Dyrektywa Omnibus: ponad półtora roku po wdrożeniu – przedsiębiorcy wciąż nieprzygotowani na zmiany

Choć od momentu wprowadzenia przepisów implementujących do naszego porządku prawnego Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/2161 z 27 listopada 2019 r. odnoszącą się do lepszego egzekwowania i unowocześnienia unijnych przepisów dotyczących ochrony konsumenta (znaną jako „dyrektywa Omnibus”), upłynęło już ponad półtorej roku, wiele krajowych przedsiębiorców nadal nie dostosowało się do jej wymogów.

Celem dyrektywy jest zwiększenie ochrony konsumentów, a nieprzestrzeganie jej przepisów może wiązać się z poważnymi konsekwencjami finansowymi dla firm. Dlatego kluczowe jest, aby przedsiębiorcy nie odkładali dłużej dostosowania swoich wewnętrznych regulacji do znowelizowanych przepisów konsumenckich.

Co zmieniło się wraz z wejściem w życie dyrektywy Omnibus?

Zacznijmy od przypomnienia najważniejszych rozwiązań wprowadzonych dyrektywą Omnibus. Od 1 stycznia 2023 roku przedsiębiorcy są zobligowani do:

  • stosowania nowych zasad informowania konsumentów o obniżonej cenie. W praktyce ta zmiana pociąga za sobą największe trudności dla firm, ponieważ dyrektywa wymaga precyzyjnego wskazania obok informacji o obniżonej cenie, także informacji o najniższej cenie towaru lub usługi, jaka obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki,
  • informowania o sposobie weryfikacji autentyczności opinii o produktach,
  • przekazywania dodatkowych informacji konsumentom np. identyfikujących przedsiębiorcę czy wskazujących kanały komunikacyjne,
  • ujawniania głównych parametrów plasowania oraz podawania informacji o płatnej reklamie.

Jakie są najczęstsze naruszenia dyrektywy Omnibus?

Od wejścia w życie dyrektywy minęło już sporo czasu, co pozwoliło na identyfikację najczęstszych naruszeń. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wielokrotnie przedstawiał wyniki kontroli dotyczące praktyk stosowanych przez przedsiębiorców w branży e-commerce oraz sprzedaży tradycyjnej. Wśród najbardziej powszechnych naruszeń pojawiły się:

  • brak informacji, że sprzedający na platformie jest przedsiębiorcą, co jest istotne, gdy konsument chce skorzystać z prawa do odstąpienia od umowy,
  • niepodawanie najniższej ceny obowiązującej 30 dni przed wprowadzeniem obniżki lub informowanie o niej w sposób nieczytelny (np. mała czcionka),
  • nieuwzględnianie w aktualnej promocji odniesienia do najniższej ceny,
  • zamieszczanie fałszywych lub zniekształconych opinii.

Jakie sankcje grożą za naruszenie dyrektywy Omnibus?

Za naruszenie przepisów dyrektywy Omnibus przedsiębiorcy mogą ponosić odpowiedzialność zarówno na drodze administracyjnej, jak i cywilnej.

Oto możliwe kary pieniężne:

  • do wysokości 20 000 zł – nakładana przez wojewódzkiego inspektora Inspekcji Handlowej jeżeli przedsiębiorca nie wykonuje obowiązków dotyczących informowania o obniżce ceny, również podczas reklamowania towaru lub usługi,
  • do wysokości 40 000 zł – nakładana przez wojewódzkiego inspektora Inspekcji Handlowej jeżeli przedsiębiorca narusza powyższe obowiązki co najmniej trzykrotnie w okresie 12 miesięcy, licząc od pierwszego stwierdzenia naruszenia,
  • do wysokości 10 % obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary – nakładana przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na przedsiębiorcę, który dopuścił się naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.
  • do wysokości 2.000.000 zł może zostać nałożona przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na osobę zarządzającą, jeżeli osoba ta, w ramach sprawowania swojej funkcji w czasie trwania stwierdzonego naruszenia, umyślnie dopuściła przez swoje działanie lub zaniechanie do naruszenia przez przedsiębiorcę zbiorowych interesów konsumentów.

Wskazane wartości to maksymalny wymiar kar jakie mogą nałożyć właściwe organy, a jej wysokość jest każdorazowo zależna od rodzaju i stopnia naruszenia, a także od sytuacji finansowej przedsiębiorcy.

Odpowiedzialność cywilna:

Konsument, którego interesy zostały zagrożone lub naruszone przez nieuczciwe praktyki rynkowe przedsiębiorcy może żądać:

  • zaniechania danej praktyki,
  • usunięcia skutków tej praktyki,
  • publikacji przeprosin lub odpowiedniej informacji,
  • obniżenia ceny,
  • naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych,
  • zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny.

Należy podkreślić, że UOKiK bardzo poważnie podchodzi do weryfikacji przestrzegania przepisów. Już w 2023 roku, w wyniku działań kontrolnych wystosował wiele wniosków o przedstawienie wyjaśnień odnośnie wątpliwych praktyk lub zaniechanie naruszeń zbiorowych interesów konsumentów, a w 2024 roku nałożono już pierwsze kary finansowe.

Dla przykładu można wskazać ostatnie decyzje Prezesa UOKiK wobec firm publikujących fałszywe opinie o produktach i usługach, gdzie łączna suma kar to 85 tys. złotych. Jak stwierdził Prezes UOKiK Tomasz Chróstny: „(…) Recenzje publikowane przez ukaranych przedsiębiorców pozorowały opinie rzeczywistych klientów. Wprowadzały w błąd, ponieważ sztucznie podwyższały renomę sprzedawcy czy jakość produktu lub usługi (…).”[1]

Jak uniknąć sankcji?

Najprostszym sposobem uniknięcia sankcji jest przestrzeganie przepisów oraz dostosowanie rozwiązań, zwłaszcza wykorzystywanych w branży e-commerce do wytycznych publikowanych na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Oto kilka kroków, które mogą pomóc w zapewnieniu zgodności z dyrektywą Omnibus:

1. Dokładnie zapoznaj się z przepisami i zweryfikuj dotychczas stosowane praktyki, co pozwoli zidentyfikować ewentualne niezgodności z prawem. Warto wykonać analizę regulaminów i informacji publikowanych na stronach internetowych.

2. Zastanów się nad dotychczas stosowaną strategią marketingową, zweryfikuj czy treść informacji o cenie odpowiada regulacjom dyrektywy oraz czy system informatyczny nie wymaga modyfikacji.

3. Zbadaj czy w twoim serwisie są zamieszczane opinie, a jeśli tak to musisz zdecydować czy będziesz je weryfikować (wiarygodność źródła):

  • niezależnie od tego czy weryfikujesz opinie czy nie robisz tego, o każdej z tych okoliczności musisz poinformować konsumenta,
  • dobrym sposobem będzie umożliwienie dodania opinii klientom, którzy faktycznie dokonali zakupu np. poprzez przesłanie linka do takiego formularza.

4. Jeśli jesteś przedsiębiorcą prowadzącym sprzedaż w internecie to:

  • zakomunikuj konsumentom kryteria plasowania produktów oraz oznacz płatną reklamę,
  • sprawdź status podmiotów, które oferują produkty lub usługi na platformie (czy są to przedsiębiorcy czy konsumenci),
  • wprowadź zmiany w interfejsie, dzięki którym konsument będzie świadomy czy zawiera umowę z przedsiębiorcą czy z konsumentem.

Podsumowanie

Przestrzeganie przepisów dyrektywy Omnibus to nie tylko obowiązek prawny, ale także inwestycja w długofalowy sukces firmy. Nieznajomość tych przepisów lub ich świadome ignorowanie może prowadzić do poważnych konsekwencji nie tylko w aspekcie finansowym, takim jak kary pieniężne ale także może nadszarpnąć zaufanie dotychczasowych klientów.

Autor: Radca Prawny Joanna Żywiec, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

[1] https://uokik.gov.pl/falszywe-opinie-stop

Ceny coraz bardziej rosną. W lipcu na sklepowych półkach było o 3,9 proc. drożej niż rok temu

Analiza 69,1 tys. cen pochodzących z 31,8 tys. sklepów detalicznych wykazała, że w lipcu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,9% rdr. Do tego dane pokazują, że w ostatnich miesiącach dynamika podwyżek cen konsekwentnie rośnie. Ostatnio na 17 monitorowanych kategorii 13 było na plusie. Tym razem najbardziej zdrożały napoje bezalkoholowe – o 15,6% rdr. W czołówce drożyzny widać też dodatki spożywcze z podwyżką rdr. na poziomie 11,2%, słodycze i desery – 9,3%, chemię gospodarczą – 8,7%, a także pieczywo – 6,4%. Natomiast spadki zaliczyły 4 kategorie. Największy z nich dotyczył art. tłuszczowych i wyniósł 8,1% rdr. Ujemne wyniki rdr. zanotowały ponadto produkty sypkie – 7,4%, warzywa – 5,6%, jak również karmy dla zwierząt – 0,5%.

Według cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito, opartego na analizie 69,1 tys. cen pozyskanych z 31,8 tys. sklepów, w lipcu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,9% rdr. Dla porównania można wskazać, że w czerwcu wzrost rdr. – wyliczony wg tej samej metodologii – wyniósł 3,1%, w maju – 2,9%, a w kwietniu – 2,4%. Oznacza to, że dynamika podwyżek cen w sklepach wciąż rośnie.

– Jest to obserwacja zgodna z ogólnym wzrostem inflacji odnotowanym w ostatnich miesiącach. Zmiany te nie są szczególnym zaskoczeniem dla ekonomistów. Ewidentnie możemy już mówić o powolnym, ale wyraźnym odwróceniu trendu od kwietnia, czego główną przyczyną było odmrożenie stawek VAT na żywność – komentuje dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito.

W lipcu br. na 17 analizowanych kategorii 13 było na plusie. Na froncie drożyzny znalazły się napoje bezalkoholowe ze wzrostem rdr. o 15,6%. W czerwcu podrożały rdr. o 4,9%, a w maju – o 6,3%. – Tu kluczowym czynnikiem był popyt na napoje bezalkoholowe w okresie wakacyjnych, wysokich temperatur. Ale na wzrost cen w tej kategorii wpływa również zwiększenie kosztów opakowań z tworzyw sztucznych. Do tego dochodzą wyższe niż przed rokiem ceny niektórych owoców, np. pomarańczy. To wszystko sprawia, że drożeje m.in. produkcja soków, ale nie tylko – mówi dr Tomasz Kopyściański.

Na drugim miejscu w rankingu są dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) z podwyżką o 11,2% rdr. W czerwcu zdrożały rdr. o 6,2%, a w maju – o 5,9%. – Rosnąca dynamika wzrostu cen dodatków spożywczych wynika ze zwiększenia kosztów produkcji. Prognozy w tym zakresie nie są pozytywne. Do końca roku zdrożeje energia. Ponadto rosną ceny surowców, np. pomidorów i gorczycy, a także opakowań, co również wpływa na tę kategorię – wyjaśnia prof. Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito.

Na trzeciej pozycji są słodycze i desery z podwyżką o 9,3% rdr. Miesiąc wcześniej podrożały rdr. o 11,2%, a w maju – o 12,9% rdr. – Pogarszające się warunki przyrodnicze negatywnie wpływają na surowce wykorzystywane w tej branży. Ponadto wzrost cen nośników energii i płac oraz rosnący popyt na cukier oraz kakao, przy stabilizacji podaży, dodatkowo utrzymują drożyznę. Analizując zmiany klimatyczne, nie należy spodziewać się polepszenia warunków uprawy oraz zmian w cenach energii, a więc artykuły z tej kategorii wciąż będą drogie – przekonuje prof. Sławomir Jankiewicz.

Czwarta w rankingu jest chemia gospodarcza ze średnim wzrostem rdr. o 8,7%. W czerwcu i w maju zdrożała odpowiednio o 9,2% i 9,7% rdr. – Ceny chemii gospodarczej w ostatnich miesiącach bardzo się ustabilizowały, tym niemniej wciąż są wysokie. Niestety, ta kategoria raczej utrzyma się w czołówce drożyzny. Jej wyniki są w dużej mierze zależne od poziomu cen energii i gazu, które na przełomie roku mogą istotnie wzrosnąć – tłumaczy dr Tomasz Kopyściański.

Piąte w zestawieniu jest pieczywo, które podrożało o 6,4% rdr. W czerwcu zaliczyło wzrost rdr. o 5,3%, a w maju – o 4,9%. – W tej kategorii istotny był wzrost cen zbóż, odnotwany w maju i w czerwcu w skupach rolnych. Aktualnie jednak sytuacja w tym zakresie bardzo się ustabilizowała. W lipcu pszenica i żyto nawet potaniały – o ok. 10% rdr. To tworzy perspektywę do wyhamowania podwyżek cen pieczywa w kolejnych miesiącach. Jednak w dłuższym okresie kluczowym czynnikiem będą koszty zużycia gazu. Wyłania się więc ryzyko wzrostu cen w kolejnym roku – ostrzega dr Kopyściański z WSB Merito.

Zaraz za TOP5 znalazły się środki higieny osobistej z podwyżką o 6,2% rdr. W czerwcu i w maju podrożały odpowiednio o 5,1% i 3,1% rdr. Na plusie są też owoce z wynikiem 3,8% rdr. We wcześniejszych dwóch miesiącach zdrożały o 1,8% i 2,2% rdr. W górę poszły też ceny nabiału – o 3,6% rdr. Poprzednie wzrosty wyniosły 1,1% i 1% rdr.

– Na podwyżki cen owoców wpływa ograniczona podaż, co w wielu przypadkach jest wciąż konsekwencją wiosennych przymrozków i spadku plonów w sadownictwie. Natomiast powodem stabilnych cen nabiału jest utrzymująca się na rynku krajowym od wielu miesięcy wysoka podaż. Jej konsekwencją są niskie ceny mleka w skupie – stwierdza dr Tomasz Kopyściański.

Podrożały też art. dla dzieci – o 3,5% rdr. W poprzednich miesiącach wzrosty rdr. w tej kategorii wyniosły 1,5% i 4,2%. Ostatnio ceny ryb urosły rdr. o 2,8%, a wcześniej – o 4,8% i 0,5%. Wędliny w lipcu zaliczyły skok o 2,3% rdr. Poprzednie podwyżki były na poziomie 4,6% i 1,2% rdr. Natomiast mięso podskoczyło o 2,2% rdr. Dwa wcześniejsze wzrosty były wielkości 0,9% i 1,9% rdr. Zestawienie drożejących kategorii zamykają używki (tj. herbata, kawa, piwo, wódka) z wynikiem 1% rdr. W czerwcu podrożały rdr. o 4,7%, a w maju – o 2,6% rdr.

– Podwyżki cen w większości kategorii wynikają ze wzrostu kosztów produkcji. I tak np. w przypadku wędlin są one wyższe niż w kategorii mięsa, więc ich ceny rosną szybciej. Ponadto idą w górę ceny logistyki. Ryby drożeją ze względu na koszty paliw i energii, transportu oraz wzrost płac. Trzeba też brać pod uwagę wahania pogodowe, zanieczyszczenie środowiska oraz zmiany przepisów, związane z ochroną i hodowlą – wymienia prof. Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei na minusie znalazły się 4 kategorie. W czerwcu i w maju było identycznie. W lipcu rdr. najbardziej zmalały ceny art. tłuszczowych – o 8,1% rdr. Poprzednie spadki wyniosły 11,2% i 10% rdr. – Ulgę cenową w tej kategorii obserwujemy już od wielu miesięcy. Podstawowym powodem jest ubiegłoroczny, bardzo dobry poziom światowych zbiorów roślin oleistych. W br. prognozuje się jednak lekki spadek produkcji, co może wpłynąć na nieznaczne wzrosty cen, choć raczej w dłuższej perspektywie – uspokaja dr Tomasz Kopyściański.

Ponadto rdr. zmniejszyły się również ceny produktów sypkich – o 7,4% rdr. Poprzednie spadki wyniosły 2% i 3,6% rdr. Na minusie są też warzywa – 5,6% rdr. Wcześniej ujemne wyniki były na poziomie 5,1% oraz 3,3% rdr. Najmniej rdr. potaniły karmy dla zwierząt – o 0,5% rdr. W czerwcu i w maju ich ceny zmalały odpowiednio o 2,4% i 8,1% rdr.

Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z lipca 2024 r. i z analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą 69,1 tys. cen detalicznych z 31,8 tys. sklepów należących do 52 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry, docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Ryzyko zbycia nieruchomości przez spółkę z o.o. bez zgody zgromadzenia wspólników w świetle orzeczenia II CSKP 144/22

Ryzyko nieważności umowy nabycia nieruchomości w świetle II CSKP 144/22.

Transakcje na rynku nierucho-mości, w których stroną jest spółka kapitałowa, nie są rzadkością, w związku z czym, jak wynika z orzeczenia Sądu Najwyższego (II CSKP 144/22), kontrahent spółki musi liczyć się z ryzykiem unieważnienia takiej transakcji. „Gdy zgromadzenie wspólników lub walne zgromadzenie nie wyda zgody na transakcję, lub taka zgoda zostanie zaskarżona istnieje ryzyko, że transakcja będzie nieważna” – mówi Paweł Szumowski, członek zespołu Prawa Spółek oraz Fuzji i Przejęć w kancelarii Wolf Theiss w Polsce.

Co do zasady, zbycie lub nabycie kluczowych aktywów spółek kapitałowych, jakimi są nieruchomości, wymaga uzyskania przez zarząd spółki zgody zgromadzenia wspólników czy też walnego zgromadzenia. Można też – o ile jest taka wola wspólników lub akcjonariuszy wymóg uzyskania zgody wspólników uchylić w treści umowy lub statutu spółki.

Decyzję o zastrzeżeniu lub usunięciu wymogu uzyskania takiej zgody podejmuje się w momencie tworzenia spółki. Nie ma jednak problemu, aby pierwotne podejście zmienić i dokonać stosownej zmiany umowy czy statutu spółki. Należy jednak pamiętać o art. 229 KSH, który wprowadza dodatkowe ramy czasowe dotyczące wymogu uzyskania takiej zgody na nabycie. Zgodnie z nim, umowa o nabycie dla spółki nieruchomości albo udziału w nieruchomości lub środków trwałych za cenę przewyższającą jedną czwartą kapitału zakładowego, nie niższą jednak od 50 tys. zł., zawarta przed upływem dwóch lat od dnia zarejestrowania spółki, wymaga uchwały wspólników, chyba że umowa ta była przewidziana w umowie spółki. Z wymogu uzyskania zgody na zbycie lub nabycie nieruchomości, użytkowania wieczystego lub udziału w nieruchomości rezygnują przede wszystkim spółki deweloperskie lub inne spółki zajmujące się rynkiem nieruchomościowym. Dzięki temu, obrót nieruchomościami staje się łatwiejszy. Zgodę na nabycie lub zbycie nieruchomości czy użytkowania wieczystego zastrzega jednak sporo spółek jako sposób na ochronę istotnego majątku przed nieuprawnionymi działaniami zarządu – zauważa Paweł Szumowski z Wolf Theiss.

Jeśli stosowne wyłączenia nie zostaną wprowadzone w umowie lub statucie spółki, każdorazowo na transakcję, której przedmiotem jest przeniesienie nieruchomości, będzie wymagana zgoda zgromadzenia wspólników. Nie ma tu znaczenia czy nieruchomość wykorzystywana jest do prowadzenia działalności gospodarczej przez spółkę, czy jedynie wchodzi w skład jej majątku trwałego.

Aby ułatwić obrót nieruchomościami ustawodawca dopuszcza, aby zgoda zgromadzenia wspólników lub walnego zgromadzenia została wydana nawet do dwóch miesięcy po transakcji (art. 17 § 2 KSH). Ze względu na zasadę ograniczonej autonomii prawa spółek handlowych w takiej sytuacji nie znajdzie zastosowania art. 157 KC, który stwierdza, że własność nieruchomości nie może być przeniesiona pod warunkiem ani z zastrzeżeniem terminu. Sąd Najwyższy w omawianym orzeczeniu (II CSKP 144/22) wydaje się jednak inaczej podchodzić do tego problemu, gdyż stwierdza, że w przypadku zawarcia umowy przedwstępnej, brak uchwały zgromadzenia wspólników uniemożliwia skuteczne dochodzenie stronie uprawnionej zawarcia umowy przyrzeczonej. Takie stanowisko Sądu Najwyższego, można rozpatrywać jako wykładnię wbrew art. 17 § 2 KSH. Wprowadzałoby ono istotną niepewność co do ważności transakcji nieruchomościowych, na które zgromadzenie wspólników czy walne zgromadzenia wydało następczą zgodę. Wydaje się, że nie to było zamiarem Sądu Najwyższego – podkreśla Iwona Huryn z zespołu ds. nieruchomości i budownictwa w kancelarii Wolf Theiss.

Ponadto, jak słusznie zauważa Sąd Najwyższy w sentencji omawianego orzeczenia, zgoda zawarta w uchwale zgromadzenia wspólników lub rady nadzorczej stanowi jeden z elementów, które dopiero w całości tworzą oświadczenie woli spółki. Takie oświadczenie woli spółki jest z kolei jest składnikiem czynności prawnej dokonywanej przez spółkę. Tym samym zgoda zawarta w uchwale zgromadzenia wspólników lub rady nadzorczej to element, który będzie zawsze wymagany dla skuteczności czynności prawnej, bez względu na to, czy dojdzie do niej z woli stron, czy wskutek uwzględniania powództwa o zobowiązanie do złożenia oświadczenia woli.

Nabywcy, którzy ryzykują i nabywają nieruchomość, bez zgody zgromadzenia wspólników czy walnego zgromadzenia muszą liczyć się z unieważnieniem czynności prawnej. Takie ryzyko ponoszą również nabywcy, którzy nie sprawdzili, czy uchwała została podjęta lub mogą racjonalnie założyć, że dojdzie do zaskarżenia uchwały w sprawie zgody na transakcję. Tylko kontrahenci spółki działającej w dobrej wierze nie muszą obawiać się negatywnych skutków powództwa o uchylenie uchwały. Korzystają bowiem z kodeksowej ochrony, która zapewnia, że uchylenie takiej uchwały nie ma wobec nich skutku. Warto więc zweryfikować przed dokonaniem czynności rozporządzającej ze spółką czy uchwała w sprawie wyrażenia zgody na dokonanie transakcji, której przedmiotem jest nieruchomość została udzielona, jaka jest jej treść oraz czy można spodziewać się jej zaskarżenia. W każdym jednak przypadku, jeśli uchwała została unieważniona, wykonana transakcja również staje się z mocy prawa nieważna  – komentuje Paweł Szumowski.

Jak podkreślają specjaliści, Sąd Najwyższy w omawianym orzeczeniu kładzie istotny nacisk na rolę jaką dla ważności czynności prawnej odgrywa wymagana ustawą zgoda zgromadzenia wspólników lub walnego zgromadzenia. Sankcja nieważności dla takich „niepełnych” czynności prawnych zapewnia bezpieczeństwo obrotu nieruchomościami np. na wypadek działania zarządu spółki w złej wierze. Orzeczenie wprowadza jednak wątpliwość co do ustalenia chwili, kiedy taka zgoda na transakcję zbycia lub nabycia nieruchomości powinna zostać udzielona, przy czym wydaje się, że ta interpretacja tezy Sądu Najwyższego nie będzie powielona.

Dynamiczne odbicie na GPW. Złoty zyskuje przed raportem CPI z USA

Poniedziałkowa sesja to konsolidacja na amerykańskich rynku akcyjnym oraz dynamiczne odbicie indeksów na GPW. Złoty zyskał kilka groszy względem euro oraz USD. Złoto zbliżyło się do swoich rekordów wszechczasów. Rynek czeka na jutrzejszy raport CPI z USA. Rosną spekulacje, że dane dadzą kolejne argumenty Fed-owi do mocniejszego łagodzenia warunków monetarnych na kolejnym, wrześniowym posiedzeniu. Dolar nie zmienił swojej wyceny a rentowności amerykańskich obligacji spadły. Ryzyko geopolityczne na Bliskim Wschodzie pozostaje wysokie.

Dynamiczne odbicie na GPW stało w kontraście z konsolidacją niemieckiego Dax-a czy amerykańskich benchmarków. WIG20 zamknął dzień z wynikiem 3,42 proc. a szeroki WIG urósł o 3,05 proc. Tym samym ten pierwszy pokrył spadkową lukę sprzed tygodnia co jest pozytywnym, technicznym sygnałem. Na ten moment dołek na 2200 pkt. jest jak na razie zakończeniem korekty. Warto zwrócić uwagę, że wakacyjne spadki są bardzo zbliżone pod względem wielkości do przeceny, która miała miejsce w okresie od sierpnia do października. Dodatkowo dołek z minionego tygodnia uplasował się na podobnym poziomie jak minima ze stycznia 2024 oraz szczyt z przełomu lipca oraz sierpnia 2023 roku. Mamy zatem w okolicy 2180-2200 pkt. dość silną barierę, która jak na razie broni indeks przed większą przeceną. Indeks wciąż jednak znajduje się poniżej linii trendu wzrostowego, która łączy minima z października 2022 oraz 2023 roku.

W popycie na akcje z GPW należy upatrywać siły polskiego złotego. Notowania EUR/PLN spadły poniżej 4,30 dziś rano, podczas gdy jeszcze w piątek kurs wyznaczył lokalny szczyt na poziomie 4,33 i znalazł się najwyżej od początku lipca. Kurs EUR/USD konsolidował się i oscylował wokół poziomu zbliżonego do 1,0920. Zmienność głównej pary walutowej jest ekstremalnie niska, może jednak ona wzrosnąć dziś w czasie publikacji inflacji PPI dla USA a z pewnością więcej będzie się działo jutro w czasie publikacji raportu CPI. Pozytywna niespodzianka w poziomie dynamiki cen producenckich może sugerować, że podobnie może wyglądać sytuacja z cenami konsumenckimi. PPI zgodnie z oczekiwaniami ma obniżyć się z 2,6 proc. r/r w czerwcu do 2,23 proc. r/r w lipcu.

Ryzyko geopolityczne na Bliskim Wschodzie pozostaje wysokie. Rzecznik Białego Domu, John Kirby, powiedział, że Stany Zjednoczone uważają, że irański atak na Izrael stał się jeszcze bardziej prawdopodobny i może nastąpić już w tym tygodniu.

Ropa naftowa wczoraj zyskiwała co mogła wynikać z czynnika opisanego wyżej. Baryłka WTI osiągnęła pułap 80 USD a brent zbliżyła się do 82,5 USD. OPEC obniżył swoje prognozy dotyczące wzrostu globalnego popytu na surowiec w tym roku o 135 000 baryłek dziennie, powołując się na niższy popyt ze strony Chin. Kartel nadal spodziewa się wzrostu o 2,1 mln baryłek dziennie, co jest wartością wyższą niż typowe poziomy wzrostu sprzed pandemii. Jest on również wyższy niż prognozy Amerykańskiego Stowarzyszenia Informacji Energetycznej (EIA) i Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) na poziomie około 1-1,2 mln.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Inflacja, wojna i ryzyko dla złotego

Kiedy w Polsce szykujemy się do długiego weekendu, globalnie inwestorzy przygotowują się na gorący okres. Poniedziałkowy spokój jest pozorny i wynika z niepewności, która otacza rynek z każdej strony. 

Na zewnątrz burza, a Polak na grillu

Poniedziałkowe otwarcie na rynkach wydaje się zaskakująco spokojne. Zmienność pozostaje mocno ograniczona, ale inwestorom daleko do wakacyjnych nastrojów. Dzisiejszy brak zdecydowanych ruchów wynika raczej ze zbyt dużej liczby zmiennych, które czają się na horyzoncie. Co ciekawe, część tych czynników może mieć wpływ na rynek w czwartek i w piątek, co jest o tyle istotne z perspektywy złotego, że Polacy w tym czasie będą w trybie weekendowym ze względu na święto 15 sierpnia. Oznacza to niższą płynność, przez co nasza waluta będzie jeszcze bardziej podatna na mocniejsze wahnięcia. Z tej perspektywy warto docenić dzisiejsze umocnienie złotego. Euro na moment  zbliżyło się nawet do 4,30 zł, choć potem blisko grosz odzyskało. Podobny scenariusz był realizowany na dolarze, który zszedł do 3,94 zł. Już w środę czekają nas ważne odczyty makroekonomiczne. Mowa tu o pełnym raporcie na temat inflacji. Szybki szacunek wskazał na odbicie do 4,2%. Ważny też będzie odczyt o dynamice PKB, ta ma wynieść 2,8% rdr. Jest on o tyle istotny, że ostatnio pojawiają się głosy z RPP sugerujące możliwość szybszego cięcia stóp procentowych, gdyby na koniec roku nie udało się wystarczająco rozbujać gospodarki.

Ważą się losy wrześniowego cięcia

Co ciekawe, oba te odczyty mogą umknąć inwestorom, gdyż w szerszej perspektywie dzieje się wystarczająco dużo, by złoty podlegał bardziej globalnym niż lokalnym nastrojom. Przede wszystkim mamy tydzień napakowany odczytami ze Stanów, z tym absolutnie najważniejszym na temat dynamiki cen. Już we wtorek dostaniemy rozgrzewkę w postaci inflacji producenckiej, by w środę otrzymać główne danie tego tygodnia. Analitycy oczekują potwierdzenia ostatniego zejścia do poziomu 3%. Co ciekawe według rynków miałoby to uwolnić możliwość mocniejszej reakcji FED, choć jeszcze niedawno było słychać głosy z otoczenia Powella zwracające uwagę na problem „uporczywości” tego pułapu. W przypadku negatywnej niespodzianki (wyższego odczytu) prawdopodobnie zaobserwujemy znacznie podwyższoną zmienność na rynkach. Zaskakująco ważne mogą okazać się również czwartkowe dane. Dostaniemy tam nowe wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, które ostatnio mają spory potencjał do mieszania na rynkach. Do tego produkcja przemysłowa i jeszcze ważniejsza sprzedaż detaliczna. Od pewnego czasu mocno spekuluje się, że amerykański konsument przejadł pocovidową poduszkę i teraz restrykcyjna polityka FEDu będzie miała jeszcze większe przełożenie na realną gospodarkę.

Geopolityka płonie

Jednak inwestorzy martwią się nie tylko odczytami ze Stanów. W nadchodzących dniach (a może i godzinach) będzie gorąco w obu głównych konfliktach zbrojnych. Po tym, jak Ukraińcy w zeszłym tygodniu zdecydowali się przeprowadzić ofensywę na terytorium Rosji, analitycy oczekują mocnej reakcji ze strony Putina. Pewną próbkę otrzymaliśmy już wczoraj, gdy pokazano obrazki płonącej elektrowni atomowej w Zaporożu. Ostatecznie okazało się, że to prowokacja Rosjan, którzy podpalili skład opon. Obecnie dość mocno spekuluje się o możliwym ataku rakietowym na Kijów, zwłaszcza na obiekty decyzyjne typu parlament. Ryzyko eskalacji konfliktu już dawno nie było tak wysokie i rynek ewidentnie to dostrzega. Drugim miejscem zapalnym jest konflikt Iranu z Izraelem. Świat obawia się o skalę odwetu Persów. Do tego stopnia, że Amerykanie postanowili przesunąć dodatkowe lotniskowce i okręty podwodne do zapalnego regionu. Na tę niepewność reaguje rynek ropy, gdzie widzimy realne zwyżki w ostatnim czasie. Warto pamiętać, że wyższe ceny czarnego złota będą się przekładać na oczekiwania inflacyjne, a tym samym na niepewność co do nadchodzącego luzowania polityki pieniężnej.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Legimi z rekordowymi przychodami w II kwartale 2024 r.

Spółka Legimi opublikowała wyniki finansowe za II kwartał br. Spółka wygenerowała 29,8 mln PLN przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost na poziomie 48 proc. rdr. Marża zysku netto wyniosła 10 proc., a marża EBITDA 16 proc., podczas gdy w analogicznym okresie poprzedniego roku miały ujemne wartości. Są to historycznie najlepsze wyniki finansowe zaraportowane przez spółkę, do których w dużej mierze przyczyniła się zmiana cen abonamentów oraz wdrożenie systemu rekomendacji, działającego w oparciu o sztuczną inteligencję.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników, jakie osiągnęła spółka w minionym kwartale. Są to wyniki do których dążyliśmy poprzez konsekwentną realizację strategii rozwoju. Rekordowy poziom osiągnęły również wypłaty na rzecz dostawców treści – wydawców i autorów. Widzimy bardzo pozytywne efekty związane z wprowadzeniem „wirtualnego bibliotekarza”, czyli systemu rekomendacji opartego na technologii AI. Rozwiązanie jest wciąż w fazie testów, co daje nam nadzieję na jeszcze lepszy wpływ tego narzędzia w przyszłości – mówi Mikołaj Małaczyński, prezes zarządu Legimi .

Na pozytywny wyniki spółki wpłynął także wzrost wskaźnika ARPU, który był spowodowany przyjęciem nowej polityki cenowej oraz działaniami związanymi z optymalizacją kosztów operacyjnych. Co więcej, Legimi oficjalnie zakończyło prace związane z wdrażaniem funkcjonalności związanych z Legimi 5.0 i rozpoczęło pracę nad wersją Legimi 6.0.

Stale staramy się wprowadzać nowe funkcjonalności i udoskonalać dotychczasowe usługi, co przyczynia się do rosnącej popularności i zadowolenia użytkowników. W ten sposób tworzymy nowoczesny kanał sprzedaży, łącząc naszych rodzimych użytkowników z twórcami treści. Dobre wyniki Legimi przekładają się zatem na rosnące przychody dla sektora kreatywnego, na czym zyskuje cały rynek. Planujemy w dalszym ciągu ponosić nakłady inwestycyjne na technologię, bo to m.in. ona tworzy przewagę konkurencyjną na naszym rynku, co potwierdzają prezentowane przez nas wyniki. Jesteśmy przekonani, że dalsze inwestycje w rozwój naszej platformy pozwolą nam utrzymać wysokie tempo rozwoju  – dodaje Mikołaj Małaczyński.

Spółka rozwija również swoją ofertę poprzez dodatkowe produkty abonamentowe, które można wykupić wraz z dostępem do biblioteki Legimi. Mowa tu m.in. o Diet&Training by Ann od Anny Lewandowskiej, Readmio z bajkami dla dzieci czy kursy online od Youniversity. Oferty łączone mają być dodatkowym sposobem na zwiększenie rozpoznawalności Legimi oraz na urozmaicenie oferty dla obecnych użytkowników.

Wzrost rejestracji nowych maszyn rolniczych w lipcu

Lepiej niż w czerwcu tego roku, a także w lipcu 2023 – tak wyglądała rejestracja czyli de facto sprzedaż nowych ciągników rolniczych w siódmym miesiącu tego roku. Podobne wyniki odnotowuje druga podstawowa kategoria nowych maszyn rolniczych, jaką są przyczepy. – Być może to początek nowej, wzrostowej, tendencji albo sezonowe odbicie związane ze zbiorami – zastanawia się Polska Izba Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR), analizując dane dotyczące rejestracji nowych ciągników i przyczep. Stała już tendencja wzrostowa rysuje się zaś w segmencie maszyn używanych.

Po wielu miesiącach spadku rejestracji, nowe ciągniki w lipcu są znów na fali wznoszącej, choć, porównując pierwsze 7 miesięcy 2024 do analogicznego okresu rok wcześniej, jest jeszcze sporo do nadrobienia.

– Zarejestrowano ich 712. To 17 szt. więcej niż w tym samym miesiącu 2023. Od początku roku zarejestrowano ich w sumie 4574, co stanowi 1021 szt. mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Spadek wynosi tu więc 18,2 proc. – wynika ze sporządzonego na podstawie danych CEPiK przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) zestawienia dotyczącego rejestracji – a więc de facto sprzedaży – maszyn rolniczych w siódmym miesiącu tego roku.

W czerwcu br. zarejestrowano 585 szt. nowych ciągników rolniczych, co i tak stanowiło postęp w stosunku do maja (518).

Najpopularniejsze marki nowych ciągników

John Deere utrzymuje pozycje lidera. Od stycznia do końca lipca br. zarejestrowano 693 szt. ciągników tej marki. To o 272 szt. mniej niż przed rokiem. Udziały rynkowe marki John Deere za siedem miesięcy 2024 roku wynoszą 15,2 proc. Na drugim miejscu plasuje się Kubota (558 zarejestrowanych nowych maszyn). Podium zamyka zaś New Holland z 12 proc. udziałów. Dalej sytuują się Deutz Fahr i Case IH, która jako jedyna marka z pierwszej piątki notuje wzrost w stosunku do poprzedniego roku o 22 szt.

Geograficznie jest podobnie jak w poprzednich miesiącach: lideruje Mazowieckie, a dalej są Wielkopolskie i Łódzkie.

– Być może to początek nowej, wzrostowej, tendencji albo sezonowe odbicie związane ze zbiorami – zastanawia się Hubert Seliwiak z Polskiej Izby Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR), wskazując, że podobne wyniki dotyczą drugiej podstawowej kategorii maszyn, jaką stanowią nowe przyczepy.

Nowe przyczepy rolnicze też z lekkim odbiciem

W lipcu 2024 zarejestrowano ich 918 i jest to, jak wskazuje PIGMiUR, dotychczas miesiąc z największą liczbą rejestracji nowych takich urządzeń. – To o 29 szt. więcej niż w lipcu 2023. Od początku roku zarejestrowano 3435 szt. nowych przyczep rolniczych i jest to o 706 szt. mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi 17,0 proc. – podaje w swoim raporcie Izba.

Najpopularniejsze marki nowych przyczep. Bardzo daleko do „porywania się” na duże inwestycje

W tym segmencie pierwsze miejsce zajmuje Pronar (881 szt. zarejestrowanych nowych przyczep i 25,6 proc. udziałów), drugie – Metal-Fach z 499 rejestracjami, o 11 szt. więcej niż przed rokiem, a trzecie – Metaltech. Dalej są marki Wielton i Joskin.

– Za wcześnie jeszcze oceniać, czy wskaźnik optymizmu jest wśród rolników wyższy niż przed rokiem. Być może zapotrzebowanie na maszyny spowodowane jest też nieco wcześniejszym okresem zbiorów, a także pewnymi decyzjami władzy, które rozładowały, jak na razie, niepokoje na wsi. Przykładem tego jest znowelizowana ustawa o pożyczkach lombardowych, która odblokowała pozyskiwanie wkładu własnego na zakup nowych ciągników czy przyczep – tłumaczy Hubert Seliwiak, zaznaczając jednocześnie, że nabywcy maszyn rolniczych, co widać choćby w przeprowadzanych przez PIGMiUR badaniach, wykazują się twardym rozsądkiem, a nawet ostrożnością.

– Dziś bardzo daleko im do swoistego „porywania się” na duże inwestycje w sprzęt, co zaobserwować można było kilka lat temu. Zwłaszcza ostatnie 2 lata mocno zweryfikowały ich zamiary. Trudno się więc teraz spodziewać, że nawet mając dostępne na zakup nowych maszyn fundusze unijne, producenci rolni będą znów masowo inwestować w nowy park maszynowy, choć ewidentnie dążą do zwiększania swojej konkurencyjności. Robią to jednak mniejszymi krokami, na tyle, na ile pozwala im obecna sytuacja i zasoby finansowe – stwierdza Hubert Seliwiak.

Stałe wzrosty na rynku wtórnym maszyn rolniczych

W ten sposób uzasadnia rosnący już od wielu miesięcy trend w rejestracji maszyn rolniczych „z drugiej ręki”.

W segmencie ciągników używanych, po siedmiu miesiącach br. PIGMiUR notuje 14 934 rejestracji. – To o 1205 szt. więcej niż w po siedmiu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu więc 8,8 proc. – dowiedzieć się można z lipcowego raportu Izby.

Liderem rynku wtórnego w okresie styczeń – lipiec 2024 jest marka John Deere. Zarejestrowano 2436 szt. jej używanych ciągników. Notuje ona 16,3 proc. udziałów w tym rynku, zajmując pozycję lidera w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat niekwestionowanym liderem jest Ursus.

Z kolei w tym samym okresie zarejestrowano 4515 szt. przyczep używanych. To o 3478 szt. więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost na rynku wtórnym o 11,8 proc. – informuje w swoim lipcowym raporcie PIGMiUR.

Niemieckie firmy stawiają na Polskę: Rekordowe inwestycje w 2023 roku

Jak wynika z badania pt. EY Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2024, w 2023 roku niemieckie przedsiębiorstwa odpowiadały za 16 proc. Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych (BIZ) w Polsce, co dało im pierwsze miejsce wśród europejskich inwestorów a w perspektywie ostatnich czterech lat okrągłe 200 inwestycji. Inwestycje z sektora przemysłowego napływają nad Wisłę w dużej mierze jako efekt rosnącego znaczenia nearshoringu.

W 2023 r. Europa doświadczyła pierwszego od lat spadku Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych. Liczba projektów była mniejsza o 4 proc. r/r, a liczba miejsc pracy o 7 proc. r/r. Polska na tym tle wyróżnia się pozytywnie. Chociaż w naszym regionie liczba BIZ także spadła – o 3 proc. wobec 2022 roku, to liczba stworzonych miejsc pracy wzrosła aż o 21 proc. r/r.

Olbrzymia w tym rola niemieckich inwestorów, którzy kolejny rok znajdują się w czołówce państw inwestujących w naszym kraju. W 2023 roku zrealizowali 36 projektów w Polsce, co daje 16 proc. wszystkich ubiegłorocznych inwestycji zagranicznych i przyniesą zatrudnienie ponad 2 000 osób. Daje to niemieckim inwestycjom drugie miejsce pod względem liczby napływających BIZ, po Stanach Zjednoczonych (52 projekty, 9 805 miejsc pracy w ub. roku). USA i Niemcy znacznie wyprzedzają pozostałe kraje, odpowiadając za ponad połowę (52 proc.) miejsc pracy stworzonych dzięki BIZ w 2023 roku. Na kolejnych miejscach rankingu są Wielka Brytania (13 projektów, 1 324 miejsc pracy) i Francja (12 projektów, 794 miejsc pracy).

– Wzrost kosztów, w tym cen energii na rynku niemieckim, skłania tamtejsze firmy do przenoszenia i rozbudowy zakładów produkcyjnych w innych regionach kontynentu. Jako kraj od lat z sukcesem konkurujemy o takie projekty. Nie ma co ukrywać – kwestia kosztów prowadzenia działalności ma tutaj kluczowe znaczenie. Badani inwestorzy wskazują, że to ich główna motywacja. Druga to dostęp do wykwalifikowanych pracowników – co, w obliczu zwiększających się w Polsce kosztów pracy, staje się naszym głównym atutem. Poza tym lokalizacja i bliskość geograficzna do rynków docelowych także bardzo pomagają, bo każdy kilometr dostawy więcej oznacza dodatkowe nakłady i czas na dowóz produktów w ramach całego łańcucha dostaw. Nie działamy jednak w odosobnieniu. Tymi samymi inwestycjami zainteresowane są inne kraje z naszego regionu. Polska ma jednak duży rynek wewnętrzny, co dla niektórych inwestycji może mieć istotne znaczenie. Konkurencja o projekty jest poważna i nie ma sentymentów. Każdy rząd i kraj walczy o nowe inwestycje u siebie. – mówi Paweł Tynel, Partner w EY Polska.

Wykres 1. Kraje inwestujące w Polsce w 2023 roku. Liczba miejsc pracy
Kraje inwestujące w Polsce w 2023 roku. Liczba miejsc pracy

Polska walczy o pozycję lidera regionu

Stagnacja gospodarcza przechodząca w lekki spadek PKB w samych Niemczech w 2023 roku powoduje, że liczba BIZ u naszych zachodnich sąsiadów spadła o 12 proc. w ub. roku r/r. To jeden z powodów skłaniających niemieckie firmy do szerszego wychodzenia z inwestycjami za granicę, czego beneficjentem jest m.in. region CESA. W ostatnich latach zmieniła się struktura zagranicznych inwestycji niemieckich firm.

– Widzimy zwiększoną chęć do Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych w firmach z takich branż, jak produkcja maszyn i urządzeń (wzrost z 8,5 proc. w całości niemieckich inwestycji w 2019 r. do 11,6 proc. w 2023 r.), podczas gdy niemiecka branża oprogramowania i IT inwestuje dziś znacznie mniej (spadek z 10,9 proc. w 2019 r. do 8,5 proc. w 2023 r.). Niemcy są liderami BIZ w regionie CESA, a w ostatnich latach połowa z nich była związana z przemysłem – mówi Paweł Tynel.

Wykres 2. Kraje inwestujące w regionie CESA w 2023 roku. Liczba projektów

Kraje inwestujące w regionie CESA w 2023 roku. Liczba projektów

Wykres 3. Miejsca Pracy wygenerowane przez niemieckie BIZ w rejonie CESA
Miejsca Pracy wygenerowane przez niemieckie BIZ w rejonie CESAPolska jest jednym z głównych krajów w regionie CESA będących w orbicie zainteresowania niemieckiego kapitału (36 projektów). Inwestorzy zza Odry ulokowali u nas więcej BIZ niż w Serbii (20 inwestycji), Rumunii (16) czy na Węgrzech (15).

– Największe niemieckie inwestycje są realizowane najczęściej na Śląsku i w Małopolsce. To tam ulokowano cztery najważniejsze projekty ostatnich pięciu lat, które powinny wygenerować łącznie aż 6800 miejsc pracy. Zaliczamy do nich np. fabrykę elektrycznych samochodów dostawczych Mercedesa, czy też fabrykę pomp ciepła Boscha.

Te regiony oferują solidną infrastrukturę przemysłową, wykwalifikowaną kadrę oraz dogodną lokalizację na mapie Polski, co ułatwia logistykę i zarządzanie łańcuchem dostaw. Dodatkowo, rozwój przemysłu w tych regionach, szczególnie w sektorach takich jak górnictwo, metalurgia i przetwórstwo przemysłowe, sprawia, że są atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów szukających ugruntowanych baz przemysłowych. – mówi Paweł Tynel.

Jak pokazują dane raportu EY rok 2023 zakończył się wyraźnym spadkiem liczby inwestycji Stanów Zjednoczonych w Europie (-15 proc. r/r, -29 proc. od 2019 r.), który spowodowany jest m.in. wprowadzeniem przez ten kraj systemu zachęt dla inwestorów „Inflation Reduction Act”.

– Stany Zjednoczone wciąż pozostają największym inwestorem w naszym kraju. Zmniejszone zainteresowanie Amerykanów Europą może sprawić, że skuteczne pozyskanie inwestorów niemieckich okaże się bardzo istotne dla rozwoju polskiej gospodarki w ciągu najbliższych lat. Swoboda przepływu kapitału to jedna z podstawowych zasad Unii Europejskiej, ale bez wątpienia władze w Niemczech będą robić wszystko, aby zachęcić swoich przedsiębiorców do lokowania kapitału u siebie, a nie poza granicami – dodaje Paweł Tynel.

O badaniu:
Badanie EY Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2024 składa się z dwóch części. Pierwsza to dane ilościowe gromadzone w ramach EY European Investment Monitor (EIM), we współpracy z OCO, o inwestycjach zagranicznych ogłoszonych w 45 krajach Europy w roku 2023, w których efekcie powstają miejsca pracy i otwierane są nowe placówki. W badaniu nie ujęto inwestycji portfelowych oraz fuzji i przejęć. BIZ jest ujęte w zestawieniu, jeśli inwestor pozyskuje co najmniej 10-procentowe udziały w firmie oraz bierze udział w zarządzaniu. BIZ obejmuje inwestycje kapitałowe, reinwestowane zyski i pożyczki udzielane w ramach przedsiębiorstwa. Druga część to jakościowe badanie postrzegania Europy przez inwestorów zagranicznych, które zostało przeprowadzone w okresie luty-marzec 2024 r. przez firmę Longitude w formie ankiety internetowej przeprowadzonej wśród reprezentatywnego panelu 500 respondentów – decydentów biznesowych odpowiedzialnych za inwestycje.

Kanada zaskakuje, Bliski Wschód niepokoi

W tym tygodniu emocje na rynkach wyraźnie przechodzą z amerykańskiego rynku pracy na sytuację na Bliskim Wschodzie. W tle mieliśmy za to lepsze dane z Kanady.

Stabilizacja oczekiwań

Po bardzo burzliwych dniach wokół zeszłego weekendu, ten okazał się wręcz nudny. Jeszcze tydzień temu kursy głównych walut oraz oczekiwania względem głównych stóp procentowych były jak na rollercoasterze. Obecnie znajdujemy się w nowej rzeczywistości, w tym roku mamy zobaczyć cztery obniżki stóp procentowych za oceanem. Natomiast znów widać powrót do scenariusza, gdzie we wrześniu będzie to pojedyncza obniżka o 0,25%. Wracają zatem zachowawcze scenariusze. Widać to również na obligacjach, które przestały być tak gwałtownie wykupywane przez inwestorów. Jednak wraz ze stabilizacją, na rynkach światowych widać pewne uspokojenie na parach z polskim złotym, który odzyskuje trochę po ostatnich stratach.

Bliski Wschód dalej straszy

Jeszcze tydzień temu baryłka ropy Brent notowana w Londynie kosztowała na rynkach 75 dolarów. W ten poniedziałek są to już okolice 80 dolarów. Na rynku ropy naftowej głośno mówi się o możliwej eskalacji działań zbrojnych na Bliskim Wschodzie. Mowa oczywiście o potencjalnym zaangażowaniu Izraela, który co prawda nie przyznał się do ostatniego zamachu na wysokiego funkcjonariusza w Teheranie, ale jest z tym wydarzeniem powszechnie łączony. Biorąc pod uwagę, że na czwartek w Kairze zaplanowane są rozmowy pokojowe, można się spodziewać, że do odpowiedzi ze strony Iranu lub którejś ze wspieranych grup powinno dojść w najbliższych dniach. Jeżeli konflikt będzie eskalował, powinno przełożyć się to również na rynek ropy. Jaki ma to wpływ na waluty? Droższa ropa będzie się przekładać na inflację i potencjalnie opóźniać obniżki stóp procentowych.

Kanadyjski rynek pracy

Piątkowe dane z Kanady były pilnie obserwowane, po tym co zobaczyliśmy w przypadku USA. Tutaj jednak nie wydarzyło się nic zaskakującego. Stopa bezrobocia została utrzymana wbrew wzrostowym oczekiwaniom na poziomie 6,4%. Na uwagę zasługuje spadek zatrudnienia o 2,8 tysiąca miejsc pracy. Jest też dobra strona tej wiadomości. Obniżka wynika z redukcji o 64,4 tysiąca liczby niepełnych etatów i wzrostu o 61,6 tysiąca liczy zatrudnienia na pełen etat. Patrząc z tej perspektywy, piątkowe dane należy interpretować jako korzystne dla dolara kanadyjskiego. Widoczne było umocnienie waluty Kanady względem kursu dolara amerykańskiego po samym odczycie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Rząd zabiera się za umowy śmieciowe. Eksperci alarmują

  • Nadchodzi duże uderzenie w umowy cywilnoprawne. Organy państwowe są zdeterminowane do zmiany prawa. 
  • Nowe uprawnienia PIP-u mogą zaszkodzić firmom, szczególnie tym najmniejszym

MRPiPS chce poszerzyć uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy. Ma ona zyskać prawo przekształcania umów cywilnoprawnych (w tym tzw. B2B) w umowy o pracę, decyzją administracyjną, a nie wyłącznie przez sąd, jak to ma miejsce obecnie. Resort potwierdza prace nad takim rozwiązaniem, ale eksperci nie zostawiają na tym suchej nitki. Ich zdaniem, tego typu zmiany mają naruszać swobodę zawierania umów. Niektórzy mówią też o tym, że takie przepisy mogą być niekonstytucyjne. Zmiany mogą też oznaczać, że będzie wzrost obciążeń – tak dla pracowników, jak i dla firm. Znawcy tematu spodziewają się również zamykania przedsiębiorstw, szczególnie tych najmniejszych, bo nie będą one w stanie udźwignąć dodatkowych kosztów.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) współpracuje z Państwową Inspekcją Pracy w celu zapewnienia przestrzegania przepisów prawa pracy przez pracodawców oraz konsultuje wprowadzane zmiany prawne, mające na celu uregulowanie sytuacji pracowników i ich ochronę. Choć nie podaje zbyt wielu szczegółów, to jednak prace są zaawansowane i zapowiadają spore zmiany.

– Przestrzeganie prawa pracy, a w szczególności ochrona pracowników przed nieuczciwymi praktykami pracodawców, którzy zatrudniają osoby na podstawie m.in. pozornych umów cywilnoprawnych, które w praktyce są tzw. ukrytymi stosunkami pracy, jest jednym z naszych priorytetów – zapewnia Departament Komunikacji i Promocji Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Zmiany będą dotyczyć choćby osób zatrudnianych przez tzw. platformy cyfrowe, tj. taksówkarzy, kurierów czy dostawców jedzenia, wykonujących pracę na rzecz restauracji czy firm przewozowych. Wygląda to na próbę ograniczenia skali nieuczciwego samozatrudnienia i zwiększenia liczby umów o pracę, także w miejsce dotychczas stosowanych pozornych umów cywilnoprawnych.

– Na końcowym etapie są prace nad dyrektywą w sprawie poprawy warunków pracy za pośrednictwem platform. Formalne przyjęcie dyrektywy będzie miało miejsce prawdopodobnie jesienią 2024 r. Unijne państwa będą miały dwa lata od dnia wejścia jej w życie na wdrożenie do krajowych przepisów – dodaje resort.

Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki twierdzi, że Państwowa Inspekcja Pracy nie jest wrogiem samozatrudnionych. Jego zdaniem, ta grupa stanowi naturalny element rynku pracy, wynikający ze swobody zawierania umów. Wiele osób, głównie o wysokich kwalifikacjach i unikalnych umiejętnościach, świadomie wybiera samozatrudnienie zamiast etatu. I są wtedy równorzędnym partnerem dla zatrudniającego.

– Problem pojawia się wówczas, gdy osoba pracująca w warunkach i na zasadach charakterystycznych dla stosunku pracy, jest zmuszana do podpisania umowy cywilnoprawnej. Mam nadzieję, że nowe rozwiązania znacznie ograniczą liczbę takich nadużyć – podkreśla Marcin Stanecki. – Myślę, że już sama możliwość skutecznej interwencji inspektorów pracy ograniczy zapędy nieuczciwych pracodawców i ośmieli zatrudnionych na śmieciówkach do nieulegania takiej presji – dodaje Główny Inspektor Pracy.

Obecne uprawnienia inspektorów pracy w zakresie kwestionowania umów cywilnoprawnych, zawieranych zamiast umowy o pracę, są dość ograniczone. Mogą oni jedynie skierować wystąpienie do pracodawcy lub wnieść do sądu powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy, ale to za mało. Nowe rozwiązania, nad którymi toczą się prace, znacząco zmienią ich uprawnienia w tym zakresie i będą mogli, w drodze decyzji administracyjnej, nakazać zmianę umowy cywilnoprawnej na etat.

– Od lat liczba inspektorów pracy utrzymuje się jednak na stałym poziomie. Jest nas obecnie około tysiąca pięciuset. Tymczasem praktycznie co roku przybywają nam nowe zadania. Już kilka lat temu jeden z moich poprzedników szacował, że do skutecznej realizacji nałożonych na inspekcję obowiązków potrzeba dwa razy więcej inspektorów. Oczywiście chcemy zwiększać kadry, ale niestety nie mamy konkurencyjnych wynagrodzeń, trudno nam więc pozyskiwać inżynierów czy prawników, którzy mogliby podjąć się zadań inspektorów – zauważa Marcin Stanecki.

Eksperci z organizacji pracodawców krytykują takie zapędy, podkreślając, że umowy cywilnoprawne są w wielu przypadku atrakcyjne, gdyż dają większą swobodę i elastyczność dotyczącą czasu i miejsca pracy. Co do zasady są też tańsze dla pracowników. Dzięki nim mogą finalnie zarobić większą kwotę netto. A nowe rozwiązania, mające je ograniczyć, budzą wątpliwości.

– Narusza to zasadę swobody zawierania umów. Dostawcy, niezależnie czy to w formie B2B czy na cywilnoprawnej umowie, kształtują zasady świadczenia usługi. Uważam, że zapis będzie niekonstytucyjny – mówi Katarzyna Lorenc, ekspertka Business Centre Club (BCC). – Sądy pracy mogą orzekać, czy niewłaściwie wybrano umowę i stosownie pochylić się nad danym przypadkiem. Obawiamy się urzędniczego automatyzmu oraz dodatkowych zasad, które pozwolą urzędnikom rozstrzygać – podkreśla Lorenc.

Szymon Witkowski, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Pracodawców RP, zauważa, że każda z tych form regulowania zatrudnienia ma swoje zalety i wady. Umowa o pracę daje większą stabilność i dodatkowe przywileje pracownicze, określone w przepisach prawa pracy. Umowy cywilne przeważnie dają większe możliwości zarobkowania. Pracownikom zostaje więcej pieniędzy „na rękę” i są też tańsze dla pracodawców.

– Uszczęśliwianie pracowników na siłę, próbując wszystkich wpisać w ramy umowy o pracę, jest bardzo szkodliwe dla rynku. Obecnie to sąd ma możliwość ustalenia, czy dana umowa jest umową o pracę. I jest to w pełni zrozumiałe, gdyż zdarzają się sytuacje sporne – ostrzega ekspert. – Natomiast powierzenie PIP-owi kompetencji do tego, by w drodze decyzji administracyjnej mógł ingerować w relację między pracownikiem i pracodawcą, nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem – dodaje ekspert z Pracodawców RP.

Co więcej, zdaniem Szymona Witkowskiego, najprawdopodobniej nowe uprawnienia Inspekcji spowodują, że kontrolerzy będą szczególnie zainteresowani wszelkiego rodzaju pracownikami platformowymi i tymi, którzy pracują w relacjach B2B. Oznaczać to będzie wzrost kosztów zatrudnienia i spadek wynagrodzeń netto dla osób pracujących w ten sposób. Podobnie uważa radca prawny Łukasz Goszczyński z Kancelarii Prawa Gospodarczego GKPG. Do tego dodaje, że należy już teraz kalkulować, iż rykoszetem oberwie też szeroko pojęty rynek i biznes. W końcu pracodawcy będą musieli gdzieś przerzucić te dodatkowe koszty.

– Prowadzenie działalności gospodarczej, szczególnie w pierwszych latach, gdy jest możliwość korzystania z ulg w składkach na ubezpieczenia społeczne, jest zwyczajnie tańsze dla pracownika. Pieniądze, które w przypadku umowy o pracę musiałby odprowadzić do ZUS, zostają mu w kieszeni. Oszczędza również pracodawca, gdyż w przypadku B2B także on nie odprowadza dodatkowych składek na ubezpieczenia za pracownika. Dlaczego mamy odbierać pracownikom możliwość wyboru, czy chcą zarobić więcej netto i mieć bardziej elastyczne warunki na umowie cywilnoprawnej, czy chcą większej stabilności na umowie o pracę? – ocenia ekspert z Pracodawców RP.

Według Katarzyny Lorenc, można spodziewać się dodatkowych kontroli i udowadniania urzędnikom, że nikomu nie dzieje się krzywda, a strony kształtują swoje relacje dobrowolnie. Do tego ekspertka podkreśla, że od dawna obciążenie pracodawców zobowiązaniami administracyjnymi jest nadmiarowe. W uzupełnieniu mec. Łukasz Goszczyński dodaje, że już w obecnych warunkach przedsiębiorcom jest naprawdę ciężko ze wszelkiego rodzaju daninami, a po wprowadzeniu ww. przepisów część z nich może stwierdzić, że im w ogóle nie opłaca się prowadzić jakiejkolwiek działalności. Zaczną się zatem procesy zamykania firm, a w najlepszym przypadku – zawieszania, szczególnie tych najmniejszych na rynku, podmiotów. Podobnego zdania są też inni eksperci.

– Spodziewamy się kolejnych trudności w sektorze małych przedsiębiorstw i mikrofirm. Ich sytuacja jest bardzo trudna od wielu miesięcy, z uwagi na nieproporcjonalnie rosnące koszty pracy do wzrostu cen oraz efektywności. W mojej ocenie, bardziej znajduje się pod tym poszukiwanie dodatkowych przychodów dla ZUS-u niż troska o prawa pracownicze – podsumowuje ekspertka z BCC.

Dzień Pracoholika – granica między zaangażowaniem a uzależnieniem

Zaangażowany pracownik czy pracoholik? Granica jest cienka.

Dziś, 12 sierpnia, obchodzimy Światowy Dzień Pracoholika – święto, którego celem jest zwiększenie świadomości społecznej na temat tego zaburzenia.  Według badań CBOS, w 2019 roku aż 11 proc. Polaków zmagało się z pracoholizmem, a prawie co piąty był realnie zagrożony uzależnieniem od pracy[1]. Dziś, gdy po pandemii w większości firm króluje praca hybrydowa, a granica między sferą prywatną a zawodową jest coraz bardziej płynna, Polacy są jeszcze bardziej narażeni na pracoholizm.

Termin pracoholizm został po raz pierwszy użyty w latach 70. ubiegłego wieku – określono tak ludzi, którzy uznawali pracę za największą życiową wartość. Dziś pracoholizm jest sklasyfikowaną jednostką chorobową zaliczaną do grupy tzw. zaburzeń behawioralnych, czyli najprościej mówiąc uzależnień.

Pracoholizm wyniszcza człowieka od środka tak samo jak alkoholizm. Osoby uzależnione od pracy potrzebują jej żeby żyć, tak samo jak narkoman potrzebuje kolejnej działki – podkreśla Magda Pietkiewicz, ekspert rynku pracy i twórczyni platformy Enpluse, służącej do badania zaangażowania pracowników. – Dla takiej osoby dni wolne to udręka – często rezygnuje z urlopu kosztem wypełniania obowiązków służbowych. Co więcej regularnie zabiera pracę do domu, bądź zostaje „po godzinach”. Pracoholik najchętniej rozmawia o pracy i z kolegami z pracy – brakuje mu pasji, innych zainteresowań, a dla rodziny i przyjaciół zwykle nie ma czasu. Prace stawia na piedestale i poświęca dla niej wszystko – dodaje ekspertka.

Pracoholizm może tak naprawdę dotknąć każdego pracownika. Eksperci podkreślają jednak, że najbardziej narażone na to by wpaść w takie uzależnienie są osoby ambitne i perfekcjoniści – to oni chcą „dalej, więcej, lepiej”. Liczne badania wskazują również, że pracoholizm jest często odpowiedzią na to co dzieje się w życiu prywatnym pracownika, który ucieka od problemów w kolejne służbowe projekty.

Dobre złego początki

Pracoholizm jest jednym z najtrudniej rozpoznawalnych uzależnień. Jest też jedynym zaburzeniem behawioralnym akceptowanym społecznie – nie ma w nas przyzwolenia na uzależnienie od alkoholu czy zakupów, natomiast chorobliwą chęć pracy jesteśmy w stanie przełknąć. Nietrudno bowiem pomylić pracoholizm z profesjonalizmem czy zaangażowaniem w pracę.

Gdy słyszymy w konwersacji, że Pan XYZ jest „oddany pracy”, automatycznie myślimy, że jest dobrym fachowcem, osobą ambitną i profesjonalnie podchodzącą do swoich obowiązków. Niestety granica między profesjonalizmem a pracoholizmem jest cienka i często niezauważalna dla osób zaangażowanych w swoją pracę – mówi Magda Pietkiewicz.Do pracoholizmu trudno się przyznać – takie osoby zwykle nie widzą problemu – dostrzegają tylko „plusy” takie jak lepsze wyniki, uznanie szefa, czy zadowolenie klientów.  W naszej kulturze powszechne jest przekonanie, że zdecydowanie „lepszymi” kandydatami na pracowników są osoby skłonne poświęcić firmie każdą chwilę i być w nieustannej gotowości. To niestety pogłębia problem – pracownicy w obawie przed utratą zatrudnienia coraz bardziej poświęcają się pracy. Dodatkowo podatność na zatracenie się w obowiązkach służbowych zwiększa wszechobecna praca hybrydowa, która sprawia, że zacierają się granice między sferą prywatną a sferą zawodową – dodaje ekspertka.

Wyniszczenie od środka

W pracy spędzamy teoretycznie ok. 8 godzin dziennie. Bywa jednak, że ze zdrowego podejścia do pracy przechodzimy do niebezpiecznego uzależnienia, które zagraża nie tylko naszemu zdrowiu psychicznemu, lecz także fizycznemu. Objawy somatyczne uzależnienia od pracy to między innymi zmęczenie, bóle głowy, wrzody żołądka, nudności oraz bóle w klatce piersiowej. Pracoholizm może również mieć znacznie poważniejsze konsekwencje – badania potwierdzają, że spędzanie w pracy ponad 11 godzin dziennie zwiększa ryzyko wystąpienia choroby serca o niemal 70 proc[2]. 

– Moja historia to najlepszy przykład na to, jak nie należy robić. Byłam po 40-tce, miałam wysokie stanowisko w dużej firmie i mnóstwo obowiązków – wyjazdy służbowe i wysokie wymagania szefostwa. Wszyscy dookoła mówili mi, że schudłam, źle wyglądam, a ja myślałam sobie – to ze zmęczenia. Kiedy pojawiło się krwawienie, było już dość późno. Diagnoza była jednoznaczna – 2-centymetrowy guz piersi. Dwa lata leczenia, kilka operacji i sesji chemioterapii. Wszystko przez to, że na badania czy samokontrolę nigdy nie było czasu – Anna Kupiecka, prezes OnkoCafe.

Na ratunek

Jak wynika z raportu „People at Work 2023” co piąty polski pracownik (21,70 proc.) przyznaje, że pracuje za darmo od 6 do 10 godzin tygodniowo. Średnio przepracowujemy 4 godziny i 43 minuty bezpłatnych nadgodzin w ciągu tygodnia[3]. Część z nas pracuje więcej, bo chce, część z kolei zabiera pracę do domu lub wyrabia nadgodziny ponieważ boi się, że inaczej pracodawca uzna ich za nieefektywnych pracowników. Szczególnie widoczne jest to u osób 40+, tych którzy zostali wychowani w przekonaniu, że pracę należy szanować, bo na nasz etat czyha kolejka chętnych.

Praca to bardzo ważna sfera, jednakże dla niektórych z nas sukces zawodowy stanowi najważniejszy cel w życiu. Konieczne jest abyśmy zaczęli z większą atencją traktować swój dobrostan. Nie oznacza to, że możliwe jest dzielenie pracy i życia prywatnego 50 /50. Oznacza to, że musimy zadbać o relacje i życie poza pracą. Musimy zadbać o zdrowe środowisko pracy, w którym znajdzie się miejsce na zrozumienie i akceptację słabszych. Wymaga to, niestety, odpowiedzialności. Zarówno pracowników jak i pracodawców. Bo akceptacja, o której mówię to nie jest bylejakość. To wsparcie i budowanie relacji. Docenianie i przyzwolenie na wypoczynek. To wysokie kryteria jakości i sprawczość. Tym właśnie jest budowanie kultury organizacyjnej opartej o zaangażowanie. Do tego potrzebna jest dojrzałość nas wszystkich. Czy jest to realne? Z pewnością nie w 100 proc., zawsze jednak warto próbować. Świat się zmienia a my wraz z nim. Zobaczmy co wniesie do naszego świata pracy nowe pokolenie pracowników – podsumowuje Magda Pietkiewicz.

[1] https://uzaleznieniabehawioralne.pl/raporty-z-badan/pracoholizm-raporty-z-badan/okolo-11-proc-polakow-dotyczy-problem-uzaleznienia-od-pracy/

[2] https://www.sjweh.fi/article/719

[3] https://www.adpri.org/research/people-at-work-2023-a-global-workforce-view/

Tydzień na rynkach pod znakiem inflacji CPI oraz sprzedaży detalicznej w USA

Wall Street kontynuowała odbicie w miniony piątek. Indeksy giełdowe zamknęły jednak tydzień na minusie podkreślając nerwowość i niepewność rynku. W tym tygodniu poznamy dwa kluczowe wskaźniki dla amerykańskiej gospodarki: inflację oraz sprzedaż detaliczną. Indeks strachu VIX po wzroście tydzień temu do ekstremalnie wysokiego poziomu 65,7 pkt zdołał mocno spaść w okolice 20 pkt. ale i tak utrzymuje się na podwyższonym pułapie. Rentowności amerykańskich obligacji po mocnym spadku zdołały odreagować, ale wciąż znajdują się w tendencji zniżkowej w średnim terminie. Kurs EUR/USD konsolidował się wokół poziomu 1,09.

W weekend otrzymaliśmy kolejne wypowiedzi z Rezerwy Federalnej, które miały na celu uspokojenie rynków. Głos zabrała Michelle Bowman, która nadal widzi ryzyko wzrostu inflacji oraz utrzymującej się siły rynku pracy. Pozostaje ona ostrożna w swoim podejściu dotyczącego korekty obecnego nastawienia polityki monetarnej. Przyznała, że lipcowy wzrost stopy bezrobocia odzwierciedla słabsze zatrudnienie, ponieważ osoby poszukujące pracy i wchodzące na rynek potrzebują więcej czasu aby ją znaleźć. Natomiast zwolnienia pozostają na niskim poziomie. Bowman nie uważa wzrostu do 4,3 proc. jako oznaki słabości i zbliżającej się recesji. Dodał natomiast, że jeśli proces dezinflacyjny będzie postępował, właściwe będzie cięcie stóp procentowych, aby zapobiec nadmiernej restrykcyjności polityki pieniężnej.

W tym tygodniu inwestorzy będą oceniać dalszy proces trendu kształtowania się cen a także otrzymają wskazówki dotyczące kondycji konsumpcji prywatnej. Po ostatnich spadkach wskaźnik CPI może wskazać na stabilizację. Prognozy sugerują ten sam poziom 3 proc. r/r podobnie jak w czerwcu. Bazowy CPI ma nieznacznie zostać zredukowany z 3,3 do 3,3 proc. r/r. Ważna będzie również dynamika miesięczna. Tu oczekiwania mówią o możliwym wzroście do 0,2 proc. Jeśli otrzymamy niespodziankę w postaci niższych cyfr, wówczas Fed otrzyma kolejny argument za cięciem kosztu pieniądza na wrześniowym posiedzeniu. Przedsmak środowego raportu da wtorkowa publikacji cen producenckich (PPI).

Z krajowych danych ważny będzie wstępny odczyt PKB za drugi kwartał tego roku. Oczekiwane jest przyspieszenie dynamiki wzrostu z 2 proc. do 2,8 proc. Oprócz tego otrzymamy finalną inflację CPI. Wstępne dane pokazały zdecydowany wzrost dynamiki do 4,2 proc. u ujęciu rok do roku. Prognozowana jest również lekka zwyżka inflacji bazowej z 3,6 proc. w czerwcu do 3,8 proc. w lipcu (r/r).

Głos w sprawie perspektyw polityki pieniężnej zabrał Ludwik Kotecki z RPP. W jego ocenie stopy procentowe powinny zostać obniżone już w I kwartale 2025 roku jeśli PKB za cały 2024 rok znajdzie się poniżej pułapu 3 proc. i jednocześnie jeśli prognozy będą wskazywać a brak jego przyspieszenia w kolejnym roku.

Zloty dziś umacnia się względem euro oraz dolara. Kurs EUR/PLN spada do 4,3140 a USD/PLN jest poniżej 3,95.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Spokojnie to tylko korekta

Początek tygodnia rozpoczął się od mocnych spadków indeksów giełdowych. Spektakularnie wydarzenia odbywały się w Japonii gdzie tamtejszy główny benchmark giełdy tokijskiej – Nikkei – spadł jednego dnia o ponad 12 proc. po czym kolejnego zdołał odrobić ponad 10 proc. Było to pokłosie obaw o amerykańską gospodarkę, działań Banku Japonii co w konsekwencji dało dynamiczne umocnienie jena. Tym samy transakcje carry trade, w których z reguły walutą finansującą jest japońska waluta, zaczęły być redukowane. Wzrósł popyt na bezpieczne aktywa, a z pewnością do takich zaliczany jest wciąż JPY. Zbieg tych kilku czynników spowodował, że początek mijającego tygodnia otrzymał niechlubną nazwę „czarnego poniedziałku”.

Opublikowany tydzień temu raport NFP podsycił obawy przed recesją. Dane dostarczyły niemiłej niespodzianki, która w pewnym momencie przerodziła się w szok, co wywołało dużą zmienność na rynkach. Zatrudnienie wypadło znacznie poniżej oczekiwań, odnotowując wzrost o 114 tysięcy. Przede wszystkim jednak poruszenie wywołał ponowna zwyżka stopy bezrobocia (do 4,3 proc.), która spowodowała, że na rynku zapaliła się żółta, ostrzegawcza lampka. Zgodnie regułą stworzoną przez amerykańską ekonomistkę Claudię Sahm, recesja rozpoczyna się, gdy stopa bezrobocia jest o co najmniej 0,5 punktu procentowego wyższa od najniższego poziomu z poprzednich dwunastu miesięcy. W lipcu było to 0,53 punktu procentowego, co oznacza przekroczenie granicznej linii. W teorii, na papierze wygląda to źle.

W przeszłości sygnał płynący z tej reguły pojawiał się około dwa do trzech miesięcy po rozpoczęciu recesji. Jeśli i tym razem miałoby tak być, wówczas szczyt cyklu koniunkturalnego wypadałby w kwietniu tego roku. Dane po tym terminie pokazywały jednak dalszy wzrost gospodarki. Dodatkowo wzrost bezrobocia prawdopodobnie wynika z faktu, że imigracja w USA zwiększyła się. Szukających pracy po prostu jest więcej, zatem wzrost stopy bezrobocia nie wynika z faktu, że firmy redukują zatrudnienie. Jeśli spojrzymy na odsetek osób zwolnionych wśród wszystkich bezrobotnych, wówczas widzimy stabilizację. Historycznie, kiedy dochodziło do załamania gospodarczego, odsetek ten w ewidentny sposób przybierał wyższe wartości.

Dodatkowo powinniśmy zwrócić uwagę na fakt, że w lipcu Stany Zjednoczone doświadczyły huraganu (Beryl). Ten czynnik mógł zniekształcić dane.

Liczby z raportu NFP nie były katastrofalne. Moim zdaniem reakcja rynku jest przesadzona a odreagowanie, które widzieliśmy w kolejnych dniach dowodzi, że rynek zaczął na chłodno analizować ostatnią publikację. Przypomnijmy raz jeszcze, że w lipcu utworzono ponad 100 tys. nowych miejsc pracy. Statystyki pokazują, że zapewnienie zatrudnienia osobom wchodzącym na rynek pracy po raz pierwszy, wymaga od gospodarki kreacji od 80 do 100 tys. wakatów. Zatem mamy jeszcze dość bezpieczny buffor. Należy wziąć również to pod uwagę, że z reguły rynek pracy nie jest zapalnikiem recesji a jedynie pokazuje jego negatywne skutki (spadek zatrudnienia, wzrost bezrobocia).

Można oczywiście spekulować, że to Fed może wywołać recesję, utrzymując poziom stóp procentowych na restrykcyjnym poziomie przez długi czas. Jeśli do obniżki faktycznie dojdzie we wrześniu, wówczas okres pozostania kosztu pieniądza na ekstremalnie (na tle historycznym) wysokim poziomie wyniesie 15 miesięcy. To więcej niż podczas poprzednich cykli.

Nie ma wątpliwości, że koniunktura w USA słabnie a przyczyną są wysokie stopy procentowe. Coraz mocniej widać efekty pracy Rezerwy Federalnej. Realna stopa proc. w USA wynosi obecnie 2,9 proc. i znajduje się powyżej neutralnego poziomu (który można uznać za 1,2 proc.). Liczona jest ona poprzez odjęcie od głównej stopy (5,5 proc.) deflatora PCE (2,6 proc.), który jest preferowanym przez Rezerwę Federalną miernikiem inflacji.

Powell dał jasno do zrozumienia na środowej konferencji, że sytuacja na rynku pracy na tyle spowolniła, że teraz uwaga Fed-u będzie mocniej skoncentrowana na tym obszarze. Rezerwa Federalna chciała tego efektu, ponieważ zależało jej na kontroli inflacji. Cel został osiągnięty, teraz amerykańska instytucja nie będzie chciała dopuścić do nadmiernego spowolnienia i możliwego załamania.

Teraz nasuwa się pytanie jak mocno będzie reagował Fed i z jaką częstotliwością. Czy wystarczą cięcia o 25 punktów bazowych i czy rynek ma rację zakładając trzy redukcje (w tym mocny ruch o 50 pb we wrześniu) kosztu pieniądza w tym roku?

Przedstawiciele amerykańskiego banku centralnego starają się za wszelką cenę tonować nastroje i można uznać, że to im się jak na razie udało. Indeksy na Wall Street są co prawda oddalone od swoich historycznych rekordów, ale widoczne jest odreagowanie wywołane przez aktywację popytu. Zmienność została zniwelowana. Podwyższona czujność powinna jednak z nami pozostać.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Lepsze dane z rynku pracy w USA i stabilna inflacja w Europie

W tym tygodniu dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się dla odmiany lepsze od oczekiwań, choć nadal trudno je nazwać dobrymi. W Europie inflacja umacnia forinta. Pozostałe odczyty dotyczące wzrostu cen – bez niespodzianek.

Lepsze dane z rynku pracy w USA

Po zeszłotygodniowej niespodziance z amerykańskiego rynku pracy, rynki bardziej niż zwykle czekały na czwartkowe dane. To właśnie w ten dzień publikowana jest liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 233 tysiące to nie jest bardzo zły wynik, ale trudno też nazwać go dobrym. Warto zwrócić uwagę, że po korekcie tydzień temu było to równo 250 tysięcy. Analitycy spodziewali się spadku, ale mniejszego. Poziom 233 tysięcy nie sugeruje, że nagle rynek pracy za oceanem świetnie sobie radzi. Po prostu nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Warto też zwrócić uwagę, że łączna liczba pracujących nie spadała w lipcu, tylko rosła. Trzeba jednak pamiętać, że liczba ludności w USA cały czas rośnie, zatem bez odpowiednio szybko rosnącego zatrudnienia bezrobocie będzie wzrastać, mimo wzrostu zatrudnienia. Jak zareagowały rynki? Wczorajsze dane spowodowały umocnienie dolara względem euro. Początkowy ruch był jednak nadmiernie optymistyczny i szybko został w sporej części skorygowany.

Inflacja na Węgrzech

Wczoraj na szczególną uwagę zasłużyły Węgry. Kraj ten od stycznia zdusił inflację w okolice 4% i od tego czasu dane wyglądają niemal tak, jakby były centralnie administrowane. W ciągu 7 miesięcy wskaźnik inflacji oscylował pomiędzy 3,7% a 4,1% (ta druga liczba to dane opublikowane wczoraj). Z jednej strony jest to wynik o 0,1% powyżej oczekiwań. Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać, że Węgry są właśnie w trakcie silnego cyklu obniżek stóp procentowych. Zatem utrzymanie inflacji na w miarę stabilnym poziomie świadczy o skuteczności tego podejścia. Rosnąca inflacja spowodowała jednak, że inwestorzy zaczęli spodziewać się spowolnienia tempa obniżek stóp procentowych. To z kolei wpłynęło na umocnienie kursu forinta względem pozostałych walut.

Inflacja w Europie bez niespodzianek

Dzisiaj poznaliśmy serię odczytów na temat wzrostu cen w kilku europejskich krajach. Rozpoczęło się brakiem niespodzianek w Norwegii. Spodziewano się 3,3% wzrostu cen i dokładnie tyle otrzymano. Nie miało to zatem większego wpływu na koronę norweską. Równie stabilnie pokazali się Niemcy. Oczekiwano 2,3% i pojawiło się 2,3%. Podobnie było we Włoszech – wynik był identyczny względem oczekiwań, czyli 1,3%. Problem wzrostu cen powoli się zmniejsza i ani po udostępnieniu danych z Niemiec, ani z Włoch nie było reakcji na rynkach walutowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rosnące zadłużenie na rynku książki rzuca cień na przyszłość branży

Literatura faktu, publicystyka, beletrystyka, kryminał czy sensacja – to tylko niektóre z popularnych gatunków, które uwielbiają czytelnicy na całym świecie. Czytanie to dla wielu z nich stały rytuał i prawdziwa przyjemność, której nie da się zastąpić niczym innym. Dziś czytelnicy obchodzą swoje święto, czyli Międzynarodowy Dzień Miłośników Książek. Niestety, rosnące zadłużenie na rynku książki rzuca cień na ten wyjątkowy moment roku i rodzi obawy o kondycję i przyszłość, jaką ma przed sobą krajowa branża i jej uczestnicy. Zwłaszcza że, jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK, zaległe długi księgarń wynoszą już na 14,4 mln zł. Nieco więcej, bo 14,5 mln zł są obecnie winni wydawcy książek, podium zaś zamykają ich autorzy, którzy mają 12,4 mln zł przeterminowanych zaległości.

Niepewna kondycja finansowa przedsiębiorstw działających na rynku księgarskim nie oznacza jednak nagłego spadku zainteresowania książkami w społeczeństwie. To – jak pokazał ostatni raport Biblioteki Narodowej (BN) „Stan czytelnictwa książek w 2023 roku” – czytamy coraz więcej, choć mamy jeszcze dużo do nadrobienia.

W 2023 r. lekturę co najmniej jednej książki w ciągu dwunastu miesięcy poprzedzających badanie BN zadeklarowało 43 proc. badanych, o 9 proc. więcej niż w dwóch ostatnich latach, a najwięcej od 10 lat. To, jaki mamy stosunek do czytania i jak często sięgamy po książki, zależy też od różnych czynników. Jak twierdzą autorzy raportu, jedną ze zmiennych jest nasze wykształcenie. Posiadaczki i posiadacze dyplomów wyższych uczelni, a więc osoby nastawione na pozyskiwanie wiedzy odpowiadającej ich praktyce zawodowej, uzyskali najwyższy wynik, bo 54 proc. Tuż za nimi uplasowali się dorośli, którzy ukończyli szkołę średnią (46 proc.). Co ciekawe, odsetek czytelników co najmniej siedmiu książek jest najwyższy wśród osób uczących się i studiujących i jest prawie dwukrotnie wyższy niż w całej populacji (15 proc.).

Jednocześnie, według analizy BN, podstawowe czytelnictwo rośnie też w odniesieniu do poziomu zaludnienia miejsc, w których żyjemy. Czytelników co najmniej jednej książki najczęściej możemy spotkać w miastach liczących 200 tys. osób i więcej (54 proc.), czyli tam, gdzie występuje łatwiejszy dostęp do punktów sprzedaży detalicznych, bibliotek czy instytucji kultury popularyzujących czytanie. Co ciekawe, najrzadziej czyta się w małych ośrodkach od 20 tys. mieszkańców (34 proc.), co jest wynikiem gorszym od wsi (41 proc.).

Trudna walka sektora MŚP

Skoro rola czytelnictwa rośnie, co stoi zatem za trudną sytuacją finansową polskich księgarni? I które firmy ze względu na wielkość i skalę działania przeżywają największy kryzys? Według danych Dun & Bradstreet na koniec 2023 r. w Polsce działało 2,2 tys. firm zajmujących się sprzedażą detaliczną książek. W 95 proc. są to mikro i małe przedsiębiorstwa, często jednoosobowe działalności gospodarcze. – Obecnie duże sieci i internetowe dyskonty mogą oferować książki z ogromnymi rabatami. Wydawcy udzielają im zniżek sięgających nawet 50 proc. ceny okładkowej, wspierając sprzedaż przez swoje kanały, takie jak księgarnie internetowe. W efekcie klienci często kupują książki online taniej, niż lokalni księgarze płacą za nie w hurcie. W takich warunkach prowadzenie firmy staje się bardzo trudne – wyjaśnia Szymon Szwajger, były księgarz, absolwent Polskiej Akademii Księgarstwa.

Trudną sytuację w branży widać także na przykładzie najnowszych danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, gdzie widać opóźnienia w spłacie bieżących rachunków i faktur względem kontrahentów oraz w bazie informacji kredytowych BIK, która zawiera także dane o niespłaconych na czas zobowiązaniach kredytowych. A wynika z nich, że skumulowany dług na rynku księgarskim rośnie nieprzerwanie od 2021 r. – Aktualnie, bo na koniec maja 2024 r., przeterminowane zaległości sprzedawców detalicznych książek wyniosły 14,4 mln zł, co oznacza wzrost o 2,1 mln zł (17 proc.) w porównaniu z sytuacją sprzed trzech lat. Każda księgarnia ma dziś do oddania średnio 82,5 tys. zł. Z kolei odsetek wszystkich przedsiębiorców z tej kategorii, posiadających zaległości wobec banków i kontrahentów, utrzymywał się w ostatnich latach na poziomie ponad 4 proc., przy czym obecnie mamy w Polsce 175 aktywnych, zawieszonych lub zamkniętych firm z opisywanego segmentu – komentuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Maleje przeterminowane zadłużenie wydawców, choć do trwałej poprawy sytuacji jeszcze daleko

W nieco innej, aczkolwiek także niepokojącej sytuacji, są wydawcy książek. Jeszcze na koniec maja 2021 r. byli oni winni rekordowe 33,3 mln zł, a dzisiaj ich saldo zaległego zadłużenia zmniejszyło się w porównaniu z tamtym okresem o 18,7 mln zł (56 proc.) i wynosi 14,5 mln zł. Zmniejszeniu od 2021 r. uległa także liczba nierzetelnych firm widocznych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK – z 288 do 243. – Obecnie przeciętny wydawca ma nieuregulowane należności w kwocie 60 tys. zł, co oznacza, że jego dług jest o 55,5 tys. zł mniejszy niż w analogicznym okresie trzy lata temu. Podobnie jak w przypadku księgarni, w najtrudniejszej sytuacji są mniejsze i sprofilowane przedsiębiorstwa poszukujące swojej niszy, które lepszej przyszłości upatrują w rozwoju legislacji – dodaje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

– Rynek potrzebuje przede wszystkim systemowego wsparcia, zwłaszcza sensownej ustawy o książce – nie tylko o jednolitej cenie, ale też o rabatach dla dystrybutorów, skupie książek przez biblioteki i wielu innych zmian, które pozwoliłyby nawiązać uczciwą konkurencję. Dzisiaj przewagę mają największe przedsiębiorstwa będące właścicielami nie tylko wydawnictw, ale też firm dystrybucyjnych, magazynów czy dużych platform internetowych. Mały wydawca znajduje się w niezwykle trudnym położeniu. Choć sami jesteśmy w dość wyjątkowej sytuacji, bo mamy liczną grupę zaangażowanych czytelników – przeciętną firmę przerastają koszty produkcji i wysokie rabaty dystrybutorów, które potrafią sięgać minimum 50 proc., co z kolei utrudnia realne zarabianie – przekonuje Krzysztof Cieślik, redaktor naczelny wydawnictwa Artrage.

Niepewną sytuację na rynku usług i produktów księgarskich domykają kłopoty finansowanie autorów książek, wśród których znajdziemy artystów, pisarzy i niezależnych dziennikarzy. Według baz BIG InfoMonitor i BIK ich nieuregulowane w terminie zobowiązania przyrastają w ostatnich latach w tempie kilkunastu procent rocznie. W 2021 r. zadłużenie w tej grupie wyniosło 8,9 mln zł, czyli o 3,5 mln mniej niż obecnie (12,4 mln zł na koniec maja 20204 r.). A to oznacza także, że przeciętny pisarz jest dzisiaj winny swoim wierzycielom 45,2 tys. zł – o 11,6 tys. zł więcej niż jeszcze trzy lata wcześniej.

Źródła:

Raport „Stan czytelnictwa książek w Polsce w 2023 roku” przygotowany przez Bibliotekę Narodową na podstawie badania CAPI przeprowadzonego w listopadzie 2023 r. na próbie 2012 osób w wieku co najmniej 15 lat.

Analiza Dun & Bradstreet nt. polskiego rynku księgarskiego na koniec 2023 r.

Lipcowy skok inflacji uderza w posiadaczy bankowych depozytów

W lipcu inflacja w Polsce wzrosła do 4,2 proc. Wzrost inflacji nie tylko wywołuje presję na wzrost cen, ale stanowi również problem dla posiadaczy bankowych depozytów. Na najlepszych rocznych lokatach, które zakończyły się w lipcu, ich właściciele zarobili realnie jedynie 1,2 proc. A będzie jeszcze gorzej.

Skok inflacji w lipcu do 4,2 proc. r/r (z 2,6 proc. w czerwcu) jest spowodowany głównie wzrostem cen energii elektrycznej, których część została zamrożona 1 lipca. Prognozujemy, że wyższa inflacja na poziomie 4,5-5 proc. utrzyma się do końca 2024 roku. Oznacza to, że obniżka stóp procentowych w Polsce nastąpi najwcześniej w 2025 roku. Dużo zależy od kształtowania się inflacji w kolejnym roku, ponieważ od początku 2025 czeka nas pełne odmrożenie cen energii.

Rosnąca inflacja stanowi problem dla posiadaczy bankowych depozytów, ponieważ znacząco obniża ich realne zyski. Właściciele rocznych lokat, które zakończyły się w lipcu 2024 roku, zarobili na nich średnio 1,24 proc. Wynika to z faktu, że średnie oprocentowanie nowych rocznych lokat według danych NBP w sierpniu 2023 roku wyniosło 5,8 proc. (te lokaty zakończyły się w lipcu 2024). Przy inflacji wynoszącej 4,2 proc. realne oprocentowanie wyniosło 1,54 proc. Po uwzględnieniu 19-procentowego podatku od odsetek, realne oprocentowanie takich lokat spadło do 1,24 proc.

Od początku 2024 roku posiadacze rocznych lokat bankowych zaczęli wreszcie notować zyski po trzech latach dużych realnych strat. Było to spowodowane faktem, że oprocentowanie nawet najlepszych lokat nie nadążało za inflacją. Niższe oprocentowanie lokat wynikało z różnicy między inflacją a poziomem stóp procentowych: inflacja sięgnęła poziomu 18,4 proc. w lutym 2023 roku, podczas gdy maksymalny poziom podstawowej stopy procentowej NBP w tym cyklu wynosił 6,75 proc. To spowodowało, że we wrześniu 2022 roku, realne straty posiadaczy lokat sięgnęły -14,5 proc.

W tym roku, realne zyski z lokat zaczęły rosnąć dzięki spadającej inflacji przy utrzymaniu stóp procentowych na poziomie 5,75 proc. W efekcie tego, realne zyski z rocznych lokat przekroczyły w lutym 2024 roku 3 proc. i utrzymywały się w przedziale 3-4 proc. do końca czerwca.

W najbliższym czasie, zyski posiadaczy lokat będą nadal spadać z powodu rosnącej inflacji i jednoczesnego spadku oprocentowania najlepszych lokat z 6 proc. do 4 proc. (według danych NBP). Po wakacjach można spodziewać się, że roczne lokaty ponownie zaczną przynosić straty.

Lokaty bankowe pozostają częścią portfela wielu inwestorów. Według najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, gotówkę lub lokaty bankowe posiada 66 proc. polskich inwestorów. Polacy pod tym względem nie różnią się od inwestorów z innych rynków – te produkty posiada 69 proc. globalnych inwestorów.

Rynki reagują na dane z USA: dolar rośnie, indeksy zwyżkują

Dolar lekko zyskał, rentowności obligacji USA odbiły w górę a indeksy na Wall Street maja za sobą udaną sesje. Pretekstem do wzrostów były tygodniowe dane z rynku pracy USA. Publikacja, która z reguły przechodzi bez większego echa, tym razem wprowadziła większą zmienność i nieco uspokoiła rynki. Wszystko wskazuje na to, że na razie ostatnie spadki były jedynie korektą i krótkotrwałym wybuchem wysokiej awersji do ryzyka.

Wydarzeniem wczorajszego dnia była publikacja tygodniowych danych z amerykańskiego rynku pracy, po których USD umocnił się. Notowania eurodolara spadły poniżej 1,09 a kurs USD/PLN urósł do 3,9770 po czym nastąpił ruch w dół do obecnego pułapu 3,9550. Zoty względem euro był stabilny. Stracił natomiast w relacji do funta szterlinga. Dane z USA były pierwszymi odczytami z rynku pracy po słabym raporcie NFP z ubiegłego piątku, dlatego też wywołały nieco więcej emocji niż zazwyczaj. Okazały się one lepsze od oczekiwań. Liczba wniosków uplasowała się na poziomie 233 tys. a łączna liczba osób pobierających zasiłek wyniosła 1,875 mln, co pokryło się z prognozami rynkowymi. Dziś kalendarz makro jest pusty. Na Wall Street obserwowaliśmy wyraźne odbicie, co poskutkowało zwyżką indeksu Nasdaq Composite o blisko 2,9 proc. Z kolei szeroki SP500 zyskał 2,3 proc. a przemysłowy Dow Jones zamknął dzień z dodatnim wynikiem 1,76 proc. Rosły rentowności amerykańskich obligacji. 2- latki zwyżkowały do 4,08 proc.

Wczoraj brakowało danych z Europy. Dziś rano o godz. 8:00 poznaliśmy finalne dane na temat inflacji z Niemiec. Według ostatecznych danych roczna dynamika CPI wzrosła w lipcu br. zgodnie z oczekiwaniami do poziomu 2,3 proc. z 2,2 proc. w czerwcu br. Wskaźnik HICP w ujęciu rok do roku zwyżkował w lipcu br. do poziomu 2,6 proc. z 2,5 proc. w maju 2024 roku.

Thomas Barkin z oddziału Fed w Richmond po raz kolejny chciał uspokoić rynki, wyrażając opinię, że Rezerwa Federalna ma wystarczająco dużo czasu, aby przeanalizować obecną sytuację w gospodarce i stwierdzić, jakie są szanse na recesję. Optymistycznie wypowiedział się na temat inflacji. Ogólny wydźwięk wypowiedzi był “jastrzębi”.

Po szalonej zmienności w ciągu ostatnich kilku tygodni, notowania USD-JPY pomału normalizują się. W ciągu ostatnich trzech dni para ustabilizowała się wokół poziomu 147. Wcześniej JPY zyskał prawie 10 proc. w stosunku do USD w ciągu zaledwie pięciu dni handlowych, tylko po to, by oddać około 4% w ciągu dwóch sesji.

Rynek jeszcze na początku tygodnia był przekonany, że wrześniowa obniżka o 50 punktów bazowych jest wysoce prawdopodobna. Aktualnie te oczekiwania są lekko korygowane, na co wpłynęły wypowiedzi z Fed oraz dane makro. W przyszłym tygodniu uwaga skoncentrowana będzie na raporcie CPI oraz PPI dla USA. Jeśli zobaczymy niższe wyniki, prawdopodobieństwo mocniejszej redukcji kosztu pieniądza ponownie się zmniejszy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wartość inwestycji w regionie CEE wyższa o 29% r/r. Polska liderem regionu

W I połowie 2024 r. – w dużej mierze dzięki Polsce – wolumen inwestycji w Europie Środkowo-Wschodniej wzrósł o ok. 29% r/r. Za sprawą lepszego II kwartału, na koniec pierwszego półrocza wartość inwestycji nad Wisłą osiągnęła poziom 1,3 mld euro. Według wstępnych szacunków dynamika wzrostu wolumenów w regionie stoi w zdecydowanej kontrze do europejskich i globalnych, gdzie aktywność pozostaje mocno ograniczona. Przy obecnych uwarunkowaniach wolumen transakcji w Europie Środkowo-Wschodniej w 2024 r. może wynieść ok. 5,5 mld euro, czyli ok. połowę 10-letniej średniej – podaje Colliers w swoim najnowszym raporcie „The CEE Investment Scene H1 2024”.

Mniejsza korekta cen spowolni wzrosty?

W porównaniu z innymi rynkami Europy Zachodniej, takimi jak Niemcy, w regionie CEE odnotowano mniejszą korektę cen w ciągu ostatnich 12-18 miesięcy. Wraz z innymi czynnikami, w 2024 roku może prowadzić to do spowolnienia aktywności transakcyjnej. Nadal utrzymują się rozbieżności oczekiwań cenowych między kupującymi a sprzedającymi, z uwagi na ciągły brak wystarczającej ilości danych o transakcjach, szczególnie w głównym segmencie rynku.

Koszty finansowania wahają się obecnie między 5,00 a 5,75%, z uwagi na utrzymujące się wysoki poziom stóp procentowych, pomimo czerwcowej obniżki o 25 punktów bazowych.

Polska nadrabia wyniki regionu

Mimo tendencji wzrostowej, zarówno w odniesieniu do wyników europejskich i globalnych, jak też w porównaniu do aktywności przez ostatnie 12 miesięcy, w I połowie 2024 r. całkowite wolumeny inwestycji w regionie CEE były jednymi z najniższych w historii. Największy, bo aż 50-procentowy udział w tych wynikach miała Polska.

Aktywność inwestorów nad Wisłą znacznie wzrosła, szczególnie w II kwartale. Dominował tu sektor biurowy, odpowiadając za połowę całkowitego kwartalnego wolumenu, a inwestorzy coraz częściej kierowali swoją uwagę na miasta regionalne. Pozytywne perspektywy makroekonomiczne oraz rosnący konsensus pomiędzy sprzedającymi a kupującymi w kwestii korekt cen przyczyniły się do ogólnej poprawy nastrojów rynkowych. Największą transakcją kwartału okazała się sprzedaż Nowy Rynek E przez Skanska. Eastnine kupił budynek o powierzchni 24 100 mkw. za kwotę 79,3 mln euro.

Znaczny udział sektora biurowego w transakcjach, bo aż 50% całkowitego kwartalnego wolumenu, wskazuje na długo oczekiwane w Polsce ożywienie w tym segmencie rynku. Szczególnie w miastach regionalnych inwestorzy ponownie zaczynają otwierać się na biura, co może być wynikiem poszukiwania interesująco wycenionych aktywów poza stolicą – tłumaczy Piotr Mirowski, Senior Partner w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego w Colliers.Dodatkowo, w dalszej części 2024 roku, warto śledzić też sektor logistyczny, oczekujemy powrotu zintensyfikowanego zainteresowania inwestorów tym segmentem rynku – dodaje Piotr Mirowski.

Region wyczekuje ożywienia

W całym regionie CEE odnotowane wyniki były bardzo zróżnicowane, od spadku aktywności o 55% r/r na Słowacji, do wzrostu o 150% r/r w Rumunii. Średnio wolumeny w regionie wzrosły o 29% rok do roku, jednak już w porównaniu z pierwszą połową 2022 roku, spadły o 41%.

Proces szukania równowagi cen opóźnia brak wystarczającej liczby transakcji na rynkach lokalnych. Znaczące ożywienie jest natomiast w dużej mierze zależne od poprawy otoczenia gospodarczego, inflacyjnego i stóp procentowych. Choć rynek nie zaobserwował jeszcze żadnych znaczących oznak sprzedaży przez właścicieli znajdujących się w trudnej sytuacji, wpływ na decyzje zarówno kupujących, jak i sprzedających nadal mają kwestie takie jak refinansowanie, obligacje ze zbliżającym się terminem zapadalności, zgodność z wymogami ESG i inne specyficzne czynniki związane z danym sektorem lub krajem.

Biura w Europie ze spadkiem, retail nadal liderem

W przeciwieństwie do sytuacji w Polsce, zarówno globalnie, jak i w Europie Środkowo-Wschodniej spada udział transakcji biurowych. W I połowie 2024 r. stanowiły one 31% całkowitych wolumenów. Sektor handlu detalicznego zachował największy, 32-procentowy, udział. Na trzecim miejscu uplasował się sektor przemysłowo-logistyczny, z wynikiem 24%.

Jak dotąd w 2024 roku w regionie miały miejsce tylko 3 transakcje o wartości przekraczającej 200 mln euro. Największa z nich dotyczyła portfela nieruchomości biurowych, a kolejne dwie pochodziły z sektora handlu detalicznego – portfela parków handlowych i centrum handlowego.

Kapitał czeski wciąż dominuje

W I poł. 2024 r. największą aktywność wykazywał kapitał z regionu CEE-6 z prawie 50% udziałem w całkowitym wolumenie regionalnym. Najwyższy udział w wolumenie, z wynikiem 36%, miał kapitał czeski. Drugie miejsce zajął kapitał brytyjski (19%). Za 18-procentowy udział odpowiadał inny kapitał europejski, a za udział 13-procentowy – inny kapitał regionalny Europy Środkowo-Wschodniej.

Szansa na niższy wskaźnik pustostanów

Połączenie spowolnienia podaży i utrzymującego się popytu w I połowie 2024 roku, oprócz inflacji i stabilizacji kosztów, z kilkoma wyjątkami doprowadziło do ustabilizowania wzrostu obłożenia w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Jednak w wielu przypadkach jest to wolniejsze tempo niż w poprzednim okresie (zwłaszcza w sektorze przemysłowo-logistycznym).

Prognozy, w zależności od danego sektora lub dynamiki rynku, są zróżnicowane i wahają się między dalszym wzrostem obłożenia a stabilizacją sytuacji. Spowolnienie podaży na wielu rynkach lub w wielu sektorach stopniowo obniży poziom pustostanów, dodatkowo wspierając wzrost obłożenia. Stanie się tak zwłaszcza w przypadku nowo dostarczanych produktów, oferujących najwyższą jakość, najbardziej poszukiwaną lokalizację i wykazujących wyższy poziom zgodności z wymogami ESG.

Azjatyckie platformy omijają unijną Dyrektywę Omnibus – Federacja Konsumentów składa wniosek do UOKiK

Azjatyckie platformy sprzedażowe nie dostosowały się do obowiązków nakładanych przez unijną dyrektywę Omnibus i w ten sposób wprowadzają w błąd klientów – twierdzi Federacja Konsumentów. Chodzi o przepisy zobowiązujące do podawania informacji o najniższej cenie produktu z ostatnich 30 dni. Zdaniem organizacji najwięcej niezgodności z unijnym prawem i stosowania technik manipulacyjnych pojawia się u chińskich gigantów e-commerce: Shein i Temu. Federacja Konsumentów chce, aby UOKiK zbadał działalność platform z krajów trzecich pod tym kątem.

Dyrektywa Omnibus, której przepisy weszły w życie 1 stycznia 2023 roku, miała na celu zwiększenie przejrzystości cen i promocji. Wcześniej to sam konsument musiał uważnie śledzić ceny, aby weryfikować, jaka jest realna wartość oferowanej przez sklep obniżki. Dziś sprzedawcy, oferujący produkty zarówno stacjonarnie, jak i w internecie, muszą przy każdej promocji i obniżce podać najniższą cenę produktu z ostatnich 30 dni.

– Intencja prawodawcy jest oczywista: zmniejszenie liczby przypadków nieuczciwych technik manipulacyjnych – komentuje Monika Kosińska-Pyter, prezeska Federacji Konsumentów. – Widzimy z codziennej praktyki, że wielu sprzedawców zwraca uwagę klienta na produkt, oferując nieistniejące w rzeczywistości promocje. Dzięki wprowadzeniu tzw. ceny omnibusowej, czyli wskazania najniższej ceny z ostatnich 30 dni, klient wyraźnie widzi, ile wynosi rzeczywista kwota obniżki. Niestety, nadal zdarzają się absurdalne przypadki, gdy sklep oferuje promocję, a cena omnibusowa jasno wskazuje, że produkt wręcz podrożał – dodaje Monika Kosińska-Pyter.

Polacy popierają nowe przepisy

Federacja Konsumentów przeanalizowała oferty pojawiające się na internetowych platformach sprzedażowych pod kątem realizacji postanowień wynikających z przepisów dyrektywy Omnibus na terenie Polski. W raporcie końcowym czytamy, że choć nie wszystkie firmy od razu zastosowały się do nowych wytycznych, to większość z nich zmieniła już praktyki, które kwestionował we wszczętych postępowaniach UOKiK, i dostosowały sposób informowania o promocjach cenowych do przepisów wynikających z Dyrektywy Omnibus.

Federacja Konsumentów w swoim raporcie wyjaśnia przy tym jednocześnie, że platformy sprzedażowe prowadzące działalność w Polsce miały niewiele czasu na dostosowanie się do nowych przepisów – zaledwie dwa tygodnie od wejścia przepisów w życie. Dodatkowo nie mogły się wcześniej do tego dobrze przygotować, ponieważ polskie regulacje wprowadzone w wyniku implementacji Dyrektywy Omnibus różnią się od tych, które można znaleźć w prawie przyjętym w Brukseli. Podmioty wdrażając zmiany musiały zatem opierać się na wyjaśnieniach Prezesa UOKiK wydanych już po wejściu w życiu przepisów, a nie na wytycznych Komisji Europejskiej jak w innych krajach UE.

– Sprzedawcy internetowi mają dziś do dyspozycji wiele metod, które mogą użyć, by skutecznie zwrócić uwagę kupujących. Mamy różnego rodzaju narzędzia rabatujące takie jak kupony, kluby, inne programy lojalnościowe czy sprzedaże wiązane. Stosowanie więc technik manipulacyjnych czy tworzenie sztucznych promocji jest zatem nie tylko naganne, ale i zupełnie odbiegające od tego, jakie mamy obecnie realia rynkowe i potrzeby klientów – zauważa Monika Kosińska-Pyter.

Chińscy giganci pod lupą

Z raportu Federacji Konsumentów wynika jednak, że pomimo podjętych działań upominających wciąż podmioty spoza Unii Europejskiej, które nie zostały wcześniej objęte kontrolą, nie dostosowały się do zapisów unijnych przepisów. Eksperci organizacji wskazują tu na azjatyckich gigantów e-commerce, u których zdaniem organizacji występują uchybienia i niedopuszczalne praktyki. Poza brakiem ceny omnibusowej pod większością produktów, chodzi także o nieuczciwe sposoby wywierania presji zakupowej, takie jak celowo nieintuicyjne promocje czy odliczanie na stronie, sugerujące konieczność pośpiechu przy decyzji o nabyciu produktu.

Takie nieprawidłowości wykryto przy analizie platform Shein i Temu. „Zastanawiający jest fakt, że wszystkie dostępne produkty prezentowane są jako objęte jakiegoś rodzaju promocją, zniżką, »gorącą« okazją, limitowaną ofertą lub w ramach niemal wyprzedanego asortymentu. Taki model działania jest zakazany” – opisują eksperci Federacji Konsumentów. Dlatego organizacja składa do UOKiK zawiadomienie z prośbą o przyjrzenie się tym praktykom.

– Przeanalizowaliśmy niemal 1600 ofert na tych platformach. Nasi eksperci dopatrzyli się sytuacji, w których mogło dojść do łamania dobrych praktyk sprzedażowych i niestosowania się do wytycznych unijnych przepisów. Na tej podstawie zwróciliśmy się do UOKiK z prośbą o przeanalizowanie tej kwestii – podkreśla Michał Herde, członek Zarządu Federacji Konsumentów.

Rynek wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car w Polsce w I półroczu 2024

Rynek motoryzacyjny w Polsce szybko odbudowuje się po kryzysie podażowym związanym z dostępnością nowych samochodów. W pierwszym półroczu 2024 roku z polskich salonów wyjechało aż o 16% więcej aut niż w tym samym czasie rok temu, łącznie prawie 277 tysięcy samochodów. Oznacza to, że poziom sprzedaży nowych aut powrócił w naszym kraju już do poziomów notowanych przed pandemią. Firmy, które odpowiadają za większość sprzedaży w salonach w Polsce, nabyły o ponad 10% samochodów więcej niż rok temu. Zgodnie z opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) danymi, w wynajmie długoterminowym znalazło się w pierwszym półroczu niemalże co czwarte nowe auto osobowe nabywane w Polsce w tym czasie przez firmy. Rynek wynajmu długoterminowego na podstawie wielkości portfela firm zrzeszonych w PZWLP urósł w naszym kraju o 7,9% r/r na koniec czerwca 2024 r. Wzrost, aczkolwiek niewielki, zanotowała także branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) – na koniec czerwca branża rozwijała się w tempie 1,1% r/r.     

Rynek motoryzacyjny w Polsce powraca do formy i to tej najlepszej, znanej z okresu przed pandemią. W pierwszym półroczu 2024 roku w polskich autosalonach sprzedano aż o 16% nowych aut osobowych więcej niż w porównywalnym czasie rok temu. Co więcej, wolumen tej sprzedaży osiągnął już poziom obserwowany przed pandemią – niemalże 277 tys. aut w pierwszym półroczu bieżącego roku w porównaniu z 278 tys. aut w pierwszym półroczu roku 2019. W porównaniu z rynkiem motoryzacyjnym w całej Unii Europejskiej, nasz kraj wypada w pierwszym półroczu 2024 r. znacznie lepiej. Sprzedaż samochodów w UE urosła w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku o 4,5% r/r.Sprzedaż całkowita aut w I półroczu 2024 - PL vs UE

 

Polski rynek motoryzacyjny powraca do wolumenów sprzedaży sprzed pandemii

Podobnie jak w wielu poprzednich latach, głównym motorem napędowym sprzedaży nowych aut w Polsce pozostają firmy, które w pierwszym półroczu nabyły 190,5 tys. samochodów (o 10,3% więcej niż w analogicznym czasie rok wcześniej), co stanowiło 68,8% całkowitej sprzedaży. Klienci indywidualni zakupili 86,5 tys. aut i w ich przypadku odnotowany został imponujący wzrost sprzedaży aż o 31% r/r, będący jednak efektem m.in. niskiej bazy porównawczej roku poprzedniego. Sam wolumen sprzedaży, zarówno w przypadku firm, jak i klientów indywidualnych osiągnął poziom z analogicznego okresu przed pandemią (w 2019 r.).

W pierwszym półroczu 2024 roku można zaobserwować również znaczące wzrosty jeśli chodzi o import aut używanych zza granicy. Do Polski sprowadzono w tym czasie łącznie 438,5 tys. samochodów używanych, o 24,5% więcej niż rok wcześniej. Dane te świadczą, że odbudowuje się również rynek wtórny samochodów, zarówno w naszym kraju, jak i całej UE. Eksperci zauważają, że za import odpowiadają przede wszystkim klienci indywidualni i pozytywnym zjawiskiem w tym kontekście jest szybszy wzrost w Polsce sprzedaży nowych samochodów w tej grupie klientów, od importu pojazdów używanych.Sprzedaż aut w Polsce vs import - I półrocze 2024

Blisko co czwarty nowy samochód osobowy nabywany w pierwszym półroczu przez firmy w Polsce znalazł się w wynajmie długoterminowym

Z danych po pierwszym półroczu 2024 r. wynika, że sprzedaż nowych samochodów do firm w Polsce urosła w pierwszym półroczu o 10,3% r/r. Dynamika wzrostu w tym zakresie różniła się jednak w zależności od formy finansowania pojazdów. W przypadku nowych aut osobowych nabywanych ze środków własnych, w kredycie lub z wykorzystaniem leasingu liczonych razem wzrost wyniósł 10,6% r/r. Jeśli zaś chodzi o wynajem długoterminowy, to według danych PZWLP, na podstawie informacji od firm członkowskich, dotyczących nowych rejestrowanych aut osobowych na potrzeby wynajmu długoterminowego (łącznie usług Full Serwis Leasing i Leasing z Serwisem) wzrost sprzedaży w pierwszym półroczu osiągnął poziom 5,9% r/r. Zdaniem ekspertów PZWLP, obecnie obserwowane jest zjawisko udzielania przez dealerów samochodów wyższych rabatów dla klientów z sektora najmniejszych przedsiębiorców, co korzystnie wpływa na wzrost sprzedaży przede wszystkim w klasycznym leasingu finansowym, z którego w Polsce wciąż korzysta większość przedsiębiorców z sektora MŚP. Należy przy tym zaznaczyć, że odsetek mikro, małych i średnich firm decydujących się na wynajem długoterminowy aut w naszym kraju konsekwentnie rośnie każdego roku. W aktualnej sytuacji rynkowej, zjawisko tego typu korzystniej wpływa jednak na klasyczny leasing finansowy. Dynamika sprzedaży aut do firm w Polsce w I półroczu 2024 - różne finansowaniaWolumen sprzedaży w wynajmie długoterminowym - 2021 - 2024

Zgodnie z danymi PZWLP, w pierwszym półroczu 2024 r. branża wynajmu długoterminowego zakupiła na potrzeby oferowanych usług (Full Serwis Leasing oraz Leasing z Serwisem) łącznie 44,5 tys. nowych samochodów osobowych, co oznacza, że niemalże co czwarte (23,4%) nowe auto nabywane w tym czasie przez firmy i przedsiębiorców w Polsce znalazło się w wynajmie długoterminowym.Udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży aut do firm w PL - I półrocze 2024

Wynajem długoterminowy utrzymuje dobrą dynamikę rozwoju

Dane po pierwszym półroczu 2024 r. wskazują, że rynek wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce pozostaje w dobrej kondycji. Pod względem najważniejszego wskaźnika jego rozwoju, a więc łącznej liczby aut znajdującej się w wynajmie długoterminowym, branża urosła na koniec czerwca o 7,9% r/r.Dynamika wzrostu wynajmu długoterminowego aut w Polsce

Rynek wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce bezustannie rośnie, aczkolwiek tempo rozwoju jest w tym roku niższe niż w poprzednich latach – mówi Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP. – Jest to w kontekście dużych firm zapewne pochodna takich czynników jak wzrost kosztów prowadzenia działalności, jak również istotnych zakupów w 2023 roku. Cieszy natomiast utrzymanie przez branżę relatywnie wysokiego udziału w sprzedaży aut do firm w Polsce, szczególnie że wolumen tej sprzedaży w pierwszym półroczu był duży, powrócił do poziomu sprzed pandemii. Na dwucyfrowe tempo rozwoju wynajmu długoterminowego w Polsce, obserwowane wielokrotnie w przeszłości, trzeba będzie jednak jeszcze poczekać. Prognozy na przyszłość w perspektywie średniookresowej są jednak dobre, optymizm i skłonność do inwestycji firm i przedsiębiorców w naszym kraju będzie rosła, a to z kolei przełoży się także na zwiększenie dynamiki wzrostu rynku wynajmu długoterminowego.

W liczącej blisko 267 tys. flocie aut w wynajmie długoterminowym firm należących do PZWLP, wśród najpopularniejszych modeli samochodów na koniec czerwca 2024 r. znalazły się: Skoda Octavia, Toyota Corolla, VW Golf, Kia Ceed i Hyundai i30.

Elektryki stanowią już prawie 3% łącznego parku aut w wynajmie długoterminowym w Polsce

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP po pierwszym półroczu 2024 r., park samochodów wykorzystywanych w wynajmie długoterminowym w Polsce coraz bardziej zmierza w kierunku aut nisko- i zeroemisyjnych. Największy odsetek stanowią obecnie samochody wyposażone w silniki benzynowe, na koniec czerwca b.r. reprezentowały one 55,3% ogółu (wzrost o 1,5 p.p. w ciągu roku). Konsekwentnie i szybko topnieje natomiast udział pojazdów wyposażonych w silniki Diesla, których na koniec pierwszego półrocza było 31,9%, co oznacza spadek ich udziału w łącznej flocie o 4,5 p.p. na przestrzeni jednego roku. Najszybciej przyrasta natomiast udział samochodów wyposażonych w ekologiczne jednostki napędowe, a więc hybryd i aut w pełni elektrycznych (BEV), które na koniec czerwca stanowiły już 12,8% łącznego parku pojazdów, a ich udział zwiększył się o 3 p.p. w ciągu roku. Co więcej, auta w pełni elektryczne nie są już obecnie marginesem, przeciwnie, ich udział na koniec półrocza był dobrze widoczny i wyniósł 2,9% (wzrost o 1,3 p.p. w ciągu roku).

Eksperci PZWLP zwracają jednak uwagę na wciąż relatywnie niskie tempo rozwoju rynku aut elektrycznych w naszym kraju, w porównaniu do rynków zachodnioeuropejskich. Zwiększenie dynamiki wzrostu w tym zakresie i ożywienie nastąpiły po wdrożeniu w Polsce programu dopłat do samochodów zeroemisyjnych „Mój Elektryk”, konieczne jest jednak kontynuowanie tego programu w kolejnych latach. Zdaniem ekspertów, w roku 2025 spodziewany jest dodatkowy bodziec stymulujący sprzedaż aut elektrycznych w Polsce, w związku z planowanym uruchomieniem nowego programu dopłat z funduszu KPO. Przykłady z innych krajów UE dobitnie pokazują, że programy dopłat są kluczowym czynnikiem wpływającym na rozwój elektromobilności – na rynkach gdzie programy takie funkcjonują, sprzedaż samochodów elektrycznych rośnie znacznie szybciej.          Rodzaje napędów w wynajmie długoterminowym w Polsce na koniec I półrocza 2024

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w drugim kwartale 2024 roku była niższa o 2,9 g/km i 2,1% niż rok wcześniej i wyniosła 131,5 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 135,5 g/km i była wyższa o 18,3% i 21 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2023. Relatywnie duży wzrost średniej emisji dwutlenku węgla w przypadku aut dostawczych jest wynikiem bardzo niskiej bazy porównawczej roku poprzedniego, kiedy branża wynajmu długoterminowego w Polsce jednorazowo dostarczyła dużą liczbę w pełni elektrycznych samochodów dostawczych w ramach realizowanych kontraktów.Emisje CO2 w wynajmie długoterminowym - nowe auta w II kw. 2024

Branża Rent a Car z niewielkim wzrostem na koniec pierwszego półrocza – wpływ niekorzystnych czynników makroekonomicznych coraz bardziej odczuwalny

Zgodnie z danymi PZWLP, branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) odnotowała na koniec pierwszego półrocza 2024 r. wzrost łącznej floty, aczkolwiek niewielki, bo wynoszący tylko 1,1% r/r. Zdaniem ekspertów PZWLP, branża Rent a Car jest szczególnie podatna na szybki i odczuwalny w większym stopniu niż w innych formach wynajmu aut, wpływ czynników makroekonomicznych.Dynamika wzrostu Rent a Car w Polsce

Niewielki wzrost rynku Rent a Car na poziomie jedynie 1,1% r/r to efekt niekorzystnego wpływu czynników makroekonomicznych na naszą branżę, która w Polsce opiera się w dużej mierze o klientów firmowych – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP. – Wysokie koszty prowadzenia działalności gospodarczej mają wpływ na decyzje firm także w zakresie korzystania z usług firm Rent a Car. Z drugiej strony, rosną również koszty i to w bardzo szerokim spektrum, dla samych wypożyczalni samochodów i w związku z tym firmy Rent a Car adaptują się do takiej rzeczywistości, ograniczając ryzyko i podchodząc bardzo ostrożnie do rozbudowy swoich flot.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec czerwca 2024 roku prawie 21 tys. aut.

 * – bez floty Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.

Polska energetyka: Sieć się zapycha, a inwestycje zwalniają

Polska jest coraz ciekawszym rynkiem długoterminowych zakupów energii odnawialnej. Spada natomiast atrakcyjność Polski jako kraju, w którym inwestorzy chcieliby finansować OZE – wynika z najnowszej edycji indeksu EY RECAI. Raport analizuje, jak zmieniający się rynek energii wymaga przebudowy systemów dystrybucji oraz nowych sposobów jej magazynowania. Transformacja sektora elektroenergetycznego w Polsce będzie kosztowała 1250 mld zł do 2050 roku – wynika z szacunków EY.

Polska awansowała z 10. na 7. miejsce w rankingu RECAI oceniającym rynek PPA (Power Purchase Agreement), czyli umów na długoterminowy zakup/sprzedaż odnawialnej energii elektrycznej. Powodem rosnącej atrakcyjności rynku PPA w Polsce jest coraz większa liczba zawieranych umów o stosunkowo dużych nominałach: dostawcy oferują umowy PPA o średniej mocy około 60 MW.

Coraz częściej umowy PPA dotyczą kilku technologii jednocześnie, np. obejmują energię wiatrową oraz słoneczną, co również ma związek z zarządzaniem ryzykiem przez instytucje finansujące – mówi Jarosław Wajer, Partner EY, Lider Działu Energetyki w Polsce oraz regionie CESA.

Na całym świecie w 2023 roku zawarto rekordową liczbę korporacyjnych PPA. Za to na początku tego roku, z powodu niskich cen energii, niektóre korporacje zdecydowały się przeanalizować swoje portfolio umów.

Przetasowania w głównym rankingu EY RECAI

Natomiast w głównym indeksie, mierzącym atrakcyjność kraju dla podmiotów inwestujących w odnawialne źródła energii, pozycja Polski po raz pierwszy od lat spadła. W porównaniu z zeszłorocznym rankingiem Polska znalazła się na 18. miejscu, czyli o trzy miejsca niżej niż w poprzednim badaniu. Przy czym w rankingu biorącym pod uwagę PKB poszczególnych państw Polska jest na 17 miejscu.

W indeksie RECAI, który EY publikuje od 2003 roku, na pierwszym miejscu od lat utrzymują się Stany Zjednoczone. Na drugim są obecnie Chiny (awans o jedną pozycję), a Niemcy z drugiego spadły na trzecie miejsce. Belgia awansowała aż o cztery miejsca na 17. pozycję, a Argentyna, dzięki zaangażowaniu nowego rządu w pobudzenie gospodarki, znalazła się trzy pozycje wyżej, na 26. miejscu.

Przetasowania w głównym rankingu EY RECAIModernizacja sieci przesyłu i dystrybucji

W ciągu ostatniego roku inwestycje w zieloną energię wyniosły globalnie 1,8 bln USD, a jej moc wzrosła do rekordowych 507 GW, z czego 2/3 to energia słoneczna. Mimo to nadal świat nie osiąga celu COP28, czyli potrojenia mocy OZE. Jednym z wielu utrudnień jest niewydolność sieci przesyłowych. Wg raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) do 2040 r. na świecie powinno się zbudować 80 milionów kilometrów nowych sieci przesyłowych, czyli podwoić obecną ich długość. Dane EY pokazują, że w Europie inwestycje w sieci dystrybucyjne muszą dwukrotnie wzrosnąć z obecnych rocznych poziomów i osiągnąć poziom 67 mld EUR rocznie w latach2025-2050 . Z analogicznym wyzwaniem mierzy się Polska.

Jako Polska mamy przed sobą ogromne wyzwanie aby zmodernizować sektor elektroenergetyczny, a w szczególności sektor wytwarzania oraz sieć dystrybucji i przesyłu energii elektrycznej. Z naszych szacunków wynika, że transformacja sektora elektroenergetycznego w Polsce będzie kosztowała 1250 mld zł do 2050 roku. Tego rzędu kwoty to wyzwanie, jednak finansowanie nie powinno być przeszkodą w realizacji takiej transformacji. Źródłem kapitału będą nie tylko firmy energetyczne, ale też sektor finansowy, w tym fundusze inwestycyjne oraz indywidualni odbiorcy, którzy coraz częściej sami inwestują w źródła energii, by mieć większy wpływ na jej cenę – mówi Jarosław Wajer.

Bateryjne systemy magazynowania energii

Szybka elektryfikacja przemysłu, transportu i gospodarstw domowych, a także masowa budowa centrów danych sprawiają, że do 2050 r. zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrośnie prawie dwukrotnie. Obok wydolności sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, zarządzania siecią i zmienności cen, kluczowa będzie zdolność magazynowania energii. EY uważa, że w latach 2023-2030 roczne, globalne instalacje magazynowania energii w akumulatorach wzrosną czterokrotnie. Spośród obecnie dostępnych i wdrażanych technologii, na tym etapie wszystko wskazuje, że dominującą będzie BESS (Battery Energy Storage Systems). BESS może świadczyć szereg usług w całym łańcuchu wartości energii elektrycznej: zarządzanie energią masową, usługi rezerw i reagowania oraz wsparcie sieci przesyłowej i dystrybucyjnej. Przewagą BESS jest wydajność, modułowość i czas reakcji. Zdolność BESS do odgrywania wielu ról oznacza, że może sprostać wyzwaniom w zmieniającym się systemie energetycznym w różnych okresach i przy różnym zapotrzebowaniu na moc.

Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na magazynowanie energii będą rosły inwestycje w BESS. EY przewiduje, że do 2030 r. liczba wdrożeń wzrośnie czterokrotnie i osiągnie 572 GW/1 848 GWh. Uwzględnienie w tegorocznym rankingu magazynowania ma pomóc inwestorom i pokazać im, że atrakcyjny rynek to taki, który oferuje potencjał kumulacji przychodów, zmienność cen energii, inteligentną infrastrukturę i operacje sieciowe.

W Polsce, w obliczu relatywnie wysokiego poziomu zainstalowanej mocy fotowoltaicznej w porównaniu z mocą farm wiatrowych, a także biorąc pod uwagę ograniczenia sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, zyskuje na znaczeniu konieczność stabilizacji podaży oraz zwiększenia elastyczności popytu w systemie elektroenergetycznym. Rozwój magazynów energii może w dużym stopniu odpowiedzieć na tę potrzebę. To z kolei powoduje, iż prognozy przychodów oraz zakładane stopy zwrotu z inwestycji w technologie BESS stają się bardzo atrakcyjne. Inwestorzy ściągają do Polski dostrzegając przesłanki stojące za atrakcyjnością inwestycji w magazyny energii, takie jak istniejące aukcje rynku mocy, uruchomienie rynku dodatkowych usług systemowych w czerwcu tego roku, powiększającą się dzienną zmienność cen energii, czy przygotowywane programy unijne (głównie środki z KPO). Niewątpliwe mamy tutaj do czynienia z przewagą pierwszeństwa, tzn. pierwsze uruchomione magazyny energii, które będą stabilizowały system, osiągną najwyższe przychody z arbitrażu cenowego w pierwszych latach od uruchomienia, co z kolei znacząco poprawi stopy zwrotu z tych inwestycji – dodaje Sebastian Jasinowski, Partner EY Polska, Lider Zespołu M&A Energy, Strategia i Transakcje.

Bez wątpienia sztuczna inteligencja pozwoli zoptymalizować strategie handlowe w magazynowaniu energii. Pomoże też firmom zmniejszyć ryzyko inwestycji, szybko dostosowywać się do zmian regulacyjnych i lepiej zarabiać na możliwościach oferowanych przez zmienność rynku. Inwestorzy będą również musieli rozważyć wpływ alternatywnych systemów magazynowania. Malejące koszty elektrolizerów mogą sprawić, że magazynowanie wodoru stanie się konkurencyjną cenowo alternatywą już w 2027 r., o czym EY pisał w swoim raporcie o wodorze „Zielona rewolucja”. Na razie niedojrzałość i złożoność rynku magazynowania utrudniają osiąganie wysokich zwrotów z inwestycji.

O badaniu
Indeks RECAI obejmuje 40 największych rynków świata. Od 2021 roku EY publikuje także drugi ranking – atrakcyjności rynku długoterminowych umów na zakup i sprzedaż odnawialnej energii elektrycznej w ramach kontraktów PPA. Tegoroczna edycja rankingu objęła także magazynowanie energii (zamiast technologii morskich), co wpłynęło na zmianę wag i zmniejszenie całkowitego udziału energii słonecznej, wiatru na lądzie i morskiej energii wiatrowej.

Wall Street w odwrocie: Nasdaq spada o 1,1%, SP500 traci 0,8%, Dow Jones 0,6%

Wall Street ponownie znalazła się w odwrocie. Nerwowość na rynku ponownie się pojawiła. Amerykańskie akcje wzrosły na otwarciu ale w dalszej części handlu nie radziły sobie już tak dobrze. Nasdaq Composite zamkną dzień niżej o 1,1 proc., SP500 stracił 0,8 proc. a Dow Jones 0,6 proc. Rentowności amerykańskie z długim terminem zapadalności wzrosły. W Europie obserwowaliśmy wzrosty co można było tłumaczyć gołębimi wypowiedziami z Banku Japonii.

Wczoraj rynek obiegła wypowiedź zastępcy gubernatora BoJ – Shinichi Uchidy – którego zdaniem bank centralny nie będzie dalej podnosić stóp procentowych ze względu na niestabilną sytuację na rynkach finansowych w kraju oraz za granicą. Dodał, że w przeciwieństwie do procesu obniżek stóp procentowych w Europie i Stanach Zjednoczonych, japońska gospodarka nie znajduje się w sytuacji, gdzie konieczne jest niezwłoczne dalsze zacieśnianie warunków monetarnych. Te wypowiedzi wlały trochę optymizmu na rynki i spowodowały, że japońska waluta osłabiła się. Para USD/JPY w konsekwencji tych słów urosła i zbliżyła się do poziomu 148,00. W kolejnych godzinach widoczna była jednak zniżka do pułapu 146,00.

Na rynku amerykańskiego długu można było zaobserwować spadek rentowności na krótkim końcu krzywej dochodowości oraz wzrost na przeciwległym krańcu. 2-latki zniżkowały do 3,96 proc. a 10 letnie „papiery skarbowe urosły do 3,94 proc.

Na rynku surowcowym widoczna byłą zdecydowana zwyżka ropy naftowej. Brent podrożała o 2,4 proc. do 78,3 USD. Reakcję można tłumaczyć dalszą eskalacją napięć na Bliskim Wschodzie. W pewnym stopniu obawy o gospodarkę USA odeszły na dalszy plan, a ten czynnik był głównym powodem ostatnich mocnych spadków.

Na dziś zaplanowane są wstępne dane o liczbie nowych bezrobotnych za tydzień 3 sierpnia z konsensusem rynkowym na poziomie 240 tys. wobec 249 tys. poprzednio oraz ostateczny odczyt zapasów hurtowych za czerwiec, w którym wstępne szacunki wyniosły 0,2 proc. m/m. Publikacja danych z rynku pracy USA nabiera większego znaczenia w kontekście ostatniego, słabego raportu NFP.

W środę notowania USD/PLN lekko urosły z poziomu 3,9450 do 3,96 a kurs eurodolara był stabilny i oscylował wokół poziomu 1,0920. Dziś rano widać lekką zwyżkę notowań głównej pary walutowej co skutkuje minimalnie niższymi poziomami USD/PLN. Zmienność jest jednak ograniczona. Większa może pojawić się w okolicy 14:30. Wczoraj obserwowaliśmy kontynuację umiarkowanego osłabienia złotego względem euro. Notowania EUR/PLN poruszały się w tendencji wzrostowej, która rozpoczęła się w okolicy połowy lipca. Został osiągnięty pułap 4,3260, aktualnie kurs znajduje się przy 4,32.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

KPMG rozwija kompetencje w zakresie AI. Leszek Ortyński poprowadzi zespół ekspertów

Do Działu Usług Finansowych KPMG w Polsce na stanowisko Dyrektora i Lidera ds. Data Science i AI dołączył Leszek Ortyński. Będzie on odpowiedzialny za zarządzanie oraz rozwijanie umiejętności technicznych zespołu konsultantów i ekspertów w dziedzinie analizy danych, uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji. Jego zadania obejmują również zarządzanie projektami dostarczania rozwiązań produktowych dla klientów, dbając o wysokie standardy realizacji.

Leszek Ortyński ma niemal 25-letnie doświadczenie w sektorze finansowym i doradztwie, zdobyte zarówno w polskich, jak i międzynarodowych instytucjach finansowych. Tworzył i zarządzał zespołami eksperckimi, realizując liczne, złożone projekty i programy biznesowe, regulacyjne oraz technologiczne w na całym świecie. Specjalizuje się w opracowywaniu i wdrażaniu modelu AI oraz rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji (AI) i generatywnej AI (genAI), które generują trwałą wartość dla klientów.

Dołączenie do zespołu KPMG, firmy o ogromnym doświadczeniu oraz globalnej renomie w obszarze dostarczania produktów i usług AI dla klientów, jest dla mnie wyróżnieniem. Wraz z zespołem KPMG będziemy wspierać klientów w tworzeniu, wdrażaniu oraz biznesowej adopcji rozwiązań opartych na AI – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor w Dziale Usług Finansowych, Lider ds. Data Science i AI w KPMG w Polsce.

KPMG w Polsce wspiera klientów od momentu zbudowania świadomości poprzez doradztwo w poszukiwaniu i ewaluacji obszarów wysoce podatnych na AI, wdrożenie, skalowanie oraz utrzymanie, pomagając w wyborze optymalnych technologii, platform oraz standardów budowania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. W ramach usługi wykonywana jest analiza procesu obecnego, definiowany docelowy proces i zbierane są wymagania funkcjonalne oraz niefunkcjonalne pod rozwiązanie informatyczne.

Korporacje powinny inwestować w zaawansowaną wiedzę w obszarze sztucznej inteligencji, aby budować przewagę konkurencyjną w oparciu o możliwości, które daje GenAI. Jestem przekonany, że najwyższej próby kompetencje Leszka Ortyńskiego oraz doświadczenie zdobyte w największych bankach na świecie przyczynią się do dalszego rozwoju działu AI w KPMG w Polsce z korzyścią dla naszych klientów – mówi Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce.

Jesteśmy dumni z naszych rozbudowanych kompetencji w zakresie wdrożeń AI, które obejmują ponad 100 różnych zastosowań w biznesie. Wspieramy naszych klientów na każdym etapie transformacji, wybierając optymalne technologie i standardy budowania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Cieszymy się, że do naszego zespołu dołącza nowy Lider w randze Dyrektora, który z pewnością przyczyni się do dalszego rozwoju i sukcesu naszych projektów – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.

Data Science oraz sztuczna inteligencja otwierają wachlarz niespotykanych wcześniej możliwości wykorzystania danych w organizacji. Skuteczne wdrożenie algorytmów AI pozwala na budowę przewagi konkurencyjnej na wielu płaszczyznach od sprzedaży, poprzez marketing, obsługę klienta, zakupy czy zarządzanie ryzykiem. Dzięki włączeniu sztucznej inteligencji do swoich operacji przedsiębiorstwa mogą wygenerować znaczne oszczędności (inteligenta automatyzacja), usprawnić procesy planowania (analityka predykcyjna), zwiększyć przychód oraz rentowność (analityka preskryptywna) czy wzmocnić informację zarządczą w celu lepszego zarządzania strategicznego (Augmented Analytics).

Ile kosztuje stoisko targowe – kluczowe czynniki i koszty

Na pewnym etapie rozwoju działalności niezwykle ważny staje się udział w imprezach wystawienniczych. To doskonały sposób na nawiązanie kontaktów biznesowych, pozyskanie nowych klientów i zaprezentowanie się szerszemu gronu odbiorców. W strategii promocyjnej firmy kluczową rolę odgrywają stoiska targowe, które są nie tylko przestrzenią do prezentacji produktów albo usług, ale również platformą budowania relacji. Aby móc lepiej zarządzać firmowymi finansami, potrzeba wiedzy, ile kosztuje stoisko targowe (https://kreativia.eu/stoisko-targowe/) oraz udział w imprezie tak dużego formatu. Na koszt wynajmu i przygotowania stoiska wpływać będzie szereg czynników, a rozsądne zarządzanie budżetem pozwoli zmaksymalizować korzyści.

Uwzględniamy czynniki wpływające na koszt wynajmu

Kiedy planujemy wynajem stoiska na targach, musimy wziąć pod uwagę wiele czynników, które wpłyną na koszt całej operacji. Po pierwsze, rozważyć trzeba będzie wielkość powierzchni, którą chcemy zająć — standardowo im większe stoisko, tym wyższy koszt. Ważna jest też lokalizacja naszej wystawy na mapie targów. Miejsca blisko najważniejszych tras komunikacyjnych lub w pobliżu głównego wejścia zwykle bywają droższe — ze względu na lepszą widoczność, łatwiejszą dostępność i większe natężenie ruchu. Dodatkowo niemały wpływ na koszt będzie miała również popularność samego wydarzenia. Im bardziej prestiżowe targi, tym wyższych cen za wynajem powierzchni możemy się spodziewać. Kolejnym aspektem, jaki warto wziąć pod uwagę, jest sezonowość. W okresach wakacyjnych, podczas świąt lub innych okresów, kiedy to odbywa się więcej imprez, popyt na miejsca najprawdopodobniej będzie wyższy, co poskutkuje wzrostem cen wynajmu. Na cenę bezpośrednio wpłynie też czynnik tak oczywisty, jak długość trwania targów. Wielodniowe imprezy wygenerują rzecz jasna wyższe koszty, niż kilkugodzinne wydarzenia.

Wykonanie projektu zabudowy – ważny element budżetu

Przygotowanie projektu zabudowy stanowi istotny element budżetu związany z przygotowaniem stoiska targowego. Wybór odpowiedniej firmy do wykonania grafik i samych elementów konstrukcji może znacząco wpłynąć zarówno na ostateczny koszt, jak i jakość prezentacji na targach. Istotne jest zrozumienie tego, jak te dwa parametry wpływają na siebie wzajemnie. Inwestycja w dobrze przygotowany, atrakcyjny projekt, który skutecznie przyciąga klientów i zwiększa zainteresowanie odbiorców, może wiązać się z wyższymi kosztami. Niemniej jednak, zamówienie projektu w doświadczonej firmie będzie bardziej opłacalne, i to z kilku powodów. Po pierwsze, kompetencja i profesjonalizm wykonawcy mogą mieć bezpośrednie przełożenie na efektywność procesu projektowania, a to oznacza oszczędność czasu i zasobów. Po drugie, firma o ugruntowanej pozycji na rynku z pewnością będzie też dysponować lepszymi kontaktami z dostawcami. To prosta droga do uzyskania korzystniejszych warunków cenowych przy zakupie materiałów i usług niezbędnych podczas realizacji projektu. Doświadczone biuro projektowe to również profesjonalne doradztwo i wsparcie na każdym etapie procesu tworzenia wystawy i szansa na optymalne dopasowanie stoiska do własnych potrzeb.

Modułowe stoisko – doskonała długoterminowa inwestycja

Przygotowanie stoiska na targi to proces, który wymaga dokładnego zbadania kosztów związanych również z jego aranżacją i wyposażeniem. Zastanawiając się, ile kosztuje stoisko targowe, trzeba koniecznie uwzględnić wiele elementów, w tym takie jak projektowanie i produkcja grafiki, wynajem lub zakup mebli, materiałów promocyjnych czy dodatkowego wyposażenia, jak choćby oświetlenie. Koszty zależne będą od stopnia skomplikowania projektu, jakości użytych materiałów, czy ilości potrzebnych elementów. Jednak dziś istnieje doskonały sposób na zminimalizowanie tych wydatków i zwiększenie elastyczności — stoiska modułowe. Dzięki ergonomicznej, modułowej zabudowie, można dopasować elementy wystawy do określonej powierzchni, nawet niestandardowych wymiarów, a także do zmieniających się dynamicznie potrzeb — rozbudować je w razie konieczności i niemal dowolnie przekształcić. Przy okazji, tego rodzaju stoisko bywa bardziej ekonomiczne ze względu na możliwość wielokrotnego wykorzystania. Dzięki łatwej przebudowie i możliwości przechowywania może być wykorzystywane na różne imprezy wystawiennicze przez wiele lat. Długoterminowo inwestycja w modułowe stoiska z pewnością jest dużo bardziej opłacalna, niż korzystanie z tradycyjnych, jednorazowych rozwiązań.

Dodatkowe istotne koszty, o których nie można zapomnieć

W czasie przygotowań do udziału w targach ważne jest uwzględnienie pełnego zakresu potencjalnych kosztów. Oprócz wydatków na aranżację i dekorację stoiska nie możemy zapomnieć o dodatkowych usługach i wyposażeniu, które mogą okazać się niezbędne. W budżecie warto uwzględnić m.in. koszty montażu i demontażu stoiska, sprzątania, podłączenia do prądu czy internetu, a także zakupu materiałów promocyjnych i gadżetów reklamowych. Pamiętajmy o kosztach transportu i logistyki, obejmujących zarówno dowiezienie materiałów na miejsce targów, jak i ewentualne koszty przechowywania stoiska przed i po wydarzeniu. Dodatkowe opłaty targowe, takie jak opłata rejestracyjna czy za parking, także powinny znaleźć się w planie finansowym. Nie bez znaczenia będą koszty promocji i marketingu, obejmujące reklamy, materiały promocyjne czy kampanie marketingowe. Wśród niezbędnych elementów wyposażenia stoiska muszą znaleźć się materiały firmowe, takie jak broszury, ulotki czy katalogi prezentujące ofertę firmy, czy banery reklamowe, rolki i stojaki stanowiące efektowny sposób na zwrócenie uwagi gości. Jeśli chcemy wypaść dobrze, warto zadbać i o ich efektowne i profesjonalne wykonanie.

Jeśli chcemy ograniczyć koszty do minimum, jednocześnie zapewniając sobie dostęp do najlepszej jakości produktów, rozważmy zleceniem wszystkich potrzebnych usług jednej firmie. Dzięki temu stworzymy optymalne stoisko targowe, a jednocześnie możemy uzyskać znaczące oszczędności finansowe oraz uniknąć kłopotliwego koordynowania wielu podwykonawców. Korzystając z kompleksowej oferty specjalistów, do których należy Kreativia.pl, łatwiej skoncentrujesz się na efektywnej promocji i osiągnięciu sukcesu na targach. To nie tylko wygodniejsze, ale także dużo bardziej ekonomiczne rozwiązanie, które pozwala lepiej zarządzać firmowymi finansami.

W I połowie 2024 Bank Pekao zanotował silny wzrost sprzedaży, zysk netto przekroczył 2,9 mld zł

W I połowie 2024 Bank Pekao wypracował dobre wyniki we wszystkich segmentach działalności. Kontynuowany był wyraźny wzrostowy trend w obszarze bankowości detalicznej, z wysokimi dynamikami sprzedaży kredytów hipotecznych i pożyczek gotówkowych. W dwucyfrowym tempie przyrosła sprzedaż finansowań MŚP, dzięki czemu do pozytywnej dynamiki powróciły wolumeny kredytów korporacyjnych. Bardzo wysoka na poziomie ponad 300 tys. była w skali całego I półrocza sprzedaż kont, a w jednej trzeciej byli to młodzi klienci. Raportowany, skonsolidowany zysk netto Pekao przekroczył w I półroczu 2,9 mld zł. Powtarzalny zysk netto urósł rok do roku o 4 proc.

Pierwsza połowa roku była dla Banku Pekao okresem kontynuacji pozytywnych tendencji w zakresie wyników finansowych. Umiejętnie korzystamy z relatywnie wysokiego poziomu stóp procentowych. Do klientów, również tych młodych, ewidentnie przemawia nasza nowoczesna oferta w zakresie bankowości detalicznej, bo kolejny kwartał z rzędu notujemy w tym obszarze znaczące przyrosty sprzedaży i akwizycji. Nie zwalnia tempa również transformacja cyfrowa – mówi Robert Sochacki, wiceprezes Banku Pekao, kierujący pracami zarządu. – Zatem pomimo odmiennych okoliczności makroekonomicznych nadal realizujemy strategiczne kierunki rozwoju. Finansujemy działalność spółek od mikroprzedsiębiorstw po największe korporacje, nie zapominając o naszych zobowiązaniach ze strategii ESG. Co ważne dla akcjonariuszy, byliśmy, jesteśmy i nadal zamierzamy być bankiem dywidendowym – dodaje.

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w I połowie 2024 r. wyniósł 2,936 mld zł wobec 3,263 mld zł zysku netto rok wcześniej. Jednak dynamika zysku netto skorygowana o efekt wakacji kredytowych i rezerwy CHF była dodatnia i tak skorygowany zysk w I półroczu wzrósł rok do roku o 4 proc. do 3,369 mld zł z 3,243 mld zł rok wcześniej.

O zmianie zysku zdecydowały w ujęciu rok do roku przede wszystkim wyższe koszty rezerw na kredyty frankowe, kolejna edycja wakacji kredytowych, a także wzrost kosztów operacyjnych m.in. za sprawą inflacyjnego wzrostu płac i zdarzeń jednorazowych. Pozytywnie na wynik netto wpłynął wzrost wyniku odsetkowego, budowany konsekwentnie dzięki rosnącym wolumenom oraz marży odsetkowej, pomimo niższych stóp rynkowych w stosunku do poprzedniego roku.

Pozytywne trendy sprzedażowe zostały utrzymane w bankowości detalicznej. Liczba aktywnych klientów bankowości mobilnej Pekao kontynuowała wzrost sięgając na koniec półrocza 3,3 mln wobec 3 milionów rok wcześniej. Cel strategiczny zaplanowany na koniec 2024 roku (3,2 mln) został już przekroczony.

W skali półrocza bardzo wysoki był przyrost nowych kont. Sprzedaż przekroczyła 300 tys., a co szczególnie istotne co trzecie konto było zakładane przez młodych klientów do 26. roku życia, dla których Pekao ma szczególnie ciekawą ofertę.

Nowa sprzedaż pożyczek gotówkowych w I półroczu zwiększyła się rok do roku o 24 proc., tradycyjnie już gros tego rodzaju pożyczek udzielono poprzez bankowość cyfrową. Pozytywna była w ujęciu rocznym dynamika nowej sprzedaży kredytów hipotecznych. W samym drugim kwartale wyniosła 2,4 mld zł i była o 83 proc. wyższa niż w analogicznym okresie rok wcześniej, z marginalnym już udziałem Bezpiecznego Kredytu 2 proc.

Dzięki ciągle wzbogacanej ofercie produktowej (kredyt ekologiczny FENG, kredyt Unia czy kredyt inwestycyjny na finansowanie biogazowni), bank po raz kolejny osiągnął dwucyfrowy wzrost (12 proc.) wartości nowych finansowań dla klientów z sektora MŚP, co przełożyło się na wzrost portfela kredytów przedsiębiorstw o 8 proc. r/r, przy akwizycji klientów rosnącej o 15 proc. r/r.

Wskaźnik koszty/dochody znalazł się w I pierwszej połowie roku na poziomie 36,7 proc., a więc znacząco lepszym od założonego na koniec 2024 roku celu zejścia poniżej 42 proc.

Koszty ryzyka pozostały na niskim poziomie 46 pb (w I połowie 2024), dzięki odpowiedzialnemu zarządzaniu jakością portfela kredytowego. Cel strategiczny na koniec okresu strategii w 2024 roku to przedział 50-60 pb.

Wskaźnik NPL obniżył się poniżej 5% (m.in. w wyniku zmian w prezentacji rezerwy na ryzyko prawne kredytów CHF oraz zmianie sposobu prezentacji wolumenów exIdea Bank), co w ubiegłym roku było jednym z kryteriów KNF do potencjalnej wypłaty dywidendy na poziomie nawet 75 proc. zysku.

Bank Pekao ma bardzo dobrą pozycję kapitałową. Na koniec czerwca łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 16,6 proc., a Tier1 15,1 proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.

Focus z portfela MCI Capital przejmuje głównego konkurenta – firmę Systell

Focus, spółka z portfela funduszu MCI Capital, przejmuje 100 proc. udziałów w firmie Systell, swoim dotychczasowym głównym konkurencie. Umocni to pozycję Focusa jako lidera w obszarze oprogramowania do obsługi contact center w Polsce. Akwizycja przyczyni się także skokowego wzrostu skali działalności firmy jako największego dostawcy nowoczesnych rozwiązań w modelu Contact Center as a Service (CCaaS) na naszym rynku.

MCI Capital, specjalizujący się w inwestycjach w spółki nowych technologii w Europie Środkowej, ogłasza przejęcie firmy Systell przez spółkę Focus z portfela MCI.EuroVentures. Akwizycja jest elementem realizacji strategii buy&build, pozwalającej na skokowy wzrost skali działalności.

Przypomnijmy, że w grudniu 2023 roku MCI.EuroVentures przeznaczył 80,1 mln zł na większościowy pakiet udziałów w Focusie, umacniając tym samym pozycję wiodącego inwestora w regionie w spółki technologiczne, które działają w modelu Software as a Service (SaaS).

– Focus od lat rozwija się w imponującym tempie zachowując wysoką rentowność, a połączenie z Systellem to kolejny krok w kierunku realizacji naszych ambitnych planów rozwojowych – mówi Paweł Sikorski, partner inwestycyjny w MCI Capital. – Przejęcie Systella umożliwia skokowy wzrost liczby klientów umacniając pozycję rynkową Focusa – dodaje Sikorski.

– Połączenie sił z Systellem to dla nas kluczowy krok, który pozwoli na dostarczanie jeszcze bardziej zaawansowanych rozwiązań i budowanie konkurencyjnej oferty. Dzięki tej integracji nasza pozycja jako preferowanego dostawcy na rynku CCaaS staje się jeszcze mocniejsza. Dla naszych klientów zmiany te oznaczają dodatkowe możliwości oraz dostęp do bardziej innowacyjnych rozwiązań, które przyczynią się do ich sukcesu – komentuje Daniel Szcześniewski, prezes zarządu Focusa.

Z narzędzi Focusa korzystają zarówno średnie, jak i duże podmioty mające zorganizowany proces obsługi klienta. Rozwiązania te pomagają poprawić proces obsługi sprzedażowej i posprzedażowej oraz istotnie podnieść poziom zadowolenia klientów.

Grażyna Sudzińska-Amroziewicz powołana na prezesa LINK4

Rada Nadzorcza LINK4 SA powołała w skład Zarządu LINK4 Grażynę Sudzińską-Amroziewicz, powierzając jej funkcję Prezesa Zarządu pod warunkiem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego. Powołanie następuje od 10 sierpnia 2024. Do czasu uzyskania zgody KNF Grażyna Sudzińska-Amroziewicz będzie pełnić obowiązki Prezesa Zarządu LINK4.

Powołanie następuje na okres wspólnej kadencji zarządu LINK4, której bieg rozpoczął się 1 stycznia 2024 i obejmuje dwa pełne lata obrotowe.

Skład Zarządu LINK4 T.U. SA jest następujący: 

  • Grażyna Sudzińska-Amroziewicz, p.o. Prezesa Zarządu
  • Mikołaj Ciaś, Wiceprezes Zarządu
  • Michał Gomowski, Wiceprezes Zarządu
  • Katarzyna Wojdyła, Członek Zarządu.

Przed powołaniem na stanowisko Prezesa LINK4 Grażyna Sudzińska-Amroziewicz jako członek Rady Nadzorczej LINK4 była oddelegowana do czasowego wykonywania czynności Prezesa Zarządu spółki. Z wykształcenia jest ekonomistką, przez 22 lata zawodowo związaną z  branżą ubezpieczeniową. Początkowo specjalizowała się w projektach z zakresu audytu oraz przeglądów finansowych, a następnie zajmowała kluczowe stanowiska menedżerskie w podmiotach działających na rynku ubezpieczeń majątkowych, na życie, a także rynku emerytalnego. Doświadczenie zarządcze zdobyła w finansach, operacjach i zarządzaniu produktami. W latach 2007-2016 kierowała obszarem ubezpieczeń majątkowych  Grupy Aviva w Polsce. W trakcie kariery zawodowej kluczowymi obszarami jej kompetencji i zainteresowań są m.in.: poprawa i stabilizacja wyników finansowych, kreacja i efektywne wdrażanie produktów, wykorzystywanie nowych kanałów dystrybucji, poprawa efektywności poprzez wprowadzanie przyjaznych dla klienta rozwiązań obsługowych oraz integracja procesów w celu zapewnienia możliwie wysokich korzyści skali i synergii.

Od 2017 roku jest aktywna zawodowo w szeregu rad nadzorczych przedsiębiorstw. Była członkiem rad nadzorczych VRG SA oraz Prime Car Management SA. Obecnie jest członkiem rady nadzorczej Sanok Rubber Company SA. Działa też jako mentor dla grupy słuchaczy na Akademii Leona Koźmińskiego.  Była także uczestnikiem wyspecjalizowanych kursów z zakresu finansów oraz zarządzania organizowanych m.in. przez London Business School oraz CEDEP.

Rynki odzyskują równowagę

Rynki uspokoiły się. Giełdy odzyskały równowagę. Taki jest obraz po wtorkowym handlu. Sytuacja nie wygląda już tak źle jak na początku tygodnia. Indeks VIX zdołał opaść z ekstremalnie wysokich poziomów co jest dowodem mniejszej nerwowości na rynku. Japoński Nikkei zdołał odrobić straty i urósł o ponad 10 proc. Dolar lekko zyskał na wartości. Notowania EUR/USD oddaliły się od poziomu 1,10. Rynek zaczyna chłodno analizować ostatnie dane makro.

Ryzyko dla amerykańskiej gospodarki wzrosło wraz z lipcowym raportem z rynku pracy. Nie ulega wątpliwości, że Fed może działać nieco bardziej zdecydowanie, ale żadnych zaskakujących ruchów nie oczekuję. Powell zbyt mocno ceni sobie zaufanie rynkowe, dba o rzetelną komunikację. Z pewnością Rezerwie Federalnej nie zależy wywoływaniu większej zmienności na rynkach, zatem wg mojej opinii jakieś przyspieszone działania przed wrześniem są bardzo mało prawdopodobne. Nie bez powodu poszczególni przedstawiciele Fed-u w ostatnich swoich komentarza starają się tonować nastroje. Wrześniowa obniżka o 50 pb oczywiście jest realna, ale pamiętajmy, że decyzja będzie zależeć od kilku następnych raportów: z rynku pracy oraz CPI.

Inwestorzy wydaje się też zaczynają do tego w ten sposób podchodzić. Dolar zdołał odbić od swoich minimów. Główna para walutowa krótko utrzymywała się powyżej 1,10. W dość szybkim tempie korekta sprowadziła notowania do 1,09. Rynki azjatyckie, na czele z Nikkei ze wzrostem o ponad 10 proc., zamknęły się wczoraj w większości wyżej, rynki europejskie nie były jeszcze w pełni przekonane o spokoju i pozostały w większości bez zmian pod koniec dnia, z kolei giełda na Wall Street patrzyła nieco bardziej pozytywnie w przyszłość i zakończyła wtorkowy handel wyraźnie na zielono.

Istotne będzie to w jaki sposób amerykański bank centralny ocenia ostatnie zawirowania. Czy ta nagła wyprzedaż na rynkach akcji wg opinii Fed stanowi zagrożenie dla stabilności finansowej? Jeśli tak, wówczas szansa na mocniejszy ruch po wakacjach zwiększy się. Być może ostatnie spadki zostaną zinterpretowane jako coś naturalnego, coś co przychodzi po silnych wzrostach, które nie do końca są uzasadnione. Być może oczekiwania na obniżki stóp procentowych w USA poszły za daleko? Raport NFP być może stał się jedynie pretekstem dla części rynku do realizacji zysków i za chwilę pojawi się kolejna grupa, która będzie chciała wykorzystać fakt, że akcje są nieco tańsze. Okazja do wyjaśnień pojawi się na corocznym sympozjum bankierów centralnych Jackson Hole (22-24 sierpnia). Nie raz padały tam kluczowe opinie, które wpływały na dalszy kierunek zmian na wykresach wielu aktywów.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Rynki wracają do normy

Po kilku dniach mocno zwiększonej zmienności większość indeksów wraca blisko punktu wyjścia. W konsekwencji mamy jednak ucieczkę od bardziej ryzykownych aktywów, stąd słabsze wyniki polskiej giełdy i złotego.

W stronę stabilizacji

Po kilku dniach podniesionej zmienności rynki zaczynają się stabilizować. Nikkei, japoński indeks giełdowy, główny bohater ostatnich dni przez ponad 12% spadek w poniedziałek, po dwóch dniach powrócił blisko poziomów z piątkowego zamknięcia i poniedziałkowego otwarcia. Również giełdy europejskie znajdują się w tym przedziale, aczkolwiek w Europie były olbrzymie spadki na otwarciu, stąd ta luka jest większa. Są jednak słabsze parkiety, które nie radzą sobie tak dobrze. Przykładem jest Polski WIG, szczególnie indeks największych spółek, czyli WIG20. Ostatnie wydarzenia przekładają się również, choć w mniejszym stopniu, na osłabienie lokalnej waluty. Od początku tego zamieszania kurs euro względem złotego podskoczył w górę o około 2,5 grosza i znajdujemy się tuż poniżej poziomu 4,32 zł.

Handel w USA

To, że Amerykanie mają deficyt handlowy nikogo nie dziwi. Warto jednak zwrócić uwagę, że szybszy wzrost eksportu niż importu daje chociaż cień nadziei na zbilanasowanie tego zjawiska. Dla rynków od samego deficytu ważniejszy wydaje się jednak wzrost eksportu. To pokazuje siłę tamtejszej gospodarki. Widać to chociażby po notowaniach EURUSD, które wczoraj przestały atakować poziom dolara i dziesięciu centów za euro i stabilizują się cent niżej. Na stabilizację dolara wpływa również uspokojenie nastrojów i powrót do przewidywania czterech, a nie pięciu obniżek stóp procentowych w tym roku.

Australia nie zmieniła stóp procentowych

Wczoraj poznaliśmy decyzje Królewskiego Banku Australii. Pozostawiła ona główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 4,35%. Na rynku trwała spekulacja czy wzrost inflacji w drugim kwartale nie zachęci przypadkiem do podnoszenia stóp procentowych. Z drugiej strony w dłuższym okresie rynek nadal oczekuje spadków pod koniec roku. Rzadko zdarza się, aby bank centralny podnosił stopy procentowe, by za kilka miesięcy je znowu obniżać. Po samej decyzji kurs dolara australijskiego delikatnie tracił na wartości – inwestorzy, licząc na wspomnianą podwyżkę stóp, odwracali swoje pozycje inwestycyjne sprzedając dolara australijskiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Rumunia – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

7 na 10 managerów chce AI w pracy, firmy obawiają się jednak kosztów oraz regulacji prawnych

Znaczna część organizacji w Polsce już korzysta z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, takich jak np. ChatGPT, a kolejne 21 % planuje wprowadzić je w najbliższych 12 miesiącach. Polscy pracodawcy, którzy chcą wdrożyć najnowsze zaawansowane technologie najczęściej spotykają bariery takie jak konieczność poniesienia wysokich kosztów (36%), obawy prawne (32%), a także brak odpowiednich umiejętności wśród zespołów (30%) – tak wynika z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Rynek pracy w erze AI”. Badanie pokazuje, że najbardziej optymistycznie względem najnowszych technologii są przedstawiciele wyższej kadry managerskiej, a największy progres związany z AI przewidywany jest w obszarze szeroko pojętego rozwoju biznesu – wskazuje na to 73% organizacji znad Wisły.

ManpowerGroup zapytał pracodawców znad Wisły o to, jakie są ich zamiary wobec wdrożenia najnowszych technologii. Jak pokazuje raport „Rynek pracy w erze AI”, 39% organizacji już korzysta z rozwiązań opartych na generatywnej sztucznej inteligencji, takich jak np. ChatGPT, a kolejne 21% planuje wprowadzić zmiany w najbliższych 12 miesiącach. Technologiczną rewolucję w ciągu 3 lat zapowiada 17% polskich przedsiębiorstw, natomiast 15% z nich w ogóle nie bierze pod uwagę wprowadzenia elementów AI co dziennej pracy, a 5% firm odrzuciło tego typu innowacje.

– Współczesny rynek pracy przechodzi dynamiczną transformację, a jednym z kluczowych czynników napędzających te zmiany jest rosnąca rola sztucznej inteligencji. Organizacje na całym świecie coraz chętniej sięgają po zaawansowane technologie, aby usprawnić swoje procesy i stać się bardziej konkurencyjnymi – mówi Marta Szymańska, ekspertka rynku pracy, liderka specjalizacji w Manpower. – Wprowadzenie AI do codziennych operacji przedsiębiorstw to odpowiedź na potrzebę optymalizacji procesów i w efekcie, obniżenia kosztów. Technologia ta pozwala na automatyzację wielu rutynowych zadań, co nie tylko przyspiesza realizację codziennych obowiązków, ale także redukuje ryzyko błędów. Firmy dostrzegają, że dzięki elementom sztucznej inteligencji mogą lepiej wykorzystać potencjał swoich pracowników, pozwalając im skupić się na bardziej kreatywnych i strategicznych zadaniach, ale jest to również nieodłączny element tworzenia unikatowych doświadczeń dla klientów, partnerów biznesowych czy samych pracowników. Nie tylko zwiększa ona efektywność organizacji, ale także poprawia satysfakcję z wykonanej pracy, co jest szczególnie ważne w kontekście zarządzania talentami – podkreśla ekspertka rynku pracy.

AI w firmie? Brzmi pozytywnie!

Analiza ManpowerGroup pokazuje, że największy optymizm wobec wykorzystania AI w miejscu pracy wyrażają przedstawiciele wyższej kadry managerskiej – tutaj aż 68% przedstawicieli tej grupy jest pozytywnie nastawiona do tego typu zmian. Podobne nastroje panują wśród managerów średniego szczebla, a także specjalistów, gdzie co 6 pracownik jest chętnie wdroży w swoje działania elementy AI. Pracownicy fizyczni to grupa, która wykazuje największy sceptycyzm wobec sztucznej inteligencji w miejscu pracy, jednak wciąż wynik ten jest optymistyczny – pozytywne nastawienie wobec najnowszych technologii wykazuje 52% z nich.

Jak dodaje Marta Szymańska, implementacja AI w miejscu pracy spotyka się z różnym odbiorem w zależności od grupy zawodowej. – Menedżerowie, zarówno na wyższym, jak i średnim szczeblu, wykazują większy entuzjazm wobec tych zmian, upatrując w nich szansę na usprawnienie procesów oraz poprawę wyników firmy. Natomiast pracownicy fizyczni, czyli tzw. blue collar, często podchodzą do nowych technologii z rezerwą. Wynika to oczywiście z obawy o miejsca pracy. Niemniej jednak, postęp technologiczny jest nieunikniony, a firmy będą dążyły do tego, aby włączyć choć elementy sztucznej inteligencji do codziennych zadań nawet na najniższych szczeblach organizacji. Przykład idący z góry oraz systematyczne szkolenia mogą przyczynić się do stopniowego oswajania pracowników z nowymi technologiami – mówi ekspertka Manpower.

Koszty i regulacje prawne największymi barierami dla organizacji

Publikacja ManpowerGroup porusza także kwestię barier, jakie napotykają polscy pracodawcy, którzy chcą wdrożyć najnowsze zaawansowane technologie do swoich organizacji. Według raportu najczęściej implementację AI komplikuje

konieczność poniesienia wysokich kosztów inwestycji, na co wskazało 36% respondentów. Dla pracodawców wyzwaniem są także obawy dotyczące prywatności oraz regulacji prawnych (32%), brak umiejętności wśród pracowników pozwalających skutecznie wykorzystywać sztuczną inteligencję (30%), sprzeciw ze strony zatrudnionych osób (27%), brak odpowiednich platform czy narzędzi AI (22%), czy zdefiniowanie obszarów, w których mogliby z powodzeniem korzystać z tego typu rozwiązań (22%).

– W największych organizacjach, które dysponują znacznymi zasobami finansowymi, wdrażanie technologii AI staje się naturalnym procesem. Dzięki odpowiednim budżetom mogą one testować różne rozwiązania, korzystać z rozszerzeń, najlepszych i najnowszych wersji aplikacji, dostosowywać je do swoich specyficznych potrzeb. Inwestycje te, choć początkowo kosztowne, mają na celu długoterminową optymalizację, a co za tym idzie, zwiększenie zysków. Korporacje inwestujące w najnowsze technologie mogą liczyć na znaczne korzyści płynące z ich wykorzystania, takie jak lepsza analiza danych, dopasowanie działań, projektów i strategii biznesowych właśnie do aktualnych trendów, bardziej precyzyjne prognozowanie, czy efektywniejsze zarządzanie zasobami – mówi Marta Szymańska.

Sztuczna inteligencja wsparciem w wielu procesach

Według raportu, pracodawcy uważają, że zastosowanie zaawansowanych technologii będzie miało pozytywny wpływ na ich organizację. Największy progres przewidywany jest w obszarze szeroko pojętego rozwoju biznesu – wskazuje na to 73% organizacji. Pozytywny wpływ wdrożenia AI przewidywany jest także przy działaniach związanych z obowiązkowymi szkoleniami pracowników (69%), reskillingiem oraz upskillingiem talentów (68%), jak również w procesie onboardingu (65%).

Jak podkreśla ekspertka Manpower, działy HR dość często korzystają ze wsparcia AI, głownie po to, aby usprawnić procesy rekrutacyjne i zarządzanie talentami. – Sztuczna inteligencja m.in. automatyzuje przetwarzanie aplikacji, ułatwia komunikację z kandydatami, wspiera procesy kadrowo-administracyjne. W organizacjach zaawansowanych technologicznie, wykorzystywana jest także we wsparciu rozwoju pracowników, sugerując odpowiednie szkolenia na podstawie analizy kompetencji danej osoby, narzędzia analityczne monitorują także zaangażowanie pracowników, umożliwiając odpowiednio szybką reakcję w odpowiedzi na potencjalne problemy. W obszarze wynagrodzeń AI pomaga też tworzyć konkurencyjne oferty pracy, analizując dane rynkowe oraz trendy płacowe, wspiera również firmy w budowaniu marki pracodawcy, co jest kluczowe zwłaszcza dla młodszych pokoleń, takich jak pokolenie Z. Dzięki tym innowacjom, działy HR mogą skuteczniej zarządzać zasobami ludzkimi, wspierać strategiczne cele organizacji – podsumowuje Szymańska.

Potężne odreagowanie!

Na wymazanie panicznych poniedziałkowych ruchów nie musieliśmy długo czekać. Powrót do poziomów sprzed wczorajszego krachu zajął japońskiej giełdzie mniej niż 24 godziny. W Stanach trwa gaszenie recesyjnych obaw. Słabe dane napływają do nas ze strefy euro.

Powrót japońskiej giełdy

Poniedziałkowa sesja rozpoczęła się od szokujących informacji z Azji. Japońskie indeksy giełdowe Nikkei i Topix traciły powyżej 10%. Spadki odnotowano także w Tajwanie (-8,3%), Singapurze (-4,8%) czy Korei Południowej (-9,6%).  We wtorek Azja otrzepała się z kurzu, gdyż inwestorzy postanowili skorzystać z „promocji” i obkupili się w tańsze akcje. Wspomniane wyżej japońskie indeksy Nikkei i Topix w wyniku powrotu popytu zyskały odpowiednio 10,2% i 9,3%. Oznacza to, że wczorajsze straty zostały prawie w całości wymazane.

Jak to wszystko wpływa na kurs jena? Przypomnę, że w ostatnich tygodniach japońska waluta silnie umacniała się przez zjawisko tzw. odwrócenia carry trade, o czym pisaliśmy we wcześniejszych komentarzach walutowych. Poniedziałkowa ucieczka kapitału z japońskiej giełdy była dodatkowym paliwem dla jena. Dlaczego? To właśnie do JPY wychodziła część inwestorów sprzedając swoje akcje. Efektem był spadek notowań USD/JPY do 142 JPY. Dzisiejsze wzrosty na giełdach wpłynęły na odreagowanie kursu, który w momencie pisania tekstu wynosi 145 JPY.

Studzenie recesyjnej narracji w USA

We wtorek odreagowanie zawitało także na wykresie eurodolara. Jeszcze wczoraj kurs EUR/USD dobijał do oporu 1,10 USD, natomiast dziś po południu atakujemy poziom o 1 cent niżej. Jest to naprawdę duża różnica, jeżeli chodzi o notowania najbardziej płynnej pary walutowej na świecie. Wczorajszą deprecjację dolara zakończył poniedziałkowy raport ISM dla usług z USA. Odczyt na poziomie 51,4 pkt. był lepszy od oczekiwanego 51 pkt. Dodajmy, że jednocześnie wyszliśmy powyżej wartości 50 pkt. uznawanej za poziom neutralny, co wskazuje na polepszenie koniunktury w badanym sektorze gospodarki. Sentyment poprawił także Austan Goolsbee. Przewodniczący FED z Chicago powiedział, że decydenci uważnie obserwują sytuację rynkową i są gotowi do podjęcia odpowiednich kroków, jeżeli zajdzie taka konieczność. Powyższe ostudziło nerwową i recesyjną atmosferę w Stanach, co wsparło amerykańską walutę. Dziś kurs USD/PLN o godzinie 13:00 to 3,95 PLN, czyli o 3 grosze wyżej niż wczoraj.

Słabe dane strefy euro

Umocnieniu dolara, a jednocześnie osłabieniu euro towarzyszył wysyp złych danych z państw należących do Wspólnoty. Wczorajsze indeksy PMI dla usług z Hiszpanii, Włoch i Francji znalazły się poniżej oczekiwań. Dodatkowo z poziomu -7,3 pkt. do -13,9 pkt. spadł indeks Sentix obrazujący oczekiwania inwestorów odnośnie rynków. Ponadto dziś dowiedzieliśmy się o kolejnych spadkach zamówień w niemieckim przemyśle, które są jeszcze głębsze od poprzednich. Kurczy się także sprzedaż detaliczna w całej strefie euro. Wysyp takiej liczby niekorzystnych publikacji osłabia dziś euro, które o godzinie 13:00 broni wsparcia 1,09 USD na wykresie EUR/USD.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Fundusze Private Equity w Europie Środkowej: Optymizm rośnie, inwestycje przyspieszają

Poprawiająca się sytuacja gospodarcza oraz stabilizacja warunków rynkowych przyczyniają się do rosnącego optymizmu wśród inwestorów z sektora private equity w Europie Środkowej. Jak wynika z najnowszej edycji raportu „Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, aż 84 proc. respondentów zakłada, że rok 2024 będzie korzystny dla działalności inwestycyjnej. Również przewidywania dotyczące aktywności inwestycyjnej wskazują na stabilizację – ponad połowa ankietowanych (51 proc.) oczekuje, że pozostanie ona na dotychczasowym poziomie. Jednocześnie coraz więcej inwestorów private equity zaczyna uwzględniać kwestie środowiskowe i zrównoważony rozwój w swoich strategiach inwestycyjnych, widząc w nich dodatkowy potencjał wzrostu.

Indeks Zaufania, opracowywany od ponad 20 lat przez firmę doradczą Deloitte, odzwierciedla nastroje lokalnych uczestników rynku private equity w Europie Środkowej. Na początku lipca br. jego wartość osiągnęła 118 punktów, co oznacza wzrost o 11 punktów w porównaniu z grudniem 2023 r. i o 60 punktów od najniższego poziomu, który w czerwcu 2022 r. wyniósł 58 punktów. To już czwarty z rzędu wzrost, który wskazuje na niezachwianą poprawę nastrojów inwestorów. Obecna wartość Indeksu przekracza średnią historyczną badania, wynoszącą 111 punktów. Aktualne ożywienie rynku jest bardziej stopniowe i trwałe, co wskazuje na większą ostrożność inwestorów wynikającą z ich długoletniego doświadczenia w radzeniu sobie z różnymi cyklami gospodarczymi i zmiennymi warunkami rynkowymi.

Ta rozwaga widoczna jest chociażby w przewidywaniach na przyszłość – wśród ankietowanych aż 59 proc. oczekuje stabilizacji warunków ekonomicznych, a blisko jedna trzecia zakłada ich poprawę. Jednocześnie w tym obszarze widoczny jest wyraźny spadek pesymizmu – z 43 proc. rok temu do 10 proc. obecnie. To bardziej optymistyczne nastawienie jest niewątpliwie wzmocnione przez solidne wyniki gospodarek regionu. Według prognoz EBRD, PKB Europy Środkowej ma wzrosnąć w tym roku o 2,2 proc., a do 2025 roku może osiągnąć 3,1 proc. Szczególnie Polska ma silne perspektywy dalszego rozwoju, z prognozowanym wzrostem na poziomie 2,8 proc. w tym roku – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem doradztwa finansowego Deloitte w Polsce, lider zespołu M&A Corporate Finance.

Warunki sprzyjające aktywności transakcyjnej

Spadająca inflacja oraz pojawienie się alternatywnych źródeł finansowania, takich jak fundusze kredytowe, będące mniej podatne na zmiany stóp procentowych dzięki zobowiązanemu kapitałowi, poprawiają płynność na rynku w Europie Środkowej. W wyniku tego obserwujemy znacznie bardziej optymistyczne nastawienie inwestorów – zgodnie z cyklicznym badaniem Deloitte, jedna trzecia spodziewa się wzrostu dostępności finansowania dłużnego (33 proc.), a niemal 60 proc. oczekuje, że obecny poziom utrzyma się do końca roku.

Kolejne oznaki optymizmu widać też w liczbie respondentów, którzy planują do końca 2024 roku skoncentrować się na nowych inwestycjach. Aż 59 proc. z nich deklaruje, że zamierza poświęcić więcej czasu na kolejne inwestycje. To wzrost o 10 p.p.  w porównaniu do poprzedniego półrocza. Z kolei liczba funduszy, które chcą skupić się na zarządzaniu dotychczasowym portfelem spółek, zmniejszyła się w ciągu sześciu miesięcy – z 35 proc. do 25 proc.

Pozytywne są też przewidywania dotyczące poziomu aktywności na rynku. Ponad połowa respondentów (51 proc.) zakłada, że utrzyma się ona bez zmian, co stanowi wzrost o 14 proc. w stosunku do rezultatu uzyskanego w poprzedniej edycji badania. Natomiast dwóch na pięciu (43 proc.) ankietowanych spodziewa się wzrostu aktywności i jest to nieznacznie niższy wynik niż w poprzednim badaniu (49 proc.).

W obecnych warunkach rynkowych fundusze private equity są wyraźnie bardziej skłonne do podejmowania kolejnych wyzwań, co widać w ich gotowości do realizacji nowych transakcji. Stabilność płynności finansowej oraz wzrost dostępności długu stwarzają sprzyjające warunki do inwestowania. Inwestorzy dostrzegają coraz więcej atrakcyjnych możliwości na rynku niemal połowa z nich uważa, że jest ich więcej niż sześć miesięcy temu. To pozytywny sygnał dla całego sektora, wskazujący na zdrową dynamikę i perspektywy dalszego wzrostu – mówi Arkadiusz Strasz, partner w dziale doradztwa finansowego w Deloitte, M&A Transaction Services.

Powrót większych transakcji

Najnowsza edycja badania wskazuje również, że na rynek mogą wracać większe transakcje. Ponad dwie piąte respondentów (41 proc.) spodziewa się wzrostu średniej wielkości operacji, co stanowi ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z ostatnim badaniem. Co ciekawe, po raz pierwszy od dekady, żaden z respondentów nie zakłada spadku wielkości transakcji. Łagodnej zmianie uległy też oczekiwania dotyczące kupna i sprzedaży. Niemal połowa respondentów (47 proc.) spodziewa się kupować więcej niż sprzedawać, co stanowi spadek o 10 p.p. w porównaniu do wyników z grudnia 2023 r., a ponad 40 proc. oczekuje równowagi między jednym i drugim działaniem. W kolejnej grupie znalazło się 12 proc. inwestorów, którzy zakładają, że będą więcej sprzedawać.

ESG i AI receptą na wydajność portfela?

Wyniki najnowszego badania Deloitte pokazują jednocześnie, że większość inwestorów Private Equity w Europie Środkowej coraz poważniej traktuje kwestie środowiskowe i zrównoważony rozwój. Ponad dwie piąte z nich (41 proc.) deklaruje, że zaczęło opracowywać przyszłe zobowiązania i cele w zakresie neutralności klimatycznej, a jedna piąta wdrożyła już formalne zobowiązania i cele w zakresie dekarbonizacji. Ponadto, coraz więcej uczestników rynku integruje czynniki ESG w swoich strategiach. Wśród ankietowanych, 53 proc. firm potwierdza, że wdrożyło politykę inwestycyjną uwzględniającą czynniki ESG, a 18 proc. podjęło konkretne działania związane z poprawą ESG wśród firm portfelowych.

– Firmy private equity na całym świecie coraz częściej włączają zrównoważony rozwój, aspekty środowiskowe, społeczne i z zakresu ładu korporacyjnego do swoich decyzji i planów biznesowych. Europa Środkowa nie stanowi w tej sytuacji wyjątku. Biorąc pod uwagę wyraźny wpływ wyników ESG na wyceny, spodziewamy się, że fundusze private equity odegrają znaczącą rolę w pomaganiu firmom w regionie w ciągłym rozwoju w tym obszarze – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Co więcej, badanie wskazuje na rosnące znaczenie technologii, IT i aspektów związanych z cyberbezpieczeństwem w strategiach funduszy private equity w Europie Środkowej. Inwestorzy starają się poprawić wydajność swoich portfeli, korzystając z danych i sztucznej inteligencji. Ponad jedna trzecia firm (35 proc.) zajmuje się zarządzaniem danymi, ale jeszcze nie wykorzystuje AI, podczas gdy podobny odsetek współpracuje z zewnętrznymi konsultantami w celu wdrożenia tych technologii. Jednocześnie przeszło jedna dziesiąta (12 proc.) inwestorów deklaruje, że posiada już wewnętrzne zespoły ekspertów wspierające ich portfolio w tym zakresie.

Koniec gorączki kredytowej. Wysokie ceny mieszkań zniechęcają Polaków

O 31,7% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lipcu 2024 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w lipcu 2024 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 31,7% w porównaniu do lipca 2023 r.

W lipcu 2024 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 30,63 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 43,44 tys. rok wcześniej, co przekłada się na spadek r/r prawie o 30%. W porównaniu do czerwca 2024 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jednak wzrosła o 11,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego wyniosła w lipcu 2024 r. 435,88 tys. zł i była wyższa o 6,2% niż w lipcu 2023 r. W porównaniu do czerwca 2024 r. jednak nieznacznie spadła o 1,6%.

 – Zgodnie z przewidywaniami, popyt na kredyty mieszkaniowe wyhamował po zakończeniu przyjmowania wniosków w ramach ubiegłorocznego Programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Pomimo obaw, zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi nie spadło jednak do poziomu sprzed uruchomienia Programu i obecnie jest ono o około 1/3 niższe niż w lipcu zeszłego roku. Natomiast w relacji m/m, tj. porównaniu do czerwca br., liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o ok. 11%. I jest to informacja pozytywna. Być może jest to „efekt zniecierpliwienia” potencjalnych beneficjentów zapowiadanego nowego programu wsparcia kredytobiorców. Osoby te złożyły wnioski o kredyt na warunkach rynkowych – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Przyczyny ujemnego odczytu BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe w lipcu br.

– W lipcu 2023 r., mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem skumulowanego popytu na kredyty mieszkaniowe z pierwszego półrocza ub. roku, związanym ze wstrzymywaniem się kredytobiorców z wnioskami o kredyt, w oczekiwaniu na uruchomienie Programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Obecnie rozpoczyna się więc okres wysokiej bazy od lipca zeszłego roku. To główna przyczyna niskiego odczytu BIK Indeksu Popytu na hipoteki w lipcu tego roku. Mamy więc efekt odwrotny od tego, jaki występował w pierwszym półroczu bieżącego roku, gdy porównywaliśmy poziom popytu do niskiej bazy pierwszego półrocza zeszłego roku. Teraz będziemy świadkami odwrotnego efektu, tzn. efektu wysokiej bazy drugiego półrocza 2023 r. Przyczyni się to do spadku wartości Indeksu w kolejnych miesiącach bieżącego roku – tłumaczy Rogowski i dodaje kolejny istotny aspekt:

– Drugim ważnym czynnikiem, częściowo kompensującym spadek lipcowej wartości Indeksu br. wywołanym niższą  liczbą wnioskodawców, jest wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do wartości 435,88 tys. zł. Jest to kwota o 6,2% wyższa niż w lipcu ubiegłego roku. Wnioskowaniu o coraz wyższe kwoty kredytów sprzyja wzrost zdolności kredytowej w wyniku realnego wzrostu wynagrodzeń przy stabilnym poziomie stóp procentowych.

Zadłużeni „milionerzy” drenują mniejsze firmy

Przedsiębiorstwo z Warszawy, działające w branży nieruchomości, ustanowiło rekord w zadłużeniu. Ma ono 20,5 mln zł zaległości wobec firmy doradczo-finansowej udzielającej pożyczek na inwestycje, co jest najwyższą kwotą odnotowaną w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Widnieje tam aż 727 firm, które obarcza co najmniej milion złotych nieuregulowanych zobowiązań. Z tak dużych obciążeń trudno wyjść na prostą. Rykoszetem dostają kontrahenci, którzy nie otrzymują pieniędzy za dostarczone towary bądź wykonane usługi.

Według najnowszej analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego na koniec czerwca tego roku 30 proc. firm miało spadającą wartość sprzedaży, a co 4. malejącą liczbę nowych zamówień w stosunku do maja br. Szybującą wartością sprzedaży może się cieszyć zaledwie 18 proc. firm, a zwiększoną liczbą nowych zamówień – 15 proc. Oznacza to, że od ponad dwóch lat udział firm ze spadkiem wartości sprzedaży i liczby nowych kontraktów przeważa nad firmami notującymi ich wzrost. Najgorsza była sytuacja firm z branży TSL (transport, spedycja, logistyka), w których przewaga ta wynosiła 20 pkt. proc. W opinii ekspertów problemy finansowe w polskich firmach są związane ze zmniejszającym się popytem zagranicznym. Wynika to ze słabej koniunktury w państwach strefy euro i nadal niestabilnej sytuacji w europejskim sektorze przemysłowym.

Ale to niejedyny powód do zmartwień dla polskich przedsiębiorców. Na rynku funkcjonują bowiem firmy, które mają na koncie rekordowe zadłużenie, co pogłębia problemy finansowe ich kontrahentów. Partnerzy muszą więc uzbroić się w cierpliwość, aby otrzymać zapłatę. Jednak bierne czekanie nierzadko skutkuje brakiem pieniędzy na regulowanie bieżących zobowiązań czy zakup materiałów do realizacji zakontraktowanych zamówień. Problemy dłużników-milionerów przekładają się więc na całą gospodarkę, która tworzy system naczyń połączonych.

– Na tle wszystkich zadłużonych przedsiębiorstw wyróżniają się rekordziści, a więc firmy mające na koncie przynajmniej milion złotych zaległości. Dla tych, które wykazują duże obroty rzędu kilkuset milionów złotych rocznie, taka kwota nie stanowi wielkiego problemu, choć obiektywnie jest ogromna. Jednak dla ich mniejszych dostawców i podwykonawców oznacza wyzwanie, bo muszą szukać pieniędzy na sfinansowanie swojej działalności, zamiast operować tymi, które przecież zarobili. W małych podmiotach brak zapłaty za jedną lub dwie faktury nawet na kilkanaście tysięcy złotych powoduje mocną „zadyszkę” finansową. Według naszych danych 30 procent dłużników-milionerów ma jednego wierzyciela, ale pozostali już dwóch lub więcej. Rekordzista zalega z uregulowaniem zobowiązań wobec aż czterdziestu kontrahentów – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

„Milionerzy” znad Wisły

Rekordowe zadłużenie przedsiębiorstwa z Warszawy, wynoszące 20,5 mln zł, to nie odosobniony przypadek. Skala problemu jest bardzo duża, bo w KRD widnieje ponad 700 firm, które mają do oddania minimum milion złotych. Dla porównania przeciętne zadłużenie notowane w KRD, przypadające na jedno przedsiębiorstwo, wynosi 38,4 tys. zł.

Najwięcej „milionerów” działa w województwie mazowieckim, które pod tym względem wyraźnie wyprzedza inne regiony. Znajdziemy tam 202 firmy, które mają przynajmniej milion złotych zaległości. Łącznie zgromadziły one 450,2 mln zł nieuregulowanych zobowiązań. Natomiast na Śląsku funkcjonuje 92 takich dłużników, którzy muszą oddać 186,7 mln zł. Trzecie w tym gronie są podmioty z Wielkopolski – tam 74 przedsiębiorstwa nie zapłaciły kontrahentom 142,6 mln zł.

Duże miasta – duże długi

Patrząc przez pryzmat wielkości miejscowości, w których działają rekordziści, prym wiodą miasta o wielkości 300-500 tys. mieszkańców. Wierzyciele ulokowanych tam firm czekają na zwrot 620,7 mln zł, a na dług składają się niezapłacone zobowiązania 267 firm. Ale także w najmniejszych miejscowościach o liczebności 5-10 tys. mieszkańców znajdziemy „milionerów”. Funkcjonuje tam 28 takich przedsiębiorstw, które łącznie muszą spłacić 53,1 mln zł.

Najmocniej obarczona wysokimi długami jest branża handlowa. Tam „milionerzy” zgromadzili 333,6 mln zł zaległości. Niemała suma 280,6 mln zł obciąża przedsiębiorstwa przemysłowe, zaś 242 mln zł firmy budowlane. Niebagatelne długi mają również rekordziści z branży transportowej i magazynowej, tj. 205,7 mln zł, oraz podmioty działające na rynku nieruchomości – 90,2 mln zł.

Wśród rekordowo zadłużonych podmiotów dominują, co zrozumiałe, te największe, czyli spółki prawa handlowego.

Z pustego i „milioner” nie naleje

Zaległe płatności rekordzistów rozkładają się na wierzycieli z różnych branż. Najwięcej, bo 520,6 mln zł, muszą oni zapłacić bankom, firmom leasingowym i faktoringowym. Z kolei 286,6 mln zł to dług wobec funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych. Na zwrot 150,2 mln zł czekają przedsiębiorstwa handlowe, na 120,3 mln zł dostawcy energii, a na 101,7 mln zł firmy z sektora budowlanego. Ponadto rekordziści ją winni 72 mln zł podmiotom z branży przemysłowej i 70,2 mln zł sprzedawcom paliwa. Natomiast 46,1 mln zł to zaległości za abonament telefoniczny, Internet i telewizję.

– Istotna jest nie tylko kondycja finansowa zadłużonego przedsiębiorstwa, ale i skala jego działalności. Im większa, tym wyegzekwowanie pieniędzy przez kontrahentów bardziej realne. Firmy zadłużone na bardzo duże kwoty nie są rzadkością na rynku. Przykłady z branży handlowej i przemysłowej, które zgromadziły najwyższe kwoty milionowych zaległości, pokazują, jak ważny z punktu widzenia kontrahentów jest stały monitoring płatności. Umożliwia on pełną kontrolę nad terminowością spłat dokonywanych przez kontrahentów, co w rezultacie pomaga zapobiec eskalacji problemu, jakim są rosnące zatory w regulowaniu należności przez partnerów biznesowych – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Jednym z najważniejszych elementów monitoringu należności jest przypominanie kontrahentom o zbliżających się okresach płatności. Regularne powiadomienia i przypomnienia przyspieszają proces spłat i utrzymują terminowość wpłat. Dodatkowo, bieżąca aktualizacja salda dłużnika pozwala na natychmiastowe zamykanie spraw, gdy zobowiązania zostaną uregulowane.

Pomocne w ograniczaniu ryzyka biznesowego jest także monitorowanie sytuacji finansowej kontrahentów. Sprawdzanie w biurach informacji gospodarczej, czy nie zostali dopisani jako dłużnicy, umożliwia reagowanie na zmieniającą się sytuację płatniczą. Można wówczas np. zmodyfikować warunki umowy, zmienić termin lub formę płatności z niepewnym klientem, aby zabezpieczyć swoje finanse.

Recesja w USA coraz bliżej? Złoty broni się na tle globalnej paniki

Dane z rynku pracy z USA obnażyły słabość amerykańskiej gospodarki. Totalna wyprzedaż na rynkach, czerwono na giełdach, tanieje ropa naftowa. Złoty twardo „stoi na nogach” na bazie utrzymywania się głównej pary walutowej świata powyżej 1,09. 

Potężne ruchy

Końcówka poprzedniego tygodnia przyniosła niesamowite reperkusje na rynkach finansowych. Wszystko za sprawą prezentacji fatalnych danych z amerykańskiego rynku pracy, które momentalnie otworzyły drzwi do dyskusji odnośnie recesji. W lipcu liczba nowych miejsc pracy poza rolnictwem wzrosła o jedyne 114 tys., przy oczekiwaniach na poziomie 175 tys. Zawiodła również stopa bezrobocia, która wzrosła do poziomu 4,3%, czyli najwyższego od jesieni 2021 roku. Tak kiepski raport, zresztą najgorszy od niemal 9 lat, przyczynił się do dyskusji, której wnioski można by streścić słowami: luzowanie w amerykańskiej polityce monetarnej staje się koniecznością. Część analityków wskazała nawet potrzebę cięcia od razu o 50 pkt bazowych. Widać to na notowaniach EUR/USD, gdzie szybko kurs wyskoczył ponad granicę 1,09. Jeszcze większy ruch odnotowaliśmy na parze USD/JPY, która nurkuje w kierunku poziomu 140. Tylko dzisiaj kurs spada o niesamowite 2,76%, co jak na rynek FX jest wyjątkowym ruchem.

Widmo recesji odżyło

Ryzyko recesji w USA uderza też mocno w rynki giełdowe, na których od piątku notujemy kilkuprocentowe spadki. Trzeba też dodać, że pod znakiem zapytania stanęła hossa napędzana sztuczną inteligencją, co widać doskonale po indeksie Nasdaq, który stracił w piątek 2,5%, a kontrakty na dzisiejsze otwarcie wskazują ponad -4,5%. Cierpią nie tylko parkiety za oceanem, bo również spore straty notuje niemiecki DAX tracący dzisiaj 2,7%. Wyprzedaż nie ominęła również rodzimego parkietu, gdzie WIG20 nurkuje o ponad 4%. Skoro mówimy o możliwej recesji w USA, to nie może dziwić fakt spadku popytu na surowce. Ropa naftowa tanieje dzisiaj o blisko 2%, a notowania WTI zbliżają się do poziomu 70 USD za baryłkę. Risk off uderza też w kryptowaluty, Bitcoin osuwa się dzisiaj o 12,5%.

To nie czas na ryzyko

Widać więc, że aktywa rynków wschodzących mają aktualnie mocno pod górkę, a popyt jest przede wszystkim na te bezpieczne, takie jak JPY czy CHF. W tym trudnym położeniu całkiem nieźle radzi sobie PLN, który póki co utrzymuje się w relacji do euro na poziomie bliskim 4,30. Trwałe złamanie tego poziomu może jednak wywindować kurs na kolejny opór w rejonie 4,33. Jeśli i tutaj wyprzedaż się nie zatrzyma, to kolejny jest dopiero w okolicach 4,40. Poza fatalnym raportem z rynku pracy w USA, trzeba też wspomnieć o niesprzyjających informacjach geopolitycznych. W Bangladeszu krwawo stłumiono protesty mieszkańców, w wyniku czego rezygnację złożyła pani premier. Ciągle wisi w powietrzu eskalacja konfliktu na linii Izrael-Iran, ze względu na możliwy odwet za zabicie ważnych członków Hamasu czy Hezbollahu. Takie nagromadzenie niepokojących czynników nie pomaga, inwestorzy unikają ryzyka, co może się wiązać z silną presją na PLN. Póki co wysokie poziomy EUR/USD pomagają złotemu uchronić się przed silniejszą wyprzedażą.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Jen zyskuje, dolar słabnie: Globalne rynki pod wpływem słabych danych z USA

Słaby raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdził obawy, że gospodarka USA zwalnia szybciej, niż spodziewała się lub życzyłaby sobie tego Rezerwa Federalna. Rynkowy strach, idący w parze z odwrotem od carry trade, zwiększył zyski jena japońskiego, który w parze z dolarem amerykańskim zyskał 5%.

Kluczowe punkty:

  • USD traci po słabym raporcie NFP za lipiec.
  • W obliczu ryzyka recesji wyceniane są agresywne cięcia stóp procentowych Fedu w 2024 r.
  • BoE obniża stopy o 25 pb. i sygnalizuje stopniowe rozluźnianie polityki monetarnej.
  • JPY silnie zyskuje na malejących różnicach wycen stóp procentowych w Japonii oraz USA.
  • PLN pod presją, radzi sobie jednak lepiej niż wiele innych walut EM.

Rynki zaczęły wyceniać bardziej agresywny cykl obniżek stóp procentowych Fedu, spodziewając się, że część cięć do końca roku może przewyższać standardowe (o 25 pb.). Znacznie straciły aktywa ryzykowne, bezpieczne waluty doświadczyły zaś aprecjacji. Ponownie świetnie radził sobie jen japoński, który po podniesieniu stóp procentowych Banku Japonii i w otoczeniu trwającego odwrotu inwestorów od transakcji carry trade umocnił się w skali tygodnia o 5% względem dolara amerykańskiego. Dla walut rynków wschodzących ostatnie dni były trudne. Wyjątek stanowią waluty azjatyckie, które korzystają na sile jena i juana, jako że rynki w dalszym ciągu wycofują się z zakładów przeciwko nim. W tym niełatwym otoczeniu odporność wykazuje złoty.

W ciągu zaledwie dwóch tygodni rynkowe oczekiwania dotyczące działań banków centralnych uległy istotnej zmianie. Wyceny cięć Rezerwy Federalnej do końca roku wzrosły z ledwie dwóch do odpowiadających ponad pięciu ruchom po 25 pb. W przypadku Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii zmiany nie są aż tak duże, jednak również znaczące. Na skutek tych wydarzeń traci dolar, dzięki statusowi waluty safe haven jego wyprzedaż jest jednak dotąd dość ograniczona.

Pod kątem informacyjnym ten tydzień może być jednym z najspokojniejszych w tym roku – nie będzie bowiem istotnych raportów ekonomicznych ani posiedzeń banków centralnych. Jest prawdopodobne, że reakcja rynków na ubiegłotygodniowy słaby raport z amerykańskiego rynku pracy była nadmierna, a najbliższe dni mogą przynieść częściowe odwrócenie tych trendów.

PLN

Związana z obawami o recesję globalna presja na aktywa ryzykowne i odwrót od carry trade nie oszczędziły złotego. Jest on jednak póki co stosunkowo odporny, szczególnie w porównaniu z walutami Ameryki Łacińskiej. Presję na złotego może ograniczać wzrost pary EUR/USD.

Globalne obawy są zwiększone, a zmienność wysoka, trudno więc oczekiwać, że w krótkim terminie kurs EUR/PLN, oscylujący obecnie wokół poziomu 4,30, wróci do niedawnych minimów. Ryzyka wzrosły, a ruchy na rynku bywają nieprzewidywalne. Tym razem lato nie jest spokojne. Jeśli chodzi o sytuację w kraju, ostatni odczyt inflacji CPI pokazał, że wzrosła ona w lipcu do 4,2% (z 2,6%), powyżej celu NBP (2,5% ± 1 pp.), co nastąpiło w kontekście częściowego wycofania tarczy energetycznej. Mimo że wzrost ten był słabszy, niż oczekiwano, powinien wspierać jastrzębią postawę banku centralnego.

Na fali globalnych trendów rynki zaczęły wyceniać znacznie bardziej agresywne tempo rozluźniania polityki monetarnej i przewidują spadek stóp procentowych w Polsce z 5,75% obecnie do ok. 4% na koniec przyszłego roku. W ciągu kilku dni zmieniły wycenę mniej więcej o ekwiwalent trzech cięć po 25 pb., co nawet jak na zwykle zmienne wyceny jest ruchem ogromnym. Podkreśla to dodatkowo, jak duży wpływ na lokalne aktywa ma sytuacja zewnętrzna. W nadchodzących dniach handel złotym powinien w dalszym ciągu zależeć od globalnej sytuacji, szczególnie że nie będzie wielu odczytów z kraju. Wciąż jesteśmy pozytywnie nastawieni wobec perspektyw złotego, ryzyka dla waluty są jednak coraz wyraźniej zarysowane.

EUR

Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy spowodowały duży rozstrzał między wycenami cięć stóp procentowych po obu stronach Atlantyku – oczekiwania wobec EBC zmieniły się w znacznie mniejszym stopniu niż wobec Fedu. Wsparło to euro w ciągu kilku ostatnich sesji handlowych, a dziś rano kurs EUR/USD wzrósł do najwyższego od marca poziomu 1,095.

Inflacja w lipcu i PKB w II kwartale w strefie euro okazały się wyższe, niż oczekiwano. Dodatkowo utrzymało to w ryzach zmiany wycen cięć stóp procentowych EBC i wsparło wspólną walutę w okresie letniego handlu charakteryzującego się mniejszą aktywnością. Ten tydzień będzie wyjątkowo cichy pod względem danych z bloku, spodziewamy się więc, że handel euro będzie zależał w dużej mierze od oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej.

USD

Lipcowy raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy był słaby – przyrost miejsc pracy był niski (114 tys. względem oczekiwanych 175 tys.), stopa bezrobocia sięgnęła najwyższego od października 2021 r. poziomu 4,3%, wzrost płac był zaś ograniczony (3,6%). Rezerwa Federalna po środowym posiedzeniu silnie sugerowała, że we wrześniu dojdzie do cięcia stóp procentowych, nie było jednak sygnałów dotyczących większej ich skali, wydaje się więc, że powyższe dane ją zaskoczyły.

Uważamy, że zmiany rynkowych wycen obniżek – obecnie ponad pięć o 25 pb. w pozostałej części 2024 r., co implikuje dwie o 50 pb. – są zbyt silną reakcją na pierwszy w tym roku tak słaby raport z rynku pracy. Wydaje się jasne, że w obliczu braku pierwszorzędowych danych ze Stanów w tym tygodniu dolar może mieć trudności.

GBP

Bank Anglii obniżył w ubiegłym tygodniu stopy procentowe o 25 pb., czego spodziewaliśmy się zarówno my, jak i większość ekonomistów, podział głosów 5:4 był jednak bardzo wyrównany. Ruch ten jest postrzegany jako „jastrzębie cięcie”, ponieważ Rada nie zdecydowała się zobowiązać do dalszych ruchów w dół ani nie zapewniła żadnego forward guidance, zastrzegła jednak przy tym, że nie zamierza obniżać stóp procentowych zbyt szybko ani zbyt silnie. Uważamy, że jest to spójne z cięciami na co drugim posiedzeniu, a do najbliższego ruchu w dół może dojść w listopadzie.

Funt radził sobie całkiem nieźle w obliczu rynkowej zmienności i globalnej ucieczki do bezpiecznych aktywów i zakończył tydzień spadkiem o mniej niż 0,5% względem dolara oraz nieco większym względem euro. W tym tygodniu nie poznamy żadnych istotnych danych z Wysp, wciąż jednak uważamy, że odporny popyt, stosunkowo wysokie stopy procentowe i perspektywy lepszych relacji z Unią Europejską dobrze wróżą brytyjskiej walucie.

JPY

W ubiegłym tygodniu jen japoński ponownie doświadczył silnej aprecjacji. Spowodowały ją reakcje rynku na jastrzębie oświadczenie Banku Japonii (BoJ) i piątkowa publikacja raportu NFP z amerykańskiego rynku pracy, która napędziła skup bezpiecznego jena w obliczu rosnących obaw dotyczących recesji w USA. Przewidywany bardziej agresywny cykl cięć stóp procentowych Fedu i bardziej zdecydowane zacieśnienie polityki przez BoJ zwiększa szanse na znacznie szybsze zmniejszenie różnicy między stopami procentowymi w USA i Japonii, co jest zdecydowanie korzystne dla jena.

Dla uczestników rynków istotne będą dane dotyczące wzrostu płac (wtorek 06.08), które mogą być decydujące dla polityki BoJ. Jako że kurs USD/JPY wrócił do poziomu ok. 142, presja na Bank Japonii, by w dalszym ciągu podnosił stopy procentowe, będzie znacznie mniejsza. Obecnie rynki spodziewają się, że do końca roku stopy pozostaną na niezmienionym poziomie.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Rynki w panice: dane z USA wywołały lawinę sprzedaży

Jeżeli ktoś liczył na spokojne zakończenie tygodnia w piątek, to mocniej nie mógł się pomylić. Piątkowe dane z USA rozpoczęły reakcję łańcuchową na rynkach. Należy jednak pamiętać, że nie tylko one są powodem aktualnej sytuacji.

Amerykanie dali sygnał

W piątek dane z amerykańskiego rynku pracy zanosiły się na bardzo interesujące. Po słabszych odczytach cząstkowych pojawiły się spekulacje o możliwym słabszym odczycie za lipiec. Rynek był przygotowany na niewiele, ale otrzymał jeszcze mniej. Spodziewano się niewielkiej liczby w zmianie zatrudnienia, ale otrzymano około ⅔ oczekiwań. Do tego wzrost bezrobocia z 4,1% od razu na 4,3%. I jeszcze na deser słabsze odczyty zamówień – 6,7% spadku zamówień na dobra trwałego użytku w ujęciu miesięcznym w czerwcu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Inwestorzy bardzo szybko rozpoczęli ucieczkę od dolara. W czwartek dolar był najsilniejszy względem euro w ciągu ostatniego miesiąca, dzisiaj rano jest już najsłabszy od marca. Warto pamiętać, że cały czas trwa też masowa ucieczka kapitału z USA do Japonii na spłatę tanich kredytów w jenie, które po ostatnich zmianach kursów przestają być aż tak tanie. Wygląda na to, że ostatnie dane tylko przyspieszyły ten ruch.

Szybka zmiana oczekiwań

Jeszcze tydzień temu mówiliśmy o tym, że we wrześniu obniżka stóp procentowych o 0,25% jest niemal pewna. Dzisiaj rynek przewiduje już zdecydowanie 0,5% w dół. Jeszcze miesiąc temu analitycy spodziewali się drugiej obniżki w grudniu i łącznego spadku stóp procentowych do końca roku o 0,5%. Dzisiaj oczekiwania uległy gwałtownej zmianie. Oczekuje się spadku o 1,25%. Powodem jest głównie rynek pracy. Rezerwa federalna nie chce mieć na koncie wywołania fali bezrobocia w ramach walki z inflacją. Inwestorzy szybko zatem doszli do wniosku, że Fed będzie starał się tańszym kredytem bronić miejsc pracy, nawet kosztem utrzymania dłużej podwyższonego wzrostu inflacji. W rezultacie historia opowiadana na ostatniej konferencji prasowej po decyzji Fed już się zdezaktualizowała. Jeszcze w środowy wieczór słuchaliśmy o tym, że do obniżek konieczne jest zmierzanie inflacji do celu. Półtorej dnia później historia ta już niemal nie istnieje.

Przeceny idą dalej

Wstrząsy po tych danych na rynkach to nie tylko para EURUSD. Na obligacjach widać gwałtowny spadek rentowności, a to przecież z nich liczy się szanse na dalsze zmiany stóp procentowych. Giełdy również gwałtownie spadają. Główne indeksy europejskie otwierały się dzisiaj z przeceną 2-3%. Podobnymi spadkami zamykały się w piątek indeksy amerykańskie. Z kolei Japonia zaliczyła dzisiaj ponad 12% spadku. To nie jest tak, że rynek lubi próżnię. Pieniądze, oprócz obligacji, gdzie doprowadziły do dużego spadku rentowności, trafiły również na rynek złota. Ten kruszec w piątek po raz kolejny w tym roku pobił nominalny rekord wartości. Spadki nie ominęły też rynku ropy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy ten strach jest uzasadniony?

Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy wprowadził dużo paniki. Rosną spekulacje, że Fed przegapił moment startu cyklu obniżek stóp procentowych i teraz będzie musiał nadrabiać zaległości. Wg rynkowej wyceny wrześniowa obniżka jest już przesądzona, teraz dyskusje dotyczą skali redukcji. Pojawiają się głosy za ruchem w dół o 50 punktów bazowych. Indeksy w Azji mocno tracą, japoński Nikkei spadł o blisko 12,5 proc. 3-dniowa przecena (-21 proc.) to największy spadek od kilkudziesięciu lat. Na fali umocnienia znajduje się japoński jen. Spadają rentowności obligacji rządowych (amerykańskich, japońskich). Indeks strachu wzrósł do poziomu najwyższego od 2020 roku. Obserwujemy globalną awersję do ryzyka. Napięcia na Bliskim Wschodzie jedynie pogarszają nastroje.

Publikacja piątkowego raport NFP wprowadziła dużo zamętu. Rynek przede wszystkim zmienił swoje oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych w USA. Teraz dyskusje o wrześniu nie dotyczącą tego czy nastąpi start luzowania, tematem jest skala działań Fed-u. W praktyce rynek skłania się obecnie ku dwóm obniżkom stóp po 50 punktów bazowych we wrześniu i listopadzie. Swoje prognozy zmieniają duże instytucje finansowe. Na rynku mówiło się nawet o awaryjnym cięciu przed wrześniowym posiedzeniem. Ten tydzień pod kątem makro wydaje się być dość nudny. Dziś poznamy jeszcze raport ISM dla amerykańskich usług. Rynek będzie miał czas na spokojną i chłodną ocenę bieżącej sytuacji.

Negatywne nastroje starają się studzić poszczególni przedstawiciele Fed. Austan Goolsbee z oddziału Chicago podkreślił, że bank nie zareaguje przesadnie na ostatni raport NFP. Starał się uspokajać inwestorów pokazując, że to dopiero pojedyncza publikacja a przed kolejnym posiedzeniem Fed otrzyma wiele innych danych, które rozjaśnią sytuację. Thomas Barkin z Richmond Fed stwierdził , że jeśli chodzi o rynek pracy to „wracamy do normalności”. Widać, że celem Rezerwy Federalnej jest tonowanie nastrojów i działania mające na celu zredukowanie rynkowej zmienności. Jak na razie to się nie udaje.

Sytuacja na amerykańskim rynku pracy pogorszyła się ostatnio i to nie ulega wątpliwości. Ale liczby nie pokazują załamania a jedynie mocniejsze spowolnienie, czego tak naprawdę oczekiwał Fed. Rynek szukał pretekstu do wyprzedaży i go znalazł. Moim zdaniem reakcja może być przesadzona. Jeszcze jakiś czas temu złe dane były dobrymi danymi dla rynku akcji, bowiem inwestorzy interpretowali taką sytuację w ten sposób, że Fed po prostu szybciej zacznie obniżać stopy procentowe. Po ostatnim posiedzeniu FOMC interpretacja się zmieniła. Wygląda na to, że redukcja kosztu pieniądza została w pełni wyceniona a rynek zaczął bardzie obawiać się o wzrost gospodarczy niż o inflację, która w ostatnim czasie pozytywnie zaskakiwała niższymi wartościami. Teraz złe dane makro są po prostu odbierane jako coś negatywnego.

Nerwowość obrazuje wystrzał indeksu VIX w okolice 40 pkt – to najwyższy poziom od 2020 roku. Pokazuje on implikowaną zmienność na opcjach opartych o SP500. Wyższe jego wartości to dowód, że na rynku dzieje się źle. Beneficjentem ostatnich wydarzeń jest japoński jen. Spadek USD/JPY jest szczególnie dynamiczny. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że notowania „powędrowały” bardzo wysoko w ostatnich miesiącach co daje dużą przestrzeń do korekty. Japońska waluta zyskuje z kilku powodów. Wzrost awersji do ryzyka powoduje, że kapitał płynie do jena tradycyjnie uznawanego za „bezpieczną przystań”. Dodatkowo wzmacniają się globalne transakcje „carry trade”. Do tego wszystkiego dochodzi decyzja Banku Japonii: druga podwyżka stóp i zapowiedz kolejnych.

Pomimo wzrostu awersji do ryzyka relatywnie silny pozostaje złoty. PLN jest mocny względem USD a także GBP. Lekko traci w relacji do EUR. W defensywie są waluty surowcowe (AUD,NZD). Na głównej parze walutowej obserwujemy podwyższoną zmienność. W dwa dni (dziś i w piątek) notowania zredukowały w pełni spadki trwające od połowy lipca. Kurs opuścił górą dużą formację trójkąta (która tworzyła się od roku) i tym samym teoretycznie otworzyła się droga na wyższe poziomy, przynajmniej do 1,1130.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Intermarché i Bricomarché ze wzrostami sprzedaży w I półroczu 2024 r.

Grupa Muszkieterów osiągnęła w pierwszym półroczu 2024 r. łączny obrót w wysokości blisko 5,2 mld zł w ramach zrzeszonych sieci Intermarché i Bricomarché, odnotowując niemal 7 proc. wzrost rok do roku. W ciągu sześciu miesięcy obie marki konsekwentnie realizowały obraną strategię rozwoju, co przełożyło się zarówno na otwarcia nowych placówek, jak i nowe udogodnienia oraz programy dla klientów. Tym samym Grupa Muszkieterów potwierdza założone cele i zakłada, iż mimo dynamicznej sytuacji rynkowej powinna osiągnąć pułap 11 mld zł obrotu na koniec 2024 roku.

Intermarché z nowymi sklepami i wzrostem obrotów

Dla sieci Intermarché pierwsze półrocze minęło pod znakiem rozwoju. Od stycznia do czerwca obroty szyldu, wraz ze stacjami paliw wyniosły 3,1 mld zł. To wynik, który przełożył się na wzrost sprzedaży o 2,9 proc. like-for-like bez udziału paliw. Marka uruchomiła w tym czasie 3 supermarkety o łącznej powierzchni 4,6 tys. mkw., a w następnych dwóch kwartałach planuje kolejne otwarcia.

Kluczowe w minionym półroczu było oświadczenie Intermarché o planach zawarcia sojuszu zakupowego z marką Auchan Polska. W maju br. sieci poinformowały o nawiązaniu współpracy partnerskiej, której celem jest utworzenie długoterminowego sojuszu zakupowego – unikatowej formy współpracy na polskim rynku. Sieci handlowe złożyły dwa wnioski do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zgodę na koncentrację.

Intermarché aktywnie uruchamiało kolejne inicjatywy i akcje promocyjne dla klientów – od stycznia do czerwca włącznie marka przeprowadziła w sumie ponad 20 tys. promocji. Wśród nich były m.in. obniżki cen regularnych kilkuset produktów, kampania „Ceny WOW” oraz szereg specjalnych limitowanych ofert dla członków programu „Moje Intermarché”. Program lojalnościowy sieci cieszy się coraz większym zainteresowaniem klientów, jego grono wzrosło w I półroczu o ponad 150 tys. użytkowników, a w sumie liczy on aż 770 tys. zarejestrowanych członków. Jak wskazuje sieć, aż 23 proc. transakcji zrealizowanych od stycznia do czerwca, zostało przeprowadzonych z udziałem karty „Moje Intermarché”, co wskazuje na wzrost okazywalności o 13 p.p. rok do roku. W minionym półroczu sieć zrealizowała również drugą edycję popularnej akcji „Interpunkty”, w ramach której wydała ponad 60 tys. kuponów zniżkowych. Pod koniec lutego Intermarché uruchomiło również kampanię z marką MasterChef, która obejmowała program lojalnościowy dla klientów oraz sponsoring programu MasterChef Junior.

Sieć zapowiada kolejne działania w zakresie aktywizacji klientów również w drugiej połowie roku. Już 1 sierpnia rusza nowa odsłona programu lojalnościowego „Moje Intermarché”, która wprowadzi serię nowych możliwości i promocji dla stałych klientów sieci.

Marka stale wdraża ekologiczne rozwiązania w swoich sklepach – już w 30 proc. placówek zainstalowano panele fotowoltaiczne, a w aż 70 proc. sklepów wymieniono oświetlenie na ekologicznie wydajne.

W trakcie minionego półrocza sieć pozyskała 3 nowych przedsiębiorców, 4 rozpoczęło, a 3 kolejnych zakończyło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Intermarché.

W omawianym okresie sieć Intermarché uruchomiła dwie kolejne przymarketowe stacje paliw. Łącznie pod szyldem sieci funkcjonuje aktualnie 70 stacji, a w planach są kolejne otwarcia. W raportowanym okresie litraż sprzedanego paliwa wzrósł o blisko 11% like-for-like. Tym samym Intermarché umacnia swoją pozycję lidera sektora paliwowego wśród sieci handlowych.

Bricomarché utrzymuje dwucyfrowy wzrost obrotów

Zgodnie z obraną strategią rozwoju, pierwsze półrocze br. było dla sieci Bricomarché okresem dynamicznej ekspansji – w ciągu sześciu miesięcy marka otworzyła 18 sklepów z 25. planowanych na cały rok. Nowe placówki są zlokalizowane w 9 województwach. W sumie sieć Bricomarché zakończyła czerwiec z liczbą 210. sklepów na terenie całej Polski. Sprzedaż wszystkich punktów sprzedaży wyniosła 2,1 mld złotych, co przełożyło się na 13,8 proc. wzrost rok do roku.

Sieć realizuje również rozwój w przestrzeni technologicznej. Bricomarché wdrożyło nowoczesny system ERP SAP S/4HANA w centrali zakupowej oraz składach budowlanych. Kolejnym etapem będzie rozszerzenie zakresu funkcjonowania o wszystkie punkty sprzedaży prowadzone przez niezależnych przedsiębiorców. To, jak do tej pory, największe i najbardziej kompleksowe wdrożenie technologiczno-biznesowe w historii marki.

Równocześnie sieć stale doskonali oferowane rozwiązania e-commerce. Od czerwca br. wszyscy użytkownicy aplikacji zyskali możliwość dokonywania zakupów przez Internet, a już wkrótce marka udostępni w aplikacji opcję dostępu do historii paragonów. Równocześnie liczba uczestników programu lojalnościowego Moje Bricomarché dynamicznie rośnie – od początku roku wzrosła aż o 23 proc., a liczba transakcji dokonanych przez członków programu wzrosła o 170 proc. rok do roku. Co więcej, w najbardziej aktywnych sklepach transakcje te stanowią 30 proc. wszystkich dokonanych zakupów.

Bricomarché kontynuowało wspieranie lokalnych społeczności, cel wpisujący się w kluczowe wartości sieci. W marcu br. marka powróciła do programu „Nasz Nowy Dom” jako główny sponsor wspierając kolejne polskie rodziny potrzebujące jak najszybszej poprawy warunków mieszkaniowych. Bricomarché rozpoczęło także współpracę z Bartoszem Ostałowskim, jedynym na świecie profesjonalnym kierowcą sportowym prowadzącym samochód wyłącznie stopami. Marka pomaga Bartoszowi w remoncie starej stolarni, która będzie siedzibą jego zespołu, dostarczając materiały budowlane i wykończeniowe.

Bricomarché także wdraża ekologiczne rozwiązania w swoich supermarketach – już ponad 50 proc. placówek ma zainstalowane panele fotowoltaiczne, a w aż 80 proc. sklepów wymieniono oświetlenie na ekologicznie wydajne.

Sieć pozyskała w czasie od stycznia do czerwca aż 10 nowych przedsiębiorców, podczas gdy 5 kolejnych ukończyło szkolenia uprawniające do uruchomienia swojego sklepu pod marką Bricomarché, a 8 innych kandydatów jest w trakcie szkolenia.

Plany Muszkieterów na następne miesiące

Sieć Intermarché podjęła nowatorskie działanie, jakim była decyzja o nawiązaniu sojuszu zakupowego i z takim właśnie zapałem i ambicją chce podchodzić do rozwoju przez pozostałą część roku. Niezmiennie celem Intermarché jest stać się ulubionym supermarketem Polaków, więc zgodnie z tym założeniem sieć prężnie wdraża kolejne udogodnienia i prowadzi akcje, które poprawiają doświadczenia zakupowe klientów. Z kolei Bricomarché dalej podąża ścieżką dynamicznego rozwoju, który chce kontynuować w nadchodzących miesiącach. Sieć nieustannie dąży do tego, aby zająć trzecią pozycję na polskim rynku DIY, a wszystkie podejmowane działania ją do tego zbliżają. Jako Grupa, w najbliższych tygodniach, przekroczymy pułap 400 supermarketów w Polsce, a naszą ambicją jest osiągnięcie 11 mld zł obrotów na koniec bieżącego roku. To kolejny kluczowy etap, przed dalszymi kamieniami milowymi na drodze rozwoju Grupy Muszkieterów w Polsce, do którego wspólnie dążymy – mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

Ewolucja sektora usług biznesowych: rosnąca rola technologii i innowacji

Sektor usług biznesowych ewoluuje w kierunku zorientowanym na szersze zastosowanie technologii, w tym automatyzacji, co wymaga skupienia się na dostarczaniu innowacyjnych rozwiązań oraz rozwijaniu kompetencji cyfrowych. Potencjał innowacyjności branży osiągnął 74,4 proc. w I kwartale 2024 r., dzięki czemu sektor umocnił pozycję wśród liderów innowacji polskiej gospodarki. Wysoki wskaźnik automatyzacji wynika z postępującej specjalizacji sektora i odchodzenia od prostych procesów transakcyjnych.

Dane Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) potwierdzają, że sektor nowoczesnych usług biznesowych przechodzi przyspieszoną transformację. Rosnące zaawansowanie usług świadczonych przez centra w Polsce doprowadziło do zmiany najważniejszych wskaźników rozwoju sektora. Oprócz wzrostu udziału sektora w polskim PKB i eksporcie, do najważniejszych trendów należą potencjał innowacyjności i poziom automatyzacji.

Liderzy innowacyjności

Według raportu ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych 2024”, 74,4 proc. firm zadeklarowało, że w ciągu ostatnich trzech lat wprowadziło innowacje rozumiane jako zintegrowane produkty lub usługi, co stawia ich w gronie innowatorów. Po raz kolejny był to wynik znacznie wyższy niż średnia dla całej gospodarki. Według Głównego Urzędu Statystycznego w latach 2020-2022 działalność innowacyjną wykazało 36,1 proc. przedsiębiorstw przemysłowych i 34,2 proc. przedsiębiorstw usługowych (poprzednio 22,2 proc.). W firmach usługowych zatrudniających 250 i więcej pracowników udział firm, które wprowadziły innowacje produktowe wyniósł 23,8 proc., a innowacje w procesach biznesowych 59,9 proc.

Zwiększenie innowacyjności jest częścią strategii transformacyjnych. Sektor w Polsce ewoluuje w kierunku odchodzenia od prostych usług transakcyjnych w kierunku procesów mid-office – ich udział w sektorze po raz pierwszy przekroczył 50 proc. w I kwartale 2024 r. Polska nie jest już uznawana za lokalizację niskich kosztów w ujęciu globalnym, ale jest postrzegana przez pryzmat wysokiego poziomu innowacyjności oraz jako lokalizacja dostarczającą dobrą jakość przy rozsądnej cenie, co zadeklarowało 61 proc. respondentów ankietowanych przez ABSL. Wprowadzanie innowacji przy rozsądnych kosztach jest jedną z głównych przewag Polski nad krajami zachodnimi.

Rewolucyjny wpływ Gen AI

Rosnąca rola generatywnej sztucznej inteligencji jest jednym z najważniejszych czynników przyspieszających transformację w sektorze nowoczesnych usług biznesowych. 85,6 proc. respondentów raportu ABSL postrzega rozwój tej technologii jako szansę lub znaczącą szansę na rozwój. Gen AI zaczyna mieć wpływ na wszystkie branże tworzące sektor, znajdując zastosowanie w zautomatyzowanej realizacji prostych i powtarzalnych procesów, jak również w zwiększaniu wydajności i wykonywaniu zaawansowanych zadań.  Zmiana ta jest niezbędna, aby przyciągać i zatrzymywać wykwalifikowanych pracowników, wspierać innowacje oraz utrzymać znaczenie na szybko zmieniającym się rynku. Generatywna sztuczna inteligencja wymusza adaptację firm poprzez wspieranie środowiska, w którym priorytetem są szybka reakcja, kreatywność i strategiczny rozwój.

Agnieszka Belowska-Gosławska, wiceprezeska ABSL ds. Digital & Technology zaznacza: „GenAI już jest w przedsiębiorstwach, pozostanie w nich i stanowić będzie nowy przełom. Można ją uznać i wdrożyć, lub szybko znaleźć się w tyle za konkurencją. Musimy jednak pamiętać, żeby wprowadzać te rozwiązania tam, gdzie są rzeczywiście potrzebne. Mamy tendencję do zachłyśnięcia się nowymi technologiami i dążenia do implementacji ich w każdym procesie. Wprowadzanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji musi być zbieżne z jasno określonym celem biznesowym – wprowadzanie technologii dla technologii jest jedynie generowaniem niepotrzebnych kosztów”.

Automatyzacja w toku

Średni bieżący wskaźnik automatyzacji procesów w centrach usług biznesowych w Polsce wyniósł w I kwartale 2024 r. 21,2 proc – oznacza to wzrost o 1,8 pkt. proc. rok do roku. Analitycy ABSL prognozują, że wskaźnik ten wyniesie za pięć lat 38,7 proc.

Rozwój automatyzacji jest jednym z głównych trendów światowej ekonomii. W I kwartale 2024 r. 65,2 proc. firm wdrożyło inteligentną automatyzację procesów (IPA), a kolejne 24,1 proc. planuje to zrobić w najbliższych latach. Wśród głównych celów wprowadzania IPA znajdują się: automatyzacja kosztów (61 proc.), szybkość świadczonych usług (17 proc.) oraz poprawę jakości świadczonych usług (16 proc.).

 

Podobnie jak w ubiegłym roku, najczęściej wykorzystywane technologie inteligentnej automatyzacji procesów obejmują zrobotyzowaną automatyzację procesów i stanowiska pracy, interfejs programowania aplikacji, technologie zwykłego i inteligentnego optycznego rozpoznawania znaków oraz chatboty (wykorzystywane przez ponad połowę respondentów). Na tym etapie najmniej popularne są boty głosowe i wizja komputerowa. Na znaczeniu w nadchodzących latach prawdopodobnie zyskają technologie eksploracji procesów i zadań, a także BPMS (system zarządzania procesami biznesowymi).

Na tym polu wyróżnia się platforma Openkoda, która umożliwia szybsze budowanie wewnętrznych aplikacji automatyzujących procesy w firmach. Dzięki elastycznym opcjom dostosowania systemu do specyficznych potrzeb każdego biznesu firmy mogą swobodnie tworzyć aplikacje, bez obawy o vendor lock-in i jakiekolwiek inne ograniczenia. Openkoda to platforma open-source, która korzysta ze standardowych języków programowania, co pozwala na łatwą integrację i dalszy rozwój. Platforma oferuje gotowe szablony aplikacji, które mają wbudowany szereg gotowych funkcji. Na tej podstawie można nie tylko zbudować własną aplikację dużo szybciej, ale także rozszerzać ją i dopasowywać do unikalnych wymagań firmy w każdym momencie rozwoju. To rozwiązanie znacznie przyspiesza proces wdrożenia automatyzacji.

Wpływ technologii na zatrudnienie

„Inwestorzy lokują w Polsce coraz bardziej zaawansowane procesy i wyspecjalizowane projekty tworzące produkty i usługi wymagające odpowiednich kompetencji w obszarach związanych z cyfryzacją jak i kompetencji miękkich. Jedną z cech charakterystycznych centrów usług opartych na wiedzy jest zarówno wyższa produktywność, jak i innowacyjność oferowanych rozwiązań. Dane z raportów ABSL potwierdzają, że co do zasady takie jednostki cechuje wyższy współczynnik innowacyjności niż tradycyjne firmy produkcyjne, wyższe nakłady na szkolenia pracowników, innowacje oraz badania i rozwój”, informuje Dariusz Kubacki, wiceprezes ABSL ds. analiz biznesowych.

Ponieważ firmy szybko wdrażają sztuczną inteligencję i inne zaawansowane technologie w swej działalności, rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów z dziedziny analizy danych, sztucznej inteligencji i zarządzania chmurą. Unormowanie statusu pracy zdalnej pozostałe po pandemii COVID-19 pozwala firmom w Polsce na konkurencję o talenty na globalnym rynku pracy. Pandemia udowodniła, że wirtualne zespoły mogą stanowić realną alternatywę dla fizycznych przestrzeni biurowych, pozwalając na bardziej elastyczne podejście do składu zespołu i rekrutacji talentów.