Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało zlikwidowanie tzw. podatku miedziowego, który płaci obecnie KGHM. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nałożenie na przedsiębiorstwa wydobywcze podatku typu royalty (uzależnionego od ilości wydobytego surowca, a niezależnego od wypracowanego zysku) jest uzasadnione i stosowane w wielu krajach, stanowiąc daninę na rzecz społeczeństwa z tytułu użytkowania wspólnego dobra jakim są kopaliny. Jednak jego konstrukcja powinna sprzyjać nowym inwestycjom, a teraz tak się nie dzieje.
Lewiatan wielokrotnie podkreślał, zarówno w trakcie prac nad ustawą o podatku od wydobycia niektórych kopalin, jak i domagając się rzetelnej analizy skutków ustawy, że konstrukcja systemu powinna być zgodna ze specyfiką działalności wydobywczej i sprzyjać nowym inwestycjom. Obecne opodatkowanie wydobycia miedzi z całą pewnością odstrasza, a nie zachęca nowych inwestorów.
– Z perspektywy inwestorów i oceny zwrotu z inwestycji uzasadniających rozpoczęcie i kontynuowanie inwestycji w Polsce, aspekt obciążeń podatkowych jest kluczowy – gdyż jest jedną z barier wejścia do sektora obok m.in. dużej kapitałochłonności przy jednoczesnej niepewności wydobycia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.
Dlatego też, chcąc uczynić polski system podatkowy konkurencyjnym konieczne jest połączenie kilku ulg i zachęt podatkowych, które mogłyby obejmować m.in.:
• Ulgę inwestycyjną – prawo do odliczenia od podatku od wydobycia niektórych kopalin 100% lub więcej przedprodukcyjnych nakładów inwestycyjnych (tzw. uplift),
• Odroczenie poboru podatku od wydobycia niektórych kopalin w okresie, co najmniej 10 lat od rozpoczęcia nowej inwestycji lub obniżenie podatku w tym okresie,
• Przyspieszenie amortyzacji składników majątku tworzących i wykorzystywanych w zakładach górniczych miedzi do 5 lat.
Nowe inwestycje w branży wydobywczej mają bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę, mają dużą wartość, cechuje je także długi, kilkudziesięcioletni horyzont czasowy i brak możliwości realokacji (przeniesienia) ich do innego kraju z uwagi na lokalizację złoża.
Co istotne, Polska jest obecnie światowym liderem pod względem liczby udokumentowanych zasobów miedzi i ma szansę wyprzedzić takich światowych potentatów jak Kanada, Rosja czy Chiny. Jednakże, aby tak się stało konieczne jest zapewnienie dostępu do atrakcyjnych rezerw zalegających na głębokościach przekraczających 1500 m. W tym celu niezbędne jest przede wszystkim poniesienie wysokich nakładów inwestycyjnych na najnowsze technologie i budowę nowych zakładów górniczych.
Z perspektywy pozyskania nowych inwestorów w sektorze wydobywczym, poza potencjałem geologicznym (jakością rudy, trudnością dotarcia do surowca), niezwykle istotny jest reżim podatkowy i jego wpływ na zyskowność planowanych działań.
Nowe złoża miedzi są trudniejsze niż dotychczas eksploatowane – wymagają kopalni głębinowych, które z kolei wymagają znacznie więcej nakładów kapitałowych szczególnie w pierwszych fazach inwestycji. Aktywizację wydobycia z takich złóż mogą zapewnić nowi inwestorzy dysponujący istotnym kapitałem. Tym bardziej strategia fiskalna powinna skupić się w pierwszej kolejności na przyciągnięciu znacznych inwestycji, niezbędnych do rozwoju polskiego sektora wydobycia miedzi, by dopiero później czerpać korzyści ze znaczącego strumienia wpływów do budżetu (z różnych podatków, nie tylko podatku od wydobycia niektórych kopalin).
Polacy rzadko decydują się na zmianę miejsca zamieszkania, by podjąć pracę w innym mieście lub województwie. Mimo, że w wielu regionach Polski bezrobocie sięga niemal 20%, a w innych aglomeracjach zaledwie 3,9%, to proponowane przez resort pracy bony relokacyjne, nie cieszą się dużą popularnością. W I półroczu 2015 roku skorzystało z nich niewiele ponad 2,5 tys. osób. Z kolei dane GUS wskazują, że 3,1 mln Polaków dojeżdża regularnie do pracy, ale jedynie w obrębie województwa, w którym mieszkają. Jeśli już mamy się przeprowadzić za pracą, to wolimy wyjechać za granicę, a najchętniej wybieramy Wielką Brytanię, Niemcy i Norwegię. Przyciągają nas wyższe zarobki i lepsze warunki socjalne.
Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki społecznej wynika, że jedynie 2 675 osób w pierwszym półroczu 2015 r skorzystało z bonów na zasiedlenie, w ramach rządowego programu aktywizacji bezrobotnych. Bon gwarantuje wynagrodzenie w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę brutto miesięcznie, a także ubezpieczenia społeczne. Mogą uzyskać go osoby do 30 roku życia podejmujące pracę poza dotychczasowym miejscem zamieszkania, w odległości co najmniej 80 km lub 3 godzin czasu dojazdu od aktualnego miejsca.
– Mamy do czynienia z silną barierą kulturową, która hamuje migracje zarobkowe wewnątrz kraju. Pomimo dużych zachęt i możliwości, jakie dają bony relokacyjne,bardzo mało osób zainteresowało się tym wsparciem, biorąc pod uwagę skalę zapotrzebowania na pracowników i zróżnicowanie jakie występuje na polskim rynku pracy. Z danych GUS wynika, że tylko w czerwcu pracodawcy zgłosili do urzędów pracy ponad 93 tys. ofert, a w całym pierwszym kwartale 2015 r. było ich 283,1 tys. Mamy regiony w Polsce gdzie bezrobocie jest bardzo niskie, a miejsc pracy wciąż przybywa. W największych aglomeracjach takich jak Warszawa, Katowice, Trójmiasto, Kraków, czy Wrocław stopa bezrobocia kształtuje się obecnie na poziomie od 3,9% do 6,3%. – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A.
Bezrobocie w Polsce systematycznie spada i na koniec tego roku możemy spodziewać się, że po raz pierwszy od kilku lat osiągnie jednocyfrowy wynik. Jednak wciąż w wielu regionach liczba osób bez pracy jest bardzo wysoka. Według danych GUS za czerwiec 2015 w niektórych województwach, jak np. kujawsko-pomorskie, podkarpackie, czy warmińsko-mazurskie stopa bezrobocia wynosi od 13,1% do 16,8%, a patrząc na poziomy powiatów, są takie, w których osiąga nawet 20%. Sposobem na zaktywizowanie zawodowe osób zamieszkujących miejscowości, gdzie najtrudniej znaleźć pracę, miał być wprowadzony w połowie 2014 r. system pomocy dla bezrobotnych i bony na zasiedlenie.
– Polacy wciąż są zbyt mocno przywiązani do swoich miejscowości. Niechętnie decydują się na przeprowadzkę za pracą do innego miasta, a tym bardziej do innego województwa. Pod względem mobilności ciągle różnimy się od zachodnich sąsiadów, dla których zmiana miejsca zamieszkania ze względu na atrakcyjną ofertę jest czymś naturalnym – dodaje Tomasz Hanczarek.
Małą mobilność Polaków potwierdzają dane GUS. Według nich 3,1 mln pracujących Polaków regularnie dojeżdża do pracy, do innej gminy. Jednak najczęściej miejsce pracy znajduje się w obrębie tego samego województwa, co miejsce zamieszkania. Co ciekawe gotowość do wyjazdu jest zdecydowanie większa jeśli chodzi o emigrację za granicę. Według najnowszych badań Work Service, co piąty Polak rozważa poszukiwanie pracy za granicą w ciągu najbliższego roku. Wśród tych, którzy deklarują chęć wyjazdu z kraju za pracą, 19% to osoby bezrobotne, a co druga osoba nie wykazywała dochodów.
– Znaczna część osób wykluczonych z rynku pracy, bardziej niż szukać zatrudnienia w innych miastach w Polsce, woli wyjechać z kraju. Najczęściej Polacy wybierają kraje europejskie, takie jak Wielka Brytania, Niemcy, czy Norwegia. Ich wybory są racjonalne, bo te miejsca dają gwarancję większych zarobków i lepszego standardu życia, a przy tym mają zapewnioną dobą komunikację z Polską. Należy jednak pamiętać, że emigracja do innego kraju to również trudna decyzja, związana z rozłąką z rodziną i najbliższych otoczeniem, ale także potrzeba dostosowania się często do odmiennych warunków, języka i kultury – podsumowuje Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service.
W Polsce powstaje obecnie 1,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Najwyższa aktywność deweloperska utrzymuje się w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Współczynnik pustostanów w Polsce wzrósł do poziomu 12,9% (na koniec 2014 r. wynosił 12,4%). Mimo to najwięksi deweloperzy zapowiadają utrzymanie wysokiej aktywności – wynika z raportu Colliers International podsumowującego rynek powierzchni biurowych w pierwszym półroczu tego roku.
W pierwszej połowie roku zawarto transakcje na 621,7 tys. mkw., co oznacza 38% wzrost w stosunku do analogicznego okresu zeszłego roku. W strukturze popytu dominowały nowe umowy (64,9%) oraz renegocjacje i przedłużenia dotychczasowych kontraktów (23,4%). Umowy pre-let nadal stanowiły znaczącą część aktywności rynkowej (23%).
Czynsze bazowe i efektywne ulegają powolnej stabilizacji. Przeciętne czynsze bazowe w Warszawie kształtowały się między 11 a 24 EUR/mkw./miesiąc, natomiast w miastach regionalnych wynosiły od 10 do 15,5 EUR/mkw./miesiąc.
Podaż
Od początku roku warszawski rynek biurowy powiększył się o 147 tys. mkw. Blisko 80% nowej powierzchni zostało dostarczone w strefach poza centrum miasta, gdzie ukończono takie inwestycje, jak: Postępu 14, Nestle House, Park Rozwoju II oraz Karolkowa Business Park. W centrum miasta do użytku oddano dwa budynki biurowe: Carpathia Office House oraz Spektrum Tower (renowacja).
Wśród miast regionalnych najwięcej nowej powierzchni oddano do użytku we Wrocławiu (50,9 tys., Poznaniu (48,4 tys. mkw.) i Trójmieście (31,7 tys. mkw.). Umiarkowane przyrosty odnotowały Łódź i Szczecin. Pojedyncze obiekty biurowe trafiły na rynki w Krakowie (Bonarka 4 Business E), Katowicach (A4 Business Park II) oraz Lublinie (Centrum Park Offices).
Popyt
Popyt brutto w Warszawie ukształtował się na poziomie 386 tys. mkw., czyli blisko o połowę więcej niż w analogicznym okresie 2014 r. Najwyższą aktywność wykazywali najemcy z sektorów: finansowego, IT oraz usług profesjonalnych.
Łączny wolumen transakcji na rynkach regionalnych przekroczył 235 tys. mkw. Ponad 70% zarejestrowanego popytu przypadło na trzy rynki: krakowski (78,9 tys. mkw.), trójmiejski (52,8 tys. mkw.) oraz wrocławski (40,1 tys. mkw.). I poł. roku przyniosła znaczący wzrost aktywności w Poznaniu, gdzie podpisano kontrakty na blisko 18 tys. mkw. (wobec 18,7 tys. mkw. wynajętych w całym 2014 r.).
Zarówno w Warszawie, jak i na głównych rynkach regionalnych utrzymuje się trend konsolidacji i relokacji do nowych obiektów.
Prognozy
Zaostrzenie wymagań dotyczących finansowania może się przełożyć na zmniejszenie liczby rozpoczynanych inwestycji lub przeciągnięcie ich w czasie. Deweloperzy, którzy w przeszłości realizowali już z sukcesem projekty biurowe są w uprzywilejowanej pozycji, ponieważ posiadają zaufanie instytucji finansujących i najemców. Dlatego też najwięksi gracze deklarują spekulacyjny start swoich projektów wyjaśnia Paweł Skałba, partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.
Miasta regionalne pozostaną w centrum zainteresowania firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych. Należy jednak zaznaczyć, że najemcy BPO/SSC coraz przychylniej spoglądają na stołeczny rynek dodaje Paweł Skałba.
Komisja Nadzoru Finansowego zdecydowała na posiedzeniu z 28 lipca o ustanowieniu zarządców komisarycznych w dwóch kolejnych spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Zarządcy będą zobowiązani do sprawdzenia sytuacji finansowej kas i przygotowania programów naprawczych.
SKOK Polska z siedzibą w Warszawie i Powszechna Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Knurowie to dwie kolejne instytucje, do których skierowano zarządców komisarycznych. Decyzje podjęte jednogłośnie przez Komisję Nadzoru Finansowego zostały dostarczone 29 lipca i wchodzą w życie tego samego dnia, czytamy w komunikacie nadzorcy.
„W przypadku obu SKOK ich aktywa nie wystarczają na zaspokojenie ich zobowiązań. Pomimo pomocy finansowej udzielonej obu SKOK przez Kasę Krajową, obie SKOK posiadają ujemne fundusze własne i straty z lat ubiegłych oraz wykazują bieżące straty finansowe. Oznacza to, że dotychczasowa pomoc ze strony Kasy Krajowej okazała się niewystarczająca w stosunku do sytuacji obu SKOK” poinformowano w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej KNF.
Zarządcy komisaryczni mają wzmocnić kasy poprzez poprawę standardów zarządzania ryzykiem. Dokonają także szczegółowej weryfikacji sytuacji finansowej SKOK-ów i opracują uzgodnione z KNF programy postępowania naprawczego. Na zarządcę w SKOK Polska powołano Małgorzatę Korsakowską-Słowik, a w Powszechnej SKOK w Knurowie – Krzysztofa Brejdaka.
Wprowadzenie zarządcy komisarycznego powoduje, że członkowie zarządów zostają z mocy prawa odwołani, a otrzymane przez nich pełnomocnictwa wygasają. Na wyznaczonego przez KNF komisarza przechodzą wszystkie kompetencje organów kierujących SKOK.
Wokół kondycji spółdzielczych kas toczy się obecnie ożywiona dyskusja, w której przewijają się wątki polityczne. Nadzór finansowy, a także przedstawiciele rządu zwracają uwagę na dramatyczną sytuację sektora. Kasy oponują, wskazując na najnowsze wyniki niektórych podmiotów.
W pierwszym półroczu 2015 roku Grupa Budimex utrzymuje pozytywne trendy pierwszego kwartału: wysoką sprzedaż, poprawę rentowności, wysoki poziom przedsprzedaży mieszkań oraz pozycji gotówkowej netto.
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
W szczególności należy zwrócić uwagę na bardzo dobrą skuteczność ofertowania na rynku kontraktów drogowych. Budimex złożył najlepsze oferty na 30% kontraktów ogłoszonych przez GDDKiA w ciągu ostatnich miesięcy. Na uwagę zasługuje również poziom portfela zamówień Grupy Budimex sięgający obecnie 7 miliardów złotych.
Sprzedaż Grupy Budimex za pierwsze półrocze 2015 roku wyniosła 2 268 milionów złotych i była wyższa od sprzedaży osiągniętej w analogicznym okresie 2014 roku o 5,3%. Główną siłą napędową sprzedaży Grupy pozostaje sprzedaż segmentu budowlanego, która w pierwszym półroczu bieżącego roku była wyższa od sprzedaży pierwszego półrocza 2014 roku o 10,6%. Dynamika produkcji budowlano-montażowej w tym okresie wzrosła o 0,8% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.
W drugim kwartale tego roku rozpoczęliśmy sprzedaż notarialną projektu w Poznaniu oraz pierwszego etapu projektu „Wiślany Mokotów” w Warszawie. Dzięki temu sprzedaż segmentu deweloperskiego w drugim kwartale wyniosła 105 milionów złotych i była wyższa od sprzedaży notarialnej drugiego kwartału 2014 roku o 80%. W konsekwencji sprzedaż w segmencie deweloperskim w pierwszym półroczu 2015 roku wyniosła 139 milionów złotych. W całym roku 2015 sprzedaż w segmencie deweloperskim powinna być zbliżona do sprzedaży roku poprzedniego.
W drugim kwartale 2015 roku Grupa Budimex poprawiła wyniki i rentowność na wszystkich poziomach działalności. Zysk operacyjny Grupy Budimex wypracowany w tym okresie wzrósł o 42,8%, a wynik przed podatkiem o 55,5% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Rentowność Grupy Budimex na poziomie wyniku przed podatkiem wyniosła w drugim kwartale 6,1%.
W konsekwencji wyniki i rentowność Grupy w pierwszym półroczu 2015 roku są lepsze od tych wypracowanych w pierwszym półroczu roku poprzedniego.
Poprawa rentowności Grupy wynika przede wszystkim z poprawy rentowności w segmencie budowlanym. W drugim kwartale 2015 roku wynik segmentu przed podatkiem był lepszy od wyniku drugiego kwartału 2014 roku o 51,1%. Rentowność na tym poziomie wzrosła o 42,5% osiągając w tym okresie poziom 5,14%. W związku z tym, wynik segmentu budowlanego przed podatkiem wypracowany w całym pierwszym półroczu 2015 roku przekroczył 100 milionów złotych.
Poprawa rentowności działalności budowlanej to między innymi wynik efektywniejszego zarządzania kontraktami. Nadal pozytywnie zaskakuje poziom cen materiałów budowlanych. Marże wypracowane w drugim kwartale bieżącego roku w segmencie infrastruktury są zatem wyższe niż w zeszłym roku.
W drugim kwartale bieżącego roku Grupa Budimex podpisała kontrakty o łącznej wartości 1,84 miliarda złotych, z czego 66% w segmencie infrastruktury. W konsekwencji wartość kontraktów podpisanych w pierwszym półroczu 2015 roku wyniosła 2,88 miliarda złotych. Jest to wartość ponad dwukrotnie wyższa w stosunku do pierwszego półrocza roku poprzedniego.
Jednoczenie wartość kontraktów, na które Budimex złożył najkorzystniejsze cenowo oferty, osiągnęła historycznie wysoki poziom 3,4 miliarda złotych, w tym 2,8 miliarda złotych to kontrakty drogowe. Jeśli cała wyżej wymieniona wartość zostanie zakontraktowana w drugim półroczu, to kontraktacja roku 2015 przekroczy rekordowy poziom osiągnięty w roku ubiegłym. Sytuację tę zawdzięczamy wspomnianej już bardzo wysokiej skuteczności ofertowania w segmencie drogowym.
Wartość portfela zamówień Grupy Budimex na koniec czerwca 2015 zmieniła się znacząco względem wartości na koniec czerwca 2014 roku (odnotowany wzrost o 78%). Obecnie wynosi ona 6 987 miliona złotych.
Na rynku nadal utrzymuje się wysoki poziom konkurencji zaobserwowany w pierwszym kwartale bieżącego roku. W segmencie drogowym oprócz stałych konkurentów pojawili się również nowi gracze. Budimex skupia się jednak nie tylko na wolumenie, lecz również na rentowności budowanego portfela zamówień, szczególnie w przypadku kontraktów projektuj i buduj. Są to projekty bardziej wymagające, z dłuższym okresem realizacji. Dlatego też kluczowa jest uważna analiza każdego przetargu i praca już od momentu składania oferty.
Uczestniczymy w przetargach w segmencie energetycznym, a zwłaszcza segmencie budownictwa gazowego. Obecnie pracujemy nad ofertami o wartości kilkuset milionów złotych.
W drugim kwartale 2015 roku rozpoczęliśmy kolejne etapy projektu Nowe Czyżyny w Krakowie, dzięki czemu przedsprzedaż mieszkań w segmencie deweloperskim utrzymuje się na wysokim poziomie.
W samym drugim kwartale Budimex Nieruchomości przedsprzedał 580 mieszkań, co daje łączną przedsprzedaż w pierwszym półroczu na poziomie 1 079 mieszkań. Jest to niemal dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu 2014 roku. Taki wynik stawia Budimex Nieruchomości w pierwszej trójce deweloperów z najwyższą przedsprzedażą mieszkań w Polsce w pierwszym półroczu 2015 roku.
Liczba mieszkań w budowie utrzymuje się na analogicznym poziomie jak w pierwszym kwartale bieżącego roku – w budowie mamy ponad 3000 mieszkań, z czego tylko 771 nieprzedsprzedanych.
W pierwszym półroczu 2015 Budimex Nieruchomości zakupił nowe grunty o wartości ponad 100 milionów złotych, na których można wybudować ponad 2 tysiące mieszkań. Obserwujemy rynek terenów pod inwestycje mieszkaniowe. Jednym z naszych celów jest dywersyfikacja i powiększenie banku ziemi. W drugim półroczu będziemy pracować nad pozyskiwaniem kolejnych gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach.
Grupa Budimex utrzymuje wysoki poziom pozycji gotówkowej netto, który na koniec pierwszego półrocza wyniósł 1,48 miliarda złotych. Jest to wzrost o 62% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Taki poziom gotówki Grupa zawdzięcza utrzymującej się wysokiej przedsprzedaży mieszkań oraz otrzymywanymi zaliczkami na realizację kontraktów budowlanych (obecne ich saldo to 407 milionów złotych).
W drugim półroczu 2015 roku Grupa Budimex będzie koncentrować się na dalszym budowaniu rentownego portfela zamówień. Będziemy dążyć do osiągniecia jego historycznego poziomu, pracując jednocześnie nad kontraktacją w innych segmentach działalności, gdzie kluczowym pozostaje segment energetyczny.
Zadaniem na rok 2015 jest poprawa rentowności w segmencie budowlanym i uzyskanie sprzedaży Grupy na poziomie zbliżonym do roku poprzedniego.
Budimex pozostaje nie tylko najwyżej wycenianą firmą budowlaną na rynku, lecz także bardzo stabilną spółką giełdową z dobrą pozycją gotówkową i przewidywalnym planem na najbliższą przyszłość.
Grupa BUDIMEX
Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego sprawozdania Grupy Budimex sporządzonego zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) za pierwsze półrocze 2015 roku oraz porównywalne dane za pierwsze półrocze 2014 roku.
Wyniki segmentów sprawozdawczych za pierwsze półrocze 2015 roku (w tysiącach złotych):
Segment budowlany
Segment deweloperski
Pozostała działalność
Wyłączenia
Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów
2 167 328
139 158
75 313
(113 559)
2 268 240
Zysk brutto ze sprzedaży
181 720
32 557
9 397
(9 612)
214 062
Zysk z działalności operacyjnej
98 916
30 741
5 229
(6 110)
128 776
Zysk brutto
103 284
33 061
4 364
(6 110)
134 599
Zysk netto
81 265
26 729
4 020
(4 949)
107 065
Zysk przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej
81 265
26 729
3 550
(4 949)
106 595
Wyniki segmentów sprawozdawczych za pierwsze półrocze 2014 roku (w tysiącach złotych):
Segment budowlany
Segment deweloperski
Pozostała działalność
Wyłączenia
Dane skonsolidowane
Przychody netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów
1 959 824
197 119
78 785
(82 606)
2 153 122
Zysk brutto ze sprzedaży
158 862
40 770
6 087
3 610
209 329
Zysk z działalności operacyjnej
72 631
27 938
1 238
8 184
109 991
Zysk brutto
69 693
31 867
446
8 184
110 190
Zysk netto
54 775
25 737
301
6 627
87 440
Zysk przypadający akcjonariuszom Jednostki Dominującej
Obroty towarowe pomiędzy Polską a Indiami nieustannie rosną. W I kwartale 2015 roku wyniosły ponad 530 mln USD*. Było to o 16% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Import wzrósł o 17% r/r, a eksport o 12%*. Zdecydowana większość z tych transakcji została rozliczona w amerykańskim dolarze, co przy obecnych zawirowaniach na światowym rynku walutowym naraża przedsiębiorstwa na znaczące ryzyko kursowe. Możliwa podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będzie najprawdopodobniej dalej umacniać dolara, co może mieć negatywny wpływ na marże importerów.
Z Indii importujemy głównie tekstylia, w tym odzież i tkaniny, a także wyroby przemysłu chemicznego oraz wyroby elektromaszynowe. Eksportujemy z kolei przede wszystkim produkty dla przemysłu elektromaszynowego, chemicznego oraz artykuły rolno-spożywcze, m.in. jabłka.
Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska
Mimo wzrostu znaczenia handlu pomiędzy Polską a Indiami, wiele polskich firm z sektora MŚP nie jest świadoma możliwości efektywnego rozliczania transakcji z indyjskimi parterami handlowymi. – Banki nie mają w swojej ofercie rupii, tak więc rozliczenia w indyjskiej walucie są rzadkością. Najczęstszą walutą rozliczeniową polskich przedsiębiorców jest euro i dolar. Coraz częściej obserwujemy także transakcje w chińskim juanie, tureckiej lirze czy rosyjskim rublu. Jednak, w przypadku wymiany handlowej z bardziej egzotycznymi dla nas krajami, chociażby takim jak Indie, mało kto w ogóle rozważa rozliczanie się w rodzimej walucie swojego kontrahenta – mówi Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska, która w ramach swojego portfolio zapewnia przedsiębiorcom dostęp do ponad 140 walut z całego świata.
Polskim przedsiębiorcom brak zarówno wiedzy jak i doświadczenia w rozliczaniu się w innych walutach niż tylko dolar czy euro. Jak obserwuje Ebury, sytuacja powoli zmienia się na lepsze. – Dużo rozmawiamy z przedsiębiorcami, staramy się uświadomić im jakie mają możliwości i jak mogą zarządzić ryzykiem kursowym, które jest nieodłącznym elementem międzynarodowego handlu. Jednym ze sposobów jest rozliczanie się bezpośrednio w walucie, w której kupują lub sprzedają towar – wyjaśnia Jakub Makurat. – Wraz ze wzrostem świadomości widzimy także większe zainteresowanie rupią indyjską. Rozliczenia w lokalnej walucie są siłą przetargową dla przedsiębiorcy i pomagają wynegocjować korzystniejsze warunki handlu z kontrahentem. Sprzyjają też wzrostowi konkurencyjności na rynku – dodaje.
Ebury to międzynarodowa firma specjalizująca się w usługach finansowych dla małych i średnich firm, w szczególności w obszarze transakcji walutowych oraz zarządzania ryzykiem kursowym. Firma weszła do Polski kilka tygodni temu, ale już ma na koncie realizację transakcji w rupii indyjskiej. Transakcja została zrealizowana dla firmy z branży odzieżowej.
* źródło: Ministerstwo Gospodarki, Polsko – Indyjskie relacje gospodarcze, 15 czerwca 2015 r.
Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. z siedzibą w Krakowie została założona w 1996 r., a działalność operacyjną w obecnym kształcie prowadzi od roku 2000. BIK S.A. tworzy Grupę Kapitałową, w której jest jednostką dominującą. Grupa BIK działa na rynku nieruchomości komercyjnych, specjalizując się przede wszystkim w budowie, wynajmie i zarządzaniu nowoczesnymi powierzchniami magazynowymi. Dotychczas Grupa BIK zrealizowała inwestycje w Ożarowie Mazowieckim, Pruszczu Gdańskim, Sosnowcu oraz dwie inwestycje w Krakowie o łącznej powierzchni najmu przekraczającej 80 tys. mkw. Obecnie Grupa BIK planuje realizację trzeciego Centrum Logistycznego w Krakowie.
Od 2010 roku Grupa BIK w ramach ekspansji i dywersyfikacji działalności rozpoczęła również inwestycje w obiekty handlowe. Dotychczas zrealizowane zostały dwie galerie handlowe: jedna w Puławach, a druga w Bielsku-Białej. W przygotowaniu jest projekt nowej Galerii Handlowej w Dzierżoniowie. Obiekt zlokalizowany będzie w samym centrum miasta i obejmuje budowę galerii o dwóch kondygnacjach wraz ze 105 miejscami parkingowymi. Łączna powierzchnia najmu wynosić będzie ok. 5 tys. mkw.
„Rynek nieruchomości magazynowych, na którym działa BIK S.A. w dalszym ciągu dynamicznie się rozwija i widać wyraźne zapotrzebowanie na nowe powierzchnie magazynowe. Biorąc pod uwagę sprzyjające otoczenie gospodarcze i potencjał naszej Grupy podjęliśmy decyzję o pozyskaniu kapitału z Giełdy w celu przyśpieszenia rozwoju” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu BIK SA.
Na koniec 2014 r. Grupa BIK osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 18,6 mln zł, czyli o około 10 proc. wyższe w stosunku do roku poprzedniego. Zysk operacyjny wyniósł 11,3 mln zł, wartość portfela nieruchomości inwestycyjnych Grupy BIK wyniosła 195,8 mln zł (wzrost o 16 % r/r), a wartość kapitałów własnych 76,4 mln zł (wzrost o 4% r/r).
Oferta publiczna Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. jest przygotowywana wspólnie z Domem Maklerskim BDM S.A., który jest oferującym akcje.
Indie należą do największych i najszybciej rozwijających się państw na świecie. Wciąż jednak większość obywateli musi przeżyć za kilka dolarów dziennie, a gospodarkę blokuje biurokracja. Komentarz na temat bieżącej sytuacji ekonomicznej i gospodarczej oraz szansach rozwoju przedstawia Piotr Szulec, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management.
Nominalny PKB Indii wynosi 2 bln dolarów. To trzeci wynik w Azji, po Chinach i Japonii. Jednak ekonomiści z brytyjskiego Centrum ds. Badań Ekonomicznych i Biznesowych CEBR uważają, że Indie – jeżeli utrzymają tempo rozwoju gospodarczego – w ciągu najbliższych kilkunastu lat mają szansę wyprzedzić nie tylko Kraj Kwitnącej Wiśni, ale także kilka krajów Unii Europejskiej i zostać trzecią potęgą gospodarczą świata.
Azjatycki tygrys
Indyjskie Centralne Biuro Statystyki szacuje, że dynamika PKB w 2015 roku wyniesie 7,4%. Choć wynik ten może budzić zazdrość w krajach rozwiniętych, dla Indii nie jest novum. Przez ostatnie 20 lat indyjska gospodarka rozwijała się w tempie ok. 6% rocznie. W latach poprzedzających kryzys finansowy z 2008 roku wzrost PKB sięgał nawet 10% w skali roku.
Z najnowszych danych wynika, że Indie – z tempem rozwoju na poziomie 7,5% w IV kwartale 2014 roku (w ujęciu rok do roku) – rozwijają się szybciej niż Chiny, które borykają się ze spowolnieniem dynamiki. Zdaniem analityków cytowanych przez „The Economist”w raporcie na temat tego kraju tak wysokie tempo wzrostu może być zaskakujące, gdyż indyjska gospodarka doświadczała ostatnio lekkiego kryzysu, przejawiającego się słabą sprzedażą samochodów, niską dynamiką popytu na kredyty czy mniejszymi od spodziewanych przychodami firm notowanych na tamtejszej giełdzie.
Jedną z najpoważniejszych bolączek indyjskiej gospodarki pozostaje wysoka inflacja. W 2010 roku zbliżyła się ona do 14%. Bank centralny podjął wówczas wiele działań, by zapanować nad zwyżką cen. Liczne podwyżki stóp procentowych (w krótkim czasie wzrosły one z poziomu 4,25 do 8,5%) pozwoliły obniżyć inflację do poziomu ok. 8% w 2014 roku. Największe sukcesy na tym polu odnotowano w ostatnich miesiącach. W marcu 2015 roku wzrost cen liczony rok do roku nieznacznie przekroczył 5%.
Za szybki spadek inflacji odpowiedzialne są przede wszystkim obniżki cen żywności oraz mniejszy popyt wewnętrzny, niż wcześniej zakładano. Eksperci spodziewają się jednak, że indyjski bank centralny nie zmieni w najbliższym czasie swojej polityki i będzie utrzymywał restrykcyjne nastawienie do stóp procentowych. Celem jest oczywiście trzymanie inflacji w ryzach, czyli na poziomie nieprzekraczającym 6% do końca 2015 roku.
Złoto ciąży importowi
Innym problemem indyjskiej gospodarki jest deficyt w handlu zagranicznym. Indie w odróżnieniu od Chin zdecydowanie więcej importują, niż eksportują. Za deficyt odpowiedzialny jest przede wszystkim import surowców, głównie ropy naftowej i złota. Indie są jednym z największych na świecie konsumentów tego kruszcu w postaci fizycznej. To rezultat między innymi uwarunkowań historycznych: dla tamtejszego społeczeństwa złoto jest najcenniejszą i najpewniejszą lokatą kapitału, uświęconą wielowiekową tradycją.
Władze starają się problemowi zaradzić. W 2014 roku wartość deficytu handlowego uległa obniżeniu z 50 mld dolarów do 34 mld dolarów. Import zmniejszył się o 6,5%, w konsekwencji wprowadzenia wielorakich ograniczeń importu złota. W roku 2015 deficyt ma ulec niewielkiemu zwiększeniu z uwagi na ożywienie inwestycyjne, które według prognoz pociągnie za sobą zwyżkę importu o 10%. Równocześnie spodziewany jest wzrost eksportu. Do najważniejszych partnerów handlowych Indii należą USA , Chiny, Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.
1,3 mld konsumentów
Indyjska gospodarka rozwija się więc przede wszystkim dzięki ogromnemu rynkowi wewnętrznemu. Indie to drugi najliczniejszy kraj na świecie. Mieszka tu, według danych Banku Światowego za 2013 rok, prawie 1,3 mld osób. Dochody obywateli systematycznie rosną, co generuje coraz większy popyt wewnętrzny. Chociaż PKB na jednego mieszkańca, liczony według siły nabywczej, wynosi zaledwie ok. 3,5 tys. dolarów, to wskaźnik ten z każdym rokiem rośnie. Tylko w ciągu ostatniej dekady uległ podwojeniu.
Należy jednak pamiętać, że społeczeństwo indyjskie wciąż należy do najuboższych na świecie. To między innymi efekt niekorzystnej struktury zatrudnienia, która zdecydowanie odbiega od wzorców obowiązujących w krajach rozwiniętych. Aż 52% siły roboczej w Indiach zatrudnione jest w rolnictwie. Tylko 34% pracuje w usługach, reszta w przemyśle. Stopa rejestrowanego bezrobocia znajduje się na dość wysokim poziomie (ok. 10%).
Pustki w państwowej kasie
Indyjski rząd musi walczyć z deficytem budżetowym, który w 2013 roku wynosił ponad 88 mld dolarów, czyli ok. 5% PKB. W 2014 roku udało się go ograniczyć do poziomu ok. 60 mld dolarów, między innymi dzięki prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Zamiary rządu w tym zakresie nie zostały jednak do końca zrealizowane. Sama tylko sprzedaż 10% udziałów w Coal India miała przynieść ponad 3 mld dolarów przychodów, ale ze względu na sprzeciw związków zawodowych zaniechano tego planu.
Firmy działające na terenie Indii muszą się liczyć z biurokracją – i to pomimo tego, że liberalizacja przepisów trwa tu od 20 lat. Rządowi udało się znieść wiele licencji dla większości gałęzi przemysłu. Sprywatyzowano dużo branż, wcześniej praktycznie w całości reprezentowanych przez przedsiębiorstwa państwowe. Udało się także zliberalizować handel zagraniczny poprzez redukcję części ceł.
W gąszczu paradoksów
Z perspektywy Europy duża część indyjskiej gospodarki pozostaje jednak pełna absurdów i niedorzeczności. W rękach rządu są cła na wiele towarów, instrumenty pozwalające zakazywać importu bądź eksportu określonych produktów, monopol na handel zagraniczny wieloma z nich, takimi jak najważniejsze towary żywnościowe czy nawozy służące do produkcji rolnej. Nadal istnieje na przykład lista towarów, które mogą być sprzedawane tylko przez lokalne małe firmy. Co ciekawe, rząd wciąż kontroluje ceny wielu towarów, jak choćby paliw, lekarstw czy części produktów spożywczych.
Skalę problemów, z którymi często muszą się borykać działający w Indiach przedsiębiorcy, pokazuje szeroko omawiany w tamtejszych mediach przypadek zatrzymania rok temu w indyjskich portach dostaw towarów z Unii Europejskiej. Powodem było niewłaściwe, zdaniem służb celnych, oznakowanie wwożonych towarów. Otóż etykiety na opakowaniach zbiorczych produktów były naklejone. Tymczasem celnicy upierali się, że powinny być one nadrukowane. Podczas gdy spory prawne trwały, produkty tygodniami stały w portach i się psuły.
Bariery wejścia
Z wieloma ograniczeniami muszą też zmagać się zagraniczne podmioty pragnące inwestować w Indiach. W dalszym ciągu funkcjonuje tu, odziedziczona po czasach kolonialnych, obawa przed uzależnieniem od zagranicznego kapitału, co powoduje, że obcy kapitał napotyka szereg ograniczeń w dostępie do wielu branż. W 2013 roku rząd w Delhi zdecydował o złagodzeniu kilku restrykcyjnych regulacji w zakresie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Pozwolono między innymi na przejmowanie przez obcy kapitał całości przedsiębiorstw farmaceutycznych, ale już na przykład w handlu hurtowym istnieje obowiązek zapewnienia w ofercie przez zagranicznego inwestora minimum 30% udziału krajowych produktów. A gdy formalnych przeszkód nie ma, na drodze do inwestycji często staje postawa pojedynczego urzędnika. Znany jest przypadek jednej z koreańskich korporacji planującej budowę nowej huty stali. Projekt – wart, bagatela, 12 mld dolarów – czekał prawie 10 lat na wydanie wszelkich wymaganych prawem pozwoleń. Z wyzwaniami mierzą się również miejscowe firmy. Liczne przeszkody muszą pokonywać choćby przedsiębiorstwa wydobywcze, niezależnie od kraju pochodzenia. Chodzi głównie o kłopoty w nabywaniu ziemi oraz uzyskiwaniu pozwoleń środowiskowych związanych z rozpoczęciem wydobycia. Proces zakupu ziemi może trwać nawet 8 lat. Paradoks polega na tym, że przedsiębiorstwa wydobywcze muszą w ciągu 3 lat od otrzymania zgody na wydobycie rozpocząć eksploatację złoża węgla czy rudy… Efektem takich przepisów jest między innymi rosnący deficyt Indii w handlu zagranicznymi surowcami energetycznymi. Indie mają ogromny potencjał i szanse, by stać się trzecią światową potęgą. Pytanie, czy same sobie w osiągnięciu tego celu nie przeszkodzą.
Nowy system Microsoft jest już dostępny globalnie w 190 państwach, w 111 językach, jako bezpłatne uaktualnienie dla urządzeń funkcjonujących na systemach Windows 7 oraz Windows 8.1, a także nowych komputerach osobistych oraz tabletach.
Windows 10 reprezentuje całkowicie nowe i unikalne podejście w rodzinie produktów Windows. Stanowi pierwszy krok w kierunku jeszcze większej personalizacji komputerów osobistych. Nie tylko z tego powodu, że jest bezpłatny, lecz również dlatego, że w jego tworzeniu wzięło udział ponad 5 mln użytkowników. Wyjątkowość nowego systemu Microsoft polega również na tym, że jest on dostarczany w modelu usługowym (Windows as a service), dzięki czemu będzie na bieżąco aktualizowany o innowacyjne funkcje oraz udoskonalone zabezpieczenia.
Windows 10 jest najbezpieczniejszym spośród wszystkich systemów operacyjnych Windows. W nowym systemie Microsoft użytkownicy poczują się jak w domu, a będzie temu sprzyjał szybki i znajomy interfejs, ujednolicony dla całej gamy urządzeń, wliczając w to komputery osobiste, tablety, telefony, Xbox One, HoloLens i wiele innych. Windows 10 oferuje ponadto wiele innowacyjnych rozwiązań, pozwalających na bardziej spersonalizowane i produktywne korzystanie z wymienionych urządzeń. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują:
Cortana – osobisty, cyfrowy asystent, rozszerzający możliwości Twojego telefonu, komputera oraz tabletu, dzięki któremu odnalezienie poszukiwanych informacji jest proste i odbywa się w mgnieniu oka.
Microsoft Edge – całkowicie nowa przeglądarka internetowa, która jest bardziej spersonalizowana, a przy tym elastyczna, wydajna oraz dopasowana do wszystkich urządzeń z Windows 10. Umożliwia użytkownikom szybkie przeglądanie stron internetowych, zaznaczanie interesujących treści, dodawanie komentarzy oraz łatwe dzielenie się takimi notatkami ze znajomymi.
Integracja z konsolą Xbox – dzięki aplikacji Xbox gracze mogą rejestrować, udostępniać oraz edytować najlepsze momenty z gier za pomocą Game DVR, grać w nowe gry z przyjaciółmi na różnych urządzeniach oraz streamować gry bezpośrednio z konsoli Xbox One na swoje tablety i komputery osobiste z systemem Windows 10.
Start – przycisk Start oraz pasek zadań umożliwią natychmiastowy dostęp do treści najważniejszych dla użytkownika. Z pewnością będą także stanowiły znajome elementy interfejsu dla użytkowników Windows 7 oraz Windows 8
Od dziś użytkownicy będą powiadamiani o czekającej na nich darmowej aktualizacji do Windows 10, a nowe urządzenia z tym systemem stopniowo będą pojawiały się w sklepach.
Według prognoz Komisji Europejskiej energetyka wiatrowa będzie liderem zielonych technologii w przeciągu najbliższych 15 lat. Unijne propozycje z 2014 roku, odnoszące się do zwiększenia udziału odnawialnych źródeł w krajowych bilansach energetycznych o 27% powodują, że rozwój tzw. zielonej energii w polskich gminach staje się kluczowy. Na energetyce wiatrowej szczególnie skorzystać mogą polskie gminy.
Energetyka wiatrowa, wpisująca się w nowy nurt polskiej strategii energetycznej, stanowi szansę dla rozwoju polskich gmin. Elektrownie wiatrowe posiadają wiele obiektywnych zalet, zarówno ze społecznego, jak i ekonomicznego punktu widzenia.
Zalety dla gminy
Budowa farm wiatrowych na terenie gminy przyczyni się do gospodarczego ożywienia w rejonach rolniczych, które z reguły są ekonomicznie nieatrakcyjne. Na budowie farmy wiatrowej zyskuje przede wszystkim lokalna społeczność. Nie tylko poprzez korzyści w postaci środków finansowych, pochodzących ze sprzedaży energii, ale również poprzez zwiększone nakłady inwestycyjne i wzrost zainteresowania podmiotów chcących rozpocząć działalność na terenie gminy.
Ponadto, farmy wiatrowe to inwestycja, która nie ingeruje w znaczący sposób w tereny znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie. Oznacza to, że na przylegających ziemiach może odbywać się normalna produkcja rolnicza. Energetyka wiatrowa w żaden sposób nie zakłóca rozwoju upraw i późniejszych zbiorów. Co więcej, na elektrowniach wiatrowych zyskuje również sama gmina poprzez kreowanie ekologicznego i atrakcyjnego wizerunku dla inwestorów, ze względu na własne możliwości zaopatrzenia w energię elektryczną.
Elektrownia wiatrowa jako alternatywne źródło energii
Budowa elektrowni wiatrowych ma korzystny wpływ na zmianę stanu infrastruktury energetycznej. Według danych „Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji” obecnie blisko 60-80% sieci przesyłowych oraz elektrowni jest przestarzałych oraz nieefektywnych, co budzi większe ryzyko przerwania dostaw energii. Dlatego też szansą na przeciwdziałanie tego typu zjawiskom jest wzrost inwestycji nie tylko w energetykę wiatrową, ale również inne alternatywne źródła. Tym bardziej, że Polska ma doskonałe warunki do rozwoju tego typu instalacji (duża liczba pól i dobre warunki atmosferyczne), a najwięcej farm wiatrowych zlokalizowanych jest w północno-zachodniej części Polski. Ponadto, według danych pochodzących z raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce”, Polska została zakwalifikowana, jako jeden z 12 głównych rynków zbytu turbin wiatrowych na świecie. Dlatego też warto ten potencjał należycie spożytkować. – Przy obecnym zapotrzebowaniu na energię elektryczną, która do 2030 roku ma wzrosnąć o ponad 30 proc., konieczności rozwoju OZE oraz zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, zasadna jest budowa elektrowni wiatrowych. Instalacje tego typu to wyjątkowa szansa dla polskich gmin i jej mieszkańców w postaci środków finansowych ze sprzedaży energii, ograniczenia możliwości występowania tzw. blackout’ów (awarii zasilania), a także wzrostu atrakcyjności gospodarczej na tle sąsiednich jednostek terytorialnych – mówi Jacek Łukaszewski, Prezes Zarządu Schneider Electric.
Wyzwanie dla energetyki rozproszonej
Nowym wyzwaniem dla sieci dystrybucyjnych są rozproszone instalacje wiatrowe. Niestabilność i duże wahania mocy wprowadzanej do systemu sprawiają dużo problemów. Istnieją jednak rozwiązania, które pozwalają te problemy rozwiązywać. Jednym z nich jest opracowany przez naszą firmę system WeatherSentry, który służy do prognozowania pogody i dostarczania informacji na temat tego ile energii w danym dniu czy okresie będzie w stanie wyprodukować farma wiatrowa przy danej pogodzie – mówi Michał Ajchel Wiceprezes ds. Rynku Energii w Schneider Electric Polska. Co więcej, system pozwala przewidywać także zapotrzebowanie na energię w systemie na podstawie swoich prognoz i profili odbiorców – dodaje Michał Ajchel.
Edukacja potrzebna od zaraz
Akceptacja energetyki wiatrowej na szczeblu samorządowym jest jednym z najważniejszych czynników, bardzo często decydującym o powodzeniu projektu farmy wiatrowej. Głównym powodem jest uwzględnienie inwestycji w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Dlatego tez priorytetowym działaniem jest zwiększanie świadomości wśród mieszkańców na temat zmian klimatu, przyczyn i konsekwencji zachodzących zmian oraz zachęcenie do podejmowania kroków na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym w codziennym życiu i otoczeniu: w domu, w pracy, w szkole, lokalnym środowisku. W związku z tym Krajowa Agencja Poszanowania Energii S.A przy współpracy z firmami Schneider Electric, Velux, Schréder oraz Gegenbauer Polska realizuje drugi rok z rzędu projekt „Autobus Energetyczny”. Celem przedsięwzięcia jest utworzenie mobilnego centrum informacyjno-edukacyjnego. Zadaniem mobilnego centrum będzie docieranie z programem edukacyjnym bezpośrednio do mieszkańców gmin i podnoszenie świadomości ekologicznej w szerokich grupach społecznych (reprezentanci władz samorządowych, przedsiębiorcy, mieszkańcy gmin). W ramach realizacji projektu planowane jest przeprowadzenie kampanii edukacyjnej na terenie 200 gmin. Eksperci jeżdżący autobusem będą tworzyli grupę doradczą, która będzie oferowała nieodpłatną, niezależną i najbardziej aktualną wiedzę na tematy związane ze zmianami klimatu i efektywnością energetyczną, w tym również o korzyściach pochodzących z alternatywnych źródeł energii.
Energetyka wiatrowa jest szansą dla Polski w obliczu narzucanych odgórnie unijnych postanowień polityki klimatyczno-energetycznej, dotyczących rozwoju OZE, poprawy efektywności energetycznej oraz ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Z drugiej strony budowa elektrowni wiatrowych jest alternatywą wobec konwencjonalnych sposobów pozyskiwania energii eklektycznej. Jednakże koniecznym elementem do przeprowadzenia zmian w polskich gminach jest aprobata ze strony społeczności lokalnej.
Juan został zaakceptowany w kolejnym ważnym miejscu. Wyraźnie widać, że perspektywa piątej waluty świata nie zadowala Chińczyków i cały czas podejmują działania, by umocnić jego znaczenie. Dzisiaj ważna konferencja w USA. Inwestorzy czekają na wskazówki co stanie się ze stopami procentowymi w największej gospodarce świata.
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
W Grecji trwają kontrole przedstawicieli organów europejskich, a do Aten zlatują kolejni negocjatorzy trojki. Pewien popłoch wzbudziło znalezienie się na liście nazwisk kilku osób związanych z negocjacjami na Cyprze. Dla przypomnienia obłożono tam wysokim podatkiem depozyty w bankach mających problemy z płynnością. Podobnego scenariusza boją się obecnie posiadacze rachunków w greckich bankach.
Kolejny ważny krok juana. Od dzisiaj waluta ta może stanowić zabezpieczenie na Londyńskiej Giełdzie Metali. Decyzja ta jest podyktowana współpracą z giełdą w Hongkongu, ale również bardzo dużym udziałem Państwa Środka na giełdach surowcowych na świecie. Globalizacja juana jest od lat jednym z priorytetów Chin. Co prawda marzenia o zastąpieniu dolara jeszcze przez wiele lat się nie spełnią (o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego na rynkach). Juan jest obecnie piątą walutą świata. Niedawno wyprzedził dolara kanadyjskiego. Do kolejnego – jena dzieli go jeszcze co prawda spory dystans, ale patrząc na potencjał gospodarczy Chin w ciągu najbliższych kilku lat juan stanie się czwartą walutą świata.
Trwają spekulacje na temat następcy Marka Belki w fotelu prezesa NBP. Kadencja kończy się co prawda dopiero za rok, jednakże przeważnie nie zostawia się tak ważnej funkcji do obsadzenia na ostatnią chwilę, by zachować ciągłość działań. Ze względu na zmianę ról wątpliwe jest, by Rada Polityki Pieniężnej podejmowała w swojej kadencji ważne decyzje. Mówiło się o podwyżce stóp procentowych jeszcze w drugiej połowie 2015 roku. Biorąc pod uwagę wciąż wyraźnie niższą od celu inflację oraz wolniej wychodzące z kryzysu państwa Unii Europejskiej, coraz bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym obecna Rada nie podejmie już do końca kadencji żadnej decyzji, zostawiając pole następcom.
Wczorajszy indeks zaufania konsumentów w USA wypadł wyjątkowo źle. Rynki spodziewały się osiągnięcia 100 pkt, jednakże odczyt wyniósł zaledwie 90,9 pkt. Nie może dziwić zatem szybkie osłabianie się dolara w reakcji na te dane.
Dzisiaj najważniejszą informacją dnia, a raczej wieczora, będzie konferencja FOMC czyli amerykańskiego odpowiednika RPP. Inwestorzy oczekują, że dostaną dodatkowe wskazówki na temat terminu podwyżki stóp procentowych w USA. Gdyby do podwyżki stóp miało dojść, szybko dolar będzie zyskiwał gdyż bezpieczne inwestycje dolarowe nagle zwiększą swoją stopę zwrotu. Gdyby z kolei termin podwyżek stóp został odłożony w przyszłość dolar powinien tracić z analogicznego powodu.
EUR/PLN
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015
Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.
CHF/PLN
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015
Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.
USD/PLN
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015
Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.
GBP/PLN
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015
Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.
Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Półroczne wyniki branży leasingowej z 3,7% wzrostem z w segmencie samochodów osobowych i pojazdów do 3,5t pokazują, iż branża, czy raczej jej klienci, poradzili sobie z rozwojem biznesu w porównaniu z ubiegłym rokiem. Pamiętamy zamieszanie wynikające ze zwiększonego popytu na pojazdy w związku z kończącym się odliczeniem VAT. Charakterystyczne jest to, iż wzrosty nie rozkładały się równomiernie pomiędzy firmami leasingowymi: pierwsza dziesiątka w rankingu tego segmentu zwiększyła sprzedaż swoich produktów o blisko 16%. Pojawiły się dwie silne promocje cenowe, mamy w tej grupie podmioty z wysokimi, dwucyfrowymi tempami wzrostu. Są też firmy, które zanotowały spadki sprzedaży. Rynek nie jest zatem zrównoważony, za jego rozwój odpowiadają odważne strategie cenowe i dystrybucyjne.
Należy pamiętać, że branża leasingowa obsługuje przede wszystkim firmy z segmentów MŚP, a te w większości lokują swe produkty i usługi na rynku wewnętrznym. Jeśli czynniki makroekonomiczne, takie jak wzrost realnych wynagrodzeń (np. spowodowany malejącą inflacją) czy spadek bezrobocia sprzyjają popytowi, to pojawia się zwiększona gotowość do inwestowania tak samo w dobra powszechnego użytku (samochody osobowe), jak i sprzęt bardziej specjalistyczny (pojazdy dostawcze). Prognozy dla gospodarki polskiej są dobre, na pewno możemy spodziewać się w najbliższych miesiącach pierwszych pozytywnych efektów środków unijnych – wszystko to sprzyjać będzie nastrojom zakupowym.
Sektor transportu ciężkiego w leasingu miał w pierwszym półroczu 2015 obroty niższe niż rok temu. W tym sektorze tempo zmian jest również bardzo zróżnicowane. Sektor ten jest „ciągnięty” przez pierwszą dziesiątkę ze średnim 15,4% wzrostem. Z ofertą na finansowanie transportu ciężkiego najlepiej docierają do klientów te podmioty, które w swoich modelach biznesowych stawiają na wysoką specjalizację wyznaczonych zespołów sprzedażowych, dobrą znajomość biznesu dostawców sprzętów i stałą relację z nimi.
Mimo obaw o stan branży transportowej, pojawiających się w związku z rosyjskim embargiem na polskie towary czy próbami regulacji rynku przewozów w Niemczech, branża leasingowa nie zanotowała spadku wiarygodności kredytowej klientów z tego sektora. Gross polskich firm transportowych to podmioty małe lub średnie, posiadające zdolność do szybkiej zmiany kierunków (np. transport wewnętrzny w miejsce międzynarodowego) i rodzajów przewozów. Jeśli nawet na przełomie 2014 r. i 2015 r. wystąpiło ryzyko spadku dyscypliny płatniczej, to już pierwsza połowa tego roku pokazała, że klienci dostosowali się do nowych warunków i nie tylko obsługują zadłużenie, ale także zwiększają liczbę zestawów.
Szacunek Związku Polskiego Leasingu ze stycznia br., wskazujący na 11,2% wzrost całego rynku, został już przekroczony. Patrząc na tempo letnich zamówień, możemy liczyć na utrzymanie przynajmniej 14-15% wzrostu w segmentach tzw. ruchomości, gdzie samochody osobowe, dostawcze i transport ciężki stanowią większość biznesu.
Raiffeisen-Leasing Polska S.A.
Firma rozpoczęła swoją działalność 30 stycznia 1998 roku. Udziałowcem Raiffeisen Leasing jest Raiffeisen Bank Polska S.A. (100% udziałów). Po III kwartale 2014 Spółka jest jedną z największych firm leasingowych w Polsce z 7,7 % udziałem, zajmując tym samym drugą pozycję na rynku leasingu. Misją Spółki jest wspieranie polskich firm (szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw) w finansowaniu ich działalności. Raiffeisen Leasing jest jednym z liderów w finansowaniu środków trwałych tj. pojazdy, środki transportu ciężkiego, maszyn i urządzeń oraz nieruchomości. Jednocześnie Raiffeisen Leasing oferuje finansowanie w obszarze IT i sprzętu medycznego, wyposażenia biur.
Będący do niedawna częścią eBay serwis płatności cyfrowych PayPal notowany jest już na amerykańskiej giełdzie NASDAQ samodzielnie. Akcjonariusze platformy handlowej otrzymali po jednym papierze PayPal, a oddzielne akcje nie były dystrybuowane. W przyszłości serwis chce się skupić na podstawowej działalności, czyli pośrednictwie w opłatach. Polska jest dla spółki jednym z najważniejszych rynków w Europie.
– Wracamy do korzeni: wchodzimy na nowojorską giełdę NASDAQ i odłączamy się od eBay&HASH39;a – informuje agencję Newseria Inwestor Damien Perillat, dyrektor zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – To bardzo szczególny czas dla nas. Stajemy się niezależną firmą. Chcemy koncentrować się na tym, co robimy najlepiej, pozwoli nam to korzystać z nowych możliwości pojawiających się na rynku.
Zgodnie z tzw. warunkami separacji 17 lipca br. akcjonariusze mający notowane na NASDAQ akcje eBay otrzymali po jednym udziale PayPal na każdy papier eBay posiadany w dniu rejestracji (8 lipca). Żadne oddzielne akcje platformy rozliczeń cyfrowych nie były przy tym dystrybuowane. Od 6 lipca odbywał się handel prawami do akcji serwisu, a debiut nastąpił 20 lipca. W ciągu 13 lat wartość firmy wzrosła trzydziestotrzykrotnie.
Dziś PayPal ma blisko 170 mln użytkowników, w tym ponad 10 mln w Polsce.
– Polska jest dla nas bardzo ważna, ponieważ to największy rynek e-commerce w regionie, mający 11 milionów użytkowników – przekonuje Damien Perillat. – Naszym zdaniem rynek ten wciąż będzie rosnąć, bo zakupy online stanowią w Polsce 3-4 proc. sprzedaży. W Niemczech udział ten wynosi 10 proc., a w Wielkiej Brytanii – 14. Potencjał wzrostu jest więc bardzo duży.
Według szefa PayPal w regionie Europy Środkowo-Wschodniej motorem wzrostu tego rynku będzie segment mobilny.
– 26 proc. Polaków robi zakupy online przez swoje smartfony. Naszym zdaniem ten segment będzie siłą napędową handlu elektronicznego w Polsce – uważa Perillat.
PayPal w ubiegłym roku pośredniczył w transakcjach wartych 235 mld dol. (w tym 46 mld dol. przez urządzenia mobilne) i osiągnął ponad 8 mld dol. przychodu. Serwis świadczy usługi dla ponad 169 mln aktywnych użytkowników na 203 rynkach całego świata.
Spółka Everest Investments w ramach prywatnej subskrypcji pozyskała już łącznie 2,9 mln zł. Zarząd już planuje kolejne emisje i jeszcze w tym roku chce pozyskać kilka milionów złotych. Nie wyklucza też na początku przyszłego roku oferty publicznej. W 2016 r. grupa planuje wypracowanie zysku netto.
– Planujemy pozyskanie jeszcze w tym roku kolejnych kilku milionów złotych. Dotychczas udało się pozyskać już 2,9 mln zł. Środki te mają posłużyć do rozwoju Grupy Everest Investments – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Pietrucha, członek zarządu Everest Investments.
Środki pozyskane w ramach kolejnych emisji zostaną przeznaczone zarówno na zwiększenie kapitałów własnych spółki, jak i na cele akwizycyjne. W planach grupy znajduje się przeprowadzenie oferty publicznej, która mogłaby się odbyć już na początku przyszłego roku. Zarząd jest już po wstępnych rozmowach na ten temat z domami maklerskimi.
– Natomiast nie chciałbym dzisiaj potwierdzać żadnego z tych terminów, dlatego że on nie jest jeszcze pewny – mówi Grzegorz Pietrucha.
Przedstawiciel giełdowej spółki przypomina, że w skład grupy wchodzi także Everest TFI. Krajowy regulator w przypadku funduszy inwestycyjnych narzuca bardzo wysokie wymogi kapitałowe. W zależności od rodzaju funduszu jest to od 125 do 730 tys. euro.
– Woczekiwaniu na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego chcemy mieć przygotowane środki na to, żeby TFI dokapitalizować – tłumaczy ekspert.
Jak zapewnia Grzegorz Pietrucha, grupa planuje skupić się na głównie na obsłudze grupy klientów posiadających wysokie aktywa, na poziomie minimum 1 miliona dolarów.
– Tych osób jest w Polsce już dobrych kilkadziesiąt tysięcy. Chcemy, żeby ci klienci, którzy z nami współpracują, mieli świadomość tego, że współpracują z jednym z najlepszych asset managerów – wyjaśnia.
Grupa Everest Investments skoncentruje się na zarządzaniu zarówno prywatnymi aktywami swoich klientów, jak i ich firmowym majątkiem. Działalność operacyjna spółki ma odbywać się ze szczególnym uwzględnieniem strony kosztowej.
– Będziemy pilnować jej szczególnie mocno, dlatego że to ma później bezpośrednie przełożenie na wyniki finansowe spółki, a co za tym idzie – na kursy ich akcji – tłumaczy Pietrucha.
W raporcie finansowym za 2014 rok widnieje strata w wysokości ponad 43 mln złotych netto. Rozmówca tłumaczy jednak, że jest to jednie efekt księgowy wynikający z działalności spółki, którą przejęła Grupa Everest Investments.
– Na początku roku Everest Investments przejął spółkę WDM Capital i wyniki, które musieliśmy zaraportować, odnosiły się bezpośrednio do działalności tamtego podmiotu – wyjaśnia.
W obecnej chwili spółka znajduje się na etapie budowania biznesu i nie osiąga jeszcze przychodów. Strata w I kwartale 2015 roku na poziomie 0,19 mln złotych wynika głównie z poniesionych kosztów operacyjnych.
– Moim zadaniem jest właśnie zadbanie o stronę przychodową – mówi Grzegorz Pietrucha.
Strategia spółki Everest Investments zakłada, że już w IV kwartale bieżącego roku uda uzyskać się pierwsze przychody, a pierwsze zyski na poziomie netto oczekiwane są już na początku 2016 roku.
Chińska gospodarka rozwija się coraz wolniej, a jej perspektywy na najbliższe kwartały nie są korzystne. Świadczy o tym najniższa od dekady dynamika inwestycji w sektorze przedsiębiorstw oraz nieruchomości. Niedawna panika na rynku kapitałowym dodatkowo osłabi wzrost gospodarczy poprzez zwiększenie niepewności wśród firm i konsumentów. Obawy inwestorów wynikają z faktu, że chińska gospodarka zużywa blisko połowę tej ilości miedzi, która co roku jest wydobywana w kopalniach.
– Sądzę, że podobnie jak w przypadku ropy naftowej czy złota istnieje jeszcze szansa na to, że notowania miedzi będą spadać. To wynika przede wszystkim z obaw o sytuację w Chinach. W tym roku mieliśmy do czynienia z serią relatywnie słabych danych makroekonomicznych z Chin, które budziły obawy o to, jak będzie się kształtować popyt na miedź w tym kraju. Kolejne dane, które będą się pojawiać, będą decydujące – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA.
Na razie nie widać istotnych sygnałów świadczących o końcu spowolnienia w Chinach. W drugim kwartale 2015 r. PKB urósł o 7 proc. rok do roku i tyle ma też wynieść stopa wzrostu gospodarczego za cały roku – wynika z ankiety Bloomberga wśród analityków. W 2014 r. inwestorzy spodziewali się jednak wzrostu PKB w 2015 r. na poziomie 7,4-7,5 proc. Na rewizję prognoz decydują się także największe banki – przed dwoma miesiącami HSBC obniżył prognozę dla tegorocznego wzrostu PKB Chin z 7,3 proc. do 7,1 proc., a także szacowany wzrost eksportu z 7,1 proc. do 4,2 proc w ujęciu rocznym.
W przypadku rynku miedzi decydujące są fundamenty gospodarcze, a więc obecny i prognozowany popyt oraz podaż – ocenia Sierakowska. To dlatego jej zdaniem inwestorzy nie powinni za bardzo polegać na analizie technicznej, tym bardziej że do silnych poziomów wsparcia jest jeszcze daleko. Taką barierą teoretycznie mogłaby być cena 5000 dol. za tonę surowca na Londyńskiej Giełdzie Metali, jednak w przypadku złych danych makroekonomicznych prawdopodobnie zostałaby szybko przebita. Tym bardziej że produkcja miedzi w Chile utrzymuje się na wysokim poziomie.
– Ta duża podaż wynika z faktu, że nawet pomimo pewnych zawirowań w Ameryce Południowej, gdzie pojawiały się problemy z infrastrukturą w kopalniach, gdzie pojawiały się powodzie i susze, dane makroekonomiczne pokazały, że wydobycie miedzi w Ameryce Południowej, w tym u głównego producenta, czyli w Chile, pozostało wysokie – wskazuje Sierakowska.
Wszelkie zakłócenia w wydobyciu mogą być wsparciem dla notowań metalu jedynie w krótkim terminie i nie są w stanie odwrócić trendu. Również firmy wydobywające miedź nie są w stanie w szybkim czasie zmieniać poziomu produkcji, bo zagospodarowywanie i eksploatacja złóż jest procesem wieloletnim, angażującym ogromny kapitał.
– Wiele też będzie zależało od amerykańskiego dolara, od tego, czy utrzyma się na wysokich poziomach. Bo to także wpływa negatywnie na wartość w zasadzie wszystkich surowców, nie tylko złota, lecz także miedzi, co widzieliśmy w ostatnim czasie. Sądzę, że na razie takich bardzo wyraźnych barier, jeżeli chodzi o spadki notowań miedzi, nie ma, zresztą historia pokazała, że te wszystkie bariery mają niewielkie znaczenie, jeżeli się pojawiają takie, a nie inne dane w Chinach – uważa analityk DM BOŚ.
W przypadku drugiej największej gospodarki świata, nie tylko dynamika eksportu jest znacznie niższa niż w poprzednich latach. Wzrost inwestycji jest najwolniejszy od dekady, za co odpowiadają przede wszystkim niskie nakłady na nowe budynki oraz maszyny i urządzenia w przemyśle. Relatywnie dobrze wyglądają jedynie inwestycje w infrastrukturze, gdzie od połowy 2012 r. zgodnie z danymi HSBC utrzymuje się 20-proc. wzrost rok do roku. Wysiłki rządu w Pekinie mające podtrzymać popyt nie są jednak w stanie skompensować luki w inwestycjach prywatnych.
– W zasadzie Chiny mają tutaj dominujące znaczenie i bardzo rzadko się zdarza, że inne kraje czy inne rejony świata wpływają istotnie na notowania miedzi. Oczywiście jeszcze innym ważnym odbiorcą miedzi są Stany Zjednoczone, aczkolwiek bardzo często wydarzenia w tym kraju są przyćmione przez to, co się dzieje w Chinach – podsumowuje Dorota Sierakowska.
Susza w maju i czerwcu spowodowała, że krajowe plony zbóż w tym sezonie mogą być niższe nawet o 30 proc. Najgorsza sytuacja jest w Polsce Centralnej, Wielkopolsce i województwie kujawsko-pomorskim. Problemy rolników mogą też stać się przyczyną problemów hodowców zwierząt, bo mniej będzie zbóż na pasze. Trudne warunki pogodowe dotknęły także inne części Europy oraz Chiny.
– Nie chcę być rolnikiem, o którym mówią, że zawsze mu źle, ale sytuacja w tym roku jest naprawdę wyjątkowa – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR). – Mamy trudne warunki na dość dużej powierzchni kraju, gdzie wystąpiły susze.
Z danych Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach wynika, że zagrożenia wystąpieniem suszy rolniczej na obszarze Polski nie ma ( mówimy to o okresie od 21 maja do 20 lipca). Odnotowane wartości Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW) są jednak na większości obszarów Polski ujemne, a w niektórych miejscach bliskie wartościom krytycznym. Najtrudniejsze warunki panują w Polsce Centralnej oraz województwach kujawsko-pomorskim i wielkopolskim.
Eksperci IUNG podkreślają, że deficyt wody dla roślin uprawnych dotyka wszystkich monitorowanych roślin, a jego skutkiem będzie znaczna obniżka plonów. Średnie straty w plonach w gminie nie powinny przekroczyć 20 proc., ale niektóre gospodarstwa trzeba się liczyć ze zbiorami mniejszymi o 30 proc. Co istotne, nawet poprawa warunków wilgotnościowych nie spowoduje znaczących wzrostów wielkości plonów.
– Z tym wiążą się też problemy hodowców zwierząt, zwłaszcza bydła. Łąki wyschły, nie ma więc pasz objętościowych [mających w kilogramie suchej masy mniej niż 4,1 MJ energii netto i więcej niż 18 proc. włókna surowego – red.], a problem ten pojawił się przy bardzo niskich cenach mleka – zauważa Wiktor Szmulewicz. – Hodowcy będą musieli dokupić pasze. Przy małej opłacalności mleka czy mięsa będzie to dodatkowym problemem.
Gwałtowny wzrost cen zbóż na światowych giełdach, który nastąpił pod koniec czerwca i na początku lipca, został wprawdzie zniwelowany, głównie z powodu poprawy warunków pogodowych w Stanach Zjednoczonych, a z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju wsi wynika, że ceny minimalne zbóż na targowiskach w Polsce są dziś o 10 do 30 proc. niższe niż rok temu (dane z 18 lipca 2014 i 17 lipca 2015), jednak ten stan może w ciągu kilku miesięcy ulec odwróceniu.
– Żyjemy w globalnym świecie, więc jeśli klęska jest tylko u nas, to można się spodziewać, że nie będzie znacznego wzrostu cen – przekonuje Wiktor Szmulewicz. – Ale w Chinach z jednej strony jest susza, z drugiej są powodzie, susza panuje w Europie i mieliśmy trudną wiosnę z przymrozkami. Przypomnę, że zimą nie było opadów, a śnieg jest magazynem wody, który jest wolno wchłaniany przez ziemię. Wiosną opadów mieliśmy bardzo mało, a dodatkowo weszliśmy w ten okres z bardzo niskim poziomem wody.
Zdaniem szefa KRIR spadki plonów będą więc na pewno. Widać już je w zbożach jarych, a w zbożach ozimych oraz rzepaku też będą niebawem widoczne. Rolnicy będą mieć więc problem z zakupem pasz. W konsekwencji można się też spodziewać mniejszej produkcji mleka.
– Wiele gospodarstw stoi dziś przed dylematem, czy nie zmniejszyć stada bydła, bo nie są w stanie go utrzymać – mówi prezes KRIR. – Nie ma środków finansowych z produkcji, żeby można było dokupić paszę, bo jest bardzo niska cena. Na pewno odczujemy to jesienią i wiosną przyszłego roku w postaci spadku produkcji zwierzęcej.
Wszystko wskazuje na to, że wynik październikowych wyborów będzie miał bardzo istotny wpływ na kształt sektora bankowego w Polsce. Coraz więcej ważnych polityków koalicji rządzącej opowiada się za repolonizacją banków, którą od dłuższego czasu postuluje opozycja. Prezesi spółek Skarbu Państwa również są entuzjastami tego pomysłu, ale dalsze przejęcia – po zakupie Alior Banku przez PZU – stoją pod znakiem zapytania, dopóki nie zostanie uzgodniony sposób rozwiązania problemu kredytów we frankach.
– Proces polonizacji banków firmowany przez prominentne osoby w Polsce przyjmuję z uznaniem, bo w latach 90. ludzie, którzy mówili, że banki powinny zostać w dużej mierze w rękach polskich, byli uznawani za oszołomów. Parę lat temu dowiedzieliśmy się, że kapitał jednak ma narodowość i rozumiem, że te procesy, które w Polsce się teraz zaczynają, to pochodna zrozumienia tej nowej sytuacji. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Kuźmiuk, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.
Zamiar konsolidacji polskiego sektora bankowego i budowy dużej grupy ogłosił niedawno PZU, który 7 lipca br. złożył wniosek do KNF o wyrażenie zgody na przejęcie Alior Banku. Celem spółki kierowanej przez Andrzeja Klesyka jest kupno od dwóch do czterech banków i stworzenie piątej pod względem aktywów grupy na polskim rynku.
Choć od apogeum kryzysu w strefie euro minęło już prawie trzy lata, to tamtejsze banki wciąż są zmuszone prowadzić bolesną politykę oczyszczania swoich bilansów. Poprawa wskaźników wypłacalności wymaga niekiedy sprzedaży części zagranicznych aktywów. Przykładem takiej sytuacji było wycofanie się Allied Irish Banks z polskiego rynku – kontrolowany przez irlandzką grupę BZ WBK został przejęty w 2011 r. przez hiszpańskiego Santandera. Wtedy też rozgorzała debata na temat repolonizacji banków, gdyż przejęciem BZ WBK był zainteresowany także PKO BP.
Największy polski bank ostatecznie przejął Nordeę, a stojący na jego czele Zbigniew Jagiełło nigdy nie ukrywał, że jest zwolennikiem wzrostu udziału polskiego kapitału w sektorze bankowym. Choć prezes PKO BP powiedział pod koniec czerwca br., że zarząd nie jest zainteresowany przejęciem Raiffeisen Polbanku ani Banku BPH, to akcjonariusze spółki zdecydowali o niewypłacaniu dywidendy za ubiegły rok. Zgromadzony kapitał może zatem posłużyć do przejęć, ale zgodnie z deklaracją Jagiełły najwcześniej w 2016 r., do tego czasu możliwe są jedynie przejęcia SKOK-ów.
To oznacza, że rośnie prawdopodobieństwo przejęcia Raiffeisen Polbanku przez największego polskiego ubezpieczyciela. W kontekście repolonizacji banków poważną komplikacją jest wciąż nierozwiązany problem kredytów hipotecznych denominowanych we frankach, a rozpoczynająca się kampania wyborcza dodatkowo zwiększa niepewność uczestników rynku.
– Pojawiają się w tej sprawie wątpliwości, nie bardzo wiemy, jaka jest sytuacja, zwłaszcza w kontekście propozycji formuły przewalutowania, nie wiemy jeszcze, czym się to skończy. A skoro w portfelach jest sporo kredytów frankowych, to wątpliwości są tym większe – zauważa Kuźmiuk.
Prezes PZU Andrzej Klesyk podkreślił jednak, że warunkiem ewentualnego nabycia spółki córki austriackiego banku jest przeniesienie ryzyka związanego z kredytami hipotecznymi do podmiotu dominującego. Taki sam wymóg postawiła Komisja Nadzoru Finansowego.
Ryzyko polityczne związane z kwestią kredytów w szwajcarskiej walucie i możliwość wprowadzenia podatków od aktywów bankowych (zgodnie z zapowiedzą koalicji trzech partii PiS, Polski Razem i Solidarnej Polski) sprawiają, że wyceny banków na giełdzie są pod presją. Indeks WIG-banki stracił w ostatnim roku blisko 20 proc. Oczywiście to nie są jedyne czynniki wpływające na spadek kursów. Analitycy już wcześniej prognozowali, że 2015 r. będzie trudny dla banków z powodu niskich stóp procentowych, a ostatnio pojawiła się dodatkowa nerwowość na giełdach z powodu napięć między Grecją a pozostałymi członkami unii walutowej.
– Nie ulega wątpliwości, że kryzys grecki będzie rzutował na funkcjonowanie systemu bankowego w Europie, w tym także w Polsce. Wprawdzie chwalimy się tym, że banki w Polsce są w niezłej sytuacji finansowej, ale doskonale wiemy, że bardzo często ich właściciele, spółki matki, są w znacznie gorszej. Mamy pęknięcie bańki spekulacyjnej w Chinach. To odległe od nas rynki, ale jeżeli w Chinach system finansowy ma katar, to dobrze byłoby, żebyśmy my nie zachorowali na grypę. Niewiadomych jest sporo – podsumowuje polityk PiS.
Ponad 17 tys. mieszkań w samej Warszawie mogą sprzedać w tym roku deweloperzy. Branża oczekuje do 10 proc. wzrostu w stosunku do ubiegłego roku, kiedy sprzedanych zostało 16 tys. mieszkań. Rynek napędzają tanie kredyty i zmodyfikowany program Mieszkanie dla Młodych. Polacy szukają mieszkań z większą liczbą pokoi.
– Rynek jest w tym roku bardzo dobrze rozwinięty. Przypuszczamy, że będzie trochę lepszy niż w 2014 r. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Wojciech Okoński, prezes zarządu ROBYG SA. – W zeszłym roku i w poprzednich latach przeważały kawalerki i dwupokojowe mieszkania, dzisiaj jest większy popyt na mieszkania większe, trzy- i czteropokojowe. Musimy brać to pod uwagę.
Okoński podkreśla, że niskie stopy procentowe, czyli tanie kredyty, zachęcają Polaków do zadłużania się w celu zakupu mieszkania. Nie brakuje też osób kupujących za gotówkę. Jednym z głównych czynników, który napędzi koniunkturę na rynku mieszkaniowym w kolejnych kwartałach, będzie program Mieszkanie dla Młodych.
Po przyjętej w połowie lipca przez Sejm i Senat modyfikacji programu jego wpływ na rynek będzie znacznie większy niż do tej pory. Już teraz w niektórych inwestycjach 20-30 proc. mieszkań było objętych dopłatami z tego programu.
– Program został poszerzony, więc grono klientów będzie większe. Co prawda, jeśli chodzi o konkurencję wobec nas, budujących nowe mieszkania, pojawiła się możliwość zakupu używanych mieszkań w tym programie. Niemniej poszerzyła się również pula chętnych na nowe mieszkania – tłumaczy Okoński.
Wyjaśnia, że dużą zmianą jest możliwość uzyskania dopłaty do zakupu kolejnego mieszkania, a nie tylko pierwszego. Taką szansę mają rodziny z co najmniej trojgiem dzieci. Będą one też mogły liczyć na wyższe dofinansowanie z budżetu państwa oraz nie będą objęte limitem wieku (35 lat).
Okoński ostrożnie ocenia wpływ na rynek prowadzonego przez Bank Gospodarstwa Krajowego Funduszu Mieszkań na Wynajem. W ramach tego projektu bank kupuje inwestycje u deweloperów, które potem przeznacza na wynajem na specjalnych warunkach.
– To nie jest jeszcze zauważalne. Wiemy, że BGK zawiera coraz więcej nowych umów z deweloperami, którzy będą dla banku budować mieszkania, które wejdą na rynek najmu. Myślę, że dla tych osób, które nie planują zakupu, bo nie stać ich na kredyt hipoteczny, to jest dobra forma zdobycia dla siebie własnego lokum – ocenia Okoński.
W I półroczu konsumpcja paliw była o 5 proc. większa niż przed rokiem – wynika ze wstępnych szacunków Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Wzrost to zasługa przede wszystkim większego importu niezależnych operatorów, wśród których niektórzy działają z pominięciem prawa, oferując niższe ceny. Mimo coraz ostrzejszych regulacji prawnych i niższych niż przed rokiem cen paliw firmy działające w szarej strefie mają się dobrze.
Ze wstępnych danych POPiHN wynika, że konsumpcja trzech gatunków paliw silnikowych, czyli benzyn, oleju napędowego i autogazu, była w I połowie br. o około 5 proc. wyższa niż w I półroczu 2014.
– Wzrost konsumpcji paliw wynika przede wszystkim ze zwiększenie importu przez niezależnych operatorów. Są to firmy, które sprowadzają paliwo do kraju i następnie je na tym rynku sprzedają. Z tego przyrostu konsumpcji w zasadzie nie korzystają główne podmioty krajowe, czyli koncerny krajowe i koncerny międzynarodowe, a właśnie ci niezależni operatorzy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.
Jak podkreśla, ceny oferowane przez te podmioty są dużo niższe, niż wynikałoby to z kalkulacji.
– To może oznaczać, że część z tych firm nie do końca spełnia wszystkie obowiązki finansowe, jakie na tych firmach spoczywają. W związku z czym można podejrzewać, że jest to częściowo szara strefa – dodaje dyrektor Romaniuk.
Po I kwartale konsumpcja trzech gatunków paliw była o 6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Najmocniej wzrosło zużycie oleju napędowego, nieznacznie za to spadło zużycie gazu LPG. Wpłynęła na to m.in. ciepła zima, a także utrzymujące się niskie ceny paliw.
Eksperci podkreślają jednak, że statystki te nie oddają faktycznego zapotrzebowania na paliwa w Polsce. Głównym problemem polskiej branży paliwowej pozostaje przestępczość w obrocie paliwami, która systematycznie rośnie od 2011 roku. Jak wynika z analiz firmy doradczej Ernst & Young, w 2013 roku nastąpił wzrost szacowanych wyłudzeń VAT w obrocie olejem napędowym do poziomu 18,6-24,2 proc. rynku, a straty dla budżetu państwa tylko z tego tytułu mieściły się w przedziale od 4,3 do 5,8 mld zł.
– Mimo wprowadzonych nowych rozwiązań prawnych i tego, że mamy trochę lepszą sytuację gospodarczą największy udział we wzroście konsumpcji mają właśnie podmioty działające w szarej strefie – mówi Krzysztof Romaniuk. – Głównie chodzi o unikanie płacenia VAT-u. Sporo firm, które jeszcze do niedawna nie opłacało akcyzy, teraz już ten podatek płaci. Natomiast nie opłacają one VAT-u i tym samym mogą zaoferować paliwa o około 1 zł tańsze, niż wynikałoby to z kalkulacji, która muszą stosować legalnie działające przedsiębiorstwa na rynku.
Analiza danych za 2014 roku wskazuje na to, że problem ten nadal stanowi główne wyzwanie dla administracji państwowej oraz przedsiębiorców działających z poszanowaniem prawa. Paliwa z polskich rafinerii wypierane są z rynku przez paliwa z szarej strefy. W konsekwencji ma miejsce wzrost eksportu polskiego paliwa i tym samym coraz większe uszczuplenie wpływów do budżetu państwa z tytułu należnych podatków od towarów sprzedawanych w kraju.
Urządzenie polskiej firmy służące do samodzielnego badania piersi w przyszłym roku będzie dostępne w sprzedaży. Producent Braster Tester liczy, że poprawi ono statystyki dotyczące wczesnego wykrywania raka piersi. Chce też podbijać rynki zagraniczne. Zakupem testera potencjalnie zainteresowanych może być ponad 130 mln kobiet na całym świecie. Szacuje się, że co roku rozpoznaje się 1,5 mln przypadków raka piersi, a umiera w wyniku tej choroby blisko 400 tys. kobiet.
– Zagrożenie rakiem piersi w krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych jest znacznie wyższe niż w Polsce i większa jest też świadomość tego zagrożenia. W krajach uprzemysłowionych siła nabywcza ludności jest też istotnie wyższa niż w naszym kraju, więc nie mam specjalnych obaw o sukces na rynkach zagranicznych – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Marcin Halicki, prezes zarządu Braster SA, producenta urządzenia Braster Tester.
Braster Tester, czyli urządzenie służące do samodzielnej wczesnej diagnostyki raka piersi, w pierwszej kolejności trafi do kobiet w Polsce. Firma planuje rozpoczęcie sprzedaży w II połowie 2016 roku. Do połowy 2017 roku urządzenie ma trafić na rynki Europy Zachodniej, do Niemiec i Wielkiej Brytanii, gdzie zachorowania na raka piersi w stosunku do całkowitej sumy zachorowań na raka przekraczają 32 proc. (dla porównania w Polsce wskaźnik ten wynosi 23 proc.).
– Te rynki są obiecujące również pod względem przyzwyczajenia konsumentów do formy sprzedaży, jaką jest telemedycyna. Jeszcze bardziej jest ona rozwinięta w Stanach Zjednoczonych. To jeden z najszybciej rozwijających się biznesów. Nie trzeba tam nikomu tłumaczyć, co to jest dostarczenie usługi za pomocą telemedycyny i diagnoza na odległość – wskazuje Halicki.
W Polsce telemedycyna nie jest jeszcze tak popularna, dlatego firma ostrożnie podchodzi do prognoz sprzedaży. Wielkość rynku w Polsce szacuje na ok. 4 mln kobiet. Na rodzimym rynku Braster chce dystrybuować tester z pomocą firm farmaceutycznych. Osobnym kanałem dystrybucji ma być internet. W sieci zakupy robi już prawie co drugi Polak (badania CBOS), ponadto dzięki takiemu kanałowi sprzedaży produkt ma szansę trafić do większej liczby kobiet. Natomiast za granicą tester będzie dystrybuowany przez lokalne firmy.
– Chcemy nawiązać współpracę z mocnymi lokalnymi dystrybutorami, którzy będą odpowiadali za sprzedaż za granicą. Już zaczynamy prowadzić na ten temat pierwsze, wstępne rozmowy – podkreśla prezes spółki Braster.
Zdaniem Halickiego Braster Tester ma szanse podbić rynki na całym świecie. Zapotrzebowanie na tego typu produkt jest ogromne. Rak piersi to najczęściej występujący nowotwór złośliwy wśród kobiet – stanowi ok. 25 proc. wszystkich zdiagnozowanych przypadków raka. Z raportu National Cancer Institute (NCI) wynika, że w USA do 2030 roku zachorowalność na raka piersi wzrośnie o 50 proc.
– Nie istnieje na razie inne urządzenie, którego kobiety mogłyby używać w domu i mieć z tego badania wartość medyczną. Jeśli przez najbliższy rok nikt takiego produktu nie wymyśli, to mamy wszelkie szanse na to, żeby naszym produktem podbić cały świat – przekonuje Marcin Halicki.
Ewa Minge i spółka Esotiq & Henderson do końca roku planują otworzyć 17 sklepów marki FemeStage Eva Minge. Będą one powstawać nie tylko w dużych aglomeracjach, lecz także w mniejszych miastach. Projektantka liczy na zainteresowanie klientów, zwłaszcza że Polacy coraz więcej wydają na ubrania. O wyborze częściej decyduje jednak jakość i marka, a nie cena. Do FemeStage klientów mają przyciągnąć również styliści, którzy doradzą, jaki strój wybrać w zależności od typu sylwetki czy okazji.
Sieć marki FemeStage Eva Minge liczy osiem salonów, a do końca tego roku ma być ich łącznie 25. Ewa Minge zapowiada, że sklepy powstaną w większych miastach, chce pozyskać klientów również w mniej rozwiniętych regionach.
– Na pewno chcemy pozyskać klientów z Polski B i Polski C, choć moim zdaniem ten podział jest nieuzasadniony. Uważam, że klienci w mniejszych miejscowościach są klientami niedocenionym. Widzę to, mieszkając w Zielonej Górze – mówi Ewa Minge, projektantka i dyrektor kreatywna w FemeStage Eva Minge. – Nie będziemy jednak robić takich badań jak duże międzynarodowe marki na temat lokalizacji salonów, naszym atutem jest znajomość Polski.
Projektantka przypomina, że Polacy chętniej robią zakupy w polskich sklepach. Rośnie też świadomość polskiej marki – już nie tylko to, co zagraniczne, jest lepsze. Na tym właśnie chce korzystać Minge.
Tym bardziej że Polacy coraz więcej wydają na odzież, a czynnikiem decydującym o zakupie przestaje być cena. Jesteśmy w stanie zapłacić więcej za produkty lepszej jakości czy określonej marki. Z raportu PMR „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem” wynika, że w 2013 roku wartość rynku osiągnęła 6,9 mld euro, a szacuje się, że w ubiegłym roku przekroczyła 7 mld.
– Modowy biznes tworzyłam 25 lat. Cztery razy do roku robiłam pokazy za granicą, a jeden pokaz to koszt 100 tys. euro. Płaciłam podatki, pensje pracownikom, opłacałam składki, ubezpieczenia i sama żyłam na wysokim poziomie. Jest to zdecydowanie dochodowy biznes. We Włoszech połowa dochodu narodowego pochodzi właśnie z biznesu odzieżowego i wzornictwa przemysłowego – podkreśla Minge.
O sukcesie decyduje nie tylko oferta produktowa, lecz także nastawienie do klientów. Działa już sklep internetowy FemeStage, jednak marka nastawia się przede wszystkim na sprzedaż w salonach. Raport PMR wskazuje, że Polacy lubią mieć wybór – 25 proc. ogląda produkty w internecie, ale na zakup decyduje się w sklepie stacjonarnym, gdzie można przymierzyć ubrania i liczyć na podpowiedź sprzedawcy. Dlatego FemeStage zdecydował się na zatrudnienie w sklepach stylistów.
– To ludzie po szkoleniach, którzy są w stanie powiedzieć, jak należy się ubierać w zależności od sylwetki albo tego, czy dana kreacja będzie odpowiednia na daną okazję. Nasz przeszkolony personel to nowość na rynku – przekonuje projektantka.
Minge zaznacza, że nie ma obecnie planów, by FemeStage stało się osobnym podmiotem i zadebiutowało samodzielnie na giełdzie. W połowie lipca na główny parkiet przeszła z NewConnect spółka Esotiq & Henderson, do której należy FemeStage. W ubiegłym roku skonsolidowane przychody grupy wzrosły o niemal 17 proc. do ponad 110 mln zł, a zysk netto o 40 proc. do 4,9 mln zł. W dużej mierze to efekt zwiększenia sieci sprzedaży i wprowadzenia nowych produktów.
– Chcemy, żeby cała grupa była silna, wydaje mi się, że wyciąganie poszczególnych spółek nie ma sensu – wskazuje dyrektor kreatywna FemeStage. – Każda marka ma jakąś grupę, ale one ze sobą współpracują. To również duża wiedza, dzięki której wiemy, jak wybudować i zarządzać dużą siecią sprzedaży – analizuje Minge.
Spółki ARTNEWS S.A., notowana Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych i działająca na rynku mediów poświęconych sztuce, z głównym biurem operacyjnym w Nowym Jorku, oraz Brant Publications, Inc. podały do wiadomości publicznej warunki połączenia aktywów mediowych związanych z rynkiem dzieł sztuki dwóch spółek działających na rynku wydawniczym. Transakcja będzie skutkowała utworzeniem największego na świecie i najbardziej wpływowego wydawcy treści drukowanych i cyfrowych stanowiących obszerne i wyczerpujące artykuły naukowe, których autorzy szczegółowo zgłębiają opisywane zagadnienia, a także wiadomości i informacje na temat rynku sztuki oraz wywiadowni rynku sztuki.
Zgodnie z warunkami transakcji, spółki BMP Media Holdings, LLC, należąca do Brant Publications stanie się akcjonariuszem większościowym spółki ARTNEWS S.A. Spółka BMP Media Holding LLC dokona przeniesienia na rzecz ARTNEWS S.A. 100% udziałów własnościowych magazynów Art in America, The Magazine Antiques, Modern Magazine i powiązanych zasobów archiwalnych i cyfrowych. Po zakończeniu transakcji, BMP Media Holdings LLC obejmie w posiadanie kontrolny pakiet akcji w spółce ARTNEWS S.A. Magazyn Interview nie stanowi przedmiotu transakcji i będzie w dalszym ciągu prowadzony przez Brant Publications, Inc.
Po zakończeniu połączenia dwóch spółek, spółka ARTNEWS S.A. zachowa magazyn Art in America w swojej obecnej ofercie wydawniczej obejmującej 11 wydań w ciągu roku i wprowadzi nową pakietową ofertę prenumeraty magazynów drukowanych pod marką Art in America, w skład której wejdzie ARTnews, ze szczególnym uwzględnieniem wydań tematycznych, które okazały się niezwykle popularne wśród czytelników, jak na przykład odnotowujące najwyższe wyniki sprzedaży wydanie ARTnews “The World’s Top 200 Collectors”. Magazyny The Magazine Antiques i Modern Magazine będą publikowane jako wydania kwartalne.
Wszystkie serwisy mediowe poświęcone sztuce zostaną poddane konsolidacji w ramach jednej wspólnej platformy cyfrowej www.artnews.com, na której udostępnione zostaną wiadomości na temat rynku sztuki, obszerne zasoby archiwalne, obrazy i artykuły redakcyjne. Czytelnicy będą mieli dostęp do obszernych informacji na temat rynku sztuki i danych pozyskanych z raportów sporządzonych przez wywiadownię rynku sztuki; cyfrowa i międzynarodowa ekspansja grupy będzie dalszym ciągu odbywać się pod marką ARTNEWS.
Działania wywiadowni rynku sztuki jaką jest Skate’s będą w dalszym ciągu koncentrować się na dostarczaniu wiarygodnych i obiektywnych informacji, danych na temat rynku sztuki oraz raportów z badań dotyczących rynku dzieł sztuki.
Powyżej opisane transakcje są regulowane określonymi wymogami, w tym również wymogiem uzyskania zgody akcjonariuszy spółki ARTNEWS S.A. na przeprowadzenie wyżej wskazanych transakcji.
W ramach jednej transakcji, spółka powstała wskutek połączenia będzie posiadała niektóre z najważniejszych publikacji o tematyce kulturalnej, które dostarczają najbardziej kompletne treści oraz informacje na temat historii sztuk dekoracyjnych, sztuki klasycznej i wiadomości na temat rynku dzieł sztuki, oświadczył Peter M. Brant. Jednocześnie wzmocnimy nasze działania mające na celu wzajemne uzupełnienie oferowanych treści cyfrowych i wiadomości online na wszystkich platformach. Połączenie zasobów cyfrowych znajdujących się w posiadaniu Art in America z zasobami ARTnews zapewni spółce pozycję lidera zasobów online w obszarach sztuki i designu. Uważam, że ogromny potencjał tkwi w obszarze działalności Skate’s będącej wywiadownią rynku sztuki’.
Połączona spółka obejmie w posiadanie 52% udział w rynku drukowanych magazynów poświęconych dziełom sztuki w USA, której liczba czytelników treści cyfrowych przekracza dwa miliony unikalnych użytkowników na miesiąc, natomiast jej siedziba będzie mieścić się w Nowym Jorku. W celu polepszenia płynności akcji ARTNEWS S.A., spółka podejmie działania zmierzające do wprowadzenia jej akcji w roku 2016 na giełdę papierów wartościowych w Niemczech (Deutsche Boerse).
Dzięki temu połączeniu, zmieniona spółka ARTNEWS S.A. uzyska wymaganą skalę i pozycję rynkową, zapewniającą utrzymanie i wzmocnienie naszej pozycji lidera na rozwijającym się rynku mediów poświęconych sztuce. Naszym celem jest dalsze zapewnienie reklamodawcom dostępu do najbardziej wymagającej grupy miłośników rynku sztuki jak również poszerzania zakresu informacji oferowanych naszym czytelnikom. Wkrótce – dzięki planowanym inwestycjom – wszystkie treści drukowane znajdą się na nowych serwisach cyfrowych, tak aby artnews.com ugruntował pozycję niekwestiowanego lidera w dostarczaniu treści cyfrowych miłośnikom sztuki na rynku w Ameryce Północnej i Europie – oświadczyła Izabela Depczyk, która będzie w dalszym ciągu pełnić funkcję Dyrektora Generalnego spółki ARTNEWS S.A.
Właśnie zakończyła się czwarta edycja Volvo Gdynia Sailing Days. Przeszło 1200 żeglarzy rywalizowało w tych regatach – drugich, co do wielkości w basenie Morza Bałtyckiego. Przy okazji tej niezwykłej imprezy Volvo zaprezentowało nowy model V60 Cross Country.
Największe w Polsce
W tym roku te największe regaty w Polsce trwały od 9 do 26 lipca. Volvo było partnerem tytularnym tej imprezy już po raz czwarty. Jak co roku Volvo Gdynia Sailing Days gromadzi na stracie najlepszych zawodników walczących o prymat w kilkunastu klasach żeglarskich. W gdyńskim święcie żeglarstwa wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób, które nie tylko obserwowały zmagania na wodzie, ale także czynnie brały udział w aktywnościach przygotowanych w miasteczku żeglarskim.
Arkadiusz Nowiński Prezes Volvo Car Poland
Cieszymy się, że od czterech lat wspieramy regaty, których renoma wykracza już znacznie poza granice Polski. Żeglarstwo to dla nas naturalny kierunek działań biznesowych. Jesteśmy szwedzką firmą, a ten kraj ma długą linię brzegową. Niemal w każdej, szwedzkiej zatoce znajduje się marina pełna różnych jednostek pływających. Na szczeblu centralnym Volvo organizuje załogowe regaty dookoła świata: Volvo Ocean Race. W Polsce patronujemy imprezie w Gdyni, a także wspieramy kapitana Gutkowskiego i pomagamy wyłowić olimpijskie talenty w ramach projektu Volvo Youth Sailing Team przy PZŻ – powiedział Arkadiusz Nowiński, Prezes Volvo Car Poland.
Olimpijskie nadzieje
W Gdyni obecni byli także przedstawiciele Volvo Youth Sailing Team, czyli młodych żeglarzy przygotowujących się do igrzysk olimpijskich Tokyo 2020.
W zeszłym roku wprowadziliśmy program Volvo Youth Sailing Team Poland, którym objętych zostało kilkunastu najmłodszych sportowców. W tej edycji, postawiliśmy nie na ilość tylko na jakość i zaprosiliśmy do udziału pięciu najlepiej rokujących zawodników – powiedział Tomasz Chamera, Wiceprezes ds. sportu Polskiego Związku Żeglarskiego.
Wsparcie od marki Volvo umożliwiające doskonalenie swoich umiejętności otrzymali wybrani najlepsi zawodnicy polskiej młodzieżowej kadry narodowej, stanowiący bezpośrednie zaplecze kadry olimpijskiej. Wśród nich znaleźli się: Radosław Furmański reprezentujący olimpijski windsurfing (aktualny mistrz świata i Europy juniorów), Ewa Romaniuk i Katarzyna Goralska startujące od tego roku w klasie 470 (mistrzynie Europy juniorów, 3 miejsce w mistrzostwach świata ISAF w klasie 420), Agata Barwińska w klasie Laser Radial (młodzieżowa mistrzyni świata), Błażej Ożóg w Kiteboardingu (4 zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata).
Żagle i… samochody
Podczas regat wspieranych przez Volvo nie mogło zabraknąć pięknych aut. W miasteczku żeglarskim był eksponowany najnowszy model V60 Cross Country. Ten crossover bazujący na modelu V60, ma spory prześwit nadwozia (20,5 cm), dzięki czemu auto dzielnie spisuje się w lekkim terenie. V60 Cross Country jest dostępne z napędem na cztery koła w odmianie benzynowej T5 AWD i z Dieslem – D4 AWD. W ofercie pojawią się także odmiany przednionapędowe.
Fani żeglarstwa i motoryzacji mogli podziwiać także najnowszego, flagowego SUV-a – XC90, a także gamę aut w odmianie Volvo Ocean Race. Prawdziwą ozdobą stoiska było zabytkowe Volvo P1800 ES, wyposażony w dwulitrowy silnik o mocy 135 KM, pochodzący z 1972 roku. Obok niego eksponowano skuter Vespa PX 125 z unikalnym, ręcznym malowaniem Swanskiego.
Dynamiczna poniedziałkowa kontynuacja osłabienia się dolara na dwa dni przed posiedzeniem Fed wyraźnie wskazuje, że rynek spodziewa się gołębich sygnałów. Wtorkowy poranny wzrostu kursu euro można traktować jako korektę tej tendencji. Inwestorzy mogą być pod wrażeniem prognoz ekonomistów rezerwy federalnej, zakładających wolniejszy wzrost amerykańskiej gospodarki. Ich częściowa weryfikacja może nastąpić już w czwartek, gdy opublikowane zostaną wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Brak wiary w zaostrzenie polityki pieniężnej potwierdza też zachowanie amerykańskich obligacji, których rentowność od połowy lipca idzie konsekwentnie w dół.
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank PolskaRynki akcji i surowców znajdują się najwyraźniej pod negatywnym wpływem obaw związanych z chińską giełdą i gospodarką. Największe od lat tąpnięcie indeksów w Szanghaju odbiło się mocno na pozostałych parkietach oraz na notowaniach miedzi. Zaskakujące na tym tle zachowanie akcji KGHM i WIG20 po deklaracjach dotyczących podatku od wydobycia miedzi i srebra pokazuje, że warszawskich inwestorów przed wyborami może czekać jeszcze wiele niespodzianek i zwrotów sytuacji.
Piętno na rynkach wywiera także przebieg negocjacji w sprawie pomocy dla Grecji. Z jednej strony pojawiają się żądania kolejnych reform, z drugiej rośnie opór przed dokapitalizowaniem greckich banków.
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Dziś rano USD odnotował najnowsze lokalne minima: para EUR/USD testuje obszary powyżej poziomu 1,1000, natomiast para USD/JPY – poniżej poziomu 123,55 po tym, jak w ubiegły piątek w okolicach zamknięcia sesji nowojorskiej inwestorzy stawali się coraz bardziej niechętni do podejmowania ryzyka.
John J Hardy, Saxo Bank
Podobnie wygląda początek tego tygodnia w sesji azjatyckiej – ceny chińskich akcji straciły na wartości (mimo iż lokalne regulacje praktycznie wykluczają możliwość sprzedaży) po informacji o rozczarowujących zyskach sektora przemysłowego. W chwili, gdy piszę te słowa, spadek cen chińskich akcji wręcz zyskuje na intensywności.
Według Hiroshiego Nakaso z Bank of Japan, zasadnicza część skutków spadku cen ropy na CPI w ujęciu rok do roku odczuwalna będzie latem, jednak sytuacja inflacyjna wydaje się w dalszym ciągu ulegać poprawie. BoJ najwyraźniej woli trzymać kciuki za tę poprawę w nadziei, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku, zamiast zdecydowanie zasygnalizować możliwość wdrożenia ewentualnych planów awaryjnych.
Naturalnie, największe ryzyko dla BoJ wiąże się z dalszym pogorszeniem sytuacji w Chinach prowadzącym do znacznej dewaluacji juana, jednak pomimo ostatnich informacji o rozszerzaniu widełek i olbrzymim odpływie kapitału kurs juana na razie pozostaje względnie stabilny – a właściwie, należałoby powiedzieć, że to Chiny utrzymują go na relatywnie stabilnym poziomie.
W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem związanym z ryzykiem będzie posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku w najbliższą środę, mimo iż można się zastanawiać, jak mocno rynek zareaguje na retorykę Rezerwy Federalnej po ostatnim wystąpieniu prezes Fed, Janet Yellen, które nie wpłynęło na zmianę oczekiwań dotyczących podwyżki stóp.
Wykres: EUR/GBP
Akcją na rynkach rządzi obecnie podejście inwestorów do ryzyka, co uderza w bardziej wrażliwe na ten czynnik waluty (takie jak dolary surowcowe czy GBP). Para EUR/GBP dziś rano pokonała ostatnie poziomy oporu i może nastąpić gwałtownysqueeze w górę, o ile podejście do ryzyka pozostanie defensywne.
Podsumowanie w koszyku G-10:
USD: kurs waluty jest w najlepszym razie przeciętny w związku z awersją do ryzyka – aby USD ponownie się umocnił, zarówno apetyt na ryzyko, jak i oczekiwania rynku po posiedzeniu FOMC w najbliższą środę powinny wzrosnąć.
EUR: euro to preferowana waluta w kontekście awersji do ryzyka, co wyraźnie widać po dzisiejszej porannej akcji. Zwróćmy uwagę na fakt, iż dziś rano para EUR/AUD odnotowała tegoroczne maksima.
JPY: para USD/JPY znalazła się poniżej poziomu wsparcia, mimo iż awersja do ryzyka w tym momencie wspiera JPY w znacznie mniejszym stopniu, niż EUR – być może ze względu na fakt, iż pozycjonowanie w EUR jest bardziej intensywne?
GBP: funt szterling nie lubi awersji do ryzyka, przez co para EUR/GBP znalazła się w okolicy ostatniej linii oporu (0,7100), przy czym w przypadku, gdyby podejście do ryzyka w najbliższym czasie nie uległo poprawie, możliwy jest dalszy squeeze. Jutro poznamy szacunkowy brytyjski PKB w II kwartale.
CHF: piątkowe zamknięcie w parze EUR/CHF było bardzo interesujące – na najwyższym poziomie od marca – jednak może to być wpływ nie tyle słabego franka, co mocnego euro. Gdyby jednak pierwsza odpowiedź była słuszna, byłoby to znacznie bardziej interesujące – przynajmniej w parze USD/CHF – w sytuacji powrotu apetytu na ryzyko i wzrostu rentowności w oczekiwaniu na podwyżki stóp Fed. Obserwujmy jednak uważnie sytuację techniczną.
AUD: dolar australijski może być w tym tygodniu najsłabszą z walut w związku z cenami surowców i fatalnym otwarciem sesji dla chińskich rynków akcji.
CAD: awersji do ryzyka towarzyszy spadek cen ropy, przez co zarówno USD, jak i CAD są wyjątkowo słabe. W parze USD/CAD pierwszym ważnym poziomem wsparcia jest obszar 1,3000.
NZD: waluta chwilowo unika dalszego osłabienia ze względu na fakt, iż większą uwagę przykłada się obecnie do kursu AUD, który spycha parę AUD/NZD w dół. Wyjątkowo duża awersja do ryzyka z pewnością jednak nie udzieli wsparcia NZD. Przewiduję, że para AUD/NZD w końcu uzyska wsparcie, jeżeli nie w obszarze 1,1000, to w rejonach poziomu 1,0900.
SEK: w kontekście awersji do ryzyka nastroje inwestorów wobec SEK są negatywne; wydaje się, że para EUR/SEK dąży do umocnienia po tym, jak testy rejonów powyżej ostatniego oporu na poziomie 9,40/42 nie zostały odrzucone. Obszar 9,60 to kolejny główny poziom oporu.
NOK: niskie ceny ropy w połączeniu z awersją do ryzyka mogą spowodować dalsze umocnienie w parze EUR/NOK w kierunku poziomu 9,25 lub wyżej.
Modernizację systemu poboru opłat w najbliższym roku planuje 60% właścicieli i operatorów płatnych dróg na świecie. Połowa z nich zainwestuje w rozwiązania technologiczne, które odgrywają coraz większą rolę w generowaniu większych przychodów – wzrost efektywności systemu opłat przynosi większe korzyści niż sam wzrost wykorzystania płatnych dróg. 76% operatorów rozważa wprowadzenie systemu bezgotówkowego, a 35% wprowadzenie lub rozwinięcie otwartych systemów bez punktów poboru opłat.
Technologia głównym źródłem wzrostu efektywności
Z badania KPMG, opartego na danych zebranych od ponad 40 operatorów płatnych dróg na całym świecie, wynika, że branża dąży do zwiększenia wydajności poprzez stosowanie zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Już 91% operatorów płatnych dróg posługuje się elektronicznym systemem poboru opłat (ang. Electronic Toll Collection, ETC), a 43% firm stosuje otwarty system opłat bez punktów poboru (ang. Open Road Tolling, OTR). Jednocześnie do tej pory zaledwie 27% firm zrezygnowało zupełnie z opcji płacenia gotówką.
Coraz powszechniejsze wykorzystywanie elektronicznych systemów poboru opłat powoduje szybki wzrost ich interoperacyjności. Obejmuje ona już 65% badanych operatorów.
W zasadzie wszyscy respondenci podkreślają znaczenie interoperacyjności. Dla użytkownika interoperacyjność oznacza jeden system poboru współpracujący z wieloma operatorami. Dobry jest tu przykład włoski, gdzie pobieramy jeden bilet i płacimy za przejazd tylko raz, poruszając się po odcinkach autostrad zarządzanych przez różne spółki. Prędzej czy później w Polsce także będziemy musieli się zmierzyć z tą kwestią
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.
What is/are the types of toll collection approaches currently used by your agency?
Źródło: KPMG International, 2015
Ponad połowa respondentów (53%) przyznaje, że w ciągu ostatnich pięciu lat dokonała modernizacji swojego systemu poboru opłat, a kolejne 40% twierdzi, że modernizacje są wykonywane na bieżąco. Wśród 60% operatorów, którzy planują poważne inwestycje w najbliższym roku, 45% chce zmodernizować system poboru opłat, natomiast 50% sygnalizuje konkretne plany zainwestowania w rozwiązania technologiczne lub oprogramowanie.
Właściciele i operatorzy systemów poboru opłat często mają niewielki margines swobody dla zwiększania przychodów poprzez regulowanie wysokości opłat (80% ma sztywne stawki narzucane ustawowo lub za pomocą kontraktów), w związku z czym starają się optymalizować wykorzystanie istniejącej infrastruktury. Badanie KPMG wskazuje, że takie działania koncentrują się głównie na technologii. W ostatecznym rachunku tego typu inwestycja przyniesie właścicielom infrastruktury wyższe dochody
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.
If your agency is planning and/or undertaking any major capital improvement initiatives over the next fiscal year, please specify:
Źródło: KPMG International, 2015
Rośnie popularność systemów bezgotówkowych i otwartych systemów poborów opłat
Jak wynika z badania KPMG, 76% firm rozważa wprowadzenie systemu bezgotówkowego, a 35% wprowadzenie lub rozwinięcie systemów typu Open Road Tolling (bez punktów poboru opłat). Głównym celem jest optymalizacja kosztów działalności.
Większość (83%) operatorów płatnych dróg korzystających z elektronicznych systemów poboru opłat zaobserwowała wzrost wydajności systemu w pierwszych 5 latach od jego wprowadzenia. Zdaniem respondentów to nie większe wykorzystywanie sieci było głównym powodem wzrostu, a lepsza efektywność procesów, w tym wzrost egzekwowalności opłat oraz redukcja zatrudnienia, które były możliwe dzięki wprowadzaniu elektronicznych lub otwartych systemów poboru opłat
Z polskiego punku widzenia to bardzo ciekawy trend. Operatorzy systemów poboru opłat przykładają dużą wagę do efektywności kosztowej samego poboru i na tym obszarze będą się w najbliższym czasie koncentrować. Wzrost zysków z infrastruktury może wynikać raczej z oszczędności i optymalizacji, niż ze zwiększenia popytu
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.
What strategies has your agency considered implementing to make toll collection more cost-effective?
Źródło: KPMG International, 2015
Problemy z egzekwowaniem opłat od właścicieli samochodów zarejestrowanych za granicą
Egzekwowanie opłat ma podstawowe znaczenie dla powodzenia przedsięwzięć opartych na poborze opłat za korzystanie z dróg. Jest to jednocześnie poważne wyzwanie w związku z rosnącym upowszechnianiem się systemów typu ORT oraz ETC na świecie. Wielu operatorów z trudem optymalizuje funkcje egzekwowania i pobierania opłat – w szczególności w przypadku pojazdów zagranicznych oraz samochodów wynajmowanych.
Jedynie co czwarty operator (26%) uznał, że jest w stanie skutecznie lub bardzo skutecznie odszukać właścicieli zagranicznych pojazdów w przypadku naruszeń. Większość (85%) przyznała wręcz, że nie ścigają za naruszenia dokonywane przez pojazdy zarejestrowane poza granicami kraju.
Z badania KPMG wynika jednak, że operatorzy dróg płatnych w szybkim tempie przyswajają nowe technologie, które umożliwiają im udoskonalenie systemów walki z naruszeniami (ang. Violation Enforcement System, VES). Ponad połowa operatorów (59%) już korzysta z technologii takich jak telewizyjne systemy dozorowe CCTV oraz z automatycznych czytników tablic rejestracyjnych w celu identyfikacji sprawców naruszeń.
Wielu nabywców mieszkań nadal wspomina ceny, które były notowane na początku minionej dekady. Wówczas 1 mkw. typowego mieszkania w stolicy kosztował około 3000 zł – 3500 zł. Trzeba jednak pamiętać, że trzynaście lat temu wynagrodzenia też różniły się od obecnych stawek.
Wzrost płac lepiej zarabiających pracowników w połączeniu ze stabilizacją cen lokali, wciąż kompensuje skutki boomu kredytowego. Na powrót dostępności mieszkaniowej do poziomu z 2002 roku, musimy jednak poczekać.
Tylko w jednym mieście sytuacja jest lepsza niż 13 lat temu
W polskich warunkach analiza dostępności metrażu jest utrudniona. Wiąże się to z faktem, że NBP dopiero pod koniec 2006 r. rozpoczął regularny monitoring cen na największych rynkach. Wcześniejsze dane trzeba pozyskiwać z innych źródeł (zobacz założenia pod wykresem i tabelą). Informacje dotyczące średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, są łatwiej dostępne. W każdym z analizowanych miast, ten wskaźnik nie obejmuje wynagrodzeń wypłaconych z tytułu umów cywilnoprawnych i płac ustalanych przez mikrofirmy (zatrudnienie do 10 osób). Mimo wspomnianych ograniczeń, średni poziom wynagrodzenia podawanego przez GUS, dobrze odzwierciedla różnice pomiędzy lokalnymi rynkami pracy – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Warto również pamiętać, że zakup mieszkania na kredyt jest praktycznie niemożliwy dla tych osób, które zarabiają znacznie mniej od „gusowskiej” średniej.
Zmiany dostępności mieszkaniowej można łatwo prześledzić na poniższym wykresie. Uwagę zwraca podobny przebieg zmian we wszystkich miastach. Od 2002 r. do 2007 r. ceny metrażu wyprzedzały podwyżki wynagrodzeń – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Ten proces stał się widoczny zwłaszcza po wstąpieniu Polski do UE. Jego efektem był spadek metrażu dostępnego za średnie wynagrodzenie netto. Sytuacja zmieniła się po zakończeniu boomu kredytowego. Od 2008 r. można zauważyć wzrost dostępności metrażu na terenie Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia i Poznania. Tylko w dwóch miastach ten proces nie był ciągły (patrz zmiany dotyczące Warszawy i Wrocławia w 2010 r.).
Największe powody do narzekań mają mieszkańcy stolicy
Ciekawie przedstawiają się również szczegółowe informacje o dostępności mieszkaniowej (patrz poniższa tabela). Na podstawie tych danych można wywnioskować, że w 2007 r. relacja między przeciętną płacą i cenami metrażu, była skrajnie niekorzystna. Nawet w Łodzi za średnie wynagrodzenie netto można było kupić jedynie 0,42 mkw. przeciętnego mieszkania. Analogiczny wynik dla Krakowa spadł poniżej 0,30 mkw. Ta zmiana wymusiła spadki cen, które rozpoczęły się szybciej niż w innych metropoliach. Dzięki dostosowaniom cenowym, krakowski rynek szybko zmniejszył dystans do innych miast oraz wyników z 2002 r. W ubiegłym roku, statystyczny krakowianin za swoją pensję netto mógł kupić metraż o 6% mniejszy niż dwanaście lat wcześniej. Analogiczne wyniki dla pozostałych miast wynoszą:
-20% (Warszawa)
+12% (Łódź)
-15% (Wrocław)
-10% (Poznań)
Warto zwrócić uwagę, że tylko w Łodzi dostępność mieszkaniowa przekroczyła poziom z 2002 r. Największa różnica powierzchni dostępnej za średnie wynagrodzenie (2002 r. – 2014 r.), jest widoczna w Warszawie.
Zmiany dostępności metrażu w pięciu krajowych metropoliach (2002 r. – 2014 r.)*
Nazwa miasta →Rok analizy ↓
Warszawa
Kraków
Łódź
Wrocław
Poznań
Metraż dostępny za średnie wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw (mkw.)
2002 r.
0,64
0,53
0,60
0,62
0,63
2003 r.
0,66
0,54
0,66
0,58
0,64
2004 r.
0,64
0,51
0,53
0,58
0,58
2005 r.
0,51
0,43
0,53
0,53
0,57
2006 r.
0,43
0,32
0,53
0,35
0,52
2007 r.
0,33
0,29
0,42
0,34
0,38
2008 r.
0,35
0,32
0,44
0,40
0,40
2009 r.
0,40
0,36
0,49
0,44
0,46
2010 r.
0,39
0,38
0,51
0,42
0,46
2011 r.
0,44
0,40
0,52
0,44
0,50
2012 r.
0,49
0,43
0,60
0,48
0,55
2013 r.
0,51
0,48
0,65
0,52
0,56
2014 r.
0,51
0,50
0,67
0,53
0,57
Sumaryczna zmiana (2014 r. – 2002 r.)
-20%
-6%
+12%
-15%
-10%
* Założenia: do celów obliczeniowych przyjęto, że średnie wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw wynosi 72% analogicznej stawki brutto. Obliczenia opierają się na średnich cenach 1 mkw. mieszkań. Od 2007 r. uwzględniono średnie stawki transakcyjne według danych NBP. Wcześniejsze stawki zostały przyjęte na podstawie danych REAS i RedNet.Źródło: opracowanie własne na podstawie danych NBP, REAS, RedNet i Urzędu Statystycznego w Krakowie.
Do końca obecnej dekady dostępność metrażu we wszystkich analizowanych miastach powinna znacznie przekroczyć poziom z 2002 roku. To nie oznacza jednak, że sytuacja nabywców lokali będzie bardzo dobra. W praktyce komfortowy zakup jest możliwy, gdy średnia cena 1 mkw. odpowiada przeciętnej płacy netto.
Według naukowców z University of California, opinie konsumenckie w Internecie mają niebagatelne znaczenie dla rozwoju biznesu. Podwyższenie średniej oceny o pół gwiazdki gwarantuje 19-procentowy wzrost zainteresowania danym sklepem czy usługodawcą, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z restauracją, firmą zajmującą się czyszczeniem dywanów czy psim fryzjerem. Nic dziwnego, że sklepy internetowe walczą o podskoczenie choćby o jedną lokatę w rankingu. Negatywne opinie – w oczach wielu przedsiębiorców – są plamą na honorze. Plamą, której najlepiej jak najszybciej się pozbyć, wykorzystując do tego każdy możliwy sposób…
Wszystkie chwyty dozwolone
Pod koniec zeszłego roku sieć zawrzała po informacji o niecodziennej opłacie, jaką jeden z brytyjskich hoteli ściągnął z karty kredytowej swoich gości. Para na jednym z serwisów konsumenckich negatywnie oceniła czystość pokoju, w którym nocowała podczas urlopu. Krytycznie wyraziła się też o stanie mebli i śniadaniach serwowanych w hotelowym bistro. Właściciele hotelu zamiast odnieść się do uwag zamieszczonych w opinii, nałożyli na parę… 100 funtów grzywny.
W tym samym roku odbył się też pewien feralny ślub w miejscowości Hudson w stanie Nowy Jork. Jeden z weselnych gości nie był do końca zadowolony z usług świadczonych przez hotel, w którym zorganizowano uroczystość. Swoimi przemyśleniami podzielił się w sieci. Po kilku dniach otrzymał od właścicieli przybytku e-maila, w którym domagali się oni natychmiastowego usunięcia negatywnej opinii. Niezastosowanie się do tej prośby miało skutkować nieoddaniem młodej parze 500 dolarów kaucji.
Co łączy te historie? Z pewnością to, że żadna z nich nie skończyła się po myśli przedsiębiorcy. Postawa właścicieli hoteli wywoła w Internecie burzę. Temat podchwyciła zarówno prasa, jak i media społecznościowe. Oba pensjonaty szybko wycofały się ze swoich roszczeń wobec gości, jednak niewiele pomogło to ich nadszarpniętemu wizerunkowi.
Groźbą, nie prośbą
Przykładów podobnych działań nie trzeba jednak szukać za wielką wodą. Serwis Opineo.pl został w zeszłym roku pozwany przez jedną z firm sprzedających software do rozliczania faktur. Firma żądała od serwisu usunięcia niepochlebnych komentarzy użytkowników o oferowanym przez nią produkcie.
Sąd uznał jednak, że krytyka usług i towarów sprzedawanych przez przedsiębiorcę leży w interesie społecznym, a przedsiębiorca prowadzący publiczną działalność musi liczyć się z niepochlebnymi komentarzami. Wszelkie zarzuty wobec Opineo zostały oddalone. Orzeczenie sądu daje konsumentom jasny sygnał, że nie muszą obawiać się wyrażania swoich opinii w Internecie, a treść ich komentarzy nie powinna być poddawana cenzurze. Ważne jednak, by odbywało się to zgodnie z zasadą „opiniuj, ale nie obrażaj”. Stek hejtu i przekleństw nigdy nie będzie ciekawym materiałem dla ocenianego sprzedawcy czy pozostałych konsumentów. Z takich „opinii” nie można też wyciągnąć konstruktywnych wniosków ani z nimi polemizować.
Jak reagować na negatyw?
Każda firma prowadząca działalność w Internecie musi liczyć się z tym, że w którymś momencie ktoś źle oceni poziom świadczonych przez nią usług czy sprzedawanych produktów. Jednak obecnie firmy są osądzane nie tyle po tym, ile krytyki na nie spływa, ale jak na nią reagują.
Historia pełna jest takich przykładów. Apple po apelu bloggera oburzonego faktem, że firma nie prowadzi wymiany zużytych baterii w iPodach, zmieniło swoją politykę i umożliwiło zakup nowej części. Play po negatywnym odzewie ze strony klienta niezadowolonego z czasu przenoszenia numeru do sieci, przeprosił go w niecodzienny sposób. Oba case’y są przedstawiane jako wzorowy sposób radzenia sobie w sytuacji kryzysowej.
Z kolei usuwanie komentarzy tylko z tego powodu, że są krytyczne, może zaszkodzić wizerunkowi firmy, a w konsekwencji przełożyć się na rzeczywiste straty finansowe. Świadczy też o tym, że firma nie bierze pod uwagę potencjału, który jest podstawą handlu. Mowa o powracających klientach. Usunięcie komentarza zamyka przedsiębiorcy drogę do przeciągnięcia niezadowolonego konsumenta na jego stronę. A jak pokazują badania, szanse na to są całkiem spore. Według Retail Consument Report aż 18% niezadowolonych nabywców staje się lojalnymi klientami sklepu, jeśli sklep rozwiąże problem po ich myśli. A według Opineo ponad 60% kupujących jest w stanie wybaczyć sklepowi potknięcia, jeśli dostanie w zamian rabat, gratisy lub… usłyszy zwykłe „przepraszam”.
Skutki embarga wprowadzonego przez Rosję w sierpniu 2014 r., choć widoczne w sektorze rolno-spożywczym, nie są aż tak dotkliwe, jak początkowo obawiali się przedsiębiorcy. Nie wszystkie branże też w jednakowym stopniu odczuły konsekwencje ograniczeń współpracy z Rosją – wynika z raportu Banku BGŻ BNP Paribas „Wpływ ograniczeń handlowych wprowadzonych przez Rosję na sektor rolno-spożywczy w Polsce” przygotowanego we współpracy z przedstawicielami firm z sektora rolno-spożywczego. Na spadek eksportu żywności do Rosji, oprócz wprowadzonego embarga, przełożył się także spadek dynamiki PKB i osłabienie rubla oraz zakaz importu wieprzowiny w związku z afrykańskim pomorem świń (ASF). Jak wynika z raportu Banku BGŻ BNP Paribas dla większości producentów krajowych Rosja nie stanowiła podstawowego rynku zbytu. Wielu z nich, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, starało się unikać uzależnienia od wschodniego partnera, koncentrując się na sprzedaży swoich produktów na rynku krajowym i unijnym oraz poszukiwaniu nowych odbiorców poza UE.
W 2014 r., po dwóch latach bardzo dobrych wyników, polski eksport produktów rolno-spożywczych do Rosji odnotował spadek. Miało na to wpływ kilka czynników: pogorszenie sytuacji gospodarczej w Rosji, zakaz importu wieprzowiny z krajów Unii Europejskiej oraz wprowadzone embargo. Oznacza to, że ograniczenia wprowadzone przez Rosję były tylko jedną z przyczyn, które przełożyły się na ponad 30-procentowy spadek eksportu żywności do tego kraju. Warto podkreślić, że znacznie niższe były ceny eksportowanych towarów niż w poprzednim roku. Co ciekawe, produkty nieżywnościowe, które nie były objęte embargiem, również zanotowały 11 proc. spadek. – Pomimo, że Rosja nie stanowi głównego odbiorcy naszych produktów, to utrata tego rynku zbytu znacząco wpłynęła na wielkość i kierunek przepływów w handlu żywnością. Embargo nałożone na kraje Unii Europejskiej i utrata rosyjskiego rynku przyczyniły się do zaostrzenia konkurencji wśród unijnych dostawców żywności nie tylko w handlu wewnątrz UE, ale również na rynkach trzecich – powiedział Bartosz Urbaniak, członek Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas. Wiele też podmiotów w łańcuchu produkcji i dystrybucji żywności odczuło pośrednio lub bezpośrednio skutki rosyjskiego embarga – dodał Bartosz Urbaniak.
Pogorszenie w branży mleczarskiej
Po dynamicznym okresie wzrostów eksportu artykułów mlecznych, branża zanotowała spadek. W okresie sierpień-grudzień 2014 r. wyniósł on ponad 5 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2013 r. Do tego przyczyniły się również obniżki cen większości artykułów mlecznych. Spadek eksportu pogłębił się znacznie w pierwszym kwartale br. i wyniósł 20 proc. w stosunku do trzech pierwszych miesięcy ubiegłego roku.
W 2014 r. masło i sery dojrzewające potaniały średnio o 25 proc., odtłuszczone mleko w proszku o 40 proc., zaś mleko w skupie o 20 proc. Te dane pokazują, że embargo było tylko dodatkowym, a nie kluczowym czynnikiem powodującym obniżki cen i nie zmieniło diametralnie sytuacji na rynku mleka.
Kłopoty producentów owoców i warzyw
Dla polskich przedsiębiorców Rosja była największym zagranicznym odbiorcą jabłek, pomidorów, pieczarek oraz mrożonek. Po wprowadzeniu embarga Polska zwiększyła eksport do krajów unijnych, jednak w przypadku jabłek odnotowano niższą sprzedaż zarówno do krajów UE, jak i poza jej granice. W efekcie wprowadzonych ograniczeń polscy producenci owoców i warzyw musieli zmierzyć się z nadwyżkami zbiorów. Łączny eksport owoców i warzyw świeżych oraz grzybów w okresie od sierpnia 2014 r. do marca 2015 r. wyniósł 1,13 mln t i był o 17 proc. mniejszy niż w tym samym okresie rok wcześniej. Eksport jabłek do Rosji zmniejszył się ogółem o 19 proc., a do krajów poza UE aż o 37 proc. Wyraźny wzrost eksportu Polska zanotowała na Białoruś i do Serbii, które reeksportowały jabłka do Rosji. Eksport do Unii Europejskiej wzrósł w szczególności w pierwszym kwartale 2015 r. Ze względu na wysokie zbiory większości owoców i warzyw, ich ceny w sezonie 2014/2015 byłyby znacząco niższe także w sytuacji, gdyby embargo nie zostało wprowadzone.
Producenci drobiu liczą zyski, a producenci wieprzowiny straty
Branża drobiarska nie ucierpiała w wyniku wprowadzonego embarga. Nasz eksport nieprzetworzonego mięsa drobiowego na rynek rosyjski był niewielki, a w związku z tym, że Brazylia zwiększyła eksport do Rosji, na rynku unijnym pojawiło się większe zapotrzebowanie, które zagospodarowali właśnie polscy producenci.
Producenci wieprzowiny natomiast wyraźnie odczuli pogorszenie swojej sytuacji w 2014 r. Na kondycję tego sektora wpłynęło nie tylko wprowadzone embargo, ale również pojawienie się ognisk ASF oraz znaczne obniżki cen żywca. Spadek eksportu do krajów poza UE był rekompensowany wzrostem sprzedaży na rynek unijny, czemu sprzyjały stosunkowo niskie ceny żywca w Polsce, średnio o 3 proc. niższe niż na rynku niemieckim. W pierwszym kwartale 2015 r. sprzedaż na rynek unijny wzrosła w skali roku o 28 proc., zaś sprzedaż do krajów spoza UE zmalała o 40 proc. Wprowadzenie ograniczeń w handlu z Rosją zbiegło się w czasie z wysoką podażą surowców rolnych zarówno w Polsce, jak i na świecie, co przełożyło się na spadki cen większości produktów rolno-spożywczych.
Przedsiębiorcy potwierdzają opinie analityków
Zawarte w publikacji opinie przedstawicieli producentów są zbieżne z powyższymi tezami. Przedsiębiorcy zgadzają się, że przyczyny obecnej sytuacji są złożone, zaś rosyjskie ograniczenia handlowe to tylko jedna ze składowych. Ograniczone znaczenie embarga wynika również z faktu, że polscy producenci kierując się doświadczeniem z poprzednich lat w większości nie traktowali rynku rosyjskiego, jako podstawowego rynku, na którym opierali swą sprzedaż.
– Wierzymy, że wspólnie, tzn. przedstawiciele sektora, administracja publiczna i pozostałe instytucje z otoczenia branży, w tym Bank BGŻ BNP Paribas, jesteśmy w stanie rozwiązywać pojawiające się problemy lub przynajmniej w dużym stopniu łagodzić ich skutki. Dzięki temu polski sektor rolno-spożywczy będzie mógł nadal dynamicznie się rozwijać, zapewniając miejsca pracy i przyczyniać się do rozwoju gospodarczego naszego kraju – mówi Bartosz Urbaniak.
Embargo było impulsem dla producentów do poszukiwania nowych rynków, na których do tej pory nie byli obecni. Często w tym kontekście wspomina się o krajach afrykańskich i azjatyckich. Polski sektor rolno-spożywczy dobrze poradził sobie z łagodzeniem skutków embarga. W przypadku niektórych produktów sprzedaż na inne rynki pokryła w całości utratę rynku rosyjskiego. Przykładem może być zwiększona sprzedaż mleka w proszku do Algierii lub pieczarek na Białoruś. Jednak w przypadku części, chociażby jabłek, dla których Rosja stanowiła bardzo ważny kanał zbytu, zagospodarowanie całości zbiorów było znacznie trudniejsze i wymagało zwiększenia konsumpcji krajowej, wsparcia programami unijnymi i większej sprzedaży jednocześnie na wiele innych niż rosyjski rynków.
Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2014 r. najbardziej obleganymi ośrodkami kształcenia wyższego były politechniki, a najchętniej wybieranym kierunkiem studiów – informatyka. Choć większość uczelni zakończyło już pierwszy etap rekrutacji, nadal trwa nabór na studia drugiego stopnia. Jak spośród bogatej oferty edukacyjnej wybrać kierunki i specjalizacje, które zagwarantują sukces na arenie zmagań zawodowych?
Prym kierunków technicznych – nadal za mało
MNiSW podaje, że w 2014 roku na pierwszy rok studiów dziennych uczelni publicznych przyjętych zostało ponad 250 tys. studentów. Gdyby wszyscy z nich zdecydowali się zamieszkać w jednym miejscu, stworzyliby osiedle większe niż warszawski Mokotów. Trwający niż demograficzny nie wpłyną więc na statystyki uczelni. W odniesieniu do roku 2013, te publiczne zanotowały zaledwie 2% spadek. Co ciekawe, odwrotnie do tendencji z lat 90., najczęściej wybieranymi są kierunki o profilu technicznym. Choć kandydatów na studia inżynierskich przybywa, jednak nadal są branże, które cierpią z powodu deficytu specjalistów. Jak wynika z wyliczeń firmy BPSC w nowych technologiach brakuje ok. 50 tys. pracowników. Chętnych by tę lukę wypełnić nadal jest zbyt mało.[1]
Profity już na studiach
Studenci, którzy kilka lat temu zdecydowali się na wybór kierunku z listy tych zamawianych[2] – czyli informatyki, mechaniki, automatyki, robotyki itd. – jako absolwenci nie spotykają się raczej z Urzędem Pracy i wnioskiem o uznanie statusu bezrobotnego. Już na studiach otrzymywali „gratyfikacje” dużo wyższe, niż ich koledzy na wydziałach humanistycznych. Osoby osiągające dobre wyniki na wybranych specjalizacjach, mogły liczyć na stypendia nawet w wysokości 1000 zł miesięcznie, a także dodatkowe formy kształcenia poszerzające ich wiedzę i kompetencje, organizowane przy współpracy z czołowymi pracodawcami. – Na stałe współpracujemy z 6 uczelniami wyższymi w Polsce, m.in. z Politechniką Łódzką, również z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu– podkreśla Marek Bartosik, manager poznańskiego oddziału GFT Polska – Na organizowanych przez nas zajęciach przekazujemy studentom praktyczne umiejętności oraz dajemy możliwość poznania warunków pracy dla największych banków inwestycyjnych na świecie. Nasi specjaliści poprowadzą warsztaty przybliżające wiedzę m.in. z zakresu języków programowania oraz baz danych.
Wybierając kierunek techniczny, studenci otrzymują także dostęp do szerokiej oferty staży i praktyk, umożliwiających im pracę w zawodzie jeszcze podczas nauki. – Organizujemy programy stażowe dla studentów w Polsce i za granicą. W trakcie ich trwania biorą oni udział w 60 szkoleniach technicznych, miękkich oraz z wiedzy specjalistycznej (finanse i bankowość). Po ich odbyciu, aż 80% uczestników znajduje zatrudnienie w naszych szeregach – mówi Marek Bartosik, GFT Polska.
Dobra praca się opłaca
Wybór kształcenia się w dziedzinie IT, przekłada się nie tylko na zatrudnienie, ale i na dobre wynagrodzenie w przyszłości. Z badań Pracuj.pl, wnika że najwyższą pensję w Polsce w 2014 otrzymywał architekt IT.[3] Specjalista na tym stanowisku może zgarnąć pensję wynoszącą prawie trzykrotność średniej krajowej – 12149 zł brutto. W czołówce dobrze zarabiających znaleźli się też Senior Developerzy, Starsi Programiści Java i .NET czy analitycy IT. – Branża IT jest jedną z najprężniej rozwijającą się w Polsce. Wybór kierunku edukacji z nią związanego to niemal gwarancja pracy – zachęca Bartosik.
[1] http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/maturzysci-stawiaja-na-uczelnie-techniczne.html
[2] Program Kierunków Zamawianych realizowany był w perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2007-13. Od roku akademickiego 2014/15 zaczął się pilotaż Programu Wspierania Kompetencji. (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/program-rozwoju-kompetencji-zastapi-kierunki-zamawiane.html)
[3] http://kariera.pracuj.pl/zarobki-i-prawo-pracy/najlepiej-platne-zawody-w-polsce/
1 października 2015 r. Wojciech Sass obejmie stanowisko CEO Nationale-Nederlanden w Polsce.
Po zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego, Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe.
Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe
Wojciech Sass posiada 20-letnie doświadczenie w branży finansowej, które zdobył pracując w instytucjach w Polsce i na świecie. Karierę rozpoczął w 1995 r. w Pionie Usług Finansowych firmy Accenture w Warszawie. W latach 1997-2011 był zatrudniony w Boston Consulting Group (BCG), gdzie realizował projekty dla towarzystw ubezpieczeniowych i banków w Niemczech, Australii i w Polsce.
W 2007 r. Wojciech Sass został Partnerem oraz Dyrektorem Zarządzającym BCG w Polsce. Zanim dołączył do Nationale-Nederlanden, od 2011 r. pracował na stanowisku wiceprezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, gdzie był odpowiedzialny za obszar Bankowości Detalicznej i Biznesowej.
– Jesteśmy przekonani, że jako CEO Nationale-Nederlanden w Polsce, Wojciech będzie odgrywać kluczową rolę w dalszym rozwoju naszego biznesu – powiedział Robin Spencer, CEO NN Insurance International.
Wojciech Sass zastąpi Tjeerda Boskloppera, który sprawuje funkcję Prezesa Nationale-Nederlanden w Polsce od 2012 r. 1 września br. Bosklopper obejmie stanowisko CEO NN Individual Life w Holandii.
Wg danych GUS[1] na strefę euro przypada 57,3 proc. polskiego eksportu i 48,2 proc. importu. Kurs wspólnej waluty, silnie wpływający na marże naszych firm, jest więc bacznie obserwowany zarówno przez eksporterów jak i importerów. Analitycy AKCENTY, instytucji płatniczej realizującej transakcje walutowe firm zajmujących się handlem zagranicznym, wskazują, że liczba czynników wpływających na wartość euro, niepewność wystąpienia tych czynników oraz trudne do przewidzenia siły korelacji pomiędzy nimi będą w kolejnych miesiącach utrudniać prognozowanie kursu EURPLN i jednocześnie sprzyjać popularności zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym w formie transakcji terminowych typu forward.
Miroslav Novak z instytucji płatniczej AKCENTA prognozuje, że na koniec lipca kurs wspólnej waluty będzie oscylować wokół 4,10 PLN. Prognoza na koniec września oraz na koniec roku to 4 PLN/EUR. Analityk AKCENTY zwraca jednak uwagę, że w otoczeniu zewnętrznym i wewnętrznym polskiej gospodarki dzieje się tak dużo, że kurs euro, szczególnie w krótkich okresach, pozostaje pod bardzo dużym znakiem zapytania i w perspektywie kilku miesięcy istnieje ryzyko wahań. Właśnie dlatego AKCENTA spodziewa się, że drugie półrocze 2015 r. może być czasem rosnącej popularności forwardów. – Pojedynczy eksporter czy importer nie ma wpływu na kursy walut obowiązujące na rynku, ale może określić przyszłe kursy walut dla własnych transakcji. Pozwalają na to forwardy, gdzie firma zawiera z nami umowę, że sprzedamy jej daną walutę po określonym kursie w wybranym momencie w przyszłości. Firma zyskuje dzięki temu pewność co do wysokości swojej marży, co ułatwia planowanie działalności – mówi Radosław Jarema, dyrektor zarządzający AKCENTY w Polsce.
W kontekście kursu EURPLN już pierwsze półrocze 2015 r. było bardzo zmienne. – W ciągu ostatnich sześciu miesięcy euro zdążyło spaść poniżej 4 zł notując największy dołek od 2011 r. Minimalny kurs wyniósł w I półroczu 2015 r. 3,9822 a maksymalny 4,3335 PLN/EUR. Sytuacja nie przestaje być nieprzewidywalna, więc i kurs EUR/PLN jest trudny do przewidywania – podkreśla Miroslav Novak.
Czynniki przeciwko umacnianiu się złotówki
W perspektywie kolejnego półrocza najwięcej niepewności stoi po stronie czynników mogących – ku zadowoleniu eksporterów i rozpaczy importerów – osłabiać polską walutę. Kluczowe jest ryzyko wznowienia długoterminowego kryzysu w strefie euro, którego początkiem może być Grexit. – Sytuacje kryzysowe w europejskiej gospodarce, a już na pewno o skali takiej jak to, co dzieje się obecnie w Grecji, zawsze odbijają się rykoszetem na walutach koszyka emerging markets. Jeśli najczarniejsze scenariusze dla Eurolandu się spełnią i przełożą na problemy także w innych krajach Europy Południowej, to osłabienie walut peryferyjnych, w tym PLN, może mieć długotrwały charakter. Inwestorzy obecni w naszej części świata po prostu poszukają bezpieczeństwa gdzie indziej – komentuje analityczka AKCENTY Monika Krzywda.
Drugim istotnym czynnikiem, który zaważy w nadchodzących miesiącach na kursie złotówki do euro będą wybory parlamentarne. Wg Miroslava Novaka z AKCENTY, wygrana głównej partii opozycyjnej PiS w jesiennych wyborach może doprowadzić do odpływu kapitału zagranicznego z Polski. – Spodziewamy się jednak, że negatywna reakcja na ewentualne zwycięstwo PiSu będzie miała ograniczony wpływ na słabnięcie złotówki – dodaje Novak.
Czynniki wspierające wzrost złotówki
– Z najważniejszych czynników, które w drugim półroczu będą wspierały umocnienie się PLN do EUR można wymienić wyższy niż w strefie euro wzrost PKB, pozytywny wpływ dyferencjału oprocentowania stóp procentowych oraz kontynuacja przez EBC programu QE o miesięcznej wartości 60 mld EUR – mówi Miroslav Novak.
Tempo wzrostu polskiej gospodarki pozostanie wyższe niż tempo rozwoju strefy euro, co będzie wpływać na umocnienie złotego wobec wspólnej waluty w najbliższych miesiącach. Już w I kw. 2015 r. polski PKB wzrósł o 1,0 proc. kw/kw i o 3,5 proc. r/r, natomiast w strefie euro jedynie o 0,4 proc. kw/kw i o 1,0 proc r/r. Prognozy na cały rok też mówią o szybszym wzroście Polski w porównaniu do strefy euro, bo wg szacunków NBP w 2015 r. polski PKB powiększy się o 3,4 proc. podczas gdy zgodnie z prognozami EBC gospodarka wzrośnie w tym roku o 1,5 proc. Miroslav Novak z AKCENTY przypomina jednak, że każdy wzrost w strefie euro, nawet jeśli jest niższy niż w Polsce, pozytywnie wpłynie na polską gospodarkę. – Jesteśmy z krajami strefy euro mocno powiązani i lepsza sytuacja w tych krajach może przełożyć się na korzyści takie jak większy popyt i nowe zamówienia dla polskich eksporterów – argumentuje Novak.
Polskiego złotego wspierać będzie także pozytywny wpływ dyferencjału stóp procentowch. – Główna stopa procentowa w Polsce jest na poziomie 1,5 proc. od marca, a główna stopa EBC od września minionego roku wynosi 0,05 proc. Ta różnica działa na korzyść PLN. Wyższe stopy procentowe wpływaja na wyższą atrakcyjność złotego dla inwestorów zagranicznych – mówi Novak. Złotego umacniać będzie też prowadzony przez EBC program QE o miesięcznej wartości 60 mld EUR.
Eksperci Banku Zachodniego WBK są zdania, że polska branża motoryzacyjna może z powodzeniem szukać swojej szansy w Meksyku. W kraju tym, który sam jest potęgą Automotive, produkcja odbywa się w oparciu o importowane części i technologie, które dostarczać mogą właśnie polskie firmy.
Przemysł motoryzacyjny jest flagowym sektorem meksykańskiej gospodarki. Według statystyk Międzynarodowej Organizacji Producentów Pojazdów Samochodowych (OICA) Meksyk zajmuje obecnie 7. miejsce pod względem wartości wyprodukowanych pojazdów (3,4 mln $) i ze wzrostem r/r na poziomie 10,2% ma szansę na jeszcze wyższe miejsce w zestawieniu. Meksyk jest też czwartym największym eksporterem aut na świecie. Aż 89 spośród 100 największych światowych producentów części samochodowych posiada swoje fabryki w tym kraju, mają je tu również wszystkie marki samochodowe.
Coraz więcej inwestycji
W ubiegłym roku swoje plany dotyczące inwestycji i rozwijania produkcji ogłosiły marki: Marcedes-Benz i Infinity, których partnerstwo zaowocuje powstaniem nowej fabryki, z której ma wyjechać 150 tys. luksusowych pojazdów. Podobną liczbę nowych aut ma również produkować w Meksyku BMW, który zbuduje nowy zakład w regionie San Luis Potosi za ok. 1 mld $, a podobną kwotę zainwestuje w produkcję w stanie Nuevo León marka Kia Motoros. Inwestycję o wartości 41 mln $ w rozwój linii montażowej w stanie Chihuahua ogłosiła firma Delphi, koncern Continental wybuduje fabrykę do produkcji komponentów elektronicznych za 25 mln $, a Jatco zainwestuje 220 mln $ w drugą fabrykę w stanie Aguascaliente. – Co bardzo ważne, aż 71% produkcji meksykańskiej branży Automotive odbywa się w oparciu o produkty, półprodukty czy usługi pochodzące z importu. To dla polskich firm z branży motoryzacyjnej wyraźny i bardzo pozytywny komunikat: Meksyk ma ogromny potencjał i warto inwestować w obecność na tym rynku – podkreśla Ernesto Malda, Kierownik Sekcji Promocji Gospodarczej i Handlowej z Ambasady Meksyku w Polsce. Meksyk odpowiada nie tylko za ogromną produkcję samochodów, ale także bierze udział w projektowaniu i tworzeniu innowacji dla branży motoryzacyjnej. Na terenie kraju prężnie funkcjonuje już ponad 30 centrów designu dla sektora Automotive. Meksyk dojrzał i z kraju eksportującego przemienił się w twórcę innowacji. Obecnie mamy ponad 30 motoryzacyjnych centrów projektowych – dodaje Ernesto Malda.
Eksport pojazdów nieszynowych oraz akcesoriów i ich części z polskich firm do Meksyku osiągnął w 2014 r. wartość 0,115 mld $, ale eksperci Banku Zachodniego WBK, m.in. na bazie raportów przygotowywanych przez analityków rynku meksykańskiego z Grupy Santander, potwierdzają, że rozwój przemysłu motoryzacyjnego w Meksyku stwarza duże zapotrzebowanie na szeroką gamę produktów dla linii montażowych i na usługi dla sektora motoryzacyjnego. – Wydaje się, że polscy producenci części z branży Automotive, którzy z takimi sukcesami działają na europejskich rynkach, mogłaby i w Meksyku znaleźć dla siebie miejsce. Choć auta i ich części stanowią 23 proc. wśród wszystkich towarów eksportowanych do Meksyku, to w wartościach bezwzględnych polski eksport mógłby być większy. Odległość geograficzna tego kraju jest wyzwaniem, ale nie takim, któremu nie da się sprostać i z pewnością nie tak dużym jak może się wydawać. My jako bank pomagamy w sprawnym przebiegu procesu organizowania finansów po tamtej stronie oceanu – mówi Robert Antczak.
Zaletą i przewagą polskich firm jest na pewno jakość produktów oraz dobra korelacja ceny do jakości. Innowacyjność oraz elastyczność produkcji to kolejne wyróżniki. Polscy dostawcy części i komponentów, z racji współpracy z koncernami międzynarodowymi obecnymi w Polsce i Europie mają znaczący pakiet know-how i wiedzę praktyczną. Dlatego w przypadku ekspansji mogą korzystać ze swojego dorobku i doświadczeń oraz – co ważne – licznych certyfikatów ISO i VDA wymaganych przez międzynarodowe koncerny samochodowe na całym świecie – mówi Roman Kantorski, Prezes Polskiej Izby Motoryzacji.
Politycznie i społecznie coraz spokojniej
Meksykańskie Stany Zjednoczone są zaliczane do grona państw nowo uprzemysłowionych, czyli państw z dynamicznie rozwijającym się sektorem nowoczesnych technologii, szybko rosnącym PKB, ogromnym zasobem taniej siły roboczej, korzystną polityką fiskalną i dobrym klimatem do inwestycji dla zagranicznych podmiotów. W ostatnich latach, podczas prezydentury Enrique Peña Nieto wiele sektorów przeszło transformację, reformy objęły m.in. sektor telekomunikacyjny i energetyczny (likwidacja monopoli państwowych, podniesienie konkurencyjności sektora, zwiększenie dostępności dla inwestycji zagranicznych podmiotów) oraz sektor fiskalny. Przyjęto także strategię zrównoważonego wzrostu gospodarczego oraz podjęto działania na rzecz ograniczenia ubóstwa, nierówności społecznych i niedożywienia obywateli oraz zwiększenia poziomu bezpieczeństwa w kraju. Władze Meksyku położyły również nacisk na promocję sektora MŚP powołując w tym celu Państwowy Instytut Przedsiębiorczości oraz na maksymalne wykorzystanie potencjału rozwojowego kraju (Narodowy Plan Rozwoju na lata 2013-2018). Zagraniczni obserwatorzy poczynań meksykańskiego rządu, przede wszystkim charyzmatycznego Prezydenta E. Peña Nieto, ogłosili Meksyk „krajem przyszłości” w Ameryce Łacińskiej. Gospodarka Meksyku jest obecnie w bardzo obiecującym stadium rozwoju. Reformy partii rządzącej są uchwalane w rekordowym czasie dzięki wsparciu opozycji. Wydaje się, że determinacja polityków będzie kołem zamachowym transformacji gospodarczej, która umożliwi intensywny rozwój kraju – twierdzi Antonio Cortina, szef zespołu analityków rynkowych Grupy Santander.
Ameryka Południowa ze wsparciem banku
Meksyk oraz cały region Ameryki Środkowej i Południowej to jeszcze terra incognita dla polskich firm, dlatego w listopadzie minionego roku Bank Zachodni WBK we współpracy z Santander Mexico zorganizował wirtualna misję handlową dla polskich producentów części samochodowych zainteresowanych sprzedażą swoich produktów na rynku meksykańskim. Uczestnicy otrzymali pakietu informacji na temat prowadzenia działalności w meksykańskiej branży motoryzacyjnej. Przedsiębiorcy mogą i powinni szukać pomysłów na ekspansję w różnych źródłach. My jako Bank Zachodni WBK przekazujemy szczegółową wiedzę o ponad 180 rynkach za pomocą portalu SantanderTrade.com, gdzie mamy również funkcjonalność matchmaking’ową – łączymy dostawców i odbiorców, pomagamy szukać polskim firmom kontrahentów na całym świecie. Organizujemy też wirtualne misje i szkolenia. Przykłady Ameryki Południowej i Łacińskiej szczególnie dobrze pokazują jak wypełniamy rolę partnera, który pomaga podejmować ważne decyzje biznesowe – mówi Robert Antczak. Bank Zachodni WBK aktywnie uczestniczy także w ważnych wydarzeniach branżowych. W tym roku bank został Partnerem Finansowym największej konferencji przemysłu motoryzacyjnego w Polsce – AutoEvent.
Pomimo działań różnych graczy rynkowych w celu ograniczenia dostępności produktów bez recepty (kampanie na rzecz ograniczenia sprzedaży pozaaptecznej czy ograniczenie w sprzedaży leków OTC na bazie substancji psychoaktywnych), rynek produktów OTC wzrośnie w 2015 r. o prawie 7% rok do roku, wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek produktów OTC w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”. W kolejnych latach rynek również będzie rósł, co będzie wynikiem między innymi rozwoju rynku aptecznego w Polsce w stronę łączenia konceptu drogerii i apteki i/lub tworzenia paraaptek.
Rozwój konceptu apteki-drogerii
Coraz więcej graczy na rynku testuje koncept apteki-drogerii (np. Super-Pharm) lub paraapteki (np. Ziko) – placówek oferujących przede wszystkim leki OTC, suplementy diety i kosmetyki oraz nieposiadające w ofercie leków na receptę; nie są one zarejestrowane jako apteki i nie podlegają restrykcjom dotyczącym reklamy, z wyjątkiem zakazu reklamy produktów leczniczych (Ziko, Dr Max). Tego typu placówki pozwalają na większą promocję produktów, dotarcie do szerszego grona klientów i większą sprzedaż produktów OTC.
Wprowadzanie innowacyjnych produktów o statusie OTC
Produkty będące tylko odpowiednikami istniejących już na rynku preparatów mogą nie być chętnie przyjmowane zarówno przez lekarzy, farmaceutów, pacjentów jak i same hurtownie farmaceutyczne. Unikatowe produkty z potwierdzonymi klinicznie efektami wzbudzają zaufanie konsumentów, co przy dobrej strategii marketingowej, może się przełożyć na wyższą sprzedaż. Część firm obecnych na polskim rynku suplementów diety (Read-Gene, Adiuvo Investment, Noble Health) wprowadziła już do oferty takie specyfiki.
W przyszłości wiele firm planuje rozwój oferty produktów OTC i prowadzi już badania w tym zakresie, m.in. Pharmena, Skotan, Biomax czy Stem Cells Spin.
Malejąca liczba produktów z importu równoległego
W 2014 roku liczba produktów, które uzyskały pozwolenie na import równoległy spadła o połowę w ujęciu rocznym, a udział produktów OTC wśród tych, które zostały dopuszczone do importu równoległego spadł poniżej 20% i ten poziom utrzymał się również w 2015 (styczeń-kwiecień). W przypadku rynku OTC, napływ tańszych produktów pochodzących z importu równoległego wymusza obniżki cen w przypadku produktów już obecnych na rynku, jednakże spadek liczby takich produktów pokazuje, że trend nie ma dominującego wpływu na rynek.
Ponadto, pomimo rosnącej wartości rynku importu równoległego produktów OTC, jej znaczenie jest wciąż marginalne dla całego rynku OTC.
Switche Rx-OTC
Zmiana statusu dostępności wiąże się często z rozpoczęciem kampanii reklamowej leku, co może w znacznym stopniu wpłynąć na wartość sprzedaży (a to znów ma znaczenie w ujęciu całego rynku OTC), w zależności od jego uwarunkowań (np. aktualne trendy chorobowe) i nakładów finansowych na reklamę.
Najgłośniejszym switchem w 2015 roku była zmiana kategorii dostępności produktu antykoncepcji awaryjnej ellaOne, która zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej ze stycznia 2015 może być sprzedawana bez recepty w krajach członkowskich UE. W Polsce sprzedaż leku bez recepty odbywa się od połowy kwietnia 2015, kiedy to weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia zmieniające rozporządzenie w sprawie wydawania z apteki produktów leczniczych i wyrobów medycznych.
Ogółem, liczba zmiany kategorii dostępności z Rx na OTC była rekordowa w 2014 roku i wyniosła ponad 20 (biorąc pod uwagę produkty, nie substancje).
Większa zachorowalność na grypę
W całym 2015 roku liczba zanotowanych przypadków zachorowań może okazać się podobna do liczby sprzed roku (w okresie styczeń-połowa czerwca 2015 liczba zanotowanych przypadków grypy była bardzo wysoka i wyniosła 2,3 mln). Ponadto, w Polsce odsetek osób szczepiących się maleje z roku na rok, według danych Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy. Większa zachorowalność na grypę zwiększa przychody ze sprzedaży produktów OTC na przeziębienie i przeciwgorączkowych.
Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek produktów OTC w Polsce 2015.
Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP, czyli organizację reprezentującą w Polsce branże CFM oraz Rent a Car, rynek wynajmu długoterminowego (CFM) urósł po II kwartale 2015r. aż o 12,4% w ujęciu rocznym. Wysoka dynamika rozwoju znalazła odzwierciedlenie w coraz większej roli wynajmu długoterminowego w finansowaniu w kraju samochodów służbowych. Usługa ta konsekwentnie zastępuje przede wszystkim zwykły leasing finansowy, ale także kredyt czy zakup aut służbowych przez przedsiębiorców ze środków własnych. W II kwartale już 21% wszystkich sprzedanych do firm w Polsce samochodów osobowych znalazło się w wynajmie długoterminowym. Branża CFM do bardzo udanych może zaliczyć jednak nie tylko ostatnie 3 miesiące, ale całe pierwsze półrocze. Skumulowany wzrost rynku wynajmu długoterminowego samochodów w 2 pierwszych kwartałach wynosi aż 7%, co jest wynikiem rekordowym w ostatnich latach.
Rynek wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) w Polsce powiększył się po II kwartale 2015 roku o 12,4% w stosunku do stanu z końca czerwca ubiegłego roku. Na koniec pierwszego półrocza 2014r. firmy CFM należące do PZWLP, stanowiące ok. 80% całego rynku CFM w kraju, dysponowały łącznie blisko 120 tys. aut (119.817). Obecnie, po II kwartale 2015r., jest to już prawie 135 tys. samochodów (134.635), co oznacza, że rynek CFM w Polsce, reprezentowany w PZWLP, tylko w ciągu ostatniego roku urósł o prawie 15 tys. pojazdów (14.818).
Rekordowe półrocze w ostatnich latach
Biorąc pod uwagę skumulowany wzrost flot firm PZWLP z dwóch pierwszych kwartałów – od początku roku do końca czerwca – rynek wynajmu długoterminowego w Polsce urósł już o 7%. Pierwsze półrocze 2015r. jest dzięki temu rekordowe pod względem tempa wzrostu branży CFM na przestrzeni ostatnich 6 lat.
Skumulowany wzrost rynku wynajmu długoterminowego w dwóch pierwszych kwartałach
w poprzednim roku wyniósł 5,1%, a w 2013 roku było to 3,3%. Tempo wzrostu osiągnięte w ostatnich 6 miesiącach jest więc blisko o 50% większe niż w zeszłym roku oraz ponad dwukrotnie wyższe niż
2 lata temu.
Specyfiką rynku wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce jest od wielu lat bardzo dynamiczny rozwój, znacznie szybszy od tempa wzrostu PKB, czy sprzedaży nowych aut do firm – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Polski rynek flotowy przechodzi bowiem te same fazy rozwoju, które obserwowano kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat temu, na rynkach zachodnioeuropejskich. Marek Malachowski – Prezes PZWLP
Obecnie wynajem długoterminowy jest tam główną formą użytkowania aut przez firmy, stanowiąc nawet 80% wszystkich samochodów służbowych. W naszym kraju udział wynajmu długoterminowego w całości rynku flotowego zapewne osiągnie bardzo podobny poziom, być może nawet już w perspektywie kilkunastu najbliższych lat. Rekordowo wysoka dynamika rozwoju osiągnięta w I półroczu 2015 może być sygnałem, że proces zastępowania przez wynajem długoterminowy innych form finansowania flot może jeszcze przyśpieszyć. Coraz częściej obserwowanym bowiem obecnie zjawiskiem jest rezygnowanie przez przedsiębiorców w Polsce ze zwykłego leasingu finansowego aut służbowych, na rzecz wynajmu długoterminowego. Dzięki temu, poza samym zewnętrznym finansowaniem pojazdów, występującym także w leasingu, firmy zyskują kompleksową obsługę administracyjną i serwisową samochodów służbowych. Biorąc pod uwagę łączne koszty ponoszone na flotę, a więc zakup aut wraz z ich obsługą, naprawami i ubezpieczeniem, wynajem długoterminowy w stosunku do zwykłego leasingu pozwala również na uzyskanie oszczędności finansowych na poziomie od kilku do kilkunastu procent.
W drugim półroczu, dokładnie od 1 lipca, przedsiębiorcy użytkujący w Polsce floty funkcjonują w bardzo korzystnym dla nich otoczeniu prawnym. Wszystkie firmy zyskały bowiem możliwość odliczenia 50% podatku VAT od paliwa, co przełoży się na znaczące obniżenie kosztów eksploatacji samochodów firmowych. Tego typu zmiana prawna raczej nie będzie jednak miała większego wpływu na powiększanie przez firmy flot, ale stwarza ogólnie bardzo korzystne warunki do prowadzenia działalności biznesowej i wpływa na pozytywne nastroje polskich przedsiębiorców. W wielu krajach UE firmy mogą już od dawna odliczać podatek VAT od paliwa.
Bardzo dobre wyniki odnotowane przez branżę CFM w I półroczu 2015 pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Ze względu na wyjątkowo szybki rozwój w pierwszych 6 miesiącach roku, jest duża szansa, że cały rok 2015 zamknie się znaczącym wzrostem flot firm zrzeszonych w PZWLP i to nawet w hipotetycznej sytuacji, w której tempo rozwoju w kolejnych miesiącach nie byłoby już aż tak wysokie.
Wynajem długoterminowy – coraz większy udział w ogólnej sprzedaży samochodów do firm w Polsce
Zgodnie z danymi IBRM Samar, w II kwartale 2015 roku w Polsce firmy zakupiły łącznie ponad 57 tys. (57.349) nowych samochodów osobowych. Na potrzeby wynajmu długoterminowego w tym czasie kupionych zostało 12,1 tys. aut osobowych (z czego firmy PZWLP zakupiły 9.476 aut), co stanowi 21% udział w całkowitej sprzedaży do firm.
W ostatnich latach główną siłą napędową sprzedaży nowych samochodów osobowych do klientów komercyjnych (firm i przedsiębiorców) w Polsce są zakupy dokonywane przez firmy CFM, leasingowe i wypożyczalnie samochodów. W II kwartale ta grupa podmiotów wygenerowała razem ponad 2/3 (prawie 38,5 tys. pojazdów) całkowitej sprzedaży aut do firm. Branża wynajmu długoterminowego miała pod tym względem udział na poziomie 31,4%.
Ponad 100 tysięcy samochodów w Full Service Leasingu
Łączna flota firm należących do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w usługach zaliczanych do wynajmu długoterminowego, wynosiła na koniec II kwartału 2015 roku już blisko 135 tys. samochodów (134.635). Najwięcej aut znajdowało się w niezmiennie od lat najbardziej popularnej usłudze, czyli Full Service Leasingu (FSL), zwanej inaczej leasingiem operacyjnym z pełną obsługą. Liczba pojazdów znajdujących się w Full Service Leasingu przekroczyła na koniec I półrocza symboliczne 100 tys. samochodów (100.192), co stanowiło aż ¾ (74,4%) floty firm PZWLP w wynajmie długoterminowym. Usługa ta gwarantuje nie tylko zewnętrzne finansowanie floty, ale również kompleksowe zarządzanie autami firmowymi, obejmujące codzienną administrację (np. przeglądy, rejestracje), ubezpieczenie, likwidację szkód, assistance, wymianę opon i auta zastępcze oraz wszelkie konieczne w służbowych samochodach naprawy i czynności serwisowe. Największe oszczędności w łącznych kosztach finansowania i eksploatacji floty są osiągane właśnie w przypadku Full Service Leasingu, który zapewnia firmie duży komfort w użytkowaniu aut służbowych, nie angażując jej pracowników i wewnętrznych zasobów do czynności obsługowych związanych z parkiem pojazdów firmowych.
Drugą najbardziej popularną usługą w łącznej flocie firm PZWLP jest po II kwartale Fleet Management, czyli Wyłączne Zarządzanie, w przypadku której przedsiębiorca powierza zewnętrznemu dostawcy (firmie CFM) kompleksowe zarządzanie parkiem aut służbowych, pojazdy finansując jednak we własnym zakresie, w dowolnej formie. W usłudze tej na koniec czerwca znajdowało się prawie 18 tys. aut (17.719), co stanowi 13,2% udziału w ogólnej flocie PZWLP.
Wyłączne Zarządzanie przez wiele ostatnich lat było najmniej popularną usługą w branży CFM w Polsce – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Pomimo, że łączna flota w jej przypadku jest wciąż relatywnie niewielka, to Wyłączne Zarządzanie urosło w ciągu ostatniego roku aż o 47,6%. Przyczyną takiego wzrostu popularności jest pojawienie się w ofercie części firm CFM usług zarządzania flotą, kierowanych do najmniejszych przedsiębiorców, tzw. mikro firm. W tym kontekście zwiększony popyt na usługi Wyłącznego Zarządzania trzeba oceniać bardzo pozytywnie. Oznacza on bowiem, że w Polsce nawet najmniejsze firmy zaczynają się przekonywać do usług CFM, na razie powierzając zewnętrznym firmom tylko zarządzanie wykorzystywanych w ich działalności gospodarczej pojazdów. W przyszłości jednak jest duża szansa, że przedsiębiorcy ci będą sięgali po bardziej kompleksowe usługi CFM, gwarantujące poza zarządzaniem floty, także jej zewnętrzne finansowanie. Zjawisko to jest doskonałym dowodem, że wynajem długoterminowy, który kiedyś był postrzegany jako usługa zarezerwowana w Polsce wyłącznie dla dużych korporacji, obecnie jest w stanie spełnić oczekiwania i potrzeby również firm z sektora MSP, nawet mikro przedsiębiorców.
Najmniej popularną usługą pozostaje obecnie Leasing z Serwisem (LS), w którym znajduje się 12,4% (16.724) łącznej floty wynajmowanej długoterminowo przez firmy PZWLP. Leasing z Serwisem, zwany inaczej leasingiem operacyjnym z częściową obsługą, jest usługą bardzo zbliżoną do Full Service Leasingu, jednakże zapewniającą niepełny zakres obsługi floty (np. tylko ubezpieczenie, assistance oraz serwis mechaniczny).
Największymi firmami należącymi do PZWLP pod względem liczebności łącznej floty w usługach wynajmu długoterminowego, są po II kwartale 2015 r. kolejno: LeasePlan Fleet Management Polska (24.327 aut), Arval Polska (16.595 samochodów), Volkswagen Leasing (15.098 pojazdów), Alphabet Polska Fleet Management (13.493 auta) oraz Carefleet (12.147 samochodów).
Liczba aut z napędem ekologicznym wciąż znikoma, ale rośnie
Wśród blisko 135 tys. samochodów wynajmowanych długoterminowo przez firmy skupione
w PZWLP, dominującym napędem po II kwartale 2015 r. niezmiennie pozostaje diesel, który występuje w przypadku 71% aut. Silniki benzynowe napędzają natomiast 29% pojazdów. Udziały tych 2 rodzajów napędów są bardzo zbliżone do poziomów z końca marca.
Auta z napędami ekologicznymi, a więc silnikami hybrydowymi i w pełni elektrycznymi, stanowią nadal marginalną część. Na koniec czerwca samochodów tego typu było łącznie tylko 270, natomiast ich liczba znacząco urosła w stosunku do stanu po I kwartale, kiedy we flotach firm PZWLP znajdowało się 199 takich pojazdów. W ciągu ostatnich 3 miesięcy liczba aut z silnikami hybrydowymi wzrosła do 262 pojazdów (z poziomu 189 na koniec I kwartału 2015r.). Samochodów elektrycznych jest natomiast obecnie 8 i ich liczba zmniejszyła się o 2 pojazdy w porównaniu z końcem marca.
Do najpopularniejszych samochodów we flotach firm PZWLP po II kwartale 2015 r. należą Skoda Octavia, Ford Focus, Skoda Fabia, Toyota Yaris i Volkswagen Golf.
Rośnie liczba samochodów firm Rent a Car w PZWLP
Pod koniec maja 2015 r. w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów utworzona została odrębna struktura organizacyjna – Grupa Firm Rent a Car. Należą do niej firmy członkowskie PZWLP, których działalność koncentruje się na wynajmie krótko- i średnioterminowym samochodów (usługi Rent a Car). Grupa skupia obecnie polskie oddziały 4 największych na świecie sieci wypożyczalni samochodów, czyli Avis, Budget, Hertz i Sixt oraz jedną z największych polskich firm Rent
a Car – Express. W najbliższej przyszłości planowane jest przystąpienie do PZWLP kolejnych kluczowych na polskim rynku wypożyczalni, które dołączą do utworzonej w maju wewnątrz organizacji Grupy Firm Rent a Car.
Na koniec II kwartału łączna flota wypożyczalni skupionych w PZWLP liczyła już prawie 9 tysięcy aut (8.817). Firmy Avis, Budget, Express, Hertz i Sixt zakupiły razem w minionym kwartale blisko 3 tysiące nowych samochodów osobowych (2.927), odgrywając tym samym coraz bardziej zauważalną rolę dla rynku motoryzacyjnego w Polsce.
PZWLP coraz ważniejszy – ponad 1/3 całkowitej sprzedaży nowych aut osobowych do firm w II kwartale 2015
Poprzez swoich członków, PZWLP ma coraz większy wpływ na kondycję całego sektora motoryzacyjnego w Polsce. Biorąc pod uwagę wszystkie oferowane przez należące do organizacji firmy usługi, a więc wynajem krótko-, średnio- i długoterminowy samochodów oraz także zwykły leasing finansowy pojazdów, członkowie PZWLP zakupili w II kwartale łącznie ponad 20 tys. (20.078) nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że więcej niż co trzecie (35%) nowe auto osobowe sprzedane w polskich salonach w tym okresie do klienta komercyjnego (do firm), zostało zakupione przez firmy należące do PZWLP.
Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów obchodzi w tym roku jubileusz 10 lat swojej działalności. Do organizacji należy obecnie 19 firm wynajmujących i leasingujących samochody, w tym najważniejsze w Polsce firmy CFM, reprezentujące ok. 80% rynku oraz najbardziej liczące się nie tylko na polskim, ale i światowym rynku, wypożyczalnie samochodów. PZWLP jest obecnie najważniejszą organizacją szeroko pojętego rynku flotowego, która ma znaczący wpływ na kształt i warunki funkcjonowania w Polsce branży wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) oraz branży wynajmu krótko- i średnioterminowego (Rent a Car).