Wpływ potencjalnego zwycięstwa Donalda Trumpa na rynki finansowe i gospodarkę USA

Po zeszłotygodniowym odbiciu Donalda Trumpa w sondażach, John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo kreśli scenariusz, który według rynku zakładów ma teraz największe szanse, by się urzeczywistnić: „republikańskie zwycięstwo”, w którym Trump nie tylko wygrywa wybory, ale Republikanie zachowują kontrolę nad Izbą Reprezentantów i odzyskują Senat. Ekspert nazywa to scenariuszem „Trump 2.0”, na który bukmacherzy dają obecnie 30% szans.

Uwzględniając reakcję rynku po zwycięstwie Trumpa w 2016 roku, uważa się, że taki scenariusz mógłby przynieść znaczące korzyści dla amerykańskiego rynku akcji. W końcu wizja dalszych obniżek podatków i deregulacji zazwyczaj budzi optymizm. Niemniej jednak niektóre z tych pozytywnych założeń mogą okazać się mylne, przynajmniej w kontekście początkowej reakcji rynku.

Rynek akcji zyskał po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach sprzed ośmiu lat, choć warto zauważyć, że równocześnie wzrosły napięcia handlowe z Chinami. W 2017 r. indeksy Dow Jones Industrial Average, S&P 500 i Nasdaq Composite osiągnęły najlepsze wyniki od 2013 roku. Chociaż te dane dają pewną perspektywę, nie można być pewnym wpływu potencjalnego zwycięstwa Trumpa na rynki. Dla inwestorów to czas, by dokładnie rozważyć, co poszczególne scenariusze oznaczają w kontekście ich portfeli, a przede wszystkim, by pomyśleć o dywersyfikacji, która wśród polskich inwestorów wciąż często nie jest priorytetem – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.

John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo analizuje scenariusz „Trump 2.0”

Według Johna J. Hardy’ego, jedynym do tej pory papierkiem lakmusowym nastrojów rynku wobec tego scenariusza, był okres wakacyjny, gdy sondaże wskazały na wzrost poparcia dla Trumpa po próbie zamachu na jego życie w połowie lipca oraz symbolicznym wzniesieniu przez niego pięści po tym zdarzeniu. Na poniższym wykresie widać, jak akcje Forda i General Motors (indeksowane do 100 od 1 maja) rosły wraz z szansami Trumpa na zwycięstwo, a następnie spadły po wycofaniu się Bidena z wyścigu. Punkt oznaczony jako „1” na wykresie to dzień po debacie z 28 czerwca, w której Biden odniósł porażkę. Punkt „2” to pierwszy dzień na rynkach po zamachu na Trumpa z 12 lipca, natomiast punkt „3” to dzień po 21 lipca, kiedy Biden ogłosił rezygnację z kandydowania w wyborach prezydenckich.

wykres 1

Ford wydawał się bardziej wrażliwy na wahania Trumpa w sondażach niż GM. Może to wynikać z faktu, że firma produkuje niemal dwa razy więcej samochodów w Meksyku niż Ford, co sprawia, że podejście Trumpa do cła jest odczytywane jako ryzyko dla rentowności produkcji w tym kraju. Niemniej jednak GM sprzedaje ponad 80% swoich samochodów w USA, podczas gdy Ford sprzedaje tam około dwóch trzecich. Z drugiej strony, pod koniec lipca opublikowano również wyniki finansowe Forda, a bardzo słaby raport przyczynił się do ogromnego spadku ceny akcji firmy. Niezależnie od tego, możemy uznać, że ceny akcji tych dwóch spółek będą wrażliwe na wynik wyborów.

Pozytywne aspekty wariantu „Trump 2.0”

Oczekiwania na pozytywną reakcję w przypadku „Trump 2.0” opierają się głównie na scenariuszu z 2016 roku, kiedy to rynek przewidywał, zresztą słusznie, znaczne obniżki podatków. Jeśli powtórzy się ta strategia, sektory, które prawdopodobnie będą cieszyć się ze scenariusza pełnej dominacji Republikanów, to:

  • Amerykańscy producenci z silną pozycją na rynku krajowym, którzy borykają się z zagraniczną konkurencją. Mogą oni zyskać szczególnie wiele w przypadku wygranej Trumpa. Nowe cła zwiększyłyby ich konkurencyjność na rynku krajowym. Warto jednak pamiętać, że łańcuchy dostaw mają często zasięg globalny. Ponadto, krajowe inwestycje w nowe zakłady produkcyjne również mogą przynieść dobre rezultaty.
  • Duże banki i firmy paliwowe. Oprócz wprowadzenia ceł, Trump obiecał również deregulację dla tradycyjnych firm energetycznych oraz banków i instytucji finansowych. W przypadku dużych banków istnieje nadzieja, że w przy ponownej wygranej Trumpa, zostaną zniesione niektóre z surowych regulacji Dodd-Frank, wprowadzonych po kryzysie finansowym w latach 2007-09. Podobnie jak Ford i GM, banki również zyskały na wartości, gdy w połowie lipca zwiększyły się szanse Trumpa na wygraną.
  • Akcje. Trump obiecał obniżenie podatków korporacyjnych do 15% z obecnych 21%, co stanowiłoby natychmiastowy zastrzyk zysków dla wszystkich rentownych przedsiębiorstw.
  • Europejskie firmy zbrojeniowe. Administracja w przypadku „Trump 2.0” prawdopodobnie doprowadzi do dalszego osłabienia zaufania do sojuszy bezpieczeństwa między USA a Europą oraz większej gotowości USA do negocjacji z Rosją w celu zakończenia wojny w Ukrainie. Może to pociągnąć za sobą znaczne inwestycje w Europie, dążące do wzmocnienia niewystarczających zdolności obronnych.

Ale jakie jest ryzyko?

„Przewidywanie jest bardzo trudne, zwłaszcza jeśli chodzi o przyszłość” – zauważył kiedyś jeden z duńskich fizyków, co doskonale oddaje obecną sytuację. Prognozowanie, jak rozwinie się scenariusz „Trump 2.0” w dłuższej perspektywie, jest niezwykle skomplikowane. Niemniej jednak warto zwrócić uwagę na kilka obszarów, które mogą szybko ograniczyć pozytywną reakcję rynku.

Po pierwsze, ryzyko wojny handlowej. Było to bardzo widoczne podczas pierwszej kadencji Trumpa, gdy rynek często reagował na jego wpisy na Twitterze (obecnie X.com) dotyczące działań przeciwko Chinom. Jednak tym razem Trump może przyjąć bardziej agresywne podejście do ceł, co może prowadzić do konfrontacji nie tylko z Chinami, ale także z innymi dużymi partnerami handlowymi, takimi jak Meksyk, Japonia czy Europa.

Po drugie, wzmocnienie dolara amerykańskiego. Powszechnie uważa się, że cła oraz stymulujące cięcia podatkowe doprowadzą do wzmocnienia dolara amerykańskiego. Jest to globalna waluta, której umocnienie stanowi ryzyko dla wzrostu gospodarczego na świecie, szczególnie w krajach rozwijających się.

Po trzecie ryzyko inflacji. Deficyty w USA już są ogromne, jak na gospodarkę, która nie znajduje się w recesji. Dodatkowe cięcia podatków i cła wprowadzane przez Trumpa mogą prowadzić do dalszego wzrostu cen. Nastroje na rynku mogą szybko się pogorszyć, jeśli inwestorzy uznają, że Rezerwa Federalna będzie zmuszona utrzymać stopy procentowe na wysokim poziomie.

Po czwarte, niestabilna sytuacja z długiem USA i wysokie rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Po zwycięstwie Trumpa w 2016 roku giełda mogła rosnąć, mimo podwyżek stóp procentowych, bo zaczynały one z bardzo niskiego poziomu. Polityka Trumpa jest postrzegana jako inflacyjna, co może spowodować ponowny, ostry wzrost długoterminowych rentowności. Obecnie stopy procentowe są znacznie wyższe, ale także zadłużenie Stanów Zjednoczonych znajduje się na całkowicie niezrównoważonej trajektorii przy obecnych stopach procentowych, nawet bez nowych cięć podatków przez Trumpa. Jakie nowe rozwiązania musiałby opracować Departament Skarbu i Rezerwa Federalna, aby zapobiec dalszemu wzrostowi stóp procentowych? Odpowiedzi nie są proste.

Po piąte – niepokój społeczny.  To jeden z najtrudniejszych obszarów do przewidzenia, ale jeśli Trump zrealizuje swoje groźby dotyczące deportacji nielegalnych imigrantów, może to spowodować poważne zakłócenia.

Nie można przewidzieć, jak rozwinie się scenariusz „Trump 2.0”, ale z wszystkich możliwych opcji prawdopodobnie wywoła on największe wahania na rynku zaraz po wyborach. Wówczas rynki będą próbowały przewidzieć kierunki nowej polityki, które wprowadzi nowy prezydent i Kongres. Ważne będzie też obserwowanie, co się wydarzy po ewentualnym gwałtownym wzroście rynku. Z drugiej strony, najbardziej pozytywnym scenariuszem w perspektywie średnioterminowej jest prawdopodobnie nie „Trump 2.0”, lecz zwycięstwo Harris z Republikańskim Senatem – czyli w zasadzie status quo. Rynek często reaguje lepiej, gdy politycy mają ograniczone możliwości działania.

Dane inflacyjne mogą umocnić dolara, ale pod jednym warunkiem

Rynek mocno zredukował swoje oczekiwania co do przyszłych obniżek stóp procentowych w USA. Widać, że sukcesywnie m.in. z tego powodu dolar amerykański umacnia się, co skutkuje zejściem pary EUR/USD poniżej 1,0950. Z technicznego punktu widzenia na głównej parze walutowej widoczny jest układ „podwójnego szczytu” a w chwili obecnej obserwujemy sugerowany przez tę formację spadek, który może spowodować zejście poniżej 1,09. Żeby jednak zobaczyć niższe wartości prawdopodobnie potrzebne byłyby do tego nieco wyższe odczyty CPI, które pokazałyby, że inflacja nie powiedziała ostatniego słowa a Fed w związku z tym musi wykazać się czujnością.

Wczoraj, nawet bez wyraźnego bodźca, dolar amerykański dość mocno zyskał na wartości, a kurs EUR/USD spadł poniżej 1,095. Z kolei notowania USD/JPY ponownie osiągnęły pułap 150. Jednocześnie rynek wycenia obecnie zaledwie 42 punkty bazowe obniżek stóp Fed do końca roku (prawie 20 pb mniej niż tydzień temu), co nie byłoby nawet równoważne cięciu o 25 pb na każdym z dwóch pozostałych posiedzeń. Można uznać, że dostosowanie rynkowe poszło trochę za daleko. Ale z drugiej strony przeszacowania czy niedoszacowania są czymś naturalnym. Wczorajszy protokół z wrześniowej decyzji pokazał, że były głosy przeciwne tak dużej zmianie stóp ale większa część urzędników optowała jednak za większym ruchem. Ostatnie komentarze płynące z Fed sugerują, że decydencie nie są niezadowoleni z obecnego stanu gospodarki. Niemniej jednak wydaje się mało prawdopodobne, aby Rezerwa Federalna wstrzymał się z redukcją w listopadzie lub w grudniu, nawet teraz, kiedy mamy za sobą bardzo dobry raport NFP. Scenariuszem bazowym pozostaje zatem luzowanie warunków monetarnych o 25 pb na każdym z dwóch kolejnych posiedzeń.

Dzisiejsze dane CPI nie będą „elektryzować” rynku tak jak jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu, jednak z powodu ubogiego w dane kalendarza makro w tym tygodniu, z pewnością wskaźniki inflacyjne nie przejdą niezauważone. Oczekiwania pokazują stabilizację miary bazowej r/r na poziomie 3,2 proc. oraz spadek zasadniczego CPI z 2,5 proc. do 2,3 proc. Dynamika miesięczna również wg prognoz ma się obniżyć. Jeśli jednak dane zaskoczą negatywnie (w górę), wówczas dolar może ponownie otrzymać „wiatr w żagle”, co mogłoby poskutkować spadkiem głównej pary walutowej poniżej 1,09.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

KPMG: Inwestycje w technologie i odporność organizacyjna to priorytety polskich CEO w 2024 r.

Polscy liderzy biznesu coraz mocniej stawiają na budowanie odporności organizacyjnej w obliczu zmniejszającej się pewności co do rozwoju globalnej gospodarki – wynika z nowej edycji raportu „KPMG CEO Outlook 2024″. W badaniu, które objęło prezesów największych firm na świecie i w Polsce, odsetek polskich zarządzających pewnych rozwoju globalnej gospodarki w ciągu najbliższych trzech lat spadł o 24 p.p. z 72% w 2023 roku do 48%. Nowe technologie są dla badanych priorytetowym obszarem inwestycji kapitałowych (72% w Polsce, 59% globalnie). Jednocześnie to właśnie rewolucyjne technologie ankietowani z Polski wskazują jako największe ryzyko zagrażające rozwojowi ich firm – nawet 88% z nich uważa, że sztuczna inteligencja negatywnie wpłynie na dobrobyt ich organizacji w ciągu najbliższych trzech lat.

Perspektywy gospodarcze – wzrost niepewności wśród CEO z Polski

Jak wynika z raportu KPMG, zarządzający coraz bardziej odczuwają rosnące wyzwania związane z prowadzeniem dużych organizacji – niemal trzy czwarte z nich przyznaje, że odczuwa większą presję, by zapewnić długoterminowy sukces swoich firm. Największe obawy liderów na świecie związane z rozwojem ich przedsiębiorstw w nadchodzących trzech latach dotyczą wpływu zakłóceń w łańcuchu dostaw i problemów operacyjnych. Na trzecim miejscu jest cyberbezpieczeństwo. Nieco inaczej ocena wyzwań wygląda w Polsce, gdzie najczęściej respondenci wskazywali na nowe technologie zmieniające rynek, niepewność polityczną i cyberzagrożenia. Częściowo obszary te pokrywają się z trzema priorytetowymi wyzwaniami współczesnego świata według polskich zarządzających czyli: wzrostem niepewności gospodarczej, narastającą złożonością geopolityczną oraz wyścigiem w zakresie wdrażania AI/GenAI i innych nowoczesnych technologii.

Ostatnia dekada upłynęła pod znakiem zmienności – od globalnej pandemii, przez rosnącą inflację, aż po dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji. W obliczu tych wyzwań liderzy muszą być bardziej odporni, elastyczni i innowacyjni niż kiedykolwiek wcześniej. W perspektywie najbliższych lat, prezesi, którzy wyznaczą odważne strategie, dostosują się do szybko zmieniającego się świata oraz zainwestują w odpowiednie technologie i talenty, mogą osiągnąć zrównoważony, długoterminowy wzrost – mówi Bill Thomas, Global Chairman i CEO KPMG International.

Polscy liderzy wykazują znacznie większy pesymizm co do perspektyw rozwoju globalnej gospodarki niż CEO z grupy 11 kluczowych gospodarek świata (wskazanych w raporcie jako Core Countries[1]). Tylko 48% ankietowanych prezesów z Polski wyraża pewność co do jej rozwoju w ciągu najbliższych trzech lat, co oznacza spadek o 24 p.p. r/r, podczas gdy w grupie porównawczej odsetek zarządzających pewnych takiego rozwoju zmienił się jedynie o 1 p.p. na niekorzyść. Co ciekawe, wśród polskich CEO pewność co do poprawiającej się kondycji kraju była bardzo wysoka i wyniosła 92% wskazań.

Remedium na wyzwania ma być wzmacnianie odporności organizacyjnej. W Polsce aż 52% osób zarządzających największymi firmami wskazało na budowanie odporności na inflację kosztów kapitału i nakładów jako kluczowy priorytet operacyjny w ciągu najbliższych trzech lat. To ogromny wzrost w porównaniu do zeszłego roku, kiedy wskazało tak jedynie 8% respondentów z Polski. Kolejnym istotnym priorytetem operacyjnym jest wzrost nieorganiczny poprzez fuzje i przejęcia (połowa wskazań). Na wzroście organicznym, tj. poprzez zwiększenie przychodów i zysków chce skupić się niespełna jedna czwarta respondentów z Polski.

Tegoroczna edycja raportu KPMG CEO Outlook pokazuje, jak prezesi adaptują się do nowych realiów i kształtują przyszłość swoich organizacji w obliczu licznych niepewności. Ich zadaniem jest tworzenie struktur odpornych i przygotowanych na nadchodzące wyzwania. Zdolność do elastycznego reagowania i innowacyjnego myślenia to fundament ciągłego postępu oraz sukcesu. Kluczowe jest także przywództwo oparte na celowości i współpracy, stanowiące podstawę trwałego, zrównoważonego wzrostu – mówi Stacy Ligas, Managing Partner w KPMG w Polsce.

Prezesi w Polsce ostrożni wobec AI

Liderzy największych firm w Polsce coraz bardziej koncentrują się na nowych technologiach – aż 72% respondentów wskazało ten obszar jako priorytet inwestycyjny, co stanowi wyraźny wzrost w porównaniu z poprzednimi latami. W kwestii sztucznej inteligencji widać różnicę między Polską a 11 kluczowymi gospodarkami. Podczas gdy 64% globalnych firm uznaje generatywną AI za priorytet inwestycyjny, w Polsce zgadza się z tym jedynie 48%, a 36% polskich respondentów nie dostrzega w niej takiej roli. Wyścig w zakresie wdrażania AI oraz innych nowoczesnych technologii to jedno z kluczowych wyzwań współczesnego biznesu według polskich liderów.

92% polskich CEO uważa, że AI nie spowoduje redukcji miejsc pracy, ale wymusi podniesienie kwalifikacji pracowników. Prezesi dostrzegają w AI głównie potencjał do zwiększenia wydajności i automatyzacji rutynowych zadań – to korzyść, którą wskazało 28% polskich i 16% globalnych zarządzających.

Chociaż nowe technologie zyskują na znaczeniu w kontekście budowania przewagi konkurencyjnej, cyberzagrożenia pozostają istotnym wyzwaniem. W Polsce i na świecie są one na podium ryzyk dla rozwoju organizacji. Jednocześnie jedynie 48% polskich liderów planuje zwiększyć inwestycje w cyberbezpieczeństwo, mimo że 64% obawia się, że cyberprzestępczość może negatywnie wpłynąć na ich działalność.

Inwestycje w technologie to nie sprint, a maraton. Choć potencjał sztucznej inteligencji jest ogromny, firmy muszą być przygotowane na długoterminową perspektywę. Dopiero za kilka lat będziemy w pełni świadomi transformacji, jaką przyniesie ta technologia. Kluczem do sukcesu jest nie tylko wdrożenie narzędzi, ale także budowa wiarygodnej bazy danych i odpowiednich kompetencji w organizacji – mówi Alina Wołoszyn, Partner, Szef Działu Advisory w KPMG w Polsce i Deal Advisory w KPMG w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wyzwania ESG – rosnąca presja, ograniczone zasoby

Firmy z Polski kontynuują wdrażanie praktyk ESG (Environmental, Social, Governance), lecz napotykają liczne wyzwania. Jedynie 40% liderów z Polski uważa, że ich organizacje dysponują wystarczającymi zasobami do spełnienia nowych wymogów raportowania, co kontrastuje z 76% globalnie. Co więcej, tylko 28% firm w Polsce biorących udział w badaniu KPMG zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2030 roku, w porównaniu do 52% w kluczowych gospodarkach.

Respondenci z Polski wskazują na trudności w dostosowywaniu strategii do szybko zmieniających się oczekiwań interesariuszy. Aż 64% z nich przyznaje, że tempo zmian w obszarze ESG jest większe, niż są w stanie nadążyć. Choć brak technologii do gromadzenia i analizy danych wciąż stanowi barierę, jest ona mniej krytyczna niż w poprzednich latach (24% w 2024 roku, 60% w 2023 roku).

Firmy, które podejmują realne działania w obszarze odpowiedzialności społecznej i środowiskowej, mogą nie tylko zwiększać swoją konkurencyjność, ale także budować lojalność pracowników i przyciągać talenty. W obliczu dynamicznie rosnących oczekiwań interesariuszy w zakresie ESG, kluczowym wyzwaniem dla zarządzających staje się wdrożenie wiarygodnych strategii ESG, elastyczność w podejmowaniu decyzji oraz szybka adaptacja do zmieniających się warunków rynkowych, a także transparentne i wiarygodne raportowanie zrównoważonego rozwoju – podkreśla Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.

Powrót do biur i inwestycje w pracowników

Aż 84% prezesów największych firm w Polsce i 83% liderów na świecie planuje pełny powrót do pracy stacjonarnej w ciągu najbliższych trzech lat, co sugeruje wyraźny trend odchodzenia nawet od modelu hybrydowego, który zadeklarowało jedynie 12% badanych największych firm w Polsce i 13% globalnie.

Zarządzanie różnorodnymi pokoleniami, utrzymanie ciągłości wiedzy oraz spełnianie oczekiwań społecznych stają się coraz większymi wyzwaniami dla liderów. Blisko jedna trzecia respondentów obawia się o rosnącą liczbę pracowników zbliżających się do emerytury oraz o brak wystarczająco wykwalifikowanych osób, które mogłyby ich zastąpić. W odpowiedzi na ten problem, 68% prezesów z Polski oraz 80% liderów z kluczowych gospodarek deklaruje, że zapewnienie dostępu do wykwalifikowanej kadry w przyszłości będzie wymagało inwestowania w lokalne społeczności.

W kontekście różnorodności, równości i włączenia (DEI), polscy liderzy wskazują, że zmiany w przywództwie na wyższym szczeblu są kluczowe dla osiągnięcia tych celów – zgadza się z tym 68% respondentów, podczas gdy globalnie podobne zdanie ma 76% badanych.

Jeśli chodzi o plany zatrudnienia, prezesi największych firm w Polsce przyjmują bardziej zachowawcze podejście. Choć wszyscy respondenci deklarują chęć zwiększenia liczby pracowników w ciągu najbliższych trzech lat, tylko niespełna jedna czwarta z nich planuje wzrost o 6-10%, co stanowi spadek o 16 p.p. w porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania.

Pełna wersja raportu dostępna jest na stronie: KPMG CEO Outlook 2024 – KPMG Poland

****

O RAPORCIE:

Polska edycja badania „KPMG CEO Outlook” już trzeci rok z rzędu stanowi pogłębioną analizę porównawczą perspektyw osób zarządzających największymi organizacjami w Polsce na rozwój ich firm, branży, kraju oraz globalnej gospodarki, a także na trzy kluczowe obszary biznesowe: zrównoważony rozwój, technologię i pracowników. Tegoroczna edycja raportu „KPMG CEO Outlook” jest dziesiątą edycją globalnego i czwartą polskiego wydania, dzięki czemu oferuje unikalne spojrzenie na zmiany zachodzące w sposobie myślenia globalnych liderów biznesu w ostatnich burzliwych społecznie, gospodarczo i geopolitycznie latach. Badanie, na którym opiera się aktualna edycja raportu, zostało przeprowadzone na przełomie lipca i sierpnia 2024 roku. Respondenci to osoby zarządzające firmami o rocznych przychodach przekraczających 500 milionów dolarów amerykańskich. Organizacje, których liderzy wzięli udział w badaniu, są przedstawicielami 11 kluczowych sektorów gospodarki. Są to: bankowość, energetyka, infrastruktura, life sciences, motoryzacja, przetwórstwo przemysłowe, sektor konsumencki i detaliczny, technologia i telekomunikacja, ubezpieczenia oraz zarządzanie aktywami. W raporcie zostały omówione wyniki polskiej wersji badania przeprowadzonego wśród osób zarządzających największymi firmami w Polsce (n=25), które zestawiono z odpowiedziami liderów z tzw. Core Countries (n=1 325). Core Countries stanowi grupa 11 krajów: Australia, Chiny, Francja, Hiszpania, Indie, Japonia, Kanada, Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Włochy.

[1] Core Countries stanowi grupa 11 krajów: Australia, Chiny, Francja, Hiszpania, Indie, Japonia, Kanada, Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Włochy.

Nowe Perspektywy dla Prawa do bycia zapomnianym. KE odpowiada na inicjatywę Roberta Szustkowskiego

Komisja Europejska odpowiedziała na apel Roberta Szustkowskiego, który proponuje rozszerzenie Prawa do bycia zapomnianym na media jako administratorów danych osobowych. Zgodnie z oceną KE, media muszą przestrzegać przepisów RODO, co daje obywatelom prawo żądania usunięcia swoich danych, szczególnie w przypadkach ich nielegalnego przetwarzania.

Jednak KE zaznacza, że prawo do usunięcia danych nie jest absolutne. Wydawcy nie muszą usuwać informacji, które są istotne dla zachowania wolności słowa. Kluczowe jest zrównoważenie tych dwóch praw, co powinno być przedmiotem indywidualnej oceny.

Autor inicjatywy zwraca jednak uwagę na fakt, iż mimo korzystnych wyroków sądowych, media w Polsce nadal mogą publikować nieprawdziwe informacje, co wymaga od poszkodowanych kosztownych i czasochłonnych procesów sądowych. Dlatego – jak tłumaczy – podejmuje działania na rzecz wprowadzenia zmian legislacyjnych, które mogłyby lepiej chronić prawa jednostek. Wskazuje, że jego inicjatywa ma na celu umożliwienie obywatelom UE skuteczniejszej obrony ich wizerunku w mediach, co ma na celu walkę z dezinformacją na większą skalę.

To sposób na zapobieganie ludzkim tragediom i dezinformacji w całej Unii Europejskiej” – podkreśla Szustkowski, podkreślając wagę swoich postulatów.

W swoim apelu wzywa do wprowadzenia zmian legislacyjnych, które ułatwią obywatelom ochronę ich wizerunku oraz zapobiegną dezinformacji. Proponowane zmiany obejmują wprowadzenie Rzecznika Praw Czytelników oraz jednolitego formularza zgłaszania naruszeń dóbr osobistych w UE.

Szustkowski postuluje również jasne zasady dotyczące weryfikacji informacji przed publikacją, co mogłoby zapobiec osobistym tragediom wynikającym z nieprawdziwych doniesień medialnych.

„Zmiany są niezbędne. Dajmy obywatelom UE narzędzia do obrony własnej reputacji, a media odzyskają zaufanie i rzetelność” – twierdzi Szustkowski

Polacy coraz częściej korzystają z AI i oczekują, że firmy nadążą za ich potrzebami

Polscy konsumenci korzystają z AI w życiu codziennym i oczekują tego samego od firm, wynika z raportu “Gotowi na sztuczną inteligencję. Oczekiwania polskich konsumentów i firm” opracowanego przez PwC Polska. Jednocześnie, dla biznesu sukces w sztucznej inteligencji wynika z odpowiedniego połączenia zasobów ludzkich, technologii i strategii. Same dane i technologia nie wystarczą.

  • Klienci są gotowi na AI, słyszeli o tej technologii i z niej korzystają, w każdej z badanych grup wiekowych co najmniej 50% uczestników znało GenAI.
  • Oczekują też od firm, że zaczną oferować rozwiązania AI, które ułatwią im życie, ponad 55% wskazało wsparcie przy wykonywaniu żmudnych zadań i procedur.
  • Mimo obaw o prywatność danych i potencjalne wycieki, konsumenci chcą korzystać z GenAI w pracy, nawet jeśli firmowe regulaminy na to nie pozwalają, 85% używa GenAI mimo braku oficjalnej akceptacji.
  • Firmy zaczynają inwestycje w AI (ponad 75%), ale nikt jeszcze nie ma wielu produkcyjnych zastosowań, większość to wstępny etap.
  • Firmy zaczęły inwestować w zespoły i technologię AI, spodziewając się znaczących usprawnień i zwrotów z inwestycji. 55% organizacji ma zdefiniowaną strategię AI lub pracuje nad jej przygotowaniem.
  • Firmy też boją się o prywatność danych, a wdrożenie odpowiednich procesów zapewniających ich bezpieczeństwo stanowi dla wielu z nich wyzwanie. Organizacje mają też obawy związane z niedoborami specjalistów od AI na rynku, 69% ma problem z rekrutacją ekspertów.

Ze sztucznej inteligencji korzystają wszystkie grupy konsumentów. Nawet wśród najstarszej grupy respondentów, 56% słyszało o GenAI. Żadna nowa technologia nie zdobywała popularności tak szybko. Potrzeby konsumentów, jeśli chodzi o wykorzystanie AI, są bardzo podobne – są to głównie wyszukiwanie informacji i pomoc w podejmowaniu decyzji, ale młodzi najczęściej szukają pomocy w nauce (56%), a starsi w wyszukiwaniu informacji (78%). Konsumenci oczekują, że AI będzie wykorzystana w biznesie i sektorze publicznym. Zależy im głównie na automatyzacji. Aż 83% badanych oczekuje usprawnienia procedur w sektorze publicznym dzięki AI. Poza tym, konsumenci kierują się wygodą – aż 67% respondentów chciałoby mieć możliwość korzystania z wirtualnych przymierzalni w sklepach internetowych. Adopcja AI postępuje bardzo szybko, ale konsumentów nadal cechuje niepewność co do niektórych rozwiązań i konsekwencji wynikających z ich stosowania. Przede wszystkim obawiają się braku inkluzywności i odpowiedniej kontroli nad AI – aż 75% respondentów uważa, że AI może spowodować wykluczenie społeczne, a 80% przewiduje, że przyczyni się do dezinformacji.

“Wyniki naszego badania są jednoznaczne. Polscy konsumenci są gotowi na AI. Ponad 60% z nich słyszało o sztucznej inteligencji i większość z nich korzysta już z tej technologii w codziennym życiu. I choć konsumenci zwracają uwagę na kwestie prywatności i dostępu do danych, to zamierzają aktywnie korzystać z dobrodziejstw jakie niesie ze sobą wykorzystanie AI. Co ciekawe ponad 80% respondentów oczekuje, że te nowe narzędzia technologiczne usprawnią procedury w sektorze publicznym. Na zmieniające się trendy reagują polskie firmy. Ponad 75% z nich zaczęło wykorzystywać AI w praktyce: od automatyzacji procesów po usprawnienie kontaktu z klientami” – mówi Jakub Borowiec, partner PwC Polska, lider zespołu AI & Analytics.

Właściwe zarządzanie sześcioma kluczowymi obszarami (strategia, dane, technologia, biznes, kultura i talenty oraz ład korporacyjny, ryzyko i zgodność) pozwoli osiągnąć duże korzyści — zwiększając konkurencyjność i innowacyjność w firmie. Ponad 50% firm opracowało swoją strategię nt. AI (albo zaczęło nad tym pracować). Prawie połowa organizacji twierdzi, że większość danych (powyżej 50%) jest trzymana w repozytoriach (np. hurtownie danych). Firmy są gotowe na chmurę – 90% organizacji, które mają ustrukturyzowane podejście do AI korzysta z chmury. Automatyzacja procesów, wykrywanie anomalii oraz poprawa jakości predykcji to priorytet firm – na automatyzację procesów wskazuje 48% respondentów. Brak wystarczającej liczby ekspertów z dziedziny AI – 69% respondentów twierdzi, że organizacja nie zatrudnia wystarczającej liczby ekspertów z dziedziny AI. Dostosowanie się do obowiązujących regulacji prawnych jest wyzwaniem – wyłącznie 26% organizacji wdrożyło wymagania dla AI.

“Żeby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji należy na chłodno zacząć już teraz oddzielać powszechny entuzjazm i opowieści sprzedawców od faktycznych potrzeb i możliwości ludzi, biznesu i administracji. AI to wciąż nowa technologia i bezustannie trwają poszukiwania jej zastosowań i sposobów jej uporządkowania. Równocześnie firmy zwracają uwagę na trudności w rekrutacji topowych talentów. Walka o talenty nigdy nie była tak kluczowa dla budowania konkurencyjności na świecie” – mówi Michał Targiel, partner PwC Polska, zespół Intelligent Process Automation & AI.

Pomimo ogromnego zainteresowania ChatGPT, biznes widzi największą wartość dodaną w automatyzacji procesów, wykrywaniu anomalii i poprawie jakości predykcji. W sektorze sprzedaży detalicznej najważniejszym obszarem zastosowania AI jest kontakt z klientem, w szczególności wirtualni agenci oraz analiza sentymentu. Natomiast w sektorze finansowym najważniejsze obszary analityki dotyczą automatyzacji procesów usługowych, w tym rozpoznawanie mowy i dokonywanie predykcji. Pomimo braku ustrukturyzowanego podejścia, ponad 75% firm planuje lub zaczęło już wdrażać rozwiązania z zakresu generatywnej sztucznej inteligencji. Najwyższy odsetek firm planujących wdrożenie rozwiązań AI przypada organizacjom z sektorów sprzedaży detalicznej oraz finansowego. Ponad 80% z nich inwestuje w rozwiązania AI, a także co najmniej połowa przedsiębiorstw podejmuje decyzje biznesowe przy wsparciu AI. Najważniejszym obszarem rozwoju we wszystkich organizacjach była automatyzacja procesów oraz analizy predykcyjne. Prawie połowa ankietowanych przedsiębiorstw (48%) korzysta obecnie z analityki predykcyjnej.

“Większość pomysłów na wykorzystanie AI nie kończy się wdrożeniem (80%). Aby uniknąć marnowania zasobów prace nad zastosowaniem AI muszą wynikać z przyjętej strategii AI oraz być ocenione pod kątem możliwości, kosztów i korzyści. Taka strategia musi być dopasowana do sektora oraz stopnia dojrzałości AI firmy. Dzięki temu inwestycje w AI przyniosą realne korzyści i pozytywnie wpłyną na efektywność firmy i zwiększą lojalność klientów” – mówi Michał Gamrot, wicedyrektor PwC Polska, zespół AI & Analytics.

Brak specjalistów z dziedziny AI może stanowić duże zagrożenie wobec planów wykorzystania nowych technologii przez polskie firmy, dlatego kluczowa jest edukacja. 69% respondentów twierdzi, że ich firma nie zatrudnia wystarczającej liczby ekspertów z dziedziny AI. Najmniej, bo wyłącznie 10% firm w sektorze finansowym, deklaruje że zatrudnia wystarczającą liczbę wykwalifikowanych specjalistów. Podobnie, choć nieco lepiej wygląda sytuacja w sektorze retail, gdzie odsetek ten wynosi 23%. Jednocześnie prawie 70% organizacji nie przeprowadziło analizy kompetencji pracowników zaangażowanych w rozwój sztucznej inteligencji. 64% organizacji posiada lub planuje przygotować ścieżki kariery i rozwoju pracowników zaangażowanych w budowę i wykorzystywanie AI. Ponad 50% przedsiębiorstw obecnie przeprowadza lub planuje przeprowadzić analizę obowiązujących przepisów prawa lub standardów rynkowych w dziedzinie AI, z czego tylko 44% z nich robi to regularnie (co najmniej raz w roku). Niestety, aż 37% organizacji nie przeprowadza takich analiz i tylko 26% przedsiębiorstw posiada wdrożone wymagania, które powinien spełniać system AI stosowany w organizacji. Jedynie 40% organizacji w sektorze retail oraz finansowym przyznaje, że przeprowadziło lub zaplanowało szkolenia dotyczące bezpiecznego korzystania z AI. Wśród najczęściej identyfikowanych ryzyk związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji przedsiębiorstwa wskazują wyciek danych poufnych (57%), brak jasnej odpowiedzialności za wyniki AI (39%), cyberbezpieczeństwo (35%), naruszenie praw własności intelektualnej (31%).

Spadek deficytu w USA, możliwe zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie

W USA wiadomością dnia był deficyt handlowy. Jednak dla większości to potencjalne zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie było najważniejszą informacją. W tle bardzo powoli rynek przygotowuje się na obniżki stóp w Polsce.

Deficyt handlowy w USA najniższy od marca

Po bardzo słabej serii danych dolar znów odzyskuje wiatr w żaglach. Powodem był wczorajszy spadający deficyt handlowy. Nie tylko sam fakt był ważny, ale również styl w jakim się to odbyło. Wynikało to bowiem zarówno ze spadku importu, jak i ze wzrostu eksportu. Byłaby to wymarzona sytuacja dla demokratów, gdyby w kampanii wyborczej ktokolwiek przejmował się odczytami. Obniżka importu świadczy przeważnie o przejściu na towary krajowe, a z kolei zwiększenie eksportu jest dowodem konkurencyjności gospodarki. Z drugiej strony warto nie przesadzać z zachwytem nad tymi danymi, są to bowiem wartości za sierpień, czyli miesiąc w którym dolar osłabił się względem euro o 2,5 centa. W rezultacie słaby dolar wsparł eksporterów, a utrudnił życie importerom.

Korekta na surowcach

Zapowiedź możliwego zawieszenia broni na Bliskim Wschodzie szybko wpłynęła na rynki. Ropa Brent – czyli ta notowana w Londynie – spadła z okolic 81 dolarów do 77 dolarów za baryłkę, między innymi z powodu tych wiadomości. Nie oznacza to oczywiście, że to początek ruchu w drugą stronę. Doniesienia niestety nie są potwierdzone. Zresztą ten region nauczył nas, że nawet podpisane porozumienie nie zawsze musi być potem respektowane. Obecne spadki wzmacniają jeszcze słabsze perspektywy gospodarcze z Chin. To właśnie one obniżają oczekiwanie zakupu surowca przez ten kraj. Wraz z szansą na poprawę sytuacji przecenione zostało również złoto.

Rynek wciąż uwzględnia spadki stóp

Na rocznej stopie WIBOR widać kolejne drobne obniżki. Jednak dla kredytobiorców, na stawkach WIBOR 3M i WIBOR 6M, zmiany są niemal wcale nie zauważalne, a to właśnie one są podstawą oprocentowania kredytów. Co to oznacza w praktyce? Rynek kalkuluje, że stopy spadną po okienku 6-miesięcznym. Jest też druga zła wiadomość. Jeżeli stopa 12-miesięczna jest niższa tylko o 0,1% względem 6-miesięcznej, oznacza to, że oczekuje się zaledwie jednej lub dwóch obniżek i to za ponad pół roku. Nie jest to skala spadków, która miałaby spowodować, że kredyty w Polsce przestaną być jednymi z najdroższych w Europie. Natomiast tak niskie cięcia nie powinny wyraźnie osłabić złotego.

W kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dane z Niemiec pozytywnie zaskakują, euro zyskuje. Giełdy na czerwono

Wtorkowe dane z niemieckiej gospodarki przełamały złą passę mizernych odczytów z ostatnich tygodni. Mimo że publikacje nie były jednoznacznie pozytywne, to brak kolejnego negatywnego rozczarowania miał pozytywny wpływ na unijną walutę. Dziś o poranku rynki kapitałowe świecą na czerwono.

Niemieckie zaskoczenie

Wtorkowy poranek przyniósł delikatny powiew optymizmu wokół największej gospodarki strefy euro. Mowa o najnowszych odczytach na temat niemieckiej produkcji przemysłowej, która względem poprzedniego miesiąca wzrosła o 2,9%. Faktem jest, że jest to najwyższy rezultat odnotowany w tym roku. Dodatkowo prognozy mówiły o wzroście na poziomie 0,8%, zatem punkt odniesienia był sporo niżej. Jest to chyba ostatni pozytyw z niemieckich danych. Patrząc na dane porównywane rocznie widzimy, że produkcja przemysłowa zmniejszyła się o 2,7% względem sierpnia 2023. Jest to jednocześnie 15-sty z rzędu odczyt poniżej zera w zestawieniu rocznym. Oznacza to konsekwentne kurczenie się badanej gałęzi gospodarki Niemiec od czerwca 2023. Mimo to uwaga inwestorów skupiła się dziś na dobrych danych zestawianych miesięcznie, które doprowadziły do umocnienia euro tuż po publikacji.

„Edek” nie chce dalej spadać

Po piątkowym tąpnięciu, notowania głównej pary walutowej świata zatrzymały się na wsparciu 1,096 USD. Podczas wczorajszej sesji kurs EUR/USD nie wykazywał większej zmienności. Jednak dziś na wykresie otwierają się próby ataku ze strony euro, które chciałoby wybić kurs do 1,10 USD. Prawie udało się to tuż po porannych danych zza naszej zachodniej granicy, kiedy to notowania otarły się o 1,099 USD. Trudno jednak mówić o trwałej zmianie kierunku eurodolara, gdyż odczyty z Niemiec były tylko częściowo pozytywne. Warto jednak wspomnieć, że umocnienie unijnej waluty ma miejsce podczas wzrostu prawdopodobieństwa – wczoraj 7%, a dziś 12,5% – na brak zmian kosztu pieniądza w USA na listopadowym posiedzeniu FED. Przy czym obniżka o 25 p.b. pozostaje dominującym scenariuszem z 87% prawdopodobieństwem. Dzisiejszy i środowy brak istotnych danych makroekonomicznych sugeruje, że większa zmienność na omawianym wykresie może pojawić się dopiero w czwartek, kiedy to poznamy najnowsze dane inflacyjne ze Stanów Zjednoczonych.

Giełdowa zadyszka

Wczorajsza, spadkowa sesja na Wall Street rozlała się na pozostałą część świata. Dziś z samego rana ucierpiała Azja, gdzie spadał japoński Nikkei i Topix. Zadyszkę widać także na giełdzie papierów wartościowych w Hongkong’u, gdzie główny indeks stracił powyżej 9%. Do zniżkującej grupy o poranku dołączył również niemiecki DAX, francuski CAC, a także polski WIG20. W przypadku warszawskiego parkietu znajdujemy się przy wsparciu 2295 pkt, które testowane było zarówno wczoraj, jak i na zakończenie ubiegłego tygodnia. Jeżeli obóz niedźwiedzi zepchnie notowania niżej, będzie to kolejna sesja spadkowa w tym miesiącu, który póki co nie jest łaskawy zarówno dla polskiej giełdy, jak i waluty. Dziś o poranku widzimy lekkie odreagowanie wczorajszych spadków notowań złotego. Kurs EUR/PLN to 4,32 PLN, natomiast USD/PLN to 3,93 PLN.

Dawid Górny – analityk w InternetowyKantor.pl

Dlaczego warto wdrożyć elektroniczny obieg faktur w firmie?

Cyfryzacja dokumentów to klucz do usprawnienia działania przedsiębiorstwa. Metodą, która pozwala osiągnąć ten cel, jest elektroniczny obieg faktur. Na czym on polega i jakie obszary działalności poprawia? Warto się tego dowiedzieć.

Czym jest elektroniczny obieg faktur?

Elektroniczny obieg faktur to czynność polegająca na digitalizacji papierowych dokumentów. Dzięki niej pisma trafiają do firmowej bazy danych, która znajduje się w chmurze. Dostęp do rachunków, umów i wszelkich innych zasobów mają jednocześnie wszyscy pracownicy, którym udzielono odpowiednich uprawnień.

Programy, które umożliwiają elektroniczny obieg faktur, proponują firmy z branży technologicznej. Tego typu rozwiązania zwykle są oferowane w formie subskrypcji. Licencja jest udzielana na określony czas i liczbę kont. Koszt usługi czasem zależy też od zakresu usług, które świadczy przedsiębiorstwo będące właścicielem oprogramowania.

Główne zalety wdrożenia elektronicznego obiegu faktur

Cyfryzacja pism przynosi przedsiębiorstwom wiele korzyści. Dzięki programowi, który pozwala na elektroniczny obieg faktur, uprawnieni pracownicy mogą m.in. wystawiać, akceptować i archiwizować rachunki. Oprócz tego szybko powiążą je z zamówieniami, obsłużą przedpłaty oraz usprawnią rozliczanie się z dostawcami i składanie im zapotrzebowania na kolejne towary.

Oprogramowanie do elektronicznego obiegu faktur może też wyeliminować potrzebę ręcznego wprowadzania danych z papierowych pism. Umożliwia to technologia Optical Character Recognition (OCR), czyli optycznego rozpoznawania znaków. Przy jej pomocy program sczyta informacje z dokumentu i samodzielnie wprowadzi je w odpowiednie miejsca w bazie danych.elektroniczny obieg faktur

Dodatkowe korzyści, jakie daje elektroniczny obieg faktur

Digitalizacja zasobów umożliwia ograniczenie liczby papierowych pism. Daje to okazję do redukcji powierzchni archiwum i minimalizacji kosztów wynajmu biura. Program zmniejsza też ryzyko zagubienia lub uszkodzenia dokumentów. Wszystkie są dostępne w chmurze, łatwe do odszukania dzięki standaryzowanym nazwom plików i dostępne z dowolnego miejsca na świecie.

Elektroniczny obieg faktur niekiedy bywa jednak czymś więcej niż tylko cyfryzacją pism. Tego rodzaju rozwiązanie ułatwia kontrolowanie budżetów poszczególnych działów firmy, a tym samym całej organizacji. Po wdrożeniu programu łatwiejsze staje się także przestrzeganie terminów płatności.

Jak zaimplementować elektroniczny obieg faktur?

W tym celu należy skontaktować się z firmą oferującą takie rozwiązanie, a jest nią np. Suncode. Następnie powinno się wybrać zakres subskrypcji jej programu Plus Workflow. Do przemyślenia są dwie kwestie – ilość licencji (któraś z ograniczonych liczbowo albo nielimitowana) oraz okres obowiązywania usługi serwisowej.

Przed zakupem programu warto jeszcze przejrzeć stronę Suncode i poznać jego funkcjonalność. Firma opublikowała też specyfikacje techniczną Plus Workflow. Dzięki tym informacjom będzie można utwierdzić się w przekonaniu, że elektroniczny obieg faktur to rzeczywiście rozwiązanie usprawniające pracę każdego przedsiębiorstwa.

Adgar Poland otrzymał przedłużenie finansowania kredytowego na kwotę ponad 100 mln euro

Adgar Poland od 25 lat intensywnie rozwija się na warszawskim rynku nieruchomości biurowych, ale plany wciąż ma bardzo ambitne. W ich realizacji ma pomóc podpisane porozumienie z Santander Bank Polska, na mocy którego udzielono spółce przedłużenia finansowania na kwotę ponad 100 mln euro.

Adgar Poland otrzymał przedłużenie finansowania kredytowego na kwotę ponad 100 mln euro

Adgar Poland dysponuje obecnie 14 nieruchomościami biurowymi w Warszawie, których łączna powierzchnia najmu wynosi ponad 140 tys. mkw. Z autorskich, przyjaznych konceptów biurowych wspierających rozwój biznesu można korzystać
w budynkach usytuowanych w centrach biznesowych – na Mokotowie, Woli i Ochocie. Adgar stale inwestuje w swoje nieruchomości i sukcesywnie wdraża rozwiązania mające na celu zwiększenie efektywności energetycznej oraz realizację założeń ESG, zgodnie z przyjętą strategią.

Adgar Poland otrzymał przedłużenie finansowania kredytowego na kwotę ponad 100 mln euro
photos: Katarzyna Seliga-Wroblewska, Marcin Wroblewski / Fotomohito

„Przedłużenie finansowania, którego udzielił nam Santander Bank Polska, pozwoli konsekwentnie realizować ambitne plany spółki, jeszcze efektywniej wpisywać się
w oczekiwania najemców, rozwijać produkty i usługi, promować rozwiązania biurowe, które wzmacniają funkcjonalność tkanki miejskiej i pozwalają na harmonijny rozwój całej aglomeracji. Z Santander Bank Polska współpracujemy od 2013 roku, co dodatkowo potwierdza, że w Adgar Poland stawiamy na długoterminowe relacje biznesowe”
– mówi Cezary Waszkiewicz, CFO, Adgar Poland.

Obsługę prawną transakcji zapewniła kancelaria Eversheds Sutherland.

Wśród szczególnie znaczących inwestycji spółki w ostatnich latach należy wymienić zakup budynku biurowego Adgar Renaissance Tower na warszawskiej Woli, a także zakup i zmianę dotychczasowych funkcji na biurowe historycznego budynku Adgar PDT Wola. Spółka, wspólnie z trzema inwestorami prywatnymi finansuje w tym roku również przebudowę infrastruktury drogowej w biznesowej części Służewca – łącznika ulicy Suwak i Cybernetyki.

Więcej o Adgar Poland: https://www.adgar.pl/

Jaka przyszłość czeka Cyfrowy Polsat?

Zakończyło się Nadzwyzczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Cyfrowego Polsatu. Zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami doszło do odwołania Jarosława Grzesiaka oraz Tobiasa Solorza z rady nadzorczej spółki. Zmiany w biznesowym imperium Zygmunta Solorza są spowodowane domniemanym konfliktem rodzinnym. W związku z tym wiele interesariuszy zastanawia się nad przyszłością Cyfrowego Polsatu oraz pozostałych spółek giełdowych należących do jednego z najbogatszych ludzi w Polsce.

Komentarz ze swoją analizą w tej sprawie przygotował analityk XTB – Tymoteusz Turski:

Obecnie sytuacja w Cyfrowym Polsacie pogłębia niepewność odnośnie przyszłych kierunków zmian operacyjnych w spółce. Jednym z istotnych elementów oceny inwestycji w poszczególne spółki pozostaje kwestia przewidywalności ich działalności, a niepewność, jaką jest trwający konflikt akcjonariuszy, jest zawsze z dodatkowym ryzykiem. Biorąc pod uwagę ogólną awersję inwestorów do ryzyka, uważamy, że obecnie trwający konflikt w spółce z perspektywy wyceny giełdowej może stanowić podażową presję wynikającą z chęci części inwestorów do zminimalizowania ekspozycji na niepewną przyszłość spółki. Dzisiejsze odwołanie Tobiasa Solorza z rady nadzorczej spółki podtrzymuje dotychczasową narrację prezentowaną przez głównego akcjonariusza, jednak wiele wskazuje na to, że stanowi to nie koniec, a jedynie kolejny przystanek na drodze do rozwiązania trwającego konfliktu. 

Choć z perspektywy samej działalności operacyjnej grupy nie powinna ona doprowadzić do paraliżu decyzyjnego, tak mimo wszystko dostrzegamy wzmożone ryzyko dotyczące niepewnej przyszłości spółki. Stąd notowania Cyfrowego Polsatu mogą dalej pozostawać w najbliższym czasie pod presją wzmożonej zmienności, która nie do końca wynika z samej działalności spółki. Taka sytuacja z perspektywy inwestorów jest szczególnie negatywna, gdyż jeszcze mocniej utrudnia przewidywanie przyszłych decyzji spółki.

Giełda w Hongkongu notuje największy spadek od 2008 r., eskalacja wojny handlowej z UE w tle

Giełda w Hongkongu zalicza największy jednosesyjny zjazd od kryzysu z 2008 roku. Chińskie fatalne nastroje jednak nie rozlewają się na resztę rynków. W tle rozkręca się wojna handlowa Pekinu z Brukselą. 

Chiński głód

W ostatnim czasie obserwowaliśmy niebywałe wzrosty na chińskich parkietach akcyjnych. Było to spowodowane ogromnym pakietem wsparcia dla tamtejszej gospodarki oraz miejscowych rynków finansowych. Chińczycy w świetnych nastrojach weszli w obchody święta narodowego, które trwało lekko ponad tydzień i właśnie dobiegło końca. Teraz, gdy handel miał wracać do normalności, inwestorzy skupili się głównie na konferencji prasowej Narodowej Komisji Rozwoju i Reform, która miała ogłosić kolejne wielkie programy wsparcia. Analitycy spekulowali o nawet 3 bilionach juanów dodatkowej stymulacji. Tym razem jednak urzędnicy nie dowieźli oczekiwań, w sumie to nie dowieźli niczego, przez co rynek zareagował paniczną wyprzedażą. To idealny dowód na, na jak fatalnych fundamentach stoi obecnie druga największa gospodarka świata. Bez napływu świeżego narkotyku (czyli kapitału) nastroje są paskudne, jak na pewnej berlińskiej stacji w latach siedemdziesiątych.

Brandy za elektryki

Chinom nie pomaga także konflikt z Unią Europejską – zresztą działa to w dwie strony. W zeszłym tygodniu Bruksela nałożyła cła na chińskie samochody, co wywołało burzliwe reakcje w Pekinie. Dziś postanowiono w odpowiedzi nałożyć dodatkowe opłaty na brandy sprowadzane z Europy. Jeśli kogoś dziwi ta asymetryczność – w końcu rynek motoryzacyjny jest znacznie większy od rynku drogich alkoholi – to wynika ona ze świadomej strategii Pekinu. Nie jest tajemnicą, że głównym prowodyrem zeszłotygodniowych sankcji była Francja. To również kraj znad Sekwany odpowiada za blisko 100% eksportu drogich trunków z UE. Do tego lobbyści zajmujący się francuskim koniakiem już nie raz udowodnili swoją sprawczość zarówno w Paryżu, jak i w Brukseli. Chiny, zamiast iść na wojnę z całą UE, postanowili precyzyjnie uderzyć w największego krzykacza. Swoją drogą należy docenić oportunistyczne rozegranie sprawy przez Niemcy. Nie ma wątpliwości, że to ten kraj najbardziej skorzysta na wprowadzonych cłach. Mimo tego Niemcy zagłosowały przeciwko temu rozwiązaniu (mając świadomość, że i tak przejdzie), ukierunkowując gniew Chin w stronę swoich sąsiadów.

Dzisiaj również Kanadyjczycy postanowili wprowadzić cła na chińskie elektryki. Odpowiedź wymierzona w stronę producentów syropu klonowego zapewne będzie bezprecedensowa.

Wait & see

Na rynku walutowym dzisiaj brakuje takich emocji, jakich doświadczamy na parkietach akcyjnych. Eurodolar od rana spróbował przetestować poziom 1,10$, ale zrobił to raczej bez przekonania, po czym zrejterował i wrócił w okolice dzisiejszego otwarcia. Pewne odreagowanie obserwujemy za to na złotym, który dziś odrabia straty. A że ma co odrabiać, to pisaliśmy już wczoraj. Euro tanieje o półtora grosza, schodząc do poziomu 4,308 zł, podobne ruchy obserwujemy na dolarze i franku. USD zleciał do 3,92 zł, a frank do 4,58 zł. Szeroki rynek w tym tygodniu wyczekuje czwartku oraz odczytów inflacyjnych ze Stanów, które mają być najważniejszym wydarzeniem tygodnia. O ile geopolityka (tak, to o Bliskim Wschodzie) nie postanowi inaczej.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Starzejące się społeczeństwo i cyfryzacja napędzają zmiany w sektorze ubezpieczeń zdrowotnych

Postępujący proces starzenia się polskiego społeczeństwa oraz znaczenie kwestii zdrowia psychicznego dla młodszych pokoleń są kluczowymi zjawiskami kształtującymi sektor ubezpieczeń zdrowotnych. Jednocześnie wyzwania systemu ochrony zdrowia, takie jak niedobór lekarzy czy pielęgniarek napędzają zjawisko cyfryzacji niektórych usług medycznych, takich jak prediagnostyka. Zdaniem uczestników debaty „Ubezpieczenia zdrowotne: quo vadis?” organizowanej w ramach konferencji „EKF Ubezpieczenia: Sprzedaż, Innowacje, Ryzyko” poprawa efektywności usług dzięki wykorzystaniu nowoczesnych technologii może odegrać kluczową rolę w rozwoju sektora w najbliższych latach. Partnerem wydarzenia jest firma doradcza Deloitte.

Podczas drugiej edycji konferencji zorganizowanej przez Centrum Myśli Strategicznych w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego dyskutowano na temat wyzwań oraz przyszłych kierunków rozwoju sektora ubezpieczeniowego. Jednym z tematów omawianych podczas wydarzenia była kondycja polskiego rynku ubezpieczeń zdrowotnych, głównych wyzwań oraz trendów mających wpływ na jego przyszłość.

Demografia kształtuje ubezpieczenia

Przytoczone w trakcie debaty dane Eurostatu i Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że zarówno Polska, jak i Europa zmagają się z problemami wynikającymi ze zmieniającej się struktury demograficznej społeczeństw. Rosnący odsetek osób w wieku podeszłym zwiększa zapotrzebowanie na usługi medyczne, podczas gdy liczba lekarzy i pielęgniarek aktywnych zawodowo spada. Te zjawiska tworzą wyzwania zarówno dla sektora opieki zdrowotnej, jak i dla firm oferujących ubezpieczenia zdrowotne.

– Jednym z najważniejszych trendów kształtujących rynek ubezpieczeń zdrowotnych jest zmieniająca się demografia Polski. W najbliższych latach zakres usług oferowanych przez ubezpieczycieli zdrowotnych powinien w większym stopniu uwzględniać świadczenia dla osób dobiegających wieku emerytalnego i starszych. Jednocześnie, w ostatnich latach wydatki Polaków na prywatne świadczenia z zakresu ochrony zdrowia rosły i ten trend powinien utrzymać się w przyszłości. Tworzy to szansę dla sektora, o ile firmy z branży ubezpieczeniowej będą dysponować zasobami umożliwiającymi zaspokojenie rosnącego popytu – mówi Marcin Warszewski, partner, lider usług dla sektora ubezpieczeniowego, Deloitte.

Cyfryzacja szansą dla sektora

Biorący udział w debacie eksperci podkreślili znaczenie digitalizacji dla efektywności usług oferowanych w ramach systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Wskazano na konieczność inwestycji w rozwiązania wspierające umawianie pacjentów do specjalistów, koordynujące procesy leczenia oraz stosowanie narzędzi wspierających pracę lekarzy. Podkreślono także rosnącą powszechność stosowania takich narzędzi jak voiceboty czy mobilne kanały rejestracji pacjentów, umożliwiające redukcję kosztów funkcjonowania systemu.

Eksperci wskazali, że Polska uchodzi za jednego z liderów Europy w obszarze cyfryzacji sektora usług medycznych, o czym świadczy m.in. popularność elektronicznych narzędzi zapewniających dostęp do danych zdrowotnych, e-recept czy portali pacjenta. Jednym z przytoczonych w trakcie dyskusji przykładów efektywnej cyfryzacji jest wirtualna diagnostyka. W ramach tej procedury, do której coraz częściej wykorzystywana jest sztuczna inteligencja, pacjent jest kierowany na niezbędne badania jeszcze przed wizytą u lekarza, co korzystnie wpływa na proces leczenia. Podkreślono, że chociaż jest to nowe rozwiązanie to wydaje się mieć ono pozytywny wpływ zarówno na obszar profilaktyki, jak i dopasowanie diagnostyki do potrzeb pacjenta. Zdaniem uczestników dyskusji dalszym kierunkiem cyfryzacji usług medycznych w Polsce powinna być digitalizacja wokół pacjenta na etapie triażu, maksymalizująca efektywność i tempo oceny stanu zdrowia. Równie istotny może być także rozwój wsparcia lekarzy w obszarze analizy dokumentacji medycznej za pośrednictwem gen AI, wskazano.

– Wykorzystanie najnowszych rozwiązań technologicznych w ochronie zdrowia może przynieść wymierne korzyści niemal na każdym etapie procesu leczenia. Dotyczy to m.in. kwestii profilaktyki, gdzie już teraz obserwujemy, jak przydatne potrafią być urządzenia umożliwiające regularne monitorowanie funkcji życiowych, m.in. coraz popularniejsze smartwatche. Z kolei narzędzia oparte o generatywną AI mogą odegrać istotną rolę w optymalizacji procesu kierowania pacjenta do odpowiedniego specjalisty czy analizy danych i dokumentacji medycznej. Rozwój powszechności stosowania nowoczesnej technologii może więc pomóc w przeciwdziałaniu negatywnym skutkom niedoboru i dostępności usług medycznych – mówi Andrzej Skasko, partner associate, Deloitte.

Ubezpieczenia zdrowotne w miejscu pracy

W trakcie debaty odniesiono się także do perspektywy pracodawców, którzy coraz częściej w ramach benefitów oferują dostęp do pakietów ubezpieczeń zdrowotnych. Podkreślono, że powinny one uwzględniać nie tylko potrzeby starszych pracowników, ale również oczekiwania młodszych pokoleń. Wskazano, że dla tej drugiej grupy istotną kwestią jest m.in. wsparcie dla zdrowia psychicznego. Według ekspertów właściwie dobrany zakres usług zdrowotnych dostępnych w miejscu pracy może przynieść wymierne korzyści danemu przedsiębiorstwu, ponieważ pozytywnie wpływa on na ograniczenie odsetka nieobecności pracowników oraz ich efektywność w miejscu pracy.

Strajk amerykańskich dokerów: minimalny wpływ na polski eksport mimo blokady portów

Strajk amerykańskich dokerów a sprawa polska – czy można rozpatrywać w tym świetle kwestię ubiegłotygodniowej blokady amerykańskich portów? Odbiorcy z USA generują w tym roku rekordowo dużo nowych zamówień dla polskich eksporterów, na szczęście krótki czas blokady amerykańskich portów nie powinien wpłynąć na ich sprzedaż.

  • Wstępne porozumienie zarządców portów i związkowców zakończyło blokadę portów w USA – strony dały sobie czas na dopracowanie szczegółów przedłużając tymczasem, do 6 stycznia obowiązywanie dotychczasowej umowy..
  • Straty amerykańskiej (i w ślad za tym światowej) gospodarki są minimalne, szacujemy je na 0,1 pp do 0,3 pp kwartalnego annualizowanego PKB USA w IV kwartale (4 do 9 mld USD)
  • Skutki strajku dokerów pomogło zmniejszyć kilka współistniejących czynników – m.in. zgromadzone zapasy, ponowne uruchomienie na dużą skalę transportu przez Kanał Panamski, szybko rosnąca flota kontenerowców i – pomimo konfliktu na B. Wschodzie – stabilne a nawet spadające ceny frachtu (-27% m/m)
  • Amerykańskie porty a sprawa polska – nie chodzi tu o transport broni i amunicji, a o rosnącą sprzedaż polskich eksporterów do USA: Allianz Trade szacuje, iż USA to drugi pod względem nowych zamówień w 2024r. rynek eksportowy dla polskich przedsiębiorstw

W ubiegłym tygodniu osiągnięto porozumienie między zarządcami portów (USMX) a związkiem zawodowym (ILA) reprezentującym 45 000 pracowników portowych w 36 portach morskich na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. W rezultacie operacje w dokach zostały wznowione, łagodząc stres, jaki przedłużający się strajk mógł wywołać w łańcuchach dostaw.

Na stole znalazły się dwa główne żądania: podwyżki wynagrodzeń o +77% i ochrona przed automatyzacją, która zagroziłaby miejscom pracy dokerów. W poniedziałek USMX zaoferował +50% podwyżkę płac na kolejny 6-letni kontrakt, który został początkowo odrzucony przez ILA. Wczoraj obie strony uzgodniły +61,5% podwyżki płac, podczas gdy dialog na temat automatyzacji portów wciąż trwa. Na razie wygasający 6-letni kontrakt został przedłużony do 15 stycznia, aby zapewnić czas na wynegocjowanie nowego.

Makroekonomiczny wpływ 3-dniowego strajku jest minimalny. Strajk wpłynął na segment żeglugi kontenerowej (operacje wycieczkowe, ładunki wojskowe i handel ropą pozostały nietknięte), na porty reprezentujące około 20% importu i eksportu towarów w ujęciu wartościowym (odpowiednio około 2,1% i 1,4% PKB). Teoretycznie, zahamowanie działalności portów powinno mieć zatem nieznacznie pozytywny wpływ na PKB poprzez handel netto, ale jest to prawdopodobnie równoważone przez spadek zapasów krajowych. Ogólnie rzecz biorąc, z analiz Allianz Trade wynika, że szacunki wpływu tygodniowego strajku wahają się od 0,1 pp do 0,3 pp na kwartalny annualizowany PKB USA w IV kwartale. Przekłada się to na straty w wysokości od 4 do 9 mld USD w ciągu trzech dni strajku.

Szok spowodowany blokadą portów został zniwelowany przez kilka współwystępujących czynników. Z jednej strony, w opinii Allianz Trade firmy przewidziały możliwość wystąpienia tej sytuacji, uzupełniając wcześniej zapasy na wypadek dłuższego niż planowano strajku. Świadczy o tym zwiększony wolumen ładunków obsługiwanych przez główne porty morskie na zachodzie (Los Angeles i Long Beach) i wschodnim wybrzeżu (Nowy Jork i Savannah) w ciągu poprzedniego miesiąca. Jednocześnie wiarygodny poziom wskaźnika zapasów do sprzedaży (I/S) w amerykańskich przedsiębiorstwach również wskazywał na przestrzeń do wchłonięcia tymczasowego paraliżu transportu morskiego. Handel detaliczny jest jednak sektorem, który jako pierwszy i najmocniej odczuł skutki przedłużającego się strajku, ponieważ ma nie tylko najniższy poziom wskaźnika I/S spośród wszystkich sektorów (zwłaszcza handel detaliczny żywnością  –  wskaźnik ten na poziomie 0,73x), ale także nie udało mu się zwiększyć tego wskaźnika z powrotem do poziomów sprzed pandemii (na poziomie 1,3x wobec 1,5x wcześniej). Pewną rolę odegrała również zmiana trasy statków płynących z Europy i Ameryki Południowej – przez Kanał Panamski. Rzeczywiście, ożywienie przepływu handlu przez ten punkt (wcześniej zaporowy – z powodu problemów technicznych, m.in. niskich stanów wody) nastąpiło w więcej niż odpowiednim momencie, ponieważ w ubiegłym roku rozwiązanie to nie byłoby możliwe ze względu na dotkliwą suszę uniemożliwiającą przepływ statków przez Kanał. Wreszcie, ładunki lotnicze – choć droższe – pomogły również w transporcie towarów wrażliwych na czas i o wyższej wartości, takich jak te potrzebne w branży farmaceutycznej i opieki zdrowotnej.

Po zakończeniu strajku, obecnym zadaniem dokerów jest zmniejszenie zaległości nagromadzonych przez trzy dni zamknięcia portów. Ze swojej strony przewoźnicy mają możliwość przyspieszenia prędkości kontenerowców, aby skrócić czas dostawy. Jeśli chodzi o ceny frachtu morskiego, w tym tygodniu nie zaobserwowaliśmy żadnego wpływu na stawki spot, nawet pomimo eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Wręcz przeciwnie, ceny nadal spadały (-27% w porównaniu z sytuacją sprzed miesiąca), ponieważ do globalnej floty nadal dołączają coraz to nowe kontenerowce. Sytuacja – nawet jeśli już się zakończyła – będzie nadal monitorowana w celu upewnienia się, czy rzeczywiście nie ma lub nie będzie miała większego wpływu na gospodarkę amerykańską.

Stany Zjednoczone to jeden z rynków generujących najwięcej nowych zamówienia dla polskich firm

Jak zauważa Sławomir Bąk, członek zarządu Allianz Trade ds. oceny ryzyka: „Przeglądając i sumując całkowicie nowe (pod względem rynku, jak i branż) zamówienia, jakie zdobywają z zagranicy polskie firmy, to  niezmiennie w tym jak i w poprzednim roku na podium wśród krajów je generujących są Stany Zjednoczone. Oczywiście, kilkudniowa blokada amerykańskich portów nie zagrozi temu trendowi, wzrostowi polskiego eksportu do USA o ponad +5 mld USD w tym roku, ale dobrze pokazuje jak powodzenie naszych rodzimych firm zależy od wielu często tak odległych czynników jak chociażby strajk amerykańskich dokerów czy ceny frachtu. W gronie rynków generujących nowe zamówienia są też oczywiście kraje sąsiednie jak Czechy czy Węgry, ale wcale nie zdominowały one zestawienia, co więcej –  wypadła z pierwszej dziesiątki np. Słowacja, wyparta przez zamawiających z Luksemburga i Norwegii. Potwierdza to, iż koniunktura dla polskich firm, w ślad za tym ich sprzedaż ale i ryzyko z nią związane są już bardzo globalne, a nie lokalne.”

Wykres 1: Prognozowany wzrost eksportu – rynki generujące największe nowe zamówienia dla polskich eksporterów (w 2024 roku)

Prognozowany wzrost eksportu – rynki generujące największe nowe zamówienia dla polskich eksporterów

Umiarkowany optymizm na globalnym rynku IPO pomimo spadków transakcji – region EMEIA liderem wzrostów

Pomimo 14 proc. spadku wolumenu transakcji i 35 proc. uszczuplenia wpływów z pierwszych ofert publicznych, w trzecim kwartale 2024 r., na globalnym rynku IPO panuje wciąż umiarkowany optymizm. Największą odpornością na powszechną niepewność wykazał się region Europy, środkowego Wschodu i Afryki (EMEIA) odnotowując, aż 45 proc. wzrost wpływów z pierwszych ofert publicznych. Wzrosła również dynamika transgranicznych IPO związana z reformami mającymi miejsce w Stanach Zjednoczonych. Od 2023 roku blisko 52 proc. IPO na amerykańskich giełdach przypadało na firmy z siedzibą poza granicami USA, co stanowi rekordowy poziom od dwóch dekad. Sytuacja na rynku zmienia się wraz ze spadkiem stóp procentowych, a znaczenia nabierają spółki z sektorów zdrowia i nauk biologicznych. Niezmiennie niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów cieszy się także branża sztucznej inteligencji (AI), która w sporej swojej części zmierza do wejścia na parkiet – wynika z kwartalnego raportu EY IPO Trends.

W obliczu globalnego spowolnienia gospodarczego, zmienności rynkowej, turbulencji geopolitycznych i luzowania polityki pieniężnej rynek pierwotnych ofert publicznych wykazał oznaki ostrożnego optymizmu. Pomimo spadku wolumenu transakcji i wpływów z tego tytułu, w ujęciu rok do roku, trzeci kwartał nieznacznie wyprzedził pierwsze dwa pod względem liczby giełdowych debiutów. Niezależnie od licznych wyzwań region EMEIA uzyskał wpływy z tego tytułu większe o 45 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Złagodziło to efekt ogólnego spadku, którego doświadczyliśmy na rynkach światowych w ostatnim czasie. Jednakże w miarę jak presja inflacyjna słabnie, a priorytetem decydentów staje się stymulowanie wzrostu gospodarczego obserwujemy rysujący się globalny trend prowadzący do łagodzenia polityki pieniężnej. Niższe stopy procentowe będą miały istotny wpływ na zmniejszenie kosztu kapitału, dlatego zachęcą liczne spółki do wchodzenia na giełdę. Na złożoność związanego z tym procesu decyzyjnego mogą mieć dodatkowo wpływ polityczne cykle wyborcze – konstatują autorzy raportu EY.

Niezmiernie cieszy mnie fakt, że mimo niełatwego otoczenia zewnętrznego na warszawskim parkiecie panuje umiarkowany entuzjazm. Kilka dni temu z okazji wizyty przy ulicy Książecej miałem okazję tego doświadczyć. O tym, że pierwsze oferty publiczne cieszą się relatywnym zainteresowaniem polskich przedsiębiorców utwierdził mnie udział w uroczystym jubileuszu zorganizowanym z okazji 20 – letniej obecności Assecco na Giełdzie Papierów Wartościowych S.A. Wydaje się, że prezentacja tej firmy pod nazwą „Rozwój napędzany giełdą” dała powód do myślenia wielu innym obecnym na tej wyjątkowej gali kandydatom do niełatwej drogi na parkiet” – mówi Hubert Rogoziński, Partner w CFO Consulting, EY Polska.

Otworzyły się wrota zagranicznych notowań

Biorąc pod uwagę transgraniczne IPO mające miejsce w obu Amerykach, Azji i Pacyfiku oraz regionie EMEIA na giełdę za granicą weszło siedemdziesiąt siedem spółek. To wzrost o 20 proc. w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku. Stanowi to 9 procentowy udział w globalnym rynku IPO w 2024 roku. Należy podkreślić, że już od zeszłego roku ponad połowa (52 proc.) notowań na amerykańskich giełdach przypadało na firmy z siedzibą poza granicami USA, co stanowi rekordowy poziom od dwóch dekad. Trzeba jednak nadmienić, że odsetek ten wynika częściowo z ogólnie niskiego wolumenu transakcji, które miały miejsce w ostatnich dwóch latach. Uwidacznia to rosnący trend do debiutowania firm spoza tego kontynentu na rynku amerykańskim. W 2024 r. przyciągnął on więcej ofert z Chin kontynentalnych, Hongkongu, Singapuru i Australii niż w roku ubiegłym.

Niezmiennie atrakcyjność AI

W ostatnich dwóch latach rocznie na finansowanie poprzez wejście na giełdę zdecydowało się ponad sześćdziesiąt spółek z sektora sztucznej inteligencji (AI). Połowa z tych transakcji była zyskowna. Co więcej firmy, które zadebiutowały na parkiecie w ostatnich dwunastu miesiącach osiągnęły prawie dwukrotnie wyższą kapitalizację rynkową niż te notowane w roku poprzednim. Obecnie około pięćdziesięciu organizacji tego typu jest w procesie przygotowywania się do emisji akcji. Świadczy to o nieustającym zainteresowaniu innowacjami napędzanymi przez AI pomimo obiektywnych trudności związanych z osiąganiem rentowności z lokowanego przez inwestorów kapitału.

Perspektywy związane z giełdowymi debiutami najlepiej zobrazuje złota polska jesień, która niebawem zagości na Giełdzie Papierów Wartościowych S.A w Warszawie. Nie brakuje innych, nawet największych spółek, które chcą pójść w ślady rozpoznawalnych marek, które już tylko czekają na dźwięk giełdowego dzwonu. Być może oznajmi on, że rynek kapitałowy w Polsce ma jeszcze wiele przed sobą – mówi Katarzyna Thier – Kordusiak, Partnerka w CFO Consulting, EY Polska.

Perspektywy na czwarty kwartał

Do końca 2024 r. największy wpływ na rynek pierwszych ofert publicznych będzie miała polityka banków centralnych, wydarzenia geopolityczne i wyniki politycznych wyborów. Optymizmem napawają już dokonane przez banki centralne cięcia stóp procentowych (np. w połowie września FED obniżył stopy procentowe o pół punktu procentowego, rozpoczynając agresywnie swoją pierwszą kampanię łagodzenia polityki pieniężnej od czterech lat), a także dalsze oczekiwane obniżki stóp procentowych i spowalniająca inflacja (np. inflacja w strefie euro spadła do 1,8 proc. we wrześniu, po raz pierwszy od ponad trzech lat schodząc poniżej celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego, ustalonego na poziomie 2 proc.). Tylko te dwa czynniki powinny zachęcić firmy do nowych debiutów giełdowych. Oczekuje się, że utrzyma się dobra koniunktura na kluczowych rynkach, takich jak Stany Zjednoczone, Europa i Indie. IPO transgraniczne powinny nadal kwitnąć, zwłaszcza te wspierane przez firmy private equity oraz wynikające z wydzielenia i podziału spółek tzw. spin-offy i carve-outs. Podmioty te poszukują wyłacznie korzystnego momentu na wejście na parkiet – wynika z raportu EY.

Metodologia

EY przeanalizował i zestawił dane dotyczące trzeciego kwartału 2024 roku (stan na 16 września oraz przewidywane transakcje do 30 września 2024 r.), aby określić kluczowe trendy na rynku IPO. W swojej analizie EY wykorzystał informacje dostarczone przez Dealogic, S&P Capital IQ, Mergermarket PitchBook, Oxford Economics, Refinitiv oraz badania własne. Dane akwizycyjnych spółek celowych (SPAC) zostały wyłączone z prezentowanych w tym raporcie, chyba że wskazano inaczej. Wejście z warszawskiego New Connect na rynek główny nie jest w tej statystyce zaliczane jako giełdowy debiut.

Żabka: małe sklepy, ale IPO jedno z największych w Europie

Zabka Group, właściciel sklepów Żabka, ogłosiła pierwszą publiczną emisję akcji (IPO). Grupa zaoferuje do 300 mln akcji (z możliwością zwiększenia tej puli do 345 mln), po cenie maksymalnej 21,50 zł za akcję. Tym samym oferta publiczna może być warta nawet 6,45 mld zł, a wycena spółki sięgnie 21,5 mld zł. Przy takich wartościach byłoby to czwarte największe IPO w Europie w tym roku.

Znacząca większość oferty (95 proc.) skierowana jest do inwestorów instytucjonalnych. Jedynie 5 proc., czyli raptem 322,50 mln zł z 6,45 mld zł, będą mogli objąć inwestorzy indywidualni. 1 października nastąpiło otwarcie oferty i już tego samego dnia otrzymaliśmy informację, że księga popytu wśród instytucji została pokryta. Biorąc to wszystko pod uwagę można oczekiwać, że emisja w transzy indywidualnej zakończy się olbrzymią redukcją. Warto wspomnieć chociażby IPO Allegro, gdzie redukcja wyniosła około 85 proc., czy producenta gier Huuuge z redukcją 97 proc. (!).

Skarbonka „na Żabkę”

Takie prognozy to niejako samospełniająca się przepowiednia, bo inwestorzy, oczekując redukcji, mogą proporcjonalnie zwiększać swoje zapisy. A jaki może być tego efekt na rynku obligacji korporacyjnych? W związku z IPO Zabka Group październik może minąć pod znakiem nie tylko jesiennej słoty, ale też „zastoju” na rynku obligacyjnym.

Z jednej strony zbieranie gotówki na udział w IPO (z uwzględnieniem spodziewanej redukcji) może oznaczać redukcję posiadanych pozycji, czy to akcyjnych (z czym częściowo wiążę się ostatni gorszy performance polskich indeksów), czy właśnie obligacyjnych. Z drugiej strony utrudnione zadanie mogą mieć aktualnie emitenci obligacji korporacyjnych, bo część inwestorów może zbierać gotówkę właśnie „na Żabkę”.

Żabka zwiastuje jesienne spowolnienie

Aktualnie trwa jedna publiczna emisja obligacji korporacyjnych spółki Olivia Fin (deweloper komercyjny). Wartość emisji to 45 mln zł, z możliwością zwiększenia do 60 mln zł. Emisja kończy się jednak w dniu przydziału akcji Zabka Group, co może oznaczać, że część inwestorów może „wyrobić” się z zapisem na emisję (przydział akcji oferowanych nie później niż do 15.10; termin zwrotu środków zależny jest od domu maklerskiego).

Pod koniec września KNF zaakceptowała też dwa duże prospekty emisyjne obligacji korporacyjnych dla Kruka (do 900 mln zł) oraz dla spółki PragmaGo (do 500 mln zł). Choć Kruk poinformował w ostatnich dniach o starcie emisji (na 75 mln zł), jednak kończy się ona „dopiero” dzień po planowanym debiucie akcji Zabka Group czyli 18 października. Prawdopodobnie emitenci również poczekają do końca IPO, podobnie jak ci, którzy wciąż mają aktywne prospekty

Przy założeniu braku zwiększenia puli IPO, do inwestorów indywidualnych trafić mogą akcje o wartości 322,5 mln zł. Dla porównania wszystkie wrześniowe publiczne emisje obligacji korporacyjnych miały wartość niecałych 70 mln zł (zapisy opiewały na 117 mln zł). W całym trzecim kwartale 2024 r. emitenci pozyskali niecałe 270 mln zł, przy zapisach złożonych na kwotę 678 mln zł. Widać, że na rynku wciąż jest bardzo dużo gotówki, a z pewnością część inwestorów obligacyjnych to także ci, którzy inwestują w akcje.

„Efekt Żabki” może być widoczny także w funduszach

Chrapka inwestorów na IPO może (choć nie musi) zmniejszyć napływy do funduszy obligacji korporacyjnych w październiku. Tylko od początku roku do końca sierpnia napłynęło do nich 3,5 mld zł. Antycypując redukcję w IPO Żabki, inwestorzy mogą nadwyżki gotówki przeznaczyć właśnie na nią. To oznacza mniejszy popyt na obligacje ze strony instytucji, co znowu potencjalnie może przełożyć się i na planowane emisje, i na notowania obligacji korporacyjnych.

Podsumowując, tragedii na rynku obligacji korporacyjnych z powodu IPO Żabki nie będzie, jednak można zakładać, że październik upłynie pod znakiem oczekiwania na jej koniec. Emitenci będą czekać na powrót płynności, instytucje na napływy ze strony inwestorów, a notowania samych obligacji (podobnie zresztą jak akcji) mogą być pod presją „szukania gotówki na IPO”.

Autor:  Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Polska na drodze do czołówki państw z największymi rezerwami złota – mamy już 420 ton!

Narodowy Bank Polski (NBP) nie zwalnia tempa w zabezpieczaniu stabilności finansowej kraju. Według Prezesa NBP dysponujemy obecnie rezerwami złota na poziomie 420 ton, co oznacza dokupienie we wrześniu ok. 22 ton kruszcu. Dzięki strategicznym zakupom kruszcu w ostatnich latach nie tylko wzmocniliśmy swoją pozycję, ale również zyskaliśmy około 30 mld złotych na inwestycjach w złoto. Ilość zgromadzonego kruszcu stawia Polskę na czołowej pozycji w globalnym wyścigu o złote rezerwy. Czy uda nam się wyprzedzić Portugalię i zająć 11. miejsce? Awans ten oznaczać będzie skok o 10 pozycji w ciągu roku.

Choć jeszcze nie poznaliśmy publikowanych co miesiąc danych o stanie aktywów rezerwowych za wrzesień, to na czwartkowej konferencji prezes Narodowego Banku Polskiego zdradził już, że zakupy kruszcu były kontynuowane także w ubiegłym miesiącu. Okazuje się, że NBP dysponuje obecnie rezerwami złota na poziomie 420 ton, co oznacza dokupienie we wrześniu ok. 22 ton kruszcu. Zakupy te podyktowane są wzmocnieniem postrzegania stabilności finansowej Polski, natomiast relatywnie duże ilości w stosunku do innych krajów wynikają z naszego, geograficznego położenia i tlących się za naszą wschodnią granicą ryzyk geopolitycznych.

Przypomnijmy, że jeszcze na koniec II kwartału Polska zajmowała 12. miejsce na świecie z rezerwami wynoszącymi 377 ton. Obecnie, z wynikiem 420 ton, wyprzedziliśmy już prawdopodobnie Portugalię, która na koniec II kwartału raportowała 382 tony. To z kolei oznaczałoby przesunięcie Polski na 11. pozycję. Ostateczne dane z podsumowania III kwartału Światowej Rady Złota poznamy już wkrótce – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex. Prezes Narodowego Banku Polskiego potwierdził, że konsekwentnie dąży do zwiększenia udziału złota w rezerwach do 20%. Po sierpniowych zakupach udział ten wynosił nieco ponad 15%, a wrześniowe transakcje przybliżyły nas do poziomu 16%, choć precyzyjną wartość poznamy dopiero po publikacji pełnych danych o stanie wszystkich aktywów rezerwowych za wrzesień – dodaje.

Złoty wyścig trwa na całym świecie. Coraz więcej banków centralnych planuje zwiększać swoje rezerwy złota. Według badań Central Bank Gold Reserves (CBGR) z 2024 roku, aż 29% banków centralnych zamierza powiększyć swoje zasoby tego kruszcu w ciągu najbliższego roku – to najwyższy odsetek od rozpoczęcia badań w 2018 roku.

Narodowy Bank Polski konsekwentnie zabezpiecza stabilność finansową kraju, co widać po regularnych zakupach złota. Ostatnie transakcje przybliżają nas do czołowej dziesiątki światowych rezerw, co pokazuje strategiczne podejście Polski do dywersyfikacji aktywów rezerwowych. Złoto to nie tylko zabezpieczenie, ale i kluczowy element budowania zaufania na arenie międzynarodowej – podkreśla Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Złoto monetarne odgrywa dziś kluczową rolę w dywersyfikacji rezerw walutowych na całym świecie. Globalny popyt na ten kruszec czyni go jednym z najbardziej pożądanych aktywów, o które rywalizują państwa na wszystkich kontynentach. W obecnych czasach geopolitycznych napięć, złoto staje się gwarantem bezpieczeństwa finansowego dla wielu krajów.

Columbus wprowadza pierwszą na rynku usługę do synchronizacji urządzeń energetycznych

Columbus Intelligence – innowacyjna usługa od Columbus, oparta na inteligentnych algorytmach, wchodzi na polski rynek. Rozwiązanie przyspieszy o 20-40% zwrot z inwestycji w domowe magazyny energii.

Pakiet usług, o nazwie Columbus Intelligence, służy do kompleksowego zarządzania przepływem energii w gospodarstwach domowych. Zastosowane w niej zaawansowane algorytmy i modele, które synchronizują ze sobą urządzenia energetyczne: fotowoltaikę, pompę ciepła, magazyn energii, magazyn ciepła, ładowarkę do EV i rynek dynamicznych cen energii tak, aby zużycie energii było jak najbardziej efektywne. Rozwiązanie jest unikalne na rynku, bowiem łączy pracę wszystkich urządzeń – niezależnie od ich producenta – pozwalając zarządzać i energią, i jej ceną.

Columbus od ponad 2 lat przygotowywał się do wdrożenia rozwiązania, które byłoby odpowiedzią na światowy trend zarządzania energią. Już wtedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że funkcjonowanie urządzeń energetycznych bez tego rodzaju systemów będzie po prostu nieopłacalne. Prezentowany dziś Columbus Intelligence to jedyne tak kompleksowe rozwiązanie na rynku. Jest to autorski zestaw pierwszych 7 zaawansowanych algorytmów, dedykowanych dla domów, które synchronizują ceny energii (TGE), optymalizacją jej zużycie, monitorują urządzenia oraz zarządzają energią w oparciu o prognozy i nadwyżki z fotowoltaiki. Ale to dopiero początek naszych propozycji, bo w przygotowaniu są już następne usługi, przeznaczone dla biznesu, spółdzielni mieszkaniowych czy wielkoskalowych magazynów energii wyjaśnia Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Jaka jest największa korzyść z zastosowania Columbus Intelligence? Dzięki synchronizacji urządzeń poprzez CI za pośrednictwem tej usługi oszczędności na rachunkach są zdecydowanie wyższe, a cały system zwraca się dużo szybciej.

Usługa Columbus Intelligence składa się z:

  • algorytmu, który automatycznie synchronizuje się z godzinowymi cenami energii, aby zarządzać magazynowaniem, zużyciem i handlem energią celem maksymalizacji oszczędności,
  • algorytmu monitorującego zużycie energii w gospodarstwie domowym,
  • inteligentnego asystenta, który proponuje spersonalizowane wskazówki dotyczące zmian w codziennych nawykach, celem oszczędności w rachunkach za energię,
  • algorytmu, który inteligentnie wykorzystuje nadwyżki energii z instalacji fotowoltaicznej do podgrzewania wody użytkowej,
  • algorytmu zapobiegającego wyłączeniom instalacji fotowoltaicznych spowodowanych przeciążeniem sieci,
  • algorytmu do inteligentnego zarządzania ładowaniem samochodu elektrycznego,
  • zaawansowanego algorytmu, który przewiduje godzinowe zużycie energii w gospodarstwie domowym na podstawie danych historycznych i prognozy zużycia energii z instalacji fotowoltaicznej, jednocześnie zarządzając systemem magazynowania energii; algorytm ten codziennie generuje strategię maksymalizującą wykorzystanie energii z fotowoltaiki i minimalizuje koszty poboru prądu z sieci; działa z taryfami dynamicznymi i wielostrefowymi.

Columbus Intelligence będzie wdrażany na preferencyjnych warunkach u nowych klientów, którzy nabędą produkty od Columbus wraz z magazynem energii. W kolejnym etapie usługa będzie dostępna w otwartej sprzedaży, zarówno dla klientów posiadających produkty od Columbus, jak też dla posiadaczy urządzeń innych firm.

Złoty traci przez wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie i świetne dane z rynku pracy USA

Dla złotego – podobnie jak i innych walut regionu – był to słaby tydzień. Rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie zwróciły inwestorów w stronę dolara amerykańskiego. Przy jednoczesnym ograniczeniu obaw dotyczących spowolnienia gospodarczego w USA pozwoliło to na pokaźne umocnienie amerykańskiej waluty.

Kluczowe punkty:
➢ Rosnące obawy geopolityczne spowodowały ucieczkę inwestorów od ryzyka.
➢ Amerykański raport NFP znacznie przekroczył oczekiwania.
➢ Kombinacja powyższych czynników wpłynęła na osłabienie złotego.
➢ USD umocnił się względem pozostałych walut G10.
➢ GBP stracił po gołębich komentarzach Baileya.

Bardzo silny wrześniowy raport NFP (non-farm payrolls) z USA pozwolił amerykańskiej walucie wznieść się na szczyty zestawień za ubiegły tydzień. Rynki obecnie właściwie wykluczają drugie z rzędu cięcie o 50 pb. na listopadowym posiedzeniu Fedu, szczególnie po jastrzębich komentarzach prezesa Jerome’a Powella. Względem dolara umocniło się zaledwie kilka walut krajów Ameryki Łacińskiej, będących istotnymi eksporterami ropy naftowej. Największym beneficjentem ostatnich wydarzeń było peso meksykańskie, zyskujące na gwałtownym wzroście cen surowca i dużej odległości od Bliskiego Wschodu.

W tym tygodniu uwaga ponownie skupi się na inflacji – w czwartek (10.10) opublikowany zostanie wrześniowy raport CPI z USA. Musiałby on znacznie zaskoczyć w górę, by zniweczyć szanse na obniżkę stóp procentowych o 25 pb. na listopadowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej, którą obecnie rynki wyceniają w pełni. Poznamy również sierpniowe odczyty dla strefy euro (sprzedaż detaliczna w poniedziałek 07.10) i Wielkiej Brytanii (PKB i produkcja przemysłowa w piątek 11.10), które raczej nie wpłyną istotnie na rynek. Poza tym inwestorzy będą uważnie śledzić rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

PLN

Ubiegły tydzień był trudny dla większości walut rynków wschodzących, co dotyczy również złotego. Polska waluta o wysokiej becie radziła sobie gorzej od większości walut EM – jedynymi wyjątkami były forint węgierski i won południowokoreański. Winić za to należy w większości czynniki zewnętrzne, w szczególności tryb risk-off spowodowany obawami dotyczącymi sytuacji na Bliskim Wschodzie i znaczną zmianą wyceny stóp procentowych w USA po silnym raporcie NFP. Dodatkowo wciąż utrzymują się obawy związane ze stanem gospodarki strefy euro, które kładą się cieniem na regionie. Deprecjacja względem wspólnej waluty o niemal 1% na przestrzeni zaledwie tygodnia jest bez wątpienia znacząca, ważna jest jednak perspektywa – kurs EUR/PLN jest teraz tylko nieznacznie powyżej 4,30.

W kraju uwaga skupiła się na posiedzeniu NBP. Stopy pozostały oczywiście bez zmian, a najważniejsza była konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego. Mimo wzrostu inflacji do 4,9% we wrześniu jego ton stał się jeszcze bardziej gołębi – zarówno jego komentarze, jak i niedawne przetasowanie w zakresie ryzyk sugerują, że szala może się przechylać w stronę cięcia w marcu. Wciąż jednak daleko do czasu, kiedy obniżki będą realistyczną możliwością, a jesteśmy obecnie w wyjątkowo niepewnym okresie.

EUR

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy kolejny niewysoki odczyt inflacji w strefie euro, co oznacza, że Europejski Bank Centralny jest na najlepszej drodze do obniżenia stóp procentowych podczas najbliższego posiedzenia (17.10). Rynki wyceniają obecnie cięcia na każdym z kolejnych czterech posiedzeń, aż do II kwartału 2025 r. Choć uważamy to za nieco agresywne, dalsze pogorszenie danych dotyczących aktywności gospodarczej rzeczywiście mogłoby wpłynąć na szybkie tempo cięć. Pozytywna w tym kontekście jest ubiegłotygodniowa rewizja w górę wskaźników PMI, które jednak wciąż są zgodne ze stagnacją w bloku.

Znaczna różnica między wynikami gospodarek strefy euro i USA sprawiła, że rozbieżność stóp rynkowych rosła najszybciej od czasu pandemii, w wyniku czego wspólna waluta ucierpiała. W tym tygodniu uwagę skupią liczne dane gospodarcze z sierpnia, przemówienia oficjeli EBC oraz minutki z ostatniego posiedzenia banku.

USD

Wrześniowy raport NFP okazał się znacznie silniejszy od oczekiwań – dotyczy to bezrobocia, przyrostu miejsc pracy i wzrostu płac. Wydaje się, że Rezerwa Federalna zdołała doprowadzić do miękkiego lądowania, czyli sytuacji, w której inflacja zostaje sprowadzona do celu przy jednoczesnym uniknięciu recesji. Powinno to zwiększyć prawdopodobieństwo bardziej stopniowego rozluźniania polityki monetarnej FOMC, czemu prezes Jerome Powell zasadniczo przytaknął w ubiegłym tygodniu. Obecnie rynki nie widzą istotnych szans na obniżkę o 50 pb., a ich bazowym scenariuszem jest standardowe cięcie o 25 pb.

Niższe stopy procentowe w USA to korzystna perspektywa dla aktywów ryzykownych. Gospodarka USA jest jednak wciąż silna, Fed bardziej jastrzębi od oczekiwań, a sam dolar zyskał dodatkowo na obawach geopolitycznych związanych z eskalacją na Bliskim Wschodzie. Najważniejszym źródłem niepewności są teraz listopadowe wybory prezydenckie, których wynik jest wciąż trudny do przewidzenia. Po ubiegłotygodniowej debacie wiceprezydenckiej zakłady bukmacherskie wskazują na remis.

GBP

Aprecjacja funta, która w ujęciu ważonym handlem trwa już ponad dwa lata, nieco w ubiegłym tygodniu wyhamowała. Inwestorzy wykorzystali gołębie wypowiedzi prezesa Banku Anglii (BoE) Andrew Baileya jako pretekst do częściowej realizacji zysków. Ostrzegł on, że Komitet może obniżać stopy procentowe w bardziej agresywnym tempie, jeśli inflacja w Wielkiej Brytanii będzie w dalszym ciągu spadać. Już następnego dnia wypowiedź tę złagodził jednak główny ekonomista BoE Huw Pill. Rynki zareagowały, wyceniając bardziej agresywny cykl rozluźniania polityki monetarnej w Wielkiej Brytanii, sądzimy jednak, że komentarze Baileya zostały odebrane zbyt dosłownie i miały być zaledwie ostrzeżeniem, a nie zapowiedzią szybszego tempa cięć.

Mimo ubiegłotygodniowego spadku funt pozostaje najlepiej radzącą sobie w tym roku walutą G10. Odczyt sierpniowego PKB w piątek (11.10) powinien potwierdzić, że popyt w Wielkiej Brytanii pozostaje stosunkowo odporny, przynajmniej w porównaniu do sytuacji w strefie euro. Spodziewamy się więc, że – jeśli nie staną temu na drodze dramatyczne wydarzenia na Bliskim Wschodzie – funt ponownie zyska.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Unia Europejska nie pozwala na zakaz używania mięsnego nazewnictwa w odniesieniu do roślinnych alternatyw

Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał pozytywny dla roślinnych producentów wyrok w sprawie używania nazewnictwa takiego jak „szynka” czy „wędlina” w odniesieniu do roślinnych produktów. Skutecznie zakańcza to trwające w wielu krajach dyskusje na temat ograniczeń prawnych związanych z nazewnictwem. U nas podobna propozycja zakazu była przedstawiona przez Ministerstwo Rolnictwa w grudniu 2023 roku. W wyniku wyroku TSUE tego typu zakazy na poziomie krajowym nie będą już mogły wejść w życie. W związku z tym tematem, przesyłam krótki komentarz (w razie potrzeby także w formie audio). Gdyby temat okazał się ciekawy i potrzebne byłoby coś więcej z naszej strony pozostaję do dyspozycji i chętnie prześlę więcej informacji.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości wstawił się za producentami roślinnych alternatyw i wydał wyrok w sprawie zakazu używania mięsnego nazewnictwa w odniesieniu do roślinnych produktów. Oznacza to, że poszczególne kraje, takie jak Polska czy Francja nie będą mogły zakazać używania terminów takich jak “szynka” czy “kiełbaska” w odniesieniu do roślinnych produktów na poziomie krajowym. Jest to istotny krok w kierunku ochrony konkurencyjności alternatyw mięsa na arenie międzynarodowej i walki o równe prawa dla branży roślinnej. Jak pokazują badania opinii publicznej przeprowadzone przez RoślinnieJemy 96% konsumentów nie zdarza się mylić roślinnych produktów z mięsnymi przy półce sklepowej. Takie ograniczenia, to próba utrudniania funkcjonowania producentom roślinnej żywności.Batalia o nazewnictwo trwała we Francji już od 2 lat, zakaz został dwukrotnie wprowadzony i zniesiony. Dzięki decyzji ze strony Trybunału Sprawiedliwości roślinna branża we Francji nie będzie musiała mierzyć się z już z kolejnymi wyzwaniami w tej dziedzinie.

Karolina Centkowska, Menadżerka ds. komunikacji Roślinniejemy

Rośnie poparcie dla zniesienia zakazu handlu w niedziele. Wyraźnie też zmienia się struktura zwolenników

Według najnowszego sondażu, 52,6% Polaków chce przywrócenia handlu we wszystkie niedziele. 38,9% rodaków ma odmienne zdanie, a 8,5% nie umie się określić w tej kwestii. Do tego widać wzrost poparcia dla ww. rozwiązania. Na początku lutego br. 46% ankietowanych chciało, żeby sklepy stacjonarne pozostawały otwarte każdego dnia tygodnia. Przeciwników było wtedy 44%, a niezdecydowanych – 10%. W ciągu 8 miesięcy zmieniła się też struktura zwolenników. Wcześniej wśród nich były głównie osoby w wieku 30-40 lat, z wyższym lub ze średnim wykształceniem, z największych polskich miast. Obecnie dominują młodsi Polacy, słabiej wyedukowani oraz z mniejszych ośrodków miejskich.

Jak pokazuje najnowsze badanie UCE RESEARCH i Grupy Offerista, 52,6% dorosłych Polaków opowiada się za przywróceniem handlu we wszystkie niedziele, tak jak to miało miejsce przed 1 marca 2018 roku. 38,9% rodaków jest temu przeciwnych, a 8,5% nie potrafi się określić w tej materii.

– Choć temat zakazu handlu w niedziele funkcjonuje już w przestrzeni publicznej od ponad 6 lat, wciąż rozgrzewa Polaków. I to wyraźnie widać po tej edycji badania, bo ponad połowa dorosłego społeczeństwa chce zmiany. Tuż przed wyborami parlamentarni obecna koalicja rządząca zapowiadała, że zlikwiduje ww. ograniczenie, co podgrzało atmosferę wokół tego tematu. Jednak do tej pory sprawa nie została załatwiona – komentuje Robert Biegaj, współautor badania z Grupy Offerista.

Na początku lutego br. również zapytano Polaków (wg tej samej metodologii), czy chcą przywrócenia handlu we wszystkie niedziele. Wówczas poparcie wyraziło mniej osób niż ostatnio, bo 46%. Przeciwników było wtedy 44%, a niezdecydowanych – 10%. – Sądzę, że wzrost poparcia może być lekko rozbudzony przez polityków koalicji rządzącej. Przy poprzedniej władzy właściwie wiadomo było, że sytuacja się nie zmieni, a jeżeli już, to raczej sprawy mogą pójść w zupełnie drugą stronę – mówi Robert Biegaj.

Ekspert uważa też, że rozbudzone nadzieje Polaków raczej szybko nie ochłoną. – Sądzę, że w tym roku te nastroje nie opadną. Na pewno nie stanie się to do czasu, gdy rząd oficjalnie i definitywnie nie powie, że nie ma szansy na całkowitą likwidację zakazu. Oczywiście wahania w jedną bądź w drugą stronę będą, ale niezbyt widoczne – twierdzi Robert Biegaj.

Współautorzy badania z UCE RESEARCH podkreślają, że zapytali Polaków o przywrócenie handlu we wszystkie niedziele, a nie w jedną czy dwie w miesiącu. – W mojej ocenie, przeciętny Kowalski oczekuje właśnie powrotu sytuacji sprzed 1 marca 2018 roku, a nie pojedynczych niedziel handlowych. Oczywiście inne zdanie w tej kwestii mają pracownicy branży handlowej, np. kasjerzy. I nie ma się czemu dziwić. Właściwie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – dodaje znawca rynku z Grupy Offerista.

W opinii eksperta, osoby niezdecydowane w tym temacie raczej nie opowiedzą się ostatecznie po żadnej stronie. – Jest to poniekąd ugruntowana postawa od dłuższego czasu, głównie wśród osób, które na co dzień nie muszą robić większych zakupów dla siebie bądź swojej rodziny. Dlatego w dużej części jest im naprawdę wszystko jedno, czy zakaz będzie dalej obowiązywał – stwierdza Robert Biegaj.

Z badania wynika też, że częściej za przywróceniem handlu we wszystkie niedziele opowiadają się mężczyźni niż kobiety. Twierdzą tak przede wszystkim osoby w wieku 25-34, z miesięcznym dochodem netto 7000-8999 zł oraz z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym. Głównie dotyczy to mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności.

– Wcześniej za takim rozwiązaniem były głównie osoby w wieku 30-40 lat z największych polskich miast. Do tego dominował pogląd, że wznowienie handlu we wszystkie niedziele najbardziej odpowiada ludziom ze średnim oraz z wyższym wykształceniem. Teraz jest inaczej. Za to niezmienną kwestią pozostają uzyskiwane przychody. Wciąż głównie ludzie zarabiający powyżej średniej krajowej chcą móc iść na zakupy każdego dnia tygodnia – zauważa ekspert z Grupy Offerista.

Z kolei przeciwko przywróceniu handlu we wszystkie niedziele częściej są kobiety niż mężczyźni. Takie stanowisko prezentują głównie osoby w wieku 65-74 lat, nieujawniające wysokości miesięcznych dochodów netto i ze średnim wykształceniem. Przede wszystkim mówią o tym mieszkańcy wsi oraz miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

– Seniorzy z reguły mają dużo więcej czasu na zakupy w tygodniu niż pracujący rodacy, którzy praktycznie od rana do wieczora wykonują zawodowe obowiązki, szczególnie w dużych i średnich miastach. I to w zasadzie nie powinno nikogo dziwić. Do tego można dodać, że mieszkańcy wsi i małych miast nie bardzo są zainteresowani robieniem większych zakupów akurat w niedzielę, bo ten dzień poświęcają z reguły na obrzędy religijne – wyjaśnia Robert Biegaj.

***
Opis metody badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 27-30.09.2024 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1021 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Rynek odrzuca cięcie stóp proc. o 50 pb przez Fed

Rynek pracy w USA wypadł znacznie lepiej niż przewidywano. Imponująca liczba 254 tys. nowych miejsc pracy i spadek stopy bezrobocia do 4,1 proc. ucinają spekulacje odnośnie możliwego mocniejszego cięcia stóp procentowych przez Fed w listopadzie. Zatem w tym momencie scenariuszem bazowym jest ruch o 25 pb. Rynek dostosował swoją wycenę przez co dolar zyskał na wartości a złoto zostało znacznie przecenione, ale wciąż pozostaje powyżej 2630 USD. Wskaźnik CME FedWatch wskazuje jedynie 10 proc. możliwej większej zmiany stóp przez FOMC

Wynik o około 100 tys. więcej niż konsensus Bloomberga to dość sporo, zatem reakcja rynkowa również musiała być odpowiednio większa. Nawet optymistyczna prognoza Goldman Sachsa na poziomie 165 tys. została zdecydowanie pokonania, nie mówiąc już o pesymistycznych szacunkach banku Citi (75 tys.). Na uwagę również zasługuje fakt, że poprzednia wartość została zrewidowana (z 142 do 159 tys.), tym razem nie w dół a w górę. Spadek stopy bezrobocia to kolejny element pokazujący, że do recesji daleka droga.

Wzrost płac, będący ważnym wskaźnikiem do oceny presji inflacyjnej, wzrósł do 4 proc. w ujęciu rocznym, z 3,9 proc. w sierpniu. W ujęciu miesięcznym płace wzrosły o 0,4 proc., co jest zgodne z wynikiem z sierpnia.

Kluczowym pytaniem przed publikacją piątkowego raportu było to, czy dane będą odzwierciedlały znaczące ochłodzenie na rynku pracy, co mogłoby skłonić Fed do kolejnej dużej obniżki stóp procentowych. Lepszy od oczekiwań raport dotyczący zatrudnienia sprawia, że jest mniej prawdopodobne, aby Fed będzie działał z taką „pilnością” jak podczas wrześniowego spotkania, kiedy bank centralny obniżył stopy procentowe o pół punktu procentowego.

Po publikacji raportu rynek wyceniał około 10 proc. szans na obniżkę stóp procentowych o 50 pb w listopadzie, co jest znaczącym spadkiem w porównaniu do 53 proc. szans tydzień temu, według narzędzia CME FedWatch.

Oprócz silnego dolara, spadku cen złota oraz wzrostu rentowności obligacji USA, zareagowały także indeksy giełdowe. Dobre dane to dla Wall Street w tym momencie pozytywna informacja. Gospodarka jest silna a Fed i tak będzie luzował politykę, tylko w wolniejszym tempie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Frank i dolar umacniają się jako bezpieczne przystanie w obliczu eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie

Po wczorajszej obojętności, dziś rynek walut zaczął zwracać uwagę na niekończące się doniesienia z Bliskiego Wschodu. Konsekwencją jest umocnienie USD i CHF, które są uważane za bezpieczne przystanie. Aprecjacji franka nie zakłóciły nawet spadki inflacji konsumenckiej. W czwartek mocny cios przyjął funt, dla którego obciążeniem stała się wypowiedź prezesa Banku Angli.

CHF pozostaje safe haven

Najnowsze odczyty tempa wzrostu cen konsumenckich w Szwajcarii po raz kolejny były spadkowe. W ujęciu rocznym dynamika cen obniżyła się z 1,1% do 0,8%. Odczyt był niższy od prognoz, mówiących o stabilizacji wskaźnika przy wartości sprzed miesiąca. Jednocześnie jest to najniższy poziom od sierpnia 2021 roku. Ponadto, w ujęciu miesięcznym, odnotowano deflację na poziomie -0,3%. Spadające tempo wzrostu cen nie stanowi zatem przeszkody na ścieżce luzowania monetarnego, które helweccy decydenci rozpoczęli w tym roku. W niedalekiej przyszłości może ono po raz kolejny doprowadzić do nastania tam ujemnych stóp procentowych. Niższa inflacja to w teorii dalsze obniżki stóp, czyli słabsza waluta. Taka też była pierwsza reakcja franka, który tuż po publikacji delikatnie osłabił się na rynku, dochodząc na wykresie CHF/PLN do poziomu 4,56 PLN. Straty zostały jednak szybko odrobione, i to z nadwyżką. Stoi za tym aktualny sentyment risk off panujący na rynkach, spowodowany eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Frank szwajcarski, jako waluta safe haven, często wybierana jest przez inwestorów jako bezpieczna przystań w czasie wzrostu ryzyka geopolitycznego. Kurs CHF/PLN o godzinie 14:00 wzrósł do 4,59 PLN.

GBP w dół

Zupełnie inny kierunek podczas dzisiejszej sesji obrał funt brytyjski. Powodem deprecjacji GBP jest komentarz gubernatora Banku Anglii. Zgodnie z jego wypowiedzią, istnieje duża szansa obrania bardziej agresywnej ścieżki cięć kosztu pieniądza na Wyspach, niż dotychczas wskazywano. Reakcja rynku była natychmiastowa i wiązała się z wyprzedażą brytyjskiej waluty. Szczególnie jest to widoczne na wykresie GBP/PLN, który tylko podczas dzisiejszej sesji spadł aż o 5 groszy, z 5,15 PLN o poranku do 5,10 PLN w południe. W tym miejscu warto dodać, że dziś złoty odnotował zysk do funta, mimo że do innych głównych walut (EUR, USD, CHF) ponosi straty. To efekt  rosnącej awersji do ryzyka wśród inwestorów, którzy dziś są sceptycznie nastawieni do PLN.

„Edek” z lekkim spadkiem

W czwartek na głównej parze walutowej świata zauważyliśmy umocnienie dolara  związane z wcześniej wspomnianym wzrostem ryzyka geopolitycznego. Amerykańska waluta, podobnie jak szwajcarski frank, zwykła zyskiwać podczas narastania globalnej niepewności. Tak było i dziś o poranku. Kurs EUR/USD zszedł o wsparcie niżej, czyli do poziomu 1,102 USD. W przypadku kontynuacji ruchu w dół, kolejnym istotnym przystankiem będzie okrągłe 1,10 USD.

Warto dodać, że aprecjacja „zielonego” następuje, pomimo zmniejszającego się prawdopodobieństwa listopadowej obniżki stóp procentowych w Stanach o 50 punktów bazowych, które z dnia na dzień spada i dziś wynosi już tylko 33%. Ponadto unijna waluta nie potrafiła znaleźć dziś siły przeciwko USD, nawet w momencie publikacji lepszego od prognozy odczytu indeksu PMI dla usług, który wyniósł 51,4 pkt. i pozostał w strefie rozwoju. To pokazuje, jak silny wpływ na dolara ma aktualna niepewna sytuacja geopolityczna. Przypomnę, że jutro opublikowane zostaną dane z amerykańskiego rynku pracy, które – przy braku eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie – powinny odegrać najważniejszą rolę podczas piątkowej sesji.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Złoto bije rekordy, dolar rośnie, a inflacja wraca – geopolityczne wstrząsy na rynkach

Październik przynosi nam jeszcze większe wstrząsy w geopolityce, co ma ogromny wpływ na rynek finansowy. Skutki eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie najbardziej widoczne są we wzroście cen ropy. Drożało złoto, a jednak złoty jest mocny.

Najpierw Izrael zdecydował się na wejście swoich wojsk lądowych na południe Libanu w celu zwalczania pozycji Hezbollahu, a następnie Iran zdecydował się na działania odwetowe, wysyłając setki rakiet w kierunku Izraela. Chociaż sam atak nie zebrał dużej ilości ofiar,, to ma jednak ogromny wpływ na to, co dzieje się na rynkach finansowych.

Izrael w ostatnim czasie dokonał wielu ataków na cele związane z Hezbollahem, który wspierany jest przez Iran, dlatego można było oczekiwać, że ten zdecyduje się na działania odwetowe. Na razie sytuacja wygląda bardzo podobnie do tego, co było w kwietniu, kiedy to Iran chciał jedynie pokazać, że jest w stanie odpowiedzieć na zbrojne działania Izraela.

Rynek obawia się bardzo mocno tego, że Izrael wybierze na cel infrastrukturę związaną z ropą naftową, co mogłoby zaburzyć względnie zbilansowany rynek. Ropa naftowa zyskała na wzroście dziennym na poziomie ok. 3,5%.

Ropa Brent na początku października przekroczyła cenę 75 USD za baryłkę i zakończyła sesje na poziomach najwyższych od 3 września. Warto podkreślić, że wyższe ceny ropy naftowej, to oczywiście mniejszy potencjał na obniżki stóp procentowych. Już teraz w USA wskazuje się, że w tym roku możemy już nie doświadczyć kolejnej dużej obniżki. Jerome Powell, szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej powiedział już, że bank nie musi spieszyć się z podwyżkami. Tym samym prawdopodobieństwo większego cięcia zmniejszyło się do 40%.

Wzrost popytu na aktywa bezpieczne i mniej gołębi Fed umocnił wyraźnie dolara. EURUSD spadł do najniższego poziomu od pierwszej połowy września i znajduje się już blisko poziomu 1,10. USDPLN powraca z poziomów poniżej 3,80 i zbliża się do kolejnego okrągłego poziomu 3,90.

Ostatnią decyzję o obniżce stóp procentowych mieliśmy dokładnie rok temu, gdy RPP zaskoczyła rynek. Było to tuż przed wyborami do parlamentu. RPP rok temu obniżyła stopy procentowe we wrześniu i październiku w sumie o 100 punktów bazowych, ale obecnie ze względu na podwyższoną inflację wskazuje, że nie ma pretekstu do obniżek. Polska ma obecnie jedne z najwyższych stóp procentowych w Europie, co również doprowadziło do umocnienia złotego w ostatnich kilkunastu miesiącach.

Jednocześnie oddala się perspektywa obniżek stóp procentowych w wykonaniu RPP. Możliwe, że stanie się to dopiero w drugiej połowie 2025 r.

– Wzrost światowych cen ropy odczujemy na naszych stacjach benzynowych i po stronie rosnącej inflacji, która w ostatnich miesiącach korzystała z tego, że ceny ropy pozostawały na niskich cenach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.

Pomimo obniżki stóp procentowych w wykonaniu Fed dolar się wzmocnił, a jednocześnie złoto zdrożało do poziomu 2 670 USD za uncję (zbliżając się do rekordowego notowania na kontraktach z 26 września).

– Zwykle mocniejszy dolar prowadzi do osłabienia cen złota, tym razem jest jednak inaczej ponieważ zaniepokojeni inwestorzy szukają bezpiecznej przystani – komentuje ekspert XTB.

Kapitał napływa do bezpiecznych przystani, co jednak nie osłabiło na istotną skalę polskiej waluty. Polski rynek traktowany jest jednak jako bezpieczny, gdy trwa konflikt na Bliskim Wschodzie. Nie należy jednak wykluczać wyjścia pary USDPLN na poziom powyżej 3,90 zł za dolara. Wówczas nadal będzie jednak silny.

Podsumowanie września na rynku deweloperskim

Deweloperzy działający na 7 głównych rynkach mogą zaliczyć wrzesień do udanych miesięcy. Sprzedali prawie 3,7 tys. lokali. To ok. 40% więcej niż w sierpniu, jednak jak wskazują eksperci – to niekoniecznie oznacza przełom. Oferta deweloperska w największych miastach wciąż rośnie, a ceny są stabilne, choć w miastach takich jak Poznań, Katowice i Łódź mogą być za wysokie dla potencjalnych nabywców. Równocześnie spada średni metraż wprowadzanych do sprzedaży mieszkań i obecnie wynosi ok. 51 mkw.

Wrzesień przyniósł kolejny przyrost oferty mieszkań deweloperskich. W granicach 7 głównych miast na koniec miesiąca dostępnych było 52,4 tys. lokali. To o 1,6% więcej niż na koniec sierpnia. Widać jednak, że z miesiąca na miesiąc dynamika wzrostu liczby dostępnych lokali od deweloperów słabnie – pół roku temu oferta rosła o ok. 6-8% miesięcznie. W I i II kwartale tego roku urosła o 17%, a w III zaledwie o 8%.

Deweloperzy zauważają osłabienie popytu oraz spadający poziom sprzedaży. Dla porównania na początku roku dzienna sprzedaż nowych mieszkań na 7 rynkach głównych oscylowała wokół 160 jednostek, a w lipcu i w sierpniu było to już ok. 110 lokali. Wprowadzają więc mniej mieszkań do oferty, ale wciąż ich liczba przewyższa sprzedaż – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Największy wzrost oferty widoczny jest w Krakowie, gdzie po trudnym 2023 r. deweloperzy zakasali rękawy. W stolicy Małopolski na koniec września br. było dostępnych aż dwa razy więcej lokali (7,6 tys.). Nieco mniejszy odnotowano we Wrocławiu – o ponad 40%. Z kolei ponad 30% przyrost nastąpił w Warszawie, a najmniejszy z 7 badanych rynków w Trójmieście, tylko o 8%.
Liczba mieszkań deweloperskich w ofercie w miastach

Wyższa sprzedaż we wrześniu i ostrożny optymizm

Wstępny odczyt Otodom Analytics we wrześniu wskazuje, że deweloperzy działający w granicach 7 miast głównych (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa i Wrocław) sprzedali blisko 3,7 tys. mieszkań. To najlepszy wynik od początku tegorocznej wiosny. Czy to oznacza przełom? Niekoniecznie. Jak wskazują eksperci to prawdopodobnie efekt skumulowanego popytu po wakacjach.

Wynik całego trzeciego kwartału był podobny do poprzedniego – sprzedano niespełna 9 tys. mieszkań. To oznacza, że sytuacja na rynku jest stabilna i wrześniowy wynik to efekt odłożonych w czasie wakacji planów zakupowych. W porównaniu do ubiegłego roku odnotowaliśmy spadek sprzedaży o 38%. Warto jednak zauważyć, że rok temu rynek nieruchomości miał dopalacz w postaci programu Bezpieczny Kredyt 2%. Gdyby wziąć pod uwagę trzy kwartały tego roku, to spadek sprzedaży r/r wynosi jedną czwartą, a wynik ok. 29 tys. lokali jest podobny do tego z trzech pierwszych kwartałów 2022 r. – tłumaczy Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego Otodom Analytics.

Wśród 7 rynków głównych prym we wrześniu wiodła Warszawa. Stołeczni deweloperzy sprzedali 1,2 tys. mieszkań, podczas gdy w 3 z 4 poprzedzających miesięcy nie przekraczali 900 lokali. Dynamiczny wzrost sprzedaży odnotowano także we Wrocławiu (+60%) i w Trójmieście (+60%). Z kolei najmniejszy skok popytu widoczny był w Krakowie (+11%) oraz w Katowicach (+4%). Porównując jednak te wyniki z analogicznym okresem ubiegłego roku widoczne są duże spadki sprzedaży, a wyjątkiem jest jedynie Łódź.

Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperów miastami

Mniejsza powierzchnia nowych inwestycji

We wrześniu na 7 rynkach głównych wprowadzono do sprzedaży ponad 4 tys. mieszkań. To zbliżony wynik do kilku ostatnich miesięcy – w zakończonym kwartale łączna liczba wprowadzeń zamknęła się na poziomie ok. 12 tys. lokali. Widać więc, że deweloperzy są ostrożni i dostosowują podaż mieszkań do poziomu zainteresowania ze strony potencjalnych nabywców. Najwięcej nowych lokali zasiliło ofertę we wrześniu w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu. Z kolei najmniej w Poznaniu i w Katowicach, gdzie do sprzedaży trafiło zaledwie 6 nowych mieszkań. Ale z perspektywy zakończonego kwartału nawet w tych miastach sytuacja nie wygląda źle. W pierwszym z nich na rynek trafiło ponad 950 mieszkań w ciągu ostatnich 3 miesięcy, a w drugim blisko 550.

Równocześnie można zauważyć, że wprowadzane na rynek lokale są mniejsze niż wcześniej. Od kilku miesięcy średni metraż oferowanego na rynku deweloperskim mieszkania to ok. 51-52 mkw. Dla porównania w 2021 r. było to ok. 53 mkw.

Obecnie dostępna oferta deweloperów jest szeroka, a kupujący posiadający zasoby finansowe zdecydowanie mają z czego wybierać. Ceny całkowite nowych mieszkań utrzymują się na stabilnym poziomie – we wrześniu wzrosły o ok. 1-1,5%. Jednak oferowane na rynku lokale mają mCeny mieszkań na rynku deweloperskimniejszą powierzchnię, a więc koszt w przeliczeniu na mkw. może być wyższy. Dopiero długotrwała zmiana relacji popytu i podaży mogłaby wpłynąć na obniżki cen – zauważa Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Stabilizacja cen trwa

W cennikach trwa uspokojenie. W ujęciu rocznym najwyższy, dwucyfrowy wzrost widoczny jest w Łodzi (20%) oraz w Warszawie i we Wrocławiu (po 12-13%). Z kolei najniższy, bo na poziomie 5-6% – w Poznaniu i Trójmieście.

Nieco inny obraz zobaczymy przyglądając się cenom nominalnym, a nie za metr kwadratowy. Tutaj na dwóch rynkach (Poznań i Trójmiasto) widzimy rok do roku spadek średnich stawek o ok. 2%, a dwucyfrowe wzrosty odnotowano jedynie w Katowicach (12%) i Łodzi (19%). Wzrost w Krakowie i Wrocławiu był niewielki – zaledwie o kilka procent, a w Warszawie wyniósł 6,5%. Bez względu jednak na to, czy analizować będziemy stawki za mkw., czy całkowite – bez wątpienia okres dynamicznych wzrostów cen nieruchomości mamy za sobą.

Ceny mieszkań na rynku deweloperskim

Poznań, Katowice i Łódź z powodami do niepokoju

Zmiany popytowo-podażowe wpływają na istotny z punktu widzenia oceny rynku wskaźnik tempa wyprzedaży oferty. To wartość, która pokazuje jak szybko z danego rynku zniknęłyby wszystkie mieszkania, gdyby sprzedaż utrzymała się na poziomie z ostatnich 3 miesięcy, a deweloperzy nie wprowadzaliby nowych inwestycji.

Od kilku miesięcy dobrze pod tym względem wyglądają Kraków, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław, gdzie czas wyprzedaży utrzymuje się w przedziale 4-6 kwartałów, który uznawany jest za zdrowy dla rynku. Powody do niepokoju widać natomiast w Poznaniu (wzrost wskaźnika z 6 do 8,3 od maja), Katowicach (z 6,2 do 9,3 od czerwca) i Łodzi (gdzie poziom 8-9 kwartałów utrzymuje się od wiosny). Wiele wskazuje na to, że ​ dostępne tam i wprowadzane mieszkania mogą być zbyt drogie dla kupujących.
Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperów kwartałami

Dolar znów wsparty przez rynek pracy. Zamieszanie na rynku kryptowalut

Po tym jak ostatnie słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy mocno zaszkodziły dolarowi, teraz mamy odwrócenie tego scenariusza. Duże przeceny można zauważyć na rynku kryptowalut, za to w przypadku Rady Polityki Pieniężnej jest stabilnie, bez zmian.

Lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy

Dolar bardzo lubi się z dobrymi danymi z amerykańskiego rynku pracy. Pokazała to reakcja na wczorajszy raport ADP na temat szacunkowej zmiany zatrudnienia. Wyniósł on 143 tysiące i był o 23 tysiące wyższy od oczekiwań. Po tych danych kurs dolara szedł w górę zarówno względem złotego, jak i euro. W rezultacie dolar jest najdroższy względem polskiej waluty od ponad dwóch tygodni osiągając niemalże poziom 3,90 zł. Podobnie wygląda kurs dolara względem euro, tutaj również dolar pokazuje najlepsze poziomy od ponad dwóch tygodni. Należy jednak pamiętać, że główne dane z rynku pracy zobaczymy dopiero w piątek i to wtedy należy spodziewać się dużej zmienności.

Zamieszanie na rynku kryptowalut

Sytuacja na Bliskim Wschodzie doprowadziła do dużej przeceny na rynku kryptowalut. Może to być oczywiście przypadkowa korelacja, ale brakuje trochę innych wydarzeń, z którymi można powiązać przecenę ostatnich dni. Alternatywą może być uwolnienie środków z bankructwa giełdy FTX, ale ta informacja pojawiła się już po początku spadków. Od początku tygodnia główna kryptowaluta spadła już bowiem od 66 000 USD do 60 000 USD dzisiaj. Teoria łącząca spadki z konfliktem na Bliskim Wschodzie prowadzi do jeszcze jednego ciekawego wniosku. Skoro mamy spadki to znaczy, że doszło do znaczącej sprzedaży aktywów. Byłby to kolejny sygnał stawiający część posiadaczy kryptowalut w nieciekawym świetle.

Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła

Przewidywanie decyzji RPP jest ostatnio bardzo proste. Trudniejsze jest ich uzasadnianie, ale zobaczymy jak z tym niełatwym zadaniem poradzi sobie prezes NBP prof. Adam Glapiński. Dzisiaj bowiem o 15:00 posłuchamy najprawdopodobniej o tym, jak to tylko dzięki działaniom Rady, która nie zdecydowała się przedwcześnie obniżać stóp procentowych, inflacja nie osiągnęła jeszcze progu 5%. Fakt, że wysokość tego wskaźnika wynika z bardzo niekorzystnego efektu bazy w zeszłym roku (inflacja w wakacje była wtedy w ujęciu miesięcznym bardzo niska) oraz zlikwidowania jednej z tarcz, za którą w podatkach i tak płacimy wszyscy, zostanie prawdopodobnie przedstawiony w odpowiednim świetle. Nie zmienia to jednak faktu, że – jeśli mają paść jakieś wskazówki co do obniżek stóp – to należy się ich spodziewać właśnie na konferencji prezesa NBP. Gdyby do tego doszło, byłby to wyraźny sygnał osłabiający złotego.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Akcje Nike spadają o 6%, firma traci 45% wartości w ciągu 3 lat – powrót Elliotta Hilla ma odwrócić negatywny trend

W środę akcje Nike spadły o 6 proc. po publikacji wyników finansowych za ostatni kwartał. W ciągu trzech lat akcje firmy straciły na wartości aż 45 proc. Rynek dostrzega, że marka Nike traci swoją atrakcyjność wśród konsumentów, przegrywając zarówno z chińskimi graczami, takimi jak Shein, jak i z nowymi markami premium, jak Lululemon. Problem ten ma rozwiązać powracający na stanowisko prezesa Elliott Hill, jednak firmę czekają jeszcze trudne kwartały.

Nike przechodzi obecnie przez trudny okres. Marka, kiedyś symbolizująca nieustanną innowacyjność, teraz wydaje się wypalona i pozbawiona świeżych pomysłów. W odpowiedzi na te wyzwania, firma zmienia swoje kierownictwo w poszukiwaniu skuteczniejszej strategii wzrostu. Nike przegrywa rynkową rywalizację nie tylko z nowymi markami premium, jak Lululemon i Athleta (należąca do Gap), ale także z długoletnimi rywalami, takimi jak Adidas. Dodatkowo, chińscy producenci obuwia oraz sklepy internetowe, jak Shein, również odbierają firmie udziały w rynku. Mimo że globalnie Nike nadal jest liderem w kategorii odzieży sportowej, jej przewaga nad konkurencją maleje. Cały rynek odzieży wzrósł o 5 proc., napędzany przez silne wyniki Zary, Shein i Uniqlo, podczas gdy wartość marki Nike spadła o 4 proc. w skali roku, jak wynika z raportu Kantar dotyczącego globalnych marek.

Problemy firmy potwierdzają jej wyniki finansowe za okres od czerwca do września. Spadek przychodów był oczekiwany, ale słaba sprzedaż butów do biegania w USA (-14 proc.) i Europie (-12 proc.) okazała się dużym zaskoczeniem. Pokazuje to, że inwestycje firmy związane z Igrzyskami Olimpijskimi w Paryżu nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Paradoksalnie, w Chinach, gdzie wiele zachodnich marek zmaga się z problemami, przychody Nike spadły jedynie o 2 proc.

W obliczu rosnących wyzwań rynkowych firma poszukuje nowej strategii. Powrót do czasów, gdy Nike była niekwestionowanym liderem w branży, ma zapewnić zatrudnienie Elliotta Hilla, który wraca na stanowisko prezesa po przejściu na emeryturę w 2020 roku. Hill rozpoczął swoją karierę w Nike jako stażysta w 1988 roku i przez całe życie zawodowe był związany z firmą. Jego powrót ma pomóc odwrócić niekorzystną sytuację, jednak rynek znacząco się zmienił w ciągu ostatnich czterech lat.

Ustępujący prezes, John Donahoe, odchodzi po czterech burzliwych latach na stanowisku. Jego głównym sukcesem była strategia promowania sprzedaży bezpośredniej w czasie pandemii, gdy odzież sportowa była masowo kupowana online. Jednak w 2023 roku konsumenci zaczęli wracać do sklepów, takich jak Foot Locker, gdzie Nike nie osiąga już tak dobrych wyników. Wielu uważa, że największym problemem firmy jest utrata tzw. „cool factor” – poczucia, że produkty Nike są najmodniejszym wyborem na rynku.

Elliott Hill ma za zadanie odwrócić ten trend, ale będzie to duże wyzwanie. Nowy-stary prezes potrzebuje czasu na opracowanie strategii, dlatego firma przesunęła termin “Dnia Inwestora”, pierwotnie planowanego na 19 listopada, oraz wycofała wcześniejsze prognozy przychodów. Po publikacji wyników kwartalnych akcje firmy spadły o 6 proc, a w ciągu ostatnich trzech lat firma straciła 45 proc. swojej wartości. Rynek z niecierpliwością będzie obserwować decyzje nowego kierownictwa.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

Polacy najmniej ufają Rosjanom i muzułmanom – ranking nieufności

Wrześniowe badanie „Polski Ranking Nieufności 2024″ przynosi interesujące wnioski na temat poziomu zaufania Polaków wobec różnych narodowości i mniejszości. Jak wynika z raportu, największy dystans czujemy wobec Rosjan, podczas gdy na przeciwnym biegunie znajdują się Amerykanie.

Kto budzi największe obawy wśród Polaków?

ranking nieufnosciIndeks Nieufności Polaków, stworzony w celu standaryzowanego porównania braku poziomu akceptacji wobec różnych grup, wskazał, że to Rosjanie (57,2 punktów na 100 możliwych) spotykają się z największym brakiem zaufania w polskim społeczeństwie. Kolejne miejsca na podium zajmują Muzułmanie (44,7) oraz Białorusini (44,2). Z drugiej strony, najniższy poziom nieufności odnotowano wobec obywateli USA (18), Czechów (18,4) i Słowaków (18,6).ranking_nieufnosci_ROSJA ranking_nieufnosci_MUZUŁMANIEPolacy najmniej ufają Rosjanom i muzułmanom - ranking nieufności 1

Badanie akceptacji różnych narodowości i mniejszości to fascynująca próba uchwycenia wieloaspektowego zjawiska w ramach jednego wymiaru. Już sama natura skali sugeruje, że poziom akceptacji lub dystansu do różnych grup nie jest miarą zero-jedynkową, ale podlega gradacji. Każdy z cząstkowych wyników tworzących wskaźnik, jest jednocześnie wypadkową naszych poglądów, poczucia przynależności do grupy, emocji których doświadczamy i które okazujemy. Tworząc polski Distrust Index pokazaliśmy, że opowiedzenie złożonych, wielowarstwowych historii za pomocą kilku liczb jest możliwe i ma sens – komentuje Jakub Wasiewicz, analityk SW Research.

Wysokie miejsce Ukraińców w rankingu

ranking_nieufnosci_UKRAINAZ badania przeprowadzonego przez SW research wynika, że Polacy wykazują największą otwartość wobec narodów południowych sąsiadów, podczas gdy Wschód budzi najwięcej obaw. Ciekawostką jest wysokie miejsce obywateli Ukrainy, którzy zajęli czwartą pozycję w rankingu. Stosunkowo neutralnie oceniani są Niemcy oraz Węgrzy, natomiast szczególną sympatią Polacy darzą kraje takie jak Japonia czy USA, co może wynikać z ich atrakcyjnego wizerunku jako nowoczesnych i dobrze rozwiniętych gospodarczo.

Badanie przeanalizowało także różnice w poziomie nieufności w zależności od cech demograficznych, takich jak wiek i miejsce zamieszkania, a także od preferencji politycznych w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Tożsamość narodowa w erze globalizacji

Globalizacja, coraz większa wymiana międzykulturowa oraz otwartość granic wywierają nieustanny wpływ na społeczeństwa, stawiając nowe wyzwania związane z tożsamością narodową i poczuciem przynależności. Rankingi takie jak ten pozwalają lepiej zrozumieć, jak Polacy postrzegają te zmiany i w jaki sposób kształtują swoje relacje z przedstawicielami innych narodowości.

– Tempo rozwoju wspomnianych procesów dodatkowo determinowane jest przez (nieraz trudne do przewidzenia) wydarzenia czy informacje o zróżnicowanym zasięgu. Wśród przykładów takich „czarnych łabędzi” ostatnich lat można wymienić np. agresję Rosji na Ukrainie, nasilenie się konfliktu na Bliskim Wschodzie, wybuch pandemii COVID-19, doniesienia o atakach lub zagrożeniach terrorystycznych w krajach wysokorozwiniętych. Dlatego warto nieustannie stawiać pytania o aktualny stosunek ogółu społeczeństwa, które stanowi większościowe tło dla innych narodowości czy wyznań – komentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes SW Research.

Metodologia

Badanie zostało zrealizowane w dniach 11-16 września 2024 r. techniką CAWI, na reprezentatywnej próbie 1500 dorosłych mieszkańców Polski, dobranych z panelu badawczego swpanel.pl. Każdy z respondentów miał możliwość wyrażenia opinii w ramach 10 z 15 losowo wybranych bloków, z których każdy dedykowany był przedstawicielom jednej narodowości lub mniejszości wyznaniowej. W ten sposób, każda grupa została oceniona przez minimum 1000 respondentów.

Rynek PRS w Polsce rośnie o 32%: ponad 19 000 nowych lokali po I połowie 2024 r.

Na koniec pierwszej połowy 2024 roku zasoby gotowych lokali PRS w Polsce liczyły ponad 19 000 jednostek, co stanowi 32% wzrost w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Zasoby PRS w budowie wzrosły o 10%, osiągając poziom ponad 14 500 jednostek. Mimo trudności z pozyskaniem nowych projektów, inwestorzy utrzymali wysoki poziom aktywności. Niemal 90% z inwestorów wskazało, że najemcy preferują mieszkania budżetowe, a jedynie 10% opowiedziało się za mieszkaniami premium, co wskazuje na wysoką wrażliwość cenową polskich najemców. Jednocześnie niemal połowa zarządzających platformami PRS wskazała rosnące koszty operacyjne jako kluczowe wyzwanie w zarządzaniu inwestycjami w sektorze nieruchomości PRS – wynika z raportu “Najem instytucjonalny – sprzyjające otoczenie dla nowych transakcji” opracowanego przez PwC Polska.

Ostatnie 12 miesięcy na rynku mieszkań na sprzedaż charakteryzowały się wyraźnym osłabieniem popytu. Zakończenie programu Kredyt 2% znacząco ograniczyło dostępność finansowania, co bezpośrednio wpłynęło na spadek liczby transakcji. Największe spadki były w Warszawie i Krakowie, gdzie w II kwartale 2024 sprzedano o 50% mniej mieszkań niż w III kwartale 2023. Z drugiej strony, deweloperzy dysponują obecnie rekordową liczbą niezrealizowanych pozwoleń na budowę. W połączeniu z osłabionym popytem może to stworzyć silny impuls do nawiązania współpracy z funduszami PRS, które mogą stać się kluczowymi partnerami w realizacji tych projektów. Istniejące zasoby wynoszą niemal 19 400 lokali, a kolejne 14 600 jest w budowie. Do 2028 roku liczba gotowych lokali może wzrosnąć do prawie 80 000.

“Najbliższe miesiące mogą przynieść nowy etap rozwoju rynku PRS, głównie w związku ze spowolnieniem na rynku mieszkań na sprzedaż. Choć oba segmenty funkcjonują w dużej mierze niezależnie, deweloperzy mieszkaniowi i platformy PRS rywalizują o te same zasoby gruntów. Malejące zainteresowanie indywidualnych nabywców mieszkaniami, spowodowane wysokimi cenami i trudniejszym dostępem do kredytów, może otworzyć drzwi do nowych transakcji na rynku PRS” – mówi Kinga Barchoń, partnerka PwC Polska i liderka zespołu ds. usług dla rynku nieruchomości.

W pierwszej połowie roku na rynek trafiło ponad 2 600 nowych jednostek, zwiększając łączny zasób mieszkań w Polsce do niemal 19 400. Oznacza to wzrost o 4 707 mieszkań w porównaniu z pierwszym półroczem 2023 roku. W efekcie, w ciągu ostatnich 12 miesięcy zasób wzrósł o solidne 32%. Pierwsza połowa 2024 roku była aktywna również pod względem rozpoczęcia budowy nowych projektów. Inwestorzy nie tylko utrzymali liczbę jednostek w budowie przy dużym wzroście liczby oddanych lokali, ale także zwiększyli ją o ponad 400 jednostek, co oznacza rozpoczęcie budowy ponad 3 000 jednostek. Jednocześnie udział trzech głównych inwestorów na rynku wciąż się zmniejsza na rzecz podmiotów spoza wielkiej trójki (Resi4Rent – 23%, Vantage Rent – 14%, PFRN – 11%), które nieustannie zwiększają swój portfel mieszkań i posiadają już ponad 50% mieszkań.

“Segment PRS wciąż nie jest wystarczająco dobrze rozwinięty jeśli chodzi o praktykę podatkową, a ponadto orzecznictwo, które pojawiło się w ostatnim czasie np. w zakresie amortyzacji podatkowej, czy podatku od nieruchomości jest niejednolite. Dodatkowo, specyfika tego sektora sprawia, że neutralności w podatku VAT w odniesieniu do podmiotów prowadzących działalność gospodarczą nie można brać za pewnik. W konsekwencji, skutki podatkowe inwestycji warto dobrze przemyśleć już na samym początku. Dzięki temu można dostrzec szanse i ograniczyć ryzyka, które mogłyby sprawiać w przyszłości problemy” – mówi Marta Pabiańska, partnerka PwC Polska, liderka Praktyki Sektora Nieruchomości.

Na koniec pierwszego półrocza 2024 roku Warszawa oferowała około 8,4 tys. lokali na wynajem oraz kolejne 4,7 tys. znajdowało się w budowie. W ostatnich sześciu miesiącach liczba lokali w stolicy wzrosła o 931 jednostek, co jest wynikiem zbliżonym do poprzedniego półrocza, kiedy wzrost wyniósł około 1 000 jednostek. Największe zasoby mieszkań nadal posiada Resi4Rent, z ponad 1,9 tys. istniejących lokali i około 300 w budowie oraz Heimstaden Bostad, z prawie 1,5 tys. lokali i 200 jednostkami w budowie. Do czołówki do 2027 roku powinno dołączyć również AFI Europe, które obecnie posiada 743 jednostki gotowe, 523 jest w budowie oraz ponad 2,5 tys. w przygotowaniu. W Warszawie zasoby PRS posiada również NREP, Van Der Vorm Poland, LRC Group i Aurec Capital Polska.

Pierwsze półrocze 2024 było bardzo aktywne dla Wrocławia pod względem liczby oddanych do użytku lokali, liczba dostępnych lokali wzrosła o ponad 900 jednostek co przełożyło się na wzrost na poziomie 38% wobec H1 2023. Obecnie Wrocław oferuje ok. 3,3 tys. lokali na wynajem, a kolejnych 2,1 tys. jest w budowie. Platforma Resi4Rent liczy we Wrocławiu już 1 252 lokale, natomiast Vantage Rent ma ich 1 149. Resi4Rent, realizując budowę 1 290 nowych lokali, planuje znacząco umocnić swoją pozycję na rynku w najbliższych latach. Jednocześnie rynek pozostaje podzielony również między mniejszych deweloperów.

Na koniec pierwszej połowy 2024 roku w Krakowie było ponad 3 tys. lokali do wynajęcia oraz prawie 2 tys. w budowie. Wzrost liczby istniejących lokali w porównaniu do poprzedniego półrocza wynika z oddania do użytku dwóch inwestycji Heimstaden Bostad w pierwszym kwartale 2024 roku oraz sukcesywnym rozwojem platformy LEW Invest, która posiada w Krakowie 411 lokali. Na rynku PRS w Krakowie dominuje  AFI Europe 685, Heimstaden Bostad z 596 lokalami. Zasoby PRS w Krakowie reprezentują również Resi4Rent z 535 lokalami oraz 873 lokalami w budowie, Van Der Vorm z 318 lokalami oraz 4 lokalami w budowie, oraz G City Europe z 109 mieszkaniami. Nieobecny dotąd na krakowskim rynku LifeSpot posiada obecnie 1 086 lokali w budowie.

Na koniec pierwszej połowy 2024 roku, liczba istniejących lokali w Poznaniu wynosiła niespełna 1,7 tys. jednostek – przyrost o prawie 250 jednostek wobec stanu na koniec 2023 roku. W pierwszej połowie 2024 roku w Trójmieście liczba budowanych lokali wzrosła o 1 486 jednostek (do 2 307), podczas gdy liczba gotowych mieszkań pozostała bez zmian (987 jednostek). W pierwszej połowie 2024 roku liczba dostępnych lokali w Łodzi nie uległa zmianie (1 564 lokali). Na rynku realizowany jest tylko jeden projekt, który zasili zasoby Resi4Rent, co nie daje dużych szans na znaczące zwiększenie podaży na łódzkim rynku najmu instytucjonalnego (w sumie w budowie znajduje się obecnie 287 jednostek).

Rada Polityki Pieniężnej pozostawia stopy procentowe bez zmian na poziomie 5,75% . Inflacja wciąż największym wyzwaniem

Rada Polityki Pieniężnej podtrzymała oczekiwania rynku i zdecydowała się nie zmieniać stóp procentowych. Główna stopa procentowa wciąż wynosi 5,75%. Ta decyzja, choć przewidywana, potwierdza, że inflacja pozostaje głównym zmartwieniem banku centralnego.

Wrześniowy odczyt inflacji, najwyższy w tym roku, na poziomie 4,9%, potwierdził obawy związane z utrzymującą się wysoką dynamiką cenową. Oczywiście wzrost ten w dużej mierze związany jest z czynnikiem bazowym z zeszłego roku oraz podwyżką cen energii. Obecnie, choć ceny paliw i gazu pozostają niskie,  to możliwy wzrost cen energii ze względu na sytuację geopolityczną i czynniki bazowe wskazują na możliwość dalszego wzrostu inflacji w najbliższych miesiącach.

Bank centralny zachowuje wobec tego cały czas ostrożność i nie jest wykluczone, że w trakcie konferencji prasowej prof. Glapiński przybierze bardziej jastrzębi ton. Zdaniem wielu uczestników rynku przestrzeń do obniżek stóp może się pojawić dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, pod warunkiem że inflacja osiągnie swój szczyt w pierwszych miesiącach przyszłego roku. Nowe projekcje inflacyjne, które poznamy w listopadzie, powinny dostarczyć bardziej precyzyjnych informacji na temat ścieżki inflacji w przyszłym roku i otworzą na nowo spekulacje dotyczące tego, kiedy można oczekiwać kolejnych obniżek stóp procentowych. Warto przypomnieć, że dokładnie rok temu RPP obniżyła stopy ostatni raz, co miało miejsce tuż przed wyborami parlamentarnymi, ale uzasadniano tę decyzję wysokim spadkiem inflacji. Inflacja spadała wtedy z 18,4% r/r w lutym 2023 roku do 6,6% r/r w listopadzie.

Złoty utrzymuje swoją mocną pozycję, nawet pomimo napięć geopolitycznych na świecie. To wciąż efekt utrzymywania jednych z najwyższych stóp procentowych w Europie. Jednakże stabilność naszej waluty będzie zależeć od dalszych decyzji RPP oraz od sytuacji na rynkach światowych. Problemy gospodarcze w strefie euro i możliwe bardziej gołębie podejście ze strony EBC może również rzutować na sytuację złotego w ostatnich miesiącach tego roku.

Złoty traci dzisiaj nieznacznie do głównych walut, ale jest to związane z sytuacją geopolityczną. Za dolara płącimy 3,8842 zł, za euro 4,2936 zł, za franka 4,5675 zł, za funta 5,1555 zł.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

W Polsce spokój, Bliski Wschód na skraju wojny

Emocje związane z dzisiejszym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej przyćmiła sytuacja na Bliskim Wschodzie. Ta jednak na razie dotknie nas tylko na stacjach paliw, chyba że dojdzie do eskalacji. W tle indeksy koniunktury bez wpływu na rynek.

Decyzyjne posiedzenie bez decyzji

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Jest to teoretycznie posiedzenie decyzyjne, ale prawie cały rynek jest przekonany, że żadne decyzje nie zapadną. Nie brakuje jednak analityków, którzy uważają, że przestrzeń na ruch RPP istnieje, ale są oni realistami i widzą, jaki klimat panuje w tym gremium. W rezultacie przez najbliższe pół roku nie należy spodziewać się żadnych decyzji. Warto natomiast wysłuchać jutrzejszej konferencji prezesa NBP. Jeżeli mamy być świadkami zmian, to należy spodziewać się ich zapowiedzi najpierw tym kanałem. Złośliwi uważają, że NBP wielokrotnie robił niespodzianki, by utrudnić życie spekulantom, aczkolwiek gdzieś jest granica takich zaskoczeń.

Mniej zła koniunktura

Wstępne dane w ramach indeksów PMI dla przemysłu mówiły w strefie euro o 44,8 pkt. Finalnie zobaczyliśmy jednak 45 pkt. To spora różnica jak na finalne dane, aczkolwiek warto pamiętać, że to tylko 45 pkt, czyli pełne 5 pkt poniżej poziomu równowagi. Nadal zatem przeważają pesymistyczne odczyty. Poprawę względem wstępnych danych widzieliśmy przede wszystkim we Francji, ale również w Niemczech. W dół wynik ciągnęły natomiast przede wszystkim Włochy. Jednak rynek był znacznie bardziej zainteresowany ucieczką od ryzyka w związku z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie, a w konsekwencji dolar umacniał się względem euro.

Bliski Wschód na skraju wojny

Od wczoraj baryłka ropy Brent skoczyła z poziomów poniżej 71 dolarów do 76 dolarów. Powodem jest eskalacja działań wojennych z udziałem Izraela. Zaczęło się od ataku Izraela na terytorium Libanu i zabicia lidera Hezbollahu. Następnie byliśmy świadkami odpowiedzi Iranu, który wspiera od dawna zarówno Hamas, jak i Hezbollah. Patrząc na tempo eskalacji od początku tygodnia, i logikę nakazującą Izraelowi odpowiedzieć by nie pokazywać słabości, czeka nas bardzo niespokojny tydzień. Nie można oczywiście wykluczyć, że jest to nie tylko wymiana wzajemnych ciosów, ale początek większego konfliktu. Gdyby do niego doszło, należy oczekiwać dalszych wzrostów cen ropy, co może skutkować odbiciem inflacji w górę w skrajnym scenariuszu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak działa agencja marketingowa? Sprawdź zanim ją wybierzesz!

Agencje marketingowe stały się nieodłącznym elementem strategii biznesowych w dobie cyfryzacji. Co sprawia, że ich usługi są tak cenione? W jaki sposób wspierają rozwój firm w różnych branżach? Poznaj mechanizmy działania agencji marketingowej, aby zrozumieć, jak mogą one przyczynić się do wzrostu Twojej marki.

Definicja agencji marketingowej

Agencja marketingowa to firma, która specjalizuje się w tworzeniu i realizacji strategii marketingowych mających na celu zwiększenie rozpoznawalności marki oraz pozyskiwanie nowych klientów. Zajmuje się badaniem rynku, kreowaniem wizerunku marki, a także prowadzeniem kampanii reklamowych zarówno online, jak i offline.

Współpraca z agencją marketingową obejmuje nie tylko tworzenie strategii, ale również monitorowanie wyników kampanii oraz ich analizę w celu optymalizacji działań marketingowych. Dzięki temu możliwe jest efektywne promowanie produktów oraz zwiększenie sprzedaży. Agencje marketingowe różnią się specjalizacjami; niektóre koncentrują się na marketingu cyfrowym i SEO, inne oferują pełen zakres usług marketingowych, czyli full service.

Agencja marketingowa zatrudnia specjalistów z różnych dziedzin, co pozwala na efektywne zarządzanie kampaniami oraz optymalizację działań marketingowych. Dzięki temu możliwe jest zwiększanie świadomości marki i zaangażowania klientów. Współpraca z klientem jest kluczowym elementem działalności agencji; agencje marketingowe często współpracują z działami marketingu i sprzedaży swoich klientów, aby lepiej zrozumieć ich potrzeby i oczekiwania. Taki model działania pozwala na bardziej efektywną realizację strategii marketingowych i osiąganie zamierzonych celów.

W zakresie usług agencji marketingowej znajduje się również tworzenie kampanii mających na celu zwiększenie świadomości marki oraz wzrost sprzedaży produktów. Świadczone usługi są dostosowywane do indywidualnych potrzeb klienta, co pozwala na osiągnięcie wysokiej skuteczności działań marketingowych. Dzięki oferowaniu kompleksowych usług, agencje marketingowe mogą zapewnić swoim klientom wsparcie na każdym etapie realizacji strategii marketingowej.

Proces działania agencji marketingowej

Proces działania agencji marketingowej to złożony i wieloetapowy proces, który zaczyna się od dokładnej analizy potrzeb biznesowych klienta. Zapytaliśmy agencję Horizon Marketing jak oni to robią:

Pierwszym krokiem jest analiza rynku. Dzięki niej możemy lepiej zrozumieć otoczenie konkurencyjne oraz identyfikować potencjalne możliwości i zagrożenia. Analiza ta jest kluczowym elementem strategii marketingowej, ponieważ dostarcza cennych informacji, które są fundamentem dalszych działań.

Następnie przystępujemy do opracowywania strategii. Tworzenie kampanii reklamowych i marketingowych w oparciu o specjalistyczną wiedzę pozwala na precyzyjne trafienie do grupy docelowej. Wykorzystujemy kompleksowe strategie, które obejmują różne kanały komunikacji – od SEO, przez SEM, aż po PPC. Dzięki temu możemy efektywnie zarządzać kampaniami i osiągać zamierzone cele.

W ramach prowadzenia kampanii reklamowych korzystamy z nowoczesnych narzędzi, które umożliwiają precyzyjne monitorowanie efektów działań. Regularnie analizujemy wyniki i dostosowujemy strategie w oparciu o aktualne trendy rynkowe oraz dane analityczne. Takie podejście zapewnia, że kampanie są zawsze na czasie i skutecznie realizują założone cele.

Kolejnym etapem jest realizacja strategii, która może obejmować kampanie reklamowe w mediach społecznościowych, wyszukiwarkach oraz content marketing. Każda z tych metod ma swoje unikalne zalety, które wspólnie tworzą spójną i efektywną strategię promocji. Dzięki indywidualnemu podejściu do każdego klienta, możemy tworzyć kampanie idealnie dopasowane do ich potrzeb.

Podczas całego procesu działania agencji, klienci mają dostęp do najnowszych narzędzi marketingowych oraz specjalistycznej wiedzy naszych ekspertów. Taka współpraca wspiera długofalowy rozwój biznesu i pozwala na osiąganie coraz lepszych wyników.

Tworzenie kampanii marketingowej to nie tylko opracowywanie strategii, ale również jej bieżąca realizacja i optymalizacja. Dzięki stałemu monitorowaniu efektów działań, jesteśmy w stanie szybko reagować na zmieniające się warunki rynkowe i wprowadzać niezbędne modyfikacje. To pozwala na uzyskanie maksymalnej efektywności prowadzonych kampanii.

W ten sposób, korzystając z nowoczesnych narzędzi i specjalistycznej wiedzy, agencja marketingowa skutecznie wspiera swoich klientów w osiąganiu ich celów biznesowych.

Proces działania agencji marketingowej

Zakres usług agencji marketingowej

Agencje marketingowe oferują szeroki wachlarz usług, które mają na celu kompleksową promocję firmy.

Pozycjonowanie stron internetowych

SEO, czyli Search Engine Optimization, jest procesem mającym na celu poprawę widoczności strony w wynikach wyszukiwarek internetowych. Obejmuje to szereg działań, takich jak optymalizacja techniczna strony, tworzenie wartościowych treści oraz budowanie linków zwrotnych. Dzięki temu wzrasta autorytet witryny, co przekłada się na zwiększenie ruchu na stronie.

Działania SEO można podzielić na On-site, czyli te dotyczące zmian na samej stronie, oraz Off-site, które obejmują budowanie linków zwrotnych. Proces ten jest długotrwały i wymaga regularnej analizy oraz dostosowywania strategii do zmieniających się algorytmów wyszukiwarek. To właśnie dzięki cierpliwości i konsekwencji można osiągnąć wysokie pozycje w wynikach wyszukiwania.

Kampanie reklamowe

Kampanie reklamowe w agencjach marketingowych opierają się na strategicznym podejściu, które łączy tradycyjne i nowoczesne formy reklamy. Dzięki temu możliwe jest dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Kluczowym elementem jest analiza rynku oraz zebranie informacji na temat produktu lub usługi, co wspiera planowanie kampanii.

Ustalenie celu kampanii, na przykład zwiększenie świadomości marki lub sprzedaży, dostosowane do grupy docelowej, jest niezbędne dla efektywności działań. Monitorowanie wyników oraz interakcja z użytkownikami umożliwiają modyfikację działań w czasie rzeczywistym, co zwiększa efektywność kampanii i pozwala na szybkie reagowanie na zmieniające się potrzeby rynku.

Content marketing

Content marketing to jedna z najbardziej efektywnych strategii, której celem jest tworzenie i dystrybucja wartościowych treści. Te treści mają za zadanie przyciągnąć i zaangażować odbiorców na każdym etapie procesu zakupowego. Agencje marketingowe planują grupy docelowe, wybierają odpowiednie kanały promocyjne i analizują wyniki działań, aby osiągnąć najlepsze rezultaty.

W ramach content marketingu tworzone są różnorodne formy treści, takie jak artykuły, filmy, webinaria i grafiki, co pozwala dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Głównym celem jest budowanie długotrwałych relacji z klientami, co przekłada się na zwiększenie liczby zapytań ofertowych i potencjalnych sprzedaży. Treści są dostosowane do preferencji grupy docelowej oraz zgodne z zasadami SEO, co znacząco poprawia widoczność w wyszukiwarkach internetowych.

Kiedy warto skorzystać z usług agencji marketingowej?

Decyzja o współpracy z profesjonalną agencją marketingową to inwestycja, która może przynieść znaczące korzyści, zwłaszcza gdy firma nie osiąga zamierzonych wyników. Profesjonalna pomoc może znacząco poprawić efektywność kampanii reklamowych, co jest kluczowe w dynamicznie zmieniającym się świecie marketingu.

Jeśli nie jesteś pewien, która forma reklamy będzie najbardziej efektywna dla Twojej firmy, współpraca z ekspertami może pomóc w doborze odpowiednich strategii marketingowych. Agencje marketingowe oferują szeroki zakres usług.

Zatrudnienie agencji jest również korzystne, gdy chcesz skupić się na innych aspektach biznesu. Agencje zajmują się analizą rynku i opracowaniem strategii, co pozwala właścicielom firm na pełne zaangażowanie w rozwijanie swoich produktów i usług. Dodatkowo, doświadczona agencja marketingowa potrafi efektywnie dotrzeć do nowych grup docelowych, co zwiększa szansę na przyciągnięcie potencjalnych klientów oraz wyróżnienie się na tle konkurencji.

Podsumowując, warto skorzystać z usług agencji marketingowej, gdy Twoja firma potrzebuje wsparcia w osiągnięciu lepszych wyników, a Ty chcesz skupić się na innych kluczowych aspektach prowadzenia biznesu.

Inwestorzy czekają na raport NFP

Wczorajszy wybuch awersji do ryzyka jak na razie nie „rozlewa się” szerzej. Giełdy w Europie są dziś na przysłowiowym „zerze”. Złoto zdołało wtorkową zwyżkę w znacznym stopniu zredukować i aktualnie znajduje się w okolicy 2652 USD tracąc dziś ponad 0,4 proc. Inwestorzy azjatyccy są skoncentrowani na bodźcach stymulacyjnych czego odzwierciedleniem był dzisiejszy wzrost indeksu Hang Seng o ponad 6 proc. W środę rano futures na amerykańskie indeksy lekko tracą ale skala przeceny jest umiarkowana. Indeks VIX jest w okolicy 19-20 pkt. To lekko podwyższony poziom ale do ekstremum z początku sierpnia jeszcze bardzo daleka droga. Oczywiście wzrost napięć geopolitycznych może być impulsem do wywołania korekty na rynkach. Inwestorzy mimo wszystko z ostateczną decyzją będą czekali na piątkowy raport NFP.

Weekendowe wydarzenia na Bliskim Wschodzie rynek totalnie zignorował. Dopiero wczorajsze doniesienia o planach ataku Iranu na Izrael wywołały mały wstrząs. W takich momentach górę biorą „bezpieczne aktywa”. Nie inaczej było i tym razem. Rentowności obligacji na rynkach bazowych obniżyły się na całej krzywej dochodowości a dolar stał się walutą pierwszego wyboru. Spadkowa sesja na parze EUR/USD jest co prawda znacząca ale notowania cały czas znajdują się powyżej poziomu 1,1050. Nie ulega wątpliwości, że kurs coraz mocniej oddala się od technicznego oporu na 1,12. Na wykresie wyraźniej została uwypuklona potencjalna formacja „podwójnego szczytu”. Sugeruje ona zmianę tendencji przynajmniej w średnim terminie co może oznaczać spadki przynajmniej w stronę 1,09 albo niżej. Z jednej strony mamy dużo niepewności związanej z geopolityką a dodatkowo ostatnia wypowiedź Powella sugerowała, że cięcie o 50 punktów bazowych w listopadzie jest mało prawdopodobne i Fed raczej skłania się ku zmianie o połowę mniejszej. Tak też wynika z wykresu „dot plot”, na który przewodniczący FOMC powoływał się w poniedziałkowy wieczór. Lagarde z kolei osłabiła euro mówiąc o prawdopodobnej redukcji kosztu pieniądza 17 październik. Rynek wcześniej tego nie zakładał. Fundamentalnie i technicznie jest zatem dość sporo argumentów przemawiających za niższym kursem EUR/USD. Trudno w tym momencie oszacować jak dużej skali może to być ruch. Kluczowy wydaje się być okrągły poziom 1,10 – minima z pierwszej połowy września. Ten pułap możemy także potraktować jako linię „szyi” wspomnianego wcześniej układu „podwójnego szczytu”. Modelowy zasięg wskazuje korektę w okolice 1,08. To oznaczałoby, że kurs opuściłby średnioterminowy kanał wzrostowy, w którym przebywa od czerwca tego roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Odliczanie do wyborów w USA: jak wyniki mogą wpłynąć na przyszłość Tesli?

Jak polityczne zaangażowanie Elona Muska może wpłynąć na przyszłość firmy?

Akcje Tesli należą do jednych z najpopularniejszych na polskim rynku. Wśród użytkowników platformy Saxo znalazły się w czołówce najchętniej wybieranych w pierwszej połowie 2024 roku. Ekspert Saxo analizuje, jakie konsekwencje dla marki Elona Muska i tym samym dla inwestorów może mieć jego rosnące zaangażowanie w politykę, w tym otwarte wsparcie dla Donalda Trumpa.

Jak zauważa John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny, Saxo, Kamala Harris ma około 3% przewagi w ogólnokrajowych sondażach, jednak w siedmiu kluczowych stanach, które mogą zadecydować o wyborach, różnice są bardzo małe. To oznacza, że jej szanse na wygraną kształtują się na poziomie 50-50, według rynków zakładów. Trudno przypuszczać, że wczorajsza debata wiceprezydencka, odbywająca się pięć tygodni przed wyborami, będzie miała znaczący wpływ na układ sił. Jak podkreśla ekspert, kluczowym czynnikiem w zwycięstwie będzie frekwencja wyborcza. Harris, by wygrać, musi zmobilizować szczególnie młodych ludzi, którzy nigdy wcześniej nie głosowali. Z kolei Trump będzie musiał przekonać wyborców, którzy obwiniają Demokratów – słusznie lub nie – za najważniejsze problemy trapiące kraj: inflację, sytuację gospodarczą i imigrację.

Wybory prezydenckie w USA w 2024 roku wyróżniają się na tle poprzednich ze względu na wyjątkowe okoliczności, takie jak zamach na Donalda Trumpa, ustąpienie Joe Bidena i szybkie przejęcie steru Demokratów przez Kamalę Harris, by wymienić tylko niektóre z nich. Obecna dynamika wyścigu zwiększa poziom niepewności co do jego finału. Choć trudno jednoznacznie przewidzieć, jak wyniki wyborów wpłyną na rynki, sytuacja ta może oddziaływać na takie spółki jak Tesla, zwłaszcza biorąc pod uwagę polityczne zaangażowanie Elona Muska. Dlatego kluczowe dla inwestorów będzie opracowanie strategii dostosowanej do zmieniających się warunków związanych z wyborami – czy to poprzez dywersyfikację portfela, czy szukanie dodatkowych okazji zysków – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.

Jak wybory mogą wpłynąć na Teslę? Analizuje John J. Hardy, Główny strateg makroekonomiczny, Saxo

Po tym, jak kilka lat temu Elon Musk, założyciel i CEO Tesli, ogłosił się centrystą i zadeklarował, że w 2020 roku głosował na Joe Bidena, w ostatnich dwóch latach przyjął postawę antyestablishmentową i otwarcie popiera Donalda Trumpa. W lipcu Musk zobowiązał się do przekazywania 45 milionów dolarów miesięcznie na rzecz komitetu wspierającego kampanię Trumpa. Takie zaangażowanie polityczne znacząco zwiększa stawkę zarówno dla Tesli, jak i pozostałych firm należących do Muska.

Tesla przed wyborami w USA

Tesla przed wyborami w USA

Tesla jest obecnie najmniejszą firmą z pierwotnej „Wspaniałej Siódemki”, z kapitalizacją rynkową znacznie poniżej 1 biliona dolarów. Akcje firmy notowane są wyraźnie poniżej szczytowej wartości z końca 2021 roku, kiedy wynosiła ona ponad 400 dolarów, co wynika z osłabienia tempa wzrostu firmy. Mimo to Tesla wciąż jest bardzo wysoko wyceniana, osiągając w tym aspekcie prawie 9-krotność swoich przychodów. Dla porównania, Toyota, również rentowna, jest wyceniana jedynie na 0,7-krotność swoich przychodów. Aby uzasadnić obecne wyceny, Tesla musi nie tylko wprowadzać nowe pojazdy i zwiększać udział w rynku, ale przede wszystkim zrealizować swoją wizję autonomicznej jazdy. W tym kontekście odbiór opóźnionego wydarzenia RoboTaxi, które odbędzie się 10 października, będzie kluczowy dla nastrojów inwestorów.

Marka Tesla jako deklaracja polityczna (ryzyko utraty udziału w rynku):

Akcjonariusze Tesli powinni zastanowić się, czy rosnące zaangażowanie polityczne CEO firmy stanowi ryzyko dla spółki. Przykładem może być kosztowne przejęcie Twittera (obecnie X) przez Muska oraz jego antyestablishmentowe podejście do wielu kontrowersyjnych tematów politycznych, które spowodowało, że użytkownicy o lewicowych poglądach zaczęli opuszczać tę platformę. Ogólne zaangażowanie na platformie spadło o około 25% w USA i ponad 30% w Wielkiej Brytanii od momentu przejęcia. Poparciu Trumpa przez Muska Odbiło się echem wśród lewicowych (a zwłaszcza hollywoodzkich) aktywistów, posiadających akcje Tesli. Sondaż NBC wykazał, że tylko 6% Demokratów ma pozytywną opinię o Musku, przy 79% negatywnych wskazań. Wśród Republikanów 62% miało pozytywne zdanie, a 14% negatywne.

Implikacje: Musk gra w ryzykowną grę, a jego kontrowersyjna osobowość prawdopodobnie bardziej marce szkodzi niż jej pomaga w kontekście zainteresowania potencjalnych właścicieli, i to niezależnie od wyniku wyborów. Choć zwolennicy MAGA (Make America Great Again), w szczególności mężczyźni z przedmieść i terenów wiejskich są najbardziej naturalnymi nabywcami potężnego Cybertrucka, ewentualna wygrana Trumpa może paradoksalnie negatywnie wpłynąć na Teslę. W takim wariancie powstaje ryzyko, że posiadanie Tesli stanie się polityczną deklaracją, czego woleliby uniknąć przeciwnicy lidera Republikanów. Wrażliwość na te kwestie może być równie duża, a nawet większa za granicą, w takich krajach jak Chiny, Europa i inne regiony.

Dotacje

Ustawa o redukcji inflacji Bidena wprowadziła dotacje w wysokości 7 500 dolarów na pojazd elektryczny produkowany w USA. Będą one obowiązywać do 2032 roku. Trump regularnie krytykuje zieloną agendę i podważa kwestię zmian klimatycznych, obiecując jednocześnie zniesienie dotacji na pojazdy elektryczne. Musk wypowiadał się pozytywnie na temat pomysłu Trumpa dotyczącego zakończenia dotacji, mimo że Tesla przez lata znacząco na nich korzystała, argumentując, że jego firma jest bardziej konkurencyjna od innych producentów.

Implikacje: Elon Musk ma w tym przypadku odważne podejście, ale jeśli Trump wygra i zdobędzie głosy do zniesienia dotacji na pojazdy elektryczne, może to mieć krótkoterminowo negatywny wpływ na Teslę, a zwłaszcza na innych producentów samochodów elektrycznych w USA. Scenariusz klinczu politycznego po wyborach lub pełnego zwycięstwa Harris będzie natomiast korzystny dla Tesli, ponieważ dotacje pozostaną w mocy, przynajmniej na jakiś czas.

Cła

Ryzyko związane z cłami jest duże i działa w obie strony. Z jednej strony Musk zadeklarował, że chińskie firmy produkujące pojazdy elektryczne są najbardziej konkurencyjne na świecie, co stanowi oczywiste zagrożenie dla udziału Tesli w rynku. Trump zapowiedział nałożenie 60% ceł na wszystkie towary importowane z Chin, podczas gdy prezydent Biden już w tym roku podniósł cła na chińskie pojazdy elektryczne o 100%. Dowodzi to, że udział Tesli na amerykańskim rynku będzie chroniony przed konkurencją z Chin, niezależnie od wyników politycznych.

Z drugiej strony, jeśli Trump wygra i nałoży cła również na inne kraje, możemy się spodziewać odwzajemnionych ruchów ze strony tych partnerów, co uderzy w udział Tesli w rynku za granicą. W rezultacie firma może być zmuszona do produkcji droższych pojazdów w USA, co sprawi, że będzie mniej konkurencyjna na rynkach zagranicznych. Musk niedawno stwierdził, że wstrzymał inwestycje w meksykańskie zakłady produkcyjne Tesli z powodu ryzyka związanego z cłami nałożonymi przez Trumpa. Dodatkowo, cła są skomplikowanym zagadnieniem, ponieważ komponenty pojazdów są pozyskiwane z całego świata, co podnosi koszty produkcji z powodu ceł lub konieczności poszukiwania alternatywnych dostawców.

Implikacje: Trudno przewidzieć, jak sytuacja rozwinie się na tym polu. Generalnie zwycięstwo Harris oznacza status quo, podczas gdy wygrana Trumpa może mieć neutralne znaczenie lub wiązać się z pewnym ryzykiem – przyniosłaby korzyści Tesli na rynku krajowym, ale stanowiłaby ryzyko za granicą, gdzie obecnie udział sprzedaży firmy wynosi ponad połowę.

Konkluzja: Po wyborach Tesla stanie przed wieloma ryzykami, ale największym z nich jest jej wycena, która w dużej mierze opiera się na obietnicach dostarczenia doświadczenia w pełni autonomicznej jazdy. Czy firma jest w stanie to osiągnąć? Jak szybko regulatorzy zatwierdzą wprowadzenie na rynek milionów autonomicznych pojazdów z funkcją „full-self-drive” (FSD), które będą poruszać się po drogach publicznych?

Dane ze strefy euro – czy EBC zetnie stopy w październiku?

Kurs głównej pary walutowej świata nie przebił oporu 1,12 USD, czemu przeszkodziło wczorajsze wystąpienia prezesa FED. Dziś spadek notowań EUR/USD wzmocniły kolejne recesyjne dane ze strefy euro. Z twarzą wyszła natomiast Szwajcaria, której odczyty znalazły się powyżej prognoz.

Powell wyjaśnia „edka”

Wczorajsze wystąpienie szefa FED wyklarowało postrzeganie rynku przez amerykańskich decydentów. Jerome Powell wyraził jasne stanowisko w sprawie kolejnych obniżek kosztu pieniądza o 50 punktów bazowych w tym roku – byłyby to ruchy przesadzone. Pozostaje pytanie, dlaczego dokonano takiej obniżki we wrześniu? Niemniej jednak oznacza to, że – wierząc słowom Powella –  obecnie w USA do końca roku w grę wchodzą co najwyżej dwa cięcia o 25 p.b. Nie do końca jest to widoczne w prognozach rynkowych od CME Group, gdzie prawdopodobieństwo pojedynczego ruchu w listopadzie wzrosło do 61%, jednak dominującym scenariuszem na grudzień pozostaje 50 p.b. Wynika z tego, że część analityków nadal uzależnia ostatnią w tym roku decyzję FOMC od danych, które będą napływać z rynku, co wydaje się być rozsądnym podejściem. Narracja ostrożnych obniżek w Stanach umocniła dolara, który na wykresie EUR/USD jeszcze przed południem zszedł poniżej 1,11 USD. Oznacza to istotne oddalenie się od oporu 1,12 USD, o którym pisałem wczoraj.

EBC analizuje napływające dane

Dzisiejsze publikacje ze strefy euro dały decydentom ze Wspólnoty mocny argument do rozważenia październikowej obniżki stóp procentowych. Inflacja HICP zgodnie z oczekiwaniami spadła do 1,8%, a jej bazowy odpowiednik do 2,7%, czyli o 0,1 punktu procentowego poniżej oczekiwań. Ponadto odczyty indeksów PMI dla przemysłu, z wyjątkiem Hiszpanii, znalazły się poniżej 50 pkt., co sugeruje dalszą dekoniunkturę badanej gałęzi gospodarki. W recesyjnym gronie znalazła się Polska z wynikiem 48,6 pkt. Najniższą wartość wskazały Niemcy – 40,6 pkt. Nie dziwi więc fakt, że wskaźnik dla całej strefy wyniósł 45 pkt.

Spadek tempa wzrostu cen konsumenckich spowodowany osłabieniem aktywności w tak dużej gałęzi gospodarki jakim jest przemysł zaczyna być powoli stąpaniem po cienkim lodzie, który w przypadku pęknięcia może zakończyć się pogłębieniem i tak już nieciekawej sytuacji. Dodatkowo, nikt z decydentów nie chciałby nastania głębokiej recesji za swojej kadencji. To przemawia za wcześniejszym niż dotychczas zakładano cięciem kosztu pieniądza w strefie euro. Osłabienie unijnej waluty jest jednocześnie kolejnym klockiem do układanki, która wpływa na dzisiejsze spadki na eurodolarze.

Lepsze wieści ze Szwajcarii

Odczyty indeksu PMI dla przemysłu opublikowano także w Szwajcarii. Rezultat 49,9 pkt. był wyższy od poprzedniego (49 pkt.) i spadkowych oczekiwań (47,9 pkt.). Ostatecznie, publikacja jest pozytywna i w dodatku zbliżyła Helwetów do neutralnego poziomu 50 pkt., powyżej którego ostatnio byli w grudniu 2022 roku. Pozytywnie wypadła również sprzedaż detaliczna w ujęciu rocznym, która wzrosła o 3,2% (prognoza 2,6%) po zwyżkowej korekcie poprzedniego odczytu. Dzisiejsze dane umocniły franka nie tylko do złotego, ale również do funta czy euro. W momencie pisania tekstu kurs CHF/PLN znajduje się powyżej 4,56 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Inflacja w Polsce zbliża się do 5%

Szybki wzrost poziomu cen sugeruje, że w kolejnych miesiącach możemy szybko złamać barierę 5%. Analizując jednak dane, zauważamy poważne powody, by sądzić, że nie przekroczymy tej granicy, mimo że brakuje nam zaledwie 0,1%. Ceny w Niemczech rosną coraz wolniej, a odczyty z USA znów niejednoznaczne.

Inflacja już 4,9%

W poniedziałek poznaliśmy odczyt inflacji w ujęciu rocznym. Wynik 4,9% może budzić niepokój, trzeba jednak spojrzeć w dane szerzej. W skali miesięcznej inflacja wzrosła o zaledwie 0,1%. Dlaczego zatem roczny wskaźnik skoczył tak mocno? Wyjaśnieniem tego fenomenu są odczyty z poprzedniego roku. Zeszłoroczny wrzesień był bowiem deflacją w ujęciu miesięcznym. W momencie, kiedy w roczne wyniki przestał się wliczać spadek z września 2023, a zaczął wliczać minimalny wzrost z września 2024, siłą rzeczy musieliśmy mieć wzrosty. W ten sam sposób w październiku – a szczególnie w listopadzie – powinniśmy mieć spadek tempa podwyżek cen, gdyż rok temu w tych miesiącach one przyspieszały. Rynek nie reagował na te dane, gdyż były one zgodne z prognozami analityków.

Spadek inflacji w Niemczech

Wczoraj poznaliśmy również dane zza Odry. Roczny wskaźnik wzrostu cen wyniósł zaledwie 1,8%. To podobnie jak w Polsce – 0,1% poniżej oczekiwań. W przeciwieństwie do naszego kraju jest to wynik zgodny z celem inflacyjnym. Wartość dokładnie równa średniej dla strefy euro. Co więcej, jest to także ponad dwukrotnie niższy poziom, niż główna stopa procentowa, która wynosi obecnie 3,65%. W rezultacie te dane były elementem osłabiającym kurs euro wobec dolara. Otwierają one bowiem szeroko drzwi do kolejnych cięć stóp na starym kontynencie.

Dane zza oceanu

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty zza oceanu. Indeks Chicago PMI pokazał 46,6 pkt. Niby to słaby rezultat, bo poniżej 50 pkt. Trzeba jednak pamiętać, że jest to wynik o 0,4 pkt powyżej oczekiwań analityków i drugi najwyższy w tym roku. Tylko w czerwcu ankietowani wykazali się większym optymizmem. Drugi odczyt nie był aż tak optymistyczny. Indeks Dallas FED dla przemysłu wyniósł -9 pkt, wobec oczekiwanych -4,5 pkt. Rynki utrzymały jednak pozytywne nastawienie względem dolara pomimo słabszych drugich danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Lagarde zwiększa szansę na październikową obniżkę stóp proc. przez EBC

Ostatni zauważalny spadek wskaźników inflacji a także pogorszenie wiodących wskaźników ekonomicznych prawdopodobnie skłonią Europejski Bank Centralny do tego, że w październiku dojdzie do kolejnej obniżki stóp procentowych. Już wczoraj zasygnalizowała to Lagarde, podczas wystąpienia przed Komisją Europejską. Jeszcze niedawno rynek oczekiwał, że w pierwszym miesiącu IV kwartału instytucja wykona „pauzę”. Rynek kontraktów OIS wskazuje obecnie, że implikowane prawdopodobieństwo takiej decyzji wynosi już ok 90 proc. W połowie września było to zaledwie 25 proc. Przypomnijmy, że w rozpoczętym cyklu luzowania warunków monetarnych, bank do tej pory zdecydował się na 2 redukcje, jedna w czerwcu a druga we wrześniu. Ostatnia obniżka stopy referencyjnej była większa niż standardowe 25 pb i wyniosła 60 pb co było już komunikowane w marcu. To mocniejsze cięcie było jedynie techniczną korektą. Instytucja chce w ten sposób utrzymywać mniejszą różnicę w relacji do stopy depozytowej. Zawężenie „korytarza” do 15 pb ma na celu lepsze zarządzanie stopami rynkowymi jako całością.

Dziś o 11:00 poznamy wstępne dane o dynamice cen w strefie euro za wrzesień. Ostatni spadek inflacji jest bardzo zauważalny. Prognozy wskazują, że wskaźnik HICP został zredukowany do 1,9 proc. w ujęciu rok do roku a bazowy (core) ustabilizował się na poziomie 2,8 proc. Dane, które już napłynęły z innych krajów europejskich zaskoczyły zdecydowanie niższymi wynikami, co potwierdza ogólny trend dezinflacyjny. Dla Hiszpani dynamika wzrostu cen spadła z 2,4 proc. do 1,7 proc. a we Francji nastąpił spadek z 2,2 proc. do 1,5 proc. Zniżka miała miejsce również w Niemczech do pułapu 1,8 proc. To w dużej mierze pokłosie niższych cen energii. Tak zdecydowanych spadków wciąż brakuje w inflacji bazowej, której powrót do celu potrwa nieco dłużej.

Spoglądając na sytuację gospodarczą, maluje się ona w nienajlepszych barwach. PMI Composite dla strefy euro spadł z pułapu 51 pkt. poniżej graniczną strefę i wyniósł we wrześniu 48,9 pkt. Indeks dla przemysłu od długiego czasu znajduje się w strefie regresu i pomimo odreagowania na przełomie 2023 oraz 2024 roku ponownie wszedł w spadkową trajektorię. Usługi zdołały mocniej odreagować ale ostatnio sytuacja znacznie się pogorszyła.

Polityczne „gołębie” w EBC, które stanowią większość w Radzie Prezesów, prawdopodobnie wykorzystają załamanie wiodących wskaźników oraz niespodziankę spadku inflacji, aby przeforsować kolejną obniżkę stóp procentowych w październiku. W ostatnich tygodniach wyrażali już swoje obawy dotyczące osłabionej gospodarki oraz możliwości, że inflacja spadnie poniżej celu 2 proc. Wczoraj Christine Lagarde podkreśliła w swoim wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, że ostatni spadek inflacji zostanie wzięty pod uwagę na październikowym posiedzeniu, co można traktować jako pośrednią wskazówkę, czego rynek może oczekiwać. Dodatkowo wspomniała, że dynamika wzrostu cen w kolejnych miesiącach będzie raczej niższa niż wskazują na to aktualne projekcje EBC. Szansa na „cięcie” w listopadzie oraz grudnia wzrosła zdecydowanie.

Tempo dalszego cyklu obniżek może być jednak w 2025 roku zmniejszone. Jeśli EBC będzie zbliżać się do swojego neutralnego poziomu stóp procentowych (wg banku to zakres między 2 a 2,5 proc.), wówczas w Radzie mogą pojawić się głosy przeciwne dalszemu łagodzeniu. Inflacja bazowa będzie w przyszłym roku wciąż uporczywa (szczególnie w usługach) i zejście w kierunku celu będzie wymagało dłuższego czasu. Hamować ten proces może wciąż wysoki wzrost wynagrodzeń. Nie można wykluczyć takiego scenariusza, że kluczowe decyzje będą podejmowane jedynie na posiedzeniach, na których będą opracowywane nowe prognozy.

Euro po wczorajszych wypowiedziach z EBC straciło na wartości. Spadek pary EUR/USD został wzmocniony wieczornymi wypowiedziami Powella. Kurs zdecydowanie oddalił się od oporu na 1,1200

Łukasz Zembik, Oanda

5 na 10 polskich firm z branży TSL chce zatrudniać nowych pracowników

Prognoza zatrudnienia na IV kwartał 2024 roku dla sektora transportu, logistyki & motoryzacji napawa optymizmem – od października do końca grudnia niemal połowa firm tego obszaru deklaruje chęć rozbudowywania zespołów, a 32% zapowiada pozostawienie obecnej struktury zatrudnienia. To dane zawarte w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” w ramach, którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na najbliższe miesiące.

Dane opublikowane w raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia wskazują, że w najbliższym czasie organizacje z sektora transportu, logistyki & motoryzacji chcą rozwijać swoje zespoły. Prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych talentów, wyniosła bowiem +28%, co stanowi najwyższy wynik spośród wszystkich 8 analizowanych obszarów. Jest to wzrost o 10 punktów procentowych w ujęciu rocznym, a także o punkt procentowy względem III kwartału 2024 roku. Jedynie 2 na 10 firm tej branży liczy się z koniecznością zwolnień.

– Dane dotyczące planów zatrudnienia w IV kwartale 2024 roku w polskiej branży transportu i logistyki wskazują na znaczące zmiany w strukturach kadrowych. 48% organizacji deklaruje chęć rozbudowy swoich zespołów, co sugeruje optymizm i rozwój sektora. Jest to sygnał, że firmy spodziewają się wzrostu popytu na świadczone usługi, co może być wynikiem ożywienia gospodarczego, wzrostu sprzedaży detalicznej w Polsce, a także handlu międzynarodowego oraz rosnącej potrzeby efektywnego zarządzania łańcuchem dostaw – mówi Piotr Skierkowski, dyrektor sprzedaży w Manpower i zaznacza, że prognoza netto zatrudnienia na poziomie +28% to najwyższy wynik spośród wszystkich analizowanych gałęzi gospodarki, co wskazuje na dynamiczny rozwój sektora transportu i logistyki. – Największy niedobór pracowników można zaobserwować na stanowiskach takich jak kierowcy ciężarówek, operatorzy wózków widłowych, specjaliści ds. logistyki oraz menedżerowie łańcucha dostaw. Wysokie wymagania dotyczące kwalifikacji oraz specyfika pracy w tych zawodach sprawiają, że znalezienie odpowiednich kandydatów jest niemałym wyzwaniem dla pracodawców – dodaje ekspert i podkreśla, że w najbliższym czasie szczególnie aktywne pod kątem rekrutacji będą obszary związane z logistyką magazynową, transportem drogowym oraz zarządzaniem łańcuchem dostaw. Wzrost e-commerce oraz potrzeba szybkiej i efektywnej dystrybucji towarów napędzają popyt na pracowników w tych dziedzinach.

Wzrost zatrudnienia, szczególnie w obszarach związanych z operacjami logistycznymi, ale także automatyzacją i digitalizacją procesów oraz zadania, które niesie zrównoważony rozwój, tworzą nowe możliwości i wyzwania dla pracodawców oraz specjalistów w tej branży – komentuje dyrektor sprzedaży w Manpower. – Jednakże, 20% firm prognozuje zwolnienia, co może wskazywać na restrukturyzację, automatyzację procesów lub konieczność pewnej redukcji kosztów. Warto zauważyć, że 32% firm nie planuje żadnych zmian, co oznacza stabilność w tych organizacjach – podsumowuje Piotr Skierkowski.

Zielona transformacja – szanse i wyzwania w sektorze TSL

– Branża transportu i logistyki stoi przed wieloma wyzwaniami związanymi m.in. ze zrównoważonym rozwojem, w tym redukcją emisji CO2, optymalizacją zużycia paliwa, czy wdrażaniem ekologicznych technologii. Firmy przygotowują się na zmiany wynikające z zielonej transformacji inwestując w pojazdy elektryczne, rozbudowując infrastrukturę ładowania oraz implementując systemy zarządzania energią – zauważa ekspert Manpower i dodaje, że dla specjalistów z dziedziny ekologii, inżynierii środowiskowej oraz zarządzania zrównoważonym rozwojem, zielona transformacja stanowi szansę na rozwój kariery. Eksperci w zakresie analizy danych, optymalizacji procesów, a także wdrażania innowacyjnych rozwiązań, a przede wszystkim cyberbezpieczeństwa, będą szczególnie poszukiwani. Wszystko po to, by sprostać wymaganiom nowoczesnej, ekologicznej logistyki.

Dane zebrane przez ManpowerGroup odnoszą się również do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). W IV kwartale 2024 roku firmy branży transportu, logistyki & motoryzacji z rynków EMEA deklarują prognozę netto zatrudnienia na niemal identycznym poziomie, co polskie organizacje, czyli +26%. Rekrutować nowe talenty zamierza 42% przedsiębiorstw, 16% bierze pod uwagę konieczność redukcji zatrudnienia, a 40% pracodawców sektora transportu, logistyki & motoryzacji nie chce żadnych zmian w strukturze kadrowej. Jedynie 2% ankietowanych nie zna swoich planów rekrutacyjnych na ostatni kwartał 2024 roku.

Inflacja znów zaczyna się rozpędzać

W poniedziałek poznaliśmy tempo wzrostu cen z Polski, Włoch i Niemiec. Niestety, jedynie w naszym kraju odnotowano wzrost dynamiki cen konsumenckich, który w dodatku przewyższył rynkowe oczekiwania. Na wykresie głównej pary walutowej świata po raz kolejny obserwujemy próbę przebicia istotnego oporu. Póki co, do jego sforsowania nie doszło. Może to jednak stać się w dalszej części tygodnia, kiedy czeka nas wiele istotnych publikacji makro, nie tylko z Polski, ale i USA czy strefy euro.

Kolejny wzrost dynamiki cen w Polsce

Ostatniego dnia września poznaliśmy wstępny odczyt dynamiki cen konsumenckich w Polsce. Zgodnie z danymi GUS, wskaźnik wzrósł z 4,3% do 4,9%, co jest skokiem o 0,1 punktu procentowego wyższym względem prognoz. Przyczyną odbicia (obok znanych już wszystkim podwyżek cen prądu) jest wygasający efekt bazy. Przypomnę, że od lutego 2023 inflacja konsumencka w Polsce wykazywała tendencję spadkową (z przerwą w listopadzie). Ostatecznie jednak trend zniżkowy zakończył się dopiero w marcu 2024. Oznacza to tyle, że obniżająca się baza będzie działać prowzrostowo na kolejne odczyty dynamiki cen w naszym kraju. To może skutecznie gasić ostatnio coraz częściej podnoszone dyskusje o możliwych pierwszych obniżkach stóp procentowych przez RPP już na początku 2025 roku. Warto podkreślić, że odbicie dynamiki cen w Polsce ma miejsce w otoczeniu spadku inflacji konsumenckiej w innych krajach Wspólnoty, na co wskazały zeszłotygodniowe dane z Francji i Hiszpanii, czy dzisiejsze z Włoch i Niemiec.

Polska w tym tygodniu

Poza dzisiejszą publikacją, w tym tygodniu kalendarz makroekonomiczny zostanie wzbogacony jeszcze kilkoma istotnymi danymi z krajowej gospodarki. Już jutro poznamy PMI dla przemysłu. Jest to indeks, który bada sentyment panujący w badanej gałęzi. Niestety, prognozy mówią o spadku jego wartości, co sugeruje pozostanie w strefie recesji. W środę czeka nas decyzja Rady Polityki Pieniężnej w sprawie kosztu pieniądza. Konsensus mówi o pozostawieniu stopy referencyjnej przy poziomie 5,75%, co wydaje się być scenariuszem nie do podważenia, a dzisiejsze odczyty inflacyjne opisywane akapit wcześniej jedynie go ugruntowały. Standardowo dzień po decyzji, czyli w czwartek, odbędzie się konferencja prezesa NBP, a w piątek poznamy protokół Rady Polityki Pieniężnej z poprzedniego posiedzenia.

Czy pęknie 1,12 na „edku”?

W południe ostatniego dnia września na głównej parze walutowej świata dotarliśmy do oporu wskazanego w tytule tego akapitu. Jest to jednocześnie trzecia w tym miesiącu próba jego sforsowania – dwie poprzednie zakończyły się fiaskiem. Co ciekawe, dokładnie w tym samym miejscu byliśmy także pod koniec sierpnia. Oznacza to, że dolar w pierwszej połowie miesiąca umacniał się względem euro, jednak potem doszło do oddania zysków. Wpływ na taką sytuację mają ostatnie decyzje bankierów centralnych, a mianowicie wyższe od prognozowanych obniżki kosztu pieniądza w USA, które po 18 września osłabiły dolara. Co więcej, aktualnie rynek nie przekreśla możliwości powtórzenia takiego samego ruchu w listopadzie, a to tylko dobija „zielonego”. Narracją, która niewystarczająco broni dolara, są możliwe wcześniejsze obniżki kosztu pieniądza przez EBC, na co mogłyby wskazywać coraz niższe odczyty inflacji z poszczególnych państw Wspólnoty oraz spowolnienie gospodarcze strefy euro. W poniedziałkowe południe nie doszło do sforsowania oporu 1,12 USD. Nie przekreśla to jednak szans na jego przebicie w tym tygodniu, gdyż przed nami nie tylko odczyty inflacyjne ze strefy euro, ale także odczyty indeksów PMI dla przemysłu i usług dla państw Wspólnoty oraz liczne publikacje z amerykańskiego rynku pracy, które rozpoczną się w środę. Jeżeli uda się przebić poziom 1,120 USD, kolejnym poważnym przystankiem wydaje się być 1,127 USD, widziany ostatnio w połowie 2023 roku.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Całe dnie spędzasz w pracy? Poznaj dostępne w Warszawie diety pudełkowe, dzięki którym uwolnisz się od gotowania

Brak czasu, to jeden z największych problemów współczesnego człowieka. Cierpią na tym różne aspekty życia, również zdrowe odżywianie. Sięganie po fast foody i niezdrowe przekąski, w połączeniu z brakiem ruchu, to przecież główna przyczyna nadwagi! Czy można coś z tym zrobić? Okazuje się, że tak! Z pomocą przychodzą diety pudełkowe.

Catering dietetyczny z Warszawy – czy można go dostosować do swojego stylu życia?

Wiele osób zastanawia się, czy takie rozwiązanie sprawdzi się również w przypadku tych, którzy dużo pracują, odżywiają się w nieregularnych godzinach, lub często wyjeżdżają służbowo. Nieco paradoksalnie, to właśnie oni mogą najwięcej zyskać na cateringu dietetycznym.

Dania dostarczane w pudełkach są gotowe do spożycia, nie wymagają więc żadnego dodatkowego czasu na przygotowanie. Ze względów smakowych można jedynie podgrzać taki obiad pudełkowy – najwygodniej zrobić to w kuchence mikrofalowej, w oryginalnym opakowaniu. Wystarczy tylko zdjąć folię ochronną.

Catering można zamówić w dowolne miejsce, w którym obowiązują dostawy, a w dużych, wysoko ocenianych firmach, jak Wygodna Dieta, wysyłka odbywa się nawet do niewielkich miast i miasteczek w całej Polsce. Pudełka mogą być dostarczane pod dowolny wskazany adres – czy to do domu, czy do pracy.

Każdy posiłek zapakowany jest w osobny pojemnik, co ułatwia transport. Swoje dania można więc zabrać w każde miejsce i wygodnie zjeść prosto z pudełka. To świetna opcja dla wszystkich, którzy nie mają czasu na samodzielne przygotowywanie posiłków.

Jakie korzyści zdrowotne można czerpać z warszawskiej diety pudełkowej?

W Wygodnej Diecie catering jest komponowany przez dietetyków. Można więc liczyć na zbilansowany jadłospis, w którym znajdują się wszystkie niezbędne dla zdrowia składniki odżywcze.

Prawidłowe odżywianie jest elementem profilaktyki i leczenia wielu powszechnie występujących chorób. Dlatego warto zapoznać się z różnymi opcjami dietetycznymi dostępnymi w cateringu. Wszystkie zalecenia dotyczące stosowania diety pudełkowej z Warszawy, w tym menu, można znaleźć na stronie: https://www.wygodnadieta.pl/catering-dietetyczny-warszawa.

Można zdecydować się np. na dietę niskokaloryczną, która pomoże w redukcji masy ciała i uzyskaniu smukłej sylwetki. Należy pamiętać, że nadwaga to nie tylko problem estetyczny, ale także zdrowotny.

Catering będzie też dobrym rozwiązaniem dla diabetyków i osób cierpiących na zaburzenia gospodarki węglowodanowej, w tym insulinooporność. Prawidłowe odżywianie jest w tej grupie szczególnie istotne i ma wymierny wpływ na proces leczenia.

Osoby, które zmagają się z różnymi problemami trawiennymi, mogą przetestować także dietę lekkostrawną. To jadłospis, który opiera się na produktach nieobciążających przewodu pokarmowego. To świetna opcja dla osób, które mierzą się na przykład z niektórymi chorobami wątroby.

Obecnie częstym problemem są także nietolerancje pokarmowe – w takich przypadkach można sięgnąć po dietę pudełkową z wykluczeniami, np. bez glutenu, nabiału czy laktozy.

Jak sprawdzić, czy catering dietetyczny z Warszawy to dobre rozwiązanie?

Każdy, kto chciałby samodzielnie przetestować dietę pudełkową z dowozem, może to zrobić, wybierając zamówienie na jeden dzień. Taka opcja pozwala sprawdzić, jak catering działa w praktyce i zapoznać się ze smakiem oferowanych potraw. Wybierając taki dzień testowy, można spróbować diety pudełkowej, bez inwestowania większych pieniędzy.

Dieta pudełkowa z Warszawy a jedzenie z dostawą – co jest wygodniejsze?

Osoby, które nie mają czasu na samodzielne gotowanie, często sięgają po jedzenie na dowóz. Jednak takie rozwiązanie jest o wiele mniej wygodne i opłacalne niż catering dietetyczny.

Zamawianie fast foodów zabiera czas potrzebny na wybór posiłku i oczekiwanie na dostawę, jest także o wiele droższe, niż całodzienny catering. Warto także pamiętać o aspektach zdrowotnych – nie sposób kontrolować wartości odżywczych posiłków dostarczanych z restauracji.

Korekta cen ropy i zmiany w prognozach stóp procentowych w USA

Patrząc na kontrakty terminowe, oddalają się nam większe obniżki stóp za oceanem. W USA dane neutralne, ale dolar wciąż znajduje się na bardzo niskich poziomach. Na rynku ropy pod koniec tygodnia inwestorzy doprowadzili do korekty.

Dane z USA

W piątek z USA otrzymaliśmy dwa ważne odczyty. W pierwszej kolejności o 14:30 dochody i wydatki Amerykanów. Zarówno jedne, jak i drugie wyniki wypadły poniżej oczekiwań i są złymi informacjami. Wydatki rosnące o 0,2% – zamiast o 0,3% – to mniejsze przychody przedsiębiorstw. Natomiast dochody, które idą w górę o 0,2% – zamiast 0,4% jak przypuszczano – to z kolei mniejsza konsumpcja w przyszłości. Dane te zostały jednak wyrównane przez lepszy od przewidywań Indeks Uniwersytetu Michigan. Ten osiągnął 70,1 pkt. Jest to nie tylko odczyt lepszy o 0,8 pkt od oczekiwań, ale również ostatnio rzadka sytuacja, gdzie indeksy koniunktury wypadają solidnie.

Korekta na ropie na koniec tygodnia

W piątek zobaczyliśmy także dane z USA na temat liczby aktywnych odwiertów na rynku ropy. Po tygodniu stabilizacji wartość ta delikatnie spadła. Powodem jest obecny strach przed nadwyżką surowca na rynku. Uzasadnienia widzimy zarówno ze strony nadmiaru mocy produkcyjnych wywołanego przez sygnały od Arabii Saudyjskiej, jak i ze strony popytu. Tutaj problemem są oczekiwania spowolnienia gospodarczego w głównych gospodarkach, które kupują najwięcej surowca. Dlaczego zatem tydzień zakończył się wzrostem cen ropy? Była to korekta na zakończenie bardzo słabego okresu. Od wtorku wartości w szczytowym momencie obsunęły się o 4,5 dolara na baryłce do poziomu 70,5 dolara. Odbicie 1,5 dolara w górę do 72 było raczej zatem korektą po zbyt silnych pierwszych reakcjach, niż poprawą sytuacji.

Zmiana oczekiwań za oceanem

Poza wspomnianymi wyżej danymi, warto również zwrócić uwagę na zmiany oczekiwań względem stóp procentowych. Wracamy bowiem do koncepcji pojedynczej obniżki stóp w listopadzie. Dotychczas rynki przypuszczały spadek o 0,5%. Zmiana na 0,25% jest oczywiście elementem, który powinien działać na korzyść słabego ostatnio dolara. Z drugiej strony nadal mamy sumarycznie przewidywane trzy obniżki do końca roku, gdyż obecnie druga przesunęła się na grudzień. To właśnie dlatego rynki walutowe przyjmują te zmiany dość neutralnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
16:00 – USA – Indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl