Dobry dzień dla frankowców

Spadek franka w ciągu dnia o 5 groszy nie uczynił nagle życia frankowców lekkim, ale z pewnością poprawił tej grupie humory. W Grecji oprócz problemu zadłużenia państwa jest też problem banków i to nie mniej poważny. Nie rozwiązanie go szybko skomplikuje sytuację całej gospodarki.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajszy dzień mógł ucieszyć kredytobiorców frankowych. W ciągu jednego tylko dnia waluta Szwajcarii straciła na wartości do złotego 6 groszy. Ruch ten był odbiciem sytuacji na głównych rynkach gdzie euro zyskiwało względem franka. Co prawda dzisiaj od rana kurs lekko wraca, ale nawet 3,87 zł brzmi znacznie lepiej niż wczorajsze 3,91 zł. Dlaczego frank traci na wartości? Szwajcarska waluta jest tzw. bezpieczną przystanią. Inwestorzy lokują w takich miejscach środki na trudne czasy. W sytuacji gdy na rynkach brakuje zagrożeń przenoszą je w miejsca o lepszej stopie zwrotu. Czy to znaczy, że teraz frank będzie gwałtownie taniał? Niekoniecznie. Po prostu mieliśmy do czynienia z wyrównaniem strachu związanego z bankructwem Grecji. Niewykluczone natomiast, że wraz z kolejnym porozumieniem frank znowu trochę spadnie.

Jak o zagrożeniach mowa, to warto zwrócić uwagę na problemy greckich banków. W dalszym ciągu utrzymują one dzienne limity wypłat, gdyż posiadają za mało kapitałów by ponownie się otworzyć. Rozwiązań tej sytuacji jest kilka, ale wszystkie sprowadzają się do uregulowania problemu braku pieniędzy. Niemcy naciskają na wariant cypryjski. Dla przypomnienia podczas kryzysu bankowego na tej wyspie posiadacze lokat powyżej 100 000 euro zostali obłożeni wysokim jednorazowym podatkiem, z którego sfinansowano potrzebne środki. W ten sposób do problemu banku dołożyli się jego klienci a nie europejscy podatnicy. Wariant ten ma jeden problem, o ile na Cyprze duże depozyty należały w sporej części do indywidualnych osób, o tyle w Grecji jeżeli wierzyć oficjalnym informacjom, są one w posiadaniu małych i średnich firm. Kraj ten do wyjścia z kryzysu potrzebuje wzrostu gospodarczego. Jeżeli obłożyć oszczędności firm kilkudziesięcioprocentowym podatkiem, bo o takiej skali mówimy, ciężko wyobrazić sobie by nagle wzmogły akcję inwestycyjną. Drugi wariant to dokapitalizowanie banków z EBC. Problemem jest kwota. To kolejne 25 mld euro.

Wątpliwym jest, by nie rozwiązując problemu banków Grecy porozumieli się w sprawie pakietu pomocowego. Nie oszukujmy się, zamknięcie banków powoduje realne straty dla gospodarki. Spowolnienie w obecnej sytuacji to ostatnia rzecz, której rząd potrzebuje. Obecne zamknięcie banków z pewnością odbije się negatywnie na stopie wzrostu gospodarczego. Pytanie tylko jak bardzo będzie ciążyć.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na produkt krajowy brutto w Wielkiej Brytanii publikowany o 10:30. O 16:00 z kolei zostanie opublikowany indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Oprócz tego ciekawe rzeczy dzieją się na rynku ropy. Znowu przebity został poziom 50 USD za baryłkę na rynku w Nowym Jorku, a patrząc na produkcję ropy ruch ten jest w pełni uzasadniony.

EUR/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Pierwsze półrocze udane dla funduszy inwestycyjnych. Zyskiwały zwłaszcza akcje zagraniczne oraz fundusze pieniężne

CEO Magazyn Polska

Trwa dobra passa funduszy inwestycyjnych. Tylko w czerwcu do krajowych TFI napłynęło 3,4 mld zł nowych środków. Wzrostowy trend widoczny jest zarówno w segmencie funduszy o wysokim poziomie ryzyka, jak i tych skupionych głównie na bezpiecznych inwestycjach. Długoterminowe perspektywy również wyglądają korzystnie. W krótkim okresie na kondycji krajowego rynku akcji ciążą jednak jesienne wybory parlamentarne oraz sytuacja geopolityczna na Ukrainie.

– Pierwsza połowa tego roku była podobna pod pewnymi względami do roku zeszłego. Charakteryzowała się dużym zainteresowaniem w dwóch grupach funduszy: najbardziej ryzykownych, czyli akcyjnych, i najbardziej bezpiecznych, czyli gotówkowych rynku pieniężnego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Dyl, prezes zarządu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Prezes Dyl zwraca uwagę na duże zainteresowanie klientów rynkiem akcji. Wysokie stopy zwrotu osiągnięte w ostatnim czasie przez fundusze zagraniczne zachęciły nowych inwestorów do wejścia na rynek. Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku polskiego rynku, gdzie krajowym akcjom wyraźnie ciąży widmo jesiennych wyborów oraz sytuacja geopolityczna na Ukrainie.

Panująca od połowy maja przecena sprowadziła główny indeks warszawskiej giełdy WIG20 do poziomów najniższych od 2012 roku.

– Cały czas utrzymywała się chęć inwestowania w bezpieczne fundusze. Niskie stopy procentowe zachęcają do poszukiwania nawet niewielkiego zarobku na funduszach bardzo bezpiecznych, przy bardzo niskim poziomie ryzyka – komentuje prezes IZFiA.

Saldo wpłat i wypłat do krajowych TFI w czerwcu było dodatnie i wyniosło 3,4 mld zł. Jest to zasługa znacznego napływu środków do dedykowanych funduszy niedetalicznych. Saldo w segmencie funduszy detalicznych było jednak po raz pierwszy od wielu miesięcy ujemne i wyniosło -0,6 mld zł. W ostatnim miesiącu półrocza na niechęć do ryzyka wpłynęła sytuacja w Grecji, której nie udało się przed końcem półrocza dojść do porozumienia z wierzycielami.

– Sytuacja geopolityczna oczywiście miała największe znaczenie na rynku akcyjnym, na rynku tych najbardziej ryzykownych funduszy ocenia Marcin Dyl, pytany o potencjalne czynniki ryzyka rynkowego.

Decydującym czynnikiem w przypadku bezpiecznych funduszy inwestycyjnych są niskie stopy procentowe. Brak alternatywy w postaci atrakcyjnej oferty depozytów bankowych wpływa na wzrost zainteresowania jednostkami funduszy inwestycyjnych i kształtuje wzrostowy trend w tym segmencie rynku.

– Wydaje się, że ta sytuacja powinna dalej się utrzymywać. Oczywiście wydawać się może, że może nie III kwartał, ale ostatni powinien być trochę aktywniejszy dla klientów inwestujących w fundusze akcyjne inwestujące na rynku polskim – prognozuje ekspert.

Panujący obecnie okres przedwyborczy także nie sprzyja rynkom akcji. Widać to chociażby po reakcjach inwestorów na zapowiadany podatek bankowy. Widmo wejścia w życie nowych regulacji wyraźnie odbija na całym sektorze, któremu dokuczają też niskie stopy procentowe, a indeks WIG-banki od początku roku stracił 14 proc.

– Sądzę, że po wyborach sytuacja powinna się uspokoić na tyle, że klienci inwestujący w fundusze akcyjne będą inwestowali nie tylko w fundusze zagraniczne, lecz także w fundusze inwestujące na rynku polskim – ocenia prezes zarządu IZFiA.

Rozmówca zwraca także uwagę na brak perspektyw dla podwyżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Z tego powodu trend polegający na przepływie środków z sektora bankowego do funduszy o bezpiecznym profilu inwestycyjnym nie powinien w najbliższym czasie ulec odwróceniu.

Serwis Pozamiatane.pl w ciągu kilku miesięcy chce objąć zasięgiem całą Polskę. Na razie pomaga znaleźć osoby sprzątające mieszkańcom Warszawy

CEO Magazyn Polska

Pozamiatane.pl to internetowa platforma łącząca klientów z osobami sprzątającymi. Na razie oferuje usługę milionowi mieszkańców dziesięciu warszawskich dzielnic, jednak za kilka miesięcy chce działać w całej Polsce. Zamówienie usługi odbywa się drogą internetową i trwa przeciętnie niespełna minutę. Godzina pracy sprzątacza to koszt 30 zł brutto. Zatrudnieni podlegają szczegółowej weryfikacji oraz ocenie ze strony klientów. W przypadku zastrzeżeń usługa sprzątania wykonywana jest ponownie za darmo.

– Pozamiatane.pl to platforma łącząca osoby szukające sprawdzonych osób sprzątających z osobami sprzątającymi – mówi Jakub Łączkowski, prezes zarządu warszawskiej spółki. – Swoim zasięgiem obejmujemy wyłącznie część Warszawy. Natomiast bardzo szybko rozwijamy się, włączamy kolejne dzielnice i już w perspektywie kilku miesięcy chcemy być dostępni w całej Polsce.

Firma Pozamiatane.pl współpracuje z firmami sprzątającymi oraz osobami prowadzącymi własną działalność gospodarczą. Na razie jej usługę mogą zamówić mieszkańcy i firmy z Ursynowa, Mokotowa, Śródmieścia, Woli, Włoch, Ursusa, Ochoty, Bemowa, Żoliborza i Wilanowa. Prezes serwisu zapewnia, że wszyscy partnerzy biznesowi jeszcze przed rozpoczęciem współpracy są dokładnie weryfikowani. Bezpieczeństwo klientów dodatkowo zwiększa system opinii wystawianych sprzątaczowi po zakończeniu pracy.

– Działamy w internecie, pozwalamy klientom zamówić sprzątanie przez internet w ciągu kilkudziesięciu sekund. Daje to możliwość zamówienia przede wszystkim zaufanej osoby i nie boimy się, że coś nam zginie lub coś złego się stanie – tłumaczy prezes Pozamiatane.pl.

Klient może zamówić usługę sprzątania, korzystając z komputera lub urządzenia mobilnego. Zapłata odbywa się za pomocą karty kredytowej lub z wykorzystaniem internetowych bramek płatniczych. W przypadku niezadowolenia klientów następuje zwrot pieniędzy lub usługa realizowana jest ponownie.

Polityka cenowa firmy jest przejrzysta, a wszystkich klientów obowiązuje stała stawka wynosząca 30 zł brutto za godzinę. Jak tłumaczy rozmówca, jest to średnia rynkowa stawka w stolicy z wyłączeniem osób pracujących w szarej strefie.

– My robimy to absolutnie legalnie, mamy polisę ubezpieczeniową na 1 mln zł, czyli osoba, która zamawia takie usługi sprzątania, może czuć się w pełni komfortowo i bezpiecznie – informuje przedstawiciel Pozamiatane.pl

Realizacja usługi jest w pełni transparentna, a po jej wykonaniu klient każdorazowo otrzymuje fakturę VAT. W ofercie spółki oprócz sprzątania podstawowego, znajdują się bardziej skomplikowane usługi.

– Można domówić również prasowanie, mycie okien, mycie wnętrza piekarnika, lodówki, w zależności od naszych potrzeb możemy dobierać sobie te usługi i w bardzo szybkim czasie je domawiać – wylicza prezes Łączkowski.

Prezes zarządu Pozamiatane.pl zauważa, że w Polsce w ostatnim czasie coraz wyraźniejszy jest światowy trend, w którym większość drobnych usług przenoszona jest do internetu.

– Bardzo dużo jest takich i portali, i aplikacji, które umożliwiają zamówienie, czy taksówkarza, czy osoby sprzątające właśnie przez internet – zauważa.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Jeszcze przez kilka miesięcy ceny ropy pozostaną niskie

CEO Magazyn Polska

W najbliższych miesiącach niskie ceny ropy będą się utrzymywały. Nie można również wykluczyć kolejnych spadków, zwłaszcza w przypadku dalszego zwiększania produkcji przez USA i Arabię Saudyjską. Powodem jest nadpodaż surowca, a jej poziom będzie zależał także od tego, jak postąpi Iran.

– Perspektywy dla rynku ropy nie są najlepsze. Przez kilka kolejnych miesięcy niskie ceny będą się utrzymywać. Możliwe są też ich dalsze spadki – prognozuje Dorota Sierakowska, analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska. – Wiele będzie zależało od tego, jak postąpi Iran i jak będą się kształtowały polityczne czynniki wpływające na zniesienie sankcji. Ostateczne porozumienie zostało podpisane, ale wciąż do całkowitego zniesienia sankcji na eksport ropy z Iranu jest jeszcze daleka droga. Tempo znoszenia tych sankcji będzie miało zatem decydujące znaczenie.

Jak wyjaśnia Dorota Sierakowska, spadki cen ropy wynikają z nadpodaży na globalnym rynku. Ropy jest po prostu zbyt dużo w porównaniu do popytu na ten surowiec. Dużo ropy produkują zarówno Stany Zjednoczone, jak i kraje kartelu OPEC z Arabią Saudyjską na czele. Wydobywają po ok. 11 mln baryłek na dobę, niewiele niższe jest wydobycie w Rosji. Możliwe, że na rynku ropy naftowej pojawi się jeszcze dodatkowa podaż wynikająca ze zniesienia sankcji eksportowych na Iran, który przed ich narzuceniem był drugim po Arabii Saudyjskiej producentem na świecie.

Wiele będzie zależało od tego, jak postąpi Iran i jak będą kształtować się polityczne czynniki wpływające na zniesienie sankcji. Na razie było podpisane ostateczne porozumienie, ale wciąż do całkowitego zniesienia sankcji na eksport ropy z Iranu jest jeszcze pewna droga polityczna i tempo znoszenia tych sankcji będzie tutaj miało decydujące znaczenie – mówi Sierakowska.

Ważne też będą dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych. Jeżeli nadal będą się utrzymywały wysokie poziomy produkcji, a zapasy nie będą istotnie spadać, to prawdopodobnie będzie to generowało presję na spadek notowań ropy. Szansą na wzrost cen ropy naftowej byłyby sygnały o ograniczeniu produkcji w Stanach Zjednoczonych, ale na razie tych sygnałów nie widać. Przeciwnie, w poniedziałek ropa Crude (amerykańska) znów potaniała do 47 dolarów za baryłkę po informacji o wzroście liczby odwiertów w USA w ubiegłym tygodniu o 21 do 659. To już trzeci z kolei tydzień wzrostu odwiertów w lipcu.

– Krytycznym pułapem mogą być poziomy osiągnięte kilka miesięcy temu, czyli tegoroczne minima. Na rynku ropy naftowej WTI to jest 44 dol. za baryłkę, a więc mamy jeszcze te kilka dolarów możliwych spadków – przewiduje Dorota Sierakowska, analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska.

Jest szansa na zakończenie prac nad regulacją rynku pożyczek. Senat zajmie się nimi na początku sierpnia

To ostatni dzwonek na uchwalenie przepisów, które mają uregulować rynek pożyczek – przekonują eksperci KIG. Jeśli politycy nie zakończą prac nad ustawą w tej kadencji, to proces legislacyjny – i tak trwający już kilka lat – znacznie się wydłuży. Na przepisach w obecnym kształcie mają skorzystać wszyscy, zarówno konsumenci, którzy będą lepiej chronieni, jak i branża, bo zaufanie do nadzorowanych firm pożyczkowych wzrośnie.

Uchwalone przez Sejm przepisy czekają na akceptację Senatu, który zajmie się nimi na najbliższym posiedzeniu na początku sierpnia.

Regulacja jest konieczna z uwagi na moment polityczny, w jakim się znajdujemy, czyli koniec kadencji. Uchwalenie przepisów teraz da możliwość ich wprowadzenia jeszcze w przyszłym roku. Gdybyśmy mieli przedłużony proces legislacyjny, to niestety musielibyśmy czekać jeszcze jakiś czas na to, aż ten rynek zostanie po prostu porządnie uregulowany – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Dziś rynek pożyczek nie jest w żaden sposób regulowany. Bezpieczeństwu klientów zagraża m.in. to, że nie istnieją żadne wymogi kapitałowe dla firm, które chcą wejść na polski rynek. Nie ma też rejestru, w którym mogliby sprawdzić rzetelność i kondycję działających na rynku podmiotów.

W opinii KIG uchwalona przez Sejm regulacja rynku pożyczkowego jest rozsądnym kompromisem – po pierwsze, nie jest nadmiernie restrykcyjna dla firm z tej branży, po drugie, dba o bezpieczeństwo konsumentów, ureguluje nieprawidłowości i wyeliminuje patologie na rynku pożyczkowym.

Konsumenci będą lepiej chronieni niż ma to miejsce w tej chwili – podkreśla Durlik-Khouri. – Przede wszystkim będą oni mieli świadomość tego, jakie są koszty uzyskania pożyczki. Będą ochronieni przed rolowaniem pożyczek czy tzw. pożyczkami na zero, które są udzielane w taki sposób, który z góry przewiduje, że dany konsument nie spłaci tej pożyczki.

Tego typu pożyczki prowadzą do spirali zadłużenia, z której trudno się wydostać.

Zdecydowane określenie reguł, np. dotyczących kosztów dodatkowych, które mogą się pojawiać w przypadku tych pożyczek, ochroni konsumenta. Postawi to również przed firmami pewne bariery, które uniemożliwią im wykorzystywanie niewiedzy klienta i zmuszą je do przedstawiania mu ofertę w sposób czytelny – podkreśla Agnieszka Durlik-Khouri.

Tym bardziej że Polska jest jednym z nielicznych krajów, które do tej pory nie uregulowały tego rynku. Przykłady innych państw pokazują, że tego typu przepisy spełniają swoje zadanie.

Podmioty, które będą chciały udzielać pożyczek, będą musiały spełnić wymogi kapitałowe. Może to oznaczać, że rynek się ograniczy. Natomiast to zależy od samych konsumentów, na szczęście mamy cały czas działającą niewidzialną rękę rynku – mówi przedstawicielka KIG.

Zwraca uwagę na inny istotny aspekt wprowadzenia w życie nowych przepisów. Konsumenci to nie tylko osoby fizyczne, które pożyczają na pilne i bieżące potrzeby, lecz także przedsiębiorcy, którzy dzięki nowym przepisom zyskają stabilne źródło finansowania.

To np. młodzi przedsiębiorcy zakładający działalność gospodarczą, którzy nie mogą pozyskać finansowania ze źródeł bankowych, ponieważ nie mają historii kredytowej, więc wspomagają się pożyczkami. Teraz będą mogli to robić taniej i z większą pewnością – mówi Durlik-Khouri.

Fundusz Mieszkań na Wynajem do końca roku zaoferuje jeszcze kilkaset lokali. Coraz większe zainteresowanie najemców i deweloperów projektem

CEO Magazyn Polska

Do końca roku w ramach Funduszu Mieszkań na Wynajem dostępnych będzie 600 lokali. Do tej pory w projekcie realizowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego wystawiono 122 mieszkania w Piasecznie pod Warszawą oraz 124 lokale w Poznaniu. Oferta Funduszu cieszy się nie tylko dużym zainteresowaniem najemców, lecz także deweloperów, którzy zgłosili ok. 800 projektów.

W Poznaniu wynajęto ponad dwie trzecie mieszkań. Od połowy lipca dostępna jest także oferta w Piasecznie.

Kolejne mieszkania pojawią się na pewno jeszcze do końca tego roku. Chcielibyśmy udostępnić zgodnie z planami około 600 mieszkań łącznie do 2015 roku. W perspektywie do 2018 roku pojawi się około 5,5 tys. mieszkań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ryszard Słowiński, prezes zarządu BGK Nieruchomości.

Fundusz Mieszkań na Wynajem przygotowuje kolejne inwestycje, które będą oddawane do użytku w kolejnych dwóch latach. Projekty prowadzone są w Gdańsku-Wrzeszczu, Warszawie na Bielanach i Żoliborzu, następne w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Łącznie jest to ponad 1000 mieszkań.

Jak przekonuje Słowiński, jest bardzo duże zainteresowanie Funduszem ze strony deweloperów.

– Do tej pory deweloperzy zgłosili do nas około 800 projektów, spośród których wybraliśmy 50. Procedujemy je zgodnie z naszą procedurą inwestycyjną – tłumaczy Ryszard Słowiński. – Skupiamy się na budowaniu w siedmiu największych aglomeracjach Polski, czyli w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach oraz Łodzi – wymienia.

Po przeanalizowaniu 800 projektów niemalże 500 odrzucono od razu, ponieważ nie spełniały kryteriów Funduszu. Trwają analizy kolejnych 270 projektów.

Podstawowym źródłem pozyskiwania projektów jest tzw. forward, czyli zamawianie projektów pod klucz zgodnie z naszymi potrzebami. W związku z tym niemalże każdy z tych projektów wymaga cierpliwości, ponieważ cykl inwestycyjny jest co najmniej 18-miesięczny. Budowanie portfela w oparciu o tego typu nabycia wymaga przede wszystkim czasu – mówi Słowiński.

Głównym kryterium wyboru inwestycji jest lokalizacja i dobra komunikacja.

Oczywiście każda z tych lokalizacji i każdy z tych projektów muszą spełniać nasze kryteria ekonomiczne, tak żebyśmy byli w stanie zaproponować atrakcyjne czynsze za wynajem w ciekawych miejscach – mówi prezes BGK Nieruchomości.

Fundusz Mieszkań na Wynajem skierowany jest głównie do osób młodych w wieku 25-35 lat, singli i par z dzieckiem, których nie stać na kredyt hipoteczny. By wynająć lokal, trzeba przejść weryfikację finansową i podpisać umowę na najem okazjonalny. Najemców przede wszystkim ma przyciągnąć cena, o kilkanaście procent niższa niż rynkowa, oraz możliwość zameldowania. Za mieszkanie dwupokojowe mieszkańcy będą płacić około 1200 zł, a za czteropokojowe – od 1600 zł. Ceny różnią się od lokalizacji, wyposażenia, a także piętra w budynku. Część mieszkań wyposażona jest jedynie w podstawowe umeblowanie i sprzęt AGD, a część wyposażona jest całkowicie, włącznie ze sprzętem RTV oraz meblami codziennego użytku.

Fundusz Mieszkań na Wynajem to komercyjny projekt Banku Gospodarstwa Krajowego. Z założenia miał pobudzić rynek wynajmu mieszkań w Polsce. Jak wynika z danych Eurostatu, jedynie około 4 proc. Polaków mieszka w wynajętych lokalach. W niektórych krajach zachodniej części Unii Europejskiej odsetek ten sięga prawie 40 proc.

Podatek obrotowy początkowo zaszkodzi sieciom handlowym. Inne pomysły PiS na pobudzenie konsumpcji powinny jednak pomóc branży na dłuższą metę

CEO Magazyn Polska

Poprawa wyników branży konsumpcyjnej jest najbardziej widoczna w segmencie mniejszych spółek. W przypadku dużych detalistów wzrost był mniejszy. Zapowiadane wprowadzenie podatku obrotowego od sklepów wielkopowierzchniowych może jeszcze dodatkowo skomplikować ich sytuację. Inne propozycje PiS powinny jednak wyjść spółkom na dobre w dłuższej perspektywie.

Wprowadzenie podatku obrotowego może w krótkim terminie negatywnie uderzyć w wyniki spółek z branży konsumpcyjnej. Mówię tu o Emperii, Eurocashu, Jeronimo Martins Polska, ale także o LPP czy CCC – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Czachor, analityk Erste Securities. – Zarys programu PiS-u koncentruje się na tym, żeby pobudzić konsumpcję w Polsce w dłuższym terminie. Ma się to odbyć poprzez podniesienie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie bezrobocia, więc summa summarum, jeżeli celem ustawodawcy jest to, żeby konsumpcja w Polsce rosła, to w dłuższym terminie spółki z branży konsumpcyjnej, zarówno te duże, jak i te małe, powinny na tym skorzystać – komentuje.

Z raportu opublikowanego przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że dynamika popytu krajowego brutto w 2015 roku wyniesie 4,4 proc. Za największą część wzrostu odpowiadać będzie spożycie indywidualne.

Spółki pokazują znaczący przyrost wyników wynikający z tego, że konsument częściej do nich chodzi i wydaje więcej pieniędzy. Są to mniejsze spółki detaliczne, do których np. zaliczamy Vistulę, Monnari czy Gino Rossi – wymienia Marek Czachor.

Wskazuje jednak także na spółki, których przychody w stosunku do poprzedniego roku znajdują się na niemal niezmienionym poziomie. Chodzi głównie o dużych dystrybutorów. Ich przychody obniża panująca od roku deflacja, która jednak zwiększa siłę nabywczą Polaków.

– Sytuacja polskiego konsumenta jest zróżnicowana. Czasami wydaje on na niektóre produkty więcej, a na niektóre mniej. Natomiast tendencji do wydawania zdecydowanie większych kwot nie widać – ocenia Czachor.

Ekspert jest jednak przekonany, że w dłuższym terminie konsumpcja w Polsce będzie rosnąć. Wpłynie na to między innymi wzrost przeciętnego poziomu wynagrodzeń w naszym kraju, a co za tym idzie, realnej siły nabywczej konsumentów. Analityk Erste Securities zakłada, że w perspektywie 2-3 lat zyski spółek z branży konsumpcyjnej ulegną poprawie.

Ewentualne zawirowania na rynkach finansowych mogą negatywnie przełożyć się na wyniki spółek z branży konsumpcyjnej. Związane z tym byłoby np. umocnienie się euro wobec złotego – mówi Marek Czachor.

Analityk tłumaczy, że duża część towarów w branży detalicznej jest importowana z Chin. Osłabienie polskiego złotego zwiększyłoby koszty polskich przedsiębiorców i ograniczyło marże. Słabość krajowej waluty wpłynęłaby również na koszty najmu powierzchni handlowych, które denominowane są w euro.

W związku z tym, jeżeli euro by podrożało, to spółki musiałyby więcej płacić za czynsz, w wyniku czego wynik finansowy by się pogorszył. Natomiast jestem także przekonany, że za 2-3 lata złoty będzie mocniejszy, w związku z czym wartości czynszów będą mniejsze – przewiduje ekspert.

Według danych GUS wzrost sprzedaży detalicznej w I półroczu 2015 roku wyniósł niemal 4 proc. rok do roku w cenach stałych. W cenach bieżących z powodu deflacji wzrost był niższy i sięgnął 0,7 proc.

Platformy pośredniczące w wymianie dóbr i usług stają się coraz popularniejsze. Ten rynek dynamicznie rośnie, ale wciąż jest niewielki

0

CEO Magazyn Polska

Choć rynek sharing economy, którego model biznesowy opiera się na bezpośredniej wymianie dóbr i usług między konsumentami, rośnie w dwucyfrowym tempie, to jednak w dalszym ciągu jego udział w światowej branży e-commerce jest marginalny i wynosi około 1,5 proc. Największe obroty mają biznesy oparte na wynajmie powierzchni mieszkalnej oraz wspólnym transporcie. Lider branży, czyli spółka Airbnb, wyceniany jest na 20 mld dolarów. 

Sharing economy zarówno w Polsce, jak i na świecie to jeszcze raczkujący model biznesowy. Pewne szacunki wskazują, że przychody tego sektora na świecie sięgają 15 mld dol. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Kazior, dyrektor zarządzająca Rocket Internet Polska.

Trudno jednak ten rynek precyzyjnie oszacować. Wycena lidera branży – firmy Airbnb, której podróżniczy serwis umożliwia krótkoterminowy wynajem mieszkań w każdym zakątku świata – po ostatniej rundzie finansowania szacowana jest na około 20 mld dol. Według raportu A.T. Kearney wartość światowego rynku e-commerce już w przyszłym roku przekroczy barierę biliona dolarów.

Ciągle jest to ułamek procenta całego e-commerce. Taka sytuacja ma miejsce ze względu na to, że do tej pory jeszcze niewiele jest takich modeli biznesowych, które pozwalają na bezpośrednią wymianę dóbr i usług – tłumaczy dyrektor Rocket Internet Polska.

W przypadku polskiego rynku w segmencie sharing economy funkcjonuje usługa wspólnych przejazdów Bla Bla Car oraz dzielenie powierzchni mieszkalnej za pośrednictwem Wimdu czy wspomnianego Airbnb.

Jest całe mnóstwo innych modeli biznesowych, które mogłyby zaistnieć. To jest dopiero początek i z tego względu jest to też bardzo mały wolumen. Natomiast wzrosty, choć trudne do ocenienia, są co najmniej dwucyfrowe – prognozuje Katarzyna Kazior.

Obecnie do najbardziej popularnych segmentów wymiany w zakresie sharing economy należy wynajem mieszkań i domów oraz usługi wspólnego przemieszczania się. Znaczny rozwój widoczny jest także w segmencie odzieżowym.

Natomiast nie jest to jeszcze takie klasyczne sharing economy, to bardziej odsprzedaż tych produktów, a nie ich wypożyczenie – wyjaśnia ekspert.

Przeszkodę w rozwoju biznesu typu sharing economy stanowi brak zaufania do drugiej strony transakcji. W przypadku uznanych marek to zaufanie jest znacznie większe. Tutaj każda transakcja zawierana jest z innym użytkownikiem, więc trudno od razu o zdobycie pełnego zaufania.

Firmy starają się z tym w jakiś sposób radzić. Zachęcają użytkowników, żeby oceniali swój pobyt w danym miejscu czy przejazd. Utrudnieniem mogą być  też płatności. Nie mamy dużej dowolności przy formie zapłaty za usługi – podkreśla Katarzyna Kazior.

Największym utrudnieniem rozwoju sektora jest jednak w dalszym ciągu jego niewielki rozmiar. Zgłaszany popyt oraz oferowana podaż są w wielu przypadkach zbyt małe.

W Polsce na pewno znalazłoby się sporo osób, które chciałyby wypożyczyć drogą torebkę i sporo osób, które użyczyłyby komuś swojej torebki, ale ten wolumen jest za mały, żeby jakakolwiek firma zdecydowała się uruchomić platformę i uruchomić marketing tak, żeby umożliwić tę wymianę – wyjaśnia ekspertka.

Specyficzną formą usług opartych na udostępnianiu pewnych dóbr jest tzw. social lending. W tym przypadku jedna z osób użycza drugiej stronie część zasobów finansowych, a ta zobowiązuje się zwrócić je po pewnym czasie wraz z odsetkami.

Sharing economy na pewno jest czymś, co trzeba mieć na oku i wydaje mi się, że każdy fundusz inwestycyjny powinien mieć w swoim portfolio taką spółkę – ocenia dyrektor Rocket Internet Polska.

Nasz kraj w tej dziedzinie znajduje się w tyle w stosunku do chociażby Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie społeczeństwo jest bardziej otwarte na tego typu modele biznesowe. Większa jest także liczba aktywnych inwestorów. Rozmówczyni przewiduje jednak, że podobny trend przyjdzie także do Polski.

Chorzy na raka prostaty mają ograniczony dostęp do nowoczesnych leków. W walkę o refundację zaangażowały się Amazonki

CEO Magazyn Polska

Dzięki osiągnięciom medycyny rak prostaty staje się chorobą przewlekłą, a nie śmiertelną. Nowoczesne leki są w stanie nie tylko wydłużyć życie pacjentów, lecz także znacznie poprawić jego jakość. Chorzy mogą prowadzić praktycznie normalny tryb życia, a terapia nie wyniszcza ich organizmu. Polscy mężczyźni mają jednak ograniczony dostęp do leków nowej generacji. Problemem jest brak refundacji.

Na raka prostaty co roku zapada 9 tys. polskich mężczyzn, z czego blisko połowa umiera. W ciągu ostatnich 30 lat zachorowalność na ten nowotwór zwiększyła się blisko czterokrotnie. Jednocześnie dzięki rozwojowi medycyny, rak prostaty przestał jednak oznaczać wyrok śmierci. Nowoczesne leki są bowiem w stanie znacznie wydłużyć czas przeżycia chorego, nawet gdy nowotwór został rozpoznany w późnym stadium. Wpływają też korzystnie na jakość życia pacjentów – odraczają progresję choroby, minimalizują możliwość powikłań, zwłaszcza związanych z przerzutami do kości, a także odraczają konieczność zastosowania chemioterapii.

Największe znaczenie mają dwa leki hormonalne: abirateron i enzalutamid. Jest to leczenie bardzo mało toksyczne, doustne, przyjmowane w warunkach domowych. Nie są z tym związane żadne nieprzyjemne działania niepożądane. Bardzo ważne jest to, że te leki poprawiają samopoczucie, powodują ustępowanie dolegliwości, opóźnienie pojawiania się nowych dolegliwości, a z drugiej strony nie pogarszają jakości życia – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Elżbieta Senkus, onkolog kliniczny.

Z powodu braku refundacji Polscy pacjenci w zaawansowanym stadium choroby nie mogą korzystać z terapii enzalutamidem, która w znaczący sposób poprawia jakość życia chorych i je przedłuża. Eksperci wskazują, że dzięki takim terapiom możliwe jest uczynienie z raka prostaty choroby przewlekłej.

Rak prostaty rozwija się bardzo powoli, i długo – czasem nawet kilkanaście lat nie daje charakterystycznych objawów. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. W diagnostyce raka prostaty stosowane są badania per rectum, czyli przez odbytnicę, TRUS, czyli ultrasonografia przezodbytnicza, oraz określanie stężenia białka PSA w surowicy krwi. Mężczyźni często unikają jednak wizyty u lekarza, a powodem jest wstyd i obawa przed diagnozą. Do regularnych badań zachęca Federacja Stowarzyszeń Amazonki.

– My, Amazonki, prosimy, żeby mężczyźni namawiali swoje żony, by zrobiły badania piersi, bo przecież, jeżeli kocha się swoją kobietę, to się dba również o jej zdrowie. Więc dlaczego nie odwrotnie? Mamy mężów, synów i przyjaciół. Strach przed badaniami trzeba niwelować. Tylko przez mówienie, przez spotkania, przez oswajanie tego problemu jesteśmy w stanie tę świadomość budować i niwelować strach – mówi Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki.

Psychologowie zwracają uwagę na to, że mężczyznom chorym na raka prostaty potrzebna jest także opieka psychologiczna. Wraz z chorobą nowotworową gwałtownie zmienia się bowiem ich pozycja w rodzinie – z osób, które mają rodzinę chronić, zmieniają się w jej słabe ogniwo. Teraz to oni potrzebują troski i opieki, a taka sytuacja u wielu mężczyzn powoduje dyskomfort psychiczny. Czują bowiem, że stracili autorytet oraz rolę społeczną związaną z siłą i męskością. Często też dotkliwy bywa nadmiar troski okazywanej przez członków rodziny chorego.

To jest tak, jakby mu odbierać resztki mocy i indywidualności. Choroba i tak zakłóca jego życie, a dodatkowo jeszcze jest proszony o to, żeby nie dźwigał, usiadł, odpoczął, wszystko mu się podstawia pod nos. Mało tego, narzuca mu się wiele rzeczy, co mu wolno, czego nie wolno. Mężczyźni źle znoszą słabość, a jeszcze gorzej znoszą sytuację, kiedy traktowani są jako osoby bezradne – mówi Katarzyna Korpolewska, psycholog społeczny.

W radzeniu sobie z lękiem towarzyszącym chorobie oraz problemami natury psychicznej polskim mężczyznom także chcą pomagać Amazonki. Członkinie Federacji Stowarzyszeń Amazonki chcą przełamać społeczne tabu, jakim wciąż jest nowotwór prostaty. Chcą, aby mężczyźni nie wstydzili się wizyty u lekarza i badan profilaktycznych, a także by przestali traktować chorobę jako uderzenie w symbol męskości. Amazonki zamierzają także domagać się lepszego dostępu do nowoczesnych terapii.

Coraz więcej osób ubezpiecza się od następstw nieszczęśliwych wypadków, nie tylko w okresie wakacyjnym

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba kupowanych polis od następstw nieszczęśliwych wypadków, choć wciąż świadomość klientów w tym zakresie jest niższa niż na Zachodzie. Ubezpieczeni coraz częściej wybierają długoterminowe polisy, co w określonych przypadkach umożliwia im obniżenie płaconej składki. Z kolei ubezpieczyciele coraz lepiej dopasowują ofertę do potrzeb klientów.

Widzimy rosnącą świadomość ubezpieczeniową Polaków, choć nadal jesteśmy daleko za krajami zachodnimi – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bożena Trzaska, dyrektor ds. rozwoju produktów w firmie MetLife. – Dużo częściej wybieramy polisy np. dla dzieci w ramach ubezpieczeń szkolnych czy ubezpieczenia w ramach pracowniczych polis grupowych. Natomiast takie rozwiązania wiążą się zazwyczaj z niskimi sumami ubezpieczenia.

Jak wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń, po pierwszym kwartale br. wartość składek zebranych z tytułu ubezpieczeń wypadkowych wyniosła 1,3 mld zł, co oznacza, że w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosła ona dwukrotnie.

Z roku na rok rośnie liczba polis i osób objętych ochroną – potwierdza Bożena Trzaska. – Widać także, że towarzystwa ubezpieczeń coraz lepiej dostosowują ofertę do potrzeb klientów, oferując coraz lepsze i bardziej kompleksowe rozwiązania.

Na rynku dostępne są zarówno ubezpieczenia o wąskim zakresie ochrony, jak i ubezpieczenia wypadkowe o szerokim, kompleksowym zabezpieczeniu. Z jednej strony stanowią one zabezpieczenie w przypadku częstych zdarzeń, jak np. złamania, oparzenia czy pobyt w szpitalu. Z drugiej strony, pomagają w przypadku poważniejszych zdarzeń, czyli wypadków prowadzących do trwałego inwalidztwa, operacji czy nawet śmierci.

Ważne, by takie ubezpieczenie było rozszerzone o usługi assistance, które są bardzo pomocne po nieszczęśliwym wypadku i obejmują takie usługi, jak rehabilitacja, dostęp do lekarzy specjalistów, zabiegi i badania ambulatoryjne, a także zwrot kosztów leków – wyjaśnia Bożena Trzaska.

Jak podkreśla ekspertka, wybierając tego rodzaju ochronę ubezpieczeniową, warto rozważyć wykupienie polisy długoterminowej.

Po pierwsze, mamy pełną i stałą opiekę, poczucie bezpieczeństwa finansowego i komfort psychiczny – przekonuje Trzaska. – Po drugie, ubezpieczyciel daje pewne dodatkowe korzyści. Może to być podwyższona suma ubezpieczenia w kolejnych latach umowy bez podnoszenia składki, przerwa w opłacaniu składki, zwrot części składki na koniec okresu ubezpieczenia lub podwójne świadczenie, gdy do wypadku dojdzie np. podczas wakacji.

Podstawowy zakres NNW kosztuje około 10 zł za kilkudniową ochronę. Przy ubezpieczeniach na dłuższy okres cena wynosi od 40 zł za miesiąc.

Wybierając ubezpieczenie, trzeba wziąć pod uwagę trzy podstawowe parametry, tj. zakres ochrony, sumę ubezpieczenia, czyli maksymalne wartości świadczeń, które przysługują w razie ewentualnego wypadku, oraz wysokość składki.

Ogólne warunki ubezpieczenia (OWU) to lektura obowiązkowa – wskazuje Bożena Trzaska. – W tym dokumencie zawarte są wszystkie, szczegółowe i dokładne informacje na temat zakresu ubezpieczenia oraz wykluczenia odpowiedzialności ze strony towarzystwa.

W potocznym rozumieniu każde zdarzenie mające konsekwencje zdrowotne jest nieszczęśliwym wypadkiem. Czym innym jednak może ono być dla towarzystwa ubezpieczeń. W OWU powinna znajdować się definicja takiego zdarzenia. Nieszczęśliwy wypadek najczęściej opisywany jest jako zdarzenie niezależne od woli objętej ochroną osoby, gwałtowne i nagłe, wywołane przyczyną zewnętrzną, niezwiązane ze stanem chorobowym.

W świetle takiej definicji ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty świadczenia, gdy do uszczerbku na zdrowiu doszło np. z powodu zawału, wylewu albo omdlenia. Są to bowiem zazwyczaj konsekwencje choroby ubezpieczonego, a nie wynik nieszczęśliwego wypadku.

Najczęstszymi wykluczeniami są bezpośredni wpływ alkoholu, udział w bójce czy konflikcie zbrojnym oraz przestępstwo – mówi Trzaska.

Jeżeli ubezpieczyciel odmówi wypłaty świadczenia, a osoba zgłaszająca roszczenie nie zgadza się z tą decyzją, ma ona prawo zgłosić odwołanie do towarzystwa. Jeżeli to nie przyniesie oczekiwanego skutku, można zwrócić się do Rzecznika Ubezpieczonych z prośbą o interwencję lub wystąpić na drogę sądową.

Pracodawcy chcą zmian w przepisach o kontroli w firmach

Decyzja o miejscu prowadzenia kontroli firmy powinna należeć do kompetencji przedsiębiorcy, a nie organów kontrolujących. Tymczasem uprawnienie urzędników do żądania przeprowadzenia kontroli w siedzibie firmy, jeżeli udostępnienie dokumentów, nie utrudni w znacznym stopniu wykonywania bieżącej działalności, daje organom kontrolującym prawo decydowania, czy owo utrudnienie występuje, czy też nie – ostrzega Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw. Celem wprowadzanych zmian jest dostosowanie przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej do przepisów Ordynacji podatkowej w zakresie miejsca przeprowadzania kontroli. Umożliwi ona przeprowadzanie jakichkolwiek kontroli przedsiębiorcy poza jego siedzibą, jeżeli dokumentacja niezbędna do jej przeprowadzenia znajduje się poza siedzibą przedsiębiorcy.

Jutro projekt rozpatrzy senacka Komisji Budżetu i Finansów Publicznych.

Jakkolwiek uzasadnienie zmiany nie budzi wątpliwości co było intencją autora, to już przepis uchwalony przez Sejm nie wydaje się realizować tych celów. Stanowi on bowiem, że kontrolę przeprowadza się w: siedzibie kontrolowanego, miejscu wykonywania działalności gospodarczej, lub w innym miejscu przechowywania dokumentacji – za zgodą lub na wniosek kontrolowanego.

Dodatkowo, w przypadku gdy dokumentacja prowadzona lub przechowywana jest poza siedzibą kontrolowanego, kontrolowany na żądanie urzędników, zobowiązany jest zapewnić dostęp do niej w: swojej siedzibie, lub miejscu jej prowadzenia lub przechowywania – jeżeli udostępnienie jej w siedzibie może w znacznym stopniu utrudnić wykonywanie działalności gospodarczej.

– Z pierwszej części przepisu wynika, że jeżeli kontrolowany zgłosi taki wniosek, to kontrola odbędzie się w miejscu przechowywania dokumentacji, natomiast z drugiej, że jeżeli zażąda tego kontrolujący, to kontrola zostanie przeprowadzona w siedzibie kontrolowanego. Ewentualnie w miejscu przechowywania dokumentacji, ale tylko jeżeli jej udostępnienie w siedzibie kontrolowanego w znacznym stopniu utrudni wykonywanie przez kontrolowanego działalności gospodarczej. Przepis ten jest wewnętrznie sprzeczny i dodatkowo daje uprawnienie kontrolującym do decydowania, czy owo utrudnienie występuje, czy też nie. Celem zmiany art. 80a ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, było pozostawienie decyzji o miejscu prowadzenia kontroli w kompetencji kontrolowanego, a nie organów kontrolujących.

Co do zasady, tam gdzie znajdują się dokumenty kontrolowanego, tam także, najczęściej są osoby, które mają wiedzę dotyczącą zdarzeń nimi udokumentowanych – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

W ocenie Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, zasadą zarówno w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej jak i w Ordynacji podatkowej, powinno być, iż czynności kontrolne są przeprowadzane w miejscu przechowywania ksiąg podatkowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Warszawski biurowiec SPEKTRUM Tower z panoramicznym klubem The View

W warszawskim biurowcu SPEKTRUM Tower, zlokalizowanym przy Twardej 18, został otwarty panoramiczny klub The View. Jest usytuowany na ostatnim 31. piętrze w budynku i oferuje najwyższy w Warszawie taras widokowy z panoramą 360 stopni, położony wyżej od tego, który znajduje się w Pałacu Kultury i Nauki. Docelowo klub zajmie dwie kondygnacje. Pod koniec 2015 roku nastąpi otwarcie także drugiego poziomu, znajdującego się na 28 piętrze.

Klub ulokowany jest na powierzchni 1000 m kw. i może pomieścić 400 osób. W procesie poszukiwania lokalizacji i ustalania warunków umowy najemcę reprezentowali eksperci z firmy doradczej Walter Herz. – Mieliśmy przyjemność pośredniczyć w transakcji najmu powierzchni pod pierwszy w Polsce tak wyjątkowy projekt. Znalezienie odpowiedniej, unikatowej powierzchni, która zaspokajałaby wysokie oczekiwania inwestora nie było łatwe. Klient miał bardzo dokładnie sprecyzowane wymagania co do powierzchni, która spełniać miała najwyższe światowe normy. Twórca klubu założył już dwa kultowe roof topy na Manhattanie, dlatego jego wizja lokalizacji była jasno określona – informuje Hubert Biarda z Walter Herz.

The View - Warszawa biurowiec SPEKTRUM Tower
The View – Warszawa biurowiec SPEKTRUM Tower

Hubert Biarda zauważa, że dzięki podpisaniu kontraktu, właścicielowi budynku udało się pozyskać ciekawego najemcę, który przyczynił się do zwiększenia funkcjonalności biurowca. Tę opinię podziela Katarzyna Parkot, Leasing Director w spółce WX Management, która zarządza budynkiem. – W SPEKTRUM Tower swoją nową placówkę otworzyła niedawno sieć klubów fitness CityFit. W związku z tym mamy na miejscu największy pod względem zajmowanej powierzchni klub fitness w mieście. Teraz zyskaliśmy kolejnego interesującego najemcę, który stworzył wyjątkowe miejsce klubowe, wyróżniające się na mapie kulturalnej Warszawy. Dzięki temu SPEKTRUM staje się coraz bardziej atrakcyjnym adresem, nie tylko dla najemców, ale również dla mieszkańców miasta – przyznaje Katarzyna Parkot.

Przypomnijmy, że 122 metrowy, warszawski biurowiec przeszedł niedawno gruntowną modernizację i uzyskał certyfikat BREEAM na poziomie bardzo dobrym. SPEKTRUM Tower oferuje ponad 28 tys. m kw. powierzchni biurowej klasy A i 314 miejsc parkingowych w podziemnej hali garażowej. Na 90 kondygnacjach w budynku, poza lokalami biurowymi, znajdują się także powierzchnie o przeznaczeniu handlowo-usługowym, w tym m.in. restauracja, kawiarnia i strefa fitness. Biurowiec posiada także udogodnienia dla rowerzystów w postaci specjalnej strefy, jak również prywatnej stacji VETURILO.

Autor: Walter Herz

W Niemczech powstała największa na świecie ekologiczna wytwórnia wodoru

W tym miesiącu został otwarty w Niemczech Energiepark Mainz, wytwórnia wodoru czerpiąca energię z pobliskich elektrowni wiatrowych. Fabryka będzie w stanie zaspokoić zapotrzebowane na wodór 2000 samochodów na ogniwa paliwowe. Budowa wytwórni trwała rok i kosztowała 17 mln euro.

Energiepark Mainz: Zdjęcie: Siemens
Energiepark Mainz: Zdjęcie: Siemens

Podwójnie ekologiczna inwestycja

Inwestycja powstała dzięki współpracy spółki komunalnej Stadtwerke Mainz AG, producenta gazów przemysłowych Linde Group, firmy Siemens i Uniwersytetu Nauk Stosowanych RheinMain. Część produkowanego w wytwórni wodoru będzie zaopatrywać publiczne stacje tankowania, których w Niemczech jest dziś kilkanaście i wciąż powstają nowe. Energiepark Mainz będzie produkował około 200 ton wodoru rocznie, co nie stanowi jeszcze maximum jego możliwości produkcyjnych. Taka ilość wystarczy dla 2000 samochodów, przy średnim przebiegu 10 000 km rocznie.

WOLFGANG BUECHELE. CEO OF THE LINDE GROUP
WOLFGANG BUECHELE. CEO LINDE GROUP

Wytwórnia będzie czerpała energię głównie z pobliskich elektrowni wiatrowych. Jak powiedział dr Wolfgang Büchele, CEO Linde: „Obecnie większość wodoru produkowanego przez firmę Linde na potrzeby stacji tankowania pojazdów jest wytwarzana ekologicznymi metodami”.

Koalicja energetyki i motoryzacji

Andreas Opfermann, dyrektor działu badań i rozwoju firmy, dodał, że zakłady takie jak Energiepark mają kluczowe znaczenie dla sukcesu rynkowego samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe. „Wprowadzenie technologii wodorowej do motoryzacji uda się wyłącznie, jeśli jednocześnie  pojawią się zakłady produkujące wodór, stacje tankowania i samochody na ogniwa paliwowe — powiedział Opfermann. — Nasza technologia jest w lepszej sytuacji niż samochody elektryczne, których właściciele muszą liczyć się z tym, że w każdym kraju obowiązują inne standardy gniazdek i wtyczek oraz różne poziomy napięcia. Na stacjach tankowania wodoru mamy ten sam standard”.

Samochód na wodór

Otwarcie Energiepark Mainz poprzedza wprowadzenie na niemiecki rynek Toyoty Mirai, pierwszego na świecie seryjnego samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe. Mirai to sedan średniej wielkości napędzany silnikiem elektrycznym o mocy 154 KM. Źródłem zasilania silnika są wodorowe ogniwa paliwowe, w których wodór łączy się z tlenem. W wyniku reakcji uwalnia się energia i powstaje czysta woda, dlatego Mirai nie emituje żadnych zanieczyszczeń.

Toyota Mirai
Mirai wykorzystuje wodór do wytwarzania energii elektrycznej, emitując zamiast spalin parę wodną.

Samochód wyposażony jest także w niewielki zestaw baterii niklowo-metalowo-wodorkowych oraz układ odzyskiwania energii z hamowania.

Tankowanie dwóch wysokociśnieniowych zbiorników wodoru trwa tylko 3 minuty. Samochód ma zasięg 502 km na jednym tankowaniu. Zużywa energię odpowiadającą spalaniu 4.2 l benzyny na 100 km. Rozpędza się maksymalnie do 180 km/h, a 100 km/h osiąga w 9 s.

Ropa bardziej ekologiczna?

Energiepark Mainz udowadnia, że najbardziej przyszłościową metodą pozyskiwania wodoru jest elektroliza wody z wykorzystaniem energii odnawialnej. Niemiecka wytwórnia jest poniekąd odpowiedzią branży alternatywnych energii na zarzuty sceptyków, którzy przekonują, że choć samochody na wodorowe ogniwa paliwowe emitują tylko wodę, to produkowanie wodoru wymaga sporych nakładów energii, która najczęściej pochodzi z elektrowni węglowych lub gazowych. Poza tym w wyniku najczęściej stosowanej jak dotąd metody pozyskiwania wodoru z metanu emitowany jest dwutlenek węgla.

Krytycy wodoru zapominają jednak dodać, że ropa naftowa nie wypływa sama spod ziemi od razu w postaci benzyny, oleju napędowego czy paliwa lotniczego, ale trzeba ją wydobywać z coraz trudniej dostępnych pokładów, ponosząc coraz większe koszty, a proces wydobywania ropy, jej rafinacji i transportu produktów ropopochodnych powoduje nieporównanie większe skażenie środowiska niż wyprodukowanie metanu z odpadów komunalnych czy rolnych albo elektroliza wody, szczególnie jeśli użyjemy do tego energii wiatrowej lub słonecznej. Oczywiście można dalej argumentować, że  produkcja wiatraków i ogniw słonecznych także wpływa na środowisko, ale warto pamiętać, że dotyczy to także szybów naftowych, rafinerii, ropociągów i wielkich sieci przesyłowych, dostarczających energię z przemysłowych elektrowni na duże odległości. Wielką zaletą elektrolizerów wody jest natomiast to, że mogą mieć niemal dowolne rozmiary — każdy właściciel samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe może sobie takie urządzenie postawić w swoim garażu i produkować wodór we własnym zakresie.

Zakupy przez Internet latem – jakie produkty cieszą się największym zainteresowaniem?

Branżę e-commerce jak każdą inną charakteryzuje sezonowość. Przez Internet najwięcej kupujemy w okresie przedświątecznym, czyli w listopadzie i grudniu. Sprzedaż wybranych kategorii produktów rośnie także w okresie letnim. Co najczęściej kupujemy w wakacje i czy zakupy te związane są z naszymi urlopowymi planami? Odpowiedź na te pytania dostarczyły badania[1] przeprowadzone na zlecenie Grupy Okazje.info.

Zakupy przez Internet latem – wyniki najnowszego raportu
Zakupy przez Internet latem – wyniki najnowszego raportu

Badania zrealizowane na zlecenie Grupy Okazje.info na przełomie czerwca i lipca wykazały, że 88% ankietowanych robi zakupy przez Internet. Kupowanie produktów on-line jest bardziej popularne wśród mężczyzn – decyduje się na nie 94% przebadanych panów i 83% ankietowanych kobiet.

W wakacje czytamy więcej

Latem przez Internet najczęściej kupujemy książki – wskazało je 35% respondentów. Zdecydowanie częściej sięgają po nie kobiety – 45% pań, do 26% w przypadku mężczyzn. Można zatem uznać, że w wakacje, kiedy mamy dużo wolnego czasu czytamy więcej. Wielu z nas wypoczywa z książką również podczas urlopu, czy weekendu na działce.

Letnie odświeżenie garderoby

31% respondentów latem uzupełnia swoją garderobę. Decyduje się na to 43% kobiet oraz 19% mężczyzn. Odzież, którą najczęściej kupujemy latem to szorty (wskazało je 43% respondentów). Na drugim miejscu znalazły się stroje kąpielowe (39%), które są niezbędnym elementem wakacyjnej szafy.

Bardzo wysoko w rankingu kategorii produktów kupowanych latem przez Internet znalazły się również prezenty. Potwierdziło to 26% respondentów, w tym 28% kobiet oraz 24% mężczyzn. Być może wpływ na to ma trwający sezon ślubów.

Zdrowo i pięknie

W wakacje nie zapominamy także o swoim zdrowiu i urodzie. To również jedne z najczęściej kupowanych latem przez Internet kategorii produktów – wybiera je ok. 25% badanych, a wśród nich zdecydowana większość to kobiety. Produkty z kategorii uroda zamierza kupić 42% pań, a jedynie 9% mężczyzn. W czasie wakacji zadbać o swoje zdrowie postanowiło 39% respondentek i tylko 12% ankietowanych panów.

Wakacyjne remonty

Wysoko w rankingu znalazły się także kategorie ogród (24%) oraz dom i wnętrze (22%). O przestrzeń na zewnątrz planuje zadbać 25% mężczyzn oraz 23% kobiet. O odświeżeniu wnętrz myśli z kolei zdecydowanie więcej pań – 30% do 15% w przypadku panów. Podczas wakacji częściej interesujemy się także sprzętem AGD, narzędziami i telefonami. Jednak jest to domena mężczyzn – artykuły gospodarstwa domowego w tym czasie wybiera 35% z nich, a tylko 8% kobiet, narzędzia 28% do 10% w przypadku pań, a komórki 24% do 6%.

Analiza przeprowadzona na zlecenie Grupy Okazje.info potwierdziła również, że kobiety częściej niż ich partnerzy zajmują się kupowaniem produktów dziecięcych. Tego rodzaju plany zakupowe w czasie wakacji zadeklarowało 25% pań, a tylko 7% mężczyzn.

Badanie pokazało, że latem przez Internet najrzadziej kupujemy produkty z kategorii biuro i firma -wybrało je tylko 1% badanych. Może to świadczyć o tym, że w trakcie wakacji staramy się nie myśleć o pracy.

[1] Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 29.06-2.07.2015 r. Próba: osoby w wieku 18-64 lat, n=300

Polscy rolnicy coraz chętniej sięgają po leasing i pożyczkę

W 2014 roku klienci z branży agro sfinansowali poprzez firmy leasingowe sprzęt rolny o wartości 3,4 mld zł, co oznacza blisko 9 proc. wzrostu w stosunku do 2013 roku. Tym samym sektor rolniczy dla firm leasingowych zyskuje coraz bardziej na znaczeniu. Widać to również w coraz częściej pojawiających się ofertach finansowych dedykowanych tylko dla tej branży, a przygotowanych przez leasingodawców.

Dane Związku Polskiego Leasingu (ZPL) wskazują, że klienci z branży rolniczej w 2014 roku wyleasingowali sprzęt o wartości 3,4 mld zł, co oznacza blisko 9 proc. wzrostu w stosunku do 2013 roku. Za pośrednictwem firm leasingowych zostało sfinansowanych ponad 24 tysiące maszyn rolniczych.

Rolnicy w zdecydowanej większości korzystają z pożyczek oferowanych przez firmy leasingowe. ZPL podaje, że dynamika aktywów sfinansowanych pożyczką w 2014 r. wyniosła 25,9 proc. wobec 16,9 proc w roku 2013 r. Blisko 47 proc. tych inwestycji stanowiły maszyny rolnicze.

– Dobra koniunktura na rynku maszyn i urządzeń rolniczych, za sprawą nowych środków z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, będzie kontynuowana głównie od 2016 – mówi Adam Binduga, Menedżer Rynku Rolnego w EFL. ­- Realny budżet PROW, który wg naszych analiz zostanie przeznaczony na współfinansowanie zakupu maszyn i urządzeń, pozwoli w latach 2016-2020 na zakup sprzętu za około 22 mld zł. Ogłoszenia i nabory wniosków planowane są w II połowie 2015 roku. W pierwszej kolejności, wg naszych informacji, będzie można składać wnioski w ramach działania Młody Rolnik. Mamy nadzieję, że perspektywa 2014-2020 pozwoli wreszcie w dużej mierze przekształcić produkcję rolniczą w Polsce, rozumianą dotychczas jako produkcja dóbr nieprzetworzonych (włókna roślinne i zwierzęce), w produkcję również dóbr wstępnie przetworzonych. Między innymi tego domagali się słusznie rolnicy w swoich ostatnich protestach. Model ekonomiczny gospodarstwa rolnego, który mógłby wstępnie przetwarzać wyprodukowane przez siebie dobra (mleko w ser, mięso w wędliny, owoce w przetwory itp.) daje szansę na zwiększenie dochodowości małych i średnich gospodarstw, gdzie produkcja żywności może mieć najwyższą jakość. A tego potrzebują konsumenci i firmy finansowe. Mam nadzieję, że ten proces się rozpoczyna i nasze państwo umożliwi legislacyjnie takie zmiany. Wszyscy potrzebujemy bardziej dochodowych gospodarstw rolnych i lepszej jakości produktów żywnościowych. W tym przypadku ekonomia i zdrowie nie konkurują ze sobą, a to w dzisiejszych czasach dość rzadki przypadek.

Dlatego w EFL dostępny jest pakiet ROLNIK+. To kompletna oferta, umożliwiająca sfinansowanie zakupu sprzętu rolniczego także w ramach programów unijnych PROW, dostępna dla wszystkich rodzajów gospodarstw rolnych. W jej ramach EFL oferuje niski udział własny rolnika, nawet od 0%, uzgodnienie sezonowych harmonogramów spłat, dostosowanych do indywidualnych możliwości rolnika, okres finansowania do 108 miesięcy oraz możliwość finansowania w walucie krajowej, jak i w euro. Decyzja o zawarciu kontraktu leasingowego podejmowana jest nawet w 15 minut.

– Finansowanie leasingiem charakteryzuje się nieco prostszymi i bardziej przejrzystymi procedurami oraz brakiem zabezpieczeń, takich jak w przypadku pożyczki – dodaje Adam Binduga, Menedżer Rynku Rolnego w EFL. – Leasing jest głównie narzędziem antyfiskalnym, rata leasingowa netto jest kosztem uzyskania przychodu. Większość rolników jest już VATowcami i VAT w ratach leasingowych mogą swobodnie odpisać. Niemniej procedura i wymagania dokumentowe zarówno w leasingu, jak i w pożyczce, są bardzo zbliżone.

Jednak w sytuacji, gdy rolnik ubiega się o dotacje europejskie, pożyczka inwestycyjna jest często korzystniejszym niż leasing rozwiązaniem. Przede wszystkim dzięki nabyciu sprzętu na własność rolnik może starać się o dofinansowanie inwestycji z unijnych środków pomocowych, w których rozliczanie transz dotacji jest korzystniejsze w przypadku współfinansowania pożyczką niż leasingiem. Ta forma finansowania może również pokrywać zakup nowych, jak i używanych sprzętów rolniczych. Aby ubiegać się o finansowanie pożyczką, wymagane jest posiadanie przez rolnika podpisanej umowy o dofinansowanie inwestycji z Agencją Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa (ARMiR), Agencją Rynku Rolnego lub inną jednostką publiczną, udzielającą środków unijnych. Struktura pożyczki pozwala na wystawianie faktury bezpośrednio na pożyczkobiorcę, co skutkuje możliwością ubiegania się o jednorazowy zwrot poniesionych kosztów z ARiMR. Pożyczkę cechują także m.in. długi okres finansowania, zerowy lub niski wkład własny oraz doradztwo specjalistów z firmy leasingowej. Ważny jest również elastyczny harmonogram spłat zobowiązań.

Europejski Fundusz Leasingowy

Kapitał ludzki przyciąga inwestycje do miast i regionów

Na gospodarczą atrakcyjność miasta lub regionu składają się rozmaite czynniki: wielkość ośrodka i jego położenie, infrastruktura biurowo-magazynowa, stopień skomunikowania czy koszty prowadzenia biznesu. Kluczowym okazuje się jednak czynnik ludzki. Wedlug badania przeprowadzonego przez Fundację Pro Progressio najbardziej istotna dla potencjalnych inwestorów jest podaż kadry na danym terenie.

Czego oczekuje inwestor? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie – wiele zależy od specyfiki branży, którą reprezentuje i indywidualnych potrzeb danej firmy. Są jednak pytania, które władze miast słyszą od przedsiębiorców najczęściej. Według wyników badania  przeprowadzonego na Centrach Obsługi Inwestora miast i agencji rozwoju regionalnego współpracujących z Fundacją Pro Progressio, aż 92% ankietowanych wskazało na podaż kadry, jako „zdecydowanie istotny” czynnik przy wyborze lokalizacji biznesowej dla centrum BPO/SSC. Poziom i kierunek wykształcenia pracowników respondenci ocenili na 5 (75%)  i 4 (25%) w pięciostopniowej skali. Znajomość języków ma znaczenie dla 92%. Co ciekawe, wielkość danego miasta jest „zdecydowanie istotna” już tylko według 42%.

To dobra wiadomość dla mniejszych miast, do tej pory słabo widocznych na inwestycyjnej mapie Polski. Duże ośrodki, takie jak Warszawa, Kraków czy Poznań przyciągają inwestorów wielkością, renomą i rozbudowaną infrastrukturą biznesową. Są jednak kategorie, w których mniejsze lokalizacje mogą „powalczyć” z liderami – na przykład podaż wykwalifikowanej kadry. Przykładem jest Bydgoszcz, w której dostęp do lokalnego rynku pracy ma ponad milion osób zamieszkałych w promieniu 50 kilometrów, a na terenie miasta działa 15 uczelni wyższych. W Rzeszowie z kolei w trosce o jakość kadr tworzy się kierunki studiów skorelowane z potrzebami rozwijającego się biznesu  mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że mniejsze ośrodki gwarantują atrakcyjniejsze warunki związane z zatrudnianiem pracowników. Wedlug 92% ankietowanych poziom wynagrodzeń w danym regionie jest „zdecydowanie” (58%) lub „raczej” (34%) istotnym czynnikiem przy wyborze destynacji biznesowej. Na koszty związane z zatrudnianiem zwraca uwagę 83% inwestorów.

Ważną determinantą przy wyborze lokalizacji biznesowej okazała się również dostępność powierzchni biurowych klasy A i B+, którą wszyscy respondenci określili jako „zdecydowanie” lub „raczej” istotną. Tymczasem atrakcyjna działka pod budowę własnej siedziby okazała się ważna jedynie w 42%, a połowa zadeklarowała, że czynnik ten raczej nie jest brany pod uwagę przez inwestorów. Przedsiębiorcy, szczególnie na początku działalności na danym terenie, znacznie chętniej lokują swoje firmy w wynajętych budynkach, dlatego miasta dbające o rozwój infrastruktury biurowo-magazynowej mają większe szanse na pozyskanie nowych inwestycji – mówi Wiktor Doktór.

Otwartość władz miasta na współpracę z inwestorami to kolejny czynnik, który ankietowani wskazali jako „zdecydowanie” (67%) lub „raczej” (25%) istotny. Odpowiedzią na oczekiwania przedsiębiorców jest działalność regionalnych biur i agencji rozwoju biznesu – miejskich spółek, których głównym celem jest wspieranie biznesu oraz profesjonalna  kompleksowa obsługa na wszystkich etapach procesu inwestycyjnego. Co ciekawe, zwolnienia i ulgi podatkowe okazały się „zdecydowanie istotne” jedynie w 42%, a  ¼ ankietowancyh odpowiedziała, że czynnik ten raczej nie jest brany pod uwagę przez inwestorów. Oznacza to, że otwartość władz miasta, której oczekują przedsiębiorcy, niekoniecznie musi wiązać się ze wsparciem finansowym. Równie ważna jest możliwość szybkiego i sprawnego załatwienia formalności administracyjno-prawnych czy uzyskania porady – na przykład przy pozyskiwaniu pracowników. Nieco mniej chętnie inwestorzy korzystają z udogodnień w postaci Specjalnych Stref Ekonomicznych oraz parków przemysłowo-technologicznych. Dostępność tych pierwszych jest istotna dla 67%, obecność parków jedynie  dla połowy ankietowanych.

Lokując biznes nie można zapomnieć o roli infrastruktury transportowo-komunikacyjnej. Stopień skomunikowania z innymi ośrodkami biznesowymi przez 58% ankietowanych został oceniony jako „raczej”, a przez pozostałe 42% jako „zdecydowanie istotny” czynnik wyboru miejsca na lokalizację inwestycji. Odległość od portu lotniczego jest raczej ważny dla 67%, a dla ¼ stanowi jeden z najistotniejszych warunków dla rozwoju biznesu. Infrastruktura komunikacyjna na terenie miasta, jako kryterium wyboru lokalizacji, przez połowę respondentów została oceniona na 4, a przez 33% na 5 w pięciostopniowej skali. Mniej ważna okazała się baza hotelowo-restauracyjna, którą aż ¼ respondentów ocenioło na „raczej niestotną”, a 8% zadeklarowało, że nie ma na ten temat zdania.

Badanie Fundacji Pro Progressio sprawdziło również jak potencjalna konkurencja ze strony innych przedsiębiorców funkcjonujących na danym terenie wpływa na wybór lokalizacji dla biznesu. Okazało się, że inwestorzy zdecydowanie bardziej obawiają się zagrożenia ze strony firm międzynarodowych (ich obecność jest istotnym czynnikiem dla 83%) niż lokalnych (50% wskazań).

Na podstawie jakościowego badania ankietowego zrealizowanego przez Fundację Pro Progressio w lipcu 2015 na Centrach Obsługi Inwestora dwunastu polskich miast.

KIG: Ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym jest potrzebna

Krajowa Izba Gospodarcza popiera wprowadzenie zaproponowanych przez rząd i uchwalonych przez Sejm przepisów regulujących rynek pożyczkowy – teraz czekają na akceptację Senatorów RP.

W opinii KIG obowiązywanie tych przepisów będzie korzystne dla konsumentów. Pomoże także małym firmom oraz start-upom. Ich właściciele i twórcy często bowiem finansują lub współfinansują swoją działalność pożyczając jako klienci indywidualni, również na rynku pozabankowym. Po wejściu w życie nowelizacji Ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym oraz Prawa bankowego będą to mogli robić taniej, z większą pewnością i według jasno określonych reguł.

– Oceniamy, że dzięki wprowadzeniu tych przepisów pożyczki staną się po prostu tańsze. Ponieważ małym firmom i mikrofirmom trudno uzyskać kredyty bankowe, pożyczanie na rynku pozabankowym jest dla nich alternatywą. Za szczególne ważne i korzystne dla konsumentów uważamy regulacje które w praktyce powinny ograniczyć tzw. rolowanie pożyczek oraz pożyczanie za zero – podkreśla rzeczniczka Krajowej Izby Gospodarczej Agnieszka Durlik-Khouri.

Według zapisów nowelizacji m.in. wprowadzony ma być limit dotyczących maksymalnej wysokości pozaodsetkowych kosztów kredytu. W praktyce spowoduje to , że nie będzie można , tak jak obecnie, wprowadzać praktycznie nieograniczonych opłat czy prowizji. Chodzi tu na przykład o wysokość opłaty przygotowawczej czy ubezpieczenia pożyczki. Inną praktyczną korzyścią dla konsumentów będzie utrudnienie tzw. „rolowania pożyczek” i wpędzania klienta w pętlę zadłużenia. Nowelizacja powinna też zapobiec stosowaniu formuły „pożyczek za zero”, których mechanizm polega na przyciągnięciu klienta i przyznaniu mu takiej pożyczki , o której z góry wiadomo że nie będzie w stanie jej spłacić w wymaganym umową terminie. Potem firma chwilówkowa zarabia na opłatach za wydłużenie spłaty.

Przepisy wprowadzające nadzór i ograniczenia sektora pozabankowych pożyczek istnieją wielu państwach europejskich. Uchwalona przez Sejm ustawa, w porównaniu z regulacjami w innych krajach Europy, jest rozsądnym kompromisem – nie jest nadmiernie restrykcyjna dla firm z tej branży, jednocześnie dba o bezpieczeństwo konsumentów.

– Nadzór i regulacja rynku pożyczkowego w Europie jest regułą. Jednym z niewielu krajów pozostających tu wyjątkiem jest Polska. Dlatego odpowiednie regulacje powinny wejść w życie jak najszybciej. Są one korzystne dla konsumentów, także dla małych firm i mikroprzedsiębiorców. Uregulują nieprawidłowości i wyeliminują patologie na rynku pożyczkowym – podkreśla rzeczniczka Krajowej Izby Gospodarczej Agnieszka Durlik-Khouri.

Teraz w Polsce nie jest konieczne żadne zezwolenie ani licencja na prowadzenie działalności pożyczkowej. Nie jest to działalność regulowana w ten sposób, w jaki państwo reguluje działalność banków. Nie obowiązują tu wymogi kapitałowe, nie ma obowiązku zabezpieczenia rezerwami finansowymi, nie trzeba prowadzić specjalnej sprawozdawczości. Trzeba jedynie przestrzegać ustawy o kredycie konsumenckim. Stworzenie ram prawnych i wymogów działalności firm pożyczkowych przyczyni się do większej dyscypliny i przejrzystości działania tych przedsiębiorstw, a tym samym będzie też korzystne dla korzystających z ich usług klientów.

Źródło: Krajowa Izba Gospodarcza

Maciej Blajer wyjaśnia czym się kierować przy wyborze wykonawcy oprogramowania dla firmy

Czy lepsza będzie firma o wąskiej specjalizacji, czy wszechstronna? Czy jest sens kierować się najniższą ceną? Decyzja przedsiębiorstwa, które chce zlecić firmie zewnętrznej wykonanie systemu informatycznego lub choćby pojedynczej aplikacji, zależeć będzie właśnie od odpowiedzi na podobne pytania.

W przypadku produktów materialnych, takich jak samochód czy ubranie, stosunkowo łatwo jest ustalić ich wartość. Koszty produkcji powiększone o marże producentów i dystrybutorów pozwalają określić ceny rynkowe. W związku z tym dwa samochody o podobnych parametrach i podobnym wyposażeniu zazwyczaj – nie licząc sytuacji, w których na cenę znacząco wpływa prestiż marki – są wyceniane podobnie.

Inaczej jest w przypadku usług opartych na wiedzy, w tym usług programistycznych. Po pierwsze – laikowi trudno będzie porównać ze sobą parametry dwóch, z pozoru podobnych do siebie programów. Po drugie, najwyższa cena ofertowa, jaka wpłynie w odpowiedzi na zapytanie przedsiębiorstwa, może być nawet kilka lub kilkanaście razy wyższa od ceny najniższej.

– Cena zależy zwykle od wielkości firmy-wykonawcy i tego, na ile rozbudowane są jej struktury administracyjne – wyjaśnia Maciej Blajer, prezes firmy informatycznej Enadis. – Ale wyższa cena może oznaczać również, iż aplikacja będzie lepsza jakościowo, lepiej zabezpieczona, wygodniejsza w obsłudze i przyjemna dla oka, a także dokładniej przetestowana. Wszystkie te czynniki bardzo mocno wpływają na koszty projektu i mogą powodować nawet 10-krotne różnice w wycenie podawanej przez wykonawców – podkreśla.

Dlatego właśnie cena nie jest najlepszym parametrem, na podstawie którego firmy powinny  dokonywać wyboru wykonawcy.

Specjalizacja nie zawsze ma znaczenie

Znacznie lepszym sposobem będzie zapoznanie się z portfolio każdej z firm ubiegającej się o zlecenie. Dzięki temu można sprawdzić z jakiego rodzaju projektami potencjalny wykonawca miał w przeszłości do czynienia, i na tej podstawie spróbować ustalić, czy poradzi sobie z realizacją nowego programu.

W takiej sytuacji pojawiają się jednak pewne dylematy – czy firma, którą klient bierze pod uwagę, musi mieć doświadczenie dokładnie w tym typie aplikacji bądź systemów, które chce zamówić klient oraz czy lepiej, żeby firma była ściślej wyspecjalizowana w danym typie programów, czy może lepszy będzie wykonawca o szerokim zakresie zainteresowań.

Zdaniem Macieja Blajera, w większości sytuacji ważniejsze będzie bogate doświadczenie nabyte dzięki przygotowaniu rozmaitych typów oprogramowania. Zwiększy ono szansę, że wykonawca sprawnie poradzi sobie również z kolejnym wyzwaniem.

– Im większa różnorodność realizowanych projektów, tym bogatsze doświadczenie. Jeśli firma nie tworzyła akurat aplikacji danego rodzaju, od strony technicznej nie ma żadnych przeszkód, aby taką wykonała – tłumaczy prezes Enadis. – Specjalizacja będzie miała znaczenie w jednym przypadku: jeśli klient chce skorzystać z usług firmy tylko raz i nie zamierza rozbudowywać zamówionej aplikacji ani integrować jej z innymi systemami – dodaje.

Warto mieć na uwadze, że to nie wykonawca, ale firma-klient jest specjalistą w swojej branży. W związku z tym osoby zarządzające przedsiębiorstwem nie powinny oczekiwać, że wybrany wykonawca oprogramowania będzie specjalistą w każdym obszarze biznesowym i precyzyjnie ustali wszystkie wymogi, jakie powinna spełnić aplikacja.

Jeśli sam klient nie jest w stanie dokładnie określić swoich oczekiwań dotyczących tego, jak funkcjonować powinien zamawiany program, przedsiębiorstwo może skorzystać z pomocy zewnętrznych konsultantów.

Młodzi są tani, ale niepewni

Wybierając wykonawcę, menedżerowie mogą odczuwać pokusę, by wykonanie programu lub systemu powierzyć samodzielnym programistom lub nowym firmom, mogącym często zaproponować bardzo atrakcyjne ceny. O ile nie będzie to obarczone dużym ryzykiem w przypadku niewielkiej aplikacji o małym znaczeniu dla przedsiębiorstwa, o tyle przy projektach kluczowych lepiej brać pod uwagę firmy o stabilnej pozycji na rynku.

– Wytwarzanie oprogramowania to niestety skomplikowana i ryzykowna działalność – mówi Maciej Blajer. – Wiele małych firm zakładanych przez studentów szybko kończy działalność, z jednej strony nie mogąc sprostać wymogom klientów, a z drugiej, oczekiwaniom płacowym wysokiej klasy specjalistów.

Jeśli wykonawca systemu wkrótce po zrealizowaniu projektu zakończy działalność, będzie to oznaczało brak dalszej pomocy serwisowej oraz trudności w przypadku rozbudowy oprogramowania. W praktyce może się okazać, że konieczne będzie wyłonienie nowego wykonawcy, a ten może nie być zainteresowany rozwijaniem oprogramowania przygotowanego przez inną firmę. Konsekwencję mogą stanowić dodatkowe koszty oraz czas potrzebny na opracowanie alternatywnego systemu od podstaw.

Firmy posiadające stabilną pozycję na rynku, zazwyczaj posiadają również wypracowane standardy realizacji projektów, które zapewniają wyższy poziom bezpieczeństwa. Mniejsze jest w takiej sytuacji ryzyko, że np. poufne dane przedsiębiorstwa mogłyby „wypłynąć” na zewnątrz.

Zamiast zasadą najniższej ceny, w biznesie zazwyczaj najlepiej kierować się bogatym portfolio oraz doświadczeniem wykonawcy. Warto także wziąć pod uwagę opinie na temat danej firmy oraz to, jak długo i z jakim powodzeniem funkcjonuje ona na rynku.

Negocjacje z Grecją znów na wyboistej drodze

Poznaliśmy niepotwierdzoną datę brytyjskiego referendum w sprawie opuszczenia strefy euro. Grecy znów starają się dostać coś za nic. Na unijnych salonach pojawia się coraz częściej projekt wspólnego unijnego podatku. W środę odbędzie się ważne posiedzenie FOMC.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Znamy planowaną datę brytyjskiego referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej. Dotychczas mówiło się “przed końcem 2017 roku”. Teraz podobno na październikowej konwencji Partii Konserwatywnej jako data potencjalnego referendum ma zostać ogłoszony czerwiec 2016. Zdaniem wielu komentatorów referendum jest próbą wywarcia presji w negocjacjach unijnych. Rynki na razie nie reagują, aczkolwiek gdyby sondaże dawały szansę na opuszczenie struktur unijnych z pewnością zaczną.

Jak nie trudno było się domyślić Grecy wracają do negocjacji w typowym dla siebie stylu. Skracają terminy, licząc na to, że w ostatniej chwili coś ugrają. W piątek miały rozpocząć się rozmowy. Zaczną się prawdopodobnie we wtorek. Już teraz wiadomo, że Grecy oczekują otrzymania pierwszej transzy pomocy przed kolejnym pakietem reform. Jest to istotna różnica, gdyż przedstawiciele kredytodawców wiedząc, że czas jest do połowy sierpnia chcą zobaczyć kolejny pakiet zmian jeszcze przed wypłaceniem środków. Termin mija dokładnie 20 sierpnia kiedy to Grecja musi spłacić do Europejskiego Banku Centralnego kolejną ratę. Są również dodatkowe punkty sporne, np. do jakich dokumentów Ateny mają dopuścić kredytodawców. Biorąc pod uwagę ostatnie wyczyny greckiego odpowiednika GUS, nie mogą dziwić tego typu oczekiwania ze strony kredytodawców.

Według tygodnika “Der Spiegel” niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble popiera stworzenie wspólnego europejskiego podatku. Projekt ten pojawił się we wspólnym raporcie pięciu przewodniczących unijnych instytucji. Warto natomiast zwrócić uwagę, że z dwóch omawianych tam perspektyw średnio- i długoterminowej, jest to zdecydowanie ta druga. Na razie nie wiadomo jak miałby wyglądać podatek. Projekt jest w bardzo początkowej fazie a dyskusja dopiero się zaczyna. Patrząc natomiast na ostatnie osiągnięcia unijne można mieć wątpliwości co do sensowności kolejnego unijnego budżetu zarządzanego przez centralnego ministra finansów.

Uwagę na rynkach walutowych znów przyciąga dolar. Wszystko za sprawą posiedzenia FED, które odbędzie się w środę wieczorem. Analitycy starają się wyłapywać z wypowiedzi członków informacje o tym, czy naprawdę dojdzie w najbliższych miesiącach do podwyżki stóp procentowych. W sytuacji, gdy wszyscy istotni partnerzy handlowi USA wciąż tkwią w kryzysie jest to wątpliwy scenariusz. Warto zwrócić uwagę, że często pojawia się opcja podwyżki stóp już we wrześniu. Sygnały sugerujące szybszą podwyżkę stóp będą umacniać dolara.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są ważne minima na 3,7200.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 27.07.2015
Komentarz walutowy 27.07.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 27.04.2015 do 27.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jak wpis do bazy nierzetelnych płatników może utrudnić życie

0

Nie od dziś wiadomo, że Polacy chętnie i często zbyt pospiesznie zaciągają zobowiązania finansowe. Jak wynika z danych Casus Finanse, w ciągu ostatnich dwóch lat liczba drobnych kredytów i pożyczek gotówkowych, pozostających w obsłudze firmy, wzrosła ponadczterokrotnie . Są to najczęściej zobowiązania o wartości pomiędzy 900 zł a 2900 zł, czyli stosunkowo niewielkie. Nieliczni spośród nas zdają sobie jednak sprawę, że niezależnie od kwoty, jeśli nie uregulujemy jej terminowo, pożyczkodawca może wpisać nas do jednej z funkcjonujących na rynku baz dłużników. Znalezienie się na tej liście może skomplikować nasze codzienne życie. W jaki sposób? 

Wartość przeterminowanych zobowiązań Polaków rośnie. Na zakończenie 2014 r. zaległe zadłużenie Polaków wyniosło 40,94 mld zł i było to o 1,1 mld zł więcej niż przed rokiem – wynika z najnowszego Raportu InfoDług . Niespłacanie należności w terminie może spowodować, że znajdziemy się w bazie nierzetelnych płatników. Już same nazwy takich baz nie budzą pozytywnych skojarzeń, ale czy na pewno wiemy, co w praktyce oznacza wpis do jednej z nich? Niestety, niewiele osób zdaje sobie sprawę, że figurowanie na listach niesolidnych płatników może znacznie utrudnić codzienne funkcjonowanie.

Nieuregulowane zobowiązanie powyżej 200 zł i 500 zł

W Polsce funkcjonuje kilka różnych instytucji zajmujących się przechowywaniem danych o dłużnikach i ich zaległych zobowiązaniach (m.in. BIG InfoMonitor, BIK, Bankowy Rejestr Niesolidnych Klientów, Rejestr Długów Podatkowych). Jeśli do nich trafimy, na pewno nie stanie się to bez powodu. Wcześniej podmiot, u którego mamy niespłaconą należność, musiał umieścić nas w takiej bazie. Jednym z głównych powodów powstania takich baz jest ochrona interesów przedsiębiorców, gmin, osób prywatnych oraz innych podmiotów funkcjonujących na rynku przed nierzetelnymi kontrahentami i klientami. To dzięki tym bazom banki, telekomy, dostawcy gazu czy prądu i inne instytucje wzajemnie ostrzegają się przed nierzetelnymi płatnikami.

Abu znaleźć się na liście dłużników, wystarczy mieć nieuregulowane zobowiązanie o wartości powyżej 200 zł, które jest przeterminowane o co najmniej 60 dni. Przed umieszczeniem danych w takiej bazie, osoba spóźniająca się z płatnością powinna dostać wezwanie do zapłaty – co najmniej 30 dni przed planowanym wpisem – z informacją, że w przypadku braku wpłaty w wyznaczonym terminie, informacje na jej temat zostaną przekazane do konkretnego biura informacji o niesolidnych dłużnikach indywidualnych.
Nieco inaczej wygląda to w przypadku przedsiębiorców, którzy nie spłacają swoich zobowiązań w terminie. Aby móc wpisać ich zadłużenie do rejestru dłużników, muszą zostać spełnione 3 warunki. Po pierwsze – zobowiązanie musi powstać w związku ze stosunkiem prawnym (np. administracyjno-prawnym, cywilno-prawnym), po drugie, wynosić minimum 500 zł, przy czym kwota ta musi być wymagalna od 60 dni. Po trzecie – musi upłynąć co najmniej miesiąc od wezwania do zapłaty. Dopiero wówczas informacje gospodarcze dotyczące zadłużonej osoby, wierzyciela oraz zobowiązania (kwota, informacje o akcjonariuszach i wspólnikach, jeśli podmiotem jest spółka) można opublikować w bazie.

Na „czarnej” liście

Co oznacza dla nas w praktyce obecność na „czarnej” liście niesolidnych dłużników? W przypadku osoby prywatnej wiąże się to m.in. z brakiem możliwości wzięcia telefonu w abonamencie, czy zaciągnięcia kolejnego kredytu. Ponadto uniemożliwi to osobie zadłużonej dokonanie zakupów na raty. Z tego powodu można także mieć problemy z wynajęciem mieszkania czy nawet ze znalezieniem pracy. Wpisanemu na listę przedsiębiorcy uniemożliwi to otrzymanie kolejnego kredytu firmowego czy utrudni dostęp do leasingu. Zatem figurowanie na „czarnej liście” może mocno skomplikować nasze życie. Z bazy można zniknąć, kiedy spłacone zostanie zobowiązanie – wierzyciel ma wtedy 14 dni na złożenie wniosku o wykreślenie z niej danych dłużnika.

Jak uniknąć obecności w bazie zadłużonych

Jeśli w naszej skrzynce pocztowej znajdujemy wezwania do zapłaty, nie powinniśmy nigdy ich lekceważyć. Wielu pożyczkobiorców myśli, że jeśli je zignoruje, to sprawa się przedawni i problem zniknie. W przypadku ignorowania wezwań do spłaty rat kredytu bank ma prawo wypowiedzieć nam umowę i co gorsza, może zażądać uregulowania zobowiązania w całości albo zacząć naliczać karne odsetki. Dlatego warto podjąć rozmowę z działem odzyskiwania wierzytelności w instytucji, w której zaciągnęliśmy zobowiązanie. Takie szybkie działanie zdecydowanie zwiększa szanse kredytobiorcy na znalezienie wspólnie z bankiem lub innym wierzycielem rozwiązania satysfakcjonującego obie strony. Bardzo wiele spraw udaje się rozwiązać na drodze negocjacji. Podjęcie dialogu daje np. możliwość wnioskowania o wydłużenie terminu płatności. Dlatego tak ważna jest szybka reakcja. Jeśli pojawi się problem ze spłatą zobowiązania, powinniśmy w pierwszej kolejności poinformować wierzyciela o naszym kłopocie i jego przyczynie. Wówczas, mimo chwilowych problemów, pozostajemy dla niego nadal wiarygodni. Wbrew stereotypowemu podejściu musimy pamiętać, że kontakt z negocjatorem z firmy zarządzającej należnościami jest w interesie osoby posiadającej zobowiązanie dłużne. Cel jest wspólny – czyli doprowadzić do ugody z wierzycielem. Jeśli do niej nie dojdzie, wówczas możemy zostać wpisani na „czarną” listę dłużników, a do akcji wkroczy komornik. Dlatego warto nawiązać kontakt z osobą występującą w imieniu naszego wierzyciela – wysłuchać jej pytań, udzielić odpowiedzi, tak by wspólnie znaleźć najlepsze wyjście z trudnej sytuacji i uniknąć dotkliwych konsekwencji.

Targi Outsourcingu w zupełnie nowej formule

Business speed dating, śniadanie networkingowe i unikalna konferencja poświęcona korzyściom, jakie daje zlecanie części zadań na zewnątrz firmy – to tylko niektóre z propozycji czekających na gości III edycji Targów Outsourcingu – Innowacje dla Twojego Biznesu. Targi i towarzysząca im Konferencja „Zostań Superprzedsiębiorcą” odbędą się w dniach 14-15 października w najsłynniejszym Ośrodku Targowym w Warszawie – Centrum EXPO XXI. Polska jest liderem w zakresie rozwoju outsourcingu w Europie, stąd też ogromne zainteresowanie wydarzeniem nie tylko w kraju, ale również za granicą.

Podczas III edycji targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu” przedstawiciele polskiego biznesu dowiedzą się jak zostać Superprzedsiębiorcą.
Podczas III edycji targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu” przedstawiciele polskiego biznesu dowiedzą się jak zostać Superprzedsiębiorcą.

Outsourcing się opłaca

Podczas imprezy potencjał rynku usług zewnętrznych zaprezentują firmy z branży oustourcingowej z 12 sektorów i 150 podsektorów. Będą wśród nich firmy z obszarów: HR, wsparcie sprzedaży, IT,marketingu, TSL/usługi kurierskie, CFM, BPO, księgowość/rachunkowość, doradztwo/konsulting, call center, zarządzanie nieruchomościami, biuro. Wśród zwiedzających nie może zabraknąć przedstawicieli biznesu, w szczególności małych i średnich firm, dla których tak ważna jest optymalizacja kosztów – Chcemy pokazać polskim przedsiębiorcom korzyści płynące z modelu outsourcingowego. Z własnego doświadczenia wiemy, jak niewielu z nich uświadamia sobie, że niektóre obszary tj. sprawy kadrowe, prawne, IT czy księgowe można zlecić firmom zewnętrznym i dzięki temu znacznie zredukować koszty – mówi Edyta Kołodziej, manager Targów Outsourcingu. Organizatorzy zapraszają także przedstawicieli placówek edukacyjnych, sportowych, medycznych, straży miejskiej, policji, wojska, ministerstw czy jednostek samorządu terytorialnego.

  • Formuła? Biznesowe spotkanie polskich przedsiębiorców. Zarówno wystawcy, jak
    i odwiedzający z pewnością docenią fakt, iż tegoroczne Targi odbędą się w nowoczesnej i dającej wiele biznesowych możliwości formule speed datingu
    szybkich, kilkuminutowych spotkań jeden do jednego, podczas których obie strony – zwiedzający i wystawca – w zwięzły sposób wymieniają się kontaktami, przedstawiają swoją działalność i ustalają, w jaki sposób mogą współpracować biznesowo. Warto w tym miejscu wspomnieć o pierwszej w historii polskich targów innowacyjnej formie wystawienniczej. Wystawcy swoją ofertę prezentować będą na nowocześnie zaaranżowanych stoiskach klasy Premium, co znacznie ułatwi ich komunikację z odwiedzającymi. Z kolei dedykowana platforma do umawiania spotkań pomoże gościom w dotarciu do odpowiednich kontrahentów w sposób szybki
    i uporządkowany.III edycja targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu”

Jednak wydarzenie będzie mieć nie tylko charakter wystawienniczy, ale przede wszystkim networkingowy i edukacyjny. – Głównym celem Targów Outsourcingu, oprócz prezentacji innowacyjnej oferty usług outsourcingowych, jest pomoc polskim przedsiębiorcom
w efektywniejszym prowadzeniu biznesu poprzez dostarczanie im cennych kontaktów biznesowych oraz unikalnej wiedzy o korzyściach płynących z outsourcingu –
podkreśla Kołodziej.

Wydarzenia towarzyszące

Podczas, gdy nawiązywanie relacji biznesowych będzie się odbywać w specjalnie przeznaczonej do Business Speed Datingu strefie networkingowej,  unikalną wiedzę przedsiębiorcy zdobywać będą m. in. w trakcie dwudniowej Konferencji „Zostań Superprzedsiębiorcą!”. Uczestnictwo w konferencji zapowiedzieli czołowi przedstawiciele dynamicznie rozwijającej się branży outsourcingowej oraz uznani eksperci ze świata biznesu i gospodarki.III edycja targów ,,Outsourcing – Innowacje dla Twojego biznesu”

Kolejnym wydarzeniem towarzyszącym tegorocznej edycji będzie pierwsza w historii targów  Gala Złotych Puzzli Outsourcingu. Wezmą w niej udział znaczące na rynku firmy z branży usług outsourcingowych, wyróżniające się w kategoriach: Innowacja Roku oraz Produkt/Usługa Roku. Nowym punktem w programie będzie również poprzedzający wydarzenie cykl Śniadań Biznesowych, dedykowany zainteresowanym przedsiębiorcom. Spotkania poświęcone tematyce outsourcingu odbędą się w Łodzi, Chorzowie, Bydgoszczy i Warszawie. Ich głównym założeniem jest przede wszystkim inspiracja polskich przedsiębiorców, a także  przekazanie im wiedzy opartej na doświadczeniu znaczących firm z różnych sektorów  branży outsorcingowej, w tym również wystawców tegorocznej edycji.

Baker & McKenzie: Globalny rynek fuzji i przejęć urośnie o jedną czwartą do 2017 r. Polska w środku stawki

Jakub Celiński, partner w Kancelarii Baker & McKenzie
Jakub Celiński, partner w Kancelarii Baker & McKenzie

Globalne korporacje mają duże zapasy gotówki, dlatego rynek fuzji i przejęć będzie w najbliższych latach dynamicznie rosnąć. Zyskać mogą zwłaszcza rynki wschodzące, takie jak Chiny, Indie, Meksyk oraz Brazylia. W Polsce procesy konsolidacji będą widoczne głównie w sektorze bankowym, ale to za mało, by uznać kraj nad Wisłą za atrakcyjny dla inwestorów. Problemem jest zastój na rynku IPO, zbyt mała liczba innowacyjnych spółek z branży medycznej i rosnące ryzyko polityczne.

– Przez najbliższe 3-4 lata rynek zarówno transakcji fuzji i przejęć (M&A), jak i pierwszych ofert publicznych IPO będzie się dynamicznie rozwijał. Oczywiście różnie to wygląda w zależności od regionu. Jeśli chodzi o Polskę, to te prognozy nie są aż tak optymistyczne  ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Celiński, partner w Kancelarii Baker & McKenzie. – Raczej możemy mówić o stagnacji, zarówno jeśli chodzi o M&A, jak i IPO. Ryzykiem, które widzimy w Polsce, mogą być najbliższe wybory, co zresztą już widać od 3-4 miesięcy, zwłaszcza na giełdzie.  

Jak wynika ze raportu Baker & McKenzie oraz Oxford Economics, globalny rynek fuzji i przejęć (M&A) będzie warty 3,4 biliona dol. do 2017 roku. Utrzymująca się luźna polityka pieniężna największych banków centralnych oraz stabilny wzrost globalnego PKB przełożą się na 18-proc. wzrost wyceny aktywów na światowych rynkach kapitałowych w perspektywie najbliższych trzech lat.

Mimo obserwowanego załamania na chińskiej giełdzie to tamtejszy rynek M&A zanotuje największy wzrost wartości transakcji. W latach 2015-2020 dynamika sięgnie 153 proc. Drugie miejsce w rankingu zajmuje Hongkong, gdzie wartość M&A urośnie o niemal 120 proc. w analogicznym okresie. Z europejskich krajów liderem ma być Holandia, gdzie rynek zwiększy się o 110 proc. – twierdzą autorzy opracowania.

Biorąc pod uwagę łącznie rynek M&A oraz rynek pierwotny (IPO) liderem jest Hongkong, a następnie Singapur i Szwajcaria. Tak wynika ze zbiorczego indeksu atrakcyjności transakcyjnej przygotowanego przez autorów raportu, w którym wzięto pod uwagę dane historyczne oraz 10 czynników ekonomicznych, finansowych i regulacyjnych.

– Polska atrakcyjność jest w środku stawki, zajmujemy dwudzieste miejsce na świecie. Nie jest źle, bo jesteśmy zaraz za Hiszpanią, ale przed Włochami, a więc takimi gospodarkami, których poziom rozwoju na pewno chcielibyśmy osiągnąć. Znowu tradycyjnie najbardziej atrakcyjne są Chiny, kraje BRICS, czyli Brazylia jeszcze, bez Rosji oczywiście, która jest na szarym końcu ostatnio – wskazuje Celiński.

W przypadku Polski ostatnie miesiące to wyraźny wzrost zainteresowania fuzjami i przejęciami w sektorze bankowym. Po zakupie Alior Banku przez PZU zmienić właściciela mogą także Raiffeisen Bank Polska oraz BPH. Od dłuższego czasu rynek spekuluje także na temat sprzedaży Banku Millennium przez portugalskiego właściciela. Co więcej, przejęciom prowadzonym przez spółki Skarbu Państwa (wcześniej PKO BP nabył aktywa Nordei) sprzyja nadchodząca kampania wyborcza, w której polityka repolonizacji banków zyskuje poparcie dwóch największych partii.

– Czego nie widać w Polsce, to nie widać transakcji na rynku firm farmaceutycznych, ale to wynika z tego, że w Polsce nie mamy innowacyjnych firm farmaceutycznych. Te, które mamy, produkują głównie wyroby generyczne. Oczywiście tu jest jakaś aktywność M&A, ale to jest nieporównywalne do tego, co się dzieje na innych rynkach, gdzie innowacyjnych firm, które wymyślają leki, jest dużo więcej. Oczywiście Amerykanie są tutaj na pierwszym miejscu, tam transakcje idą w miliardy dolarów – ocenia partner w Kancelarii Baker & McKenzie.

Obok farmacji i branży finansowej najwięcej fuzji i przejęć będzie w ochronie zdrowia, sektorze dóbr konsumpcyjnych oraz telekomunikacji. Procesom konsolidacji sprzyjają z jednej strony atrakcyjne wyceny wybranych spółek, zwłaszcza tych, które silnie odczuły skutki kryzysu finansowego i późniejszej stagnacji. Z drugiej strony część firm skutecznie utrzymała pozycję na rynku i dokonała głębokiej restrukturyzacji, co przy jednoczesnym wstrzymaniu wydatków inwestycyjnych pozwoliło im zgromadzić duże rezerwy gotówki.

Według szacunków Baker & McKenzie oraz Oxford Economics prywatne spółki zgromadziły nawet 1,1 bln dol. wolnych środków, które będą napędzać rynek fuzji i przejęć w najbliższych latach. Jednocześnie dzięki niskim stopom procentowym duże firmy nie mają problemu z pozyskaniem finansowania zewnętrznego – czy to w bankach, czy na rynkach kapitałowych. Wraz z umacniającym się dolarem szczególnie mocno rośnie siła nabywcza amerykańskich korporacji.

– Po prostu amerykańskie spółki będą mogły teraz taniej kupować walory za granicą. Podobnie jest z Japonią i japońskimi inwestorami. Z kolei chińscy inwestorzy od wielu lat mają w planach akwizycje za granicą, a w związku z tym to wszystko się nakłada. Dodatkowo jest jeszcze program luzowania polityki pieniężnej zarówno w Europie, jak i wcześniej w innych gospodarkach. To wszystko wpływa na to, że nie ma problemów z finansowaniem transakcji – wyjaśnia Jakub Celiński.

Nadchodzi zmiana dopuszczalnych metod amortyzacji

0

Z dniem 1 stycznia 2016 roku zacznie obowiązywać zmiana MSR 16 i MSR 38 dotycząca dopuszczalnych metod amortyzacji aktywów trwałych i wartości niematerialnych i prawnych. Oznacza to, że dla okresów sprawozdawczych rozpoczynających się 1 stycznia 2016 roku lub po tej dacie, wszystkie spółki sporządzające swoje sprawozdanie finansowe w oparciu o MSR będą zobowiązane do zastosowania się do wytycznych zawartych w uaktualnionych standardach.

Nowe brzmienie MSR 16 i MSR 38 zabrania stosowania metody amortyzacji opartej na przychodach, czyli metody polegającej na skorelowaniu wysokości odpisów amortyzacyjnych z przychodami wygenerowanymi przez dane aktywo, bądź aktywo niematerialne w okresie sprawozdawczym. Nowe przepisy wychodzą z założenia, że na poziom przychodów wpływa szereg czynników, z których nie wszystkie są powiązane ze sposobem użytkowania lub zużywania danego składnika aktywów. Według uaktualnionych MSR, amortyzacja winna zatem odzwierciedlać oczekiwany sposób konsumpcji przyszłych korzyści ekonomicznych z danego składnika aktywów, bądź aktywów niematerialnych.

Odstępstwo od nowej reguły przewidziano jedynie w dwóch przypadkach:

  • gdy składnik aktywów niematerialnych jest przedstawiony jako miernik przychodów (gdy wartość danego aktywa niematerialnego ograniczona jest np. przez zdefiniowany w umowie próg przychodów osiąganych z tytułu jego użytkowania),
  • gdy istnieje możliwość wykazania silnej korelacji zachodzącej między przychodami generowanymi przez dany składnik aktywów niematerialnych i konsumpcją korzyści ekonomicznych tego aktywa.

Rzecznika Ubezpieczonych zastąpi Rzecznik Finansowy

Obecnie klienci firm ubezpieczeniowych mogą przesłać swoje skargi i zawiadomienia do Rzecznika Ubezpieczonych. W ubiegłym roku na takie rozwiązanie zdecydowało się ponad 15 000 osób. Wszystko wskazuje na to, że już wkrótce Rzecznik Ubezpieczonych nie będzie przyjmował wniosków o interwencję.

Rzecznika Ubezpieczonych zastąpi „ogólny” Rzecznik Finansowy

W trakcie 96 posiedzenia Sejmu, posłowie uchwalili ustawę o rozpatrywaniu reklamacji przez podmioty rynku finansowego i o Rzeczniku Finansowym. Wspomniany akt prawny ma wprowadzić zmiany odczuwalne nie tylko dla klientów firm ubezpieczeniowych. Posłowie uznali bowiem, że potrzebny jest podmiot, do którego mogą się zgłosić wszyscy klienci instytucji finansowych. Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl tłumaczy, że obecnie funkcjonują osobne rozwiązania dla osób korzystających z oferty banków (Arbiter Bankowy przy ZBP) oraz firm ubezpieczeniowych (Rzecznik Ubezpieczonych). Bankowy Arbitraż Konsumencki nie jest uregulowany w ramach ustawy i działa z inicjatywy Związku Banków Polskich.

Nowy rzecznik ma pomagać osobom fizycznym, które korzystają ze wszystkich usług finansowych. Pomoc Rzecznika Finansowego będzie dostępna między innymi dla klienta:

  • krajowego zakładu ubezpieczeń
  • zagranicznego zakładu ubezpieczeń działającego w Polsce
  • banku
  • powszechnego towarzystwa emerytalnego
  • spółdzielczej kasy oszczędnościowo – kredytowej (SKOK-u)
  • towarzystwa funduszy inwestycyjnych
  • krajowej instytucji płatniczej
  • krajowej instytucji pieniądza elektronicznego
  • biura maklerskiego
  • firmy pożyczkowej
  • biura usług płatniczych

Do Rzecznika Finansowego będą się mogły również zgłosić osoby fizyczne, które:

  • dochodzą roszczeń z tytułu ubezpieczeń obowiązkowych
  • mają status ubezpieczającego, ubezpieczonego, uposażonego lub uprawnionego z umowy ubezpieczenia

W związku z powyższym, Rzecznik Finansowy w całości przejmie kompetencje obecnego Rzecznika Ubezpieczonych. Można nawet powiedzieć, że nowa instytucja będzie stanowiła odpowiednik Rzecznika Ubezpieczonych dla całego sektora finansowego. To oznacza pewne kłopoty organizacyjne i konieczność przeniesienia pracowników oraz majątku Rzecznika Ubezpieczonych do nowo utworzonej instytucji. „Dlatego miesięczny termin na utworzenie całego urzędu Rzecznika Finansowego, budzi bardzo poważne wątpliwości. Możliwe, że Senat w ramach poprawek ustali bardziej realistyczny termin wprowadzenia zmian” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska wyjaśnia, że Rzecznik Finansowy będzie powoływany przez Prezesa Rady Ministrów na wniosek Ministra Finansów. Kadencja Rzecznika Finansowego ma trwać 4 lata. Jedna osoba nie więcej niż dwa razy z rzędu będzie mogła zostać powołana na stanowisko Rzecznika Finansowego. Przepisy uchwalone przez Sejm przewidują szczegółowe wymagania dla kandydata (np. fachową wiedzę, wykształcenie wyższe, polskie obywatelstwo, niekaralność). Co ważne, Rzecznik Finansowy w trakcie kadencji nie może należeć do partii politycznych i mieć powiązań z działalnością podmiotów rynku finansowego.

Za działalność nowej instytucji zapłacą m.in. ubezpieczyciele

Nowe przepisy przewidują wiele obowiązków i kompetencji dla Rzecznika Finansowego. Osoba zajmująca to stanowisko, we współpracy z powołanym urzędem będzie musiała:

  • rozpatrywać skargi od klientów instytucji finansowych, którzy czują się pokrzywdzeni mimo zakończenia procedury reklamacyjnej lub twierdzą, że ich reklamacja została załatwiona nieterminowo
  • opiniować projekty ustaw dotyczących organizacji oraz funkcjonowania podmiotów rynku finansowego (np. zakładów ubezpieczeń i banków)
  • występować z wnioskiem o potrzebne uregulowanie działalności instytucji finansowych
  • informować organy nadzoru (np. KNF) o niewłaściwych praktykach instytucji finansowych
  • prowadzić działalność edukacyjną dla klientów sektora finansowego

 

Koszty działalności nowego urzędu będą pokrywane z wpłat instytucji finansowych. „Przykładowo, krajowi ubezpieczyciele co roku zapłacą na ten cel równowartość 0,023% zebranej składki brutto. Stawka dla oddziałów zagranicznych ubezpieczycieli będzie nieco wyższa (0,025%)” – informuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Zmiany prawne dotyczą także reklamacji w usługach finansowych

Nina Kuczyńska podkreśla, że niedawno przyjęta ustawa prócz utworzenia urzędu Rzecznika Finansowego, przewiduje również inne zmiany dotyczące ubezpieczonych. Nowe przepisy regulują m.in. sposób rozpatrywania reklamacji przez instytucje finansowe (np. banki oraz firmy ubezpieczeniowe).

Posłowie uznali, że klient instytucji finansowej w swojej umowie powinien znaleźć dokładne informacje na temat zasad składania reklamacji. Nowe przepisy wprowadzają również obowiązek rozpatrywania reklamacji w ciągu 30 dni od daty jej złożenia. W przypadku szczególnie skomplikowanych spraw (np. dotyczących polis ubezpieczeniowych), wspomniany termin może zostać przedłużony do 60 dni. Jeżeli instytucja finansowa nie dotrzyma ustawowego terminu, to będzie zobowiązana do rozpatrzenia reklamacji zgodnie z wnioskiem klienta. „Takie rozwiązanie ma zmotywować banki, ubezpieczycieli oraz inne firmy z sektora finansowego, do lepszej obsługi klienta. Towarzystwa ubezpieczeniowe będą musiały przestrzegać ustawowych terminów na załatwienie reklamacji (30 dni/60 dni) również w odniesieniu do skarg składanych przez osoby dochodzące roszczeń z tytułu ubezpieczeń obowiązkowych (np. OC dla kierowców)” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Instytut Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur: Polskim firmom brakuje kapitału. Wsparcie dla MŚP głównie w sferze deklaracji

Janusz Sawicki, ekspert Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur
Janusz Sawicki, ekspert Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur

Bezpośrednie inwestycje zagraniczne nie są w stanie skompensować niewielkich nakładów inwestycyjnych polskich firm. Jednocześnie nadmierne uzależnienie od zagranicznego kapitału może zdestabilizować gospodarkę, dlatego potrzebne jest silniejsze wsparcie sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Jak wynika z analiz MFW, niska aktywność inwestycyjna firm to problem praktycznie wszystkich gospodarek rozwiniętych, dlatego tym większe znaczenie mają działania ukierunkowane na pobudzenie popytu krajowego.

– Mówi się o możliwości stagnacji zarówno w gospodarce światowej, jak i europejskiej. Jak oceniają Międzynarodowy Fundusz Walutowy i OECD, jedną z przyczyn jest brak dynamicznego rozwoju konsumpcji wewnętrznej, popytu wewnętrznego, w tym inwestycji. Innymi słowy, wszyscy zastanawiają się nad tym, jak zwiększyć popyt wewnętrzny w krajach rozwiniętych i rozwijających się. Musimy się także zastanawiać nad tym, jak zwiększyć popyt wewnętrzny w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Janusz Sawicki, ekspert Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur.

Problemem gospodarek rozwiniętych jest zwłaszcza brak powrotu stopy inwestycji prywatnych do wieloletniego średniego poziomu, jaki notowano przed 2008 r. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w kwietniowej edycji raportu World Economic Outlook wśród przyczyn tego zjawiska widzi obok słabego popytu ograniczenia w dostępie do finansowania zewnętrznego oraz niepewność, jaką wprowadza polityka gospodarcza. Powyższe problemy są szczególnie widoczne na południu Europy, gdzie mimo wysiłków związanych z ograniczeniem deficytów budżetowych ryzyko dalszych podwyżek podatków oraz cięć wydatków publicznych (zwłaszcza inwestycyjnych) pozostają wysokie.

W przypadku Polski polityka fiskalna była do niedawna przewidywalna i koncentrowała się na ograniczeniu nierównowagi budżetowej, zatem nie mogła być istotnym czynnikiem ryzyka, który powstrzymywałby wzrost inwestycji. W ostatnich kwartałach to właśnie nakłady brutto na środki trwałe pozytywnie zaskakiwały ekonomistów – przykładowo w I kwartale br. inwestycje wzrosły o 11,4 proc. rok do roku. Istotne jest jednak także to, że wysokie przyrosty notowane były w odniesieniu do niskich wartości wyjściowych (bazowych). Całość nakładów inwestycyjnych w Polsce w 2014 r. odpowiadała niecałym 20 proc. PKB, w tym sektora prywatnego – ok. 14-15 proc. PKB. W ocenie zdecydowanej większości ekonomistów to zbyt mało, by gospodarka mogła rozwijać się szybko w długim okresie, tym bardziej że zasoby kapitału produkcyjnego w Polsce są niewielkie.

Niskie inwestycje i zasoby kapitału mogą również wynikać ze struktury polskiej gospodarki, w której duży udział w tworzeniu wartości dodanej i zatrudnieniu mają małe i średnie firmy. Są one szczególnie wrażliwe na ryzyko rynkowe, także to związane ze zmiennymi regulacjami, prawem podatkowym czy nieefektywnym sądownictwem.

Jak się pyta małe i średnie przedsiębiorstwa o to, jaki jest ich główny problem, to mówią, że tym problemem jest popyt. Jest to kwestia dotarcia do odbiorcy, jest to w ogóle kwestia ich umiejscowienie w łańcuchu produkcji w danym kraju. I ten problem u nas występuje. Mówi się czasami więcej, niż się robi w zakresie wspierania rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw w kraju – uważa Sawicki.

W okresie przed kryzysem niewielką stopę inwestycji krajowych uzupełniał napływ kapitału z zewnątrz, zwłaszcza w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Relatywnie szybki wzrost polskiego eksportu w ostatnich latach – mimo niesprzyjającej koniunktury w strefie euro – to w dużym stopniu zasługa BIZ, co pośrednio pomogło Polsce uzyskać najwyższy skumulowany wzrost PKB w latach 2007-2014 w UE. Wyzwaniem pozostaje jednak przyciąganie nad Wisłę inwestorów, którzy tworzyliby miejsca pracy o wysokiej wartości dodanej, a w konsekwencji dobrze płatne. Według eksperta Instytutu Badań Rynku Konsumpcji i Koniunktur konkurowanie poprzez niskie koszty pracy jest ryzykowną strategią.

U nas rosną inwestycje bezpośrednie w sferę usługową. Ta sfera wymaga mniejszych nakładów kapitałowych i to dobrze, ale z drugiej strony ta sfera jest podatna na wszelkie zmiany poziomu ryzyka czy awersję do ryzyka na rynkach światowych, czyli jest stosunkowo łatwo zmienić kierunek tych inwestycji. Te inwestycje mogą z Polski odpłynąć i to jest pewne niebezpieczeństwo, które wiąże się z tendencją inwestycji bezpośrednich w kraju – przestrzega Janusz Sawicki.

To ryzyko jest istotne, ponieważ polska gospodarka ma bardzo niekorzystną relację aktywów zagranicznych do pasywów, czyli tzw. międzynarodową pozycję inwestycyjną netto. Choć wartość skumulowana BIZ w Czechach i na Węgrzech w relacji do PKB jest wyższa, to tamtejsze firmy posiadają więcej aktywów za granicą. Wysoka nierównowaga między aktywami i pasywami może skutkować wysokim odpływem kapitału za granicę w formie transferowanych zysków.

To duży problem, dlatego że mamy jedną z najgorszych struktur symetryczności aktywów i pasywów inwestycji bezpośrednich w Europie. Gorszy wskaźnik symetryczności ma chyba tylko Rumunia. Polska od samego początku transformacji była importerem kapitału, to się zwiększyło po wstąpieniu do Unii Europejskiej – zauważa Sawicki. – Brak kapitału oczywiście powoduje brak skłonności do jego eksportu. Nie mamy czego eksportować, skoro tego kapitału brakuje.

Bankowcy pracują nad stworzeniem „unii bankomatowej”

Dla banku automat z gotówką to głównie koszty: zakupu (cena średniej klasy samochodu), zaopatrywania w gotówkę i serwisu. W razie awarii odium złości klienta spada na bank. Wartość dodana, czyli możliwość wyróżnienia się na tle konkurentów dodatkową usługą dla klientów, straciła na znaczeniu, po tym jak w 2010 r. Mastercard i Visa obniżyły prowizje za transakcje bankomatowe (stawki ustalają organizacje kartowe) i banki jeden po drugim zaczęły fundować darmowy dostęp do gotówki w każdym dostępnym miejscu w kraju.

W przeciętnej galerii handlowej bankomaty różnych banków często stoją jeden obok drugiego. Wystarczyłoby jedno urządzenie, żeby z powodzeniem obsłużyć cały ruch. I być może wkrótce tak będzie. Że gotówka kosztuje — wiadomo od dawna. Od niedawna coraz wyraźniej widać, że wypłacające ją automaty to również głównie koszty i coraz mniejszy zysk.

W Związku Banków Polskich zakończył prace specjalny zespół roboczy, który zastanawiał się, co zrobić, żeby biznes bankomatowy był rentowny. Swoje przemyślenia zawarł w czterech rekomendacjach dla zarządu i rady ZBP, które sprowadzają się do konkluzji, że nie można zwiększyć przychodów z działalności bankomatowej, zatem trzeba ciąć koszty.

Potrzeba nowej jakości w relacjach lekarz-pacjent

Jak sprawić, aby medycyna była postrzegana nie jako rzemiosło, lecz sztuka leczenia? Co zrobić, aby pacjent nie był dla lekarza przypadkiem choroby, lecz człowiekiem, któremu należy pomóc? Jak sam pacjent może aktywnie włączyć się w swój własny proces leczenia? Na te i wiele innych pytań odpowiadali paneliści Debaty „Humanizacja Medycyny”, która odbyła się 16 lipca 2016 r. w Warszawie. Spotkanie miało miejsce w 5. rocznicę śmierci prof. Kazimierza Imielińskiego, twórcy polskiej szkoły seksuologii i wybitnego propagatora idei humanizacji medycyny.

Idea zmniejszania cierpienia chorym od zawsze leżała u podstaw medycyny. Jej prawdziwa istota objawiała się w szczególnym rodzaju kontaktów międzyludzkich, jakie wytwarzają w relacjach lekarz-pacjent. To właśnie od powodzenia tej interakcji, stworzenia pewnej wyjątkowej więzi zależała i zależy skuteczność leczenia. O tym, jak ważne jest budowanie wielopoziomowego porozumienia i zrozumienia między lekarzem oraz chorym człowiekiem rozmawiali paneliści Debaty „Humanizacja Medycyny”, która odbyła się 16 lipca w warszawskich Łazienkach Królewskich. Na zaproszenie prof. Zbigniewa Izdebskiego w dyskusji wzięli udział: prof. Paweł Łuków, Wiceminister Zdrowia Beata Małecka-Libera, ks. dr Arkadiusz Nowak, prof. Jerzy Stuhr, prof. Krystyna de Walden-Gałuszko, prof. Mirosław Wielgoś oraz red. Zbigniew Wojtasińki. Wprowadzenia do debaty dokonali prof. Zbigniew Izdebski i Rektor Uniwersytet Warszawskiego prof. Marek Krawczyk.

Celem naszej debaty było uwrażliwienie na problem idei humanizacji medycyny, ponieważ poza samym poziomem usług medycznych niezwykle ważna jest relacja lekarz-pacjent  – mówi prof. Zbigniew Izdebski, Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego i Gospodarz Debaty. Chcieliśmy zwrócić uwagę, na rolę kształcenia przeddyplomowego i podyplomowego lekarzy, które mają niebagatelne znaczenie w budowaniu kompetencji lekarskich. Nie tylko wiedza i doświadczenie odgrywają  kluczową rolę, ale również nacisk na aspekty humanistyczne w procesie leczenia. W budowaniu prawidłowych relacji lekarz-pacjent może pomóc uczenie lekarzy m.in. przez warsztaty i centra symulacji, jak komunikować się właściwie z pacjentem – podkreśla prof. Zbigniew Izdebski.

Podczas panelu dyskusyjnego goście rozmawiali o głównym aspekcie w procesie leczenia, podkreślanym szczególnie w dorobku naukowym patrona Debaty – prof. Kazimierza Imielińskiego, jakim jest podmiotowość pacjenta. Postęp i nowe osiągnięcia w medycynie niosą wiele osiągnięć na polu leczenia, wspomagając diagnozę, profilaktykę i proces dochodzenia do zdrowia pacjenta. Jednak jako najważniejszy komponent procesu leczenia należy postrzegać przede wszystkim relację lekarza z chorym człowiekiem. Porozumienie między dwoma stronami to integralna część sztuki lekarskiej, niezależnie od rodzaju specjalizacji. W dyskusji zwrócono uwagę szczególnie na trzy najważniejsze kwestie w tym zakresie – właściwą komunikację obu stron, wzajemny szacunek i poczucie odpowiedzialności. Sposób, w jaki lekarz informuje pacjenta o chorobie, formułuje pytania i rozmawia, ma kluczowe znaczenie w przebiegu procesu dochodzenia do zdrowia. Aby pacjent mógł poczuć się bezpiecznie podczas leczenia, liczą się kompetencje lekarza, ale także poczucie pacjenta, że lekarz szanuje chorego, uznaje jego godność, czuje się za niego odpowiedzialny i chce mu pomóc. Odpowiednie cechy charakteru lekarza oraz empatia względem chorego sprawiają, że lekarz nie pełni roli „inżyniera ciała”, lecz staje się kompetentnym profesjonalistą, leczącym całego człowieka. Leczy wówczas całą osobę, nie tylko ciało, ale również umysł i emocje. Uznanie przez lekarza, że potrzeby i sprawy pacjenta są tak samo ważne dla lekarza, jak są dla pacjenta, umożliwia aktywne włączenie się samego chorego w proces terapii, odzyskiwanie dobrego samopoczucia i równowagi psychicznej. W ramach kompetencji społecznych, które immanentnie przynależą do zawodu lekarza, powinna się więc znaleźć umiejętność aktywnego słuchania. W czasie panelu podkreślano w związku z powyższym znaczenie poszerzenia procesu kształcenia lekarzy na każdym etapie o elementy wspierające umiejętności komunikacyjne. W dyskusji wyróżniono wyjątkową rolę mentorów i opiekunów, którzy powinni selekcjonować studentów pod kątem predyspozycji, aktywnie im doradzać przy doborze specjalizacji, a także wspierać w rozwijaniu nie tylko samej wiedzy, ale również kompetencji miękkich. Zgodzono się co do tego, że na jakość relacji lekarz-pacjent oddziałuje cały system opieki,

jak m.in. pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholodzy. Należy więc mówić o szerszym rozumieniu idei humanizacji medycyny i holistycznym podejściu do leczenia tak, aby tworzyć rozwiązania systemowe w ramach całego otoczenia wokół chorego.

Spotkanie odbyło się w 5. rocznicę śmierci prof. Kazimierza Imielińskiego, lekarza-seksuologa, twórcy polskiej seksuologii, propagatora idei humanizacji medycyny. Autorytet oraz Mistrz dla wielu pokoleń naukowców i lekarzy został doceniony na świecie jako założyciel i Prezes najpierw Polskiej Akademii Medycyny, a następnie Światowej Akademii Medycyny im. Alberta Schweitzera. Wyróżniony 56 doktoratami honoris causa uczelni w 24 państwach Profesor, znaczącą część swojego twórczego życia poświęcił holistycznemu podejściu do pacjenta jako człowieka i wdrażaniu idei humanizacji medycyny w życie. Był on organizatorem licznych sympozjów na Zamku Królewskim poświęconych m.in. humanizacji postępu naukowego i technicznego w medycynie. W spotkaniach tych uczestniczyli wybitni naukowcy z całego świata, w tym laureaci nagrody Nobla.

W Debacie „Humanizacja Medycyny” wzięły udział osoby reprezentujące różne środowiska medyczne z całej Polski. Organizatorami spotkania były Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Zielonogórski oraz firma Polpharma.

Grupa Redan chce rozwijać sieć dyskontową i zwiększyć obecność za granicą. W branży modowej planuje utrzymać dynamikę sprzedaży

0

Bogusz Kruszyński, wiceprezes Redanu

Grupa Redan notuje wyższe obroty w swoich sklepach odzieżowych. W pierwszym półroczu wzrosły o 13 proc. Właściciel marek Top Secret, Textil Market i Troll utrzymał procentową marżę handlową, mimo że kurs dolara wzrósł o ok. 20 proc. w skali roku. Firma zakłada stabilny wzrost w branży dyskontowej, chce otwierać kilkadziesiąt sklepów rocznie i wzmocnić swoją obecność na zagranicznych rynkach. W branży modowej zaś chce poprawić wyniki sprzedażowe i utrzymać wysoką dynamikę przyrostu sprzedaży. 

 

W biznesie dyskontowym ceny z roku na rok spadały bardzo regularnie. Wciąż są niższe w poszczególnych grupach asortymentowych, natomiast w strukturze sprzedaży, jeżeli sprzedajemy więcej kurtek, a mniej skarpetek, to w naturalny sposób rośnie średnia zrealizowana cena – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Bogusz Kruszyński, wiceprezes Redanu.

Grupa stopniowo zwiększa swoje wyniki sprzedażowe. W pierwszym półroczu Redan osiągnął 254 mln zł przychodu, to wynik o 13 proc. lepszy od analogicznego okresu w 2014 roku. Większe obroty zanotowała sieć dyskontów odzieżowych Textil Market, która uzyskała ze sprzedaży o 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Utrzymana została tendencja wzrostu sprzedaży i marży.

W części dyskontowej przed nami stabilny wzrost. Zakładamy, że będziemy otwierać po 40-50 sklepów rocznie. W tym roku chcemy otworzyć co najmniej 20 sklepów zagranicznych. Jesienią rozpoczniemy działalność na rynku rumuńskim. Jest przestrzeń, żeby zamiast tych ponad 300 sklepów mieć pięćset w najbliższych latach – analizuje wiceprezes Redanu.

Na koniec czerwca sektor dyskontowy liczył 324 sklepy własne o łącznej powierzchni 69,7 tys. mkw. Oznacza to 9-proc. wzrost w skali roku. Dominują sklepy w Polsce, za granicą otwartych jest zaledwie kilka. Wzrosła też łączna powierzchnia punktów handlowych działających w sieci sprzedaży marek Top Secret, Troll i Drywash – do 34,9 tysiąca metrów kwadratowych, czyli 16 proc. więcej niż w czerwcu 2014 roku.

W branży modowej marże są bardziej złożonym zagadnieniem, o ile w TXM towar kupujemy w złotych, to w Top Secret część zakupów jest dokonywana w dolarach. W ciągu roku złoty w stosunku do dolara osłabiła się o 20 proc. Automatycznie, gdybyśmy nie dokonali pewnych korekt, wzrosłyby również ceny towarów liczone w złotych. Marże mamy nieznacznie niższe niż przed rokiem, ale wynika to nie z obniżki cen sprzedaży, ale ze wzrostu cen zakupu – ocenia Kruszyński.

W I kw. 2015 roku wyniki sektora modowego Redanu były optymistyczne. Sprzedaż w Polsce wzrosła o 26 proc., w tym o 17,5 proc. w sklepach porównywalnych do Top Secret. Mimo wzrostu kursu dolara procentowa marża handlowa utrzymała się na zbliżonym poziomie co rok wcześniej (41,6 do 41 proc. w 2014 roku). Dzięki zmniejszeniu straty na wyprzedaży stoków marża handlowa wzrosła o 6,4 proc. do poziomu 22,3 mln zł.

W części modowej kluczowym elementem jest poprawienie wyników sprzedażowych. Pierwsze półrocze, zwłaszcza marzec i kwiecień, były dobre. Jeżeli będziemy w stanie utrzymać wysokie dynamiki przyrostu sprzedaży w istniejących sklepach. to będzie przestrzeń do tego, aby rozmawiać o dalszym rozwoju tego biznes – podkreśla Bogusz Kruszyński.

Polacy mają coraz więcej długów. Najwięcej jest zadłużeń w wysokości od 1 do 10 tys. zł

0

Edyta Szymczak

Na koniec II kwartału 2015 roku w Rejestrze Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej było ponad 2,7 mln spraw o łącznej wartości 13,1 mld zł. W porównaniu z I kwartałem 2015 roku zarówno liczba spraw, jak i ich wartość wzrosły o 8%. W Rejestrze przeważają jednak niewielkie zadłużenia konsumentów w wysokości do 3 tys. zł. Dynamicznie rośnie także liczba informacji pozytywnych o osobach, które terminowo opłacają swoje zobowiązania.

Po pierwszym półroczu 2015 roku mamy blisko 2,7 mln spraw konsumentów i firm w Polsce. Łącznie baza danych jest warta ponad 13 mld zł. Są w niej zarówno informacje negatywne, jak i pozytywne, czyli świadczące o terminowym wywiązywaniu się ze zobowiązań finansowych i niefinansowych – mówi agencji Newseria Biznes Edyta Szymczak z Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej.

W Rejestrze dominują zobowiązania osób prywatnych. Przeważają osoby, które mają zadłużenie w wysokości od 1 do 3 tys. zł. Łączna wartość tych spraw wyniosła 1,4 mld zł. Blisko 0,5 mln osób ma długi o wartości od 3 do 10 tys. zł. Ich łączna wartość to 2,7 mld zł.

Konsument zalega średnio z płatnościami na kwotę 4,7 tys. zł, natomiast przedsiębiorca – na 7 tys. zł – dodaje Szymczak.

Niespłacone długi konsumentów dotyczą przede wszystkim zobowiązań za usługi z sektora szeroko rozumianych multimediów – opłat za usługi telefonii komórkowej czy internetu. Na koniec II kwartału 2015 roku stanowiły one w Rejestrze Dłużników ERIF 26 proc. wszystkich tytułów zadłużeń konsumenckich. Blisko połowę (46 proc.) wszystkich spraw konsumenckich znajdujących się w bazie Rejestru stanowiły zobowiązania z bankowego i pozabankowego sektora finansowego.

W sektorze finansowym średnie zobowiązanie konsumenta oscyluje wokół 7 tys. zł. Natomiast średnia kwota zadłużenia konsumenta w sektorze multimediów, na przykład za korzystanie z usług internetowych czy telekomunikacyjnych, to kwota rzędu 1,8 tys. zł – wyjaśnia Szymczak.

Zadłużenie firm wynika przede wszystkim z braku terminowych płatności za usługi telekomunikacyjne i internet (stanowią one ok. 53 proc. wszystkich spraw firm) oraz z niespłacania umów leasingowych, ubezpieczeń i kredytów.

Coraz więcej Polaków chce budować pozytywną historię płatniczą. Terminowe opłacanie rachunków i faktur poprawia ich wiarygodność na rynku. Na koniec II kwartału 2015 roku w Rejestrze Dłużników ERIF znajdowało się ponad 0,6 mln pozytywnych informacji. Względem I kwartału 2015 roku to wzrost o 24 proc., natomiast w porównaniu z analogicznym okresem z 2014 roku to zmiana o ponad 1252 proc.

Informacje pozytywne są niezbędne przy ocenie ryzyka, doskonale uzupełniają informację negatywną, dając kompleksowy obraz wiarygodności płatniczej potencjalnego klienta – przekonuje Edyta Szymczak. – Firmy profesjonalnie oceniające ryzyko potrzebują takich danych i sięgają do zewnętrznych źródeł informacji, do których należą m.in. biura informacji gospodarczej.

Z pozytywnych informacji gospodarczych korzystają zarówno firmy, jak i instytucje finansowe oraz usługowe. Tym bardziej warto dbać, by takie informacje znalazły się w rejestrze, zwłaszcza że coraz więcej instytucji sprawdza wiarygodność płatniczą klientów. Na koniec I połowy 2015 roku Rejestr Dłużników ERIF udostępnił 2,8 mln raportów (na koniec I półrocza 2014 – 2,1 mln, a na koniec I półrocza 2013 – 1,8 mln).

O przewagach rynkowych decyduje sposób dopasowania usługi oraz właściwe zarządzenie ryzykiem – analizuje Edyta Szymczak. – Rośnie liczba zapytań, rosną bazy danych biur informacji gospodarczej, to naturalny trend i kierunek, jakiego spodziewamy się w przyszłości. Biura informacji gospodarczej są już stałym elementem procesu oceny ryzyka i zarządzania wierzytelnościami w instytucjach finansowych, a także tych niefinansowych.

Pracownik powinien sprawdzać, czy pracodawca odprowadza składki do ZUS. Może to robić regularnie przez internet

Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych

Każdy ubezpieczony powinien regularnie sprawdzać swoje konto w ZUS. Przez Platformę Usług Elektronicznych można to robić na bieżąco. ZUS umożliwia sprawdzenie, czy pracodawca odprowadza składki, ile środków zostało zgromadzonych na koncie i jaka ich część trafiła do OFE. W ten sposób łatwo sprawdzić prognozowaną emeryturę. Osoby, które nie założyły jeszcze konta na PUE, o swoich składkach dowiedzą się z listów o stanie konta ubezpieczonego, których wysyłkę ZUS rozpoczął w czerwcu. Listy dotrą do 16 mln osób.

To my decydujemy o naszej przyszłości, o tym, jak będzie wyglądało nasze życie na emeryturze. Świadczenie będzie zależeć od tego, ile przez całe życie odprowadzimy składek. Dlatego ZUS wysyła informacje o stanie konta, podaje, ile zostało odłożonych środków, na jaką emeryturę można liczyć na dzisiaj, a na jaką, jeśli składki będą dalej opłacane – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

W informacji jest wyszczególnione, ile składek zostało przekazanych przez pracodawcę. Raz do roku środki zgromadzone na koncie emerytalnym podlegają waloryzacji, czyli pomnożeniu zgromadzonego kapitału przez wskaźnik waloryzacji zależny od inflacji i wzrostu płac w gospodarce.

ZUS podaje też stan subkonta, którego waloryzacja zależna jest od wzrostu PKB i wartość środków przekazanych do OFE. Ubezpieczony może w ten sposób dowiedzieć się, na jakie świadczenie może liczyć w przyszłości.

W czerwcu rozpoczęliśmy wysyłkę 16 mln listów o stanie konta ubezpieczonego. Dostanie go każdy, kto ma konto, czyli kto choćby przez jeden dzień odprowadzał składki. Obecnie wysyłamy korespondencję, która dotyczy zbiorczo 2013 i 2014 roku. W informacji jest dokładne rozbicie na poszczególne miesiące, w których wpływały składki – mówi Andrusiewicz. – List został opracowany z językoznawcą, który podpowiadał, jakie zapisy powinny się w nim znaleźć, żeby były zrozumiałe dla każdego klienta.

Nie trzeba jednak czekać na list z ZUS. Osoby, które założyły konto na Platformie Usług Elektronicznych, mogą stan swojego konta sprawdzić samodzielnie. To także możliwość skontrolowania pracodawcy, czy składki odprowadza regularnie i w odpowiedniej wysokości. Przez PUE można również zgłosić członków rodziny do ubezpieczenia, skorzystać z kalkulatora emerytalnego i samemu sprawdzić wysokość przyszłej emerytury.

Andrusiewicz przypomina, że warto zestawić stan swojego konta z drukiem RMUA, który pracodawca powinien przynajmniej raz w roku przekazać pracownikowi.

Weryfikujemy wówczas, czy to, co przedstawia pracodawca, zgadza się ze tym, co jest na koncie w ZUS. W ten sposób sprawdzamy zarówno naszego pracodawcę, jak i sam Zakład – podkreśla Andrusiewicz.

Warto z takiej możliwości skorzystać, bo zdarza się, że pracodawcy zalegają ze składkami. Jeśli wysokość zgromadzonych środków się nie zgadza, w danym miesiącu składka nie została opłacona, a z tytułu umowy o pracę powinna, to można poprosić o wyjaśnienie pracodawcę lub ZUS. Zauważony błąd można w ramach reklamacji zgłosić w Zakładzie.

ZUS jest zobligowany, żeby na taką reklamację odpowiedzieć, a przy potwierdzeniu błędu – sprostować go. Każdy klient może też dopytać się o poszczególne zapisy, dzwoniąc na infolinię ZUS, czyli Centrum Obsługi Telefonicznej – przypomina Wojciech Andrusiewicz.

LUX MED inwestuje w rozwój zaplecza onkologicznego. To obszar niedoinwestowany w polskiej służbie zdrowia

Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED

Grupa LUX MED chce dalej zwiększać swoje zaplecze onkologiczne. Po przejęciu 80 proc. udziałów w spółce Magodent, a wraz z nimi dwóch szpitali i ambulatoryjnej placówki onkologicznej, grupa będzie mogła zaoferować pełne leczenie pacjentów z nowotworami: od podstawowej opieki, czyli wykrycia symptomów choroby nowotworowej, przez diagnostykę i leczenie, aż po opiekę po jego zakończeniu. Onkologia to dziedzina, w której pacjentów szybko przybywa, a nakłady są niewystarczające.

Onkologia to jeden z ważniejszych obszarów, którym chcemy się zajmować. Przede wszystkim zależy nam na naszych pacjentach. Jest to również bardzo istotne z punktu widzenia naszego inwestora Bupa. Będąc największą firmą medyczną, czujemy, że onkologia to ważny obszar w polskiej medycynie, który jest jeszcze mocno niedoinwestowany – mówi Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

LUX MED kupił 80 proc. udziałów w spółce Magodent. Realizuje ona ok. 60 tys. wizyt rocznie, a zdecydowana większość przychodów spółki pochodzi z kontraktu z NFZ. Należą do niej dwa szpitale w Warszawie specjalizujące się w onkologii. Placówka przy ul. Fieldorfa umożliwia leczenie chirurgiczne pacjentów z nowotworami i chemioterapię, a także opiekę nad chorymi z innymi schorzeniami, m.in. kardiologicznymi. Drugi szpital – onkologiczno-hematologiczny – znajduje się przy ul. Św. Wincentego. Do Magodentu należy także zakład rehabilitacji z przychodnią specjalistyczną przy ul. Narbutta.

Magodent ze swoimi szpitalami jest uzupełnieniem całej ścieżki onkologicznej. Mamy możliwość zajmowania się naszym pacjentem od początku, od wykrycia nowotworu, poprzez diagnostykę, aż leczenie i później opiekę po leczeniu – wyjaśnia Rulkiewicz.

Grupa LUX MED uruchomiła też program czujności onkologicznej „Onkonawigator”, który edukuje personel i pacjentów w zakresie wczesnego wykrywania chorób nowotworowych.

Jak podkreśla Rulkiewicz, podejście do onkologii w polskiej służbie zdrowia zmienia się na korzyść. Jednym z przykładów jest wprowadzony od początku roku pakiet onkologiczny. Wprawdzie, jak ocenia, nie wszystko działa sprawnie i pakiet wymaga wielu poprawek, to jednak i tak duży postęp w leczeniu onkologicznym.

To dotyczy bardzo ważnego obszaru. Myślę więc, że wszystkie uwagi, które spływają do ministerstwa, dotyczące pakietu onkologicznego będą uwzględniane i wdrażane. Wiele zmian już zostało wprowadzonych. Myślę, że w niedługim czasie ten pakiet będzie wyglądał dużo lepiej – mówi Anna Rulkiewicz.

Przejęcie Magodentu przez LUX MED to największa w tym roku tego typu transakcja na rynku opieki zdrowotnej w Polsce. Doradcami LUX MED podczas transakcji byli kancelaria prawna Gessel oraz PwC.

Grupa LUX MED prowadzi już siedem szpitali. Pierwsza placówka została uruchomiona pięć lat temu.

Na danych można zarobić. Uczą się tego kolejne branże, m.in. telekomy i banki

0

Stephen Brobst

Przetwarzanie danych pozyskiwanych od użytkowników i zarabianie na nich przestało być domeną zastrzeżoną tylko dla firm internetowych. Dołączyły do nich firmy z innych branż, na przykład bankowości, telekomunikacji czy handlu detalicznego. Dzięki wykorzystaniu informacji firmy mogą sprostać coraz większym oczekiwaniom klientów, a jednocześnie utrzymać zyskowność.

Jedną z największych szans w zakresie technologii IT jest dziś możliwość wykorzystania nowych źródeł danych. W przeszłości dane, które były pozyskiwane i wykorzystywane na potrzeby analiz, w większości pochodziły z systemów wewnętrznych, m.in. systemów billingowych, bankowych. Obecnie, i na tym polega fenomen Big Data, jesteśmy w stanie gromadzić dane z innych źródeł – z sieci społecznościowych, z wiadomości głosowych czy tekstowych – i na ich podstawie tworzyć nową wartość, wcześniej nieosiągalną – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stephen Brobst, dyrektor ds. technologii (CTO) w Teradata.

Jeden z najbardziej wartościowych obszarów wykorzystania Big Data jest interakcja z klientami w celu zrozumienia jego potrzeb. Wykorzystując analitykę danych, firmy mogą lepiej dopasować swoją ofertę do zmieniających się preferencji klientów, co skutkuje wzrostem sprzedaży. To sytuacja korzystna dla obu stron.

Są jednak także inne możliwości wykorzystania tych danych. Na przykład firmy telekomunikacyjne dysponują ogromną liczbą danych zbieranych chociażby za pomocą modułów geolokalizacyjnych w telefonach.

Jedną z dróg zapewnienia zyskowności jest wykorzystanie danych, aby budować wartość dla zupełnie nowej grupy klientów. Na przykład można ocenić, ile osób przechodzi przez konkretne skrzyżowanie ulic między 12:00 a 13:00 w poniedziałki. Takie informacje okazują się bardzo cenne, jeśli planuje się budowę nowej restauracji czy kawiarni, ponieważ pozwalają łatwiej podjąć decyzję o najlepszej lokalizacji pod taką inwestycję. Oznacza to, że firmy detaliczne kupują dane od firm telekomunikacyjnych, aby lepiej planować rozwój działalności – wyjaśnia Brobst.

Brobst zaznacza, że takie transakcje są dokonywane z poszanowaniem prywatności użytkowników i nie dotyczą zachowań poszczególnych klientów, a jedynie reprezentowanych przez nich segmentów. W ten sposób firmy telekomunikacyjne wykorzystują dane nie tylko do poprawienia własnych usług, lecz także do bezpośredniego zarabiania na ich sprzedaży.

Dane stają się tym samym coraz bardziej podobne do tradycyjnych, fizycznych produktów. W rozwoju obszaru Big Data pomaga to, że coraz więcej urządzeń pozwala zbierać coraz większą liczb a informacji, tzw. internet rzeczy (Internet of Things). Mowa tu oczywiście o instalowaniu w coraz to nowszych urządzeniach (np. w urządzeniach kuchennych czy innych sprzętach AGD) czujników i systemów umożliwiających połączenie z internetem.

Internet rzeczy jest kolejnym krokiem w upowszechnieniu Big Data. Na razie rozwiązanie to jest na stosunkowo wczesnym etapie rozwoju – mówi Brobst. – Wartość płynąca z możliwości gromadzenia i wykorzystania danych jest jednak ogromna, więc internet rzeczy zdecydowanie stanie się źródłem danych większym niż jakiekolwiek inne dotychczasowe źródło. Mogłoby wydawać się, że media społecznościowe są źródłem dużej liczby danych, jednak jest to źródło relatywnie niewielkie w porównaniu z internetem rzeczy.

Brobst podaje przykład inteligentnych liczników zużycia prądu, popularnych w jego rodzinnej Kalifornii, ale instalowanych już także w Polsce.

Praktycznie wszystkie domy mieszkalne w większych miastach, jak San Francisco i Los Angeles, zostały wyposażone w inteligentne liczniki (smart meters), co umożliwia monitorowanie zużycia energii minuta po minucie. Dane zgromadzone na inteligentnych licznikach są udostępniane konsumentom, a ci mogą za pośrednictwem swojego telefonu czy tabletu precyzyjnie analizować swoje zużycie energii, ustawić alerty i podejmować na ich podstawie określone działania. Pokazuje to, że dane podlegają konsumeryzacji. Tu chodzi już nie tylko o analitykę biznesową, lecz także o analitykę konsumencką.

Ponadto pozyskane dzięki tej metodzie dane mogą też trafiać do systemów miejskich i w ten sposób pomóc zarządzać zużyciem energii w całej aglomeracji w ramach tzw. inteligentnego miasta.

Internet rzeczy ma także ogromny wpływ na przemysł motoryzacyjny. Kiedy samochód opuści fabrykę, producent za pomocą wbudowanych czujników może pozyskiwać dane pozwalające określić, w jaki sposób konkretne auto jest używane, jak się sprawuje. Takie informacje mogą zostać wykorzystane jako wsparcie do projektowania lepszych samochodów lub do tego, by w ramach opieki serwisowej podpowiedzieć klientowi, kiedy powinien zgłosić się na przegląd – tłumaczy Brobst.

Obecnie zarządzanie danymi w coraz większym stopniu warunkuje poziom konkurencyjności firm, a o sukcesie biznesowym decyduje umiejętność zarobienia na pozyskanych od klientów informacjach. To skłania coraz więcej przedsiębiorców do tego, by poświęcili czas i odpowiednie zasoby na określenie tego, jakie korzyści może przynieść zastosowanie Big Data.

Mitsubishi chce zwiększać sprzedaż o 10-15 proc. rocznie. Już jesienią i w przyszłym roku premiery nowych modeli o zupełnie innej stylistyce

Adam Męciński

Mitsubishi chce zwiększać sprzedaż samochodów o 10-15 proc. rocznie. Zamierza się koncentrować na autach typu SUV, crossover oraz pick-up. Koncern wymienia istniejącą gamę modeli. Jeszcze w tym roku w sprzedaży pojawi się nowy Outlander w zmienionej stylistyce. Design następnych modeli – Mitsubishi L200, a w szczególności ASX, które zadebiutują w tym i w przyszłym roku, pokaże zupełnie nowe stylistyczne oblicze Mitsubishi. 

Mitsubishi to przede wszystkim samochody z napędem 4×4. Rozwijamy naszą sprzedaż i gamę modelową w tym właśnie kierunku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Męciński, dyrektor sprzedaży w Mitsubishi Motors Polska. – W przyszłości Mitsubishi będzie koncentrować swoją sprzedaż na samochodach typu SUV, crossover oraz pick-up.

W 29-letniej historii Rajdu Dakar (dawniej Paryż-Dakar) najbardziej utytułowanym samochodem było Mitsubishi Pajero, które zapewniło zawodnikom dwanaście zwycięstw (w tym przez siedem lat z rzędu). Japoński koncern słynie też z modelu Lancer Evolution – samochodu, który pięciokrotnie wygrał Rajdowe Samochodowe Mistrzostwa Świata (WRC – ang. The World Rally Championship).

Naszym najlepiej sprzedającym się modelem jest Mitsubishi ASX – zarówno w Polsce, jak i Europie [kompaktowy crossover SUV, produkowany od 2010 roku – red.] – podkreśla Adam Męciński. – W najbliższych latach chcemy zwiększać sprzedaż o około 10-15 proc. każdego roku. Na pewno nadal wiodącym modelem będzie Mitsubishi ASX, a kolejnymi – Outlander i pozostałe.

W ubiegłym roku finansowym Mitsubishi w Polsce sprzedał 6 441 sztuk pojazdów – o 62 proc. więcej niż rok wcześniej. Mimo tego marka nie zakwalifikowała się do pierwszej dziesiątki najlepiej sprzedających się samochodów w Polsce podczas pierwszych sześciu miesięcy br., choć sprzedaż także wzrosła w tym okresie o ponad 13 proc.

Oczywiście nie mamy ambicji, by być liderem wśród producentem samochodów. Staramy się koncentrować na jakości obsługi oraz produktów. Dzisiaj najważniejsze dla nas jest dostarczenie dobrych, wysokiej jakości samochodów i jak najlepszej obsługi – zapewnia Męciński.

Jak podkreśla, koncern koncentruje się na wymianie istniejącej gamy modeli. Nowa wersja Outlandera trafi na rynek w październiku. Kolejny odświeżony model – nowy pick-up Mitsubishi L200 – zadebiutuje pod koniec tego roku, a w przyszłym roku w salonach powinien pojawić się nowy ASX.

Te modele to przede wszystkim zupełnie nowy design – precyzuje dyrektor sprzedaży Mitsubishi Motors Polska. – Outlander, którego wprowadzimy na rynek w październiku, będzie pierwszym zaprojektowanym w nowej stylistyce. Zostanie ona utrzymana w kolejnych modelach. Nowe L200 będzie z kolei pierwszym samochodem typu pick-up o takich samych właściwościach komfortu jazdy, jak auta osobowe. Liczymy, że część klientów, która jest zainteresowana kupnem dużego SUV-a, skorzysta z naszej oferty.

Według badającego rynek samochodów Instytutu Samar w czerwcu br. Polacy kupili i zarejestrowali nieco ponad 30 tys. aut – o 11,56 proc. więcej niż w maju oraz o 18,47 proc. w stosunku do czerwca ubiegłego roku. W całym pierwszym półroczu liczba kupionych i zarejestrowanych aut osobowych wyniosła 176 634 i była o 1,48 proc. wyższa niż w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2014 roku.

Politechnika Warszawska położy większy nacisk na zajęcia praktyczne i nowe formy nauczania

Władysław Wieczorek, prorektor ds. studenckich Politechniki Warszawskiej

Dzięki większej liczbie zajęć praktycznych i relacjom z przemysłem kształcenie studentów na Politechnice Warszawskiej ma być bardziej dopasowane do potrzeb rynku pracy. To na pewno ułatwi jej absolwentom zawodowy start. Uczelnia wdraża także nowe formy nauczania, jak design thinking, czyli nauczanie poprzez pracę w grupie i rozwiązywanie problemów.

 W tym roku Politechnika Warszawska obchodzi jubileusz istnienia pod obecną nazwą i z wykładowym językiem polskim, to już 100 lat. To czas na świętowanie, ale i na podsumowanie. Dokonaliśmy analizy naszej marki, pojawiły się opracowania, które zostaną przedstawione Senatowi Politechniki w październiku. Myślę, że to zapoczątkuje dyskusję na temat tego, co trzeba zmienić – mówi agencji Newseria Biznes Władysław Wieczorek, prorektor ds. studenckich Politechniki Warszawskiej. – Z ankiet wynika, że są pewne rzeczy, z których możemy być bardzo zadowoleni, ale są też kwestie, nad którymi należałoby popracować.

Jak podkreśla Wieczorek, analizy wskazują na potrzebę zwiększenia nacisku na nauczanie praktyczne. Takie zapotrzebowanie zgłaszają również studenci.

Większy udział zajęć praktycznych i większy kontakt z przemysłem – to rzeczy, których studenci od nas oczekują. To ułatwia późniejszy start w karierę, szczególnie tym, którzy się zdecydują na pracę w przemyśle lub laboratoriach przemysłowych. Nie zmienimy tego w rok, to proces, który musimy rozłożyć na kilka lat, ale na pewno w tym roku zaczniemy – zapowiada prorektor.

Jednym z pierwszych kierunków realizowanych na warszawskiej uczelni jako kierunek praktyczny, a nie akademicki będzie geoinformatyka. W ramach studiów przewidziane są wykłady specjalistów z firm geoinformatycznych, wykładowców zagranicznych oraz trzy miesiące praktyki produkcyjnej.

W krajach Europy Zachodniej sytuację absolwentów poprawił dualny system studiów, gdzie oprócz ćwiczeń studenci odbywali praktyki u wybranych pracodawców. W Polsce uczelnie coraz częściej dostrzegają konieczność współpracy z przedsiębiorcami. Po stronie pracodawców zainteresowanie też jest coraz większe. Zdaniem Wieczorka współpraca wymaga jednak jeszcze dopracowania.

– Zmiany muszą nastąpić zarówno po naszej stronie, jak i po stronie naszych partnerów, bo politechnika nie przygotowuje studenta do danej konkretnej fabryki czy konkretnego przedsiębiorstwa, zwłaszcza przy posiadanych finansach. W Polsce jest kilkaset zakładów przemysłowych, z czego kilkadziesiąt z nami współpracuje. To przygotowanie studentów siłą rzeczy musi być bardziej ogólne i oczekiwałbym, że nasi partnerzy to zrozumieją – mówi Władysław Wieczorek.

Zapewnia jednak, że Politechnika Warszawska jest otwarta na sugestie i uwagi przemysłu.

Takie działania uczelni przekładają się na sytuację absolwentów na rynku pracy i oceny, jakie pracodawcy im wystawiają. Z danych Pracodawców RP wynika, że na rynku pracy cenieni są przede wszystkim absolwenci politechnik – w ich przypadku zadowolenie pracodawców sięga ok. 80 proc. Wyniki badania „Monitoring karier zawodowych absolwentów PW” wskazują, że blisko połowa absolwentów szukała pracy krócej niż miesiąc.

Będziemy w dalszym ciągu wdrażali nowe formy nauczania. Sztandarowym projektem Politechniki Warszawskiej jest nauczanie poprzez pracę w grupie i rozwiązywanie problemów. To design thinking, sposób nauczania wprowadzony na Uniwersytecie Stanforda w Stanach Zjednoczonych. Od roku prowadzimy działania w tym kierunku. Była grupa modelowa, która miała zajęcia tego typu w tym roku akademickim, prawdopodobnie w roku akademicki 2015-2016 będzie więcej takich grup – mówi Władysław Wieczorek.

Pracodawcy podkreślają, że absolwentom brakuje nie tylko odpowiedniej wiedzy, lecz także umiejętności miękkich. Nie są przygotowani do pracy zespołowej, tym samym brakuje im umiejętności potrzebnych w przedsięwzięciach biznesowych. Programy takie jak design thinking mają to zmienić.

Outsourcing szansą na rozwój dla małych i dużych przedsiębiorstw

„Designed in California. Assembled in China” – głosi napis na obudowie iPhone’ów. I choć outsourcing największych amerykańskich spółek, wywołuje spory polityków i niekończące się dyskusje ekonomistów, wydaje się dzisiaj jedynym sposobem nie tylko na międzynarodowy sukces, ale – paradoksalnie – na osiągnięcie niezależności od rynkowych zawirowań i perturbacji personalnych. I nie trzeba być Apple, by czerpać z niego korzyści. Kiedy i kto powinien więc pomyśleć o outsourcingu?

Alina Rudnicka-Acosta, Prezes Zarządu Impel Business Solutions
Alina Rudnicka-Acosta, Prezes Zarządu Impel Business Solutions

Historie wszystkich firm – zarówno wielkich, międzynarodowych korporacji, jak i podmiotów działających jedynie lokalnie – pokazują, że outsourcing to sposób nie tylko na oszczędności. Choć są one ważne i stanowią istotny element rozwoju firmy – w ostatecznym rozrachunku nie wystarczają, by uczynić ją konkurencyjną i stabilną w długiej perspektywie. Dlaczego? Koncentracja na oszczędnościach zawsze prędzej czy później zamienia się w asekurację, hamującą dalsze pomnażanie zysków. Te zapewnia jedynie rozwój i elastyczne dopasowywanie się do ewoluujących potrzeb rynku. Firmy, które zdołały nie tylko zbudować, ale i obronić swoją markę na przestrzeni lat, zamiast polityki oszczędności prowadzą i zawsze prowadziły politykę ekspansji. Tam tkwi tajemnica ich sukcesu.

Zdefiniuj core business, oddeleguj peryferia

– Wiele polskich przedsiębiorstw doszło do takiego momentu, w którym struktura organizacyjna nie pozwala na dalszy i sprawny rozwój – nie ma wątpliwości Alina Rudnicka-Acosta, Prezes Zarządu Impel Business Solutions. – W związku z tym zarządy, menedżerowie wysokiego szczebla i prezesi spółek poszukują nowych metod zarządzania swoimi firmami, które umożliwią im dalszy wzrost.

Ale żeby działać szeroko, nie sposób działać samemu. Rozwijając firmę, czy to poprzez wprowadzanie jej na nowe rynki, czy też poprzez uzupełnienie jej kompetencji, szybko napotyka się na problemy. Najszybciej na te najbardziej prozaiczne.

– Pierwszymi sygnałami wskazującymi na to, że warto rozważać wsparcie zewnętrznego partnera, są coraz częstsze problemy z utrzymaniem ciągłości działania, spowodowane kłopotami organizacyjnymi, administracyjnymi czy kadrowymi – wyjaśnia Rudnicka-Acosta.

Prozaiczne czy nie, wymagają zwykle natychmiastowego rozwiązania, a wiec poświęcenia im czasu i uwagi. A jeśli pochłaniają ich zbyt wiele, to sygnał, by oddelegować część obowiązków na zewnątrz. Którą część? Każdą, która nie wpisuje się w podstawowy obszar działalności firmy.

– Pod rozwagę należy poddać wszelkie procesy niestanowiące w opinii zarządu firmy core klienta, a co za tym idzie – zadecydować, które z nich można powierzyć bez większego ryzyka partnerom zewnętrznym – radzi Alina Rudnicka-Acosta.

Jeśli jesteś właścicielem linii lotniczej, zatrudnij pilotów i kup samolot, ale zamiast kucharzy możesz pomyśleć o cateringu.

Rozwijaj się, nie oszczędzaj

Outsourcing to oczywiście także oszczędności. Duże. Według wewnętrznych analiz Impel Business Solutions w przypadku firm, które nigdy nie korzystały z tego rozwiązania, mogą one sięgać nawet 30 procent. Przede wszystkim jednak outsourcing pozwala trzymać w ryzach koszty, które przy zwiększającej skali działania, nie stanowią stałego obciążenia, tylko rosną proporcjonalnie do uzyskiwanych przychodów.

Nie oszczędności jednak, a szansa pozyskania stabilnego partnera biznesowego jest główną zaletą outsourcingu. Zewnętrzny partner – którego doświadczenie nie ogranicza się do pracy z jedną marką – gwarantuje oczywiście jakość świadczonych usług, ale przede wszystkim pozwala zarządzającym skupić się na podstawowej działalności przedsiębiorstwa. To sprawia z kolei, że nie jest on narzędziem zarezerwowanym tylko i wyłącznie dla firm o korporacyjnej skali działania i globalnych ambicjach.

Inwestuj, nie wydawaj

Z outsourcingu wciąż zbyt rzadko korzystają start-upy. Jest on wprawdzie trudny do zastosowania w fazie zalążkowej, ale na kolejnych – gdy firma zdobyła już pierwszych klientów i inwestorów – wydaje się właściwie koniecznością. Dlaczego? Właśnie wtedy, kiedy wprowadzany na rynek firmę, nową markę czy innowacyjne narzędzie, koncentracja na tym, by znaleźć dla nich miejsce musi być najsilniejsza. Taka jest wtedy konkurencja, której nie da się pokonać inaczej niż całkowicie koncentrując się na swoich atutach. Jeśli więc prowadzisz firmę produkującą oprogramowanie, skup się na tym, by oprogramowanie było jak najlepsze. To od powodzenia produktu zależą dalsze losy twojego przedsiębiorstwa – zarówno pozyskanie kolejnych klientów, jak i inwestorów. Księgowość, HR i całą resztę możesz więc bez ryzyka powierzyć specjalistom – nie to będziesz sprzedawał.

Duże firmy o międzynarodowej skali działania i ogromnych, potwierdzonych rynkowo, możliwościach z jednej strony i niewielkie, ale śmiałe start-upy z ambicjami – z drugiej. Pozornie niewiele je łączy, a jednak outsourcing jest narzędziem, które sprawdza się w obu przypadkach. Zapewnia bowiem stabilność, bez której nie ma mowy o rozwoju. Stabilność – co ważne – która nie polega na tym, by trwać w nienaruszonym stanie, ale na tym, by elastycznie reagować na zmiany zarówno te, jakim podlega rynek, jak i te jakim podlega sama firma.

– Outsourcing to dobre narzędzie nie tylko dla dojrzałych firm chcących się restrukturyzować, ale także dla takich przedsiębiorstw rodzinnych o wieloletnim stażu, które czeka rychła sukcesja – mówi przedstawicielka Impel Business Solutions. – Niezwykle ważne jest odpowiednie przygotowanie struktur zarządczych i ukierunkowanie takiego podmiotu, by w momencie przejęcia przez mniej doświadczonego szefa był w stanie płynnie realizować zadania.

Jeśli więc prowadzisz firmę ukierunkowaną na rozwój, a nie jedynie przetrwanie, outsourcing jest optymalnym rozwiązaniem. Pozwala poczynić oszczędności – w krótkim terminie i osiągnąć upragnioną pozycję na rynku – w długim. Korzystasz bowiem z doświadczeń specjalistów, ale nie wiążą cię z nimi długoterminowe zobowiązania, dzięki czemu trzymasz się w granicach wyznaczonych budżetów i w pełni koncentrujesz na produkcie.

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Nowe mieszkania rozchodzą się błyskawicznie. Wielu kupujących lokuje w ten sposób kapitał

Firmy prześcigają się w ilości wprowadzanych na rynek projektów mieszkaniowych. W sześciu największych aglomeracjach w kraju – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi – od połowy minionego roku do połowy tego roku deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 48,5 tys. lokali, obliczają analitycy Reas. Tym samym, zbliżyli się do rekordowego wyniku z 2007 roku, w którym zainicjowali jak dotąd najwięcej budów w historii rynku.

Tarasy Dionizosa Barc Warszawa SA.,Rekord padł w sprzedaży. W ciągu ostatnich 12 miesięcy deweloperzy poprawili swój wynik sprzed kilku lat i to prawie o jedną trzecią. Ostatnie cztery kwartały w sześciu miastach, w których powstaje najwięcej mieszkań, przyniosły sprzedaż blisko 46 tys. lokali.

Oferta mieszkaniowa nie rośnie  

Choć na rynek wchodzi mnóstwo nowych projektów, dzięki ogromnemu apetytowi Polaków na mieszkania, oferta w największych miastach nie rośnie. Jedynie w Poznaniu w ostatnich miesiącach analitycy odnotowali lekki wzrost podaży.

Mieszkania rozchodzą się błyskawicznie, a wybierać jest w czym. Firma Emmerson Realty oblicza, że tylko w Warszawie deweloperzy mają do sprzedania ponad 16 tys. mieszkań. Gotowych jest wśród nich tylko 2,5 tys. lokali. Te liczby najlepiej obrazują, jak duży jest popyt i jak szybko mieszkania trafiają do odbiorców. Po zakończeniu budowy nie ma już w czym wybierać. Tak dobry poziom sprzedaży nowych mieszkań utrzymuje się już drugi rok, a ostatnio z kwartału na kwartał deweloperzy poprawiają swoje wyniki.

Ceny stanęły  

Należy przy tym zaznaczyć, że w odróżnieniu od rynkowego boomu sprzed 8 lat, kiedy z każdym tygodniem mieszkania były droższe, teraz ceny nowych lokali w największych miastach utrzymują się na stabilnym poziomie. Jedynie w Trójmieście w ostatnich miesiącach obserwatorzy rynku zarejestrowali niewielki wzrost średnich stawek ofertowych.

W czasie ostatniego boomu sprzedaż mieszkań nakręcały przede wszystkim kredyty, które klienci deweloperów zaciągali masowo. Teraz można mówić raczej o regresji na rynku kredytów hipotecznych. Pomimo rekordowo niskich stóp procentowych i kosztów kredytów, które udzielane są średnio z oprocentowaniem poniżej 4 proc. – jak podaje Comperia.pl – liczba zaciąganych zobowiązań jest niższa niż kilka lat temu.

Środki z depozytów

Jaki jest zatem powód tak dużego sukcesu sprzedaży nowych mieszkań? Duże zainteresowanie zakupem lokalami deweloperskimi to odpowiedź na pozytywne sygnały płynące z rynku oraz niskie stopy procentowe, które sprawiają, że zyski z lokat bankowych są nieatrakcyjne. Z likwidowanych depozytów pieniądze trafiają na rynek mieszkaniowy, gdzie środki lokowane są w nieruchomości pod wynajem.

Drugim czynnikiem stymulującym sprzedaż mieszkań deweloperskich jest program dopłat do kredytów Mieszkanie dla młodych, który w tym roku nabrał tempa. O ile środki przeznaczone na dopłaty w roku ubiegłym nie zostały wykorzystane, to teraz może ich zabraknąć.

Wzrost wysokości dopłat do kredytów

Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa SA., budującej w warszawskiej Białołęce mieszkania, które można kupić w programie MdM, zauważa wzrost zainteresowania lokalami z dopłatą wśród klientów. – Przyjęte zmiany w przepisach dotyczących przyznawania dofinansowania powodują, że za kilka tygodni klienci będą mogli dostać dużo wyższe dopłaty do zaciąganych kredytów. Rodziny z trójką dzieci zamiast 15 proc. dopłaty dostaną 30 proc., a dofinansowana powierzchnia mieszkania zwiększy się o 15 m kw. – informuje. – Możliwość otrzymania tak wysokiej subwencji przez rodziny wielodzietne powoduje, że klienci podpisują już teraz umowy rezerwacyjne na największe mieszkania w osiedlu Tarasy Dionizosa, które budujemy przy ul. Winorośli w Warszawie – przyznaje Wojciech Stisz.

Na wyższe dopłaty do kredytów po wejściu w życie nowelizacji ustawy będą mogli liczyć wszystkie osoby, które spełnią wymogi programu. Analitycy rynkowi snują hipotezy, że zainteresowanie dofinansowaniem w ramach MdM-u może być tak duże, że roczna pula środków przeznaczonych na dopłaty wyczerpie się przed końcem 2015 roku. Tym bardziej, że dzięki zwiększeniu wysokości dopłat dla wielu osób mieszkania staną się bardziej dostępne cenowo.

Tanie kredyty

Obecne, niskie oprocentowanie hipotek i mniejsze miesięczne raty spłaty zobowiązań wpływają na zwiększenie zdolności kredytowej osób planujących zakup mieszkania za pieniądze banku. Jak podają analitycy Comperia.pl, rata kredytu zaciągniętego na 200 tys. zł na 30 lat wynosi teraz ok. 920 zł, a trzy lata temu trzeba byłoby spłacać taki kredyt po ok. 1 330 zł miesięcznie.

Z danych Biura Informacji Kredytowej  wynika, że nie mamy kłopotu ze spłatą zobowiązań hipotecznych. Tylko nieznaczny odsetek kredytów spłacany jest z opóźnieniem powyżej 90 dni. Pod koniec maja br. kredyty mieszkaniowe miało zaciągnięte w naszym kraju około 3,4 mln kredytobiorców. Jak podaje BIK, 28 proc. zobowiązań spłacanych jest przez jedną osobę. Dwie trzecie kredytobiorców to osoby, które nie ukończyły 45 roku życia.

Autor: Barc Warszawa SA.

5 powodów, dla których warto mieć w firmie copyroom

Jak wynika z najnowszego raportu „Bezpieczeństwo informacji w Polsce” przeprowadzonego przez HSM – aż 80 proc. firm w naszym kraju, nie ma w swojej siedzibie specjalistycznego pomieszczenia służbowego tzw. copyroom’u dedykowanego m.in prawidłowej utylizacji dokumentów. Zdaniem ekspertów taka sytuacja może narazić polskich przedsiębiorców na wyciek poufnych danych z firmy i nieprawidłowości związane z niszczeniem i archiwizowaniem dokumentacji firmowej.

Marcin Sobaniec z HSM Polska
Marcin Sobaniec z HSM Polska

Według ekspertów odpowiednio zorganizowane pomieszczenia do pracy, mają istotny wpływ nie tylko na komfort pracowników i jakość wykonywanej przez nich pracy, ale także na bezpieczeństwo i wydajność całej organizacji. Niestety świadomość o tym nie dość, że nie jest jeszcze zbyt powszechna wśród kadry zarządzającej, to często jest też przez nią bagatelizowana.

Pomimo postępującej cyfryzacji, w większości firm w Polsce, dokumentacja cały czas funkcjonuje w papierowej formie. Jednak zarówno wrażliwe informacje przechowywane na papierze, jak i na elektronicznych nośnikach są narażone na wycieki danych, przed którymi zabezpieczać powinni się wszyscy Ci, którym zależy na sprawnym działaniu przedsiębiorstwa.

Poniżej 5 powodów, dla których warto zorganizować w firmie copyroom:

większe bezpieczeństwo: dostęp do profesjonalnych urządzeń biurowych takich jak niszczarki, drukarki, kopiarki etc. mają wyłącznie dedykowani do takich działań pracownicy, co ogranicza ingerencję osób trzecich.

większa kontrola: można sprawować większą kontrolę nad dostępem ludzi do urządzeń, dokumentów i archiwów, jak i monitorować działania poszczególnych pracowników, a także skuteczniej dbać o stan techniczny urządzeń oraz ich serwis.

większa poufność: osoby utylizujące lub drukujące dokumenty mogą mieć stuprocentową pewność, że nikt postronny nie będzie miał wglądu ani dostępu do ich danych. Dodatkową gwarancję poufności może zapewnić zainstalowanie monitoringu copyroom’u, a zdecydowanie łatwiej jest monitorować pojedyncze pomieszczenie niż urządzenia rozmieszczone po całej firmie.

większy porządek: wdrożeni do firmy rozwiązania takiego jak copyroom usystematyzuje działania pracowników. Każdy z nich będzie znał procedury, wiedział gdzie i jak zutylizować poufne dokumenty, w jaki sposób odpowiednio je katalogować i archiwizować. Niewątpliwie wpłynie to nie tylko na panujący ład, ale także uporządkuje mechanizmy funkcjonowania przedsiębiorstwa.

mniej strat: copyroom zminimalizuje ryzyko wycieku poufnych danych, które mogą narazić firmę na poważne starty nie tylko finansowe, ale i wizerunkowe. Specjalnie dedykowane pomieszczenie z ograniczonym dostępem pozwoli także łatwiej wytropić ewentualnego sprawcę wycieku danych.

 „Gdy już wiemy na jakie zagrożenia jesteśmy narażeniu postarajmy się zaprojektować bezpieczniejsze środowisko pracy dla naszych pracowników. Jeżeli mamy taką możliwość, urządzenia powinny być odizolowane od osób postronnych (goście, petenci, klienci, pracownicy niższego szczebla) w postaci wydzielonego pomieszczenia z kontrolą dostępu czyli tzw. copyroom’u. Sytuacja, gdzie urządzenia stoją na korytarzach, są jawnym naruszeniem zasad bezpieczeństwa” – dodaje Marcin Sobaniec z HSM Polska.