ELQ podpisało memorandum z największym ukraińskim producentem UAV i otwiera drogę do współpracy produkcyjnej

Notowana na NewConnect ELQ S.A. zawarła memorandum o współpracy z kluczowym producentem bezzałogowych systemów powietrznych, posiadającym doświadczenie, skuteczność operacyjną oraz potwierdzone osiągnięcia w sektorze obronnym Ukrainy. Dokument zakłada pogłębienie współpracy stron w zakresie rozwoju, certyfikacji i produkcji technologii obronnych oraz rozwiązań dual-use.

Podpisanie porozumienia jest kolejnym krokiem realizacji planów strategicznych ELQ i stanowi następny etap współpracy pomiędzy ELQ a kontrahentem, z którym spółka zawarła wcześniej list intencyjny. Celem współpracy jest stworzenie warunków dla długoterminowego partnerstwa, zwiększenie zdolności produkcyjnych, pozyskanie finansowania oraz promowanie innowacyjnych produktów na rynkach UE i innych rynkach międzynarodowych.

ELQ S.A. to polska spółka technologiczno-inżynierska z Częstochowy, od lat projektująca i integrująca rozwiązania dla elektroenergetyki, OZE i infrastruktury krytycznej. Na tej bazie spółka rozwija kompetencje w technologiach bezzałogowych i autonomicznych, łącząc automatykę, sztuczną inteligencję i inżynierię systemów. Memorandum z ukraińskim partnerem – producentem platform sprawdzonych w realnym konflikcie – ma przyspieszyć przejście od projektów do produkcji i wdrożeń oraz otworzyć drogę do ich komercjalizacji na rynkach krajowych i unijnych bezzałogowych statków powietrznych używanych w najbardziej krytycznych warunkach – warunkach wojny.

Strony podpisanego porozumienia deklarują zamiar kontynuowania i rozwijania kooperacji oraz prowadzą działania zmierzające do przygotowania umowy o współpracy, która w sposób szczegółowy określi zasady realizacji wspólnego przedsięwzięcia. Podpisane porozumienie określa warunki oraz orientacyjny plan działania i oczekiwane wyniki, które będą realizowane na początkowych etapach działania.

Współpraca między stronami memorandum ma na celu nawiązanie kontaktów z potencjalnymi nabywcami w tym podmiotami ponadpaństwowymi, które mogą przyczynić się do realizacji wspólnych projektów oraz uzyskanie zezwoleń i certyfikatów, dla produktów, które mogą być wspólnie wytwarzane a co najważniejsze organizację produkcji w Polsce, opracowanie i wdrożenie szkoleń w sektorze bezpieczeństwa oraz inne działania, które mogą być określone w trakcie realizacji postanowień podpisanego memorandum.

Porozumienie wspiera strategię wejścia ELQ w segment defence i jest skorelowane z niedawno pozyskanym finansowaniem na przygotowanie portfela projektów.

Cieszymy się z zawartego porozumienia – potwierdza ono nowe perspektywy dla ELQ i naszych projektów. Produkty ELQ i nasze kompetencje integracyjne już dziś są weryfikowane w warunkach realnego konfliktu, a podpisanie dzisiejszego memorandum tę współpracę wzmacnia. Co ważne, uzyskujemy możliwość dalszego rozwoju rozwiązań na bieżąco weryfikowanych w użyciu – w krótkich cyklach iteracyjnych, w ścisłej współpracy z użytkownikiem końcowym. Można to określić jako prowadzenie na co dzień prac badawczo-rozwojowych bezpośrednio w warunkach wojennych. Tym samym uzyskujemy najnowocześniejszą technologię aktualizowaną niemal codziennie. Łączymy inżynierię, automatykę i sztuczną inteligencję z doświadczeniem naszego partnera, aby szybciej dostarczać technologie o wysokiej wartości operacyjnej i przemysłowej – podkreśla dr Marcin Sołtysiak, prezes zarządu ELQ S.A.

Podpisanie memorandum oznacza dalsze budowanie pipeline projektów w segmencie technologii o zastosowaniach cywilnych i obronnych. Produkcja i certyfikacja w Polsce zwiększą konkurencyjność ofertową oraz skrócą czas od zamówienia do dostawy. Zawarte memorandum jest również spójne z niedawnym porozumieniem podpisanym przez ELQ S.A. z europejskim producentem zaawansowanych technologii bateryjnych – InoBat Auto j.s.a. Współpraca z InoBat obejmuje rozwój i produkcję wysokowydajnych baterii litowych dedykowanych m.in. systemom UAV, co tworzy pełny łańcuch kompetencji – od zasilania po integrację kompletnych platform bezzałogowych. Synergia obu porozumień umożliwi ELQ przyspieszenie wdrożeń technologii w obszarze dual-use oraz wzmocni pozycję spółki jako integratora nowoczesnych rozwiązań dla sektora energetycznego, przemysłowego i obronnego.

AI nie działa bez danych. I firmy zaczynają to rozumieć

76% liderów biznesowych przyznaje, że odczuwają coraz większą presję, by przekładać dane na realną wartość biznesową. Jednak najnowszy raport Salesforce State of Data and Analytics ujawnia, że ich największą przeszkodą pozostają niekompletne, nieaktualne lub niskiej jakości dane. Luka między oczekiwaniami wobec danych a rzeczywistością staje się jeszcze bardziej problematyczna w erze agentów AI.

Podczas gdy liderzy biznesowi z entuzjazmem patrzą na wykorzystanie sztucznej inteligencji w celu uzyskiwania lepszego zrozumienia kontekstowego i zwiększania produktywności, ich techniczni odpowiednicy coraz częściej zwracają uwagę na konieczność opracowania nowego podejścia do danych i analityki. W rzeczywistości 84% liderów ds. danych i analityki twierdzi, że ich strategie danych wymagają całkowitej przebudowy, zanim ich ambicje związane ze sztuczną inteligencją będą mogły się urzeczywistnić.

Aby zniwelować tę lukę, najbardziej świadomi liderzy koncentrują się na fundamentach: aktualnych, kontekstowych danych, silniejszych ramach zarządzania oraz architekturach typu zero copy, które umożliwiają dostęp do rozproszonych danych niezależnie od miejsca ich przechowywania.

Doświadczenia z wcześniejszych etapów wdrażania AI stanowią ramy działania dla firm, które chcą stać się przedsiębiorstwami agentycznymi – środowiskami, w których ludzie i inteligentni agenci AI współpracują ze sobą wyjaśnia Michael Andrew, Chief Data Officer w Salesforce. – Zaufane, zintegrowane i kontekstowe dane – oto klucz, który odblokowuje potencjał. Dla organizacji gotowych działać na dużą skalę właśnie teraz jest moment, aby wzmocnić fundamenty danych i z pełną pewnością skalować AI, osiągając rzeczywistą wartość i zwrot z inwestycji.

Najważniejsze dane z raportu

Obecne fundamenty danych nie nadążają za ambicjami biznesowymi

  • Prawie dwie trzecie liderów biznesowych (63%) opisuje swoje organizacje jako „zorientowane na dane” – to wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu z 2023 r.
  • Jednak tyle samo (63%) liderów ds. danych i analityki przyznaje, że ich firmy mają trudności z przekładaniem danych na realne priorytety biznesowe, co pokazuje rozdźwięk między deklarowaną dojrzałością a rzeczywistością.
  • Mniej niż połowa (49%) liderów biznesowych twierdzi, że potrafi regularnie formułować trafne i aktualne wnioski.
  • Prawie połowa (49%) liderów ds. danych i analityki mówi, że ich organizacje sporadycznie – lub nawet często – wyciągają błędne wnioski z danych pozbawionych kontekstu biznesowego.
  • Niekompletne, przestarzałe lub niskiej jakości dane nadal pozostają główną przeszkodą w osiągnięciu statusu prawdziwie „data-driven”.

Słabe dane wykolejają ścieżkę do przekształcenia w przedsiębiorstwo agentyczne

Sztuczna inteligencja błyskawicznie stała się priorytetem numer jeden w obszarze danych – i największym testem odporności dla istniejących fundamentów danych.

W raporcie State of Data and Analytics z 2023 r. rozwój możliwości AI był jednym z trzech głównych priorytetów, dziś jest bezkonkurencyjnym numerem jeden.

  • 67% liderów ds. danych i analityki przyznaje, że odczuwa presję, by jak najszybciej wdrożyć AI.
  • 42% z nich nie ma pełnego zaufania do dokładności i trafności wyników AI – prawdopodobnie z powodu nieaktualnych, niespójnych danych, z których AI korzysta.
  • Choć 84% liderów teoretycznie zgadza się ze stwierdzeniem, że jakość wyników AI jest tak dobra, jak jakość danych wejściowych, to w praktyce wygląda to gorzej: szacują oni, że ponad jedna czwarta (26%) danych w ich organizacjach jest niewiarygodna.

Firmy odczuwają skutki trenowania AI na wadliwych danych:

  • 89% liderów ds. danych i analityki, którzy mają już wdrożone systemy AI, przyznaje, że doświadczyło błędnych lub mylących wyników generowanych przez sztuczną inteligencję.
  • Ponad połowa (55%) liderów ds. danych i analityki w firmach, które samodzielnie trenują lub dostrajają modele AI, twierdzi, że zmarnowała znaczące zasoby na pracę z nieodpowiednimi danymi.

Kluczowy wniosek 89% liderów ds. danych i analityki uważa, że solidne fundamenty danych to najważniejszy czynnik sukcesu w AI.

Agentyczna AI to nie kolejna technologia – to kolejna rewolucja. Agenci AI przejmują rutynowe zadania, aby ludzie mogli skupić się na kreatywności, relacjach i wdrażaniu realnych zmianpowiedział Marc Benioff, CEO Salesforce, podczas swojego wystąpienia na Dreamforce.

Dodał jednak ostrzeżenie: Aby naprawdę wydobyć z AI pełną wartość i kontekst, trzeba zacząć od danych. Trzeba zintegrować rozwiązania, ustalić priorytety i opracować właściwe zasady zarządzania.

Nawet dane wysokiej jakości są bezużyteczne, jeśli pozostają niedostępne

Prawie 9 na 10 liderów ds. danych i analityki uważa, że zintegrowane dane są kluczowe dla spełnienia oczekiwań klientów. Jednocześnie problem tzw. „uwięzionych danych” (trapped data) rośnie w zastraszającym tempie – z ostatniego miejsca w rankingu wyzwań sprzed dwóch lat przesunął się dziś do pierwszej piątki.

Problem pogłębia rozrost aplikacji – przeciętne przedsiębiorstwo korzysta z 897 aplikacji, z czego tylko 29% jest ze sobą połączonych. Ta silna fragmentacja rozprasza dane w silosach, często uniemożliwiając ich wykorzystanie.

W efekcie:

  • Liderzy ds. danych i analityki szacują, że 19% danych w firmach jest niedostępnych lub bezużytecznych.
  • Co gorsza, 70% z nich wierzy, że najcenniejsze informacje biznesowe ukryte są właśnie w tych niedostępnych 19% danych.

Skutki są poważne: ponad 8 na 10 liderów ds. danych i analityki wskazuje, że prowadzi to do ograniczonej skuteczności AI, braku pełnego obrazu klienta, mniejszej personalizacji i utraty potencjalnych przychodów.

By sprostać oczekiwaniom biznesu, liderzy technologiczni redefiniują dostępność, wykorzystanie i bezpieczeństwo danych

Aby rozwiązać problem uwięzionych danych, 56% organizacji wdraża architekturę typu zero copy – podejścia, które umożliwia jednoczesny dostęp do danych z wielu baz, bez konieczności ich kopiowania, przenoszenia czy zmiany formatu. Korzyści są wymierne: firmy stosujące zero copy są o 25% skuteczniejsze w zapewnianiu lepszych doświadczeń klienta oraz o 34% bardziej efektywne we wdrażaniu inicjatyw AI niż te, które takiej architektury nie mają.

Interfejsy języka naturalnego, takie jak agentic analytics, mogą rozwiązać problem zrozumiałości danych i ograniczeń dostępu

  • 63% liderów ds. danych i analityki twierdzi, że tłumaczenie pytań biznesowych na zapytania techniczne jest podatne na błędy.
  • 93% liderów biznesowych przyznaje, że ich wyniki byłyby lepsze, gdyby mogli zadawać pytania dotyczące danych w naturalnym języku.

Wymagana jest aktualizacja zasad zarządzania i bezpieczeństwa danych

  • Tylko 43% liderów ds. danych i analityki ma wdrożone formalne ramy zarządzania danymi i odpowiednie polityki.
  • 88% zgadza się, że rozwój AI wymaga zupełnie nowego podejścia do zarządzania i bezpieczeństwa danych.

W miarę jak firmy zmierzają w kierunku modelu agentycznego przedsiębiorstwa, prawdziwa transformacja następuje wtedy, gdy dane i AI współdziałają w pełnej harmoniipodsumowuje Michael Andrew. – Silne fundamenty danych zapewniają AI niezbędny kontekst, a sztuczna inteligencja w zamian pomaga liderom w pełnym wykorzystaniu potencjału danych. Organizacje, które traktują dane i AI jako wspólną strategię, to te, które przejdą od eksperymentów do skutecznego wdrożenia i zobaczą realny wpływ AI na biznes.

Metodologia

Dane przedstawione w raporcie pochodzą z dwóch podwójnie anonimowych badań ankietowych przeprowadzonych w okresie od 27 czerwca do 13 sierpnia 2025 r.
Pierwsze badanie objęło 3 800 decydentów z obszaru analityki i IT z 18 krajów w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej, regionie Azji i Pacyfiku oraz w Europie.
Drugie badanie zebrało 3 852 odpowiedzi od liderów biznesowych z tych samych krajów.

Glapiński może ogłosić pauzę, Trump przed Sądem Najwyższym, a rynek czeka na decyzję BoE

Czy prezes Glapiński wciśnie pauzę po piątej obniżce stóp, a RPP zakończy cykl luzowania? W Waszyngtonie Donald Trump walczy przed Sądem Najwyższym o prawo do nakładania ceł. Tymczasem rynki czekają na decyzję Banku Anglii i dane o sprzedaży w strefie euro — przy stabilnym złotym i spokojnym handlu na głównych parach walutowych.

Kiedy pauza?

W czwartek, 6 listopada, rynek wciąż żyje wczorajszą decyzją Rady Polityki Pieniężnej, która ogłosiła piątą już w obecnym cyklu obniżkę stóp procentowych. Po wczorajszym ruchu łączna skala tegorocznego luzowania wynosi 150 punktów bazowych, a stopa referencyjna spadła do 4,25%. Dla nowo zaciąganych kredytów mieszkaniowych o przeciętnej wartości oznacza to spadek miesięcznej raty o około 10%, choć efekt ten rozłoży się w czasie wraz z aktualizacją stawek rynkowych. Wraz z decyzją NBP zaprezentował nowe projekcje inflacyjne, wskazujące na szybsze tempo spadku inflacji w tym i przyszłym roku, ale łagodniejsze obniżanie dynamiki cen w 2027. To może oznaczać zbliżanie się do końca cyklu łagodzenia polityki pieniężnej. Teraz uwaga inwestorów koncentruje się na dzisiejszym wystąpieniu prezesa Adama Glapińskiego, które może przesądzić o pauzie w kolejnych posunięciach RPP. Według analityków na kolejną obniżkę poczekamy do marca.

Trump walczy o cła

By oderwać się od znojów towarzyszących batalii przed Sądem Najwyższym, Donald Trump wczoraj skierował ostrą krytykę pod adresem nowego burmistrza Nowego Jorku. I choć konflikt między prezydentem USA a nowym gospodarzem Wielkiego Jabłka jest całkiem widowiskowy, to jednak znacznie poważniejsze konsekwencje mogą wynikać z przesłuchań, jakie odbyły się w Waszyngtonie w sprawie zgodności z konstytucją szerokiej polityki taryfowej jego administracji. Sędziowie wyrażali wątpliwości, czy prezydent miał prawo samodzielnie nakładać cła, skoro zgodnie z ustawą zasadniczą to Kongres posiada prerogatywy w zakresie polityki podatkowej i handlowej. Prawnicy Trumpa argumentowali, że celem taryf nie było pozyskanie dochodów budżetowych, lecz działanie o charakterze regulacyjnym — mające chronić amerykański przemysł przed nadmiernym importem. Ostateczny werdykt Sądu może istotnie wpłynąć na zakres kompetencji przyszłych administracji w kształtowaniu polityki handlowej USA. Wystarczy zauważyć, że walka toczy się o 90 mld dolarów, które do tej pory zasiliły federalny budżet z tytułu nowych ceł. W najgorszym scenariuszu będzie trzeba je zwrócić.

Dziś decyduje Bank Anglii

Czwartkowy kalendarz makroekonomiczny koncentruje dziś uwagę inwestorów na dwóch wydarzeniach: decyzji Banku Anglii w sprawie stóp procentowych oraz odczycie sprzedaży detalicznej w strefie euro. Dane z Eurolandu poznamy o 11:00, a konsensus rynkowy zakłada utrzymanie dynamiki zbliżonej do poprzedniego miesiąca, co sugeruje stabilizację nastrojów konsumentów, choć wciąż bez wyraźnego ożywienia. Z kolei Bank Anglii prawdopodobnie pozostawi główną stopę na poziomie 4,0%, a rynek oczekuje raczej tonacji „wait-and-see” w komunikacie, z naciskiem na utrzymanie restrykcyjnej polityki do momentu trwałego powrotu inflacji do celu. Na rynku walutowym złoty pozostaje stabilny – EUR/PLN waha się wokół 4,25 zł, USD/PLN przy 3,70 zł, a EUR/USD utrzymuje się w rejonie 1,15$. Reakcja inwestorów będzie zależeć od ewentualnych niespodzianek w danych i tonu wystąpienia prezesa BoE Andrew Baileya.

Karty kredytowe w sektorze pożyczkowym rosną 3x szybciej niż w bankach

Boom na karty kredytowe nie dotyczy dziś już tylko banków. W sektorze pożyczkowym produkt ten stał się jednym z najszybciej rosnących narzędzi finansowania krótkoterminowego. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), w okresie od stycznia do września 2025 roku wartość przyznanych limitów kart kredytowych przez firmy pożyczkowe wzrosła o 23% rok do roku, a łączna wartość zadłużenia z tego tytułu była wyższa aż o 70%.

Rynek kart kredytowych w sektorze pożyczkowym rośnie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Z jednej strony zwiększa to dostępność finansowania, z drugiej – mnoży ryzyka związane z nadmiernym zadłużeniem. Zmiana strategii pożyczkodawców, rosnąca popularność „kredytowania przez karty” i słabsza spłacalność wymagają reakcji nie tylko konsumentów, ale i regulatorów. W przeciwnym razie ten segment, zamiast wspierać elastyczne finansowanie, może stać się kolejnym źródłem problemów dla najbardziej wrażliwych uczestników rynku.

Ten dynamiczny wzrost, w połączeniu z wysoką utylizacją limitów w zaledwie kilka dni po ich aktywacji, rodzi pytanie o rolę kart kredytowych w strategii pożyczkodawców. Czy stanowią one faktyczny instrument kredytowy, czy raczej sprytny sposób budowania lojalności i utrzymania klientów w systemie krótkoterminowego zadłużenia?

Segment pożyczkowy przyspiesza, banki w defensywie

Choć bankowe karty kredytowe nadal dominują wolumenem i mają bardziej ugruntowaną pozycję na rynku, ich rozwój od lat pozostaje stabilny, a w ostatnim czasie – nawet hamuje. Liczba posiadaczy kart bankowych wynosi obecnie 4,4 mln osób, co oznacza spadek w ujęciu rocznym, a wartość nowo przyznanych limitów wzrosła zaledwie o 7% w pierwszych trzech kwartałach 2025 r.

Tymczasem pożyczkodawcy dynamicznie przyciągają nowych użytkowników – oferta kart kredytowych wydawanych przez firmy pożyczkowe trafiła już do ponad 200 tys. klientów. Wysokie oprocentowanie najczęściej idzie tam w parze z uproszczonym procesem pozyskania limitu i natychmiastową dostępnością środków.

Wysoka utylizacja, szybkie zużycie

Jednym z najbardziej zaskakujących elementów rynku kart pożyczkowych jest tempo, w jakim klienci wykorzystują przyznany limit. Według danych BIK:

  • 83,5% – średni poziom wykorzystania limitu na karcie w sektorze pożyczkowym,
  • 91,7% – średnie wykorzystanie przy limicie 2 tys. zł,
  • 89% – wysokość wykorzystania limitu już w pierwszych dniach po otrzymaniu karty.

Dla porównania, w bankach średnie wykorzystanie limitu wynosi 48,7%, a w pierwszych dniach od aktywacji karty – zaledwie 24%. Można zatem przypuszczać, że w wielu przypadkach karta kredytowa w firmie pożyczkowej staje się substytutem standardowej pożyczki ratalnej – z pozoru wygodnym, ale droższym i obarczonym większym ryzykiem opóźnień.

Spłacalność pod lupą: ryzyko rośnie

Dane dotyczące nieterminowej spłaty zobowiązań stawiają oba segmenty rynku w wyraźnym kontraście:

  • 13,7% kart pożyczkowych ma opóźnienia >90 dni w spłacie,
  • 7,6% – taki odsetek w przypadku kart bankowych.

Jeszcze większa różnica widoczna jest, gdy spojrzymy szerzej: aż 25,7% posiadaczy kart pożyczkowych ma przeterminowane zobowiązania w całym sektorze finansowym (bankowym i pozabankowym), podczas gdy wśród użytkowników kart bankowych odsetek ten wynosi zaledwie 5,7%.

Pożyczkowe karty kredytowe – ograniczyć ryzyko, zanim wpadnie się w spiralę

Sytuacja na rynku kart kredytowych wydawanych przez firmy pożyczkowe wymaga uwagi. Wysoka dostępność limitów, szybka utylizacja i znaczne ryzyko nieterminowej spłaty mogą prowadzić do zadłużenia trudnego do opanowania, zwłaszcza w przypadku klientów o niższej zdolności kredytowej.

Ochrona konsumentów przed spiralą zadłużenia powinna być odpowiedzialnością całego sektora finansowego – zarówno banków, jak i firm pożyczkowych. Transparentna informacja o kosztach, odpowiedzialna ocena zdolności kredytowej i monitoring poziomu zadłużenia to absolutne minimum, które może pomóc ograniczyć ryzyka systemowe i indywidualne.

Źródło danych: BIK, sektorowy monitoring instytucji finansowych, wrzesień 2025.

Medicalgorithmics zwiększa przychody o 38% w III kwartale – dynamiczny wzrost na rynku USA

Medicalgorithmics odnotował w III kwartale br. wzrost przychodów o 38%, kontynuując tym samym ścieżkę dynamicznego wzrostu. W ubiegłym kwartale Spółka odnotowała niemal 7,2 mln zł przychodów ze sprzedaży, w tym 2,2 mln zł tylko z rynku amerykańskiego, gdzie rosły one o 76% r/r. Od początku 2025 roku Medicalgorithmics podpisał już 19 umów z nowymi klientami. Zawarte kontrakty, w tym z jednym z największych amerykańskich IDTF, przekładają się już na wyniki, przez co Spółka przewiduje dalszy wzrost wpływów z ich realizacji w IV kwartale oraz w 2026 roku.

– Dynamika przychodów zanotowana w III kwartale to dopiero początek. Pracujemy nad integracją kolejnych umów, negocjujemy nowe kontrakty oraz realizujemy poszerzoną współprace z jednym z największych IDTF w Stanach Zjednoczonych, która na tą chwilę jest najbardziej owocna. We wrześniu wdrożyliśmy aktualizację, dzięki której dzienna liczba badań realizowanych przez IDTF wzrosła o 118%. W związku z tym w 2026 r. możemy spodziewać się podobnych, a nawet wyższych dynamik – mówi dr Kris Siemionow, Prezes zarządu Medicalgorithmics.

W III kwartale 2025 roku Medicalgorithmics miał 7,2 mln PLN skonsolidowanych przychodów wobec 5,2 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 38% r./r. oraz o 3% w stosunku do II kwartału br. Rynek amerykański przyniósł Spółce 2,2 mln zł przychodów, notując dynamikę wzrostu na poziomie 76%. Wskazane liczby są potwierdzeniem realizacji strategii, w ramach której spółka skupia się na sprzedaży algorytmów AI oraz oprogramowania diagnostycznego o najwyższej marżowości. W raportowanym okresie Medicalgorithmics przeprowadziło prawie 97 tys. badań EKG co oznacza wzrost o blisko 33% rok do roku.

Ubiegły kwartał był bardzo udany pod kątem jakości rozpoczętych współprac, natomiast trwający IV kwartał jest jeszcze bardziej intensywny. Zawarliśmy umowę z jednym z największych IDTF w Wielkiej Brytanii na nasze autorskie algorytmy AI oraz platformę do analizy EKG. Do tego nawiązaliśmy współpracę z jednym z liderów w sektorze ochrony zdrowia w Arabii Saudyjskiej oraz regionie MENA na dostawę rozwiązania VCAST. O potencjale wspomnianej technologii świadczy m.in. rozpoczęte niedawno badanie, które realizujemy we współpracy ze szwedzkim Uniwersytetem w Lund. VCAST zostanie wykorzystany w analizie danych pochodzących z badania ponad 30 tys. osób. Będzie to istotne potwierdzenie skuteczności wspomnianej technologii naszego autorstwa – dodaje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Na początku listopada Spółka ogłosiła rozpoczęcie przełomowej współpracy badawczej z wiodącym Uniwersytetem medycznym w Lund w Szwecji. Celem inicjatywy jest stworzenie największego na świecie zbioru danych dotyczących funkcji serca uzyskanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz wyznaczenie nowego globalnego standardu w nieinwazyjnej diagnostyce kardiologicznej przy wykorzystaniu Wirtualnego Testu Obciążeniowego Serca (VCAST). Projekt zakłada wykorzystanie platformy VCAST w analizie danych pochodzących z badania SCAPIS – jednego z najbardziej kompleksowych projektów obrazowania kardiologicznego na świecie, obejmującego ponad 30 000 osób.

Od początku tego roku notowany na GPW medtech dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów. Spółka podpisała rekordową liczbę umów (19 – więcej niż w całym 2024 roku), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji. Od początku roku spółka podwoiła swoją wartość, stając się jedną z najlepszych inwestycji na GPW w 2025 roku. Wśród nowych umów, poza wspomnianym amerykańskimi użytkownikami technologii Medicalgorithmics, znajdują się także: umowy z europejskim i brytyjskim IDTF, umowa z amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz trzy pierwsze komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim, arabskim oraz strategicznym rynku skandynawskim.

Polityka strachu kontra rzeczywistość: imigranci nie są problemem dla budżetu USA

Prawdą jest, że za rządów prezydenta Bidena imigracja do USA wzrosła. Nieprawdą, że migranci zabierają pracę Amerykanom, są obciążeniem dla budżetu i popełniają przestępstwa częściej niż rodowici obywatele USA.

Migracja jako hasło wyborcze pojawiała się w amerykańskiej historii sporadycznie. O ile politycy okazjonalnie nagłaśniali ten temat w swoich programach, to wyborcy odnosili się do niego zwykle z dystansem. Niezmiennie ważniejsza okazywała się np. sytuacja na rynku pracy czy inflacja. Można więc stwierdzić, że przeciętny wyborca widzi migrację w najlepszym przypadku w ramach tzw. postrzegania peryferyjnego.

Jednocześnie należy przypomnieć, że Stany Zjednoczone są krajem imigracji. Jeśli tak, to dlaczego ten wątek nie znajduje oddźwięku w elektoracie? Być może jest tak, ponieważ Amerykanie pozostają przychylni przybyszom z innych krajów? Przeprowadzone dla The Chicago Council on Global Affairs badania opinii publicznej sprzed zaledwie kilku miesięcy wykazały, że tylko co piąty Amerykanin jest przeciwny legalnej migracji. Dwie trzecie wyborców uważa, że nielegalni imigranci pracujący obecnie w USA powinni mieć możliwość nie tylko zalegalizowania pobytu, ale też otrzymania obywatelstwa. Z drugiej strony, badania przeprowadzone przez instytut Gallupa wykazywały wzrost poparcia dla zwiększonej imigracji w pierwszych dwóch dekadach tego wieku, aż do prezydentury Bidena. Potem poparcie spadło.

Donald Trump w swojej kampanii z lat 2023-2024 wykorzystał tę zmianę nastrojów i postawił na hasło „America First” (ang. Ameryka na pierwszym miejscu). Jego wypowiedzi łączące obecność migrantów z przestępczością, osłabieniem gospodarki czy obciążeniem dla budżetu państwa znalazły poklask i wręcz obrosły mitami. Warto przyjrzeć się kilku z nich i skonfrontować je z faktami, danymi i analizami.

Fale imigracji

Hasło, że kraj „jest zalewany falą migracyjną” bywało przywoływane w ostatnich niemal 200 latach. Gdy liczba imigrantów szybko rosła, politycy wskazywali na zagrożenia z tym związane. Trzeba przypomnieć, że nielegalna imigracja spadała sukcesywnie za kadencji prezydentów Busha, Obamy i za pierwszej kadencji Trumpa. Jednak za kadencji Bidena mieliśmy do czynienia z szybkim napływem imigrantów, co w swojej kampanii wykorzystał Donald Trump.

Z przeprowadzonej przez Pew Research Center analizy danych z Census Bureau wynika, że w 2024 ok. 15 proc. mieszkańców USA miało miejsce urodzenia poza krajem. To tylko trochę poniżej historycznych rekordów. W tym samym roku dzięki imigracji populacja kraju urosła o ok. 0,8 proc. (dane szacunkowe). Dla porównania, na szczycie uprzednich fal, w latach 1852-1855, 1880-1882 i 1906-1907 imigranci przybywający co roku do USA stanowili 1,5-1,6 proc. rodowitych Amerykanów. Ale o ile migracja netto w 2024 r. wyniosła 2,6 mln osób (w tym 800 tys. migrantów nieudokumentowanych), to ekonomiści Federal Reserve Bank of San Francisco przewidują, że w tym roku liczba ta spadnie do 1 mln. Trudno powiedzieć, czy fala migracji definitywnie opada, ale polityka obecnej administracji zdecydowanie przyczyniła się do odwrócenia trendu.

Imigranci a rynek pracy

Niekiedy w mediach słyszy się stwierdzenia, zwykle z ust polityków, że imigranci „zabierają rodzimym miejsca pracy”. Prezydent Trump podkreślał na swoich wiecach wyborczych te zagrożenia w szczególności ze strony Afro- i Latynoamerykanów. Ekonomiczne analizy wpływu imigracji na poziom płac i podaż pracy przynoszą niejednoznaczne wnioski. Jednym z testów są badania zmian na rynku pracy w obszarach o dużym przypływie siły roboczej imigrantów. Jedna z analiz dotycząca zarówno zmian w stopie bezrobocia, jak i płac, wykazała brak wpływu. Wyniki wyżej cytowane są spójne z teoriami, według których napływ rąk do pracy jest napędzany wzrostem ogólnego popytu na pracę, a więc cyklem koniunkturalnym. W okresie ekspansji imigracja netto (czyli przyjazdy minus wyjazdy) rośnie, a w okresie dekoniunktury maleje. Dotyczy to zarówno migracji legalnej, jak i nielegalnej.

Osobnym zagadnieniem jest dopasowanie podaży pracy do popytu na nią. Dane wykazują, że nielegalni migranci najczęściej podejmują prace, których rodowici Amerykanie nie chcą wykonywać po obowiązujących stawkach wynagrodzenia. Sondaże wskazują tu na usługi hotelarsko-gastronomiczne, rolnictwo, przetwórstwo spożywcze, opiekę nad starszymi, itp.

Imigranci a obciążenia fiskalne

Od razu trzeba wyjaśnić, że legalni imigranci zawsze i wszędzie płacą podatki według takich samych stawek jak rodzimi obywatele. Mity mogą więc dotyczyć jedynie imigrantów nielegalnych. Według badań prowadzonych przez Institute on Taxation and Economic Policy dotyczących roku 2022 nielegalni imigranci zapłacili ok. 100 mld dol. podatków federalnych, stanowych i samorządowych. Jedna trzecia tej sumy wpłynęła jako podatek przeznaczony na świadczenia (do odpowiednika ZUS, ubezpieczenia od bezrobocia). Z tych środków wypłaty dla nieudokumentowanych pracowników są niedostępne tak długo jak pozostają oni w kraju nielegalnie. Nie tylko więc nieudokumentowani migranci nie są obciążeniem fiskalnym, ale subsydiują oni rodzimych podatników.

Imigranci a przestępczość

Wkrótce po objęciu władzy prezydent Donald Trump ogłosił kampanię usuwania z kraju tych imigrantów, których określił jako „gwałcicieli, handlarzy narkotyków i morderców”. Ale oprócz wydalonych migrantów z kartotekami znaleźli się też inni, nienotowani w rejestrach karnych, a nawet obywatele amerykańscy. Można więc domniemywać, że kryterium przestępczości było tylko pretekstem do wzmocnienia nastrojów antyimigranckich. W podtekście administracja imputowała, że migranci stoją na bakier z prawem i jest to zjawisko powszechne.

Dane nt. przestępczości w USA są dostępne od co najmniej 1870 r. Według statystyk przeanalizowanych przez naukowców z Uniwersytetów Stanforda, North Western i Yale, wskaźnik uwięzienia (czyli liczba osadzonych w więzieniu na 100 tys. mieszkańców) dla imigrantów (legalnych i nielegalnych) był przez ostatnie 150 lat niższy niż dla rodowitych Amerykanów. Obywatele urodzeni w USA (próbka za lata 1990-2018, według Migration Policy Institute) byli w porównaniu z imigrantami dziesięć razy częściej osadzani w więzieniach za przestępstwa przy użyciu broni, pięć razy częściej sądzeni za przestępstwa ciężkie i dwa razy częściej za przestępstwa związane z narkotykami.

A co z imigrantami nielegalnymi, grupą będącą na celowniku administracji prezydenta Trumpa? Badania naukowców z Uniwersytetu Wisconsin przeprowadzone na próbce z Teksasu wykazały, że w okresie 2012-2018 r. wskaźnik przestępczości nieudokumentowanych imigrantów był zdecydowanie niższy zarówno w porównaniu do imigrantów legalnych jak i populacji urodzonej w kraju.

Ekonomiści, tacy jak ja, grzeszą wielokroć nadmierną wiarą w analizy ilościowe. Szukając precyzji pomijają trudno wymierne zmienne, takie jak emocje, poglądy polityczne, czy względy kulturowe. Dlatego powstrzymam się od wyciągnięcia „oczywistych” wniosków. Jednak intuicja podpowiada mi, że nacisk, jaki kładzie na temat migracji obecna administracja amerykańska może się okazać w dłuższym okresie kosztowny dla jej perspektyw wyborczych, koniunktury gospodarczej i tego co nazywamy kapitałem społecznym.

Autor: Krzysztof Błędowski – jest adiunktem w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie i członkiem TEP.

Związek Plantatorów Chmielu przeciwko nadregulacji rynku piwa

Związek Polskich Plantatorów Chmielu w odpowiedzi na konsultacje publiczne dotyczące projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych zwraca się z pilnym apelem o wycofanie się z nadmiernie restrykcyjnych regulacji, które mogą doprowadzić do zachwiania się całej branży piwowarskiej i jej łańcucha wartości, w tym gospodarstw zajmujących się uprawą chmielu.

Dramatyczna sytuacja branży

Spadki na rynku piwa są widoczne nie tylko w danych GUS, ale są również bezpośrednio odczuwalne na plantacjach i w skupie chmielu. Od 2019 roku rynek piwa zmniejszył się o 6 milionów hektolitrów – co odpowiada rocznej produkcji około 10 browarów wielkości browaru Namysłów, który właśnie zakończył produkcję piwa, podobnie jak wcześniej zakład w Leżajsku. Sytuacja w 2025 roku również jest dramatyczna – browary ograniczają produkcję, gdyż nawet w miesiącach letnich rynek spadł o ponad 10%.

Nieproporcjonalne obciążenie sektora piwowarskiego

Projekt ustawy w sposób rażąco niesprawiedliwy uderza w sektory piwny – mimo że spożycie piwa od kilku lat spada najszybciej spośród wszystkich alkoholi. Jednocześnie projekt pomija istotne problemy, takie jak tzw. „małpki”, które stanowią realny problem w kontekście patologii związanych ze spożyciem alkoholu. Browary nie powinny ponosić odpowiedzialności za alkotubki ani brak wprowadzenia nocnej prohibicji w Warszawie.

Absurdalna krytyka piw bezalkoholowych

Szczególnie niepokojąca jest krytyka i regulacje dotyczące piw bezalkoholowych. Projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, zamiast koncentrować się na ograniczeniu dostępności „małpek” czy na zakazie sprzedaży nocnej, utrudni rozwój segmentu piw bezalkoholowych, które stanowią realną i wartościową alternatywę dla osób ceniących smak piwa, ale rezygnujących z alkoholu. Piwa bezalkoholowe zawierają te same składniki, co tradycyjne piwa, takie jak chmiel, a ich rosnąca popularność stanowi istotne wsparcie dla branży, która mierzy się z wieloma wyzwaniami i systematycznym spadkiem sprzedaży. Piwa bezalkoholowe są również ratunkiem na branży chmielarskiej, gdyż pozwala nieco zmniejszyć spadek popytu na chmiel.

To paradoks. Zamiast wspierać produkty, które pomagają ograniczyć spożycie alkoholu, projekt ustawy utrudnia ich rozwój. Tymczasem piwa bezalkoholowe są dowodem, że branża potrafi sama się zmieniać w kierunku odpowiedzialnej konsumpcji. Warto się zastanowić, komu zależy na tym, żeby jeszcze bardziej zachwiać sektorem piwowarskim, a tym samym pogrążyć naszą branżę. – komentuje Rajmund Szulc, Prezes Zarządu Związku Polskich Plantatorów Chmielu.

Zagrożenie dla rodzin rolniczych

Restrykcyjne regulacje zaproponowane w rządowym projekcie ustawy mogą doprowadzić do upadku nie tylko browarów, ale także plantatorów i producentów chmielu. W Polsce chmiel uprawia około 700 plantatorów, głównie w małych gospodarstwach rodzinnych, których średnia powierzchnia wynosi około 2 hektary. Dla tych rodzin uprawa chmielu jest często jedynym źródłem utrzymania. Chmiel jest uprawą wieloletnią o żywotności plantacji wynoszącej 15-20 lat. Oznacza to, że plantatorzy nie mogą szybko zmienić profilu produkcji ani dostosować się do nagłych zmian rynkowych. Inwestycje w chmielarstwo są długoterminowe, a ich zwrot rozłożony na wiele lat. Nagłe wprowadzenie restrykcyjnych przepisów uderza w wieloletnie plany gospodarcze rodzin rolniczych, które nie mają alternatywnych źródeł dochodu.

Chmiel to źródło utrzymania dla setek rodzin. Jeśli browary jeszcze bardziej ograniczą produkcję, wiele naszych gospodarstw przestanie istnieć. Te regulacje to dla nas kwestia przetrwania. – mówi Rajmund Szulc, Prezes Zarządu Związku Polskich Plantatorów Chmielu.

Kumulacja regulacji prowadzi do katastrofy

Należy pamiętać, że nie jest to jedyna ustawa dotycząca branży piwnej, która aktualnie jest rozważana – w Sejmie trwają również prace nad podniesieniem akcyzy, VAT oraz wprowadzeniem opłaty cukrowej. Tworzenie tak rygorystycznych przepisów prawnych może sprzyjać gwałtownemu rozwojowi szarej strefy oraz przejęciu rynku przez alkohole mocne. Zamiast rozwiązać problem nadużywania alkoholu, projektowane regulacje przyczynią się do jego przeniesienia do szarej strefy i zmiany struktury spożycia na korzyść innych, często mocniejszych alkoholi.

Apel o rozsądek i odstąpienie od nadregulacji

Związek Polskich Plantatorów Chmielu apeluje o odstąpienie od szkodliwych nadregulacji i skupienie się na działaniach faktycznie ograniczających problem nadużywania alkoholu, a także zwiększających świadomość społeczną jego skutków. To nie jest spór o przepisy – to walka o przetrwanie rodzinnych gospodarstw, które od pokoleń budują tradycję polskiego piwa. Związek wzywa do dialogu, rozsądku i tworzenia prawa, które chroni, a nie karze tych, którzy uczciwie pracują.

Związek Polskich Plantatorów Chmielu skierował oficjalne stanowisko do Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w ramach konsultacji publicznych dotyczących rządowego projektu ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi (UD147).

Kurs funta rośnie przed decyzją BoE – rynek czeka na sygnał w sprawie stóp

Bank Anglii (BoE) niemal na pewno utrzyma główną stopę procentową na poziomie 4%, co zakończy trwającą od sierpnia 2024 roku serię kwartalnych obniżek. Oczekiwane stosunkiem głosów 6:3 utrzymanie stóp oznaczałoby, że decyzja będzie głęboko podzielona, a głosowanie odbędzie się w nowym, bardziej transparentnym formacie – po raz pierwszy wszyscy członkowie Komitetu Polityki Pieniężnej (MPC) publicznie przedstawią indywidualne uzasadnienia swoich stanowisk.

Utrzymująca się inflacja, która we wrześniu wyniosła 3,8% – niemal dwukrotnie powyżej celu 2% – nadal niepokoi część decydentów. Z drugiej strony, członkowie bardziej „gołębiego” skrzydła Komitetu, jak Alan Taylor czy Dave Ramsden, wskazują na spowolnienie gospodarcze i słabnący rynek pracy jako argumenty przemawiające za dalszym łagodzeniem polityki.

Bank ma prawdopodobnie obniżyć swoje prognozy inflacyjne w krótkim okresie, lecz może jednocześnie skorygować w górę prognozy wzrostu gospodarczego na 2025 rok. Ważnym czynnikiem wpływającym na politykę pieniężną będzie także nadchodzący budżet jesienny zapowiedziany na 26 listopada – oczekiwane podwyżki podatków, ogłoszone przez minister skarbu Rachel Reeves, mogą mieć charakter dezinflacyjny, wzmacniając argumenty za obniżkami stóp w kolejnych miesiącach.

Szczególną uwagę przyciąga rola gubernatora Andrew Baileya, którego wyważone stanowisko może okazać się kluczowe w przypadku bliskiego rozkładu głosów. Z kolei Dave Ramsden, zastępca gubernatora, ma po raz pierwszy dołączyć do „gołębiej” frakcji MPC, razem z Taylor i Dhingrą.

Bank Anglii wprowadza również największą od lat reformę komunikacji swojej polityki monetarnej. Poza indywidualnymi uzasadnieniami członków Komitetu, publikowany będzie przejrzysty przegląd decyzji, wzbogacony o analizy scenariuszy alternatywnych oraz reakcje na potencjalne zmiany w ścieżce polityki.

BoE najpewniej utrzyma dotychczasowy język, podkreślający „ostrożne i stopniowe” podejście do dalszego łagodzenia warunków finansowych. Rynek oczekuje kolejnej obniżki stóp w grudniu lub lutym, ponieważ stopy procentowe zbliżają się już do poziomu uznawanego za neutralny – nie działającego ani stymulująco, ani restrykcyjnie na gospodarkę. Do grudniowego posiedzenia zostaną jeszcze opublikowane dwa kluczowe zestawy danych: o inflacji i sytuacji na rynku pracy, które będą miały istotne znaczenie dla kolejnych decyzji. Funt dzisiaj delikatnie zyskuje względem dolara (+0,11%) i wyceniany jest na 1,3065.

RPP zgodnie z oczekiwaniami tnie stopy o 25 pb – rynek zakłada dalsze luzowanie

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w listopadzie stopy procentowe NBP o 25 punktów bazowych, ustalając stopę referencyjną na poziomie 4,25 proc. Była to czwarta z rzędu obniżka stóp, kontynuująca cykl luzowania rozpoczęty w lipcu bieżącego roku.

W efekcie, w ciągu ostatniego półrocza stopy procentowe w Polsce spadły łącznie o 150 punktów bazowych. Decyzja RPP była zgodna z oczekiwaniami rynku, który zakłada dalsze łagodzenie polityki pieniężnej. Kontrakty terminowe na WIBOR wyceniają obecnie obniżki stóp o kolejne 75 punktów bazowych do końca 2026 roku.

IKEA Retail Polska podsumowała rok finansowy 2025

IKEA Retail Polska zakończyła rok finansowy 2025 (1 września 2024 – 31 sierpnia 2025) ze sprzedażą przekraczającą 6,2 mld zł, co oznacza wzrost o ok. 3% r/r. Firma odnotowała większą liczbę klientów zarówno w sklepach stacjonarnych (11,1 mln, +2,5 p.p.), jak i online (3,8 mln, +10% r/r). Kanał e-commerce odpowiada już za ponad 37% całkowitych przychodów.

Aplikacja mobilna IKEA osiągnęła 810 tys. pobrań, a wraz ze stroną internetową zanotowała niemal 198 mln odwiedzin. Program lojalnościowy IKEA Family zrzesza już 6,7 mln uczestników, w tym 730 tys. nowych w 2025 r.

Inwestycje w pracowników i stabilność organizacyjna

W minionym roku IKEA zainwestowała 54 mln zł w wynagrodzenia i benefity. Luka płacowa w ramach porównywalnych stanowisk wyniosła 1,29%, a rotacja pracowników spadła do 13,9% (vs 16,6% rok wcześniej). Firma ponownie uzyskała certyfikat Great Place to Work®. 67% pracowników oceniło IKEA jako świetne miejsce pracy.

Zrównoważony rozwój w praktyce

W obszarze gospodarki obiegu zamkniętego odnotowano wyraźny wzrost zainteresowania usługą odkupu mebli oraz sprzedażą produktów z drugiego obiegu. W 2025 r. klienci przekazali 7942 produktów w ramach usługi „Oddaj i Zyskaj”, a ponad 1,87 mln produktów znalazło nowych właścicieli w dziale „Okazje na Okrągło”.

Restauracje IKEA kontynuują promocję zrównoważonych wyborów żywieniowych – potrawy roślinne stanowiły 44% sprzedanych dań (vs 41% rok wcześniej).

Energia odnawialna i inwestycje

Po uruchomieniu nowych instalacji wiatrowych i słonecznych, IKEA posiada w Polsce 7 farm wiatrowych i 1 farmę fotowoltaiczną. W 2025 roku firma wytworzyła 652 GWh energii ze źródeł odnawialnych, wspierając globalny cel neutralności klimatycznej.

Vercom przyspiesza dzięki sztucznej inteligencji – baza klientów rośnie o 22% rdr

Vercom SA podsumowuje wyniki finansowe za III kw. 2025 r. Spółka pozyskała ponad 11 tysięcy nowych użytkowników, trzykrotnie więcej niż średnia za poprzednie cztery kwartały. Efektem tego był wzrost bazy klientów o 22% rdr. do ponad 111 tys. Rekordowa liczba pozyskanych klientów oraz dalszy dynamiczny wzrost wykorzystania nowych kanałów komunikacji przełożyły się na wzrost skorygowanej EBITDA o 23% rdr. do 35 mln zł.

– Miniony kwartał pokazuje, że nowe technologie takie jak sztuczna inteligencja odgrywają coraz ważniejszą rolę w naszej Grupie. Warto zwrócić uwagę, że postępy we wdrażaniu rozwiązań AI w obszarze produktowym oraz w procesie obsługi klientów nie tylko wspierają bieżące wyniki finansowe, ale przede wszystkim zwiększają skalowalność naszego modelu biznesowego. Dzięki temu jesteśmy w stanie jeszcze efektywniej obsługiwać rosnącą liczbę klientów, co jest kluczowe z perspektywy naszego długoterminowego celu strategicznego, którym jest osiągnięcie poziomu miliona płacących klientów – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

W samym III kwartale Vercom pozyskał ponad 11.000 nowych klientów, trzykrotnie więcej niż średnia za ostatnie cztery kwartały. Jednocześnie, Spółka odnotowała dynamiczny wzrost wykorzystania nowych kanałów komunikacji takich jak RCS czy OTT, po które coraz chętniej sięgają spółki szukające skutecznych metod angażowania swoich odbiorców przed zbliżającym się szczytem sezonu sprzedażowego. W rezultacie, w III kwartale 2025 r. Vercom może pochwalić się przyspieszeniem dynamiki wyników finansowych. Zysk brutto na sprzedaży skorygowany o wpływ kursów walutowych wzrósł o 18% rdr. do 65 mln zł, a skorygowana EBITDA o 23% rdr. do ponad 35 mln zł.

– Pozytywne trendy, które obserwujemy zarówno w segmencie klientów SME jak i Enterprise, pozwoliły nam wykonać kolejny duży krok w stronę realizacji celu EBITDA na ten rok na poziomie 135 mln zł. Przyspieszenie dynamiki wzrostu, szczególnie widoczne pod koniec minionego kwartału, to także dobry prognostyk przed zbliżającym się szczytem sezonu sprzedażowego. Warto zauważyć, że osiągamy wyniki zgodne z założeniami pomimo niesprzyjających kursów walutowych, których łączny wpływ na zysk brutto na sprzedaży w tym roku to już ponad 3,5 mln zł. – Łukasz Szałaśnik, CFO Vercom S.A.

Największe postępy w adopcji rozwiązań opartych o AI dotyczyły w III kwartale usługi MailerLite. Dzięki wykorzystaniu AI, średni czas aktywacji nowych klientów w MailerLite skrócił się z ponad 1 dnia do mniej niż godziny, a ponad 70% zapytań trafiających do biura obsługi klienta jest już obsługiwanych w pełni automatycznie. Dodatkowo, klienci mogą teraz czerpać korzyści z możliwości jakie daje tzw. „Model Context Protocol” (MCP). Jest to standard komunikacji, który pozwala na bezpieczną integrację narzędzi AI takich jak ChatGPT z zewnętrznymi usługami. W rezultacie, klienci MailerLite mogą tworzyć, planować oraz analizować skuteczność kampanii email marketingowych wykorzystując do tego jeden z kilku popularnych modeli AI. W ślad za rosnącą wartością usług oferowanych przez MailerLite, w minionym kwartale zostały wdrożone zmiany w darmowym planie obejmujące redukcję maksymalnej liczby subskrybentów oraz skrócenie okresu próbnego. Efektem tego było przyspieszenie monetyzacji użytkowników korzystających dotychczas z modelu freemium.

– Ostatnie dwa kwartały to okres rekordowych wzrostów rejestracji nowych użytkowników w MailerLite. Dzięki automatyzacji kluczowych procesów z wykorzystaniem AI jesteśmy w stanie nie tylko szybciej rosnąc, ale także zapewnić klientom jeszcze lepszą jakość obsługi, co ma istotny wpływ na poziomy konwersji oraz retencję użytkowników. Spodziewamy się, że efekty tych działań w połączeniu z przyspieszeniem monetyzacji użytkowników freemium powinny przełożyć się na trwałe zwiększenie liczby pozyskiwanych płacących klientów także w kolejnych kwartałach – dodaje Indrė Sizovaitė, członek zarządu Vercom odpowiedzialny za obszar klientów SME.

Nowe Techniki Genomowe odpowiedzią na suszę i wyzwania żywnościowe przyszłości

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat populacja świata wzrosła ponad dwukrotnie, a Organizacja Narodów Zjednoczonych przewiduje, że do 2050 roku osiągnie 9,7 miliarda. Ten wzrost, w połączeniu ze skutkami zmian klimatu i presją na ograniczone zasoby naturalne, wymaga od systemów rolniczych zapewnienia wyższej produktywności, lepszej jakości i większej wydajności, przy jednoczesnym zmniejszeniu wpływu na środowisko, a innowacyjność jest kluczowa dla osiągnięcia tych celów.

Ostatnie lata przyniosły znaczny postęp w technologii rolniczej w postaci platform cyfrowych i sztucznej inteligencji, które umożliwiają monitorowanie upraw w czasie rzeczywistym i precyzyjniejsze wykorzystanie środków produkcji. Ponadto praktyki regeneracyjne przyczyniają się do zdrowia gleby i bioróżnorodności, a rozwiązania biologiczne wspierają ochronę upraw i odporność na stres. Oprócz tych osiągnięć, hodowla roślin wkracza w nowy etap dzięki zastosowaniu Nowych Technik Genomowych (NGT).

NGT, w tym CRISPR-Cas, zapewniają niespotykaną dotąd precyzję w ulepszaniu roślin. W przeciwieństwie do organizmów modyfikowanych genetycznie, które opierają się na wprowadzaniu obcych genów, NGT działają w obrębie własnego DNA rośliny. Takie podejście pozwala na celowane modyfikacje, które mogłyby wystąpić naturalnie, ale są osiągane szybciej i z większą dokładnością. Technologia wspiera rozwój odmian o zwiększonej odporności na suszę, szkodniki i choroby, a także cechujących się efektywniejszym wykorzystaniu wody i składników odżywczych oraz o wyższej wartości odżywczej. Przyczynia się również do zmniejszenia ilości alergenów i marnowania żywności poprzez wydłużenie okresu przydatności do spożycia.

Susza w Polsce nie jest już problemem epizodycznym, lecz stałym elementem krajobrazu hydrologicznego. Według Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW)[1], tak poważnej sytuacji hydrologicznej nie odnotowywano w Polsce od dekady. Polska znajduje się także w niekorzystnej sytuacji pod względem zasobów wodnych w Europie. Dysponuje trzy razy mniejszymi zasobami wody na mieszkańca niż inne kraje europejskie – około 1600 metrów sześciennych rocznie, a w czasie suszy wartość ta spada do 1000 metrów sześciennych. Dla porównania, przeciętny Europejczyk zużywa około 4500 metrów sześciennych wody rocznie.[2]

Te wyzwania podkreślają pilną potrzebę upowszechniania zrównoważonych rozwiązań, które pomogą rolnikom w adaptacji i utrzymaniu produktywności, a NGT oferują jedną z takich możliwości.

Marcin Gryn, rolnik prowadzący rodzinne gospodarstwo rolne, produkujące pszenicę, kukurydzę, rzepak i ziemniaki oraz wiceprezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych mówi, że zmiany w rolnictwie zachodzą tak szybko, że dotychczasowe techniki nie są już wystarczające.  – Potrzeba innowacji, w tym nowych technik hodowli genomowej, jest dziś bezdyskusyjna. Patrząc w przyszłość, nie widzę innej możliwości, jak tylko budować je na solidnych fundamentach doświadczenia, uwzględniając jednocześnie stałą obserwację i konieczność zmian. Integracja nowych technik genomowych z obecnymi praktykami mogłaby pomóc nam, rolnikom Unii Europejskiej, stać się bardziej konkurencyjnymi, tak abyśmy mogli nadal utrzymywać nasze gospodarstwa, produkować dla europejskich konsumentów i nie przegrać wyścigu z konkurentami z innych kontynentów – uważa.

Współpraca w sektorze rolniczym między rolnikami, naukowcami, decydentami i dostawcami technologii jest niezbędna do pełnego wykorzystania potencjału tych innowacji. Dzięki współpracy europejska społeczność rolnicza może zapewnić odpowiedzialne opracowywanie i wdrażanie narzędzi takich jak NGT, pomagając polskim rolnikom w adaptacji do zmian klimatu, a jednocześnie przyczyniając się do bardziej produktywnego, zrównoważonego i odpornego systemu żywnościowego dla przyszłych pokoleń.

Autor: Andre Negreiros, lider działu handlowego międzynarodowej firmy naukowo-badawczej Corteva Agriscience w Europie Środkowo-Wschodniej

[1] https://imgw.pl/

[2] https://magazyncieplasystemowego.pl/rynek/kiedy-deszcz-to-za-malo-zagrozenie-susza-w-polsce/

Inflacja spada, raty kredytów również. RPP obniża stopy procentowe o 25 pb

Po spadku inflacji w październiku do 2,8 proc. przy wcześniejszych prognozach NBP zakładających możliwy powrót powyżej 3 proc. oraz wyraźnym obniżeniu inflacji bazowej, decyzja RPP o kolejnej obniżce stóp procentowych nie jest zaskoczeniem. Stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 4,25 proc., wciąż wyraźnie powyżej poziomu inflacji, co otwiera drogę do dalszych cięć. Niższe stopy procentowe przekładają się bezpośrednio na koszty obsługi kredytów, co oznacza, że rata kredytu hipotecznego w złotych spada obecnie o 12 do 18 zł na każde 100 tys. zł zadłużenia, przynosząc realną ulgę coraz większej liczbie kredytobiorców.

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała dziś o kolejnym obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Podstawowa stopa wynosi obecnie 4,25 proc. Decyzja nie jest niespodzianką, ponieważ po październikowym spadku inflacji do 2,8 proc. (z poziomu 2,9 proc. w sierpniu i wrześniu), droga do dalszych obniżek stóp stała otworem. Tym bardziej że jeszcze kilka miesięcy temu NBP zakładał, iż w drugiej połowie roku inflacja może ponownie przekroczyć 3 proc., głównie z powodu wyższych kosztów energii, usług oraz możliwego odbicia cen żywności. Tymczasem jesteśmy kolejny krok bliżej osiągnięcia celu inflacyjnego NBP, wynoszącego 2,5 proc.

Październikowy odczyt inflacji CPI okazał się niższy od oczekiwań ekonomistów, którzy prognozowali, że inflacja pozostanie bez zmian. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły zaledwie o 0,1 proc., co wyraźnie pokazuje, że presja cenowa w krótkim terminie osłabła. W październiku ceny żywności nie zmieniły się w stosunku do września. W ujęciu rocznym żywność i napoje bezalkoholowe są droższe o 3,4 proc., czyli więcej niż wynosi ogólny wskaźnik inflacji, ale mniej niż miesiąc wcześniej, gdy wzrost wynosił 4,2 proc. Ceny nośników energii wzrosły o 2,6 proc. rok do roku wobec 2,4 proc. miesiąc wcześniej. W październiku o 1 proc. wzrosły ceny paliw i benzyny, co pokazuje, że mimo pewnego wzrostu cen surowców energetycznych, ich wpływ na inflację jest ograniczony i inflacja zamiast rosnąć – nadal spada.

Do najniższego poziomu od listopada 2019 roku spadła także inflacja bazowa, wskaźnik, na który Rada Polityki Pieniężnej zwraca szczególną uwagę, osiągając prawdopodobnie poziom 3 proc. (wobec 3,2 proc. we wrześniu). Inflacja bazowa to wskaźnik cen, który wyklucza najbardziej zmienne składniki, przede wszystkim żywność i energię, i lepiej odzwierciedla trwałe tendencje inflacyjne w gospodarce.

Najważniejszym argumentem przeciwko dalszemu cięciu stóp procentowych pozostaje jednak fakt, że rząd prowadzi wciąż bardzo luźną politykę fiskalną. W projekcie budżetu na 2026 rok zaplanowano wysoki deficyt wynoszący aż 6,5 proc. PKB, co oznacza jedynie niewielki spadek z poziomu około 7 proc. w 2025 roku. To sygnał, że impuls fiskalny nadal będzie wspierał wzrost gospodarczy, a tym samym może utrudniać dalsze obniżanie inflacji.

RPP wydaje się działać w zgodzie z nastrojami polskich inwestorów, którzy również oceniają, że ryzyko inflacyjne wyraźnie się zmniejsza. Z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że inflacja, po wielu kwartałach dominacji, spadła na drugie miejsce wśród największych obaw inwestorów. Na pierwszym miejscu znalazło się ryzyko konfliktu międzynarodowego, które wskazało 25 proc. ankietowanych. Inflacji obawia się 22 proc. respondentów, a recesji w Polsce i na świecie po 12 proc.

Obniżka stóp procentowych cieszy posiadaczy kredytów hipotecznych, ponieważ oznacza dla nich ratę niższą o około 12-18 zł w przeliczeniu na każde 100 tysięcy złotych kredytu. Warto jednak pamiętać, że nie dotyczy to osób, które wybrały kredyty ze stałą stopą procentową. W ich przypadku zmiana oprocentowania nastąpi dopiero po zakończeniu okresu obowiązywania stałej stopy, najczęściej po pięciu latach. Spadek oprocentowania może także objąć inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy karty kredytowe. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.

Przejęcie Ele Taxi przez iTaxi zmienia układ sił na rynku taksówkowym

Na rynku mobilności w Polsce dochodzi do jednego z najważniejszych wydarzeń ostatnich lat, trwale zmieniającego jego krajobraz. Ele Taxi dołącza do iTaxi. Połączenie przynosi klientom – biznesowym i indywidualnym – nie tylko szerszą ofertę i większą dostępność wysokiej jakości usług, ale także wyższy poziom innowacyjności, rozwój elektromobilności oraz wzmocnienie pozycji konkurencyjnej wobec globalnych platform przewozowych.

iTaxi konsekwentnie realizuje projekt konsolidacji polskiego rynku taksówkowego. W ostatnich latach do firmy dołączyło 16 regionalnych korporacji taksówkowych, w tym m.in. w Trójmieście, Wrocławiu, Krakowie, Olsztynie i Warszawie. Dołączenie Ele Taxi oraz należącej do niej marki Taxi Polska, obecnej w 29 miastach, nadaje projektowi nową dynamikę i znaczenie w konkurencyjnej rywalizacji z międzynarodowymi platformami.

To strategiczny krok w budowaniu wiodącej w Polsce platformy mobilności dla klientów biznesowych, instytucji publicznych oraz pasażerów indywidualnych. W świecie, w którym mobilność szybko przechodzi z tradycyjnych usług przewozowych w stronę flot elektrycznych i infrastruktury ładowania, iTaxi umacnia pozycję lidera tej transformacji. Jest to ważny moment dla polskiego rynku mobilności – konsolidujemy branżę, skutecznie konkurując z globalnymi platformami, oferując rozwiązania lepiej dopasowane do potrzeb polskich klientów mówi Łukasz Wejchert, założyciel Dirlango – holdingu technologicznego, do którego należy iTaxi.

W efekcie strategicznej inwestycji w Ele Taxi,  iTaxi rozszerza portfolio rozwiązań dostępnych zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych. iTaxi to największa polska firma branży taxi, oferująca kompleksową obsługę Pasażerów i firm poprzez różne kanały – od aplikacji i systemów online po całodobową centralę telefoniczną dostępną w układzie 24/7 przez 365 dni w roku.

– Wierzę, że połączenie największych flot na rynku to ogromna szansa na ich dalszy rozwój za sprawą dostępu do nowoczesnych narzędzi zwiększających efektywność pracy i zarobki, a także możliwość współpracy z kluczowymi partnerami z sektora biznesowego. Od ponad 30 lat wspieramy naszych Kierowców, pomagamy im zdobywać nowe kompetencje i doskonalimy jakość obsługi klientów indywidualnych oraz biznesowych. W przeszłości inicjowałem rozmowy dotyczące konsolidacji polskich firm taksówkarskich, wskazując na korzyści płynące z takiego rozwiązania. Liczę, że tym razem uda się zjednoczyć większą grupę podmiotów, które wyróżniają się wysoką jakością usług na rynkach lokalnych, a jednocześnie dostrzegają, że przewaga kapitałowa zagranicznych podmiotów utrudnia konkurowanie w dłuższej perspektywie – dodaje Adam Ruciński, Prezes Zarządu Ele Taxi.

– Wzmacniamy naszą pozycję jako platforma pierwszego wyboru dla biznesu, administracji oraz pasażerów indywidualnych, oferując nowoczesne, bezpieczne i niezawodne usługi transportowe. Dołączenie Ele Taxi do iTaxi pozwala nam połączyć doświadczenie i kompetencje obu firm. Dzięki temu zaoferujemy Klientom jeszcze szerszy zakres usług w rosnącym segmencie biznesowym i premium, a także będziemy konsekwentnie rozszerzać zasięg geograficzny i skalę działania – podkreśla Renata Bardecka, CEO iTaxi.

Wall Street ciągnie rynki w dół – złoty czeka na RPP. PMI ze strefy euro bije prognozy

Coraz lepsze nastroje w europejskich przedsiębiorstwach nie potrafią wygenerować pozytywnego impulsu na aktywach ze Starego Kontynentu. Czy sygnałem dla inwestorów mogą stać się dane z USA publikowane przez prywatne instytucje? Złoty ze spokojem oczekuje na obniżkę stóp ze strony RPP.

Europa po dobrej stronie mocy

Do nienajgorszych PMI z przemysłu w UE dziś doszły naprawdę dobre wskaźniki wyprzedzające z gałęzi usługowej. Wszystkie odczyty były lepsze od prognoz i, co najistotniejsze, tylko Francja (48 pkt) znalazła się poniżej pułapu 50 pkt, który oddziela nastroje recesyjne od progresywnych. Skończyło się to wynikiem równych 53 pkt dla całej strefy euro, co jest najlepszym wskaźnikiem od maja… 2024 roku. Coraz lepsze nastroje w europejskich przedsiębiorstwach mogą stanowić lekki powiew optymizmu i oznaczać, że najgorsze gospodarczo już za Starym Kontynentem. Nawet targana konfliktami politycznymi i blokadą decyzyjną w sprawie budżetu Francja pokazał dziś lepszy od prognoz odczyt w postaci wrześniowej produkcji przemysłowej, która w ujęciu miesięcznym urosła o 0,8%. Niestety nawet pozytywne sygnały z kalendarza makro nie są w stanie wygenerować ruchu zwyżkowego na giełdach, czy wpłynąć na odbicie eurodolara.

Coraz mniej jasna układanka

Przy braku rządowych danych z USA rośnie znaczenie odczytów publikowanych przez prywatne instytucje. Jeszcze dziś zobaczymy wskaźniki wyprzedzające (ISM i PMI) dla usług, czy też raport ADP o zmianie pozarolniczego zatrudnienia. To właśnie dane z rynku pracy (chociaż często potrafiły mocno się rozjechać z publikacjami Departamentu Pracy) mogą być rozgrywane jako rynkowy impuls. Czy słabsze odczyty mają szansę zmienić nastawienie inwestorów do najbliższych działań Fed? Przynajmniej krótkoterminowo nie należy tego wykluczać, ale mgła makro przy braku oficjalnych danych może w dalszym ciągu chłodzić oczekiwania dla ruchów decydentów. A zakończenia najdłuższego w historii zamknięcia rządu wciąż nie widać na horyzoncie. Rynkowa układanka staje się coraz bardziej zagmatwana. Tracą giełdy i ryzykowne aktywa (np. kryptowaluty), ale na forexie już niekoniecznie zyskują waluty uważane za bezpieczne przystanie. Czy w takim razie mamy tylko do czynienia z realizacją zysków na rozgrzanych rynkach, czy z jakąś poważniejszą listopadową smutą?

Niepewne nastroje, pewne cięcie RPP?

W środowe wczesne popołudnie na parkietach giełdowych dominuje czerwień. Wszystko zaczęło się jeszcze wczoraj na Wall Street, gdzie Nasdaq stracił przeszło 2%. W Azji lekki wzrost zaliczył jeszcze Szanghaj, ale zanurkowało Tokio (-2,5%). W Europie ledwo nad kreską utrzymuje się Londyn, ale większość indeksów w trakcie sesji stara się zmniejszać straty. W Warszawie przekłada się to na WIG20 zniżkujący już tylko o 0,3%. Na rynku walutowym zmienność nie jest szczególnie wysoka, USD utknął między obawami o stan amerykańskiej gospodarki a swoimi walorami bezpiecznej przystani. W ten sposób indeks dolarowy (USD kontra sześć pozostałych najważniejszych walut) balansuje na psychologicznym poziomie 100. Kurs EUR/USD po zejściu poniżej 1,15 $ drastycznie się wypłaszczył. Lokalnie najważniejsza jest oczywiście decyzja RPP. Jednak tym razem pod wpływem odczytów inflacyjnych rynek przesunął swoje oczekiwania i spodziewa się obniżki. W takim wypadku nie powinna ona szczególnie osłabić pozycji złotego. Większe znaczenie może mieć jutrzejsza konferencja prezesa Glapińskiego (tydzień temu Powell pokazał, jak wpływowe mogą być wypowiedzi szefa banku centralnego). Po godz. 13:30 kurs euro jest wciąż poniżej 4,26 zł, kurs dolara utrzymuje się powyżej 3,70 zł, kurs franka to 4,57 zł, a kurs funta balansuje na 4,83 zł.

Marcin Motel pokieruje polskim oddziałem Wonderful

Wchodząca na polski rynek firma Wonderful, oferująca zintegrowaną platformę agentów AI, powołała Marcina Motela na stanowisko General Managera na Polskę. W tej roli będzie on odpowiadał za strategię i rozwój firmy w Polsce, budowę elitarnego zespołu ekspertów AI, relacje z kluczowymi partnerami i klientami oraz utrzymanie najwyższych standardów jakości usług.  Wonderful uzupełnia lokalny zespół w Warszawie i poszukuje największych talentów z branży IT.

Marcin Motel to ekspert w dziedzinie automatyzacji procesów i praktycznego wdrażania sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach, z ponad 25-letnim doświadczeniem w sektorze IT. Jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej oraz programu BAM w Babson College. Z wykształcenia ekonomista, a z doświadczenia – specjalista w przekuwaniu nowoczesnych technologii IT w realną wartość biznesową dla firm. Od lat związany był z czołowymi firmami technologicznymi, takimi jak EMC, Symantec, Software AG, IBM, BMC, Qlik, a ostatnio UiPath.

Posiada wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu dużych projektów informatycznych od strony biznesowej, w obszarach Business Intelligence, Information Management, Data Management, Business Process Management oraz Robotic Process Automation i Agentic Automation. Biegle „tłumaczy” język technologii na język korzyści biznesowych – potrafi w przejrzysty sposób przekładać dane i kody na konkretne zyski. Prywatnie pasjonuje się koszykówką, która inspiruje go również poza sferą zawodową.

Obecnie dołączył do firmy Wonderful, która wchodzi na rynek polski z najnowszej generacji agentami sztucznej inteligencji obsługującymi głos, czat i inne kanały komunikacji.

Cieszę się, że dołączam do firmy w tak ekscytującym momencie. Wejście Wonderful do Polski odzwierciedla nasze zaangażowanie w tworzenie sztucznej inteligencji, która dostosowuje się do każdego rynku – językowo, kulturowo i operacyjnie. Dzięki zaawansowanej technologii i lokalnemu zespołowi topowych ekspertów pomagamy przedsiębiorstwom skutecznie wdrażać rozwiązania AI, zapewniając precyzję, zgodność z przepisami i autentycznie polski charakter każdej interakcji. To rewolucyjne wdrożenie na polskim rynku ITmówi Marcin Motel. – W Wonderful planuję budować trwałe relacje i dostarczać rozwiązania, które naprawdę robią różnicę dla naszych klientów. Bliska współpraca z zespołami i partnerami to klucz do sukcesu ich biznesów – dodaje.

Wonderful uruchomiła nowoczesne biuro w Cambridge Innovation Campus w Varso Place w Warszawie. Firma tworzy silne struktury lokalne i rozbudowuje zespół ekspertów. Poszukiwane są największe talenty z doświadczeniem w uznanych i wiodących firmach technologicznych. Wśród otwartych stanowisk znajdują się role techniczne, sprzedażowe, specjalistyczne oraz menedżerskie.

Miliardowa emisja listów zastawnych Millennium Banku Hipotecznego

Millennium Bank Hipoteczny S.A. z sukcesem przeprowadził emisję hipotecznych listów zastawnych o łącznej wartości nominalnej 1 mld zł. Emisja skierowana została do inwestorów instytucjonalnych. Łączny popyt osiągnął 1,3 mld zł.

Hipoteczne listy zastawne o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 1 mld zł wyemitowane zostały w ramach Międzynarodowego Programu Emisji Hipotecznych Listów Zastawnych Millennium Banku Hipotecznego S.A. na podstawie Prospektu Podstawowego zatwierdzonego przez Commission de Surveillance du Secteur Financier w Luksemburgu w dniu 30 września 2025 roku. Bank będzie ubiegał się o dopuszczenie instrumentów do obrotu na rynku równoległym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie i dodatkowo na Giełdzie Papierów Wartościowych w Luksemburgu.

Dzień emisji listów zastawnych przypadł na 4 listopada 2025 roku, a dzień ich zapadalności wyznaczony został na 4 listopada 2030 roku. Instrumenty zostały wycenione na 93 pkt. bazowych ponad stawkę WIBOR 3M w procesie budowy księgi popytu przeprowadzonym w dniu 28 października 2025 roku.

Listom Zastawnym została przyznana przez Fitch Ratings Ireland Limited (Frankfurt am Main) ocena ratingowa na poziomie AAA z perspektywą negatywną.

Była to czwarta emisja listów zastawnych Millennium Banku Hipotecznego S.A. W 2024 roku Bank wyemitował dwie serie listów zastawnych o tenorach 3- i 5-letnim oraz wartości nominalnej wynoszącej odpowiednio 300 mln zł i 500 mln zł, natomiast w marcu 2025 roku Bank wyemitował 5-letnie listy zastawne o wartości nominalnej wynoszącej 800 mln zł. Łączna wartość nominalna wyemitowanych i pozostających w obrocie hipotecznych listów zastawnych wynosi obecnie 2,6 mld zł.

To nasza druga emisja listów zastawnych w tym roku i pierwsza w ramach ustanowionego pod koniec września międzynarodowego programu emisji listów zastawnych EMTN. Jednocześnie to najwyższa historycznie wartość emisji naszych listów i zarazem maksymalna wartość emisji listów zastawnych skierowanej do inwestorów instytucjonalnych zrealizowana do tej pory w Polsce. Cieszymy się z sukcesu emisji o rekordowym wolumenie i dziękujemy inwestorom za okazane zaufanie a naszym partnerom za wsparcie w procesie – mówi Agata Chrzanowska, Prezes Zarządu Millennium Banku Hipotecznego S.A.

Podmiotami zaangażowanymi w transakcję były Bank Millennium S.A. jako Organizator, Agent Kalkulacyjny i Agent Emisji, Biuro Maklerskie Banku Millennium S.A. jako Dealer oraz Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. jako dodatkowy Dealer. Doradztwo prawne w zakresie ustanowienia międzynarodowego programu emisji listów zastawnych oraz pierwszej emisji w ramach tego programu prowadzone było przez kancelarię White & Case M. Studniarek i Wspólnicy – Kancelaria Prawna sp.k.

Silny dolar ciąży na surowcach i kryptowalutach. Złoty rośnie przed decyzją RPP

Rynek czeka na obniżkę stóp, ale nie brakuje głosów sugerujących, że możemy mieć przerwę. W międzyczasie umacniający się dolar powoduje przeceny surowców i kryptowalut. Inflacja w Czechach przyspiesza, a korona drożeje.

Rynek czeka na obniżkę

Przed decyzjami Rady Polityki Pieniężnej zawsze, gdy pojawiają się wątpliwości, rozpoczyna się szukanie wskazówek w poprzednich konferencjach lub wypowiedziach członków Rady. Biorąc pod uwagę, że sławny „traktat sopocki” nie został nigdy złamany, zaufanie do prezesa NBP jest duże. Dlatego właśnie niedawna historia o tym, że grudzień przeważnie jest miesiącem odpoczynku i decyzje nie są podejmowane, wraca teraz niczym bumerang. Jeżeli bowiem mamy wątpliwości czy listopadowa decyzja nie zostanie przeniesiona na grudzień, to stwierdzenie to powinno przekreślać ten scenariusz. Prezes NBP nie decyduje samodzielnie, ale dalej wydaje się, być zdecydowanie najważniejszym rozgrywającym w polityce monetarnej. Z drugiej strony od dzisiejszego poranka polski złoty się umacnia. Gdyby ktoś był fanem spiskowych teorii, mógłby budować narrację, że ktoś dobrze poinformowany rozpoczyna skupowanie złotego pod brak decyzji o obniżce. Nie można zapomnieć o najważniejszym – ceny są obecnie pod kontrolą. W rezultacie naprawdę mamy przestrzeń, by stopy obniżać. Wyjątkiem może być bardzo pesymistyczna prognoza inflacji, którą na konferencji jutro powinniśmy poznać.

Co powoduje silny dolar?

W ostatnich dniach amerykańska waluta bardzo się umocniła. Obecnie za 1 EUR płacimy mniej niż 1,15 USD. Tak silna była ona ostatnio na przełomie lipca i sierpnia – tylko przez kilka dni. Warto zwrócić uwagę, że dolar to nie tylko waluta USA, to również miernik wartości wielu instrumentów na świecie. Często jest zatem tak, że wraz z jego umocnieniem ceny dolarowe towarów spadają. Co ciekawe, efekt ten jest wyraźnie silniejszy, niż by wynikało z utrzymywania ceny w walutach lokalnych. To właśnie umocnienie dolara wskazuje się jako jeden z powodów ostatniej przeceny na rynku kryptowalut. Widać to również na surowcach, aczkolwiek w nie aż tak silnej skali – np. wczorajsza wyraźna przecena złota.

Ceny w Czechach

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen u naszego południowego sąsiada. Rynki spodziewały się 2,3%, a otrzymały 2,5%. Czy to jest coś, czym powinni się martwić decydenci w Pradze? Z jednej strony tak – duża różnica względem oczekiwań jest czymś niepokojącym. Z drugiej strony – mamy obecnie wyrównanie poziomu z sierpnia. Co więcej, wynik 2,5% jest niższy od większości wskazań za zeszły rok. W Czechach stopy procentowe wynoszą teraz 3,5%. Wielu analityków uważa, że w najbliższych miesiącach pozostaną bez zmian. Dlatego temat inflacji nie budzi tam tak silnych reakcji jak w Polsce, gdzie każda zmiana odczytu inflacji wpływa na politykę monetarną. Mimo to publikacja danych wzmocniła koronę czeską. To typowa reakcja rynku walutowego na rosnącą inflację.

Polpharma otrzyma 10 mln zł na stworzenie skuteczniejszego leku na nadciśnienie

Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A. podpisały z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) umowę na realizację projektu badawczo-rozwojowego, którego celem jest opracowanie nowego preparatu do leczenia nadciśnienia tętniczego. Projekt otrzymał niemal 10 mln zł dofinansowania w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG), ze ścieżki „SMART”.

Nadciśnienie – choroba cywilizacyjna XXI wieku

Nadciśnienie tętnicze pozostaje jednym z największych globalnych zagrożeń zdrowotnych. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) problem ten dotyka ok. 1,3 miliarda ludzi na całym świecie. Aż 40% osób w wieku 35–64 lat i ponad 75% seniorów żyje z podwyższonym ciśnieniem krwi. Niestety, co trzeci pacjent przerywa terapię przed upływem 6 miesięcy od jej rozpoczęcia, co drastycznie zwiększa ryzyko zawału, udaru czy niewydolności nerek.

Innowacja: mniej tabletek, większa skuteczność

Projekt Polpharmy ma na celu opracowanie dwuskładnikowego leku hipotensyjnego, który połączy w jednej tabletce dwie stosowane dotąd oddzielnie substancje aktywne (API). Terapia skojarzona polegająca na podaniu dwóch substancji w niższych dawkach jednocześnie wykazuje wyższą skuteczność i lepszą tolerancję niż monoterapia jedną substancją w dawce maksymalnej.

Nowy preparat ma przynieść pacjentom szereg korzyści:

  • Mniejsza liczba tabletek – większa wygoda i systematyczność w przyjmowaniu leków
  • Wyższa skuteczność leczenia w porównaniu z monoterapią
  • Lepsza kontrola ciśnienia i większa szansa na utrzymanie terapii
  • Szybsze uzyskanie optymalnych wyników terapeutycznych

Projekt potrwa do końca 2029 roku, obejmując m.in. etap badania optymalnych kombinacji dawek oraz ocenę bezpieczeństwa i skuteczności dla pacjentów o różnych profilach zdrowotnych.

Komentarze ekspertów i partnerów

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Marek Gzik, podkreślił znaczenie projektu:

„Każdy nowy lek to nadzieja, ale ten projekt to coś więcej. To szansa, by miliony pacjentów mogły żyć dłużej i lepiej, bez codziennego lęku o swoje zdrowie. Polskie przedsiębiorstwa mają ogromny potencjał naukowy – Polpharma to przykład, jak nauka i biznes mogą realnie zmieniać system ochrony zdrowia”.

Podobnie prof. Jerzy Małachowski, dyrektor NCBR, wskazał na strategiczne znaczenie inwestycji:

„W naborze Ścieżka SMART szukamy rozwiązań, które stanowią innowację przynajmniej w skali kraju. Tym bardziej cieszy nas projekt o międzynarodowym potencjale, który dodatkowo wpłynie na poprawę jakości leczenia i wydłużenie życia pacjentów”.

Sebastian Szymanek, prezes Polpharmy, dodaje:

„To nie tylko krok milowy w terapii nadciśnienia. To również impuls dla rozwoju innowacyjności polskiej gospodarki – wzmacniamy pozycję Polski w światowej farmacji i budujemy bezpieczeństwo lekowe Europy”.

Ścieżka SMART – szansa na nowe technologie

Polpharma nie jest jedynym przedsiębiorstwem korzystającym z możliwości, jakie daje FENG. W 2026 roku NCBR ogłosi kolejne nabory w ramach „Ścieżki SMART”, w tym dla konsorcjów naukowo-biznesowych, z alokacją 700 mln zł. W kolejnych latach pojawią się również środki na innowacje z obszaru biotechnologii i technologii krytycznych dla Europy.

„Mamy nadzieję, że przykład Polpharmy zainspiruje innych liderów zmian. Pieniądze leżą na stole, ale przekażemy je tylko tym, którzy zgłoszą najlepiej rokujące projekty” – podsumował prof. Małachowski.

Telekomunikacja pod presją: prywatność, AI i geopolityka definiują nowe zagrożenia

  • Prywatność, bezpieczeństwo i zaufanie, w tym odpowiedzialna sztuczna inteligencja, jest największym ryzykiem dla operatorów telekomunikacyjnych.
  • Nieskuteczna transformacja z powodu nowych technologii znalazła się na drugim miejscu na liście 10 najważniejszych rodzajów ryzyka, aż 32% globalnych prezesów firm telekomunikacyjnych wstrzymuje inwestycje w AI.
  • Nowym rodzajem ryzyka okazała się geopolityka, 22% CEO telekomów wskazało ją jako zagrożenie dla rozwoju ich organizacji.

Analiza EY „10 najważniejszych rodzajów ryzyka dla branży telekomunikacyjnej na 2026 rok” pokazała, że wraz z nieustającym rozwojem technologii nadal największym zagrożeniem pozostają kwestie ochrony prywatności, zapewnienia bezpieczeństwa danych oraz zaufanie. Eksperci EY przygotowując listę 10 najważniejszych rodzajów ryzyka sektora telekomunikacyjnego podzielili je na 4 grupy: związane ze zgodnością z regulacjami, operacyjne, strategiczne i finansowe.

Ryzyko 1: Zmieniające się wymagania w zakresie prywatności, bezpieczeństwa i zaufania

W badaniu EY dotyczącym odpowiedzialnej AI tylko 59% respondentów z branży telekomunikacyjnej twierdziło, że ma odpowiednią metodologię do identyfikacji, oceny i ograniczania ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją. Dodatkowo telekomy rzadziej niż inne sektory wykorzystują audyty wewnętrzne, polityki dotyczące etycznej AI czy zewnętrzne certyfikaty pomagające zdobyć zaufanie konsumentów do systemów sztucznej inteligencji.

– „Telekomy na tle innych sektorów mają jeszcze wiele do zrobienia, jeśli chodzi o wdrażanie środków mających zwiększyć zaufania do sztucznej inteligencji. Akceptacja sztucznej inteligencji przez klientów nie jest oczywista, co oznacza, że konieczne jest położenie większego nacisku na aspekty związane z budowaniem zaufania, w szczególności w szeroko rozumianym obszarze bezpieczeństwa. To właśnie odpowiedzialne i przejrzyste działania wokół AI mogą budować przewagę przedsiębiorstw ” – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, Lider Zespołu AI Technology.

Osobnym problemem jest fakt, że działy cyberbezpieczeństwa w telekomunikacji mają trudności z poszerzeniem swojego zakresu obowiązków. Głównymi wyzwaniami wymienianymi przez dyrektorów ds. bezpieczeństwa informacji (CISO) w badaniu EY „Spostrzeżenia globalnych liderów cyberbezpieczeństwa” były niewystarczające budżety na cyberbezpieczeństwo (w ciągu ostatnich dwóch lat ich udział w rocznych przychodach ich firm zmniejszył się z 1,1% do 0,6%) oraz trudności w zrównoważeniu cyberbezpieczeństwa z tempem innowacji korporacyjnych.

–Działanie funkcji cyberbezpieczeństwa ma obecnie strategiczne znaczenie dla każdej organizacji i wymaga właściwego zaangażowania na każdym poziomie kadry zarządzającej. Skala zagrożeń dla firm wyłącznie rośnie. Dotyczy to także przedsiębiorstw działających w Polsce, która jest jednym z najczęściej atakowanych krajów na świecie. W ślad za implementacją nowych rozwiązań technologicznych powinien iść nacisk na ich efektywne wykorzystanie oraz ciągłe działania edukacyjne wśród pracowników” – uważa Leszek Mróz, Partner EY odpowiedzialny za usługi cyberbezpieczeństwa w Polsce.

Ryzyko 2. Nieefektywna transformacja z powodu nowych technologii

Nowe technologie to finansowe oraz strategiczne ryzyko. Firmy telekomunikacyjne napotykają poważne przeszkody w skalowaniu inicjatyw związanych ze sztuczną inteligencją. Zgodnie z globalnych badaniem EY dotyczącym odpowiedzialnej AI główne obawy prezesów telekomów dotyczyły wdrażania AI oraz regulacji. W efekcie przyjęto różnorakie podejście do sztucznej inteligencji. Jedna trzecia firm tego sektora planowała przyspieszenie inwestycji w AI i prawie tyle samo (32%) ich ograniczenie.

Ryzyko 3: Nieodpowiednie zarządzanie talentami, umiejętnościami i kulturą organizacyjną

Dążenie wielu dostawców do automatyzacji sieci, rozwoju wewnętrznych platform czy integracji technologii powoduje wzrost popytu na specjalistyczne umiejętności. Najczęściej poszukiwani są specjaliści w obszarze cyberbezpieczeństwa, sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, infrastruktury IT oraz nauki o danych.

Obsadzenie tych stanowisk będzie wyjątkowo trudne ze względu na ograniczoną pulę talentów, konkurencję w ramach branży oraz niezdolność operatorów do zaoferowania wyższych wynagrodzeń niż sektor technologiczny czy finansowy.

Ryzyko 4. Niewystarczająca wartość sieci i jej wydajność

Szeroki wybór szybkich łączy powoduje, że telekomy muszą się wyróżnić na rynku nie tylko za pomocą cen. Ważne są także doświadczenia konsumentów, w tym lepsza komunikacja z nimi. Nie bez znaczenia są także np. ekstremalne warunki pogodowe i problemy z dostawami energii elektrycznej. Wzrost zagrożeń wynikających ze zmian klimatycznych sprawia, że niezwykle ważne jest nadzorowanie wydajności sieci, rozwiązywanie problemów, począwszy od sprzętu w domach konsumentów, aż po infrastrukturę wspierającą utrzymanie łączności sieciowej.

Ryzyko 5. Słabe dostosowanie do zmieniającego się środowiska geopolitycznego

Niedostosowanie się do sytuacji geopolitycznej i niepewności rynkowej jest zdaniem 22% globalnych prezesów telekomów zagrożeniem dla rozwoju ich firm. Telekomunikacyjni CEO zwracali szczególną uwagę na globalne spory handlowe, mimo że ich bezpośrednia ekspozycja na cła jest stosunkowo ograniczona, w przeciwieństwie do dostawców sprzętu.

Ryzyko 6. Brak możliwości wykorzystania nowych modeli biznesowych

Firmy telekomunikacyjne starały się oferować nowe usługi przedsiębiorstwom, ale ograniczona świadomość propozycji B2B może hamować ich wdrażanie, a tym samym potencjalne przychody. Badanie EY „Nowe spojrzenie na przyszłość przemysłu” wykazało, że 24% przedsiębiorstw albo wie mało, albo nic nie wie o np. oferowanych przez telekomy sieciowych interfejsach API. Natomiast zmiany w podejściu wielu rządów dają nowe możliwości rozwoju telekomów, przede wszystkim w budowaniu narodowych chmur oraz infrastruktury.

Ryzyko 7. Nieskuteczne zaangażowanie w zewnętrzne ekosystemy

Nowe usługi B2B oraz B2C wymagają większej współpracy zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym. Zawierane przez telekomy partnerstwa zyskują na znaczeniu, ponieważ umożliwiają zwiększenie skali działalności, przyspieszenie efektywności i tworzenie wartości. Wymagają jednak skutecznego zarządzania relacjami, w tym sprawdzaniem, czy różne rodzaje partnerstw, takie jak wspólne przedsięwzięcia infrastrukturalne, umowy hurtowe czy współdzielenie sieci, przynoszą oczekiwane efekty.

W badaniu EY CEO Outlook globalni prezesi telekomów wskazywali dzielenie się technologią (49%) i łączenie uzupełniających się zasobów dystrybucyjnych (43%), jako dwa główne czynniki tworzenia joint venture i strategicznych partnerstw.

Ryzyko 8. Brak skutecznej reakcji na zmieniające się potrzeby klientów

Konsumenci coraz większą uwagę zwracają na cyfrowe bezpieczeństwo obejmujące także dostępne w internecie treści. Rządy na całym świecie są świadome tych obaw i podejmują odpowiednie działania wprowadzając np. ograniczenia dotyczące korzystania ze smartfonów w szkołach.

Reagując na to strategiczne ryzyko operatorzy telekomunikacyjni rozwijali i udoskonalali swoją ofertę skierowaną do rodzin i nastolatków. Tym samym stawali przed wyzwaniem poruszania się w złożonym środowisku interesariuszy, w skład którego wchodzili rodzice, organy regulacyjne oraz instytucje edukacyjne.

Ryzyko 9. Niewłaściwe zarządzanie programem zrównoważonego rozwoju

Telekomy osiągnęły pewne postępy w ograniczaniu swojego wpływu na środowisko, ale kluczowe znaczenie będzie miało dalsze skupianie się na zrównoważonym rozwoju. Prawie wszyscy badani operatorzy wskazują, że wdrożyli politykę zrównoważonych zamówień oraz obejmującą prawa konsumentów w zakresie technologii cyfrowych. Badanie EY globalnych liderów telekomunikacyjnych z 2024 roku pokazało, że 58% respondentów redukowało emisje oraz zużycie energii. Niecała połowa (49%) wykorzystywała odnawialne źródła energii, a 31% wprowadziło politykę obiegu zamkniętego urządzeń.

– „Badania EY pokazały, że liderzy branży telekomunikacyjnej wdrażają działania, które pozwalają na transformację na rzecz zrównoważonego rozwoju, mimo niesprzyjających warunków gospodarczych i politycznych. Jestem przekonana, że osiągane w tym zakresie wyniki będą motywacją i argumentem do dalszych działań w tym zakresie.” – twierdzi Aleksandra Stanek–Kowalczyk, Partnerka EY Polska, Consulting Sustainability Leader.

Ryzyko 10. Nieodpowiednie modele operacyjne utrudniają maksymalizację tworzenia wartości

Przejście przedsiębiorstw na model globalnych usług biznesowych jest procesem ciągłym i wieloaspektowym. Globalne usługi biznesowe to wiele innych pozytywnych skutków, od cyfryzacji i optymalizacji siły roboczej, aż po możliwość świadczenia nowych usług, platformy wzrostu i zwiększenie rozpoznawalności marki.

Kolejną szansą na udoskonalenie modeli biznesowych jest rosnące zainteresowanie telekomów fuzjami i przejęciami. Najnowsze badanie EY „CEO Outlook Study” pokazało, że 77% liderów z tej branży może wykorzystać transakcje do stymulowania wzrostu i osiągnięcia efektu skali.

Rynek wtórny droższy niż pierwotny – Warszawa i Kraków z nowym trendem cenowym

Mieszkania z drugiej ręki przestają być tańszą alternatywą. W Warszawie i Krakowie ceny ofertowe na rynku wtórnym są dziś wyższe niż w nowych inwestycjach, a we Wrocławiu niemal się zrównały. Analiza sytuacji w czterech największych miastach ujawnia też głębokie rozwarstwienie lokalnych rynków. W Warszawie różnica między najdroższym Śródmieściem a najtańszym Rembertowem sięga niemal 9,5 tys. zł/mkw., a za metr w centrum stolicy można kupić ponad dwa metry w Łodzi.

Choć deweloperzy oferują dziś rekordową liczbę mieszkań, to rynek wtórny wciąż pozostaje głównym kierunkiem poszukiwań mieszkaniowych Polaków. Jak pokazuje najnowszy „Monitor nastrojów klientów nieruchomości” Otodom, w trzecim kwartale 2025 roku aż 50% mieszkańców Polski wskazało mieszkania z drugiej ręki jako preferowany wybór. Co więcej, na koniec września zainteresowaniem rynkiem  wtórnym (wyszukiwania na Otodom) był o 10 % wyższy niż rok wcześniej. Sprawdzamy wobec tego, jak kształtuje się sytuacja na rynku wtórnym w czterech największych polskich miastach pod względem liczby ludności: Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Łodzi.

Mieszkania z drugiej ręki niekoniecznie tańsze

Choć często wydaje się, że rynek wtórny stanowi tańszą alternatywę dla nowych lokali, dane rynkowe coraz częściej temu przeczą. W największych miastach, takich jak Warszawa czy Kraków, średnie ceny ofertowe mieszkań z drugiej ręki przewyższają poziomy notowane na rynku deweloperskim.

Różnica jest szczególnie widoczna w Warszawie, gdzie przeciętna cena ofertowa na rynku wtórnym wynosi 18,7 tys. zł/mkw., podczas gdy według danych Otodom Analytics w przypadku nowych inwestycji to 17,2 tys. zł/mkw. Oznacza to niemal 1,5 tys. zł różnicy na metrze kwadratowym. W Krakowie dysproporcja jest mniejsza, ale nadal zauważalna. W stolicy Małopolski na rynku wtórnym średnia stawka to 16,9 tys. zł/mkw., a na pierwotnym 16,2 tys. zł/mkw., co daje ok. 700 zł różnicy.

We Wrocławiu oba segmenty cenowo niemal się zrównały. Mieszkania oferowane przez deweloperów kosztują średnio 13,9 tys. zł/mkw., podczas gdy lokale dostępne na rynku wtórnym 13,6 tys. zł/mkw. Różnica to zaledwie 300 zł, co czyni oba wybory porównywalnymi pod względem kosztów zakupu. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Łodzi, gdzie rynek wtórny pozostaje wyraźnie bardziej przystępny cenowo. Średnia cena nowych mieszkań wynosi tam 11,2 tys. zł/mkw., natomiast tych z drugiej ręki – 8,7 tys. zł/mkw. Różnica sięga aż 2,5 tys. zł za mkw.

W największych miastach rynek wtórny coraz częściej oznacza wyższe ceny niż rynek pierwotny. To efekt dostępności mieszkań w atrakcyjnych, centralnych lokalizacjach, gdzie nowe inwestycje praktycznie się nie pojawiają. Należy też uwzględniać realne koszty – lokale z rynku pierwotnego wymagają wykończenia, co znacząco podnosi całkowity koszt inwestycji. Tymczasem mieszkania z rynku wtórnego są często gotowe do wprowadzenia się, a proces zakupu i przeprowadzki przebiega znacznie szybciej – zaznacza Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Cenowe rozwarstwienie w miastach

Mówienie o „średniej cenie dla Warszawy” czy „dla Krakowa” nie oddaje pełnego obrazu sytuacji na rynku wtórnym. Analiza danych w poszczególnych dzielnicach pokazuje, że w obrębie jednej metropolii funkcjonują zupełnie różne rynki z własną dynamiką i poziomem cen. W niektórych przypadkach różnice między nimi są większe niż między całymi miastami.

W Warszawie najwyższe stawki osiąga Śródmieście, gdzie cena ofertowa mkw. przekracza 23 tys. zł. Tymczasem w Rembertowie, jednej z najtańszych dzielnic stolicy, mkw. kosztuje ok. 13,6 tys. zł. To oznacza, że za 1 mkw. w centrum można kupić niemal 1,7 mkw. na obrzeżach tego samego miasta. Kraków również prezentuje silne zróżnicowanie. W ścisłym centrum, na Starym Mieście, średnia cena ofertowa to już ponad 20,5 tys. zł/mkw., podczas gdy w położonych dalej Łagiewnikach-Borku Fałęckim jest to ok. 15,5 tys. zł/mkw. Z kolei w Łodzi skala rozbieżności cenowych jest znacznie mniejsza. Między najdroższym Polesiem (9,1 tys. zł/mkw.), a Teofilowem (8,1 tys. zł/mkw.) różnica nie przekracza 1 tys. zł.

Równie istotna co poziom cen, jest ich dynamika. Średnie stawki ofertowe w dzielnicach oddalonych od centrum dziś rosną szybciej. Przykładem są krakowskie Łagiewniki-Borek Fałęcki. W trzecim kwartale 2025 r. zanotowały wzrost o 7,3% kw/kw. i aż 7,8 % r/r. W tym samym czasie Stare Miasto, które przez lata było liderem cenowym, potaniało o 3% r/r. Podobną tendencję widać w Warszawie. Śródmieście zanotowało spadek o 3,5 % r/r, Wola o 3 % r/r., a Praga-Północ aż o 6,1% r/r. Na przeciwnym biegunie znajduje się Wesoła, czyli dzielnica na obrzeżach, gdzie ceny wzrosły o 3,3 % r/r.

– W momencie, gdy ceny mieszkań w centralnych lokalizacjach stają się zaporowe, kupujący, zarówno indywidualni, jak i inwestorzy, zaczynają kierować uwagę na tańsze dzielnice z dobrą komunikacją i rozwiniętą infrastrukturą. Niższa cena wyjściowa, połączona z dostępem do usług i wzrostowym potencjałem, przyciąga nabywców, co w konsekwencji przekłada się na wzrost stawek ofertowych w tych rejonach – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom.

Między prestiżem a dostępnością

Patrząc na cztery największe rynki mieszkaniowe w kraju, wyraźnie zarysowuje się podział na lokalizacje premium oraz te, które wciąż pozostają w zasięgu przeciętnego nabywcy. W Warszawie psychologiczną barierę 20 tys. zł/mkw. przekroczyły już trzy dzielnice: Śródmieście (ok. 23 tys. zł/mkw.), Żoliborz (ok. 20,6 tys. zł/mkw.) oraz Wola (ok. 20,5 zł/mkw.). Do tego ekskluzywnego grona dołącza również krakowskie Stare Miasto, gdzie metr kwadratowy mieszkania kosztuje średnio 20,5 tys. zł/mkw.

Po drugiej strony skali plasuje się Łódź – miasto, które wciąż pozostaje najbardziej dostępne cenowo wśród dużych metropolii. W takich dzielnicach jak Teofilów, Chojny-Dąbrowa czy Bałuty ceny mieszczą się w przedziale 8–8,5 tys. zł za metr. To nie tylko atrakcyjna opcja dla inwestorów poszukujących większych marż, ale też także szansa dla osób kupujących pierwsze mieszkanie.

Najbardziej uderzająca jest jednak nie sama różnica między dzielnicami, lecz skala przepaści między miastami. Podczas gdy w Warszawie średnia cena ofertowa na rynku wtórnym wynosi obecnie 18,7 tys. zł/mkw., w Łodzi jest to 8,7 tys. zł/mkw. To aż 114 proc. różnicy, a za 1 mkw. mieszkania w stolicy można kupić ponad 2 mkw. w Łodzi.

Rynek wtórny w największych miastach to mozaika lokalnych światów, które funkcjonują w zupełnie różnym rytmie. W obrębie jednej metropolii obserwujemy odmienną dynamikę cen, strukturę popytu i dostępność ofert. W Warszawie czy Krakowie część dzielnic osiągnęła już poziomy typowe dla rynków zachodnioeuropejskich, podczas gdy w Łodzi czy na obrzeżach Wrocławia wciąż można znaleźć nieruchomości w cenach dostępnych dla znacznie szerszej grupy nabywców. Tak duża rozpiętość pokazuje, że wewnątrz dużych miast mamy do czynienia z siecią lokalnych mikrorynkówpodsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Retail media biją rekordy. Rozwijają się nawet 3-4 razy szybciej niż reklama cyfrowa

Znawcy tematu szacują, że obecna wartość rynku retail mediów w Polsce wynosi od około 1,6 do 1,8 mld złotych. W porównaniu do światowych danych na razie wygląda to skromnie, ale sytuacja dynamicznie się zmienia. W Polsce retail media rosną 3-4 razy szybciej niż średnia dla całego rynku reklamy cyfrowej. Do tego pojawiają się prognozy, że w tym roku osiągną one wartość blisko 2 mld złotych. Ponadto eksperci rynkowi przekonują, że retail media będą odpowiadały za coraz większą część budżetów digitalowych. Obstawiają również, że tempo wzrostu w 2026 roku wyniesie nawet 30%, co uczyni retail media jednym z najszybciej rosnących kanałów reklamowych w Polsce.

Szacuje się, że globalna wartość rynku retail mediów przekracza już 150 mld dolarów. W Stanach Zjednoczonych kanał ten wyprzedził pod względem wartości reklamy telewizyjne, co zaznacza Ewa Sadowska, Head of Product w Bauer Media Outdoor. Ekspertka podkreśla, że choć Polska dopiero nadrabia ten dystans, to rozwija się szybciej niż średnia europejska. Publicznie dostępne raporty IAB Polska oraz globalnych grup mediowych nie podają jednak konkretnych danych finansowych dla krajowego rynku retail mediów.

– Dziś żadne źródło nie publikuje pełnej, jednolitej wyceny obejmującej wszystkie komponenty, a więc marketplace’y, on-site, off-site i in-store. Jednak skala i tempo są dobrze widoczne. Szacowana wartość całej kategorii w Polsce w 2025 roku mieści się w przedziale od około 1,6 mld do 1,8 mld złotych. To opiera się na twardej kotwicy w postaci przychodów reklamowych największych platform e-commerce w 2024 roku oraz na dopływie budżetów do innych kanałów on site i off site. Samo Allegro Ads w 2024 roku przekroczyło w Polsce 1,04 mld zł przychodów reklamowych. W perspektywie globalnej prognozy wskazują, że w 2025 roku retail media osiągną ok. 176 mld dolarów wartości i będą odpowiadać już za ok. 15% światowych wydatków reklamowych. W USA segment ma przekroczyć 62 mld dolarów, rosnąc o ponad 10 mld w rok – komentuje Maciej Tygielski, CEO MyShopTV.

Jak podkreśla Marta Zielonka, Programmatic & Retail Media Investment Lead w Publicis Groupe Poland, prekursorem retail mediów na świecie jest Amazon. Na polskim rynku ten model doskonale odtworzyło Allegro, które obraca w ciągu roku towarami o wartości ponad 60 mld złotych. Na tej platformie e-commerce swoje oferty promuje ponad 145 tys. sprzedawców, wykorzystując dane dotyczące zachowań zakupowych ponad 15 mln kupujących. Ten potencjał dostrzegają także brandy.

– Estymuję, że ten rynek osiągnie w 2025 roku wartość niecałych 2 mld złotych. Mimo pojawiających się nowych platform na rynku, gros wydatków nadal będą stanowiły inwestycje w Allegro Ads. Obstawiam również, że tempo wzrostu w 2026 roku wyniesie ok. 30%, co czyni retail media jednym z najszybciej rosnących kanałów reklamowych w Polsce. To efekt z jednej strony potrzeby monetyzacji powierzchni i danych własnych przez retailerów oraz braku alternatywnych modeli dla inwestycji w media opartych o jakościowe intencje zakupowe – mówi Łukasz Bańkowski, Sales Director, Enterprise, CEE w Adform.

Z kolei Marta Zielonka informuje, że w Polsce retail media rosną 3-4 razy szybciej niż średnia dla całego rynku reklamy cyfrowej. To właśnie ta dynamika czyni je jednym z najszybciej rozwijających się segmentów w polskim marketingu. Jeśli trend się utrzyma, to można szacować, że rynek w latach 2025-2026 zwiększy swoją wartość o kolejne kilkadziesiąt procent. Ekspertka zwraca też uwagę na wyniki finansowe Allegro po pierwszym półroczu 2025 roku. Przychody z tytułu sprzedaży usług reklamowych przekroczyły 620 mln złotych, co oznacza 30% wzrost względem analogicznego okresu poprzedniego roku. Jeśli doliczymy do tego bardzo dynamicznie rozwijającą się ofertę innych e-commerce’ów oraz ekranów w sklepach stacjonarnych, to dynamika może być dużo wyższa.

– Nie mamy w Polsce zestandaryzowanych źródeł takich danych, więc możemy się odwoływać jedynie do szacunków, a te pokazują dynamikę przychodów w 2025 roku w rozstrzale od 6% do 30%. Nawet jeśli przyjmiemy jako prognozę dla 2026 roku środkową wartość tego przedziału, czyli 18%, to byłby to dobry wynik. Według raportów Izby OOHlife, sam segment Digital OOH, a więc istotna składowa retail mediów, odnotował w I półroczu 2025 roku wzrost o 13,2% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku – zaznacza Waldemar Kruk, Head of Business Intelligence w AMS S.A.

Z kolei Maciej Tygielski akcentuje kluczowy fakt związany z rozwojem rynku. Wzrost nie wynika z dopływu tzw. nowych pieniędzy. To w przeważającej mierze przesunięcia z performance marketingu, mediów społecznościowych, części telewizji i programmaticu, a także z budżetów trade. Jak przekonuje CEO MyShopTV, z tego powodu udział retail mediów w całym torcie reklamowym będzie rósł stopniowo, a nie skokowo.

– Retail media staną się jednym z kluczowych kanałów komunikacji – obok search i social. Będą też odpowiadały za coraz większą część budżetów digitalowych. Widać to w rosnącym zainteresowaniu marek współpracą w ramach digital OOH zlokalizowanego blisko punktów handlowych, który staje się naturalnym elementem kampanii retail media – dodaje Sadowska.

Jak zaznacza Marta Zielonka, wielu retailerów w Polsce i na świecie przekształca sklepy internetowe w platformy sprzedażowe, tak zwane marketplace’y, udostępniając swoją powierzchnię zewnętrznym sprzedawcom. W tym kierunku poszły m.in. Empik, Media Markt, Decathlon, Kaufland czy ostatnio Media Expert. Ekspertka zaznacza, że łączy się to z rozwojem oferty reklamowej on-site, często z panelami self-service’owymi do zakupu kampanii z wykorzystaniem danych o użytkownikach i ich preferencjach konsumenckich.

– W Polsce w latach 2025-2026 można spodziewać się utrzymania bardzo wysokiej dynamiki po stronie digital. Natomiast in-store będzie w tym czasie przede wszystkim porządkować procesy i standardy. Wyraźniejsze przyspieszenie przepływu budżetów do in-store nastąpi w 2027 roku. Stanie się to głównie poprzez przesunięcia z performance marketingu, social mediów, influencerów oraz części budżetów trade. Taki scenariusz jest spójny z globalnymi analizami i prognozami, w których rynek commerce i retail mediów przejmuje coraz większy udział w torcie reklamowym – podsumowuje Maciej Tygielski.

Kurdyjscy hakerzy zaatakowali 350 razy w przeciągu 10 tygodni. W tle motywy religijne i ideologiczne

Jesteśmy świadkami gwałtownego wzrostu liczby ataków ideologicznych w sieci – ostrzegają analitycy Check Point Software Technologies. Kurdyjska grupa hakerska Hezi Rash, określająca się mianem „Black Force”, przeprowadziła od sierpnia do października 2025 roku około 350 ataków DDoS na cele w Japonii, Turcji, Izraelu, Iranie, Iraku i Niemczech. To liczba niespotykana wśród grup o podobnej skali działania.

Ataki Hezi Rash są napędzane motywacjami ideologicznymi i religijnymi, a nie finansowymi. Często stanowią reakcję na symboliczne prowokacje – jak w przypadku japońskiego anime przedstawiającego płonącą kurdyjską flagę, po którym doszło do serii ataków na japońskie platformy anime i studia animacji.

– Hezi Rash reprezentuje nową ewolucję hakerskiego aktywizmu – szybką, ideologiczną i napędzaną automatyzacją. Widzimy „uzbrojenie uwagi”: symboliczne wydarzenia błyskawicznie zamieniają się w globalne cyberataki – mówi Daniel Sadeh, specjalista ds. cyberzagrożeń w Check Point External Risk Management.

Nowa fala hakerskiego aktywizmu

Badacze Check Point zauważają, że haktywizm przechodzi przemianę – z prostych działań o charakterze symbolicznym w zorganizowane, zautomatyzowane kampanie cyberataków. Hezi Rash wykorzystuje narzędzia i infrastrukturę wcześniej dostępną jedynie dla grup przestępczych lub sponsorowanych przez państwa, w tym platformy DDoS-as-a-Service (DaaS), takie jak EliteStress, oraz zestawy narzędzi DDoSia i Abyssal DDoS v3. Grupa współpracuje również z innymi aktorami sceny hakerskiej – m.in. Killnet, Keymous+ i NoName057(16) – tworząc międzynarodową sieć powiązań, w której ideologia łączy się z profesjonalizmem technicznym.

Według analityków, działalność Hezi Rash pokazuje, że cyberkonflikt wychodzi poza granice państw i tradycyjne motywy ekonomiczne. Coraz mniejsze grupy zyskują dostęp do technologii umożliwiających atakowanie infrastruktury publicznej, firm i mediów z użyciem otwartych narzędzi i AI. Check Point ostrzega, że tego typu aktorzy mogą wkrótce stanowić realne zagrożenie dla instytucji rządowych i przedsiębiorstw również w regionie Europy i Azji-Pacyfiku.

BIK: o 34,3% r/r wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w październiku 2025 r.

W październiku 2025 roku wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 34,3% rok do roku – wynika z najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), które opublikowało Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – Popyt na Kredyty Mieszkaniowe). Wskaźnik ten odzwierciedla zmiany wartości zapytań wysyłanych przez banki i SKOK-i do BIK w przeliczeniu na dzień roboczy – pokazując zarówno aktualne potrzeby finansowe klientów, jak i dynamikę rynku hipotecznego.

Rekordowa liczba wnioskodawców

Z raportu wynika, że w październiku 2025 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,92 tys. osób. To o 24,5% więcej niż w analogicznym miesiącu 2024 roku, kiedy liczba ta wyniosła 34,48 tys. Dane te wskazują na utrzymującą się, wysoką dynamikę wzrostu zainteresowania finansowaniem zakupu nieruchomości. W porównaniu do września 2025 roku liczba wnioskodawców wzrosła o 7,6%, co może świadczyć o utrzymującej się mobilizacji kredytobiorców, mimo wysokich cen mieszkań i niepewnej sytuacji gospodarczej.

Rosnąca średnia kwota kredytu

Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w październiku 2025 roku wyniosła 474,86 tys. zł. To wzrost o 7,9% w skali roku oraz o 0,5% w porównaniu do września br. Wzrost średniej wartości może wynikać zarówno z rosnących cen nieruchomości, jak i większego udziału kredytów udzielanych na zakup większych mieszkań lub domów.

Trend wzrostowy pod wpływem stóp procentowych

Sławomir Nosal, Kierownik Zespołu Analiz w BIK, zwrócił uwagę na bezpośrednie powiązanie dynamiki popytu na kredyty mieszkaniowe z decyzjami Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Jego zdaniem:

„W październiku br. niemal o jedną czwartą więcej osób niż rok temu złożyło wniosek o kredyt mieszkaniowy. Potwierdza to rosnący trend zainteresowania bankowym kredytem na zakup swojego ‘M’. Apetyt kredytobiorców rośnie równolegle do decyzji, a nawet do samych zapowiedzi RPP, odnośnie do zmiany poziomu stóp procentowych”.

Obniżka stóp procentowych o 0,25 punktu procentowego, ogłoszona na początku października br., będzie miała – jak ocenia BIK – silniejszy wpływ na listopadowe dane o popycie. O ile tempo sprzedaży kredytów hipotecznych i wzrost średniej kwoty kredytu utrzyma się na obecnym poziomie, 2025 rok może zakończyć się rekordową wartością udzielonych hipotek.

Rosnąca dynamika wniosków kredytowych wpisuje się w szerszy kontekst ożywienia na rynku nieruchomości, widoczny zwłaszcza od połowy 2025 roku. Oczekiwania dotyczące dalszych obniżek stóp procentowych, obserwowane wzrosty wynagrodzeń oraz niedobór mieszkań w dużych miastach tworzą dogodne warunki dla wzrostu popytu. Jednocześnie rosnąca zdolność kredytowa gospodarstw domowych oraz możliwość uwolnienia części środków z programów wsparcia (m.in. „Mieszkanie na Start”) mogą dodatkowo zwiększyć aktywność na rynku.

PragmaGO zamknęła trzeci kwartał 2025 z rekordowym wynikiem – 2,3 mld zł sfinansowanych należności

Grupa Kapitałowa PragmaGO osiągnęła 2,3 mld zł (wzrost o 32% r/r) w wartości sfinansowanych należności w pierwszych trzech kwartałach 2025. To rekordowy wynik, na który złożyła się wysoka dynamika wzrostu udzielonego finansowania zarówno w zakresie faktoringu (1,7 mld zł, wzrost o 22% r/r), jak i pożyczek embedded finance (618,9 mln zł, wzrost o 71% r/r). Spółka mocno rozwija ten segment usług, na który składają się:

· Merchant Cash Advance i PragmaCash: 5 508 klientów (wzrost o 86% r/r), 385,0 mln zł (wzrost o 107% r/r) udzielonego finansowania,

· BNPL B2B i PragmaPay 15 085 klientów (wzrost o 27% r/r), 233,8 mln zł (wzrost o 34% r/r) wartości sfinansowanych zakupów w trzech kwartałach 2025.PragmaGO pozyskała też o 33% więcej klientów niż w analogicznym okresie poprzedniego roku – ponad 23 tys. firm skorzystało z usług finansowych Spółki. Sfinansowali oni ponad pół miliona transakcji, co stanowi wzrost o 75% r/r.

W ciągu trzech kwartałów osiągnęliśmy niemal taką samą wartość sfinansowanych należności jak w całym 2024 roku. Konsekwentnie stawiamy na rozwój rozwiązań embedded finance, ponieważ uważamy, że to one stanowią przyszłość finansowania mikro i małych firm – zarówno w handlu tradycyjnym, jak i w e-commerce. Embedded finance zapewniają przedsiębiorcom natychmiastowy dostęp do środków na bieżącą działalność – dokładnie tam, gdzie prowadzą swój biznes (np. w panelu klienta operatora terminali płatniczych). Systematycznie poszerzamy bazę partnerów w Polsce oraz rozwijamy nowe współprace za granicą, koncentrując się przede wszystkim na Rumunii i regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

PragmaGO wprowadza PragmaCash (finansowanie w modelu Merchant Cash Advance) na rynek rumuński. Usługę dostarcza Omnicredit – fintech należący od 2024 roku do Grupy PragmaGO. Zarząd PragmaGO planuje dalszą ekspansję, również na rynki Zachodniej Europy.W Polsce, w ramach modelu embedded finance (BNPL oraz Merchant Cash Advance), PragmaGO współpracuje m.in. z największymi graczami na rynku: Allegro, Polskie ePłatności, PayTel, Tpay, Comfino (Grupa Comperia) oraz Przelewy24.We wrześniu PragmaPay, czyli płatności odroczone dla biznesu, zdobyły prestiżową nagrodę Izby Gospodarki Elektronicznej E-commerce Polska Awards w kategorii Best e-commerce B2B tool/technology/service.PragmaGO doskonale radzi sobie również na rynku obligacji notowanych na Catalyst. W październiku Spółka z powodzeniem zakończyła ofertę trzyletnich* obligacji i pozyskała kwotę 30 mln zł. Zapisy złożyło 981 inwestorów, co oznacza redukcję na poziomie 57,8%.

Podsumowanie wstępnych skonsolidowanych wyników PragmaGO za trzy kwartały 2025:

Klienci Obroty
Liczba Dynamika r/r Wartość nominalna udzielonego finansowania(PLN) Dynamika r/r
Total 23 026 33% 2,3 mld 32%
Faktoring Ogółem 2 088 4% 1,7 mld 22%
Faktoring digital 1 839 4% 1,0 mld 45%
Faktoring tradycyjny 270 -2% 615,2 mln -5%
Pożyczki Ogółem 21 026 37% 622,8 mln 72%
Embedded finance, w tym: 20 985 37% 618,8 mln 71%
· Merchant Cash Advance 5 508 86% 385,0 mln 107%
· BNPL B2B (w tym PragmaPay) 15 085 27% 233,8 mln 34%

 

Polska Ari10 buduje europejski ekosystem fintech – rusza z M&A i szykuje się do debiutu giełdowego

Polska spółka technologiczna Ari10 rozpoczyna realizację strategii, której celem jest zbudowanie w Europie wiodącego, w pełni zintegrowanego ekosystemu spółek i kompleksowej platformy łączącej tradycyjne finanse z cyfrowymi aktywami. Obsługująca już ponad 600 tysięcy transakcji miesięcznie spółka wdraża strategię fuzji i przejęć (M&A), której celem jest konsolidacja wartościowych, licencjonowanych podmiotów fintech oraz operatorów działających na styku krypto i walut fiducjarnych w całej Europie. Jednocześnie szykuje się do ekspansji zagranicznej i giełdowego debiutu.

Jako doświadczona, posiadająca odpowiednie kompetencje i zasoby spółka technologiczna rozpoczynamy kolejny etap rozwoju, którego celem jest stworzenie silnej grupy kapitałowej, będącej strategicznym partnerem pierwszego wyboru dla wiodących instytucji finansowych lub technologicznych, chcących sprawnie, efektywnie i w zgodzie z przepisami wejść na rosnący rynek aktywów cyfrowych w Europie. Według prognoz rynek ten w ciągu najbliższej dekady wzrośnie pięciokrotnie. – komentuje Mateusz Kara, CEO Ari10. – W obszarze naszych zainteresowań są licencjonowane fintechy oraz operatorzy z Beneluxu, Bałkanów i krajów bałtyckich, a w przyszłości także Skandynawii. Centralnym ogniwem tworzonego ekosystemu jest spółka holdingowa z siedzibą w Wielkiej Brytanii, odpowiedzialna za koordynację rozwoju Grupy i przygotowania do planowanego debiutu giełdowego – dodaje Mateusz Kara.

Aktywa cyfrowe weszły do mainstreamu świata finansów, który dzięki rozwojowi blockchain i kryptowalut przeszedł bezprecedensową transformację – od powstania Bitcoina w 2009 roku do osiągnięcia globalnej kapitalizacji rynku kryptowalut sięgającej obecnie 3,5 biliona dolarów. Przyszłość sektora finansowego jest cyfrowa, a kryptowaluty odgrywają w niej coraz większą rolę. W miarę jak granice między tradycyjnymi, a zdecentralizowanymi systemami finansowymi coraz bardziej się zacierają, ARI10 pełni funkcję zaufanego łącznika między tymi dwoma światami. Misją spółki jest zapewnienie firmom w całej Europie dostępu do bezpiecznych i zgodnych z regulacjami rozwiązań umożliwiających wymianę oraz rozliczanie transakcji w aktywach cyfrowych i walutach tradycyjnych, realnie wspierających rozwój biznesu.

ARI10 to jedno z najbardziej udanych przedsięwzięć fintechowych w regionie, które wraz z wejściem w życie rozporządzenia Markets in Crypto-Assets (MiCA) potwierdza swoje pełne zaangażowanie w zgodność regulacyjną na wszystkich poziomach działalności. Obecnie spółka rozwija kompleksową platformę SaaS do obsługi transakcji kryptowalutowych, dedykowaną przedsiębiorstwom, użytkownikom detalicznym i inwestorom, którzy chcą zintegrować rozliczenia kryptowalutowe lub dokonywać transakcji w wielu klasach aktywów. Odgrywa tym samym istotną rolę w dynamicznym rozwoju rynku przekazów międzynarodowych opartych na stablecoinach – jednym z najważniejszych zastosowań kryptowalut w ostatnich latach. W obliczu rosnących globalnych kosztów transferów pieniężnych (średnio 6,65%) coraz więcej osób wybiera kryptowaluty jako tańszy i szybszy sposób przesyłania środków za granicę. W tym kontekście instytucje finansowe i platformy e-commerce muszą dostosować się do oczekiwań użytkowników, oferując rozwiązania płatnicze dostępne w każdym cyfrowym punkcie kontaktu.

W Ari10 wierzymy, że rzeczywista, masowa adopcja nowych technologii w sektorze aktywów cyfrowych jest możliwa, ale wprowadzane rozwiązania muszą odpowiadać potrzebom zarówno najbardziej zaawansowanych, jak i dopiero rozwijających się rynków. Bazując na naszych unikalnych doświadczeniach oraz historiach sukcesu polskiego sektora fintech mamy realną szansę, by polska firma współtworzyła rodzący się świat finansów, w którym aktywa cyfrowe stają się integralną częścią globalnej gospodarki – podkreśla CEO Ari10.

Grupa Klepsydra przejmuje Zakład Pogrzebowy Zieleń Miejska z Bielska-Białej za 4,82 mln zł – konsolidacja rynku trwa

Grupa Klepsydra wygrała przetarg ogłoszony przez spółkę Zieleń Miejska sp. z o.o. w Bielsku-Białej, którego przedmiotem była sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa pogrzebowego działającej pod nazwą Zakład Pogrzebowy Zieleń Miejska. Cena nabycia wyniesie 4.823.500,00 zł. Stroną reprezentującą Grupę Klepsydra w przetargu była spółka zależna spółki o nazwie Bestherm sp. z o.o.. Umowa sprzedaży powinna zostać zawarta w ciągu 30 dni od dnia uzyskania zgody na jej zawarcie.

Po finalizacji umowy Grupa Klepsydra przejmie jeden z najstarszych w Bielsku-Białej, w pełni wyposażony i funkcjonujący zakład pogrzebowy, wraz z krematorium. Łącznie w grupie kapitałowej będzie 10 spółek pogrzebowych wraz z 3 krematoriami.

W skład Zakładu Pogrzebowego „Zieleń Miejska” wchodzą m.in.: nieruchomość przy ul. Karpackiej 162 o powierzchni 0,1621 ha z budynkiem biurowo-magazynowym (666,88 m²), prawo dzierżawy części terenu i pomieszczeń kaplicy z instalacją kremacyjną, środki transportu i wyposażenie operacyjne wykorzystywane przy obsłudze ceremonii pogrzebowych, prawa do marki i logo „Zieleń Miejska” oraz związane z działalnością umowy. Przejmowana spółka posiada aktywa trwałe o wartości ok. 2,7 mln zł i zatrudnia 8 osób.

„Naszym celem strategicznym jest konsolidacja rozdrobnionego rynku pogrzebowego w Polsce i konsekwentnie to realizujemy. To już drugie przejęcie, które mamy szansę zamknąć w tym roku i szóste od momentu wejścia na GPW, czyli od czerwca 2023 r. Tym samym liczba spółek w naszej grupie kapitałowej wzrośnie do 10” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

Usługi pogrzebowe skupione w Zieleni Miejskiej w Bielsku-Białej to jeden z najstarszych zakładów pogrzebowych w tym mieście. Ma silną i znaną markę, co jest dla nas bardzo ważne. Mamy ambitne plany związane z tą spółką. Chcielibyśmy, żeby dalej z sukcesem działała w Bielsku-Białej, świadcząc usługi na wysokim poziomie” – dodał Marek Cichewicz.

AI napędza globalny biznes – ponad 70% prezesów zwiększa budżety na sztuczną inteligencję

Globalni liderzy biznesu wykazują się w 2025 roku postawą kontrolowanego optymizmu – wynika z raportu „KPMG CEO Outlook 2025”, przeprowadzonego wśród 1 350 prezesów kierujących największymi firmami na świecie. Mimo że pewność co do globalnej gospodarki spadła do najniższego poziomu od 2021 roku i wynosi zaledwie 68%, aż 79% dyrektorów generalnych wierzy w rozwój swoich organizacji. Drugim istotnym trendem potwierdzonym w badaniu są inwestycje w AI – aż 7 na 10 liderów wskazuje tę technologię jako główny priorytet, na który planują przeznaczać ponad 10% swojego budżetu w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Jednocześnie większość kierujących firmami sygnalizuje, że konkurencja na rynku pracy o specjalistów w zakresie AI może utrudnić rozwój ich organizacji.

Tegoroczna edycja badania KPMG pokazuje, że liderzy biznesowi przestają postrzegać niepewność jako zagrożenie, a zaczynają traktować ją jako stały element strategii wzrostu. Ten trend obserwujemy również w Polsce. To naturalna ewolucja podejścia do zarządzania – kluczowa staje się elastyczność przy jednoczesnym zachowaniu długoterminowej perspektywy. Polscy CEO są przyzwyczajeni do działania w warunkach zmian i niepewności – i właśnie ta umiejętność staje się ich przewagą. Tempo transformacji technologicznej, zmian na rynku pracy czy rosnących oczekiwań konsumentów wymusza na firmach zwinność i zdolność szybkiego dostosowywania strategii do nowych realiów. Sukces osiągną te organizacje, które potrafią działać proaktywnie i elastycznie, nie tracąc z oczu strategicznych celów – mówi Stacy Ligas, Managing Partner, CEO KPMG w Polsce.wykres 1

Nowy paradygmat przywództwa – silni liderzy w trudnym otoczeniu

Raport KPMG wskazuje, że aż 59% badanych uważa, że ich rola jako CEO oraz oczekiwania wobec tej funkcji znacząco ewoluowały w ciągu ostatnich pięciu lat – dziś przywództwo wymaga umiejętności zarządzania ryzykiem, cyfrowej świadomości i elastyczności w podejmowaniu decyzji. W świecie nieustannych turbulencji prezesi dostosowują swoje strategie do zmiennych realiów – 72% firm już zmodyfikowało swoje strategie, a pozostałe planują to zrobić w najbliższych latach. Aż 80% dyrektorów generalnych podkreśla rosnącą presję na zapewnienie długoterminowego rozwoju biznesu, a 23% wskazuje, że umiejętności związane z AI oraz cyfrowa świadomość stają się niezbędnymi kompetencjami przywódczymi.

Wśród głównych ryzyk wpływających na decyzje krótkoterminowe liderzy biznesu wymieniają odporność łańcucha dostaw (28%), integrację sztucznej inteligencji z procesami organizacyjnymi (24%) oraz cyberbezpieczeństwo (23%). Największy wpływ na decyzje inwestycyjne mają niepewność gospodarcza, napięcia geopolityczne oraz niedobór wykwalifikowanych pracowników. Te kluczowe wyzwania biznesowe są łagodzone poprzez działania w obszarze cyberbezpieczeństwa i odporności na ryzyko cyfrowe (39%), zgodności z przepisami i sprawozdawczości (36%) oraz integracji sztucznej inteligencji z operacjami i procesami pracy (34%).

W centrum transformacji znajduje się sztuczna inteligencja, która przestaje być eksperymentem technologicznym, a staje się infrastrukturą biznesową współczesnych organizacji. Już 71% liderów uznaje AI za główny priorytet inwestycyjny, a 69% planuje przeznaczyć na nią 10-20% całego budżetu w ciągu najbliższego roku. Interesująca jest także zmiana postrzegania efektywności inwestycji w sztuczną inteligencję na przestrzeni dwóch ostatnich edycji raportu – jeszcze w 2024 roku większość liderów przewidywała zwrot z inwestycji w perspektywie 3-5 lat, podczas gdy w tym roku już 67% spodziewa się go w ciągu zaledwie 1-3 lat.

Nowa waluta konkurencyjności – talenty AI

70% respondentów przyznaje, że konkurencja o specjalistów AI może utrudnić rozwój ich organizacji, a 32% wskazuje na trudności z wypełnieniem luki kompetencyjnej. Liderzy w przyspieszonym tempie przekwalifikowują pracowników, zatrudniają nowych ekspertów i przekształcają role zawodowe, widząc w tym klucz do utrzymania przewagi konkurencyjnej.

Aż 92% liderów planuje zwiększyć zatrudnienie, a niemal połowa (46%) otwarcie komunikuje się z zespołami na temat wpływu AI na role zawodowe. 67% firm przeprojektowuje stanowiska i ścieżki kariery w kierunku współpracy człowieka z technologią, a 71% koncentruje się na zatrzymaniu i przekwalifikowaniu talentów o wysokim potencjale.

Widzimy, że w Polsce inwestycje w sztuczną inteligencję systematycznie rosną, choć wciąż ich skala jest mniejsza niż w globalnych organizacjach. Dla wielu firm AI staje się integralną częścią strategicznego planowania. To proces wymagający nie tylko standaryzacji i integracji systemów, ale także przygotowania organizacji do zmian. Kluczowym zadaniem dla liderów w Polsce i na świecie jest dziś rozwijanie kompetencji pracowników i budowanie kultury ciągłego uczenia się. Bez odpowiednich ludzi nawet najlepsze technologie nie przyniosą oczekiwanych efektów. W nadchodzącym roku tempo cyfrowej transformacji będzie jednym z największych wyzwań – AI staje się nie tyle opcją, co koniecznością dla firm, które chcą myśleć globalnie i działać skutecznie lokalnie – mówi Stacy Ligas, Managing Partner, CEO KPMG w Polsce.wykres 2

ESG wciąż istotnym źródłem wartości biznesowej

Zrównoważony rozwój pozostaje jednym z filarów nowoczesnego przywództwa – 61% dyrektorów generalnych deklaruje, że ich organizacje osiągną cele neutralności klimatycznej do 2030 roku (wzrost o 10 p.p. rok do roku). Jednocześnie rośnie świadomość kosztów dekarbonizacji – 25% liderów wskazuje je jako kluczową barierę w realizacji celów ESG. 51% CEO priorytetowo traktuje zgodność i standardy raportowania, aby spełnić wymogi inwestorów i regulatorów, a 44% aktywnie integruje cele zrównoważonego rozwoju ze swoją główną strategią biznesową

Więcej danych z badania można znaleźć na stronie: KPMG CEO Outlook 2025 – KPMG Poland

O raporcie:
Raport „KPMG CEO Outlook 2025” powstał na podstawie badania przeprowadzonego wśród 1 350 dyrektorów generalnych firm z rocznym przychodem powyżej 500 mln USD.  z 11 kluczowych gospodarek: (Australia, Kanada, Chiny, Francja, Niemcy, Indie, Włochy, Japonia, Hiszpania, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone oraz 12 sektorów przemysłu.

TOP 5 miast inwestycyjnych Europy: Londyn, Madryt, Paryż, Berlin i Amsterdam. Warszawa na 12. miejscu

  • Obawy związane z deglobalizacją ponad dwukrotnie wzrosły w ciągu ostatnich dwóch lat
  • Sztuczna inteligencja napędza zmiany w całym łańcuchu wartości sektora nieruchomości
  • Londyn, Madryt, Paryż, Berlin i Amsterdam to pięć najatrakcyjniejszych miast Europy pod względem perspektyw inwestycyjnych i rozwojowych
  • Warszawa pozostaje liderem Europy Środkowo-Wschodniej – wyprzedzając Pragę i Budapeszt oraz potwierdzając odporność polskiego rynku mimo regionalnych napięć geopolitycznych

W obliczu znaczącego wzrostu obaw liderów branży nieruchomości w Europie dotyczących skutków deglobalizacji, perspektywy ożywienia aktywności inwestycyjnej pozostają ograniczone przez utrzymującą się niepewność geopolityczną i gospodarczą. Jak wskazuje najnowszy raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 opracowany przez PwC i Urban Land Institute (ULI), dominujący w branży nastrój przesunął się z ostrożnego optymizmu w stronę pragmatyzmu. Warszawa – jako jedyne miasto Europy Środkowo-Wschodniej w czołówce – potwierdza swoją pozycję dojrzałego rynku z rosnącym napływem kapitału zagranicznego.

Odsetek liderów rynku nieruchomości zaniepokojonych skutkami deglobalizacji wzrósł w ciągu dwóch lat ponad dwukrotnie – do 70 proc. Dodatkowo 90 proc. ankietowanych wskazuje na rosnącą niestabilność polityczną na świecie (także w Europie), 86 proc. na eskalację globalnych konfliktów, a 77 proc. na słabe perspektywy wzrostu gospodarczego Europy. W kontekście niepewnego ożywienia gospodarczego, nierównomiernego popytu najemców oraz obaw o koszty budowy, dostępność zasobów i regulacje, poziom zaufania biznesowego wśród europejskich liderów nieznacznie spadł (45 proc. wobec 50 proc. rok wcześniej). Jednocześnie wzrosły oczekiwania poprawy rentowności do końca 2026 r. – z 46 do 50 proc.

Niepewność geopolityczna i gospodarcza wpływa na sposób lokowania kapitału. W środowisku utrzymujących się wysokich stóp procentowych nieruchomości – zwłaszcza segment core – konkurują z innymi klasami aktywów, takimi jak infrastruktura czy obligacje. Nadal istnieje luka pomiędzy oczekiwaniami sprzedających a oferowanymi stopami zwrotu, choć stopniowo się zmniejsza. W tym kontekście coraz większa część kapitału płynącego do nieruchomości wybiera „ścieżkę długu”, oferującą lepszy stosunek ryzyka do zysku niż inwestycje kapitałowe, zwłaszcza w segmencie core. Jednocześnie rośnie udział bardziej przedsiębiorczych źródeł kapitału – funduszy private equity, osób o wysokich dochodach oraz europejskich i amerykańskich family offices.

Simon Chinn, wiceprezes ds. badań i doradztwa w ULI Europe, komentuje: „Tegoroczny raport pokazuje obraz odpornej branży, która wciąż mierzy się z niepewnością dotyczącą ożywienia i różnorodnymi wyzwaniami operacyjnymi oraz inwestycyjnymi. Widać, że nastroje liderów przesunęły się z cichego optymizmu w stronę bardziej praktycznego podejścia, dostosowanego do aktualnych warunków rynkowych – choć poziom zaufania biznesowego pozostaje podobny do ubiegłorocznego. Raport ujawnia też ważne możliwości dla branży: od innowacji i dywersyfikacji po przywództwo – a także niepokojące zmiany w postrzeganiu zrównoważonego rozwoju, mimo że dekarbonizacja pozostaje wysoko na agendzie.”

Gareth Lewis, dyrektor w PwC, dodaje: „Raport pokazuje, że europejska branża nieruchomości przechodzi trudny, ale transformacyjny etap, gdy wiele dotychczasowych korzystnych czynników przestaje działać. Mimo to optymizm pozostaje wysoki – liderzy widzą w tym szansę na ponowne zdefiniowanie znaczenia sektora, z kapitałem gotowym wspierać tych, którzy kształtują jego przyszły rozwój i wartość w zmieniających się realiach rynkowych.”

Najlepsze miasta i sektory

W obliczu zróżnicowanych perspektyw wzrostu w Europie coraz większego znaczenia nabiera dobór kraju inwestycji. Inwestorzy koncentrują się na dojrzałych rynkach o wysokiej płynności, stabilnych fundamentach gospodarczych oraz silnych instytucjach demokratycznych i prawnych.

Raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 wskazuje, że Londyn, Madryt, Paryż i Berlin już czwarty rok z rzędu utrzymują się na czele rankingu europejskich miast pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i deweloperskiej, co odzwierciedla również ich dominację w wolumenach transakcji według danych MSCI. W czołowej dziesiątce ponownie znalazły się niemieckie miasta, choć spadły o kilka miejsc wobec ubiegłego roku z powodu niepewnej sytuacji gospodarczej kraju – szczególnie w segmencie funduszy otwartych. Mimo to uznawane są za odporne i stabilne rynki, zwłaszcza w sektorach mieszkaniowym i logistycznym. Berlin pozostaje najmocniejszym ośrodkiem w Niemczech dzięki dużej płynności i międzynarodowemu charakterowi. Amsterdam awansował o jedno miejsce – na piątą pozycję. Mediolan utrzymał siódmą, a Barcelona powróciła do rankingu na ósmą.

W kontekście potrzeby dywersyfikacji geograficznej i sektorowej, coraz większą popularność zyskują niszowe, operacyjne sektory – mimo że przyciągają wciąż mniejsze wolumeny kapitału niż tradycyjne biura. Centra danych, infrastruktura energetyczna i akademiki wskazują kierunek, w jakim zmierza zainteresowanie inwestorów – w stronę długoterminowych trendów demograficznych, cyfryzacji i dekarbonizacji.

Lisette van Doorn, dyrektor generalna ULI Europe, komentuje: „Jesteśmy w niezwykle ciekawym, choć wymagającym momencie dla branży nieruchomości. Skala zmian strukturalnych tworzy bezprecedensowe możliwości dla Europy – od wspierania transformacji energetycznej, cyfryzacji i sztucznej inteligencji, po wzmacnianie ekosystemów obronnych i naukowych. W krótkim terminie sektor wciąż jednak zmaga się z niepewnością. Sukces osiągną ci gracze, którzy rozumieją fundamenty nieruchomości, aktywnie zarządzają aktywami, współpracują z użytkownikami i patrzą na wartość w długim horyzoncie.”

Wzrost znaczenia sztucznej inteligencji

Z tegorocznego badania wynika, że sztuczna inteligencja staje się coraz szybciej rosnącym czynnikiem zmian – 75 proc. respondentów już dziś korzysta z rozwiązań opartych na AI lub uczeniu maszynowym (rok wcześniej 51 proc.). W ciągu najbliższych 18 miesięcy większość uczestników badania planuje wdrożenie AI w takich obszarach, jak marketing i wynajem (90 proc.), zarządzanie nieruchomościami (87 proc.), planowanie i projektowanie (84 proc.) oraz zarządzanie operacyjne i aktywami (po 86 proc.).

ESG: między długoterminowymi celami a presją krótkoterminową

Dekarbonizacja pozostaje jednym z kluczowych priorytetów sektora nieruchomości. Jednak sposób postrzegania agendy ESG uległ zmianie – coraz częściej pojawia się krytyka nadmiernych regulacji, biurokracji, a nawet samego używania tego skrótu. Prawie połowa respondentów zmodyfikowała swoje strategie w odpowiedzi na niepewność makroekonomiczną, a zarządzający aktywami muszą wyraźniej wykazywać powiązania między ESG a wartością inwestycyjną. Obecnie 85 proc. uczestników badania uznaje ESG za bardzo lub dość istotne (rok temu 89 proc.), natomiast odsetek tych, którzy postrzegają ESG jako kluczowy czynnik decyzyjny w perspektywie pięciu lat, spadł z 40 do 21 proc.

Raport Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 analizuje również potencjał sektora nieruchomości w zwiększaniu konkurencyjności Europy – zwłaszcza jego rolę w transformacji technologicznej kontynentu, wymagającej rozwoju kompetencji, odporności, mobilności oraz wspierania wzrostu, dobrobytu i kreatywności.

Kinga Barchoń, liderka PwC Polska Real Estate, podkreśla: Na przestrzeni ostatnich lat, rynek nieruchomości w Polsce i Europie Środkowo Wschodniej wyraźnie się zmienił. Rok 2025 był powszechnie postrzegany jako okres przejściowy, charakteryzujący się adaptacją do środowiska niższych stóp procentowych, utrzymującą się niepewnością geopolityczną oraz poszukiwaniem nowej równowagi cenowej. W Polsce wolumeny inwestycyjne odbiły w 2024 roku po gwałtownym spadku w 2023. Ta faza „resetu” sygnalizuje powrót płynności, choć w sposób selektywny. Inwestorzy preferują aktywa o silnych fundamentach i niskim ryzyku operacyjnym. Aktywa drugorzędne oraz projekty spekulacyjne znajdują się pod rosnącą presją — kupujący koncentrują się na nieruchomościach typu prime w atrakcyjnych lokalizacjach lub w sektorach z trwałymi trendami strukturalnymi, takimi jak logistyka, mieszkalnictwo oraz infrastruktura energetyczna i centra danych”.

Polska i Warszawa: stabilny rynek w niepewnym regionie

W tegorocznej edycji raportu Emerging Trends in Real Estate® Europe 2026 Polska ponownie została wskazana jako jeden z najbardziej odpornych rynków nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Warszawa utrzymała pozycję lidera regionu, zajmując 12. miejsce wśród 32 miast analizowanych pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i deweloperskiej. Stolica Polski wyprzedziła m.in. Pragę (miejsce 23) i Budapeszt (miejsce 29), potwierdzając swoją rolę kluczowego rynku dla inwestorów paneuropejskich. Według autorów raportu, Warszawa łączy wysokie stopy zwrotu z dojrzałą strukturą rynku, oferując stabilne otoczenie prawne i gospodarcze oraz rosnącą bazę międzynarodowych najemców. Mimo geopolitycznych napięć w regionie Polska utrzymuje solidne fundamenty makroekonomiczne – niskie bezrobocie, pozytywną dźwignię finansową i równowagę między popytem a podażą.

Jak podkreślają analitycy PwC i ULI, inwestorzy coraz częściej postrzegają Warszawę jako rynek zbliżony do zachodnioeuropejskich metropolii pod względem przejrzystości, płynności i profesjonalizacji sektora. Jednocześnie stolica pozostaje atrakcyjna dla kapitału family offices i funduszy typu value-add, poszukujących długoterminowego wzrostu wartości aktywów.

„Warszawa wzmacnia swoją pozycję jako najdojrzalszy rynek inwestycyjny Europy Środkowo-Wschodniej, łącząc stabilne fundamenty gospodarcze z rosnącą dojrzałością instytucjonalną. Dla globalnego kapitału to miasto, które potrafi łączyć bezpieczeństwo inwestycji z realnym potencjałem wzrostu” – mówi Marcin Juszczyk, przewodniczący ULI Poland.

Robert Urban dołącza do Zarządu Millennium Leasing

Zgromadzenie Wspólników Millennium Leasing 3 listopada 2025 roku powołało Roberta Urbana na stanowisko Członka Zarządu Spółki. Zarząd Millennium Leasing będzie wykonywał obowiązki w czteroosobowym składzie, w którym pozostają w swoich funkcjach Marcin Balicki, Dorota Kotelska i Piotr Maj.

Robert Urban posiada ponad 20-letnie doświadczenie w sektorze finansowym, zdobyte głównie w strukturach mLeasing Sp. z o.o., gdzie przez wiele lat pełnił funkcje menedżerskie w kluczowych obszarach działalności firmy. Odpowiadał m.in. za rozwój biznesu, strategię produktową, metody pomiaru ryzyka kredytowego oraz wdrażanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych wspierających partnerów i klientów. Nadzorował również działalność spółki zależnej – Agencji Ubezpieczeniowej Asekum.

W swojej karierze był odpowiedzialny za tworzenie i rozwój produktów finansowych oraz ubezpieczeniowych, a także za budowę i optymalizację kanałów sprzedaży poprzez dostawców z różnych sektorów – m.in. motoryzacyjnego, transportowego, medycznego i przemysłowego. Współpracował z wiodącymi markami motoryzacyjnymi, rozwijając partnerskie programy finansowania flot i pojazdów m.in Volvo Car Financial Services czy Hyundai Fleet Lease.

Wcześniej kierował programem transformacji procesów ryzyka kredytowego dla klientów detalicznych i korporacyjnych oraz projektami z zakresu cyfryzacji narzędzi sprzedażowych i obsługi klientów. Jego bogate doświadczenie, strategiczne podejście do rozwoju biznesu oraz umiejętność łączenia perspektywy finansowej i technologicznej będą cennym wsparciem dla dalszego rozwoju naszej organizacji.

– Gratuluję Robertowi Urbanowi nominacji do Zarządu Millennium Leasing. Jego wieloletnie doświadczenie w sektorze finansowym oraz szeroka perspektywa w zakresie rozwoju produktów i cyfryzacji procesów biznesowych doskonale wpisują się w naszą strategię wzmacniania oferty leasingowej i zwiększania efektywności operacyjnej. Wierzę, że doświadczenie Roberta i jego zaangażowanie w innowacje przyczynią się do dalszego rozwoju Millennium Leasing i całej Grupy Banku Millennium w obszarze nowoczesnych rozwiązań dla klientów. – powiedział Marcin Balicki, Prezes Zarządu Millennium Leasing.

– Millennium Leasing jako jeden z leaderów rynku leasingu od lat z sukcesami rozwija ofertę dla klientów detalicznych i korporacyjnych.  Dołączam do świetnego zespołu ekspertów, do spółki z silną pozycją rynkową i jasną strategią rozwoju – to dla mnie ogromna motywacja i odpowiedzialność. Wspólnie z Zarządem i zespołem Millennium Leasing będziemy kontynuować rozwój oferty i usług – tak, aby dostarczać klientom i partnerom najlepsze na rynku rozwiązania. – skomentował Robert Urban, Członek Zarządu Millennium Leasing.

Ceny ropy stabilizują się powyżej 60 USD. Spadek eksportu ropy z Rosji najmocniejszy od stycznia

Ceny ropy naftowej uległy stabilizacji po wcześniejszych spadkach, utrzymując się obecnie na poziomach powyżej 64 USD za baryłkę dla ropy Brent i blisko 61 USD dla WTI. Rynek odreagowuje wcześniejsze obawy o nadpodaż, które nasiliły się po publikacji danych API wskazujących na wzrost zapasów ropy w USA o 6,5 mln baryłek – jeśli dane te zostaną potwierdzone przez EIA, będzie to największy tygodniowy przyrost od lipca.

Presję na ceny wywiera także rosnące wydobycie ze strony państw OPEC+ oraz producentów spoza kartelu. W miniony weekend grupa ta zatwierdziła jedynie symboliczne zwiększenie produkcji w grudniu, jednocześnie sygnalizując wstrzymanie dalszych podwyżek podaży przynajmniej do końca pierwszego kwartału 2026 roku, co ma pomóc w zrównoważeniu rynku.

Po stronie czynników łagodzących presję cenową znajdują się sygnały deeskalacji napięć handlowych między USA a Chinami. Pekin potwierdził zniesienie ceł na amerykańskie produkty rolne, co poprawiło nastroje rynkowe i wzmocniło przekonanie, że ryzyko dalszej eskalacji konfliktów handlowych maleje.

Jednocześnie utrzymuje się wysokie ryzyko geopolityczne związane z wojną na Ukrainie. W ostatnich tygodniach Ukraina nasiliła ataki na rosyjską infrastrukturę naftową, uderzając m.in. w rafinerie Lukoilu w obwodzie niżnonowogrodzkim oraz w zakłady w Tuapse i Saratowie. W efekcie eksport ropy z Rosji drogą morską spadł w październiku najmocniej od stycznia 2024 roku. Dodatkowo USA nałożyły nowe sankcje na Rosnieft i Lukoil, co doprowadziło do ograniczenia zakupów rosyjskiej ropy przez Chiny i Indie.

Mimo tych napięć ceny ropy Brent spadły od początku roku o około 15%, głównie z powodu utrzymujących się obaw o globalną nadpodaż i niższy popyt w warunkach spowolnienia gospodarczego. W komentarzu rynkowym prezes Gunvor, Torbjörn Törnqvist, zauważył, że nawet zakłócona rosyjska ropa „i tak trafi na rynek – zawsze tak się dzieje”, zapowiadając jednocześnie, że firma negocjuje przejęcie międzynarodowych aktywów i działu handlowego Lukoilu.

W krótkim okresie możliwa jest dalsza stabilizacja cen, jednak utrzymująca się wysoka zmienność – zarówno z powodu czynników fundamentalnych, jak i geopolitycznych – pozostaje wysoce prawdopodobna. Rynek ropy balansuje obecnie pomiędzy presją ze strony wysokich zapasów i rosnącej podaży, a wsparciem wynikającym z ryzyk politycznych i poprawiających się relacji handlowych.

Koniec szarej strefy w obrocie oponami? Trwają prekonsultacje nowelizacji ustawy

Polskie Stowarzyszenie Recyklerów Opon szacuje, że ponad 200 ton zużytych opon rocznie trafia na dzikie leśne wysypiska. To konsekwencje przestarzałych przepisów podtrzymujących nieszczelność systemu, niskich norm dotyczących odzysku i recyklingu oraz braku regulacji prawnych zobowiązujących producentów, a także importerów do pełnego rozliczenia się z masy opon wprowadzonych na polski rynek. Ministerstwo Klimatu i Środowiska rozpoczęło prace dotyczące zmian w systemie gospodarowania zużytymi oponami, które mają dostosować polskie przepisy do unijnych standardów gospodarki o obiegu zamkniętym, a co za tym idzie zlikwidować szarą strefę i wyeliminować problem dzikich składowisk w lasach.

W związku z trwającymi pracami nad nowelizacją ustawy o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej, Ministerstwo Klimatu i Środowiska prowadzi prekonsultacje dotyczące projektu ustawy. Propozycja MKiŚ zakłada między innymi podniesienie poziomu odzysku zużytych opon do 95%, w tym recyklingu na poziomie conajmniej 50% oraz rozszerzenie zakresu ustawy o opony pełne, dla których rozważane jest wprowadzenie minimalnych poziomów odzysku i recyklingu na poziomie odpowiednio 80% i 40%. Zmiany mają również objąć aktualizację stawek opłaty produktowej, zgodnie z decyzjami wykonawczymi Komisji Europejskiej, a dotychczasowa klasyfikacja PKWiU zostałaby zastąpiona unijną nomenklaturą CN.

– Przed nami jeszcze długa droga, jednak ten pierwszy krok pokazuje dużą świadomość konieczności regulacji prawnych dotyczących zużytych opon, które właściwie zagospodarowane staną się cennym surowcem. Jak wskazują europejskie dane, Polska jest krajem o najniższym efektywnym poziomie odzysku i recyklingu opon oraz odpowiada za 60% masy niezagospodarowanych opon w całej Unii Europejskiej. – komentuje Andrzej Kubik, Wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon.

PSRO pozytywnie ocenia propozycje resortu, między innymi podniesienie poziomów odzysku i recyklingu adekwatnie do 95% i 50% dla opon pneumatycznych, objęcie tymi obowiązkami również opon pełnych, a także waloryzację opłaty produktowej. Ponadto Stowarzyszenie zaapelowało, by planowana nowelizacja ustawy objęła również rozwiązania wykraczające poza propozycje MKiŚ, w zgodzie jednak z głównym kierunkiem zmian przepisów unijnych.

Z perspektywy branży, ale także środowiska, kluczowe znaczenie ma wprowadzenie zasady pierwszeństwa recyklingu przed odzyskiem energetycznym, zgodnie z unijną dyrektywą w tej sprawie. Nasza propozycja zakłada doprecyzowanie w ustawie, że spalanie opon lub ich części powinno być dopuszczalne wyłącznie w przypadku, w którym recykling materiałowy nie jest możliwy ze względów jakościowych – np. opon mocno zanieczyszonych, koloryzowanych. – dodaje Monika Koszade-Rutkiewicz z zarządu PSRO.

Stowarzyszenie rekomenduje również uszczelnienie krajowego systemu ewidencji opon sprowadzanych wraz z używanymi pojazdami, poprzez obowiązek deklarowania liczby opon przy rejestracji pojazdu lub w ramach procedur akcyzowych. Zdaniem PSRO zmiany te pozwoliłyby skutecznie ograniczyć szarą strefę i zapewnić pełną kontrolę nad strumieniem opon trafiających na rynek, wzmacniając jednocześnie transparentność i skuteczność całego systemu ROP.

Oprócz zmian legislacyjnych proponowane nowelizacje Ministerstwa Klimatu i Środowiska przyniosą również korzyści środowiskowe. Obecny stan zanieczyszczenia oponami w Polsce jest alarmujący – tylko w ciągu 5 lat, pomimo wzrostu świadomości ekologicznej, z terenów gminnych i lasów usunięto ponad 1000 ton porzuconych opon. Samo podniesienie poziomu obowiązku odzysku i recyklingu opon pneumatycznych do 95% i 50% oraz ewidencjonowanie opon wjeżdżających do Polski wraz z używanymi samochodami może ostatecznie rozwiązać ten problem i zmienić naszą ostatnią pozycję w europejskim rankingu ilości niezagospodarowanych opon.

Polskie Stowarzyszenie Recyklerów Opon zapowiada także publikację zaktualizowanego raportu dotyczącego dysfunkcji systemu recyklingu zużytych opon w Polsce, który ukaże się w listopadzie 2025 roku. Raport przedstawi najnowsze dane o rynku opon oraz propozycje aktualizacji przepisów, które pozwolą uszczelnić system, zwiększyć poziom recyklingu i wdrożą zasady gospodarki obiegu zamkniętego.

ORLEN uruchamia pierwszy superszybki hub ładowania EV przy trasie S7

0

Pierwszy hub ładowania pojazdów elektrycznych sieci ORLEN Charge został uruchomiony przy trasie S7, na MOP Olsztynek Południe. Dzięki niemu ładowanie samochodu do optymalnego poziomu będzie aż trzykrotnie krótsze niż dotychczas i potrwa około 20 minut. Hub został również wyposażony w nowoczesny system podziału mocy, który dostosowuje poziom ładowania do potrzeb silnika, oferując maksymalną moc 400 kW na stanowisku. Do końca roku koncern otworzy jeszcze kilkanaście hubów przy autostradach i drogach szybkiego ruchu, m.in. w Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim czy Nowym Dworze Gdańskim.ORLEN Charge HUB

Nowy hub ORLEN Charge umożliwia ładowanie ośmiu pojazdów jednocześnie i wyposażony jest w system dynamicznego podziału mocy, gwarantujący optymalny czas i moc ładowania na każdym stanowisku. Zainstalowane urządzenia zapewniają moc od 200 kW, przy pełnym obłożeniu, do 400 kW – na pojedynczym stanowisku i są dostosowane do indywidualnych wymagań technicznych auta.

– Długi czas ładowania baterii to jedna z barier rozwoju elektromobilności. Nowy hub ORLEN Charge w znacznym stopniu niweluje tę niedogodność, oferując czas ładowania zbliżony do tego, jaki średnio spędzają na stacji kierowcy tradycyjnych pojazdów. W perspektywie dwóch lat zamierzamy uruchomić ponad 50 takich hubów wzdłuż głównych tras przejazdowych. W ten sposób ORLEN dąży nie tylko do zapewnienia swoim klientom najwyższego poziomu obsługi, ale realizuje również strategiczne aspiracje związane z rozwojem zeroemisyjnego transportu i transformacją energetyczną kraju i regionu – powiedział Marek Balawejder, Członek Zarządu ds. Sprzedaży Detalicznej ORLEN.

Zainstalowany na MOP w Olsztynku dynamiczny system podziału mocy automatycznie rozdziela energię pomiędzy ładowane pojazdy, dzięki czemu każdy samochód korzysta z optymalnej mocy ładowania. Dlatego niezależnie od liczby aut czas ładowania pozostaje krótki, a ładowanie jest efektywne i dostosowane do potrzeb najnowocześniejszych pojazdów elektrycznych. Nowa infrastruktura ORLEN Charge zabezpieczy szczytowe zapotrzebowanie na energię elektryczną każdego dostępnego na rynku auta elektrycznego. Hub na stacji MOP Olsztynek Południe działa przez całą dobę. Kierowcy mogą skorzystać z intuicyjnych ekranów dotykowych, płatności zbliżeniowych, a dzięki aplikacji ORLEN Charge śledzić proces ładowania pojazdu.

– Rozwijamy infrastrukturę ORLEN Charge tak, by była jak najbardziej komfortowa i efektywna dla użytkowników. Do końca tego roku planujemy uruchomienie kolejnych nowoczesnych hubów ładowania samochodów elektrycznych na terenie całej Polski, m.in. w Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim, Zgorzelcu i Nowym Dworze Gdańskim. Inwestycje te są częścią ogólnopolskiego programu rozbudowy infrastruktury elektromobilności. Większość z hubów zlokalizowana będzie przy drogach tranzytowych. To znacznie przyczyni się do rozwiązania problemu podróży samochodem elektrycznym pomiędzy miastami – mówi Krzysztof Kaczyński, Dyrektor Wykonawczy ds. Elektromobilności ORLEN.

Wszystkie huby ORLEN Charge będą wyposażone w od sześciu do dwunastu punktów ładowania, z inteligentnym system podziału mocy. W pierwszej kolejności uruchomione zostaną ośmiostanowiskowe huby w Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim, Zgorzelcu, Nowym Dworze Gdańskim, oraz na MOPach: Barnisław Północ, Barnisław Południe, Gruczno Zachód, Morzęcino Zachód, Brzegi, Szumowo. Dzięki temu podróżując autostradami i drogami ekspresowymi, klienci ORLEN Charge będą mogli skorzystać z wygodnej możliwości ładowania auta w trakcie całej zaplanowanej podróży.

– Przy takiej wydajności ładowarek, powoli zaciera się różnica pomiędzy pojazdami elektrycznymi i spalinowymi. Bez względu na to jakim pojazdem podróżujemy, dla bezpieczeństwa naszego i pozostałych podróżnych powinniśmy robić 15 minutowe przerwy co 2 godziny jazdy. Infrastruktura taka jak tu w Olsztynku, pozwala w tym czasie uzupełnić baterie na kolejny odcinek bezpiecznej trasy – mówi Piotr Suchodolski, Dyrektor Wykonawczy ds. Marketingu Komercyjnego ORLEN.

Nowa infrastruktura ładowania ORLEN zapewnia komfort i elastyczność podróżowania na długich trasach, umożliwiając zarówno przejazd z jednym postojem na ładowanie, jak i z kilkoma krótkimi przerwami połączonymi z odpoczynkiem w strefach convenience. Przykładowo, trasę z Białegostoku do Krakowa (500 km) można pokonać, korzystając z ładowania na MOP Szumowo oraz MOP Brzegi, lub alternatywnie – z trzema krótkimi postojami na nowoczesnych stacjach w Szumowie, Warszawie i Brzegach, dostosowując plan podróży do indywidualnych preferencji.

Inwestycja w huby do ładowania jest częścią projektu „Perun E-mobility”, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej, w ramach instrumentu CEF Transport AFIF.

ORLEN Charge posiada obecnie ponad 1,2 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych w całej Polsce. Sieć dynamicznie się rozwija i obejmuje zarówno stacje własne ORLEN, jak i stacje Energi z Grupy ORLEN. Zgodnie ze strategią Grupy do 2035 roku, sieć ORLEN Charge zamierza osiągnąć wiodącą pozycję na rynku ogólnodostępnego ładowania EV w Polsce. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie, punkty ładowania powstawać będą także na pozostałych europejskich rynkach, na których ORLEN jest obecny.

Przylądek Pomerania pod Świnoujściem ma zmienić logistykę Europy

Pod Świnoujściem powstaje jeden z najbardziej ambitnych projektów infrastrukturalnych w historii polskiej gospodarki morskiej. „Przylądek Pomerania” – nowy głębokowodny terminal kontenerowy o zdolności przeładunkowej 2 mln TEU rocznie – ma nie tylko znacząco zwiększyć potencjał portów Szczecin-Świnoujście, ale także wzmocnić pozycję Polski w globalnych łańcuchach dostaw. Projekt zakłada budowę 186 hektarów nowego lądu, 3 km nowych nabrzeży, pełną infrastrukturę drogową i kolejową oraz możliwości obsługi największych kontenerowców świata.

Nowa koncepcja, polskie wykonanie

Jak poinformował wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka, projekt został opracowany całkowicie na nowo po przejęciu władzy przez obecną ekipę. Według ministra poprzednia wersja była nieefektywna, pozbawiona montażu finansowego i znacznie opóźniona.

„Zbudujemy Przylądek Pomerania – najbardziej ambitny projekt w 75-letniej historii Zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście. To nie tylko inwestycja o znaczeniu gospodarczym, ale również obronnym. Terminal będzie zdolny do obsługi największych jednostek na Bałtyku, wzmocni logistykę i bezpieczeństwo kraju” – podkreślił Marchewka.

Projekt zostanie zrealizowany wyłącznie przez polskie podmioty, a jego strategiczna część – Głębokowodny Terminal Kontenerowy – obejmuje nabrzeże długości 1,3 km oraz akwen o głębokości 17 m, przystosowany do obsługi trzech statków jednocześnie, w tym dwóch o długości 400 m.

Hub dla Europy Środkowej

Nowy port ma pełnić rolę międzynarodowego węzła logistycznego dla regionu Europy Środkowej. Zgodnie z planami Przylądek Pomerania będzie obsługiwał nie tylko polską gospodarkę, ale także Czechy, Słowację, Niemcy, Austrię, a nawet Węgry. Terminal znajdzie się na końcowym odcinku projektowanego „zachodniego korytarza transportowego”, opartego na sieci porty – S3 – E59 – Odrzańska Droga Wodna.

Dodatkowym elementem jest możliwość podwójnego, cywilno-wojskowego wykorzystania infrastruktury, co ma znacząco zwiększyć zdolności obronne Polski oraz jej sojuszników, m.in. w ramach NATO.

Ekologia i automatyzacja w centrum inwestycji

Przylądek Pomerania ma być „najbardziej ekologicznym portem na Bałtyku”. Przewidziano pełne zasilanie jednostek z lądu (shore power), zeroemisyjne technologie przeładunkowe oraz zaawansowane systemy kontroli zanieczyszczeń i hałasu. Projekt uwzględnia również nowe układy logistyczne: 47 ha terenów zostanie przeznaczone na drogi i tory kolejowe (3 km torów oraz 2 km dróg).

Budżet i strategiczne wsparcie

Koszt inwestycji infrastrukturalnej po stronie Zarządu Morskich Portów Szczecin-Świnoujście (ZMPSiŚ) to ok. 1,5 mld zł. Dodatkowe 7 mld zł przeznaczono na pogłębienie toru podejściowego (70 km), budowę basenu portowego i węzłów logistycznych, finansowanych głównie ze środków budżetowych i funduszy UE.

Projekt wpisano do kluczowych dokumentów strategicznych: „Strategii Zrównoważonego Rozwoju Transportu do 2030 r.” oraz „Programu Rozwoju Polskich Portów Morskich”. Zgodnie z założeniami ma umocnić pozycję Polski jako państwa tranzytowego i portowego, porównywalnego z liderami północnej Europy.

Znaczenie geopolityczne i konkurencyjne

Inwestycja może stanowić alternatywę dla dotychczas dominujących portów w Hamburgu, Rotterdamie czy Antwerpii, zwłaszcza w kontekście obsługi rynków Europy Środkowo-Wschodniej. W połączeniu z rozwojem krajowej sieci intermodalnej, port w Świnoujściu ma potencjał, by stać się jednym z dwóch-trzech najważniejszych punktów przeładunkowych Morza Bałtyckiego.

Sprzedaż gruntów pod CPK i zarzuty wobec Ziobry. Premier Tusk komentuje działania prokuratury

Podczas posiedzenia Rady Ministrów 4 listopada 2025 r. premier Donald Tusk odniósł się do postępów w śledztwach dotyczących domniemanych nieprawidłowości przy realizacji kluczowych inwestycji i programów publicznych prowadzonych za czasów poprzedniego rządu. W centrum uwagi znalazły się m.in. sprawy Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK) oraz Funduszu Sprawiedliwości.

Centralny Port Komunikacyjny: rząd kontynuuje wyjaśnianie szczegółów sprzedaży strategicznych terenów

Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek przedstawił na posiedzeniu informacje dotyczące śledztwa w sprawie sprzedaży działki o znaczeniu kluczowym dla inwestycji CPK oraz Kolei Dużych Prędkości. Transakcja, dokonana 12 dni przed zakończeniem rządów Prawa i Sprawiedliwości, miała opiewać na kwotę niespełna 23 mln zł, mimo iż – według szacunków związanych z kontekstem inwestycyjnym – realna wartość gruntu mogła sięgać nawet 400 mln zł.

Premier podkreślił, że rząd ma obowiązek wyjaśnić wszystkie okoliczności sprawy, zwłaszcza że dotyczy ona projektu o najwyższym priorytecie strategicznym dla państwa.

Fundusz Sprawiedliwości i zarzuty wobec byłego ministra

W dalszej części spotkania premier odniósł się do zarzutów wobec byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Jak przekazał, prokuratura podejrzewa go o popełnienie 26 przestępstw, w tym udział w zorganizowanej grupie przestępczej. W śledztwie pojawiają się wątki dotyczące przywłaszczenia środków z Funduszu Sprawiedliwości.

Donald Tusk zaznaczył, że choć zarzuty są bardzo poważne, były minister – podobnie jak inni objęci postępowaniem – ma prawo do sprawiedliwego procesu i rzetelnej obrony. Zwrócił uwagę na fakt, że osoby podejrzane najprawdopodobniej przebywają poza granicami kraju, a miejsce pobytu głównych oskarżonych pozostaje nieznane nawet ich dawnym współpracownikom.

„Uczciwi nie mają się czego bać, a naszym zadaniem jest, aby każdy – niezależnie od skali domniemanych przestępstw – mógł liczyć na sprawiedliwy proces i uczciwe stosowanie przepisów” – podkreślił premier.

Premier w ostrym tonie krytykował ewentualne próby ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości, które – według niego – „stawiają wszystkich zamieszanych w bardzo złym świetle”.

Rząd upraszcza funkcjonowanie banków spółdzielczych

4 listopada 2025 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy deregulacyjnej dotyczący funkcjonowania banków spółdzielczych, ich zrzeszania się i banków zrzeszających. To kolejny element zmian legislacyjnych zapowiadających redukcję obciążeń administracyjnych dla sektora finansowego, szczególnie dla instytucji o lokalnym charakterze działania. Według zapowiedzi projekt ma uporządkować przepisy, zmniejszyć biurokrację oraz usprawnić procesy pomocowe wewnątrz systemu ochrony banków spółdzielczych.

Redukcja formalnych obciążeń i większa elastyczność zrzeszeń

Jednym z kluczowych elementów zmian jest uproszczenie procedury modyfikowania umów zrzeszenia. Dotychczas każda zmiana w wymogach zrzeszenia wymagała sporządzenia indywidualnych aneksów dla wszystkich uczestników zrzeszenia. Nowelizacja eliminuje ten obowiązek – zmiany będą mogły być wprowadzane w formie umowy wielostronnej między bankiem zrzeszającym a wszystkimi zrzeszonymi podmiotami, bez konieczności każdorazowego podpisywania aneksów. Zmniejsza to czasochłonność i koszty administracyjne, a także ułatwia operacyjne funkcjonowanie zrzeszeń.

Projekt przewiduje również zniesienie wymogu przekazywania przez banki do Komisji Nadzoru Finansowego informacji o zobowiązaniach wobec udziałowców przez 5 lat po ustaniu członkostwa tych osób. Banki nie będą także zobowiązane do przechowywania tych danych. Oznacza to zauważalne ograniczenie obciążeń sprawozdawczych.

Subpartycypacja jako szybciej dostępne narzędzie wsparcia

W ramach nowelizacji jednostki zarządzające systemami ochrony oraz banki zrzeszające otrzymają możliwość zawierania umów subpartycypacji. Jest to rozwiązanie wykorzystywane dotąd głównie przez duże instytucje, które umożliwia dzielenie ryzyka kredytowego z podmiotem finansującym. Wprowadzenie tego instrumentu do sektora spółdzielczego ma przyspieszyć i uprościć pomoc w sytuacjach, gdy bank spółdzielczy wymaga wsparcia płynnościowego. Dotychczasowa praktyka pokazywała, że brak tych rozwiązań znacząco wydłużał proces pomocowy, generując przy tym wysokie koszty proceduralne.

Równe zasady w konsorcjach kredytowych

Istotną zmianą jest także ujednolicenie reguł uczestnictwa banków spółdzielczych w konsorcjach kredytowych. Dotychczasowe przepisy faworyzowały część podmiotów, co mogło obniżać atrakcyjność udziału w większych projektach finansowych. Wprowadzenie jednakowych warunków uczestnictwa pozwoli spółdzielcom skuteczniej współpracować z innymi bankami przy udzielaniu dużych kredytów, co przełoży się na znacznie większe możliwości finansowania inwestycji, w szczególności tych o charakterze lokalnym.

Nowa struktura zarządzania w zrzeszeniach

Znowelizowane przepisy przewidują także utworzenie dodatkowego organu zrzeszenia – zgromadzenia prezesów. Dotychczas jedynym ciałem formalnym była rada zrzeszenia, pełniąca głównie funkcję doradczo-opiniodawczą. Nowy organ – zgromadzenie prezesów – będzie podejmować kluczowe decyzje dotyczące zrzeszeń, wprowadzając większy udział reprezentantów banków członkowskich w procesie zarządzania. W ocenie projektodawców ma to sprzyjać demokratyzacji procesów decyzyjnych.

Jednocześnie ustawa usuwa z porządku prawnego przepisy dotyczące tzw. zrzeszenia zintegrowanego, które nigdy nie zostały zastosowane w praktyce. Ich utrzymywanie miało jedynie wartość teoretyczną i generowało zbędną złożoność prawną.

Przejrzystość finansowa i porządkowanie rachunkowości

Zmiany obejmują także doprecyzowanie zasad prowadzenia rachunkowości w funduszach pomocowych systemów ochrony oraz funduszu stabilizacyjnym Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej (KSKOK). Celem jest zwiększenie przejrzystości finansowej i usprawnienie realizacji funkcji ochronnych, co ma kluczowe znaczenie dla stabilności całego systemu spółdzielczego.

Projekt przewiduje, że nowe przepisy zaczną obowiązywać po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że sektor bankowości spółdzielczej już w najbliższych miesiącach stanie przed zadaniem wdrożenia szeregu zmian proceduralnych i organizacyjnych.

Dwutygodniowa korekta po dziewięciu tygodniach wzrostu – co dalej ze złotem?

0
  • Nadzwyczajny wzrost wartości złota w tym roku wszedł w fazę wyhamowania. Inwestorzy ponownie analizują, w jakim stopniu scenariusz na rok 2025 — obniżki stóp procentowych, napięcia fiskalne, czynniki geopolityczne oraz popyt ze strony banków centralnych — został już uwzględniony w wycenach.
  • Dwa kolejne tygodniowe spadki po dziewięciotygodniowym rajdzie, który podniósł ceny o ponad 27%, sugerują raczej rozładowanie napięcia niż zmianę trendu.
  • Mimo że krótkoterminowa dynamika osłabła, fundamentalne przesłanki przemawiające za posiadaniem złota pozostają aktualne – niepewny jest jedynie moment kolejnego wzrostu.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, spektakularny wzrost wartości złota w tym roku wszedł w fazę korekty. Metal, którego cena od początku roku wzrosła o około 54%, zanotował właśnie pierwszą od czerwca serię dwóch tygodniowych spadków, co oznacza korektę o niemal 500 USD względem rekordowego poziomu z października. W tym czasie nastroje na rynku przeszły od euforii do refleksji, a inwestorzy ponownie oceniają, na ile scenariusz na 2025 rok – obniżki stóp, napięcia fiskalne, czynniki geopolityczne i popyt ze strony banków centralnych – został już zdyskontowany.

Krótkoterminowe wyzwania

Przerwa po Diwali. Okres świąteczny w Indiach tradycyjnie wiąże się z gwałtownym wzrostem popytu na biżuterię, po którym następuje spadek. Diwali w 2025 roku nie było wyjątkiem – popyt na metale szlachetne, zwłaszcza srebro, osiągnął historyczne poziomy, napędzany zainteresowaniem detalistów, lokalnymi niedoborami i dynamicznymi wzrostami cen. Złoto również cieszyło się dużym zainteresowaniem, choć rekordowe ceny i osłabienie rupii ograniczyły sprzedaż biżuterii. Obecnie rynek wszedł w typowy okres spadku popytu po świętach, który prawdopodobnie ustabilizuje się wraz z powrotem zakupów pod koniec roku, wspierany przez ostatnią korektę cen.

Zmiany podatkowe w Chinach. W Chinach wprowadzono bardziej strukturalną zmianę – zniesiono długoletnie zwolnienie z podatku VAT dla części detalistów biżuterii kupujących za pośrednictwem Szanghajskiej Giełdy Złota i Giełdy Kontraktów Terminowych. Choć zmiana ta nieznacznie zwiększa koszty detaliczne i może ograniczyć sprzedaż biżuterii, jej wpływ makroekonomiczny jest ograniczony. Złoto inwestycyjne – sztabki, monety i fundusze ETF – pozostaje zwolnione z podatku, co pozwala utrzymać kluczowe kanały, które napędzały rekordowy popyt fizyczny w Chinach.

Powell, ostrożność i silniejszy dolar. Po październikowej obniżce stóp procentowych Rezerwa Federalna zasygnalizowała, że decyzja grudniowa „nie jest przesądzona”. W obliczu paraliżu rządowego w USA FOMC działa w warunkach ograniczonej widoczności, a ostrożny ton przewodniczącego Powella przyczynił się do umocnienia dolara i wzrostu realnych stóp procentowych, co dodatkowo ostudziło nastroje na rynku.

USA–Chiny: porozumienie bez przełomu. Pod koniec października pojawiły się doniesienia o postępach w negocjacjach między Waszyngtonem a Pekinem – dotyczące ceł, współpracy w zwalczaniu nielegalnej produkcji fentanylu i jego prekursorów i kontroli eksportu. Rynek zareagował jednak powściągliwie. Inwestorzy zdają sobie sprawę, że głębsze napięcia strategiczne – w obszarze technologii, łańcuchów dostaw i polityki przemysłowej – pozostają nierozwiązane. Choć ogłoszenie mogło ograniczyć ryzyko skrajne, nie wpłynęło znacząco na długoterminowe argumenty za utrzymywaniem aktywów defensywnych.

Ton techniczny i nastroje

Z technicznego punktu widzenia obecna korekta była stosunkowo łagodna – dwa tygodniowe spadki po dziewięciotygodniowym wzroście o ponad 27%. Naszym zdaniem była to zdrowa korekta, bolesna dla ostatnich nabywców, ale wskazująca raczej na rozładowanie presji niż zmianę trendu. Wsparcie techniczne buduje się w okolicach 3835–3878 USD, co pokrywa się z 50% zniesieniem Fibonacciego ostatniego wzrostu oraz 50-dniową średnią kroczącą. Głębszy spadek jest możliwy, jeśli apetyt na ryzyko na rynku akcji utrzyma się, a dolar będzie dalej się umacniał.

W trakcie hossy aktywa fudnuszy ETF wzrosły o 484 tony od początku roku, a obecnie ustabilizowały się na poziomie przekraczającym łączne odpływy z ostatnich trzech lat. Dane z rynku kontraktów terminowych – mimo braku cotygodniowych aktualizacji COT – wskazują na umiarkowaną redukcję pozycji długich, a nie masową likwidację. Banki centralne pozostają kluczowym źródłem stabilności – według World Gold Council w III kwartale dokonano zakupów na poziomie 220 ton, co podniosło łączną wartość zakupów od początku roku do 634 ton, zbliżając się do rekordowego poziomu z ubiegłego roku. Utrzymujący się popyt ze strony instytucji publicznych nadal ogranicza zmienność spadkową.

Dlaczego prognozy pozostają optymistyczne?

Mimo spowolnienia krótkoterminowej dynamiki, fundamentalne przesłanki przemawiające za posiadaniem złota pozostają aktualne – naszym zdaniem niepewny jest jedynie moment kolejnego wzrostu.

Obawy o dług publiczny. Koszty obsługi długu publicznego w USA rosną szybciej niż dochody, co może skłonić decydentów do niejawnej represji finansowej. W średnim terminie realne stopy procentowe mogą pozostać sztucznie niskie, co historycznie sprzyja złotu.

Deprecjacja walut i dywersyfikacja. Utrzymujące się stosowanie ekspansji monetarnej w finansowaniu polityki fiskalnej podważa zaufanie do walut fiducjarnych. Inwestorzy i banki centralne zwiększają rezerwy materialne jako zabezpieczenie.

Popyt ze strony sektora publicznego. Banki centralne, zwłaszcza z rynków wschodzących, kontynuują dywersyfikację rezerw, utrzymując silny popyt na złoto. Ich stała akumulacja stała się strukturalnym elementem rynku i kluczowym wsparciem w okresach spekulacyjnej likwidacji.

Kierunek polityki monetarnej. Mimo ostrożności Powella, dane makroekonomiczne wskazują, że kolejnym trwałym ruchem Fed będzie dalsze łagodzenie polityki. Osłabienie rynku pracy i spowolnienie nominalnego wzrostu gospodarczego mogą skutkować dodatkowymi obniżkami stóp w 2026 roku, co stworzy warunki do ponownego umocnienia złota – zwłaszcza jeśli inflacja utrzyma się na poziomie 3% lub wyższym.

Perspektywy krótkoterminowe

Ostatnia korekta sugeruje, że tegoroczny szczyt cen złota może być już za nami, choć obecna sytuacja przypomina raczej konsolidację niż kapitulację. Czynniki, które doprowadziły do wzrostu ceny powyżej 4000 USD – niestabilność fiskalna, utrzymująca się inflacja oraz nieprzerwany popyt ze strony sektora publicznego – pozostają aktualne. Nie można jednak wykluczyć głębszego spadku, ponieważ rynek pozbywa się nadmiernej spekulacji i odbudowuje zaufanie.

Poprzednia poważna konsolidacja po rekordowym wzroście w maju do poziomu blisko 3500 USD trwała około czterech miesięcy. W sierpniu nastąpił przełom, który zapoczątkował dziewięciotygodniowy wzrost o 27%. Jeśli obecna konsolidacja potrwa podobnie długo, możemy spodziewać się kolejnego okresu handlu w trendzie bocznym, po którym nastąpi ponowne umocnienie na początku 2026 roku. Do tego czasu podwyższona zmienność oraz naprzemienne zmiany nastrojów mogą wystawić na próbę krótkoterminowe przekonania zarówno kupujących, jak i sprzedających.

Obecna przerwa w notowaniach złota wygląda raczej na chwilę wytchnienia niż na trwałe załamanie. Sezonowa słabość, tymczasowe zawirowania związane z polityką Chin oraz silniejszy dolar tłumaczą krótkoterminowy spadek, ale żaden z tych czynników nie zmienia długoterminowej perspektywy. Po zakończeniu tej fazy korekty te same siły, które napędzały tegoroczny wzrost – zadłużenie, inflacja i popyt na dywersyfikację – prawdopodobnie ponownie się ujawnią, torując drogę do kolejnego znaczącego wzrostu w 2026 roku.

Ostatnie wahania cen złota pokazują, jak szybko rynkowy entuzjazm potrafi ustąpić miejsca korekcie – i dlaczego dywersyfikacja portfela pozostaje kluczowa. Złoto, choć wciąż postrzegane jako bezpieczna przystań, nie gwarantuje już stabilnych zysków w krótkim terminie. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera łączenie tradycyjnych aktywów, takich jak kruszec czy obligacje, z inwestycjami w sektor technologiczny, energetyczny i zrównoważony rozwój. Taki portfel lepiej znosi rynkowe turbulencje i pozwala korzystać z nowych źródeł wzrostu. W obecnym otoczeniu makroekonomicznym kluczowe jest myślenie w kategoriach równowagi i zadbanie o odporność portfela – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.Złoto w fazie przejściowej Złoto w fazie przejściowej Złoto w fazie przejściowej

Co piąta informacja o energetyce to manipulacja napędzana rosyjskimi narracjami

Polski sektor energetyczny stoi w obliczu podwójnego zagrożenia: zmasowanych cyberataków wymierzonych w infrastrukturę krytyczną oraz rosnącej fali dezinformacji i oszustw skierowanych bezpośrednio w konsumentów. Ten wielowymiarowy atak ma na celu nie tylko straty finansowe, ale także podważanie zaufania oraz realne zagrożenie dla życia ludzkiego i ciągłości dostaw. Polskie media uważnie śledziły ten temat – dane Instytutu Monitorowania Mediów (IMM) pokazują, że w latach 2022–2025 odnotowano blisko 70 tys. publikacji o tym zjawisku, które wygenerowały zasięg 1,19 mld kontaktów z przekazem.

Obywatele bezpośrednim celem dezinformacji

Skala problemu jest olbrzymia i bezpośrednio wpływa na polskie społeczeństwo. Badania Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (obecnie Polskie Towarzystwo Energetyki Cieplnej – PTEC) wskazują, że co piąty komunikat dotyczący energetyki pojawiający się w sieci może być dezinformacją. Według danych PTEC aż 70% Polaków zetknęło się z fałszywymi informacjami dotyczącymi energetyki. Z dezinformacją lub fake newsami spotkało się 63,6% przedstawicieli branży ciepłowniczej i sektora energetycznego, a według danych Ministerstwa Cyfryzacji tylko w pierwszej połowie 2025 roku odnotowano 5 mln odbiorców nieprawdziwych informacji w tym obszarze.

W przestrzeni medialnej najpopularniejszymi kanałami dystrybucji tych szkodliwych treści są platformy Facebook oraz X (Twitter). Często są to zorganizowane akcje polegające na powielaniu podobnych treści jednocześnie. Narracje pochodzą przeważnie z kont powiązanych z prawicą i środowiskami antyunijnymi.

W przestrzeni medialnej najpopularniejszymi kanałami dystrybucji tych szkodliwych treści są platformy Facebook oraz X

Źródłem propagandowej narracji oraz dezinformacji w temacie energetyki są także politycy różnych ugrupowań, ale też przedstawiciele rządu, posłowie i europosłowie – doniesienia zawierające elementy manipulacji i propagandy często brały swój początek w ich wypowiedziach.

Źródłem propagandowej narracji oraz dezinformacji w temacie energetyki są także politycy

Oprócz dezinformacji i phishingu, sektor energetyczny jest celem zaawansowanych cyberataków. Raport koncernu doradczego EY pokazuje alarmujący i skokowy wzrost incydentów cyberbezpieczeństwa – w 2023 roku ich liczba w tym obszarze podwoiła się rok do roku.

Rosyjska propaganda i atak na strategiczne inwestycje

Rosyjska dezinformacja od kilku lat stanowi jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla debaty o energetyce w Polsce. W latach 2022–2024 propaganda powiązana z Rosją odpowiadała za większość wpisów dotyczących energii i klimatu, kształtując przekaz w mediach społecznościowych poprzez emocje, strach i teorie spiskowe. Jak podaje PAP, tylko w pierwszym kwartale 2024 roku rosyjskie źródła wygenerowały około 34 mln wpisów, które miały wpływać na opinię publiczną i osłabiać zaufanie do transformacji energetycznej.

Szczególnie podatnym obszarem na manipulacje pozostaje energetyka jądrowa. Dominujące narracje dezinformacyjne wokół tego zagadnienia opisuje raport NASK i Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego[1]. Nie mniej intensywnie dezinformacja uderza w transformację energetyczną i politykę klimatyczną. Według analiz portalu Demagog w przestrzeni internetowej utrwala się m.in. mit, że za wysokie ceny energii odpowiadają odnawialne źródła.

Do głównych technik propagandowych prowadzących do celowej dezinformacji można zaliczyć ideologizację tematu ochrony klimatu, silnie emocjonalny i negatywny przekaz na temat zmian klimatu oraz ośmieszanie aktywistów proekologicznych. Skutecznymi metodami jest także krytyka naukowców i podważanie wniosków z publikacji naukowych, wskazywanie polityków jako ekspertów od klimatu, wyśmiewanie i wyszydzanie ekspertów zajmujących się tym zawodowo, a na koniec teorie spiskowe i manipulacje danymi oraz wykresami.

Skutki dezinformacji

Dezinformacja w energetyce to dziś nie tylko problem wizerunkowy, ale realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i powodzenia transformacji energetycznej. Fałszywe przekazy wpływają na decyzje polityczne, kształtują opinie społeczne i potrafią skutecznie spowalniać inwestycje. Jak podkreśla minister energii Miłosz Motyka, „dezinformacja osłabia bezpieczeństwo energetyczne Polski i utrudnia proces inwestycyjny”. W sieci szerzone są przekazy, które mają torpedować działania modernizacyjne, dzielić społeczeństwo i podważać zaufanie do instytucji publicznych.

To zjawisko uderza nie tylko w stabilność gospodarczą, ale też w zdolność obywateli do podejmowania świadomych decyzji. Fałszywe treści zastępują rzetelne dane emocjami, tworząc obraz chaosu i braku kontroli.

Stały monitoring przestrzeni informacyjnej, który pozwala wychwytywać zniekształcone lub propagandowe treści zanim zdążą one zyskać zasięg, jest w dzisiejszych czasach niezbędny – mówi Monika Ezman, dyrektor Działu Analiz w IMM. – W obecnych realiach, gdy przekaz medialny kształtuje nastroje społeczne i decyzje polityczne oraz ekonomiczne, wgląd w rzetelne dane stają się zasobem wręcz strategicznym. Tylko oparcie komunikacji publicznej na faktach, a nie emocjach, może wzmacniać zaufanie społeczne i stabilność w okresie napięć geopolitycznych i transformacji energetycznej.

Skutki dezinformacji odczuwają także konsumenci – oszustwa phishingowe generują bezpośrednie straty finansowe setek tysięcy złotych dla pojedynczych ofiar. Przykładami są głośne kampanie phishingowe z 2025 roku, w których cyberprzestępcy podszywali się pod największe polskie koncerny energetyczne. We wrześniu PGE ostrzegało klientów przed fałszywymi wiadomościami o rzekomych nadpłatach. Kilka miesięcy wcześniej CERT Polska wykrył podobną akcję wymierzoną w klientów Tauron Polska Energia. Obie kampanie miały ten sam cel – wykorzystać zaufanie odbiorców do znanych marek, by przejąć ich dane i pieniądze.

Walka z dezinformacją

W odpowiedzi na te wyzwania władze i instytucje publiczne podjęły szereg inicjatyw edukacyjnych i prewencyjnych. W październiku 2025 roku Ministerstwo Energii zainaugurowało kampanię „Nie daj się oszukać – sprawdź fakty o energetyce!”, której celem jest obalanie popularnych mitów i wzmacnianie świadomości społecznej. Równolegle Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych od 2023 roku prowadzi kampanię „Energia NaPrawdę”, promującą rzetelną wiedzę o sektorze i przeciwdziałającą manipulacjom w sieci. Istotną rolę odgrywa również Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa (NASK), która analizuje i identyfikuje kampanie dezinformacyjne w internecie. W 2023 roku instytucja opublikowała raport o potencjale dezinformacyjnym wokół budowy elektrowni jądrowej w Polsce.

Media o dezinformacji w sektorze energetycznym

W latach 2022–2025 temat dezinformacji w energetyce był szeroko obecny w mediach. Analiza IMM wykazała 69,9 tys. publikacji, które łącznie wygenerowały 1,19 mld kontaktów z przekazem. Oznacza to, że statystyczna osoba w wieku od 15 roku życia mogła mieć kontakt z tymi treściami średnio 37 razy. W samym 2025 roku odnotowano 27,5 tys. materiałów dotyczących tego zagadnienia – ponad dwa razy więcej niż w roku 2024. Najwięcej treści ukazało się w mediach o profilu ogólnoinformacyjnym (12,5 tys.) i w mediach specjalistycznych (ponad 1 tys.). Wśród portali społecznościowych najwięcej treści opisujących dezinformację w sektorze energetycznym ukazało się na X (Twitterze).

Media o dezinformacji w sektorze energetycznym

Media o dezinformacji w sektorze energetycznym

Spośród redakcji temat najczęściej podejmowały Euractiv, TVP Info, Radio TOK FM, Polskie Radio 24 oraz Onet. W mediach społecznościowych wysoką aktywność wykazywał m.in. Paweł Lachman czy oficjalny profil Ministerstwa Energii.

Metodologia:

Analiza objęła publikacje z 4475 unikalnych źródeł na temat dezinformacji w kontekście sektora energetycznego (w prasie, na portalach informacyjnych, w radiu i telewizji oraz w mediach społecznościowych) w okresie od 2022 do 2025 roku,  pochodzące z monitoringu 1,7 tys. tytułów prasowych, 21 tys. portali internetowych, 350 stacji radiowych i telewizyjnych oraz najważniejszych mediów społecznościowych.


Do 2035 roku wartość europejskiego przemysłu produkcyjnego przekroczy 2,9 bln euro

0

Polska jednym z liderów z prognozowanym tempem wzrostu na poziomie 11.4%
w ciągu następnych 5 lat.

Globalna firma doradcza Knight Frank opublikowała raport dotyczący europejskiego sektora produkcyjnego, wskazując że europejski przemysł wchodzi w nową fazę zaawansowanej ekspansji technologicznej. Przewidywany wzrost na poziomie 14,7% w ciągu najbliższych dziesięciu lat przyczyni się do dodatkowego wkładu w gospodarkę strefy euro
w wysokości 318 miliardów euro do 2035 roku, zwiększając całkowitą wartość sektora do €2,9 biliona euro (w cenach z 2024 roku).

Polski sektor przemysłowy ma jeden z najwyższych prognozowanych wskaźników wzrostu w UE i w perspektywie 5-letniej ma sięgnąć 11,4%, ustępując pierwszeństwa Węgrom i Danii oraz będąc lekko za Rumunią, której prognozowany wzrost wynosi 11,5%.

Obecny trend wzrostowy kształtuje na nowo potrzeby nieruchomościowe nowoczesnych producentów i inwestorów. Coraz większy popyt generują zaawansowane branże, takie jak elektromobilność i powiązane z nią łańcuchy dostaw, nauki przyrodnicze, produkcja półprzewodników, technologii czystej energii oraz inżynieria precyzyjna. Przedstawiciele tych sektorów coraz częściej przenoszą działalność produkcyjną z powrotem do kraju i inwestują w nowoczesne obiekty, łączące funkcje produkcyjne, badawczo-rozwojowe, dystrybucyjne i biurowe.

Zachodząca technologiczna transformacja sektora przemysłowego zwiększa popyt na nowoczesne nieruchomości magazynowo-produkcyjne o wysokich parametrach technicznych, energooszczędnych, zlokalizowanych blisko ośrodków specjalistycznych i badawczych oraz infrastruktury transportowej.

Ta zmiana wymagań widoczna jest w dynamice stawek czynszowych. Średnie tempo wzrostu czynszów dla nieruchomości produkcyjnych i przemysłowych w Europie przewyższyło większość pozostałych sektorów, osiągając 5,8% w skali roku do czerwca 2025 r., wobec 3,7% dla całego rynku.

Trend ten odzwierciedla rosnące wymagania najemców, którzy poszukują nowoczesnych, energooszczędnych obiektów o wysokim standardzie, zlokalizowanych w pobliżu ośrodków specjalistycznych kadr, uczelni oraz infrastruktury transportowej.

„Wzrost czynszów za wyspecjalizowane powierzchnie produkcyjne prognozowany jest również w Polsce. Obecnie czynsze za powierzchnie produkcyjne są o m.in. 20-30% wyższe niż w przypadku powierzchni logistycznych, co odzwierciedla m.in. wyższe koszty budowy. Wraz ze wzrostem popytu ze strony przemysłu zaawansowanego technologicznie wymagającego wysokiej specyfikacji technicznej oraz wyselekcjonowanych lokalizacji spodziewamy się dalszego powiększania tej różnicy”, komentuje Dorota Lachowska, dyrektor działu badań rynku Knight Frank Polska.

Rośnie liczba transakcji sprzedaży i leasingu zwrotnego, ponieważ producenci odblokowują kapitał w celu sfinansowania ekspansji. W pierwszej połowie 2025 roku 5,1% wszystkich transakcji inwestycyjnych w europejskich obiektach produkcyjnych i badawczo-rozwojowych stanowiły transakcje sprzedaży i leasingu zwrotnego. Przy koszcie kapitału wynoszącym często ponad 12%, firmy uważają, że bardziej efektywne jest pozyskiwanie kapitału z nieruchomości, realizując transakcje sprzedaży i leasingu zwrotnego z rentownością około 7-8%.

Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank Polska
Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank Polska

Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank Polska dodaje – „Dla inwestorów obiekty produkcyjne wynajmowane przez renomowanych najemców na długoterminowych umowach są bardzo atrakcyjne. Tego typu obiekty oferują stabilny, przewidywalny dochód  i perspektywę długofalowego wzrostu wartości, co czyni je jednym z najbardziej poszukiwanych klas aktywów również na rynku polskim”.

Cła Trumpa w rękach Sądu Najwyższego. Rynki w napięciu przed decyzją RPP

Rynki czekają – polskie na decyzję RPP, światowe na wyrok w sprawie ceł Trumpa. W tle spokojny kalendarz i lekko słabnący złoty, który odczuwa mieszankę globalnej niepewności i krajowych oczekiwań na cięcie stóp. Choć dzień zapowiada się spokojnie, to środowy poranek może przynieść wyraźne ożywienie nastrojów.

Prezes z nożyczkami

Podczas wtorkowej sesji lokalnie rynki ogniskują się już wokół jutrzejszej decyzji NBP. Analitycy są zgodni, że Rada Polityki Pieniężnej prawdopodobnie obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych – ze stopy referencyjnej 4,50% do 4,25%. Założenie to wynika z październikowego odczytu inflacji CPI (2,8% r/r, przy miesięcznej zmianie jedynie +0,1% m/m), który okazał się niższy od oczekiwań i zwiększył prawdopodobieństwo działania RPP. Ponadto kluczowe znaczenie w ocenie polityki monetarnej będzie mieć najnowsza projekcja inflacyjna NBP, której wnioski zostaną przedstawione wraz z komunikatem. Poprzednia wskazywała, że inflacja osiągnie cel 2,5% dopiero w drugim kwartale 2027 r., można jednak zakładać, że tegotygodniowa przyspieszy ten moment. Tradycja podpowiada, że będzie to ostatnia obniżka w tym roku (grudniowe posiedzenia raczej nie są decyzyjne), jednak mało kto wierzy, że będzie to ostatni taki ruch w obecnym cyklu. W tym kontekście istotne będzie czwartkowe wystąpienie prezesa Glapińskiego.

„Economy will go to hell”

Globalnie inwestorzy nie mają chwili wytchnienia od prezydenta USA. W Stanach Zjednoczonych trwa wyczekiwanie na orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie ceł nakładanych przez Donalda Trumpa. Werdykt prawdopodobnie poznamy już jutro, a urzędujący prezydent w swoim stylu postanowił nałożyć dodatkową presję na orzekających. W jego mniemaniu, jeśli taryfy zostaną zakwestionowane, to amerykańskie parkiety akcyjne wspólnie z rodzimą gospodarką czeka załamanie. Co ciekawe, inwestorzy mimo że nie są aż tak kasandryczni, to podzielają jego obawy i główne amerykańskie indeksy pozostają na delikatnym minusie w handlu przedsesyjnym. Sam dolar we wtorek jest stabilny, a zmienność na głównej parze walutowej globu jest dziś mocno ograniczona.

Spokojny kalendarz

Wtorkowa kartka z kalendarza nie należy do najmocniej wypełnionych. Brakuje w niej kluczowych publikacji z najważniejszych rynków, dlatego inwestorzy mogą skupiać się na wydarzeniach okołorynkowych. Głównym impulsem było nocne (według naszego czasu) posiedzenie banku centralnego Australii, na którym jednak nie zdecydowano się na zmianę stóp procentowych. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków, choć dolar australijski dziś traci na wartości. Chwilę wcześniej lekko rozczarował indeks PMI dla japońskiego przemysłu, a poranne wystąpienie Christine Lagarde nie przyniosło istotnych reakcji rynkowych. Więcej do powiedzenia może mieć Joachim Nagel podczas wieczornego przemówienia. Złoty pozostaje dziś pod delikatną presją, co nie zaskakuje, biorąc pod uwagę miks globalnej niepewności oraz oczekiwania na cięcie stóp w Polsce. Dolar przebija poziom 3,70 zł, a kurs euro zbliża się do 4,26 zł.