Własność przemysłowa a Brexit – co się zmieni od stycznia 2021?

Na nurtujące pytania o kwestie związane z prawami własności przemysłowej, po zakończeniu okresu przejściowego w procedurze Brexit, odpowiada mec. Maciej Priebe, rzecznik patentowy, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Posiadam zarejestrowany znak towarowy w Unii Europejskiej. Czy po 31 grudnia 2020 r. ochrona ulegnie jakimś zmianom?
Tak. Po 31.12.2020 unijne znaki towarowe przestaną obejmować obszar Wielkiej Brytanii.

W jaki sposób mogę utrzymać ochronę znaku towarowego w Wielkiej Brytanii?Zgodnie z porozumieniem między UE i UK, wszystkie znaki towarowe i wzory przemysłowe, które w dniu 31.12.2020 będą podlegały ochronie na obszarze Unii, zostaną zarejestrowane w brytyjskim urzędzie UKIPO jako odrębne prawa.

Co w sytuacji gdy mój znak towarowy w dniu 31.12.2020 będzie nadal w trakcie rozpatrywania przez unijny urząd EUIPO?
W takiej sytuacji, do września 2021 r. należy podjąć decyzję i rozpocząć odrębne postępowanie przed brytyjskim urzędem UKIPO. Niestety w takim przypadku należy wnieść także dodatkowe opłaty urzędowe oraz wyznaczyć pełnomocnika.

Czy od stycznia 2021 można spodziewać się obniżenia opłat urzędowych za zgłoszenia unijnych znaków towarowych i wzorów przemysłowych, w związku z wyłączeniem obszaru Wielkiej Brytanii?
Nie. Zgodnie z informacją potwierdzoną przez EUIPO, w najbliższym czasie nie jest planowana żadna redukcja opłat urzędowych.

Czy brytyjski urząd UKIPO będzie wymagał wskazania lokalnego pełnomocnika lub adresu do korespondencji w Wielkiej Brytanii?
Jeżeli dane prawo podlega już ochronie w UE i zostanie automatycznie „sklonowane” jako odrębne prawo krajowe w UK, urząd UKIPO deklaruje iż nie będzie wymagał wyznaczenia lokalnego pełnomocnika bądź adresu korespondencyjnego w Wielkiej Brytanii. Sytuacja ta może jednak ulec zmianie w przyszłości.

Tylko 6% Polaków inwestuje w fundusze, a 17% jest zdania, że dają one wysokie zyski

Podczas pandemii Polacy zmniejszyli poziom oszczędności zgromadzony na lokatach i poszukują nowych form pomnażania majątku. Ponieważ jednak w nasze finansowe DNA wpisane jest unikanie ryzyka, wśród sposobów lokowania nadwyżek finansowych w perspektywie 12 miesięcy najczęściej wskazywano nieruchomości, lokaty i inwestycje w złoto.

Z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” wiemy, że Polacy unikają ryzyka inwestycyjnego. To właśnie główny czynnik wpływający na decyzje dotyczące pomnażania majątku. Dotychczas prawie ¾ Polaków gromadziło swoje oszczędności na depozytach bankowych[1]. Ten rok spowodował jednak, że nawet najbardziej zachowawcze osoby szukają nowych sposobów lokowania swoich pieniędzy.

W 2020 r. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zadecydowała o zmianie polityki monetarnej i trzykrotnie obniżyła stopy referencyjne, po raz pierwszy w historii do prawie zerowego poziomu. Decyzja ta miała wpływ na obniżenie oprocentowania lokat. W konsekwencji klienci zaczęli zastanawiać się nad alternatywą dla swoich pieniędzy, kierując uwagę na rynek nieruchomości, złota i walut.

Warto zaznaczyć, że jedynie 6% Polaków posiada jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Brak własnych doświadczeń i umiarkowana wiedza na temat tych produktów sprawia, że niemal co drugi Polak niesłusznie obawia się, że jest to inwestycja raczej dla zamożnych i posiadających fachową wiedzę, a także wiążąca na długie lata. Tymczasem fundusze mogą być jedną z metod budowania majątku. Polscy klienci mają dzięki nim dostęp do inwestycji w różne instrumenty finansowe – od akcji po obligacje – oraz możliwość dywersyfikacji geograficznej. Pierwsza wpłata może wynosić od 50 do 1 000 zł, a wycofanie środków w większości funduszy trwa do 7 dni.

W aktualnych warunkach rynkowych znaczna część Polaków stoi przed wyzwaniem, w jaki sposób zarządzić swoimi oszczędnościami, dotychczas deponowanymi wyłącznie na lokatach. Około 3% inflacja powoduje, że pieniądze znajdujące się na kontach i depozytach realnie tracą na wartości. W takiej sytuacji należy zwrócić uwagę na fakt, że fundusze inwestycyjne są jedną z dostępnych alternatyw lokowania pieniędzy i budowania własnego majątku. Są produktem elastycznym, który daje szanse na zyski i wybór akceptowanego poziomu ryzyka, poprzez inwestycje w różne instrumenty finansowe. Jednocześnie próg wejścia jest niski, w większości funduszy wystarczy kilkaset złotych. Wśród Polaków nadal jednak dość powszechne są błędne przekonania, m.in. że to rozwiązanie dla osób zamożnych czy wiążące na długie lata – mówi Monika Szlosek, Lider Obszaru Oszczędności i Inwestycje w Santander Bank Polska.

Co wiemy o funduszach?

Okazuje się, że wiedza Polaków na temat funduszy inwestycyjnych jest niewielka, co powoduje często postrzegane ich w sposób niezgodny z rzeczywistością. Tylko 17% badanych wie, że fundusze są produktem elastycznym i nie wymagają zamrażania środków na długi czas. Także 17% badanych uważa ten sposób inwestowania za dający wysokie zyski. 32% zgadza się ze stwierdzeniem, że inwestując w fundusze powierza pieniądze profesjonalistom.

Opinie Polaków na temat funduszy

Warto także pamiętać, że fundusze inwestycyjne należą do najlepiej nadzorowanych instrumentów finansowych na rynku. Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych są prawnie zobligowane do badania wiedzy i poziomu akceptacji ryzyka klienta (MIFID), a także rzetelnego informowania o aktywach, w które lokują środki oraz o potencjalnym zysku i ryzyku.

Zysk pewny czy wysoki?

Jak wiemy z badań, Polacy wybierają inwestycje bezpieczne i stronią od ryzyka, większość woli go unikać. Aż 82% badanych, gdy mowa o inwestowaniu, woli wybrać mniejszy, ale pewny zysk. Sprawdziliśmy też jak nasi rodacy zachowują się, gdy inwestycja zaczyna tracić na wartości – prawie połowa (46%) zadeklarowała, że w takiej sytuacji wycofuje środki. 60% badanych twierdzi, że oszczędzając lub inwestując swoje środki dzieli pieniądze na różne produkty finansowe.

Te odpowiedzi wpisują się w preferencje Polaków, którzy wolą jak najbezpieczniejsze sposoby budowania majątku. Na lokatach bankowych i kontach oszczędnościowych było zgromadzone 232 mld zł (dane na koniec września 2020 r.). To o około 75 mld zł więcej niż we wszystkich funduszach inwestycyjnych[2]. Polacy zdają sobie jednak sprawę, że jest to zyskowna inwestycja – 67% badanych stwierdziła, że lokaty są mało lub bardzo mało zyskowną formą lokowania pieniędzy.

Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska. Raport z badania powstał we współpracy z firmą analityczną Analizy Online SA. Badanie ogólnopolskie zrealizowano na pełnoletnich mieszkańcach Polski metodą (CATI). Próba wyniosła 1002 osób.

[1] Dane dotyczące udziału aktywów finansowych gospodarstw domowych w 2019 r. pochodzą z Europejskiego Banku Centralnego i EFAMA.

[2] Dane NBP na koniec września 2020, za Analizy.pl

W pandemii Polacy częściej korzystają z cyfrowej bankowości

  • 96% ankietowanych jest pozytywnie nastawionych do rosnącej roli cyfryzacji w bankowości i finansach, przy czym 44% zwraca uwagę na istotność kwestii bezpieczeństwa
  • 55% Polaków twierdzi, że dziś częściej niż przed pandemią dokonuje transakcji finansowych online lub mobilnie
  • Już 68% Polaków korzysta z bankowych aplikacji mobilnych – więcej niż z aplikacji mediów społecznościowych
  • 63% badanych słyszała o koncepcji otwartej bankowości, a wielu z nich jest zainteresowanych opartymi na niej usługami finansowymi

Mastercard opublikował wyniki trzeciej edycji badania poświęconego popularności bankowości online i mobilnej[1]. Wynika z niego, że szybko postępująca cyfryzacja życia w warunkach pandemii pociągnęła za sobą wzrost popularności bankowości elektronicznej. Jednocześnie po stronie konsumentów pojawiają się nowe oczekiwania względem dostawców usług finansowych.

Pandemia COVID-19 sprawiła, że ewolucja w kierunku cyfryzacji znacznie przyspieszyła. To z kolei spowodowało skokowe upowszechnienie usług bankowości online i mobilnej, jako sposobu na bezpieczny, szybki i wygodny dostęp do pieniędzy oraz na zdalne zarządzanie finansami osobistymi.  Ponad połowa Polaków częściej niż przed pandemią „bankuje” dziś online lub mobilnie, a niemal co czwarty rozważa zmianę swojego banku na w pełni cyfrowy.

Powyższe obserwacje pokrywają się z wnioskami z innego nowego badania Mastercard pt. „Stan Płatności”[2]. Jego wyniki potwierdzają, że dziś konsumenci częściej niż przed wybuchem pandemii korzystają z bankowych aplikacji mobilnych. Dodatkowo Polacy odchodzą od płatności gotówkowych: 53% z nich twierdzi, że z powodu pandemii będzie używać mniej gotówki, 68% uważa, że w porównaniu z innymi metodami płatności gotówka nie jest wygodna, a z kolei 43%, że sprawdza się ona tylko przy płaceniu niewielkich kwot. Ponadto prawie połowa (49%) badanych z Polski uważa, że popularyzacja płatności zbliżeniowych pomoże zmniejszyć rozprzestrzenianie się COVID-19.

Mobilność w czasach zarazy

W związku z pandemią Polacy zdecydowanie częściej niż przed nią korzystają dziś z cyfrowych usług, takich jak wideokonferencje, zakupy online czy zdalna edukacja. To samo dotyczy bankowości, ponieważ utrudniony dostęp do placówek bankowych skłania ich do szukania nowych rozwiązań, pozwalających łatwo i bezpiecznie wykonywać operacje finansowe w internecie. Prawie wszyscy (96%) ankietowani w badaniu Mastercard są pozytywnie nastawieni do rosnącej roli cyfryzacji w bankowości i finansach, przy czym 44% zwraca jednocześnie uwagę na fakt, że nowe rozwiązania muszą zapewniać odpowiedni poziom bezpieczeństwa.

Zainteresowanie klientów bankowości rozwiązaniami cyfrowymi przekłada się ich powszechniejsze wykorzystanie. Ponad połowa (55%) Polaków twierdzi, że dziś częściej niż przed wybuchem pandemii dokonuje transakcji finansowych online lub mobilnie. Jest to najwyższy wynik w Europie. Jako najważniejsze zalety bankowości elektronicznej i mobilnych płatności ankietowani najczęściej wymieniają: oszczędność czasu (77%), prostotę i łatwość użytkowania (71%), dostępność zawsze i wszędzie (55%), bezpieczeństwo (38%) oraz niskie koszty (30%).

W sytuacji, w której wszyscy dostosowujemy się do nowej rzeczywistości, jedno jest pewne: nasze życie toczy się teraz przede wszystkim w sferze cyfrowej. Liczba użytkowników bankowości mobilnej w Polsce wynosi już ponad 15 milionów, a więc niemal o 3 miliony więcej niż rok temu. Polacy oczekują dziś prostych i bezpiecznych usług finansowych, na miarę czasów tzw. nowej normalności. W Mastercard pracujemy zarówno z fintechami, jak i z tradycyjnymi instytucjami finansowymi,  pomagając im sprostać nowym potrzebom w zakresie ucyfrowienia usług finansowych” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

Nowocześni klienci szukają cyfrowych banków

W badaniu Mastercard zwrócono uwagę również na oczekiwania klientów banków w Polsce dotyczące dalszej cyfryzacji ich usług. Prawie wszyscy (97%) ankietowani z Polski są zainteresowani korzystaniem z rozwiązań z zakresu bankowości cyfrowej, co jest najwyższym wynikiem w Europie. Wyprzedzamy pod tym względem mieszkańców Europy Zachodniej, szczególnie Niemcy i Francję, gdzie zainteresowanie takimi rozwiązaniami jest mniejsze o 9 pkt. proc.

Niemal co czwarty ankietowany (22%) rozważa zrezygnowanie w ciągu najbliższych 12 miesięcy z  usług oferowanych przez tradycyjny bank na rzecz instytucji finansowej, oferującej usługi wyłącznie online i mobilnie. Dodatkowo 29% deklaruje, że w takim w pełni cyfrowym banku chciałoby mieć rachunek bieżący. Równocześnie 79% twierdzi, że od swoich dostawców usług finansowych oczekuje zmian w ofercie. 29% ankietowanych chciałaby, żeby była ona bardziej dostępna i prostsza w obsłudze. Z kolei 25% badanych zgłasza potrzebę większej kontroli nad wydatkami w czasie rzeczywistym, a 23% większej elastyczności, która przejawiałaby się m.in. brakiem długoterminowych umów czy możliwością konsultacji 24h na dobę.

Wybierając spośród różnych dostawców i ofert cyfrowych usług finansowych, Polacy największą uwagę zwracają na bezpieczeństwo swoich pieniędzy i danych (55%). Inne istotne dla nich kryteria wyboru to niskie koszty i dodatkowe korzyści (39%), wygoda (30%) oraz przejrzystość i kontrola nad finansami (26%).

Otwarci na otwartą bankowość

Nowe rozwiązania finansowe to również te oparte na koncepcji otwartej bankowości, gdzie poszczególne instytucje finansowe za zgodą klienta wymieniają się danymi na jego temat, aby zaoferować mu lepsze lub zupełnie nowe usługi. 63% Polaków ankietowanych w badaniu Mastercard deklaruje, że słyszała o koncepcji otwartej bankowości, a wielu z nich wykazuje zainteresowanie opartymi na niej usługami finansowymi. 42% respondentów chciałoby korzystać z aplikacji, która umożliwia kontrolę i nadzór nad wszystkimi kontami w różnych bankach, 33% jest zainteresowanych usługą pozwalającą zarządzać finansami na bazie wszystkich dotychczasowych wydatków, a 28% rozwiązaniami, które oferują wysoką personalizację usług finansowych w oparciu o dane finansowe zebrane z różnych źródeł.

W kontekście bankowości otwartej warto zwrócić uwagę, że Polacy największym zaufaniem obdarzają nie graczy technologicznych, ale właśnie banki. 66% z nich uważa swój bank za najważniejsze źródło informacji i porad finansowych. Pod tym względem Polacy ufają bankom bardziej niż inni Europejczycy. Wśród badanych z Polski bankowe aplikacje mobilne są popularniejsze nawet od aplikacji mediów społecznościowych (68% vs 56%). Na wysokie zaufanie do banków wskazują również wyniki badania „Stan Płatności”. Aż 79% ankietowanych jest bardziej skłonnych do korzystania z telefonu przy płaceniu, jeśli usługa jest świadczona przez ich własny bank, a 56% z większym prawdopodobieństwem wybrałoby dostawcę usługi płatniczej polecanego przez ich bank. Z drugiej strony 48% Polaków wyraża zainteresowanie przekazywaniem pieniędzy znajomym za pośrednictwem aplikacji społecznościowej, takiej jak na przykład WhatsApp. To pokazuje, że chociaż konsumenci najbardziej ufają bankom, to swoje codzienne, drobne płatności są stanie powierzyć firmom technologicznych (tzw. BigTech).

[1] Badanie „Banking Evolution Study” zostało przeprowadzone na zlecenie Mastercard we wrześniu 2020 r. Próba obejmowała 9,605 respondentów z dwunastu krajów Europy, w tym z Polski, Niemiec, Holandii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Węgier, Bułgarii i Rosji. Badanie zostało przeprowadzone metodą ankiety online wśród internautów powyżej 18 r.ż.

[2] Raport pt. „What people want in 2020/21”, oparty na badaniu “State of Pay”:   https://mastercardcontentexchange.com/perspectives/featured-topics/the-global-state-of-pay/

Od 1 grudnia Białorusini będą mogli pracować w Polsce na podstawie wiz humanitarnych

Od 1 grudnia Białorusini będą mogli pracować w Polsce na podstawie wiz humanitarnych, ale jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o konkurencji z Ukraińcami 

1 grudnia 2020 roku w Polsce wejdą w życie zmiany w ustawie o cudzoziemcach. Obywatele Białorusi, posiadający wizę humanitarną do Polski, będą mogli podjąć pracę w Polsce na równi z obcokrajowcami, którzy legitymują się wizą pracowniczą. Wymagane będzie tylko pozwolenie na pracę od pracodawcy. Również Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii opracowało projekt ustawy dla medyków z Białorusi oraz osób z branży IT, które przyjeżdżają do Polski z wizą humanitarną i znakiem „Poland Business Harbour”. Ta grupa nie będzie potrzebowała zezwolenia na pracę od pracodawcy, więc będzie mogła pracować lub otworzyć firmę w Polsce, tak jak robią to osoby posiadające Kartę Polaka.

„Od początku masowych protestów na Białorusi obserwujemy wzrost zainteresowania zatrudnieniem w Polsce ze strony obywateli tego kraju. Jednak tylko w ostatnim miesiącu liczba zgłoszeń wzrosła około 10-krotnie. W tej chwili 20 proc. zgłaszających się posiada wizy humanitarne i liczba ta stale rośnie. W najbliższym czasie można przewidywać stały wzrost liczby obywateli Białorusi, którzy będą szukać zatrudnienia w Polsce. Ustawa, która wejdzie w życie 1 grudnia, istotnie wpłynie na wzrost tej liczby. Nie możemy jednak jeszcze powiedzieć, że pod względem liczby zatrudnionych Białorusini mogą stanowić pełnoprawną alternatywę dla ukraińskiej siły roboczej, której liczba w 2020 roku osiągnęła rekordowy poziom. Liczba wniosków o karty pobytu również rośnie dynamicznie wśród Ukraińców.” – zauważa Tomas Bogdevic, dyrektor generalny agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Biuro prasowe agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal 

Sektor obsługi obiektów (facility management) zatrudnia w Polsce 630 tysięcy pracowników

Sektor obsługi obiektów (facility management) zatrudnia w Polsce aż 630 tysięcy pracowników – wynika z najnowszego raportu Polskiej Rady Facility Management (PRFM), powstałego przy wsparciu Hays Poland i Pracuj.pl. Według analiz ekspertów w tej branży pracuje obecnie więcej osób niż w budownictwie. Mimo pandemii koronawirusa sektor dalej się rozwija, oferuje coraz bardziej dojrzałe usługi oraz nowe role wykorzystując przy tym potencjał zatrudnionych pracowników. Raport PRFM jest pierwszym opracowaniem skali i roli tej branży w polskiej gospodarce.

Raport w skrócie:

Branża obsługi obiektów zatrudnia 630 tysięcy pracowników.

  • To więcej osób niż w sektorze budowlanym.
  • 13% kadr sektora stanowią menedżerowie i eksperci, ich liczba ma rosnąć.
  • Pandemia zwiększyła zapotrzebowanie na nowe kompetencje i doświadczenie wśród kadr i przyspieszyła proces lepszego dopasowania branży do potrzeb biznesu.
  • Usługi z obszaru FM stanowią ok. 40% wszystkich kosztów ponoszonych przez organizacje.

Polska Rada Facility Management opublikowała raport podsumowujący działalność polskiego sektora obsługi obiektów (ang. facility management – FM) oraz perspektywy jego rozwoju. Jego partnerami są Hays Poland – wiodąca globalna firma doradztwa personalnego oraz Pracuj.pl – największy polski serwis rekrutacyjny. Raport jest pierwszym polskojęzycznym opracowaniem przedstawiającym podstawowe definicje oraz specyfikę tego sektora polskiej gospodarki, grupującego usługi i procesy związane z utrzymaniem oraz zarządzaniem obiektami, budynkami i infrastrukturą.

Według naszych analiz w branży obsługi obiektów pracuje obecnie w Polsce około 630 000 osób. Sektor ten zatrudnia więcej niż firmy budowlane oraz podobną liczbę pracowników, co branża transportowa i magazynowa, czyli uznany filar polskiej gospodarki. Raport Polskiej Rady Facility Management to efekt kilkuletnich konsultacji środowiska firm świadczących usługi utrzymania i zarządzania obiektami. Wypracowane przez nie kryteria autonomii branży nie są jednak kopią modeli znanych z innych gospodarek, a rozwiązaniem opartym o krajowe realia biznesowe. Podkreślenie odrębności oraz specyfiki branży obsługi obiektów jest ważne, by zrozumieć jej strategiczną i kluczową rolę dla wielu przedsiębiorstw w Polsce. – Krzysztof Kogut, prezes zarządu PRFM

Według definicji PRFM branża obsługi obiektów zajmuje się świadczeniem zintegrowanych usług utrzymania oraz zarządzania obiektami dla wszystkich branż i sektorów polskiej gospodarki. Do najważniejszych usług oferowanych przez firmy FM setkom tysięcy organizacji należą m.in. utrzymanie skomplikowanych instalacji budynkowych i nadzór techniczny obiektów, zarządzanie mediami, usługi czystości, ochrona i bezpieczeństwo budynków, administracja i usługi wsparcia dla firm użytkujących budynki czy też realizacja projektów budowlano-remontowych.

630 tysięcy miejsc pracy

Według szacunków PRFM w polskiej branży obsługi obiektów pracuje około 630 000 osób. Około 87% z nich (550 000) stanowią pracownicy zajmujący podstawowe stanowiska w obszarze utrzymania technicznego obiektów i instalacji budynkowych, utrzymania czystości i ochrony, zarządzania zużyciem mediów, serwisów IT, cateringu, zarządzania odpadami, zarządzania obszarem workplace i corporate wellness, zaopatrzenia biur i administracji biurowej, doradztwa technicznego i inżynierskiego oraz renowacji i remontów.

Jak szacują eksperci PRFM, dzięki swojej różnorodności branża zatrudnia około 80 000 osób z wykształceniem technicznym kierunkowym bądź wyższym – na stanowiskach eksperckich i menedżerskich. Pełnią oni zróżnicowane role: od techników, specjalistów i brygadzistów, przez kierowników obszaru, budynku czy też całego kontraktu, aż po stanowiska dyrektorów całych linii biznesowych.

Raport podkreśla wielorakość kompetencji wykorzystywanych w branży, a także przestrzeń do rozwoju kwalifikacji zawodowych dla pracowników sukcesywnie zwiększaną przez pracodawców. Absolwenci studiów wyższych znajdują w sektorze obsługi obiektów zatrudnienie na stanowiskach m.in. związanych z ochroną środowiska i BHP, technicznym utrzymaniem instalacji przemysłowych, instalacji budynkowych, infrastruktury IT, jak i tych związanych z technicznym zarządzaniem obiektami komercyjnymi.

Dynamika zatrudnienia w branży

Według danych Pracuj.pl w całym minionym roku i w pierwszym kwartale obecnego branża obsługi obiektów zwiększała zaangażowanie rekrutacyjne. Wybuch pandemii w marcu przyniósł tymczasowe zamrożenie wielu rekrutacji w całej polskiej gospodarce. Nie inaczej było w przypadku firm wspierających zarządzanie obiektami, jednak w maju i czerwcu liczba ogłoszeń zaczęła ponownie rosnąć.

Niewątpliwie obecne, związane z pandemią turbulencje na rynku nieruchomości utrudniają dokładniejsze prognozy dotyczące najbliższych trendów rekrutacyjnych. Jednak zapotrzebowanie na pracowników facility management może być w najbliższych miesiącach pobudzane przez rosnące potrzeby usług zapewnienia czystości i bezpieczeństwa budynków, w obliczu powrotów do siedzib po pandemii – napędzając rekrutacje kadry na niższych szczeblach. Firmy mogą także więcej inwestować w technologie wspierające automatyzację zarządzania budynkami, usprawniające procesy i ograniczające ryzyko błędów. Dałoby to szansę na wzrost zapotrzebowania na ekspertów od nowych technologii, wdrażających tego typu systemy. – Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter, ekspert Grupy Pracuj

Według Krzysztofa Koguta w okresie pandemii wzrosło zapotrzebowanie na specjalistyczną wiedzę menedżerską integrującą wiele dziedzin biznesowych i wiedzy branżowej w ramach jednego obszaru jakim jest FM. Eksperckie podejście do zarządzania złożonym łańcuchem usług w ramach obsługi obiektów, podczas pandemii zyskało zupełnie nowy wymiar. Zarówno zamawiający jak i dostawcy z tego rynku dostrzegają potrzebę podnoszenia kompetencji swoich zespołów, co finalnie przekłada się na bardziej efektywne i elastyczne podejście do realizacji modelu dostarczania usług.

Wzrósł popyt oraz zwiększyły się wymagania nie tylko wobec serwisów dozoru, ochrony i czystości, ale także wysokopoziomowych usług opartych o zaawansowany project management oraz strategiczne zarządzanie obszarem wsparcia klienta. Usługi utrzymania i zarządzania obiektami stały się kluczowe dla zapewniania wymogów związanych z reżimem sanitarnym, a tym samym zachowania ciągłości biznesowej organizacji. Przewidujemy, że zmiana podejścia do standardów w utrzymaniu nieruchomości oraz potrzeba przeformatowania organizacji miejsc pracy, będą impulsem dla wzrostu zatrudnienia w pierwszej połowie 2021 r. – Krzysztof Kogut, prezes zarządu PRFM

Dalsza perspektywa rozwoju branży

Prognozy dotyczące najbliższej przyszłości sektora obsługi obiektów – pomimo utrzymującej się niepewności i zagrożenia związanego z Covid-19 – są optymistyczne. Dotychczasowy popyt na usługi FM, według szacunków PRFM rósł średnio 15% w stosunku rok do roku. Chociaż wzrost ten wyhamował w tym roku, to w pierwszych miesiącach 2021 r. nadal spodziewane jest powrót trendu wzrostowego.

Również umiejętność wykorzystania nowych rozwiązań technologicznych służących do lepszego zarządzania środowiskiem pracy, w celu ponownego przyjęcia pracowników, będzie silnym sprzymierzeńcem sektora obsługi obiektów. Nowe podejście do obszaru workplace pozwoli wyraźniej zaznaczyć strategiczną rolę i podkreślić wartości biznesowe generowane przez FM po ustaniu pandemii.

Okres pandemii sprzyja zdobywaniu cennych doświadczeń. Młode pokolenie, które obecnie zbiera pierwsze szlify w branży FM, ma możliwość mierzenia się z bezprecedensowymi wyzwaniami natury technicznej, jak chociażby utrzymanie instalacji na jak najbardziej wydajnym i zoptymalizowanym kosztowo poziomie, a także koniecznością budowania dobrych relacji z zarządcami i właścicielami nieruchomości w obliczu dynamicznie zmieniających się okoliczności biznesowych. Tym samym nowa generacja facility managerów będzie łączyła zalety inżynierów i techników, dojrzewających biznesowo w pierwszej dekadzie XXI w., oraz atuty przypisywane młodemu pokoleniu, które w pracy stawia na budowanie relacji i rozwój kompetencji menedżerskich. – Agnieszka Pietrasik, Dyrektor Wykonawczy Hays

Definicja branży

Branża obsługi obiektów zajmuje się świadczeniem zintegrowanych usług utrzymania i zarządzania obiektami dla wszystkich branż i sektorów polskiej gospodarki. Zgodnie z rekomendacją Polskiej Rady Facility Management terminu „obsługa obiektów” używać należy do określenia branży i biznesu, zaś terminu „facility management” – w odniesieniu do usług i funkcji. Branża obsługi obiektów realizuje usługi i funkcje facility management.

Obsługa obiektów świadczy oraz integruje różne usługi i procesy biznesowe w ramach funkcjonowania budynków oraz ich najemców. Współczesnym celem tego sektora jest zatem nie tyle utrzymanie podstawowych funkcjonalności obiektów, co zwiększenie komfortu najemców oraz ich satysfakcji z najmu przestrzeni. Przykładowo, w przypadku budynków biurowych jednym z kluczowych zadań podmiotów sektora obsługi obiektów jest zapewnienie najemcom komfortu, wspieranie ich efektywności, a przede wszystkim zagwarantowanie bezpieczeństwa miejsca pracy. – Wiktoria Bożek, Przewodnicząca Grupy ds. HR przy PRFM

Dla zrozumienia istoty branży obsługi obiektów ważne jest rozróżnienie dziedzin facility management jako zarządzania procesami utrzymania obiektów oraz property management jako zarządzania własnością.

5G Made By Poland: już 26 listopada konferencja o udziale polskich firm w budowie sieci 5G

Nadchodząca sieć piątej generacji może być rewolucją na polskim rynku cyfrowym i IT. Duże oczekiwania wiązane są m.in. z Open RAN i możliwością powstawania sieci prywatnych. Ale czy polskie firmy są na to gotowe? Czy Polska ma szansę stać się jednym z liderów innowacyjnych rozwiązań we wdrażaniu sieci 5G – m.in. na te pytania odpowiedzą eksperci podczas konferencji „5G Made By Poland: Open RAN i polskie technologie 5G” organizowanej 26 listopada przez Związek Cyfrowa Polska i IS-Wireless.

Perspektywa sieci 5G niesie ze sobą wiele sprzyjających warunków związanych z przeformatowaniem dotychczasowego modelu, w którym działają dziś dostawcy i operatorzy telekomunikacyjni. Nowe możliwości otwiera m.in. Open RAN i możliwość powstawania sieci prywatnych, co niewątpliwie zmieni cały rynek usług cyfrowych i IT, ale też może wpłynąć na całą naszą gospodarkę. – 5G to duża szansa dla innowatorów z branży cyfrowej. Na polskim rynku są dziś firmy, które oferują całkowicie nowe modele do wdrażania 5G. Warto wykorzystać ich potencjał, bo mamy szansę powalczyć o rolę lidera nie tylko w kraju, ale też na rynkach europejskich – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.  I dodaje: – Dlatego warto się zastanowić, co zrobić, by pomóc polskim przedsiębiorcom w budowaniu ich pozycji m.in. poprzez sprzyjające regulacje.

Jak zauważa prezes Cyfrowej Polski, myśląc perspektywicznie o budowie i wdrażaniu sieci 5G w Polsce, należy wziąć pod uwagę wszelkie możliwe korzyści, jakie będą mieć wpływ na krajową gospodarkę.

-5G ma wprowadzić rewolucję w zakresie jakościowym, a jego właściwy rozwój będzie mieć strategiczne znaczenie dla polskiej gospodarki. Kluczową kwestią w debacie o 5G powinna być rola naszego kraju. Czy będzie to miejsce konsumenta cudzych technologii i podwykonawcy czy może jednak twórcy i dostawcy własnych technologii na rynek polski i rynki zagranicznych partnerów? Od tego zależy nasza przyszłość. Możemy z powodzeniem iść własną drogą, z wykorzystaniem polskiej myśli technicznej. A modelem biznesowym, który w dłuższym horyzoncie gwarantuje najlepsze efekty jest właśnie Open RAN, którego jesteśmy nie tylko orędownikiem, ale przede wszystkim jedynym w Polsce dostawcą. Że sukces z wykorzystaniem Open RAN jest możliwy, pokazuje choćby przykład japońskiego operatora Rakuten – tłumaczy dr Sławomir Pietrzyk, współzałożyciel i CEO IS-Wireless

Partnerami wspierającymi wydarzenie jest Accenture oraz PTI. Konferencja wraz z debatą ekspertów odbędzie się 26 listopada br. od godz. 10 w trybie online. Rejestracja na wydarzenie prowadzona jest na stronie https://konferencja.cyfrowapolska.org

Czy pracodawcy będą mogli kontrolować trzeźwość pracowników?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) otrzymuje wiele sygnałów, że pracodawcy często mają problemy z trzeźwością pracowników. Nic dziwnego, że temat alkoholu w miejscu pracy jest dla przedsiębiorców trudny – to oni są odpowiedzialni za bezpieczeństwo osób zatrudnionych i klientów, a nietrzeźwy pracownik stanowi poważne zagrożenie. Dotyczy to głównie szczególnych stanowisk – które zajmują kierowcy, operatorzy sprzętu ciężkiego i pracownicy zakładów produkcyjnych. Jednak nietrzeźwy pracownik w biurze lub obsłudze klienta również stanowi zagrożenie dla siebie i dla otoczenia. Nie jest bowiem w stanie świadomie i wydajnie wykonywać swoich obowiązków. Dlatego przedsiębiorcy domagają się, by kontrola trzeźwości pracowników była łatwiejsza i mniej obostrzona przepisami.

– Sposób i dopuszczalność kontroli przez pracodawcę rodzi wiele wątpliwości. Według ostatniego orzecznictwa Sądu Najwyższego stan pracownika mogą kontrolować tylko właściwe organy, takie jak policja. Pracodawca ma w tym zakresie ograniczone możliwości – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Jednak to pracodawcy odpowiedzialni są za bezpieczeństwo pracowników. Zrozumiałe jest więc, że chcą podejmować świadome decyzje o odsunięciu nietrzeźwej osoby od pracy. W związku z tym oczekujemy stosownych zmian w prawie, umożliwiających prowadzenie takich kontroli. Oczywiście powinny one być realizowane w odpowiednim trybie oraz w sposób zachowujący godność i prawa prywatne pracownika. Przepisy powinny jednak dopuszczać możliwość kontroli trzeźwości przez pracodawcę, który jest odpowiedzialny za organizację i bezpieczeństwo w miejscu pracy. Mówimy bowiem o sytuacji, w której rzetelne i sumiennie wykonywanie swoich obowiązków jest konieczne do funkcjonowania przedsiębiorstw – podsumowuje Spytek-Bandurska.

Inwestowanie bez ryzyka?

Niczym odkrywczym będzie stwierdzenie, że sektor usług finansowych w Polsce nie cieszy się zbytnim zaufaniem Polaków. Na pewno nie na tyle, aby z chęcią lokowali tam swoje oszczędności. Wbrew powszechnej opinii pieniądze wolimy przechowywać w przysłowiowej skarpecie, podczas gdy mogłyby one pracować na właścicieli i przynosić wymierny zysk.

Według najnowszych danych oszczędności w Polsce posiada co drugi Polak. W ciągu roku zwiększyły się one o ponad 50 mld zł (wzrost o prawie 4 proc. ). W porównaniu do poprzedniego roku największy procentowy wzrost zanotowały środki w gotówce i depozyty bieżące oraz obligacje. Niewiele jednak z tego korzyści, biorąc pod uwagę mało atrakcyjne z perspektywy inwestorów propozycje inwestycyjne banków. Wynika to między innymi z dość asekuracyjnej polityki banków.

Można oczywiście zaryzykować trochę bardziej niż otwarcie konta oszczędnościowego czy założenie lokaty, a mianowicie zagrać na agresywnych funduszach. Zwykle jednak obiecywany szybki zysk w ramach funduszy – poparty poważnym, finansowym, międzynarodowym autorytetem – kończy się utratą pieniędzy. Może być to wynikiem braku komunikacji ze strony opiekuna klienta, który zobowiązuje się do pilnowania ruchów na rynkach i w razie zawirowań, informowania, aby w porę interweniować. Często jednak teoria znacznie odbiega od praktyki.  Istnieją oczywiście skrajne przykłady związane z inwestowaniem, jak na przykład afera Amber Gold. Można także zainwestować w rynek nieruchomości ze stopą zwrotu pod koniec wieku produkcyjnego.

Z podejmowaniem ryzyka bywa u Polaków różnie. Ponad połowa, czyli 55 proc. deklaruje, że nie akceptuje żadnego ryzyka, a za najbardziej ryzykowny produkt uważa fundusze inwestycyjne. Tak wynika z najnowszego badania Kantaru na zlecenie UOKiK. Nieco mniej, bo 42 proc. badanych byłoby w stanie zaakceptować małe lub średnie ryzyko, jeśli istniałaby pewność, że odzyskają całość lub większość zainwestowanych pieniędzy. Z tym też bywa jednak różnie. Co więc zrobić, żeby nie dać inflacji przejeść swoich oszczędności? Można oczywiście czekać, aż coś drgnie w gospodarce. Jest jednak alternatywna droga, nie tak agresywna jak fundusz. Słyszeliście kiedyś o startupach?

Stopa zwrotu sięgająca nawet kilkuset procent

Jak pokazują wyniki badań, przeciętny właściciel startupu to 38-letni mężczyzna z wyższym wykształceniem, z czteroosobowej rodziny, który ma ciekawy pomysł na biznes i chce wykorzystać doświadczenie zdobyte w dotychczasowej pracy. Jego głównym motywem podjęcia działalności biznesowej jest chęć uzyskania niezależności i zwiększenia dochodów osobistych. Tyle z teorii.  Według raportu „Startup Poland 2016” cztery lata temu w bazie Fundacji Startup Poland było zarejestrowanych 2,7 tys. startupów. Na świecie najwięcej startupów funkcjonuje w Dolinie Krzemowej (12,7–15,6 tys.), Nowym Jorku (6,3–7,8 tys.), Londynie (4,3–5,9 tys.), Pekinie (4,8–7,2 tys.), Tel Avivie (2,2–2,7 tys.) oraz Berlinie (1,8–2,4 tys.). Biorąc pod uwagę powyższe dane na temat liczby startupów w lokalnych ekosystemach, można przyjąć, że wartość dla Polski (z głównymi miastami Warszawą i Łodzią) znajduje się w przedziale 3–6 tys. firm w zależności od przyjętej definicji startupu.

Te wszystkie dane dają nam w miarę spójny obraz rynku starupów, choć od czasu publikacji raportu minęło już trochę czasu, a rynek starupowy cały czas się rozwija. To, co wyróżnia go na tle standardowych i znanych Polakom rozwiązań, to zysk, który potrafi wypracować. W dodatku w bardzo krótkim – jak na nasze warunki – czasie. Jak wynika z ostatniego badania Fundacji Startup Poland, przeprowadzonego na grupie ponad 760 młodych innowacyjnych spółek, aż 17 proc. z nich rośnie w tempie przekraczającym 50 proc. miesięcznie. Jednak żeby startupy przynosiły faktyczne zyski inwestorom, warto aby wspierali oni nie jeden, a wiele takich organizacji. W tym tkwi siła inwestowania w startupy: w różnorodności i wielowymiarowości.

Stołeczna grupa Assay rozłożyła swój portfel startupów na trzy główne branże: software, elektromobilność  i stacjonarną. Aby jednak firmy mogły się w pełni rozwijać, potrzebują wsparcia finansowego inwestorów. Nie muszą to być od razu gigantyczne pieniądze. Warto podkreślić, że wymierną korzyścią po stronie inwestora jest stopa zwrotu o wiele większa niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, która sięgać może nawet kilkuset procent.

Kryzys może zadziałać motywująco

Może więc warto przyjrzeć się temu rozwiązaniu, zwłaszcza w tych niepewnych czasach. Paradoksalnie to właśnie dziś jest najlepszy czas do tego, aby przekonać się o możliwościach, jakie tkwią w tych małych, nowatorskich przedsiębiorstwach. W chwili, kiedy startupy przebiją się do szerszej świadomości, zdecydowanie wyhamują dynamikę swoich zysków. Jednak obecnie w Polsce wciąż pozostają awangardą na rynku finansowym, choć zapewne mają dużo bardziej demokratyczne ambicje. Swoją drogą, to musi być bardzo pozytywne odczucie, kiedy inwestuje się w projekt, w który samemu nie miało się śmiałości wejść za młodu, albo nie wpadło się nań wystarczająco szybko, a dziś ktoś to robi za nas i dla nas. Trochę jak George Lucas, który kręcił swoje epizody „Gwiezdnych Wojem” nie po kolei, bo czekał, aż technika na tyle się rozwinie, żeby jego wizje miały szanse być zrealizowane i nakręcone jak trzeba.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Jakub Karnowski, b. prezes PKP: CPK może kosztować kilka razy więcej niż zakładano

Koszt budowy Kolei Dużych Prędkości (HS2) w Wielkiej Brytanii miał początkowo wynieść 32.7 mld. GBP. W 2015 roku kwota ta urosła do 56 mld. GBP. Zaraz potem wzrosła do 106 mld. GBP. A teraz niezależna wycena przygotowana przez Lorda Berkeley wykazuje kwotę 170 mld. GBP, czyli ponad 5 razy więcej niż założenia początkowe[1].

1 mila KDP w UK ma więc kosztować blisko 0.5 miliarda GBP, czyli 1 km – ponad 300 mln. GBP (około 1.5 miliarda PLN).

Warto też przypomnieć, że budowa lotniska w Berlinie opóźniła się o 8 lat.

Jak wynika z moich informacji, władze CPK posiadają ekspertyzy, z których wynika, że tylko 2% tego typu tzw. megaprojektów jest realizowana w terminie i w ramach założonego budżetu.

W tym kontekście warto zadać pytania:

– Czy polski rząd jest lepiej przygotowany do takich projektów jak CPK niż Brytyjczycy lub Niemcy?

– Czy rząd aktualizuje założenia finansowe projektu, czy podtrzymuje oryginalne plany?

– Czy przygotowano już niezależną wycenę CPK w Baranowie uwzględniającą nowe przewidywane potoki podróżnych po pandemii?

– Jak wiarygodne są rządowe wyceny całego projektu?

Jakub Karnowski był w latach 2012-15 Prezesem Zarządu PKP S.A. oraz Przewodniczącym Rady Nadzorczej PKP Cargo S.A. Obecnie pracuje jako konsultant Banku Światowego ds. restrukturyzacji kolei w Kazachstanie i Tanzanii.

[1] https://www.newcivilengineer.com/latest/hs2-review-deputy-demands-ministerial-meeting-over-170bn-cost-claims-13-11-2020/

Jak pandemia wpłynie na sytuację pracowników transgranicznych

Pandemia koronawirusa bardzo mocno wpłynęła na rynek pracy. Rynek pracowników transgranicznych przeżywa kryzys. Wynika to z kilku aspektów. Po pierwsze wszyscy żyjemy w dynamicznej rzeczywistości, przepisy zmieniają się niemal z dnia na dzień. W takich okolicznościach bardzo trudno cokolwiek zaplanować. Swego czasu testy dla osób przekraczających granicę polsko – niemiecką w większości landów były obligatoryjne, w niektórych obszarach obowiązkowa była również 14-dniowa kwarantanna. Obecnie restrykcje są zróżnicowane w zależności od landów i często się zmieniają. Zarówno pracownikom jak i pracodawcom trudno cokolwiek zaplanować.

Problematyczna jest również kwestia kwarantanny. Nawet jeżeli pracownik zdecyduje się na wjazd i odbycie dwutygodniowej kwarantanny pozostaje pytanie, kto płaci za zakwaterowanie w tym czasie, pracownik czy pracodawca. Jeśli pracownik wyjeżdża prywatnie, bez pomocy agencji pośrednictwa, za ten czas płaci sam. Jeżeli w wyjeździe pośredniczy agencja pracy, opłaty najczęściej są po jej stronie. Do tej pory, pomimo konieczności odbycia kwarantanny w większości landów, wiele osób decydowała się na wyjazd.  W najbliższych tygodniach ta tendencja będzie spadkowa. Listopad zwykle był miesiącem, w którym wiele osób decydowało się na wyjazd, chcąc podreperować budżet przed świętami. W tym roku jest inaczej. Wyjazd w tym czasie będzie wiązał się prawdopodobnie z koniecznością odbycia kwarantanny zarówno na obszarze Niemiec oraz prawdopodobnie po powrocie do kraju. Biorąc to pod uwagę, jeżeli pracownik chciałby spędzić święta z rodziną, realnie mógłby pracować tylko dwa tygodnie, co jest nieopłacalne. Jestem przekonana, że sytuacja ustabilizuje się w styczniu. Wśród naszych klientów jest duże zapotrzebowanie na pracowników. Inwentaryzacja magazynów czy obsługa sklepów internetowych, w tych obszarach zapotrzebowanie na pracowników jest nadal bardzo duże. Poszukiwane są osoby, które zdecydują sią na pracę z nietypowych terminach, np. w Wigilię czy Sylwestra.

Duże zmiany zachodzą również po stronie pracodawców. Pierwszym symptomem zmian jest zaostrzenie procedur bezpieczeństwa. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady. Drugą zmianą, jaką wprowadzają firmy jest dokładniejsza analiza zagadnień prawnych. Działy prawne, które do tej pory składały się z 1-2 prawników, zatrudniają dodatkowe osoby do weryfikacji przepisów, które dynamicznie się zmieniają. Przepisy dotyczące zatrudniania są dużo dokładniej weryfikowane, analizowana jest sytuacja prawna poszczególnych przypadków. Z jednej strony może to opóźniać proces zatrudnienia, jednak pracodawcy starają się, aby w tym trudnym czasie wszystko odbywało się zgodnie z najwyższymi standardami.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – dyrektor zarządzającą w agencji pośrednictwa pracy HR International.

ATAD2 – praktyczne konsekwencje, obowiązki i potencjalne problemy wynikające z nowych regulacji

Głównym założeniem wdrożenia dyrektywy Rady (UE) 2017/952 z 29 maja 2017 r. (ATAD 2) jest dostosowanie polskiego systemu podatkowego do międzynarodowych standardów przeciwdziałania unikaniu opodatkowania poprzez ograniczenie celowego unikania opodatkowania dochodu w dwóch państwach przy jednoczesnym prawie do odliczenia. Innymi słowy, ustawodawca unijny ograniczył możliwości korzystania ze struktur hybrydowych, polegających na różnej klasyfikacji podatkowej w jurysdykcjach różnych krajów w zakresie tych samych zdarzeń. Nowe regulacje zostały implementowane do polskiego porządku prawnego i wejdą w życie z dniem 1 stycznia 2021 r. Wiążą się z dużą odpowiedzialnością i sankcjami dla osób zarządzających przedsiębiorstwami.

Najważniejsze pojęcia

Do najważniejszych pojęć związanych z nowymi przepisami należą: podmiot hybrydowy, hybrydowy instrument finansowy oraz pominięty zagraniczny zakład.

Pojęcie podmiotu hybrydowego sprowadza się do różnego ujęcia prawnego tego samego podmiotu w różnych krajach. W jednym kraju podmiot może być traktowany jako podmiot transparentny, podczas gdy w drugim traktuje się go jako podmiot nietransparentny.

Hybrydowy instrument finansowy to instrument odmiennie traktowany na potrzeby podatkowe w różnych krajach. Przykładowo w jednym kraju dane zdarzenie będzie rozpatrywane jako instrument dłużny, w stosunku do którego możliwe jest ponoszenie odsetek traktowanych jako koszt podatkowy, a w innym jako dokapitalizowanie spółki/wniesienie wkładu. W przeszłości do hybrydowych instrumentów finansowych należały m.in. długoterminowe pożyczki, gdzie odsetki były płacone wówczas, gdy były otrzymywane zyski, z kolei np. w Holandii tego typu pożyczki traktowano jako quasi dywidenda i były one zwolnione z podatku dochodowego.

Pominięty zagraniczny zakład powstaje wówczas, gdy jedno państwo uzna dane uzgodnienie za zakład na podstawie umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, podczas gdy w rozumieniu przepisów państwa siedziby substancja zgromadzona w danym kraju nie będzie zakładem.

Przypadki rozbieżności

Na wstępie warto wskazać, że hybrydyzacja dotyczy dwóch sytuacji:

  • podmiotów powiązanych (co najmniej 50% udziałów, praw głosu lub praw uczestniczenia w zysku lub wchodzenie w skład grupy kapitałowej zobowiązanej do sporządzenia skonsolidowanego sprawozdania finansowego) oraz
  • uzgodnienia strukturalnego, czyli jakiejkolwiek sytuacji wykorzystującej różnice w ujęciu struktur hybrydowych lub uzgodnienia prowadzącego do powstania takiej struktury.

Przypadki występowania rozbieżności są różne i można je podzielić na następujące sytuacje:

  • rozbieżności w kwalifikacji podmiotów hybrydowych – przykładowo niektóre spółki w Stanach Zjednoczonych mogą dokonywać wyboru w zakresie traktowania swoich spółek córek; i tak w przypadku potraktowania polskiej spółki jako podmiotu transparentnego (możliwość rozpoznania przychodów i kosztów spółek zależnych) można dokonywać odliczenia odpisów amortyzacyjnych w Stanach Zjednoczonych oraz w Polsce na podstawie przepisów „check the box”;
  • rozbieżności w kwalifikacji hybrydowych instrumentów finansowych – przykładowo pożyczka podporządkowana, udzielona przez holenderskiego udziałowca;
  • rozbieżności w kwalifikacji stałych zakładów hybrydowych – przykładowo w Polsce powstał zakład (np. projekt o charakterze inżynieryjno-instalacyjnym) w rozumieniu przepisów o unikaniu podwójnego opodatkowania, który w kraju siedziby właściciela tego przedsiębiorstwa nie jest traktowany jako odrębny zakład;
  • importowane rozbieżności;
  • przeniesienie hybrydowe;
  • rozbieżności w kwalifikacji wynikające z podwójnej rezydencji, czyli przykładowo podwójne odliczenia kosztów i strat w dwóch jurysdykcjach.

Kluczowe konsekwencje i skutki

U podatników może wystąpić brak prawa do zaliczenia określonych płatności do kosztów podatkowych, brak prawa do zwolnienia z opodatkowania wybranych przychodów czy brak ulgi w zakresie podatku u źródła. Dodatkowo naruszenia w zakresie ATAD2 będą skutkowały odpowiedzialnością karno-skarbową członków zarządów.

Z założenia nowe regulacje są nakierowane na zwalczanie i ograniczanie podwójnych przywilejów podatkowych, jednak wszyscy przedsiębiorcy powinni przygotować się na ich wejście w życie. W pierwszej kolejności przedsiębiorcy powinni podjąć działania celem identyfikacji sytuacji powodujących rozbieżności w kwalifikacji struktur hybrydowych. W szczególności przedsiębiorcy winni dokonać weryfikacji struktury kapitałowej, zawartych umów, dokonywanych płatności lub świadczeń na rzecz podmiotów zagranicznych, planowanych zmian w strukturze kapitałowej czy planowanych transakcji. Następnie należałoby zidentyfikować obszary związane z ryzykiem oraz elementy generujące największe wątpliwości. Ostatnim elementem jest zebranie odpowiedniej dokumentacji, wdrożenie procedur czy wystąpienie z wnioskami o indywidualne interpretacje podatkowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sądy zawieszają spłaty rat kredytów frankowych

  • Kurs franka szwajcarskiego podczas drugiej fali pandemii podlega mocnym wahaniom i idzie w górę – raty hipoteczne mogą być już o kilkadziesiąt złotych wyższe niż miesiąc temu.
  • Frankowicze szturmują sądy w nadziei, że te nie zostaną „zamrożone” tak jak w marcu. Głównym założeniem wytaczanych powództw jest unieważnienie umów kredytowych z uwagi na zawarte w nich klauzule niedozwolone.
  • Wnioski kredytobiorców o zawieszenie spłat kredytu na czas trwania procesu są w sądach traktowane przychylnie.

Rata kredytu frankowego wyższa o kilkadziesiąt złotych

Kredytobiorcy zadłużeni we franku szwajcarskim przeżywają deja vu z marca. W ciągu dwóch tygodni w drugiej połowie października kurs franka szwajcarskiego wzrósł o 18 groszy. Wraz z nim rosną raty kredytów frankowych. W listopadzie na spłatę raty trzeba przeznaczyć o kilkadziesiąt złotych więcej niż jeszcze miesiąc wcześniej. Lock down gospodarki może spowodować dalsze osłabienie kursu złotówki. W takiej sytuacji raty umów kredytowych waloryzowanych do CHF będą dalej rosły. Wraz z nimi wzrośnie niepokój frankowiczów o możliwość terminowego regulowania zobowiązań hipotecznych.

Frankowicze idą do sądów, póki te jeszcze działają

Rosnący kurs franka zwiększa motywację frankowiczów do pozbycia się ciążącego kredytu poprzez wystąpienie na drogą sądową. Liczba osób wnoszących pozwy do Sądów przeciwko bankom stale rośnie. Nie bez znaczenia jest sytuacja ekonomiczna wielu zadłużonych, która w dodatku pogarsza się w miarę pogłębiania lock downu. Głównym założeniem wytaczanych powództw jest unieważnienie umów kredytowych z uwagi na zawarte w nich klauzule abuzywne (czyli niedozwolone). W przypadku uzyskania korzystnego rozstrzygnięcia kredytobiorcy nie będą musieli już spłacać kredytu. Niezależnie od końcowego wyniku sporu z bankiem, już początek tej drogi może przynieść zadłużonym realną korzyść i ulgę w budżecie domowym.

– Coraz więcej osób jest zainteresowanych zaprzestaniem spłaty uciążliwego kredytu już w trakcie trwania procesu. Pomocne może być sądowe zawieszenie spłaty rat na czas procesu. Zgodnie z art. 730 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, w każdej sprawie cywilnej podlegającej rozpoznaniu przez sąd można żądać udzielenia zabezpieczenia. Złożenie takiego wniosku jest możliwe także w przypadku spraw związanych z kredytami hipotecznymi, a koszt operacji jest niski – opłata sądowa wynosi 100 zł. Konsument, który chce uzyskać decyzję o zawieszeniu spłaty, musi uprawdopodobnić swój interes prawny i konieczność ochrony praw majątkowych – wyjaśnia Piotr Maciągowski – Prezes Zarządu E-Kancelaria Grupa Prawno – Finansowa sp. z o.o.  

Wstrzymanie przez sąd konieczności spłaty rat jest bardzo prawdopodobne

Pozwy o zawieszenie spłat kredytu na czas trwania procesu — jak pokazuje wiele tego typu spraw już przeprowadzonych w Polsce — mają duże szanse na pozytywne rozpatrzenie. Sądy udzielały kredytobiorcom zabezpieczenia roszczeń na czas trwania procesu wstrzymując obowiązek dokonywania przez kredytobiorców spłat rat kredytu do czasu uprawomocnienia się wyroku w sprawie frankowej. Dodatkowo, Sądy zakazywały bankom wypowiadania umów kredytowych.

Klienci banków chętnie korzystają z takiej możliwości, tym bardziej że akceptacja przez Sąd wniosku o zabezpieczenie roszczeń następuje w większości zgłoszonych wniosków.

Jak i kiedy złożyć wniosek o wstrzymanie spłaty rat

Wniosek o zabezpieczenie roszczeń (czyli w uproszczeniu o wstrzymanie rat kredytowych) można złożyć w trakcie sprawy o nieważność umowy lub nawet jeszcze przed złożeniem pozwu. W odpowiedzi na taki wniosek, bank — zgodnie z art. 755 k.p.c. — powinien umożliwić unormowanie praw i obowiązków kredytobiorcy na czas trwania sprawy sądowej. W praktyce oznacza to wstrzymanie rat kredytu i zakaz wypowiedzenia przez bank umowy.

– Najważniejsze jest wykazanie, że w umowie z bankiem zawarte są niedozwolone klauzule. Jest to o tyle łatwe, że mamy coraz więcej zakończonych spraw sądowych potwierdzających wpływ konkretnych klauzul na niekorzyść kredytobiorcy — mówi Piotr Maciągowski z E-Kancelaria.  — To najważniejszy argument sprzyjający uzyskaniu zabezpieczenia. Liczą się też spłacone dotychczas raty kredytu. Możliwość otrzymania zabezpieczenia zwiększa się również, gdy klient banku spłacił wartość nominalną zaciągniętej kwoty kredytu. W kilku prowadzonych przez nas sprawach udało się nie tylko uzyskać wstrzymanie spłaty rat, ale i zabezpieczenie w postaci zakazu dokonywania przez bank wpisów w rejestrach biur informacji gospodarczej (BIK) oraz zakazu przekazywania do BIK informacji o zadłużeniu. Sąd zakazywał też bankom składania wypowiedzenia umowy, którego podstawą byłoby powołanie się na brak realizacji świadczenia w postaci płatności rat kapitałowo-kredytowych – dodaje ekspert E-Kancelarii.

Biorąc pod uwagę tegoroczną sytuację związaną z pandemią koronawirusa, wsparcie udzielane kredytobiorcom przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i wcześniejsze przychylanie się Sądów do spraw kredytobiorców w sprawie udzielania zabezpieczeń – wniosków o zabezpieczenie powództwa będzie coraz więcej. Wstrzymanie płatności rat kredytów hipotecznych staje się dla wielu ludzi sposobem na utrzymanie finansowej płynności w niepewnym gospodarczo czasie.

⅓ Polaków planuje zakupy podczas Black Friday

Tegoroczny Black Friday przypada na 28 listopada, co oznacza, że odbędzie się online. Wszystko to przez pandemię koronawirusa i wprowadzone ograniczenia — zamknięcie większości sklepów. Dlatego ExpertSender sprawdził, co Polacy uważają na temat tego święta zakupowego i czy planują w tym roku zakupy. I tak według raportu “Polacy i Black Friday” 61 proc. osób odpowiedziało, że choć raz w życiu skorzystało z ofert dostępnych tego dnia. ⅓ ankietowanych stwierdziła, że robi to zwykle online. Jednak w tym roku 23 proc. badanych twierdzi, że nie zrobi zakupów, a 46 proc. jeszcze nie wie.

Polacy i Black Friday 2020 (2) Polacy i Black Friday 2020 (1)

Święta zakupowe z roku na rok są coraz popularniejsze w Polsce. Obecnie, aż 94,8 proc. badanych przez ExpertSender stwierdziło, że wie czym jest Black Friday. To pokazuje, że globalne trendy zakupowe – w tym zakupów online – dobrze adaptują się także w Polsce. Jednak w tym roku sytuacja może być nieco inna. W tym momencie dużo osób nie wie, czy zrobi zakupy w tym czasie. Dlatego tak ważne jest wdrożenie przez sklepy odpowiednich działań marketingowych, które zachęcą do zakupów — mówi Krzysztof Jarecki, CEO ExpertSender.

Black Friday rządzi w Internecie

Jak twierdzi 77,7 proc. ankietowanych, nie ma dla nich znaczenia, kiedy zrobi zakupy. Z kolei 22,4 proc. czeka na święta zakupowe, takie jak Black Friday, żeby nabyć wcześniej upatrzone produkty lub usługi. Co więcej, prawie 40 proc. osób nigdy w swoim życiu nie kupiło nic w tym czasie. Prawie połowa osób twierdzi, że nie nastawia się na większe zakupy niż normalnie, a aż ⅓ jeszcze tego nie wie.

Zakupy w czasie Black Friday chętnie ankietowani robią w Internecie (26 proc.) lub zarówno online, jak i sklepach stacjonarnych (29 proc.). To oznacza, że tylko sklepy stacjonarne z tej okazji wybierano niechętnie (8 proc.). Prawdopodobnie wynika to z faktu, że w Internecie są dużo lepsze oferty niż w sklepie stacjonarnym. Za lepszymi ofertami online opowiedziało się trzy razy więcej osób niż za tymi offline.

Obniżki cenowe i oferty mailowe skłaniają do zakupów

57 proc. osób twierdzi, że będzie śledziła oferty, które otrzymają mailowo z okazji Black Friday. To może być szansa dla sklepów na przekonanie osób, które deklarują, że jeszcze nie wiedzą, czy zrobią zakupy w tym roku. Co ciekawe, dla ponad połowy ankietowanych (58 proc.), oferty, które otrzymują, są atrakcyjne. Natomiast 42 proc. badanych z nich korzysta.

Warto jednak zauważyć co najbardziej zachęca Polaków do zakupów. Dla 78,1 proc. ankietowanych najatrakcyjniejsze są obniżki cenowe. Znacznie mniej przyciągają gratisy (9,7 proc.), darmowa dostawa (7,6 proc.) czy rabat na kolejne zakupy (3,2 proc.). To oznacza, że cena produktu ma w tym momencie największe znaczenie.

Maciej Plichta dołączył do Colliers International. Wzmocni zespół ds. nowych technologii

Do Colliers International dołączył Maciej Plichta, który objął stanowisko New Technology Solutions Manager. Do jego obowiązków będzie należało wsparcie firmy oraz jej klientów w doradztwie w zakresie nowych technologii, a także prezentowanie oraz wdrażanie konkretnych rozwiązań. Pod opieką Macieja znajdą się także rozwiązania z zakresu PropTech oferowane przez Colliers m.in. aplikacja do zarządzania biurem Office App i platforma do rezerwacji przestrzeni w coworkach – Colliers Mobility Pass.

– Pandemia zdecydowanie przyspieszyła tempo zmian w zakresie nowych technologii, także w sektorze nieruchomości. Colliers od dawna znajduje się w czołówce branży nieruchomości komercyjnych, a teraz jest wiodącym graczem, który wspiera rozwój PropTechu. Cieszę się, że mogę stać się jego częścią i wraz z moimi współpracownikami szukać najbardziej innowacyjnych rozwiązań, aby współtworzyć technologiczną przyszłość inteligentnych budynków i środowiska pracy – mówi Maciej Plichta, New Technology Solutions Manager w Colliers International.

– Dołączenie Macieja do zespołu jest kontynuacją naszej strategii, w ramach której skupiamy się m.in. na wyszukiwaniu i wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych dla naszych klientów. Tylko w tym roku wprowadziliśmy do oferty dwa rozwiązania wspierające funkcjonowanie firm w nowej rzeczywistości – aplikację Office App, która dzięki 70 funkcjonalnościom, takim jak: mobilny dostęp do budynku i nawigacja po nim, smart parking czy wirtualna recepcja pomaga zarządzać powierzchnią biurową oraz Colliers Mobility Pass – pierwszą w Polsce platformę dającą dostęp do ponad 5000 coworków na świecie, w tym do ponad 60 w naszym kraju. Wiedza i doświadczenie, które Maciej wnosi do Colliers pozwolą nam jeszcze bardziej umocnić naszą pozycję w obszarze PropTech – mówi Sylwia Pędzińska, senior partner, odpowiedzialna za obszar Innovation & Knowledge w Colliers International.

Maciej jest specjalistą w dziedzinie innowacji i inwestycji w startupy. Ma ponad 10-letnie doświadczenie w zakresie venture capital, rozwoju biznesu, a także doradztwa w ramach zróżnicowanych projektów. Przed dołączeniem do Colliers pracował m.in. w innogy Innovation Hub, gdzie  zajmował się głównie tematyką PropTech i ConsTech. Do jego zadań należało również aktywne poszukiwanie innowacyjnych technologii odpowiadających na wyzwania sektora nieruchomości w startupowych ekosystemach w Europie i Izraelu. Nawiązywał również współpracę pomiędzy wybranymi startupami a klientami i partnerami z branży nieruchomości, co doprowadziło do wdrożenia nowych technologii w środowisku biznesowym. Jako inwestor venture capital Maciej pozyskiwał startupy technologiczne i realizował transakcje inwestycyjne. Ponadto był aktywnym członkiem sceny technologicznej i startupowej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, mentorem globalnych i regionalnych programów akceleracyjnych, a także zasiadał w jury wielu konkursów skierowanych do startupów.

Maciej uzyskał tytuł magistra na wydziale finansów i bankowości w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Jest posiadaczem jednego z najbardziej prestiżowych certyfikatów w świecie finansów – Chartered Financial Analyst (CFA). Czynnie udziela się również w polskim stowarzyszeniu CFA Society Poland.

Maleją wpływy z VAT-u. Eksperci: Winna jest obawa przed lockdownem i ograniczanie konsumpcji

Jak szacuje resort finansów, o 1,2% zmalały dochody z podatku VAT w pierwszych trzech kwartałach br. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Wcześniej prognozowano, że w 2020 roku państwo zyska z tego tytułu ok. 195 mld zł. Według prof. Modzelewskiego, należy oczekiwać co najwyżej 180 mld zł, tj. o ok. 10% mniej. Inni dodają, że w obecnym kwartale pewny jest dalszy spadek wpływów z VAT-u, choć końcówka roku zazwyczaj bywa dobra pod tym względem. Powód jest dość prosty. Obecnie społeczeństwo zaczyna bardziej oszczędzać, spada konsumpcja, a to z reguły niekorzystanie wpływa na gospodarkę. Jednak eksperci uspokajają, że państwo jest przygotowane na taki scenariusz.

VAT w dół

Od stycznia do końca września 2020 roku dochody budżetu państwa były wyższe o 8,5 mld zł w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Natomiast wpływy z podatku VAT były niższe o 1,2% r/r, tj. ok. 1,6 mld zł. Tak wynika z komunikatu Ministerstwa Finansów nt. szacunkowego wykonania budżetu państwa w okresie styczeń-wrzesień 2020 roku.

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

– W ubiegłym roku wpływy z podatku VAT wyniosły 186 mld złotych, a na ten zapowiadano ok. 195 mld zł. To prognoza zupełnie nierealna ze względu na to, co się dzieje od marca br. Po tych wszystkich przedłużających się, pełzających i narodowych lockdownach może w tym roku osiągniemy ok. 180 mld złotych. To jest więc regres prawie 20 mld w optymistycznym wariancie – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Stanisław Gomułka, główny ekonomista BBC
Stanisław Gomułka, główny ekonomista BBC

Jak podkreśla prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, na dochody z podatku VAT powinniśmy patrzeć w relacji do PKB. W latach 2016-19 mieliśmy dobrą koniunkturę, więc one rosły szybciej niż produkt krajowy brutto. Teraz jest recesja i należy oczekiwać zmiany tej sytuacji. Ekspert zaznacza, że w tym roku prognozowany jest spadek PKB o 3-4% w stosunku do ubiegłego roku, a VAT może skurczyć się jeszcze bardziej.

– W czwartym kwartale br. pewny jest spadek wpływów z VAT. Jednak dziś trudno oszacować skalę tego zjawiska, ponieważ nie wiemy, jakie obostrzenia będą obowiązywać w najbliższych tygodniach. W Polsce około 50% PKB to jednak eksport, ale pozostałą część generujemy naszą pracą i dokonywanymi zakupami – mówi Piotr Kuczyński, wieloletni analityk rynków finansowych.

Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™
Prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Fot. serwis agencyjny MondayNews™

Z kolei prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, zaznacza, że czwarty kwartał jest z reguły korzystny dla dochodów budżetu państwa z tytułu VAT. Dzieje się tak m.in. ze względu na rosnące obroty w związku ze świętami i zwyczajami zakupowymi Polaków. Co prawda pandemia zmienia modele naszego życia, w tym zakupów w gospodarstwach domowych, ale jednak duża część aktywności pozostaje. Istotne przy tym jest to, że działania rządu ukierunkowane są na wspieranie zatrudnienia i przeciwdziałanie zwolnieniom pracowników w przedsiębiorstwach.

– Wpływy z VAT to jest średnio około 7% PKB, a jednocześnie ok. 40% dochodów podatkowych i około 18% dochodów publicznych. W przypadku tych ostatnich największą część stanowią składki emerytalno-rentowe. Oprócz tego są tzw. dochody niepodatkowe. I okazuje się, że one w pierwszym półroczu były całkiem duże – analizuje prof. Gomułka.

Ratunkowy dług

Jak zaznacza Piotr Kuczyński, Polacy są przestraszeni i obawiają się drugiego lockdownu. Niektórzy mówią o trzeciej, czwartej i kolejnych falach zakażeń. Jeśli zwykły Kowalski ma możliwość odłożenia jakiejś kwoty z wynagrodzenia, to raczej stara się tak robić, a nie szuka kolejnych wydatków. Ekspert podkreśla, że gospodarka mocno odczuje to, że spadnie chęć do wydawania pieniędzy i zaciągania kredytów. Jeżeli ograniczymy kupowanie, to oczywiście zmniejszy się również produkcja. Dlatego w tej sytuacji najważniejsza jest postawa konsumenta.

– Widać, że gaśnie popyt konsumpcyjny. Głównym czynnikiem decydującym o spadku dochodów z VAT-u jest sytuacja na rynku paliw. Zawsze pierwszym podatnikiem tej daniny i akcyzy był PKN Orlen, a w ostatnich miesiącach mniej jeździliśmy. Wszystkie branże konsumpcyjne objęte stawkami podstawowymi już notują spadki na poziomie 15-20%. Przy kolejnych ograniczeniach będzie to powyżej 20% patrząc rok do roku. A przecież są też branże w stanie katastrofy, m.in. eventowa czy weselna – dodaje prof. Modzelewski.

Gospodarka to złożony system naczyń połączonych. Problemy jednej branży wpływają też na inne podmioty, co podkreśla prof. Mączyńska. Prezes PTE zaznacza, że np. gastronomia była jednym z największych odbiorców drobiu. Teraz zmuszona jest ograniczyć zakupy, co odczuwa ten sektor. Ale jednocześnie są branże zwiększające obszar aktywności. Dotyczy to m.in. szeroko rozumianej branży cyfrowej, ale też deweloperów, którzy wciąż wykazują wysoką aktywność w budowaniu nie tylko obiektów mieszkalnych, lecz także powierzchni magazynowych.

–  Ogólnie sytuacja budżetu centralnego nie jest specjalnie zła w stosunku do planów. Jeśli pojawią się odchylenia od prognoz dot. podatku VAT, to będą prawdopodobnie w skali niewielkiej w relacji do ogólnej sumy wydatków państwa. Możliwości finansowania potrzeb budżetu centralnego w roku 2020 są pewne. Ministerstwo Finansów bezpośrednio i pośrednio poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polski Fundusz Rozwoju sprzedało bardzo dużo skarbowych papierów wartościowych NBP i bankom komercyjnym. I w związku z tym ma na swoich kontach całkiem duże kwoty rezerw do wykorzystania w najbliższych miesiącach – mówi główny ekonomista BCC.

Z kolei według Piotra Kuczyńskiego, na pewno państwo jest przygotowane do sytuacji związanych z mniejszymi wpływami. Rząd zawsze może np. zadłużyć się, a NBP – dopisać zero przed przecinkiem i mieć 10 razy więcej pieniędzy. Jak zaznacza ekspert, nasz dług wynosi sześćdziesiąt kilka procent do PKB. To stosunkowo niewiele w porównaniu z Niemcami – 85% czy Stanami Zjednoczonymi – 106%.  Kolejne 2% PKB, czyli 40 mld zł, nie zmieni radykalnie sytuacji. Rząd będzie miał pieniądze do momentu, w którym rynki finansowe nie zaczną atakować najbardziej zadłużonych.

– Czym więcej się zadłużymy, tym mniej będziemy biedni – taka jest prawda, a nie odwrotnie. Najbardziej zadłużeni na świecie są najbogatsi. Bo swoje bogactwo budują m.in. na długu. Pieniędzy na świecie jest dużo, instytucje finansowe mają nadpłynność gigantyczną, bo gospodarka siada. Będziemy się więc zadłużać – przekonuje były wiceminister finansów.

Zdaniem prof. Mączyńskiej, sam proces zadłużenia nie powinien być traktowany jako zjawisko wyłącznie negatywne. Dług to jest narzędzie i to od zadłużającego się zależy, czy i w jakim stopniu je wykorzysta. Jeżeli zostanie on efektywnie zagospodarowany, to będzie sprzyjał rozwojowi. Ale dłużnik może też znacznie pogorszyć swoją sytuację, jeśli wymagana należność nie zostanie wykorzystana na cele prorozwojowe.

Znaczenie identyfikacji wizualnej w obiegu rynkowym

Znaczenie rynkowe marek w brandingu firmowym

Nie da się ukryć, iż identyfikacja wizualna jest w dzisiejszych czasach jednym z najważniejszych elementów, potrzebnych do sprawnego funkcjonowania firmy. Dzięki temu, że wyróżnia się ona (znakowo, symbolicznie lub w innych kreatywny sposób, zależnie od firmy, która odpowiedzialna jest za branding swoich produktów) na tle pozostałych, konkurencyjnych usług, klient, widząc znajome oznaczenia, jest w stanie zapłacić więcej z coś o podobnych parametrach bądź funkcjach, zyskując przy tym nic więcej, jak jedynie komfort psychiczny. Warto przyjrzeć się więc dokładnemu znaczeniu marki na rosnącym z roku na rok rynku ekonomicznym.

Czy marka, to jedyny element, który odpowiada za sukces firmy?

Natychmiastowo na to pytanie można by było odpowiedzieć zwyczajnym „nie”.

Nie da się oczywiście ukryć, że jest to niezbędna część każdego dobrze prosperującego biznesu, jednakże nawet najlepsza kampania marketingowa, najpiękniej stworzone kolorystycznie logo, najlepsi ludzi, odpowiedzialni za branding nie wypromują tego, co można spieniężyć, jeśli po prostu jest słabe.

Do pewnego stopnia oczywiście przez pewien czas można oszukać spore grono ludzi na zakupywanie słabych, partacko wykonanych usług bądź dóbr, jednakże prędzej czy później zła passa, roznoszących się potocznie nazywaną „pocztą pantoflową” wieści na dobre pogrąży nieuczciwego bądź nieodpowiedzialnego sprzedawcę.

O ile marka może działać niczym katalizator marketingowy na przeciętnej jakości produkt rynkowy, tak bubel, wykonany po to, tylko by napchać się szybkim kosztem, na pewno nie zwiedzie konsumentów, nawet jeśli zauroczą się oni przez chwilę solidnie wykonaną reklamą.

Dlaczego, skoro identyfikacja wizualna marki jest tak ważna, to nie każdy ją posiada?

Niektórzy zwyczajnie nie zdają sobie sprawy z potęgi, jaką daje dobra kampania, zrzeszająca wybrane dobra lub usługi pod szyldem swoich projektów graficznych. Początkujący przedsiębiorcy żyją niestety czasem przez bardzo długi okres w przekonaniu, iż nie powinni się wychylać, nie chwalić wiedzą, a po prostu zwyczajnie „robić swoje”, a produkt swoją jakością obroni się sam.

Niestety, jest to totalną bzdurą. Z jakiegoś powodu ludzie są skłonni zapłacić znacznie więcej za nowego Iphona, mimo iż, nie jest to telefon znacznie odbiegający od standardów technologicznych innych flagowych smartphonów, kiedy są głodni, częściej decydują się na konsumpcje posiłków w McDonalds bądź KFC, nawet jeżeli restauracje bliżej ich domu oferują jedzenie w mniejszej cenie o niemalże identycznym smaku. Te marki potrafiły się sprzedać, zyskały wręcz istniejący w społeczeństwie monopol, który pozwala im dominować wśród innych, mniejszych firm. Są dzisiaj gigantycznymi koncernami, zgarniającymi około 80% wszystkich zasobów pieniężnych.

Jaki jest więc wniosek?

Identyfikacja wizualna firmy to bardzo ważny element, o który powinieneś zadbać, jeśli planujesz wypłynąć ze swoją firmą na głębokie wody.

Błędne przekonania przedsiębiorców, myślenie, że jeżeli będzie się wystarczająco dobrym, to klient znajdzie się sam, jest, wobec tego największym kłamstwem, jakie ciągle przewija się w społeczeństwie. Niektórym może nie podobać się taki stan rzeczy, jednakże każdy z czasem będzie musiał się do niego przystosować.

Brak subkultur tworzonych przez współczesne osoby pozwala firmą na skuteczniejszą strategię zjednywania sobie fanów

We wcześniejszych latach dało zauważyć się pewne dosyć naturalnie formujące subkultury, identyfikujące się, chociażby z poszczególnym stylem życia albo słuchaniem konkretnego stylu muzycznego.

Kiedyś nie było tak szerokiego dostępu do konsumpcji dosłownie wszystkiego, na co przyjdzie ochota człowiekowi. Hermetyczne grupy miały dostęp do produktów wypuszczanych bardziej lokalnie, co z czasem w ramach powiększającej się globalizacji rynkowej skutecznie zwiększyło dostępność usług dla przeciętnych ludzi.

Wcześniej ktoś utożsamiał się na przykład z muzyką metalową, zapuszczał długie włosy, nie korzystając zbyt często z usług fryzjerski, kupował płyty zespołów jedynie kilku nurtów muzycznych oraz zaopatrzał w skurzane stroje, nie przywiązując uwagi do innych trendów modowych.

Teraz dostępność utworów zwiększyła się tak drastycznie, iż w serwisach streamingowych typu YouTube bądź Facebook ma się do wyboru stworzenie własnych składanek, gdzie najpierw można usłyszeć w słuchawkach ostre brzmienia, by następnie przejść do bardziej uspokajających rytmów z muzyki klasycznej.

Jednakże gdzieś bądź na czymś takich utworów trzeba słuchać, należy posiadać etui do telefonu danej firmy, bądź torbę na swój ulubiony model laptopa. Firmy dosłownie zawładnęły nowymi kręgami, zmniejszając zasięgi wcześniejszych ugrupowań.

Codziennie w internecie można natrafić na dyskusje, jaka dystrybucja Linuksa jest lepsza, czy macOS jest szybszy od Windowsa, na jakich platformach streamingowych puszczane są lepsze seriale bądź czy coca-cola smakuje lepiej niż pepsi (mimo iż co ciekawe obie marki należą do tego samego holdingu, kryjącego się pod nazwą Altria).

Marki gigantów nie tylko technologicznych potrafią czasem naprawdę mocno podzielić ludzi. Sytuacja rynkowa mniejszych firm stara się jak może przystosować do zmieniających trendów, narzucanych im odgórnie przez przedsiębiorstwa bardziej monopolistyczne. Firmy prawnicze ciągle prześcigają się w ocenach, co już jest plagiatem, a co tylko inspiracją produktu, chcącego upodobnić się do najpopularniejszych rynkowych trendów.

Przyszłość rynkowa z perspektywy istniejących obecnie marek

Eksperci z całego świata obawiają się zbyt wielkiego wpływu pojedynczych podmiotów na globalną sytuację rynkową. Niczym odkrywczym nie będzie stwierdzenie, iż coraz ciężej wybić się małym firmą, które dopiero rozpoczynają przygodę w podbijaniu świata swoimi usługami.

Ludzie dosyć szybko przyzwyczajają się do jednej rzeczy. Nie lubią nowości, nie chcą ryzykować, że utopią ciężko zarobione pieniądze w coś, co nie zostało przez nich sprawdzone. Wolą być pewni, iż nabywając określone dobro, dostaną to, czego faktycznie oczekiwali. Taka sytuacja wcale nie ułatwia lokalnym przedsiębiorstwom zaoferowaniu światu innowacyjnych pomysłów.

Nieświadome (bądź, być może jednak zaplanowane) blokowanie nowych biznesów budzi nastroje niepokoju u ludzi, którzy na co dzień zajmują się badaniem marek nad rynkami globalnymi.

Niedługo Google może wiedzieć jakiej muzyki słuchamy, jaki jest nasz obecny stan zdrowia, które jedzenie smakuje nam bardziej, Apple odda nam do dyspozycji telefon, który połączy się tylko z ich Macami, bądź słuchawkami, a Altria zaproponuje napój, który tak naprawdę został wyprodukowany w kontenerze, gdzie godzinę wcześniej wymieszano emulsję coli, bądź pepsi z wodą i wlano do miliona nowych butelek, które pewnie sprzedadzą się w najbliższych kilku dniach.

Ważnym jest więc, by uświadamiać osoby, którym zależy przede wszystkim na jakości, aby dawały większą szansę mniejszym działalnością. Być może właśnie teraz w okolicy kolejnego McDonalda otworzyła się kolejna restauracja fast foodowa, która za kilka lat zadziwi wszystkich smakiem swoich potraw? Koniec końców to ludzie wciąż mają największy wpływ na to, jak wygląda obecny rynek i nawet największa marka nie jest w stanie przeciwstawić się całemu społeczeństwu.

Arval Service Lease Polska z tytułem Lidera Elektromobilności 2020

Firma Arval Service Lease Polska z grupy BNP Paribas została wyróżniona tytułem Lidera Elektromobilności 2020. Nagroda przyznawana jest na podstawie badania przeprowadzanego przez PwC Polska oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA). Tegoroczna ceremonia ogłoszenia zwycięzców odbyła się 19 listopada, w pełni wirtualnie, podczas wydarzenia Global e-Mobility Forum 2020.

Nagroda przyznawana jest corocznie, a jej laureatami zostają podmioty szczególnie zaangażowane w rozwój polskiego transportu zero- i niskoemisyjnego, które w ciągu dwunastu miesięcy poprzedzających badanie zrealizowały najwięcej działań w obszarze elektromobilności. Na podstawie nadesłanych ankiet, organizatorzy oceniali m.in. w jaki sposób pandemia Covid-19 wpływa na plany firm, dotyczące inwestycji w elektromobilność, którzy uczestnicy rynku najlepiej odnajdują się w nowej rzeczywistości i w jaki sposób branża automotive może minimalizować negatywne skutki pandemii.

Jesteśmy szczęśliwi i dumni, że nasze zaangażowanie w rozwój elektromobilności jest nie tylko zauważane, ale także doceniane przez eksperckie gremia. Budowanie społecznej świadomości na temat ekologicznej mobilności jest wpisane w naszą strategię rozwoju biznesu. Jako lider branży car fleet management w Polsce, chcemy pozostać pionierem pozytywnych zmian. Stawiamy sobie ambitne cele – globalna strategia Arval Beyond zakłada, że do 2025 roku co czwarte auto wynajmowane przez Arval będzie zelektryfikowane, co sprawi, że ilość CO2 emitowanego przez zarządzane przez nas floty zmniejszy się o 30%. Biorąc pod uwagę nasze plany zwiększenia floty w Polsce do 100 tys. pojazdów w ciągu pięciu lat, oznacza to, że będziemy zarządzać parkiem 25 tysięcy zelektryfikowanych pojazdów – mówi Robert Antczak, dyrektor generalny Arval Service Lease Polska.

W ciągu ostatniego roku Arval w Polsce systematycznie zwiększał liczbę aut elektrycznych dostępnych w wynajmie i rozwijał ofertę wspierającą rozwój elektromobilności. Od lipca, we współpracy z EVBox, firma dostarcza klientom samochody elektryczne wraz z inteligentnymi ładowarkami. Pakiet, samochód i ładowarka, jest oferowany zgodnie z ideą kompleksowej obsługi one-stop-shop. We wrześniu Arval zorganizował wydarzenie Energy Mix Experience, pierwsze na polskim rynku porównanie tego samego modelu auta (Hyundai Kona) w wersji benzynowej, hybrydowej i elektrycznej. W ramach programu Arval Driving Academy klienci lidera rynku wynajmu długoterminowego pojazdów mogą wziąć udział w specjalnych szkoleniach z jazdy pojazdy elektrycznymi. Kursy prowadzone są we współpracy z Akademią Bezpiecznej Jazdy Tomasza Kuchara. Firma oferuje też usługi pozwalające w innowacyjny sposób rozwijać mobilność. Arval Bike Lease daje możliwość długoterminowego wynajmu rowerów elektrycznych z pełną obsługą, a Arval Car Sharing to szansa na współdzielenie samochodu elektrycznego wewnątrz firmy. Oprócz tego Arval wspiera klientów w transformacji energetycznej ich flot. Wykorzystuje do tego metodologię SMaRT (Sustainable Mobility and Responsibility Targets, czyli Zrównoważoną Mobilność oraz Odpowiedzialne Cele), która pomaga zmniejszać negatywny wpływ na środowisko i optymalizować wykorzystanie energii.

Arval podejmuje także różnorodne działania komunikacyjne, których celem jest promocja elektromobilności. Raporty i analizy dotyczące rynku EV, w tym m.in. Barometr Flotowy 2020, w kompleksowy sposób przybliżają odbiorcom najistotniejsze trendy rynkowe. Firmowa strona poświęcona elektromobilności (https://www.arval.pl/o-arval/elektromobilnosc) to baza wiedzy i praktycznych porad z zakresu użytkowania pojazdów EV i infrastruktury do ich ładowania, a seria „Pogromcy Elektromobilnych Mitów” rozprawia się ze stereotypami na temat pojazdów elektrycznych poprzez przystępne komentarze eksperckie w mediach.

Polscy producenci okien i drzwi podczas pandemii umacniają swoją pozycję w Europie

  • Stolarka z Polski w trakcie pandemii zwiększyła udział w rynku unijnym korzystając na większej wrażliwości cenowej inwestorów i osłabieniu złotego do euro. Główne rynki eksportowe to Niemcy (ok. 34 proc.), Francja (14 proc.), Wielka Brytania (7 proc.), Belgia (6 proc.) i Włochy (6 proc.).
  • W 2020 roku eksport stanowił silne wsparcie dla producentów okien i drzwi, jego udział może przekroczyć 60 proc. produkcji sprzedanej wobec około 55 proc. w ostatnich 3 latach.
  • Analitycy Santander Bank Polska prognozują 3 proc. wzrost wartości eksportu stolarki w tym roku. Ich zdaniem można się spodziewać, że w przyszłym roku dynamika eksportu przekroczy 5 proc. rok do roku.

Pandemia COVID-19 spowodowała przyspieszenie wielu trendów, które od pewnego czasu stopniowo zmieniały polski sektor produkcji stolarki otworowej. Najważniejszymi z nich, które już mają i będą miały największy wpływ na producentów okien i drzwi są: rosnące znaczenie eksportu, zwiększające się zainteresowanie oknami z PCV i aluminium oraz zmniejszający się popyt na okna drewniane, a także hamowanie krajowego rynku deweloperskiego po latach hossy.

Pandemia szansą dla polskich producentów

Trudna sytuacja gospodarcza w wielu krajach unii, rosnące zadłużenie państw i słaba sytuacja na rynku pracy, powodują znaczący wzrost wrażliwości cenowej inwestorów. Mogą na tym skorzystać polskie firmy, które są w europejskiej czołówce pod względem stosunku ceny do jakości. Dodatkowym czynnikiem wzrostu jest też mocne osłabienie złotego względem euro, przez co zagraniczni dystrybutorzy mogą zejść z cen, a polscy producenci zachować swoje marże. W efekcie polscy producenci notowali najwyższą stopę wzrostu eksportu wśród czołowych dostawców stolarki na rynek Unii Europejskiej. Od marca, kiedy cała branża weszła w spadki, dla polskich firm były one relatywnie mniejsze niż na przykład dla producentów z Włoch czy Niemiec. Natomiast od czerwca eksport stolarki otworowej z Polski jest już na plusie, co wynika przede wszystkim ze wzrostu sprzedaży na rynki unijne. Z kolei sprzedaż poza UE jest wyraźnie poniżej poziomu z ubiegłego roku. W efekcie, po siedmiu miesiącach tego roku, wartość eksportu polskiej stolarki otworowej jest na zaledwie 0,7 proc. minusie, podczas gdy część krajów notuje nawet kilkunastoprocentowe spadki. Największy wkład we wzrost sprzedaży polskich firm miał rynek niemiecki, odpowiadał on za blisko 40 proc. tegorocznego wzrostu – to prawie tyle ile wzrosła sprzedaż na pozostałych 50 rynkach.

Polski eksport okien coraz mocniejszy

Między 2009 a 2019 rokiem nastąpiło podwojenie sprzedaży polskiej stolarki otworowej. Mimo, że od 2016 roku obserwujemy rosnący rynek krajowy m. in. dzięki boomowi na rynku mieszkaniowym, to jednak największą różnicę stanowi wzrost dostaw na rynki Unii Europejskiej. Sprzedaż na eksport wzrosła w ostatniej dekadzie o ponad 200 proc., podczas gdy na rynku krajowym zanotowano około 30 proc.  wzrost sprzedaży. Dzięki tak znaczącym wzrostom eksport od 6 lat odpowiada za ponad połowę obrotów całej branży. W ostatnich latach wskaźnik ten był na poziomie 55-57 proc., jednak w 2020 roku nastąpiła wyraźna zmiana tego trendu.

Nie dysponujemy jeszcze pełnymi danymi porównywalnymi z 2019 rokiem, jednak na zmianę trendu wskazują informacje dotyczące wolumenów krajowej produkcji i eksportu. Po 9 miesiącach tego roku krajowa produkcja spada o 5 proc. rok do roku, podczas gdy eksport rośnie o 3 proc. rok do roku. Z tych danych wnioskujemy, że udział eksportu może przekroczyć nawet 60% produkcji polskich wytwórców okien i drzwi – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Co ciekawe, wzrost sprzedaży na eksport nie został osiągnięty poprzez zdobywanie nowych rynków zbytu, ale poprzez zwiększenie dostaw do państw Unii Europejskiej. W minionych latach wiele mówiło się o potrzebie otwarcia się na nowe rynki takie jak Azja, USA czy Bliski Wschód. Pandemia pokazała jednak, że w krajach Unii Europejskiej wciąż jest potencjał wzrostu.

Rynek wewnętrzy już nie rośnie tak szybko

Liczba mieszkań w budowie na polskim rynku nieruchomości rośnie od ponad 4 lat, bijąc kolejne rekordy i napędzając sprzedaż produktów budowlanych i wykończeniowych. Mimo, że to eksport ma dominujący udział w sprzedaży stolarki wyprodukowanej w Polsce, to sytuacja na naszym rynku nieruchomości ma także duży wpływ na branżę.

W 2019 roku obserwowaliśmy stopniowe hamowanie podaży mieszkań, co przyczyniło się też do ograniczenia tempa, w jakim rosły przychody firm produkujących stolarkę. W ubiegłym roku produkcja sprzedana producentów wzrosła o 7,6 proc. wobec 9,8 proc. wzrostu w roku 2018 roku. W bieżącym roku, z powodu pandemii COVID-19, podaż nowych mieszkań spowolniła jeszcze mocniej, zaś kwiecień br. przyniósł jeden z najniższych poziomów liczby mieszkań oddanych do użytkowania oraz rozpoczętych budów od lat – wyjaśnia Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej Santander Bank Polska.

Wygląda jednak na to, że branża deweloperska szybko zaczęła odrabiać straty po pandemii. W lipcu i wrześniu obserwowaliśmy jedne z najlepszych historycznie wyników miesięcznych. Dzięki tak spektakularnym wynikom, po lockdownie w marcu i kwietniu, ten rok może nie być do końca stracony dla producentów materiałów budowlanych, w tym stolarki otworowej. Analitycy Santander Bank Polska spodziewają się, że na koniec roku liczba mieszkań w budowie utrzyma się na nieznacznym plusie, dając podstawy do wzrostu sprzedaży stolarki na rynku krajowym w przyszłym roku. Jednak trend osłabienia polskiego rynku nieruchomości jest zauważalny.

Dobre prognozy na przyszły rok

Po 9 miesiącach tego roku wolumen produkcji stolarki otworowej jest na około 5 proc. minusie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Zdaniem analityków Santander Bank Polska wyrównanie wyniku z zeszłego roku jest jednak mało prawdopodobne, z kilku powodów. Po pierwsze październik 2019 roku był wyjątkowo udany i trudno będzie w tym roku znacząco poprawić ten wynik. Tradycyjnie pod koniec roku jest też niższy popyt na stolarkę okienną. Negatywny wpływ może mieć też wprowadzony w listopadzie częściowy lockdown. Nie ma on bezpośredniego przełożenia na prace budowlane, ale może przyczynić się do odłożenia takich prac na przyszły rok, gdy sytuacja związana z pandemią będzie bardziej przewidywalna.

Dużo większe powody do optymizmu dają wyniki eksportu branży. W bieżącym roku, po zaledwie 7 miesiącach, eksport stolarki jest już niemal na poziomie z ubiegłego roku. To bardzo dobry wynik biorąc pod uwagę, że wliczany jest w to okres kwietnia i maja, a więc miesięcy, w trakcie których większość rynków była zamrożona lub popyt był mocno ograniczony. Kluczowa będzie sytuacja gospodarcza na najważniejszych rynkach eksportowych, tj. przede wszystkim w Niemczech (ok. 34 proc. eksportu), ale również we Francji (14 proc.), Wielkiej Brytanii (7 proc.), Belgii (6 proc.) i we Włoszech (6 proc.).

Produkcja w najbardziej proeksportowych segmentach jest już na plusie po 9 miesiącach. Analitycy Santander Bank Polska prognozują w tym roku około 3 proc. wzrost wartości eksportu stolarki, wynikający przede wszystkim ze wzrostu udziału polskiego eksportu w rynku unijnym.

Bazując na prognozach PKB dla 9 największych odbiorców polskiej stolarki, odpowiadających za 80 proc. sprzedaży w tym roku, można się spodziewać, że w przyszłym roku dynamika eksportu przekroczy 5 proc. rok do roku. Dodatkowo, rynek krajowy może skonsumować obserwowane w drugiej połowie tego roku odbicie w liczbie wydanych pozwoleń i rozpoczętych budów mieszkań. To powinno przełożyć się na kontynuację wzrostu przychodów producentów stolarki, szybki rozwój całej branży, a także na umacnianie pozycji największych graczy na naszym rynku.

Konsolidacja rynku producentów okien i drzwi wydaje się nieuchronna. Największe przedsiębiorstwa już dzisiaj rozwijają się szybciej niż rynek. Firmy te stają się coraz bardziej istotnymi partnerami dla producentów szyb czy okuć, mają również potencjał, aby uruchomić samodzielną produkcję tych komponentów. To skróci ich łańcuch dostaw i pozwoli przejąć marżę dotychczasowego dostawcy. Przewaga na rynku europejskim, rosnący eksport, większe nastawienie na energooszczędność i sytuacja na rynku nieruchomości powodują, że polskie firmy z tej branży mogą być atrakcyjne dla inwestorów finansowych oraz branżowych – uważa Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej w Santander Bank Polska.

PwC i PSPA nagrodziły firmy najbardziej zaangażowane w rozwój zeroemisyjnego transportu

Pięć firm otrzymało w tym roku tytuł „Global e-Mobility Leader”, a czterem podmiotom przyznano tytuł polskiego „Lidera Elektromobilności” – ogłoszono podczas konferencji Global e-Mobility Forum 2020. Nagrody te są od trzech lat przyznawane przez PwC i PSPA firmom najbardziej zaangażowanym w rozwój zeroemisyjnego transportu.

Nagrody „Global E-Mobility Leader” przyznano przedsiębiorstwom, dzięki którym światowa transformacja branży motoryzacyjnej w kierunku nisko- i zeroemisyjności zyskuje coraz szybsze tempo. Nagrody „Lider Elektromobilności” trafiły z kolei do podmiotów najbardziej zaangażowanych w rozwój polskiego rynku ekologicznego transportu.

– Z wielką radością wyróżniamy dziś tych, którzy wykonali w ostatnich dwunastu miesiącach duże kroki na drodze do zeromisyjnego transportu. A ja cieszę się tym bardziej, że w gronie globalnych liderów znalazła się w tym roku również polska firma – powiedział Michał Kurtyka, Minister Klimatu i Środowiska podczas ceremonii przyznania nagród. Odbyła się ona podczas Global e-Mobility Forum, międzynarodowej konferencji wysokiego szczebla poświęconej rozwojowi zeroemisyjnego transportu.

Procedura wyboru

Kandydaci do tytułu „Global E-Mobility Leader 2020” zostali wskazani przy udziale ekspertów rynku e-mobility z 39 oddziałów PwC na całym świecie. Na podstawie analizy zgłoszeń wybrano listę 23 kluczowych podmiotów. Pięcioro zwycięzców wyłoniono z grona przedsiębiorstw posiadających istotny wkład w światowy rynek pojazdów elektrycznych, podzespołów i stacji ładowania, a także spośród podmiotów realizujących znaczne inwestycje w obszarze zrównoważonego transportu, wdrażających innowacyjne rozwiązania lub rozwijających usługi nowej mobilności. Wyboru dokonała międzynarodowa kapituła pod przewodnictwem ministra Michała Kurtyki, w której skład wchodzili przedstawiciele ministerstw, eksperci i praktycy rynku e-mobility m.in. z Wielkiej Brytanii, Norwegii i Polski.

– Ostatnie miesiące to czas bardzo dużego przyspieszenia na rynku e-mobility. Czas pandemii ewidentnie nie przeszkodził też wzrostowi konkurencji w tym sektorze, dlatego nie powinno być dla nas zaskoczeniem, jeśli w niedługim czasie pojawią się w nim nowi liderzy – podkreśliła Sekretarz kapituły nagrody „Global E-Mobility Leader” i ekspertka ds. elektromobilności dr Alicja Pawłowska-Piorun z Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu.

– W elektromobilność inwestują tysiące podmiotów z różnych gałęzi gospodarki na całym świecie. Niektóre przedsiębiorstwa wyróżniają się na tym tle w sposób szczególny. To firmy, dzięki którym na drogi trafia coraz więcej pojazdów elektrycznych, dzięki którym przybywa stacji ładowania, które opracowują innowacyjne technologie. To czyni ich liderami rynku elektromobilności, ponieważ bardzo mocno przyczyniają się do proekologicznej transformacji transportu – powiedział Dyrektor Zarządzający PSPA Maciej Mazur.

Polskich „Liderów Elektromobilności 2020” wybrano na podstawie analizy zgłoszeń w postaci szczegółowych ankiet, zawierających 76 pytań. Zwycięzców wyłoniono z dużego grona prywatnych i państwowych przedsiębiorstw i instytucji – operatorów flot samochodowych, dostawców pojazdów elektrycznych, infrastruktury ładowania, podzespołów czy też usług związanych z branżą elektromobilności.

Branża motoryzacyjna jest w trakcie fundamentalnej transformacji, dodatkowo przyspieszonej przez pandemię. Technologia, przepisy i zmiany klimatu to najistotniejsze czynniki powodujące poszukiwania nowych rozwiązań e-mobilności. Tegoroczni zdobywcy nagród są na dobrej drodze, aby połączyć nowe rozwiązania technologiczne z oczekiwaniami klientów. Jako szef praktyki motoryzacyjnej w PwC Polska jestem bardzo dumny, że jesteśmy zaangażowani w konkursy Global E-Mobility Leader oraz Lider Elektromobilności od samego początku – powiedział Piotr Michalczyk, partner w PwC.

Lista nagrodzonychGlobal e-Mobility Leader - Lider Elektromobilności Global e-Mobility Leader - Lider Elektromobilności

Tytuły „Global e-Mobility Leader 2020” trafiły do BMW (jako jednego z pięciu czołowych producentów samochodów elektrycznych na świecie, dynamicznie rozszerzającego ofertę BEV i PHEV), Hyundaia (będącego jednym z globalnych liderów sprzedaży pojazdów z napędami alternatywnymi, posiadającego w portfolio m.in. modele wodorowe), Ionity (międzynarodowego operatora wdrażającego sieć ultraszybkiej infrastruktury ładowania EV), Renault (rozwijającego kompleksowy ekosystem elektromobilności oparty na produkcji samochodów z napędem elektrycznym, car sharingu oraz technologii magazynowania energii) oraz Solaris Bus & Coach  (wiodącego dostawcy autobusów elektrycznych w Europie).

Tytuły polskiego „Lidera Elektromobilności 2020” trafiły do GARO Polska (szczecińska fabryka tej spółki wyprodukowała w ciągu ostatniego roku ponad 30 000 stacji ładowania), Arval Service Lease Polska (firma wprowadziła na polski rynek instrumenty ułatwiające finansowanie EV i podjęła działania edukacyjne dotyczące elektromobilności), InPost (firma mocno rozwija swoją flotę elektrycznych pojazdów dostawczych) oraz Grupa Kapitałowa ORLEN (ma istotny wkład w rozbudowę polskiej sieci ogólnodostępnej infrastruktury ładowania). Ponadto jury przyznało w tym konkursie trzy wyróżnienia, a otrzymały je Born Electric (firma opracowała m.in. innowacyjny system zarządzania akumulatorem trakcyjnym EV), No Limit (spółka rozwija elektromobilność w branży TSL) oraz GreenWay Polska (jest największym operatorem stacji ładowania w Polsce).

W Global e-Mobility Forum 2020, podczas którego przyznano te nagrody, wzięli udział m.in. Zastępca Sekretarza Generalnego ONZ i Dyrektor Wykonawcza Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska Inger Andersen, Komisarz ds. Transportu Komisji Europejskiej Adina Vălean, Minister Przedsiębiorczości i Przemysłu Wielkiej Brytanii Nadim Zahawi oraz wielu innych przedstawicieli administracji publicznej, biznesu i nauki z całego świata. Polskę reprezentował minister Michał Kurtyka, który był także gospodarzem konferencji. Wydarzenie zorganizowały w formule online Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.

12,7 mln zł zysku netto Grupy INC w III kwartale

Grupa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, podsumowuje III kwartał. W tym okresie Grupa wypracowała prawie 13 mln zł zysku netto, zysk brutto wyniósł 16,0 mln zł. Na koniec kwartału Grupa miała ponad 9 mln zł gotówki. To najlepszy kwartał w historii spółki. Grupa INC konsekwentnie rozwija działalność doradczą i inwestycyjną oraz buduje portfolio projektów na 2021 r.

Za nami najlepszy kwartał w historii spółki. Co szczególnie ważne, wynik rośnie nie tylko dzięki rozwojowi w obszarze inwestycji, ale również zaczynają się znacząco zwiększać przychody z usług doradczych. Pokazuje to słuszność naszej strategii, której realizacja przyczynia się do budowania bardziej powtarzalnego charakteru naszych wyników. Trzeba jednak przyznać, że wyniki finansowe korzystają z tegorocznej hossy na rynku NewConnect i poprawy wycen wielu spółek . – komentuje Paweł Śliwiński, prezes zarządu INC.

W okresie styczeń – wrzesień br. suma obrotów na rynku NewConnect wyniosła 9,4 mld zł, czyli tyle ile w poprzednich siedmiu latach. W październiku wartość obrotów wyniosła rekordowe 2,7 mld zł. W bieżącym roku dynamicznie rośnie również liczba rachunków inwestycyjnych. Grupa INC z powodzeniem wykorzystuje sprzyjające otoczenie rynkowe. W samym III kwartale Dom Maklerski  świadczył usługi oferowania akcji w ramach ofert o łącznej wartości 20 mln zł. Do końca września na platformie CorwdConnect.pl z sukcesem zrealizowano 8 projektów crowdinvestingowych (Detalion, Incuvo, Punch Punk Games, United Label, Olymp, Polkon, DRAGO Entertainment oraz Grow Uperion) o łącznej wartości 12,8 mln zł. W III kwartale br. akcje INC weszły do indeksu sWIG80.

– Bieżący rok zapowiada się jako rekordowy zarówno pod względem realizowanych projektów, jak i wyników finansowych. W ujęciu narastającym zysk netto całej grupy INC wynosi prawie 24 mln zł, a kwota kapitału pozyskana w tym roku przez naszych klientów może przekroczyć poziom 90 mln zł. Jednocześnie budujemy portfolio projektów inwestycyjnych i doradczych na przyszły rok, już teraz realizujemy ponad 15 umów na wprowadzenie spółek na NewConnect w przyszłym roku. – mówi Paweł Śliwiński.

Do 19 listopada Dom Maklerski INC świadczył usługi oferowania akcji o wartości 55 mln zł. Wartość trwających i planowanych do końca 2020 r. ofert to ok. 30 mln zł.

W minionym kwartale miały też miejsce dwa udane debiuty tj. Skinwallet oraz GenXone. Są to projekty, w których wspieraliśmy spółki zarówno na etapie pozyskania finansowania, jak i procesu wprowadzenia do obrotu giełdowego. Dodatkowo są to inwestycje portfelowe Carpathia Capital, spółki zależnej INC. – dodaje Paweł Śliwiński.

Grupy INC w połowie marca przyjęła nową strategię rozwoju, zgodnie z którą celem Grupy jest osiągnięcie pozycji krajowego lidera w kompleksowej obsłudze małych i średnich spółek poszukujących finansowania na rozwój. INC planuje również rozszerzyć działalność poza Polską.

Apetyt na ryzyko osłabł, zamykając waluty i rynek akcji w trendzie bocznym

Nowy spór między Departamentem Skarbu USA a Fed dochodzi do puli przeciwstawnych czynników, które tworzą szum wokół rynków finansowych. Bez jasnej drogi do podążania inwestorzy częściowo redukują ryzykowne pozycje, a trendy wytracają pęd.

Nowym tematem dla rynków, którego tak naprawdę mogłoby nie być, jest różnica zdań odnośnie wykorzystania środków użyczonych przez Departament Skarbu (DS) pod finansowanie programów pożyczkowych Fed. DS chce odzyskać 455 mld USD, kiedy z końcem roku wygasną programy pożyczkowe. Mimo że linie kredytowe nie są aktualnie intensywnie wykorzystywane, Fed preferowałby pozostawić sobie szerszy wachlarz dostępnych narzędzi, aby móc wesprzeć gospodarkę, kiedy pandemia pogorszy się. Ale DS ma inny pomysł i woli przeznaczyć środki na finansowanie grantów w ramach PPP zamiast zmuszać firmy do zwiększania zadłużenia. Szlachetny cel, jednak dla rynków obie formy wykorzystania środków są nieporównywalne. Zdecydowaniem większym zaufaniem cieszy się Fed niż administracja USA. Czy to chodzi o negocjowanie pakietu fiskalnego, czy aktualne problemy z przekazaniem władzy po wyborach, Biały Dom i Kongres nie wzmacniają przekonania, że pomoc z ich strony w walce ze skutkami pandemii będzie celna i błyskawiczna. Z drugiej strony to nie jest tak, że Fed od przyszłego roku będzie poważnie osłabiony. Wciąż ma narzędzie do stabilizacji rynków finansowych, jednak rynki nie pozostaną obojętne w sytuacji, kiedy silniejsze uderzenie pandemii będzie erodować pozycje firm w USA, które pozostaną na łasce skłóconego Kongresu czy pogrążonego w chaosie Białego Domu.

Powyższy scenariusz jest przykładem ekstremalnie pesymistycznego rozwoju wypadków, który nie musi nastąpić, zatem na razie prośba DS nie wywołuje większych reakcji, a bardziej dokłada szumu i zaciemnia obraz, w którym kierunku aktywa mają podążać. Euforia związana ze szczepionkami jest tłumiona przez ponure statystki wzrostu liczby zachorowań na świecie i przywracaniem restrykcji w USA. Nie brakuje też ryzyk politycznych: Donald Trump odmawia zaakceptowania wyniku wyborów; UE toczy spór nad budżetem, wciąż niezakończone są negocjacje brexitu. Nic dziwnego, że apetyt na ryzyko osłabł, zamykając waluty i rynek akcji w trendzie bocznym. Inwestorzy czekają na świeży katalizator w którymkolwiek kierunku.

Złoty również pozostaje stabilny a EUR/PLN zawęził kanał wahań do 4,46-4,4820. Sprowokowana przez Polskę i Węgry blokada unijnego budżetu nie wywiera presji na polską walutę, gdyż rynek zakłada, że w szeregach Unii uda się osiągnąć kompromis. Ponadto według rządowych danych sytuacja zdrowotna w kraju ustabilizowała się, odsuwając wizję narodowej kwarantanny. Wsparciem dla złotego są też komentarze z Rady Polityki Pieniężnej umniejszające prawdopodobieństwo ujemnych stóp procentowych. Wczoraj taki scenariusz wykluczył Jerzy Kropiwnicki, dołączając tym samy do wcześniejszych komentarzy Grażyny Ancyparowicz i Eugeniusza Gatnara. Kropiwnicki zakłada, że wzrost inflacji w drugiej połowie przyszłego roku może skłonić Radę do podwyżek. Sądzimy jednak, że w 2021 r. Rada będzie podtrzymywać ostrożne stanowisko i wspierać gospodarkę poprzez utrzymanie niskich stóp procentowych, ale zanikanie głosów za cięciem stóp procentowych później zera powinno pozwolić ukrócić rynkowe spekulacje.

W piątek dane z polskiego przemysłu powinny wypaść jeszcze dobrze i bez wpływu restrykcji. Po południu otrzymamy dane o sprzedaży detalicznej z Kanady, choć CAD bardziej śledzi nastroje na rynkowe niż dane. Poza tym w ciągu dnia kilka wystąpień przedstawicieli EBC (Lagarde) i Fed. W przypadku tych drugich interesujące będą komentarze o świeżym sporze z Departamentem Skarbu w sprawie funduszy pomocowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

System Windows ma już 35 lat

Był dostępny na dyskietce. Nie miał pulpitu, a okna nie mogły na siebie zachodzić, ale już wtedy potrafił obsługiwać kilka zadań równolegle. Posiadał kalkulator i opcję rysowania. Edytor tabel pojawił się dopiero w 1987 roku, a tekstowy kolejne dwa lata później.

20 listopada mija 35 lat od dnia, gdy na rynku pojawił się Windows 1.01. Z najnowszego Windows 10, korzysta już ponad miliard użytkowników. Ta wersja systemu operacyjnego Microsoft jest dopasowana do aktualnej rzeczywistości m.in. narażenia użytkowników na cyberataki.

Windows 1.0 – najdłużej wspierany system operacyjny w dziejach

Pierwszy system Microsoftu, którego premiera miała miejsce 20 listopada 1985 roku, działał wyłącznie na komputerach z kartą graficzną CGA, EGA i Hercules. Dopiero Windows 1.04 obsługiwało świeżo zaprogramowane, a już wówczas cieszące się ogólnoświatową sławą – VGA. Żeby go uruchomić niezbędne było zaledwie 256 kB pamięci RAM i dwie stacje dyskietek. Dzisiaj, gdy przechowujemy w smartfonie tysiące zdjęć, 20 albumów płytowych i kilka filmów w jakości HD, nadal narzekając, że to wciąż za mało, wydaje się to wręcz niemożliwe.

Pierwszy Windows nie miał pulpitu, okna nie mogły na siebie zachodzić, ale już wtedy miał charakter „wielozadaniowy”. Miał DOS, kalkulator czy opcję rysowania. Popularne edytory pojawiły się nieco później. Excel w Windows 2.0 (w 1987 roku), a Word wraz z nadejściem Windows 3.0 (1989). Dlatego na początku trzeba było korzystać z ich minimalistycznych poprzedników, notatnika albo wersji demo Worda dla DOS, którą można było zdobyć na przykład kupując magazyn komputerowy PC World, z dołączoną do niego dyskietką.

Windows 1.0 był najdłużej wspieranym system operacyjny w historii, a jego obsługę zakończono dopiero po 16 latach, 31 grudnia 2001 roku.

Fenomen 95

W kolejnych latach pojawiały się nowe wersje systemu. Windows 98, Windows ME, jednak najwięcej uwagi i sławy zdobyła wersja „dziewięćdziesiąt pięć”. Również w jej przypadku obchodzimy okrągłą rocznicę.

Windows 95 wszedł na rynek z prawdziwym przytupem. Właśnie mija 25 lat, odkąd Microsoft w ramach działań promocyjnych nabył prawa do utworu „Start Me Up” zespołu Rolling Stones. To właśnie wtedy rozciągnięto nad Toronto stumetrowy banner i rozdano bezpłatnie 1,5 miliona egzemplarzy dziennika The Times.

System oferował różne nowości: menu Start, dolną listwę, menadżera zadań albo pierwszą wersję późniejszego hegemona wśród przeglądarek, czyli Internet Explorer. 95-tka de facto zdefiniowała to, jak Windowsy wyglądają po dziś dzień. Windows 95 pomógł również rozwijać internet, którego prędkość ówcześnie nie przekraczała kilobitu na sekundę. System nadal opierał się na DOSie, ale wymogi minimalne były już nieco wyższe: 4 MB RAM, 50 MB pamięci na dysku i monitor VGA.

Kolejny przewrót nastąpił z nadejściem interfejsu DirectX. Był to przełom dla przemysłu gier. Jest on nadal używany jako węzeł dla komponentów wewnętrznych i zewnętrznych, a także jako łącznik systemu na przykład z kartą graficzną, dźwiękową czy klawiaturą.

Windows, wciąż ulepszany z myślą o użytkownikach darzących go zaufaniem, zajmuje doczesne miejsce w historii rozwoju technologii.

Powrót do przyszłości

Czy Marty McFly odnalazłby się jako użytkownik najnowszej wersji Windowsa? Wszakże, gdy wyruszał w swoją podróż wersja 1.0 nie została jeszcze udostępniona. Można zatem zgadywać, że po dotarciu do celu swojej podróży w czasie, czyli roku 2015, bohater filmowej trylogii „Powrót do Przyszłości” mógłby być zaskoczony.

Dostępny od 2015 roku Windows 10 oferuje pełną obsługą synchronizacji między różnymi urządzeniami (komputer, komórka, Xbox). Jedno konto daje możliwość zarządzania wszystkimi aplikacjami i danymi oraz umożliwia pobieranie kolejnych aplikacji i potrzebnych narzędzi.  Przeglądarkę Internet Explorer zastąpiło Microsoft Edge: szybsze, bezpieczniejsze i bardziej praktyczne narzędzie, na przykład dzięki funkcji Collections, która pozwala zapisywać dane z zakupów lub kwerend naukowych. Inne nowe funkcje to m.in. panel zapisu matematycznego, zmieniający narysowane znaki w tekst. Dzięki niemu nie ma już potrzeby zapisywania ułamków i potęg przez wklejanie symboli. Do Windows 10 dołączono ponadto przelicznik walut, zgodnie z aktualnym kursem wymiany, jednostek objętości, długości czy energii.

Jednym z wyzwań, wobec których stajemy, są coraz częstsze i coraz bardziej wyrafinowane ataki hakerów. Szacuje się, że codziennie ma miejsce ponad 80 tys. ataków cybernetycznych. Antidotum na to zagrożenie, oprócz ogólnie pojętej ostrożności – omijania szerokim łukiem podejrzanych stron internetowych, linków i załączników – jest również „Dziesiątka”.

Najbezpieczniejszy system operacyjny od Microsoft oferuje m.in. wbudowane, solidne rozwiązanie antywirusowe. To jeden z elementów, nad którym szczególnie skupiono się w ostatnich latach. Stanowi bardzo ciekawą alternatywę dla drogich, komercyjnych rozwiązań. W ustawieniach wyjściowych antywirus jest aktywny od razu po zainstalowaniu systemu operacyjnego Windows 10. Jednak tylko do czasu zainstalowania innego rozwiązania antywirusowego, które będzie następnie preferowane przez system. W kontekście bezpieczeństwa użytkowania przydatny jest Windows Sandbox („piaskownica”), który pozwala testować podejrzane aplikacje i strony, bez ryzyka dla systemu głównego.

Windows 10 oferuje wiele funkcji mających w maksymalnym stopniu przyspieszać i upraszczać pracę. Pomocne są np. wirtualne pulpity. Na każdym można wykonywać inne zadania, z łatwością poruszając się między nimi z użyciem skrótów klawiszy: Windows+ctrl+strzałka w bok. Możliwe jest także sterowanie nimi z innego urządzenia. a Podobne rozwiązania są szczególnie ważne
w czasach, kiedy sposób w jaki pracujemy zmienia się dynamicznie. Home office jest już nie tylko okazjonalnym benefitem, ale powszechnym sposobem pracy, który oszczędza czas i komponuje się z rytmem dnia.

Obecnie Windows 10 to najczęściej używany system operacyjny na świecie. Miesięcznie korzysta
z niego miliard aktywnych użytkowników. W Polsce system zainstalowano na ponad 93 proc. urządzeń, używanych w pracy, ale również w wolnym czasie. Pozostaje doskonałym narzędziem wspierającym nas w każdym miejscu i w każdych warunkach.

A czy ty znasz dobrze Windowsa? Oto kilka ciekawostek na jego temat:

Logowanie odciskiem palca lub twarzą

Tych, którzy mają do dyspozycji czytnik linii papilarnych lub kamerę z czytnikiem 3D, na pewno ucieszy Windows Hello (Start->Ustawienia ->Aktualizacje i zabezpieczenia ->Zabezpieczenia systemu Windows->Ochrona konta). Dzięki tej funkcji można zalogować się w systemie Windows 10 bez hasła, a jedynie z użyciem danych biometrycznych. Inny szybki i bezpieczny sposób logowania to logowanie z użyciem odcisku palca, własnej twarzy czy skanu tęczówek.

Łatwiej się skupić i pracować w nocy

Oprócz funkcji Skupienie, która pozwala wyłączyć rozpraszające powiadomienia (można
ją aktywować klikając ikonę centrum akcji w prawym dolnym rogu i wybór kafelka Skupienie), użytkownik może korzystać np. z wirtualnego pulpitu (klawisz Windows+ctrl+D do założenia nowego pulpitu albo klawisz Windows+ctrl+strzałka w bok do przechodzenia między pulpitami). Jeżeli kogoś czeka praca do późnych godzin nocnych, może skorzystać z trybu nocnego, w którym kolory zostaną zmodyfikowane tak, by ekran nie emitował niebieskiego światła.

Twórcy Windows 10 w hołdzie Tolkienowi

Niektórzy programiści tworzący system operacyjny Windows 10 prawdopodobnie należeli
do zagorzałych fanów fantasy. Jeżeli chcesz zobaczyć kadr z Hobbitonu z filmowej wersji Władcy pierścieni, wpisz do wyszukiwarki (Windows+S) „Napisy”, a w ustawieniu napisów zobaczysz chatkę Bag End.

7 powodów, dla których warto przywrócić pełną działalność galerii handlowych przed Świętami

Ewentualne przedłużenie zamknięcia centrów handlowych po 29 listopada znacząco utrudni Polakom przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. W tym roku będą one szczególne ze względu na wprowadzone ograniczenia, które na pewno wpłyną na sposób spędzania tego czasu przez polskie rodziny. Nie zawsze bezpośrednie spotkania będą możliwe, dlatego tak ważna dla wielu Polaków jest i będzie pamięć o najbliższych i sprawienie im radości w czasie, który dotąd spędzano wspólnie w szerokim gronie rodziny i przyjaciół.

Zapewnienie komfortu bezpiecznych i przemyślanych zakupów w czasie wymagającym zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń i planów będzie miało duże znaczenie dla większości Polaków. Zakupy przez Internet, które stanowią zaledwie 20 proc. średniej sprzedaży marek i są uzupełnieniem tradycyjnego handlu, nie będą w stanie zaspokoić potrzeb Polaków, zwłaszcza przed Świętami, kiedy termin dostawy ma kluczowe znaczenie.

Branża centrów handlowych jest dobrze przygotowana, aby umożliwić Polakom bezpieczne i spokojne zakupy przedświąteczne. A tym samym pomóc im w miłym spędzeniu Świąt. Polska Rada Centrów Handlowych przygotowała zestawienie 7 powodów, dla których przywrócenie pełnej działalności galerii handlowych najpóźniej od 30 listopada jest kluczowe – zarówno dla konsumentów, biznesu jak i polskiej gospodarki.

  1. CZAS na prezenty, prezenty na czas

W okresie Świąt Bożego Narodzenia jednym z najważniejszych elementów podczas planowania zakupu prezentów jest czas – w końcu trzeba je wręczyć przed lub 24 grudnia. W pełni otwarte galerie handlowe dają konsumentom pewność, że w każdej chwili mogą kupić prezent, dokupić brakujący, wymienić go lub oddać. W galeriach handlowych produkty otrzymujemy w momencie zakupu. Dzięki temu nie tylko mamy pewność, że prezenty są na czas, ale także od razu odczuwamy przyjemność i radość z ich nabycia. W przypadku zakupów online co roku konsumenci z powodu świątecznej kumulacji zamówień muszą liczyć się z opóźnieniami w dostawach. Dla osób, które rzadko korzystają z e-handlu, długie oczekiwanie może wywołać niepotrzebny stres związany z niepewnością dostarczenia produktu – szczególnie przed 24 grudnia.

W przypadku utrzymania ograniczenia działalności centrów handlowych klienci będą musieli pogodzić się z bardzo wydłużonymi terminami dostaw – często znacząco przekraczającymi 24 grudnia. Już teraz część sklepów online deklaruje, że produkty dostarczy po Świętach.

  1. BEZPIECZEŃSTWO – galerie handlowe jednymi z najbezpieczniejszych miejsc publicznych

Centra handlowe przygotowały się do spodziewanej drugiej fali zakażeń i do prowadzenia operacji w wysokim rygorze sanitarnym. Według danych PRCH skala zakażeń wśród pracowników centrów handlowych od maja nie przekroczyła 1 promila. Co ważne, nie odnotowano przypadków z  przeniesieniem  wirusa na współpracowników i klientów. Wszystko dzięki  skutecznemu stosowaniu w centrach handlowych wymogów sanitarnych oraz zasady DDM – dezynfekcji, dystansu społecznego i noszenia maseczek.

Zastosowane środki bezpieczeństwa są dostrzegane przez klientów – większość z nich – 77 proc. czuje się bezpiecznie w centrach handlowych – potwierdzają to opublikowane 10 listopada br. badania agencji badawczej Inquiry.

  1. WYBIERASZ NA ŻYWO – wykorzystując wszystkie możliwe zmysły

Samodzielne kupowanie w sklepach stacjonarnych ułatwia wybór dokładnie takiego produktu, jaki chcemy. Zakup najlepszych prezentów wymaga wykorzystania wielu zmysłów – węchu, dotyku, wzroku, słuchu, a czasem nawet smaku. Nie zawsze wystarczy kilka zdjęć i rekomendacje nieznajomych. Szczególnie, jeśli w okresie świątecznym szukamy prezentów dla najbliższych – chcemy być pewni, że dane ubranie jest miłe w dotyku, a zestaw świeczek zapachowych dokładnie o takim zapachu, o jakim marzy bliska osoba.

  1. JAKOŚĆ PRODUKTU – nie kupuj kota w worku

Wiele osób, zanim kupi nowy produkt, chce sprawdzić jego jakość, wykończenie i być pewnym, że dany przedmiot jest wysokiej klasy, a rozmiar pasuje. Szczególnie, jeśli kupujemy go dla kogoś bliskiego. Niestety, w przypadku zakupów online często zdarza się, że kolor sukienki lub materiał, z którego jest wykonana, są inne niż myśleliśmy albo że zapakowane zostały nie te produkty, które zamówiliśmy. W takich przypadkach konsumenci musza zmierzyć się z reklamacjami, zwrotami itp. – które w formie online są często trudniejsze i wymagają większego nakładu pracy, niż zwrot w sklepie.

  1. KOMFORT ZWROTÓW I PŁATNOŚCI

Okres świąteczny oznacza nie tylko duży wzrost zakupów, ale także… zwrotów i reklamacji. Stanowią one istotne obciążenie dla obsługi klienta sklepów online oraz firm kurierskich, które muszą nie tylko realizować zamówienia, ale także odbierać produkty do zwrotów, co z kolei przekłada się na kolejne wydłużenie terminów bieżących dostaw. W przypadku handlu tradycyjnego zwroty towarów i reklamacji są zazwyczaj zdecydowanie szybsze i mniej stresujące.

  1. WSPARCIE DLA PRACOWNIKÓW GALERII

Podczas pierwszego lockdownu branża centrów handlowych w Polsce tylko w miesiącach marzec-maj 2020 r. odnotowała spadek obrotów o ponad 17,5 mld zł. Szacowana wartość utraconych obrotów tylko w samym listopadzie z powodu częściowego zamknięcia centrów wyniesie ok. 8 mld zł. Ograniczenie handlu w czwartym kwartale – najważniejszym dla branży,  jest ogromnym ciosem, który może doprowadzić do likwidacji tysięcy miejsc pracy i bankructw wielu firm,  w tym polskich przedsiębiorstw. Pełne otwarcie galerii handlowych najpóźniej od 30 listopada sprawi, że wiele osób utrzyma swoje miejsca pracy i będzie mogło spokojnie przeżyć Święta z najbliższymi.

  1. ZIELONY PREZENT NA ŚWIĘTA DLA BLISKICH I… ZIEMI

Robiąc zakupy w galeriach handlowych dokładamy istotną cegiełkę do dodatkowego prezentu – dla naszej planety. Handel tradycyjny znacznie mniej obciąża środowisko niż e-commerce. Liczba opakowań wysyłanych do domów jest znacznie większa niż w przypadku dostaw do centrów handlowych. Jednocześnie zamówienia online oznaczają dodatkowe wykorzystanie plastiku, styropianu i innych odpadów, które potem trafiają na wysypiska śmieci i do oceanów. Rozwożenie przez firmy kurierskie paczek oraz odbieranie zwrotów to także znacznie większy ślad węglowy niż w przypadku handlu tradycyjnego. Branża centrów handlowych to sektor, w którym coraz więcej inwestuje się w rozwiązania przyjazne środowisku i stosuje certyfikację ekologiczną.

Apel o pełne otwarcie galerii handlowych

Biorąc pod uwagę potrzebę Polaków do spokojnego przygotowania się do Świąt, dramatyczną sytuację branży centrów handlowych oraz uzasadnione obawy o miejsca pracy i niemożność ponoszenia kosztów kolejnego lockdownu, Polska Rada Centrów Handlowych apeluje o pełne otwarcie centrów handlowych nie później niż od poniedziałku, 30 listopada br., w warunkach wysokiego rygoru sanitarnego. Możliwe jest też wydłużenie godzin funkcjonowania centrów handlowych, aby jeszcze bardziej rozłożyć w czasie ruch odwiedzających.

Bank Pekao: pandemia zniechęca przedsiębiorców do kredytów i inwestycji

„W sytuacji niepewności, z którą związany jest największy kryzys, jaki mamy po 30 latach stabilnego wzrostu, naturalną postawą ludzką jest przypatrywanie się sytuacji. Firmy, jeśli już decydują się na inwestycje, to słusznie stawiają na cyfryzację i technologie, dostosowując się do zmian, jakie w modelach biznesowych spowodowała pandemia” – mówił podczas debaty „Makro i mezo konsekwencje kryzysu Covid-19 – szanse i zagrożenia” Tomasz Styczyński, wiceprezes Banku Pekao SA.

Kluczowymi zagadnieniami debaty, która odbyła się 19 listopada w ramach Kongresu Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej, były konsekwencje kryzysu wywołanego pandemią dla sektora bankowego i finansowego oraz scenariusze rozwoju kluczowych branż i sektorów gospodarki.

„Rekordowo niskie stopy procentowe, które zmniejszają koszty kredytu, powinny zachęcać przedsiębiorców do inwestowania. Tymczasem większość inwestycji to te publiczne, natomiast prywatne firmy je powstrzymują” – zauważyła prowadząca debatę Magdalena Zmitrowicz, wiceprezes Banku Pekao S.A.

W opinii ekspertów z sektora bankowego sytuacja na rynku jest bardzo dynamiczna, bo np. konsumenci zmieniają nawyki i więcej kupują w sieci, a firmy nie inwestują w budowę swoich siedzib, bo przyjął się hybrydowy model pracy.

Zdaniem Tomasza Styczyńskiego z Pekao S.A. przedsiębiorcy przypatrują się tym tendencjom i jeśli podejmują decyzje dotyczące inwestycji, to raczej inwestują w cyfryzację, nowoczesne technologie czy patenty, niezbędne do dokonania skoku cywilizacyjnego i konkurowania na rynkach światowych.

„Mamy do czynienia ze skrajnie nieprzewidywalną sytuacją, dotyczącą zarówno projektów inwestycyjnych, jak i krótkoterminowych decyzji” – stwierdził Jakub Papierski, wiceprezes zarządu PKO BP. Jego zdaniem spadek kredytowania przedsiębiorców w zakresie kredytów obrotowych krótkoterminowych jest spowodowany również tym, że przedsiębiorcy z nich nie korzystają, bo mają gotówkę z tarczy antykryzysowej i kredytów objętych gwarancją Banku Gospodarstwa Krajowego.

„Z rozwiązań tarczy antykryzysowej skorzystało 347 tys. firm, do których wpłynęło ponad 60 mld zł, co przełożyło się na najwyższe na rynku wskaźniki płynnościowe i wskaźniki kreacji pieniądza” – zaznaczył Tomasz Piotrowicz, dyrektor Departamentu Programów Rozwojowych Polskiego Funduszu Rozwoju. Dodał, że skala wykorzystania środków na inwestycje leży po stronie przedsiębiorcy.

Zdaniem obecnych na debacie przedsiębiorców: Rafała Gruszeczki, CFO w Grupie Maspex oraz Roberta Korneckiego, współwłaściciela Sanprobi ze spadkiem prywatnych inwestycji firmowych związana jest mniejsza aktywność banków, jeżeli chodzi o angażowanie się w ryzyko związane z nowymi projektami.

„Przedsiębiorcy byli intensywnie obserwowani przez banki, które wymagały większej ilości danych. To spowodowało, że większość właścicieli firm wycofała się z inwestycji lub przesunęła je na późniejszy termin” – powiedział Robert Kornecki.

Paneliści doszli do wniosku, że najbardziej perspektywiczne branże i sektory odporne na pandemię koronawirusa to: IT i media społecznościowe, telemedycyna, e-commerce w powiązaniu z logistyką i gospodarką magazynową, produkcja opakowań, zielona energia, meble i wyposażenie wnętrz.

Przedstawiciele sektora bankowego sugerują jednak daleko posuniętą ostrożność w dysponowaniu środkami i zabezpieczenie zapasów gotówkowych, ponieważ wychodzenie z kryzysu spowodowanego pandemią będzie trwało dłużej niż kwartał czy dwa.

„Okres niepewności nie oznacza, że nic nie można zrobić. Dopiero po covidzie rzeczywistość pokaże, jaki jest punkt startowy do ekspansji przedsiębiorstw. Wzrost konkurencyjności wymusi optymalizację kosztów związaną przede wszystkim z automatyzacją procesów, zarówno w wymiarze cyfrowym, jak i parku maszynowego. Dla przedsiębiorcy to dobry moment na inwestycje, aby się odbić i konkurować na rynku” – podsumował Tomasz Styczyński.

Global e-Mobility Forum 2020 – podsumowanie jednej z największych konferencji dot. elektromobilności

Global e-Mobility Forum to jedna z największych konferencji na świecie poświęcona elektromobilności. Udział w niej wzięło 52 prelegentów z 22 krajów, wysokich przedstawicieli UE, UN, UNFCCC, ministrów, przedstawicieli nauki i biznesu z całego świata. Jak rozwój elektromobilności widzą reprezentanci takich krajów, jak Wielka Brytania, Szwecja, Szwajcaria, Grecja, Portugalia, Czechy, Egipt i wielu innych?

Początki Global e-Mobility Forum 2020 sięgają 2018 r., kiedy to podczas 24. Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu w Katowicach podpisano Deklarację Driving Change Together Katowice Partnership for e-Mobility. Od 2019 r. wydarzenie odbywa się w formie corocznych forum. Tegoroczna edycja, zorganizowana przez Krajowy Ośrodek Zmian Klimatu (Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy) oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, tak jak przed rokiem, zgromadziła kilkuset polskich i zagranicznych przedstawicieli administracji unijnej i państwowej, samorządów, organizacji pozarządowych, przedsiębiorstw, ekspertów i praktyków rynku z całego świata. W tym roku uczestnicy spotkali się jednak w formule online. Konferencję zainaugurował Michał Kurtyka, Minister Klimatu i Środowiska, który podkreślił kluczową rolę elektromobilności w kontekście zrównoważonego rozwoju.

UE na drodze do zerowej emisji

We wrześniu bieżącego roku liczba rejestracji pojazdów zelektryfikowanych w Europie po raz pierwszy przekroczyła liczbę rejestracji pojazdów z silnikiem Diesla. To bardzo ważny moment w historii motoryzacji, który dobitnie pokazuje, że elektromobilność to nie chwilowy trend. Badania wskazują, że w 2023 roku na światowych drogach będzie jeździło ok. 54 mln aut elektrycznych – mówił Michał Kurtyka. Minister zaznaczył, że transformacja sektora motoryzacyjnego odbywa się tu i teraz. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że świat naprawdę się zmienia, a kolejne bastiony konwencjonalnej motoryzacji przełączają się na elektromobilność. Zeroemisyjna technologia to droga do neutralności klimatycznej w sektorze transportu.

Podczas inauguracji Global e-Mobility Forum wystąpiła także Adina Vălean, unijna Komisarz ds. Transportu, która potwierdziła, że elektromobilność stanowi podstawę realizacji założeń Europejskiego Zielonego Ładu. Jednocześnie Unia Europejska zamierza wprowadzić regulacje prawne przyspieszające tempo rozwoju zeroemisyjnego transportu.

Celem Unii Europejskiej jest ograniczenie emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. do 2030 r. Żeby osiągnąć ten cel, 20 proc. floty samochodów osobowych i 1 proc. ciężarowych muszą stanowić pojazdy o zerowej emisji – powiedziała Adina Vălean.

Europejski Zielony Ład wyznacza również ambitne cele w zakresie infrastruktury ładowania. Do 2025 r. sieć ładowarek w Unii Europejskiej obejmie milion publicznie dostępnych punktów ładowania. Z symulacji wynika, że ta liczba do 2030 roku wzrośnie do co najmniej 3 milionów. W związku z tymi ambitnymi celami, zaproponujemy przegląd dyrektywy w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. Musimy przyspieszyć wdrażanie w całej UE w pełni interoperacyjnej infrastruktury ładowania nie tylko samochodów osobowych, ale także pojazdów ciężarowych.

Ovais Sarmad, Zastępca Sekretarza Wykonawczego United Nations Framework Convention on Climate Change (UNFCCC), zwrócił uwagę, że rozwój elektromobilności niesie ze sobą nie tylko pozytywne skutki ekologiczne, ale i gospodarcze.

W związku z tym, że ponad 90 proc. energii nadal pochodzi z paliw kopalnych, zdecydowanie zdajemy sobie sprawę, że sektor transportu wymaga dekarbonizacji. Na szczęście jedno z kluczowych rozwiązań osiągnięcia zerowej emisji w transporcie, zarówno w Unii Europejskiej, jak i na świecie, jest już gotowe dzięki pojazdom elektrycznym. Kolejną dobrą wiadomością jest to, że każde miejsce pracy, które istnieje obecnie u tradycyjnych producentów samochodów, zostanie zastąpione nowymi stanowiskami w branży elektromobilności – powiedział Ovais Sarmad.

Dekada elektromobilności i rok 2020 jako katalizator pozytywnych zmian w zakresie korzystania z czystego transportu, a także Zielony Ład i planowana odbudowa gospodarcza po COVID-19 były głównym tematem Ministerialnego Round Table, który miał miejsce bezpośrednio po oficjalnym otwarciu wydarzenia. Debatę moderował Minister Klimatu i Środowiska, Michał Kurtyka.

Przedstawiciele rządów o elektromobilności

Z jednej strony rosnąca świadomość społeczna, sprzyjająca przechodzeniu na czysty transport. Z drugiej – pandemia COVID-19, która przyniosła straty dla sektora motoryzacyjnego. Pytanie o plany i perspektywy na następną dekadę otworzyło pierwszą część debaty.

Dwa lata temu, podczas COP24, Polska i Wielka Brytania uruchomiły inicjatywę Driving Change Together – Katowice Partnership for Electromobility. Cieszę się, że Polska kontynuuje wysiłki w tym zakresie i łączy kraje w działaniach na rzecz elektromobilności. Musimy zwiększyć nasze starania w zakresie przejścia do zeroemisyjnego transportu. Wielka Brytania jest gotowa. Wczoraj Boris Johnson ogłosił, że data odejścia od samochodów spalinowych będzie przyspieszona z 2040 do 2030 r. – stwierdził Nadim Zahawi, Minister ds. Biznesu i Przemysłu Wielkiej Brytanii.

W Szwecji decyzje wobec branży motoryzacyjnej będą miały równie duże znaczenie dla środowiska.

W ciągu najbliższych 25 lat emisje z sektora transportu w naszym kraju mają zostać zredukowane do zera. W naszej ocenie, ważne jest stworzenie zrównoważonego przemysłu bateryjnego na poziomie całej UE – powiedział Emil Högberg, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Innowacji Szwecji.

Ukraińska elektromobilność rozwija się bardzo dobrze. Oczekujemy, że w kolejnych latach na drogach przybędzie 50-60 tys. nowych pojazdów elektrycznych. Przykładamy szczególną wagę do rozwoju zeroemisyjnego transportu publicznego, wdrożyliśmy m.in. dedykowany program w tym zakresie dla 20 miast – dodał Vladyslav Kryklii, Minister Infrastruktury Ukrainy.

Electric Mobility Roadmap 2022 to plan, który zakłada osiągnięcie 50% floty elektrycznej w 2022 roku w Szwajcarii. – Rozwijamy infrastrukturę szybkiego ładowania. Inwestujemy w mobilność wodorową w obszarze transportu ciężkiego. Dzisiaj Szwajcaria dołącza do inicjatywy Driving Change Together – Katowice Partnership for Electromobility – ujawnił Benoît Revaz, Sekretarz stanu w Federalnym Urzędzie ds. Energii Szwajcarii. Podczas Global e-Mobility Forum 2020, oprócz Szwajcarii do inicjatywy Driving Change Together, zainicjowanej podczas COP 24 w Katowicach, dołączyły również Rumunia i Holandia.

Co po Covid-19?

Zielony Ład i planowane wsparcie odbudowy po pandemii kładą nacisk na elektromobilność w zakresie realizacji celów UE związanych z sektorem transportu. Minister Michał Kurtyka zwrócił się do przedstawicieli rządów Grecji, Portugalii i Czech z pytaniem, w jaki sposób planują wspierać zeroemisyjną transformację transportu w nadchodzących latach.

Grecja postawiła sobie bardzo ambitne cele energetyczne i klimatyczne na nadchodzące lata i szczegółowe cele na kolejnych 10 lat w zakresie czystego transportu. W 2030 roku 30% nowo rejestrowanych samochodów  będzie musiało być wyposażonych w napęd elektryczny. Parę miesięcy temu w Grecji przyjęto po raz pierwszy ramy regulacyjne dotyczące elektromobilności – ujawniła Alexandra Sdoukou, Sekretarz Generalny w Ministerstwie Środowiska i Energii Grecji.

Portugalia przyjęła ostatnio narodową strategię na rzecz wodoru, a dekarbonizacja transportu stanowi cel, który w przeważającej mierze przyczyni się do wykorzystania tego paliwa. Uzupełniającą rolę będzie pełnił transport oparty na biopaliwach – dodał João Pedro Matos Fernandes, Minister Środowiska i Działań Klimatycznych Portugalii.

Republika Czech dąży do redukcji emisji w transporcie drogowym oraz do wzrostu liczby pojazdów elektrycznych. W celu wsparcia realizacji tego planu korzystamy ze środków państwowych. Kluczowymi obszarami dofinansowania są transport publiczny oraz infrastruktura ładowania – podkreślił Edurad Muricky, Wiceminister Przemysłu i Handlu Czech.

W ostatniej części debaty Minister Michał Kurtyka podkreślił, że ekosystem elektromobilności jest otwarty na nowe modele biznesowe i zaangażowanie firm z krajów, które dotychczas nie traktowały rynku motoryzacyjnego jako centrum polityki gospodarczej. Minister zapytał przedstawicieli Egiptu, Andory i Palestyny, co mają do zaoferowania ekosystemie zeroemisyjnego transportu.

Egipt przykłada wielką wagę do wdrażania zeroemisyjnych technologii w transporcie. W tym celu angażujemy się w różne partnerstwa. Widzimy sens w stopniowej transformacji, przebiegającej z wykorzystaniem wsparcia instytucjonalnego, mechanizmów finansowych i przy silnym ukierunkowaniu politycznym – powiedziała Yasmin Fouad, Minister Środowiska Egiptu.

Andora to mały kraj. Nasza flota liczy 90 000 samochodów – to więcej niż wszystkich mieszkańców kraju, a z uwagi na brak lotniska turyści również przyjeżdżają wyłącznie samochodami. Andora zamierza rozwijać elektromobilność zasilaną czystą energią – dodał Jordi Gallardo Fernàndez, Minister Prezydencji, Gospodarki i Finansów Andory.

Palestyna ostatnio wzmocniła wysiłki na rzecz kreowania polityki wspierającej rozwój elektromobilności. Na terenie całego kraju powstaje coraz więcej stacji ładowania – powiedział Jameel Mtour, przewodniczący Urzędu ds. Jakości Środowiska Palestyny.

Stolicą elektromobilności jest dziś Warszawa, skąd zdalnie łączymy się z uczestnikami Forum z całego świata  – powiedziała Agnieszka Ragin – Kierownik Krajowego Ośrodka Zmian Klimatu, Zastępca Dyrektora Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego ds. Zmian Klimatu i Współpracy Międzynarodowej. –  Wszyscy powinni pamiętać, że każda podróż ma znaczenie dla środowiska i klimatu. Wydarzenia takie, jak Global e-Mobility Forum są bardzo istotne dla intensyfikacji współpracy międzynarodowej i wymiany dobrych praktyk w zakresie transportu – powiedziała Agnieszka Ragin.

Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Towarzystwa Paliw Alternatywnych, wiceprezydent The European Association for Electromobility (AVERE), zwracając się do uczestników Forum, odniósł się do obecnej sytuacji związanej z pandemią.

COVID-19 spowodował, że przez ostatnie miesiące świat bardzo się zmienił. Ale dobrą wiadomością jest to, że wbrew przeciwnościom losu możemy się spotkać w wersji online – powiedział Maciej Mazur. – Rozwój zeroemisyjnych technologii w transporcie jest kluczowy do realizacji celu, którym jest neutralność klimatyczna. Musimy wyznaczyć nowe kierunki dla administracji publicznej i całej branży, ale także rozwijać międzynarodową społeczność na rzecz elektromobilności. Dlatego stworzyliśmy Globalne Forum Elektromobilności – zaznaczył Dyrektor Zarządzający PSPA.

Rynek piw bezalkoholowych w Polsce urósł w ostatnim roku o ponad 20 proc.

Rynek piw bezalkoholowych w Polsce urósł w ostatnim roku o ponad 20 proc. Prawdziwym hitem są piwa smakowe, które – jako zdrowsza opcja – konkurują z tradycyjnymi napojami gazowanymi. Aktualną wiedzę na temat rozwoju tego rynku podsumowuje raport „0 procent alkoholu. 100 procent smaku” przygotowany przez Kompanię Piwowarską.

Z dokumentu tego wynika, że tylko w 2020 roku na piwa bezalkoholowe Polacy wydali ponad 800 milionów złotych. „Kategoria piw bezalkoholowych jest stosunkowo młodą kategorią konsumencką. Pojawiła w latach 90., ale wtedy technologia nie pozwalała na uwarzenie piw, równie smacznych, co piwa alkoholowe. Natomiast po roku 2000 nastąpiły zmiany technologiczne, które umożliwiły browarom warzenie każdego rodzaju piwa bezalkoholowego od lagerów, przez napoje typu IPA, APA, piwa pszeniczne” – mówi Iwona Jacaszek-Pruś, dyrektor ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej.

Od kilku lat piwo bezalkoholowe jest najszybciej rosnącą pod względem sprzedaży kategorią wśród piwa. „Charakteryzowało się wzrostem ok 60-proc. w skali rok do roku. Pandemia przyhamowała to zjawisko, ale nadal mamy dwucyfrowy wzrost ilości sprzedanych piw – 20,5 proc” – zaznacza Jacaszek-Pruś.

Popularność trunków bez procentów rośnie jednak nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Najbardziej w sekcji piw smakowych, bo tam jest duże pole do popisu, jeśli chodzi o różnorodność, ale również dlatego, że pije się je w takich sytuacjach jak inne „zwykłe” napoje bezalkoholowe, soki owocowe czy napoje gazowane.

„Polska nie jest w tym rozwoju tak daleko, jak na przykład Słowacja, gdzie piwo bezalkoholowe stanowi już 16 proc. rynku piwa, podczas, gdy u nas jest to blisko 5 proc.” – mówi Anna Forycka-Zawadzka, dyrektor ds. insights w Kompanii Piwowarskiej.

Wśród piw smakowych największym uznaniem cieszą się te owocowe. „Zarówno są to smaki klasyczne – jabłko i cytryna, ale coraz dynamiczniej rozwija się obszar owoców egzotycznych, które producenci wprowadzają do swojej oferty chcąc zachęcić do kupna najmłodszą część konsumentów piw bezalkoholowych” – opowiada Forycka-Zawadzka.

Według niej, na samym początku po trunki bez procentów sięgali przede wszystkim młodzi ludzie, będący z natury rzeczy osobami nastawionymi na różnego typu innowacje. Natomiast teraz, wraz z rozwojem oferty i popularności tego napoju, profil grupy sięgającej po piwo bezalkoholowe zaczyna się coraz bardziej upodabniać do ogółu piwoszy. „Piwa smakowe trochę częściej kupują kobiety, ludzie młodzi, i to jest dość podobnie, jak w przypadku piwa z alkoholem. Natomiast po napoje o smaku klasycznego lagera czy piwne specjalności częściej sięgają mężczyźni oraz osoby nieco starsze” – tłumaczy Forycka-Zawadzka.

Rosnąca popularność piw bezalkoholowych w Polsce wynika ze zmieniających się trendów konsumenckich. „Konsumenci chcą oferty innej niż do tej pory, różnorodności, ale przede wszystkim chcą być ‘fit’. Co to oznacza? Nie tylko dbają o swoją dietę, o aktywny styl życia, są też bardziej odpowiedzialni, w związku z tym chcą spożywać mniej alkoholu albo w ogóle z niego rezygnują. To jest trend konsumencki, do którego dopasowali się producenci” – mówi Jacaszek-Pruś.

Na samym początku trunek bez procentów kojarzone było przede wszystkim z sytuacjami, kiedy nie można pić alkoholu. „Na przykład mamy spotkanie ze znajomymi, przyjechaliśmy samochodem, w związku z tym sięgamy po piwo bezalkoholowe. Ale to się bardzo dynamicznie zmienia. Piwo bezalkoholowe staje się napojem, po które można sięgnąć w ciągu dnia dla orzeźwienia i tutaj odmiany smakowe świetnie spełniają swoją rolę”- mówi Forycka-Zawadzka.

Piwo bezalkoholowe oczywiście najbardziej pasuje do sytuacji „piwnych”, czyli spotkań z przyjaciółmi, w domu, na pikniku, grillu. „Ale ponieważ w tym piwie nie ma alkoholu, to ponad 50 proc. konsumentów mówi, że pasuje ono jak ulał do takich sytuacji jak: w pracy, przy uprawianiu sportu, podczas prowadzenia samochodu – podsumowuje Jacaszek-Pruś.

JR HOLDING ASI S.A. wprowadzi Friza ze spółką EKIPA S.A. na GPW

JR HOLDING ASI S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2012 r., podpisała list intencyjny ze spółką EKIPA S.A., której liderem i pomysłodawcą jest Karol Friz Wiśniewski. Emitent wesprze spółkę EKIPA S.A. w jej wprowadzeniu na rynek akcji NewConnect lub rynek regulowany GPW poprzez połączenie z publiczną spółką akcyjną w ramach realizacji transakcji odwrotnego przejęcia.

JR HOLDING ASI S.A. podpisała list intencyjny ze spółką EKIPA S.A. w zakresie doradztwa w sprawach finansowych i wprowadzenia jej na rynek akcji NewConnect lub rynek regulowany GPW w Warszawie poprzez połączenie z publiczną spółką akcyjną w ramach realizacji transakcji odwrotnego przejęcia. EKIPA, której liderem i pomysłodawcą jest Karol Friz Wiśniewski, wygenerowała za okres niespełna 11 miesięcy 1,4 mld odsłon w serwisie YouTube. Szczegółowe zasady, zakres oraz warunki finansowe dotyczące współpracy pomiędzy spółkami zostaną ustalone w umowie o współpracy, której uzgodnienie i podpisanie ma nastąpić w terminie do dnia 31.03.2021 r. Zarząd JR HOLDING ASI S.A. widzi duży potencjał w spółce EKIPA S.A. i jej możliwościach rozwoju dzięki upublicznieniu na rynku kapitałowym.

„Nawiązanie współpracy ze spółką EKIPA S.A. i jej liderem Frizem wpisuje się w naszą strategię rozwoju, która przewiduje inwestowanie w nowoczesne podmioty z branży technologicznej. Friz należy do największych influencerów w naszym kraju, a upublicznienie spółki EKIPA S.A. poprzez odwrotne połączenie z pewnością wzbudzi duże zainteresowanie wśród inwestorów. Jako JR HOLDING chcemy uczestniczyć w cyfrowej rewolucji i być jej beneficjentem.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING ASI S.A.

„W trakcie mojej kariery nauczyłem się kilku rzeczy. Najważniejsze z nich to aby stale się rozwijać oraz otaczać ludźmi, których darzysz zaufaniem. To właśnie dlatego zdecydowałem wraz z EKIPĄ, że wejście na giełdę jest dla nas świetnym pomysłem. Wiemy, że pod opieką Januarego będziemy mieli okazję realizacji naszych planów. Dodając do tego naszą rozpoznawalność oraz nowatorskie podejście do tematu gier otrzymujemy stabilny model biznesowy, który uskutecznimy w najbliższych miesiącach.” – dodaje Karol Friz Wiśniewski.

W 3 kwartale 2020 r. JR HOLDING ASI S.A. osiągnęła ponad 340 mln zł zysku netto. Narastająco, po trzech kwartałach 2020 r. zysk netto Spółki wyniósł prawie 760 mln zł.

10 powodów dla których warto kupić dom szeregowy

W ostatnim czasie coraz więcej osób myśląc o zakupie nieruchomości rozpatruje domy szeregowe, czyli inaczej – segmenty. Jest to opcja cenowo porównywalna do zakupu trzypokojowego mieszkania. Własny ogródek i większa powierzchnia sprawia, że za rozsądne pieniądze otrzymujemy namiastkę domu.

Popyt na szeregowce trwa w najlepsze

Zabudowa szeregowa to połączenie kilku lub nawet kilkunastu domów w segmenty. Poszczególne budynki są połączone ścianami bocznymi, a front budynków to wejścia do domów oraz garaże (w przypadku ich braku – miejsca postojowe przed domem). Z tyłu budynków znajdują się wydzielone ogródki. Zwykle są to budynki dwukondygnacyjne z poddaszem. Czasem w ramach ogrodzonych osiedli takich domów spotkamy części wspólne takie jak droga dojazdowa, czy place zabaw lub tereny do rekreacji.

W ostatnim czasie budownictwo szeregowe cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród niewielkich firm deweloperskich realizujących takie inwestycje na lokalnych rynkach. – W ofercie deweloperskiej dominują szeregowce, które stanowią zdecydowaną większość budowanych przez nich domów na sprzedaż. Wynika to z prostego rachunku możliwości maksymalizacji PUM-u, a co za tym idzie najniższych kosztów budowy szeregowców, które powstają zazwyczaj na małych działkach, często mają ograniczone powierzchnie do nawet kilkudziesięciu mkw., i oferują bardzo skromne powierzchniowo ogródki, mówi Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. W efekcie deweloperzy w przypadku szeregowców mają możliwość oferowania ich w atrakcyjnych cenach nominalnych, co sprawia, że są najbardziej poszukiwane przez klientów deweloperskich biur sprzedaży.

Szeregowiec to doskonała alternatywa dla każdego, kto marzy o własnym domu, ale nie posiada wystarczających środków na zakup gruntu i samodzielną budowę. – Takie budownictwo z sukcesami rywalizuje z segmentem dużych mieszkań. Przy poszukiwaniach trzy lub czteropokojowego lokalu zapewne znajdziemy wiele ofert szeregowców, które kuszą znacznie większą powierzchnią, czy możliwością korzystania z niewielkiego ogródka, czy garażu, a wszystko to w zbliżonej cenie do poszukiwanego mieszkania. Wybór więc bywa trudny, mówi Karolina Wasilewska-Buraczyk z sieci biur Metrohouse.

Agencja Metrohouse przygotowała 10 powodów, za które nabywcy nieruchomości polubili budownictwo szeregowe:

  1. Oferują większe poczucie prywatności, niż mieszkanie w bloku. Właściciele mają do dyspozycji osobne wejście do domu, garażu lub ogródka. Nie korzystają ze wspólnych klatek schodowych z innymi mieszkańcami osiedla.
  1. Własny ogródek. To idealne rozwiązanie dla osób, które nie mają potrzeby, wizji, lub czasu, który trzeba poświęcać na duży ogród, ale docenią własny kawałek ziemi zagospodarowany np. na plac zabaw dla dzieci. Tego nie zastąpi nawet największy balkon lub taras.
  2. Większa przestrzeń niż w mieszkaniu, wyższe pomieszczenia, oraz dodatkowe piętro. Często również użytkowe poddasze. Najmniejsze domy szeregowe mają powierzchnię ok. 80-85 m kw. To wystarczająca powierzchnia dla rodzin w modelu 2+2.
  1. Posiadanie garażu, to również przywilej, na który rzadko można sobie pozwolić będąc właścicielem mieszkania, zwłaszcza w starszym budownictwie. Miejscami w garażu podziemnym nie dysponują wszystkie budynki wielorodzinne, a ostatnimi czasy każde takie miejsce jest wręcz na wagę złota.
  1. Dwa niezależne poziomy sprawiają, że łatwo o zagospodarowanie przestrzeni, na rodzinną i otwartą dla wszystkich i bardziej intymną, z sypialniami na piętrze.
  1. Bezpieczeństwo! Zabudowania szeregowe to miejsca, w których o wiele łatwiej przychodzi stworzenie zwartej społeczności, która dba o wspólnotę sąsiedzką, ponieważ wszyscy się znają. W bloku rzadko kiedy zna się wszystkich sąsiadów. Z kolei w domach wolnostojących, przez wielkość i odległość działek, często między sąsiadami nie ma żadnej relacji.
  1. Dogodne lokalizacje. Osiedla te budowane są zazwyczaj w niezłych lokalizacjach, ze względu na pracę, szkołę, dostępność do sklepów, aptek czy zaplecza medycznego. Nierzadko dysponują własnymi placami zabaw.
  2. Gotowy projekt! Oczywiście, dla niektórych ten punkt może być zniechęcający, ponieważ odbiera możliwość zrobienia wszystkiego „po swojemu”, ale nie każdy ma wizję oraz umiejętności, czy budżet do sporządzenia projektu domu. Wiele osób mogłoby podzielić się wątpliwie przyjemnym doświadczeniem projektowania wszystkiego od podstaw. Zakup segmentu pod tym względem bardzo przypomina zakup mieszkania na rynku pierwotnym – o wiele rzeczy nie trzeba się martwić.
  1. Media w komplecie. Komfort zakupu szeregowca, bez obowiązków niezbędnych przy budowie własnego domu, jak choćby podłączanie mediów, jest nieoceniony! Segmenty są już często podłączone do miejskiej sieci grzewczej i kanalizacyjnej.
  1. Tańsza wersja domu. Dzięki sąsiadującym ze sobą budynkom otrzymujemy niższe koszty eksploatacyjne, np. ogrzewania. Nie zapłacimy też za koszty administracyjne, które stanowią nieodłączny element opłat czynszowych w przypadku mieszkania. Utrzymanie szeregowca może okazać się tańsze niż mieszkania w bloku o podobnej powierzchni.

Za ile kupimy szeregowiec?

Według eksperta portalu RynekPierwotny.pl, Jarosława Jędrzyńskiego najbardziej dostępne cenowo szeregowce w podmiejskich lokalizacjach największych polskich aglomeracji dostępne są już w stanie deweloperskim od 400 tys. zł. – Niestety, ich powierzchnia to nie więcej niż 100 mkw., a najmniejsze nie przekraczają 80 mkw. przy trzech pokojach i działce w granicach 150 – 200 mkw. Stawka za mkw. wynosi tu zazwyczaj nieco ponad 4 tys. zł, co może stanowić konkurencję dla mieszkań w budynkach wielorodzinnych, dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jednak spora część oferty deweloperskich szeregowców to domy o ponadprzeciętnym, podwyższonym, a nawet luksusowym standardzie, budowane w atrakcyjnych lokalizacjach największych rodzimych metropolii, np. stołecznego Mokotowa czy Wilanowa. Na chwilę obecną najdroższa taka oferta mieszkalnego segmentu w bazie portalu RynekPierwotny.pl opiewa na cenę równo 3,5 mln. zł za 9-pokojowe lokum w szeregowcu o powierzchni nieco ponad 300 mkw. i na działce 330 mkw.

W efekcie bardzo prawdopodobnej ewolucji preferencji części klientów, spowodowanej pandemią COVID-19, można w przewidywalnej przyszłości oczekiwać dość wyraźnego wzrostu popytu na deweloperskie szeregowce, zwłaszcza te o optymalnym stosunku ceny do lokalizacji i standardu.

W przyszłym roku w Europie do utylizacji może trafić 600–700 tys. aut. Branża liczy na decyzję polskiego rządu jeszcze w listopadzie

0

W przyszłym roku w Europie do utylizacji może trafić 600–700 tys. aut. Branża liczy na decyzję polskiego rządu jeszcze w listopadzie 1

Z początkiem 2021 roku zaczną obowiązywać nowe unijne limity emisji spalin. Samochody, które nie będą ich spełniać, nie mogą zostać sprzedane ani oficjalnie zarejestrowane. – Jeżeli nic w tej sprawie nie zrobimy, to w UE na placach i w salonach zostanie około 600–700 tys. samochodów, których w przyszłym roku nie będzie można już zarejestrować – mówi Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów. W Polsce problem będzie dotyczyć co najmniej 12 tys. pojazdów, dlatego branża motoryzacyjna zaapelowała już do polskiego rządu o modyfikację unijnego rozporządzenia. Na podobny krok zdecydowały się już m.in. Niemcy i Francja.

– Obecnie obowiązuje norma 6d-Temp, czyli tymczasowa norma spalania, czystości silników montowanych w pojazdach spalinowych. Od 1 stycznia 2021 roku wchodzi nowa norma Euro 6d. Takich zmian w ostatnich 10 latach było już kilka. Za każdym razem powodują one to, że w kolejnym roku nie da się już oficjalnie zarejestrować samochodu, który ma starą normę. Ale ponieważ zawsze zostaje jakaś końcówka produkcji, Komisja Europejska rozwiązała ten problem, wprowadzając kilka lat temu odpowiednie rozporządzenie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Konieczny.

Zgodnie z tą regulacją w przyszłym roku tylko część aut mogłaby trafić na rynek w ramach tzw. końcowej partii produkcji – jest to 10 proc. całkowitej sprzedaży z ostatnich 12 miesięcy. Pandemia koronawirusa spowodowała jednak, że w Polsce sprzedaż samochodów spadła w tym roku o ponad 25 proc., co oznacza, że liczba samochodów stojących w magazynach przekracza tę dopuszczalną przepisami.

Nowe wymogi wejdą w życie we wszystkich państwach UE. Producenci samochodów mają więc związane ręce i nie mogą np. wyeksportować ich do innego kraju europejskiego. Branża motoryzacyjna już wiosną zaapelowała do Komisji Europejskiej o rozwiązanie tego problemu, np. poprzez nowelizację rozporządzenia i zwiększenie limitu w ramach tzw. końcowej partii produkcji do 25 proc., żeby zagospodarować jakoś nadwyżkę pojazdów niesprzedanych przez pandemię COVID-19.

 Ku zaskoczeniu wszystkich Komisja Europejska odpowiedziała, że nic z tym faktem nie zrobi, że mamy Zielony Ład i te 10 proc. zostanie utrzymane. Co więcej, zasugerowała krajom członkowskim, że każdy z nich musi rozwiązać ten problem samodzielnie w postaci wewnętrznych rozporządzeń – mówi prezes Związku Dealerów Samochodów. – Można założyć, że te krajowe regulacje będą niezgodne z prawem KE, ponieważ dotyczyć będą rozporządzenia wydanego na szczeblu ogólnoeuropejskim, którego żadne prawo krajowe nie może naruszyć.

Mimo prawnych wątpliwości kilka państw – w tym Niemcy, Francja, Hiszpania i Irlandia – wydały już takie wewnętrzne rozporządzenia, żeby wspomóc krajowy przemysł. Do podobnego kroku szykują się też Belgia i Słowacja.

– Cała Europa stoi dzisiaj przed faktem, że jeżeli nic w tej sprawie nie zrobimy, to na placach i w salonach zostanie około 600–700 tys. samochodów, których w przyszłym roku nie będzie można już zarejestrować – mówi Marek Konieczny.

Jak wskazuje, w Polsce problem będzie dotyczyć co najmniej 12 tys. pojazdów. Dlatego też branża motoryzacyjna zaapelowała już do polskiego rządu o przyjęcie podobnego rozwiązania, co inne kraje UE. Kilka dni temu Związek Dealerów Samochodów i PZPM zwróciły się do premiera Mateusza Morawieckiego z wnioskiem o wprowadzenie modyfikacji w unijnym rozporządzeniu, co pozwoliłoby zagospodarować nadwyżkę pojazdów niesprzedanych przez pandemię COVID-19.

– Mamy nadzieję, że polski rząd także wyda takie krajowe rozporządzenie jeszcze w listopadzie i uratuje sytuację w branży motoryzacyjnej – mówi prezes Związku Dealerów Samochodów. – Sytuacja, w której 10–12 tys. samochodów pozostanie niesprzedanych, spowoduje, że trzeba będzie wymyślić, jak je zutylizować. To zaś przełoży się na gigantyczne straty dla całej branży motoryzacyjnej i w tym roku covidowym odbije się na miejscach pracy, wydajności, budżetach tych przedsiębiorstw. Dzisiaj cele wszystkich państw UE są skupione na tym, żeby ratować gospodarki, więc nie wyobrażam sobie, żeby ten prosty gest prawny nie został zrealizowany przez Ministerstwo Infrastruktury.

Co czwarty dorosły Polak pali. Niewielu palaczom udaje się całkowicie porzucić nałóg

0

Co czwarty dorosły Polak pali. Niewielu palaczom udaje się całkowicie porzucić nałóg 2

W Polsce papierosy pali ok. 8 mln osób i od wielu lat ten odsetek utrzymuje się na podobnym poziomie. To pokazuje, że mimo kampanii zdrowotnych, podwyżek akcyzy, wycofania wyrobów mentolowych czy drastycznych zdjęć na paczkach walka z papierosami jest mało efektywna. – Wyjście z tego nałogu jest bardzo trudne – przypomina prof. dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak z WUM z okazji Światowego Dnia Rzucania Palenia. Średnio tylko 1–2 na 100 pacjentów leczonych z nikotynizmu definitywnie rezygnuje z papierosów. Dlatego też w ramach programów ograniczania szkód zdrowotnych i społecznych związanych z paleniem coraz więcej naukowców i agencji rządowych rekomenduje mniej toksyczne alternatywy, takie jak podgrzewacze tytoniu, np. dostępny na rynku od trzech lat IQOS, które nie wydzielają substancji smolistych odpowiedzialnych za choroby odtytoniowe.

– Co roku w trzeci czwartek listopada przypada Światowy Dzień Rzucania Palenia. To dla nas dobry powód do refleksji. Papierosy nadal pali około 8–9 mln Polaków. Niestety jest to fakt, z którym musimy się zmierzyć. Musimy prowadzić edukację, profilaktykę, musimy mieć lepsze krajowe programy rzucenia palenia – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Krzysztof J. Filipiak, kardiolog i farmakolog kliniczny z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Za pozytywny można uznać fakt, że odsetek palaczy jest obecnie najniższy w historii badań CBOS i od kilku lat oscyluje wokół względnie stałego poziomu, wciąż jednak – według ubiegłorocznego badania – papierosy pali jedna czwarta dorosłych Polaków (26 proc.), czyli około 8 mln osób. Co piąty pali regularnie, a co dwudziesty – okazjonalnie.

– Bardzo trudno jest rzucić palenie. To jest nałóg, który ma duży potencjał uzależniający. Ale też zbyt mało jest edukacji na temat skutków palenia papierosów. Nadal zawodzi polityka państwowa, akcyza na papierosy powinna być zdecydowanie większa. Państwo powinno też bardziej się angażować w różne programy na rzecz rzucenia palenia, czyli np. zapewnić szerszą dostępność do poradni antynikotynowych i szerszą dostępność leków, które pomagają w rzuceniu palenia, chociaż wiemy, że ich skuteczność również jest stosunkowo mała – podkreśla kardiolog  z WUM.

Z powodu chorób odtytoniowych co roku umiera około 67 tys. Polaków, co odpowiada populacji średniej wielkości miasta. WHO szacuje, że na całym świecie palenie tytoniu zabija ponad 7 mln osób rocznie, z czego milion z powodu biernego palenia. Choć nikotyna jest substancją silnie uzależniającą, to nie jest główną przyczyną powstawania chorób odtytoniowych. Nie jest też substancją rakotwórczą i nie ma jej w bazie INCHEM, czyli największej, współtworzonej przez WHO liście szkodliwych substancji chemicznych.

– W papierosach trują nas przede wszystkim substancje, które uwalniają się w czasie spalania tytoniu. To są substancje smoliste, aldehydy, węglowodory aromatyczne i różne związki, które mają bezpośrednie działanie kancerogenne. Jest wiele poważnych nowotworów, które są tytoniozależne. Ale te same związki uszkadzają również naczynia. Pod wpływem palenia papierosów dochodzi do przyspieszenia procesu miażdżycowego – nasze naczynia szybciej się starzeją, blaszki miażdżycowe robią się niestabilne, więc palenie papierosów jest czynnikiem, który doprowadza do zawałów serca i udarów mózgu. Wszystkie te substancje zawarte w dymie papierosowym przebudowują też drzewo oskrzelowe. Dochodzą do pęcherzyków płucnych, przez co są ważnym czynnikiem wywołującym choroby płuc, przede wszystkim POChP – wymienia kardiolog.

Wskutek spalania tytoniu w wysokiej temperaturze, przekraczającej 800 st. Celsjusza, uwalniają się toksyczne substancje. W dymie z papierosa jest zawartych ok. 7 tys. różnych związków chemicznych, z których 93 są uznawane za szkodliwe lub potencjalnie szkodliwe, a ok. 70 za rakotwórcze. To właśnie one są odpowiedzialne za choroby odtytoniowe.

Jednak statystyki pokazują, że mimo kampanii zdrowotnych ostrzegających o skutkach palenia tytoniu, wycofania z rynku papierosów mentolowych czy drastycznych zdjęć na paczkach walka z nałogiem jest mało efektywna, nie tylko w Polsce, lecz również w wymiarze globalnym. Według WHO na całym świecie papierosy pali około 1 mld ludzi i w ciągu najbliższych pięciu lat ta liczba znacząco nie spadnie. Statystycznie tylko 1–2 na 100 pacjentów leczonych z nałogu nikotynowego definitywnie go rzuca. Zdecydowana większość po okresie abstynencji wraca do palenia.

– Są pacjenci, którzy rzucają palenie, z reguły dlatego że mają jakieś inne choroby i zostali do tego przekonani przez lekarza. Ale są też tacy, którzy nie poradzą sobie z tym nałogiem. Dla nich też mamy dzisiaj pewne podpowiedzi i alternatywne metody – mówi prof. Krzysztof J. Filipiak.

Żaden wyrób nikotynowy nie jest obojętny dla zdrowia, dlatego zawsze najlepszym rozwiązaniem jest definitywne rzucenie palenia. To pierwsza rekomendacja lekarzy. Jednak według badań stopień szkodliwości jest różny dla poszczególnych wyrobów zawierających nikotynę. Najbardziej toksyczne są tradycyjne papierosy, a mniej te, w których proces spalania został wyeliminowany, jak np. e-papierosy i podgrzewacze tytoniu zawierające prawdziwy tytoń

– Była era e-papierosów, ale dzisiaj medycyna dość negatywnie się o nich wypowiada, ponieważ ukazały się badania pokazujące, że nie są one jednak korzystne dla zdrowia. Problem z e-papierosami mamy też dlatego, że nie do końca wiemy, co się znajduje w liquidzie – mówi kardiolog. – Alternatywną metodą, która wzbudza nasze zainteresowanie, jest IQOS, który nie spala tytoniu, ale go podgrzewa do bardzo wysokiej temperatury. Dzięki temu dochodzi do znacznie mniejszego uwalniania substancji smolistych. W środowisku medycznym toczy się debata i część moich kolegów uważa, że lekarze nie powinni w żaden sposób promować tej metody. Ale mamy wielu pacjentów, nawet po zawale, bajpasach czy udarze, którzy nadal palą i mówią, że nie są w stanie tego rzucić. Dla nich to może być alternatywa.

W ramach programów harm reduction, czyli programów ograniczania szkód zdrowotnych i społecznych związanych z paleniem tytoniu, coraz więcej państw rekomenduje mniej szkodliwe alternatywy dla tradycyjnych papierosów. Po czterech latach badań i analiz naukowych amerykańska rządowa Agencja Żywności i Leków (FDA) zarekomendowała w tym roku podgrzewacz tytoniu IQOS jako pierwsze i jedyne jak dotąd urządzenie alternatywne dla papierosów o profilu zmodyfikowanego ryzyka, „właściwe dla promocji zdrowia publicznego”. Podobne podejście ma PHE, agenda brytyjskiego ministerstwa zdrowia, która zaleca palaczom przechodzenie na produkty alternatywne dla tradycyjnych papierosów jako formę redukcji szkód i ryzyka zdrowotnego związanego z paleniem.

– Polityka poszczególnych państw w stosunku do alternatyw dla tradycyjnego palenia papierosów jest różna. Są kraje takie jak Japonia, które nie akceptują e-papierosów, i w tych państwach główną alternatywą są właśnie systemy podgrzewania tytoniu. Świat pójdzie tą drogą. Badania rzeczywiście wskazują, że system podgrzewania tytoniu jest w tej chwili najciekawszy z punktu widzenia ograniczania oddziaływania niekorzystnych substancji, które uwalniają się w czasie palenia papierosów – mówi prof. Krzysztof J. Filipiak.

W tego typu urządzeniach tytoń podgrzewany jest do maksymalnie 350 st. Celsjusza, więc temperatury ponaddwukrotnie niższej niż w przypadku spalania papierosów. Nie wydzielają one dymu ani popiołu i dostarczają palaczowi nikotynę w dawce podobnej do zwykłego papierosa, ale z pominięciem szkodliwego procesu spalania, w wyniku którego wydzielają się substancje smoliste. Na temat IQOS opublikowano dotąd kilkaset publikacji naukowych i ponad 30 raportów agend rządowych – w tym m.in. FDA w Stanach Zjednoczonych, RIVM w Niderlandach, BfR w Niemczech, PHE w Wielkiej Brytanii, CSS/HG w Belgii czy NIPH w Japonii – które potwierdziły mniejszą toksyczność podgrzewanego tytoniu w porównaniu z paleniem papierosów.

Nieuczciwa promocja psuje rynek wyrobów budowlanych. Klienci mogą mieć problemy np. z uzyskaniem odszkodowania po pożarze domu [DEPESZA]

0

Nieuczciwa promocja psuje rynek wyrobów budowlanych. Klienci mogą mieć problemy np. z uzyskaniem odszkodowania po pożarze domu [DEPESZA] 3

Mimo obowiązujących regulacji na rynku wyrobów budowlanych wciąż mają miejsce praktyki, które mogą wprowadzać klientów w błąd przy wyborze produktów. Zdarzają się manipulacje informacjami na temat ich jakości czy właściwości technicznych. Konsekwencje użycia przy budowie niewłaściwego produktu mogą być poważne – nadzór może nakazać rozbiórkę budynku, a ubezpieczyciel wstrzymać wypłatę odszkodowania np. w razie pożaru domu. Szczególnie w internecie łatwo znaleźć wiele niesprawdzonych informacji o wyrobach oraz porównań z konkurencją.

Nierzetelne informowanie konsumentów w kwestii właściwości wyrobów budowlanych uwidacznia się m.in. w branży izolacji. Na tym rynku jest duża konkurencja – do izolacji domu można wybrać m.in. wełnę mineralną, styropian czy piankę poliuretanową. Jak podkreśla przedstawicielka Stowarzyszenia Producentów Wełny Mineralnej Szklanej i Skalnej – MIWO, niektórzy uczestnicy rynku stosują taką promocję swoich wyrobów, która może wprowadzać w błąd klientów i szkodzić konkurencji.

– Stowarzyszenie od lat obserwuje nieuczciwe praktyki niektórych firm oferujących piankę poliuretanową. To stosunkowo nowa izolacja i aby zaistnieć na rynku, zdarza się, że takie firmy promują własne wyroby czy usługi poprzez dyskredytowanie innych izolacji, a przede wszystkim wełny mineralnej. Wełna jest popularna od wielu lat w tych zastosowaniach, w których firmy piankowe chcą zdobyć klientów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jolanta Ciesielska ze Stowarzyszenia MIWO.

We wszystkich krajach Unii Europejskiej, również w Polsce, obowiązuje przejrzystość procedur i działań pozwalających na wprowadzenie do obrotu i stosowania wyrobów budowlanych tak, aby chronione były prawa konsumenckie. To oznacza, że wszyscy producenci powinni stosować takie same procedury, poddawać wyroby takim samym badaniom i klasyfikacjom oraz udostępniać takie informacje w zrozumiały sposób.

Jedynym wiarygodnym i wymaganym prawem źródłem wiedzy o właściwościach danego wyrobu  budowlanego jest dokument o nazwie Deklaracja Właściwości Użytkowych, w którym producent wiążąco potwierdza właściwości wyrobu i bierze za niego odpowiedzialność. Jeżeli wyrób nie jest opatrzony jasną i czytelną etykietą oraz wymaganą przepisami deklaracją, klient nie może być pewny, co kupuje i jakie właściwości, np. izolacyjne czy przeciwpożarowe, ma dany produkt. Ma wówczas także utrudnione prawo do składania reklamacji, a w przypadku pożaru trzeba się liczyć z problemami związanymi z wypłatą odszkodowania.

– Dla każdej firmy ważna jest promocja, ale nie powinna się ona opierać na informacjach wprowadzających klientów w błąd i oczerniających wyroby konkurencji. A takie praktyki obserwujemy. Rynek powinien być przejrzysty, jeśli chodzi o zasady i wymogi prawne. A jeśli uczestnicy nie do końca stosują zasady prawne czy biznesowe, trzeba reagować, co też nasze stowarzyszenie czyni od lat – mówi  Jolanta Ciesielska.

Na rynku jednak widać już pewne działania zmierzające do zaniechania nieuczciwej konkurencji. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego regularnie bada próbki materiałów budowlanych wprowadzanych na rynek i zamieszcza na swoich stronach raporty z badań. Jeśli któryś z produktów nie spełnia norm, urząd publicznie o tym informuje, ponieważ konsekwencje stosowania materiałów budowlanych o niewiadomym pochodzeniu czy właściwościach mogą być dla konsumenta bardzo poważne.

– Kupując wyrób bez dokumentów przewidzianych prawem, ufając jedynie promocjom, robimy to na własną odpowiedzialność. Weźmy prosty przykład. Jeśli z jakichś powodów nasz dom spłonie, ubezpieczyciel  może zażądać dokumentów potwierdzających cechy ogniowe zastosowanych materiałów budowlanych. Jeżeli nie będziemy w stanie przedstawić wiarygodnych dokumentów, trzeba liczyć się z ryzykiem wstrzymania wypłaty odszkodowania, a w skrajnych wypadkach także z koniecznością zadośćuczynienia za szkody powstałe w mieniu i zdrowiu innych osób spowodowane pożarem naszej własności – tłumaczy ekspertka ze Stowarzyszenia MIWO.

Pod koniec 2019 roku Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na Yetico, producenta wyrobów budowlanych z Olsztyna, najwyższą w historii karę za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Spółka otrzymała 50 mln zł kary za wprowadzanie konsumentów w błąd odnośnie do właściwości swoich produktów. Chodziło o mniejszą wytrzymałość płyt styropianowych i gorsze parametry termoizolacyjne, niż deklarował producent.

– Mamy wiele przykładów nierzetelnej komunikacji firm oferujących izolację z pianki poliuretanowej, które ukrywają cechy własnych wyrobów, np. palność pianki, a podają takie cechy wełny mineralnej czy innych izolacji, które po prostu pasują do danego porównania. Przykładowo podawana jest tylko jedna wartość współczynnika przewodzenia ciepła (lambda) dla wełny, a ukrywany jest fakt, że na rynku dostępnych jest wiele wyrobów z wełny mineralnej, dla których współczynnik lambda wynosi od 0,030 do 0,045 W/mK, co daje ogromne możliwości zastosowania tego materiału – wyjaśnia Jolanta Ciesielska. 

Stowarzyszenie MIWO, skupiające producentów wełny mineralnej, od kilku lat stara się edukować w tej kwestii konsumentów i informuje odpowiednie organy o nadużyciach na rynku materiałów izolacyjnych. Wysyła sprostowania i wezwania bezpośrednio do tych firm, które publikują wprowadzające w błąd treści na swoich stronach internetowych bądź w swoich materiałach reklamowych, stara się też zainteresować takimi praktykami inspektoraty budowlane czy UOKiK.

– Nasze zdecydowane działania przynoszą rezultaty. Wiele firm poprawiło swoje strony i usunęło wprowadzające w błąd informacje – podkreśla przedstawicielka MIWO. – Ale jeśli widzimy rażące działania informacyjne wprowadzające w błąd i żadnych reakcji ze strony firmy, która publikuje takie nieprawdziwe treści, decydujemy się nawet na skierowanie sprawy do sądu.

Stowarzyszenie MIWO właśnie proceduje pierwszą taką sprawę. Sąd Okręgowy w Lublinie zabezpieczył roszczenia stowarzyszenia, które domagało się od spółki Xpand EuroGroup zaniechania rozpowszechniania nieprawdziwych informacji zamieszczonych na stronie tej spółki. Sąd przychylił się do stwierdzenia, że takie informacje mogą wprowadzać konsumentów w błąd, i nakazał ich usunięcie. Prawomocne zabezpieczenie sądowe daje możliwość nałożenia na firmę rozpowszechniającą informacje grzywien aż do czasu wykonania postanowienia sądu. Suma grzywien może dojść do 1 mln zł.

Piotr Kuczyński: Gospodarka w pełni będzie mogła ruszyć, dopiero gdy szczepionka znajdzie się w powszechnym użyciu

0

Piotr Kuczyński: Gospodarka w pełni będzie mogła ruszyć, dopiero gdy szczepionka znajdzie się w powszechnym użyciu 4

Polska gospodarka na razie dobrze radzi sobie z pandemią, a według Eurostatu w III kwartale doświadczyła drugiego najmniejszego tempa spadku PKB w ujęciu rocznym w Unii Europejskiej, zaraz po Litwie. Również prognozy na ten i przyszły rok nie są złe. – Wiele branż ruszy dopiero wówczas, gdy zostaniemy zaszczepieni – podkreśla analityk rynków finansowych Piotr Kuczyński. Wciąż jednak pozostają pytania o długość i rygorystyczność lockdownu 2.0 oraz losy negocjacji w sprawie kolejnej unijnej perspektywy budżetowej.

Obecna sytuacja polskiej gospodarki jest całkiem niezła, oczywiście do momentu włączenia pełzającego lockdownu. Bezrobocie na poziomie 6 proc. nie jest wysokie w porównaniu do innych państw w całej Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kuczyński. – Wyglądało to tak, że w tym roku PKB spadnie o 2,5–3 proc., ale włączył się ten pełzający lockdown, który nam obniży PKB o dodatkowe przynajmniej 0,5 pkt proc. albo więcej, jeżeli będzie pełny lockdown. Tego jednak rządzący nie chcą i zrobią wszystko, żeby go nie wprowadzić.

Od 7 do na razie 29 listopada trwa drugi, częściowy lockdown, mający na celu ograniczenie liczby zakażeń, która na początku miesiąca zaczęła skokowo rosnąć, przekraczając 25 tys. na dobę. Po półtora tygodnia liczba nowych zachorowań ograniczyła się do 19 tys., za to zanotowano rekordową liczbę zgonów. To jednak, jak tłumaczą eksperci, efekt szczytu zachorowań sprzed dwóch–trzech tygodni, a rząd na razie nie planuje zaostrzenia ograniczeń. Wciąż jednak pozostaje pytanie, czy obecny rygor zostanie przedłużony po 29 listopada.

– Każdą gospodarkę stać na utrzymywanie takiego pełzającego lockdownu, tylko pytanie, co będzie z ludźmi, jak będą wyglądały ich dochody, oszczędności, czy nie zaczną nadmiernie oszczędzać, tym samym mniej wydawać, szkodząc gospodarce. To są pytania, na które nikt nie zna odpowiedzi – tłumaczy ekspert. – W tej chwili bardzo modne wśród ekonomistów jest opisywanie tego kryzysu literą K. Czyli mamy najpierw gwałtowny spadek, a potem część branż ostro do góry, a część ostro do dołu. Najbardziej poszkodowani są ludzie z branży gastronomicznej, turystycznej, hotelarstwa i kultury. Te sektory powinny ruszyć jak najszybciej, ale niestety, według mnie, na pełną skalę to ruszy dopiero w II–III kwartale przyszłego roku, kiedy się zaszczepimy. Niestety wcześniej nie widzę takiej możliwości.

Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej polska gospodarka skurczy się w tym roku o 3,6 proc. To mniej, niż prognozowano latem. Będzie to czwarta najpłytsza recesja w UE po Litwie, Irlandii i Szwecji. Średnia dla Unii Europejskiej to spadek PKB o 7,4 proc. Przyszłoroczne odbicie ma być jednak nieco niższe od średniej (4,1 proc.) i wynieść 3,3 proc. W 2022 roku przyspieszy jednak do 3,5 proc.

Nieco inne dane zakłada w listopadowej projekcji Narodowy Bank Polski. O ile na obecny i przyszły rok prognozy są zbliżone (odpowiednio -3,5 proc. oraz +3,1 proc.), o tyle zdaniem ekonomistów NBP za dwa lata polska gospodarka ruszy do przodu w tempie 5,7 proc.

Powrót do szybkiego tempa wzrostu zależy także od dalszego rozwoju negocjacji w sprawie unijnego budżetu na lata 2021–2027 oraz wartego 750 mld euro Funduszu Odbudowy, z którego Polska miałaby otrzymać 60 mld euro. Większość krajów UE chce uzależnić wypłatę środków od przestrzegania zasad praworządności, czemu sprzeciwiają się Polska i Węgry i grożą zawetowaniem budżetu w razie zawarcia takiego zapisu.

Nawet jeżeli nie będzie budżetu, to będzie prowizorium budżetowe. Nie będzie to takie łatwe, jak niektórzy mówią, to będzie droga przez mękę. Myślę jednak, że do tego nie dojdzie, zazwyczaj w UE jakoś się dogadują i ten budżet będzie. Pytanie, czy będzie Fundusz Odbudowy. Tu bardzo dużo zależy od tego, jak nasz rząd będzie chciał do tego podejść. Jeżeli się uprzemy i przez ten mechanizm praworządności zawetujemy Fundusz Odbudowy, to z tego pieniędzy nie dostaniemy. Gospodarka da sobie radę bez nich, tyle że gorzej, niż byłoby z tym funduszem – prognozuje analityk.

Na porozumienie najwyraźniej liczą także inwestorzy, co widać po reakcji rynków – giełdy oraz złotego.

To było dosyć zadziwiające, bo kiedy wyraźnie padło słowo „weto” od wicepremiera Ziobry, to ani rynek walutowy, ani rynek akcji nie zareagował, wręcz odwrotnie, złoty się umocnił, akcje zdrożały – wyjaśnia Piotr Kuczyński. – Jeżeli się nie dogadają, to zobaczymy przecenę złotego.

Opracowano nowy rodzaj superkomputera. Jest znacznie mniejszy i nawet 200-krotnie szybszy [DEPESZA]

Zespół naukowców z National Energy Technology Laboratory we współpracy z inżynierami z firmy Cerebras opracował jednopłytkowy superkomputer. Wydajność sprzętu może przeszło dwustukrotnie przekraczać moc obliczeniową konkurencyjnych superkomputerów. Maszyna posłuży do wykonywania skomplikowanych obliczeń na potrzeby sztucznej inteligencji, przewidywania zmian pogodowych czy opracowywania elementów nowych samolotów.

– Platforma sprzętowa CS-1 eliminuje kluczowe wąskie gardła, które ograniczają wydajność w konwencjonalnych zastosowaniach komputerów wysokiej wydajności (HPC) – podkreśla dr Dirk Van Essendelft z Narodowego Laboratorium Technologii Energii w Departamencie Energii Stanów Zjednoczonych (NETL).

Nowatorskie podejście naukowców odpowiedzialnych za stworzenie Cerebras CS-1 tkwi w nietypowej, jednopłytkowiej konstrukcji komputera. Wszystkie podzespoły zostały rozlokowane w taki sposób, aby maksymalnie skrócić drogę, jaką musi przebyć impuls elektryczny odpowiedzialny za przesyłanie i analizowanie danych. Układ Cerebras Wafer Scale Engine składa się z 1,2 biliona tranzystorów tworzących 400 tys. rdzeni procesorowych. Dla porównania zaprezentowany niedawno układ GPU Nvidia A100 80GB dla superkomputerów dysponuje 56 mld tranzystorów.

CS-1 wyróżnia się także nietypową specyfikacją jak na urządzenie typu HPC. Sprzęt zamknięto w niewielkiej obudowie o wysokości 66 cm, a do dyspozycji naukowców oddano jedynie 18 GB pamięci SRAM. Jednak według zespołu badawczego taka liczba gigabajtów wystarczy, aby w pełni wykorzystać moc obliczeniową autorskiego układu. Procesor komunikuje się bowiem bezpośrednio z pamięcią, dzięki czemu ta może przetwarzać dane z prędkością dochodzącą do 9,6 PB/sec, znacznie sprawniej niż jakikolwiek konsumencki komputer dostępny na rynku.

– Obecne komputery HPC walczą głównie z problemami wynikającymi z fizyki – objętością i długością przewodów. Im mniejsze i krótsze są przewody łączące pamięć z jednostkami obliczeniowymi, tym komputery są szybsze i bardziej energooszczędne. W tradycyjnych komputerach HPC pamięć jest zlokalizowana dalej, więc długość przewodu może wynosić nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt centymetrów – wskazuje Dirk Van Essendelft.

Inżynierowie Cerebras zadbali także o to, aby ich platforma pozwoliła wykorzystać możliwości najpopularniejszego oprogramowania wykorzystywanego na komputerach typu HPC. CS-1 jest w pełni kompatybilny z takimi frameworkami jak TensorFlow czy PyTorch, które powszechnie wykorzystuje się w badaniach nad algorytmami sztucznej inteligencji. CS-1 wyposażono również w interfejs C++, dzięki czemu badacze mogą na własną rękę rozwinąć możliwości tej przyszłościowej platformy.

Według inżynierów Cerebras jednostka złożona z 15 układów CS-1 w konstrukcji typu RACK będzie w stanie zastąpić serwerownie, które dotychczas zajmowały cały pokój. Według twórców pojedynczy chip CS-1 jest nawet 200-krotnie szybszy od superkomputera Joule, znajdującego się na 82. miejscu w rankingu TOP 500 superkomputerów.

– Nasz system CS-1 pokonuje tradycyjne bariery w osiąganiu wysokiej wydajności, dzięki budowie systemu na jednej płytce krzemu. Dzięki ogromnemu przyspieszeniu komunikacji, które zapewnia integracja pamięci na krzemowej płytce, osiągnęliśmy znacznie wyższą wydajność w porównaniu z jakimkolwiek oddzielnym procesorem logicznym czy graficznym – przekonuje Andrew Feldman, współzałożyciel i dyrektor generalny Cerebras Systems. – Ta platforma otwiera drzwi do przełomu w wydajności obliczeń naukowych.

Według firmy badawczej Technavio globalny rynek superkomputerów do 2024 roku ma się rozwijać w tempie 28 proc. w skali roku.

Powstają już budynki produkujące dwa razy więcej energii, niż potrzebują. Nowe technologie pozwolą w pełni wykorzystać potencjał OZE

Nowoczesne budownictwo zeroenergetyczne pozwoli w pełni wykorzystać potencjał odnawialnych źródeł energii. Powstają już na świecie budynki, które są w stanie produkować dwukrotnie większą ilość energii, niż wynosi ich zapotrzebowanie. Także w Polsce opracowuje się technologie umożliwiające optymalne wykorzystanie zielonej energii. Przyszłość budownictwa tkwi właśnie w odpowiednim wykorzystaniu zebranej energii, m.in. z paneli fotowoltaicznych, w taki sposób, aby jak najmniej się jej marnowało.

– Rynek budownictwa zeroenergetycznego opiera się w większości przypadków na energii słonecznej oraz izolacyjności budynków i materiałów budowlanych. Zbyt mało uwagi zwraca się na to, co się dzieje wewnątrz. Jedną z głównych wad paneli jest to, że produkują więcej energii wtedy, kiedy jest najmniej potrzebna, i dlatego nie współgrają z samym budynkiem. Można je zainstalować, ale trzeba mieć możliwość oddania nadwyżki energii do sieci, żeby móc z powrotem ją zużyć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jerzy Hawranek, prezes iNergy.

Polska firma rozwija technologię przystosowania budynków do wykorzystania energii pochodzących ze źródeł odnawialnych. Zintegrowanie instalacji wentylacji, ogrzewania oraz chłodzenia pozwala nie tylko oszczędzić miejsce na dodatkową przestrzeń użytkową, umożliwia także wtórne wykorzystanie energii produkowanej w obiekcie oraz zredukowanie emisji CO2 nawet o 85 proc. Budynki wykonane w tej technologii produkują wyłącznie tyle energii, ile potrzebują do funkcjonowania.

W rozwój budownictwa zeroenergetycznego inwestuje również bielska firma Unibep SA, która zaprojektowała samowystarczalny budynek wielorodzinny wykonany w konstrukcji modułowej. Wsparcie ze strony funduszy unijnych pozwoliło skonstruować i przetestować prototypowe moduły pod kątem parametrów cieplnych i wilgotnościowych. Kolejnym etapem będzie wdrożenie do produkcji modułów przystosowanych do wznoszenia budynków zeroenergetycznych na szeroką skalę.

– Z powodu pandemii i kryzysu energetycznego będzie się szukać rozwiązań, które pozwolą ustabilizować przepływ energetyczny. Powinny istnieć innowacje, które obniżają zużycie i produkcję energii, bo najczystsza energia to jest ta, której się nie wyprodukuje. Skoro mamy energię obok siebie i mamy energię słoneczną, to trzeba wykorzystać to, co jest, bez potrzeby produkowania nowej – podkreśla ekspert.

Przyszłością zeroemisyjnego budownictwa będą obiekty, które nie tylko nie marnują energii, lecz także dostarczają jej nadmiar do sieci. Dobrym przykładem jest tu norweski budynek The Powerhouse Brattørkaia, który wytwarza dwa razy więcej energii elektrycznej, niż wykorzystuje. Jej nadmiar wykorzystywany jest do zasilania pobliskich budynków czy pojazdów elektrycznych.

Co istotne, nie tylko nowe budynki mogą wdrożyć model zeroemisyjności, również kilkudziesięcioletnie obiekty można przystosować do efektywniejszego wykorzystania energii. Amerykańskie Stowarzyszenie Inżynierów Ogrzewnictwa, Chłodnictwa i Klimatyzacji na potrzeby nowej siedziby zmodernizuje budynek z lat 70. ubiegłego wieku w taki sposób, aby stał się w pełni samowystarczalny. Pomogą w tym m.in. panele fotowoltaiczne oraz system zdalnego zarządzania budynkiem i jego monitorowania, który zoptymalizuje zużycie energii.

– W tej chwili coraz więcej osób zwraca uwagę na zastosowanie paneli i elementów, które mogą obniżyć konsumpcję energii. Ludzie zwracają uwagę na jakość i pochodzenie energii. Coraz więcej osób chce mieć czystą energię, żeby nie wydzielała spalin i zanieczyszczeń. Coraz więcej firm zaczyna się interesować tym, żeby produkować budynki zeroenergetyczne i odnawiać systemy w taki sposób, żeby móc wykorzystać synergię istniejących systemów, połączyć to wszystko razem – wyjaśnia Jerzy Hawranek.

Z prognoz Prescient & Strategic Intelligence wynika, że światowy rynek budownictwa zeroenergetycznego osiągnie w 2024 roku wartość ponad 2,1 mld dol. W 2018 roku rynek ten był wyceniany na niespełna 0,9 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 15,6 proc.

Zjazd Firm Rodzinnych po raz pierwszy online [23-27.11.2020]

Pomimo wszystkich trudności, 13. edycja Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych odbędzie się 23-27 listopada 2020 roku, zachowując wieloletnią tradycję stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych. Wyjątkowa sytuacja wymaga adekwatnej modyfikacji formuły wydarzenia, dlatego U-RODZINY 2020 po raz pierwszy w historii odbędą się ONLINE. Każdy zainteresowany będzie mógł wziąć udział poprzez platformę internetową, nie wychodząc z domu. Przedsiębiorcy, eksperci, samorządowcy, doradcy i politycy spotkają się wirtualnie, aby wspólnie zastanowić się, jak poradzić sobie z kryzysem, jak funkcjonować w nowych warunkach oraz jak planować działalność uwzględniając wyzwania i niepewność które stoją przed nami.

Zaczynając w styczniu pracę nad programem merytorycznym 13. Zjazdu na temat przewodni wybrano “CZAS PRZEMIAN”, który w obecnej sytuacji wyjątkowo trafnie odzwierciedla rzeczywistość. Podczas 13. edycji U-RODZIN właściciele największych polskich firm rodzinnych porozmawiają o prowadzeniu biznesu w trakcie pandemii COVID-19 oraz zastanowią się czy „rodzinność” ma wpływ na funkcjonowanie firmy w tych czasach. Renomowani eksperci i przedsiębiorcy będą dyskutować o perspektywie prowadzenia biznesu, razem spróbują wyciągnąć wnioski z koronakryzysu, a także spojrzą na możliwość wykorzystania sytuacji rynkowej do ekspansji zagranicznej polskiego biznesu. Poruszony zostanie także temat zmian, wprowadzenie których wymusił koronawirus, a także kwestia transformacji cyfrowej i wyzwań prawno-podatkowych, których doświadczają firmy rodzinne. Ważnym elementem debat będzie także perspektywa lokalna, którą przedstawią polscy samorządowcy.

Jak co roku, organizację U-RODZIN wsparł szereg instytucji i organizacji. Współgospodarzami wydarzenia są Samorządy Województw Mazowieckiego i Małopolskiego. Patronami honorowymi – Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu. Partnerami strategicznymi IFR są: BNP Paribas Bank Polska, Grupa AXA w Polsce oraz agencja reklamowa Recevent. Do patronów medialnych dołączyli m.in. Dziennik Gazeta Prawna, ICAN Management Review oraz My Company Polska.

Swoim doświadczeniem z uczestnikami 13. edycji wydarzenia podzielą się: prof. Andrzej Blikle, Piotr Voelkel (Grupa Kapitałowa VOX), prof. Jerzy Hausner, Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka), dr Henryka Bochniarz (Konfederacja Lewiatan), Przemysław Mitraszewski (LPP), Stanisław Han (Hasco-Lek), Adam Rozwadowski (Enel-Med), Jerzy Pietrucha (Grupa Pietrucha), Krzysztof Domarecki (Selena FM), Piotr Czachorowski (Krynica Vitamin), Jacek Ptaszek (JMP Flowers) i wielu innych.

Atutem formuły online jest elastyczności i dostępność wydarzenia – oprócz transmisji na żywo, będzie możliwość obejrzenia nagrania po konferencji. Dbając o bezpieczeństwo i komfort uczestników, całość podzielono na krótkie części – każdy z 5 dni konferencji potrwa nie dłużej niż 4 godziny. Dla uczestników przygotowano 10 debat i wystąpień motywacyjnych, 9 warsztatów praktycznych i prelekcji, a także networking online w pokojach tematycznych i branżowych. Wszystko to w ramach jednego biletu. Rejestracja na wydarzenie trwa: www.u-rodziny.pl

  1. edycję U-RODZIN planowano zorganizować w formule hybrydowej, łącząc konferencję online z mniejszymi regionalnymi spotkaniami stacjonarnymi w 5 miastach. Niestety z uwagi na sytuację epidemiczną i obostrzenia – nie jest to możliwe. Za rok już na pewno spotkamy się na żywo!

Łączymy, by budować! Łączymy, by przetrwać!

###

Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych (IFR) powstało w 2008 roku w Warszawie z inicjatywy osób, reprezentujących środowiska biznesu, akademickie oraz eksperckie. IFR jest największą i najstarszą organizacją reprezentującą środowisko firm rodzinnych, zrzeszającą około 500 przedsiębiorców z całej Polski, którzy reprezentują blisko 600 firm zatrudniających prawie 27 500 pracowników z obrotem ponad 7,5 mld. Misją Stowarzyszenia jest wspieranie wolności gospodarczej, państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego, którego filarem jest środowisko firm rodzinnych. Jednym z głównych celów jest integracja i wymiana doświadczeń środowiska, w tym promowanie filozofii oraz utrzymania dziedzictwa przedsiębiorczości w rękach kolejnych pokoleń. W Polsce około 36% wszystkich firm (828 tys. firm) zadeklarowało siebie jako firmy rodzinne, co stanowi 18% PKB (322 mld zł). Potencjalnie firmami rodzinnymi jest aż 92% (2,116 mln firm) co stanowi 67% PKB (1,2 bln zł). Więcej na: www.firmyrodzinne.pl

Tani pieniądz rządzi

Po silnych wzrostach wywołanych informacjami o wysokiej skuteczności szczepionek od Pfizera i Moderny indeksy giełdowe znów znalazły się w rejonach historycznych maksimów. Czy szczepionki to najważniejszy powód zachowań inwestorów?

Jeszcze przed kilkoma tygodniami nie brakowało obaw o to, jak wybory prezydenckie w USA wpłyną na giełdy. Oceniano za bardziej sprzyjający dla rynków finansowych ponowny wybór D.Trumpa. Zwłaszcza Wall Street chciało widzieć Trumpa w Białym Domu. Znamy wynik wyborów, a reakcja inwestorów okazała się optymistyczna.

Wyniki wyborów nie zaszkodziły giełdowym indeksom. Szybko notowania S&P 500 znalazły się na nowych, historycznych szczytach.

– Największy wpływ na zachowania inwestorów ma polityka banków centralnych, która wymusza na inwestorach podejmowanie ryzyka – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To zwłaszcza polityka Fed sprawia, że inwestorzy są w kleszczach, bo z jednej strony mamy niepokojące wiadomości o pandemii, gdy z drugiej mamy zerowe stopy procentowe. I to jest powód tego, że po kolejnych spadkach indeksy giełdowe bardzo szybko wracają do wysokich poziomów.

Od wiosny 2020 r. ta sytuacja się nie zmienia. Efekt kleszczy oddziałuje bardziej niż spory o konsekwencje wyborów prezydenckich w USA. To może się zmienić, jeżeli okaże się, że Demokratom wystarcz sił, aby bardziej obciążyć podatkami największe korporacje.

– Ważna okaże się sprawa wytoczona przez Departament Sprawiedliwości spółce Google, której zarzucono stosowanie praktyk monopolistycznych – komentuje ekspert XTB. – Prawdopodobnie szybko dowiemy się czy Biały Dom będzie w stanie coś zrobić.

Co także istotne w tym sporze, przejmowanie rzeczywistej władzy przez nowego prezydenta trwa w USA zwykle około trzech miesięcy. Zanim Joe Biden zostanie formalnie prezydentem Demokraci i Republikanie będą negocjować wielkość nowego pakietu pomocy finansowej dla gospodarki. Taki pakiet wejdzie w życie najwcześniej w lutym 2021 r. I będzie to związane dalszym rozluźnianiem polityki pieniężnej. Dodrukowywanie pieniędzy nasili efekt kleszczy.

Ten kryzys właśnie dlatego tak bardzo różni się od poprzednich. Inna jest sytuacja związana na przykład z oprocentowaniem obligacji skarbowych. I nie tylko w USA.

– Warto przypomnieć, że w szczytowym momencie poprzedniego kryzysu rentowność polskich obligacji 10-letnich wzrosła w okolice 8 proc., gdy dziś jest to niewiele powyżej 1 proc. – dodaje P.Kwiecień. – To najlepiej pokazuje w jakiej sytuacji są dziś inwestorzy, którzy chcą chronić swoje oszczędności.

Śnieżka podsumowuje sezon 2020. Sprzedaż i zyski w górę

Ten rok sprzyjał remontom oraz odświeżaniu mieszkań, domów i ogrodów. W rezultacie trzy pierwsze kwartały br. zaowocowały dla Grupy Kapitałowej Śnieżka wzrostem przychodów ze sprzedaży o 18,5%, a zysku netto o 25%. W samym trzecim kwartale br. Grupa osiągnęła wyniki porównywalne do ubiegłorocznych.

Sprzedaż produktów Grupy cechuje się znaczną sezonowością – farby oraz produkty do ochrony i dekoracji drewna sprzedaje się intensywnie w okresie od wczesnej wiosny do późnego lata. W tym roku pierwsze trzy kwartały przyniosły wzrost skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży do 682,2 mln zł – to o ponad sto milionów więcej niż w ciągu pierwszych trzech kwartałów ub.r.

Wpływ na tak dużą dynamikę przychodów Grupy miał wzrost popytu na produkty Śnieżki w drugim kwartale 2020 roku, powiązany z wiosenną falą pandemii COVID-19 i jej następstwami – m.in. przejściem wielu firm na pracę zdalną i w efekcie ograniczeniem mobilności części społeczeństwa. Do wzrostu wydatnie przyczyniło się również dołączenie do Grupy węgierskiego producenta Poli-Farbe i ujęcie w sprawozdaniu finansowym jego wyników za cały okres pierwszych trzech kwartałów br.

W samym trzecim kwartale br. sytuacja związana z pandemią nie miała już istotnego wpływu na wyniki sprzedaży spółek z Grupy Kapitałowej Śnieżka. W okresie od lipca do września produkty Śnieżki znikały z półek równie często jak w tym samym okresie poprzedniego roku.

Szturm na sklepy i markety budowlane, który obserwowaliśmy w maju i czerwcu, nie przyniósł spadku popytu w kolejnych miesiącach tegorocznego sezonu. Było wręcz przeciwnie i dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni również ze sprzedaży w trzecim kwartale – komentuje wyniki Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

Wzrost przychodów na dwóch największych rynkach

Przychody ze sprzedaży w Polsce – rynku numer jeden dla Grupy – w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. wyniosły 438 mln zł, rosnąc o 11,2% w odniesieniu rok do roku. Jednocześnie udział sprzedaży na rodzimym rynku w stosunku do łącznych przychodów Grupy utrzymał się na zbliżonym poziomie jak rok wcześniej, tj. 64,2%.

Klienci nadal chętnie wybierali produkty premium i ze średniej półki cenowej. Podobny trend obserwowany był na rynkach numer dwa i trzy dla Grupy, czyli na Węgrzech oraz na Ukrainie.

Patrząc na cały tegoroczny sezon wiemy, że klienci decydowali się na zakup przede wszystkim tych produktów, które znają i do których mają zaufanie. Można to tłumaczyć tym, że wielu z nich przez wzgląd na bezpieczeństwo ogranicza czas spędzany w sklepach. Dodatkowo polscy klienci chętnie sięgali po rodzime marki, takie jak Śnieżka, Magnat, Vidaron. Dzięki temu Śnieżka zwiększyła udziały w rynku i niezmiennie pozostaje liderem rynku farb i wyrobów dekoracyjnych w Polsce – dodaje Piotr Mikrut.

Na Węgrzech przychody ze sprzedaży wzrosły do 134,6 mln zł, co oznacza poprawę o 88% względem wyników za odpowiedni okres 2019 roku. Rynek węgierski jest drugim najistotniejszym rynkiem dla Grupy. Jego udział w strukturze sprzedaży na koniec września wyniósł 19,7%. Na trzecim w kolejności rynku, Ukrainie, wypracowano przychody wysokości 62,3 mln zł, czyli o 0,8% większe niż w poprzednim roku. Jedynie na czwartym dla Grupy rynku, czyli Białorusi, przychody zmniejszyły się o 12,6%.

Dzięki wyższej sprzedaży w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. Grupa Kapitałowa Śnieżka zanotowała poprawę zysków: zysk na działalności operacyjnej (EBIT) w wysokości 107,1 mln zł (wzrost o 23,1% rok do roku), wynik EBITDA w wysokości 132,2 mln zł (wzrost o 25% rok do roku) oraz skonsolidowany zysk netto w wysokości 88 mln zł (wzrost o 25% rok do roku). Zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 80,4 mln zł (wzrost o 19,6% rok do roku).

Dalszy ciąg inwestycji i nacisk na bezpieczeństwo

Śnieżka kontynuowała cykl inwestycyjny – w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 roku spożytkowała na ten cel 86 mln zł (niemal o 60% więcej niż w analogicznym okresie w poprzednim roku) z zaplanowanych na cały rok 95 mln zł. Największą część tej kwoty stanowiły wydatki związane z budową Centrum Logistycznego w Zawadzie k. Dębicy, które pozwoli znacznie zwiększyć efektywność procesów logistycznych. Pomimo sytuacji epidemicznej obecnie prace trwają nieprzerwanie i spółka ocenia, że termin ukończenia tej inwestycji zostanie utrzymany, tj. będzie to początku 2022 roku.

W kolejnych kwartałach Śnieżka planuje dalsze prace związane ze zmianą modelu operacyjnego i koncepcji zarządzania wszystkimi spółkami należącymi do grupy kapitałowej, zlokalizowanymi w Polsce i za granicą. Obecnie tworzone i wyodrębniane są centra kompetencji, które będą odpowiadały za poszczególne obszary działalności biznesowej. Od 1 stycznia 2021 roku planowane jest wydzielenie działalności marketingowej i sprzedażowej. Skutkiem wprowadzanych zmian ma być optymalizacja procesów zarządzania i wykorzystanie efektu skali, co jest szczególnie istotne ze względu na intensywny w ostatnich latach rozwój Grupy.

W nadchodzącym okresie Śnieżka planuje ponadto kontynuację realizowanych inwestycji oraz integracji węgierskiej spółki Poli-Farbe.

Domy będą sprzedawać się częściej?

Pandemia koronawirusa zwiększyła zainteresowanie domami (również używanymi). Kilka czynników będzie sprzyjało sprzedaży domów z rynku wtórnego.

Używane domy to stosunkowo duży i niedoceniany segment rynku nieruchomości. W kontekście domów, najczęściej pisze się bowiem o wznoszeniu nowych budynków jednorodzinnych. Bardzo dużo uwagi krajowe media poświęcają również obrotowi nowymi oraz używanymi lokalami mieszkalnymi. Tymczasem statystyki GUS-u oraz Ministerstwa Sprawiedliwości sugerują, że rocznie sprzedaje się około 30 000 – 40 000 używanych domów. To wynik cztery razy mniejszy od tego, który dotyczy lokali, ale na pewno wciąż godny uwagi. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie zainteresowanie używanymi domami nadal będzie rosło. Podajemy kilka argumentów, które przemawiają za takim scenariuszem.

Nasz artykuł w bardzo dużym skrócie:

  • Wzrost kosztów budowy nowych domów może zachęcać do poszukiwania starszych budynków.
  • Pomoc państwa w termomodernizacji to kolejny czynnik przemawiający za popytem na starsze domy.
  • Na rynku z przyczyn demograficznych przybywa starszych budynków jednorodzinnych w dobrych i średnich lokalizacjach.
  • Poniżej dowiesz się więcej o tym, dlaczego używane domy prawdopodobnie będą sprzedawać się częściej.

Budowa nowego domu przez trzy lata podrożała o 25%

Trudno ukryć, że w ostatnim czasie przybyło argumentów za poszukiwaniem tańszych rozwiązań mieszkaniowych, a używane domy z pewnością do takich należą. Chodzi nie tylko o pogorszenie koniunktury gospodarczej i bardziej ostrożną politykę kredytową banków. Spore znaczenie ma także fakt, że koszty budowy nowego domu rosną bardzo szybko. Zgodnie z danymi firmy Sekocenbud, w 2018 r. oraz 2019 r. budowa nowego domu podrożała średnio o około jedną piątą. Natomiast w bieżącym roku tempo zmian cenowych wyraźnie spadło. Mimo tego, można spodziewać się, że trzyletni wzrost kosztów budowy typowego domu (od początku 2018 r. do końca 2020 r.) wyniesie około 25% w ujęciu nominalnym. „Warto pamiętać, że podany wynik nie uwzględnia rosnących kosztów zakupu działek” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Rok 2021 też nie przyniesie dobrych wiadomości dla osób planujących budowę domu. Mianowicie już w styczniu ponownie wzrosną wymogi dotyczące energochłonności nowych budynków jednorodzinnych. Będzie to skutkowało kolejnym, kilkuprocentowym wzrostem kosztów budowy. Wszystkie opisywane powyżej czynniki będą wpływać również na ceny, jakie osiągają używane domy. „Nie wydaje się jednak, że przełożenie tych czynników na koszty zakupu używanych domów może być tak samo duże” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Państwo pomaga w modernizacji używanego domu …

Przeglądając używane domy na sprzedaż łatwo zauważymy, że ich oferta jest niezwykle zróżnicowana. Oprócz maksymalnie kilkuletnich budynków, możemy znaleźć również o wiele starsze domy, które pochodzą jeszcze z czasów PRL-u. Takie domy w nieco dłuższej perspektywie również mogą cieszyć się rosnącym zainteresowaniem, ale pod warunkiem dobrej lokalizacji. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że od pewnego czasu państwo pomaga w termomodernizacji starszych budynków jednorodzinnych. Chodzi zarówno o program Czyste Powietrze, jak i ulgę termomodernizacyjną. Co ważne, ulga termomodernizacyjna może łączyć się z korzyściami dotyczącymi programu Czyste Powietrze. „W ramach wspomnianej ulgi, od dochodu podatkowego odliczymy nawet 53 000 zł wydane na termomodernizację domu” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Dzięki oszczędnościom wynikającym z państwowej pomocy, można po zakupie przeznaczyć więcej pieniędzy np. na poprawę estetyki starszego domu. Obecnie dostępne są projekty i materiały, dzięki którym nawet typowy dom w kształcie kostki sprzed 40 lat – 50 lat zupełnie zmieni swoje oblicze i będzie przypominał o wiele nowsze budynki. Opłacalność takiej kompleksowej modernizacji zależy m.in. od materiałów zastosowanych w czasie budowy konkretnego domu. „Problematyczne są na przykład te używane domy z lat 70. oraz 80., które posiadają mury wykonane z pustaka żużlowego o kiepskiej jakości. Warto także pamiętać o problemach dotyczących np. dachu pokrytego eternitem” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Przybywa starszych budynków w dobrych lokalizacjach

Bardzo duże zróżnicowanie oferty starszych domów dotyczy również lokalizacji. Zakupu i kompleksowego remontu oczywiście najszybciej doczekają się te używane domy, które można znaleźć w atrakcyjnych lokalizacjach. Chodzi przede wszystkim o miasta wojewódzkie oraz ich przygraniczne powiaty. Oferta starszych domów z takich lokalizacji staje się szersza z powodów demograficznych. Po prostu coraz częściej umierają właściciele domów wybudowanych np. 40 lat – 50 lat temu, a ich spadkobiercy nie zawsze chcą wykorzystywać budynek na swoje potrzeby. Podobna sytuacja dotyczy również mniejszych miejscowości oraz wsi. „W tym przypadku, problemem często pozostaje jednak odległość od większych ośrodków miejskich” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Na popularność używanych domów w dobrych oraz średnich lokalizacjach prawdopodobnie będzie miało wpływ również upowszechnienie pracy zdalnej. Wiele osób pracujących w ten sposób może dojść do wniosku, że zakup niedrogiego, używanego domu w odległości np. 40 kilometrów od dużego miasta (zamiast ciasnego mieszkania) wcale nie jest złą perspektywą. Trudno jednak spodziewać się, że potencjalni nabywcy domów będą zainteresowani wyprowadzką do najmniej atrakcyjnych osadniczo powiatów położonych np. blisko wschodniej granicy kraju. „W przypadku takich lokalizacji, używane domy nadal będą trudno zbywalne” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

CBD to nie narkotyk: przełomowy wyrok UE w sprawie kannabinoidów

19 listopada 2020 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał przełomowy wyrok w sprawie CBD. Chodziło o sprzedaż i dystrybucję papierosa elektronicznego zawierającego olej z konopi, jednak orzeczenie wstępne może mieć dużo większe znaczenie praktyczne. Orzeczenie komentuje dr Joanna Uchańska, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Jak czytamy – TSUE stwierdził, że „państwo członkowskie nie może zakazać sprzedaży kannabidiolu (CBD) wyprodukowanego zgodnie z prawem w innym państwie członkowskim, jeżeli jest on wyciągiem z całej rośliny cannabis sativa, a nie tylko z jej nasion i włókien. Zakaz ten może jednak być uzasadniony celem ochrony zdrowia publicznego, lecz nie może wykraczać poza to, co jest konieczne dla jego osiągnięcia”.
TSUE oparł swoją wypowiedź na zasadzie unijnego swobodnego przepływu towarów. Co szalenie istotne Trybunał wyraźnie rozdzielił pojęcie „środka odurzającego” i CBD, odnosząc się także do dwóch konwencji Narodów Zjednoczonych i podkreślając rolę oceny danych naukowych. Wskazał, że „zgodnie z aktualnym stanem wiedzy naukowej, którą koniecznie należy uwzględnić, w odróżnieniu od tetrahydrokannabinolu (powszechnie nazywanego „THC”), inny kannabinoid z konopi, CBD rozpatrywany w postępowaniu przed sądem krajowym, nie wydaje się mieć skutków psychotropowych ani skutków szkodliwych dla zdrowia ludzkiego – komentuje dr Joanna Uchańska, partner w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

TSUE stwierdził przede wszystkim, że artykuły 34 i 36 TFUE sprzeciwia się uregulowaniu zakazującemu sprzedaży kannabidolu (CBD) produkowanego zgodnie z prawem w innym państwie członkowskim, jeżeli został on wyekstrahowany z całej rośliny cannabis sativa, a nie tylko z jej włókien i nasion, chyba że uregulowanie to jest właściwe dla zapewnienia realizacji celu ochrony zdrowia publicznego i nie wykracza poza to, co jest konieczne dla jego osiągnięcia”. Dodatkowo podkreślił, że Rozporządzenie 1307/2013 dotyczące płatności bezpośrednich dla rolników na podstawie systemów wsparcia w ramach wspólnej polityki rolnej nie mają one zastosowania do takiego uregulowania.

Nie sposób nie zgodzić się z twierdzeniem Sądu, że „sąd krajowy powinien ocenić dostępne dane naukowe w celu upewnienia się, że podnoszone rzeczywiste ryzyko dla zdrowia publicznego nie okazuje się opierać na czysto hipotetycznych założeniach”. TSUE podkreślił, że zakaz to najbardziej restrykcyjna przeszkoda na rynku unijnym dla wymiany dotyczącej produktu wyprodukowanego i sprzedawanego zgodnie z prawem w innych państwach członkowskich. Z tej przyczyny należy go stosować bardzo ostrożnie i jedynie wówczas, gdy ryzyko związane z Produktem okazuje się dostatecznie wykazane. Przez to z wyroku można odczytać, że jest to pewne ultima ratio, a więc zakazy nakłada się jedynie w okolicznościach wyjątkowych, np. może być uzasadniony celem ochrony zdrowia publicznego, lecz nie może wykraczać poza to, co jest konieczne dla jego osiągnięcia – konkluduje dr Uchańska.

Polska firma zwycięzcą w rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”

W 21. edycji rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej aż 30 proc. miejsc zajmują spółki z Polski. Wiodą one też prym w pierwszej dziesiątce, gdzie przypadła im aż połowa miejsc. Na czele całego rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” znalazła się polska firma Packhelp. Na przestrzeni ostatnich czterech lat dynamika wzrostu przychodów wszystkich firm technologicznych z rankingu wyniosła aż 1 460 proc.

W głównej kategorii „Fast 50” uplasowało się 15 firm z Polski. Z kolei 9 znalazło swoje miejsce w kategorii „Wschodzące gwiazdy”. Najwięcej firm w głównej kategorii pochodzi z Czech (21). Polskie i czeskie spółki zajmują łącznie ponad 70 proc. miejsc w rankingu. Trzecie miejsce przypadło Chorwacji, którą reprezentuje pięć firm. W rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” znalazły się także spółki z Bułgarii (3), Słowacji (2) oraz po jednej z Litwy, Kosowa, Łotwy i Estonii. – Tegoroczny ranking ma charakter wyjątkowy. Pandemia pokazała, że firmy technologiczne nie tylko stymulują wzrost biznesów, ale też pozwalają nam funkcjonować w czasie izolacji. Ogromne zainteresowanie edycją, którą właśnie zamykamy, pokazuje jak wiele innowacyjnych firm rozwijało swój potencjał przez ostatnie lata, żeby w tym wyjątkowym roku służyć nam wsparciem. Do rankingu pięćdziesięciu najszybciej rozwijających się firm w Europie Środkowej zgłosiło się ponad 300 spółek. Aż 42 firmy spośród 50, które znalazły się w zestawieniu, to debiutanci – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Lider Programu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe.

Czołówka „Technology Fast 50”

Po kilku latach przerwy miejsce lidera w zestawieniu ponownie przypadło polskiej firmie. Tegorocznym zwycięzcą „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” jest Packhelp – twórca platformy pozwalającej projektować i zamawiać spersonalizowane opakowania online. Spółka osiągnęła wzrost przychodów w ciągu ostatnich czterech lat na poziomie 9 077 proc.

W pierwszej dziesiątce znalazły się jeszcze cztery polskie firmy: EGZOTech (5. miejsce), Solution4Labs (7. miejsce), Zdrowegeny.pl (8 .miejsce) oraz Tylko (9. miejsce).

Dominacja producentów oprogramowania

W 2019 roku w porównaniu do 2016 roku średni wzrost przychodów firm, które znalazły się w rankingu wyniósł 1 460 proc. Rok wcześniej było to 1 129 proc. (rok 2018 w porównaniu do 2015). – Wzrost ten pokazuje, w jak dobrej kondycji znajduje się sektor firm technologicznych w naszym regionie. Od kilku lat średni wzrost przychodów spółek w rankingu przekracza tysiąc procent. Należy się spodziewać, że rewolucja technologiczna, która dokonuje się na skutek pandemii, tylko wzmocni ten trend i w przyszłorocznym rankingu wynik ten będzie jeszcze lepszy – mówi Agnieszka Zielińska.

Podobnie jak w poprzednich latach ranking „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” zdominowały firmy zajmujące się tworzeniem oprogramowania. W zestawieniu jest ich aż 30. 11 firm reprezentuje sektor „media i rozrywka”, a cztery to producenci sprzętu komputerowego. Trzy spółki to fintechy, a dwie zaliczają się do sektora medycznego i biotechnologicznego.

W tym roku firmy technologiczne mogły zgłaszać swój akces do nowej nagrody „Impact Stars”. Kategoria została wprowadzona z myślą o firmach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na co najmniej jeden z obszarów: społeczeństwo, biznes, innowacje, środowisko i różnorodność. Każdy kraj mógł w tej kategorii nagrodzić trzy firmy. W Polsce wyróżnienie otrzymały spółki: Divante i Netguru (za wspólną inicjatywę Tech to the rescue), EGZOTech oraz Laparo.

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking „DeloitteTechnology Fast 50 Central Europe” to zestawienie najszybciej rozwijających się firm technologicznych w regionie Europy Środkowej. Oprócz firm wyróżnionych w głównej kategorii Fast 50, Deloitte Central Europe nagrodził też młodsze firmy w kategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Firmy samodzielnie zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte weryfikuje podane przez nie dane finansowe.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie musi spełniać następujące kryteria:

  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);
  • być firmą technologiczną, której działalność zawiera się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • być właścicielem praw własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii sprzedawanych klientom w produktach, generujących większość przychodów operacyjnych spółki;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Kategoria główna „Technology Fast 50”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii głównej:

  • działalność na rynku co najmniej od czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2015 r.,
  • osiąganie przychodów operacyjnych nie mniejszych niż 50 tys. euro w roku 2016, 2017, 2018 oraz przychodów w 2019 roku na poziomie nie mniejszym niż 100 tys. euro.
lp. Nazwa firmy Kraj Sektor Wzrost (proc.)
1 Packhelp S.A. Polska Oprogramowanie 9077
2 DoDo Group SE Czechy Oprogramowanie 8427
3 UlovDomov.cz s.r.o. Czechy Oprogramowanie 5535
4 Favi online s.r.o. Czechy Media i rozrywka 3389
5 EGZOTech Sp. z o.o. Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 2932
6 Electrocoin d.o.o. Chorwacja Fintech 2617
7 Solution4Labs Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 2367
8 Zdrowegeny.pl Sp. z o.o. Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 1951
9 Tylko Polska Oprogramowanie 1788
10 Kontentino s.r.o, Słowacja Oprogramowanie 1536

Kategoria „Wschodzące Gwiazdy”

Kryteria szczegółowe dla firm w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”

  • historia działalności nie jest krótsza niż trzy lata,
  • w rozpatrywanych okresach rocznych (2017-2019) osiąganie przychodów operacyjnych nie mniejszych niż 30 tys. euro.
lp. Nazwa firmy Kraj Sektor wzrost (proc.)
1
FTMO (FF Trader s.r.o.)
Czechy Fintech 2356
2 GreyCortex s.r.o. Czechy Oprogramowanie 2030
3 Speck d.o.o. Chorwacja Oprogramowanie 1076
4 Datasentics, a.s. Czechy Oprogramowanie 1022
5 HARDWARIO s.r.o. Czechy Sprzęt komputerowy 795
6 TheNetw.org s.r.o. Czechy Oprogramowanie 765
7 STEPWISE Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 659
8 TriLAB Group s.r.o. Czechy Sprzęt komputerowy 486
9 Skriware Polska Sprzęt komputerowy 468
10 Zaslat s.r.o. Czechy Oprogramowanie 450
11
EnduroSat AD
Bułgaria Sprzęt komputerowy 405
12 Brand Active Sp. z o.o. Polska Media i rozrywka 387
13 Expandeco s.r.o. Słowacja Oprogramowanie 382
14 Whalebone, s.r.o. Czechy Oprogramowanie 379
15 LAPARO Sp. z o.o. Polska Ochrona zdrowia i nauki medyczne 372
16 Frakton Kosowo Oprogramowanie 366
17 Publishers Revenue Optimization Sp. z o.o. Polska Media i rozrywka 339
18 Appsilon Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 277
19 NOTOLYTIX LTD. Bułgaria Oprogramowanie 267
20 Knihobot.cz Czechy Media i rozrywka 244
21 Brainhub Sp. z o. o. Polska Oprogramowanie 142
22 GotSolution d.o.o. (JSGuru brand) Bośnia i Hercegowina Oprogramowanie 131
23 RTCLAB Sp. z.o.o. Polska Oprogramowanie 123
24 Callstack.io Sp. z o.o. Polska Oprogramowanie 116
25 SentiSquare s.r.o. Czechy Oprogramowanie 99

Więcej informacji oraz historyczne rankingi dostępne na stronie: www.deloitte.com/cefast50