Banki przyspieszają akcję kredytową. Wrzesień z silnym odbiciem – boom na hipoteki i gotówkowe

Wrzesień 2025 r. przyniósł bardzo wyraźne ożywienie na rynku finansowania konsumenckiego i mieszkaniowego. Według danych BIK banki i SKOK-i udzieliły aż o 52,4% więcej kredytów mieszkaniowych i o 18,8% więcej kredytów gotówkowych niż rok wcześniej. Wartościowo dynamika była jeszcze silniejsza – odpowiednio +62,8% i +21,3% r/r.

Jedynym produktem, który nadal pozostaje w recesji, są kredyty ratalne (–8,9% r/r w ujęciu liczbowym). W segmencie kart kredytowych sprzedaż pozostaje stabilna, z symbolicznym spadkiem liczby nowo wydanych kart (–0,6%) i wzrostem wartości przyznanych limitów (+5,1%).

Boom na kredyty mieszkaniowe – nowy rekord

Wrzesień okazał się najlepszym miesiącem w historii rynku hipotek – łączna wartość udzielonych kredytów wyniosła 10,67 mld zł, przebijając dotychczasowy rekord ze stycznia 2024 r. Głównym powodem są rosnące realnie dochody gospodarstw domowych oraz spadek oprocentowania po serii obniżek stóp procentowych. Średnia wartość kredytu mieszkaniowego wzrosła do 448,9 tys. zł (+6,8% r/r).

Eksperci zwracają jednak uwagę, że utrzymanie tak wysokiej dynamiki zależeć będzie od globalnej stabilności geopolitycznej. W scenariuszu deeskalacji konfliktów popyt może nawet przyspieszyć.

Kredyty gotówkowe: segment wysokokwotowy napędza rynek

Wysoką dynamikę odnotował również rynek kredytów gotówkowych. Wzrosty generują głównie kredyty powyżej 50 tys. zł – średnia wartość nowego finansowania wzrosła do 26,4 tys. zł. Sprzyja temu jednoczesne wydłużanie okresów kredytowania, spadek kosztu kapitału i wzrost realnych dochodów. Łącznie w dziewięć miesięcy 2025 r. banki udzieliły gotówkowych finansowań na ponad 90 mld zł – co otwiera drogę do rocznego rekordu.

Kredyty ratalne: ofiara spadku zainteresowania mikropłatnościami

Na drugim biegunie znajdują się kredyty ratalne – jedyny segment z trwałą recesją. Spadek wynika głównie z mętnienia rynku BNPL i mniejszej skali „przerzucania” spóźnionych zobowiązań z sektora pozabankowego do bankowego. Co ciekawe, średnia kwota kredytu ratalnego rośnie (2 154 zł; +9,2% r/r), dzięki czemu segment dużych zakupów utrzymuje się na plusie. Dekonsumpcja dotyczy przede wszystkim zakupów o niskiej wartości.

Stabilna jakość portfela – ale sygnał ostrzegawczy z kart kredytowych

Wskaźniki jakości kredytów pozostają w bezpiecznym zakresie. Poprawia się spłacalność kredytów mieszkaniowych i gotówkowych, ale na szczególną uwagę zasługuje rosnąca szkodowość kart kredytowych – tylko o 0,02 p.p. niższa niż kredytów gotówkowych. Jeśli trend się utrzyma, karty mogą stać się najbardziej ryzykownym produktem konsumenckim.

RPP po październikowej obniżce stóp do 4,50% może zrobić pauzę w listopadzie

Na posiedzeniu w dniach 7-8 października Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżeniu stopy referencyjnej do poziomu 4,50% – o 0,25 punktu procentowego. Ta decyzja okazała się dla części rynku niespodziewana, ponieważ oczekiwania były mocno podzielone – w połowie za pozostawieniem stóp, w połowie za obniżką.

Z perspektywy listopadowego posiedzenia taki ruch to zmiana punktu odniesienia. Po pierwsze, RPP już skorzystała z przestrzeni do luzowania co oznacza, że opcja kolejnej obniżki jest mniejsza. Po drugie, skoro decyzja październikowa była szybsza lub bardziej zdecydowana niż wielu się spodziewało, to Rada może być skłonna do ostrożniejszego podejścia teraz, czyli tzw. pauzy, albo przynajmniej opóźnienia kolejnego ruchu.

Z jednej strony dane wspierające luzowanie pozostają: inflacja według szybkiego szacunku wyniosła we wrześniu ~2,9% r/r, co sugeruje, że presje cenowe osłabły. Z drugiej strony jednak, RPP w komunikacie po październiku wyraźnie wskazała, że dalsze kroki zależą od napływających danych – zwłaszcza w obszarze dynamiki płac, cen energii i aktywności gospodarczej.

W związku z tym, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na listopad jest utrzymanie stóp procentowych na obecnym poziomie – RPP może uznać, że uwzględniła już główną część oczekiwanego ruchu i chce poczekać na kolejne dane, zanim podejmie decyzję o dalszym luzowaniu. Jeśli jednak dane za październik-listopad pokażą wyraźne przyspieszenie inflacji bazowej lub wzrost presji płacowej > 6–7% rok do roku, to Rada może wstrzymać się z dalszymi obniżkami, lub rozważyć podwyżkę stóp, choć taki scenariusz wydaje się obecnie mniej prawdopodobny.

Dla rynku kredytowego i depozytowego kluczowe będzie, jak RPP opisała swoje perspektywy: czy mówi o możliwości dalszego łagodzenia, czy raczej o pauzie w obliczu niepewności. Ten ton komunikacji może być równie ważny jak sama decyzja.

Podsumowując: po październikowej niespodziance, RPP prawdopodobnie przejdzie w tryb obserwacji w listopadzie – czyli stopy pozostaną na poziomie ~4,50 % w najbliższym czasie, a rynek będzie uważnie analizował komunikat Rady i dane za kolejne miesiące.

Decyzja Fed dziś wieczorem: oczekiwana obniżka stóp o 0,25 pp, ale brak jasnych sygnałów co do dalszej polityki FOMC

Dzisiaj poznamy decyzję ws. stóp procentowych w USA, w związku z kończącym się 2-dniowym posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). Rynek z ponad 99% pewnością oczekuje obniżki stóp procentowych o 0.25 punktu procentowego i sprowadzenia głównej stopy federalnej do poziomu 3.75-4.0%. Choć ten krok wydaje się przesądzony, wśród członków komitetu monetarnego nadal panują istotne rozbieżności dotyczące dalszego kierunku polityki pieniężnej, co może rzutować na kolejne decyzje w najbliższych miesiącach.

Październikowe posiedzenie odbędzie się w szczególnym momencie – bez publikacji nowych projekcji makroekonomicznych ani prognoz dotyczących stóp procentowych. Ograniczona dostępność danych gospodarczych, wynikająca m.in. z częściowego paraliżu administracji rządowej, oraz wyraźne różnice zdań wśród członków FOMC sprawiają, że Jerome Powell najprawdopodobniej powstrzyma się od przekazywania konkretnych sygnałów co do przyszłych kroków Rezerwy Federalnej. Brak jednoznacznej komunikacji może dodatkowo zwiększyć niepewność rynkową i utrudnić interpretację kierunku polityki Fed w kolejnych miesiącach.

W centrum uwagi decydentów znajduje się obecnie rynek pracy, zwłaszcza w kontekście ostatnich, słabszych od oczekiwań danych inflacyjnych. Stabilność oczekiwań inflacyjnych pozwala przewodniczącemu Powellowi przesunąć akcent w stronę wspierania zatrudnienia oraz dążyć do przywrócenia tzw. neutralnej polityki monetarnej – takiej, która ani nie stymuluje, ani nie ogranicza wzrostu gospodarczego. Mimo to część członków FOMC wciąż dostrzega poważne ryzyka związane z utrzymującą się inflacją. We wrześniu inflacja bazowa – nieuwzględniająca cen żywności i energii – wyniosła 3% r/r, co pozostaje istotnie powyżej celu Fed wynoszącego 2%. Największe obawy budzi szczególnie segment usług, w którym presja cenowa pozostaje uporczywa i trudna do opanowania.

Na horyzoncie pojawiają się również sygnały, że Fed może zdecydować się na zakończenie programu zacieśniania ilościowego (QT). Wzrost napięć na rynkach finansowych oraz rosnące oznaki stresu na rynku pieniężnym skłaniają część analityków do przewidywań, iż dalsza redukcja bilansu Fed – który obecnie wynosi około 6.6 biliona USD – może zostać wstrzymana. Takie posunięcie miałoby na celu stabilizację warunków płynnościowych i uniknięcie dalszych zakłóceń w funkcjonowaniu systemu finansowego.

Nie bez znaczenia pozostają także głębokie podziały wewnątrz samego FOMC. Podczas gdy niektórzy członkowie, jak Stephen Miran, mogą optować za bardziej zdecydowaną obniżką stóp o 0.5 punktu procentowego, inni – w tym Jeff Schmid – sprzeciwiają się jakimkolwiek zmianom. Tak duże rozbieżności mogą sprawić, że październikowa decyzja, choć oczekiwana przez rynek, będzie jedynie tymczasowym kompromisem, a nie wyraźnym sygnałem co do długofalowej strategii Fed.

W świetle tej niepewności nie należy się spodziewać, że Jerome Powell zasygnalizuje kierunek polityki pieniężnej na grudniowym posiedzeniu. Różnice zdań, brak świeżych danych makroekonomicznych oraz trudne do przewidzenia otoczenie gospodarcze sprawiają, że Rezerwa Federalna pozostaje ostrożna i niechętna do składania jednoznacznych deklaracji. W rezultacie inwestorzy będą musieli jeszcze dłużej operować w warunkach zwiększonej niepewności, oczekując na kolejne sygnały płynące zarówno z gospodarki realnej, jak i z samego Fed.

Zmiany w imporcie z Ukrainy. Koniec pełnej swobody – wracają limity i mechanizmy ochronne

Od 29 października Unia Europejska kończy z pełnym, wyjątkowym otwarciem rynku na towary rolne z Ukrainy. Zastępuje je nowa umowa — bardziej zrównoważona i podobna do wcześniejszych zasad handlu sprzed wojny.

Ministerstwo Rolnictwa podkreśla, że to oznacza mocniejsze zabezpieczenie unijnego rynku, w tym polskich rolników. Nie wszystko, o co zabiegała Polska, udało się uzyskać — ale część kluczowych postulatów została uwzględniona.

Co się zmienia?

• Import z Ukrainy nie będzie już całkowicie wolny od ceł — dla towarów „wrażliwych” wracają limity ilościowe (kontyngenty). Powyżej nich znów pojawią się cła.
Zostaje utrzymany mechanizm ochrony przed tanim importem, tzw. system cen wejścia dla owoców i warzyw.
Wprowadzono nową klauzulę bezpieczeństwa — jeśli sytuacja na rynku jakiegoś kraju UE nagle się załamie, można czasowo zatrzymać import konkretnego towaru.
Nowe przywileje dla Ukrainy będą możliwe tylko wtedy, gdy dostosuje swoje prawo do norm UE (np. w zakresie pestycydów i dobrostanu zwierząt).

A co z zakazem w Polsce?

Ministerstwo przypomina wyraźnie:
w Polsce nadal obowiązuje bezterminowy zakaz importu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku, słonecznika i części produktów przetworzonych.
Ta decyzja nie jest zmieniana przez nową umowę UE.

Nowa umowa nie dotyczy tylko importu — ułatwi również eksport polskich towarów na Ukrainę, m.in. produktów mleczarskich. Ma działać bardziej symetrycznie niż poprzednia, gdzie UE była bardziej otwarta niż Ukraina.

CBA zatrzymało byłego podsekretarza stanu w KPRM. Śledztwo dotyczy nieprawidłowości w RARS

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali Pawła M., byłego podsekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w związku ze śledztwem dotyczącym nieprawidłowości w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (RARS). Postępowanie nadzoruje Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Zatrzymanie byłego wysokiego urzędnika państwowego

Do zatrzymania doszło 23 października 2025 r. Paweł M. pełnił wcześniej funkcje publiczne m.in. sekretarza stanu w MSWiA oraz podsekretarza stanu w KPRM i Ministerstwie Cyfryzacji. Prokuratura przedstawiła mu zarzuty powoływania się na wpływy w Kancelarii Premiera oraz instytucjach państwowych dysponujących środkami publicznymi, a także podjęcia się pośrednictwa w organizacji zamówień publicznych na rzecz konkretnego przedsiębiorcy.

Nieprawidłowości w RARS przedmiotem śledztwa

Śledztwo prowadzone przez Delegaturę CBA w Rzeszowie dotyczy przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez przedstawicieli Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Według ustaleń śledczych mogło dochodzić do nadużywania przepisów o rezerwach strategicznych, preferencyjnego traktowania wybranych podmiotów gospodarczych oraz akceptowania zawyżonych cen w ramach zamówień publicznych.

Korzyści majątkowe w zamian za wpływy

Z materiału dowodowego wynika, że podejrzany oferował załatwienie zamówień publicznych w zamian za zatrudnienie jego żony oraz uzyskanie do bezpłatnego użytkowania samochodu klasy premium, którego leasing i eksploatację opłacał przedsiębiorca również objęty zarzutami. Łączna wartość uzyskanej korzyści majątkowej miała wynieść co najmniej 60 tys. zł.

Zarzuty i środki zapobiegawcze

Prokurator przedstawił Pawłowi M. zarzuty płatnej protekcji (art. 230 § 1 kk) oraz przyjmowania korzyści majątkowej i osobistej (art. 228 § 1 kk). Wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym: poręczenie majątkowe w wysokości 100 tys. zł, dozór Policji, zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu oraz zakaz kontaktowania się z określonymi osobami.

Czynności prowadzone są w ramach szerokiego postępowania wszczętego na podstawie zawiadomienia złożonego przez Szefa CBA. Do tej pory zarzuty usłyszało już 16 osób, w tym były prezes RARS Michał K. i trzech urzędników agencji. Prokuratura zapowiada kontynuację działań i możliwe dalsze zatrzymania.

CBA zatrzymuje prezydenta Nowego Sącza i jego zastępcę ws. nadużyć przy funduszach UE

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) zatrzymali na terenie województwa małopolskiego sześć osób, podejrzanych o nadużycia oraz o sprzeniewierzenie środków publicznych, w tym funduszy unijnych. Na polecenie Prokuratury Europejskiej zawieszono w czynnościach służbowych prezydenta Nowego Sącza oraz jednego z jego zastępców. Postępowanie dotyczy przetargu publicznego realizowanego przez samorząd.

Zakres działań służb

W dniach 21–23 października 2025 r. Delegatura CBA w Łodzi zatrzymała sześć osób. Wśród nich znaleźli się prezydent Nowego Sącza, jego zastępca oraz pracownicy Centrum Pozyskiwania Funduszy i Przedsiębiorczości oraz Sądeckiej Agencji Rozwoju Regionalnego SA. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Europejskiej.

Postępowanie wszczęto po zawiadomieniu złożonym przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). CBA zabezpieczyło dokumentację i sprzęt elektroniczny w miejskich instytucjach zaangażowanych w projekty z użyciem środków publicznych.

Zarzuty i środki zapobiegawcze

23 października prezydent miasta oraz jego zastępca usłyszeli zarzuty związane z pełnionymi funkcjami. Cztery pozostałe osoby zatrzymane wcześniej – w tym wysoki rangą urzędnik Urzędu Miasta – również usłyszały zarzuty. Prokuratura Europejska nie ujawnia treści zarzutów, powołując się na dobro postępowania.

Wobec czterech osób prokurator wystąpił o tymczasowy areszt, jednak Sąd Rejonowy Katowice-Wschód nie uwzględnił wniosków. Prokuratura zapowiedziała złożenie zażalenia.

Natychmiastowe zawieszenie władz miasta

28 października Europejski Prokurator Delegowany zdecydował o natychmiastowym zawieszeniu w obowiązkach prezydenta miasta, jednego z jego zastępców oraz kierownika jednej z miejskich jednostek organizacyjnych. Wobec wszystkich zastosowano również środki zapobiegawcze – poręczenie majątkowe w wysokości 150 tys. zł (ok. 34 tys. euro), zakaz wstępu do Urzędu Miasta oraz zakaz kontaktowania się z określonymi osobami.

Postępowanie ma charakter rozwojowy i stanowi kolejną realizację w prowadzonym śledztwie. Prokuratura Europejska zapowiedziała dalsze czynności procesowe, możliwe są kolejne zatrzymania.

Orlen z nowym przewodniczącym rady nadzorczej

0

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Orlenu dokonało rekonstrukcji rady nadzorczej. Z funkcji odwołano przewodniczącego Wojciecha Popiołka, jego zastępcę Michała Gajdusa oraz członka rady Kazimierza Mordaszewskiego. Nowym przewodniczącym został Przemysław Ciszak – dotychczasowy członek rady, powołany bezpośrednio z rekomendacji Skarbu Państwa.

Zmiany zostały przeprowadzone na formalny wniosek głównego akcjonariusza – czyli Skarbu Państwa, który kontroluje 49,9 proc. kapitału zakładowego. Jednocześnie NWZ zdecydowało o rozszerzeniu składu rady nadzorczej do 11 osób. Oznacza to, że do obsadzenia pozostają jeszcze trzy miejsca – dwa decyzją akcjonariuszy podczas wznowionej części obrad 13 listopada oraz jedno z bezpośredniego wskazania ministra aktywów państwowych.

W radzie pozostali m.in. Katarzyna Łobos (sekretarz), Ewa Gąsiorek, Tomasz Zieliński, Mikołaj Pietrzak, Piotr Wielowieyski, Marian Sewerski i Ewa Sowińska. Skład został więc przebudowany częściowo, nie w całości — ale kierunek jest czytelny: wzmocnienie kontroli właścicielskiej Skarbu Państwa jeszcze przed zakończeniem procesu odwołań i powołań kolejnych członków.

Zielone światło dla roszczeń wobec Obajtka i poprzedniego zarządu

Równolegle NWZ upoważniło obecny zarząd Orlenu do dochodzenia roszczeń odszkodowawczych wobec dwóch byłych menedżerów: prezesa Daniela Obajtka oraz członka zarządu Michała Roga, którzy pełnili funkcje od 2018 do lutego 2024 r. To sygnał kontynuacji procesu rozliczania decyzji poprzednich władz koncernu – zarówno polityczny, jak i potencjalnie finansowo-prawny.

Przyjęto także zmiany w statucie spółki oraz zgodę na wniesienie do Polskiej Spółki Gazownictwa (PSG) warszawskiego oddziału Laboratorium Pomiarowo-Badawczego PGNiG jako aportu niepieniężnego. Orlen obejmie w zamian nowe udziały w podwyższonym kapitale PSG. To kolejny krok w porządkowaniu aktywów po fuzji z PGNiG, przy możliwej konfiguracji dalszych wydarzeń strukturalnych w segmencie gazowym.

Kontynuacja obrad NWZ została zaplanowana na 13 listopada. To wtedy zapadną decyzje o obsadzeniu pozostałych miejsc w radzie nadzorczej – co przesądzi o ostatecznym układzie sił kontrolnych w największej polskiej spółce giełdowej.

Żabka przyspiesza ekspansję i wzrost zysków – 2,93 mld zł EBITDA i 1 127 nowych sklepów po 9 miesiącach 2025

Grupa Żabka po trzech kwartałach 2025: wzrost powyżej rynku, dalsze przyspieszenie ekspansji i znaczący wzrost rentowności. Solidny wzrost sprzedaży i dynamiczny rozwój sieci, wspierany efektywnością operacyjną, napędza wzrost rentowności netto oraz skuteczną redukcję zadłużenia.

Skorygowany wynik EBITDA wzrósł o 16,5% do 2,93 mld zł narastająco na koniec września br., co było efektem rozwoju sieci, wzrostu LfL oraz dyscypliny kosztowej. Marża skorygowanego EBITDA wzrosła o 0,3 p.p., osiągając poziom 12,6%. Z kolei korygowany zysk netto w okresie trzech kwartałów 2025 r. wyniósł 649 mln zł, co oznacza wzrost o 54,6% w porównaniu do poprzedniego roku. Przełożyło się to na wzrost marży skorygowanego zysku netto do 2,8% (wobec 2,1% rok wcześniej).

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

Rezultaty osiągnięte po trzech kwartałach 2025 roku dowodzą, że komunikowana podczas IPO  strategia przynosi wymierne efekty i pozwala nam z determinacją oraz konsekwencją zwiększać wartość Grupy Żabka. Utrzymujemy stabilny wzrost we wszystkich kluczowych obszarach działalności, wykorzystując synergie między rozwojem sieci, cyfryzacją i innowacjami produktowymi. Dynamicznie przyspieszamy ekspansję – jesteśmy na dobrej drodze do przekroczenia zaktualizowanego celu ponad 1 300 nowych otwarć w tym roku oraz do osiągnięcia celu około 16 tysięcy sklepów w Polsce i Rumunii do końca 2028 roku. Konsekwentnie wzmacniamy pozycję Grupy Żabka jako nowoczesnego i efektywnego ekosystemu modern convenience, który odpowiada na codzienne  potrzeby klientów, wspiera zrównoważony rozwój i buduje długoterminową wartość dla akcjonariuszy.

Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, dodaje:

Efektywny model biznesowy pozwala nam konsekwentnie umacniać pozycję i zwiększać udział w rynku, który według firmy Nielsen wyniósł 10,7% na koniec września 2025 roku. Utrzymujemy wysokie tempo ekspansji, korzystając z dużej dostępności atrakcyjnych lokalizacji, wykorzystując potencjał konwersji handlu tradycyjnego na nowoczesny format convenience. Nasz model biznesowy jest atrakcyjny na rynku, co skutecznie przekłada się na zainteresowanie kandydatów na franczyzobiorców. W Rumunii sieć Froo dynamicznie zwiększa skalę działalności, stając się jednym z najszybciej rozwijających się formatów convenience na rynku. Wzrost sprzedaży porównywalnej (LfL) wspierają m.in. jeszcze lepsze dostosowywanie formatu naszych sklepów do preferencji klientów oraz inicjatywa SprzedawcaPRO, w ramach której m.in. sprzedawcy promują wybrane produkty przy kasach. Dodatkowo przyspieszamy rozwój DCO poprzez własne usługi kurierskie, uruchomienie usługi z obszaru fintech, oraz rozszerzając dostępność naszych usług e-grocery o nowe miasto – Wrocław.

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, powiedziała:

Jesteśmy zadowoleni z naszych wyników za pierwsze dziewięć miesięcy tego roku, które zostały osiągnięte dzięki utrzymującym się dobrym rezultatom osiąganym w ramach podstawowej działalności. Nasza efektywność operacyjna oraz rygorystyczne zarządzanie kosztami pozwoliły nam poprawić skorygowaną marżę EBITDA, pomimo niekorzystnych warunków pogodowych. Utwierdza nas to w przekonaniu o możliwości osiągnięcia umiarkowanej poprawy skorygowanej rocznej marży EBITDA w górnym zakresie przedziału 12–13%. Znacząco wzmocniliśmy również naszą strukturę kapitałową i obniżyliśmy koszty finansowania. Po udanej emisji obligacji w maju br., we wrześniu poprawiliśmy warunki finansowania poprzez wydłużenie terminów zapadalności i obniżenie marż kredytowych. W połączeniu z korzyściami podatkowymi pozwoliło nam to osiągnąć marżę zysku netto po pierwszych 9 miesiącach br. na poziomie 2,8%. Ten kierunek rozwoju dobrze pozycjonuje nas do realizacji naszych oczekiwań, z marżą skorygowanego zysku netto zbliżającą się do naszego celu 3% już w 2025 roku.

Kluczowe informacje nt. wyników Grupy Żabka po 9M 2025 roku:

  • Przychody ze sprzedaży w trzech kwartałach 2025 r. zwiększyły się o 14,1%, do 20,23 mld zł.  Tylko w trzecim kwartale wyniosły 7,44 mld zł, co oznacza poprawę o 13,1%. Wzrost był efektem rozwoju organicznego, napędzanego solidną dynamiką LfL i rozbudową sieci sklepów Żabka w Polsce oraz dobrymi wynikami Nowych Silników Wzrostu (NGE), czyli działalności Grupy w Rumunii i kanałów cyfrowych (DCO).
  • Sprzedaż do klienta końcowego po dziewięciu miesiącach 2025 r. kształtowała się na poziomie około 23,27 mld zł, czyli o 14,1% wyższym niż rok wcześniej. W trzecim kwartale wzrosła o 13,6%, do niemal 8,52 mld zł.
  • Pomimo niesprzyjających warunków pogodowych w 2025 roku, sprzedaż porównywalna LfL wzrosła o 5,5%, a w samym trzecim kwartale zwiększyła się o 4,5%. Dynamikę wspierały ulepszona oferta produktowa, szczególnie w segmencie dań gotowych (QMS).
  • Dzięki utrzymującemu się dynamicznemu wzrostowi sprzedaży oraz wdrożonym programom efektywności kosztowej, skorygowany wynik EBITDA w trzecim kwartale zwiększył się o 14,3% rok do roku, do poziomu 1,28 mld zł. W ciągu dziewięciu miesięcy br. wynik ten wzrósł o 16,5%, do 2,93 mld zł. Marża skorygowanego wyniku EBITDA wzrosła do 15% w trzecim kwartale (wobec 14,9% rok wcześniej) oraz 12,6% po trzech kwartałach (12,3% rok wcześniej).
  • Grupa Żabka zwiększyła udziały rynkowe, umacniając pozycję największej sieci convenience w Europie. W ciągu dziewięciu miesięcy 2025 r. otwarto 1 127 nowych sklepów, o 130 więcej niż w tym samym okresie 2024 r. W efekcie na koniec września działało już 12 099 placówek w Polsce i Rumunii, o 11% więcej niż przed rokiem. Zgodnie ze zaktualizowanymi planami ekspansji, Grupa Żabka ocenia potencjał połączonych rynków polskiego i rumuńskiego na blisko 27 000 sklepów.
  • Segment NGE, obejmujący biznesy cyfrowe oraz działalność w Rumunii, osiągnął w okresie 9 miesięcy 2025 r. sprzedaż do klienta końcowego w wysokości około 1,12 mld zł, co oznacza wzrost o 42,5% w ujęciu rocznym. Od startu w maju 2024 r. do końca września br. sieć Froo rozwinęła się do 122 placówek, z czego 67 sklepów otwartych zostało w trzech kwartałach 2025 r. Biznesy DCO osiągnęły dodatni wynik EBITDA, głównie dzięki lepszym rezultatom w obszarach e-grocery i cateringu dietetycznego (D2C).
  • Skorygowany zysk netto w trzech kwartałach 2025 r. wyniósł 649 mln zł, co oznacza wzrost o 54,6% w porównaniu do poprzedniego roku. W trzecim kwartale kształtował się na poziomie 505 mln zł wobec 341 mln zł rok wcześniej (+48%).
  • Wolne przepływy pieniężne utrzymały się na solidnym poziomie 1,8 mld zł, nieznacznie (o 5,4%) zmniejszając się rok do roku. W trzecim kwartale br. wyniosły 639 mln zł wobec 647 mln zł przed rokiem (-1,2%).
  • Nakłady inwestycyjne (CAPEX) w okresie dziewięciu miesięcy 2025 r. wyniosły 1,08 mld zł, co oznacza wzrost o 3,1% r/r. Inwestycje objęły rozbudowę sieci oraz rozwój oferty DCO, w tym Maczfit, Dietly.pl, Nano, Żabka Jush i delio.
  • W ciągu roku Grupa Żabka zmniejszyła wskaźnik zadłużenia netto do skorygowanego EBITDA post-rent o 0,4x do poziomu 1,0x na koniec września 2025 r., wspierana solidnymi przepływami pieniężnymi i wzrostem skorygowanej EBITDA.
Podsumowanie wyników za 3Q 2025 i 9M2025
W mln PLN 3Q 2025 3Q 2024 Zmiana 9M 2025 9M 2024 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 7 440 6 578 +13,1% 20 230 17 726 +14,1%
Zysk brutto ze sprzedaży 1 514 1 345 +12,6% 3 655 3 174 +15,2%
EBITDA 1 226 1 093  +12,2% 2 773 2 472 +12,2%
Skorygowany wynik EBITDA* 1 279  1 119 +14,3% 2 932 2 518 +16,5%
Wynik netto 463 319 +45,2% 530 377 +40,5%
Skorygowany wynik netto** 505 341 +48,0% 649 420 +54,6%

 

Wybrane KPI i mierniki efektywności

(wszystkie marże obliczone na podstawie sprzedaży do klienta końcowego)

3Q 2025 3Q 2024 Zmiana 9M 2025 9M2024 Zmiana
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mln PLN*** 8 517 7 499 +13,6% 23 268 20 392 +14,1%
Liczba sklepów na koniec okresu

w tym Rumunia

      12 099

122

10 906

26

+10,9%

+369,2%

Wzrost sprzedaży porównywalnej (LFL) 4,5% 6,0% -1,5 p.p. 5,5% 8,6% -3,2 p.p.
Nowo uruchomione sklepy (brutto)

w tym Rumunia

      1 127

67

997

26

+13%

+157,7%

Marża EBITDA 14,4% 14,6%  -0,2 p.p. 11,9% 12,1% -0,2 p.p.
Marża skorygowanego wyniku EBITDA* 15,0% 14,9% +0,1 p.p. 12,6% 12,3% +0,3 p.p
Marża zysku netto 5,4% 4,2% +1,2 p.p. 2,3% 1,8% +0,4 p.p.
Marża skorygowanego zysku netto** 5,9% 4,5% +1,4 p.p. 2,8% 2,1% 0,7 p.p.

* Skorygowany wynik EBITDA obliczony jako EBITDA przed uwzględnieniem czynszów z tytułu najmu i marż obliczonych na podstawie sprzedaży do klienta końcowego

** Skorygowany wynik netto obejmuje zysk netto powiększony o korekty EBITDA, po uwzględnieniu efektu podatkowego

***Sprzedaż realizowana przez sklepy działające pod szyldem Żabka, a także przez tzw. Nowe Silniki Rozwoju. Wielkość ta nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży Spółki. 

Aktualizacja strategii

Zgodnie z aktualizacją strategii opublikowaną 30 września br., Grupa Żabka planuje znaczące przyspieszenie rozwoju sieci sklepów. Cel otwarć na lata 2025–2028 został podniesiony do ponad 1 300 placówek wobec 1 300 w 2025 roku oraz 1 000 na lata 2026 – 2028 w dotychczasowych planach. W efekcie na koniec 2028 r. sieć będzie liczyła około 16 tys. sklepów, czyli o około 1 500 więcej, niż zakładano podczas debiutu na GPW. Podstawą strategii wzrostu pozostaje rozwój organiczny. Nie wyklucza to jednak fuzji i przejęć wzmacniających pozycję Grupy lub umożliwiających jej wejście na nowe rynki.

400 mln warte grunty sprzedane za 23 mln. Tusk: „Transakcję zamknięto w 24 godziny, 12 dni przed końcem władzy PiS”

Podczas dzisiejszego posiedzenia Rady Ministrów premier Donald Tusk zapowiedział zdecydowane działania państwa w trzech kluczowych obszarach: wyjaśnienia nieprawidłowości w tzw. aferze CPK, rozliczenia nadużyć w Funduszu Sprawiedliwości oraz zmian legislacyjnych w Karcie Nauczyciela dotyczących godzin ponadwymiarowych. Premier podkreślił, że państwo musi reagować stanowczo tam, gdzie są uzasadnione podejrzenia nadużyć, oraz skutecznie naprawiać prawo tam, gdzie wymaga ono korekt.

– Afera CPK z całą ostrością pokazuje, dlaczego wyjaśnianie takich spraw wymaga dokładnej i czasochłonnej pracy. Na kilometr widać, że mamy do czynienia ze skandalem. Smród korupcji wokół tej sprawy jest nie do zniesienia – powiedział Donald Tusk, zapowiadając pełną determinację rządu w doprowadzeniu sprawy do końca.

Kontrowersyjna sprzedaż działki pod CPK

Centralnym punktem obrad była sprawa sprzedaży strategicznej działki we wsi Zabłotnia, przeznaczonej pod budowę linii Kolei Dużych Prędkości w ramach projektu CPK. Premier ujawnił, że 160-hektarowy teren, którego wartość – w kontekście inwestycji – mogła sięgać nawet 400 mln zł, został sprzedany przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa za niecałe 23 mln zł.

Transakcję przeprowadzono w ekspresowym tempie – na 12 dni przed końcem rządów PiS, a formalności i akt notarialny miały zostać sfinalizowane w ciągu 24 godzin – między 30 listopada a 1 grudnia 2023 r.

Premier przypomniał także, że już 24 listopada 2023 r. Marcin Horała – pełnomocnik rządu ds. CPK – otrzymał od ówczesnego prezesa CPK ostrzeżenie o możliwych nieprawidłowościach w tej sprawie, ale nie zareagował.

Władze CPK zawiadomiły prokuraturę o podejrzeniu przestępstwa 30 lipca 2025 r., a śledztwo zostało wszczęte.

Wniosek o uchylenie immunitetu Zbigniewowi Ziobrze

Szef rządu odniósł się również do najnowszych informacji o wniosku prokuratury o uchylenie immunitetu byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Według śledczych polityk miał popełnić 26 przestępstw, w tym założyć i kierować zorganizowaną grupą przestępczą działającą – jak wskazano – w porozumieniu z innymi osobami.

– Pierwszy raz w historii Polski minister sprawiedliwości jest podejrzany o założenie i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą – podkreślił premier Tusk.

Zarzuty mają dotyczyć m.in. przywłaszczenia środków Funduszu Sprawiedliwości, niegospodarności oraz działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowych przez osoby trzecie, a także politycznych i osobistych korzyści dla samego ministra.

Premier zadeklarował, że rząd będzie rozliczał nadużycia tam, gdzie doszło do realnej szkody, ale jednocześnie pracuje nad naprawą przepisów, które okazały się wadliwe lub były wykorzystywane w sposób sprzeczny z interesem publicznym. W tym kontekście wspomniał o planowanych zmianach w Karcie Nauczyciela dotyczących rozliczania godzin ponadwymiarowych – mają one zapewnić większą przejrzystość i urealnić planowanie kosztów w oświacie.

Szklane butelki wielorazowe powinny pozostać poza ustawowym systemem kaucyjnym

Od 1 stycznia 2026 roku obecnie funkcjonujące systemy kaucyjne dla szklanych butelek wielokrotnego użytku mają zostać automatycznie włączone do nowego ogólnokrajowego systemu kaucyjnego, który zaczął działać na początku października 2025 r. Nie jest jednak przesądzone, że tak się stanie. Rząd rozważa nowelizację ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi, która miałaby dopuścić dobrowolność udziału w systemie dla producentów wykorzystujących już własne, dobrze funkcjonujące modele butelek zwrotnych.

Tego kierunku zmian domaga się Konfederacja Lewiatan, argumentując, że rozszerzenie nowego systemu na szklane butelki wielorazowe osłabiłoby obecny, efektywny model obiegu opakowań stosowany przez polskich producentów napojów i browary.

Piotr Mazurek, ekspert Konfederacji Lewiatan ds. gospodarki obiegu zamkniętego, podkreśla:

– Od dawna apelujemy o wyłączenie butelek ze szkła wielorazowego z obowiązku udziału w ustawowym systemie kaucyjnym. Powinniśmy pozwolić producentom na prowadzenie dotychczasowych, bardzo skutecznych systemów kaucyjnych.

Argument główny: nie psujmy tego, co działa

Zdaniem Lewiatana, obecne systemy depozytowe dla butelek wielorazowych — stosowane zarówno przez największe koncerny piwne, jak i mniejsze lokalne rozlewnie — są tanie, sprawnie działają logistycznie i charakteryzują się wysokim poziomem odzysku. Wprowadzenie tych butelek do nowego państwowego systemu miałoby odwrotny efekt od zamierzonego:

  • spadek liczby butelek w obiegu, bo utrudniona logistyka zniechęci producentów,
  • wyższe koszty operacyjne po stronie firm,
  • większa emisja CO₂ z transportu i przeładunków,
  • więcej odpadów szklanych, bo konsument nie będzie miał tak łatwego procesu zwrotu jak dotychczas.

Lewiatan przekonuje więc, że integracja dobrze funkcjonujących systemów z dużym, nowym i dopiero uruchamianym systemem ustawowym oznaczałaby realny krok wstecz – zarówno gospodarczo, jak i środowiskowo.

Kluczowy dylemat legislacyjny

Producenci nie proszą o zwolnienie z odpowiedzialności środowiskowej — chcą jedynie utrzymać możliwość realizowania jej w ramach własnych, już istniejących modeli kaucyjnych. Nowelizacja ustawy miałaby wprost dopuścić dobrowolność udziału w systemie państwowym dla tych podmiotów, które posiadają własne skuteczne modele zbiórki.

Decyzja rządu przesądzi, czy od 2026 r. branża napojowa będzie zmuszona do reorganizacji efektywnego narzędzia, które od lat działa w Polsce — czy też będzie mogła kontynuować go równolegle, przy zachowaniu transparentnej sprawozdawczości.

Strategiczny zwrot Bumechu: start produkcji biomasy i kontrakt dostaw na 200 tys. ton do 2027 r.

Bumech S.A., śląska spółka notowana na GPW, pozyskała finansowanie w wysokości do 25 mln zł m.in. na rozpoczęcie nowej działalności związaną produkcją biomasy. Środki finansowe w ramach pożyczki inwestycyjnej i obrotowej zapewnił główny akcjonariusz Bumech – Marcin Sutkowski. Kilka dni temu Spółka zawarła z firmą działającą na rynku energetycznym umowę w zakresie określenia zasad sprzedaży i dostaw przez Bumech biomasy typu agro oraz biomasy drzewnej. Spółka szacuje, że maksymalna wartość umowy sprzedaży wynosi około 160 mln złotych netto. Umowa została zawarta na okres do końca kwietnia 2027 r.

Umowa sprzedaży i dostaw 200.000 ton biomasy – o wartości do 160 mln zł – oraz zapowiedziana na początku października nowa inwestycja związana z uruchomieniem własnej produkcji paliwa stałego z biomasy stanowią istotny element realizacji strategii Grupy Bumech. Celem jest rozszerzenie oferty produktowej o paliwa stałe z biomasy – surowiec pożądany przez energetykę zawodową, ciepłownictwo oraz odbiorców indywidualnych. Dzięki temu Grupa – poprzez sprzedaż węgla energetycznego w pakiecie z biomasą – wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom rynkowym.

Znamy ten rynek doskonale, mamy ogólnopolską sieć dystrybucji paliw stałych i nie zamierzamy tego nie wykorzystać, szczególnie w kontekście prognoz wzrostu rynku ekologicznych paliw stałych. Podpisana umowa oraz uruchomienie produkcji pelletu z biomasy to naturalny krok w kierunku zrównoważonej transformacji Grupy Bumech. Widzimy ogromny potencjał w tym segmencie. Projekt ten nie tylko wzmocni naszą pozycję na rynku paliw alternatywnych, ale również wpisuje się w strategię budowania niezależnych, odpornych na wahania koniunktury źródeł dochodu – powiedział Marcin Sutkowski, główny akcjonariusz Bumech S.A.

Na początku października br. Bumech informował, że zainwestuje w uruchomienie produkcji paliwa stałego z biomasy wraz z infrastrukturą do pakowania i dystrybucji. Szacunkowa wartość nakładów w pierwszych etapach przedsięwzięcia wynosi od 11 do 15 mln zł. Spółka zakłada, że produkcja osiągnie docelowo poziom  300.000 ton rocznie, a realizacja projektu będzie się odbywać sukcesywnie i potrwa do 24 miesięcy od momentu nabycia nieruchomości, na której zlokalizowany będzie zakład.

W obecnym otoczeniu regulacyjnym, instytucje, które powinny wspierać przedsiębiorczość, mają ograniczone możliwości finansowania tego typu projektów. W związku z tym osobiście wziąłem na siebie ciężar sfinansowania nowej, uzupełniającej i proekologicznej działalności Grupy. Wierzę w rozwój oraz dywersyfikację Bumechu – nie tylko w kierunku energii odnawialnej, ale również sektora defence. Część środków zostanie przeznaczona na ten cel, a pozostałe zasilą kapitał obrotowy spółki. Liczę, że już w listopadzie poinformujemy o kolejnych postępach naszych prac, zaś produkcja będzie uruchomiona już w pierwszym kwartale 2026 r. – podkreśla Marcin Sutkowski, główny akcjonariusz Bumech S.A.

Inwestycja w sektor biomasy jest kolejnym krokiem w kierunku dywersyfikacji działalności Spółki i wzmocnienia stabilności finansowej Grupy. Bumech konsekwentnie realizuje strategię rozwoju opartą na wykorzystaniu synergii pomiędzy dotychczasową działalnością wydobywczą, remontową i nowymi projektami o charakterze proekologicznym.

Państwo Polskie niestety wciąż traktuje prywatne podmioty w górnictwie w sposób nierówny – bez wsparcia, pozostawiając je samym sobie, podczas gdy spółki państwowe korzystają z wyjątkowo hojnej, acz niezgodnej z prawem, pomocy publicznej i mają przewagi wynikające z dotacji. To trudne warunki konkurencji, z którymi PG Silesia mierzy się każdego dnia. Mimo tego, dzięki wysiłkom zespołu, proces restrukturyzacji przebiega w dobrym kierunku, a my konsekwentnie realizujemy plan stabilizacji, dywersyfikacji oraz rozwoju Grupy Bumech – dodaje Marcin Sutkowski.

Od ponad dwóch lat polskie górnictwo i energetyka węglowa mierzą się z rosnącymi kosztami emisji, restrykcjami wynikającymi z polityki dekarbonizacyjnej oraz spadkiem popytu na paliwa kopalne. Jednocześnie zakaz finansowania branży węglowej przez banki komercyjne i uprzywilejowanie państwowych spółek poprzez dotacje czy ulgi wobec instytucji publicznych doprowadziły do zaburzenia konkurencji, co jest niezgodne z polskimi i unijnymi regulacjami prawnymi.

BERGER Bau wyremontuje drogę wojewódzką nr 346 na odcinku Środa Śląska – Kąty Wrocławskie

16 października 2025 roku Województwo Dolnośląskie, reprezentowane przez Dolnośląską Służbę Dróg i Kolei we Wrocławiu, podpisało z firmą BERGER Bau umowę na realizację jednej z kluczowych inwestycji drogowych w regionie: remont drogi wojewódzkiej nr 346 na odcinku Środa Śląska – Kąty Wrocławskie. Wartość kontraktu wynosi 24,3 mln zł, a czas realizacji prac przewidziano na 24 miesiące.

Droga wojewódzka nr 346 to jedna z najważniejszych tras lokalnych Dolnego Śląska, łącząca dwa dynamicznie rozwijające się ośrodki – Środę Śląską i Kąty Wrocławskie. Trasa ta pełni funkcję nie tylko komunikacyjną, ale i gospodarczą, stanowiąc istotne połączenie dla transportu lokalnego i regionalnego, a także alternatywę dla ruchu w przypadku utrudnień na głównych ciągach komunikacyjnych wokół Wrocławia. Modernizacja ponad 11,5 km drogi znacząco poprawi jej funkcjonalność, bezpieczeństwo i komfort podróży, a także wpłynie na atrakcyjność inwestycyjną i turystyczną całego obszaru.BERGER Bau wyremontuje drogę wojewódzką nr 346 na odcinku Środa Śląska – Kąty Wrocławskie

Kompleksowa modernizacja w sześciu etapach

Remont obejmie sześć odcinków drogi, z czego każdy zostanie zrealizowany w sposób etapowy, co pozwoli utrzymać przejezdność trasy bez konieczności wyznaczania objazdów. To rozwiązanie ma na celu ograniczenie uciążliwości dla mieszkańców i kierowców, przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości robót.

Zakres prac ma charakter remontowo-modernizacyjny i obejmuje pełen cykl robót drogowych – od odtworzenia i wzmocnienia konstrukcji jezdni, poprzez wykonanie nowych warstw podbudowy i nawierzchni bitumicznych, aż po regulację poboczy, zjazdów i skrzyżowań. W ramach zadania przewidziano również remont i dostosowanie skrzyżowań do współczesnych standardów bezpieczeństwa, poprawę geometrii drogi, wykonanie nowych chodników, systemów odwodnienia, wymianę przepustów drogowych oraz montaż urządzeń bezpieczeństwa ruchu, takich jak bariery energochłonne, balustrady i słupki prowadzące. Na zakończenie prac droga otrzyma nowe oznakowanie poziome i pionowe – mówi Grzegorz Serafin, Prokurent i Dyrektor ds. Budownictwa Drogowego w firmie BERGER Bau.

Poszerzona jezdnia

Mimo że jest to typowy remont drogi wojewódzkiej, przedsięwzięcie nie jest pozbawione wyzwań inżynieryjnych. Największym z nich będzie poszerzenie jezdni z 6,0 do 7,0 metrów, co wymaga precyzyjnego dopasowania wszystkich elementów infrastruktury w granicach istniejącego pasa drogowego.

To zadanie wymaga dużej dokładności i doświadczenia. Musimy zmieścić nową, szerszą jezdnię wraz z poboczami i systemem odwodnienia w dotychczasowych liniach rozgraniczających drogi – wskazuje Prokurent i Dyrektor ds. Budownictwa Drogowego w firmie BERGER Bau.

Utrudnienia nieuniknione, ale kontrolowane

Przez cały okres trwania inwestycji kierowcy muszą liczyć się z czasowymi utrudnieniami. Na poszczególnych odcinkach wprowadzony zostanie ruch wahadłowy sterowany sygnalizacją świetlną. Zaplanowano realizację prac na łącznie 10 odcinkachroboczych, które będą sukcesywnie przesuwane wraz z rozpoczęciem kolejnych etapów. Czas trwania jednego etapu szacuje się na około 3 tygodnie, a prace będą prowadzone w taki sposób, by zminimalizować wpływ remontu na codzienny ruch drogowy.

Zasadnicze prace budowlane rozpoczną się wiosną 2026 roku. Jeśli warunki atmosferyczne i podłoże nie spowodują nieprzewidzianych opóźnień, planujemy zakończyć główne etapy realizacji do końca 2026 roku, a finalizacja inwestycji i oddanie trasy do użytku nastąpi na wiosnę 2027 roku – potwierdza Grzegorz Serafin, Prokurent i Dyrektor ds. Budownictwa Drogowego w firmie BERGER Bau.

Dla bezpieczeństwa i rozwoju Dolnego Śląska

Celem przedsięwzięcia, zgodnie z zapisami programu inwestycyjnego, jest poprawa stanu technicznego drogi, płynności ruchu oraz poziomu bezpieczeństwa użytkowników. Modernizacja DW346 ma również istotny wymiar gospodarczy – zwiększy dostępność komunikacyjną i poprawi warunki do rozwoju przedsiębiorczości w gminach Środa Śląska i Kąty Wrocławskie. W dłuższej perspektywie inwestycja przyczyni się do podniesienia atrakcyjności inwestycyjnej oraz turystycznej regionu, wzmacniając jego pozycję w sieci transportowej Dolnego Śląska.

Remont drogi wojewódzkiej nr 346 to kolejny przykład dolnośląskiego projektu firmy BERGER Bau. Łączą one precyzję inżynierską z troską o komfort i bezpieczeństwo użytkowników, wyznaczając nowy standard jakości infrastruktury w regionie.

Era autonomicznych aut zmieni model ubezpieczeń w UE

  • Europejczycy wierzą, że autonomiczne pojazdy mogą poprawić ich bezpieczeństwo i komfort, ale jednocześnie zachowują ostrożność, chcąc zachować nad nimi kontrolę. To wynik badania przeprowadzonego na zlecenie Allianz w siedmiu krajach naszego kontynentu.
  • Eksperci Allianz przewidują, że liczba wypadków drogowych w Europie spadnie o 20 proc. do 2035 roku, a od 2060 roku o ponad 50 proc.
  • Analizy potwierdzają zmniejszenie częstotliwości niektórych wypadków drogowych o 66 proc. dzięki systemom autonomicznego wspomagania hamowania.
  • Allianz rekomenduje wprowadzenie jednolitych standardów testowych dla autonomicznych pojazdów we wszystkich krajach Unii Europejskiej i „europejskiego prawa jazdy” dla kierowców tych pojazdów.

Podczas 13. edycji wydarzenia Allianz Motor Day, zorganizowanego przez Allianz Center for Technology (AZT) przedstawiono wyniki raportu przygotowanego na zlecenie marki, analizującego oczekiwania i obawy konsumentów wobec autonomicznej jazdy. Ponadto eksperci firmy przyjrzeli się zarówno potencjałowi autonomicznej jazdy, jak i nadchodzącym wyzwaniom. Wzięli pod uwagę także kwestie dotyczące bezpieczeństwa, odpowiedzialności prawnej oraz wykorzystania danych przechowywanych w pojazdach AV, a także zwiększania inkluzywności transportowej młodzieży, osób starszych i niepełnosprawnych.

Pomimo niezaprzeczalnego potencjału technologii autonomicznej, europejscy kierowcy wciąż postrzegają jej systemy jako niewystarczająco sprawdzone, jednocześnie oczekując, że dzięki nim poprawi się ich bezpieczeństwo oraz komfort. Dane na ten temat są dostępne w najnowszym raporcie Allianz „Hands off – the safety promise of autonomous mobility”, który podkreśla przełomowy wpływ systemów autonomicznej jazdy na bezpieczeństwo na naszych drogach oraz dynamikę rynku ubezpieczeniowego. Z kolei z badania AZT oraz analiz zgłoszeń szkód wynika, że zaawansowane systemy wspomagania kierowcy (ADAS) dostępne obecnie w wybranych modelach pojazdów mają istotny wpływ na spadek liczby roszczeń z tytułu odpowiedzialności cywilnej w ruchu drogowym.

Badanie konsumentów: zaufanie i ostrożność

W celu oceny poziomu zaufania oraz akceptacji społeczeństwa wobec pojazdów autonomicznych, Allianz przeprowadził badanie w siedmiu krajach europejskich (Austrii, Niemczech, Francji, Włoszech, Szwajcarii, Czechach i Wielkiej Brytanii). Wyniki wskazują na duże przekonanie o możliwościach poprawy bezpieczeństwa na drogach dzięki pojazdom autonomicznym, jednak jednocześnie pokazują niepewność co do ich dojrzałości technologicznej.

Ponad połowa respondentów (56 proc.) oczekuje, że autonomiczne pojazdy będą bezpieczniejsze lub przynajmniej tak samo bezpieczne co samochody prowadzone przez ludzi. Konsumenci doceniają również potencjalny wzrost komfortu, w tym m.in. możliwość wykorzystania czasu podróży na inne aktywności (50 proc. badanych), a także większą mobilność dla siebie (40 proc.) oraz dla osób z niepełnosprawnościami i seniorów (65 proc.).

Badani wykazują jednak również obawy: 69 proc. z nich nie jest przekonana co do niezawodności systemów w nieprzewidzianych sytuacjach, a dla 72 proc. technologia jest wciąż „zbyt nowa i niedostatecznie przetestowana”. Trzech na czterech respondentów (64 proc.) czułoby się komfortowo korzystając z autonomicznych pojazdów pod warunkiem, że mogliby w każdej chwili przejąć kontrolę nad pojazdem.

Porównanie między poszczególnymi państwami europejskimi pokazuje, że najwyższy poziom zaufania w kwestii bezpieczeństwa pojazdów autonomicznych mają Włosi (65 proc.). Najbardziej krytycznym narodem są z kolei Brytyjczycy (44 proc.), a Niemcy plasują się pośrodku z wynikiem 57 proc.

Allianz prognozuje znaczący spadek liczby wypadków

Zespół AZT przeanalizował wpływ autonomicznej jazdy na bezpieczeństwo na drogach i przewiduje, że automatyzacja może mieć znaczący wpływ na ograniczenie ilości wypadków spowodowanych ludzkimi ograniczeniami, takimi jak zmęczenie, rozproszenie uwagi czy błędna ocena sytuacji. Według prognoz AZT liczba wypadków drogowych w Europie może spaść o 20 proc. do 2035 roku, oraz nawet o ponad 50 proc. od 2060 roku

Systemy ADAS z automatycznym hamowaniem awaryjnym (AEB), które są dostępne w dzisiejszych samochodach są potwierdzeniem potencjału tkwiącego w automatyzacji. Na podstawie analizy ponad 20 000 roszczeń z tytułu ubezpieczeń komunikacyjnych stwierdzono, że w pojazdach wyposażonych w system standardowego automatycznego hamowania awaryjnego liczba kolizji wynikających z tylnego zderzenia spadła średnio o 30 proc. Z kolei systemy o najwyższym dostępnym aktualnie stopniu zaawansowania zmniejszyły liczbę wypadków podczas cofania na parkingach o 66 proc.

Choć zmniejszona liczba wypadków będzie oznaczać mniejszą liczbę wypłacanych odszkodowań, ich wartość będzie wyższa ze względu na złożoność technologiczną pojazdów autonomicznych. Niższa częstotliwość szkód będzie więc równoważona wyższymi kosztami napraw wynikających z rosnących kosztów części. Dominować będą szkody spowodowane przez grad czy kradzież, podczas gdy nowe ryzyka – od awarii oprogramowania po cyberataki – wciąż będą wymagały nowych form ubezpieczenia.

Europejskie „prawo jazdy”?

Jako lider innowacji w dziedzinie mobilności, Allianz opowiada się za wprowadzeniem europejskiego „prawa jazdy” dla autonomicznych pojazdów. Co za tym idzie – aby te pojazdy mogły w przyszłości pojawić się na europejskich drogach, będą musiały uzyskać odpowiednie zezwolenia. Z punktu widzenia ubezpieczyciela proces certyfikacji nie jest jeszcze kompleksowo uregulowany w ramach rozporządzenia UE 2022/1426. W związku z tym marka Allianz proponuje połączenie cyfrowych symulacji jazdy, praktycznego testu w ściśle określonych warunkach (np. hamowanie lub manewry unikowe) oraz testu w rzeczywistym ruchu drogowym (np. w nocy lub na autostradzie). Aby lepiej wyjaśniać przyczyny wypadków i wyciągać odpowiednie wnioski z sytuacji potencjalnie niebezpiecznych, Allianz opowiada się za utworzeniem ogólnoeuropejskiej bazy danych, obsługiwanej wspólnie z producentami, organami regulacyjnymi oraz ubezpieczycielami.

Komentarz polskiego eksperta

Krzysztof Michałek, menedżer ds. ubezpieczeń komunikacyjnych w Allianz Polska

Polska wciąż należy do krajów UE, gdzie liczba wypadków drogowych należy do najwyższych, głównie z powodu błędów kierowców (nadmierna prędkość, zmęczenie, nieuwaga). Wdrożenie systemów ADAS, a w przyszłości pojazdów autonomicznych, może znacząco poprawić statystyki bezpieczeństwa na polskich drogach i zmniejszyć liczbę ofiar.

Obecnie w naszym kraju brak jest kompleksowych regulacji dotyczących testów i dopuszczenia pojazdów autonomicznych do ruchu. Propozycja Allianz dotycząca europejskiego „prawa jazdy” dla AV jest kluczowa, ponieważ umożliwi jednolite standardy i uprości wprowadzanie takich pojazdów na rynek wspólnotowy. Spójne podejście regulacyjne w UE to nie tylko wymóg, ale warunek przyspieszenia innowacji i zapewnienia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Dla branży ubezpieczeniowej oznacza to konieczność współpracy z regulatorami i producentami w zakresie certyfikacji i bezpieczeństwa.

Model odpowiedzialności oparty na właścicielu pojazdu, który proponuje Allianz, jest spójny z polskim systemem OC, działającym na zasadzie odpowiedzialności cywilnej posiadacza pojazdu. Jednak pojawią się nowe ryzyka – np. awarie oprogramowania czy cyberataki – co wymaga zmian legislacyjnych i stworzenia nowych produktów ubezpieczeniowych.

Badania pokazują, że Europejczycy są ostrożni wobec technologii autonomicznej. W Polsce, gdzie przywiązanie do kontroli nad pojazdem jest silne, edukacja i transparentność danych będą kluczowe. Allianz Polska oraz rodzimy rynek ubezpieczeniowy mogą odegrać znaczącą rolę w budowaniu zaufania poprzez kampanie informacyjne i pilotażowe programy ubezpieczeń dla pojazdów z zaawansowanymi systemami ADAS.

Dla całego polskiego rynku autonomiczna mobilność to ogromna szansa na poprawę bezpieczeństwa i większą mobilność osób starszych czy niepełnosprawnych, ale wymaga inwestycji w regulacje, edukację i nowe produkty ubezpieczeniowe. Allianz Polska jako część globalnej grupy, ma przewagę w dostępie do know-how i może stać się liderem w transformacji ubezpieczeń komunikacyjnych w erze autonomii.

Co trzecie dziecko z ADHD w Polsce trafia do specjalisty za późno. Dorośli diagnozują się dopiero po latach

Październik to Międzynarodowy Miesiąc Świadomości ADHD – czas, gdy głośniej niż zwykle mówimy o neuroróżnorodności i o tym, jak wygląda codzienność osób z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Choć ADHD dotyczy ok. 5–7% dzieci i nawet 4% dorosłych w Polsce, wciąż jest obarczone wieloma mitami. Dzieci z ADHD bywają postrzegane jako „niegrzeczne”, a dorośli jako „chaotyczni” lub „leniwi”. Tymczasem, jak podkreślają eksperci, za tymi etykietami kryją się konkretne trudności neurobiologiczne, które można skutecznie wspierać.

– „Dziecko z ADHD nie robi czegoś „na złość”’. Jego mózg po prostu inaczej reaguje na bodźce – szybciej się przeciąża, a trudności w koncentracji czy impulsywność wynikają z biologii, nie z charakteru” – wyjaśnia Sylwia Włodarczyk z Fundacji Szkolnej, pedagożka i ekspertka edukacji włączającej. – „Kiedy szkoła to rozumie
i reaguje empatycznie, z chaosu rodzi się potencjał. Takie dzieci potrafią błyszczeć w dziedzinach kreatywnych, technicznych, w sztuce i sporcie.”

ADHD to nie tylko „wiercenie się w ławce”

ADHD (ang. Attention Deficit Hyperactivity Disorder) to zaburzenie neurorozwojowe, które objawia się w dzieciństwie, ale często towarzyszy człowiekowi całe życie. Jego symptomy mogą wyglądać różnie u różnych osób – niektórzy są nadmiernie ruchliwi, inni z kolei „odpływają myślami” i sprawiają wrażenie nieobecnych.  W Polsce diagnozę ADHD stawia się średnio w wieku 8–10 lat, choć coraz częściej zgłaszają się także dorośli, którzy dopiero po latach odkrywają, że ich problemy z koncentracją, organizacją czy impulsywnością mają podłoże neurobiologiczne. – „Kiedyś mówiono: „z tego się wyrasta”, dziś wiemy, że to nieprawda, ale można nauczyć się z tym żyć – i to całkiem dobrze” – mówi Sylwia Włodarczyk. – „Diagnoza często przynosi ogromną ulgę, bo pozwala zrozumieć siebie. To nie lenistwo, to brak dopasowania środowiska do sposobu, w jaki działa nasz mózg.”

Według danych Polskiego Towarzystwa ADHD, tylko co trzecie dziecko z objawami ADHD trafia do specjalisty przed 12. rokiem życia. U dorosłych ta liczba jest jeszcze mniejsza – mniej niż 10% osób z zaburzeniem
ma postawioną formalną diagnozę.

Diagnoza mapą do lepszego życia

Diagnoza ADHD nie jest prostym testem, lecz procesem. Zaczyna się od wywiadu z psychologiem lub psychiatrą, który analizuje funkcjonowanie osoby w różnych środowiskach: domu, szkole, pracy. Potem następuje etap obserwacji, kwestionariuszy i badań neuropsychologicznych. Dobrze przeprowadzona diagnoza kończy się nie tylko nazwaniem problemu, ale też konkretnymi rekomendacjami: planem terapeutycznym, dostosowaniami edukacyjnymi czy strategiami samoregulacji. To swoista mapa, która pomaga zrozumieć, jak wspierać dziecko – lub siebie – w codziennym funkcjonowaniu.

Szkoła – przestrzeń (nie)przystosowana

W polskich szkołach coraz częściej spotykamy uczniów z ADHD – szacuje się, że w każdej klasie jest przynajmniej jedno takie dziecko. Mimo to, według badań Fundacji Szkolnej, aż 68% nauczycieli przyznaje, że nie czuje się przygotowanych do pracy z uczniami neuroróżnorodnymi.

– „System edukacji jest wciąż bardziej dostosowany do uczniów ‘statystycznych’ niż tych, którzy myślą i reagują inaczej. A ADHD wymaga elastyczności – krótszych zadań, przerw sensorycznych, jasnych i prostych komunikatów. To nie są wielkie zmiany, a potrafią zdziałać cuda” – dodaje Sylwia Włodarczyk. Szkoły, które wdrażają proste strategie – jak strefy wyciszenia, elastyczne tempo pracy czy realnie  indywidualne podejście do oceniania – obserwują poprawę wyników i atmosfery w klasie.

ADHD w dorosłości – wyzwanie (i szansa)

Choć ADHD kojarzy się głównie z dziećmi, coraz więcej diagnoz dotyczy dorosłych. W pracy osoby z ADHD mogą mieć trudności z planowaniem, punktualnością czy utrzymaniem uwagi na długich spotkaniach. Z drugiej strony – cechuje je wysoka kreatywność, elastyczność i umiejętność szybkiego reagowania na zmiany.

– „Osoby z ADHD często są świetnymi liderami i innowatorami. Wystarczy, że środowisko pracy nie będzie ich karało za inny sposób myślenia, tylko wykorzysta ich mocne strony” – podkreśla ekspertka. – „To ludzie, którzy potrafią myśleć nieszablonowo, ale potrzebują struktury, aby ten potencjał nie zamienił się w chaos.” Firmy, które wprowadzają elastyczne godziny pracy, jasne priorytety i przyjazne sensorycznie środowisko, zyskują bardziej zaangażowanych i twórczych pracowników.

Rodzina – pierwsze miejsce wsparcia

Dom to miejsce, gdzie ADHD widać najpełniej – i gdzie najwięcej można zrobić. Regularność dnia, spokojna komunikacja, wspólne planowanie czy drobne systemy nagród pomagają budować stabilność. – „Rodzice często czują się bezradni, bo tradycyjne metody wychowawcze nie działają. W ADHD zamiast kar potrzebna jest współpraca i zrozumienie” – mówi Sylwia Włodarczyk. – „Ważne, żeby dziecko czuło się akceptowane.
Bo ADHD nie definiuje jego wartości.”

Nowe pokolenie neuroróżnorodności

Ekspertka zwraca uwagę, że świadomość ADHD w Polsce rośnie. Młodzi ludzie coraz częściej mówią o swoich trudnościach, korzystają z terapii, a szkoły i fundacje – jak Fundacja Szkolna – tworzą przestrzenie, w których różnorodność staje się siłą, nie przeszkodą. – „ADHD nie jest wyrokiem. To informacja o tym, jak działa mózg. A kiedy ją zrozumiemy i zaakceptujemy, możemy żyć w pełni, nie w walce z samym sobą” – podsumowuje przedstawicielka Fundacji Szkolnej.

ADHD nie znika z wiekiem, ale dzięki diagnozie, wsparciu i akceptacji można z nim żyć w sposób pełen sukcesów i satysfakcji. Październik, jako Miesiąc Świadomości ADHD, jest idealnym momentem, by przestać szukać „naprawy” i zacząć budować zrozumienie.

Warszawa z najmocniejszym kwartałem deweloperskim w 2025 roku. Sprzedaż +47%, oferta największa od dwóch lat

0

Trzeci kwartał 2025 r. na rynku deweloperskim w Warszawie był najlepszym kwartałem w tym roku zarówno pod kątem dostępnej oferty, jak i liczby wprowadzonych i sprzedanych mieszkań. Wyniki uzyskane w III kwartale br. były też wyższe odpowiednio o 23%, 6% i 47% względem września 2024 r. Z kolei na rynku wtórnym został odnotowany spadek w podaży i wzrost w popycie. Ceny w mieście  na rynku pierwotnym, wtórnym i najmu  utrzymują się na stabilnym poziomie, nieodbiegającym od tego z zeszłego roku.

Duży wybór nowych mieszkań

Na koniec III kwartału 2025 r. deweloperzy działający na terenie Warszawy mieli w ofercie 15,2 tys. mieszkań w granicach miasta. To o ok. 6% więcej niż w dwóch poprzednich kwartałach tego roku oraz o 23% więcej niż na koniec III kwartału 2024 r. Po uwzględnieniu mieszkań w aglomeracji warszawskiej oferta rośnie do 21,1 tys., a po uwzględnieniu domów, zarówno w mieście, jak i aglomeracji do ok. 24 tys.

Największy wybór mieszkań oferują dzielnice Białołęka (3,4 tys.) i Mokotów (2 tys.), a najmniejszy Ochota (35) i Żoliborz (44). Średni metraż oferowanych mieszkań w stolicy w niecałe 2 lata skurczył się z 59 mkw. do 55 mkw.Cemy mieszkań na rynku deweloperskim w Warszawie

We wrześniu br. średnia cena ofertowa nowego mieszkania w Warszawie wyniosła 17,2 tys. zł/mkw., a w aglomeracji 11,5 tys. zł/mkw. – w pierwszym przypadku to spadek o 0,5% r/r, a w drugim wzrost o 8% r/r. W mieście najdroższymi dzielnicami są Ochota (28,5 tys. zł/mkw.) oraz Wola i Żoliborz (ponad 27 tys. zł/mkw.), a najtańszymi Białołęka, Wawer, Rembertów (ok. 13,5 tys. zł/mkw.).

Najlepszy kwartał pod kątem wprowadzeń i sprzedaży

W III kwartale 2025 r. deweloperzy wprowadzili w Warszawie 3,8 tys. mieszkań w granicach miasta w porównaniu do 2,9 tys. w II kwartale i 3,3 tys. w I kwartale. To też o 6% więcej niż w III kwartale 2024 r. W aglomeracji w III kwartale br. wprowadzono 1,1 tys. mieszkań, czyli o 9% mniej niż w II kwartale br. i o 38% mniej niż w III kwartale ub.r.Mieszkania wprowadzone do sprzedsaży, sprzedane i oferta w Warszawie kwartalnie

Trzeci kwartał był też najlepszy pod kątem sprzedażowym. sprzedano tu 3,9 tys. mieszkań, gdzie w dwóch poprzednich kwartałach sprzedawano po ok. 2,8 tys. To też o 47% więcej niż w III kwartale 2024 r. Ostatni raz sprzedaż na podobnym poziomie została zanotowana na koniec 2023 r. Z kolei w aglomeracji w III kwartale br. sprzedano niecałe 1,3 tys. mieszkań – więcej o 38% niż w II kwartale br. i o 58% niż w III kwartale ub.r. We wrześniu br. najwięcej mieszkań na terenie Warszawy wprowadzono w dzielnicach Włochy i Białołęka (po ok. 320 mieszkań). Na Białołęce była też najlepsza sprzedaż (ok. 250 mieszkań).

Czas wyprzedaży oferty deweloperskiej w Warszawie, czyli wskaźnik liczony z oferty i średniej sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy, wynosi 3,9 kw. To niewiele poniżej wskazanego przedziału 4-6 kw., ponadto wcześniej przez 15 miesięcy czas wyprzedaży w tym mieście mieścił się w podanym zakresie. Czas wyprzedaży oferty w Warszawie wyrażony w kwartałach

Ceny na wtórnym jak rok temu 

We wrześniu br. osoby poszukujące mieszkania z rynku wtórnego w Warszawie mogły wybierać z 15 tys. ogłoszeń w serwisie Otodom – to mniej niż w czerwcu br. (-3%) i wrześniu ub.r. (-5%). Liczba odpowiedzi na tego typu ogłoszenia wzrosła odpowiednio o 5% i 1%.

Średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego w Warszawie wyniosła niecałe 18,7 tys. zł/mkw. , czyli zaledwie o 1% mniej niż rok wcześniej. W III kwartale br. najdroższe mieszkania z rynku wtórnego znajdowały się na obszarach Śródmieście (23,1 tys. zł/mkw.) oraz Wola i Żoliborz (20,6 tys. zł/mw.), a najtańsze na obszarach Rembertów (13,6 tys. zł/mkw.) oraz Białołęka, Wesoła, Wawer, Targówek (14,4-14,8 tys. zł/mkw.).

Duże zainteresowanie stolicą korzystne dla rynku najmu 

W serwisie Otodom na koniec września br. było dostępnych 7,3 tys. ogłoszeń mieszkań na wynajem. To  więcej o 15% niż w czerwcu br. i o 8% niż we wrześniu 2024 r. Liczba wyszukiwań mieszkań na wynajem odpowiednio spadła o 3% i wzrosła o 20%. Największym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania 2-pokojowe do 3 tys. zł.

We wrześniu br. za wynajem mieszkania w Warszawie trzeba było zapłacić średnio ok. 4,9 tys. zł/mkw., czyli o 1% mniej niż rok wcześniej. W III kwartale br. najwięcej za wynajem mieszkania trzeba było zapłacić na obszarach Śródmieście (7,3 tys. zł) i Wilanów (6,3 tys. zł), a najmniej na obszarach Białołęka (3,1 tys. zł) oraz Targówek, Rembertów, Ursus, Bielany (3,3 tys. zł). Średnie stawki najmu w Warszawie

Broadcom, AMD, Nvidia, Oracle — sojusznicy OpenAI liderami hossy

Spółki, które podpiszą umowę z OpenAI natychmiast rosną na giełdzie. Sytuacja na rynku sztucznej inteligencji staje się coraz ciekawsza. Na OpenAI nie zdążył zarobić Elon Musk, ma czego teraz żałować.

W październiku OpenAI ogłosiło strategiczną współpracę z firmą Broadcom, której celem jest opracowanie i wdrożenie pierwszych, samodzielnie zaprojektowanych chipów do obsługi sztucznej inteligencji.

To odpowiedź na gwałtownie rosnące potrzeby obliczeniowe firmy, rozwijającej zaawansowane modele generatywne, takie jak ChatGPT. Nowe układy mają zostać uruchomione w drugiej połowie 2026 r., a ich łączna moc ma wynieść aż 10 gigawatów to ponad pięciokrotność produkcji energii przez tamę Hoovera i ilość wystarczająca do zasilenia ponad 8 milionów gospodarstw domowych w USA.

Po tych informacja akcje Broadcoam urosły o blisko 8% na otwarciu sesji. Dla Broadcomu to jeden z największych i najbardziej prestiżowych kontraktów w historii. Firma, tradycyjnie kojarzona z układami sieciowymi i rozwiązaniami dla telekomunikacji, dziś staje się kluczowym graczem w nowym segmencie infrastruktury AI.

– Inwestorzy widzą w Broadcom nową Nvidię, a jej produkty mogą okazać się kolejnym fenomenem technologicznym, rośnie więc konkurencja na rynku sztucznej inteligencji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk runku akcji w XTB.

W ramach porozumienia OpenAI zajmie się projektowaniem procesorów graficznych (GPU), natomiast Broadcom odpowiadać będzie za ich rozwój techniczny, produkcję oraz integrację z serwerami i infrastrukturą centrów danych. Nowe systemy trafią zarówno do własnych obiektów OpenAI, jak i do centrów danych zarządzanych przez partnerów zewnętrznych. Całość zostanie oparta na technologii sieciowej Broadcom, w tym na rozwiązaniach Ethernet, które mogą stanowić realną alternatywę dla popularnego obecnie standardu od Nvidii.

Umowa ta wpisuje się w szerszą strategię OpenAI, która zakłada uniezależnienie się od ograniczonej podaży i wysokich kosztów chipów oferowanych przez Nvidię. Firma już wcześniej podpisała kontrakt z AMD na dostawy chipów o mocy 6 gigawatów oraz współpracuje z Nvidią przy budowie infrastruktury o mocy kolejnych 10 gigawatów. Łącznie daje to 26 gigawatów zakontraktowanej mocy obliczeniowej więcej niż wynosi letnie zużycie energii elektrycznej w całym Nowym Jorku.

W tym samym miesiącu AMD i OpenAI zawarły ostateczne porozumienie, na mocy którego OpenAI wdroży 6 gigawatów procesorów graficznych AMD w ciągu kilku najbliższych lat. W ramach umowy AMD udzieliło OpenAI prawa do zakupu do 160 milionów akcji spółki – prawo to będzie realizowane etapami, w miarę osiągania kolejnych kamieni milowych.

– AMD jest konkurentem Nvidii w produkcji cheapów, kart graficznych, a po tej transakcji akcje AMD w ciągu jednej sesji urosły aż o 25% – wyjaśnia ekspert XTB. – Tym bardziej wydarzeniem będzie zapowiadany debiut giełdowy OpenAI, może być punktem zwrotnym hossy technologicznej.

Także w październiku Microsoft i OpenAI zawarły porozumienie, na mocy którego twórca ChatGPT może przekształcić się w spółkę pożytku publicznego, wyceniając OpenAI na 500 miliardów dolarów i zapewniając jej większą swobodę w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Wcześniej, we wrześniu Nvidia zapowiedziała inwestycję sięgającą 100 mld USD w budowę infrastruktury i nowych centrów danych dla OpenAI o mocy co najmniej 10 gigawatów — tyle, ile wynosi szczytowe zapotrzebowanie na energię całego Nowego Jorku.

– To już czwarta transakcja w krótkim czasie z udziałem OpenAI, bo wcześniej firma ta podpisała porozumienie z Oracle – dodaje M.Sobierajski z XTB. – Wygląda na to, że AMD, Broadcom i Nvidia, Oracle będą prowadziły hossę technologiczną na giełdach. Jednocześnie OpenAI uniezależniła się od Nvidii. Produkty AMD są na poziomie technologicznym, ale jednocześnie są dużo tańsze. Sytuacja na rynku sztucznej inteligencji staje się coraz ciekawsza.

Historia istnienia OpenAI nie jest długa, to amerykańskie laboratorium badawcze założone zostało w 2015 r., a zarządzie tej firmy był Elon Musk, chciał ją nawet przejąć, co się nie udało. Firma pracuje teraz także nad stworzeniem nowej usługi korzystającej ze sztucznej inteligencji, która ma umożliwić tworzenie muzyki na bazie tekstu danego utworu, a także specjalnych promptów określających charakter linii melodycznej.

OPI PIB: Deklaracje ws. równości płci w nauce nie idą w parze z działaniami

Równość płci od ponad dekady pozostaje jednym z priorytetów Europejskiej Przestrzeni Badawczej (ERA). W 2021 roku państwa członkowskie i kraje stowarzyszone potwierdziły swoje zaangażowanie, podpisując Deklarację z Lublany, która wyznaczyła nowe kierunki rozwoju w tym obszarze. Propagują one m.in. walkę z przemocą ze względu na płeć oraz rozwój planów równości płci (gender equality plans, GEPs), jako podstawowego narzędzia zmian w nauce i innowacjach. Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) od kilku lat rozwija nowoczesny dashboard, który służy do pomiaru równości płci w nauce. Z najnowszych danych i raportów w nim udostępnionych wynika, że w wielu państwach widoczne są rozbieżności między formułowanymi celami a ich realizacją.

Działania na rzecz równości trudne do monitorowania

Na mocy działania ERA 5, które koncentruje się na równości płci i włączeniu społecznym, 22 państwa członkowskie Unii Europejskiej (w tym Polska) oraz trzy kraje stowarzyszone zobowiązały się do podejmowania konkretnych inicjatyw w tym zakresie. Badanie przeprowadzone wśród członków podgrupy ERA do spraw równości płci wykazało jednak, że mimo przyjęcia wielu deklaracji, wdrażanie działań i systematyczne monitorowanie postępów pozostają ograniczone.

Z raportu, który można znaleźć w dashboardzie OPI PIB wynika, że:

  • połowa krajów przygotowała krajowe strategie lub plany działań dotyczące równości płci;
  • większość celów nie ma charakteru mierzalnego i konkretnie określonego w czasie;
  • niewiele państw realizuje działania dotyczące przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć, wspierania zrównoważonych karier czy równowagi płci w procesach decyzyjnych;
  • brakuje skutecznego monitoringu i wymiany doświadczeń między krajami.

Autorzy raportu, który powstał w ramach europejskiego projektu GENDERACTIONplus, podkreślają, że dobrowolne zobowiązania polityczne powinny zostać uzupełnione obowiązkowym systemem monitorowania oraz pogłębionym dialogiem politycznym na poziomie europejskim. Zalecają na przykład tworzenie krajowych planów działań, systematyczne gromadzenie danych o postępach oraz prezentowanie dobrych praktyk w ramach wspólnych platform współpracy – mówi dr Anna Knapińska, adiunktka z Zespołu Data Science w OPI PIB. – Aby zapewnić  postępy dotyczące równości płci w europejskiej nauce i innowacjach, potrzebujemy nie tylko deklaracji, ale także konkretnych działań i spójnych strategii – dodaje doktor Knapińska.

Jedna na pięć osób studiujących ICT w Europie to kobieta

W interaktywnym dashboardzie opracowanym przez ekspertki i ekspertów z OPI PIB znaleźć można również aktualne dane Eurostat o studentach kierunków STEM w krajach UE i wybranych państwach partnerskich. Użytkownicy mogą porównywać udział kobiet i mężczyzn w poszczególnych dziedzinach – od inżynierii po technologie informacyjno-komunikacyjne (ICT) – a także sprawdzić, które kraje notują największy wzrost udziału kobiet w tych obszarach. Dashboard pozwala również śledzić zmiany w czasie i odkrywać zależności między poziomem innowacyjności a wzrostem liczby kobiet studiujących kierunki STEM. Dane pokazują, że w Unii Europejskiej kobiety stanowią średnio 34% studentów STEM, jednak w inżynierii i ICT ich udział spada do około 20%, co jest wynikiem zbliżonym do obserwowanego w Polsce. Największy odsetek kobiet studiujących kierunki STEM odnotowano w Liechtensteinie, Islandii, Macedonii Północnej, Serbii i Grecji – od 39,5% do 59,5%. W obszarze ICT jedna na pięć osób studiujących to kobieta, a w niektórych krajach mężczyźni stanowią do 85% studentów tych kierunków. Dane z dashboardu OPI PIB pokazują, że choć w ostatnich latach obserwujemy postępy w równości płci w nauce, kobiety są nadal mniej licznie reprezentowane niektórych obszarach, zwłaszcza tych o profilu technicznym.

Polska w czołówce państw z największymi barierami dla naukowczyń

Dashboard OPI PIB ukazuje także (bazując na danych z raportu She Figures 2024), jak w praktyce przebiegają procesy awansu w nauce oraz gdzie efekt szklanego sufitu nadal najmocniej ogranicza możliwości kobiet. Można prześledzić ich dostęp do profesury tytularnej i porównać udział kobiet w całej kadrze akademickiej. Udostępnione informacje pozwalają także na porównanie sytuacji w poszczególnych krajach oraz obserwowanie zmian w czasie. Poza tym dashboard odsłania różnice między naukami ścisłymi i technicznymi (STEM) a pozostałymi dziedzinami nauki. Z danych wynika, że średni indeks szklanego sufitu (glass ceiling index, GCI) w Europie wynosi obecnie 1,40 i stopniowo się poprawia – w 2018 roku było to 1,50. Wskaźnik GCI równy 1 oznacza pełną równość szans kobiet i mężczyzn w dostępie do najwyższych stanowisk akademickich, natomiast wartości powyżej 1 wskazują na istnienie mechanizmów utrudniających kobietom awans. Największe przeszkody w drodze do profesury napotykają naukowczynie z Cypru (2,54), Węgier (1,86), Portugalii (1,74) i Polski (1,61). W obszarze STEM średni wskaźnik GCI wynosi 1,45, a wśród krajów z najwyższymi barierami ponownie pojawia się Polska (1,79), obok Finlandii (2,00), Danii (1,86) i Portugalii (1,79). Dane te potwierdzają, że w naukach technicznych i ścisłych droga kobiet do najwyższych szczebli kariery akademickiej wciąż jest trudniejsza niż w przypadku mężczyzn.

Polska kadra akademicka się starzeje

Dashboard pozwala również na porównywanie sytuacji badaczek i badaczy w różnych krajach Europy. Użytkownicy mogą analizować udział kobiet i mężczyzn w nauce w ponad 20 państwach, w tym w Polsce, a także badać strukturę zatrudnienia na różnych etapach kariery akademickiej – od doktoratu po profesurę. Możliwe jest też obserwowanie udziału kobiet wśród osób z tytułem profesora – w zależności od wieku i dziedziny nauki oraz porównywanie danych między grupami państw, takimi jak „stare” i „nowe” państwa członkowskie UE, kraje kandydujące i państwa partnerskie. Dane pokazują duże zróżnicowanie w reprezentacji kobiet w nauce – od 32% w Grecji do 48,5% w Portugalii wśród państw należących do UE przed 2004 rokiem oraz od 34,2% na Cyprze do 58,8% na Litwie wśród nowych członków. – Z dashboardu dowiemy się także, że w Polsce ponad 75% profesorów, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, ma 55 lat lub więcej, co wskazuje na starzejącą się kadrę akademicką w naszym kraju – dodaje dr Anna Knapińska z OPI PIB.

Dashboard opracowany przez ekspertki i ekspertów z OPI PIB powstał w ramach projektu GENDERACTIONplus, finansowanego ze środków Unii Europejskiej w zakresie badań naukowych i innowacji Horyzont Europa na podstawie umowy o udzielenie dotacji nr 101058093. Konsorcjum projektowe składało się z 26 organizacji oraz 14 partnerów stowarzyszonych z 21 krajów. Koordynatorem projektu był Instytut Socjologii Czeskiej Akademii Nauk. Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy był partnerem projektu we współpracy z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Gospodarka przyspiesza, ale niewypłacalności rosną. Coface ostrzega przed ryzykiem płynności w Q4 i 2026

Od stycznia do końca września 2025 roku aż 5215 polskich firm ogłosiło niewypłacalność. To o 17% więcej niż w tym samym okresie w 2024 roku i o 39% więcej niż po pierwszym półroczu 2025 roku. Jak wskazują eksperci z firmy Coface, która co kwartał przygotowuje raport na ten temat, liczba ta wynika z licznych problemów polskich przedsiębiorców oraz z ich rosnącej świadomości – aż 94% z nich w trzecim kwartale sięgnęło po procedury ochronne w postaci postępowania restrukturyzacyjnego. Choć przewidywania dla polskiej gospodarki są pozytywne, zarówno niepewność geopolityczna, jak i słaba kondycja rynku niemieckiego – największego partnera handlowego Polski – pozostają realnym wyzwaniem.

W ciągu pierwszego kwartału 2025 roku otoczenie ekonomiczne naszego kraju pozostawało sprzyjające. W drugim kwartale PKB Polski wzrosło aż o 3,4% w porównaniu z analogicznym okresem roku 2024, co czyni nas najszybciej rozwijającą się gospodarką w Unii Europejskiej. Zwiększyła się także produkcja przemysłowa – o 7,4% rok do roku. Sektor przedsiębiorstw, chociaż wciąż pod presją wysokich stóp procentowych oraz niesprzyjających warunków zewnętrznych, również zaczyna stopniowo poprawiać swoją sytuację. Co sprawia, że mimo optymistycznych prognoz, liczba niewypłacalnych firm rośnie – i które branże odczuwają to najmocniej?

Restrukturyzacja zamiast upadłości likwidacyjnej

Jak wynika z danych zgromadzonych w raporcie przez firmę Coface, liczba przedsiębiorstw, które coraz chętniej korzystają z procedur ochronnych, rośnie z roku na rok. Polscy przedsiębiorcy chcą w ten sposób przetrwać trudniejszy czas i uniknąć bankructwa. Aż 94% z nich wybrało postępowanie restrukturyzacyjne, które daje relatywną swobodę w zarządzaniu firmą, umożliwia porozumienie się z wierzycielami na drodze pozasądowej oraz uzyskanie „drugiej szansy” na kontynuację działalności. Jedynie 6% niewypłacalnych przedsiębiorców zdecydowało się na postępowanie upadłościowe mające na celu likwidację majątku dłużnika.

Rosnące napięcia w usługach i słabe fundamenty budownictwa

Usługi (28% – 1469 firm), handel (20% – 1039 firm) i budownictwo (17% – 903 firm) to branże, które trzeci kwartał 2025 roku zakończyły z najwyższą liczbą niewypłacalności.

Sektor usługowy odnotował 16% wzrost postępowań w porównaniu z analogicznym okresem w roku 2024, za który odpowiedzialna jest głównie branża IT i komunikacja (+37%). Jednocześnie ekonomiści wskazują na dynamiczny rozwój produkcji usług, co może oznaczać presję kosztową i problemy z płynnością nawet w szybko rosnących segmentach.

Wyzwania stoją także przed handlem. Sektor ten jest stabilny w zakresie podmiotów prowadzących sprzedaż detaliczną, czego przyczyny można upatrywać w daleko posuniętej konsolidacji rynku i ekspansji sieci sprzedaży detalicznej. Niepokoi natomiast rozwój sytuacji w handlu hurtowym, w którym po trzecim kwartale odnotowano 16% wzrost liczby niewypłacalności w porównaniu z analogicznym okresem w roku 2024.

– Branżą, w której nadal utrzymuje się wysoka dynamika wzrostu liczby niewypłacalnych firm jest budownictwo. 903 odnotowane przypadki to 1/6 ogółu i wzrost o 27,5% w stosunku do trzeciego kwartału 2024 roku. W tym przypadku mamy również do czynienia z przekroczeniem, już po 9 miesiącach, łącznej liczby postępowań zarejestrowanych w całym 2024 roku – mówi Paweł Tobis, Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych i Oceny Ryzyka Coface. – Co więcej, trend ten prawdopodobnie będzie utrzymywał się w przyszłości – nawet pomimo spadku cen materiałów budowlanych i wzrostu zainteresowania kredytami hipotecznymi, które może się przełożyć na zwiększenie sprzedaży mieszkań. By sytuacja uległa zmianie, niezbędne są mocne impulsy stymulacyjne dla branży, szczególnie w inwestycjach publicznych, takich jak budownictwo drogowe i kolejowe, energetyka czy sektor obronny – podsumowuje ekspert.

Co czeka nas w ostatnim kwartale 2025 i w roku 2026?

Jak pokazały ostatnie miesiące, polska gospodarka jest w fazie wzrostu, a główne zagrożenia dla dalszego przyśpieszenia mają źródła zewnętrzne. Z jednej strony są to wojny handlowe, które sprawiły, że cła znalazły się na historycznie wysokich poziomach. Z drugiej natomiast – i ten czynnik powoduje, że polscy eksporterzy mają powody do obaw – trudna sytuacja gospodarki niemieckiej. Czy mimo tego czeka nas dalszy wzrost gospodarczy?

– W najbliższych latach Coface prognozuje lekkie przyśpieszenie wzrostu gospodarczego do 3,4% w 2025 oraz 3,6% w 2026 roku – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Chociaż coraz więcej gospodarstw domowych jest skłonnych zwiększać swoje oszczędności, co może negatywnie przełożyć się na konsumpcję prywatną, to rosnące inwestycje mogą zastąpić konsumpcję jako czynnik odpowiedzialny za przyśpieszenie. Z kolei źródłem niepewności na następne kwartały będzie kształt i skala nieuchronnej konsolidacji fiskalnej. Tutaj wiele zależy od tego, gdzie rząd będzie szukał źródła nowych przychodów fiskalnych – dodaje ekspert.

Ekonomiści prognozują, że chociaż otoczenie makroekonomiczne i kondycja finansowa sektora przedsiębiorstw stopniowo się poprawiają, liczba niewypłacalności nadal będzie rosła. Będzie to przede wszystkim wynikało z rosnącej popularności postępowań restrukturyzacyjnych, na które decyduje się coraz więcej firm w trudnej sytuacji płynnościowej. To rozwiązanie pozwala im uniknąć upadłości i odzyskać stabilność. Z czasem dynamika niewypłacalności powinna stopniowo maleć.

Duże zmiany w ruchu pociągów. Warszawa Centralna bez obsługi pasażerów przez 9 dni

Od 8 do 16 listopada br. na stacji Warszawa Centralna nie będą zatrzymywały się pociągi. Takie zmiany wynikają z konieczności wykonania przez PKP Polskie Linie Kolejowe modernizacji infrastruktury, co w istotny sposób usprawni ruch pociągów. Prace torowe nie wiążą się jednak wyłączeniem z użytku całego dworca – cały czas będzie można korzystać z części nadziemnej i podziemnej, w której działają liczne sklepy, bary, kawiarnie i inne lokale usługowe.

W terminie 8-16 br. listopada na stacji Warszawa Centralna nie będą zatrzymywały się pociągi pasażerskie, ale sam obiekt będzie dostępny. Dworzec Centralny to nie tylko punkt początkowy i końcowy podczas podróży, ale także miejsce funkcjonowania wielu punktów handlowych i usługowych oraz – z uwagi na położenie w sąsiedztwie przystanków komunikacji miejskiej i ciągów pieszych – ważne centrum przesiadkowe w Śródmieściu Warszawy. Prace zaplanowane przez PKP Polskie Linie Kolejowe stanowią kluczowy element przygotowań do modernizacji innej stołecznej stacji, Warszawy Wschodniej. Pozwolą one usprawnić sterowanie ruchem pociągów i zwiększyć przepustowość stacji Warszawa Centralna. Roboty będą realizowane w taki sposób, że przez cały czas będzie można korzystać z części nadziemnej i podziemnej, w których działają liczne sklepy, bary, kawiarnie i inne lokale usługowe.

Korzystając ze zmniejszonego ruchu pasażerów, spółka Polskie Koleje Państwowe postanowiła wykorzystać ten czas i zaplanowała szereg prac remontowo-porządkowych, których wykonanie w trakcie codziennej eksploatacji jednej z najbardziej ruchliwych stacji kolejowych w Polsce jest utrudnione. W tym czasie wykonane zostaną m.in. naprawy ścian hali peronowej i kamiennych posadzek, naprawy i modernizacja oświetlenia w hali głównej, w poczekalni i w przejściach podziemnych. Przeprowadzone zostanie także gruntowne czyszczenie całego obiektu.

Mimo prowadzonych prac pasażerowie cały czas będą mogli docierać koleją do centrum Warszawy. Pociągi dalekobieżne będą zatrzymywały się na stacjach Warszawa Zachodnia i Warszawa Wschodnia, a część składów zostanie tymczasowo skierowana do stacji Warszawa Gdańska i Warszawa Główna. Bez zmian będą kursowały pociągi regionalne i podmiejskie (Kolei Mazowieckich i Szybkiej Kolei Miejskiej), przez tzw. linię średnicową, czyli trasę łączącą Warszawę Zachodnią z Warszawą Wschodnią, na której znajdują się przystanki Warszawa Ochota, Warszawa Śródmieście, Warszawa Powiśle i Warszawa Stadion. Dodatkowo na dworcu Warszawa Śródmieście zatrzymają się także wybrane pociągi PKP Intercity. Rozkład jazdy wszystkich pociągów można już sprawdzić w popularnych wyszukiwarkach i aplikacjach, m.in. Rozkład-PKP i Portal Pasażera.

Rynek walut w napięciu przed FED. Funt pod presją, złoto z gwałtowną korektą

Funt brytyjski ma za sobą trudny moment, a nie wykluczone, że jeszcze wiele przed nim. Względem euro jest najtańszy od dwóch lat, a wobec złotego od 5 lat. Rynek czeka ze spokojem na decyzję FED, a na złocie trwa rzeź marzeń o szybkich zyskach.

Już jutro decyzja FED

Żeby nie było za łatwo, trzeba pamiętać, że zmiana czasu z letniego na zimowy nie przebiega na całym świecie w tym samym czasie. To właśnie dlatego jutrzejsze posiedzenie Rezerwy Federalnej odbędzie się godzinę wcześniej niż standardowo. Dzięki temu decyzję o obniżce o 0,25% poznamy wcześniej niż zwykle, bo już o 19:00. Również konferencja prasowa będzie o 19:30, a nie o 20:30. Wcześniejsze dane z USA pozostawiają Europie więcej możliwości reakcji. Problem w tym, że posiedzenie to ma realnie przesądzony efekt. Będzie bardzo dziwnie, jeżeli nie dojdzie na nim do cięć stóp procentowych o 0,25%. Cokolwiek więcej ma szansę się wydarzyć na konferencji prasowej. Rynek czeka, jak bardzo Jerome Powell będzie się wycofywał ze swoich ostatnich twierdzeń o jednej obniżce w 2026 roku.

Co z tym funtem?

Dzisiaj nad ranem za 1 EUR trzeba było płacić aż 0,876 GBP. Czy to dużo? Niewykluczone, że niedługo będzie więcej. Na razie jest to najwięcej od listopada 2023 roku. Z drugiej strony poziomy 0,9 w rzeczywistości pobrexitowej już się zdarzały. Funtowi nie pomogły wczorajsze dane. Sprzedaż detaliczna była lepsza od oczekiwań. W sensie mniej zła, bo rynek oczekiwał poziomu -28 pkt a otrzymał „zaledwie” -27 pkt. Waluta Wielkiej Brytanii nie ma ostatnio najlepszej passy. Trzeba jeszcze pamiętać, że główna stopa procentowa w Wielkiej Brytanii wynosi 4%. Oznacza to, że należy oczekiwać jej dalszego obniżania, jeżeli kraj poradzi sobie z inflacją, która odbiła do poziomu 3,8%. Cięcia stóp procentowych to jednak dalsza presja na osłabianie funta.

Co z tym złotem?

Od początku roku złoto znane było w wiadomościach głównie z dwóch rajdów cenowych – styczniowo-kwietniowego, gdy cena podskoczyła z 2600 na 3400 USD za uncję oraz wrześniowo-październikowego z 3400 na 4400 USD za uncję. Obecnie spadła jednak do 3900 USD. Czy można mówić o panice? Jeżeli coś wzrosło o niemal 1800 USD, a potem spadło o 500 USD – czyli niecałe 30% – to teoretycznie nie jest to nic nadzwyczajnego na rynku. Trzeba jednak pamiętać, że nie wiemy gdzie jest meta tego ruchu. Od rana złoto staniało bowiem o 100 USD za uncję. Przy tak silnych spadkach może się okazać, że szybko korekta zejdzie, niż sądzono. Z drugiej strony w tym roku bardzo aktywnymi kupującymi były banki centralne. Mało prawdopodobne jest, by one sprzedawały środki. Argument ten podnoszą często analitycy, którzy prognozują, że ta korekta ma nie być przesadnie głęboka.

JRH nawiązuje strategiczną współpracę z omańską ETCO SPACE w ramach holdingu ORBITEO

Notowana na GPW, firma inwestycyjna JRH ASI S.A. podpisała z omańską spółką International Emerging Technology Company (ETCO SPACE) porozumienie o współpracy obejmujące rozwój wspólnych projektów w dziedzinie technologii satelitarnych, analizy danych oraz programów transferu wiedzy. Współpraca, realizowana w ramach holdingu ORBITEO organizowanego przez JRH, ma na celu zbudowanie międzynarodowej platformy synergii w sektorze kosmicznym, łączącej doświadczenie polskich i omańskich partnerów technologicznych.

Porozumienie pomiędzy JRH a ETCO SPACE zostało podpisane 27 października 2025 roku w Krakowie podczas inauguracji holdingu ORBITEO. Dokument stanowi ramy dla wspólnych działań obu stron w obszarze nowoczesnych technologii satelitarnych oraz analizy danych. Celem partnerstwa jest stworzenie podstaw do współpracy w zakresie rozwiązań obrazowania satelitarnego, przetwarzania danych obserwacji Ziemi, rozwoju kompetencji technicznych oraz wykorzystania potencjału omańskiej infrastruktury kosmicznej, w tym naziemnej stacji obserwacyjnej.

ETCO SPACE to nowoczesna omańska spółka działająca w sektorze kosmicznym i technologicznym, specjalizująca się w rozwiązaniach z zakresu obserwacji Ziemi, analizy danych satelitarnych i projektów wspierających rozwój lokalnych kompetencji w dziedzinie technologii kosmicznych. Firma aktywnie uczestniczy w rozbudowie ekosystemu kosmicznego w regionie Zatoki Perskiej, współpracując z instytucjami rządowymi, uniwersytetami oraz globalnymi partnerami branżowymi.

Zawarcie porozumienia z ETCO SPACE wpisuje się w strategię JRH, której celem jest budowa międzynarodowego holdingu ORBITEO skupiającego spółki technologiczne i przemysłowe działające w obszarze nowych technologii, w tym sektora kosmicznego. W ramach ORBITEO rozwijane są inicjatywy skupione wokół komercjalizacji danych satelitarnych, systemów analitycznych oraz zaawansowanych usług downstream. Kluczowym elementem tej współpracy będzie wymiana doświadczeń, wspólne projekty badawczo-rozwojowe oraz tworzenie nowych produktów w oparciu o dane satelitarne.

Współpraca z ETCO SPACE rozszerza zasięg działalności JRH i podmiotów należących do ORBITEO na rynek Bliskiego Wschodu, otwierając dostęp do nowych kontraktów i partnerstw strategicznych. Projekt przewiduje m.in. wymianę technologii, realizację wspólnych przedsięwzięć komercyjnych w obszarze obserwacji Ziemi oraz zaangażowanie w programy rozwoju kompetencji technicznych w regionie.

Porozumienie z ETCO SPACE stanowi ważny krok w umiędzynarodowieniu działalności Orbiteo, kooperacja z partnerem z Omanu, jest kontynuacją współpracy SatRev, spółki współtworzącej ORBITEO i wzmacnia potencjał holdingu jako platformy łączącej innowacje, kapitał i know-how. Wierzymy, że wspólne działania z ETCO SPACE przyniosą wymierne korzyści zarówno dla naszych spółek, jak i całego ekosystemu technologicznego, który budujemy – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH.

Partnerstwo między JRH a ETCO SPACE rozwija dotychczasową współpracę omańskiej spółki z polskim SatRev, koncentrującą się na rozwoju i wykorzystaniu infrastruktury satelitarnej oraz przetwarzaniu danych obserwacji Ziemi. Wspólnie zrealizowały z sukcesami projekt uruchomienia omańskiej stacji naziemnej do śledzenia i komunikacji z satelitami oraz program budowy i obsługi satelitów typu CubeSat, w tym pierwszego satelity w historii Omanu. Dzięki nowemu porozumieniu powstaje naturalna przestrzeń do współpracy pomiędzy wszystkimi stronami w ramach ORBITEO – zarówno w sferze technologicznej, jak i komercyjnej.

Złoto traci blask, a złoty pod lekką presją

Na rynek złota wreszcie dotarła długo wyczekiwana korekta. Czas pokaże, czy przerodzi się ona w coś więcej. Inwestorzy mają dość napięć handlowych i wierzą, że azjatycka wyprawa Trumpa przerodzi się w trwałą ugodę z Chinami. Kurs EUR/USD stabilizuje się w oczekiwaniu na jutrzejsze posiedzenie Fed, ale powoli rośnie presja na PLN.

Już nie taki złoty interes?

Możemy to już chyba ogłosić oficjalnie: korekta na złocie stała się faktem. Od historycznego szczytu, który wypadł w okolicy 4380 $, dzieli nas już ok. 450 $. Taka wycena oznacza, że królewski kruszec od maksimum stracił już ponad 10%, co z technicznego punktu widzenia potwierdza nam układ korekcyjny. Analitycy wskazują na zauważalną zmianę ogólnorynkowego sentymentu, który wysysa kapitał z aktywów postrzeganych jako bezpieczne przystanie (m.in. ze złota) i kieruje go do bardziej ryzykownych części rynku finansowego (np. giełdy czy walut EM). Za główny powód powiewu optymizmu uznaje się rosnące szanse na osiągnięcie porozumienia handlowego USA-Chiny. Czwartkowe spotkanie przywódców dwóch państw ma być wyraźnym sygnałem zmniejszenia napięcia między dwiema największymi gospodarkami świata. Pytanie, czy koniec tygodnia nie przebiegnie pod dyktando rynkowej zasady kupuj plotki, sprzedawaj fakty i zobaczymy pewne odreagowanie aktualnych ruchów? Wracając do samego złota, to chyba nie trzeba nikogo przekonywać, że po tak gwałtownych wzrostach korekta musiała nastąpić. Nawet po ostatnich spadkach ten metal szlachetny od początku roku poszedł w górę o 50%. Główne wątpliwości to zasięg tej korekty i to, czy będzie ona w stanie przerodzić się w coś więcej, czyli w zanegowanie już 3-letniego trendu wzrostowego. Osobiście co do takiej możliwości pozostaję wciąż sceptyczny, ale banki inwestycyjne i firmy analityczne już rewidują w dół swoje prognozy na najbliższe miesiące.

Rozmowy i decyzje, na które czekają rynki

Na rynku walutowym we wtorek słabnie presja na dolara amerykańskiego, ale inwestorzy tak naprawdę wyczekują najważniejszych impulsów w tym tygodniu. Wspominałem już o czwartkowym spotkaniu Trump-Xi, które może, ale nie musi przynieść twardych efektów, co w teorii ma szansę osłabić USD. Tym bardziej że przy ciągłym napływie nowych informacji trochę zapominamy, że w USA w dalszym ciągu trwa government shutdown. O ile przez jakiś czas inwestorzy potrafią ignorować ten fakt, o tyle coraz wyraźniej ujawnia się różnica między chaosem politycznym w Stanach a np. względną stabilnością w strefie euro. Skoro przy rozdźwięku między tymi gospodarkami już jesteśmy, to uwagę na sobie skupią też bankierzy centralni. Od EBC nikt nie oczekuje w czwartek ruchu na stopach, a też trudno spodziewać się zmiany narracji, bo od poprzedniego posiedzenia warunki specjalnie się nie zmieniły. Natomiast za Atlantykiem cięcie o 25 pb jest już dawno skonsumowane, dlatego jeszcze większą wagę przykładać się będzie do komunikatu i konferencji Jerome’a Powella. Problem w tym, że szef Fed może skutecznie uciekać przed twardymi stwierdzeniami, ponieważ decydenci poruszają się w coraz gęstszej mgle. Brak większości odczytów makro z USA (w związku z zamknięciem rządu) niezwykle utrudnia pozycjonowanie się pod kolejne decyzje banku centralnego. Inwestorzy są wręcz pewni także grudniowej obniżki stóp i chyba tylko silne poddawanie w wątpliwość takiego scenariusza może wywołać mocniejsze ruchy na aktywach. Decyzję FOMC poznamy jutro o godz. 19, a Powell wyjdzie na scenę pół godziny później.

PLN pod presją, czy to tylko odreagowanie?

Kurs EUR/USD stabilizuje się dziś w rejonie 1,165 $, który z oporu przeradza się aktualnie we wsparcie. Dla wspólnej waluty wtorkowa sesja wygląda naprawdę dobrze, co skutkuje np. powrotem kursu EUR/PLN w pobliże 4,24 zł. Dla złotego nie jest to najłatwiejszy dzień, ale też m.in. przez małą zmienność na głównej parze globu straty rodzimej waluty są jeszcze ograniczone. Kurs USD/PLN zerka od dołu na 3,64 zł, a kurs CHF/PLN utrzymuje się powyżej 4,57 zł. Inwestorzy postanowili dziś jeszcze mocniej uderzyć w funta szterlinga, co stanowi kolejne potwierdzenie problemów brytyjskiej gospodarki, która zmaga się z wciąż wysoką inflacją przy w dalszym ciągu wysokich stopach procentowych i rosnącym obciążeniu zadłużeniowym. Kurs GBP/PLN schodzi nawet poniżej 4,84 zł, czyli próbuje wybić lipcowy dołek i tym samym wyznaczyć blisko 5-letnie minima.

XTB z ponad 222 tys. nowych klientów w Q3 i rekordem 2 mln łącznie — zysk netto jednocześnie spada o prawie 74%

XTB ma za sobą najmocniejszy kwartał w historii pod względem pozyskiwania klientów, ale jednocześnie jeden z najsłabszych, jeśli chodzi o wynik finansowy. W III kwartale 2025 roku liczba nowych użytkowników platformy przekroczyła 222 tys. (+105% r/r), a liczba aktywnych klientów osiągnęła rekordowe 920 tys. (+75,9% r/r). Spółka po raz pierwszy przekroczyła również próg 2 mln klientów ogółem. Jednak pomimo imponującego wzrostu skali działania, skonsolidowany zysk netto spadł aż o 73,9% r/r — do 53,2 mln zł.

Przychody XTB wyniosły w trzecim kwartale 375,8 mln zł, co oznacza spadek o 20,1% rok do roku. Przy tak dynamicznie rosnącym wolumenie obrotu na instrumentach CFD (+28,6% r/r), negatywną różnicę wyjaśnia gwałtowny spadek rentowności. Przychód na lot zmalał z 272 do 152 zł, a przychód za 1 mln USD nominalnego obrotu spadł niemal o połowę — z 167 do 84 USD. Oznacza to, że XTB rośnie intensywnie wolumenowo, ale kosztem marży i odporności na spokojne warunki rynkowe.

Istotnym elementem presji na wynik finansowy były koszty operacyjne, które w III kwartale 2025 roku wzrosły do blisko 323 mln zł. Spółka potwierdza, że jest to rezultat szeroko zakrojonej globalnej kampanii marketingowej prowadzonej jednocześnie na trzech kontynentach, wyższych wydatków na wynagrodzenia oraz rosnących opłat dla dostawców usług płatniczych. Jednocześnie można dostrzec pozytywny element — mimo większej skali działań, XTB zdołało obniżyć średni koszt pozyskania klienta do 600 zł wobec 700 zł w poprzednich kwartałach.

Pod względem struktury przychodów w III kwartale dominowały instrumenty CFD oparte na towarach (48,5%), przede wszystkim złocie, gazie ziemnym oraz kakao. Wyraźnie spadła rentowność na indeksach giełdowych — ich udział wyniósł 32,4% wobec 44,9% rok wcześniej, co było skutkiem ograniczonej zmienności na amerykańskich US100 i US500 oraz indeksie VIX. Mniejsze znaczenie miały także waluty (10,8%), chociaż w tej klasie aktywów wyszczególniono mocny udział kryptowalut — ethereum, bitcoin i ripple pozostawały najbardziej dochodowe w obrębie FX.

Jedną ze zdecydowanie pozytywnych informacji jest rekordowy wzrost aktywności klientów w segmencie akcji i funduszy ETF/ETP. Wartość obrotu tymi instrumentami wyniosła 5,95 mld USD, co oznacza wzrost o 147,7% r/r. Ich udział w przychodach XTB wzrósł z 2,3% do ponad 8%. Jednocześnie dynamicznie rosną depozyty klientów — na koniec września osiągnęły 3,23 mld zł, co oznacza wzrost o 42,7% rok do roku. To sygnał trwałego zaufania do oferty produktowej i przygotowania do monetyzacji przy wyższej zmienności rynkowej.

III kwartał przyniósł także ekspansję strategicznie istotnych filarów technologiczno-produktowych. XTB uruchomiło rachunek IKZE, domykając swoją ofertę emerytalną w Polsce. Jednocześnie spółka przygotowuje się do wprowadzenia kryptowalut — zależnie od finalizacji ustawy implementującej unijne rozporządzenie MiCA. Kontynuowane są także prace nad wprowadzeniem opcji, jednak ich uruchomienie uzależnione jest od akceptacji modelu wyceny przez KNF.

Rozwój geograficzny również przynosi efekty. XTB uzyskało licencję w Indonezji i już pozyskało tam pierwszych klientów. Oferta początkowo obejmuje akcje i ETF-y, natomiast dodanie instrumentów CFD planowane jest na przełom 2025 i 2026 roku. To strategicznie ważny kierunek, ponieważ rynki pozaeuropejskie charakteryzują się wyższą zmiennością i potencjalnie bardziej marżową strukturą obrotu.

Pomimo wyraźnego pogorszenia wyniku netto, zarząd XTB pozostaje konsekwentny w strategii — najpierw agresywny wzrost bazy klientów i rozbudowa globalnego zasięgu, dopiero później pełna monetyzacja skali. Można więc interpretować III kwartał jako etap przejściowy — kosztowny, ale odcinający spółkę od ryzyka stagnacji. Jednocześnie dane jednoznacznie wskazują, że presja na rentowność jest duża, a opłacalność modelu mocno uzależniona od powrotu zmienności rynkowej. Dla inwestorów oznacza to kwartał pełen strategicznych postępów — ale finansowo jeden z najsłabszych od lat.

Rząd obniża podatek od wydobycia miedzi i srebra

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy, który od 1 stycznia 2026 r. obniży podatek od wydobycia niektórych kopalin w zakresie miedzi i srebra. Zmiana ma złagodzić obciążenia fiskalne dla spółek działających w sektorze wydobywczym – w szczególności KGHM Polska Miedź – oraz zwiększyć opłacalność nowych i dotychczasowych projektów inwestycyjnych.

Rząd podkreśla, że nowe przepisy są odpowiedzią na rosnącą konkurencję międzynarodową na rynku surowców strategicznych oraz na konieczność utrzymania stabilności i przewidywalności dla inwestorów w sektorze górniczym i metalurgicznym.

Na czym polega zmiana?

Projekt przewiduje dwa kluczowe mechanizmy obniżające ciężary podatkowe:

  • lata 2026–2028 – modyfikacja wzorów służących do obliczania stawek podatku od wydobycia miedzi i srebra,
  • od 2029 r. – możliwość odliczania od podatku części nakładów inwestycyjnych poniesionych na projekty wydobywcze (także tych zrealizowanych od momentu wejścia ustawy w życie).

Oznacza to przejście z modelu czysto przychodowego na bardziej proinwestycyjny, premiujący firmy angażujące się w rozwój nowych złóż, modernizację infrastruktury lub rozszerzanie działalności.

Skala efektów fiskalnych

Ministerstwo Finansów szacuje, że – przy założeniu stabilnych cen surowców i poziomu wydobycia – zmiany zmniejszą obciążenie podatników o:

  • 500 mln zł w 2026 r.,
  • 750 mln zł rocznie w 2027 i 2028 r.

Po 2029 r. wysokość odliczeń ma być bezpośrednio powiązana z realnym poziomem nakładów inwestycyjnych ponoszonych przez spółki – co zachęca do zwiększenia udziału Polski w globalnym wyścigu o dostęp do krytycznych surowców.

Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2026 r.

UE uszczelnia sankcje na Rosję i Białoruś. Rada przyjęła 19. pakiet, obejmując n-butan zakazem importu

Rada Unii Europejskiej przyjęła 19. pakiet sankcji wobec Federacji Rosyjskiej oraz zaktualizowała środki ograniczające wobec Białorusi, formalnie zamykając jedną z ostatnich luk w europejskim systemie sankcyjnym. Kluczowym elementem nowych regulacji jest objęcie zakazem importu n-butanu – produktu chemicznego, który był wykorzystywany przez importerów do omijania sankcji na rosyjski LPG. To także decyzja wzmacniająca równe warunki konkurencji na unijnym rynku paliw.

Ministerstwo Energii podkreśla, że jest to sukces polskiej dyplomacji energetycznej, wypracowany we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i przy wsparciu sektora paliwowego.

Zrobimy wszystko, aby powstrzymać finansowanie rosyjskiej machiny wojennej. Zakaz importu n-butanu do krajów UE to sukces Ministerstwa Energii oraz efekt znakomitej współpracy z Wicepremierem Radosławem Sikorskim. Nasz głos ma ogromne znaczenie w Europie – powiedział minister energii Miłosz Motyka.

Dlaczego n-butan został objęty sankcjami?

Mimo że jest jednym z komponentów wykorzystywanych do produkcji LPG, n-butan nie został wcześniej uwzględniony w sankcjach 12. pakietu. Powstała tym samym luka, z której importerzy szeroko korzystali – szczególnie po wejściu w życie zakazu importu rosyjskiego LPG pod koniec 2024 r.

  • import produktów o kodzie CN 2901 (obejmującym n-butan) do Polski wz rósł czterokrotnie,
  • surowiec był znacznie tańszy niż alternatywy z innych kierunków,
  • realnie zaburzał rynek, podważając założenia sankcji.

Nowe przepisy całkowicie blokują tę ścieżkę, obejmując n-butan formalnym zakazem importu z Rosji i Białorusi.

Okresy przejściowe i wyjątki

Rada UE dopuściła jednak ograniczony czas na dostosowanie się rynku:

  • do 25 stycznia 2026 r. – można jeszcze zrealizować istniejące umowy zawarte przed wejściem sankcji,
  • do 25 lipca 2026 r. – import n-butanu będzie dozwolony wyłącznie na Węgry i wyłącznie na ich terytorium, bez prawa reeksportu.

Po tym terminie jakikolwiek obrót n-butanem pochodzenia rosyjskiego lub białoruskiego poza granicami Węgier będzie całkowicie zakazany.

ZPL: firmy leasingowe przekazały 7,8 mld zł składek ubezpieczeniowych w 2024 roku. W 2025 r. może to być ponad 8,5 mld zł

  • Związek Polskiego Leasingu po raz pierwszy policzył wartość składek ubezpieczeniowych od leasingowanych aktywów
  • W 2024 roku firmy leasingowe przekazały do zakładów ubezpieczeń 7,8 mld zł składek
  • W 2025 roku wartość ta może przekroczyć 8,5 mld zł
  • Dane zostały zaprezentowane podczas otwarcia konferencji „Leasing i Ubezpieczenia 2025”, która rozpoczęła się dziś w Łodzi

Sektor leasingowy wnosi coraz większy wkład w rynek ubezpieczeń. Jak wynika z danych zaprezentowanych przez Związek Polskiego Leasingu, wartość składek od leasingowanych aktywów wyniosła w 2024 roku 7,8 mld zł, a w tym roku może przekroczyć 8,5 mld zł. Po pierwszym półroczu wyniosła już 4,3 mld zł. Zestawienie po raz pierwszy przedstawiono podczas otwarcia konferencji Leasing i Ubezpieczenia 2025 w Łodzi.

Każde aktywo oddane w leasing – czy to samochód, czy maszyna – musi być ubezpieczone. To naturalne powiązanie sprawia, że leasing i ubezpieczenia są nierozerwalnie ze sobą związane. Dbamy o bezpieczeństwo finansowanych aktywów i odpowiadamy na oczekiwania klientów, którzy coraz częściej chcą załatwić wszystkie formalności w jednym miejscu – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Leasing i ubezpieczenia – razem budują bezpieczeństwo rynku

Ubezpieczenie przedmiotu leasingu jest integralną częścią umowy finansowania. PZU SA współpracuje z firmami leasingowymi na bazie umów generalnych już od 27 lat. Rozpoczęliśmy od umów ubezpieczenia komunikacyjnego, następnie rozszerzyliśmy działalność na ubezpieczenie mienia. Dzisiaj współpraca z branżą leasingową stanowi dla nas bardzo istotne źródło składki, a udział PZU w ubezpieczeniach pojazdów będących przedmiotem leasingu jest wyższy, niż nasz ogólny udział w rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Kompleksowo zabezpieczamy przedmioty i niesiemy leasingobiorcom realną pomoc w przypadku szkody – mówi Joanna Nadzikiewicz, dyrektor ds. Programów Leasingowych w PZU.

W 2024 roku firmy leasingowe udzieliły finansowania na łączną kwotę 110,5 mld zł, co oznacza wzrost o 10,4% w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Leasing pozostaje jednym z głównych motorów inwestycji polskich przedsiębiorstw, a jednocześnie – jednym z ważniejszych kanałów dystrybucji ubezpieczeń majątkowych.

Według danych ZPL, 71,8% sfinansowanych aktywów stanowiły pojazdy osobowe i ciężarowe, 23,7% maszyny i urządzenia, a 4,5% inne aktywa, w tym nieruchomości. Dane GUS potwierdzają, że najczęściej wybierane są polisy komunikacyjne – OC, autocasco i Zielona Karta. Coraz popularniejsze stają się także ubezpieczenia GAP i dodatkowe klauzule związane z nowymi technologiami oraz ryzykiem klimatycznym.

Zebrane po raz pierwszy dane o składkach pokazują, że firmy leasingowe są ważnym partnerów biznesowych dla sektora ubezpieczeniowego. Kwota 7,8 mld zł składek z 2024 roku stanowi istotną część całego rynku ubezpieczeń majątkowych, którego wartość składki przypisanej brutto wyniosła w ubiegłym roku 62 mld zł.

Klient stawia na wygodę i kompleksowość

Z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego przez ZPL wynika, że aż 71% klientów korzysta z ubezpieczenia oferowanego przez firmę leasingową lub doradcę leasingowego. Dla 66% z nich najważniejszym kryterium wyboru polisy pozostaje cena, dla 51% – zakres ochrony, a 44% wskazuje na wygodę, czyli możliwość załatwienia wszystkich formalności w jednym miejscu.

Jak pokazują nasze obserwacje i badania, klienci stają się coraz bardziej świadomi. Cena wciąż ma znaczenie, ale równie ważne są zakres ochrony oraz wygoda całego procesu. Leasingodawca staje się naturalnym partnerem, który oferuje finansowanie, ubezpieczenie i doradztwo w jednym pakiecie – dodaje Monika Constant.

Nowelizacja Kodeksu cywilnego, która weszła w życie 13 lipca 2025 r., umożliwiła zawieranie umów leasingowych w formie dokumentowej – całkowicie online.

E-leasing to przełomowe rozwiązanie, które odpowiada na potrzeby rynku. Dzięki niemu klienci mogą w pełni zdalnie sfinalizować nie tylko finansowanie, ale również – mamy nadzieję – wszystkie powiązane z nim usługi, w tym ubezpieczenia – podkreśla prezeska ZPL.

Konferencja, która łączy dwie branże

Konferencja „Leasing i Ubezpieczenia 2025”, organizowana przez Związek Polskiego Leasingu, odbywa się 28 i 29 października w Łodzi. To największe i jedyne w Polsce forum współpracy dwóch branż – leasingowej i ubezpieczeniowej, które co roku gromadzi ponad 300 uczestników: przedstawicieli firm leasingowych, towarzystw ubezpieczeniowych, brokerów, partnerów technologicznych i media.

Konferencja stała się miejscem, gdzie spotykają się dwa światy, które współpracują ze sobą każdego dnia. Cieszy nas, że z roku na rok przyciąga tak szerokie grono ekspertów. To dowód, jak ważna jest wymiana wiedzy, wspólne szukanie rozwiązań i rozmowa o przyszłości obu sektorów – mówi Monika Constant.

Tegoroczny program obejmuje m.in. dyskusje o trendach makroekonomicznych, cyfryzacji, sztucznej inteligencji w finansach, bezpieczeństwie i walce z fraudami, a także strategiczny panel prezesów poświęcony wyzwaniom na rok 2026.

Sąd zdecydował ws. Henryka Kani juniora. Zgoda na list żelazny, ale pod warunkiem wpłaty 8 mln zł poręczenia

Sąd Okręgowy w Katowicach zdecydował, że Henryk Kania – były właściciel Zakładów Mięsnych Kania, podejrzany m.in. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i wielomilionowe oszustwa – może otrzymać list żelazny pod warunkiem wpłaty poręczenia majątkowego w wysokości 8 mln zł. Informację jako pierwsza podała Polska Agencja Prasowa (PAP).

Jak relacjonuje PAP, decyzję sądu zamierzają zaskarżyć zarówno prokuratura, jak i obrońcy Kani. Prawnicy uważają wskazaną kwotę za „zbyt rygorystyczną”, argumentując, że podejrzany i jego rodzina zostali pozbawieni majątku w wyniku działań organów ścigania. Zgodnie z decyzją sądu poręczenie musi zostać wpłacone do 30 czerwca 2026 r.

Wniosek o wydanie listu żelaznego został złożony w kwietniu br. Taki dokument pozwoliłby Kani powrócić do Polski i odpowiadać z wolnej stopy do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Sąd uznał, że sprzeciw prokuratora „nie jest w tej sprawie decydujący”.

Henryk Kania przebywa w Argentynie od 2020 roku, gdzie został zatrzymany na podstawie międzynarodowego listu gończego. Pomimo wniosku o ekstradycję, do tej pory nie został sprowadzony do Polski. Prokuratura zarzuca mu m.in. wyłudzenia na wielką skalę, przestępstwa skarbowe i kierowanie grupą przestępczą. Grozi mu do 15 lat więzienia.

GTC z nowym CEO i wyznaczonymi priorytetami na kolejny etap strategiczny

Rada Nadzorcza Globe Trade Centre S.A. („GTC”) powołała Botonda Rencza na stanowisko Prezesa Zarządu. Zastąpi on Małgorzatę Czaplicką, która kierowała Spółką w trakcie procesu refinansowania obligacji, a od teraz będzie wspierać Przewodniczącego Rady Nadzorczej jako doradca strategiczny. Botond Rencz skoncentruje się na wzmacnianiu współpracy między zespołami GTC w całym regionie, realizacji trwających procesów refinansowania i dezinwestycji, a także konsekwentnym wdrożeniu nowego średniookresowego planu finansowego, zapewniającego stabilność, efektywność i długofalowy wzrost wartości Spółki.

Zmiana na stanowisku Prezesa oznacza zakończenie okresu przejściowego i rozpoczęcie nowego etapu rozwoju GTC, opartego na doskonałości operacyjnej, wzroście strategicznym i stabilizacji finansowej jednej z wiodących firm nieruchomościowych w Europie Środkowo-Wschodniej. W ostatnich miesiącach zarząd GTC skutecznie przeprowadził Spółkę przez wymagający proces refinansowania, wydłużając terminy zapadalności długu i wzmacniając bilans. Działania te umocniły zaufanie inwestorów i partnerów.

Małgorzata Czaplicka, ustępująca Prezes Zarządu GTC, powiedziała:

„Jestem dumna, że w ostatnich miesiącach z sukcesem zrealizowaliśmy jeden z najważniejszych projektów finansowych w najnowszej historii GTC – refinansowanie obligacji o wartości 455 mln euro, które wzmocniło naszą strukturę kapitałową i zapewniło długoterminową stabilność Spółki. Dziś, gdy GTC wchodzi w nową fazę rozwoju, jestem przekonana, że silny zespół i solidne fundamenty stworzą warunki do dalszego wzrostu.”

Botond Rencz, nowo powołany Prezes Zarządu GTC, skomentował:

Botond Rencz, Prezes Zarządu GTC
Botond Rencz, Prezes Zarządu GTC

„GTC jest dziś w bardzo dobrej pozycji, by działać z jasną wizją i determinacją. Moim priorytetem będzie ścisła współpraca w ramach całej organizacji, zwiększanie efektywności operacyjnej i budowanie zintegrowanej Grupy, w której zespoły ze wszystkich krajów współpracują i uczą się od siebie nawzajem. Dokończenie zaplanowanych refinansowań i dezinwestycji wzmocni naszą stabilność finansową, a konsekwentna realizacja nowego średniookresowego planu pozwoli dalej umacniać bilans i tworzyć trwałą wartość.”

Jacek Bagiński, CFO GTC, dodał:

„Będziemy nadal usprawniać procesy, przykładać najwyższą wagę do efektywności i dbać, aby każde wydane euro przekładało się bezpośrednio na tworzenie wartości dla naszych inwestorów i partnerów.”

Botond Rencz dołączył do GTC w sierpniu 2025 roku jako Członek Zarządu i Chief Business Sustainability Officer. Wcześniej przez blisko 30 lat związany był z Ernst & Young oraz Arthur Andersen, gdzie zajmował wysokie stanowiska kierownicze na Węgrzech i w regionie Europy Środkowej. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Budapeszcie.

Rząd przyjmuje nowelizację ustawy o górnictwie

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego. Dokument ma dostosować polskie prawo do realiów transformacji energetycznej i jednocześnie zabezpieczyć interesy pracowników oraz społeczności lokalnych. Nowe przepisy umożliwią samodzielną likwidację kopalń przez spółki górnicze, ograniczą skalę dopłat do bieżącego funkcjonowania zakładów oraz wprowadzą pakiet świadczeń osłonowych dla pracowników odchodzących z sektora.

Nowelizacja to konkretna odpowiedź na wyzwania transformacji energetycznej i realne wsparcie dla tysięcy górników. Zależy nam, by proces zmian przebiegał w sposób odpowiedzialny, z poszanowaniem lokalnych społeczności – podkreślił minister energii Miłosz Motyka. Jak dodał, tereny pogórnicze mają szansę stać się podstawą nowych inwestycji i źródłem nowych miejsc pracy.

Co zakłada nowelizacja?

Nowy projekt ustawy wprowadza kilka kluczowych rozwiązań:

  • możliwość samodzielnej likwidacji kopalń przez spółki górnicze, przy wsparciu finansowym państwa,
  • pakiet świadczeń osłonowych – m.in. urlopy górnicze i przeróbkarskie oraz jednorazowe odprawy dla pracowników,
  • stopniowe ograniczanie dopłat do utrzymywania zdolności produkcyjnych kopalń,
  • możliwość przekazywania terenów pokopalnianych w formie darowizny na cele publiczne, inwestycyjne lub rewitalizacyjne.

Co istotne, ochrona socjalna nie obejmie wyłącznie pracowników największych spółek (PGG, PKW, Węglokoks Kraj). Nowelizacja przewiduje rozszerzenie systemu także na Jastrzębską Spółkę Węglową i LW Bogdanka, jeśli zostanie podjęta decyzja o ich włączeniu.

Jak wykorzystane będą tereny pokopalniane?

Nowe przepisy otwierają drogę do szerokiego zagospodarowania majątku likwidowanych kopalń. Mienie będzie mogło być przekazywane samorządom lub państwowym instytucjom – pod warunkiem realizacji celów publicznych lub gospodarczych. Przewidziano m.in.:

  • inwestycje gospodarcze i przemysłowe,
  • budowę i modernizację infrastruktury,
  • projekty rewitalizacyjne i rozwojowe,
  • utrzymywanie systemów odwadniających zlikwidowane kopalnie.

Samorządy będą mogły przekazywać te tereny innym podmiotom, pod warunkiem zachowania przeznaczenia zgodnego z umową i przepisami o pomocy publicznej.

Wygaszanie górnictwa – ale w sposób kontrolowany

Projekt nowelizacji realizuje ustalenia Umowy Społecznej z 2021 r., która zakłada stopniowe odchodzenie od wydobycia węgla energetycznego przy zapewnieniu stabilności społeczno-gospodarczej regionów. Rząd podkreśla, że nie chodzi o gwałtowne zamykanie zakładów, ale o kontrolowany, przewidywalny i społecznie akceptowalny proces transformacji.

Nowelizacja ma wejść w życie jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego etapu rozmów z Komisją Europejską o notyfikacji pomocy publicznej dla sektora.

Raport: 62% Polaków czuje się bezpiecznie w sieci, choć co piąty doświadczył próby oszustwa w ostatnim roku

Z najnowszego badania Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa 2025, przeprowadzonego na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości, wynika, że aż 62 procent Polaków deklaruje, że czuje się bezpiecznie w cyfrowym świecie. Jednocześnie co piąta osoba przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy realnie zetknęła się z próbą oszustwa internetowego. Najczęściej wskazywanym zagrożeniem pozostaje phishing, który za niebezpieczny uznaje aż 88 procent badanych. Ta rozbieżność między subiektywnym poczuciem bezpieczeństwa a obiektyczną skalą zagrożeń to jeden z najważniejszych sygnałów płynących z tegorocznych danych.

Badanie pokazuje, że Polacy coraz lepiej rozpoznają nazwy zagrożeń, ale wciąż nie przekłada się to na nawyki sprzyjające realnemu bezpieczeństwu. Tylko 17 procent użytkowników internetu faktycznie weryfikuje informacje w kilku niezależnych źródłach, a 45 procent robi to wyłącznie „czasami”, zależnie od źródła. Jeszcze słabiej wygląda obsługa treści wizualnych — jedynie 16 procent osób sprawdza pochodzenie zdjęć i materiałów wideo, mimo że manipulacje wizualne oparte na AI szybko stają się jednym z najskuteczniejszych narzędzi oszustów.

Równocześnie aż 51 procent Polaków deklaruje, że potrafi rozpoznać materiały typu deepfake. Pewność siebie jest szczególnie wysoka wśród osób w wieku 35–44 lata. Co istotne, to właśnie młodsza grupa 18–24 lata najczęściej realnie styka się z deepfake’ami — zwłaszcza w postaci fałszywych reklam inwestycyjnych. Dane wskazują więc, że poczucie kompetencji i realna odporność nie zawsze idą w parze.

O powadze sytuacji świadczą również dane systemu infoDOK, prowadzonego przez Związek Banków Polskich. W trzecim kwartale 2025 roku ponownie odnotowano wysoką liczbę prób wyłudzeń kredytów i kradzieży tożsamości z wykorzystaniem przejętych danych osobowych. System rejestruje rosnącą liczbę zastrzeganych dokumentów, co sugeruje, że wielu użytkowników reaguje dopiero po naruszeniu, zamiast działać prewencyjnie. Najwyższą aktywność oszustów obserwuje się w regionach o największej aktywności gospodarczej — w województwie mazowieckim, śląskim i małopolskim.

Równolegle październikowa edycja raportu Monitor Bankowy pokazuje, że polskie gospodarstwa domowe znacząco zwiększają swoją aktywność finansową. Prognoza kredytowa wzrosła do poziomu 63 punktów, co oznacza powrót skłonności do finansowania zakupów i inwestycji. Jednocześnie spada dynamika depozytów terminowych, co sugeruje większą mobilność finansową Polaków właśnie w momencie, gdy intensywność cyberzagrożeń rośnie najszybciej.

To zestawienie trendów — rosnącej konsumpcji, wysokiej aktywności cyberprzestępców i jednocześnie wciąż nieoptymalnych nawyków użytkowników — pokazuje, że krytyczne znaczenie ma dziś bezpieczeństwo przedbankowe. Banki w swoich systemach wciąż skutecznie blokują większość prób wyłudzeń, ale zdecydowana większość przypadków kradzieży tożsamości zaczyna się poza sektorem finansowym: w mediach społecznościowych, komunikatorach, serwisach zakupowych i aplikacjach marketplace.

Polacy bardzo chętnie korzystają z wygodnych sposobów zabezpieczenia urządzeń. Badanie Warszawskiego Instytutu Bankowości pokazuje, że po raz pierwszy tyle samo ankietowanych korzysta z blokady telefonu kodem PIN, co z rozwiązań biometrycznych — po 56 procent. Skan twarzy i odcisk palca są szczególnie popularne w najmłodszych grupach wiekowych. Nadal jednak tylko 10 procent deklaruje korzystanie z generatorów losowych haseł, a jedynie 19 procent przechowuje je w menedżerach haseł.

Całość danych z 2025 roku prowadzi do wspólnego wniosku: Polacy rozumieją zagrożenia, ale rzadko przekuwają tę wiedzę w nawyki ochronne. Cyberprzestępczość rośnie szybciej niż dojrzałość cyfrowa użytkowników, a obszarem największego ryzyka pozostaje moment poprzedzający kontakt klienta z instytucją finansową. To właśnie tam dziś rozstrzyga się realne bezpieczeństwo.

Wniosek o uchylenie immunitetu poselskiego Zbigniewa Ziobry trafił do Sejmu

Prokurator Generalny Waldemar Żurek przekazał 28 października do Marszałka Sejmu Szymona Hołowni formalny wniosek o wyrażenie przez Sejm zgody na pociągnięcie posła Zbigniewa Ziobry do odpowiedzialności karnej, a także o jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Wniosek został złożony w związku z – jak wskazuje prokuratura – „dostatecznie uzasadnionym podejrzeniem popełnienia 26 przestępstw” przez byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Według Prokuratury Krajowej podstawą skierowania wniosku są ustalenia Zespołu Śledczego nr 2, który od 2024 r. prowadzi postępowanie dotyczące nieprawidłowości w zarządzaniu środkami Funduszu Sprawiedliwości. Śledczy wskazują na możliwe przestępstwa z art. 231 kodeksu karnego, dotyczące niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.

Prokuratura informuje, że zgromadzony materiał dowodowy obejmuje m.in. zeznania świadków, wyjaśnienia podejrzanych oraz dokumentację konkursową dotyczącą przyznawania dotacji z Funduszu Sprawiedliwości. Na tej podstawie sformułowano zarzuty dotyczące m.in. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, przywłaszczenia środków publicznych oraz podejmowania działań mających na celu uzyskanie korzyści majątkowych i politycznych dla współpracujących osób.

Wśród opisywanych przez prokuraturę działań mają się znajdować m.in. wydawanie poleceń dotyczących rozstrzygnięć konkursowych, przekazywanie środków publicznych bez podstawy prawnej oraz ukrywanie dokumentów kierowanych do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. We wniosku przywołano również sytuacje, w których miało dojść do niewyłączenia podległych urzędników z postępowań, mimo możliwego konfliktu interesów.

Prokurator Generalny uznał, że istnieje ryzyko utrudniania postępowania przez podejrzanego, w tym możliwość niestawiennictwa, ukrycia się, ucieczki lub wpływania na świadków. W związku z tym wystąpił jednocześnie o wyrażenie zgody na zatrzymanie i zastosowanie tymczasowego aresztu wobec posła.

Zbigniew Ziobro sprawuje mandat posła na Sejm X kadencji, a jego immunitet uniemożliwia przedstawienie zarzutów, dopóki Sejm nie wyrazi zgody na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. Procedura ta wynika z ustawy o wykonywaniu mandatu posła lub senatora. Po skierowaniu wniosku Marszałek Sejmu kieruje go do sejmowej Komisji Regulaminowej, która przygotowuje opinię, a następnie poddaje sprawę pod głosowanie całej izby.

W komunikacie prokuratura podkreśliła, że wniosek stanowi realizację konstytucyjnej zasady równości obywateli wobec prawa i dotyczy czynów, które – w ocenie śledczych – pozostają w bezpośrednim związku z pełnioną przez Ziobrę funkcją publiczną. Decyzja w tej sprawie należy teraz do Sejmu.

Debiut BASEIG S.A. na NewConnect. Kurs na otwarciu +121%, spółka wchodzi na rynek jako pionier AI-commerce

Spółka BASEIG S.A. zadebiutowała 28 października 2025 r. na rynku NewConnect. Do obrotu trafiło 285 715 akcji zwykłych na okaziciela serii B. Podczas otwarcia notowań wartość akcji wzrosła do 15,50 zł, czyli o ponad 121 proc. względem kursu odniesienia. Był to szósty debiut na NewConnect w 2025 roku, a BASEIG to 356. spółka notowana na tym rynku.

– Udany debiut to dla nas potwierdzenie, że rynek dostrzega potencjał naszego projektu i kierunek, w którym zmierzamy. Wejście na NewConnect to ważny krok w dalszym rozwoju BASEIG – mówi Kamil Stanek, prezes zarządu BASEIG S.A.

Spółka działa w modelu AI-commerce, oferując twórcom narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które wspierają ich w całym procesie tworzenia i rozwijania marek – od analizy trendów i projektowania po logistykę i sprzedaż. BASEIG współpracuje m.in. z duetem tanecznym Loczniki oraz iluzjonistą Y.

– Branża AI-commerce, w której jesteśmy pionierami, w jaki twórcy budują i skalują swoje marki. Cieszy nas, że inwestorzy dostrzegają w tym obszarze ogromny potencjał wzrostu – dodaje Kamil Moliński, członek zarządu BASEIG S.A.

W czerwcu br. spółka z sukcesem zakończyła ofertę publiczną akcji przeprowadzoną na Platformie Ofert Publicznych Domu Maklerskiego INC S.A., pozyskując ponad 2 mln zł. Środki przeznacza na rozwój autorskiej technologii BASEIG AI, ekspansję zagraniczną (obecność już na 27 rynkach, m.in. w USA, Niemczech, Skandynawii, Australii i Nowej Zelandii) oraz dalsze wspieranie twórców w budowaniu i skalowaniu marek.

Cukier nie krzepi inwestorów – globalne ceny najniższe od czterech lat

Wczoraj ceny cukru na światowych rynkach spadły do najniższego poziomu od czterech lat. Kontrakty terminowe potaniały o 3,2 proc. w ciągu jednego dnia, a w ujęciu rocznym ich cena spadła aż o 34 proc. To największy roczny spadek cen od 2017 roku. W Polsce, według danych GUS, cukier w sklepach jest dziś o 23 proc. tańszy niż rok temu, a cena kilograma cukru w supermarketach spadła poniżej 3 zł.

Za spadkiem globalnych cen cukru stoi sytuacja w Brazylii, która jest największym producentem cukru na świecie. Trwający tam dynamiczny rozwój produkcji etanolu z kukurydzy zmienił układ sił w całym sektorze. Biopaliwo z kukurydzy okazało się tańsze w wytwarzaniu niż tradycyjny etanol z trzciny cukrowej, co spowodowało, że przetwórcy trzciny coraz większą jej część kierują na produkcję cukru.

Według prognoz w sezonie 2025–2026 globalna produkcja cukru przewyższy konsumpcję o 2,8 mln ton. To odwrotność sytuacji z poprzedniego roku, gdy na rynku panował deficyt. Brazylijskie cukrownie planują w przyszłym roku wyprodukować rekordowe 43 mln ton cukru, czyli o prawie 5 proc. więcej niż rok wcześniej. Równocześnie prognozuje się, że udział etanolu kukurydzianego w brazylijskiej produkcji biopaliw wzrośnie z 23 proc. do 32 proc. Nadpodaż tego surowca może jeszcze bardziej obniżyć jego ceny, co tylko wzmocni presję na dalszy wzrost produkcji cukru.

Na światowym rynku Brazylia odpowiada dziś za około 24 proc. globalnej produkcji cukru, czyli 43,7 mln ton. Na drugim miejscu są Indie z 15 proc. udziałem i produkcją sięgającą 28 mln ton, choć tamtejszy sektor ogranicza susza i restrykcje eksportowe. Trzecią pozycję zajmuje Unia Europejska z 9 proc. udziałem i produkcją 16,5 mln ton, głównie z buraków cukrowych. Polska, z rekordowym wynikiem 2,577 mln ton w sezonie 2024/2025, zajmuje trzecie miejsce wśród unijnych producentów. Dalej w zestawieniu są Chiny i Tajlandia, oba kraje odpowiadają za około 6 proc. światowej produkcji, wytwarzając po 10-11 mln ton rocznie. W sumie tych pięciu producentów wytwarza ponad 60 proc. światowej produkcji, co sprawia, że ich decyzje produkcyjne niemal natychmiast przekładają się na ceny na światowych rynkach.

W polskich sklepach także widać spadki cen cukru. Według danych GUS z września, w ciągu ostatniego roku cena cukru w sklepach spadła o 23 proc. Kilogram cukru można dziś kupić w supermarketach poniżej 3 zł, podczas gdy rok temu było to około 4,5 zł. To pomaga w obniżaniu inflacji, ponieważ surowiec ten jest szeroko wykorzystywany w przemyśle spożywczym i wpływa pośrednio na ceny wielu produktów.

Cukier więc tym razem nie krzepi, przynajmniej inwestorów. Ale dla konsumentów i producentów żywności to dobra wiadomość, bowiem spadek cen tego surowca może stać się jednym z czynników łagodzących presję inflacyjną w najbliższych miesiącach.

Amazon podwaja swoją moc z OZE w Polsce

Amazon potwierdził dzisiaj zawarcie umów na zakup blisko 200 MW energii odnawialnej z dwóch farm słonecznych i jednej wiatrowej w woj.: opolskim, zachodniopomorskim i lubelskim od firm R.Power i OX2. Amazon nieustannie dąży do osiągnięcia celu, jakim jest zerowa emisja dwutlenku węgla w całej działalności do 2040 r., a energia bezemisyjna, taka jak energia odnawialna, ma kluczowe znaczenie dla zmniejszenia emisji.

Nowe projekty Amazon z zakresu energii odnawialnej w Polsce, to:

  • Dwie farmy fotowoltaiczne – w Lasocicach (woj. opolskie) i Recławiu (woj. zachodniopomorskie) – o łącznej mocy 164 MW, realizowane przez R.Power. Umowa ta jest jedną z największych publicznie ogłoszonych transakcji w sektorze energii słonecznej w Polsce.
  • Jedna lądowa farma wiatrowa w Annopolu (woj. lubelskie), z której Amazon nabył 28 MW mocy. Deweloper OX2 rozpoczął budowę farmy w sierpniu 2025 r., a jej ukończenie planowane jest na 2027 r.

Angażując się w działania z zakresu energii odnawialnej, Amazon daje deweloperom projektów OZE pewność, że mogą budować farmy wiatrowe i słoneczne, wiedząc, że znajdą nabywcę na swoją energię elektryczną.

Po uruchomieniu projekty te zapewnią polskiej sieci energetycznej nowe źródła energii odnawialnej, przyczyniając się do dekarbonizacji miksu energetycznego i przynosząc korzyści wszystkim odbiorcom energii elektrycznej – zarówno przedsiębiorstwom, jak i konsumentom.

Amazon wspiera rozwój energii odnawialnej w Polsce

Dotychczas Amazon zaangażował się w uruchomienie siedmiu projektów OZE w Polsce, o łącznej mocy 333 MW, co przykładowo wystarczyłoby do zasilenia ponad 230 tys. polskich gospodarstw domowych rocznie.

Projekty te wspierają również cel polskiego rządu, jakim jest dekarbonizacja sektora energetycznego. Według raportu „European Electricity Review 2024” firmy Ember, udział paliw kopalnych w produkcji energii elektrycznej w Polsce w 2024 r. wyniósł 57 proc. Z kolei w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu na lata 2021-2030 (KPEiK) Polska postawiła sobie za cel osiągnięcie 32,1 proc. udziału odnawialnych źródeł energii w końcowym zużyciu energii brutto w 2030 r.

Angażując się w kolejne projekty uruchamiania farm wiatrowych i słonecznych, Amazon znacznie zwiększa ilość energii odnawialnej dostępnej w polskiej sieci energetycznej. Dzięki tym działaniom możemy dostosowywać zużycie energii do zasobów ze źródeł odnawialnych i wspierać stabilność systemu energetycznego kraju – komentuje Sławomir Płonka, dyrektor regionalny ds. operacji Amazon w Europie Środkowo-Wschodniej. – Jednak rozwój odnawialnych źródeł energii to nie tylko kwestia technologii, ale także odpowiedzialności za przyszłość lokalnych społeczności. Jesteśmy dumni, że możemy wspierać te zmiany w Polsce i przyczyniać się do budowy zielonej gospodarki.

Umowa z Amazon, stanowiąca jeden z największych kontraktów na zakup energii słonecznej ogłoszonych dotąd w Polsce, to ważny kamień milowy dla R.Power i wyraźny sygnał, że nasza długoterminowa strategia przynosi efekty. Systematycznie rozwijamy naszą działalność w Europie i pozostajemy skoncentrowani na tym, by stać się jednym z liderów transformacji energetycznej w regionie – mówi Rafał Hajduk, Chief Commercial Officer w R.Power Renewables.

Wraz z Amazon mocno angażujemy się w przyspieszenie transformacji energetycznej i cieszymy się z rozszerzenia tej współpracy. Dzięki naszemu doświadczeniu, globalnemu portfolio i dostosowanym rozwiązaniom energetycznym, firma OX2 jest doskonale przygotowana do dostarczania niezawodnej, czystej energii i wspierania organizacji w dekarbonizacji działalności – dodaje Mehmet Energin, Chief Investment Officer w OX2.

Polska potrzebuje imigrantów, ale system ich blokuje. Wielu trafia do szarej strefy mimo wysokich kwalifikacji

Nie każdy cudzoziemiec w Polsce startuje z tego samego miejsca. Dla jednych droga do pracy jest prosta i szybka, dla innych pełna biurokratycznych przeszkód, długich procedur i niewykorzystanych kwalifikacji. W najnowszym raporcie Bilansu Kapitału Ludzkiego „Ukryte zasoby rynku pracy. Działania pracodawców wobec wybranych grup pracowników” eksperci pokazują, że formalno-prawne bariery decydują dziś o tym, kto może rozwijać karierę, a kto trafia do szarej strefy.

Od 2013 roku w Polsce utrzymuje się ujemny przyrost naturalny. Wiąże się to ze spadającą liczbą Polaków w wieku produkcyjnym. Jednocześnie przybywa z zagranicy coraz więcej osób chcących podjąć w Polsce pracę.

Z danych ZUS wynika, że liczba cudzoziemców zgłoszonych do systemu ubezpieczeń społecznych (czyli głównie tych, którzy legalnie pracują w Polsce i mają opłacane składki) wzrosła w okresie od końca 2012 do 31 grudnia 2024 r. z nieco ponad 93 tys. do 1 mln 192 tys. 913 osób. To skok o ponad 1182,5%.

Jednocześnie coraz więcej cudzoziemców wchodzi na polski rynek pracy wypełniając luki kadrowe w sektorach takich jak budownictwo, rolnictwo, przemysł czy usługi. Jednak dostęp do zatrudnienia w Polsce w dużej mierze zależy od kraju pochodzenia i obowiązujących procedur.

W Polsce pracy szukają nie tylko Ukraińcy i Białorusini, ale również obywatele Gruzji, Indii, Mołdawii, Kolumbii czy Filipin. Różnorodność paszportów przekłada się na zróżnicowane możliwości imigrantów na polskim rynku pracy. Pozycja zawodowa cudzoziemców w Polsce w dużej mierze zależy od ich kraju pochodzenia. Lepsze warunki zatrudnienia mają obywatele.

Ukrainy, państw Unii Europejskiej, Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Szwajcarii oraz krajów objętych uproszczoną procedurą oświadczeniową. Ich start na polskim rynku pracy jest prostszy, gdyż mają ułatwiony dostęp do legalizacji pobytu i pracy i szybciej mogą zdobywać stanowiska odpowiadające ich kwalifikacjom.

Dla obywateli państw, które nie korzystają z takich ułatwień sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Długotrwałe procedury legalizacji pobytu, pozwolenia na pracę powiązane z konkretnym pracodawcą oraz opóźnienia w nostryfikacji dyplomów tworzą „labirynt biurokracji”, który znacznie utrudnia wejście na rynek pracy. Skutkiem jest często podejmowanie pracy poniżej kwalifikacji lub w szarej strefie, a także ograniczona mobilność zawodowa i ryzyko marginalizacji.

Jednym z większych wyzwań polskiego rynku pracy jest fakt, że wielu cudzoziemców wykonuje pracę znacznie poniżej posiadanych kwalifikacji. To oznacza nie tylko niewykorzystanie ich potencjału zawodowego, ale także stratę dla całej gospodarki. Firmy tracą szansę na korzystanie z umiejętności i doświadczenia, które mogłyby podnieść innowacyjność i efektywność zespołów. Jednocześnie może to ograniczać perspektywy rozwoju samych pracowników, a w dłuższej perspektywie utrwalać stereotypy dotyczące roli imigrantów na rynku pracy – mówi Melania Nieć z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jak do zatrudniania cudzoziemców podchodzą pracodawcy?

Na polskim rynku pracy cudzoziemcy napotykają różne strategie zatrudnienia w zależności od wielkości firmy, branży i potrzeb kompetencyjnych. Duże przedsiębiorstwa, szczególnie z sektora gastronomii i transportu oraz przewozu osób, często stosują krótkoterminowe strategie. Zatrudniają pracowników z zagranicy poprzez platformy internetowe służące do wykonywania usług na zamówienie lub aplikacji do zamawiania przewozu. Takie osoby nie są objęte wsparciem w nauce języka czy integracji kulturowej, a ich wynagrodzenie często zależy od liczby zrealizowanych zamówień.

Mniejsze firmy również wybierają krótkofalowe rozwiązania, kierując ofertę do osób już mieszkających w Polsce i zatrudniając głównie do prac niewymagających specjalistycznych kwalifikacji: w handlu i produkcji, rolnictwie, budownictwie czy też  gastronomii i turystyce.

Zupełnie inaczej działają duże firmy poszukujące wysoko wykwalifikowanych specjalistów w sektorach IT, finanse, logistyka czy spedycja. Wprowadzają one strategie długoterminowe: prowadzą procesy rekrutacyjne za granicą, oferują wsparcie w adaptacji kulturowej i pomagają w odnalezieniu się na polskim rynku pracy. Za większością tych działań stoi motywacja ekonomiczna. Firmy te chcą w ten sposób skutecznie wypełniać luki kadrowe i zwiększać swoją konkurencyjność, traktując cudzoziemców nie tylko jako źródło siły roboczej, ale też realny wkład w rozwój biznesu.

To, w jaki sposób firmy decydują się zatrudniać cudzoziemców, nie jest jedynie kwestią polityki kadrowej, ale realnie kształtuje rynek pracy w Polsce – dr Seweryn Krupnik z Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk Publicznych UJ – Wybór strategii, wsparcie oferowane pracownikom czy bariery formalne decydują dziś, kto może wykorzystać swój potencjał zawodowy, a kto pozostaje w sektorach o niższych kwalifikacjach lub w szarej strefie. To pokazuje, że integracja i skuteczny dostęp do legalnego zatrudnienia nie są tylko kwestią jednostkową, ale strategicznym wyzwaniem dla całego rynku pracy.

Im większy kapitał społeczno-intelektualny tym lepsza praca

Badania Bilansu Kapitału Ludzkiego pokazują również, że ważną rolę w dostępie do lepszych stanowisk pracy odgrywa kapitał społeczno-intelektualny. To właśnie wykształcenie, kompetencje językowe i sieć kontaktów są często przepustką do pracy w bardziej prestiżowych miejscach oraz do awansu zawodowego. Braki w tym zakresie utrudniają integrację i ograniczają wykorzystanie potencjału cudzoziemców na polskim rynku pracy.

Znaczący wkład, ale wiele wyzwań

Obecność cudzoziemców w Polsce niesie ze sobą znaczne szanse dla naszej gospodarki i przedsiębiorstw. Wypełniają oni luki kadrowe i stabilizują zatrudnienie. Pracownicy z zagranicy, mogą także wspierać rozwój działalności firm na rynkach zagranicznych, dzięki znajomości języków obcych, lokalnych realiów i kultury biznesowej. Pozytywne doświadczenia ze współpracy z cudzoziemcami wpływają również na zmianę postaw pracodawców i polskich pracowników wobec tej grupy.

Jednocześnie, jak pokazują dane BKL, zatrudnianie cudzoziemców wiąże się z wieloma wyzwaniami. Wysokie koszty rekrutacji i integracji, trudności adaptacyjne wynikające z barier językowych i kulturowych często zniechęcają przedsiębiorców do zatrudniania osób spoza Polski. W efekcie zwiększa się ryzyko wzrostu szarej strefy oraz niewykorzystania potencjał zawodowego cudzoziemców.

Wyniki BKL pokazują, że decyzje pracodawców o tym, kogo i w jaki sposób zatrudnić mają realny wpływ na kształt rynku pracy. Strategie przyjęte wobec cudzoziemców kształtują codzienne doświadczenia pracowników i pokazują, gdzie powstają bariery, a gdzie tworzą się możliwości.

O badaniu:

Badanie zostało zrealizowane w ramach badania tematycznego „W kierunku pełniejszego wykorzystania ukrytych zasobów rynku pracy. Działania pracodawców wobec wybranych grup pracowników” realizowanego w ramach  projektu Bilans Kapitału Ludzkiego – inicjatywy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Uniwersytetu Jagiellońskiego. To jedno z największych źródeł danych o rynku pracy w Polsce, prowadzone od 2009 roku. Projekt łączy badania przekrojowe i tematyczne, odpowiadające na aktualne wyzwania rynku i gospodarki.

Fitch Ratings podtrzymuje ocenę PKP S.A. na A-

0

24 października br. międzynarodowa agencja Fitch Ratings potwierdziła długoterminowy rating Polskich Kolei Państwowych S.A. w walutach zagranicznej i krajowej na poziomie A-. Na taką ocenę agencji wpłynęło m.in. silne powiązanie spółki z polskim państwem.

Podtrzymanie przez prestiżową agencję Fitch wysokiego ratingu PKP S.A. to potwierdzenie, że przyjęta i realizowana przez nas strategia to dobrze obrany kierunek działań. Przy ocenie sytuacji duże znaczenie mają relacje właścicielskie – jesteśmy spółką Skarbu Państwa, która zarządza nieruchomościami kolejowymi i koordynuje działalność Grupy PKP jako holdingu. Warto wspomnieć, że niedawno podniesiony został także rating jednej z naszych spółek zależnych, PKP Intercity S.A. – mówi Alan Beroud, prezes zarządu Polskich Kolei Państwowych i Grupy PKP.

Agencja Fitch postrzega PKP S.A. jako podmiot ściśle powiązany z polskim państwem, stąd ratingi spółki są zrównywane z ratingami państwa.

Rewolucja w płatnościach przyspiesza. PayTechy przejmują rynek, banki muszą myśleć jak firmy technologiczne

0

Rosnąca popularność PayTechów coraz mocniej podważa pozycję tradycyjnych instytucji finansowych w Polsce. Jak wynika z World Payments Report 2026 przygotowanego przez Capgemini, aż 26% polskich sprzedawców planuje w ciągu najbliższego roku zmienić dostawcę usług płatniczych. Powód? Długie procesy, ograniczona elastyczność i brak funkcjonalności, które dla nowoczesnych firm stały się już standardem. Sektor płatności w Polsce przechodzi głęboką transformację – coraz więcej firm szuka partnerów, którzy potrafią działać z szybkością technologii. PayTechy wchodzą na rynek z ofertą prostych, przejrzystych i zautomatyzowanych rozwiązań, podczas gdy banki wciąż opierają się na złożonych procesach i rozbudowanej biurokracji. To sprawia, że dla wielu sprzedawców zmiana partnera płatniczego nie jest już ryzykownym eksperymentem, lecz strategiczną decyzją o zwiększeniu efektywności biznesu.

​​Regulacje, które otworzyły drzwi do rewolucji

Kluczowym czynnikiem, który umożliwił PayTechom skuteczne konkurowanie z bankami na rynku europejskim – a tym samym w Polsce – było wprowadzenie Dyrektywy PSD2 (Payment Services Directive 2) przez Unię Europejską. Regulacja, obowiązująca od 2018 roku, otworzyła sektor bankowy na tzw. Open Banking, czyli bezpieczne udostępnianie danych klienta zewnętrznym dostawcom za jego zgodą. Dzięki temu PayTechy zyskały dostęp do dwóch kluczowych funkcji: możliwości odczytu danych z kont (AISP) oraz inicjowania płatności (PISP) bez pośrednictwa tradycyjnych schematów kartowych. Ta otwartość regulacyjna, połączona z elastycznością operacyjną i szybkim tempem wdrażania technologii, pozwoliła nowym graczom oferować rozwiązania szybsze, tańsze i lepiej dopasowane do potrzeb sprzedawców.

PayTechy przyspieszają – banki wciąż na czerwonym świetle

Na rynku płatności szybkość decyduje dziś o lojalności. Podczas gdy PayTechy potrafią uruchomić usługę w mniej niż godzinę, w bankach onboarding nowych klientów potrafi trwać nawet tydzień i kosztować ponad dwa razy więcej. Dla małych i średnich firm oznacza to realne koszty – każda godzina opóźnienia to potencjalna utrata przychodów.

– W świecie, w którym każda godzina opóźnienia oznacza realną stratę finansową, polskie banki muszą myśleć jak firmy technologiczne – komentuje Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Skrócenie procesów wdrożeniowych, uproszczenie zaplecza IT i zastosowanie inteligentnych narzędzi – np. GenAI w obsłudze czy weryfikacji klientów – to dziś konieczność, nie luksus. PayTechy udowodniły, że onboarding można uprościć bez utraty jakości i bezpieczeństwa.

Zaufanie to za mało – liczy się dopasowanie

Choć 62% polskich firm wciąż deklaruje większe zaufanie do banków niż do nowych graczy, coraz częściej wybierają one PayTechy, które potrafią lepiej dopasować się do specyfiki branży. Restauracje oczekują integracji z platformami dostaw, sklepy detaliczne – automatyzacji programów lojalnościowych, a sektor usług – prostych rozwiązań w rozliczeniach cyklicznych.

Z danych raportu wynika, że aż 74% polskich sprzedawców oczekuje błyskawicznego i intuicyjnego onboardingu, ale tylko 1% ankietowanych przedstawicieli polskich banków uważa, że ich instytucje są w stanie zapewnić taki poziom doświadczenia. Luka między oczekiwaniami a realną ofertą banków powiększa się z roku na rok.

– Zaufanie to ważny kapitał, ale dziś niewystarczający. Banki powinny skupić się na rozumieniu modeli biznesowych swoich klientów i budować ofertę modułową – taką, którą można szybko skalować i dostosowywać – podkreśla Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Kluczowa będzie także współpraca z fintechami i PayTechami, która pozwoli im nadążyć za oczekiwaniami rynku i odzyskać pozycję partnera pierwszego wyboru.

Technologia kluczem do konkurencyjności

W globalnym ujęciu 60% PayTechów wdrożyło już rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, podczas gdy wśród banków odsetek ten wynosi jedynie 41%. Jeszcze większy dystans widać w zakresie Payment Orchestration (70% vs 47%) oraz cyfrowej tożsamości (59% vs 38%). Dane z polskiej próby, choć nieco bardziej zróżnicowane, potwierdzają ten sam trend – lokalne instytucje wciąż wdrażają technologie wolniej niż globalni gracze.

Z raportu wynika również, że blisko 2% przychodów polskich sprzedawców zostało utraconych w ostatnich 12 miesiącach z powodu fraudów płatniczych. To obszar, w którym nowoczesne technologie – zwłaszcza AI i uczenie maszynowe – mogą przynieść natychmiastowy efekt, pozwalając szybciej wykrywać nadużycia i automatycznie blokować podejrzane transakcje.

– Banki mają ogromny potencjał: wiarygodność, licencje i dostęp do danych transakcyjnych. Teraz muszą przekuć to w przewagę konkurencyjną – zaznacza Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Połączenie tych zasobów z nowymi technologiami i szybszym modelem działania może pozwolić im nie tylko nadgonić stracony dystans, ale i ponownie zdefiniować relacje ze sprzedawcami.

Czas na nową strategię – od reakcji do innowacji

Wielu przedstawicieli banków przyznaje, że ich instytucje inwestują w nowe rozwiązania, ale mają problem ze skalowaniem ich poza fazę pilotażową. Tymczasem PayTechy działają w modelu ciągłej innowacji – testują, wdrażają, modyfikują i w kilka tygodni potrafią zbudować nowe funkcjonalności.

Eksperci Capgemini wskazują, że to właśnie elastyczność operacyjna będzie kluczowa dla przyszłości polskiego sektora bankowego. Banki, które uproszczą architekturę IT, wprowadzą podejście „composable” i otworzą się na integracje z zewnętrznymi platformami (API, partnerzy ISV, PayFacs), zyskają zdolność do wprowadzania zmian w tempie rynku.

– Współpraca zamiast rywalizacji, otwartość na modele partnerskie i rozwój narzędzi opartych na danych – to elementy, które zdecydują o pozycji banków w nadchodzących latach – mówi Ireneusz Wieczorek, Cards & Payments Lead, Capgemini Polska. – Kto zrobi to pierwszy, może nie tylko zatrzymać odpływ klientów, ale stać się liderem transformacji płatniczej w Polsce.

Polskie banki mają czas, ale okno możliwości się zamyka

Z danych raportu wynika, że największą szansą dla tradycyjnych instytucji jest refokus na obszary, w których mają przewagę – lokalne płatności w punktach stacjonarnych, współpraca z MŚP i integracja usług dodatkowych, takich jak kredyty czy ubezpieczenia. To właśnie w tych segmentach banki mogą wykorzystać swoją znajomość rynku i istniejącą infrastrukturę, łącząc je z elastycznymi rozwiązaniami technologicznymi.

Wnioski z World Payments Report 2026 są jednoznaczne: tradycyjne instytucje finansowe wciąż mają „prawo do zwycięstwa” – jeśli tylko odważą się zagrać według nowych zasad. Zamiast konkurować z PayTechami w ich tempie, mogą wykorzystać swoje atuty – skalę, bezpieczeństwo, regulacyjną stabilność – i połączyć je z nowoczesnością, która dziś decyduje o lojalności klientów.

Emerytury będą coraz niższe. PPK staje się koniecznością, a nie opcją

Polska się starzeje, a pracowników ubywa. Co to oznacza dla przyszłych emerytów? Raport GUS nie pozostawia złudzeń – obciążenie systemu emerytalnego będzie coraz większe. W obliczu tych wyzwań Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) stają się kluczem do finansowej stabilności na jesień życia. Dowiedz się, dlaczego PPK to nie tylko oszczędności, ale i inwestycja w Twoją przyszłość, którą warto potraktować długoterminowo.

Coraz mniej pracujących, coraz więcej emerytów – co pokazuje demografia?

Opublikowany pod koniec września 2025 r. raport Głównego Urzędu Statystycznego pt. Sytuacja demograficzna Polski do 2024 r. potwierdza to, o czym mówi się od dawna – społeczeństwo w Polsce szybko się starzeje. Prognozy wskazują, że do 2060 r. liczba ludności naszego kraju zmniejszy się o 6,6 mln osób (w porównaniu do 2024 r.). Głównym powodem będzie systematyczne wchodzenie w wiek największej umieralności roczników wyżu demograficznego z lat 80. XX wieku, czyli dzisiejszych 40-latków. Jednocześnie wiek emerytalny zaczną osiągać osoby, które obecnie mają około 20 lat.

Mediana wieku ludności w Polsce ma w 2060 r. przekroczyć 50,25 roku, co oznacza, że połowa mieszkańców będzie miała ponad 50 lat – to aż o 7 lat więcej niż w 2024 r.

Wskaźnik obciążenia dla osób w wieku przedprodukcyjnym od kilku lat pozostaje praktycznie bez zmian, natomiast rośnie dla wieku poprodukcyjnego. W 2024 r. na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 31 osób w wieku przedprodukcyjnym, natomiast w wieku poprodukcyjnym – aż 41 osób. Oznacza to, że udział potencjalnych przyszłych zasobów pracy jest mniejszy niż udział tych, którzy rynek pracy już teoretycznie opuścili. Odwrócenie proporcji występuje od 2013 r. Jeszcze w 2010 r. cząstkowe współczynniki kształtowały się na poziomie 29 i 26, ale w latach wcześniejszych relacje były jeszcze korzystniejsze – w 2000 r. wynosiły odpowiednio 40 i 24, a na początku lat 90. XX w. – 52 i 22[1]czytamy w raporcie GUS.

PPK jako element finansowego bezpieczeństwa w starzejącym się społeczeństwie

Dlaczego te dane są tak istotne w kontekście PPK? Bo pokazują, że w przyszłości utrzymanie obecnego poziomu świadczeń emerytalnych będzie coraz trudniejsze. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym oznacza niższe wpływy do systemu ubezpieczeń społecznych, podczas gdy liczba emerytów – a więc wypłat – będzie rosła.

Na jednego emeryta przypadać będzie zatem coraz mniej pracujących, co może oznaczać niższe emerytury z ZUS i konieczność samodzielnego zadbania o swoją finansową przyszłość.

W obliczu tych wyzwań, PPK staje się kluczowym narzędziem budowania prywatnego kapitału na okres po zakończeniu pracy zawodowej. Przypomnijmy, że udział w programie zakłada trójstronny system wpłat, co oznacza, że wraz z pracownikiem oszczędza także pracodawca i państwo. Tego nie oferuje żaden standardowy produkt oszczędnościowy.

W kontekście nadchodzących zmian demograficznych, budowanie prywatnych oszczędności emerytalnych staje się nie tyle możliwością, co koniecznością. PPK, dzięki mechanizmowi dodatkowych wpłat i prostemu zapisowi, stanowi jedno z najbardziej korzystnych i wygodnych narzędzi długoterminowego oszczędzania dostępnych dla pracowników.

Coraz więcej osób przekonuje się o zaletach PPK, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącej liczbie uczestników. Według danych na koniec września 2025 roku liczba uczestników PPK wzrosła do 4 milionów, a średnia partycypacja osiągnęła poziom 55,27%, co pokazuje, że ponad połowa uprawnionych osób zdecydowała się dołączyć do programu. Jeszcze bardziej przekonującym argumentem mogą być imponujące dane dotyczące aktywów. Fundusze zgromadzone w ramach PPK systematycznie rosną. Na koniec września 2025 roku wyniosły one dokładnie 40,9 miliarda zł, co oznacza wzrost o około 12 miliardów zł w ciągu roku (aktywa na koniec września 2024 r. wynosiły 28,9 mld. W ujęciu procentowym oznacza to imponujący wzrost o 41% r/r. Te liczby pokazują, że PPK nie tylko dynamicznie się rozwija, ale także cieszy się coraz większym zaufaniem zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców, którzy coraz chętniej angażują się w ten system oszczędzania na przyszłość.

Zamiast traktować Pracownicze Plany Kapitałowe jako sposób na szybki zysk, warto spojrzeć na nie jako na inwestycję w swoją przyszłość. Bo choć dziś emerytura może wydawać się odległa, to kiedyś będzie codziennością i dobrze, by była ona finansowo spokojna.

[1] Główny Urząd Statystyczny / Obszary tematyczne / Ludność / Ludność / Ludność. Stan i struktura ludności oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2024 r. (stan w dniu 30.06)

Rząd uruchamia Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności. Ponad 20 mld zł z KPO na schrony, infrastrukturę krytyczną i cyberbezpieczeństwo

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o wdrażaniu Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności – specjalnego instrumentu finansowego wydzielonego z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Polska jest pierwszym państwem Unii Europejskiej, które zdecydowało się przeznaczyć część środków KPO na budowę systemu odporności wewnętrznej i wzmacnianie infrastruktury obronnej.

Łączna wartość funduszu to blisko 20 mld zł, które mają trafić do samorządów, firm strategicznych oraz sektora bezpieczeństwa i służb ratowniczych.

– Skupiamy się na tym, co realnie zwiększa odporność państwa – ochronie ludności, infrastrukturze krytycznej, cyberbezpieczeństwie i wsparciu przemysłu obronnego – podkreślają przedstawiciele rządu.

Jak będzie działał Fundusz?

Fundusz będzie wdrażany w dwóch modelach:

  • poprzez nową spółkę celową, odpowiedzialną za inwestycje kapitałowe (w tym przemysł obronny i technologie);
  • poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego, który będzie udzielać pożyczek – w tym nieoprocentowanych dla samorządów.

Priorytety finansowania będzie wyznaczać Komitet Sterujący z udziałem przedstawicieli rządu, a cały instrument ma charakter strategiczny – jego cele są spójne z budową odporności państwa i polityką obronną NATO.

Co zostanie sfinansowane?

Środki trafią na cztery główne obszary:

  • ochrona ludności i rozwój budynków ochronnych – schrony, systemy alarmowe, centra reagowania kryzysowego,
  • infrastruktura podwójnego zastosowania – drogi, linie energetyczne i kolejowe zdolne do wsparcia działań wojskowych,
  • cyberbezpieczeństwo i bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej,
  • modernizacja przedsiębiorstw i wsparcie B+R w przemyśle obronnym i sektorach strategicznych.

Ponad połowa budżetu może trafić bezpośrednio do samorządów, m.in. na schrony, zabezpieczenie ujęć wody, inwestycje w cyfrową odporność miast i zakup specjalistycznego sprzętu dla służb ratowniczych.

W przeciwieństwie do większości środków z KPO, Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności będzie działał także po zakończeniu formalnego okresu rozliczeń, czyli po 2026 r. Oznacza to, że może pełnić rolę długoterminowego narzędzia wsparcia budowy odporności strategicznej państwa – już poza logiką krótkiego cyklu funduszy unijnych.

MON podpisało strategiczny list intencyjny z Palantir Technologies

27 października 2025 r. w Warszawie wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podpisał list intencyjny pomiędzy Ministerstwem Obrony Narodowej a Palantir Technologies Inc. — globalnym liderem w zakresie analityki danych, sztucznej inteligencji i systemów dowodzenia pola walki. To jedna z najważniejszych decyzji technologiczno-obronnych ostatnich lat, mająca strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa.

Dzisiejszy list intencyjny z firmą Palantir – absolutnym liderem w zarządzaniu danymi i ich wykorzystaniu w zabezpieczeniu logistycznym pola walki – to krok milowy. Rozwiązania tej firmy są wykorzystywane perfekcyjnie m.in. przez ukraińską armię – podkreślił wicepremier Kosiniak-Kamysz.

Dane jako nowa „waluta strategiczna”

Szef MON zaznaczył, że nowoczesna obronność nie opiera się wyłącznie na sile militarnej mierzonej liczbą czołgów czy samolotów. Fundamentem bezpieczeństwa narodowego staje się obecnie posiadanie i właściwe zarządzanie informacją.

Bazy danych są największą walutą współczesnego świata – cenniejszą niż złoto, dolary czy euro. Bez ich integracji, ochrony i analitycznego wykorzystania nie da się prowadzić nowoczesnych działań obronnych – wskazał Kosiniak-Kamysz.

Palantir – dostawca systemów klasy strategicznej

Palantir Technologies to amerykańska firma technologiczna, od lat dostarczająca zaawansowane systemy dla armii USA, NATO oraz służb wywiadowczych. Oferuje rozwiązania integrujące w czasie rzeczywistym ogromne strumienie danych — m.in. z rozpoznania satelitarnego, dronów, systemów wywiadowczych, logistycznych i cybernetycznych — a następnie przekształcające je w decyzje operacyjne możliwe do podjęcia w ciągu sekund.

Technologie Palantira są wykorzystywane m.in. przez Siły Zbrojne Ukrainy, które podkreślają, że dzięki nim możliwe jest prowadzenie obrony na poziomie strategicznym i operacyjnym znacznie wykraczającym poza typowe możliwości państw średniej wielkości.

Polska buduje własne Centrum Implementacji AI

Polska już od 2023 roku prowadzi przygotowania do integracji AI w systemie dowodzenia. Kluczowym elementem tego ekosystemu jest Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji działające w strukturze Dowództwa Komponentu Obrony Cyberprzestrzeni.

Bez implementacji AI w armii i połączenia wszystkich rodzajów sił zbrojnych w jeden system, prowadzenie nowoczesnych działań nie będzie możliwe – podkreślił Kosiniak-Kamysz.

Współpraca z Palantirem obejmuje m.in.:

  • budowę systemu zarządzania danymi dla całych Sił Zbrojnych RP,
  • integrację AI na poziomie taktycznym i strategicznym,
  • cyberbezpieczeństwo i bezpieczeństwo operacyjne,
  • wsparcie dla logistyki, planowania operacyjnego i przewidywania ruchów wroga.

Nowy etap europejskiego bezpieczeństwa

Decyzja MON ma również znaczenie międzynarodowe — Polsce zależy na byciu liderem cyfrowej transformacji NATO. Jak podkreślają eksperci, podpisanie listu intencyjnego z Palantirem oznacza skok generacyjny, który plasuje polskie siły zbrojne w gronie państw wdrażających model „AI-first military”.

Proces współpracy z Palantirem rozpoczął się formalnie w grudniu 2024 r. i obejmował wielomiesięczne ćwiczenia z udziałem polskich oficerów i inżynierów.