2025 rokiem przełomu w elektromobilności. Rekord rejestracji BEV i 7 mld zł wsparcia

Prawie trzykrotny wzrost rejestracji osobowych samochodów elektrycznych, rekordowa suma środków przeznaczonych na wsparcie ze środków publicznych (7 mld) oraz najwięcej do tej pory nowo uruchomionych punktów ładowania DC (ponad 1,7 tys.). PSNM podsumowuje ubiegły rok w polskim sektorze e-mobility.

PSNM opublikowało raport przedstawiający kluczowe wyniki rynkowe oraz zmiany legislacyjne, które miały miejsce w 2025 r. w obszarze polskiej elektromobilności. Konkluzja jest jedna – ubiegły rok był dla sektora e-mobility znacznie lepszy niż 2024.

Podsumowanie warto zacząć od rekordowych wyników rejestracji samochodów elektrycznych, które przebiły wcześniejsze, nawet te bardziej optymistyczne oczekiwania. Ponad 7-procentowy udział rynkowy BEV sprawił, że Polska znacznie awansowała w rankingu państw rozwijających elektromobilność – w 2025 r. wyprzedziliśmy pod tym względem 9 krajów członkowskich UE. Na polskim rynku zarejestrowano najwięcej do tej pory, nowych, osobowych „elektryków” (43,3 tys.), czyli ponad 2,5-raza więcej niż w 2024 r. Flota takich pojazdów przekroczyła symboliczną granicę 100 tys. szt. – mówi Aleksander Rajch, członek zarządu PSNM.

Do grudnia park osobowych BEV powiększył się do ponad 121 tys. egzemplarzy – to ponad dwa razy więcej niż w 2023 r. i o ponad 2/3 więcej względem roku 2024. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych marek pod względem liczby rejestracji BEV znalazły się kolejno: Tesla, Audi, BMW, Mercedes-Benz, Citroën, Hyundai, Ford oraz Leapmotor.

– Dynamiczny wzrost rynku pojazdów elektrycznych w Polsce w 2025 roku pokazuje, co jest możliwe, gdy działania polityczne i rynkowe są ze sobą spójne – i ma to znaczenie dla całej Europy. W momencie, gdy UE dokonuje przeglądu ram polityki CO₂ na rok 2035, utrzymanie jasnego zobowiązania do elektryfikacji jest kluczowe, aby zapewnić dalszy napływ inwestycji, wzmocnić konkurencyjność przemysłu oraz realizować cele klimatyczne. Chcemy, aby Polska wykorzystała impet z 2025 roku, jednocześnie napędzając wzrost rynku i inwestycje w produkcję. Polska odniosła znaczący sukces w 2026 roku, osiągając 161% wzrost rok do roku, przewyższając inne kraje europejskie, takie jak Hiszpania (+77%), Włochy (+43%) czy Słowacja (+84%). Chińskie marki motoryzacyjne zbudowały w Polsce silną pozycję, osiągając 16,1% udziału w rynku samochodów elektrycznych, jednak jest on generowany przez zaledwie dwie marki. Rynek pozostaje silnie skoncentrowany wokół dobrze znanych producentów. – mówi Chris Heron, Sekretarz Generalny, E-Mobility Europe.

Również na polskim rynku elektrycznych samochodów dostawczych rok 2025 okazał się lepszy od poprzedniego, chociaż wyniki okazały się być o wiele mniej spektakularne niż w segmencie osobowych „elektryków”. Liczba rejestracji nowych BEV kategorii N1 była o ponad ¼ wyższa niż w 2024 r., jednak rekordowego do tej pory wyniku rejestracji z 2023 r. nie udało się pobić, podobnie jak odnotowanego wówczas udziału rynkowego.

W segmencie elektrycznych „dostawczaków” wyraźnie widać pozytywny wpływ programu „NaszEauto”. Program początkowo nie obejmował tej kategorii pojazdów, jednak dzięki rozszerzeniu zakresu wsparcia pod koniec października, w IV kwartale zarejestrowano zdecydowanie najwyższą liczbę elektrycznych samochodów dostawczych – łącznie 1 059 szt., czyli prawie 45% wszystkich rejestracji z 2025 r. – mówi Albert Kania, dyrektor operacyjny F5A New Mobility Research and Consulting.

Rynek elektrycznych samochodów ciężarowych w Polsce od dawna pozostaje w początkowej fazie rozwoju i to nie zmieniło się również w 2025 r. mimo kolejnego, znacznego wzrostu rejestracji i zdublowania parku zeroemisyjnych ciężarówek względem roku 2024. Z ok. 900 tys. samochodów kategorii N2 oraz N3 jeżdżących po polskich drogach w napęd elektryczny wyposażonych jest zaledwie nieco ponad 400 pojazdów.

Uruchomiony pod koniec maja program NFOŚiGW „Wsparcie zakupu lub leasingu pojazdów zeroemisyjnych kategorii N2 i N3” rozkręca się powoli i w 2025 r. nie przyniósł rynkowego przełomu w Polsce. Wynik rejestracji nowych, ciężarowych BEV był jednak do tej pory zdecydowanie najwyższy w historii polskiej elektromobilności. 176 zarejestrowanych sztuk to niemal tyle samo, ile przybyło w Polsce w latach 2023-2024 łącznie – mówi Piotr Ziółkowski z PSNM.

Podobnie jak w segmencie pojazdów elektrycznych, również w przypadku ogólnodostępnej infrastruktury ładowania w roku 2025 odnotowano kilka rekordów. Operatorzy oddali do użytku najwyższą liczbę punktów ładowania w historii polskiej elektromobilności – ponad dwukrotnie większą niż w roku 2023. Rekordowa była również liczba nowo uruchomionych punktów DC (1732) – po raz pierwszy przewyższyła liczbę nowych punktów AC. Co istotne, szczególnie wyraźnie wzrosła liczba punktów ultraszybkich, o mocy przekraczającej 150 kW – z 502 na koniec grudnia 2024 r. do 1177.

Kolejny rekord został ustanowiony w przypadku kluczowej (m.in. pod kątem realizacji obowiązków wynikających z unijnego rozporządzenia AFIR) infrastruktury funkcjonującej wzdłuż sieci TEN-T. Liczba nowo uruchomionych w 2025 r. punktów ładowania w takich lokalizacjach (556) była ponad dwukrotnie większa niż rok wcześniej. Znacznie przyspieszyła również rozbudowa wielostanowiskowych hubów (rozumianych jako strefy, w których funkcjonują co najmniej 4 punkty ładowania o mocy przekraczającej 150 kW). Kierowcy samochodów elektrycznych w Polsce mają już do dyspozycji 95 hubów obejmujących łącznie 638 punktów. Dla porównania, pod koniec grudnia roku 2024 liczba takich lokalizacji nie przekraczała 30 – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

W rankingu największych operatorów (pod względem liczby posiadanych punktów ładowania DC) na pierwszym miejscu w 2025 r. utrzymała się firma GreenWay Polska z niemal 22% udziałem. Do zmian doszło na kolejnych miejscach podium. ORLEN Charge został wyprzedzony przez LIDLa oraz Powerdot. Trzej najwięksi operatorzy zarządzają ponad połową wszystkich ogólnodostępnych punktów ładowania w Polsce.

Rok 2025 nie przyniósł za to wielu istotnych zmian w polskich przepisach prawnych regulujących obszar zrównoważonego transportu. Subiektywnie, za najbardziej istotną zmianę z perspektywy nabywców i użytkowników BEV można uznać zmianę Ustawy Prawo o ruchu drogowym, która doprowadziła do przedłużenia obowiązywania uprawnienia do poruszania się pojazdów elektrycznych po buspasach do dnia 31 grudnia 2027 r. W poprzednim stanie prawnym ten przywilej miał wygasnąć z końcem roku 2025.

Na gruncie prawa lokalnego warto wspomnieć o podjęciu w czerwcu 2025 r. nowej uchwały Rady Miasta Krakowa w sprawie ustanowienia Strefy Czystego Transportu. Na mocy nowych przepisów SCT objęła ok. 60% powierzchni miasta. Uchwała przewiduje m.in. wprowadzenie na okres 3 lat opłaty emisyjnej dla pojazdów niespełniających wymaganych norm. Strefa Czystego Transportu w Krakowie zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2026 r. – mówi Agata Wiśniewska-Mazur, członkini zarządu PSNM.

O wiele więcej niż w obszarze regulacji, działo się w zakresie finansowego rynku rozwoju elektromobilności. W 2025 r. uruchomiono aż cztery nowe instrumenty subsydiów z łączną alokacją na poziomie ponad 7 mld zł. Wśród nich znalazły się od dawna oczekiwane przez branżę programy dopłat do stacji ładowania wysokich mocy oraz zasilających je przyłączy energetycznych. Oba programy cieszyły się bardzo dużą popularnością potencjalnych beneficjentów. W pierwszych, uruchomionych w 2025 r. naborach złożono wnioski łącznie opiewające na kwoty przekraczające wysokość alokacji. Prawdziwym przebojem okazał się program „NaszEauto” którego budżet (niestety obniżony) w 2025 r. został zarezerwowany niemal w całości. Do 31 grudnia 2025 r. zarezerwowano niemal 80% alokacji i złożono prawie 30 tys. wniosków.

Minione 12 miesięcy było również bardzo intensywnym okresem dla PSNM. Nawiązaliśmy nowe partnerstwa, zgłosiliśmy dziesiątki propozycji zmian legislacyjnych, zainicjowaliśmy i sfinalizowaliśmy cały szereg nowych projektów, na czele z KNM 2025, którego rekordowe liczby (w tym ponad 7,5 tys. uczestników i 574 prelegentów z 40 państwa) będziemy się starać pobić przy okazji tegorocznej edycji Kongresu, zbliżającej się do nas wielkimi krokami – podsumowuje Łukasz Witkowski, wiceprezes PSNM.

InvestEU w PKO Leasing: 1,065 mld zł nowego limitu i ponad 1,7 mld zł do dyspozycji firm

PKO Leasing przedłużył współpracę z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym (EFI) w ramach unijnego programu gwarancyjnego InvestEU na kolejne dwa lata. Na lata 2026–2027 przeznaczono nowy budżet w wysokości 1,065 mld zł, a wraz z niewykorzystanymi środkami z poprzedniej edycji łączna pula dostępna dla przedsiębiorców przekracza 1,7 mld zł. To obecnie największa kwota finansowania InvestEU oferowana przez firmę leasingową na polskim rynku.

Program InvestEU jest największym instrumentem Unii Europejskiej wspierającym inwestycje przedsiębiorstw. Jego operatorem jest Europejski Fundusz Inwestycyjny, który udziela gwarancji instytucjom finansowym, umożliwiając finansowanie firm o ograniczonej zdolności kredytowej lub niewystarczających zabezpieczeniach. Celem programu jest zwiększenie potencjału inwestycyjnego gospodarek państw członkowskich. Komisja Europejska szacuje, że do 2027 roku InvestEU wygeneruje inwestycje o wartości do 372 mld euro, z czego blisko jedna trzecia ma zostać przeznaczona na projekty związane z zieloną transformacją.

PKO Leasing jako pierwsza firma leasingowa w Polsce uruchomiła finansowanie z gwarancjami InvestEU w styczniu 2024 roku. Od tego czasu zawarto 9,6 tys. umów o łącznej wartości 1,4 mld zł. Oznacza to wykorzystanie niemal 70 proc. pierwotnego budżetu programu. Dzięki przedłużeniu współpracy z EFI firma będzie mogła kontynuować wsparcie przedsiębiorców, szczególnie w obszarach związanych z modernizacją parków maszynowych oraz inwestycjami w niskoemisyjny transport i odnawialne źródła energii.

– Popularność programu potwierdza, że gwarancje InvestEU skutecznie odpowiadają na potrzeby polskich przedsiębiorców. W ciągu dwóch lat wykorzystaliśmy prawie 70 proc. pierwotnego budżetu, finansując 9,6 tys. umów o łącznej wartości 1,4 mld zł – co plasuje nas na pierwszym miejscu wśród instytucji uczestniczących w programie pod względem wartości zawartych umów – mówi Tomasz Bogus, prezes zarządu PKO Leasing. – Przedłużenie programu i nowy limit pozwalają nam dalej wspierać firmy, które dzięki gwarancjom mają ułatwiony dostęp do finansowania, w tym startupy oraz przedsiębiorstwa inwestujące w niskoemisyjny transport i instalacje OZE – dodaje.

Struktura portfela finansowania pokazuje, że największym zainteresowaniem cieszą się inwestycje w maszyny i urządzenia, które odpowiadają za 69 proc. zawartych umów. Drugą największą kategorią jest transport ciężki z 17-procentowym udziałem. Pozostałe segmenty obejmują maszyny rolnicze (7 proc.), sprzęt medyczny (5 proc.) oraz samochody osobowe (2 proc.).

Zdaniem przedstawicieli rynku szczególnie duży potencjał wzrostu dotyczy finansowania transportu ciężkiego, gdzie rosnące wymogi regulacyjne oraz presja na redukcję emisji CO₂ skłaniają firmy do inwestycji w nowoczesny tabor.

– Program InvestEU jest jednym z ciekawszych narzędzi wsparcia rozwoju firm, który cieszy się rosnącą popularnością. Rozszerzenie współpracy PKO Leasing z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym to ważny sygnał dla rynku, że przedsiębiorcy chcą inwestować i modernizować działalność w kierunku zielonej transformacji – mówi Arkadiusz Lewicki, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów UE.

Oferta PKO Leasing w ramach InvestEU obejmuje cztery główne produkty: podstawowe finansowanie dla sektora MŚP, finansowanie instalacji OZE z gwarancją do 70 proc., specjalny produkt dla startupów umożliwiający leasing przy niskim wkładzie własnym oraz wydłużone finansowanie maszyn przemysłowych nawet do 10 lat. Górny limit finansowania dla jednej firmy wynosi 32 mln zł.

Gwarancje EFI pokrywają od 50 do 70 proc. ryzyka spłaty finansowania. Dla klientów są one bezpłatne, a proces wnioskowania nie wymaga dodatkowej dokumentacji. Mechanizm ten pozwala instytucjom finansowym akceptować szerszy zakres transakcji, zwiększając dostęp przedsiębiorstw do kapitału inwestycyjnego.

Przedłużenie programu potwierdza rosnącą rolę instrumentów gwarancyjnych w finansowaniu rozwoju firm w Polsce, szczególnie w kontekście transformacji energetycznej i modernizacji gospodarki.

Kryptokatastrofa, srebro w wolnym spadku, złoty balansuje po konferencji NBP

Złoty reaguje na wczorajszą „obietnicę” prezesa Glapińskiego na temat marcowego cięcia stóp. Za nami jeden z najgorszych tygodni dla bitcoina i srebra w historii. Amerykanie przekładają NFP.

Czekając na marzec

Wczorajsza konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego ku ogólnemu zaskoczeniu przyniosła kluczowy sygnał dla rynku walutowego. Dla przypomnienia Rada utrzymała stopę referencyjną  bez zmian na poziomie 4,00%, ale profesor Glapiński wprost wskazał, że marzec będzie dobrym momentem na kolejną obniżkę”. Prezes argumentował, że inflacja pozostanie blisko celu 2,5% w całym roku, a w marcu Rada będzie dysponować dodatkowymi danymi – wstępnym odczytem inflacji za styczeń od GUS, marcową projekcją NBP oraz kluczową rewizją koszyka inflacyjnego. Zwłaszcza to ostatnie zwyczajowo jest dobrym paliwem dla gołębi. Rynek walutowy odebrał ten sygnał jako potwierdzenie kontynuacji „niecyklu” obniżek stóp w Polsce. Dla złotego to oczywiście presja w kierunku osłabienia, co wpisuje się w szerokorynkowe tendencje. I faktycznie wczoraj wieczorem obserwowaliśmy podbicie kursu euro do 4,23 zł, dziś jednak wróciliśmy w okolice sprzed wystąpienia szefa NBP.

Kryptokatastrofa

Czwartek 5 lutego przejdzie do historii jako jeden z najczarniejszych dni na rynkach ryzykownych aktywów. Bitcoin runął poniżej 63 000 USD, tracąc ponad 10% w ciągu doby – to najgorszy jednodniowy spadek od krachu FTX w listopadzie 2022 roku. Ale prawdziwy dramat rozegrał się na rynku srebra, które straciło w czwartek 14-15% i znajduje się obecnie 40% poniżej szczytu sprzed zaledwie tygodnia. Złoto, tradycyjnie traktowane jako bezpieczna przystań, również nie wytrzymało presji, spadając do 4 700 $ za uncję. Nie tylko zasięgi spadków, ale również rosnący indeks VIX sugeruje, że mamy do czynienia z systemowym problemem, daleko wykraczającym poza standardową korektę. Ta wyprzedaż ma bezpośrednie konsekwencje walutowe – w takich momentach kapitał ucieka do dolara i jena jako klasycznych safe haven, osłabiając waluty rynków wschodzących, w tym złotego. Jak na razie jednak piątkowy poranek przynosi odbicie na wymienionych aktywach.

Nie było komu liczyć

Mijający tydzień przyniósł nietypową sytuację – amerykański raport o zatrudnieniu za styczeń (NFP), który miał być opublikowany dziś o 14:30 polskiego czasu, został opóźniony z powodu częściowego shutdownu rządu federalnego. Bureau of Labor Statistics nie podało nowej daty publikacji, więc nie wiadomo, jak długo inwestorzy pozostają w próżni informacyjnej. To zwiększa zmienność i utrudnia pozycjonowanie przed kluczowymi wydarzeniami. A nadchodzący tydzień będzie bardziej nasycony danymi – w piątek 13 lutego poznamy inflację CPI w USA za styczeń, co może być kluczowe dla oczekiwań odnośnie ścieżki stóp Fed. Wcześniejsze odczyty pokazywały dynamikę cen na poziomie 2,7% rok do roku, więc rynek będzie obserwował, czy trend dezinflacyjny się utrzymuje. Dla złotego kluczowe będzie czy retoryka Fed pozostanie jastrzębia – im twardsza postawa amerykańskiego banku centralnego, tym większa presja na PLN. W najbliższych dniach warto również obserwować sytuację na rynkach akcji i krypto – jeśli wyprzedaż się pogłębi, złoty może jeszcze bardziej ucierpieć w ramach globalnej awersji do ryzyka.

Strategia Grupy PKP 2026–2030: więcej jakości dla pasażerów, mniej chaosu w zarządzaniu

Grupa PKP oraz Polskie Koleje Państwowe S.A. przyjęły kluczowe dokumenty strategiczne wyznaczające kierunki rozwoju na najbliższe lata. Wśród filarów strategii Grupy PKP znalazły się: kompleksowa obsługa pasażerów kolei, rozwój oferty, inwestycje w tabor, infrastrukturę i nieruchomości, wzmocnienie bezpieczeństwa i cyberbezpieczeństwa oraz poprawa wyników finansowych. Z kolei PKP S.A. zakłada dalsze wspieranie interesów Grupy PKP, intensyfikację inwestycji na dworcach oraz zapewnienie efektywnego zarządzania majątkiem spółki.

Strategia definiuje model zarządzania Grupą PKP oparty na wzmocnionej koordynacji, zapewniający elastyczność i szybkie reagowanie spółek na zmiany rynkowe. PKP S.A., jako spółka dominująca, pełni rolę koordynatora holdingu, wyznaczając długoterminowe cele oraz nadzorując działania spółek w kluczowych obszarach, takich jak finanse, inwestycje czy obszar badawczo-rozwojowy.

Strategia Grupy PKP na lata 2026-2030 ma charakter wieloaspektowy i odpowiada na złożoną rolę kolei w polskiej i europejskiej gospodarce. Z jednej strony jasno definiuje nasze ambicje rozwojowe, z drugiej – realnie identyfikuje wyzwania, przed którymi stoi sektor kolejowy. W nadchodzących latach konsekwentnie będziemy skupiać się na jakości usług, innowacyjności oraz zrównoważonym rozwoju, dostrzegając jednocześnie istotne szanse m.in. w rozwoju kolei dużych prędkości w Polsce, nowych technologiach, rosnącym zapotrzebowaniu na ekologiczny transport oraz wykorzystaniu krajowych i unijnych środków na rozwój taboru, infrastruktury i wsparcie mobilności wojskowej – mówi Alan Beroud, prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP.

Obsługa klienta i przewozy pasażerskie

Do 2030 roku Grupa PKP planuje umocnić swoją pozycję w przewozach pasażerskich oraz podnieść standardy obsługi podróżnych. Priorytetem będzie rozwój oferty, zapewnienie wysokiego komfortu podróży, punktualności i dostępności usług, co pozwoli lepiej funkcjonować w realiach rosnącej konkurencji i otwarcia rynku. PKP S.A. skoncentruje się na inwestycjach dworcowych, obejmujących budowę nowych obiektów oraz rewitalizację dworców zabytkowych w ramach Programu Inwestycji Dworcowych i Programu Dworce Przyjazne Pasażerom, z zachowaniem zasad dostępności dla wszystkich użytkowników. Spółka będzie także standaryzować usługi dworcowe w szczególności w obszarach bezpieczeństwa, informacji pasażerskiej, wsparcia osób o ograniczonej mobilności oraz oferty handlowo-usługowej. Zaplanowano również integrację lokalnych systemów informacji pasażerskiej (m.in. wyświetlacze z informacjami o odjazdach i przyjazdach pociągów) z systemami i urządzeniami PKP Polskich Linii Kolejowych. Równolegle rozwijane będą nowe usługi, takie jak myjnie samochodowe, parkingi, stacje ładowania pojazdów elektrycznych czy uniwersalny biletomat. Analizowane będzie połączenie systemów planowania podróży i zakupu biletów w Grupie PKP, bieżące informowanie pasażerów o składach pociągów czy awariach infrastruktury, takich jak windy oraz stworzenie zintegrowanych punktów informacji i obsługi klienta na dworcach typu premium.

Przyjęta strategia PKP S.A. na lata 2026-2030 opiera się na czterech kluczowych priorytetach: kliencie, efektywności biznesowej, zarządzaniu Grupą PKP i konsolidacji sektora kolejowego oraz doskonaleniu procesów wewnętrznych. To one wyznaczają kierunek naszych działań i stanowią fundament realizacji misji spółki PKP w nadchodzących latach. Koncentrujemy się m.in. na standaryzacji usług na dworcach, cyfryzacji obsługi klientów, integracji narzędzi informacji pasażerskiej, wzmacnianiu współpracy z innymi podmiotami oraz transformacji działalności PKP zgodnie z zasadami ESG – podkreśla Dariusz Grajda, wiceprezes zarządu PKP S.A.

PKP Intercity będzie konsekwentnie rozwijać ofertę swoich połączeń, w tym o połączenia międzynarodowe, wzmacniając swoją konkurencyjność poprzez inwestycje w nowoczesny tabor, jego modernizację oraz poprawę punktualności. Spółka chce zwiększać liczbę wagonów na trasach oraz stopniowo wycofywać pociągi obsługiwane taborem niższej jakości, czyli w ramach kategorii TLK. Skuteczność wdrażanych działań będzie w dalszym ciągu oceniana m.in. na podstawie regularnych badań społecznych.

Przewozy towarowe

W przewozach towarowych i intermodalnych Grupa PKP planuje m.in. rozwój usług logistycznych, w tym rozszerzenie oferty door-to-door z udziałem kolei, standaryzację oraz integrację działalności terminalowej i spedycyjnej. W strategii znalazły się również modernizacje i budowa nowych obiektów infrastruktury punktowej (zapleczy technicznych, terminali przeładunkowych, bocznic), dalsza automatyzacja odpraw oraz planowania ruchu, a także wykorzystanie narzędzi cyfrowych do optymalizacji tras i harmonogramów przewozów. Dla PKP CARGO kluczowym celem jest utrzymanie pozycji lidera rynku kolejowych przewozów towarowych. Wyzwaniem pozostaje wdrożenie i kompleksowa realizacja planu restrukturyzacyjnego, stabilizacja sytuacji płynnościowej oraz poprawa rentowności działalności. PKP LHS będzie kontynuować funkcję zarządcy linii szerokotorowej Hrubieszów-Sławków oraz jedynego przewoźnika obsługującego tę linię. W dłuższej perspektywie spółka ta może odegrać istotną rolę w realizacji kolejowych przewozów towarowych związanych z potencjalną odbudową Ukrainy.

Bezpieczeństwo i zrównoważony rozwój

Ze względu na aktualną sytuację geopolityczną oraz znaczenie Grupy PKP jako elementu systemu infrastruktury krytycznej i zasobów strategicznych państwa, strategia koncentruje się m.in. na wzmocnieniu bezpieczeństwa i cyberbezpieczeństwa. Obejmuje to zacieśnienie współpracy z organami państwowymi i służbami, tworzenie obiektów pełniących funkcje punktów ewakuacyjnych, centrów logistycznych lub schronów dla ludności cywilnej, a także rozwój Centrum Cyberbezpieczeństwa Kolei, które ma posłużyć do identyfikacji i odpierania cyberataków oraz kształtowania w branży jednolitej polityki bezpieczeństwa w sferze informatycznej.

W kolejnych latach Grupa PKP ma zamiar poprawić wyniki finansowe oraz skupić się na rozwoju prac badawczo-rozwojowych i działaniach na rzecz ochrony środowiska. W planach jest rozwój rozwiązań opartych na analizie danych i sztucznej inteligencji, rozwój technologii nisko- i zeroemisyjnych, w tym paliw alternatywnych (paliwa syntetyczne, wodór), ekologicznych czynników chłodniczych oraz systemów zarządzania energią. PKP S.A. skupi się na efektywności energetycznej budynków, rozwoju instalacji OZE, zakupie zielonej energii oraz wdrażaniu zasad gospodarki o obiegu zamkniętym. Spółka przystąpi również do ratingów ESG i przeanalizuje certyfikację budynków. Działania te wpisują się w europejskie trendy transformacji transportu i wzmacniają rolę kolei jako ekologicznego środka transportu.

Zmiany w strukturze i pozostała działalność

Strategia zakłada zmiany w strukturze Grupy PKP – usamorządowienie spółki PKP SKM w Trójmieście oraz zbycie udziałów spółki PKP TELKOL na rzecz PKP PLK. Pozostałe spółki będą kontynuować swoją działalność, kładąc nacisk na rozwój oferowanych produktów i usług. Przykładowo WARS planuje wejście do sektora usług hotelowych, konferencyjnych oraz rozwoju gastronomii stacjonarnej. PKP S.A. skupi się również na efektywnym wykorzystaniu nieruchomości i gruntów oraz zbilansowaniu finansowym dworców. W związku z rosnącymi kosztami utrzymania dworców spółka postuluje wprowadzenie mechanizmu finansowania działalności dworcowej z udziałem środków publicznych.

Grupa PKP, reprezentowana na arenie międzynarodowej przez PKP S.A., będzie aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu unijnej polityki kolejowej współpracując z administracją UE m.in. w celu zapewnienia finansowania dla strategicznych projektów kolejowych w Polsce. Zaplanowano także wzmocnienie współpracy między polskimi i ukraińskimi kolejami w zakresie modernizacji infrastruktury, zwiększania przepustowości przejść granicznych, usprawnienia przewozów towarowych oraz przygotowania założeń przyszłego modelu transportu między Polską a Ukrainą. Spółka PKP będzie również dążyć do konsolidacji krajowego sektora kolejowego, postrzegając to jako sposób na wzmocnienie pozycji kolei wobec instytucji kształtujących politykę transportową oraz konkurencyjnych gałęzi transportu.

 

Kraków: rekordowy popyt na biura w 2025 r., a nowa podaż niemal znika z rynku

Na koniec 2025 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Krakowie osiągnęły 1,84 mln m kw., co potwierdza pozycję miasta jako najważniejszego rynku regionalnego w Polsce. Największym obszarem pozostaje centrum, które koncentruje niemal 437 tys. m kw., czyli blisko jedną czwartą całkowitej podaży. Istotny udział w strukturze rynku mają również strefy południowo-wschodnia (22%) oraz południowo-zachodnia (21%).

Ograniczona aktywność deweloperska

Nowa podaż w 2025 roku była ograniczona i pojawiła się wyłącznie w trzecim kwartale, kiedy oddano do użytku 11,9 tys. m kw. powierzchni biurowej. Pomimo niskiej liczby realizacji, był to najwyższy wynik wśród miast regionalnych. Na koniec roku w budowie pozostawało 55,4 tys. m kw., głównie w strefie południowo-zachodniej oraz w centrum. Największe realizowane projekty to Tischnera Green Park (24 tys. m kw.) oraz kompleks WITA (18,9 tys. m kw), którego ukończenie planowane jest w 2026 roku.

– Krakowski rynek biurowy znajduje się w fazie wyraźnej nierównowagi pomiędzy popytem a podażą. Z jednej strony obserwujemy rekordową aktywność najemców, z drugiej bardzo ograniczoną liczbę nowych projektów w realizacji. Taka struktura będzie w kolejnych kwartałach sprzyjać dalszej absorpcji dostępnej powierzchni, ale jednocześnie zwiększy presję na najlepsze lokalizacje, zwłaszcza w centrum miasta. Najemcy poszukują dziś nowoczesnych, efektywnych biur, a ich dostępność w centrum staje się coraz bardziej ograniczona – podkreśla Marcin Gawlik, Associate, Savills Polska.

Rekordowy popyt i przewaga renegocjacji

Całkowity wolumen najmu w 2025 roku osiągnął 269,5 tys. m kw., co stanowi najwyższy wynik w historii krakowskiego rynku biurowego. Kluczowym elementem struktury popytu były renegocjacje, które odpowiadały za 63% wszystkich transakcji. Nowe umowy stanowiły 28%, natomiast ekspansje i pre-lety miały ograniczone znaczenie. Największą aktywność najemców odnotowano w strefie południowo-zachodniej, która odpowiadała za jedną trzecią całkowitego wolumenu najmu.

Mniejsze biura i większa elastyczność po stronie najemców

Nowi najemcy coraz częściej decydują się na mniejsze moduły biurowe. Średnia powierzchnia nowej umowy najmu spadła do 760 m kw., podczas gdy renegocjacje dotyczyły znacznie większych metraży, średnio ok. 2,4 tys. m kw. Trend ten potwierdza rosnące znaczenie efektywności kosztowej i elastycznego podejścia do planowania przestrzeni biurowej.

– Firmy coraz częściej koncentrują się na optymalizacji zajmowanej powierzchni zamiast relokacji. Krótsze umowy i elastyczne podejście do metrażu pozwalają lepiej reagować na zmieniające się potrzeby biznesowe – dodaje Wojciech Mazur, Associate, Savills Polska.

Spadek pustostanów i presja na najlepsze lokalizacje

Na koniec 2025 roku wskaźnik pustostanów w Krakowie wyniósł 18,4%, notując spadek o 60 punktów bazowych rok do roku. Dostępność powierzchni jest jednak silnie zróżnicowana – w centrum miasta wynosi zaledwie 6,3%, podczas gdy w strefach północnych przekracza 20%. Ponad 80% wolnej powierzchni znajduje się w budynkach oddanych przed 2020 rokiem, co ogranicza ofertę nowoczesnych biur odpowiadających aktualnym oczekiwaniom najemców i może spowodować utrzymanie wysokiego poziomu renegocjacji w oczekiwaniu na nowe projekty.

Czynsze w obiektach klasy A kształtują się w przedziale 14-18 EUR/m kw./miesiąc, przy czym najlepsze projekty na przestrzeni ostatniego roku zanotowały wzrost stawek o około 1 EUR. Koszty eksploatacyjne ustabilizowały się na poziomie 20-30 PLN/m kw./miesiąc.

Silny popyt przy jednocześnie niewysokiej nowej podaży tworzy potencjał dla nowych inwestycji i potwierdza mocną pozycję Krakowa, jako regionalnego rynku nieruchomości biurowych.

Nowelizacja prawa energetycznego może uderzyć w realne inwestycje OZE. Branża ostrzega przed chaosem i arbitralnością

0

Proces legislacyjny nowelizacji prawa energetycznego (projekt UC84, druk sejmowy nr 2150), którą rząd przedstawia jako narzędzie do uporządkowania procedury przyłączeniowej, budzi ostre zastrzeżenia branży OZE. Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki i Magazynowania Energii (PSFiME) projekt nie tylko nie rozwiązuje kluczowych problemów rynku, lecz wręcz zagraża inwestycjom już realizowanym, podważa zaufanie do państwa i przyznaje operatorom sieci nadmierne uprawnienia.

„Branża od lat postulowała uporządkowanie procesu przyłączeniowego oraz eliminację tzw. „projektów zombie”, które blokują moce systemowe. Ten postulat był zasadny i powszechnie podzielany. Jednak projekt ustawy UC84 wprowadza rozwiązania, które idą zdecydowanie za daleko i w praktyce zmieniają reguły gry już w trakcie trwania procesu inwestycyjnego. Proponowane mechanizmy obejmują nie tylko projekty faktycznie nieaktywne, ale również przedsięwzięcia rozwijane zgodnie z obowiązującymi dotychczas zasadami, często na zaawansowanym etapie – z poniesionymi znacznymi nakładami kapitałowymi, zawartymi umowami i uzyskanymi decyzjami administracyjnymi – mówi Ewa Magiera, Prezes Zarządu PSFiME.

Arbitralne decyzje zamiast jasnych reguł

Problemem numer jeden jest mechanizm decydowania o przedłużaniu terminów realizacji kamieni milowych. Projekt nowelizacji daje tę decyzję operatorom sieci, bez określonych kryteriów i bez efektywnego prawa odwołania.

„Nie zgadzamy się na mechanizm, w którym operator może według własnej arbitralnej oceny decydować, czy dany projekt może mieć przedłużony termin realizacji kamienia milowego Najwięksi polscy operatorzy to części pionowo zintegrowanych grup kapitałowych, w ramach których działają również podmioty konkurencyjne wobec prywatnych inwestorów. W aktualnym brzmieniu ten mechanizm jest po prostu korupcjogenny” — mówi Jan Sakławski, Wiceprezes Zarządu PSFiME.

Branża postuluje wprowadzenie albo automatycznego przedłużenia terminów po spełnieniu ustawowych warunków, albo jasno określonych kryteriów wraz z prawem odwołania do Prezesa URE.

Podwójne zabezpieczenia i zmiana reguł w trakcie realizacji

Kolejnym kontrowersyjnym rozwiązaniem jest wprowadzenie nowych obowiązków finansowych wobec projektów, które mają już podpisane umowy przyłączeniowe i znajdują się w toku realizacji.

„PSE już nakłada na inwestorów obowiązek ustanowienia zabezpieczenia potencjalnego zwrotu kosztów przyłączenia poniesionych przez operatora. Nowe przepisy prowadziłyby więc do podwójnego zabezpieczenia tego samego ryzyka, co należy uznać za niedopuszczalne” — podkreśla Jan Sakławski.

PSFiME wskazuje, że takie rozwiązanie ingeruje w ustaloną ekonomikę projektów, które często mają zabezpieczone finansowanie bankowe i umowy sprzedaży energii. Zmiana zasad „w trakcie gry” uderza w ich rentowność i nie rozwiązuje problemów systemowych.

Brak ochrony przed opóźnieniami administracyjnymi

Projekt definiuje pojęcie siły wyższej w sposób, który nie uwzględnia opóźnień w działaniach organów administracji publicznej – jednej z kluczowych przyczyn wydłużania terminów realizacji inwestycji.

„Inwestor nie może się skutecznie powołać na zwłokę w wydaniu decyzji środowiskowej czy pozwolenia na budowę, mimo że są to okoliczności całkowicie poza jego kontrolą To powoduje, że inwestor nie ma żadnych narzędzi obrony – zauważa wiceprezes PSFiME.

Branża proponuje rozbudowanie przepisu o sile wyższej o rozwiązania analogiczne do tych przewidzianych w ustawie dotyczącej morskich farm wiatrowych.

Terminy oderwane od rynkowej rzeczywistości

Stowarzyszenie alarmuje, że część terminów przewidzianych w projekcie legislacyjnym jest nierealistyczna w odniesieniu do projektów już realizowanych. Przykładem jest obowiązek wniesienia w 60 dni dodatkowej zaliczki 3 mln zł na koszty przyłączenia — co w praktyce może okazać się niewykonalne.

Branża proponuje albo urealnienie takich terminów, albo wprowadzenie mechanizmu przejściowego, który pozwoliłby inwestorom skorzystać z wcześniejszych zasad przyłączeniowych.

PSFiME krytykuje również proces konsultacji nowelizacji. Obecna wersja projektu UC84 – zdaniem stowarzyszenia – jest nową regulacją w porównaniu z tą konsultowaną w kwietniu 2025 r., jednak projektodawca uznał proces za zakończony.

„Prawo powszechnie obowiązujące nie może być tworzone pod oczekiwania jednego podmiotu czy wąskiej grupy interesariuszy” — mówi Jan Sakławski, wiceprezes PSFiME.

Dodatkowo bardzo krótkie vacatio legis oznacza, że inwestorzy nie będą mieli realnego czasu na dostosowanie się do nowych obowiązków – zwłaszcza że część przepisów ma charakter retroaktywny.

Apel branży: dialog zamiast destabilizacji rynku

PSFiME apeluje o ponowne konsultacje publiczne, urealnienie terminów wejścia w życie przepisów oraz realne uwzględnienie głosu całego sektora energetycznego. W przeciwnym razie – ostrzega stowarzyszenie – zamiast uporządkowania rynku Polska może doświadczyć spadku zaufania inwestorów, zahamowania rozwoju OZE i kolejnych barier dla transformacji energetycznej.

Prezes Glapiński nie zawiódł, Bank Anglii zaskoczył

Konferencje prezesa NBP to zwykle pewny punkt programu, choć wczoraj wielu fanów zasmuciła krótsza formuła spotkania. W Banku Anglii niespodziewanie więcej zwolenników cięć stóp. Bez niespodzianek w strefie euro i Czechach.

Konferencja prezesa NBP

Profesor Adam Glapiński wystąpił wczoraj, zgodnie z tradycją, dzień po decyzji RPP. Chciałoby się powiedzieć, że nie zawiódł fanów gatunku – ale tym razem część z nich mogła poczuć niedosyt. Konferencja, razem z pytaniami, trwała niewiele ponad 30 minut. Widać, że NBP odnajduje się w szybszych formatach „epoki tiktokowej”, ale zwyczajowo te panele trwały około godziny. W skróconej formie nie zabrakło wątków o sile polskiej gospodarki oraz o tym, za co NBP odpowiada, a za co nie. Wydaje się natomiast, że mniej było krytyki pod adresem grup niezgadzających się z polityką banku centralnego. Merytorycznie nie pojawiło się jednak wiele nowego: skoro w lutym stóp nie zmieniono, było jasne, że rynki będą czekać na marcowe prognozy. Prezes zwrócił słusznie uwagę na presję inflacyjną wywoływaną przez wzrost wynagrodzeń. Zasmucił natomiast widzów stwierdzeniem, że chciałby, aby ten wzrost spowolnił. Dość niespodziewanie padło również kilka uwag pod adresem pokolenia Z, a jednocześnie wyraźnie wybrzmiała sympatia prezesa Glapińskiego do kształcenia na politechnikach, w których widzi przyszłość naszego kraju.

Decyzja Banku Anglii

Wczoraj poznaliśmy kilka decyzji banków centralnych, ale najważniejszy okazał się Bank Anglii. Co prawda nie doszło tam do obniżek stóp procentowych i główny wskaźnik nadal wynosi 3,75%, jednak brytyjska instytucja jest znacznie bardziej transparentna niż nasza RPP. O ile wczoraj Adam Glapiński odmówił informacji, ilu członków Rady poparło utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, o tyle w Banku Anglii takie dane publikowane są od razu wraz z decyzją. Rynek oczekiwał 7 głosów za utrzymaniem i 2 za obniżką. Tymczasem otrzymaliśmy wynik 5 do 4. Pokazuje nam to, że kolejne cięcie jest znacznie bliżej, niż dotychczas sądzono. Potrzeba przekonać już tylko jednego członka tego gremium, a nie – jak sądzono – trzech. To właśnie dlatego, mimo że nie obniżono stóp procentowych, funt osłabiał się po ogłoszeniu decyzji.

Pozostałe banki centralne

Wczoraj poznaliśmy jeszcze decyzje EBC oraz Czeskiego Banku Narodowego. W obu przypadkach stopy procentowe pozostały na niezmienionych poziomach. W Czechach główny wskaźnik utrzymał się na poziomie 3,5%. Mimo skokowego spadku inflacji w styczniu z 2,1% na 1,6%, nie odważono się tam na cięcia. W strefie euro z kolei stopa wynosi 2,15%, przy inflacji na poziomie 1,7%, czyli w celu inflacyjnym. Należy jednak pamiętać, że kraje strefy euro nie radzą sobie najlepiej gospodarczo, a tak niskie stopy procentowe wynikają również z prób pobudzenia największych unijnych gospodarek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy,

16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Przedterminowe wybory w Japonii pod znakiem inflacji, jena i napięć wokół Tajwanu

Japonia przygotowuje się do przedterminowych wyborów do Izby Reprezentantów w warunkach narastających problemów gospodarczych, presji inflacyjnej oraz napięć regionalnych w Azji Wschodniej. Głosowanie zaplanowane na 8 lutego obejmie wybór 465 posłów do kluczowej izby parlamentu, która decyduje zarówno o uchwalaniu budżetu, jak i o wyborze premiera. Z tej liczby 289 mandatów obsadzanych jest w okręgach jednomandatowych, a 176 przydzielanych proporcjonalnie na podstawie poparcia partyjnego, co sprawia, że wynik wyborów przesądzi nie tylko o składzie rządu w Tokio, lecz także o przyszłym kierunku polityki gospodarczej, obronnej i zagranicznej państwa.

Decyzję o rozpisaniu wyborów podjęła nowa premier, Sanae Takaichi, sprawująca urząd od zaledwie trzech miesięcy. Liczy ona na wykorzystanie wysokich notowań społecznych, które przyniosły jej m.in. zapowiedzi zwiększenia wydatków na obronność, uchwalenie rekordowego dodatkowego budżetu oraz bardziej stanowcza postawa wobec Chin, w tym w kwestii bezpieczeństwa Tajwanu. Wyraźniej narodowy styl przywództwa przełożył się na najwyższe poparcie dla rządu od ponad dekady, jednak wybory odbywają się w momencie rosnącej frustracji wyborców związanej z wysokimi kosztami życia.

Inflacja utrzymuje się powyżej 2% od ponad 3.5 roku, podczas gdy wzrost płac nie nadąża za wzrostem cen. Dodatkowym obciążeniem jest słaby jen, który podnosi koszty importu żywności i energii. W odpowiedzi rząd proponuje czasowe zawieszenie 8% podatku VAT na żywność, co oznaczałoby koszt rzędu około 5 bln jenów rocznie, natomiast opozycja opowiada się za trwałym zniesieniem tego podatku i wskazuje na potrzebę znalezienia nowych źródeł finansowania.

Stawką wyborów dla premier Takaichi jest nie tylko utrzymanie władzy, lecz także jej pozycja wewnątrzpartyjna. Brak wyraźnego powiększenia większości koalicyjnej może osłabić jej przywództwo i doprowadzić do szybkiego odsunięcia przez zaplecze partyjne. Z kolei zdecydowane zwycięstwo, zwłaszcza większość konstytucyjna wynosząca dwie trzecie mandatów, dałoby jej silny mandat do dalszego zwiększania wydatków publicznych, prowadzenia aktywnej polityki obronnej oraz pobudzania wzrostu gospodarczego poprzez inwestycje państwowe.

Wygrana Takaichi oznaczałaby dalsze zacieśnianie współpracy wojskowej z USA, natomiast słabszy rezultat mógłby spowolnić decyzje w obszarze obronności i polityki zagranicznej. W efekcie wybory te stanowią jednocześnie referendum nad przywództwem obecnej premier, reakcję społeczeństwa na drożyznę oraz test tego, czy Japonia zdecyduje się na bardziej zdecydowany kurs gospodarczy i militarny, czy też wejdzie w okres zwiększonej niepewności politycznej.

NSA utrzymał karę UODO: 85 tys. zł po skopiowaniu danych pacjentów przez byłego pracownika kliniki

0

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 24 listopada 2025 r. oddalił skargę kasacyjną przedsiębiorcy prowadzącego klinikę stomatologiczną, podtrzymując decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o nałożeniu administracyjnej kary pieniężnej w wysokości 85 588 zł. Sprawa dotyczyła niewykonania prawomocnego nakazu zawiadomienia osób, których dane zostały naruszone. Wyrok ma istotne znaczenie praktyczne – pokazuje, że opóźnione wykonanie obowiązzków z zakresu ochrony danych nie chroni przed sankcją.


Naruszenie danych i nakaz zawiadomienia

Sprawa rozpoczęła się w 2019 r., gdy przedsiębiorca sam zgłosił naruszenie ochrony danych osobowych. Były pracownik kliniki skopiował dane pacjentów, zamierzając wykorzystać je do marketingu własnej działalności. Prezes UODO nakazał administratorowi danych poinformowanie wszystkich osób dotkniętych incydentem.

Nakaz miał charakter prawomocnej decyzji administracyjnej. Oznaczało to, że przedsiębiorca był zobowiązany nie tylko do jego wykonania, ale również do udokumentowania przed organem nadzorczym, że obowiązek został zrealizowany.


Unikanie odpowiedzi i niewiarygodne dowody

W toku postępowania sprawdzającego przedsiębiorca przez długi czas nie potrafił wykazać wykonania decyzji. Unikał odpowiedzi na wezwania, a później przedstawiał wyjaśnienia sprzeczne i niejasne. Twierdził m.in., że nie wie, ilu osób dotyczy naruszenie, że nie wie, jak wykonać nakaz, a nawet że obowiązek zawiadomienia spoczywa na samym Prezesie UODO.

Ostatecznie przedstawił dowód zakupu 37 znaczków pocztowych oraz oświadczenie osoby podającej się za pracownika poczty, że pisma zostały wysłane jako przesyłki nierejestrowane. Organ nadzorczy uznał takie dowody za niewiarygodne – nie pozwalały one stwierdzić, czy zawiadomienia rzeczywiście trafiły do adresatów.

W konsekwencji Prezes UODO nałożył karę administracyjną za niewykonanie nakazu.


Spóźniona naprawa sytuacji

Dopiero po doręczeniu decyzji o karze przedsiębiorca przedstawił bezsporne dowody prawidłowego wykonania obowiązku: kopie pism oraz potwierdzenia wysyłki listów poleconych. Problem polegał jednak na tym, że zostały one wysłane już po wydaniu decyzji organu.

Sądy administracyjne obu instancji uznały, że nie zmienia to oceny sprawy.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w 2021 r. oddalił skargę przedsiębiorcy, wskazując, że decyzja UODO była zgodna z prawem zarówno co do samego naruszenia, jak i wysokości kary.


Stan sprawy ocenia się na dzień decyzji

Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał to stanowisko w 2025 r. Sąd jednoznacznie stwierdził, że Prezes UODO ocenia wykonanie obowiązku według stanu istniejącego w dniu wydania decyzji. Późniejsze działania przedsiębiorcy, nawet jeśli skutecznie realizują nakaz, nie eliminują wcześniejszego naruszenia.

NSA podkreślił również znaczenie tzw. zasady rozliczalności. To administrator danych musi posiadać dokumenty potwierdzające wykonanie obowiązków i być w stanie je przedstawić organowi nadzorczemu. Brak takiej dokumentacji działa na niekorzyść przedsiębiorcy.


Rzadko stosowany, ale surowy środek

UODO zwrócił uwagę, że administracyjna kara za nieprzestrzeganie nakazu organu nadzorczego jest odrębnym środkiem od sankcji znanych z postępowania egzekucyjnego w administracji. Jest ona zdecydowanie bardziej dolegliwa niż tzw. grzywny w celu przymuszenia.

Organ zapowiada, że będzie sięgał po to narzędzie w sytuacjach umyślnego lub uporczywego lekceważenia obowiązków z zakresu ochrony danych osobowych. Sprawa kliniki stomatologicznej ma więc charakter ostrzegawczy dla wszystkich administratorów danych.


Wnioski dla przedsiębiorców

Wyrok NSA pokazuje, że w ochronie danych osobowych liczy się nie tylko samo wykonanie obowiązku, ale także jego terminowość i możliwość udowodnienia tego faktu. Opóźnione działania naprawcze nie cofają odpowiedzialności za wcześniejsze zaniechanie.

Dla firm oznacza to konieczność prowadzenia rzetelnej dokumentacji i traktowania decyzji organu nadzorczego jako bezwzględnie wiążących. W przeciwnym razie ryzyko finansowe może być znacznie wyższe niż koszt samego wdrożenia wymaganych działań.

Decyzja Prezesa UODO w tej sprawie została wydana pod sygnaturą DKE.561.11.2020 i stanowi ważny punkt odniesienia dla praktyki stosowania RODO w Polsce.

Popyt na kredyty mieszkaniowe wyraźnie rośnie. Styczeń 2026 z rekordowym odczytem BIK

Styczeń 2026 roku przyniósł bardzo mocny sygnał ożywienia na rynku kredytów mieszkaniowych. Z najnowszego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wynika, że wartość zapytań o finansowanie zakupu nieruchomości wzrosła aż o 50,4% rok do roku. To jeden z najwyższych dynamik odczytów w ostatnich latach i wyraźne potwierdzenie, że rynek kredytów hipotecznych wchodzi w fazę silnego odbicia.

W praktyce oznacza to, że – po przeliczeniu na dzień roboczy – banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę o ponad połowę wyższą niż w styczniu 2025 roku. Tak duża zmiana nie jest jedynie efektem statystycznym, lecz odzwierciedla realny wzrost zainteresowania zakupem mieszkań finansowanych kredytem.


Więcej wnioskodawców na rynku

W styczniu 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 36,30 tys. osób. Dla porównania rok wcześniej było to 28,26 tys. Oznacza to wzrost liczby potencjalnych kredytobiorców o 28,5% w ujęciu rocznym.

Co istotne, dynamika wzrostu widoczna jest również w ujęciu miesięcznym. W porównaniu do grudnia 2025 roku liczba osób wnioskujących o kredyt zwiększyła się o 8,4%. To pokazuje, że zainteresowanie finansowaniem zakupu nieruchomości nie było jedynie efektem końcówki roku czy jednorazowego impulsu, ale ma charakter trendu.

Jak zauważa dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK:

„W styczniu 2026 r. w ujęciu rocznym wzrosła o prawie 29% liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. Wynika to głównie ze wzrostu zdolności kredytowej wnioskodawców oraz sprzyjającej kupującym sytuacji na rynku nieruchomości. Dane styczniowe potwierdzają rozpoczęty już w 2025 r. wzrost zainteresowania zaciąganiem kredytu mieszkaniowego”.


Rekordowa średnia kwota kredytu

Wraz z rosnącą liczbą wniosków rośnie również wartość pojedynczych zobowiązań. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w styczniu 2026 roku wyniosła 492,08 tys. zł. To wynik o 11,5% wyższy niż w styczniu 2025 roku i o 0,9% większy niż w grudniu 2025 roku.

Tym samym rynek zbliża się do symbolicznej granicy pół miliona złotych jako przeciętnej wartości wnioskowanego kredytu. Zdaniem analityków jej przekroczenie w 2026 roku jest bardzo prawdopodobne.

Prof. Rogowski podkreśla:

„Rosnący popyt na kredyty mieszkaniowe jest bezpośrednim efektem obniżek stóp procentowych w poprzednim roku i oczekiwań na kolejne w 2026 r. Dodatkowym czynnikiem pozytywnie wpływającym na popyt jest zarówno nominalny, jak i realny wzrost wynagrodzeń. Czynniki te bezpośrednio wpływają na rosnącą zdolność kredytową, co zwiększa dostępność kredytu i wprost przekłada się na wzrost zainteresowania zaciąganiem kredytu mieszkaniowego. Rosnąca zdolność kredytowa pozwala również na wnioskowanie o coraz wyższe kwoty kredytu. Na styczniowy odczyt wartości BIK Indeksu Popytu duży wpływ miała również średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego. W styczniu padł kolejny historyczny rekord – średnia kwota wnioskowanego kredytu wyniosła ponad 492 tys. zł co oznacza, że przekroczenie kwoty 500 tys. jest w tym roku realne”.


Dlaczego popyt rośnie?

Za wzrostem popytu stoi kilka nakładających się czynników makroekonomicznych i rynkowych. Najważniejszym z nich są wcześniejsze obniżki stóp procentowych, które poprawiły dostępność kredytu. Niższy koszt finansowania oznacza wyższą zdolność kredytową, a to z kolei otwiera drogę do zakupu mieszkania dla większej grupy gospodarstw domowych.

Drugim filarem jest wzrost wynagrodzeń – zarówno nominalny, jak i realny. Rosnące dochody zwiększają bezpieczeństwo finansowe kredytobiorców i pozwalają im ubiegać się o wyższe kwoty finansowania. W połączeniu ze stabilizacją cen na części rynków nieruchomości tworzy to środowisko sprzyjające decyzjom zakupowym.

Nie bez znaczenia są także oczekiwania dotyczące przyszłej polityki pieniężnej. Rynek zakłada możliwość kolejnych obniżek stóp procentowych w 2026 roku, co dodatkowo wzmacnia motywację do zaciągania zobowiązań już teraz.


Perspektywy na kolejne miesiące

Jeśli utrzymają się obecne warunki – stabilna sytuacja makroekonomiczna, wzrost dochodów i sprzyjająca polityka pieniężna – popyt na kredyty mieszkaniowe może pozostać wysoki przez kolejne kwartały. Przekroczenie średniej kwoty 500 tys. zł wydaje się realnym scenariuszem, a liczba wnioskodawców może dalej rosnąć.

Dla rynku nieruchomości oznacza to zwiększoną aktywność kupujących i potencjalnie większą presję popytową, szczególnie w największych miastach. Dla banków – powrót do dynamiczniejszej akcji kredytowej po okresie spowolnienia.

Styczniowe dane BIK pokazują jednoznacznie: rynek kredytów mieszkaniowych wszedł w 2026 rok z dużą dynamiką i optymizmem. Jeśli trend się utrzyma, może to być jeden z najmocniejszych okresów dla hipotecznego finansowania od kilku lat.

Budownictwo jednorodzinne w odwrocie: które technologie tracą najmocniej, a które się bronią

Pierwszy kwartał w polskiej branży budowlanej tradycyjnie był okresem „wielkiego planowania” i ruszania z kopyta tuż po pierwszych roztopach. Tegoroczne dane serwisu Oferteo.pl pokazują jednak zjawisko, którego dawno nie widzieliśmy: zamiast wiosennego entuzjazmu, na placach budowy panuje lodowata ostrożność. Statystyki są nieubłagane – zainteresowanie budową domów w niemal każdej technologii spadło drastycznie.

Dane, które dają do myślenia: Wielki odwrót od budowy

Najnowsze zestawienie zapytań o usługi budowlane rok do roku (2024 vs 2025) pokazuje, że Polacy masowo wcisnęli przycisk „pauza”. Skala spadków w niektórych segmentach jest wręcz szokująca.

Rodzaj usługi / technologia Spadek rok do roku (%)
Domy modułowe -92,16%
Domy żelbetowe -73,33%
Domy z balu -64,46%
Domy murowane -15,29%
Domy z keramzytu – 6,2%
Domy szkieletowe -4,40%

Największe spadki zanotowały technologie postrzegane jako „nowoczesne” lub „premium” (modułowe, bal). Co ciekawe, najmniejszy spadek odnotowały domy szkieletowe, co może sugerować, że inwestorzy, którzy mimo wszystko decydują się na budowę, szukają technologii najszybszych i relatywnie przewidywalnych kosztowo.

Tradycyjnie, początek roku był dla naszych użytkowników momentem intensywnego wysyłania zapytań i kontraktowania ekip na nadchodzący sezon. Tymczasem tegoroczne spadki – szczególnie w segmencie domów modułowych (-92%) czy żelbetowych (-73%) – pokazują, że inwestorzy niemal całkowicie wstrzymali oddech. – zauważa Marta Kaleta-Domaradzka z Oferteo.pl. – Przyczyną nie jest brak chęci do posiadania własnego domu, ale skrajna ostrożność finansowa. Polacy przestali wierzyć w szybkie okazje i obecnie każdy kosztorys analizują dwa razy. Widzimy jednak ciekawą anomalię: domy szkieletowe odnotowały jedynie symboliczny spadek (-4,4%). To wyraźny sygnał, że jeśli ktoś już decyduje się na budowę w tych niepewnych czasach, wybiera technologie przewidywalne, szybkie i relatywnie najtańsze w realizacji. Inwestorzy przenieśli się z placów budowy do 'poczekalni’ – obserwują oferty banków i czekają na stabilizację cen energii, która bezpośrednio przekłada się na koszty materiałów.

Finansowanie: światełko w tunelu, ale strach pozostaje

Paradoksalnie, sytuacja w bankach zaczyna wyglądać nieco lepiej niż rok temu. Po cyklu podwyżek stóp procentowych, początek 2026 roku przynosi pewną stabilizację.

  • Zdolność kredytowa: banki powoli luzują kryteria, a marże hipoteczne spadły poniżej poziomu 2%, co jest wynikiem silnej konkurencji o klienta.
  • Oprocentowanie: średnie stawki kredytów oscylują wokół 5,6–5,8%. To znacznie mniej niż w szczycie inflacyjnym, jednak dla wielu wciąż za dużo, by podjąć zobowiązanie na 30 lat.
  • Wielkie czekanie: inwestorzy czekają na zapowiadane programy wsparcia rządowego oraz dalsze obniżki stóp NBP. Ta „strategiczna zwłoka” jest głównym powodem pustek na placach budowy.

Ile kosztuje budowa domu w 2026 roku?

Mimo spadku popytu, ceny materiałów budowlanych nie spadły drastycznie – raczej weszły w fazę płaskowyżu. Największym obciążeniem pozostaje koszt robocizny, który wciąż rośnie – ze względu na brak rąk do pracy.

Szacunkowe koszty budowy 1 m² (stan deweloperski, luty 2026):

  • Technologia murowana: 4 500 – 6 500 zł / m²
  • Technologia szkieletowa: 4 000 – 5 500 zł / m²
  • Technologia modułowa: 5 000 – 7 000 zł / m² (cena za szybkość i gotowe prefabrykaty)

Rynek w trybie „przetrwania”

Obecna sytuacja to klasyczny obraz rynku w fazie wyczekiwania. Choć I kwartał zawsze zwiastował boom, w tym roku obserwujemy wielką ostrożność, którą można podsumować w trzech punktach:

  1. koniec spontanicznej budowy: inwestorzy dokładnie liczą każdy metr kwadratowy. Popularność zyskują mniejsze projekty (70-100 m²), które są łatwiejsze do sfinansowania z oszczędności lub mniejszego kredytu.
  2. psychologia strachu: mimo lepszej oferty banków, obawy o stabilność zatrudnienia i koszty życia skutecznie mrożą decyzje o rozpoczęciu prac.
  3. szansa dla cierpliwych: spadek liczby zleceń m.in. na Oferteo.pl, o 15-90% to moment, w którym firmy wykonawcze stają się bardziej skłonne do negocjacji cen i terminów. Dla osób z gotówką lub stabilnym finansowaniem, może to być najlepszy moment na start inwestycji odkładanych od lat.

Czy wiosna przyniesie odmrożenie?

Wiele zależy od decyzji RPP oraz tego, czy ceny energii pozwolą producentom materiałów na utrzymanie obecnych stawek. Na razie jednak inwestorzy wolą trzymać ręce w kieszeniach – i trudno im się dziwić.

Podaż mieszkań na rynku wtórnym rośnie, ale popyt jeszcze nie nadąża

Styczeń jest na rynku wtórnym tradycyjnie najsłabszym miesiącem pod względem sprzedaży mieszkań. Jednocześnie właśnie wtedy zaczyna rosnąć liczba ofert. A co z cenami? Zdaniem ekspertów portalu GetHome.pl potencjalni nabywcy nie mają powodów do obaw.

Jeśli popatrzymy kilka lat wstecz, to zauważymy pewną prawidłowość na rynku wtórnym: w styczniu popyt na mieszkania jest najmniejszy w roku, ale sprzedający nie przejmują się tym zbytnio, bo w kolejnych miesiącach kupujących przybywa – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.Rynek wtórny_styczeń 2026-oferta kraj

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że pod koniec stycznia w całym kraju zamieszczonych było ok. 141,5 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań, czyli o 4% więcej niż pod koniec ubiegłego roku. Jednocześnie ich liczba była o ok. 12% mniejsza niż w styczniu ubiegłego roku.

W styczniu z rynku wtórnego wycofano 22 tys. ofert, czyli aż o 36% mniej niż w grudniu. Może to świadczyć o sezonowym spadku popytu na mieszkania z drugiej ręki. Warto jednak pamiętać, że część ofert jest wycofywana także z innych powodów, np. braku zainteresowania lub zmiany planów sprzedających.Jednocześnie pojawiło się 28 tys. nowych ofert, co oznacza wzrost o 22% miesiąc do miesiąca. Zdaniem ekspertów GetHome.pl jest to typowe, sezonowe ożywienie podaży po grudniowym spowolnieniu.

W Warszawie liczba ofert wzrosła w styczniu z 15,8 tys. do 16,2 tys., czyli o 3%. Podobna sytuacja miała miejsce w większości pozostałych metropolii. Według Adradaru w styczniu liczba unikalnych ofert mieszkań na rynku wtórnym zwiększyła się o 2% w Łodzi (do 5 tys. lokali), o 4% w Krakowie (do 8,2 tys.), o 5% w Trójmieście (do 8,2 tys.) i Katowicach (do 2,3 tys.) oraz o 9% w Poznaniu (do 3,7 tys.). Jedynie we Wrocławiu oferta skurczyła się symbolicznie – o 1% do 8,3 tys. mieszkań. Jednocześnie, jak podkreśla Marek Wielgo, we wszystkich metropoliach liczba ofert na rynku wtórnym pozostaje niższa niż przed rokiem. We Wrocławiu spadek ten sięga 25%.Rynek wtórny_styczeń 2026-oferta miasta

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w styczniu doszło do stabilizacji, a miejscami spadków średnich cen mieszkań z drugiej ręki. We Wrocławiu średnia cena metra kwadratowego obniżyła się o 5% miesiąc do miesiąca – do 13,6 tys. zł, natomiast w ujęciu rocznym była niższa o 6%.

W skali roku średnie ceny wzrosły m.in. o 4% w Trójmieście (do 16,5 tys. zł/m kw.), o 3% w Poznaniu (11,9 tys. zł/m kw.), o 2% w Katowicach (11,7 tys. zł/m kw.) oraz o 1% w Łodzi (8,7 tys. zł/m kw.).        W Łodzi styczeń przyniósł jednocześnie spadek średniej ceny o 2% w ujęciu miesięcznym. W Katowicach i Poznaniu ceny wzrosły odpowiednio o 2% i 1%, natomiast w Trójmieście utrzymały poziom z grudnia.

Na szczególną uwagę zasługują Warszawa i Kraków. Dane GetHome.pl wskazują, że w obu metropoliach mamy do czynienia ze stabilizacją średniej ceny metra kwadratowego zarówno w ujęciu miesięcznym, jak i rocznym. W stolicy cena zatrzymała się na poziomie 18 tys. zł za metr kwadratowy, a w Krakowie – 17,1 tys. zł.Rynek wtórny_styczeń 2026-ceny miasta

Prawdopodobnie także i w tym roku sprzedający na rynku wtórnym nie będą mogli sobie pozwolić na podwyższanie cen z uwagi na bardzo dużą podaż mieszkań na rynku pierwotnym. Oba te rynki mocno oddziałują na siebie. Wskutek rosnącej oferty nowych mieszkań stabilizują się lub nawet spadają ceny używanych. To zaś studzi zapędy deweloperów – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

Alides Polska wzmacnia polskie kierownictwo

Alides Polska, polska spółka zależna belgijskiego międzynarodowego dewelopera i inwestora nieruchomości Alides, kontynuuje dynamiczny rozwój napędzany nowymi akwizycjami oraz ambitnymi planami inwestycyjnymi. W celu wsparcia dalszej ekspansji spółka ogłasza powołanie Luizy Grunwald oraz Konrada Płochockiego na kluczowe stanowiska kierownicze w strukturach lokalnych, wzmacniając tym samym swoje kompetencje operacyjne i strategiczne.

Przyspieszenie rozwoju dzięki wzmocnionemu zespołowi zarządzającemu

W związku z dynamicznie rosnącym portfolio w największych polskich miastach, Alides Polska wzmacnia swoją strukturę zarządzania, aby zapewnić dalszą doskonałość operacyjną i długofalowy rozwój. W nowych rolach współdyrektorów Alides Polska, Luiza Grunwald i Konrad Płochocki będą wspólnie odpowiadać za bieżące funkcjonowanie spółki, rozwój organizacyjny oraz skuteczną realizację i integrację nowych inwestycji.

„Nasz dynamiczny rozwój wymaga silnej i przyszłościowej struktury organizacyjnej” mówi Rikkert Leeman, CEO Alides. „Dzięki wzmocnieniu zespołu zarządzającego przez Luizę i Konrada jesteśmy doskonale przygotowani do dalszego podnoszenia efektywności operacyjnej oraz realizacji ambitnej strategii rozwoju w Polsce.”

Ich komplementarne doświadczenie odegra kluczową rolę w dalszej profesjonalizacji organizacji oraz wsparciu ambitnego pipeline’u inwestycyjnego Alides Polska. W nadchodzących tygodniach spółka rozpocznie głośne komercjalizacje swoich inwestycji w Warszawie, a do końca roku planuje rozpoczęcie także kolejnego projektu. Przy ponad 500 jednostkach w sprzedaży w bieżącym roku oraz licznych kolejnych projektach w przygotowaniu, Alides umacnia swoją pozycję jako długoterminowy, wartościowy gracz na polskim rynku nieruchomości.

Doświadczenie wspierające ambitne plany rozwoju

Luiza Grunwald dołączyła do Alides Polska w 2022 roku i posiada ponad 20-letnie doświadczenie w zakresie rozwoju nieruchomości oraz zarządzania operacyjnego. Wcześniej zajmowała kierownicze stanowiska w Polskim Holdingu Nieruchomości oraz Zeitgeist Asset Management, realizując projekty w Warszawie, Krakowie i Gdańsku.

„Alides Polska rozwija się w imponującym tempie i jestem dumna, że mogę być częścią zespołu łączącego silne lokalne kompetencje z międzynarodową perspektywą” mówi Luiza Grunwald. „Wspólnie z Konradem oraz całym zespołem będziemy dalej budować solidne fundamenty organizacyjne, wspierające rozwój naszego portfolio i realizację wysokiej jakości projektów w całej Polsce.”

Konrad Płochocki jest radcą prawnym oraz ekspertem rynku nieruchomości z niemal 20-letnim doświadczeniem w obszarach doradztwa prawnego, regulacji rynku oraz strategii biznesowej. W przeszłości pełnił funkcję dyrektora generalnego Polskiego Związku Firm Deweloperskich (PZFD) i obecnie zasiada w radach nadzorczych kilku spółek z sektora nieruchomości w Polsce i Europie.

„Miałem już okazję współpracować z Alides i byłem pod dużym wrażeniem profesjonalizmu oraz skuteczności zespołu” dodaje Konrad Płochocki. „Cieszę się, że dołączam do firmy i chcę wnieść praktyczne podejście oraz perspektywę strategiczną, wspierając jej dalszy rozwój.”

Wzmocniony zespół zarządzający odzwierciedla długoterminowe ambicje Alides Polska w zakresie dalszej ekspansji na polskim rynku nieruchomości, przy jednoczesnym zachowaniu wysokich standardów jakości, zrównoważonego rozwoju i realizacji projektów.

Amazon traci po wynikach. Rynek boi się gigantycznych wydatków na AI

Kolejny z technologicznych gigantów zamknął 2025 rok rekordowymi wynikami. Te jednak nie wzbudziły entuzjazmu wśród inwestorów Amazona, ponieważ równocześnie ogłoszono ambitne plany inwestycyjne. W związku z tym Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, przygotował krótki komentarz dotyczący wyników Amazona:

Amazon zamknął 2025 rok rekordowymi wynikami, jednak entuzjazm rynku został stłumiony przez ambitne, ale niezwykle kosztowne plany inwestycyjne. Choć przychody w czwartym kwartale sięgnęły imponujących 213,4 mld USD (+13,6% r/r), wyraźnie bijąc oczekiwania, to zysk na akcję (EPS) na poziomie 1,95 USD okazał się o symboliczny cent niższy od rynkowego konsensusu. Mimo dynamicznego, 24-procentowego wzrostu AWS i optymistycznych prognoz sprzedaży na 2026 rok, inwestorów zaniepokoił zapowiedziany skok wydatków kapitałowych (CAPEX) oraz niższy od oczekiwań prognozowany zysk operacyjny na pierwszy kwartał.

Jeszcze kilka kwartałów temu spółki traciły, jeśli nie inwestowały dziesiątek miliardów dolarów w AI. Obecnie wydaje się, że inwestorzy boją się tych gigantycznych kwot wydawanych na mikrochipy jak rozżarzonych węgli. Kto w ostateczności będzie miał rację. Spółki typu Amazon, Meta i Alphabet wydające setki miliardów dolarów na infrastrukturę AI? Nvidia, AMD czy Arista budujące wszystkie potrzebne do rewolucji produkty, czy może Apple, który nie generował kosztów, czekając na to, aż wszystko stanie się tańsze, korzystając kolejny raz z rozwiązań konkurencji?

Kluczowe liczby za Q4 2025

  • GAAP EPS: 1,95 USD (nieznacznie poniżej konsensusu 1,96 USD).
  • Przychody: 213,4 mld USD (+13,6% r/r) – wynik o ok. 2,17 mld USD lepszy od prognoz.
  • Zysk operacyjny: ok. 25,0 mld USD (wzrost z 21,2 mld USD przed rokiem), mimo obciążenia kwotą 2,44 mld USD z tytułu kosztów jednorazowych (odprawy, spory podatkowe).
  • AWS: 35,6 mld USD przychodu (+24% r/r) – wyraźne przyspieszenie względem 20-procentowego wzrostu w poprzednim kwartale.
  • Sprzedaż regionalna: Ameryka Północna: 127,1 mld USD (+10%), rynki międzynarodowe: 50,7 mld USD (+17%).

Prognozy na Q1 2026

  • Sprzedaż netto: 173,5–178,5 mld USD (powyżej konsensusu 173,2 mld USD), co oznacza wzrost o 11–15% r/r.
  • Zysk operacyjny: 16,5–21,5 mld USD (rynek liczył na wynik rzędu 22 mld USD).
  • Inwestycje: Planowany CAPEX na rok 2026 to aż 200 mld USD (w porównaniu do 125 mld USD w 2025 r.). Wydatki obejmują skalowanie modelu Amazon Leo, rozwój infrastruktury AI oraz ekspansję w segmencie quick commerce.

Analiza: Co mówią te wyniki?

Czwarty kwartał 2025 roku to podręcznikowy przykład spółki, która świetnie generuje przychody, ale znajduje się pod presją kosztową. Przebicie konsensusu sprzedażowego o ponad 2 mld USD przy tak ogromnej skali biznesu budzi podziw. Minimalny „miss” na poziomie EPS wynikał głównie z kosztów jednorazowych, a bazowa marża operacyjna wciąż wykazuje tendencję wzrostową.

Najjaśniejszym punktem raportu pozostaje AWS. 24-procentowy wzrost potwierdza, że fala inwestycji w AI oraz odblokowanie budżetów chmurowych realnie przekładają się na wyniki. Amazon nie zamierza jednak osiadać na laurach – agresywny guidance na 2026 rok pokazuje strategię „growth at all costs”. Spółka świadomie poświęca bieżące przepływy pieniężne, by zabetonować swoją przewagę w chmurze i logistyce jutra.

Głównym punktem zapalnym dla inwestorów jest jednak gigantyczny skok wydatków kapitałowych. Wizja wydania 200 mld USD w jeden rok budzi obawy o wolne przepływy pieniężne (Free Cash Flow). Rynek, podobnie jak w przypadku Alphabetu czy Microsoftu, zaczyna tracić cierpliwość i domaga się bardziej wymiernych dowodów na to, że potężny CAPEX przełoży się na jeszcze szybszy wzrost zysków w krótkim terminie.

Reakcja rynku

Połączenie prognoz wysokich wydatków z zachowawczym celem zysku operacyjnego na Q1 wywołało nerwową reakcję. W handlu posesyjnym akcje Amazona traciły momentami 10%. Uwzględniając dzisiejszą, spadkową sesję (spadek o ponad 4% w ramach globalnej wyprzedaży), notowania oscylują obecnie w okolicach 8% na minusie, utrzymując się jednak powyżej psychologicznej bariery 200 USD za akcję.

Jeśli akcje otworzą się w okolicach 205 USD za akcje, będzie to najniższy poziom od maja 2025 roku i ok. 25% na minusie od historycznych szczytów.

Creotech Instruments z umową na realizację fazy B1 przy projekcie RAVEN

Creotech Instruments S.A., notowany na GPW polski integrator misji kosmicznych, podpisał umowę z PIAP Space na realizację fazy B1 projektu RAVEN (Rendez-Vous and Proximity Vehicle for Enabling Multi-Mission). W ramach umowy Spółka odpowiadać będzie za opracowanie i dostarczenie projektu platformy satelitarnej HyperSat dla demonstratora misji, który umożliwi autonomiczne manewry, dokowanie i przyszłe scenariusze tankowania satelitów na orbicie.

RAVEN to przełomowy projekt dla polskiego sektora kosmicznego – pierwszy zintegrowany krok w kierunku autonomicznych operacji logistycznych i transportowych, a także ochrony zasobów na orbicie. Udział Creotech Instruments w fazie B1 wpisuje się w naszą długofalową strategię, zakładającą rozwój zaawansowanych platform satelitarnych i aktywny udział w budowie europejskich kompetencji w obszarze operacji kosmicznych. Nasza platforma HyperSat stanie się fundamentem autonomicznych operacji transportowych i serwisowych, pokazując, że polskie podmioty potrafią wspólnie tworzyć zaawansowane, niezależne technologie kosmiczne, wzmacniając jednocześnie suwerenność i bezpieczeństwo infrastruktury orbitalnej – komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W ramach fazy B1 Creotech Instruments odpowiada za opracowanie i dostarczenie projektu platformy satelitarnej dla demonstratora misji RAVEN, wykorzystując wieloletnie doświadczenie w projektowaniu systemów satelitarnych opartych o autorską platformę HyperSat, która będzie stanowić technologiczną bazę dla statku transportowego w przestrzeni kosmicznej (In-Space Transportation Vehicle – ISTV). Zakres prac obejmuje: opracowanie architektury systemu i wstępnego projektu platformy, przegląd i aktualizację wymagań technicznych, opracowanie koncepcji demonstratora misji, weryfikację kompatybilności kluczowych podsystemów, identyfikację technologii niezbędnych do realizacji założeń misji oraz ocenę ich poziomu gotowości technologicznej (TRL/IRL).

Platforma HyperSat zostanie przygotowana do realizacji autonomicznych operacji w bliskiej odległości od innych obiektów na orbicie, umożliwiając przyszłe misje logistyczne i serwisowe, w tym transport satelitów, inspekcję orbitalną oraz działania wspierające ochronę i trwałość infrastruktury orbitalnej.

Pierwsza misja demonstracyjna, RAVEN DEMO I, planowana na 2029 r., skupi się na walidacji technologii koniecznych do kolejnych etapów operacji zbliżeniowych, w tym zmiany orbity, manewrów fazujących i kontrolowanej deorbitacji. Misja będzie także okazją do demonstracji potencjału systemu RAVEN w kontekście bezpieczeństwa, inspekcji i rozpoznania satelitów.

Udział Creotech Instruments w projekcie RAVEN wpisuje się w długofalową strategię spółki, zakładającą rozwój zaawansowanych platform satelitarnych oraz aktywny udział w budowie europejskich kompetencji w obszarze autonomicznych operacji kosmicznych. Projekt stanowi również istotny krok w kierunku umocnienia pozycji Polski w sektorze technologii RPO oraz wielozadaniowych statków kosmicznych, a także wzmacniania technologicznej suwerenności i niezależności europejskiej infrastruktury orbitalnej.

Warszawski rynek biurowy 2025 w liczbach: popyt +7% r/r, podaż -15%, budowy -16%

Rok 2025 potwierdził silne ożywienie na warszawskim rynku biurowym przy jednoczesnym dalszym ograniczaniu nowej podaży. Aktywność najemców wyniosła 790 tys. mkw., a IV kwartał zakończył się rekordowym wynikiem 310 tys. mkw. podpisanych umów najmu. W warunkach ograniczonej liczby nowych projektów oddano niespełna 90 tys. mkw. nowej powierzchni, a 190 tys. mkw. pozostaje w budowie. Analitycy AXI IMMO wskazują, że rynek pozostaje w fazie luki podażowej, szczególnie w centralnych lokalizacjach Warszawy. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek biurowy w Warszawie w 2025 r.”.

Rok 2025 na warszawskim rynku biurowym przyniósł silny popyt i selekcję podaży pod względem jakości. Aktywność najemców wyniosła 790 tys. mkw., (+7% r/r), przy czym na tle całego roku szczególnie wyróżnił się IV kwartał, w którym podpisano umowy na łącznie 310 tys. mkw., ustanawiając najwyższy kwartalny wynik w historii monitorowania rynku biurowego.

Według analityków AXI IMMO struktura popytu na warszawskim rynku biurowym potwierdza jego dojrzałość. Przedłużenia i renegocjacje odpowiadały za 51% całkowitej aktywności, podczas gdy popyt netto stanowił 49%, w którym przeważały nowe umowy najmu (39%) przed ekspansjami (6%) czy powierzchnią użytkowaną przez właściciela (4%). Największą aktywność odnotowano w strefie Centrum (32%) oraz na Służewcu (23%), przy czym centrum przyciągało przede wszystkim nowych najemców, a Służewiec pozostawał obszarem dominacji renegocjacji umów najmu. Wśród największych transakcji najmu znalazły się m.in. odnowienie umowy przez Polkomtel w Multimedialnym Domu Plusa (22 700 mkw.), z kolei Astra Zeneca po renegocjacji i przedłużeniu kontraktu na 20 800 mkw. przy ul. Postępu 14 zdecydowała się na ekspansję o dodatkowe 1700 mkw.

Presja popytowa znajduje odzwierciedlenie we wzroście stawek czynszów w najbardziej prestiżowych projektach biurowych w centrum Warszawy, w których stawki mieszczą się w przedziale od ok. 19,00 do 27,50 EUR/mkw./mies., a w niektórych lokalizacjach na najwyższych kondygnacjach czynsze przekraczają poziom 30,00 EUR/mkw./mies. Jednocześnie w strefach pozacentralnych, które pozostają atrakcyjną alternatywą kosztową dla firm, stawki zaczynały się od ok. 10,00 EUR/mkw./mies.

Filip Kowalski, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Wzrost stawek czynszów w centralnych projektach sprawia, że coraz więcej firm weryfikuje swoje strategie lokalizacyjne i bierze pod uwagę dobrze skomunikowane lokalizacje pozacentralne, które oferują wysoką jakość powierzchni przy bardziej przewidywalnym poziomie kosztów. Rynek staje się coraz bardziej selektywny, a przewagę zyskują budynki najlepiej dopasowane do rzeczywistych potrzeb organizacji, zarówno pod względem standardu technicznego, jak i efektywności kosztowej. Jednocześnie obserwujemy rosnącą skłonność najemców do pozostawania w sprawdzonych lokalizacjach, która wynika z ograniczonej dostępności nowoczesnej podaży oraz rosnących kosztów relokacji i aranżacji biur. W konsekwencji spodziewamy się, że coraz częściej będą zawierane dłuższe umowy najmu, a w przypadku nowych projektów standardem stają się kontrakty na co najmniej siedem lat”.

Po stronie podaży na warszawskim rynku biurowym widoczne są dwa trendy. Pierwszym jest koncentracja nowych projektów w centralnych lokalizacjach stolicy, gdzie z oddanych do użytku w całym 2025 r. blisko 90 tys. mkw. (-15% r/r), aż 90% dotyczy tej strefy. Drugim trendem pozostaje systematyczne wycofywanie z rynku starszych, nieefektywnych budynków o przeznaczeniu biurowym.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, wyjaśnia: „Proces restrukturyzacji podaży biurowej jest szczególnie widoczny na obszarze Służewca, który jako jeden z najstarszych kwartałów biurowych w Warszawie, posiada ponadprzeciętny udział starszych obiektów. Wycofywanie z rynku budynków nieefektywnych technicznie oraz zmiany ich funkcji prowadzą do poprawy jakości dostępnej oferty biurowej i stopniowego zwiększania konkurencyjności tej lokalizacji z perspektywy najemców”.

Na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowocześniej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,23 mln, a wśród największych oddanych projektów znalazły się te zlokalizowane w okolicach Ronda Daszyńskiego tj. kompleks The Bridge (51 800 mkw.) oraz Office House (27 800 mkw.). Jednocześnie analitycy AXI IMMO wskazują, że wolumen powierzchni w budowie spadł o 16% r/r do 190 000 mkw., co zapowiada dalsze ograniczenie nowej podaży w latach 2026–2027. Największymi na koniec grudnia 2025 r. biurowcami w budowie: były Afi Tower (50 000 mkw., start budowy miał miejsce w IV kw. 2025 r.), Upper One (35 900 mkw., Strabag), Studio A (26 600 mkw., Skanska) oraz Skyliner II (24 000 mkw., Karimpol).

Emilia Trofimiuk mówi: „Po stronie podaży obserwujemy wyraźne i trwałe wyhamowanie aktywności deweloperskiej. Przyrost nowej powierzchni biurowej w 2025 roku był o 15% niższy niż rok wcześniej i znacząco odbiegał od poziomów notowanych w rekordowych latach 2020–2021, a jednocześnie wolumen powierzchni w budowie zmniejszył się o 16% w ujęciu rocznym. Prognozy wskazują, że w najbliższych latach nowa podaż pozostanie ograniczona, co będzie miało istotny wpływ na dostępność nowoczesnych powierzchni biurowych, szczególnie w najlepszych lokalizacjach”.

Efektem silnego popytu, ograniczonej aktywności deweloperskiej oraz wycofywania niekonkurencyjnych budynków jest spadek wskaźników pustostanów. Na koniec 2025 r. średni poziom pustostanów w Warszawie wyniósł 9,1% (-1,5 p.p. r/r i -0,8 p.p. kw./kw.), przy wyraźnej różnicy pomiędzy centrum miasta (6,1%) a lokalizacjami pozacentralnymi (11,6%). Najsilniejszy spadek odnotowano w Centralnym Obszarze Biznesu (o 3,9 p.p. r/r), który potwierdza rosnące zapotrzebowanie najemców na biura w najlepszych lokalizacjach.

Analitycy AXI IMMO wskazują, że w perspektywie kolejnych lat warszawski rynek biurowy będzie funkcjonował w warunkach ograniczonej podaży nowoczesnych powierzchni, a w szczególności dużych modułów. Będzie to sprzyjać wzrostowi znaczenia renegocjacji oraz selektywnemu wzrostowi czynszów w najlepszych budynkach. Jednocześnie obserwowany trend repozycjonowania starszych obiektów oraz zmiany ich funkcji będą prowadziły do poprawy jakości całkowitej oferty biurowej w Warszawie.

ABB w Mex Polska zakończone

Dwóch akcjonariuszy notowanej na GPW spółki holdingowej Mex Polska S.A. – MEX Fundacja Rodzinna w organizacji z siedzibą w Łodzi oraz OSTOJA Fundacja Rodzinna z siedzibą w Łodzi – zakończyło proces przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB). Łączna liczba sprzedawanych akcji to 763.300 po cenie 3,60 zł za akcję, przy czym popyt wielokrotnie przewyższył liczbę dostępnych akcji. Proces ABB został przeprowadzony w ramach wcześniej przewidzianych czynności, mających na celu uporządkowanie struktury akcjonariatu Mex Polska S.A., zwiększenie dostępności akcji w wolnym obrocie oraz wzmocnienie podstaw dla poprawy płynności i długoterminowego wzrostu wartości Spółki.

Proces ABB trwał od 3 do 5 lutego 2026 r. Podmiotem pośredniczącym w procesie był Dom Maklerski INC S.A. z siedzibą w Poznaniu.

Cieszymy się, że proces ABB został pomyślnie zakończony, a inwestorzy wykazali popyt wielokrotnie przewyższający liczbę dostępnych akcji. Zakończenie ABB umożliwi uporządkowanie struktury akcjonariatu Mex Polska S.A., zwiększy przejrzystość i wzmocni płynności akcji. Jest to istotny element naszej długofalowej strategii, w ramach której równolegle koncentrujemy się na otwarciach nowych lokali, modernizacji istniejących konceptów gastronomicznych oraz dalszym rozwoju operacyjnym Grupy. Jesteśmy przekonani, że zakończony proces ABB, wraz z kolejnymi działaniami właścicielskimi, stworzy solidne podstawy dla zwiększenia free floatu, poprawy płynności akcji oraz wzmocnienia postrzegania spółki przez inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, przyczyniając się do długoterminowego wzrostu wartości Spółki. –  powiedział Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu OSTOJA Fundacja Rodzinna oraz Mex Polska.

W ramach ABB, MEX Fundacja Rodzinna w organizacji oraz OSTOJA Fundacja Rodzinna, oferowały do sprzedaży po 381.650 zdematerializowanych akcji zwykłych na okaziciela każdy z akcjonariuszy, co łącznie odpowiadało 763.300 akcji, stanowiących łącznie ok. 9,96% kapitału zakładowego i głosów w Spółce.

Zarząd Mex Polska S.A. podkreśla, że transakcja jest spójna z wcześniejszą komunikacją Spółki dotyczącą działań właścicielskich, w tym z zawartym w dniu 22 grudnia 2025 r. porozumieniem ze znaczącym akcjonariuszem Familiar SA SICAV-SIF, przewidującym sprzedaż wszystkich posiadanych przez niego akcji. Przed zakupem akcji od Familiar, uczestnicy porozumienia wraz z podmiotami powiązanymi sprzedadzą osobom trzecim co najmniej 763.300 akcji, aby nie przekroczyć progu 50% w ogólnej liczbie głosów Spółki.

Jesteśmy zadowoleni, że wszystkie etapy procesu ABB przebiegły zgodnie z harmonogramem, co zapewnia przejrzystość i stabilność dla inwestorów oraz tworzy solidne podstawy do dalszego rozwoju Mex Polska S.A. Kolejnym krokiem będzie zakup akcji od znaczącego akcjonariusza Familiar SA SICAV-SIF, co pozwoli na dalsze uporządkowanie struktury akcjonariatu i zwiększenie dostępności akcji w wolnym obrocie. – podsumowuje prezes Mex Polska S.A.

Ostatni okres działalności Grupy był bardzo aktywny – rozszerzono zasięg sieci, a przychody w 2025 r. szacowane są na ponad 127 mln zł, co oznacza wzrost o 19,05% r/r. W listopadzie 2025 r. Zarząd uchwalił politykę dywidendową, przewidującą wypłatę co najmniej 30% zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 r.

Tempo ekspansji sieci utrzymuje się na poziomie co najmniej 6 nowych lokali rocznie, a pierwszym otwarciem Grupy w 2026 r. był kolejny lokal Chicas & Gorillas we Wrocławiu.

Bitcoin spada poniżej 70 tysięcy dolarów

Po osiągnięciu rekordowego poziomu 126 500 dolarów w październiku 2025 r., bitcoin nadal traci na wartości. Na rynek kryptowalut coraz silniej przenika bowiem szeroki sentyment risk-off, wywołany ostatnimi napięciami geopolitycznymi, niepewnością makroekonomiczną oraz rozczarowującymi prognozami wyników finansowych, które skłaniają inwestorów do rewizji wycen spółek technologicznych, a wraz z nimi także aktywów kryptowalutowych. W szczególności likwidacja lewarowanych pozycji długich istotnie pogłębiła tendencję spadkową.

Po przebiciu wielu poziomów wsparcia cena wynosi obecnie nieco poniżej 70 000 dolarów i nadal spada.

Z punktu widzenia analizy technicznej kluczowym obszarem obserwacji będzie 200-tygodniowa średnia krocząca bitcoina, postrzegana jako potencjalna strefa uformowania dołka cenowego. Historycznie ten wskaźnik wielokrotnie pełnił rolę silnego wsparcia po głębokich korektach i w trakcie bessy – w latach 2015, 2018, 2020 (w czasie pandemii COVID-19) oraz ostatnio w 2022 r.

Czy historia może powtórzyć się w 2026 roku? Redukcja nadmiernej dźwigni, osłabienie podaży oraz wznowienie napływów do ETF-ów stworzyłyby warunki do stabilizacji, zwiększając prawdopodobieństwo zakończenia obecnej korekty.

Z kolei analitycy on-chain zwracają uwagę na powszechnie stosowany wskaźnik MVRV Z-score, który służy do oceny, czy cena bitcoina jest zawyżona lub zaniżona w stosunku do jego wartości godziwej. Także ten miernik sygnalizuje potencjalną okazję inwestycyjną po stronie zakupów.

Prezes PKO Leasing: firmy będą inwestować, rynek utrzyma solidną dynamikę w 2026

Zachęcamy do zapoznania się z komentarzem Prezesa PKO Leasing, Tomasza Bogusa, który podsumowuje sytuację na rynku leasingu, najważniejsze trendy 2025 roku oraz prognozy na 2026 rok. Materiał pokazuje zarówno dynamikę rynku, jak i zmiany w strukturze finansowania, sytuację w segmencie maszyn i urządzeń, rozwój wynajmu długoterminowego oraz znaczenie inwestycji infrastrukturalnych i środków unijnych dla aktywności przedsiębiorstw.

Prognoza wzrostu rynku leasingu w 2026

„Rok 2026 będzie kolejnym okresem stabilnego wzrostu polskiego rynku leasingu. Widzimy potencjał do utrzymania dynamiki na poziomie ponad 8 proc., co wynika z wciąż dużej aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw, wykorzystania środków z KPO oraz stopniowej poprawy koniunktury eksportowej. W przypadku inwestycji w środki trwałe — maszyny, linie technologiczne i infrastrukturę produkcyjną — leasing jest naturalnym katalizatorem uruchamiania środków z KPO, umożliwiając firmom szybsze rozpoczęcie projektów inwestycyjnych bez nadmiernego angażowania kapitału własnego. Bez wątpienia pozostaje jednym z kluczowych mechanizmów finansowania rozwoju firm w Polsce.”

Prognozowana dynamika pokazuje, że leasing pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi finansowania inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. W szczególności dotyczy to projektów modernizacyjnych i rozwojowych, które wymagają szybkiego dostępu do kapitału przy jednoczesnym zachowaniu płynności finansowej. Środki z KPO oraz inwestycje infrastrukturalne mogą dodatkowo wzmacniać popyt na finansowanie leasingowe.

Stabilny rozwój i znaczenie lokalnych inwestycji

„Rok 2026 zapowiada się jako czas stabilnego rozwoju polskiego rynku leasingu. Firmy nadal będą korzystać z tej formy finansowania do realizacji swoich inwestycji, przyczyniając się jednocześnie do wzmacniania lokalnych łańcuchów dostaw i polskich przedsiębiorstw. Oczekiwany wzrost rynku sprzyja planowaniu długoterminowych projektów i zwiększa elastyczność w finansowaniu. Sektor leasingowy staje się coraz istotniejszym narzędziem wspierania wartości tworzonych w Polsce, zarówno poprzez inwestycje krajowe, jak i w ramach współpracy z kapitałem zagranicznym. Prognozy wskazują, że rynek utrzyma stabilną dynamikę, tworząc solidne fundamenty dla dalszego rozwoju branży i lokalnego ekosystemu inwestycyjnego”

Leasing pełni dziś funkcję nie tylko finansową, ale także rozwojową — wspiera inwestycje w realną gospodarkę i zwiększa odporność firm na zmienność koniunktury. Długofalowe projekty infrastrukturalne oraz inwestycje w produkcję sprzyjają stabilizacji rynku.

Segment maszyn i urządzeń wraca do wzrostów

„Po słabszym okresie w 2025 roku segment maszyn i urządzeń w 2026 roku powinien wyraźnie przyspieszyć, a dynamika łącznego finansowania w formule leasingu i pożyczki może sięgnąć nawet 9,9 proc. Ten trend będzie w dużej mierze napędzany inwestycjami infrastrukturalnymi, energetycznymi oraz projektami realizowanymi ze wsparciem funduszy unijnych, co naturalnie przełoży się na popyt na nowoczesne środki trwałe.”

Oczekiwane ożywienie w tym segmencie ma znaczenie strategiczne dla przemysłu i budownictwa. Nowoczesne maszyny i technologie zwiększają produktywność, a dostęp do elastycznych form finansowania pozwala firmom szybciej realizować inwestycje.

Zmiana struktury finansowania

„Coraz wyraźniej widać, że struktura rynku leasingu się zmienia – w 2025 roku pożyczka leasingowa rosła zdecydowanie szybciej niż tradycyjny leasing, zwiększając swoją wartość o 27 proc. r/r do 17,3 mld zł, co pokazuje rosnące znaczenie tej formy finansowania dla projektów wymagających bezpośredniej własności aktywów. W 2026 roku ten trend powinien się utrzymać, odzwierciedlając zmieniające się potrzeby przedsiębiorstw, które coraz częściej realizują inwestycje wymagające pełnej własności środków trwałych. Szczególnie dotyczy to projektów współfinansowanych ze środków publicznych i unijnych, gdzie elastyczne formy finansowania pozwalają szybciej i efektywniej wdrażać inwestycje”.

Rosnąca rola pożyczki leasingowej pokazuje ewolucję rynku w stronę większej różnorodności instrumentów finansowych. Firmy coraz częściej wybierają rozwiązania dopasowane do charakteru projektów oraz wymogów formalnych.

Digitalizacja i zielona transformacja

„W perspektywie 2026 roku rynek leasingu będzie coraz silniej opierał się na automatyzacji procesów, cyfrowych kanałach sprzedaży oraz integracji różnych form finansowania. Równolegle rośnie znaczenie wynajmu długoterminowego, elektromobilności i finansowania aktywów wspierających transformację energetyczną. To kierunki, które będą kształtować konkurencyjność branży w kolejnych latach.”

Transformacja cyfrowa i energetyczna staje się kluczowym motorem zmian w branży leasingowej. Automatyzacja procesów oraz finansowanie zielonych inwestycji wpisują się w szersze trendy modernizacji gospodarki.

Kontekst rynkowy

„Rynek leasingu w 2025 roku wykazał odporność w warunkach zmiennej koniunktury i wyzwań makroekonomicznych. To nie tylko efekt utrzymującego się popytu inwestycyjnego, ale też różnorodności dostępnych form finansowania, które pozwalają przedsiębiorstwom lepiej dopasować instrumenty do charakteru inwestycji. Rynek wchodzi w fazę, w której innowacyjne technologie, cyfryzacja procesów oraz zielone inwestycje będą coraz silniej determinować kierunki rozwoju, a pożyczka leasingowa zyskuje znaczenie w strukturze finansowania projektów wymagających własności aktywów. W takim kontekście prognozy na 2026 rok można interpretować nie tylko jako kontynuację wzrostu wartościowego rynku, ale także jako naturalną ewolucję sektora w stronę większej elastyczności, efektywności i strategicznego wsparcia inwestycji przedsiębiorstw.”

Wynajem długoterminowy samochodów

„Wynajem długoterminowy pozostaje jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku mobilności w Polsce. Jego znaczenie w zarządzaniu flotami firm systematycznie rośnie, co potwierdził kolejny rok wzrostów w 2025 r. (7,2 proc.r/r). Produkt oparty na przewidywalnej miesięcznej racie i kompleksowej obsłudze odpowiada na potrzeby przedsiębiorstw w zakresie kosztów, efektywności i bezpieczeństwa operacyjnego.

Coraz wyraźniejszym trendem jest elektryfikacja flot. Udział samochodów w pełni elektrycznych w wynajmie długoterminowym wzrósł do ok. 6,6 proc., wobec 0,4 proc. pięć lat temu. To efekt regulacji, strategii ESG firm oraz rosnącej dostępności pojazdów zeroemisyjnych.

Na popyt w 2025 roku, zwłaszcza w jego końcówce, wpłynęły zmiany w przepisach amortyzacyjnych, większa konkurencja cenowa na rynku oraz stopniowa poprawa warunków finansowania.”

Dynamiczny rozwój wynajmu długoterminowego pokazuje, że mobilność staje się integralną częścią strategii operacyjnych firm. Rosnący udział pojazdów elektrycznych wskazuje na przyspieszenie transformacji flot i dostosowanie przedsiębiorstw do wymogów środowiskowych.

Przyszłość PG Silesia pod znakiem zapytania. Spór o realizację Porozumienia i warunki stabilizacji kopalni

W Katowicach odbyły się kolejne rozmowy dotyczące przyszłości kopalni PG Silesia. Spotkanie, zorganizowane z udziałem strony rządowej – reprezentowanej przez wiceministra energii Mariana Zmarzłego – dotyczyło podpisanego 29 grudnia 2025 r. Porozumienia, sytuacji pracowniczej oraz warunków dalszego funkcjonowania zakładu. Realizacja tego Porozumienia to temat, który od paru dni budzi duże zainteresowanie opinii publicznej. Wskutek złożoność prowadzonych działań i wielowymiarowego charakteru sprawy pojawiają się różne wersje dotyczące stopnia realizacji Porozumienia przez poszczególne strony.

W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele administracji rządowej, Zarządca Sądowy PG Silesia, strona społeczna oraz Bumech. Spotkanie miało na celu ocenę dotychczasowych działań stron oraz identyfikację barier, które wciąż utrudniają stabilizację sytuacji kopalni. Wiceminister energii Marian Zmarzły zaapelował do strony społecznej o wypracowanie wspólnego stanowiska, wskazując na rozbieżności pomiędzy stanowiskami poszczególnych organizacji związkowych. Z pozyskanych informacji wynika, że zarząd Silesii, zarządca sądowy oraz Bumech wyraziły gotowość spotkania ze związkami zawodowymi warunkując ją przedstawieniem przez związki zawodowe wspólnego stanowiska – co wynika z ustaleń podjętych w Ministerstwie Energii.

Bumech odpiera zarzuty

Porozumienie zawarte 29 grudnia 2025 r. określało konkretne zobowiązania po stronie Bumech S.A., w szczególności podtrzymanie oferty dzierżawy Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa (ZCP) PG Silesia, przygotowanie procesu jej przejęcia oraz kontynuację zatrudnienia pracowników. Dzierżawa ZCP obejmuje te składniki majątku i zasoby, które umożliwiają samodzielne prowadzenie działalności w zakresie wydobycia i przeróbki węgla i nie jest to tożsame z dzierżawą całego przedsiębiorstwa. Część przekazów medialnych mylnie zawiera informację jakoby spółka miała przejąć całość przedsiębiorstwa ze stanem na dzień 29 grudnia. Wiele niezrozumienia budzi również kwestia tego kto jest aktualnym pracodawcą w PG Silesia. W świetle obecnej sytuacji rolę tę pełni zarządca sądowy przedsiębiorstwa PG Silesia będącego w restrukturyzacji.

Bumech wskazuje, że podjęte przez niego zobowiązania są konsekwentnie realizowane. Spółka podtrzymała ofertę dzierżawy ZCP, a pod koniec stycznia podpisała jej warunkową umowę. Złożyła wniosek o przeniesienie koncesji na wydobywanie węgla kamiennego i metanu oraz rozpoczęła działania zmierzające do przepisania kluczowych umów operacyjnych, w tym dotyczących dostaw mediów. Tego samego dnia strona społeczna została poinformowana o zamiarze kontynuacji zatrudnienia pracowników PG Silesia – bez przerwy i na niezmienionych zasadach – w ramach przejmowanej zorganizowanej części zakładu pracy.

Co na to strona społeczna

Ponieważ porozumienie z 29 grudnia 2025 r. zostało podpisane również przez stronę społeczną, to pozwoliło ono zakończyć wcześniejszy protest pracowników i wznowić normalne funkcjonowanie zakładu.

8 stycznia 2026 r. została zaktualizowana i ponowiona wiążąca oferta dzierżawy Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa PG Silesia, złożona wcześniej 8 grudnia 2025 r. Jednym z pierwotnych warunków zawarcia umowy dzierżawy ZCP było uregulowanie zasad wynagradzania pomiędzy Zarządcą a stroną społeczną. Rozmowy w tym zakresie nie doprowadziły do zmiany Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, ponieważ jedna z organizacji związkowych uznała przedstawione propozycje za nieakceptowalne, nie przedstawiając jednocześnie alternatywnych rozwiązań. W konsekwencji Bumech dokonał ponownej analizy struktury ZCP i zdecydował o prowadzeniu ruchu zakładu w systemie trzech zmian produkcyjnych zamiast czterech, kierując się koniecznością zachowania racjonalności ekonomicznej przedsięwzięcia.

Trudny kontekst rynkowy

PG Silesia pozostaje jedyną kopalnią, która nie została objęta przepisami ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Pomimo zgłoszenia w toku prac legislacyjnych wniosku o objęcie Kopalni Silesia nowelizowaną ustawą, rozwiązanie to nie uzyskało akceptacji większości sejmowej ani struktur rządowych. Dodatkowo negatywne skutki nadmiernego importu węgla w latach 2022–2023 pozostają odczuwalne w 2026 r., a Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych nadal dysponuje znacznymi zapasami węgla z tego okresu.

Przez te uwarunkowania rynkowe i regulacyjne, stabilizacja funkcjonowania kopalni wymagała wcześniejszego zabezpieczenia operacyjnego i zachowania ciągłości wydobycia, co było celem działań Bumechu przed zawarciem porozumienia. Jeszcze przed jego podpisaniem spółka zabezpieczyła bieżącą działalność kopalni poprzez umowę dotyczącą kierowania i organizacji robót dołowych, co pozwoliło utrzymać ciągłość wydobycia. Jest to potwierdzeniem tego, że Bumech ocenia funkcjonowanie kopalni w przyszłości jako realne i uzasadnione ekonomicznie.

Odpowiedzialność za kolejne kroki

Bumech S.A. podkreśla, że w duchu poczucia odpowiedzialności za utrzymanie kopalni, realizuje wszystkie zobowiązania wynikające z Porozumienia, w tym podpisanie warunkowej umowy dzierżawy ZCP, złożenie wniosku o przeniesienie koncesji oraz przygotowania do przejęcia zorganizowanej części zakładu pracy z zachowaniem ciągłości zatrudnienia. Spółka deklaruje gotowość do podejmowania kolejnych kroków dążących do uratowania miejsc pracy i zakładu.

Porozumienie przewidywało również podjęcie przez stronę rządową działań legislacyjnych mających na celu wsparcie funkcjonowania kopalni i ochronę zatrudnienia pracowników. Na ten moment brak jest informacji o stanie realizacji tych działań. Dalsze losy kopalni KWK Silesia zależą zatem od decyzji administracyjnych, wypracowanego wspólnego stanowiska strony społecznej oraz przedstawienia i wdrożenia przewidzianych działań legislacyjnych.

Zagraniczni studenci przynoszą Polsce 6,8 mld zł rocznie

Studenci zagraniczni każdego roku zostawiają w Polsce ponad 6,8 mld zł, wspierając lokalne rynki najmu, usługi, transport i handel. Tym samym nie są kosztem dla państwa ani obciążeniem dla systemu. Wprost przeciwnie – ich obecność to wymierne korzyści dla polskiej gospodarki. Najnowsze dane pokazują jednak, że tempo napływu studentów zagranicznych wyraźnie hamuje, a przyczyną nie jest brak zainteresowania studiami w Polsce, lecz bariery administracyjne i regulacyjne.

Studenci z zagranicy mieszkają w Polsce przez większość roku akademickiego. Płacą tu za najem mieszkań. Korzystają z komunikacji publicznej, gastronomii, oferty kulturalnej i handlu. W zdecydowanej większości nie pobierają świadczeń socjalnych, a ich wydatki trafiają bezpośrednio do gospodarki lokalnej. Z perspektywy miast akademickich są jedną z najbardziej stabilnych grup konsumentów i najemców.

Gdzie tkwi problem?

Umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego pozostaje jednym z najważniejszych mechanizmów stabilizujących system studiów wyższych w warunkach niekorzystnych trendów demograficznych – wynika z raportu „Studenci zagraniczni w Polsce w kontekście nowych regulacji. Skala, trendy i znaczenie gospodarcze”, przygotowanego przez zespół badaczy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach we współpracy z Fundacją Edukacyjną Perspektywy.

Autorzy opracowania wyraźnie wskazują, że obecne wyhamowanie wzrostu liczby studentów zagranicznych nie wynika z popytu, lecz w dużej mierze – z barier administracyjnych i regulacyjnych.

Umiędzynarodowienie rośnie, ale coraz wolniej

W roku akademickim 2024/2025 w Polsce studiowało 108,6 tys. studentów zagranicznych. To ok. 8,5% wszystkich studentów. Choć liczba ta formalnie nadal rośnie, dynamika wzrostu wyhamowała do ok. 1,4% rocznie. To ważne, bo jeszcze w latach 2021–2023 przyrosty sięgały kilkunastu procent.

Szczególnie niepokojący jest spadek liczby nowych studentów. W ostatnim roku akademickim studia w Polsce rozpoczęło o ok. 3,8 tys. cudzoziemców mniej niż rok wcześniej (133 do 285 mln zł wpływów mniej r/r). Oznacza to, że obecny wzrost ma charakter „rozpędu” – wynika z kontynuowania studiów przez wcześniejsze roczniki, a nie z realnego wzrostu nowej rekrutacji.

Jeden student z zagranicy: nawet 75 tys. zł rocznego zysku – w skali kraju to ponad 6,8 mld zł

Przeciętny student zagraniczny wydaje w Polsce od 35,8 tys. zł do nawet 75 tys. zł rocznie – w zależności od miasta, długości pobytu i kierunku studiów. Największą część tych wydatków stanowi najem mieszkań, żywność, transport oraz usługi codzienne.

W skali kraju oznacza to ponad 6,8 mld zł rocznie, które zasilają głównie miasta akademickie i sektor prywatny. W samej Warszawie są to niemal 2 mld zł rocznie (dodatkowo 2 mln zł rocznie z tytułu podatków), a w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu – setki milionów złotych. Studenci zagraniczni generują także istotne wpływy podatkowe dla samorządów.

Koszt utraconego studenta jest realny

Autorzy raportu „Studenci zagraniczni w Polsce w kontekście nowych regulacji. Skala, trendy i znaczenie gospodarcze” wskazują rosnącą liczbę przypadków niepodjęcia studiów lub rezygnacji z powodu problemów wizowych i pobytowych. Z ekonomicznego punktu widzenia oznacza to konkretne straty. Utrata jednego studenta zagranicznego to od 36 do 75 tys. zł rocznie mniej w lokalnej gospodarce.

W scenariuszu umiarkowanym, zakładającym spadek liczby studentów zagranicznych o 5%, oznacza to od ok. 200 do ponad 400 mln zł rocznie mniej w gospodarce lokalnej. Przy głębszym spadku – rzędu 10% lub 20% – straty mogą sięgnąć od kilkuset milionów do ponad 1,6 mld zł rocznie.

Polska konkuruje nie tylko ofertą studiów

Autorzy raportu wskazują, że rynek umiędzynarodowienia szkolnictwa wyższego jest dziś rynkiem konkurencyjnym. Zwracają przy tym uwagę na dwie inne grupy ryzyka dla procesu umiędzynarodowienia: regulacyjne i takie, które są związane z koncentracją geograficzną rekrutacji.

Studenci zagraniczni porównują dziś nie tylko ofertę dydaktyczną i koszty życia, lecz także przewidywalność i szybkość procedur administracyjnych. Zatory wizowe i niepewność decyzji mogą prowadzić do trwałej utraty kandydatów na rzecz innych krajów, które oferują bardziej stabilne i czytelne warunki – mówi prof. dr hab. inż. Celina M. Olszak, współautorka raportu, rektorka Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach i przewodnicząca Komisji ds. Ekonomicznych KRASP.

Bezpieczeństwo tak, ale z myślą o gospodarce

Jeśli obecne wyhamowanie napływu studentów zagranicznych się utrzyma, straty poniosą nie tylko uczelnie. Skutki będą odczuwalne dla całej gospodarki.

Efekty zmian regulacyjnych nie są widoczne natychmiast w statystykach, ale pojawiają się stopniowo – w budżetach uczelni, na rynku najmu i w lokalnych usługach. To proces rozłożony w czasie, ale bardzo realny – zwraca uwagę prof. dr hab. Wojciech Dyduch, współautor raportu, prorektor ds. kształcenia i Współpracy Międzynarodowej w Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach.

Autorzy raportu podkreślają, że polityka państwa wobec studentów zagranicznych powinna być szczelna i selektywna, ale jednocześnie przewidywalna i proporcjonalna.

Studenci zagraniczni nie są problemem do zarządzania, lecz zasobem, który wymaga mądrej polityki. Państwa, które to rozumieją, traktują umiędzynarodowienie jako inwestycję długofalową – nie tylko w edukację, ale w rozwój gospodarczy i społeczny – podsumowuje prof. dr hab. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Nic więc dziwnego, że za kluczowe warunki utrzymania korzyści, które Polska budowała przez ostatnie kilkanaście lat, eksperci uznali: wzmocnienie roli uczelni w weryfikacji kandydatów, większą przewidywalność procedur oraz monitorowanie skutków regulacji w dłuższym horyzoncie czasowym.

Polskie firmy wdrażają AI i tną rekrutacje. EY: dotyczy to 74% organizacji

Wyniki badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI” pokazują, że w 2025 roku 3 na 4 (74%) organizacje ograniczyły rekrutację w związku z implementacją sztucznej inteligencji. AI wymusza też na pracodawcach inwestycje w rozwój kompetencji obecnych członków zespołu – 62% firm udostępnia narzędzia sztucznej inteligencji dla większości swoich pracowników, a blisko połowa (43%) szkoli całe zespoły w tym obszarze.
– Rozwój i implementacja sztucznej inteligencji dotyczą większości obszarów działalności firm, w tym również działów HR. Jak pokazuje nasze badanie, blisko jedna trzecia firm wprowadza rozwiązania AI w tym zakresie. Część firm widzi w tej technologii sposób na realizowanie powtarzalnych i prostych zadań, niektóre zabezpieczają się w ten sposób przed zmniejszającą się dostępnością talentów, a inne używają AI by zwiększyć zaangażowanie pracowników – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY Polska i Liderka Zespołu People Consulting.

Mniej miejsc pracy dla najmniej doświadczonych

W związku z implementacją AI, firmy działające w Polsce najczęściej oddelegowują tej technologii zadania powtarzalne i niewymagające doświadczenia, jednocześnie ograniczając rekrutację na najniższe stanowiska.

Jak wynika z badania EY, co trzecia organizacja (35%, bez zmian w porównaniu z 2024 rokiem) ogranicza rekrutację na stanowiska niewymagające dużego doświadczenia, a 29% – na role związane z wykonywaniem rutynowych czynności. W efekcie może dojść do powstania tzw. AI gap – luki kompetencyjnej wynikającej z braku ról juniorskich.

– O tym, jak rozwój sztucznej inteligencji wpłynie na rynek pracy, dyskutuje się już od dawna. Do realizacji prostych zadań organizacje chętnie wykorzystują nowe technologie, rezygnując z zatrudniania mniej doświadczonych pracowników. Firmy muszą być jednak świadome, że takie działania będą skutkować brakiem osób, które byłyby w stanie wypełnić lukę kompetencyjną po pracownikach awansujących lub odchodzących na emeryturę – dodaje Katarzyna Ellis.

Samo wdrożenie AI to nie wszystko

Organizacje, chcąc utrzymać przewagę konkurencyjną, muszą wyposażyć pracowników nie tylko w odpowiednie narzędzia optymalizujące pracę, ale również rozwijać ich technologiczne kompetencje. Obecnie niemal 90% firm inwestuje w szkolenia z zakresu AI, 7% ma takie inwestycje w planach i jedynie 3% organizacji nie realizuje takich działań.

– Firmy rozumieją, że technologia bez wiedzy nie przyniesie oczekiwanych efektów. Dlatego inwestycje w szkolenia i inicjatywy wspierające adopcję technologii są dziś równie ważne jak wdrożenia narzędzi. Takie podejście sprawia, że organizacje są lepiej przygotowane na wyzwania związane z transformacją cyfrową, a pracownicy mogą aktywnie uczestniczyć w procesie zmian, wykorzystując technologię do podnoszenia efektywności i innowacyjności swoich działań – mówi Wioletta Marciniak-Mierzwa, Dyrektorka w Zespole People Consulting, EY Polska.

AI zadomowiło się w HR na dobre

Rozwiązania AI są wdrażane w 30% działów HR. To znaczący wzrost w porównaniu z 2024 rokiem, kiedy sztuczną inteligencję wykorzystywało w tym obszarze 18% organizacji. Jest to jeden z sektorów, w którym ta technologia wdrażana jest najszybciej – wyższy lub podobny wzrost odnotowały tylko IT (z 33% w 2024 roku do 51% w 2025 roku) i cyberbezpieczeństwo (wzrost o 12 p.p.).

– Sztuczna inteligencja otwiera przed branżą HR nowe możliwości – pozwala usprawniać rekrutację, personalizować rozwój kompetencji pracowników i wprowadzać innowacyjne rozwiązania w codziennej pracy. Jednocześnie stawia przed organizacjami wyzwania związane z koniecznością redefinicji strategii zarządzania talentami oraz zarządzania ryzykiem powstania AI gap. Przyszłość należy do firm zdolnych do stworzenia środowiska pracy, w którym technologia i ludzki potencjał wzajemnie się uzupełniają – podsumowuje Katarzyna Ellis.

O badaniu
Badanie „Jak polskie firmy wdrażają AI” zrealizowano na zlecenie EY przez CubeResearch wśród 499 polskich firm: 45% działa w produkcji, 33% w usługach, 22% w handlu. 56% respondentów pochodziło z firm średniej wielkości, 44% z dużych. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Pauza BoE i EBC, oczy na Lagarde. Czy wróci temat zbyt mocnego euro?

Bank Anglii utrzymuje stopy bez zmian na poziomie 3,75%. Brak niespodzianki również ze strony EBC, konferencja prasowa prezes Lagard w centrum uwagi. W Polsce przedłużenie styczniowej pauzy w polityce monetarnej spróbuje wytłumaczyć prezes RPP. 

Decyzja nie zaskoczyła, rozkład głosów już tak

Decydenci z Wysp mieli dzisiaj nieco łatwiejsze zadanie, a pozostawienie kosztu pieniądza bez zmian było scenariuszem bazowym. Decyzja zapadła jednak rozkładem głosów 5-4 (cztery głosy za obniżkami stóp). Ostatnie dane z brytyjskiej gospodarki były nieco mocniejsze – choćby odczyt PKB za IV kwartał. Problemem staje się trudniejsza sytuacja na rynku pracy i ciągle wysoka inflacja. Inwestorzy mają więc mieszane odczucia co do dalszych miesięcy i ruchów Banku Anglii. O 13.30 głos zabierze prezes Bailey. Każda sugestia, że stopy procentowe na Wyspach są bliskie neutralnej wartości powinna być wsparciem dla GBP. Początek lutego nie jest udany dla funta w relacji do dolara amerykańskiego, a kurs zszedł do poziomu 1,36, czyli lokalnego wsparcia. Dzisiejszy „gołębi” rozkład głosów może sprawić, że na tej wartości się nie zatrzymamy.

Za mocne euro?

Nieco inna sytuacja panuje w strefie euro, inflacja HICP spadła w styczniu do poziomu 1,7% z 1,9% widzianego w grudniu. Jest to poziom niższy od zakładanego celu 2%, więc przynajmniej w teorii pojawia się przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych. Tym bardziej że aktywność gospodarcza, szczególnie głównych lokomotyw takich jak Niemcy czy Francja, jest nieco lepsza, ale nadal pozostawia wiele do życzenia. Niższe poziomy inflacji to pokłosie silnego euro, które w relacji do dolara amerykańskiego testowało poziom 1,20. I właśnie od tego momentu pojawiły się głosy ze strony decydentów z EBC, że kurs jest za silny i wpływa niekorzystnie choćby na eksport, ale też powoduje spadek presji cenowej. Analitycy są przekonani, że na dzisiejszym posiedzeniu stopy pozostaną bez zmian, ale kluczowa może się okazać konferencja prasowa prezes EBC o 14.45. Zazwyczaj na dalszym planie jest temat kursu walutowego. Być może jednak teraz temat się pojawi, a ewentualna interwencja słowna przełoży się na presję sprzedażową na euro.

Czekamy na wyjaśnienia

W Polsce po wczorajszej decyzji RPP stopy utrzymały się na poziomie 4%. Mimo że część analityków sygnalizowała możliwość cięcia na tym posiedzeniu, to Rada postanowiła jeszcze poczekać. Patrząc na Wibor 6M, widzimy poziom w okolicach 3,75%, czyli rynek wycenia w perspektywie pół roku raptem jedno cięcie o 25 pkt bazowych. Dane z krajowej gospodarki nie uzasadniają znacznie niższych stóp, solidna jest sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa. Dzisiaj kulisy decyzji przedstawi prezes Glapiński, ale trudno liczyć na to, że pojawią się jakieś sugestie odnośnie przyszłych działań RPP. Dla PLN wczorajsza decyzja miała pozytywny wydźwięk, niemniej jednak umocnienie było „kosmetyczne”, na EUR/PLN był to spadek o raptem 1 grosz. Z ciekawostek, które mogą się pojawić na konferencji, warto wymienić dalsze zakupy złota przez NBP. Być może dowiemy się czy nasz bank centralny wykorzystał moment przy tak silnych spadkach cen złota w ostatnim czasie i zbliżył się do granicy 700 ton posiadanych rezerw. Początek wystąpienia prezesa RPP o godzinie 15.

Trzy na pięć cyberataków kończy się milionowymi stratami. Firmom brakuje specjalistów, by je powstrzymać

Blisko 60 proc. przypadków naruszeń bezpieczeństwa generuje dla firm w regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) straty na poziomie co najmniej 1 mln dolarów. Odsetek ten utrzymuje się na wysokim poziomie już drugi rok z rzędu. W porównaniu z danymi z 2021 r., gdy podobne koszty deklarowało 35 proc. przedsiębiorstw, skala problemu wyraźnie wzrosła. Jak wynika z raportu 2025 Cybersecurity Skills Gap[1] firmy Fortinet, jednym z kluczowych czynników napędzających ten trend jest pogłębiająca się luka kompetencyjna w cyberbezpieczeństwie. Zjawisko to znacznie ogranicza zdolność przedsiębiorstw do szybkiego wykrywania incydentów i skutecznej reakcji na nie.

Niedobór wykwalifikowanych specjalistów przekłada się na przeciążenie zespołów ds. cyberochrony, wydłużenie procesów analitycznych oraz opóźnienia w podejmowaniu działań naprawczych. W efekcie rośnie liczba incydentów, które eskalują do poziomu poważnych naruszeń, choć mogłyby zostać zatrzymane na wczesnym etapie.

Liczba alertów przerasta możliwości zespołów bezpieczeństwa

Respondenci badania Fortinet wskazują na braki kompetencyjne widoczne szczególnie w obszarach takich jak bezpieczeństwo danych, bezpieczeństwo chmury oraz analiza zagrożeń. To właśnie w tych dziedzinach firmy najczęściej nie dysponują wystarczającymi zasobami, by skutecznie monitorować środowisko, reagować na incydenty i zapobiegać ich ponownemu występowaniu. Przekłada się to na narastające problemy operacyjne.

Zespoły ds. bezpieczeństwa są zalewane alertami, które coraz trudniej jest szybko i trafnie ocenić ze względu na niedostateczną liczbę pracowników. Reakcja na incydenty jest coraz dłuższa, a podstawowe działania, takie jak aktualizacje systemów, usuwanie luk czy proaktywne poszukiwanie zagrożeń, schodzą na dalszy plan. W rezultacie nawet relatywnie proste do odparcia ataki mogą prowadzić do długotrwałych zakłóceń i znaczących strat biznesowych – zauważa Jolanta Malak, dyrektorka regionalna w firmie Fortinet.

Skalę problemu potwierdzają dane z raportu 2025 Cybersecurity Skills Gap firmy. Aż 86 proc. przedsiębiorstw na świecie doświadczyło w ciągu ostatnich 12 miesięcy co najmniej jednego naruszenia bezpieczeństwa, a 36 proc. odnotowało pięć lub więcej incydentów. Przy tak dużej presji operacyjnej reakcja na ataki znacząco się wydłuża – 62 proc. firm potrzebowało ponad miesiąca na powrót do normalnego funkcjonowania po cyberataku, co bezpośrednio przekłada się na wzrost strat finansowych oraz utratę reputacji.

Automatyzacja i AI jako realne wsparcie cyfrowej ochrony

W obliczu rosnącej luki kompetencyjnej firmy coraz częściej poszukują rozwiązań, które pozwalają utrzymać wysoki poziom cyber ochrony mimo ograniczonej dostępności specjalistów. Kluczową rolę odgrywa tu sztuczna inteligencja, która przejmuje najbardziej czasochłonne etapy analizy incydentów i wspiera zespoły ds. cyfrowej ochrony w podejmowaniu decyzji operacyjnych. Szczególne znaczenie mają platformy analityczne oraz systemy klasy SIEM (z ang. Security Information and Event Management), które wykorzystują mechanizmy uczenia maszynowego do porządkowania ogromnych wolumenów zdarzeń generowanych przez infrastrukturę IT i wskazywania tych, które wymagają uwagi specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa.

W praktyce oznacza to przesunięcie ciężaru pracy zespołów bezpieczeństwa z ręcznego przeglądania zdarzeń na nadzór, analizę i podejmowanie decyzji. Automatyzacja wstępnej analizy zagrożeń pozwala szybciej wyłapywać zdarzenia istotne i lepiej wykorzystywać kompetencje zespołów, nawet wtedy, gdy są one niepełne lub składają się z osób o różnym poziomie doświadczenia.

W systemach klasy SIEM sztuczna inteligencja wspiera analizę zdarzeń i zachowań użytkowników w sieci. Uczenie maszynowe pozwala określić, co jest typowe dla danej infrastruktury, a następnie szybko wychwycić odstępstwa od normy, które mogą świadczyć o przejęciu konta lub nieautoryzowanej aktywności. Takie podejście pozwala ograniczyć przeciążenie zespołów i skrócić czas reakcji na incydenty. Rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji umożliwiają redukcję liczbę alertów wymagających ręcznej weryfikacji nawet o 99 proc. – wyjaśnia Jolanta Malak z Fortinet.

Zamiast próbować uzupełniać deficyty kadrowe na rynku, który nie jest w stanie zaspokoić rosnącego zapotrzebowania na specjalistów, przedsiębiorstwa coraz częściej koncentrują się na lepszym wykorzystaniu dostępnych zasobów. Automatyzacja i inteligentne wsparcie analityczne pozwalają odciążyć zespoły z najbardziej powtarzalnych zadań i skierować ich uwagę tam, gdzie ludzka wiedza i doświadczenie przynoszą największą wartość. Co istotne, nie jest to scenariusz przyszłości – według danych Fortinet 96 proc. firm w regionie EMEA korzysta już lub planuje wdrożenie rozwiązań cyberbezpieczeństwa wykorzystujących sztuczną inteligencję.

[1] Fortinet Global Cybersecurity Skills Gap Report, October 2025

Myślisz o zmianie pracy? Tak przygotujesz się do zawodowej rewolucji w ciągu najbliższych 5 lat

Światowe Forum Ekonomiczne w Davos potwierdza to, o czym mówi się ostatnio bardzo intensywnie – czeka nas rewolucja rynku pracy spowodowana przez AI. Do 2030 roku większość znanych nam zawodów może zniknąć. Powstaną także nowe, związane m.in. z zarządzaniem SI. Przekwalifikowanie się, podnoszenie kompetencji, szukanie innej pracy to rzeczywistość, która już się dzieje. Jak się do tego odpowiednio przygotować?

Podejdź do tego strategicznie

Decyzja o zmianie pracy najczęściej nie jest łatwa. Podejmowana jest z wielu powodów. Być może firma się nie rozwija albo my przestaliśmy się w niej rozwijać. Często nasze obowiązki przestały dawać nam satysfakcję. Do tego dochodzi także kwestia wypalenia zawodowego, które jest ostatnio zjawiskiem bardzo częstym. W najbliższych pięciu latach powód będzie jeszcze inny, gdyż to właśnie rewolucja AI pozbawi wiele osób dotychczasowego miejsca zatrudnienia.

Potocznie mówi się, że każdy zawód wykonywany przed komputerem będzie niezwykle łatwy do wyparcia przez AI. Jest to oczywiście duże uproszczenie, jednak niestety telemarketerzy, marketingowcy, dziennikarze, księgowi, projektanci już myślą o przekwalifikowaniu. Warto zadać sobie pytanie, czy ja chcę zmienić firmę? Czy właśnie cały zawód, co oznaczać będzie nabycie nowych umiejętności. W dobie rewolucji AI, radzę potraktować szukanie nowej pracy jako ewolucję, prorozwojowo, nie tylko po to aby coś złapać, gdyż nie stać nas już na opłacenie rachunków. Pośpiech nie będzie tu tradycyjnie dobrym doradcą – tłumaczy Tomasz Kalko, psycholog biznesu, mentor i szkoleniowiec.

Ekspert radzi, aby do takiej zmiany podejść strategicznie, zacząć bardzo wcześnie, dać sobie dużo czasu na rozsyłanie CV i rozmowy kwalifikacyjne oraz kursy, być może studia. Dobrze jest wówczas nie rzucać obecnej pracy, jeśli mamy taką możliwość lub mieć dużą poduszkę finansową. Specjaliści, managerowie, kadra kierownicza także wykorzystać headhunterów.

Przekwalifikowanie będzie niezbędne

Eksperci i prelegenci z Davos przewidują kilka scenariuszy tego jak potoczy się rozwój AI i jaki będzie miał wpływ na pracę ludzi. Najczarniejszy z nich to skok bezrobocia i brak nadążania rynku za mianami, co wznieci niepokoje społeczne, a wiele zawodów zostanie zastąpionych przez roboty, gdyż ludziom zabraknie odpowiednich umiejętności. Ale są też bardziej optymistyczne przewidywania. Powstaną nowe zawody, dedykowane właśnie zarządzaniu AI. Ważni będą eksperci od cyberbezpieczeństwa, ludzie, specjaliści, którzy będą potrafili zarządzać „pracownikami SI”, stworzone zostaną zespoły. Do łask wrócą również profesje wymagające krytycznego myślenia, empatii, czyli umiejętności, których AI nie posiada, a są charakterystyczne dla człowieka.

Patrząc na te prognozy, cała kadra managerska, kierownicza jak i wszyscy pracownicy administracyjni muszą sobie zadać pytanie: czy ja za rok, za 2 lata mam szansę być kimś innym? Czy ja mam zasoby do tego, żeby być w innym zawodzie, żeby wypełniać inne obowiązki? Uważam, że super specjaliści będą nadal potrzebni w wielu zawodach, wytrzymają najdłużej. Trudniej będzie tym pośrodku, zaś praktykantów możemy w ogóle przestać potrzebować. Większość osób będzie potrzebować przebranżowienia się w takim kierunku, aby tę pracę najzwyczajniej znaleźć i móc się dalej rozwijać – tłumaczy Tomasz Kalko.

Psycholog biznesu podkreśla, że samo AI jest narzędziem, którym człowiek musi zarządzać, zanim AI i pozna wszystkie niuanse związane z zasadami wielu zawodów, to nadal potrzebny do tego będzie człowiek, który zajmie się procesem.

Kiedy już podejmiemy decyzję o przekwalifikowaniu warto zadać sobie pytanie, co mi sprawia przyjemność? Jaki rodzaj pracy lubię i który jest uznawany za przyszłościowy? Należy wypisać swoje talenty, zasoby, wiedzę, doświadczenie, ewentualnie dobrą praktyką jest zapytanie bliskich osób, aby podały nasze mocne strony. To także potrafi ujawniać nasze mocne cechy, których być może nie byliśmy tak świadomi – dodaje ekspert.

Jak AI zmieni rynek pracy?

Zmiany dotyczące wykorzystania AI zdecydowanie przyspieszyły. Istnieje obawa, że ludzkość będzie miała trudność z nadążeniem za zmieniającym się światek, chociaż nie musi tak być.

Jako ludzkość do wielu rzeczy bardzo łatwo się adaptujemy, tak było w przypadku bankowości elektronicznej, całej cyfryzacji administracji, na początku coś nas przeraża, jednak z czasem widzimy, jak stało się to wygodne i pozwala nam oszczędzać czas i załatwiać sprawy bez wychodzenia z domu. Rozumiem strach, spowodowany także brakiem międzynarodowych regulacji, wieloma nadużyciami, to wszystko jest konieczne do uporządkowania. Rynek pracy zmieni się bezpowrotnie. Wrócą zawody, które przez ostatnie lata były zapomniane i nie ma w nich obecnie przedstawicieli młodego pokolenia jak spawacze, hydraulicy, osoby pracujące w budownictwie, opiekunowie osób starszych, kucharze, kelnerzy. Wszędzie tam, gdzie robot tak łatwo „nie wejdzie”, jest miejsce dla człowieka” – tłumaczy Tomasz Kalko.

Ekspert podsumowuje, że powrót zawodówek, techników jest niezbędny. Z kolei ta obietnica pracy po jakichkolwiek studiach, np. to socjologia, kulturoznawstwo i wielu innych, stanie się niestety fałszywa, bo takie osoby nie znajdą zatrudnienia. Warto więc przewartościować, to, co nam wmawiano przez ostatnie 30 lat i przygotować się na zmiany.

Koniec nadpodaży? IV kwartał 2025 z wyraźnym spadkiem liczby ofert na rynku mieszkaniowym

Końcówka 2025 roku przyniosła wyraźne wyhamowanie podaży na rynku mieszkaniowym. W IV kwartale liczba aktywnych ofert spadła we wszystkich największych miastach – najmocniej w Poznaniu (-9 proc.) i Wrocławiu (-8 proc.). Jednocześnie ceny mieszkań pozostały stabilne, a kwartalne zmiany nie przekroczyły 2,1 proc. Jak wynika z danych SonarHome.pl, etap nadpodaży na rynku nieruchomości dobiega końca, co stawia rynek w innym punkcie niż na początku 2025 roku.

IV kwartał upłynął spokojnie, bez gwałtownych ruchów cenowych. Zarówno w największych miastach, jak i na rynkach regionalnych spadki median cen były niewielkie, a wzrosty – choć rzadsze – w pojedynczych lokalizacjach okazywały się wyraźniejsze niż obniżki.

Niewielkie zmiany cen w IV kwartale, Trójmiasto liderem wzrostów

Z danych SonarHome.pl, platformy umożliwiającej wycenę mieszkania i znalezienie agenta, wynika, że kwartalne zmiany rynkowych median cen mieściły się w przedziale od -1,3 proc. do +2,1 proc. Najsilniejsze wzrosty odnotowano w Gdańsku (2,1 proc) oraz Gdyni (1,3 proc), podczas gdy w Warszawie i Krakowie ceny praktycznie się nie zmieniły. Spadki ograniczały się do jedynie kilku miast i dotyczyły głównie Łodzi (-1,3 proc) oraz Wrocławia (-0,3 proc).

Analiza danych dla miast regionalnych pokazuje, że także tam IV kwartał 2025 roku nie przyniósł istotnych zmian cenowych. Największy spadek mediany odnotowano w Katowicach (-1,9 proc.). Mniejsze obniżki pojawiły się w Kielcach i Białymstoku (po-0,9 proc.) oraz w Lublinie (-0,5 proc.). W Zielonej Górze i obniżki miały charakter kosmetyczny.

Jednocześnie część miast regionalnych zanotowała niewielkie wzrosty cen. Miało to miejsce w Rzeszowie, Szczecinie oraz Olsztynie. Wskazuje to na utrzymywanie się stabilnych poziomów cenowych. Na tym tle wyraźnie wyróżniła się jedynie Bydgoszcz, gdzie mediana cen wzrosła o 2,6 proc., czyniąc ją liderem wzrostów w zestawieniu kwartalnym.

Większe różnice widoczne są w ujęciu rocznym. Porównanie IV kwartału 2025 roku z analogicznym okresem 2024 roku pokazuje, że spadki cen w największych miastach miały umiarkowaną skalę. W Warszawie sięgnęły 1,8 proc., a w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi mieściły się w przedziale od 1,1 proc. do 1,6 proc. Po stronie wzrostów skala zmian była wyraźnie wyższa, szczególnie na rynku trójmiejskim. W Gdyni ceny wzrosły o 4,8 proc. rok do roku, a w Gdańsku o 3,5 proc. Poza Trójmiastem najwyższy wzrost odnotowano w Poznaniu – wyniósł on 1,7 proc.

Dane SonarHome.pl dostarczają również informacji na temat poziomów cen mieszkań w poszczególnych aglomeracjach.

– Różnice między dużymi rynkami pozostają wyraźne. Na jednym biegunie jest Warszawa, gdzie mediana cen mieszkań jest bliska 15 tys. zł za metr kwadratowy, a na drugim Łódź, z poziomami w okolicach 7 tys. zł. Trójmiasto i Kraków lokują się pomiędzy tymi skrajnościami – mówi Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego SonarHome.pl.

Również na rynkach regionalnych roczna dynamika cen miała wyraźnie asymetryczny charakter. Spadki były ograniczone – najsilniejsze wystąpiły w Kielcach (-2,1 proc.), Białymstoku (-1,5 proc.) oraz Katowicach (-1,4 proc.). W Opolu i Lublinie obniżki nie przekroczyły 0,5 proc., co wskazuje na stabilizację cen na poziomach zbliżonych do ubiegłorocznych. Największe podwyżki odnotowano, ponownie w Bydgoszczy (+6,2 proc.) oraz Zielonej Górze (+4,4 proc.). W Olsztynie, Szczecinie i Rzeszowie wzrosty mieściły się w okolicach 2 proc.

Podaż maleje w całym kraju

Najsilniejsze ograniczenie podaży wystąpiło w Poznaniu i Wrocławiu, gdzie liczba ofert spadła odpowiednio o około 9 proc. i 8 proc., a także w Krakowie i Łodzi – o około 7 proc. Trójmiasto wypada na tym tle relatywnie stabilnie: w Gdyni liczba ofert obniżyła się o około 4 proc., a w Gdańsku o około 3 proc. Podobną skalę spadku odnotowano w Warszawie.

Ogólny obraz rynku w czwartym kwartale 2025 pokazuje dominację spadków podaży, co jest zjawiskiem sezonowym i charakterystycznym dla końcówki roku – zauważa ekspert SonarHome.pl

Zbliżona dynamika była widoczna również na rynkach regionalnych, gdzie w czwartym kwartale 2025 roku podaż mieszkań w większości miast zmniejszyła się względem poprzedniego kwartału. Skala spadków była jednak wyraźnie zróżnicowana. Najsilniejsze ograniczenie liczby dostępnych ofert odnotowano w Olsztynie (-11 proc.) oraz Kielcach (-10 proc.). Wyraźne spadki wystąpiły także w Opolu i Zielonej Górze (po -8 proc.) oraz w Szczecinie (-7 proc.). W Białymstoku i Lublinie liczba ofert obniżyła się o około 6 proc., natomiast w Bydgoszczy i Katowicach o około 4 proc., co wskazuje na umiarkowane kurczenie się zasobu mieszkań dostępnych na sprzedaż. Na tle pozostałych miast wyjątkiem był Rzeszów, gdzie podaż pozostała stabilna, notując symboliczny wzrost o około 1 proc.

W ujęciu rok do roku liczba ofert w większości dużych miast była wyższa niż w IV kwartale 2024 roku, choć skala tych zmian istotnie się różniła w zależności od aglomeracji.

– Największy wzrost rok do roku zanotowano w Gdyni – o 15 proc. W Gdańsku i Poznaniu przyrost był umiarkowany, natomiast w Warszawie i Krakowie zmiany miały charakter symboliczny. Wrocław był jedynym dużym rynkiem, na którym poziom podaży nie zmienił się w skali roku – mówi Anton Bubiel.

Podobny kierunek zmian widoczny był również na rynkach regionalnych, jednak tam rozpiętość dynamik była wyraźnie większa. Najsilniejszy wzrost liczby ofert odnotowano w Rzeszowie, gdzie podaż zwiększyła się o 33 proc. rok do roku. Wysokie przyrosty wystąpiły także w Zielonej Górze i Białymstoku (po 22 proc.) oraz w Katowicach i Kielcach (po 18 proc.). W Lublinie liczba ofert wzrosła o 13 proc., a w Opolu o 8 proc. Jednocześnie w części miast regionalnych rynek wszedł już w fazę stabilizacji – w Bydgoszczy i Szczecinie poziom podaży pozostał zbliżony do ubiegłorocznego, a jedynym ośrodkiem z rocznym spadkiem liczby ofert był Olsztyn (-6 proc.).

Dane za IV kwartał 2025 roku potwierdzają, że rynek mieszkaniowy wszedł w fazę wyraźnego równoważenia. Stabilne ceny – zarówno w największych miastach, jak i na rynkach regionalnych –zbiegły się z jednoczesnym, powszechnym spadkiem podaży w ujęciu kwartalnym. O ile w skali roku liczba ofert wciąż pozostaje wyższa niż w 2024 roku, o tyle tempo wzrostu podaży wyraźnie wyhamowało, a w części lokalizacji zostało już zatrzymane. Układ tych czynników wskazuje, że końcówka 2025 roku zamknęła etap nadpodaży mieszkań i stworzyła warunki do stopniowej zmiany relacji popyt-podaż w kolejnych miesiącach.

KLM: Marjan Rintel zostaje na kolejną kadencję. Linia przyspiesza transformację i zapowiada kolejne cięcia kosztów

KLM zapowiada przyspieszenie szeroko zakrojonej transformacji, której celem jest trwałe wzmocnienie podstaw operacyjnych i finansowych linii oraz lepsze przygotowanie jej na przyszłe wyzwania rynkowe. Planowane działania obejmują uproszczenie struktury organizacyjnej, poprawę niezawodności operacji oraz dalszą redukcję kosztów przy jednoczesnym wzroście przychodów. Transformacja zakłada także zmiany w modelu zarządzania. Zarząd KLM, wspólnie z kierownictwem kluczowych pionów operacyjnych, ma w większym stopniu koncentrować się na codziennym nadzorze nad operacjami, aby zwiększyć ich niezawodność i przewidywalność dla klientów i pracowników. W kontekście zapowiadanych zmian organizacyjnych, Marjan Rintel została mianowana na drugą, czteroletnią kadencję na stanowisku Prezes i Dyrektor Generalnej KLM. Ponowne powołanie ma zapewnić ciągłość zarządzania i konsekwentną realizację zaplanowanej transformacji. 

Rada Nadzorcza KLM oraz kierownictwo Grupy Air France-KLM wraz z dyrektorem generalnym – Benjaminem Smithem na czele  – podkreślają, że przed linią nadal stoją istotne wyzwania, wynikające m.in. z wymagającego otoczenia regulacyjnego na rynku lotniczym w Holandii, znaczących podwyżek podatków oraz rosnących kosztów zewnętrznych.

Jednocześnie władze spółki zakładają, że konsekwentna realizacja zmian strukturalnych i zarządczych pozwoli na trwałą poprawę wyników i osiągnięcie celów finansowych całej Grupy. Benjamin Smith deklaruje przy tym zwiększone wsparcie dla KLM oraz poszukiwanie dodatkowych synergii w ramach Grupy Air France-KLM ufając, że KLM osiągnie swoje cele, przynosząc znaczną wartość Grupie Air France-KLM.

W kontekście zapowiadanych zmian organizacyjnych Rada Dyrektorów Air France-KLM zatwierdziła nominację Marjan Rintel na drugą, czteroletnią kadencję na stanowisku Prezes i Dyrektor Generalnej KLM. Odnowienie mandatu zostało zaproponowane przez Radę Nadzorczą KLM oraz dyrektora generalnego Grupy, Benjamina Smitha. Obecnie nominacja podlega opiniowaniu przez Radę Pracowników, a jej formalne potwierdzenie nastąpi podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy KLM.

„KLM działa w wymagającym i bardzo konkurencyjnym otoczeniu. Aby odnieść w nim sukces, musimy dysponować solidnymi podstawami operacyjnymi i finansowymi. Dlatego intensyfikujemy i przyspieszamy naszą transformację. Podejmiemy strukturalne działania w celu uproszczenia organizacji, poprawy operacji, zwiększenia przychodów oraz obniżenia kosztów. Wraz z kolegami z Zarządu będę bardziej bezpośrednio zaangażowana w nadzór nad operacjami, aby KLM spełniał oczekiwania klientów, jednocześnie osiągając zdrową rentowność.” – powiedziała Marjan Rintel, Prezes KLM.

Ponowne powołanie Marjan Rintel, która cieszy się pełnym poparciem ze strony dyrektora generalnego Grupy Air France-KLM, jak i Rady Nadzorczej KLM, ma zapewnić ciągłość zarządzania i konsekwentną realizację zaplanowanej transformacji.

Nowy dyrektor operacyjny KLM

Zmiany organizacyjne w KLM obejmą również obszar operacyjny i wpłyną na rolę dyrektora operacyjnego (COO). W związku z tym obecny COO w KLM – Maarten Stienen – zapowiedział, że nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję i zakończy pełnienie funkcji po walnym zgromadzeniu. KLM wybierze dyrektora operacyjnego, zgodnie z nowym modelem zarządzania i z uwzględnieniem priorytetów transformacyjnych.

Leasing w 2025 r.: 119,5 mld zł sfinansowanych inwestycji i wzrost rynku o 8,1%

  • Firmy leasingowe sfinansowały inwestycje przedsiębiorstw na kwotę 119,5 mld zł
  • Oznacza to wzrost rynku o 8,1 proc. r/r
  • Prawie trzykrotnie wzrósł udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach realizowanych przez firmy leasingu i wynajmu
  • ZPL szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową wzrośnie do 129,7 mld zł

Branża leasingowa zakończyła 2025 rok wzrostem wartości inwestycji realizowanych z wykorzystaniem leasingu i pożyczki leasingowej. Ich łączna wartość wyniosła 119,5 mld zł, co oznacza wzrost rynku o 8,1 proc. rok do roku.

Fakt, że rynek leasingu dalej rośnie szybciej niż PKB, pokazuje, jak ważną rolę pełni leasing w realizacji inwestycji przedsiębiorstw – podkreśla Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu. – 2025 rok był okresem stabilnego wzrostu rynku leasingu, przy wyraźnym zróżnicowaniu wyników pomiędzy głównymi jego segmentami. Najsilniejszym motorem wzrostu było finansowanie pojazdów lekkich, które odpowiadało za największą część nowego finansowania. Otoczenie makroekonomiczne pozostawało wymagające, jednak w drugiej połowie roku widoczne było stopniowe ożywienie w przemyśle i transporcie, co przełożyło się na wyniki branży – dodaje.Wartość finansowania do 2025

Zdecydowanie szybciej niż leasing rosło finansowanie pożyczką leasingową. W 2025 roku jej wartość wzrosła o 27,1 proc., do 17,3 mld zł. Leasing pozostawał jednak dominującą formą finansowania – wartość sfinansowanych w ten sposób aktywów wyniosła 102,1 mld zł, co oznacza wzrost o 5,5 proc. r/r.

Leasing pozostaje przede wszystkim narzędziem finansowania sektora MŚP. W 2025 roku mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa odpowiadały za 70,9 proc. sfinansowanych inwestycji, co potwierdza istotną rolę branży we wspieraniu rozwoju firm o mniejszej skali działalności.

Struktura finansowania_klienci 2025

Pojazdy w centrum finansowania

W strukturze sfinansowanych inwestycji w 2025 roku dominowały pojazdy, których udział wyniósł 73,8 proc., w tym pojazdy lekkie stanowiły 56,4 proc.

Finansowanie pojazdów lekkich było głównym motorem całego rynku leasingu w 2025 roku – jego wartość wzrosła o 11,6 proc. r/r do 67,4 mld zł. Wyraźnie zwiększyła się liczba sfinansowanych pojazdów, przy jednoczesnym nieznacznym spadku średniej wartości transakcji. Z finansowania pojazdów lekkich w największym stopniu korzystają najmniejsze firmy, a coraz wyraźniej zaznacza się także leasing konsumencki, który w 2025 roku osiągnął 4,1 proc. udziału – podkreśla Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL i Związku Polskiego Leasingu.

Wpływ na ten trend miał także program NaszEauto – rządowy system dofinansowań do zakupu, leasingu lub wynajmu długoterminowego nowych samochodów elektrycznych, realizowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Program wystartował na początku lutego 2025 r., a już w styczniu 2026 r. jego budżet został wyczerpany. Łączna wartość złożonych wniosków o dofinansowanie przekroczyła 1,18 mld zł.

Dominującą formą finansowania pojazdów objętych wnioskami był leasing i wynajem, które przeważały nad zakupem bezpośrednim. Ich udział sięgnął prawie 80 proc. Podobnie było w przypadku wcześniejszego programu „Mój elektryk”. To potwierdza istotną rolę leasingu w procesie elektryfikacji transportu – mówi Monika Constant.

Dodatkowym impulsem dla elektryfikacji flot w kolejnych miesiącach mogą okazać się zmiany podatkowe obowiązujące od 1 stycznia 2026 r., które obniżyły limit zaliczania wydatków w koszty dla aut spalinowych do 100 tys. zł, przy jednoczesnym utrzymaniu limitu 225 tys. zł dla pojazdów elektrycznych, co znacząco poprawia ich opłacalność w leasingu.

Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach realizowanych przez firmy leasingu i wynajmu wzrósł w 2025 roku prawie trzykrotnie, do ponad 29 tys. pojazdów. Leasing i wynajem odpowiadały w sumie w 2025 roku za rejestrację co drugiego nowego auta.

Po siedmiu kwartałach spadków finansowanie pojazdów ciężarowych wróciło na dodatnią ścieżkę wzrostu w II kwartale 2025 roku. W całym roku jego wartość wzrosła o 4,4 proc. r/r do 19,7 mld zł. Odbicie gospodarcze w strefie euro, zwłaszcza w przemyśle, zaczęło przekładać się na poprawę nastrojów i aktywności firm transportowych. W segmencie pojazdów ciężkich rośnie znaczenie pożyczki inwestycyjnej, a udział finansowania sprzętu używanego pozostaje relatywnie wysoki – ocenia Marcin Nieplowicz.

Silna pozycja segmentu agro

Finansowanie maszyn i urządzeń odpowiadało za 22,3 proc. wartości rynku leasingu w 2025 roku. Segment ten rósł wolniej niż pozostałe jego części – wartość zwiększyła się o 1,7 proc. r/r do 26,7 mld zł. Wynik ten był w dużej mierze oparty na bardzo silnym wzroście segmentu agro, który zwiększył się o 24,5 proc. r/r, do 7,5 mld zł, przy jednoczesnych spadkach w finansowaniu maszyn budowlanych (–9,8 proc. r/r, do 4,8 mld zł). Maszyny rolnicze stanowiły 28 proc. wartości portfela maszyn i urządzeń.

Mimo umiarkowanego wzrostu wartości rynku liczba transakcji w finansowaniu maszyn istotnie wzrosła, przy spadku średniej wartości pojedynczej transakcji. Maszyny znacznie częściej niż pojazdy są finansowane pożyczką, a jej udział w 2025 roku wyraźnie wzrósł – mówi Marcin Nieplowicz.

Finansowanie w podziale na aktywa:

  • Pojazdy – 88,1 mld zł (wzrost o 9,9 proc. r/r), w tym:

– pojazdy lekkie – 67,4 mld zł (wzrost o 11,6 proc. r/r)

– pojazdy ciężkie – 19,7 mld zł (wzrost o 4,4 proc. r/r)

– inne pojazdy – 1,0 mld zł (wzrost o 8,9 proc. r/r)

  • Maszyny i urządzenia – 26,7 mld zł (wzrost o 1,7 proc. r/r)
  • Pozostałe ruchomości – 3,8 mld zł (wzrost o 8,8 proc. r/r)
  • Nieruchomości – 0,8 mld zł (wzrost o 63 proc. r/r/)Struktura finansowania_aktywa 2025Na koniec 2025 roku wartość aktywnego portfela leasingowego (ruchomości) wyniosła 230 mld zł (wzrost o 7,6 proc. r/r), co potwierdza silną pozycję leasingu jako kluczowego źródła finansowania inwestycji w polskiej gospodarce. Dla porównania, wartość kredytów inwestycyjnych udzielonych przez banki sięgnęła 207,2 mld zł (wzrost o 8,4 proc. r/r).

    2026: regulacje, cyfryzacja i zielona transformacja

    Związek Polskiego Leasingu szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową może wzrosnąć do 129,7 mld zł, co oznacza 9-proc. tempo wzrostu. Prognoza zakłada stabilną aktywność inwestycyjną przedsiębiorstw oraz dalszą istotną rolę leasingu w finansowaniu rozwoju polskiej gospodarki.

    2026 rok będzie rokiem dużych inwestycji, głównie dzięki kumulacji wydatkowania pieniędzy unijnych z KPO oraz perspektywy finansowej 2021–2027. Szacujemy, że wydatki inwestycyjne finansowane z pieniędzy unijnych mogą wynieść około 182 mld zł, wobec ok. 63 mld zł w 2025 roku. Pieniądze unijne będą silnym katalizatorem inwestycji prywatnych, w tym inwestycji sektora MŚP, co będzie korzystne dla rynku leasingu – mówi Monika Constant.

    Rok 2026 będzie dla branży leasingowej okresem intensywnej transformacji, w którym cyfryzacja, regulacje oraz zielona transformacja flot ułożą nowe ramy funkcjonowania rynku. Kluczowym wyzwaniem pozostaje pełne wykorzystanie potencjału deregulacji wprowadzonej w 2025 roku, w szczególności możliwości zawierania umów leasingu w formie dokumentowej. ZPL wskazuje, że kolejny etap powinien obejmować dalszą cyfryzację procesów – m.in. wdrożenie KSeF, rozwój e-rejestracji pojazdów, cyfrowy obieg danych z CEPiK oraz automatyzację procesów obsługi klienta – tak aby leasing mógł funkcjonować w pełni cyfrowym ekosystemie.

    Jednym z kluczowych wyzwań dla branży leasingowej w tym roku będzie projekt rozporządzenia Komisji Europejskiej dotyczący tzw. czystych pojazdów firmowych (Clean Corporate Vehicles). Związek Polskiego Leasingu, wspólnie z PZWLP, ZPP oraz TLP, wskazuje, że projekt w obecnym kształcie nadmiernie ingeruje w funkcjonowanie rynku finansowania pojazdów, przenosząc ciężar transformacji flot na firmy leasingowe i wynajmu, a pośrednio także na sektor MŚP, mimo że regulacja formalnie ma dotyczyć dużych przedsiębiorstw. W polskich realiach może to prowadzić do ograniczenia dostępności leasingu i najmu, wzrostu kosztów finansowania oraz spowolnienia inwestycji, przy jednoczesnym braku neutralności technologicznej i niedostosowaniu regulacji do poziomu rozwoju infrastruktury ładowania oraz specyfiki rynków Europy Środkowo-Wschodniej.

    ZPL postuluje, aby transformacja flot firmowych była realizowana w oparciu o mechanizmy rynkowe, stabilne i przewidywalne ramy regulacyjne oraz zachęty finansowe i podatkowe, a nie sztywne, odgórne cele ilościowe. Kluczowe jest zachowanie neutralności technologicznej, spójność regulacji z innymi politykami UE – w szczególności w obszarze energii i infrastruktury – oraz takie kształtowanie przepisów, które nie ograniczy dostępu przedsiębiorców do leasingu i wynajmu jako podstawowych narzędzi finansowania inwestycji – podkreśla Monika Constant.

Bitcoin szuka dołka, RPP zaskoczyła

Jeszcze wczoraj wielu inwestorów grało na spadki stóp procentowych. Decyzja Rady pokazała, że się mylili. Słabsze dane z rynku pracy nie muszą być jednoznacznie negatywne. W tle kurs bitcoina schodzi coraz niżej.

Jednak bez niespodzianki

Mimo ostatnich ruchów kapitału spekulacyjnego na złotym okazało się, że RPP nie obniżyła wczoraj stóp procentowych. Jak widać, teorie o tym, że duzi inwestorzy „wiedzieli coś więcej”, nie potwierdziły się. Od kilku dni bowiem złoty tracił na wartości, jakby rynek czekał na sygnał do jego osłabienia. Po decyzji o utrzymaniu głównej stopy na niezmienionym poziomie 4%, doszło do szybkiej korekty, która niemal z miejsca przekreśliła ponad połowę tygodniowego osłabienia polskiej waluty wobec euro. Musimy jednak pamiętać, że dzisiaj mamy jeszcze konferencję prasową prezesa NBP. Warto też zauważyć, że w grudniu inflacja znalazła się o 0,3% poniżej środka listopadowej prognozy, a w styczniu – zamiast odbić – spadła. Dość prawdopodobne jest jednak, że Rada będzie chciała wyczekać do kolejnej projekcji, która przypada w marcu. To raptem miesiąc, a prognozy będą oparte na nowszych danych. Z jednej strony mamy więc inflację niższą od oczekiwań, z drugiej – większą presję płacową, która może przemawiać za ostrożnością w obniżkach.

Rynek pracy w USA

Wczoraj poznaliśmy odczyt raportu ADP, który przedstawia szacunkową zmianę zatrudnienia w Stanach. Analitycy spodziewali się wyniku na poziomie 48 tys., a tymczasem rynek pokazał 22 tys. Warto jednak pamiętać, że ostatnie zmiany w ramach polityki migracyjnej mogą na jakiś czas zaburzyć te dane. Standardowo wartości tego wskaźnika przekraczają 100 tys. miesięcznie. USA – w przeciwieństwie do np. Polski – mocno zwiększają populację. W XXI wieku populacja tego kraju rosła przeciętnie powyżej 0,8% co roku. Oznacza to, że jeżeli ten wskaźnik nie znajduje się na takim poziomie, obserwujemy wzrost bezrobocia. W ostatnim półroczu mamy jednak trzy wzrosty – każdy poniżej 50 tys. – oraz trzy spadki. Analitycy łączą to z wyjazdem z kraju osób, które mogą podlegać deportacji wg nowych zasad. Skala tego zjawiska i wpływ na rynek pracy nie są jednak na razie dobrze zbadane. Z tego powodu wyniki, które jeszcze rok temu budziłyby panikę, teraz przeszły bez większego echa.

Kryptowaluty szukają dna

Ostatni rok nie jest najlepszy dla kryptowalut. Zaczęło się bardzo dobrze. Mieliśmy wiele przychylnych deklaracji nowej administracji USA. Prezydent nawet wypuścił swoją własną kryptowalutę. Teraz jednak oglądamy najniższe poziomy od 2024 roku. Od początku stycznia bitcoin zanurkował już ponad 18%. Ciężko znaleźć jeden powód dla tego ruchu. Warto zwrócić uwagę na splot niekorzystnych tendencji. Bitcoin rósł na obietnicach bardzo niskich stóp procentowych – a tych na razie nie widać. Do dużych funduszy przestały napływać duże środki, jednocześnie część rynku zaczęła realizować zyski. W rezultacie na dość płynnym rynku rozpoczęła się panika. Ta wsparta jest korzystaniem z dźwigni, co przy dużych spadkach często aktywuje zlecenia obronne, które tylko pogłębiają ruch.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Warszawa na radarze inwestorów. W 2026 roku wyprzedzą ją tylko Londyn i Madryt

Warszawa znalazła się w ścisłej czołówce najbardziej atrakcyjnych miast do inwestycji w Europie w 2026 roku – wynika z najnowszego badania CBRE opublikowanego w raporcie „European Investor Intentions Survey 2026”. Stolica Polski zajęła trzecie miejsce w rankingu miast, ustępując jedynie Londynowi i Madrytowi, a wyprzedzając m.in. Barcelonę, Mediolan czy Paryż. Zdaniem ekspertów CBRE, dla Warszawy oznacza to umocnienie pozycji w gronie najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie.

W badaniu CBRE inwestorzy wskazywali rynki, które ich zdaniem powinny osiągnąć najwyższe całkowite stopy zwrotu z nieruchomości w 2026 roku, z pominięciem rynku rodzimego.

Wyniki badania dowodzą coraz silniejszej pozycji Warszawy wśród najbardziej konkurencyjnych rynków nieruchomości komercyjnych w Europie. Stolica Polski przestała już być postrzegana wyłącznie jako rynek regionalny – lider Europy Środkowo-Wschodniej, a funkcjonuje w jednym szeregu z dojrzałymi lokalizacjami inwestycyjnymi Europy Zachodniej. Z perspektywy inwestorów kluczowe znaczenie mają tu stabilne fundamenty makroekonomiczne, dobre prognozy wzrostu gospodarczego pod względem których wyprzedzamy resztę krajów regionu, a także silne fundamenty najmu oraz możliwe do uzyskania zwroty mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Pozycję lidera wśród miast utrzymał Londyn, jako najbardziej atrakcyjna lokalizacja inwestycyjna w Europie. Drugie miejsce zajął Madryt. Warszawa uplasowała się na trzeciej pozycji – to awans w porównaniu do minionego roku. W pierwszej piątce znalazły się również Barcelona oraz Mediolan, który konsekwentnie poprawia swoje wyniki dzięki rozwojowi infrastruktury i sprzyjającemu klimatowi dla biznesu. Paryż zajął szóste miejsce.

Polska w pierwszej trójce

Inwestorzy zostali zapytani również o najbardziej perspektywiczne kraje. Wyniki tego badania w dużej mierze odzwierciedlają pozycję poszczególnych miast. Polska, jako największa gospodarka regionu Europy Środkowo-Wschodniej, utrzymała trzecie miejsce w rankingu krajowym już trzeci rok z rzędu.

Liderem po raz pierwszy została Hiszpania, wskazywana przez niemal połowę respondentów jako rynek o najwyższym potencjale zwrotów w 2026 roku. Inwestorów przyciągają tam solidne fundamenty gospodarcze, silny sektor turystyczny oraz popyt mieszkaniowy, a także fakt, że ceny w wielu segmentach pozostają poniżej średniej europejskiej. Na drugim miejscu znalazła się Wielka Brytania, a na czwartym Włochy, które awansowały dzięki większej stabilności finansowej, ograniczonej podaży nowych projektów i potencjałowi rynków regionalnych. Pierwszą piątkę zamknęły Niemcy.

METODOLOGIA

Badanie CBRE European Investor Intentions Survey 2026 zostało przeprowadzone w dniach 4 listopada – 3 grudnia 2025 r., na grupie 698 inwestorów z całego świata.

Rekordowe wyniki i rekordowy capex Alphabet

Alphabet Inc. opublikował wyniki finansowe wyraźnie lepsze od rynkowych prognoz, jednocześnie prezentując niezwykle ambitny i kosztowny plan inwestycyjny, który jednoznacznie pokazuje, że spółka stawia wszystko na długoterminowe przywództwo w erze sztucznej inteligencji. Kwartalne przychody, liczone bez wypłat dla partnerów, wyniosły 97.23 mld USD, znacząco przewyższając konsensus na poziomie 95.2 mld USD, co potwierdza solidną kondycję operacyjną podstawowych segmentów biznesu.

Szczególnie mocno wyróżnił się Google Cloud, którego przychody wzrosły aż o 48% rok do roku, osiągając 17.7 mld USD wobec prognozowanych 16.2 mld USD. Jeszcze silniejszym sygnałem długoterminowego popytu jest backlog, czyli wartość zakontraktowanych, lecz jeszcze nierozpoznanych przychodów, który przekroczył 240 mld USD i był ponad dwukrotnie wyższy niż rok wcześniej. Równolegle dynamicznie rozwija się ekosystem Gemini. Aplikacja zgromadziła 750 mln aktywnych użytkowników, wobec 650 mln w poprzednim okresie, natomiast Gemini Enterprise przekroczył próg 8 mln płacących klientów zaledwie cztery miesiące po uruchomieniu, co wskazuje na bardzo szybkie tempo komercjalizacji rozwiązań AI.

Najwięcej emocji wśród inwestorów wzbudziła jednak skala planowanych nakładów inwestycyjnych. Alphabet zapowiedział, że w 2026 r. capex wyniesie od 175 do 185 mld USD, znacząco powyżej oczekiwań analityków, które oscylowały wokół 119.5 mld USD. Co istotne, jest to kwota wyższa niż łączne wydatki inwestycyjne spółki z trzech poprzednich lat. Około 40% tych środków ma zostać przeznaczone na centra danych i infrastrukturę sieciową, a pozostałe 60% na serwery, co jasno pokazuje koncentrację na budowie zaplecza obliczeniowego dla AI. CEO Sundar Pichai podkreśla, że już dziś inwestycje te przekładają się na wzrost przychodów w wyszukiwarce, reklamie oraz w chmurze, a ich pełny efekt będzie widoczny w kolejnych latach.

Reakcja rynku była jednak nerwowa. Akcje Alphabet Inc., które w skali roku zyskały około 61%, po publikacji wyników charakteryzowały się dużą zmiennością, spadając chwilowo nawet o 7.5%, następnie odbijając o ponad 4% i ponownie lekko się osuwając. Inwestorzy nie kwestionują bieżącej siły operacyjnej spółki, lecz obawiają się tempa i skali wydatków, które w krótkim okresie mogą wywierać presję na marże i przepływy pieniężne.

Z punktu widzenia strategicznego Alphabet uznaje jednak tak agresywne inwestycje za konieczne, aby skutecznie rywalizować z Amazon.com Inc., Microsoft Corp. oraz OpenAI. Spółka dostarcza nawet do 1 mln własnych chipów AI startupowi Anthropic, będzie jednym z dostawców rozwiązań AI dla Siri w iPhone’ach Apple Inc., a wewnętrznie wykorzystuje sztuczną inteligencję do pisania około 50% własnego kodu, co ma poprawiać produktywność i tempo rozwoju.

Na tle mocnych wyników podstawowych segmentów wyraźnie słabszym punktem pozostaje obszar Other Bets, obejmujący m.in. Waymo. Przychody tego segmentu spadły rok do roku do 370 mln USD, a strata operacyjna sięgnęła 3.6 mld USD, wyraźnie przekraczając prognozy rynku. Dodatkowo koszty badań i rozwoju wzrosły aż o 42%, głównie z powodu wysokich wynagrodzeń dla specjalistów AI oraz dalszego finansowania projektów autonomicznej jazdy.

Pozytywnym stabilizatorem pozostaje natomiast YouTube, gdzie Shorts generują około 200 mld wyświetleń dziennie, a łączne przychody z reklam i subskrypcji przekroczyły w 2025 r. poziom 60 mld USD. Całość obrazu pokazuje Alphabet jako firmę o bardzo silnych fundamentach bieżących, która świadomie akceptuje krótkoterminowe ryzyko finansowe w zamian za próbę zdominowania globalnego wyścigu technologicznego w obszarze sztucznej inteligencji.

Alphabet pokazał siłę wyników, ale przestraszył CapEx-em. Rynek reaguje nerwowo

Poznaliśmy wyniki Alphabetu za czwarty kwartał 2025 roku. Z jednej strony po raz kolejny technologiczny gigant pokazał, że potrafi skutecznie monetyzować sztuczną inteligencję, a z drugiej pokazał ogromne nakłady kapitałowe. Dlatego rynek w pierwszych chwilach po ogłoszeniu wyników pokazał mocno mieszane reakcje. Więcej na ten temat w poniższym komentarzu, którego autorem jest Mikołaj Sobierajski, analityk XTB:

Rynki wciąż próbują oszacować, jak zareagować na raport Alphabet. Chwilę po ogłoszeniu wyników w handlu pozasesyjnym akcje spółki zanurkowały o 5–6%, by po chwili odbić i wzrosnąć o około 1%. W momencie pisania tego tekstu akcje w handlu posesyjnym notują finalny wzrost o około 1,5%. To pokazuje, że inwestorzy mają problem, by przetrawić publikację. Z jednej strony panuje ulga, że Alphabet udowodnił systematyczność w wynikach i po raz kolejny pokazał, że potrafi skutecznie monetyzować sztuczną inteligencję, z drugiej strony niepokój budzą gigantyczne nakłady inwestycyjne.

Alphabet opublikował wyniki za czwarty kwartał 2025 roku, które pokazują siłę i skalę biznesu spółki. Przychody osiągnęły 113,8 mld USD, przewyższając konsensus rynku na poziomie 111,4 mld USD, a zysk na akcję wyniósł 2,82 USD wobec oczekiwanych 2,65 USD. Jest to już kolejny kwartał, w którym Alphabet przekracza magiczną granicę 100 mld USD przychodów, co pokazuje stabilność i systematyczność wzrostu.

Segment Google Cloud wygenerował 17,7 mld USD przychodów, wyraźnie przewyższając oczekiwania, a jego dynamika pokazuje, że chmura i AI zaczynają realnie wspierać wyniki finansowe. Segment Google Services pozostaje solidnym fundamentem, a przychody z reklam w wyszukiwarce utrzymały stabilny wzrost. Przychody z YouTube były jedynym punktem nieco poniżej prognoz, ale nie zmienia to ogólnego pozytywnego obrazu raportu. Wyższe przychody potwierdzają, że AI i optymalizacja usług nie są jedynie marketingową narracją, ale rzeczywiście poprawiają monetyzację kluczowego biznesu reklamowego.

Najważniejszym elementem raportu okazały się jednak prognozy nakładów inwestycyjnych na 2026 rok. Alphabet planuje wydać od 175 do 185 mld USD, co oznacza wzrost o ponad 60% w porównaniu z poprzednim rokiem i jest znacznie wyższe niż szacunki analityków wynoszące 119,5 mld USD. To jest ofensywa w pełnym tego słowa znaczeniu. Spółka agresywnie inwestuje w centra danych, rozwój infrastruktury AI oraz ekspansję usług chmurowych. Taka skala CapEx jest bezprecedensowa i sygnalizuje, że Alphabet nie chce jedynie utrzymać przewagi, ale zbudować fundamenty do dominacji w erze AI i chmury. Jednocześnie rynek reaguje mieszanymi emocjami, pojawia się pytanie, czy tempo wzrostu nakładów nie przewyższy w krótkim terminie możliwości monetyzacji, co mogłoby chwilowo obniżyć marże i presję na gotówkę.

Alphabet pokazuje jednak, że potrafi generować realny zysk z każdego kliknięcia i każdej reklamy. Systematyczne zwiększanie przychodów wskazuje, że AI i optymalizacja usług zaczynają realnie wspierać finanse firmy. Spółka łączy ofensywne inwestycje z efektywną monetyzacją, udowadniając, że rozwój sztucznej inteligencji i chmury może przynosić realne korzyści finansowe, nawet przy agresywnej ekspansji kapitałowej.

Rynki starają się teraz przetrawić kombinację wyników i ambitnych wydatków. Alphabet udowodnił, że potrafi utrzymać imponującą skalę przychodów i systematyczność w wynikach, a jednocześnie wchodzi w etap wyjątkowo agresywnej ekspansji, który może zdefiniować jej pozycję na lata. Reakcja akcji w handlu pozasesyjnym pokazuje, że inwestorzy dostrzegają potencjał i fundamenty, ale wciąż próbują oszacować krótkoterminowy balans między gigantycznym CapEx a tempem monetyzacji AI.

Kinderpedia pozyskała 2,2 mln euro w rundzie prowadzonej przez Simpact Ventures

  • Rundę, której liderem jest polski fundusz venture capital Simpact Ventures, wesprze międzynarodowe skalowanie platformy Kinderpedia, która dzięki sztucznej inteligencji łączy szkoły i rodziny w ponad 40 krajach. Finansowanie pozostaje otwarte przez kolejne pięć miesięcy, co daje możliwość dołączenia strategicznym współinwestorom.
  • Polski fundusz venture capital Simpact Ventures przewodzi rundzie inwestycyjnej, która wesprze międzynarodowe skalowanie platformy Kinderpedia. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, rozwiązanie to łączy szkoły i rodziny w ponad 40 krajach. Finansowanie pozostaje otwarte przez kolejne pięć miesięcy, co daje możliwość dołączenia strategicznym współinwestorom.

Kinderpedia, firma rozwijająca platformę do zarządzania szkołami i komunikacją z rodzicami, pozyskała 2,2 mln euro w rundzie finansowania o łącznej wartości 3,5 mln euro. Przewodzi jej Simpact Ventures, przy udziale dotychczasowych inwestorów Early Game Ventures oraz Roca X. Runda pozostaje otwarta przez kolejne pięć miesięcy dla strategicznych współinwestorów, których wizja jest zbieżna z planami międzynarodowego wzrostu oraz misją generowania pozytywnego wpływu Kinderpedii.

Kinderpedia cieszy się zaufaniem szkół i przedszkoli w ponad 40 krajach w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Ameryce Łacińskiej oraz wspiera szybko rosnącą międzynarodową społeczność liczącą ponad pół miliona nauczycieli, rodziców i liderów edukacji. Dzięki rosnącej popularności na różnych kontynentach firma przyspiesza międzynarodową ekspansję. W jej ramach skupi się na umacnianiu pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej oraz dynamicznym rozwoju na Bliskim Wschodzie i w Afryce, gdzie szybko rośnie zapotrzebowanie na skalowalne, wielojęzyczne rozwiązania edukacyjne.

Kinderpedia jest obecna także w Polsce, wspierając szkoły i przedszkola w największych miastach, m.in. w Warszawie, Katowicach, Wrocławiu i Krakowie. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych lokalnych partnerów Kinderpedii jest Maple Bear Polska, należąca do grupy Maple Bear Central and Eastern Europe. Obecnie grupa prowadzi w Polsce trzy szkoły i zapowiedziała, że w ciągu najbliższych lat otworzy ponad 40 nowych szkół w naszym kraju. Z kolei w całej Europie Środkowo-Wschodniej Maple Bear CEE prowadzi obecnie 18 szkół i realizuje długoterminową strategię rozwoju, która zakłada otwarcie 200 szkół w 22 krajach w ciągu najbliższej dekady. Kinderpedia wspiera ten proces, umożliwiając efektywne zarządzanie, spersonalizowaną naukę oraz silne zaangażowanie szkoły i rodziców.

Dzięki tym środkom możemy rozwijać się w sposób odpowiedzialny, pozostając blisko rzeczywistych potrzeb szkół i rodzin. Prowadzona przez Simpact runda pozwala nam przyspieszyć ekspansję w Europie Środkowo-Wschodniej i na rynkach Bliskiego Wschodu oraz Afryki, gdzie liczy się zarówno wielojęzyczna komunikacja, jak i zaufanie rodziców do szkół – mówi Daniel Rogoz, CEO i współzałożyciel Kinderpedii.

Kinderpedia stawia czoła fundamentalnemu wyzwaniu systemów edukacyjnych: umożliwieniu pełnej współpracy między szkołami a rodzinami na dużą skalę – mówi Jacek Ostrowski, Partner w Simpact Ventures. – Łącząc efektywność operacyjną z inkluzywną, wielojęzyczną komunikacją oraz odpowiedzialnym wykorzystaniem sztucznej inteligencji, Kinderpedia ma potencjał, by przynosić długofalowy wpływ społeczny w zróżnicowanych ekosystemach edukacyjnych. Jesteśmy dumni, że możemy prowadzić tę rundę i wspierać ekspansję firmy na nowe rynki międzynarodowe.

Kinderpedia pomaga nauczycielom oszczędzać ponad 9 godzin tygodniowo na pracy administracyjnej, a jednocześnie wzmacnia przejrzystość, zaufanie i współpracę między szkołami a rodzicami. Platforma łączy wszystko, co potrzebne w szkole: zarządzanie placówką, obsługę opłat, organizację zajęć, śledzenie postępów uczniów oraz kontakt z rodzicami w bezpiecznym środowisku chmurowym.

W ciągu ostatniego roku Kinderpedia rozwijała swoje rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, która szanuje prywatność i jest wbudowana w codzienną pracę nauczycieli. Dzięki niej nauczyciele mogą łatwiej komunikować się z rodzicami, szybciej zauważać ważne wzorce w nauce uczniów i sprawniej tworzyć raporty o postępach, a także natychmiast dokumentować wszelkie zdarzenia w szkole. Funkcje te nie tylko odciążają pracę administracyjną, ale też sprawiają, że wszystko jest bardziej przejrzyste i spójne.

Aby rozwijać się na rynkach międzynarodowych, Kinderpedia zainwestowała w funkcje wielojęzyczne, w tym w pełni działającą aplikację w języku arabskim. Dzięki temu szkoły mogą sprawnie komunikować się z różnorodnymi społecznościami rodziców, a także wspierać grupy edukacyjne działające w wielu krajach.

Wizją Kinderpedii jest stworzenie konwersacyjnego asystenta opartego na AI dla dyrektorów i nauczycieli. Ma on umożliwiać prowadzenie rozmów głosowych, szybkie analizowanie danych i generowanie przydatnych wniosków, przy zachowaniu wysokich standardów etyki i ochrony wrażliwych danych dzieci.

Obecna runda finansowania ma zostać zakończona w połowie 2026 roku. W kolejnych miesiącach Kinderpedia będzie skupiać się na ułatwianiu codziennej pracy szkół, ograniczaniu obowiązków administracyjnych i wprowadzaniu inteligentnych funkcji AI, które pozwolą lepiej dopasować naukę do potrzeb uczniów. Celem firmy jest osiągnięcie przychodów na poziomie 30 milionów euro do 2030 roku.

Rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce w IV kw. 2025 r. – dane PINK

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce za IV kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska oraz Savills). Informacje dotyczą zasobów istniejącej nowoczesnej powierzchni, wolumenu nowej podaży, powierzchni w budowie, wielkości transakcji wynajmu oraz powierzchni niewynajętej. 

Na koniec grudnia 2025 roku rynek nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej osiągnął poziom 36,6 mln mkw. Trzy województwa z największymi zasobami to mazowieckie (7,34 mln mkw.), śląskie (6,19 mln mkw.) i dolnośląskie (5,31 mln mkw.).

W IV kwartale 2025 roku na rynek dostarczono 137,7 tys. mkw. nowej powierzchni (o 72,9% mniej w porównaniu r/r). Najwięcej nowej powierzchni w tym okresie dostarczono w województwach mazowieckim (61,3 tys. mkw.), kujawsko-pomorskim (22,0 tys. mkw.) i śląskim (19,0 tys. mkw.).

Na koniec grudnia 2025 roku w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,79 mln mkw. (o 1,7% więcej w ujęciu r/r). Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji przypadł na województwa mazowieckie (36% budowanej powierzchni), pomorskie (12%) i łódzkie (11%).

Na koniec IV kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 7,4% (spadek o 0,8 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,1 p.p. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie świętokrzyskim (17,2%), lubuskim (16,2%), lubelskim (10,9%) oraz dolnośląskim (10,7%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0%), opolskim oraz zachodniopomorskim (po 1,2%) i warmińsko-mazurskim (2,2%).

W okresie październik-grudzień 2025 roku popyt brutto na nowoczesne powierzchnie magazynowo-przemysłowe osiągnął 2,2 mln mkw. (wzrost o 8,6% w porównaniu r/r). Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się województwa: łódzkie (549 tys. mkw.), mazowieckie (410 tys. mkw.) oraz śląskie (395 tys. mkw.).

Najwyższy udział w strukturze popytu w IV kwartale 2025 roku odnotowały przedłużenia umów (53%), a nowe umowy (w tym projekty typu BTS) i ekspansje objęły odpowiednio 41% i 6% całkowitego popytu.

51% romansów w pracy przeradza się w poważny związek, ale 35% psuje relacje w zespole

Romanse w miejscu pracy to zjawisko powszechne, choć wciąż kontrowersyjne. Jak wynika z badania LiveCareer.pl, aż 61% pracowników w Polsce było świadkiem romansu w swoim miejscu pracy, a 26% przyznaje, że sami przynajmniej raz nawiązali intymną relację ze współpracownikiem. Jednocześnie 59% badanych jest przeciwnych takim relacjom.

Serwis kariery LiveCareer.pl przeprowadził badanie „Romanse w miejscu pracy”, w którym zapytano 454 polskich pracowników o ich doświadczenia, opinie i konsekwencje relacji intymnych w środowisku zawodowym. Wyniki wskazują na napięcie między powszechnością tego zjawiska a jego niską akceptacją społeczną.

Z danych wynika, że romanse w miejscu pracy najczęściej nawiązują się podczas codziennej współpracy w tym samym dziale — tak wskazało aż 64% badanych, którzy przynajmniej raz byli w takiej relacji. Do romansów znacznie rzadziej dochodzi w trakcie imprez integracyjnych (18%), wyjazdów służbowych (17%) albo wspólnych projektów i zadań zespołowych (17%), a jeszcze rzadziej — podczas wspólnych nadgodzin (12%), współpracy między działami (11%) oraz szkoleń i konferencji (8%).

Co ciekawe, do nawiązywania romansów ze współpracownikami nieco częściej przyznają się mężczyźni (31%) niż kobiety (22%). Powodem tej rozbieżności mogą być różnice społeczne w deklarowaniu zachowań intymnych lub fakt, że większy odsetek mężczyzn miał jakikolwiek romans w pracy, podczas gdy wśród kobiet takie relacje były rzadsze, lecz w niektórych przypadkach obejmowały więcej niż jednego współpracownika.

Badanie wykazało również, że nawiązywanie intymnych relacji w pracy często ma realne konsekwencje w życiu prywatnym i zawodowym. Aż 64% osób, które miały romans ze współpracownikiem, w ten sposób zdradziło swojego ówczesnego partnera. W przypadku 51% pracowników, którzy mieli romans, ta relacja przerodziła się w poważny związek.

Jednocześnie 35% respondentów przyznaje, że ich romans doprowadził do pogorszenia innych relacji zawodowych. Jak bowiem wynika z badania, większość pracowników w Polsce odnosi się do takich relacji sceptycznie. Tylko 26% respondentów uważa, że romanse w miejscu pracy powinny być akceptowane bez żadnych ograniczeń, a kolejne 15% dopuszcza je wyłącznie między osobami na równorzędnych stanowiskach. Ponad 38% badanych jest raczej przeciwnych, a 21% — zdecydowanie przeciwnych takim relacjom.

Nasi respondenci nieprzypadkowo najczęściej stawiają granice tam, gdzie pojawia się hierarchia stanowisk. Relacje między przełożonym a podwładnym są postrzegane jako szczególnie problematyczne, ponieważ rodzą pytania o nadużycia władzy, faworyzowanie czy presję, nawet jeśli formalnie są dobrowolne. To jeden z powodów, dla których w niektórych organizacjach temat takich relacji jest regulowany przez wewnętrzną politykę HR, a debata nad ich dopuszczalnością wciąż trwa — komentuje Żaneta Spadło, ekspertka ds. kariery LiveCareer.pl.

Badanie wykazało również, że:

  • sprzeciw wobec romansów w miejscu pracy częściej deklarują kobiety (68%) niż mężczyźni (50%)
  • największą akceptację dla romansów w pracy deklarują pracownicy w wieku 26–39 lat (49% odpowiedzi twierdzących).

RPP bez obniżki, a kredyty tańsze. Spada oprocentowanie hipotek w styczniu

Początek roku bez decyzji o obniżce stóp NBP. To nie oznacza jednak, że oferowane „hipoteki” przestały tanieć. Nowe dane ze stycznia mogą zaskoczyć.

Rada Polityki Pieniężnej znów pauzuje. To można stwierdzić po lutowym posiedzeniu RPP. Przypomnijmy: zakończyło się ono brakiem obniżek stóp procentowych. Przedłużenie pauzy w polityce monetarnej nie oznacza jednak, że na rynku kredytów mieszkaniowych zapanował zimowy bezruch. Wręcz przeciwnie – styczniowe dane na temat oprocentowania nowych „hipotek” są bardzo interesujące. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili je zatem krótko omówić.   

Poniższy wykres przygotowany dzięki współpracy RM Kredyty Hipoteczne i BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazuje zmiany oprocentowania nowych kredytów mieszkaniowych. Konkretniej rzecz ujmując chodzi o to, jak zmieniała się mediana oprocentowania kredytów mieszkaniowych z oferty dziewięciu wiodących banków. Po podsumowaniu styczniowych danych okazało się, że pierwszy miesiąc nowego roku znów upłynął pod znakiem spadku oprocentowania „hipotek” oferowanych przez banki.

W styczniu 2026 r. przeciętna oferta nowego kredytu mieszkaniowego miała już okresowo stałe oprocentowanie nieco mniejsze niż 5,8%. Jednak dla wielu osób ważniejszy może być fakt, że kredytów z oprocentowaniem zmiennym dotyczyła większa styczniowa obniżka. Przeciętne zmienne oprocentowanie z bankowych ofert spadło do poziomu oprocentowania stałego (ok. 5,8%). Natomiast biorąc pod uwagę najtańszą, a nie przeciętną bankową ofertę widzimy, że wygrywała już stawka zmienna (5,62% vs 5,73%).

Jak mówią eksperci RynekPierwotny.pl, styczniowe dane nie tylko przynoszą dobre wieści dla nowych kredytobiorców. Może się też rodzić pytanie, czy wzrost atrakcyjności zmiennej stawki w połączeniu z perspektywą wiosennych obniżek stóp, zwiększy zainteresowanie bardziej ryzykownymi „hipotekami”. To ciekawa kwestia zważywszy na fakt, że wielu nowych kredytobiorców może mieć w pamięci bezprecedensowe wzrosty stóp NBP i zmiennego oprocentowania z lat 2022 – 2023.

Na razie jednak prawdopodobne są kolejne obniżki stóp procentowych, choć należy pamiętać, że znajdujemy się już blisko końca cyklu łagodzenia polityki monetarnej. Oczekiwany scenariusz na koniec 2026 r. to według analityków RynekPierwotny.pl główna stopa procentowa NBP wynosząca 3,5% – 4,0%. Przy takim założeniu, dostępność kredytowa mieszkań mogłaby wzrosnąć o 9% (głównie dzięki wyższym płacom), a więc wyraźnie słabiej niż przez cały 2025 r. (+22%).

Większy wzrost dostępności kredytowej mieszkań w 2026 r. (o 14%) zakłada scenariusz antyrecesyjny, w którym główna stopa procentowa NBP pod koniec roku ma wynosić 2,5% – 3,0%. Niekoniecznie byłby to jednak scenariusz dobry dla kredytobiorców. Pamiętajmy bowiem, że większe cięcia stóp mogą być odpowiedzią np. na dekoniunkturę rynku pracy.Oprocentowanie hipotek spada dalej. Zmienne już na poziomie stałego

Szpiegowskie kampanie szyte na miarę: rządy i służby celem ataków Amaranth-Dragon

Na mapie cyberzagrożeń pojawił się nowy chiński gracz. Amaranth-Dragon miała w 2025 roku prowadzić precyzyjne operacje szpiegowskie wymierzone w instytucje rządowe i organy ścigania w Azji Południowo-Wschodniej – wynika z ustaleń Check Point Research. Analitycy zwracają uwagę na tempo działań grupy. Szybkie uzbrajanie świeżych luk i sprawne prowadzenie kampanii to cechy typowe dla APT, czyli zaawansowanych, długotrwałych aktorów zagrożeń.  

Najbardziej niepokojącym elementem działalności Amaranth-Dragon jest wykorzystanie podatności WinRAR (CVE-2025-8088) „w ciągu kilku dni” od jej ujawnienia, co sugeruje gotowość operacyjną i wysoki poziom dojrzałości technicznej.

Ofiary otrzymywały złośliwe archiwa (RAR/ZIP), które uruchamiały łańcuch infekcji prowadzący do uruchomienia narzędzi zdalnego dostępu i kanału dowodzenia. Cechą charakterystyczną jest Amaranth, czyli należący do grupy loader, wykorzystywany do pobierania i uruchamiania zaszyfrowanych ładunków bezpośrednio w pamięci, co utrudnia ich wykrycie i analizę. Chińscy hakerzy używają również Havoc C2, legalnego narzędzia do testów bezpieczeństwa, które zostało nadużyte jako framework dowodzenia i kontroli. W kampanii pojawia się też komponent TGAmaranth RAT, w którym komunikacja z atakującymi może odbywać się przez bota na Telegramie, a całość uzupełniają techniki utrudniające pracę narzędziom EDR i antywirusom.

Co ciekawe, infrastruktura była ustawiona tak, by odpowiadała tylko na adresy IP z wybranych państw (reszta dostawała blokadę typu 403). Miało to ograniczyć „przypadkowe” infekcje i utrudniać ich analizę. Specjaliści Check Point Research wskazują, że właśnie ten element jest charakterystyczny dla operacji państwowych.

Działania grupy są ostrzeżeniem nie tylko dla służb i administracji państwowej, lecz również biznesu. Czas reakcji na luki stał się w ostatnim czasie przewagą ofensywy. Jeśli podatność da się uzbroić w mniej niż dwa tygodnie, to okno reakcji dla firm i instytucji drastycznie się skraca. Eksperci wskazują, że kampanie „geopolityczne” nie kończą się na rządach. Ten sam łańcuch świetnie skaluje się na firmy współpracujące z administracją, logistykę, telekomy, dostawców IT i organizacje z danymi wrażliwymi.

Z ustaleń Check Point Research wynika, że – jak dotąd – celem były m.in. administracje państwowe oraz służby i policja w takich krajach jak Kambodża, Tajlandia, Laos, Indonezja, Singapur i Filipiny. Ataki miały być „szyte na miarę”, a przynęty (dokumenty i tematy wiadomości) nawiązywały do realnych wydarzeń politycznych i bezpieczeństwa w regionie, co zwiększało szanse, że ktoś kliknie.

Co trzeci Polak sięga po pirackie treści wideo, bo jest taniej, szybciej i „wszystko w jednym miejscu”

0

Blisko 30 proc. ankietowanych, biorących udział w badaniu SW Research na zlecenie platformy streamingowej MEGOGO, przyznaje, że kiedykolwiek korzystało z nielegalnych źródeł treści wideo. Natomiast przeszło co drugi uważa, iż ogląda mniej telewizji w stosunku do konsumpcji wideo 10 lat temu. Ponad 1/3 badanych deklaruje, że w przyszłości będzie oglądać więcej treści audiowizualnych.

1 2 3 4Wyniki badania SW Research na zlecenie naszej firmy odzwierciedlają poziom piractwa w Polsce i pokrywają się z innymi raportami. Bazując na danych z tegoż badania, mówiących o tym, że 27 proc. kiedykolwiek korzystało z nielegalnych źródeł treści wideo, można oszacować, że w Polsce pirackich treści wideo używa blisko 6,5 mln Polaków w wieku 18-65 – komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.

Skala piractwa w Polsce wciąż jest duża, choć w ostatnich latach zmienił się jego charakter. Zjawisko to ewoluowało od masowego pobierania plików do korzystania w nielegalny sposób z subskrypcji i streamingu online. Powoduje to, że tracą na tym: gospodarka i wpływy do budżetu państwa, branża filmowa oraz w końcu firmy redukujące miejsca pracy. Podmioty takie jak MEGOGO przeciwdziałają zjawisku piractwa, zapewniając dostęp i zachęcając Polaków do legalnej konsumpcji treści – dodaje Artur Pacuła.

W celu pełnego zobrazowania kwestii piractwa treści wideo warto także wspomnieć, że na pytanie „Czy kiedykolwiek korzystał(a) Pan/Pani z nielegalnych źródeł treści wideo?” 59,9 proc. odpowiedziało „nie”, a 12,6 proc. – „nie wiem, trudno powiedzieć”.

Te kwestie motywują Polaków do oglądania nielegalnych źródeł wideo

Wśród czynników wpływających na korzystanie z nielegalnych źródeł treści wideo ankietowani biorący udział we wspólnym badaniu SW Research i MEGOGO wymieniają na pierwszym miejscu „zbyt wysoką cenę”. Wskazuje ją 47,1 proc. badanych. Na kolejnym miejscu znajduje się „brak dostępności w legalnych źródłach” – 45,7 proc. Następnie: „wygoda i oszczędność czasu” – 33,7 proc. wskazań; „niechęć do opłacania wielu subskrypcji” – 32,6 proc. i „brak odpowiedniej oferty” – 24,4 proc. Kolejne wskazania to: „szybsze premiery dostępne z nielegalnych źródeł”– 21,6 proc.; „brak dostępu offline w legalnych serwisach” – 18,2 proc.; „ciekawość” – 17,5 proc.; „brak reklam” – 17,2 proc.; „łatwość polecenia i linkowania” – 15,5 proc. oraz „przyzwyczajenie lub brak świadomości łamania prawa” – 13,7 proc. Co ciekawe, na ostatnim miejscu wśród możliwości odpowiedzi znalazła się „jakość treści”, którą wskazało 8,2 proc.

Więcej wideo online i mniej telewizji – w ten sposób będziemy oglądali treści w przyszłości

Z badania SW Research i MEGOGO płynie też wniosek mówiący, że jedynie 1 na 100 badanych Polek i Polaków (1,2 proc.) „ogląda więcej telewizji lub nie nastąpiły zmiany w konsumpcji treści wideo w stosunku do 10 lat wstecz”. To jedna z odpowiedzi na pytanie: „Jak zmieniły się Pana/Pani nawyki oglądania treści w ciągu ostatnich 10 lat?”. Wśród najpopularniejszych odpowiedzi znalazła się: „oglądamy mniej telewizji”, wskazywana przez 51,5 proc. Drugie miejsce: „spędzamy więcej czasu na YouTube”– 42,2 proc. wskazań. Tuż dalej: „oglądamy więcej w serwisach streamingowych”– 41 proc. Opcję „korzystamy głównie z aplikacji mobilnych” wybrało 18,8 proc. badanych.

Na pytanie: „jak zmienią się Pana/Pani główne nawyki dotyczące oglądania treści online? Czego się Pan/Pani spodziewa?” 36,7 proc. badanych odpowiedziała, że „nic się nie zmieni.” Natomiast 34,1 proc. jest zdania, że „będzie oglądać więcej treści online”. Dla porównania 11,5 proc. ankietowanych deklaruje, że „będzie oglądać mniej treści w internecie”, a 17,7 proc. „nie ma zdania”.

Jeśli chodzi o konsumpcję treści telewizyjnych, to 41,1 proc. uważa, że „będzie oglądać mniej tradycyjnej TV”. „Nic się nie zmieni” dla 33,7 proc. badanych. Więcej treści telewizyjnych będzie oglądać 14,3 proc. Natomiast zdania na ten temat nie ma 10,8 proc. ankietowanych.

– Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom konsumentów oraz trendów, niezmiernie pracujemy nad zwiększaniem i ułatwianiem dostępu do treści, oferując konkurencyjne ceny, a także integrując usługę z innymi platformami – dodaje Artur Pacuła z MEGOGO.

***

O badaniu SW Research:

Badanie „Oglądanie treści audiowizualnych” zostało zrealizowane w dniach 29.08-08.09.2025 r. przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel na zlecenie firmy MEGOGO z okazji planowanego partnerstwa z YouTube Premium w listopadzie ub.r. Miało na celu zbadanie nawyków użytkowników w zakresie oglądania treści wideo. W ramach badania przeprowadzono 1 060 ankiet z Polkami i Polakami w wieku 18-65 lat. Kwestionariusz badawczy został przygotowany przez MEGOGO.

Działy IT w firmach: mniej rekrutacji, więcej specjalizacji, wyższe wynagrodzenia

Choć zapotrzebowanie na pracowników działów IT spada od kilku lat, w 2025 roku tempo tego trendu znacząco zwolniło. Równolegle rosnące wyzwania technologiczne i rynkowe umacniają znaczenie kompetencji IT w firmach, zwłaszcza w obszarach wsparcia efektywności operacyjnej, bezpieczeństwa i jakości procesów. W rezultacie rosną wymagania kompetencyjne wobec specjalistów, a największy popyt dotyczy dziś ról związanych z cyberbezpieczeństwem, analizą danych i automatyzacją procesów, wynika z raportu „Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach 2025” Grafton Recruitment.

Popyt na specjalistów w firmowych działach wsparcia IT w ostatnich latach wyraźnie spada. Z danych Grafton Recruitment wynika, że w trzecim kwartale 2025 roku wskaźnik zapotrzebowania w tym obszarze wyniósł 0,54 – to wynik o połowę niższy od benchmarku rynkowego dla wszystkich ról (1,01), trzykrotnie niższy niż na początku 2022 roku, kiedy firmy intensywnie zwiększały zespoły IT.

W ostatnich miesiącach spadkowy trend wyraźnie wyhamował. Choć firmy nie prowadzą intensywnie rekrutacji, nie obserwuje się już tak gwałtownych spadków zatrudnienia jak rok wcześniej. Organizacje utrzymują nowe podejście do budowania zespołów IT – koncentrują się na pozyskiwaniu specjalistów o kluczowych kompetencjach oraz systematycznym rozwijaniu umiejętności już zatrudnionych.Popyt na role Dział IT Raport Grafton Recruitment

Wyhamowanie spadkowego trendu może świadczyć o nadchodzącej stabilizacji w zapotrzebowaniu na specjalistów w działach IT. Jednocześnie coraz bardziej widoczna jest zmiana podejścia do pozyskiwania i rozwoju zespołów technicznych. Procesy rekrutacyjne są obecnie bardziej selektywne i skoncentrowane wokół specjalizacji i kompetencji, które realnie wspierają transformację technologiczną – wyjaśnia Julia Łamacz, IT Recruitment Project Manager Grafton Recruitment.

Choć w obszarze wsparcia IT obserwuje się spadek rekrutacji, w wielu innych działach firm zapotrzebowanie na pracowników utrzymuje się powyżej średniej dotyczącej wszystkich stanowisk. Najwyższy wskaźnik popytu odnotowano w obszarze logistyki (1,09), sprzedaży (1,05) oraz obsługi klienta (1,01). Nieco niższy, ale nadal umiarkowany popyt utrzymuje się w obszarach takich jak marketing (0,82), administracja i zakupy (0,75) czy dział finansowy (0,73), przy czym jest znacząco niższy w przypadku takich specjalizacji, jak podatki (0,57) i audyt (0,47). Podobny trend widoczny jest w HR (0,63) czy PR (0,54).

Dane jasno pokazują, że w minionym roku firmy koncentrowały się na działaniach operacyjnych, aktywnościach bezpośrednio związanych ze sprzedażą czy obsługą klienta, co przełożyło się na skalę rekrutacji. W przypadku pozostałych działów, nawet tak istotnych jak finanse czy marketing, dynamika zatrudnienia była niższa. Wynika to nie tylko z presji na efektywność i optymalizacji kosztów, ale także ze specyfiki konkretnych działów, automatyzacji procesów i zadań w tych działach czy skali wcześniejszych rekrutacji – tłumaczy Joanna Ciężkowska, Senior Brand Manager Grafton Recruitment.

Kompetencje na wagę zatrudnienia

W działach wsparcia IT największym zainteresowaniem cieszą się obecnie kompetencje związane z cyberbezpieczeństwem, systemami ERP, automatyzacją procesów oraz Business Intelligence. To właśnie te obszary są dziś fundamentem sprawnego i bezpiecznego działania organizacji, szczególnie w kontekście rosnącej złożoności środowiska technologicznego.

Jednocześnie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów łączących wiedzę technologiczną z kompetencjami analitycznymi oraz umiejętnością wdrażania nowoczesnych narzędzi automatyzujących procesy biznesowe. Obok twardych umiejętności technicznych na znaczeniu zyskują także kompetencje miękkie, umożliwiające efektywną współpracę z biznesem. To one coraz częściej wpływają na decyzje o wyborze odpowiedniej osoby, w szczególności w warunkach wysokiej konkurencji na rynku kandydata.

– Obserwujemy wyraźny wzrost zapotrzebowania firm na specjalistów w obszarach bezpośrednio wspierających transformację cyfrową – zwłaszcza tam, gdzie technologie muszą łączyć się z bezpieczeństwem, analityką i skalowalnością procesów. Kandydaci mający takie kompetencje należą dziś do najbardziej poszukiwanych na rynku dodaje Julia Łamacz, IT Recruitment Project Manager Grafton Recruitment.

Wynagrodzenia w działach wsparcia IT

W 2025 roku poziom wynagrodzeń w działach IT firm pozostał stosunkowo stabilny względem roku poprzedniego, a rozpiętość stawek różniła się w zależności od lokalizacji, poziomu stanowiska oraz oczekiwanego stopnia specjalizacji technicznej. Najwyższe wynagrodzenia tradycyjnie oferowano w Warszawie, która koncentruje największą liczbę centrów IT oraz globalnych struktur wsparcia.

I tak specjaliści service desk w stolicy mogli w 2025 roku liczyć na wynagrodzenie w przedziale 7 000 – 9 500 zł brutto, podczas gdy w Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu dolna granica widełek wynosiła 5 800 – 6 000 zł. Różnice były jeszcze wyraźniejsze na bardziej specjalistycznych stanowiskach: pracujący w trzeciej linii wsparcia w Warszawie zarabiali 17 000 – 23 000 zł, a w Krakowie i Wrocławiu – od 10 000 do 16 000 zł. Z kolei managerowie działu wsparcia technicznego w stolicy otrzymywali pensję rzędu 22 000 – 30 000 zł, natomiast w Katowicach 16 000 – 21 000 zł.

Jeszcze większy zakres widełek płacowych dotyczył ról eksperckich. Konsultanci ds. cyberbezpieczeństwa w Warszawie mogli liczyć na oferty na poziomie 26 000 – 32 000 zł, a w Krakowie i Poznaniu do 28 000 zł. Najwyższe stawki dotyczyły stanowiska Chief Technology Officer (CTO) w Warszawie widełki wynosiły 33 000 – 54 000 zł, natomiast w innych lokalizacjach górna granica rzadko przekraczała 40 000 zł. Różnice regionalne wynikają nie tylko z kosztów życia i konkurencyjności lokalnych rynków pracy, ale również ze skali operacji technologicznych.Wynagrodzenia Dział IT Raport Grafton Recruitment

Jak wzrosły wynagrodzenia w 2025 roku?

Analiza średnich wzrostów stawek w firmowych działach wsparcia IT pokazuje wyraźne zróżnicowanie dynamiki zmian wynagrodzeń. Najwyższe podwyżki odnotowano w rolach menedżerskich i strategicznych – na stanowisku managerów wsparcia technicznego wyniosły one +15,5%, natomiast w przypadku konsultantów ds. cyberbezpieczeństwa i CTO sięgnęły odpowiednio +14,3% oraz +12,5%. Znaczny wzrost stawek objął również konsultantów SAP i wyniósł +8,1% oraz specjalistów drugiej (+9,3%) oraz trzeciej (+11,4%) linii wsparcia. Najniższe podwyżki – w przedziale od +3,4% do +5,4% – dotyczyły stanowisk o większej dostępności kandydatów, m.in. inżynierów ds. sieci, administratorów systemów oraz specjalistów service desk.

– Wzrosty stawek w działach IT w 2025 roku były odzwierciedleniem rosnącej wartości specjalistycznych umiejętności oraz ograniczonej dostępności części kompetencji na rynku. Największe podwyżki objęły stanowiska związane z bezpieczeństwem, zaawansowanym wsparciem technicznym oraz zarządzaniem zespołami IT, jednak cały sektor nadal pozostaje jednym z najbardziej atrakcyjnych pod względem poziomu wynagrodzeń– dodaje Julia Łamacz, IT Recruitment Project Manager Grafton Recruitment.

Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0

O raporcie: „Raport wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

Rekordowa sprzedaż aut w Polsce w 2025 roku: Rynek wynajmu długoterminowego stabilnie rośnie, a Rent a Car przechodzi korektę

Rok 2025 zapisał się na polskim rynku motoryzacyjnym jako czas rekordów. Klienci indywidualni i instytucjonalni nabyli łącznie 597,5 tys. nowych samochodów osobowych, co oznacza wzrost o 8,3% r/r. Polska dynamika imponuje na tle całej Unii Europejskiej, która w tym samym okresie odnotowała wzrost na poziomie zaledwie 1,8% r/r. Na tym tle branża wynajmu długoterminowego stabilnie rośnie, a zanotowane tempo wzrostu to poziom 7,2% r/r. Jednocześnie rynek Rent a Car (RaC) zmaga się z konsekwencjami zmian w politykach kredytowych po upadku kilku dużych wypożyczalni.

Firmy fundamentem rynku, ale z mniejszym udziałem wynajmu

W 2025 roku za blisko 69% sprzedaży nowych aut osobowych odpowiadały firmy (411 tys. sztuk), podczas gdy klienci indywidualni nabyli 186 tys. pojazdów. Co istotne, po raz pierwszy od lat odnotowano spadek importu aut używanych o 2,8% r/r. (łącznie ok 855,6 tys. samochodów osobowych). Jest to efekt pojawienia się tanich marek chińskich oraz korekt cenowych u pozostałych producentów.

W segmencie finansowania firmowego widoczna była duża wrażliwość na politykę fiskalną. Zmiany w obszarze CIT i brak okresów przejściowych dla umów najmu i leasingu skłoniły przedsiębiorców do częstszych zakupów za gotówkę czy na kredyt. W naszej ocenie z tego powodu udział wynajmu długoterminowego w sprzedaży do firm nie wzrósł rok do roku jak miało to miejsce w ubiegłych latach a utrzymał się blisko poziomu poprzedniego roku i wyniósł 22% (- 0,6 p.p. r/r).

Wynajem długoterminowy (CFM): Czas stabilizacji

Łączna flota w usłudze Full Serwis Leasing (FSL) urosła w 2025 roku do poziomu 288,7 tys. pojazdów, tj. o 7,2% r/r (prezentowana flota uwzględnia dane spółki Ayvens Poland, która była członkiem PZWLP do końca 2025 roku). Wartości te potwierdzają stabilną dynamikę wzrostu rynku wynajmu długoterminowego pojazdów rok do roku.

Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP:

„Rok 2025 potwierdził, że polski rynek wynajmu długoterminowego wchodzi w fazę stabilizacji, upodabniając się do rynków zachodnich. Widzimy, że głównym motorem wzrostu staje się sektor małych i średnich przedsiębiorstw oraz klienci detaliczni. Niestety, ubiegły rok pokazał też, jak duży wpływ na decyzje flotowe ma niepewność regulacyjna. Wykluczenie klientów flotowych z programu „NaszEauto” oraz zmiany w CIT zahamowały część inwestycji w nowoczesną mobilność, skłaniając firmy do tradycyjnych form finansowania”.

Eko-ewolucja we flotach mimo przeszkód

Pomimo wyzwań, transformacja napędów postępuje. Flota samochodów ekologicznych (hybrydy i elektryki (BEV) stanowi już 18,9% całego wynajmu długoterminowego, notując wzrost o 47% r/r.

Najbardziej spektakularny wynik osiągnęły auta w pełni elektryczne (BEV), których liczba podwoiła się (+107,5% r/r), stanowiąc 6,6% floty na koniec 2025 roku. Przekłada się to na realny spadek emisyjności – średnia emisja CO2 nowych aut osobowych kupowanych przez branżę wynajmu spadła o 18% do poziomu 98,2 g/km.

Niestety w przypadku lekkich samochodów dostawczych odnotowaliśmy w 2025 roku wzrost średniej emisji CO2 do poziomu 156,7 g/km (+15%). Było to efektem zbyt późnego – od 20 października 2025 r. – objęcia programem NaszeAuto samochodów tej kategorii (N1).

PZWLP wyraża stanowczy sprzeciw wobec projektu Rozporządzenia KE „Clean Corporate Vehicles” („czyste pojazdy firmowe”) z dnia 16 grudnia 2025 roku. Branża ostrzega, że nowe przepisy, zamiast wspierać ekologię, mogą zdestabilizować rynek finansowania i uderzyć w najmniejszych przedsiębiorców. Postawione w projekcie cele zakupowe pozostają nierealne z powodów, które podnosiła od początku branża wynajmu i leasingu pojazdów. KE nie uwzględniła najważniejszych powodów braku popytu na pojazdy elektryczne w krajach UE, w tym braku wsparcia dla rynku używanych samochodów elektrycznych oraz odpowiedniej infrastruktury masowej do ładowania w budynkach wielorodzinnych i parkingach osiedlowych oraz w biurowcach. KE błędnie obrała kierunek związany z finansującymi floty jako remedium na zwiększenie dynamiki transformacji. Zwracamy uwagę na to, że obowiązek poza celem krajowym spoczywa na firmie rejestrującej pojazd. W związku z tym obowiązki te spoczywają bezpośrednio na wszystkich „dużych” finansujących (tj. spełniającą 2 z 3 kryteriów – zatrudnienie powyżej 250 osób, obroty powyżej 40 mln EUR, suma bilansowa powyżej 20 mln EUR), a pośrednio na ich klientach niezależnie od wielkości. KE zapomina, że o wyborze decyduje klient. Tym bardziej ciężko zgodzić się także ze stwierdzeniem Komisji, że klienci MŚP będą wyłączeni spod tych celów, ponieważ w oczywisty sposób nałożenie tego obowiązku na wszystkie firmy wynajmu i leasingu pojazdów wpłynie na ograniczenie oferty produktowej. To oznacza ryzyko znacznego ograniczenia kredytowego dla wynajmujących i leasingodawców oraz szereg dalszych konsekwencji dla całego sektora finansowego i gospodarki, czego efekty są trudne do określenia. Branża ostrzega także przed nadmierną ingerencją w krajowe systemy fiskalne i gospodarcze, w których stosowane są zróżnicowane rozwiązania (np. VAT, amortyzacja) dostosowane do specyfiki rynku lokalnego i segmentów klientów, co ma pozwolić na utrzymanie niezbędnego tempa inwestycji, odnawiania środków trwałych, rozwoju gospodarczego oraz utrzymania zatrudnienia.

Rent a Car (RaC): Branża w fazie korekty

Sektor wypożyczalni samochodów odnotował spadek floty o 5,1% r/r na koniec 2025 roku. Jest to wynik splotu trudnych warunków makroekonomicznych, wysokich kosztów działalności oraz zaostrzenia polityki finansowania przez banki po upadku kilku dużych podmiotów w branży.

Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP:

„Branża Rent a Car znajduje się obecnie w wymagającym procesie adaptacji do nowej rzeczywistości rynkowej. Ujemna dynamika na poziomie -5,1% jest bolesną, ale w dużej mierze naturalną korektą, wynikającą z aktualnych uwarunkowań makroekonomicznych i rynkowych.

Wypożyczalnie muszą mierzyć się nie tylko z rosnącymi kosztami operacyjnymi, lecz także z wyraźnym ochłodzeniem nastrojów konsumenckich. Wynajem samochodów, który często jest narzędziem realizacji innych celów biznesowych przedsiębiorców lub potrzeb życiowych klientów indywidualnych, pozostaje wrażliwym barometrem kondycji gospodarki oraz skłonności do ponoszenia wydatków. W obliczu wielu czynników makroekonomicznych i społecznych obserwujemy dziś większą ostrożność po stronie klientów. Podobne ryzyka dostrzegają również kluczowi partnerzy branży – instytucje finansowe, które starają się dostosować swoją ofertę finansowania do nowego obrazu rynku. Z jednej strony może to stanowić szansę dla firm o silnej kondycji finansowej i dobrej reputacji wśród finansujących, z drugiej jednak – jest to istotne ograniczenie dla dynamicznego rozwoju branży jako całości. Warto także pamiętać, że rynek Rent a Car w Polsce jest znacznie szerszy niż reprezentacja firm zrzeszonych w PZWLP. W kraju działa kilka tysięcy podmiotów z tej branży, funkcjonujących w różnych segmentach rynku, takich jak MTR, Assistance, wynajem lotniskowy czy pozalotniskowy. W poszczególnych segmentach skala wyzwań oraz bieżąca sytuacja rynkowa mogą się istotnie różnić. Mimo tych wyzwań wierzymy, że rozpoczynający się 2026 rok przyniesie stopniowy powrót gospodarki na ścieżkę wzrostu, co w konsekwencji powinno przełożyć się również na poprawę wyników całej branży Rent a Car.”.

Reprezentację branży RaC w PZWLP stanowi 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota (bez Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.) w usługach wynajmu krótkoterminowego (STR) oraz średnioterminowego (MTR) wynosiła na koniec 2025 roku 18,4 tys. aut.

Perspektywy na 2026: Między stabilnym wzrostem, a technologiczną presją

Rok 2026 zapowiada się dla branży wynajmu i leasingu jako czas dalszej stabilizacji, ale i nowych wyzwań operacyjnych. Na podstawie aktualnych trendów oraz nastrojów rynkowych, PZWLP przewiduje następujące kierunki rozwoju:

  • Dalszy stabilny wzrost CFM: Przewiduje się, że rynek wynajmu długoterminowego utrzyma tempo wzrostu na poziomie około 8%. Kluczowym czynnikiem mają być zmiany w przepisach CIT, które w zamyśle powinny premiować tę formę finansowania jako bardziej przewidywalną kosztowo.
  • SME i klienci detaliczni motorem rynku: Głównym filarem wzrostu w 2026 roku pozostanie sektor małych i średnich przedsiębiorstw oraz rosnący segment klientów indywidualnych.
  • Odbicie w branży Rent a Car (RaC): Wraz ze stopniowym powrotem polskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu, spodziewana jest poprawa wyników całego sektora wypożyczalni, co pozwoli na odrobienie strat z okresu korekty 2025 roku.
  • Efekt chińskiej ekspansji: Branża spodziewa się dalszej presji cenowej ze strony producentów z Chin. Może to doprowadzić do kolejnych rekordów sprzedaży nowych aut, jednak branża będzie bacznie monitorować wpływ tego zjawiska na wartości rezydualne (RV) samochodów używanych oraz ogólną dynamikę rynku wtórnego.
  • Bariery transformacji energetycznej: Choć wymiana flot na niskoemisyjne nabiera tempa, kluczową barierą pozostaje słabo rozwinięty rynek wtórny aut elektrycznych. Dalsze tempo transformacji będzie zależało nie tylko od infrastruktury ładowania i wskaźników TCO, ale przede wszystkim od stabilizacji cen aut używanych z napędami alternatywnymi.
  • Aktywny udział w procesach legislacyjnych: W 2026 roku PZWLP planuje kontynuację intensywnego dialogu z decydentami w ramach konsultacji nad projektem Rozporządzenia Komisji Europejskiej Clean Corporate Vehicles („czyste pojazdy firmowe”). Wspólnie z organizacjami takimi jak ZPL, ZPP oraz TPL, Związek będzie dążył do wypracowania rozwiązań, które będą realne do wdrożenia przez firmy wynajmu i leasingu pojazdów oraz ich klientów, bez ryzyka destabilizacji sektora finansowego.