Wrześniowy odczyt inflacji CPI w UE jest niższy od wstępnego odczytu

Finalny odczyt wrześniowego wskaźnika inflacji CPI w UE za wrzesień wyniósł 1,7 proc. r/r i jest niższy od wstępnego odczytu o 0,1 p.p. oraz niższy od sierpniowego odczytu aż o 0,5 p.p.

Do tego finalny odczyt w ujęciu miesięcznym wyniósł -0,1 proc., co potwierdza wcześniejsze deflacyjne prognozy i jest spadkiem o 0,2 p.p. w stosunku do odczytu z poprzedniego miesiąca.

Malujący się z tych danych obraz powinien upewnić EBC w kontynuowaniu cyklu obniżek stóp procentowych. Negatywne zaskoczenia, choć w tym przypadku niewielkie, mogą przełożyć się na szybsze niż wcześniej zakładane tempo obniżek stóp procentowych, co z kolei może wpłynąć na osłabienie EUR i obniżenie rentowności obligacji w strefie Euro. Najbliższe dni mogą być w tych segmentach ciekawe.

Piotr Bawolski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski

Liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw w Polsce znów wzrosła

Od początku roku do końca września niewypłacalność ogłosiło 4 465 polskich firm. Firma Coface, która co kwartał przygotowuje raport na ten temat, podkreśla, że to aż 95% wszystkich przedsiębiorstw, które podjęły działania insolwencyjne w 2023 roku. Do końca roku pozostały jeszcze 3 miesiące, a eksperci już dziś prognozują, że w grudniu liczba niewypłacalności osiągnie rekord i wyniesie 5 tysięcy. W których sektorach dynamika wzrostu była największa i jakie branże ucierpiały najbardziej?

Choć polska gospodarka znajduje się obecnie w fazie ożywienia, a eksperci notują coraz większy realny wzrost PKB, to sytuacja przedsiębiorstw nadal pozostaje trudna. Zmagają się one m.in. z wysokimi cenami paliwa i energii, z dużymi kosztami działalności, a także ograniczoną liczbą zamówień przeznaczonych na eksport. Nie bez znaczenia dla naszej gospodarki jest również kondycja ekonomiczna naszych partnerów handlowych, a szczególnie Niemiec, które pozostają w recesji. Czynniki te spowodowały, że liczba niewypłacalnych polskich firm po trzech kwartałach 2024 roku jest o 23% wyższa niż po analogicznym okresie w ubiegłym roku. Warto również podkreślić, że, tak jak w poprzednich latach, większa część wszystkich zgłoszonych niewypłacalności to postanowienia restrukturyzacyjne – stanowią one 96% wszystkich niewypłacalnych firm.

Budownictwo i transport z dużą dynamiką niewypłacalności

Sytuacja budownictwa i transportu nie uległa zmianie. Podobnie jak w drugim kwartale 2024 roku branże te, obok przemysłu drzewnego i spożywczego, wysuwają się na prowadzenie pod względem dynamiki niewypłacalności.

Jak wskazują eksperci, niemal 60% tegorocznych zgłoszeń niewypłacalności dotyczy budownictwa specjalistycznego. Najbardziej ucierpiały tutaj jednoosobowe działalności, najczęściej instalacyjne, remontowe i ogólnobudowlane. Działając na lokalnych rynkach, nie były one w stanie pozyskać zleceń o wystarczającej wartości, a z drugiej strony wygenerować niezbędnych środków umożliwiających kontynuowanie działalności gospodarczej. Z problemami zmaga się także sektor transportowy.

– Sytuacja w transporcie jest bardzo zła. Udział firm z sektora TSL w całej populacji niewypłacalnych podmiotów nieustannie wzrasta. Na koniec 2022 roku stanowiły one niecałe 10%, po 2023 roku – 11,6%, zaś po trzech kwartałach 2024 roku ich udział wyniósł 14,2% – mówi Barbara Kamińska, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface z Polsce. – Polski transport drogowy był dotychczas liderem usług transportowych w Europie. Niestety wiele sektorów w gospodarkach europejskich pozostaje dalej w recesji lub rozwija się poniżej oczekiwań, co generuje niższy popyt na usługi przewozowe. Wyzwania natury popytowej to jednak tylko wierzchołek góry lodowej – dodaje.

Bez większych zmian w niewypłacalności pod względem regionów i formy prawnej

Trzeci kwartał 2024 roku nie zaskakuje pod względem rozłożenia niewypłacalności na regiony. Czołówka trzech województw pozostaje taka sama jak w dwóch poprzednich kwartałach: mazowieckie – 818 niewypłacalnych firm, śląskie – 586 oraz wielkopolskie – 482. Zmiana nastąpiła jednak na końcu zestawienia. Regionem, w którym podjęto najmniej działań insolwencyjnych było w trzecim kwartale województwo świętokrzyskie (79 firm), nie zaś, jak w poprzednich miesiącach, Opolszczyzna.

Tak jak w poprzednich kwartałach i latach, najwięcej upadłości zanotowano w grupie indywidualnych podmiotów – przedsiębiorców (3243). Na drugim miejscu znalazły się spółki z.o.o. (992), a dalej spółki komandytowe (92) i akcyjne (70).

Co czeka nas w kolejnych miesiącach?

Za wzrost liczby niewypłacalnych firm w trzecim kwartale 2024 roku odpowiadają zarówno zjawiska mikro, jak i makroekonomiczne. Istotne znaczenie miały m.in. wysokość marż znajdujących się pod dużą presją oraz wzrost kosztów pracy. Największe ryzyko dla polskiej gospodarki stanowi jednak sytuacja na rynkach zagranicznych – zwłaszcza we wspomnianych już Niemczech. Polska nadal pozostaje atrakcyjnym miejscem do lokowania inwestycji, ale niepewność gospodarcza na świecie powoduje niższy napływ inwestycji zagranicznych do naszego kraju niż w ubiegłych latach.

Biorąc pod uwagę te czynniki, ekonomiści prognozują dalszy wzrost niewypłacalności. Prawdopodobnie do końca roku dotknie ona ok. 5 tysięcy firm.

– Dynamika wzrostu wynagrodzeń pozostanie dodatnia, ale będzie się stabilizować na jednocyfrowych poziomach. Inwestycje w aktywa trwale będą miały rosnący udział we wzroście gospodarczym kosztem konsumpcji prywatnej – przewiduje Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Polsce i w Regionie Europy Centralnej. – Wzrost inwestycji, zwłaszcza w ramach środków unijnych, jest oczekiwany przez branżę budowlaną, która odnotowuje znaczny spadek aktywności od początku tego roku. Niewypłacalności w budownictwie zwiększyły się aż o 47%, a zakładając, że od momentu przetargów do realizacji kontraktów musi minąć określony czas, branża ta nadal będzie jednym z niechlubnych liderów wzrostu postępowań także w kolejnych raportach niewypłacalności – podsumowuje ekspert.

Co ze spodziewanym wzrostem gospodarczym? Choć drugi kwartał 2024 roku wskazywał na lekkie ożywienie, należy się spodziewać, że bieżący rok zakończy się z PKB na poziomie 3%. Dopiero w 2025 roku gospodarka nieco wyraźniej przyśpieszy.

Raport po III kwartale: ceny mieszkań z rynku wtórnego niższe o 2-7 proc.

Właściciele mieszkań schodzą na ziemię i powoli obniżają ceny.

III kwartał 2024 r. przyniósł w końcu nieco lepsze wieści dla kupujących. Po raz pierwszy od dawna średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w miastach wojewódzkich częściej spadały niż rosły, zarówno w przypadku kawalerek, jak i większych lokali. – Osoby sprzedające, widząc trudną sytuację na rynku, w końcu urealniają swoje oczekiwania cenowe – mówi Rafał Bieńkowski z portalu ogłoszeniowego Nieruchomosci-online.pl.

Analiza przeprowadzona przez Nieruchomosci-online.pl objęła 18 miast wojewódzkich. Okazało się, że w III kwartale br. średnie ceny ofertowe kawalerek spadły w 8 stolicach województw, mieszkań dwupokojowych – w 6, a trzypokojowych – w 8. Było też sporo przypadków ustabilizowania się cen na poziomie z II kwartału.

– Szczególnie w przypadku lokali dwu- i trzypokojowych na palcach jednej ręki można policzyć miasta, w których ostatni kwartał przyniósł wzrost średniej ceny ofertowej – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Ceny mieszkań w Warszawie zamroziły się

Średnie stawki ofertowe kawalerek spadły w niektórych miastach w porównaniu do II kwartału o 2-6%. Korekta pojawiła się w Białymstoku, Gorzowie Wlkp., Krakowie, Łodzi, Opolu, Rzeszowie, Szczecinie i Wrocławiu. Z kolei w Warszawie, Bydgoszczy i Toruniu ceny się ustabilizowały – praktycznie nie drgnęły, bo tak należy interpretować wahania wynoszące w górę lub dół mniej niż 1 proc.

Średnie stawki ofertowe za metr mieszkania dwupokojowego są niższe w części miast o 2-7 proc. k/k. W tym przypadku osoby sprzedające właśnie o tyle były gotowe ustąpić w Białymstoku, Olsztynie, Opolu, Rzeszowie, Szczecinie i Toruniu. Co ważne, aż w ośmiu kolejnych miastach wojewódzkich ceny zatrzymały się na poziomie z II kwartału. Dotyczy to Gdańska, Katowic, Kielc, Krakowa, Łodzi, Warszawy, Wrocławia i Zielonej Góry.

W przypadku „trójek” korekty kwartalne były wprawdzie nieco mniejsze – wynosiły 1-3 proc. w dół – ale też przeważały, bo wystąpiły w Białymstoku, Katowicach, Kielcach, Łodzi, Olsztynie, Opolu, Rzeszowie i Szczecinie. Zaledwie w dwóch miastach średnia cena ofertowa lekko wzrosła i były to Bydgoszcz oraz Lublin. W pozostałych ośmiu miastach ceny się zamroziły, ponieważ wahania były kosmetyczne, wynoszące mniej niż 1 proc.

– Co ciekawe, jest kilka miast, które w ostatnim kwartale „zapaliły się” na zielono we wszystkich analizowanych przez nas wielkościach mieszkań. Białystok, Opole, Rzeszów i Szczecin to lokalizacje, w których średnia cena ofertowa spadła zarówno w przypadku kawalerek, jak i mieszkań dwu- i trzypokojowych – dodaje Rafał Bieńkowski.

Koniec roku też raczej bez wzrostów

– To znacząca zmiana w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w pierwszej połowie roku, kiedy obniżki były rzadkie i nieśmiałe. Obecnie na rynku panuje pewne zdezorientowanie zarówno wśród kupujących, jak i sprzedających. Część osób nie wie, co robić w oczekiwaniu na zapowiadany przez rząd program mieszkaniowy. Jeszcze inni czekają, bo liczą na to, że zapowiadana na przyszły rok obniżka stóp procentowych stanie się faktem. Obecnej sytuacji nie powinniśmy więc odczytywać jako zapaść w mieszkaniówce. Po prostu osoby sprzedające, widząc trudną sytuację na rynku, w końcu urealniają swoje oczekiwania cenowe. Powoli rozumieją, że bez obniżek nie będzie klienta – komentuje Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Prognozy agentów nieruchomości wskazują, że w IV kwartale tego roku ceny ofertowe mieszkań też nie powinny rosnąć. W badaniu nastrojów przeprowadzonym przez Nieruchomosci-online.pl wzrost stawek przewidywało tylko 29 proc. pośredników.Rynek wtórny – ceny III kw. 2024

Elektryczne samochody w Polsce: 74 307 zarejestrowanych pojazdów do września 2024 r.

Według danych z końca września 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 74 307 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze trzy kwartały br. ich liczba zwiększyła się o 14 102 szt. (tj. o 5% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec września 2024 r. po polskich drogach jeździło 128 914 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 66 937 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 61 977 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 7 403 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec września składała się z 22 691 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 886 179 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 393 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1327 szt., zaś wodorowe – 66 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec września 2024 r. w Polsce funkcjonowały 7 962 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych (4 400 stacji). 30% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 70% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

–  We wrześniu tego roku liczba nowych samochodów elektrycznych zarejestrowanych w Polsce wzrosła o 18%. To dobra wiadomość, choć jeśli spojrzymy na cały rok, to w przypadku rejestracji jest to poziom poprzedniego – 2023 roku. Widać wyraźnie, że bez systemu wsparcia przez państwo ten segment nie będzie się rozwijał wystarczająco szybko. Dlatego tak ważne jest, żeby jak najszybciej został uruchomiony system wsparcia dla osób fizycznych wpisany do KPO oraz by jak najszybciej ponownie została uruchomiona ścieżka leasingowa programu „Mój elektryk”, zawieszona we wrześniu. Te rozwiązania z całą pewnością pozwolą na rozwój segmentu zeroemisyjnych pojazdów w przyszłym roku – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

W 2024 r. szczególny wzrost zanotował jeden segment sektora e-mobility – samochody ciężarowe. Przez ostatnie trzy kwartały flota eHDV w Polsce zwiększyła się o niemal połowę. Liczby bezwzględne pozostają jednak niskie, dlatego tak ważne jest możliwie szybkie uruchomienie programu „Wsparcie zakupu lub leasingu pojazdów zeroemisyjnych kategorii N2 i N3”, który pod koniec ubiegłego tygodnia został zaakceptowany przez Europejski Bank Inwestycyjny. Branża wciąż czeka również na rozpoczęcie naboru w ramach programu wsparcia infrastruktury dla eHDV. Zatwierdzenie tego programu nastąpiło już w marcu, przyjmowanie wniosków miało ruszyć w III kwartale b.r., a mimo to wciąż brakuje oficjalnych informacji na temat terminu wdrożenia dotacji. Spodziewamy się, że po uruchomieniu wspomnianych instrumentów subsydiów oraz zapowiedzianego programu dopłat do przyłączy elektroenergetycznych, w 2026 r. liczba nowo rejestrowanych, elektrycznych samochodów ciężarowych może wzrosnąć w Polsce do nawet 4,5 tys. szt.  – mówi Łukasz Witkowski, Wiceprezes PSNM.

Rynek usług i produktów związanych z AI wzrośnie do $990 mld w 2027 r.

Rynek sprzętu i oprogramowania związanego ze sztuczną inteligencją (AI) będzie rósł 40-55 proc. rocznie i osiągnie wartość $780-$990 mld w 2027 roku, wynika z analiz firmy doradczej Bain & Company. Gwałtowny rozwój AI będzie skutkował rosnącym zapotrzebowaniem na wielkie centra danych i procesory graficzne (GPU), co może wywołać kolejny, globalny kryzys dostępności półprzewodników.

Popyt na rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji rośnie na całym świecie i we wszystkich sektorach, a nowa technologia już dziś odgrywa ważną rolę w zwiększaniu produktywności firm. Według ekspertów Bain, narzędzia wykorzystujące AI pozwalają zmniejszyć czas obsługi w centrach klientach o 20-35 proc., skracają pracę przy tworzeniu oprogramowania o 15 proc., a także redukują czas potrzebny na tworzenie treści marketingowych i sprzedażowych o 30-50 proc.

Firmy wychodzą już z eksperymentalnej fazy wdrażania nowych rozwiązań i zaczynają skalować zastosowanie generatywnej sztucznej inteligencji. Wiele organizacji postawiło sobie ambitny cel wprowadzenia AI do wszystkich obszarów swojej działalności – mówi Paweł Szreder, partner Bain & Company.

Eksperci Bain szacują, że liczba zadań wykonywanych przez AI będzie rosła 25-35 proc. rocznie do 2027 roku, co spowoduje znaczne zwiększenie popytu na sprzęt i oprogramowanie z tym związane. Przełoży się to na radykalne zwiększenie skali działania centrów danych w najbliższych 5-10 latach. Ich średnia moc wzrośnie z obecnych 50–200 MW do powyżej 1 GW.

Rosnące zapotrzebowanie na centra danych będzie miało daleko idące konsekwencje. Ich działanie już dzisiaj pochłania ogromne ilości energii elektrycznej, a w przyszłości będą one musiały dodatkowo konkurować o zasoby z coraz większą ilością aut elektrycznych. Kraje muszą działać już teraz, inwestować w swoje sieci i produkcję energii, by przyciągnąć liderów tej technologii i zapewnić im odpowiednie warunki – dodaje Paweł Szreder.

Rozwój sztucznej inteligencji będzie skutkował również gwałtownym wzrostem zapotrzebowania na procesory graficzne (GPU) i zwiększy popyt na ich komponenty o co najmniej 30 proc. do 2026 roku. W niektórych obszarach wzrost popytu będzie jeszcze bardziej drastyczny. Według szacunków Bain, producenci obudów do układów scalonych musieliby rozbudować swoje moce produkcyjne aż trzykrotnie do 2026 roku, by sprostać zapotrzebowaniu na ich produkty.

Trendy, które obserwujemy mogą spowodować kolejny kryzys łańcucha dostaw i wywołać braki w dostępności półprzewodników. Wpływ na te zjawisko będą mieć napięcia geopolityczne, przede wszystkim w Azji Wschodniej. Braki na rynku z pewnością odbiłyby się również na producentach aut, komputerów osobistych i smartfonów – mówi Paweł Szreder.

Raport Bain zwraca również uwagę na nowe zjawisko, jakim jest powstawanie własnych krajowych rozwiązań opartych o AI, które pojawiły się już w Kanadzie, Francji, Indiach, Japonii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Rosnąca rywalizacja między państwami, a także obawy dotyczące bezpieczeństwa i prywatności danych powodują, że coraz więcej krajów chce rozwijać swoje lokalne kompetencje w obszarze AI.

Rządy na całym świecie subsydiują rodzime firmy, które tworzą własne modele sztucznej inteligencji. Mówimy tutaj o miliardowych inwestycjach potrzebnych do budowy infrastruktury obliczeniowej i modeli tworzonych w oparciu o lokalne dane. Jednak potencjał tej technologii jest tak duży, że zwłaszcza w kontekście globalnych zawirowań geopolitycznych wiele krajów widzi potrzebę posiadania własnych lokalnych zdolności w tym obszarze – dodaje Paweł Szreder.

Trump chce „pomagać” Fed

Dolar amerykański dalej silny na rynku FX. Euro czeka na jutrzejsze posiedzenie EBC. Niższa inflacja na Wyspach wspiera scenariusz cięcia stóp o 25 pkt bazowych na posiedzeniu listopadowym. 

Sondaże wpływają na rynki

Na rynku walutowym nadal prym wiedzie USD i nie jest to do końca kwestia tego co zrobi Fed, bo scenariusze nie zmieniają się od kilku dni, a raczej dyskontowanie powrotu do prezydentury Trumpa. W ostatnich dniach sondaże jasno wskazują, że kandydat Republikanów zyskuje i jest bliżej wygranej, widać to również po notowaniach bukmacherów. Efekty (wzrost rentowności) można też zauważyć na rynku obligacji, a to dlatego, że pomysły Trumpa na gospodarkę mają zadziałać proinflacyjnie, a w konsekwencji wstrzymać cięcia stóp procentowych. W ogóle temat Fed i Trumpa w ostatnich godzinach stał się gorący. Kandydat Republikanów znów zaszokował wypowiedzią, w której twierdził, że to prezydent powinien mówić decydentom, co mają robić ze stopami procentowymi. Niby nic nowego, bo przecież kilka lat wcześniej Trump chciał ograniczać niezależność Fed, ale pokazuje to w jakim kierunku możemy zmierzać po jego wygranej. Powrót Trumpa do władzy to także potencjalnie plus dla rynku akcji, gdzie zanosi się na obniżki podatków, które będą wspierać finansową stronę firm. Wspominaliśmy o kwestii proinflacyjnej, która może wpłynąć na ograniczenie działań Fed w kolejnych latach i mniejszą skłonność do obniżki stóp. To przekłada się na silniejszego dolara.

Nie chcę, ale muszę

Główna para walutowa świata dryfuje dzisiaj tuż pod granicą 1,09. Mimo tego, że mamy mix czynników pro-dolarowych i raczej tych negatywnych dla euro, dalszy ruch na południe został zahamowany. Być może to też faza oczekiwania na to, co zrobi jutro EBC. W teorii zapowiadał na poprzednim posiedzeniu, że cięcia stóp będą dokonywane raz na kwartał. Niemniej jednak pozostawiająca wiele do życzenia sytuacja gospodarcza na naszym kontynencie skłania do tego, że trzeba działać jednak nieco szybciej. Rynek niemal w 100% wycenia scenariusz, że już jutro zobaczymy cięcie stóp o 25 pkt bazowych. Tym bardziej, że nawet zwyczajowo jastrzębi członkowie EBC w swoich wypowiedziach wskazywali, że wyceny rynkowe odnośnie dalszych działań są adekwatne. Taka decyzja jutro może dać zielone światło do spadków EUR/USD w okolice nawet 1,08. W średnim terminie gołębi EBC w połączeniu ze słabością gospodarczą mogą spowodować spadek kursu jeszcze niżej w okolice nawet 1,06. Momentem, który zmieni sytuację może być dopiero sygnał odbicia gospodarczego, choćby z Niemiec.

Inflacja daje zielone światło

Sporo się dzieje również na Wyspach Brytyjskich, gdzie każdy dzień przynosi nowe informacje w kontekście możliwego działania przez Bank Anglii na posiedzeniu 7 listopada. Wczoraj dane z rynku pracy wskazały na lepszą sytuację, szczególnie tempo wzrostu wynagrodzeń nadal pozostaje wysokie (4,9%), co wskazuje na to, że może być problem z dalszym wygaszaniem presji inflacyjnej. Stąd po publikacji zmniejszyła się nieco szansa na to, że BoE dokona cięcia stóp choćby o 25 pkt bazowych. Dzisiaj sytuacja znów się zmieniła, tym razem na korzyść scenariusza zmniejszania kosztu pieniądza. Chodzi o dane inflacyjne za wrzesień, które okazały się niższe od prognoz 1,7% vs 1,9%. To również spadek względem poprzedniego miesiąca, gdzie widzieliśmy 2,2%. Funt traci więc dzisiaj na rynku FX, bo znów prawdopodobieństwo obniżki stóp stało się tym najbardziej realnym, GBP/USD powraca w okolice 1,30, a EUR/GBP oscyluje w okolicach 0,8350.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Realna stopa procentowa i polityczne koszty: Jak NBP wpłynęło na inflację i sytuację polityczną w Polsce

Inflacja CPI w roku 2023 wyniosła 11,5%, więc wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych o 4,9%  w okresie ostatnich miesięcy  oznacza silny spadek inflacji.

Ten spadek jest spowodowany nową, wyraźnie ostrzejszą niż w poprzednich kilku latach polityką pieniężną, bo  utrzymywaniem stopy referencyjnej NBP na stałym  poziomie 5,75% r/r w roku 2023 i  przez  pierwszą połowę roku 2024, pomimo spadającej inflacji. Oznacza to, że stopy rynkowe  wynoszą teraz  około 8-9%.

Wysoka  realna stopa procentowa  oznacza zwykle duży polityczny koszt  dla rządu. Tę nową politykę monetarną NBP prawdopodobnie należy wiązać z utratą rządu przez PIS na rzecz koalicji  czterech partii, bo szef NBP oraz większość Rady Polityki Pieniężnej  to osoby wybrane przez PIS . Obecna Rada uwolniła się w wyniku wyborów od swojej zależności politycznej. Równocześnie ta nowa polityka  podtrzymała  na stabilnym poziomie kursy złotego wobec dolara i euro, co obniżyło ceny w zakresie transportu. Dzięki temu  w ostatnich miesiącach inflacja zaczęła spadać pomimo dużego wzrostu kosztów pracy.

NBP podkreśla teraz , że ponieważ ustawowym celem jest spadek inflacji do około 2,5%,  to dalsze obniżki stopy referencyjnej powinny być zdaniem całego RPP, a nie tylko jej senackiej części,  stosunkowo powolne. Taka polityka byłaby w interesie kraju. – podkreśla Stanisław Gomułka.

Sztuczna inteligencja wkracza na rynek pracy. Czy nasze etaty są zagrożone?

W przyszłości inteligentne rozwiązania technologiczne stworzą nowe zawody. Sztuczna inteligencja zwiększy wydajność pracy, tak jak uczyniły to maszyny i komputery.

Dziś sztuczna inteligencja (AI) jest wszędzie. Używane na co dzień technologie, finanse, zdrowie, motoryzacja, informatyka, przemysł i produkcja, rolnictwo, marketing i sprzedaż – to tylko niektóre dziedziny życia, w których zastosowania znajdują inteligentne rozwiązania. Czaty już generują treści na dowolne tematy, programy samoistnie tworzą grafikę i filmy, a aplikacje rozpoznają obrazy. Nowoczesne technologie coraz częściej zastępują człowieka w analizie danych i tworzeniu treści. Czy rozwój sztucznej inteligencji pozbawi nas zatem pracy?

Niels Bohr, laureat nagrody Nobla w dziedzinie fizyki, miał powiedzieć, że prognozowanie jest trudne, szczególnie wtedy, gdy chodzi o przyszłość. Z drugiej strony jednak przysłowie mówi, że historia lubi się powtarzać. Tak naprawdę nikt jednak nie wie, jak potoczą się nadchodzące zdarzenia. Dlatego prognozując przyszłość opieramy się na danych z przeszłości, a te dowodzą, że rozwój technologii nigdy nie powodował bezrobocia.

Od lat wszelkie ingerencje w rynek pracy, w tym postęp technologiczny, powodują niepokój i strach o przyszłość. Dzieje się tak, ponieważ rynek pracy jest rynkiem szczególnym. Przedmiotem transakcji na nim jest praca poszczególnych ludzi, a działalność zawodowa człowieka determinuje jego zarobki i byt. Dlatego perspektywa zmian technologicznych na rynku pracy często rodzi obawy przed utratą zatrudnienia i pozbawieniem środków do życia. Obawy te czasami prowadziły do gwałtownych wydarzeń. Podczas rewolucji przemysłowej na początku XIX wieku w Anglii narodził się luddyzm, radykalny ruch społeczny skupiający rzemieślników i tkaczy, którzy sprzeciwiali się stosowaniu maszyn i urządzeń tkackich, uważając je za zagrożenie dla swoich miejsc pracy. Z tego powodu angielscy robotnicy napadali na fabryki i niszczyli krosna.

Jak jednak pokazuje historia, rozwój technologii nie przyczynił się do powstania masowego bezrobocia. Oszczędził nam natomiast wiele trudu i sprawił, że jesteśmy bardziej produktywni. Choć prognozy znacznego skrócenia czasu pracy nie sprawdziły się. W 1930 roku John Maynard Keynes, jeden z najwybitniejszych ekonomistów, przewidywał, że za 100 lat dzięki maszynom i technologii będziemy pracować zalewie 15 godzin tygodniowo. Po blisko wieku przeciętny Polak przepracował w 2023 r. ponad 1800 godzin, co z uwzględnieniem świąt i urlopów daje ponad 34 godziny tygodniowo – wynika z danych OECD.

Sztuczna inteligencja bez wątpienia zmieni charakter pracy, ale nam jej nie zabierze. Może natomiast spowodować zanik niektórych profesji. Szczególnie zagrożone są zawody związane z rutynową analizą danych i tworzeniem treści. Redukcja części zawodów w wyniku wprowadzenia innowacji nie jest jednak czymś nowym. W wyniku postępu technicznego rynek pracy od zawsze ulegał transformacji, przez co niektóre profesje zostały zapomniane. Wynalezienie żagli spowodowało, że nie potrzebujemy galerników, prąd elektryczny pozbawił pracy ulicznych latarników, a druk komputerowy sprawił wymarcie zawodu zecera.

Rozwój sztucznej inteligencji zlikwiduje więc pewne zawody, ale zrodzi nowe. Inżynierowie uczenia maszynowego, badacze sztucznej inteligencji, inżynierowie przetwarzania języka naturalnego, architekci inteligentnych rozwiązań, wdrożeniowcy i konsultanci systemów sztucznej inteligencji, specjaliści ds. etyki i cyberbezpieczeństwa w inteligentnych aplikacjach – to tylko niektóre zawody przyszłości, które wymagają unikalnej wiedzy z zakresu programowania, matematyki, statystyki, a także uczenia maszynowego, przetwarzania danych i algorytmów. Komputeryzacja wyeliminowała z rynku pracy maszynistki, telefonistki, zecerów i rachmistrzów, ale powstały nowe profesje: programiści, administratorzy systemów informatycznych, specjaliści ds. bezpieczeństwa IT, administratorzy baz danych, twórcy gier komputerowych itp. Dziś nie wyobrażamy sobie świata bez komputerów. Niewątpliwie w przyszłości równie trudno będzie nam funkcjonować bez wsparcia sztucznej inteligencji.

Dzięki innowacjom stajemy się bardziej wydajni, co przekłada się na zwiększenie ilości wytwarzanych dóbr ekonomicznych i podniesienie standardu życia. Spowodowany postępem technologicznym wzrost produktywności rolnictwa nie tylko uchronił ludzkość od maltuzjańskiej wizji głodu, ale też umożliwił zwiększenie zatrudnienia w przemyśle. Automatyzacja i robotyzacja przemysłu przyczyniły się do zwiększenia zatrudnienia w usługach. Ewolucja sztucznej inteligencji spowoduje, że powstaną nowe dziedziny, rozwiązania i potrzeby, których dziś sobie nawet nie wyobrażamy.

Obecne zainteresowanie sztuczną inteligencją przypomina gorączkę złota. Podobnie jak w XIX wieku, kiedy doniesienia o odkryciu złóż tego szlachetnego metalu powodowały wielkie poruszenie, przyciągając tłumy poszukiwaczy szczęścia, tak dziś ogromne zainteresowanie wywołuje AI.

Początkowo jej rozwojowi towarzyszyła niemalże euforia. Jednak ten entuzjazm zaczął ustępować miejsca bardziej realistycznemu spojrzeniu. Okazało się, że wiele problemów, które wydawały się łatwe do rozwiązania za pomocą AI, w rzeczywistości wymaga znacznie bardziej złożonego podejścia. Inteligentne rozwiązania nie w pełni radzą sobie przecież z kierowaniem autonomicznymi samochodami, czy obsługą klientów mających wyjątkowe problemy.

Potencjał sztucznej inteligencji jest jednak wciąż ogromny. W przyszłości inteligentne rozwiązania technologiczne z pewnością zmienią rynek pracy i stworzą nowe zawody. AI zwiększy wydajność pracy, tak jak uczyniły to maszyny i komputery. Już dziś inteligentne technologie stają się przecież narzędziem na co dzień wspomagającym nasze działania. Jednak nie należy spodziewać się, że zastąpią ludzką pracę i kreatywność.

Autor: Paweł Janukowicz jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Kolejna obniżka stóp procentowych EBC coraz bliżej? Rynek przygotowany na decyzję

Już jutro nieco większych emocji może dostarczyć europejska instytucja bankowości centralnej. EBC prawdopodobnie zdecyduje się na kolejną redukcję stóp procentowych. Rynek w tym momencie zakłada, że taki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. Instrumenty OIS niemal w pełni wyceniły obniżkę o 25 punktów bazowych. Gdyby Rada zdecydowała się jednak na „pauzę”, wówczas euro mogłoby zdecydowanie zyskać. Z drugiej strony czy wspólna waluta jest w stanie dalej się osłabiać, mimo, że cięcie październikowe jest już w „cenach”.

Istnieje wysoka szansa, że koszt pieniądza w strefie euro po raz kolejny obniży się. Tak widzą to rynki. Narracja ta została wzmocniona przez ostatnie spadki indeksów menadżerów zakupów (PMI) a także stopy inflacji we wrześniu. Dodatkową sugestia popłynęła ze strony Christine Lagarde, która podczas swojego wystąpienia w Parlamencie Europejskim dała wszystkim jasno do zrozumienia, że ostatnie wydarzenia wzmacniają przekonanie Rady, że dynamika wzrostu cen powróci w obręb celu EBC w odpowiednim czasie. Powiedziała wprost, że to zostanie wzięte pod uwagę. Ciężko zatem taki komunikat interpretować w inny sposób niż jako sygnał kolejnego cięcia. Obniżkę sugerują także członkowie zaliczani do grona „jastrzębi”. Mowa tu o ostatnich słowach Martinsa Kazaksa, który przyznał, że zgadza się w wyceną rynkową.

Aktualna faza obniżek może potrwać do końca tego roku. Rynek coraz częściej jednak zastanawia się jak będzie wyglądał cykl w 2025 roku. Istnieje ryzyko, że pod koniec tego kwartału zobaczymy podbicie inflacji, ponieważ czynniki specjalne, które obniżyły CPI w sierpniu oraz wrześniu, nie będą już działać. Dodatkowo inflacja bazowa może być uporczywa. Płace wciąż silnie rosną co będzie wywierać presję na ceny usług. W miarę upływu czasu koszt pieniądza w strefie euro będzie zbliżać się do neutralnej stopy procentowej. W Radzie Prezesów może pojawiać się zatem coraz więcej głosów za wstrzymaniem cyklu. Obecnie EBC taki poziom postrzega pomiędzy 2 a 2,5 proc. Lagarde będzie musiała w jakiś sposób zakomunikować rynkowi, że tempo zmian parametrów polityki monetarnej w nadchodzącym roku zmniejszy się. Prawdopodobnie decyzje będą podejmowane jedynie na spotkaniach, kiedy dostępne będą najnowsze projekcje makro.

Euro w średnim terminie powinno pozostać słabe, z dwóch powodów: „gołębiego” nastawienia EBC oraz słabości gospodarki. Zejście kursu EUR/USD w stronę 1,08 – 1,06 w ciągu kolejnych kilku tygodniu/ kwartału jest jak najbardziej realne. W długim horyzoncie czasowym dużo będzie zależeć od tempa obniżek stóp procentowych przez EBC (2025 rok). Jeśli gospodarka zacznie wykazywać oznaki odreagowania (co będzie oznaczać, że dołek koniunkturalny jest już za nami), rynek może ponownie kupować euro w oczekiwaniu, że koszt pieniądza ostatecznie nie spadnie tak nisko, jak nisko był utrzymywany przez wiele lat.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Blisko połowa pracujących Polaków oczekuje wzrostu wynagrodzeń w nadchodzących miesiącach

43,3 proc. pracujących otrzymało podwyżkę pensji w II kwartale tego roku, wynika z raportu „Wynagrodzenia 2024. Oczekiwania Polaków”, przeprowadzonego przez Gi Group. Jednocześnie 42% zatrudnionych oczekuje wzrostu wynagrodzenia w ciągu najbliższych miesięcy, podczas gdy nie spodziewa się tego niemal połowa zatrudnionych.

Poziom wynagrodzeń Polaków

Z badania wynika, że 43,3 proc. Polaków otrzymało podwyżkę pensji w II kwartale tego roku, o 5,7 p.p. mniej niż dwa lata temu. Jednocześnie 45,8 proc. wskazało, że nie uległo ono zmianie (wzrost o 3,8 p.p.). Na obniżkę wskazało 11 proc. respondentów (mniej o 2 p.p.).Jak zmieniły się wynagrodzenia w II Q 2024_Wynagrodzenia 2024 Gi Group

W tym roku kobiety i mężczyźni w równym stopniu deklarowali wzrost lub spadek wynagrodzeń w poprzednim kwartale. Dwa lata temu na utrzymanie się pensji na tym samym poziomie wskazywały częściej kobiety (44 proc. vs 40 proc. – mężczyźni), podczas gdy mężczyźni częściej deklarowali ich wzrost (52 proc. vs 45 proc. – kobiety). Z badania wynika też, że odsetek odnotowujących zwiększenie przychodów maleje wraz ze wiekiem (59,2 proc. najmłodsi, 34,7 proc. najstarsi), natomiast rośnie wraz z wykształceniem. Na wzrost pensji w II kwartale br. częściej wskazywali też badani, których dochód przekracza 5 000 zł netto miesięcznie (52,9 proc.), najrzadziej zarabiający do 2 000 zł (30,4 proc.). Podwyżka wynagrodzenia objęła przede wszystkim mieszkańców regionu wschodniego.

– Warto zwrócić uwagę na wyraźny spadek dynamiki wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. W sierpniu tego roku wyniosło ono 8 190 zł brutto i było o 11 proc. wyższe niż rok wcześniej. W kolejnych miesiącach dynamika ta osiągnie najprawdopodobniej jednocyfrowy wynik – komentuje Agnieszka Zielińska, dyrektor Polskiego Forum HR.

Pensje w górę czy w dół?

Presja w obszarze wynagrodzeń jest widoczna. Jest to zrozumiałe ze względu na rosnące ceny produktów i usług, a wraz z nimi kosztów utrzymania. Zatrudnieni chcą, by wartość zakupowa ich pensji nie malała. Nie tylko chcą. Pracują więcej niż średnia europejska – według danych Eurostatu poświęcają jej średnio 40,4 godz. tygodniowo. Są jednocześnie zapobiegliwi, co potwierdzają też wyniki naszego tegorocznego badania „Jak dorabiają Polacy”. Wynika z niego, że aż 45 proc. z nich podejmuje się zleceń poza głównym etatem, a prawie 60 proc. chce kontynuować lub podjąć dodatkową pracę w ciągu najbliższych miesięcy – komentuje Marcos Segador Arrebola, dyrektor zarządzający Gi Group Holding.

Z badania wynika, że blisko połowa (48,8%) Polaków spodziewa się utrzymani pensji na dotychczasowym poziomie w najbliższych miesiącach. Z większym optymizmem na przyszłość spogląda nieco mniejszy odsetek – wzrostu wynagrodzenia oczekuje 42,4 proc. pracowników. Natomiast 9 proc. zatrudnionych obawia się jego spadku.Spodziewana zmiana wynagrodzenia_Wynagrodzenia 2024. Gi Group

Na podwyżki liczy nieco więcej mężczyzn (44 proc.) niż kobiet (41 proc). Oczekiwania maleją przy tym wraz z wiekiem. Wzrostu wynagrodzenia spodziewa się 32 proc. osób o po 50-tce, w przypadku pracowników, którzy nie przekroczyli 24 roku życia jest to blisko 61 proc. Różnica między pokoleniami jest więc niemal dwukrotna. Mniejszy wpływ na oczekiwania ma poziom wykształcenia – podwyżek spodziewa się 45,1 proc. osób, które ukończyły zasadniczą szkołę zawodową i 41,6 proc. pracowników z dyplomami uczelni wyższych.Spodziewana zmiana wynagrodzenia_Płeć Wiek_Wynagrodzenia 2024. Gi Group

Wyższych zarobków spodziewają się mieszkańcy największych miast (46,1%) i pracujący w regionie północnym oraz województwie mazowieckim – na zwiększenie wynagrodzenia liczy blisko 48 proc. badanych. Dużo rzadziej podwyżek spodziewają się pracujący w regionie południowym (33,1 proc.).Spodziewana podwyżka wynagrodzenia_regiony_Wynagrodzenia 2024

– Oczekiwania pracowników dotyczące wzrostu wynagrodzeń będą utrzymywały się, a nawet rosły w niektórych branżach. Wiąże się to z wysokimi kosztami utrzymania, znaczącym wzrostem cen dóbr i usług oraz obciążeniami gospodarstw domowych. Chociaż wysokość płacy minimalnej była podwyższana w ostatnim czasie, to nie zawsze przekładało się to na sukcesywny wzrost pozostałych wynagrodzeń wypłacanych pracownikom o wyższych kwalifikacjach czy dłuższym stażu pracy. W efekcie obserwuje się spłaszczanie struktury płac, co negatywnie oddziałuje na motywację zatrudnionych – wyjaśnia prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.Spodziewana zmiana wynagrodzenia_Porównanie 2022 i 2024_Wynagrodzenia 2024. Gi Group

Podczas gdy w tym roku kobiety i mężczyźni w równym stopniu spodziewają się wzrostu lub spadku wynagrodzeń, dwa lata temu widoczne były znaczne różnice. W 2022 roku na utrzymanie pensji na tym samym poziomie wskazywały przede wszystkim kobiety (58 proc. vs 44 proc.), mężczyźni częściej liczyli natomiast na ich wzrost (47 proc. vs 36 proc.). Rozbieżności są również widoczne w przypadku wieku respondentów – im starsi, tym mniejszy odsetek liczących na podwyżkę pensji. Na uwagę zwraca jednak zmiana nastawienia najmłodszego pokolenia. Dwa lata temu podwyżki spodziewało się 51 proc. respondentów do 24 roku życia, obecnie stanowią oni już 60,6 proc. Z porównania z badaniem sprzed dwóch lat wynika również, że nie ma znaczących różnic dotyczących oczekiwanych zmian w obszarze płac w zależności od poziomu wykształcenia.

– Firmy nadal z dużą ostrożnością podchodzą do zmian w obszarze rekrutacji czy uposażeń, dostosowując działania do bieżącej sytuacji rynkowej. Wpływ na ich nastawienie mają tegoroczne podwyżki wynagrodzenia minimalnego. Objęły one znaczną grupę, nie tylko najmniej zarabiających – część firm zwiększyła pensje, by uniknąć wypłaszczenia płac, a tym samym niezadowolenia pracowników lub rotacji. Kolejna podwyżka jest planowana na 2025 rok. Sprawi to, że także pozostałe wynagrodzenia będą musiały wzrosnąć – w szczególności specjalistów o rzadkich kompetencjach oraz osób z dużym doświadczeniem, które trudno byłoby zastąpić w organizacji. Utrzymanie efektywnej polityki płacowej będzie wyzwaniem zważywszy na rosnące koszty działalności i walkę o rentowność – komentuje Marcos Segador Arrebola, dyrektor zarządzający Gi Group Holding.

O badaniu

Badanie zostało zrealizowane przez SW Research metodą CAWI na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 1169 ankiet z udziałem reprezentatywnej ze względu na płeć wiek i miejsce zamieszkania grupy respondentów, w tym 837 ankiet z osobami pracującymi. Grupę respondentów stanowiły Polki i Polacy powyżej 18 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i wielkość miejscowości. Badanie zostało przeprowadzone w dniach 1.08 – 8.08 2024 roku.

Debiut Żabki: Czwarte największe IPO w historii polskiego rynku kapitałowego z potencjałem na rewolucję na GPW

Debiut Żabki na warszawskim parkiecie będzie czwartym największym IPO w historii polskiego rynku kapitałowego. Wartość pakietu akcji w wolnym obrocie wyniesie 6,4 mld zł (według ceny emisyjnej na poziomie 21,5 zł), a wliczając dodatkowy przydział nawet 7,4 mld zł. Taka cena sprawia, że rynkowa kapitalizacja całej spółki osiągnie 21,5 mld zł, co będzie oznaczało, że Żabka stanie się 11 największą spółką notowaną na polskiej giełdzie.

Potencjalny popyt ze strony inwestorów instytucjonalnych może utworzyć presję wzrostową w pierwszych sesjach po debiucie. Redukcja na poziomie ponad 90%może zachęcić inwestorów indywidualnych do dokupienia akcji po debiucie. Jak kształtują się perspektywy spółki w krótkim- i długim terminie? Czy możemy spodziewać się podobnej sytuacji, jak cztery lata temu po debiucie Allegro?

Żabka – lider wśród sklepów “convenience”

Polski rynek handlu detalicznego w segmencie żywności pozostaje mocno pod naporem “wojny cenowej” czołowych dyskontów działających w kraju. Walka o klientów mocno osłabionych przez silną inflację w kraju wraz z otoczeniem wysokich stóp procentowych spowodowało osłabienie marż czołowych spółek działających na polskim rynku. Żabka jednak nie jest tak mocno dotknięta obecnymi trendami w tym sektorze. W przypadku Biedronki (należącej do Jeronimo Martins), a także Dino Polska, działalność nastawiona jest przede wszystkim na klientów robiących duże, cotygodniowe zakupy spożywcze. W przypadku dużych rozbieżności między cenami w dyskontach konsumenci mogą szybko zmienić swoje zwyczaje zakupowe i wybrać konkurencję.

Działalność Żabki opiera się jednak na nieco innym kliencie docelowym i innym schemacie zakupowym. Sklepy Żabki wpisują się przede wszystkim w tzw. segment sklepów “convenience” oferujących swoim klientom większą wygodę ze względu na bliską lokalizację i korzystniejsze godziny otwarcia w zamian za wyższe ceny produktów. Stąd działalność Żabki opiera się na klientach, którzy akceptują wyższe koszty produktów w zamian za ich łatwiejszą dostępność. Co więcej, zakupy w Żabce w większości spożywane są w dniu zakupu i są one znacznie mniejsze niż w przypadku dużych, cotygodniowych zakupów w dyskontach. Według danych opublikowanych przez spółkę 76% klientów dokonuje w niej zakupów produktów do konsumpcji tego samego dnia. To powoduje, że klienci Żabki są mniej wrażliwi na wyższe ceny, co pozwoliło spółce poprawiać zarówno przychody, jak i marże w ostatnim półroczu.

Poza handlem detalicznym spółka rozwija także segment usług dla klientów, w tym m.in. odbiór paczek, płatności rachunków, usługi telefoniczne i doładowania. Poza tym spółka kładzie nacisk na usługi dostarczania cateringu dietetycznego, współpracy w ramach błyskawicznych internetowych zakupów spożywczych, a także rozszerza swoją działalność w segmencie autonomicznych sklepów Nano. Choć na razie ostatni z tych segmentów pozostaje na etapie testów (w całej Polsce i Niemczech otwartych jest jedynie 44 takich lokali), tak wraz z rozwojem technologii możliwy będzie wzrost znaczenia nie tylko segmentu sklepów autonomicznych, ale wcześniej także hybrydowych.

Czy sukces podczas debiutu jest przesądzony?

Żabka ma szansę poważnie namieszać na warszawskim parkiecie. Wszystko związane jest z dniem debiutu i tzw. „szybką ścieżką”, która pozwala spółce na wejście do WIG20 już w dniu debiutu w trybie zmiany nadzwyczajnej. Istotne jest jednak spełnienie odpowiednich warunków, jak przekroczenie progu, który wynosi 5 proc. wartości kapitalizacji akcji w wolnym obrocie. Przy obecnej kapitalizacji indeksu wynoszącej 295,16 mld zł wiązałoby się to z wyceną pakietu na poziomie 14,76 mld zł. Oznacza to, że debiut Żabki musiałby się zakończyć 98,96% wzrostem pierwszego dnia. Ten scenariusz jest mało prawdopodobny, natomiast Żabka skorzysta z tej samej ścieżki i już w dniu debiutu spełni warunki wejścia do indeksu mWIG40. Równocześnie warto pamiętać, że jest to czwarte największe IPO w Europie w tym roku i czwarte największe w historii giełdy przy Książęcej. Tym samym Polska znajdzie się na radarach funduszy z całego świata i pytanie, jak wykorzysta to momentum.

ipo na gpw
Źródło: XTB Research

Debiut Żabki często porównywany jest do Allegro z racji podobnych rozmiarów i podmiotu oferującego akcje. W obu przypadkach sprzedającym jest fundusz Private Equity, gdzie nie ma miejsca na emisję nowych udziałów. Równocześnie jednak Allegro debiutowało przy niższych wycenach i sprzedało akcje o wartości 10,6 mld zł. Ten splot zdarzeń pozwolił spółce skorzystać z szybkiej ścieżki i wejść do WIG20 kilka dni po debiucie. Warto również pamiętać o tym, jak zachowywał się kurs w dniu debiutu. Pierwsza cena w notowaniach wyniosła 65 zł w poniedziałek o 9:15, a dzień zakończył się na poziomie ponad 70 zł za walor. W ofercie publicznej ustalono cenę 43 zł za akcję, co dało zwrot na poziomie 64%. W szczytowym momencie na zakupie podczas emisji dało się zarobić aż 128%. Jednocześnie po osiągnięciu tej wartości notowania nie wróciły jeszcze w okolice ceny z tygodnia debiutu.
ipo żabki

Źródło: xStation

Dla akcjonariuszy Żabki taki scenariusz jest wymarzony, lecz niekoniecznie prawdopodobny. Równocześnie, jeśli w dniu debiutu udałoby się spełnić warunki wejścia do WIG20, to następne sesje będą walką o to, jak mocno inwestorzy instytucjonalni są w stanie przepłacić za posiadanie akcji. W przypadku dodania do indeksu pojawiłby się znaczący popyt ze strony pasywnie zarządzanych funduszy, które zostałyby zmuszone do zakupu walorów bez względu na cenę.

W zupełnie innym kierunku poszedł kurs Dino, który ponad 10-krotnie przewyższył cenę emisyjną. Warto jednak pamiętać, że Dino oferowało swoje akcje w innym momencie rozwoju spółki niż obecnie Żabka.

Czy długoterminowa przyszłość Żabki jest równie zielona?

Grupa Żabka planuje znaczną ekspansję swojej sieci sklepów, zarówno w Polsce, jak i za granicą. W kraju firma dostrzega potencjał dla około 19,5 tysięcy placówek, co skłania ją do ambitnego planu otwarcia około 4,5 tysięcy nowych sklepów w latach 2024-2028. Przedstawiciele grupy zapewniają, że ryzyko kanibalizacji między placówkami jest minimalne.

Równolegle Żabka rozpoczęła fazę testową na rynku rumuńskim, gdzie do końca bieżącego roku zamierza uruchomić około 50 sklepów. Już teraz funkcjonuje tam ponad 20 placówek. Rumunia, jako trzeci najludniejszy kraj Europy Środkowo-Wschodniej, przyciąga uwagę firmy ze względu na swój potencjał rynkowy. Spółka szacuje bezpośrednio adresowalny rynek (DAM) Rumunii na około 43 miliardy złotych, przewidując jego wzrost o 7% w latach 2023-2028.

Wybór Rumunii nie jest przypadkowy. Kraj ten charakteryzuje się rozdrobnionym rynkiem spożywczym, gdzie aż 33% sprzedaży odbywa się poprzez tradycyjne kanały handlu (dla porównania, w Polsce odsetek ten wynosi około 15%). Segment nowoczesnych sklepów typu convenience stanowi obecnie zaledwie 5% rynku, ale wykazuje dynamiczny wzrost. Żabka widzi w tym szansę i celuje w utworzenie sieci około 4000 sklepów w Rumunii. Decyzje dotyczące tempa ekspansji na rynku rumuńskim zostaną podjęte po pierwszym półroczu 2025 roku, co pozwoli na dokładną analizę wyników fazy testowej i dostosowanie strategii do lokalnych warunków.

Kontynuując analizę sytuacji Żabki, warto zwrócić uwagę na potencjalne ryzyka i korzyści związane z inwestycją w tę spółkę, szczególnie w kontekście jej planowanego debiutu giełdowego.

Jednym z kluczowych aspektów, który może budzić obawy inwestorów, jest kwestia lock-upu. Podobnie jak w przypadku Allegro, prospekt emisyjny Żabki zawiera informację o 180-dniowym okresie zakazu sprzedaży akcji dla głównego akcjonariusza (CVC), oraz rocznym dla kadry zarządzającej. Doświadczenia inwestorów mniejszościowych Allegro pokazują, jak istotne mogą być konsekwencje wygaśnięcia tego okresu. Warto przypomnieć, że główni akcjonariusze Allegro przeprowadzili pierwszą transakcję ABB (Accelerated Book Building) zaskakująco szybko, powołując się na „pewne zwyczajowo stosowane wyjątki” jeszcze przed formalnym zakończeniem lock-upu. W długiej perspektywie może to oznaczać, że nad Żabką będzie ciążyć znaczący nawis podażowy.

Kolejnym czynnikiem ryzyka, jest fakt, że Żabka, podobnie jak Allegro, jest zarejestrowana jako spółka prawa luksemburskiego. Choć w przypadku Allegro nie stanowiło to dotychczas problemu dla inwestorów, przykład spółki Kernel, również zarejestrowanej w Luksemburgu, pokazuje potencjalne komplikacje. Proces delistingu Kernela, do którego dąży główny akcjonariusz, budzi kontrowersje i wątpliwości prawne. W odpowiedzi na te obawy, Żabka zapowiedziała wprowadzenie do statutu (który ma obowiązywać po IPO) rozwiązań chroniących akcjonariuszy mniejszościowych, wzorowanych na regulacjach stosowanych wobec spółek zarejestrowanych w Polsce.

Mimo tych ryzyk, inwestycja w akcje Żabki może nieść ze sobą szereg korzyści. Wzorem innych dużych spółek, takich jak Orlen czy PZU, Żabka mogłaby wprowadzić program lojalnościowy dla akcjonariuszy. Takie inicjatywy mogłyby zachęcić do długoterminowego inwestowania i wzmocnić przywiązanie do marki.

Ponadto, inwestycja w Żabkę daje możliwość uczestnictwa w dalszym rozwoju marki, z której usług wielu potencjalnych inwestorów już korzysta. Po ewentualnym włączeniu spółki do indeksu WIG20 oraz indeksów zagranicznych, Żabka stanie się znaczącym graczem na warszawskiej giełdzie, co może przyczynić się do wzrostu jej wartości i atrakcyjności inwestycyjnej.

Czy Żabka uruchomi lawinę IPO?

Wejście Żabki na warszawski parkiet zdecydowanie przyniesie wiele emocji, zarówno w krótkiej, jak i dłuższej perspektywie. Tak duży debiut stanowi szansę nie tylko dla samej spółki, ale także i warszawskiej giełdy, dla której jednym z najważniejszych celów jest rozruszanie rynku IPO. W kolejce po debiucie Żabki czeka już Transition Technologies MS, które potwierdziło plany w poniedziałek 14.10. W niedalekiej przyszłości z emisją ruszy również Studenac od funduszu Enterprise Investors. Spekuluje się również o wejściu na giełdę sieci laboratoriów Diagnostyka, czy odmrożeniu postępowań Desy i Oferteo.

Autor: Maksymilian Kuch, analityk XTB

ZPPHiU: Kolejny wyrok sądu w sprawie kosztów wspólnych w centrum handlowym

Nieuzasadnione jest różnicowanie kosztów wspólnych dla poszczególnych najemców.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) informuje o kolejnym wyroku tym razem Sądu Okręgowego dotyczącym nieuzasadnionego różnicowania kosztów wspólnych w centrum handlowym. Sąd potwierdził, że koszty wspólne powinny być jednakowe dla wszystkich podmiotów – nie jest dopuszczalne, aby jedni najemcy pokrywali koszty innych w konkretnym centrum handlowym. Wyrok, choć nieprawomocny, podkreśla istotne braki w konstrukcji typowej umowy najmu – według obecnego standardu wartość kosztów serwisowych nie jest możliwa do oszacowania przez najemcę z wyprzedzeniem.

Wyrok zapadł w pierwszej instancji przed Sądem Okręgowym Poznaniu w czerwcu 2024 roku i dotyczył nieuzasadnionego zróżnicowania wysokości kosztów wspólnych pomiędzy najemcami centrum handlowego. Najemcę reprezentował mec. dr Karol Szadkowski z Kancelarii Henclewski&Wyjatek, który przeprowadził bardzo interesujące webinarium dla członków ZPPHiU i PSNPH omawiając uzasadnienie wyroku.

„Sąd Okręgowy wskazał w uzasadnieniu, że warunki umów zawartych przez poszczególnych najemców centrum handlowego mogą różnić się w zakresie stawek czynszu. Kryterium zróżnicowania najemców może tutaj stanowić m.in. wielkość najmowanej powierzchni, obrót uzyskiwany przez najemcę czy rozpoznawalność jego marki przyciągająca do centrum handlowego klientów. Natomiast w odniesieniu do zasad podziału kosztów funkcjonowania centrum wskazane wyżej kryteria nie mogą stanowić podstawy do różnicowania sytuacji poszczególnych najemców. W szczególności nieuzasadnione zdaniem sądu jest ukształtowanie umów najmu w taki sposób, że najemcy odwiedzani przez mniejszą liczbę klientów, mieliby pokrywać koszty tych, do których przychodzi ich więcej, co wiąże się z faktycznym zwielokrotnionym zużyciem infrastruktury i mediów. Opłaty serwisowe powinny zatem co do zasady mieć charakter ryczałtowy” – podkreślił dr Karol Szadkowski z Kancelarii Henclewski& Wyjatek.

To kolejny wyrok sądu w sprawie kosztów wspólnych – w 2023 roku zapadł prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego, przyznający najemcy ponad 100 tys. zł od reprezentanta galerii handlowej w związku z nieprawidłowymi praktykami podczas naliczania kosztów wspólnych. To efekt korzystnego dla najemcy wyroku Sądu Najwyższego z dnia 28.10.2022 r. (sygn. akt II CSKP 456/22).

„Stoimy na stanowisku, że wszelkie obniżki opłat, czy preferencyjne warunki jakie wynajmujący proponuje wybranym podmiotom, powinny być elementem jego planu biznesowego. Przenoszenie tego kosztu na innych najemców jest niezgodne z etyką biznesową, a także narusza prawo, jak potwierdził sąd. Tego typu praktyki w różnych obszarach są od lat stosowane przez wynajmujących. Zależy nam na prawidłowym rozłożeniu ryzyk każdej ze stron, zarówno w umowach, jak i stosunkach biznesowych. Przygotowując ofertę najmu wyjmujący powinien skalkulować i uwzględnić wszystkie koszty, które mogą go obciążyć w czasie trwania umowy i przyjąć ryzyko biznesowe związane z własnością. Obniżki kosztów wspólnych mogą być proponowane przez wynajmującego – ale to sam wynajmujący musi wówczas pokryć różnicę, a nie żądać jej od innych najemców. Nie można przerzucać kosztów jednych najemców na innych” – wskazuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Warto w tym kontekście przypomnieć, że to Sąd Najwyższy wydał wyrok, w którym stwierdził, że wynajmujący nie może pobierać od jednych najemców zawyżonych kosztów operacyjnych w związku ze zwolnieniem z takich opłat innych najemców (najemców uprzywilejowanych, tzw. anchors) według niejasnych kryteriów. Sprawa dotyczyła kosztów wspólnych, które co do zasady powinny być pokrywane proporcjonalnie przez wszystkich najemców

ZPPHiU zwracał już uwagę, że najemcy w centrach handlowych – negocjując umowy – nie są informowani o liczbie uprzywilejowanych najemców (tzw. anchors), ani o długości trwania ich umów. Tacy najemcy często mają preferencyjne warunki opłat wspólnych. Jedynie właściciel lub zarządca centrum wie, kiedy najemca uprzywilejowany może skorzystać z opcji zakończenia umowy, jakich warunków oczekuje przy jej przedłużeniu i jak zmieni się z związku z tym charakter centrum. Zapisy mówiące, że anchorem może być każdy najemca, którego wynajmujący uzna za takiego, są jak najbardziej zasadne. Naturalną konsekwencją takiego stwierdzenia jest akceptacja konieczności poniesienia przez właściciela centrum handlowego kosztów pozyskania i utrzymania najemców uprzywilejowanych.

Deloitte: Polskie banki wyznaczają nowe standardy w bankowości cyfrowej – personalizacja kluczem do sukcesu

W ciągu ostatnich dwóch lat banki na świecie, w tym również w Polsce, przesunęły priorytety z dodawania i rozwijania nowych funkcji na doskonalenie istniejących rozwiązań oraz optymalizację doświadczeń użytkowników. Jak wynika z tegorocznej edycji raportu firmy doradczej Deloitte „Digital Banking Maturity 2024”, najbardziej zaawansowane cyfrowo instytucje bankowe, wśród których co dziesiąta pochodzi z Polski, inwestują dziś w personalizację, redesign aplikacji oraz stałe budowanie relacji z klientem. Przejawia się to m.in. poprzez maksymalne uproszczenie jego całej ścieżki – od zdalnego otwierania rachunków, które oferują niemal wszyscy czołowi gracze w branży, po coraz częściej wspierane cyfrowo procesy hipoteczne, które są dostępne ponad trzy razy częściej u liderów sektora niż w pozostałych bankach.

Digital Banking Maturity 2024 to największe globalne badanie bankowości cyfrowej, które dzięki zewnętrznej ocenie „tajemniczego klienta” kanałów zdalnych banków detalicznych dostarcza kompleksowy obraz dojrzałości rozwiązań. W tegorocznej, szóstej już edycji, badaniem objęto blisko 350 instytucji finansowych z 44 krajów na sześciu kontynentach, co pozwoliło zidentyfikować wiodące globalne trendy i najlepsze praktyki, jak również ujawnić ewentualne luki. Ocenie poddano trzy obszary: analizę ponad 1000 funkcjonalności cyfrowych, badanie preferencji konsumentów w zakresie 18 najważniejszych aktywności bankowych oraz identyfikację zasad i najlepszych praktyk projektowania doświadczeń użytkowników (UX).

Przeanalizowane banki zostały podzielone na cztery kategorie: najlepsze wyniki osiągnęli cyfrowi liderzy (digital champions), wyznaczający kierunki digitalizacji sektora bankowego, do których zalicza się 40 banków, w tym cztery z Polski. Kolejną grupę stanowią pretendenci (digital smart followers) – instytucje, które skutecznie wdrażają kluczowe rozwiązania i starają się dorównać liderom. Następne pozycje zajęli naśladowcy (digital adopters), będący w fazie adaptacji technologii, którzy wciąż rozwijają swoje digitalowe funkcjonalności. Na końcu z kolei znalazły się banki z największymi zaległościami w tym zakresie, które dopiero zaczynają swoją transformację (digital latecomers).

Wyniki naszego badania pokazują, że cyfrowi liderzy bankowości, wśród których największa liczba pochodzi z Europy, w ciągu ostatnich dwóch lat wypracowali znaczącą przewagę nad innymi graczami, oferując więcej funkcji wspierających długoterminowe relacje z klientami. Widać to chociażby w obszarze usług wykraczających poza tradycyjną bankowość, gdzie najbardziej zaawansowane organizacje dostarczają te rozwiązania 2,9 razy częściej, a w kategorii ekosystemu i agregacji kont różnica ta wynosi 2,8-krotność. Uzyskane rezultaty potwierdzają, że liderzy nie tylko wprowadzają innowacje, ale również konsekwentnie podnoszą standardy obsługi i personalizacji, znacząco dystansując się od konkurencji – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider zespołu Customer Strategy and Design, Deloitte Digital.

Ulepszanie cyfrowego doświadczenia

Dominacja najbardziej zaawansowanych banków jest widoczna w procesach online. Z raportu Deloitte wynika, że możliwość zdalnego otwarcia konta osobistego – zarówno przez Internet, jak i za pośrednictwem aplikacji – oferuje już 95 proc. czołowych graczy, co wyraźnie odróżnia ich od mniej innowacyjnych instytucji. Autorzy zwracają również uwagę, że coraz większą rolę w bankowości odgrywa kanał mobilny, w którym banki coraz częściej wprowadzają rozwiązania znane z innych aplikacji rynkowych. Od 2022 roku to właśnie digitalizacja tego obszaru notuje wyraźne wzrosty – o 17 proc. w zakresie otwierania kont, o 11 proc. w funkcjach cross-sell oraz o 5 proc. w zarządzaniu kartami i inwestycjach.

Na tym jednak przewaga liderów sektora się nie kończy. Istotną rolę w budowaniu zaangażowania klientów odgrywają także usługi dodatkowe (VAS), które najbardziej innowacyjne banki oferują średnio 2,5 razy częściej niż inni gracze rynku. Największe różnice są widoczne w zakresie usług dodatkowych związanych z ochroną zdrowia (6,5 razy częściej) oraz w obszarze usług publicznych (5,9 razy częściej).

Ponadto, w ciągu ostatnich dwóch lat, wiodące banki znacznie zwiększyły inwestycje w cyfrowe procesy hipoteczne, które są obecnie dostępne 3,2 razy częściej niż w innych instytucjach. Od momentu publikacji ostatniej edycji badania digitalizacja w tym obszarze wzrosła o 15 p.p., a liderzy rynku skupili się na wdrażaniu funkcji ułatwiających np. monitorowanie statusu wniosku czy prekwalifikację. Co więcej, dostrzegły one potencjał w rozwijaniu platform obsługujących cały proces zakupu nieruchomości, oferując kompleksowe usługi, takie jak wsparcie notarialne, budowlane czy projektowe.

Niezależnie od tego eksperci Deloitte podkreślają, że od 2022 roku można mówić jednak o pewnej stagnacji we wdrażaniu nowych funkcjonalności w aplikacjach bankowych. Coraz więcej instytucji kładzie nacisk na doskonalenie już istniejących funkcji oraz poprawę ogólnego doświadczenia użytkownika, zamiast skupiać się wyłącznie na wdrażaniu nowości.

Nowe standardy w polskiej bankowości

Również w Polsce liderzy sektora bankowego coraz częściej koncentrują się na przeprojektowaniu swoich aplikacji. Autorzy raportu wskazują, że w ostatnim czasie widoczne jest wyraźne spowolnienie w zakresie wprowadzania na rodzimym rynku nowych funkcjonalności, a w niektórych przypadkach dochodzi nawet do ich przeglądu i wycofywania tych mniej użytecznych.

Banki w Polsce można podzielić na dwie grupy. Pierwsza grupa to dotychczasowi liderzy, którzy w ostatnich dwóch latach, podobnie jak czołówka światowa, skupili się na ponownym udoskonalaniu projektu swoich aplikacji, aby jak najbardziej wspierać użytkowników w korzystaniu z kanałów cyfrowych. Drugą grupę stanowią te instytucje, które do tej pory miały słabiej rozwinięte kanały digitalowe, i teraz próbują dodawać nowe funkcjonalności oraz rozszerzać ofertę dla klientów, szczególnie w zakresie podstawowych funkcji bankowości. Niewątpliwie czerpią z doświadczeń swoich konkurentów, znajdujących się wyżej w rankingu, wprowadzając usługi koncentrujące się na doświadczenia klienta – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider usług dla sektora finansowego w Polsce, państwach bałtyckich i w Ukrainie, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i ryzyka, Deloitte.

Liderzy cyfrowej bankowości w Polsce

Na polskim rynku wyróżnia się pięć banków, których działalność odznacza się na tle pozostałych instytucji z branży finansowej i zostały one nagrodzone przez firmę Deloitte podczas Uroczystego Wieczoru Prezesów organizowanego przez firmę MMC. Zdaniem ekspertów – to właśnie bank ING Bank Śląski, jako zwycięzca kolejnej edycji Digital Banking Maturity, oferuje najbardziej rozbudowaną ofertę usług i funkcjonalności dla użytkowników, nieustannie pracując nad poprawą doświadczeń klienta. Z kolei mBank, plasując się w czołówce banków na świecie w zarządzaniu finansami osobistymi, wyróżnia się rozwiniętymi funkcjami cyfrowymi, szczególnie w obszarze zarządzania kartami. Inny polski czempion, czyli PKO Bank Polski dominuje w ofercie usług pozabankowych i zapewnia najlepszą w kraju obsługę klienta. Ponadprzeciętnie radzą sobie także dwa inne banki – Santander Bank Polska, który osiągnął najlepsze wyniki w Polsce w zakresie dostępności kanałów (channels accessibility) oraz uzyskał najwyższy wynik w kategorii bancassurance, oraz Alior Bank, który zanotował największy progres w rankingu, wyróżniając się usprawnionym procesem otwierania konta i wsparciem klientów przy ich pierwszych działaniach w systemie bankowym.

– Już kolejny raz z rzędu polskie banki uzyskują wyniki powyżej światowej średniej w obszarze cyfryzacji usług bankowości detalicznej, co dowodzi, że zmierzają w dobrym kierunku, aby stać się niezastąpionymi partnerami w codziennym życiu klientów. Kluczem do dalszego sukcesu będzie integracja usług i technologii, które nie tylko ułatwiają zarządzanie finansami, ale dyskretnie wspierają użytkowników na każdym etapie ich działań. To już nie tylko dodatkowe funkcje, ale kompleksowe, intuicyjne doświadczenie, które łączy produkty i usługi w spójną całość – mówi Monika Płocke, partner, Core Business Operations Portfolio Lead, Deloitte.

Tegoroczna Nagroda Nobla w ekonomii za badania nad wpływem instytucji na rozwój gospodarczy

Już od dekady w światowej ekonomii mówiło się, że Daron Acemoglu z MIT, Simon Johnson też z MIT oraz James Robinson z University of Chicago „idą ostro na Nobla”. Nie są jednakże  pionierami pokazującymi rolę instytucji w rozwoju gospodarczym, wykorzystując analizy porównawcze i swoiste „eksperymenty naturalne” różnych krajów – Nagrody imienia Nobla dostali już w tym zakresie m.in. Hayek, Myrdal, Shultz, Lewis, Williamson, Ostrom, North, Fogel, Deaton,  Dufflo, Banerjee. Pominięto niestety Alchiana, Downsa czy Rothbarda,  Demsetza i Barro, chociaż ten ostatni wciąż szansę ma. Trzeba też przypomnieć, że już od ponad 30 lat takie studia porównawcze wskazujące na korzyści demokracji i wolnego rynku dla rozwoju narodów prowadzi w SGH Leszek Balcerowicz.

Tegoroczni laureaci są bardzo znani nie tylko w środowisku ekonomicznych specjalistów, jak to zazwyczaj bywa, lecz w szerokiej opinii publicznej, dzięki bestselerowym, popularyzatorskim, książkom – wydanym również w Polsce „Dlaczego narody przegrywają” oraz  „Wąski korytarz. Państwa, społeczeństwa i losy wolności”. Opublikowali także wiele bardzo „twardych” prac naukowo m.in. w „American Economic Review”, w których przy pomocy oryginalnych badań statystycznych i modeli matematycznych wykorzystujących teorię gier, jak to czyniło wielu innych laureatów, próbują uzasadniać swoje hipotezy badawcze.

Dla zwolenników demokracji liberalnej i wolnego rynku ich badania są bardzo cennymi argumentami wsparcia, chociaż i socjalizujący ekonomiści wyciągają z nich dla siebie pożytki, ponieważ laureaci wskazują na sukcesy systemów inkluzywnych społecznie, przeciwstawiając je – także przecież kapitalistycznym systemom – ekstraktywnym czy eksploatacyjnym. Autorytarnemu sukcesowi Chin, mającemu Popperowsko falsyfikować wyniki ich badań, laureaci nie prognozują długofalowej trwałości. Interesuje ich bardzo długi okres – źródła biedy wielu krajów świata upatrują w zmianach instytucjonalnych nawet sprzed kilkuset lat.

Ulubionym przykładem laureatów jest meksykańskie i amerykańskie miasto Nogales, które w wyniku burzliwej historii podzieliło się na część pozostającą w Meksyku i część należącą do USA – nie trzeba enumerować ogromnych konsekwencji tego faktu dla mieszkańców po obu stronach granicy. Znakomitym jednakże ich pomysłem badawczym, zarówno metodologicznym, jak i merytorycznym, jest analiza kolonizacji wielu krajów przez państwa europejskie. Analizując statystycznie oraz modelowo te „wielkie eksperymenty naturalne”, jakie historia im wykreowała, zauważają, że kraje, które dobrze się rozwijały przed kolonizacją, wpadły w problemy rozwojowe odczuwalne do dzisiaj. Te natomiast,  które były w gorszej sytuacji gospodarczej, zyskały na kolonizacji i dzisiaj się lepiej rozwijają. Ten kolejny „paradoks”  – dołączający do niemałej już kolekcji teoretycznych  ekonomicznych paradoksów – wynika stąd, że w krajach słabiej rozwiniętych przed kolonizacją łatwiej można było wdrożyć inkluzywne instytucje wolnego rynku i demokracji, natomiast kraje lepiej rozwinięte i zagęszczone ludnościowo łatwiej było eksploatować i trudniej zasiedlać przybyszami z Europy. Te wyniki, solidnie udokumentowane statystycznie i wyjaśnione modelowo, mają pokazywać mechanizm dokonywania zmian instytucjonalnych, sprzyjających lub ograniczających długofalowy rozwój gospodarczy.

Adam Noga jest profesorem ekonomii w Akademii Leona Koźmińskiego, członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Deloitte: 85% firm zwiększa inwestycje w zrównoważony rozwój – działania proekologiczne kluczem do przewagi konkurencyjnej

Firmy na całym świecie są świadome, że działania na rzecz klimatu odgrywają istotną rolę w generowaniu wartości biznesowej i budowaniu przewagi konkurencyjnej, co skłania je do intensyfikacji działań i nakładów na te inicjatywy. Z raportu „2024 CxO Sustainability Report: Signs of a shift in business climate action”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że już 85 proc. organizacji zwiększyło swoje inwestycje w praktyki proekologiczne, co stanowi wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu z poprzednim rokiem. Radzenie sobie z wyzwaniami związanymi ze zrównoważonym rozwojem stanowi priorytet w blisko połowie (45 proc.) ankietowanych firm, stając się nie tylko kwestią odpowiedzialności społecznej, ale także motorem innowacji.

W przeprowadzonym w maju i czerwcu 2024 r. badaniu Deloitte wzięło udział ponad 2 tys. przedstawicieli zarządów (CxO, C-level) z 27 krajów na świecie, reprezentujących najistotniejsze sektory gospodarki. Ankieta miała na celu ocenę obaw i działań podejmowanych przez liderów w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Zielona transformacja przedsiębiorstw

Z raportu wynika, że zmiany klimatu są jednym z najpilniejszych zagadnień dla liderów biznesu, wyprzedzając kwestie polityczne, zmiany w środowisku regulacyjnym oraz trudności w pozyskiwaniu talentów. Aż 70 proc. badanych spodziewa się, że zmiany klimatyczne znacząco wpłyną na ich strategie operacyjne w ciągu najbliższych trzech lat. Dodatkowo, co drugi przedstawiciel C-level deklaruje, że już teraz rozpoczął wdrażanie rozwiązań technologicznych, które mają pomóc w osiągnięciu celów środowiskowych, a kolejne 42 proc. planuje ich wprowadzenie w perspektywie dwóch lat. Ponad połowa z tych, którzy aktualnie wykorzystują technologię, w tym sztuczną inteligencję, twierdzi, że używa jej do opracowywania bardziej zrównoważonych produktów i usług.

Przedsiębiorstwa dostrzegają dziś potencjał w dążeniu do gospodarki niskoemisyjnej. To już nie tylko kwestia dostosowania się do regulacji, ale przede wszystkim sposób na tworzenie innowacyjnych produktów i przewagi konkurencyjnej. Droga do osiągnięcia neutralności emisyjnej wpłynie na zmiany w niemal każdym aspekcie globalnej gospodarki. Dlatego tak ważne jest, aby organizacje, wdrażając strategie biznesowe wyprzedzały zachodzące zmiany i angażowały się w aktywności wspierające aspekty ESG, a w szczególności zieloną transformację podkreśla Julia Patorska, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Reakcja na aktualne wyzwania

Firmy na całym świecie zaczynają odczuwać skutki zmian klimatu, co ma bezpośredni wpływ na ich działalność i rentowność. Spośród wszystkich ankietowanych przedstawicieli zarządów 45 proc. deklaruje, że było bezpośrednio narażonych na konsekwencje poważnych powodzi, 41 proc. na ekstremalne upały, a 39 proc. na dotkliwą suszę i niedobór wody. Skala niebezpiecznych zjawisk pogodowych sprawia, że ponad trzy czwarte (76 proc.) respondentów potwierdza, że zmiany klimatu niepokoją ich przez cały czas lub przez większość czasu. Jest to znaczny wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy takie obawy zgłosiło 62 proc. badanych.

Mimo tego, 92 proc. kadry kierowniczej wyższego szczebla wyraża optymizm względem dotychczasowo podejmowanych na świecie działań w celu niwelowania negatywnych skutków zmian klimatycznych. Firmy nie pozostają bierne i skupiają się na przekształcaniu swoich modeli biznesowych z uwzględnieniem w nich kwestii dotyczących zrównoważonego rozwoju. Przy czym 45 proc. z nich stawia wyzwania klimatyczne w centrum swojej strategii biznesowej, a 35 proc. uwzględnia je w swoich działaniach, jednak nie mają one bezpośredniego wpływu na ich główny model biznesowy. Natomiast 14 proc. koncentruje się głównie na stopniowych zmianach operacyjnych w kierunku zrównoważonego rozwoju. Autorzy raportu zwracają uwagę, że chociaż największe firmy pozostają liderami zmian, kluczową rolę w transformacji odegrają te, które już teraz podejmują w tym zakresie ważne działania o mniejszej skali.

Zrównoważony rozwój nie może być przywilejem dla nielicznych. Jeśli chcemy wywołać pozytywny wpływ, to w działania proekologiczne powinna zaangażować się większa liczba firm. Ważne jest, aby przedsiębiorstwa miały dostęp do odpowiednich narzędzi i zasobów, które pomogą im wdrożyć zrównoważone praktyki na dużą skalę. Kluczowe działania, które firmy mogą podjąć, już teraz obejmują ścisłą współpracę z dostawcami w zakresie spełniania kryteriów ESG, rozwój nowych, przyjaznych środowisku produktów oraz wdrażanie technologii wspierających realizację celów klimatycznych. Równie ważne jest zaangażowanie szerokiego kręgu interesariuszy oraz współpraca międzysektorowa, które mogą przyspieszyć innowacje w celu osiągniecia zakładanych ambitnych celów podsumowuje Julia Patorska.

EBC przygotowuje się do kolejnej obniżki stóp procentowych

Co jeszcze kilka tygodni temu wydawało się mało prawdopodobne, teraz jest powszechnie oczekiwane. Europejski Bank Centralny powinien przyspieszyć tempo cyklu rozluźnia, dokonując w czwartek kolejnej obniżki o 25 pb. po takim samym ruchu we wrześniu.

Kluczowe punkty:

  • Rada Prezesów ma ponownie obniżyć stopy o 25 pb.
  • Oczekuje się redukcji stopy depozytowej do 3,25%.
  • Nie będzie nowych projekcji EBC.
  • Uwagę skupią komentarze prezeski Lagarde.
  • Raczej nie będzie klarownego forward guidance stóp procentowych.
  • Lagarde ma podkreślić zależność od danych.
  • Spodziewamy się kolejnego cięcia w grudniu i co kwartał w 2025 r.

W przeciwieństwie do Rezerwy Federalnej w USA, która realizuje podwójny mandat mający na celu zapewnienie zarówno stabilności cen, jak i promowanie zatrudnienia, EBC za jedyny cel obrał inflację na poziomie 2%. Rośnie jednak poczucie, że decydenci w nadmiernym stopniu skupili się na kontrolowaniu presji cenowej, nie biorąc przy tym wystarczająco pod uwagę utrzymującej się słabości gospodarki strefy euro.

Gospodarka strefy euro nie złapała wiatru w żagle

Ze względu na brak aktualnych odczytów ze wspólnego bloku inwestorzy przywiązują dużą wagę do wskaźników PMI, by ocenić obecny stan gospodarki i jej perspektywy – które nie wyglądają dobrze. Na początku września, jeszcze przed ostatnim posiedzeniem EBC, dynamika PKB w II kwartale została zrewidowana w dół, wskazując na spowolnienie i wzrost o zaledwie 0,2% w ujęciu kwartalnym. Obserwowany bacznie zbiorczy PMI spadał niemal w każdym miesiącu od czerwca, a we wrześniu po raz pierwszy od stycznia znalazł się poniżej granicznego poziomu 50 pkt.1. Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Mniej aktualne twarde dane nie są dużo lepsze. Przybywa dowodów, że gospodarka strefy euro traci momentum, nim zdążyła na dobre złapać wiatr w żagle – choćby zamówienia fabryk w Niemczech odnotowały w sierpniu największy spadek od stycznia. EBC zrewidował we wrześniu w dół swoje projekcje PKB, 0,8% w 2024 r. wydaje się obecnie optymistyczną prognozą. Wiadomości dotyczące nowych środków stymulacji w Chinach rozbudziły nieco nadzieje, bilans ryzyk dla wzrostu wciąż jednak wydaje się skierowany w dół.

Z EBC płyną gołębie komunikaty

Pogorszenie odczytów gospodarczych nie umknęło uwadze EBC. Kilkoro członków Rady Prezesów zasygnalizowało, że na posiedzeniu w październiku może dojść do cięcia, przy czym prezes francuskiego banku centralnego, Francois Villeroy de Galhau, wprost stwierdził, że EBC prawdopodobnie obniży w tym miesiącu stopy procentowe.

Nawet prezeska Christine Lagarde, która we wrześniu zaskoczyła rynki jastrzębimi komunikatami skupionymi na obawach inflacyjnych, zasugerowała cięcie. Stwierdziła, że „ostatnie wydarzenia wzmacniają przekonanie Rady Prezesów, że inflacja powróci do celu w odpowiednim czasie”, dodając, że „weźmie to pod uwagę podczas kolejnego posiedzenia dotyczącego polityki monetarnej w październiku”.

Inflacja znajduje się obecnie poniżej celu 2%, a wzrost płac w bloku zwalnia, jest to więc silny argument za skupieniem komunikacji EBC na aktywności gospodarczej. Mimo to uważamy, że Lagarde będzie wciąż powtarzać, że bank pozostaje zależny od danych i podejmuje decyzje z posiedzenia na posiedzenie. Jasne wskazówki dotyczące harmonogramu dalszych cięć stóp procentowych byłyby zaskakujące i bez wątpienia wywołałyby zamieszanie zarówno na rynku stopy procentowej, jak i walutowym.

2. Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)

Kolejne cięcie stóp EBC już w grudniu

Rynki niemal w pełni wyceniają cięcie o 25 pb. w tym tygodniu, co oznacza, że sama decyzja nie będzie miała raczej istotnego wpływu na euro. Uwaga skupi się na sygnałach płynących do nas poprzez komunikaty banku. Szczególnie interesujący będzie ton wypowiedzi na temat stanu gospodarki strefy euro i perspektyw jej wzrostu. jako że wszelkie zwiększenie obaw wśród decydentów może wskazywać na to, że EBC jest gotów obniżać stopy procentowe szybciej, niż wycenia obecnie rynek.

Obecnie trzecie z rzędu cięcie o 25 pb. na posiedzeniu w grudniu wydaje się wysoce prawdopodobne – również ono jest właściwie w pełni wyceniane w kontraktach swap. Wątpliwości dotyczą w dużej mierze tempa cieć w 2025 r. Podtrzymujemy naszą opinię, że stopy będą obniżane co kwartał. Wszelkie sugestie ze strony EBC, że bardziej agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej może być konieczne, by wstrzymać spowolnienie gospodarcze w bloku, mogą ciążyć w tym tygodniu euro.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (17.10) o godz. 14.15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk; Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Pokolenie Z ceni relacje w pracy, ale międzypokoleniowa współpraca wciąż wyzwaniem

Przedstawiciele pokolenia Z cenią sobie dobre relacje w pracy, a dzięki swoim unikatowym cechom mogą prawdziwie wzbogacać międzypokoleniowe zespoły. Tymczasem, jak wynika z raportu Hays Poland i Fundacji OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy”, nie zawsze się to udaje, a pomiędzy różnymi generacjami w miejscu pracy pojawiają się niezrozumienie i nieufność. O ile zadowolonych ze współpracy ze starszymi pokoleniami jest 71 proc. Zetek, o tyle już tylko 57 proc. starszych koleżanek i kolegów ma na ten temat pozytywną opinię.

Międzypokoleniowe zespoły umożliwiają wymianę różnorodnych doświadczeń oraz wiedzy, wzajemne inspirowanie się oraz wzmacnianie innowacyjności. Aby jednak możliwe było pełne wykorzystanie tego potencjału, potrzebne są dobre chęci – zarówno po stronie pracodawców, jak i młodszych oraz starszych pracowników. Szczególne znaczenie mają tutaj dobra komunikacja i współpraca. Brak otwartości czy zrozumienia drugiej strony, a także kierowanie się często nieuświadomionymi uprzedzeniami może bardzo negatywnie wpłynąć na cały zespół i osoby w nim zatrudnione.

CEL JEST WSPÓLNY, ALE ZETKI SĄ BLIŻEJ JEGO OSIĄGNIĘCIA

Choć zarówno pracownicy z pokolenia Z (osoby urodzone po 1997 roku), jak i ich starsi koledzy oraz pracodawcy przeważnie dobrze oceniają komunikację i współpracę międzypokoleniową, to wśród Zetek odsetek optymistów jest wyraźnie wyższy. Komunikacja i współpraca ze starszymi pokoleniami wypada pozytywnie w oczach odpowiednio 72 i 71 proc. osób z pokolenia Z. Jednocześnie już tylko 63 i 57 proc. pracowników oraz pracodawców ze starszych generacji wypowiada się w tej kwestii pozytywnie o młodych.

Takie wnioski płyną z raportu agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy” z października 2024 roku, w którym wypowiedziało się blisko 450 młodych pracowników – osób do 26 roku życia z pokolenia Z – i niemal 370 pracodawców reprezentujących pozostałe, starsze pokolenia.Wykres 1 Hays Poland_OFF school

Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy”, październik 2024

Jak zauważa Agnieszka Kolenda, Executive Director w Hays Poland: „Fakt, że to młodzi częściej pozytywnie oceniają komunikację i współpracę ze starszymi współpracownikami, niż oni z Zetkami, może wynikać głównie z ich mniejszego doświadczenia zawodowego. Osoby z pokolenia Z wchodzące na rynek pracy nie mają aż tak wyraźnego punktu odniesienia czy skonkretyzowanych oczekiwań popartych współpracą z innymi pracodawcami, co ich koleżanki i koledzy z większym stażem. Stąd też na początku często akceptują szefa, zespół czy praktyki w firmie takimi, jakie są.”

Młodzi, mimo że często mają jasno określoną wizję satysfakcjonującej pracy, to nie zawsze są świadomi tego, że relacja z zespołem lub przełożonym mogłaby wyglądać lepiej lub inaczej. Po drugiej stronie znajdują się natomiast przedstawiciele generacji Baby Boomers, X czy Y, którzy posiadają większe doświadczenie, preferowane sposoby wykonywania pracy i nierzadko sentyment do konkretnych sytuacji czy okresów w karierze. Z tego powodu mogą potrzebować trochę więcej czasu na zrozumienie odmiennych postaw czy też zmian, które chcą wprowadzać młodsi współpracownicy.

MŁODZI PRACOWNICY CHCĄ PISAĆ, A PRACODAWCY ROZMAWIAĆ

Mniejsze zadowolenie starszych pokoleń z komunikacji z młodymi może wynikać również z niedopasowania jej formy do osobistych preferencji. Badanie wykazało, że większość firm (41 proc.) praktykuje komunikację tekstową, która jest jednocześnie najbardziej atrakcyjna dla osób z pokolenia Z (37 proc.). Starsi współpracownicy i pracodawcy przyznają jednak, że rozmowy z młodymi wolą przeprowadzać głównie na żywo, w cztery oczy (44 proc.), na co mniej chętne są same Zetki (33 proc.).

Potrzeba bezpośredniego kontaktu ze strony pracodawców może wynikać z faktu, iż taki rodzaj komunikacji jest potencjalnie bardziej przejrzysty, szczery i ułatwia zrozumienie drugiej osoby. Bez wątpliwości usprawnia również budowanie relacji opartych na zaufaniu. Dobrym rozwiązaniem może być zatem znalezienie rozwiązania pośredniego, które przynajmniej częściowo usatysfakcjonuje obie strony.

Jednak kluczem do wzmacniania satysfakcji wszystkich pracowników w zakresie komunikacji i współpracy, jest przede wszystkim otwarte nastawienie oraz wzajemne zrozumienie. „Odpowiednia postawa wobec drugiej osoby powinna zakładać równość i szacunek, niezależnie od jej wieku, płci czy innych czynników demograficznych. Zarówno osoby z pokolenia Z, jak i ich starsi współpracownicy oraz przełożeni powinni uświadomić sobie potencjalne uprzedzenia, które mogą utrudniać im budowanie partnerskich relacji. Niezbędna jest także elastyczność, umiejętność wypracowywania kompromisów oraz wiara w dobre intencje i umiejętności drugiej osoby. Nawet jeśli początkowo różni nas więcej, niż łączy.” – dodaje Agnieszka Kolenda z Hays.

CO O ZETKACH SĄDZĄ STARSI WSPÓŁPRACOWNICY I PRACODAWCY?

Choć osobowość oraz zachowania w pracy są indywidualnymi, zależnymi od danej osoby aspektami, to każde pokolenie wskazuje szereg cech i postaw określanych jako charakterystyczne przez przedstawicieli innych generacji.

Osoby z pokoleń Baby Boomers, X czy Y dostrzegają w Zetkach wiele wartościowych cech. Za największą zaletę czy też pozytywną przesłankę o młodych uważają kreatywność (51 proc.) i otwartość na różnorodność oraz kwestie ekologiczne (42 proc.). Doceniają również ich otwartość na naukę i feedback. Jako największe wady Zetek wskazują z kolei brak odpowiedzialności i zaangażowania (50 i 48 proc.), a także zdolności pracy pod presją (33 proc.). Słabo w ich oczach wypadają również umiejętności komunikacyjne młodych.Wykres 2 Hays Poland_OFF school

Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy”, październik 2024

Wskazany zestaw cech świadczy o tym, że Zetki mają wiele ciekawych pomysłów oraz innowacyjne podejście do aktualnych wyzwań świata. Chcą się uczyć, rozwijać i poszukiwać autorytetów. „Zetki mają świadomość, że ich przyszłość może być bardzo zmienna. Funkcjonując „tu i teraz”, chcą żyć w zgodzie ze sobą oraz strzec swoich potrzeb i wartości – możliwości zdobywania wiedzy, nowych umiejętności i doświadczeń oraz budowania pozytywnych, partnerskich relacji. Jest to dla nich najcenniejsza forma „majątku” i najtrwalszy kapitał wspierający ich rozwój w nadchodzących latach” – podkreśla Grzegorz Święch, współzałożyciel Fundacji OFF school.

Z drugiej strony, z uwagi na brak dużego doświadczenia zawodowego i wiedzy na temat funkcjonowania środowiska biznesowego, młodzi mogą potrzebować więcej czasu oraz wsparcia, aby w pełni zrozumieć zasady i cel swojej pracy.

CO O STARSZYCH WSPÓŁPRACOWNIKACH I PRACODAWCACH SĄDZĄ ZETKI?

Według młodych największą zaletą środowiska pracy lub starszych koleżanek i kolegów z zespołu są dobre relacje ze współpracownikami (62 proc.). Liczy się także jasna i szczera komunikacja, transparentność w kwestii wynagrodzeń oraz relacje z przełożonym oparte na zaufaniu. Za największe wady młodzi uważają natomiast przemoc słowną lub emocjonalną i mobbing (85 proc.), złe relacje w zespole oraz oczekiwanie pracy w nadgodzinach.Wykres 3 Hays Poland_OFF school

Źródło: Raport Hays Poland i OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy”, październik 2024

Wbrew powszechnym, często negatywnym opiniom o pokoleniu Z, młodzi nie mają zatem skrajnie odmiennych oczekiwań względem środowiska pracy. Najczęściej zależy im na tym, aby być częścią zespołu, w którym panuje pozytywna atmosfera, wzajemny szacunek oraz wsparcie, a także jasna komunikacja ułatwiająca współpracę i rozwiązanie każdego problemu.

Zetki mogą być idealnym uzupełnieniem międzypokoleniowych zespołów i świetnym wsparciem w wielu inicjatywach, m.in. CSR oraz z zakresu DE&I. Pierwszym krokiem do dostrzeżenia ich potencjału oraz możliwości, powinno być podejście do nich jak do równych partnerów biznesowych i porzucenie stereotypów.

O RAPORCIE

Raport agencji doradztwa personalnego Hays Poland i Fundacji OFF school „Gen Boost. Młodzi na rynku pracy” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym we wrześniu 2024 roku wśród blisko 450 pracowników z pokolenia Z oraz niemal 370 pracodawców. Jego celem jest przedstawienie sytuacji pokolenia Z na rynku pracy, ich zalet oraz sposobu na budowanie międzypokoleniowych, różnorodnych zespołów. Publikacja została opatrzona patronatem Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Inflacja w Polsce we wrześniu 2024 r. na poziomie 4,9% r/r – szczyt prognozowany na I kwartał 2025 r.

Ostateczny odczyt inflacji we wrześniu 2024 r. wyniósł 4,9 proc. r/r i był zgodny ze wstępnym szacunkiem.

Aktualne prognozy rynkowe wskazują, że dodatnia dynamika wzrostu cen będzie utrzymywać się do okolic I kwartału 2025 r., kiedy powinien pojawić się szczyt inflacji.

Wysokość inflacji w szczycie będzie zależeć od wdrożonych działań osłonowych na 2025 r., które poznamy bliżej końca bieżącego roku. W międzyczasie w listopadzie poznamy projekcję inflacji NBP, który przybliży kształtowanie się szczytu inflacji w nadchodzących miesiącach.

Konsensus rynkowy zakłada, że pierwszych obniżek stóp procentowych powinniśmy doświadczyć wiosną 2025 r.

Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski

Jak dolar może zareagować na wyniki wyborów w USA?

Szykują się niezwykle zacięte wybory prezydenckie w USA – wyniki sondaży sugerują, że szanse obojga kandydatów na zwycięstwo są właściwie takie same. Jak wyniki mogą wpłynąć na rynek walutowy? Uważamy, że pod rządami Harris – niezależnie od wyniku wyborów do Kongresu – dolar byłby przynajmniej nieznacznie słabszy. Z kolei po wyborze Trumpa może zyskać. Osłabiłyby się za to waluty ryzykowne i wzrosłaby zmienność.

Kluczowe punkty:

  • Sondaże sugerują, że szanse Harris i Trumpa na wygraną są bardzo zbliżone.
  • Harris prowadzi w swing states, rynki są podzielone 50/50.
  • Kongres ma być podzielony. Nastąpić ma zwrot o 180° względem midterms z 2022 r.
  • Harris opowiada się za wyższymi podatkami i ekspansją fiskalną.
  • Trump chce wprowadzić niższe podatki i wysokie cła importowe.
  • Wygrana Trumpa naszym zdaniem byłaby pozytywna dla dolara, negatywna dla walut EM.
  • Postawa Trumpa wobec dolara zaciemnia perspektywy dla rynku FX.

Nieco zaskakująca, choć zapewne nieunikniona, rezygnacja prezydenta Joe Bidena w lipcu zwiększyła niepewność dotyczącą wyborów. W przeciwieństwie do Bidena, który pozostawał w tyle za Donaldem Trumpem zarówno w ogólnokrajowych sondażach, jak i w ankietach w wielu swing states, Kamala Harris wydaje się mieć obecnie niewielką przewagę w nadchodzącym głosowaniu 5 listopada. Biorąc jednak pod uwagę brak trafności wcześniejszych sondaży, szczególnie dotyczących wyborów w 2016 i 2020 r., i wysoką liczbę niezdecydowanych, wynik tegorocznych wyborów jest równie trudny do przewidzenia jak rzut monetą.

Rynki finansowe jak dotąd reagują na polityczną niepewność w ograniczonym zakresie. Jednomiesięczna implikowana zmienność kursu EUR/USD wzrosła w oczekiwaniu na głosowanie, jednak zaledwie do maksimów z połowy czerwca i poziomu tylko nieznacznie wyższego niż w ostatnim czasie. Spodziewamy się, że inwestorzy mogą nałożyć większą premię od ryzyka w miarę zbliżania się dnia wyborów, szczególnie jeśli sondaże w dalszym ciągu nie będą wskazywać zwycięzcy lub wzrośnie momentum kampanii Trumpa. Niejasny pozostaje również wpływ wyniku głosowania na waluty, w szczególności wygranej Trumpa i pełnego przejęcia rządów przez Republikanów. Może to doprowadzić do większego niepokoju na rynku bliżej wyborów.

Wykres 1: Jednomiesięczna implikowana zmienność kursu EUR/USD
(październik 2023 – październik 2024)

1. Jednomiesięczna implikowana zmienność kursu EUR_USD (październik 2023 – październik 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 07.10.2024

Kto obecnie wysuwa się na prowadzenie w sondażach i jak wybory mogą wpłynąć na politykę USA oraz waluty? Poniżej przedstawiamy nasze przemyślenia.

Kto według sondaży zwycięży w listopadowych wyborach?

Długo wyczekiwana wrześniowa debata telewizyjna pomiędzy kandydatami – pierwsza i ostatnia – zdaniem rynku przechyliła nieznacznie szalę na korzyść Harris. Ma ona jednak tylko minimalną przewagę zarówno w ogólnokrajowych, jak i w stanowych sondażach. W krajowym sondażu RealClearPolitics Harris ma obecnie poparcie 49,1% w głosowaniu powszechnym, Trump zaś 46,9%. Jest to spora zmiana względem końca kampanii Bidena, kiedy to Trump miał przewagę wynoszącą ok. 3 pp.

Wykres 2: Sondażowe wyniki wyborów prezydenckich w USA
(październik 2023 – październik 2024)

2. Sondażowe wyniki wyborów prezydenckich w USA (październik 2023 – październik 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 07.10.2024

Według ankieterów Pew Research Center najważniejszą kwestią dla zarejestrowanych głosujących pozostaje stan amerykańskiej gospodarki (81% względem 79% w 2020 r.), w dalszej kolejności są to opieka zdrowotna (65%), nominacje do Sądu Najwyższego (63%), polityka zagraniczna (62%), przestępstwa z użyciem przemocy (61%) oraz imigracja (61%). Wydaje się, że Harris ma przewagę na płaszczyznach takich jak opieka zdrowotna, kwestie związane z rasą i zjednoczeniem kraju. Siła Trumpa tkwi w kwestiach gospodarki, imigracji i spraw zagranicznych, jedną z największych słabości jego kampanii prezydenckiej wydaje się zaś postawa Republikanów wobec aborcji.

Prezydent nie jest jednak wybierany w głosowaniu powszechnym i zdarzało się, że kandydat cieszący się mniejszym poparciem zwyciężał w wyborach elektoralnych – jak w przypadku wygranej Trumpa w 2016 r. W amerykańskim systemie wyborczym każdy stan ma na podstawie liczby ludności przypisaną daną liczbę elektorów. W każdym stanie, z wyjątkiem Maine i Nebraski, kandydat z największą liczbą głosów otrzymuje wszystkie miejsca na zasadzie „zwycięzca bierze wszystko”. Do odniesienia zwycięstwa wymagane jest zdobycie ponad połowy głosów, czyli co najmniej 270.

Wyniki w większości stanów wydają się przesądzone, wybory będą więc jak zawsze zależały od wygranych w kilku swing states, którymi w tym roku wydają się Arizona, Georgia, Michigan, Nevada, Karolina Północna, Pensylwania i Wisconsin. Zgodnie z ostatnimi sondażami Harris ma nieznaczną przewagę wynoszącą nie więcej niż 2 pp. w czterech z siedmiu wymienionych stanów. Pokrywa się to z sondażem 270toWin, zgodnie z którym Demokraci są na prowadzeniu w Michigan (58,3%), Nevadzie (60,8%), Pensylwanii (55,3%) i Wisconsin (57,3%), Republikanie zaś są na drodze do przejęcia kontroli w Arizonie (58,9%), Georgii (58,3%) i Karolinie Północnej (59,3%).

Wykres 3: Sondaże prezydenckie w swing states (na dzień 07.10.24)

Wykres 3: Sondaże prezydenckie w swing states (na dzień 07.10.24)

Źródło: New York Times Data: 07.10.2024

Zgodnie ze wspomnianym modelem od 270toWin Demokraci powinni zdobyć 276 głosów, Republikanie zaś 262. Choć to dostatecznie dużo, by Kamala Harris wygrała wybory, niewiele musiałoby się zmienić względem tych projekcji, by prezydentem został ponownie Donald Trump. Wystarczyłoby, aby w Michigan (15 głosów elektorskich), Pensylwanii (19) lub Wisconsin (10) zamiast Demokratów wygrali Republikanie (zakładając zgodny z oczekiwaniami wynik w pozostałych stanach).

Bukmacherzy przypisują obecnie Harris i Trumpowi równe szanse wygranej. PredictIt, jeden z preferowanych przez nas barometrów wydarzeń politycznych, wskazuje na kandydatkę Demokratów (53% do 51%), a sytuacja ta nie zmienia się od końca lipca. Podobny model od Polymarket daje jednak nieznaczną przewagę Trumpowi (52,8% vs. 46,4%). Warto przy tym pamiętać, że sondaże mają na koncie niedoszacowania poparcia dla Republikanów – było tak w przypadku ośmiu z ostatnich jedenastu wyborów. Rzeczywisty wynik Trumpa był lepszy zarówno w 2016 (+4,2 pp.), jak i 2020 r. (+3,2 pp.). Zobaczymy, czy zmiany wprowadzone od tamtego czasu przez ankieterów korygują te błędy. Podejrzewamy, że do pewnego stopnia tak, ale nie można mieć co do tego pewności.

Wykres 4: Implikowane prawdopodobieństwo zwycięstwa w wyborach prezydenckich wg Polymarket (sierpień 2024 – październik 2024)

4. Implikowane prawdopodobieństwo zwycięstwa w wyborach prezydenckich wg Polymarket (sierpień 2024 – październik 2024)

Źródło: Polymarket Data: 07.10.2024

Amerykanie wybierać będą również skład Kongresu, czyli amerykańskiego parlamentu, składającego się z Izby Reprezentantów i Senatu. Do obsadzenia będą wszystkie 435 miejsc w Izbie i 34 ze 100 miejsc w Senacie. Jak zawsze będzie to również bardzo istotne dla reakcji rynku, od składu Kongresu zależeć będzie bowiem zdolność prezydenta i jego partii do ustanowienia zmian politycznych. Polymarket wskazuje obecnie na impas, w którym Demokraci (63%) przejmują Izbę, zaś Republikanie (72%) Senat, co byłoby zmianą o 180° względem wyborów śródokresowych (midterms) z 2022 r.

Wykres 5: Prawdopodobieństwo wyników wyborów do Kongresu wg Polymarket
(na dzień 07.10.2024)

Wykres 5: Prawdopodobieństwo wyników wyborów do Kongresu wg Polymarket

Źródło: Polymarket Data: 07.10.2024

Podzielony Kongres, w którym Demokraci przejmą Izbę, a Republikanie Senat – lub odwrotnie – wywołałby zapewne bardziej ograniczoną reakcję walut w obu kierunkach. W tych scenariuszach większość postulatów przedstawionych przez Harris lub Trumpa będzie zapewne złagodzona lub trudna do przeforsowania. Wyjątek stanowią działania dotyczące polityki zagranicznej, będące w pełni w ręku prezydenta – w przypadku zwycięstwa Trump nie musi zdawać się na kontrolę Kongresu przez Republikanów, by wprowadzić swoje plany celne.

W rzadkich przypadkach Kongres jest w całości kontrolowany przez partię, z której nie wywodzi się prezydent, co jeszcze bardziej utrudnia wprowadzanie zmian politycznych. Choć taki polityczny pat zdarza się po wyborach śródokresowych, ostatnim przypadkiem, gdy doszło do tego po wyborach prezydenckich, była wygrana George’a H.W. Busha w 1989 r.

Jakie implikacje polityczne niosą wybory?

Kamala Harris (Demokraci)

Zapewne najbardziej znaczącą dla rynków zmianą polityczną podczas prezydentury Kamali Harris – jeśli jej propozycje przeszłyby przez Kongres – byłyby wyższe niż pod władzą Trumpa podatki. Podczas swojej kampanii Harris przedstawiła plan podniesienia podatku dla przedsiębiorstw z 21% do 28%, a podatku od zysków kapitałowych z 20% do 28% (stawka ta byłaby jednak znacznie niższa od proponowanych przez Bidena 39,6%). Podatek dochodowy niemal by się nie zmienił, poza niewielkim wzrostem z 37% do 39,6% dla najwyższego progu, czyli Amerykanów zarabiających powyżej 400 000 USD rocznie, którym podniesiono by również składki zdrowotne.

Polityka fiskalna w dalszym ciągu byłaby ekspansywna – Harris przedstawiła plany zwiększenia inwestycji w nieruchomości mieszkalne, edukację i infrastrukturę. Zgodnie z analizą Uniwersytetu Pensylwanii (Penn-Wharton Budget Model) doprowadziłoby to w ciągu najbliższej dekady do zwiększenia wydatków o 2,3 bln USD oraz zwiększenia deficytu pierwotnego o 1,2 bln USD (2 bln, jeśli weźmie się pod uwagę oczekiwany spadek aktywności gospodarczej). Choć powyższe z pewnością nie rozwiąże to problemu USA z długiem, model przewiduje znacznie pokaźniejsze, bo o 5,8 bln USD, zwiększenie deficytu pod rządami Trumpa – a należy zaznaczyć, że szacunki nie biorą pod uwagę części jego ostatnich propozycji.

W kontekście polityki zagranicznej Harris popiera postawę Bidena wobec Chin i wysiłki mające na celu ograniczenie eksportu półprzewodników do tego kraju. Oziębłe stosunki między USA a największą azjatycką gospodarką zapewne się nie zmienią, protekcjonizm będzie jednak znacznie mniejszy niż w przypadku Trumpa, a wszelkie cła nie będą tak wysokie. Harris zobowiązała się również do dalszego wspierania Ukrainy „tak długo, jak będzie trzeba”, nie pozostawiając przy tym wątpliwości dotyczących członkostwa USA w NATO.

Donald Trump (Republikanie)

Druga kadencja Donalda Trumpa w Białym Domu zwiastowałaby powrót do wielu reform, które wprowadził po wygranej w 2016 r. W kontekście krajowym Trump mógłby próbować przedłużyć swoją reformę podatkową z 2017 r. (Tax Cuts and Jobs Act) – obecnie obowiązuje ona do 2025 r. – co zapewniłoby utrzymanie stałego podatku dla przedsiębiorstw na poziomie 21%. Przedstawił on również plany rozszerzenia odpisu podatku na dzieci oraz zwolnienia z podatków od składek na ubezpieczenie społeczne i dochodu z napiwków, co oznaczałoby zmniejszenie wpływów z podatków o ok. 10,5 mld USD – uchwalenie ich w takiej postaci jest mało prawdopodobne, nawet jeśli Republikanie będą kontrolować Kongres.

Spodziewalibyśmy się powrotu do podejścia „America First”, które charakteryzowało pierwszą kadencję Trumpa. Powtórzył on swoje zobowiązanie do wprowadzenia min. 10% cła na produkty importowane z większości krajów, by promować amerykańską produkcję i zwiększyć wpływy z podatków. Nie szacuje się jednak, by w krajowym budżecie wyrównało to straty spowodowane rozszerzeniem cięć krajowych podatków. Trump planuje również zakończenie niesprawiedliwych jego zdaniem taktyk handlowych poprzez nałożenie co najmniej 60% cła na towary z Chin. Prawdopodobnie pojawiłyby się wątpliwości dotyczące członkostwa USA w NATO, zwiększyły zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy, a część jej produkcji przemysłowej przeniosłaby się na drugą stronę Atlantyku, co stanowiłoby pewne ryzyko dla europejskiej gospodarki i euro.

Wykres 6: Trzydniowa zmiana procentowa kursu USD/CNY po zapowiedzi zmian ceł w USA

Wykres 6: Trzydniowa zmiana procentowa kursu USD/CNY po zapowiedzi zmian ceł w USA

Źródło: LSEG Datastream Data: 07.10.2024

 

Jak wyniki wyborów mogą wpłynąć na rynek walutowy?

Jak wspomnieliśmy, dotychczasowa reakcja rynków finansowych na nadchodzące wybory była stosunkowo ograniczona, z pewnością ulegnie to jednak zmianie bliżej dnia głosowania, szczególnie jeśli sondaże będą w dalszym ciągu wskazywać na remis. Rynki nie lubią niepewności, a perspektywa rzutu monetą między dwojgiem kandydatów, gdy Amerykanie będą oddawać głosy, spowoduje prawdopodobnie wzrost zmienności i awersji do ryzyka – w kontekście rynku walutowego standardowo oznacza to silniejszego dolara. Będziemy obserwować zarówno poziomy implikowanej zmienności, czyli szacunki przyszłych fluktuacji, jak i risk reversals, które dzięki mierzeniu różnicy w implikowanej zmienności opcji kupna i sprzedaży są miernikiem kierunkowym.

Kamala Harris (Demokraci)

Byłby to z pewnością scenariusz odznaczający się mniejszą niepewnością. Oznaczałby w dużej mierze kontynuację dotychczasowego status quo w kontekście polityki krajowej i zagranicznej, przy jednoczesnych naciskach Harris na podniesienie podatków po wygaśnięciu w 2025 r. reformy Trumpa. Uważamy, że perspektywa wyższych podatków byłaby dla dolara nieznacznie negatywna, inwestorzy spodziewają się bowiem gorszych wyników amerykańskiej gospodarki oraz niższej inflacji i stóp procentowych Fedu niż pod rządami Trumpa. Rynki wyceniałyby również mniejszy protekcjonizm i wyższy globalny wzrost, szczególnie w Azji, co również mogłoby być dla dolara niekorzystne ze względu na jego status safe haven.

Uważamy, że waluty rynków wschodzących, szczególnie azjatyckie, które są ściśle powiązane z chińską gospodarką (głównie won południowokoreański, baht tajski i ringgit malezyjski), nieznacznie by zyskały. Waluty europejskie również prawdopodobnie doświadczyłyby aprecjacji w związku z niższymi obawami o bezpieczeństwo kontynentu – Harris zobowiązała się do dalszego wspierania Ukrainy i sojuszników z NATO. Zmienność rynkowa byłaby niższa, biorąc pod uwagę uniknięcie nieobliczalnego i chaotycznego stylu przewodzenia Trumpa.

Donald Trump (Republikanie)

Sądzimy, że nacisk Trumpa na obniżenie podatków mógłby prowadzić w krótkim terminie do zwiększenia rozporządzalnego dochodu i większych wydatków konsumenckich. Jeśli Trump miałby możliwość przeforsowania swoich propozycji przez Kongres, wzrost gospodarczy mógłby być początkowo silniejszy. Wyższy popyt konsumencki i gwałtownie rosnący pierwotny deficyt doprowadziłyby jednak prawdopodobnie do wyższej inflacji w USA, co ostatecznie byłoby negatywne dla wzrostu w średnim terminie. Sytuacja mogłaby ulec pogorszeniu przez jego plany celne, które zwiększyłyby ceny importowanych towarów. Trump planował również rozprawienie się z nieposiadającymi dokumentów pracownikami, a jego propozycja deportowania 15–20 mln migrantów mogłaby być szczególnie problematyczna dla sektora rolniczego.

Jednocześnie jesteśmy zdania, że wygrana Trumpa byłaby dla dolara pozytywna. Choć perspektywa wyższej inflacji w USA mogłaby mieć negatywne konsekwencje dla wzrostu w średnim terminie, uważamy, że rynki zareagowałyby przede wszystkim wyceną wyższych docelowych stóp procentowych Fedu. Zwiększone ryzyko spowolnienia globalnego wzrostu, spowodowane amerykańskim protekcjonizmem, oraz geopolityczne również mogłyby prowadzić do obniżenia apetytu na ryzyko i zwiększonych przepływów do safe haven, takich jak dolar.

Sądzimy, że waluty rynków wschodzących, szczególnie azjatyckie, doświadczyłyby wyprzedaży, jako że inwestorzy przygotowywaliby się na wyższe stopy procentowe w USA, większy protekcjonizm, bardziej wahliwą politykę zagraniczną i słabszy wzrost gospodarczy w Chinach. Naszym zdaniem straciłyby również waluty europejskie – ze względu na niepewność dotyczącą NATO, wyższe cła i reshoring. Zmienność rynkowa byłaby bez wątpienia wyższa niż w przypadku rządów Harris.

Czy Trump preferuje słabszego dolara?

Jedną z ważniejszych zagadek dla rynku jest postawa administracji Trumpa wobec amerykańskiej waluty. Zarówno Trump, jak i jego kandydat na wiceprezydenta J.D. Vance w przeszłości opowiadali się za słabszym dolarem, argumentując, że silna waluta ogranicza konkurencyjność amerykańskich firm na globalnym rynku. Nie jest jasne, czy dewaluacja dolara jest dla Trumpa priorytetem – podejrzewamy, że jest ona dość nisko na liście, biorąc pod uwagę, że w ostatnich miesiącach nie wypowiadał się na ten temat.

Nie wiadomo również, jak Trump chciałby ową politykę realizować i jesteśmy bardzo sceptyczni wobec tego, czy faktycznie mogłoby mu się to udać. Wszelkie próby osłabienia dolara miałyby oczywiście implikacje dla rynku walutowego i przedstawione przez nas powyżej poglądy na temat konsekwencji wyborów, szczególnie jeśli Trump próbowałby wpłynąć na niezależność Rezerwy Federalnej poprzez przekonywanie banku centralnego do obniżenia stóp procentowych lub dodruku dolarów.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Niewypłacalności firm: Allianz Trade prognozuje gwałtowne wzrosty w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej w 2024 i 2025 roku

Allianz Trade przedstawił najnowsze prognozy dotyczące niewypłacalności firm na poszczególnych rynkach globalnych. Ameryka Północna, z USA na czele, odnotowuje gwałtowny wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw, który ma się utrzymać w latach 2024-2025. Kanada odnotowuje mniejsze wahania w stosunku do tego trendu. Również Europa Zachodnia i Brazylia w Ameryce Łacińskiej doświadczą znaczącego wzrostu niewypłacalności, podczas gdy inne regiony, takie jak Azja i Europa Środkowo-Wschodnia, zmagają się z różnorodnymi wyzwaniami finansowymi i gospodarczymi.

Ameryka Północna jest liderem globalnego odbicia w zakresie niewypłacalności przedsiębiorstw w 2024 i 2025 r., przy czym w Stanach Zjednoczonych skok ich liczby przedłuży się (+31% w 2024 r. i +12% w 2025 r., z +40% w 2023 r.), a Kanada odnotuje umiarkowany spadek w stosunku do głównego trendu wzrostowego odnotowanego od 2022 r. (odpowiednio +39% i -4% z +41%).

W przypadku Stanów Zjednoczonych „nadrabianie zaległości” odzwierciedla głównie opóźnioną normalizację po nietypowym okresie, w którym połączenie wsparcia państwa i silnego ożywienia zysków po pandemii Covid-19 doprowadziło amerykańskie firmy do gromadzenia buforów finansowych. Te ostatnie były jednak stopniowo wykorzystywane, zwłaszcza przez MŚP, aby poradzić sobie z ostrym zaostrzeniem warunków finansowania w latach 2022-2023, a bardziej ogólnie przez wszystkie firmy zmagające się z koniecznością zmiany swoich modeli biznesowych na dynamicznym, ale wysoce konkurencyjnym rynku wewnętrznym. W 2025 r. spodziewamy się, że miękkie lądowanie amerykańskiej gospodarki doprowadzi do kolejnego znacznego wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw, pomimo ulgi jaką przynosi cykl luzowania polityki pieniężnej. Oznaczałoby to powrót do ponad 27 800 niewypłacalności w 2025 r., nieco powyżej średniej z lat 2016-2019 (23 000), ale nadal na niskim poziomie z perspektywy historycznej (34 000 dla średniej z lat 2000-2020, 41 000 dla średniej z lat 1990-2020).

Jednak w przypadku Kanady liczba niewypłacalności prawdopodobnie osiągnie 15-letni rekord na poziomie ponad 5 100 przypadków w 2024 r., tj. znacznie powyżej (+87%) średniej z lat 2016-2019 (2 750 przypadków), z kolejnym dużym wzrostem tych zdarzeń w hotelarstwie, budownictwie i handlu detalicznym – łącznie odpowiadających za 40% przypadków niewypłacalności. Skok ten można w dużej mierze wytłumaczyć wygaśnięciem terminu spłaty pożyczek Covid, co dodatkowo obciążyło finanse wielu firm – oprócz i tak już wysokich kosztów operacyjnych i kosztów finansowania zewnętrznego w trudnym kontekście niższego wzrostu gospodarczego. W latach 2025 i 2026 spodziewamy się, że ożywienie popytu przyczyni się do pierwszego spadku liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w 2025 r. do nieco mniej niż 5 000 przypadków (-4%), przed większą poprawą w 2026 r. do 4 500 przypadków (-9%).

W Ameryce Łacińskiej Brazylia prawdopodobnie odnotuje znaczny wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w 2024 r. (+33% r/r), co przedłuży trend, który rozpoczął się w 2023 r. (+39%) wraz z ciągłym spowolnieniem gospodarki w ostatnich latach. Patrząc w przyszłość, ponieważ spodziewamy się, że ożywienie aktywności gospodarczej będzie ograniczone, a polityka pieniężna nadal wywierać będzie presję na finanse firm poprzez cykl zacieśniania zapoczątkowany we wrześniu 2024 r., liczba niewypłacalności przedsiębiorstw powinna nadal osiągać wysokie poziomy w nadchodzących latach, z ponad 3400 i 3200 przypadkami odpowiednio w 2025 i 2026 roku.

W Europie Zachodniej spodziewamy się, że 2024 r. będzie kolejnym, trzecim rokiem z rzędu wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw na poziomie regionalnym (+14% r/r z +15% w 2023 r.), co sprawi, że region znacznie przekroczy liczbę przypadków sprzed pandemii (o +22% w porównaniu ze średnią z lat 2016-2019; z +7% w 2023 r.). Holandia (+35% r/r), Irlandia (+33%) i Szwecja (+29%) powinny odnotować największe wzrosty ich liczby, podczas gdy większość krajów nadal odnotowywać będzie dwucyfrowy wzrost, w szczególności rynki Niemiec (+25%), Francji (+18%) i Włoch (+22%). Jednak trzy kraje dla odmiany cechują się osłabieniem (Wielka Brytania i Norwegia) lub nawet odwróceniem trendu spadkowego (Dania). Jak wskazuje nasz model zmiany reżimu niewypłacalności i nasz model niewypłacalności oparty na cyklu koniunkturalnym, w 2025 r. powinien nastąpić szeroko zakrojony, ale umiarkowany w swojej skali spadek liczby niewypłacalności we wszystkich krajach (-3% dla wskaźnika regionalnego), z Niemcami, Włochami, Hiszpanią i Portugalią jako wyjątkami od tego trendu. Będzie to oznaczać, że większość krajów nadal będzie odnotowywać więcej przypadków niewypłacalności niż w latach 2016-19.

W Niemczech liczba niewypłacalności przedsiębiorstw prawdopodobnie będzie nadal rosnąć aż do 2026 roku. Trend wzrostowy, który rozpoczął się w 2023 r., z opóźnieniem w porównaniu z większością innych krajów europejskich, jest na dobrej drodze do zakończenia 2024 r. kolejnym rekordem wzrostu skali niewypłącalności (do +25% r/r z +22% w 2023 r.) – i to przy udziale wszystkich sektorów, w szczególności zaś handlu, usług B2B, budownictwa/nieruchomości i produkcji – także najbardziej znanych firm. Połączenie kwestii zarówno cyklicznych (recesja, warunki finansowania), jak i strukturalnych (konkurencyjność, zielona transformacja) przekłada się na rosnącą liczbę firm zmagających się z trudnym krajobrazem. W tym kontekście oczekiwana niewielka poprawa aktywności gospodarczej ma jedynie złagodzić wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w 2025 r. (+4% r/r, do 23 000 przypadków), a następnie wywrzeć większy wpływ w 2026 r. (-4% do 22 100), ponieważ firmy odczuwać powinny coraz większe odciążenie presji na swoje finanse dzięki niższym kosztom finansowania zewnętrznego wynikającym ze spadku stóp procentowych.

We Francji w 2024 r. zapowiada się nowy rekord liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw. Pomimo oznak złagodzenia w ostatnim okresie, rok bieżący prawdopodobnie zakończy się trzecim z rzędu znacznym wzrostem niewypłacalności (+18% r/r, po +49% i +35% odpowiednio w 2022 i 2023 r.). Roczna liczba osiągnie 67 000 przypadków, tj. znacznie powyżej poziomów sprzed pandemii (+22% powyżej średniej z lat 2016-2019), co potwierdza efekt „nadrabiania zaległości” w stosunku do cyklu gospodarczego i prostej normalizacji po pandemii COVID-19. W rzeczywistości liczba niewypłacalności znacznie przekracza średnią z lat 2010-2019 w wielu sektorach takich jak: transport/magazynowanie, informacja/komunikacja, handel detaliczny, motoryzacja, nieruchomości/finanse/ubezpieczenia, hotele/restauracje oraz usługi, zarówno dla osób fizycznych, jak i firm. Spodziewamy się nieco niższej liczby niewypłacalności przedsiębiorstw w 2025 i 2026 r., ponieważ wzrost PKB ma umiarkowanie przyspieszyć z +1,1% w 2024 r. do +1,4% w 2025 r., do czego przyczyni się poluzowanie warunków kredytowych przez EBC. Nadal oznaczałoby to jednak ponad 60 000 przypadków niewypłacalnych firm w latach 2025 i 2026.

W Wielkiej Brytanii spodziewamy się, że do 2026 r. liczba niewypłacalności przedsiębiorstw utrzyma się na poziomie o około 30% wyższym niż przed pandemią. Pomimo pierwszych oznak plateau, za cały 2024 r. uzasadnione jest oczekiwanie osiągnięcia nowego maksimum niewypłacalności, tj. ponad 29 000 ich przypadków (+5%), co stanowiłoby rekord od 12 lat. Wciąż zwiększa się liczba niewypłacalności w budownictwie, handlu i hotelarstwie (odpowiednio 18% całkowitej liczby przypadków, 15% i 14%). Firmy zmagały się w ostatnich latach z kolejnymi wstrząsami i wyzwaniami, od kwestii związanych z Brexitem i szokiem Covid-19, po silne zacieśnienie polityki pieniężnej i „lepką”, trudna do zwalczenia inflację. Ponieważ w 2025 r. tempo wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii powinno już wzrosnąć, spodziewamy się nadejścia okresu stopniowego zmniejszania presja dla firm, co przełoży się na nieco niższą liczbę niewypłacalności przedsiębiorstw, wynoszącą odpowiednio około 27 500 i 26 300 przypadków w 2025 i 2026 roku.

We Włoszech, po ostatnich niestabilnych latach trend wzrostowy w zakresie niewypłacalności przedsiębiorstw wydaje się być dobrze zakorzeniony, utrwalony – z naprzemiennie dużymi spadkami (2020, 2022) i silnymi odbiciami (2021, 2023). W 2024 r., podobnie jak w 2023 r. niestety wszystkie główne sektory (z wyjątkiem nieruchomości) będą przyczyniać się do wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw, przy znacznym udziale w ich liczbie m.in. handlu (odpowiadającego za 24% wyniku od początku roku według stanu na sierpień 2024 r.), budownictwa (18%), przemysłu (17%) i hotelarstwa (10%). Oczekujemy, że „nadrabianie zaległości” (tj. odwieszanie obowiązków i procedur niewypłacalnościowych – zawieszonych na czas kryzysu) będzie kontynuowane we Włoszech, gdzie liczba niewypłacalności przedsiębiorstw jest nadal znacznie niższa niż przed pandemią (o -17% na koniec 2024 r.) – nawet jeśli kontekst prawny stworzony przez „Codice della crisi e dell’insolvenza”, z nowym postępowaniem pozasądowym, de facto ogranicza oficjalną liczbę niewypłacalności. Przyspieszenie wzrostu gospodarczego prognozowane na lata 2025 i 2026 w porównaniu z 2024 r. będzie jednak niewystarczające, aby zatrzymać trend wzrostu niewypłacalności, co pozwala nam szacować 9 700 niewypłacalności włoskich firm w 2025 r. (+4%) i 10 000 na 2026 r. (+3%).

Hiszpania była jednym z europejskich wyjątków pod względem niewypłacalności przedsiębiorstw, z trendem odwrotnym w porównaniu z innymi krajami: jak widać już w 2020 r. (niewielki spadek), 2021 r. (ogromny wzrost) i 2023 r. (zauważalny spadek, częściowo z powodu tymczasowego strajku pracowników sądów). W 2024 r. odporność gospodarki, z silniejszym niż oczekiwano eksportem towarów i usług niezwiązanych z podróżami, dzięki rekordowemu sezonowi turystycznemu, była kluczem do utrzymania raczej stabilnej liczby niewypłacalności, nawet jeśli roczny wynik zakończy się ich wzrostem (+7% z -27% w 2023 r., przy 4 850 przypadkach) ze względu na efekt bazowy sztucznie niskiego poziomu z 1. kwartału 2023 r. Podczas gdy wszystkie główne sektory już znacznie przekraczają swoją średnią liczbę niewypłacalności z lat 2016-2019, spodziewamy się, że spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego będzie skutkować przedłużaniem się wysokiej liczby niewypłacalności w 2025 r. (+1% do 4 900 niewypłacalności) i 2026 r. (-6% do 4 600 spraw).

W krajach Beneluksu to Holandia wyróżnia się w 2024 r. znacznym wzrostem liczby niewypłacalności przedsiębiorstw, który osiągnie pułap +35%r/r, co wynika z późniejszego niż w innych krajach początku nadrabiania zaległości po pandemii COVID-19 (tj. odwieszenia obowiązków i procedur niewypłacalności). Zauważalny wzrost liczby niewypłacalności w sektorach budowlanym, handlowym i B2C zwiększy ostateczną ich liczbę do 4400 firm, co stanowi siedmioletni rekord, na poziomie 8% powyżej poziomu sprzed pandemii – przy czym wszystkie główne sektory z wyjątkiem handlu przekroczą średnią liczbę niewypłacalności z lat 2016-2019. Patrząc w przyszłość, spodziewamy się, że ożywienie popytu krajowego i zewnętrznego (a wiele holenderskich firm jest silnie narażonych na globalny cykl koniunktury handlowej) doprowadzi do stopniowej poprawy sytuacji niderlandzkich przedsiębiorstw, co przełoży się na pewną stabilizację liczby ich niewypłacalności do około 4300 przypadków (-2% i -1% odpowiednio w 2025 i 2026 r.).

W Belgii, gdzie nadrabianie zaległości w zakresie niewypłacalności przedsiębiorstw rozpoczęło się wcześniej (2022 r.) i już okazało się znaczące, liczba niewypłacalności ma osiągnąć 10-letni rekord w 2024 r., z ponad 11 000 przypadków (+8%) – i zauważalnym wzrostem ich liczby w budownictwie, transporcie i logistyce. W latach 2025 i 2026 spodziewamy się, że poprawa warunków gospodarczych i finansowych, choć umiarkowana, będzie sprzyjać zmniejszeniu liczby niewypłacalności belgijskich przedsiębiorstw, ze stopniowym powrotem do średniej z lat 2016-19 do końca 2026 r., po 10 600 przypadkach w 2025 r. i mniej niż 10 000 przypadków w 2026 r.

Austria jest na drodze do odnotowania w 2024 r.  6 500 niewypłacalności przedsiębiorstw (tj. +20% w porównaniu z 2023 r.), co stanowi rekordową ich liczbę od 2015 r. i trzeci wynik w ogóle – z kolejnym wzrostem w budownictwie i hotelarstwie, a także wzrostem upadłości znanych i dużych firm. Spodziewamy się, że ten szczyt zakończy fazę nadrabiania zaległości w stosunku do sztucznie niskich poziomów w porównaniu z okresem sprzed pandemii, a stopniowe ożywienie gospodarki pozwoli na odwrócenie trendu spadkowego w 2025 r. (-8% do mniej niż 6 000 przypadków) i 2026 r. (-11% do 5 300 przypadków)

Szwajcaria w 2024 r. prawdopodobnie odnotuje nowy rekord liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw, z ponad 8 100 przypadkami, po czwartym z rzędu roku wzrostów (do +11% w 2024 r. po +8% w 2023 r.). Sugeruje to, że fundamenty gospodarcze i finansowe nie są jeszcze wystarczające, aby uniknąć przedłużenia nadrabiania zaległości w zakresie niewypłacalności przedsiębiorstw, które miało już miejsce w 2022 i 2023 r. – nawet po wyłączeniu konkretnych przypadków rozwiązań (restrukturyzacyjnych) z powodów organizacyjnych, które odnoszą się do art. 731b RODO. Oczekujemy, że umiarkowane przyspieszenie wzrostu gospodarczego, wraz z umocnieniem się franka szwajcarskiego w firmach zorientowanych na eksport, ograniczy poprawę sytuacji w zakresie niewypłacalności przedsiębiorstw, których liczba ma pozostać do 2026 r. powyżej poziomów z lat 2018-2019, z ponad 8 000 i 7 400 niewypłacalnych firm odpowiednio w 2025 i 2026 r.

W przypadku Europy Środkowo-Wschodniej, a także Afryki, nasz indeks regionalny wykazuje umiarkowany wzrost w 2024 r. (odpowiednio +8% i +4%), ale wynika to w dużej mierze z różnej dynamiki w poszczególnych krajach. Z jednej strony, większość krajów z rosnącą liczbą niewypłacalności, w szczególności dwa duże rynki: Turcja (+20%), gdzie firmy borykają się z wysokimi kosztami finansowania i spowolnieniem gospodarczym, oraz Rosja (+28%), gdzie, zgodnie z oczekiwaniami, niewypłacalność zaczęła nadrabiać zaległości wraz ze zmniejszającą się (polityczną) chęcią i (finansową) zdolnością rządu do wspierania przedsiębiorstw. Z drugiej strony, głównie RPA (-5%), z przedłużającym się niskim poziomem niewypłacalności, oraz Węgry (-25%), gdzie niewypłacalność została tymczasowo zwiększona przez postępowania dotyczące firm o zerowych/ograniczonych obrotach i firm nieaktywnych. W latach 2025-2026 spodziewamy się, że jeden na trzy kraje regionu odnotuje dalszy, choć łagodniejszy wzrost liczby niewypłacalności, w szczególności Rosja (+16% w 2025 r.) i Turcja (+8%), a dwie trzecie pozostałych krajów odnotują spadek liczby niewypłacalności, co spowoduje spadek wskaźnika regionalnego dla Europy Środkowo-Wschodniej (do -4% odpowiednio w latach 2025 jak i 2026 r.).

W szczególności Polska może w 2025 r. wreszcie rozpocząć odwracanie trendu spadkowego (-11%) po pięciu kolejnych latach wzrostów, co zaowocowało w 2024 r. rekordowym poziomem około 4700 niewypłacalności polskich firm – przypominając, że część tego skoku wynika ze zmian w prawie restrukturyzacyjnym, które ułatwiają i przyspieszają procedury restrukturyzacyjne. Pomimo strukturalnie niskiej rentowności, polskie przedsiębiorstwa powinny w większym stopniu skorzystać na odbiciu aktywności gospodarczej, ponieważ wzrost PKB ma nadal przyspieszać do +3,8% w 2025 roku. Cały region Europy Środkowo-Wschodniej jest jednak narażony na ryzyko wzrostu niewypłacalności związane z (opóźnionymi skutkami) historycznych powodzi, które spustoszyły kilka krajów we wrześniu 2024 r. (Polska, Czechy, Węgry, Rumunia, Słowacja), w zależności od rządowych środków wsparcia dla przedsiębiorstw, a także ubezpieczeń.

W Afryce Maroko wciąż czeka na spadek liczby niewypłacalności. W pewnym momencie powinniśmy zobaczyć mniej „administracyjnych” przypadków niewypłacalności, tj. tych nieaktywnych firm, które wykorzystują procedurę jako nowy prawny sposób wyjścia z rejestru, ale spodziewamy się, że lokalne firmy będą nadal zmagać się z opóźnieniami w płatnościach i dodatkową presją fiskalną – co odłoży trend spadku niewypłacalności do 2026 rokiem.

Azja jest w 2024 r. na dobrej (a raczej z kontekstu – złej) drodze do odnotowania wyższych niż oczekiwano wzrostów niewypłacalności w większości krajów, z dużymi wzrostami w szczególności w Singapurze (+39%), Nowej Zelandii (+32%) i Korei Południowej (+19%) – oraz Indiami i Tajwanem jako jedynymi wyjątkami od powszechnego przyspieszania niewypłacalności, jeśli w Chiny ugruntuje się trend ich wzrostu rozpoczęty w połowie 2024 r. Spodziewamy się, że 2025 r. przyniesie pierwsze odwrócenie trendu w kilku krajach, zwłaszcza wśród tych, które osiągnęły historyczne maksima niewypłacalności w 2024 r., takich jak Japonia (ośmioletni rekord), Australia (najwięcej od dziewięciu lat), Nowa Zelandia (najwięcej od dekady ) i Korea Południowa (najwięcej niewypłacalności od 20 lat). Na poziomie regionalnym przełożyłoby się to na wzrost ich liczby o +3% r/r w 2024 r. (+8% bez Chin), z -6% w 2023 r. (+15% bez Chin), a następnie +1% w 2025 r. (-5% bez Chin), przy czym Chiny odgrywają kluczową rolę w statystyce regionalnej, ponieważ stanowią 61% naszego regionalnego indeksu niewypłacalności.

Chiny zakończą 2024 r. z kolejną stosunkowo niską liczbą niewypłacalności, tj. z mniej niż 6600 przypadkami, czyli 45% poniżej rekordowych poziomów z lat 2019-2020. Jednak pomimo superpakietu wsparcia rynku zaserwowanemu przez PBOC (Ludowy Bank Chin) z końca września, spodziewamy się, że spowolnienie gospodarcze i słabszy potencjalny wzrost stopniowo doprowadzą do odbicia w górę liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw (odpowiednio o +5% i o +6% w 2025 i 2026 r.), podnosząc je powyżej poziomów sprzed pandemii (tj. 6 800+ w 2025 r. w porównaniu do 4 700 przypadków średnio rocznie w latach 2000-18). Główne obawy prawdopodobnie nadal będą koncentrować się na sektorach zorientowanych na konsumentów, a także na budownictwie i nieruchomościach, podczas gdy firmy bardziej zorientowane na eksport mogą nadal czerpać korzyści z cyklicznego odbicia światowego handlu, dzięki kluczowej pozycji Chin w globalnym łańcuchu dostaw, pomimo trwających wyzwań strukturalnych, takich jak fragmentacja i wydłużenie.

Hongkong odnotuje w 2024 r. największą liczbę niewypłacalności przedsiębiorstw od 2010 r., z ponad 400 firmami, co dowodzi, że szczególne wyzwania mogą prowadzić do wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw pomimo korzystniejszego cyklu gospodarczego. Po czterech latach wzrostów spodziewamy się, że liczba niewypłacalności utrzyma się w Hongkongu w 2025 i 2026 r. powyżej średniej z lat 2010-2020 (odpowiednio 380 i 370 przypadków), przy czym wiatr w żagle wiążący się z ożywieniem w handlu światowym zrekompensuje przeciwności wynikające ze spowolnienia popytu lokalnego.

Na rynki wraca pesymizm

Dane z Wielkiej Brytanii pomogły odbić się funtowi, ale na rynkach wyraźnie wraca pesymizm. Już nie strach związany z eskalacją na Bliskim Wschodzie wydaje się być głównym motorem napędowym, a wątpliwości co do kondycji gospodarek – przykładowo Chin.

Dane z Wysp

Wielka Brytania pokazała dzisiaj nad ranem pakiet odczytów makroekonomicznych z rynku pracy. Stopa bezrobocia spadła niespodziewanie z 4,1% na 4%, a liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z kolei wzrosła. Powodem tego dziwnego połączenia jest fakt, że Brytyjczycy prezentują stopę bezrobocia z dużym opóźnieniem i była to wartość za sierpień. W danych o wynagrodzeniach nie było żadnych zaskoczeń, rosną one stabilnie o 3,8%. Potencjalnie może się to wydawać relatywnie niewiele, ale trzeba pamiętać, że inflacja na Wyspach obniżyła się ostatnio do 2,2%. Zatem jest to wynik wyraźnie powyżej tempa wzrostu cen. Rynek uznał te dane za korzystne dla kursu funta i od rana brytyjska waluta idzie w górę.

Tąpnięcie cen ropy

Ostatnie wysokie poziomy cen ropy naftowej wynikały z niepokojów na Bliskim Wschodzie. Jak się jednak okazało – sytuacja nie eskaluje. Ciężko by mówić o opanowaniu w tym regionie świata, ale wzrosty tego surowca były trochę „na kredyt”. Zakładano włączenie się kolejnych aktorów do działań. Spokojniejszy od oczekiwań weekend oraz słabsze dane z Chin spowodowały, że inwestorzy bardziej zaczęli się zastanawiać nie nad tym czy są ryzyka, ale kto tę całą ropę kupi. W tym miejscu pojawiają się informacje, że Rosja korzystając z tzw. floty cienia, bardzo dobrze radzi sobie z eksportem surowca. Warto też zwrócić uwagę, że warunki rynkowe powodują, że przy obecnych cenach Rosjanie zaraz całkowicie legalnie wrócą na rynki. Niewiele już pozostało do bariery 60 dolarów za baryłkę, po której mogą sprzedawać zgodnie z sankcjami.

Słabsze dane z Chin

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wymiany handlowej Chin. Analitycy spodziewali się wzrostu importu o 0,9%, co i tak jest niskim poziomem dla Państwa Środka. Otrzymali zaledwie 0,3%. Do tego eksport miał zwiększać się o 6% – pokazano raptem 2,4%. W przypadku tamtejszej gospodarki obecne wyniki wyglądają jak solidne odczyty miesięczne lub kwartalne, ale nie roczne. Warto natomiast zwrócić uwagę, że w niedzielę ten kraj zaprezentował również dane na temat podwyżek cen. W skali roku ceny konsumentów rosły o 0,4%, z kolei producentów spadały o 2,8%. Potwierdza to obserwacje, że gospodarka chińska ma poważną zadyszkę. Jeżeli dojdzie tam do kryzysu, może on się rozlać znacznie szerzej po świecie, co widać chociażby po rynku ropy.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Niemcy – Indeks ZEW,
14:30 – USA – Indeks NY Empire State,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Prognoza makroekonomiczna: wystartował cykl obniżek stóp procentowych w USA

• Delikatna oznaka kruchości, ale bez paniki: krótki okres wysokiej zmienności w lipcu i sierpniu, spowodowany odwróceniem carry trade japońskiego jena oraz słabymi danymi makroekonomicznymi z USA, sygnalizował pewną kruchość rynków, ale obecnie pozostają one spokojne z pozytywnym nastawieniem do aktywów o wysokim ryzyku, co wskazuje niski odczyt naszego indeksu turbulencji.

• Recesja w 2025 lub jej brak: prawdopodobieństwo recesji w 2025 r. szacuje się na 25%, przy czym opóźniony wpływ okresu z wysokimi stopami procentowych jest nadal trudny do określenia. Pomimo pewnego osłabienia widocznego w odczytach niektórych danych, kluczowe wskaźniki, takie jak wzrost, wydatki kapitałowe i oferty pracy, sugerują, że gospodarka nie znajduje się jeszcze w recesji.

• Cykl obniżek stóp i wybory w USA zdominują makroekonomię w czwartym kwartale: w czwartym kwartale będzie panowało skupienie na napływających danych i tym, jak wpłyną one na obniżki stóp Fed i wybory w USA. Historyczne cykle obniżek stóp procentowych często były korzystne dla akcji, choć wynik wyborów w 2024 r. – czy to wygrana Harris z klinczem parlamentarnym, czy zwycięstwo Trumpa na wszystkich frontach – będzie miał znaczący wpływ na gospodarkę i określone sektory, takie jak obronność i technologia.

• Alokacja inwestycyjna: przy spokojnym otoczeniu rynkowym i inflacji nadal powyżej celu Fed, oczekiwane zwroty z surowców spadły, co sprawia, że inwestorzy muszą ocenić skład swoich portfeli inwestycyjnych na podstawie danych historycznych i bieżących warunków ekonomicznych.

Niewielkie oznaki kruchości, ale bez paniki

Spadek cen akcji, a w szczególności akcji spółek technologicznych w lipcu i na początku sierpnia, gdy carry trade na japońskim jenie dobiegł końca z powodu zmiany polityki pieniężnej Banku Japonii, był niewielką oznaką niestabilności rynku. W połączeniu ze słabymi danymi makro z USA dotyczącymi rynku pracy i inflacji, rynek zaczął zmieniać swoje stanowisko w sprawie ścieżki polityki Fed, zakładając agresywny cykl obniżek stóp procentowych do lata 2025 roku. Zmienność na chwilę wzrosła, po czym ponownie ustabilizowała się i powróciła do normalnego poziomu. Być może był to znak tego, co nadejdzie, jeśli nastąpi większa rotacja w preferencjach inwestycyjnych.
Pomimo niewielkiej czkawki na rynkach finansowych w trzecim kwartale, nasz indeks turbulencji, który mierzy stopień rozbieżności między zachowaniem kluczowych klas aktywów, pozostaje na niskim poziomie. Ten stopień spokoju na rynku, jeśli się utrzyma, sugeruje pozytywne perspektywy dla ryzykownych aktywów.

Recesja czy brak recesji w 2025 roku?

W czwartym kwartale rynki finansowe skupią się na kluczowych wydarzeniach, takich jak cykl obniżek stóp procentowych Fed i wybory w USA. Chociaż oba czynniki są ważne, prawdziwym pytaniem dla rynku akcji w perspektywie średnioterminowej pozostaje to, czy gospodarka wpadnie w recesję w 2025 roku. Opierając się na czynnikach wymienionych poniżej, prawdopodobieństwo rozpoczęcia recesji w przyszłym roku jest nadal niskie, ale nie na tyle by całkiem je wykluczyć, i ustalamy je na poziomie 25%. Jednak opóźniony wpływ wyższych stóp procentowych jest nadal wielką niewiadomą w równaniu recesji, a zatem prawdopodobieństwo na poziomie 25% odzwierciedla prawdopodobieństwo powyżej normy.

  • Wskaźniki mierzące dane z USA w czasie rzeczywistym sugerują około 2% wzrostu realnego PKB
  • Warunki finansowe pozostają sprzyjające w kontekście prowadzenia aktywności gospodarczej
  • Boom inwestycji kapitałowych w dziedzinie technologii i opieki zdrowotnej trwa nadal
  • Akcje na rekordowo wysokim poziomie, a niepewność związana z finansowaniem obligacji wysokodochodowych jest minimalna
  • Wskaźniki publikacji ofert pracy w USA o wysokiej częstotliwości ustabilizowały się od maja
  • Nominalny PKB Stanów Zjednoczonych wyniósł 5,9% r/r w najnowszym odczycie
  • Europejskie wskaźniki analizujące dane w czasie rzeczywistym sugerują, że sytuacja gospodarcza pozostaje słaba
  • Wzrost płac pozostaje na wysokim poziomie zarówno w USA, jak i w Europie

Pomimo obszarów słabości w gospodarce, nasza ogólna ocena jest taka, że gospodarka spowolniła, ale nie wpadła jeszcze w recesję i uważamy, że jest jeszcze za wcześnie na znaczącą rotację portfeli inwestycyjnych w kierunku sektorów defensywnych.

Cykl obniżek stóp procentowych i wybory w USA zdominują dane makro w IV kw.

Czwarty kwartał będzie zdominowany przez debaty na temat tempa cyklu obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz zbliżające się wybory 5 listopada. Dwa cykle obniżek stóp w latach 2000 i 2007 utwierdziły inwestorów w przekonaniu, że ten, z którym obecnie mamy do czynienia również stanie zapoczątkuje recesję. Ważne jest jednak, by zapoznać się nie tylko z tą najnowszą historią dla lepszego zrozumienia sytuacji. Owszem, obecne wyceny stopy procentowej funduszy Fed na najbliższe 12 miesięcy są w przybliżeniu zgodne z wcześniejszymi cyklami obniżek stóp w reakcji na recesję. Jednak gdy uwzględnimy stopę inflacji, obecne wyceny wydają się bardziej odzwierciedlać jedynie obniżenie poziomu w celu dostosowania do niższych presji inflacyjnych. Po drugie, poprzednie cykle obniżek stóp procentowych były w większości pozytywne dla akcji, a wyjątkami były jedynie cykle z lat 1973, 2000 i 2007. Chociaż obniżki stóp procentowych stanowią ważny sygnał dla inwestorów, uważamy, że powinni oni zachować optymizm i rozważyć, czy ich portfele zawierają odpowiednie elementy w obliczu obniżania stopy procentowej przez Fed.

Tegoroczne wybory w USA są prawdopodobnie najważniejszymi wyborami w najnowszej historii. W obliczu politycznego rozdwojenia w USA, wynik wyborów będzie miał wpływ zarówno na gospodarkę, jak i na rynki finansowe. Spośród najbardziej prawdopodobnych scenariuszy, wygrana Harris tworząca impas (Harris jako prezydentka, ale bez kontroli nad Senatem) będzie prawdopodobnie najgorsza dla aktywności gospodarczej, ponieważ impuls fiskalny najprawdopodobniej będzie w tym przypadku negatywny; zablokowany Kongres USA będzie utrudniał uchwalanie czegokolwiek, poza rozporządzeniami wykonawczymi, w nadchodzących latach. Innym scenariuszem jest zwycięstwo Trumpa i wygrana Republikanów w obu izbach Kongresu. Scenariusz ten będzie miał duży pozytywny wpływ na europejski przemysł obronny i prawdopodobnie negatywny na technologię i rynki wschodzące w związku z pomysłami Trumpa dotyczącymi wysokich ceł.

Możliwy jest również scenariusz wygranej Trumpa, która również utworzy impas. W tym wariancie zdobywa on prezydenturę, a Republikanie przejmują Senat, ale nie udaje im się przejąć Izby Reprezentantów. Otrzymujemy w tym przypadku zarówno impas polityczny, jak i spadek liczby bodźców fiskalnych, ale także nowe wysokie cła.

Alokacja inwestycji

Każda alokacja inwestycyjna jest unikalna, ponieważ zależy od indywidualnych preferencji dotyczących ryzyka i celów zwrotu. Aby wyeliminować ludzkie indywidualne preferencje, warto spojrzeć na ogólny obraz alokacji aktywów oparty na statystykach. Obecna sytuacja przypomina tę z trzeciego kwartału, charakteryzującą się niskim indeksem turbulencji, przy inflacji wciąż przekraczającej cel Fed na poziomie 2%. Na podstawie okresów o podobnych warunkach od 2007 roku można obliczyć roczne stopy zwrotu dla kluczowych klas aktywów, co pomoże inwestorom zrozumieć, jak różne aktywa radziły sobie w przeszłości w podobnych okolicznościach.

Peter Garnry, główny strateg inwestycyjny, Saxo Bank

Blisko 4% wyższe obroty najemców w centrach handlowych w lipcu 2024 r.

  • Obroty najemców prowadzących działalność w centrach handlowych były w lipcu 2024 r. o 3,8% wyższe niż rok wcześniej.
  • Największe wzrosty obrotów odnotowały kategorie zdrowie i uroda (9,4%) oraz usługi (7%).

Wzrost odnotowały wszystkie kategorie obiektów handlowych. Najlepsze wyniki miały najmniejsze centra (5-20 tys. mkw. GLA), w których obroty najemców wzrosły o 8%. W obiektach średniej wielkości (20-40 tys. mkw. GLA) obroty zwiększyły się o 4,6%, a w największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA), obroty wzrosły o 3,2%. W dużych centrach handlowych (40-60 tys. mkw. GLA) wzrost obrotów wyniósł 1,8%.

W lipcu 2024 r. najwyższe obroty w porównaniu do lipca 2023 r. notowały kategorie zdrowie i uroda (9,4%) oraz usługi (7%), które, jak wynika z danych PRCH, w okresie wakacyjnym co roku osiągają zwiększone obroty. Ogółem, obroty najemców w centrach handlowych wzrosły w lipcu o blisko 4%. Interesujący jest również utrzymujący się trend w kategorii odzież i akcesoria. Obroty najemców prowadzących salony odzieżowe w centrach handlowych wzrosły w lipcu o 2,2%, podczas gdy z danych GUS wynika, że dla całego handlu w kategorii obejmującej tego rodzaju produkty odnotowano w lipcu spadek sprzedaży detalicznej w cenach bieżących o 11,4% – mówi Marcin Klammer, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Nie pierwszy raz trend sprzedaży w centrach handlowych odbiega od sprzedaży detalicznej raportowanej przez GUS. Wygląda na to, że handel skoncentrowany w centrach handlowych lepiej reaguje na zmiany popytu wynikające, np. z wciąż dającej się we znaki inflacji, ale i sezonowości. Lipiec to naturalnie okres urlopowy. Najwyższe wzrosty w małych centrach mogą być efektem sezonowo zwiększonego popytu w miejscowościach turystycznych. Relatywnie niskie wzrosty w dużych obiektach, zlokalizowanych z reguły w dużych miastach zapewne są efektem wyludnienia tych miast z powodu sezonu urlopowego – ocenia Przemysław Dwojak, Senior Client Business Partner w GfK – An NIQ Company.

Współczynnik konwersji dla wszystkich kategorii najemców w centrach handlowych, czyli średnie wydatki klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w galerii, był w lipcu 2024 r. o 4,4% wyższy niż w lipcu 2023 r.

Odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była w lipcu 2024 r. o 0,6% niższa, niż w lipcu 2023 r.

PRCH Turnover Index – jest największym w Polsce wskaźnikiem obrotów najemców w centrach handlowych. Ze względu na poufność i wrażliwość tego typu danych, od 2008 r. nad ich gromadzeniem, weryfikacją i analizą czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Informacje pochodzą z raportów dostarczanych właścicielom i zarządcom galerii handlowych bezpośrednio przez najemców. Wyniki obrotów najemców w centrach handlowych podawane są w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

PRCH Footfall Density Index jest największym w Polsce wskaźnikiem odwiedzalności centrów handlowych. Nieprzerwalnie od 2008 r. nad gromadzeniem, weryfikacją i analizą danych o odwiedzalności czuwa firma PwC, wiodący międzynarodowy audytor. Indeks jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą aż do 98%. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. Informacje są zbierane w obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi ponad 33% rynku centrów handlowych w Polsce. Dzięki temu indeks bardzo miarodajnie pokazuje liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu.

Dolar silny, złoty silniejszy

Niewielkie zaskoczenie w górę odczytem wrześniowej inflacji w USA wsparło dolara, któremu sprzyjała także ogólna niechęć inwestorów względem ryzyka. W tych niełatwych warunkach zaskakująco dobrze radził sobie złoty. Po sięgnięciu poziomu 4,32 para EUR/PLN spadła i obecnie jest poniżej psychologicznej granicy 4,30.

Kluczowe punkty:

  • USD zyskuje na wyższej inflacji.
  • Oczekuje się, że EBC ponownie obniży stopy o 25 pb.
  • W Wlk. Brytanii istotne będą dane z rynku pracy i CPI.

Obraz silnie rosnącej amerykańskiej gospodarki, której rynek pracy jest wciąż w stanie pełnego zatrudnienia, a inflacja na niewysokim, lecz rosnącym poziomie sprawia, że innym walutom G10 trudno umocnić się względem dolara – ubiegły tydzień nie był pod tym względem wyjątkiem. Aprecjacja dolara była jednak bardziej ograniczona, a większość walut zakończyła tydzień zmianą nie większą niż o 1%, co sugeruje, że bardzo dobre wyniki amerykańskiej gospodarki są obecnie w pełni wyceniane i w krótkim terminie dolarowi trudno będzie jeszcze istotnie się umocnić. Złoty, choć był jedną z najlepiej radzących sobie na świecie walut, doświadczył więc jedynie ograniczonej aprecjacji.

W tym tygodniu uwaga skupi się na Europie. Najważniejsze będzie czwartkowe (17.10) posiedzenie EBC – oczekuje się powszechnie, że w obliczu stagnacji strefy euro bank obniży stopy procentowe o kolejne 25 pb. Większa niepewność dotyczy tonu jego komunikatów, szczególnie skali zaniepokojenia banku centralnego wyraźnym pogorszeniem wiodących wskaźników ekonomicznych w ostatnim czasie. Poznamy również szereg danych z Wielkiej Brytanii: raport z rynku pracy w sierpniu i we wrześniu (wtorek 15.10) oraz odczyt wrześniowej inflacji (środa 16.10). Na rodzimym gruncie uwagę zwróci środowy odczyt inflacji bazowej.

PLN

Na rynku walut wschodzących te, które wcześniej radziły sobie gorzej, w ubiegłym tygodniu były zwycięzcami. Wśród nich znalazł się złoty. Po sięgnięciu poziomu 4,32 para EUR/PLN spadła i obecnie jest poniżej psychologicznej granicy 4,30. Wieści z kraju jest w ostatnim czasie mało, uwaga skupia się więc przede wszystkim na sytuacji za granicą.

Ten tydzień nie przyniesie zmian – rewizja inflacji (wtorek 15.10) raczej nie wywoła zamieszania, podobnie jak odczyt bazowej dynamiki cen (środa 16.10). Inflacja w Polsce jest wciąż zbyt wysoka, by decydenci w bliskiej przyszłości zdecydowali się na cięcia stóp procentowych. Temat ten powinien powrócić pod koniec roku, w miarę jak będziemy zbliżać się do marcowego posiedzenia, na którym, zgodnie z sygnałami od prezesa Adama Glapińskiego, może dojść do obniżki.

EUR

Kiepskie odczyty dotyczące gospodarki strefy euro w dalszym ciągu ciążą wspólnej walucie, choć niedawna rewizja w górę wskaźników PMI za wrzesień złagodziła nieco obawy inwestorów. Ze względu na skalę powiązań między gospodarkami ogłoszenie chińskiego pakietu wsparcia gospodarki nieco ograniczyło pesymizm dotyczący perspektyw europejskiego wzrostu, mimo że inwestorzy z rezerwą podchodzą do szczegółów dotyczących jego postaci.

Uwaga rynków skupi się na tonie komunikatów EBC podczas październikowego posiedzenia (czwartek 17.10). Bank centralny zwykle nie jest nazbyt wylewny, szczególnie po posiedzeniach, kiedy – jak w tym tygodniu – nie są publikowane rewizje prognoz. Brak zobowiązania do agresywnych cięć stóp procentowych może w końcu wyznaczyć kres ścieżki deprecjacyjnej euro.

USD

Rentowności długoterminowych obligacji – a wraz z nimi dolar – stabilnie rosną od czasu sięgnięcia minimów po wrześniowej obniżce stóp procentowych Fedu o 50 pb. Ubiegłotygodniowy odczyt inflacji wsparł ten trend. Jej miara bazowa była we wrześniu wyższa, niż oczekiwano, a preferowana przez nas jej trzymiesięczna średnia krocząca wzrosła po raz trzeci z rzędu.

Nie jest to jeszcze wystarczające, by odwieść Fed od jego zobowiązania do cięć na każdym z pozostałych w tym roku posiedzeń. Amerykańska gospodarka rośnie w tempie 3%, a rynek pracy jest w stanie pełnego zatrudnienia – sugeruje to, że docelowy poziom stóp procentowych jest wyżej, niż obecnie wyceniają rynki. W tym tygodniu nie poznamy wielu danych z USA, istotny będzie jednak czwartkowy (17.10) odczyt sprzedaży detalicznej, który zobrazuje stan popytu konsumenckiego.

GBP

W ciągu ostatnich dwóch tygodni funt oddał część odnotowanych w tym roku zysków, co spowodowały początkowo gołębie komentarze prezesa Banku Anglii Andrew Baileya. Uważamy jednak, że perspektywy funta są wciąż dobre – wspierają go atrakcyjna waluacja, stosunkowo wysokie stopy procentowe i odporna gospodarka, które powinny zagwarantować, że rozluźnianie polityki monetarnej w Wielkiej Brytanii będzie raczej stopniowe.

W tym tygodniu opublikowane zostaną liczne dane z rynku pracy (wtorek 15.10) i odczyt inflacji (środa 16.10), który będzie testem dla naszych poglądów. Ekonomiści oczekują, że wtorkowy odczyt wskaże na pełne zatrudnienie, środowy zaś na dalszy spadek dynamiki cen, która jednak pozostanie znacznie powyżej celu Banku Anglii – oba powinny wspierać funta. Inwestorzy będą również wypatrywać ogłoszenia budżetu rządu Partii Pracy pod koniec miesiąca. Oczekuje się szeregu podwyżek podatków.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

DLA Piper: Polska ma szansę przyciągnąć duże inwestycje związane z nearshoringiem

Mimo rosnących kosztów pracy Polska pozostaje atrakcyjnym celem inwestycji zagranicznych związanych ze skracaniem łańcuchów dostaw (nearshoring), uważają eksperci kancelarii DLA Piper. Wysoko wykwalifikowani pracownicy, rosnąca pula nieruchomości spełniających kryteria środowiskowe i rozwinięty rynek usług IT wspierają konkurencyjność kraju. Przyciągnięcie inwestorów planujących ulokować w Polsce centra produkcyjne i usługowe wymaga jednak aktywnych działań promocyjnych ze strony rządu.

Nearshoring, czyli przenoszenie centrów produkcyjnych, logistycznych, magazynowych i biurowych do krajów położonych bliżej docelowych rynków zbytu, rozpoczął się wraz z pandemią COVID-19, która wywołała znaczne zakłócenia w łańcuchach dostaw. Zdaniem ekspertów trend ten utrzyma się w najbliższych latach z powodu niestabilności geopolitycznej spowodowanej konfliktami zbrojnymi w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie, a także wojną handlową między USA a Chinami. Atutami Polski i regionu Europy Środkowo-Wschodniej, które w ostatnim czasie nabrały szczególnego znaczenia, są dostęp do dużego rynku wspólnotowego Unii Europejskiej oraz gwarancje bezpieczeństwa wynikające z członkostwa w NATO.

– Walka o inwestycje niskimi kosztami przestała być skuteczną strategią dla Polski i Czech, a dla Węgier i Rumunii może być jedynie krótkoterminowym rozwiązaniem – mówi Jacek Giziński, partner współzarządzający DLA Piper w Polsce. – Kluczem do sukcesu jest dziś inwestowanie w przyszłość poprzez edukację, technologię i promocję regionu, jako atrakcyjnego miejsca do inwestowania.

W obecnym klimacie geopolitycznym Polsce i regionowi sprzyja tak zwany friendshoring, czyli przenoszenie inwestycji do krajów o podobnym ustroju politycznym i wyznawanych wartościach. Jak wskazują dane NBP, największy udział pod względem wartości w inwestycjach bezpośrednich w Polsce (96 proc.) mają właśnie kraje europejskie. Duże znaczenie dla lokowania działalności w Polsce mają inwestycje poczynione w ostatnich latach w obszarze IT i nieruchomości. Są to aspekty, które zdaniem ekspertów DLA Piper warto podkreślać w działaniach promocyjnych na rzecz kraju i regionu.

– Wzrost inwestycji w infrastrukturę IT oraz rosnąca liczba centrów danych sprawiają, że Polska ma szansę stać się kluczowym graczem w obszarze technologii i cyberbezpieczeństwa – mówi Ewa Kurowska-Tober, partner kierująca praktyką IPT w DLA Piper w Warszawie. – Znaczenie aspektu bezpieczeństwa informatycznego będzie stale rosło, sprzyjając krajom o wysokiej kulturze ochrony danych i zaawansowanych rozwiązaniach technologicznych. Polska zapewnia dojrzałe formy ochrony praw własności intelektualnej i przemysłowej istotne dla inwestorów w budowaniu przewag konkurencyjnych.

Polska wyróżnia się także na tle regionu konkurencyjną ofertą nieruchomości komercyjnych. W porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej lokalny rynek magazynowy ustępuje pod względem wielkości powierzchni jedynie Niemcom, Francji i Holandii. Przy czym koszty najmu magazynów i prowadzenia w nich działalności są o połowę niższe niż w Hiszpanii i o dwie trzecie niższe niż w Niemczech. Tworzy to solidne podstawy do umacniania pozycji Polski jako międzynarodowego centrum logistyczno-produkcyjnego. Zarówno sektor inwestycji typu greenfield – budowanych od podstaw, jak i brownfield, polegających na odnowieniu istniejących zasobów, mają szansę przyspieszonego rozwoju w Polsce. Co więcej nowo powstające nieruchomości biurowe i magazynowe spełniają wysokie kryteria środowiskowe, co ma coraz większe znaczenie dla inwestorów przy wyborze lokalizacji.

Wymogi ESG wobec firm i nieruchomości komercyjnych stale rosną i wpływają na decyzje inwestorów poszukujących miejsca do relokacji swoich centrów logistycznych i biurowych. Jest to jednocześnie jeden z obszarów, który bardzo rozwinął się w ostatnich latach – mówi Michał Pietuszko, partner kierujący praktyką nieruchomości w DLA Piper w Warszawie. – Polsce sprzyja zatem już nie tylko położenie geograficzne i duża dostępność gruntów, ale też jakość zasobów nieruchomości.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej postrzegane są w większości jako przyjazne inwestorom, a ich rządy w ostatnich dekadach aktywnie wspierały firmy poszukujące nowych lokalizacji oferując systemy grantowe, zachęty podatkowe i dotacje. W efekcie Polska, Czechy, Rumunia i Węgry przyciągnęły ważnych inwestorów z branży IT (Google, Microsoft, IBM, Oracle), zaawansowanych technologii (Samsung, Siemens, Foxconn), motoryzacyjnej (Audi, Mercedes, BMW, Skoda, Stellantis, Ford, Renault), produkcji pojazdów elektrycznych (LG Chem, BYD, CATL) oraz usług wspólnych i outsourcingu procesów biznesowych (Deloitte, Accenture, Citibank).

Marynarze nie chcą płacić składek ZUS. „Rząd chce nas uszczęśliwić na siłę”

Rząd chce uszczęśliwić marynarzy na siłę ubezpieczeniami społecznymi. „Desperackie szukanie pieniędzy”.

Już od nowego roku marynarze mogą zostać objęci ubezpieczeniami społecznymi. Środowisko marynarskie nazywa sytuacją „uszczęśliwianiem na siłę”, bo marynarze z ubezpieczeń społecznych korzystać nie chcą.  – Marynarze to grupa zawodowa, która w dużej mierze samodzielnie, ale także z pomocą swoich armatorów zabezpiecza swoje zobowiązania w obrębie szeroko pojętych ubezpieczeń. Projekt rządowy nie jest dla nich żadną gwarancją bezpieczeństwa, a raczej chęcią sięgnięcia po ich pieniądze – przekonuje Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy.

Marynarze nie chcą zmian. Obowiązkowa składka ubezpieczeniowa to troska, której nie potrzebują

W Rządowym Centrum Legislacji został opublikowany projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Przygotowywana ustawa ma na celu ujednolicenie i dostosowanie systemu ubezpieczeń społecznych dla marynarzy do wymogów międzynarodowych oraz specyfiki ich pracy. Faktycznie więc marynarze będą nie dobrowolnie, a obowiązkowo podlegać pod ubezpieczenia społeczne.

– Uzasadnienie jest takie, że marynarze powinni podlegać pod system ubezpieczeń, który zapewni im możliwość uzyskania państwowej emerytury. Obecnie sytuacja wygląda tak, że marynarze mogą być ubezpieczeni w ZUS, ale nie muszą. Z jednej strony stworzone jest wrażenie, że rządzący obawiają się o to, że marynarze na starość nie będą mieć emerytur, ale tak naprawdę eksperci dostrzegają w tym desperacką wręcz chęć poszukiwania pieniędzy dla systemu emerytalnego, który chwieje się w posadach – mówi Paweł Skotnicki, ekspert ubezpieczeniowy, który na co dzień współpracuje z marynarzami.

– Jeżeli marynarz dożyje do emerytury i wypracuje staż emerytalny to może liczyć na minimalną emeryturę z ZUS. Ten system, który obecnie funkcjonuje działa od wielu lat, nie ma w środowisku woli zmian i nie ma nawet dyskusji na ten temat. Marynarze świadomie wybierają karierę na morzu, zdają sobie sprawę z wad i zalet takiego rozwiązania zawodowego. Jak wielu chce ubezpieczać się w ZUS? To są pojedyncze przypadki. Marynarze ubezpieczają się samodzielnie i sami też odkładają na emerytury. Te rozwiązania są tańsze i zapewniają dostęp do leczenia na światowym poziomie. Ubezpieczenie państwowe przy ubezpieczeniu prywatnym nie jest konkurencyjne – przyznaje Paweł Skotnicki.

Marynarze będą więc oskładkowani tak, jak inne grupy zawodowe. Bez preferencyjnych rozwiązań.

Marynarze będą zobowiązani do opłacania składek przez 12 miesięcy od dnia uzyskania statusu marynarza, z możliwością zawieszenia tego statusu na okres do 3 miesięcy. Składki będą ustalane na podstawie minimalnego wynagrodzenia, z możliwością zadeklarowania wyższej podstawy.

 „Projekt pełen nieścisłości”

Ubezpieczenia społeczne dla marynarzy nie są dla nich korzystne finansowo. Stąd otwarta krytyka z ich strony. Powstała nawet petycja w tej sprawie.

– Wyliczenie jest proste. Jeżeli marynarz ma płacić ok. 1500 złotych na ubezpieczenie społeczne to jest rocznie ok. 18 tysięcy. I tak przez cały okres składkowy. To nie jest konkurencyjna oferta względem innych rozwiązań stosowanych przez marynarzy. Projekt, który jest omawiany jest pełen nieścisłości. Nie wiadomo bowiem, jak ZUS będzie dowiadywać się o marynarzach, którzy aktywnie pracują? A jak ktoś płaci składki w innych krajach np. w Skandynawii? Co, gdy ktoś zarabia na burcie, a nie zarabia podczas funkcjonowania na lądzie? Co, gdy ktoś był marynarzem, a obecnie zawiesił pracę, ale nadal ma ważne dokumenty i może ją podjąć? To jest skomplikowana sprawa i środowisko marynarzy nie chce, by te regulacje weszły w życie – mówi Paweł Skotnicki.

– Odnoszę wrażenie, że ktoś chce uszczęśliwić marynarzy na siłę, a tak naprawdę to jest wielkie poszukiwanie pieniędzy – mówi ekspert ubezpieczeniowy.

Projekt obecnie jest opiniowany. Postęp prac jednak nie wygląda imponująco, więc mało prawdopodobne, by zmiany weszły w życie od nowego roku.

Kanada na dobrej ścieżce

Zostaliśmy w piątek zaskoczeni bardzo dobrymi danymi z kanadyjskiego rynku pracy. Nie spowodowały one jednak sympatii inwestorów do dolara kanadyjskiego. Z kolei dolar amerykański znalazł się pod presją słabszych odczytów oraz braku wyraźnego faworyta w wyścigu prezydenckim.

Dolar mocny mimo danych

Piątkowe dane z USA to głównie Indeks Uniwersytetu Michigan. Ten z jednej strony wypadł słabiej od przypuszczeń i to aż o 1,9 pkt, co w tych odczytach jest już zauważalną różnicą. Z drugiej strony pokazał, że oczekiwania inflacyjne badanych są wyższe, niż obecna wartość inflacji. Oznacza to, że jest miejsce na większy wzrost cen, co z kolei stawia pod znakiem zapytania tempo spadku stóp procentowych. Znowu trwa dyskusja, czy może jednak w listopadzie, na pierwszym posiedzeniu po wyborach, stopy nie znajdą się na tym samym poziomie. Szansa na przerwę w cyklu ich obniżek w listopadzie jest jednym z powodów ostatniego umocnienia się dolara względem głównych walut.

Co z wyborami w USA?

Śledzenie wyborów w USA do łatwych nie należy. Niby mamy sondaże ogólnokrajowe, ale z nich delikatnie mówiąc, niewiele wynika. Głosowanie podzielone jest bowiem na konkretne stany. W rezultacie nie ma różnicy czy dany obszar wygra odrobinę, czy mocno, bo i tak otrzymuje pulę głosów przypadającą na niego. To właśnie dlatego – pomimo przeważania w ogólnokrajowych sondażach – Kamala Harris wcale nie jest uważana za faworytkę. Widać to chociażby po portalach bukmacherskich, które jednak mniej płacą za wygraną Donalda Trumpa, niż Kamali Harris. Oznacza to, że wybory znów sprowadzą się do kilku tzw. „swing states”, czyli stanów, w których szala zwycięstwa do ostatniej chwili może się przechylić w jedną lub drugą stronę. Oznacza to sporą zmienność na rynkach na ostatniej prostej.

Dobre dane z Kanady

Piątek przyniósł pakiet dobrych danych z Kanady. Rynek spodziewał się wzrostu bezrobocia z 6,6% na 6,7%. Odczyt wyniósł jednak 6,5%, co było miłą niespodzianką. Do tego warto dodać jeszcze, że zmiana zatrudnienia była istotnie wyższa od oczekiwań. Jakby tego było mało, to mamy jeszcze jeden ważny element. Wyraźnie spadło zatrudnienie na część etatu, za to wzrosło na pełen. Rośnie zatem nie tylko ogólna ilość miejsc pracy, ale też osoby przechodzą z części etatu na pełen. Wydawać by się mogło, że po takich danych dolar kanadyjski będzie silnie szedł w górę. Trzeba jednak pamiętać, że waluta Kanady była ostatnio pod dużą presją. Dlatego pomimo dobrych danych, jedyne co się udało to zatrzymać spadek kursu dolara kanadyjskiego względem amerykańskiego.

W kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Budowanie wizerunku marki. Jak robić to mądrze i jednocześnie oszczędzać?

W dzisiejszym świecie budowanie silnego wizerunku marki wymaga przemyślanych decyzji, które nie tylko podkreślają profesjonalizm firmy, ale także pozwalają na optymalizację kosztów. W branżach, gdzie elegancja, czystość i komfort są kluczowe – od biur, przez hotele, po firmy produkcyjne i galerie handlowe – odpowiednie detale mogą decydować o sukcesie. Jak więc zadbać o prestiż, nie rezygnując z oszczędności? Odpowiedzią mogą być innowacyjne rozwiązania, takie jak program Shine & Go by Heute, który subtelnie wspiera marki w osiąganiu celów, oferując jednocześnie efektywność i elegancję. Poznaj sposoby na mądre budowanie wizerunku, które nie nadwyrężą Twojego budżetu.

Dbałość o szczegóły odgrywa kluczową rolę w budowaniu silnego wizerunku marki, niezależnie od branży. Czy to biura, hotele, firmy produkcyjne, czy galerie handlowe – czystość i schludny wygląd mają ogromne znaczenie w codziennym funkcjonowaniu. W miejscach, gdzie klienci i pracownicy oczekują najwyższych standardów, nowoczesne rozwiązania, takie jak maszyny do czyszczenia i polerowania butów w programie Shine & Go by Heute, mogą subtelnie wpłynąć na postrzeganie firmy i jej profesjonalizm.

Elegancja w miejscu pracy


Wizerunek premium to coś więcej niż estetyka. To troska o komfort i wygodę zarówno pracowników, jak i klientów, co bezpośrednio przekłada się na odbiór marki. Maszyny do czyszczenia obuwia Shine & Go by Heute mogą być praktycznym dodatkiem w biurach, hotelach czy nawet firmach produkcyjnych, gdzie utrzymanie czystości jest priorytetem. Dzięki nim, zarówno pracownicy, jak i odwiedzający, mogą szybko i skutecznie zadbać o swój wygląd.

Dbałość o szczegóły buduje prestiż firmy

Drobne, choć istotne detale, takie jak możliwość oczyszczenia obuwia, mogą podnieść wizerunek firmy na wyższy poziom. W firmach, gdzie elegancja i profesjonalizm są kluczowe – np. w recepcjach biurowych, salach konferencyjnych czy lobby hotelowych – maszyny Shine & Go nie tylko pełnią funkcję praktyczną, ale również wzbogacają wystrój wnętrza, dodając mu klasy i nowoczesności.
Przetestuj rozwiązanie bezpłatnie przez 14 dni: https://shinego.pl/testuj-program-shinego/

darmowy test czyszczarki

Oszczędności i wydajność w codziennej pracy

W firmach produkcyjnych oraz miejscach o dużym natężeniu ruchu, utrzymanie czystości może stanowić wyzwanie. Maszyny do czyszczenia obuwia pozwalają zminimalizować zabrudzenia, co może znacząco zmniejszyć zużycie wykładzin, podłóg i samego obuwia. Obserwuje się także redukcję zużycia ręczników papierowych nawet o 40%. W rezultacie firmy mogą ograniczyć wydatki na konserwację i czyszczenie powierzchni, jednocześnie zwiększając wydajność operacyjną.

sposob na oszczednosci w firmie

Ekologiczne podejście dla odpowiedzialnych marek

Dla firm, które chcą budować wizerunek przyjazny środowisku, maszyny Shine & Go by Heute oferują ekologiczne rozwiązania. Urządzenia są energooszczędne, a ich komponenty nadają się do recyklingu, co dodatkowo wzmacnia pozytywny odbiór marki jako nowoczesnej i odpowiedzialnej. Szczotki czyszczące oraz pasta do obuwia są wykonane z naturalnych materiałów.

budowanie wizerunku premium

Uniwersalne zastosowanie w różnych branżach

Od biur, przez hotele, aż po galerie handlowe – maszyny do czyszczenia obuwia Shine & Go by Heute sprawdzają się w różnorodnych miejscach. Dzięki temu każda firma może oferować dodatkowy komfort swoim klientom i pracownikom, jednocześnie wzmacniając swój wizerunek jako miejsca dbającego o każdy szczegół.

W dzisiejszym świecie, gdzie wizerunek marki ma kluczowe znaczenie, subtelne rozwiązania, takie jak maszyny do czyszczenia obuwia, mogą stać się elementem budującym profesjonalny i elegancki charakter firmy. To mądra inwestycja, która przynosi korzyści nie tylko w zakresie estetyki, ale również oszczędności i wygody.
Dowiedz się więcej na: https://shinego.pl/

Kiedy warto rozważyć restrukturyzację przedsiębiorstwa?

Restrukturyzacja pozwala uchronić firmę przed upadłością, dlatego rekomendowana jest szczególnie w przypadku braku płynności finansowej. Dzięki niej można nie tylko wyjść z długów, ale też wdrożyć zupełnie nowy model zarządzania, poprawiają strukturę kosztów, zatrudnienia czy produkcji.

Kiedy można przeprowadzić restrukturyzację?

Restrukturyzacja firmy to narzędzie prawne przeznaczone podmiotów, które:

  • utraciły płynność finansową,
  • posiadają zaległości w płatnościach starszych niż 3 miesiące,
  • Są zagrożone utratą płynności finansowej długoterminowej.

Działania restrukturyzacyjne mają na celu ochronę przed likwidacją lub upadłością. Pozwalają też wprowadzić nowe modele zarządzania różnymi obszarami. Są one zarezerwowane dla firm z potencjałem rozwojowym, które zmagają się z problemami natury finansowej. Te natomiast często wynikają ze złej organizacji, dlatego restrukturyzacja to nie tylko spłata wierzycieli, ale również zmiany obejmujące wiele aspektów działalności. Więcej o tym, czym dokładnie jest restrukturyzacja firmy, można przeczytać na stronie https://jablonski-restrukturyzacja.pl/.

W jakich sytuacjach restrukturyzacja jest opłacalna?

Działaniem, które może uratować przed upadłością, jest restrukturyzacja firmy. Czy warto ją przeprowadzić? Jest to rozwiązanie dedykowane przedsiębiorcom, którzy chcą kontynuować prowadzenie działalności gospodarczej, jednak popadli w zadłużenie lub są nim poważnie zagrożeni. Innymi słowy, restrukturyzacja opłacalna jest wtedy, gdy istnieje realna wizja dalszego prowadzenia firmy. Właściciele muszą być zdecydowani kontynuować działalność, wchodząc na rynek z nową siłą i perspektywą. Aby osiągnąć pożądane rezultaty, trzeba przejść wiele etapów “odbudowy” przedsiębiorstwa. O tym, jak wyglądają one w spółkach z ograniczoną odpowiedzialnością, można przeczytać tutaj: https://jablonski-restrukturyzacja.pl/restrukturyzacja-spolki-z-o-o/. Trzeba też pamiętać, że każda firma nieco inaczej przechodzi restrukturyzację, co wynika ze specyfiki działalności, poziomu zadłużenia czy innych problemów do rozwiązania.

Jakie są rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych?

Restrukturyzacja firmy nie jest jednolitym pojęciem – wyróżniamy 4 rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych:

  • postępowanie o zatwierdzenie układu,
  • przyspieszone postępowanie układowe,
  • postępowanie układowe,
  • postępowanie sanacyjne.

Wybór konkretnego rodzaju postępowania zależy m.in. od chęci zachowania możliwości zarządzania majątkiem własnym, zerwania niekorzystnych umów bez konieczności zapłaty kar umownych czy skrócenia czasu trwania całego procesu. Dla konkretnego przedsiębiorstwa najkorzystniejsze może okazać się postępowanie o zatwierdzenie układu, podczas gdy dla innego ratunkiem będzie postępowanie sanacyjne.

Restrukturyzacja firmy – od czego zacząć?

Zanim przystąpimy do jakichkolwiek działań mających na celu oddłużenie, należy dokładnie przeanalizować sytuację finansową firmy. Ponadto trzeba wziąć pod uwagę możliwe scenariusze, czyli ocenić, który rodzaj postępowania restrukturyzacyjnego będzie dla firmy najkorzystniejszy. Pomoże w tym doświadczony prawnik, który specjalizuje się w restrukturyzacji przedsiębiorstw. O tym, jak wygląda współpraca, można przeczytać na stronie https://jablonski-restrukturyzacja.pl/restrukturyzacja-firmy-warszawa/. Z restrukturyzacją nie należy zwlekać, ponieważ czas nie działa na korzyść dłużnika. Zdecydowanie lepiej zwrócić się po poradę do kancelarii, otrzymując tym samym stosowane wsparcie.

ROBYG i Grupa TAG Immobilien po trzecim kwartale 2024 r.

Po trzech kwartałach 2024 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien podpisał około 1500 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 170 umów rezerwacyjnych, które pozostały do sfinalizowania jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG podpisała około 1800 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 190 umów rezerwacyjnych, które pozostały do sfinalizowania jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG w trzecim kwartale zrealizowała i rozpoznała w przychodach blisko 2000 lokali, ROBYG zrealizował i przekazał ponad 1300 lokali, około 1600 lokali zostało przekazanych klientom, a 400 lokali wprowadzono na wynajem. Łącznie w 2024 roku Grupa TAG w Polsce miała w budowie około 4100 mieszkań i lokali komercyjnych. Bank ziemi Grupy obejmuje potencjał budowy około 25.000 lokali w całej Polsce. Portfolio mieszkań na wynajem Grupy wyniosło ponad 3000 lokali na koniec Q3 2024. W 2024 roku Grupa planuje sprzedaż na poziomie 2300 mieszkań oraz zwiększenie portfela lokali na wynajem o około 1000 nowych mieszkań.

W 2024 roku Grupa TAG Immobilien zainwestowała ponad 400 mln zł w bank ziemi w całej Polsce. W pierwszym półroczu 2024 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien zanotował przychody ze sprzedaży na poziomie 705 mln zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży przekroczyła 158 mln zł. EBIT wyniósł około 114 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 107 mln zł.

„Grupa TAG systematycznie umacnia swoją pozycję w Polsce w ramach działalności ROBYG i Vantage. Sprzedaż i wyniki finansowe ROBYG w 2024 roku są satysfakcjonujące i zgodne z założeniami. Vantage rozwija portfel najmu. Współpraca w ramach Grupy TAG daje nam istotne przewagi konkurencyjne na polskim rynku, ale przede wszystkim umacnia naszą pozycję finansową. Dzięki temu mamy możliwości, by realizować kolejne inwestycje i rozszerzać nasze portfolio. Dodatkowo udana emisja obligacji wzmocniła ratingi Grupy TAG na poziomie inwestycyjnym. Inwestujemy mocno w nasz bank ziemi – w tym roku nasze nakłady przekroczyły 500 mln zł. Niestająco notujemy aktywność kupujących. Uważamy, że popyt na mieszkania nie jest aż tak powiązany z programami rządowymi, a banki mają ciekawe oferty finansowania dla kupujących mieszkania. ROBYG także wspiera swoich klientów pozyskiwaniu optymalnego finansowania i w procedurach kredytowych” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

Popyt na mieszkania utrzymuje się cały czas na wysokim poziomie, głównie z powodu istotnej luki między mieszkaniami dostępnymi a potrzebnymi, jaka nadal jest notowana w Polsce. Z punktu widzenia deweloperów znacznie ważniejsze są możliwości zwiększania podaży – a więc wprowadzania mieszkań do oferty. Cały czas apelujemy o przyspieszenie samorządowych procedur administracyjnych. To jest dużo bardziej istotny aspekt, aby móc zaoferować jak największą ofertę mieszkań. Szczególną uwagę przykładamy do obszaru ESG i nowoczesnych technologii. Obecnie zrównoważone budownictwo to element konieczny, na który klienci bardzo zwracają uwagę. Aby zminimalizować swój wpływ na środowisko naturalne, ROBYG wprowadził klika lat temu Zielony Standard. Obejmuje on zarówno rozwiązania i udogodnienia dla klientów, jak też wytyczne dla architektów i projektantów dotyczące projektowania i prowadzenia inwestycji w sposób odpowiedzialny środowiskowo, przeciwdziałający miejskim wyspom ciepła oraz wspierający walkę ze zmianami klimatu. Zielony Standard ROBYG jest zbiorem rekomendacji dotyczących uwzględnienia rozwiązań niskoemisyjnych i energooszczędnych jako standardowego rozwiązania projektowego – już teraz w naszych inwestycjach oferujemy co najmniej 10 rozwiązań niskoemisyjnych, przyjęliśmy też zobowiązanie przejścia w 100% na energię z odnawialnych źródeł w procesach budowlanych do końca 2024 r. Taki krok pozwoli znacząco zredukować ślad węglowy i przyczynić się do ograniczenia emisji CO2” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

W 2023 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,8 mld zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży przekroczyła 460 mln zł. EBIT wyniósł około 460 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 370 mln zł. W 2023 roku Grupa ROBYG podpisała 2800 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 680 umów rezerwacyjnych, a także przekazała około 3360 lokali. Łącznie Grupa TAG w Polsce sprzedała 3600 lokali mieszkalnych i komercyjnych, zrealizowała i przekazała 4300 lokali, z czego 3800 lokali zostało przekazanych klientom, a 500 wprowadzono na wynajem.

Najważniejsze dane ROBYG:

  2020 2021 2022 2023
Umowy deweloperskie i przedwstępne 2738 4308 2144 3488
Lokale uznane w przychodach 2715 2940 3500 3359
Przychody 1,11 mld zł 1,3 mld zł 1,5 mld zł 1,8 mld zł

Nihon Hidankyo laureatem Pokojowej Nagrody Nobla za działania na rzecz rozbrojenia nuklearnego

Tegoroczną Pokojową Nagrodę Nobla za „wysiłki na rzecz osiągnięcia świata wolnego od broni nuklearnej i za wykazanie poprzez zeznania świadków, że broń nuklearna nie może być nigdy więcej użyta”, przyznano organizacji Nihon Hidankyo.

Komentarze ekspertki i ekspertów centrum informacyjnego Tygodnia Noblowskiego Centrum Współpracy i Dialogu UW:

Komitet Noblowski pokazał, jak ważny jest powrót do korzeni i do istoty poczucia bezpieczeństwa. Mamy tutaj historię sukcesu, ponieważ organizacja Nihon Hidankyo, zbierając skrupulatnie świadectwa osób, które doświadczyły promieniowania w czasie zrzutu bomb w Hiroszimie i Nagasaki, a także mówiąc o tym przez lata, doprowadziła do zmiany sposobu myślenia o tym, jak bomba atomowa powinna funkcjonować w społeczności na świecie oraz do wprowadzenia tabu atomowego. Jest to szczególnie ważne w sytuacji, kiedy zagrożenie bronią atomową ciągle nad nami wisi i cały czas pojawia się ten wątek we wszystkich konfliktach, które aktualnie nabrały bardzo gorącego charakteru. Powrócenie do postawy „uważajmy, bo możemy zniszczyć cały świat”, jest bardzo ciekawym sposobem podjęcia wszystkich tych wyzwań, które się wiążą z utrzymaniem pokoju na świecie dr Justyna Nakonieczna-Bartosiewicz – Katedra Metodologii Badań nad Polityką, Wydział Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW

– Traktuję tę nagrodę jako odpowiedź na dotychczasowe groźby i cykliczne podnoszenie kwestii użycia broni nuklearnej przez przywódcę państwa, które aktualnie bierze udział w konflikcie, jaki toczy się m.in. pomiędzy Rosją a Ukrainą. A z drugiej strony, wybór organizacji, która gromadzi osoby mające doświadczenie zła wojny i wojny nuklearnej, jest czymś niesłychanie ważnym. Stanowi to pewnego rodzaju przypomnienie, że wojna to nie jest coś, co dotyka jakichś abstrakcyjnych obiektów typu państwo. Wojna to nieszczęście, które dotyka prawdziwych ludzi z krwi i kości, ludzi, którzy mają bliskich, którzy mają pragnienia, którzy mają marzenia – i wojna im to wszystko odbiera. Dlatego uważam, że wybór organizacji gromadzącej osoby, które dają świadectwo okrucieństwa wojny, jest pod tym względem niesłychanie ważny. Być może dzięki temu realne stanie się odwołanie do wrażliwości każdego człowieka na świecie i powiedzenie: „jeśli się wsłuchasz w to świadectwo, to będziesz wiedział, jakie to jest nieszczęście”. Niewykluczne, że w ten sposób będzie można zmobilizować więcej osób do aktywizmu na rzecz zwalczania możliwości użycia broni jądrowej prof. dr hab. Paweł Łuków – Zakład Etyki, Wydział Filozofii UW.

– To jest bardzo ważna nagroda, która niesie ze sobą nadzieję, że zmiany są możliwe, a ludzie mogą dokonać wielkich rzeczy. Natomiast obawiam się pewnych interpretacji, szczególnie tych związanych z lękiem przed energią jądrową. Choć strach przed bronią jądrową jest uzasadniony, przede wszystkim ze względu na jej niszczycielski potencjał, to lęk przed promieniowaniem jest przesadzony. Jako fizyk mogę jasno powiedzieć, że wojna jądrowa może wpłynąć na klimat w dramatyczny sposób, co wiemy już od dawna. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na interpretację, że powinniśmy sprzeciwiać się absolutnie wszystkim szantażom, próbom użycia broni jądrowej, natomiast nie przekładajmy tego na różnego rodzaju aspekty, jak np. promieniowanie wykorzystywane w celach medycznych czy energetykę jądrową, która daje nam czysty stosunkowo prąd i energię do życia. Nie pozwólmy, by samo słowo „jądrowa” niesłusznie skazywało te technologie na społeczne odrzucenie prof. dr hab. Szymon Malinowski – Instytut Geofizyki, Wydział Fizyki UW.

Pokojowa Nagroda Nobla

Pokojowa Nagroda Nobla jest szczególna, nie tylko dlatego, że kandydatów mogą zgłaszać osoby spoza Norweskiego Komitetu Noblowskiego. To wyjątkowy symbol i docenienie działań na rzecz jednej z najcenniejszych wartości na świecie, czyli zachowania pokoju. Wyróżnienie w obszarze działań na rzecz pokoju zostało wymienione w testamencie Alfreda Nobla jako ostatnie. Fundator opisał profil kandydata do tej nagrody jako osobę, która wykonała „najwięcej pracy lub najlepszą pracę na rzecz braterstwa między narodami, organizacji i promowania kongresów pokojowych oraz likwidacji lub zmniejszenia istniejących armii”. Wyróżnienie pokojowe przyznaje się od początku trwania konkursu. Pierwszą nagrodę rozdzielono pomiędzy dwóch laureatów. Wyróżnienia otrzymali: Frédéric Passy – jeden z głównych założycieli Unii Międzyparlamentarnej i organizator I Światowego Kongresu Pokojowego oraz Henri Dunant – założyciel Czerwonego Krzyża, a zarazem inicjator konwencji genewskiej.

Inflacja daje rynkom do myślenia

W piątek o poranku widzimy odreagowanie wczorajszego inflacyjnego zaskoczenia w USA. Dolar traci, co korzystnie wpływa na złotego. Mieszane dane z Wielkiej Brytanii nie miały bezpośredniego wpływu na notowania GBP. Po południu obraz rynku może się całkowicie zmienić, gdyż poznamy kolejne dane ze Stanów, tym razem o dynamice cen producentów. 

Inflacyjne obawy powracają?

W piątek rano rynek próbuje ochłonąć po wczorajszym zamieszaniu spowodowanym, wzrostowymi (względem oczekiwań) odczytami inflacji z USA. Przypomnę, że czwartkowe dane doprowadziły do chwilowego umocnienia dolara. Notowania EUR/USD po publikacji spadły z 1,0935 USD do okrągłego wsparcia 1,09 USD. Stan ten nie utrzymał się jednak zbyt długo, gdyż dosłownie po osiągnięciu lokalnego minimum nastąpiło gwałtownie odbicie. To może świadczyć o spekulacyjnym charakterze ruchu. Ostatnie godziny notowań wczorajszej sesji to odreagowanie aprecjacji zielonego, czyli oddawanie zysków, które doprowadziły kurs EUR/USD do poziomów sprzed publikacji.

Mimo wszystko na rynku pozostał ślad w postaci obaw o ponowne wzrosty dynamiki cen za oceanem. Zwłaszcza że za nami dwa zwyżkowe tygodnie na rynku ropy. To z pewnością wpłynie na wysokość odczytów inflacyjnych w przyszłych miesiącach. Natomiast jeszcze dziś o godzinie 14:30 poznamy najnowsze dane o inflacji producenckiej w USA, które po raz kolejny mogą zdynamizować notowania eurodolara w przypadku rozbieżności względem prognoz.

„Edek” nie może się zdecydować

W piątek do południa notowania głównej pary walutowej świata delikatnie wzrosły do 1,0945 USD. Z pewnością nie była to konsekwencja finalnych odczytów inflacyjnych z Niemiec, które potwierdziły spadek indeksu CPI do 1,6% oraz HICP do 1,8%. Inwestorzy zwyczajnie nie zareagowali na publikacje, gdyż były one zgodne z odczytami wstępnymi. Ostatecznie dolar do południa tracił na wykresie głównej pary walutowej świata, co zostało wykorzystane przez złotego, który zyskiwał w tym czasie. Kurs EUR/PLN do południa zszedł do 4,29 PLN, a kurs USD/PLN do 3,92 PLN. Co ciekawe, tuż po godzinie 12:00 notowania EUR/USD zmieniły kierunek, co może świadczyć o ustawianiu się rynku pod dzisiejsze dane z USA. Mimo to, PLN pozostał silny. To sugeruje przepływ kapitału w kierunku Polski, co potwierdza kolejna sesja wzrostowa na warszawskim parkiecie.

Dane z Wysp

W piątek o poranku poznaliśmy wyniki produkcji przemysłowej z Wielkiej Brytanii oraz najnowsze publikacje PKB. Produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym wyniosła -1,6% (prognoza -0,5%). Przetwórstwo przemysłowe również znalazło się poniżej kreski, gdyż spadło o -0,3% r/r (prognoza -0,4% r/r). Nieco lepiej wypadły dane porównywane do poprzedniego miesiąca, gdyż tu odnotowano wzrosty wyższe od prognozowanych (produkcja przemysłowa 0,5% m/m, przetwórstwo 1,1% m/m). Ogólny wydźwięk danych PKB pozostał negatywny, gdyż zarówno w ujęciu rocznym 1% (prognoza 1,4%), jak i kwartalnym 0,2% (prognoza 0,3%), dane nawet nie zrównały się z oczekiwaniami. Mieszane rezultaty nie miały bezpośredniego wpływu na funta, który dziś podporządkowuje się sile lub słabości rywali. Kurs GBP/PLN do południa spadł do 5,12 PLN, w związku z ogólnym umocnieniem złotego. Inny kierunek został obrany na tzw. „kablu”. Kurs GBP/USD wzrósł, jednak nie jest to efekt siły szterlinga, a deprecjacji dolara, która o poranku była widoczna chociażby na wcześniej opisywanym „edku”.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Jakie konto bankowe wybrać na pierwszy rachunek osobisty?

Konto bankowe to pierwszy krok w nauce zarządzania swoimi finansami. Zanim jednak je założysz, musisz zastanowić się nad swoimi potrzebami. Na rynku znajdziesz wiele propozycji, a każda z nich oferuje inne funkcjonalności i usprawnienia. Jak znaleźć idealne konto osobiste? Czym powinien wyróżniać się pierwszy rachunek osobisty?

Na co zwrócić uwagę przy wyborze konta osobistego?

Odpowiednie konto osobiste może wspomóc Cię w organizacji codziennych wydatków oraz planowaniu budżetu domowego. Jednak jak odnaleźć się w gąszczu ofert rachunków bankowych? Na co zwrócić uwagę podczas przeglądania propozycji?

Na początku zacznij od sprawdzenia wysokości opłat i prowizji za otwarcie oraz prowadzenie konta bankowego. Instytucje finansowe pobierają od kilku do kilkunastu złotych m.in. za niektóre rodzaje przelewów (m.in. typu Ekspres Elixir czy SORBNET), korzystanie z karty płatniczej czy wypłaty z bankomatów innych sieci bankowych.

Kolejną kwestią są funkcje i możliwości konta osobistego, które pomogą Ci zarówno w monitorowaniu codziennych wydatków, jak i w zarządzaniu zaoszczędzonymi pieniędzmi. Przede wszystkim przekonaj się, jakie opcje oferuje aplikacja bankowa – czy dzięki niej możesz np. wymieniać walutę, ustawiać zlecenia stałe czy odkładać pieniądze na wyznaczone cele.

Na koniec, upewnij się, że możesz otworzyć konto osobiste online. To wygodna opcja, która pozwala zaoszczędzić czas. W wielu przypadkach wystarczy, że wejdziesz na stronę internetową wybranego banku, a następnie wypełnisz wniosek i otworzysz rachunek, przez mObywatela, na selfie lub za pośrednictwem kuriera.

Wskazówka: Szukasz odpowiedniego konta osobistego, na które nie tylko będzie wpływać Twoja wypłata, ale także może wspomóc Cię w odkładaniu pieniędzy na różne plany? Propozycje funkcjonalnych kont bankowych znajdziesz tutaj: https://www.santander.pl/klient-indywidualny/konta

Kiedy warto otworzyć swoje pierwsze konto bankowe?

Swoje pierwsze konto bankowe możesz otworzyć w dowolnym momencie, a najlepiej wtedy, gdy zaczynasz zarabiać lub potrzebujesz bezpiecznego miejsca na oszczędności. Jednak czy konto bankowe mogą mieć tylko osoby, które ukończyły 18 lat? Nie – w ofercie wielu instytucji bankowych znajdziesz oferty rachunków dla dzieci, które nawet nie skończyły roku.

Funkcji i opcji jest naprawdę wiele – dlatego warto dokładnie zapoznać się z możliwościami poszczególnych kont bankowych!

Warto wiedzieć: Dlaczego warto otworzyć dziecku w wieku szkolnym lub nastolatkowi jego pierwsze konto bankowe? To świetny sposób na naukę zarządzania finansami, gdy pociecha zaczyna otrzymywać kieszonkowe lub zarabiać na drobnych pracach.

Dlaczego warto mieć konto bankowe?

Konto bankowe może przynieść Ci sporo korzyści. Nie tylko umożliwia ono bezpieczne przechowywanie pieniędzy, ale także łatwy dostęp do nich, dzięki bankowości internetowej oraz aplikacji mobilnej. Gdy na rachunek będzie wpływać co miesiąc Twoje wynagrodzenie, możesz opłacić rachunki i zrobić zakupy, czy kupić bilety komunikacji miejskiej.

Argumentów przemawiających za posiadaniem konta osobistego jest wiele – dlatego nie zwlekaj już dłużej i postaw na usługę, która spełni Twoje wszystkie potrzeby finansowe.

Lekkie odbicie, choć nadal tendencja spadkowa w rejestracji nowych maszyn – dane wrzesień 2024

Lekkie odbicie w segmencie nowych ciągników i dalszy spadek nowych przyczepach – takie wyniki rejestracji czyli de facto sprzedaży we wrześniu przedstawia Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) i podaje też, że stale rośnie natomiast liczba rejestracji ciągników i przyczep używanych.

Wrzesień dla rejestracji podstawowej kategorii maszyn rolniczych, jakie stanowią nowe ciągniki, wydaje się lekko pozytywnie zaskakiwać.

– Widać tu lekki wzrost w stosunku do sierpnia, kiedy zwykle do czynienia mamy z sezonowym, bo związanym np. ze żniwami, zwiększeniem inwestycji w nowy sprzęt – przyznaje Hubert Seliwiak z Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR).

Lekkie odbicie w rejestracji nowych ciągników

Według zaprezentowanego przez Izbę zestawienia, w 9 miesiącu tego roku zarejestrowano 685 nowych ciągników rolniczych, a więc o 80 sztuk więcej niż w sierpniu, ale o 253 mniej niż w tym samym miesiącu przed rokiem. – Od początku roku zarejestrowano 5864 szt. nowych ciągników. To 1302 szt. mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku, spadek wynosi tu więc 18,2 proc. – dowiedzieć się można z dotyczącego 9 miesięcy tego roku zestawienia PIGMiUR.

Najpopularniejszą marką rejestrowanych nowych tego typu maszyn jest John Deere. Od stycznia do końca września br. zarejestrowano 889 szt. ciągników tej marki, czyli o 324 szt. mniej niż przed rokiem. We wrześniu jej udziały na polskim rynku nowych ciągników wynoszą 15,2 proc. Drugie miejsce zajmuje New Holland z 732 zarejestrowanych nowych maszyn i 12,5 udziałów rynkowych, który o 15 szt. wyprzedza Kubotę z 717 ciągników i udziałami 12,2 proc. Dalej są Deutz Fahr i Case IH.

W dalszym ciągu w rejestracji, a więc de facto zakupie, tej kategorii maszyn rolniczych przoduje województwo mazowieckie, za którym plasują się wielkopolskie i łódzkie.

Wyraźny spadek w nowych przyczepach

Tendencję spadkową widać wyraźniej w drugim podstawowym segmencie maszyn rolniczych, jakim są nowe przyczepy. We wrześniu 2024 r. zarejestrowano ich 356 – Tym samym był to miesiąc o najmniejszej liczbie rejestracji przyczep w tym roku. W sumie przez dziewięć miesięcy 2024 roku zarejestrowanych zostało 4200 nowych przyczep. To mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku o 852 szt. Spadek wynosi tu więc 16,9 proc. – podaje PIGMiUR. Liderem pozostaje tu Pronar z ilością 1049 szt., dalej są Metal-Fach i Metaltech, zaś poza podium – marki Wielton i Joskin.

– Wyniki te związane są bez wątpienia z pogarszającymi się z miesiąca na miesiąc nastrojami wśród przedsiębiorców rolnych. Znajdują one potwierdzenie w prowadzonych przez nas co pół roku badaniach koniunktury w branży, które będziemy właśnie prezentować – stwierdza Hubert Seliwiak.

Brak środków z ARiMR wstrzymuje inwestycje w nowy sprzęt

Zwraca on uwagę, że wielu rolników czeka wciąż na środki z programu Rolnictwo 4.0., a do ARiMR wciąż nic nie wpłynęło na jego realizację. To dodatkowo wstrzymuje inwestycje. Dlatego w dużej mierze mamy do czynienia z działaniami i wydatkami, które są konieczne w gospodarstwach lub zakupami mniejszymi, często na rynku wtórnym – przypuszcza Hubert Seliwiak.

Po raz kolejny potwierdzają to dane z rynku wtórnego.

Wzrosty rejestracji maszyn „z drugiej ręki”

Po dziewięciu miesiącach PIGMiUR, w segmencie ciągników, notuje 18 275 rejestracji. – To o 1173 szt. więcej niż po dziewięciu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu więc 6,8 proc. – podaje w swoim zestawieniu za wrzesień Izba. Zwraca też uwagę, że liderem na tym rynku w okresie styczeń – wrzesień 2024 jest marka John Deere. Zarejestrowano 2944 szt. ciągników używanych tej marki. John Deere, i to w aż trzech kategoriach wiekowych: 6-10 i 11-20 lat i 3-5 lat, którą dzieli z marką Fendt. W najstarszej zaś kategorii, powyżej 20 lat, liderem pozostaje Ursus. Podobny wzrost PIGMiUR odnotowuje w segmencie przyczep „z drugiej ręki”, bowiem od stycznia do września zarejestrowano 5358 szt. używanych tego typu maszyn. To o 382 szt. więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym o 7,6 proc. – podsumowuje PIGMiUR.

Inflacja w USA: Hamuje, ale wolniej niż oczekiwano. Rynki spokojne

Opublikowane w czwartek dane o amerykańskiej inflacji CPI wpisują się w obraz hamującej inflacji. We wrześniu CPI obniżyła się od 2,4% r/r z 2,5% r/r w sierpniu, a miesięczne momentum pozostało jak przed miesiącem zarówno dla całego wskaźnika CPI jak i inflacji bazowej, ale rynek oczekiwał nieznacznie szybszego hamowania.

Co więcej utrzymany wzrost inflacji bazowej na poziomie 0,3% m/m spowodował nieznaczny wzrost wskaźnika na poziomie rocznym do 3,3% r/r. Oznacza to, że proces spadku inflacji w USA do celu postępuje, jednak ryzyka pozostają w mocy, co dla Fed będzie prawdopodobnie argumentem do utrzymania ścieżki luzowania monetarnego, ale w umiarkowanym tempie. Dzisiejsze dane nie zmieniają wiele w oczekiwaniach, co widać również w umiarkowanych reakcja na rynku długu i dolarze.

Agata Filipowicz-Rybicka, Główny ekonomista i dyrektor DAM Alior Banku

Inflacja w USA jest na trwałej ścieżce powrotu do celu

Inflacja CPI w USA we wrześniu wyniosła 2,4 proc. r/r. Wskaźnik inflacji spada kolejny miesiąc, zbliżając się do celu, chociaż konsensus rynkowy wskazywał na spadek do 2,3 proc. r/r. Do 3,3 proc. r/r wzrosła natomiast inflacja bazowa (konsensus 3,2 proc.).

Moim zdaniem odczyt sam w sobie dużo nie zmienia, a raczej dowodzi słuszności dotychczasowych działań. Widać, że inflacja jest na trwałej ścieżce powrotu do celu i tymczasowo nie ma obaw, żeby miało być inaczej. Obniżki stóp procentowych muszą być jednak zrównoważone, żeby tego stanu nie zachwiać.

Ostatnio na pierwszy plan wyszedł amerykański rynek pracy, jednak ubiegłotygodniowe payrollsy pozytywnie zaskoczyły. FED zdaje się być zatem we względnie komfortowej sytuacji w kontekście dalszego kształtowania polityki monetarnej. Bazowym scenariuszem pozostaje więc łączny ruch o 100 pb w tym roku, czyli jeszcze dwie obniżki po 25 pb.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Protokół z FED zmienia ton. Możliwy brak obniżki stóp procentowych w listopadzie

Protokół z posiedzenia FED spowodował, że zamiast dyskutować o możliwej kolejnej z rzędu podwójnej obniżce, nagle rozmowy trwają o niewykluczonym jej braku w listopadzie. W tle Indie nie zmniejszają stóp procentowych, za to Nowa Zelandia wręcz przeciwnie i to od razu o 0,5%.

Protokół z posiedzenia FED

Wczoraj opublikowano protokół z posiedzenia Rezerwy Federalnej. Jak nietrudno się domyślić niespodziewana decyzja o redukcji o 0,5% nie była jednomyślna. Członkowie Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku byli zgodni, że trzeba stopy obniżyć, dyskusja dotyczyła jednak skali. Finalnie w wyborach tylko jeden uczestnik tego gremium głosował przeciw. Reszta pomimo głosów w dyskusji poparła wniosek. Pójście w stronę 0,5% było spowodowane postępami „w zakresie inflacji i bilansu ryzyk”. Pod tym pojęciem kryje się rekalibracja, o której mówił na konferencji prasowej Jerome Powell. Rynki wyciągnęły z tego konkluzję, że była to jednorazowa zmiana i wyraźnie ograniczyły oczekiwania względem obniżek w listopadzie. W rezultacie dolar umacniał się i był najsilniejszy względem euro od pierwszej połowy sierpnia.

Indie nie zmieniają stóp procentowych

Indyjski bank centralny pozostawił główną stopę procentową na niezmienionym poziomie. Ma ona dalej wartość 6,5%, pomimo tego, że inflacja w lipcu i sierpniu wynosiła odpowiednio 3,6% i 3,65%. Były to najniższe poziomy od sierpnia 2019 roku. Ruch ten był przewidywany, stąd nie widzieliśmy reakcji rynków finansowych na tę decyzję. Stopy procentowe w Indiach rosły w podobnym czasie jak na zachodzie, jednak zakres tego ruchu był niższy. Skoczyły one bowiem z 4% do 6,5% i nie były powiązane ze szczególnym, jak na tę gospodarkę wzrostem inflacji.

Nowa Zelandia obniża stopy procentowe

W środę obyło się bez niespodzianek w Nowej Zelandii. Stopy procentowe miały zostać zredukowane o 0,5% i właśnie o tyle spadły – z 5,25% do 4,75%. Powodem drugiego cięcia w tym cyklu jest oczywiście spadająca inflacja. Wynosi ona obecnie 3,3% i od początku roku co kwartał obniża się o kolejne 0,7%. Po redukcji o 0,5% widać było wyraźne osłabienie dolara nowozelandzkiego względem głównych walut. Powodem ruchu był fakt, że wielu inwestorów oczekiwało, że podobnie jak na poprzednim posiedzeniu zobaczymy obniżkę o 0,25%. Większy ruch osłabił zatem walutę.

W kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kto obecnie kupuje mieszkania? – komentarz do wrześniowych danych BIK

Żeby uzyskać pełen obraz sytuacji na rynku, aktualne dane BIK warto zestawiać z danymi z pierwszego półrocza 2023 r., czyli okresem ze zbliżonymi warunkami do zaciągnięcia kredytu hipotecznego. Warto przypomnieć, że w lutym 2023 r. KNF złagodziła warunki oceny zdolności kredytowej obniżając poziom bufora z 5 p.p. do 2,5 p.p. Był to oddech po długim okresie restrykcji. Ta zmiana skutkowała  zwiększeniem liczby zapytań oraz udzielanych kredytów mieszkaniowych, jeszcze zanim rządowy program BK 2%  formalnie zaczął działać.

Obecnie mamy zbliżoną sytuację – stopy procentowe są nadal wysokie, choć o 1 pp. niższe niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku, a banki liczą zdolność kredytową z najniższym minimalnym buforem na poziomie 2,5 p.p. Nadal są to jednak warunki niesprzyjające kredytobiorcom. Z przeprowadzonych przez nas badań wśród klientów poszukujących mieszkań wynika, że najczęstszymi powodami, które powstrzymują ich przed zawarciem transakcji są ceny lokali i właśnie niska zdolność kredytowa.

Według danych BIK we wrześniu do banków trafiło 28,51 tys. wniosków kredytowych, czyli 8% więcej niż miesiąc wcześniej. Nie wiemy jeszcze, jak przełożą się one na liczbę przyznanych kredytów, ale możemy przypuszczać, że będzie ona dość wysoka. Dla porównania w sierpniu zawarto 14,8 tys. umów kredytowych, a w okresie od marca do maja 2023 ich maksymalny poziom wyniósł ok. 11 tys. Równocześnie średnia kwota wnioskowanego kredytu wzrosła we wrześniu do 444,74 tys. zł.

Co to oznacza? Obecnie na rynku mieszkaniowym obserwujemy wysoką aktywność innej grupy popytowej niż w I półroczu 2023 roku. Wnioskuje ona o wyższe kwoty kredytów nie tylko ze względu na wyższe ceny mieszkań, ale przede wszystkim dlatego, że posiada odpowiednią zdolność kredytową i po prostu stać ją na zakup droższych i większych mieszkań. To dość zamożne osoby, które nie kupują swoich pierwszych mieszkań, a raczej zmieniają posiadane dotychczas na nowe, wspomagając się kredytem hipotecznym. Potwierdzają to także wyniki sprzedaży deweloperów na 7 głównych rynkach – nie są wysokie, ale jednak nie tak niskie, jak można byłoby się spodziewać po zamknięciu programu BK 2%.

Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics

Wpływ potencjalnego zwycięstwa Donalda Trumpa na rynki finansowe i gospodarkę USA

Po zeszłotygodniowym odbiciu Donalda Trumpa w sondażach, John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo kreśli scenariusz, który według rynku zakładów ma teraz największe szanse, by się urzeczywistnić: „republikańskie zwycięstwo”, w którym Trump nie tylko wygrywa wybory, ale Republikanie zachowują kontrolę nad Izbą Reprezentantów i odzyskują Senat. Ekspert nazywa to scenariuszem „Trump 2.0”, na który bukmacherzy dają obecnie 30% szans.

Uwzględniając reakcję rynku po zwycięstwie Trumpa w 2016 roku, uważa się, że taki scenariusz mógłby przynieść znaczące korzyści dla amerykańskiego rynku akcji. W końcu wizja dalszych obniżek podatków i deregulacji zazwyczaj budzi optymizm. Niemniej jednak niektóre z tych pozytywnych założeń mogą okazać się mylne, przynajmniej w kontekście początkowej reakcji rynku.

Rynek akcji zyskał po zwycięstwie Donalda Trumpa w wyborach sprzed ośmiu lat, choć warto zauważyć, że równocześnie wzrosły napięcia handlowe z Chinami. W 2017 r. indeksy Dow Jones Industrial Average, S&P 500 i Nasdaq Composite osiągnęły najlepsze wyniki od 2013 roku. Chociaż te dane dają pewną perspektywę, nie można być pewnym wpływu potencjalnego zwycięstwa Trumpa na rynki. Dla inwestorów to czas, by dokładnie rozważyć, co poszczególne scenariusze oznaczają w kontekście ich portfeli, a przede wszystkim, by pomyśleć o dywersyfikacji, która wśród polskich inwestorów wciąż często nie jest priorytetem – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo w Polsce.

John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo analizuje scenariusz „Trump 2.0”

Według Johna J. Hardy’ego, jedynym do tej pory papierkiem lakmusowym nastrojów rynku wobec tego scenariusza, był okres wakacyjny, gdy sondaże wskazały na wzrost poparcia dla Trumpa po próbie zamachu na jego życie w połowie lipca oraz symbolicznym wzniesieniu przez niego pięści po tym zdarzeniu. Na poniższym wykresie widać, jak akcje Forda i General Motors (indeksowane do 100 od 1 maja) rosły wraz z szansami Trumpa na zwycięstwo, a następnie spadły po wycofaniu się Bidena z wyścigu. Punkt oznaczony jako „1” na wykresie to dzień po debacie z 28 czerwca, w której Biden odniósł porażkę. Punkt „2” to pierwszy dzień na rynkach po zamachu na Trumpa z 12 lipca, natomiast punkt „3” to dzień po 21 lipca, kiedy Biden ogłosił rezygnację z kandydowania w wyborach prezydenckich.

wykres 1

Ford wydawał się bardziej wrażliwy na wahania Trumpa w sondażach niż GM. Może to wynikać z faktu, że firma produkuje niemal dwa razy więcej samochodów w Meksyku niż Ford, co sprawia, że podejście Trumpa do cła jest odczytywane jako ryzyko dla rentowności produkcji w tym kraju. Niemniej jednak GM sprzedaje ponad 80% swoich samochodów w USA, podczas gdy Ford sprzedaje tam około dwóch trzecich. Z drugiej strony, pod koniec lipca opublikowano również wyniki finansowe Forda, a bardzo słaby raport przyczynił się do ogromnego spadku ceny akcji firmy. Niezależnie od tego, możemy uznać, że ceny akcji tych dwóch spółek będą wrażliwe na wynik wyborów.

Pozytywne aspekty wariantu „Trump 2.0”

Oczekiwania na pozytywną reakcję w przypadku „Trump 2.0” opierają się głównie na scenariuszu z 2016 roku, kiedy to rynek przewidywał, zresztą słusznie, znaczne obniżki podatków. Jeśli powtórzy się ta strategia, sektory, które prawdopodobnie będą cieszyć się ze scenariusza pełnej dominacji Republikanów, to:

  • Amerykańscy producenci z silną pozycją na rynku krajowym, którzy borykają się z zagraniczną konkurencją. Mogą oni zyskać szczególnie wiele w przypadku wygranej Trumpa. Nowe cła zwiększyłyby ich konkurencyjność na rynku krajowym. Warto jednak pamiętać, że łańcuchy dostaw mają często zasięg globalny. Ponadto, krajowe inwestycje w nowe zakłady produkcyjne również mogą przynieść dobre rezultaty.
  • Duże banki i firmy paliwowe. Oprócz wprowadzenia ceł, Trump obiecał również deregulację dla tradycyjnych firm energetycznych oraz banków i instytucji finansowych. W przypadku dużych banków istnieje nadzieja, że w przy ponownej wygranej Trumpa, zostaną zniesione niektóre z surowych regulacji Dodd-Frank, wprowadzonych po kryzysie finansowym w latach 2007-09. Podobnie jak Ford i GM, banki również zyskały na wartości, gdy w połowie lipca zwiększyły się szanse Trumpa na wygraną.
  • Akcje. Trump obiecał obniżenie podatków korporacyjnych do 15% z obecnych 21%, co stanowiłoby natychmiastowy zastrzyk zysków dla wszystkich rentownych przedsiębiorstw.
  • Europejskie firmy zbrojeniowe. Administracja w przypadku „Trump 2.0” prawdopodobnie doprowadzi do dalszego osłabienia zaufania do sojuszy bezpieczeństwa między USA a Europą oraz większej gotowości USA do negocjacji z Rosją w celu zakończenia wojny w Ukrainie. Może to pociągnąć za sobą znaczne inwestycje w Europie, dążące do wzmocnienia niewystarczających zdolności obronnych.

Ale jakie jest ryzyko?

„Przewidywanie jest bardzo trudne, zwłaszcza jeśli chodzi o przyszłość” – zauważył kiedyś jeden z duńskich fizyków, co doskonale oddaje obecną sytuację. Prognozowanie, jak rozwinie się scenariusz „Trump 2.0” w dłuższej perspektywie, jest niezwykle skomplikowane. Niemniej jednak warto zwrócić uwagę na kilka obszarów, które mogą szybko ograniczyć pozytywną reakcję rynku.

Po pierwsze, ryzyko wojny handlowej. Było to bardzo widoczne podczas pierwszej kadencji Trumpa, gdy rynek często reagował na jego wpisy na Twitterze (obecnie X.com) dotyczące działań przeciwko Chinom. Jednak tym razem Trump może przyjąć bardziej agresywne podejście do ceł, co może prowadzić do konfrontacji nie tylko z Chinami, ale także z innymi dużymi partnerami handlowymi, takimi jak Meksyk, Japonia czy Europa.

Po drugie, wzmocnienie dolara amerykańskiego. Powszechnie uważa się, że cła oraz stymulujące cięcia podatkowe doprowadzą do wzmocnienia dolara amerykańskiego. Jest to globalna waluta, której umocnienie stanowi ryzyko dla wzrostu gospodarczego na świecie, szczególnie w krajach rozwijających się.

Po trzecie ryzyko inflacji. Deficyty w USA już są ogromne, jak na gospodarkę, która nie znajduje się w recesji. Dodatkowe cięcia podatków i cła wprowadzane przez Trumpa mogą prowadzić do dalszego wzrostu cen. Nastroje na rynku mogą szybko się pogorszyć, jeśli inwestorzy uznają, że Rezerwa Federalna będzie zmuszona utrzymać stopy procentowe na wysokim poziomie.

Po czwarte, niestabilna sytuacja z długiem USA i wysokie rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Po zwycięstwie Trumpa w 2016 roku giełda mogła rosnąć, mimo podwyżek stóp procentowych, bo zaczynały one z bardzo niskiego poziomu. Polityka Trumpa jest postrzegana jako inflacyjna, co może spowodować ponowny, ostry wzrost długoterminowych rentowności. Obecnie stopy procentowe są znacznie wyższe, ale także zadłużenie Stanów Zjednoczonych znajduje się na całkowicie niezrównoważonej trajektorii przy obecnych stopach procentowych, nawet bez nowych cięć podatków przez Trumpa. Jakie nowe rozwiązania musiałby opracować Departament Skarbu i Rezerwa Federalna, aby zapobiec dalszemu wzrostowi stóp procentowych? Odpowiedzi nie są proste.

Po piąte – niepokój społeczny.  To jeden z najtrudniejszych obszarów do przewidzenia, ale jeśli Trump zrealizuje swoje groźby dotyczące deportacji nielegalnych imigrantów, może to spowodować poważne zakłócenia.

Nie można przewidzieć, jak rozwinie się scenariusz „Trump 2.0”, ale z wszystkich możliwych opcji prawdopodobnie wywoła on największe wahania na rynku zaraz po wyborach. Wówczas rynki będą próbowały przewidzieć kierunki nowej polityki, które wprowadzi nowy prezydent i Kongres. Ważne będzie też obserwowanie, co się wydarzy po ewentualnym gwałtownym wzroście rynku. Z drugiej strony, najbardziej pozytywnym scenariuszem w perspektywie średnioterminowej jest prawdopodobnie nie „Trump 2.0”, lecz zwycięstwo Harris z Republikańskim Senatem – czyli w zasadzie status quo. Rynek często reaguje lepiej, gdy politycy mają ograniczone możliwości działania.

Dane inflacyjne mogą umocnić dolara, ale pod jednym warunkiem

Rynek mocno zredukował swoje oczekiwania co do przyszłych obniżek stóp procentowych w USA. Widać, że sukcesywnie m.in. z tego powodu dolar amerykański umacnia się, co skutkuje zejściem pary EUR/USD poniżej 1,0950. Z technicznego punktu widzenia na głównej parze walutowej widoczny jest układ „podwójnego szczytu” a w chwili obecnej obserwujemy sugerowany przez tę formację spadek, który może spowodować zejście poniżej 1,09. Żeby jednak zobaczyć niższe wartości prawdopodobnie potrzebne byłyby do tego nieco wyższe odczyty CPI, które pokazałyby, że inflacja nie powiedziała ostatniego słowa a Fed w związku z tym musi wykazać się czujnością.

Wczoraj, nawet bez wyraźnego bodźca, dolar amerykański dość mocno zyskał na wartości, a kurs EUR/USD spadł poniżej 1,095. Z kolei notowania USD/JPY ponownie osiągnęły pułap 150. Jednocześnie rynek wycenia obecnie zaledwie 42 punkty bazowe obniżek stóp Fed do końca roku (prawie 20 pb mniej niż tydzień temu), co nie byłoby nawet równoważne cięciu o 25 pb na każdym z dwóch pozostałych posiedzeń. Można uznać, że dostosowanie rynkowe poszło trochę za daleko. Ale z drugiej strony przeszacowania czy niedoszacowania są czymś naturalnym. Wczorajszy protokół z wrześniowej decyzji pokazał, że były głosy przeciwne tak dużej zmianie stóp ale większa część urzędników optowała jednak za większym ruchem. Ostatnie komentarze płynące z Fed sugerują, że decydencie nie są niezadowoleni z obecnego stanu gospodarki. Niemniej jednak wydaje się mało prawdopodobne, aby Rezerwa Federalna wstrzymał się z redukcją w listopadzie lub w grudniu, nawet teraz, kiedy mamy za sobą bardzo dobry raport NFP. Scenariuszem bazowym pozostaje zatem luzowanie warunków monetarnych o 25 pb na każdym z dwóch kolejnych posiedzeń.

Dzisiejsze dane CPI nie będą „elektryzować” rynku tak jak jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu, jednak z powodu ubogiego w dane kalendarza makro w tym tygodniu, z pewnością wskaźniki inflacyjne nie przejdą niezauważone. Oczekiwania pokazują stabilizację miary bazowej r/r na poziomie 3,2 proc. oraz spadek zasadniczego CPI z 2,5 proc. do 2,3 proc. Dynamika miesięczna również wg prognoz ma się obniżyć. Jeśli jednak dane zaskoczą negatywnie (w górę), wówczas dolar może ponownie otrzymać „wiatr w żagle”, co mogłoby poskutkować spadkiem głównej pary walutowej poniżej 1,09.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers