FPP: Odmrożenie gospodarki to dobra decyzja

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) pozytywnie ocenia zapowiadane przez rząd odmrożenie działalności sektora handlowego od 28 listopada. Z zadowoleniem przyjmujemy fakt, że zostały przyjęte argumenty z naszej strony, udowadniające wysoki stopień profesjonalnego przygotowania przedsiębiorców z tej branży do zagwarantowania bezpieczeństwa swoim klientom i pracownikom. Do tej pory wiele placówek musiało być całkowicie zamkniętych – co w samej branży przekładało się na straty rzędu 200 mln zł dziennie, a w skali całej gospodarki prawie 700 mln zł na dobę.

Okres przed Bożym Narodzeniem jest czasem silnie wzmożonego popytu, kiedy generowana jest istotna część rocznych obrotów tej branży. Brak możliwości funkcjonowania w tym okresie wiązałby się ze stratami, które nie byłyby możliwe do odrobienia, stawiając pod znakiem zapytania istnienie wielu firm i miejsc pracy.

„Ponawiamy nasz apel o społeczną solidarność i odpowiedzialność, przejawiającą się w restrykcyjnym przestrzeganiu obowiązujących norm bezpieczeństwa sanitarnego i epidemiologicznego. Tylko w ten sposób możemy powstrzymać wzrost liczby zachorowań na COVID-19, a tym samym zapobiec wprowadzeniu drugiego lockdownu, którego konsekwencje dla gospodarki i społeczeństwa byłyby katastrofalne. To od zdyscyplinowania oraz odpowiedzialnej postawy przedsiębiorców i ich klientów zależy, czy możliwe będzie stosunkowo szybkie odmrażanie kolejnych branż, które obecnie z powodu ich zamknięcia walczą o przetrwanie” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Rządowy plan zakłada utrzymanie zamknięcia branży gastronomicznej i fitness co najmniej do 27 grudnia. Wiele firm nie przetrwa tak długiego okresu zamrożenia ich działalności – zwłaszcza, że uruchomienie wielu programów antykryzysowych planowane jest dopiero na styczeń, ze względu na to, że są one notyfikowane w Komisji Europejskiej. Podobnie jak w przypadku handlu, zapewnienie dystansu społecznego oraz przestrzegania pozostałych rygorystycznych zasad bezpieczeństwa w ich działalności jest możliwe i nie ma konieczności do uciekania się do tak radykalnych rozwiązań, jak zamrożenie całej branży. Dlatego apelujemy o szybkie wypracowanie nowych wytycznych sanitarnych dla branży gastronomicznej i fitness, których spełnienie pozwoliłoby na ponowne otwarcie ich działalności i obsługiwanie klientów. Tylko w ten sposób możemy pozwolić im na utrzymanie się na rynku, chroniąc miejsca pracy i minimalizując koszty gospodarcze pandemii.

Faktury powierzchni kamiennych: szorstkie, płomieniowane i piaskowane – które i gdzie się nadadzą?

Posadzki i schody z kamienia to inwestycja na lata. Naturalny materiał jest niezwykle trwały, odporny na uszkodzenia i łatwy w konserwacji. Granitowa lub marmurowa powierzchnia z powodzeniem zastąpi płytki ceramiczne, nie ustępując im urodą. Jaką fakturę kamienia wybrać, by uzyskać nie tylko doskonałe efekty wizualne, ale także funkcjonalne?

Różnorodność powierzchni kamiennych

Powierzchnie kamienne mogą być wykonane z różnych materiałów, jak np.: granit marmur, spieki kwarcowe czy konglomerat marmurowy albo kwarcowy. Do wyboru mamy też odmienną kolorystykę – od szarości, grafitu, po czerwień. Z łatwością dobierzemy barwę kamienia do każdej aranżacji. Jednak istotną sprawą jest faktura kamienia. Zwłaszcza w przypadku schodów jest to niezwykle ważne. Stopnie kamienne mogą mieć różną fakturę. W zależności od zastosowanej techniki wykończenia mogą być szorstkie, płomieniowane albo piaskowane. Każda z tych powierzchni ma inne właściwości, co może determinować jej przeznaczenie.

kamień na zewnątrz

Faktury szorstkie

Jedną z technik wykończenia powierzchni kamienia jest płomieniowanie. Dzięki oddziaływaniu płomienia palnika o temperaturze około 1300 stopni C wierzchnia warstwa kamienia łuszczy się na głębokość do 3 mm. Kamień zachowuje swoje właściwości lecz nie jest śliski. Jego powierzchnia pozostaje szorstka, chropowata i matowa. Nie odbija światła. Stopnie granitowe wykonane tą techniką, dostępne na stronie https://klink.pl sprawdzą się zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Niektóre wzory dodatkowo poddano szczotkowaniu. Są antypoślizgowe, więc nawet przy niesprzyjających warunkach pogodowych będą bezpieczne w użytkowaniu. To doskonały rodzaj nawierzchni w miejscach o dużym natężeniu ruchu. Wzory szczotkowane sprawdzą się wewnątrz, chociaż bowiem są antypoślizgowe, cechują się wyjątkową gładkością.

fornir kamienny burning forest 2mm tapeta

Faktura piaskowana

Piaskowanie to technika polegająca na oddziaływaniu na powierzchnię kamienia silnym strumieniem piasku. Drobne ziarnka piasku o różnej gradacji, padające pod różnym kątem sprawiają, że faktura kamienia staje się delikatnie szorstka, lecz bardzo równa. Pojawiają się na niej równomierne, drobne zagłębienia. Powierzchnia jest matowa i nie odbija światła. Aby zwiększyć nasycenie kolorów, wymaga impregnacji. Sprawdzi się jako wykończenie antypoślizgowe schodów oraz posadzki. Może być fakturą wyjściową do wykonania wygładzonego lub polerowanego kamienia.

plytki granit g603 new bianco cristal plomieniowany

Faktury szlifowane i polerowane

Szlifowanie za pomocą tarcz szlifierskich sprawia, że powierzchnia jest gładka i w zależności od gradacji tarcz jest mniej lub bardziej matowa. Z powodzeniem można stosować kamienie o takiej powierzchni na schody wewnętrzne, zewnętrzne oraz na parapety.

Polerowanie to z kolei technika dająca efekt błyszczącej powierzchni. Uwydatnia kolory i fakturę kamienia. Kamienie szlifowane mogą być stosowane na zewnątrz i wewnątrz budynków. Sprawdzą się jako okładzina podłogowa, na ściany, elewacje, schody wewnętrzne, tarasy, balkony. To również idealny materiał na parapety i blaty. Są łatwe w utrzymaniu czystości i bardzo efektowne.

Różne powierzchnie kamieni naturalnych mogą być łączone i tworzyć spójną aranżację – podobnie, jak różne odcienie tego samego koloru. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w artykule pt: „Jak odpowiednio łączyć kilka odcieni szarości w łazienkowym wnętrzu?”.

Pracownicze wojny maseczkowe. Kary za brak maseczki w miejscu pracy

Zgodnie z przepisami – jeśli warunki w firmie nie odpowiadają przepisom bezpieczeństwa oraz higieny pracy i stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia zatrudnionych osób np. współpracownicy nie noszą maseczek chroniących przed zakażeniem COVID-19 – to pracownik ma prawo powstrzymać się od wykonywania obowiązków, niezwłocznie zawiadamiając o tym przełożonego. Podpisanie zobowiązania do noszenia maseczki nie może być warunkiem przyjęcia do pracy, jednak za jej brak podwładny może zostać ukarany przez przełożonego.

W naszym kraju ok. 16,5 mln osób jest aktywnych zawodowo. Jedynie 25 proc. z nich w trakcie pandemii pracowała zdalnie, część tylko przez jakiś czas (GUS). Pozostali swoje obowiązki musieli wykonywać stacjonarnie, mimo że zakłady pracy są dziś jednymi z miejsc, w których najczęściej powstają ogniska koronawirusa.

Niemożność pracy zdalnej nie sprzyja ochronie zdrowia osób aktywnych zawodowo, nawet w sytuacji, gdy polscy pracodawcy wzięli sobie do serca zalecenia i robią wszystko, by zminimalizować ryzyko zakażenia COVID-19 w swojej organizacji. Mimo ich starań na zarażenie koronawirusem nadal narażona jest spora grupa osób – 75 proc. wszystkich aktywnych zawodowo, którzy z uwagi na rodzaj obowiązków służbowych nie mogą wykonywać ich z domu. Wśród nich znajdują się pracownicy wielu branż m.in. produkcyjnej, handlowej, logistycznej, transportowej, ale też zatrudnieni w bankach, urzędach czy służbach publicznych.

– Zgodnie z obowiązującymi przepisami w zakładach pracy i miejscach użyteczności publicznej wprowadzono obowiązek zakrywania ust i nosa. Niestety, nie każdy z pracowników przestrzega tych przepisów. Gdy tego nie robi może zostać ukarany przez pracodawcę, a jego koledzy z pracy mogą odmówić wykonywania obowiązków, jeśli czują, że ich zdrowie i życie jest zagrożone – mówi Jacek Grzywa, Radca prawny i kierownik Działu Prawnego w Grupie Progres.

Maseczki trzeba nosić również w pracy

Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii wprowadziło obowiązek zakrywania twarzy w przestrzeni publicznej na terenie całego kraju.

W rozporządzeniu, które zaczęło obowiązywać 10 października znajdziemy również przepisy dotyczące bezpośrednio miejsc pracy. Zgodnie z par. 27 ust. 1 pkt 2 należy przestrzegać tego obowiązku (zakrywania ust i nosa) w zakładach pracy oraz w budynkach użyteczności publicznej przeznaczonych na potrzeby administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, kultury, kultu religijnego, oświaty, szkolnictwa wyższego, nauki, wychowania, opieki zdrowotnej, społecznej lub socjalnej, obsługi bankowej, handlu, gastronomii, usług, w tym usług pocztowych lub telekomunikacyjnych, turystyki, sportu, obsługi pasażerów w transporcie kolejowym, drogowym, lotniczym, morskim lub wodnym śródlądowym Za budynek użyteczności publicznej uznaje się także budynek biurowy lub socjalny.

Kary za brak maseczki w miejscu pracy

– Jeśli pracownik, mimo obowiązujących przepisów – przebywając w budynku firmy nie nosi maseczki – musi liczyć się z ewentualnymi konsekwencjami swojego postepowania. Zgodnie z przepisami, w przypadku naruszenia zasad bezpieczeństwa i higieny pracy w zakresie obowiązku zakładania maseczek należy wskazać, że kara za brak maseczki może być zarówno karą finansową jak i np. karą upomnienia czy nagany – zaznacza Jacek Grzywa.

Są to kary porządkowe, przewidziane w art. 108 Kodeksu pracy. Zgodnie z jego 3 paragrafem, kara pieniężna za jedno przekroczenie nie może być wyższa od jednodniowego wynagrodzenia pracownika. Łącznie kary pieniężne nie mogą przewyższać jednej dziesiątej wynagrodzenia przypadającego pracownikowi do wypłaty. Oczywiście już po dokonaniu potrąceń, o których mowa w art. 87 (m.in. zaliczek pieniężnych czy alimentów).

W przypadku, gdy pomimo ciążącego obowiązku zasłaniania ust i nosa dostrzeżemy, że nasi współpracownicy nie stosują się do tych reguł to zgodnie z art. 210 paragraf 1 Kodeksu pracy mamy prawo powstrzymać się od wykonywania pracy, ale musimy zawiadomić o tym przełożonego. Takie działanie jest możliwe w razie, gdy warunki pracy nie odpowiadają przepisom bezpieczeństwa i higieny pracy oraz stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia pracownika albo gdy wykonywana przez niego praca grozi takim niebezpieczeństwem innym osobom.

– Mimo wszelkich obowiązujących koroanwirusowych restrykcji, należy pamiętać, iż warunkiem zatrudnienia nowego pracownika nie może być podpisanie przez niego zobowiązania, że w miejscu pracy będzie nosił maseczkę. Stanowiłoby to nadużycie prawa oraz mogłoby zostać potraktowane jako przejaw dyskryminacji – podkreśla kierownik Działu Prawnego w Grupie Progres. – W żadnym wypadku nie można również uzależniać przyjęcia do pracy od deklaracji noszenia lub nienoszenia maseczki. Obowiązkiem pracodawcy – zgodnie z paragrafem 1 art.2376 – jest nieodpłatne dostarczenie pracownikom środków ochrony indywidualnej oraz informowanie ich o sposobach posługiwania się tymi środkami. Mają one zabezpieczyć zespół przed działaniem niebezpiecznych i szkodliwych dla zdrowia czynników występujących w środowisku pracy tj. obecnie zagrażający nam wirus COVID-19 – podsumowuje ekspert.

FLEXcellent Working: raport JLL i Skanska dotyczący elastycznych przestrzeni do pracy w regionie CEE

Pandemia zmienia sektor biurowy na całym świecie, a globalna niepewność sprawia, że więcej uwagi poświęca się teraz elastycznym miejscom do pracy. Dotyczy to także Europy Środkowo-Wschodniej. W samej Polsce mamy sześć razy więcej elastycznych biur niż jeszcze pięć lat temu.

Od 2014, średnioroczne tempo wzrostu w sektorze elastycznych przestrzeni do pracy wynosiło 25% w skali globalnej i w wielu miastach jest on dziś jednym z kluczowym komponentów rynku biurowego. Mimo to, z końcem 2019 roku aktywność operatorów wynajmujących powierzchnię biurową zaczęła spowalniać, a wraz z nasilającą się pandemią, tendencja ta utrzymała się. Jednak, jak wynika z najnowszego raportu JLL i Skanska „FLEXcellent Working”, zainteresowanie elastycznymi rozwiązaniami biurowymi będzie rosło, a sektor będzie zyskiwał na znaczeniu.

JLL Adam Lis Flexible Office Solutions Manager
Adam Lis, Doradca ds. Elastycznych Rozwiązań Biurowych, JLL

„Bez wątpienia niepewność związana z wybuchem pandemii wpływa także na segment elastycznych przestrzeni do pracy. Natomiast mimo ograniczonego w tym roku wzrostu sektora flex, popyt na takie powierzchnie pozostanie wysoki. Przewidujemy, że do 2030 r. biura elastyczne będą stanowiły ok. 30% portfela nieruchomości komercyjnych dużych firm. Elastyczność jest postrzegana jako fundamentalny aspekt zwinnego modelu pracy i dlatego powinniśmy traktować ją jako nieodłączny element przyszłości nieruchomości komercyjnych”, komentuje Adam Lis, Doradca ds. Elastycznych Rozwiązań Biurowych, JLL.

Od hackerspaces do ugruntowanego modelu biznesowego – czyli czym tak naprawdę są flexy?

Początków biur elastycznych należy szukać już we wczesnych latach osiemdziesiątych, kiedy to na świecie zaczęły pojawiać się biura serwisowane. Kolejnym ważnym momentem był koniec lat 90. i pierwsze tzw. hackerspaces – miejsca w których ludzie mogli nie tylko razem pracować, ale co ważniejsze – mieli też dostęp do internetu. Do prowadzenia biznesu wystarczał zatem jedynie laptop i Wi-Fi. W odpowiedzi na ten trend hackerspaces zaczęły przekształcać się w centra coworkingowe, w których można było pracować bez konieczności wynajmowania tradycyjnej powierzchni biurowej, a jednocześnie korzystać z internetu i całego zaplecza biurowego.

„Aktualnie na rynku funkcjonuje bardzo szeroka grupa najemców – od dużych korporacji, przez firmy z sektora MŚP, start-upy, po niezależnych profesjonalistów i freelancerów. W odpowiedzi na tak różnorodne potrzeby powstały biura hybrydowe, łączące funkcje przestrzeni serwisowanych i coworkingów, które obejmują zarówno prywatne biura, jak i indywidualne stanowiska do pracy w formacie open space. Obecnie są one najpopularniejszym konceptem w ramach tzw. flexów”, dodaje Adam Lis, JLL.

Biura flex są na tyle atrakcyjnym kawałkiem tortu, że na scenę coworkingów chcą wejść również gracze spoza rynku biurowego. Widać to zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. W Nowym Jorku powstało na przykład szesnaście lokalizacji KettleSpace, konceptu adaptującego restauracje na potrzeby biur coworkingowych. Inną alternatywą dla operatorów flex są centra handlowe oraz hotele. Lifestylowe koncepty, takie jak wiedeński Schani czy amsterdamski The Student Hotel, oferują swoim gościom strefy do pracy, przypominające najwyższej klasy przestrzenie oferowane przez wiodące marki flex. Inne sieci hotelowe z kolei wchodzą we współpracę z operatorami biur elastycznych. Na przykład AccorHotels i WOJO otworzyły wspólnie już dwanaście tego typu przestrzeni, a do 2022 roku planują mieć w całej Europie aż 50 lokalizacji.

Rosnąca popularność rozwiązań flex znalazła również odzwierciedlenie w tradycyjnym biznesie deweloperskim.

„Aby uzupełnić ofertę biurowców o elastyczne rozwiązania coraz więcej deweloperów tworzy własne powierzchnie i koncepty elastyczne albo inwestuje w ten biznes, kupując konkretne marki operatorów biur elastycznych. Skanska jako pierwsza na rynku wykonała taki ruch przejmując Business Link trzy lata temu. Dziś widzimy, że flexy idealnie wkomponowały się w tradycyjną przestrzeń biurową. Najemcy coraz częściej wykorzystują przestrzeń flex do swoich krótkoterminowych celów”, mówi Arkadiusz Rudzki, Wiceprezes ds. Wynajmu i Sprzedaży w regionie CEE w spółce biurowej Skanska.

Polska – największe zagłębie elastycznych biur w CEE

Warszawa jest dwunastą co do wielkości, jeśli chodzi o segment flexów, lokalizacją w Europie i największym rynkiem w Polsce. W stolicy znajduje się 66% polskich zasobów elastycznych przestrzeni do pracy. W całym kraju podaż takich powierzchni biurowych wzrosła od 2015 roku prawie sześciokrotnie.

Obecnie warszawskie biura flex oferują niemal 24 000 stanowisk pracy, a ok. 1000 nowych zostało już zabezpieczonych i ma zostać dodanych do oferty w przyszłym roku.

JLL Hanna Dabrowska Research Analyst
Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL

„Po fenomenalnych wynikach notowanych w 2018 roku, kiedy to elastyczne rozwiązania były głównym tematem dyskusji na warszawskim rynku biurowym, a kontrakty podpisane przez operatorów flex stanowiły ponad 20% aktywności najemców w strefach centralnych, 2019 rok oraz trzy kwartały roku 2020 przyniosły lekkie spowolnienie aktywności najemców tego sektora. Powodem była nie tylko niższa liczba nowych inwestycji biurowych, w których możliwe było wynajęcie powierzchni przez operatorów, ale także nadpodaż elastycznej powierzchni, która prowadziła do większej konkurencji w tym segmencie rynku”, dodaje Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL.

Na koniec trzeciego kwartału tego roku największe rynki biurowe w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań i Łódź) oferowały łącznie ponad 270 000 mkw. w ramach przestrzeni flex. Najpopularniejszymi lokalizacjami – poza stolicą – były przy tym Kraków i Wrocław. Ponadto, polski rynek jest wiodącą destynacją dla flexów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Dla przykładu, oferta Warszawy, której zasoby przekraczają już 178 000 mkw. elastycznej powierzchni do pracy, jest ponad dwukrotnie większa niż ta w Pradze i Budapeszcie, gdzie najemcy mają do dyspozycji po 77 000 mkw., oraz trzykrotnie większa niż w Bukareszcie (ponad 60 000 mkw.).

„Mimo, że Warszawa jest biznesowym centrum kraju, to również w innych polskich miastach możemy zaobserwować rozwój elastycznych powierzchni biurowych. Liczba stołecznych, dużych biurowców bez oferty operatora flex, jako jednego z najemców, jest ograniczona. Coraz więcej marek zaczyna dostrzegać potencjał rozwijania swojej działalności również poza Warszawą. Choć sytuacja na rynku flex jest obecnie dość trudna, w przyszłości elastyczność nabierze jeszcze większego znaczenia, jako że najemcy będą poszukiwać krótszych i bardziej dostosowanych pod siebie umów najmu”, dodaje Arkadiusz Rudzki, Skanska.

Największa część podaży biur flex w Polsce jest zlokalizowana w centrach obsługiwanych przez IWG (pod markami Regus i Spaces, 20% łącznych zasobów), WeWork (12%), New Work (8%), Business Link, ChilliSpaces (dawniej Rise) i CitySpace (po 6%).

Duże firmy idą we flexy

Ewolucję oferty biur elastycznych, tak aby trafiały one w potrzeby korporacji, można analizować na dwa sposoby. Przede wszystkim istota tego typu umów najmu doskonale wpisuje się w zmieniające się wymagania biznesowe najemców (również tych dużych), którzy zwłaszcza teraz poszukują krótszych i bardziej elastycznych zobowiązań. Po drugie, operatorzy flex zaczęli projektować swoje przestrzenie tak, aby lepiej trafiały w specyfikę pracy klientów korporacyjnych. Układy powierzchni obejmują zatem większe biura, rozwiązania informatyczne i systemy bezpieczeństwa są bardziej zaawansowane, a umowy podlegają dodatkowym negocjacjom. Na rynku biurowym można również zaobserwować rosnące zainteresowanie „najmem hybrydowym” – kiedy najemca posiadający tradycyjne biuro, decyduje się (np. w momencie ekspansji) skorzystać również z oferty operatora flex, mającego swoją lokalizację w tym samym budynku lub w jego pobliżu.

Business Link Maciej K. Król Acting Managing Director
Maciej K. Król, p.o. dyrektora zarządzającego Business Link

„W tej sytuacji największą korzyścią jest prostota i natychmiastowa gotowość operatora flex na przyjęcie nowego najemcy. Firmy mogą szybko podpisywać uproszczone umowy, wprowadzać się nawet tego samego dnia i od razu rozpoczynać pracę. Do klientów korporacyjnych adresujemy rozwiązania rotacyjne, dające maksymalną elastyczność wykorzystania przestrzeni”, mówi Maciej K. Król, p.o. dyrektora zarządzającego Business Link.

Szereg wartości dodanych, jakie oferują operatorzy flex, także w czasach tzw. „nowej normalności”, sprawią, że tego typu biura będą jeszcze bardziej popularne.

„To oczywiste, że rola biura uległa zmianie z powodu pandemii. Najemcy zainteresowani są różnorodnymi formami najmu hybrydowego i szeroko rozumianą elastycznością, która jest dla nich w obecnej sytuacji kluczowa. Nie ulega jednak wątpliwości, że biuro było, jest i będzie potrzebne. Stanowi ono niezbędną przestrzeń do budowania ducha zespołu, kreatywnej współpracy, a także odpowiada za tworzenie kultury organizacyjnej. Połączenie tradycyjnych biur z przestrzeniami typu flex może być dla firm bardzo efektywnym rozwiązaniem. Z biegiem czasu będziemy także zauważać rosnącą popularność trendu hospitality management. Oznacza to, że biura będą przejmować coraz więcej funkcji, które dotychczas zarezerwowane były wyłącznie dla branży hotelarskiej. Podsumowując, wyraźnie widać, że elastyczność dostawców usług biurowych ma duże znaczenie, a technologia przyczyni się do jej zwiększenia”, podsumowuje Arkadiusz Rudzki, Skanska.

Prawnicy: Rządowa tarcza jest dziurawa. Najemcy małych galerii nie mogą korzystać z tzw. zawieszenia czynszów

Według ekspertów, obecne rozwiązania antykryzysowe nie do końca chronią najemców galerii  handlowych o powierzchni poniżej 2 tys. m². Co do zasady, zagrożony niewypłacalnością podmiot ma 30 dni na zgłoszenie wniosku o upadłość. Ale w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego lub epidemii wygląda to inaczej. To zostało uregulowane w tzw. Tarczy 2.0. Bez tych przepisów organy zarządzające spółek narażałyby się na odpowiedzialność karną za niezłożenie takiego wniosku. Jednak, jak tłumaczą prawnicy, jedno z rozwiązań antykryzysowych sprawia, że wygasają wzajemne zobowiązania stron umowy najmu czy dzierżawy. Ale dotyczy to tylko okresu obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w dużych obiektach.

Droga do upadku

Zamknięcie galerii handlowych pogorszyło i tak trudną już sytuację w branży. Spore straty notują zarówno właściciele obiektów, jak i najemcy powierzchni. W przestrzeni publicznej nie brakuje głosów, że jeśli interesy obu stron nie zostaną pogodzone, to należy spodziewać się wielu upadłości.

– Najemca niepłacący czynszu nie będzie zobligowany do ogłoszenia upadłości, w świetle regulacji Tarczy 2.0. przez okres obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego. Uprawnienie wierzyciela do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości takiego podmiotu również będzie podlegało ograniczeniu wobec sporności wierzytelności wynajmującego – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei Marek Niczyporuk, radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, zwraca uwagę na sytuację, w której spółka prawa handlowego popadnie w stan niewypłacalności, a zatem nie będzie w stanie regulować swoich zobowiązań. Wtedy nie tylko może, ale wręcz musi ogłosić upadłość. Co do zasady, dłużnik ma na zgłoszenie wniosku 30 dni, licząc od dnia, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości. Jednak kwestię tę zmodyfikowała Tarcza 2.0.

– Jeszcze wiosną tego roku tzw. Tarcza 2.0 wprowadziła istotną regulację. Bieg terminu dla dłużnika do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości (art. 21 ust. 1 Prawa upadłościowego) w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega przerwaniu. Po tym okresie termin ten biegnie na nowo. Jednocześnie wprowadzone zostało domniemanie wzruszalne, że jeżeli stan niewypłacalności powstał w czasie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19, to domniemywa się, że zaistniał właśnie z tego powodu – informuje prof. UO dr hab. Rafał Adamus.

Jak podkreśla mec. Niczyporuk, dopóki trwa okres epidemii, istnieją przepisy prawne wpływające na pozytywną ocenę ewentualnych zachowań niewypłacalnych przedsiębiorców. Gdyby tych przepisów nie wprowadzono, to organy zarządzające spółek handlowych narażałyby się w sposób oczywisty na odpowiedzialność karną w przypadku niezłożenia wniosku o ogłoszenie upadłości. Istniałoby więc realne ryzyko orzeczenia grzywny, kary ograniczenia wolności, a nawet pozbawienia wolności do roku.

– We wspomnianej tarczy ustawodawca dopuszcza niezgłaszanie wniosku o upadłość przez dłużnika pomimo formalnego ziszczenia się podstaw niewypłacalności. Dłużnik nadal zachowuje jednak uprawnienie do złożenia wniosku o upadłość. Co więcej, polski ustawodawca, inaczej niż np. hiszpański, nie zamroził uprawnienia wierzyciela do złożenia wniosku o upadłość w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo epidemii – wyjaśnia prof. Adamus.

Walka o swoje

Wciąż obowiązuje ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Mec. Adrian Parol zwraca uwagę na znajdujący się w niej art. 15ze. Mówi on, że w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w obiektach handlowych o powierzchni sprzedaży powyżej 2 tys. m², zgodnie z właściwymi przepisami, wygasają wzajemne zobowiązania stron umowy najmu, dzierżawy lub innej podobnej umowy, przez którą dochodzi do oddania do używania powierzchni handlowej.

– Można zatem przyjąć, że najemcy korzystający z lokali znajdujących się w obiektach powyżej 2 tys. m² są w znacząco lepszej sytuacji od tych, którzy wynajmują je poza wielkopowierzchniowymi galeriami. Przy okazji pierwszego lockdownu zakaz prowadzenia działalności w zasadzie ograniczał się do obiektów o ww. powierzchni. Obecnie rząd wprowadził szereg zakazów sektorowych, obejmujących przedsiębiorców z konkretnych branż. Nie ma znaczenia, czy prowadzą oni działalność w centrach handlowych czy też poza nimi. Sytuacja przedsiębiorców najmujących powierzchnie poza ww. obiektami może być zatem najtrudniejsza, bowiem dla nich jak dotąd nie wprowadzono przepisów np. o tzw. zawieszeniach czynszów – mówi ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

Mec. Adrian Parol również zaznacza, że w gorszej sytuacji są najemcy, którzy korzystają z lokali poza dużymi obiektami handlowymi. Oni muszą podjąć indywidualne negocjacje z wynajmującymi. W przypadku braku porozumienia, najemcy mogą wystąpić na drogę sądową. W takiej sytuacji powinni domagać się zmiany czynszu na rzecz wynajmującego poprzez jego obniżenie, korzystając z ogólnych regulacji kodeksowych. Z kolei Marek Niczyporuk zaznacza, że takie postępowania będą trwały. Zatem nie można wykluczyć, że zanim się zakończą, wynajmujący wypowiedzą najem czy dzierżawę. Ewentualnie podejmą działania egzekucyjne, czy też sami złożą wniosek o upadłość podmiotu, który zalega im z płatnościami.

– Rząd powinien niezwłocznie podjąć działania mające na celu pomoc w szerszym zakresie najemcom wszystkich lokali handlowych. Oni nie powinni płacić za powierzchnie, z których nie korzystają. Interesy właścicieli galerii również nie są zabezpieczone przed konsekwencjami pandemii w należyty sposób. Takie podmioty mogą dochodzić odszkodowania od Skarbu Państwa. Jednak to oznacza znaczne koszty związane z opłatą sądową i koniecznością wynajęcia prawników – dodaje mec. Parol.

Stan wyjątkowy

Mówi się, że cała branża mogłaby zyskać na wprowadzeniu stanu wyjątkowego, unikając obecnych problemów z płynnością. Jak przekonuje Adrian Parol, obecna władza z przyczyn ekonomicznych nie zdecyduje się na taki krok. To wiązałoby się z odpowiedzialnością odszkodowawczą, czego rząd chce uniknąć. Ekspert podkreśla, że tego typu forma należy się wszystkim, którzy przez ograniczenie wolności obywatelskich w czasie stanu wyjątkowego ponieśli jakiekolwiek straty. Podstawą do uzyskiwania roszczeń jest ustawa z dnia 22 listopada 2002 r. o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka oraz obywatela.

– Rząd nie wprowadza stanu wyjątkowego i jednocześnie obejmuje całe sektory gospodarki poważnymi ograniczeniami czy zakazami. W ten sposób niejako pozbawia przedsiębiorców prawa dochodzenia odszkodowań w sprecyzowanym ustawą trybie. Co więcej, większość zakazów jest wprowadzanych aktami normatywnymi rangi rozporządzenia, a nie ustawy – dodaje ekspert z Ars AEQUI.

Jak zaznacza prof. Adamus, wolność działalności gospodarczej jest uprawnieniem konstytucyjnym (art. 20 konstytucji RP). Jej ograniczenie jest możliwe tylko w drodze ustawy, co wynika wprost z art. 22 i 31 ust. 3. Jedynie wyjątkowo w przypadku tzw. stanów nadzwyczajnych, w rozumieniu art. 228 ust. 1 Konstytucji, granice wolności gospodarczej wyznacza ustawa zwykła. Ekspert zwraca też uwagę na art. 4171  § 1 k.c. Jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie aktu normatywnego, jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu we właściwym postępowaniu niezgodności z Konstytucją lub daną ustawą.

– Wiemy o podejmowaniu przez rząd działań zmierzających do poddania przez Trybunał Konstytucyjny badaniu zgodności z Konstytucją przepisów kodeksu cywilnego. Dotyczy to tych norm, które mogłyby stanowić nasuwającą się podstawę prawną dochodzenia odszkodowań za straty wywołane wprowadzaniem zakazów. Bardzo trudno więc ocenić szanse na powodzenie ewentualnych pozwów przeciwko Skarbowi Państwa – podsumowuje Marek Niczyporuk.

KAS i CBŚP zatrzymali 5 osób wz. z wyłudzaniem m.in. środków z tzw. tarczy finansowej

– Funkcjonariusze lubelskiej Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) wspólnie z Funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) zatrzymali osoby podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

– Członkowie grupy podejrzani są o oszustwa, w tym także o wyłudzenie 185 tysięcy złotych pochodzących z tzw. tarczy finansowej. W sprawę może być zamieszanych kilkadziesiąt podmiotów gospodarczych.

– Śledztwo nadzorowane jest przez Prokuraturę Regionalną w Rzeszowie. Sprawa jest rozwojowa.

KAS i CBŚP zatrzymali 5 osób wz. z wyłudzaniem m.in. środków z tzw. tarczy finansowej 2W minionym tygodniu na terenie woj. mazowieckiego, śląskiego i świętokrzyskiego została przeprowadzona akcja, w której brali udział funkcjonariusze KAS z Lubelskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Białej Podlaskiej oraz policjanci z Zarządu w Rzeszowie CBŚP, przy wsparciu CBŚP z Warszawy i Katowic. Podczas działań zatrzymano w sumie 5 osób i przeszukano ponad 50 obiektów, mogących mieć związek z działalnością prawie 40 różnych podmiotów gospodarczych. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono pieniądze oraz mienie w postaci m.in. samochodu wartego 450 tys. zł, luksusowych zegarków, czy urządzenia do endermologii o wartości ok. 170 000 zł.

Członkowie grupy są podejrzani o liczne oszustwa, w tym o wyłudzanie środków finansowych pochodzących z rządowego programu: „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla Małych i Średnich Firm” przeznaczonych na działania mające na celu ochronę rynku pracy, zapewnienie firmom płynności finansowej czy też zrekompensowanie szkód zaistniałych w okresie poważnych zakłóceń w gospodarce, będących skutkiem pandemii koronawirusa (COVID-19). Terenem działania grupy były województwa: mazowieckie, świętokrzyskie, lubelskie i śląskie.

Z ustaleń śledztwa wynika, że w ramach prowadzenia działalności gospodarczych, jak też w wielu przypadkach pod pozorem jej prowadzenia, członkowie grupy wystawiali nierzetelne faktury. W ten sposób wykazywano obrót oraz koszty uzyskania przychodu przez firmy. To z kolei umożliwiło uzyskanie m.in. od Polskiego Funduszu Rozwoju S.A. subwencji w ramach rządowego programu „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju…”.

Wyłudzenie subwencji z „Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju…” nie jest jedynym przestępstwem, o które są podejrzani członkowie grupy. Nierzetelne dokumenty i wykazywane wysokie obroty umożliwiały im przede wszystkim wyłudzanie pożyczek, kredytów, lessingów i faktoringów. Jak wynika ze wstępnych ustaleń – członkowie grupy posłużyli się fałszywymi fakturami łącznie opiewającymi na kwotę ponad 16 milionów złotych.

Zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, gdzie prokurator przedstawił im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a jednej osobie zarzut kierowania nią. Dodatkowo poszczególni podejrzani, w zależności od pełnionej roli, usłyszeli inne zarzuty, w tym dokonywania oszustw i wyłudzeń, fałszowania dokumentacji, a także działania na szkodę poszczególnych spółek. Na podstawie zebranego materiału dowodowego Sąd Rejonowy w Rzeszowie zastosował wobec trzech podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.

Piotr Szymoński nowym dyrektorem w Walter Herz

Firma Walter Herz, która mocno zintensyfikowała swoje działania w ostatnim czasie, stawia na rozbudowę kadry managerskiej. Do zespołu dołączył właśnie Piotr Szymoński na stanowisku Director Office Agency   

Walter Herz rok 2020 może zaliczyć do najbardziej udanych w swojej historii. Ambitne plany firma ma również na przyszły rok. Silny wzrost agencji, jaki paradoksalnie nastąpił w słabym dla gospodarki momencie, wiąże się z dużą aktywnością operacyjną w ostatnim czasie. Od marca br. doradcy Walter Herz brali udział m.in. w renegocjacjach umów najmu, które obejmowały ponad 130 tys. mkw. powierzchni biurowych. Ponadto, w ciągu ostatnich miesięcy firma zorganizowała 16 specjalistycznych webinarów, które zgromadziły około 7 000 firm, w tym jeden o zasięgu międzynarodowym, gdzie zaprezentowała raport: Why Invest in Poland 2020.

Szerokie plany rozwoju w 2021 roku przynieść mają rozbudowę struktury firmy o nowe działy, jak również umocnienie zespołu kadry managerskiej. Jednym z pierwszych kroków w realizacji przyjętej strategii jest powołanie nowego dyrektora.

Piotr Szymoński, na stanowisku Director Office Agency będzie odpowiadał za dalszy rozwój zespołu biurowego. Do jego zadań będzie należało tworzenie nowoczesnych modeli długofalowej obsługi klientów oraz wdrażanie rozwiązań, które będą zoptymalizowane do szybko zmieniających się warunków biznesowych i gospodarczych.

W ciągu 15 letniej pracy w różnych sektorach rynku nieruchomości, m.in. po stronie investmentowej, deweloperskiej w segmencie komercyjnym i mieszkaniowym oraz retail Piotr Szymoński zdobył wszechstronne doświadczenie operacyjne i negocjacyjne łącząc rynek dewelopera, wynajmującego oraz najemcy. Dzięki swoim umiejętnościom, zrozumieniu biznesu i holistycznemu podejściu oraz znajomości warszawskiego i regionalnych rynków nieruchomości idealnie wpasowuje się w oczekiwania i profil działalności Walter Herz.

– W Walter Herz czeka nas czas pełen wyzwań i intensywnego działania. Po wdrożeniu się w aktualnie realizowane projekty będę mógł w pełni wykorzystać wartość, jaką przyniesie połączenie moich kompetencji z know-how Walter Herz. Bardzo cieszę się z możliwości współpracy z tak doświadczonym i inspirującym zespołem, szczególnie teraz w sytuacji, kiedy firmy z różnych branż muszą odpowiadać na wyzwania, jakie niosą intensywne zmiany w gospodarce. Jednocześnie chciałbym podziękować za zaufanie i ciepłe przyjęcie w firmie  – mówi Piotr Szymoński.

Nowy dyrektor WH to lider, który lubi wyzwania i kieruje własną karierą w taki sposób, by projekty których się podejmuje były wymagające i rozwijające. Poza pracą w zakresie akwizycji oraz sprzedaży gruntów i budynków dla firm deweloperskich, Piotr pełnił m.in funkcje dyrektora Ekspansji w firmie Decathlon oraz CityFit, gdzie odpowiadał za  rozwinięcie sieci clubów od 1 do 23 lokalizacji w niespełna 6 lat.

– Piotr przejmie w Walter Herz odpowiedzialność za biznes od strony operacyjnej. Zanim rozpoczął pracę w firmie mieliśmy przyjemność już się spotkać, kiedy w CityFit był naszym klientem. Muszę przyznać, że od pierwszego spotkania Piotr zaimponował nam swoimi kompetencjami i skutecznością w działaniu. Od razu okazało się, że mamy podobną energię. Cieszę się, że możemy kontynuować współpracę, tym razem w jednych barwach firmowych – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

W wolnych chwilach Piotra Szymońskiego pochłania muzyka, książki, tworzenie modeli biznesowych, klocki lego oraz podróże bliskie i dalekie.

Nie będzie bonów i premii świątecznych. Kryzys coraz bardziej dotkliwy dla pracowników

To będą Święta Bożego Narodzenia inne niż wszystkie i co do tego nie ma wątpliwości żaden pracownik i żaden pracodawca. W ostatnim czasie media informują o tym, że pracownicy sklepów spożywczych, marketów i dyskontów otrzymywać będą rozmaite gratyfikacje związane z faktem pracy w trudnych warunkach. Niestety na takie dodatki motywacyjne nie mogą liczyć przedstawiciele innych branż – wręcz przeciwnie. Do naszego Stowarzyszenia dotarło kilka wiadomości o tym, że pracodawcy poinformowali już swoich pracowników o tym, że nie będzie premii świątecznych i rocznych.

Premii na święta nie będzie. Pracownicy są tym faktem często bardzo oburzeni

Premia świąteczna czy wszelkie dodatki motywacyjne to gratyfikacja dodatkowa wynikająca z dobrej woli pracodawcy i tego, że poprzednie lata mocno mobilizowały pracodawców do tego, by wewnętrzną społeczną odpowiedzialność biznesu kierować właśnie w stronę wspierania pracowników. Organizowano spotkania integracyjne, wypłacano premie świąteczne, a niektóre firmy wręcz prześcigały się w dodatkowych bonusach dla pracowników, zaczynając od prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego, a kończąc na dopłatach do kursów językowych czy prawa jazdy. Pandemia koronawirusa spowodowała, że pracodawcy zmuszeni zostali do ograniczenia kosztów działania. Najsilniej odczują to pracownicy przed Świętami Bożego Narodzenia. To był zwykle czas dodatkowych wynagrodzeń, premii, bonusów oraz wszelkiego rodzaju bonów, które umilały pracownikom czas przed świętami.

– Dostaliśmy kilka wiadomości, że pracodawcy rezygnują z takich form wspierania pracowników. W jednym przypadku podjęliśmy interwencję, w pozostałych musieliśmy poinformować pracownika, że nie ma obowiązku wypłacania premii na święta. Temat uzasadniony to przypadek umowy, gdy jeden z zapisów mówił o tym, że w ramach wynagrodzenia pracownikowi należy się świąteczny dodatek na koniec roku, gdy wypracuje określony poziom przychodu. Pracownik wypracował, a pracodawca stwierdził, że jest koronawirus i dodatku nie będzie. Tutaj jest to niezgodne z prawem, bo pracodawca nie przedłożył żadnego aneksu, który anulowałby warunki umowy podpisane wcześniej – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

– Przypadki nieuzasadnione to na przykład sytuacje, gdy właściciel firmy transportowej odmówił pracownikom premii na święta z powodu braku bieżących przychodów. Pracownik był oburzony brakiem dodatku, bo przecież pracował ciężko i też się narażał. Podobna sytuacja miała miejsce w dużej szwalni, gdzie pracodawca poinformował mailem pracowników o braku premii świątecznej i noworocznej oraz dodatków dla najlepszych pracowników. Napisała do nas także oburzona kierowniczka działu jednej z korporacji, która stwierdziła, że premia jest czymś, co jej się należy i czy ma prawo interweniować u pracodawcy, który obniżył ją do poziomu symbolicznego. Odpowiadamy – pracodawca nie ma obowiązku wypłacania premii rocznych, a jak firma znajduje się w trudnej sytuacji finansowej to rozdawnictwo jest niewskazane. Gorzej, gdy firma znajduje się w dobrej sytuacji i postanawia oszczędzać na pracownikach. Cóż, wtedy rozpoznajemy, kto kocha swoich pracowników i ich szanuje, a kto korzysta z okazji na oszczędności – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Znikające benefity. Od ubezpieczenia medycznego po… vouchery na taksówki

Do naszego Stowarzyszenia docierają także informacje o tym, że wielu pracodawców zawiesiło świadczenia dodatkowe dla swoich pracowników. Benefity również należą do dobrej praktyki, które są mile widziane, ale nie należy ich traktować jako obowiązku pracodawcy: – Tutaj kwestią dyskusyjną jest czasem styl w jakim pracownicy dowiadują się o tym, że świadczenia dodatkowe są zawieszane. Jedna z Pań napisała do nas, że dowiedziała się o tym, że firma zawiesiła prywatną opiekę zdrowotną kiedy próbowała uzyskać teleporadę w ważnej sprawie. Pracodawca nie poinformował pracowników, że dwa dni wcześniej skończyła się umowa z kliniką i nie została przedłużona. Podobne sytuacje mają miejsce np. z karnetami na siłownię czy wszelkiego rodzaju usługi dodatkowe, które dotychczas opłacane były przez pracodawców. Mieliśmy nawet wiadomość od Pani, która pytała czy może odzyskać pieniądze za przejazd taksówką, bo okazało się, że anulowane zostały firmowe vouchery, a na koniec kursu Pan Taksówkarz zażądał od Pani zapłacenia pełnej kwoty. Dużo jest tych spraw i nasze stowarzyszenie chyba jeszcze nigdy w swojej historii nie udzielało tak wielkiej ilości porad prawnych – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

COVID-19 zamieszał na warszawskim rynku biurowym

Jeszcze do niedawna na warszawskim rynku biurowym obserwowaliśmy lukę podażową, brakowało wysokiej jakości projektów biurowych – zarówno w celu najmu, jak i zakupu. Deweloperzy odpowiedzieli na tę sytuację z nawiązką. Warszawska panorama znowu zaczęła zapełniać się inwestycjami najwyższej klasy, które równie dobrze mogłyby powstać w Paryżu, Londynie czy Nowym Jorku. Prognozujemy, że w 2020 roku na stołecznym rynku przybędzie 400 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej, zaś w 2021 roku drugie tyle. Jeśli dodamy do tego inwestycje planowane do oddania w roku 2022, łączna podaż biur może sięgać niemalże 1 mln mkw. Efektem tego, przed wybuchem pandemii, byłby wzrost współczynnika powierzchni niewynajętej, który szybko zostałby zniwelowany przez wysoki popyt ze strony najemców. Mielibyśmy do czynienia z dojrzałym, konkurencyjnym i stabilnym rynkiem. Nikt jednak nie przewidział wybuchu pandemii Covid-19 oraz jej skutków.

Praca zdalna zostanie

Już w połowie 2020 roku odnotowaliśmy zmiany na rynku mające swoje odzwierciedlenie głównie w znacznie niższym popycie. Późną wiosną wielu najemców podjęło decyzję o przesunięciu w czasie procesu związanego z najmem powierzchni biurowej. Latem klienci weryfikowali swoje potrzeby biurowe oraz rozważali możliwość wdrożenia pracy zdalnej na dłuższy okres czasu. Wielu z nich przeprowadziło badania satysfakcji z pracy w domu wśród swoich pracowników.

Dziś wiemy, że praca zdalna zostanie z nami dłużej, nawet po ustąpieniu pandemii. Jak wynika z badań ankietowych przeprowadzonych przez Colliers International, ponad połowa pracowników chciałaby zachować możliwość pracy z domu nawet 2-3 razy w tygodniu. Jeśli pracodawcy wyjdą naprzeciw oczekiwaniom pracowników, powierzchnie biurowe będą musiały zostać dostosowane do hybrydowego modelu pracy, np. pod względem liczby biurek do pracy samodzielnej.

Nie ma ryzyka, że biura przestaną być potrzebne, zmieni się jednak ich funkcja. Staną się przede wszystkim miejscem kreatywnej współpracy i spotkań ze współpracownikami, których wg badania Colliers najbardziej brakuje ludziom podczas pracy zdalnej. Relacje tworzone w pracy – przy kawie, podczas nieformalnych spotkań czy w innych sytuacjach społecznych – nie satysfakcjonują nas przy użyciu komunikatorów internetowych. Dlatego też biura będą musiały przejść transformację i dostosować się do obecnych oczekiwań pracowników. Szacujemy, że w jej wyniku wynajmowane powierzchnie biurowe mogą zmniejszyć się o około 20%.

Co to oznacza dla rynku? Dwie strategie

Wzrost podaży i spadek popytu są nieuniknione. Ich efektem będzie wzrost pustostanów, który wpłynie na spadek stawek czynszu. Jednak u niektórych właścicieli budynków biurowych będą to jedynie korekty. Widzimy dwie główne strategie.

Pierwsza z nich jest oczywista – obniżka czynszów, zarówno tych bazowych, jak i efektywnych. Będzie to dotyczyć przede wszystkim budynków, w których poziom komercjalizacji jest niski, w wyniku czego właściciele będą musieli mocno konkurować o najemców. Na rynku znajdzie się wiele firm, które będą chciały skorzystać z okazyjnych ofert najmu. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że je znajdą, bo część właścicieli będzie oferować czynsze znacznie niższe niż w zakładanych planach.

Drugą strategię mogą zastosować wybrane podmioty – wynajmujący, którzy podpisali umowy najmu w ostatnich dwóch latach i nie będą chcieli ich renegocjować. Będą czekali do ostatniego momentu, czyli do końca 2022, 2023 roku, mając nadzieję, ze rynek zacznie się stabilizować i wróci do stawek z roku 2019.

Już dziś obserwujemy lekkie spadki czynszów, jednak warszawski rynek biurowy od lat udowadnia, że jest silny i nawet tymczasowe spadki nie powinny wpłynąć długofalowo na jego kluczowe wskaźniki.

\Komentarz Katarzyny Tasarek-Skrok, dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych w Colliers International

Columbus Energy został członkiem European Clean Hydrogen Alliance

Columbus, wiodący dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, przystąpił do powołanego przez Komisję Europejską sojuszu na rzecz czystego wodoru. European Clean Hydrogen Alliance skupia różnych interesariuszy – spółki produkcyjne, wykonawcze, instytucje naukowe, władze publiczne, organizacje pozarządowe oraz instytucje finansowe, zainteresowane rozwojem gospodarki wodorowej w Unii Europejskiej.

European Clean Hydrogen Alliance (ECH2A) to nowa organizacja, powołana w lipcu 2020 r., w ramach Nowej Strategii Przemysłowej dla Europy. Celem inicjatywy jest ambitne wdrażanie i rozwijanie odnawialnych oraz niskoemisyjnych technologii wodorowych, związanych z jego produkcją i wykorzystaniem w różnych sektorach gospodarki. Technologie wodorowe mają wspomóc realizację zobowiązań UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.

– Nasze członkostwo w sojuszu na rzecz czystego wodoru jest związane z pionierskim krajowym projektem klastra energetycznego, do którego zostaliśmy zaproszeni jako partner. Wykorzystując know-how, wypracowane przez ostatnie sześć lat działalności, będziemy odpowiedzialni za stworzenie lokalnej produkcji wodoru z fotowoltaiki, a także systemu jego magazynowania i dystrybucji – tłumaczy Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Columbus Energy S.A. – Jako członek European Clean Hydrogen Alliance, będziemy dzielić się wiedzą i doświadczeniem w realizacji projektów z branży OZE. Cieszymy się, że będziemy mogli wspólnie z europejskimi liderami aktywnie uczestniczyć w budowaniu energetycznej przyszłości Europy.

Do tej pory do sojuszu przystąpiło ponad 730 organizacji z całej Europy, wśród których są największe światowe koncerny energetyczne, w tym także polskie: PKN Orlen, Grupa Lotos czy PGNiG. Wspólnie z organizacjami z innych branż, instytucjami rządowymi i samorządowymi, naukowymi oraz finansowymi, członkowie ECH2A będą pracować nad utworzeniem wodorowego ekosystemu w Europie, który dostarczy czystą energię dla wielu sektorów gospodarki, m.in. transportu, przemysłu, energetyki czy ciepłownictwa.

Warto dodać, że również w listopadzie Columbus przystąpił też do partnerstwa na rzecz rozwoju przemysłu fotowoltaicznego – projektu zainicjowanego przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Celem krajowego projektu jest zapewnienie dynamicznego rozwoju sektora fotowoltaiki w Polsce przez współpracę rządu, administracji oraz przedstawicieli branży PV. Podobnie jak w sojuszu na rzecz czystego wodoru, organizacje działające w ramach polskiego projektu będą się dzielić wiedzą i wspólnie wypracowywać rozwiązania, pozwalające rozwijać krajową branżę fotowoltaiki oraz wnosić wkład w Europejski Zielony Ład.

Berg Holding S.A.: spółka Columbus&Farmy zrealizuje kolejne projekty fotowoltaiczne

Berg Holding S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, poinformowała, że spółki zależna od Farmy Fotowoltaiki S.A. – Columbus & Farmy Sp. z o.o. – zawarła umowę z Deweloperem na budowę farm fotowoltaicznych. Deweloper przygotuje i wykona projekty co najmniej 4 farm fotowoltaicznych o mocy nie mniejszej niż 10 MWp i nie większej niż 50 MWp każda.

Spółka współzależna do spółki Farmy Fotowoltaiki S.A., wchodzącej w skład Grupy Kapitałowej Berg Holding S.A., Columbus & Farmy Sp. z o.o. podpisała w dniu 20 listopada 2020 r. z podmiotem zajmującym się profesjonalnie budową farm fotowoltaicznych (Deweloper) umowę na realizację projektów farm fotowoltaicznych. Zgodnie z umową spółki ustaliły zasady współpracy w zakresie realizacji przez Dewelopera na rzecz Columbus & Farmy Sp. z o.o. usług obejmujących przygotowanie i realizację co najmniej 4 farm fotowoltaicznych o mocy nie mniejszej niż 10 MWp i nie większej niż 50 MWp każda. Deweloper przejmuje na siebie wszelkie obowiązki zmierzające do kompleksowego wsparcia przy realizacji określonych w umowie projektów, m.in. zobowiązany będzie do realizacji szeregu czynności i opracowania dokumentacji związanej z przygotowaniem pod względem technicznym i formalnoprawnym inwestycji w postaci budowy farm fotowoltaicznych. Dla każdego Projektu C&F utworzy spółki celowe, a Deweloper będzie otrzymywał ustalone wynagrodzenie w wysokości wynoszącej odpowiednio iloczyn ilości zrealizowanych projektów w postaci farm fotowoltaicznych. Zarząd Spółki jest przekonany, że realizacja kolejnych projektów przełoży się pozytywnie na wyniki finansowe i rozwój spółek Columbus & Farmy Sp. z o.o. oraz Farmy Fotowoltaiki S.A.

„Obecnie spółka Columbus&Farmy rozpoczęła realizację ponad 25 projektów farm fotowoltaicznych o mocy do 1 MW.” – komentuje Kamil Kita, Prezes Zarządu Farm Fotowoltaiki SA – wspólnie z Columbus Energy zdecydowaliśmy, że kolejna umowa przyspieszy realizację założeń planowanej strategii. Do tej pory łączna moc naszych projektów wynosiła 31 MW. Współpraca z Deweloperem w ramach umowy z 20 listopada gwarantuje nam kolejne projekty o mocy od 40 do 200 MWp. Oznacza to, że w perspektywie 24 miesięcy możemy przekroczyć moc 100 MWp.

Spółka współzależna od Farmy Fotowoltaiki S.A. – Columbus & Farmy Sp. z o.o., w której Farmy Fotowaltiki S.A. posiadają 50% udziałów, podpisała w ostatnim czasie kilka istotnych umów. Wszystkie z nich dotyczą przede wszystkim realizacji kolejnych projektów farm fotowoltaicznych. Jest to zgodne z założeniami przyjętej strategii rozwoju Farmy Fotowoltaiki S.A. Jej główne założenia obejmują rozpoczęcie współpracy z partnerem branżowym, będącym liderem na rynku – Columbus Energy S.A. – w zakresie rozwijania projektów farm fotowoltaicznych oraz powstanie pierwszej spółki celowej F1 Sp. z o.o. z własnym gruntem. Farmy Fotowoltaiki S.A. planują dokonywać zakupu lub dzierżawy działek pod budowę farm fotowoltaicznych o mocy min. 1 MWe lub gruntów na własny użytek. W 2021 r. spółka zamierza realizować projekty od 1 do 10 MWe, natomiast w 2022 r. projekty do 40 MWe. Spółka chce także inwestować w podmioty działające na rynku fotowoltaicznym poprzez zakup udziałów na poziomie od 5% do 45% w wybranych podmiotach. Farmy Fotowoltaiki S.A. będą dążyły do rozwoju sieci wykonawczej i dystrybucji poprzez zawiązywanie współpracy z kolejnymi partnerami i firmami projektowo-montażowymi oraz do rozwoju zaplecza techniczno-handlowego i badawczego poprzez budowę własnego zespołu firm podwykonawczych, w systemie relacji B2B. Spółka będzie też budowała bazę inwestorów zainteresowanych zakupem farm fotowoltaicznych oraz inwestycją w branży fotowoltaiki. Farmy Fotowoltaiki S.A. będą chciały pozyskać kapitał zewnętrzny w kwocie do 10 mln zł do końca 2022 r., który zostanie przeznaczony na sfinansowanie bieżącej działalności.

„Dzięki podpisanej umowie znacznie przyspieszyliśmy realizację pierwotnych założeń strategii.” – dodaje Kamil Kita – zgodnie z przyjętym planem zakładaliśmy realizację projektów o mocy ponad 10 MWp dopiero w 2022 roku. Udało nam się jednak nawiązać współpracę, która spowoduje rozpoczęcie tych projektów już teraz. To duży krok dla naszej grupy kapitałowej i z pewnością wpłynie na kształtowanie wyników finansowych.

Berg Holding S.A. zakończył 2019 r. zyskiem netto w wysokości ponad 2,1 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 22,8 mln zł. Wartość aktywów Spółki na koniec 2019 r. ukształtowała się na poziomie blisko 89,8 mln zł. Spółka planuje podjąć działania mające na celu spełnienie przez nią warunków niezbędnych do przeniesienia notowań na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Koronawirus uderza w kieszenie Polaków. Co drugi planuje w ciągu najbliższego roku zacząć oszczędzać

Ogłoszona w połowie marca br. pandemia koronawirusa wprowadziła polską gospodarkę, a w konsekwencji także rynek pracy, w spore zawirowania. Wiele przedsiębiorstw z dnia na dzień musiało w ramach cięcia kosztów zredukować część etatów. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), na koniec września 2020 r. stopa bezrobocia zarejestrowanego wyniosła 6,1 proc. i była o 1 p.p. wyższa niż w analogicznym okresie 2019 r. Okazuje się, że niepewność dotycząca najbliższej przyszłości skłoniła Polaków do większej kontroli wydatków i gromadzenia kapitału na czarną godzinę. Zgodnie z najnowszym badaniem Nationale-Nederlanden, aż 77 proc. ankietowanych potwierdza, że odkłada pieniądze z myślą o oszczędzaniu, choć jedynie połowa z nich robi to przynajmniej raz w miesiącu.

Na kontach Polaków raczej zaskórniaki

Choć trzy czwarte Polaków biorących udział w badaniu Nationale-Nederlanden deklaruje oszczędzanie z myślą o przyszłości, to na ogół ciężko im wygospodarować sumy, które mogłoby być dla nich realnym wsparciem w kolejnych latach. U jednej trzeciej ankietowanych zgromadzone oszczędności sięgają jedynie do 5 tys. zł, a więc mniej niż półtorej średniej krajowej pensji netto. Posiadanie od 5 do 10 tys. zł deklaruje 16 proc. badanych, natomiast co dziesiąty zapewnia, że ma w zanadrzu odłożoną sumę rzędu 10-25 tys. zł. Tymczasem eksperci podkreślają, że nasza poduszka finansowa powinna wynosić co najmniej wysokość sześciu wypłat.

Uczestnicy badania odkładają raczej niewielkie kwoty. Zaledwie jeden na pięciu gromadzi miesięcznie więcej niż 500 zł. Niestety nie wszyscy decydują się na regularne oszczędzanie. Niemal co piąty badany przyznaje, że odkłada rzadziej niż raz na 3 miesiące. Patrząc na tę częstotliwość, można odnieść wrażenie, że większość Polaków wciąż myśli o pieniądzach jedynie w perspektywie bieżącego miesiąca. Jeśli jednak wierzyć deklaracjom ankietowanych, to nieco ponad jedna czwarta planuje w ciągu najbliższego roku zwiększyć zbieraną kwotę, z kolei blisko 70 proc. utrzymać jej dotychczasowy poziom.

Oszczędzamy na wszelki wypadek

Gdy już decydujemy się na oszczędzanie, to robimy to głównie na wypadek niespodziewanych sytuacji – taką motywację wskazuje średnio dwie trzecie respondentów, niezależnie od tego, czy odkładają mniejsze czy większe sumy. Wśród osób, które gromadzą do 200 zł miesięcznie co czwarta zbiera na podróże, a blisko co piąta na remont domu lub mieszkania. Tymczasem z myślą o emeryturze odkłada zaledwie 9 proc. badanych.

Osoby, które miesięcznie oszczędzają powyżej 200 zł, mają zdecydowanie więcej celów do zrealizowania. Częściej kumulują pieniądze z myślą o przyszłości swoich dzieci – ich edukacji oraz własnym kącie, ale także na czas po zakończeniu aktywności zawodowej – mówi Katarzyna Czupa, analityk ds. programów emerytalnych w Nationale-Nederlanden PTE. – Wśród respondentów naszego badania niemal połowa chciałaby zacząć oszczędzać w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Natomiast osoby, które nie mają takiego zamiaru, w trzech na czterech przypadkach tłumaczą to kiepską sytuacją materialną. Są też tacy, którzy zamiast odkładać, wolą zarobione pieniądze przeznaczyć na bieżące przyjemności. W tych niepewnych czasach, w których obecnie funkcjonujemy, warto mieć jednak w pogotowiu nawet niewielkie oszczędności. Mogą się one okazać pomocne w przypadku nieplanowanych wydatków – dodaje.

Prognozy na przyszłość

Wyobrażenia Polaków na temat ich sytuacji materialnej w niedalekiej przyszłości nie są jednoznaczne. Blisko 40 proc. z nich spodziewa się w ciągu najbliższych 5 lat poprawy swoich finansów. W tej grupie przeważają przede wszystkim osoby do 34. roku życia. Wraz z wiekiem ten optymizm maleje. O tym, że może być gorzej niż do tej pory, myśli co piąty ankietowany. Bardziej pesymistycznie do sprawy podchodzą kobiety.

Nastroje te nie powinny jednak dziwić. Rozwój pandemii i wprowadzenie na nowo obostrzeń powoduje, że wielu z nas czuje się niepewnie o swoją sytuację. Potwierdzają to zresztą najnowsze dane firmy doradczej Deloitte, które wykazują, że na przełomie września i października wzrosły nasze obawy o finanse oraz te związane z utrzymaniem obecnej pracy. W obliczu dynamicznie rozprzestrzeniającego się wirusa SARS-CoV-2, aż 65 proc. Polaków martwi się stanem swoich oszczędności, a ponad jednej czwartej (28 proc.) towarzyszy lęk dotyczący utraty etatu.

Oszczędzać czy inwestować – oto jest pytanie

Niewiadoma dotycząca jutra powinna skłaniać Polaków do oszczędzania na własną rękę. Na rynku dostępnych jest dziś kilka ciekawych produktów, które pozwalają budować poduszkę finansową na emeryturę – IKE, IKZE oraz PPK. Dzięki IKZE można skorzystać z ulgi podatkowej – wpłaty na IKZE obniżają podstawę opodatkowania, w 2020 r. nawet o 2007 zł. Natomiast w PPK oszczędzać pomaga pracodawca i państwo, co jest dużym wsparciem.

Pomimo dostępnych możliwości zdecydowana większość uczestników badania Nationale-Nederlanden woli jednak oszczędzać niż inwestować. Osoby, które noszą się z zamiarem odkładania pieniędzy, myślą głównie o bezpiecznych sposobach takich jak konto oszczędnościowe (40 proc.) czy gromadzenie gotówki (31 proc.). Zainteresowanie inwestowaniem w akcje potwierdza natomiast 6 proc. respondentów, a w fundusze inwestycyjne zaledwie 2 proc. Co piąty uczestnik deklaruje, że żaden czynnik nie przekonałoby go do tej formy.

 Obecna sytuacja rynkowa związana z pandemią koronawirusa, a także niepewny los OFE, spowodowały, że część Polaków jest nieufna wobec funduszy inwestycyjnych i programów długoterminowego oszczędzania. Nieustannie zwracamy więc uwagę, że kluczem do powodzenia w inwestycjach jest ich systematyczność. Regularność, a więc wpłacanie do funduszy nawet drobnych kwot, najlepiej co miesiąc, pozwala nie tylko obronić się przed okresowymi spadkami na giełdach, ale w długim terminie daje szansę na pomnożenie kapitału. Naszym zdaniem Pracownicze Plany Kapitałowe, które służą właśnie takiemu regularnemu odkładaniu, zachęcą do inwestowania na przyszłość. Gdy uczestnicy PPK zobaczą, że ich kapitał systematycznie rośnie, nabiorą zaufania do inwestycji – mówi Katarzyna Czupa.

***

Badanie postaw Polaków wobec oszczędzania i inwestowania zostało zrealizowane na zlecenie Nationale-Nederlanden przez agencję smartscope w dniach 21-25 października 2020 roku. W ramach badania ilościowego przeprowadzono wywiady przy użyciu techniki CAWI, na grupie dorosłych Polaków (n=1076).

Trzymajmy się pozytywów

Na początku tygodnia łatwiej jest o szukanie powodów do bycia optymistą, co pomaga aktywom ryzykownym. Kolejne pozytywne wieści w temacie szczepionek, skuteczności i dystrybucji, połączone z powracającym tematem pakietu fiskalnego USA nadają rytm apetytowi na ryzyko. Nawet przewidywane tąpnięcia w indeksach PMI z Europy nie powinny popsuć humorów.

Po ubiegłym tygodniu rozważań, co jest ważniejsze dla krótkoterminowego trendu na rynkach – bieżące ponure statystyki zachorowań na koronawirusa czy perspektywy odbicia ożywienia z pomocą szczepionek – po weekendzie górę zaczyna brać druga opcja. Pomocne są doniesienia od kolejnej firmy badawczej – tym razem AstraZeneca – wskazujące na wysoką skuteczność szczepionki przeciw COVID-19 w testach klinicznych i gotowość do produkcji do 3 mld dawek leku w 2021 r. Jeszcze w piątek Pfizer złożył wniosek o zatwierdzenie szczepionki w USA i przy pozytywnym rozpatrzeniu szczepienia mogą wystartować nawet już 11 grudnia. Progres może też pojawić się w sprawie pakietu fiskalnego w USA. Zespół prezydenta-elekta Bidena ma naciskać na Demokratów z Kongresu by zgodzili się na mniejszy pakiet, łatwiejszy do zyskania aprobaty Republikanów, aby w ten sposób ograniczyć ryzyko ponownej recesji. Wszystko stwarza warunki, by przed końcem roku rynki finansowe pokusiły się o jeszcze jeden zryw optymizmu i rajd ryzyka, zanim przyjdzie okołoświąteczne wyciszenie.

Na przeszkodzie dla rozwinięcia się nieburzonego optymizmu w poniedziałek stoją raporty o aktywności gospodarczej w Europie. Surowe obostrzenia i lockdowny na terenie Europy znajdą swoje odbicie w spadkach indeksów PMI z większym wpływem na sektor usługowy. Dane o mobilności wskazują na istotne spowolnienie aktywności, ale nie tak silne jak wiosną. Firmy są lepiej przygotowane na restrykcje, a lockdown nie uderzył tak mocno w sektor wytwórczy. W rezultacie efekty jesiennych restrykcji powinny być mniejsze niż wiosennych. Niezależnie od tego spadek indeksów poniżej granicy 50 pkt. tylko potwierdzi, że w IV kw. recesja wróciła do strefy euro. Podobnie dane z Wielkiej Brytanii będą słabe i też szczególnie w usługach wraz z ujawnieniem się skutków drugiego lockdownu. Inwestorzy są przygotowani na złe dane, ale emocje menedżerów mogą być na tyle silne, by wskaźniki zaskoczyły głębszym spadkiem. Z drugiej strony firmy nauczone wydarzeniami z wiosny, mogą spokojniej podchodzić do oceny sytuacji. Jakkolwiek ryzyko przy danych jest większe po stronie negatywnych zaskoczeń, tak reakcja rynków powinna być silniejsza w przypadku pozytywnych niespodzianek, szczególnie w postawie przemysłu. W kontekście pozytywnej fali, jaka się rozwija na początku tygodnia, mentalność szklanki do połowy pełnej będzie wymuszać skupie uwagi na pozytywnych elementach raportów, a reakcja na słabe odczyty powinna być przejściowa.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Połączenie fotowoltaiki z pompą ciepła pozwala uniknąć opłat za prąd i ogrzewanie. Nawet połowę takiej inwestycji można sfinansować z rządowych dotacji

0

Domowe instalacje fotowoltaiczne stają się coraz popularniejszym sposobem na produkowanie własnej energii. – Ma je już 300 tys. domów, a jest ich w Polsce ponad 5 mln. To pokazuje ogromny potencjał wzrostu tego rynku – mówi Bartosz Majewski z Edison Energia. Energia z własnej instalacji jest czystsza niż ta pochodząca ze źródeł tradycyjnych, a połączenie jej z własną pompą ciepła daje gospodarstwom domowym możliwość jeszcze większych oszczędności. Tym bardziej że taką inwestycję można nawet w połowie sfinansować z rządowych dotacji, m.in. ulgi termomodernizacyjnej umożliwiającej odliczenie do 53 tys. zł od podstawy opodatkowania.

– Fotowoltaika, zwłaszcza prosumencka, jest teraz głównym motorem napędowym polskiej transformacji energetycznej. Przed Polską stoją bardzo ambitne cele klimatyczne, które musimy zrealizować w krótkim terminie, do 2030 roku, a inne technologie OZE nie rozwijają się wystarczająco szybko, żeby pozwolić nam sprostać tym wymaganiom. Natomiast instalacje fotowoltaiczne – zarówno projekty farmowe, jak i przydomowe instalacje PV – powstają na bieżąco. W tym roku Polska przekroczy już 3 GW mocy zainstalowanych w fotowoltaice – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Majewski, członek zarządu ds. operacyjnych Edison Energia.

Według danych Polskich Sieci Energetycznych na początku października br. moc zainstalowana instalacji fotowoltaicznych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) wyniosła 2682,7 MW. To oznacza wzrost o 166,3 proc. rok do roku i o 6,1 proc. w skali miesiąca.

Instytut Energetyki Odnawialnej prognozuje z kolei, że ta branża ma przed sobą świetlaną przyszłość. W 2025 roku moc zainstalowana PV w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym sięgnie już 7,8 GW, podczas gdy jeszcze w 2014 roku wynosiła zaledwie 20 MW. Pod względem przyrostu nowych mocy Polska plasuje się w tej chwili na piątym miejscu w UE i jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków.

– Fotowoltaika w Polsce będzie się rozwijać jeszcze przez wiele lat. Tylko w segmencie prosumenckim w tym momencie instalacje PV są zainstalowane w ok. 300 tys. gospodarstw domowych w Polsce. Natomiast domów jednorodzinnych i dwurodzinnych mamy w kraju ponad 5 mln. To oznacza, że jest jeszcze ogromny potencjał, żeby te instalacje pojawiały się na kolejnych budynkach – mówi członek zarządu Edison Energia..

Boom na instalacje fotowoltaiczne w Polsce napędziły m.in. nowelizacja ustawy o OZE zmieniająca definicję prosumenta, spadek cen paneli PV i obniżenie stawki podatku VAT. Jednak przede wszystkim jest to zasługa rządowych dotacji w ramach programów takich jak Agroenergia czy Mój Prąd. Ten ostatni jest jednym z największych w Europie programów dofinansowania do prosumenckich instalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW.

– Fotowoltaika jest wspierana w różny sposób przez większość państw europejskich. Włochy w ramach programu pocovidowej odbudowy wdrożyły program wsparcia, w którym prosumenci otrzymują rabaty podatkowe lub dotacje w wysokości nawet do 110 proc. wartości instalacji. Z kolei w Belgii jest teraz wdrażany program podobny do Mojego Prądu, mimo że kraj ten jest dużo bardziej od nas zaawansowany pod względem liczby instalacji prosumenckich – mówi Bartosz Majewski.

Na początku listopada do NFOŚiGW wpłynął 200-tysięczny wniosek o dofinansowanie, który wyczerpał opiewający na 1 mld zł budżet programu Mój Prąd. Pula została jednak powiększona o dodatkowe 100 mln zł, co pozwoli skorzystać z dotacji jeszcze ok. 20 tys. gospodarstw domowych (nabór trwa do 18 grudnia br.). Łączna moc instalacji, które powstały dzięki programowi, to 1,2 GW.

– W tym momencie rozwój fotowoltaiki w Polsce jest wspierany głównie za pośrednictwem programu Mój Prąd, który, miejmy nadzieję, będzie kontynuowany w kolejnym roku. Drugą formą wsparcia jest ulga termomodernizacyjna, która zostaje utrzymana, z czego się bardzo cieszymy. I trzecią, być może najważniejszą, jest tzw. net metering, czyli system umożliwiający bilansowanie wyprodukowanej przez instalację domową nadwyżki energii z energią konsumowaną z sieci w czasie, kiedy nasza instalacja nie jest w stanie pokryć całego zapotrzebowania. To właśnie ten trzeci komponent, wprowadzony w 2016 roku, umożliwił rozwój fotowoltaiki prosumenckiej w Polsce na skalę, którą widzimy obecnie – ocenia członek zarządu Edison Energia.

Jak podkreśla, przydomowe instalacje PV są w Polsce coraz popularniejszym sposobem na produkowanie własnej energii. Połączenie ich z własną pompą ciepła daje gospodarstwom domowym możliwość jeszcze efektywniejszego wykorzystania energii wytworzonej przez instalację PV.

 Instalacja fotowoltaiczna produkuje energię elektryczną, która jest potrzebna do zasilenia produkcji ciepła przez pompę ciepła. Połączenie tych dwóch rozwiązań zapewnia więc jednocześnie darmowe ciepło i darmowy prąd ze słońca. To zapewnia jeszcze większe oszczędności na rachunkach – podkreśla Kamil Sankowski, członek zarządu ds. sprzedaży Edison Energia.

Firma Edison Energia jest jedną z najszybciej rozwijających się polskich spółek energetycznych, co miesiąc realizującą ponad 1,2 tys. instalacji PV. Niedawno zawarła też partnerstwo technologiczne z producentem pomp ciepła, marką Buderus, należącą do największego producenta systemów grzewczych w Europie – Grupy Bosch Thermotechnik GmbH. Dzięki temu klienci będą mogli skorzystać z obu rozwiązań – czyli montażu instalacji PV i zintegrowanej z nią, własnej pompy ciepła – od jednego dostawcy. Co istotne, gospodarstwa domowe, które zechcą skorzystać z takiego pakietu, mogą liczyć na rządowe dofinansowanie.

 Fotowoltaika z pompą ciepła najlepiej sprawdzają się w domach jednorodzinnych i korzystają z nich najczęściej konsumenci, do których skierowane są programy Czyste Powietrze i Stop Smog. Mogą oni otrzymać wysokie dofinansowanie, żeby wymienić swoje stare źródło grzewcze właśnie na pompę ciepła. W ramach programu Czyste Powietrze mogą też otrzymać 5 tys. zł dotacji na instalację fotowoltaiczną. Całość dofinansowania możemy jeszcze powiększyć o ulgę termomodernizacyjną i wtedy dofinansowanie na obie technologie sięga nawet 50 proc. – wskazuje Kamil Sankowski.

Zaufanie globalnych inwestorów do rynków wschodzących jest w czasie pandemii ograniczone. Dla Polski może to oznaczać mniejsze inwestycje

Choć zadłużenie Polski na razie na tle innych krajów Europy nie jest wysokie, a ostatnie 30 lat było okresem gospodarczych sukcesów, inwestorzy wciąż z ograniczonym zaufaniem podchodzą do naszego rynku. Podobnie jak do innych krajów zaliczanych do grupy państw wschodzących. Dodatkowo trend ten nasiliła pandemia. Dlatego zdaniem prof. Stanisława Gomułki, byłego wiceministra finansów, rząd powinien uważać na poziom zadłużenia, by nie powtórzył się scenariusz grecki, i stosować się do wymagań Unii Europejskiej ws. praworządności. Obniżenie unijnego finansowania będzie bowiem skutkowało głębszą recesją.

– Prawdopodobnie w tym roku, a w przyszłym tym bardziej, przekroczymy konstytucyjny próg 60 proc. zadłużenia publicznego do PKB. Gdyby doszło do jeszcze większego przekroczenia, niż prognozuje Ministerstwo Finansów, np. 70, 80 czy 90 proc., to wtedy wchodzimy na tzw. ścieżkę grecką z bardzo niedobrymi konsekwencjami, z bardzo silnym wzrostem kosztu obsługi długu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club. – Jesteśmy jeszcze daleko od tego, co się stało w Grecji w roku 2008, ale tam wówczas przyszła pomoc ze strony Europejskiego Banku Centralnego, a Polska nie jest członkiem strefy euro i nie może liczyć na tego rodzaju pomoc.

Na koniec II kwartału 2020 roku dług publiczny Polski wyniósł 1,256 bln zł, o ponad 200 mld zł więcej niż rok wcześniej. To według wyliczeń Eurostatu 55,1 proc. PKB. Na skutek pandemii i lockdownów znowelizowana ustawa budżetowa przewiduje w tym roku 109,3 mld zł deficytu (choć premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że będzie prawdopodobnie niższy, nie podając jednak konkretnych kwot). Na 2021 rok rząd założył w budżecie niedobór nie wyższy niż 82,3 mld zł. Ponieważ przed koronawirusem zakładano na bieżący rok osiągnięcie równowagi między dochodami i wydatkami państwa, tylko w ciągu tych dwóch lat sam rządowy dług może wzrosnąć o niemal 200 mld zł.

Pomoc w odbudowie, jaką oferuje Unia Europejska, jest znaczna i bardzo ważne, żeby z niej w pełni skorzystać. Dlatego Polska powinna ściśle współpracować z Komisją Europejską i Parlamentem Europejskim – mówi główny ekonomista Business Centre Club. – Pogorszenie relacji między Polską a UE może być jednym z czynników osłabiających możliwości obronne gospodarki kraju.

Unijny budżet na lata 2021–2027 wraz z Funduszem Odbudowy opiewa na przeszło 1,8 bln euro. Część unijnych krajów domaga się jednak powiązania wypłat lub ich wysokości z przestrzeganiem praworządności, a tu Bruksela ma do Polski (i Węgier) wiele zastrzeżeń, takich jak choćby naruszenie trójpodziału władzy czy sposób powołania sędziów TK. Jeśli to powiązanie stanie się faktem, polski rząd zapowiedział zdecydowany sprzeciw i zawetowanie budżetu. To może wpłynąć na postrzeganie Polski przez inwestorów globalnych. Tym bardziej że nawet pomimo sukcesów, jakie polska gospodarka osiągnęła w ciągu ostatnich 30 lat, nasz kraj wciąż zaliczany jest przez nich do tzw. rynków wschodzących. Zagraniczni inwestorzy z dystansem patrzą na Warszawę, co widać choćby po wycenie akcji polskich spółek czy kursie złotego w dłuższej perspektywie.

WIG20, indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie, jest obecnie na poziomie ok. 1800 punktów, nie tylko bardzo odległym od rekordowych niemal 4 tys. z października 2007 roku, ale też o 1 tys. punktów niżej niż jeszcze w styczniu 2018 roku. Indeks szerokiego rynku WIG, choć lepiej sobie poradził z odrobieniem strat po 2008 roku, też w ciągu niecałych trzech lat stracił ponad 27 proc. Złoty natomiast przez trzy lata osłabił się do euro o ponad 7 proc., a wobec dolara o ponad 6 proc.

Jesteśmy krajem o ograniczonym zaufaniu na rynkach międzynarodowych. W dalszym ciągu nasze bogactwo, zarówno finansowe, jak i rzeczowe, jest dużo mniejsze w relacji na mieszkańca niż w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, bo odnieśliśmy duży sukces w odbudowie naszego PKB, ale jeszcze nie w odbudowie naszego bogactwa – wyjaśnia prof. Stanisław Gomułka. – Zmniejszanie się wyceny akcji polskich przedsiębiorstw w znacznej skali jest sygnałem, że na światowych rynkach finansowych nasza wiarygodność nie jest wysoka. Dlatego skutki tej pandemii są silniejsze w Polsce niż w innych krajach.

Od początku marca br. WIG20 zanotował spadek o 23 proc., a WIG – o 14 proc. Złoty osłabił się do euro o niecałe 4 proc., a do dolara – o mniej niż 3 proc. W pierwszych dwóch miesiącach pandemii osłabienie było jednak dwa razy silniejsze.

Według zestawienia GfK Polonia siła nabywcza statystycznego Polaka w 2020 roku plasuje nasz kraj na 28. miejscu spośród 42 państw europejskich i stanowi równowartość 7143 euro. Średnia dla wszystkich branych pod uwagę krajów wynosi niemal dwa razy tyle: 13 894 euro. Nawet w najbogatszej Warszawie dochód nie sięga takiego poziomu (12 120 euro). Tymczasem najzamożniejsi na kontynencie mieszkańcy Liechtensteinu mają do dyspozycji 64 240 euro. Silniejsze skutki pandemii oznaczają zaś, że pogoń za najbogatszymi ulegnie spowolnieniu.

 – W opinii ekonomistów spadki inwestycji w tym roku są między 10 a 20 proc., a inwestycje już wcześniej nie były wysokie. Jeżeli będą utrzymywać się na niskim poziomie, oznacza to ograniczone tempo wzrostu gospodarczego w najbliższych kilku latach – ostrzega prof. Stanisław Gomułka. – Liczymy jednak na to, że pojawienie się odpowiednich szczepionek oraz poprawa sytuacji w Europie i na świecie od połowy przyszłego roku spowodują, że będziemy mieć odbicie pozwalające na powrót do tego, co było w roku 2019. Zatem przez dwa lata będziemy mieć średnio zerowy wzrost gospodarczy ze wszystkimi tego konsekwencjami.

W czasie pandemii wzrosty obciążenia sieci sięgają 50 proc. Rośnie zapotrzebowanie na technologię światłowodową

Lockdown i gwałtowny wzrost obciążenia sieci spowodowany m.in. powszechną nauką i pracą zdalną był stress testem dla operatorów i infrastruktury telekomunikacyjnej. W sieci Orange ruch wzrósł w szczytowym momencie o ponad połowę, a w sieci mobilnej o ¼. Jak pokazują dane operatora, w kryzysowych warunkach swoją przewagę pokazał światłowód, który pozwolił użytkownikom przesyłać o ok. 30 proc. więcej danych niż starsze technologie dostępu do internetu. – Na inwestycje w sieć światłowodową przeznaczamy 700–800 mln zł rocznie – mówi Maciej Nowohoński, członek zarządu Orange Polska. W  zasięgu tej technologii jest już prawie 5 mln gospodarstw domowych w Polsce.

W czasie lockdownu spowodowanego pandemią COVID-19 prywatne i zawodowe życie Polaków przeniosło się do sieci. Jak pokazało lipcowe badanie IMAS International na zlecenie KRD, ponad połowa z nas (56,5 proc.) w czasie pandemii częściej sięga po telefon, a podobny odsetek (54,3 proc.) częściej korzysta z internetu. Czas spędzany w sieci bądź z komórką w dłoni wydłużył się najczęściej o 2-4 godziny.

Z wrześniowego badania Dentsu Aegis wynika natomiast, że w pandemicznych miesiącach wzrosło korzystanie z mediów, w tym społecznościowych i digitalowych. Tutaj także ponad połowa Polaków (56 proc.) przyznała, że obecnie częściej korzysta z komunikatorów takich jak np. Messenger, 27 proc. częściej prowadzi wideorozmowy (np. poprzez Skype’a lub Zooma), a 15 proc. wykorzystuje internet do nauki online. Częstsze korzystanie z sieci wynika też z pracy zdalnej, a – jak pokazało badanie Dentsu – w ciągu ostatnich sześciu miesięcy na home office pracowało 46 proc. Polaków.

Gwałtowny wzrost obciążenia sieci był wyzwaniem dla infrastruktury telekomunikacyjnej wszystkich operatorów. W pierwszych dniach lockdownu – po wprowadzeniu powszechnej nauki i pracy zdalnej – ruch w sieci Orange wzrósł w szczytowym momencie o ponad połowę, a w sieci mobilnej o ¼.

– Obie sieci sprawdziły się doskonale, m.in. dzięki temu, że są odpowiednio doinwestowane. Tyko na inwestycje w sieć światłowodową przeznaczamy 700800 mln zł rocznie, a kolejnych kilkaset milionów inwestujemy w sieci mobilne. Ta sytuacja była dla nas testem, który zdaliśmy znakomicie, ale też jeszcze bardziej podkreśliła istotną rolę, jaką odgrywa w tej chwili w Polsce sieć światłowodowa – mówi Maciej Nowohoński.

Chociaż w ostatnich latach operatorzy telekomunikacyjni prowadzili wielomiliardowe inwestycje w sieci, wspierane przez środki i programy unijne, to lockdown i zdalne lekcje pokazały, że nadal w wielu miejscach Polski dostęp do szerokopasmowego i stabilnego łącza wciąż pozostaje w sferze potrzeb. W kryzysowych warunkach przewagę okazał się mieć światłowód, pozwalając użytkownikom przesyłać średnio o 30 proc. więcej danych niż starsze technologie.

Przewagami światłowodu są też mniejsza energochłonność i ekologia. W przypadku sieci światłowodowej uśrednione zużycie energii elektrycznej na klienta FTTH (ang. fiber to the home) może być od kilku do nawet kilkunastu razy niższe niż w starszych technologiach stacjonarnego dostępu do internetu bazujących na miedzi. Dzięki możliwościom łączy optycznych do jednego urządzenia agregującego po stronie sieci (czyli technicznego zaplecza operatora) może być podłączonych więcej klientów, bez utraty jakości usługi. Co istotne, w miarę rozwoju światłowód staje się coraz bardziej efektywny. W tej chwili aby zapewnić szybki internet za pośrednictwem światłowodu Orange potrzeba czterokrotnie mniej energii niż jeszcze w 2015 roku, kiedy operator wprowadził tę technologię na rynek.

– Około połowa gospodarstw domowych w Polsce ma dziś dostęp do szybkiego internetu o przepustowości co najmniej 100 MB/s. Można więc powiedzieć, że jesteśmy w połowie drogi. Światłowód to technologia, która na dzisiaj jest najlepszym rozwiązaniem w zakresie dostępu do internetu. Jest nie tylko dobrze dostosowany do naszych potrzeb, ale też bardzo wydajny i proekologiczny, bo zużycie energii jest nawet do kilkunastu razy mniejsze niż w podobnych systemach rozwijanych w technologiach kablowych czy miedziowych – podkreśla członek zarządu ds. rynku hurtowego i sprzedaży nieruchomości w Orange Polska.

W tej chwili światłowód od Orange jest dostępny w 152 miejscowościach w Polsce, korzysta z niego ponad 660 tys. klientów, a w zasięgu sieci jest już ponad 4,8 mln gospodarstw domowych. Ta technologia cieszy się na polskim rynku rosnącą popularnością, zwłaszcza wśród mieszkańców mniejszych miejscowości i wsi.

– Przed nami wyzwanie, żeby w następnych latach dotrzeć ze światłowodem do kolejnych gospodarstw domowych. Potrzebna jest współpraca między podmiotami państwowymi i prywatnymi, bo obszary, które nie zostały jeszcze objęte zasięgiem światłowodu, są po prostu trudniejsze, m.in. geograficznie – wskazuje Maciej Nowohoński.

W mniejszych miejscowościach, liczących poniżej 10 tys. mieszkańców, ze światłowodu od Orange korzysta blisko co piąte gospodarstwo domowe znajdujące się w zasięgu tej usługi. Dla porównania na koniec czerwca br. w całej sieci światłowodowej Orange Polska ten wskaźnik wyniósł ok. 14 proc.

– Dostęp do internetu światłowodowego ma już prawie 1/3 gospodarstw domowych w Polsce. Ta technologia cieszy się coraz większą popularnością, bo obecnie jest najlepszym dostępnym rozwiązaniem. Pandemia i jej skutki tylko wzmocniły popyt na te usługi – podkreśla członek zarządu Orange Polska.

Ryzyko pełnego lockdownu na razie słabnie. WHO w Polsce: Możliwe, że będzie konieczny na określonych obszarach

– COVID-19 ma duży wpływ nie tylko na zdrowie, ale również na życie społeczne i gospodarkę. W poszukiwaniu strategii powinniśmy brać pod uwagę wszystkie te aspekty, ponieważ dobrostan społeczeństwa również jest bardzo istotny – mówi dr Paloma Cuchi, przedstawicielka WHO w Polsce. Jak podkreśla, pełny lockdown powinien być ostatecznością i jest to tylko jedno z wielu narzędzi w walce z koronawirusem. Sytuacja w tej chwili nie przypomina jednak wiosennej fali pandemii, a stan wiedzy na temat SARS-CoV-2 jest dużo lepszy, dzięki czemu nie ma potrzeby wprowadzania pełnego zamrożenia gospodarki i życia społecznego. Może jednak okazać się to konieczne na wybranych, lokalnych obszarach, żeby nie dopuścić do przeciążenia systemu ochrony zdrowia.

– W Europie ponownie mamy do czynienia ze wzrostem zachorowań. W ostatnim tygodniu odnotowano prawie 2 mln nowych przypadków. W pewnych okolicznościach jest potrzeba wprowadzenia lockdownu stosownie do sytuacji, aby odciążyć system opieki zdrowotnej i aby zapewnić chorym dobrą opiekę – mówi agencji Newseria Biznes dr Paloma Cuchi, przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

Po gwałtownym wzroście liczby nowych zakażeń COVID-19 na przełomie ubiegłego miesiąca rząd wprowadził od 7 listopada nowe restrykcje, które objęły m.in. zamknięcie galerii handlowych i placówek kultury oraz nauczanie zdalne dla uczniów klas 1-3 szkół podstawowych. Ogłaszając nowe restrykcje, premier Mateusz Morawiecki mówił, że „krok za tą granicą jest tylko narodowa kwarantanna”. Według rządowych założeń ta ma zostać wprowadzona, kiedy liczba nowych zakażeń przekroczy 70–75 na każde 100 tys. mieszkańców (średnia z ostatniego tygodnia to około 60–65).

– Jeśli chodzi o lockdown i sytuację w Polsce, to odpowiednimi podmiotami, które powinny decydować o stosowanych środkach, są władze lokalne, ponieważ to one wiedzą, jakie środki są najbardziej skuteczne – mówi przedstawicielka WHO w Polsce.

Jak podkreśla, pełny lockdown powinien być ostatecznością i jest to tylko jedno z wielu dostępnych narzędzi w walce z rozprzestrzenianiem się SARS-CoV-2.

– Z pewnością nie jest to narzędzie pierwszego wyboru – mamy do dyspozycji środki zapobiegawcze, takie jak noszenie maseczek, częste mycie rąk etc. Co bardzo istotne, mamy również do dyspozycji śledzenie kontaktów osób chorych, identyfikację osób z potwierdzonym zakażeniem, kwarantannę oraz izolację. Do walki z koronawirusem służą nam także badania nad szczepionkami, nowymi metodami leczenia, a w szczególności szkolenia pracowników służby zdrowia pod kątem zapewniania pacjentom lepszej opieki – mówi.

Zgodnie z informacjami podawanymi przez rząd nowy lockdown – jeżeli zajdzie potrzeba jego wprowadzenia – nie będzie przypominał tego wiosennego, z pierwszej fali pandemii. Dalsze obostrzenia miałyby polegać raczej na ograniczaniu kontaktów społecznych i mobilności obywateli niż wstrzymywaniu działalności przedsiębiorstw, ponieważ to mogłoby zbyt mocno uderzyć w kondycję gospodarki.

– Nie możemy porównywać poprzedniego lockdownu z dzisiejszymi ograniczeniami. W marcu, kiedy pojawiły się pierwsze lockdowny, nie mieliśmy tej wiedzy, którą już mamy dzisiaj. Teraz może nie być potrzeby stosowania tak ostrych środków. Przykładowo może wystąpić konieczność wprowadzenia lockdownu tylko na określonym obszarze w sytuacji nagłego wzrostu zachorowań – mówi dr Paloma Cuchi.

Przedstawicielka WHO w Polsce podkreśla, że ze względu na to, że COVID-19 ma duży wpływ nie tylko na zdrowie, ale i życie społeczne oraz gospodarki poszczególnych państw, dobierając narzędzia do walki z nim, rządy muszą uwzględniać również pozazdrowotne aspekty.

– Dobrostan społeczeństwa również jest ważnym elementem. Nie przewidujemy, aby sytuacja miała stać się na tyle przytłaczająca, żeby kraje musiały powrócić do stanu z poprzedniej fazy pandemii. Miejmy nadzieję, że dzięki zrównoważeniu kwestii społecznych, zdrowotnych i gospodarczych będziemy w stanie odpowiednio reagować na zmieniającą się sytuację – mówi.

Na całym świecie liczba przypadków zakażenia SARS-CoV-2 wynosi już blisko 56 mln, z powodu COVID-19 zmarło dotąd 1,34 mln chorych. Łączny bilans zakażeń w Polsce wynosi dotąd ok. 863 tys. przypadków, a liczba zmarłych z powodu COVID-19 przekroczyła już 13 tys.

– Wytyczne WHO nie zmieniły się zasadniczo od początku pandemii. Środki, jakie wprowadziliśmy, nadal obowiązują. Bardzo ważne jest wykrywanie nowych przypadków zachorowań i ukierunkowane testowanie, wprowadzanie kwarantanny, stosowanie środków ochrony i przekazywanie informacji opinii publicznej. Nie ma potrzeby zmiany tych wytycznych, ale należy je wdrażać skuteczniej i bardziej kompleksowo, przy wsparciu wszystkich grup społeczeństwa. To bardzo ważne. Mamy strategie, dysponujemy nowymi informacjami na temat zachorowań i odporności na wirusa, dysponujemy nowymi testami i szczepionkami. Koordynacja działań jest na bardzo dobrym poziomie, więc teraz musimy skupiać się na ich wdrażaniu – mówi dr Paloma Cuchi.

Uber, Tesla i 26 innych firm zawiązuje nowe stowarzyszenie. Głównym celem przyspieszenie konwersji na transport zeroemisyjny

Elektromobilność staje się coraz popularniejszym trendem. Tylko w 2020 roku sprzedane zostaną 24 mln pojazdów elektrycznych. 90 proc. z nich to jednak pojazdy jednośladowe, takie jak hulajnogi czy skutery. Auta elektryczne są wciąż mało popularne wśród konsumentów. Zmienić chce to nowo zawiązane amerykańskie stowarzyszenie ZETA, które zrzesza 28 firm działających w branży transportu zeroemisyjnego, takich jak Uber, Siemens, Lucid Motors, Rivian czy Tesla. To pierwsza koalicja branżowa, której celem jest  przyspieszenie pełnego przejścia na elektromobilność do 2030 roku.

Według szacunków IDTechEx w 2020 roku zostaną sprzedane łącznie 24 mln pojazdów elektrycznych, z czego jednak 90 proc. to pojazdy jednośladowe. Elektryczne auta to wciąż niewielki odsetek.

– Po raz pierwszy w naszym pokoleniu transport jest głównym emitentem emisji dwutlenku węgla w Stanach Zjednoczonych. Dzięki zastosowaniu pojazdów elektrycznych decydenci federalni mogą wspierać innowacje, tworzyć setki tysięcy nowych miejsc pracy oraz poprawiać jakość powietrza i zdrowie publiczne – podkreśla Joe Britton, dyrektor Zero Emission Transportation Association.

Działalność stowarzyszenia ma się koncentrować wokół pięciu zasadniczych filarów, w obrębie których członkowie chcieliby wpływać na kształtowanie polityki USA. Pierwszym jest wzmocnienie zachęt dla osób decydujących się na zakup pojazdu zeroemisyjnego. Drugi to wpływ na cele w zakresie emisji. ZETA dąży również do tego, by rząd federalny wzmocnił inwestycje w infrastrukturę stacji ładowania, a także tak kształtował politykę, by zachęcać przedsiębiorców do tworzenia miejsc pracy w całym łańcuchu dostaw i cyklu życia pojazdów elektrycznych, od materiałów aż po gotowe pojazdy.

Stany Zjednoczone chcą w ten sposób utrzymać pozycję światowego lidera branży elektromobilności.

– Kolejna dekada będzie miała kluczowe znaczenie dla wdrażania polityki zeroemisyjności, która przyspieszy przejście na pojazdy elektryczne – podkreśla Joe Britton. – Ten segment już teraz zatrudnia w Stanach Zjednoczonych setki tysięcy osób, ale jego dalsze wspieranie jest kluczowe, by wygrać globalny wyścig o nową, czystą ekonomię transportu.

W Polsce konwersja na elektromobilność będzie przebiegała dużo wolniej. Zgodnie z Planem Rozwoju Elektromobilności do 2025 roku po naszych drogach ma jeździć milion samochodów elektrycznych. Dla porównania, według danych z systemu Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, w samym tylko 2019 roku zarejestrowano ogółem niemal 2 mln samochodów.

Analitycy KBV Research przewidują, że do 2025 roku wielkość światowego rynku elektromobilności osiągnie wartość 478,9 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 24,7 proc. Jak wskazują autorzy raportu, na takie kształtowanie się wzrostu przychodów branży decydujący wpływ będą miały takie czynniki jak wdrażanie krajowych regulacji w zakresie promowania elektromobilności, a także spadający koszt baterii litowo-jonowych, dzięki czemu auta elektryczne będą się stawały coraz bardziej przystępne cenowo.

Żywność przyszłości będzie produkowana ekologicznie, a przy tym bogata w składniki odżywcze. Przed wejściem na europejski rynek czeka ją długi proces certyfikacji

Innowacje i technologie wkraczają do świata żywności. Trwają prace nad stworzeniem pełnowartościowych posiłków w formie tabletek. Coraz więcej mówi się o drukowaniu żywności w 3D. Można też wyhodować mięso bogate w białko wyłącznie z komórek. Przyszłością jednak jest żywność wyprodukowana bez szkody dla środowiska naturalnego, ograniczenie zużycia wody i niemal całkowita rezygnacja z plastiku. Powstają więc opakowania, które można skonsumować. Coraz częściej na rynek trafiają też nowe produkty, które mogą mieć korzystny wpływ na nasze zdrowie.

– Przemysł żywieniowy podąża przede wszystkim w kierunku zmniejszenia oddziaływania na środowisko naturalne. Tworzymy coraz bardziej wydajne sposoby produkowania żywności, przechodzimy z produkcji zwierzęcej na produkcję bakteryjną. To o wiele bardziej efektywne. Obecnie krowa jest dużym bioreaktorem, który służy do produkcji mleka, ale prawdopodobnie za kilka–kilkanaście lat mleko będziemy produkować w dużych reaktorach biochemicznych. Będą to robiły bakterie, zużywając znacznie mniej energii i innych zasobów – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Jandziak, prezes VitaSynth.

Jeszcze kilka lat temu głośno było o tabletkach, które w przyszłości będą mogły zastąpić pełnowartościowe posiłki. Teoretycznie mogłoby wystarczyć kilka tabletek, aby dostarczyć odpowiednie ilości kalorii, witamin i substancji odżywczych. Choć pomysłu jeszcze całkowicie nie odrzucono, wszystko wskazuje na to, że przyszłość będzie inna. Coraz częściej do produkcji żywności wykorzystuje się druk 3D. W tym zakresie są już pierwsze sukcesy – amerykańscy piekarze wydrukowali np. jadalne dekoracje na tort weselny. Także mięso roślinne jest drukowane w 3D. Niemiecka firma wykorzystała zaś drukarki 3D do stworzenia posiłków dla seniorów, którzy mają trudności z przetworzeniem stałych pokarmów.

Żywność jest też coraz bardziej ekologiczna, do jej produkcji zużywa się mniej wody i energii, a przy tym staje się łatwiej dostępna.

– Trudno powiedzieć, czy wymyślimy coś zupełnie nowego. Na pewno ochrona środowiska, dbałość o planetę, zmniejszenie zużycia plastiku to są trendy, które dominują wśród producentów żywności, bo tego oczekują konsumenci – tłumaczy Piotr Jandziak.

Innowacyjna żywność to też ta łatwiej dostępna, w każdym miejscu świata, a przy tym dopasowana do zmieniającego się trybu życia. Stąd popularność gotowych dań, do których przygotowania wystarczy kilka minut.

– Wszystko to, co pojawia się na półkach sklepów typu convenience store, charakteryzuje się łatwością konsumpcji, możliwością spożywania w biegu, łatwością przygotowania, a także różnorodnością składników – wskazuje ekspert.

Zgodnie z unijnymi przepisami nowa żywność to ta, która nie była spożywana w znacznym stopniu przez ludzi w UE przed 1997 rokiem, kiedy weszło w życie pierwsze rozporządzenie w jej sprawie. Może to być nowo opracowana, innowacyjna żywność, wyprodukowana przy użyciu nowych technologii i procesów produkcyjnych.

Przykłady novel food obejmują nowe źródła witaminy K, ekstrakty z istniejącej żywności (np. bogaty w fosfolipidy olej z kryla antarktycznego) czy produkty rolne z krajów trzecich (nasiona chia, sok owocowy noni) i żywność poddana działaniu promieniowania UV. Przed wprowadzeniem jej na rynek konieczna jest zgoda UE.

– Novel food to bardzo szczegółowa regulacja unijna, która chroni konsumentów przed ryzykiem związanym z wprowadzeniem nowych składników żywności na rynek. Producenci takich nowych składników muszą przygotować szczegółowe badania, zwłaszcza toksykologiczne, a także analizę ryzyka związaną z wprowadzeniem takiego składnika do żywności. Około 10 lat temu taki proces weryfikacji przeszła np. witamina K2 – mówi Piotr Jandziak.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 23.11-27.11.2020

Powszechnym przekonaniem na rynkach jest, że przyszły rok będzie lepszy, ale optymizm jest hamowany przez niepewność, jak bardzo pogorszy się sytuacja bieżąca. W międzyczasie spory polityczne po obu stornach Atlantyku blokują pomoc fiskalną, podczas gdy wskaźniki gospodarcze tracą wzrostowy impet. Zatrzymanie na szczytach rodzi ryzyko korekty, szczególnie w tygodniu skróconym w USA przez Święto Dziękczynienia.

Przyszły tydzień: zaufanie konsumentów i zamówienia z USA, dochody/wydatki Amerykanów, minutki FOMC, PMI z Eurolandu/Wlk. Brytanii, brexit, Riksbank

USA

W USA pięciodniowy tydzień publikacji upakowany jest w pierwsze trzy w związku ze Świętem Dziękczynienia w czwartek. Wstępne PMI (pon) prawdopodobnie wykażą spadek względem poprzedniego miesiąca, ale niewielki z uwagi na brak nowych restrykcji w okresie badania. Indeks zaufania konsumentów (wt) prawdopodobnie obniży się ze względu na polityczną niepewność po wyborach i wzrost liczby zakażonych COVID-19. Zaraportowany silny wzrost produkcji przemysłowej w październiku przemawia za równie mocnym odczytem zamówień na dobra trwałe (śr). Dochody Amerykanów (sr) kurczą się przez ograniczenia transferów publicznych, przez co też spadają wydatki – sugeruje to słaba sprzedaż detaliczna w ubiegłym miesiącu. W minutkach FOMC (śr) intersujące będą szczegóły dyskusji na temat przyszłości programu skupu aktywów. Od czasu posiedzenia kilku członków wskazywało potrzebę wzmocnienia ekspansji monetarnej, potencjalnie przez skup aktywów. Protokół może wskazać, że część członków uzależnia decyzję o wzmocnieniu QE od pogorszenia w danych makro, co w obecnej sytuacji podnosi prawdopodobieństwo ruchu Fed w grudniu.

Strefa euro

Surowe obostrzenia i lockdowny na terenie Europy znajdą swoje odbicie w spadkach indeksów PMI (pon) z większym wpływem na sektor usługowy. Dane o mobilności wskazują na istotne spowolnienie aktywności, ale nie tak silne jak wiosną. Firmy są lepiej przygotowane na restrykcje, a lockdown nie uderzył tak mocno w sektor wytwórczy. W rezultacie efekty jesiennych restrykcji powinny być mniejsze niż wiosennych. Niezależnie od tego spadek indeksów poniżej granicy 50 pkt. tylko potwierdzi, że w IV kw. recesja wróciła do strefy euro. Niemiecki indeks Ifo (wt) prawdopodobnie potwierdzi pogorszenie się oceny sytuacji bieżącej, ale subindeks oczekiwań powinien już ujmować optymizm związany z rewelacjami o szczepionkach i mniejszą korektę względem października. Dane gorsze od oczekiwań będą osłabiać, choć na nich samych EUR/USD raczej nie wyrwie się z konsolidacji 1,18-1,19.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii odczyty PMI (pon) będą słabe, jak w całej Europie, szczególnie w usługach wraz z ujawnieniem się skutków drugiego lockdownu. Negocjacjom brexitu nie ma końca, a ostatnią przeszkodą stało się wykrycie COVID-19 u jednego z członków unijnego zespołu negocjacyjnego. Najnowsze przecieki mówią, że finał ma nastąpić na początku przyszłego tygodnia, ale w tym procesie wszystko jest możliwe. Bardziej prawdopodobne jest osiągnięcie porozumienia i rajd GBP, ale ryzyko negatywnego zaskoczenia jest nie do zignorowania.

Polska

Z Polski napłyną październikowe dane o sprzedaży detalicznej (pon), podaży pieniądza (wt) i stopie bezrobocia (czw), ale dobre dane za ubiegły miesiąc straciły na znaczeniu, kiedy istotniejsza jest skala spowolnienia w listopadzie i grudniu w związku z zarządzonymi restrykcjami. Wraz z malejącym ryzykiem narodowej kwarantanny schodzi ze złotego premia za ryzyko, co może sprowadzić EUR/PLN do 4,45, ale warunkiem koniecznym jest utrzymanie co najmniej neutralnego klimatu na rynkach zewnętrznych.

Szwecja

Przed posiedzeniem szwedzkiego Riksbanku (czw) konsensus zakłada brak zmian w polityce pieniężnej. W ostatnich wystąpieniach przedstawiciele banku prezentowali dość pesymistyczne nastawienie, co podnosi ryzyko po stronie gołębich zaskoczeń, choć dane z rynku pracy (lepsze od prognoz Riksbanku) i perspektywa szczepionki powinny przemawiać za utrzymaniem status quo. Jeśli SKE otrzyma pretekst do osłabienia, nie powinien być to trwały ruch.

Australia i Nowa Zelandia

Bilans handlowy z Nowej Zelandii (śr) i wydatki inwestycyjne przedsiębiorstw z Australii (czw) to ważne składniki wzrostu gospodarczego obu krajów, ale dane historyczne mogą mieć teraz mniejszą istotność dla NZD i AUD, które podlegają pod globalne wahania nastrojów. Przy zdefiniowanym nastawieniu banków centralnych na kilka miesięcy do przodu, głównym motorem dla kiwi i aussie będzie trwałość rajdu ryzyka i presja na sprzedaż USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wicepremier Jarosław Gowin spotkał się z przedsiębiorcami podczas posiedzenia Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP

W dniu 20 listopada br. odbyło się XIX posiedzenie Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców z udziałem Wicepremiera, Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii Jarosława Gowina, Rzecznika MŚP Adama Abramowicza oraz kilkuset przedsiębiorców. Tematem spotkania była sytuacja gospodarcza w trakcie epidemii koronawirusa, propozycje zmian systemowych składanych w ramach tzw. Dziesiątki Rzecznika MŚP oraz bieżące problemy przedsiębiorców.

Na wstępie spotkania Wicepremier Jarosław Gowin przychylnie ocenił postulaty „Dziesiątki Rzecznika MŚP”. Absolutnie podzielam tę filozofię w ekonomii i w gospodarce, ten kierunek działania, który zawarty jest w Dziesiątce Rzecznika – powiedział Jarosław Gowin. Jest ona w duchu gospodarki opartej na prywatnej własności, prostym prawie, niskich podatkach i swobodnej konkurencji. Jesteśmy jako Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii zwolennikami takiego sposobu myślenia – dodał.

W dalszej części spotkania Jarosław Gowin  jeszcze raz podkreślił, że jest przeciwny całkowitemu  zamknięciu gospodarki. Zapowiedział, że rząd już wkrótce przedstawi plan odmrażania branż na najbliższe tygodnie, uzależniony jednak od aktualnej sytuacji epidemicznej. Zaznaczył również, że należy wspomóc tych przedsiębiorców, którzy przez obostrzenia nie mogą normalnie prowadzić działalności gospodarczej. Prawdopodobnie podczas prac w Senacie rozszerzymy liczbę branż objętych Tarczą Branżową. Dla turystyki, gastronomii, hoteli może przygotujemy osobny pakiet pomocy na zachowanie i restart – wspomniał w swoim wystąpieniu.

To odpowiedź na apele Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Adama Abramowicza, który postuluje rozszerzenie branż objętych pomocą.

– Przygotowałem listę 40 kodów PKD, które naszym zdaniem niesłusznie zostały pominięte przy przyznawaniu pomocy. Sejm przychylił się tylko do dodania jedynie 5 kodów PKD z tej listy. Liczymy, że kolejne kody będą ujęte w poprawkach Senatu lub rozporządzeniu, którego wydanie umożliwia aktualnie procedowana ustawa – powiedział podczas posiedzenia Rady Przedsiębiorców Adam Abramowicz.

Na spotkaniu zapewniono także o kontynuowaniu prac nad projektem nowelizacji ustawy o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Trafi ona już wkrótce na posiedzenie rządu, a następnie pod obrady parlamentu. Projekt daje Rzecznikowi MŚP możliwość występowania w interesie przedsiębiorców w sprawach cywilnych dotyczących ubezpieczeń społecznych.

Przemysł nie poddaje się drugiej fali pandemii

Październik przyniósł relatywnie dobre wieści z przemysłu. Produkcja sprzedana wzrosła o 1% r/r i 3,7% m/m – podał GUS.

Po korekcie o czynniki sezonowe (m.in. liczbę dni roboczych) produkcja wzrosła odpowiednio o 3,8% r/r i 1,6% m/m. Dodatni wzrost w perspektywie roku notuje m.in. przetwórstwo przemysłowe (1,7% r/r). To bardzo dobry znak. Na tle usług przetwórstwo pozostaje więc relatywnie odporne na skutki pandemii.

Nie oznacza to automatycznie, że wszystkie branże mogą wykazać się dynamiką wzrostu w skali roku – wręcz przeciwnie: udział takich jest wciąż niski – 56% branż, 73,8% wartości dodanej. Najlepiej wśród nich radziły sobie takie działy przemysłu jak: produkcja urządzeń elektrycznych (wzrost o 17,4% r/r) oraz elektronicznych (8,2%), a także wyroby z drewna (7,4%), mebli (5,5%) i tekstyliów (7,1%).
Duży spadek odnotowała z kolei produkcja maszyn i urządzeń (-14,3% r/r). W ślad za zmianami konsumpcji, ujawniają się wzorce popytu na produkty przetwórstwa. O ile produkcja dóbr konsumpcyjnych trwałych wzrosła (7,8% r/r), o tyle dóbr inwestycyjnych – spadła (1,4% r/r). Struktura produkcji sugerowałaby, że eksport pozostaje motorem naszej gospodarki.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

PKN ORLEN planuje zakup za ok. 89 mln zł największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce

PKN ORLEN umacnia pozycję na rynku przewozów drogowych oraz inwestuje w rozwój i optymalizację procesów logistycznych. Jednym z elementów strategii w tym obszarze jest zakup spółki OTP – największego przewoźnika drogowego paliw płynnych w Polsce. Powstał on na bazie aktywów ORLEN Transport, którego sprzedaż do Grupy Trans Polonia została zainicjowana w listopadzie 2015 r. Transakcja umożliwi wzrost efektywności dotychczasowych procesów logistycznych w całej Grupie ORLEN. Z kolei pozostawienie marży przewoźnika w strukturach Koncernu pozwoli na ograniczenie kosztów. Przejęcie doświadczonego podmiotu z wysokimi kompetencjami w obszarze przewozów drogowych to efekt wnikliwych analiz branży transportowej i zachodzących w niej zmian w ostatnich latach. Wartość transakcji szacowana jest na ok. 89 mln zł. trans polonia

– Logistyka to jeden z najbardziej kapitałochłonnych obszarów działalności firm. Dlatego każda optymalizacja kosztów w tym zakresie korzystnie przekłada się na osiągane wyniki. W ramach Grupy ORLEN na bieżąco prowadzimy integrację procesów logistycznych i szukamy nowych rozwiązań, które umocnią naszą pozycję na konkurencyjnym rynku i zwiększą jakość usług. Proces dezinwestycji spółki transportowej Grupy ORLEN realizowany był jeszcze w 2015 r. Dziś widzimy, że tworzenie własnych kompetencji w tym obszarze to skuteczny sposób na rozwój aktywów logistycznych, zwiększanie konkurencyjności i optymalizację kosztów. Stąd nasza decyzja o odzyskaniu perspektywicznych aktywów i zakupie przewoźnika drogowego – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Zakup OTP jest spójny z zakładanymi kierunkami rozwoju oraz celami strategicznymi logistyki Grupy ORLEN. Rozbudowa własnych zasobów transportowych pozwoli na zachowanie pełnej kontroli nad produktem w całym łańcuchu logistycznym. Pozwoli też uzyskać wysoką elastyczność operacyjną w zależności od sytuacji podażowo-popytowej na rynku. Uzyskany efekt skali umożliwi zwiększenie synergii w segmencie transportu drogowego pomiędzy spółkami z Grupy ORLEN. Ograniczone zostaną także koszty transportu poprzez wzrost utylizacji floty.

Celem PKN ORLEN jest wzmocnienie pozycji na rynku przewozów drogowych. Dalszy rozwój spółki transportowej będzie możliwy dzięki poszerzeniu zakresu działalności w obszarze LPG, JET oraz sprzedaży hurtowej paliw, a także o dodatkowe grupy produktowe. Plany i strategia rozwoju logistyki Grupy ORLEN pozostawiają przestrzeń do współpracy z przewoźnikami zewnętrznymi. Docelowy model zakłada dywersyfikację mocy transportowych i osiągnięcie optymalnego poziomu struktury floty własnej do zewnętrznej.

Spółka OTP od czasu wejścia do Grupy Trans Polonia była intensywnie rozwijana zdobywając większe doświadczenie i rozszerzając kompetencje w obszarze transportu drogowego. Decyzja o przejęciu doświadczonego przewoźnika przez PKN ORLEN to efekt wnikliwych analiz branży transportowej i zachodzących w ostatnich latach zmian na rynku transportu. Zbudowanie własnych kompetencji logistycznych w ramach Grupy ORLEN pozwoli skutecznie odpowiedzieć na obecne, nowe wyzwania związane np. z potrzebą skracania łańcucha dostaw, czy szybkiego dostosowania się do oczekiwań klientów. Transakcja wpisuje się również w prowadzone przez PKN ORLEN procesy akwizycyjne, szczególnie przejęcie Grupy LOTOS. Połączona baza logistyczna w przypadku realizacji procesu będzie wymagała dużo większej elastyczności po stronie Grupy ORLEN, którą może zapewnić właśnie własna flota. Docelowo PKN ORLEN planuje konsolidację transportu drogowego w ramach jednego wyspecjalizowanego podmiotu.

Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.
Dariusz Cegielski, Prezes Zarządu Trans Polonia S.A.

OTP funkcjonując w ramach Grupy Trans Polonia od 2016 r. konsekwentnie rozwijało kompetencje w zakresie przewozu płynnych produktów niebezpiecznych (ADR) – mówi Dariusz Cegielski Prezes Zarządu Grupy Trans Polonia. Spółka uczestniczyła w tym czasie w intensywnym wzroście wolumenu przewożonych produktów, co było wynikiem dobrej koniunktury gospodarczej i rozwoju rynku krajowego w zakresie konsumpcji paliw płynnych. Poza sektorem paliwowym, w Trans Polonii funkcjonują inne istotne dywizje, które wymagają dalszego rozwoju i otwierają przed spółką szereg możliwości dalszego funkcjonowania na rynku międzynarodowym. Spółka realizuje z powodzeniem strategię rozwoju opublikowaną w 2017 roku, która zakłada wieloletni program inwestycyjny, związany przede wszystkim z międzynarodową logistyką płynnych produktów chemicznych oraz międzynarodowymi przewozami intermodalnymi płynnych surowców.  Sprzedaż OTP wpłynie pozytywnie na realizację tych planów, ponieważ pozyskane ze sprzedaży środki finansowe pozwolą przyspieszyć realizację ww. celów.

Jako podmiot specjalizujący się w logistyce płynnych surowców, współpracujący z wieloma światowymi koncernami, szanujemy koncepcję PKN ORLEN, która będzie realizowana przy wykorzystaniu OTP. Cieszymy się iż Spółka znajdzie się w strukturach koncernu, dzięki czemu będzie mogła dalej prężnie się rozwijać – dodaje Prezes Cegielski.

Budowa własnych kompetencji przewozowych ułatwi też politykę kadrową w tym obszarze. Obecnie branża transportowa napotyka na trudności związane z deficytem kierowców autocystern na rynku pracy. Aż 40 proc. kierowców jest w wieku przedemerytalnym. Doświadczona kadra spółki OTP uzupełni zespół Grupy ORLEN i zyska możliwość dalszego rozwoju w silnej firmie o międzynarodowym znaczeniu.

Jednym z warunków zawieszających transakcję zakupu OTP przez PKN ORLEN będzie zgoda Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

OTP (dotychczas w Grupie Trans Polonia) jest jednym z największych w Polsce dostawców usług transportu drogowego. W 2019 r. spółka przewiozła prawie 6 mln m3 paliw, paliw lotniczych oraz LPG. Dysponuje nowoczesną flotą ponad 200 zestawów do przewozu towarów niebezpiecznych ADR klasy II i III. Zatrudnia blisko 700 pracowników, w tym ponad 550 kierowców. Przychody spółki w 2019 roku wyniosły 160,6 mln zł, EBITDA 36,1 mln zł, a zysk netto 13,3 mln zł. Przychody OTP generowane są głównie w oparciu o długoterminowe umowy z Grupą ORLEN i innymi koncernami paliwowymi.

Do tej pory przewozy samochodowe Grupy ORLEN rozwijane były w ramach spółki ORLEN Paliwa. Wielkość jej floty transportowej to około 100 pojazdów. Z końcem 2019 r. spółka pozyskała 6 nowych autocystern do przewozu paliw płynnych. Natomiast w 2020 r. wprowadziła do ruchu logistycznego 42 nowe naczepy-cysterny do przewozu i dystrybucji LPG. W wyniku tych inwestycji zdolności przewozowe ORLEN Paliwa w obszarze logistyki wtórnej LPG wzrosły z około 3 proc. do około 40 proc.

Głos biznesu podczas Global e-Mobility Forum 2020

Zielony Ład, elektromobilność w obliczu COVID-19, nowe modele biznesowe, przyszłość branży motoryzacyjnej, perspektywy rozwoju technologii wodorowych – na te i inne tematy rozmawiali przedstawiciele branży elektromobilności podczas Global e-Mobility Forum 2020. Jak rozwój elektromobilności na świecie widzi biznes?

Global e-Mobility Forum odbyło się 19 listopada w formule online gromadząc 52 prelegentów z 22 krajów, wysokich przedstawicieli UE, UN, UNFCCC, ministrów, przedstawicieli nauki i biznesu z całego świata. Wzięli w nim udział m.in. Zastępca Sekretarza Generalnego ONZ i Dyrektor Wykonawcza Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska Inger Andersen, Komisarz ds. Transportu Komisji Europejskiej Adina Vălean czy Minister Przedsiębiorczości i Przemysłu Wielkiej Brytanii Nadim Zahawi. Polskę reprezentował minister Michał Kurtyka, który był także gospodarzem konferencji. Podczas Global e-Mobility Forum odbył się szereg paneli dyskusyjnych, podczas których reprezentanci wiodących światowych firm sektora e-mobilty rozmawiali o najważniejszych trendach światowego sektora transportu i kierunkach jego rozwoju. Jakie są główne wnioski z konferencji?

Elektromobilność kluczem do realizacji Zielonego Ładu

Europejski Zielony Ład zakłada osiągnięcie neutralności klimatycznej przez państwa Unii Europejskiej do 2050 r. Uczestnicy Global e-Mobility Forum 2020, podkreślali, że bez dekarbonizacji sektora transportu realizacja tego celu nie będzie możliwa. W celu obniżenia emisji powinna rozwijać się zarówno flota pojazdów elektrycznych, jak i sieć infrastruktury ładowania. Szczególne znaczenie ma w tym kontekście zeroemisyjny transport publiczny, wzrost znaczenia odnawialnych źródeł energii oraz regulacje prawne stymulujące rozwój elektromobilności.

Espen Hauge, Prezydent Avere – największej europejskiej organizacji branżowej związanej z rynkiem zeroemisyjnego transportu – zaznaczył, że Europejski Zielony Ład ma przede wszystkim przeciwdziałać zmianom klimatycznym i degradacji środowiska. – Naszym celem jest redukcja emisji o 50-55% do 2030 r. i przejście do zeroemisyjnej gospodarki w 2050 r. – powiedział Espen Hauge.

Andreas Unterstaller, reprezentant Europejskiej Agencji Środowiska wskazał, że elektryfikacja transportu cały czas przyspiesza.

– W krajach Europy Zachodniej jeździ już naprawdę wiele pojazdów elektrycznych, a infrastruktura ładowania staje się coraz bardziej powszechna. Plan Europejskiego Zielonego Ładu jest co prawda bardzo ambitny, ale również możliwy do zrealizowania. Obecnie znajdujemy się na początku tej drogi, więc musimy przedsięwziąć wszelkie konieczne środki, by wspomagać elektryfikację całej branży transportowej, zarówno pod względem infrastruktury jak i flot pojazdów – stwierdził Andreas Unterstaller.

Javier Calleja, CEO Solarisa, podkreślił istotne znaczenie transportu publicznego na drodze ku osiągnięciu neutralności klimatycznej. Od 2011 r. firma z siedzibą w Bolechowie dostarczyła ok. 1 000 elektrobusów do 18 państw Europy.

– Autobusy elektryczne są bardzo ważnym elementem w drodze do zerowej emisji, ponieważ z transportu publicznego korzysta wiele osób. Zauważamy, że coraz więcej państw europejskich stawia na elektryfikację tego sektora, składając w naszej firmie coraz więcej zamówień zarówno na autobusy elektryczne jak i wodorowe – powiedział Javier Calleja.

Tą opinię podzieliła Monica Araya z Transport Lead for Climate Champions, podkreślając jednocześnie znaczenie wzrostu udziału OZE w europejskim miksie energetycznym.

– Pochodzę z Kostaryki, gdzie prawie 100 proc. energii pochodzi właśnie ze źródeł odnawialnych i uważam, że dążąc do zeroemisyjności na całym świecie musimy równolegle obok elektromobilności rozwijać ekologiczną energetykę – powiedziała Monica Araya.

Adam Mutwil, kierujący wydziałem elektromobilności w niemieckim Ministerstwie Transportu i Infrastrutury Cyfrowej, zwrócił uwagę, że rozwój zeroemisyjnego transportu napędzają przede wszystkim odpowiednie regulacje prawne i programy wsparcia. Według danych ACEA, przez pierwsze dziewięć miesięcy 2020 r. w Niemczech zarejestrowano 204 492 nowe, osobowe samochody z napędem elektrycznym (+174,3% r/r) – najwięcej w Europie.

– W zeszłym roku w Niemczech zarejestrowano więcej pojazdów elektrycznych niż w będącej dotąd europejskim liderem w tym zakresie Norwegii. Ulgi podatkowe, dopłaty do aut elektrycznych, czy infrastruktury pozwoliły rozpędzić proces elektryfikacji transportu – podkreślił Adam Mutwil.

Zdaniem Franka Mühlona, szef działu infrastruktury ładowania w ABB, jednego z globalnych liderów w zakresie stacji ładowania EV, rozwój zelektryfikowanych flot powinien iść w parze z zakrojoną na szeroką skalę rozbudową infrastruktury ładowania.

– Jest tylko kwestią czasu aż pojazdy elektryczne wyprą samochody spalinowe. Dlatego tak ważne jest, aby równolegle transformacji przemysłu motoryzacyjnego, być przygotowanym na elektromobilność pod względem infrastruktury – powiedział Frank Mühlon.

Branża motoryzacyjna musi stawiać na innowacje

Przyszłość i wzywania stojące przed branżą motoryzacyjną w obliczu zaostrzających się norm emisji spalin, stanowiły temat przewodni kolejnego panelu pod nazwą „Producenci Samochodów w Nowej Erze”. Wzięli w nim udział przedstawiciele największych koncernów motoryzacyjnych na świecie oraz aspirujących start-upów. Debatę moderował Jens Hoerning z PwC. Paneliści wyrazili przekonanie, że branża samochodowa musi inwestować w innowacyjne rozwiązania technologiczne, ale konieczne jest również zwiększanie świadomości społecznej w zakresie zeroemisyjnego transportu wśród potencjalnych nabywców EV.

Rafał Budweil, prezes polskiej firmy Triggo, która zaprojektowała nowatorski pojazd elektryczny o zmiennym rozstawie kół, ułatwiającym jazdę w ruchu miejskim, stwierdził, że zmiany w sektorze transportu tworzą okazję dla popularyzacji nowych rozwiązań mobilnościowych.

– Triggo stanowi odpowiedź dla tych, których chcą poruszać się w sposób neutralny dla klimatu w miastach wciąż jeszcze zdominowanych przez nadmierny ruch samochodowy. Przyszłość nowej mobilności i kierunek, w którym podążają koncerny motoryzacyjne, to również przestrzeń do rozwoju dla takich firm jak polskie Triggo – powiedział Rafał Budweil.

Na innowacyjne rozwiązania stawiają również wielkie koncerny motoryzacyjne przeznaczające coraz większe sumy na sektor R&D.

Wolfgang Bremm von Kleinsorgen, CEO Mercedes-Benz w regionie Europy Środkowej, stwierdził, że producent z Stuttgarttu przeznacza na badania i rozwój blisko 7 miliardów euro, czyli prawie tyle, co gospodarki niektórych państw.

– Oprócz środków rezerwowanych na innowacje przez koncerny motoryzacyjne oraz wsparcia ze strony administracji publicznej, rozwój zeroemisyjnego transportu wymaga zwiększenia świadomości społecznej. Na szczęście klienci w coraz większym stopniu przekonują się do zalet nowej mobilności – wskazał Wolfgang Bremm von Kleinsorgen.

Znaczne inwestycje na badania i rozwój ponosi również Volkswagen AG. Dr Wolf-Stefan Specht, prezes zarządu Volkswagen Group Polska powiedział:

– Przez kolejne pięć lat zainwestujemy w rozwój elektromobilności 35 mld euro, a do 2030 r. wprowadzimy na rynek około 70 modeli z napędem elektrycznym. Do tego czasu zamierzamy wyprodukować 26 mln pojazdów elektrycznych.

Friederike Kienitz, wiceprezes Nissana w regionie Afryki, Bliskiego Wschodu, Indii, Europy i Oceanii wskazała, że strategia koncernów motoryzacyjnych w nadchodzących latach wymaga znacznej elastyczności.

– Inwestycje producentów muszą dotrzymywać tempa działaniom administracji, wdrażaniu nowych technologii i popytu ze strony konsumentów, ale muszą też wyjść dalej, poza sam pojazd. Bardzo istotnym segmentem dla dekarbonizacji i implementacji ważnych programów takich jak Europejski Zielony Nowy Ład jest obszar produkcji baterii. Możliwość magazynowania energii elektrycznej jest ważna nie dla sektora transportu, ale również dla wszystkich innych obszarów codziennego życia – mówiła Friederike Kienitz.

COVID-19 nie powstrzyma rozwoju rynku pojazdów elektrycznych

Skutki pandemii koronawirusa odczuwa cała gospodarka, w tym sektor motoryzacyjny. Uczestnicy kolejnego Round Table rozmawiali o wpływie COVID-19 na tempo rozwoju zeroemisyjnego transportu.

Patrik Andersson, CEO Grupy Garo, zwrócił uwagę, że skutki pandemii, sprawiły, że społeczeństwa całego świata przywiązują większą wagę do kwestii środowiska i ochrony zdrowia. W konsekwencji branża e-mobility rozwija się coraz szybciej.

– Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy fabryka Garo w Szczecinie wyprodukowała 30 tys. stacji ładowania samochodów elektrycznych. Przewidujemy dalszy wzrost popytu na nasze rozwiązania – powiedział  Patrik Andersson.

Pablo Fajnzybler, Global Director for Transport z Banku Światowego, podkreślił, że zrównoważony rozwój pozostanie dominującym trendem w sektorze transportu.

– Mimo pandemii bez dekarbonizacji tego sektora osiągnięcie celów klimatycznych będzie bardzo utrudnione. W obliczu COVID-19 elektromobilność pełni jeszcze jedną bardzo istotną rolę, jako trend sprzyjający rozwojowi gospodarki i kreowaniu nowych miejsc pracy – dodał  Pablo Fajnzybler.

Elektromobilność szansą na rozwój biznesu

Nowa mobilność oznacza nowe modele biznesowe, o których dyskutowali paneliści kolejnej debaty w formule Round Table.  Uczestnicy dyskusji zgodzili się co do jednego: przyszłość transportu to już nie tylko samochód, lecz również każdy inny rodzaj mobilności alternatywnej.

Moderujący spotkanie dr. Jose Serras-Pereiraz z międzynarodowej firmy doradczej Frost&Sullivan  wskazał: – Obecnie obserwujemy dużą zmianę w sposobie życia i zachowań społeczeństw ze względu na COVID-19, co wpływa znacząco na myślenie osób zarządzających firmami o biznesie i jego modelu.

Rafał Brzoska, CEO InPost, wyjaśnił, że obecnie ważną rolę w kształtowaniu modeli biznesowych firm odgrywa idea zrównoważonego rozwoju i ograniczenia śladu węglowego w logistyce.

– Każde dostarczenie 100 milionów przesyłek do naszych paczkomatów pozwala nam zredukować emisję CO2 o 75 tys. ton. Ludzie to doceniają i dzięki temu zaufały nam tysiące lojalnych klientów – powiedział Rafał Brzoska.

Javier Mateos Castro, CEO ZITY, jednego z największych operatorów car-sharingu w Europie, zauważył, że zeroemisyjne technologie sprzyjają rozwojowi mobilności współdzielonej: – Od momentu wybuchu pandemii COVID-19 obserwujemy 30% wzrost liczby klientów. Obecnie większość osób wybiera transport indywidualny i często decyduje się na opcję car sharingu, nie tylko ze względów bezpieczeństwa, ale także proekologicznych pobudek – powiedział.

Transport w miastach przyszłości

Car-sharing, pojazdy autonomiczne oraz elektromobilność – kolejny panel dyskusyjny poświęcono trendom, które mają potencjał by usprawnić funkcjonowanie miast na całym świecie i podwyższyć komfort życia ich mieszkańców.

Gilles Normand, wiceprezes Renault, podkreślił, że w 20 miastach europejskich w systemach car sharingu jeździ obecnie 20 tys. samochodów elektrycznych francuskiego koncernu.

– Jednymi z najważniejszych wyzwań przed jakim stają współczesne miasta są poprawa stanu powietrza, obniżenie poziomu emisji, usprawnienie ruchu i jednocześnie zapewnienie optymalnego poziomu mobilności ich mieszkańcom. Jako europejski lider rynku samochodów elektrycznych jesteśmy przekonani, że receptą na wspomniane wyzwania jest rozwój transportu zeroemisyjnego oraz współdzielonego. Grupa Renault rozwija oba te obszary m.in. wprowadzając do sprzedaży najtańszy model elektryczny na rynku – Dacię Spring idealnie nadającą się do car-sharingu – stwierdził Gilles Normand.

Jacek Woźnikowski, reprezentujący Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolię, podkreślił, iż fundamentem rozwoju zeroemisyjnego transportu w miastach jest rozbudowa infrastruktury ładowania:

– Katowice zostały pierwszym miastem w Polsce, które wypełniło wymogi ustawowe w zakresie sieci ogólnodostępnych punktów ładowania. Wdrożyliśmy również działania w celu promocji i edukacji na temat elektromobilności – stwierdził.

Uri Wainshtain, Dyrektor Regionalny Mobileye w krajach CEE, Rosji i WNP, zauważył, że trendem, który pozwoli podwyższyć poziom bezpieczeństwa na miejskich drogach mimo stale rosnącego natężenia ruchu jest autonomizacja.

– Już w 2022 r. Mobileye zamierza wprowadzić usługi przewozu osób świadczonych przez samosterujące taksówki-roboty, początkowo we Francji, Korei Południowej oraz Izraelu. Z naszej technologii korzysta już teraz 28 producentów samochodów. Kluczem do przeprowadzenia autonomicznej rewolucji na szerszą skalę jest instalacja odpowiedniej, cyfrowej infrastruktury drogowej, umożliwiającej komunikowanie się pojazdów – powiedział Uri Wainshtain.

Wodór czy baterie?

Uczestnicy ostatniej debaty dyskutowali nad kierunkami rozwoju napędów alternatywnych, koncentrując się na technologiach magazynowania lub wytwarzania energii. Zdaniem ekspertów, przyszłość transportu to przede wszystkim pojazdy bateryjne, ale nie można zapominać o potencjale technologii wodorowych, które będą rozwijane równolegle.

Tezę o dominującej roli technologii bateryjnych w światowym przemyśle motoryzacyjnym w kolejnych latach potwierdzają słowa Petera Carlssona, prezesa Northvolt – firmy budującej jedną z największych fabryk ogniw litowo-jonowych na świecie, która zostanie uruchomiona do końca 2021 r. z początkową wydajnością na poziomie 16 GWh rocznie.

– Już w niedalekiej przyszłości, wraz z rozwojem elektromobilności, spodziewamy się znacznego wzrostu popytu na ogniwa litowo-jonowe. Docelowo planujemy zwiększyć moce naszej fabryki do 40 GWh rocznie – stwierdził Peter Carlsson.

Andy Walker, dyrektor technologiczny brytyjskiego koncernu Johnson Matthey, który w okolicy Konina buduje zakład wytwarzający tlenek litowo-niklowy (eNLO), będący jednym z komponentów ogniw li-ion, dodał:

– Rozwijamy zarówno biznes związany z bateriami, jak i wodorowymi ogniwami paliwowymi. Nie ulega wątpliwości, że w ekosystemie transportu przyszłości te dwie technologie będą się wzajemnie uzupełniać.

Roger Hodgkiss Prezesem Zarządu Generali Polska

19 listopada 2020 roku, podczas posiedzenia Rady Nadzorczej, Roger Hodgkiss został powołany, ze skutkiem natychmiastowym, na nowego Prezesa Zarządu spółek ubezpieczeniowych Generali w Polsce. Decyzja Rady Nadzorczej podlega zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Obecny Prezes Zarządu spółek Generali Polska, Maciej Fedyna, ustąpił ze wszystkich stanowisk, które zajmował w Grupie Generali w Polsce, z powodów osobistych.

Luciano Cirinà, Dyrektor regionu Austria, Europa Środkowo-Wschodnia i Rosja oraz Prezes Generali CEE Holding, skomentował: „Cieszę się, że mam możliwość, by postawić na doskonałe kwalifikacje zawodowe Rogera, który jest kandydatem wewnętrznym. Przyczyni się on do realizacji strategii i dalszego dążenia do doskonałości we wszystkich obszarach działalności Grupy Generali w Polsce. Życzę Rogerowi wszystkiego najlepszego w realizacji nowych obowiązków. Pragnę również podziękować Maciejowi Fedynie za jego wieloletni wkład i zaangażowanie. W imieniu Grupy Generali życzę mu wszystkiego najlepszego zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym.”

Roger Hodgkiss dołączył do Generali w listopadzie 2019 roku jako członek zarządu odpowiedzialny za sprzedaż produktów majątkowych i marketing. Zdobył dyplom inżyniera (z wyróżnieniem) na Uniwersytecie w Liverpoolu i posiada uprawnienia biegłego rewidenta certyfikowanego w Wielkiej Brytanii. Przed pracą w Polsce był Dyrektorem Handlowym Intouch Insurance i Prezesem AAS Balta na Łotwie. W latach 2009-2015 Roger był prezesem Link4 i przeprowadził transformację firmy z ubezpieczyciela wyspecjalizowanego w sprzedaży bezpośredniej w wielokanałowego, sprawiając, że Link4 stał się wiarygodnym graczem na polskim rynku. W 2016 roku dołączył do Zarządu PZU SA i PZU Życie.

W 2019 roku, Generali Polska, piąty największy ubezpieczyciel w kraju, miało swój rekordowy rok od momentu powstania, zarówno pod względem przypisu składki, jak i rentowności. Składka przypisana brutto (GWP) wyniosła 2,9 mld zł w 2019 r., z czego 2 mld zł przypadało na ubezpieczenia majątkowe i 0,9 mld zł na ubezpieczenia na życie. Generali Investments w Polsce osiągnęło 141 mln zł przychodu ze sprzedaży. Generali Polska, zatrudniające 1600 pracowników, z powodzeniem realizuje strategię rentownego wzrostu i ekspansji w segmentach pozakomunimacyjnych.

W Polsce Generali wspiera również inicjatywy na rzecz społeczności lokalnych, w tym akcję „Wdzięczni Medykom” Caritas Polska. W ramach tej akcji Generali sfinansowało 48 ze 100 respiratorów zakupionych przez Caritas dla polskich szpitali. We współpracy z innymi ubezpieczycielami Generali w Polsce wspierało również Centralny Szpital Kliniczny MSWiA w Warszawie.

Zmiany w zarządzie Banku Pocztowego S.A.

19 listopada 2020 r. Rada Nadzorcza powołała do składu Zarządu Banku Pocztowego S.A. XI kadencji z dniem 1 grudnia 2020 r.: Michała Leskiego, powierzając mu pełnienie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego oraz  Marcina Ledworowskiego, powierzając mu pełnienie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego.

Michał Leski złożył rezygnację z pełnienia funkcji Członka Rady Nadzorczej Banku Pocztowego S.A. z dniem 30 listopada 2020 r.

Skład Zarządu Banku Pocztowego S.A. od 1 grudnia 2020 r. będzie przedstawiał się następująco:

  • Jakub Słupiński – Wiceprezes Zarządu, p.o. Prezesa Zarządu,
  • Marcin Ledworowski – Członek Zarządu,
  • Michał Leski – Członek Zarządu,
  • Piotr Piechota – Członek Zarządu.

UNICEF: Pandemia COVID-19 zagraża przyszłości całego pokolenia

Według najnowszego raportu organizacji, co dziewiąte zakażenie COVID-19 dotyczy dziecka lub nastolatka. UNICEF ostrzega, że pandemia koronawirusa może mieć tragiczny, długofalowy wpływ na życie dzieci.

UNICEF w przeddzień Międzynarodowego Dnia Praw Dziecka, opublikował raport „Averting a Lost COVID Generation”, w którym przedstawia tragiczne i ciągle rosnące negatywne skutki pandemii na życie najmłodszych. Chociaż przebieg infekcji COVID-19 u dzieci jest najczęściej łagodny, to liczba zakażeń wśród najmłodszych rośnie, a długoterminowe konsekwencje pandemii na edukację, zdrowie i warunki życia dzieci mogą być druzgoczące i zagrażać całemu pokoleniu.

Przez całą pandemię COVID-19 utrzymuje się mit, że dzieci praktycznie nie są dotknięte przez chorobę. Nic bardziej mylnego. Dzieci chorują i przenoszą wirus, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Utrudnienia w dostępie do podstawowych usług i rosnący poziom ubóstwa to największe zagrożenie dla dzieci. Im dłużej trwa ten kryzys, tym większy ma wpływ na edukację, zdrowie, odżywianie i warunki życia najmłodszych. Przyszłość całego pokolenia jest zagrożona, powiedziała Henrietta Fore, Dyrektor Generalna UNICEF.

Według raportu UNICEF (stan na 3 listopada br.), w 87 krajach, dla których były dostępne dane porównawcze, na COVID-19 zachorowało łącznie 25,7 mln osób. Wśród nich, dzieci i młodzież poniżej 20. roku życia stanowiły 11%. To znaczy, że co dziewiąty zakażony był dzieckiem. Konieczne są bardziej wiarygodne dane dotyczące liczby testów, zakażeń i zgonów z podziałem na grupy wiekowe, aby przeanalizować wpływ koronawirusa na najbardziej zagrożone grupy dzieci.

Eksperci UNICEF zauważają w raporcie, że utrudnienia w dostępie dzieci do podstawowych usług medycznych i opieki społecznej to poważne zagrożenie. Opierając się na danych ze 140 krajów UNICEF stwierdza, że:

w większości analizowanych krajów odnotowano utrudnienia w dostępie do usług medycznych takich jak rutynowe szczepienia, wsparcie psychologiczne czy opieka ambulatoryjna dla najmłodszych cierpiących na skutek chorób zakaźnych wieku dziecięcego. Główną przyczyną tej sytuacji jest obawa przed zakażeniem koronawirusem;
nastąpił spadek o 40% w dostępie do wsparcia żywnościowego dla kobiet i dzieci. W październiku br. 265 mln dzieci na świecie wciąż nie miało dostępu do posiłku w szkole, a ponad 250 mln dzieci poniżej 5. roku życia nie zostało objęte suplementacją witaminą A;
utrudniony jest dostęp do 70% usług w zakresie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, co w czasie pandemii koronawirusa i braku wsparcia ze strony szkoły stanowi ogromne zagrożenie.

Jeszcze bardziej alarmujące dane, jakie zawiera raport mówią, że:

  • w listopadzie 2020 r. 572 mln uczniów nie mogło chodzić do szkół z powodu zamknięcia placówek w 30 krajach. To 33% wszystkich uczniów w systemie edukacji;
  • w ciągu najbliższych 12 miesięcy, z powodu zakłóceń w dostępie do podstawowych usług i rosnącej skali niedożywienia, dodatkowo może dojść do 2 mln zgonów wśród dzieci i 200 tys. martwych urodzeń;
  • liczba dzieci poniżej 5. roku życia, które cierpią na skutek ostrego niedożywienia lub zaburzenia przyrostu masy ciała może się zwiększyć o ponad 6 milionów;
  • w połowie 2020 r., na całym świecie, liczba dzieci dotkniętych wielowymiarowym ubóstwem, czyli brakiem dostępu do edukacji, opieki medycznej, zakwaterowania, żywności, sanitariatów czy wody, zwiększyła się o 150 mln, czyli o ok. 15%.

Aby skutecznie walczyć z kryzysem wywołanym pandemią COVID-19, UNICEF apeluje do rządów państw o:

  • Zapewnienie wszystkim dzieciom dostępu do edukacji, w tym wyeliminowanie nierówności w dostępie do edukacji zdalnej.
  • Zagwarantowanie dostępu do opieki medycznej, wsparcia żywnościowego i szczepień dla każdego dziecka.
  • Wsparcie i ochronę zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży oraz walkę z wykorzystaniem, przemocą i zaniedbaniem najmłodszych.
  • Zwiększenie dostępu do czystej wody pitnej i sanitariatów oraz ochronę środowiska i walkę ze zmianami klimatu.
  • Zahamowanie rosnącej skali ubóstwa dzieci.
  • Podwojenie wysiłków na rzecz ochrony i wsparcia dzieci oraz rodzin dotkniętych przesiedleniami oraz żyjących na obszarach konfliktów zbrojnych i katastrof naturalnych.

W tym roku, z okazji Międzynarodowego Dnia Praw Dziecka apelujemy do rządów państw, organizacji partnerskich i sektora prywatnego, aby wsłuchali się w głos dzieci i wzięli pod uwagę ich potrzeby. Jeśli patrzymy w przyszłość i wyobrażamy sobie świat po pandemii, to dobro dzieci musi być na pierwszym miejscu, dodaje Henrietta Fore.

Pogorszenie nastrojów konsumenckich w Polsce

Polacy odraczają większe zakupy, bo boją się o swoje dochody. Pogorszenie sytuacji epidemicznej oraz ograniczenia administracyjne wprowadzone na szerokie spektrum działalności gospodarczej wywołują spadek ufności konsumentów, zarówno w warstwie diagnozy, jak i prognoz na kolejne 12 miesięcy. Wskaźnik bieżący wyniósł -29,2, wskaźnik wyprzedzający -30,1 (w październiku odpowiednio -20,0 oraz -19,2).

Gospodarstwa domowe oceniają swoją sytuację jako ulegającą pogorszeniu, przy czym ocena z ostatniego roku notuje osłabienie trzeci miesiąc z rzędu (obecnie -13,2), a ocena nadchodzącego roku – piąty (-15,5). Jest to ewidentnie powiązane z oceną indywidualnego ryzyka bezrobocia i utratą dochodów. 37% ankietowanych uznaje szanse na utratę pracy jako możliwe albo prawdopodobne (25,9% w październiku).

Przewaga pesymistów nad optymistami wygląda gorzej niż w czerwcu br. W efekcie, niemal 70% respondentów uważa, że sytuacja epidemiczna tworzy co najmniej przeciętne zagrożenie dla tej finansowej (przed miesiącem 63,4%).

Naturalną konsekwencją tego stanu rzeczy jest odraczanie ważnych (jednostkowo dużych) wydatków, na które jednoznacznie wskazuje rosnący odsetek gospodarstw domowych. To sygnał, że konsumenci niepewni swoich dochodów preferują płynność. Jednocześnie jednak skłonność do oszczędzania nie rośnie.

O tym, że tegoroczny sezon bożonarodzeniowy nie będzie dla handlu i wytwórców dobry, wskazują nie tylko ograniczenia administracyjne, ale przede wszystkim sentyment klientów. Święta odbędą się w mniejszym gronie, zapotrzebowanie na prezenty jest małe, a do tradycyjnych zakupów zniechęcać będzie poczucie zagrożenia dla osobistego zdrowia (w listopadzie 84,7%). Jak podaje NBP, nawet w okresie rozluźnienia, ruch w galeriach handlowych spadł o 10-20%. Tych spadków nie udaje się równoważyć handlem przez Internet. Przełom jest bardzo mało prawdopodobny – potrzeba byłoby spadku liczby zachorowań, zgonów, zniesienia ograniczeń aktywności gospodarczej, a także pewności, że skutki obecnego obniżenia popytu mogą zostać zniwelowane przez wsparcie kolejnych odsłon tarcz.

Wydaje się jednak, że konsumenci mają pełną świadomość, że taki impuls drugi raz się nie wydarzy. Dowodem na to jest, że mimo znacznego pogorszenia ich indywidualnej sytuacji, oceniają swoje perspektywy dużo lepiej niż całej polskiej gospodarki.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

W listopadzie zatrudnienie i płace dostaną zadyszki

W październiku 2020 roku w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 9 osób pracowało 6318,3 tys. osób – podał GUS. To nieco więcej niż miesiąc wcześniej, kiedy zatrudnionych było 6312,4 tys. Mimo przyjęć do pracy nowych pracowników i dalszego przywracania wcześniejszych wymiarów etatów sprzed pandemii, zatrudnienie jest nadal niższe niż rok wcześniej o 1%.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 5458,88 zł i było o 4,7% wyższe niż przed rokiem. To wzrost zarówno w stosunku do września br. (5371,56 zł), jak i października 2019 roku (5213,27 zł). Można to tłumaczyć zakończeniem stosowania regulacji pozwalających na obniżenie wymiaru czasu pracy, co wiązało się bezpośrednio z obniżką płac pracowników. Wpływ na politykę płacową pracodawców mogła też mieć poprawa nastrojów konsumenckich i skuteczność negocjacji płacowych pracowników.

Powyższe dane, mimo że są dość optymistyczne, nie powinny stanowić podstawy do twierdzenia, że sytuacja na rynku pracy jest dobra. Po pierwsze, dane publikowane przez GUS dotyczą firm zatrudniających powyżej 9 osób. Z niepewnością gorzej radzą sobie firmy małe, często bez „poduszki bezpieczeństwa” w postaci zasobów finansowych. Nawet jeśli firmy te skorzystały z rozwiązań proponowanych w ramach pierwszych tarcz antykryzysowych, obecnie – próbując przetrwać na rynku – będą ograniczały wynagrodzenia lub nawet zwalniały pracowników. Po drugie, dane dotyczą października, kiedy jeszcze poziom zachorowań był niższy niż obecnie, a ograniczenia prowadzenia działalności nie były tak rygorystyczne jak w tej chwili.

Wprowadzone restrykcje niewątpliwie odbiją się na poziomie dochodu wielu firm, co przełoży się na zatrudnienie i wypłacane pracownikom wynagrodzenia. Bez realnej pomocy państwa dla firm w sektorach najbardziej dotkniętych skutkami pandemii Covid-19 możemy spodziewać się spadku zatrudnienia, szczególnie w mikrofirmach i wzrostu bezrobocia.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

40% firm dobrze sobie radzi w czasie pandemii

  • 40% firm dobrze sobie radzi w czasie pandemii i nie obawia się o przyszłość, ale większość uważa, że przy drastycznych ograniczeniach działalności lub wprowadzeniu głębokiego lockdownu nie poradzi sobie bez pomocy państwa.
  • Przedsiębiorstwa spodziewają się w najbliższych miesiącach pogorszenia sytuacji gospodarczej. 45,2% firm będzie zmuszona nadal wprowadzać nadzwyczajne oszczędności, a 32,2% angażować własne pieniądze, aż 2/3 oczekuje pomocy dla najbardziej dotkniętych pandemią – wynika z badania przeprowadzonego przez Konfederację Lewiatan.

– Przedsiębiorstwa, wskazując na problemy związane z dalszym funkcjonowaniem, szczególnie obawiają się zwiększenia obciążeń fiskalnych i biurokratycznych (83,5%), wzrostu kosztów pracy, w tym podniesienia płacy minimalnej, planowanego pełnego ozusowania umów zleceń i działalności gospodarczej (77%), wprowadzenia dodatkowych podatków branżowych, jak podatek cukrowy czy od handlu (11,3%) oraz opodatkowania spółek komandytowych (11%). Nowe obciążenia oznaczają poważne kłopoty firm – podkreśla prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Ankietowane firmy spodziewają się pogorszenia koniunktury. Blisko 20% planuje redukcje zatrudnienia o 10-20%, a kolejne 20% uważa, że będzie zmuszona ograniczyć wysokość wynagrodzeń pracowników. Największym wyzwaniem będzie utrzymanie płynności finansowej (tak twierdzi blisko 81%), utrzymanie łańcuchów dostaw (prawie 20%) oraz dostępu do pracowników (20%).

– Wysoki poziom zachorowań na Covid-19 budzi obawy biznesu. Przedsiębiorcy boją się drastycznego ograniczenia działalności gospodarczej. Blisko trzy czwarte firm uważa, że w obliczu poważnego zagrożenia pandemią konieczne są zdecydowane działania rządu. Jednocześnie uważają, że wprowadzenie obostrzeń nie musi wiązać się z bezpośrednim ograniczeniem ich działalności. Biznes zwraca uwagę, że nadal potrzebna jest pomoc firmom dotkniętym kryzysem, a blisko 60% wskazuje, że najważniejsze są dopłaty do zatrudnienia oraz zawieszenie zobowiązań ZUS. Firmy uważają, że wprowadzane ograniczenia muszą być wcześniej komunikowane i poprzedzone konsultacjami z biznesem i ekspertami. Prawie dwie trzecie przedsiębiorstw podkreśla, że w okresie pandemii państwo powinno powstrzymać się od zmian legislacyjnych, które spowodują wzrost podatków, kosztów pracy i biurokracji – dodaje prof. Jacek Męcina.

Badanie zostało przeprowadzone na przełomie października i listopada na ogólnopolskiej próbie 230 firm, reprezentujących kluczowe branże.

Polska drugim najaktywniejszym rynkiem magazynowym w Europie

Trzeci kwartał na rynku magazynowym w Polsce przyniósł umiarkowanie pozytywne nastroje wśród najemców i deweloperów. Do końca września byliśmy drugim najbardziej aktywnym rynkiem w Europie, jeśli chodzi o wysokość popytu netto oraz ilość oddanej do użytku powierzchni. Rekord pobiły natomiast inwestycje w magazyny – w okresie od stycznia do listopada wartość transakcji wyniosła ok. 2,2 mld euro. To najlepszy wynik w historii rynku, nawet jeśli odnieść go do skali całego roku.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec trzeciego kwartału 2020.

Popyt – rynek odporny na pandemię

Polski rynek magazynowy płynnie przechodzi przez rok 2020. Popyt brutto na koniec trzeciego kwartału osiągnął solidny wynik 3,4 mln mkw. Ponad 75% całkowitego zapotrzebowania na magazyny było związane z nowymi umowami i ekspansjami, co uplasowało nas na drugim miejscu wśród najbardziej aktywnych rynków magazynowych w Europie. Doskonała lokalizacja, jakość dostarczanych powierzchni magazynowych oraz dojrzałość polskiego rynku to doceniane wśród najemców i deweloperów atuty, które dobrze wróżą na nadchodzące miesiące. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Najbardziej aktywnym rynkiem między pierwszym a trzecim kwartałem był Górny Śląsk z popytem netto na poziomie 565 000 mkw. Drugie miejsce zajęła Warszawa, gdzie najemcy podpisali nowe umowy lub dokonali ekspansji na ponad 510 000 mkw. (łącznie w mieście i okolicach). Ponadto w każdym z regionów Polski Centralnej, Wrocławia, Trójmiasta, Poznania i Lubuskiego popyt nie uwzgledniający przedłużeń dotychczasowych kontraktów przekroczył 200 000 mkw. W sumie umowy podpisane na rynkach tzw. Wielkiej Piątki stanowiły ponad 70% całkowitego popytu netto obserwowanego do tej pory w 2020 roku.

Podaż – 20 mln mkw. za nami

Z końcem września całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły próg 20 mln mkw., a w samym trzecim kwartale rynek powiększył się o dodatkowe 700 000 mkw., co daje ponad 1,75 mln mkw. nowej podaży w 2020 roku. Biorąc pod uwagę te wyniki, Polska była drugim najbardziej aktywnym rynkiem w Europie z 19% udziałem nowo oddanych powierzchni. Na koniec września w budowie pozostawało natomiast 1,54 mln mkw., z czego 70% było zabezpieczone umowami najmu. – Maciej Kotowski, Analityk Rynku, JLL

Najwięcej powierzchni w tym roku dostarczono na razie w Warszawie, na Górnym Śląsku i we Wrocławiu, co łącznie stanowiło 70% nowej podaży w Polsce. Co więcej, ponad 100 000 mkw. nowej powierzchni przypadło na Trójmiasto.

Pomimo zawirowań związanych z pandemią COVID-19 rynek pozostaje stabilny. Dynamicznie rosnące zasoby magazynowe, w dużej mierze za sprawą inwestycji spekulacyjnych, w ciągu ostatnich dwóch lat powiększyły się o prawie 40%. Silny, mimo pandemii, nowy popyt pozwolił zapełnić znaczącą część tej powierzchni, ale nie na tyle, aby zapobiec wzrostowi stopy pustostanów, która na koniec trzeciego kwartału wyniosła 8,6%. Ta pewnego rodzaju nierównowaga została jednak zauważona przez rynek i w konsekwencji wpłynęła na ograniczenie kolejnych inwestycji spekulacyjnych z 42% na koniec marca do 30% we wrześniu. Można oczekiwać, że przy utrzymanym popycie, niewynajęta powierzchnia powinna znaleźć najemców w nadchodzących miesiącach. – Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce

Rynek inwestycyjny – najlepszy rok w historii

W sektorze magazynowym sfinalizowano do tej pory ponad 30 transakcji o wartości ok. 2,2 mld euro. To wynik nie notowany dotąd na rynku nawet w odniesieniu do skali całego roku. Ponadto, w okresie od stycznia do września magazyny odpowiadały za blisko 48% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w Polsce. Zainteresowanie funduszy nieruchomościami magazynowymi zlokalizowanymi w Polsce jest tak wysokie, że rynek może mówić już o wyzwaniach związanych z dostępnością produktu. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Na tak mocny wynik wpłynęły głównie duże transakcje portfelowe. Największą z nich było przejęcie europejskiego (CEE) portfolio Goodman przez GLP, z czego za ponad połowę tego wolumenu odpowiadały aktywa zlokalizowane w Polsce. Łączna wartość transakcji wyniosła ok. 1 mld euro.

Czynsze

Czynsze utrzymały się na stabilnym poziomie. Warszawa i inne lokalizacje miejskie pozostały najdroższymi rynkami. W Warszawie czynsze bazowe wahały się między 4,3 a 5,25 euro/mkw./miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki oferowane były w pozamiejskich lokalizacjach w ramach Polski Centralnej (2,6-3,2 euro/mkw./miesiąc).

Rynek Cloud AI będzie wart ponad 13 mld $ do 2025 r.

Sztuczna inteligencja coraz mocniej przenika do świata dedykowanych biznesowi usług IT. Abstrahując od coraz bardziej inteligentnych chatbotów, przewidywania popytu na produkty i usługi a nawet automatycznego inwestowania na giełdach warto zastanowić się co jeszcze może nam zaoferować jej połączenie z chmurą obliczeniową?

To oczywiście nie jest żadne wybieganie w przyszłość i prognozowanie możliwości jakie stoją za mariażem chmury i AI. To dzieje się już dzisiaj, a doskonałym potwierdzeniem tej tezy jest fakt istnienia dedykowanego rynku inteligentnych rozwiązań w chmurze. Cloud AI Market, gdyż tak określają go firmy analityczne, ma przed sobą wręcz imponujące perspektywy wzrostowe. Zgodnie z danymi Mordor Intelligence w ubiegłym roku był on wart 5,2 mld dolarów. Do 2025r ma jednak zwiększyć się blisko trzykrotnie, osiągając poziom 13,1 mld $, notując w tym okresie roczny przyrost o wartości 20%. To z pewnością daje do myślenia i uświadamia, że usługi chmurowe „napędzane AI” będą obszarem rozwiązań wartym śledzenia ze szczególną uwagą. Już dziś nie brakuje zresztą przykładów skuteczności tego połączenia, nie tylko w automatycznej analityce ogromnych zbiorów danych – dodaje Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Analityka na sterydach

Jednym z kluczowych wniosków wynikających z opracowania McKinsey Notes from the AI frontier: Applications and value of deep learning jest ten, że potencjał wykorzystania sztucznej inteligencji w aż 19 sektorach światowej gospodarki jest o co najmniej 30% większy niż jakichkolwiek innych znanych technik automatyzacji procesów. Wśród nich, nie zabrakło takich, gdzie procent ten rósł do 80-90%, jak choćby w przypadku branży motoryzacyjnej, wydobywczej, handlowej czy transporcie i logistyce.

Co więcej, wspomniana firma doradcza przeanalizowała aż 400 konkretnych przykładów użycia AI w poszczególnych obszarach działania firm i instytucji. Wniosek? Sztuczna inteligencja była niedościgniona w przypadku aż 70% z nich. Warto zauważyć, że doskonałym testerem prawdziwych możliwości AI jest zwykle jej zdolność do analizowania i przeszukiwania wielkich i zróżnicowanych źródeł danych, pochodzących z różnych okresów,
i odnajdowania w nich konkretnych korelacji w błyskawicznym tempie. – Dzięki temu, nic nie przewidzi nam szybciej m.in. potencjalnej awarii na linii produkcyjnej, zainteresowania danym produktem w najbliższym czasie czy wskazaniem, które trasy dostarczania przesyłek będą szybsze i bardziej optymalne kosztowo. Biorąc pod uwagę fakt, iż firmy coraz częściej stają się przedsiębiorstwami typu Cloud Born, czyli od podstaw stawiającymi na przechowywanie danych w chmurze, ze względu na znacznie niższe koszty i pełną przewidywalność finansową, oraz rosnącą popularność AI, „związek” ten już na pierwszy rzut oka ma ogromne szanse być udanym i długotrwałym – przekonuje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Według Gartnera, do 2022 roku usługi chmury publicznej będą naturalnym ekosystemem aż 90% globalnych danych i podstawą innowacji w analityce. Już dziś, znaczna liczba firm odchodzi od pilotażu wdrażania rozwiązań AI do ich realnego użytkowania w wielu obszarach swojego działania, oddając jej coraz więcej odpowiedzialności za często kluczowe procesy. Do końca 2024r już trzy czwarte przedsiębiorstw wykona takich ruch, zwiększając jednocześnie liczbę procesowanych informacji (strumieni danych) pięciokrotnie. To jeden z zasługujących na podkreślenie sygnałów zwiastujących zwrot w stronę bardziej „samodzielnych” środowisk i systemów IT.

Autonaprawa

Marzeniem niejednego kierowcy było z pewnością posiadanie auta, które w przypadku wystąpienia jakiejkolwiek awarii wyświetla na ekranie komputera pokładowego np. taki komunikat: „Wystąpiła awaria układu chłodzenia. Przechodzę w tryb naprawiania, do gotowości ponownego ruszenia w trasę zostało 3 minuty”. Oczywiście brzmi to jak totalna abstrakcja, ale jest trafnym zilustrowaniem tego, jak AI i chmura pozwalają na tworzenie „samoobsługowych” rozwiązań IT, wykraczając poza samą analitykę czy prognozowanie.

Konkretnym przykładem takiego narzędzia może być autonomiczna, chmurowa baza danych. Taka, która dzięki zdolności machine learing’u potrafi nie tylko samoczynnie zarządzać swoimi rekordami, ale właśnie naprawiać się w przypadku, gdy odnajdzie błąd swojego działania czy sama się aktualizować do lepszych wersji. Poszukując także potencjalnych luk mogących być wykorzystanymi przez cyberprzestępców i „łatając” je. – To zaledwie jeden z przykładów rozwiązania zdolnego do funkcjonowania w pełni autonomicznym trybie. Z łączenia cloud computingu i AI z czasem otrzymywać będziemy coraz więcej rozwiązań zdolnych do zwiększania autonomii całych, rozległych systemów IT przedsiębiorstw. To drugi aspekt funkcjonalności Cloud AI, poza błyskawiczną analityką wspomagającą procesy operacyjne, produkcyjne czy marketingowe – stwierdza Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

AI On Demand

Według ostatniego badania Synergy Research, poszczególne rynki usług chmurowych już teraz notują wzrosty od co najmniej 10 do 40%, zaś roczne wydatki z nimi związane mają się podwoić już w ciągu czterech lat. Do wspominanych rozwiązań, w obliczu coraz mocniejszego zacieśniania się związku cloud computingu ze sztuczną inteligencją, dołącza więc właśnie kolejne.

Mianowicie, AI as a Service (AIaaS). Dotąd, przedsiębiorstwa chcące robić prawdziwy użytek z możliwości sztucznej inteligencji musiały uruchamiać długotrwałe i angażujące duże budżety projekty wdrożeniowe. Sytuacji nie pomagał także niedostatek specjalistów IT z tego obszaru. Z pomocą przychodzi więc chmura i udostępniane za jej pośrednictwem funkcjonalności sztucznej inteligencji, wynajmowane tak jak serwery czy przestrzeń dyskowa, bez konieczności posiadania know-how, inwestowania w infrastrukturę czy wykwalifikowanych ekspertów.

Dzięki temu, dostęp do potencjału AI znajdzie się w zasięgu nie tylko dużych przedsiębiorstw i korporacji, ale także mniejszych podmiotów oraz startupów, które także będą mogły pozwolić sobie na przyspieszanie wszystkich operacji i większą autonomię swojego środowiska IT – podsumowuje Marcin Zmaczyński.

30 lat po tym jak do Polski dotarł pierwszy e-mail, elektroniczna i mobilna bankowość to nasza codzienność

Dokładnie 30 lat temu, czyli 20 listopada 1990 roku, został wysłany pierwszy w historii Polski e-mail. Wiadomość do Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie wysłali dwaj naukowcy z Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN) w Genewie. Nadawcami byli dr Grzegorz Polok i mgr Paweł Jałocha, a odbiorcą inż. Andrzej Sobala. Wysłanie historycznej wiadomości poprzedziło nadanie numeru IP dla Instytutu przez Departament Obrony USA. E-mail, który przyszedł ze Szwajcarii był pierwszą prawdziwą wiadomością elektroniczną odebraną w Polsce. Co więcej był to pierwszy e-mail w całej Europie Wschodniej, ponieważ nasz kraj był pierwszym w bloku wschodnim, który uzyskał połączenie z siecią internetową.

Po 30 latach od tego wydarzenia Internet jest nam niezbędny na co dzień – w pracy, podczas zakupów, gdy szukamy informacji czy rozrywki. Stał się też nieodłączną częścią nowoczesnej bankowości – jak podaje Związek Banków Polskich[1] z bankowości internetowej korzysta ponad 19 mln klientów banków, a niemal 13 mln co najmniej raz w miesiącu loguje się do bankowości mobilnej.

We wrześniu br. z usług bankowości elektronicznej w Santander Bank Polska korzystało dziennie od 570 tys. do 1,1 mln klientów[2]. Zdecydowanie chętniej wybierali oni kanał mobilny niż internetowy – z tego drugiego korzystało codziennie od 160 tys. do 480 tys. osób, podczas gdy mobilnie od 430 tys. do nawet 720 tys. klientów dziennie.

Wolimy bankować internetowo w dni robocze niż w weekendy

Z kanałów elektronicznych w Santander Bank Polska można korzystać 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Od poniedziałku do piątku nasi klienci najczęściej zaczynają bankować już od godziny 6.00 rano, a najwięcej logowań następuje w okolicach południa – między godziną 12.00 a 13.00. Potem, w godzinach wieczornych równie chętnie korzystają oni z kanału internetowego i mobilnego, czasem do północy, a nawet dłużej – mówi Tomasz Batko, data scientist w Santander Bank Polska.

Rozkład logowań do Santander Online i Santander Mobile_niedzielaCo ciekawe, analiza danych Santander Bank Polska potwierdza, że w weekendy śpimy dłużej.

W niedzielę nasi klienci zaczynają korzystać z kanałów elektronicznych w okolicach godziny 8.00 rano. Natomiast zdecydowanie najwięcej aktywności w Santander mobile i Santander internet obserwujemy między godziną 19.00 a 22.00 – wyjaśnia Tomasz Batko, data scientist w Santander Bank Polska.Rozkład logowań do Santander Online i Santander Mobile_dni robocze

Android czy iOS?

Klienci Santander Bank Polska korzystający z aplikacji najchętniej przy użyciu smartfona z systemem Android. Z tej platformy na co dzień korzysta 77% z nich. Natomiast, we wrześniu br., 23% klientów banku wykorzystywało produkty firmy Apple do korzystania z Santander mobile.Popularność platform Android i iOS

[1] https://www.zbp.pl/getmedia/3a94c50d-83fc-451f-b6ea-d2e6d4617d15/Raport-Netbank_Q2-2020

[2] Dane własne Santander Bank Polska za okres 1-30.09.2020

Zbliża się głosowanie dotyczące Brexitu

Po kilku bogatych w dane makroekonomiczne tygodniach, ostatnie dni nie przyniosły większych nowości. Po pozytywnych wynikach szczepionki spółki Pfizer i BioNTech z ubiegłego tygodnia pojawiły się kolejne optymistyczne informacje. Firma Moderna również ogłosiła pozytywne wyniki swoich badań nad szczepionką. Według spółki ich szczepionka przeciwko koronawirusowi ma 95% skuteczności.

Kolejnym ważnym wydarzeniem tego tygodnia było posiedzenie Rady Europejskiej, które rozpoczęło się w czwartek. Głównym tematem posiedzenia była pandemia i wspólne działanie przeciwko niej. Poruszono także dwa ważne tematy gospodarcze, jakimi są Europejski Fundusz Ratunkowy i Brexit. Negocjatorzy Brexitu powinni podać swoją końcową decyzję w ciągu kilku następnych dni, w czasie których musi zostać potwierdzone porozumienie. W innym przypadku dojdzie do twardego Brexitu, ponieważ zabraknie czasu na podpisanie umowy z porozumieniem. Twardy Brexit nie tylko zaszkodziłby gospodarce europejskiej, ale zwłaszcza gospodarce brytyjskiej. Prawdopodobnie, wywołałby sporo zamieszania we wzajemnym handlu, które trwałoby co najmniej kilka miesięcy.

Funt brytyjski w piątek i na początku następnego tygodnia może być w związku z powyższym stosunkowo niestabilny.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

J.W. Construction podsumowuje III kwartał 2020 roku

W III kwartale 2020 roku Grupa J.W. Construction osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 55 mln zł, wypracowała zysk brutto ze sprzedaży w wysokości 8 mln zł oraz wykazała stratę netto na poziomie 9,5 mln zł. Marża brutto ze sprzedaży była równa 14,6 proc.

Wyniki Spółki komentuje Małgorzata Szwarc-Sroka, członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.:

Wykazane wyniki, istotnie gorsze niż przed rokiem, są pokłosiem małej liczby przekazanych lokali gotowych, co jest ściśle związane z cyklem realizacji inwestycji. Specyfiką działania branży deweloperskiej jest cykliczność, a wykazywany wynik jest zawsze skorelowany z liczbą przekazanych lokali na zakończonych inwestycjach. Trzeci kwartał upłynął pod znakiem realizacji wcześniej rozpoczętych inwestycji. Na etapie prac budowlanych było ponad 2 500 lokali. Przede wszystkim dotyczy to Hanzy Tower, najwyższego budynku w Szczecinie, w którym znajduje się 509 lokali, Osiedla Nowe Tysiąclecie etap III w Katowicach z 345 lokalami i Willi Wiślanej na warszawskim Tarchominie na 141 lokali oraz 54 domów w Osiedlu Villa Campina koło Ożarowa Mazowieckiego. Lokale z kończących się wkrótce inwestycji, zostaną rozpoznane w wynikach w najbliższych okresach, tym bardziej, że są prawie całkowicie sprzedane.

Ponadto kontynuowana była budowa ostatniego etapu flagowej inwestycji Spółki, osiedla Bliska Wola etap D w Warszawie. Bliska Wola Tower, z 27 kondygnacjami naziemnymi, to prawie 1 500 lokali o łącznej powierzchni blisko 62 tys. m kw. Efekty przekazania tych lokali będą widoczne również w wynikach roku 2021.

Spółka ma potencjał do uruchomienia ponad 5 200 lokali z czego 2 600 planuje rozpocząć w przyszłym roku. Projekty znajdują się w różnych lokalizacjach, największe z nich to projekt w Gdańsku na 636 lokali i Pruszkowie na 462 lokali.
Istotnym elementem strategii Spółki jest stawianie na domy w technologii prefabrykacji drewnianej, w oparciu o własną fabrykę ekologicznych prefabrykatów w Tłuszczu. Na osiedlu Villa Campina docelowo powstanie 175 luksusowych domów ekologicznych i energooszczędnych. Jest to wstęp do produkcji wielorodzinnych domów w technologii prefabrykowanej, szkieletowej, eko-budownictwa, dopracowanego do perfekcji przez Skandynawów, trwałego i doskonale sprawdzającego się w naszych warunkach klimatycznych.

Dobre dane z polskiego przemysłu

Produkcja przemysłowa w Polsce ma się dobrze, a przynajmniej na tle tego, jak ma się w innych państwach świata w czasie pandemii. To ona odpowiada za dzisiejsze umocnienia złotego.

Znów przybywa bezrobotnych w USA

Wczorajsze dane z rynku pracy w USA znów negatywnie zaskoczyły rynki. Po tym, jak kilka tygodni z rzędu liczba bezrobotnych spadała, spodziewano się, że ten trend się utrzyma i nawet jak nie tym razem to następnym będziemy mieć kolejne minima od początku roku. Faktyczny wynik to jednak 742 tysiące, czyli 31 tysięcy powyżej wyniku z ostatniego tygodnia. Dane te przełożyły się na osłabienie dolara względem euro. Powodem jest strach inwestorów o przyszłość gospodarki z tak wysokim bezrobociem.

Produkcja przemysłowa w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj wyniki produkcji przemysłowej. Z jednej strony wynik jest lepszy od oczekiwań, co powinno oczywiście cieszyć. Z drugiej strony jest to 1% zamiast 0,5%, co nie jest ani imponującym wynikiem, ani różnicą. Warto jednak przypomnieć, że to dane za październik 2020 i nie można porównywać tych danych do tych sprzed pandemii, bo wszędzie na świecie są one wyraźnie gorsze. Rynki przyjęły zresztą tę informację bardzo dobrze, a złoty po raz kolejny zbliżył się przez chwilę do poziomu 4,46 zł.

Dane z Azji

Dzisiaj w nocy poznaliśmy istotne dane zarówno z Chin, jak i Japonii. W kraju kwitnącej wiśni opublikowano dane o zmianie cen oraz indeks PMI dla przemysłu. Deflacja wyniosła 0,4%, z kolei indeks 48,3 pkt, co stanowi wynik o 1,1 pkt słabszy od oczekiwań. W państwie środka z kolei nie doszło do zmian stóp procentowych. Była to decyzja zgodna z oczekiwaniami analityków, stąd nie wywołała większego zamieszania na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Które miasto ma najlepsze warunki mieszkaniowe? Ranking 218 miast

Portal RynekPierwotny.pl znów przygotował ranking warunków mieszkaniowych w miastach liczących sobie ponad 20 000 mieszkańców. Warto sprawdzić, w którym z nich są one najlepsze.

Miniony rok upłynął pod znakiem rekordowej aktywności inwestorów mieszkaniowych (głównie deweloperów i osób prywatnych). Warto zatem sprawdzić, czy ta sytuacja przełożyła się na istotne zmiany w rankingu warunków mieszkaniowych, który portal RynekPierwotny.pl przygotowuje co roku. Dzięki najnowszym danym Głównego Urzędu Statystycznego można już zaprezentować taki ranking, który dotyczy sytuacji z końca 2019 roku. Eksperci RynekPierwotny.pl znów wzięli pod uwagę 218 polskich miast o liczbie ludności przekraczającej 20 000 osób. Tym razem rankingowa czołówka się nie zmieniła.

Ranking uwzględnia dwa bardzo ważne wskaźniki

Zasady przygotowywania rankingu warunków mieszkaniowych przez portal RynekPierwotny.pl nie uległy zmianie względem poprzednich lat. Mimo tego, warto je przypomnieć. Podobnie jak wcześniej, analitycy RynekPierwotny.pl wzięli pod uwagę liczbę mieszkań (lokali i domów) przypadającą na 1000 osób i średnią powierzchnię użytkową mieszkań w przeliczeniu na jedną osobę. Dla tych dwóch wskaźników znów została obliczona mediana. Cząstkowy wynik każdego z 218 badanych miast ustalono w następujący sposób:

  • pozytywne odchylenie od mediany wskaźnika o 1% oznaczało plus 10 punktów
  • negatywne odchylenie od mediany wskaźnika o 1% oznaczało minus 10 punktów

Końcowy wynik dla każdego miasta stanowił sumę punktów związanych z nasyceniem mieszkaniami oraz średnim metrażem w przeliczeniu na jedną osobę. Przykładowe miasto cechujące się liczbą mieszkań na 1000 osób o 25% wyższą od mediany oraz średnim metrażem na osobę o 30% większym od medianowej wartości (dla 218 miast), uzyskałoby końcowy wynik na poziomie 550 punktów.  

Pierwsze pozycje zajęły cztery te same miasta …

Po sprawdzeniu wyników rankingu bazujących na danych GUS z końca 2019 r. okazało się, że tym razem zmiany w czołówce są minimalne. Wystarczy wspomnieć, że pierwsze cztery miejsca znów zajmują te same miasta – Kołobrzeg, Wrocław, Sopot i Warszawa. Ogólnie rzecz biorąc, pierwsza dziesiątka rankingowa okazała się identyczna, jak przed rokiem. Uzupełniają ją następujące ośrodki miejskie: Zakopane, Świnoujście, Józefów, Piaseczno, Poznań oraz Łódź. Na uwagę zasługuje też wynik Krakowa (11 miejsce) oraz Gdańska (13 miejsce), czyli dużych miast, które uplasowały się zaraz za czołówką. Swoją pozycję poprawił Szczecin (21 miejsce, +3 pozycje) oraz Lublin (29 miejsce, +1 pozycja). Jeżeli zaś chodzi o ostatnie miasto z liczbą ludności większą niż 300 000 osób, czyli Bydgoszcz, to odnotowało ono niewielki spadek względem końca 2018 r. (na 90 pozycję).

Pewne zmiany są widoczne w grupie dziesięciu miast zajmujących ostatnie miejsca rankingowe. Ta grupa ośrodków miejskich wygląda jednak podobnie jak przed rokiem. W większości przypadków są to poprzemysłowe miasta z negatywnymi tendencjami demograficznymi. Deweloperzy nie chcą budować w takich miejscach, a skala działania innych inwestorów mieszkaniowych jest mocno ograniczona. Właśnie dlatego ośrodkom miejskim z końcówki rankingu trudno jest awansować wyżej. Tabela – Warunki mieszkaniowe 2019Warunki mieszkaniowe 02 Warunki mieszkaniowe01

Piotr Stański Prezesem Concept Energy

Nowy Prezes objął stanowisko z początkiem listopada br. Jakie plany na rozwój spółki Concept Energy ma Piotr Stański?

Sunrise Energy to jedna z najszybciej rozwijających się grup kapitałowych z branży energii odnawialnej w Polsce. Rynek fotowoltaiki w kraju wciąż przecież rośnie, a to wiąże się z coraz większą konkurencją. Moje doświadczenie w sprzedaży z pewnością umocni pozycję Concept Energy. Pozwoli nam też rozwijać biznes na inne sektory. Chcemy coraz więcej pracować z przemysłowymi instalacjami PV, ale jednocześnie wciąż bardzo aktywnie działać na rynku rolniczym i B2B – mówi nowy Prezes.

– Pragniemy być coraz bliżej naszych Klientów, dlatego już teraz wykorzystujemy różne kanały komunikacji marketingowej i stale je rozszerzamy. Dzięki takim działaniom jesteśmy w stanie dotrzeć do bardzo konkretnych grup docelowych. Wciąż będziemy czynnie uczestniczyć w najważniejszych branżowych konferencjach. Przedstawiciele Concept Energy stale są też obecni w mediach. W trakcie pracy z Klientami biznesowymi dokładnie poznaliśmy ich potrzeby, co przełoży się na jeszcze bardziej dopasowaną ofertę produktową, nad którą obecnie pracujemy. Będzie ona dedykowana przedsiębiorstwom oraz rolnictwu i dostosowana do ich specyficznych potrzeb – mówi Piotr Stański.

Rynek fotowoltaiki w Polsce rozwija się znakomicie także w okresie pandemii. Interesując się pozyskiwaniem energii ze słońca warto postawić na sprawdzonego wykonawcę.

– Nie czas na ryzyko utraty pieniędzy w postaci inwestowania w niewystarczająco sprawne czy bezpieczne instalacje. W Concept Energy przygotowując projekt dokładnie wyliczamy zużycie energii tak, by nie narażać inwestorów na niepotrzebne koszty. Za naszą wizytówkę uznajemy całą instalację, dlatego tak bardzo dbamy, by jakość i dostępność oferowanego przez nas sprzętu była jak najwyższa. Troszczymy się też o bezpieczeństwo naszych Klientów. Nawiązaliśmy współpracę w tym zakresie ze Strażą Pożarną. Mamy stały dostęp do monitoringu pracy zamontowanych przez nas instalacji, dbamy również o opiekę posprzedażową – podkreśla Piotr Stański.

– Warto posłuchać choćby naszych podcastów, które pozwalają zapoznać się z realizacjami i poznać prawdziwe opinie naszych Klientów – dodaje.

Ekologiczne rozwiązania energetyczne to bezdyskusyjne ekonomiczne korzyści.

– Dzięki fotowoltaice przedsiębiorcy i rolnicy znacznie obniżają koszty prowadzenia biznesu. Uniezależniają się także od firm energetycznych i unikają dodatkowych kosztów. Mowa tu nie tylko o regularnych podwyżkach, ale i chociażby o opłacie mocowej, która doliczona będzie do rachunków już od stycznia 2021 roku. Jej wysokość nie jest jeszcze znana, ale wiadomo, że będą musieli ją zapłacić wszyscy odbiorcy końcowi energii elektrycznej. Pewnikiem jest także to, że rynek instalacji przemysłowych, B2B i dla rolnictwa w przyszłym roku jeszcze bardziej się rozwinie. Concept Energy jako firma z dużym doświadczeniem w tym obszarze będzie idealnym partnerem do nowych inwestycji – zauważa Piotr Stański.

Mamy czasy zdalnego i ograniczonego kontaktu, dlatego coraz cenniejsze stało się to, co mamy blisko. Także jeśli chodzi o handel czy usługi.

– Nie bez znaczenia jest znajomość lokalnej specyfiki biznesu. Choć nasi Doradcy Klienta są obecni w całej Polsce, to i tak planujemy jeszcze większy rozwój kanału partnerskiego. Każdy Klient będzie mógł skontaktować się z Doradcą ze swojego regionu – dodaje.

Inwestycja w odnawialne źródła energii nie musi wiązać się z koniecznością posiadania dużych środków finansowych.

– Planujemy rozszerzenie oferty finansowania, choć już dziś, dzięki współpracy z największymi firmami leasingowymi w Polsce, mamy znakomitą ofertę dla przedsiębiorców. Dzięki odpowiedniemu dopasowaniu leasingu lub pożyczki raty mogą spłacać się same z oszczędności na rachunkach, a wkład własny jest naprawdę minimalny – poleca Piotr Stański.

Piotr Stański jest absolwentem Politechniki Warszawskiej i Politechniki Gdańskiej. Posiada ponad 20-letnie doświadczenie w sprzedaży i marketingu w różnych sektorach biznesowych. Zawodowo związany był m.in. z takimi markami jak Honda, Volvo, Husqvarna czy MAN Truck & Bus Polska.

Trzeba edukować konsumentów i biznes z pełnego potencjału smart urządzeń

– Smart Home to najszybciej rosnący segment rynku Internetu Rzeczy na całym świecie, w tym w Polsce. Jego wartość do 2022 r. wzrośnie globalnie do 123 mld USD – mówił podczas konferencji prezentującej raport „Smart home, smart cities, smart world. Rozwój Internetu Rzeczy” prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Na potencjał tego rynku wskazywali przedstawiciele firm członkowskich.

Jak podkreślił Michał Kanownik, rewolucja dla rozwoju Internetu Rzeczy nastąpi wraz z nadejściem sieci piątej generacji. – W sieci 5G upatrujemy ewolucyjny zwrot i przyśpieszenie. Do 2022 r. z technologii 5G na całym świecie będzie korzystało ok. 540 mln użytkowników, a w 2025 r. – już 1,1 mld – mówił prezes Związku. I zaznaczył, że Polska powinna wykorzystać ten potencjał. – Wraz z rosnącym zapotrzebowaniem na urządzenia wykorzystujące rozwiązania typu smart home w polskich domach, coraz więcej sprzętu AGD i RTV powstającego w Polsce produkowane jest właśnie w tej technologii. Ich produkcją zajmuje się łącznie 17 fabryk znajdujących się w naszym kraju – dodał Michał Kanownik.

Z kolei pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska podkreśliła, że rozwój rynku IoT jest jednym z priorytetów rządu. – Cieszy mnie to, że Polska wpisuje się w ten trend wzrostu rynku IoT. Dopinguje nas fakt, że Polacy są chętni przemian technologicznych. Wspólnymi siłami musimy wypracować takie regulacje, by IoT oraz AI mogły jak najlepiej się w Polsce rozwijać – zaznaczyła Justyna Orłowska.

5G szansą dla IoT. Zyskają przedsiębiorcy

Szacuje się – na co zwrócił uwagę ekspert Związku Cyfrowa Polska Tomasz Chomicki z Samsung Electronics Polska – że do 2022 r. w ramach Internetu Rzeczy będzie podłączonych bilion urządzeń. – Telekomunikacja nowej generacji spowoduje, że powszechność zastosowań IoT wzrośnie. Nowe ewolucja będzie powodować ze w przyszłości to maszyny będą za pomocą sztucznej inteligencji wykonywały za nas najróżniejsze procesy. Przyszłością jest to, że będziemy mogli sterować domem dzięki usługom głosowym – mówił Tomasz Chomicki. A Robert Sejda, New Business Development Manager w AB S.A. dodał, że na automatyzacji procesów zyskają też przedsiębiorstwa. – Zastosowanie IoT w biznesie to inwestycja, która się zwraca. Urządzenia przynoszą oszczędności, dzięki czemu automatyzacja daje wymierne przychody firmie – stwierdził Robert Sejda. – Rola przedsiębiorcy będzie skupiała się do funkcji kontrolnych, a mniej do ręcznego sterowania danym przedsiębiorstwem – dodał.

Jednak rynek IoT boryka się dziś z różnymi problemami. Jednym z nich jest brak standardu dla urządzeń smart. – Brak standardu powoduje ze klienci maja problem z doborem odpowiedniego sprzętu. Brak standardu wprowadza klientów w błąd, bo często nie ma informacji od producentów, z jakimi urządzeniami dany sprzęt będzie kompatybilny – zauważył Andrzej Repczyński, Product Manager w Komputronik S.A. Zaznaczył jednak, że już niektóre firmy, np. Google czy Amazon, pracują już nad stworzeniem jednego standardu. – Ten nowy protokół komunikacyjny powinien pomóc, przez co dobór sprzętu powinien być łatwiejszy. Kompatybilność urządzeń się powiększy – powiedział Andrzej Repczyński.

W pełni wykorzystać potencjał Internetu Rzeczy

Kolejnym problemem jest to, że konsumenci nie wykorzystują dziś pełnego potencjału urządzeń smart.

Spora część ludzi zdaje sobie sprawę z możliwości urządzeń smart, ale czasem ze względu na brak kompatybilności czy lękk przed podawaniem danych w pełni nie korzystamy z funkcjonalności urządzeń smart – tłumaczył Rafał Kupis, Business Development Manager IoT & Analytics Poland & East Region w Tech Data Polska Sp. z o.o. Dlatego warto edukować konsumentów z możliwości urządzeń smart i tego, że warto budować z nich pełne ekosystemy. – Należy edukować konsumentów, czym jest smart i inteligentna automatyka budynkowa. Produkty smart pozwalają osiągać oszczędności i wpływać na ochronę środowiska. Trzeba wskazywać konsumentom korzyści, jakie wynikają z połączenia urządzeń w jeden ekosystem – podkreślił Dariusz Figarski, Product Manager, Action Business Center w ACTION S.A.

Trzeci najlepszy wynik w historii na rynku inwestycji w nieruchomości w Europie środkowo-wschodniej

Z najnowszego raportu firmy doradczej Savills wynika, że pomimo ogólnoświatowej pandemii Covid-19 całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na rynkach nieruchomości komercyjnych Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii wyniósł w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku 7,6 mld euro, co stanowi trzecią najwyższą wartość w historii. Do końca bieżącego roku może on przekroczyć 10 mld euro i będzie tym samym zbliżony do pięcioletniej średniej.

Do wzrostu przyczynił się szereg transakcji portfelowych zawartych od początku bieżącego roku, które stanowiły 44% łącznych obrotów na rynku inwestycyjnym w porównaniu z 24% w ubiegłym roku. Szczególnie duży udział miały one w Polsce (47%) i Czechach (67%). Na tych dwóch rynkach sfinalizowane zostały jedne z największych transakcji 2020 roku, między innymi zakup portfolio mieszkań Residomo o wartości 1,3 mld euro w Czechach w pierwszym kwartale oraz sprzedaż regionalnego portfolio nieruchomości magazynowych grupy Goodman w trzecim kwartale za 1 mld euro.

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, nieruchomości biurowe nadal mają największy udział w obrotach na rynku inwestycyjnym (38%), ale obiekty logistyczne odpowiadają już za 30% całkowitego wolumenu transakcji i pod tym względem wyprzedziły nieruchomości handlowe, na które przypada jedynie 11%. Wartość transakcji inwestycyjnych w sektorze magazynowym za pierwsze trzy kwartały wyniosła 2,3 mld euro i jest już wyższa od odnotowanej za cały ubiegły rok.

„Wśród inwestorów działających na rynku Europy Środkowo-Wschodniej najbardziej aktywni byli ponownie inwestorzy zagraniczni i to pomimo obostrzeń związanych z pandemią Covid-19. Zachęceni przez atrakcyjne stopy kapitalizacji i korzystne wskaźniki długoterminowe w regionie, wygenerowali 87% wolumenu transakcji inwestycyjnych w okresie od pierwszego do trzeciego kwartału 2020 roku, czyli więcej, niż wynosi średnia pięcioletnia (84%)” – mówi Chris Gillum, dyrektor działu nieruchomości biurowych, zespół doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

„Przykładem jest zakończona sukcesem transakcja sprzedaży dwóch budynków biurowych w Budapeszcie: Buda Square i Margit Palace, przy której firma Savills, we współpracy z lokalnym biurem stowarzyszonym Eston International, doradzała Adventum, węgierskiej firmie zarządzającej funduszami inwestycyjnymi. Nieruchomości te zostały sprzedane brytyjskiej spółce Resolution Property i chińskiemu konglomeratowi Fosun International. Oczekiwania kupujących i sprzedających stopniowo zbliżają się do siebie, co powinno przełożyć się na wzrost liczby transakcji w segmencie inwestycji typu core” – dodaje Chris Gillum, Savills.

„Całkowita wartość transakcji inwestycyjnych w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku w analizowanych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej wyniosła ok. 7,6 mld euro, z czego ponad 50% przypada na Polskę, czyli większość kapitału zainwestowanego w tym czasie w nieruchomości komercyjne. Drugim największym rynkiem z blisko 30-procentowym udziałem w wolumenie inwestycyjnym są Czechy. Inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej nadal aktywnie działali w Polsce w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku, o czym świadczy między innymi nabycie udziału większościowego w GTC przez węgierską firmę Optimum. Przewidujemy, że w kolejnych kwartałach także zaznaczą swoją obecność na naszym rynku. Obserwujemy rosnące zainteresowanie alternatywnymi sektorami nieruchomości, takimi jak apartamenty na wynajem instytucjonalny, domy studenckie i centra danych, które prawdopodobnie utrzyma się również w przyszłym roku” – komentuje Marek Paczuski, dyrektor, zastępca dyrektora działu doradztwa inwestycyjnego, Savills Polska.

„Bieżący rok w Europie Środkowo-Wschodniej upłynie pod znakiem wzrostu inwestycji w nieruchomości logistyczne i najlepsze budynki biurowe. Sektor mieszkaniowy także zyskuje na znaczeniu, ale ograniczeniem jest brak produktów inwestycyjnych. Natomiast w sektorze nieruchomości handlowych największym zainteresowaniem będą cieszyły się obiekty handlowe typu convenience i sklepy ogólnospożywcze” – dodaje Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań rynków europejskich, Savills.

„Według najnowszych prognoz Oxford Economics, gospodarki pięciu analizowanych krajów mogą się skurczyć o 5,4% w porównaniu ze spadkiem PKB o 7,4% dla całej Unii Europejskiej. Pomimo korekt w dół, przewidujemy, że stolice państw Europy Środkowo-Wschodniej wyprzedzą inne stolice europejskie pod względem wzrostu PKB, a liderem wśród miast, które najlepiej poradzą sobie z zawirowaniami spowodowanymi przez pandemię koronawirusa, będzie Warszawa” – podsumowuje Eri Mitsostergiou z SavillsCEE markets record third highest Real Estate investment volume on record