Wyniki Grupy ID Logistics w II kwartale 2015

Grupa ID Logistics, podsumowała działalność za drugi kwartał 2015 roku. Grupa odnotowała bardzo dobre wyniki finansowe, pozyskała nowych klientów i rozszerzyła zakres oferowanych usług, tym samym wzmacniając swoją pozycję na światowym rynku usług magazynowych.

Grupa ID LogisticsW drugim kwartale 2015 roku Grupa ID Logistics osiągnęła przychód w wysokości 227,8 mln EUR, co oznacza wzrost o 6,6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2014 roku. Przychód z działalności prowadzonej poza Francją (14 krajów na całym świecie) wzrósł o 12,5 proc. w porównaniu do drugiego kwartału 2014 i wyniósł 101,1 mln EUR, co stanowi obecnie 44 proc. dochodów całej Grupy.

Eric Hémar, Prezes Zarządu Grupy ID Logistics powiedział: „W drugim kwartale Grupa ID Logistics osiągnęła bardzo dobre wyniki, zwłaszcza jeśli chodzi o działalność prowadzoną poza rynkiem francuskim. Z sukcesem rozwinęliśmy naszą ofertę skierowaną do klientów, poszerzając ją o branżę farmaceutyczną. To początek nowych działań operacyjnych, które rozpoczniemy już w drugim półroczu i będziemy kontynuować w 2016 roku“.

Na osiągnięcie tak dobrego wyniku w drugim kwartale 2015 roku największy wpływ miało podpisanie nowych kontraktów oraz rozszerzenie zakresu współpracy z dotychczasowymi klientami. ID Logistics wprowadziło do swojej oferty usługi skierowane do firm z branży farmaceutycznej. Wiąże się to z podpisaniem umowy z grupą Pierre Fabre (dział dermokosmetyków, m.in. marki Klorane, Avene, Elancyl), dla której ID Logistics zarządzać będzie magazynem zlokalizowanym na południu Francji o powierzchni 40 tyś. metrów kwadratowych w zakresie eksportu oraz obsługi zwrotów i reklamacji. Do nowych klientów dołączyła też grupa Action, holenderska sieć dyskontowa specjalizująca się w sprzedaży produktów przemysłowych. Z kolei w Holandii firma rozpoczęła współpracę z Fujifilm, wcześniej obsługiwanym już w innych krajach. W drugim kwartale szczególnie intensywny rozwój Grupa ID Logistics odnotowała w Republice Południowej Afryki. Tu uruchomione zostały dwa regionalne magazyny (Gauteng i Durban) specjalizujące się w obsłudze świeżych produktów. Obecnie głównym klientem ID Logistics w tym kraju jest Danone.
W drugim kwartale Grupa ID Logistics umocniła także swoją pozycję na rynku e-commerce. Do grona klientów obsługiwanych w tym obszarze dołączyły Conforama, Saint Gobain Distribution i Chloé.

ID LOGISTICS W POLSCE

„To był kolejny kwartał dynamicznego rozwoju dla ID Logistics w Polsce. Cieszymy się z kilku ciekawych potencjalnych projektów zaplanowanych na przyszłe miesiące. Tym bardziej, iż w ostatnim czasie znacznie zwiększyliśmy strukturę operacyjną odpowiedzialną za zarządzanie projektami, co pozwoliło nam również dobrze przygotować się do podjęcia nowych wyzwań. Pragniemy zwiększać satysfakcję naszych klientów oraz poszerzać zakres oferowanych usług“ powiedział Yann Belgy, Dyrektor Generalny ID Logistics Polska.

W lipcu ID Logistics uruchomiło w Mszczonowie magazyn dla sieci hipermarketów Auchan, a od marca zarządza magazynem w Odrzywołku koło Grójca, prowadzonym dla firmy Emig, jednego z największych producentów napojów marek własnych. W najbliższym czasie ID Logistics rozwinie współpracę ze swoim dotychczasowym klientem, firmą Sogefi, dla której zarządza magazynem w Piotrkowie Trybunalskim, skąd towary są dystrybuowane na cały świat. Już w sierpniu asortyment obsługiwanych tu towarów zostanie rozszerzony o części do samochodów ciężarowych.

PERSPEKTYWY ROZWOJU

Grupa ID Logistics zakończyła pierwszą połowę 2015 roku zgodnie z założonymi planami, co stanowi doskonałą bazę do jej dalszego rozwoju. Nadal koncentrować się będzie na osiąganiu wysokich wyników przy jednoczesnej redukcji zadłużenia, oraz rozpatrywać potencjalne akwizycje, tak aby umocnić swoją pozycję na rynku usług logistycznych.

Za paliwo zapłacimy mniej?

Podczas tankowania samochodu dla Polaków liczą się dobra jakość paliwa (75%) oraz przystępna cena (56%). To, ile zapłacimy, jest kwestią bardzo istotną, szczególnie w okresie wakacyjnych podróży. Obecnie w porównaniu do zeszłego lata benzyna jest tańsza o ok. 60 gr. Z czego wynika spadek cen i czy będzie się utrzymywać?

Na międzynarodowy rynek paliw duży wpływ mają aktualne wydarzenia ekonomiczne i polityczne. Rezultatem porozumienia Zachodu z Iranem będzie zwiększenie eksportu ropy naftowej z tego państwa przy jednoczesnej obniżce ceny surowca, gdyż powstała na rynku nadpodaż musi zostać wchłonięta. „Nadwyżka ropy skłania rafinerie do zwiększania przerobu, co skutkuje wzrostem produkcji paliw i spadkiem ich cen. Możemy więc spodziewać się, że będą one niższe” – tłumaczy w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN ORLEN.

Jeśli spadek cen będzie postępował w takim tempie jak obecnie, w grudniu powinny być one niższe aż o 15–17% w stosunku do roku ubiegłego. Niestety, obniżkę może zahamować duży popyt, któremu sprzyjają sezon urlopowy oraz planowane porozumienie z Grecją i otwarcie się tamtejszego rynku zbytu.

State Street zainwestował w Gdańsku

Spółka State Street otwiera swoje biuro w Gdańsku. Jest to największe jak dotąd przedsięwzięcie inwestycyjne w sektorze zaawansowanych usług biznesowych w województwie pomorskim i jedno z największych w ostatnich latach w Polsce. Docelowo firma planuje zatrudnić ponad 1000 osób, z tego 300 już w najbliższym roku, a jej biuro w kompleksie Alchemia zajmie powierzchnię ponad 14 000 metrów kwadratowych.

State Street to druga najstarsza amerykańska instytucja finansowa, zatrudniająca obecnie niemal 30 tysięcy pracowników w 29 krajach. W odróżnieniu od banków detalicznych nie obsługuje kont bankowych i nie oferuje kredytów. Jest bankiem depozytariuszem, którego główną działalnością jest doradztwo w dziedzinie inwestycji – badania rynków i możliwości inwestycyjnych. W zakresie działań jest również bezpieczeństwo operacji, wymiana walut oraz wiele innych usług kierowanych do klientów indywidualnych oraz instytucjonalnych. Działalność State Street dzieli się na cztery sektory: Global Services, Global Advisors, Global Exchange and Global Markets. Korporacja aktualnie zarządza aktywami klientów na łączną kwotę ponad 28 bilionów USD.

Decyzje poprzedził złożony proces wyboru lokalizacji, a w jego ostatnim etapie Gdańsk został uznany jako najlepsza lokalizacja. Aby pozyskać inwestora z tej branży, miasto musiało spełnić kilka rygorystycznych warunków. Kluczowe znaczenie miały dostępność wykwalifikowanej kadry, bliskość renomowanych wyższych uczelni skłonnych do współpracy z inwestorem oraz najwyższa jakość powierzchni biurowej wraz z infrastrukturą komunikacyjną. Istotna dla decyzji inwestora była również efektywna współpraca z władzami lokalnymi.

Szczególnie doceniamy działania władz lokalnych wspierające nasz projekt. Nowe biuro w Gdańsku może pomieścić ponad 1000 pracowników. Planujemy utworzenie miejsc pracy zarówno dla doświadczonych profesjonalistów z dziedziny finansów, jak i młodych ludzi – absolwentów trójmiejskich uczelni. Osoby zatrudnione w nowym biurze będą wykonywać takie same zadania, co pracownicy z pozostałych biur State Street na świecie np. Bostonie, Londynie, Krakowie czy Hong Kongu, a to stwarza ogromne możliwości rozwoju dla naszych pracowników – mówi Scott Newman, Dyrektor Zarządzający State Street Bank Polska.

Dla realizacji planów zatrudnienia duże znaczenie ma bliska współpraca z uczelniami w Trójmieście State Street Bank Polska oferuje program szkoleń i wykładów dedykowany studentom w ramach strategii współpracy z uczelniami. Inwestor analizował całość sektora finansowego łącznie z absolwentami kierunków finansowych i ekonomicznych, ale podkreśla, że utalentowani absolwenci innych kierunków też będą mogli znaleźć zatrudnienie.

Inwestycja firmy State Street w Gdańsku to nowe możliwości zawodowe stwarzane przez inwestora. To okazja do poszerzenia oferty zatrudnienia na metropolitarnym rynku pracy, z czego niezmiernie się cieszymy. Rozmiar i potencjał tej inwestycji to również dowód na to, że nasz rynek pracy posiada kapitał ludzki o wysokich kwalifikacjach i jest w stanie zapewnić kadry dla najbardziej wymagających projektów -mówi Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Inwestycja amerykańska potwierdza, że Trójmiasto znajduje się w czołówce najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla firm dostarczających zaawansowane usługi biznesowe i jest postrzegane jako zrównoważony, stabilnie rosnący rynek, który stwarza bezpieczne warunki rozwoju w długiej perspektywie, jak również oferuje wysoki standard życia mieszkańcom.

Kolejna tak poważna firma z sektora usług finansowych na naszym rynku potwierdza, że kierunki rozwoju Pomorza zostały dobrze wyznaczone i sprawdzają się w realizacji. To także efekt dobrej współpracy trójmiejskiego biznesu i przedstawicieli władz lokalnych, partnerów inicjatywy Invest in Pomerania – mówi Marszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk.

Spośród kilku wysokiej klasy parków biznesowych dostępnych w mieście, Inwestor na lokalizację swojej siedziby wybrał powstający w Gdańsku, wielofunkcyjny kompleks Alchemia, którego deweloperem jest firma Torus. Tak duża liczba pracowników oznacza również rekordową na tym rynku powierzchnię najmu ponad 14 000 metrów kwadratowych powierzchni biurowej.

Udało nam się spełnić oczekiwania międzynarodowej korporacji, co jest kolejnym dowodem wysokiego standardu Alchemii, ale też ogromnego zaangażowania całego zespołu Torusa. Umowa z firmą State Street Bank Polska jest największą tego typu w warunkach komercyjnego najmu, zarówno dla naszej firmy, jak i w skali Pomorza -wyjaśnia Sławomir Gajewski, Prezes spółki Torus.

Oddział State Street Bank Polska w Gdańsku to kolejny po Krakowie etap w rozwoju firmy, działającej w naszym kraju od 2007 roku. Decyzja wynika przede wszystkim z dobrej oceny naszego rynku pracy, dostępności wykwalifikowanej kadry, która sprawnie posługuje się językami obcymi. Od samego początku inwestycja wspierana była przez inicjatywę Invest in Pomerania, w szczególności przez Agencję Rozwoju Pomorza oraz Gdańską Agencję Rozwoju Gospodarczego (InvestGDA).

Jako koordynator inicjatywy Invest in Pomerania bezpośrednio kontaktujący się z inwestorem, widzimy, jak ważna jest otwartość na zgłaszane potrzeby oraz jakość obsługi. Inwestycja State Street dowodzi, ze Invest in Pomerania jest wiarygodnym partnerem dla firm działających na rynkach globalnych. Tym bardziej, że Pomorze ma coraz więcej do zaoferowania zarówno, jeśli chodzi o rynek pracy, jak i infrastrukturę. -mówi prezes Agencji Rozwoju Pomorza Łukasz Żelewski.

State Street to jedna z najważniejszych inwestycji sektora zaawansowanych uslug finansowych ostatnich lat w Gdańsku. Nowe biuro firmy jest szansą zawodową dla specjalistów branży finansowej oraz bankowej na rozwój swoich kwalifikacji zawodowych i nabycie cennego doświadczenia u jednego z największych na świecie dostawców usług finansowych dla inwestorów instytucjonalnych. W ramach prac zespołu Invest in Pomerania dołożymy wszelkich starań, aby inwestor na długo zagościł w Gdańsku – podsumowuje prezes InvestGDA Alan Aleksandrowicz.

Sytuacja finansowa polskich przedsiębiorstw w 2015 r. oraz ich perspektywy na kolejne miesiące

Stan polskich przedsiębiorstw jest dobry – wynika z danych przedstawionych przez Główny Urząd Statystyczny (GUS). Sprzyjają temu niewątpliwie rosnący popyt wewnętrzny i zwiększający się eksport na rynki zachodnie. Pytanie jednak, czy korzystne warunki utrzymają się w kolejnych miesiącach?

„Poprawa sytuacji finansowej przedsiębiorstw z głównych sektorów gospodarki (oprócz górnictwa) wynika z ponoszenia niższych kosztów, co zostało spowodowane spadkiem cen ropy naftowej” – mówi serwisowi infoWire.pl Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska. Wpływ miały również większy popyt za strony polskich gospodarstw domowych, a także rosnący eksport do krajów Unii Europejskiej.

Widoczne ożywienie przedsiębiorstw jest związane z ustabilizowaniem się kursu złotego oraz stabilizacją na rynku stóp procentowych. „Firmy zaczynają efektywniej inwestować. Realizują przedsięwzięcia, które zostały odłożone z uwagi na słaby popyt” – podkreśla ekspert.

Perspektywy na kolejne kwartały są równie dobre, a aż 45% prezesów przedsiębiorstw wykazuje optymizm. Poprawa sytuacji finansowej najszybciej będzie następować wśród małych i średnich firm. Stosunkowo powoli w handlu (wszytko przez niski poziom inflacji), szybciej w budownictwie, a najszybciej w hotelarstwie, gastronomii, obsłudze nieruchomości czy w działalności administracyjnej.

Według GUS ożywienie na rynku sprawi, że w najbliższych miesiącach przedsiębiorstwa zwiększą zatrudnienie, poprawie ulegnie tempo spływu należności, a ceny produkcji sprzedanej będą stopniowo wzrastać.

Grecja i Chiny głównymi tematami tygodnia

Nie mają łatwego życia inwestorzy w tym tygodniu. Bombardowanie złymi wiadomościami ze strony Chin i Grecji wprowadziło na rynkach sporo nerwowości. Również dzisiaj można spodziewać się takiej atmosfery w kontekście kolejnego weekendu “ostatniej szansy” dla Greków.

Czwartek na rynkach finansowych to kolejna odsłona greckiej tragikomedii. Tym razem Ateny zaproponowały plan reform niemal identyczny z postulatami wierzycieli (m.in reforma emerytur i zmiany w kwestiach podatku VAT), jednak w zamian oczekują wyższego planu pomocowego. W tym kontekście można pokusić się o tezę, że greckie referendum było jedynie elementem strategii. Działania zostały dobrze przyjęte przez rynek. Widoczne jest umacnianie się ryzykownych aktywów. Świadczy to o tym, że inwestorzy wierzą w weekendowe porozumienie wierzycieli z Grekami.

W dniu wczorajszym oczy inwestorów zwrócone były również na azjatyckie parkiety. Po doniesieniach krachu na tamtejszych giełdach, które odbiły się szerokim echem w zachodnich mediach, drugi dzień z rzędu obserwujemy bardzo mocne wzrosty. Trudno powiedzieć ile w tym zasługi interwencji rynkowych (m.in. zakaz krótkiej sprzedaży oraz skup akcji przez brokerów), a ile działań inwestorów. Na bazie odreagowania na giełdach zyskuje również rynek surowcowy który jest bardzo mocno skorelowany z azjatyckimi parkietami. Trudno jednak być optymistą – notowania na azjatyckich parkietach są mocno oderwane od fundamentalnych wycen, co chyba nigdy w przeszłości nie skończyło się dobrze. Rośnie tam potężna bańka spekulacyjna, której pękniecie może mieć katastrofalne skutki dla światowych rynków finansowych.

Dzisiejszy dzień w kalendarzu makreokonomicznym zapowiada się wyjątkowo nudno. W piątek brak jakichkolwiek publikacji które mogłyby wpłynąć na notowania na rynkach walutowych. Niemniej śledząc wydarzenia ostatnich dni widać jasno, że dane makroekonomiczne zeszły na drugi plan, a pożywką dla działań inwestorów są tematy Grecji i Chin.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat - dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 10.04.2015 do 10.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1850.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat - dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 10.04.2015 do 10.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4 zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Aktualnie obserwujemy odreagowanie tego ruchu. Kolejnym ważnym technicznie poziomem jest 38,2% zniesienie Fibonacciego tj. 3,9630

USD/PLN

Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat - dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 15.04.2015 do 10.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Od wczoraj obserwujemy korektę ruchu. Wsparciem powinno okazać się dolne ograniczenie kanału wzrostowego na poziomie 3,7525

GBP/PLN

Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat - dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 10.07.2015 Michał Iskat – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 10.04.2015 do 10.07.2015

Kurs GBP/PLN wyłamał się z trendu wzrostowego. W tym przypadku wsparciami powinny być kolejne poziomy Fibonacciego zlokalizowane w okolicach 5,7650 oraz 5,70.

Michał Iskat – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

M. Kiepas (Admiral Markets): Wyższe stopy procentowe umocnią dolara. W perspektywie dwóch lat możliwe osiągnięcie parytetu wobec euro

Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets

Wysokość stóp procentowych na ostatnim posiedzeniu FOMC nie została zmieniona i nadal wynosi 0-0,25 proc. Nie padły równie żadne konkretne deklaracje co do terminu pierwszej podwyżki. Rynek spodziewa się, że nastąpi ona we wrześniu lub grudniu. Uzależnione jest to jednak od kondycji amerykańskiej gospodarki. W długoterminowej perspektywie wyższe stopy wpłyną na umocnienie dolara. Za dwa lata jego wartość może się zrównać z euro.

Annualizowany wzrost PKB w Stanach Zjednoczonych wyniósł w II kwartale 2,3 proc. Jest to wynik znacznie lepszy niż w poprzednim kwartale (wzrost po rewizji o 0,6 proc.), ale nieco słabszy niż prognozowali analitycy. Ujęcie zannualizowane pokazuje, jak szybko rosłaby gospodarka, gdyby zmiany utrzymały się na tym samym poziomie przez cały rok.

– Ta poprawa może nie jest zbyt dynamiczna, jednak jest na tyle duża, żeby w zasadzie zmusić Fed do powolnego myślenia o podwyżkach stóp procentowych – mówi Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets.

Dane gospodarcze napływające z amerykańskiej gospodarki pokazują systematyczną poprawę. Szczególnie widoczne jest to w przypadku rynku pracy. Stopa bezrobocia w USA wyniosła w czerwcu jedynie 5,3 proc., co jest najlepszym wynikiem od 2008 roku.

–  Rynek jeszcze nie jest do końca zdecydowany, czy podwyżka będzie miała miejsce we wrześniu, czy w grudniu – mówi Kiepas.

Po ostatnim posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku nie podano żadnych konkretnych deklaracji. Amerykańskie władze monetarne po raz kolejny pozostawiły stopy procentowe bez zmian. W komunikacie Fed można jedynie przeczytać, że podwyżki uzależnione są poprawy kondycji rynku pracy oraz rosnącego poziomu inflacji (docelowo w okolice 2 proc.).

– Fed już wcześniej komunikował, że ruchy będą bardzo ostrożne – po 25 punktów bazowych, natomiast same podwyżki będą rozciągnięte w czasie i w dużej mierze uzależnione od sytuacji gospodarczej – przypomina ekspert.

Janet Yellen zadeklarowała jednak, że cykl podwyżek uzależniony jest od tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. W przypadku słabych odczytów z tamtejszego rynku wzrosty stóp procentowych mogą zostać nawet zupełnie wstrzymane.

– Rynki finansowe w dużej mierze już zdyskontowały to, że stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych zaczną od tego roku iść w górę – komentuje Marcin Kiepas.

Analityk Admiral Markets nie oczekuje żadnych radykalnych kroków ze strony Fedu. Gwałtowne osłabienie polskiego złotego w stosunku do amerykańskiej waluty jest według niego raczej mało prawdopodobne. Wyższe stopy procentowe za oceanem wpłyną natomiast na powolne umocnienie dolara do całego koszyka walut.

– Oczekujemy, że Fed będzie dość ostrożnie podnosił stopy procentowe i to niewątpliwie będzie czynnik wspierający dolara – wyjaśnia Kiepas.

Z drugiej strony jest wiele czynników, które mogą spowodować wzrost wartości wspólnej waluty europejskiej. Mowa tu zarówno o decyzjach podjętych w sprawie reform w Grecji, jak i o stopniowym wychodzeniu strefy euro z kryzysu.

– Te dwa czynniki niejako będą się trochę znosić, ale z korzyścią dla dolara – ocenia przedstawiciel Admiral Markets.

W opinii eksperta kurs pary euro/dolar w perspektywie dwóch lat powinien osiągnąć parytet. Obecnie na rynku walutowym euro w stosunku do dolara notowane jest na poziomie ok. 1,0950.

Przychody Oracle z rozwiązań opartych na chmurze obliczeniowej wzrosły o 200 proc. Najpopularniejszym produktem korporacji jest jednak wciąż baza danych

CEO Magazyn Polska

O 200 proc. wzrosła w ostatnim kwartale ubiegłego roku rozliczeniowego wartość sprzedaży Oracle z rozwiązań opartych na chmurze obliczeniowej. To obecnie najbardziej dynamicznie rozwijający się dział przedsiębiorstwa, które ma już połowę udziałów w segmencie baz danych. Rośnie także sprzedaż rozwiązań wertykalnych pomagających w zarządzaniu przedsiębiorstwem.

Mamy wielowymiarową ofertę, bo proponujemy rozwiązania zarówno horyzontalne, jak i wertykalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska. – Jest sporo grup produktowych, gdzie jesteśmy pierwsi lub aspirujemy do tego. W tej chwili jednak korporacja bardzo mocno weszła przede wszystkim w technologie chmurowe.

Zgodnie z opublikowanym w połowie czerwca br. wynikiem finansowym w ostatnim kwartale ubiegłego roku obrotowego Oracle odnotowało rekordową sprzedaż zarówno rozwiązań SaaS (Software as a Service, czyli oprogramowania w chmurze), jak i rozwiązań PaaS (Platform as a Service, czyli kierowanego przede wszystkim do programistów oprogramowania stanowiska pracy) o wartości 426 mln dol., co oznaczało wzrost o ponad 200 proc. w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku finansowego. W ciągu całego roku sprzedaż SaaS i PaaS wyniosła 1,5 mld dol. i była o 32 proc. wyższa. W ostatnim kwartale korporacja zyskała 1217 nowych klientów SaaS, a 760 rozszerzyło swoje zakupy w ramach rozwiązań chmurowych.

Polska jest nieco spóźniona w adaptacji najnowszych trendów – zauważa Piotr Witczyński. –  Oczywiście baza danych jest wiodącym produktem, natomiast nasze aplikacje w chmurze w tej chwili także są już bardzo popularne. Widać to było podczas naszej ostatniej konferencji Oracle Cloud Day, która odbyła się pod koniec czerwca. Mieliśmy pełną salę klientów zainteresowanych aplikacjami w chmurze, przede wszystkim Customer Experiences (do obsługi klienta – red.) i Human Capital Management (zarządzania kapitałem ludzkim – red.).

Wśród produktów horyzontalnych (użytkowanych przez szerokie grupy użytkowników) najważniejsze są baza danych, serwery, systemy zintegrowane, wirtualizacja, system operacyjny, oprogramowanie pośredniczące (ang. middleware) i aplikacje, czyli cały tzw. stos technologiczny. W portfolio spółki znajdują się jednak także wyspecjalizowane rozwiązania wertykalne dla najważniejszych sektorów gospodarki, takich jak na przykład telekomunikacja, sektor publiczny, finansowy, użyteczności publicznej czy handel. Są to m.in. systemy bilingowe czy główne systemy bankowe.

Najbardziej popularnym rozwiązaniem korporacji jest jednak baza danych. Oracle jest w tym zakresie liderem rynku, ma około 50 proc. udziałów. Oracle Database jest ceniona na całym świecie za funkcjonalność, wydajność, a także za gwarantowany poziom zabezpieczenia danych. Najnowszym hitem firmy jest baza danych w chmurze – w tym modelu klient opłaca abonament za użytkowanie usługi, zaś sama baza jest zarządzana przez Oracle w specjalnym centrum obliczeniowym. Dane są tam bezpieczniejsze niż w instalacji lokalnej.

Kto może lepiej zabezpieczyć dane, niż firma zajmująca się nimi od zawsze – przekonuje Piotr Witczyński z Oracle Polska. – Do zarządzania danymi mamy bardzo dobre narzędzia, które zresztą sprzedajemy. To dwa rodzaje zabezpieczeń: na wszystkich poziomach stosu technologicznego, począwszy od VPN-ów [Virtual Private Network, wirtualna sieć prywatna] poprzez opcje bezpieczeństwa w bazie danych i wiele innych oraz druga kategoria: bardzo rozbudowany system zarządzania tożsamością, udzielania przywilejów użytkownikom, którzy mają dostęp wyłącznie do tego, do czego powinni. Korzystają przy tym z aplikacji nie wiedząc, że są ograniczani.

Prócz bazy danych korporacja jest także liderem Identity Management (zarządzenie tożsamością), Enterprise Performance Management (zarządzanie wydajnością przedsiębiorstwa), Supply Chain Manangement (zarządzanie łańcuchem dostaw) i wielu innych.

W Polsce odnieśliśmy duży sukces rynkowy, nasze produkty są dostosowane do potrzeb różnego rodzaju klientów: od ogromnych korporacji międzynarodowych po małe przedsiębiorstwa używające jednego serwera z kilkoma procesorami – informuje dyrektor Piotr Witczyński. – Dajemy możliwość włączenia lub wyłączenia różnych opcji i od tego uzależniamy model licencji. Dodatkowo oferujemy klientom produkty w systemie ratalnym. Nasza organizacja Oracle Financing pomaga dobrze zaplanować zakup naszych produktów od strony finansowej.

Everest Investments umożliwi klientom współpracę z globalnymi zarządzającymi. Obecnie doradzałoby inwestowanie w akcje, ale zajęcie także krótkich pozycji

CEO Magazyn Polska

Budująca międzynarodową grupę zarządzającą aktywami spółka holdingowa Everest Investments zamierza umożliwić swoim klientom współpracę z międzynarodowymi specjalistami od inwestowania. Podstawową strategią spółki będzie long/short, a więc inwestycje wykorzystujące zarówno wzrost, jak i spadek ceny instrumentów bazowych (tzw. krótką sprzedaż).

Gdybym dzisiaj miał doradzić klientom w co inwestować, to przede wszystkim pomyślałbym o akcjach, ale nie jednokierunkowo – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Pietrucha, członek zarządu grypy Everest Investments. – Zalecałbym nie tylko posiadanie papierów, lecz także próbę skracania pozycji w strategiach typu long/short.

Tego rodzaju strategia inwestycyjna prócz wzrostu ceny instrumentu bazowego próbuje korzystać na jego spadku. Umożliwia to tzw. krótka sprzedaż, polegająca na znalezieniu kupca na akcje niebędące własnością sprzedającego. Przewidując, że cena papieru spadnie, inwestor sprzedaje go, po czym odkupuje po niższej cenie. Zyskiem jest różnica między kwotą sprzedaży (po wyższym kursie) a wartością zakupu. Jeżeli cena wzrośnie, to operacja taka generuje stratę.

Pożyczane akcje muszą być zwrócone w określonym terminie. W przypadku warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych zwrot musi nastąpić po dwóch dniach sesyjnych.

Jako Everest Investments w pierwszej kolejności będziemy chcieli zaproponować naszym klientom współpracę z globalnymi asset managerami – informuje Grzegorz Pietrucha. – Jesteśmy po pierwszych rozmowach ze znaczącymi i dużymi podmiotami globalnymi, które będą dostarczać nam inwestycje przede wszystkim na rynkach globalnych, zarówno amerykańskim, jak i europejskim.

Podstawową strategią inwestycyjną Everest, jak informuje członek zarządu tej spółki, ma być long/short.

Nawet duże podmioty, takie jak JP Morgan czy Fidelity, mają w swoim portfolio takie operacje raptem od kilku miesięcy albo nie dalej niż od dwóch lat – zauważa Grzegorz Pietrucha. – Natomiast są to strategie, które dzisiaj zaczynają się cieszyć dużym powodzeniem. Chcielibyśmy je również wprowadzić na rynek i zarządzając alokacją, móc je oferować naszym klientom.

Everest Investments jest spółką holdingową budującą międzynarodową grupę zarządzającą aktywami w Europie Środkowo-Wschodniej. Swoje usługi zarządzania funduszami inwestycyjnymi, funduszami hedgingowymi oraz portfelami kieruje do zamożnych klientów indywidualnych, instytucji oraz osób fizycznych z Polski, Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Od stycznia br. spółka jest notowana na GPW. Obecnie nie prowadzi działalności inwestycyjnej i oczekuje na zgodę KNF dotyczącą zarządzania aktywami.

Mimo braku porozumienia ze związkowcami zarząd PKP Cargo przyznaje podwyżki. Pracownicy dostaną 200 zł brutto

CEO Magazyn Polska

Negocjacje między zarządem PKP Cargo a związkami zawodowymi nie przyniosły rezultatów, dlatego władze przewoźnika jednostronnie zadecydowały o przyznaniu pracownikom podwyżek w wysokości 200 zł brutto do wynagrodzenia zasadniczego. Wcześniej związkowcy odrzucili taką propozycję, domagając się wyższego wzrostu płac. Zarząd podkreśla, że spółki nie stać na podwyżki, których roczny koszt przekroczyłby 75 mln zł.

– W poczuciu odpowiedzialności za perspektywy rozwoju PKP Cargo i stabilność miejsc pracy zarząd zaproponował podwyżki w wysokości 200 zł brutto efektywnie na każdego pracownika wynagradzanego według Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy oraz prawie 130 zł brutto na każdego pracownika wynagradzanego wskaźnikowo – napisał Adam Purwin, prezes PKP Cargo, w liście do pracowników.

Zarząd podjął jednostronną decyzję o podwyżkach, ponieważ negocjacje ze związkami zawodowymi nie przyniosły rezultatów. Władze przewoźnika nie zgodziły się na postulaty związkowców – podwyżek w wysokości 250 zł do wynagrodzenia zasadniczego (ok. 460 zł brutto). Ich roczny koszt wyniósłby 120 mln zł. W czasie negocjacji związkowcy ograniczyli tę kwotę. Ostatecznie zażądali wzrostu płac, który kosztowałby spółkę 75 mln zł rocznie. Zarząd tłumaczy, że to i tak znacznie więcej niż zysk netto spółki za 2014 rok (61,3 mln zł).

Ten spór ciągnie się już od jakiegoś czasu i przybiera bardzo ostre formy, łącznie z okupacją siedziby zarządu, co jest absolutnie niedopuszczalne, bo utrudnia zarządzanie spółką – mówi agencji Newseria Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Oczywiście przedstawiciele pracobiorców mają prawo do tego, żeby wysuwać swoje żądania płacowe, ale są przewidziane do tego przez prawo formy, m.in. negocjacje. Tutaj przekroczono niewątpliwie to, co jest prawem dozwolone.

W zakładach pracy powinny być układy zbiorowe, które przewidują formuły, w jakich wynagrodzenia są płacone, oraz to, kiedy mogą nastąpić podwyżki. W innych krajach to bardzo porządkuje sprawy ewentualnych podwyżek. Niestety, w Polsce jest to zawsze element nawet nie negocjacji, tylko sytuacji kryzysowych, w których dochodzi do strajków – mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. A. Smitha.

Związkowcy swoje postulaty uzasadniają podwyżkami, jakie przyznano członkom zarządu PKP Cargo. Władze spółki odpierają jednak ten zarzut – uchwałę o ich przyznaniu wprawdzie podjęła rada nadzorcza, ale zarząd ich nie przyjął.

Eksperci podkreślają, że moment wysunięcia takich żądań przez związki zawodowe nie jest przypadkowy.

W spółkach z udziałem Skarbu Państwa sytuacja jest w miarę zależna od sytuacji politycznej. W momencie, kiedy zbliża się termin wyborów, rząd i podległe mu spółki są bardziej skłonne przystawać na wszelkie żądania płacowe i to mniej więcej w tej chwili w Polsce zaczyna powoli mieć miejsce – ocenia Sadowski.

Zdaniem Andrzeja Arendarskiego podobne postulaty mogą pojawić się także w innych spółkach. Jak podkreśla, dopóki rozmowy są prowadzone przy stole negocjacyjnym, nie wpływa to znacząco na działalność spółki i jej ocenę przez inwestorów. Ewentualne strajki czy protesty mogą jednak skłonić inwestorów do ostrożniejszego podejścia.

Z wyjaśnień spółki wynika, że w latach 2011-2014 pracownicy PKP Cargo uzyskali trzy podwyżki wynagrodzenia zasadniczego. W tym roku ich łączny koszt dla przewoźnika wyniósł 565 mln zł. Średnie wynagrodzenie wzrosło w tym okresie o blisko 500 zł, do 4 tys. zł. Dodatkowo po 31 października pracownicy będą mogli sprzedać akcje, które dostali przy debiucie – pakiet akcji ma wartość 5 tys. zł.

Pracownicy, jak widać, nie czują się akcjonariuszami spółki, skoro chcą otrzymać dodatkowe świadczenia nie poprzez wzrost wartości spółki i jej lepsze wyniki, tylko tu i teraz, poprzez wyższe wynagrodzenia. A wyższe wynagrodzenia są jak zwykle więcej opodatkowane niż ewentualny przyszły zysk z firmy – mówi Andrzej Sadowski.

A. Arendarski (KIG): Dziwią mnie emocje wokół orderu dla szefa Biedronki

0

Informacja o odznaczeniu dyrektora operacyjnego Grupy Jeronimo Martins Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej wywołała gorącą dyskusję. Zdaniem Andrzeja Arendarskiego za dużo w niej niepotrzebnych emocji. Nagradzanie inwestorów zagranicznych, którzy przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju, jest normą w Polsce i innych krajach, a Biedronka jest największym pracodawcą i płatnikiem podatku dochodowego wśród prywatnych firm – przekonuje ekspert.

Nagradzanie inwestorów zagranicznych, którzy w Polsce odegrali czy odgrywają dużą rolę, jest wyrazem uznania dla nich i takim przekazem, który idzie w świat, że władze polskie doceniają uczciwych przedsiębiorców, którzy tutaj przyjeżdżają, inwestują pieniądze, tworzą miejsca pracy i powiększają PKB Polski – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Takie nagrody otrzymało również wielu polskich przedsiębiorców w innych krajach, dla których gospodarek się zasłużyli.

Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej to odznaczenie nadawane cudzoziemcom i zamieszkałym za granicą obywatelom polskim, którzy swoją działalnością wnieśli wybitny wkład we współpracę międzynarodową oraz współpracę łączącą Polskę z innymi państwami. Wśród nagrodzonych wcześniej osób znaleźli się m.in. reżyser Laco Adamik i trener reprezentacji siatkarzy Stephane Antiga.

Spółka Jeronimo Martins poprzez swoje działania spopularyzowała Polskę w Portugalii. Sam tego miałem okazję doświadczyć, że znana jest działalność Biedronki w Polsce i współpraca. Myślę, że wielu inwestorów z tego kraju może się Polską zainteresować, patrząc na doświadczenia Biedronki – mówi Arendarski. Bardzo dziwi mnie hejt, który spotykamy w internecie, i bezmyślne wypowiedzi, które właściwie zniesławiają człowieka mającego duże zasługi dla rozwoju polskiej gospodarki – dodaje.

Pedro Pereira da Silva oprócz funkcji w Jeronimo Martins jest także prezesem i założycielem Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej, która od 2008 roku wspiera rozwój polsko-portugalskiego biznesu. Izba liczy około 200 członków, zarówno polskich, jak i portugalskich firm.

Ogłoszenie decyzji resortu spraw zagranicznych w sprawie nagrodzenia Pedro Pereiry da Silvy wywołało gorącą dyskusję w internecie.

Biedronka jest pierwszym płatnikiem podatku dochodowego wśród przedsiębiorstw prywatnych. Tego podatku zapłaciła już kilkanaście miliardów złotych. To się liczy w budżecie państwa – mówi prezes KIG.

Jak podkreśla Arendarski, z punktu widzenia polskiej gospodarki duże znaczenie ma również fakt, że dostawcami Biedronki są przede wszystkim polscy producenci. Obecność sklepów Jeronimo Martins na innych europejskich rynkach umożliwia spółce promocję produktów z Polski za granicą.

Polskie start-upy coraz bardziej innowacyjne. Brakuje im jednak know-how i globalnej sieci kontaktów

CEO Magazyn Polska

Potencjał biznesowy polskich start-upów jest bardzo duży. Potrzebują jednak wsparcia finansowego i merytorycznego. Młodym przedsiębiorcom brakuje bowiem wiedzy marketingowej oraz sieci kontaktów.  Otoczenie biznesowe dla takich przedsięwzięć szybko się jednak rozwija. Niezbędne do rozwoju wsparcie mogą znaleźć m.in. w programie BRIdge Alfa realizowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Z danych GUS wynika, że małe i średnie firmy generują aż 67 proc. polskiego PKB. Według Business Link impulsem do zakładania start-upów jest potrzeba niezależności i twórczości, niepewność zatrudnienia na etacie oraz perspektywa szybkiego wzbogacenia się. Bardzo duże znaczenie ma także niepewna sytuacja na rynku pracy. Zdaniem samych przedsiębiorców przeszkodą w rozwoju małych firm jest głównie niekorzystny system podatkowy. Mimo to 70 proc. z nich uważa, że Polska to dobre miejsce na rozwój takich przedsięwzięć. Według ekspertów polskie start-upy stają się coraz bardziej innowacyjne, a ich rozwój w ciągu ostatnich trzech lat pokazuje, że nowe rozwiązania i propozycje, które trafiają na rynek, są coraz bliższe jakości światowej.

W kategoriach najbardziej obiecujących są projekty, które powstały w wyniku skrzyżowania kompetencji z różnych dziedzin nauk, z różnych dziedzin inżynierii. Na przykład połączenie projektów, które dotychczas bazowały na wiedzy medycznej, z rozwiązaniami z zakresu IT, inżynierii związanej z twardymi naukami albo naukami materiałowymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Z badań Business Link wynika, że 73 proc. młodych przedsiębiorców wiedzę o biznesie czerpie z własnych błędów, a 93 proc. uważa, że polskie uczelnie nie przygotowują do pracy w biznesie. Także eksperci potwierdzają, że rodzimym start-upom brakuje przede wszystkim know-how w zakresie komercyjnego prowadzenia projektu tak, aby zwiększać szanse na jego zapotrzebowanie. Drugim problemem jest brak sieci globalnych kontaktów biznesowych – polskie start-upy rzadko wychodzą poza granice Europy. Wiele młodych firm boryka się także z problemem zdobycia funduszy na rozwój, co w dużej mierze jest wynikiem braku wiedzy z zakresu marketingu.

Przewagą Polski jest to, że jest to duży rynek, dobry na testowanie produktów. Potem z powodzeniem można przenieść ten pomysł gdzieś indziej. Gorsze jest to, że młodzi przedsiębiorcy nie wiedzą, jak rozmawiać ze światem. To jest problem, bo oni się boją, nie znają się na marketingu, a to jest bardzo ważne dla małej firmy. Powoli jednak się uczą, jak to działa – mówi John Biggs, właściciel TechCrunch.com, serwisu poświęconego nowym technologiom i start-upom

Innowacyjne polskie firmy mogą liczyć na coraz większe wsparcie, zwłaszcza w kwestii finansów. Może to być wsparcie w postaci bezzwrotnej pożyczki, np. w ramach programu Szybka Ścieżka realizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Wnioski o dotację można składać przez cały rok – rozpatrywane są w ciągu 60 dni od miesiąca, w którym zostały złożone. W przypadku pozytywnej decyzji w ciągu kolejnych 30 dni podpisywana jest umowa na finansowanie projektu.

Drugim rodzajem wsparcia jest program BRIdge Alfa, w ramach którego działa 10 funduszy wysokiego ryzyka, m.in. Black Pearls, Infini, StartVenture oraz PIBIR. Program daje możliwość pozyskania wsparcia merytorycznego oraz środków finansowych na rozwój pomysłu na bardzo wczesnym etapie, gdy ryzyko jest wysokie.

Poprzez samą konstrukcję naszego programu, czyli współpracę z prywatnymi zarządzającymi funduszami wysokiego ryzyka, już na etapie zasiewu młode firmy technologiczne uzyskują pomoc w zakresie sposobu prowadzenia przedsięwzięcia, dobrego ułożenia go od strony komercyjnej, biznesowej i prawnej – mówi Leszek Grabarczyk.

W ramach programu BRIdge Alfa finansowane są już m.in. prace nad sztuczną krwią, innowacyjnymi plombami zabezpieczającymi z modułem radiowej identyfikacji czy bezzałogowym systemem obserwacyjnym.

W końcu lipca przy wsparciu NCBiR w Gdyni, Warszawie i Krakowie odbyły się spotkania z serii „TechCrunch Let’s Meet Up” organizowane przez serwis. Uczestnicy mieli okazję zaprezentować swoje innowacyjne projekty w konkursie na najlepszy projekt oraz spotkać się z potencjalnymi inwestorami i partnerami biznesowymi.

Własne mieszkania wciąż niedostępne dla młodych. Rozwiązaniem może być większa liczba podmiejskich inwestycji deweloperskich

CEO Magazyn Polska

Dziś mimo rządowego wsparcia zakup własnego mieszkania wciąż pozostaje poza zasięgiem wielu młodych ludzi. Lokale w inwestycjach na przedmieściach, ale dobrze skomunikowanych z centrum, mogą być znacznie tańsze – wskazuje prezes Włodarzewska SA. A dzięki zastosowaniu rozwiązań zielonej energii można ograniczyć również koszty utrzymania mieszkań.

– Na rynku jest ogromna potrzeba tanich mieszkań i domów, które będą dostępne dla młodych ludzi, przede wszystkim w dużych miastach. W ubiegłym roku ruszył program wsparcia Mieszkanie dla Młodych, który mógłby jednak rozwijać się szybciej. Pytanie, dlaczego w ofercie są setki, a nie tysiące mieszkań. Myślę, że barierą jest cena, bo produkty lokalizowane w dużych aglomeracjach, na drogich gruntach, są po prostu drogie – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Jerzy Szymański, prezes zarządu firmy deweloperskiej Włodarzewska SA.

Dane Banku Gospodarstwa Krajowego wskazują, że w ciągu 18 miesięcy obowiązywania programu MdM dzięki dopłatom własne mieszkanie kupiło 23 tys. rodzin. W ubiegłym roku wykorzystano 207 mln zł, czyli nieco ponad jedną trzecią środków zarezerwowanych na ten okres. W tym roku program wyraźnie przyspieszył, m.in. dzięki podniesieniu limitów cenowych za metr kwadratowy w niektórych miastach. Do połowy lipca do BGK wpłynęły 12 757 wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania, a z przewidzianego na ten rok limitu (715 mln zł) zarezerwowano 41 proc.

Jak podkreśla Jerzy Szymański, z dofinansowania mogłoby skorzystać więcej osób, gdyby na lokalizację mieszkań deweloperzy wybierali tereny podmiejskie.

Może należałoby skupić uwagę na lokalizacjach podmiejskich, dobrze skomunikowanych z miastami, ale o dużo tańszej cenie jednostkowej metra kwadratowego. Tam powinniśmy szukać możliwości – przekonuje prezes spółki Włodarzewska. – Myślę, że przyjść w sukurs mogłoby państwo, bo agencje państwowe dysponują dużymi areałami gruntu, które są dostępne i mogłyby być do tego wykorzystane.

Jego zdaniem wsparciem dla projektu tani dom lub tanie mieszkanie mogłyby być również środki unijne.

Na pewno ciekawym kierunkiem byłoby też skoordynowanie tego z działaniem ustawy o odnawialnych źródłach energii – mówi Jerzy Szymański.

Zgodnie z wymogami unijnymi nowo powstające budynki muszą stawać się coraz bardziej efektywnie energetycznie. Od 2021 roku powinny być niemal zeroenergetyczne. Rozwój nowoczesnych technologii i małych przydomowych instalacji OZE pozwala zastosować energooszczędne rozwiązania w każdym domu czy mieszkaniu.

Włodarzewska SA stawia na tego typu projekty. Deweloper przygotował projekt domów energooszczędnych o powierzchni od 80 do 120 mkw., wyposażonych m.in. w pompy ciepła i rekuperację, czyli system wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Zamontowanie w tych domach paneli fotowoltaicznych przetwarzających światło słoneczne na energię elektryczną i połączenie tego z możliwością jej odsprzedaży mogłoby sprawić, że taki projekt stałby się samofinansujący.

– Brzmi to egzotycznie, ale jak pokazują badania, jest to możliwe – zaznacza Szymański. – Spółka od pewnego czasu buduje bank ziemi pod tego typu projekty. Oczywiście kluczem jest po pierwsze rozpoczęcie dystrybuowania środków unijnych, a po drugie upowszechnienie rozwiązań OZE.

Włodarzewska SA działa przede wszystkim na terenie aglomeracji warszawskiej. Obecnie trwa realizacja dwóch inwestycji na Ursynowie (Zakątek Cybisa). Budynki mieszkalne i komercyjne powstają też w Brwinowie.

– Staramy się rozbudowywać nasz portfel nieruchomości tak, aby zapewnić sobie sukcesywne działanie na przestrzeni najbliższych lat – podkreśla Szymański. – W Brwinowie powstaje osiedle o powierzchni około 40 tys. mkw., które składa się z szeregu budynków o powierzchni około 1,6 tys. mkw. Inwestycja jest sukcesywnie realizowana – osiedle powstaje od dwóch lat, budowa potrwa kolejne dwa. 

W Sobieniach Królewskich wzdłuż pola golfowego powstały budynki apartamentowe i segmenty jednorodzinne.

Hyundai partnerem trzech kolejnych edycji Tour de Pologne. Sport coraz częściej wykorzystywany w budowaniu wizerunku marki

CEO Magazyn Polska

Na potrzeby Tour de Pologne trafi flota 53 samochodów marki Hyundai w limitowanej edycji. Będą to nie tylko auta towarzyszące kolarzom na trasie wyścigu, lecz także samochody dostawcze wiozące sprzęt i rowery. To kolejne sportowe wydarzenie, w które angażuje się Hyundai. – Sport przyciąga wiele ludzi, z którymi marka może zbudować emocjonalną więź – przekonują władze koncernu w Polsce.

Dyscypliny sportowe to doskonała platforma do prezentacji produktów poszczególnych firm trochę z innego punktu widzenia – mówi Leszek Płonka, dyrektor zarządzający Hyundai Motor Poland. – Sport wywołuje pozytywne emocje, adrenalinę. Kiedy pozytywne emocje kojarzą się jeszcze z produktami towarzyszącymi dyscyplinom sportowym, to więź z tymi produktami w przyszłości staje się bliższa i jeszcze bardziej doskonała.

Hyundai Motor Poland podpisał umowę sponsorską z firmą Lang Team, organizatorem wyścigu kolarskiego Tour de Pologne, i został oficjalnym partnerem 72. edycji największej imprezy kolarskiej w Polsce. Koncern zapewni flotę samochodów do logistycznej obsługi trzech kolejnych edycji tego wydarzenia.

Hyundai jest już m.in. oficjalnym partnerem motoryzacyjnym UEFA i FIFA. Team koncernu staruje również w rajdach WRC. Jak podkreśla Płonka, wybór Tour de Pologne był prosty – to prestiżowy wyścig, ceniony przez polskich kibiców. W ubiegłym roku przyciągnął na trasę przejazdu aż 2,7 mln kibiców, a relacje telewizyjne z przebiegu wyścigu śledzono w 54 państwach na całym świecie. Dodatkowym atutem są ostatnie sukcesy polskich kolarzy.

Do organizatora Tour de Pologne trafią 53 samochody w limitowanej wersji.

Samochody, które Hyundai przekazał na potrzeby obsługi logistycznej wyścigu, zostały w większości specjalnie zamówione i wyprodukowane na potrzeby tego wydarzenia. Dzięki takiemu przygotowaniu mamy pewność, że będą niezawodne w czasie tego wyścigu – zapewnia Płonka. – Ponadto samochody są oznakowane barwami, które identyfikują jednoznacznie nasze produkty z tym ważnym wydarzeniem sportowym.

Hyundai zadba też o serwis samochodów. W skład przekazanej floty wchodzą zarówno samochody towarzyszące kolarzom na trasie przejazdu, jak i małe ciężarówki, w których przewożone będą rowery i inny sprzęt. Będą to modele i40, Tucson, H350 i Santa Fe.

Do dyspozycji organizatorów jest także luksusowa limuzyna Genesis dla gości specjalnych i VIP-ów – mówi Katarzyna Kaszubkiewicz, PR Manager Hyundai Motor Poland.

Wyjaśnia, że Hyundai jako oficjalny partner Tour de Pologne ufundował również główną nagrodę. Zwycięzca otrzyma najnowszy model SUV-a Tucson. Koncern przygotował również atrakcje dla kibiców, zarówno tych towarzyszących kolarzom, jak i tych wspierających zawodników na odległość.

Zachęcamy do odwiedzenia miasteczek Hyundai, które znajdują się na starcie i mecie każdego etapu. Przygotowaliśmy wiele atrakcji, wiele emocjonujących gier, również dla użytkowników social mediów, do wygrania są atrakcyjne nagrody. Mamy nadzieję, że zarazimy wszystkich duchem rywalizacji 72.Tour de Pologne – podkreśla Katarzyna Kaszubkiewicz.

Polacy coraz chętniej jadają w restauracjach. Nie tylko od święta

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz chętniej spotykają się na wspólnym posiłku w restauracji bez wyjątkowej okazji. Miesięcznie na tego typu wyjścia wydają ok. 3 proc. domowego budżetu. Jednocześnie w Polsce znacznie rozbudowuje się baza restauracji powstają kolejne lokale, zarówno z segmentu premium, jak i niższego.

Polacy przestali utożsamiać wyjście do restauracji z luksusem. W ciągu ostatnich trzech lat znacznie wzrosła liczba osób regularnie jadających poza domem. Jak wynika z raportu OpenCard, w restauracjach bywają zwłaszcza ludzie młodzi, do 24 roku życia, mieszkający w dużych miastach. Miesięcznie wydają oni na tę przyjemność ok. 90 zł. Zdaniem ekspertów większa popularność restauracji wynika z faktu, że Polacy stają się coraz zamożniejsi i stać ich na jadanie poza domem. W dodatku lokale gastronomiczne rywalizują ze sobą w zakresie cen posiłków, co daje klientom możliwość zredukowania kosztów.

– Zamiast umawiać się w domu i samemu gotować, idziemy do restauracji. Widzimy w tym zarówno oszczędność czasu, jak i często pieniędzy. Dzisiaj w dużych miastach jak Warszawa, Kraków czy Poznań lunch kosztuje 20 zł. Wlicza się w to zarówno pierwsze i drugie danie, a często także deser czy napój – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Łagowski, wiceprezes zarządu Quandoo, serwisu, który umożliwia rezerwację online stolika w restauracji.

Z raportu OpenCard wynika, że Polacy preferują restauracje sieciowe  taką odpowiedź wybrało 40 proc. badanych. 10 proc. respondentów najchętniej jada w lokalach serwujących kuchnię europejską, 9 proc. – egzotyczną, a 8 proc. – polską. Tylko niewiele ponad 7 proc. badanych przyznało, że chętnie korzysta z ofert fast foodów.

– Nasz model biznesowy nie mógłby funkcjonować 4-5 lat temu, kiedy w Polsce było niewiele popularnych restauracji. W ostatnich 2-3 latach nastąpił jednak przełom. Powstało dużo nowych restauracji i dużo różnych kuchni – tajska, indyjska, burgery, a także dobra polska kuchnia mówi Piotr Łagowski.

Mimo wzrostu popularności jadania poza domem Polska wciąż pozostaje w tyle za większością państw Europy Zachodniej. Na jadanie w restauracjach miesięcznie Polacy wydają 3,5 proc. budżetu domowego, podczas gdy przeciętny mieszkaniec Unii Europejskiej  9,5 proc. Podstawową przewagą rynku zachodniego nad polskim jest dużo większa baza restauracji.

– Przez ostatnie trzy lata bardzo nadganiamy liczbą restauracji i liczbą bardzo ciekawych miejsc. Nie mówimy tu tylko o restauracjach premium. Najbardziej rozwijającym się segmentem jest segment casualowy, czyli tam, gdzie idziemy ze znajomymi na jedno danie, na drinka i nie wydajemy przy tym fortuny mówi Piotr Łagowski.

Z danych firmy Quandoo wynika, że ok. 30 proc. Polaków rezerwuje stolik w restauracji przez urządzenia mobilne, takie jak smartfon lub tablet. Coraz większą popularnością cieszą się specjalnie zaprojektowane do tego celu aplikacje. Na nowoczesne technologie stawiają zwłaszcza restauracje prowadzone przez młodych właścicieli, którzy najlepiej rozumieją potrzeby klientów w tym zakresie, oraz restauracje sieciowe. Najmniej interesują się taką formą przyjmowania rezerwacji właściciele tylko jednego lokalu, oni rzadziej rozwijają segment technologiczny.

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Wind Mobile z kontraktem na 100 mln złotych

Software Mind Outsourcing Services, spółka Grupy Wind Mobile, podpisała 5-letnią umowę z Wipro Ltd na rozwój i utrzymanie systemów telekomunikacyjnych T-Mobile Polska. Największy w historii kontrakt oraz strategiczna współpraca z jednym z liderów IT na świecie, znacząco podniesie sprzedaż Grupy Wind Mobile na rynku telekomunikacyjnym.

Współpraca krakowskiej firmy z notowanym na nowojorskiej giełdzie Wipro Ltd, zatrudniającym blisko 160 tys. pracowników na całym świecie, obejmuje swoim zakresem rozwój i utrzymanie ponad 40 strategicznych systemów IT operatora T-Mobile Polska. Wygrany kontrakt zwiększa zaangażowanie Grupy Wind Mobile w T-Mobile Polska o ponad 400%, gdyż dotychczas Spółka realizowała dla operatora rozwój i utrzymanie 10 systemów telekomunikacyjnych. Tak istotny wzrost skali kontraktu wynika z jednej strony z przeprowadzonej przez operatora centralizacji większości platform IT, ale przede wszystkim jest rezultatem zaufania do kompetencji Grupy zbudowanych długoletnią współpracą.

Wartość kontraktu w perspektywie 5 lat szacowana jest na ok. 100 mln złotych.

Przetarg na outsourcing rozwoju systemów informatycznych dla T-Mobile Wipro wygrało kilka miesięcy temu, wybierając Wind Mobile jako strategicznego partnera, który będzie rozwijać i utrzymywać systemy T-Mobile Polska. Rozpoczęta współpraca przyniesie korzyści obu stronom. My mamy zapewnione przychody przez najbliższe 5 lat, a Wipro otrzymuje wiedzę i doświadczanie Wind Mobile umożliwiające zwiększenie obecności w Polsce. Po kilku miesiącach uzgadniania szczegółów kontraktu, miło mi, że wreszcie możemy ten fakt zakomunikować. Jest to dla naszej firmy bardzo ważna umowa, ponieważ znacząco zwiększa poziom zamówień w strategicznym obszarze telekomunikacyjnym, stabilizuje portfel zamówień ze względu na stały i długookresowy charakter umowy, oraz pozycjonuje firmę w gronie zaufanych partnerów T-Mobile oraz strategicznych dostawców Wipro. Outsourcing całych domen biznesowych jest istotnym trendem wśród operatorów oraz modelem biznesowym Wind Mobile, w którym firma bierze na siebie odpowiedzialność za rozwój i utrzymanie systemów w zamian za długofalową gwarancję przychodów. Obszar ten, to oczywiście też znakomite źródło finansowania rozwoju własnych produktów Grupy, jak i źródło kompetencji, aby nasze R&D i produkty będące jego wynikiem, idealnie wpisywały się w ich oczekiwania i trendy sektorowe. Jest to też istotny krok na drodze rozwoju kapitałowego spółki, związanego ze zmianą parkietu notowań oraz nową emisją, z której środki przeznaczymy na przyspieszanie rozwoju zagranicznego.– mówi Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Grupy Wind Mobile.

Ciemna strona kryptowalut. Odzyskał skradzione pieniądze, ale musi je oddać

Sytuacja niczym z komedii gangsterskiej, ale poszkodowanemu nie jest do śmiechu. Złodzieje włamali się na konto pana Tomasza, okradli go i kupili na giełdzie bitcoiny. Udało się jednak odzyskać pieniądze, bo bank nałożył blokadę na konto giełdy i odesłał środki. Niestety pan Tomasz musi je teraz oddać, bo to „nie te pieniądze”.

Bitcoin to kryptowaluta, która cieszy się coraz większą popularnością na całym świecie. Jej zwolennicy przekonują, że to najlepsza z możliwych walut, bo zdecentralizowana i nie podlegająca żadnej kontroli. Nie wszystkie mechanizmy związane z jej funkcjonowaniem są do końca jasne, a obecne prawo i instytucje nadzorcze nie są w stanie monitorować przepływ środków i rozliczeń między użytkownikami. Niestety jest też ciemna strona kryptowalut – policja przyznaje, że jest to pralnia brudnych pieniędzy. Trafiają tam środki z nielegalnych źródeł, a ustalenie ich właścicieli nie jest możliwe.

Panu Tomaszowi cyberprzestępcy skradli pieniądze z firmowego konta bankowego prowadzonego w mBanku. Blisko pół miliona złotych. Wysłane przelewy zamiast na rachunki kontrahentów trafiły na podstawione konta (o sprawie więcej napiszę już wkrótce). Cześć środków trafiła na konta bankowe giełd handlujących bitcoinami. Na rachunek jednej wpłynęło 17 tys. zł, na rachunek drugiej blisko 10 tys. zł. Prokurator nałożył blokadę środków na konta bankowe giełd, a jeden z banków bez zwłoki zwrócił pieniądze poszkodowanemu.

Zapisy na kontach są niematerialne, więc się nie liczy

Pan Tomasz nie cieszył się długo odzyskanymi pieniędzmi. Jedna z giełd za pośrednictwem prawników od razu upomniała się o zablokowane i zabrane przez bank pieniądze. Prawnik wskazał, że prokurator jako podstawę prawną decyzji o zatrzymaniu środków finansowych przyjął artykuł 217 kodeksu postępowania karnego. Jest w nim mowa o tym, że „rzeczy mogące stanowić dowód w sprawie lub podlegające zajęciu w celu zabezpieczenia kar majątkowych, środków karnych o charakterze majątkowym albo roszczeń o charakterze szkody należy wydać na żądanie sądu lub prokuratora (…)”.

Obrońca odwołał się jednak twierdząc, że z przepisu tego wynika jednoznacznie, iż chodzi o rzeczy, w tym pieniądze mające formę materialną, a więc o konkretne banknoty lub monety, nie zaś o zapisy na kontach bankowych. Tego rodzaju zapisów nie sposób uznać za dowody rzeczowe „bowiem same w sobie niczego przecież nie dowodzą, a z uwagi na brak formy materialnej nie jest możliwe dokonanie ich oględzin czy badania”.

Obrońca zauważył też, że owe 17 tys. natychmiast wydano na bitcoiny i stało się to jeszcze przed doręczeniem pisma z prokuratury o zatrzymaniu środków. W związku z tym zablokowano i wydano poszkodowanemu nie „te 17 tys. zł” co trzeba, ale „inne”, należące do giełdy. Sąd uznał, że obrońca ma rację, uchylił argumenty prokuratora i nakazał panu Tomaszowi zwrócić pieniądze na rachunek giełdy handlującej bitcoinami. Gdzie rozeszły się „te” skradzione, nie da się już ustalić, więc blokada innych środków jest bezpodstawna.

– Skandal. Nie dość że ktoś nas okradł i dostaliśmy jakąś mizerną część z powrotem, to teraz musimy to zwrócić – mówi oburzony pan Tomasz. – Wystosowali pisma i się potoczyło zgodnie z ich oczekiwaniami. Ewidentnie dobrze znają mechanizm. Teraz jak nic możemy się spodziewać pisma od kolejnej firmy handlującej biotcoinami z poleceniem zwrotu środków – dodaje.

„Znamy problem, ale nic nie możemy zrobić. Bitcoin to nie waluta”

Pan Tomasz dowiedział się od prokuratora, że nie jest to pierwszy przypadek takiego postępowania giełd handlujących bitcoinami. Za każdym razem, gdy trafia do nich żądanie o zwrot środków wysuwają te same argumenty, a sądy ponoć uznają takie odwołania. Trudno znaleźć rozmówcę, który na temat problemu z bitcoinami chciałby wypowiedzieć się oficjalnie.

Nieoficjalnie można natomiast usłyszeć, że kopalnia bitcoinów to worek bez dna, do którego płyną także pieniądze z przestępstw, prostytucji, kradzieży. O ile nawet da się ustalić przepływ środków, to i tak nie wiadomo kto stoi za poszczególnymi adresami.

Poniżej fragment ciekawej korespondencji znalezionej na jednym z chatów bitcoin (wypowiedzi należy czytać od dołu) :

Fragment ciekawej korespondencji znalezionej na jednym z chatów bitcoin
Fot. Materiały prasowe

Poprosiłem policję o odpowiedzi na kilka pytań związanych z przestęępczością związaną z bitcoinami. Z biura prasowego dostałem tylko lakoniczną odpowiedź i odesłano mnie do lektury internetu: „To co by dotyczyło istoty i sposobu funkcjonowania bitcoinów jest szeroko dostępne np. w internecie. Jednocześnie należy zwrócić uwagę, że bitcoin nie jest walutą w tradycyjnym rozumieniu tego pojęcia: nie ma centralnej instytucji emisyjnej, nie jest nadzorowana ani przez banki, ani przez rządy, ani też przez żadne inne instytucje.”.

Powyższy przykład pokazuje, że bitcoin jest „fajny i anonimowy”, ale do momentu gdy nie stracimy pieniędzy. Jeśli tak się stanie, a złodziej wykorzysta nasze oszczędności do zakupu wirtualnej waluty, możemy się z nimi pożegnać na dobre. Ani policja, ani instytucje nadzorcze nie są jeszcze przygotowane do śledzenia takich spraw. Trudno też oszacować skalę zjawiska prania brudnych pieniędzy w bitcoinach. „Oficjalnie nie jest to waluta i w związku z tym policja nie prowadzi się statystyk w tym zakresie.” – podaje biuro prasowe KGP.

autor: Wojciech Boczoń

Frankowicze przepłacają?

Currency One, właściciel Internetowykantor.pl i Walutomatu, przeanalizowała zakupy CHF dokonywane przez swoich klientów. Wynika z nich, że najbardziej popularnym terminem zakupu franków jest zdecydowanie początek miesiąca, najczęściej między 3 a 5.

To częsty termin spłaty rat kredytów, ustawiany przez klientów w bankach. To także moment wejścia pensji na konto, stąd wzrost zakupów w tym okresie. Podobny trend, ale w nieco mniejszej skali widać 10 dnia miesiąca. Z tych samych względów – pracodawca musi wypłacić pensję pracownikowi właśnie do 10 dnia następnego miesiąca.

W połowie miesiąca jest ostatni moment większego zakupu franków. – Piętnasty to mniej popularny, ale ostatni ważny dzień spłaty rat kredytów. Spadek transakcji między 15 a 25 to efekt planowania budżetów domowych. Skoro pensja wchodzi z przełomem miesięcy, mało kto chce pod koniec spłacać raty – mówi Maciej Przygórzewski, główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.

Czy kurs ma znaczenie?

Jak się okazuje sam kurs nie decyduje w przeważającej mierze o dacie zakupu waluty przez kredytobiorców frankowych. Nawet gdy kurs spada o kilka groszy, frankowicze nie decydują się na zakup waluty na kilka rat do przodu.

– Wynika to głównie z dwóch powodów. Po pierwsze w domowych budżetach nie ma funduszy na zakup tak dużej ilości waluty. Po drugie rynek jest nieprzewidywalny, więc nie wiemy, czy za miesiąc nie będzie po prostu jeszcze taniej – tłumaczy M. Przygórzewski. Wysokość kursu może być zatem decydująca, ale w bardzo krótkim okresie czasu, maksymalnie kilku dni.
Mimo że różnica 6 groszy mniej na kursie (średnie wahanie w 2014r.), przy zakupie 500 franków – daje aż 30 zł oszczędności, frankowicze nie spekulują. Kupują wtedy, gdy wpłynie pensja i zbliża się termin spłaty w banku.

Wyniki Grupy Banku Zachodniego WBK po pierwszym półroczu 2015 roku

W I połowie 2015 r. Grupa Kapitałowa Banku Zachodniego WBK wypracowała 2,104 mld zł zysku przed opodatkowaniem. Zysk netto należny udziałowcom BZ WBK wyniósł 1,577 mld zł, dochody ogółem Grupy wyniosły 4,121 mld zł.

W I połowie 2015 r. Grupa Kapitałowa Banku Zachodniego WBK wypracowała zysk przed opodatkowaniem w wysokości 2,104 mld zł, natomiast zysk należny udziałowcom Banku Zachodniego WBK wyniósł 1,577 mld zł. Dochody ogółem Grupy wyniosły 4,121 mld zł i zwiększyły się o 38,2% r/r, a po wyłączeniu jednorazowych zysków na udziałach w podmiotach powiązanych były wyższe o 20,6%. Wynik z tytułu odsetek osiągnął wartość 2,083 mld zł i zwiększył się o 17,5% r/r, zannualizowana kwartalna marża odsetkowa netto Grupy Kapitałowej Banku Zachodniego WBK wyniosła 3,48%.

Wynik z tytułu prowizji za I połowę 2015 r. wyniósł 961,2 mln zł i był wyższy o 7,6% r/r.

Całkowite koszty Grupy osiągnęły poziom 1,67 mld zł i były wyższe o 15,8% r/r. Po wyłączeniu kosztów integracji, kosztów operacyjnych Grupy SCB oraz spółek BZ WBK-Aviva TUO S.A. i BZ WBK-Aviva TUnŻ S.A., a także kosztów wynikających z objęcia pakietu kontrolnego akcji towarzystw ubezpieczeniowych, a następnie ich częściowej sprzedaży i utraty kontroli, porównywalne koszty ogółem wzrosły o 7,3% r/r, głównie pod wpływem opłat należnych regulatorom rynku.

Przy nieco szybszym tempie wzrostu powtarzalnych dochodów Grupy (z pominięciem jednorazowego zysku w wysokości 523 mln zł) w porównaniu z kosztami, wskaźnik efektywności kosztowej Grupy zmniejszył się do 46,4% w I półroczu 2015 r. Po dodatkowej korekcie o koszty integracji, wskaźnik ten wyniósł 45,6% wobec 44,6%
w okresie porównywalnym.

Na koniec I półrocza 2015 r. należności brutto od klientów zwiększyły się w skali roku o 26,9% do 95,4 mld zł.

Zobowiązania wobec klientów wzrosły w skali roku o 20,5% do wartości 93,8 mld zł.

Według stanu na dzień 30 czerwca 2015 r. aktywa ogółem Grupy Kapitałowej Banku Zachodniego WBK wyniosły 133 050 mld zł, co oznacza wzrost o 23,7% r/r.

Bankowość detaliczna Banku Zachodniego WBK.

Na 30.06.02015 r. bank prowadził 2,9 mln kont osobistych złotowych. W II kwartale otwarto 70,2 tys. kont osobistych, w tym 50,5 tys. Kont Godnych Polecenia.

Klientom indywidualnym zaoferowano 6-miesięczną lokatę terminową na nowe środki, promocyjne Lokaty Bonusowe wspierające cross-sell, pełną ofertę Domu Maklerskiego BZ WBK, w tym doradztwo inwestycyjne oraz promocję „Konto dla Inwestora”, łączącą konto osobiste i rachunek maklerski. Ponadto w I półroczu bank przygotował 79 nowych lokat strukturyzowanych, z czego w II kwartale 35.

Na koniec II kwartału 2015 roku bank miał w portfelu 881 tys. kart przedpłaconych, 768,8 tys. kart kredytowych oraz 3,2 mln kart debetowych. Sprzedaż kart kredytowych wzrosła o ponad 26% w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.

W kredytach gotówkowych pierwsze półrocze 2015 r. charakteryzowało się pozytywną dynamiką sprzedaży w ujęciu r/r (wzrost sprzedaży o 3%), szczególnie rosła sprzedaż w zdalnych kanałach dystrybucji – sprzedaż przez call centre wzrosła o 72%, natomiast przez internet o 59%.

W kredytach hipotecznych w I półroczu 2015r. bank również uzyskał bardzo dobre wyniki sprzedaży, która wyniosła wg uruchomień 2 mld zł, zwiększając się o 50% r/r. Bank, jako odpowiedzialny uczestnik rynku wprowadził udogodnienia dla spłacających kredyty mieszkaniowe w CHF m.in.: możliwość okresowego obniżenia raty o 10% lub 20% na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, brak opłaty za aneksy, zmniejszenie spreadu dla waluty CHF do 2%.

Na koniec II kwartału 2015 roku z bankowości mobilnej korzystało 570 tys. aktywnych użytkowników (wzrost o 78% r/r). Wykonali oni łącznie 1,5 mln transakcji w II kwartale. Dostęp do usług bankowości elektronicznej BZWBK24 ma obecnie ponad 3 mln klientów. W kanałach elektronicznych w II kwartale 2015 sprzedanych zostało ponad 32,5 tys. szt. produktów kredytowych.

W II kwartale bank wprowadził następujące zmiany w usługach bankowości mobilnej i internetowej:

  • Uproszczenie otwarcia konta osobistego przez Internet i uzupełnienie o nową ścieżkę zawarcia umowy przez przelew weryfikacyjny (tzw. konto na przelew). Otwarcie konta również jest możliwe w aplikacji BZWBK24 mobile na smartfony i tablety,
  • w BZWBK24 mobile udostępniony został przelew walutowy pomiędzy własnymi rachunkami,
  • uproszczenie zakupów biletów komunikacji miejskiej i opłacania stref parkingowych w usłudze Zakupy mobilne,
  • przelew24 został dostosowany do płatności wykonywanych na urządzeniach mobilnych (smartfonach i tabletach),
  • udostępniona została obsługa w Polskim Języku Migowym w usłudze Doradca online.

Ponadto firma badawczo-doradcza Forrester Research w rankingu, będącym częścią raportu „2015 European Mobile Banking Functionality Benchmark” uznała bankowość mobilną Banku Zachodniego WBK za najlepiej ocenianą wśród polskich banków i drugą wśród wszystkich europejskich banków. W konkursie Global Finance „2015 Worlds Best Digital Banks Awards in Central & Eastern Europe” Bank Zachodni WBK zajął 1. miejsce w Polsce w kategorii The 2015 Worlds Best Consumer Digital Banks In Central & Eastern Europe, a aplikacja BZWBK24 mobile 1. miejsce w podkategorii Best in Mobile Banking oraz Best in Mobile Banking App dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

MŚP

Skierowana do segmentu MŚP akcja kredytowa przebiegała w minionym półroczu zgodnie z planem. Wielkość sprzedaży kredytów rosła z miesiąca na miesiąc w wyrównanym tempie, wykazując po I półroczu przyrost na poziomie 20% r/r. Wzrost wartości całego portfela kredytowego wyniósł ok. 10% r/r. Notujemy duży popyt na finansowanie inwestycji. Liczba klientów wnioskujących o ten typ finansowania wzrosła o kilkanaście procent r/r. Rozbudowany został również portfel depozytów, który na koniec czerwca 2015 r. przewyższył ubiegłoroczny poziom o 6%.

W I półroczu 2015r. BZ WBK Leasing osiągnął rekordowe wyniki sprzedaży: 1,9 mld zł wartości sfinansowanych aktywów i wzrost rok do roku o 40% tj. o 25 p.p. powyżej rynku (+15% r/r). Dzięki taki rezultatom spółka umocniła pozycję w ścisłej czołówce firm leasingowych w Polsce. Wzrósł również portfel brutto do wysokości 5,1 mld zł na koniec czerwca przy jednoczesnym zachowaniu bardzo dobrych wskaźników jakości.

W I połowie 2015 r. Bank przeprowadził cykl 12 bezpłatnych konferencji „Akademii Przedsiębiorcy” pod hasłem „Jak wyprzedzić konkurencję w wyścigu po dotacje unijne?”. Uczestniczyło w nich ok. 1,3 tys. przedsiębiorców zainteresowanych dotacjami unijnymi z nowej perspektywy unijnej na lata 2014-2020. Projekt będzie kontynuowany jesienią.

Na koniec I półrocza Bank Zachodni WBK miał sieć liczącą 884 placówek, w tym 115 placówek partnerskich oraz 1320 bankomatów i 274 wpłatomatów. Dodatkowo 59 urządzeń łączyło funkcjonalność bankomatu i wpłatomatu.

Bankowość korporacyjna Banku Zachodniego WBK

W pierwszym półroczu 2015 r. Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej osiągnął 6% wzrost akcji kredytowej w porównaniu z końcem 2014 r. , wyraźnie przekraczającą wzrost rynku w tym okresie. Saldo depozytów wzrosło o 9 % przy jednoczesnym wzroście dochodowości bazy depozytowej. Głównymi transakcjami Pionu w pierwszych sześciu miesiącach 2015 r. były: największa w Polsce w I półroczu 2015 r. oferta IPO firmy z sektora samochodowego, gdzie Bank Zachodni WBK był jednym z dwóch prowadzących księgę popytu oraz współoferującym, oraz konsorcjalna umowa kredytowa ze spółką z branży medycznej.

Strategia osiągnięcia pozycji banku pierwszego wyboru dla firm korporacyjnych jest realizowana wieloma projektami. Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej rozwija segment Agro, realizowany jest również projekt Digital Banking – wdrażanie nowoczesnych rozwiązań IT w obszarze bankowości dla dużych firm i korporacji. W maju 2015 r. Bank Zachodni WBK rozpoczął również Program Rozwoju Eksportu dla firm zainteresowanych ekspansją międzynarodową. Działania dla rozwoju polskiego eksportu są uzasadnione także w kontekście bardzo dobrej oferty produktowej dla handlu zagranicznego, obejmującej wsparcie ekspertów Zespołu Trade Finance, wielocelowe i wielowalutowe linie kredytowe oraz w pełni zautomatyzowaną obsługę inkas, akredytyw i gwarancji w serwisie bankowości elektronicznej iBiznes24. Ta oferta wraz z usługami Skarbu oraz International Desk zapewnia kompleksową obsługę eksporterów i importerów.

Dodatkowo, Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej cały czas skupia się na akwizycji nowych klientów oraz cross-sellingu zorientowanym na kluczowe produkty z wysokim potencjałem wzrostu, takie jak finansowanie handlu zagranicznego, faktoring, leasing i produkty na stopę procentową.

Global Banking & Markets w Banku Zachodnim WBK

W pionie Global Banking & Markets w II kwartale 2015 r. Bank Zachodni WBK przeprowadził największą od początku roku emisję publiczną akcji na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Klientem była spółka zagraniczna z sektora samochodowego. Bank był również aktywny w obszarze sprzedaży akcji w drodze przyspieszonej budowy księgi popytu spółek notowanych na giełdzie z sektorów finansowego i energetycznego. W minionym kwartale Pion GBM uczestniczył w szeregu znaczących finansowań wspierających polską gospodarkę, m.in. dla jednej z największych grup z branży chemicznej i dla wiodącej grupy z sektora paliwowego.

Znaczącym sukcesem banku w tym okresie było przeprowadzenie emisji obligacji średnioterminowych dla wiodącej grupy finansowej, uzupełnione następnie transakcją zabezpieczającą ryzyko zmiany stopy procentowej, a także refinansowanie i syndykacja kredytu udzielonego na akwizycję pakietu kontrolnego grupy chemicznej notowanej na giełdzie papierów wartościowych. W tej transakcji bank pełnił rolę koordynatora, agenta finansowania i ds. zabezpieczeń oraz banku prowadzącego rachunki.

Źródło: BZ WBK

Fed zostawił rynki bez podpowiedzi

Wynik posiedzenia rezerwy federalnej i informacje, jakie pojawiły się po jego zakończeniu nie przyniosły zmian tendencji wcześniej widocznych na rynkach w ostatnich dniach, lecz ich kontynuację. Umocnił się dolar, zdrożały amerykańskie obligacje, w górę poszły indeksy giełdowe. Spadek kursu euro poniżej 1,1 dolara oraz wzrost rentowności 10-letnich papierów z 2,25 do 2,28 proc. wskazują, że inwestorzy są przekonani, że Fed podniesie stopy jeszcze w tym roku, choć niekoniecznie we wrześniu. Wyraźniejsze jastrzębie sygnały prawdopodobnie spowodowałyby silniejszą reakcję na rynkach.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Sięgające 0,7 proc. wzrosty indeksów na nowojorskim parkiecie dowodzą, że giełdowi gracze nie obawiają się pogorszenia koniunktury w wyniku podwyższenia kosztu pieniądza. Nastroje są jednak zmienne i z wyciąganiem wniosków nie należy się spieszyć. Jeśli dzisiejsze dane o dynamice amerykańskiego PKB za drugi kwartał będą znacznie odbiegać od konsensusu, mogą stać się impulsem do silniejszego ruchu.

Fed zadeklarował także, że w swych decyzjach będzie brał pod uwagę cały zestaw informacji, a więc nie tylko dotyczących gospodarki, a w szczególności rynku pracy i inflacji, ale także tych ze sfery rynków finansowych i sytuacji na świecie. To sugeruje, że chce stworzyć sobie większe pole manewru.

Umocnienie się dolara nie wpłynęło w środę na notowania surowców. Przekraczający 2 proc. skok ceny amerykańskiej ropy WTI był wynikiem informacji o znacznie większym niż się spodziewano spadku jej zapasów. W czwartek rano ten czynnik stracił już jednak na znaczeniu i notowania surowca zniżkowały.

UKRAINA: na krawędzi upadku finansowego i gospodarczego

Od kilku miesięcy rząd Ukrainy stara się osiągnąć porozumienie z prywatnymi posiadaczami obligacji państwowych. Jego celem miałaby być restrukturyzacja długu ukraińskiego. Negocjacje utknęły jednak w martwym punkcie, podczas gdy sytuacja gospodarcza i kondycja finansowa kraju pogarsza się w zatrważającym tempie. W I kwartale 2015 r. ukraińska gospodarka skurczyła się o 17 proc. (r¬/r), co nastąpiło po 6,5 proc. spadku tempa wzrostu PKB w całym 2014 r.

Dlaczego?

W ramach porozumienia zawartego w marcu 2015 r. z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Kijów rozpoczął negocjacje z prywatnymi posiadaczami ukraińskich obligacji państwowych. Przewidywało ono między innymi, umorzenie 15 mld USD zadłużenia u prywatnych wierzycieli do 2018 r. Ukraina zwróciła się do swoich kredytodawców, na czele których stoi amerykański fundusz inwestycyjny Franklin Templeton, o 40 proc. redukcję zadłużenia, swoją prośbę motywując tym, że kraj stanął w obliczu problemów dotyczących płynności finansowej, ale przede wszystkim – wypłacalności. Wierzyciele natomiast są zdania, że Ukraina boryka się „jedynie” z kryzysem dotyczącym płynności finansowej. Zaproponowali więc zmianę profilu zadłużenia bez możliwości redukcji jego wartości nominalnej.

Ryzyko?

Ukraina stanęła w obliczu bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, która może zaważyć na wypłacalności kraju.

– Kraj jest pozbawiony głównych źródeł wpływów do budżetu. Rząd centralny Ukrainy utracił kontrolę nad częścią wschodnich regionów kraju, w których koncentruje się największy potencjał przemysłowy i zasoby naturalne: produkcja przemysłowa w obwodach ługańskim i donieckim odpowiadała za blisko 15 proc. PKB kraju i 20 proc. wartości jego eksportu. Ponadto wpływy do budżetu Ukrainy z eksportu pochodzą głównie ze sprzedaży towarów (ruda żelaza, stal), których ceny na rynkach światowych odnotowują tendencję spadkową.

– Popyt wewnętrzny ograniczają rosnąca w zawrotnym tempie inflacja (która w czerwcu br. osiągnęła poziom 57,5 proc. mierzony rok do roku) oraz wysokie stopy procentowe (w marcu 2015 r. bank centralny podniósł bazową stopę referencyjną do 30 proc.). Podobny wpływ mają cięcia wydatków publicznych (w okresie od marca do maja br. wysokość świadczeń socjalnych realnie spadła o 50 proc.).

– Wprowadzono rygorystyczną kontrolę kapitału w celu podjęcia próby ustabilizowania kursu hrywny, której wartość w ciągu roku spadła o 80 proc. (o 40 proc. od stycznia br.). Stabilizacja kursu waluty ma kluczowe znaczenie dla podtrzymania wartości zadłużenia zewnętrznego, ponieważ 60 proc. długu publicznego jest denominowana w USD, a wiele ukraińskich firm, banków, a nawet gospodarstw domowych posiada zobowiązania wynikające z kredytów zaciągniętych w obcej walucie.

– Stosunek długu publicznego do PKB zmienia się w niezwykle niekorzystnym tempie z powodu ostrego spadku tempa wzrostu gospodarczego i szacuje się, że w 2015 r. przekroczy próg 90 proc. PKB (w 2013 r. wartość ta wynosiła 40 proc.).

– Sektor bankowy dotkliwie odczuwa skutki kryzysu gospodarczego i dewaluacji hrywny. Konieczna była rekapitalizacja niektórych banków państwowych, a cały sektor podlega działaniom zmierzającym do konsolidacji (w 2015 r. zamknięto 24 banki). Największy bank prywatny, PrivatBank, zamierza zrestrukturyzować swoje zadłużenie, jednak jego wierzyciele odrzucili propozycję wydłużenia terminu zapadalności euroobligacji z terminem spłaty w 2015 i 2016 r.

Trwające negocjacje z zadłużonymi podmiotami prywatnymi mają kluczowe znaczenie dla podtrzymania obsługi ukraińskiego długu. Ich ewentualne fiasko oznaczałoby poważny cios dla wiarygodności Ukrainy w oczach inwestorów i utrudniłoby odzyskanie dostępu do rynków w przyszłości. Bez wątpienia jednak jest to trudne zadanie.

– Do tej pory Ukraina spłaciła należne odsetki na rzecz prywatnych kredytobiorców, w tym kwotę 120 mln USD spłaconą 24 lipca. Wciąż wymagane do spłaty w 2015 r. pozostają duże części zadłużenia: spłata 500 mln USD przypada na wrzesień br., 600 mln EUR na październik i 3 mld USD na grudzień (dług wobec Rosji).

– Rozmowy prowadzone z Rosją mają trudny przebieg. Poza kontrowersjami politycznymi, oba kraje dzielą kwestie gospodarcze i finansowe. Po załamaniu negocjacji na temat cen gazu, w lipcu Rosja wstrzymała dostawy tego surowca ze swojego terytorium na Ukrainę. Poza tym Moskwa konsekwentnie odmawia udziału w negocjacjach dotyczących restrukturyzacji wartego 3 mld USD zadłużenia Ukrainy wynikającego ze sprzedaży emitowanych przez ten kraj obligacji. Status tego zadłużenia jest przedmiotem dyskusji: jeżeli uzna się je za zadłużenie prywatne, należy je objąć negocjacjami w sprawie restrukturyzacji. W przeciwnym razie zadłużenie to będzie należne do spłaty w całości w grudniu br., a każdy przypadek niewypełnienia zobowiązań dotyczących długu państwowego będzie oznaczał zawieszenie programu pomocowego MFW.

Wsparcie finansowe udzielone przez zagranicę może pomóc uniknąć ryzyka bankructwa w perspektywie krótkoterminowej, jednak nie przyczyni się do zagwarantowania wypłacalności kraju w perspektywie średniookresowej. Postęp w negocjacjach z wierzycielami prywatnymi jest jednym z warunków porozumienia zawartego z MFW. Oczekuje się, że decyzja o wypłacie drugiej raty kredytu (w kwocie 1,7 mld USD) zostanie potwierdzona przez Radę Dyrektorów MFW 31 lipca 2015 r. Decyzja pozytywna będzie oznaczać pewną pomoc dla rządu Ukrainy, jednak tylko w perspektywie doraźnej. Przy utrzymujących się na niskim poziomie wpływach z tytułu podatków i eksportu, wyczerpujących się rezerwach (obecnie rezerwy pokrywają 2-miesięczne potrzeby importowe kraju), Ukraina może prędzej czy później mieć trudności ze spłatą swoich zobowiązań.

Zawarcie kompromisu z wierzycielami jest prawdopodobne przed wrześniowym terminem spłaty zadłużenia, jednak z poziomem restrukturyzacji wynoszącym mniej niż 40 proc., co proponuje ukraiński rząd. Byłby to pierwszy krok w dobrą stronę, jednak sytuacja Ukrainy nadal jest niestabilna, ponieważ uwaga ukraińskiego rządu i zasoby, jakimi on dysponuje, skupiają się na wschodnich regionach kraju, a to z kolei oddala perspektywę dogłębnych reform, które mogłyby zapewnić trwały wzrost i stabilne wpływy budżetowe.

Mimo wzrostu gospodarczego Polacy nie są zadowoleni z życia

Jak wynika z raportu brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS), w latach 2007-2014 polska gospodarka rosła najszybciej spośród wszystkich krajów OECD. Jednocześnie, zdaniem Polaków, jakość życia w naszym kraju pogorszyła się.

W latach 2007-2014 we wszystkich krajach OECD, z wyjątkiem Grecji, zanotowano wzrost PKB na jednego mieszkańca. Najszybciej rozwijała się polska gospodarka – w 2014 roku urosła ona o 45,1% w porównaniu do stanu z 2007 roku.

Jednocześnie, jak wskazuje ONS przytaczając dane OECD, poziom satysfakcji z życia Polaków obniżył się. Podobnie było w 20 innych krajach organizacji. W siedmiu państwach zadowolenie z życia wzrosło, a w pozostałych siedmiu pozostało bez zmian.

PKB per capita oraz poziom satysfakcji z życia w krajach OECD (procentowa zmiana od 2007 do 2014 roku)

PKB per capita oraz poziom satysfakcji z życia w krajach OECD (procentowa zmiana od 2007 do 2014 roku)
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie ONS. Wykres: PKB per capita oraz poziom satysfakcji z życia w krajach OECD (procentowa zmiana od 2007 do 2014 roku)

Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń 2014

Stabilny rozwój mBanku

Zapowiadane jako duże wydarzenie na rynkach walutowych posiedzenie FOMC okazało się niemal zupełnie neutralne

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajsze posiedzenie odpowiednika polskiej Rady Polityki Pieniężnej czyli FOMC było umiarkowanie “pasjonujące”. Rolą tych organów nie jest wygłaszanie porywających mów. Patrząc na najważniejszą część komunikatu zmieniło się raptem jedno zdanie. Miesiąc temu czekano na “dalszą poprawę na rynku pracy”, dzisiaj czekamy na “jakąś dalszą poprawę na rynku pracy”. Nie pojawiły się również deklaracje w sprawie zmiany wysokości stóp procentowych nie zmienianych już od niemal 7 lat. Co to oznacza w praktyce? W dalszym ciągu nie można wykluczyć podniesienia stóp we wrześniu. Nie można go również uznać za prawdopodobne. W skrócie nic się nie zmieniło a subtelne złagodzenie komunikatu w obliczu tego co dzieje się na świecie niewiele tu wnosi. Jak zareagowały rynki? W momencie publikacji standardowo zwiększyła się zmienność, gdyż pojawiły się znaki zapytania. Gdy okazało się, że jest po staremu rynki wróciły do poprzednich poziomów.

Co stanie się dalej ze stopami procentowymi w największej gospodarce? Oczekiwania mówiły o jednej lub dwóch podwyżkach do końca 2015 roku. Obecnie, o ile w ogóle miałoby dojść to raczej do jednej i to w grudniu. Dla przypomnienia, nie ma posiedzenia FOMC w listopadzie, zatem wątpliwe są decyzje przed dłuższą przerwą w obradach. Warunkiem podwyżki jest inflacja zmierzająca w okolice 2%. Poziom ten nie jest szczególnie wysoki, ale ostatnie odczyty ze względu na spadki cen surowców oscylowały w okolicach zera, zatem jest jeszcze spory bufor. Wszystkie plotki o wzroście stóp działają wzmacniająco na dolara.

W Grecji z powodu “problemów z siecią komputerową”, nie uda się włączyć giełdy w tym tygodniu. Powodem problemów jest strach przed tym co stanie się na giełdzie otwartej po miesięcznym zamknięciu. EBC wyraziło co prawda zgodę na otwarcie giełdy, jednakże w obawie przed ucieczką kapitału nałożono na graczy lokalnych zakaz inwestowania na giełdzie środków z rachunków bankowych. Po otwarciu giełdy istnieje ryzyko, że Grecy w obawie przed dalszym krachem zaczną gwałtownie wyprzedawać posiadane akcje.

Dzisiaj poznamy serię ważnych danych rynkowych:
9:55 – Niemcy – stopa bezrobocia,
14:00 – Niemcy – wstępne dane na temat inflacji konsumenckiej,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

W nocy poznaliśmy również dobre dane z Japonii. Tamtejsza produkcja przemysłowa rośnie obecnie o 2% w skali roku przy oczekiwaniach na poziomie 1,3%.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Po ostatnich ruchach w dół formacja ta jest znacznie szersza. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima a obecnie przebiega dolne ograniczenie nowego trendu.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Badanie trzeźwości pracownika

Kto i w jakich okolicznościach może dokonać badania trzeźwości pracownika na stanowisku pracy i czy zgoda zatrudnionego jest konieczna dla przeprowadzenia takiego testu? Odpowiada Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu.

Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Wedle obowiązujących przepisów, badanie trzeźwości pracownika może odbyć się zarówno na żądanie pracodawcy, jak i pracownika (co dzieje się najczęściej w celu udowodnienia trzeźwości), jednak kwestią wzbudzającą wątpliwości jest to, kto może takie badanie wykonać i czyja zgoda jest konieczna.

Na pracodawcy spoczywa obowiązek niedopuszczenia do pracy zatrudnionego, wobec którego zachodzi podejrzenie pozostawania pod wpływem alkoholu lub spożywania go w czasie pracy. Jednym z pierwszych działań prewencyjnych, które powinien zastosować pracodawca lub upoważniona przez niego osoba (np. kierownik) wobec budzącego wątpliwości podwładnego jest odsunięcie go od wykonywania obowiązków i poinformowanie go o okolicznościach stanowiących podstawę decyzji zwierzchnika.

Na żądanie pracodawcy

W przypadku, gdy to pracodawca wnioskuje o badanie trzeźwości pracownika, istnieją dwie możliwości: mimo, że przepisy nie precyzują tego wprost, to jeśli podwładny wyrazi zgodę, dopuszczalne jest, by przełożony samodzielnie przeprowadził badanie alkomatem lub probierzem trzeźwości. Z jego przebiegu należy sporządzić protokół, w którym jasno wskazuje się na objawy lub okoliczności uzasadniające przeprowadzenie testu. Warto jednak pamiętać, że zatrudniony nie ma obowiązku zgodzić się na badanie. W tej sytuacji, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, iż pracownik faktycznie znajduje się pod wpływem alkoholu, pracodawca nie może sam przeprowadzić badania (co mogłoby stanowić naruszenie dóbr osobistych zatrudnionego), ale ma prawo wezwać w tym celu organ upoważniony – czyli policję lub straż miejską. W razie oporu funkcjonariusze mają prawo przetransportować pracownika do szpitala, gdzie pod przymusem zostanie on poddany badaniu krwi. Oznacza to, że w sytuacji wezwania do zakładu organów uprawnionych, prawo do odmowy zrealizowania testów pracownikowi nie przysługuje.

Zgodnie z art. 17 ust. 3 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, w brzmieniu obowiązującym od dnia 1 lipca 2011 r., kontrolę trzeźwości pracownika przeprowadza uprawniony organ powołany do ochrony porządku publicznego (w praktyce jest nim policja lub straż miejska).

Warto wskazać również, że badanie krwi lub test alkomatem nie jest jedynym dowodem na nietrzeźwość zatrudnionego. W ewentualnym postępowaniu rolę tę pełnić mogą również zeznania świadków, nagrania z monitoringu itp. Pracodawca ma zatem prawo poprzestać na zeznaniach osób, które były świadkami zachowania podwładnego, a brak przeprowadzonego badania nie odbiera możliwości nałożenia na niego sankcji.

Co istotne, już sama odmowa poddania się badaniu trzeźwości może mieć znaczenie dowodowe i wpływać na ocenę sprawy przez sąd. Zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego odmowa pracownika nie polepsza jego sytuacji, a w przypadku ewentualnego procesu będzie oceniana na podstawie wiedzy i doświadczenia życiowego sądu, co w efekcie stanowić może okoliczność obciążającą zatrudnionego.

Na wniosek pracownika

Wedle obowiązujących przepisów, również sam zatrudniony ma prawo zażądać przeprowadzenia badania, co służyć ma najczęściej udowodnieniu swojej trzeźwości. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 11 kwietnia 2000 r. w sprawie o sygn. I PKN 589/99, pracodawca, który nie dopuścił podwładnego do pracy ma obowiązek umożliwić mu wykazanie trzeźwości. Procedura badania wygląda tutaj podobnie, jak w sytuacji, gdy odbywa się ona na żądanie pracodawcy – jeżeli obie strony wyrażają zgodę na przeprowadzenie testu, nie ma przeszkód, by zostało ono wykonane bez udziału policji. Takie badanie może (a nawet powinno) natomiast odbywać się w obecności osób trzecich, które pełnią wtedy rolę świadków. Jeżeli natomiast jedna ze stron sprzeciwia się wykonaniu badania, druga (w tym przypadku sam pracownik) może w tym celu wezwać organ upoważniony. Jeżeli test wykaże trzeźwość pracownika, koszt badania poniesie pracodawca, natomiast w sytuacji odwrotnej – zatrudniony.

W wyjątkowych okolicznościach

Zgodnie z generalnie obowiązującą zasadą, badanie trzeźwości powinno być uzasadnione, czyli można je przeprowadzić tylko wtedy, gdy zachodzi faktyczne podejrzenie, że konkretny pracownik znajduje się pod wpływem alkoholu. Okolicznością uzasadniającą będzie więc nietypowe zachowanie (chwiejny krok, niewyraźna mowa, niekontrolowanie emocji, wyczuwalna woń) lub zeznania świadków, którzy widzieli pracownika spożywającego alkohol. Zasadniczo pracodawca nie jest uprawniony do wyrywkowej lub losowej kontroli trzeźwości swoich podwładnych. Istnieją jednak pewne szczególne okoliczności, w których badania prewencyjne lub okresowe będzie uzasadnione. Zdaniem niektórych ekspertów podstawą do przeprowadzenia takich testów mogą być ogólne przepisy BHP, które zobowiązują pracodawcę do podjęcia odpowiednich działań w celu zapewnienia ochrony pracownikom w przypadku zagrożenia ich zdrowia lub życia. Dotyczy to w szczególności firm transportowych czy budowlanych a także placówek medycznych oraz zakładów produkcyjnych takich jak np. rafinerie, elektrownie, firmy farmaceutyczne. Pracodawcy muszą jednak pamiętać o jeszcze jednej, bardzo istotnej kwestii a mianowicie o jakości urządzeń, które wykorzystywane są do badania trzeźwości załogi. Korzystanie z niesprawdzonych aparatów bez atestu niesie duże ryzyko błędnego wyniku, co oznacza, że w ewentualnym sporze sądowym z pracownikiem, wartość dowodowa wyniku otrzymanego za pomocą takiego sprzętu jest znikoma.

Stawianie się do pracy w stanie nietrzeźwym lub spożywanie alkoholu w miejscu i czasie pracy jest ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych. Dlatego nawet gdy taka sytuacja ma charakter jednorazowy, czyn ten może stanowić podstawę do rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika na podstawie art. 52 § 1 pkt 1 Kodeks pracy (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 maja 1983 r. sygn. I PRN 74/83).

Niektórzy pracodawcy, dbając o dobro zakładu i całej załogi, działają w porozumieniu z pracownikami i wspólnie wypracowują treść umowy, na podstawie której zatrudnieni dobrowolnie poddają się wewnętrznej procedurze badania trzeźwości. Eksperci radzą, by tego rodzaju kontrakt był wynikiem partnerskiego dialogu z pracownikami (lub ich reprezentacją), a konsultacje w tym zakresie odbywały się na podstawie przepisów stosowanych podczas uzgadniania regulaminów zakładowych.

Obecny system wsparcia dla systemów kogeneracji jedynie do 2018 roku. Inwestorzy oczekują, że nowe regulacje obejmą możliwie długi horyzont czasowy

CEO Magazyn Polska

Mimo braku wiedzy na temat systemu wsparcia dla systemów kogeneracji po 2018 roku Grupa Fortum nie rezygnuje inwestycji. Nowa elektrociepłownia w Zabrzu będzie gotowa już za trzy lata. Wartość projektu wyniesie 200 milionów złotych. Rynek oczekuje, że nowy system, nad którym pracuje Ministerstwo Gospodarki, obejmie możliwie długi horyzont czasowy. Stworzy to stabilne warunki prowadzenia biznesu.

– Wydaje mi się, że Prawo energetyczne należałoby może nie napisać od początku, ale przejrzeć całą ustawę, zrobić to, co planowano przy dużym trójpaku, szczególnie, że jest okazja np. w związku z systemem wsparcia kogeneracji, który musi powstać, i na najbliższe dwa lata zaplanować te prace – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Bruszewski, dyrektor ds. prawnych w Fortum Power and Heat w Polsce. – Biorąc pod uwagę bezpieczeństwo systemu, inwestorów i klientów ten system powinien powstać co najmniej do 2017 roku, tak żeby można było się w 2018 roku przygotować na jego wejście w życie.

Obecny system wsparcia dla kogeneracji wygasa z końcem 2018 roku. Prawnik postuluje, by konieczność wypracowania nowego systemu wsparcia wykorzystać do stworzenia kompletnego Prawa energetycznego i wobec nieuchwalenia dużego trójpaku energetycznego, czyli zbioru ustaw dotyczących odnawialnych źródeł energii, prawa energetycznego oraz prawa gazowego pospieszyć się z pracami i przeprowadzić je w ciągu dwóch najbliższych lat.

– Trzeba się wziąć do tego i myślę, że te najbliższe dwa lata pokażą, czy nam się to uda. Nie udało się z dużym trójpakiem, ale może teraz po ustawie o OZE można się na tym nowym dziele skupić i to wszystko przygotować w ciągu tych dwóch lat, a co najmniej w ciągu najbliższej kadencji Sejmu – mówi dyrektor ds. prawnych w Fortum Power and Heat Polska.

Marcin Bruszewski podkreśla, że sukcesem było uchwalenie ustawy o odnawialnych źródłach energii, którą Fortum przyjął z zadowoleniem.

 Są tam pewne rozwiązania, które uważamy za być może nie do końca takie, jak byśmy sobie wyobrażali, ale nigdy nie ma takiego aktu prawnego, który każdy by zaakceptował w stu procentach – mówi ekspert. – Uważamy, że to jest krok w dobrą stronę, zapewnia stabilność systemu. Natomiast myślę, że 2016 rok i pierwsze aukcje pokażą, czy został on dobrze skonstruowany, czy nie został. Mamy nadzieję, że odpowiedź rynku i weryfikacja aktu prawnego zakończy się sukcesem.

Marcin Bruszewski wskazuje na zasadność wydzielenia prawa gazowego. Istotne będą także prace nad dyrektywą efektywnościową, czyli nową ustawą o efektywności energetycznej.

Nie ma nowego Prawa gazowego, co akurat dla nas jest może mniejszym zmartwieniem, bo my nie korzystamy z gazu ziemnego jako paliwa. Natomiast oczekiwalibyśmy, że takie prawo powstanie, bo  zapewni to bezpieczeństwo dla kraju i stabilność systemu gazowego – wskazuje.

Rozmówca tłumaczy, że Grupa Fortum stara się promować takie rozwiązania, które pozwalają na realizację inwestycji bez względu na systemowe wsparcie. Niedawną decyzję inwestycyjną dotyczącą budowy elektrociepłowni w Zabrzu podjęto bez tej wiedzy. Wartość realizacji wyniesie 200 milinów euro, a zakład zostanie oddany do użytku w ciągu trzech lat.

Założyliśmy, planując inwestycję w Zabrzu, że ona jest opłacalna finansowo nawet bez systemu wsparcia – mówi Bruszewski. – Zwłaszcza że system wsparcia dla odnawialnych źródeł energii, który powstał w tej chwili, jest systemem nakierowanym przede wszystkim na źródła odnawialne, my jesteśmy źródłem multipaliwowym, w związku z czym powstaje pytanie, czy w ogóle będziemy w stanie w aukcji wystąpić i zdobyć odpowiednią pozycję, żeby móc korzystać z tego systemu. Natomiast z punktu widzenia inwestora takiego jak my stabilny i pewny system prawny to gwarancja tego, że nasz projekt czy inne projekty, które planujemy w Polsce, będą się rozwijać harmonijnie.

Spółka Value4Capital zainwestuje 200 mln euro w spółki z branży usługowej. Start nowego funduszu już w 2016 roku

Jacek Pogonowski

Spółka Value4Capital rozpoczęła formowanie nowego funduszu, którego docelowy kapitał wyniesie 200 mln euro. Pierwsze inwestycje planowane są już w przyszłym roku. Przedmiotem zainteresowania spółki są głównie firmy usługowe działające w dynamicznie rosnących sektorach. Pozwoli to na konsolidację rynku oraz szybkie osiągnięcie wysokiej stopy zwrotu z inwestycji.

– W chwili obecnej rozpoczęliśmy zbieranie i formowanie nowego funduszu na Polskę. Będzie on docelowo miał około 200 mln euro, czyli będzie zbliżonej wielkości do tego, którym dysponujemy obecnie – mówi Jacek Pogonowski, partner w Value4Capital.

Nowy fundusz ma inwestować głównie w Polsce oraz wybranych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Głównym celem inwestycji będą spółki usługowe działające w sektorach o dużym potencjale wzrostu.

– Chcemy zakończyć pierwszy etap zbierania funduszu w I kw. przyszłego roku. Przyszły rok to będzie, mam nadzieję, pierwszy pełny rok, w którym będziemy inwestować już także z nowego funduszu – informuje rozmówca Newserii Inwestor.

Fundusz prowadzi obecnie rozmowy z kilkoma spółkami, które mogą stanowić potencjalny cel inwestycji. Mowa jest o firmach usługowych. Na obecnym etapie jest jednak za wcześnie na ujawnianie szczegółów dotyczących planowanych transakcji.

– Analizujemy różne spółki, różne rynki, różne typy usług. Pewnie będziemy chcieli kontynuować [dotychczasowy trend] i szukać firm chociażby w usługach medycznych, ale nie tylko. To mogą być usługi B2B, to mogą być usługi B2C – wyjaśnia ekspert.

Potencjalne spektrum spółek, którymi zainteresowany jest fundusz Value4Capital, jest dość szerokie. W opinii Jacka Pogonowskiego atrakcyjnie wyglądają takie przedsiębiorstwa, na bazie których łatwo można skonsolidować dany segment rynku i w dość szybkim czasie osiągnąć wysoką stopę zwrotu z inwestycji.

– Patrzymy na większość możliwości inwestycyjnych, niemniej jednak nasza specjalizacja, historia naszego funduszu i portfel, który mamy, świadczy wyraźnie, że mamy pewną słabość do sektorów usługowych – mówi partner w Value4Capital.

Na liście zakończonych inwestycji funduszu znajdują się między innymi takie spółki, jak telekomunikacyjny Emitel, sieć piekarni franczyzowych Fornetti czy broker reklamowy CR Media. Aktualnie spółka w swoim portfelu posiada takie firmy, jak Konsalnet oraz działający w Rumunii MedLife. W portfolio inwestycyjnym Value4Capital do niedawna znajdował się także największy polski dostawca usług hostingowych Home.pl. Zarząd funduszu postanowił jednak zrealizować zysk z inwestycji i zaoferował udziały spółce zależnej niemieckiego United Internet. Wartość transakcji wyniosła ponad 155 mln euro, a jej finalizacja ma nastąpić jesienią.

– Jesteśmy zaangażowani w regionie poprzez ostatni fundusz, którym teraz zarządzamy, Value4Capital. Kwotą, którą dysponujemy, którą inwestujemy, jest 150 mln euro. Inwestycje poczyniliśmy głównie w Polsce – wyjaśnia Jacek Pogonowski, partner w Value4Capital. – Co do branż praktycznie wszystkie te spółki to spółki usługowe. Fundusz w ogóle specjalizuje się w inwestycjach w spółki, które świadczą usługi różnego typu, B2B, B2C i to jest nasza domena działania.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Duża zmienność cen na rynku zbóż. Korzystną inwestycją może być kakao, niewykluczone odbicie na rynku złota

CEO Magazyn Polska

W ostatnich tygodniach na światowych rynkach zbóż panuje duża zmienność. Powodem jest niepewność inwestorów co do wysokości zbiorów w Stanach Zjednoczonych. Największych wahań doświadczył rynek pszenicy. Zdaniem Doroty Sierakowskiej z DM BOŚ inwestorzy szukający stabilniejszych aktywów powinni zainteresować się rynkiem kakao. Z uwagi na większą płynność warto obserwować także tradycyjne towary takie jak np. złoto.

– Wiele surowców ostatnio doświadczało bardzo ciekawych ruchów cenowych. Ostatni tygodnie były bardzo nerwowe szczególnie dla rynków zbóż – mówi Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA.

Indeks globalnych cen towarów CRB spadł w lipcu do poziomu zaledwie 207 punktów, kontynuując trwającą od przeszło roku serię spadków. Choć wskaźnik globalnych cen surowców znajduje się obecnie najniżej od przeszło 5 lat, to jednak inwestorzy mogą w dalszym ciągu znaleźć interesujące aktywa. Indeks CRB to najpopularniejszy wśród inwestorów wskaźnik obrazujący kondycję rynków towarowych. W jego skład wchodzi 19 komponentów. Za spadki w ostatnim okresie w największym stopniu odpowiada ropa naftowa. Udział surowców energetycznych w składzie indeksu wynosi bowiem aż 39 proc.

Ekspert w rozmowie z agencją informacyjną Newseria zwraca uwagę na znaczne wzrosty notowań kukurydzy oraz soi, które miały miejsce w drugiej połowie czerwca oraz pierwszych dniach lipca. Najbardziej nerwowo było jednak na rynku pszenicy. Cena zboża jedynie w ostatnim tygodniu czerwca podskoczyła o blisko 18 proc., aby trzy tygodnie później oddać całość zysków.

– Wszystko było powiązane głównie z pogodą w Stanach Zjednoczonych, która na początku wzbudziła obawy o podaż zbóż, o ich produkcję, o to, czy będą dobre żniwa, a później się nieco polepszyła, co z kolei spowodowało nerwowe odreagowanie – informuje Sierakowska.

Rozmówczyni zwraca również uwagę na interesujące zachowanie notowań kakao, które w przeciwieństwie do rynku zbóż zachowuje się w ostatnich miesiącach dość stabilnie. Światowy rynek kakao już od końca marca znajduje się w trendzie wzrostowym. Cena jednej tony ziaren wzrosła od tego czasu do połowy lipca do poziomu ponad 3250 dolarów (wzrost o ponad 20 proc.), osiągając przejściowo poziom najwyższy od 2011 roku. Nawet mimo korekty z ubiegłego tygodnia ceny wzrosły od początku roku o 9 proc.

– Notowania kakao już od kilku miesięcy systematycznie rosną ze względu na obawy o podaż w Afryce Zachodniej – komentuje ekspert Domu Maklerskiego Ochrony Środowiska SA. – Wprawdzie ostatnie dni przyniosły korektę spadkową, jednak kupujący na tym rynku i tak są relatywnie silni.

Analityk zwraca uwagę na specyfikę rynku surowcowego. Zdaniem Doroty Sierakowskiej jest to niszowy rynek dla koneserów, na którym nie powinno się angażować całego posiadanego kapitału.

– Zwłaszcza w tych ostatnich miesiącach widoczna była bardzo duża zmienność notowań surowców. Sądzę, że też z tego wynika nieco zwiększone ryzyko inwestowania na tych rynkach – wyjaśnia.

W opinii Sierakowskiej warto jest natomiast śledzić rynki bardziej popularnych surowców, takich jak m.in. rynek złota.

– Na rynku złota być może w tym roku będziemy mieli dobre okazje inwestycyjne. Podobnie może być z innymi rynkami, co będzie w dużym stopniu uzależnione od amerykańskiego dolara – informuje. 

Notowania złota w ostatnim okresie zachowują się bardzo słabo. Tylko w lipcu cena jednej uncji spadła o ponad 100 dolarów, osiągając najniższy poziom od 2009 roku.

Polskie firmy intensywnie inwestują w badania nad pozyskiwaniem zielonej energii. Trwają prace nad 280 projektami

CEO Magazyn Polska

W Polsce toczą się coraz bardziej intensywne prace badawczo-rozwojowe nad nowymi technologiami, które pozwalają oszczędniej gospodarować energią elektryczną. Jak podaje Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, instytucje badawcze, uczelnie i firmy prowadzą w tej dziedzinie 280 innowacyjnych projektów. Doświadczenia pokazują, że nie umiemy ich jednak wykorzystywać na szeroką skalę na krajowym podwórku. Firmy szukają więc – często z wielkimi sukcesami – szans za granicą.

Już dziś możemy się pochwalić niektórymi rozwiązaniami, które zostały wdrożone – mówi agencji informacyjnej Newseria Mieczysław Koch, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej (SEO). – Chociażby pierwsza na świecie instalacja pozwalająca połączyć źródła fotowoltaiczne z oświetleniem ledowym bez magazynu energii, co daje zarówno efekt ekonomiczny, jak i zmniejszenie zużycia energii do 70 proc. Zaletą tej technologii przede wszystkim jest to, że nie potrzebujemy magazynu energii i nie musimy przetwarzać prądu stałego na prąd zmienny.

Ta technologia już cieszy się zainteresowaniem przemysłu. Jest bowiem wiele miejsc, gdzie pozwoli ona na spore oszczędności energii, a tym samym pieniędzy.

Znajduje ona zastosowanie głównie w obiektach, w których używa się oświetlenia sztucznego w ciągu dnia – informuje Mieczysław Koch. – Jak wiemy, panel fotowoltaiczny produkuje energię w ciągu dnia, a w związku z tym bezpośrednio energia jest wykorzystywana w oświetleniu na takich powierzchniach jak chociażby hipermarkety, szkoły, szpitale, hale produkcyjne, budynki użyteczności publicznej czy biurowce.

Jak podkreśla, dzisiaj polskie technologie cieszą się coraz większym uznaniem w biznesie.

Pocieszające jest to, że rozwój technologiczny, jaki obserwujemy na świecie, dokonuje się również w naszym kraju – ocenia Mieczysław Koch.

Dodaje jednak, że wciąż skala wykorzystania nowych technologii w Polsce jest zbyt mała. Korzystają na tym zagraniczne koncerny, które są zainteresowane innowacjami tworzonymi przez polskie firmy.

Niestety, by przynajmniej znacząca część prowadzonych obecnie projektów, miała szansę na wcielenie w życie, potrzebne jest wsparcie dla tych rozwiązań i większe zainteresowanie wśród polskich przedsiębiorców.

W najbliższych latach w całej Europie musi dojść do prawdziwej rewolucji technologicznej. Unia postawiła bowiem krajom członkowskim bardzo ambitne cele. Zamierza redukować emisję dwutlenku węgla i w tym celu ograniczać zużycie energii oraz zwiększać jej produkcję w sposób nieszkodzący środowisku. Podczas zeszłorocznego szczytu klimatycznego zdecydowano, że w ciągu najbliższych 15 lat państwa Unii ograniczą o 40 proc. emisję gazów cieplarnianych. Zgodnie z pakietem energetyczno-klimatycznym w 2020 roku w Polsce 15 proc. produkowanej energii ma pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Na tak poważne inwestycje oraz m.in. tworzenie i wdrażanie technologii pozwalających oszczędniej gospodarować energią Polska ma dostać z Brukseli spore środki. Z przewidzianego w budżecie unijnym na lata 2014-2020 programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko Polska otrzyma łącznie 27 mld euro, z tego blisko 2 mld na zmniejszenie emisyjności gospodarki. Jednym z głównych działań w ramach tego priorytetu będą inwestycje w odnawialne źródła energii. Dodatkowo rozwój OZE będzie wspierany z regionalnych programów operacyjnych (blisko 900 mln euro).

Algorytmy zmieniają bankowość. Pozwalają na szybsze i dokładniejsze decyzje oraz oszczędzają czas i pieniądze

Andrea Lo Solfo

Bankowość algorytmiczna to nowy, innowacyjny sposób prowadzenia działalności handlowej i finansowej. W bankach najczęściej używana jest w procedurach badania zdolności kredytowej klientów detalicznych i przyznawania pożyczek. Pozwala ona na znaczne ograniczenie związanych z tym kosztów, a dla klientów na szybszą decyzję i wyższej jakości obsługę. Istotne znaczenie w tego rodzaju rozwiązaniach mają duże zbiory informacji, czyli Big Data.

Bankowość algorytmiczna to nowy sposób prowadzenia biznesu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrea Lo Solfo, prezes i współwłaściciel firmy Be Poland Think, Solve & Execute. – Banki mogą zautomatyzować działalność kredytową, płatniczą. Jest to tak naprawdę całkiem nowy sposób wykorzystania technologii, oprogramowania i danych. Nazwałbym to dystrybucją sztucznej inteligencji.

Zdaniem Lo Solfo korzyści z takich rozwiązań jest wiele. Umożliwiają bankom szybszy i bardziej dokładny proces decyzyjny podczas udzielania kredytów. Oznacza to dla nich nie tylko mniejsze ryzyko, lecz także większą efektywność kosztową, której stopień zależy głównie od tego, ile rozwiązań opartych na algorytmach będzie wdrożonych.

Wymaga to jednak inwestycji, które trzeba przeprowadzić szybko, zanim podobne rozwiązania wdroży konkurencja.

Algobankowość to jeden z elementów, choć niejedyny, bankowej rewolucji – uważa Andrea Lo Solfo. – Innym z pewnością są cyfrowe kanały dystrybucyjne oraz nowy model operacyjny, w kierunku którego ewoluują banki, oparty na wspierającym człowieka procesie podejmowania decyzji.

Bankowość algorytmiczna przeznaczona jest głównie dla bankowości detalicznej i wspiera produkty przez nią oferowane. Można jej jednak używać również w innych sektorach, na przykład w bankowości korporacyjnej.

Dla klientów algobankowość z pewnością oznacza to wyższej jakości i szybszą obsługę, a także tańsze usługi – tłumaczy Andrea Lo Solfo. – W Polsce jest kilka banków, które korzystają z algorytmicznych rozwiązań technologicznych. To nie jest jeszcze tak rozpowszechnione nad Wisłą jak w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Liczba instytucji finansowych, które będą z niej korzystać, w niektórych przypadkach rozbudowanej o obsługę kredytów, z pewnością będzie w Polsce wzrastać.

Duże znaczenie w rozwoju bankowości algorytmicznej ma Big Data, ogromne zbiory zmiennych i różnorodnych informacji cyfrowych, których przetwarzanie i analiza są trudne, ale jednocześnie wartościowe, bo prowadzą do zdobycia nowej wiedzy m.in. na temat klientów. W dostępności do tego rodzaju zbiorów szczególną rolę odgrywa internet oraz powszechność usług świadczonych drogą elektroniczną.

W zależności od branży i stopnia złożoności algorytmu może to być rozmiar terabajtów lub petabajtów. Jednak w cywilnych, komercyjnych zastosowaniach są to raczej megabajty bądź gigabajty danych (np. porównywanie billingów w telekomunikacji).

Algobankowość jest wspierana przez Big Data, ponieważ może z pewnością wykorzystywać połączenie technologii, dużych zbiorów danych i oprogramowania – wskazuje Andrea Lo Solfo.

Warszawa rozbudowuje infrastrukturę targowo-konferencyjną. Turystycznie może zyskać cały kraj

Mateusz Czerwiński

Rynek eventowy w Polsce wart jest ok. 2 proc. PKB. W rozwiniętych krajach UE wskaźnik ten jest dwukrotnie wyższy. Stopniowo rośnie liczba organizowanych spotkań, konferencji i targów. W ubiegłym roku było ich blisko 19 tys., a udział w nich wzięło blisko 4 mln osób. Najwięcej osób przyciągnął Kraków i Warszawa. Rozbudowa infrastruktury w stolicy może znacznie przyspieszyć rozwój rynku. W Warszawie ma powstać centrum kongresowe, które pomieści nawet 8 tys. osób, a dzięki temu miasto zyska turystycznie.

Warszawa to największe i najważniejsze miasto w Polsce do organizacji konferencji, eventów czy targów. Mamy najlepszą infrastrukturę, najwięcej cztero-, pięciogwiazdkowych hoteli i najwięcej obiektów, które się do takich wydarzeń nadają. Wydaje mi się też, że mamy najciekawszą ofertę infrastruktury turystycznej i kulturowej dla ludzi, którzy przyjeżdżają na takie wydarzenie – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Czerwiński, dyrektor Warsaw Convention Bureau, działającego przy Warszawskiej Organizacji Turystycznej.

Warszawa ma duży potencjał, jednak choć pod względem liczby hoteli i sal konferencyjnych stolica jest bezkonkurencyjna, to brakuje tu dużego centrum kongresowego. Jak podkreśla Czerwińskim, trwają rozmowy w sprawie budowy nowego obiektu, wciąż jednak nie wiadomo, gdzie miałby powstać.

Planowane jest coś większego, być może na 5-8 tys. osób lub więcej. Będzie miało to wielki wpływ na rozwój gospodarczy miasta, ponieważ uczestnicy imprez w Warszawie będą zostawiali dużo pieniędzy w hotelach, restauracjach, także w samym centrum kongresowym. Oprócz tego będzie to rozwijało miasto jako destynację kulturalną i turystyczną – tłumaczy Czerwiński.

Z danych Poland – Meetings Destination wynika, że rynek eventowy w Polsce wart jest maksymalnie 2 proc. PKB. W krajach Europy Zachodniej ten wskaźnik wynosi 3-4 proc. Raport „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce” wskazuje, że w 2014 roku w Polsce odbyło się 18,8 tys. spotkań, z czego najwięcej w Krakowie (blisko 4 tys.) i Warszawie (ponad 3,5 tys.). Wkład przemysłu eventowego w gospodarkę kraju to 1,26 mld zł. Mogłoby to być znacznie więcej, zwłaszcza że jak wskazuje Czerwiński, większość gości biznesowych pochodzi z USA, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii i są w stanie dużo wydać podczas pobytu w mieście.

W Stanach Zjednoczonych wartość tej branży szacuje się na prawie 400 mld dol. To 11. branża gospodarcza w USA, więc potencjał jest niezwykle duży. Dlatego Warsaw Convention Bureau promuje stolicę jako miejsce organizacji kongresów. To promocja gospodarcza miasta – podkreśla ekspert.

Potencjał Warszawy jest większy również dzięki pozycji Polski w regionie. Jako największy kraj w Europie Środkowo-Wschodniej przyciąga największą liczbę inwestorów. Dzięki temu organizowanych jest więcej spotkań dla członków zarządu czy klientów firm działających na regionalnych rynkach. To nie tylko szansa gospodarcza, lecz także większa promocja Polski jako destynacji turystycznej.

Każdy, kto przyjedzie do Warszawy na konferencję, będzie zachwycony miastem. Wróci, opowie o tym znajomym z pracy, rodzinie, będzie rekomendował to miasto jako miejsce do odwiedzin, nie tylko biznesowych, lecz także turystycznych. Dlatego ten rozwój będzie postępował we wszystkich sektorach, zarówno turystyce biznesowej, jak i indywidualnej – analizuje dyrektor Warsaw Convention Bureau.

Zamiast mandatu nagroda za przepisową jazdę. Fotoradary mogą być bardziej skuteczne

CEO Magazyn Polska

Zaostrzanie kar dla kierowców nie przynosi tak spektakularnych efektów, na jakie liczyli prawodawcy. Eksperci przekonują, że zamiast kolejnych kar i wysokich mandatów można wypróbować system wynagradzania kierowców jeżdżących zgodnie z przepisami. Przykład Szwecji pokazuje, że wprowadzenie nagród za przepisową jazdę może spowodować, że piraci drogowi zdejmą nogę z gazu.

18 maja 2015 roku wszedł w życie nowy kodeks drogowy zakładający ostrzejsze kary dla piratów drogowych. Zwiększono także liczbę fotoradarów. Rząd chciał również, aby robiły one zdjęcie po przekroczeniu prędkości już o 1 km/h, zamiast dotychczasowych jedenastu, jednak wycofał się z tego pomysłu.

Z danych sejmowej komisji infrastruktury wynika, że skuteczność fotoradarów wynosi zaledwie 35 proc. Oznacza to, że tylko co trzeci kierowca, który otrzymuje zdjęcie wykonane przez fotoradar, faktycznie ponosi karę. Pozostali unikają płacenia mandatu, wykorzystując luki w prawie. W dodatku, jak podaje Inspekcja Transportu Drogowego, tylko co trzecie takie zdjęcie spełnia wymagania techniczne, które pozwalają ustalić numery rejestracyjne pojazdu.

– W pierwszym odruchu wszyscy myślimy o tym, by karać. Wiadomo, trzeba ukarać tych, którzy jeżdżą za szybko. Ale jak pokazują badania ze Szwecji, można nagradzać tych, którzy jeżdżą prawidłowo. To jest właśnie paradoks. W pierwszym odruchu zawsze myślimy, że lepszym wyjściem jest karanie tych, którzy wykroczenie popełniają, a zapominamy o tym, że można również wpływać na zachowanie ludzkie, nagradzając tych, którzy robią to dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Bucki, trener, specjalista od komunikacji, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W Szwecji stanął radar, który fotografował wszystkie pojazdy  niezależnie od tego, czy kierowca przekraczał dozwoloną prędkość. Kierujący natychmiast otrzymywał informację, czy jedzie prawidłowo, czy nie. Jeśli natomiast respektował nakazy drogowe, to brał udział w loterii, w której mógł wygrać sporą kwotę pieniędzy. Nagroda fundowana była z mandatów osób łamiących przepisy. Pomysłodawcy tej nietypowej loterii wykorzystali zasadę grywalizacji, nazywanej też gamifikacją, pochodzącą z gier komputerowych. Polega ona na przeniesieniu mechanizmów gry do ludzkiego życia i coraz częściej wykorzystywana jest w marketingu i biznesie.

– Nasz umysł w niczym nie różni się od umysłu dziecka. Lubimy wygrywać, bo gry polegają na wygrywaniu i na tym, że mamy wzmocnienie pozytywne, a nie negatywne. System radarów, który mamy w Polsce, jak widać, nie sprawdza się. Staramy się karać jeszcze mocniej, natomiast statystyki pokazują, że ludzie nadal jeżdżą za szybko. Przykład szwedzki pokazuje, że można wzmocnieniem pozytywnym to zmienić mówi Piotr Bucki.

Kanadyjski badacz Gabe Zichermann, który zajmuje się procesami gamifikacji, wskazuje, że nagroda często polega na zyskaniu statusu. Określone zachowanie opłaca się więc nie tylko z powodu gratyfikacji pieniężnej, lecz także uzyskaniu prestiżu i statusu. Zichermann twierdzi, że taka motywacja występuje u wielu sportowców. Status sprawia, że człowiek, który go posiada, czuje się lepszy i ważniejszy. Zdaniem badaczy ludzki mózg ma zakorzeniony mechanizm gratyfikacji, który sprawia, że człowiek czuje się świetnie, gdy zrobi coś dobrego.

– Jonathan Haidt badał to na przykładzie emocji, którą nazywamy uwzniośleniem. Jeżeli robimy coś dobrego, to czujemy się lepiej. Tak samo jest z grywalizacją, jeżeli wygrywamy, to czujemy się lepiej na swój sposób i mamy lepszą chemię w mózgu – mówi Piotr Bucki.

Mechanizmy te są identyczne dla każdego człowieka, niezależnie od kultury, z której pochodzi. Grywalizacja kodeksu drogowego w Szwecji może mieć jednak większe szanse powodzenia ze względu na inne niż w Polsce standardy społeczeństwa obywatelskiego. Zdaniem ekspertów może się ona jednak przyjąć także w polskich realiach.

Roboty przyszłością outsourcingu. Jedna maszyna potrafi zastąpić co najmniej 2 pracowników

Wiktor Doktór

Robotyka i automatyka może wspierać również usługi. Do tej pory tego typu rozwiązania były wykorzystywane głównie przez firmy produkcyjne, teraz coraz częściej wdrażane są w centrach finansowo-księgowych czy obsługi klienta. Proces ten będzie postępował, ale eksperci uspokajają, że nie ma powodów do obaw o to, że roboty zastąpiły pracę ludzi.

Pytanie brzmi, czy te roboty mogą nas w pewnym momencie zastąpić? Otóż niekoniecznie. A jeżeli nawet, to w dużo dłuższej perspektywie czasu – stwierdza Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio. – Dziś procesy bardzo dynamicznie się rozwijają i wymagają coraz to nowocześniejszych operacji do przeprowadzania. O ile jesteśmy w stanie zastosować automaty przy stosunkowo prostych czynnościach, to nadal przy funkcjach analitycznych i raportowych potrzebny jest człowiek.

Choć z jednej strony roboty zastąpią człowieka na niektórych stanowiskach, szczególnie tych mniej skomplikowanych, to z drugiej strony generują zapotrzebowanie na nowych pracowników.

Rośnie zapotrzebowanie na osoby, które zajmują się oprogramowaniem umożliwiającym automatyzację procesów operacyjnych. Takie roboty tworzone są przecież przez informatyków, których obecnie na rynku pracy wciąż brakuje – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Doktór.

Do tej pory rozwiązania z dziedziny robotyki i automatyki dominowały w branży produkcyjnej. Dziś coraz częściej mówi się o nich w kontekście branży usługowej i outsourcingowej. Jak podkreśla ekspert, w outsourcingu najwięcej robotów i automatów wykorzystuje się w centrach finansowo-księgowych, coraz częściej także w procesach informatycznych i przy obsłudze klienta.

Pierwsze automatyzacje były wprowadzane kilkanaście lat temu w procesach archiwizacji danych, skanowania i digitalizacji, a dziś coraz więcej maszyn zaczyna być wykorzystywanych przy procesach finansowych – tłumaczy Wiktor Doktór. – Przykładowo, po zeskanowaniu faktury program komputerowy dokonuje analizy zeskanowanych danych, wprowadza je do systemu księgowego i segreguje do odpowiednich analiz finansowych, tym samym wykonując samemu cały proces.

Wolumeny zeskanowanych stron idą w miliony. Automatyka i robotyka odgrywają też coraz większą rolę przy rozpoznawaniu tekstów, zamiany tekstu na dane i eksportowanie tych informacji do systemów księgowych, zakupowych i logistycznych.

Niewątpliwym plusem wykorzystania robotów jest przyspieszenie procesów i wyeliminowanie błędów. Jak podają eksperci z Wielkiej Brytanii, koszt zasobów Robotic Process Automation (RPA) jest na ogół o jedną trzecią niższy niż koszt stanowiska pracy w modelu offshoringowym, a robot zazwyczaj zastępuje co najmniej dwie osoby. Dodatkowo robot nie potrzebuje przerw, a to zwiększa jego wydajność w porównaniu z ośmiogodzinnym trybem pracy.

Eksperci przytaczają przykłady brytyjskich firm, w których pracę 1000 pracowników sektora bankowego zastąpiło 250 robotów. Z drugiej strony według badań przeprowadzonych przez portal Monster.com 63 proc. respondentów nie obawia się zastąpienia ich przez maszyny.

Na razie nie obawiamy się robotów. Myślę, że przez najbliższe kilka lat nie będą one dużym zagrożeniem dla środowiska pracy, która jest wykonywana w centrach operacyjnych, które są ulokowane w Polsce – ocenia Wiktor Doktór.

Polacy wydają coraz więcej na leki bez recepty. Ich średnia cena rośnie

Jarosław Frąckowiak, prezes PharmaExpert

Rosną wydatki Polaków na produkty sprzedawane w aptekach bez recepty. Sprzedaż tych produktów ilościowo nie zwiększa się znacząco, ale za to coraz wyższa jest ich średnia cena. Na rynek wchodzi też wiele nowych produktów, czemu towarzyszą intensywne akcje promujące, więc klienci są skłonni wydać więcej. Widać to szczególnie w segmencie suplementów diety.

– Polacy spożywają bardzo dużo produktów bez recepty. Jesteśmy jednym z liderów pod tym względem. To nie oznacza jednak, że dużo więcej kupujemy, raczej dużo więcej wydajemy i wybieramy inne produkty – mówi agencji informacyjnej Newseria Jarosław Frąckowiak, prezes PharmaExpert. – Rośnie asortyment, rośnie cena opakowania, są nowe produkty, do tego dochodzi reklama w telewizji, która jest bardzo skuteczna, szczególnie w przypadku suplementów diety, a także dermokosmetyków i produktów OTC.

Z danych PharmaExpert wynika, że Polacy wydają coraz więcej pieniędzy w aptekach. W ubiegłym roku na produkty bez recepty przeznaczyli ponad 11,5 mld zł. W ciągu pięciu miesięcy tego roku wartość sprzedaży przekroczyła 5 mld zł (wzrost o blisko 4,5 proc.).

W ramach produktów sprzedawanych bez recepty największą popularnością cieszą się leki na przeziębienie, dermokosmetyki, leki trawienne i przeciwbólowe. Z kolei mniejszą dynamikę wzrostu odnotowała sprzedaż suplementów diety. Jednak eksperci PMR szacują, że rynek ten w latach 2017-2020 będzie rozwijać się w tempie ok. 8 proc. rocznie (sprzedaż apteczna i pozaapteczna).

Ostatnie dane PharmaExpert za pierwsze 12 dnia lipca pokazują, że rynek leków OTC spadł o 0,3 proc., a rynek suplementów o 4 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Segmentem rynku aptecznego, który odnotował wyraźny wzrost, były kosmetyki – o 2,2 proc.

 Jest to rynek bardzo intratny – są na nim duże marże, a potrzeby klientów zostały umiejętnie rozbudzone, więc rzeczywiście tych produktów sprzedaje się coraz więcej – tłumaczy Jarosław Frąckowiak. – Rynek dermokosmetyków trochę się ekonomizuje. Ilościowo rośnie, ale wartościowo już nie aż tak mocno, dlatego że pojawia się coraz więcej marek w bardziej przystępnych cenach.

Wciąż jednak segment premium dobrze się rozwija. Na dermokosmetyki rocznie Polacy wydają około 1,4 mld zł. Z roku na rok sprzedaż rośnie o kilka procent.

Statystyki za pierwsze miesiące pozwalają prognozować ponad 5-proc. wzrost całego rynku farmaceutycznego. W 2015 roku – według ostatnich szacunków PharmaExpert – Polacy kupią w aptekach leki o wartości 30 mld zł.

Hojo.pl otrzyma do 6 milionów złotych finansowania

HOJO.PL, marketplace profesjonalnych usług sprzątania, dokapitalizowany dotychczas kwotą 1,5 mln zł przez fundusz Internet Ventures FIZ, uzyskał dodatkowe środki w ramach drugiej transzy finansowania oraz uzgodnił warunki kolejnej trzeciej transzy. Spółka w ramach tych dwóch transz otrzyma do 6 milionów zł. Następstwem transakcji jest zwiększenie udziału w spółce przez Internet Ventures FIZ, fundusz zarządzany przez Private Equity Managers, którego uczestnikiem jest Krajowy Fundusz Kapitałowy. Fundusz w dalszym ciągu pozostaje udziałowcem mniejszościowym.

Internetowy broker usług sprzątania, jakim jest HOJO.PL, to perspektywiczna platforma on-line funkcjonująca na zasadzie łączenia usługobiorcy z usługodawcą w zakresie sprzątania m.in. biur, samochodów i mieszkań prywatnych. Rozwijając się dynamicznie od 2011 roku, w ostatnich trzech latach zanotowała ponad 10-krotny wzrost skali działalności przy zachowaniu odpowiedniej dla sektora kilkudziesięcioprocentowej marży na sprzedaży. Kwota uzyskana od funduszu Internet Ventures FIZ w ramach drugiej transzy finansowania będzie przeznaczona nie tylko na dalszy rozwój HOJO.PL w Polsce, ale również na ekspansję w Europie.

Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z platformą HOJO.PL, która efektywnie wykorzystuje zarówno fundusze z inwestycji jak i know-how naszych zarządzających. W nadchodzącym czasie będziemy poszerzać kanały dystrybucji usług oraz rozwijać firmę na arenie międzynarodowej. Branża usług sprzątania należy do najprężniej rozwijającego się segmentu rynku usług w Europie, co potwierdzają platformy typy Helpling. Razem z HOJO.pl mamy aspiracje być największym graczem w Europie centralnej stąd decyzja o zwiększeniu naszego wkładu finansowego i przyspieszeniu wzrostu oraz ekspansji poza Polskę mówi Tomasz Danis, zarządzający funduszu Internet Ventures FIZ.

Branża outsourcingu to ogromna szansa dla inwestorów. Sam rynek usług sprzątających zgodnie z prognozami MillwardBrown SMG/KRC w ciągu najbliższych lat powiększy się o 35%. Kupno przez niemiecki Helpling brytyjskiej platformy Hassle.com, podobnie jak HOJO.PL umożliwiającej transakcje pomiędzy firmami sprzątającymi a ich klientami, również finansowanej przez fundusze venture capital, pokazuje atrakcyjność rynku dla inwestorów oraz tendencje konsolidacyjne.

Sfinalizowanie inwestycji Internet Ventures w HOJO.PL to kolejny projekt realizowany wspólnie z Krajowym Funduszem Kapitałowym (KFK), który w roli współudziałowca kilkunastu funduszy inwestycyjnych typu venture capital, wspiera inwestowanie w młode polskie firmy.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Polska pieczarkowym liderem

Jak podają najnowsze dane Polska jest największym producentem pieczarek w Europie i największym eksporterem tych grzybów na świecie. Aż jedna czwarta pieczarek w Unii Europejskiej to produkty znad Wisły, a 35 procent importowanych pieczarek na świecie pochodzi właśnie z naszego kraju. Do niedawna Holandia była liderem rynku, dziś królują Polacy. Co ciekawe, aż 60 procent wszystkich wpływów z wywozu warzyw i ich przetworów stanowią dochody z eksportu pieczarek. Dziś do naszych największych odbiorców należą m.in.: Niemcy, Holandia, Francja, Wielka Brytania.

Polska pieczarkowym lideremPolska bez większych problemów poradziła sobie z embargiem nałożonym przez Rosję. Przed nałożeniem zakazu to właśnie nasi wschodni sąsiedzi byli głównym odbiorcą tego produktu. Sankcje gospodarcze ze strony Rosji zmusiły producentów do znalezienia innych rynków zbytu. Proces poszukiwania nowych kierunków eksportu zakończył się sukcesem. W 2014 roku Polska utrzymała poziom przychodów ze sprzedaży tego produktu z roku wcześniejszego. Trudno powiedzieć jaki będzie obecny rok, wiele zależy od tego, czy zostanie utrzymany rosyjski zakaz, jednak mimo to polscy producenci z nadzieją patrzą w przyszłość. Oprócz olbrzymiego eksportu, również nasz rodzimy rynek generuje duże zapotrzebowanie na pieczarki. Wciąż wzrasta ich konsumpcja w Polsce, chociaż i tak jemy ich mniej niż w innych europejskich krajach.

Jeszcze do niedawna liderem wśród krajowych producentów była Wielkopolska. Dziś palmę pierwszeństwa dzierży Podlasie. Rejon Łosic, leżących pod Siedlcami, staje się potentatem na rynku. To właśnie w tym regionie zlokalizowana jest Collegium Mazovia Innowacyjna Szkoła Wyższa, jedyna taka uczelnia w kraju, oferująca podyplomowe studia z ekonomiki i organizacji produkcji grzybów jadalnych. – Studia stwarzają możliwość nabycia w krótkim czasie specjalistycznej wiedzy dotyczącej zarówno uprawy grzybów jadalnych, jak i profesjonalnego zarządzania przedsiębiorstwem produkcyjnym. Zajęcia terenowe odbywają się w różnych obiektach pieczarkarskich w okolicy Siedlec i Łosic oraz w wytwórniach podłoża w okolicy Siedlec i Parczewa oraz w centrach logistycznych – tłumaczy dr inż. Grzegorz Koc z Collegium Mazovia Innowacyjna Szkoła Wyższa.

Mimo wielu zawirowań na rynku, segment pieczarek utrzymuje stabilne tempo wzrostu. Warto dodać, że według zapowiedzi Krystiana Szudygi, prezesa Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych, na działania promocyjne w tym roku zostanie wydane około 3 mln zł. Powinno to pomóc w jeszcze większym umocnieniu się na pozycji lidera w Europie. To wszystko sprawia, że coraz więcej osób interesuje się możliwościami uprawy tych bogatych w witaminę D, a także fosfor, potas, żelazo i selenu grzybów. Do niedawna Polska była kojarzona głównie z hodowli ziemniaków i truskawek. Dziś stawia się na pieczarki i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie ten stan miał się zmienić.

Wyniki finansowe Grupy IPF za pierwsze półrocze 2015 roku

W pierwszym półroczu Grupa IPF osiągnęłą mocne wyniki finansowe osiągając zdecydowany wzrost zysku bazowego przed opodatkowaniem wynoszący 16% (7,5 mln GBP) zrównoważony kosztami inwestycji w nowe przedsięwzięcia biznesowe w wysokości 3,3 mln GBP oraz kosztem słabszych kursów wymiany walut wynoszącym 8 mln GBP. Zysk Grupy przed opodatkowaniem i odliczeniem pozycji nadzwyczajnych wyniósł 43,3 mln GBP w pierwszym półroczu, przy czym zysk ustawowy brutto wyniósł 38,6 mln GBP. Pozycje nadzwyczajne wynikają z przejęcia MCB Finance oraz rozpoczęcia działalności w Hiszpanii poprzez sprzedaż pożyczek internetowych zamiast udzielania ich w domu klienta.

Podany zysk za 1sze półrocze 2015 Zmiana zysku bazowego Koszty nowej działalności Słabsze kursy wymiany walut Podany zysk za 1sze półrocze 2014
Mln GBP Mln GBP Mln GBP Mln GBP Mln GBP
Home Credit 51,4 7,5 (1,9) (8,0) 53,8
Digital (1,4) (1,4)
Koszty centralne (6,7) (6,7)
Zysk przed opodatkowaniem i pozycjami nadzwyczajnymi  43,3 7,5 (3,3) (8,0) 47,1
Pozycje nadzwyczajne (4,7)
Zysk przed opodatkowaniem 38,6

Po przejęciu MCB Finance oraz uruchomieniu Hapi pożyczek w Polsce, Zarząd Grupy dokonał przeglądu poszczególnych segmentów, które będą uwzględniane w raporcie wyników Grupy. Od tej chwili będziemy przedstawiać wyniki w podziale na rodzaj biznesu: pożyczki z obsługą domową (Home Credit) oraz pożyczki udzielane on-line (Digital). W ramach segmentu Home Credit funkcjonować będzie podział na regiony geograficzne: Polska-Litwa, Czechy-Słowacja, Europa Południowa (Węgry, Rumunia i Bułgaria) oraz Meksyk.

Polska i Litwa

Po raz kolejny Polska i Litwa osiągnęły dobre wyniki, oparte o wzrost pozycji udzielonych pożyczek oraz znaczną poprawą jakości sprzedanych pożyczek, co przyczyniło się do osiągnięcia mocnego wzrostu zysku bazowego o 3,8 mln GBP (13%) zrównoważonego przez niekorzystne zmiany kursów walut wynoszące 4 mln GBP. Zysk przed opodatkowaniem wyniósł 28,3 mln GBP.

2015mln funtów 2014mln funtów Zmianamln funtów Zmiana% Zmiana przy CER %
Liczba klientów (tys.) 851 853 (2) (0,2) (0,2)
Udzielony kredyt 180,9 189,4 (8,5) (4,5) 6,2
Średni stan należności netto 288,1 302,3 (14,2) (4,7) 6,0
 
Przychód 137,3 158,0 (20,7) (13,1) (3,3)
Utrata wartości (40,3) (53,1) 12,8 24,1 15,7
Przychód netto 97,0 104,9 (7,9) (7,5) 3,0
Koszty finansowania (8,2) (9,8) 1,6 16,3 6,8
Prowizje agentów (15,4) (16,4) 1,0 6,1 (4,1)
Inne koszty (45,1) (50,2) 5,1 10,2 2,2
Zysk przed opodatkowaniem 28,3 28,5 (0,2) (0,7)

Liczba klientów utrzymała się na stałym poziomie w porównaniu rok do roku, a dzięki zastosowaniu selektywnie złagodzonej polityki kredytowej, wprowadzeniu nowych produktów oraz większemu zorientowaniu systemów motywacyjnych na wzrost udało się osiągnąć 6% wzrost w liczbie sprzedanych pożyczek. Średni stan należności netto wzrósł o 6%, a przychód spadł o 3% co jest wynikiem uszczuplonych przychodów wynikających ze spadku stopy lombardowej o 1,5 punktu procentowego w 4 kwartale 2014 i 1 kwartale 2015 i w efekcie niższym limitem na odsetki kontraktowe. Wynika to także z faktu, iż większa liczba klientów zaciągnęła długoterminowe pożyczki po preferencyjnych cenach.

Nasza nowa struktura produktowa, która oferuje klientom większą opcjonalność oraz uwzględnia opłaty o stałej, a nie zmiennej wysokości, będzie w pełni dostępna od 1 sierpnia i od tego momentu wszystkie nowe pożyczki sprzedawane będą już zgodne z nową strukturą produktową.

Lepsze wyniki zbiórkowe w porównaniu rok do roku w połączeniu ze sprzedażą wierzytelności w 3 kwartale 2014 roku zapewniły poprawę o 4,9 punktu procentowego w rocznym ujęciu utraty wartości należności, która jako procent przychodu wynosi 24,8%. Pomimo wzrostu w biznesie kontynuowaliśmy ścisłą kontrolę kosztów utrzymując wydatki na poziomie z zeszłego roku.

Będziemy dalej realizować naszą strategię przyspieszenia wzrostu poprzez stosowanie selektywnego złagodzenia polityki kredytowej oraz akcji marketingowych skierowanych do nowych segmentów klientów, jak również dążyć do zwiększenia naszej widoczności na tym konkurencyjnym rynku. Ponadto będziemy dalej rozwijać naszą technologię umożliwiającą wstępną ocenę zdolności kredytowej klienta oraz rozszerzać sieć naszych brokerów tak, aby do końca 2015 roku objęli oni swym zasięgiem całą Polskę. Skoncentrujemy się także na dążeniu do zwiększenia liczby klientów na Litwie oraz współpracy z naszym biznesem internetowym, aby móc prowadzić sprzedaż wiązaną pożyczek udzielanych w domu klienta oraz tych dostępnych on-line.

Gerard Ryan, Dyrektor Zarządzający Grupy IPF International Personal Finance
Gerard Ryan, Dyrektor Zarządzający Grupy IPF International Personal Finance

Komentarz Gerarda Ryana, Dyrektora Zarządzającego Grupy IPF:

„Obiecującym jest fakt, że nasza podstawowa działalność pożyczkowa dobrze reaguje na strategiczne inicjatywy ukierunkowane na wzrost, co umożliwiło osiągnięcie w analizowanym okresie równomiernie poprawiających się wyników. Podczas gdy w Europie warunki prowadzenia działalności nadal są wymagające, a ewentualne zmiany regulacyjne w Polsce wprowadziły atmosferę niepewności na tym rynku, w Meksyku nadal obserwujemy bardzo silny wzrost oraz zgodną z planem realizację celów na liczbę klientów i dochodowość. Z kolei nasza działalność w nowym kanale, czyli pożyczki on-line, dobrze się rozwija i planujemy wejść na rynek hiszpański z ofertą internetową pod koniec tego roku. Przy silnym, 16% wzroście zysku bazowego w omawianym okresie oraz bardzo solidnym bilansie, chcemy poinformować o kolejnym programie skupu akcji, dzięki któremu przybliżymy się do osiągnięcia zakładanego wskaźnika kapitału własnego do należności na poziomie 40% oraz będziemy koncentrować swoje działania na realizacji dalszego wzrostu w drugiej połowie roku.”