Nvidia: dominacja w centrach danych, mocne wyniki i optymistyczne prognozy

Nvidia zaprezentowała imponujące wyniki finansowe za III kwartał roku fiskalnego 2025 oraz przedstawiła optymistyczną prognozę na kolejne miesiące. Przychody spółki wzrosły o 62% rok do roku, osiągając poziom 57 mld USD, przewyższając oczekiwania analityków, którzy szacowali je na 55.2 mld USD. Zysk na akcję wyniósł 1.30 USD wobec prognozowanych 1.26 USD. Jeszcze bardziej imponująco prezentuje się prognoza na I kwartał 2026 roku fiskalnego – Nvidia oczekuje przychodów rzędu 65 mld USD, czyli aż o 3 mld więcej niż zakładają analitycy. NVDA zakończyła wczorajsza sesję na Wall Street wzrostami 2.85% na poziomie 186.52 USD, a po ogłoszeniu wyników w fazie “post-market” urosła o kolejne 5% do poziomu 196 USD. Indeks NASDAQ100 zyskał wczoraj 1.76% i rośnie dzisiaj o kolejne 0.75%.

Największym źródłem przychodów w NVDA pozostaje dział centrów danych, który wygenerował 51.2 mld USD, wyraźnie przekraczając prognozowane 49.3 mld USD. Sprzedaż chipów do gier osiągnęła 4.3 mld USD, nieco poniżej oczekiwanych 4.4 mld USD. Równocześnie kapitalizacja rynkowa spółki wzrosła do 4.5 bln USD, a jej akcje zdrożały od początku roku o 39%. Nvidia utrzymuje dominującą pozycję na rynku chipów AI, posiadając ponad 90% udziału w tym segmencie.

Ze względu na ograniczenia eksportowe nałożone przez władze amerykańskie, firma nie przewiduje obecnie żadnych przychodów ze sprzedaży chipów AI do Chin. CEO Jensen Huang zdecydowanie odrzuca sugestie o istnieniu „bańki AI”, wskazując na utrzymujący się bardzo silny popyt na akceleratory AI. Według prognoz spółki, łączna wartość jej przychodów w nadchodzących kwartałach może przekroczyć 500 mld USD, co potwierdziła także CFO Colette Kress, dodając, że liczba ta będzie nadal rosła.

Wzrost zapotrzebowania na rozwiązania Nvidia tłumaczony jest dynamicznym rozwojem technologii AI w takich obszarach jak robotyka czy przyspieszanie tradycyjnych obliczeń. Firma broni także swoich inwestycji w relacje z takimi podmiotami jak OpenAI czy Anthropic, mimo że część inwestorów obawia się, iż mogą one sztucznie napędzać popyt. Huang zaznacza, że klienci, którzy testowali rozwiązania konkurencji, często wracają do produktów Nvidia – głównie z powodu złożoności systemów AI, w których firma oferuje pełną, zintegrowaną platformę sprzętowo-programową.

Wpływ Nvidia na cały sektor AI pozostaje znaczący. Po ogłoszeniu wyników finansowych wzrosły również notowania firm takich jak CoreWeave czy Nebius. Chociaż konkurenci, tacy jak AMD, Broadcom czy Qualcomm, intensyfikują swoje inwestycje w obszarze sztucznej inteligencji, a operatorzy centrów danych rozważają tworzenie własnych układów scalonych, Nvidia nadal utrzymuje pozycję lidera. Jej kompleksowa oferta obejmująca sprzęt, oprogramowanie i usługi stanowi barierę trudną do pokonania dla rywali.

Dom Development z najwyższą sprzedażą w historii. Wyniki finansowe za 3Q 2025

W trzecim kwartale 2025 roku Grupa Dom Development umocniła pozycję lidera rynku mieszkaniowego w Polsce, sprzedając najwyższą w swojej historii liczbę 1 183 lokali netto. To o 18% więcej niż w drugim kwartale tego roku oraz o 2% więcej w porównaniu z bardzo dobrym trzecim kwartałem 2024 roku.

W minionym kwartale Grupa przekazała nabywcom 950 lokali, o 59% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Przełożyło się to na wzrost przychodów o 47% r/r do blisko 707 mln zł, a wypracowany w trzecim kwartale tego roku zysk netto sięgnął 129 mln zł i był niemal dwukrotnie wyższy niż przed rokiem. Narastająco po trzech kwartałach 2025 roku przychody Grupy przekroczyły 2 mld zł (+8% r/r), a zysk netto wyniósł ponad 374 mln zł (+27% r/r).

Rekordowy jest także potencjał przychodów do rozpoznania w kolejnych okresach. Na koniec września br. Grupa Dom Development miała ponad 5,6 tys. lokali (o łącznej wartości ponad 4,3 mld zł), które zostały już sprzedane, ale jeszcze nieprzekazane nabywcom. Potencjał przekazań przypadających na ostatni kwartał 2025 roku szacowany jest na ponad 2 tys. lokali.

– Trzeci kwartał tego roku był najlepszym w historii Grupy Dom Development pod względem sprzedaży mieszkań, co świadczy o bardzo dobrym dopasowaniu naszej oferty do oczekiwań i możliwości klientów. W minionym kwartale sprzedaliśmy rekordową liczbę 1 183 lokali netto i był to piąty kwartał z rzędu z wynikiem co najmniej 1 000 sprzedanych lokali. Równolegle rozpoczęliśmy realizację 11 projektów liczących łącznie 1 316 lokali, we wszystkich czterech aglomeracjach, w których prowadzimy działalność. Pozwoli nam to utrzymać wiodący udział Grupy Dom Development w rynku w kolejnych kwartałach. W sytuacji, gdy wielu naszych konkurentów zmaga się z nadpodażą, utrzymujemy zdrową relację wielkości oferty do tempa sprzedaży – tzw. czas wyprzedaży oferty wynosi u nas obecnie około 3-4 kwartałów. Jest on znacząco krótszy niż średnia rynkowa, co z jednej strony świadczy o wysokiej efektywności naszych działań operacyjnych, a z drugiej przekłada się na wyższy udział w rynku pod względem sprzedaży, niż wynikałoby to z wielkości oferty – komentuje Mikołaj Konopka, Prezes Zarządu Dom Development.

Coraz bliżej rocznego celu

Narastająco, w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku Grupa Dom Development znalazła nabywców na 3 216 lokali, o 3% więcej niż w pierwszych trzech kwartałach 2024 roku. Oferta sprzedaży Grupy na koniec września br. obejmowała 3 965 lokali i była o 29% wyższa niż przed rokiem.

– Bardzo mocny trzeci kwartał oraz atrakcyjna i zróżnicowana oferta sprawiają, że z optymizmem patrzymy na nasz całoroczny cel, tj. sprzedaż na wyższym poziomie niż w rekordowym dotąd 2024 roku, kiedy znaleźliśmy nabywców na 4 269 lokali netto. Korzystamy z ożywienia popytu, do czego przyczyniły się kolejne obniżki stóp procentowych zwiększające zdolność kredytową nabywców. Jednocześnie nasze projekty niezmiennie cieszą się dużym zainteresowaniem klientów kupujących mieszkania w celach inwestycyjnych – w trzecim kwartale transakcje gotówkowe stanowiły 45% sprzedaży. Bardzo sprawnie dostosowaliśmy się też do nowych przepisów o jawności cen, umacniając wizerunek Grupy Dom Development jako sprawdzonego i zaufanego dewelopera – wskazuje Mikołaj Konopka.

Ponad 374 mln zł zysku netto po trzech kwartałach

Przychody ze sprzedaży rozpoznane przez Grupę Dom Development w trzecim kwartale tego roku sięgnęły 707 mln zł i były o 47% wyższe niż przed rokiem. W omawianym okresie Grupa przekazała nabywcom 950 lokali, tj. o 59% więcej niż rok wcześniej. Zysk netto za miniony kwartał wyniósł natomiast prawie 129 mln zł i był niemal dwukrotnie wyższy niż przed rokiem (+99% r/r).

Łącznie w ciągu dziewięciu miesięcy 2025 roku Grupa Dom Development przekazała klientom detalicznym 2 545 lokali, czyli o 14% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku (2 235 lokali). Przełożyło się to na wzrost przychodów do ponad 2 mld zł (+8% r/r), a zysk netto przekroczył już 374 mln zł (+27% r/r).

– Trzeci kwartał zakończyliśmy z rekordowym potencjałem przychodów do rozpoznania w kolejnych okresach. Na koniec września Grupa Dom Development miała ponad 5,6 tys. sprzedanych lokali, które nie zostały jeszcze przekazane nabywcom. Ich łączna wartość to ponad 4,3 mld zł. Potencjał przekazań tylko w bieżącym, czwartym kwartale tego roku szacujemy na ponad 2 tysiące lokali. Własne generalne wykonawstwo zapewnia nam pełną kontrolę nad kosztami, terminowością i jakością realizowanych inwestycji, co przekłada się na zadowolenie naszych klientów oraz satysfakcjonujący poziom marż dla akcjonariuszy – podkreśla Monika Dobosz, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor Finansowy Dom Development.

Silny bilans, duży bank ziemi i zaliczkowa wypłata dywidendy

Mocną stroną i przewagą rynkową Grupy Dom Development jest także jej silny bilans. Na koniec września br. łączna wartość aktywów Grupy przekroczyła 6,2 mld zł (+16% r/r), a wartość zgromadzonej gotówki przewyższała wszystkie zobowiązania odsetkowe (ujemny gearing). Łączna wartość dostępnego finansowania (gotówka plus niewykorzystane linie kredytowe) na koniec trzeciego kwartału br. wynosiła blisko 1,5 mld zł. Pozwala to Grupie na dużą elastyczność w działaniu, bieżące uzupełnianie i utrzymywanie banku ziemi na wysokim poziomie.

Skala realizowanych przez Grupę Dom Development inwestycji na koniec września br. obejmowała 8 178 lokali w budowie, z czego 57% było już sprzedanych. Ponadto na gruntach kupionych lub kontrolowanych przez Grupę może powstać ponad 18 tys. lokali. Tak duży bank ziemi umożliwia utrzymanie sprzedaży na obecnym poziomie przez ponad 4 lata.

Biorąc pod uwagę bardzo dobrą sytuację finansową i płynnościową Spółki, Zarząd Dom Development na początku października br. podjął decyzję o wypłacie zaliczkowej dywidendy, podobnie jak w dwóch poprzednich latach. Zaliczka za 2025 rok wyniesie 7 zł na akcję (łącznie prawie 181 mln zł) i zostanie wypłacona 9 grudnia br. Dzień ustalenia prawa do dywidendy został wyznaczony na 2 grudnia br.

Dom Development dzieli się wypracowywanymi zyskami z akcjonariuszami regularnie od debiutu Spółki na GPW w 2006 roku. Łączna dywidenda za ostatni rok wyniosła 13 zł na akcję (w sumie ponad 335 mln zł), z czego 6 zł na akcję wypłacono w formie zaliczki w grudniu 2024 roku, a pozostałe 7 zł na akcję w lipcu 2025 roku.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat (dane w mln zł) III kw. 2025 III kw. 2024 Zmiana r/r I-III kw. 2025 I-III kw. 2024 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 706,6 482,3 46,5% 2 000,5 1 851,9 8,0%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 681,0 420,6 61,9% 1 898,5 1 693,1 12,1%
Przekazane lokale (szt.) 950 598 58,9% 2 545 2 235 13,9%
Przychody na lokal (tys. zł) 716,8 703,3 1,9% 746,0 757,5 -1,5%
Zysk brutto ze sprzedaży 229,2 150,8 52,0% 684,5 589,6 16,1%
Marża brutto 32,4% 31,3% 1,1 p.p 34,2% 31,8% 2,4 p.p
Zysk operacyjny (EBIT) 154,0 78,9 95,2% 456,0 364,7 25,0%
Marża EBIT 21,8% 16,4% 5,4 p.p 22,8% 19,7% 3,1 p.p
Zysk brutto 158,7 79,1 100,6% 463,5 367,5 26,1%
Marża zysku brutto 22,5% 16,4% 6,1 p.p 23,2% 19,8% 3,4 p.p
Zysk netto 128,6 64,7 98,8% 374,2 295,8 26,5%
Marża zysku netto 18,2% 13,4% 4,8 p.p 18,7% 16,0% 2,7 p.p
Zysk na akcję (zł) 4,99 2,51 98,8% 14,51 11,47 26,5%

 

ORLEN zwiększył nakłady inwestycyjne do 21 mld zł. Wyniki stabilne, marże pod presją

0

Grupa ORLEN po trzech kwartałach 2025 roku zaprezentowała najwyższy w historii poziom nakładów inwestycyjnych, przy jednoczesnym utrzymaniu stabilnych wyników finansowych mimo wymagającego otoczenia makroekonomicznego. Od początku roku koncern przeznaczył ponad 21 mld zł na projekty wzmacniające bezpieczeństwo energetyczne Polski. Spółka odnotowała także wyraźny wzrost wartości rynkowej oraz wypłaciła akcjonariuszom rekordową dywidendę. Wyniki wszystkich segmentów potwierdzają szeroką, wielobranżową strukturę wzrostu.

Wyniki finansowe: stabilna EBITDA i silne przepływy operacyjne

W trzecim kwartale 2025 roku Grupa ORLEN osiągnęła:

  • 61 mld zł przychodów,
  • 8,9 mld zł EBITDA LIFO,
  • 8,2 mld zł przepływów z działalności operacyjnej.

Po dziewięciu miesiącach EBITDA LIFO wzrosła do blisko 30 mld zł. Jednocześnie koncern utrzymuje jeden z najniższych poziomów zadłużenia w sektorze – wskaźnik dług netto/EBITDA na poziomie 0,14 potwierdza bezpieczną strukturę finansowania w okresie intensywnych inwestycji.

Spółka może pochwalić się najwyższymi w swojej historii ratingami: A3 przyznanym przez Moody’s oraz BBB+ nadanym przez Fitch Ratings. Oceny te potwierdzają solidne fundamenty finansowe i zdolność do realizacji wieloletnich projektów transformacyjnych.

Segmenty operacyjne: energetyka i wydobycie najsilniejsze, petrochemia pod presją rynku

Wydobycie i logistyka (Upstream & Supply)

Segment wydobywczy zakończył kwartał wynikiem 3,3 mld zł EBITDA. Średnia dzienna produkcja wyniosła 197 tys. boe. W Norwegii dokonano m.in. największego tegorocznego odkrycia na tamtejszym szelfie – złoża Omega Alfa, którego zasoby szacowane są na 134 mln baryłek ekwiwalentu ropy.

Rafineria i petrochemia (Downstream)

Rafinerie ORLEN przerobiły w trzecim kwartale 10,2 mln ton ropy, a rosnąca sprzedaż hurtowa paliw przełożyła się na 2,4 mld zł EBITDA LIFO. Koncern podkreśla jednak, że petrochemia nadal funkcjonuje w trudnym środowisku rynkowym, co ogranicza jej rentowność.

Energetyka (Energy)

Segment energetyczny wypracował 2,2 mld zł EBITDA, co oznacza wzrost o blisko 0,5 mld zł rok do roku. Wynik wspierała wyższa dystrybucja gazu, zwiększona produkcja energii elektrycznej i ciepła oraz dynamiczny rozwój źródeł odnawialnych. Łączna moc zainstalowana Grupy wzrosła do 6,3 GWe (+11% r/r), w tym moce OZE zwiększyły się o 60% r/r, osiągając 1,7 GWe. Produkcja energii elektrycznej wyniosła 3,7 TWh, co oznacza wzrost o 9% rok do roku.

Segment detalicznicy i produkty (Consumer & Products)

Segment zakończył kwartał wynikiem 1,6 mld zł EBITDA, mimo niższych marż paliwowych na rynku krajowym. Sprzedaż detaliczna paliw osiągnęła rekordy na czterech z siedmiu rynków, a sprzedaż gazu i energii elektrycznej wzrosła o kilkadziesiąt procent. Segment odnotował również blisko 90-procentowy wzrost w obszarze elektromobilności.

Rekordowy program inwestycyjny: offshore, SMR, wydobycie i dywersyfikacja dostaw

ORLEN prowadzi największy w historii Polski program inwestycji energetycznych. Obejmuje on rozwój odnawialnych źródeł energii, modernizację sieci, dywersyfikację dostaw surowców oraz budowę nowych aktywów wytwórczych.

Morska energetyka wiatrowa

Na farmie Baltic Power zainstalowano ponad 50 fundamentów, kilkanaście turbin oraz dwie morskie stacje elektroenergetyczne. Część gondoli została wyprodukowana w Polsce. W projekcie Baltic East zakończono badania dna Bałtyku i uzyskano decyzję środowiskową, co umożliwia start w grudniowej aukcji mocy. Na rozwój offshore pozyskano 3,5 mld zł finansowania z KPO.

Małe elektrownie jądrowe (SMR)

Po uzgodnieniu lokalizacji z partnerem technologicznym, pierwsza w Europie mała elektrownia jądrowa BWRX-300 powstanie we Włocławku.

Wydobycie w Norwegii

Oprócz odkrycia Omega Alfa, ORLEN zwiększył udział w złożu Tommeliten Gamma. Wdrożone na złożu Ormen Lange technologie pozwoliły pozyskać dodatkowe 500 mln m³ gazu, a z nowego złoża Andvare – kolejne 300 mln m³.

Dywersyfikacja dostaw surowców

  • kontrakt z Equinorem na ponad 6 mln ton ropy (ok. 15% rocznego zapotrzebowania Grupy),
  • nowa umowa z Naftogazem na ponad 300 mln m³ gazu – w przyszłym roku dostawy mogą osiągnąć 1 mld m³,
  • pierwsza w historii dostawa LNG do Japonii oraz kolejne transporty do Europy.

Inwestycje w paliwa niskoemisyjne i biokomponenty

Instalacja HVO rozpoczęła rozruch technologiczny. Produkowane będą biokomponenty z oleju rzepakowego i posmażalniczego, wspierając realizację NCW i rozwój paliwa lotniczego SAF. ORLEN VC inwestuje również w technologie e-SAF zgodne z wymogami UE. Nowa farma fotowoltaiczna o mocy 44 MW zasili rafinerię w Możejkach.

Rozwój usług detalicznych i elektromobilności

ORLEN rozwija także obszar usług dla klientów końcowych:

  • trwa wdrażanie systemu ORLEN ID, który zintegruje logowanie do wszystkich usług i aplikacji,
  • powstają nowe huby szybkiego ładowania — pierwszy, przy trasie S7, oferuje ładowarki o mocy do 400 kW,
  • do końca roku powstanie kilkanaście kolejnych stacji,
  • cała sieć obejmuje już ponad 1200 punktów ładowania, a wolumen dostarczonej energii wzrósł o 88% r/r.

Grupa Pracuj z 6% wzrostem przychodów i wyższym zyskiem w III kwartale 2025 r.

W trzecim kwartale 2025 roku skonsolidowane przychody Grupy Pracuj sięgnęły 205 mln zł i były o ponad 6% wyższe niż rok wcześniej. Grupa skutecznie poszerza bazę klientów w Polsce, kontynuuje kilkunastoprocentowy wzrost miesięcznych powtarzalnych przychodów w Niemczech oraz notuje dynamiczny, ponad 20% wzrost sprzedaży w Ukrainie.

Skorygowana EBITDA[1] w minionym kwartale wyniosła ponad 97 mln zł, przy marży skorygowanej EBITDA na poziomie powyżej 47%, zaś wypracowany w tym okresie skonsolidowany zysk netto sięgnął 66 mln zł, o 7% więcej niż rok wcześniej.

Narastająco, po dziewięciu miesiącach tego roku, skonsolidowane przychody Grupy Pracuj przekroczyły 614 mln zł (+5% r/r), skorygowana EBITDA sięgnęła 286 mln zł (+6% r/r), a zysk netto wyniósł 188 mln zł (+15% r/r).

– Wszystkie biznesy Grupy Pracuj kontynuują wzrost pomimo spowolnienia na rynku rekrutacyjnym. To efekt konsekwentnie realizowanej strategii. Skalowalne narzędzia e-commerce i rozwiązania samoobsługowe, wspierane inteligentnymi modelami ustalania cen, umożliwiają nam docieranie do coraz szerszej grupy klientów, powiększając nasz rynkowy zasięg. Z serwisu Pracuj.pl aktywnie korzysta już 61,5 tys. pracodawców. Nasze kompetencje technologiczne i rozpoznanie rynku przekładają się na konkretne efekty biznesowe. Ukraiński serwis Robota.ua rośnie o ponad 20% r/r pomimo trwającej wojny, co wynika z silnego popytu na pracę przy niedoborze kandydatów oraz stopniowego wyrównywania relacji cen i wynagrodzeń do poziomów zachodnich. Z kolei niemiecki softgarden notuje dalszy, dwucyfrowy wzrost powtarzalnych przychodów, mimo stagnacji na tamtejszym rynku, potwierdzając odporność rozwiązań oferowanych w modelu SaaS – wskazuje Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj.

Strategia powiększania zasięgu rynkowego nie tylko wzmacnia naszą odporność na cykle koniunkturalne, lecz buduje także nasz przyszły potencjał. Rekordowo duża baza klientów działa jak dźwignia, zwiększająca przyspieszenie, gdy rynek ponownie się ożywi i wzrośnie aktywność rekrutacyjna. Pewne oznaki poprawy koniunktury gospodarczej widać już w Polsce i w Niemczech, ale na ich potwierdzenie trzeba jeszcze poczekać – dodaje Przemysław Gacek.

Pracuj.pl z rekordową liczbą klientów

Przychody Grupy Pracuj z polskiego rynku w trzecim kwartale tego roku wyniosły 142,6 mln zł (+4,9% r/r), a narastająco od początku roku do końca września sięgnęły 432,4 mln zł (+5,3% r/r).

Większość przychodów Grupy Pracuj w Polsce generowana jest przez serwis Pracuj.pl. Pomimo utrzymującego się umiarkowanego popytu na rynku pracy, liczba projektów rekrutacyjnych opublikowanych w tym serwisie w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 roku zwiększyła się o 1,4% r/r do 387 tys., przy wzroście średniej ceny projektów rekrutacyjnych o 1,9% r/r. Liczba pracodawców aktywnie korzystających z serwisu Pracuj.pl na koniec września br. sięgnęła rekordowego poziomu 61,5 tys. (+3% r/r), z czego 2/3 to klienci korzystający z usług rekrutacyjnych w kanale e-commerce.

– W trzecim kwartale kontynuowaliśmy rozwój narzędzi do sprzedaży online i modeli cenowych wykorzystujących sztuczną inteligencję. W ciągu dziewięciu miesięcy tego roku kanał e-commerce odpowiadał za około 17% wartości sprzedaży Pracuj.pl, natomiast ogłoszenia, których ceny ustalane były w czasie rzeczywistym przy wsparciu AI, wygenerowały około 13 mln zł sprzedaży – wskazuje Rafał Nachyna, członek zarządu i dyrektor operacyjny Grupy Pracuj.

Wdrożone przez Pracuj.pl rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję wspierają także pracodawców w tworzeniu bardziej dopasowanych ogłoszeń oraz w efektywniejszym docieraniu do kandydatów. Około 10% ogłoszeń opublikowanych w serwisie zawierało treści wygenerowane przez AI, a 6,5% – rekomendacje poziomu wynagrodzeń.

eRecruiter z nowymi funkcjonalnościami, Kadromierz z dynamicznie rosnącymi przychodami

Grupa Pracuj odnotowuje również systematyczny przyrost liczby klientów korzystających z systemu eRecruiter – najczęściej wybieranego systemu do zarządzania rekrutacjami w Polsce. Na koniec września 2025 roku aktywnie korzystało z niego 2 270 pracodawców, o 9,5% więcej niż rok wcześniej. Miesięczne powtarzalne przychody (MRR) osiągnięte przez eRecruiter wzrosły do 4,3 mln zł, tj. o 9,8% r/r.

– W minionym kwartale eRecruiter zyskał nowe funkcje, w tym Asystenta AI, który wspiera analizę aplikacji, tworzenie podsumowań i automatyzację komunikacji z kandydatami. Rozwiązanie to przełożyło się na dalszy wzrost efektywności pracy użytkowników i stanowi kluczowy element naszej strategii rozwoju produktów HR Software – komentuje Rafał Nachyna.

Z kolei Kadromierz, nowoczesny system do zarządzania harmonogramem pracy, przejęty przez Grupę Pracuj w marcu tego roku, odnotował wzrost miesięcznych powtarzalnych przychodów (MRR) o 46% r/r, do około 687 tys. zł we wrześniu br.

Niemiecki softgarden z nowym modelem akwizycji klientów

Przychody z segmentu niemieckiego, drugiego największego rynku Grupy Pracuj pod względem osiąganych wyników, w trzecim kwartale tego roku wyniosły 45,6 mln zł (+5,4% r/r), a narastająco w ciągu dziewięciu miesięcy 2025 roku sięgnęły 135,3 mln zł (+1,5% r/r). Obejmują one głównie przychody softgarden – systemu do zarządzania rekrutacjami (Talent Acquisition Suite), oferującego również usługę multipostingu, czyli zautomatyzowanej publikacji ofert pracy w wielu serwisach rekrutacyjnych.

– W trzecim kwartale 2025 roku oferta softgarden została rozszerzona o model samoobsługowy, tzw. Light Touch, skierowany głównie do małych i średnich firm. Oferta ta oparta jest na prostych pakietach cenowych, bezpłatnym okresie próbnym oraz wysokiej automatyzacji procesu zakupowego, w tym obsłudze klienta poprzez chatbota AI. Po uruchomieniu darmowej wersji testowej Light Touch w lipcu tego roku liczba zapytań od potencjalnych klientów we wrześniu była prawie dwukrotnie wyższa niż dotychczasowa średnia miesięczna w 2025 roku – informuje Rafał Nachyna.

Na koniec września tego roku z usług softgarden oferowanych w modelu SaaS aktywnie korzystało 1 878 firm, czyli o 6,1% więcej niż rok wcześniej. Miesięczne powtarzalne przychody wzrosły o 11,3% r/r do 8,4 mln zł.

Serwis Robota.ua z pozycją nr 1 w Ukrainie

Przychody Grupy Pracuj z rynku ukraińskiego w trzecim kwartale tego roku wyniosły 16,7 mln zł (+22,3% r/r), a narastająco od początku tego roku sięgnęły 46,5 mln zł (+20,5% r/r).

Serwis Robota.ua utrzymał pozycję lidera rynku ukraińskiego pod względem liczby ogłoszeń i wielkości aktywnej bazy CV, wzmacniając swoją pozycję w warunkach stopniowej odbudowy gospodarki funkcjonującej w realiach wojennych.

– W trzecim kwartale tego roku liczba aplikacji w serwisie Robota.ua zwiększyła się o 19% r/r, co jest szczególnie istotne w warunkach utrzymującego się niedoboru kandydatów na ukraińskim rynku pracy. Skuteczne działania marketingowe pozwoliły nam zbudować największą bazę aktywnych CV w Ukrainie. Równolegle Robota.ua rozwijała także kanał sprzedaży e-commerce, umożliwiający klientom samodzielny zakup usług rekrutacyjnych online. Rozbudowa kanału e-commerce i dalsza automatyzacja procesów są kluczowym elementem strategii poszerzania zasięgu i dywersyfikacji przychodów serwisu – komentuje dyrektor operacyjny Grupy Pracuj.

Łączna liczba projektów rekrutacyjnych opublikowanych w serwisie Robota.ua w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku sięgnęła 1 051,1 tys. i była o 4,8% wyższa r/r, do czego przyczyniła się większa liczba projektów publikowanych w modelu freemium[2], służących m.in. wsparciu rządu oraz organizacji pozarządowych podczas intensyfikacji działań zbrojnych Rosji. Liczba płatnych projektów rekrutacyjnych wyniosła 425,6 tys., co oznacza nieznaczny spadek w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku (-3,9% r/r). Jednocześnie, dzięki wprowadzeniu nowych cenników na początku tego roku, w omawianym okresie średnia cena projektów rekrutacyjnych w hrywnach wzrosła o 36,4% r/r, a po przeliczeniu na złote – o 24,7% r/r.

Wzrost zysków w parze z rosnącymi przychodami

Łączne przychody Grupy Pracuj ze wszystkich rynków w trzecim kwartale tego roku sięgnęły 205,0 mln zł (+6,2% r/r), a narastająco za dziewięć miesięcy 2025 roku wyniosły 614,2 mln zł (+5,4% r/r).

Grupa Pracuj notuje jednocześnie konsekwentny wzrost zysków, odzwierciadlający rosnącą skalę działalności i dyscyplinę kosztową. Skorygowana EBITDA w trzecim kwartale 2025 roku sięgnęła 97,4 mln zł (+3,4% r/r), zaś wypracowany w tym okresie skonsolidowany zysk netto wyniósł 65,6 mln zł (+6,6% r/r). Narastająco, po pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku, skorygowana EBITDA wzrosła do 285,8 mln zł (+5,5% r/r), a zysk netto do 187,6 mln zł (+14,9% r/r).

Miniony kwartał był zarazem pierwszym kwartałem, w którym w wynikach finansowych Grupy Pracuj widoczny był pełny efekt, zrealizowanego w maju 2025 roku, zwiększenia udziału (z 33% do 52,7%) w kapitale spółki Work Ukraine TOV, do której należy serwis rekrutacyjny Work.ua. Skonsolidowany udział w zysku jednostek wycenianych metodą praw własności wzrósł w trzecim kwartale tego roku do 6,9 mln zł (+110% r/r), pozytywnie wpływając na wynik netto Grupy Pracuj w tym okresie.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Pracuj

(mln zł) 3Q 2025 3Q 2024 Zmiana r/r 9M 2025 9M 2024 Zmiana r/r
Przychody z umów z klientami 205,0 193,0 6,2% 614,2 582,5 5,4%
Skorygowana EBITDA 97,4 94,2 3,4% 285,8 270,9 5,5%
Marża skorygowana EBITDA 47,5% 48,8% (1,3 p.p.) 46,5% 46,5% 0,0 p.p.
Zysk netto 65,6 61,6 6,6% 187,6 163,3 14,9%

[1] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację, skorygowany o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji, koszty związane z akwizycjami oraz koszty restrukturyzacji w nabytych spółkach.

[2] W ramach modelu freemium każdy klient może opublikować jedno darmowe ogłoszenie o pracę w miesiącu.

Polacy nie wierzą Black Friday: 71,9% widzi sztuczne podwyżki cen przed promocjami

Według 71,9% Polaków, w sklepach zdarzają się realne sytuacje, że cena produktu lub usługi jest podnoszona przed Black Friday, aby w późniejszym okresie „promocja” wyglądała atrakcyjniej. 26,9% osób z tej grupy wiele razy widziało tego typu praktykę na rynku. Z kolei 23% często ją obserwuje, a 22% już kilka razy na pewno z nią się spotkało. Ponadto z raportu wynika, że 84% konsumentów każdorazowo sprawdza, czy dana promocja w Black Friday jest prawdziwa oraz czy faktycznie jest dla nich opłacalna. Z kolei 14% konsumentów nigdy nie weryfikuje ww. zmian w cenach.

Jak wynika z najnowszego rynkowego raportu pt. „Polacy na kursie Black Friday. Edycja 2025”, autorstwa UCE RESEARCH i Shopfully Poland, 71,9% konsumentów zauważa w sklepach realne sytuacje, że cena produktu lub usługi jest podnoszona przed Black Friday, aby „promocja” w późniejszym okresie wyglądała atrakcyjniej. – To bardzo wysoki odsetek, który wyraźnie pokazuje, że Polacy są czujni i coraz bardziej doświadczeni zakupowo. Nie dają się nabrać na marketingowe sztuczki i pułapki promocyjne. Nie jest to również wynik zaskakujący, bo od kilku lat w mediach głośno mówi się o tzw. fałszywych promocjach. Ale niepokojące jest to, że takie praktyki wciąż są widziane przez większość konsumentów – komentuje Robert Biegaj, współautor raportu z Shopfully Poland.

Zdaniem autorów raportu, wyniki sugerują, że konsumenci są nie tylko świadomi, ale też podejrzliwi wobec promocji. – Część z nich z pewnością bazuje na własnych obserwacjach, ale równie istotną rolę odgrywają medialne ostrzeżenia przed sztucznymi obniżkami. Dla rynku oznacza to, że sprzedawcy muszą bardziej dbać o autentyczność i przejrzystość promocji, bo konsumenci weryfikują ceny coraz dokładniej. Zbyt wiele nagłośnionych nadużyć może obniżyć zainteresowanie Black Friday, bo klienci mogą rezygnować z zakupów lub przenieść je do sklepów o bardziej wiarygodnej polityce cenowej – ostrzega ekspert z Shopfully Poland.

Osoby, które spotykają się z podnoszeniem cen przed Black Friday, najczęściej mówią, że wiele razy to zauważają – 26,9%. Poza tym 23% często to widzi, a 22% już kilka razy z tym się zetknęło. – To pokazuje, że dla wielu osób nie jest to incydentalne doświadczenie, lecz powtarzający się schemat. Skala zjawiska jest zatem znacząca i systemowa. Nie mówimy o pojedynczych przypadkach, ale o trwałej praktyce części rynku. Zresztą to nie tylko wrażenie, bo konsumenci regularnie spotykają się z pozornymi promocjami, nawet mimo tego, że przecież funkcjonuje sporo różnych przepisów i dyrektyw, w tym nawet unijnych. Dla branży to poważny sygnał ostrzegawczy – uważa Robert Biegaj.

Tylko 4,6%  ankietowanych nigdy nie zauważyło ww. zjawiska. – Ta grupa konsumentów nie śledzi regularnie cen, nie porównuje ofert lub nie kupuje w tym okresie, więc nie ma podstaw do zauważenia różnic. Zatem to nie dowód na brak procederu, tylko wskazanie, że nie wszyscy konsumenci są aktywni w obserwacji rynku – dodaje Robert Biegaj.

Z raportu wiadomo też, że 84% konsumentów każdorazowo sprawdza, czy dana promocja jest prawdziwa oraz opłacalna dla nich. – To bardzo wysoki wskaźnik, który oznacza, że większość konsumentów aktywnie weryfikuje oferty. Stoi za tym zarówno chęć oszczędności, jak i ograniczone zaufanie do handlowców. Konsumenci stali się bardziej racjonalni i pragmatyczni. Coraz częściej również korzystają z porównywarek cenowych, aplikacji mobilnych i historii cen. Dla handlu oznacza to konieczność rzetelnej komunikacji cenowej. W przeciwnym razie klienci szybko zdemaskują fałszywe promocje i stracą zaufanie do danej marki lub sklepu – mówią eksperci z UCE RESEARCH.

Dla autorów raportu 84% nie jest też zaskakującym wynikiem. – Raczej potwierdza on rosnącą dojrzałość konsumentów i efekt edukacji medialnej z ostatnich lat. Dla rynku to jednak wyraźny sygnał ostrzegawczy – czasy promocyjnych sztuczek się skończyły. Dziś klient sprawdza, porównuje i planuje zakupy z wyprzedzeniem. Black Friday przestaje być impulsywnym świętem okazji, a coraz bardziej staje się świadomym polowaniem na rzeczywiście korzystne oferty – podkreślają autorzy raportu.

Ponadto z raportu wynika, że 14% konsumentów nigdy nie weryfikowało zmian cen. Do tego 2% nie pamięta, czy to robiło. – Może to wynikać z wysokiego poziomu zaufania do marek, które znają i regularnie odwiedzają, ale też z braku czasu lub motywacji do ich porównywania lub z niższej świadomości konsumenckiej, zwłaszcza w starszych grupach wiekowych. Zresztą nie chodzi tylko o ufność, to również kwestia nawyku zakupowego. Naiwność i nieświadomość niektórych konsumentów mogą być wykorzystywane przez nieetycznych sprzedawców – podsumowuje Robert Biegaj.

Opis metody analitycznej/badawczej

Raport „Polacy na kursie Black Friday. Edycja 2025” powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej, które  zostało przeprowadzone w dniach 06-08.11.09.2025 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully Poland na próbie 1007 Polaków w wieku 18-80 lat.

Nowe zasady liczenia stażu pracy od 2026 r. – kto zyska najwięcej?

W 2026 r. zaczną obowiązywać nowe zasady ustalania stażu pracy. Do okresu zatrudnienia będzie można wliczyć nie tylko lata pracy na etacie, ale i te wynikające z innych form aktywności zawodowej. To rewolucyjne zmiany w Kodeksie pracy. Na co przełożą się w praktyce i dlaczego pracownicy nie powinni czekać z formalnościami wyjaśnia Dominika Domiańska-Drzazga, radca prawny w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Ustawa z 26 września 2025 r. (Dz.U. 2025 poz. 1423) zwiększa wymiar okresu zatrudnienia na korzyść pracowników. To jedna z największych zmian w Kodeksie pracy w ciągu ostatnich 10 lat, która ma wyrównać szanse między pracownikami etatowymi a samozatrudnionymi czy pracującymi na zleceniach. Data wejścia w życie nowych przepisów będzie inna w zależności od sektora – od 1 stycznia 2026 r. dla sektora publicznego, a od 1 maja 2026 r. dla sektora prywatnego. Poświadczenia okresów zatrudnienia będzie wydawał ZUS. W przypadku, gdy ZUS nie będzie posiadał stosownych danych, okresy zatrudnienia będzie można udowadniać innymi dowodami.

Co wliczymy w „nowy” staż pracy, a co nie?

Wg. nowych zasad, do stażu pracy wliczany będzie okres prowadzenia działalności gospodarczej i  zawieszenia działalności z powodu opieki nad dzieckiem, współpraca z osobą prowadzącą działalność gospodarczą, praca na umowach zlecenia i innych umowach o świadczenie usług, praca na umowach agencyjnych, członkostwo w rolniczych spółdzielniach produkcyjnych i spółdzielniach kółek rolniczych, a także praca za granicą. Do  stażu pracy nie wliczymy natomiast umów o dzieło, okresu praktyk studenckich czy wolontariatu. Trzeba też wiedzieć, że okresy zatrudnienia nie będą się sumowały.

Jeśli w tym samym czasie osoba pracowała na umowę o pracę i jednocześnie wykonywała np. zlecenia, to okresy jej zatrudnienia nie będą się sumowały. Będzie wliczał się jeden z nich, z reguły ten najkorzystniejszy dla pracownikazaznacza Domiańska-Drzazga, radca prawny w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Na co w praktyce przełożą się nowe przepisy?

Zmiany w sposobie interpretacji okresu zatrudnienia dają pracownikom szereg korzyści, takich jak dłuższy wymiar urlopu wypoczynkowego, dłuższy okres wypowiedzenia umowy o pracę, wyższa odprawa z tytułu jej rozwiązania z przyczyn niedotyczących pracownika, wyższe nagrody jubileuszowe i dodatki stażowe, szybszy awans czy też nowe możliwości aplikowania na oferty pracy, jeśli określony staż pracy jest warunkiem do awansu lub pozyskania pracy.

Pracownicy powinni zadbać o swoje interesy i jak najszybciej uzyskać zaświadczenia z ZUS. Warto przy tym zaznaczyć, że ZUS nie posiada informacji sprzed 1999 r. co oznacza, że nie będzie mógł wydać zaświadczenia dotyczącego okresów sprzed stycznia tegoż roku. Pracownicy powinny zatem poszukać dokumentów, które pomogą im udowodnić dodatkowy staż pracy, np. umowy cywilnoprawne, rozliczenia podatkowe, protokoły odbioru usług, potwierdzenia przelewów itp. Przepisy nie określają jak daleko wstecz (np. do którego roku) będzie się można cofnąć, liczyć się będą wszystkie udowodnione okresy pracypodkreśla Dominika Domiańska-Drzazga.

Na zmianach skorzystają na pewno osoby, które przed pracą na etacie prowadziły działalność gospodarczą lub pracowały na umowach-zlecenia, samozatrudnieni, którzy zaczynają pracę na etacie, a także osoby, które wracają po przerwie do pracy (np. z urlopów macierzyńskich czy wychowawczych).

Nie złożysz wniosku w terminie – stracisz świadczenia

Wniosek do ZUS o wydanie zaświadczenia o okresach składkowych będzie można złożyć wyłącznie w formie elektronicznej przez PUE ZUS (eZUS). Także w formie elektronicznej otrzymamy zaświadczenie, które będziemy mogli przekazać pracodawcy, aby mógł wliczyć potwierdzone w ZUSie okresy zatrudnienia do naszego stażu pracy.

Na złożenie zaświadczeń do pracodawcy, pracownicy mają 24 miesiące od daty wejścia w życie ustawy (odpowiednio 1 stycznia 2026 r. albo 1 maja 2026 r. w zależności od sektora w jakim działa pracodawca). Na pierwszy rzut oka, to odległy termin, ale według szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o potwierdzenie okresów składkowych może wystąpić nawet 2 mln osób. ZUS spodziewa się więc fali wniosków, która może wydłużyć czas oczekiwania na wydanie zaświadczenia i przysłowiowo „zapchać system”.

Na pewno nie warto czekać na ostatni moment. Samo sprawdzenie naszych danych i okresów składkowych w ZUS PUE, przejrzenie dokumentów potwierdzających okres prowadzenia działalności czy pracy na zleceniach (czasem pozyskanie na nowo zagubionych umów) zajmuje czas.ostrzega Dominika Domiańska-Drzazga, ekspertka z Trenkwalder.

Jak pracodawcy powinni się przygotować do zmian?

Rewolucja, którą niesie ustawa stażowa nakłada nowe obowiązki na pracodawców. Zmiany będą odczuwalne zwłaszcza w dużych organizacjach, które poniosą większe koszty administracyjne, a także finansowe.

Dostosowanie systemów kadrowo-płacowych, przeliczenie na nowo okresów zatrudnienia
i zaktualizowanie uprawnień, przejrzenie i dostosowanie aktów wewnątrzzakładowych, np. regulaminów pracy, regulaminów wynagradzania, polityk rekrutacyjnych czy wreszcie przeszkolenie kadry
te wszystkie działania, będą musieli podjąć pracodawcy mówi Dominika Domiańska-Drzazga, radca prawny w agencji zatrudnienia Trenkwalder. Zważywszy na to, że pracownicy raczej nie zrezygnują z wniosków o rewizję okresów stażu pracy, to warto już rozpocząć przygotowania wewnątrz organizacji, żeby w 2026 r. być przygotowanym. – dodaje Dominika Domiańska-Drzazga

Dlaczego do 2030 roku zabraknie 11 mln pracowników ochrony zdrowia

Do 2030 roku na świecie może zabraknąć nawet 11 mln pracowników ochrony zdrowia. Dziś 67% polskich organizacji w tej branży zgłasza trudności w pozyskaniu specjalistów o odpowiednich kompetencjach, globalnie to 77% firm. Co istotne, aż 67% globalnej siły roboczej w ochronie zdrowia stanowią obecnie kobiety, dlatego większe zaangażowanie mężczyzn w role pierwszej linii mogłoby pomóc w zmniejszeniu niedoborów. Więcej o trendach rynku pracy w ochronie zdrowia i naukach przyrodniczych w najnowszym raporcie ManpowerGroup „Healthcare and Life Sciences 2026 World of Work Outlook”.

Już dziś systemy ochrony zdrowia na całym świecie mierzą się z pilnym wyzwaniem pozyskania wykwalifikowanych specjalistów. Według Światowej Organizacji Zdrowia, do 2030 roku globalny niedobór kadr medycznych może sięgnąć 11 mln osób. WHO szacuje również, że skuteczne rozwiązanie kryzysu kadrowego mogłoby zapobiec utracie 189 mln lat życia z powodu przedwczesnych zgonów i niepełnosprawności.

Katarzyna Gołek, Section Lead, Recrutiment Manager Engineering, Life Science & Supply Chain w Manpower, zauważa, że sektor ochrony zdrowia powinien planować zatrudnienie w oparciu o długofalowe prognozy demograficzne, potrzeby epidemiologiczne oraz tempo cyfryzacji usług. – Do 2030 roku kluczowe będzie nie tylko zwiększanie liczby specjalistów medycznych, ale przede wszystkim inwestowanie w rozwój ich kompetencji technologicznych i analitycznych. Cyfrowe systemy zarządzania danymi, narzędzia oparte na sztucznej inteligencji oraz telemedycyna już dziś zmieniają sposób udzielania świadczeń, dlatego konieczne jest szkolenie kadr w zakresie pracy z nowymi technologiami, ochrony danych i zdalnej opieki nad pacjentem. Równolegle potrzebne będą umiejętności zarządzania zmianą, współpracy interdyscyplinarnej i komunikacji, niezbędne w coraz bardziej złożonych strukturach opieki. Organizacje zdrowotne, które połączą rozwój kompetencji cyfrowych z inwestycją w przywództwo i stabilne modele zatrudnienia, zyskają większą odporność systemową i zdolność reagowania na przyszłe kryzysy w ochronie zdrowia – mówi ekspertka.

Zdaniem Katarzyny Gołek, w nadchodzących latach sektor ochrony zdrowia będzie potrzebował specjalistów łączących kompetencje medyczne z technologicznymi. – Kluczowe znaczenie zyskają umiejętności w zakresie obsługi i interpretacji danych medycznych, pracy z narzędziami sztucznej inteligencji, telemedycyny oraz cyfrowych systemów opieki nad pacjentem. Coraz bardziej pożądane będą także role pośrednie, np. analitycy danych klinicznych, inżynierowie biomedyczni, specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa w ochronie zdrowia czy koordynatorzy projektów digital health – podkreśla ekspertka.

AI napędza transformację, ale człowiek pozostaje kluczowy

Według Deloitte ponad 60% firm z sektora life science planuje zwiększyć inwestycje w generatywną sztuczną inteligencję, od badań po produkcję. Jednocześnie, jak pokazują dane ManpowerGroup, choć już co trzecia organizacja z tej branży korzysta z AI, jedynie 19% w pełni wykorzystuje jej potencjał w rekrutacji. Wciąż jednak są obszary odporne na automatyzację, takie jak etyczna ocena sytuacji (33%), obsługa pacjenta (33%) czy komunikacja (29%). Polscy pracodawcy wskazują natomiast przede wszystkim na zarządzanie zespołem (34%), obsługę pacjenta (31%) oraz komunikację i szkolenia (po 28%).

– Nowe technologie, w tym sztuczna inteligencja, mają potencjał realnie odciążyć system ochrony zdrowia, zwłaszcza w obszarach administracyjnych, diagnostycznych i operacyjnych. Automatyzacja analiz danych, wstępna interpretacja wyników badań czy inteligentne systemy wspierające decyzje kliniczne pozwolą personelowi medycznemu skupić się na bezpośredniej opiece nad pacjentem. AI może również wspierać zarządzanie przepływem pacjentów, planowaniem grafików czy optymalizacją wykorzystania zasobów. Warunkiem skutecznego wdrożenia pozostaje jednak odpowiednie przygotowanie kadr, zarówno w zakresie kompetencji cyfrowych, jak i umiejętności pracy z nowymi narzędziami w sposób etyczny i bezpieczny dla pacjenta – zaznacza Katarzyna Gołek.

Jak podkreśla ekspertka, sztuczna inteligencja może znacząco przyspieszyć proces szkolenia specjalistów medycznych, dostarczając im spersonalizowanych narzędzi edukacyjnych, symulacji klinicznych i analiz przypadków w czasie rzeczywistym. – Dzięki temu lekarze i pielęgniarki mogą szybciej rozwijać praktyczne umiejętności i podejmować trafniejsze decyzje diagnostyczne. AI jest też w stanie przejąć część zadań administracyjnych czy analitycznych, np. wstępne opisy badań obrazowych, analizę dokumentacji czy monitorowanie danych pacjentów, co skraca czas pracy i pozwala personelowi skoncentrować się na opiece nad chorymi. Technologia nie zastąpi doświadczenia klinicznego, ale może stać się jego skutecznym wsparciem i katalizatorem rozwoju kompetencji – dodaje Katarzyna Gołek.

Europa odbudowuje moce produkcyjne w farmacji

W Europie aż 80% substancji czynnych wykorzystywanych do produkcji leków nadal pochodzi z Chin i Indii, co intensyfikuje działania zmierzające do ograniczenia zależności od rynków zewnętrznych. Odpowiedzią na to wyzwanie jest także inicjatywa Komisji Europejskiej – Critical Medicines Act, której celem jest przeciwdziałanie niedoborom leków i wzmocnienie bezpieczeństwa dostaw poprzez tworzenie listy kluczowych produktów medycznych oraz wsparcie strategicznych projektów produkcyjnych na terenie UE.

– Polska ma realną szansę stać się jednym z kluczowych hubów produkcji farmaceutycznej w Europie. Sprzyja temu dobrze rozwinięte zaplecze naukowe, rosnące inwestycje w biotechnologię oraz strategiczne położenie w regionie. Warunkiem jest jednak dalsze wsparcie państwa dla innowacji, uproszczenie regulacji i zwiększenie współpracy między sektorem publicznym a prywatnym, co pozwoli przyciągnąć globalnych producentów i rozwijać krajowe centra badawczo-rozwojowe. Relokacja produkcji do Europy, w tym do Polski, znacząco zwiększy zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowane kadry w sektorze life science. Wzrośnie popyt na specjalistów z zakresu inżynierii procesowej, biotechnologii, kontroli jakości, regulatory affairs oraz zarządzania produkcją zgodną z normami GMP – podsumowuje ekspertka Manpower.

NVIDIA bije prognozy. Gigant na sterydach ratuje przyszłość sztucznej inteligencji

Cały świat finansów czekał na to jakie wyniki finansowe zaprezentuje NVIDIA. Te jednak po raz kolejny okazały się być hurraoptymistyczne i wygląda na to, że hossa na światowych rynkach może dalej trwać. Więcej na ten temat w poniższym komentarzu pisze Mikołaj Sobierajski, analityk XTB:

W efekcie publikacji wyników akcje Nvidii rosną w handlu pozasesyjnym o ponad 4%, a rynki biją brawo firmie, która po raz kolejny udowadnia, że jest niekwestionowanym liderem ery sztucznej inteligencji. W trzecim kwartale fiskalnym 2026 Nvidia dostarczyła spektakularny pokaz swojej siły i wizji, pokazując, że jej wpływ wykracza daleko poza wyniki finansowe. Przychody firmy osiągnęły rekordowe 57 miliardów USD, co oznacza wzrost o 22% w porównaniu z poprzednim kwartałem i aż 62% rok do roku. To nie są zwykłe liczby w raporcie, to dowód, że Nvidia stoi w samym centrum globalnej transformacji cyfrowej i realnie kształtuje przyszłość technologii. Zysk netto na poziomie niemal 32 miliardów USD oraz zysk na akcję rzędu 1,30 USD pokazują, że firma nie tylko rośnie w imponującym tempie, ale też pozostaje odporna na zmienne warunki makroekonomiczne, od rosnących stóp procentowych po globalną presję inflacyjną, a także zawirowania na arenie geopolitycznej.

Największym motorem tego triumfu pozostaje segment Data Center, który wygenerował rekordowe przychody w wysokości 51,2 miliarda USD, rosnąc o 25% kwartał do kwartału i aż 66% rok do roku. Architektura Blackwell redefiniuje możliwości GPU, zapewniając moc obliczeniową i efektywność energetyczną niezbędną do obsługi najbardziej zaawansowanych zastosowań sztucznej inteligencji. Dzięki strategicznym partnerstwom z OpenAI, Google Cloud, Microsoft i innymi gigantami technologicznymi, Nvidia stała się kluczowym architektem globalnej infrastruktury AI. Firma nie tylko rozwija technologie, ale realnie „ratuje świat” przed cyfrowym niedoborem mocy obliczeniowej, umożliwiając rozwój autonomicznych pojazdów, systemów rekomendacji, generatywnych modeli językowych i wizualnych oraz całej globalnej gospodarki cyfrowej.

Segment gamingowy potwierdza stabilność i siłę ekosystemu Nvidii, generując 4,3 miliarda USD przychodów mimo niewielkiego spadku o 1%. Technologie RTX oraz nowoczesne rozwiązania w oprogramowaniu nie tylko umacniają pozycję firmy w sektorze rozrywki, ale budują most między innowacjami dla biznesu i konsumentów.

Rentowność operacyjna pozostaje imponująca, osiągając 36 miliardów USD, co oznacza wzrost o 27% względem poprzedniego kwartału. To nie tylko dowód skutecznej strategii biznesowej, ale także wyraźny sygnał, że Nvidia potrafi łączyć dynamiczny wzrost przychodów z wyjątkową efektywnością operacyjną. Taki wynik pokazuje, że firma nie tylko generuje ogromne przychody, ale potrafi je skutecznie konwertować na realny zysk.

Perspektywy na czwarty kwartał są jeszcze bardziej spektakularne. Firma prognozuje przychody na poziomie około 65 miliardów USD przy marżach utrzymujących się w granicach 75%, co pokazuje przygotowanie do dalszego dynamicznego rozwoju i utrzymania rynkowej dominacji. Globalne trendy w sztucznej inteligencji, przyspieszona adopcja generatywnej AI, rozwój chmur obliczeniowych oraz cyfrowa transformacja przedsiębiorstw w Ameryce Północnej, Europie i Azji tworzą fundamenty do kolejnych sukcesów firmy, a Nvidia pozostaje w epicentrum tych zmian.

Wyniki Nvidii są znacznie więcej niż imponującymi danymi finansowymi. To opowieść o firmie, która wyznacza kierunek globalnej transformacji cyfrowej, toruje drogę nowym standardom w branży półprzewodników i technologii cyfrowych, a dzięki swoim przełomowym rozwiązaniom w dziedzinie AI dosłownie ratuje świat przed niedoborem mocy obliczeniowej niezbędnej do rozwoju kolejnej ery technologii. Nvidia udowadnia, że hossa technologiczna nie jest chwilową bańką, lecz trwałym, globalnym trendem wspartym rosnącym popytem na innowacyjne rozwiązania, masową adopcją AI i zdolnością do utrzymania przewagi konkurencyjnej na wiele lat.

Audyt energetyczny – Jak przebiega? Kiedy warto go wykonać?

Czym jest audyt energetyczny i dlaczego warto go wykonać?

Audyt energetyczny budynku to szczegółowe badanie przeprowadzane przez specjalistę, które pozwala zidentyfikować wszystkie słabe punkty energetyczne nieruchomości. W przeciwieństwie do świadectwa charakterystyki energetycznej, które jest dokumentem informującym o standardzie energetycznym budynku w momencie jego oddania do użytku lub sprzedaży, audyt energetyczny to znacznie głębsza analiza, która skupia się na faktycznym stanie technicznym i wskazaniu opłacalnych możliwości poprawy efektywności energetycznej.

Dzięki profesjonalnemu audytowi dowiesz się dokładnie, dlaczego Twoje rachunki za ogrzewanie są tak wysokie i jak to zmienić. Audytor energetyczny zbada przegrody budowlane, instalację grzewczą, źródło ciepła i wentylację, a następnie wskaże konkretne rozwiązania dostosowane do Twojego budynku i budżetu.

Główne korzyści z audytu energetycznego:

  • Niższe rachunki za energię – precyzyjny plan optymalizacji zużycia
  • Wyższa wartość nieruchomości – budynki energooszczędne są bardziej atrakcyjne na rynku
  • Lepszy komfort cieplny – koniec z zimnymi ścianami i nieefektywnym ogrzewaniem
  • Ochrona środowiska – mniejsze zużycie energii i niższa emisja CO2
  • Uniknięcie kosztownych błędów – plan oparty na danych zamiast intuicji

Ekspert BUIMS podkreśla: Wiele osób zastanawia się, czy warto inwestować w audyt. Odpowiedź jest prosta: jeśli planujesz jakiekolwiek prace modernizacyjne, audyt pozwoli Ci uniknąć kosztownych błędów. Zamiast działać intuicyjnie lub na podstawie opinii sąsiadów, otrzymasz plan oparty na konkretnych danych i obliczeniach. Dzięki temu zainwestujesz w rozwiązania, które naprawdę się zwrócą, a nie w te, które tylko wydają się słuszne.

Kiedy audyt energetyczny jest obowiązkowy, a kiedy to dobra inwestycja?

Audyt energetyczny stał się kluczowym dokumentem w kontekście dostępu do różnych form wsparcia finansowego. Program „Czyste Powietrze”, który cieszy się ogromną popularnością wśród właścicieli budynków jednorodzinnych, wymaga przedłożenia audytu energetycznego.

Banki również coraz częściej wymagają tego dokumentu przy udzielaniu preferencyjnych kredytów na cele termomodernizacyjne. W przypadku wspólnot mieszkaniowych i większych budynków wielorodzinnych audyt jest często wymogiem prawnym przy planowaniu termomodernizacji współfinansowanej ze środków Banku Gospodarstwa Krajowego.

Nawet jeśli nie planujesz ubiegać się o dofinansowanie i nie musisz spełniać żadnych wymogów prawnych, audyt energetyczny pozostaje świetną inwestycją. Jeśli Twoje rachunki za ogrzewanie rosną z roku na rok, jeśli czujesz dyskomfort cieplny w domu lub planujesz wymianę pieca, instalacji grzewczej czy ocieplenie budynku – audyt pokaże Ci optymalną kolejność działań i pomoże uniknąć wydawania pieniędzy na rozwiązania, które nie przyniosą oczekiwanych efektów.

Warto rozważyć skorzystanie z usług doświadczonych specjalistów, którzy nie tylko wykonają badanie, ale też pomogą w interpretacji wyników i wyborze najlepszych rozwiązań – więcej informacji o takiej kompleksowej ofercie znajdziesz na stronie audytu energetycznego firmy BUIMS z Poznania.

Jak wygląda profesjonalny audyt energetyczny krok po kroku?

Proces audytu energetycznego rozpoczyna się od pierwszego kontaktu z audytorem. Warto wybrać doświadczonego audytora energetycznego, który posiada odpowiednie kwalifikacje potwierdzone wpisem na listę prowadzoną przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Podczas wstępnej rozmowy audytor zbiera podstawowe informacje o budynku – jego powierzchnię, rok budowy, zastosowane materiały oraz dotychczasowe modernizacje.

Etapy audytu energetycznego:

  1. Wizja lokalna budynku

Audytor odwiedza nieruchomość i ewentualnie przeprowadza dokładne pomiary uzupełniające. Sprawdza stan techniczny przegród budowlanych – ścian zewnętrznych, dachu, podłogi na gruncie, okien i drzwi. Analizuje, jakie materiały zostały użyte, jaka jest grubość izolacji (jeśli w ogóle istnieje) oraz identyfikuje mostki cieplne.

  1. Badanie instalacji grzewczej

Audytor bada instalację grzewczą i źródło ciepła. Sprawdza typ kotła lub pompy ciepła, jego sprawność, wiek i stan techniczny. Ocenia również instalację centralnego ogrzewania – czy rury są izolowane, jak rozłożone są grzejniki, czy system jest odpowiednio wyregulowany. Analizuje też sposób przygotowania ciepłej wody użytkowej i system wentylacji.

  1. Badanie termowizyjne

Coraz częściej w ramach audytu wykorzystuje się kamerę termowizyjną. To nowoczesne narzędzie pozwala „zobaczyć” straty ciepła – na obrazie termowizyjnym wyraźnie widać, gdzie budynek traci najwięcej energii. Mostki cieplne, nieszczelności, źle zamontowane okna – wszystko to jest widoczne na zdjęciach termowizyjnych.

  1. Analiza i obliczenia

Po zebraniu wszystkich danych audytor wprowadza zebrane informacje do specjalistycznego oprogramowania i przeprowadza szczegółowe obliczenia. Określa zapotrzebowanie budynku na ciepło, identyfikuje największe źródła strat energii i przygotowuje warianty modernizacji.

Czas realizacji audytu energetycznego: od 1 do 4 tygodni (w zależności od wielkości i złożoności budynku)

Podsumowanie

Warto pamiętać, że audyt energetyczny to dokument ważny przez wiele lat. Możesz realizować zalecenia etapami – najpierw wymienić okna, za rok docieplić ściany, a za kolejny wymienić źródło ciepła. Raport pozostaje aktualny i stanowi spójny plan działania, niezależnie od tego, jak szybko decydujesz się na poszczególne inwestycje.

Pamiętaj, profesjonalny audyt energetyczny to inwestycja, która szybko się zwraca. Koszt profesjonalnego audytu, to zazwyczaj kilka tysięcy złotych dla typowego domu jednorodzinnego, ale jest to ułamek tego, co możesz stracić, podejmując błędne decyzje modernizacyjne. To także cena za spokój i pewność, że Twoje pieniądze zostaną wydane rozsądnie, a efekty będą odczuwalne przez dziesięciolecia.

Grupa ZUE z poprawą rentowności przy niższych przychodach – raport za 3 kwartały 2025

Przychody ze sprzedaży Grupy ZUE wyniosły po III kwartałach 2025 roku 690,9 mln zł wobec 921,5 mln zł w analogicznym okresie roku poprzedniego. Mimo spadku przychodów, Grupa poprawiła marżę brutto na sprzedaży, która wzrosła do 5,4% z 3,7% rok wcześniej.

Aktualny portfel zamówień Grupy ZUE wynosi łącznie ok. 1,1 mld zł netto, Grupa intensywnie pracuje nad dalszą rozbudową portfela i aktywnie uczestniczy
w przetargach na rynku krajowym i na rynkach zagranicznych.

Od początku 2025 roku Spółka zawarła kontrakty na łączną kwotę netto ok. 575 mln zł, oraz ma złożone dwie najlepsze oferty w przetargach na łączną kwotę ok. 2,84 mld zł netto. Jedna z tych ofert – o wartości 2,6 mld zł netto – została już wybrana jako najkorzystniejsza przez zamawiającego, czyli PKP PLK S.A. Oferta dotyczy zaprojektowania i robót budowlanych na odcinku Gdynia Chylonia-Lębork.

W październiku br. Krajowa Izba Odwoławcza utrzymała najkorzystniejszą ofertę ZUE w ww. przetargu.

„Za nami kolejny pracowity kwartał. To co szczególnie nas cieszy, to wypracowany przez Grupę ZUE poziom marż brutto – po dziewięciu miesiącach 2025 roku są one na wyższym poziomie niż marże w całym roku obrotowym 2024. Nie zwalniamy tempa i wciąż aktywnie uczestniczymy w licznych postępowaniach przetargowych zarówno w segmencie kolejowym, jak i tramwajowym. Tylko od początku tego roku podpisaliśmy nowe umowy na roboty budowlane o wartości 575 mln zł” – mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE.

Aktualnie Grupa ma złożone najlepsze oferty w przetargach na łączną kwotę ok. 2,84 mld zł. Co szczególnie warto podkreślić, Krajowa Izba Odwoławcza utrzymała w październiku naszą ofertę w przetargu na prace projektowo-budowlane na odcinku Gdynia Chylonia-Lębork o wartości 2,6 mld zł netto. To będzie największy kontrakt w historii ZUE, a po jego podpisaniu portfel zamówień Grupy wzrośnie do rekordowego poziomu” – dodaje prezes.

Spółka 18 listopada br. podpisała umowę z Miastem Kraków na utrzymanie, konserwację
i naprawy infrastruktury tramwajowej Krakowa w latach 2025–2028.  Łączna kwota wynagrodzenia ZUE z tego kontraktu wyniesie maksymalnie 157 mln zł netto.

„Bardzo nas cieszy podpisana umowa z Krakowem. Miasto zaufało naszemu doświadczeniu i kompetencjom, będziemy mogli dbać o jakość i bezpieczeństwo krakowskiej infrastruktury miejskiej. Tego rodzaju kontrakty są dla nas bardzo cenne, ponieważ pozwalają na długofalowe planowanie prac z korzyścią dla ostatecznego beneficjenta, czyli użytkowników infrastruktury” – mówi Prezes ZUE.

Grupa ZUE konsekwentnie stawia na dywersyfikację geograficzną, dążąc do ograniczenia zależności Grupy od koniunktury krajowego rynku budowlanego.

„Rumunia pozostaje naszym głównym rynkiem zagranicznym. W przychodach za pierwsze dziewięć miesięcy 2025 roku kwota 105 mln zł dotyczy kontraktów budowalnych w Rumunii, a dwa największe kontrakty realizowane obecnie przez nas na tamtejszym rynku opiewają na łączną kwotę 447 mln zł. Jednocześnie aktywnie poszukujemy nowych kierunków działalności i składamy oferty na rynku niemieckim oraz słowackim. Efektem tych działań jest złożenie przez konsorcjum ZUE i Uranpres najkorzystniejszej oferty w przetargu na modernizację linii tramwajowych w Bratysławie o wartości 106,7 mln euro. Na rynku słowackim realizowaliśmy już prace w przeszłości, więc jest to rynek nam już znany” – mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE.

„Z kolei nasza niemiecka spółka ZUE Bahnbau z powodzeniem realizuje pierwsze kontrakty, dotyczące modernizacji sieci trakcyjnej dla Deutsche Bahn – jednego z największych przewoźników kolejowych w Europie. Składamy też oferty w nowych przetargach oraz pracujemy nad prekwalifikacją w zakresie budowy nawierzchni torowej. Prekwalifikacja pozwoli nam oferować na rynku niemieckim pełen zakres prac szynowych i w konsekwencji kompleksowo rozwijać działalność w tamtejszym sektorze infrastrukturalnym” – dodaje prezes.

WYNIKI FINANSOWE – SZCZEGÓŁY

Łączna wartość przychodów wygenerowanych przez Grupę ZUE w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 roku wyniosła 690,9 mln zł wobec 921,5 mln zł w analogicznym okresie roku poprzedniego. Podobnie jak w poprzednich okresach głównym źródłem przychodów Grupy jest działalność budowlana. Przychody segmentu budowalnego wyniosły w III kwartałach 2025 roku 643 mln zł wobec 874,5 mln zł, a segmentu handlowego 54,8 mln zł wobec 51,3 mln zł rok wcześniej.

Zysk brutto na sprzedaży Grupy ZUE wyniósł w raportowanym okresie 37,4 mln zł, zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 9,9 mln zł, a zysk netto wyniósł 5,2 mln zł. Mimo niższych rdr wyników i przychodów, Grupa znacząco poprawiła marżę brutto na sprzedaży, która wzrosła po trzech kwartałach 2025 roku do 5,4% z 3,7% rok wcześniej.

Szczegóły dotyczące wyników przedstawia tabela:

w mln zł Grupa ZUE ZUE S.A.
I-IIIQ 2025 I-IIIQ 2024 I-IIIQ 2025 I-IIIQ 2024
Przychody ze sprzedaży 690 922 921 496 626 242 846 682
Wynik brutto na sprzedaży 37 381 34 499 30 840 29 636
EBIT 9 935 13 439 8 335 12 289
EBITDA 22 015 24 997 19 681 22 994
Wynik netto 5 218 6 888 4 502 7 232

KOMENTARZ RYNKOWY

Sytuacja operacyjna i finansowa Grupy ZUE zależy głównie od dwóch rynków: kolejowego oraz tramwajowego.

Polska kolej jest obecnie w trakcie wieloletniego programu modernizacji – Krajowego Programu Kolejowego (KPK) do 2030 roku, o łącznej wartości ok. 80 mld zł. Plan PKP PLK na 2025 rok zakłada ogłoszenie przetargów o łącznej wartości ok. 16 mld zł, a następnie został rozbudowany do wartości 27 mld zł. Większość przetargów została już ogłoszona.

Z kolei w 2026 roku PKP PLK planuje ogłosić przetargi o łącznej wartości ok. 9,5 mld zł.
W I kwartale 2026 ma zostać ogłoszone 7 zadań o wartości powyżej 100 mln zł
(w tym 3 powyżej 1 mld zł). W pozostałej części roku planowane jest rozpisanie przetargów na kolejne 9 inwestycji powyżej 100 mln zł. Plan przetargowy może zostać zwiększony.

Na rynku kolejowym pojawią się również kolejne przetargi ogłaszane przez Centralny Port Komunikacyjny.

Spółka z optymizmem patrzy również na rynek infrastruktury miejskiej. Nowe inwestycje planują m.in. Kraków, Warszawa, Gdańsk, Bydgoszcz, Szczecin, Poznań i miasta Aglomeracji Śląskiej. Oprócz budowy i modernizacji tras tramwajowych, część ośrodków – m.in. Gdańsk, Toruń, Wrocław i Gorzów Wielkopolski – planuje modernizacje lub budowę nowych zajezdni tramwajowych.

“Obserwujemy ożywienie inwestycyjne zarówno na rynku polskim, jak i innych rynkach europejskich. Wchodzimy w ten okres z pełną gotowością – zarówno na rynku kolejowym, jak i tramwajowym. Nasz zespół, doświadczenie i zaplecze techniczne to fundamenty, które skutecznie pozwalają nam konkurować o nowe projekty. Patrzymy na nadchodzące przetargi z optymizmem i traktujemy je jako szansę na dalszy rozwój oraz wzmocnienie naszej pozycji zarówno w kraju, jak i za granicą” – mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE.

„Naszym głównym celem strategicznym na lata 2025–2027 pozostaje maksymalne wykorzystanie potencjału obecnej perspektywy unijnej. Chcemy nie tylko utrzymać pozycję jednego z liderów w budowie infrastruktury kolejowej i miejskiej, ale – w dłuższym terminie – rozwijać także nowe obszary: od dystrybucji materiałów torowych po usługi serwisowe
i utrzymaniowe” – dodaje prezes.

W 2025 roku do Grupy dołączyła firma NTB Systemy. Zakup tego podmiotu wniósł dodatkowy know-how w zakresie związanym z budową, modernizacją, remontami torowisk tramwajowych w szczególności opartych na konstrukcjach wykorzystujących w swoim składzie materiały chemiczne.

Grupa ZUE, poprzez spółkę Energopol, działa również na rynku drogownictwa lokalnego.

„W ramach Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg prawie 2,7 tys. zadań inwestycyjnych
w zakresie budowy lub modernizacji dróg lokalnych ma uzyskać wsparcie finansowe. Postrzegamy ten segment działalności jako perspektywiczny i stabilny” – mówi na koniec Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE S.A.

Grupa Śnieżka publikuje wyniki za trzy kwartały 2025 r.

  • Po trzech kwartałach 2025 Grupa Śnieżka osiągnęła 634,7 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza spadek o 2,0% r/r. Mimo słabszych przychodów poprawiły się zyski: EBITDA wzrosła o 3,7% r/r do 131,1 mln zł, a zysk netto o 7,8% r/r do 72,7 mln zł.
  • Wartość sprzedaży krajowej w pierwszych trzech kwartałach 2025 roku osiągnęła 466,8 mln zł, co oznacza wzrost o 0,5% r/r, stanowiąc 73,6% skonsolidowanych przychodów. Na rynku węgierskim przychody zmniejszyły się o 3,9% r/r, osiągając wartość 81,4 mln zł. Sprzedaż na rynku ukraińskim wyniosła 61,6 mln zł, co oznacza spadek o 4,5% r/r.
  • W samym III kwartale przychody Grupy Śnieżka wyniosły 254,4 mln zł (+3,8% r/r), EBITDA 64,7 mln zł (+9,3% r/r), a zysk netto 41,4 mln zł (+16,0% r/r). Obroty w Polsce w tym okresie sięgnęły 187,6 mln zł (+5,0% r/r), na Węgrzech 33,9 mln zł (+7,5% r/r), a w Ukrainie 22,2 mln zł (+2,7% r/r).

– Naszą przewagę konkurencyjną budujemy na silnych markach, starannie dobranym portfolio produktowym oraz nowoczesnych procesach produkcji i logistyki, co pozytywnie przekłada się na biznes. Pomimo niższej od oczekiwań aktywności konsumentów w sektorze poprawiliśmy zyski zarówno narastająco, jak i w samym III kwartale br. Otoczenie gospodarcze w Polsce, biorąc pod uwagę trwający cykl obniżek stóp procentowych, poprawia się, jednak dane, którymi dysponujemy, wskazują, że duża część środków wydatkowana jest przez konsumentów w innych obszarach niż remonty. Świadomi uwarunkowań rynkowych koncentrujemy się na realizacji strategii „Focus and Grow 2028”, a także dyscyplinie kosztowej: wskaźnik długu netto do EBITDA na koniec września br. wyniósł 1,14 – komentuje Piotr Mikrut, Prezes Zarządu Śnieżka SA.

W pierwszych trzech kwartałach br. rynek farb dekoracyjnych w Polsce wartościowo i wolumenowo w ujęciu procentowym r/r odnotował jednocyfrowy spadek, co oznacza, że spółka osiągnęła wynik powyżej rynku – sprzedaż wzrosła o 0,5%, do 466,8 mln zł. Na Węgrzech rynek w ujęciu procentowym r/r rósł wartościowo i wolumenowo jednocyfrowo, podczas gdy wyniki spółki były słabsze od rynku – przychody spadły o 3,9%, do 81,4 mln zł. W Ukrainie rynek w ujęciu procentowym r/r rósł wartościowo przy jednocyfrowym spadku wolumenów, co przekłada się na wyniki zbliżone do rynku – sprzedaż spółki spadła o 4,5%, do 61,6 mln zł.

Na zyskowność po trzech kwartałach br. pozytywnie wpłynęły m.in. spadek kosztu własnego sprzedaży o 19,2 mln zł r/r oraz poprawa wyniku na działalności finansowej o 3,1 mln zł r/r, wynikająca z niższych kosztów obsługi długu. Rentowność EBITDA w tym okresie wyniosła 20,7% (+1,2 p.p. r/r), a w samym III kwartale br. 25,4% (+1,3 p.p. r/r). Marża brutto ze sprzedaży po trzech kwartałach br. wyniosła 51,1% (+2,0 p.p. r/r) oraz 52,9% w III kwartale br. (+2,5 p.p. r/r), co było efektem korzystnej relacji kosztów wytworzenia do uzyskanej sprzedaży.

Na koniec września 2025 r. wskaźnik dług netto/EBITDA Grupy wyniósł 1,14 w porównaniu z 1,6 rok wcześniej.

Podstawowe elementy sprawozdania z całkowitych dochodów Grupy Kapitałowej Śnieżka:

okres 9 miesięcy zakończony dnia

30 września 2025 roku

okres 9 miesięcy zakończony dnia

30 września 2024 roku

Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 634 684 647 680 -2,0%
Koszt własny sprzedaży 310 377 329 569 -5,8%
Koszty SG&A (sprzedaży i ogólnego zarządu) 221 466 217 676 1,7%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej (413) (2 050) -79,9%
Wynik na działalności finansowej (11 636) (14 731) -21,0%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej 38 190 -80,0%
Zysk brutto 90 830 83 844 8,3%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 102 428 98 385 4,1%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 131 137 126 507 3,7%
Podatek dochodowy 18 168 16 435 10,5%
Wynik netto, w tym 72 662 67 409 7,8%
Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 69 941 64 643 8,2%

 

Grupa PHN odbija finansowo: 630,9 mln PLN przychodów i powrót do solidnych zysków

Po trzech kwartałach 2025 r. Grupa PHN osiągnęła przychody operacyjne na poziomie 630,9 mln PLN, co oznacza wzrost o ponad 30% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Zysk netto wyniósł 179,2 mln PLN, wobec 112,2 mln PLN straty w analogicznym okresie roku 2024 r.

Skorygowana EBITDA ukształtowała się na poziomie 129,6 mln PLN, potwierdzając utrzymującą się poprawę efektywności operacyjnej oraz konsekwencję w realizacji długoterminowych celów strategii „Nowy Start”.

– Trzeci kwartał 2025 r. był dla Grupy PHN okresem dalszego umacniania naszej pozycji oraz konsekwentnych działań w kluczowych obszarach. Koncentrowaliśmy się zarówno na postępie inwestycyjnym, wzroście sprzedaży jak i na wzmacnianiu fundamentów finansowych Grupy, czego potwierdzeniem jest m.in. decyzja o wcześniejszym wykupie obligacji o wartości 120 mln PLN – powiedział Wiesław Malicki, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości S.A.

W segmencie działalności deweloperskiej Grupa PHN osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 117,4 mln PLN, wobec 1,8 mln PLN uzyskanych w pierwszych trzech kwartałach 2024 r. Tak znaczący wzrost to efekt zakończenia realizacji kluczowych projektów mieszkaniowych i przekazania nabywcom lokali w trzech inwestycjach: KOLEJ NA 19 w Warszawie, Osiedlu ŁAN we Wrocławiu oraz Osiedlu Olimpijczyk II w Łodzi.

– Osiągnięte po trzech kwartałach 2025 r. wyniki, obejmujące zarówno wzrost przychodów operacyjnych, jak i dalszą poprawę skorygowanej EBITDA, potwierdzają dobrą kondycję finansową Grupy PHN oraz skuteczność prowadzonych działań w zakresie zarządzania kosztami. Rezultaty te stanowią trwałą podstawę do kontynuacji stabilnego, zrównoważonego rozwoju i budowania wartości Grupy w kolejnych okresach – dodał Wiesław Malicki.

Grupa PHN kontynuuje realizację programu inwestycyjnego w sektorze nieruchomości komercyjnych, mieszkaniowych, logistycznych oraz odnawialnych źródeł energii. W obszarze biurowym budowa nowoczesnego biurowca VENA przy al. Prymasa Tysiąclecia 83 w Warszawie znajduje się już na końcowym etapie. Zakończono stan surowy zamknięty, a obecnie prowadzone są roboty wykończeniowe oraz wewnętrzne prace instalacyjne.

W obszarze mieszkaniowym Grupa PHN konsekwentnie rozwija portfel inwestycji. Obecnie w realizacji znajdują się trzy projekty: Apartamenty Jana Pawła 34 w Warszawie, Nowa Nakielska by PHN I w Bydgoszczy oraz Nowe Zabłocie w Krakowie. Łącznie obejmują one 336 mieszkań. Na początku bieżącego roku zakończono budowę drugiego etapu Osiedla Olimpijczyk w Łodzi, a w ostatnim czasie otrzymano pozwolenie na użytkowanie dla drugiego etapu inwestycji Młoda Białołęka w Warszawie. W przygotowaniu są kolejne przedsięwzięcia mieszkaniowe, w tym kontynuacja prestiżowego projektu Yacht Park w Gdyni, następne etapy Osiedla ŁAN we Wrocławiu oraz Młodej Białołęki w Warszawie. W planach znajdują się również projekty premium w prestiżowych lokalizacjach, takich jak Foksal 10 i Lotaryńska 11 w Warszawie, gdzie powstaną kameralne apartamenty o podwyższonym standardzie. Jednym z innowacyjnych projektów w nadchodzących latach będzie też rewitalizacja Osiedla Wilanów w Warszawie. W ramach pierwszego etapu powstanie 89 komfortowych mieszkań w czterech budynkach, a całość przedsięwzięcia ma na celu stworzenie nowoczesnej, przyjaznej przestrzeni mieszkalnej, łączącej tradycję z nowoczesnością. Obecnie trwa opracowywanie dokumentacji projektowej.

Grupa PHN rozwija także działalność w obszarze odnawialnych źródeł energii. Pierwsza farma o niemal 28 MW mocy zainstalowanej powstanie przy w miejscowości Owińska w gminie Czerwonak w Wielkopolsce. Spółka pozyskała finansowanie w wysokości 33,5 mln PLN na budowę tej farmy o mocy około 18 MW. Szacuje się, że około 70% wyprodukowanej energii zostanie przeznaczone na potrzeby własne nieruchomości Grupy PHN, co przełoży się na obniżenie śladu węglowego i wzrost atrakcyjności oferty najmu dla obecnych i przyszłych klientów.

 

Grupa PHN pozostaje konsekwentna w realizacji strategii „Nowy Start” na lata 2025–2030, której celem jest budowa silnej pozycji na rynku nieruchomości w oparciu o cztery filary: Development, Najem, Budownictwo i PRS. Strategia przewiduje m.in. budowę 3 200 mieszkań, 40 tys. mkw. powierzchni biurowej oraz 600 tys. mkw. powierzchni logistycznej do 2030 r. Dotychczasowe wyniki 2025 r. stanowią solidny fundament pod realizację tych ambitnych założeń oraz kontynuację stabilnego, zrównoważonego wzrostu wartości Grupy.

Fabrity wypłaci dodatkową dywidendę: 1 zł na akcję po zwrocie podatku CIT

Grupa Fabrity (GPW: FAB), specjalizująca się w inżynierii oprogramowania i rozwiązaniach transformacji cyfrowej, wypłaci 1,00 zł warunkowej dywidendy uzupełniającej za rok 2024. Dzień dywidendy został ustalony na 24 listopada, a jej wypłatę na 5 grudnia br.

Podstawowa dywidenda za rok 2024 miała łącznie wartość 8,5 mln zł, z czego blisko 3 mln zł (1,30 zł na akcję) zostało wypłacone w formie zaliczki w listopadzie zeszłego roku, a w czerwcu br. do akcjonariuszy trafiło pozostałe blisko 5,6 mln zł (2,00 zł na akcję). Walne Zgromadzenie zamykające rok 2024 podjęło uchwałę o wypłacie uzupełniającej dywidendy warunkowej w wysokości 1,00 zł na akcję (blisko 2,8 mln zł), jeśli do końca listopada br. spółka otrzyma zwrot nadpłaconego podatku CIT za 2022 rok z tytułu zastosowania ulgi holdingowej przy sprzedaży zależnej spółki chmurowej Oktawave do Netii (Grupa Polsat Plus). Zwrot kwoty głównej i odsetek – łącznie prawie 3,3 mln zł – wpłynął już na rachunek Fabrity, w związku z czym Zarząd i Rada Nadzorcza niezwłocznie podjęli stosowne uchwały, aby wykonać uchwałę nr 7 Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia z 5 czerwca br.

– Jesteśmy spółką z dużym potencjałem wzrostu i długoterminowo realizowaną strategią dynamicznego wzrostu, ale jednocześnie nasz model biznesowy pozwala na generowanie dużej wartości dla akcjonariuszy również poprzez bezpośrednie transfery środków. Nadal mamy potencjał dywidendowy, pracujemy na wysokie tempo wzrostu wyników w kolejnych latach i generujemy zdrowe przepływy gotówkowe – mówi Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

Wraz z wypłatą dywidendy uzupełniającej do akcjonariuszy Fabrity trafi łącznie 4,30 zł dywidendy za rok 2024, co oznacza stopę dywidendy wobec obecnego kursu na poziomie 16%. Na przestrzeni ostatnich zaledwie czterech lat – przede wszystkim w formie dywidendy, ale też skupu akcji – to już blisko 56 mln zł, co odpowiada mniej więcej trzy czwartym obecnej kapitalizacji Fabrity.

Zmiany w rozliczaniu aut firmowych od 2026 r.

Decyzja o zakupie samochodu firmowego to nie tylko kwestia mobilności czy prestiżu — to również poważna decyzja finansowa, która może mieć długofalowe skutki podatkowe. Od stycznia 2026 r. wejdą w życie nowe przepisy, które znacząco ograniczą możliwość rozliczenia kosztów zakupu pojazdów spalinowych w działalności gospodarczej.

Limity korzystne do końca roku

Obecnie obowiązujące limity pozwalają przedsiębiorcom na korzystne rozliczenie kosztów zakupu lub leasingu samochodu. Dla pojazdów elektrycznych i wodorowych limit wynosi 225 tysięcy złotych, a dla samochodów spalinowych — 150 tysięcy złotych. To oznacza, że firma może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu znaczną część wartości pojazdu, obniżając tym samym podstawę opodatkowania i składkę zdrowotną.

Od 2026 roku: mniej do odliczenia

Już od 2026 roku limit dla aut spalinowych zostanie obniżony do 100 tysięcy złotych. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca, który zdecyduje się na zakup auta w przyszłym roku, będzie mógł rozliczyć o 50 tysięcy złotych mniej niż obecnie. Przy uwzględnieniu podatku dochodowego i składki zdrowotnej różnica może sięgnąć nawet 20 tysięcy złotych na jednym pojeździe.

Ekologia w tle, ale realia są inne

Zmiany te nie są przypadkowe — wpisują się w szerszy trend promowania elektromobilności i ograniczania emisji CO₂. Ustawodawca chce w ten sposób zachęcić firmy do inwestowania w bardziej ekologiczne rozwiązania transportowe. Jednak dla wielu przedsiębiorców, zwłaszcza z sektora MŚP, auta spalinowe wciąż pozostają bardziej dostępne i praktyczne. Dlatego rok 2025 może być ostatnią szansą na pełne wykorzystanie obecnych przepisów.

Liczy się moment wprowadzenia auta do firmy

Wielu właścicieli firm nie zdaje sobie sprawy, że moment wprowadzenia auta do ewidencji środków trwałych ma kluczowe znaczenie. Nie wystarczy podpisać umowy — liczy się faktyczne rozpoczęcie użytkowania pojazdu w firmie. Dlatego warto działać z wyprzedzeniem, bo formalności, dostępność modeli i terminy realizacji mogą zająć więcej czasu, niż się wydaje — komentuje Michał Pływaczewski, Dyrektor Sprzedaży Flotowej w Grupie Krotoski.

Kogo dotkną zmiany?

Zmiany obejmują zarówno zakup, jak i leasing operacyjny, najem czy amortyzację pojazdów. Dotyczą osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, spółek rozliczających koszty w ramach PIT lub CIT, a także firm korzystających z różnych form finansowania flot.

To bardzo ważny temat dla przedsiębiorców planujących inwestycje flotowe. Obniżenie limitu odliczeń dla aut spalinowych do 100 tys. zł od 2026 r. oznacza realne zwiększenie kosztów prowadzenia firmy. W praktyce różnica w rozliczeniach może sięgać nawet kilkunastu–kilkudziesięciu tysięcy złotych na jednym pojeździe. Warto zwrócić uwagę, że kluczowy jest nie sam zakup, ale moment wprowadzenia auta do ewidencji. To często niedoceniany detal, który może przesądzić o możliwości skorzystania z obecnych, korzystniejszych zasad. Choć zmiany wspierają elektromobilność, to dla wielu firm – zwłaszcza z sektora MŚP – auta spalinowe nadal pozostają bardziej dostępne. Dlatego 2025 rok może być ostatnią szansą na optymalizację kosztów flotowych w dotychczasowej formie. Przedsiębiorcy mają jeszcze chwilę, by odpowiednio zaplanować swoje decyzje – uzupełnia Magdalena Kurowska, OFFICITY Sp. z o. o. zrzeszonego w OSCBR.

Co można zrobić?

Warto już teraz przeanalizować planowane inwestycje w pojazdy firmowe, skonsultować formę finansowania np. z księgową i sprawdzić, czy wybrany model auta spełnia kryteria emisji CO₂. Dla wielu przedsiębiorców może to być ostatnia okazja, by zoptymalizować koszty i uniknąć wyższych obciążeń podatkowych w przyszłości.

Cognor: Rządowy Zespół ds. taryf to szansa na stabilne otoczenie dla branży stalowej

– Z zadowoleniem przyjmujemy decyzję Ministra Energii o powołaniu Zespołu ds. poprawy efektywności kształtowania taryf sieciowych. Nasz głos – zarówno jako Cognora, jak i poprzez stowarzyszenia, których jesteśmy członkiem – od lat jest bardzo dobrze słyszalny w dyskusji na temat konkurencyjności polskiego przemysłu. W skład powołanego Zespołu, a zatem z realnym przełożeniem na wypracowywane ostateczne rekomendacje i regulacje, wchodzi reprezentująca branżę stalową i nas Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa.

– W zarządzeniu jasno wskazano potrzebę przeanalizowania obecnych zasad oraz praktyk stosowanych w innych krajach UE, w tym z uwzględnieniem sytuacji odbiorców energochłonnych. To bardzo dobry sygnał dla przemysłu energochłonnego i dla Cognora a jednocześnie działanie doskonale wpisujące się w konkretne trendy w polityce gospodarczej UE i jej wiodących przemysłów. Z satysfakcją odnotowujemy, że podejście rządzących do przemysłu wyraźnie się racjonalizuje i obejmuje kurs na przywrócenie konkurencyjności sektorom takim, jak branża stalowa, które nie tylko stanowią fundament gospodarki, ale wprost przesądzają o bezpieczeństwie nas wszystkich. Ostatnie tygodnie pokazują, że postulowane i wdrażane przez wiodące europejskie kraje mechanizmy wsparcia dla przemysłu energochłonnego, w tym dotyczące obniżenia cen energii, zyskują przychylność Komisji Europejskiej, więc możemy zdecydowanie powiedzieć, że właściwa droga została już utorowana i powinniśmy iść tym śladem.

Przemysław Sztuczkowski, Prezes Zarządu Cognor Holding

NVIDIA w centrum uwagi, stabilne CPI w UE i presja na funcie

Powoli zbliżamy się do najważniejszej publikacji wyników finansowych w tym tygodniu. Późnym wieczorem poznamy raport NVIDII, który pogrąży branżę sztucznej inteligencji albo da jej i rynkom kapitałowym chwilę wytchnienia. Oczekiwania przychodów po raz kolejny są wygórowane, dlatego emocje rosną. Nie rośnie jednak inflacja w Unii Europejskiej, a Polska dynamika cen pozostaje na przyzwoitym poziomie. Funt znów obrywa na forex.

Wyniki Nvidii

Dziś o godzinie 22:00 polskiego czasu wyniki finansowe raportuje największa firma pod względem kapitalizacji na świecie. Jest to o tyle istotne, że NVIDIA uznawana jest przez rynek za barometr hossy w obszarze sztucznej inteligencji. Nic dziwnego, że dane te budzą tyle emocji, skoro udział firmy w indeksie S&P500 to około 8%. Dzisiejsze estymacje mówią o przychodach na poziomie – uwaga – 54,8 miliardów dolarów. To właśnie ta pozycja budzi obawy, gdyż z każdym kolejnym kwartałem oczekiwania rosną. Dla porównania przypomnijmy, że wyniki publikowane w sierpniu przewyższyły prognozy na poziomie 46,1 mld USD. Prognozy z maja wynosiły 43,31 mld USD, a te lutowe 30,02 mld USD i wszystkie z wymienionych zostały dowiezione z nadwyżką, zresztą podobnie jak wszystkie w roku 2024.

Dziś, jak przy każdej kolejnej kwartalnej publikacji, na rynku pojawiają się głosy mówiące o tym, że firma nie może rosnąć w nieskończoność. Z drugiej jednak strony mamy również wiele danych dotyczących strategicznych partnerstw między firmami AI. Te opierają się na wzajemnych zobowiązaniach inwestycyjnych i zakupowych, co zabezpiecza przychody. Jeżeli przychody NVIDII znów przerosną oczekiwania, to inwestorzy z pewnością skierują uwagę także na ich prognozy w przyszłych kwartałach. Ta pozycja – również w przypadku tendencji zniżkującej –  może zatrząść rynkiem. Żeby akapit nie wybrzmiał zbyt kasandrycznie dodajmy, że giełdy spadały przez kilka ostatnich sesji. W przypadku dobrych danych będzie to wręcz idealny moment na sensowne odbicie.

Stabilna inflacja w UE

W środę przed południem poznaliśmy dane dotyczące dynamiki cen z Unii Europejskiej. Średnia inflacja konsumencka we Wspólnocie to 2,5% r/r. Najniższą wartość odnotowano na Cyprze (0,2% r/r), natomiast samotnym liderem jest Rumunia (8,4% r/r), która wyprzedza Estonię z prawie połowę niższym rezultatem (4,5% r/r). Polska uplasowała się pośrodku rankingu (2,9% r/r). W strefie euro ceny rosną o 2,1% w ujęciu rocznym i 0,2% w ujęciu miesięcznym, co było zgodne z oczekiwaniami. Publikacje nie wpłynęły istotnie na notowania unijnej waluty. Kurs EUR/USD o poranku delikatnie zniżkował do poziomu 1,157 USD, co wiązało się z panującą niepewnością na rynku. W południe wróciliśmy jednak do wczorajszych 1,158 USD. Zatem poranną zmienność głównej pary walutowej można uznać za znikomą. Symboliczne odbicie „edka” w południe ma jednak wpływ na waluty lokalne Europy Środkowo-Wschodniej, do których chwilę po 12:00 zaczął napływać kapitał. Korzysta na tym złoty. W momencie pisania tekstu kurs EUR/PLN spadł do 4.23 PLN, a kurs USD/PLN do 3,65 PLN.

Inflacja na Wyspach

Po ostatnim bombardowaniu brytyjskiej gospodarki coraz gorszymi danymi (wzrost bezrobocia, niskie PKB, spadek produkcji przemysłowej) przyszedł czas na uporczywą inflację konsumencką. Cel Banku Anglii to 2%. Dzisiejszy odczyt to 3,6% r/r. Mimo że był to spadek z 3,8% r/r, to rynek oczekiwał głębszej zniżki (3,5% r/r). Dodatkowo w ujęciu miesięcznym odnotowano skok z zera do 0,4% (konsensus 0%). Zwyczajowo tempo wzrostu cen wyższe od prognoz umacnia walutę, gdyż stwarza na decydentach presję utrzymania kosztu pieniądza na wysokim poziomie lub jego podniesienia. W tym jednak przypadku słaba kondycja wyspiarskiej gospodarki powoduje, że dzisiejsza publikacja uwiera Brytyjczyków, a ulgę przyniosłoby obniżenie dynamiki cen. Dlaczego? Pozwoliłoby to na luzowanie monetarne, które sprzyjałoby ożywieniu aktywności gospodarczej. Ostatecznie dzisiejszy odczyt niewiele pomaga Wyspiarzom, gdyż inflacja pozostaje na uciążliwych poziomach. Sytuacja staje się więc coraz bardziej skomplikowana, co ciąży funtowi, który słabnie na forex. Po publikacji danych kurs GBP/PLN zniżkował. Spadki przyspieszyły po południu, co doprowadziło notowania poniżej poziomu 4,79 PLN.

Kreatywność zwiększa plastyczność mózgu i chroni połączenia nerwowe – najnowsze wyniki badań

Jak utrzymać mózg w dobrej kondycji? Warto regularnie oddawać się zajęciom związanym z kreatywnością, jak taniec, malarstwo, a nawet granie w niektóre gry komputerowe. Opóźnia to starzenie się mózgu, a im większe doświadczenie, tym silniejszy efekt – zaobserwowali naukowcy w ramach międzynarodowego badania z udziałem badaczek z Uniwersytetu SWPS.

– Wnioski z badania, opisanego w czasopiśmie „Nature Communications”, mogą przełożyć się na konkretne działania w obszarze zdrowia publicznego. Sugerują potrzebę włączenia działań twórczych (np. artystycznych, muzycznych) do programów edukacyjnych i systemów opieki zdrowotnej jako obiecującego narzędzia wspierania zdrowia mózgu i dobrostanu społeczeństwa – uważa dr hab. Aneta Brzezicka, prof. USWPS, psycholożka, współautorka badania.

Kreatywność przejawia się nie tylko w sztuce

Kreatywność, czyli tworzenie nowych pomysłów i rozwiązań przy użyciu własnej wyobraźni, odnosi się najczęściej do muzyki i sztuki, ale okazuje się, że również sięganie po niektóre gry wideo może ją pobudzać. Przykładowo gry strategiczne, jak StarCraft II, wymagają od użytkownika pomysłowości w wypracowywaniu unikatowych taktyk, sposobów rozwiązywania problemów czy indywidualnego stylu.

Już od jakiegoś czasu wiadomo, że kreatywność i działania twórcze mają pozytywny wpływ na zdrowie mózgu[1]. Dostępne badania naukowe na ten temat skupiają się jednak na wpływie kreatywnych doświadczeń na procesy poznawcze i na samopoczucie, dlatego naukowcy w ramach międzynarodowego badania postanowili dostarczyć dowodów na wpływ działań twórczych na zdrowie samego mózgu.

Zegary mózgowe i luka wieku

W ramach badania przeanalizowano dane neuroobrazowe i ankiety od ponad 1400 uczestników z 13 krajów (m.in. z Turcji, Włoch, Kuby, Argentyny, Kanady, Niemiec i Polski), w tym osób, które można określić jako ekspertów w danej dziedzinie twórczej. Wzięto pod uwagę tancerzy (tango), muzyków, artystów wizualnych i graczy gier akcji, także tych niedoświadczonych, którym monitorowano zmiany aktywności mózgu podczas nauki gry wideo.

Posłużono się przy tym zaawansowanymi modelami obliczeniowymi, tzw. zegarami mózgu (ang. brain clocks), które próbują oszacować „wiek mózgu” danej osoby z wykorzystaniem danych neuroobrazowych. W badaniach naukowych są one wykorzystywane w wielu chorobach mózgu[2]. Modele te porównują przewidywany wiek mózgu z wiekiem chronologicznym, szacując tzw. lukę wieku mózgu (ang. brain-age gap, BAG), odzwierciedlającą przyspieszone lub spowolnione starzenie się mózgu. Przyspieszone starzenie się (a więc większe BAG) obserwuje się w schorzeniach psychiatrycznych i neurologicznych[3], ale także u osób narażonych na niektóre czynniki fizyczne i społeczne oraz prowadzących niezdrowy tryb życia.

Kreatywność wspiera zdrowie mózgu

Autorzy badania wykazali, że twórcze działania, od tańca i muzyki, po sztuki wizualne i gry komputerowe, mogą spowalniać starzenie się mózgu i wspierać jego zdrowe funkcjonowanie. Związek między kreatywnością a zdrowiem mózgu był niezależny od dziedziny aktywności twórczej.

Wszystkie analizowane aktywności wiążą się z pobudzaniem wyobraźni i tworzeniem nowych rozwiązań. Choć różnią się formą, działają w podobny sposób i pomagają chronić połączenia nerwowe, które z wiekiem są najbardziej narażone na osłabienie. Badanie pokazuje, że aktywności te wspomagają kluczowe funkcje m.in. kontrolę ruchów, koordynację i uwagę.

Doświadczenia twórcze zwiększały plastyczność obszarów mózgu podatnych na starzenie się, a także obszarów związanych z procesami twórczymi. – Badanie wykazało, że doświadczenia kreatywne są powiązane ze zwiększoną lokalną i globalną efektywnością w sieciach mózgowych (szczególnie w obszarach czołowo-ciemieniowych), co przekłada się na bardziej wydajne przetwarzanie informacji w tych kluczowych regionach – tłumaczy psycholożka dr Natalia Kowalczyk-Grębska, której praca doktorska obroniona na Uniwersytecie SWPS stanowiła wkład do nowych badań.

Większe doświadczenie, młodszy mózg

Osoby, które od lat rozwijają swoje zdolności w kreatywnych dziedzinach – takich jak taniec, muzyka, sztuka czy gry akcji – wykazują wolniejsze tempo starzenia się mózgu w porównaniu z osobami o krótszym doświadczeniu w tych aktywnościach. Oznacza to, że długotrwała praktyka związana z kreatywnością może skuteczniej wspierać plastyczność neuronalną i zdrowie mózgu niż krótkotrwałe doświadczenia.

Choć wykazano, że regularne uprawianie twórczych aktywności pomaga zachować „młodszy” mózg, to nawet krótkie działania przynoszą zauważalne efekty. Opóźnione starzenie się mózgu zostało zaobserwowane we wszystkich dziedzinach i to zarówno wśród doświadczonych osób, jak i tych, które miały mniej styczności z daną aktywnością.

– Te wyniki wskazują, że warto regularnie sięgać do pokładów kreatywności, czy to poprzez taniec, czy malowanie, czy zagłębianie się w świat gier komputerowych. Takie aktywności wiążą się z wolniejszym starzeniem się mózgu, a więc mogą być jednym z prostych, codziennych sposobów wspierania zdrowia mózgu i – pośrednio – naszego dobrostanu – konkluduje prof. Brzezicka.

Artykuł o badaniu “Creative experiences and brain clocks” ukazał się na łamach prestiżowego czasopisma „Nature Communications”. W prace zaangażowane były: dr hab. Aneta Brzezicka, prof. Uniwersytetu SWPS, psycholożka z Instytutu Psychologii USWPS, dr Natalia Kowalczyk-Grębska, psycholożka, która obroniła doktorat na USWPS i dr Natalia Jakubowska, psycholożka z Wydziału Psychologii w Warszawie USWPS.

[1] Chen, W. G. et al. Music and medicine: quickening the tempo of progress. Lancet 403, 1213–1215 (2024).

[2] Ibanez, A., Kringelbach, M. L. & Deco, G. A synergetic turn in cog[1]nitive neuroscience of brain diseases. Trends Cogn. Sci. https://doi. org/10.1016/j.tics.2023.12.006 (2024).

[3] Boyle, P. A. et al. The “cognitive clock”: A novel indicator of brain health. Alzheimer’s. Dement. 17, 1923–1937 (2021).

Cyfrowy paszport produktu nadchodzi. Co oznacza dla handlu w UE oraz eksporterów spoza Unii?

Unia Europejska przygotowuje się do wprowadzenia cyfrowego paszportu produktu (Digital Product Passport – DPP), który w najbliższych latach stanie się jednym z najważniejszych narzędzi kontrolnych na rynku wspólnotowym. W wybranych sektorach – takich jak elektronika, baterie, tekstylia, opakowania czy budownictwo – obowiązek może zacząć działać już od 2026 r.

DPP radykalnie zwiększy przejrzystość łańcuchów dostaw: każdy produkt będzie powiązany z cyfrową kartą informacyjną, zawierającą dane dotyczące pochodzenia komponentów, emisji, procesów produkcyjnych, naprawialności i recyklingu. To rewolucja, która wpłynie na eksporterów, importerów i producentów — a szczególnie na wymianę handlową z Azją.

Europa stawia na pełną identyfikowalność. Eksporterzy z państw trzecich będą musieli się dostosować

DPP to element szerszej strategii UE, w której kluczowe staje się monitorowanie wpływu produktów na środowisko i transparentność łańcuchów dostaw. Nowy system ma zastąpić rozproszone dziś etykiety i standardy jednym, wspólnym źródłem danych cyfrowych.

– Cyfrowy paszport produktu oznacza koniec „niewidzialnych komponentów” w globalnym handlu. Każdy element produktu będzie musiał mieć potwierdzone pochodzenie i wpływ środowiskowy. To ogromna zmiana szczególnie dla dostawców spoza UE, w tym z Azji, którzy dotąd nie byli zobowiązani do tak wysokiego poziomu raportowania – komentuje dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji polsko-indyjskich, Partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART.

Eksporterzy z państw trzecich będą musieli wdrożyć zupełnie nowe systemy informacyjne, by zachować dostęp do unijnego rynku.

Jak podkreśla dr Latymowicz w swojej listopadowej publikacji w The Legal Industry Reviews (India Edition), unijne regulacje zyskują w tym przypadku globalny charakter, bo firmy spoza UE – chcąc eksportować tu swoje towary – będą musiały sprostać unijnym standardom transparentności i dostosować swoje procesy produkcyjne i dane produktowe do regulacji związanych z wprowadzeniem DPP dla poszczególnych kategorii towarów.

Nowe obowiązki, nowe koszty – ale też nowe możliwości dla polskiego biznesu

DPP wprowadza obowiązek zbierania, przechowywania i udostępniania danych o każdym produkcie. Oznacza to m.in. konieczność wdrożenia narzędzi cyfrowych, audyt łańcuchów dostaw, rozbudowaną dokumentację od partnerów spoza UE, a także większe ryzyko sankcji za brak zgodności z nowymi regulacjami.

– To duże obciążenie administracyjne, ale jednocześnie ogromna szansa m.in. dla polskich firm, które mogą zyskać przewagę na wspólnym rynku, jeśli przygotują się na nadchodzące zmiany wcześniej niż konkurencja. DPP premiuje podmioty, które mają uporządkowane procesy, rzetelnych dostawców i zdolność do raportowania danych w czasie rzeczywistym – zauważa dr Latymowicz.

Co więcej, rośnie zapotrzebowanie na partnerów z UE, którzy będą w stanie wesprzeć zewnętrzne firmy w procesie dostosowania się do kolejnych regulacyjnych wymogów w Unii. To otwiera przed Polską nowe możliwości.

Polska jako „brama do Europy” dla podmiotów z państw trzecich. Zmiana, którą warto wykorzystać

Coraz więcej globalnych dostawców, w tym również podmioty z Azji, decyduje się na zwiększenie skali eksportu do UE. Dla wielu z nich, np. Indii, równie istotne jest, aby przyciągnąć europejskich partnerów do własnych projektów przemysłowych. DPP sprawi, że współpraca z firmami z Europy – zdolnymi do nadzorowania zgodności – stanie się dla nich jeszcze bardziej potrzebna.

– Polska ma dziś potencjał, by stać się dla firm z państw trzecich, w tym chociażby przedsiębiorców z Azji, pierwszym punktem wejścia do Unii Europejskiej. Nasze kompetencje technologiczne, rosnący sektor usług biznesowych i doświadczenie w pracy z inwestorami zagranicznymi sprawiają, że jesteśmy naturalnym partnerem dla przedsiębiorstw, które będą musiały spełnić wymagania DPP – podkreśla dr Judyta Latymowicz.

Wzmocnieniem tej tezy jest pojawienie się nowego Komitetu Technicznego ds. Cyfrowego Paszportu Produktu przy Polskim Komitecie Normalizacyjnym. To sygnał, że Polska aktywnie uczestniczy w tworzeniu standardów DPP i przygotowuje się do ich wdrożenia.

2026 rok – pierwszy test dla rynku. Ci, którzy przygotują się wcześniej, zyskają najwięcej

Zbliżający się etap wdrożeniowy oznacza, że firmy działające np. w branży elektronicznej, tekstylnej, budowlanej, opakowaniowej i przemysłowej powinny już teraz rozpocząć proces dostosowania swoich systemów.

– DPP nie jest jedną z wielu unijnych regulacji. To strukturalna zmiana, która przebuduje relacje handlowe między UE a państwami trzecimi, między producentem a konsumentem, między firmą a jej dostawcami. Ci, którzy zaczną działać teraz, zyskają przewagę trudną do nadrobienia – podsumowuje Partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART.

Ceny w sklepach rosną coraz wolniej. W październiku podwyżki najniższe od miesięcy

0

Z najnowszego raportu pt. „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito, wynika, że w październiku br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 4,1% rdr. Dotyczyło to cen 17 kategorii produktów, m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych, chemii gospodarczej i artykułów dla dzieci. Analizą objęto ponad 101 tys. cen detalicznych z blisko 48 tys. sklepów. We wrześniu wzrost rdr. wyniósł 4,9%, z kolei w sierpniu – 5,1%. Dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito zwraca uwagę na to, że choć obserwujemy wolniejsze tempo wzrostu cen, to jednak w grudniu i styczniu można spodziewać się ponownych podwyżek. Odpowiadać za nie będzie sezonowy wzrost popytu świąteczno-noworocznego. Na to nałożą się rosnące koszty stałe producentów i sprzedawców.

– Na ww. sytuację szczególnie wpłynie wzrost cen energii elektrycznej i paliw, który zwiększy koszty produkcji i transportu. Do tego planowane podniesienie akcyzy na alkohol bezpośrednio przełoży się na ceny napojów wysokoprocentowych. Podwyżka podatku cukrowego zwiększy koszty napojów słodzonych i części produktów spożywczych. Wyższe składki ZUS i składka zdrowotna dla przedsiębiorców też podniosą ceny w sklepach. Wszystkie te czynniki razem sprawiają, że mimo spowolnienia inflacji, presja na podwyżki cenowe utrzyma się także na początku 2026 roku – wyjaśnia dr Agnieszka Gawlik.

Z kolei dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu uważa, że obserwowany spadek tempa wzrostu cen jest wynikiem przede wszystkim tańszej ropy na rynkach światowych oraz mocnego kursu złotego wobec wiodących walut. Nie bez znaczenia są również bardzo dobre warunki pogodowe, które przyczyniły się do zwiększonych zbiorów, a te powodują, że ceny na sklepowych półkach nie rosną w takim tempie, jak rok temu.

– Rynek nie dostarcza impulsów do zwiększonej presji cenowej w obszarze żywności. Dobre warunki pogodowe, w miarę niskie ceny energii i paliw oraz silna wartość złotego stanowią istotne atuty antyinflacyjne. Poza tym warto zauważyć, że w ostatnim czasie zmniejszyła się presja na wynagrodzenia. Rosną one teraz w sposób umiarkowany, co nie jest bez znaczenia w przypadku obserwowanych cen w sklepach – wyjaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Do tego z raportu wynika, że ceny samej żywności w październiku poszły w górę o 3,6% rdr. We wrześniu wzrost rdr. wyniósł 4,1%, a w sierpniu – 4,3%. Widać tu wyraźny spadek dynamiki wzrostu cen. W całym zestawieniu widoczna jest różnica pomiędzy wszystkimi kategoriami a samą żywnością. Dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, zwraca uwagę na fakt, że ceny żywności rosną wolniej niż cały koszyk. Zdaniem eksperta, to pokazuje, że do utrzymania wyższego poziomu inflacji w sklepach przyczyniają się kategorie, które wykraczają poza jedzenie (np. używki i art. chemii gospodarczej). Produkty nieżywnościowe drożeją mocniej. Natomiast Grzegorz Ogonek, ekonomista z Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska, podkreśla, że światowe ceny żywności, mierzone np. indeksem FAO, wyraźnie wyhamowały w I półroczu br.

– We wrześniu indeks FAO, wyrażony w złotym polskim, spadł o 2,6% rdr. Oznacza to brak presji z zewnątrz na podnoszenie cen żywności w Polsce. Do tego trzeba dodać zaskakująco dobrą podaż krajowych owoców i warzyw w roku. A zaczynał się on przecież ostrzeżeniami o niezwykle niskich opadach, co miało się odbić na tegorocznych zbiorach – dodaje Grzegorz Ogonek.

Omawiane tendencje prowokują też pytanie o to, dlaczego ceny w sklepach wciąż utrzymują się na większym plusie niż sama inflacja. Dr Agnieszka Gawlik tłumaczy, że handel detaliczny często reaguje z opóźnieniem na zmiany w otoczeniu gospodarczym. Nawet w warunkach spadającej inflacji sklepy mogą utrzymywać podwyższone ceny, starając się zrekompensować wcześniejsze wzrosty kosztów zakupu, energii, transportu czy wynagrodzeń.

– Dodatkowo część producentów i detalistów nadal przenosi na konsumentów skutki wcześniejszych podwyżek cen surowców i usług logistycznych. Zjawisko to jest widoczne m.in. w utrzymywaniu wysokich marż, a także w praktykach takich, jak zmniejszanie gramatury produktów przy zachowaniu ich dotychczasowej ceny – uzupełnia ekspertka z Uniwersytetu WSB Merito.

Ponadto dr inż. Anna Motylska-Kuźma przypomina, że przy obliczaniu inflacji uwzględnia się nie tylko ceny żywności i produktów kupowanych przez gospodarstwa domowe, ale także towarów i usług, które ostatnio nie doznały wysokiej presji inflacyjnej. Ekspertka zastrzega przy tym, że ceny paliw w ostatnim czasie znajdują się pod mocnym wpływem słabego dolara i sytuacji międzynarodowej.

– Na ceny samej żywności w dalszym ciągu wpływają utrzymujące się wysokie koszty produkcji. Tym samym presja na obniżenie ich również maleje. Obserwowana pozorna równowaga powinna doprowadzić do tego, że wzrosty cen w listopadzie i grudniu będą dalej wyhamowywać, co nie oznacza, że produkty będą tańsze. Będą po prostu drożeć w tempie, które jest zdrowe dla gospodarki, a więc zgodnie z założonym celem inflacyjnym NBP – 2,5% – stwierdza ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.

Po danych widać też, że w październiku ceny czterech kategorii zmalały rdr. We wrześniu trzy grupy towarów były na minusie, natomiast w sierpniu – cztery. Dr Piotr Arak z VeloBanku uważa, że o ile nie pojawią się nowe gwałtowne szoki, np. podażowe lub kosztowe, trend spowolnienia dynamiki wzrostu cen powinien się utrzymać. Oczywiście pojedyncze kategorie mogą dalej szybko drożeć.

Inflacja w strefie euro zgodna z oczekiwaniami. Co zrobi Europejski Bank Centralny?

Najnowsze odczyty dla strefy euro zarówno inflacji CPI jak i inflacji bazowej CPI są dokładnie zgodne z oczekiwaniami rynku. Inflacja CPI wyniosła w ujęciu miesięcznym 0,2 proc., a w ujęciu rocznym 2,1 proc., natomiast inflacja bazowa CPI wyniósł 0,3 proc. w ujęciu miesięcznym i 2,4 proc. w ujęciu rocznym.

EBC stoi przed ciekawą decyzją. Czy w obliczu słabszych niż oczekiwano danych z gospodarki, a jednocześnie inflacji zgodnej z przewidywaniami i bliskiej celu inflacyjnego jest jeszcze przestrzeń na dalsze obniżki stóp procentowych w strefie euro?

Najbliższe posiedzenia EBC mogą być bardzo interesujące.

Rekordowy rok elektromobilności w Polsce. BEV rosną o 94%, sieć ładowania pęka w szwach

Według danych z końca października 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 118 208 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez dziesięć miesięcy b.r. ich liczba zwiększyła się o 38 287 szt., czyli o 94% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec października 2025 r. po polskich drogach jeździło 212 689 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 107 931 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 104 758 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 10 613 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec października składała się z 27 507 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 221 096 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 691 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1569 szt., zaś wodorowe – 122 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec października 2025 r. w Polsce funkcjonowało 11 307 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 35% z nich (4 006) stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 65% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

Już teraz wiemy, że 2025 będzie najlepszym do tej pory rokiem dla polskiego rynku e-mobility. Zamkniemy go wynikiem ok. 1,5 tys. nowo uruchomionych, ogólnodostępnych punktów ładowania DC. Udział BEV w sektorze nowych pojazdów osobowych może przekroczyć 6,5%. To ponad dwa razy więcej niż w roku 2024. Wyprzedziliśmy pod tym względem już nie tylko szereg krajów regionu CEE (w tym Czechy i Słowację), ale również Grecję oraz Włochy. Gonimy Węgry i Hiszpanię. O powtórzenie takiego wyniku w roku 2026 będzie jednak bardzo trudno, przede wszystkim z uwagi na coraz mniejszy budżet programu „NaszEauto”, który wyczerpie się najpewniej w ciągu najbliższych trzech miesięcy – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

– Bardzo cieszymy się z wyniku rejestracji samochodów zeroemisyjnych w Polsce w 2025r., który okazał się najlepszym wynikiem w historii. Zarejestrowano też o ponad 100% więcej hybryd plug-in niż w ubiegłym roku. Rozwija się program dopłat do pojazdów ciężarowych i infrastruktury do nich – dynamicznie rośnie liczba publicznych ładowarek. Najważniejszym czynnikiem wzrostów – tak liczby rejestracji pojazdów jak i infrastruktury – są programy dofinansowania. Niestety, według wstępnych informacji program NaszEauto będzie ostatnim programem dofinansowania zakupu zeroemisyjnych samochodów osobowych i dostawczych, dlatego już dziś pracujemy nad rozwiązaniami, które mimo braku dofinansowań, mogą przyczynić się do zahamowania spadku liczby ich rejestracji – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Nowe narzędzia w ochronie zdrowia. AI analizuje recepty i blokuje podejrzane refundacje

Wystawianie fikcyjnych recept, zawyżanie refundacji i fałszywe świadczenia medyczne – to tylko część procederów, które drenują system ochrony zdrowia. Dane Centrum e-Zdrowia pokazują, że w 2024 roku sprzedaż leków na receptę osiągnęła wartość 29,6 mld zł[1], a szacunki wskazują, że 3-15%[2] tego obrotu może mieć związek z nadużyciami. Oznacza to w Polsce potencjalne straty nawet do 4,4 mld zł rocznie.

W lipcu 2025 roku polska policja rozbiła grupę, która w ciągu trzech lat wystawiła 40 tys. fikcyjnych recept, generując straty dla budżetu publicznego w wysokości 82 mln zł[3]. Według danych CeZ, w 2024 roku wystawiono ponad 513 mln e-recept, co pokazuje, jak trudne jest dziś wykrywanie nieprawidłowości w systemie tej skali.

Recepty to wyjątkowo trudne dane do badania pod kątem nadużyć – mówi Marek Frysz,  Senior Account Executive, SAS. – Każdy pacjent jest inny, objawy mogą się różnić, dawka może być inna dla różnych płci czy grup wiekowych. Choć istnieją zalecane kuracje i odpowiednie regulacje dotyczące np. maksymalnych ilości, trzeba pamiętać, że każda recepta to inna historia. To daje wielkie pole do nadużyć. A trzeba przyznać, przestępcy też są sprytni i ich metody ciągle ewoluują.

Znajdowanie igieł w cyfrowym stogu siana

W odpowiedzi na te zjawiska, coraz więcej instytucji sięga po sztuczną inteligencję, która analizuje dane z wielu źródeł – recept, refundacji, historii pacjentów, rozliczeń aptek i lekarzy – w poszukiwaniu nietypowych schematów.

Sztuczna inteligencja nie zastąpi człowieka, ale podobnie jak w instytucjach finansowych, pozwala okiełznać ogromne ilości danych, wykrywając nieprawidłowości poprzez ciągłą analizę. Przykładowo, może wykryć czy lekarz za często wystawia recepty na daną osobę, czy zapisane leki są odpowiedzią na zapisaną na karcie pacjenta diagnozę, czy też jakie świadczenia powinny być refundowane i w jakim stopniu.

W USA firma Prime Therapeutics wdrożyła rozwiązanie analityczne „SAS Detection and Investigation for Health Care”, które połączyło dane farmaceutyczne, kliniczne i finansowe w jeden system. W ciągu 18 miesięcy udało się zaoszczędzić 355 mln USD dzięki wykryciu zorganizowanych schematów wyłudzeń z udziałem lekarzy, aptek i fałszywych podmiotów medycznych.[4]

Podobne efekty osiągnęły europejskie instytucje – ubezpieczyciele zdrowotni: DSW[5] i CZ[6] w Holandii – które wykorzystały narzędzia analityczne do monitorowania rozliczeń w trybie „pre-payment”, czyli zanim środki zostały wypłacone. Pozwoliło to ograniczyć nieuzasadnione refundacje i przyspieszyć reakcję na podejrzane transakcje.

AI nie tylko pomaga reagować na nadużycia, ale uczy się ich wzorców i zapobiega ich powstawaniu. To narzędzie, które zmienia logikę całego systemu – z reaktywnego w predykcyjny. Dzięki uczeniu maszynowemu jesteśmy w stanie identyfikować subtelne zależności pomiędzy lekarzami, aptekami i pacjentami, które dla człowieka byłyby niewidoczne. Sztuczna inteligencja nie działa na zasadzie przypadkowego alarmu – potrafi rozpoznać kontekst, przewidzieć ryzyko i wskazać obszary wymagające interwencji zanim dojdzie do nieprawidłowości. W praktyce oznacza to nie tylko oszczędności finansowe, ale też większe zaufanie pacjentów do systemu ochrony zdrowia – podkreśla Marta Prus – Wójciuk, Head of Fraud Practice, SAS Central Europe.

Okiełznać maszynę

W ostatnim czasie rośnie również zainteresowanie generatywną sztuczną inteligencją (GenAI), która w zakresie wykrywania nadużyć może pełnić rolę uzupełniającą wobec  tradycyjnych systemów analitycznych i detekcyjnych. Badania SAS pokazują, że 87% organizacji ochrony zdrowia planuje wdrożyć rozwiązania oparte na generatywnej AI (GenAI), a 97% z nich ma już na ten cel określony budżet. Zarówno tradycyjna sztuczna inteligencja, jak i generatywna wymagają jednak odpowiedniego nadzoru, szczególnie w tak wrażliwym sektorze jak opieka zdrowotna. W przypadku GenAI pojawiają się obawy dotyczące wykorzystania tej technologii, a największe z nich odnoszą się do bezpieczeństwa danych (77%) i ochrony ich prywatności (76%). Dlatego pojęcie AI governance nabiera dziś nowego znaczenia – to już nie tylko kontrola nad danymi i ich jakością, lecz także zarządzanie odpowiedzialnością, przejrzystością i zgodnością działań algorytmów z wartościami organizacji.

AI governance to przede wszystkim świadomy nadzór nad tym, jak algorytm analizują dane jakie mają konsekwencje dla pacjentów. Chodzi o zrozumienie, które decyzje mogą być zautomatyzowane i kto ostatecznie odpowiada za ich skutki. W ochronie zdrowia, gdzie decyzje AI mogą realnie wpływać na życie pacjentów, takie podejście ma kluczowe znaczenie – od sposobu trenowania modeli po sposób, w jaki lekarz interpretuje ich wyniki. Szczególnie ważne jest zapewnienie transparentności i wytłumaczalności decyzji algorytmów – dodaje Marta Prus–Wójciuk.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/zdrowie/zdrowie/sprzedaz-lekow-na-recepte-w-2024-r-,29,3.html

[2] https://archpublichealth.biomedcentral.com/articles/10.1186/s13690-025-01512-8

[3] https://www.medexpress.pl/ochrona-zdrowia/wyludzili-z-nfz-82-miliony-z-nfz-setki-fikcyjnych-recept-i-21-zatrzymanych/

[4] https://blogs.sas.com/content/sascom/2020/08/26/catch-a-fraudster-finding-the-needle-in-the-haystack-with-ai/?utm_source=chatgpt.com

[5] https://www.sas.com/nl_nl/customers/dsw-bestrijdt-zorgfraude-met-sas-fraud-framework.html?utm_source=chatgpt.com

[6] https://www.sas.com/nl_nl/customers/CZ-fraude-framework.html?utm_source=chatgpt.com

Salesforce: wdrożenia AI rosną o 282% – perspektywa globalnych CIO

Wdrożenia sztucznej inteligencji wzrosły o 282% rok do roku – wynika z drugiego dorocznego badania wśród CIO, przygotowanego przez Salesforce. W 2024 r. dyrektorzy IT wciąż łatali luki w danych, wzmacniali zabezpieczenia i prowadzili pierwsze pilotaże. W tym roku wyszli już poza ten etap, wdrażając AI w całych organizacjach. Era eksperymentów dobiegła końca – nadeszła era skalowania.

Według ankietowanych CIO, nadążenie za dynamicznymi zmianami w strategii wymagało redefinicji kluczowych kompetencji. Ekspertyza techniczna wciąż jest kluczowa, jednak to przywództwo, storytelling i zarządzanie zmianą decydują o tym, czy adopcja AI faktycznie się utrzyma. I nie jest to kwestia preferencji – 94% CIO twierdzi, że skalowanie AI wymusza na nich rozwój nowych umiejętności.

Ta fala wdrożeń na poziomie przedsiębiorstw zmienia również rolę CIO. Dyrektorzy IT od dawna współpracują z prezesami, ale wraz ze skalowaniem AI rola ta się poszerza – od przygotowania technologii po kierowanie zmianą w całej organizacji. CIO synchronizują działania kadry kierowniczej, kształtują strategie wdrożeniowe i dbają o to, aby AI była zakorzeniona w codziennej pracy.

Priorytety technologiczne także uległy zmianie. W zeszłym roku było to porządkowanie danych, ład korporacyjny, bezpieczeństwo i systemy legacy. W tym roku CIO skupiają się na budowaniu agentycznego workflow, integracji AI z kluczowymi platformami oraz bezpiecznym skalowaniu AI w całym biznesie.

CIO poświęcają również więcej czasu zespołom front-office – zwłaszcza działowi obsługi klienta – gdzie agenci AI już przynoszą wymierne, mierzalne efekty. Przy tym, zgodnie z ubiegłorocznymi obawami dotyczącymi danych i bezpieczeństwa, CIO coraz mocniej stawiają na zaufane platformy oraz zunifikowane systemy, aby ich inwestycje w AI mogły rozwijać się w sposób bezpieczny i odpowiedzialny.

CIO przekuwają ambicje dotyczące sztucznej inteligencji w realne działania i skalują agentyczną AI w sposób wymierny i praktyczny. Wprowadzanie AI w codzienny obieg pracy oraz budowanie zaufania do niej na każdym etapie sprawia, że ludzie działają szybciej i z większą pewnościąkomentuje Daniel Shmitt, CIO Salesforce.

Realny wpływ na klientów

DeVry University:

Przejście z systemów on-premise na zaufane platformy SaaS przygotowało nas na szybkie wdrożenia agentycznej AI. Integrując agentów AI Salesforce bezpośrednio z procesem doradztwa akademickiego i wsparcia studentów, nie tylko unowocześniamy infrastrukturę, lecz również realnie poprawiamy wyniki i oszczędzamy ponad 500 godzin pracy rocznie. – mówi Chris Campbell, CIO, DeVry University.

Adobe Population Health:

Badanie CIO Salesforce pokazują przejście od eksperymentów z AI do realnego wpływu na biznes – i my już tego doświadczamy. Dzięki wdrożeniu Agentforce do codziennej pracy klinicznej oszczędzamy ponad 1 mln dolarów rocznie w czasie pracy i oddajemy tysiące godzin zespołom medycznym. Na tym polega prawdziwy potencjał agentycznej AI: mniej systemów, więcej czasu dla ludzi. – przyznaje Alex Waddell, CIO, Adobe Population Health.

Szczegółowe wnioski z badania

CIO przechodzą od wahania do praktycznych wdrożeń

  • W ubiegłym roku 43% CIO uważało, że wyprzedza konkurencję w zakresie AI. W tym roku mówi tak już 61%.
  • Pełne wdrożenia AI wzrosły o 282% – z 11% do 42%.
  • Budżet na AI niemal się podwoił –CIO deklarują, że 30% budżetu sztucznej inteligencji przeznaczają na agentyczną AI.
  • 96% CIO twierdzi, że ich firma już stosuje lub zamierza stosować agentyczną AI w ciągu najbliższych dwóch lat.

Wzrost pewności w całej organizacji

  • 75% CIO czuje się dziś pewniej w swojej roli niż rok temu.
  • 97% CIO twierdzi, że wie o AI więcej niż rok wcześniej.
  • CIO wyżej oceniają kompetencje swoich firm w kluczowych obszarach AI w porównaniu z 2024 r., w tym:
    • umiejętności pracowników: +43%,
    • zdolność identyfikowania wskaźników sukcesu/KPI dla AI: +33%.

CIO stają się liderami zmiany,  nie tylko technologii

  • CIO deklarują, że najbliżej współpracują z CEO, wraz z wpływem agentycznej AI na kompetencje i znaczenie ich roli w organizacji.
  • 94% CIO twierdzi, że wykorzystanie agentów AI wymaga od nich rozwijania nowych kompetencji.
  • Co zaskakujące, CIO rozwijają przede wszystkim umiejętności miękkie, a nie techniczne.
  • Umiejętności najczęściej rozwijane w związku z nastaniem ery agentów AI:
    • 61% – kompetencje przywódcze
    • 57% – umiejętność storytellingu i budowania narracji
    • 55% – zarządzanie zmianą i komunikacja

Obsługa klienta staje się polem testowym dla AI

  • 65% CIO pracuje dziś bliżej działu obsługi klienta z powodu rozwoju agentycznej AI – więcej niż z jakąkolwiek inną funkcją czy departamentem ich organizacji.
  • CIO wskazują obsługę klienta jako obszar o najlepszych przypadkach użycia, największym entuzjazmie, najlepszym przygotowaniu i najwyższej adopcji agentycznej AI.
  • Potwierdza to Agentic Enterprise Index: liczba rozmów obsługiwanych przez agentów AI wzrosła 22-krotnie w pierwszej połowie 2025 r.

Skalowanie AI wymaga współpracy między działami, ale luki pozostają

  • 81% CIO twierdzi, że agenci AI zwiększają potrzebę współpracy z działami HR, finansami czy sprzedażą – ale mniej niż połowa rzeczywiście to robi.
  • 93% CIO uważa, że skuteczne wdrożenie agentów AI zależy od osadzenia ich w codziennym obiegu pracy.
  • 61% CIO preferuje inwestowanie w znanych dostawców – zgodnie z opinią jednego z CIO z branży life science w regionie APAC: kluczowym wyzwaniem jest właściwa integracja technologii AI z szerszym ekosystemem IT.

Coraz większy nacisk kładzie się w mojej roli na edukację i wskazywanie biznesowi możliwości oraz ograniczeń AI. Wokół sztucznej inteligencji jest ogromny szum – większy niż wokół wielu poprzednich technologii – jednak należy osadzić ją w realistycznych zastosowaniach. Brak edukacji prowadzi do eskalacji kosztów, które nie przynoszą żadnej wartości. Widać też większą potrzebę zapewnienia strategicznego zgrania między funkcjami, celem pełnego wykorzystania potencjału danych i insightów. – stwierdza CIO z branży retail

Zaufanie do danych pozostaje największą barierą

  • Największe obawy CIO dotyczą bezpieczeństwa i prywatności danych, a zaraz po tym – braku zaufanych danych. Mimo to, tylko 35% CIO ściślej współpracuje z ekspertami od danych, a jedynie 14% budżetu IT przeznaczane jest na zapewnienie danym bezpieczeństwa.
  • Tylko 23% CIO ma pełne przekonanie, że inwestują w AI posiadającą wbudowane mechanizmy zarządzania danymi.

Metodologia:

We współpracy z NewtonX, Salesforce przeprowadził w październiku 2025 r. badanie online z podwójnie ślepą próbą, wśród 200 globalnych CIO z 24 krajów (AMER, EMEA, APAC).

Spór o zabiegi estetyczne. Rzecznik MŚP żąda przejrzystych zasad i jednolitych definicji

W lipcu 2023 r. w życie weszły przepisy rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie umiejętności zawodowych lekarzy i lekarzy dentystów, określające rodzaje umiejętności zawodowych wraz z ich kodami oraz kwalifikacje stanowiące warunek ubiegania się o certyfikat umiejętności zawodowej m.in. w zakresie medycyny estetyczno-naprawczej.

Jak sygnalizują przedstawiciele organizacji branżowych z sektora usług kosmetycznych i estetycznych, oddziaływanie przywołanych przepisów dotyczy nie tylko środowiska lekarskiego, lecz ma wpływ również na zasady wykonywania niektórych zabiegów kosmetycznych i estetycznych. Regulacje te powodują rozbieżności w zakresie określania uprawnień do wykonywania poszczególnych zabiegów oraz wątpliwości w zakresie interpretacji organów administracji publicznej (w tym także podatkowych). Jednocześnie rozwiązania wprowadzone w życie w roku 2023 mogą prowadzić do niesprawiedliwego wykluczenia części podmiotów oraz stanowić utrudnienie w wykonywaniu działalności gospodarczej.

Mając to na uwadze Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska wystąpiła do Ministra Finansów i Gospodarki Andrzeja Domańskiego oraz Minister Zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy z apelem o podjęcie działań, które zapewnią przedsiębiorcom pewność prawa w odniesieniu od zasad prowadzenia działalności gospodarczej i w sposób transparenty określą zasady funkcjonowania rynku.

Minister Majewska postuluje przede wszystkim ustanowienie definicji prawnych „medycyny estetyczno-naprawczej”, która świadczona może być wyłącznie przez lekarzy, oraz definicji prawnej „zabiegów estetycznych”, do wykonywania których uprawnione będą osoby z odpowiednim przygotowaniem zawodowym. Zdaniem Rzecznika MŚP uściślenia wymagają także określone procedury zakresu zabiegów o charakterze medycznym oraz o charakterze estetycznym. Zwracając uwagę, iż w zakresie niektórych zabiegów upiększających lekarze i przedstawiciele branży usług kosmetyczno-estetycznych mogą ze sobą konkurować na jednym rynku właściwym, Agnieszka Majewska pisze: „Uczciwa konkurencja jest zjawiskiem pożądanym i prawidłowym, jednak, aby mogła się prawidłowo i z pożytkiem dla wszystkich rozwija, potrzebne jest ustalenie zasad, które będą jej sprzyjać oraz adekwatnie i równo traktować jej uczestników”.

Zdaniem Minister Majewskiej do wypracowania najlepszych regulacji potrzebna jest współpraca wszystkich zainteresowanych partnerów społecznych i administracji publicznej, dlatego  wskazane jest powołanie komisji wielostronnej, w skład której wejdą przedstawiciele ministra właściwego ds. zdrowia, ministra właściwego ds. gospodarki, organów właściwych w zakresie ochrony sanitarnej i higienicznej, reprezentantów środowiska lekarskiego, środowiska usług kosmetycznych i estetycznych, a także Rzecznika MŚP. Celem komisji miałoby być podjęcie merytorycznej dyskusji oraz opracowanie wspólnie uzgodnionych regulacji i procedur z zakresu zabiegów o charakterze medycznym oraz o charakterze estetycznym, czego brak w obowiązujących przepisach.

Jak zredukować koszty i czas pakowania nawet o 20%? Pobierz bezpłatny poradnik dla kupców, właścicieli firm i managerów e-commerce!

Niewidzialny koszt, który uderza w rentowność

Pakowanie w e-commerce i produkcji bywa postrzegane jako „zło konieczne” – ostatni etap przed wysyłką, na którym trudno o innowacje. Tymczasem to właśnie tam kryje się jeden z największych, a jednocześnie najbardziej niedocenianych potencjałów do usprawnień i obniżania kosztów.

Drobiazgi, takie jak zbyt duży karton, nadmiar wypełniacza, czy niedopasowane taśmy, w skali miesiąca potrafią zjeść znaczną część budżetu firmy. W dobie rosnących kosztów zatrudnienia i agresywnej konkurencji cenowej, Kluczem jest zmiana myślenia, bo pakowanie nie musi być droższe – musi być mądrzejsze.

Optymalizacja kosztowa to nie tylko niższa cena jednostkowa na fakturze, ale także redukcja czasu procesu, ilości wykorzystywanego materiału, strat materiałowych oraz kosztów obsługi reklamacji. Świetnie obrazuje to TCO, czyli Total Cost of Ownership (Całkowity Koszt Posiadania). To analiza finansowa, która oblicza pełny koszt aktywów lub systemu w całym ich cyklu życia. Podejście to stoi w wyraźnym kontraście do tradycyjnych metod zaopatrzeniowych, które często koncentrują się wyłącznie na początkowej cenie nabycia. Jest to jednak błąd, ponieważ cena zakupu często stanowi jedynie ułamek (czasem mniej niż 10-30%) prawdziwego kosztu w perspektywie dekady.

Audyt procesu – czy wiesz, gdzie gubisz czas i pieniądze?

Zanim zainwestujesz w drogie maszyny, zacznij od prostego audytu. Eksperci z PakujTo i Mac-Graf podkreślają, że często wystarczy zmiana formy zamawianego materiału lub redukcja liczby warstw. Według raportów McKinsey & Company, firmy, które skutecznie zoptymalizowały procesy pakowania, zredukowały koszty nawet o 10–20% i zwiększyły wydajność procesów o 15–30%.

Główne obszary strat to:

  • czas pracy – docinanie materiału z rolki zamiast użycia gotowych arkuszy lub worków na wymiar znacząco wydłuża proces;
  • koszty reklamacji – zła forma materiału (np. pyląca tektura lub folia bąbelkowa odciskająca się na delikatnych powierzchniach) prowadzi do uszkodzeń i zwrotów, które przewyższają oszczędności na tanim zakupie;
  • nadmierne opakowania – nieefektywne opakowania mogą zawierać nawet do 40% pustej przestrzeni, co bezpośrednio przekłada się na wyższe koszty transportu (waga gabarytowa) i większe zużycie wypełniaczy.

Zmiana formy, nie rewolucja – sprawdź konkretne przykłady oszczędności

Kluczem do optymalizacji jest precyzyjny dobór materiału do produktu. Bezpłatny e-book od PakujTo i Mac-Graf, stworzony we współpracy z ekspertami z firm tesa®, Perfectus Group oraz ProEco Mobile prezentuje rozwiązania, które zadziałały w konkretnych firmach. Przykłady?

  1. Zmiana materiału – tektura na piankę PE (Branża meblarska)

Duży producent mebli stosował tańszą w zakupie tekturę. W praktyce jednak notował tak wiele reklamacji, że koszty ich obsługi przewyższały pierwotne oszczędności wygenerowane podczas zakupu materiałów opakowaniowych. Zmiana na nieco droższą piankę polietylenową (PE) znacząco zredukowała liczbę reklamacji, czyniąc rozwiązanie korzystniejszym finansowo.

  1. Formaty na wymiar – worki i profile zamiast rolek
  • Worki z folii bąbelkowej/pianki PE dla produktów o zbliżonych wymiarach. Eliminują potrzebę docinania i taśmy, skracając czas pakowania.
  • Profile piankowe zamiast pianki PE w rolce. Producent rowerów oszczędził kilka minut na każdej sztuce, przechodząc z klejenia i docinania pianki na użycie gotowych profili dopasowanych do ramy. Szybciej, czyściej, bez strat.
  1. Optymalizacja zakupów, czyli dokładna weryfikacja parametrów

Kupcy muszą uważać na pozorne oszczędności. Przykładowo, folia stretch sprzedawana w kilogramach może mieć ciężką gilzę (tubę), przez co faktycznie otrzymujesz mniej materiału netto. Podobnie taśmy pakowe – nawój oznaczony jako ’60 y’ (yardów) to o ponad 5 mb mniej niż ’60 mb’ (metrów bieżących).

Pobierz bezpłatny poradnik dla kupców, właścicieli firm i managerów e-commerce!

Czy jesteś gotów na oszczędności?

Jeśli szukasz realnych sposobów na:

  • obniżenie kosztów transportu (przez zmniejszenie wagi gabarytowej),
  • skrócenie czasu pracy na stanowisku pakowania,
  • redukcję reklamacji wynikających z uszkodzeń w transporcie,
  • wprowadzenie standaryzacji w magazynie…

to wszystkie te, a także wiele innych, sprawdzonych rozwiązań znajdziesz w darmowym e-booku: „Skuteczne sposoby na optymalizację czasu i kosztów pakowania”. To praktyczny przewodnik i mini-audyt, zawierający ponad 40 stron wiedzy, case studies i checklistę gotową do wdrożenia.

„Przedsiębiorcy nierzadko skupiają się na wielkich optymalizacjach, nie zauważając 'niewidzialnego kosztu’, jakim jest pakowanie” – mówi Roksana Maison, E-commerce Managerka w PakujTo i współautorka publikacji. „Nasz e-book to praktyczna ściąga. Udowadniamy, że świadoma zmiana – np. zamiana pylącej tektury na czystą piankę PE czy folii stretch na dedykowane worki – potrafi skrócić czas pracy i obniżyć koszty całego procesu, bez zwiększania liczby reklamacji.”

Jak pracujemy, tak jemy. Raport pokazuje, jak styl pracy niszczy zdrowe nawyki

Prawie połowa polskich pracowników biurowych ma nadwagę, 40 proc. pracuje więcej niż 40 godzin w tygodniu, a 36 proc. często pracuje z uczuciem głodu. Nowy raport firmy Better Workplace Żywieniowe nawyki pracujących Polaków 2025/26 pokazuje, że tylko niewielka część osób realizuje zdrowe nawyki, podczas gdy większość zmaga się z głodem, stresem, nadwagą i brakiem wsparcia ze strony pracodawców.

Eksperci z Better Workplace wraz z Instytutem Medycyny Pracy opublikowali raport Żywieniowe nawyki pracujących Polaków 2025/26. Wynika z niego, że polscy pracownicy chcą zdrowo się odżywiać, ale często – z powodu braku czasu, presji i przepracowania – ich codzienne wybory żywieniowe odbiegają od deklarowanych. Choć może się to wydawać ich prywatną sprawą, pracodawcy mają realny wpływ na dietę swoich pracowników, a wsparcie żywieniowe może przynieść wymierne korzyści dla zdrowia i efektywności zespołów.Wykres 1

Powiedz mi, jak pracujesz, a powiem ci, jak jesz

Nadmiar obowiązków, długie godziny pracy i brak czasu na odpoczynek to realne bariery zdrowego stylu życia — aż 39 proc. pracowników pracuje ponad 40 h tygodniowo, a 35 proc. doświadcza silnego stresu. To właśnie w grupie osób źle oceniających swój stan zdrowia ponad połowa zgłasza wysoki poziom napięcia psychicznego. Efekt? Brak regeneracji, gorsze wybory żywieniowe i pogarszający się dobrostan psychofizyczny.

Chcielibyśmy mieć w czasie pracy przestrzeń na zdrowie odżywianie. Większość  pracowników deklaruje chęć regularnego jedzenia (72 proc.), spożywania posiłków bez pośpiechu (78 proc.) a przy tym wie, jak ważne w diecie jest znaczenie warzyw i owoców.  Rzeczywistość jednak pozostawia wiele do życzenia – co druga osoba przyznaje, że trudno jej zdrowo się odżywiać w pracy. Aż 44 proc. badanych twierdzi, że ma zbyt wiele obowiązków, by zadbać o swoje żywienie. Nie powinno więc dziwić, że prawie co trzeci pracownik często pracuje z uczuciem głodu. W szczególności są to ludzie młodzi (18–25 lat), wśród których zjawiska tego doświadcza połowa pracowników.

Deklaracje kontra rzeczywistość

Większość polskich pracowników dobrze lub bardzo dobrze ocenia swój stan zdrowia (57 proc.). Tylko 8 proc. uważa go za zły, a co trzecia osoba (35 proc.) ma trudności z oceną. Osoby o wyższym wykształceniu i lepszej sytuacji materialnej częściej deklarują lepszy stan zdrowia.

– Wysoki status społeczno-ekonomiczny, określany poziomem wykształcenia i dochodów, często wiąże się z takimi zasobami i warunkami życia, które korzystnie wpływają na zdrowie grup o takim statusie w sposób bezpośredni. To m.in. łatwiejszy dostęp do zdrowej żywności, większych i lepiej wyposażonych mieszkań czy bezpiecznej pracy. Wiąże się też z takim kapitałem społeczno-kulturowym, dziedziczonym lub nabytym, który skłania do większej troski o zdrowie zarówno w życiu codziennym, jak i w sytuacji choroby. To m.in. utrwalone w najbliższym otoczeniu prozdrowotne wzory zachowań, kształtowane od dzieciństwa prozdrowotne nawyki, wartości, wiedza i postawy sprzyjające zdrowszym wyborom – tłumaczy dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia z Instytutu Medycyny Pracy im. prof. dra med. Jerzego Nofera. – Ponadto zasoby te, zarówno materialne jak społeczno-kulturowe, ułatwiają prowadzenie zdrowego stylu życia czy korzystanie z lepszej opieki medycznej i usług prozdrowotnych, np. dietetycznych. Ułatwiają m.in. poprzez pełniejsze uświadomienie własnych potrzeb zdrowotnych, lepszy dostęp do produktów i usług służących ich zaspokajaniu, znajomości w instytucjach związanych ze zdrowiem, lepsze traktowanie przez ich personel, bogatszą ofertę benefitów otrzymywanych od pracodawców, przebywanie wśród licznych osób dbających o własne zdrowie – dodaje ekspert.

Na stan zdrowia ogromny wpływ ma dieta. Tymczasem choć 55 proc. pracowników uważa, że odżywia się zdrowo, ponad 3/4 ma niski wynik indeksu zdrowej diety (HDI-10). Połowa pracowników nie planuje posiłków do pracy wybierając “cokolwiek” w momencie głodu (54 proc.), a niemal co druga osoba (46 proc.) regularnie je zbyt obfite porcje. Powszechna jest monotonność diety (45 proc.), podjadanie słodyczy (21 proc.) i regularna konsumpcja fast foodów oraz dań instant (35 proc. spożywa je przynajmniej raz w tygodniu).

Prawie połowa pracowników ma nadwagę

Z raportu Better Workplace wynika również, że niemal połowa (aż 47  proc.) respondentów ma nadwagę lub otyłość, przy czym częściej dotyczy ona mężczyzn (56  proc.) niż kobiet (37  proc.).

– Rzeczywistość okazuje się być jeszcze gorsza, niż sugerują nasze badania. Dane NFZ wskazują, że realna skala problemu w populacji Polaków jest znacznie wyższa, a różnice między rezultatami wynikają z błędów deklaratywnych – respondenci często zaniżają swoją masę ciała – tłumaczy Magdalena Kartasińska-Kwaśnik, dietetyczka kliniczna, kierowniczka Działu Dietetycznego w Better Workplace, firmie oferującej benefity żywieniowe oraz wsparcie dietetyczne dla pracowników.

Czy pracodawca ma wpływ na dietę pracowników?

Ponad połowa pracowników (54  proc.) oczekuje wsparcia pracodawcy w zdrowym odżywianiu – silniej zaznaczają to kobiety (67  proc. vs  52  proc. mężczyzn). Ale tylko co trzeci pracownik uważa, że firma dba o żywienie. Widać wyraźną lukę – oczekiwania są znacznie większe niż realne wsparcie.

– Rozwiązania są potrzebne tu i teraz. Dobrym ruchem są programy żywieniowe, dostęp do świeżego jedzenia w pracy, wydłużenie przerw na posiłek, posiłki integracyjne, zmiany w menu restauracji pracowniczych i maszyn vendingowych czy dostęp do porad specjalistów. Historie naszych klientów pokazują, że stworzenie miejsca pracy wspierającego pracowników w utrzymaniu zdrowych nawyków żywieniowych jest możliwe – mówi Magdalena Kartasińska-Kwaśnik z Better Workplace.

Raport Żywieniowe nawyki pracujących Polaków 2025/26 opiera się na badaniu przeprowadzonym w lipcu 2025/26 r. metodą ankiety internetowej (CAWI). Dobór próby miał charakter losowy, jednak zastosowano procedury umożliwiające wyłonienie grupy reprezentatywnej dla polskich pracowników biurowych. Łącznie analizie poddano odpowiedzi 1009 respondentów.

Giełdy czekają na przełom. Co przyniesie raport Nvidii i protokół Fed?

Raport wynikowy giganta technologicznego w centrum uwagi inwestorów. To już czwarta spadkowa sesja w USA – czy „tradycyjny rajd świąteczny” w tym roku może się nie odbyć? Ruch w dół na głównej parze walutowej świata uruchamia presję podażową na PLN.

Kiepskie nastroje

W ostatnich dniach na rynkach widziana jest spora nerwowość i dominuje tryb risk off. Sporo się mówi, że inwestorzy obawiają się przewartościowania segmentu technologicznego, ale także zaległego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który jest opóźniony ze względu na shutdown. Dzisiaj po sesji w USA poznamy wyniki spółki Nvidia i będzie to punkt kulminacyjny, który może zaważyć na sentymencie w najbliższych dniach. Ten technologiczny gigant stał się symbolem rewolucji AI, a co za tym idzie głównym beneficjentem, gdyż jest największym graczem na rynku sprzedaży chipów i całych systemów.  W ostatnich dniach pada jednak pytanie – kiedy te ogromne wydatki na technologię mogą się zwrócić? Inwestorzy więc wrócili do prostego mechanizmu, czyli rachunku zysków i strat. Dobry przykład, by to wyjaśnić to spółka Meta, gdzie w wynikach pokazano zakładane ogromne wydatki na AI, efekt? Prawie 20% spadek po raporcie.

Zmienność gwarantowana

Nvidia to jednak inny kaliber, ale też inna struktura przychodowa. Tutaj dominuje sprzedaż sprzętu, gdzie popyt nie podlega dyskusji, a w przypadku innych gigantów, najpierw trzeba ten sprzęt pozyskać, by potem próbować na nim „zarobić”. Napięcie przed publikacją wyników spółki jest więc olbrzymie, a analitycy już nawet wyliczyli, że po raporcie kurs może się poruszyć o prawie 6,5%, tyle tylko, że nie ma zgody co do kierunku. Jedni są zdania, że sceptycyzm wydatkowy się nasila, a drudzy, że potwierdzi się rewolucja AI. Tym samym pojawi się pozytywny impuls dla spółek technologicznych aż do końca roku. Oczywiście tutaj mowa też o wynikach Nvidia w kontekście rajdu świętego Mikołaja, który w poprzednich latach windował giełdy. Ostatnie 4 sesje w Stanach przebiegały pod dyktando spadków i już pojawiły się głosy, że może czeka nas większa korekta, a koniec roku nie będzie udany. Dużo zależy więc od dzisiejszego raportu, ale przede wszystkim tego, jak zinterpretują go inwestorzy, bo często logiki tutaj nie ma.

EUR/PLN w okolicach 4,24

Ostatnie dni to też umocnienie dolara amerykańskiego – choćby do euro – co pokazuje, że inwestorzy pozycjonują się defensywnie, a popyt na aktywa bezpieczne ma się dobrze. Taka sytuacja odbija się też niekorzystnie dla naszej waluty, a w relacji do EUR straciła blisko 2,5 grosza. Nie jest to oczywiście duży ruch, co tylko podkreśla odporność PLN na to, co się dzieje na rynkach. Baza to oczywiście gospodarka, gdzie nasze wyniki wzrostu są naprawdę imponujące, a kolejny rok ma być co najmniej tak dobry. Mały plusik to też polityka monetarna, gdzie zanosi się na kilkumiesięczną pauzę w obniżkach stóp, a dominuje teraz scenariusz, w którym Rada poczeka na impulsy inflacyjne mogące pojawić się od nowego roku 2026.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11.00 – strefa euro – inflacja CPI za październik,
  • 15.15 – USA – produkcja przemysłowa za październik,
  • 20.00 – USA – protokół z posiedzenia Fed.

Dania zaostrza zasady korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci

0

Decyzja duńskiego rządu o wprowadzeniu minimalnego wieku 15 lat dla użytkowników mediów społecznościowych otwiera w Europie nowy rozdział w dyskusji o ochronie dzieci w Internecie. To symboliczna granica, ale też sygnał dla reszty świata: cyfrowa wolność najmłodszych nie może oznaczać ich bezbronności. Duńskie rozwiązanie, choć radykalne, wyrasta z coraz bardziej powszechnego przekonania, że młodzi ludzie potrzebują bezpieczniejszych ram korzystania z sieci.

Rządy wielu państw zaczynają dostrzegać, że cyfrowy świat wymyka się mechanizmom tradycyjnej ochrony. W Australii przygotowywane są przepisy całkowicie zakazujące korzystania z mediów społecznościowych dzieciom poniżej 16. roku życia, a w Stanach Zjednoczonych trwa ożywiona debata o odpowiedzialności platform wobec nieletnich użytkowników. Kierunek jest wspólny: więcej nadzoru, więcej przejrzystości, mniej komercyjnej swobody. W centrum tej zmiany stoi jedno kluczowe pytanie – jak znaleźć równowagę między ochroną dziecka a poszanowaniem jego prywatności?

Zakazy i ograniczenia wiekowe to jeden z możliwych modeli, ale nie jedyny. W praktyce skuteczniejszym podejściem okazuje się łączenie regulacji prawnych z narzędziami wspierającymi świadome i odpowiedzialne korzystanie z technologii. Samo odcięcie dziecka od sieci nie rozwiązuje problemu, bo Internet to dziś naturalna przestrzeń nauki, relacji i rozrywki. Zamiast zamykać drzwi, warto pomóc w ich bezpiecznym otwieraniu. Tu coraz większą rolę odgrywa edukacja cyfrowa i inteligentne rozwiązania technologiczne, które uczą dzieci, jak reagować na przemoc czy manipulację, a rodzicom dają narzędzia do wczesnego rozpoznania sygnałów zagrożenia.

Nowoczesne aplikacje wspierające bezpieczeństwo rodzin w Internecie coraz częściej idą w stronę tzw. prewencji kontekstowej. Analizują zachowania i treści pod kątem potencjalnych ryzyk. Gdy algorytm wykryje w rozmowie agresję, wulgaryzmy lub niepokojące emocje, rodzic otrzymuje dyskretne powiadomienie. To moment, w którym może zareagować, zapytać, porozmawiać, być obecnym. Takie rozwiązania przypominają cyfrowy „system wczesnego ostrzegania”, który nie zastępuje zaufania w rodzinie, ale je wzmacnia – mówi Paweł Biadała, CEO Locon.

Granica między ochroną a kontrolą jest cienka, dlatego kluczowe jest projektowanie narzędzi z poszanowaniem prywatności. Dziecko, które czuje się śledzone, nie będzie szczere, a technologia stanie się źródłem konfliktu zamiast wsparcia. Z kolei aplikacje, które działają transparentnie i jasno komunikują, jakie dane są analizowane, mogą stać się pomostem między światem dorosłych a cyfrowym życiem młodych. Właśnie taki model zaczyna dominować, nie represyjny, lecz partnerski, oparty na zaufaniu i wspólnym poczuciu bezpieczeństwa.

Dania postawiła na regulacje, ale jej decyzja ma też inny wymiar, edukacyjny. Pokazuje, że państwo może aktywnie kształtować kulturę cyfrową i wspierać inicjatywy, które uczą, jak mądrze korzystać z technologii. Zapowiedziane inwestycje w rozwój bezpieczniejszych platform czy programy dobrostanu cyfrowego to krok w stronę budowania odporności psychicznej najmłodszych. To również zaproszenie do szerszej rozmowy o tym, jak przygotować dzieci do świata, w którym granica między realnym a wirtualnym staje się coraz bardziej płynna.

W Polsce podobne wyzwania stoją przed rodzicami, szkołami i firmami technologicznymi. Coraz wyraźniej widać potrzebę systemowych rozwiązań, które pomogą w odpowiedzialnym towarzyszeniu dziecku w jego cyfrowych doświadczeniach. Bo bezpieczeństwo w sieci nie zaczyna się od zakazu, zaczyna się od rozmowy, zrozumienia i gotowości, by reagować wtedy, gdy technologia daje sygnał, że coś może być nie tak – podsumowuje Paweł Biadała.

W tym sensie decyzja Danii to nie tylko polityczny gest, ale też znak czasu. Świat dorasta do wniosku, że technologia, by naprawdę służyć człowiekowi, musi być wspierana przez empatię, edukację i odpowiedzialność. A cyfrowe dzieciństwo, choć odbywa się w nowych realiach, wciąż potrzebuje tego samego, co zawsze: obecności dorosłych, którzy potrafią być blisko, nawet jeśli nie zawsze są w tym samym miejscu.

Ceny hamują, oczekiwania rosną. Jak zmienia się popyt na mieszkania w Polsce?

Rynek mieszkaniowy w Polsce wchodzi w nową fazę – stabilizacji i selektywnego popytu. Po okresie rekordowych wzrostów ceny zdecydowanie wyhamowały, sygnalizując już nawet tendencje korekcyjne, a kupujący stali się bardziej wymagający. Coraz częściej pytają nie tylko o metraż, ale też o jakość życia, energooszczędność, komunikację i zielone otoczenie.

Ceny zwolniły, ale emocje wciąż są wysokie

Jeszcze nie tak dawno rodzimy rynek nieruchomości mieszkaniowych przypominał wyścig. Mieszkania sprzedawały się jak świeże bułki, a pośrednicy nie nadążali z prezentacjami. Dziś emocje wyraźnie opadły, ale ruch nadal jest znaczący. Dane portalu RynekPierwotny.pl pokazują, że liczba zapytań o mieszkania w I kwartale 2025 roku była o ponad 30 procent wyższa niż w najlepszym miesiącu obowiązywania programu „Bezpieczny Kredyt 2.0”. Choć ceny wciąż są wysokie, ich dynamika maleje. Już pierwsze kwartały 2025 roku przyniosły jej spowolnienie, a w wybranych ośrodkach nawet korekty. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego na rynku pierwotnym to już ponad 18 tys. zł, w Krakowie blisko 17 tys., we Wrocławiu 15 tys., a w mniejszych miastach – między 8 a 12 tys. zł. Realnie jednak – po uwzględnieniu inflacji – ceny w ostatnich miesiącach lekko spadły.

Jest to po części efekt historycznie rekordowej oferty mieszkaniowego rynku pierwotnego. W tej sytuacji deweloperzy zaczęli zdecydowanie ostrożniej planować nowe projekty: liczba rozpoczętych budów mieszkań spadła w pierwszych ośmiu miesiącach br. o 16 proc. w relacji rok do roku, a wolumen nowych pozwoleń na budowę o jedną czwartą.

Dwa pokoje, trzy pokoje – kompromisy codzienności

Według raportu RynekPierwotny.pl, najczęściej kupowane mieszkania to wciąż lokale 2-pokojowe o powierzchni 40–50 m². To wybór singli i par bez dzieci – elastyczny, możliwy do utrzymania, pozwalający zachować płynność finansową. Z kolei 3-pokojowe mieszkania pozostają najpopularniejsze wśród rodzin z dziećmi. Dają więcej komfortu, ale są też niestety coraz droższe.

Zwłaszcza w głównych krajowych metropoliach takich jak Warszawa, Wrocław czy Kraków ceny już 2-pokojowych mieszkań deweloperskich często przekraczają poziom dostępny dla przeciętnego kredytobiorcy, co powoduje, że kupujący zaczynają rozważać peryferyjne dzielnice lub mieszkania 3-pokojowe w mniej prestiżowych lokalizacjach. Stąd też wyraźnie zwyżkujący popyt w miejscowościach satelickich największych miast.

Z kolei domy jednorodzinne czy segmenty kupują dziś głównie ci, którzy szukają „oddechu” i mają stabilną sytuację zawodową. Coraz częściej są to osoby pracujące zdalnie lub hybrydowo, które mogą pozwolić sobie na zamieszkiwanie z dala od centrum. W zamian za dłuższy dojazd realizują swoje marzenia o własnym ogródku, garażu, ciszy i spokoju.

Single i pary, czyli nowi królowie rynku

Tymczasem to już nie nabywcy inwestycyjni, których liczba spadła o połowę względem roku 2023 rządzą rodzimą mieszkaniówką. Teraz to właśnie oni – młodzi, mobilni, często dobrze zarabiający, ale dopiero budujący majątek – rozdają dziś karty. Ich decyzje są elastyczne, a lokalizacja ma mniejsze znaczenie niż jeszcze kilka lat temu. „Widać dużą zmianę: młodzi kupujący nie trzymają się jednej dzielnicy. Szukają tam, gdzie jakość i cena idą w parze. Otwarta komunikacja i transparentność ofert są dla nich ważniejsze niż metraż” – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Dla singli i par kluczowe są dziś dobra komunikacja, nowoczesny design i stabilny deweloper. To właśnie oni generują dziś największą liczbę zapytań w portalach ogłoszeniowych.

Rodziny z dziećmi: między potrzebą przestrzeni a rachunkiem ekonomicznym

Rodziny szukają przede wszystkim trzech rzeczy: przestrzeni, bezpieczeństwa i spokoju. Chcą mieć dobrą szkołę w pobliżu, plac zabaw, ścieżkę rowerową i zieleń. Dla rodzin z dziećmi mieszkanie 3-pokojowe to naturalny wybór — więcej przestrzeni, oddzielna sypialnia dla dzieci, możliwość urządzenia pokoju pracowni. Ale właśnie w tym segmencie rynek bywa mniej płynny w obecnych warunkach. Wysokie ceny metra kwadratowego lub ograniczona podaż projektów 3-pokojowych (zwłaszcza w dobrych lokalizacjach) skłaniają niektóre rodziny do kompromisów: kupna mniejszego mieszkania z planem zmiany za kilka lat, lub poszukiwania domów bliżej obrzeży.

Dlatego też aż 89 proc. popytu w największych miastach koncentruje się dziś w dzielnicach pośrednich i na obrzeżach. Deweloperzy coraz częściej projektują niskie budynki o kameralnym charakterze, które łączą wygodę mieszkania i urok domu.

Co w cenie? Nie tylko metraż

Jeszcze kilka lat temu kupujący kierowali się głównie ceną za metr. Dziś coraz większe znaczenie mają elementy takie jak energooszczędność budynku, certyfikaty środowiskowe, jakość części wspólnych czy społeczny charakter osiedla. Nowe projekty mieszkaniowe coraz częściej przypominają małe miasteczka – z własnym sklepem, kawiarnią czy strefą fitness. „Kupujący zwracają uwagę nie tylko na mury, ale na całe otoczenie. Ważne są standard energetyczny, dostęp do zieleni i jakość obsługi” – ocenia Jan Dziekoński, Head of Market Insights w Dziale Research w portalu RynekPierwotny.pl.

Nowe formaty: od micro-apartamentów po wynajem instytucjonalny

Ciekawym zjawiskiem są tzw. micro-apartamenty – lokale o powierzchni 20–30 m², często z pełnym wyposażeniem i strefami wspólnymi. Powstają głównie z myślą o singlach, studentach i młodych specjalistach. Z kolei coraz dynamiczniej rośnie segment PRS, czyli mieszkań budowanych na wynajem instytucjonalny. Eksperci JLL oceniają, że w ciągu kilku lat może on zmienić strukturę rynku – szczególnie w największych miastach.

Na co Polacy są gotowi wydać najwięcej

Coraz więcej osób woli zapłacić więcej za lepszy standard wykończenia, większy balkon lub ogród, osiedle z pełną infrastrukturą oraz energooszczędne rozwiązania. Rosnące koszty życia sprawiły, że kupujący zaczęli liczyć nie tylko koszt zakupu, ale i utrzymania mieszkania. Dlatego deweloperzy inwestują w pompy ciepła, panele fotowoltaiczne i rekuperację.

Eksperci: „Rynek dojrzewa – to dobra wiadomość”

Zdaniem analityków portalu RynekPierwotny.pl, rok 2025 przynosi dojrzewanie rynku. „Kupujący stali się bardziej świadomi. Nie gonią już za jakimkolwiek mieszkaniem, tylko szukają takiego, które pasuje do ich stylu życia” – podkreśla Marek Wielgo. W natłoku ofert wygrają ci deweloperzy, którzy potrafią rozmawiać z różnymi grupami klientów – od singli, przez pary, po rodziny i inwestorów.

Mieszkanie jako styl życia

Rynek nieruchomości w 2025 roku pokazuje, że własne cztery kąty to już nie tylko inwestycja, ale też manifest stylu życia. Dla jednych liczy się przestrzeń i cisza, dla innych dostęp do kultury i miejskich atrakcji. Niezależnie od motywacji, Polacy kupują dziś bardziej świadomie. Nie gonią za metrami, lecz za sensem. Bo mieszkanie przestało być tylko adresem – stało się częścią codziennej tożsamości.

Vinci rusza na zakupy z nowymi funduszami i limitami inwestycyjnym

  • Vinci z grupy BGK istotnie zwiększa kwotę możliwą do zainwestowania w jedną spółkę. Zgodnie z nową strategią, będzie to 110 mln zł. Do dyspozycji ma 1,1 mld zł kapitału powierzonego mu przez największy polski bank.
  • W centrum zainteresowania Vinci stają polskie spółki wzrostowe, które osiągają już pierwsze przychody i mają ambitne plany rozwoju. Inwestor nie będzie natomiast analizował projektów start up’owych będących na wczesnym etapie budowania biznesu.
  • Dwa nowe fundusze, Vinci Venture Capital oraz Vinci Private Equity, zastąpią trzy obecnie istniejące wehikuły inwestycyjne. Vinci stanie się jedynym podmiotem na rynku, który zapewnia firmom ciągłość finansowania dzięki połączeniu działalności VC oraz PE pod jednym dachem.

Vinci, spółka inwestycyjna z grupy BGK, zarządzająca 1,1 mld zł, ujawnia kolejne elementy swojej nowej strategii. – Istotnie zwiększamy kwotę, jaką możemy zaoferować jednej firmie, podnosząc ją do 110 mln zł. To znacznie rozszerza nasze możliwości inwestycyjne – informuje Adam Żelezik, członek zarządu Vinci, odpowiedzialny za obszar inwestycji. Dotychczas, dla większości analizowanych projektów, limit zaangażowania w jeden podmiot wynosił 40 mln zł, a średnia dla już przeprowadzonych transakcji to 27 mln zł. Horyzont inwestycyjny, w jakim będą się poruszać fundusze Vinci, mieści się w przedziale 5-10 lat.

Ciągłość finansowania

Spółki, w które zdecyduje się zainwestować podmiot z grupy BGK, trafią do jednego z dwóch nowych funduszy, tj. Vinci Venture Capital oraz Vinci Private Equity, z których każdy ma dyspozycji 550 mln zł. Zastąpią one trzy obecnie istniejące wehikuły inwestycyjne tj. HiTech Asi, IQ Asi oraz Da Gamma Asi. – Staliśmy się jedynym podmiotem na rynku, który w ramach jednej organizacji będzie realizował zarówno inwestycje z obszaru venture capital, jak i private equity. Oznacza, że możemy finansować wzrost polskich spółek będących na różnych etapach rozwoju, zapewniając im ciągłość finansowania, czyli dostęp do kolejnych rund kapitałowych –wyjaśnia Adam Żelezik.

Warunek: 2 mln zł przychodów

Nowa oferta inwestycyjna Vinci, zgodnie z właśnie przyjętą strategią, adresowana jest do spółek wzrostowych, mających ambitne plany rozwoju. – Są to podmioty, które potwierdziły już na rynku swój model biznesowy, mają wdrożone pierwsze produkty lub usługi i z sukcesem je sprzedają, osiągając pierwsze przychody o wartości co najmniej 2 mln zł rocznie – ujawnia Bartosz Drabikowski, prezes Vinci. Inwestor nie będzie natomiast już analizował projektów będących na wcześniejszych etapach rozwoju, czyli takich, gdzie uzyskane finansowanie miałoby posłużyć do stworzenia nowego produktu czy uruchomienia sprzedaży.

Na celowniku spółki wzrostowe

– Dostrzegamy ogromną potrzebę rynku jeśli chodzi o dostęp do kapitału, który wspierałby wzrost i rozwój spółek. Tego typu rund finansowania jest w Polsce kilka rocznie, zdarzają się też lata, gdy nie ma ich w ogóle. W tym obszarze, zgodnie z nową strategią, będzie aktywnie działać Vinci w najbliższych 5 latach – mówi Bartosz Drabikowski. – Nie ma natomiast potrzeby, aby Vinci był kolejnym podmiotem finansującym wczesne etapy budowania firm. W tym segmencie efektywnie działa ok. 130 funduszy, z sukcesem swoją misję realizuje także PFR Ventures, a na rynku zawierane są setki transakcji rocznie – wyjaśnia  Bartosz Drabikowski.

Tylko mniejszościowe pakiety

Vinci jest zainteresowany pakietami mniejszościowymi spółek, a także współpracą z innymi inwestorami instytucjonalnymi. – Dążymy do tego, aby w spółce, obok kapitału publicznego, był także kapitał prywatny. Ten cel realizujemy poprzez koinwestycje, ale dopuszczamy także możliwość, że fundusze prywatne dołączą do finansowania spółki w drugiej kolejności, po tym jak Vinci nada jej pewną wiarygodność –informuje Adam Żelezik.

Polski mandat

Kluczowym elementem przyjętej strategii jest też wprowadzenie nowego kryterium inwestycyjnego. – Będziemy finansować wyłącznie firmy, które w Polsce posiadają i rozwijają centra biznesowe, badawcze, inżynierskie, co oczywiście nie wyklucza ich ekspansji zagranicznej, do której zachęcamy. Strategicznym celem Vinci, podobnie, jak całej grupy BGK, jest bowiem wspieranie rozwoju społeczno-gospodarczego Polski. Jestem przekonany, że dzięki zainicjowanym przez nas procesom zwiększy się liczba narodowych championów  – podkreśla Bartosz Drabikowski. Dodaje, że Vinci oferuje firmom nie tylko kapitał na rozwój, ale też tzw. smart money. To wiarygodność, wiedza, doświadczenie, a także pomoc w przebiciu się do dużych kontrahentów. Dostęp do smart money wynika z przynależności Vinci do największej grupy bankowej w Polsce, zarządzającej aktywami o wartości aż 740 mld zł.

Nowość: technologie dual-use

Obiektem zainteresowania Vinci są innowacyjne firmy działające w obszarze nowoczesnych technologii. Priorytetowe obszary to według nowej strategii: robotyzacja, sztuczna inteligencja, transformacja energetyczna, technologie optyczne i kosmiczne, a także bezpieczeństwo, zdrowie, produkcja żywności oraz transport. Nowa strategia rozszerzyła ponadto katalog możliwych do wsparcia branż o takie, które wykorzystują tzw. technologie dual-use, mogące mieć zastosowanie zarówno w projektach cywilnych, jak i w obronności.

Kryzys w ochronie zdrowia znów na agendzie. Ekspert: problem tkwi w konstrukcji systemu

Mamy kryzys w ochronie zdrowia – ogłosili politycy. Jako zajmujący się tym obszarem pozwolę sobie dodać: jak co roku.

Zwracam uwagę, że nie dotyczy to całego obszaru świadczeń zdrowotnych. Nie ma problemu z rozliczeniami przez NFZ z podmiotami opłacanymi stawką ryczałtową; tam usługi są świadczone płynnie, a personel zadowolony. Nie ma też ograniczeń w świadczeniach, za które w płatnościach nie ma limitów, jak onkologia czy porody. Tyle, ile świadczeń zrealizowano, tyle jest na bieżąco opłacanych. Uwzględniając, że rocznie opłacanych ze środków publicznych jest 7-8 MLN hospitalizacji, 350 mln porad ambulatoryjnych, 180 mln świadczeń w POZ i 130 mln świadczeń w ramach opieki specjalistycznej, znaleźć można w takiej masie przypadki błędów czy pomyłek. Błędem jest jednak wyciąganie ogólnych reguł bazując na danych marginalnych.

Wyzwaniem końca roku są tradycyjnie świadczenia szpitalne. Konstrukcja kontraktu świadomie przecież podpisanego przez szpitale zawiera limity świadczeń, które są nim objęte. I ponieważ mówimy o kontrakcie ze środków publicznych, jest to zapis konieczny. Prawo, ale i mądry standard działania państwa wymaga, aby wydatki publiczne były dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskania najlepszych efektów z danych nakładów, zapewniając przy tym wszystkim obywatelom równy dostęp do świadczeń finansowych ze środków publicznych. Oznacza to że nie wolno uprzywilejowywać jakiejś grupy obywateli z racji ich miejsca zamieszkania czy rodzaju schorzenia (z jasno wskazanymi wyjątkami) poprzez prowadzenie leczenia na innych niż uzgodnione z płatnikiem publicznym zasadach.

Szpitale dbają o swój interes ekonomiczny, który w polskich warunkach oznacza wysokie i stabilne dochody pracowników. Pacjent jest tu elementem uzupełniającym, w miarę możliwości selekcjonowanym. Powoduje to, że wykonując swoje podstawowe zadanie (świadcząc usługi dla potrzebujących) szpitale starają się robić jak najwięcej tych świadczeń, które są dla nich najbardziej opłacalne finansowo. Nie przejmują się wysokością podpisanego kontraktu, a ponieważ darmowe świadczenia zdrowotne to obszar popytu w zasadzie nieograniczonego, nie jest wielkim wyzwaniem znalezienie pacjentów i udzielenie im świadczeń. To powoduje, że często pod koniec rocznego kontraktu szpitale wpadają w pułapkę przekroczenia limitów kontraktowych, ponieważ do limitu muszą doliczyć pacjentów, którzy trafili do nich poza planowaną kolejką, ale nie można było z różnych powodów odmówić im świadczenia.

Czym innym są tu świadczenia ratujące życie – one zawsze były rozliczane sprawnie. Jeśli oczywiście nie okazało się, że definicja „ratujące życie” zastosowane przez dany szpital nie okazała się absolutnie inna, niż przyjęta z kontrakcie z NFZ. I dla rozliczenia kontraktu jest to zwykłe świadczenie, które skumulowane z innymi od początku roku powoduje przekroczenie limitu zakontraktowanych świadczeń w danym roku.

W poprzednich latach wszyscy świadomi tego zjawiska tolerowali takie „bankructwo systemu pod koniec roku”. Sytuacja się jednak zmieniła, nie ma dzisiaj źródła pokrycia kolejnych nieplanowanych wydatków, jak we wcześniejszych latach. A sam system, który jak wiele usług publicznych, ma format ekonomiczny wydatku publicznego „plus nieskończoność” (bez ograniczenia kosztów) już zaczyna dyskryminować określone schorzenia i pacjentów.

Mechanizm ekonomiczny szpitali w Polsce wymaga pilnej zmiany, niewiele pomoże administracyjne ograniczanie zarobków lekarzy czy innego personelu medycznego. Jeśli szpital płaci kilkadziesiąt tysięcy za operację lekarzowi, to znaczy, że szpitalowi się to opłaca. Wycena świadczeń medycznych opłacanych ze środków publicznych powinna być procesem ciągłym, związanym ze zmianami w sposobie udzielania świadczeń oraz nowymi technologiami medycznymi. NFZ, mając do tego bazę danych, powinien zapewnić dostęp do wszystkich rodzajów świadczeń i bardzo pilnować, aby nie było podziału na świadczenia opłacalne i nieopłacalne.

Wzywam, aby rozpocząć rozmowę od fundamentalnego założenia: co jest priorytetem dla publicznej ochrony zdrowia. Która odpowiedz jest ważniejsza: utrzymanie budynków szpitali jako oznaka prestiżu lokalnego czy państwowego, zapewnienie pracy ludziom zatrudnionym w ochronie zdrowia, ratowanie życia i zdrowia oraz przywracanie do sprawności, opieka nad osobami starszymi? Nie jest możliwe zaspokojenie w pełni wszystkich celów w ramach dostępnego budżetu. A Polacy płacić więcej podatków nie chcą.

Jeśli system opieki zdrowotnej ma działać sprawnie, wymaga radykalnej i szybkiej zmiany Na początek ustalenia priorytetów, a nie cerowaniu czegoś, co się i tak rozpadnie albo będzie musiało trafić do budżetu centralnego. Dokładanie kolejnych pieniędzy do obecnego systemu jest działaniem nieuzasadnionym. W swoim raporcie NFZ wskazuje, że w latach 2016-2021 liczba świadczeń wzrosła o 3 proc. przy wzroście wydatków o 48,9 proc. Kolejne wydatki to tylko pogłębienie trudnej i bez tego sytuacji finansów publicznych. Dyskutujmy o liczbach, a nie odczuciach.

Pamiętajmy w tej dyskusji, że opłacana ze środków publicznych podstawowa opieka zdrowotna w 90 proc., a ambulatoryjna opieka specjalistyczna w 80 proc jest świadczona przez sektor prywatny. A nieefektywność i stały brak pokrycia kosztów wykazują szpitale, w których sektor prywatny zapewnia zaledwie 15 proc. łóżek szpitalnych w Polsce.

dr Marcin Murawski
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Niezłożenie TPR za 2024 r. może skończyć się grzywną do 40 mln zł. To realne ryzyko dla zarządów

Firmy mają czas tylko do końca listopada 2025 r., by złożyć informację o cenach transferowych TPR-C lub TPR-P za 2024 r. Doradcy podatkowi alarmują, że przedsiębiorcy znów odkładają temat na ostatnią chwilę, a konsekwencje mogą być dla zarządów wyjątkowo dotkliwe. Chodzi o grzywny sięgające nawet 40 mln zł oraz odpowiedzialność osobistą członków zarządu, dyrektorów finansowych i głównych księgowych.

TPR to nie jest techniczny formularz, tylko pełnoprawny raport analityczny dla fiskusa. Jeżeli dane są niepełne albo rozjeżdżają się z dokumentacją, zarząd naraża się na odpowiedzialność karną skarbową – podkreśla mec. Maciej Małanicz-Przybylski, adwokat i partner w KBiW Kurpiejewski, Budzewski i Wspólnicy.

Local file najpierw, TPR dopiero potem

Do końca października 2025 r. podatnicy powinni przygotować lokalną dokumentację cen transferowych za 2024 r. Dotyczy to transakcji z podmiotami powiązanymi oraz niektórych transakcji z podmiotami z rajów podatkowych. Dokumentacja obejmuje wszystkie transakcje przekraczające ustawowe progi – 2 mln zł dla towarów i usług oraz 10 mln zł dla finansowania (odpowiednio 500 tys. zł i 2,5 mln zł w przypadku transakcji z podmiotami z rajów podatkowych). Na jej podstawie sporządza się TPR-C lub TPR-P. Formularz trafia do Ministerstwa Finansów wyłącznie elektronicznie i musi być spójny z local file. – Zdarza się, że firmy chcą przygotować samo TPR i dopiero potem dopisać dokumentację. To stwarza ryzyko zarzutów. Formularz ma odzwierciedlać dokumentację, a nie ją zastępować – wyjaśnia ekspert.

Kto odpowiada za błędy? W praktyce: zarząd

Za nieprawidłowości odpowiadają osoby prowadzące sprawy gospodarcze przedsiębiorstwa. Niezależnie od tego, kto faktycznie podpisze TPR, odpowiedzialność ciąży na zarządzie, dyrektorze finansowym i głównym księgowym. Ryzyko pojawia się również wtedy, gdy local file w ogóle nie powstał, mimo przekroczenia progów. – Widzimy w firmach klasyczny problem: nikt nie jest formalnie „właścicielem” procesu. Zespół przerzuca temat między księgowością, finansami i zarządem, aż w końcu robi się po prostu za późno – wskazuje mec. Małanicz-Przybylski.

Grzywny jak w dużych sprawach gospodarczych

Niezłożenie TPR, złożenie po terminie albo podanie nieprawdziwych danych może zostać potraktowane jako przestępstwo skarbowe. W skrajnym przypadku oznacza to grzywnę do około 40 mln zł. Złożenie formularza po terminie obniża odpowiedzialność o jedną trzecią, ale to nadal nawet 13 mln zł. Identyczne poziomy kar dotyczą braku dokumentacji cen transferowych lub jej nierzetelnego sporządzenia. – Skala sankcji jest tak duża, że obowiązki dotyczące TPR powinny być raportowane radzie nadzorczej. To nie są „techniczne błędy księgowe”, tylko ryzyko porównywalne z poważnym sporem sądowym – ocenia partner KBiW.

Powtarzające się problemy: brak mapy powiązań i skupienie wyłącznie na formularzu

Najczęściej problemem jest przekonanie, że obowiązki cen transferowych dotyczą wyłącznie dużych grup kapitałowych. Tymczasem przepisy obejmują również średnie spółki realizujące pojedyncze transakcje z podmiotami powiązanymi. Drugim kłopotem jest poleganie wyłącznie na księgowości, która zazwyczaj nie ma wiedzy na temat charakteru transakcji czy stosowanych marż i sposobu ich obliczania. Trzecim – koncentrowanie się na samym formularzu, podczas gdy fundamentem jest poprawnie przygotowana dokumentacja. Ekspert wskazuje, że bez zmapowania powiązań i transakcji spółka nie jest w stanie przygotować prawidłowych danych. Proces powinien zaczynać się od analizy biznesowej, a dopiero potem przechodzić do technicznego wypełnienia TPR.

Czynny żal jako ostatnia deska ratunku

Jeśli podatnik nie zdąży złożyć TPR w terminie, może skorzystać z czynnego żalu, czyli zawiadomić organ o popełnieniu czynu zabronionego i jednocześnie złożyć zaległy formularz. – Czynny żal nie rozwiązuje wszystkiego, ale po upływie terminu to często jedyna realna forma ograniczenia ryzyka osobistego – mówi mec. Małanicz-Przybylski.

Fiskus wzmacnia kontrole. Firmy muszą wzmocnić compliance

Ceny transferowe pozostają jednym z priorytetów organów skarbowych. Potwierdza to powołanie Centrum Kompetencyjnego ds. zwalczania agresywnego planowania podatkowego w CIT. Jego zadania obejmują również obszar cen transferowych. W efekcie firmy muszą mieć uporządkowany proces: identyfikację transakcji kontrolowanych, przygotowanie local file oraz terminowe złożenie TPR. Kluczowe jest jasne przypisanie odpowiedzialności i weryfikacja zgodności danych.

– Dobrze zaprojektowany proces TPR to dziś kwestia podstawowej higieny korporacyjnej. Koszty wdrożenia są nieporównywalnie niższe niż potencjalna grzywna – podsumowuje ekspert.

Zarządy, które nie dopilnują TPR, ryzykują grzywnami porównywalnymi z dużymi sprawami gospodarczymi. Kluczem jest terminowe przygotowanie dokumentacji, kontrola ryzyk i jasna odpowiedzialność. To już nie kwestia formalności, tylko realnego bezpieczeństwa prawnego zarządu.

Po zniesieniu de minimis przesyłki do USA utknęły. Eksporterzy mierzą się z chaosem celnym

Pod koniec sierpnia 2025 roku w Stanach Zjednoczonych weszły w życie przepisy, które diametralnie zmieniły warunki międzynarodowego handlu internetowego. Zniesienie tzw. limitu de minimis, które dotychczas pozwalało na bezcłowy import przesyłek o wartości do 800 dolarów, sprawiło, że obecnie również przesyłki z tej kategorii są objęte pełną odprawą celną. Zmiana miała m.in. ograniczyć napływ tanich towarów z Azji oraz uszczelnić system poboru ceł i podatków, zwłaszcza wobec przesyłek z Chin. Jej skutki szybko odczuli europejscy eksporterzy, w tym polscy, co potwierdzają czasowe wstrzymania wysyłki paczek do USA przez operatorów pocztowych. Według Światowego Związku Pocztowego (UPU) łączny, globalny wolumen przesyłek pocztowych kierowanych do USA chwilowo spadł w pierwszych dniach po wejściu zmian nawet o ok. 80 procent.

Nowe przepisy zakłóciły handel

Do 29 sierpnia 2025 r. wiele przesyłek o wartości do 800 USD korzystało w USA z uproszczonej procedury de minimis. Po wejściu w życie nowych regulacji U.S. Customs and Border Protection wymaga, by co do zasady każda przesyłka zawierała pełny zestaw danych celnych: dziesięciocyfrowy kod taryfy HTS, dokładny opis produktu po angielsku, kraj pochodzenia, wartość i walutę transakcji.

W pierwszych tygodniach po zmianach odnotowano istotne zatory. Część operatorów pocztowych w Europie czasowo wstrzymała wysyłki do USA, a operatorzy kurierscy sygnalizowali wzrost liczby przesyłek wymagających ręcznej obsługi z powodu braków w danych. Według Światowego Związku Pocztowego (UPU) wolumen przesyłek pocztowych kierowanych do USA mierzony globalnie chwilowo spadł nawet o 80 procent. Zmiana przepisów była odczuwalna także w Polsce, gdzie Globkurier zanotował około 50-procentowy wzrost liczby zapytań dotyczących odpraw celnych w porównaniu z okresem sprzed 29 sierpnia. Przedsiębiorcy pytali, jak przygotować się do nowych wymogów i co zmieniło się w procedurach.

Cezary Falkiewicz, Cross-Border Sales & Network Manager w Globkurier
Cezary Falkiewicz, Cross-Border Sales & Network Manager w Globkurier

Największym problemem przy wysyłkach do USA nie jest obecnie czas dostawy, ale właśnie odprawa celna.  Odnotowaliśmy duży wzrost zapytań ze strony firm, które oczekiwały wsparcia w odnalezieniu się w nowych realiach. Sytuacja była o tyle wymagająca, że zmiany dotknęły także przesyłki będące już w drodze do odbiorców. W zaistniałej sytuacji wielu przedsiębiorców po raz pierwszy zetknęło się z pełnym zakresem obowiązków celnych. To był dla nich moment zaskoczenia i chaosu. Trudno było nawet określić, które paczki zostaną zatrzymane, a które przejdą odprawę – wskazuje Cezary Falkiewicz, Cross-Border Sales & Network Manager w Globkurier.

Jak uniknąć chaosu celnego

Choć sytuacja budzi niepokój, branża logistyczna wskazuje na narzędzia, które pozwalają firmom ograniczyć ryzyko i usprawnić odprawy. Kluczowe znaczenie ma automatyzacja przygotowania dokumentacji celnej oraz walidacja danych jeszcze przed nadaniem przesyłki.

Poprawnie przygotowana dokumentacja i znajomość ograniczeń w eksporcie znacznie przyspieszają odprawę i zmniejszają ryzyko kontroli. W tym zakresie coraz większe znaczenie mają narzędzia, które weryfikują poprawność danych i eliminują błędy już na etapie tworzenia zgłoszenia – tłumaczy Kamil Wojdas, ekspert ds. odpraw celnych w GlobKurier.pl.

W praktyce oznacza to korzystanie z rozwiązań, które automatycznie sprawdzają kody HS, tłumaczą opisy produktów na język angielski i sygnalizują brakujące informacje wymagane przez służby celne.

Po zmianach w polityce celnej, tak jak niedawno miało to miejsce w Stanach Zjednoczonych, rośnie znaczenie automatyzacji procesów. Systemy, które jeszcze niedawno wspierały tylko przygotowanie dokumentacji, dziś pomagają też analizować ryzyko i przewidywać koszty odpraw. Przy liczbie transakcji i tempie, w jakim rozwija się handel cross-border, ręczne zarządzanie tymi danymi staje się po prostu niemożliwe – podkreśla Cezary Falkiewicz.

Gąszcz przepisów ogranicza możliwości rozwoju, a polskie MŚP i tak są mało aktywne

Według analiz Globkurier nowe realia najmocniej uderzyły w segment małych przesyłek e-commerce. Po zniesieniu progu de minimis wiele tego typu transakcji stało się zdecydowanie mniej opłacalnymi. Dużą część tych zamówień stanowiły produkty takie jak odzież, akcesoria modowe, elektronika i drobne AGD, często sprowadzane z Chin, na które Stany Zjednoczone nałożyły jedne z najwyższych stawek celnych.

Eksperci Globkurier zauważają, że dla wielu firm zmiany okazały się barierą w dalszej sprzedaży zagranicznej nie tylko ze względu na wyższe koszty, lecz także z powodu braku wiedzy i zaufania do procesów eksportowych. W efekcie może to dodatkowo pogłębiać i tak niski poziom aktywności eksportowej polskich MŚP w zakresie sprzedaży na rynki poza Unią Europejską, gdzie wejście wymaga większej znajomości procedur oraz radzenia sobie z dodatkowymi barierami administracyjnymi. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w okresie styczeń–lipiec 2025 wartość polskiego eksportu wyniosła 209,4 mld euro. Około 16 procent tej kwoty trafiło do krajów Unii Europejskiej spoza strefy euro, natomiast niespełna 12,5 procent do państw wysokorozwiniętych spoza UE.

To pokazuje, że sprzedaż na rynki trzecie, w tym do Stanów Zjednoczonych, wciąż stanowi stosunkowo niewielką część działalności polskich firm, zwłaszcza tych z sektora MŚP. Wielu przedsiębiorców, słysząc o obowiązkach celnych i nowych wymogach, rezygnuje z ekspansji, która przecież mogłaby przełożyć się na diametralny wzrost ich biznesu. A pozytywny efekt odczułaby przy tym cała gospodarka. Jednak gąszcz przepisów celnych najzwyczajniej ich przerasta, zwłaszcza że każda pomyłka oznacza wstrzymanie przesyłki i stratę finansową – podkreśla Mateusz Pycia, założyciel i prezes Globkurier.

Eksport w nowej rzeczywistości – to tylko początek zmian

Równolegle także w Europie rosną wymogi dotyczące odpowiedzialności eksporterów. Przykładowo w Niemczech wprowadzono obowiązek rejestracji opakowań w systemie LUCID, czego brak grozi wysokimi karami administracyjnymi. Dyskusja o zaostrzeniu przepisów dotyczących niskowartościowych przesyłek toczy się również w innych krajach, m.in. w Kanadzie i Australii, które analizują skutki reformy celnej w USA i rozważają korekty własnych progów de minimis. Dodatkowe znaczenie dla europejskiego rynku ma najnowsza decyzja ECOFIN, zgodnie z którą Unia Europejska zrezygnuje ze zwolnienia celnego dla przesyłek spoza UE o wartości do 150 euro. Zmiana ta dotyczy przesyłek importowanych do Unii, a nie paczek wysyłanych przez europejskie firmy na rynki trzecie. W 2026 roku mają wejść w życie tymczasowe zasady naliczania ceł, a pełna infrastruktura unijnego EU Customs Data Hub ruszy w 2028 roku.

Dla europejskiego e-commerce to wyraźny sygnał, że era preferencyjnego traktowania tanich przesyłek importowych się kończy. Rosnąca formalizacja procedur sprawi, że przewagę zdobędą firmy, które uporządkują dokumentację, wdrożą automatyzację i zadbają o jakość danych celnych. Podmioty, które tego nie zrobią, muszą liczyć się z większą liczbą kontroli, opóźnieniami i dodatkowymi kosztami obsługi paczek – podsumowuje przedstawiciel Globkurier.

Jawność wynagrodzeń kluczowa dla kandydatów. Firmy nadal unikają konkretów

Współczesny rynek pracy w Polsce cechuje się rosnącą potrzebą transparentności. Kwestia jawności wynagrodzenia w ogłoszeniach o pracę stała się jednym z najbardziej newralgicznych punktów w relacji kandydat-pracodawca. Jak pokazuje ósma edycja raportu Candidate Experience w Polsce 2025 od eRecruiter, mimo rosnącej świadomości i nadchodzących zmian prawnych (dyrektywa UE o transparentności wynagrodzeń), wciąż utrzymuje się znacząca rozbieżność między tym, czego oczekują poszukujący pracy, a tym, co faktycznie oferują firmy. Z czego to wynika?

Kluczowe dane:

  • Dla 93% specjalistów i 86% pracowników fizycznych ważne jest, aby ogłoszenie o pracę zawierało widełki wynagrodzenia.
  • Aż 9 na 10 specjalistów uważa jawność wynagrodzeń za kluczowy element transparentności i uczciwości.
  • Największa rozbieżność między oczekiwaniami kandydatów a praktykami pracodawców dotyczy ujawniania oferowanego wynagrodzenia w ogłoszeniu i wynosi 58 punktów procentowych.
  • Głównymi powodami nieujawniania widełek przez pracodawców są: zależność poziomu wynagrodzenia od kompetencji kandydata (58%) oraz brak zgody ze strony kierownictwa (50%).
  • Oczekiwanie dotyczące podawania wynagrodzenia w ogłoszeniu wzrosło u specjalistów o 7 pp. (z 81% na 88%) w porównaniu do 2023 roku.

Oczekiwania kandydatów

Kandydaci jednoznacznie opowiadają się za transparentnością finansową. Zdecydowana większość badanych – 93% specjalistów i 86% pracowników fizycznych – uznaje zamieszczenie widełek wynagrodzenia w ogłoszeniu za ważny lub bardzo ważny czynnik. Dla 9 na 10 specjalistów jest to kluczowy element świadczący o uczciwości w procesie rekrutacyjnym, ułatwiający decyzję o aplikowaniu. Wzrost tego oczekiwania u specjalistów o 7 punktów procentowych od 2023 roku potwierdza, że trend ten ma charakter trwały i dynamiczny. Co istotne, grupa sprzeciwiająca się podawaniu widełek pozostaje niewielka, choć nieco większa jest w niej reprezentacja mężczyzn oraz osób z niższym wykształceniem.

Z perspektywy kandydatów, brak widełek to dziś jeden z najbardziej irytujących braków w ofertach. Jak pokazują dane z raportu, informacja o wynagrodzeniu znalazła się w pierwszej trójce najważniejszych elementów ogłoszenia, zaraz obok rodzaju umowy i opisu wymagań. Nie chodzi wyłącznie o ciekawość finansową. Kandydaci coraz częściej podchodzą do rekrutacji pragmatycznie – chcą oszczędzać czas, zarówno swój, jak i rekrutera. Zanim poświęcą energię na proces, chcą wiedzieć, czy oferta mieści się w ich realnych oczekiwaniach. W praktyce oznacza to, że brak informacji o płacach staje się barierą wejścia – dla najlepszych talentów często nie do pokonania
— komentuje Martyna Wasilewska, ekspertka eRecruiter.

Pracodawcy są sceptyczni

Mimo wyraźnych i stabilnych sygnałów od kandydatów, pracodawcy wykazują opór w dostosowywaniu swoich praktyk. Aż 93% specjalistów i 86% pracowników fizycznych oczekuje podania widełek płacowych, co sprawia, że ta rozbieżność w oczekiwaniach jest największą barierą na całym rynku, osiągając poziom 58 punktów procentowych.

Raport „Candidate Experience w Polsce 2025” pokazuje, że blokady te są powszechne. Najczęściej wskazywanym powodem nieujawniania wynagrodzenia (58% odpowiedzi) jest chęć uzależnienia jego poziomu od realnych kompetencji, doświadczenia i umiejętności konkretnego kandydata. Pracodawcy obawiają się, że podanie widełek uniemożliwi im elastyczne dopasowanie oferty do idealnego kandydata lub zniechęci do aplikowania osoby, które mają mniejsze doświadczenie.

Równie istotne są bariery związane z wewnętrzną polityką firmy, które pokazują wątpliwości organizacji związane z jawnością ważnych informacji. W połowie przypadków decyzja o nieujawnianiu widełek wynika z braku zgody ze strony kierownictwa (50%). Ponadto, istotnym hamulcem jest obawa przed reakcją obecnych pracowników (40%) na ewentualne różnice w proponowanym nowym wynagrodzeniu.

Opisane bariery stanowią jednocześnie główną przyczynę, dla której oferty bez widełek są dziś postrzegane przez kandydatów jako nieprofesjonalne i prowadzące często do straty czasu. Pracodawcy, którzy zmagają się z tymi samymi wyzwaniami, muszą mieć świadomość, że unijna dyrektywa o transparentności wynagrodzeń wkrótce wymusi na nich przezwyciężenie tych wewnętrznych oporów.

Te bariery to nie są błahostki. Często są one tak mocno osadzone w kulturach organizacyjnych, że trudno je zmienić jedną decyzją albo w krótkim czasie. Teraz nie ma wyjścia i trzeba znaleźć sposób na komunikowanie widełek. Dane jednoznacznie pokazują, że jawność już na etapie ogłoszenia wspomaga decyzje o aplikowaniu, ale pracodawcy mają także możliwość poinformować o wynagrodzeniu na innym etapie rekrutacji. To może być pewnego rodzaju bufor i pierwszy krok w kierunku pełnej transparentności w kwestii wynagrodzeń — mówi Katarzyna Trzaska, ekspertka eRecruiter.

W poszukiwaniu złotego środka

Kierunek zmian na rynku pracy, wzmocniony regulacjami takimi jak dyrektywa UE, jest nieunikniony – jawność wynagrodzeń musi stać się standardem. Firmy, które jako pierwsze przejdą transformację w kierunku większej transparentności, zyskają przewagę konkurencyjną w walce o talenty. Obecny czas jest dobrym momentem na uporządkowanie wewnętrznych polityk płacowych i przyjęcie jawności jako świadomej decyzji strategicznej.

O badaniu

VIII edycja badania Candidate Experience w Polsce została zrealizowana w dwóch częściach. Opinie kandydatów zebrano na zlecenie eRecruiter wśród 828 osób (w tym 520 specjalistów i 308 pracowników fizycznych), które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesach rekrutacyjnych. Badanie to zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 8-19 maja 2025 roku. Jednocześnie zebrano opinie pracodawców: ankietę online wypełniło 498 przedstawicieli firm zajmujących się procesami rekrutacyjnymi. Badanie zostało przeprowadzone z inicjatywy eRecruiter, dostawcy najpopularniejszego w Polsce systemu do rekrutacji, przy partnerstwie merytorycznym Great Digital.

Luka informacyjna w chirurgii planowej. Eksperci wskazują, co trzeba zmienić

Jak wynika z badania przeprowadzonego wśród osób, które przeszły planowany zabieg chirurgiczny, tylko 17,2% otrzymało – w ich ocenie – konkretne, wyczerpujące i precyzyjne informacje nt. przygotowania się do operacji. Zdecydowana większość nie dostała tego – 59,3%. Do tego respondenci wskazali, że ww. zalecenia były przekazywane głównie ustnie – 41,2%. Część pacjentów miała je w formie drukowanej – 12,8%. Z kolei 11,3% uzyskało jednorazową konsultację. Natomiast najrzadziej przesyłano informacje elektronicznie – 0,2%, a także poprzez filmy instruktażowe – 0,7%. Ponadto z badania wynika, że ze zdalnej opieki korzystało zaledwie 0,9% pacjentów.

Przeprowadzono badanie wśród Polaków, którzy w ciągu ostatnich 5 lat przeszli planowany zabieg chirurgiczny. I tak z raportu UCE RESEARCH i Polmedi Group wynika, że tylko 17,2% ankietowanych otrzymało – w ich ocenie – konkretne i wyczerpujące oraz precyzyjne informacje na temat przygotowania się do operacji.

– W polskim systemie opieki zdrowotnej nie ma spójnego i zorganizowanego modelu komunikacji z pacjentem w okresie przedoperacyjnym. Jest on tylko kwalifikowany do zabiegu, ale nie zostaje kompleksowo przygotowywany do leczenia chirurgicznego. To efekt zarówno niewystarczającego czasu personelu medycznego, jak i braku standaryzowanych procedur czy narzędzi informacyjnych na poziomie oddziału lub całego szpitala. Niestety, zbyt rzadko wykorzystuje się możliwości telemedycyny, która mogłaby systemowo wspierać pacjenta – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, chirurg i konsultant merytoryczny raportu, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu.

Jak wynika z badania, zdecydowana większość osób przed operacją nie otrzymała – w ich ocenie – konkretnych i wyczerpujących oraz precyzyjnych informacji dotyczących przygotowania się do ww. zabiegu – 59,3%. 14,3% ankietowanych nie pamiętało tego, a 9,2% nie potrafiło się określić. Zdaniem eksperta, winić należy tu przekonanie, że istotą leczenia chirurgicznego jest samo „wykonanie zabiegu”. Tymczasem nowoczesna chirurgia wymaga myślenia procesowego – leczenia całościowego

Badanie pokazuje również, w jakiej formie ankietowani najczęściej otrzymywali zalecenia i informacje przed planowaną operacją. 41,2% uczestników sondażu wskazało formę ustną, a 12,8% – drukowaną (ulotki, broszury, karty informacyjne). Z kolei 11,3% respondentów zadeklarowało jednorazową konsultację medyczną. Jak komentują autorzy badania, dominacja komunikacji ustnej wynika z ograniczeń organizacyjnych, braku czasu i opracowanych materiałów edukacyjnych oraz standaryzacji procesu przygotowania pacjenta. W praktyce każda rozmowa z pacjentem jest tworzona „od nowa”, co nie tylko zwiększa obciążenie personelu, ale też utrudnia zachowanie spójności przekazu.

– Lekarze próbują przekazać informacje samodzielnie, mimo że nie mają na to czasu ani odpowiednich narzędzi. Najskuteczniejsze formy to te, które pozwalają pacjentowi wracać do informacji wielokrotnie. To są materiały dostępne do zabrania do domu – do spokojnego zapoznania się, w tym informatory w wersji online, aplikacje edukacyjne, filmy instruktażowe czy systemy telemedyczne. Dają one możliwości swobodnego nawiązania kontaktu ze specjalistą. Kluczowe jest, aby narzędzia te budowały świadomość pacjenta – uczyły go, jak aktywnie uczestniczyć w procesie leczenia – dodaje prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz.

Na dalszych miejscach w zestawieniu znalazły się takie formy przekazywania zaleceń, jak stała opieka medyczna w ramach wizyt stacjonarnych – 9,2%, a także informacje i instrukcje dołączane do dokumentacji medycznej – 4,2%. Z rozwiązań zdalnych, np. z aplikacji telemedycznych, korzystało jedynie 0,9% pacjentów, z filmów instruktażowych – 0,7%, a z komunikacji elektronicznej, takiej jak e-mail czy SMS – zaledwie 0,2%. Dodatkowo 2,8% badanych otrzymało zalecenia w innej formie niż przewidziano w ankiecie, a 16,7% nie pamiętało, w jaki sposób przekazano im informacje przed zabiegiem.

– Systemy elektroniczne wciąż często postrzegane są jako dodatkowy koszt, którego szpital nie chce ponieść. Jedną z głównych barier jest ograniczone finansowanie przeznaczane na cyfryzację. Nawet jeśli pojawiają się programy wsparcia, proces pozyskania środków jest konkurencyjny i wymaga spełnienia wielu formalnych kryteriów. Jednocześnie wciąż pokutuje przekonanie, że pacjenci nie poradzą sobie z nowymi technologiami. Tymczasem nasze doświadczenie pokazuje coś zupełnie innego. Jeśli pacjent ma zapewnione realne wsparcie, chętnie korzysta z rozwiązań cyfrowych – stwierdza Piotr Piątek.

Jak komentuje prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, niski odsetek wykorzystania form elektronicznych i telemedycznych pokazuje, że potencjał technologii wciąż pozostaje niewykorzystany. Mówimy tu o narzędziach, które mogłyby radykalnie poprawić jakość komunikacji z pacjentem – od aplikacji mobilnych z przypomnieniami o zaleceniach, po filmy instruktażowe i platformy kontaktu online z zespołem medycznym. Placówki medyczne powinny bezwzględnie sięgać po dostępne, nowoczesne rozwiązania – nie tylko po to, aby zwiększyć współpracę i zaangażowanie pacjentów, ale też w celu usprawnienia organizacji własnej pracy i lepszego zarządzania procesem przedoperacyjnym.

– Społeczeństwo coraz częściej sięga po cyfrowe rozwiązania. Oficjalne dane wskazują, że na początku 2025 roku liczba internautów wyniosła około 90% całej populacji. Ponadto raport KPMG z lipca tego roku wykazał, że aż 69% Polaków deklaruje regularne korzystanie z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. To pokazuje, że technologia staje się coraz bardziej dostępna oraz akceptowana, ale przede wszystkim nieunikniona – podsumowuje Piotr Piątek.

Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH dla Polmedi Group. Wzięło w nim udział 681 Polaków, którzy w ciągu ostatnich 5 przeszli planowany zabieg chirurgiczny.

Przeprowadzone badanie miało na celu ocenę stanu prowadzenia prehabilitacji w polskiej służbie zdrowia. Prehabilitacja to kompleksowe przygotowanie pacjenta do zabiegu operacyjnego, obejmujące m.in. poprawę kondycji fizycznej, optymalizację stanu odżywienia, wsparcie psychologiczne oraz edukację zdrowotną. Jej głównym założeniem jest zwiększenie wydolności organizmu, aby pacjent lepiej poradził sobie z obciążeniem operacyjnym i szybciej odzyskał sprawność po zabiegu.

Autorzy badania chcieli ocenić poziom świadomości pacjentów w tym zakresie oraz sprawdzić, czy przekazywane zalecenia przedoperacyjne są dla nich zrozumiałe i możliwe do wykorzystania w praktyce. Analiza pozwala określić, w jakim stopniu osoby przygotowujące się do operacji rozumieją znaczenie aktywnego udziału w procesie prehabilitacji oraz jak oceniają wsparcie otrzymywane od personelu medycznego.

Kobiety wciąż rzadko w zarządach. GPW daleko od standardów UE, tylko dwie spółki WIG20 spełniają nowe wymogi

  • Aż 107 największych spółek GPW będzie musiało dostosować skład swoich władz do unijnej dyrektywy Women on Boards
  • Tylko 13,6% wszystkich spółek GPW miało kobiety w zarządzie, a 18,7% w radzie nadzorczej
  • Zdecydowana większość (75%) spółek indeksu WIG20 miała przynajmniej jedną kobietę w zarządzie.

W najnowszym badaniu „Kobiety we władzach spółek giełdowych w Polsce. Gdzie jesteśmy po 10 latach?” Fundacja Liderek Biznesu przeanalizowała udział kobiet we władzach wszystkich spółek notowanych na parkiecie głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) w latach 2022-2024.

Przyjęta w 2022 r. unijna dyrektywa w sprawie poprawy równowagi płci wśród dyrektorów spółek giełdowych oraz powiązanych środków (nazywana dyrektywą „Women on Boards”) zakłada, że udział niedoreprezentowanej płci dotyczy spółek, których siedziba mieści się w państwie członkowskim i których akcje są notowane na giełdzie przynajmniej jednego z krajów unijnych. Ponadto spółki muszą zatrudniać powyżej 250 pracowników, osiągać roczny obrót przekraczający 50 mln EUR lub mieć roczny bilans wyższy niż 43 mln EUR.

W ramach największych indeksów GPW (WIG140) aż 107 spółek podlega wymogom dyrektywy. Są to wszystkie firmy znajdujące się w indeksie WIG20, 34 z indeksu mWIG40 i 53 z sWIG80.

Tylko dwie spółki z indeksu WIG20 spełniają założenia polskiego projektu ustawy wdrażającej rozwiązania dyrektywy Women on Boards, ponieważ mają minimum 33% udziału niedoreprezentowanej płci, czyli kobiet, które są członkiniami zarówno zarządów, jak i rad nadzorczych: KRUK S.A. oraz Orange Polska S.A. W przypadku mWIG40 takich spółek jest 10, a w pierwszej piątce znalazły się: Bank Handlowy w Warszawie S.A., ING Bank Śląski S.A., Text S.A., BNP Paribas Bank Polska S.A. oraz Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Żadna firma wchodząca w skład sWIG80 nie spełnia założeń dyrektywy.

– Europa i Polska stoją dziś przed wyzwaniami, które wymagają odważnych decyzji i realnych działań. Dyrektywa Women on Boards to kamień milowy na drodze do lepszego wykorzystania wszystkich dostępnych talentów. Celem jest zwiększenie udziału kobiet w organach spółek giełdowych. Dzięki temu organizacje będą osiągały lepsze wyniki finansowe i poprawią swoją pozycję konkurencyjną – komentowała Iwona Kozera, założycielka Fundacji Liderek Biznesu.

Fundacja Liderek Biznesu od ponad 10 lat monitoruje sytuację kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek notowanych na GPW. Pierwsze badanie przeprowadzono w 2014 r. i wtedy kobiety zasiadały jedynie w zarządach 11,5% spółek publicznych i w 13% rad nadzorczych. Dziesięć lat później kobiety były członkiniami zarządów zaledwie 13,6% organizacji i 18,7% rad nadzorczych. W 2024 r. aż 61,1% spółek GPW nie miało żadnej kobiety w zarządzie, a 32,1% w radzie nadzorczej. Tym samym udział kobiet w zarządach wzrósł o 2,3 punkty procentowe (p.p.) w porównaniu z 2022 rokiem i tylko 2,5 p.p. więcej niż w 2017 r.

Udział kobiet w zarządach spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024

Udział kobiet w zarządach spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024
Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

W przypadku rad nadzorczych udział kobiet wyniósł 18,7%, czyli 1,1 p.p. więcej niż w 2022 r. i 3,6 p.p. więcej niż w 2017 r.

Udział kobiet w radach nadzorczych spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024

Udział kobiet w radach nadzorczych spółek notowanych na GPW w latach 2010, 2014 oraz 2017-2024
Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

Po raz kolejny Fundacja Liderek Biznesu przeanalizowała trzy największe indeksy GPW: WIG20, mWIG40 oraz sWIG80. W 2022 r. 55% firm należących do WIG20 miało przynajmniej jedną kobietę w zarządzie, w 2024 r. było to aż 75% spółek. Liderem okazał się mWIG40, który w ciągu 7 lat zwiększył udział kobiet we władzach o 10,2 p.p.

Udział kobiet we władzach spółek notowanych na GPW wg indeksów giełdowych

Udział kobiet we władzach spółek notowanych na GPW wg indeksów giełdowych
Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

Wśród sektorów gospodarki mających najwięcej kobiet w zarządzie w 2024 r. na pierwszym miejscu znalazły się dobra konsumpcyjne – 19,9% spółek. Na drugim miejscu były finanse (16,9%), a na trzecim handel i usługi (15,2%). Ochrona zdrowia była liderem, jeśli chodzi o udział kobiet w radach nadzorczych – stanowiły 28,8% wszystkich członków rad w tym sektorze.

Indeks Fundacji Liderek Biznesu – tempo zmian wciąż zbyt wolne
W celu dokładniejszego zbadania wpływu kobiet na funkcjonowanie spółek, Fundacja Liderek Biznesu stworzyła w 2023 r. Indeks FLB, który pozwala precyzyjnie analizować różnorodność kierownictw firm. Optymalna wartość Indeksu FLB to 100 (równy udział płci), a maksymalna – 200 (pełna reprezentacja kobiet). W 2017 r. Indeks FLB wynosił 26, w 2022 r. było to 28 punktów, a w 2024 już 33 punkty.

– Tegoroczny Indeks FLB pokazuje, że chociaż coraz więcej kobiet zajmuje najwyższe stanowiska w firmach, to ich udział wciąż jest niewystarczający. Indeks FLB to nie tylko liczba – to barometr zmiany. Pokazuje też, jak daleko zaszliśmy w budowaniu równowagi płci w organach spółek giełdowych i jak wiele jeszcze przed nami – mówiła prezeska Fundacji Liderek Biznesu Anna Sirocka.

Przygotowując listę liderów i maruderów różnorodności Funcja Liderek Biznesu obliczyła Indeks FLB dla WIG20 i mWIG40. Po raz drugi na pierwszym miejscu znalazł się Bank Handlowy w Warszawie S.A.

Indeks FLB w spółkach WIG20 i mWIG40 – Liderzy (2024)

Nazwa spółki Sektor GPW Indeks FLB Indeks WIG
Bank Handlowy w Warszawie S.A. finanse 126 mWIG40
Orange Polska S.A. technologia 110 WIG20
ING Bank Śląski S.A. finanse 107 mWIG40
BNP Paribas Bank Polska S.A. finanse 100 mWIG40
Comarch S.A. technologia 92 mWIG40

Źródło: opracowanie własne, Fundacja Liderek Biznesu, 2025

Wśród maruderów różnorodności, których Indeks FLB wyniósł zero punktów znalazły się firmy z branży motoryzacyjnej, technologicznej, paliwowej i energetycznej, ale także niektóre z branży finansowej.

– Najnowszy raport Fundacji Liderek Biznesu to kolejny krok w stronę przyszłości, w której różnorodność staje się fundamentem sukcesu. Warto jednak pamiętać, że równość to nie tylko liczby. To kultura, która daje każdemu szansę na wpływ i rozwój – niezależnie od płci czy wieku. Różnorodność jest podstawą sukcesu organizacji, a współpraca kobiet i mężczyzn siłą napędową przyszłości – dodał Mateusz Pociask, Przewodniczący Rady Programowej Fundacji Liderek Biznesu.

O badaniu
Raport Fundacji Liderek Biznesu został opracowany na podstawie danych pochodzących bezpośrednio z rejestru zmian w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS). Jedynie w przypadku braku danych (np. dla spółek zagranicznych oraz przy identyfikacji przewodniczących rad nadzorczych) wykorzystano informacje pochodzące z innych, publicznych źródeł.

Westinghouse dostarczy paliwo jądrowe dla EJ Paks. Węgry dywersyfikują źródła dostaw

Westinghouse Electric Company i Grupa MVM podpisały kontrakt mający na celu dywersyfikację dostaw paliwa na Węgrzech. Umowa gwarantuje Elektrowni Jądrowej Paks (EJ Paks) dostawy paliwa VVER produkowanego w europejskich zakładach Westinghouse.. Dostawy paliwa VVER-440, przeznaczonego do ponownego załadunku, rozpoczną się w 2028 roku, po uzyskaniu niezbędnych licencji.

„Nasza umowa z Westinghouse to wyraźna odpowiedź na obecne wyzwania energetyczne, która dodatkowo umacnia rolę kluczowej węgierskiej elektrowni w krajowym zaopatrzeniu na energię. Ten strategicznie ważny krok sprawi, że eksploatacja Elektrowni Jądrowej Paks będzie jeszcze bezpieczniejsza i bardziej elastyczna. Dywersyfikacja dostaw paliwa zmniejsza zależność od czynników zewnętrznych, zapewnia przewidywalność i przystępną cenowo energię dla gospodarstw domowych i klientów korporacyjnych” – powiedział Károly Mátrai, CEO Grupy MVM.

„Z niecierpliwością oczekujemy pierwszych dostaw paliwa VVER Westinghouse do Paks i na współpracę z Węgrami w realizacji ich celów związanych z dywersyfikacji paliwa” – powiedział Tarik Choho, Prezes Westinghouse Nuclear Fuel. „Dzięki tej umowie obsługujemy obecnie wszystkich operatorów VVER w Europie i w Ukrainie, pomagając klientom wzmocnić bezpieczeństwo dostaw.”

Westinghouse jest sprawdzonym dostawcą paliwa VVER-440. Koncern dostarczył pierwsze paliwo o nowej konstrukcji do elektrowni jądrowej Rivne w Ukrainie, do fińskiej elektrowni Loviisa, a wcześniej do EJ Dukovany w Czechach. Pozostali odbiorcy paliwa VVER-1000 to także EJ Kozłoduj w Bułgarii, elektrownie Chmielnicki, Rivne i Południowoukraińska w Ukrainie oraz EJ Temelin w Czechach.

Poczta Polska rusza z największą modernizacją IT w swojej historii. IT Suppliers Day otwiera nowy etap współpracy z rynkiem

IT Suppliers Day w centrali Poczty Polskiej
IT Suppliers Day w centrali Poczty Polskiej

Poczta Polska rozpoczyna szeroko zakrojoną modernizację. IT Suppliers Day pokazał skalę ambicji

Poczta Polska rozpoczęła proces głębokiej modernizacji technologicznej, a 18 listopada w warszawskiej centrali odbyło się inauguracyjne wydarzenie IT Suppliers Day – pierwsze tego typu w historii Spółki. W spotkaniu uczestniczyło ponad 100 przedstawicieli blisko 70 firm z branży IT, telekomunikacji i doradztwa technologicznego. To sygnał otwarcia Poczty na szeroką współpracę rynkową i jeden z kluczowych kroków w realizacji największego programu cyfryzacji wśród spółek Skarbu Państwa w ostatnich latach.

„Jesteśmy gotowi do innowacji”

Prezes Poczty Polskiej Sebastian Mikosz
Prezes Poczty Polskiej Sebastian Mikosz

Jak podkreślił prezes Poczty Polskiej, Sebastian Mikosz, instytucja wchodzi w etap intensywnej modernizacji i poszukuje partnerów, którzy wesprą ją w budowie nowego ekosystemu technologicznego:

– Poczta to jedna z największych instytucji w kraju, z ogromną infrastrukturą i dziesiątkami tysięcy użytkowników systemów IT. Wchodzimy w etap intensywnej modernizacji technologicznej i poszukujemy partnerów, którzy pomogą wprowadzić ją na nowy poziom usług. (…) Współpraca z Pocztą to szansa, by mieć realny wpływ na jakość infrastruktury krytycznej państwa – podkreślił Mikosz.

Nowy model współpracy z rynkiem

Podczas wydarzenia zaprezentowano filary nowej strategii IT oraz uproszczone procedury zakupowe. Spółka chce budować relacje z dostawcami oparte na:

  • przejrzystych zasadach,
  • jasnych kryteriach przetargowych,
  • elastycznych pilotażach,
  • partnerstwie i współodpowiedzialności.

Już w najbliższych tygodniach Poczta ogłosi kilkanaście nowych przetargów – m.in. na systemy HR, Contact Center, modernizację infrastruktury oraz integrację IT.

Jak zaznaczył Paweł Raczyński, Prokurent Zarządu i Dyrektor Departamentu Transformacji Cyfrowej:

– Dla firm technologicznych Poczta to nie tylko klient. To przestrzeń realnego wpływu na funkcjonowanie państwa i usług publicznych.

Transformacja technologiczna obejmuje również obszary operacyjne i logistyczne. W ramach Planu Transformacji Spółka realizuje modernizację systemów sortowania przesyłek listowych w sześciu kluczowych lokalizacjach.

Solidne wyniki Wirtualnej Polski w III kwartale. Turystyka ponownie filarem wyników Grupy

W trzecim kwartale 2025 roku Wirtualna Polska Holding S.A. osiągnęła 716,1 mln złotych przychodów gotówkowych ze sprzedaży, co oznacza wzrost o prawie 67% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Skorygowana EBITDA Grupy wyniosła 241,6 mln złotych, rosnąc o 57% rok do roku. Głównym motorem tego dynamicznego wzrostu pozostaje segment turystyki, wzmocniony niedawnymi akwizycjami w tym obszarze.

Segment turystyczny ponownie odnotował najwyższy wkład w wyniki Grupy WP. Przychody segmentu wyniosły 490 mln zł, a EBITDA sięgnęła 182 mln zł. Wzrost napędzany był głównie dużym zainteresowaniem wyjazdami zagranicznymi w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo finalizacja przejęcia Invia Group (europejskiej grupy turystycznej) na początku 2025 roku, zaowocowała powstaniem międzynarodowej struktury obejmującej marki w dziewięciu krajach Europy. Również akwizycja rumuńskiej platformy turystycznej Creative Eye (LitoralulRomanesc.ro), zrealizowana poprzez należącą do WP Grupę Szallas, przyczyniła się do poszerzenia skali biznesu turystycznego w regionie CEE.

W segmencie reklamowym i subskrypcyjnym Grupa WP intensywnie inwestuje w rozwój produktów oraz nowych technologii, aby zwiększać efektywność kampanii i zaangażowanie użytkowników.

– Kolejny kwartał z rzędu notujemy bardzo dobre wyniki w turystyce, która stała się filarem wzrostu naszej Grupy. Jasno widać też w naszych sprawozdaniach finansowych, że bieżący rok to czas dużych inwestycji w działalność mediową. Zwiększamy zatrudnienie w obszarach produktu i technologii. Rok do roku, zwiększyliśmy wydatki na pracowników o ponad 20 mln zł, prowadzimy kampanię reklamową za kolejne 5 mln zł. Rozwijamy działalność brokerską WPartner, inwestujemy w WP Boostera, czyli produkty perfomarketingu wspieranego AI oraz narzędzie self-serve’owe WP ADS. Każda z tych inicjatyw z osobna odpowiada już za około 10% naszych przychodów. Te działania traktujemy jako inwestycję w przyszłość na kolejne dekady, zwłaszcza teraz, gdy świętujemy 30-lecie Wirtualnej Polski – mówi Jacek Świderski, prezes zarządu Wirtualnej Polski Holding S.A.WP Holding w trzecim kwartale 2025 roku

Suwerenność danych to nowe bezpieczeństwo narodowe. Polska musi działać teraz

Polska od kilku lat konsekwentnie realizuje strategię cyfryzacji – inwestuje w e-usługi publiczne, rozwija infrastrukturę szerokopasmową i wspiera innowacje. To fundamenty cyfrowej gospodarki, ale także obszar, w którym coraz wyraźniej widać napięcie między globalnym postępem technologicznym a potrzebą zachowania suwerenności danych.

Na rozdrożu suwerenności cyfrowej

Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026” wynika, że polski rynek usług cyfrowych – szczególnie w obszarze przetwarzania danych i chmury obliczeniowej – rozwija się dynamicznie, lecz wciąż nie w pełni równomiernie. Tylko 6% firm uczestniczących w badaniu dostrzega realne działania państwa wspierające polskich lub europejskich dostawców IT. Co czwarty respondent zwraca uwagę na brak mechanizmów wsparcia, a 15% ma wrażenie, że organy państwowe wyraźnie preferuje globalnych gigantów technologicznych.

Dane to dziś najcenniejszy zasób gospodarki, a kontrola nad nimi decyduje o niezależności państwa. Suwerenność danych nie jest pojęciem teoretycznym — to kwestia bezpieczeństwa narodowego i odporności cyfrowej – podkreśla Wiesław Wilk, Wiceprezes Zarządu Polcom oraz Przewodniczący Związku Polska Chmura.

Amerykańska dominacja i ryzyko utraty kontroli

Według danych Instytutu Transformacji Cyfrowej i Innowacji (Thinktank Leaders Hub), amerykańskie firmy kontrolują ponad 70% polskiego rynku chmurowego. To oznacza, że większość danych – także tych krytycznych dla administracji publicznej – jest przetwarzana poza krajową infrastrukturą i podlega obcym jurysdykcjom.

Takie uzależnienie od Big Techów może nieść poważne konsekwencje. W dobie obowiązywania regulacji unijnych, takich jak dyrektywa NIS2, która nakłada obowiązek wzmocnienia cyberodporności, przenoszenie strategicznych danych do zagranicznych centrów danych osłabia kontrolę nad bezpieczeństwem i ciągłością działania systemów państwowych.

Wybierając dostawcę usług chmurowych, wybieramy także jurysdykcję, której podlegają nasze dane. Dlatego krajowe rozwiązania chmurowe, oparte o infrastrukturę w Polsce, są gwarancją zgodności z regulacjami unijnymi i większej przejrzystości operacyjnej – wskazuje Wiesław Wilk.

Filar odporności cyfrowej

„Dane mają swoją narodowość i paszport” – to coraz częściej powtarzane hasło w debacie o cyfrowej suwerenności. Oznacza ono, że kontrola nad tym, gdzie dane są przechowywane i kto ma do nich dostęp, staje się elementem strategicznym – porównywalnym z bezpieczeństwem energetycznym czy militarnym.

Polskie centra danych i lokalni operatorzy chmurowi, zrzeszeni m.in. w Związku Polska Chmura, podkreślają, że mogą zagwarantować pełną zgodność z krajowymi i europejskimi regulacjami oraz zapewnić większą kontrolę nad przetwarzaniem informacji.

Wspieranie lokalnych dostawców chmurowych to nie protekcjonizm — to strategiczne inwestowanie w krajową odporność cyfrową. Każda złotówka wydana w polskiej chmurze to nie tylko bezpieczniejsze dane, ale też rozwój kompetencji technologicznych i utrzymanie kapitału w kraju – podkreśla Przewodniczący Związku Polska Chmura.

Potrzebna polityka wspierająca lokalny ekosystem

Eksperci są zgodni – by zachować suwerenność cyfrową, Polska musi tworzyć warunki do rozwoju rodzimych dostawców usług IT i operatorów chmurowych. Oznacza to m.in. preferencyjne programy wsparcia, inwestycje w krajowe centra danych oraz równe szanse w przetargach publicznych i projektach strategicznych. Bez takiej polityki trudno będzie budować niezależność technologiczną i cyfrową odporność państwa.

Polska znajduje się w kluczowym momencie transformacji cyfrowej. Od decyzji podejmowanych dziś – dotyczących tego, gdzie i przez jakie podmioty przechowywane są nasze dane – zależy nie tylko tempo innowacji, ale też bezpieczeństwo obywateli i gospodarki. Bo w cyfrowym świecie dane rzeczywiście mają swoją narodowość oraz własny paszport.