Hard2beat i Digital Ocean Ventures inwestują w Graftcode

Polski startup oferujący technologię do budowy i integracji systemów informatycznych wypuszcza publiczną wersję beta i zamyka rundę finansowania. Łączne finansowanie spółki sięga 28 milionów złotych.

  • Graftcode przyspiesza komunikację między aplikacjami i wewnątrz systemów informatycznych nawet o 70% w porównaniu z tradycyjnymi rozwiązaniami i jest dostosowany do potrzeb rosnącego trendu wykorzystania AI w procesie tworzenia oprogramowania
  • Platforma Graftcode jest bezpłatna dla developerów, zgodnie z modelem otwartej infrastruktury znanym z Docker i HashiCorp.
  • Aż 70% czasu pracy programistów zajmuje łączenie systemów ze sobą, a nie tworzenie nowych funkcji.
  • Graftcode eliminuje warstwę kodu integracyjnego. Aplikacje w dowolnym języku programowania łączą się jednym poleceniem, bez API, middleware ani kodu klienckiego.
  • Rundę finansowania prowadzi fundusz Hard2beat z udziałem Digital Ocean Ventures i Heartfelt Capital. Celem jest dotarcie do 200 tys. developerów do końca 2026 roku.

Graftcode, platforma dla programistów, która pozwala łączyć ze sobą aplikacje napisane w dowolnym języku programowania jednym poleceniem, bez pisania dodatkowego kodu, pozyskała 9 milionów złotych. Rundę poprowadził Hard2beat, a wśród inwestorów znaleźli się również Digital Ocean Ventures, Heartfelt Capital oraz inwestorzy prywatni, w tym pracownicy spółki. Łączne finansowanie Graftcode sięga 28 milionów złotych. Inwestycja zbiega się z uruchomieniem wersji beta platformy, która ma przyspieszyć pozyskiwanie pierwszych użytkowników i ustanowić nowy standard łączenia systemów IT.

Integracja oprogramowania to jedno z największych obciążeń dla budżetów IT. Według Forrester aż 70% prac programistycznych to kod łączący ze sobą różne systemy, czyli frontendy, backendy i warstwy pośrednie, zamiast tworzenie nowych funkcji. Taki dług technologiczny kosztuje coraz więcej: McKinsey szacuje, że pochłania on około 40% zasobów IT i podnosi koszty projektów o 10–20%, a Deloitte wycenia roczny koszt długu technologicznego w Stanach Zjednoczonych na ok. 1,5 biliona dolarów. Wraz z wdrażaniem AI problem się pogłębia. Systemy, które powstawały latami z dużą ilością kodu łączącego, nie radzą sobie z wymaganiami nowoczesnych aplikacji AI. Jak prognozuje Gartner, do 2027 roku większość projektów opartych na agentach AI zakończy się niepowodzeniem właśnie z tego powodu.

Graftcode rozwiązuje ten problem dzięki autorskiej technologii runtime bridging. Pozwala ona aplikacjom napisanym w różnych językach programowania komunikować się bezpośrednio, bez potrzeby pisania dodatkowego kodu łączącego, tworzenia API czy middleware. Zamiast budować i utrzymywać rozbudowane warstwy integracyjne, programista może połączyć systemy jednym poleceniem, które automatycznie wygeneruje i utrzyma zawsze aktualny potrzebny moduł. Platforma obsługuje 14 języków programowania i działa ze wszystkimi głównymi platformami chmurowymi, w tym AWS, Azure i GCP. Obejmuje też wszystkie kluczowe scenariusze integracji: web, mobile, IoT, komunikację między mikroserwisami, udostępnianie publicznych API oraz połączenia z systemami AI. Komunikacja między aplikacjami jest nawet o 70% szybsza niż w przypadku tradycyjnych rozwiązań, a koszty chmury mogą spaść nawet o 10%.

Przemysław Ładyński, współzałożyciel i CEO Graftcode: „Przez dwie dekady branża IT optymalizowała sposób, w jaki systemy się łączą, zamiast zakwestionować, czy ta złożoność w ogóle powinna istnieć. Zbudowaliśmy Graftcode, żeby całkowicie wyeliminować warstwę integracyjną, a nie ją usprawniać. Developerzy mogą skupić się wyłącznie na logice biznesowej, a ich systemy stają się natychmiast połączone w najbardziej możliwie wydajny sposób a jednocześnie gotowe do konsumpcji przez AI dzięki wbudowanej obsłudze protokołu MCP – standardu komunikacji ze sztuczną inteligencją. Naszą ambicją jest, by Graftcode stał się globalnym standardem integracji oprogramowania, tak jak Docker stał się standardem konteneryzacji: bezpłatny dla każdego developera, z docelowym udostępnieniem w modelu open source kluczowych komponentów wraz z rozwojem społeczności.”

Maciej Zawadziński, Partner w Hard2beat: „W świecie, w którym działa ponad 20 milionów developerów, zapotrzebowanie na prostsze sposoby łączenia systemów stale rośnie. Wyzwanie staje się jeszcze bardziej palące w miarę budowy coraz bardziej złożonych aplikacji opartych na AI. Graftcode wprowadza fundamentalnie nowe podejście, które ma potencjał, by zmienić sposób, w jaki developerzy budują i skalują nowoczesne oprogramowanie.”

Adam Bartkiewicz, Partner w Digital Ocean Ventures: „Większość narzędzi integracyjnych dodaje kolejną warstwę na istniejący problem. Graftcode podchodzi do tego fundamentalnie inaczej. Runtime bridging eliminuje kod integracyjny zamiast nim zarządzać. Przemysław i Łukasz Ładyńscy spędzili dwie dekady budując integracje korporacyjne, zanim doszli do wniosku, że cały model jest z gruntu wadliwy. Teraz, gdy przepływy AI wymagają bezproblemowej komunikacji między serwisami, ten zakład wygląda na coraz trafniejszy. Firmy zgłaszały się jeszcze przed uruchomieniem bety. Tego rodzaju ciąg ze strony developerów to najsilniejszy sygnał, jakiego szukamy.”

Podobnie jak Terraform od HashiCorp czy Docker, Graftcode opiera się na przyjętym założeniu, że technologia infrastrukturalna może stać się prawdziwym standardem w branży tylko wtedy, gdy jest bezpłatna. Podstawowa wersja platformy pozostanie darmowa. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na obsługę kolejnych języków programowania, lepszą współpracę z narzędziami AI oraz dalszy rozwój platformy. Spółka planuje dotrzeć do 200 tys. użytkowników do końca 2026 r. i 2 mln w horyzoncie 2027–2028.

Wojna wojną, a rynki swoje

Mimo że sytuacja w Zatoce Perskiej wygląda na eskalację, to rynki zachowują się, jakby wszystko szło ku dobremu. Nowa blokada nie budzi na razie emocji, a chiński handel gwałtownie odczuł wpływ tamtejszego nowego roku.

Złoty najsilniejszy od początku wojny

Rynki powoli przestają się bać eskalacji wojny w Zatoce Perskiej. W sumie nie wiadomo jakie wydarzenia to powodują, skoro właśnie Amerykanie realizują swoją blokadę, jeszcze bardziej ograniczając eksport ropy. Jak dodamy do tego zapowiedź strzelania bez ostrzeżenia do marynarki zbliżającej się do blokady – co w trakcie wojny nie jest chyba niespodzianką – to mamy obraz raczej eskalacyjny. Rynki jednak wiedzą swoje. W rezultacie kapitał zaczyna płynąć do państw rozwijających się, w tym Polski. Kurs euro zbliża się do poziomu 4,24 zł i jest najniższy od początku wojny. Podobnie jest z kursem dolara, który dzisiaj spadł poniżej poziomu 3,60 zł. Nie tylko waluty są beneficjentami tego optymizmu. W górę idą również kryptowaluty. Złośliwi zauważają, że to dużo szybszy sposób płacenia Iranowi myta za przejście przez Ormuz niż rozliczenia przez pośredników chińskich.

W Zatoce nowa blokada

Wczoraj część komentatorów spodziewała się przełomu, jednak do niego nie doszło. Dzień bez niespodzianek znów trochę uspokoił sytuację. Chociaż na początku dnia rynki żyły oczekiwaniami eskalacji wywołanymi zapowiedzianą blokadą morską Cieśniny Ormuz. W rezultacie Iran wstrzymuje statki mu nieprzyjazne, a USA statki przyjazne Iranowi. Ciekawe, czy znajdą się kraje, które będą w stanie przejść przez obydwie te blokady. Na razie ropa naftowa znów po wczorajszych wzrostach zawróciła w dół. Jesteśmy teraz w okolicach 98 USD za baryłkę. Taniej niż wczoraj, ale drożej niż w piątek na koniec dnia, zanim USA zapowiedziało blokadę Cieśniny Ormuz.

Chiński handel zagraniczny

Nad ranem poznaliśmy dane z Państwa Środka. Dużym zaskoczeniem jest bilans handlowy. Nadwyżka handlowa, która jeszcze w lutym przekraczała 200 mln USD, w marcu wyniosła ledwo ponad 50 mld USD. Z czego wynika tak duża zmiana? Z kalendarza. W tym roku Chiński Nowy Rok wypadał wyjątkowo późno. W rezultacie typowe zaburzenie eksportu wywołane dodatkowym wolnym nie przypadło jak zwykle na luty a na marzec. Do tego warto dodać, że Chiny cały czas importują wiele surowców. Ceny ropy, czy gazu, które dalej państwo pozyskuje, są jednak znacząco wyższe. Mając na uwadze utrzymanie ilości na w miarę stałym poziomie, wartość tego importu gwałtownie wyskoczyła w górę. Ze względu na te dwie ważne zmiany ciężko oceniać te dane. Na pewno skala spadku nadwyżki mogła zaskoczyć, ale po tak dobrym lutym można było oczekiwać pewnej korekty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Do 2030 r. nawet 50% obciążeń centrów danych będzie generować AI

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji zaczyna zmieniać nie tylko sposób działania firm, ale również architekturę infrastruktury IT. Systemy oparte na AI generują miliony zapytań obliczeniowych dziennie, co przekłada się na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, przepustowość sieci i zasoby centrów danych. Według analiz IDC globalne wydatki na infrastrukturę wspierającą sztuczną inteligencję mogą przekroczyć 200 mld USD do 2028 r., a prognozy Bain & Company wskazują, że do 2030 r. nawet połowa obciążeń w centrach danych może być związana z AI.

Miliony zapytań obliczeniowych

Każde użycie modelu sztucznej inteligencji oznacza tzw. inferencję, czyli analizę danych przez już wytrenowany model. W praktyce oznacza to ogromną liczbę operacji obliczeniowych wykonywanych w czasie rzeczywistym. W wielu zastosowaniach biznesowych – takich jak analiza obrazu, przetwarzanie języka czy analiza danych z sensorów – liczba zapytań obliczeniowych może sięgać milionów dziennie. Rosnąca liczba takich operacji powoduje, że systemy AI stają się jednym z największych konsumentów zasobów obliczeniowych w infrastrukturze IT.

W wielu projektach opartych na sztucznej inteligencji kluczowym wyzwaniem przestaje być samo oprogramowanie, a staje się nim infrastruktura zdolna obsłużyć ogromną liczbę operacji obliczeniowych i wolumenów danych. Systemy AI wymagają środowisk o bardzo wysokiej gęstości mocy obliczeniowej, które nie są dostępne w tradycyjnej infrastrukturze IT — mówi Jakub Gwóźdź, Dyrektor Działu Rozwoju Produktów w Polcom.

Boom inwestycyjny w centra danych

Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji staje się jednym z głównych motorów napędzających inwestycje w infrastrukturę centrów danych. Według analiz rynkowych, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na moc obliczeniową i przetwarzanie danych, globalna pojemność centrów danych w tej dekadzie może nawet się potroić.

Obserwujemy coraz większe zapotrzebowanie na usługi chmury obliczeniowej i systemy IT o wysokiej gęstości mocy, szczególnie w projektach związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. To jeden z kluczowych powodów, dla których inwestujemy w rozwój naszych centrów danych oraz rozbudowę oferty platform obliczeniowych dedykowanych tego typu zastosowaniom — podkreśla Jakub Gwóźdź z Polcom.

Rozbudowa infrastruktury IT i centrów danych to nie tylko odpowiedź na bieżące trendy technologiczne, ale także strategiczna inwestycja w przyszłość gospodarki cyfrowej. Skalowalne, energooszczędne i bezpieczne środowiska przetwarzania danych staną się fundamentem dla kolejnej fali innowacji w obszarze AI, analityki danych i usług chmurowych.

Synergia chmury i AI

Rosnące znaczenie infrastruktury IT potwierdzają również wyniki badania „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026”, przygotowanego przez Polcom. Z raportu wynika, że 62 proc. firm planuje zwiększyć inwestycje w chmurę obliczeniową do 2026 r., traktując ją jako podstawę rozwoju nowoczesnych usług cyfrowych.

Przedsiębiorstwa wskazują, że głównymi powodami wdrażania chmury są skalowalność infrastruktury (73 proc.), możliwość szybkiego zwiększania mocy obliczeniowej oraz optymalizacja kosztów utrzymania IT (52 proc.). Dla wielu organizacji chmura staje się także fundamentem wdrażania sztucznej inteligencji i automatyzacji procesów biznesowych.

Implementacja sztucznej inteligencji w praktyce bardzo często zaczyna się od modernizacji infrastruktury IT. Firmy potrzebują środowisk, które pozwalają szybko skalować zasoby obliczeniowe i przetwarzać duże wolumeny danych. Dlatego rozwój AI idzie dziś w parze z rosnącym znaczeniem chmury obliczeniowej — podkreśla  Jakub Gwóźdź.

Ekspert Polcom wskazuje również, że w najbliższych latach rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał nowego podejścia do projektowania infrastruktury IT. Coraz częściej będzie ona łączyć kilka środowisk obliczeniowych – od systemów edge computing, przez lokalne centra danych. Taki model pozwala lepiej zarządzać rosnącą skalą danych oraz ograniczyć opóźnienia w przetwarzaniu informacji w czasie rzeczywistym.

Koniec epoki Orbána, Magyar bierze wszystko. Węgrzy dali TISZY mandat do przebudowy państwa

Kończące 16-letnie rządy Viktora Orbana zwycięstwo Tiszy nie stanowi większej niespodzianki. Rynkami wstrząsnęła natomiast jego skala. Historyczna mobilizacja Węgrów pozwoliła opozycyjnej partii na zdobycie 137 mandatów, co oznacza większość konstytucyjną. Pokaźne zyski notują forint oraz węgierski rynek akcji.

Spełnił się najbardziej optymistyczny z rynkowej perspektywy scenariusz – opozycyjna TISZA zyskała ponad 132 mandaty, gwarantujące większość konstytucyjną. Umożliwia to m.in. zmianę zapisów konstytucji bez zgody opozycji czy uchwalanie i zmianę „ustaw kardynalnych”, czyli dotyczących m.in. prawa wyborczego, statusu mediów publicznych, kompetencji sądów czy niektórych kwestii podatkowych i budżetowych.Wykres 1: Podział mandatów w węgierskim parlamencie (stan na 13.04)

Choć zwycięstwo Tiszy było w naszej opinii po części wycenione przez inwestorów (uznajemy to za jeden z czynników stojących za tak pokaźną aprecjacją waluty w 2025 r.), to rynki nie przypisywały scenariuszowi, w którym opozycja uzyskuje większość konstytucyjną, zbyt dużego prawdopodobieństwa. Tłumaczy to tak pokaźną skalę aprecjacji węgierskiej waluty, która w ostatnich dniach umocniła się o ponad 4% względem referencyjnego euro. Optymizm widać także na budapeszteńskiej giełdzie. Węgierski indeks BUX na przestrzeni ostatniego tygodnia odnotował blisko 10-procentowe zyski.

Dla inwestorów kluczową informacją jest to, że możemy oczekiwać istotnego ocieplenia relacji na linii Budapeszt–Bruksela – zakończenia polityki wet, konstruktywnej współpracy z Brukselą i przygotowania kraju do potencjalnego przyjęcia euro. Powinno to w kilkumiesięcznej perspektywie doprowadzić do odblokowania 8,4 mld EUR z Funduszu Spójności i 9,5 mld EUR z RRF, a także zatwierdzenia planu niskooprocentowanej pożyczki w ramach programu SAFE (17,4 mld EUR). Spodziewamy się, że będzie stanowić to dla węgierskiej gospodarki istotny bodziec wzrostowy.

Uwagę zwracamy również na:

  • praworządność i walkę z korupcją: Magyar zapowiada rozliczenie Narodowego Systemu Współdziałania (NER), przystąpienie do Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz pełną transparentność wydawania funduszy publicznych;
  • model demokracji i podejście do mediów państwowych: przywrócenie pluralizmu, choćby poprzez ograniczenie kadencji premiera do 8 lat czy umożliwienie obywatelom bezpośredniego wyboru prezydenta, to jedne z priorytetów Tiszy. Dużą uwagę zwraca się także na depolityzację mediów publicznych;
  • stosunek do Rosji i wojny w Ukrainie: w przeciwieństwie do Fideszu TISZA popiera utrzymanie sankcji wobec Rosji oraz pomoc humanitarną dla Ukrainy. Magyar zapowiada w swoich przemówieniach stopniowe zmniejszanie zależności energetycznej od Rosji. Nie wyklucza akcesji Ukrainy do UE w długim terminie (jednak bez przyspieszonego trybu);
  • wartości: choć także konserwatywna, TISZA jest postrzegana jako partia zdecydowanie bardziej centrowa i liberalna niż Fidesz. Magyar jest znacznie ostrożniejszy w kwestiach związanych z prawami osób LGBT, stosuje bardziej inkluzywną definicję patriotyzmu oraz mniej instrumentalnie wykorzystuje chrześcijaństwo.

TISZA, wbrew pozorom, ma jednak z Fideszem wiele wspólnego. Magyar konsekwentnie określa siebie jako „konserwatywnego liberała”. Podobnie jak Viktor Orbán walczył o prawicowy elektorat, nawiązując w swojej retoryce do wartości narodowych, patriotyzmu i chrześcijańskich korzeni kraju.

Cechy wspólne to m.in.:

  • polityka migracyjna: TISZA deklaruje zachowanie muru granicznego wybudowanego przez Orbána na granicy z Serbią i opowiada się za twardą polityką antyimigracyjną. W wielu głosowaniach dotyczących tej kwestii zachowuje w Parlamencie Europejskim wspólny front z Fideszem;
  • polityka prorodzinna: Magyar podkreśla, że była to jedna z „nielicznych dobrych rzeczy” w działaniach Fideszu i wymaga jedynie dopracowania. W programie wyborczym jego partii znajdziemy m.in.:
  • podwojenie zasiłku rodzinnego (który od lat nie był waloryzowany),
  • wprowadzenie jednorazowego świadczenia porodowego,
  • zachowanie ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi,
  • podtrzymanie preferencji przy kredytach mieszkaniowych,
  • wprowadzenie ulg podatkowych dla matek z rodzin wielodzietnych;
  • wartości chrześcijańskie: nowy premier podkreśla swoje przywiązanie do wartości katolickich, a w programie Tiszy pojawiła się wzmianka o ochronie „chrześcijańskiej kultury”. Warto przypomnieć, że jedna z największych węgierskich demonstracji w ostatnich latach rozpoczęła się przed bazyliką św. Stefana;
  • elementy interwencjonizmu państwowego: mimo bardziej liberalnego od Fideszu podejścia, TISZA nie jest partią wolnorynkową per se. Uwagę zwracają chęć:
  • wsparcia strategicznych z perspektywy państwa sektorów i firm;
  • ingerencji w sektor budownictwa mieszkaniowego;
  • dalszej kontroli cen energii dla gospodarstw domowych;
  • poczynienia znacznych inwestycji publicznych (przy wykorzystaniu funduszy z UE).

Kim jest nowy premier Węgier?

Historia 45-latka jest o tyle interesująca, że przez połowę swojego życia związany był z partią Fidesz – udzielał się w lokalnych strukturach już w czasach studenckich, kiedy partia stanowiła opozycję wobec rządów MSZP (Węgierskiej Partii Socjalistycznej). Po odzyskaniu przez Fidesz władzy w 2010 r. rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później był częścią Stałego Przedstawicielstwa Węgier w UE, Kancelarii Premiera czy też departamentów prawnych dużych państwowych przedsiębiorstw.

Nigdy nie zrobił jednak w partyjnych strukturach takiej kariery jak jego była żona – Judit Varga – która w 2019 r. została ministrem sprawiedliwości. Wysoko postawieni politycy nie uważali Magyara, który wielokrotnie krytykował działania rządu w wewnętrznych dysputach, za „gracza zespołowego”, a rozpad jego relacji z Vargą jedynie oddalił go od wewnętrznego kręgu Fideszu.

Przełom stanowił skandal związany z prezydencką amnestią Endre Konyi, skazanego za tuszowanie przestępstw pedofilskich. Ujawnienie przez media szczegółów sprawy w lutym 2024 r. stanowi po dziś dzień jeden z najbardziej kryzysowych okresów dla Fideszu – doszło wówczas do dymisji prezydent Kaitlin Novak oraz minister sprawiedliwości Judit Vargi, będącej już byłą żoną Magyara.

Magyar dostrzegł w tej sytuacji swoją życiową szansę i niewiele później ujawnił nagranie głosowe Vargi, które dotyczyło najgłośniejszej sprawy korupcyjnej ostatnich lat (Schadl–Völner). Udzielił wówczas także wywiadu dla związanego z opozycją kanału Partizan w serwisie YouTube, który w ciągu kilku dni został wyświetlony ponad milion razy (obecnie 2,5 mln).

Momentum wokół Magyara rosło w zatrważająco szybkim tempie, pozwalając Tiszy, do której niewiele wcześniej dołączył, uzyskać blisko 30% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Od tego czasu notowania partii w zasadzie nieustannie rosły, co uczyniło ją nieoczekiwanym faworytem w wygranych ostatecznie przez nią wyborach parlamentarnych. Magyar stanowisko premiera obejmie najpóźniej 12 maja – posiedzenie inauguracyjne musi zostać zwołane przez prezydenta Tamasa Sulyoka w ciągu miesiąca od dnia wyborów.

Sezon wyników pod presją ropy. Spółki zdają test kosztów, a rynek śledzi fundamenty surowca

Sezon publikacji wyników amerykańskich spółek to pierwszy prawdziwy test po szoku na rynku ropy. Zawirowania geopolityczne często wywołują tylko krótkoterminową zmienność, ale to dopiero kwartalne raporty pokazują, jak firmy faktycznie poradziły sobie z wyższymi kosztami energii i zakłóceniami w łańcuchach dostaw. W tym tygodniu poznamy zatem część odpowiedzi na pytanie, jak konflikt na Bliskim Wschodzie przełożył się na finanse amerykańskich firm i co ich zarządy przewidują na najbliższe miesiące. To ważne także w kontekście prognozowania inflacji w kolejnych okresach.

Tradycyjnie sezon zaczynają największe amerykańskie banki. Wczoraj wyniki przedstawił Goldman Sachs i choć przebił prognozy, jego akcje spadły jednak o ponad 2 proc. Taka sytuacja może się w tym tygodniu jeszcze powtórzyć. Dziś swoje wyniki opublikują między innymi JPMorgan Chase, Citigroup i Wells Fargo, a kolejnego dnia Bank of America. W czwartek natomiast branża technologiczna będzie skupiona na wynikach TSMC. Tego samego dnia wyniki przedstawi także lider streamingu, Netflix.

W centrum uwagi rynku oczywiście pozostaje ropa. Cena baryłki Brent od początku kwietnia spadła o ponad 9 proc., ale w całym pierwszym kwartale wzrosła aż o 56 proc. I właśnie tu zaczyna się prawdziwe znaczenie sezonu wyników. Raporty pokażą, czy firmy były w stanie przerzucić wyższe koszty na klientów. Od tego zależy, czy presja inflacyjna utrzyma się na dłużej i w którą stronę pójdzie polityka pieniężna. W pewnym sensie sezon wyników staje się więc systemem wczesnego ostrzegania dla banków centralnych.

Inwestorzy powinni dziś szczególnie uważnie śledzić prognozy i komentarze zarządów. Kluczowe będzie to, czy menedżerowie uznają skutki obecnego konfliktu za przejściowe, czy raczej za trwały element gospodarczego otoczenia. To właśnie sprawia, że ten sezon jest tak ważny dla inwestorów.

Wszystko to dzieje się w okresie, gdy wysokie wyceny amerykańskich spółek stawiają wysoko poprzeczkę związaną z wynikami. Akcje są co prawda wyceniane niżej niż pod koniec 2025 roku, ale wciąż trudno nazwać je tanimi. Wskaźnik forward P/E dla S&P 500 wynosi 20,4 wobec 22,0 w grudniu. A pojawiające się ryzyka związane z drożejącą ropą i inflacją stanowią poważne obciążenie dla bilansów firm. Na ostrożność wskazuje też Citi US Earnings Revision Index, pokazujący, że rewizje prognoz finansowych w dół są najsilniejsze od roku. W tym niepewnym otoczeniu wielu inwestorów wraca na rynek, ale robi to selektywnie dobierając spółki do portfela.

To wszystko może oznaczać, że czeka nas bardzo burzliwy okres związany z zarządzaniem oczekiwaniami inwestorów. Po prostu „niezłe” wyniki mogą już nie wystarczyć. Nawet poprawiające się bieżące wyniki mogą zostać źle przyjęte, jeśli prognozy na przyszłość okażą się ostrożniejsze albo marże znajdą się pod presją. Wysokie oczekiwania, rosnące koszty i niepewne otoczenie makroekonomiczne sprawiają, że reakcje rynku mogą być wyjątkowo nerwowe. Dla inwestorów oznacza to jedno: selektywność staje się ważniejsza niż zwykle. Technologie, energia i częściowo finanse wchodzą w ten sezon z umiarkowanym wiatrem w żagle. Z kolei te branże, w których trudniej przerzucić rosnące koszty na konsumentów, oraz te o słabszej rentowności, bardziej wrażliwe na ceny energii, stopy procentowe i konsumpcję, są obarczone większym ryzykiem rozczarowania inwestorów.

W obecnej sytuacji każda branża będzie oceniana przez rynek trochę inaczej. W bankach liczyć się będą kredyty, rezerwy i marże. W spółkach technologicznych przychody z AI, koszty i rentowność. W przemyśle, logistyce i handlu rynek będzie patrzył głównie na energię, transport i popyt. Wszyscy będą też cały sytuację na rynku.

Dane aktualne na 14.04.2026, godz. 3.30 CET

Tło rynku: fundamenty ropy nadal wskazują na ryzyko wzrostów

Komentarz Lale Akoner

Spadek cen ropy poniżej 100 dolarów może sugerować łagodzenie napięć, jednak naszym zdaniem fundamentalna sytuacja po stronie podaży wciąż wskazuje, że ceny ropy mogą dalej rosnąć.

Znacząca część dostaw z Zatoki Perskiej już zniknęła z rynku, a spadki zapasów i słabszy popyt dotychczas amortyzowały ten szok. W nadchodzących dniach z systemu znikną ostatnie ładunki sprzed blokady, co pozbawi rynek jego bufora bezpieczeństwa. Następujące po tym dostosowanie może stać się bardziej widoczne, jeśli aktywność rafinerii wyraźnie spowolni lub zapasy spadną do krytycznych poziomów. Zacieśnianie podaży jest już widoczne na rynku fizycznym, gdzie ropa utrzymuje premię względem kontraktów terminowych, sygnalizując krótkoterminowy niedobór.

Na razie ceny pozostają zakotwiczone w oczekiwaniach postępu dyplomatycznego. Naszym zdaniem fundamenty ponownie odegrają kluczową rolę. Jeśli ograniczenia podaży się utrzymają, bardziej prawdopodobny jest dalszy wzrost cen ropy niż ich spadek.

Wypalenie zawodowe i stres coraz mocniej uderzają w firmy i pracowników

0

Rosnąca liczba zwolnień lekarskich oraz pogarszający się dobrostan psychiczny pracowników stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań polskiego rynku pracy. Najnowsze dane z raportów Antal oraz ZUS pokazują, że problemy związane ze stresem, wypaleniem i zaburzeniami lękowymi coraz silniej wpływają zarówno na kondycję pracowników, jak i rosnący poziom absencji chorobowej.

Najnowsze dane z raportu Antal Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy, Antal, oraz aktualne statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pochodzące z Raportu o absencji chorobowej wskazują na alarmujące pogarszanie się stanu zdrowia psychicznego badanych w kontekście rynku pracy. Problemy w tym obszarze nie są już wyłącznie kwestią indywidualną – mają bezpośredni wpływ na efektywność organizacji, rotację pracowników oraz atmosferę w zespołach.

Z raportu Antal wynika, że aż 43% specjalistów i menedżerów odczuło pogorszenie swojego samopoczucia psychicznego w ciągu ostatniego roku, podczas gdy jedynie 18% zadeklarowało poprawę w tym zakresie. Jednocześnie tylko 16% badanych nie zauważyło u siebie objawów wypalenia zawodowego lub długotrwałego stresu. Najczęściej wskazywanym symptomem jest chroniczne zmęczenie i brak energii (59%), a także emocjonalny dystans wobec pracy (49%) i negatywne emocje (46%).

Dane te znajdują potwierdzenie w statystykach ZUS. W ostatnich siedmiu latach liczba wystawionych L4 znacząco wzrosła. W 2025 roku wystawiono 1,8 mln zaświadczeń lekarskich związanych z zaburzeniami zdrowia psychicznego, co stanowi wzrost o 51,3% względem 2019 roku. Jeszcze szybciej rośnie liczba dni nieobecności – o 68,7% w tym samym okresie, osiągając poziom 34,1 mln.

Zwolnienia lekarskie związane z pogorszeniem się zdrowia psychicznego pracownika obecnie stanowią 7,9% wszystkich wystawianych oraz aż 14,1% wszystkich dni absencji chorobowej. Ich najczęstszymi przyczynami są reakcje na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne (36,7%), inne zaburzenia lękowe (18,6%) oraz epizody depresyjne (17,2%). Szczególnie dynamicznie rośnie liczba absencji związanych z wypaleniem i trudnościami życiowymi – w ciągu roku wzrost liczby zaświadczeń w tej kategorii wyniósł 32%, a liczby dni absencji aż 38,8%. Wzrosty dotyczą także zaburzeń snu.

Raport Antal wykazuje również silny związek między dobrostanem psychicznym a sytuacją zawodową. Badani, których samopoczucie się poprawiło, znacznie częściej deklarowali też poprawę swojej sytuacji na rynku pracy (54%). Z kolei pracownicy, u których stan psychiczny się pogorszył, częściej oceniają swoją sytuację zawodową negatywnie i patrzą w przyszłość z niepewnością (62%).

Jak podkreśla Karolina Korzeniewska, Strategic Client Advisor w Antal: „To czynniki emocjonalne coraz częściej decydują o zmianie pracy. 42% respondentów wskazuje na złe zarządzanie jako główny powód odejścia, 39% na negatywną atmosferę, a 30% na stres i problemy komunikacyjne. W efekcie rośnie zjawisko tzw. quiet quitting, czyli emocjonalnego wycofania się z pracy przy formalnym pozostaniu w organizacji”.

„Jednocześnie obserwowany wzrost liczby zwolnień lekarskich z powodów zdrowia psychicznego może w pewnym stopniu wynikać również z rosnącej świadomości pracowników w tym obszarze – kryzysy psychiczne przestają być tabu, a coraz więcej osób świadomie korzysta ze wsparcia i inwestuje w swój dobrostan, co przekłada się na większą gotowość do zgłaszania problemów i sięgania po pomoc” – dodaje Korzeniewska.

Co istotne, zmiana pracy może działać jako czynnik poprawiający dobrostan – 42% osób, które zmieniły pracodawcę, zadeklarowało poprawę zdrowia psychicznego, wobec 23% wskazujących na jego pogorszenie.

Wnioski dla pracodawców i rynku pracy

Zestawienie danych Antal oraz ZUS wyraźnie pokazują, że problemy zdrowia psychicznego pracowników mają charakter systemowy i coraz silniej wpływający na funkcjonowanie rynku pracy.

W tym kontekście kluczowe obszary wymagające uwagi pracodawców obejmują: wzmacnianie dobrostanu psychologicznego poprzez przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu, budowanie większej przewidywalności zatrudnienia oraz transparentnych ścieżek rozwoju, wdrażanie mechanizmów wsparcia pracowników w zakresie radzenia sobie ze stresem i przeciążeniem oraz podnoszenie jakości zarządzania oraz usprawnienie komunikacji w organizacjach.

Firmy, które zignorują te sygnały, muszą liczyć się nie tylko z rosnącą absencją, ale także spadkiem zaangażowania oraz produktywności pracowników. Z kolei organizacje, które potraktują dobrostan psychiczny jako element strategii biznesowej, mogą budować bardziej odporne i zaangażowane zespoły – mówi Marta Lebuda, Sector Manager w Antal Sales & Marketing.

Rekordowy rok Cloud Technologies: 48,9 mln zł sprzedaży danych, 45% marży EBITDA i rekomendacja wypłaty dywidendy

  • 48,9 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, +15% r/r; marża EBITDA na wysokim poziomie 45%; w samym 4Q dynamika na poziomie +34% r/r
  • 50,7 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 22,5 mln PLN EBITDA* i 6,2 mln PLN zysku netto* w 2025 roku; w samym 4Q 15,3 mln PLN skonsolidowanych przychodów, 7,6 mln PLN EBITDA* i 4,9 mln PLN zysku netto*
  • mocna sytuacja finansowa: silne dodatnie przepływy operacyjne (+14,8 mln PLN w 2025) i niski wskaźnik długu netto/EBITDA (0,1 na koniec grudnia 2025) umożliwiają realizację celów strategicznych, w tym w zakresie dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami
  • w 2025 wypłata 5,6 mln PLN w formie dywidendy (1,25 PLN na akcję) i 8,8 mln PLN przeznaczone na skup akcji własnych
  • zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, planowana wypłata dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję
  • przewagi konkurencyjne wypracowane w ramach zakończonej Strategii 2023–2025, w szczególności zmiana modelu sprzedaży na sprzedaż danych pod własnymi brandami będą podstawą szybszego rozwoju spółki w ramach realizacji Strategii 2026+ ogłoszonej po dacie bilansowej, w lutym br.

*skorygowane o koszt programu motywacyjnego i przychody z dotacji

Cloud Technologies, notowana na głównym parkiecie GPW polska spółka technologiczna, będąca jednym z największych graczy na globalnym rynku danych, opublikowała wyniki finansowe za rok 2025. Spółka dostarcza dane wykorzystywane do targetowania reklamy internetowej, którymi zasilane są kampanie reklamowe największych marek na całym świecie, a rynek USA odpowiada za około 80% jej przychodów.

Skonsolidowane przychody Cloud Technologies w 2025 r. wyniosły 50,7 mln PLN, co oznacza 8% wzrost w ujęciu rok do roku, a przychody ze sprzedaży danych wzrosły w tym okresie o 15% r/r do 48,9 mln PLN (w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 23% r/r). EBITDA* w omawianym okresie wyniosła 22,5 mln PLN (vs 25 mln PLN w 2024 r.) a marża EBITDA utrzymywała się na wysokim poziomie 45%. Spółka zakończyła rok skonsolidowanym zyskiem netto* na poziomie 6,2 mln PLN (vs. 12,4 mln PLN rok wcześniej). W samym 4Q 2025 r. skonsolidowane przychody Cloud Technologies wyniosły 15,3 mln PLN (vs 12,4 mln PLN), EBITDA* sięgnęła 7,6 mln PLN (vs 6,7 mln PLN rok wcześniej) a zysk netto* 4,9 mln PLN (vs 4,8 mln PLN). Przychody ze sprzedaży danych wyniosły w ostatnim kwartale ub.r. 15,1 mln PLN i były wyższe w ujęciu r/r o 34%, a w walucie bazowej USD dynamika sięgnęła 49% r/r.

Rok 2025 był najlepszym w historii Cloud Technologies pod kątem przychodów ze sprzedaży danych. Jednocześnie Spółka rozwijała potencjał międzynarodowy, główne nakłady inwestycyjne poniosła na akwizycję kanadyjskiej spółki Data Desk, zaś ze względu na budowanie podwalin pod zmianę modelu sprzedaży podjęta została inwestycja w zespół sprzedażowy w Londynie. Poniesione koszty ekspansji zagranicznej oraz ujemne różnice kursowe (-3,7 mln PLN w 2025 r. vs +0,8 mln PLN rok wcześniej) przełożyły się in minus na osiągnięte wyniki finansowe na poziomie operacyjnym i netto.

– Za nami czas zmian i dynamicznego wzrostu – bardzo dobry i satysfakcjonujący rok pod kątem realizacji celów biznesowych. Osiągnęliśmy rekordowe w historii Cloud Technologies blisko 49 mln PLN przychodów ze sprzedaży danych, co oznacza wzrost o 15% rok do roku, a w USD aż 23%. Już 90% danych sprzedajemy pod własnymi brandami, zgodnie ze strategiczną decyzją o zmianie modelu sprzedażowego. Kontynuujemy rozwój poprzez inwestycje w nowe produkty, takie jak Data Curation, poszerzanie kanałów sprzedaży oraz ekspansję zagraniczną, w tym budowę zespołu w Londynie i przejęcie kanadyjskiej spółki Data Desk. Równolegle rozwijamy technologię – wdrożyliśmy narzędzie AI Audiences oraz zintegrowaliśmy się z globalnymi platformami, m.in. The Trade Desk i Amazon Ads. W 2026 rok weszliśmy ze skalowalnym modelem działania, silnymi fundamentami i jasną strategią, co – w połączeniu z rosnącym rynkiem reklamy online – powinno przełożyć się na dalszy dynamiczny wzrost – komentuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies.

– Utrzymaliśmy bardzo wysoką, 45% marżę EBITDA, co potwierdza skuteczność naszego modelu biznesowego i zdolność do generowania gotówki. Jednocześnie skokowy wzrost przychodów nie znalazł jeszcze pełnego odzwierciedlenia w wynikach operacyjnych i netto, co wynika z realizowanych inwestycji oraz efektów kursowych. W minionym roku ponieśliśmy koszty związane z rozwojem zespołu sprzedażowego i akwizycjami, których pozytywny wpływ będzie widoczny w kolejnych okresach. Nasza silna pozycja finansowa pozwala jednak równolegle realizować politykę redystrybucji środków do akcjonariuszy – na skup akcji własnych i dywidendę przeznaczyliśmy łącznie 14,4 mln PLN i zamierzamy kontynuować te działania w ramach Strategii 2026+. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową planujemy rekomendować wypłatę dywidendy za 2025 rok na poziomie ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA, tj. 1,10 PLN na akcję – dodaje Piotr Soleniec, CFO oraz Członek Zarządu Cloud Technologies.

Zgodnie z przyjętą w lutym br. Strategią 2026+ Cloud Technologies zakłada kontynuację rozwoju w wypracowanym modelu biznesowym ze zmienionym modelem sprzedaży (odejście od white label na rzecz sprzedaży pod własnymi brandami). Przełoży się to na skokowy wzrost skalowalności biznesu i adresowalnego rynku, a w konsekwencji – osiąganych przychodów ze sprzedaży danych.

Spółka zamierza poszerzać kanały sprzedaży i przyspieszyć zdobywanie udziałów rynkowych – zarówno w sposób organiczny, w ramach budowania sieci partnerskich, jak i poprzez przejęcia. Jednym z katalizatorów wzrostu skali działalności Spółki będzie rozbudowa portfolio o nowy produkt: Data Curation. Umożliwia on jednoczesną sprzedaż danych oraz przestrzeni reklamowej, co otworzy przed Cloud Technologies możliwość dotarcia do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych dysponujących największymi budżetami.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych** przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu notowanej w poprzednich latach wysokiej rentowności biznesu.

Strategia Cloud Technologies przewiduje kontynuację redystrybucji wypracowywanych środków do Akcjonariuszy. Zakładana jest zarówno realizacja skupu do 250.000 sztuk akcji własnych, jak i polityki dywidendowej, zakładającej wypłatę akcjonariuszom kwoty 20% oczyszczonej EBITDA za dany rok.

**Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Blokada irańskich portów znów podnosi napięcie. Rynki wracają do trybu ostrożności

Aprecjacja aktywów ryzykownych na fali optymizmu względem zawieszenia broni w weekend dobiegła końca. Rozmowy między USA i Iranem w Pakistanie zakończyły się fiaskiem, a USA ogłosiły, że cieśnina Ormuz będzie zablokowana dla statków płynących do lub z irańskich portów.

Kluczowe punkty:

  • EUR/PLN ponownie w okolicy 4,25.
  • Optymizm względem pokoju na linii USA–Iran upada po zerwaniu negocjacji.
  • USD stracił na wieściach o zawieszeniu broni, później odzyskał część strat.
  • Inflacja w USA w marcu wzrosła przez skok cen energii.
  • Przegrana premiera Węgier Orbana powinna być lekko korzystna dla EUR.

Rynki próbują przejść przez gąszcz napływających nagłówków, tymczasem wydaje się, że USA rozważają wznowienie ataków na Iran w ograniczonym zakresie. Jak dotąd rynki przyjmują te wiadomości stosunkowo dobrze – choć ceny ropy wzrosły, kontrakty futures na akcje spadły, a dolar odbił, to nie odnotowano jeszcze powrotu do poziomów sprzed zawieszenia broni. Sugeruje to, że inwestorzy być może postrzegają załamanie rozmów jako przejściowe trudności i element taktyki negocjacyjnej, a niekoniecznie jako zaprzepaszczenie szans na pokój.

Przerwanie rozmów bez wątpienia pokrzyżowało plany rynkom. Nagłówki dotyczące działań Białego Domu i militarnych pozostają głównym motorem zmian na rynkach. W kalendarzu makroekonomicznym niewiele jest zresztą rzeczy, które mogłyby odciągnąć uwagę od wojny. Ceny producenckie w USA w marcu (wtorek 14.04), produkcja przemysłowa w strefie euro w lutym (środa 15.04) i miesięczny PKB w Wielkiej Brytanii w tym samym miesiącu (czwartek 16.04) powiedzą nam więcej o wpływie wojny na aktywność gospodarczą i presję cenową. Perspektywa wznowienia amerykańskich ataków i niepewność w kontekście blokady irańskich portów sprawiają, że oczekiwania dotyczące powrotu dolara do trendu spadkowego tracą obecnie na znaczeniu.

PLN

W wyniku poprawy nastrojów po wieściach o rozejmie złoty w parze z euro umocnił się w zeszłym tygodniu o ponad 0,5%. Choć od tamtej pory nagłówki się pogorszyły, kurs EUR/PLN pozostaje w okolicy 4,25. Lokalnie uwaga skupiała się na posiedzeniu RPP. Stopy procentowe oczywiście pozostały na niezmienionym poziomie, natomiast komunikacja ze strony prezesa Adama Glapińskiego była zaskakująco gołębia. W połączeniu z optymizmem dotyczącym perspektyw zakończenia wojny w Iranie wzmacnia to w nas poczucie, że stopy procentowe w Polsce nie wzrosną w przewidywalnej przyszłości.

Kurs złotego powinien wciąż reagować w głównej mierze na zmiany sentymentu związane z wojną na Bliskim Wschodzie. Lokalnie uwaga skupi się na marcowych danych inflacyjnych (środa 15.04), niemniej jest to drugi odczyt, nie będą więc raczej dla inwestorów szczególnie istotne.

EUR

Przegrana eurosceptycznego premiera Węgier Viktora Orbana w weekendowych wyborach powinna chociaż delikatnie wesprzeć euro, ponieważ oznacza usunięcie długotrwałej przeszkody w podejmowaniu decyzji w Unii Europejskiej. Załamanie negocjacji dotyczących zawieszenia broni zwraca jednak uwagę z powrotem ku wojnie. Mimo fiaska rozmów kurs EUR/USD utrzymuje się tuż poniżej poziomu 1,17, co sugeruje, że inwestorzy zachowali ostrożny optymizm, że wygra rozsądek i długoterminowy pokój pozostaje wciąż bardziej prawdopodobny.

Spodziewamy się, że na wspólną walutę będą teraz oddziaływać w przeciwnych kierunkach dwa czynniki. Wspierać ją będzie rosnąca jastrzębiość oficjeli Europejskiego Banku Centralnego, co zmniejsza różnicę w wysokości stóp procentowych w USA i strefie euro. Zagrożenie dla niej stanowią ekspozycja strefy euro jako eksportera netto energii na jej wyższe koszty oraz typowa ucieczka do stosunkowo bezpiecznego dolara, póki konflikt trwa.

USD

W USA zgodnie z oczekiwaniami odnotowano skok marcowej inflacji ze względu na znacznie wyższe ceny paliwa – jej główna miara wzrosła o blisko 1% w ciągu zaledwie miesiąca. Bazowa zachowała się lepiej, niemniej inflacja PCE w lutym zaprzeczyła tej dobrej wiadomości, pokazując trzymiesięczną zanualizowaną stopę na poziomie blisko 5%. Indeks cen producenckich w marcu (wtorek 14.04) zwykle nie przyciągnąłby zbytniej uwagi. Wyjątkowo jest jednak teraz istotny jako kluczowa miara tego, jak skok cen energii przekłada się na proces produkcyjny.

Inne odczyty wskazują jak dotąd na dość ograniczony wpływ wojny na amerykańską gospodarkę – poza skokami cen paliwa, które w ujęciu historycznym nie są aż tak duże. Uczestnicy rynku w dalszym ciągu uważają, że Fed nie przejmie się tymi tymczasowymi wzrostami głównej miary inflacji, niemniej po załamaniu negocjacji pokojowych kontrakty futures ponownie wykluczyły możliwość obniżek stóp procentowych w tym roku. Może to jednak szybko ulec zmianie, jeśli przed zakończeniem dwutygodniowego okresu zawieszenia broni w przyszłą środę (22.04) pojawią się jakieś oznaki przełomu.

GBP

Na ruchy funta silniej wpływa wojna niż wydarzenia w kraju. W typowych warunkach zaczynalibyśmy przejmować się majowymi wyborami, ryzykiem bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej i mniej przyjaznego otoczenia prawnego dla firm. Wieści z Iranu przyćmiewają jednak wszelkie inne, a presja na premiera Keira Starmera – przynajmniej na razie – w dużej mierze się rozmyła.

Szereg danych za luty, który zostanie opublikowany w czwartek (16.04), dotyczy zbyt odległej przeszłości, by zwiększyć naszą wiedzę o wpływie wojny na gospodarkę. Komunikaty prezesa Banku Anglii Andrew Baileya (wtorek 14.04) będą znacznie istotniejsze. Spodziewamy się, że ponownie odsunie perspektywę rychłej podwyżki stóp procentowych. Biorąc pod uwagę, że przed wybuchem wojny w Iranie Rada była zdecydowana i gotowa, by je obniżyć, trudno nam zrozumieć pomysł agresywnego zacieśniania polityki monetarnej w tym roku, szczególnie jeśli w kolejnych tygodniach nastąpi dalsza deeskalacja. Jeśli nie dojdzie do żadnego zaskoczenia w tym kontekście, funt prawdopodobnie będzie podążał niemal krok w krok za euro, reagując przede wszystkim na nagłówki dotyczące wojny.

Węgry zmieniają władzę, ale to ropa rozdaje dziś karty

Kolejny tydzień na rynkach zaczynamy od eskalacji na Bliskim Wschodzie. Już nie tylko Iran ma chrapkę na blokowanie Cieśniny Ormuz – wycenom ropy to się raczej średnio podoba. Historyczne wybory na Węgrzech powodują, że Orban oddaje władzę po 16 latach rządów. Wall Street szykuje się na sezon wynikowy, co może być ciekawą odskocznią od wojennego monotematyzmu. 

Albo wszyscy albo nikt

Rynek wchodzi w nowy tydzień z wyraźnym ciężarem ryzyka na plecach, jako że Bliski Wschód znowu pisze scenariusze dla globalnych aktywów. Donald Trump nie tylko wraca do retoryki ultimatum wobec Iranu, ale wyraźnie podnosi stawkę i sugeruje realne działania wokół Cieśniny Ormuz. Narracja przesuwa się z poziomu gróźb w stronę egzekucji, a to jest moment, w którym rynek przestaje traktować temat jako element negocjacyjnego teatru. Widać to najlepiej na ropie – Brent wychodzi z okolic 95$ i dynamicznie przebija 102$, co trudno już uznać za przypadkowy ruch. W ślad za tym dolar odzyskuje inicjatywę, a EUR/USD cofa się z 1,173$ do okolic 1,168$. Rynek wciąż liczy na kolejne TACO, ale jednocześnie zaczyna się zabezpieczać na mniej komfortowy scenariusz. Z perspektywy polityki monetarnej wygląda to jak dalsze odklejanie się od wygodnej narracji o jakichkolwiek obniżkach stóp w USA i powrót do świata, w którym droższa energia komplikuje walkę z inflacją.

Nowy początek dla Węgrów

Na tym tle Węgry serwują rynkowi zupełnie inną historię. Po 16 latach rządów Viktora Orbana dochodzi do politycznego przełomu, który w normalnych warunkach powinien zwiększać niepewność. Tym razem jest odwrotnie. Partia Tisza Petera Magyara według ostatnich doniesień zdobyła 138 mandatów w 199-osobowym węgierskim parlamencie. To nie tylko zwycięstwo, a wręcz deklasacja i uzyskanie większości pozwalającej zmieniać konstytucję czy odwoływać ludzi Orbana z satelitarnych stanowisk. Forint wyraźnie się umacnia, jakby rynek z góry zakładał, że zmiana władzy oznacza nie chaos, a reset. Przez lata napięte relacje z Brukselą skutkowały zamrożeniem środków unijnych i stałą premią za ryzyko. Teraz pojawia się scenariusz ich odblokowania, a wraz z nim nadzieja na napływ kapitału. Inwestorzy zdają się patrzeć na nowy rząd nie przez pryzmat politycznych znaków zapytania, ale potencjalnych korzyści strukturalnych. Złoty na tym tle zachowuje się bardziej zachowawczo – EUR/PLN utrzymuje się przy 4,25 zł, co sugeruje, że dwa przeciwstawne czynniki – risk off związany z Bliskim Wschodem oraz ocieplenie na Węgrzech – skutecznie się neutralizują.

Poniedziałkowy handel

Na rynku walutowym początek tygodnia ma w sobie więcej pauzy niż rozstrzygnięcia, ale ta cisza może być myląca. EUR/USD stabilizuje się w okolicach 1,168$ i oddala się od ostatnich maksimów, a złoty utrzymuje względną równowagę – EUR/PLN przy 4,25 zł i USD/PLN w rejonie 3,637 zł. To nie jest jednak komfortowa stabilizacja, tylko raczej moment zawieszenia między rosnącą siłą dolara a lokalną odpornością. Kalendarz makro na poniedziałek nie dostarcza impulsów do gry, ale rynek szybko znajdzie sobie nowe punkty zaczepienia. Rusza sezon wynikowy w USA, tradycyjnie otwierany przez największe banki, takie jak JPMorgan czy Goldman Sachs. To właśnie komentarze wokół nich mogą nadać ton kolejnym dniom – pytanie nie brzmi, czy wyniki będą dobre, ale czy zarządy zaczną sygnalizować, że droższa ropa i napięcia geopolityczne zaczynają realnie zmieniać warunki gry. W tle wróci też temat AI i jego wpływu na wyniki spółek, który w ostatnich kwartałach był jednym z głównych motorów narracji na Wall Street.

Bankowość w stanie permanentnej cyberwojny

Najpoważniejsze cyberzagrożenia dla sektora finansowego coraz częściej mają źródła poza jego własną infrastrukturą. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat odsetek banków dotkniętych incydentami u dostawców technologicznych tzw. trzeciego poziomu wzrósł o 25 proc. Równolegle sektor mierzy się z rosnącą skalą ataków wykorzystujących sztuczną inteligencję oraz zagrożeniem ze strony technologii kwantowej. Z raportu Fortinet „The European Banking Cybersecurity Report 2026” wynika, że trzy firmy na pięć w regionie EMEA nie są gotowe na erę zaawansowanych systemów obliczeniowych, a tylko 12 proc. rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe. W efekcie bankowość funkcjonuje dziś w warunkach skumulowanych, wzajemnie powiązanych ryzyk technologicznych i operacyjnych.

Każdy dodatkowy dostawca technologii, integracja API czy usługa zewnętrzna zwiększa zależność banku od zewnętrznego ekosystemu, w którym pojedynczy incydent może uruchomić efekt domina i przełożyć się na szersze zakłócenia operacyjne. Na tę rosnącą złożoność nakłada się presja regulacyjna. Obowiązujące od 2025 r. rozporządzenie DORA formalizuje odporność operacyjną sektora finansowego, czyniąc cyberbezpieczeństwo wymogiem prawnym, a nie wyłącznie technologicznym standardem.

Gdy algorytmy i szyfrowanie przestają być gwarancją bezpieczeństwa

Sztuczna inteligencja stała się jednym z kluczowych czynników zwiększających skalę i tempo cyberataków wymierzonych w sektor finansowy. Narzędzia generatywnej AI są wykorzystywane do tworzenia wiarygodnych kampanii phishingowych, podszywania się pod pracowników banków czy fałszowania komunikacji głosowej i wideo. Według danych z raportu „2025 Voice Intelligence and Security Report” firmy Pindrop, liczba prób oszustw z wykorzystaniem technologii deepfake wzrosła w 2024 r. aż o 1300 proc.

Równolegle rośnie skala ataków wymierzonych bezpośrednio w systemy bazujące na sztucznej inteligencji. Cyberprzestępcy coraz częściej próbują ingerować w zbiory danych wykorzystywane do trenowania i kalibracji modeli stosowanych przez banki, w tym tych wspierających wykrywanie nadużyć. W praktyce polega to na celowym wprowadzaniu spreparowanych dokumentów, nagrań głosowych lub rekordów transakcyjnych do zasobów treningowych AI, co stopniowo obniża jakość decyzji podejmowanych przez algorytmy. Jak pokazują badania Anthropic, już około 250 zmanipulowanych dokumentów może wystarczyć, aby osłabić wiarygodność działania dużych modeli językowych.

Cyberatak nie musi dziś polegać na przełamaniu zabezpieczeń infrastruktury. Wystarczy naruszyć integralność danych, aby model przestał prawidłowo identyfikować oszustwa czy oceniać ryzyko transakcji. Co istotne, tego typu manipulacje mogą pozostawać niewidoczne przez długi czas, stopniowo obniżając skuteczność mechanizmów bezpieczeństwa. Dlatego ochrona w sektorze finansowym musi obejmować cały cykl życia modelu AI: od kontroli jakości danych treningowych, przez ciągły monitoring anomalii, po regularną weryfikację wyników – mówi Joanna Chmielak, Enterprise Sales Manager w firmie Fortinet.

Jednocześnie rośnie ryzyko związane z rozwojem komputerów kwantowych. Jak wskazuje raport Fortinet, technologia kwantowa może do 2028 roku podważyć bezpieczeństwo kryptografii klucza publicznego, czyli systemów zabezpieczeń chroniących transakcje finansowe w sieci. W tym kontekście coraz częściej przywoływany jest scenariusz „zbierz teraz, odszyfruj później”, który zakłada, że dane przechwycone przez cyberprzestępców dziś mogą zostać odszyfrowane w przyszłości, gdy pojawią się wystarczająco zaawansowane systemy obliczeniowe. Z tej perspektywy banki, które nie wdrożą niezbędnych mechanizmów bezpieczeństwa, staną w obliczu poważnych zagrożeń. Tymczasem 61% organizacji w regionie EMEA przyznaje, że nie są przygotowane na erę postkwantową. Tylko 12% rozpoczęło wdrażanie zabezpieczeń odpornych na ataki kwantowe.

Cyfrowy łańcuch dostaw pod ostrzałem

Rosnąca automatyzacja ataków zbiega się w czasie z innym strukturalnym wyzwaniem sektora: systematycznym rozszerzaniem cyfrowego ekosystemu banków. Powierzanie utrzymania systemów IT i przetwarzania danych firmom zewnętrznym (outsourcing IT), korzystanie z usług chmurowych, rozwój modeli Banking-as-a-Service oraz udostępnianie systemów poprzez interfejsy API sprawiają, że instytucje finansowe coraz rzadziej działają w zamkniętym środowisku technologicznym. Każda integracja i każdy partner oznaczają nowe punkty styku z infrastrukturą bankową, a tym samym kolejne miejsca, w których może dojść do incydentu. Raport Fortinet, powołujący się na dane Security Scorecard, wskazuje, że 97 proc. europejskich banków odnotowało incydenty bezpieczeństwa u dostawców czwartego poziomu – firm świadczących usługi podmiotom współpracującym bezpośrednio z instytucjami finansowymi i pozostających poza ich bieżącym nadzorem operacyjnym. Dane te pokazują, że ryzyko nie kończy się na bezpośrednich relacjach biznesowych, lecz obejmuje cały rozproszony łańcuch współpracy.

Cyberprzestępcy rzadko atakują dziś frontalnie. Zamiast tego infiltrują słabsze ogniwa ekosystemu i wykorzystują przejęte dostępy do dalszej penetracji środowisk bankowych. Instytucje finansowe przestają być celem bezpośrednim. Stają się punktem końcowym ataku prowadzonego przez cały cyfrowy łańcuch dostaw – komentuje Joanna Chmielak z Fortinet.

Regulacje wymuszają nowy model bezpieczeństwa

W odpowiedzi na rosnącą złożoność zagrożeń sektor finansowy powinien przejść z modelu reaktywnego do podejścia bazującego na odporności operacyjnej. Obowiązujące od stycznia 2025 r. postanowienia rozporządzenia DORA wprowadzają jednolite wymogi w zakresie zarządzania ryzykiem ICT, obowiązkowe raportowanie incydentów w czasie rzeczywistym oraz testy odporności prowadzone na podstawie realnych scenariuszy ataków. Regulacje obejmują nie tylko same banki, lecz także ich kluczowych dostawców technologicznych, przenosząc odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo na poziom zarządów i całych łańcuchów współpracy. W praktyce oznacza to konieczność ciągłego monitorowania partnerów, automatyzacji reakcji na zagrożenia oraz integracji bezpieczeństwa z procesami biznesowymi – od wdrażania nowych usług po zarządzanie relacjami z podmiotami trzecimi.

Największą zmianą nie jest dziś sama skala cyberataków, lecz ich charakter. Zagrożenia przestały być incydentami technologicznymi, a stały się ryzykiem systemowym dla stabilności sektora finansowego. Europejska bankowość wchodzi w epokę permanentnej cyberobrony, w której kluczowa nie jest już zdolność zapobiegania każdemu atakowi, lecz umiejętność utrzymania ciągłości działania mimo ich występowania.

Warszawa i Kraków tanieją, Gdańsk drożeje. Rynek mieszkań z wyraźnymi kontrastami

Najnowsze wstępne dane transakcyjne z raportu Barometr Metrohouse i Credipass wskazują na kontynuację trendu stabilizacji cenowej z wyraźnymi różnicami lokalnymi. Po burzliwym okresie wysokich stóp procentowych, początek 2026 roku przynosi rynkowi wtórnemu dawkę optymizmu, napędzaną poprawą zdolności kredytowej Polaków.

Klienci wrócili na zakupy

I kwartał 2026 roku to okres, w którym rynek definitywnie pożegnał marazm wywołany inflacją. Widzimy realny wpływ obniżek stóp procentowych – klienci, którzy w 2025 roku wstrzymywali się z decyzjami, teraz wracają na rynek z konkretnymi decyzjami zakupowymi. Różnica między ostatnią ceną ofertową a transakcyjną oscyluje w granicach 3-5%, co świadczy o lepszym dopasowaniu oczekiwań sprzedających do realiów rynkowych.

W obszarze finansowania nieruchomości kluczowym sygnałem pozostaje postawa Rady Polityki Pieniężnej, która w kwietniu, zgodnie z rynkowymi prognozami utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie. – Jednak rynkowy koszt pieniądza potrafi rosnąć szybciej niż oficjalne stopy. Rynek często „wyprzedza” decyzje RPP, co sprawia, że mimo braku zmian w stopach banku centralnego, rzeczywisty koszt kredytu może wykazywać tendencje wzrostowe, zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass.

Wzrost dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, raportowany przez BIK (wzrost o ponad 50% r/r w końcówce 2025 r., a także optymistyczne dane z I kw. br.), przełożył się na zwiększony popyt na początku br. Dość stabilna sytuacja na rynku pracy oraz realny wzrost wynagrodzeń sprawiają, że nawet przy braku nowych programów dopłat, popyt organiczny jest wystarczający do podtrzymania cen na obecnych poziomach. Branża jednak liczy na jeszcze większe zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym. Hamulcem staje się osłabienie zainteresowania zakupami inwestycyjnymi wśród indywidualnych inwestorów.

Regionalne kontrasty: stolica tanieje, Pomorze w górę

Na rynku wtórnym do głosu dochodzą coraz większe różnice w regionach. W przypadku dwóch największych miast w Polsce widoczne są spadki średnich cen w transakcjach. Zarówno jeśli chodzi o obniżki kwartalne, jak rok do roku. W stolicy m kw. sprzedawany był średnio za 15 397 zł (-4,5 proc. kw./kw.) a w stolicy małopolski za 13 383 zł (-3,9 kw./kw.). Tymczasem w Gdańsku widać wzrosty średnich cen w transakcjach o 5,1 proc. do poziomu  13 420 zł za m kw. Jak twierdzą eksperci Metrohouse, na pomorskim rynku mamy do czynienia ze specyfiką związaną z zakupami inwestycyjnymi mieszkań, tym bardziej, że lokalizacja wyjątkowo sprzyja także wynajmowi krótkoterminowemu. To prowadzi do podtrzymania wysokiego popytu na mieszkania, co niekoniecznie ma miejsce w innych miastach, które nie mogą czerpać z dobrodziejstw tak atrakcyjnej lokalizacji.

Miasto Średnia cena transakcyjna w I kw. 2026 Różnica kw.kw. Różnica r/r Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 12 311 zł 2,9% 6,7% 605 000 zł 49
Kraków 13 383 zł -3,9% -2,4% 603 000 zł 45
Warszawa 15 397 zł -4,5% -3,7% 742 000 zł 48
Gdańsk 13 420 zł 5,1% 13,7% 659 000 zł 49
Łódź 7 747 zł 3,3% 4,8% 393 000 zł 50

Nowy trend: klienci szukają nieruchomości na przedmieściach

Coraz droższe centra miast wyzwalają potrzebę poszukiwań mieszkań już nie tylko w dzielnicach położonych dalej od centralnych rejonów, ale także na przedmieściach. – Taki trend może wpływać na nominalne obniżanie średnich cen mieszkań w poszczególnych miastach, dlatego tak ważne przy analizie jest zwracanie uwagi na rozkład terytorialny transakcji, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse.

Wielu klientów podchodzi do zakupu mieszkania z coraz większymi pokładami rozsądku, który prowadzi do zakupu większych i bardziej użytecznych metraży kosztem nieco dłuższego dojazdu do pracy. Jednak w żadnym z analizowanych miast średni nabywany metraż nie przekracza 50 m kw.

Rynek centrów danych w EMEA przyspiesza. Warszawa umacnia pozycję cyfrowego hubu regionu

Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield „EMEA Data Centre MarketBeat H2 2025”, rynek centrów danych w regionie EMEA wszedł w fazę przyspieszonego, choć coraz bardziej selektywnego wzrostu. Na koniec 2025 roku łączna moc operacyjna funkcjonujących obiektów przekroczyła 11,4 GW, co oznacza wzrost o 19% rok do roku. Jednocześnie moc obiektów będących w budowie wyniosła 2,7 GW, a kolejnych inwestycji na etapie planowania 12,1 GW, co podnosi całkowitą przewidywaną pojemność regionu do 26,2 GW.

Za dalszy rozwój rynku odpowiadają przede wszystkim: rosnąca adopcja chmury obliczeniowej, strategie cyfrowej suwerenności oraz globalny wyścig o infrastrukturę dla sztucznej inteligencji i obliczeń o wysokiej wydajności. Jak wskazuje Cushman & Wakefield, o kierunkach rozwoju sektora w coraz większym stopniu decydują dziś dostępność mocy, możliwość przyłączenia do sieci, intensywność emisyjna miksu energetycznego oraz przewidywalność procesów regulacyjnych.

Nie zmienia to faktu, że największe znaczenie w regionie nadal mają tzw. rynki Powerhouse – Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin oraz Mediolan, który dołączył do tego grona po przekroczeniu poziomu 1 GW łącznej mocy operacyjnej i pipeline’u. Sześć największych hubów odpowiada dziś za ok. 45% mocy operacyjnej w regionie EMEA oraz ponad 40% przyszłej podaży. Jednocześnie mierzą się one z coraz silniejszymi ograniczeniami strukturalnymi, takimi jak niedobór gruntów, ograniczona dostępność mocy, przeciążenia sieci i złożone regulacje. W efekcie coraz więcej dużych projektów, w tym kampusów hyperscale, kierowanych jest na rynki regionalne i wschodzące.

Na tym tle szczególnie mocno wyróżnia się Warszawa, która została sklasyfikowana jako nowy rynek o ugruntowanej pozycji. Stołeczny rynek umacnia tym samym swoją rolę jako najważniejszy hub infrastruktury cyfrowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Na koniec 2025 roku moc operacyjna centrów danych w regionie Warszawy osiągnęła 157 MW, co oznacza wzrost o około 10% rok do roku, natomiast w skali całej Polski przekroczyła 210 MW. Jednocześnie warszawski pipeline wzrósł o 45%, osiągając blisko 160 MW, z czego 11 MW pozostaje w budowie, a 148 MW znajduje się na etapie planowania”, mówi Kamil Żach, Head of Industrial Sector, Cushman & Wakefield.

Silne fundamenty gospodarcze, duży rynek wewnętrzny, szybka cyfryzacja przedsiębiorstw i dostęp do wysoko wykwalifikowanych specjalistów sprawiają, że Warszawa przyciąga zarówno operatorów colocation, jak i globalnych dostawców chmury. Miasto pełni dziś funkcję głównej „bramy chmurowej” dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej – działają tu już regiony chmurowe takich firm jak Google Cloud, Microsoft Azure i OVHcloud. Dodatkowym atutem pozostaje stabilność instytucjonalna wynikająca z członkostwa Polski w UE i NATO.

Mimo bardzo dobrych perspektyw rynek nie jest wolny od wyzwań

Skala inwestycji będących aktualnie w fazie budowy w Polsce spadła, co jest bezpośrednio związane z wydłużającym się czasem oczekiwania na przyłącza do sieci, ograniczoną dostępnością stacji elektroenergetycznych oraz rosnącymi kosztami realizacji inwestycji. Dodatkowo krajowy miks energetyczny, nadal częściowo oparty na węglu, oznacza dla operatorów wyższe koszty emisji i większą ekspozycję na ryzyka regulacyjne. Pomimo tych barier Warszawa pozostaje najbardziej wiarygodnym rynkiem wielkoskalowych centrów danych w Europie Wschodniej”, dodaje Kamil Żach.

W ocenie Cushman & Wakefield to właśnie połączenie skali krajowego rynku, dojrzałego ekosystemu chmurowego, stabilności instytucjonalnej i rosnącego znaczenia regionu CEE sprawia, że stolica Polski ma dziś wyjątkowo mocną pozycję na mapie europejskiej infrastruktury cyfrowej.

Artur Wójcik objął stanowisko Dyrektora Operacyjnego Stacji Paliw Intermarché

Od 1 kwietnia 2026 roku za rozwój obszaru stacji paliw w Grupie Muszkieterów odpowiada Artur Wójcik. To menedżer z wieloletnim doświadczeniem w handlu i zarządzaniu operacyjnym, który w ostatniej dekadzie odpowiadał m.in. za rozwój i funkcjonowanie sieci ponad 500 punktów sprzedaży w Polsce.

Artur Wójcik wnosi do Grupy Muszkieterów doświadczenie zdobywane w międzynarodowym środowisku handlu detalicznego. Przez ostatnich 10 lat był związany z koncernem BP, gdzie odpowiadał m.in. za rozwój sprzedaży i zarządzanie ofertą convenience i łańcuchem wartości w sieci kilku tysięcy punktów sprzedaży w Polsce i Europie. W tym czasie wdrażał strategie sprzedażowe i ofertowe zorientowane na potrzeby klientów. Wcześniej pracował również w Grupie Metro, gdzie uczestniczył we wdrażaniu rozwiązań biznesowych oraz strategii marketingowych i sprzedażowych na wielu rynkach.

W swojej dotychczasowej pracy łączył wiedzę rynkową z praktyką zarządzania na poziomie lokalnym, regionalnym i globalnym. Ma doświadczenie w tworzeniu strategii biznesowych skierowanych zarówno do partnerów biznesowych, jak i klientów indywidualnych. Specjalizuje się także w rozwoju modeli franczyzowych oraz nowoczesnych formatów sprzedaży. W nowej roli odpowiada za dalszy rozwój segmentu stacji paliw i wzmacnianie jego pozycji rynkowej.

– Segment stacji paliw wymaga dziś sprawnego zarządzania operacyjnego, dobrej znajomości rynku i umiejętności rozwijania oferty w sposób odpowiadający na realne potrzeby klientów. Doświadczenie Artura Wójcika bardzo dobrze wpisuje się w te wyzwania. Jestem przekonany, że będzie ważnym wsparciem dla dalszego rozwoju tego obszaru w Grupie Muszkieterów – mówi Adrian Podziemski, prezes sieci Intermarché.

Przekazanie obowiązków zaplanowano etapowo, tak aby zapewnić ciągłość zarządzania tym obszarem. Do końca kwietnia Tomasz Kruk wspiera wdrożenie Artura Wójcika, a w organizacji pozostaje do 30 czerwca 2026 roku.

Ropa drożeje po fiasku rozmów USA-Iran. Inwestorzy obawiają się eskalacji

Fiasko trwających ponad 20 godzin rozmów między delegacjami Stanów Zjednoczonych i Iranu wyraźnie podniosło poziom niepewności na globalnych rynkach finansowych. Już od początku negocjacji było jasne, że stanowiska obu stron pozostają na tyle odległe, iż szybkie osiągnięcie porozumienia wydawało się mało realne. Dla inwestorów kluczowe znaczenie mają teraz dalsze decyzje Białego Domu, zwłaszcza po zapowiedzi blokady Cieśniny Ormuz przez amerykańską marynarkę wojenną. Taki ruch zwiększa presję na Teheran, ale jednocześnie podnosi ryzyko poważnych zakłóceń w globalnym handlu ropą, ponieważ przez ten strategiczny szlak transportowana jest istotna część surowców energetycznych z regionu Zatoki Perskiej. W trudniejszej sytuacji znajdują się także państwa powiązane gospodarczo z Iranem, w tym przede wszystkim Chiny, które mimo napięć korzystały dotąd z dostępu do surowców z tego obszaru.

Najsilniejszą reakcję widać na rynku ropy. Cena Brent wzrosła o ponad 8 proc. i ponownie przekroczyła poziom 104 dolarów za baryłkę, co odzwierciedla rosnącą premię za ryzyko geopolityczne. Inwestorzy obawiają się, że dalsza eskalacja mogłaby doprowadzić do ograniczenia podaży surowca, wzrostu kosztów transportu oraz zakłóceń w funkcjonowaniu infrastruktury wydobywczej w regionie. Dodatkowym źródłem napięcia są sygnały płynące z Teheranu, który zapowiada zdecydowaną odpowiedź na wszelkie próby ograniczania swobody żeglugi i kontroli nad portami w Zatoce Perskiej oraz na Morzu Omańskim. Tego rodzaju deklaracje wzmacniają przekonanie, że sytuacja pozostaje niestabilna, a rynek ropy będzie w najbliższym czasie szczególnie wrażliwy na wszelkie komunikaty polityczne i militarne.

Podwyższona niepewność szybko przełożyła się również na rynek akcji. Giełdy azjatyckie zareagowały spadkami, choć ich skala była na razie umiarkowana w relacji do dynamiki wzrostu cen ropy. Hang Seng, KOSPI i Nikkei traciły nieco ponad 1 proc., a kontrakty terminowe sugerowały podobnie słabe otwarcie na parkietach europejskich, co też i miało miejsce po godzinie 9:00. To pokazuje, że inwestorzy zaczęli uwzględniać w wycenach ryzyko wyższej inflacji, wzrostu kosztów energii oraz możliwego pogorszenia perspektyw wzrostu gospodarczego. Najbardziej narażone na presję pozostają rynki i sektory wrażliwe na ceny paliw i transportu, podczas gdy relatywnie lepiej mogą zachowywać się spółki surowcowe korzystające na wzroście notowań ropy.

Mimo gwałtownej reakcji rynków scenariusz pełnoskalowej eskalacji militarnej nadal nie jest przesądzony. Taki rozwój wydarzeń oznaczałby dla Stanów Zjednoczonych wysokie koszty polityczne i gospodarcze, zwłaszcza że Iran pokazał już zdolność do przeprowadzania dotkliwych kontrataków wymierzonych w region i infrastrukturę energetyczną. Dlatego bardziej prawdopodobne wydaje się, że obie strony, mimo załamania rozmów, będą próbowały utrzymać się na ścieżce ograniczonej deeskalacji. Z punktu widzenia rynków oznacza to utrzymanie podwyższonej zmienności: ropa może pozostać droga, a globalne indeksy akcyjne podatne na kolejne fale nerwowości, dopóki nie pojawią się wyraźniejsze sygnały stabilizacji sytuacji geopolitycznej.

Orban oddaje władzę, ropa drożeje, dolar się umacnia

Wczorajsze wybory na Węgrzech pokazały wyraźne zwycięstwo głównej opozycyjnej partii Tisza. Wojna w Zatoce Perskiej nie jest bliska zakończenia. Inflacja w USA rośnie, ale zgodnie z oczekiwaniami.

Nowa władza na Węgrzech

Nie znamy jeszcze ostatecznych wyników wyborów na Węgrzech, ale nawet bardzo sprzyjające Orbanowi ośrodki komunikują zdecydowaną przewagę opozycyjnej partii Tisza. Oznacza to, że po 16 latach Viktor Orban oddaje stery w państwie, a lider opozycji będzie w stanie utworzyć samodzielny rząd. Wszystko to działo się przy zaskakująco dużej frekwencji – niemal 80%. Co ważne, przywódca partii Fidesz uznał wynik wyborów i pogratulował swojemu następcy.  Jak reagują rynki? Dzisiaj na otwarciu pomimo tego, że polski złoty tracił względem euro, to forint zyskiwał. Pokazuje to, że optymizm związany ze zmianami władzy jest znacznie silniejszy niż niepokoje w geopolityce. Umocnienie forinta spowodowane jest nadzieją na zakończenie konfliktów Węgier z UE i napływ kapitału do tego kraju.

Wojna w Zatoce Perskiej

Zawieszenie broni w ramach konfliktu Izraela i USA z Iranem jest wyjątkowo mało skuteczne – szczególnie fragment o umożliwieniu ruchu statków. USA kieruje w stronę zatoki flotę w celu udrożnienia Cieśniny Ormuz. W weekend doszło również do kolejnych ataków, w tym takich dotyczących infrastruktury energetycznej. Pojawiły się również mocne wypowiedzi prezydenta USA w sprawie obecnej sytuacji, mogące sugerować zaostrzenie atmosfery. Typowo dla tego konfliktu, gdy tylko pojawiają się groźby eskalacji, w górę idzie ropa naftowa i dolar amerykański. Baryłka ropy Brent kosztowała przed weekendem 95 USD, a dzisiaj rano jest to już poziom 102 USD. Co ciekawe, mocniej w górę wyskoczył surowiec WTI (amerykańska ropa). Również dolar umacniał się od otwarcia. Na rynku walutowym widzimy jednak wyraźną korektę.

Inflacja za oceanem

Wczoraj poznaliśmy dane z USA na temat zmian cen dla konsumentów w marcu. Rynek oczekiwał wzrostu o 3,3% i tyle właśnie zobaczyliśmy. Jeszcze miesiąc temu było to 2,4%. Mamy zatem widoczny wpływ konfliktu w Zatoce Perskiej. Trzeba jednak pamiętać, że marzec zaczął się przy cenie baryłki 70 USD. Poziom 100 USD amerykańska ropa zaczęła przekraczać dopiero w ostatnich dniach miesiąca. Co to oznacza? Kwiecień – jeżeli nie dojdzie do stabilizacji – będzie jeszcze wyraźnie trudniejszy dla portfeli konsumentów. To wszystko również przekłada się na umocnienie dolara. Im wyższa bowiem jest inflacja, tym później należy się spodziewać obniżek stóp procentowych. Podwyżki na razie są niby wykluczone, ale jeśli konflikt będzie eskalować a inflacja rosnąć, nie można ich wykluczyć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Magazyny w największych regionach Polski. Gdzie popyt trzyma siłę, a gdzie rośnie ostrożność

Rynek w liczbach:

  • 7,4 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 640 tys. mkw. w budowie
  • 4,90 – 8,00 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc obszar w mieście
  • 3,20 – 6,95 czynsz euro/ mkw./ miesiąc obszar poza miastem

Warszawa I – obszar w mieście

Gotowa powierzchnia w centrum uwagi

W I strefie warszawskiej dominowali klienci oczekujący szybkiego rozpoczęcia działalności, często w ciągu 2–3 miesięcy od podpisania umowy. Kluczowe znaczenie miała dla nich dostępność modułów oraz sprawna realizacja części biurowej.

Logistyka ostatniej mili napędza popyt

Większość transakcji koncentrowała się w przedziale 2 000 – 3 000 mkw., przy czym pojedyncze projekty osiągały około 8 000 – 10 000 mkw. Struktura popytu miała w dużej mierze charakter dystrybucyjny i miejski. W procesach negocjacyjnych dominowały zachęty w postaci okresów zwolnień z czynszu oraz budżetów na aranżację powierzchni biurowej i magazynowej.

Lokalizacje przyjazne pracownikom jako kluczowy atut

Najemcy zwracali szczególną uwagę na jakość i funkcjonalność części biurowej, dostępność miejsc parkingowych oraz dobre skomunikowanie z miastem. Wśród najczęściej wybieranych lokalizacji utrzymywały się Targówek oraz okolice Okęcia.

Zielona logistyka zyskuje na znaczeniu

Zrównoważony rozwój odgrywa coraz większą rolę, a najemcy coraz częściej włączają do negocjacji najmu wymagania dotyczące instalacji paneli fotowoltaicznych. Kwestie środowiskowe stają się rosnącym priorytetem, szczególnie w projektach logistyki miejskiej.

Warszawa II – obszar poza miastem

Przedłużenia umów dominują w strukturze popytu

Renegocjacje umów najmu pozostawały główną aktywnością na rynku. Zaobserwowaliśmy ograniczony popyt na duże moduły,

ponieważ większość najemców utrzymywała dotychczasową skalę działalności lub decydowała się jedynie na niewielkie rozszerzenia.

Presja na czynsze

Nowo ukończone projekty zwiększyły presję cenową w konkurencji ze starszymi, tańszymi obiektami. W efekcie obserwowano wyraźną presję na stawki efektywne oraz większą elastyczność właścicieli w zakresie pakietów zachęt, co wzmacniało pozycję negocjacyjną najemców.

Ostrożne podejście do nowych inwestycji

W 2025 roku oddano do użytkowania kilka nowych obiektów magazynowych, jednak część z nich pozostawała w trakcie komercjalizacji i oczekiwała na pierwsze umowy najmu. Skala projektów spekulacyjnych była ograniczona, a nowe inwestycje realizowano ostrożnie.

„W 2025 roku warszawski rynek magazynowy wszedł w fazę większej równowagi, przechodząc od dynamicznej ekspansji do bardziej selektywnego rozwoju.

Ostrożniejsze podejście deweloperów i realizacja projektów głównie z zabezpieczonym popytem przełożyły się na większą równowagę po stronie podaży. Jednocześnie znacząca część aktywności koncentrowała się wokół powierzchni dostępnych od zaraz, odpowiadających na bieżące potrzeby najemców.” – Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency

Górny Śląsk

Rynek w liczbach:

  • 6,2 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 200 tys. mkw. w budowie
  • 3,80 – 5,40- czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Najemcy świadomi ryzyka

Widoczna była większa ostrożność po stronie najemców; rzadziej decydowali się na relokacje, częściej natomiast renegocjowali istniejące umowy, koncentrując się na optymalizacji kosztów i efektywności operacyjnej. Ekspansje były realizowane w sposób bardziej przemyślany i uzależniony od realnego wzrostu biznesu.

Rynek napędzany logistyką i produkcją

Największą aktywnością cieszyły się strategiczne lokalizacje, takie jak Gliwice, Sosnowiec czy Ruda Śląska. Region nadal przyciągał firmy łączące działalność logistyczną i produkcyjną. Strukturę najemców tworzyły zarówno firmy 3PL, jak i przedsiębiorstwa produkcyjne, w tym z sektora motoryzacyjnego, co potwierdza zróżnicowany i odporny charakter rynku.

ESG jako czynnik przewagi konkurencyjnej

Czynsze bazowe utrzymywały się na stabilnym poziomie, a umiarkowana nowa podaż nie generowała istotnej presji spadkowej.

Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera jakość techniczna budynków i aspekty ESG; certyfikaty środowiskowe, instalacje fotowoltaiczne, poprawiona izolacyjność czy energooszczędne systemy oświetlenia stały się ważnym elementem konkurencyjności projektów.

„W 2025 r. rynek magazynowy na Górnym Śląsku wszedł w fazę stabilizacji po okresie bardzo dynamicznego wzrostu w latach poprzednich. Podaż i popyt zaczęły się równoważyć, a aktywność deweloperów stała się bardziej selektywna. Ograniczono skalę inwestycji spekulacyjnych, koncentrując się głównie na projektach zabezpieczonych umowami pre-let oraz realizacjach typu BTS, dostosowanych do konkretnych potrzeb najemców.

Górny Śląsk umocnił swoją pozycję jako dojrzały, stabilny i dobrze skomunikowany rynek logistyczno-przemysłowy, w którym

kluczową rolę odgrywały ostrożność decyzyjna, renegocjacje oraz wysoki standard realizowanych inwestycji.” – Łukasz Ciepły, Director, Industrial Agency

Wrocław

Rynek w liczbach:

  • 5,5 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 130 tys. mkw. w budowie
  • 3,15 – 5,50- czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Lider nowej podaży w Polsce

W 2025 roku region wrocławski należał do najbardziej aktywnych rynków magazynowych w Polsce pod względem nowej podaży.

Do użytku oddano ponad 300 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co plasuje Wrocław wśród trzech największych pod tym względem rynków w kraju.

Rosnąca rola projektów produkcyjnych

Dolny Śląsk od wielu lat przyciąga inwestycje produkcyjne z sektorów motoryzacyjnego, elektroniki oraz produkcji komponentów, co wpływa na strukturę popytu na powierzchnie magazynowo-produkcyjne. W 2025 roku znacząca część zapytań dotyczyła obiektów z możliwością adaptacji pod lekką produkcję lub realizowanych w formule build-to-suit.

Stabilizacja po okresie dynamicznego wzrostu

Po bardzo intensywnym okresie rozwoju w latach 2021-2023 rynek magazynowy we Wrocławiu w latach 2024-2025 wszedł w fazę większej stabilizacji. Deweloperzy ostrożniej podchodzili do realizacji nowych projektów spekulacyjnych, a część inwestycji była rozpoczynana dopiero po zabezpieczeniu najemców umowami pre-let.

Jednocześnie większa dostępność powierzchni na rynku, przy wskaźniku pustostanów na poziomie ok. 9–11%, pozwalała najemcom prowadzić procesy decyzyjne w bardziej komfortowych warunkach i dokładniej analizować dostępne opcje.

Stabilizacja stawek czynszowych

Po okresie dynamicznych wzrostów czynszów w poprzednich latach, w 2025 roku zaobserwowaliśmy ich stabilizację. Bazowe stawki czynszów w regionie Wrocławia najczęściej mieściły się w przedziale 3,15 – 5,50 euro/mkw./miesiąc, w zależności od lokalizacji, standardu budynku oraz długości umowy najmu.

Większa konkurencja pomiędzy właścicielami obiektów oraz rosnąca dostępność powierzchni sprawiały, że najemcy częściej mogli negocjować korzystniejsze warunki.

„Aglomeracja wrocławska pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków logistyczno-produkcyjnych w Polsce. Region korzysta z bardzo dobrego położenia blisko granicy z Niemcami i Czechami oraz rozwiniętej infrastruktury drogowej, w tym autostrady A4 i drogi ekspresowej S8. Przyciąga zarówno operatorów logistycznych obsługujących handel międzynarodowy, jak i firmy produkcyjne z sektorów motoryzacyjnego, elektroniki oraz AGD.

Pomimo wyraźnej stabilizacji rynku po okresie dynamicznego wzrostu Wrocław pozostaje jedną z najbardziej atrakcyjnych lokalizacji magazynowych w kraju. W dłuższej perspektywie rozwój regionu będzie wspierany przez silne zaplecze przemysłowe Dolnego Śląska, dalszy rozwój infrastruktury transportowej oraz rosnące znaczenie regionu w europejskich łańcuchach dostaw.” – Dorota Koseska, Director, Industrial Agency

Polska Centralna

Rynek w liczbach:

  • 5,3 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 170 tys. mkw. w budowie
  • 3,50 – 4,60 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Czwarty co do wielkości rynek magazynowy

Na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo – przemysłowej w Polsce Centralnej osiągnęły około 5,3 mln mkw., co stanowi około 14% całkowitej podaży magazynowej w Polsce. Region pozostaje jednym z największych rynków

logistycznych w kraju, choć w ostatnim czasie został wyprzedzony pod względem wielkości przez Dolny Śląsk.

Region napędzany logistyką

Istotną rolę w regionie odgrywają najemcy logistyczni. Polska Centralna pełni funkcję centralnego ośrodka dystrybucyjnego dla całego kraju, dlatego dominują tutaj duże centra logistyczne obsługujące zarówno rynek krajowy, jak i międzynarodowy.

Rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania ESG

Coraz istotniejsze są również kwestie związane z ESG oraz efektywnością energetyczną budynków. Najemcy coraz częściej wybierają magazyny wyposażone w instalacje fotowoltaiczne, systemy energooszczędne oraz posiadające certyfikaty środowiskowe, takie jak BREEAM. Rozwiązania te pozwalają ograniczać koszty eksploatacyjne oraz zmniejszać wpływ działalności na środowisko.

„Istotną rolę w regionie odgrywają najemcy z sektora logistyki, obsługujący zarówno rynek krajowy, jak i międzynarodowy. Dlatego też w Polsce Centralnej obserwowany jest rosnący popyt na magazyny typu cross-dock (x-dock), które umożliwiają szybkie

przeładunki i minimalizację czasu składowania towarów. Trend ten wynika przede wszystkim z rozwoju logistyki miejskiej oraz rosnących oczekiwań dotyczących skracania czasu dostaw. Obiekty tego typu zyskują na znaczeniu szczególnie w pobliżu głównych węzłów transportowych i dużych aglomeracji.” – Katarzyna Burlińska, Senior Consultant, Industrial Agency

Poznań

Rynek w liczbach:

  • 4,0 mln mkw. istniejącej powierzchni
  • 40 tys. mkw. w budowie
  • 3,65 – 6,00 – czynsz euro/ mkw./ miesiąc

Wzrost pustostanów i ostrożność rynkowych graczy

Rok 2025 był dla poznańskiego rynku magazynowego okresem wyraźnego spowolnienia. Na rynek trafiła znacząca ilość dostępnej powierzchni, co przełożyło się na wzrost poziomu pustostanów i większą ostrożność zarówno po stronie deweloperów, jak i najemców. Nowe projekty spekulacyjne realizowano w ograniczonym zakresie, a aktywność inwestycyjna wyraźnie wyhamowała.

Najemcy z sektora logistyki i handlu

Struktura popytu miała charakter zachowawczy i była porównywalna do innych regionów w Polsce, dominowały firmy logistyczne oraz handlowe, przy wyraźnej przewadze renegocjacji nad nowymi umowami.

Popyt napędzany przedłużeniami umów

Ograniczona liczba dużych przetargów logistycznych oraz relatywnie wysoka dostępność powierzchni sprawiły, że większość transakcji dotyczyła utrzymania dotychczasowych lokalizacji lub obejmowała mniejsze moduły niż w głównych hubach, takich jak Warszawa czy Polska Centralna.

„Pomimo stawek czynszowych konkurencyjnych względem Polski Centralnej, region nie przyciągnął w 2025 roku znaczącej liczby dużych relokacji, a większość znaczących projektów realizowana była w innych miastach. Mniejszy udział wielkoskalowych operacji logistycznych i e-commerce przełożył się na ograniczone zapotrzebowanie na powierzchnie powyżej 10 000 mkw.

Jednocześnie miniony rok pokazał, jak wrażliwy i elastyczny potrafi być poznański rynek: pojedyncze większe zapytanie było w stanie wyraźnie ożywić aktywność i skierować uwagę inwestorów na region. Oznacza to, że mimo przejściowego spowolnienia Poznań pozostaje rynkiem o realnym potencjale, reagującym dynamicznie na impulsy popytowe.” – Katarzyna Madej, Director, Industrial Agency

Mniej nowych inwestycji, wysoki popyt i spadek pustostanów na rynku magazynowym w Polsce

Według najnowszego raportu „Rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, w 2025 roku rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce wszedł w fazę stabilizacji. Znacznie ograniczona nowa podaż i wysoki popyt ze strony najemców doprowadziły do stopniowego spadku wskaźnika pustostanów i poprawy równowagi rynkowej. W ubiegłym roku deweloperzy w coraz większym stopniu uzależniali rozpoczęcie nowych inwestycji od podpisania umów przednajmu, a na rynku najmu nadal dominowały renegocjacje. Czynsze za najbardziej atrakcyjne powierzchnie utrzymywały się na stabilnym poziomie, natomiast pakiety zachęt dla najemców znacząco się różniły w zależności od lokalizacji i standardu obiektu.

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce osiągnęły niemal 36,6 mln mkw., co przekłada się na wzrost o 5,9% w ujęciu rocznym. W całym ubiegłym roku oddano do użytkowania prawie 1,7 mln mkw., tj. o ponad 35% mniej niż rok wcześniej i najmniej od 2016 roku.

– Obserwowany w ostatnich latach dynamiczny rozwój rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce przyczynił się do większej równowagi między popytem a podażą. Nowe inwestycje obecnie powstają w bardziej zrównoważonym tempie, a decyzje o ich realizacji coraz częściej uzależnione są od faktycznego zapotrzebowania zgłaszanego przez najemców. W całym 2025 roku deweloperzy rozpoczęli budowę prawie 1,9 mln mkw. magazynów w odpowiedzi

na bieżący popyt ze strony najemców. Natomiast inwestycje realizowane w pełni spekulacyjnie nadal należą do rzadkości. Ponad 60% powierzchni w obiektach będących w budowie zostało już wynajęte, a jedynie nieliczne projekty powstają całkowicie bez umów przednajmu – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Całoroczny wolumen transakcji najmu na rynku powierzchni magazynowych i przemysłowych w Polsce wyniósł niemal 6,64 mln mkw. i był wyższy od zarejestrowanego rok wcześniej o 14%.

Aktywność zarówno najemców, jak i deweloperów skupiała się na sześciu głównych rynkach magazynowych (Warszawie i okolicach, Górnym Śląsku, Polsce Centralnej, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Trójmieście), które łącznie odpowiadały za prawie 83% wszystkich umów najmu sfinalizowanych w 2025 roku.

Podaż powierzchni magazynowej oraz powierzchnia w budowie

W 2025 roku deweloperzy wybudowali łącznie blisko 1,7 mln mkw., nowoczesnej

powierzchni magazynowo-przemysłowej. Rynkami o największej aktywności deweloperskiej w minionym roku były województwa dolnośląskie, mazowieckie i śląskie, gdzie oddano do użytkowania odpowiednio 349 800 mkw., 303 850 mkw. i 294 500 mkw. nowej powierzchni.

Na koniec IV kwartału 2025 roku w budowie pozostawało prawie 1,8 mln mkw. powierzchni magazynowej i przemysłowej. Najwięcej nowych obiektów powstawało w tym czasie w woj. mazowieckim (647 850 mkw.) i pomorskim (220 850 mkw.) oraz na Górnym Śląsku (191 900 mkw.) i w Polsce Centralnej (188 750 mkw.). Łącznie prawie 80% realizowanych w Polsce inwestycji magazynowych przypada na sześć największych regionów naszego kraju.

Aktywność najemców na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce

W 2025 roku najemcy wynajęli prawie 6,64 mln mkw. powierzchni magazynowo-przemysłowej (z wyłączeniem umów krótkoterminowych), co stanowi wzrost o 14% w ujęciu rocznym. Najwyższą aktywność najemców odnotowano w województwach mazowieckim, łódzkim, śląskim i dolnośląskim, których udział w całkowitym wolumenie transakcji wyniósł odpowiednio 21,2%, 17,7%, 16,2% i 13,0%.

W strukturze transakcji zawartych w 2025 roku dominowały renegocjacje, które stanowiły 52,1% całkowitego wolumenu. Nowe umowy najmu, w tym dotyczące realizacji projektów typu BTS, również zaznaczyły swój wyraźny udział w ubiegłorocznym popycie – wyniósł on aż 40,8%. Pozostałe 7,1% przypadło na ekspansje. Warto również zaznaczyć, że w 2025 roku najemcy wynajęli nieco ponad 213 550 mkw. na podstawie umów krótkoterminowych (do jednego roku).

Wśród wybranych największych transakcji minionego roku znalazły się m.in. renegocjacja połączona z powiększeniem powierzchni magazynowej zajmowanej przez firmę Agata w kompleksie Mapletree Piotrków II do ponad 128 000 mkw. oraz renegocjacja i ekspansja poufnego najemcy z sektora produkcyjnego w Segro Logistics Park Stryków do 120 150 mkw. W 2025 roku zawarto łącznie ponad 840 umów najmu, a średnia wielkość transakcji wyniosła ok. 8000 mkw. Czternaście z nich przekroczyło 50 000 mkw., w tym cztery – 100 000 mkw.

Magazyny do wynajęcia

Według ekspertów Newmark Polska pod koniec ubiegłego roku najemcy mieli do dyspozycji prawie 2,7 mln mkw. powierzchni dostępnej w istniejących obiektach oraz nieco ponad 690 000 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji.

Na koniec IV kwartału 2025 roku średni wskaźnik pustostanów dla całego kraju wyniósł 7,4%, co oznacza spadek o 0,1 p.p. rok do roku. Najwyższe poziomy wakatów zaobserwowano w województwie świętokrzyskim (17,2%), lubuskim (16,2%) oraz lubelskim (10,9%), natomiast najniższym wskaźnikiem pustostanów charakteryzowały się województwa podlaskie (brak wolnej powierzchni), zachodniopomorskie (1,2%) i opolskie (1,2%).

Czynsze

W 2025 roku czynsze za wynajem powierzchni magazynowych i przemysłowych najwyższej klasy pozostawały na stosunkowo stabilnym poziomie. Jednak w regionach charakteryzujących się wyższym wskaźnikiem pustostanów najemcy dysponowali większą siłą negocjacyjną, co pozwalało na uzyskanie niższych stawek czynszu efektywnego oraz bardziej rozbudowanych pakietów zachęt. Odmienną sytuację obserwowano w przypadku nowoczesnych obiektów oferujących wysoki standard techniczny i rozwiązania proekologiczne, gdzie właściciele wykazywali mniejszą skłonność do ustępstw w negocjacjach. Najwyższe stawki czynszowe nadal utrzymywały się w Warszawie (strefa I) oraz w województwie pomorskim.

Rynek inwestycyjny

W 2025 roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wyniósł niemal 4,5 mld euro, co oznacza spadek o ok. 13% w porównaniu z poprzednim rokiem.

Nieruchomości magazynowe należały do grona najbardziej płynnych segmentów rynku. W 2025 roku odpowiadały za ponad 32% całkowitego wolumenu transakcji inwestycyjnych, zajmując drugie miejsce w strukturze sektorowej. Zawarto 34 transakcje o łącznej wartości niemal 1,5 mld euro, co oznacza wzrost o ok. 10% rok do roku. Zainteresowanie inwestorów koncentrowało się zarówno na pojedynczych aktywach typu core/core+, jak i na portfelach logistycznych oraz obiektach produkcyjnych zabezpieczonych długoterminowymi umowami najmu.

– W obliczu obecnej niepewności geopolitycznej obserwujemy wstrzymanie bądź opóźnienie łagodzenia polityki finansowej zarówno w strefie euro, jak i w Polsce. Niemniej jednak perspektywy makroekonomiczne Polski pozostają pozytywne. W centrum zainteresowania inwestorów pozostaną obiekty magazynowe zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu oraz projekty zlokalizowane wzdłuż głównych korytarzy logistycznych i w największych aglomeracjach. Rosnące znaczenie w strategiach inwestycyjnych będą odgrywać standardy techniczne i środowiskowe. Nieruchomości spełniające wysokie wymagania ESG utrzymają przewagę konkurencyjną, podczas gdy starsze obiekty staną w obliczu rosnącej presji modernizacyjnej lub korekty wartości. Inwestorzy nadal będą koncentrować się na aktywach o relatywnie wysokim poziomie bezpieczeństwa, a sektor logistyczny, który pozostaje najbardziej płynnym segmentem rynku inwestycyjnego w Polsce, powinien nadal pozostawać w kręgu ich zainteresowania – mówi Urszula Sobczyk, Dyrektor Działu Wycen firmy Newmark Polska.

Polska w czołówce Europy

Bezsprzecznym atutem polskiego rynku magazynowego jest jego nowoczesność. Pod koniec 2025 roku ponad 70% istniejących zasobów miało mniej niż dziesięć lat, a ponad 42% – nie więcej niż pięć lat. Doceniają to zarówno deweloperzy i inwestorzy, jak i najemcy.

– Pod względem zasobów nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej Polska należy do największych rynków w Europie, ustępując jedynie takim krajom jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja. Jednocześnie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce pozostaje wyraźnie wyższe niż w wielu dojrzałych gospodarkach Europy Zachodniej, dzięki czemu nasz kraj należy do grona liderów rozwoju sektora logistycznego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Polska systematycznie umacnia swoją pozycję kluczowego hubu logistycznego w Europie. W najbliższych latach sektor ten nadal będzie się rozwijał, choć tempo wzrostu będzie w dużej mierze uzależnione od sytuacji gospodarczej w Europie oraz zmian zachodzących w globalnych łańcuchach dostaw – podsumowuje Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

UJ opracował ekologiczne podłoża, które zatrzymują deszczówkę nawet o 20 dni dłużej

Woda deszczowa może dłużej pozostawać w miastach. Na Uniwersytecie Jagiellońskim opracowano nowe rozwiązania dla błękitno-zielonej infrastruktury. Estetyczne, trwałe i przede wszystkim przyjazne środowisku, bo oparte na materiałach pochodzących z recyklingu.

Miasta coraz częściej mierzą się z dwiema skrajnościami klimatycznymi: gwałtownymi opadami i długimi okresami bez deszczu. Podczas opadów woda zbyt szybko odpływa z miast do kanalizacji burzowej, co w okresach suszy potęguje problem przegrzewania się przestrzeni publicznych i wysychania zieleni. Odpowiedzią na to są opracowane przez interdyscyplinarny zespół badaczy z UJ dwa rozwiązania, które pozwalają zatrzymać w podłożu deszczówkę przez długi okres.

Utrzymać wodę jak najdłużej

Opracowane technologie to zintegrowane kompozycje podłoże-roślina przeznaczone do zastosowania w małej błękitno-zielonej infrastrukturze miejskiej. W obu opracowanych rozwiązaniach celem nadrzędnym jest zatrzymanie, spowolnienie tempa odpływu wody deszczowej przy zastosowaniu metod sprzyjających środowisku naturalnemu i w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

– Zbadaliśmy możliwości użycia odpadów budowlanych jako podłoże, które w optymalny sposób akumuluje wody opadowe i jednocześnie pozwala łatwo utrzymać wybrane rośliny. Najlepsze wyniki daje zastosowanie rozdrobnionego gruzu ceglanego lub marglowego, wymieszanego z kompostem. Na takim podłożu nasadzamy macierzankę piaskową lub inne gatunki macierzanki, które doskonale sobie radzą w najtrudniejszych warunkach pogodowych. Wykazaliśmy, że w takim kompozycie zatrzymywane jest do około 95%. wody opadowej, a przy niskich opadach poziom ten wzrasta do 100%. Nasze kompozyty, w porównaniu do innych dostępnych obecnie na rynku rozwiązań, utrzymują wodę dłużej o 20 dni. To znakomite rezultaty – wyjaśnia prof. dr hab. Mirosław Żelazny z Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ, współtwórca wynalazków.

Ekologiczny sposób – odpad budowlany i kompost w jednym

Gruz ceglany, stanowiący odpad budowlany, oraz odpad marglisty mogą w obu technologiach znaleźć ponowne zastosowanie i spełniać pożyteczną funkcję. Kompost, będący uzupełniającym składnikiem podłoża, to również produkt recyklingu. Zaproponowane rozwiązania retencyjno-filtracyjne wpisują się zatem doskonale w założenia gospodarki cyrkularnej, ograniczając ilość odpadów budowlanych trafiających na składowiska oraz zmniejszając zapotrzebowanie na inne, z reguły kosztowne surowce. To też przykład zrównoważonego rozwoju błękitno-zielonej infrastruktury (ang. BGI – Blue-Green Infrastructure) i zintegrowanych systemów opartych na przyrodzie (ang. nature-based solutions).

– Nasza technologia ma charakter kompleksowy. Podłoże wiążemy z gatunkiem rośliny odpornej na stres. Nie bez powodu zaproponowaliśmy macierzankę, w tym przede wszystkim macierzankę piaskową. To roślina o wysokich walorach estetycznych, która nie wymaga zabiegów pielęgnacyjnych. Do tego jest bardzo odporna zarówno na przesuszenia, jak i przymrozki, zachowując wybitne zdolności regeneracyjne. Łatwo się odradza w kolejnych sezonach i jednocześnie jako roślina miododajna stanowi świetną bazę pokarmową dla zapylaczy – mówi dr hab. Alina Stachurska-Swakoń, prof. UJ z Instytutu Botaniki UJ, współtwórczyni wynalazków.

– Zadaniem kompostu jest dostarczenie materii organicznej i składników odżywczych wspierających rozwój roślin i aktywność mikroorganizmów glebowych, bez pogarszania przepuszczalności podłoża. W efekcie substrat działa nie tylko jako magazyn wody, ale również jako środowisko wspierające procesy filtracyjne i biologiczne, które wspomagają funkcjonowanie układu – dodaje dr Anna Bojarczuk, współtwórczyni technologii.

Opracowane kompozyty magazynują wodę dłużej niż alternatywne rozwiązania stosowane w ogrodnictwie. Na przykład popularny keramzyt znacznie szybciej uwalnia zakumulowaną wodę, przez co nie sprawdza się w długich okresach bez opadów. Ważnym atutem obu technologii jest możliwość wdrażania ich w postaci gotowych modułów i prefabrykowanych wkładów. Dzięki temu mogą one znaleźć zastosowanie w zielonych dachach (typu ciężkiego), tarasach, ogrodach deszczowych, przystankach autobusowych z roślinnością retencyjną oraz elementach małej architektury miejskiej.

Czas na wdrożenie w przestrzeni miejskiej

Naukowcy chcieliby, aby podłoża akumulujące wodę deszczową oparte na odpadach budowlanych i rodzimych roślinach stały się jednym z elementów systemowych rozwiązań wykorzystywanych w nowoczesnej urbanizacji. Aby tak się stało, potrzebna jest współpraca z partnerami z otoczenia uniwersytetu, którzy będą upowszechniać opracowane metody. Rozwiązania zostały zgłoszone do ochrony patentowej w Polsce jako dwie niezależne technologie. Za ich komercjalizację odpowiada Centrum Transferu Technologii CITTRU, UJ.

– Zastosowanie w przestrzeni miejskiej innowacyjnych retencyjno-filtracyjnych rozwiązań umożliwia właściwe zarządzanie wodami opadowymi, co z kolei przekłada się na redukcję temperatury w środowisku zurbanizowanym, poprawę jakości powietrza i wspieranie bioróżnorodności. Badania wykazały, że w strefie, gdzie stosuje się te podłoża, występują mniejsze wahania temperatur. W obliczu długich okresów bez deszczu takie kompozycje, które z jednej strony pozwalają zakumulować na dłużej wody opadowe, a z drugiej strony wykorzystują łatwe w utrzymaniu, estetyczne rośliny, są po prostu potrzebne – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CTT CITTRU.

Zespół zakłada, że instalacje mogą działać wielosezonowo i być w dużej mierze samowystarczalne, ponieważ zastosowane rośliny regenerują się, wytwarzają nasiona i nie wymagają intensywnej pielęgnacji.

Szansa na trwalszą zieleń w miastach

Badacze podkreślają, że o ile wiele osób często troszczy się dziś o walory estetyczne projektowanych przestrzeni zielonych, stosując wyszukaną roślinność wymagającą odpowiednich warunków i pielęgnacji, to po oddaniu takich inwestycji do użytku brakuje mechanizmów i procedur monitorowania stanu roślin. W wielu rozwiązaniach, ubogacających infrastrukturę i przestrzeń miasta, podkreśla się na przykład rolę zielonych dachów. Mało kto jednak mówi o ich wymiarze niebieskim, czyli wodnym. To samo dotyczy projektowanych miejskich terenów zielonych w ogóle. Zbyt często zapomina się o potrzebie zmagazynowania wody, ponownego wykorzystania wody szarej, która jest przecież niezbędna do tego, by rośliny przeżyły i się rozwijały.

– Dla wszystkich kluczowy jest efekt wizualny w momencie oddawania inwestycji, kiedy wszystko musi być zielone i estetyczne. Kłopot w tym, że przez niewłaściwą gospodarkę wodną te instalacje często szybko marnieją i tracą funkcjonalność. Brakuje również skutecznych systemów monitorowania stanu zieleni w takich miejscach. Poza tym obecne rozwiązania często opierają się na wysoko przetworzonych substratach, które są kosztowne i wymagają transportu, a także na roślinach ozdobnych o ograniczonej odporności na suszę i stres termiczny. Nasze rozwiązania odpowiadają na ten problem w sposób systemowy: łączą odporne rośliny rodzime z podłożem, które działa jak naturalny magazyn wody, zatrzymując ją w strukturze materiału przez długi czas. W efekcie powstaje spójny ekosystem zaprojektowany tak, aby zatrzymywać wodę, działać stabilnie, wyglądać dobrze i jednocześnie być tani w utrzymaniu – zaznacza prof. Mirosław Żelazny z UJ.

Naszym celem jest projektowanie błękitno-zielonej infrastruktury tak, aby działała jak seminaturalny ekosystem. Nie patrzymy osobno na rośliny czy na podłoże – projektujemy układ, w którym wszystkie elementy współpracują ze sobą. Taki ekosystem jest również monitorowany w zakresie wielu parametrów, dzięki czemu możemy sprawdzać, jak funkcjonuje w zmieniających się warunkach pogodowych. Patrzymy więc na BGI nie jak na pojedyncze składowe do testowania, ale jak na spójny, seminaturalny ekosystem inspirowany procesami zachodzącymi w przyrodzie – dodaje dr Agnieszka Rajwa-Kuligiewicz, współtwórczyni technologii.

Opracowane technologie są wynikiem interdyscyplinarnej współpracy dużego zespołu naukowego z UJ, realizowanej w ramach projektu pilotażowego sfinansowanego ze środków projektu flagowego Campus Living Lab.Useful Research HUB w ramach Programu Strategicznego Inicjatywa Doskonałości w Uniwersytecie Jagiellońskim. Realizacja projektu była możliwa dzięki współpracy z firmą CEGMAR Marek Pochcioł oraz Ogrodem Botanicznym UJ, które przekazały materiały niezbędne do jego wykonania.

Sieci Sfinksa ze sprzedażą o wartości 51,27 mln zł w I kw. 2026 r.

Sprzedaż gastronomiczna restauracji zarządzanych przez Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia nieobjętej raportowaniem, wyniosła 51,27 mln zł po I kw. 2026 r., co stanowi wzrost o 1,9% r/r. Jednocześnie wyniki sprzedażowe lokali porównywalnych, czyli działających na koniec każdego miesiąca w zestawianych kwartałach (L4L), osiągnęły wartość 48,73 mln zł i były 2,4% wyższe niż rok wcześniej. 

– Wyniki sprzedażowe naszych sieci notują systematyczne wzrosty z kwartału na kwartał, choć z uwagi na nietypowe warunki pogodowe marca nie są one tak dobre w całym I kwartale, jak wyniki generowane przez naszą sieć w samym styczniu i lutym tego roku. Ponadto, mimo iż raportowana liczba restauracji działających w sieci na koniec ostatniego i porównawczego kwartału nie uległa zmianie i wynosiła 76, to jednak w ciągu analizowanego okresu sieć ulegała zmianom. Rok temu startowaliśmy od 78 lokali, których liczba w ciągu kwartału zmniejszyła się do 76. W tym roku zaczęliśmy od niższego poziomu, ale konsekwentnie realizujemy zaplanowane zwiększenie potencjału sieci. Pod koniec marca otworzyliśmy nową restaurację franczyzową w Gdańsku, a już w kwietniu ruszy kolejny SPHINX w Aleksandrowie Łódzkim – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Raportowana sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale franczyzowe i własne w sieci Sfinks Polska. Sprzedaż gastronomiczna nie obejmuje przychodów sieci Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Kruchy rozejm, droższa ropa i presja inflacyjna

Porozumienie między USA a Iranem ciągle wisi na włosku. Oczy inwestorów zwrócone są na pakistański Islamabad i negocjacje pokojowe. Inflacyjne „mleko” już się jednak rozlało. Czy możemy się pożegnać z dalszymi obniżkami stóp w Polsce?

Wiele nieporozumień

Rynki bardzo euforycznie zareagowały na doniesienia o zawieszeniu broni na Bliskim Wschodzie. Problem w tym, że kolejne dni dobitnie pokazują, jak wątpliwej jakości była to umowa. Już samo to, że obie strony nie potrafiły dobrze sformułować konkretnych warunków świadczy o kruchości tego porozumienia. Pierwszą kością niezgody stał się Liban. Strona irańska uważała, że to państwo również jest objęte zawieszeniem broni, ale liczne ataki rakietowe ze strony Izraela nie ustały. W efekcie Cieśnina Ormuz znów została zamknięta, a Teheran ustalił horrendalną opłatę 2 mln USD za bezpieczny tranzyt (do podziału z Omanem). Aktualnie w najbardziej wrażliwym punkcie świata utknęło ponad 325 tankowców. Pikanterii całej sprawie dodał atak na saudyjską architekturę energetyczną, która tylko w ostatnich godzinach została uszczuplona o 600 tys. baryłek ropy naftowej dziennie. Szybko też widzimy efekt na notowaniach „czarnego złota” – wracamy w okolice 100 USD za baryłkę w przypadku odmiany WTI.

Czy to ten moment?

W tym otoczeniu licznych niedomówień i wielu czynników zapalnych nieuwzględnionych w porozumieniu odbędzie się spotkanie zwaśnionych stron w pakistańskim Islamabadzie. Te „negocjacje pokojowe” mają doprowadzić do wypracowania trwałego zakończenia wojny. Stronę amerykańską reprezentować będzie JD Vance, ale – przynajmniej na ten moment – nie wiadomo, kto będzie przedstawicielem Teheranu. Dla inwestorów kluczowe jest pytanie, czy Cieśnina Ormuz będzie otwarta i czy dostawy surowca mogą pływać bez zakłóceń. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet wypracowanie porozumienia nie obniży napięcia, które będzie towarzyszyć nam jeszcze przez jakiś czas. Innymi słowy – szansa, że ropa wróci do poziomów sprzed wojny w szybkim tempie jest niemal zerowa. Wydarzenie znów ma miejsce w weekend, co tylko podgrzewa atmosferę na rynkach przed poniedziałkowym otwarciem. Z drugiej strony dzisiaj przed zamknięciem dnia niewykluczona będzie wzmożona aktywność popytu na bezpieczne aktywa, co powinna pozwolić USD znów umacniać się na rynku FX.

Tylko spokój „nas” uratuje

Wszystko to, o czym mowa powyżej, ma niebagatelne znaczenie dla naszego kraju. Wzrost cen paliw na stacjach sprawił, że w danych inflacyjnych za marzec już zobaczyliśmy skok z 2,1% do 3%. Co prawda z ratunkiem ruszył rząd, który obniżką podatku VAT i akcyzy odsunął czarne scenariusze cenowe ze stacji paliw, niemniej jednak taka „przyjemność” kosztuje budżet państwa około 1,6 mld PLN, a szybkie zakończenie konfliktu jest czymś ze sfery marzeń. Wczoraj decyzja RPP nie mogła być inna niż utrzymanie kosztu pieniądza bez zmian i tak też się stało. Trzeba tutaj dodać, że już marcowa decyzja Rady była kontrowersyjna, bo obniżka stóp nastąpiła mimo wiedzy o wybuchu wojny i skokowych wzrostach wartości ropy naftowej. Teraz jednak należy oczekiwać dużej ostrożności RPP. Sytuację próbował uspokoić prezes Glapiński na wczorajszej konferencji prasowej, na której mówił, że obecnie mamy do czynienia z nieco innym kryzysem niż to miało miejsce w przypadku wybuchu wojny w Ukrainie. Z tą tezą można się w pewnym stopniu zgodzić – nasz kraj w znacznym stopniu zdywersyfikował dostawy surowców, czy to ropy naftowej czy gazu, a dwucyfrowa inflacja jest bardzo mało prawdopodobna. Niemniej jednak konflikt na Bliskim Wschodzie dołoży do dynamiki cen swoje trzy grosze. A to wpłynie na zmianę w polityce monetarnej – „wajcha” możliwych scenariuszy przesuwa się bardziej w stronę podwyżki stóp niż ich obniżania w perspektywie kolejnych miesięcy.

Victoria Dom z silnym wzrostem sprzedaży w I kwartale i ambitnym planem na 2026 rok

Victoria Dom, jeden z największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, ogłosił wyniki sprzedaży za I kwartał 2026 r.  W tym czasie spółka sprzedała 424 mieszkania, tj. o 54% więcej niż w I kw. 2025 r., kiedy deweloper sprzedał 275 mieszkań. Victoria Dom przekazała klientom klucze do 293 lokali. Deweloper w 2026 r. planuje sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

– Aktywność na rynku nieruchomości jest podobna do tej z IV kwartału 2025 r. ocenia Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victorii Dom S.A. – Wiele projektów w budowie oraz oferta gotowych mieszkań wraz z dostępnym cenowo kredytem hipotecznym sprzyja zakupom mieszkań przez klientów szukających swojego lokum. Ich zdecydowana większość to osoby zainteresowane kupnem dla zaspokojenia swoich potrzeb lokalowych – podkreśla. I dodaje: – Konsekwentnie rozwijamy ofertę mieszkań dostępnych cenowo, odpowiadając na potrzeby klientów indywidualnych. W kolejnych kwartałach planujemy dalsze zwiększanie skali działalności.

Zdaniem Waldemara Wasiluka ostatnie zawirowania związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie negatywnie wpływają na koszty realizacji projektów mieszkaniowych. – Obserwujemy, że napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie przekładają się bezpośrednio na wzrost kosztów materiałów budowlanych oraz energii, co wpływa na budżety realizowanych inwestycji. Jeśli sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach, presja kosztowa będzie stopniowo przenoszona na ceny mieszkań, co może oznaczać ich dalszy wzrost w najbliższych kwartałach – komentuje Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victorii Dom S.A.

Victoria Dom planuje w 2026 r. sprzedaż na poziomie 1600-1700 mieszkań.

Decyzja RPP bez zaskoczeń. Więcej niepewności na Bliskim Wschodzie i Węgrzech

Stopy procentowe w Polsce bez zmian. Podobnie jak ruch przez Cieśninę Ormuz – mimo porozumienia, które zostało bardzo słabo sprecyzowane. W weekend wybory na Węgrzech. Czeka nas zmiana władzy, czy duża niespodzianka wbrew sondażom przedwyborczym?

Polska nie zmienia stóp procentowych

Wczorajsze posiedzenie odbyło się bez niespodzianek. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały na tym samym poziomie – 3,75%. Rynki trochę obawiały się jednak, że może dojść do obniżek. Dlaczego? Rano, jeszcze przed decyzją, obserwowaliśmy wyraźną wyprzedaż złotego, a po samej decyzji nawet silniejsze zakupy. Wygląda na to, że duzi inwestorzy nie trafili ze swoimi przewidywaniami. Na konferencji przekaz był mocno uspokajający. Wskazywano, że marcowa obniżka nie była początkiem cyklu, a jedynie dostosowaniem. Przedstawiono różnicę pomiędzy obecną sytuacją a początkiem rosyjskiej agresji na terytorium Ukrainy. W obu przypadkach mamy szok podażowy, ale jednak obecny jest wciąż znacznie słabszy dla Polski. Podkreślono również, że jeżeli nie dojdzie do eskalacji, to również wpływ na inflację będzie wielokrotnie słabszy. Rynki najprawdopodobniej słusznie uznały, że nie jest to wstęp do obniżek w najbliższym czasie.

Czy warunki zawieszenia broni w ogóle istnieją?

Patrząc na rozwój sytuacji w Zatoce Perskiej, pozornie absurdalne pytanie o to, czy warunki zawieszenia broni w ogóle istnieją, zaczyna mieć sens. Jesteśmy już ponad dwie doby od ustalenia porozumienia, a okazuje się, że kwestii spornych raczej przybywa, niż ubywa. Dla rynków najważniejsze pytanie brzmi: co z Cieśniną Ormuz? Miała być otwarta, a nie jest. Iran domaga się bowiem opłat za przejście. Strona amerykańska uważa, że nie ma ich w porozumieniu, natomiast irańska mówi, że są – i że miały zostać ustalone z Omanem. Okazuje się, że warunki pokoju warto jednak podpisać, albo chociaż jednoznacznie uzgodnić. Patrząc na ceny surowców, wciąż widać dużą wiarę rynków, że sytuacja się ustabilizuje. Pojawia się jednak cień zwątpienia, bo ropa powoli wraca w stronę 100 USD za baryłkę. Myto pobierane przez Iran wynosić ma 1 USD za baryłkę i absolutnie nie uzasadnia poziomu napięć z tym związanych. Trzeba natomiast pamiętać, że Iran objęty jest sankcjami, więc przelewanie tych opłat może stanowić jeden z powodów opóźnień, przez które statki wciąż czekają na przejście.

Forint na sterydach

W weekend czekają nas wybory na Węgrzech. Patrząc na sondaże – opozycyjna Tisza ma wciąż 10% przewagi nad Fideszem. Bukmacherzy za zwycięstwo Tiszy płacą wciąż mniej niż 1,5 zł za każdą postawioną złotówkę. Kurs forinta w ostatnich tygodniach wyraźnie się umacnia, co pokazuje napływ kapitału z zagranicy. Prowokacja z przypisaniem Ukrainie odpowiedzialności za próbę zamachu na gazociąg w Serbii się nie udała. Brzmi to jak gotowy przepis na sukces? Być może, ale wcale niekoniecznie musi nim być. Głosy nie rozkładają się równomiernie, a poparcie dla Fideszu jest większe w rejonach, które ciężej się odpytuje w sondażach. Do tego – w zależności od badań – co piąty, a nawet co czwarty Węgier nie wie, na kogo zagłosuje. W rezultacie pewne są emocje w weekend i protest przynajmniej jednej ze stron, a nie zmiana władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

VeloBank rusza z biurem maklerskim. Klienci zyskają dostęp do GPW i rynków zagranicznych

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) dopuściła VeloBank do działania w charakterze podmiotu prowadzącego obrót papierami wartościowymi na rachunek klientów. Decyzja GPW oznacza, że klienci VeloBanku będą mogli inwestować na GPW za pośrednictwem biura maklerskiego VeloBanku, które rozpocznie działalność operacyjną już w połowie roku i zaoferuje atrakcyjną ofertę inwestycyjną dla klientów detalicznych, w tym segmentu private banking.

Dopuszczenie do działania na GPW w charakterze członka giełdy wpisuje się w realizację strategii VeloBanku w obszarze rozwoju usług inwestycyjnych i wzmacnia kompetencje banku w obszarze rynku kapitałowego. Uzyskanie statusu członka giełdy wymagało spełnienia szeregu kryteriów określonych w regulacjach GPW, zapewniających m.in. prawidłową i bezpieczną obsługę obrotu instrumentami finansowymi notowanymi na warszawskim parkiecie.

W lutym br. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wydała VeloBankowi zgodę na prowadzenie działalności maklerskiej. VeloBank planuje rozpocząć działalność operacyjną biura maklerskiego w momencie finalizacji przejęcia klientów detalicznych Citi Handlowego, co jest przewidziane na połowę 2026 roku.

Uzyskanie statusu członka GPW jest bardzo istotne dla rozwoju naszej oferty usług inwestycyjnych. W efekcie klienci VeloBanku będą mogli realizować transakcje na GPW za pośrednictwem naszego biura maklerskiego. To również jeden z warunków skutecznego przyłączenia części detalicznej Citi Handlowego z VeloBankiem i kolejny krok na drodze do finalizacji tego procesu. Co więcej, naszą ambicją jest stworzenie jednego z najlepszych jakościowo biur na rynku. Stawiamy na doświadczonych doradców, szeroki dostęp do rynków zagranicznych oraz ofertę inwestycyjną wykraczającą poza standardowe rozwiązania – mówi Grzegorz Zawada, dyrektor biura maklerskiego VeloBanku.

Biuro maklerskie VeloBanku umożliwi klientom inwestowanie w instrumenty notowane na GPW, nowoczesną platformę transakcyjną umożliwiającą szeroki dostęp do instrumentów finansowych na rynkach zagranicznych. Strategia zakłada oferowanie dostępu do kilkunastu giełd zagranicznych i szerokiej gamy produktów strukturyzowanych. W planach jest także doradztwo inwestycyjne na rynkach polskim i zagranicznym, w szczególności w zakresie zagranicznych ETF-ów. Trzonem zespołu biura maklerskiego VeloBanku będą specjaliści dotychczas obsługujący klientów indywidualnych w biurze maklerskim Citi Handlowego.

Rosną wskaźniki odtworzeniowe mieszkań. Gminy i właściciele dostają argument do podwyżek czynszów

O kilka, a nawet kilkanaście procent – tak wzrosły wskaźniki odtworzeniowe ogłaszane przez wojewodów. To wpłynie na możliwe podwyżki czynszu. I chodzi nie tylko o lokale komunalne – informują eksperci portalu Gethome.pl

Dopłaty kredytowe i rządowe programy – to właśnie z tym tematem w ostatnich latach kojarzyły się wskaźniki odtworzeniowe ogłaszane przez wojewodów. Trzeba jednak pamiętać, że pierwotną rolą wspomnianych wskaźników jest wyznaczenie limitu łatwych podwyżek czynszowych. Właśnie dlatego należy odnotować, że niedawno miały miejsce wzrosty wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych. Przykładowo taki wskaźnik obliczony dla Warszawy wzrósł ostatnio o 11% (do 12 149 zł). W przypadku Poznania, analogiczny wzrost z początku kwietnia br. wyniósł 10%. Eksperci GetHome.pl tłumaczą, czy opisywane zmiany będą miały wpływ na czynsze płacone przez najemców. Warto w tym kontekście odróżnić prawną teorię oraz praktykę dotyczącą rynku najmu i polityki czynszowej gmin.

Jak (w teorii) wskaźniki kosztowe mają regulować czynsze?

Na wstępie wyjaśnijmy, że niedawna publikacja kolejnych wskaźników przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych (dalej: wskaźników odtworzeniowych) to wymóg wynikający od lat z ustawy o ochronie praw lokatorów. Opisywane wskaźniki wykorzystywano do wyznaczania limitów cenowych w popularnych programach dopłat kredytowych (RnS, MdM, BK 2%), ale głównym zastosowaniem tych indeksów jest ochrona lokatorów.

Przypomnijmy najważniejsze zasady ochronne wynikające z art. 8a i 9 ustawy o ochronie praw lokatorów:

  1. termin pisemnego wypowiedzenia aktualnej wysokości czynszu wynosi min. 3 miesiące
  2. podwyżka czynszu nie może być wprowadzana częściej niż raz na 6 miesięcy
  3. podwyżka skutkująca przekroczeniem przez roczny czynsz progu 3% wartości odtworzeniowej mieszkania albo następująca z wyższego poziomu niż ten limit trzyprocentowy, powinna być dodatkowo uzasadniona przez wynajmującego i może nastąpić w sytuacjach wskazanych przez ustawę (uwaga: wartość odtworzeniowa mieszkania to iloczyn jego powierzchni użytkowej oraz aktualnego wskaźnika odtworzeniowego, podawanego co 6 miesięcy w wojewódzkim dzienniku urzędowym)
  4. wskaźniki odtworzeniowe są wyznaczane przez wojewodę na podstawie aktualnych danych urzędu statystycznego i własnych analiz kosztów budowy
  5. podwyżka czynszu będzie automatycznie uzasadniona mimo przekroczenia limitu trzyprocentowego (patrz punkt 3), jeżeli w roku kalendarzowym nie przewyższa ona wskaźnika inflacji z poprzedniego roku
  6. właściciel mieszkania ma prawo wprowadzić podwyżkę przekraczającą trzyprocentowy limit kosztu odtworzenia (patrz punkt 3), o ile zapewni mu ona pokrycie kosztów utrzymania lokalu i odpowiedni zwrot kapitału określony przez ustawę oraz godziwy zysk (przy najmie socjalnym lokali, zysk nie powinien występować)

Eksperci portalu GetHome.pl dodają, że podwyżka czynszu skutkująca przekroczeniem limitu 3% wartości odtworzeniowej lub następująca z wyższego poziomu (i większa od ubiegłorocznej inflacji), niestety bywa zarzewiem sporów. Przyczyną jest niezdefiniowane bliżej w ustawie pojęcie godziwego zysku, które próbują precyzować sądy (przykład: Wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z dnia 23 lutego 2016 r. – sygn. akt: II Ca 1206/15).

Lokatorzy komunalnych mieszkań jednak zapłacą więcej?

Temat wskaźników odtworzeniowych w kontekście najmu, najczęściej ma związek z zasobem gminnych mieszkań. To pewien paradoks, bo gminy w praktyce ustalają czynsze za najem swoich lokali na poziomie znacznie mniejszym niż próg 3% wartości odtworzeniowej, wyznaczający granicę łatwych podwyżek czynszowych. Przykładowo, dla Warszawy ten trzyprocentowy próg w przeliczeniu na 1 m kw. wynosi obecnie ok. 30 zł ((12 149 zł/m kw. x 3%)/12). Z kolei bazowa stawka czynszu przy najmie stołecznych lokali komunalnych to aktualnie 13,55 zł/m kw., a przy najmie socjalnym – 2,00 zł/m kw.

W innych miastach też nierzadko zdarzają się stawki czynszowe na poziomie mniejszym niż 1,5% wartości odtworzeniowej gminnego lokalu. Dlaczego? Znaczenie mają nie tylko względy społeczne, ale również problemy z egzekucją czynszów. Przypomnijmy, że pod koniec 2024 r. po odliczeniu pustostanów zadłużone było co drugie mieszkanie gminne. Spora podwyżka czynszów prawdopodobnie jeszcze pogorszyłaby spłacalność. Czy zatem ostatnie zmiany wskaźników odtworzeniowych są bez znaczenia dla gminnych najemców? To pochopny wniosek. Dla gminy wyższa wartość wskaźnika odtworzeniowego może być bowiem argumentem do podniesienia czynszu – w celu utrzymania stałego poziomu np. 1,2% – 1,5% wartości odtworzeniowej mieszkania.

Limity również dla prywatnego najmu, ale … nie do końca

Eksperci portalu GetHome.pl przypominają, że opisywane powyżej zasady podnoszenia czynszów nie mają znaczenia w przypadku najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego. Potwierdza to odpowiednio art. 19e i art. 19j/19s ustawy o ochronie praw lokatorów. A co w razie „zwykłego” wynajmu mieszkania należącego do prywatnego lub firmowego właściciela, czyli wynajmu innego niż najem okazjonalny oraz instytucjonalny? Tutaj przepisy nie wskazują na wyłączenie stosowania limitów częstości i wysokości podwyżek czynszu. W praktyce znaczenie wspomnianych limitów skutecznie ogranicza jednak popularność krótkich (np. rocznych) umów najmu, a także … niewiedza stron umowy. Pamiętajmy również, że na rynku najmu nie zawsze występuje sytuacja uzasadniająca podwyżki czynszu.

Neuromorficzne chipy mogą wywrócić rynek AI. Problemem pozostaje infrastruktura

Neuromorficzne chipy wyprowadzają AI poza centra danych. Refleks modliszki i obliczenia działające na wzór ludzkiego mózgu.

Do 2028 r. globalne wydatki na infrastrukturę brzegową mają wzrosnąć z 261 mld do 380 mld dolarów, co jest konsekwencją zwiększającego się zapotrzebowania na inteligentne i energooszczędne rozwiązania do przetwarzania danych. Pomocne w zaspokojeniu tego wyzwania może być neuromorficzne podejście do obliczeń, które zaczyna „wypychać” sztuczną inteligencję poza centra danych, umożliwiając działanie jej mechanizmów bliżej źródeł informacji. Znajduje ono już zastosowanie w robotyce, medycynie, modelowaniu klimatu czy cyberbezpieczeństwie. Jednak, jak wskazują eksperci Vertiv, za rozwojem takich rozwiązań wciąż nie nadąża infrastruktura (zarówno sprzętowa, jak i programowa) potrzebna do ich wdrażania na większą skalę.

Neuromorficzne chipy to nowa generacja układów scalonych, których architektura bazuje na strukturze i mechanizmach działania ludzkiego mózgu. Wykorzystują one impulsowe sieci neuronowe (SNN), które aktywują się tylko w przypadku zaistnienia istotnego sygnału wejściowego – podobnie jak biologiczne neurony. W przeciwieństwie do tradycyjnych procesorów, które korzystają z oddzielnej pamięci, chipy neuromorficzne łączą pamięć i moduł obliczeniowy w jednym miejscu, dzięki czemu przetwarzają dane szybciej i zużywają mniej energii.

Według danych Precedence Reasearch, wartość globalnego rynku neuromorficznych chipów wyniosła w 2024 roku 1,73 mld dolarów, a do 2034 r. ma wzrosnąć niemal czterokrotnie – do 8,86 mld dolarów. Prognozowany średni roczny wzrost (CAGR) wynosi 17,7%, co wynika z rosnącego zapotrzebowania na energooszczędne systemy obliczeniowe oraz rozwój autonomicznych rozwiązań.

Zwinność maszyn inspirowana naturą

Neuromorficzne chipy znajdują zastosowanie w dziedzinach, w których kluczowe znaczenie ma szybkie reagowanie oraz niski pobór energii. W branży medycznej mogą one wspierać rozwój urządzeń diagnostycznych analizujących sygnały biologiczne w czasie rzeczywistym lub działać w inteligentnych protezach reagujących niemal natychmiast na ruch użytkownika. Dzięki architekturze, na której bazują SNN, układy te potrafią przetwarzać dane sensoryczne bezpośrednio w urządzeniu, eliminując konieczność przesyłania ich do chmury. To otwiera drogę do bardziej autonomicznych i energooszczędnych rozwiązań, działających w sposób ciągły nawet w środowiskach o ograniczonym dostępie do sieci.

W robotach oraz innych autonomicznych urządzeniach układy neuromorficzne pozwalają maszynom odbierać bodźce z otoczenia i reagować w czasie rzeczywistym, co zwiększa precyzję oraz bezpieczeństwo ich działania. Systemy wizyjne inspirowane ludzką siatkówką potrafią rejestrować zmiany światła oraz wykrywać ruch i obiekty z wyjątkową szybkością, dzięki czemu roboty czy drony mogą poruszać się ze zwinnością spotykaną u owadów.

Zdolność przetwarzania różnych sygnałów w ułamku sekundy sprawia, że maszyny stają się nie tylko szybsze, ale też zdolne do lepszej adaptacji – potrafią reagować na dynamiczne warunki otoczenia. Rozwiązania te mogą znaleźć zastosowanie również w inteligentnym monitoringu, transporcie czy analizie danych środowiskowych, gdzie liczy się nie tylko szybkość reagowania, ale również zdolność do poradzenia sobie w nieprzewidywalnych sytuacjach – mówi Krzysztof Krawczyk, Senior Technical Sales – Strategic Account Engineer | IT Systems w firmie Vertiv.

Nowe wyzwania dla infrastruktury obliczeniowej

Rozwój neuromorficznych systemów wymaga nowego podejścia do projektowania infrastruktury obliczeniowej – zarówno w warstwie sprzętowej, jak i energetycznej. Mowa tu o całym zapleczu technicznym, które umożliwi pracę sztucznej inteligencji poza centrami danych: od lokalnych serwerowni i urządzeń brzegowych po systemy zasilania, chłodzenia i transmisji danych. Oznacza to, że infrastruktura musi radzić sobie z impulsowym, nieregularnym obciążeniem, które może w jednej chwili wzrosnąć, a następnie niemal zniknąć.

W takich warunkach kluczowe znaczenie zyskują systemy zasilania i chłodzenia zdolne do dynamicznej adaptacji. Muszą one umieć reagować na nagłe zmiany zapotrzebowania energetycznego bez jego przewymiarowania, które zwiększyłoby koszty i straty energii. Równie ważne jest zastosowanie w sieci łączy o bardzo niskich opóźnieniach, umożliwiających szybkie przesyłanie danych pomiędzy urządzeniami działającymi lokalnie.

Obsługa systemów neuromorficznych wymaga czegoś więcej niż stopniowych usprawnień po stronie urządzeń brzegowych. Potrzebna jest specjalnie zaprojektowana infrastruktura, która może być skalowana wraz z rosnącym zapotrzebowaniem, dostosowana do zmieniających się obciążeń i działać w środowiskach o ograniczonej przestrzeni lub mocy. Dla przykładu, bezpośrednie chłodzenie procesorów cieczą pozwala skuteczniej radzić sobie z nagłymi wzrostami temperatury niż chłodzenie powietrzem. Podobnie systemy zasilania muszą reagować błyskawicznie na gwałtowne wahania napięcia, nie wymagając przy tym nadmiernej rozbudowy infrastruktury, co zwiększyłoby zarówno koszty, jak i zapotrzebowanie na miejsce – wskazuje Krzysztof Krawczyk.

Neuromorficzne chipy stanowią jeden z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju sztucznej inteligencji. Aby w pełni wykorzystać ich możliwości, niezbędne jest wdrożenie infrastruktury zdolnej sprostać nowym wymaganiom – elastycznej, energooszczędnej i zaprojektowanej z myślą o pracy blisko źródła danych.

Źródła:

Dane IDC: https://my.idc.com/getdoc.jsp?containerId=prUS53261225

Dane Precedence Research: https://www.precedenceresearch.com/neuromorphic-chip-market

Rewolucja AI w zakupach będzie powolna, ale dla dostawców skutki pojawią się od razu

AI obiecuje oszczędności, ale firmy nie są na nią gotowe. Choć już 27 proc. organizacji planuje wdrożenia sztucznej inteligencji w zakupach, aż 51 proc. przyznaje, że nie jest przygotowana na tę zmianę, a 77 proc. nie wie, jak wykorzystać jej potencjał. To oznacza, że transformacja zakupów będzie stopniowa, ale jej konsekwencje dla dostawców – natychmiastowe.

Wdrożenie AI i optymalizacja finansowa – kluczowe cele strategiczne na najbliższe lata

Z raportu Antal, Sodexo Polska, pod patronatem PSML, „Gotowość na AI. Jak branża zakupowa może się przygotować do rewolucji technologicznej” wynika, że 27 proc. badanych organizacji (w porównaniu do 15 proc. dwa lata temu) wskazuje wdrożenie AI jako jeden z priorytetów na najbliższe lata. Jednocześnie 61 proc. stawia przed działami zakupów cel optymalizacji finansowej, 60 proc. oczekuje generowania oszczędności rok do roku, a 32 proc. zakłada obniżenie stawek (wzrost o 7 p.p. z 25 proc. w 2024 roku). To oznacza, że dostawcy będą funkcjonować pod rosnącą presją kosztową, ale także w coraz bardziej cyfrowym, transparentnym i opartym na danych modelu współpracy.

Zakupy w firmach mogą nie przyciągać tyle uwagi, co rekordowe wyniki sprzedaży, ale to właśnie one często decydują o rentowności przedsiębiorstwa. W wielu branżach – od produkcji po handel – wydatki na surowce, komponenty czy usługi pochłaniają znaczna część budżetu, nierzadko nawet 90 proc. Obecnie ten kluczowy obszar przechodzi cichą ewolucję dzięki AI. Nie tylko automatyzuje rutynowe zadania, ale daje działom zakupów narzędzia do myślenia strategicznego, inteligentnego wyboru partnerów biznesowych i usprawniania codziennych procesów. Dla dostawców oznacza to większą transparentność, ale także wyższe wymagania co do wydajności i elastyczności – mówi Artur Migoń,
V-ce President Antal.

W praktyce oznacza to, że zmiany widać już dziś w konkretnych obszarach działalności firm. Jednym z nich jest Facility Management, który w wielu organizacjach stanowi istotną część wydatków zakupowych. 40 proc. organizacji wskazuje jako priorytet poprawę efektywności energetycznej, 28 proc. zgodność z regulacjami i celami ESG, a po 21 proc. poprawę bezpieczeństwa i komfortu użytkowników oraz wdrożenie systemów automatyzacji i monitoringu.

Zarządzanie infrastrukturą techniczną staje się jednym z istotniejszych obszarów wykorzystania AI. Systemy BMS, IoT i opomiarowanie generują ogromne ilości danych, które pozwalają przejść od utrzymania obiektów do zarządzania ich „inteligencją”. Facility Management ewoluuje w kierunku modelu Building-as-a-Service – budynki uczą się wzorców użytkowania i dostosowują do pracy hybrydowej. Automatyzacja to nie tylko redukcja kosztów, ale także lepsze doświadczenie użytkowników i mierzalna efektywność środowiskowamówi Leszek Zalewski, Head of FM Projects COEU, FM Platform Director Sodexo Poland.

Nowe kryteria oceny dostawców

Podobne oczekiwania zaczynają obejmować także inne obszary zakupów, dlatego kluczowe pytanie brzmi dziś nie tylko, czy firmy wdrożą AI, lecz przede wszystkim, jak ta zmiana przełoży się na kryteria wyboru partnerów biznesowych. Wyniki raportu pokazują, że organizacje będą oczekiwać większej efektywności kosztowej i wyższej jakości współpracy. 26 proc. badanych wskazuje projekty ukierunkowane na podniesienie jakości usług dostawców jako jeden z priorytetów, a 15 proc. organizacji planuje zwiększenie liczby dostawców mimo presji optymalizacyjnej.

Rynek nie zamyka się wyłącznie na cięcia kosztów. Dla dostawców wciąż istnieje przestrzeń do pozyskiwania nowych kontraktów, ale pod warunkiem udowodnienia jakości, przewidywalności
i zdolności do działania w coraz bardziej uporządkowanym środowisku zakupowym. Z jednej strony wdrażanie AI może oznaczać szybsze procesy decyzyjne, bardziej przejrzyste zasady współpracy i większą otwartość na partnerów oferujących wysoką jakość usług. Z drugiej strony rośnie ryzyko utraty konkurencyjności przez firmy, które nie są gotowe do działania w modelu opartym na danych, standaryzacji i mierzalności wyników –
mówi Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu PSML.

AI: duże zainteresowanie, ograniczona gotowość i brak jasnego standardu rynkowego

Jednocześnie raport pokazuje, że organizacje dopiero uczą się wykorzystywać potencjał AI. 73 proc respondentów deklaruje, że w ich firmach planowany jest wybór lub wdrożenie narzędzi wspierających automatyzację i wykorzystanie AI. Na tempo zmian wpływa przede wszystkim poziom przygotowania organizacji. Jedynie 18 proc. firm ocenia się jako gotowe na zmianę ról zakupowych, podczas gdy 51 proc. przyznaje, że nie jest na nią przygotowana. Najczęściej wybieranym kierunkiem jest zakup gotowych rozwiązań komercyjnych (17 proc.) oraz rozwój funkcjonalności w istniejących systemach
(15 proc.).

AI w zakupach i facility management budzi duże zainteresowanie, ale organizacjom wciąż brakuje fundamentów do wdrożeń na szeroką skalę. Presja na efektywność rośnie, jednak bariery w postaci jakości danych, procesów i kompetencji spowalniają zmiany. Tam, gdzie działania są podejmowane, dominują bezpieczne modele – gotowe rozwiązania i rozwój istniejących systemów. Rynek spodziewa się raczej ewolucji niż rewolucji, choć potencjał jest znaczący – AI może zwiększyć efektywność zakupów nawet o 25 – 40 proc., pod warunkiem uporządkowania danych, procesów i kompetencji – mówi Monika Moraczyńska-Pańczyk, Senior Director Global S2C Excellence Procurement, AstraZeneca.

Szansa dla dostawców: wsparcie, nie tylko produkt

Największe bariery nie leżą przy tym po stronie technologii. 45 proc. respondentów wskazuje nieprzygotowaną strukturę danych, 42 proc. brak kompetencji w zespole, 42 proc. obawy pracowników wobec AI, 41 proc. brak zrozumienia nowej roli człowieka, 34 proc. niedojrzałość technologii i tyle samo kwestie cyberbezpieczeństwa, a 32 proc. wysokie koszty wdrożenia. Dodatkowo aż 77 proc. badanych nie potrafi wskazać, jakie nowe zadania mogłyby przejąć działy zakupów po uwolnieniu czasu dzięki automatyzacji.

Choć rynek zmierza w stronę bardziej zaawansowanych modeli współpracy, wiele organizacji wciąż jest na etapie przygotowań. Przewagę zdobędą dostawcy, którzy poza samym produktem czy usługą wspierają klientów w porządkowaniu współpracy – od dostępu do danych i standardów ich ochrony, przez raportowanie jakości, po dostosowanie do nowych wymagań operacyjnych. AI i automatyzacja mają realny sens tylko wtedy, gdy od początku są powiązane z bezpieczeństwem, a w sytuacji, gdy organizacje równolegle dążą do oszczędności i optymalizacji, bezpieczeństwo powinno być stałym kryterium wyboru dostawców i rozwiązań, a nie dodatkiem na końcu mówi Dominik Kalinowski, Head of Outsourcing, Antal.

AI przejmie analitykę i automatyzacja procesów – relacje pozostają kluczowe

Rola kupca ewoluuje – z administratora w stratega. Specjaliści ds. zakupów muszą dziś rozwijać „cyfrową intuicję”, rozumieć narzędzia AI i umiejętnie zarządzać danymi, aby podejmować bardziej świadome decyzje biznesowe. Raport pokazuje, że automatyzacja najlepiej sprawdza się w ustrukturyzowanych procesach: aż 73% badanych wskazuje, że procesowanie zamówień (P2P) może zostać w pełni zautomatyzowany, a 28% organizacji już korzysta z takich rozwiązań. Jednocześnie tylko około 30% respondentów widzi możliwość automatyzacji w obszarze relacji z dostawcami, co podkreśla, że rozwój AI nie oznacza zaniku kontaktów biznesowych – wciąż kluczowe pozostają kompetencje ludzkie i strategiczne podejście kupców.

Budowanie i utrzymywanie relacji oraz negocjacje nadal pozostają domeną człowieka. Cyfryzacja zwiększy znaczenie mierzalnych parametrów współpracy, ale nie wyeliminuje roli zaufania, elastyczności i jakości relacji. W praktyce oznacza to, że przyszłość będzie należeć do dostawców, którzy łączą wysokie standardy operacyjne z umiejętnością budowania partnerstwmówi Monika Droździak, Supply Chain & Logistic Director Sodexo Poland.

AI pozwala na automatyzacje powtarzalnych procesów zakupowych co daje nam możliwość skoncentrowania się na kluczowych dzisiaj wyzwaniach jak zarządzanie ryzykiem, szukanie innowacji z obecnymi i nowymi dostawcami czy analiza zmian geopolitycznych i ich wpływu na nasze łańcuchy dostaw – dodaje Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu PSML.

Wnioski: wyższe wymagania, ale też nowe szanse

Wnioski z raportu są jednoznaczne: sztuczna inteligencja zmienia reguły gry dla całego rynku dostawców. Firmy będą coraz dokładniej oceniać partnerów biznesowych, wykorzystując dane i automatyzację. Dla dostawców oznacza to wyższe wymagania i większą transparentność, ale także realną szansę na rozwój dla tych, którzy potrafią połączyć konkurencyjną cenę z jakością, elastycznością i wiarygodnością.

O badaniu

Raport „Gotowość na AI. Jak branża zakupowa może się przygotować do rewolucji technologicznej” został przygotowany przez Antal i Sodexo Polska, pod patronatem merytorycznym Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki i Zakupów (PSML). Badanie objęło 299 osób pracujących w branży zakupowej. Celem raportu było zmapowanie stanu wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i automatyzacji w organizacjach działających w Polsce.

Strukturalna zmiana na rynku pracy. Rekrutacja przesuwa się w stronę seniorów i elastycznych modeli

Rynek pracy w pierwszym kwartale 2026 roku zmienia się nie tylko ilościowo, ale przede wszystkim jakościowo. W IT ponad połowa ofert kierowana jest już do seniorów, a praca hybrydowa i zdalna stanowią łącznie 92 proc. ogłoszeń –elastyczność pozostaje warunkiem wejścia do gry o talenty. Największe zapotrzebowanie dotyczy specjalistów od danych, Javy i project managementu.

W pozostałych branżach dominuje model stacjonarny, a motorem rekrutacji są sprzedaż, marketing i obsługa klienta. Wspólnym wyzwaniem obu segmentów pozostaje jawność wynagrodzeń – pierwszy pełny kwartał po wejściu w życie dyrektywy o przejrzystości płac nie przyniósł oczekiwanego przełomu. To najważniejsze wnioski z Barometru Rynku  Pracy  Q1  2026,  cyklicznej  analizy  portali justjoin.it i rocketjobs.pl.

Nowy profil rekrutacji: doświadczenie na wagę złota

Dane z pierwszego kwartału 2026 roku pokazują, że rynek pracy przechodzi zmiany strukturalne. Na justjoin.it udział ofert kierowanych do seniorów wzrósł z 50 do 55 proc.,  kosztem  ról  mid-level  (spadek  z  42  do  38  proc.)  i  juniorskich  (z 6 do 5 proc.). Firmy IT szukają  dziś  przede  wszystkim  specjalistów  zdolnych  do  szybkiego  dostarczania wartości  biznesowej.  Tę  zmianę  potwierdzają  sami  kandydaci. Na justjoin.it udział aplikacji na  stanowiska  senior  wzrósł  z 36  do 41 proc., przy jednoczesnym spadku aplikacji na role mid  (z  48  do  42  proc.).  Seniorzy w IT coraz aktywniej poszukują nowych wyzwań, a rynek wyraźnie premiuje wąskie specjalizacje i sprawdzone kompetencje.

Na rocketjobs.pl struktura popytu pozostaje znacznie stabilniejsza–nadal dominują oferty dla kandydatów na poziomie mid (60 proc.), a udział pozostałych segmentów zmienia się nieznacznie. Tę równowagę potwierdzają sami kandydaci – aplikacje na role mid stanowią niezmiennie 59 proc. Wynika to z tego, że ścieżki kariery w branżach poza technologicznych są bardziej liniowe, a granice między poziomami doświadczenia –wyraźniej zdefiniowane.

Na obu rynkach widać jednak ten  sam  wzorzec:  firmy  potrzebują  więcej  doświadczonych specjalistów, niż jest dostępnych na rynku, podczas gdy juniorzy i midzi konkurują o ograniczoną liczbę ofert na swoim poziomie.  W IT  ta  luka  jest  szczególnie  wyraźna–co drugi pracodawca szuka seniora, ale tylko czterech na dziesięciu aplikujących ma taki profil.

To nierównowaga, która w kolejnych kwartałach może napędzać dalszy wzrost wynagrodzeń w segmencie senior i wydłużać czas rekrutacji na kluczowe stanowiska.Doświadczenie - popyt vs podaż

Model pracy: IT stawia na elastyczność, pozostałe branże na obecność

Tryb wykonywania pracy pozostaje jednym z kluczowych wyróżników ofert i czynników decydujących o ich atrakcyjności. Na justjoin.it w Q1 2026 nadal dominują oferty hybrydowe (48 proc.) i zdalne (44 proc.), a zmiany względem roku poprzedniego sąniewielkie–udział pracy zdalnej spadł z 47 do 44 proc. przy utrzymaniu wysokiego poziomu hybrydy.  Oznacza  to,  że  w IT  elastyczne  modele  pracy  są  już  ustabilizowanym  rynkowym standardem.

Inaczej wygląda sytuacja na rocketjobs.pl, gdzie  nadal  przeważają  oferty  stacjonarne (52 proc.), choć ich udział lekko spadł w porównaniu z 2025 rokiem (55 proc.). Jednocześnie wyraźnie wzrosło znaczenie pracy mobilnej – z 5 do 11 proc. – co

odzwierciedla specyfikę ról operacyjnych  i sprzedażowych,  charakterystycznych  dla  branżpoza technologicznych.

W ostatnich latach na rynku pracy tryb wykonywania obowiązków służbowych przestał byćdodatkiem,  a stał  się kluczowym elementem strategii zatrudnienia, realnie wpływającym na konkurencyjność ofert i dostępność talentów. W przypadku rynku IT obserwujemy stabilizację trendów–praca hybrydowa i zdalna nadal dominują, a organizacje wypracowały docelowy model pracy będący kompromisem między oczekiwaniami kandydatów a efektywnością zespołów. Poza IT nadal dominuje model stacjonarny, choć jego udział lekko spada, a rośnie znaczenie pracy mobilnej. Z perspektywy HR nie ma jednego uniwersalnego modelu pracy–kluczowe jest dopasowanie go do roli i oczekiwań rynku, bo to dziś jeden z głównych czynników decydujących o skuteczności rekrutacji – komentuje Paulina Świątkiewicz, HR Business Partner w justjoin.it i rocketjobs.pl.

Tryb pracy na justjoin.it i rocketjobs.pl

Jawność wynagrodzeń: nowe przepisy, stare nawyki

Pierwszy kwartał 2026 to zarazem pierwszy  pełny  kwartał  po  wejściu  w życie  nowelizacji Kodeksu pracy (24 grudnia 2025 r.), wdrażającej unijną dyrektywę o przejrzystości wynagrodzeń. Dane nie pokazują jednak przełomu. Na justjoin.it udział ofert z widełkami płacowymi spadł z 58,4 do 54,4 proc., natomiast na rocketjobs.pl odnotowano jedynie symboliczny wzrost – z 34,4 do 35,4 proc. Jawność wynagrodzeń w IT pozostaje wyraźnie wyższa niż w pozostałych branżach, ale nie rośnie–a na szerokim rynku wciąż nie jest standardem.

Po okresie rosnącej presji na transparentność wynagrodzeń widać, że rynek podchodzi do tego tematu bardziej zachowawczo niż można było zakładać. Mimo wprowadzenia dyrektywy  UE  o jawności wynagrodzeń, w danych nie widać istotnego przełomu. W branży IT spadek udziału ofert z widełkami sugeruje większą ostrożność firm, które próbujązachować elastyczność negocjacyjną. Poza IT jawność nadal nie  jest  standardem,  mimo symbolicznego wzrostu rok do roku. Można mówić raczej o spowolnieniu niż przyspieszeniu trendu – realna zmiana prawdopodobnie nastąpi dopiero wraz z pełnym wdrożeniem przepisów i ich egzekwowaniem, a nie na etapie samej zapowiedzi regulacji – dodaje Paulina Świątkiewicz.Jawność wynagrodzeń na justjoin.it i rocketjobs.pl

Data, sprzedaż i AI–gdzie rynek szuka ludzi

W  obszarze IT rekrutacje  napędzały  przede  wszystkim  specjalizacje  związane  z danymi  i programistyczne. Kategoria Data utrzymała pozycję lidera (2 676 ofert), a tuż za  niąuplasowała się Java (2 547). Największy awans zaliczył Project Management,  który przesunął  się z piątej na trzecią pozycję w rankingu (2 172 oferty). Z czołówki wypadły natomiast JavaScript i DevOps, co wskazuje na wyraźną zmianę struktury popytu wewnątrz samego rynku IT.

Na rocketjobs.pl zdecydowanie największym zapotrzebowaniem cieszą się role w sprzedaży (14 945 ofert) i marketingu (9 209). Wśród najszybciej rosnących kategorii znalazły się Zdrowie i uroda oraz Obsługa klienta–obie po raz pierwszy wchodząc do pierwszej piątki.Kategorie z największą liczbą ogłoszeńKategorie z największym spływem CV

Osobną  uwagę  zasługuje  kategoria  AI/ML  na  justjoin.it,  która  w  Q1 2026 zanotowała ponad  trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń (z 432 do 1 326), a liczba napływających CV wzrosła o 156 proc. Co istotne, struktura aplikujących przesunęła się zdecydowanie w stronę doświadczenia–udział seniorów wzrósł z 28 do 43 proc., podczas gdy juniorów spadłz 27 do 16 proc. Rynek AI/ML nie tylko dynamicznie rośnie, ale też wyraźnie  dojrzewa, napędzany przez coraz bardziej doświadczonych specjalistów.

Dominacja Sprzedaży i Marketingu wśród najpopularniejszych kategorii na rocketjobs.pl to jeden z najmocniejszych sygnałów zmiany, jaką obserwujemy na polskim rynku pracy w Q1 2026. Skokowy wzrost liczby ogłoszeń w tych obszarach pokazuje, że firmy mocno stawiająna generowanie przychodu. W warunkach rosnących kosztów operacyjnych to działy„frontowe” dostają największe budżety rekrutacyjne. Równolegle na justjoin.it podwojenie ofert w kategorii Data i awans kategorii PM na trzecie miejsce sugerują, że cyfrowa gospodarka nie zwalnia, a po prostu dojrzewa i szuka już nie tylko programistów, ale architektów procesów i decyzji biznesowych – mówi Przemysław Depka Prondziński, Head of Customer Success w justjoin.it i rocketjobs.pl.

Większa liczba ogłoszeń

Pod względem liczby ogłoszeń pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne ożywienie na obu portalach. Na justjoin.it liczba opublikowanych ogłoszeń wzrosła o 116 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej (z 12 677 do 27 375). Na rocketjobs.pl odnotowano  wzrost  z 17  282  do  29  761  ofert,  czyli  o 72  proc. Za  tymi  wynikami stojązarówno pozytywne sygnały makroekonomiczne i rosnący popyt na specjalistów, jak i poszerzająca się baza pracodawców korzystających z obu serwisów. W ujęciu procentowym mocniej urósł justjoin.it, natomiast rocketjobs.pl zakończył kwartał z nieco większą  liczbąpublikacji.

Liczba publikowanych ogłoszeń na justjoin.it i rocketjobs.pl

Elastyczność form zatrudnienia

Rosnąca elastyczność widoczna jest nie tylko w modelu pracy, ale też w formach zatrudnienia. Na justjoin.it nadal dominuje B2B (58 proc. ofert), jednak  spadł  udziałtradycyjnych umów o pracę (z 35 do 28  proc.), a przybyło  ogłoszeń  dopuszczających dowolną formę współpracy (z 2 do 12 proc.). Na rocketjobs.pl umowa o pracę pozostaje najpopularniejszą formą (50 proc.), ale i tu jej udział maleje na rzecz umów cywilnoprawnych i ofert otwartych na różne modele.

rodzaj pracy na rocketjobs.pl rodziaj pracy justjoin.it

Jednocześnie horyzontalnie rośnie udział ofert w niepełnym wymiarze czasu pracy (z 6 do 9 proc.) i freelance (z 1 do 2 proc.), co potwierdza większe otwarcie pozostałej części rynku na alternatywne formy zatrudnienia. Wspólny kierunek zmian jest czytelny: oba rynki zmierzająw stronę większej elastyczności w kształtowaniu relacji pracodawca–kandydat.

typ umowy justjoin.it typ umowy na rocketjobs.pl

Warszawa liderem, ale rynek się decentralizuje

Warszawa pozostaje największym rynkiem rekrutacyjnym na obu portalach (29 proc. ofert IT i 25 proc. w pozostałych branżach). Na justjoin.it duże znaczenie mają także Kraków, Wrocław i Trójmiasto, co potwierdza koncentrację sektora IT w głównych hubach technologicznych. Na rocketjobs.pl rozkład ogłoszeń jest bardziej rozproszony – udziałmniejszych miast wzrósł z 28  do  31  proc.,  co  oznacza  postępującą  decentralizację  rynku pracy poza branżą IT.

Barometr Q1 2026  pokazuje  rynek  pracy,  który  wyraźnie  przyspiesza,  ale  nie  wraca  do starych reguł. Firmy rekrutują inaczej–bardziej selektywnie, z naciskiem na doświadczenie i konkretne  kompetencje.  W IT  elastyczność  i specjalizacja  są  walutą,  za którą pracodawcy konkurują o talenty. Poza technologią rynek rośnie szeroko, napędzany przez sprzedaż, marketing i usługi, ale model pracy i podejście do transparentności płac zmieniają sięznacznie wolniej. Pierwsze miesiące obowiązywania dyrektywy o jawności wynagrodzeń nie przyniosły przełomu – to sygnał, że sama regulacja nie wystarczy bez zmiany kultury rekrutacyjnej.  Dla  firm  w najbliższych miesiącach kluczowe będzie nie tylko to, ile wakatów otworzą, ale jak szybko dostosują swoje oferty do rosnących oczekiwań kandydatów–podsumowuje Piotr Nowosielski, CEO justjoin.it i rocketjobs.pl.

Metodologia

Barometr rynku pracy Q1 2026 został przygotowany na podstawie analizy ogłoszeń o pracę oraz aplikacji kandydatów na portalach justjoin.it i rocketjobs.pl, które w pierwszym kwartale 2026 roku odwiedziło łącznie ponad 4,2 mln osób. Dane z Q1 2026 porównano z analogicznym okresem roku poprzedniego.

RegioJet wycofuje się z Polski. PKP komentuje decyzję i wskazuje przyczyny

Wycofanie się czeskiego przewoźnika RegioJet z polskiego rynku kolejowego jest – według stanowiska Polskie Koleje Państwowe S.A. – decyzją o charakterze czysto biznesowym, za którą pełną odpowiedzialność ponosi zarząd spółki. PKP podkreśla, że funkcjonowanie w sektorze kolejowym wymaga wysokich kompetencji operacyjnych oraz odpowiedniego przygotowania organizacyjnego.

Konkurencyjny rynek i rynkowe zasady działania

Jak wskazano w oświadczeniu, polski rynek kolejowy jest obecnie otwarty i konkurencyjny. Działa na nim kilkunastu przewoźników pasażerskich, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Wśród nich znajdują się m.in. PKP Intercity, POLREGIO, Koleje Mazowieckie czy Leo Express.

Wszystkie te podmioty działają na zasadach rynkowych, co oznacza, że ich zarządy ponoszą odpowiedzialność za strategię, przygotowanie operacyjne oraz realizację zobowiązań wobec pasażerów. PKP podkreśla, że rynek kolejowy w Polsce nie odbiega pod tym względem od standardów obowiązujących w całej Unii Europejskiej.

PKP odpiera zarzuty

W oświadczeniu stanowczo odrzucono sugestie, jakoby Grupa PKP ponosiła odpowiedzialność za niepowodzenie RegioJet w Polsce. Spółka wskazuje, że tego typu zarzuty są niezgodne z faktami i wprowadzają pasażerów w błąd.

PKP podkreśla, że działa w oparciu o transparentne procedury oraz standardowe zapisy umowne. Ewentualne trudności we współpracy miały – według spółki – charakter formalno-techniczny, a nie systemowy. Jednocześnie zaznaczono, że Grupa PKP pozostaje otwarta na współpracę z przewoźnikami, co potwierdzają m.in. procesy udostępniania infrastruktury czy wdrażania danych o połączeniach po ich formalnym zgłoszeniu.

Problemy operacyjne RegioJet

Z perspektywy PKP przyczyną wycofania się RegioJet z Polski były przede wszystkim niedostateczne przygotowanie operacyjne i brak zaplecza niezbędnego do prowadzenia działalności na wymagającym rynku.

Wskazano m.in. na brak własnej kadry maszynistów, ograniczone zaplecze techniczne oraz niewystarczającą analizę specyfiki polskiego rynku. PKP podkreśla również, że w sytuacjach kryzysowych to właśnie Grupa PKP była zmuszona przejmować inicjatywę i reagować na bieżące problemy, które wynikały z niedociągnięć po stronie czeskiego przewoźnika.

Równe zasady dla wszystkich przewoźników

W komunikacie zaznaczono, że wszyscy przewoźnicy działający na terenie Unii Europejskiej podlegają tym samym regulacjom i standardom. Oznacza to, że podmioty niespełniające wymagań operacyjnych lub technicznych nie mogą liczyć na preferencyjne traktowanie.

Zdaniem PKP stabilność całego systemu kolejowego – a tym samym bezpieczeństwo i komfort pasażerów – wymaga przestrzegania jednolitych zasad przez wszystkich uczestników rynku.

Na zakończenie oświadczenia Grupa PKP podkreśliła, że jej głównym celem pozostaje zapewnienie ciągłości i przewidywalności transportu kolejowego w Polsce. Niezależnie od struktury właścicielskiej przewoźników – publicznej czy prywatnej – kolej powinna być stabilnym środkiem transportu.

Gołębi przekaz Glapińskiego nie poruszył złotego ani warszawskiej giełdy

Pomimo dość gołębiej retoryki prezesa Glapińskiego, kurs EUR/PLN pozostaje stabilny, oscylując niewiele powyżej poziomu naszej długoterminowej prognozy – 4,25. Niewielką reakcję widzimy także na polskim rynku akcji. Polskie aktywa pozostają zależne od czynników zewnętrznych – w tym przede wszystkim rozwoju sytuacji na linii USA – Iran.

Wojna na Bliskim Wschodzie stanowiła kluczowy element dzisiejszej konferencji. Prezes Glapiński wypowiadał się na temat łagodzenia napięć z dużym optymizmem. Podkreślał stabilność złotego w obliczu ostatnich wydarzeń, co zwraca także i naszą uwagę. Polska waluta charakteryzuje się w ostatnich tygodniach znacznie mniejszą zmiennością niż wiele jej podobnych, m.in. stanowiący często istotny punkt odniesienia forint węgierski.

Ograniczone wydają się obawy banku o sytuację inflacyjną. Obserwowany obecnie szok cechuje się istotnie mniejszą skalą wzrostów cen surowców energetycznych niż ten wywołany przez pełnoskalowy atak Rosji na Ukrainę w 2022 r. Wydaje się także, że trwałość wzrostu cen będzie istotnie mniejsza, na co wskazuje chociażby ostatnie dwutygodniowe zawieszenie broni. Inflacja ma więc, zgodnie ze słowami prezesa, pozostać w najbliższych miesiącach w ramach celu banku.

Kluczowe z perspektywy rynków są jednak komunikaty dotyczące stóp procentowych. W najbliższych miesiącach nie powinniśmy spodziewać się ich zmian – choć wiele może w tej kwestii ulec zmianie w razie znacznej eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Co więcej, czytając między wierszami komunikatów prezesa Glapińskiego, dochodzimy do wniosku, że w nieco dłuższym terminie bliżej nam do kolejnego cięcia aniżeli do podwyżki. Ostatnie wydarzenia odsuwają jednak jej perspektywę co najmniej do końcówki roku – i to przy założeniu bardziej optymistycznego scenariusza dla amerykańsko-irańskiej wojny.

Data4 otwiera drugie centrum danych w Jawczycach

Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki. Nowy obiekt dysponuje mocą IT o wartości 10 MW i stanowi kolejny etap planowanej rozbudowy inwestycji.

Data4 konsekwentnie rozwija swoją obecność w Polsce. W 2023 roku firma oddała do użytku pierwszy budynek kampusu w Jawczycach, a uruchomienie drugiego obiektu stanowi kolejny etap tej inwestycji. Do tej pory Data4 zainwestowało w Polsce 200 mln euro. Do 2030 roku firma planuje zwiększyć wartość inwestycji niemal trzykrotnie, czyli do około 600 mln euro. Rozbudowa kampusu będzie wiązać się z dalszą współpracą z polskimi dostawcami i lokalnymi partnerami oraz tworzeniem nowych miejsc pracy – docelowo inwestycja wygeneruje około 400 miejsc pracy bezpośrednio i pośrednio. 

Infrastruktura cyfrowa i jej znaczenie dla regionu

Zapotrzebowanie na moc obliczeniową rośnie wraz z rozwojem chmury i sztucznej inteligencji. Według wewnętrznych analiz moc centrów danych w Polsce może wzrosnąć z około 300 MW obecnie do blisko 500 MW w 2030 roku, z czego ponad połowa – około 300 MW – będzie przeznaczona na rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. W tym kontekście tempo realizacji inwestycji i dostępność infrastruktury stają się kluczowe dla konkurencyjności gospodarek.

Polska już dziś jest liderem Europy Środkowo-Wschodniej, odpowiadając za ponad jedną trzecią mocy centrów danych w regionie. Chcemy dalej aktywnie wzmacniać konkurencyjność oraz suwerenność technologiczną Polski i Europy. W świecie, w którym dane i moc obliczeniowa stają się krytycznym zasobem, infrastruktura cyfrowa to zarówno wsparcie dla gospodarki, jak i bezpieczeństwo państwa. Takie inwestycje, jak ta w Jawczycach, tworzą przestrzeń dla polskich firm do sięgania po nowoczesne rozwiązania i nadganianie cyfrowych zaległościpodkreśla Andrzej Domański, Minister Finansów i Gospodarki.

Kampus Data4 w Jawczycach powstaje na terenie o powierzchni 4 hektarów. Docelowo kampus będzie dysponował łączną mocą 60 MW oraz około 50 tys. mkw. powierzchni brutto, w tym blisko 15 tys. mkw. powierzchni IT netto. Nowo otwarty budynek wpisuje się w ten plan jako kolejny etap rozwoju infrastruktury cyfrowej w Polsce.

Rozbudowa kampusu w Jawczycach to wyraźny sygnał, że Polska pozostaje dla Data4 jednym z kluczowych rynków w Europie. Rozwijamy infrastrukturę etapowo i przewidywalnie, łącząc wysokie wymagania techniczne z odpowiedzialnym podejściem do środowiska oraz współpracą z lokalną społecznością w gminie Ożarów Mazowiecki. Stabilne zaplecze technologiczne jest dziś warunkiem dalszego rozwoju gospodarki cyfrowej – podkreśla Adam Ponichtera, dyrektor zarządzający Data4 w Polsce.

Uruchomienie kolejnego budynku w naszym kampusie w Polsce ma dla nas wymiar strategiczny. Wraz z dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji i usług chmurowych infrastruktura cyfrowa staje się jednym z fundamentów konkurencyjności europejskiej gospodarki. Dlatego konsekwentnie rozwijamy sieć kampusów Data4 w Europie, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na moc obliczeniową – mówi Olivier Micheli, prezes Data4.

Połączenie wydajności technologicznej i zrównoważonego rozwoju

Nowy obiekt jest pierwszym w europejskiej sieci Data4 projektem realizowanym w standardzie BREEAM – jednym z najbardziej uznanych na świecie systemów oceny budynków pod względem ich wpływu na środowisko. Nowe centrum danych otrzymało certyfikat na poziomie „Excellent” i jest jednocześnie pierwszym tego typu obiektem w Polsce powstającym zgodnie z tym standardem. BREEAM uwzględnia m.in. efektywność energetyczną, gospodarkę wodną, dobór materiałów, emisje oraz oddziaływanie inwestycji w całym cyklu życia obiektu.Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki

Budynek wyróżnia konstrukcja kontenerowa – około 60% obiektu powstało z wcześniej przygotowanych elementów prefabrykowanych. Ograniczono w ten sposób prace mokre i tradycyjne wylewanie betonu na placu budowy, co przełożyło się na niższe emisje oraz krótszy czas realizacji inwestycji. Rozwiązanie to stanowi projekt referencyjny w europejskiej sieci Data4 i wyznacza kierunek dalszego rozwoju technologicznego firmy.

Wszystkie nowe projekty Data4 powstają zgodnie z globalnymi celami środowiskowymi grupy. Obejmują one projektowanie obiektów z myślą o wskaźniku efektywności energetycznej (PUE) poniżej 1,3, wykorzystywanie energii niskoemisyjnej w 100% oraz stałe monitorowanie zużycia energii i wody. Pierwsze centrum danych Data4 w Jawczycach otwarte w 2023 doku już dziś potwierdza realizację środowiskowych zobowiązań firmy. W ciągu ostatnich 12 miesięcy obiekt osiągnął wskaźnik efektywności energetycznej PUE na poziomie 1,27, czyli poniżej celu 1,30 wyznaczonego przez European Code of Conduct on Data Centres dla całej branży do 2030 roku. Oznacza to, że kampus Data4 w Polsce spełnia te wymagania z czteroletnim wyprzedzeniem. Obiekt charakteryzuje się także bardzo niskim zużyciem wody: wskaźnik Water Usage Effectiveness (WUE) wynosi 0,037 l/kWh IT, czyli poniżej średniej dla branży.

Dodatkowo Data4 bierze udział w projekcie Climate-Adapt4EOSC realizowanym przez Komisję Europejską. Kampus w Jawczycach posłuży jako studium przypadku do badania wpływu zjawisk związanych z kurczeniem się i pęcznieniem gruntów gliniastych na infrastrukturę. W ramach projektu, wspólnie z ponad 18 instytucjami badawczymi, w tym Uniwersytetem Cambridge, NCSR Demokritos oraz BRGM, Data4 przetestuje na kampusie w Jawczycach narzędzie do prognozowania ryzyk geotechnicznych związanych ze zmianami klimatu. Wyniki tych prac mają pomóc lepiej przygotować centra danych oraz inne elementy infrastruktury krytycznej, takie jak drogi, mosty czy sieci wodociągowe, na skutki zmian klimatycznych oraz wykorzystać tę wiedzę przy projektowaniu kolejnych inwestycji.

Współpraca z gminą i inicjatywy lokalne

Data4 prowadzi inwestycję w dialogu z lokalnym otoczeniem i samorządem gminy Ożarów Mazowiecki. Inwestycja ma również przyczynić się do rozwoju lokalnej gospodarki poprzez tworzenie nowych miejsc pracy oraz współpracę z lokalnymi partnerami. W ramach działań realizowanych wspólnie z gminą firma wesprze m.in. remont odcinka ul. Przyparkowej w Jawczycach. Planowane prace obejmują całkowitą wymianę nawierzchni jezdni, budowę chodnika oraz montaż nowoczesnego oświetlenia drogowego, co ma poprawić komfort i bezpieczeństwo mieszkańców.

Firma aktywnie wspiera lokalne służby ratownicze – Państwową Straż Pożarną w Powiecie Warszawskim Zachodnim (oddział w Błoniu), przekazując zarówno sprzęt do zasilania awaryjnego, jak i wyposażenie wykorzystywane bezpośrednio w działaniach ratujących życie, a także jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej w Ożarowie Mazowieckim. Długofalowa obecność Data4 w regionie opiera się nie tylko na rozwoju technologicznym i realizacji celów zrównoważonego rozwoju, lecz również na konsekwentnym budowaniu relacji z lokalną społecznością. Spółka angażuje się także w inicjatywy kulturalne dla mieszkańców, współorganizowane przez Sołectwo Jawczyce, wspierając integrację i rozwój życia społecznego w regionie.Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki

– Rozwój kampusu Data4 w Jawczycach to ważna inwestycja dla naszej gminy. Cieszy nas, że projekt ten nie tylko wzmacnia lokalną infrastrukturę, ale także przyczynia się do rozwoju gospodarczego regionu. Doceniamy współpracę z inwestorem, która przekłada się na konkretne działania na rzecz mieszkańców – mówi Paweł Kanclerz, Burmistrz Ożarowa Mazowieckiego.

Chaos wokół rozejmu w Zatoce Perskiej. Ormuz zamknięty, decyzja RPP przed nami

Okazuje się, że tak długo oczekiwane zawieszenie broni jest inaczej rozumiane przez obydwie strony, o ile nawet nie przez wszystkie trzy. W rezultacie Ormuz znów jest zamknięty. Dzisiaj posiedzenie RPP. Rynki, podobnie jak w innych krajach, nie oczekują obniżek stóp. 

Co obejmuje rozejm?

Od wczoraj mamy rozejm, zdaniem USA i Izraela, w Zatoce Perskiej, a zdaniem Iranu – na Bliskim Wschodzie. To kluczowa różnica, ponieważ Iran jest zainteresowany tym, by Izrael nie bombardował Libanu. Wiadomo, że oficjalnym celem Izraela jest Hezbollah. Niestety, skala wydarzeń noszących cechy zbrodni wojennych przy okazji jest przerażająca. Efektem jest ponowne zamknięcie Cieśniny Ormuz. Tak właśnie kończy się porozumienie zawierane bez podpisów, wyłącznie na podstawie zakładanych oczekiwań. Co ciekawe, rynki zakładają, że to tylko chwilowe nieporozumienie, bo ceny ropy wciąż utrzymują się na relatywnie niskich poziomach. Baryłka ropy Brent kosztuje dzisiaj 97,5 USD. Wczorajszy dołek był 5 USD niżej, z kolei przedwczorajsze szczyty znajdowały się niemal 20 USD wyżej. Pokazuje to duże przekonanie, że dojdzie do ponownego porozumienia.

Czekając na RPP

Z powodu Wielkanocy i wolnego poniedziałku decyzja RPP w sprawie stóp procentowych w kwietniu zapadnie nie w środę, lecz w czwartek. Co ciekawe, nie spowodowało to przesunięcia konferencji prasowej na kolejny dzień. W rezultacie już dzisiaj poznamy zarówno decyzję, jak i komentarz po posiedzeniu. Patrząc na sytuację na świecie, teoretycznie wszystkie banki centralne w ostatnim czasie wstrzymywały się z obniżkami stóp. Z drugiej strony od wczoraj mamy zawieszenie broni, a ceny ropy gwałtownie spadły. W rezultacie pojawia się przestrzeń do obniżki. Pamiętając jednak, że stopy procentowe były obniżane miesiąc temu, a inflacja w marcu wyskoczyła do 3%, wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest pozostawienie ich dzisiaj na niezmienionym poziomie. Taki ruch byłby sygnałem umacniającym polską walutę. Ważniejsza od samej decyzji wydaje się jednak konferencja prasowa. Im mocniej będzie malowana historia utrzymywania stóp na niezmienionym poziomie, tym silniejszy będzie złoty. Im wyraźniej prezentowana będzie wizja obniżek, tym bardziej będzie tracił.

Ostatnie decyzje banków centralnych

W tym tygodniu poznaliśmy decyzje trzech ważnych banków centralnych. Najpierw, we wtorek, Rumunia utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie 6,5%. To najwyższy poziom w Unii Europejskiej, ale tylko o 0,25% wyższy niż na Węgrzech. W środę z kolei poznaliśmy decyzje Banku Rezerw Nowej Zelandii oraz Banku Indii. W obu przypadkach stopy procentowe pozostały bez zmian. W Nowej Zelandii na poziomie 2,25%, a w Indiach 5,25%. Wszystkie te rozstrzygnięcia były oczekiwane przez rynki. Jak widać, banki centralne nie chcą podejmować nowych kroków do czasu wyjaśnienia się sytuacji w Zatoce Perskiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Obroty w centrach handlowych w górę, choć ruch klientów niemal bez zmian

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała dane dotyczące wyników centrów handlowych za luty 2026 roku. W porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku obroty wzrosły o 1,7%. Odwiedzalność utrzymała się na poziomie zbliżonym do zeszłego roku.

Od kwietnia 2025 roku obroty w centrach handlowych rosną niemal nieprzerwanie (z wyjątkiem listopada) w ujęciu rocznym (r/r). W lutym ten pozytywny trend został utrzymany. Indeks obrotów wyniósł +1,7%, natomiast odwiedzalność była nieznacznie poniżej poziomu z lutego 2025 r. (-0,9%). Średnia wartość wizyty w centrum wzrosła o 2,6%.

Najwyższe wzrosty obrotów odnotowały następujące kategorie:

  • Usługi (+15,1%)
  • Restauracje i kawiarnie (+5,5%)
  • Rozrywka (+4,9%)
  • Zdrowie i uroda (+4,4%)

W podziale na wielkość obiektów handlowych obroty kształtowały się następująco:

Bardzo duże obiekty (>60 tys. m²) +1,4%
Duże obiekty (40–60 tys. m²) +2,1%
Średnie obiekty (20–40 tys. m²) +1,3%
Małe i bardzo małe obiekty (5–20 tys. m²) +1,6%

W ujęciu regionalnym największe wzrosty obrotów odnotowano w aglomeracjach: białostockiej, poznańskiej, szczecińskiej. W skali makroregionalnej w regionach: południowym (śląskie, małopolskie), wschodnim (podkarpackie, lubelskie, podlaskie, świętokrzyskie) i północno-zachodnim (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie).

„Po dobrych wynikach grudnia i wyjątkowych stycznia dynamika wzrostu obrotów w lutym nieco się uspokoiła. Warto wskazać, że w tym roku więcej województw miało ferie w całości właśnie w tym miesiącu, a tegoroczna śnieżna i mroźna zima zachęciła jednych do wyjazdów, innych do zostania w domu i ograniczenia wyjść. To wpłynęło na lutowe wyniki centrów handlowych.” – podsumowuje Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Zawieszenie broni uspokoiło rynki, ale problemy z ropą nie znikają

Po informacjach o zawieszeniu ataków na Bliskim Wschodzie inwestorzy zareagowali w sposób przewidywalny. Ceny ropy spadły, a notowania akcji odbiły, bo inwestorzy odczytali ten sygnał jako chwilowe zmniejszenie napięcia w jednym z kluczowych punktów dla globalnego handlu surowcami energetycznymi. Problem w tym, że to dopiero początek negocjacji, w których dalsza eskalacja będzie wykorzystywana jako straszak. Dlatego na rynku ropy problemy nie znikają. Baryłka Brent kosztuje około 95 dolarów, czyli wyraźnie więcej niż 55-60 dolarów przed wybuchem konfliktu. A na rynku utrzymuje się silna premia za ryzyko. W tej sytuacji RPP nie obniży dziś stóp procentowych i coraz trudniej liczyć na kolejne obniżki także do końca roku.

Zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie przyniosło zmniejszenie napięcia, ceny ropy spadły, a rynki akcji odreagowały. Jednak to dopiero początek. Po pierwsze cały czas istnieją punkty zapalne nieuwzględnione w porozumieniu, które już wpływają na sytuację w cieśninie Ormuz. Po drugie, od soboty w Islamabadzie rozpoczną się negocjacje pokojowe, prowadzone pod kierownictwem JD Vance’a, mające doprowadzić do ostatecznego porozumienia. Na rynkach często największe znaczenie ma nie to, czy dostawy surowca płyną, ale jak duże jest ryzyko, że za chwilę przestaną płynąć bez zakłóceń. I właśnie to ryzyko, mimo chwilowej poprawy nastrojów, wciąż pozostaje z nami.

W tej sytuacji silnej tymczasowości przestrzeń do dalszych spadków cen ropy pozostaje ograniczona. Kontrola nad tranzytem surowców i możliwość jego zakłócania, opóźniania lub selektywnego ograniczania sprawiają, że energia pozostaje dziś narzędziem politycznego nacisku, a nie tylko efektem relacji między globalnym popytem a podażą. Nawet po ostatniej przecenie w cenach ropy nadal utrzymuje się więc znacząca premia za ryzyko. Nawet jeśli fizyczne dostawy ropy będą kontynuowane, choć już pojawiają się głosy o ponownym zamknięciu cieśniny Ormuz, ryzyko związane z ich realizacją pozostanie podwyższone.

A to wystarczy, by ceny surowca nie wróciły łatwo do poziomów sprzed ostatnich napięć. Pierwsza reakcja rynku mogła więc sugerować większy potencjał spadkowy, niż rzeczywiście dziś widać. Przed pojawieniem się informacji o zawieszeniu broni za baryłkę ropy Brent trzeba było zapłacić około 107 dolarów, teraz cena oscyluje w okolicach 96 dolarów. Nadal jednak pozostaje blisko granicy 100 dolarów, uznawanej za krytyczną, i bardzo daleko od 55-60 dolarów, jakie za ropę płacono przed wybuchem kryzysu na Bliskim Wschodzie.

Zagrożenie dalszą eskalacją będzie ważną kartą w rozpoczynających się negocjacjach, która na pewno będzie wykorzystywana. Do tego negocjacje będą elementem szerszej globalnej gry. Warto bowiem zauważyć rolę Chin w doprowadzeniu do zawieszenia broni. A w negocjacjach ważny będzie zarówno transport ropy przez cieśninę Ormuz, jak i eksport ropy przez Iran. Chodzi zarówno o samą skalę irańskiego wydobycia, jak i o to, kto dostaje ropę, jaką trasą i na jakich warunkach. To ma znaczenie nie tylko regionalne, ale także globalne, zwłaszcza w kontekście relacji z Chinami, które pozostają jednym z najważniejszych odbiorców irańskiego surowca.

Dla inwestorów ta sytuacja tworzy układ dwóch prędkości. Z jednej strony krótkoterminowa ulga wspiera aktywa ryzykowne, szczególnie spółki cykliczne i rynki azjatyckie. Z drugiej strony inwestorzy muszą być świadomi kruchości obecnej sytuacji, bo każdy sygnał o zakłóceniach ruchu tankowców albo ponownym zaostrzeniu sytuacji może szybko znów podbić ceny energii i uderzyć w rynek akcji. W najbliższych tygodniach można oczekiwać niższej zmienności, ale przy bardzo asymetrycznym rozkładzie ryzyka. Potencjał poprawy jest ograniczony, dopóki nie pojawi się ostateczne, szersze porozumienie, za to ryzyko gwałtownego pogorszenia nastrojów pozostaje wysokie, jeśli zawieszenie broni okaże się tylko epizodem.

To ważne także z polskiej perspektywy. Wzrost cen paliw na polskich stacjach podbił inflację, która wzrosła w marcu do 3 proc., z 2,1 proc. w lutym. Obniżka podatku VAT i akcyzy pomogła obniżyć ceny paliw do poziomu sprzed wybuchu konfliktu. Szacuje się, że miesięcznie taka ulga w cenie paliwa dla polskich kierowców kosztuje budżet około 1,6 mld zł. Zawieszenie broni lub ewentualne przyszłe porozumienie może mieć istotne znaczenie z punktu widzenia tego, jak długo taki program powinien być prowadzony i jakie będą całościowe koszty dla budżetu. Przede wszystkim jednak jest to ochrona przed gorszym scenariuszem i dalszym wzrostem cen paliw, a także występowaniem braków w dostępie do paliwa.

Właśnie w takim otoczeniu decyzje o stopach procentowych podejmować dziś będzie Rada Polityki Pieniężnej. Po marcowej obniżce stóp procentowych, która miała miejsce już po wybuchu konfliktu i wzroście cen ropy, trudno dziś wyobrazić sobie przestrzeń do kolejnych cięć. Dziś obniżki stóp nie będzie i raczej należy oczekiwać długiego okresu „wait and see”. Jeszcze niedawno rynek wyceniał nawet możliwość podwyżek stóp, jednak obecnie po zawieszeniu broni wycenia scenariusz stabilizacji stóp. Dla banku centralnego w tej sytuacji ostrożność pozostaje jedyną rozsądną strategią, szczególnie gdy sytuacja na rynku surowców pozostaje zbyt niestabilna, by mówić o trwałym wygaszeniu ryzyka.

Mocny początek roku PragmaGO. Wzrost finansowania i awans do FT1000

Grupa PragmaGO zanotowała w I kwartale 2026 roku dalszy wzrost skali działalności w kluczowych obszarach finansowania przedsiębiorców. Wartość sfinansowanych należności w Polsce osiągnęła 18% wzrostu r/r (753 mln zł), a dla całej Grupy było to 782 mln zł (+9% r/r). Z oferty PragmaGO skorzystało 15 262 klientów (+7% r/r), którzy zrealizowali 227 052 transakcji (+26% r/r).

Wstępne dane o wartości sfinansowanych należności w pierwszym kwartale 2026:

  • embedded finance: 248 mln zł (+35% r/r)
  • faktoring w Polsce: 504 mln zł (+10% r/r)

Początek roku przyniósł realizację ważnych założeń strategicznych. Grupa otworzyła spółki w Hiszpanii oraz Chorwacji. Podmioty te będą rozwijać embedded finance B2B, w tym finansowanie Merchant Cash Advance (PragmaCash) na lokalnych rynkach. Potwierdzeniem skuteczności obranej strategii jest ujęcie PragmaGO w rankingu FT1000: Europe’s Fastest-Growing Companies 2026, publikowanym co roku przez Financial Times. PragmaGO uplasowała się w nim jako jedyna polska firma z sektora finansowego.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że realizujemy nasze cele. Rozwijamy kluczowe linie biznesowe, w tym coraz silniejszy segment produktów pożyczkowych i konsekwentnie budujemy obecność międzynarodową. Otwarcie spółek w Hiszpanii i Chorwacji to dla nas ważny moment. Tamtejsze rynki MŚP są podobne do polskiego – duże firmy z łatwością pozyskują kapitał na rozwój, podczas gdy mikro i małe przedsiębiorstwa napotykają bariery, przez co luka konkurencyjna stale się powiększa. Naszym celem jest jej wyrównywanie – dajemy mniejszym firmom dostęp do finansowania, które pozwoli im rosnąć i skutecznie konkurować z większymi podmiotami. Obecność w rankingu Financial Times potwierdza, że nasz model ma znaczenie nie tylko lokalnie, ale również w skali europejskiej – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Rozwój usług embedded finance B2B w I kwartale 2026 roku był napędzany pogłębieniem współpracy z kluczowymi partnerami, m.in. Przelewy24, Polskie ePłatności (Nexi Group), PayU czy TPay, a także rosnącą rozpoznawalnością tych produktów finansowych wśród klientów partnerów – będącą rezultatem wspólnych działań edukacyjnych i komunikacyjnych.

W Rumunii wartość sfinansowanych faktur wyniosła 29 mln zł, co oznacza spadek o 63% r/r. Było to spowodowane niższą podażą należności wynikających z robót budowlanych realizowanych w ramach rządowych programów infrastrukturalnych.

W najbliższych miesiącach PragmaGO planuje wejście na kolejne rynki europejskie, przez co umocni pozycję lidera embedded lending B2B w Europie.

Podsumowanie wyników Grupy Kapitałowej PragmaGO za pierwszy kwartał 2026:

PLN Dynamika r/r
W Polsce 753 173 778 18%
Ogółem 782 161 621 9%
Embedded finance B2B 248 318 063 35%
Faktoring w Polsce 504 855 715 10%
Faktoring w Rumunii 28 987 843 -63%

Presja na czynsze napędza zwroty z inwestycji na rynku nieruchomości komercyjnych

Polska jest w ścisłej czołówce krajów Europy pod względem zainteresowania inwestorów. Jedną z przyczyn jest spodziewany wzrost wartości z inwestycji w nieruchomości komercyjne wynikający z presji na stawki czynszu – wskazuje raport CBRE „2026 Poland Real Estate Market Outlook”. Przedmiotem transakcji są zarówno pojedyncze aktywa, jak i portfele czy całe platformy. Dostępność kredytu na zakupy nieruchomości poprawia się, co dodatkowo wspierać będzie klimat inwestycyjny na polskim rynku.

Według raportu CBRE, polskie miasta z Warszawą na czele należą do najszybciej rozwijających się w Europie Środkowo-Wschodniej, a Polska utrzyma pozycję europejskiego lidera pod względem tempa rozwoju gospodarczego. Zgodnie z przewidywaniami Oxford Economics, w 2026 roku Warszawa będzie liderem rozwoju w Europie, między innymi dzięki rozwijającym się sektorom IT i usług biznesowych.

W 2026 roku Polska utrzyma pozycję lidera wzrostu gospodarczego w Europie, napędzanego przez inwestycje, konsumpcję i ożywienie w eksporcie, przy względnie stabilnej inflacji i niskim bezrobociu. Spodziewamy się wzrostu aktywności, napędzanego poprawą sentymentu, rosnącą ofertą i zainteresowaniem inwestorów, w tym coraz bardziej aktywnych kupujących krajowych. Polska umacnia swoją pozycję w czołówce europejskich rynków, a poprawiające się warunki finansowania wspierają klimat inwestycyjny – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Pozytywne perspektywy

W miarę przybliżania oczekiwań cenowych kupujących i sprzedających oraz dalszej stabilizacji stóp procentowych, eksperci CBRE spodziewają się poprawy sentymentu na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce i większej gotowość do sprzedaży aktywów.

W sektorze handlowym będziemy obserwować kolejne transakcje core’owych dużych centrów handlowych, z drugiej strony również rosnącą płynność produktów stand-alone, transakcje przejęć portfelowych, zarówno retail parków, jak i platform oraz portfolio spożywczych. Z kolei w sektorze biurowym pojawią się kolejne możliwości na atrakcyjne zakupy z oczekiwanymi wysokimi zwrotami, jednak wraz z krystalizowaniem się rynków najlepszych obiektów, 2026 rok może przynieść też transakcje typu core i core plus o wolumenach przekraczających 100 mln EUR. Polski kapitał wciąż będzie aktywny szczególnie w tym sektorze mówi Przemysław Felicki, CBRE.

Z obserwacji ekspertów CBRE wynika, że inwestorzy logistyczni wciąż poszukują możliwości w formule forward funding, obecne też będą transakcje zakupu i najmu zwrotnego przy długim okresie najmu. Rynek będzie stwarzał też możliwości do zakupów w segmencie value-add, co wydaje się być szczególnie atrakcyjne dla kapitału z regionu CEE oraz USA. Wraz z wejściem kilku francuskich inwestorów poszerza się też grono zainteresowanych akwizycjami w tym sektorze.

Zainteresowanie inwestorów będzie również widoczne w sektorze domów studenckich i domów senioralnych. Ponadto powoli budowane są kolejne portfele PBSA, które w bliskim horyzoncie mogą zyskać zainteresowanie inwestorów, a w tle toczy się dyskusja o przecieraniu szlaków dla instytucjonalnych projektów senior living. Polska stoi w obliczu wyzwań demograficznych, ze starzejącym się społeczeństwem i prognozowanym spadkiem liczby pracowników. W rezultacie konieczne będzie poszukiwanie nowych rozwiązań, takich jak automatyzacja AI i aktywna polityka migracyjna. Rynek nieruchomości będzie stopniowo dostarczał coraz więcej przestrzeni dostosowanych do potrzeb osób starszych.

Popyt na kredyty hipoteczne wystrzelił ze strachu przed inflacją

Marcowa liczba wnioskujących o kredyt hipoteczny pobiła niemal wszelkie rekordy (m.in. z czasów BK2%, czy zerowych stóp procentowych) i była najwyższa od 18 lat. Bezsprzecznie już od połowy 2025 roku obserwowaliśmy wzrost popytu kredytobiorców – zarówno kupujących nowe mieszkania (co potwierdza silną sprzedaż mieszkań w marcu 2026), jak i refinansujących stare hipoteki, na fali taniejącego kredytu. Popyt na hipoteki zasilała też duża oferta deweloperów i ich presja na sprzedaż ubrana w ciekawe oferty cenowe.

Jednak biorąc pod uwagę jaki w marcu był koszt kredytu na tle poprzednich lat, jaka była realna dostępność kredytowa mieszkań, czy też fakt, że nie ma istotnych stymulatorów popytu ze strony rządu – nie ma fundamentalnego uzasadnienia dla takiego wystrzału popytowego. W naszej ocenie mamy tu do czynienia z przyspieszeniem decyzji Klientów o złożeniu wniosków kredytowych jeszcze w marcu, korzystając z ostatniej chwili na skorzystanie z relatywnie niskich stawek kredytowych, z którymi zaczynaliśmy miesiąc. Na początku kwietnia przeciętne koszty kredytu stałoprocentowego (który dominuje na rynku hipotek) wzrosły o co najmniej 50 punktów bazowych, pojawiły się też obawy o podwyżki stóp procentowych – wszystko to w reakcji na szok inflacyjny wywołany konfliktem w Zatoce Perskiej.

Jest to najpewniej powtórzenie zjawiska z kwietnia 2022 roku, kiedy w otoczeniu wojny w Ukrainie i wzrostu stóp procentowych 53 tysiące osób (więcej niż jakikolwiek miesiąc w trakcie BK2%) złożyło wnioski kredytowe – przyczyną była zmiana w zasadach obliczania buforu na ryzyko stopy procentowej. Wówczas – podobnie jak teraz – doradcy kredytowi wręcz naglili Klientów, żeby składali wnioski kredytowe na starych warunkach. Kolejne miesiące 2022 były jednak czasem posuchy, bo kto chciał wniosek złożyć, zrobił to w kwietniu. Konkluzja tego jest prosta – kolejne miesiące 2026 mogą nas już nie zaskakiwać takimi wynikami popytowymi – co dalej pokażą efekty negocjacji podczas dwutygodniowego zawieszenia broni w Zatoce Perskiej.

Rynek wtórny wyraźnie przyspieszył w marcu. Ceny mieszkań w większości miast stabilne

Marzec przyniósł wyraźne ożywienie na rynku mieszkań z drugiej ręki – wynika z analiz portalu GetHome.pl. Z ogłoszeń znikało znacznie więcej ofert niż w poprzednich miesiącach, jednak mimo ograniczonej podaży w większości metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań używanych pozostała stabilna.

– Rynek wtórny cechuje sezonowość, ale już dawno marcowe ożywienie po stronie kupujących nie było tak gwałtowne – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w marcu z serwisów ogłoszeniowych zniknęło 35,5 tys. ofert mieszkań – o 20 proc. więcej niż w lutym i aż o 61 proc. więcej niż w styczniu. Choć część ogłoszeń mogła zostać wycofana przez właścicieli z powodów niezwiązanych bezpośrednio ze sprzedażą, skala zjawiska sugeruje, że wiosną popyt na mieszkania z drugiej ręki wyraźnie przyspieszył.

Marek Wielgo ocenia, że na tak silny wzrost aktywności kupujących wpłynęło kilka czynników. Z jednej strony poprawiła się dostępność kredytów mieszkaniowych, z drugiej pojawiły się obawy, że w kolejnych miesiącach warunki finansowania mogą się pogorszyć. W efekcie wielu nabywców uznało, że decyzji o zakupie własnego M nie warto już odkładać.

Co istotne, w marcu uaktywnili się również sprzedający. Na rynek trafiło ok. 35,5 tys. nowych ofert mieszkań z drugiej ręki – o 22 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Ożywienie było więc wyraźne także po stronie podaży, jednak wciąż daleko mu do boomu znanego z poprzednich lat.

Mimo wzrostu liczby nowych ogłoszeń, całkowita oferta mieszkań używanych pozostaje wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Pod koniec marca w całym kraju dostępnych było ok. 141 tys. unikalnych ofert sprzedaży – praktycznie tyle samo co w lutym, ale jednocześnie aż o ok. 19 proc. mniej niż w marcu 2025 r.

Jednym z powodów ograniczonej podaży jest silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. Deweloperzy wciąż oferują bardzo szeroki wybór nowych mieszkań, co wywiera presję na ceny lokali używanych i studzi oczekiwania części właścicieli. Dla wielu z nich obecne warunki rynkowe mogą nie być wystarczającą zachętą do sprzedaży.

Wiosenne ożywienie na rynku wtórnym

Stabilizację podaży widać także w największych miastach. Tylko w Warszawie liczba dostępnych mieszkań nieznacznie się skurczyła – z 16,1 tys. w lutym do 16 tys. w marcu, czyli o ok. 1 proc. W pozostałych metropoliach miesiąc zakończył się praktycznie bez zmian.

W Krakowie i Trójmieście kupujący mieli do wyboru po ok. 8,1 tys. lokali, we Wrocławiu – 7,9 tys., w Łodzi – 4,9 tys., w Poznaniu – 3,6 tys., a w Katowicach – 2,3 tys.

Jednocześnie we wszystkich tych miastach oferta jest dziś wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Największy spadek odnotowano w Warszawie – aż o 33 proc. Bardzo duże ubytki widać także we Wrocławiu i Krakowie (po 32 proc.) oraz w Łodzi (28 proc.).Komunikat-rynek wtórny-04.2026-oferta-miasta

Teoretycznie tak silny wzrost popytu powinien sprzyjać wyraźnym podwyżkom cen. Tymczasem marcowe dane portalu GetHome.pl pokazują, że reakcja rynku była bardzo selektywna. Wyraźny wzrost średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki odnotowano tylko w dwóch metropoliach.

We Wrocławiu średnia wzrosła o 3 proc., do około 14,2 tys. zł, a w Trójmieście – o 1 proc., do 16,8 tys. zł. W pozostałych miastach utrzymała się stabilizacja. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego pozostała na poziomie ok. 18 tys. zł, w Krakowie – 17 tys. zł, w Poznaniu – 12,1 tys. zł, w Katowicach – 11,6 tys. zł, a w Łodzi – 8,7 tys. zł.

Równie umiarkowanie wyglądają zmiany w ujęciu rocznym. W większości metropolii średnie ceny metra kwadratowego mieszkań używanych są dziś stabilne (Katowice i Łódź) lub niższe niż przed rokiem. Spadki odnotowano w Krakowie i Wrocławiu – w obu miastach o ok. 2 proc. Z kolei w Trójmieście i Poznaniu średnie wyraźnie wzrosły – odpowiednio o 6 proc. i 4 proc. Warszawa pozostaje rynkiem dość stabilnym, z rocznym wzrostem na poziomie 1 proc.Komunikat-rynek wtórny-04.2026-cena m kw-miasta

Marcowe dane pokazują, że popyt na rynku wtórnym wyraźnie przyspieszył, oferta pozostaje ograniczona, a mimo to średnie ceny metra kwadratowego w większości miast nie reagują gwałtownie. Kluczową rolę odgrywa tu konkurencja z rynkiem pierwotnym, który nadal oferuje bardzo szeroki wybór mieszkań.

– W kolejnych miesiącach to właśnie relacja między tempem sprzedaży a skalą podaży – zarówno mieszkań używanych, jak i deweloperskich – zdecyduje o tym, czy obecne ożywienie przełoży się na trwalszą zmianę trendów cenowych. Na razie wiosna przyniosła przede wszystkim więcej transakcji, a nie wyższe ceny – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

PZWLP wybrał nowe władze – Paweł Piórkowski Prezesem Zarządu

0

Z końcem marca Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów dokonał wyboru nowych władz na kolejną dwuletnią kadencję. Funkcję Prezesa Zarządu objął Paweł Piórkowski, dotychczasowy wieloletni Członek Zarządu PZWLP. Nowy skład władz odzwierciedla strategiczny kierunek rozwoju organizacji, w tym wzmocnienie reprezentacji segmentu pojazdów użytkowych i działalności nowo powołanej Grupy Truck Rental.

Na czele PZWLP stanął Paweł Piórkowski, który z organizacją związany jest od blisko dekady – funkcję Członka Zarządu pełnił nieprzerwanie w latach 2017–2026. Od 2013 roku jest Prezesem Zarządu Hertz Polska (Motorent sp. z o.o.), gdzie odpowiada za rozwój jednej z wiodących firm na rynku wynajmu krótkoterminowego w Polsce.

W skład pięcioosobowego Zarządu PZWLP, poza Prezesem, weszli: Michał Iwanek – CEO Fraikin Polska, Anna Makarewicz – Członek Zarządu Leasys Polska, Robert Antczak – Dyrektor Generalny Regionu Europy Centralnej w Arval, Daniel Trzaskowski – Prezes Zarządu Carefleet.

Poza wyborem Zarządu, podczas Walnego Zgromadzenia PZWLP powołano również Komisję Rewizyjną na kolejną kadencję. W jej skład weszli: Paweł Kostrubiec – MHC Mobility Polska, Grzegorz Fijałkowski – PKO Masterlease oraz Dariusz Tucharz – mLeasing. Komisja będzie odpowiedzialna za nadzór nad działalnością Związku oraz wspieranie realizacji jego celów statutowych w latach 2026–2028.

Związek składa serdeczne podziękowania ustępującym Członkom Zarządu – Piotrowi Wróblowi oraz Tomaszowi Kapelko – a także ustępującym Członkom Komisji Rewizyjnej –Marcinowi Nivette’owi oraz Hubertowi Laszczykowi – za ich zaangażowanie, wkład w rozwój PZWLP oraz aktywne współtworzenie standardów rynku flotowego w Polsce.

Nowa struktura, pełna reprezentacja rynku

Tegoroczny wybór władz PZWLP odbywa się w szczególnym momencie – po rozszerzeniu struktury organizacji o segment pojazdów ciężarowych i specjalistycznych oraz powołaniu Grupy Truck Rental. Włączenie do Zarządu przedstawiciela tego obszaru stanowi istotny krok w kierunku pełnej reprezentacji wszystkich segmentów rynku flotowego.

Obecny skład Zarządu odzwierciedla trzy kluczowe filary działalności PZWLP: wynajem długoterminowy (CFM), Rent a Car oraz rozwijający się dynamicznie segment pojazdów użytkowych, w tym transport ciężki. Jednocześnie do władz organizacji dołączyły nowe osoby reprezentujące firmy członkowskie, które aktywnie angażują się w prace struktur PZWLP i rozwój branży.

Doświadczenie, ciągłość zarządzania i świeża perspektywa

Istotnym elementem nowego rozdania jest zachowanie ciągłości zarządzania. Robert Antczak, który pełnił funkcję Prezesa Zarządu przez trzy kolejne kadencje w latach 2020–2026, pozostaje w Zarządzie jako jego Członek, wnosząc doświadczenie zdobyte w okresie dynamicznych zmian rynkowych.

W Zarządzie kontynuuje pracę również Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu od 2024 roku (wcześniej także w latach 2014–2019), uznany ekspert w dziedzinie zarządzania flotą i digitalizacji procesów w branży motoryzacyjnej.

Do Zarządu PZWLP dołączył Michał Iwanek, CEO Fraikin Polska, od lat związany z rynkiem flotowym, w tym segmentem pojazdów dostawczych i ciężarowych, co dodatkowo wzmacnia kompetencje Związku w obszarze transportu użytkowego.

Anna Makarewicz, Członek Zarządu Leasys Polska, wnosi doświadczenie w zakresie zarządzania organizacją, HR oraz ryzyka kredytowego, wspierając realizację strategii biznesowych w środowisku międzynarodowym.

Wyzwania i priorytety na nową kadencję

Nowy Zarząd PZWLP to połączenie doświadczenia, ciągłości oraz świeżej perspektywy wynikającej z rozszerzenia naszej działalności o segment pojazdów użytkowych. Naszym priorytetem jest dalsze wzmacnianie roli PZWLP jako wspólnego głosu całej branży – od samochodów osobowych, przez dostawcze, po ciężki transport. Chcemy aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu otoczenia regulacyjnego, rozwijać standardy rynkowe oraz wspierać transformację sektora w kierunku zrównoważonej i nowoczesnej mobilności – powiedział Paweł Piórkowski, Prezes Zarządu PZWLP.

Nowo powołany Zarząd stanie przed szeregiem wyzwań, które definiują obecny etap rozwoju rynku. Należą do nich m.in. dalsza transformacja w kierunku elektromobilności i napędów alternatywnych, rozwój segmentu pojazdów użytkowych, cyfryzacja usług flotowych, a także dostosowanie branży do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego i rosnących oczekiwań klientów.

Matexi Polska podsumowuje I kwartał: sprzedaż mieszkań wyraźnie w górę

Deweloper Matexi Polska podsumował wyniki sprzedaży mieszkań w pierwszym kwartale 2026 roku. W tym okresie zawarto łącznie 92 umowy deweloperskie, czyli o około 30% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Firma Matexi Polska, obecna na rynku warszawskim i krakowskim, w pierwszym kwartale br. zawarła z klientami łącznie 92 umowy deweloperskie i przedwstępne (70 w Warszawie oraz 22 w Krakowie). Oznacza to wzrost o około 30% w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami poprzedniego roku, kiedy podpisano z klientami łącznie 71 umów. W pierwszym kwartale br. Matexi Polska przekazała klientom łącznie 27 gotowych mieszkań, natomiast w całym 2026 roku planuje przekazać klientom około 300 lokali.

– Początek roku oceniamy pozytywnie pod kątem osiągniętej sprzedaży. Obserwujemy trend wydłużonego procesu zakupowego oraz przesuwania decyzji klientów bliżej momentu oddania inwestycji do użytkowania. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich potrzeb i możliwości, a także wnikliwie analizują oferty dostępne na rynku. To sprawia, że w momencie podejmowania rozmów z nami są bliżsi decyzji zakupowej – podkreśla Mirosław Bednarek, Prezes Zarządu Matexi Polska.

W pierwszym kwartale br. Matexi Polska wprowadziła do sprzedaży projekt Verdea Żoliborz, zlokalizowany przy ul. Przasnyskiej 6A na warszawskim Żoliborzu. W siedmiokondygnacyjnym budynku zaplanowano 67 mieszkań, podziemny garaż z komórkami lokatorskimi i boksami rowerowymi oraz 7 lokali usługowych na parterze. Połowę oferty stanowią mieszkania dwupokojowe, idealne jako pierwsze lokum lub pod inwestycję. Pozostałą część tworzą lokale trzy-, cztero- i pięciopokojowe, zaprojektowane z myślą o rodzinach. To kolejna inwestycja dewelopera w tej dzielnicy. Matexi zrealizowało na Żoliborzu I etap osiedla Sady Żoliborz, natomiast w trakcie budowy jest II etap tego projektu.  W marcu Matexi uzyskało również pozwolenie na użytkowanie dla inwestycji Apartamenty Portowa na krakowskim Zabłociu przy ul. Portowej. W ramach projektu powstał siedmiopiętrowy budynek obejmujący łącznie 99 mieszkań oraz 3 lokale użytkowe.

W tym roku planowane jest wprowadzenie do sprzedaży jeszcze dwóch nowych projektów mieszkaniowych. W przygotowaniu znajdują się inwestycje przy ul. Grzybowskiej 52 na warszawskiej Woli oraz Apartamenty Józefińska 16 na krakowskim Podgórzu. Matexi Polska dysponuje obecnie bankiem ziemi umożliwiającym realizację ponad 3000 mieszkań, co plasuje firmę w gronie liderów rynku deweloperskiego w Polsce.

RPP dziś zdecyduje o stopach. Rynek niemal pewny jednego scenariusza

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej. Konsensus rynkowy zakłada, że RPP pozostawi stopy procentowe bez zmian, utrzymując stopę referencyjną NBP na poziomie 3,75 proc. Po marcowej obniżce o 25 pb. Rada najprawdopodobniej przejdzie do trybu wyczekiwania i będzie obserwować napływające dane oraz rozwój sytuacji geopolitycznej. Ogłoszenie dwutygodniowego rozejmu między USA a Iranem obniżyło ceny ropy i gazu względem wcześniejszych szczytów, choć trwałość porozumienia nadal budzi wątpliwości, co jednocześnie ograniczyło część obaw o ponowny, silniejszy wzrost inflacji. Dodatkowo konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego została wyjątkowo zaplanowana jeszcze na dziś, na godz. 15:00, więc decyzji RPP należy spodziewać się wcześniej.

Choć inflacja w marcu wzrosła do 3,0 proc. z 2,1 proc. w lutym, skok ten był w dużej mierze związany ze wzrostem cen paliw. Jednocześnie rząd uruchomił pakiet osłonowy na rynku paliw, obejmujący czasowe obniżenie VAT do 8 proc., obniżkę akcyzy oraz mechanizm maksymalnych cen detalicznych, co może ograniczać presję inflacyjną w kolejnych tygodniach. W tej sytuacji część ekonomistów zakłada, że RPP może utrzymać stopy bez zmian przez dłuższy czas, a sam prezes NBP prawdopodobnie pozostanie ostrożny w sygnalizowaniu dalszych kroków. Na rynku finansowym widać poprawę nastrojów: w czwartek rano euro kosztowało około 4,2566 zł, a dolar 3,6481 zł, co potwierdza utrzymującą się siłę złotego. WIG20 znajdował się natomiast w pobliżu 3526 pkt, czyli na poziomach niewidzianych od 2007 roku.