PKO BP może przejąć jeszcze 2-3 banki w Polsce i ruszyć na podbój regionu

Choć największy polski bank wciąż nie ma jeszcze zgody KNF-u na przejęcie Nordei, to zdaniem ekspertów powinien kontynuować akwizycje, i to nie tylko w Polsce, lecz także w regionie. Jak tłumaczy Jarosław Dąbrowski, prezes Domu Maklerskiego DF Capital, PKO BP spóźnił się nieco z przejęciami innych banków, ale wciąż ma szansę na wzmocnienie swojej pozycji.

Wczoraj największy polski bank poinformował o złożeniu do KNF-u wniosku o utworzenie banku hipotecznego, który miałby zacząć działać na przełomie 2014 i 2015 roku. Prezes Zbigniew Jagiełło mówił kilka miesięcy temu agencji informacyjnej Newseria Biznes, że w bank hipoteczny przekształcić chce właśnie przejętą Nordeę. Zgodę na jej przejęcie nadzór finansowy ma wydać do końca I kwartału.

Uważam, że strategia rozwoju poprzez akwizycje jest słuszna i PKO BP powinien ją kontynuować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Dąbrowski, prezes Domu Maklerskiego DF Capital.

PKO BP ma nabyć aktywa posiadane przez Nordea Bank Polska, towarzystwo ubezpieczeniowe Nordea TUnŻ i zajmującą się leasingiem spółkę Nordea Finance Polska – łącznie za ok. 2,83 mld zł. Kwota może podlegać korektom w zależności od wyników finansowych Nordei.

PKO BP słusznie robi, przejmując inne banki – ocenia Dąbrowski. – Można się oczywiście zastanawiać, czy Nordea była idealnym kandydatem. Jednak takich idealnych kandydatów nie ma. Rynek zmienia się dynamicznie, a Nordea była akurat na sprzedaż. Wiemy, że PKO BP składało oferty na BZ WBK i KBC, jednak nie zostały one przyjęte.

Atutem Nordei jest fakt, że skandynawski bank rozwijał się w ostatniej dekadzie intensywnie w średnich i dużych miastach. Jak podkreśla Dąbrowski, PKO nie powinien poprzestać na przejęciu Nordei.

– PKO BP ma potencjał może nawet na dwa, trzy kolejne banki i uważam, że KNF i UOKiK nie powinny być w tej kwestii nadmiernie restrykcyjne. Takie przejęcia są na świecie spotykane, czego przykładem jest bank DNB w Norwegii, który powstał w procesie połączenia siedmiu czy ośmiu banków. Dziś jest nie tylko największym bankiem na norweskim rynku, lecz także ma poważny wpływ na gospodarkę tego kraju. Tego samego życzę PKO BP – dodaje prezes Domu Maklerskiego DF Capital.

Przed przejęciem Nordei przez PKO BP konieczna jest zgoda KNF, która ma zostać ogłoszona w pierwszym kwartale br.
 

Chińska gospodarka z dobrymi perspektywami. Firmy zamierzają zatrudniać

CEO Magazyn Polska

Chińska gospodarka ma przed sobą bardzo dobre perspektywy rozwoju. Świadczą o tym dobre wyniki w handlu, wciąż pozytywny PMI i poprawiające się nastroje wśród przedsiębiorców, którzy zamierzają zatrudniać. Nowy model wzrostu gospodarczego Państwa Środka ma się opierać głównie na popycie wewnętrznym. Wprawdzie Chińczycy konsumują coraz więcej, ale częściej na ten cel się zapożyczają.

Chiński eksport wzrósł w styczniu o 10,6 proc. rok do roku, co daje znacznie lepszy wynik od prognoz analityków, mówiących o 2 proc. zwyżki. To także lepszy wynik niż w grudniu. Nadwyżka handlowa Chin wyniosła 31,9 mld dolarów, wobec przewidywanych 23,7 mld dolarów. 

 – Dane odnośnie wzrostu handlu są zaskakująco dobre. Jest to prawie 32 mld dolarów, co oznacza bardzo duży wzrost – 14-proc. licząc rok do roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marcin Jałowiecki, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie. – Ten wskaźnik pokazuje, że gospodarka chińska bardzo dobrze się rozwija.

Zwraca przy tym uwagę na to, że wskaźniki wzrostowe widać również w całej gospodarce światowej – od Stanów Zjednoczonych po Niemcy. Ta sytuacja ma pośredni wpływ na polskie firmy, które głównie eksportują do Niemiec, silniej powiązanych z rynkiem chińskim. Może to oznaczać również zwiększenie eksportu polskich firm.

Nieco gorzej wypadły natomiast styczniowe wskaźniki PMI. Chiński wskaźnik był niższy od ubiegłomiesięcznego, ale wciąż pozostawał powyżej 50 pkt., co oznacza, że przemysł w Chinach się rozwija. 

Dyrektorzy finansowi, ankietowani podczas konferencji w Davos, wskazali, że chińska gospodarka ma przed sobą dobre perspektywy rozwoju. Tym bardziej że tamtejsze firmy deklarują zatrudnianie nowych pracowników. 

 – Dyrektorzy jeszcze rok temu, nie chcieli zatrudniać, nie byli zbyt pozytywnie nastawieni. Natomiast w tym roku widać po szczycie w Davos, że perspektywy są bardzo dobre również z punktu widzenia zarządzających – tłumaczy Marcin Jałowiecki.

Z drugiej jednak strony eksperci podkreślają, że choć 7,7 proc. wzrostu chińskiego PKB w 2013 roku jest imponujące, to stanowi zaledwie połowę wyniku z 2007 roku (w tamtym okresie PKB Chin wzrósł o 14,7 proc.). Dane te pokazują, że choć gospodarce Państwa Środka nie grozi załamanie, jej wyhamowanie stało się faktem.

Wzrost gospodarczy mają pobudzić wprowadzone przez rząd ulgi podatkowe. Ocenia się, że efekty nowej polityki Chin mogą być zauważalne nawet w tym roku. 

 – Na koniec roku wzrost PKB powinien sięgnąć 8 proc. – tak optymistycznie bym założył – prognozuje. – Po trzecim zjeździe partii w listopadzie 2013 roku plenum podjęło bardzo duże staranie, by tę gospodarkę zmienić z opartej na przemyśle na opartą na usługach. Ten proces ma trwać do 2030 roku.

Oznacza to, że Chiny odchodzą od dotychczasowego modelu wzrostu gospodarczego, który od dwóch dekad był napędzany gigantycznymi inwestycjami w infrastrukturę i subsydiowanym eksportem. Obecnie nowym motorem wzrostu ma być konsumpcja wewnętrzna, która nadal jeszcze nie osiągnęła odpowiednio wysokiego poziomu.

Dr Marcin Jałowiecki podkreśla, że starzenie się chińskiego społeczeństwa, z którym obecnie boryka się Państwo Środka, negatywnie przekłada się na popyt wewnętrzny. Pozytywnym sygnałem natomiast jest fakt, że chińskie społeczeństwo staje się coraz bardziej zamożne. W Chinach zmienił się również sposób gospodarowania pieniędzmi, co pokazuje rosnące zadłużenie chińskiego społeczeństwa. 

 – Większość nie ma tych pieniędzy tyle, żeby ich nagromadzić wystarczająco, ani nie zarabia dużo, w związku z powyższym się je pożycza. Jest to jeden z symptomów rozwijającej się gospodarki i to jest rzeczywiście duży problem – zaznacza dr Jałowiecki.

Problem ten może dotyczyć rynku nieruchomości – łatwo dostępne dla mieszkańców kredyty i duży popyt na mieszkania mogą wywołać scenariusz podobny do tego, który miał miejsce w Stanach Zjednoczonych, gdzie spora część społeczeństwa miała kłopoty ze spłatą zaciągniętych hipotek. 

W maju Polkomtel stanie się częścią Cyfrowego Polsatu. Firmy wprowadzają pierwszy łączony produkt

CEO Magazyn Polska

W tym półroczu ma zakończyć się proces połączenia Cyfrowego Polsatu z Polkomtelem, ale efekty współpracy są już widoczne dla klientów. Firmy wchodzą na rynek z ofertą łączoną usług telekomunikacyjnych, internetowych i telewizyjnych. W dłuższej perspektywie oferta poszerzy się o usługi bankowe i energię elektryczną. Strategia zakłada też wspólną sprzedaż produktów w salonach.

 Docelowo wyobrażamy sobie, że każdy punkt sprzedaży naszej grupy powinien oferować wszystkie produkty. To projekt na lata, nie da się go przeprowadzić w najbliższych miesiącach. Firmy muszą nawzajem poznać wszystkie produkty, musimy znaleźć odpowiednie lokalizacje i przeszkolić naszych pracowników. Takie postępowanie wymaga czasu – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Dominik Libicki, prezes Cyfrowego Polsatu.

Prezes podkreśla, że połączenie jeszcze się nie dokonało. Trwa od listopada ubiegłego roku i powinno zakończyć się w maju.

 – Przed nami jeszcze rejestracja podwyższenia kapitału przez sąd, rejestracja prospektów w KNF, refinansowanie długu Cyfrowego Polsatu. Działamy krok po kroku i chcemy dotrzymać zaprezentowanego w listopadzie harmonogramu. Pamiętajmy, że to i tak błyskawiczna operacja, która ma się zakończyć jeszcze w pierwszym półroczu tego roku – komentuje szef Cyfrowego Polsatu.

Spółki ogłosiły również połączenie kluczowych działów.

 – Łączymy pięć obszarów kluczowych dla rozwoju biznesu – sprzedaż, marketing, obsługę klienta, utrzymanie klienta i IT, na których czele stanęły wybrane osoby z jednej lub drugiej organizacji. Rozpoczynamy proces integracji tak, aby w maksymalnie efektywny sposób obsłużyć jedną i drugą spółkę i uzyskać wartość dodaną dla naszych klientów – przekonuje Dominik Libicki.

Plus i Cyfrowy Polsat przygotowały dla klientów promocję SmartDOM, w ramach której za każdy dodatkowy abonament na internet mobilny, usługi telefoniczne lub telewizyjne będzie można uzyskać rabat.

 – Chcemy w ten sposób pokazać abonentom Plusa i Cyfrowego Polsatu, że warto mieć produkty naszej grupy, że warto się zastanowić, czy dzisiaj dowolny operator daje klientowi to, co my jesteśmy w stanie zaoferować w produkcie zintegrowanym, jakim jest SmartDOM, telewizja, internet i telefon – mówi prezes Cyfrowego Polsatu.

Menedżer podkreśla, że już przedstawiono ofertę przyszłościową, w której obok tradycyjnych propozycji znajdą się energia elektryczna oraz usługi bankowe. To jednak nie koniec. Prezes nie ukrywa, że kolejne produkty i usługi już są planowane, i będą sukcesywnie dodawane.

Wicepremier Elżbieta Bieńkowska i prezes PKP SA Finansistami Roku 2013

CEO Magazyn Polska

Wicepremier i minister infrastruktury i rozwoju otrzymała tytuł Finansisty Roku 2013. Redakcja „Gazety Finansowej” nagrodziła Elżbietę Bieńkowską m.in. za profesjonalizm i odwagę w zapewnianiu środków na rozwój Polski. Wśród wyróżnionych są również m.in. prezes PKP SA Jakub Karnowski oraz Centrum im. Adama Smitha.

Główny tytuł przyznano Elżbiecie Bieńkowskiej również za „stanowczą walkę w Brukseli z planami ograniczenia środków z Funduszu Spójności na wyrównywanie różnic między starymi a nowymi państwami członkowskimi UE”. Jak podkreślono w uzasadnieniu, dzięki skutecznemu pozyskiwaniu i wykorzystywaniu pieniędzy unijnych przez panią wicepremier polska gospodarka stałą się nowoczesna i konkurencyjna. 

„Gazeta Finansowa” przyznała również pięć wyróżnień Finansista Roku 2013. Jedno z nich otrzymał Jakub Karnowski, prezes PKP SA, za „odwagę i determinację w restrukturyzacji i zmianie wizerunku polskich kolei”.

 – To wyróżnienie traktuję jako uznanie dla tego, co dotychczas udało się osiągnąć menadżerom w Grupie PKP i tym tzw. kolejarzom, i tzw. bankomatom. Jesteśmy w połowie drogi. Na pełny sukces, i będziemy pracować każdego dnia, żeby tak właśnie było, przyjdzie nam jeszcze poczekać kolejne 1,5 roku. Ale pewne rzeczy już udało się osiągnąć. Do tych rzeczy należy prywatyzacja Polskich Kolei Linowych i PKP Cargo – podkreślił podczas gali Jakub Karnowski.

Wyróżnienie otrzymał też prezes firmy Vivus Finance Loukas Notopoulos. To nagroda za „dokonanie rewolucji w pozabankowym sektorze finansowym i popularyzację usług tego typu w internecie”. Doceniono również wysiłki na rzecz zwiększania standardów w branży firm pożyczkowych.

 – To jest nagroda dla całej mojej firmy, dla 150 osób, które ciężko pracują. I ta nagroda jest potwierdzeniem tej ciężkiej pracy. W ciągu 1,5 roku udało nam się stworzyć coś, co zrewolucjonizowało polski rynek pożyczek internetowych – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes Vivus Finance.
 
Wśród wyróżnionych przez redakcję tygodnika ekonomicznego znalazł się również prezes SKOK Wołomin Mariusz Gazda – „za konsekwentne wzmacnianie pozycji Kasy w gronie znaczących instytucji finansowych (drugi co do wielkości SKOK w Polsce) i sukces oferty pożyczkowej”.

 – Nagroda sama w sobie jest przyjemnością, taką wisienką na torcie, choć oczywiście to nie nagrody są celem naszej codziennej pracy  i długofalowej strategii – powiedział Mariusz Gazda. 

Wyróżnienie Finansista Roku 2013 otrzymała także Agencja Informacyjna Newseria, którą doceniono za spełnienie wymogów, jakie stawia przed mediami XXI wiek. 

 – Każdy dzień w świecie gospodarki i biznesu to setki wydarzeń – my staramy się wychwytywać z nich te najważniejsze, a następnie udostępniać je we wszelkich wymaganych przez dzisiejsze media formatach. To dla nas bardzo ważne usłyszeć, że jesteśmy agencją, która spełnia wymogi medium XXI wieku. Ale to nie znaczy, że do końca stulecia będziemy delektować się tym faktem. Będziemy ciężko pracować i rozwijać nasze serwisy – podkreśliła Maria Krasicka, redaktor naczelna Agencji Informacyjnej Newseria. 

Centrum im. Adama Smitha nagrodzono za zasługi na rzecz rozwoju polskiej gospodarki i działania na rzecz przywrócenia w Polsce wolności gospodarczej przez udział w dyskusji w najbardziej newralgicznych momentach dla polskiej gospodarki.

 – Nagroda jest pewnym symbolicznym uznaniem dla naszej ćwierćwiecznej działalności, która ma służyć polskiej gospodarce, tworzeniu dobrobytu w naszym kraju i podpowiadaniu rządzącym, jakie rozwiązania są lepsze jeśli chodzi o dobrobyt w naszym kraju i dobrobyt społeczny – przyznał Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha.

„Gazeta Finansowa” przyznała również tytuły Finansowa Marka Roku 2014. Laureatami zostali: Europejski Fundusz Leasingowy, Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska oraz Credit Agricole Bank Polska.

Producenci części motoryzacyjnych osiągnęli rekordowy zysk w wysokości 60 mld złotych

Ubiegły rok okazał się dla polskich producentów i dystrybutorów części motoryzacyjnych niezwykle udany. Odnotowano wzrost wartości produkcji o 10 proc., a łączny przychód z ich sprzedaży sięgnął 60 mld złotych. Ponad połowa produkcji przeznaczona jest na eksport. Dystrybutorzy cieszą się  natomiast 12-proc. wzrostem i obrotem rzędu 10 mld złotych.

Wartość produkcji części motoryzacyjnych jest wyższa o około 15 mld złotych od wartości produkcji samych samochodów.

 – To kolejny rok z rzędu, w którym odnotowujemy kilkunastoprocentowe wzrosty – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. – Wyjątkiem był 2012 rok, gdy wyniki oscylowały w okolicach 1-2 proc. na plusie. Wciąż były to jednak wzrosty. 

Rynek części motoryzacyjnych podlega silnie trendom sezonowym, a każdy kwartał może przynosić inne wyniki sprzedaży. Ubiegły rok rozpoczął się słabo – aż 29 proc. producentów i 60 proc. dystrybutorów narzekało na spadki obrotów. Sytuacja zmieniła się w kwietniu, gdy wyniki ostro poszybowały w górę i utrzymywały się na wysokim poziomie przez kolejne miesiące. W czwartym kwartale, z uwagi na późną zimę, na którą przypada zwykle najsłabszy obrót, sprzedaż nadal była wysoka, co zrekompensowało słaby początek roku. Bieżący rok zapowiada się równie udanie.

 – Ponad 52 proc. dystrybutorów spodziewa  się wzrostu rzędu 10 procent – mówi Alfred Franke. – Oznaczałoby to podobny wynik, jak w roku 2013. Producenci części są nieco mniejszymi optymistami, ale wciąż około 40 proc. z nich zakłada minimum 10-proc. poprawę wyników. Jest też niewielki procent, który uważa, że spadek sprzedaży jest realny.

Ożywienie w krajach naszego regionu przyczyni się do szybszego wzrostu polskiej gospodarki

CEO Magazyn Polska

Dziś poznamy pierwszy szacunek PKB za IV kwartał 2013 r. Choć cały rok był najsłabszy od kryzysowego 2009 r., ekonomiści szacują, że w ostatnim kwartale gospodarka urosła już o 2,8 proc. Obecny rok ma przynieść przyspieszenie nawet powyżej 3 proc. To m.in. efekt ożywienia w strefie euro, która jest głównym odbiorcą towarów z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Eksport do strefy euro to ponad połowa wszystkich towarów, które opuszczają Polskę. 

Jeśli chodzi o makroekonomiczne prognozy dla Polski, to jest wzrost o 3 proc. i więcej – prognozuje w rozmowie z Newserią Biznes Robert Antczak z BZ WBK. – W krajach Europy Środkowej i Wschodniej, jako bloku gospodarczym, szacuje się, że wzrost wyniesie ok. 1,5 proc. Poprzedni rok to jest 1,3 proc., tutaj 1,5 proc. i więcej.

To o tyle istotne, że właśnie eksport był przez ostatnich kilka kwartałów głównym motorem polskiej gospodarki, a kraje naszego regionu są istotnym odbiorcą naszych towarów. Na przykład niewielkie Czechy są trzecim, po Niemczech i Wielkiej Brytanii, importerem dóbr z Polski.

Na rosnące PKB wpłynęła wymiana towarów pomiędzy samymi krajami regionu. Bardzo dynamicznie zmieniła się struktura eksportu wynikająca z szybko rosnącej sprzedaży do krajów strefy euro. To wpłynęło na wzrost podaży w regionie i pobudzenie importu.

Dzisiaj nie koncentrujemy się na produkcji dóbr od początku do końca i ich eksporcie, ale na specjalizacji w określonej części produkcji, to powoduje, że te towary wielokrotnie dzisiaj opuszczają granicę, zanim osiągną stan końcowy – mówi Robert Antczak. – To powoduje, że ten eksport, który napędza gospodarkę, jest importochłonny, powoduje wzrost zapotrzebowania na produkty z krajów głównych partnerów, i ta wymiana, jak patrzymy na kraje Europy Środkowej i Wschodniej, odbywa się głównie w tym zakresie.

Wzrost gospodarczy w Polsce i całym regionie będzie napędzać poszczególne branże. Eksperci spodziewają się wzrostów, i to niemałych, bo nawet 30-procentowych. 

 – Obstawiałbym na pewno branżę żywnościową. Wzrost rzędu 20-30 proc. naszych głównych partnerów handlowych to jest to, czego się spodziewamy, co obserwowaliśmy w roku 2013 i również na początku roku 2014. Na pewno branża paliwowa, branża tytoniowa, napojowa, czyli  rynki, które u nas były historycznie bardzo silne – mówi Robert Antczak.

Oprócz eksportu ruszyć też powinien popyt wewnętrzny, czyli chęć Polaków do kupowania dóbr i usług,  oraz inwestycje. Przez ostatni rok oba te czynniki kulały. 

Bardzo dynamicznie zaczyna się uruchamiać drugi silnik, czyli popyt krajowy, i trzeci – inwestycje. Inwestycje prywatne, ale też pamiętamy o kolejnej perspektywie finansowej Unii Europejskiej i kolejnych inwestycjach, które będą inwestycjami publicznymi ze środków europejskich – podkreśla dalej Robert Antczak.

Analitycy uzależniają pozytywne prognozy od sytuacji gospodarczej w strefie euro. Jeśli gospodarka tych krajów zwolniłaby, odbiłoby się to z pewnością na sytuacji w Polsce, Czechach, na Słowacji czy Węgrzech. Obawy budzi także konsumpcja, która jest zależna od wysokości wynagrodzeń i samego rynku pracy. Wynagrodzenia pozostają wciąż na bardzo niskim poziomie w porównaniu do krajów strefy euro, a na rynku pracy widoczna jest stagnacja.

Wyjazd coraz popularniejszym sposobem na spędzenie walentynek. 88 proc. turystów wybrało miasta europejskie

CEO Magazyn Polska

Rośnie zainteresowanie Polaków podróżami zagranicznymi w okresie walentynkowym. W ten sposób spędzi ten weekend dwa razy więcej osób niż przed rokiem. Stosunkowo niskie ceny biletów lotniczych sprawiają, że często podróż do innego kraju może być tańsza niż wieczór w restauracji. Zdecydowana większość Polaków wybrała na ten weekend europejskie miasta.

 – Wzrost zainteresowania wynika głównie z tego, że ludzie nie boją się tak podróżować – mówi agencji informacyjnej Newseria Zuzanna Konarska, dyrektor centrum rezerwacji biletów Fru.pl. – Wybierają wycieczkę na walentynki zamiast kolacji we dwoje, bo koszty tej kolacji mogą być wyższe niż cena biletu do Paryża czy Barcelony.

Osoby, które zarezerwowały bilety odpowiednio wcześniej, mogły liczyć na okazyjne ceny. Np. cena biletu do Oslo wynosiła ok. 58 zł. Średnia kwota, jaką Polacy są skłonni przeznaczyć na zakup biletu lotniczego, to 300-400 zł.

88 proc. osób podróżujących w walentynki za granicę wybrało miasta europejskie.

 – Króluje Francja, ale popularne są też inne kraje, jak  Hiszpania, Portugalia czy Włochy – wymienia Konarska.  – Obserwujemy też duże zainteresowanie kierunkami takimi, jak Budapeszt, Wiedeń, ze względu na niższe ceny, a także Londyn czy Dublin. Ale tu już przyczyny mogą być inne niż walentynki.

Luty to również czas, w którym przewoźnicy kuszą atrakcyjnymi cenami na dalsze podróże. 10 proc. wyjeżdżających w tym okresie wybrało Azję.

 – Popularność Azji wynika z dążenia przewoźników do zdobycia klientów, jak również z faktu, że kierunki takie, jak Tajlandia czy Chiny stały się już typowe dla Polaków – mówi Konarska. – Do Chin można polecieć za mniej niż 2 tysiące złotych, czasem nawet za 1,5 tys

Zdaniem rozmówczyni Newserii Biznes dobrym rozwiązaniem na kolejne miesiące może być podróż do Ameryki Środkowej.

 – Możemy tam polecieć za 2,5 tys. zł – mówi Zuzanna Konarska. – W porównaniu do wcześniejszych cen to niezła oferta. Na marzec czy kwiecień to idealne połączenie – przekonuje. 

Agencja Informacyjna Newseria nagrodzona tytułem Finansista Roku 2013 w kategorii media

Agencja Informacyjna Newseria została wyróżniona przez „Gazetę Finansową” nagrodą Finansista Roku 2013. Wyróżnienie przyznano za spełnienie wymogów, jakie stawia przed mediami XXI wiek i stworzenie nowoczesnego medium biznesowego wykorzystującego rosnącą rolę internetu i multimediów.

„Depesze Agencji Informacyjnej Newseria przygotowywane jednocześnie w formie tekstowej, audio i wideo stały się źródłem informacji dla najważniejszych mediów w Polsce. W serwisach internetowych, telewizyjnych, radiowych oraz w prasie codziennie pojawiają się newsy przygotowane przez dziennikarzy Newserii, a to wszystko efekt zaledwie dwóch lat obecności na rynku” – podano w uzasadnieniu.

 – Muszę przyznać, że to były bardzo dynamiczne dwa lata. Od początku chcieliśmy stworzyć agencję, która będzie oferowała materiały dla każdego rodzaju medium – bez wyjątków. To oczywiście oznaczało przygotowanie wszystkich materiałów jednocześnie w wersji tekstowej, w formie materiału audio oraz wideo. Wiedzieliśmy, że nie ma podobnej agencji na polskim rynku i wiedzieliśmy, że realizacja tego pomysłu to ogrom pracy. Ale byliśmy też pewni, że musi się udać – podkreślił, odbierając nagrodę Artur Woliński, prezes zarządu Newserii.

Blisko 5 tysięcy multimedialnych depesz i blisko 2 tysiące zarejestrowanych użytkowników, głównie dziennikarzy, którzy każdego miesiąca pobierają około 2 tysięcy plików – to bilans dwóch lat działalności Agencji Informacyjnej Newseria. Dzięki temu publikowane przez nas materiały docierają do milionów odbiorców w Polsce i za granicą.  

 – Każdy dzień w świecie gospodarki i biznesu to setki wydarzeń – my staramy się wychwytywać z nich te najważniejsze, a następnie udostępniać je we wszelkich wymaganych przez dzisiejsze media formatach – powiedziała podczas gali Maria Krasicka, redaktor naczelna agencji Newseria. – To dla nas bardzo ważne usłyszeć, że jesteśmy agencją, która spełnia wymogi medium XXI wieku. Ale to nie znaczy, że do końca stulecia będziemy delektować się tym faktem. Cały czas udoskonalamy nasze serwisy i nieustannie podnosimy sobie poprzeczkę.

Newseria to dziś już nie tylko agencja o profilu biznesowym. W październiku 2013 roku ruszył serwis Newseria Lifestyle, który codziennie dostarcza informacji o gwiazdach, zdrowiu, modzie, urodzie czy trendach wnętrzarskich.

 – Nie zamierzamy zwalniać tempa. Pracujemy już nad kolejnym serwisem, ale jeszcze nie mogę zdradzić, co to będzie – podkreślił Artur Woliński.

Nowy serwis powinien ruszyć w ciągu kilku miesięcy.

 – Mamy nadzieję, że zostanie on przyjęty równie dobrze jak nasza dotychczasowa praca – dodała Maria Krasicka.

Premiera Nokii Normada z Androidem podczas Mobile World Congress

Jeszcze kilka miesięcy temu bardzo głośno było o przejęciu mobilnego biznesu Nokii przez koncern Microsoft. Transakcja, warta ponad pięć miliardów euro, postrzegana była jako ogromny impuls w kwestii rozwoju Windows Phone. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym miesiącu swoją premierę będzie miała Nokia oparta na technologii Android.

Zgodnie z informacjami do których dotarł Wall Street Journal, Nokia zaprezentuje swojego smartfona podczas odbywających się w ostatnim tygodniu lutego w Berlinie targów Mobile World Congress. Nowość nosić będzie nazwę Nokia Normada. Mówi się nieoficjalnie, że wyposażona będzie ona w 4-calowy ekran 800 x 480 pikseli, dwurdzeniowy procesor Snapdragon 200, 4 GB wbudowanej pamięci flash, 512 MB pamięci RAM, aparat 5 megapikseli i gniazdo microSD card. Dostępne mają być różne wersje kolorystyczne smartfona. Android zastosowany w urządzeniu ma być natomiast pozbawiony usług Google. Aplikacje dostarczać ma autorski sklep Nokii.

Posunięcie Nokii budzi zainteresowanie głównie ze względu na fakt, iż zgodnie z treścią podpisanych umów, firma aż do roku 2015 nie może wypuścić na rynek żadnego mobilnego urządzenia bez aprobaty Microsoftu. Pytanie zatem dlaczego koncern zgodził się na realizację projektu Nokia Normada, nad którym pracowano jeszcze przed wielomiliardową transakcją przejęcia? Wall Street Journal powody dostrzega w kwestiach finansowych. Na rynku musi pojawić się smartfon Nokii, który stał by się konkurencją dla tanich urządzeń, popularnych na rynkach wschodzących. Parametry techniczne Windows Phone wykluczają póki co jego gotowość do pracy na smartfonach niskobudżetowych. Tym samym, Nokia Normada ma być narzędziem walki o ogromną grupę azjatyckich klientów sięgających po urządzenia z niższej półki. W poprzednim roku ponad 90 % telefonów, które znalazły się na indyjskim rynku, wyposażonych było właśnie w Androida.

Przez wiele lat dla rzeszy klientów Nokia była symbolem najlepszego telefonu komórkowego. Wyścig na rynku smartfonów wpłynął jednak negatywnie na zakorzeniony w ich świadomości wizerunek marki. Posunięcie Nokii, kojarzonej dotąd głównie z Symbianem i Windows Phone, oznacza zatem nowy rozdział w walce o klienta w tej branży. Firma przestaje być warownią długo i wytrwale broniącą się przed ekspansją Androida – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365NET.

PKO Bank Polski złożył wniosek do Komisji Nadzoru Finansowego o wydanie zezwolenia na utworzenie banku hipotecznego

Pozytywna decyzja KNF umożliwi uruchomienie PKO Banku Hipotecznego, nowego podmiotu w Grupie Kapitałowej PKO, na przełomie 2014 i 2015 roku.

Wypowiedzenie przyjęte czy nie?

Podpisanie wypowiedzenia warunków umowy jest równoznaczne z ich zaakceptowaniem. Odwołanie oświadczenia o ich przyjęciu jest możliwe w trybie przewidzianym przez Kodeks cywilny dla oświadczeń woli, ale tylko z uwzględnieniem pewnych przesłanek. Jakich?

Wątpliwości wyjaśnia Kamil Jabłoński, aplikant radcowski w TGC Corporate Lawyers.

Zgodnie z art. 42 § 2 k.p., w razie odmowy przyjęcia przez pracownika zaproponowanych warunków pracy lub płacy, umowa o pracę rozwiązuje się z upływem okresu dokonanego wypowiedzenia. Jeżeli pracownik przed upływem połowy okresu wypowiedzenia nie złoży oświadczenia o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków, uważa się, że wyraził zgodę na te warunki; pismo pracodawcy wypowiadające warunki pracy lub płacy powinno zawierać pouczenie w tej sprawie. W razie braku takiego pouczenia, zatrudniony może do końca okresu wypowiedzenia złożyć oświadczenie o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków.

Pracodawca musi poprawnie sformułować wypowiedzenie zmieniające zaadresowane do pracownika, a w szczególności pouczyć go o możliwości złożenia przed upływem połowy okresu wypowiedzenia oświadczenia o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków. W sytuacji, gdy brak jest takiego pouczenia, pracownik może złożyć oświadczenie o odmowie przyjęcia zaproponowanych warunków do końca terminu wypowiedzenia.

Pracownik może również przyjąć zaproponowane warunki przez pracodawcę. Oświadczenie o przyjęciu nowych warunków również może zostać złożone pisemnie. Odwołanie takiego oświadczenia możliwe jest w trybie przewidzianym przez Kodeks cywilny dla oświadczeń woli. Zatem, zgodnie z art. 61 k.c. oświadczenie woli, które ma być złożone innej osobie, jest złożone z chwilą, gdy doszło do niej w taki sposób, że mogła ona zapoznać się z jego treścią. Odwołanie takiego oświadczenia jest skuteczne, jeżeli doszło jednocześnie z tym oświadczeniem lub wcześniej.
Zatem, jednostronne cofnięcie złożonego przez pracownika oświadczenia woli może nastąpić tylko z uwzględnieniem przesłanek z art. 61 k.c. Istnieje również możliwość, że pracodawca zgodzi się na takie rozwiązanie, jednak wówczas nie jest to czynność jednostronna pracownika, a dwustronna pracownika i pracodawcy.

J. Piechociński: W marcu decyzja ws. montowni samochodów w Polsce. W najbliższym czasie dwie nowe inwestycje w branży

CEO Magazyn Polska

W marcu zapadnie decyzja w sprawie uruchomienia w Polsce montowni samochodów przez duży międzynarodowy koncern – zapowiada Janusz Piechociński. Resort gospodarki spodziewa się również dwóch dużych inwestycji producentów katalizatorów i ogumienia. Jak podkreśla wicepremier i minister gospodarki, w ostatnim czasie co miesiąc pojawia się dobra wiadomość dla polskiego rynku motoryzacyjnego.

 – W styczniu mieliśmy dużą i bardzo udaną inwestycję kapitału szwajcarskiego w Wałbrzychu, a ostatnie dni przyniosły świetną wiadomość dotyczącą zakładu General Motors w Tychach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński.

Koncern potwierdził plany zainwestowania w tyską fabrykę 250 mln euro. W polskim zakładzie produkcyjnym będą powstawać zupełnie nowe silniki wysokoprężne o pojemności 1,6 l. W ocenie ministra decyzja producenta stabilizuje dość niepewną dotychczas sytuację tyskiego zakładu.

 – Jeszcze w marcu zapadną ustalenia dotyczące uruchomienia w Polsce przez duży międzynarodowy koncern nowej montowni, mającej produkować docelowo 100 tysięcy samochodów – zapowiada Piechociński

Montownia Volkswagena, bo prawdopodobnie o ten koncern chodzi, która ma powstać w Wielkopolsce, ma dać ok. 3 tysięcy nowych miejsc pracy w samym zakładzie i dodatkowe kilka tysięcy przy wytwarzaniu niezbędnych komponentów.

Zdaniem ministra gospodarki w niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się także znaczącej inwestycji jednego z producentów katalizatorów oraz rozwoju przemysłu gumowego. W tym drugim przypadku chodzi przede wszystkim o zwiększenie produkcji opon do pojazdów ciężarowych. Te inwestycje również wiążą się z nowymi miejscami pracy dla wykwalifikowanych pracowników. 

 – Takie osoby są dla pracodawców cenne, co przekłada się na wysokie pensje – tłumaczy wicepremier. – Już dziś w sektorze polskich przedsiębiorstw mamy wyższą płacę średnią niż średnia w całej gospodarce. A korzystne warunki pracy sprzyjają dobrym relacjom między pracodawcą a pracownikiem. W przemyśle są one zwykle dużo lepsze niż na przykład w usługach.

Korzystne warunki pracy sprzyjają ograniczeniu rotacji pracowników i stabilizują sytuację na rynku pracy.

Polskie Inwestycje Rozwojowe dofinansują spalarnie i elektrociepłownie

CEO Magazyn Polska

Polskie Inwestycje Rozwojowe zasypywane są wnioskami o dofinansowanie inwestycji w spalarnie i elektrociepłownie. Chcą one w ten sposób dostosować zakłady do zaostrzających się za dwa lata przepisów środowiskowych. Wśród analizowanych przez PIR projektów są również inwestycje transgraniczne. Jeden z nich dotyczy korytarzy transportowych.

 – Widać pewne obszary koncentracji zainteresowania wśród składających projekty do PIR. Jednym z takich tematów są spalarnie i elektrociepłownie, co wiąże się z nadchodzącymi 1 stycznia 2016 regulacjami, które podwyższają standardy zarządzania odpadami i emisjami. A zatem w tym obszarze jest większe zainteresowanie, które może się przełożyć na projekty realizowane już niebawem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Grendowicz, prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych.

Za dwa lata zostanie wyłączona część instalacji przemysłowych, które nie będą spełniały zaostrzonych standardów emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłów z obiektów energetycznego spalania. Takie są wytyczne wynikające z unijnej dyrektywy IED (w sprawie emisji przemysłowych), która ma pomóc w ograniczaniu niekorzystnego wpływu instalacji przemysłowych na środowisko i zdrowie mieszkańców UE. Do tego czasu przestarzałe i zatruwające środowisko instalacje mogą zostać zmodernizowane lub zastąpione nowymi.

Na początku lutego PIR podpisał umowę z samorządem olsztyńskim w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Inwestycja, której wartość szacowana jest na 600 mln zł, polega na wybudowaniu nowej elektrociepłowni działającej w wysokosprawnej kogeneracji. Zakłada też gruntowną modernizację ciepłowni miejskiej Kortowo, dostosowując ją do nowych standardów środowiskowych. W jej wyniku zmniejszone zostaną emisje zanieczyszczeń i rozwiązany zostanie problem 100 tys. ton śmieci komunalnych.

PIR realizuje inwestycje w obszarach związanych z energetyką, węglowodorami, transportem, infrastrukturą samorządową i przemysłową oraz telekomunikacyjną. Mariusz Grendowicz podkreśla, że spółka ma się koncentrować wyłącznie na projektach realizowanych na terenie Polski, ale nie wyklucza to inwestycji transgranicznych, np. w korytarze transportowe.

 – Większość inwestycji w korytarze transportowe jest realizowana przez powołane do tego spółki czy instytucje (jak GDDKiA czy PKP PLK). Zadaniem PIR jest realizowanie projektów w formule spółek celowych, powołanych do tego celu, więc jeżeli pojawią się tego typu projekty, których realizacja będzie możliwa w ramach spółki celowej, oczywiście się nad nimi pochylimy – zapewnia prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych. – Mogę uchylić rąbka tajemnicy, że jeden z projektów, który analizujemy, dotyczy korytarzy transportowych.

W tym roku może zacząć działać Polska Agencja Kosmiczna. Pomoże w zdobywaniu nowych kontraktów dla przemysłu

W czerwcu posłowie będą głosować w sprawie utworzenia Polskiej Agencji Kosmicznej. Agencja będzie podlegała bezpośrednio premierowi, a jej początkowy budżet to ok. 5-10 mln zł rocznie. Do podstawowych zadań Agencji będzie należało nie eksplorowanie kosmosu, lecz obronność oraz wspieranie polskiego przemysłu.

– Tu nie rozmawiamy o kosmosie, o pracach naukowych, locie na Marsa, rozmawiamy o programach obronnych, które stanowią 70 proc. aktywności Agencji. Rozmawiamy o obronności kraju, o naszym bezpieczeństwie fizycznym i o komforcie życia obywateli, bo z orbity można to wszystko robić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Włodzimierz Lewandowski, główny fizyk Międzynarodowego Biura Wag i Miar.

Projekt ustawy o PAK wpłynął do laski marszałkowskiej w grudniu ubiegłego roku. Obecnie trwają prace legislacyjne. Lewandowski spodziewa się, że w głosowaniu w Sejmie projekt poprą politycy wszystkich partii. Podobnie było w przypadku ratyfikacji przystąpienia Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). W październiku 2012 r. za akcesją zagłosowało wszystkich 434 obecnych posłów.

Lewandowski zaznacza, że PAK będzie podlegała bezpośrednio premierowi. Ocenia, że wpłynie to na większy autorytet Agencji oraz umożliwi współpracę pomiędzy różnymi obszarami administracji, podległymi różnym resortom. Koszty PAK-u, przynajmniej początkowo, będą bardzo nieduże.

 – Agencja będzie kosztować rocznie niedużo w porównaniu do składki, jaką Polska wpłaca do Europejskiej Agencji Kosmicznej, która jest rzędu 130 mln zł. Te pieniądze potem się zwracają kontraktami. A Polska Agencja Kosmiczna będzie kosztować na początku od 5 do 10 mln zł, personel będzie od 20 do 30 osób. Zakłada się, że za 10 lat może dojść do 200-300 osób – to jest skala potrzebna Polsce – i to właściwie tylko inżynierów. Tu nie powinno być żadnych biurokratów – podkreśla Lewandowski.

To znacznie mniejsza skala niż np. we Francji, która jest jedną z głównych potęg kosmicznych. Tamtejsza agencja zatrudnia 2 tys. osób i kosztuje rocznie 2 mld euro. Swoje agencje kosmiczne mają też znacznie słabiej rozwinięte kraje i w ocenie Lewandowskiego czas najwyższy, by i Polska do nich dołączyła.

Zadania PAK-u nie będą jednak związane z kosztowną eksploracją dalekiej przestrzeni kosmicznej, lecz bardziej z działaniami w zakresie obronności. Eksperci PAK będą zajmowali się koordynacją kontraktów pozyskiwanych przez polskie przedsiębiorstwa w związku z członkostwem w ESA. Obecnie odpowiadają za to różne ministerstwa, gdzie często brakuje ekspertów w tej dziedzinie. Lewandowski zapewnia, że PAK będzie miał bardzo silne kadry, dzięki którym do polskiej gospodarki wrócą pieniądze z ESA. Agencja pomoże m.in. w dostosowaniu technologii do europejskich wymogów.

 – To będzie powodować ferment przemysłowy, organizacyjny, będzie kreować nowe miejsca pracy, dochody. A nowe miejsca pracy są bardzo ważne dla polskich absolwentów uczelni. Agencja będzie wielkim pracodawcą, może nie od razu, ale w przyszłości – to będą setki bardzo wyspecjalizowanych miejsc pracy. Ale Agencja będzie generować tysiące miejsc pracy w polskim przemyśle – zapowiada Lewandowski.

Próchnik chce otworzyć w tym roku kilkanaście salonów. Na jesień zapowiada wyjątkową kolekcję

CEO Magazyn Polska

Co najmniej 14 nowych sklepów planuje w tym roku otworzyć łódzka spółka odzieżowa Próchnik. Stawia na lokalizacje, gdzie znajdują się już sklepy największych konkurentów, czyli Vistuli i Wólczanki oraz firmy Bytom. Jesienią Próchnik wypuści na rynek premierową kolekcję od początku do końca stworzoną w Polsce.

Sieć Próchnika liczy ponad 40 sklepów. W ubiegłym roku otworzono 14 nowych placówek. Plany firmy na ten rok zakładają co najmniej taką samą liczbę otwarć.

 – Koncentrujemy się głównie na tym, aby otwierać salony w galeriach o ustalonej renomie. Przy czym najbardziej będzie nam zależało na tym, aby pojawiać się w tych galeriach, w których jest konkurencja, a my jeszcze nie mamy tam sklepów – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria prezes Próchnika Rafał Bauer.

Zapowiada, że ten rok ma być wyjątkowy, ponieważ jesienią w salonach sprzedaży pojawi się pierwsza kolekcja zrobiona od początku do końca dla Próchnika.

 – Wszystkie nasze produkty już w tej chwili powstają w Polsce i ta kolekcja jesienna będzie miała też bardzo specyficzne tło w kategoriach historycznych, które, mam nadzieję, spodoba się naszym klientom – zapowiada Bauer.

W ubiegłym roku Próchnik podjął decyzję o przeniesieniu produkcji z powrotem do Polski.

 – Wbrew różnym sceptycznym założeniom udało nam się przenieść produkcję w zasadzie w całości do kraju przy utrzymaniu poziomu cen, z którym trzeba było się mierzyć przy sprowadzaniu produktów z Dalekiego Wschodu i z Turcji – mówi Bauer. – To element strategii, z którego jesteśmy najbardziej zadowoleni.

Jak podkreśla, efekty pozostałych działań, m.in. rebrandingu i zmiany komunikacji marki, będą widoczne jeszcze w tym roku.

Łódzka spółka  zadebiutowała wczoraj na rynku Catalyst ze swoimi obligacjami o wartości 6 mln zł, których wykup nastąpi w grudniu 2015 r. Uzyskane środki zamierza przeznaczyć na konsolidację długów, a także rozwój firmy, czyli otwieranie nowych salonów sprzedaży i wzbogacanie kolekcji. Na głównym parkiecie warszawskiej GPW spółka jest notowana już od 1991 r.  

 – Nie planujemy nowych emisji, natomiast nigdy nie wiadomo, co nas jeszcze może spotkać w tym roku. Jeżeli byłyby jakieś interesujące przedsięwzięcia do sfinansowania, być może zwrócilibyśmy się do inwestorów o wsparcie – mówi Rafał Bauer.

230 tys. odbiorców zmieniło dostawcę prądu. Polacy uczą się oszczędzać na rachunkach

CEO Magazyn Polska

Od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych oszczędności miesięcznie może przynieść zmiana sprzedawcy energii elektrycznej. Przybywa firm i gospodarstw domowych, które decyduje się właśnie na taki krok. Do końca 2013 roku na zmianę zdecydowało się 230 tysięcy odbiorców. To dobry moment na taką decyzję, ponieważ ceny prądu na rynku hurtowym są niskie.

Prawie 230 tys. odbiorców różnego rodzaju zmieniło swojego sprzedawcę, w tym ponad 90 tysięcy odbiorców instytucjonalnych, biznesowych i ponad 125 tys. gospodarstw domowych. Ta dynamika jest bardzo duża. Pamiętajmy, że na koniec 2012 roku mieliśmy tych odbiorców o 60 tys. mniej. Prawie połowa odbiorców w gospodarstwach domowych, która zmieniła sprzedawcę, zrobiła to w 2013 roku – informuje Agnieszka Głośniewska z Urzędu Regulacji Energetyki.

Głównym czynnikiem, który może przekonać do zmiany, jest niższa cena. Zdaniem Głośniewskiej jest jeszcze pole do dalszych obniżek cen przez dostawców.

Sprzedawcom energii powinno zależeć na tym, by zachęcać klientów do swojej oferty. Pamiętajmy, że na rynku hurtowym ceny energii ustabilizowały się na dość niskim poziomie już dłuższy czas temu, czyli pole do manewru przy ofertach wciąż jest – mówi przedstawicielka URE agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Mimo że możliwość zmiany istnieje już od połowy 2007 roku, wciąż niewielu Polaków zdaje sobie z tego sprawę. I z korzyści, jakie mogą się z tym wiązać. Według Urzędu Regulacji Energetyki przyczyną jest przede wszystkim brak informacji. Większość odbiorców prądu nie dostrzega podstawowej różnicy między sprzedawcą energii a dystrybutorem, czyli firmą odpowiedzialną za infrastrukturę przesyłową. Regulator rynku już dwukrotnie przeprowadzał kampanie informacyjne, jednak ich efekt jest wciąż niezadowalający.

Ludzie są przekonani, że kupują energię z elektrowni, że są przywiązani do tego gniazdka i nie wiedzą o tym, że można takiej zmiany dokonać – podkreśla Agnieszka Głośniewska.

Nawet zdecydowani i poinformowani konsumenci mogą mieć problem z wyborem odpowiedniego sprzedawcy prądu. W większości regionów Polski mają do wyboru nawet 70 spółek.  Pomóc w wyborze najkorzystniejszej oferty ma pomóc specjalna strona internetowa i kalkulator.

Bardzo wiele osób korzystało ze specjalnie przeznaczonej dla nich strony maszwybor.ure.gov.pl, gdzie można znaleźć wszelkie informacje dotyczące samego procesu i zmiany sprzedawcy energii. Mamy także specjalny kalkulator dla odbiorców w gospodarstwach domowych, gdzie można sobie właśnie skalkulować, jakie mamy oferty i która z ofert dostępnych na rynku będzie dla nas korzystna – informuje Głośniewska.

Wśród sprzedawców pojawiają się jednak firmy, które nadużywają zaufania konsumentów i oferują np. pakiety ubezpieczeń wraz z nową ofertą. Urząd Regulacji Energetyki radzi więc, by dokładnie zbadać ofertę nowego sprzedawcy – przede wszystkim ceny, sprawdzić opcje płatności oraz czy nie ma ukrytych opłat, a także ustalić okres obowiązywania kontraktu i warunki wypowiedzenia (czy kontrakt jest przedłużany automatycznie).

Prudential Polska zwiększa zasięg. Ubezpieczyciel do końca roku chce mieć biura w 20 polskich miastach

CEO Magazyn Polska

W ciągu najbliższych miesięcy Prudential Polska będzie rozwijać sieć konsultantów i umacniać pozycję na polskim rynku. Do końca roku planuje otworzyć kolejnych 5-6 stałych oddziałów. Długofalowe plany związane z Polską wynikają z nadziei na wzrost udziałów firmy w rynku, podobny do tych odnotowanych na rynkach azjatyckich czy w Wielkiej Brytanii.  

 – W tym roku koncentrujemy się na budowie silnej i wysokiej jakości dystrybucji oraz sieci agencji. Rok 2013 zakończyliśmy z liczbą ponad 500 konsultantów. To jest bardzo dobry wynik po dziewięciu miesiącach obecności na rynku – ocenia Abhishek Bhatia, prezes Prudential w Polsce.

Prudential ma oddziały w 12 polskich miastach, w tym w 8 największych – w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu, Szczecinie i Katowicach. W najbliższych dniach zamierza otworzyć kolejny oddział na Śląsku.

 – W przypadku pozostałych czterech miast mamy na razie placówki tymczasowe ze względu na trudny rynek nieruchomości, ale zamierzamy w ciągu miesiąca przekształcić je w stałe biura. Mamy też w planach otwarcie 5-6 kolejnych oddziałów. Do końca tego roku powinniśmy być obecni w 18-20 miastach. To da nam zasięg, na którym nam zależy – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Abhishek Bhatia.

Grupa Prudential działała w Polsce od 1927 r. Do wybuchu II wojny światowej w ramach dwóch spółek – spółki zależnej Towarzystwo Ubezpieczeń „Przezorność” oraz angielskiej spółki akcyjnej Towarzystwo Ubezpieczeń Prudential. W 2013 roku, po 74 latach, powróciła na polski rynek. Jak podkreśla prezes, zadecydowały o tym potencjał polskiego rynku w zakresie produktów ubezpieczeniowych i rosnąca, mimo spowolnienia w Europie, gospodarka.

 – Gospodarka i czynniki demograficzne w Polsce są bardzo podobne do tego, co obserwujemy na najszybciej rosnących rynkach Azji. W przypadku ubezpieczeń na życie penetracja na polskim rynku jest na poziomie zaledwie 2 proc. społeczeństwa. Dlatego przestrzeń dla rozwoju jest ogromna. Co więcej – to szansa rozwoju na wiele dekad, zwłaszcza że nasze inwestycje w danym kraju są długoterminowe. Biorąc więc pod uwagę pokrycie rynku i fakt, że Polska będzie szybko się bogacić, jesteśmy bardzo mocno zainteresowani tutejszym rynkiem – mówi Abhishek Bhatia.

Rozwijany przez firmę model w Polsce różni się od tego, stosowanego na dojrzałym rynku w Wielkiej Brytanii. Przypomina raczej ten, który Prudential z sukcesem stosuje w Azji. Prezes porównuje Polskę do Malezji pod kątem parametrów ekonomicznych i potencjału rozwoju naszego rynku.

 – Malezja ma 28 milionów mieszkańców, Polska niemal 40, PKB na mieszkańca jest mniej więcej takie samo. W Malezji penetracja na rynku ubezpieczeń jest na poziomie 4 procent w stosunku do PKB. Różnica między tymi krajami to zaledwie 2 punkty procentowe, więc szansa rozwoju jest niemal taka sama. W Wielkiej Brytanii, która jest rynkiem dojrzałym, ten sam wskaźnik wynosi 10 procent. Wszystkie rynki, na których wskaźnik penetracji jest mniejszy, będą się przekształcać z czasem ze wschodzących w dojrzałe. To pokazuje, jakie są możliwości rozwoju – uważa prezes Prudential w Polsce.

 

Podatek od nieruchomości za garaż wzrośnie

CEO Magazyn Polska

Ponad 7 zł za metr kwadratowy – tyle będzie wynosić nowa stawka podatku od nieruchomości za garaż, jeśli wejdą w życie zmiany proponowane przez resort administracji i cyfryzacji. Projekt przepisów przewiduje, że do garaży nie będzie można stosować stawek niższych niż przewidziane dla budynków mieszkalnych.

Projekt Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji zakłada zmiany w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych.

 – Szykuje się duża zmiana dotycząca rozszerzenia zakresu opodatkowania garaży. Były one co prawda opodatkowane cały czas, natomiast wyraźnie wzrośnie stawka podatkowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Unisk, dyrektor generalny ds. doradztwa podatkowego w ISP Modzelewski i Wspólnicy.

Resort chce, by wszyscy posiadacze parkingów i miejsc postojowych płacili ujednoliconą, ale wyższą stawkę. W niektórych przypadkach będzie to nawet dziesięciokrotny wzrost opłaty. Dotyczy to garaży, które znajdują się w bryle budynku i do których w związku z tym dziś stosowana jest niższa stawka niż za mieszkanie (w tym roku max. 74 grosze za m2). Więcej zapłacą też mieszkańcy bloków, którzy mają wykupione miejsca parkingowe w podziemiach. 

 – Za chwilę za takie garaże będziemy płacić 7 zł za metr, dlatego że to nie będzie traktowane tylko jako część budynku mieszkalnego, ale jako oddzielny lokal przy zdecydowanie wyższych stawkach podatku – wyjaśnia Unisk.

To jednak nie koniec zmian.

 – W tej chwili zasadą jest, że osoba fizyczna płaci podatek w czterech ratach, natomiast od przyszłego roku, jeżeli wymiar podatku nie przekroczy stu złotych, będziemy płacić ten podatek jednorazowo – wyjaśnia ekspert ISP.

Planowane zmiany dotkną również przedsiębiorców. Projekt MAC wprowadza nowe podejście do pojęcia budowli w podatku od nieruchomości.

 – To temat, który od lat jest przedmiotem wielu sporów podatników z organami podatkowymi. Stan prawny dziś pozwala na dosyć elastyczną interpretację, w jedną czy w drugą stronę – zaznacza Unisk.

Założeniem jest stworzenie zamkniętego katalogu obiektów, które są budowlami, co pozwoli na ustalenie, od czego dany przedsiębiorca będzie płacić podatek.

 – Przy tworzeniu tej listy pewnie jeszcze dużo będzie się działo, bo to wymaga ogromnej pracy. Chodzi o to, żeby zachować jakiś bieżący wpływ budżetowy dla gmin, którym ten podatek ma służyć, a z drugiej strony, aby nie wprowadzić nowych obciążeń fiskalnych dla firm i przedsiębiorców – przewiduje Mariusz Unisk.

Koncerny paliwowe likwidują tanie stacje benzynowe

CEO Magazyn Polska

Utrzymujące się od kilkunastu miesięcy niskie marże na paliwo są jednym z głównych powodów likwidacji tanich, samoobsługowych stacji benzynowych. Firmom paliwowym kłopoty sprawiają także nowe przepisy dotyczące zbiorników na paliwo, które od tego roku muszą być wyposażone w urządzenia sygnalizujące wycieki do gruntu i wód gruntowych. Nie wszystkie stacje zdołały jednak zmodernizować swoje instalacje.

Liczba stacji benzynowych maleje. Na koniec ubiegłego roku było ich wprawdzie tylko o 11 mniej niż rok wcześniej, ale w tym roku znikną kolejne. Część stacji natomiast zmieni tylko barwy.

 – Wiele koncernów paliwowych szuka dla siebie nowego modelu biznesowego i próbuje odejść od formuły ekonomicznej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw E-petrol.pl.

Sztandarowym przykładem są tu tanie stacje Orlenu – Bliska, których 141 punktów zniknęło w ubiegłym roku. Nie ma też już marki Neste, prowadzącej sieć stacji samoobsługowych. Została ona przejęta przez Shella, który nie zdecydował się już na kontynuowanie tego typu działalności i przekształca je w tradycyjne stacje. Zdaniem Maziaka samoobsługowe stacje są trudnym biznesem, który wymaga bardzo precyzyjnego pomysłu na jego funkcjonowanie.

 – Miejsce dużych koncernów będą przypuszczalnie zajmować lokalni gracze – uważa Maziak. – Wielu z nich rozwija obecnie sieć stacji samoobsługowych w skali kilku lub kilkunastu obiektów. Jeżeli ta działalność jest dostosowana do specyfiki danej firmy i rynku, nie musi być nietrafionym pomysłem.

Przykładem może być zainicjowana przed dwoma tygodniami sieć eMILA, należąca do BM Reflex. Plany zakładają uruchomienie raptem 20 placówek do 2020 roku.

Duże koncerny, choć wykazują mniejsze zainteresowanie stacjami samoobsługowymi, wciąż dynamicznie rozwijają własne marki ekonomiczne. Przykładem może być grupa Lotos z siecią Optima.

Zamieszanie na rynku spowodowały także nowe przepisy dotyczące zbiorników na paliwo. Według wstępnych szacunków od 100 do 200 stacji nie zdołało zmodernizować swoich instalacji, co będzie skutkować likwidacją tych punktów sprzedaży. Według styczniowych danych Urzędu Dozoru Technicznego nowych wymogów nie spełniało ponad 10 proc. stacji, a przestarzałe zbiorniki powinny być wyłączone z eksploatacji.

 – Najczęściej są to obiekty starszego typu, niezbyt dobrze przygotowane do funkcjonowania w obecnej sytuacji rynkowej – uważa Maziak. – Wiele z nich straciło klientów na rzecz punktów obsługujących kierowców na trasach szybkiego ruchu, być może więc zostałyby one zamknięte niezależnie od nowych przepisów.

Inwestorzy zainteresowani Łodzią. Dobra infrastruktura ułatwia im zdobywanie klientów

CEO Magazyn Polska

Dzięki rozbudowie infrastruktury okolice Łodzi stały się jednym z najatrakcyjniejszych miejsc dla inwestorów. Zakończone i kończące się inwestycje drogowe pomagają operującym tam przedsiębiorcom pozyskiwać partnerów i klientów nie tylko z całego kraju, lecz także z państw sąsiednich. Ma to znaczenie dla takich firm, jak Centrum Handlowe PTAK, które oferuje powierzchnie handlowe producentom odzieży, jednocześnie organizując im rynki zbytu.

30 proc. kupujących w Centrum Handlowym PTAK w Rzgowie obok Łodzi to osoby spoza Polski. Podłódzkie centrum ma stać się ośrodkiem eksportu odzieży przede wszystkim na Wschód.

 – Położenie w tym regionie musimy rozpatrywać w kontekście nie tyle krajowym, ile międzynarodowym. To jest siła rażenia, która przyciąga nie tylko kupców, inwestorów z  Polski, lecz przede wszystkim z krajów ościennych, m.in. z Rosji i Ukrainy – ponad 2 mln rocznie. Nasze centrum stało się głównym ośrodkiem eksportu odzieży do tych właśnie krajów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Szypuła, członek rady nadzorczej Centrum Handlowego PTAK.

Centrum położone jest w Rzgowie na południe od Łodzi, przy drodze krajowej DK1 prowadzącej do Katowic. Jego znaczenie ma wzrosnąć m.in. dzięki inwestycjom infrastrukturalnym. W tym roku ma zostać otwarty fragment autostrady A1 z Łodzi do Tuszyna, który będzie przebiegał w pobliżu Centrum. W przyszłym roku samochody pojadą trasą S8 z Wrocławia. 

 – Ta lokalizacja jest jedną z kluczowych kwestii, które powodują, że biznes coraz bardziej się nakręca, natomiast rozwiązania komunikacyjne, które powstały i powstaną w najbliższym czasie, powodują, że jest to jedno z najbardziej atrakcyjnych miejsc do prowadzenia biznesu – podkreśla Szypuła. – Nasze centrum stało się, praktycznie rzecz biorąc, głównym ośrodkiem eksportu odzieży na Wschód.

Szypuła podkreśla, że dobry dojazd jest magnesem dla klientów z zagranicy, szczególnie ze Wschodu. Dzięki temu Centrum cały czas się rozwija. Na maj planowane jest otwarcie nowej hali handlowej, o powierzchni 30 tys. m2. Oferuje najemcom – producentom i importerom odzieży – powierzchnie handlowe od kilkudziesięciu do kilkuset metrów kwadratowych.

 – Nie jesteśmy typowym deweloperem. Oprócz tego, że organizujemy i przekazujemy do wynajmu powierzchnie handlowe, to naszym obowiązkiem, celem i misją jest również organizacja rynków zbytu. Przez to jesteśmy bardzo aktywni podczas wszelakich targów inwestycyjnych, handlowych na całym świecie, nie tylko w Europie – podkreśla Szypuła.

W jego ocenie koncentracja sklepów z branży odzieżowej w jednym miejscu jest szansą na ich ekspansję. W ten sposób łatwiej im pozyskać klientów. Centrum powstało w 1993 r. i obecnie znajduje się tam 2500 sklepów. Poza handlem odbywa się tam też promocja mody, a od 2012 r. działa też największy outlet w Polsce.

Prezes UOKiK odwołana

Premier Donald Tusk w poniedziałek odwołał ze stanowiska Prezes UOKiK Małgorzatę Krasnodębską-Tomkiel

Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel od 4 czerwca 2008 roku pełniła funkcję Prezesa UOKiK. Z Urzędem związana jest od 1998 roku. Do kompetencji Prezes UOKiK należało kształtowanie polityki antymonopolowej oraz polityki ochrony konsumentów, m.in. zainicjowała i nadzorowała prace nad nowelizacją ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów.

Do czasu powołania następcy, Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel będzie pełnić obowiązki Prezesa Urzędu.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest centralnym organem administracji państwowej. Odpowiada bezpośrednio przed Prezesem Rady Ministrów. Powoływany jest przez niego spośród osób wyłonionych w drodze otwartego i konkurencyjnego naboru. Do kompetencji Prezesa UOKiK należy kształtowanie polityki antymonopolowej oraz polityki ochrony konsumentów.

Raport nt. rekrutacji w bankach: Generation Why

Młodzi ludzie na całym świecie oczekują od pracodawcy nie tylko dobrych zarobków, ale przede wszystkim możliwości rozwoju. A w życiu najważniejsza jest dla nich równowaga pomiędzy pracą, a sferą prywatną. Tego ich zdaniem obecnie nie gwarantują banki, które są coraz mniej popularnym miejscem zatrudnienia. Jak wynika z globalnego raportu firmy doradczej Deloitte „Generation why? Attracting the bankers of the future” od 2008 roku bankowość spadła o pięć miejsc w badaniu najbardziej atrakcyjnych i wymarzonych miejsc pracy. Dlatego zdaniem ekspertów Deloitte banki, jeśli chcą przyciągnąć najlepszych absolwentów, muszą zmienić swoje podejście do rekrutacji i rozwoju kariery.

Coroczne badanie dla Deloitte przeprowadziła międzynarodowa firma Universum, która przepytała 108 tys. studentów kierunków ekonomicznych z 1.350 uniwersytetów z całego świata. Na podstawie przeprowadzanych badań powstał ranking stu najbardziej pożądanych miejsc pracy.

Spośród odpowiedzi, firma Deloitte wybrała i przeanalizowała 32 tys. ankiet osób, które marzą o pracy w bankowości. Banki spadły z 30. (2008 r.) na obecne 35. miejsce (uśrednione odpowiedzi). W krajach rozwijających się bankowość znalazła się na 30., a w krajach rozwiniętych na 38. pozycji. Kariera bankowa największą popularnością cieszy się wśród studentów pochodzących z RPA, a w najmniejszym stopniu są nią zainteresowani młodzi Niemcy. „Ta sytuacja jest w znacznej części skutkiem kryzysu finansowego, a co za tym idzie ogólnego spadku zaufania do instytucji finansowych. Ucierpiał więc także wizerunek banku jako potencjalnego pracodawcy. Dodatkowo na przestrzeni ostatnich lat wymagania młodych ludzi znacznie się zmieniły. Tych zjawisk nie dostrzegają jeszcze menedżerowie działów HR i właściciele banków” – tłumaczy Zbigniew Szczerbetka, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Europie Środkowej, Deloitte.

Ranking przedstawia atrakcyjność pracy w danym sektorze. Studenci mieli wskazać pięciu najbardziej pożądanych pracodawców z przygotowanej wcześniej listy 100 firm. Wykres przedstawia odpowiedzi tylko tych studentów, którzy wśród swoich odpowiedzi wskazali przynajmniej jeden bank.

Na liście stu najbardziej pożądanych pracodawców, bankowość średnio plasuje się na 35. Miejscu i jest drugim po audycie i rachunkowości, co do popularności sektorem. Trzecie miejsce zajął sektor informatyczny.

Młodzi ludzie oczekują dynamicznego i kreatywnego miejsca pracy, ale nie sądzą, że znajdą je właśnie w bankach. Mniej niż 40 proc. z nich wiąże te cechy z instytucjami bankowymi. Tymczasem nowoczesne banki proponują swoim pracownikom nowatorskie i unikatowe programy szkoleniowe, ale prawdopodobnie ten aspekt jest zbyt słabo wewnętrznie promowany i podkreślany podczas rekrutacji. Studenci nie spodziewają się także zindywidualizowanego podejścia do ich pracy oraz wsparcia ze strony bankowych menedżerów, tj. swoich przełożonych.

Największa rozbieżność pomiędzy ich oczekiwaniami a skojarzeniami dotyczy bezpieczeństwa/pewności zatrudnienia i przyjaznej atmosfery pracy (job security and friendlines in the workplace). Najlepiej pod tym względem postrzegane są banki inwestycyjne.

Studentom bankowość kojarzy się najczęściej z dużymi pieniędzmi, prestiżem oraz ze smakiem sukcesu, ale wbrew pozorom nie zawsze są to cechy pożądane przez nich samych. Studenci przede wszystkim chcą zachować równowagę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym – ale także w tym aspekcie nie spodziewają się, że umożliwi im to bank. Ta tendencja widoczna jest w badaniu już od lat. Ważniejszą od dobrych zarobków jest dla nich możliwość zdobycia doświadczenia i rozwoju, a także pewność zatrudnienia. Od 2008 roku spada zainteresowanie międzynarodową karierą oraz osiągnięciem stanowiska menedżerskiego.

Młodzi ludzie postrzegają bankowość jako konserwatywną i zachowawczą branżę. Według 65 proc. studentów banki nie respektują równości płci, a wg 74 proc. nie uznają mniejszości narodowych. Tak niekorzystne wrażenie sprawia, że mniej kobiet niż mężczyzn widzi banki jako swoje miejsce pracy.

Te wszystkie negatywne, często niesprawiedliwe opinie na temat bankowości sprawiają, że studenci kierunków ekonomicznych nie zamierzają wiązać całego swojego życia zawodowego z tym sektorem, traktując go raczej jako krótki przystanek na drodze do dalszej kariery. Aż 85 proc. studentów, dla których pierwszą pracą byłby bank, gotowych jest go porzucić już po pięciu latach, a sześciu na dziesięciu respondentów nawet już po trzech latach. Tylko co dziesiąty student jest skłonny spędzić w pierwszym miejscu pracy co najmniej dziesięć lat. „Jest to cecha charakterystyczna dla całego pokolenia ludzi urodzonych w latach 90-tych. Z drugiej jednak strony, takie podejście pokolenia Y powinno stanowić dla pracodawców ostrzeżenie. Pomimo zainwestowanych w millenialsów środków i czasu, nie czują się oni przywiązani do swojego miejsca pracy i są nieustannie gotowi aby iść dalej. Banki muszą zwracać na to większą uwagę i oferować im coś więcej poza comiesięczną pensją. W odniesieniu do tej konkretnie grupy pracowników więcej elastyczności może zaowocować większą lojalnością” – mówi Małgorzata Wnęk-Kolaska, Starszy Menedżer w dziale konsultingu, Lider Zespołu Doradztwa w Zakresie Zarządzania Kapitałem Ludzkim Human Capital, Deloitte.

Co w takim razie jeszcze powinny zrobić banki, aby przyciągnąć do siebie najbardziej wartościowe talenty? Z oczywistych względów nie mogą całkowicie zmienić swojego charakteru poważnych instytucji finansowych. Powinny również zadbać o swój wizerunek jako dbających o ekologię, odpowiedzialnych społecznie i etycznych organizacji. ”Banki czeka wiele zmian, które dotyczą także rekrutacji i ścieżek kariery. Jeśli przy coraz większym zaawansowaniu technologicznym chcą nadal zatrudniać najlepszych ludzi muszą przedstawić nową wizję i nowe cele oraz zgodny z nimi model biznesowy”– podsumowuje Zbigniew Szczerbetka.

Informacje o raporcie i badaniu:

Publikacja pt. „Generation why? Attracting the bankers of the future” jest corocznym raportem z cyklu Deloitte Talent in Banking Survey. Badanie zostało opublikowane w październiku 2013 r.
Badanie objęło swoim zasięgiem 15 (najważniejszych z punktu widzenia bankowości) rynków na świecie: Brazylia, Kanada, USA, Chiny, Indie, Japonia, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Rosja, Afryka Południowa, Hiszpania, Szwajcaria oraz Wielka Brytania.

BNP Paribas Real Estate na temat inwestowania na polskim rynku nieruchomości

Międzynarodowi analitycy biznesowi podkreślają stabilność polskiej gospodarki. Szczególnymi atutami Polski są wielkość lokalnego rynku zbytu oraz dostępność wysoko wykwalifikowanych pracowników. Czynniki te mają swoje odzwierciedlenie w liczbach: przygotowany przez dziennik The Financial Times FDI Report 2013 plasuje Polskę na 6 miejscu w Europie pod względem atrakcyjności dla bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

Polska gospodarka okazała się być względnie odporną na globalny kryzys rynków finansowych. Polska jest również największym beneficjentem środków z funduszy unijnych, co pozytywnie wpływa na jej gospodarczy rozwój. Obserwujemy również stabilny wzrost zasobności portfeli polskich obywateli – w 2004 roku produkt krajowy brutto w Polsce wynosił 50% średniej unijnej w przeliczeniu na jednego mieszkańca. W 2012 roku było to już 66% unijnej średniej – mówi Maciej Górski, Doradca Zarządu Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych S.A.

Polska, którą zamieszkuje ponad 38 milionów mieszkańców jest największą gospodarką w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Wraz z rozwojem gospodarki rozwija się także rynek nieruchomości komercyjnych, który wyprzedza pozostałe kraje Europy Środkowej i Wschodniej pod względem wielkości podaży powierzchni we wszystkich sektorach tego rynku.

Ze względu na wielkość Polski dynamicznie rozwija się rynek powierzchni handlowych. W ciągu dwóch dekad wolumen powierzchni handlowych osiągnął poziom 12,2 miliona mkw. na koniec 2013 roku. Pod względem ilości powierzchni handlowych dominuje 8 największych polskich aglomeracji. Znajduje się w nich 55% z istniejących powierzchni handlowych. Wolumen powierzchni biurowych w głównych polskich miastach osiągnął poziom 7 milionów mkw. 65% z tych powierzchni zlokalizowanych jest w Warszawie. Wolumen powierzchni magazynowych i logistycznych znajdujących się w Polsce wynosi 7,5 miliona mkw. – mówi Del Chandler, Dyrektor Zarządzający Działem Rynków Kapitałowych na Region Europy Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate. Polska jest liderem w Europie Środkowo-Wschodniej jeżeli chodzi o wysokość zainwestowanego kapitału, płynność oraz dostępność kredytów inwestycyjnych. Wolumen inwestycyjny w roku 2012 osiągnął poziom 2,5 miliarda euro. W połowie 2013 roku wartość wolumenu wyniosła 907 milionów euro, aby na koniec roku przekroczyć wartość 3 miliardów euro. To najlepszy rezultat od 2006 roku, kiedy wolumen transakcji inwestycyjnych osiągnął poziom 4,6 miliarda euro – podkreśla Del Chandler.

Stopy kapitalizacji w Polsce ciągle są wyższe niż w krajach Europy Zachodniej o 2-3 punkty bazowe w przypadku kluczowych nieruchomości. W Polsce znajduje się również wiele nieruchomości znajdujących się w mniej kluczowych lokalizacjach, a które mogą stanowić atrakcyjną możliwość inwestycyjną dla inwestorów, którzy poszukują wyjątkowych okazji na rynku. – podsumowuje Del Chandler.

Polski rynek nieruchomości to już rynek dojrzały, wymagający. Inwestorzy doceniają stabilność tego rynku – także w wymiarze regulacji prawnych, ale wymagają też specjalistycznej wiedzy eksperckiej. Doradztwo na tym rynku (zarówno prawne, podatkowe, ale i komercyjne czy techniczne) cechuje wysoki stopień specjalizacji, odpowiadający potrzebom inwestorów – wskazuje Monika Sitowicz, partner w Dziale Nieruchomości kancelarii Dentons. Inwestorzy decydują o danej inwestycji uwzględniając także aspekty podatkowe, w tym koszty wyjścia z inwestycji. Odpowiednia struktura inwestycji w Polsce wciąż zapewnia jej atrakcyjność i efektywność podatkową – dodaje Tomasz Krasowski, Counsel w Dziale Podatków kancelarii Dentons.

Przewodnik Investing in Poland ukazuje możliwości kreowane przez polski rynek nieruchomości komercyjnych dla inwestorów oraz dostarcza wiedzy na temat specyfiki rynków największych polskich miast. Przewodnik zawiera również informacje na temat prawnych i podatkowych aspektów prowadzenia inwestycji w Polsce. Publikacja została przygotowana przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate, wiodącej firmy doradczej na rynku nieruchomości w Europie, we współpracy z prawnikami kancelarii Dentons oraz w porozumieniu z Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ).

Twórca Facebooka na szczycie listy najhojniejszych filantropów 2013 roku

Mark Zuckerberg wraz ze swoją żona Priscillą Chan przekazał on na cele charytatywne 18 milionów akcji portalu, których wartość szacuje się na ponad 970 milionów dolarów.

O darowiznach małżeństwa Zuckerberów głośno było już wcześniej. Najmłodszy amerykański miliarder, który swoją fortunę zawdzięcza właśnie Facebookowi, w grudniu 2012 roku przekazał organizacji Silicon Valley Community Foundation kilkanaście milionów akcji. Wartość tej darowizny była jednak wyceniana znacznie niżej. Mówiło się wówczas o wsparciu w wysokości około pół miliarda dolarów.

Zdecydowany wpływ na szacowane wartości filantropijnych gestów Zuckerberga ma giełdowa wartość Facebooka. Po trudnym i kontrowersyjnym debiucie giełdowym w maju 2012 roku, przyszły miesiące marazmu. Ostatni rok był jednak dla tego najpopularniejszego portalu społecznościowego na świecie czasem ogromnych wzrostów. Wartość akcji, których właścicielem jest Zuckerber, wzrosła dwukrotnie.

Ciekawostką jest także fakt, że w 2010 roku właściciel Facebooka podpisał Giving Pledge – przysięgę, na mocy której zobowiązał się do przekazania połowy swojego majątku na cele charytatywne. Dzięki temu z giełdowych sukcesów portalu korzystać mogą nie tylko jego akcjonariusze i pracownicy.

Zestawienie obejmujące najhojniejszych amerykańskich darczyńców roku 2013, stworzone zostało przez dwutygodnik „Chronicle of Philanthropy”. Zdaniem dziennikarki Stacy Palmer, ogromne znaczenie ma fakt, że duża ilość pieniędzy pochodzi od ofiarodawców żyjących. Większość darczyńców, którzy znaleźli się w pięćdziesiątce, wpłaciła na cele charytatywne minimum 50 milionów dolarów. Za Zuckerbergiem znalazły się między innymi takie postacie jak szef firmy Nike Philip Knight, burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg oraz współzałożyciel Microsoftu Bill Gates. Część darczyńców nie została ujęta w zestawieniu mimo przekazania ogromnych sum. Wynika to z faktu, iż ich darowizny były częścią zobowiązań z lat ubiegłych.

Pieniądze Zuckerberga wsparły organizację non profit z Doliny Krzemowej. Fundacja ta przekazuje gromadzone środki na rozmaite cele charytatywne na całym świecie. W roku ubiegłym pomogła ona finansowo ponad 10 tysiącom projektów w kilkudziesięciu krajach. Wśród wspieranych inicjatyw znalazła się między innymi edukacja ekonomiczna i integracja imigrantów.

Znacząca ilość osób na filantropijną działalność Zuckerberga spojrzy na pewno przez pryzmat Public Relations. Nie da się ukryć, takie działanie zawsze ma ogromną skuteczność w kwestii promocji wizerunku. Nie dziwi więc ono w obliczu krytyki Facebooka i środków jakimi dysponuje jego twórca – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant Grupa365NET – Może jednak warto zrezygnować z analizy ewentualnych intencji ofiarodawcy. Najistotniejszy pozostanie wówczas fakt, że miliony związane z Facebookiem służą także szczytnym celom.

Dodatkowe koszty przy zakupie mieszkania

Od 1 stycznia 2014 roku nie ma już możliwości uzyskania kredytu na 100% wartości nieruchomości. Każdy, kto będzie starał się o kredyt w tym roku, jest zobowiązany do wniesienia co najmniej 5% wkładu własnego. W praktyce jednak na zakup własnego „m” potrzeba znacznie więcej środków niż tylko 5%. Na co jeszcze trzeba mieć zgromadzony kapitał? Między innymi na pokrycie kosztów zakupu mieszania, kosztów bankowych związanych z zaciągnięciem kredytu oraz na wszelkie koszty związane z wykończeniem mieszkania, które stanie się naszą własnością. Jak sobie z tym poradzić? Z jednej strony należy bardziej krytycznym okiem spojrzeć na swoją zdolność kredytową, a z drugiej dokładnie przeliczyć czekające nas koszty.

Dla przykładu – przy zakupie mieszkania o wartości około 300 000 złotych i wymaganym obecnie przez bank minimalnym wkładzie stanowiącym i 5% wartości mieszkania – należy dysponować środkami w wysokości 15 000 złotych. Jest to kwota, którą musimy wnieść jako wkład własny. Choć w stosunku do ceny mieszkania kwota ta wydaje się niewielka, ale… Czy to już wszystkie koszty jakie jesteśmy zobowiązani uiścić kupując mieszkanie? Niestety nie.

Koszty transakcyjne

Kupując mieszkanie na rynku pierwotnym musimy wnieść kilka opłat związanych z zakupem mieszkania. Pierwszy koszt to opłata notarialna, która przy wartości mieszkania 300 000 złotych może wynieść około 1 700 złotych. W tej kwocie mieści się wynagrodzenie dla notariusza, powiększone o podatek VAT oraz opłata sądowa. Wysokość maksymalnych stawek taksy notarialnej określa rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 23 stycznia 2013 roku. Notariusze zazwyczaj stosują maksymalne stawki, natomiast zawsze można próbować negocjacji…. Kolejny koszt, którego nie ominiemy to założenie księgi wieczystej plus wpis właścicielski co daje łącznie kwotę 260 złotych. Niezbędny nam też będzie odpis aktu notarialnego, który jest dodatkowo płatny. Akt notarialny ma przeważnie kilka – kilkanaście stron, a każda strona to koszt rzędu 10 złotych. Jednostkowo niedużo, ale z reguły potrzebujemy 2 – 3 odpisów – dla siebie, do banku, do sądu.

Koszty bankowe

Idźmy dalej czyli do banku. Jeżeli kupujemy mieszkanie na kredyt pamiętajmy o prowizji, którą pobiera bank za udzielenie kredytu. Waha się ona pomiędzy 1% a 3% w zależności od banku, aktualnych promocji a czasem nawet od… naszej zdolności kredytowej. W wielu przypadkach banki kwotę prowizji dokładają do ogólnej wartości udzielonego kredytu, ale nie jest to regułą. Dlatego warto upewnić się jakie zasady obowiązują w naszym banku, aby nie okazało się, że będziemy musieli wpłacić dodatkowo kilka tysięcy złotych na prowizję bankową.

Dodatkowo, banki oczekują, że kredyt będzie spłacany z rachunku prowadzonego w banku udzielającym kredytu. W znakomitej większości przypadków jest to konto bezpłatne, o charakterze „technicznym” – służące jedynie do pobierania raty kredytu. Warto jednak sprawdzić czy bank, w którym planujemy zaciągnięcie zobowiązania hipotecznego nie obciąży nas również kosztami prowadzenia rachunku.

Koszty ubezpieczeń

Do ogólnych kosztów kredytu dochodzą także koszty dodatkowych ubezpieczeń, które należy wykupić finansując zakup mieszkania właśnie z kredytu hipotecznego.

Pierwsze ubezpieczenie, którego będzie od nas wymagał bank to ubezpieczenie pomostowe. Od momentu wypłaty kredytu do chwili uprawomocnienia się wpisu hipoteki na rzecz banku, kredyt nie jest zabezpieczony (nie ma pokrycia w nieruchomości, która nie jest jeszcze prawnie własnością kredytobiorcy). Kupując mieszkanie w bloku, który jest już wybudowany okres przejściowy trwa niedługo. Jednak kiedy kupujemy mieszkanie, które na razie jest „dziurą w ziemi” liczyć się musimy z dodatkową opłatą przez kilka czy kilkanaście miesięcy.

Bank może również wymagać wykupu ubezpieczenia tzw. niskiego wkładu własnego. Wysokość wkładu własnego jest ustalana indywidualnie przez każdy bank. Minimalnie będzie to 5%, ale tak jak do tej pory bank może uznać, że wkład własny powinien wynieść 20% wartości kredytu. W przypadku kiedy nie dysponujemy taką kwotą i staramy się o kredyt na 95% wartości mieszkania musimy liczyć się na wykupieniu ubezpieczenia niskiego wkładu od ‘brakujących’ nam 15%. Ubezpieczenie należy zapłacić za 3, 4 bądź 5 lat z góry. Jeżeli po tym czasie nadal nie zostanie uzupełniona różnica, bank naliczy opłaty za kolejny okres i jest pobierany w postaci podwyższonej marży.

To jeszcze nie wszystko. Bank może również wymagać od kredytobiorcy ubezpieczenia na życie a także ubezpieczenia od utraty pracy. Żadne z nich nie jest obowiązkowe, lecz wybrane banki mogą w umowie zawrzeć punkt mówiący, że jest to jeden z warunków udzielenia kredytu. Ostatnie z wymaganych przez bank ubezpieczeń to ubezpieczenie nieruchomości od ognia i innych zdarzeń losowych. Jest ono obowiązkowe a jego koszt może wynieść od kilku złotych miesięcznie do nawet kilkuset. Pamiętajmy jednak, że niezależnie od wszystkich okoliczności posiadane nieruchomości należy ubezpieczyć. Mamy wtedy większe poczucie bezpieczeństwa.

Koszty wykończenia

Odebraliśmy klucze, mamy wreszcie swoje, wymarzone mieszkanie i… gołe ściany, betonowe podłogi, brak drzwi wewnętrznych, pustą kuchnię, łazienkę. Dużo pracy i wydatków dopiero przed nami. To moment kiedy okazuje się, że te wszystkie do teraz poniesione koszty były tylko częścią tego co jeszcze należy zainwestować w nasze „m”. Szukając na różnych portalach budowlanych możemy przeczytać, że średni koszt wykończenia mieszkania stanowi minimum 10% jego wartości – czyli przy naszym wyniesie on około 30 000 złotych.

Trudne życie polskiego przedsiębiorcy

Któż nie marzy o założeniu własnej działalności gospodarczej? Wiele osób ma pomysł na biznes, który mógłby być spełnieniem życiowych aspiracji i żyłą złota. Niestety, często na marzeniach się kończy. Rozpoczęcie własnego biznesu to zmagania z biurokracją i urzędami.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców już po raz trzeci opublikował „Raport dotyczący warunków prowadzenia firm w Polsce”. Jego głównym celem jest ukazanie problemów związanych z opodatkowaniem i kosztami pracy oraz sądownictwem i biurokracją, które stanowią największe bariery rozwoju przedsiębiorczości w Polsce. Raport stworzony został na podstawie międzynarodowych rankingów – dzięki temu możliwe było obiektywne porównanie Polski z innymi krajami w Europie i na świecie.

Chociaż w większości rankingów Polska objęła wyższe pozycje niż przed rokiem, to przedstawiciele ZPP zwracają uwagę na zbyt powolne zmiany. Jak można przeczytać w raporcie „W szczególnie trudnej sytuacji są małe i średnie firmy, które system zmusza do zatrudnienia rzeszy doradców, księgowych, pracowników administracyjnych itp. Tym samym znacznie pogarsza ich zdolności konkurencyjne oraz rozwojowe”. Mariusz Pawlak, główny ekonomista ZPP podkreśla „Jest jedna główna zasada: koncentruj się na przychodach i kontroluj mocno koszty. Niestety obecnie największym problemem są koszty prowadzenia działalności, czyli koszty biurokratyczne oraz koszty pracy, które są bardzo wysokie.”

Według raportu Banku Światowego, polska gospodarka na przestrzeni ośmiu lat reformuje się najszybciej. Szczególną poprawę zauważono w trzech obszarach: uzyskiwania pozwoleń budowlanych, zakładania firm oraz rejestrowania własności.

Jednym z największych problemów jest skomplikowany i mało wydajny system podatkowy. Według wyliczeń Banku Światowego polscy przedsiębiorcy poświęcają rocznie 286 godzin na dokonanie płatności podatkowych. Stawia to Polskę na 113 pozycji spośród 189 krajów. Problemem jest ograniczona możliwość płacenia podatku ryczałtowego, bez konieczności prowadzenia księgowości. Jest to szczególnie ważne dla mikroprzedsiębiorstw, które stanowią w Polsce prawie 97% wszystkich firm, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej wynosi 93%. Według autorów raportu świadczy to o barierach, które utrudniają przechodzenie polskim firmom na wyższy poziom rozwoju.

Istotną kwestią jest też wysokość podatku VAT, który jest jednym z najwyższych w Europie. Niejasne są zasady jego odprowadzania oraz klasyfikacja towarów i usług. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że pozytywnie ocenione zostały ostatnie zmiany dotyczące przepisów rozliczania podatku VAT. Obowiązek podatkowy powstaje z dniem otrzymania całości lub części zapłaty, a nie – tak jak dotychczas – w momencie wystawienia faktury.

Zmorą polskich przedsiębiorców niezmiennie jest biurokracja. Rozpoczynanie biznesu trwa długo i jest bardzo kosztowne. Często zdarza się, że te same dane czy informacje przedsiębiorcy muszą przekazywać do różnych organów. Co zrobić, by było lepiej? Przede wszystkim musi nastąpić redukcja obciążeń administracyjnych oraz uproszczenie obowiązujących przepisów. „Obecnie istnieje 6.712 obowiązków informacyjnych, które przedsiębiorca ma wobec państwa. Ministerstwo Finansów zlikwidowało w tym roku tylko 8 z nich” – podsumowuje Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Jednak z raportu wynikają również pozytywne wnioski. Są trzy obszary, które zostały szczególnie docenione: handel, łatwiejsze uzyskiwanie pozwoleń oraz deregulacja wielu zawodów. „Jest lepiej niż przez ostatnie lata. Nie są to jednak zmiany systemowe i nie spowodują, że Polska będzie liderem Europy Środkowej lub jednym z bardziej dynamicznych państw, jeżeli chodzi o gospodarkę” – podsumowuje Marcin Nowacki, dyrektor ds. relacji publicznych Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Rezultaty nie są złe. W większości rankingów pozytywnie oceniono zmiany zachodzące w Polsce. Jednak przed nami jeszcze długa droga, zanim zaczniemy konkurować z najsilniejszymi gospodarkami w Europie.

GDDKiA: Na drogi trafi nawet 40 mld zł z polskiego budżetu do 2020 r. Unia da drugie tyle

Polska wyda nawet ponad 40 mld zł z własnych środków w ciągu najbliższych 5-6 lat na budowę dróg. Do tego dojdzie ponad 11 mld euro, czyli ok. 45 mld zł ze środków unijnych. Dokończone zostaną przede wszystkim autostrady i drogi ekspresowe, szczególnie te wpisane do unijnej sieci TEN-T.

 – Nowy instrument o nazwie Connecting Europe Facility [Łącząc Europę – red.], z którego będą finansowane inwestycje w Polsce, to jest narzędzie, które pozwoli nam udrożnić korytarze transeuropejskie. Mamy niebagatelną kwotę, bo nie mniejszą niż w poprzedniej perspektywie finansowej, ponad 11 mld euro ze środków unijnych na to, żeby poprawić naszą infrastrukturę drogową – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Lech Witecki, generalny dyrektor dróg krajowych i autostrad. – Jeżeli dodamy do tego nasz wkład własny, krajowy, to będzie kwota około 70-80, a może nawet 90 mld zł, która w ciągu najbliższych 5-6 lat zainwestujemy w nasze drogi.

Zgodnie z unijnymi wytycznymi priorytet w ciągu obecnej perspektywy budżetowej, trwającej do 2020 r., będą miały projekty wpisane na listę Transeuropejskiej Sieci Transportowej TEN-T. W ramach tego programu UE chce skupić się na budowie dziewięciu korytarzy przez teren całej wspólnoty. Przez Polskę przebiegają dwa: Bałtyk-Adriatyk oraz Morze Północne-Bałtyk.

W zakresie dróg na listę tzw. projektów kluczowych TEN-T wpisane są autostrady A1 z Trójmiasta do granicy z Czechami, A2 od Niemiec do Białorusi oraz A4 od Niemiec do Ukrainy. Lista obejmuje również trasy ekspresowe S3 (Świnoujście-Wrocław), S1/S69 (Śląsk-Słowacja), S8/S61 (Warszawa-Litwa), S7 (Gdańsk-Warszawa) oraz S8 (Wrocław-Warszawa).

 – Północ-Południe, Wschód-Zachód to są korytarze, które w niektórych częściach powstały już nawet w 70 proc. – przypomina Witecki. – Autostrady mamy gotowe prawie w 75 proc. Obecne praktycznie wszystkie odcinki  oprócz jednego fragmentu autostrady A1 są w budowie. I zamierzamy dokończyć z nowej perspektywy drogi ekspresowe, te główne ciągi. To jest plan do 2020 roku.

Witecki dodaje, że w poprzedniej perspektywie unijnej udało się zbudować prawie 3 tys. km dróg. Dzięki równie dużym środkom w obecnym budżecie UE jest szansa na osiągnięcie podobnego lub nawet lepszego wyniku.

W Gdańsku ma powstać wielki kompleks petrochemiczny. Decyzja o jego budowie zapadnie pod koniec roku

CEO Magazyn Polska

Ostateczna decyzja w sprawie budowy w Gdańsku wielkiego kompleksu petrochemicznego zapadnie pod koniec roku, prawdopodobnie na przełomie listopada i grudnia. Grupa Lotos i Grupa Azoty, które zaangażowane są w projekt, badają opłacalność inwestycji. Jeśli wyniki analizy potwierdzą wnioski ze wstępnych badań, prace mogą ruszyć na początku 2015 roku. 

 – Myślę, że na przełomie listopada i grudnia będziemy mieli pewność, czy ten projekt dobrze by było uplasować w Polsce – mówi prezes Grupy Lotos Paweł Olechnowicz. – Wstępne analizy wskazują na to, że tak.

Pomysł budowy kompleksu petrochemicznego, zlokalizowanego przy obecnych instalacjach Lotosu i Grupy Azoty na Pomorzu, zrodził się kilka miesięcy temu. W listopadzie 2012 roku spółki podpisały porozumienie dotyczące wykonania wstępnego studium wykonalności, w grudniu ubiegłego roku podjęto decyzję o wykonaniu pełnego studium, tzw. feasibility study. Podpisano wówczas również porozumienie dotyczące powołania spółki celowej, która zajęłaby się realizacją projektu.

Prowadzone analizy mają dać odpowiedź na pytanie, czy projekt będzie bronił się ekonomicznie, to znaczy, czy istnieje gospodarcze uzasadnienie jego realizacji, jakie są możliwości jego sfinansowania i realny termin oddania go do użytku. Obaj partnerzy liczą na to, że uda im się uzyskać finansowe wsparcie dla przedsięwzięcia, którego wartość szacuje się na 12 mld zł. Firmy deklarowały, że chcą się ubiegać o zaangażowanie Polskich Inwestycji Rozwojowych w projekt.

 – Jeżeli wszystkie składowe będą pozytywne, podejmiemy decyzję z właścicielem, czyli z ministrem skarbu państwa, choć projekt jest tak poważny, że jest właściwie projektem rządowym – mówi Olechnowicz agencji informacyjnej Newseria Biznes. – Jeżeli decyzja, związana ze studiem wykonalności będzie „na tak”, przystępujemy do opracowania projektu i rozpoczęcia prac związanych z realizacją inwestycji.

Prace przygotowawcze miałyby ruszyć na początku przyszłego roku. Kompleks miałby zostać oddany do użytku za pięć lat. Zdaniem szefa Lotosu projekt ma duże szanse powodzenia.

Uruchomienie kompleksu petrochemicznego w Gdańsku miałoby przyczynić się do poprawy salda w handlu produktami chemicznymi. W 2012 roku deficyt handlu wyniósł ok. 17 mld zł. W polskich rafineriach jest nadwyżka surowców pochodzących z przerobu ropy naftowej, które idealnie nadają się do produkcji petrochemicznej. Spółki przekonują, że inwestycja będzie w konsekwencji korzystna dla całej gospodarki.

 Chciałbym, żeby taki projekt zaistniał, bo to jest kapitalna część polskiej gospodarki – prezes Lotosu. – Polska jest w regionie Centralnej Europy największym państwem, które rozwija się gospodarczo, dlaczego więc nie mamy być tymi, którzy będą konsolidować pewne sektory przemysłu, szczególnie petrochemii, w którą można zainwestować – przekonuje.

Banki spółdzielcze będą miały większe możliwości kredytowania firm

CEO Magazyn Polska

Bank Polskiej Spółdzielczości zamierza wspierać zrzeszone banki spółdzielcze w organizowaniu konsorcjów kredytowych. Dzięki temu zwiększą się ich możliwości kredytowania firm. Strategia działalności komercyjnej BPS na najbliższe cztery lata zakłada zwiększenie oferty produktowej dla małych i średnich przedsiębiorstw.

 – Banki spółdzielcze w ostatnim okresie znacznie mocniej niż pozostała część bankowości finansowały sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Będziemy ten kierunek kontynuować dzięki współpracy między bankami spółdzielczymi. Tam, gdzie klient jest większy niż możliwości jednego banku spółdzielczego, tam konieczny jest udział Banku BPS i współudział innych banków spółdzielczych, aby tego klienta nie stracić – wyjaśnia Tomasz Mironczuk, prezes Banku Polskiej Spółdzielczości w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jednym z celów strategii BPS na lata 2014-2017 jest zwiększenie współczynnika wypłacalności do 12 proc., czyli poziomu wymaganego przez nadzór. To może oznaczać mniejszą niż w ostatnich latach dynamikę kredytów. Jednak BPS będzie jednocześnie wspierał zrzeszone w nim banki (363 instytucje, czyli 64 proc. segmentu bankowości spółdzielczej) w organizowaniu konsorcjów, w ramach których kilka banków wspólnie udzieli kredytu jednej firmie.

Zgodnie ze strategią BPS kredyty w ramach konsorcjów mają stanowić 1/3 portfela kredytowego banku.  

Prezes zapewnia, że w kolejnych latach bank poszerzy swoją ofertę produktową dla małych i średnich przedsiębiorstw.

 – Segment MŚP był w ostatnich latach, a zgodnie z prognozami będzie również w najbliższym czasie głównym segmentem rozwijającym polską gospodarkę. Jesteśmy po prostu zgodni z kierunkiem, w którym płynie nasza gospodarka – mówi Mironczuk.

Strategia zakłada, że bank będzie rozwijał ofertę kredytów wspomaganych przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej i Bank Gospodarstwa Krajowego. Poszerzy również ofertę o produkty wspierające korzystanie z OZE, dofinansowywane z funduszy unijnych. Bank zapowiada również zmiany technologiczne, które przyciągną nowych, młodych klientów.

 – Nowa strategia przede wszystkim koncentruje się na segmentach klientowskich i produktach, które mamy tym segmentom dostarczyć. Jesteśmy w trakcie przebudowy narzędzi informatycznych, które udostępniamy i będziemy udostępniać naszym klientom po to, aby pozyskać klienta młodego, perspektywicznego, który wchodzi na rynek, który ma być motorem napędowym polskiej gospodarki – wyjaśnia Tomasz Mironczuk.

Od tego roku banki będą podlegać nowym regulacjom unijnym w zakresie norm płynności i wypłacalności, a bankowość spółdzielcza, aby się do nich dostosować, będzie musiała przekształcić się z obecnego modelu w tzw. zrzeszenie zintegrowane. 

 – Tzw. zrzeszenie zintegrowane umożliwia pokazywanie płynności, jaką realnie bankowość spółdzielcza ma, czyli wysokiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Mironczuk, prezes Banku Polskiej Spółdzielczości.

Nadwyżki finansowe, które banki spółdzielcze lokują w BPS, wynoszą dziś 16 mld zł. Zmiana modelu będzie polegać na wprowadzeniu zintegrowanego modelu sprawozdawczego, co pozwoli wypełnić wymogi ostrożnościowe. Przekształcenia nie powinny mieć jednak wpływu na działalność biznesową banków spółdzielczych.

Grupa BPS zrzesza 363 banki spółdzielcze, które wspólnie obsługują 6 mln klientów i posiadają blisko 3 tys. placówek.

Współpraca przemysłów obronnych państw UE pomogłaby Europie wygrywać z konkurentami z Chin czy Korei

CEO Magazyn Polska

Państwa członkowskie UE powinny współpracować ze sobą w zakresie przemysłu obronnego, przede wszystkim stoczniowego – uważa Patrick Boissier, prezes DCNS. Tylko w ten sposób możliwa będzie konkurencja z przemysłami takich krajów, jak Korea czy Chiny. Podczas gdy rządy państw europejskich tną wydatki na obronność, tym samym zmniejszając zamówienia w europejskich stoczniach, w Azji i na Bliskim Wschodzie ta gałąź przemysłu dynamicznie się rozwija. 

 – Europa nie może sobie pozwolić dłużej na to, by rozwijać równocześnie kilka programów fregat czy okrętów podwodnych. Nie możemy dłużej marnować czasu, próbując przetrwać, konkurując ze sobą. Czas najwyższy, by spróbować znaleźć wspólny sposób, by zapewnić europejskie przywództwo w przemyśle okrętowym – apeluje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patrick Boissier, prezes zarządu francuskiego koncernu okrętowego DCNS.

Zacieśnienie współpracy w przemyśle obronnym to jeden z celów Trójkąta Weimarskiego, czyli organizacji zrzeszającej Polskę, Niemcy i Francję. Opracowany w grudniu 2010 r. tzw. list weimarski wzywał do wzmocnienia europejskiej polityki bezpieczeństwa i obrony. Boissier przypomina, że docelowo należy mówić nawet o wspólnych europejskich siłach zbrojnych, choć nie wiadomo, jaką drogą w tej chwili można by je ustanowić. W pierwszym półroczu 2013 r. w ramach Europejskich Sił Szybkiego Reagowania dyżur bojowy pełniła Weimarska Grupa Bojowa, którą dowodziła Polska.

Choć wspólna europejska armia jest kwestią odległej przyszłości, to zdaniem Boissiera liczą się także małe inicjatywy, zarówno polityczne, jak i gospodarcze. Budowa wspólnej, unijnej polityki obronności jest istotna nie tylko ze względu na bezpieczeństwo UE, lecz także z uwagi na znaczenie tego sektora, obejmującego również przemysł stoczniowy, dla gospodarki.

 – Stocznie i budowanie statków to wciąż jedna z głównych i ważniejszych gałęzi przemysłu w takich krajach, jak Polska i Francja. Jeśli spojrzymy na obecną sytuację w Europie, kryzys zadłużeniowy doprowadził do tego, że państwa ograniczają swoje budżety na obronność, co ma negatywny wpływ na portfel zamówień w przemyśle stoczniowym. Jednocześnie rynek międzynarodowy rośnie, szczególnie na Bliskim Wschodzie i w południowo-wschodniej Azji – ostrzega Boissier.

Według niego szczególnie Francja i Polska, jako kraje z tradycyjnie rozwiniętym przemysłem stoczniowym, powinny blisko współpracować na gruncie politycznym, wojskowym i przemysłowym.

DCNS to największa grupa w wojskowym przemyśle okrętowym w Europie. Produkuje m.in. fregaty, korwety, okręty podwodne takich klas, jak Scorpene czy Barracuda, a także lotniskowce dla francuskiej marynarki. Jest jedną z firm, która będzie walczyć w przetargu MON na zakup trzech okrętów podwodnych.

Boom w firmach doradztwa finansowego

CEO Magazyn Polska

Rośnie ruch w firmach doradztwa finansowego. Do wzrostu popytu na ich usługi przyczyniło się przede wszystkim uruchomienie dopłat rządowych w ramach programu „Mieszkanie dla młodych”. W ubiegłym roku najszybciej rosnącą firmą na rynku był Expander Advisors, który odnotował ponad 60-proc. wzrost sprzedaży produktów. Dzięki wprowadzeniu oferty dla firm, w bazie jego klientów pojawiło się również znacznie więcej przedsiębiorców. 

Doradcy zrzeszeni w Związku Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF) w IV kwartale 2013 roku pośredniczyli w sprzedaży kredytów hipotecznych o wartości 3,38 mld zł (w tym Expander – 955 mln zł, Open Finance i Home Broker – łącznie 1,18 mld zł). To wzrost o blisko 5 proc. w porównaniu do III kwartału. Przyczyniło się do niego m.in. zapowiadane wprowadzenie od 1 stycznia Rekomendacji S. Wzrosła również sprzedaż kredytów gotówkowych (o 7,7 proc. do 264 mln zł).

 – Expander odnotował ponad 60-procentowy wzrost oferowanych produktów. Ten rozwój zawdzięczamy przede wszystkim budowie długoterminowych relacji z klientami i wysokiej jakości obsługi. Nie bez znaczenia jest też odpowiednia budowa i zróżnicowanie oferty – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Oślizło, prezes spółki Expander Advisors.

Expander powstał w roku 2000 jako portal internetowy pośredniczący w sprzedaży produktów finansowych. Wkrótce stał się największą niezależną firmą doradztwa finansowego na polskim rynku, która, obok oferty skierowanej do klientów detalicznych, otworzyła linię finansowania przedsiębiorstw. 

 – W naszej ofercie znajduje się szeroka gama produktów, których osobno trzeba by szukać na całym rynku, w kilku bankach i u wielu ubezpieczycieli. My natomiast świadczymy kompleksowe usługi doradcze dla wszystkich klientów. Oferujemy zarówno kredyty gotówkowe, hipoteczne, finansowanie dla przedsiębiorców, usługi leasingowe, pomoc w wyborze finansowania rozwoju firmy, ubezpieczenia, jaki i inwestycyjne programy emerytalne – mówi prezes Expander Advisors.

Z bazą ponad 500 tys. klientów i wyraźnym zainteresowaniem nowych, celem Expander Advisors jest obecnie dalszy rozwój, choć prognozy ekonomiczne nie są już tak optymistyczne jak przed rokiem.

 – Mimo możliwego zmniejszenia dotychczasowego tempa wzrostu, uważamy, że na rynku jest jeszcze sporo miejsca do podejmowania nowych działań. Spowolnienie gospodarcze ostatnich dwóch lat wykorzystaliśmy na otwarcie ponad 20 oddziałów i dalej stawiamy na rozwój – informuje Andrzej Oślizło.

Jak podkreśla Oślizło, podstawą tego rozwoju są długoterminowe relacje z klientami, także biznesowymi, oraz kompleksowość i zróżnicowanie oferty. W działaniu Expanderowi pomaga sieć ponad 100 oddziałów w całej Polsce. Firma uczestniczy też w różnego rodzaju targach i imprezach, gdzie każdy zainteresowany pomocą może spotkać się z doradcą.

 – Do naszych oddziałów przychodzi wielu klientów zainteresowanych skorzystaniem z programu „Mieszkanie dla młodych” bądź innymi ofertami kredytów hipotecznych. Na rynku zauważalne jest ożywienie. Coraz więcej osób sięga także po porady i wiedzę doradców – przekonuje Andrzej Oślizło. – Chcemy, by nasi klienci byli zadowoleni. Tak nowi, jak i dotychczasowi, którzy wracają po inne produkty. 

Już nie tylko osoby starsze uprawiają turystykę zdrowotną. Do Polski przyjeżdżają też młodzi Niemcy w poszukiwaniu tańszej opieki medycznej

CEO Magazyn Polska

Turystyka zdrowotna przestaje być domeną osób starszych i chorych. Aż 30 proc. gości sanatoriów to osoby poniżej 35. roku życia. Rośnie znaczenie turystyki medycznej, w ramach której do Polski przyjeżdżają osoby z krajów, w których opieka medyczna jest znacznie droższa. Coraz popularniejsza jest turystyka typowo kobieca, połączona z pobytami w ośrodkach typu spa i wellness.

 – Do tej pory sądziliśmy, że pobyt w sanatorium zarezerwowany jest dla ludzi starszych lub schorowanych. W Polsce po 1989 roku sanatoria przeżywały kryzys. Jednak w momencie, kiedy zostały sprywatyzowane i pojawiła się moda na zdrowy tryb życia, ten trend odkrywamy na nowo. To nie jest tak, że do sanatoriów przyjeżdżają osoby tylko schorowane czy starsze. Okazuje się, że 30 proc. to ludzie poniżej 35. roku życia – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krystyna Szczęsny, wykładowczyni Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Wiele osób wyjeżdża także w celu przeprowadzenia konkretnych zabiegów medycznych, nie związanych tylko z poprawą samopoczucia. Może to dotyczyć m.in. operacji plastycznych, chirurgicznych czy stomatologicznych.

Według ekspertki tę formę turystyki uprawiają dwie grupy osób. Pierwsza to bogaci turyści z krajów słabo rozwiniętych, gdzie medycyna jest na niskim poziomie. Druga grupa to osoby z Ameryki Północnej i Europy Zachodniej, które szukają tańszej opieki w krajach słabiej rozwiniętych. 

 – Mamy turystów, którzy zamieszkują kraje bardzo bogate, jak Stany Zjednoczone, Anglia, Francja, Niemcy, Holandia, Szwecja, którzy wyjeżdżają do krajów słabiej rozwiniętych, gdzie za różne usługi typu chirurgicznego, operacje plastyczne zapłacą 10 proc. tego, co musieliby zapłacić we własnym kraju. Przyjeżdżają na przykład do Polski, do Czech, na Węgry – mówi Szczęsny.

Kolejnym, nowym trendem w turystyce są podróże kobiet. Sektor ten rozwija się zwłaszcza we Francji. Hotele tylko dla kobiet i z żeńskim personelem umożliwiają nieskrępowany wypoczynek i relaks. Coraz więcej kobiet decyduje się też na turystykę seksualną, do tej pory kojarzoną raczej z mężczyznami. 

 – To trend popularny wśród Amerykanek, kobiet z Niemiec, Francji, w ogóle Europy Zachodniej, choć wszędzie znajdą się panie, które zechcą skorzystać ze swobody poza swoim codziennym środowiskiem, poza miejsce zamieszkania. Najbardziej popularnymi kierunkami są Tajlandia, Sri Lanka, Egipt, Tunezja, może mniej Turcja – wyjaśnia Szczęsny. 

Rośnie także popularność turystyki kulinarnej. Duże znaczenie mają popularyzujące kuchnie świata programy telewizyjne. Turyści chcą nie tylko zwiedzać zabytki i podziwiać krajobrazy, lecz także delektować się lokalnymi przysmakami. W ramach tego typu podróżowania mieści się np. nauka gotowania pod okiem znanych kucharzy, podróże szlakami kulinarnymi lub docieranie do miejsc, z których wywodzą się dane potrawy. Często wiąże się to z poznawaniem innych aspektów folkloru, np. muzyki.

Podobne cele przyświecają osobom uprawiającym enoturystykę (podróże do winnic i rejonów produkcji wina) oraz biroturystykę (związana z warzeniem piwa). 

 – Na pewno ta forma turystyki stanie się bardzo popularna, tym bardziej że dbamy o własne zdrowie, o zdrowe odżywianie, co też będzie sprzyjać rozwojowi turystyki kulinarnej. Nie można określić, który kraj będzie najbardziej atrakcyjny. To może być każde miejsce, które będzie potrafiło wyeksponować to, co jest ciekawe dla osób poszukujących dobrego jedzenia lub chcących poznać kultury produkcji różnych potraw – ocenia Szczęsny.

UKE czeka na głosy konsumentów ws. jakości usług telekomunikacyjnych

Urząd Komunikacji Elektronicznej bada, czy rynek zapewnia w odpowiednim stopniu dostęp do podstawowych usług telekomunikacyjnych, w dobrej jakości i w przystępnej cenie. Do 1 marca regulator czeka na opinie do raportu o stanie tzw. usługi powszechnej w Polsce. Jeśli okaże się, że są z tym poważne problemy, wyznaczy konkretną firmę telekomunikacyjną do obowiązku jej świadczenia, nawet jeśli nie będzie to dla operatora opłacalne biznesowo.

Urząd Komunikacji Elektronicznej przygotował raport o stanie i dostępności usługi powszechnej, czyli zestawu podstawowych usług telekomunikacyjnych, który powinien być dostępny dla każdego mieszkańca Polski w przystępnej jakości i w dobrej cenie. Chodzi o takie usługi, jak m.in. podłączenie do sieci o stałym zakończeniu (czyli do telefonii stacjonarnej), możliwość wykonywania połączeń telefonicznych zarówno krajowych, jak i zagranicznych, możliwość połączenia z biurem numerów i uzyskania informacji o numerach telefonicznych, jak również publicznie dostępne aparaty, czyli budki telefoniczne. Każda osoba, która ma podpisaną umowę ze swoim operatorem, ma prawo zażądać spisu abonentów. Usługi te dziś świadczą na rynku różni przedsiębiorcy telekomunikacyjni na zasadach komercyjnych.

 – W latach 2006-2011 obowiązek świadczenia całego zestawu usługi powszechnej spoczywał na Telekomunikacji Polskiej. Później, przez ostatnie 2,5 roku żaden operator nie był do tego wyznaczony, gdyż rynek na zasadach komercyjnych zapewniał każdemu mieszkańcowi możliwość skorzystania z tego podstawowego zestawu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Strzałkowski, rzecznik Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

UKE cyklicznie przygotowuje takie analizy i pod koniec stycznia opublikował raport „Stan i ocena dostępności, jakości świadczenia i przystępności cenowej usług wchodzących w skład usługi powszechnej”  pokazujący, na ile usługa powszechna jest zapewniana przez rynek. Do 1 marca będzie konsultowany i również konsumenci mogą zgłaszać swoje opinie na ten temat.

Po zakończeniu konsultacji prezes UKE podejmie decyzję, czy nadal usługa powszechna może być zapewniana na warunkach rynkowych przez działających operatorów telekomunikacyjnych, czy też cały zestaw lub pojedyncze elementy usługi powszechnej powinny być zapewniane przez operatora wyznaczonego.

 – Prezes UKE może takiego operatora wyznaczyć, nałożyć na niego takie obowiązki i określić, w jakim okresie będzie je świadczył. Jeśli któryś z operatorów świadczyłby usługę powszechną, ma możliwość otrzymania dopłaty i uzyskania zwrotu części kosztów związanych z tą usługą – tłumaczy Jacek Strzałkowski.

Z raportu wynika, że każda osoba, która chciała uzyskać podłączenie do telefonii stacjonarnej, uzyskała je, zaś linia stacjonarna dziś już umożliwia połączenie z siecią i korzystanie z podstawowych usług internetowych na wolnych prędkościach.

Nie ma obowiązku naprawy samochodów w autoryzowanych serwisach

Większość kierowców nie zna unijnej dyrektywy zezwalającej na dokonywanie napraw gwarancyjnych samochodów w dowolnie wybranym warsztacie. Część autoryzowanych serwisów wykorzystuje tę sytuację, uciekając się do nieuczciwej konkurencji. Brak wiedzy o obowiązujących przepisach naraża właścicieli aut na dodatkowe koszty.

Obowiązująca od trzech lat unijna dyrektywa pozwala serwisować samochody w okresie gwarancyjnym w każdym warsztacie. Dozwolone jest także stosowanie części pochodzących od niezależnych producentów, a więc nieposiadających logo wytwórcy samochodu.

 – Bardzo niewielki procent właścicieli samochodów zna te przepisy i z nich korzysta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. – Równocześnie jednak niewiele niezależnych serwisów stara się przekonać kierowców do swoich usług, upowszechniając nowe zasady.

Franke nie ma wątpliwości, że obowiązujące normy są korzystne dla kierowców i mogą sprzyjać sporym oszczędnościom. Jego zdaniem autoryzowane stacje serwisowe również nie muszą na nich tracić.

 – Warsztat autoryzowany może świadczyć usługi przy wykorzystaniu części niezależnych producentów – wyjaśnia. – Są one zdecydowanie tańsze od tych z logo producenta samochodu, co umożliwia serwisom przyciągniecie większej klienteli niż poprzednio. Kierowca ma wybór i może zdecydować o tym, jakie części mają być użyte do naprawy jego auta. 

Zdaniem eksperta, części niezależnych producentów są nawet o 70 procent tańsze od tych oferowanych z logo koncernu. Ich jakość jest natomiast taka sama.

 – Wszystkie te komponenty powstają w tych samych fabrykach, na tych samych taśmach produkcyjnych i produkowane są według tej samej technologii – mówi. – Różnią się głównie opakowaniem i ceną. 

Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Motoryzacyjnych Samar, zwraca jednak uwagę na standardy, które obowiązują w serwisach. Koszty jakie ponoszą autoryzowane punkty obsługi są zazwyczaj wyższe niż te obciążające nieautoryzowane warsztaty, które nie muszą spełniać precyzyjnie określonych wymogów.

 – Czynnik ten decyduje o cenie usługi – mówi Drzewiecki. – A klienci kierują się głównie kosztami napraw i uciekają do tańszych warsztatów. Już dziś producenci narzekają, że usługi serwisowe, które w założeniu miały być podstawą utrzymania stacji dealerskich, nie spełniają swojej roli. W tej sytuacji zdarzają się próby uniemożliwienia klientom napraw samochodów w niezależnych warsztatach.

Jest to jednak niezgodne z prawem.

 – Takich przypadków jest stosunkowo dużo – uważa Alfred Franke. – Najczęściej są to samodzielne akcje niektórych dealerów, którzy naklejają pod maską auta lub na jego szybie adnotację informującą, że zachowanie gwarancji możliwe jest tylko przy naprawach w autoryzowanym serwisie. To nie tylko nieprawda, lecz też przejaw nieuczciwej konkurencji. 

Według obowiązujących przepisów, gwarancja pozostaje ważna przy serwisowaniu auta w dowolnym warsztacie, pod warunkiem, że stosowane są części wysokiej jakości, a ich pochodzenie udokumentowane jest odpowiednimi rachunkami. Konieczne jest także oświadczenie mechanika, mówiące o tym, że dokonał on naprawy zgodnie z zaleceniami producenta samochodu.

Ćwierć miliarda euro z nowej perspektywy na walkę z bezrobociem wśród młodych. Będą bony stażowe i migracyjne

CEO Magazyn Polska

W nowej perspektywie budżetowej Polska otrzyma 250 mln euro na walkę z bezrobociem wśród młodych. Rząd planuje przeznaczyć je m.in. na bony stażowe oraz migracyjne. Może to być znacząca pomoc dla wchodzących na rynek pracy, jednak eksperci przestrzegają przed możliwością nadużyć.

Wartość bonów stażowych ma według zapowiedzi rządu wynosić po 10 tysięcy złotych. Bony zatrudnieniowe mają opiewać na podobną kwotę. Środki te byłyby przekazywane firmie, która zgodzi się zatrudnić lub przyjąć na staż młodego pracownika.

 – Pracodawca najprawdopodobniej będzie mógł uzyskać wsparcie na pokrycie wynagrodzenia stażysty, a być może także pozapłacowe koszty pracy czy dostosowanie miejsca pracy. Powinien więc bez obaw organizować programy stażowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kotus z firmy Feender.pl, ułatwiającej szukanie staży i praktyk. – Środki te mają być bezzwrotne, co stanowi dodatkowy atut.

W ramach wspierania mobilności zawodowej minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział także wprowadzenie bonów imigracyjnych o wartości 7,5 tys. zł. Mają one być przekazywane osobom, które chcą przenieść się do pracy min. 80 km od swojego wcześniejszego miejsca pobytu.

 – Ma to być wsparcie, np. na wynajem mieszkania w nowym miejscu – wyjaśnia Kotus.  

Z bonami dla młodych na rynku pracy wiąże się jednak ryzyko nadużyć. 

Pracodawcy mogą nadużywać tej pomocy w ten sposób, że będą zatrudniali stażystów jako tanią siłę roboczą tylko na okres trwania tego stażu – przestrzega Kotus. – Nikt nie będzie myślał o przedłużeniu zatrudnienia, lecz tylko i wyłącznie o wykorzystaniu go w danym okresie. Dlatego warto, by firmy przyjmujące na staże dawały perspektywy stałego zatrudnienia. Dobrą praktyką może być np. współpraca z firmami, które już wcześniej organizowały praktyki czy staże lub zobowiązałyby się do ich organizowania w przyszłości – radzi.

Plany rządowe zakładają również, że studenci końcowych lat studiów oraz absolwenci do 4 lat po ukończeniu studiów uzyskają możliwość wzięcia nisko oprocentowanej pożyczki w wysokości do 70 tys. złotych na założenie własnej firmy.

Blaski i cienie polskiej motoryzacji

W ostatnich latach jesteśmy świadkami transformacji, która dokonuje się w polskiej motoryzacji. Przedstawiciele Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, przygotowali analizę SWOT, w której mocne i słabe strony polskiej branży motoryzacyjnej zestawili z szansami i zagrożeniami, jakie się przed nią rysują. Co prawda nie mamy własnej marki samochodu, ale Polska częściami, nie samochodami stoi.

Geografia i części, czyli nasze mocne strony

Położenie geograficzne to w środowisku motoryzacyjnym jedna z najważniejszych przewag. Polska stanowi dogodne miejsce zarówno dla producentów europejskich jak i azjatyckich. Dojazd do większości OEM, czyli producentów samochodów, zajmuje maksymalnie 5 godzin, a wszystkie europejskie zakłady z sektora poddostawczego są dostępne w ciągu jednej doby. Po drugie, bardzo istotna jest także gęsta sieć firm z sektora – około 850 zakładów – pozytywnie przekładająca się na współpracę producentów z dostawcami i poddostawcami. W I półroczu 2013 r. wartość produkcji sprzedanej części i akcesoriów samochodowych wyniosła w naszym kraju 30 mld zł. To aż o jedną trzeciej więcej niż wartość wyprodukowanych i sprzedanych samochodów (22,8 mld zł). Także więcej części niż „czterech kółek” eksportujemy, co tylko potwierdza, że Polska częściami stoi – mówi Paweł Gos, prezes Exact Systems, ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.

Inwestorów zagranicznych do nas przyciąga wykwalifikowana kadra pracownicza, której koszty zatrudnienia są relatywnie niższe nić w Europie Zachodniej. Nie możemy jednak powiedzieć, że Polska jest „low-cost country”, dużo lepiej do naszego kraju odnosi się określenie „best-cost country”. Potwierdzają to wyniki przeprowadzonego przez nas badania, z których wynika, że zdaniem przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych zlokalizowanych w Polsce, najlepszymi partnerami pod kątem jakości są polskie firmy – dodaje Gos. W tym miejscu należy także wspomnieć o strefach ekonomicznych, w ramach których inwestorzy mogą uzyskać atrakcyjniejsze warunki pod uruchomienie zakładu produkcyjnego lub centra badawczego.

Brak własnej marki i niska produkcja, czyli o naszych słabościach
Motoryzacja, zdaniem większości, to przede wszystkim własna marka samochodowa oraz liczne fabryki produkujące różne modele aut. Niestety, w przypadku Polski, nie mamy ani jednego ani drugiego. Czesi mają Skodę, Rumunii mają Dacię, a my jako kraj posiadający ogromną bazę motoryzacyjną, nie mamy polskiej marki samochodowej – ocenia Paweł Gos. Bardzo źle wyglądają także wskaźniki produkcji samochodów w Polsce. W 2008 r. z taśm polskich zakładów zjechało blisko 1 mln aut, aby w ubiegłym roku skurczyć się o blisko połowę (575 tys.). Jeśli do tego dodamy sprzedaż nowych samochodów osobowych na poziomie 290 tys. rocznie przy imporcie aut używanych na poziomie ponad 700 tys. (dane za 2013 r.), motoryzacyjna gałąź polskiego przemysłu prezentuje się naprawdę krucho.

Młodsze samochody i napędy elektryczne, czyli o szansach
Średnia wieku samochodu poruszającego się po polskich drogach wynosi 14 lat i mocno odbiega od średniej europejskiej. W związku z tym widać potencjał wzrostu sprzedaży nowych aut w Polsce w najbliższym czasie. Na większą dynamikę sprzedaży pojazdów z pewnością wpłynie w tym roku okienko derogacyjne, które umożliwia firmom odliczenie całego VAT-u od zakupionej floty. Mało kto o tym mówi, ale przy odrobinie wysiłków, zarówno ze strony sektora prywatnego jak i rządowego, nasza motoryzacja ma szansę przyczynić się do popularyzacji napędów hybrydowego i elektrycznego. W Europie nie ma jeszcze wyraźnych liderów w tym obszarze, co przy wykorzystaniu naszych doświadczeń i umiejętności dostosowywania się do rygorystycznych przepisów UE, stwarza możliwość rozwoju polskim przedsiębiorstwom – podkreśla Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Warto także podkreślić, że przedstawiciele sektora Automotive zapytani przez Exact Systems o to, gdzie upatrują możliwości rozwoju polskiej branży motoryzacyjnej, wskazali na jakość produktów (42% odpowiedzi) oraz niższe koszty pracy (34%).

Niepewność za granicą, czyli o zagrożeniach
Każdy przedstawiciel branży motoryzacyjnej liczy na powrót do wolumenu produkcji samochodów w Polsce z 2008 roku. Jednak w związku z tym, że nasza produkcja niemal w całości nastawiona jest na eksport, ogromne znaczenie ma koniunktura na rynkach zagranicznych, przede wszystkim zachodnioeuropejskich. A tutaj, jeśli pod lupę weźmiemy dane ACEA, widzimy, że większość głównych rynków takich jak Niemcy, Włochy czy Francja w 2013 r. odnotowała spadek sprzedaży nowych samochodów osobowych.

Z jednej strony wykwalifikowana kadra jest atutem Polski, z drugiej zaś mamy do czynienia z problemem likwidacji szkół zawodowych, który w przyszłości przyczyni się do pogłębiającego się rozdźwięku między wykształceniem a oczekiwaniami rynku pracy. Zagrożeniem, o którym nie możemy zapomnieć, jest dynamiczny rozwój krajów BRIC. Brazylia, Rosja, Indie i Chiny są obecnie postrzegane jako motor wzrostu światowej branży motoryzacyjnej w ciągu najbliższych dziesięciu lat, i stanowią poważną konkurencję dla Polski – mówi Opala. I od razu dodaje, że na przykład Chiny otwierające się powoli na import w celu nadążenia za popytem swoje rynku mogą być także szansą dla polskich dostawców części i podzespołów samochodowych.

Krótko, o tym, co czeka nas w 2014 r.
Ostatnie dane makroekonomiczne, jak i szanse, które stoją przed polską motoryzacją, skłaniają mnie do optymistycznego przypuszczenia, że obecny rok dla Polski będzie lepszy od minionego. Liczba 310–320 tys. nowych rejestracji w tym roku, co da nam ok. 5-10% wzrost r/r, jest się moim zdaniem realna. Jeśli informacje o uruchomieniu produkcji nowego modelu samochodu użytkowego potwierdzą się, liczę także na lekki, ok. 5% wzrost liczby produkowanych u nas samochodów – ocenia Paweł Gos.
***
Exact Systems Sp. z o.o. działa od 2004 r. i jest obecnie czołowym dostawcą rozwiązań
w zakresie kontroli jakości, czyli selekcji, naprawy i sortowania części, komponentów oraz wyrobów gotowych dla przedstawicieli branży motoryzacyjnej. Głównymi odbiorcami usług firmy są dostawcy
i poddostawcy dla przemysłu motoryzacyjnego oraz producenci samochodów. Klientami firmy są również zakłady zajmujące się produkcją wielkoseryjną z branży elektronicznej, AGD oraz kosmetycznej. Obecnie firma posiada swoje przedstawicielstwa w Polsce, Czechach, Niemczech, Słowacji, Turcji, Rumunii, Rosji i Wielkiej Brytanii.
Firma kładzie duży nacisk na jakość świadczonych usług oraz na rzetelność i stabilność we współpracy ze swoimi kontrahentami. Współpraca z Exact Systems pomaga osiągnąć najwyższe standardy jakości oraz wspiera organizację procesów produkcyjnych. Więcej informacji o firmie dostępnych jest pod adresem: www.exactsystems.pl.

Rośnie zapotrzebowanie na usługi assistance. Polacy chętnie z nich korzystają

Usługi assistance są przez Polaków oceniane najlepiej spośród wszystkich usług okołoubezpieczeniowych. Ponad 90 proc. z 1,1 mln Polaków, którzy w ubiegłym roku skorzystali z usług typu assistance wysoko oceniło ich jakość. 80 proc. Polaków zadeklarowało potrzebę korzystania z usług pomocowych. Klienci najchętniej sięgają po usługi dla auta i w podróży, ale rośnie też popularność assistance domowego i zdrowotnego.

 Według naszego badania, robionego wspólnie z firmą Nielsen, w 2013 roku ponad 1,1 mln osób skorzystało z usług assistance – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Frączek, prezes zarządu Mondial Assistance. – Biorąc pod uwagę ich rodziny, to tak naprawdę około 4 mln ludzi w gospodarstwach domowych korzysta z usług firm assistance, wie o takiej możliwości i zna ich jakość.

Z badania „Rynek usług assistance widziany oczami klientów” wynika również, że Polacy cenią sobie pomoc takich firm i wysoko ją oceniają. Potrzebę skorzystania z ich usług w ubiegłym roku wyraziło 80 proc. badanych (wobec 60 proc. w 2011 roku).

 – Usługi te są oceniane najwyżej jakościowo ze wszystkich możliwych usług ubezpieczeniowych i okołoubezpieczeniowych. Ok. 95 proc. ludzi, którzy skorzystali z usług assistance, wyraża duże zadowolenie z tego faktu – przekonuje Tomasz Frączek.

Wciąż najwięcej klientów korzysta z usług komunikacyjnych, czyli adresowanych do zmotoryzowanych.

 – Interweniujemy np. wtedy, gdy samochód nie może odpalić rano z powodu mrozu. I to zdecydowanie są najbardziej popularne usługi, które weszły do pewnego standardu. Większość kierowców nie wyobraża sobie, by mieć polisę OC czy AC bez pakietu assistance – tłumaczy prezes Mondial Assistance.

Standardem w Polsce zdążyły stać się usługi typu travel, czyli assistance w podróży. Stale rośnie również popularność assistance domowego – w ubiegłym roku z takiej pomocy skorzystało o 7 proc. klientów więcej niż w 2011 roku.

 – Ludzie powoli, ale konsekwentnie przekonują się, że wszystko, co im się w domu przydarza, może mieć również swojego opiekuna. Tym opiekunem jest firma asystencka, która wyśle hydraulika, ślusarza, elektryka czy specjalistę od sprzętu RTV i AGD – mówi Frączek.

Nowością na rynku, która cieszy się coraz większą popularnością, jest assistance dla telefonu komórkowego.

 – To ubezpieczenie smartfonu oraz pewnych usług związanych z odzyskiwaniem danych, z zabezpieczaniem telefonu, bo to są drogie usługi – mówi Tomasz Frączek. – Tym bardziej że telefon komórkowy zaczął służyć nam jako karta płatnicza i te usługi płatnościami zbliżeniowymi powoli się rozwijają.

Postrzeganie wartości poszczególnych usług assistance istotnie różni się ze względu na płeć. Z pomocy dla auta częściej korzystają mężczyźni, a z assistance domowego i zdrowotnego kobiety, chociaż i wśród mężczyzn rośnie popularność tego typu usług.

 – Typowym konsumentem naszych usług jest mężczyzna w wieku lat 30–39, mieszkaniec dużego miasta powyżej 200 tys. osób, nieźle wykształcony i przyzwoicie zarabiający – wyjaśnia prezes Mondial Assistance.

W porównaniu do poprzedniego badania znacznie więcej osób skorzystało z pakietu assistance w ramach posiadanych produktów ubezpieczeniowych (odsetek wzrósł z 75 proc. do 97 proc.). Klienci ubezpieczycieli przyznali, że są lepiej informowani o dodatkowym pakiecie usług pomocowych, z których mogą skorzystać. Na brak takiej informacji narzekali za to klienci banków, mimo że dwie trzecie ankietowanych uznało, że produkt bankowy zyskuje na atrakcyjności, jeśli dołączony jest do niego assistance.

Co nakręca eCommerce?

W styczniu 2014 r. Cube Research po raz trzeci przeprowadził badanie w ramach projektu „Co nakręca eCommerce?”. Udział wzięło w sumie 463 przedsiębiorców prowadzących sklepy internetowe wylosowane z puli ponad 9 tys. podmiotów tego typu działających na polskim rynku. Badanie wykazało, że pomimo świadomości rosnącej roli mediów społecznościowych, polscy przedsiębiorcy e-commerce wciąż nie wykorzystują należycie ich potencjału we przy wspieraniu procesu sprzedaży.

Aż 70% właścicieli polskich sklepów internetowych nich wierzy w skuteczność działań marketingowych w obszarze mediów społecznościowych oraz wyraża przekonanie, że w 2014 roku rola serwisów społecznościowych będzie nadal rosła. Z badania wynika także, że przeważająca liczba badanych sklepów (84 proc.) już w chwili obecnej jest korzysta z serwisów społecznościowych.

Wśród mediów społecznościowych, największą popularnością wśród usługodawców e-commerce cieszy się Facebook (90%). Około 28% przedsiębiorstw zdecydowało się na komunikację za pośrednictwem kanału video i sięgnęło po narzędzia oferowane przez YouTube. Twitter wydał się odpowiednim medium w przekonaniu jednej piątej respondentów, natomiast Pinterest i Google+ to platformy, z których obecnie korzysta odpowiednio 14% i 11% usługodawców. Na końcu rankingu znalazła się Nasza Klasa, której udział osiągnął 4%.

Pomimo deklarowanej przez przedsiębiorców świadomości, że obecność w social media jest potrzebna w celu wsparcia kanału sprzedaży online, z badania wynika, że właściciele sklepów nie przeznaczają wystarczających środków na zarządzanie marką w mediach społecznościowych i nie dbają o komunikację z użytkownikami portali społecznościowych w sposób odpowiedni. Zgodnie z przedstawionymi statystykami przedsiębiorcy e-commerce odpowiadają jedynie na 47% postów na swoich fanpage’ach w serwisie Facebook oraz nie planują odrębnego budżetu na social media (jedynie 6% respondentów przyznało się do planowania takich wydatków). Oznacza to, że nie doceniając potęgi mediów społecznościowych właściciele sklepów internetowych decydują się na ich obsługę we własnym zakresie. Pocieszającą informacją jest jednak fakt, iż prawie ¼ ankietowanych planuje zwiększyć nakłady na social media już w tym roku.

Dlaczego warto docenić social media?

Prognozy rynkowe są jednoznaczne – w 2014 roku rosnąca świadomość oraz wymagania e-konsumentów spowodują, że konieczna będzie bardziej dopasowana do potrzeb i oparta na analizie historii zakupowej komunikacja z klientem. Nie należy bagatelizować tego, że w 2013 roku około 60% badanych internautów zadeklarowało, że śledzi ulubioną markę w sieci aby otrzymywać informacje o produkcie i rabatach. Jest to informacja, wobec której żaden usługodawca z branży e-commerce nie powinien pozostać obojętny. Ponadto, należy pamiętać, że social media stanowią dla potencjalnego klienta sklepu istotny kanał informacyjny, ponieważ oferują możliwość szybkiego pogłębienia wiedzy za pomocą wyszukania opinii znajomych czy odnalezienia opisów czy filmów z produktem. Wdrożenie odpowiednich narzędzi zarządzania marketingiem w obszarze mediów społecznościowych powinno być zatem jednym z priorytetowych założeń dla przedsiębiorców, którzy jeszcze nie zdecydowali się na wprowadzenie tego typu rozwiązań w odniesieniu do ich działalności.

Uświadomienie polskim przedsiębiorcom potencjału, jaki kryją w sobie media społecznościowe może w najbliższym czasie okazać się kluczową kwestią dla rozwoju ich działalności w 2014 roku – komentuje Dominika Strupiechowska, Junior PR Specialist GRUPA 365 NET Analizując potrzeby klientów, profil usług oraz narzędzia, jakie oferują przedsiębiorcom prowadzącym sklepy internetowe konkretne platformy społecznościowe zyskujemy ogromną szansę na dotarcie do rzeszy nowych klientów oraz znaczne zwiększenie sprzedaży.

źródła:

Polskie Badania Internetu (PBI) na podstawie danych SMG, Kelkoo, Forrester Research
http://napoleoncat.com/my-juz-wiemy-co-nakreca-e-commerce/

Warszawa 19115: komunikacja na bazie innowacyjnych technologii

Urząd m.st. Warszawy uruchomił Centrum Komunikacji z Mieszkańcami „Warszawa 19115”, gdzie w trybie całodobowym, siedem dni w tygodniu można uzyskać urzędowe informacje i zgłaszać incydenty, wykorzystując w tym celu telefon, sms, email, czat, faks, aplikację mobilną lub samoobsługowy portal internetowy. Komunikację obsługują systemy CIC firmy Interactive Intelligence oraz Oracle Siebel CRM, wdrożone przez konsorcjum firm Damovo Polska oraz Xentivo.

Projekt Centrum Komunikacji z Mieszkańcami miał na celu pełną integrację wszystkich procesów komunikacji pomiędzy władzami miasta a jego mieszkańcami. Teraz w jednym miejscu można uzyskać informacje i załatwić sprawy podlegające wszystkim dzielnicom i jednostkom miejskim zarządzanym przez Urząd m.st. Warszawy, a scentralizowany system contact center umożliwia spójną i zorganizowaną obsługę zgłoszeń i zapytań wszystkich kanałów komunikacji.

Wdrożona przez specjalistów z Damovo Polska platforma CIC firmy Interactive Intelligence obsługuje połączenia telefoniczne, smsy, emaile, czaty, faksy, została również zintegrowana z aplikacją mobilną i portalem internetowym. Wszystkie interakcje przychodzące do Centrum są kierowane do konsultantów dostępnych w danym momencie i posiadających kompetencje w danej dziedzinie. System na bieżąco monitoruje takie parametry jak czas oczekiwania na połączenie, ilość połączeń porzuconych przed odebraniem itp., umożliwiając przełożonym śledzenie natężenia procesów komunikacyjnych i kontrolę jakości pracy jednostki. Zarządzanie jakością ułatwia również aplikacja planująca czas pracy agentów względem prognozowanej aktywności komunikacji oraz nagrywanie połączeń.

Obsługa zgłoszeń incydentów została zorganizowana według logiki pierwszej i drugiej linii wsparcia. Konsultanci Centrum, stanowiący pierwszą linię wsparcia, rejestrują każde zgłoszenie w systemie Oracle Siebel CRM i przypisują je do danej kategorii. W zależności od rodzaju incydentu system automatycznie uruchamia właściwy dla niego proces biznesowy i przekazuje zadanie upoważnionym pracownikom drugiej linii. Przykładowo, gdy obywatel zgłosi, że zwalone drzewo blokuje ruch miejski, system automatycznie przesyła zgłoszenie do straży miejskiej oraz straży pożarnej. Opcje monitoringu i raportowania pozwalają na dokładne śledzenie szybkości zakończenia procesu, a dzięki integracji z portalem internetowym każdy obywatel może sprawdzić status swojego zgłoszenia logując się na www.warszawa19115.pl. Zarządzający procesami obsługi zgłoszeń system Oracle Siebel CRM został wdrożony przez specjalistów z firmy Xentivo.

Platformę Interactive Intelligence zintegrowano z oprogramowaniem Oracle, co ułatwia pracę konsultantom Centrum. Każda przyjęta interakcja jest automatycznie rozpoznawana i rejestrowana w systemie CRM.

W ramach projektu firma Xentivo przygotowała i wdrożyła również aplikację mobilną, która umożliwia mieszkańcom szybkie i efektywne zgłaszanie swoich problemów władzom miasta. Aplikacja, przygotowana dla systemu Android, iOS oraz Windows Phone, została zintegrowana z CIC Interactive Intelligence oraz Oracle Siebel CRM. W ocenach internautów aplikacja otrzymała 4,5 gwiazdki. W ciągu pierwszego miesiąca działania Centrum zarejestrowano już ponad 3400 pobrań.

„Warszawa 19115 to rozwiązanie problemu sprawnej komunikacji władz miasta z jego mieszkańcami unikalne nie tylko w skali Polskiej, ale nawet na tle największych metropolii europejskich. Każdy obywatel – niezależnie od tego, gdzie przebywa, jakie urządzenie komunikacyjne ma akurat pod ręką, niezależnie od dnia tygodnia i godziny – może teraz uzyskać dowolną informację z zakresu działania Urzędu, zgłosić dowolny incydent i mieć pewność, że jego zgłoszenie nie zostanie pominięte – powiedział Marcin Wojdat Sekretarz Urzędu m.st. Warszawy. – „Wdrożenie zintegrowanego systemu komunikacyjnego to również nowa jakość pracy dla Urzędu. Możemy kategoryzować zgłoszenia, określać problemy najbardziej palące dla mieszkańców Warszawy i podejmować działania na bazie tej wiedzy. Możemy również mierzyć jakość pracy Centrum, definiować istniejące „wąskie gardła” i usprawniać proces komunikacji z mieszkańcami.”

Firmy Damovo Polska oraz Xentivo zostały wybrane do realizacji projektu Centrum Komunikacji z Mieszkańcami w ramach postępowania o udzielenie zamówienia publicznego prowadzonym w trybie przetargu nieograniczonego. Wartość zamówienia wynosiła 4.000.000,00 PLN brutto.