„Tarcza Antyinflacyjna nie może być jak promocyjny bon na Black Friday”. Przedsiębiorcy oczekują systemowych działań, które obejmą całą gospodarkę

Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej izby Gospodarczej w Szczecinie
Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej izby Gospodarczej w Szczecinie

– Tarcza Antyinflacyjna w kształcie znanym nam z nieoficjalnych doniesień medialnych jest kolejnym programem społecznym, który można wpisać do jednego pasma z programami typu „Rodzina 500+” czy „Dobry start”. Będą tacy, którzy na tym skorzystają i będą tacy, co będą musieli za to zapłacić. Obawiamy się, że żadną tarczą nikt nie zamierza obejmować przedsiębiorców, więc to my będziemy „sponsorami” kolejnych pomysłów rządowych. Inflacja rzeczywiście dramatycznie rośnie, podobnie jak ceny, energii, surowców czy koszty pracy. Pracodawcy z przerażeniem patrzą na rok 2022 i na to, że żadne systemowe rozwiązania nie zakładają poprawy naszego funkcjonowania – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zgodnie z danymi GUS w październiku  2021 dynamika wzrostu cen produkcji w przemyśle wyniosła 11,8% wobec 10,2% we wrześniu. Największy wzrost cen zanotowano w sekcji górnictwa  i wydobywania tj, o 23%. Podobnie wysoki wzrost cen produkcji  nastąpił m.in. na rynku metali o 40%

Tarcza Antyinflacyjna nie może być kolejnym programem socjalnym. „Inflacja jest demokratyczna”

Tarcza Antyinflacyjna ma zostać zaprezentowana jeszcze w tym tygodniu. Nieoficjalnie może ona objąć obniżkę VAT na niektóre produkty, obniżenie marży rafineryjnej, co spowoduje obniżenie cen paliwa czy wprowadzenie bonów energetycznych. Pomysł wydaje się być dobry, bo inflacja zbliża się do 7%, a w niektórych sektorach przemysłu odczuwalna jest znacznie wyżej. Przedsiębiorcy odczuwają silnie wzrost kosztów cen paliwa, prądu gazu czy surowców produkcyjnych. Wszystkie zmiany ujmowane są w przyszłorocznych budżetach operacyjnych, co może przekładać się na kolejne wzrosty cen po nowym roku.

– Czekamy z niecierpliwością na konkretny projekt Tarczy Antyinflacyjnej z nadzieją, że nie będzie to tylko projekt socjalny. Inflacja jest demokratyczna i mocno dotyka całe społeczeństwo. Oczywiście należy najbardziej chronić tych, którzy zarabiają najmniej, ale przecież to przedsiębiorcy odpowiedzialni są za wypracowanie  PKB i rozwój gospodarczy. Uważam, że projekt wsparcia gospodarki powinien być na tyle kompleksowy, by nie ograniczać go do dosypywania niektórym pieniędzy, a do zmian, które spowodują, że ceny zaczną spadać. Nie można też w ten sposób dzielić społeczeństwa , że są grupy którym się stale  socjalnie  pomaga, a  inne muszą sobie poradzić same, bo są bardziej przedsiębiorcze. Nie zgadzamy się na to, by Tarcza Antyinflacyjna była jak bon promocyjny na Black Friday, bo to nic nie zmieni w ogólnym ujęciu gospodarczym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Epoka gospodarki ręcznie sterowanej powinna była odejść już dawno w niepamięć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to kolejny pomysł na kupowanie głosów publicznymi pieniędzmi. Mamy już 500+, które nic wspólnego ze swoimi założeniami nie ma. Tak skończą kolejne programy socjalne, które wypaczą bardziej rynek pracy, nie niosąc wcale pomocy najbardziej potrzebującym. Rozdawanie pieniędzy kończy się krótkookresowo zwiększoną konsumpcją a długookresowo zwiększoną inflacją. Rząd powinien skupić się na polityce makro i pilnować dyscypliny finansów publicznych, to uzdrawia gospodarkę i daje poczucie obywatelom, że spirala inflacyjna nie będzie nabierała tempa – dodaje Michał Wojtas, ekspert podatkowy i gospodarczy.

Prof. Aneta Zelek:  za „kartki na inflacje” zapłacimy wszyscy

Północna Izba Gospodarcza poprosiła o opinię prof. Anetę Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu na temat propozycji Tarczy Antyinflacyjnej.

   – Starsi wiekiem z pewnością pamiętają niesławny system reglamentacji towarów takich jak cukier, mięso, alkohol, papierosy, a nawet obuwie. Jeśli chciałeś zakupić te dobra musiałeś posiadać odpowiednie bony zwane „kartkami”. Ku uciesze tęskniących za poprzednim systemem „kartki” wracają. Tym razem będą to bony chroniące przed wpływem zaskakująco wysokiej inflacji. W istocie, koszty prądu, gazu i opału to dzisiaj główne czynniki inflacjogenne. Ale to niejedyne podwyżki. Rosnące ceny energii i słabnący złoty przynoszą też wzrosty cen żywności, dóbr szybko rotujących i dóbr trwałego użytku. W katalogu GUS na próżno szukać przykładów produktów czy usług taniejących.

– Lepiej nie będzie! Nowe taryfy za energię elektryczną zostaną ujawnione dopiero w połowie grudnia, ale już dzisiaj wiemy, że energia zdrożeje przeciętnie o ok. 40% (dla gospodarstw domowych o 20%). Bon energetyczny ma złagodzić to obciążenie. To kosztowna interwencja, tak jak kosztowne jest leczenie zamiast profilaktyki – komentuje dla Północnej Izby Gospodarczej prof. Aneta Zelek.

– Na naiwne pytanie – kto za to zapłaci? My wszyscy zapłacimy. Zapłacimy za brak reakcji banku centralnego i Rady Polityki Pieniężnej na rosnącą inflację. A inflacja szaleje… i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W dość zgodnej opinii ekonomistów, analityków, ekspertów, szczytowe rozmiary inflacja ma osiągnąć w pierwszym kwartale przyszłego roku. Osobiście nie wykluczam możliwości, że zobaczymy wynik dwucyfrowy, choć to zależy od  kierunku aktualnej polityki monetarnej. Decyzje o dwóch podwyżkach stopy procentowej z ostatniego miesiąca (łącznie o 1,15 pkt. proc.) są spóźnione i zbyt słabe, żeby poradzić sobie z tym rozpędzonym pancernym pociągiem, jakim jest inflacja w aktualnej fazie jej wzrostu. W zamian rząd oferuje nielicznym anegdotyczny „talon na wódkę i balon” – komentuje ekspertka ekonomiczna.