Weto prezydenta mocno dotknie przewoźników drogowych. Ograniczamy sobie możliwość kursów międzynarodowych

W piątek prezydent Karol Nawrocki zawetował wiele ustaw. Jedna z nich była bardzo istotna dla środowiska TSL i przewoźników drogowych.

– Ta ustawa miała wdrożyć do polskiego systemu prawnego obowiązujące od stycznia 2026 przepisy dotyczące elektronicznych zezwoleń EKMT. Od lat przewoźnicy drogowi zabiegali o to, by w tym zakresie doszło do cyfryzacji, to oznacza większe bezpieczeństwo przewoźników i mniejszą szansę np. na fałszowanie takich pozwoleń. Veto oznacza tylko jedno – eliminację polskich przewoźników drogowych na wielu międzynarodowych trasach. Oddajemy walkowerem rynki transportowe, które zapewniają nam płynność finansową i rozwój. Sytuacja sektora TSL jest trudna, potrzebujemy wsparcia, a nie ograniczania nam możliwości działania – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

Zezwolenia EKMT to dokumenty umożliwiające wykonywanie międzynarodowego transportu towarów pomiędzy krajami członkowskimi tej organizacji. Zezwolenie to jest wydawane na okres jednego roku i pozwala na nieograniczoną liczbę kursów, jednakże musi być zgodne z wymogami ekologicznymi pojazdu i terytorialnymi. Od 2026 roku zezwolenia będą miały formę wyłącznie elektroniczną.

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o zmianie ustawy Prawo i ruchu drogowym. W efekcie zezwolenia EKMT nie będą wydawane polskim przewoźnikom w formie cyfrowym. Weto odnoszące się do całej ustawy blokuje ważne dla przewoźników drogowych zmiany wpisane do tej ustawy.

– Ta ustawa miała wiele zapisów, ale dla nas jednym z najważniejszych było umożliwienie ubiegania się o zezwolenia EKMT w formie cyfrowej dla polskich przewoźników. Obecna sytuacja powoduje, że tak naprawdę dla wielu przewoźników utrudnione albo nawet niemożliwe będzie wykonywanie poza unijnych kursów transportowych. Polscy przewoźnicy zostają w tyle za przewoźnikami z innych krajów. Znajdując się w bardzo trudnej sytuacji musimy mierzyć się z dodatkowymi problemami – mówi Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

– Problemem polskiego ustawodawstwa jest wkładanie do jednej ustawy dobrych i prostych rozwiązań potrzebnych przedsiębiorcom oraz rozwiązań, które z różnych powodów mogą budzić wątpliwości. Zapisy o EKMT są „ofiarą” tego, że znalazły się w opasłej zmianie ustawy Prawo o ruchu drogowym. Rykoszetem obrywają przewoźnicy drogowi – mówi  Matulewicz.

Nie wdrożenie elektronicznych zezwoleń EKMT to także brak możliwości  kontroli przez polskie służby nieunijnych przewoźników okazujących na urządzaniach cyfrowych obrazy zezwoleń EKMT.

– Tracimy rynek, tracimy konkurencyjność. To dla przewoźników drogowych bolesne weto – mówi Dariusz Matulewicz.

Konieczna będzie kolejna inicjatywa ustawodawcza. Nie ma co jednak liczyć, że zostanie ona przeprowadzona w roku 2025. Przed polskim transportem znów kryzysowy czas. Tym razem w dużej mierze z powodu ustawowej nieodpowiedzialności polityków wszystkich stron politycznej sceny.

Dolar traci impet, ale niepewność rośnie – EUR/USD wraca powyżej 1,15 $, a giełdy schodzą w dół

Kurs EUR/USD po wybiciu 1,15 $ nie zatrzymuje się i próbuje wrócić w zasięg wcześniejszej konsolidacji. Słabszy dolar powinien być dobrą wiadomością dla walut EM, ale złoty jeszcze umiarkowanie korzysta z tego przepływu kapitału. Mimo wszystko forex pozostaje raczej odporny na pogorszenie sentymentu, które coraz lepiej poczyna sobie na rynkach kapitałowych.

Dolarowa mgła?

Jak szybko potrafi zmieniać się perspektywa rynkowa, doskonale widzimy w ostatnich dniach na przykładzie eurodolara. Dopiero co tydzień temu „zielony” zintensyfikował atak i tym samym wyłamał dolne ograniczenie kilkumiesięcznej konsolidacji. Kurs EUR/USD znalazł się w ten sposób najniżej od początku sierpnia, kiedy to główna para globu zareagowała alergicznie na drastyczne rewizje danych z amerykańskiego rynku pracy. Teraz (jak wszyscy już lepiej niż dobrze wiemy) nie otrzymujemy oficjalnych rządowych danych z USA (właśnie dziś powinny się pojawić payrollsy Departamentu Pracy). W ten sposób uwaga obserwatorów skupia się na odczytach stanowych i tych od prywatnych instytucji. A przekaz płynący z większości tych publikacji wskazuje na rosnące problemy z zatrudnieniem. Oliwy do ognia dolewają też kolejne ogłoszenia dużych przedsiębiorstw, które zapowiadają masowe zwolnienia (związane m.in. z automatyzacją, ale też z poszukiwaniem ograniczeń bieżących kosztów). Mimo takich sygnałów, nie widać zwiększenia szans na grudniowe cięcie stóp w Stanach – kontrakty na taki ruch wciąż nie przekraczają 70%. A jednak dolar znalazł się ponownie pod presją. W ten sposób kurs EUR/USD wczesnym piątkowym popołudniem wraca powyżej 1,155 $, czyli w zasięg wspomnianej wcześniej konsolidacji. Czy w takim razie próba umocnienia dolara była tylko fałszywym sygnałem? Tego nie należy przesądzać, ale w dłuższym terminie to „zielony” powinien tracić fundamenty w postaci wysokich stóp procentowych. Kto wie, czy Fed zdąży przed recesją, na której pierwsze sygnały zwraca już uwagę część ekonomistów? Spółki na Wall Street biją kolejne rekordy, a w tym samym momencie już za połowę wydatków konsumpcyjnych odpowiada górne 10% najzamożniejszych Amerykanów.

Forex pozytywnie, giełdy negatywnie

Coraz słabszy dolar w trakcie trwania piątkowej sesji przekłada się na umocnienie sporej części walut rynków wschodzących. Już od rana było to widać całkiem wyraźnie np. na parach USD z MXN, BRL czy też ZAR. Wczesnym popołudniem kapitał płynie też coraz szerszym strumieniem do naszego regionu, ale zyski złotego pozostają jeszcze umiarkowane. Taki układ może wskazywać, że szeroki rynek walutowy wciąż tylko lekko wciska pedał risk on. Mimo wszystko straty tzw. bezpiecznych przystani w postaci CHF i JPY ostatecznie wskazują kierunek. Przekłada się to na kurs euro, który pozostaje poniżej 4,25 zł, na kurs dolara utrzymujący się poniżej 3,68 zł czy na kurs franka blisko 4,56 zł. W zupełnie innym kierunku podążają rynki kapitałowe, na których coraz lepiej rozgaszcza się negatywny sentyment. Wczoraj korektę spadkową pogłębiło Wall Street i właśnie materializuje się jedno z największych ryzyk w Nowym Jorku. Za nawet połowę wzrostów w ostatnich tygodniach odpowiadało kilka największych spółek technologicznych. Kiedy teraz w ich przypadku następuje przynajmniej realizacja zysków, to ciągną indeksy w dół. Przy coraz gorszych perspektywach rynku pracy w USA, a co za tym idzie słabnącej konsumpcji, obciążeniem stały się także tzw. firmy detaliczne. Negatywne podejście zostało potwierdzone w trakcie azjatyckiej sesji, ale pewne nadzieje dał początek handlu w Europie. Niestety im dalej w sesję, tym gorzej i po południu DAX we Frankfurcie spada o 1%. Dziś za rynkami bazowymi podąża też (wczoraj odporna na te sygnały) Warszawa, gdzie o podobną figurę zniżkuje WIG20.

Creotech Instruments z nowym kontraktem ESA – polski prototyp stacji do śledzenia asteroid wart 1,6 mln euro

Creotech Instruments, notowany na GPW producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, podpisał z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA) umowę na realizację projektu Telescope Array Functional Prototype, którego celem jest opracowanie i dostarczenie prototypu autonomicznej, modularnej stacji obserwacyjnej do wykrywania i śledzenia obiektów bliskich Ziemi (Near Earth Object – NEO). Wartość kontraktu wynosi 1,6 mln EUR, a jego realizacja potrwa 13 miesięcy.

– Projekt ten stanowi kolejny krok w rozwoju naszej oferty produktowej w obszarze obserwacji przestrzeni kosmicznej. Dzięki współpracy z ESA tworzymy rozwiązania, które nie tylko zwiększą bezpieczeństwo naszej planety, ale również otwierają nowe możliwości biznesowe – od sprzedaży stacji obserwacyjnych po komercjalizację danych obserwacyjnych. Telescope Array Functional Prototype to także ważny etap w budowie kompetencji Creotech Instruments w obszarze systemów wczesnego ostrzegania i monitoringu obiektów bliskich Ziemi. Projekt pozwoli nam rozwijać technologie, które znajdą zastosowanie zarówno w misjach naukowych, jak i w projektach komercyjnych związanych z bezpieczeństwem kosmicznym. To również kolejny dowód, że technologie opracowywane w Polsce znajdują zastosowanie w międzynarodowych projektach kosmicznych najwyższej klasy – komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A. 

Całe przedsięwzięcie zakłada opracowanie funkcjonalnego prototypu stacji, która będzie integrować teleskopy, kamery sCMOS, system pozycyjny z filtrami, a także moduły sterowania, komunikacji i zasilania. Powstanie w ten sposób kompletny, autonomiczny moduł gotowy do pracy w sieci obserwatoriów. Efektem projektu będzie demonstrator technologii o poziomie gotowości TRL 6, umożliwiający dalsze skalowanie i komercjalizację rozwiązania.

System Telescope Array będzie mógł być wykorzystywany zarówno do monitorowania potencjalnych zagrożeń kolizyjnych z Ziemią, jak i do komercyjnych obserwacji w modelu B2G i B2B.

Projekt pozwoli również rozszerzyć linię produktową Creotech o nowy typ kamer astronomicznych opartych na nowoczesnym sensorze dedykowanym do obserwacji obiektów bliskich Ziemi. Będzie to kolejne, po kamerze CreoSky 6000, rozwiązanie odpowiadające rosnącym potrzebom w zakresie budowy systemów wczesnego ostrzegania przed zagrożeniami płynącymi z przestrzeni kosmicznej.

Realizacja projektu wspiera cele Polskiej Strategii Kosmicznej 2030, wzmacniając krajowe kompetencje w zakresie bezpieczeństwa i obronności w przestrzeni kosmicznej.

Wartość całego projektu wynosi 1 600 000 EUR, z czego na Creotech Instruments przypada ok. 503 tys euro. W ramach podziału budżetu Spółka otrzyma dofinansowanie w wys. ok. 370 tys euro na rozwój kamery, która będzie stanowiła kluczowy element obserwatorium.

Creotech Instruments będzie realizował projekt wraz z austriacką firmą ASA Astrosysteme GmbH, 6Roads Sp. z o.o. oraz Uniwersytetem Adama Mickiewicza Poznaniu.

Po zakończeniu obecnie trwającego procesu podziału Creotech Instruments S.A., projekt będzie realizowany przez spółkę Creotech Quantum S.A.

Autonomiczne pojazdy czekają na podpis Prezydenta

Sytuacja wokół nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym wzbudza w ostatnich dniach wiele emocji. Po latach prac konsultacji i analiz, po przejściu procesu legislacyjnego na ostatniej prostej ustawa może zostać zawetowana. Powodem są wątpliwości jednej posłanki dotyczące transportu publicznego. Niestety jej apel o weto Prezydenta Nawrockiego może trafić na podatny grunt. Chodzi przecież o transport zbiorowy, który rzekomo ucierpi na podpisie. Na wecie z pewnością ucierpi jednak motoryzacja, branża TSL i inne – łącznie kilkanaście procent polskiego PKB.

Świat pędzi a Polska buksuje

W Stanach Zjednoczonych po ulicach na przykład San Francisco od miesięcy jeżdżą taksówki bez kierowców. W Chinach autonomiczne busy kursują regularnie, a pasażerowie nawet nie zwracają na to większej uwagi. A w Polsce? W Polsce długo trwała poważna, pełna emocji dyskusja… czy w ogóle pojazdy z zaawansowanymi systemami wspomagania kierowców  można testować. I to nie samodzielnie, a z kierowcą siedzącym za kierownicą, gotowym w każdej chwili przejąć kontrolę nad pojazdem.

Wspomniana na początku ustawa nie dotyczy więc błahych spraw. To dokument, który wreszcie umożliwia testowanie w Polsce pojazdów zautomatyzowanych – technologii, nad którymi pracują tysiące inżynierów i wiele ośrodków badawczych. Z pozoru to detal – kilka artykułów dopisanych do kodeksu. W praktyce – to przepustka do przyszłości polskiej motoryzacji, transportu i nauki.

Bez jasnych przepisów testowanie takich pojazdów w ruchu drogowym jest niemożliwe. Brakuje definicji, procedur, odpowiedzialności prawnej. A to oznacza, że firmy zlokalizowane w Polsce nie mogą sprawdzać swoich rozwiązań w realnych warunkach. Ci, którzy chcą się rozwijać, muszą przenosić testy za granicę – do Niemiec, Hiszpanii Wielkiej Brytanii, Węgier czy Czech, gdzie odpowiednie regulacje już działają. Każdy miesiąc opóźnienia to kolejne projekty uciekające z kraju, kolejne stracone inwestycje i utracone miejsca pracy dla inżynierów.

Branża od dawna ostrzegała, że bez tej ustawy Polska stanie się technologicznym skansenem. Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności (PSNM) i Polska Grupa Motoryzacyjna (PGM) przypominają, że w kraju działają już firmy i ośrodki badawcze gotowe do testowania zautomatyzowanych, a w przyszłości autonomicznych, pojazdów osobowych, ciężarówek czy autobusów. Ale potrzebne są do tego konkretne zasady. Nowelizacja właśnie je wprowadza – określa warunki bezpieczeństwa, wymagane pozwolenia, zasady odpowiedzialności oraz procedury zgłaszania prób.

To ważne nie tylko dla innowatorów, ale także dla bezpieczeństwa na drogach. Testowanie w kontrolowanych, jasno uregulowanych warunkach pozwala sprawdzać systemy automatycznego hamowania, rozpoznawania pieszych, utrzymywania pasa ruchu czy komunikacji między pojazdami. To technologie, które już dziś ratują życie. Brak możliwości ich praktycznej weryfikacji oznacza, że do ruchu dopuszczane będą rozwiązania niesprawdzone w polskich realiach.

W tym kontekście potencjalne weto prezydenckie brzmi jak działanie w dobrej wierze, ale o dramatycznych skutkach dla branży motoryzacyjnej i gospodarki. I to nie tylko dla motoryzacji. Kolejną dotkniętą grupą jest branża TSL. Od stycznia wchodzą w życie nowe przepisy międzynarodowe, dotyczące m.in. zezwoleń EKMT na przewozy do krajów spoza Unii Europejskiej. Bez nowelizacji nie będzie podstaw prawnych do ich wydawania. To może oznaczać przymusowe postoje ciężarówek, zawieszone kontrakty i pracowników wysyłanych na urlopy. Podobne ryzyko dotyczy przewozów pasażerskich – z końcem roku wygasają obecne zezwolenia na linie regularne, a nowa ustawa przewiduje dodatkowy czas na ich odnowienie. Weto oznaczałoby chaos organizacyjny, którego skutki odczują zwykli pasażerowie.

Pojazdy zautomatyzowane i autonomiczne to nie przyszłość, lecz teraźniejszość światowej motoryzacji. Do 2035 roku technologie automatyzujące transport mogą przynieść globalnej gospodarce setki miliardów dolarów rocznie. Dla Polski to szansa na wzmocnienie przemysłu motoryzacyjnego, rozwój innowacji i zwiększenie bezpieczeństwa na drogach. Automatyzacja to także odpowiedź na wyzwania społeczne – może zapewnić mobilność osobom starszym i z niepełnosprawnościami oraz ograniczyć wykluczenie komunikacyjne w regionach o słabej infrastrukturze transportowej. Dlatego branża motoryzacyjna i transportowa nie ma wątpliwości: ustawa umożliwiająca testy pojazdów zautomatyzowanych jest potrzebna natychmiast. Każdy miesiąc opóźnienia to ryzyko utraty inwestycji i kompetencji. W świecie, który przyspiesza technologicznie z dnia na dzień, powrót do długich prac nad regulacją tego zagadnienia będzie oznaczał rezygnację z udziału w wyścigu o przyszłość. – mówi Tomasz Bęben, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM).

– Europejski przemysł motoryzacyjny przeżywa dziś głęboki kryzys – strukturalny, technologiczny i kosztowy. Jednym z kluczowych sposobów wyjścia z tej sytuacji jest zwiększenie europejskiej innowacyjności, a więc zintensyfikowanie prac badawczo-rozwojowych w obszarze zaawansowanych technologii. Polska ma w tym procesie realną szansę uczestniczyć, ale tylko wtedy, gdy nie będziemy sami sobie podcinać skrzydeł – podkreśla Bartosz Mielecki, Dyrektor Zarządzający Polskiej Grupy Motoryzacyjnej (PGM).

– Weto wobec nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym skutecznie wstrzyma prowadzenie w naszym kraju badań i rozwoju w obszarze autonomiczności transportu – technologii, o której już dziś wiadomo, że stanowi oczywistą przyszłość mobilności. Zatrzymanie tych prac oznaczałoby, że Polska, mimo potencjału i zaplecza inżynierskiego, na własne życzenie pozostanie w ogonie technologicznym Europy i świata. – dodaje Bartosz Mielecki

– Wiele krajów europejskich – w tym Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Holandia czy nawet Czechy – wprowadziło już regulacje umożliwiające testy pojazdów autonomicznych, zachowując odpowiednie standardy bezpieczeństwa. Jeśli Polska nie wprowadzi przyjaznych ram prawnych dla testów tej technologii, będziemy jedynie konsumentami rozwiązań opracowanych gdzie indziej. Rozwój autonomicznych pojazdów to nie tylko kwestia technologiczna – to szansa na stworzenie nowych miejsc pracy, rozwój kompetencji inżynierskich i przyciągnięcie inwestycji zagranicznych. To także kwestia bezpieczeństwa – według ekspertów autonomiczne pojazdy mogą zredukować liczbę wypadków drogowych nawet o 90%, ratując tysiące ludzkich istnień rocznie – komentuje Aleksander Rajch, Członek Zarządu PSNM.

Historia zna wiele przykładów, kiedy dobre intencje prowadziły na manowce. Wystarczy jeden nieprzemyślany gest, by zatrzymać coś, nad czym inni pracowali latami. I dlatego – niezależnie od politycznych emocji – decyzja o podpisaniu tej ustawy powinna być decyzją opartej na rozsądku, nie na lęku. Bo w tej historii naprawdę chodzi o to, czy Polska będzie częścią przyszłości, czy stanie się tylko jej obserwatorem zza szyb pociągu, który właśnie odjeżdża.

Polska gospodarka przyspiesza: przemysł, konsumpcja i inwestycje ciągną wzrost – inflacja pod kontrolą

Wrześniowe dane ze sfery realnej polskiej gospodarki przyniosły pozytywne zaskoczenie – przede wszystkim w przemyśle. Po letnim spowolnieniu, kiedy w sierpniu produkcja sprzedana wzrosła o 0,7 proc. r/r, we wrześniu tempo przyspieszyło aż do 7,4 proc. r/r, wyraźnie powyżej oczekiwań rynkowych (4,6 proc. r/r). Co więcej, po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, produkcja przemysłowa wzrosła między sierpniem a wrześniem aż o 4,1 proc., zaś wyrównany sezonowo indeks jednopodstawowy produkcji osiągnął najwyższą w historii wartość 115,4. W strukturze wzrostu przemysłu wyróżnia się przetwórstwo przemysłowe (8,2 proc. r/r wobec 1,1 proc. r/r w sierpniu) oraz dość szeroki zakres poprawy, która objęła zarówno branże eksportowe, jak i te ukierunkowane na rynek krajowy. Cieszy także istotny wzrost liczby nowych zamówień przemysłowych złożonych we wrześniu, szczególnie eksportowych (9,8 proc. r/r i 12,1 proc. r/r odpowiednio). Wzrostom towarzyszy systematyczna poprawa nastrojów w przemyśle, mierzona wskaźnikiem PMI, co może zwiastować wychodzenie z wieloletniego marazmu.

Pozytywne sygnały płyną także z produkcji budowlano-montażowej, która odreagowała po niespodziewanym tąpnięciu w sierpniu. Przy medianie prognoz wynoszącej -2,3 proc. r/r, we wrześniu wzrosła ona o 0,2 proc. r/r, a po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych – o 2,6 proc. m/m.

Konsumpcja nie zwalnia

W tendencji wzrostowej utrzymuje się także sprzedaż detaliczna. We wrześniu roczne tempo wzrostu wolumenu sprzedaży przyspieszyło do 6,4 proc. r/r, po 3,1 proc. r/r w sierpniu, co potwierdza prognozowane ożywienie w konsumpcji (konsensus na poziomie +6,8 proc. r/r). Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym, sprzedaż detaliczna spadła o 0,6 proc. względem sierpnia br., jednak wciąż pozostała wyższa o 4,9 proc. w porównaniu do tego samego miesiąca 2024 roku. Co istotne, wzrosty sprzedaży w ujęciu rocznym odnotowano we wszystkich kategoriach – na czele z sprzedażą odzieży i obuwia (20,5 proc. r/r), mebli, sprzętu RTV i AGD (16,1 proc. r/r) oraz samochodów (15,0 proc. r/r). Dynamicznie rosła też sprzedaż paliw (7,1 proc. r/r). Utrzymujący się ożywiony popyt na dobra trwałego użytku świadczy o dobrej kondycji polskich konsumentów, co potwierdzają też wyniki badań nastrojów gospodarstw domowych.

Złota jesień także w gospodarceInflacja pod kontrolą

Inflacja w Polsce nadal hamuje. Według szybkiego szacunku GUS, w październiku ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 2,8 proc. r/r – to mniej niż we wrześniu (2,9 proc. r/r), a także poniżej mediany prognoz (3,0 proc. r/r). Głównym źródłem zaskoczenia były ceny żywności, których tempo wzrostu zwolniło do 3,4 proc. r/r w październiku – z 4,2 proc. r/r we wrześniu. Szacujemy, że do spadku inflacji mocno przyczyniła się też inflacja bazowa, która prawdopodobnie zwolniła do ok. 2,9-3,0 proc. r/r, tj. poziomu najniższego od końca 2019 r. Zgodnie z naszymi przewidywaniami proces dezinflacji przebiega bez większych zakłóceń. Wspiera go mocny złoty, korzystne tendencje po stronie cen surowców i inflacji PPI, a także słabnąca presja płacowa. W najbliższym czasie spodziewamy się utrzymania inflacji CPI w dopuszczalnym przedziale wahań celu inflacyjnego NBP, co – po listopadowej obniżce stóp procentowych przez NBP – może otworzyć drogę do dalszego luzowania polityki pieniężnej. Według prognoz analityków NBP, w 2026 roku inflacja z 50-procentowym prawdopodobieństwem znajdzie się w przedziale 1,9-4,0 proc., zaś w 2027 roku spodziewany przedział to 1,1-4,1 proc.

Przyspieszenie w inwestycjach

Dane za trzeci kwartał sugerują, że polska gospodarka przyśpieszyła. Szacujemy, że realne tempo wzrostu PKB wzrosło w tym okresie do 3,7 proc. r/r – z 3,3 proc. r/r w drugim kwartale br. Naszym zdaniem, główną siłą napędową wzrostu pozostanie konsumpcja prywatna, czemu sprzyja m.in. wzrost dochodów w ujęciu realnym, przy obniżającej się inflacji, a także niższe stopy procentowe i poprawiające się nastroje konsumentów. Spodziewamy się też lepszego niż w drugim kwartale wyniku inwestycji, co widać w wyraźnym przyspieszeniu produkcji przemysłowej. Szczegółowe dane pokazują, że jest to w dużej mierze zasługa produkcji dóbr inwestycyjnych. W całym 2025 roku widzimy szansę na wzrost PKB na poziomie 3,6 proc., a podobne tempo może utrzymać się też w przyszłym roku. Zbliżone prognozy wzrostu gospodarczego prezentuje NBP. W listopadowej projekcji bank centralny szacuje, że z 50 proc. prawdopodobieństwem realne tempo wzrostu PKB znajdzie się w przedziale 3,1-3,8 proc. w 2025 r. i 2,7-4,6 proc. w 2026 r. Środki przedziałów to odpowiednio 3,45 proc. i 3,65 proc.

ORLEN dostarczy Naftogazowi 300 mln m³ amerykańskiego LNG

ORLEN i Naftogaz podpisali porozumienie, określające warunki przyszłego kontraktu na dostawy gazu. Polska spółka dostarczy ukraińskiemu partnerowi ponad 300 mln metrów sześciennych gazu. Surowiec będzie pochodził z dostaw amerykańskiego LNG odbieranych przez ORLEN. Porozumienie podpisano podczas organizowanej przez Atlantic Council konferencji poświęconej transatlantyckiej współpracy energetycznej, w której udział wzięli również Minister Energii Miłosz Motyka oraz Sekretarz Stanu w Ministerstwie Energii – Wojciech Wrochna.

– Polska pełni niezwykle ważną rolę we wspieraniu Ukrainy i innych państw naszego regionu, które bezpośrednio lub pośrednio odczuwają skutki rosyjskiej agresji. Dziś udowadniamy skuteczność naszych działań. Porozumienie pozwoli na import istotnego wolumenu gazu ze Stanów Zjednoczonych do Ukrainy oraz otwiera pole do kolejnych tego typu inicjatyw, których celem może być wsparcie innych krajów z Europy Środkowo-Wschodniej. Dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w ten proces -– mówi Miłosz Motyka, Minister Energii.

– Porozumienie ORLEN-Naftogaz, określające warunki przyszłego kontraktu gazowego, to ważny krok w kierunku wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego regionu i kolejny dowód na rosnące znaczenie ORLEN na międzynarodowym rynku gazu. Jego podpisanie jest efektem dotychczasowej dobrej współpracy między spółkami, dzięki której do Ukrainy trafi w tym roku ponad 600 mln m sześc. surowca. Doskonale rozumiemy, że w przypadku surowców energetycznych, wybór rzetelnego i wiarygodnego partnera jest rzeczą absolutnie podstawową. Dlatego cieszę się, że w pierwszym kwartale przyszłego roku do naszych sąsiadów popłynie ponad 300 mln m sześc. amerykańskiego LNG, a perspektywa nadchodzącego roku to możliwość dostarczenia rekordowego wolumenu, sięgającego łącznie ponad miliard m sześc. gazu z USA – mówi Robert Soszyński, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Operacyjnych.

– Dziękuję za wsparcie polskiemu rządowi, dobrą współpracę z naszymi amerykańskimi partnerami, jak również za zaufanie Nafogazu, które tworzy solidne fundamenty dla kolejnych kontraktów – dodał Wiceprezes Soszyński.

Zgodnie z podpisanym listem intencyjnym, kontrakt będzie obejmował dostawę trzech ładunków amerykańskiego LNG w I kwartale 2026 roku. Ładunki zostaną sprowadzone przez ORLEN do jednego z dwóch terminali, w których koncern ma zarezerwowaną przepustowość, a następnie poddane regazyfikacji i przesłane gazociągami na Ukrainę. Strony zadeklarowały szybkie uzgodnienie finalnych warunków handlowych i podpisanie właściwego kontraktu. Dzięki porozumieniu, wolumen gazu w ramach wszystkich umów z Naftogazem wyniesie łącznie prawie miliard m sześc.

– To kolejny krok w kierunku wzmocnienia naszej strategicznej współpracy z ORLENEM w zakresie dostaw amerykańskiego LNG na rynek ukraiński, który pozwoli nam na zapewnienie stabilnego sezonu grzewczego. Dzisiaj, przy okazji konferencji P-TEC, potwierdziliśmy kluczowe warunki i rozpoczęliśmy już planowanie dostaw. Umowa, która obejmuje linię kredytową i instrumenty ubezpieczeniowe, zostanie podpisana wkrótce. Chciałbym podziękować rządowi Ukrainy za wsparcie oraz naszym partnerom za zaufanie – skomentował Sergii Koretskyi, Prezes Zarządu Naftogaz.

– Naszym celem jest realny wzrost bezpieczeństwa energetycznego naszego regionu. Dzięki osiągniętemu porozumieniu do Ukrainy może trafić kolejnych 300 milionów metrów sześciennych gazu ze Stanów Zjednoczonych. Skuteczna współpraca z naszymi partnerami pozwala nam na podjęcie następnych kroków na rzecz rozbudowy Korytarza Północnego. W jego ramach planujemy przeprowadzić procedurę Open Season dla FSRU2, co pozwoli jeszcze efektywniej wspierać naszych sąsiadów – podkreśla Wojciech Wrochna, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Energii i Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej.

Porozumienie pomiędzy ORLEN i Naftogaz zostało podpisane przy okazji Szczytu Partnerstwa na rzecz Transatlantyckiej Współpracy Energetyczno-Klimatycznej, odbywającego się w Atenach, w którym oprócz ministrów energii Polski, USA, Ukrainy i innych państw, wzięli udział przedstawiciele biznesu, w tym ORLEN i Naftogaz. Szczyt jest platformą współpracy i koordynacji działań dotyczących bezpieczeństwa i współpracy w dziedzinie energii.

Balnord inwestuje w reindustrializację – już 300 mln PLN zebrane, celuje w 430 mln

  • Balnord Fund I osiągnął kapitalizację 300 mln PLN i zmierza do zamknięcia na poziomie 430 mln PLN. Jako fundusz venture capital inwestuje na wczesnym etapie i koncentruje się na budowaniu firm technologicznych wspierających reindustrializację Europy.
  • Zespół wywodzi się z funduszu Black Pearls VC, jest zarządzany przez doświadczonych przedsiębiorców i pomaga najbardziej ambitnym założycielom w regionie Morza Bałtyckiego.
  • Fundusz inwestuje przede wszystkim w spółki z Polski, krajów skandynawskich, państw bałtyckich i Niemiec.

Balnord, fundusz venture capital dedykowany dla firm z regionu basenu Morza Bałtyckiego, osiągnął kapitalizację 300 mln PLN i planuje zwiększyć ją do poziomu 430 mln PLN do połowy 2026 r. Fundusz wspiera spółki na wczesnym etapie rozwoju, które tworzą rozwiązania napędzające europejską reindustrializację technologiczną. Balnord inwestuje w technologie przełomowe (frontier tech) i podwójnego zastosowania (dual-use), ze szczególnym naciskiem na sektor kosmiczny, technologie medyczne i odporność przemysłową.

Europa przechodzi obecnie największą od dziesięcioleci falę industrializacji a europejskie spółki z obszaru technologii przełomowych i podwójnego zastosowania mają szansę stać się kolejnymi liderami rynku. Szacuje się, że co roku 1 bilion euro może zostać zainwestowany w firmy rozwiązujące najbardziej złożone problemy technologiczne i wspierające reindustrializację Europy. Balnord wierzy, że następna fala jednorożców wyłoni się właśnie w tym obszarze.

“Inwestujemy w fundamenty polskiej i europejskiej industrializacji. Zainwestowaliśmy już 55 mln PLN w 10 spółek. Pierwsze 4 z nich zebrały 170 mln PLN w kolejnych rundach inwestycyjnych, generując w obecnym roku przychody na poziomie 150 mln PLN.” – skomentował Marcin P. Kowalik, Partner Zarządzający w Balnord.

„To najlepszy moment dla Europy, aby budować odporne i strategicznie niezależne firmy technologiczne. Stoimy przed bezprecedensową możliwością do tworzenia technologii, które będą kształtować świat w nadchodzącej dekadzie”.

Balnord chce wspierać Europę w odbudowie jej autonomii technologicznej, tworząc bazę europejskiej reindustrializacji w obszarach takich jak sektor kosmiczny, technologie medyczne, odporność przemysłowa. Dzięki swojemu biznesowemu doświadczeniu zespół Balnord pomaga nowym firmom skalować działalność od pierwszej rundy finansowania aż do wyjścia z inwestycji.

Fundusz zainwestuje co najmniej w 22 spółki i przewiduje znaczną rezerwę kapitałową pozwalającą doinwestować wcześniej wsparte projekty na kolejnych etapach rozwoju (follow-on). Inicjalne inwestycje będą wynosić od 2 do 12 mln PLN, a wraz z rozwojem Balnord może zaalokować nawet do 50 mln PLN w pojedynczą firmę.

„Jako zespół współpracujemy ze sobą już od dziewięciu lat i łączy nas wspólny cel: pomagać founderom w ich najtrudniejszych wyzwaniach. Wspieramy przedsiębiorców, którzy stawiają sobie wysoko poprzeczkę, chcąc zbudować firmy warte miliardy euro w regionie Morza Bałtyckiego – tam, gdzie możemy wywrzeć bezpośredni wpływ na wzrost PKB. Nie tylko inwestujemy w spółki – wspieramy ich założycieli i pomagamy im tworzyć przełomowe technologie.” – dodaje Aleksander Dobrzyniecki, Partner Zarządzający w Balnord.

Partnerzy Balnord z sukcesem stworzyli wcześniej wyspecjalizowane fundusze kapitałowe, które w ciągu ostatnich 10 lat przyniosły wysokie zwroty z inwestycji. Zespół Balnord tworzą Partnerzy Zarządzający: Marcin P. Kowalik i Aleksander Dobrzyniecki, a także Partnerzy Operacyjni: Jarosław Pilarczyk, Wojciech Drewczyński, Hubert Szczołek oraz Gabrielė Poteliūnaitė. Zespół Balnord działa z Gdańska, Luksemburga i Berlina.

Funduszowi pomaga aktywna sieć doradców – Balnord powołał radę założycieli (Founders Board) wspierającą spółki portfelowe. W jej skład wchodzą m.in. Peter Biało, założyciel DocPlanner, pierwszej polskiej prywatnej spółki wycenianej na ponad 1 mld dolarów, oraz Davis Siksnans, były założyciel Printful, pierwszego łotewskiego jednorożca, obecnie prezes Mapon, wiodącej spółki telematycznej B2B.

Balnord Fund I zainwestował już w 10 spółek, w tym niemiecką ATMOS Space Cargo, która umożliwia logistykę pomiędzy kosmosem a Ziemią; polską Vitvio, wykorzystującą zaawansowane technologie computer vision i czujniki otoczenia do cyfryzacji sal operacyjnych, śledząc i analizując zabiegi chirurgiczne; oraz litewską Astrolight, która stworzyła niewykrywalne i niezakłócalne łącze laserowe między okrętami NATO, utrzymujące łączność w sytuacji zakłóceń lub braku sygnału radiowego. Pozostałe inwestycje w obszarze technologii przełomowych i podwójnego zastosowania obejmują spółki działające w sektorze kosmicznym, odporności przemysłowej i technologiach medycznych.

“Balnord aktywnie wspiera przedsiębiorców pozyskanym już kapitałem. Wśród nich są polscy założyciele Microamp, projektu deep tech skupionego na łączności 5G, spółki, która wcześniej brała udział w akceleratorze NATO DIANA oraz SATIM, który niedawno nawiązał współpracę z ICEYE i firmami z sektora obronnego. Widzimy także mocne zaangażowanie funduszu w rozwój regionalnego ekosystemu deep tech, wykraczające daleko poza działalność inwestycyjną. Uważam, że założyciele naprawdę skorzystają na takim podejściu i jest to jeden z powodów, dla których z przekonaniem zainwestowaliśmy nasz kapitał w Balnord Fund I” – mówi Rozalia Urbanek, Członkini Zarządu PFR Ventures.

Sebastian Klaus, CEO ATMOS Space Cargo, mówi: “Współpraca z Balnord to prawdziwe partnerstwo. Dzięki biznesowemu doświadczeniu fundusz rozumie, że w trakcie rozwoju biznesu zdarzają się wzloty i upadki. Nie są tylko inwestorami. To ludzie, którzy budują firmy i wspierają ich rozwój.”

Do tej pory Balnord inwestował wspólnie z wiodącymi funduszami deep tech, w tym Expansion, Matterwave, APEX Ventures, Seraphim, OTB, Inventure, Voima Ventures i Bek Ventures (wcześniej Earlybird Digital East).

Wśród inwestorów (LP) wspierających fundusz znajdują się Europejski Fundusz Inwestycyjny (EIF), Polski Fundusz Rozwoju (PFR Ventures) oraz europejskie family offices, założyciele firm technologicznych i prywatni inwestorzy z całego świata. Balnord zdobył zaufanie LPs z trzech kontynentów i 12 krajów. Większość inwestorów zaangażowanych kapitałowo w poprzednich funduszach zespołu ponownie zainwestowała w Balnord Fund I. Wśród nowych LP wielu to founderzy spółek z portfela, z których zrealizowano wyjścia z inwestycji.

„Fundusz ten przyczyni się do rozwoju innowacji w kluczowych sektorach, takich jak obronność i przestrzeń kosmiczna, które są ważne dla Unii Europejskiej. Inwestycja w Balnord pozwala nam realizować strategiczne cele UE, zapewniając Europie pozycję lidera w obszarze innowacji technologicznych i dając możliwości sprostania przyszłym wyzwaniom” – powiedziała Marjut Falkstedt, dyrektor generalna EIF.

“Naszym celem jest, aby kapitał publiczny działał jako katalizator rozwoju funduszy przyciągających inwestorów prywatnych i instytucjonalnych. Balnord to partner, który doskonale rozumie specyfikę inwestycji w zaawansowane technologie i potrafi przekładać wizję w praktykę, inwestując w rozwiązania wzmacniające bezpieczeństwo i konkurencyjność polskiej oraz europejskiej gospodarki” ­– mówi Mikołaj Raczyński, Wiceprezes i Chief Investment Officer Polskiego Funduszu Rozwoju.

ECE Work & Live i GH Development tworzą joint venture na polskim rynku mieszkaniowym

ECE Work & Live, europejski inwestor i deweloper, zawarł długoterminowe strategiczne partnerstwo z GH Development, belgijską firmą z ponad stuletnim doświadczeniem w branży nieruchomości, obecną w Polsce od 2018 roku. Nowo utworzone joint venture skoncentruje się na realizacji projektów mieszkaniowych typu build-to-sell w całym kraju.

Zgodnie z podpisaną umową, ECE obejmie większościowy udział w nowym podmiocie, natomiast GH Development będzie odpowiedzialne za cały cykl inwestycyjny, od zarządzania projektem i budowę, aż po sprzedaż. Partnerstwo rozpocznie działalność od trzech inwestycji w Warszawie, pochodzących z dotychczasowego portfela GH Development. W dalszej perspektywie partnerzy planują rozszerzyć współpracę na inne duże miasta w Polsce.

Pierwszym przedsięwzięciem w ramach joint venture jest projekt mieszkaniowy Orzechowa 2, zlokalizowany przy ul. Orzechowej w warszawskiej dzielnicy Włochy. Inwestycja powstanie w bezpośrednim sąsiedztwie wcześniejszego, udanego projektu GH Development w tym rejonie i zaoferuje ponad 100 mieszkań. Sprzedaż ma rozpocząć się jeszcze w tym roku. Kolejne inwestycje są już w przygotowaniu. Podczas transakcji GH Development korzystało ze wsparcia prawnego kancelarii GGL Legal, natomiast firmie ECE doradzał zespół Colliers Corporate Finance & Living Services.

– Jesteśmy dumni, że możemy zrobić kolejny krok w rozwoju naszej spółki deweloperskiej wspólnie z ECE. Po udanej realizacji wcześniejszych projektów, to partnerstwo stanowi zasłużone uznanie dla wysiłków lokalnego zespołu. Wspólne wartości rodzinne, wiara w potencjał polskiego rynku nieruchomości oraz długoterminowa strategia obu firm są solidnym fundamentem dla przyszłej współpracy – mówi Thomas Van Poucke, CEO GH Development.

ECE Work & Live jest częścią Grupy ECE, jednej z największych organizacji nieruchomościowych w Europie. Firma konsekwentnie rozwija swój portfel mieszkaniowy na kontynencie, realizując nowoczesne inwestycje w kluczowych metropoliach. Model joint venture pozwala jej łączyć potencjał finansowy i know-how z lokalnym doświadczeniem partnerów.

GH Development, z siedzibą w Belgii, może pochwalić się ponad 100-letnim doświadczeniem w branży nieruchomości i obecnością na polskim rynku od 2018 roku. Spółka koncentruje się na wysokiej jakości inwestycjach mieszkaniowych i stale rozwija swój portfel, który obecnie obejmuje ok. 3 000 planowanych mieszkań w Warszawie, w tym projekt ale!KEN na Ursynowie.

Jet Investment stawia na przemysł i OZE – rusza fundusz Jet 4 o wartości 350 mln euro

Jet Investment, jedna z największych czeskich firm zarządzających funduszami private equity, venture capital i real estate, uruchamia czwarty fundusz private equity dla inwestorów kwalifikowanych. Docelowo fundusz Jet 4 planuje pozyskać do 350 mln euro na inwestycje w spółki przemysłowe z Europy Środkowej.

Fundusz Jet 4 będzie kontynuował sprawdzoną, długofalową strategię inwestycyjną polegającą na przejmowaniu średniej wielkości przedsiębiorstw przemysłowych o dużym potencjale wzrostu w regionie Europy Środkowej – ze szczególnym uwzględnieniem Czech, Polski, Niemiec, Austrii oraz Słowacji. Nowy fundusz będzie koncentrować się na branżach, w których Jet Investment ma wieloletnie oświadczenie i bardzo dobre wyniki, jednocześnie poszukując możliwości inwestycyjnych w pokrewnych, obiecujących sektorach.

Obszary zainteresowania Jet 4 obejmują: nowoczesne materiały i tekstylia techniczne, alternatywne źródła energii, technologię wychwytywania dwutlenku węgla i odzysku odpadów, przemysł kolejowy i motoryzacyjny – w tym nowoczesną mobilność, budownictwo, inżynierię przemysłową, technologie medyczne, sektor spożywczy oraz branżę mieszkaniową i wyposażenia wnętrz. Fundusz pozostaje otwarty na inwestycje w inne branże, zgodnie z pojawiającymi się możliwościami rynkowymi. W ramach Jet 4 planowane jest od 8 do 12 przejęć spółek, przy wartości transakcji między 10 a 60 mln euro.

Uruchomienie czwartego funduszu private equity to symbol zaufania, jakim darzą nas nasi inwestorzy. Traktujemy je z najwyższym szacunkiem i jesteśmy za nie wdzięczni. Od 2010 roku wypracowaliśmy dla inwestorów ponad 450 mln euro zysku i wierzymy, że Jet 4 pozwoli nam jeszcze zwiększyć tę wartość – mówi Marek Malík, Partner Zarządzający Jet Investment. Jednocześnie sami inwestujemy własne środki w nowy fundusz. Partnerzy i członkowie zespołu Jet Investment zapewnią 10 do 15 procent wkładu funduszu. Private equity pozostaje filarem naszej działalności, a fundusz Jet 4 jest naszym narzędziem do aktywnego poszukiwania kolejnych atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych w Europie Środkowej.

W portfelach inwestycyjnych funduszy private equity w grupie Jet Investment znajdują się również spółki z Polski. Reprezentują one między innymi branżę produkcyjną, inżynieryjną i poligraficzną: Plastiwell International, Rockfin i Eurodruk-Poznań. W zeszłym roku firma wyszła z inwestycji w firmę inżynieryjną TEDOM, osiągając niemal siedmiokrotny wzrost wartości tej inwestycji, co stanowi najlepszy wynik w historii funduszu. Polska jest także mocno reprezentowana w portfelu funduszu real estate – Jet Industrial Lease zainwestował w 11 projektów zlokalizowanych w różnych częściach kraju.

– Dobra znajomość specyfiki regionu i długa historia inwestowania w branżę przemysłową stanowią klucz do sukcesu Jet Investment – również na rynku polskim – mówi Marek Chłopek, Dyrektor Zarządzający Jet Investment w Polsce.Ta branża pozostaje kluczowa dla przyszłości polskiej i europejskiej gospodarki, a my jesteśmy otwarci na wsparcie i współpracę z innowacyjnymi przedsiębiorstwami,, które z odwagą i wizją budują swoją przyszłość.

Fundusz Jet 4 będzie kontynuował misję poprzedniego funduszu – Jet 3, który został uruchomiony w 2022 roku, zamknął subskrypcje w 2024 i obecnie jest w fazie inwestycyjnej. Portfolio Jet 3 obejmuje między innymi firmy Fiberpreg, Likov, Plastiwell International oraz grupę Náš Chléb.

Łącznie Jet Investment będzie zarządzał pięcioma funduszami dla inwestorów kwalifikowanych. Poza nowo uruchomionym Jet 4 i Jet 3 firma prowadzi również inwestycje w ramach funduszu Jet 2, funduszu Jet Venture 1 (venture capital) oraz Jet Industrial Lease (nieruchomości). Łącznie poprzez wszystkie fundusze Jet Investment zarządza aktywami o wartości niemal 700 mln euro.

ORLEN Neptun zakończył wstępne badania dna morskiego dla farmy wiatrowej Baltic East

0

Prawie cztery miesiące na obszarze projektu morskiej famy wiatrowej Baltic East trwały  wstępne badania sejsmiczne i geotechniczne dna morskiego, które prowadziły trzy specjalistyczne jednostki z konsorcjum polskich firm: ORLEN Petrobaltic, Geofizyka Toruń i MEWO. W ramach realizowanych prac wykwalifikowany zespół badaczy, techników i operatorów wykonał ponad tysiąc kilometrów pomiarów sejsmicznych oraz liczne sondowania i wiercenia. Pozyskane informacje pozwolą ORLEN Neptun opracować kolejne kluczowe etapy inwestycji.

– Badania dna morskiego to jeden z kluczowych etapów w realizacji naszego projektu morskiej farmy wiatrowej. Prace na Bałtyku zostały wykonane przez konsorcjum trzech polskich firm, co pokazuje rosnącą gotowość polskiego łańcucha dostaw do świadczenia wysokiej jakości usług dla sektora morskiej energetyki wiatrowej. To ważne, by zaangażowanie polskich przedsiębiorstw w nasze projekty było jak największe. Badania na morzu przeprowadzono z zachowaniem najwyższych standardów i najlepszych praktyk, dzięki czemu ich wpływ na środowisko został ograniczony do minimum. Wyniki pozwolą nam sprawnie przejść do kolejnych etapów realizacji inwestycji  – mówi Janusz Bil, Prezes Zarządu ORLEN Neptun.

Wstępne badania dna morskiego dla projektu Baltic East rozpoczęły się pod koniec czerwca i trwały ponad 15 tygodni. W tym czasie w morze wypłynęły trzy specjalistyczne jednostki, które operowały na całym obszarze planowanej farmy. Wykonywane przez nie badania i ich późniejsza analiza umożliwią właściwą interpretację budowy geologicznej dna morskiego w lokalizacji inwestycji, opracowanie dokumentacji wynikowej, niezbędnej do prowadzenia prac projektowych oraz planu działania przy kolejnych kampaniach geologicznych.

Badania sejsmiki wielokanałowej 2D przeprowadziła spółka Geofizyka Toruń. W dalszych etapach analiza zebranych danych będzie koncentrować się na wstępnej identyfikacji położenia warstw gruntowych oraz interpretacji potencjalnych zagrożeń geologicznych, takich jak głazowiska, czy płytko zalegający gaz.

Badania UXO, czyli poszukiwania potencjalnych niewybuchów, zrealizowała firma MEWO. Umożliwiły one ocenę czystości dna morskiego pod kątem występowania niebezpiecznych obiektów w lokalizacji badań geotechnicznych.  Zidentyfikowano kilkadziesiąt anomalii magnetycznych. Badania UXO wykonane przed morską kampanią geotechniczną to kluczowy i obowiązkowy etap, który zapewnia bezpieczeństwa pracowników, sprzętu oraz infrastruktury.

Ostatni etap badań terenowych był realizowany przez ORLEN Petrobaltic przy wykorzystaniu jednostki Sylur. Wykonano łącznie ponad 1200 metrów odwiertów sondowań do głębokości sięgającej nawet 80 metrów poniżej poziomu dna morskiego. Aktualnie trwają prace laboratoryjne na pobranych próbkach gruntów oraz interpretacja wyników badań sejsmicznych.

Projekt Baltic East ma już wydane wstępne warunki przyłączenia do sieci przesyłowej, pozwolenie na wznoszenie lub wykorzystywanie sztucznych wysp, konstrukcji i urządzeń, a także pozwolenie na układanie i utrzymywanie kabli na obszarach morskich wód wewnętrznych i morza terytorialnego.

Grupa ORLEN w 2026 roku jako pierwsza uruchomi farmę Baltic Power – najbardziej zaawansowany projekt wiatrowy na polskiej części Morza Bałtyckiego. Dzięki niej do polskiego systemu energetycznego zostanie włączone niemal 1,2 GW mocy, które odpowiada około 3 proc. całego krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Baltic East to sąsiedni projekt, o potencjale  blisko 1 GW mocy zainstalowanej, umożliwiający produkcję energii dla około 1,25 mln gospodarstw domowych.

Koncern posiada także kolejne cztery koncesje na budowę farm wiatrowych na Bałtyku. Dzięki wszystkim pozyskanym koncesjom jego potencjał wytwórczy może osiągnąć łącznie ok. 6,4 GW mocy zainstalowanych w morskich farmach wiatrowych. Projekty te wpisują się w strategię Grupy ORLEN, która zakłada, że do 2035 roku moc zainstalowana w odnawialnych źródłach energii wyniesie 12,8 GW

Mastercard uruchamia centra usług w Warszawie i Gdańsku

Mastercard ogłasza dalszy rozwój swojej działalności w Polsce. Firma uruchamia centra usług profesjonalnych w Warszawie i Gdańsku. Nowozatrudnieni wysoko wyspecjalizowani pracownicy będą wspierać rozwój nowoczesnych rozwiązań technologicznych i doradczych dla klientów Mastercard w całej Europie i na świecie. Ośrodki te wzmocnią rolę Polski jako jednego z kluczowych punktów na mapie innowacji i cyfrowej transformacji regionu.

Rozwój centrów usług profesjonalnych Mastercard

Rozszerzenie działalności Mastercard w Warszawie i Gdańsku to element globalnej strategii firmy, której celem jest tworzenie centrów kompetencji wspierających cyfrową transformację sektora finansowego. Polska została wybrana przez Mastercard ze względu na obecność wysoko wykwalifikowanych ekspertów, centralne położenie w Europie oraz stabilne otoczenie regulacyjne.

Warszawskie centrum usług profesjonalnych zatrudni wysoko wykwalifikowaną kadrę, specjalizującą się w strategicznym doradztwie i consultingu. Te doświadczone zespoły będą wspierać klientów z całej Europy w takich obszarach jak analiza danych, rozwój produktów cyfrowych, cyberbezpieczeństwo, sztuczna inteligencja i budowa strategii biznesowych. Do 2028 roku liczba wykwalifikowanych pracowników ma wzrosnąć dwukrotnie, do ponad 300 osób.

Gdańskie centrum technologiczne Mastercard koncentruje się na otwartej bankowości i innowacjach opartych na danych, świadcząc usługi dla klientów na całym świecie. Do 2028 roku firma planuje zatrudnić tu około 100 wysoko wykwalifikowanych ekspertów. Wykorzystując doświadczenie z przejęcia duńskiej spółki Aiia w 2021 roku, zespół w Gdańsku rozwija rozwiązania z obszaru open finance. Eksperci w dziedzinie danych i zarządzania produktami będą wspólnie wspierać cyfrową transformację sektora finansowego.

„Polska od dawna jest jednym z kluczowych rynków Mastercard w Europie. Jestem dumna, że to właśnie tu powstają centra usług profesjonalnych Mastercard zatrudniające wysoko wyspecjalizowanych ekspertów. Potrzebujemy w Polsce miejsc, które odgrywają kluczową rolę w bezpośrednim kontakcie z klientami i wspierają rozwój nowoczesnych rozwiązań w ekosystemie finansowym. To właśnie one wzmacniają naszą pozycję, jako znaczącego centrum finansowego na mapie świata. Decyzja o rozbudowie w Warszawie i Gdańsku potwierdza zaufanie Mastercard do potencjału polskiej kadry, stabilności kraju i jego strategicznej roli w Europie” – mówi Marta Życińska, dyrektorka generalna polskiego oddziału Mastercard Europe.

Centra Mastercard w Warszawie i Gdańsku stanowią wspólnie siłę napędową innowacji, integrują doradztwo, analizę danych i zaawansowane technologie, wspierając rozwój płatności cyfrowych. Wraz z rozszerzaniem działalności poza tradycyjne płatności, obszary takie jak analiza danych, cyberbezpieczeństwo i doradztwo stają się coraz ważniejszym źródłem wartości i innowacji dla firmy.

USA: Rekordowe zwolnienia w październiku – ponad 153 tysiące etatów zlikwidowanych. Brakuje danych NFP przez shutdown

Tradycyjnie w pierwszy piątek miesiąca inwestorzy i analitycy czekają na publikację raportu NFP, przedstawiającego dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych za poprzedni miesiąc. Tym razem jednak, z powodu rekordowo długiego zamknięcia rządu federalnego (shutdown), zapewne publikacja zostanie ponownie wstrzymana. To już kolejny miesiąc, w którym rynek musi obyć się bez kluczowego źródła informacji, cierpliwie wyczekując zakończenia tego impasu.

Pomimo braku oficjalnych danych rządowych, inne źródła dostarczają niepokojących sygnałów. Opublikowany wczoraj raport Challengera wskazuje, że amerykański rynek pracy w październiku 2025 roku znalazł się pod silną presją. Liczba ogłoszonych zwolnień sięgnęła aż 153 074 – to najwyższy wynik dla października od ponad 20 lat. Skala redukcji jest niemal trzykrotnie większa niż w analogicznym okresie 2024 roku. Tak wysoki poziom cięć etatów ostatni raz notowano w październiku 2003 roku, co podkreśla głębię obecnego pogorszenia warunków na rynku pracy.

Najsilniej zwolnienia dotknęły sektory technologiczny oraz logistyczno-magazynowy, gdzie firmy kontynuują dostosowywanie się do realiów “post-pandemicznych” oraz gwałtownej transformacji technologicznej. Głównymi przyczynami redukcji etatów są szybka adopcja sztucznej inteligencji i automatyzacja procesów – zjawiska porównywane przez analityków do rewolucji mobilnej z początku lat 2000. Dodatkowo przedsiębiorstwa zmagają się z rosnącymi kosztami działalności oraz słabnącym popytem ze strony konsumentów i firm, co wymusza szukanie oszczędności. Wiele organizacji likwiduje stanowiska kierownicze i redukuje nadmiar zatrudnienia z lat pandemii.

Wśród największych ogłoszonych redukcji znalazły się: Amazon (14 000 etatów, głównie w biurach), Target (1 800 stanowisk – 8% kadry korporacyjnej), Paramount Skydance (1 000 pracowników), a także zwolnienia w firmach takich jak Starbucks, Delta Air Lines, CarMax, Rivian, Molson Coors czy UPS, który ogłosił likwidację 34 000 etatów operacyjnych – o ponad 70% więcej niż wcześniej zakładano.

W całym 2025 roku liczba ogłoszonych zwolnień przekroczyła już milion, co czyni ten rok najtrudniejszym pod względem redukcji zatrudnienia od czasów pandemii. Jednocześnie plany rekrutacyjne firm są na najniższym poziomie od 2011 roku, a sezonowe zatrudnienie – tradycyjnie zwiększające się w końcówce roku – jest najsłabsze od co najmniej 2012 roku. Coraz więcej osób ma trudności ze znalezieniem nowych miejsc pracy, co dodatkowo pogłębia niepokój na rynku.

Mimo niepokojących danych, raporty z rynku pracy nie są całkowicie jednorodne. Według danych ADP, w październiku zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło o 42 000, co sugeruje pewną stabilizację po dwóch miesiącach spadków. Z kolei Revelio Labs wskazuje na ogólny spadek zatrudnienia o 9 000 etatów, przy czym największe cięcia miały miejsce w sektorze publicznym.

Na tle tych wydarzeń pojawia się wyraźny kontrast między rzeczywistymi trendami a ocenami decydentów. Przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell nadal opisuje sytuację jako „bardzo stopniowe schładzanie” rynku pracy. Z kolei Jamie Dimon, prezes JPMorgan, komentując wpływ AI, zauważył, że technologia ta może zmniejszyć obciążenie pracą, ale jednocześnie stworzyć nowe role – dlatego planuje przesuwanie pracowników w ramach organizacji, zamiast przeprowadzać masowe zwolnienia.

Mimo pojedynczych pozytywnych sygnałów, dane z października potwierdzają, że amerykański rynek pracy wchodzi w fazę wyraźnego spowolnienia, którego głównymi determinantami są automatyzacja, presja kosztowa oraz korekta po okresie dynamicznego wzrostu zatrudnienia w latach pandemicznych.

AWS buduje Fastnet: nowy transatlantycki kabel światłowodowy o przepustowości 320 Tbps

Amazon Web Services (AWS) ogłosił dziś budowę Fastnet – strategicznego transatlantyckiego kabla światłowodowego, który połączy stan Maryland w USA z hrabstwem Cork w Irlandii, zapewniając szybki i niezawodny przesył usług chmurowych oraz AI przez Atlantyk.

Najważniejsze informacje:

  • Fastnet wzbogaca globalną sieć światłowodową AWS, która mogłaby opasać trasę z Ziemi na Księżyc i z powrotem ponad 11 razy.
  • Nowy kabel będzie miał przepustowość ponad 320 terabitów na sekundę – wystarczająco, by przesyłać jednocześnie 12,5 miliona filmów w jakości HD.
  • Ta nowa trasa wzmacnia odporność sieci, zmniejszając ryzyko zakłóceń w usługach dla klientów AWS.
  • Planowane uruchomienie: 2028 rok

Fastnet to odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na szybką i niezawodną transmisję danych między kontynentami. System został zaprojektowany z myślą o obsłudze zwiększającego się ruchu związanego z rozwojem sztucznej inteligencji i usług chmurowych.

Innowacyjne rozwiązania techniczne

System wykorzystuje zaawansowaną technologię optycznych jednostek rozgałęźnych, umożliwiającą elastyczne przekierowywanie ruchu i dalszą rozbudowę w przyszłości. Kabel został specjalnie wzmocniony w strefach przybrzeżnych, co ma zapewnić dodatkową ochronę przed uszkodzeniami. Ta skalowalna architektura jest specjalnie zaprojektowana do obsługi rosnącego ruchu AI, pozwalając klientom na szybkie zwiększanie swoich potrzeb w zakresie transmisji danych, podczas gdy system dostosowuje się do przyszłego wzrostu.

Z projektowaną przepustowością przekraczającą 320 terabitów na sekundę (Tbps), Fastnet zostanie bezpośrednio zintegrowany z kompleksową globalną siecią AWS. Aby zobrazować tę przepustowość: system mógłby przesłać Kongresu trzy razy w ciągu sekundy całą zdigitalizowaną Bibliotekę lub strumieniować jednocześnie 12,5 miliona filmów w wysokiej rozdzielczości (HD). Ta integracja umożliwia szybkie przekierowywanie danych i wielowarstwową redundancję, pomagając zapewnić nieprzerwane działanie dla klientów.

W przeciwieństwie do standardowych połączeń internetowych, Fastnet będzie zarządzany przez scentralizowany system AWS, optymalizujący przepływ danych w czasie rzeczywistym. To rozwiązanie ma zapewnić maksymalną wydajność i niezawodność transmisji.

Znaczenie dla regionu

Fastnet będzie częścią rozległej infrastruktury AWS, która obecnie obejmuje 38 Regionów Geograficznych i 120 Stref Dostępności, połączonych siecią ponad 9 milionów kilometrów naziemnych i podmorskich kabli światłowodowych, wystarczających by sięgnąć z Ziemi na Księżyc i z powrotem ponad 11 razy, z wbudowaną redundancją na każdej warstwie. Firma planuje dalszą rozbudowę, zapowiadając utworzenie kolejnych 10 Stref Dostępności i 3 nowych Regionów AWS.

Uruchomienie systemu Fastnet, planowane na 2028 rok, ma znacząco zwiększyć przepustowość połączeń transatlantyckich i zapewnić dodatkowe zabezpieczenie dla krytycznej infrastruktury cyfrowej w regionie.

W miarę jak usługi cyfrowe stają się coraz bardziej integralną częścią globalnej gospodarki, organizacje polegają na spójnym, nieprzerwanym dostępie do usług chmurowych dla swoich najbardziej krytycznych operacji. Możliwość utrzymania bezproblemowej łączności między różnymi regionami geograficznymi to nie tylko kwestia prędkości – chodzi o posiadanie bezpiecznych i niezawodnych ścieżek przepływu danych między kontynentami.

Grupa Mosty przeprowadziła emisję obligacji o wartości 100 mln zł na rozwój infrastruktury magazynowania energii

Grupa Mosty, prywatna, polska grupa energetyczna, przeprowadzała emisję zielonych obligacji o wartości 100 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozwój projektów magazynów energii oraz budowę węzła Load Frequency Control, służącego do automatycznej regulacji częstotliwości i mocy w systemie energetycznym.

„Grupa Mosty dynamicznie rozwija się w Polsce i za granicą, rozbudowując portfel aktywów wytwórczych. Chcemy utrzymać to wysokie tempo rozwoju oraz stale podnosić efektywności prowadzonej działalności. Mając na uwadze realizację jednego z naszych celów strategicznych, jakim jest dywersyfikacja źródeł finansowania, uznaliśmy, że dobrym kierunkiem będzie wyjście na rynek kapitałowy z ofertą zielonych obligacji. Środki z emisji przeznaczymy na rozbudowę istniejących instalacji OZE o magazyny energii oraz budowę węzła Load Frequency Control. To projekty, które pozwolą nam wejść w nowy segment usług systemowych – zwiększając elastyczność wytwarzania i możliwości bilansowania sieci. Finansowanie obligacyjne daje nam stabilne źródło kapitału dla dalszego rozwoju” –
mówi Andrzej Michał Kowalik, prezes Grupy Mosty.

Emisja została przeprowadzona w formule oferty publicznej skierowanej wyłącznie do inwestorów instytucjonalnych. Popyt znacząco przekroczył wartość oferty, co potwierdza rosnące zainteresowanie finansowaniem infrastruktury energetycznej o wysokim znaczeniu technicznym. Rolę wyłącznego koordynatora i prowadzącego księgę popytu pełniła IPOPEMA Securities.

„To przykład dobrze przygotowanej i przeprowadzonej transakcji, w której inwestorzy instytucjonalni finansują projekty realnie wspierające transformację i stabilność krajowego systemu energetycznego. Segment magazynowania energii wchodzi w fazę dynamicznego rozwoju, a rynek obligacji staje się dla niego naturalnym źródłem finansowania” –
mówi Marcin Bańkowski, dyrektor w IPOPEMA Securities.

Wyemitowane obligacje mają trzyletni termin zapadalności, oprocentowanie oparte o stawkę WIBOR 3M powiększoną o marżę, a odsetki będą wypłacane kwartalnie. Grupa Mosty pracuje już nad wprowadzeniem papierów do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu na rynku Catalyst.

„Rynek kapitałowy zadziałał w naszym przypadku bardzo efektywnie. Instytucje finansowe pozytywnie podeszły do naszych planów inwestycyjnych i uznały je za wiarygodne, co pozwoliło nam pozyskać finansowanie w zakładanej skali i na atrakcyjnych warunkach. Nasze obligacje powinny zadebiutować na ASO Catalyst w I kwartale 2026 r.” –
komentuje Jacek Skrabacz, wiceprezes Grupy Mosty. 

Planowane inwestycje obejmują zakup i włączenie do sieci elektroenergetycznej magazynów energii o łącznej mocy 68 MW oraz pojemności 225 MWh, a także budowę węzła LFC (Load Frequency Control), który umożliwi Grupie świadczenie usług bilansowania mocy i regulacji częstotliwości w systemie elektroenergetycznym.

62% długów do windykacji pochodzi z czterech branż – przemysł z największym wzrostem

Przemysł, budownictwo, handel i transport skupiają dziś blisko 60 proc. wszystkich wierzycieli korzystających z usług windykacyjnych oraz ponad 62 proc. wartości długów przekazanych do odzyskania – wynika z danych Kaczmarski Inkasso. W tych samych sektorach koncentruje się też największa część dłużników, co pokazuje, że problemy z terminowymi płatnościami krążą w obrębie tych samych branż.

Zależność jest wyraźna: tam, gdzie przedsiębiorcy najczęściej powierzają firmom windykacyjnym odzyskiwanie należności, równie często sami mają zobowiązania wobec kontrahentów. W branżach odpowiedzialnych za największe przepływy finansowe – od inwestycji budowlanych przez produkcję i handel hurtowy po transport – kumuluje się największe ryzyko zatorów płatniczych.

Przemysł na czele – największy przyrost wartości długów

Najwięcej wierzycieli korzystających z usług windykacyjnych działa w budownictwie (16,5 proc.), ale udział tego sektora lekko spadł wobec 2024 r. (z 17 proc.). Na drugie miejsce wysunął się transport towarowy (15,6 proc.), który zanotował wzrost – rok wcześniej było to 14,7 proc. Bardzo aktywny jest także handel hurtowy z udziałem 14,2 proc. i tendencją wzrostową w stosunku do minionego roku – wówczas wierzyciele z tej branży stanowili 12,9 proc.

Na czoło branż pod względem wartości zleconych do odzyskania długów wysunął się przemysł, który w 2024 r. zajmował dopiero czwarte miejsce. Wartość należności przekazanych przez ten sektor stanowi już 18,6 proc. wszystkich, podczas gdy rok wcześniej było to 11,8 proc. Drugie miejsce zajmuje budownictwo – 17,8 proc., w którym odnotowano spadek w stosunku do ub.r., kiedy wartość długów przekazanych do windykacji stanowiła 18,7 proc. całości. Długi zmniejszyły się też w handlu hurtowym do 16,6 proc. obecnie z 17,6 proc. poprzednio.

– Analiza danych pokazuje, że w największych sektorach gospodarki – przemyśle, budownictwie, handlu i transporcie – zjawisko zadłużenia jest obustronne. Firmy z tych branż zlecają najwięcej spraw do odzyskania, ale też same najczęściej mają zobowiązania wobec kontrahentów. To dowód, jak silne są powiązania między uczestnikami rynku i jak łatwo opóźnienia w płatnościach przenoszą się na całe łańcuchy dostaw. Obserwujemy, że coraz więcej przedsiębiorstw stara się reagować szybciej, zanim zaległości zdążą urosnąć do dużych kwot – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Dwa w jednym, czyli wierzyciel dłużnikiem

Analiza Kaczmarski Inkasso pokazuje, że w największych sektorach inny jest nie tylko odsetek wierzycieli i dłużników, ale także udział tych branż w łącznej wartości należności przekazanych do windykacji oraz długów. W transporcie pod względem wartości długów przeważają niesolidni klienci, a biorąc pod uwagę liczbę firm – wierzyciele. W handlu hurtowym również dominują wierzyciele, z kolei w detalu częściej pojawiają się dłużnicy. W budownictwie i produkcji proporcje liczby podmiotów po obu stronach są zbliżone, lecz wartość należności przekazanych przez wierzycieli do windykacji, jak i dochodzonych długów jest już inna.Cztery branże kumulują 60 procent długów

To, jak te dwie perspektywy potrafią się różnić, pokazuje sytuacja w transporcie. Branża jest mocno rozdrobniona, złożona z wielu mikrofirm, które dysponują jedną lub dwoma ciężarówkami. Zlecenia przewozu opiewają na niewielkie sumy. Jednak kiedy przedsiębiorcy transportowi przestają płacić kontrahentom, mają duże długi u nielicznej grupy wierzycieli, np. firm leasingowych i banków czy dostawców paliwa.

Hurt windykuje, detal ma długi

Jeszcze wyraźniej różnicę widać w handlu. Hurt działa głównie w B2B. Sprzedaje towar sklepom, barom i restauracjom oraz mikro i małym firmom z wielu branż, szeroko udzielając kredytu kupieckiego. Dlatego jest znacznie liczniej reprezentowany wśród wierzycieli, więcej ma też do odzyskania niż sam jest winien. Detal jest zdecydowanie inny. Liczne małe sklepy częściej widnieją w biurach informacji gospodarczej jako dłużnicy, jednak kwoty pojedynczych długów są mniejsze. Udział sektora w statystykach wartości jest więc niższy.

W budownictwie proporcje liczby wierzycieli i dłużników są podobne, natomiast wartościowo widoczny jest większy udział zadłużenia wśród nierzetelnych kontrahentów. Rozdrobnienie sektora, etapowe rozliczenia między inwestorem, głównym wykonawcą oraz mniejszymi podwykonawcami i wynikający z tego kaskadowy sposób płatności za zrealizowane prace sprawiają, że jedno opóźnienie szybko przenosi się na pozostałe firmy w obiegu.

Bardziej zrównoważony pod tym względem jest przemysł. Producenci sprzedają towar klientom z odroczonym terminem płatności i z wyprzedzeniem planują własne zakupy. Dzięki temu liczba zleceń windykacyjnych pozostaje raczej stała, za to rośnie udział wartości wśród wierzycieli, zwłaszcza wobec mniejszych odbiorców.

– Wnioski dla firm są jednoznaczne. Sama liczba postępowań windykacyjnych nie wystarczy do oceny ryzyka, czy i na jakich powinny zasadach zawierać kontrakty i przyjmować zlecenia z poszczególnych sektorów. Ta sama branża może mieć wiele drobnych wierzytelności i jednocześnie kilka dużych zobowiązań. Aby prowadzić racjonalną politykę kredytowania klientów, trzeba spojrzeć jednocześnie na liczbę wierzycieli i wartość zleceń windykacyjnych. W transporcie i budownictwie należy rozważyć krótsze terminy płatności, monitoring i ściśle określone limity kredytowe. W handlu dobrze jest rozdzielić podejście do klientów B2B i B2C. Hurt powinien wprowadzić twardą weryfikację wiarygodności płatniczej kontrahentów i szybko reagować na przeterminowane faktury, kierując je do windykacji. Natomiast sklepy detaliczne warto, aby kontrolowały swoją płynność finansową i uważały na sezonowość, która potrafi windować przychody, ale tylko okresowo – podsumowuje Jakub Kostecki.

Dr Adrian Bot dołącza do Immuthera i PolTREG – wzmocni rozwój terapii komórkowych i genowych

Dr Adrian Bot, znany, amerykański założyciel firmy Capstan Therapeutics i naukowiec, dołączył do Rady Dyrektorów Immuthera, aby wzmocnić prace nad komercjalizacją nowych terapii komórkowych i genowych PolTREG.

Immuthera, to założona w USA spółka zależna PolTREG S.A., lidera w dziedzinie innowacyjnych terapiach immunologicznych, koncentrującego się na technologiach komórek T regulatorowych (TREGS). Jednocześnie dr Bot będzie pełnił funkcję doradcy naukowego w firmie PolTREG S.A., wykorzystując swoje doświadczenie w rozwoju i komercjalizacji nowych terapii komórkowych i genowych.

  • Dr Bot posiada 27-letnie doświadczenie w amerykańskim przemyśle biofarmaceutycznym, obejmujące odkrywanie leków, badania przedkliniczne i kliniczne, medycynę translacyjną oraz zarządzanie cyklem życia produktu w kontekście komercyjnym. Ponad połowę swojej kariery zawodowej poświęcił na opracowywanie produktów terapii komórkowej CAR-T.
  • Dr Bot był założycielem i dyrektorem ds. naukowych (CSO) oraz wiceprezesem ds. badań i rozwoju w Capstan Therapeutics, która opracowywała terapie CAR-T oparte na mRNA do stosowania in vivo. Pomógł pozyskać 165 milionów dolarów finansowania dla Capstan, a następnie uczestniczył w sprzedaży firmy firmie AbbVie za 2,1 miliarda dolarów w 2025 roku.
  • Dr Bot zajmował stanowiska kierownicze w Kite Pharma, gdzie przyczynił się do sukcesu onkologicznych terapii komórkowych CAR-T Yescarta i Tecartus. Firma została przejęta przez Gilead Sciences za 11,9 miliarda dolarów w 2017 roku.

Dr Adrian Bot, M.D., Ph.D., był założycielem i dyrektorem naukowym oraz wiceprezesem ds. badań i rozwoju w Capstan Therapeutics, firmie specjalizującej się w opracowywaniu terapii CAR-T in vivo. Wcześniej zajmował stanowiska kierownicze w Kite Pharma (przed i po przejęciu przez Gilead Sciences), gdzie przyczynił się do opracowania i zatwierdzenia leków Yescarta® i Tecartus®, pierwszych autologicznych terapii komórkowych CAR-T w leczeniu chłoniaka nieziarniczego i innych wskazań. Ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Medycyny i Farmacji w Timișoarze w Rumunii w 1993 roku, a doktorat z nauk biomedycznych uzyskał w Mount Sinai School of Medicine w Nowym Jorku w 1998 roku. Był również naukowcem w Scripps Research Institute w La Jolla w Kalifornii i jest autorem lub współautorem ponad 100 publikacji naukowych.

Oprócz swojej wiedzy specjalistycznej i sieci współpracowników naukowych w obszarach istotnych dla PolTREG i Immuthera, dr Bot posiada unikalne doświadczenie w rozwoju i komercjalizacji przełomowych terapii integrujących leki genowe i technologie komórkowe. Brał udział w licznych rundach finansowania oraz dwóch dużych przejęciach firm, w których pełnił funkcję dyrektora naukowego. Pod jego kierownictwem firma Capstan pozyskała 165 milionów dolarów finansowania, a następnie została przejęta przez AbbVie za 2,1 miliarda dolarów w 2025 roku. Główne aktywa Capstan obejmowały kandydata na terapię CAR-T in vivo, CPTX2309, oraz opatentowaną technologię platformy nanocząstek lipidowych, wykorzystywaną do dostarczania mRNA i inżynierii komórkowej. W firmie Kite Pharma odegrał kluczową rolę w naukowym kierownictwie i rozwoju translacyjnym Yescarta® i Tecartus®, przełomowych terapii genowych komórkowych, które celują w komórki nowotworowe i niszczą je za pomocą zmodyfikowanych komórek immunologicznych CAR-T samego pacjenta. Yescarta® była drugą terapią CAR-T zatwierdzoną przez FDA i pierwszą w leczeniu chłoniaka nieziarniczego. Krótko przed zatwierdzeniem do obrotu, firma Kite została przejęta przez Gilead Sciences za 11,9 miliarda dolarów w 2017 roku.

PolTREG jest światowym liderem w rozwoju produktów opartych na limfocytach T regulatorowych, posiadającym ponad 12-letnie doświadczenie kliniczne w leczeniu ponad 100 pacjentów. Ten zbiór danych dotyczących pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi stanowi unikalną przewagę w naszej szybko rozwijającej się dziedzinie terapii komórkowych. To doświadczenie posłużyło jako podstawa do projektowania i rozwijania szeregu produktów i technologii, takich jak limfocyty Treg zmodyfikowane za pomocą technologii CAR oraz wielokrotnie modyfikowane, allogeniczne limfocyty CAR-Treg. Innowacyjne terapie oparte na indukcji i wzmacnianiu mechanizmów regulacji immunologicznej są niezbędne do skuteczniejszego leczenia chorób autoimmunologicznych o złożonej etiopatogenezie. Bardzo się cieszę z możliwości wspierania firm Immuthera i PolTREG w rozwoju i komercjalizacji przełomowych terapii opartych na zmodyfikowanych limfocytach T regulatorowych dla potrzebujących pacjentów. Znajdujemy się w punkcie zwrotnym dla tej dziedziny i mam ogromne zaufanie do zespołu PolTREG, zarządzanego przez prof. Piotra Trzonkowskiego, który jest doskonale przygotowany do ekspansji na rynek amerykański.” – komentuje dr Adrian Bot.

Dr Bot jest doświadczonym i uznanym liderem w dynamicznie rozwijającej się dziedzinie terapii komórkowych i genowych. Bardzo się cieszę że nasz zespół będzie wzbogacony o tak renomowane nazwisko. Dwukrotnie współodpowiadał za opracowanie przełomowych innowacji w terapiach komórkowych, w zakresie inżynierii komórek CAR-T i technologii in-vivo. Znaczenie tych technologii zostało rynkowo potwierdzone poprzez transakcje przejęcia firm Kite Pharma i Capstan przez globalnych liderów na farmaceutycznych. Obydwie transakcje są do tej pory jednymi z największych na rynku.  Podzielamy wizję, że komórki regulatorowe T, których odkrycie zostało niedawno uhonorowane Nagrodą Nobla, stanowią kolejny przełom w terapiach komórkowych dla pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi i innymi schorzeniami. Doświadczenie doktora Bota oraz jego innowacyjne podejście naukowe i biznesowe będą nieocenione w naszej drodze do komercjalizacji terapii opartych na komórkach regulatorowych T. Liczymy na istotne wsparcie, zarówno w zakresie dalszego rozwoju naszych technologii, jak i w ich komercjalizacji. Z niecierpliwością czekamy na wkład i wskazówki doktora Bota w procesie wprowadzania naszych terapii na rynek amerykański oraz dalszego rozwoju terapii Treg i terapii opartych na komórkach Treg nowej generacji– mówi prof. Piotr Trzonkowski, założyciel i CEO PolTREG S.A.

PolTREG intensyfikuje swoją obecność na rynku amerykańskim. W ostatnich miesiącach zbudował Radę naukową Immuthera w oparciu o uznanych na świecie amerykańskich profesorów. Do grona partnerów PolTREG dołączyli też: amerykański bank inwestycyjny Noble Capital Markets, Inc. oraz firma Kinexum Services LLC, która wspiera PolTREG w procesie rejestracji terapii TREG w Stanach Zjednoczonych. W początku roku PolTREG rozpoczął również współpracę ze szwajcarską firmą Antion Biosciences, z którą rozwija nową generacją allogenicznych terapii Treg.

Świat nie zatrzyma ocieplenia bez radykalnych działań

Czy możemy jeszcze powstrzymać wzrost globalnej temperatury poniżej 1,5°C? To pytanie, które powraca co roku, gdy UNEP publikuje Emissions Gap Report – flagowy raport analizujący różnicę między tym, jak bardzo powinniśmy ograniczyć emisje gazów cieplarnianych, a tym, co realnie robimy jako społeczność międzynarodowa. EGR ukazuje się zawsze tuż przed kolejną Konferencją Stron (COP), stanowiąc nie tylko podsumowanie dotychczasowego wysiłku, ale także punkt odniesienia i – a może przede wszystkim – lustro, w którym odbija się stan globalnej woli politycznej. EGR nie mówi nam niczego abstrakcyjnego ani odległego. Mówi o nas. O tym, co robimy i czego wciąż nie robimy.

Raport „Emissions Gap Report 2025: Off Target” przynosi dwie wiadomości. Jedna z nich może wydawać się pozornie uspokajająca: przewidywane ocieplenie na koniec stulecia jest dziś szacowane niżej niż w raporcie z 2024 roku. Raport EGR2025 mówi, że jeśli krajowe zobowiązania klimatyczne (NDCs) złożone przez państwa w ramach Porozumienia Paryskiego zostaną w pełni wdrożone, globalne ocieplenie wyniosie około 2,3–2,5°C, zamiast 2,5–2,8°C prognozowanego rok wcześniej. EGR2025 mówi też, że w scenariuszu opartym jedynie na obecnych politykach, bez dodatkowych starań, temperatura wzrośnie o około 2,8°C, zamiast prognozowanego rok wcześniej 3,1°C. Zmiana więc jest – ale jest niewielka, a część tej poprawy wynika z aktualizacji przyjętej metodologii. Co więcej, wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Porozumienia Paryskiego w 2026 roku, podniesie prawdopodobnie te wartości ponownie (przewiduje się, że o 0,1°C). Innymi słowy: postęp jest, ale jest niezauważalny.

Druga wiadomość jest znacznie trudniejsza do przyjęcia. Utrzymanie wzrostu temperatury do 1,5°C – celu, który stał się symbolicznym minimum bezpieczeństwa dla ludzi i ekosystemów – jest nadal możliwe, ale wiąże się z koniecznością redukcji emisji o 55% do 2035 roku względem poziomów z 2019. To wymagałoby natychmiastowych i bezprecedensowych działań, szczególnie ze strony państw G20, które odpowiadają dziś za 77% globalnych emisji. Tymczasem, większość gospodarek nie jest nawet na ścieżce realizacji wcześniejszych celów na rok 2030, nie mówiąc już o ambitniejszych zobowiązaniach na lata kolejne.

Raport podkreśla, że „świat niemal na pewno przekroczy próg 1,5°C” w najbliższej dekadzie. To przekroczenie (overshoot) może być krótkotrwałe, jeśli natychmiast zintensyfikujemy wysiłki, ale powrót do poziomu poniżej 1,5°C będzie wymagał masowego wdrożenia usuwania CO₂ z atmosfery – zarówno naturalnego (np. odtwarzanie ekosystemów), jak i technologicznego, które jest wciąż niedojrzałe, kosztowne i obarczone niepewnością.

Jednocześnie raport pokazuje coś ważnego: mamy narzędzia. Dekada od przyjęcia Porozumienia Paryskiego przyniosła gwałtowny rozwój energetyki wiatrowej i słonecznej, spadek kosztów technologii niskoemisyjnych oraz rozwój ram prawnych i instytucjonalnych. Paradoks dzisiejszego momentu polega więc na tym, że wiemy, co i jak robić, ale brakuje nam politycznej woli.

Jak czytamy raporty i co się dzieje w naszej głowie?

Sposób, w jaki odbieramy komunikaty o stanie klimatu, jest równie ważny jak treść tych komunikatów. W doniesieniach prasowych po publikacji EGR2025 często pojawiała się fraza: „świat prawdopodobnie nie zatrzyma ocieplenia na poziomie 1,5°C”. Choć jest ona literalnie poprawna, niesie ze sobą psychologiczny ciężar dystansu. Teoria dystansu psychologicznego wyjaśnia, że im bardziej problem wydaje nam się odległy – czy to w czasie, w przestrzeni, w odpowiedzialności, czy w sposobie przedstawienia – tym mniej jesteśmy z nim związani emocjonalnie i tym mniejsza jest nasza gotowość do działania. Kryzys klimatyczny często przedstawiany jest właśnie w taki sposób: „do końca stulecia”, „o dwa stopnie”, „świat nie zdoła…”. To język, który oddala, zamiast przybliżać. Zamiast pobudzać zaangażowanie, działa jak mgła – rozmywa relację między tym, kto jest zagrożony, i tym, kto ma działać.

W konsekwencji, raporty które mają nas mobilizować, stają się serialem katastroficznym oglądanym z fotela. Powstaje bezradność, która jest zakaźna w taki sposób, że rodzi bierność, a bierność staje się społecznie zarażalną normą. Tymczasem sens raportów UNEP polega na czymś przeciwnym – na przywracaniu sprawczości. Gdy raport mówi, że „świat nie zdąży”, należy czytać to jako: MY nie zdążymy, jeśli teraz MY nie zmienimy sposobu działania. Częścią tego równania jest również każde „ja” – ja jako obywatelka czy obywatel, wyborczyni czy wyborca, pracownica czy pracownik instytucji, konsumentka czy konsument, członkini i członek wspólnoty.

Dodatkowo, działają nasze zniekształcenia poznawcze, które z jednej strony chronią nas przed przytłaczającym lękiem, ale z drugiej strony utrwalają bierność. Jednym z nich jest iluzja skali – przekonanie, że Ziemia jako system jest tak ogromna, że ludzkie działania nie mogą jej realnie zagrozić. To efekt naszej trudności w wyobrażeniu sobie skutków skumulowanych, powtarzanych miliardy razy drobnych decyzji. Kolejnym mechanizmem jest dyskontowanie czasu przyszłego – skłonność, by nadawać mniejszą wagę zarówno zagrożeniom, jak i konsekwencjom dzisiejszych wyborów, które wydają się odległe w przyszłości. Nawet jeśli wiemy, że skutki zmiany klimatu już są tu i teraz, sposób ich przedstawiania w komunikacji często przenosi nas myślowo w odległe dekady. W efekcie problem nie wydaje się pilny.

Istotną rolę odgrywa także rozproszenie odpowiedzialności. Kiedy używamy słowa „świat”, sugerujemy, że za sytuację odpowiada jakaś abstrakcyjna, zbiorowa jednostka – nie konkretni ludzie, społeczności, rządy, firmy czy my sami. To pozwala odsunąć od siebie niewygodne poczucie winy, ale jednocześnie odbiera poczucie sprawczości – jeśli „świat” ma działać, to ja mogę pozostać widzem. Mogę usiąść w fotelu, patrzeć na katastrofę i mieć poczucie, że to nie ode mnie zależy bieg wydarzeń.

Właśnie w tym miejscu powstaje pułapka bezradności. Nasze umysły bronią się przed emocjonalnym ciężarem kryzysu – i ta obrona przynosi chwilową ulgę, ale kosztuje nas utratę zdolności do mobilizacji. Raport UNEP, zamiast impuls do działania, zostaje przyswojony jak kolejny odcinek serialu: „coś się dzieje gdzieś, w wielkiej skali, poza mną”. A im bardziej czujemy, że nie mamy wpływu, tym mniej działamy – a im mniej działamy, tym większy staje się masz dystans. To błędne koło, które można przerwać tylko wtedy, gdy język komentowania wniosków z raportu zmieni się z języka obserwatorów na język współuczestników.

Raport jako wezwanie

Emissions Gap Report nie powstał po to, by opisać koniec świata. Powstał po to, by zakwestionować samozadowolenie. Ma niepokoić, ale nie paraliżować. Ma wymagać wysiłku, ale nie odbierać nadziei. Mamy już dowody, że zmiana jest możliwa: technologicznie, ekonomicznie, kulturowo. Potrzebne jest tylko jedno – podtrzymanie wiary, że działanie ma sens, nawet gdy skala wyzwania jest ogromna.

Jeśli więc pytamy: czy możemy jeszcze powstrzymać ocieplenie? – pytamy tak naprawdę: czy potrafimy działać razem? Wbrew zmęczeniu. Wbrew polaryzacji. Wbrew cynizmowi. Nie ma dziś większej próby dla globalnej solidarności.

Polskie wynalazki? Większość z nas je zna – ale nie wie, że są… nasze

Ponad połowa Polaków czuje dumę z rodzimych innowacji, ale co dziesiąty nie odczuwa jej w kontekście polskich odkryć i technologii – wynika z badania przeprowadzonego przez Grupę 4P na zlecenie Fundacji WłączeniPlus. Aż 45 proc. badanych przyznaje, że po raz pierwszy zetknęło się z przykładami polskich wynalazków dopiero podczas ankiety, a 27 proc. znało je, lecz nie wiedziało, że pochodzą z Polski. Zbliżające się Święto Niepodległości skłania do refleksji nad tym, czym dziś jest patriotyzm. Wyniki badania pokazują, że o polskich sukcesach nadal mówi się zbyt rzadko, a wiedza o nich nie jest powszechna. 

Narodowe Święto Niepodległości jest okazją do rozmów o tym, czym dziś jest duma z bycia Polką i Polakiem – także w wymiarze naukowym i technologicznym. W ramach kampanii We Did It In Poland, promującej polskie innowacje oraz dumę narodową, Fundacja WłączeniPlus sprawdziła, jak Polacy postrzegają osiągnięcia naszego kraju w dziedzinie innowacji. Wyniki badania przeprowadzonego przez Grupę 4P pokazują, że choć ponad połowa respondentów czuje dumę z polskich innowacji, wciąż duża część społeczeństwa nie ma o nich wystarczającej wiedzy. 

Co dziesiąty Polak nie czuje dumy z polskich odkryć i technologii

Najnowsze badanie przeprowadzone przez Grupę 4P na zlecenie Fundacji WłączeniPlus wskazuje, że 52 proc. uczestników badania czuje dumę myśląc o współczesnych polskich innowacjach (16 proc. – zdecydowanie tak, 36 proc. – raczej tak). W pokoleniu baby boomer (61-70 lat) jest to aż 60 proc. Jednocześnie wśród wszystkich badanych co dziesiąta osoba deklaruje, że nie czuje dumy z polskich innowacji, a 38 proc. nie jest w stanie określić swoich odczuć w tym kontekście.

Niemal co drugi badany styka się z informacjami o polskich rozwiązaniach tylko czasami

Blisko co ósmy badany (12 proc.) deklaruje, że bardzo często spotyka się z informacjami o polskich innowacjach, nowoczesnych technologiach, rozwiązaniach biznesowych tworzonych przez Polaków. Wskazuje to większy odsetek mężczyzn – 16 proc., a mniejszy kobiet – 9 proc. Blisko połowa (48 proc.) respondentów przyznaje, że ma z nimi do czynienia tylko czasem. Ponownie częściej deklarują to mężczyźni (55 proc.), rzadziej kobiety (42 proc.). 

Co piątego Polaka nie interesuje temat polskich osiągnięć

Z kolei 17 proc. uczestników badania wskazuje, że praktycznie nie spotyka się z informacjami o polskich innowacjach oraz osiągnięciach współczesnych polskich przedsiębiorców i naukowców. Ponad ⅕ ankietowanych (22 proc.) wskazuje natomiast, że trudno im odpowiedzieć, ponieważ nie interesuje ich ten temat – deklaruje to 30 proc. kobiet i 14 proc. mężczyzn. 

Wyniki badania pokazują, że wciąż zbyt rzadko dostrzegamy własne sukcesy i nie zawsze wierzymy w to, że to, co tworzymy w Polsce, może być powodem do dumy. Przez lata nauczyliśmy się podziwiać świat, ale za mało mówimy o tym, że sami jesteśmy jego ważną częścią. Warto pamiętać, że siła kraju to nie tylko jego historia, lecz także codzienna praca ludzi, którzy rozwijają technologie, naukę i kulturę. A przecież dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy wiary w nasz wspólny potencjał i sprawczość – komentuje Olga Kozierowska, pomysłodawczyni kampanii We Did It In Poland, prezeska Fundacji WłączeniPlus. Jeszcze w tym miesiącu startujemy z kampanią edukacyjną skierowaną do dzieci i młodzieży, bo to właśnie od najmłodszych lat warto budować dumę z polskich osiągnięć i przekonanie, że możemy zmieniać świat.

Z wcześniejszego badania Fundacji WłączeniPlus wynika, że 78 proc. respondentów pod wpływem kampanii We Did It In Poland dostrzega większy potencjał Polski i Polaków. Z kolei wśród 69 proc. ankietowanych kampania wpłynęła na sposób myślenia o naszym kraju i rodakach.

Mężczyźni częściej deklarują znajomość polskich wynalazków i innowacji niż kobiety

W badaniu pokazano ankietowanym wybrane wynalazki i zapytano, czy je znają oraz czy wiedzą, że pochodzą z Polski. Wyniki wskazują, że 27 proc. respondentów znało niektóre z prezentowanych innowacji, jednak nie miało świadomości, że są polskie. Co piąty badany znał niektóre z nich i miał świadomość, że są to polskie wynalazki. Częściej wskazują to mężczyźni (25 proc.), rzadziej kobiety (15 proc.). Aż 45 proc. uczestników badania przyznało, że spotyka się z przykładowymi polskimi innowacjami po raz pierwszy, częściej deklarują to kobiety (50 proc.) niż mężczyźni (39 proc.). 

NBP wysyła jastrzębi sygnał – rynek reaguje spokojnie, mimo rosnących napięć globalnych

Wczorajsza konferencja szefa NBP przybliżyła nas do końca cyklu… dostosowania stóp procentowych. Negatywny sygnał handlowy nadszedł z Chin, a lekko pozytywny z Niemiec. Piątkowa sesja zaczyna się w otoczeniu coraz większej niepewności.

Jastrzębie cięcie wspomaga PLN

Wczorajsza konferencja prezesa NBP nie przyniosła natychmiastowych mocnych impulsów. Prof. Adam Glapiński raz jeszcze podkreślał, że w Polsce nie mamy do czynienia z cyklem obniżek stóp procentowych (mimo że w tym roku w pięciu ruchach stopa referencyjna spadła o 150 pb do 4,25%). Przewodniczący RPP zachował daleko idącą ostrożność w określaniu dalszej ścieżki postępowania decydentów. Używał ulubionego zwrotu bankierów centralnych „o podejmowaniu decyzji z posiedzenia na posiedzenie, zgodnie z napływającymi danymi”. Jednak z przekazu szefa NBP można było wnioskować, że „niecykl” dostosowania kosztu pieniądza jest już bliski końca. Prof. Glapiński podziękował Radzie i departamentom banku za ciężką pracę i wspólny sukces, którym jest sprowadzenie dynamiki cen w pobliże celu inflacyjnego. Można to było odebrać jako ogłoszenie końca walki ze zbyt wysoką inflacją, co należy interpretować jako zbliżające się osiągnięcie tzw. stopy neutralnej. Za potwierdzenie tego podejścia można uznać opublikowane dziś przez Bloomberga wypowiedzi innego członka RPP. Ludwik Kotecki stwierdził, że inflacja prawdopodobnie będzie nas dalej pozytywnie zaskakiwać, ale obniżki kosztu pieniądza powinny zakończyć się na początku przyszłego roku, na docelowym według niego poziomie 3,75%-4,00%. Wszystko powyższe składa się na tzw. jastrzębie cięcie w listopadzie. Czyli stopy zostały jeszcze obniżone, ale koniec ruchów jest już bliski, co ostatecznie w średnim terminie może wspierać złotego.

Dwa różne handlowe sygnały

Czyżby Chiny zaczęły odczuwać skutki wojny handlowej z USA? Zwolennicy takiej tezy znajdą dziś potwierdzenie w danych dotyczących październikowego bilansu handlowego z Państwa Środka. Import nie tylko był zdecydowanie niższy od poprzedniej publikacji, ale też od prognoz i wzrósł o skromne 1% w ujęciu rocznym. Było to najsłabsze wskazanie od maja. Jeszcze gorzej wygląda kwestia eksportu, który rok do roku… spadł o 1,1%. Jest to pierwszy spadek od maja, ale 2024 roku. Tutaj równie źle wygląda dynamika, ponieważ poprzednio zobaczyliśmy wzrost o 8,3%, a oczekiwania wskazywały na +3%. Czy to tylko wypadek przy pracy, czy może sygnał głębszych problemów chińskiej gospodarki? Zdecydowanie za wcześnie, aby o tym przesądzać, ale z pewnością otrzymaliśmy kolejny puzzel do układanki niepewności, która zaczyna dominować na rynkach. Główny indeks giełdy w Szanghaju spadł o jeszcze skromne 0,25%, ale już mocniej eksponowany na kapitał zagraniczny Hongkong zsunął się o 1%. Na rynku walutowym efektem publikacji było zakończenie dwudniowego umocnienia juana, ale odbicie pozostaje umiarkowane, USD/CNY jest wciąż poniżej 7,13 ¥.

Zupełnie inny sygnał handlowy napłynął zza naszej zachodniej granicy (dane dotyczą września). Tam wskaźniki nie tylko były lepsze od poprzednich, ale też wyraźnie przebiły prognozy. Eksport w ujęciu miesięcznym wzrósł o 1,4%, a import aż o 3,1%. Niestety za Odrą nie powinni jeszcze otwierać szampana, bo po spojrzeniu na ostatnie kwartały zobaczymy, że lepsze miesiące cały czas przeplatają się ze słabszymi. Trudno w takim wypadku mówić o stabilizacji i wyłącznie pozytywnych perspektywach.

Rosnąca niepewność bez wpływu na PLN

Nastroje inwestorów pozostają napięte. Wall Street nie potrafi się podnieść z korekty, za którą odpowiada realizacja zysków, bądź też schłodzenie sentymentu wokół spółek technologicznych (a ich waga w indeksach cały czas rośnie). Teraz dodatkowym obciążeniem stają się spółki detaliczne, ponieważ dane publikowane przez prywatne instytucje pokazują na słabnący rynek pracy, a co za tym idzie na słabszego amerykańskiego konsumenta. Na azjatyckich giełdach dominowały spadki, otwarcie w Europie było jeszcze niezłe, ale im dalej w sesję, tym odbicia stają się coraz płytsze, o ile nie przeradzają się już w zniżki. W Warszawie WIG20 oscyluje wokół wczorajszego poziomu zamknięcia, ale akurat tutaj czwartkowa sesja była mocna (głównie dzięki bankom). Na rynku walutowym piątek zaczyna się spokojnie. Kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej 1,15 $, kurs EUR/PLN znajduje się poniżej 4,25 zł, a kurs USD/PLN jest blisko 3,68 zł.

Ceny ładowania aut elektrycznych w Polsce: od 0,70 do 3,59 zł/kWh – ranking operatorów

Ładowanie elektryka w Polsce to loteria cenowa – za tę samą ilość energii możesz zapłacić 42 lub 215 złotych. Najnowszy ranking ujawnia, że wybór stacji ładowania może oznaczać różnicę setek złotych miesięcznie dla przeciętnego kierowcy.

Najnowszy ranking cen ładowania samochodów elektrycznych w Polsce potwierdza znaczące zróżnicowanie stawek między operatorami. Pomimo zakończenia promocji na ORLEN Charge, w tym miesiącu nie było zbyt wielu zawirowań cenowych. Mimo to nadal rozbieżności pomiędzy operatorami są bardzo duże. W segmencie szybkiego ładowania HPC (≥150 kW) rozpiętość cenowa jest największa i wynosi od 0,70 zł/kWh na Superchargerach Tesli (tylko dla użytkowników Tesli) do 3,59 zł/kWh w sieci Shell Recharge. Wszystko zależy od lokalizacji stacji oraz godzin ładowania.

Ładowanie AC – stabilizacja przy wysokim poziomie

W kategorii ładowania prądem przemiennym (AC) liderem stał się ChargeEuropa z ceną 1,75 zł/kWh, niewiele drożej energię oferuje Polenergia eMobility (1,78 zł/kWh). Najwyższe stawki nieprzerwanie notuje Powerdot – 2,48 zł/kWh. Średnia cena w tym segmencie oscyluje w granicach 1,90 zł/kWh.

Szybkie ładowanie DC – Tesla poza konkurencją

Zdecydowanie większe zawirowania mają miejsce w przypadku ładowania DC do 150 kW. Bezkonkurencyjna pozostaje Tesla z minimalną ceną 0,90 zł/kWh (maksymalna – 1,90 zł/kWh).  Dla porównania, ładowanie u operatora Tauron może kosztować nawet 4,42 zł/kWh przy braku abonamentu, co stanowi prawie pięciokrotność najniższej stawki Tesli. Co więcej, operator z Ameryki jeszcze w październiku obniżył ceny ładowania 250 kW w jednej lokalizacji do poziomu 0,70 zł/kWh. Jednak trzeba zaznaczyć, aby naładować się na Superchargerach Tesli, trzeba posiadać samochód tej marki. Przynajmniej na razie.

Testy otwarcia Superchargerów Tesli dla wszystkich pojazdów elektrycznych w Polsce

6 listopada na kilka godzin na stronie Tesli i w aplikacji mobilnej, pierwsze dwie lokalizacje w Polsce (Warszawa-lotnisko i Rumia), otrzymały status otwarte dla wszystkich pojazdów elektrycznych, ujawniając wstępne stawki za kilowatogodzinę. W Warszawie, w godzinach nocnych można było naładować auto za 1,30 zł/kWh (1 zł/kWh dla użytkowników Tesli) oraz 2,30 zł/kWh w ciągu dnia (1,60 zł/kWh dla posiadaczy Tesli). Z kolei, jeśli chodzi o Rumię to cena za kWh dla wszystkich wyniosła 2,40  i 2,60 zł/kWh (dla posiadaczy Tesli ceny wynosiły odpowiednio 1,70 i 1,90 zł/kWh).

Po kilku godzinach testy zostały zakończone i opcja ładowania dla wszystkich pojazdów przestała być dostępna. Można zatem zakładać, że w niedalekiej przyszłości wybrane lokalizacje Superchargerów w Polsce będą dostępne dla wszystkich posiadaczy samochodów elektrycznych.

Ultraszybkie ładowanie HPC – przepaść cenowa się pogłębia

Segment ultraszybkiego ładowania (HPC ≥150 kW) pokazuje największe dysproporcje. Tesla oferuje rekordowo niską cenę 0,70 zł/kWh (na wybranych lokalizacjach, w wybranych godzinach), podczas gdy NOXO pobiera 3,49 zł/kWh, IONITY 3,50 zł/kWh, a Shell Recharge nawet 3,59 zł/kWh.

„Listopadowy ranking cen ładowania pokazuje postępującą polaryzację rynku. Różnica pomiędzy najdroższymi i najtańszymi operatorami się zwiększa. Stawka za ładowanie zależy już nie tylko od operatora, ale również od wybranej lokalizacji oraz pory dnia. Dodając do tego abonamenty u wybranych operatorów czy dostawców usług ładowania oraz czasowe promocje – dla przeciętnego użytkownika oznacza to chaos, który nie daje pewności jaki będzie finalny koszt ładowania. Różnica między najtańszym a najdroższym ładowaniem tego samego samochodu może wynieść w zależności od operatora i lokalizacji nawet 170 złotych przy ładowaniu 60 kWh baterii. Dlatego osoby, które chcą zaoszczędzić na ładowaniu, warto aby sprawdzały nasz ranking cen, a następnie wybrane lokalizacje na zaplanowanej trasie „ – wskazuje Łukasz Lewandowski, CEO EV Klub Polska.

„Warto zauważyć rosnącą rolę abonamentów i programów lojalnościowych. Operatorzy jak GreenWay oferują znaczące rabaty dla stałych klientów, podczas gdy ładowanie ad hoc u niektórych dostawców staje się nieprzyzwoicie drogie, przekraczając psychologiczną barierę 3 złotych za kWh. Niekonsekwencja polityk cenowych powoduje niezrozumienie rynku oraz rosnącą frustrację wśród użytkowników, którzy niczym na stacjach benzynowych chcieliby mieć przejrzystość cenową oraz różnice nieprzekraczające 20-30%” – komentuje Maciej Gis, kierownik portalu elektromobilni.pl.

Ranking cen ładowania, przygotowany przez Fundację EV Klub Polska oraz portal użytkowników samochodów elektrycznych elektromobilni.pl, aktualizowany jest cyklicznie co miesiąc. Ranking publikowany jest na stronach evklub.pl, elektromobilni.pl, w aplikacji EV Klub Polska oraz na profilach mediów społecznościowych.

Ranking Cen Ladowania

W październikowym rankingu uwzględniono stawki następujących operatorów: Tesla Supercharger, ChargeIn+, Ekoen, Enefit, ORLEN Charge, Polenergia eMobility, Eleport, Budimex Mobility, Tauron, Horyzont EV, MOYA energia, power dot, Greenway Polska, Shell Recharge, NOXO, IONITY, Lidl.

Ceny metali a produkcja przemysłowa: prognozy wskazują na globalne spowolnienie

Ceny surowców przemysłowych ulegają wahaniom od czasu eskalacji napięć handlowych w kwietniu 2025 r., ponieważ inwestujący w kontrakty na nie spodziewają się osłabienia popytu, także w kontekście zakłóceń podaży. Ogólnie rzecz biorąc, poziom globalnej produkcji przemysłowej wynikający z cen metali (miedzi i rudy żelaza) sugeruje, że produkcja przemysłowa „powinna” być o 2% do 10% niższa od obecnego poziomu. Historycznie ceny metali przemysłowych były dobrym prognostykiem globalnej produkcji przemysłowej (pamiętając, iż od 2021 r. ceny rudy żelaza i produkcja przemysłowa wydają się być bardziej rozbieżne).

  • Podczas gdy ceny złota rosną w obliczu rosnącej niepewności, ceny ropy spadły o 14%
    w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r.
    z powodu nadpodaży i słabego popytu. OPEC+ wstrzymało planowane podwyżki produkcji na początku 2026 r., aby uniknąć załamania cen, ale przy nadal wysokiej produkcji i słabym popycie spodziewamy się, że średnia cena ropy Brent wyniesie 69 USD/bbl w 2025 r. (spadek z 81 USD/bbl w 2024 r.), a w obecnej sytuacji istnieje ryzyko spadku naszej prognozy na 2026 r. do 66 USD/bbl.
  • Tymczasem ceny miedzi odbiły się po szoku związanym z „Dniem Wyzwolenia” (+25% od początku roku, powrót powyżej 10 000 USD/tonę), ponieważ seria zakłóceń w wydobyciu spowodowała ograniczenie podaży. Wyższe ceny miedzi powodują z kolei wzrost cen aluminium, ponieważ sektory takie jak motoryzacyjny coraz częściej przechodzą na stosowanie tańszego metalu – pomimo jego niższej przewodności.
  • Ogólnie rzecz biorąc, obecne ceny metali sugerują, że produkcja przemysłowa „powinna” być o 2% do 10% niższa niż obecny poziom. Spodziewamy się niewielkiego wzrostu cen metali nieszlachetnych o +3% w perspektywie całego 2025 r. a globalna produkcja przemysłowa powinna spowolnić do +2% r/r (w porównaniu z +3% w 2024 r.).

Ceny ropy pozostają pod silną presją nadwyżki podaży, a (słaby) popyt również nadal wpływa na nie negatywnie.  Ceny ropy wykazywały tendencję spadkową przez cały 2025 r., pod presją napięć handlowych i nadwyżki ropy, pomimo sporadycznych geopolitycznych skoków cen. Cena ropy Brent spadła o około 14% w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. w związku z dużą podażą i słabym popytem. Pod koniec października cena ropy Brent spadła na krótko do poziomu blisko 60 USD za baryłkę w związku z rosnącymi obawami o nadwyżkę podaży. Ceny ropy naftowej wykazywały tendencję spadkową przez cały 2025 r. (-14% w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r.; blisko 60 USD za baryłkę pod koniec października) pod presją napięć handlowych i nadwyżki ropy naftowej, pomimo sporadycznych geopolitycznych skoków cen.

Na początku kwietnia ceny ropy spadły do najniższego poziomu od 2021 r. po tym, jak eskalacja ceł między Stanami Zjednoczonymi a Chinami wywołała obawy przed gwałtownym globalnym spowolnieniem gospodarczym. Jednak producenci z OPEC+ agresywnie wycofali się z wcześniejszych cięć, zwiększając od kwietnia cele produkcyjne o około 3 mln baryłek dziennie (około +2,5% globalnej podaży). Ta nadwyżka ropy znacznie przewyższyła wzrost popytu, który wynosi poniżej 1 mln baryłek dziennie, pozostawiając rynek zalany nadwyżką. W październiku spadek cen ropy Brent zmusił OPEC+ do „ustąpienia”: kartel wstrzymał planowane podwyżki produkcji na początek 2026 r., aby uniknąć załamania cen. Ta zmiana polityki, wraz z nowymi sankcjami USA na eksport rosyjskiej ropy, w opinii Allianz Trade pomogła w niewielkim odbiciu cen ropy do około 65 USD/bbl na początku listopada. Niemniej jednak, przy nadal wysokiej produkcji i słabym popycie, równowaga rynkowa pozostaje krucha. Stwierdzamy, że w ostatnim okresie czynniki związane z podażą i popytem na ropę przyczyniły się do spadku cen ropy o około 8-9 USD/bbl w ciągu ostatnich 12 miesięcy (wykres 1). W perspektywie długoterminowej cena ropy Brent powinna wynieść średnio 69 USD/bbl w 2025 r.[1] (spadek z 81 USD/bbl w 2024 r.).

Wykres 1: Analiza czynników wpływających na szok cenowy ropy naftowej

Wykres 1: Analiza czynników wpływających na szok cenowy ropy naftowej

Źródło: Allianz Trade Research

Ceny niektórych metale przemysłowych nie uległy pesymistycznym nastrojom dzięki ich (metali) ograniczonej podaży, a nie dzięki silnemu popytowi. Ceny surowców przemysłowych wahają się od kwietnia 2025 r., ponieważ inwestorzy rozważają osłabienie popytu w kontekście zakłóceń podaży (patrz wykres 2). Ceny metali nieszlachetnych początkowo spadły w II kwartale 2025 r. w wyniku tych samych obaw o recesję, które dotknęły ropę naftową. W kwietniu miedź spadła do najniższego poziomu od 17 miesięcy, ponieważ inwestorzy przygotowywali się na globalny spadek produkcji przemysłowej. Jednak w połowie roku sytuacja uległa zmianie. Seria zakłóceń w wydobyciu spowodowała, że rynek miedzi przeszedł z oczekiwanej nadwyżki do deficytu, co wywołało gwałtowny wzrost cen. Od początku roku miedź podrożała o około 25%, powracając do poziomu powyżej 10 000 USD za tonę – najwyższego od ponad 16 miesięcy. Wzrost ten można przypisać głównie wypadkom w głównych kopalniach w Indonezji, Kongo i Chile, które spowodowały znaczny spadek produkcji, powodując ograniczenie podaży wcześniej niż przewidywano. Ceny aluminium również wykazywały ostatnio tendencję wzrostową, również w wyniku wysokich cen miedzi, ponieważ aluminium może być stosowane jako tańszy substytut miedzi, choć ma mniejszą przewodność. Na przykład coraz więcej firm z branży motoryzacyjnej zastępuje miedź aluminium (do 10% objętości). Tymczasem ceny rudy żelaza były stosunkowo stabilne w ciągu roku; po spadku w II kwartale 2025 r. ceny odrobiły straty i obecnie oscylują wokół poziomu ze stycznia w wyniku słabego popytu ze strony branż końcowych, takich jak motoryzacja i budownictwo.

Wykres 2: Indeksy cen surowców S&P GSCI (styczeń 2025 r. = 100)

Wykres 2: Indeksy cen surowców S&P GSCI (styczeń 2025 r. = 100)

Źródła: LSGE Datastream, Allianz Trade Research

Obecne ceny metali w opinii Allianz Trade sugerują spowolnienie tempa wzrostu globalnej produkcji przemysłowej do +2% r/r z +3% w 2024 r. Ogólnie rzecz biorąc, poziom globalnej produkcji przemysłowej wynikający z cen metali sugeruje, że produkcja przemysłowa „powinna” być o 2% do 10% niższa od obecnego poziomu, odpowiednio w oparciu o ceny miedzi i rudy żelaza. Historycznie ceny metali przemysłowych były dobrym wskaźnikiem prognozującym globalną produkcję przemysłową (patrz wykres 3). Niemniej jednak od 2021 r. ceny rudy żelaza i produkcja przemysłowa wydają się coraz bardziej rozbieżne. Zgodnie z cenami rudy żelaza albo muszą one nadrobić zaległości, albo aktywność produkcyjna powinna spaść. Ogólnie rzecz biorąc, w Allianz Trade spodziewamy się, że ceny metali nieszlachetnych odnotują niewielki wzrost o +3% w 2025 r., podczas gdy szacujemy, że globalna produkcja przemysłowa powinna spowolnić do +2% r/r (w porównaniu z +3% w 2024 r.).

Rysunek 3: Globalna produkcja przemysłowa i produkcja wynikająca z cen metali

Rysunek 3: Globalna produkcja przemysłowa i produkcja wynikająca z cen metali

Źródła: MFW, Allianz Trade Research

[1] Podążamy za Kilianem i innymi (2011) i szacujemy model SVAR w celu rozłożenia wpływu różnych wstrząsów na ceny ropy naftowej. Model ten został zaprojektowany w celu analizy wpływu trzech kluczowych wstrząsów na realną cenę ropy naftowej: wstrząsów podaży ropy (zakłócenia w produkcji ropy naftowej), wstrząsów popytu zagregowanego (globalna aktywność gospodarcza wpływająca na popyt na surowce) oraz wstrząsów popytu na ropę (zmiany popytu zapobiegawczego spowodowane niepewnością co do przyszłego popytu na ropę).

Kluby seniora z osobowością prawną – projekt ustawy trafia do konsultacji

0

Dziś w sejmie odbyła się konferencja prasowa poświęcona projektowi ustawy o klubach seniora. Nowa ustawa ma na celu uregulowanie statusu klubów seniora oraz stworzenie im realnych możliwości działania i finansowania. Jak podkreśliła Agnieszka Buczyńska, społeczeństwo w Polsce szybko się starzeje – do 2050 roku osoby w wieku senioralnym będą stanowiły 40% populacji.

Kluby seniora są dziś dla całego systemu niewidoczne. Nie posiadamy żadnego rejestru klubów seniora, przez co nie nie mogą one wnioskować o żadne dotacje z budżetu państwa, w związku z czym nie mają żadnych środków na wsparcie swojego codziennego funkcjonowania. Musimy to zmienić – powiedziała podczas konferencji prasowej posłanka Polski 2050, Agnieszka Buczyńska.

Założenia ustawy

Projekt ustawy wprowadza prosty system rejestracji klubów seniora i nadaje im osobowość prawną, co pozwoli im wreszcie funkcjonować w sposób sformalizowany i transparentny.
Zgodnie z propozycją:

  • Klub seniora będzie mogła założyć grupa co najmniej 10 osób powyżej 60. roku życia,
  • Rejestr klubów będzie prowadzony przez wojewodów,
  • Po zarejestrowaniu klub uzyska osobowość prawną,
  • Każdy klub otrzyma roczne wsparcie finansowe w wysokości co najmniej 5 tysięcy złotych, które będzie można przeznaczyć m.in. na spotkania, warsztaty, poczęstunki czy wynajem lokalu.

Co się zmienia

Ustawa ma wprowadzić realną zmianę w funkcjonowaniu klubów seniora. Po raz pierwszy powstanie krajowy rejestr klubów seniora, który umożliwi objęcie ich systemowym wsparciem finansowym. Dzięki temu rząd i samorządy zyskają pełniejszy obraz aktywności senioralnej w Polsce, a same kluby będą mogły rozwijać działalność społeczną, edukacyjną i integracyjną.

Marcin Skonieczka podkreślił, że kluby seniora mają ogromny wpływ na aktywizację osób starszych i przeciwdziałanie ich wykluczeniu – Gdy przez 13 lat byłem wójtem gminy Płużnica, powstało 14 klubów seniora. Dzięki tym klubom, osoby starsze wyszły z domu, spotkały swoich znajomych i zaktywizowały się. To były indywidualne doświadczenia, gdzie wiele osób mówiło, że ta inicjatywa zmieniła ich życie. Ta ustawa ułatwi powstawanie klubów seniora i umożliwi aktywizację setek tysięcy seniorów w całej Polsce.

Finansowanie i dalsze kroki

Koszt realizacji ustawy oszacowano na około 100 milionów złotych rocznie. Środki mają pochodzić z dodatkowych przychodów budżetowych, m.in. z podatku od banków. Projekt trafi teraz do konsultacji społecznych. Polska 2050 zaprasza wszystkie środowiska senioralne do zgłaszania uwag i rekomendacji. Celem jest, by ustawa mogła wejść w życie jak najszybciej i stać się realnym wsparciem dla tysięcy klubów seniora w całej Polsce.

Złoto wchodzi w fazę konsolidacji. Co dalej z ceną kruszcu?

Po wielu tygodniach wzrostów rynek złota złapał oddech – ale to raczej pauza niż zakończenie trendu. Eksperci podkreślają, że fundamentalne czynniki wspierające popyt na złoto pozostają nienaruszone, a początek przyszłego roku powinien przynieść kolejny wzrost ceny królewskiego kruszcu.

Na początku października, po raz pierwszy w historii, cena złota przekroczyła poziom 4000 dolarów za uncję, osiągając nowy rekord i utrzymując się w okolicach tego pułapu przez cały miesiąc.

Według Michała Teklińskiego, eksperta Goldsaver i Goldenmark, obecna sytuacja na rynku złota to klasyczny przykład konsolidacji po silnym trendzie wzrostowym.

– Od kilku tygodni obserwujemy stabilizację ceny złota w przedziale 3900–4100 dolarów za uncję. To naturalny etap po dziewięciu tygodniach nieprzerwanych wzrostów, jaki widzieliśmy od końca sierpnia. Tego typu „oddechy” rynku bardzo często zapowiadają kolejny silny ruch w górę – komentuje Michał Tekliński.

Polityka, Fed i wojny handlowe: mieszanka niepewności

Ekspert Grupy Goldenmark podkreśla, że tegoroczne rekordy złota to przede wszystkim efekt geopolitycznej i gospodarczej niepewności. W Stanach Zjednoczonych trwa najdłuższy w historii shutdown, czyli częściowe zamknięcie instytucji federalnych z powodu braku budżetu.

Równocześnie prezydent Donald Trump kontynuuje agresywną politykę handlową, której legalność bada właśnie Sąd Najwyższy USA.

– Jeśli sąd orzeknie, że wprowadzone przez Trumpa taryfy były nielegalne, może to paradoksalnie wcale nie uspokoić rynków. Wręcz przeciwnie – zwiększy niepewność i może spowodować jeszcze większe wahania kursów. A w takich warunkach złoto historycznie radzi sobie najlepiej – mówi Tekliński.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na cenę złota są zapowiedzi możliwego cięcia stóp procentowych przez Fed jeszcze w tym roku. Rynek wycenia 70-procentowe prawdopodobieństwo takiej decyzji, mimo że Jerome Powell przestrzegał przed nadmiernym optymizmem.

– Złoto dobrze reaguje na środowisko niskich stóp procentowych. Jeśli realne oprocentowanie spada, rośnie atrakcyjność aktywów, które – jak złoto – nie przynoszą odsetek, ale chronią wartość pieniądza – dodaje ekspert Goldsavera.

Kto kupuje złoto?

Jak podkreśla Tekliński, fundamenty rynku złota pozostają bardzo silne. Banki centralne kontynuują zakupy na rekordowych poziomach, a fundusze ETF – mimo niewielkiej korekty – wciąż utrzymują historycznie wysokie zasoby.

– Widzimy kontynuację globalnego trendu dywersyfikacji rezerw. Coraz więcej krajów przenosi swoje złoto z USA i Londynu do Azji – niedawno Bank Centralny Kambodży ogłosił, że swoje nowe rezerwy będzie przechowywał nie w Nowym Jorku, ale w Szanghaju. To symboliczne, ale znaczące przesunięcie wpływów na światowym rynku – zwraca uwagę ekspert Grupy Goldenmark.

Z kolei w Chinach wprowadzone ostatnio regulacje podnoszące podatki na biżuterię mogą sprawić, że popyt na złoto inwestycyjne – sztabki i monety – jeszcze wzrośnie.

W Polsce również widać zwiększony apetyt na złoto. Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła kolejne cięcie stóp procentowych, co sprzyja poszukiwaniu alternatywnych form oszczędzania.

– Prezes NBP Adam Glapiński przypomniał, że Polska zwiększyła swoje rezerwy zaledwie z 14 ton w 1996 roku do ponad 515 ton obecnie i planuje dalsze zakupy. Ambicją jest, by jedna trzecia całego złota znajdowała się fizycznie w kraju. To pokazuje, że nawet bank centralny stawia na realne aktywa, które są odporne na wstrząsy gospodarcze – mówi Tekliński.

Co dalej z ceną złota?

Ekspert Goldsavera i Goldenmarku podkreśla, że okresy konsolidacji zwykle kończą się kolejnym impulsem wzrostowym.

– Prognozy analityków, m.in. z Saxo Banku czy ING, wskazują, że w pierwszych miesiącach 2026 roku możemy zobaczyć kolejny rajd cenowy. Fundamenty popytowe są silne, a polityczna niepewność nie zniknie – złoto pozostaje jednym z najbardziej odpornych aktywów w niestabilnych czasach – podsumowuje Michał Tekliński.

Rynek złota kończy rok w stanie równowagi – po dynamicznych wzrostach przyszedł czas na konsolidację, ale wszystkie sygnały makroekonomiczne wskazują, że złoto utrzymuje status strategicznego aktywa ochronnego.

Konferencja The Global Leadership Summit 2025 już wkrótce w Warszawie

Już 14–15 listopada 2025 roku w Warszawie odbędzie się jedna z najważniejszych konferencji dotyczących przywództwa w biznesie – The Global Leadership Summit 2025. Tegoroczna edycja skierowana jest do przedsiębiorców, menedżerów i osób odpowiedzialnych za rozwój organizacji, którzy chcą pogłębić swoje kompetencje w zakresie odpowiedzialnego i wartościowego przywództwa.

Dlaczego warto?

W dobie dynamicznych zmian gospodarczych i społecznych biznes potrzebuje liderów, którzy potrafią podejmować decyzje z myślą nie tylko o zyskach, ale też o ludziach i społeczeństwie. Summit to przestrzeń, gdzie inspiracja spotyka się z praktyką — uczestnicy wezmą udział w prelekcjach i interaktywnych warsztatach przy okrągłych stołach, sprzyjających wymianie myśli i budowaniu wartościowych relacji biznesowych.

Kogo będzie można usłyszeć?

Wśród prelegentów znajdą się uznani eksperci z zagranicy oraz polscy liderzy, m.in.:

  • bp Artur Ważny – ordynariusz sosnowiecki
  • Piotr Gąsiorowski – prezes Instytutu Przywództwa
  • Andrzej Sobczyk – przedsiębiorca, twórca grupy Rafael

Szczegóły wydarzenia:

  • 🗓️ 14–15 listopada 2025
  • 📍 al. Komisji Edukacji Narodowej 101, Warszawa
  • 🌐 Rejestracja i bilety: gls.org.pl

Od 1995 roku The Global Leadership Summit jednoczy liderów z ponad 100 krajów, pomagając im otwierać się na nowe perspektywy i inspirować do przywództwa opartego na wartościach. W tym roku dołącza do nich Warszawa. Nie przegap tej wyjątkowej szansy!

Polska starzeje się i kurczy szybciej, niż sądzono. W 2060 roku będzie nas tylko 28,4 mln?

Główny Urząd Statystyczny opublikował nową symulację liczby ludności Polski do 2060 roku – i wyniki, choć eksperymentalne, dają sporo do myślenia. Jeśli dzietność pozostanie na obecnym, rekordowo niskim poziomie (1,10 dziecka na kobietę), to za niewiele ponad 30 lat Polska może liczyć tylko 28,4 miliona mieszkańców. To aż o 2,5 miliona mniej niż w dotychczasowych prognozach z 2023 roku .

Dlaczego ta symulacja powstała?

Powód jest prosty: rzeczywistość szybko rozjeżdża się z wcześniejszymi założeniami. Polki rodzą mniej dzieci niż przypuszczano jeszcze w zeszłym roku, a jednocześnie żyjemy dłużej niż przewidywały wcześniejsze prognozy. GUS postanowił więc przetestować nowe scenariusze – i zobaczyć, jak mogą zmienić się liczba i struktura ludności.

Trzy scenariusze przyszłości:

  1. Niska dzietność cały czas – zostajemy na poziomie 1,10 TFR do 2060 r.
  2. Dłuższe życie – zakładamy, że będziemy żyć jeszcze dłużej niż w prognozie z 2023 r.
  3. Miks obu powyższych – czyli mało dzieci oraz większa długość życia.

W najczarniejszym scenariuszu – utrzymania bardzo niskiej dzietności – liczba ludności spadnie do 28,4 mln. Dla porównania: oficjalna prognoza sprzed roku mówiła o 30,9 mln mieszkańców w 2060 r. Nawet przy dłuższym życiu, bez większej liczby urodzeń, nie uda się utrzymać populacji na obecnym poziomie .

Starzenie społeczeństwa przyspieszy

Nie tylko będzie nas mniej – będziemy też dużo starsi. Już dziś wiemy, że Polacy żyją coraz dłużej, a liczba seniorów rośnie. Z symulacji GUS wynika, że w 2060 roku:

  • Osoby w wieku poprodukcyjnym (czyli 60+) będą stanowić ponad 40% społeczeństwa (w niektórych scenariuszach).
  • Liczba osób w wieku produkcyjnym (15–59 lat) spadnie nawet o 7–8 milionów.
  • Szczególnie zwiększy się liczba osób powyżej 70. roku życia, a grupa 90+ niemal się potroi.

To ogromne wyzwanie dla systemu emerytalnego, opieki zdrowotnej, a także całej gospodarki, która opiera się przecież głównie na aktywnych zawodowo.

GUS: „To tylko eksperyment, nie nowa prognoza”

Urząd wyraźnie podkreśla, że te wyniki nie zastępują oficjalnej prognozy, lecz mają zwrócić uwagę na możliwe konsekwencje niższej dzietności i wydłużania się życia. Cytując GUS:

„Wyniki symulacji mają charakter eksperymentalny, pokazują kierunki zmian i nie powinny być używane jako miarodajne dane do podejmowania wiążących decyzji.”

 

Źródło danych GUS (opracowanie eksperymentalne, 06.11.2025 r.)

Październik na rynku pierwotnym: deweloperzy ostrożni, a klienci czujni

Po trzech miesiącach mocnych wzrostów sprzedaży mieszkań deweloperskich, październik przyniósł lekkie wyhamowanie, ale nie spadek. Sprzedaż była o 27% wyższa niż rok wcześniej, choć o 9% niższa niż we wrześniu. Efekt zaskoczenia po obniżkach stóp procentowych słabnie, ale kupujący nie wycofują się z rynku. W tle wciąż utrzymuje się bardzo wysoka oferta przekraczająca 62 tys. mieszkań oraz stabilne ceny. To wszystko buduje obraz końcówki roku pod znakiem ostrożnego optymizmu,  szczególnie po stronie sprzedaży.

Koniec euforii po obniżkach stóp procentowych ?

Po wyjątkowo dobrym sprzedażowo, na tle wcześniejszych miesięcy, wrześniu (po korektach 4,1 tys. mieszkań sprzedanych) w październiku sprzedaż mieszkań deweloperskich była niższa, ale i tak okazała się o 27% lepsza od tej z października 2024 roku. Wstępne dane wskazują na 4 tys. mieszkań sprzedanych na 7 największych rynkach w Polsce.

Pierwszy raz w tym roku dane z monitoringu rynku mieszkaniowego negatywnie zweryfikowały tezę, że obniżka stóp procentowych wywołuje skokowy wzrost liczny sprzedanych mieszkań w stosunku do poprzedniego miesiąca. Warto jednak zauważyć, że również pierwszy raz w tym roku mieliśmy do czynienia z obniżkami następującymi miesiąc po miesiącu i październikowa decyzja RPP wpisywała się w rozpoznany już przez rynek cykl obniżek. Zatem efekt zaskoczenia, który po poprzednich obniżkach pobudzał potencjalnych nabywców do finalizowania zakupu mieszkania, nie miał już tak dużej siły oddziaływania – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Październikowe wyniki monitoringu rynku deweloperskiego, choć niższe niż we wrześniu, wpisują się w obserwowaną od kilku miesięcy przez analityków Otodom tendencję stopniowego wzrostu skłonności kupujących do finalizacji decyzji o zakupie. Umacnianiu tego trendu sprzyjają rosnąca zdolność kredytowa, stabilizacja cen mieszkań oraz wzrost zaufania do rynku deweloperskiego, będący efektem sprawnego dostosowania się deweloperów do przepisów o jawności cen.

Zaskakująco stabilna oferta

Również liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży okazała się niższa niż we wrześniu. Jednak w przypadku nowej podaży można raczej mówić o stabilizacji. W październiku deweloperzy rozpoczęli sprzedaż o 1% mniejszej liczby mieszkań niż miesiąc wcześniej, co oznacza zaledwie kilkadziesiąt nowych mieszkań mniej niż we wrześniu.

Z kolei po stronie popytowej różnica między wynikami z października i września (przed korektą) była większa i sięgnęła -9%. W efekcie przewaga bieżącego popytu (sprzedaż) nad bieżącą podażą (wprowadzenia) była mniejsza niż we wrześniu i sięgnęła  850 jednostek.

Tym samym liczba dostępnych mieszkań na 7 największych rynkach w Polsce pozostaje na bardzo wysokim poziomie i wynosi 62,1 tys. lokali. Po doliczeniu mieszkań zarezerwowanych (takich, które w momencie zakończenia badania nie były ani sprzedane, ani dostępne w ofercie) potencjalny nabywca ma do wyboru ponad 68,5 tys. lokali oferowanych przez deweloperów w największych miastach. Co może zaskakiwać, mimo trzymiesięcznej przewagi popytu nad podażą, całkowita oferta utrzymuje się na względnie niezmiennym poziomie. Eksperci wskazują na co najmniej dwa powody tego zjawiska.

Pierwszym z nich jest to, że obok lokali dostępnych w sprzedaży funkcjonuje pula zarezerwowanych, która podlega dynamicznym zmianom. Zdarza się, że zarezerwowane mieszkanie wraca do oferty w trakcie miesiąca, zwiększając liczbę dostępnych lokali. Podobnie, do sprzedaży trafiają ponownie mieszkania, które wcześniej miały status sprzedanych, co również wpływa na wzrost oferty.

Utrzymywanie się liczby mieszkań oferowanych przez deweloperów na stałym poziomie wynika również z zawirowań związanych z wejściem w życie przepisów o jawności cen. Firmy deweloperskie wciąż dostosowują swoje strategie sprzedażowe, zwłaszcza w segmencie lokali luksusowych. W odpowiedzi na nowe regulacje wiele z takich mieszkań zostało zaprezentowanych na stronach internetowych, co przełożyło się na wzrost widocznej oferty. Jednak nie wszyscy deweloperzy podjęli już ostateczne decyzje dotyczące strategii sprzedaży w nowych realiach prawnych. Proces dostosowywania rynku do obowiązujących przepisów nadal trwa, dlatego do końca 2025 roku można spodziewać się kolejnych, niejednokrotnie zaskakujących zmian – podkreśla Katarzyna Kuniewicz.Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperów (2)

Pula zarezerwowanych mieszkań na koniec października przekraczała 6,4 tys. lokali i była o 5% wyższa niż miesiąc wcześniej. W efekcie suma mieszkań pozostających obecnie w ofercie oraz tych w rezerwacji jest nieznacznie wyższa od odnotowanej w badaniu Otodom Analytics na koniec września.Mieszkania zarezerwowane i w ofercie

Bez spadków cen

Jednym z czynników, który może skłonić kupujących do podjęcia decyzji o zakupie mieszkania, jest stabilność cen – wyczekiwane przez wielu spadki nie następują. We wszystkich analizowanych miastach w październiku odnotowano lekkie korekty średnich cen mieszkań względem września, jednak żadna z nich nie przekroczyła jednak poziomu 2%. Dla osób wciąż liczących na korektę, może to być sygnał, że warto zakończyć poszukiwania i sfinalizować transakcję.

Z jakim wydatkiem musieli się liczyć kupujący własne „M” w październiku? W stolicy za metr kwadratowy nowego mieszkania trzeba było zapłacić średnio 17,4 tys. zł/mkw., co plasuje Warszawę na pierwszym miejscu wśród analizowanych miast. Niewiele taniej było w Trójmieście, gdzie średnia cena wyniosła 17,3 tys. zł, a na trzecim miejscu znalazł się Kraków z poziomem 16,5 tys. zł za mkw. W pozostałych dużych miastach ceny były nieco niższe – we Wrocławiu wynosiły średnio 14,4 tys. zł/mkw., w Poznaniu 13,5 tys. zł/mkw., a w Katowicach 12,7 tys. zł/mkw. Najbardziej przystępna cenowo pozostaje Łódź, gdzie średnia cena metra kwadratowego mieszkania deweloperskiego w październiku wynosiła 11,2 tys. zł/mkw.Ceny mieszkań na rynku deweloperskim (2)

Końcówka roku pod znakiem ostrożnego optymizmu

Wyniki sprzedaży na rynku deweloperskim z dwóch ostatnich miesięcy mogą być źródłem optymizmu firm deweloperskich w prognozach dotyczących ostatniego kwartału 2025 roku. Jednak po podażowej stronie rynku bardziej wyczuwalny jest niepokój i niepewność niż optymizm,  o czym świadczą liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w tym okresie.

Ten niepokój wśród firm deweloperskich może zaskakiwać w kontekście cyklu obniżek stóp procentowych, którego jesteśmy świadkami w kilku ostatnich miesiącach. Od maja do października RPP czterokrotnie podjęła decyzję o redukcji stóp procentowych. Każda z tych decyzji znajdowała swoje odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży. Czy zatem można oczekiwać że listopadowa, piąta już obniżka, będzie katalizatorem wzrostu sprzedaży?

-Listopadowa decyzja RPP z pewnością wzmocni dotychczasowe tendencje po stronie sprzedaży, jednak siła jej oddziaływania na rynek będzie z pewnością mniejsza niż obniżek z maja i lipca.  Efekt zaskoczenia, który towarzyszył tym pierwszym obniżkom oraz przekonanie, że więcej obniżek w tym roku nie będzie, były impulsem do zakończenia poszukiwań i sfinalizowania transakcji przez wielu kupujących. Obecne obniżki, w szczególności te trzy ostatnie następujące miesiąc po miesiącu, mogą wywołać po stronie popytowej odwrotny skutek – wstrzymanie się zainteresowanych zakupem mieszkania do czasu ustabilizowania się warunków kredytowych. Nie wolno jednak zapominać, że tradycją czwartego kwartału jest pojawienie na rynku mieszkaniowym akcji promocyjnych i okazyjnych rabatów, które wraz z wysoką ofertą mieszkań deweloperskich, mogą się okazać silniejszym argumentem niż wyczekiwanie przez pewną grupę  klientów na jeszcze niższe stopy procentowe  – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Cyfrowa transformacja w motoryzacji – pomiędzy stabilnością a innowacją

Cyfrowa transformacja w branży motoryzacyjnej nie jest już opcją – to konieczność. Jednak tempo i złożoność tej zmiany wymagają nie tylko odpowiednich technologii, ale przede wszystkim głębokiego zrozumienia zachodzących procesów, biorących w nich udział ludzi i całej masy danych. W obliczu rosnących wyzwań – takich jak zakłócenia w łańcuchach dostaw, presja kosztowa czy zmieniające się oczekiwania konsumentów – coraz więcej firm motoryzacyjnych w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej podejmuje działania restrukturyzacyjne i inwestuje w rozwiązania cyfrowe, które mają zapewnić im odporność i przewagę konkurencyjną.

Każdy, kto pracował przy projektowaniu i wdrożeniach produktów cyfrowych doskonale wie, jak ważna jest stabilność rozwiązania, jego performance oraz realna korzyść dla organizacji rekompensująca koszt developmentu i implementacji narzędzi.

Branża automotive należy do sektora, który opiera się na zawiłych procesach logistycznych, biznesowych, informatycznych i marketingowych. Każdy projekt transformacji zaczyna się więc od analizy całego ekosystemu digitalowego, a dopiero później przechodzi do wdrażania nowych rozwiązań. Przykładem takiej zmiany jest serwis Allegro, który z platformy ogłoszeniowej Customer-to-customer przekształcił się w największy e-commerce w CEE oraz ekosystem narzędzi analitycznych i sprzedażowych wspierających biznes.

Łącznik między danymi a doświadczeniem klienta

Cyfrowa zmiana to nie tylko wdrażanie nowych narzędzi, ale również redefinicja sposobu myślenia o kliencie i jego ścieżce zakupowej. Rola lidera transformacji polega na tym, by przetłumaczyć potrzeby użytkownika na język technologii. Kluczowe kompetencje to zrozumienie procesu, umiejętność odwzorowania ścieżki klienta i odzwierciedlenie jej w wewnętrznych procesach organizacji. Podejście proklienckie łączy perspektywę biznesową, technologiczną i doświadczeniową.

Tego typu przywództwo wymaga nie tylko wiedzy technologicznej, ale też empatii i zdolności komunikacyjnych. Transformacja to nie sprint, tylko maraton. Wymaga zaangażowania wielu działów i gotowości do nauki na każdym etapie.

Zmiana zaczyna się od ludzi

Wdrażanie technologii w dużych organizacjach niemal zawsze spotyka się z naturalnym oporem. Kluczem do sukcesu jest transparentność i otwarty dialog z zespołem. „Nowe jest wrogiem dobrego” – to myślenie, z którym spotykamy się w wielu firmach. Dlatego przy każdej zmianie staramy się prowadzić szerokie konsultacje i indywidualne rozmowy z jak największą liczbą interesariuszy.

Transparentna komunikacja, analiza SWOT projektu i włączenie zespołu w proces decyzyjny to działania, które działają w 99 na 100 przypadków. Równie ważna jak technologia jest więc kultura organizacyjna, która wspiera otwartość na zmianę. W Grupie Krotoski proces transformacji opiera się na diagnozie potrzeb na każdym poziomie – od użytkownika po zarząd – oraz edukacji i szkoleniach, które pozwalają zespołom zrozumieć sens nowych rozwiązań.

Trendy, które zmienią rynek dealerski

Największe znaczenie w nadchodzących latach będą miały rozwiązania, które upraszczają życie klienta i eliminują bariery w procesie zakupu i użytkowania auta. Rynek będzie podążał za konsumentem, który oczekuje prostoty, dostępności i bezpieczeństwa. Dywersyfikacja produktów i usług, które odpowiadają na różne potrzeby związane z posiadaniem auta, stanie się kluczowa. To nie tylko korzyść dla klienta, który poczuje się zaopiekowany, ale też dla biznesu, który w ten sposób zbuduje lojalność i zwiększy wartość Customer Life-time Value.

W 2024 roku w Polsce zarejestrowano ponad 4,1 mln pojazdów, a sprzedaż detaliczna w kategorii motoryzacyjnej wzrosła o 19,6% rok do roku. To pokazuje, że rynek już dziś reaguje na zmieniające się potrzeby konsumentów.[1]

W tym procesie rosnącą rolę odgrywa AI, automatyzacja i analityka predykcyjna. Przy dużych organizacjach, takich jak nasza, analityka danych i modele predykcyjne to konieczność, bo pozwalają przewidywać zachowania klientów i reagować na nie w czasie rzeczywistym.

Między tradycją a nowoczesnością

Grupa Krotoski to marka obecna na rynku od 40 lat – z doświadczeniem, które budzi zaufanie zarówno klientów, jak i partnerów. Dziś wyzwaniem jest połączenie tego tradycyjnego dorobku z nowoczesnością i cyfrowym podejściem. Celem jest maksymalne wykorzystanie potencjału marki – zarówno w wymiarze operacyjnym, jak i wizerunkowym. Grupa Krotoski ma być nie tylko liderem sprzedaży, ale też opinii – organizacją, która inspiruje i wyznacza kierunki zmian w branży.

[1] https://www.otomoto.pl/news/podsumowanie-rynku-motoryzacyjnego-otomoto-insights-2024

Do Grupy LUX MED dołącza sieć ośrodków psychoterapeutycznych Mental Path

Grupa LUX MED kontynuuje strategię rozwoju usług z zakresu opieki zdrowia psychicznego. Dzięki umowie podpisanej 6.11.2025 r. do LUX MED dołącza siedem wysokospecjalistycznych placówek Mental Path działających w pięciu miastach: Warszawie, Krakowie, Katowicach, Sopocie i Rzeszowie. W wyniku akwizycji firma podwoi ofertę opieki psychiatryczno-psychologicznej.

Mental Path Group to sieć ośrodków zdrowia psychicznego oferujących usługi na rynku prywatnym i dla klientów biznesowych, którą tworzy ponad 200 doświadczonych psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów. Ośrodki Mental Path funkcjonują jako centra eksperckie zdrowia psychicznego koncentrujące się na psychoterapii, psychiatrii, seksuologii oraz specjalistycznej diagnostyce psychologicznej.

– W obliczu współczesnych wyzwań społecznych obserwujemy rosnącą potrzebę dostępu do usług wspierających zdrowie psychiczne. Rozwój tego obszaru stanowi ważny element strategii Grupy LUX MED, którą realizujemy z dużą odwagą i konsekwencją, chcąc zmieniać szeroko rynek opieki zdrowotnej w Polsce. Z radością witamy Mental Path Group w naszej strukturze. Jestem przekonana, że czeka nas dobra współpraca, która przyniesie obustronne korzyści – mówi Anna Rulkiewicz, Prezeska Grupy LUX MED.

W ramach akwizycji do Grupy LUX MED dołącza 7 placówek Mental Path usytuowanych w Warszawie (2 placówki), Krakowie (2 placówki), a także Katowicach, Sopocie i Rzeszowie. Warszawskie placówki Mental Path znajdują się na Mokotowie przy ul. Puławskiej 12/ lok.10 i Saskiej Kępie ul. Wandy 11a/1, oferując psychoterapię dorosłych, dzieci i młodzieży, konsultacje psychiatryczne i diagnostykę psychologiczną.

Poradnie w Krakowie mieszczą się przy ul. Bonarka 11 i al. Pokoju 29B/21, oferując kompleksową opiekę w zakresie zdrowia psychicznego, w tym m.in. kompleksowe podejście do pacjentów z zaburzeniami seksualnymi, transpłciowością, ADHD i problemami psychosomatycznymi. Poradnia w Katowicach, usytuowana przy ul. 3 Maja 13/6, specjalizuje się w kompleksowej opiece nad dziećmi i młodzieżą. Ośrodek ma status niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, zarejestrowanej zgodnie z przepisami MEN.  W Sopocie, przy ul. Jana Sobieskiego 29, mieści się centrum seksuologii, psychoterapii i psychosomatyki zapewniające kompleksowe leczenie zaburzeń seksualnych, terapię depresji i zaburzeń behawioralnych.

Placówka w Rzeszowie, przy ul. Tadeusza Boya-Żeleńskiego 2/18, stanowi centrum psychoterapii i psychosomatyki dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

Grupa LUX MED równolegle rozwija sieć Poradni Zdrowia Psychicznego „Harmonia”, świadczących usługi z zakresu szeroko pojętego zdrowia psychicznego i rozwoju w ośmiu placówkach stacjonarnych na terenie Warszawy, Wrocławia i Krakowa oraz w formie zdalnej. Dzięki akwizycji Mental Path Group LUX MED podwoi ofertę opieki nad zdrowiem psychicznym, a zespoły specjalistów z Mental Path i Poradni Zdrowia Psychicznego „Harmonia”zyskają dodatkowe możliwości współpracy i synergicznego rozwoju.

Napięcia w Banku Anglii i decyzja SN USA – rynki walutowe w trybie czuwania

Rada Polityki Pieniężnej (tym razem zgodnie z przewidywaniami) obniżyła stopy procentowe o 25 pb. Wpływ tej decyzji na złotego był ograniczony, ale dziś szansy na większą zmienność można szukać w konferencji prezesa NBP. Bank Anglii z trudem utrzymuje koszt pieniądza na niezmienionym poziomie, a w USA czekamy na orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie dużej części taryf celnych Donalda Trumpa. 

Jastrzębie cięcie RPP?

Chociaż wczoraj niektóre nagłówki w mediach mogły powodować pewne zamieszanie wokół rynkowego konsensusu dla decyzji RPP, to większość analityków przychylała się do cięcia. Ta opcja zyskała bardzo dużo na prawdopodobieństwie po publikacji wstępnych danych inflacyjnych za październik. CPI znowu był niższy od prognoz i ponownie poniżej 3%, co otwierało szersze drzwi do kolejnego cięcia. Takowe rzeczywiście otrzymaliśmy i po odjęciu raz jeszcze 25 pb stopa referencyjna znalazła się na poziomie 4,25%. Co więcej już po komunikacie Rady poznaliśmy nowe projekcje gospodarcze NBP. A w nich dynamika cen w przyszłym roku została zrewidowana w dół, a w 2027 roku lekko w górę, ale to dalej oznacza CPI prawie idealnie w celu (projekcja na 2,6%). Rewizji podlegało też oczekiwane tempo PKB, które w 2026 r. ma wynieść aż 3,65%, a w 2027 r. 2,6%. Z tego wyłania nam się obraz bardziej niż przyzwoitego wzrostu gospodarczego, który jednak nie powinien napędzać szczególnie inflacji. Taki układ przynajmniej w teorii powinien pozostawiać przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych, ale niekoniecznie w takim tempie, jakie widzieliśmy w ostatnich miesiącach (5 ruchów na łącznie 150 pb). Właśnie wskazówek dla postępowania RPP w nadchodzących kwartałach będą szukać obserwatorzy konferencji szefa NBP (o godz. 15). Prezes Adam Glapiński już wcześniej bronił się rękami i nogami przed nazwaniem postępowania Rady cyklem luzowania i podobnego chłodzenia oczekiwań spodziewam się w trakcie dzisiejszego wystąpienia. Ostatecznie może się okazać, że wczorajszy ruch będzie jastrzębim cięciem, co powinno nawet wzmocnić PLN w krótkim terminie.

Bank Anglii między młotem a kowadłem

W o wiele trudniejszej sytuacji od naszych decydentów znajdują się ich brytyjscy odpowiednicy. Tam inflacja w dalszym ciągu znajduje się wyraźnie powyżej celu (czyli 2%), ostatnio w ujęciu rocznym było to 3,8%. Na drugiej szali jest rachityczny wzrost gospodarczy, coraz słabszy rynek pracy i ogromne problemy fiskalne oraz zadłużeniowe państwa. Na dodatek wszyscy na Wyspach czekają na projekt budżetu kanclerz Rachel Reeves, który pojawi się pod koniec miesiąca. A w nim prawdopodobnie rząd Partii Pracy w celu stabilizacji fiskalnej nie uniknie podwyżki podatków (co powinno skutkować mniejszą presją inflacyjną). Na razie jednak brytyjski Komitet Polityki Pieniężnej musiał nawigować bez tej wiedzy. Przełożyło się to ostatecznie na utrzymanie głównej stopy na poziomie równych 4%. Jednak nie obyło się bez zaskoczeń. Konsensus rynkowy zakładał, że za obniżką zagłosuje troje decydentów, a ostatecznie były to cztery osoby, przy pięciu optujących za brakiem ruchu. Trudno o lepszy dowód na podział w samym sercu Banku Anglii, ale równocześnie rynek będzie musiał na nowo wycenić szansę cięcia na kolejnym posiedzeniu, skoro tym razem nie przeszło ono tylko o włos. Dzisiejsze posiedzenie władzy monetarnej Zjednoczonego Królestwa przynosi nowość w postaci premierowego sposobu komunikacji. BoE stawia na transparentność i mamy poznać wyjaśnienia stojące za głosowaniem każdego z członków Komitetu, a także projekcje związane z hipotetycznym innym wyborem decydentów. Bezpośrednio po ogłoszeniu decyzji funt znalazł się pod presją na rynku walutowym, co skutkuje powrotem kursu GBP/USD pod 1,31 $ i zejściem kursu GBP/PLN w kierunku 4,82 zł.

Czy Sąd Najwyższy pogrąży cła i USD?

Poza Europą uwaga inwestorów ogniskuje się wokół batalii Białego Domu przed Sądem Najwyższym w celu utrzymania większości nałożonych przez prezydenta Trumpa taryf celnych. Wczorajsze przesłuchania przed SN pokazały, że argumentacja administracji niekoniecznie przekona większość sędziów. Prezydenccy prawnicy próbują dowieść, że nałożone od wiosny cła nie są nowym podatkiem ani nową polityką handlową (w konstytucji prerogatywy w tym wypadku są po stronie Kongresu), a ich celem jest ochrona amerykańskiego przemysłu. Jeżeli cła zostaną zanegowane przez SN, to może się to przełożyć na słabszego dolara, m.in. dzięki szybszej perspektywie obniżek stóp procentowych. W czwartek widać już pewne oznaki osłabienia „zielonego”, ale trudno mówić, aby kierunek był już przesądzony. Niemniej kurs EUR/USD wrócił powyżej 1,15 $, a indeks dolarowy (USD vs. 6 głównych walut) znowu jest poniżej okrągłej wartości 100. W tych okolicznościach bardziej niż przyzwoicie zachowuje się polski złoty. Kurs euro jest blisko 4,25 zł, kurs dolara coraz śmielej schodzi poniżej 3,70 zł, a kurs franka zerka na 4,56 zł.

Budownictwo odbija, lecz trwałość zależy od realnych inwestycji

Wrzesień 2025 roku przyniósł długo wyczekiwane sygnały ożywienia w sektorze budowlanym. Po miesiącach stagnacji dane z GUS i BIK pozwalają z ostrożnym optymizmem spoglądać na końcówkę roku. Choć wciąż trudno mówić o trwałym przełomie, obserwowane tendencje pokazują, że rynek powoli zaczyna wychodzić z impasu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego produkcja budowlano-montażowa we wrześniu była o 0,2% wyższa niż przed rokiem, co jest odwróceniem wcześniejszego trendu spadkowego. W porównaniu z miesiącem poprzednim, wzrosty widoczne są szczególnie w zakresie robót budowlanych specjalistycznych (+23,7%) oraz inwestycji infrastrukturalnych w obiekty inżynierii lądowej i wodnej (+28,9%). Dane te potwierdzają, że to właśnie segmenty infrastrukturalne napędzają obecnie aktywność w branży.

Z kolei, z raportu Biura Informacji Kredytowej wynika, że we wrześniu liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła r/r o 52,4% r/r, a ich wartość – aż o 62,8%. Łączna wartość finansowania osiągnęła rekordowy poziom 10,67 mld zł, co pokazuje, że poprawiająca się zdolność kredytowa Polaków oraz niższe stopy procentowe zaczynają realnie przekładać się na decyzje zakupowe. Z tak wysoką aktywnością kredytową nie mieliśmy do czynienia już od dawna, a jest ona ważnym sygnałem nie tylko dla sektora finansowego, ale i dla całego łańcucha dostaw w budownictwie – od deweloperów po producentów materiałów.

Jednocześnie wciąż nie możemy zapominać, że odbudowa sektora po tak długim okresie spowolnienia wymaga czasu. Ograniczona liczba nowych pozwoleń na budowę oraz ostrożność inwestorów instytucjonalnych sprawiają, że pełne ożywienie może być rozłożone w czasie.

Na perspektywy kolejnych kwartałów największy, finalny wpływ będą miały inwestycje infrastrukturalne. Na umiarkowany optymizm pozwalają ostatnie deklaracje Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, zgodnie z którymi w 2026 roku planuje ona ogłosić przetargi na ok. 300 km dróg o wartości 12 mld zł, a w 2027 r. planowany jest dalszy wzrost wolumenu postępowań nawet do 480 km. To ważne impulsy, jednak dla długoterminowej stabilizacji sektora kluczowe będą również inwestycje samorządowe, przemysłowe i energetyczne – szczególnie te związane z efektywnością energetyczną oraz modernizacją obiektów.

Dziś możemy więc mówić o pierwszych, nieznacznych symptomach odbicia – zarówno po stronie popytu konsumenckiego, jak i aktywności inwestycyjnej. Jednak po tak długim okresie kryzysu konieczna jest ostrożność w interpretacji tych danych. Z perspektywy Grupy Selena patrzymy w przyszłość z umiarkowanym optymizmem, skupiając się na dalszej innowacyjności, eksporcie, dywersyfikacji geograficznej i produktowej, zwłaszcza rozwoju rozwiązań termo- i hydroizolacynych. Z naszych prognoz wynika, że to właśnie te obszary zadecydują o sile polskiego sektora budowlanego w nadchodzących miesiącach, a nawet latach.

Jak rozwijać biznes w Ukrainie? Porozmawiajmy przy kawie 17 listopada!

BPiON wspólnie z DLA Piper Poland i PeopleForce zaprasza na kameralne spotkanie „Coffee & Conversation: Ukraine’s Business Reality”, które odbędzie się 17 listopada w Google for Startups Campus w Warszawie.

To wyjątkowa okazja, aby w niewielkim gronie porozmawiać o praktycznych aspektach prowadzenia działalności w Ukrainie.

Jeżeli rozważasz wejście na ten rynek lub chcesz lepiej zrozumieć jego specyfikę, to wydarzenie jest dla Ciebie. W programie: moderowana dyskusja z ekspertami, którzy na co dzień wspierają firmy w budowaniu zespołów, obsłudze inwestycji oraz w poruszaniu się po lokalnych regulacjach i realiach operacyjnych.

Nasi paneliści:

  • Ulyana Holovenko, Managing Director, BPION
  • Oleksandr Kurdydyk, Partner, Head of International Ukraine Group, DLA Piper
  • Oksana Strashna, Director, SME Direct Investment Program, Ukraine-Moldova American Enterprise Fund
  • Anna Soloviova, People Experience Director, Room8 Group, PeopleForce Ambassador

Tematy rozmów:

  • Gdzie w Ukrainie pojawiają się realne szanse biznesowe
  • Najważniejsze wyzwania — i jak sobie z nimi radzić
  • Co warto wiedzieć przed podjęciem decyzji inwestycyjnej
  • Różnice prawne i compliance w porównaniu z UE
  • Jak praca zdalna wpływa na kulturę organizacji i retencję talentów

Po panelu zapraszamy do rozmów przy kawie, będzie czas na networking i wymianę doświadczeń.

Spotkanie w języku angielskim.

Udział jest bezpłatny, zapraszamy do rejestracji: Coffee & Conversation: Ukraine’s Business Reality – Business Breakfast – BPiON Services

Browary Polskie krytykują projekt nowelizacji ustawy antyalkoholowej

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie ostro krytykuje propozycje zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości. W ramach konsultacji publicznych dotyczących nowelizacji przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia, organizacja zarzuca resortowi brak spójności działań oraz pomijanie najbardziej szkodliwych form konsumpcji alkoholu, przy jednoczesnym nasileniu restrykcji dla piwa – w tym również piwa bezalkoholowego.

Piwo głównym celem projektu, mimo spadku konsumpcji

W uzasadnieniu projektu ustawy, piwo wskazywane jest jako główny adresat nowych regulacji. Tymczasem – jak podkreśla Browary Polskie, powołując się na dane Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom – to właśnie piwo w największym stopniu przyczynia się do spadku ogólnego spożycia alkoholu w Polsce. Od 2019 r. spożycie czystego alkoholu na osobę spadło o 1 litr, z 9,8 do 8,8 litra, z czego aż 60% odpowiada spadkowi konsumpcji piwa. Spada także produkcja krajowa – w ciągu pięciu lat o 13%, a w 2025 r. zanotowano dwucyfrowy spadek sprzedaży.

Tymczasem projekt ustawy niemal całkowicie pomija problem tzw. „małpek” – wyrobów spirytusowych w małych pojemnościach, które, jak pokazują badania, w największym stopniu przyczyniają się do nadmiernej i patologicznej konsumpcji alkoholu. W październiku 2025 r. 33% ankietowanych Polaków uznało „małpki” za najpoważniejszy problem alkoholowy w kraju[2]. Mimo chwilowego spadku sprzedaży, segment ten odbudowuje swoją pozycję na rynku, a brak regulacji sprzyja dalszemu wzrostowi udziału wódki kosztem napojów niskoprocentowych.

Zakaz reklamy: krok w złym kierunku

Szczególnie krytycznie Browary Polskie oceniają propozycję całkowitego zakazu reklamy piwa – również bezalkoholowego. Obecnie reklama napojów alkoholowych jest już mocno ograniczona, a producenci stosują dodatkowe samoregulacje i wewnętrzne kodeksy etyczne. Według organizacji, reklamowanie piwa nie powoduje wzrostu jego konsumpcji – wręcz przeciwnie: udział alkoholi mocnych cały czas rośnie, mimo całkowitego zakazu ich reklamy.

„Ponad 20% budżetów reklamowych przeznaczamy na promowanie piw bezalkoholowych, które stanowią już 7% rynku. Ograniczenie reklamy tej kategorii podważa wysiłki producentów zmierzające do zmiany struktury spożycia na napoje niskoalkoholowe lub bezalkoholowe” – argumentuje Związek Browary Polskie.

Pominięte rozwiązania: nocna prohibicja i małpki

Projekt Ministerstwa Zdrowia nie odnosi się do nocnej sprzedaży alkoholu, mimo że wielu ekspertów i polityków, a także opinia publiczna, wskazuje wprowadzenie nocnej prohibicji jako jedno z najskuteczniejszych narzędzi walki z problemami alkoholowymi. Autorzy stanowiska podkreślają, że jest to brak konsekwencji w podejściu do zmniejszania szkodliwego spożycia.

Głos branży

– „To niezrozumiałe, że resort zdrowia dostrzega konieczność wprowadzenia zakazu reklamy piwa, również bezalkoholowego, a pozostaje obojętny na zjawiska, które w ocenie większości społeczeństwa w największym stopniu odpowiadają za problem alkoholizmu. (…) Jestem zdecydowanie przeciwny wykorzystywaniu tematyki społecznej, jaką jest kwestia trzeźwości, do realizacji celów biznesowych przez producentów mocnego alkoholu” – komentuje Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Browarów Polskich.

Podsumowanie

Związek Browary Polskie podkreśla, że popiera działania racjonalne, jak ograniczenie promocji cenowych czy nocnej sprzedaży alkoholu. Jednocześnie sprzeciwia się propozycjom, które mogą prowadzić do odwrotnego efektu niż zamierzony – hamowania rozwoju piw bezalkoholowych i zwiększenia udziału wysokoprocentowych alkoholi w konsumpcji.

Polityka alkoholowa państwa, zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości, powinna zmierzać do zmiany struktury spożycia napojów alkoholowych – od mocnych do niskoprocentowych. W opinii Browarów Polskich projekt nowelizacji idzie w przeciwną stronę.


Źródło: Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce „Browary Polskie”
[1] https://kcpu.gov.pl/wp-content/uploads/2025/09/Spozycie-napojow-alkoholowych2024.pdf
[2] Badanie SW Research, 7–9.10.2025 (SW Panel, CAWI)

Prezes UODO: Wyrok TSUE w sprawie Quirin Privatbank AG nie wymaga zmian w polskim prawie, ale wpływa na interpretację RODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski poinformował Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (C-655/23, Quirin Privatbank AG) nie wymusza zmian w polskich przepisach, jednak ma istotne znaczenie dla interpretacji art. 82 ust. 1 RODO, zwłaszcza w zakresie pojęcia szkody niemajątkowej i odpowiedzialności administratora danych.

Wyrok TSUE z 4 września 2025 r. dotyczył sprawy osoby fizycznej, która domagała się od banku Quirin Privatbank AG zarówno zaprzestania bezprawnego ujawniania jej danych, jak i odszkodowania za poniesioną szkodę niemajątkową. Trybunał uznał, że RODO nie przewiduje środków prawnych umożliwiających prewencyjne powstrzymanie administratora przed przyszłym, bezprawnym przetwarzaniem danych, o ile osoba nie wnosi o ich usunięcie. Nie wyklucza jednak, aby takie środki były wprowadzone w prawie krajowym.

Prezes UODO podkreślił, że:

  • „Szkoda niemajątkowa” z art. 82 ust. 1 RODO obejmuje negatywne emocje, ale osoba poszkodowana musi je wykazać.
  • Stopień winy administratora nie wpływa na wysokość odszkodowania.
  • Nakaz zaniechania bezprawnego przetwarzania pełni funkcję prewencyjną i nie zastępuje odszkodowania.

NaszEauto: Ponad połowa budżetu już wykorzystana. Złożono blisko 20 tys. wniosków o dotację

Wraz z nadejściem końca roku – wyraźnie rośnie też liczba wnioskujących o dofinansowanie z programu priorytetowego NaszEauto. Dane z końca października wskazują, że w ciągu 9 miesięcy wykorzystano ponad połowę z planowanego budżetu. Według szacunków EV Klub Polska i elektromobilni.pl, druga połowa puli wyczerpie się najprawdopodobniej na przełomie stycznia i lutego 2026.

Osoby zainteresowane nabyciem samochodu elektrycznego i skorzystaniem z dofinansowania z programu NaszEauto nie powinny zwlekać z decyzją. Każdy kolejny miesiąc przynosi rekordowe rejestracje pojazdów elektrycznych i składanych wniosków do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a tempo wykorzystania budżetu stale przyspiesza. Wraz z końcem października wykorzystano ok. 608 mln zł z 1,18 mld zł, co odpowiada 51% całkowitego budżetu.EVKP_NaszEauto_Grafika_1200x1200px-04 EVKP_NaszEauto_Grafika_1200x1200px-03 EVKP_NaszEauto_Grafika_1200x1200px-01

W lutym tego roku, kiedy wystartował program NaszEauto, urzędy zarejestrowały 1675 nowych aut elektrycznych, a do NFOŚiGW wpłynęło 1125 wniosków. W październiku odnotowano już ok. 4798 rejestracji i 3941 wniosków. To wzrost o odpowiednio 186% i 250%. Do tej pory złożono łącznie 19 588 wniosków – 72% dotyczyło leasingu, a 28% zakupów.

„W październiku odsetek samochodów elektrycznych w rejestracjach nowych aut osobowych w Polsce wyniósł 9,1% – to kolejny rekord, który nie byłby możliwy bez programu wsparcia. Rynek elektromobilności będzie potrzebował kolejnych impulsów po zakończeniu programu NaszEauto” – mówi Maciej Gis, Kierownik kampanii / portalu elektromobilni.pl i Dyrektor Komunikacji & PR PSNM.

Beneficjenci muszą się jednak uzbroić w cierpliwość. Liczba zatwierdzonych i wypłaconych wniosków rośnie w nieporównywalnie niższym tempie. Pierwsze wypłaty z budżetu NaszEauto zrealizowano dopiero w czerwcu tego roku, a do października rozliczono zaledwie 1067 wniosków. Co prawda odsetek zatwierdzonych wniosków ledwo przekroczył 10% po 9 miesiącach funkcjonowania programu, jednak program musi zostać rozliczony i zamknięty do końca sierpnia 2026 roku. To oznacza, że wszystkie osoby z zatwierdzonym wnioskiem muszą do tego czasu otrzymać z powrotem wcześniej wpłacone przez siebie pieniądze.

Należy pamiętać, że program NaszEauto został uruchomiony w lutym 2025 r. z budżetem 1,6 mld zł. W październiku zredukowano budżet aż do 1,18 mld zł. W tym samym momencie zwiększyły się kwoty wypłat, a także poszerzyła się grupa potencjalnych beneficjentów – do katalogu pojazdów kwalifikujących się do dopłat, doszły samochody dostawcze o dopuszczalnej masy całkowitej do 3,5 tony (kat. N1) oraz busy do 5 tony (kat. M2). W tym drugim przypadku kwoty dofinansowania mogą sięgać nawet 600 tys. zł.

W teorii NFOŚiGW będzie przyjmował wnioski do 30 kwietnia 2026 r., jednak wszystko wskazuje na to, że budżet zostanie wyczerpany przed czasem. Według szacunków EV Klub Polska nastąpi to już na przełomie stycznia i lutego 2026 r. Wnioski złożone na przełomie stycznia i lutego 2026 będą ostatnimi, które zakwalifikują się na dopłatę. Do 30 czerwca 2026 r. NFOŚiGW musi przeprocedować wnioski, a do końca sierpnia beneficjenci muszą otrzymać dopłaty. Terminy te są nieprzekraczalne, co zmusza Fundusz do przyspieszenia tempa weryfikacji wniosków i wypłat.

„Osoby chcące otrzymać dotację na zakup samochodu elektrycznego, powinny szybko podjąć decyzję o zakupie. Biorąc pod uwagę dynamiczny wzrost składanych wniosków oraz czas dostawy samochodu i procedowanie procesu ubiegania się o dopłatę, m.in. konieczność posiadania stałego dowodu, notarialnie potwierdzonego weksla lub cesji ubezpieczenia, warto rozważyć samochód dostępny od ręki lub z potwierdzonym terminem dostawy, tak aby uwzględniając formalności zdążyć złożyć wniosek maksymalnie w styczniu 2026 r.” – radzi Łukasz Lewandowski, Prezes EV Klub Polska.

KP Labs i Politechnika Poznańska prezentują wyniki eksperymentu AI w kosmosie

Mija pół roku od momentu, gdy jednostka LeopardISS – zaprojektowana i wykonana przez inżynierów KP Labs z Gliwic – została wyniesiona na orbitę i zainstalowana na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Choć misja polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego dobiegła końca, komputer wciąż pracuje w module Columbus, aktywnie przetwarzając algorytmy w ramach misji IGNIS – pierwszej polskiej misji naukowo-technologicznej prowadzonej na stacji orbitalnej. Misji, która umożliwiła polskim zespołom zdobywanie doświadczenia orbitalnego i weryfikację własnych technologii w rzeczywistych warunkach lotu kosmicznego. Aktualnie KP Labs i Politechnika Poznańska mogą pokazać pierwsze wyniki swojego eksperymentu.

LeopardISS pełni rolę zaawansowanej jednostki przetwarzania danych (Data Processing Unit – DPU) dostosowanej do prowadzenia eksperymentów związanych ze sztuczną inteligencją. Została wyniesiona na orbitę 22 kwietnia 2025 roku w ramach misji zaopatrzeniowej SpaceX i zainstalowana na platformie ICE Cubes w module Columbus. Platforma, zarządzana przez Space Applications Services, zapewnia zasilanie, komunikację i pełną obsługę transmisji danych, co umożliwia prowadzenie stałego nadzoru z Ziemi bez konieczności angażowania załogi ISS. Sam proces aktywacji systemu odbył się z udziałem polskiego astronauty i potwierdził jego poprawne funkcjonowanie.Przedstawiono pierwsze wyniki z eksperymentu LeopardISS 3

Pierwszą fazą projektu było opracowanie oprogramowania przez zespół z Politechniki Poznańskiej, we współpracy ze spółką Politechnika Innowacje oraz ESA Phi-Lab Poland. W projekt zaangażowani byli pracownicy naukowi, doktoranci i studenci, których algorytmy zostały wdrożone na funkcjonującej platformie orbitalnej. Celem było sprawdzenie, czy opracowane w Polsce rozwiązania z zakresu autonomii robotycznej mogą działać na sprzęcie przeznaczonym do pracy w warunkach kosmicznych – przy ograniczonej mocy obliczeniowej, podwyższonym promieniowaniu i bez możliwości resetu systemu w przypadku błędu. W ramach pierwszej fazy eksperymentów aplikacje przygotowane przez Politechnikę Poznanską, były odpalane na Leopardzie, który przetwarzał i analizował na orbicie dane przechowywane w pamięci.Przedstawiono pierwsze wyniki z eksperymentu LeopardISS 3Autonomiczna nawigacja, którą badali naukowcy Politechniki Poznańskiej, a także “rozumienie” otoczenia to jeden z najtrudniejszych problemów robotyki kosmicznej. Podczas misji na Księżycu czy Marsie roboty nie mogą opierać się na sygnałach GPS – ponieważ ich tam po prostu nie ma. Oznacza to, że pojazdy muszą samodzielnie określać swoje położenie i jednocześnie budować mapę otoczenia, co wymaga zastosowania technologii SLAM (Simultaneous Localization and Mapping). To właśnie ona stanowiła przedmiot polskiego eksperymentu. Algorytmy SLAM rozpoznają charakterystyczne punkty w obrazach z kamer i na tej podstawie rekonstruują geometrię przestrzeni. W efekcie komputer zyskuje zdolność orientacji w nieznanym terenie – coś, co dla człowieka jest intuicyjne, a dla robota wymaga wielu precyzyjnych obliczeń wykonywanych w czasie rzeczywistym.

Aby zweryfikować działanie oprogramowania w warunkach orbitalnych, zespół przygotował zestawy danych odwzorowujących przejazdy łazika po powierzchni Księżyca. Do każdej sekwencji dołączono mapy referencyjne i trajektorię ruchu, by umożliwić dokładne porównanie wyników generowanych przez algorytmy z danymi kontrolnymi. Testy wykazały wysoką dokładność rekonstrukcji 3D i poprawną estymację położenia. Krytyczne procesy – jednoczesne tworzenie mapy i określanie ruchu – przebiegły zgodnie z założeniami projektowymi, co potwierdza poprawne działanie oprogramowania w środowisku orbitalnym.

Dla zespołu z Politechniki Poznańskiej i KP Labs to ważne osiągnięcie. Oznacza ono, że opracowane rozwiązanie może stanowić podstawę dla przyszłych systemów autonomicznej nawigacji robotów kosmicznych. W misjach planetarnych algorytmy te pozwolą łazikom samodzielnie eksplorować obce środowiska bez stałego nadzoru z Ziemi, unikać przeszkód i podejmować decyzje w czasie rzeczywistym. W operacjach orbitalnych z kolei umożliwią precyzyjne inspekcje satelitów, manewry zbliżenia czy przechwytywania obiektów, co jest kluczowe w rozwijającym się sektorze serwisowania satelitów i ochrony infrastruktury kosmicznej.

Wyniki uzyskane w ramach eksperymentu LeopardISS to również realny krok w kierunku zdobywania przez polskie technologie tzw. flight heritage i potwierdzenia niezawodnego działania w kosmosie. To element, który w sektorze kosmicznym ma ogromne znaczenie. Nawet rozwiązania zaawansowane technologicznie, ale pozbawione doświadczenia orbitalnego, często nie mają szans na wdrożenie do prawdziwych misji. Dzięki eskperymentowi LeopardISS sprzęt KP Labs i algorytmy opracowane na Politechnice Poznańskiej mogą być traktowane jako rozwiązania sprawdzone i gotowe do zastosowań operacyjnych, co zwiększa ich wiarygodność w przyszłych projektach Europejskiej Agencji Kosmicznej, NASA czy podmiotów komercyjnych.

Projekt LeopardISS jest jednym z trzynastu eksperymentów realizowanych w ramach misji IGNIS, organizowanej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Polską Agencję Kosmiczną oraz Europejską Agencję Kosmiczną. Jej celem jest wspieranie rozwoju polskich technologii kosmicznych poprzez umożliwienie im przetestowania swoich rozwiązań na ISS. To szansa na rozwój kompetencji, których przez lata w Polsce brakowało. Dzięki temu zarówno w przemyśle, jak i na uczelniach przybywa specjalistów, którzy nie tylko projektują i tworzą technologie kosmiczne, lecz także potrafią je przygotować do pracy w warunkach misji orbitalnych.

Pół roku po rozpoczęciu eksperymentu LeopardISS wciąż działa na orbicie bez konieczności inspekcji ze strony załogi. Platforma jest gotowa na kolejne kampanie testowe – również te opracowane przez zespoły zewnętrzne, które będą mogły weryfikować swoje algorytmy i oprogramowanie w kosmosie. ESA Phi-Lab Poland planuje dalszy rozwój oprogramowania stworzonego w Poznaniu, zarówno w oparciu o dane z orbity, jak i poprzez testy w środowiskach analogowych, takich jak lunar yard w Kąkolewie.

W tym samym czasie trwająca współpraca Politechniki Poznańskiej i KP Labs udowadnia, że w Polsce możliwe jest nie tylko tworzenie innowacyjnych rozwiązań we współpracy pomiędzy nauką a biznesem, lecz także ich wdrażanie na orbicie. LeopardISS to projekt, który nie kończy się na etapie dokumentacji, lecz realnie działa w kosmosie, wspierając rozwój autonomii przyszłych misji eksploracyjnych.

To, co czyni projekt LeopardISS szczególnie wartościowym, to nie tylko sama walidacja algorytmów, ale zdobyte doświadczenie w pracy nad systemami AI w warunkach orbitalnych. Zespół musiał zmierzyć się z ograniczeniami pozbawionymi odpowiedników w środowisku laboratoryjnym. Każda aktualizacja oprogramowania, każdy pakiet danych przesyłany do urządzenia musi uwzględniać ryzyko potencjalnych zakłóceń. To wymaga starannego projektowania każdego elementu oprogramowania: od struktury danych po mechanizmy monitorowania poprawności działania. Jednostka stanowi również unikalną platformę edukacyjną. Studenci uczestniczący w projekcie mieli okazję pracować nad systemami, które nie trafiają do szuflady, ale faktycznie działają w przestrzeni kosmicznej. Dla wielu z nich była to pierwsza możliwość opracowania kodu działającego na realnej misji.

Co ważne, opracowane rozwiązania stworzono z myślą o skalowalności. Oprogramowanie może zostać dostosowane nie tylko do platformy LeopardISS, ale również do systemów przyszłych misji eksploracyjnych, w których autonomiczna nawigacja stanie się standardem. Możliwe jest także rozszerzenie algorytmów o dodatkowe moduły: np. wykrywanie i klasyfikację obiektów lub analizę zmian w otoczeniu. Tego typu technologie będą kluczowe przy budowie infrastruktury robotycznej na Księżycu w ramach programów Artemis (NASA) czy Argonaut (ESA), gdzie roboty będą pracowały w trybie ciągłym, często bez udziału człowieka.

Znaczenie projektu wzmacnia fakt, że bazuje on na doświadczeniach zdobytych przy misji Intuition-1 – pierwszym satelicie KP Labs wyposażonym w jednostkę Leopard. LeopardISS przenosi te kompetencje na kolejny poziom, umożliwiając testy algorytmów bez budowania nowego satelity i bez czekania na kolejne okno startowe. Dzięki temu cykl rozwoju i weryfikacji nowych technologii ulega znacznemu skróceniu, co bezpośrednio przekłada się na konkurencyjność polskich firm i instytucji w międzynarodowym łańcuchu wartości sektora kosmicznego.

Projekt ma też wymiar strategiczny. Rosnące zagęszczenie infrastruktury orbitalnej i planowane misje eksploracyjne sprawiają, że systemy autonomiczne stają się nie tyle innowacją, co warunkiem powodzenia misji. LeopardISS dostarcza niezbędnych danych, by takie systemy rozwijać świadomie i odpowiedzialnie.

W jaki sposób produkty farmaceutyczne uzyskują dostęp do rynku?

Zanim produkt farmaceutyczny zostanie dopuszczony do stosowania u pacjentów, musi przejść złożony i ściśle regulowany proces uzyskania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu. W Unii Europejskiej proces ten nadzoruje Europejska Agencja Leków (EMA). Niektóre kategorie produktów, takie jak zaawansowane terapie medyczne (ATMP – Advanced Therapy Medicinal Products), wymagają specjalnych procedur zatwierdzania. Ponadto trwają inicjatywy mające na celu ujednolicenie tych procesów na poziomie międzynarodowym. Komentarz przygotował Dr Ioannis Papasotiriou.

Aby produkt farmaceutyczny mógł zostać wprowadzony do obrotu, musi przejść szereg rygorystycznych procedur oraz uzyskać akceptację odpowiednich organów regulacyjnych. W Unii Europejskiej organem właściwym jest Europejska Agencja Leków (EMA), natomiast w Stanach Zjednoczonych – Agencja ds. Żywności i Leków (FDA).

Istnieje porozumienie o wzajemnym uznawaniu między różnymi instytucjami regulacyjnymi, w tym EMA, FDA, SwissMedic, brytyjską Agencją Regulacyjną ds. Leków i Produktów Opieki Zdrowotnej (MHRA) oraz odpowiednimi organami kanadyjskimi.

Ponadto podejmowane są działania na rzecz harmonizacji tych procesów w ramach Międzynarodowej Konferencji ds. Harmonizacji Wymagań Technicznych dla Rejestracji Produktów Farmaceutycznych Stosowanych u Ludzi (ICH). Zasady te określane są wspólnie mianem Wytycznych Dobrej Praktyki Klinicznej (Good Clinical Practice – GCP).

Na europejskim rynku farmaceutycznym istnieją dwie główne ścieżki komercjalizacji nowych leków, zarówno chemicznych, jak i biomolekularnych.

Pierwsza to procedura scentralizowana. W tym procesie badany produkt leczniczy (Investigational Medicinal Product – IMP), czyli nowy lek, który nie uzyskał jeszcze zatwierdzenia, jest zgłaszany do EMA. Agencja następnie nadzoruje kolejne etapy, w tym kliniczne badania z udziałem ludzi.

Druga ścieżka polega na uzyskaniu pozwolenia na sprzedaż w jednym kraju UE za pośrednictwem krajowego organu regulacyjnego. Procedura krajowa jest stosowana, gdy firma stara się o zezwolenie na wprowadzenie produktu wyłącznie w jednym państwie członkowskim. W późniejszym etapie przedsiębiorstwo może ubiegać się o wzajemne uznanie w pozostałych krajach Unii, co jest procesem stosunkowo uproszczonym.

Zaawansowane terapie medyczne (ATMPs) to innowacyjne terapie przeznaczone do stosowania u ludzi, opracowane na bazie genów, tkanek lub komórek. W przeciwieństwie do tradycyjnych produktów leczniczych, ATMP nie są zatwierdzane przez krajowe organy regulacyjne – wymagają one scentralizowanej procedury uzyskania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu.

Produkty ATMP są regulowane przez Rozporządzenie (WE) nr 1394/2007, które znajduje się w kompetencji EMA. Rozporządzenie to jest bezpośrednio stosowane we wszystkich państwach członkowskich, co oznacza, że nie wymaga transpozycji do prawa krajowego, aby weszło w życie.

Wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej są zobowiązane do dostosowania swojego ustawodawstwa krajowego do obowiązujących dyrektyw i rozporządzeń. Wymóg ten jednak prowadzi do rozbieżności i trudności w osiągnięciu pełnej harmonizacji przepisów regulacyjnych między poszczególnymi krajami, co z kolei może wpływać na sposób organizacji opieki nad pacjentami.

Efektywność dzięki AI i chmurze – 84% firm potwierdza spadek kosztów dzięki automatyzacji

Polska gospodarka wchodzi w etap przyspieszonej cyfryzacji, w którym technologia przestaje być dodatkiem do biznesu, a staje się jego rdzeniem. Z raportu „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026”, opracowanego przez Polcom, wynika, że aż 93% firm inwestuje dziś w rozwiązania z zakresu infrastruktury IT, bezpieczeństwa i zapewnienia ciągłości działania.

Transformacja cyfrowa w polskich firmach wreszcie wychodzi poza etap wdrożeń narzędziowych. Zaczyna się myślenie strategiczne – oparte na realnym wpływie technologii na model biznesowy, efektywność procesów i stabilność operacyjną. Dziś przedsiębiorstwa nie chcą już po prostu „mieć technologii”, ale wiedzieć, jak dzięki niej szybciej rosnąć, reagować i chronić swoje dane – wskazuje Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.

Inwestycja w stabilność biznesu

Dla większości organizacji bezpieczeństwo cyfrowe stało się fundamentem zarządzania. 81% firm planuje zwiększyć wydatki na cyberbezpieczeństwo i ciągłość działania. Takie decyzje mają wymiar nie tylko technologiczny, lecz przede wszystkim biznesowy – 69% badanych podkreśla znaczenie ochrony danych w procesach finansowo-księgowych, a 72% wskazuje na niezawodność komunikacji z klientem jako kluczowy efekt inwestycji w IT.

Aż 79% organizacji uważa, że nowoczesne technologie pozwalają skutecznie identyfikować i neutralizować zagrożenia. Jednocześnie 88% respondentów oczekuje od dostawców usług chmurowych gwarancji bardzo wysokiego poziomu bezpieczeństwa. Nowym impulsem do wzmocnienia cyfrowej odporności jest dyrektywa NIS2. 86% firm przyznaje, że jej wdrożenie pozytywnie wpływa na tempo implementacji nowych technologii i poprawę procedur bezpieczeństwa.

Jeszcze kilka lat temu inwestycje w bezpieczeństwo postrzegano jako obowiązek. Dziś to inwestycja w spokój, reputację i zaufanie klientów. W świecie, gdzie niedostępność IT może kosztować firmę miliony złotych, stabilność systemów jest tak samo ważna jak rentowność. Przedsiębiorstwa rozumieją, że ich ciągłość działania zależy od tego, jak odporne cyfrowo są ich systemy i zespoły – wyjaśnia Adam Matyaszek – NIS2 zmienia sposób myślenia o cyberbezpieczeństwie – z obowiązku w strategiczny priorytet. Zmusza firmy do przejrzystości, do budowania procesów bezpieczeństwa zintegrowanych z całą strukturą organizacji. Ale to nie jest tylko regulacja – to także katalizator innowacji. Wdrożenie standardów bezpieczeństwa często prowadzi do inwestycji w automatyzację sztuczną inteligencję oraz nowe modele zarządzania danymi – dodaje.

Technologie, które zmieniają reguły gry

Rosnąca rola chmury obliczeniowej to kolejny sygnał dojrzewania cyfrowego polskich firm. Już 67% organizacji wykorzystuje rozwiązania chmurowe do zarządzania infrastrukturą, bezpieczeństwem i ciągłością działania, a 62% podkreśla, że chmura przyspiesza wdrażanie innowacji z zakresu automatyzacji i sztucznej inteligencji (AI).

AI przestaje być eksperymentem – 65% firm stosuje ją w cyberbezpieczeństwie, 52% do automatyzacji procesów operacyjnych (zarówno biurowych, jak i produkcyjnych), a 63% wykorzystuje ją do wspomagania procesów poznawczych, analityki i podejmowania decyzji.

Sztuczna inteligencja wchodzi do firm w sposób naturalny, ale jej potencjał widać dopiero wtedy, gdy zostanie połączona z chmurą. Te dwa elementy tworzą dzisiaj nowy model efektywności. Dzięki AI można analizować duże zbiory danych w czasie rzeczywistym, przewidywać ryzyka, optymalizować zasoby i zwiększać niezawodność procesów. To ogromna zmiana jakościowa – z reaktywnego IT przechodzimy do predykcyjnego biznesu – podkreśla ekspert Polcom.

Synergia buduje przewagę konkurencyjną

Według danych z raportu 71% przedsiębiorstw uważa, że połączenie różnych technologii – chmury, AI, automatyzacji i bezpieczeństwa – pozwala skutecznie reagować na potrzeby rynku. 84% firm twierdzi, że automatyzacja wspierana przez sztuczną inteligencję pomaga redukować koszty, a 72% wskazuje, że łączenie komplementarnych rozwiązań zwiększa wydajność innowacji. Szczególnie wyróżnia się sektor finansowy – 62% firm z tej branży ocenia, że działa w sposób innowacyjny i szybko adoptuje nowe rozwiązania IT (dla całego rynku to 38%).

To już nie jest wyścig o wdrożenie najnowszego narzędzia, ale o spójność ekosystemu. Firmy, które potrafią połączyć bezpieczeństwo, chmurę i automatyzację w jeden logiczny system, zyskują ogromną przewagę. Bo technologia zaczyna wtedy działać jak układ nerwowy organizacji – nie tylko wspiera, ale reaguje, przewiduje i dostarcza informacji tam, gdzie są potrzebne – wskazuje Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.

Wyzwania na 2026 rok

Choć cyfrowa transformacja przyspiesza, 72% organizacji przyznaje, że wciąż obawia się problemów związanych z integracją nowych technologii z dotychczasowymi systemami (tzw. legacy). To pokazuje, że kolejnym etapem rozwoju nie będzie już wdrażanie nowych narzędzi, lecz porządkowanie i łączenie istniejących struktur.

To etap, na którym polskie firmy muszą postawić na spójność architektury IT. Przyszłość należy do organizacji, które potrafią łączyć stare i nowe technologie w jedną, elastyczną strukturę. Transformacja nie kończy się na wdrożeniu, ona dopiero zaczyna się w momencie integracji – gdy systemy zaczynają ze sobą „rozmawiać” i wspierać decyzje biznesowe – zaznacza Adam Matyaszek. – Przez ostatnie lata transformacja była głównie zadaniem działów IT. Dziś jest wspólnym językiem całej organizacji – od finansów, przez produkcję, po zarząd. To właśnie teraz transformacja technologiczna nabiera sensu biznesowego. A to oznacza, że polska gospodarka naprawdę przyspiesza technologicznie – nie tylko inwestując, ale wykorzystując technologie w sposób przemyślany i strategiczny – dodaje.

 

Polski rynek retail przyciąga inwestorów – 3 duże transakcje za blisko 600 mln euro

W zeszłym tygodniu ogłoszono kilka transakcji o imponującej skali w sektorze handlowym w Polsce. To przede wszystkim sprzedaż za około 300 mln euro 36 parków handlowych należących do Trei Real Estate na rzecz joint venture, w którego skład wchodzą  Ares Management Corporation  oraz debiutujący na polskim rynku Slate Asset Management. PwC uczestniczyło w transakcji jako doradca kupującego.

Na polskim rynku debiutuje też węgierski Shopper Park Plus, który zapowiedział nabycie ośmiu parków handlowych za około 195 mln euro. Echo Investment sprzedało z kolei za 103 mln euro oddane do użytku w 2018 roku centrum handlowe Libero Katowice; kupującym jest litewski fundusz Summus Capital.

Sfinalizowane lub czy czekające na sfinalizowanie w tym roku umowy podtrzymują trend, który obserwowaliśmy w zeszłym roku (sprzedaż pomiędzy Cromwell Property Group a czeskim funduszem Star Capital czy rekordowe pojedyncze akwizycje Nepi Rockastle). W tym roku także zanotowaliśmy już duży portfelowy zakup – My Park, część czeskiej Reticulum Group, kupiło 10 parków handlowych od BHM Group. Wszystkie te transakcje potwierdzają siłę polskiego rynku nieruchomości komercyjnych.

Szczególnie ważna jest transakcja pomiędzy Trei Real Estate a joint venture Ares / Slate. Przesądza o tym nie tylko wartość transakcji i liczba obiektów, ale też udział globalnych inwestorów spoza regionu CEE. Tego typu inwestorzy w ostatnich latach stali się na polskim rynku mniej aktywni niż przed pandemią i wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Wejście do Polski nowego globalnego inwestora wskazuje, że mimo geopolitycznych ryzyk nasz kraj jest postrzegany jako stabilna i przynosząca atrakcyjne zwroty inwestycyjne lokalizacja.

Warto zwrócić uwagę, że przedmiotem wymienionych transakcji są nowe czy stosunkowo nowe obiekty, dobrze zlokalizowane, całkowicie czy prawie całkowicie wynajęte, z długoterminowymi umowami najmu zapewniającymi bezpieczeństwo inwestycji z perspektywy kupującego. Nie wymagają dużych nakładów, gwarantują stabilne przychody w długoterminowej perspektywie i – w przypadku parków handlowych – umożliwiają skalowanie inwestycji i dalszy rozwój portfolio pod jedną marką. Takich aktywów szukają działający na dużą skalę i bardzo dziś selektywni globalni inwestorzy.

Warunki spełniają wielkopowierzchniowe centra handlowe w dużych miastach i sieci strategicznie zlokalizowanych parków handlowych z dobrze dobranym mixem najemców, gwarantującym odwiedzalność, wysokie obroty i odporność na koniunkturę. Nabycie grupy parków handlowych zwiększa też bezpieczeństwo poprzez dywersyfikację ryzyka pomiędzy różnymi obiektami.

Warto przyglądać się tej drugiej klasy aktywów – polski rynek w tym segmencie dynamicznie się rozwija i dojrzewa, pojawiają się szanse na akwizycje ciekawych portfeli. Ares i Slate analizowali możliwości na polskim rynku od lat, czekając na odpowiednią okazję i wyjątkowe portfolio, które ma mocny potencjał dalszego wzrostu wartości.

Sektor handlowy przyciąga zagraniczny kapitał równie skutecznie co magazynowy i biurowy. Ostatnie transakcje przełożą się na tegoroczny końcowy wynik, choć wydaje się, że nie uda się przekroczyć rekordowej wartości 1,6 mld euro z 2024 roku. Podkreśliłabym jeszcze, że poza globalnymi zawirowaniami dla zagranicznych inwestorów liczy się też przewidywalne otoczenie podatkowo-prawne – tutaj jak zawsze pozostaje pole do działania dla polskiego regulatora.

Autor: Kinga Barchoń, Partnerka PwC Polska, liderka sektora nieruchomości, czlonkini zarządu Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych

Październik przyniósł ożywienie na rynku wtórnym – popyt napędza dostępność kredytów

Październik przyniósł wyraźne ożywienie na rynku wtórnym. Kurcząca się oferta w większości metropolii oraz pierwsze od miesięcy podwyżki cen w części miast wskazują na rosnący popyt na mieszkania z drugiej ręki. Zdaniem ekspertów portalu GetHome.pl, to efekt poprawiającej się dostępności kredytów mieszkaniowych.

Rynek wtórny korzysta na poprawie dostępności kredytów, ale sprzedający muszą pamiętać, że konkurencją pozostają deweloperzy z rekordową ofertą mieszkań – podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Według niego we wrześniu górą byli deweloperzy, ale w październiku to prawdopodobnie mieszkania z drugiej ręki sprzedawały się nieco lepiej. Według danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar, w październiku z rynku wtórnego w całym kraju zniknęło 35 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań – to aż o 11% więcej niż we wrześniu, kiedy sprzedaż była o 2% niższa niż w sierpniu. Równocześnie pojawiło się 33 tys. nowych ofert, co oznacza, że na koniec miesiąca dostępnych było 149 tys. mieszkań, czyli o 1% mniej niż miesiąc wcześniej.Mieszkania w ofercie, sprzedane, wprowadzone_październik 2024 - 2025

Największe spadki liczby ofert odnotowano w:

  • Poznaniu: o 3% (do ok. 3,9 tys. lokali),
  • Wrocławiu: o 2% (do 9,2 tys.),
  • Warszawie i Trójmieście: o 1% (odpowiednio do 17,7 tys. i 8,3 tys.).

Stabilnie było w Krakowie (ok. 8,9 tys.) i Katowicach (ok. 2,4 tys.), a jedynym miastem ze wzrostem oferty była Łódź – o 2% (do 5,5 tys. mieszkań).Średnie ceny z rynku wtórnego październik 2024 - 2025

Jaki to miało wpływ na ceny oferowanych lokali? Z danych portalu GetHome.pl wynika, że październik był kolejnym miesiącem stabilizacji cen w Warszawie (ok. 18 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 11,7 tys. zł/m kw.). Spadki pojawiły się we Wrocławiu i Łodzi – po 1%, do odpowiednio 14,1 tys. zł/m kw. i 8,8 tys. zł/m kw.

Jednak w części miast ceny zaczęły rosnąć:

  • Kraków: +2% (do ok. 16,9 tys. zł/m kw.),
  • Trójmiasto: +2% (do ok. 16,2 tys. zł/m kw.),
  • Katowice: +1% (do ok. 11,7 tys. zł/m kw.).

W Krakowie przerwana została seria trzech miesięcy bez podwyżek, a w Trójmieście – dwóch – zauważa Marek Wielgo.Średnie ceny z rynku wtórnego wrzesień - październik 2025

W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego była niższa niż przed rokiem:

  • Kraków – spadek o 4%,
  • Poznań – o 3%,
  • Warszawa i Wrocław – o 2%.

Liderem wzrostów pozostaje Łódź, gdzie ceny są o 4% wyższe niż rok temu. Wzrosty odnotowano także w Trójmieście (+2%) i Katowicach (+1%).Mieszkania w ofercie sprzedaży na rynku wtórnym

Październikowe dane pokazują, że rynek wtórny odzyskuje dynamikę, choć presja ze strony deweloperów pozostaje silna.

Jeśli poprawa dostępności kredytów się utrzyma, listopad może przynieść dalsze ożywienie na rynku wtórnym – prognozuje ekspert portalu GetHome.pl.

Małe miasta, wielkie inwestycje – 62% powierzchni handlowej w budowie poza metropoliami

Rośnie oferta obiektów handlowych, zwłaszcza w małych miastach. W tym roku do użytku oddanych zostało 36 nieruchomości handlowych, z czego 33 stanowiły parki handlowe – wynika z danych CBRE. Niemal jedna trzecia całej powierzchni handlowej w Polsce zlokalizowana jest już w miejscowościach liczących mniej niż 100 tys. mieszkańców. Dodatkowo, znajduje się tam 62 proc. spośród inwestycji, które są w trakcie realizacji. Dane GUS-u wskazują na wzrost sprzedaży detalicznej i spadek inflacji, co sprzyja pojawianiu się nowych międzynarodowych marek na polskim rynku.

Dane z rynku są dobre zarówno dla konsumentów, jak i inwestorów. Najnowsze statystyki GUS-u wskazują na wzrost sprzedaży detalicznej o 6,4 procent oraz spadek inflacji do 2,9 procent, w ujęciu rocznym. Te pozytywne trendy powinny utrzymać się w kolejnych miesiącach, co będzie sprzyjać rozwojowi sektora handlowego. Inwestorzy koncentrują się przede wszystkim na małych miastach, w których rynek nie jest jeszcze nasycony. Dominują parki handlowe, czyli wygodne dla klientów obiekty, składające się z kilku lub kilkunastu sklepów, do których dostęp jest wprost z parkingu mówi Anna Wysocka, szefowa działu handlowego w CBRE.

Od początku 2025 r. na rynku handlowym przybyło ok. 281,3 tys. mkw. powierzchni, w postaci 36 obiektów i 19 rozbudów. Spośród nowych miejsc na zakupowej mapie 33 to parki handlowe. Po raz pierwszy od sześciu lat otwarty został outlet – Designer Outlet Kraków, zajmujący 19 tys. mkw. To największy obiekt handlowy oddany do użytku w tym roku. Otwarto również m.in. S1 Włocławek (17 tys. mkw.) oraz Przystanek Karkonosze (15,4 tys. mkw.), znajdujący się w Miłkowie niedaleko Karpacza. W sumie powierzchnia handlowa w Polsce wynosi już 15,31 mln mkw.

Będzie więcej miejsc na zakupy

Na koniec III kwartału br. w budowie znajdowało się ponad 690,6 tys. mkw. powierzchni handlowej. To w zdecydowanej większości parki, które stanowią 87 proc. powierzchni. Dodatkowo, ponad połowa (62 proc.) jest zlokalizowana w ośrodkach, w których liczba mieszkańców nie przekracza 100 tys. osób. Już teraz 31 proc. całych zasobów handlowych w kraju znajduje się w małych miejscowościach, a ten odsetek będzie jeszcze rósł. W budowie są także dwa centra handlowe, które mają powierzchnię ponad 15 tys. mkw.

Nowe marki

Dobre nastroje konsumentów i rosnąca podaż powierzchni handlowej sprzyjają inwestycjom międzynarodowych marek na polskim rynku. Od początku 2025 r. pojawiło się ich dziewięć. W sektorze mody są to Guess Jeans z USA oraz Ocean z Ukrainy, a także Miramira z Hiszpanii, oferująca akcesoria i biżuterię. Na rynek weszły również turecka Armagan Toys z produktami dla dzieci, niemiecka Pino Kuchen z asortymentem dla gospodarstwa domowego oraz ukraińska marka z usługami turystycznymi Join UP!. Oprócz tego pojawiła się nowa firma spożywcza Bottlery z Litwy, restauracje i kawiarnie Omnichise z Turcji, a także Miniso z Chin.

Zrównoważony handel

Działania z obszaru ESG (zrównoważonego rozwoju) są coraz ważniejsze dla uczestników rynku handlowego.

Rosną wyzwania zwłaszcza dla właścicieli starszych obiektów. Są one związane z większymi oczekiwaniami ze strony banków i inwestorów, ale także najemców i konsumentów. Kluczem do sukcesu jest opracowanie strategii dekarbonizacji, co przełoży się na dostęp do finansowania oraz zainteresowanie ze strony potencjalnych nabywców mówi Anna Wysocka, CBRE.

Koszty wynajmu powierzchni handlowej utrzymują się na stabilnym poziomie. W najlepszych centrach handlowych wynoszą 100-130 EUR/mkw. za miesiąc w Warszawie i 40-60 EUR/mkw. za miesiąc w innych dużych miastach Polski, w przypadku nowoczesnych lokali o powierzchni ok. 100 mkw. Czynsze w parkach handlowych sięgają 9-12 EUR/mkw. za miesiąc, dla powierzchni ok. 500 mkw.