Stomatologia estetyczna – jakie są jej możliwości?

Stomatologia estetyczna to jeden z działów stomatologii, który jest poświęcony zmianom estetycznym w uzębieniu. Pozwala to na uzyskanie wyraźnych zmian w wyglądzie: od nowego uśmiechu do kształtu i koloru zębów. Jeśli nie jesteś zadowolony z wyglądu swojego uzębienia, to możesz skorzystać z dobrodziejstw stomatologii estetycznej.

Stomatologia estetyczna – efekty

Stomatologia estetyczna umożliwia zmianę wyglądu zębów, które będą prezentowały się atrakcyjnie, ale jednocześnie niezwykle naturalnie. Specjaliści zawsze dbają o to, by uzupełnienia były ściśle dopasowywane do indywidualnych potrzeb konkretnego klienta. Są one dokładnie dostosowane do jego rysów twarzy, linii dziąseł oraz odpowiadają oczekiwaniom pacjenta. To wszystko pozwala uzyskać maksymalnie naturalny efekt, który robi wrażenie na otoczeniu.
Stomatologia estetyczna wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy nie są zadowoleni ze swojego uśmiechu (np. z powodu przebarwień, nierówności, nadłamań, krzywizny). Po skorzystaniu z jej usług możesz wreszcie swobodnie się uśmiechać i poczuć komfortowo w każdej sytuacji i w każdym towarzystwie. Bardzo ciekawą ofertę z dziedziny stomatologii estetycznej posiada krakowskie centrum stomatologiczne CDC. Więcej na http://cdcstomatologia.pl/stomatologia-estetyczna.html

Stomatologia estetyczna – oferta

Stomatologia estetyczna daje możliwość uzyskania pięknego, zdrowego, naturalnie wyglądającego uśmiechu. Najczęściej oferta stomatologii estetycznej obejmuje:
– wybielanie
– wypełnienia
– korony i mosty
– licówki porcelanowe oraz na nieszlifowane zęby
– korekcję kształtu zębów
– uzupełnianie ubytków
– likwidację przebarwień.

Najbardziej popularne zabiegi stomatologii estetycznej

Stomatologia estetyczna – zabiegi

wybielanie. Nasz styl życia zazwyczaj sprawia, że nasze zęby szybko tracą swój naturalny blask i czysty odcień. Wybielanie pozwala na odzyskanie śnieżnobiałego uśmiechu bez jakichkolwiek uszkodzeń struktur zębów. Najczęściej proponuje się nakładkowe wybielanie zębów, które polega na zastosowaniu profesjonalnego żelu wybielającego. Uwalnia on atomy tlenu w głębi zębów. To wywołuje utlenianie, a tym samym rozjaśnianie wszelkich przebarwień. Trwałość zabiegu wynosi najczęściej około pięciu lat.

licówki porcelanowe. Licówki ceramiczne są przeznaczone dla każdego, kto walczy z przebarwieniami na zębach lub uszkodzeniami ich szkliwa. Dodatkowo dają one możliwość korygowania kształtu zębów i poprawy ich rozmieszczenia. Licówki to rodzaj porcelanowych nakładek, które na trwałe są mocowane na powierzchni zębów. Pozwalają także na odzyskanie śnieżnobiałego koloru uzębienia.

implanty zębowe. Implanty zębowe to zabieg dla każdego, kto stracił swoje naturalne uzębienie. To idealne rozwiązanie, które bez trudu i na stałe pozwala odzyskać utracone zęby. Obecnie nie jest to szczególnie inwazyjny zabieg. Jest on wykonywany pod mikroskopem.

korony porcelanowe. Korony porcelanowe polecane są tym wszystkim, których zęby są bardzo zniszczone oraz martwe. Dzięki koronom możemy uzyskać nowy kształt zęba, zmienić jego kolor, a także wzmacniamy nasze uzębienie i chronimy go przed rozmaitymi uszkodzeniami. Jeśli zabieg zostanie wykonany w profesjonalny sposób, to jego efekt będzie nam służył przez kilkadziesiąt lat.

Ceny paliw na stacjach benzynowych spadną nawet o 20 gr

Znakomite wieści dla kierowców: ceny diesla i benzyny bezołowiowej w najbliższych dniach będą coraz niższe. W porównaniu do detalicznych wartości z początku lutego zmiana na korzyść konsumentów może wynieść nawet ok. 20 gr za litr – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Co uzasadnia zapowiedź zmian? Paliwa na europejskim rynku hurtowym spadają do najniższych poziomów od niemal pół roku. Powinno to się przełożyć na wyraźne obniżki cen detalicznych, również na polskich stacjach. Dodatkowo ropa naftowa może być pod presją uciekającego z niej kapitału spekulacyjnego oraz rosnącej produkcji ropy w Stanach Zjednoczonych.

Amerykanie znowu nas ratują

W krótkim terminie na rynku “czarnego złota” rządzi sentyment oraz spekulanci. W średnim oraz długim terminie pierwsze skrzypce grają fundamenty. Na szczęście ten drugi czynnik zaczyna działać na korzyść importerów surowca, czyli m.in. Polski. Jest to przede wszystkim związane z silnym wzrostem produkcji ropy w Stanach Zjednoczonych oraz wyraźnym wzrostem podaży w kolejnych kwartałach.

Na początku lutego dzienne wydobycie ropy naftowej w USA przekroczyło 10,2 mln baryłek i było najwyższe w historii. Stany już niedługo staną się największym producentem tego surowca na świecie dzięki łupkowej rewolucji. Teraz Rosja i Arabia Saudyjska wydobywają niecałe 11 mln baryłek dziennie, ale według szacunków Amerykańskiej Agencji Energetycznej (EIA) USA przekroczą 11 mln wydobycia w czwartym kwartale br.

W swoim lutowym raporcie EIA podniosła oczekiwane wydobycie ropy w USA na bieżący rok aż o 300 tys. baryłek w ujęciu dziennym. Również ostatnie opracowania OPEC czy IEA (Międzynarodowa Agencja Energetyczna) zakładają przyspieszenie wydobycia w Stanach Zjednoczonych oraz zaspokojenie przez podaż rosnącego popytu, co powinno ograniczać szansę na wzrost cen, a sprzyjać stabilizacji.

Strach wśród spekulantów

Na szczęście dla kierowców na ich korzyść poza fundamentami może działać także spekulacyjna gra na ropie. Według szacunków agencji Bloomberg na początku lutego inwestorzy mieli pozycje nastawione na wzrost ropy naftowej o wartości przekraczającej miliard baryłek. To historyczny rekord.

Gdy jednak ropa zamiast kontynuować trend wzrostowy zaczęła w ostatnich dniach gwałtownie spadać (ok. 10 proc.), jest duże prawdopodobieństwo, że spekulanci zaczną redukować zakłady nastawione na zwyżkę ropy naftowej, co może pogłębić spadki. Sparzenie się spekulantów także powinno przynajmniej na jakiś czas ograniczyć grę w jedną stroną i redukować prawdopodobieństwo pompowania cen.

Ile zapłacimy za diesla i benzynę?

Na rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), który jest wyznacznikiem hurtowych cen paliw w Europie, koszt benzyny bezołowiowej 95 spadł w nieco ponad tydzień o 16 gr i osiągnął wartość 1,58 zł/litr. To poziomy niewidziane od sierpnia ub.r. Diesel z kolei w analogicznym okresie obniżył się o 17 gr i także jest notowany na poziomie 1,58 zł/litr.

Analizując zależności pomiędzy rynkiem hurtowym i detalicznym, możemy oczekiwać spadku cen diesla oraz benzyny bezołowiowej o ok. 20 gr w porównaniu do średnich poziomów z początku miesiąca. Olej napędowy może więc obniżyć się do ok. 4,40 zł/litr, a za popularną 95 zapłacimy w granicach 4,50 zł/litr. O ile istnieje taka możliwość, warto wstrzymać się kilka dni z tankowaniem do pełna, zanim stacje uwzględnią niższe ceny z rynku hurtowego.

Za 100 dni wchodzi w życie rozporządzenie RODO. Większość firm wciąż niegotowa

Za 100 dni wchodzi w życie rozporządzenie RODO, którego celem jest rozszerzenie zakresu obowiązków podmiotów przetwarzających dane osobowe. Tymczasem jedynie 15 proc. firm w regionie EMEA szacuje,  że do tego czasu będzie w pełni przygotowana do przestrzegania jego wymogów. Kluczowym wyzwaniem w spełnieniu wymogów rozporządzenia jest oszacowanie liczby wniosków o usunięcie lub przeniesienie danych osobowych. Z drugiej strony – RODO to również nowe możliwości. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte “The time is now. The Deloitte General Data Protection Regulation Benchmarking Survey”, aż 61 proc. organizacji, mimo złożoności nowej regulacji, widzi korzyści biznesowe płynące z jej wdrożenia.

Od 25 maja tego roku zacznie obowiązywać Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych (tzw. RODO). Dotyczy ono wszystkich, którzy przetwarzają dane osobowe w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. Raport Deloitte pokazuje, że podejście do RODO i wydatki organizacji na ten cel w krajach EMEA są bardzo zróżnicowane. Ponad jedna trzecia respondentów (39 proc.) na dostosowanie się do nowych przepisów wydała lub zamierza wydać poniżej 100 tys. euro, a 15 proc. deklaruje wydatki przekraczające 5 mln euro. Nie ma zależności między wielkością organizacji (pod względem liczby zatrudnionych lub przychodów) a poziomem wydatków. W badaniu brały udział zarówno organizacje zatrudniające mniej niż 10 000 pracowników, których wydatki na osiągnięcie zgodności z RODO sięgają ponad 2,5 mln euro, jak i te, które zatrudniają ponad 50 000 pracowników, a na wdrożenie jego przepisów wydadzą mniej niż 250 000 euro.

„Wzmożony” okres przygotowań

Większość organizacji wskazuje na brak wystarczającej ilości czasu na podjęcie niezbędnych działań w celu osiągnięcia zgodności z RODO przed wejściem w życie rozporządzenia. Tylko 15 proc. szacuje, że będzie w pełni zgodna z jego wymaganiami do maja 2018 r. Wyniki badania Deloitte pokazują, że firmy miały dwuletni okres przygotowawczy, a wciąż wykazują opieszałość w spełnieniu wymogów RODO. Jedna trzecia respondentów nie określiła jeszcze, ilu dodatkowych pracowników będzie musiała zatrudnić do zarządzania danymi zgodnie z przepisami RODO, a 45 proc. nie zweryfikowało podstaw prawnych do przetwarzania danych. Z drugiej strony ponad jedna trzecia firm (38 proc.) poważnie podchodzi do przygotowań i spodziewa się, że dokona przeglądu wszystkich umów dotyczących przetwarzania danych przed wejściem regulacji w życie.

– Z odpowiedzi respondentów wynika, że z uwagi na niejednoznaczność tekstu rozporządzenia oraz złożoność jego wymogów, wiele organizacji jest gotowa narazić się na ryzyko otrzymania kary lub utraty klientów. Ponad połowa ankietowanych (54 proc.) przyjrzała się uważniej wymogom RODO dopiero, gdy dowiedziała się o możliwości otrzymania kary w wysokości do 4 proc. globalnego obrotu firmy – zaznacza Agata Jankowska-Galińska, radca prawny w kancelarii Deloitte Legal.

Zgody klientów od nowa?

Zgoda na przetwarzanie danych jest jednym z wymogów, który może mieć bezpośredni wpływ na kontakty z klientami. Zaledwie 10 proc. respondentów uważa, że ​​ich aktualne zgody są wystarczające. Aż 57 proc. nie zdecydowało jeszcze w jaki sposób zapewnić, by ich procedury dotyczące tego obszaru spełniały wysokie standardy RODO.

– Ponowne zebranie zgód będzie konieczne, jeżeli nie będą spełniały one standardu RODO lub jeżeli firma nie będzie w stanie wykazać, że osoba, której dane dotyczą wyraziła zgodę na ich przetwarzanie. W praktyce oznacza to, że organizacje mogą stanąć przed zadaniem ponownego uzyskania zgód klientów. Nie dziwi więc fakt, że wielu firmom to się nie podoba. Taka procedura wiąże się z ryzykiem, że osoby fizyczne nie wyrażą nowej zgody, co uniemożliwi prowadzenie działalności względem tych klientów w dotychczasowym kształcie – mówi Agata Jankowska-Galińska.

Trudny do przewidzenia scenariusz

Kluczowym wyzwaniem, przed którym stoją organizacje przygotowujące się do RODO, jest oszacowanie liczby osób fizycznych, które będą chciały skorzystać ze swoich nowych praw. Czy firmy będą dostawać po kilka próśb o usunięcie danych dziennie, czy możliwe jest, że już pierwszego dnia wpłynie 10 000 wniosków?

Większość organizacji uważa, że mniej problematyczny będzie dla nich obowiązek przenoszenia danych niż prawo klientów do bycia zapomnianym. Według raportu Deloitte, 64 proc. respondentów nie przygotowało jeszcze szacunków dotyczących liczby wniosków o usunięcie danych, które prawdopodobnie otrzyma po wprowadzeniu RODO. Wynika to głównie z trudności w przewidywaniu, w jaki sposób poszczególne osoby będą korzystać z tego prawa. Z kolei 59 proc. respondentów nie oszacowało jeszcze liczby wniosków o przeniesienie danych, które mogą otrzymać po 25 maja 2018 r. Aż 21 proc. nie planuje odnosić się do tego wymogu, a 26 proc. zareaguje na nie na zasadzie ad hoc. Niemal połowa ankietowanych (42 proc.) zamierza przenosić dane ręcznie, a pozostałe 11 proc. w sposób zautomatyzowany.

– Jedno z największych wyzwań stanowi realizacja prawa do bycia zapomnianym. Bezpowrotnie minęły czasy, gdy dane klientów mieliśmy poukładane w centralnych systemach i bazach danych. Obecnie dane są wszędzie – na komputerach użytkowników, poczcie elektronicznej, na urządzeniach mobilnych, czy w chmurze. Wyzwaniem nie jest więc kwestia samego usuwania danych, ale wręcz zrozumienia, gdzie i jakie dane posiadamy – komentuje Marcin Lisiecki, Menedżer w dziale cyberbezpieczeństwa Deloitte.

– Zapewnienia, że jesteśmy w stanie zarządzać danymi w sposób manualny możemy włożyć między bajki. W czasach ‘big data’ nie obędzie się bez procesów i narzędzi dedykowanych do zarządzania danymi w całym cyklu życia. Dopiero teraz zaczynamy rozumieć przeznaczenie narzędzi pozwalających na odkrywanie danych, ich klasyfikowanie, obejmowanie odpowiednimi mechanizmami bezpieczeństwa i monitorowanie ich przepływu. Bez tych podstawowych elementów zwiększamy ryzyko nie tylko braku zgodności z prawem, ale również wycieku danych na zewnątrz – dodaje Marcin Lisiecki.

RODO  szansą na rozwój

Mimo trudności z właściwym dostosowaniem prowadzonej działalności do wymogów rozporządzenia, aż 61 proc. respondentów widzi korzyści płynące z działań podejmowanych w celu zapewnienia zgodności z RODO.

– Wdrożenie RODO pozwala organizacjom inteligentnie wykorzystywać dane osobowe w celu wzmocnienia swojej wartości. Zastosowanie innowacyjnych rozwiązań do spełnienia wymagań RODO może pomóc firmom dostrzec duży wpływ ochrony danych na działalność całej organizacji – mówi  Agata Jankowska-Galińska. – Kluczem jest inteligentna implementacja zmian, aby zgodność z RODO rzeczywiście przyniosła wartość dodaną firmie. Organizacje powinny koncentrować się nie tylko na tym, co należy zrobić, by spełnić wszystkie wymogi prawne, ale także na tym, jak zapewnić długoterminowe korzyści dla swojego biznesu dzięki nowym przepisom – dodaje.

O badaniu: Respondentami badania byli przedstawiciele firm z różnorodnych branż w regionie EMEA, które są odpowiedzialne za zarządzanie danymi, aspekty prawne oraz bezpieczeństwo IT.

Rynek biurowy z najlepszym wynikiem najmu w historii

W minionym roku deweloperzy oddali do użytku ponad 736 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, prawie o 18 % mniej niż w 2016 r. Nowy rekord na rynku biurowym ustanowili natomiast najemcy, którzy wynajęli prawie 1,5 mln mkw. Większość popytu stanowiły nowe umowy – wynika z najnowszego raportu Colliers International.

Powodem spadku poziomu nowej podaży w 2017 r. była mniejsza ilość ukończonej powierzchni biurowej w Warszawie – oddano 27 obiektów o łącznej powierzchni 275 tys. mkw. W miastach regionalnych deweloperzy wykazali się aktywnością zbliżoną do zeszłorocznej i oddali 455 tys. mkw. Współczynnik pustostanów dla projektów biurowych na dziewięciu największych rynkach Polski spadł z 12,7% odnotowanych na koniec 2016 roku do 10,8%.

Rekordowy Kraków

Najwięcej projektów wśród miast poza stolicą zostało oddanych do użytku w Krakowie – 21 o łącznej powierzchni 190 tys. mkw. Dzięki temu Kraków jako pierwszy rynek regionalny przekroczył w 2017 r. granicę 1 mln mkw. istniejącej powierzchni biurowej. W mieście nadal trwa boom budowlany – w fazie realizacji znajduje się ponad 300 tys. mkw. biur. Do rekordu przyczynili się także najemcy na rynku krakowskim. Łączny wolumen transakcji najmu w 2017 r. wyniósł ponad 200 tys. mkw.

Dobre prognozy

Obecnie w budowie w całej Polsce znajduje się ponad 1,8 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej – najwięcej w Warszawie (ponad 770 tys. mkw.), wspomnianym wcześniej Krakowie i we Wrocławiu. Na 2018 r. zaplanowanych do oddania jest ok. 880 tys. mkw. biur, z czego większość (70%) poza Warszawą.

— Możemy spodziewać się, że w 2018 roku zainteresowanie najemców powierzchnią biurową w Polsce będzie nadal wysokie. Zarówno stolica, jak i miasta regionalne przyciągają nowe firmy, a obecni już najemcy renegocjują umowy, często dokonując ekspansji powierzchni. Pozytywne dane makroekonomiczne oraz poprawiająca się jakość życia w polskich miastach zwracają uwagę potencjalnych najemców biur – mówi Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.

Dolar traci na wartości

Amerykański dolar traci do głównych rywali. Wobec japońskiego jena spadł do najniższego poziomu od września 2017 r. Zarówno jen, jak i frank szwajcarski zyskiwali w zeszłym tygodniu na wartości jako bezpieczne przystanie w związku z niepewnością na giełdach akcji. Zyskuje też brytyjski funt po opublikowaniu wyższych niż się spodziewano danych dotyczących inflacji konsumenckiej, co może zwiększyć presję na Bank Anglii, by szybciej podniósł stopy procentowe. Dzisiaj rynki będą zwracały uwagę głównie na odczyty inflacyjne w USA, co może wpłynąć na marcowe podniesienie stóp procentowych przez Fed i na dane dotyczące wzrostu PKB w Europie.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,47%), brytyjskiego funta (-0,37%), dolara kanadyjskiego (-0,05%), dolara australijskiego (-0,19%) oraz japońskiego jena (-0,79%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,237, GBP/USD – 1,39, USD/CAD – 1,257, AUD/USD – 0,787 i USD/JPY – 107,2. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,3%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka umacnia się do głównych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,37 zł, euro – poniżej 4,17 zł, funt – 4,68 zł, a frank szwajcarski – 3,61 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach mieszanina koloru zielonego i czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,13%, frankfurcki indeks DAX – 0,7%, a paryski indeks CAC 40 – 0,6%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,26%, a meksykański Bolsa – o 0,2%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,43%, indeks Shanghai Composite zyskał 0,45%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 2,47%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej wahają się. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,72 USD (+0,21%), a ropy WTI – 59,19 USD (-0,17%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 68 USD. Z kolei złoto nadal notuje wzrosty. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1333 USD. To 8 USD więcej (+0,6%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – PKB (r/r), IV kw. – 1,5% (poprzednio 1,9%)
  • 8:00 – Niemcy – PKB (r/r), IV kw. – 2,3% (prognoza 2,3%)
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), styczeń – 1,6% (prognoza 1,6%)
  • 8:00 – Rumunia – PKB (r/r), IV kw. – 6,9% (prognoza 7%)
  • 9:00 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundestagu
  • 9:00 – Czechy – Inflacja CPI (r/r), styczeń – 2,2% (prognoza 2,2%)
  • 10:00 – Polska – PKB (r/r), IV kw. (prognoza 5,2%)
  • 11:00 – Strefa euro – PKB (r/r), IV kw. (prognoza 2,7%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), styczeń (prognoza 1,9%)
  • 14:30 – USA – Wyniki sprzedaży detalicznej (m/m), styczeń (prognoza 0,2%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

W oczekiwaniu na publikację styczniowych danych o inflacji CPI z USA

Dzisiejszy odczyt CPI z USA może być przełomowy dla nastrojów rynkowych, gdyż obawy o przyspieszenie inflacji stały się podstawą do paniki rynkowej na początku miesiąca. Rynek akcji wciąż będzie rozgrywającym i nadającym ton dla FX.

Prawdziwy handel w środę zacznie się dopiero o 14:30 po publikacji styczniowych danych o inflacji CPI z USA. Na szczycie listy zmartwień inwestorów jest przyspieszająca inflacja, która skłoni banki centralne do szybszego zacieśniania polityki monetarnej, schładzając tym samy ożywienie. Na początku lutego raport rynku pracy USA (w tym wyższa dynamika wynagrodzeń) stał się katalizatorem dla wyprzedaży na rynku akcji, która rozlała awersję do ryzyka na inne klasy aktywów. W tym kontekście dzisiejsze dane mogą podziałać jak dolewanie oliwy do ognia. Żeby tak się stało, CPI musi zaskoczyć pozytywnie, ale oczekiwania już są wysokie (0,3 proc. m/m) dzięki wzrostowi cen pali na początku roku. Zatem poprzeczka dla pozytywnej niespodzianki jest zawieszona wysoko i rynek nie do końca wierzy, że zostanie przeskoczona. To tłumaczy uspokojenie na rynku akcji i parach z walutami surowcowymi, ale też przełożyło się na powrót do sprzedaży USD – spadek USD/JPY i wzrost EUR/USD w ostatnich godzinach nie może być tłumaczony ucieczką do bezpiecznych przystani. Jednak na koniec dnia będzie się liczyć, w którym kierunku poszły indeksy giełdowe. Przy odczycie 0,2 proc. lub niżej dane ugaszą pożar, a inwestorzy powinny odetchnąć z ulgą i wrócić do kupowania ryzykownych aktywów, ale dla USD będzie to rozczarowanie i powód do dalszego osłabienia. Przy wyniku 0,4 proc. i wyżej prawdopodobnie będziemy mieć powtórkę z początku ubiegłego tygodnia – czerwień na rynku akcji, słabość walut surowcowych i ucieczkę w dolara, jena i franka.

Reszta wydarzeń jakby się dziś nie liczyła. Jeśli wierzyć solidnym odczytom indeksów ISM, sprzedaż detaliczna w USA powinna wypaść dobrze i wzrosnąć piąty miesiąc z rzędu (prog. 0,2 proc.). Wcześniej w Europie mamy rewizję PKB za IV kw. i grudniowa produkcję przemysłową z Eurolandu, ale nie liczyłbym na reakcję EUR. W Polsce GUS poda szybki szacunek PKB za IV kw., gdzie prognozowane 5,1 proc to wynik analizy danych za poprzednie trzy kwartały i podanej już wartości wzrostu za cały rok. Złoty na razie stoi w miejscu i będzie podległa pod sentyment na rynkach zewnętrznych w zależności, co pokażą dane z USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pierwszy taki rok od 1995

  • Szacunek flash krajowego PKB za 4q17 potwierdzi wyliczenia dokonane na podstawie danych za cały 2017: wzrost gospodarczy wyraźnie przyspieszył pod koniec roku (PKOe: 5,2% r/r; kons: 4,9% r/r,składowe poznamy dopiero 28 lutego). Dowodów na bardzo dobrą koniunkturę w Europie u schyłku 2017r. dostarczą też dane o PKB za 4q17 dla Niemiec i strefy euro, oraz wyniki europejskiej produkcji przemysłowej za grudzień.
  • Kluczową publikacją z punktu widzenia nastrojów rynkowych mogą być dzisiaj inflacyjne dane z USA. Sądzimy, że efekty bazy osłabią presję cenową, co może łagodzić obawy przed silnym wzrostem inflacji, ale raczej nie podkopie wiary w podwyżki stóp już na marcowym posiedzeniu Fed. Styczniowe dane inflacyjne z Niemiec i Czech też pokażą wyhamowanie wzrostów cen i tradycyjnie będą wskazówką co do kształtowania się cen żywności w Polsce przed jutrzejszą publikacją krajowej inflacji.
  • Komisja Europejska ma dziś przedstawić różne warianty wieloletniego budżetu UE. Jedną z kwestii do rozstrzygnięcia ma być łączenie dostępu do środków z kolejnej perspektywy finansowej z praworządnością.
  • Riksbank nie zmieni parametrów polityki pieniężnej, podwyżki stóp w pierwszej połowie roku są mało prawdopodobne.

Przegląd wydarzeń:

Rachunek bieżący na plusie po raz pierwszy od 22 lat

Rachunek bieżący zamknął się w grudniu deficytem 1,125 mld EUR (PKOe: 425 mln EUR, kons: 180 mln EUR). W całym 2017 odnotowano nadwyżkę równą 346 mln EUR, która stanowiła 0,1% PKB. Roczne saldo było dodatnie po raz pierwszy od 1995 (dane sprzed 2004 są słabo porównywalne ze względu na zmianę metodologiczną). Utrzymywanie nadwyżki na rachunku bieżącym oznacza spadek zależności kraju od zagranicznego finansowania i spadek zadłużenia.

Główną przyczyną niższego od oczekiwań salda na rachunku bieżącym był niski eksport, który wyniósł 15,2 mld EUR, a jego dynamika wyhamowała do 2,0% r/r z 14,9% r/r przed miesiącem. Tak słaby odczyt nie ma w naszej ocenie odzwierciedlenia w innych danych (PMI, dane z Niemiec, handel zagraniczny publikowany przez GUS), dlatego sądzimy, że był on zdarzeniem jednorazowym (odzwierciedlającym m.in. negatywne efekty kalendarzowe), a kolejne miesiące przyniosą powrót do wzrostowego trendu eksportu wspieranego przez bardzo dobrą koniunkturę w gospodarkach głównych partnerów handlowych. Wynik importu był lepszy od oczekiwań (+11% r/r), co jest typową dla obecnej fazy ekspansji gospodarczej konsekwencją ożywienia popytu krajowego. Dużą rolę (jak pokazały dane GUS) miał także wzrost cen ropy naftowej związane z tym przyspieszenie importu ze wschodu, a także jednorazowy zakup samolotów. W rezultacie deficyt na rachunku obrotów towarowych był najwyższy od grudnia 2012.

Rachunek kapitałowy pokazał wzmożony napływ środków infrastrukturalnych z UE, co wpisuje się w obserwowane pod koniec 2017 ożywienie inwestycji.

W danych widać kontynuację strukturalnej zmiany w polskiej wymianie handlowej, polegającą na rosnącej nadwyżce na rachunku usługowym, która w 2017 wynosiła już 3,9% PKB. Czynnik ten w naszej ocenie będzie w kolejnych miesiącach przeważał nad cyklicznym wzrostem deficytu handlowego oraz pogorszeniem rachunku dochodów ze względu na wzrost wynagrodzeń nierezydentów. W konsekwencji, wg naszej prognozy nadwyżka bieżąca może wzrosnąć do 0,4% PKB na koniec 2018.

Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii ustabilizowała się w sty. na poziomie 3,0% r/r, o 1 pp powyżej celu Banku Anglii. Inflacja bazowa wzrosła do 2,7% r/r z 2,5% r/r i podobnie jak odczyt ogółem była wyższa od oczekiwań. Przyspieszenie inflacji bazowej zostało zrekompensowane przez tendencje spadkowe w cenach paliw i żywności. Wg projekcji Banku Anglii inflacja w kolejnych kwartałach będzie wyhamowywać, jednak utrzyma się powyżej celu. Po ostatnim posiedzeniu BoE rośnie prawdopodobieństwo kolejnych (po listopadowej) podwyżek stóp jeszcze w tym roku, chociaż nadal nie znajdują się one w naszym scenariuszu bazowym.

inflacja wlk. brytaniaInflacja na Węgrzech utrzymała się w sty. na poziomie 2,1% r/r. Spadek cen paliw zniwelowała droższa żywność, a dane zaburzyły zmiany w podatku VAT. Inflacja bazowa spadła do 2,5% r/ z 2,6% r/r. Pomimo oczekiwanego przyspieszenia inflacji MNB będzie kontynuował ultra luźną politykę.

Źródło/Autor: Centrum Analiz PKO Bank Polski

Potrzeba 500 tysięcy cudzoziemców rocznie na polskim rynku pracy

Od stycznia 2018 roku rząd wprowadził udogodnienia związane z zatrudnianiem cudzoziemców na rynku polskim. Niestety nie ułatwiają one tego zadania przedsiębiorcom. Nadal istnieje problem na poziomie urzędów wojewódzkich, gdzie często nie starcza środków finansowych, a procedury są bardzo mocno wydłużone. Potrzeby rynku jeśli chodzi o zatrudnienie cudzoziemców będą rosły, ze względu na sytuację demograficzną. Można przyjąć, że na emerytury będzie odchodziło rocznie średnio ok. 400 tysięcy osób. Obecnie mamy już 5 milionów emerytów. Sytuacja na rynku będzie się więc pogarszała.

 Największym problemem jest przywiązywanie pracownika z zagranicy do przedsiębiorcy – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Ogranicza to jego możliwość zmiany pracy z firmy do firmy. Stałe przypisanie do jednego zatrudniającego ma charakter pracy niewolniczej. Działania, jakie powinien podjąć rząd nie mogą ograniczać się do tworzenia systemów doraźnych. Potrzeba rozwiązań, które będą działały w przyszłości. Można podzielić je na dwie kategorie. Pierwsze powinny zostać podjęte już, ponieważ rynek pracy się zatyka i potrzeby rosną. Drugie należy wprowadzić w przyszłości. Dobrym pomysłem, o którym słychać było już mediach, jest stworzenie zielonej, czy tzw. biało-czerwonej karty zatrudnionego. Dzięki niej dostawałby on pozwolenie na pracę na polskim rynku, a nie u określonego przedsiębiorcy. Oprócz tego stanowiłoby to początek ścieżki do uzyskania obywatelstwa polskiego. Należałoby rozważyć również stworzenie w Polsce centrum rodzinnego. Chodzi o znalezienie pracy także dla członków rodziny zatrudnionego, przygotowanie systemów nauki języka dla ich dzieci. Byłby to program długoterminowy, który pozwoliłby przyciągnąć ok. 50 tysięcy cudzoziemców rocznie – licząc, że kiedyś uzyskają obywatelstwo. Dzisiaj zapotrzebowanie wynosi aż 1,5 miliona ludzi do pracy, zwłaszcza w sferze niżej opłacanej. Bardzo ważne jest, aby zatrudniani obcokrajowcy w Polsce byli zrównani w prawach pracowniczych z prawami Polaków. Zapobiegnie to zachwianiu rynkiem zatrudnienia. Rząd powinien jak najszybciej przygotować nowy projekt ustawy. Obecnie obowiązująca nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom rynku pracy i nie rozwiązuje narastającego problemu. Czekanie na zmiany kolejny rok byłoby straconym czasem – dodał Kowalski.

Novaturas potwierdza zamiar przeprowadzenia oferty publicznej i wprowadzenia akcji na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie

  • Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, potwierdza zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji oraz ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Nasdaq w Wilnie.
  • Planowana oferta zostanie przeprowadzona w Polsce, na Litwie i w Estonii. Akcje Spółki zostaną również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych w oparciu o odpowiednie regulacje.
  • Oferta obejmie do 50% istniejących akcji Spółki sprzedawanych przez niektórych z jej obecnych akcjonariuszy, w tym przez większościowego akcjonariusza – Central European Tour Operator S.a.r.l. (CETO, podmiot należący do funduszu Polish Enterprise Fund VI, zarządzanego przez Enterprise Investors). Novaturas nie planuje podwyższenia kapitału zakładowego i pozyskania dodatkowych środków w ramach oferty.
  • W przypadku dużego popytu na akcje Spółki, CETO może zaoferować dodatkowo pakiet do 16% istniejących akcji. Tym samym, w przypadku objęcia przez inwestorów wszystkich oferowanych akcji, po przeprowadzeniu oferty w posiadaniu nowych inwestorów może znaleźć się do 50% akcji Spółki w pierwszym scenariuszu lub do 66% akcji Spółki w przypadku uruchomienia dodatkowej puli.
  • Pozostałe akcje należące do obecnych akcjonariuszy mniejszościowych będą objęte umowami zakazu sprzedaży typu lock-up przez okres 540 dni, natomiast akcje należące do CETO będą objęte lock-up’em przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW i Nasdaq. Spółka z kolei zobowiąże się do nieprzeprowadzania jakiejkolwiek nowej emisji akcji przez okres 360 dni.
  • W ramach planowanej oferty, funkcję Globalnego Koordynatora oraz Współprowadzącego Księgę Popytu będzie pełnić Dom Maklerski PKO Banku Polskiego. Współprowadzącymi Księgę Popytu będą także Trigon Dom Maklerski oraz Swedbank. Dom Maklerski PKO Banku Polskiego będzie ponadto pełnić rolę Oferującego w Polsce, natomiast Swedbank – na Litwie i w Estonii.
  • Termin przeprowadzenia oferty będzie uzależniony m.in. od warunków rynkowych oraz uzyskania wszystkich niezbędnych zgód organów nadzoru, jak również podjęcia stosownych decyzji korporacyjnych.
  • Szczegółowe informacje na temat oferty zostaną opublikowane w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Bank Litwy i notyfikacji Komisji Nadzoru Finansowego oraz Finantsinspektsioon (tj. estońskiego odpowiednika KNF).
  • Model biznesowy Spółki charakteryzuje się wysokimi przepływami pieniężnymi z działalności operacyjnej (przekraczającymi 100% EBITDA) oraz niskimi nakładami inwestycyjnymi, co pozwala Spółce dzielić się znaczącą częścią zysków z akcjonariuszami. Regularna wypłata dywidendy jest jednym z kluczowych elementów strategii Spółki. Zarząd przewiduje wypłatę dywidendy zaliczkowej w wysokości około 6 mln EUR w oparciu o zaudytowane wyniki finansowe za I połowę 2018 r. W perspektywie długookresowej Zarząd zamierza rekomendować wypłatę dywidendy na poziomie 70–80% zysku netto.
  • W 2017 r. przychody Grupy Novaturas wzrosły o blisko 40% r/r, do ponad 141 mln EUR. EBITDA w tym okresie sięgnęła 10,6 mln EUR, a zysk netto niemal 8,2 mln EUR, co w obu przypadkach oznacza prawie dwukrotny wzrost w porównaniu z 2016 r.
  • Bardzo obiecujące są również wyniki przedsprzedaży Grupy na sezon Lato 2018. Na koniec 2017 r. liczba sprzedanych wycieczek sięgnęła 61 tys., tj. o 84% więcej niż w analogicznym okresie .poprzedniego roku Grupa istotnie rozszerzyła program na tegoroczny sezon letni, przygotowując ofertę dla 199 tys. klientów, co oznacza wzrost o 27% w porównaniu z sezonem Lato 2017, a mimo to udział przedsprzedaży w całkowitej wielkości programu letniego na koniec 2017 r. sięgnął już 31%.
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas

– Novaturas jest liderem na bardzo atrakcyjnym rynku turystycznym Litwy, Łotwy i Estonii, z rozpoznawalną marką oraz przejrzystym i efektywnym modelem biznesowym. Naszym celem jest utrzymanie pozycji numer 1 we wszystkich trzech krajach bałtyckich oraz rozwój działalności na Białorusi, którą postrzegamy jako bardzo perspektywiczny rynek. Nie posiadamy własnych hoteli, samolotów czy autobusów oraz nie zamierzamy ich kupować, gdyż naszym zdaniem wyższe stopy zwrotu można osiągać, koncentrując się na naszej podstawowej działalności, niż inwestując w aktywa trwałe. Wypracowanymi zyskami wolimy dzielić się z akcjonariuszami. Rosnący popyt na wyjazdy oferowane przez Novaturas jest motorem wzrostu naszej sprzedaży, który idzie w parze z utrzymaniem wysokich wskaźników rentowności – powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.

Rewolucja w leczeniu arytmii serca. Nowa elektroda ablacyjna ma skrócić czas trwania zabiegów i poprawić ich bezpieczeństwo

Rewolucja w leczeniu arytmii serca. Nowa elektroda ablacyjna ma skrócić czas trwania zabiegów i poprawić ich bezpieczeństwo 1

Jedna elektroda wprowadzana do serca pacjenta zamiast co najmniej dwóch wykorzystywanych dotychczas. Tak ma się zmienić zabieg ablacji dzięki nowej elektrodzie MiniMax opracowanej przez specjalistów z polskiej spółki Medinice. Nowa technologia może poprawić bezpieczeństwo zabiegu i skrócić czas jego trwania. Pierwsi pacjenci skorzystają z tej metody już pod koniec roku w ramach badania klinicznego.

Choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce – wynika z monografii „Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski” sporządzonej przez Rządową Radę Ludnościową. Jednym z najbardziej niebezpiecznych schorzeń są arytmie serca, których powikłaniem może być udar niedokrwienny mózgu. Jak podaje Główny Urząd statystyczny, na migotanie przedsionków, najczęstszą postać arytmii, cierpi od 1,5 do 2,5 procent osób dorosłych.

Ablacja, czyli metoda leczenia zaburzeń rytmu serca polegająca na wprowadzeniu przez tętnicę lub żyłę udową do serca pacjenta elektrody, została po raz pierwszy w Polsce przeprowadzona w kwietniu 1992 roku przez prof. Franciszka Walczaka. Od tego czasu technologia narzędzi wykorzystywanych w zabiegu jest stale udoskonalana. Polska firma Medinice opatentowała elektrodę MiniMax służącą do leczenia zaburzeń rytmu serca z wykorzystaniem nowej technologii mapowania trójwymiarowego i unikania przy zabiegach narażania pacjenta na promieniowanie rentgenowskie.

– Elektroda służy do zdiagnozowania bardzo mało inwazyjnym sposobem arytmii serca oraz wyleczenia jej za pomocą prądu o częstotliwości radiowej, który jest używany z końca tej samej elektrody. Ablacja elektrodą MiniMax będzie polegała na wprowadzeniu jednej elektrody przez układ żylny do serca i wykonaniu mapowania 3D, zlokalizowaniu źródła arytmii, czyli problemu elektrycznego u pacjenta, i wykonaniu leczniczego zabiegu w czasie tej samej sesji, z wykorzystaniem tylko jednej elektrody – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje wynalazca i współautor patentu kardiolog prof. Sebastian Stec.

Dla porównania obecnie do serca pacjenta wprowadza się kolejno po sobie najczęściej dwie lub nawet kilka elektrod, z których każda spełnia inną funkcję. Mamy więc osobne elektrody diagnostyczne i osobną ablacyjną. Połączenie po raz pierwszy w historii funkcjonalności diagnostycznej i leczniczej w jednej elektrodzie ma przede wszystkim wpłynąć na zmniejszenie ryzyka związanego z zabiegiem i skrócenie czasu jego trwania, który obecnie sięga nawet kilku godzin. To także mniejszy koszt leczenia i całkowite wyeliminowanie promieniowania rentgenowskiego, jakiemu obecnie standardowo poddawany jest pacjent przy zabiegu ablacji. Dzięki temu zabieg będzie można stosować nawet u kobiet w ciąży.

Na wprowadzenie nowej elektrody do standardu leczenia zaburzeń rytmu serca trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać.

– Będzie ona wprowadzana do użytku w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. W tym czasie zakończymy budowę jej prototypu, a także zakończymy przygotowywanie protokołu badania przedklinicznego, technologicznego i przemysłowego. Pod koniec roku rozpoczniemy testy kliniczne u 50 chorych Polaków, którzy zgłoszą się jako ochotnicy. Następnie elektrodę MiniMax przekażemy do badań i użytkowania w innych krajach ­– zapowiada prof. Sebastian Stec.

Z danych opublikowanych przez brytyjski koncern medyczno-farmaceutyczny Espicom wynika, że wartość polskiego rynku wyrobów medycznych wyniesie w 2018 roku 3 mld dolarów, czyli ponad 10 mld złotych. W porównaniu z wynikiem zanotowanym w 2013 roku byłby to wzrost o ponad 50 proc. Według brytyjskiej firmy badawczej Evaluate, światowy rynek technologii medycznych rozwija się w tempie 6 proc. średniorocznie, a w 2022 roku jego wartość przekroczy 62 mld dolarów.

Pasażerowie polskich lotnisk mogą się starać o odszkodowania na łączną kwotę 185 mln zł. Robi to jedynie 2 proc. z nich

Pasażerowie polskich lotnisk mogą się starać o odszkodowania na łączną kwotę 185 mln zł. Robi to jedynie 2 proc. z nich 2

Problemy linii lotniczych w 2017 roku dają ponad 155 tys. pasażerów podstawę do ubiegania się o rekompensatę finansową. Gdyby wszyscy się na to zdecydowali, odszkodowania mogłyby sięgnąć blisko 44 mln euro, czyli ok. 185 mln zł – szacuje firma AirHelp specjalizująca się w pozyskiwaniu odszkodowań. W jej ocenie wciąż niewielka jest świadomość podróżujących w kwestii ubiegania się o zadośćuczynienie. Zaledwie 2 proc. pasażerów walczy o swoje prawa.

 Rok 2017 był czasem zdecydowanie rekordowym. Ponad 155 tys. pasażerów podróżujących z polskich lotnisk może się ubiegać o odszkodowanie. W sumie wyniosłoby ono 44 miliony euro – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Gębska, country manager w AirHelp, firmy wspierającej pasażerów w uzyskiwaniu odszkodowań.

W 2017 roku zakłóconych było w sumie 1871 lotów, podczas gdy rok wcześniej było ich 1706. W 2016 roku liczba uprawnionych pasażerów była o ponad 20 tys. mniejsza, a łączna kwota odszkodowań o blisko 35 mln zł (w 2015 roku kwota byłą dwukrotnie niższa niż w 2017 roku).

Na tak rekordowe ubiegłoroczne liczby wpłynęły trzy zdarzenia z europejskiego rynku lotniczego, które dotknęły również pasażerów korzystających z polskich lotnisk. Pierwszym było zawieszenie działalności linii lotniczej Air Berlin, drugim – dwukrotna awaria systemu British Airways,

 Okazuje się, że taka awaria również jest w stanie skutecznie uziemić pasażerów. Za to zdarzenie przysługuje im ponad 100 mln funtów odszkodowań ­– ocenia Natalia Gębska. – Trzecia sytuacja to problem z załogą i masowe odwoływanie lotów Ryanair. Przez to ponad dwa miliony pasażerów nie poleciało np. na wakacje.

Wśród najbardziej nietypowych powodów opóźnień lotów były m.in. mysz i skorpion na pokładzie, a także brak papieru toaletowego.

Najbardziej problematyczne w ubiegłym roku były połączenia międzynarodowe między Gdańskiem a Berlinem, gdzie 64 proc. lotów było opóźnionych o ponad trzy godziny lub odwołanych, oraz między Krakowem a Düsseldorfem. Na trasie Warszawa – Londyn problematyczny był co trzeci lot.

AirHelp szacuje, że rynek odszkodowań lotniczych będzie rósł proporcjonalnie wraz z rozwijającym się rynkiem usług lotniczych w ogóle.

– Na świecie i w Europie ten rynek przyrasta średnio co roku o 4 proc. Polska jest krajem bardziej dynamicznym – tu wzrost szacujemy na około 10 proc. W kolejnych 5 latach na rynek europejski będą wkraczać linie azjatyckie, które bardzo dbają o komfort podróżowania i dostosowują ofertę swoich usług do potrzeb klienta. One mogą dosyć mocno namieszać na rynku przewoźników europejskich – wskazuje Natalia Gębska.

Z danych AirHelp wynika, że pasażerowie w Polsce nie są w pełni świadomi swoich praw w przeciwieństwie do Skandynawów. Linie lotnicze mimo obowiązku informowania klientów o przysługujących im prawach rzadko to robią. Sam proces uzyskiwania odszkodowania może się wydawać pasażerom problematyczny, bo wymaga od nich m.in. bardzo szczegółowych informacji.

– Według szacunków AirHelp tylko 2 proc. pasażerów ubiega się o odszkodowania i ma świadomość, że może ubiegać się o rekompensatę. Daleko nam do Skandynawów, którzy chętniej składają tego typu wnioski – podkreśla Natalia Gębska.

Odszkodowanie od linii lotniczej przysługuje w trzech sytuacjach: opóźnienie lotu powyżej trzech godzin na lotnisku docelowym, odwołany lot na mniej niż 14 dni przed planowaną podróżą oraz tzw. overbooking, czyli kiedy linia sprzedaje więcej biletów niż jest dostępnych miejsc na pokładzie samolotu (bardziej popularny w USA niż w Europie).

Gdy pasażer doświadczy jednej z powyższych sytuacji, może dochodzić odszkodowania od przewoźnika, ale procedury procesowania wniosków różnią się tu w zależności od linii lotniczej. AirHelp zaleca zachowanie kart pokładowych oraz wszelkich niezbędnych informacji, które mogą być pomocne. W przypadku opóźnienia bądź odwołania lotu pasażerom przysługuje nawet do 600 euro odszkodowania.

Pracownicy coraz bardziej wyczuleni na nielegalne i nieetyczne praktyki firm. Co dziesiąty zgłosił takie zachowanie

Pracownicy coraz bardziej wyczuleni na nielegalne i nieetyczne praktyki firm. Co dziesiąty zgłosił takie zachowanie 3

Jedna piąta pracowników małych i średnich firm zdaje sobie sprawę z nielegalnych i nieetycznych praktyk swojego pracodawcy – wynika z badania BSA przeprowadzonego w kilku europejskich krajach. Prawie trzy czwarte z nich nie miałoby oporów, żeby o takich zachowaniach donieść. Najczęściej na taki krok decydują się pracownicy firm brytyjskich. Do zgłoszenia lub rozważania takiego kroku przyznało się 82 procent ankietowanych, podczas gdy w Polsce – tylko 9. Oznacza to, że sama wiedza pracowników o nieprawidłowościach nie zawsze przekłada się na konkretne działania.

Z ostatniego badania przeprowadzonego na zlecenie BSA w kluczowych państwach europejskich (m.in. w Polsce, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii, Francji i we Włoszech) wynika, że pracownicy są skłonni zgłaszać pewne naruszenia prawa. Ciekawe jest to, jakimi motywami się kierują – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA The Software Alliance w Polsce, światowej organizacji reprezentującej branżę oprogramowania komputerowego

Najczęściej  w przypadku zgłoszenia nielegalnych lub nieetycznych praktyk pracownicy kierują się względami moralnymi. Taki powód wymieniła ponad połowa (54 proc.) osób, które wzięły udział w badaniu BSA. 40 proc. pytanych jako motyw wymieniła obowiązki profesjonalne, a tylko co czwarty – ewentualne nagrody finansowe.

Wiele osób w ogóle nie interesując się korzyścią finansową, nagrodą, a raczej interesuje się, czy to zgłoszenie spowodowało jakieś kroki prawne. To świadczy o tym, że zgłaszający chce, żeby jego zgłoszenie przyniosło jakiś skutek i żeby firma, która dopuszcza się nagannej praktyki, poniosła tego konsekwencje – podkreśla Bartłomiej Witucki. – Zupełnie inną sprawą jest to, kiedy faktycznie następuje przełom w świadomości: czy to jest w czasie trwania stosunku pracy czy po jego ustaniu.

Pracownicy zapytani o praktyki, które skłoniłyby ich do dokonania zgłoszenia, wymienili m.in. prześladowanie i dyskryminację (66 proc.), oszustwo (60 proc.), kradzież własności firmy (56 proc.), defraudację (54 proc.), unikanie płacenia podatków (47 proc.) i nieprzestrzeganie regulacji branżowych (40 proc.). Jedna trzecia pracowników wskazała na nielegalne praktyki IT, czyli m.in. korzystanie z nielegalnego oprogramowania czy korzystanie z oprogramowania bez licencji.

W Polsce ten odsetek wynosi blisko 38 proc. To pokazuje, że rośnie świadomość pracowników w małych i średnich firmach, że korzystanie z nielegalnego oprogramowania jest niezgodne z prawem i że są to praktyki, które winny być sygnalizowane odpowiednim organom – podkreśla Bartłomiej Witucki.

BSA na swojej stronie udostępnia anonimowy formularz, przez który pracownicy mogą zgłosić przypadki piractwa w firmie. Liczba  takich zgłoszeń w Europie rośnie. W 2015 roku było ich niecałe 4 tys., w 2017 roku – już 4,5 tys.

Polska jest krajem, gdzie tych zgłoszeń jest najwięcej, z kolei w Niemczech jest ich znacznie mniej, ale są one lepszej jakości. To oznacza, że jeżeli zgłoszenie w Niemczech jest wysyłane do BSA, to znacznie częściej niż w Polsce na jego skutek podejmowane są działania prawne – wyjaśnia Bartłomiej Witucki.

Do przypadków piractwa coraz surowiej podchodzą także sądy. W 2017 roku europejskie firmy, które używały nielegalnego oprogramowania, zapłaciły ich twórcom odszkodowania o łącznej wysokości 7 mln euro. Ubiegłorocznym rekordzistą w Polsce jest firma, która w ramach ugody sądowej musi zapłacić producentowi oprogramowania 1 mln dolarów. Sądy biorą pod uwagę między innymi dochody, jakie firma, która korzystała z nielegalnego oprogramowania, osiągnęła dzięki niemu.

Jeszcze parę lat temu zasądzane przez sądy kwoty były zupełnie nieadekwatne, na poziomie kilku tysięcy złotych. W tym wypadku sąd zasądził na podstawie ugody obowiązek naprawienia szkody w wysokości równowartości 1 mln dolarów, co było według ówczesnego kursu 3,7 mln zł. To pokazuje, że zmienia się percepcja sądów co do szacowania wartości szkody wynikającej z korzystania z nielegalnego oprogramowania – podkreśla Bartłomiej Witucki.

Członkowie BSA to jedne z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, przyczyniają się do rozwoju oprogramowania, które pobudza rozwój gospodarczy i poprawia jakość współczesnego życia. Działając w ponad 60 krajach na całym świecie, BSA jest pionierem programów zgodności licencyjnej, które promują wykorzystanie legalnego oprogramowania.

Polacy chcą płacić bezgotówkowo, ale wciąż brakuje terminali do akceptacji kart. Od stycznia przedsiębiorcy mogą przez rok testować je za darmo

Polacy chcą płacić bezgotówkowo, ale wciąż brakuje terminali do akceptacji kart. Od stycznia przedsiębiorcy mogą przez rok testować je za darmo 4

Ponad połowa Polaków zdecydowanie woli płacić za zakupy bezgotówkowo. Konsumenci doceniają szybkość i wygodę takiej transakcji oraz fakt, że nie muszą mieć przy sobie gotówki i wyliczać odpowiedniej kwoty przy sklepowej kasie. Wciąż jednak nie wszędzie można zapłacić kartą, ponieważ terminali brakuje zwłaszcza w małych i lokalnych punktach usługowo-handlowych. W styczniu wystartował program „Polska bezgotówkowa” skierowany do mikro-, małych i średnich firm, który ma zachęcić je do akceptowania płatności bezgotówkowych – przez pierwszy rok na preferencyjnych warunkach.

Polski rynek płatności kartowych to w większości płatności zbliżeniowe – 80 proc. transakcji odbywa się właśnie w ten sposób. Rośnie również popularność  płatności mobilnych. Klienci niemal wszystkich banków w Polsce mogą już korzystać z tej technologii. Zresztą w tym obszarze widzimy bardzo duże przyrosty, które wyróżniają Polskę na tle innych rynków. Myślę, że bezpieczne i szybkie rozwiązania będą determinowały dalszy rozwój polskiego rynku płatniczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Jak wynika ze statystyk Związku Banków Polskich, obecnie w obrocie znajduje się około 38 mln kart płatniczych, a 8 na 10 transakcji dokonywanych za ich pośrednictwem to transakcje zbliżeniowe. Badania Narodowego Banku Polskiego pokazują natomiast, że już 54 proc. Polaków zdecydowanie preferuje płatności kartą. W transakcjach bezgotówkowych konsumenci doceniają głównie szybkość i wygodę, ponieważ nie muszą nosić przy sobie gotówki ani odliczać odpowiedniej kwoty przy sklepowej kasie.

– Płatności bezgotówkowe są opłacalne dla przedsiębiorców z uwagi na wiele czynników. Przede wszystkim jest to wygoda dla konsumentów, bo coraz mniej osób nosi ze sobą gotówkę. Istotne jest bezpieczeństwo, ponieważ przedsiębiorca nie trzyma gotówki w sklepie, a poza tym obsługa gotówki jest dla sklepów dosyć drogą operacją. Co najważniejsze, wzrasta skłonność zakupowa klientów, ponieważ nie mają limitu dla zakupów, których chcą dokonać – gotówka, która mamy w portfelu, często nie wystarcza – wyjaśnia Rafał Gołębiewski, dyrektor generalny Elavon Polska.

Eksperci oceniają, że pod względem akceptacji płatności bezgotówkowych w małych i średnich przedsiębiorstwach mamy w Polsce wciąż wiele do zrobienia. Na milion osób przypada 14 tys. terminali płatniczych, podczas gdy średnia europejska to 21 tys. urządzeń. Polacy mają problem z zapłaceniem kartą zwłaszcza w niedużych, lokalnych punktach handlowo-usługowych.

– 47 proc. Polaków deklaruje, że zdarza się im mieć w swoim otoczeniu trudności z płatnością elektroniczną. Wymieniają tutaj głównie targi, małe sklepy osiedlowe, ale też maszyny samoobsługowe oraz sektor usług: dentystów, fryzjerów czy salony piękności. Jest to zatem obszar, nad którym powinniśmy popracować w najbliższej przyszłości – mówi Bartosz Ciołkowski.

Na początku stycznia wystartował program skierowany do mikro-, małych i średnich firm, który ma zachęcić je do akceptowania płatności bezgotówkowych. „Polska bezgotówkowa” to wspólna inicjatywa wydawców kart płatniczych, agentów rozliczeniowych oraz organizacji płatniczych Visa i Mastercard przy udziale Związku Banków Polskich i resortu rozwoju.

 Program jest inicjatywą wszystkich interesariuszy polskiego rynku płatności bezgotówkowych. Ma na celu zbudowanie w Polsce pełnej akceptacji dla tego typu płatności wśród małych i średnich przedsiębiorców. W tej grupie jest najmniej zainstalowanych urządzeń płatniczych, w związku z tym widzimy tutaj ogromne rezerwy. Szacujemy, że dzięki temu programowi w ciągu najbliższych 3–4 lat uda się zainstalować 500–600 tys. urządzeń. To pozwoli osiągnąć w zasadzie masową, powszechną akceptację bezgotówkowych instrumentów płatniczych – mówi Zbigniew Wiśniewski, wiceprezes zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa.

Fundacja została założona w lipcu ubiegłego roku właśnie w celu promowania płatności bezgotówkowych, rozbudowy sieci akceptacji instrumentów płatniczych oraz technologii, które wspierają obrót bezgotówkowy. W ramach realizowanego przez nią programu „Polska bezgotówkowa” przedsiębiorcy mogą liczyć na dofinansowanie kosztów terminalu płatniczego do akceptacji kart i pokrycie kosztów obsługi przez kolejne 12 miesięcy.

W ramach programu firma Elavon proponuje klientom 12 miesięcy akceptacji kart na terminalu bez opłat – zarówno dzierżawy, jak i opłat transakcyjnych. Myślimy też o kolejnych 12 miesiącach – na ten okres również szykujemy dla naszych klientów promocyjną ofertę, aby zachęcić ich do kontynuacji akceptacji kart – mówi Rafał Gołębiewski.

Dyrektor generalny Elavon Polska podkreśla, że zgłoszenie się do programu nic nie kosztuje. Po rozpoczęciu akceptacji płatności bezgotówkowych przedsiębiorstwo ma okrągły rok, żeby przetestować rozwiązanie i sprawdzić, jak reagują klienci i jak rosną obroty.

– „Polska bezgotówkowa” będzie mieć również duże znaczenie dla realizacji rządowego programu „Od Polski papierowej do Polski cyfrowej”, ponieważ ułatwi migrację płatności z gotówkowych na bezgotówkowe. Gotówka zaczyna odgrywać coraz mniejszą rolę w gospodarce. Jesteśmy przekonani, że pozwoli to lepiej rozwijać się gospodarce, a po drugie pozwoli przedsiębiorcom pokazać swoją nowoczesność i przy okazji zwiększyć ich biznes – podsumowuje wiceprezes zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa.

Prezydent RP: Rozwój nowych technologii przyczynia się do ratowania zdrowia i życia ludzi. W Łodzi lekarze i pacjenci zyskają dostęp do światowych innowacji

Prezydent RP: Rozwój nowych technologii przyczynia się do ratowania zdrowia i życia ludzi. W Łodzi lekarze i pacjenci zyskają dostęp do światowych innowacji 5

W Łodzi otwarto właśnie Globalne Centrum Kompetencyjne Philips oraz Centrum Referencyjne Philips  w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. Dzięki pierwszej inwestycji pacjenci w całej Europie będą mogli korzystać ze sprzętu medycznego, którego przygotowaniem i dostarczeniem zajmą się zespoły wysoko wykwalifikowanych specjalistów z Łodzi. W efekcie współpracy z ICZMP lekarze zyskają możliwość pracy wspólnie z naukowcami na najnowocześniejszym sprzęcie do diagnostyki i terapii. Jej wynikiem mają być przełomowe innowacje. Dla Philips współpraca z ICZMP jest jednym z kilku projektów strategicznych, realizowanych z podmiotami sektora ochrony zdrowia. Znaczenie firmy dla polskiego rynku medycznego podkreślił Prezydent Andrzej Duda, obecny na obchodach Światowego Dnia Pacjenta, podczas których dokonano otwarcia dwóch inwestycji.

– Mieliśmy możliwość zobaczyć supernowoczesne urządzenia firmy Philips funkcjonujące w tym szpitalu, bardzo mocno chcę podkreślić, że firma ta jest na naszym rynku podmiotem szczególnym, bo  jest tutaj od ponad 80 lat –– powiedział Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystego otwarcia Centrum Referencyjnego Philips tworzonego we współpracy z  łódzkim Instytutem Centrum Zdrowia Matki Polki. – Rozwój nowych technologii przyczynia się  do ratowania życia, do przywracania ludziom zdrowia, bo przez postęp w tym zakresie, przez jeszcze doskonalsze technologie, bardziej wyspecjalizowane urządzenia jesteście w stanie lepiej diagnozować i lepiej leczyć –  dodał Prezydent Duda zwracając się do obecnych na uroczystości przedstawicieli świata medycyny.

Współpraca w ramach nowo otwartego Centrum Referencyjnego z ICZMP ma polegać na wymianie doświadczeń w zakresie wiedzy i nowych technologii medycznych, które przyczynią się do poprawy jakości diagnostyki i leczenia pacjentów. To też szansa na wspólne projekty naukowe w ramach zainicjowanych badań. Dodatkowo Centrum Referencyjne umożliwi edukowanie personelu medycznego w zakresie wykorzystywania najnowocześniejszych rozwiązań medycznych oraz kontakt z innymi ośrodkami tego typu w Polsce, jak i za granicą.

Otwarcie Centrum Referencyjnego jest efektem współpracy w ramach think-thanku „Innowacje dla Zdrowia”. Jego pomysłodawcą jest prof. Maciej Banach, dyrektor ICZMP w Łodzi, a Philips jednym ze współzałożycieli.

– Współpraca z Instytutem pozwoli nam lepiej odpowiedzieć na potrzeby lokalnych pacjentów. Ten szpital koncentruje się na potrzebach matek i dzieci, a one są grupą szczególnie wrażliwą. Wspólnie przygotowaliśmy propozycje, które pozwolą w najlepszy możliwy sposób zadbać o najmłodszych pacjentów – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Reinier Schlatmann, prezes Philips na Europę Środkowo-Wschodnią.

Łódzkie Centrum Zdrowia Matki Polki jest jednym z najlepszych w Europie ośrodków ginekologiczno-położniczych i pediatrycznych. Współpraca z Philips stworzy placówce możliwość korzystania z najnowocześniejszego sprzętu do diagnostyki i leczenia pacjentów.

– Współpraca z Philips to wspólna nauka, wymiana doświadczeń, tworzenie wspólnych rozwiązań innowacyjnych, które będą służyły zarówno poprawie diagnostyki, jak i leczenia naszych pacjentów – podkreśla prof. Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Łódzkie ICMZP ma obecnie na wyposażeniu ponad 300 sztuk sprzętu medycznego marki Philips, w tym m.in. Ultrasonografy, tomografy, echokardiografy, angiografy oraz inne nowoczesne urządzenia. ICZMP jest dziewiątą jednostką referencyjną firmy Philips w Polsce.

– Innowacje, które są efektem współpracy z Philips, to przede wszystkim innowacyjny sprzęt diagnostyczny, najnowszej generacji tomografy, rezonanse, echokardiografy, kardiomonitory czy mammografy – coś, co jest kluczowe w takiej jednostce jak ICZMP. Co więcej, współpraca w ramach Centrum Referencyjnego pozwoli na testowanie urządzeń, które są już dopuszczone do obiegu, ale wciąż w fazie testów i nie są jeszcze w ciągłej produkcji. Będą mieli do nich dostęp nasi lekarze, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach. Z drugiej strony, Philips uzyska od naszych ekspertów informacje, co jeszcze w nich poprawić czy ulepszyć, żeby w optymalnej wersji trafiły na rynek medyczny i służyły pacjentom – mówi prof. Maciej Banach.

Dyrektor Instytutu CZMP oceniła, że innowacje są kluczem do rozwiązania problemów, z którymi borykają się publiczne jednostki ochrony zdrowia w Polsce.

– Chcemy uczyć się od siebie nawzajem i promować współpracę, zachęcać do niej inne podmioty działające na rynku medycznym czy farmaceutycznym. Myślę, że będzie to szło we właściwym kierunku i niedługo dogonimy pod tym względem najlepsze kraje europejskie i USA – mówi prof. Maciej Banach.

W Globalnym Centrum Kompetencyjnym zaś zespoły specjalistów będą zajmować się przygotowaniem i dostarczeniem sprzętu medycznego. Ich zadaniem będzie całościowa koordynacja tego procesu – od momentu zamówienia aż do instalacji sprzętu medycznego w miejscu docelowym i upewnienia się, że jest przygotowany, aby służyć lekarzom i pacjentom. Łódzkie centrum będzie obsługiwać zamówienia z krajów nie tylko w Europie, ale również w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

To jeden z trzech takich oddziałów Philips na całym świecie – dwa pozostałe znajdują się w USA i Indiach. Wspólnie tworzą sieć centrów kompetencyjnych obsługujących ponad setkę państw. Zapewniają wsparcie procesów finansowych, zarządzanie zakupami i zaopatrzeniem w sprzęt medyczny oraz rozwiązania, które usprawniają funkcjonowanie podmiotów z sektora ochrony zdrowia.

– Polska zawsze była dla Philips jednym z najważniejszych rynków w Europie, z racji klimatu biznesowego, wysokich kwalifikacji pracowników i – co najważniejsze – otwartości na partnerstwo i współpracę. Dlatego zdecydowaliśmy się otworzyć jedno z trzech Globalnych Centrów Kompetencyjnych w Łodzi. To także powód, dla którego budujemy strategiczne partnerstwa ze szpitalami i instytutami badawczymi. Wierzymy, że wynikiem tej współpracy będą nie tylko przełomowe innowacje, ale również znacząca poprawa jakości życia ludzi – podkreśla Reinier Schlatmann, prezes Philips na Europę Środkowo-Wschodnią.

Dla globalnego koncernu długofalowa współpraca z instytucjami działającymi w obszarze ochrony zdrowia   jest jednym z  celów strategicznych, ,a nowo otwarte centra dają początek aktywnym działaniom w rozpoczętym roku.

– W 2018 roku planujemy wdrożyć wiele innowacyjnych propozycji przeznaczonych dla polskiego rynku. Chcemy wdrażać je z naszymi partnerami, w oparciu o lokalną wiedzę – i dzięki temu poprawić ogólny poziom opieki zdrowotnej – mówi Reinier Schlatmann.

Rynek pracy w UK: w sektorze opieki nie zabraknie stanowisk

Zmiany demograficzne w Europie istotnie wpływają na zatrudnienie. Proces starzenia się społeczeństw oznacza rosnące zapotrzebowanie na nowe kompetencje w m.in. w obszarze profesjonalnej opieki nad seniorami. Wielka Brytania jest jednym z tych krajów, w których wykwalifikowani w opiece specjaliści z Polski mogą liczyć zatrudnienie, legalną pracę i wysokie zarobki. Nawet 9 tysięcy złotych mogą zarobić opiekunowie z Polski w trakcie 6 tygodniowego wyjazdu.

Wielka Brytania podobnie jak inne kraje Europy odchodzi od opieki instytucjonalnej na rzecz otoczenia potrzebujących opieką w ich własnym środowisku. Pracuje tam kilka milionów opiekunów domowych, a zapotrzebowanie na nich cały czas rośnie. Obecnie w UK jest 11,8 miliona osób w wieku 65 lat lub starszych. Szacuje się, że liczba osób w wieku powyżej 60 lat przekroczy 20 milionów do roku 2030. Do roku 2040 prawie jedna czwarta osób w Wielkiej Brytanii będzie miała 65 lub więcej lat.

Jak wynika z raportu przeprowadzonego przez ageUK, liczba osób powyżej 85 lat w Wielkiej Brytanii zwiększy się ponad dwukrotnie w ciągu najbliższych 23 lat do ponad 3,4 miliona. Starzejące się społeczeństwo to zjawisko, którego nie można zatrzymać. Nie każdym seniorem opiekują się członkowie rodziny m.in. ze względu na pracę czy niewystarczające kwalifikacje. Optymalnym wyjściem jest korzystanie z usług profesjonalnego opiekuna, który zamieszka w domu seniora i będzie go wspierał w wykonywaniu codziennych czynności. Brytyjczycy bardzo doceniają takie rozwiązania, a jednocześnie przywiązują dużą wagę do jakości usług opiekuńczych, kwalifikacji opiekunów i odpowiednich regulacji w tym obszarze.

Opiekun osób starszych w UK

Opiekun osoby starszej to na Wyspach jeden z najbardziej poszukiwanych zawodów. Zapotrzebowanie na opiekunów jest bardzo duże, Każdy z nich, podobnie jak firmy świadczące domowe usługi opiekuńcze na terenie Wielkiej Brytanii muszą sprostać odpowiednim regulacjom. Zadaniem publicznych regulatorów jest monitorowanie jakości usług opiekuńczych oraz dbanie o zachowanie standardów. Praca opiekuna osób starszych wiąże się z dużą odpowiedzialnością, dlatego rodziny w UK bardzo ostrożnie wybierają firmy, które świadczą usługi opiekuńcze. Pomaga im w tym instytucja publiczna Care Quallity Commision, która bardzo wnikliwe weryfikuje jakość świadczonych usług oraz kwalifikacje opiekunów. Praca w zawodzie opiekuna seniorów w Anglii to konieczność zdobycia szeregu kwalifikacji i certyfikatów, przejścia kilkudniowego szkolenia oraz wdrożenia w zasady opieki.

„Praca w opiece w Anglii znacznie różni się od tej wykonywanej w Niemczech, ponieważ Anglicy narzucają szereg procedur, które mają w najwyższym stopniu zapewnić bezpieczeństwo starszej osobie. Stąd funkcja Care Managera, który jako pracownik firmy takiej jak Promedica24, ma za zadanie nie tylko wprowadzić opiekuna na miejsce sprawowania opieki, przeprowadzić wywiad, ale również wesprzeć w sytuacjach kryzysowych. Nagłe sytuacje się zdarzają np. gdy opiekun rozchoruje się, Care Manager ma odpowiednie kwalifikacje, aby przejąć obowiązki opiekuńcze do czasu, gdy ten będzie mógł wrócić do pracy” – mówi Iga Piątkowska, Manager ds. Rekrutacji UK, Promedica24.

Kwalifikacje opiekunów w UK

Aby zostać opiekunem w UK konieczne są umiejętności uwzględniające różne obszary opieki nad seniorem, specyfikę opieki w chorobach otępiennych czy z seniorami niepełnosprawnymi. Opiekunowie przygotowywani do pracy przez profesjonalne agencje zatrudnienia przechodzą specjalistyczne kursy przygotowujące ich do pracy w zawodzie oraz specyfiki pracy w Wielkiej Brytanii. Konieczna jest, również znajomość języka angielskiego i przejście testu językowego który przeprowadza brytyjska szkoła. Obowiązkiem opiekuna jest też cały czas pogłębianie i odświeżanie zdobytej wiedzy poprzez np. cykliczne zdawanie testów internetowych z zakresu opieki.

Opiekun osób starszych z doświadczeniem w Anglii jest w pełni wykwalifikowanym przedstawicielem tego zawodu. Posiada nie tylko doświadczenie i wysokie umiejętności językowe, ale zawodowe kwalifikacje, pakiet certyfikatów oraz ważnych referencji od podopiecznych.

Związek w pracy – jak kochając nie stracić pracy

W pracy spędzamy większą część dnia, co sprawia, że siłą rzeczy z naszymi współpracownikami widzimy się dużo częściej niż z przyjaciółmi i znajomymi. Często koleżanki czy koledzy z biurka obok stają się powiernikami naszych, także prywatnych problemów. Taka bliskość sprzyja budowaniu relacji – także tych intymnych. Czy związek w pracy to dobry pomysł? Co zrobić, by spotykając miłość w pracy nie stracić … i pracy, i uczucia?

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS w 2011 roku 34% związków miało swój początek w miejscu zatrudnienia. Oznacza to, że co trzeci pracujący Polak wszedł w dłuższą bądź krótszą relację z osobą poznaną w pracy. Związek zawarty w pracy obarczony jest kilkoma ryzykami, w tym tymi związanymi z efektywnością pracy i przelewaniem prywatnych emocji na grunt zawodowy. Przedstawiamy sześć porad, które pozwolą na łączenie związku i pracy.

1. Firmowe reguły na pierwszym planie

Każda organizacja jest inna, dlatego warto zapoznać się z wewnętrznymi zasadami regulującymi związki między współpracownikami, w tym także te bardziej intymne.

Kodeks pracy nie reguluje zasad związanych z emocjami w pracy. Co oznacza, że nie ma prawnych zasad dotyczących związków w pracy, do których mogą się odnosić pracodawcy. Pracodawcy nie mogą także zabronić nam, mówiąc wprost, zakochania się we współpracowniku. Mogą jednak regulować zasady współżycia firmowego, co oznacza, że pracodawca może oczekiwać od nas np. tego, że nie będziemy się afiszować z naszym związkiem. –Alina Rokita, adwokat w Grupie Pracuj

Nie bez znaczenia pozostaje także miejsce, w którym jesteśmy zatrudnieni. Na pewno inne zasady będą nas obowiązywać w przypadku pracy w administracji publicznej, a inne w pracy w kreatywnym zespole agencji reklamowej, gdzie emocje są jednym ze składników procesu tworzenia.

2. Dyskrecja dobra na wszystko

Nie ma potrzeby wysyłać do współpracowników maila o treści „Jesteśmy razem!”. Prawda jest taka, że albo nie będzie ich to interesować, albo dostarczymy im tematu do plotek na nasz temat. Taką samą radę dla czytelników swojej książki o pracy i związkach ma Lynn Taylor, amerykańska psycholog biznesu. Zwraca ona uwagę, że szczególnie w początkowej fazie związku warto postawić na dyskrecję. Dopiero jeśli związek przetrwa próbę czasu wspólnie z partnerem możemy zastanowić się nad tym komu, kiedy i w jakich okolicznościach należy powiedzieć o związku.

3. Wspólne zasady

Psychologowie radzą, aby na samym początku wspólnie z partnerem ustalić zasady i odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań. Jak zachowujemy się wobec siebie w pracy? Czego od siebie wzajemnie oczekujemy? Co zrobimy jeśli związek nie przetrwa próby czasu? Pozwoli to uniknąć późniejszych niezręcznych sytuacji i zapobiegnie potencjalnym kłótniom. Lynn Taylor podkreśla, że ustalenie zasad pozwoli przygotować się na trudne, nagłe sytuacje, a o takie w pracy nie trudno.

Związek dwojga ludzi w pracy, to zawsze coś atrakcyjnego dla pozostałych współpracowników. Wypracowanie wspólnego frontu – ustalenie o czym i jak mówimy pozwoli nam uniknąć niepotrzebnych plotek i nadmiaru emocji w pracy. –Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj

4. Czułość? Tak. Ale nie w godzinach pracy!

Praca nie jest najlepszym miejscem na okazywanie czułości. Niezależnie od tego czy spotykamy się w firmowej kuchni, czy na lunchu w godzinach pracy czy też razem bierzemy udział w spotkaniu służbowym – czułość najlepiej odłożyć na później.

Okazywanie sobie czułości w miejscu pracy stawia naszych współpracowników w niezręcznej sytuacji. Oszczędźmy im tego, bo mogą wkrótce zacząć nas unikać, co może przełożyć się nie tylko na relacje koleżeńskie, ale i zawodowe. Nasz szef też niekoniecznie chce patrzeć na to, jak trzymamy się za ręce w trakcie służbowego spotkania. –Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj

5. Profesjonalizm przede wszystkim

Profesjonalne zachowanie wymaga, aby bez względu na prywatny układ przestrzegać biznesowej etykiety – nie możemy pozwolić, by np. nieporozumienia z partnerem wpłynęły na relację zawodową. Podobnie jak czułości, kłótnie, złośliwości czy uszczypliwości trzeba pozostawić za biurowymi drzwiami. Zasada ta działa również w drugą stronę – uczucie nie powinno sprawiać, że w biznesowej sytuacji w jakiś sposób faworyzujemy partnera.

6. I na koniec… czy warto pracować razem?

Eksperci przestrzegają, że połączenie związku i spraw zawodowych to nie zawsze dobry pomysł – a już szczególnie w przypadku relacji przełożony-pracownik. Może to źle wpłynąć zarówno na zawodowe, jak i prywatne życie. Aby unikać plotek i pomówień w biurze, a awantur w domu, warto zastanowić się, czy wspólna praca nam służy. Może lepiej postarać się o zmianę pracy albo przynajmniej działu? Wtedy oddzielanie życia prywatnego od zawodowego z pewnością stanie się prostsze.

Diamenty Infrastruktury i Budownictwa rozdane po raz czwarty!

Cztery panele dyskusyjne, dwudziestu ośmiu prelegentów, prawie siedem godzin dyskusji oraz jedenastu nagrodzonych laureatów prestiżowych statuetek – to w skrócie opisuje co się działo podczas IX edycji konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo” oraz uroczystej gali rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, która odbyła się 8 lutego w warszawskim hotelu The Westin.

Gościem Honorowym konferencji był Marek Chodkiewicz, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, który w swoim wystąpieniu mówił o realizacji Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014-2023. „Obecnie mamy gotowych ponad 3,5 tysiąca km dróg ekspresowych i autostrad, jednakże przed nami jeszcze mnóstwo pracy. Niestety nie uda nam się zrealizować wszystkich zadań jakie zakłada program, więc priorytetem dla nas jest połączenie najważniejszych inwestycji w spójną sieć drogową” – mówił Wiceminister.

Głównym tematem pierwszego panelu były kwestie związane z przyszłością inwestycji drogowych oraz skuteczności partnerstwa publiczno-prywatnego, a moderowała go Anna Flaga-Martynek (kancelaria WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr). Iwona Stępień-Kotlarek, Zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad rozpoczęła panel mocnym stwierdzeniem, iż nie ma na polskim rynku firm, które by umiały podołać wyzwaniom związanym z realizacją bardzo dużych kontraktów i zorganizowaniem całego procesu inwestycyjnego, stąd też dążenie do łączenia się w konsorcja. Na temat współpracy zamawiającego z wykonawcą wypowiedział się Jerzy Wacławczyk (Strabag), który zwrócił uwagę na to, że niezależnie od prawa zamówień publicznych relacje te są dobre i pozytywną zmianą ułatwiającą współpracę jest wprowadzenie jednolitego europejskiego dokumentu zamówień oraz zapowiedziana elektronizacja zamówień publicznych. Panu Wacławczykowi wtórował Wiceminister Chodkiewicz, którego zdaniem informatyzacja jest warunkiem koniecznym do poprawy komunikacji wykonawcy z zamawiającym i usprawnienia składania ofert w przetargach. O dobrych praktykach na skuteczną modernizację infrastruktury z pomocą PPP mówił Paweł Lider (Eurovia Polska), który przywołał przykład realizacji inwestycji na Słowacji oraz w Niemczech. „PPP jest ogromną szansą na rozwój projektów infrastrukturalnych i niezbędne wydaje się być zwiększenie zaangażowania kapitału prywatnego” – mówił z kolei Andrzej Gienieczko (Egis Projects Polska). Krzysztof Mleczak (Exito Broker) wspomniał o gwarancjach bankowych oraz ubezpieczeniach jako formie zabezpieczenia przed ryzykiem związanym z realizacją inwestycji infrastrukturalnych. Jego zdaniem rynek ubezpieczeniowy stanowi dobrą alternatywę dla ścieżki bankowej. Temat zabezpieczenia finansowego kontynuował Robert Dębecki (KUKE), który zauważył, że rośnie liczba gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych oraz wzrasta świadomość korzystania z nich przez beneficjentów, co wiąże się z rosnącą liczba roszczeń.

Drugi panel dyskusyjny poświęcony był m.in. zagadnieniu stabilności wykonawców w procesie inwestycyjnym. Moderatorem debaty był Wiktor Piwkowski (Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa) na wstępie porównujący proces inwestycyjny do piramidy, która ma również cechy chwiejnego domku z kart, gdzie na czele stoi inwestor, a poniżej są wykonawcy, podwykonawcy oraz dostawcy. Wśród tematów dyskusji była również realizacja inwestycji w formule PPP, jako alternatywy dla zmniejszonych środków z funduszy europejskich, o której mówił Stanisław Żmijan, Zastępca Przewodniczącego Sejmowej Komisji Infrastruktury. Zwrócił on uwagę na to, że w zakresie inwestycji liniowych nie ma klimatu dla wdrażania rozwiązań w formule PPP. Mirosław Józefczuk (Warbud SA), stwierdził, że PPP to bardzo dobra formuła, aby administracja państwowa mogła sięgać po środki, a także know how prywatnych firm. „Efektywność zarządzania inwestycją przez partnera prywatnego będzie wyższa niż w przypadku zarządzania przez instytucje publiczne” – mówił Mirosław Józefczuk.  Andrzej Czapczuk (F.B.I. TASBUD) zauważył problem związany z brakiem siły roboczej, co w przypadku dużych wykonawców hamuje rozwój inwestycji, natomiast Piotr Staniszewski (Dentons) mówił o polityce prawnej państwa i potrzebie stworzenia wzorcowych regulacji, by ustandaryzować proces inwestycyjno-budowlany. Tematykę ciągłości realizacji inwestycji poruszył Andrzej Puta (Euler Hermes), który stwierdził, że powinno się głównie zwrócić uwagę na płynność finansową i stworzenie mechanizmu pozwalającego na szybsze otrzymywanie przez podwykonawców swojego wynagrodzenia. „Największym problemem polskiego rynku budowlanego jest płynność finansowa, a w istocie jej brak” – mówił Andrzej Puta.

Rozbudowa drugiej linii metra oraz rozwój i modernizacja sieci kolejowej były głównym tematem trzeciego panelu dyskusyjnego prowadzonego przez dr inż. Andrzeja Żurkowskiego (Instytutu Kolejnictwa). Renata Kaznowska, Wiceprezydent m.st. Warszawy przekonywała, że projekt warszawskiej polityki mobilności kładzie duży nacisk na transport publiczny, z którego korzysta obecnie ok. 57% mieszkańców. Działania Ratusza związane z modernizacją sieci transportowej dążą do tego, by ten udział wzrósł do 65%.
Dr Libor Lochman (Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej) przekonywał, że sieci kolejowe są kluczowe dla transportu publicznego Europy. Jako osoba często bywająca w Polsce, widzi zdecydowany postęp w standardzie i jakości polskiego transportu szynowego. O ryzykach związanych z realizacją krajowego programu kolejowego mówił Arnold Bresch (PKP Polskie Linie Kolejowe). Zapewniał, że PKP odpowiednio wcześnie szuka optymalnych rozwiązań dla problemów, które są sygnalizowane przez wykonawców. Tematykę rozbudowy drugiej linii metra podjął Dariusz Kostaniak (Metro Warszawskie), który wyraźnie zaznaczył, że metro jest złożoną inwestycją potrzebującą ogromnej liczby certyfikatów, pozwoleń i regulacji, dlatego też jego budowa trwa tak długo. Jerzy Obrębski (Szybka Kolej Miejska) zauważył, że rozwój SKM jest zależny od modernizacji krajowej infrastruktury kolejowej, natomiast Dariusz Grajda  (Koleje Mazowieckie) mówił o planie zwiększania pojemności pociągów poprzez inwestycję w pojazdy piętrowe.

Ostatni panel poświęcony był innowacjom w budownictwie, a moderował go Prof. Leszek Rafalski (Instytut Badawczy Dróg i Mostów), który we wprowadzeniu do dyskusji przedstawił porównanie wydatków wybranych państw na badania i rozwój, udowadniając, iż w Polsce na B+R wydawanych jest poniżej 1% PKB. Jean-Andre Barbosa (Future Pipe Industries) przekonywał o ważności innowacji, zrównoważonego rozwoju oraz postępu technologicznego i jakościowego, które pozwolą na wdrażanie ekologicznych produktów. Zdaniem Łukasza Marcinkiewicza (Lafarge, LH Engineering) podstawą do tego by myśleć o innowacjach jest stabilność rynku oraz współpraca, która umożliwia długofalowe planowanie inwestycji. Tylko to może zagwarantować przejście całego procesu realizacji – od pomysłu laboratoryjnego do wdrożenia. Jan Styliński (Polski Związek Pracodawców Budownictwa) mówił, iż na rynku budowlanym wciąż decydujący jest koszt, co znacznie ogranicza możliwość wprowadzenia jakichkolwiek innowacji. „Potrzeba nam ponownego zdefiniowania kryterium ceny i spojrzenia na inwestycję długofalowo, z punktu widzenia cyklu życia inwestycji” – stwierdził Prezes PZPB. O wyzwaniach dla producentów chemii budowlanej mówił Leszek Sławiński (BOLIX). Zaznaczył, że wyzwaniem są zmieniające się przepisy oraz konieczność dostosowywania produktów do tempa rozwoju inwestycji, czasu pracy oraz liczby firm wykonawczych. Natomiast Waldemar Wójcik (Strabag) zauważył, że przedsiębiorcy na rynku budowalnym muszą uwzględniać długą perspektywę życia produktu. Moderator w ramach podsumowania przekonywał, iż warto więcej środków przeznaczać na badania związane z innowacjami w budownictwie, ponieważ ta branża w dużej mierze nakręca gospodarkę.

Wydarzenie wzbogaciły wystąpienia indywidualne, w tym prezentacja Gościa Specjalnego
Dr Libora Lochmana
na temat wpływu infrastruktury na rozwój gospodarki. O praktycznych aspektach prawno-organizacyjnych uwarunkowań realizacji projektów PPP w Polsce mówił podczas swojego wystąpienia Tomasz Korczyński, Counsel w kancelarii Dentons. Natomiast zagadnienie kolei samorządowych jako elementu zrównoważonego transportu publicznego było głównym tematem wystąpienia Dariusza Grajdy, Członka Zarządu Kolei Mazowieckich.

Punktem kulminacyjnym była wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, uroczyście zainaugurowana wystąpieniami Prof. Michała Kleibera, Przewodniczącego Rady Klubu oraz Jana Stylińskiego, Przewodniczącego Kapituły Konkursowej i Prezesa Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Już po raz czwarty Kapituła przyznała statuetki, by uhonorować najlepsze realizacje, projekty oraz przedsiębiorstwa, które w sposób szczególny przyczyniły się do rozwoju polskiej infrastruktury i branży budownictwa. W tym roku rozdano aż 11 diamentów w 9 kategoriach.

LAUREACI PRESTIŻOWYCH DIAMENTÓW INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA TO:

REALIZACJA ROKU: BUDOWNICTWO KUBATUROWE – Mirbud – Hala Gliwice
REALIZACJA ROKU: INFRASTRUKTURA DROGOWA – Strabag – Most w ciągu drogi ekspresowej S7 w Krakowie
REALIZACJA ROKU: INFRASTRUKTURA KOLEJOWA – Konsorcjum Budimex i Ferrovial Agroman – Łącznica kolejowa Kraków Zabłocie – Kraków Krzemionki
PROJEKT ROKU – Studio Architektoniczne Kwadrat – Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk
SPÓŁKA BUDOWLANA ROKU – Erbud
LIDER TECHNOLOGII – Strabag
LIDER BEZPIECZEŃSTWA – Skanska

LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO BUDOWNICTWA – Ghelamco Poland
DORADCA ROKU – Kancelaria Dentons
BANK FINANSUJACY ROKU – Bank Gospodarstwa Krajowego
OSOBOWOŚĆ ROKU – Jerzy Werle, Prezes Zarządu Warbud  SA

Organizator: Executive Club

Patronat honorowy: Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (Community of European Railway and Infrastructure Companies – CER), Polska Izba Inżynierów Budownictwa, Polski Kongres Drogowy, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa, Urząd Transportu Kolejowego, Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa, Instytut Kolejnictwa

Partner Główny: Dentons, Lafarge Holcim

Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, Strabag

Partnerzy: Bolix Polska, Egis Polska, ERBUD, Eurovia Poland, Euler Hermes, Exito Broker, IDS-Bud, Koleje Mazowieckie, KUKE, Metro Warszawskie, Szybka Kolej Miejska, Warbud, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr

Partnerzy Gali: BASF Polska, Kajima Poland, Oknoplast, Palisander

Patroni medialni:  Biznes Alert, Budnet.pl, Budnews.pl, Budowa.org, Budownictwo.org, BudownictwoInżynieryjne.pl, Builder, Business&Prestige, CEO.com.pl, CoNaDrogach.pl, e-biurowce.pl, Edroga.pl, Express Przemysłowy, Forum Budowlane, Forum PPP – magazyn inwestycji publicznych, GeneralniWykonawcy.pl, Infrastruktura-Inframedia, Info Rail, Inteligentny Budynek, Kompas Inwestycji, Magazyn Kruszywa, Magazyn Autostrady, Materiały Budowlane, Magazyn Mosty, Nieruchomości.biz, Nowoczesne Budownictwo Inżynieryjne, PMR, Polish Market, Rynek Infrastruktury, Rynek Inwestycji, Via Expert, Warsaw Business Journal

Kurs funta wreszcie w górę?

Ceny w Wielkiej Brytanii rosną szybciej niż płace. Ale obcokrajowcy pracujący na Wyspach mogą szukać pocieszenia w widokach na wzrost funta – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wyniki głosowania ws. Brexitu zepchnęły funta aż o 1 zł poniżej notowań sprzed referendum. Jednak teraz brytyjska waluta może odrobić część strat. Bank centralny na Wyspach, w odróżnieniu od polskiego, spodziewa się wzrostu stóp procentowych, co powinno wspierać funta. Z oczekiwaniami bankowców idą w parze podwyżki cen. Już piąty miesiąc z rzędu ich wzrost nie spada poniżej 3 proc.

Z opublikowanego w ub. tygodniu przez Bank Anglii raportu można założyć, że stopy procentowe wzrosną dość szybko i znacznie. Bank wskazywał na inflację, która w najbliższych miesiącach utrzyma się znacznie powyżej określonego na poziomie 2 proc. celu.

Realnie płace maleją

Idealnie w wydźwięk tego raportu wpisały się poniedziałkowe dane o inflacji konsumenckiej w styczniu. Piąty miesiąc z rzędu wyniosła ona 3 proc. Jeżeli przyjrzymy się jej składowym, to w stosunku do poprzednich lat (2015-2016) w Wielkiej Brytanii znacznie wzrosły ceny energii i paliw, a wyraźnie wolniej wzrastały koszty związane z wynajmem i utrzymaniem mieszkań. Wspomniany wzrost cen energii i paliw wywołały przede wszystkim wyższe ceny ropy.

Jeżeli nawet odejmiemy wpływ poddających się największym wahaniom cen energii (w tym paliw) i żywności, inflacja w porównaniu do stycznia ubiegłego roku wyniosła 2,7 proc. To i tak więcej niż wzrastało w poprzednich miesiącach przeciętne wynagrodzenie. Oznacza to, że w ujęciu realnym, pracujący na Wyspach zarabiali coraz mniej.

Opuszczą UE z najgorszym wzrostem?

Szanse na przyspieszenie wzrostu stóp procentowych rosną bo rośnie także ryzyko wymknięcia się inflacji spoza kontroli. Z drugiej jednak strony istnieją pewne zagrożenia zbyt szybkiego wzrostu stóp w gospodarce – ich wyższy poziom mógłby zaszkodzić wzrostowi gospodarczemu Wielkiej Brytanii. Ten z kolei jest stosunkowo słaby, jeśli porównamy np. z innymi krajami.

W tym i przyszłym roku gospodarka brytyjska będzie prawdopodobnie najwolniej rozwijającą się gospodarką w całej UE – tak mówią prognozy Komisji Europejskiej. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy możemy upatrywać w procesie Brexitu. Choć i tak sytuacja mogłaby być znacznie gorsza. Jednak ożywienie gospodarcze w Unii Europejskiej, od której Wielka Brytania chce się odłączyć, w istotnej mierze wspiera także jej rozwój. Bez tych sprzyjających warunków moglibyśmy mieć do czynienia nawet z ryzykiem stagflacji, czyli brakiem wzrostu gospodarczego i równocześnie wysoką inflacją, co w jeszcze większej mierze zjadałoby realne wynagrodzenie na Wyspach.

Polak się uśmiechnie, gdy przeliczy to na złote…

Dopóki jednak zarówno w UE, jak i globalnie obserwujemy ożywienie gospodarcze, dopóty prawdopodobieństwo szybszych podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii pozostaje stosunkowo wysokie. To dobra wiadomość dla funta, który w otoczeniu wyższej inflacji i spekulacji o zaostrzaniu polityki monetarnej może rozpocząć trend wzrostowy, odrabiając przy tym straty poniesione pod referendum. Oznacza to również, że wynagrodzenia Polaków na Wyspach w przeliczeniu na złote wreszcie mają szansę się zwiększyć.

Zmiany w zakresie upubliczniania danych podatników

Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych wprowadza przepisy umożliwiające ministrowi finansów publikację danych podatkowych podatników. Dotyczy to tych podatników, których przychody w ubiegłym roku przekroczyły kwotę określoną w złotych, której wartość przekracza równowartość 50 mln euro oraz płatników działających w formie podatkowej grupy kapitałowej.

Z dniem 1 stycznia 2018 r. nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z 24 listopada 2017 r. nałożyła na ministra finansów obowiązek podawania do publicznej wiadomości danych niektórych podatników. Mają one być upubliczniane w Biuletynie Informacji Publicznej co roku, do 30 września. Chodzi o dane zawarte w zeznaniach podatkowych złożonych za rok podatkowy, który zakończył się w roku kalendarzowym poprzedzającym rok podania danych podatników do publicznej wiadomości według stanu na pierwszy dzień miesiąca poprzedzającego miesiąc, w którym dane mają być podane publicznie.

Nowelizacja nałożyła na ministra finansów obowiązek podawania danych dotyczących podatkowych grup kapitałowych, bez względu na wysokość osiąganych przez nie przychodów, oraz innych podatników, którzy osiągnęli przychody o wartości przekraczającej 50 mln euro.

Upublicznione mogą być też dane podatników innych niż podatkowe grupy kapitałowe, które dotyczą procentowego udziału kwoty podatku dochodowego w zysku brutto wykazanym w sprawozdaniu finansowym.

Nowelizacja precyzuje zakres danych podatnika podlegających upublicznieniu.

Podatnik, którego dane zostały upublicznione, może złożyć do ministra finansów wniosek o usunięcie lub sprostowanie danych. Wniosek ten musi zawierać – poza danymi podatnika – również uzasadnienie. Minister finansów może odmówić sprostowania, jeżeli skutkowałoby ono niezgodnością ujawnionych danych ze stanem faktycznym.

Dane podatnika podlegające upublicznieniu podlegają aktualizacji i są publikowane przez 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym zostały opublikowane.

Omawiane przepisy mają zastosowanie od roku podatkowego, który rozpoczął się przed 1 stycznia 2018 r. i zakończy się po 31 grudnia 2017 r. Stosuje się je do danych podatników zawartych w zeznaniach złożonych za lata podatkowe, które rozpoczęły się przed 1 stycznia 2018 r. Podanie tych danych nastąpi do 30 września 2018 r.

Jak tłumaczy Ministerstwo Finansów, upublicznienie danych ma się przyczynić do skuteczniejszego wypełniania przez podatników ich zobowiązań podatkowych. Ponadto nowelizacja ta to efekt prowadzonych w Unii Europejskiej prac nad zmianą dyrektywy 2013/34/UE w sprawie rocznych sprawozdań finansowych, skonsolidowanych sprawozdań finansowych i powiązanych sprawozdań niektórych rodzajów jednostek, zmieniającej dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2006/43/WE oraz uchylającej dyrektywy Rady 78/660/EWG i 83/349/EWG, w odniesieniu do ujawniania informacji o podatku dochodowym przez niektóre jednostki i oddziały. Zmiany we wskazanej dyrektywie mają na celu wprowadzenie kontroli nad tym, czy najwięksi podatnicy płacą podatki tam, gdzie osiągają zyski.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Raport Visa: Polacy otwarci na innowacyjne płatności, również z wykorzystaniem biometrii

  • Prawie 9 na 10 Polaków dokonało już płatności zbliżeniowej
  • 88% korzystających z takich płatności wierzy, że w ciągu trzech lat będzie płacić za pomocą urządzeń mobilnych
  • Rośnie zaufanie do autentykacji za pomocą biometrii – za bezpieczną uważa ją 83% badanych

Jak pokazują wyniki raportu Digital Payments Study 20171 przygotowanego na zlecenie Visa, polscy konsumenci są otwarci na nowoczesne płatności cyfrowe, w tym biometrię. Według badania, już 86% z nich dokonało płatności zbliżeniowej (wzrost o 5 p.p. w ciągu 12 miesięcy). Niemal 90% z tej grupy sądzi z kolei, że w ciągu trzech lat zapłaci smartfonem – ogromna większość czułaby się bezpiecznie, gdyby do autoryzacji takiej transakcji wykorzystano rozwiązania biometryczne.

Konsumenci, którzy płacą już zbliżeniowo, chętniej wykorzystują swoje urządzenia mobilne do bankowania online (71% wskazań) czy przesyłania pieniędzy swojej rodzinie i znajomym (46%), niż osoby, które z takich płatności nie korzystają. Są oni też optymistycznie nastawieni do innowacyjnych metod płatności – 88% z nich wierzy, że w ciągu następnych trzech lat będzie płacić za pomocą urządzeń mobilnych. Konsumenci płacący zbliżeniowo uważają również, że płatności mobilne są obecnie wygodniejsze (63% wskazań) i bezpieczniejsze (47%) niż jeszcze rok temu.

Wraz z rosnącą popularnością innowacyjnych rozwiązań płatniczych, rozwijają się również nowoczesne metody autentykacji – jedną z nich jest biometria, która już dzisiaj budzi duże zaufanie konsumentów. 83% z nich uważa, że jest ona bezpieczną formą uwierzytelnienia (wzrost o 23 p.p. w stosunku do ubiegłorocznej edycji raportu). Wśród konsumentów, którzy płacą zbliżeniowo, odsetek ten jest nieco wyższy i wynosi 85%. Skanowanie odcisku palca oraz tęczówki oka zostały wskazane przez Polaków jako te metody autentykacji biometrycznej, z których skorzystaliby najchętniej podczas robienia zakupów. Skanowanie odcisku palca jest również postrzegane jako najbezpieczniejsze rozwiązanie – za takie uważa je 74% badanych. 41% pytanych Polaków deklaruje, że skorzystałoby z rozwiązań biometrycznych podczas zbliżeniowego płacenia w sklepie za towary lub usługi.

„Z wyników naszego badania płynie jasny wniosek – płatności zbliżeniowe otworzyły Polaków na nowe, innowacyjne metody płacenia. Kolejnym etapem będzie upowszechnienie się płatności mobilnych, które już teraz bardzo dynamicznie zyskują uznanie konsumentów” – mówi Adrian Kurowski, dyrektor Visa w Polsce. „W Visa nieustannie pracujemy nad tym, aby nowoczesne płatności cyfrowe mogły zawsze i w dowolnym miejscu być dla ich użytkowników szybkie, wygodne i bezpieczne” – dodaje Adrian Kurowski.

Nad tworzeniem innowacyjnych rozwiązań dla całego polskiego rynku płatniczego pracuje warszawski Inkubator Innowacji Visa, który powstał we współpracy z bankami oraz agentami rozliczeniowymi. Eksperci Inkubatora pracują obecnie m.in. nad rozwiązaniami wspierającymi wprowadzanie terminali przez małych i średnich przedsiębiorców oraz tworzeniem wartości dodanej dla koncepcji e-paragonu. Wśród głównych obszarów działalności Inkubatora znajdzie się również autentykacja, w tym biometria.

„Mamy nadzieję, że z rynkowych rozwiązań wypracowanych przez sieć centrów i studiów innowacji Visa – włącznie z naszym warszawskim Inkubatorem – skorzysta cała polska gospodarka. Otwartość i gotowość konsumentów do adaptowania nowych cyfrowych metod płatności stwarza ogromną szansę ku temu, aby Polska wzmocniła swoją pozycję jednego z liderów innowacji płatniczych w Europie” – podsumowuje Maciej Maciejewski, dyrektor Inkubatora Innowacji Visa.

1 Badanie Digital Payments Study zostało zrealizowane na zlecenie Visa przez agencję Populus w okresie czerwiec-lipiec 2017 r. w 22 europejskich krajach: Austrii, Belgii, Bułgarii, Czechach, Danii, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Izraelu, Niemczech, Norwegii, Polsce, Portugalii, Słowacji, Szwecji, Szwajcarii, Turcji, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Liczebność próby: 42 308 konsumentów, średnio ok. 2 tys. na kraj.

Ile wynosi naprawdę bezrobocie w Polsce? GUS – 6,6%, Eurostat – 4,4%

Według Głównego Urzędu Statystycznego bezrobocie w Polsce wynosi 6,6%. Z kolei według Unii Europejskiej – 4,4%. Różnica w tych miarach to około 350 tysięcy bezrobotnych. To mniej więcej tyle samo ilu mieszkańców ma Bydgoszcz. Skąd wynika ta różnica i jak jest naprawdę z bezrobociem w naszym kraju? Jedno jest pewne – jest najniższe od lat.

Ostatnie lata to zdecydowany spadek bezrobocia w Polsce. Prawie co miesiąc słyszymy, że stopa spadła i wynosi najmniej od zmian ustrojowych. Jakie jest obecnie w Polsce bezrobocie?

Proste pytanie, ale prawidłowa odpowiedź brzmi “jakie?”. Nie chodzi tutaj bynajmniej o to, czy kobiet czy mężczyzn, ani o grupy wiekowe. Okazuje się, że są dwie metody liczenia stopy bezrobocia. Jedną częściej stosuje Polska, a drugą Unia Europejska.

Okazuje się, że “polska” metoda nie ma wcale na celu poprawienia wskaźników, bo właśnie według GUS bezrobocie w Polsce wynosi 6,6%. Z kolei według Europejskiego Urzędu Statystycznego (Eurostatu) – 4,4%. Jeszcze większe różnice były na początku obecnych spadków. Cztery lata temu bezrobocie wg GUS wynosiło 14%, według Eurostatu ledwo przekraczało 10%.

Skąd bierze się tak duża różnica? Dla statystyków Eurostatu osoba bezrobotna to taka, która nie pracowała w ciągu ostatniego tygodnia ani jednej godziny dorywczo, gotowa jest podjąć pracę w ciągu 2 tygodni i w ciągu ostatnich 4 tygodni aktywnie jej poszukiwała. Do tego musi być w wieku 15-74 lat. Badania takie prowadzi się w sposób ankietowy, gdyż nigdzie nie istnieje oficjalny rejestr takich ludzi. Metodę tą nazywa się BAEL, jest to skrót od Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności. Jest to oficjalny standard Międzynarodowej Organizacji Pracy.

Metoda GUS jest znacznie pewniejsza metodologicznie i popularniejsza w naszym kraju. Osobą bezrobotną jest po prostu każda osoba zarejestrowana w Urzędzie Pracy jako bezrobotna. Metoda ta stosowana jest nie tylko w Polsce i nazywana jest bezrobociem rejestrowanym.

Czym różnią się wyniki dwóch badań? Wedle metody BAEL osoby bezrobotne to ludzie, którzy nie mają pracy, a chcą mieć. Eliminuje ona zatem osoby bierne zawodowo oraz te pracujące na czarno, za to zarejestrowane na bezrobociu. Czy zatem jedna metoda jest wyraźnie lepsza? Niekoniecznie. Wariant bezrobocia rejestrowanego ma też swoje zalety. Bada ono całą populację, a nie pochodzi z badań ankietowych. Wedle metodologii przyjętej przez Eurostat jest co prawda zachowana duża grupa ankietowana oraz tylko częściowa jej wymienialność grupy co zmniejsza, ale nie eliminuje ryzyka związane z doborem grupy.

Maciej Przygórzewski, kierownik działu operacyjnego Currency One, operatora serwisów wymiany walut Walutomat i Internetowykantor.pl

Złoty złapał oddech

Polska waluta poniedziałek zakończyła na plusie i odrobiła wczoraj istotną część strat z ostatniego tygodnia.

Złotego wspierała m.in. zmiana sytuacji na światowych rynkach finansowych. Indeksy akcji ponownie świeciły się na zielono, rentowności amerykańskich obligacji spadły, podobnie jak tzw. “indeks strachu”, czyli VIX, natomiast kurs EUR/USD ponownie skierował się w górę.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,16 – 4,19.  Wspólna waluta zyskiwała w relacji do głównych walut, zyskując na poprawie nastrojów na rynkach finansowych i związanej z tym słabości USD.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,68 – 4,73. Brytyjska waluta rozpoczęła tydzień lekkim osłabieniem w relacji do euro i złotego. Było to jednak spowodowane raczej siłą wspomnianych walut, a nie słabością GBP – indeks GBP w ciągu dnia nie był poddany większym wahaniom, dzień zakończył z kolei na niemal niezmienionym poziomie.

We wczorajszym przemówieniu Ian McCafferty z Banku Anglii stwierdził, że gospodarka Wielkiej Brytanii nie znajduje się w stanie “czarnej rozpaczy”, odpowiadając na informacje o tym, że gospodarka rozwija się gorzej niż gospodarki pozostałych krajów rozwiniętych. Odniósł się również do ostatnich zawirowań na rynku akcji, informując, iż (w jego opinii) mamy do czynienia z korektą.

Dzisiejsze dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii zaskoczyły na plus. Dynamika CPI wbrew oczekiwaniom nie spadła i nadal utrzymuje się na poziomie 3% rocznie. Głębszy z kolei był wzrost inflacji bazowej, która skoczyła z poziomu 2,5% do 2,7% rocznie. Wzrost bazowego indeksu był oczekiwany, jednak skok był wyższy od założeń. Dane potwierdzają, że presja inflacyjna nadal się utrzymuje, co powinno wywoływać nacisk na Bank Anglii w kwestii przyszłych podwyżek stóp procentowych. Dzisiejsze odczyty, następujące po zmianie retoryki ze strony BoE utwierdzają nas w przekonaniu, że kolejna podwyżka powinna nastąpić już podczas posiedzenia w maju.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,8%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,41. Amerykańska waluta rozpoczęła tydzień odwrotem, kontynuując spadki również w dniu dzisiejszym. Wczorajszy dzień nie przyniósł zbyt wielu nowych, istotnych informacji z USA. Opublikowany wczoraj projekt budżetu Trumpa na rok 2019 był mniej więcej zbieżny z jego zapowiedziami. Zakłada on m.in. silny wzrost wydatków na bezpieczeństwo, wojsko oraz pomoc weteranom, z drugiej strony, aby to sfinansować zakłada ograniczenie finansowania EPA, wsparcia pożyczkowego dla małych firm, wydatków na rolnictwo i programu dożywiania z pomocą kartek na żywność.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:00 – przemawia Loretta Mester z amerykańskiego FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Czy stresem można zarządzać?

Czy <a title=stresem można zarządzać?" title="Czy stresem można zarządzać?" />

Niektórzy starają się walczyć ze stresem, eliminując wszelkie jego przejawy. Inni działają pomimo stresu – usiłując ignorować jego oznaki. Każdy jednak narażony jest, przynajmniej od czasu do czasu, na sytuacje stresowe, ale też każdy może nauczyć się lepiej zarządzać swoim stresem.

Jedna z pierwszych wątpliwości, jaka pojawia się często w kontekście stresu, dotyczy tego czy stresem można w ogóle „zarządzać”.

– Faktycznie, to często pierwsze z pytań uczestników prowadzonych przeze mnie szkoleń – mówi Agata Rajchel, trenerka Effect Group. – Zarządzanie w tym kontekście oznacza, że na świadomym poziomie możemy poznać mechanizmy i charakterystykę stresu. Potrafimy też ocenić, które sytuacje są dla nas bardziej, a które mniej stresogenne i na tej podstawie zadbać o lepszy balans pomiędzy życiem osobistym i zawodowym – podkreśla.

Aby lepiej zarządzać własnym stresem, najlepiej zacząć od przyjrzenia się sobie samemu. Warto przeanalizować, na jaki stres jesteśmy narażeni w codziennych sytuacjach i z czego wynikają ewentualne problemy.

Może się okazać, że przestajemy radzić sobie ze stresem z powodu zbyt mocnej koncentracji na sprawach zawodowych i zbyt małej przestrzeni na sprawy osobiste. Stosujemy wobec samych siebie presję, by pracować więcej, szybciej, skuteczniej, a z drugiej strony, brakuje nam czasu na regenerację organizmu. W efekcie – presja i brak wypoczynku powodują, że coraz gorzej reagujemy na stres, z powodu stresu coraz gorzej pracujemy, na co znów reagujemy próbując jeszcze mocniej skoncentrować się na pracy. I koło się zamyka.

Stres bywa sprzymierzeńcem

Stres nie zawsze jest zły. W niewielkich dawkach motywuje i mobilizuje. Gdybyśmy unikali go całkowicie, nigdy nie opuścilibyśmy naszej strefy komfortu, a co za tym idzie, nie spróbowalibyśmy nowych rzeczy i nigdy w życiu nie podjęlibyśmy nawet najmniejszego ryzyka. Brak stresu, to często także brak rozwoju.

Z drugiej strony, silny stres jest wyniszczający – tak dla psychiki, jak i dla całego organizmu. Stres może być zabójczy i lepiej nie traktować tego jako przenośni. Musimy więc stale poszukiwać balansu pomiędzy całkowitym rozluźnieniem, w obliczu którego nic nam się nie chce, a takim jego poziomem, który będzie prowadził do wyczerpania, zniechęcenia czy nawet problemów ze zdrowiem. Optymalny poziom stresu to taki, który nas motywuje, a nawet wyzwala w nas energię do podejmowania nowych wyzwań.

– Każdy z nas ma inną „miarkę” stresu. Na szkoleniach omawiamy jak to się dzieje, że ta sama sytuacja jednych mobilizuje a innych przytłacza – mówi Agata Rajchel. – Warto o tym porozmawiać i zastanowić się czy to, co do tej pozy braliśmy za akceptowany poziom stresu, rzeczywiście jest dla nas odpowiednie. Permanentne sytuacje stresowe zdecydowanie należy minimalizować lub eliminować – podpowiada trenerka.

Nie każdy sposób jest dobry

Niestety, zdarza się, że zamiast pomóc sobie w walce ze stresem, jeszcze ten stres pogłębiamy. Dzieje się tak, gdy zamiast szukać uspokojenia, nakręcamy się w negatywnych emocjach lub podejmujemy nagłe decyzje w momencie największego napięcia.

Błędem może być też działanie przeciwne – np. popadanie w apatię, zamykanie się w sobie, odcinanie od innych ludzi właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy czyjegoś wsparcia.

Nawet prokrastynacja, czyli nieustanne odkładanie zadań „na później” może być sposobem (choć niezbyt dobrym) na radzenie sobie ze stresem. Odwlekanie nie spowoduje, niestety, cudownego rozmycia się problemów, a przeciwnie, ich nakładanie i kumulację, co będzie prowadziło do jeszcze większego stresu.

Jak radzić sobie ze stresem?

Co możemy zrobić w sytuacji przeciążenia stresem, nadmiarem bodźców, ilością spraw „do ogarnięcia”?

Najlepszym rozwiązaniem jest prewencja! Czyli po pierwsze – zapobieganie sytuacjom, które nas wyniszczają. Możemy np. spróbować brać na siebie mniej projektów w pracy, co z kolei może wymagać wyćwiczenia w sobie lepszej asertywności. Możemy także zacząć planować swój wypoczynek, tak aby wolnego czasu nie spędzać bezmyślnie przed telewizorem (choć to też może nas odstresować), ale przynajmniej częściowo wykorzystać na przyjemną oraz – najlepiej – rozwijającą aktywność. Warto znaleźć sobie „odskocznię” od życia zawodowego (np. sport lub inne hobby). Czasem jednak konieczne może być przedsięwzięcie bardziej radykalnych środków, takich jak np. zmiana pracy.

Dużych zmian nie wprowadzimy zazwyczaj z dnia na dzień. Dlatego przydają się również recepty na „tu i teraz”, które pomogą radzić sobie z bieżącymi sytuacjami. Na szczęście istnieją techniki pomocne w tym, by nie dać po sobie poznać, jak silny stres przeżywamy, czy – lepsze – pozwalające szybko zmienić stan emocjonalny na bardziej pozytywny. Już samo uśmiechnięcie się do siebie w myślach, głębszy oddech, czy rozluźnianie mięśni może wpłynąć na chwilowe zmniejszenie poziomu stresu.

Istnieje wiele dobrych praktyk, które pomagają opanować silny stres lub tremę. Jedno z najprostszych ćwiczeń polega na tym, aby siedząc na krześle przy biurku, oprzeć dłonie na blacie. Następnie należy przez kilkanaście sekund napierać dłońmi na biurko, a potem rozluźniać je. Wystarczy powtórzyć to ćwiczenie kilka razy, by poczuć ulgę.

Pamiętajmy jednak, że tego typu ćwiczenia to rozwiązania doraźne i w dłuższej perspektywie nie wystarczające, jeśli faktycznie pragniemy „zarządzać stresem”, a nie jedynie „radzić sobie” z jego objawami.

Na stres można się zaszczepić

O dobrym zarządzaniu stresem możemy mówić wówczas, gdy zostaniemy do pewnego stopnia uodpornieni na trudne sytuacje – trochę tak, jak szczepionka uodparnia na wirusy. Nie chodzi o to, aby nigdy nie odczuwać napięcia i nawet na silne zdarzenia reagować bez emocji. Celem jest, aby nauczyć się reagować adekwatnie do sytuacji i w taki sposób, abyśmy to my panowali nad stresem, a nie on nad nami.

Jeśli chcemy „zaszczepić” się na stresujące sytuacje w przyszłości, paradoksalnie, nie pomoże nam, jeśli przestaniemy o nich całkowicie myśleć. Musimy „wstrzyknąć” sobie małą dawkę stresu, choć tylko w wyobraźni.

– Nawet wojskowi ze specjalnych jednostek mogą zostać zaskoczeni rozwojem wydarzeń, jeśli odpowiednio nie nastawią się na stres! Prowadząc w miarę stabilne życie, powinniśmy przygotowywać się na możliwe scenariusze, co do których mamy podejrzenie, że mogą na nas wpłynąć stresogennie. Nasz mózg jest niesamowity, potrafi nam bardzo pomóc, jeśli świadomie będziemy pracować w tym kierunku – mówi trenerka Effect Group.

Jednym ze skutecznych rozwiązań okazuje się więc przewidywanie sytuacji, których się boimy i przygotowywanie w myślach możliwego przebiegu zdarzeń oraz tego, jak chcielibyśmy postąpić, gdy trudna sytuacja już na spotka. Dzięki temu, w autentycznej sytuacji zareagujemy spokojniej niż gdyby dane zdarzenie całkowicie nas zaskoczyło.

Pamiętajmy jednak, że to także element większej całości. Na to, w jakim stopniu nasze życie jest dla nas stresujące, wpływ mają zarówno nasze umiejętności (możemy je nabyć np. na szkoleniu), sytuacje, które nas spotykają, jak również tryb życia, jaki sami sobie zafundujemy. W gruncie rzeczy więcej zależy od nas samych niż od okoliczności zewnętrznych.

ABS Investment S.A. kończy 2017 r. z ponad 4 mln zł zysku netto

 

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, zakończyła 2017 r. zyskiem netto w wysokości ponad 4,06 mln zł i znacząco przekroczyła swoją prognozę finansową w tym zakresie. Spółka koncentruje się na efektywnym zarządzaniu portfelem inwestycyjnym oraz analizuje możliwość połączenia z Beskidzkim Biurem Consultingowym S.A.

W samym tylko 4 kw. 2017 r. Emitent wypracował 2.755 tys. zł zysku netto i jak co roku to ostatni kwartał zadecydował o realizacji rocznej prognozy finansowej. Roczny wynik finansowy ABS Investment S.A. w 2017 r. był najlepszy w całej historii i wyższy o ponad 26% od zysku netto osiągniętego w 2016 r., kiedy to wyniósł on 3.215 tys. zł. Na koniec 2017 r. suma bilansowa Spółki przekroczyła 36 mln zł, co jest dla niej rekordowym poziomem. Z kolei wartość przychodów finansowych w minionym roku sięgnęła ponad 6.340 tys. zł, co nie pozostało bez wpływu na wysokość rocznego zysku netto. W ten sposób ABS Investment S.A. zrealizowała założone prognozy finansowe. Zysk brutto Emitenta na 1 akcję za 2017 r. wyniósł ok. 0,64 zł, czyli 128,06% dolnej granicy prognozy, a wartość aktywów na jedną akcję wyniosła ok. 4,46 zł, czyli 99,11% dolnej granicy. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia osiągnięte wyniki finansowe i zamierza podtrzymać ich wyraźny wzrost w kolejnym roku.

„Bardzo dobre wyniki w uzyskane w 2017 roku to efekt konsekwentnie realizowanej od lat strategii polegającej na budowaniu mocno zdywersyfikowanego portfela, w którym znajdują się głownie podmioty o dobrej sytuacji finansowej, ze znacznym udziałem firm wypłacających dywidendę. Strategia ta pozwoliła wypracować w ciągu ostatnich 3 lat 13 mln zł zysku brutto, co wydaje się być ewenementem wśród firm działających w tym samy segmencie rynku co ABS. Staram się bardzo mocno współpracować z większością spółek portfelowych w zakresie budowania strategii rozwoju, zarządzania finansami, oceny sytuacji rynkowej czy planowaniu fuzji lub przejęć. W mojej ocenie projektów inwestycyjnych bardzo dużą wagę mają kwalifikacje kadry zarządzającej oraz jej relacje z akcjonariuszami. Zawsze wyznaczam sobie najwyższe cele i wierzę w utrzymanie pozytywnego trendu w zakresie wyników również w tym roku.” – podkreśla Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

ABS Investment S.A. zakończyła 3-letni okres inwestycyjny, polegający na budowie portfela inwestycyjnego w oparciu o ściśle określone kryteria ilościowe oraz jakościowe. W jego skład na koniec 2017 r. wchodziły 23 spółki notowane na rynku regulowanym lub alternatywnym oraz udziały i akcje nienotowane 13 podmiotów. Całkowita wartość portfela inwestycyjnego wyniosła ponad 31,18 mln zł, w tym akcje spółek publicznych stanowiły ok. 28,1 mln zł. Obecnie aktywność biznesowa Emitenta jest skoncentrowana tylko i wyłącznie na działalności inwestycyjnej, co wynika z regulacji o alternatywnych spółkach inwestycyjnych. Natomiast działalność usługowa i handlowa została wygaszona, ale jej wznowienie jest możliwe w nowym i powołanym do tego celu podmiocie. Ważnym strumieniem przychodowym dla ABS Investment S.A. były w 2017 r. uzyskane dywidendy oraz odsetki. Spółka utrzymuje również bardzo stabilny model biznesowy i finansowy, a poziom finansowania jej działalności kapitałem obcym jest nadal bardzo niski. Uwzględniając wyniki finansowe za 4 kw. 2017 r. wskaźnik C/Z Emitenta spadł poniżej 3,0, a wskaźnik C/WK kształtuje się na poziomie ok. 0,4.

„Portfel inwestycyjny ABS nie będzie się tak dynamicznie rozrastał jak w poprzednich latach. Osiągnęliśmy wysoki poziom nasycenia szczególnie jeżeli chodzi o ilość spółek w portfelu. Współpraca i nadzór nad tak dużą liczbą podmiotów to ogromne wyzwanie organizacyjne. Oczywiście analizujemy również nowe projekty inwestycyjne i tylko w tym roku pojawiły się w portfelu dwie nowe pozycje, ale raczej będę dążył do przetasowań w portfelu niż do zwiększania liczby pozycji inwestycyjnych. Bardzo istotny jest fakt, że od 5 lat rozwój odbywa się w oparciu o wypracowane zyski z niewielkim udziałem długu i bez konieczności podwyższania kapitału w drodze nowych emisji akcji. Uważam, że akcje ABS są skrajnie niedoszacowane na rynku, co moim zdaniem wynika z trzech powodów: słabości rynku NewConnect, braku sentymentu do spółek o profilu ABS i historycznych uwarunkowań w akcjonariacie ABS. Mam nadzieję, że ta sytuacja się wkrótce zmieni.” – zakończył Prezes Jarosz.  

W styczniu br. Zarząd ABS Investment S.A. poinformował, że po przeprowadzonych rozmowach z Zarządem notowanej na rynku NewConnect spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. (BBC) podjął decyzję o przeanalizowaniu opcji strategii rozwoju Spółki polegającej na możliwości stworzenia Grupy Kapitałowej z BBC jako podmiotem zależnym lub połączenia się z BBC w drodze przejęcia tej spółki, przy uprzednim wydzieleniu działalności doradczej do podmiotu zależnego. Decyzja o możliwości przeanalizowania opcji strategicznych podyktowana jest perspektywą usystematyzowania działalności Spółki jako funduszu oraz pozyskania podmiotu świadczącego usługi doradcze dla przedsiębiorstw. Ostateczna decyzja podjęta zostanie po dokładnym przeanalizowaniu skutków finansowo-operacyjnych oraz podatkowych obu koncepcji.

Przyczyny i skutki niekontrolowanej suburbanizacji

Współczesne miasta i ich obszary funkcjonalne borykają się z wieloma problemami społeczno-gospodarczymi, które często w wyniku rywalizacji licznych podmiotów nawarstwiają się i prowadzą do konfliktów przestrzennych. Jedną z najważniejszych bolączek współczesnych aglomeracji, szczególnie polskich w XXI wieku, jest proces suburbanizacji, który przejawia się niekontrolowanym rozproszeniem się osiedli podmiejskich i rozrostem gmin ościennych, niosąc za sobą liczne negatywne skutki finansowe i społeczne. W wyniku tego zjawiska zanika obraz tradycyjnego miasta o wyraźnej strukturze urbanistycznej i określonej tożsamości na rzecz powstawania bezosobowych, amorficznych struktur o niskiej jakości przestrzeni, a tym samym prowadzących do obniżenia jakości przestrzeni.

Suburbanizację definiujemy jako jedną z form przestrzennego rozwoju miast, która zachodzi na płaszczyźnie społecznej, ekonomicznej i przestrzennej. Jest to proces oparty na dynamicznym przekształcaniu struktur osadniczych na terenach wiejskich, pozostających w zasięgu silnego oddziaływania ekonomicznego miast, w formy bardziej złożone. Związany jest z rozwojem obszarów podmiejskich, które przejmują część funkcji głównego miasta aglomeracji. Szczególnym zjawiskiem, które zauważalne jest przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych (oraz coraz częściej w Polsce) jest tzw. urban sprawl, czyli rozlewanie miasta.

Pierwsze przykłady urbanizacji obszarów podmiejskich zaczęły się pojawiać na początku XX wieku wraz z rozpowszechnieniem się teorii miasta-ogrodu E. Howarda, które łączyło w sobie zalety życia w mieście (bogate życie towarzyskie połączone z możliwością rozrywki, wysokie zarobki) i na wsi (bliskość natury oraz wiążące się z tym świeże powietrze, możliwość wypoczynku i ucieczka od miejskiego gwaru). Pierwsze miasta-ogrody projektowane na 32 tys. mieszkańców w celu odciążenia głównego ośrodka miejskiego jako miasta satelitarne, wyposażone były w pełną infrastrukturę techniczną i społeczną. Miasta były samowystarczalne, zapewniały wypoczynek i miejsca pracy, ale równocześnie infrastrukturę (linię kolejową, sieć autostrad) umożliwiającą sprawną komunikację z metropolią. Koncepcja ta szczególnie popularna była w Anglii, ale również w Polsce były realizowane ciekawe projekty, np. Podkowa Leśna[1].

Procesy suburbanizacji są stałe i ciągle postępują w związku z szybkim rozwojem gospodarczym aglomeracji miejskich. Obecnie w Polsce procesy te różnią się jednak od tych z początku i połowy XX wieku tym, że są całkowicie bezplanowe i rozproszone. Obrzeża dużych miast rozrastają się w sposób spontaniczny, a gminy nie są w stanie zapewnić odpowiedniej obsługi tych terenów. Zjawisko suburbanizacji w Polsce nasiliło się wraz z transformacją ustrojową w 1989 roku, gdy zmieniło się podejście do planowania przestrzennego. Odrzucono wszelkie formy zarządzania przestrzenią, które traktowano jako odgórne sterowanie rozwojem, co stało w sprzeczności do liberalnego, wolnorynkowego podejścia do gospodarki. Planowanie przestrzenne stało się niewydajne, a prowadzona polityka gmin była (i jest) nastawiona na rywalizację z samorządami sąsiadującymi.

Wzrost zamożności i mobilności społeczeństwa zachęcał rodziny do przenoszenia się na tereny podmiejskie, które oferują więcej zieleni, ciszę i relatywnie niższe koszty życia (tańsze działki czy koszty budowy domów). Naturalnym stało się przenoszenie pod miasto przy równoczesnym zachowywaniu pracy w mieście i codziennym dojeżdżaniu. Najbardziej wyraźnym przykładem tego trendu są Stany Zjednoczone, gdzie mieszkańcy dojeżdżają do pracy od kilkudziesięciu minut do nawet kilku godzin, a tamtejsze północno-wschodnie wybrzeże stało się jednym ciągłym, rozlanym miastem o cechach tzw. nie-miasta.

W polskim przypadku, gdy po przemianach politycznych wiodącą gałęzią stały się handel i usługi, zaczęto masowo przeznaczać grunty rolne pod zabudowę. Wadliwy system planowania przestrzennego stał się jeszcze bardziej niewydajny po uchwaleniu ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym w 2003 roku, która uchylała wszystkie dotychczas obowiązujące plany miejscowe. W obawie przed wypłatą wysokich odszkodowań za wykup gruntów pod infrastrukturę, gminy przystąpiły ponownie do uchwalania dokumentów planistycznych tylko dla wybranych obszarów, czego skutkiem jest obecny niski poziom pokrycia planami (ok. 30% kraju). Swoją politykę przestrzenną oparły na decyzjach WZ, którymi łatwo przeznaczano tereny rolne pod zabudowę. Ponadto lokalne samorządy chcąc zwiększyć dochody budżetowe zaczęły konkurować ze sobą o nowych mieszkańców i deweloperów stawiających osiedla domów jednorodzinnych. Pociągnęło to za sobą nieracjonalne przeznaczanie w studiach uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gmin,  planach miejscowych i na podstawie decyzji WZ znacznych gruntów rolnych pod budownictwo mieszkaniowe (głównie jednorodzinne). Jak szacuje Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania w „Raporcie o ekonomicznych stratach i społecznych kosztach niekontrolowanej urbanizacji w Polsce”, miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego przeznaczają pod zasiedlenie grunty dla ok. 62 mln osób. W przypadku studiów uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, chłonność demograficzna waha się od 167 do 229 mln osób, czyli cztero-sześciokrotnie więcej, niż wynosi aktualna liczba mieszkańców Polski[2].

Obszary przeznaczane pod zabudowę charakteryzują się silnym rozdrobnieniem działek, których struktura nie była dostosowywana pod nowopowstającą zabudowę. Zaniechanie stosowania procesu scalania i podziału gruntów oraz brak kontroli samorządu nad rozwojem przestrzennym spowodował spontaniczne powstawanie budynków „gdziekolwiek”. Powszechną praktyką była zabudowa pól uprawnych na wąskich długich działkach, co pogłębiało chaos urbanistyczny.

Obecnie możemy rozróżnić trzy wiodące formy rozproszenia zabudowy: koncentryczne, liniowe i rozproszenie na tzw. „żabi skok”. Pierwszy rodzaj rozproszenia polega na przyroście zabudowy wokół dzielnic peryferyjnych miasta, który wiąże się ze stopniowym rozwojem infrastruktury technicznej. Jest to najbardziej korzystny rodzaj urbanizowania, gdyż miasto ma kontrolę nad wyznaczaniem terenów przestrzeni publicznej i organizowania usług komunalnych. Rozproszenie liniowe bazuje na rozwoju zabudowy wzdłuż istniejących dróg. Model tzw. „żabiego skoku” jest najbardziej popularny w Polsce, szczególnie pod Warszawą. Odznacza się on brakiem ciągłości zabudowy, przez co rozmywają się granice terenów zurbanizowanych. Pomiędzy terenami rolnymi powstają osiedla intensywnej zabudowy jedno- i wielorodzinnej, często w formie zabudowy „narolnej” na długich, wąskich działkach wymagających wyznaczania dróg wewnętrznych z wykorzystaniem służebności. Takie osiedla zwykle są grodzone, co powoduje fragmentaryzację przestrzeni i trudności w zapewnieniu odpowiedniej obsługi komunikacyjnej.

 amsterdam
Rysunek 1. Przedmieścia Amsterdamu – przykład zaplanowanych przedmieści o czytelnym układzie urbanistycznym [źródło: Google Maps]
białołękaRysunek 2. Warszawska Białołęka – przykład spontanicznej zabudowy narolnej
[źródło: Google Maps]

Postępujące procesy niekontrolowanej suburbanizacji niosą ze sobą rosnące koszty zarówno dla gmin, jak i dla mieszkańców osiedli podmiejskich. Skala zjawisk zachodzących w Polsce nosi cechy dezurbanizacyjne – rozwój terenów podmiejskich obniża rangę głównego miasta. Skutki suburbanizacji możemy podzielić na przestrzenne, ekonomiczne, społeczne i ekologiczne. Poniżej zestawiono najważniejsze skutki suburbanizacji w podziale na zakres oddziaływania:

OBSZAR ODDZIAŁYWANIA SKUTKI
ASPEKT PRZESTRZENNY –      pogłębiający się chaos przestrzenny oraz zaburzenie układu kompozycyjno-funkcjonalnego pierwotnych struktur osadniczych;

–      powstająca zabudowa narolna nie tworzy nowego, czytelnego, spójnego założenia urbanistycznego;

–      utrudnione tworzenie nowych przyjaznych przestrzeni publicznych, które są kluczowe to kreowania przyjaznego środowiska zamieszkania
– obecnie samorządy gminne nie mogą planować nowych terenów inwestycyjnych na rzecz nadrabiania zaległości w uzbrojeniu i obsłudze usług społecznych;

ASPEKT EKONOMICZNY
–  czyli najpoważniejsze konsekwencje na płaszczyźnie finansowej, które dotykaj zarówno gminy, jak i zwykłych mieszkańców
–      wzrost kosztów zobowiązań finansowych gminy z tytułu uchwalania planów miejscowych – wraz z uchwaleniem planu lokalny samorząd powinien wykupić grunty pod nowe drogi i przygotować i utrzymać uzbrojenie. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa szacuje, że koszt odszkodowań za przejmowane działki sięga ok. 90,686 mld zł[3]. Koszt uzbrojenia terenu w pełni zabudowanego w Bobrowcu jest 16-krotnie wyższy niż w Londynie;

–      obniżenie wpływów do budżetu gminy ze środków pochodzących z renty planistycznej;

–      zawyżanie cen gruntów w wyniku prowadzonych działań spekulacyjnych;

–      ponoszenie kosztów związanych ze zniszczeniem zabudowy powstałej na terenach nienadających się do tego (tereny zalewowe, osuwiska);

–      wzrost indywidualnych kosztów związanych z dojazdami – tereny podmiejskie są niewystarczająco wyposażone w szkoły, podstawowe usługi (np. sklepy czy zajęcia dodatkowe dla dzieci) i są oddalone od miejsc pracy, co ciągnie za sobą koszty paliwa oraz utrzymania samochodu;

–      niższe koszty gruntów i budowy ”rekompensowane” są  pozostałymi kosztami podpięcia do sieci, ogrodzenia oraz eksploatacji domu;

ASPEKT SPOŁCZENY
– czyli koszty ukryte i niepoliczalne
–      plany miejscowe powinny powstawać przy silnym wsparciu wszystkich interesariuszy (w tym lokalnych społeczności), których opinie powinny być uwzględnione i wyważone. Przyzwolenie na budowę czegokolwiek gdziekolwiek powoduje wykluczenie grup społecznych z partycypacji w zarządzaniu rozwojem;

–      chaotycznie powstające osiedla w sąsiedztwie zabudowy zagrodowej są w większości przypadków grodzone i niedostępne
– efektem jest podział „my – oni”;

–      brak zaplanowanych przestrzeni publicznych stanowiących miejsca spotkań/ integracji skutkuje osłabieniem więzi społecznych;

–      tereny rozlanej zabudowy nie są wystarczająco wyposażone w dobra kultury, a konieczność ciągłych dojazdów powoduje ograniczoną dostępność przestrzenną do usług, terenów rekreacyjnych i obiektów kultury, co w dalszym etapie może skutkować zanikiem życia rodzinnego;

ASPEKT EKOLOGICZNY
–  czyli szeroko pojęta degradacja środowiska i wzrost antropopresji
–      wzrost emitowanych do atmosfery zanieczyszczeń w wyniku wzmożonych podróży samochodem i ogrzewania domów;

–      przerywanie naturalnych korytarzy ekologicznych i krajobrazu;

–      redukcja naturalnych ekosystemów;

–      redukcja i zanieczyszczenie gleb wyższej klasy bonitacyjnej;

–      zanikanie terenów zieleni (jako skutek postępującej zabudowy), które wcześniej były argumentem przenoszenia się na tereny podmiejskie;

–      w indywidualne zbiorniki do odprowadzania odpadów, w które wyposażone są liczne domy jednorodzinny, niosą ryzyko degradacji gleb i wód podziemnych;

–      pogorszenie uwarunkowań aerosanitarnych prowadzące do obniżenia warunków życia.

Rozwój gospodarczy ciągnie ze sobą postępujący rozwój miast – zarówno ekonomiczny, jak i przestrzenny. Procesy urbanizacji (w tym suburbanizacji) są zatem nieuchronne i będą postępować w dalszym ciągu. Konieczne jest jednak planowanie rozwoju urbanistycznego, które poprzedzone będzie odpowiednim przygotowaniem terenu i zapewnienie odpowiedniej infrastruktury. Należy również egzekwować zasady zrównoważonego rozwoju, dbając o środowisko naturalne i minimalizowanie wzrostu antropopresji. Racjonalne przeznaczanie gruntów, oparte na realnym zapotrzebowaniu demograficznym, pozwoli uniknąć ogromnych kosztów późniejszego nadrabiania ubytków w uzbrojeniu. Istotą działania samorządów gminnych powinno być działanie nastawione na stworzenie swoim mieszkańcom jak najwyższej jakości zamieszkania, a więc zapewnienie otwartych terenów zieleni, dostępu do wysokiej jakości przestrzeni publicznej oraz odpowiedniej obsługi usługami społecznymi.

Mateusz Gliwiński
Specjalista ds. Eksploatacji i Rozwoju Systemu AMRON
Centrum AMRON

[1] źródło: http://urbnews.pl/sylwetki-osob-zwiazanych-z-gp-urbanistyka-ebenezer-howard/
[2] źródło: Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej, IGiPZ PAN Raport o ekonomicznych stratach i społecznych kosztach niekontrolowanej urbanizacji w Polsce 
[3] Instytut Rozwoju Miast w Krakowie Negatywne skutki chaotycznego rozpraszania zabudowy 

Analiza techniczna polskiego rynku kapitałowego -WIG 20

WIG 20 – od euforii do rozpaczy

Rajd na notowaniach WIG 20 rozpoczął się pod koniec 2016 roku i trwał do maja 2017 roku, po czym przeszliśmy do konsolidacji. Konsolidację udało się zakończyć z powodzeniem w sierpniu 2017 roku, ale od tamtego czasu strona kupująca ma bardzo duży problem z kontynuacją trendu wzrostowego. Ostatni atak kupujących na nowe szczyty został zainicjowany w styczniu bieżącego roku, niestety został zakończony spektakularną wyprzedażą spowodowaną przez panikę na globalnym rynku akcji.

Ostatnie dwie świece tygodniowe nie zwiastują mocniejszego odbicia, aczkolwiek kilka wskaźników technicznych wskazuje na obecność trendu wzrostowego.

Notowania indeksu WIG 20, interwał tygodniowy

Analiza techniczna polskiego rynku kapitałowego -WIG 20 6

Źródło: Admiral Markets

Po pierwsze warto spojrzeć na oscylator stochastyczny, który niebawem wskaże na wyprzedany rynek. Oprócz tego stronie sprzedającej nie udało się pokonać strefy wsparcia utworzonej przez szczyt na poziomie 2425 punktów.

Z kolei negatywnym wydźwiękiem dla trendu wzrostowego jest interwał dzienny, gdzie pięć wskaźników technicznych wskazuje trend spadkowy. Z kolei tylko trzy z nich wskazują na trend wzrostowy, należą do nich MACD, Alligator oraz długoterminowa średnia krocząca SMA 55.

Zatem co dalej z indeksem WIG20? Wyprzedaż indeksu WIG 20 została spowodowana przez wyprzedaż na rynku globalnym, zatem czynniki wewnętrzne nie spowodowały wyprzedaży. W związku z tym losy indeksu WIG 20 zależą od globalnego rynku kapitałowego. Dalsza przecena takich indeksów jak DAX oraz S&P 500 zepchnie polski indeks poniżej wsparcia. Z kolei uspokojenie na rynku globalny powinno przełożyć się na kontynuację trendu wzrostowego.

USDPLN – odwrotna korelacja z WIG 20

Mocny odpływ kapitału z rynków rozwijających się przełożył się także na deprecjację polskiej waluty, co widać po notowaniach pary walutowej USDPLN. Kilkuprocentowa na indeksie WIG 20 wskazuje na większe prawdopodobieństwo dalszej deprecjacji polskiej waluty. Z drugiej strony analiza techniczna nie wskazuje na zmianę długoterminowego trendu spadkowego.

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Notowania USDPLN, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Po pierwsze notowania USDPLN w dalszym ciągu znajdują się poniżej trendu linii spadkowego. Po drugie ostatnia korekta nie pokonała istotnego poziomu oporu 3.50. Dopiero pokonanie wspomnianej strefy będzie oznaczało zmianę długoterminowego trendu spadkowego.

Oprócz tego na interwale tygodniowym wszystkie pięć wskaźników analizy technicznej podążających za trendem wskazuje na trend spadkowy. Z kolei na interwale dziennym tylko dwa najszybsze wskaźniku wskazują na trend wzrostowy – EMA 14 oraz PSAR.

Na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatniej korekty. Dopiero przebicie wsparcia na indeksie WIG 20 oraz poziomu oporu na parze walutowej USDPLN będzie wskazywało zmianę trendu na polskiej walucie.

Dział Analiz Admiral Markets

Polskie banki coraz bliżej wprowadzenia polskiej technologii blockchain

Polskie banki zakończyły testowanie rozwiązania blockchain polskiej firmy Billon w celu wykorzystania tej technologii do przechowywania i przesyłania ważnych dokumentów do klientów. Testy wydajnościowe potwierdziły możliwość przetwarzania 5 milionów dokumentów dziennie, co spełnia potrzeby nawet największych instytucji finansowych w Polsce.

Od sierpnia 2016 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE prowadzi postępowania wobec niemal wszystkich banków w kraju. Trybunał zdecydował, że informacje przekazywane klientom za pośrednictwem skrzynki mailowej i bankowości elektronicznej nie spełniają wymogów trwałego nośnika, obejmujących brak technicznej możliwości modyfikacji lub usunięcia danych zapisanych wcześniej przez jedną ze stron. Ponieważ nadawca może ingerować w treść korespondencji, tym samym wszystkie dokumenty przekazywane klientom tą drogą nie mogą być traktowane jako dostarczone i niezmienne przez wymagany okres. Dlatego Związek Banków Polskich wspólnie z bankami od wiosny 2017 r. prowadzi prace nad sektorowym rozwiązaniem tego problemu.

W ramach tych prac w grudniu 2017 r. testowane było rozwiązanie firmy Billon. Testy były koordynowane przez Biuro Informacji Kredytowej. Billon i Biuro Informacji Kredytowej podpisały umowę na wdrożenie pilotażowe polskiego rozwiązania blockchain, w całości stworzonego przez zespół firmy Billon (tzw. proof of concept). Rozwiązanie Billon wyróżnia zdecentralizowana technologia, której wydajność i szybkość rośnie wraz ze wzrostem liczby użytkowników.

Do aktywnych testów rozwiązania przyłączyło się kilka polskich banków, oraz kilka następnych w roli obserwatorów, rozpoczynając publikowanie niespersonalizowanych dokumentów. Celem tych działań było sprawdzenie kluczowej w tym przypadku możliwości technologii, a więc zapisu i odczytu dokumentów, które od momentu zapisu pozostają przechowywane w strukturze rozproszonej poza kontrolą instytucji publikującej oraz operatora, czy twórcy systemu (czyli BIK i Billon). Zweryfikowana została wydajność rozwiązania, czyli liczba dokumentów i czas w jakim rozwiązanie Billon jest w stanie zapisać i udostępnić do odczytu dokumenty. Podczas testów z sukcesem przeprowadzono wiele kampanii zapisu i udostępnienia do odczytu dużej liczby dokumentów. Jeden z nich pozwolił na zapisanie i przetwarzanie ponad 5 milionów dokumentów w ciągu doby, co spełnia potrzeby nawet największych instytucji finansowych w Polsce.

Rozwiązanie problemu „trwałego nośnika” w oparciu o systemy blockchain, zaproponowanego przez BIK i Billon, jest dla nas bardzo interesujące – mówi Jarosław Łojewski, Główny Architekt IT Nest Banku. – Dzięki niemu będziemy mogli w szybszy i prostszy sposób udostępniać naszym klientom aktualizowane dokumenty, np. nowe tabele opłat i prowizji. Z technicznego punktu widzenia rozwiązanie to jest stosunkowo proste we wdrożeniu, tym bardziej, że wykorzystuje posiadane już kanały komunikacji z BIK – dodaje ekspert.

– Nasz blockchain w odróżnieniu od konkurencyjnych rozwiązań jako jedyny zapisuje w formie rozproszonej całe dokumenty, a nie tylko ich adresy (funkcje skrótów). Przechowywanie dokumentów w sieci blockchain gwarantuje integralność, niezaprzeczalność i niemożliwość jednostronnego usunięcia zapisanych danych. Zwiększa to bezpieczeństwo i jest w pełni zgodne z wymogami regulacyjnymi UE. Oznacza to, że nasz trwały nośnik może być wdrożony nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach. – mówi Andrzej Horoszczak, prezes i założyciel Billon.

Niespotykana dotąd gwarancja przechowywania danych w niezmienionej formie leży w rozproszonej architekturze blockchain Billon, a nie w procedurach. Przechowywanie całych dokumentów w sieci blockchain gwarantuje integralność i niezaprzeczalność zapisanych danych . Wszelka ich modyfikacja nie jest możliwa bez zgody klienta, a niepowołane próby zmiany zostaną automatycznie wykryte i będą widoczne. Żeby odnaleźć dany dokument, niezbędny jest unikalny adres blockchain znajdujący się wyłącznie w posiadaniu instytucji publikującej dokument oraz klienta, którego on dotyczy. Klient ma dostęp do dokumentów w dowolnym momencie, nawet po wygaśnięciu umowy, której one dotyczą.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. z rekordowym kwartałem

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zajmująca się świadczeniem usług ekonomiczno-finansowych, osiągnęła w 4 kw. 2017 r. zysk netto w wysokości 927 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 289 tys. zł. Emitent osiągnął dodatni wynik finansowy na wszystkich poziomach Rachunku Zysku i Strat oraz zakończył rok najwyższą sumą bilansową w historii przekraczającą 8,8 mln zł.

Wypracowane przez Spółkę wyniki finansowe w ostatnim kwartale 2017 r. były znacząco lepsze niż w analogicznym okresie 2016 r., kiedy to zysk netto wynosił 636 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży blisko 101 tys. zł. Istotny wzrost zysku oraz przychodów był efektem rozwoju skali działalności konsultingowej Emitenta oraz prowadzenia skutecznej działalności inwestycyjnej. W całym 2017 r. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. zanotowało zysk netto w kwocie blisko 690 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 1.051 tys. zł. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia ubiegłoroczne wyniki finansowe i dzięki rozwojowi linii biznesowych w obszarze świadczenia specjalistycznych usług doradczych będzie dążył do ich dalszego wzrostu.

„Maksymalna dywersyfikacja źródeł przychodów i zysków, wysokie kwalifikacje całego zespołu ludzkiego zaangażowanego w działalność BBC oraz dostęp do zleceń dla spółek z portfela ABS Investment to trzy podstawowe przyczyny dla tak dobrych wyników finansowych w 2017 r. Słuszna okazała się również strategia selektywnego podejścia do zleceń i położenia nacisku na specjalistyczne usługi doradcze, przede wszystkim wyceny ekonomiczne, Autoryzowane Doradztwo oraz zaawansowane innowacyjnie projekty dotacyjne. W najbliższym czasie ta strategia nie ulegnie zmianie. Stawiamy na to, co niechętnie robi konkurencja, w czym czujemy się lepsi i mocniejsi oraz na to, co nas wyróżnia.” – ocenia Michał Damek, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

BBC rozwija segment świadczenia usług jako Autoryzowany Doradca oraz dokonywania wycen ekonomicznych. Nowym i perspektywicznym obszarem biznesowym Emitenta jest działalność handlowa pełniąca funkcję uzupełniającą oraz pozwalająca dywersyfikować źródła przychodów. Działalność Spółki na rynku kapitałowym jest również realizowana w postaci prowadzenia inwestycji kapitałowych. Całkowita wartość portfela inwestycyjnego BBC na koniec 2017 r. wyniosła 7.565 tys. zł, a w jego skład wchodziło łącznie 18 spółek, w tym 14 publicznych. W 4 kwartale ub. roku saldo na działalności inwestycyjnej Emitenta było dodatnie i sięgnęło ponad 917 tys. zł.

W styczniu 2018 r. Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. poinformowało o przeanalizowaniu opcji strategicznych, polegających na możliwości stworzenia Grupy Kapitałowej z notowaną na rynku NewConnect Spółką ABS Investment S.A. jako podmiotem dominującym lub możliwości połączenia się z ABS Investment S.A. w drodze przejęcia Emitenta przez ABS Investment S.A., przy uprzednim wydzieleniu działalności doradczej z BBC do podmiotu zależnego. Ostateczna decyzja w tym zakresie podjęta zostanie po dokładnym przeanalizowaniu skutków finansowo-operacyjnych oraz podatkowych obu koncepcji.

„Uruchomienie działalności handlowej dało możliwość zwiększenia skali biznesu przy zaangażowaniu środków finansowych, ale bez konieczności zwiększania zatrudnienia. Analizujemy obecnie możliwość połączenia z ABS Investment przy jednoczesnym wydzieleniu działalności doradczej w formie Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa. Jeżeli Akcjonariusze wyrażą zgodę na taką operację to portfel inwestycyjny będzie skoncentrowany w ABS, który będzie 100% właścicielem spółki doradczej BBC. Redukcja kosztów funkcjonowania połączonych firm to w skali roku ok. 120-150 tys. zł.” – podsumowuje Prezes Damek.

Grupa Pracuj inwestuje w Coders Lab

Grupa Pracuj zainwestowała w Coders Lab. Dzięki nawiązanej współpracy Coders Lab poszerzy swoją ofertę zamieniając się ze szkoły programowania w szkołę IT i umożliwi swoim absolwentom jeszcze szybszy start kariery w branży IT.

  • Grupa Pracuj to wiodący dostawca rozwiązań wspomagających firmy w rekrutacji, utrzymaniu i rozwoju pracowników w Europie Centralnej.
  • Coders Lab to największa polska szkoła programowania, która przekształca się w szkołę IT.
  • Ośmiu na dziesięciu absolwentów Coders Lab w ciągu trzech miesięcy od zakończenia kursu znajduje pierwszą pracę w nowym zawodzie. Współpraca Coders Lab z Grupą Pracuj pozwoli na jeszcze szybsze połączenie absolwentów z pracodawcami.
  • Grupa Pracuj będzie szukać kolejnych inwestycji w obszarze nowoczesnej edukacji.

W ramach umowy inwestycyjnej Grupa Pracuj, właściciel m.in. serwisu Pracuj.pl, objęła mniejszościowy pakiet udziałów w spółce Coders Lab. Inwestycja jest odpowiedzią nie tylko na rozwijający się rynek IT, ale też na rosnącą rolę prywatnych szkół zawodowych w kształceniu kadr na potrzeby nowoczesnej gospodarki.

Wśród miliona specjalistów IT mieszkających w Europie Środkowo-Wschodniej, aż 250 tysięcy pracuje w Polsce, wynika z badania „Central & Eastern Europe Developer Landscape 2017”. Jednocześnie w naszym kraju brakuje ok. 50 tysięcy takich fachowców. – Oferta Coders Lab to odpowiedź na powiększający się niedobór specjalistów, na który cierpi obszar IT. Ale na tę inwestycję patrzymy także szerzej. Rozwój technologii niesie za sobą zmiany na rynku pracy, wiele poszukiwanych obecnie specjalizacji powstało w ostatnich 10-15 latach. System edukacji reaguje na te zmiany z opóźnieniem, a programy szkoleniowe czy kursy prowadzone przez takie firmy jak Coders Lab to ciekawa i przyszłościowa alternatywa dla oferty dużych uczelni. Będziemy szukać możliwości kolejnych inwestycji w obszarze nowoczesnej edukacji, i kolejnych synergii np. z serwisem Pracuj.pl – mówi Maciej Noga, członek zarządu Grupy Pracuj, odpowiedzialny m.in. za akwizycje w spółce.

Szkoła programowania Coders Lab została uruchomiona w 2013 r. przez braci: Marcina Tchórzewskiego, absolwenta i doktoranta SGH oraz Jacka Tchórzewskiego, absolwenta informatyki na Politechnice Warszawskiej. Obydwaj szybko dostrzegli spory rozdźwięk pomiędzy potrzebami rynku pracy, a możliwościami krajowego systemu edukacji IT. Polskie uczelnie kształcą dobrych fachowców informatycznych, ale liczba absolwentów tych kierunków jest za niska w stosunku do zapotrzebowania pracodawców. Szkoła programowania w formie bootcampu była zatem jednym ze sposobów uzupełniania braków kadrowych w branży IT. Szkoła, działająca obecnie w ośmiu miastach, wykształciła dotąd ponad 1500 programistów webowych.

– Nasi absolwenci to ludzie ambitni, którzy potrafią poświęcić kilkanaście tygodni tylko na naukę programowania. Większość z nich nie miała wcześniej żadnej styczności ze światem IT, ale we wstępnych testach i w fazie przygotowania sprawdzamy ich predyspozycje – opowiada Marcin Tchórzewski.

Obecnie ośmiu na dziesięciu absolwentów Coders Lab w ciągu trzech miesięcy od zakończenia kursu znajduje pierwszą pracę w nowym zawodzie. Współpraca Coders Lab z Grupą Pracuj pozwoli na jeszcze szybsze połączenie absolwentów z pracodawcami.

Dzięki danym z serwisu Pracuj.pl szkoła będzie też mogła lepiej dopasować ofertę swoich kursów do zmieniających się potrzeb rynku IT, przewidując trendy zapotrzebowanie na specjalistów w konkretnych technologiach, w poszczególnych miastach.

Ponadto Coders Lab dzięki kontaktom Grupy Pracuj zwiększy liczbę kursów organizowanych we współpracy z firmami IT, którym zależy na skutecznej rekrutacji dużej liczby specjalistów. Takie dedykowane kursy są zwykle dofinansowywane przez potencjalnego pracodawcę albo zawierają gwarancję zatrudnienia. Inwestycja zakłada też współpracę działów sprzedaży Grupy Pracuj i Coders Lab.

Większościowym udziałowcem pozostają założyciele szkoły, Marcin i Jacek Tchórzewscy. Strony nie ujawniają kwoty transakcji.

Cryptominery na topie w drugiej połowie 2017 roku, twierdzi zespół Check Point Software Technologies

Firma Check Point® Software Technologies opublikowała dziś raport o światowych trendach zagrożeń w H2 2017, ujawniając, że cyberprzestępcy coraz częściej sięgają po tzw. cryptominers, aby rozwijać nielegalne źródła dochodów, podczas gdy oprogramowanie typu ransomware i malvertising nadal wywiera duży wpływ na organizacje na całym świecie.

W okresie od lipca do grudnia 2017 roku jedna na pięć organizacji została zaatakowana przez złośliwe oprogramowanie typu cryptominer, narzędzie, które umożliwia cyberprzestępcom przejęcie mocy obliczeniowej CPU lub GPU ofiary oraz istniejących zasobów w celu wydobycia kryptowaluty, wykorzystując nawet 65% mocy procesora użytkownika.

Raport, opublikowany przez Check Point, zawiera szczegółowy obraz zagrożeń cybernetycznych; uwzględnia najpopularniejsze kategorie złośliwego oprogramowania – dotyczące bankowości, urządzeń mobilnych oraz typu ransomware – i jest oparty na danych pochodzących z systemu CheckPoint ThreatCloud, zebranych w okresie od lipca do grudnia 2017 roku. Firma Check Point w swoim raporcie zwraca uwagę na kluczowe taktyki, jakie stosują cyberprzestępcy atakując firmy.

Kluczowe trendy w zakresie złośliwego oprogramowania w drugiej połowie 2017 roku

Badacze Check Point wykryli szereg istotnych tendencji, między innymi:

  • Boom na programy kopiące kryptowaluty – podczas gdy programy typu cryptominers są powszechnie wykorzystywane do wydobywania własnych kryptowalut, rosnące publiczne zainteresowanie wirtualnymi walutami spowolniło proces ich wydobycia, ponieważ jego szybkość zależy bezpośrednio od ilości posiadaczy walut. To spowolnienie zwiększyło moc obliczeniową potrzebną do wydobycia kryptowalut, co skłoniło cyberprzestępców do wymyślenia nowych sposobów wykorzystania zasobów obliczeniowych niczego niepodejrzewającej społeczności.
  • Zmniejszenie liczby Exploit Kitów – aż do ubiegłego roku, Exploit Kity były głównymi wektorami ataku. Jednak w 2017 roku wykorzystanie z zestawów exploitów uległo znacznemu zmniejszeniu, gdy poszczególne platformy stały się bardziej bezpieczne. Szybka reakcja na nowe luki ujawnione w tych produktach przez dostawców zabezpieczeń i wiodących deweloperów przeglądarek oraz automatyczne aktualizacje znacznie skróciły okres przydatności nowych exploitów.
  • Zwiększenie liczby operacji typu Scam i Malspam – w całym 2017 roku stosunek między infekcjami opartymi na HTTP i STMP przesunął się na rzecz SMTP, z 55% w pierwszej połowie 2017 roku do 62% w drugiej. Wzrost popularności tych metod dystrybucji przyciągnął doświadczonych hakerów, którzy stosują zaawansowaną praktykę, obejmującą różne sposoby wykorzystania luk w zabezpieczeniach dokumentów, szczególnie w pakiecie Microsoft Office.
  • Mobilne złośliwe oprogramowanie dociera do przedsiębiorstw – w ubiegłym roku byliśmy świadkami kilku ataków pochodzących z urządzeń mobilnych skierowanych na przedsiębiorstwa. Obejmuje to urządzenia mobilne, które działają jako proxy, uruchamiane przez złośliwe oprogramowanie MilkyDoor i wykorzystywane do zbierania prywatnych danych z sieci przedsiębiorstwa. Innym rodzajem jest mobilne złośliwe oprogramowanie takie jak Switcher, które próbuje zaatakować elementy sieci (np. routery), aby przekierować ruch sieciowy do złośliwego serwera, znajdującego się pod kontrolą atakującego.

Maya Horowitz, kierownik ds. Analizy zagrożeń w firmie Check Point, skomentowała to następująco: „Druga połowa 2017 roku to czas, w którym programy typu cryptominer podbiły świat, stając się ulubionym sposobem zarobku przestępców. Chociaż nie jest to całkowicie nowy rodzaj zagrożenia, rosnąca popularność i wartość kryptowalut doprowadziła do znacznego wzrostu dystrybucji złośliwego oprogramowania, służącego do ich wydobywania. Co więcej, w 2017 kontynuowano trendy, które zaczęły się jeszcze w roku 2016, takie jak oprogramowanie typu ransomware, które nadal jest wiodącym wektorem ataków, wykorzystywanym zarówno do ataków globalnych, jak i ukierunkowanych na określone organizacje. 25% ataków, które zaobserwowaliśmy w tym okresie wykorzystuje luki wykryte ponad dekadę temu, a mniej niż 20% korzysta z luk znalezionych w ciągu ostatnich kilku lat. Jest więc jasne, że jeszcze wiele organizacji musi zadbać o pełne bezpieczeństwo przed atakami”.

Najczęściej wykrywane złośliwe oprogramowanie w H2 2017

  1. Roughted (15,3%) – dostawca złośliwego oprogramowania reklamowego omijającego ad-blockery, odpowiedzialny za szereg oszustw, exploitów i wirusów. Może być używany do atakowania każdego rodzaju platform i systemów operacyjnych. Omija ad-blockery, a dzięki identyfikacji celu wybiera optymalny rodzaj ataku.
  2. Coinhive (8,3%) – oprogramowanie typu cryptominer, przeznaczone do wykopywania kryptowaluty Monero bez zgody użytkownika, w czasie gdy użytkownik odwiedza stronę internetową. Coinhive pojawił się dopiero we wrześniu 2017 roku, ale został wykryty w 12% organizacji na całym świecie.
  3. Locky (7,9%) – złośliwe oprogramowanie typu ransomware, które rozprzestrzenia się głównie za pośrednictwem wiadomości e-mail zawierających spam, ukryte jako załączniki Word lub Zip, które szyfruje pliki użytkownika.

Najczęściej wykrywany ransomware w H2 2017

  1. Locky (30%) – oprogramowanie, które rozprzestrzenia się głównie za pośrednictwem wiadomości e-mail zawierających spam, ukrytych jako załączniki Word lub Zip, które szyfruje pliki użytkownika.
  2. Globeimposter (26%) – rozprowadzane przez kampanie spamowe złośliwe programy i zestawy exploitów. Po zaszyfrowaniu, oprogramowanie ransomware dołącza rozszerzenie .crypt do każdego zaszyfrowanego pliku.
  3. WannaCry (15%) – ransomware, który rozprzestrzenił się w ataku na dużą skalę w maju 2017 roku, wykorzystując exploit Windows SMB o nazwie EternalBlue, aby przenosić się po sieciach i pomiędzy nimi.

Najczęściej wykrywane złośliwe oprogramowanie mobilne w H2 2017

  1. Hidad (55%) – złośliwe oprogramowanie na systemy Android, które przepakowuje legalne aplikacje, a następnie publikuje je w sklepie innej firmy. Jest w stanie uzyskać dostęp do kluczowych ustawień bezpieczeństwa wbudowanych w system operacyjny, umożliwiając atakującemu uzyskanie poufnych danych użytkownika.
  2. Triada (8%) – modułowy backdoor na systemy Android, który przyznaje uprawnienia administratora pobranemu szkodliwemu oprogramowaniu, pomagając wbudować go w procesy systemowe. Zaobserwowano również, że Triada fałszuje adresy URL otwarte w przeglądarce.
  3. Lotoor (8%) – narzędzie hakerskie, które wykorzystuje luki w systemie operacyjnym Android, aby uzyskać uprawnienia root’a.

Najczęściej wykrywane złośliwe oprogramowanie bankowe w H2 2017

  1. Ramnit (34%) – Trojan bankowy, który kradnie bankowe poświadczenia, hasła do FTP, pliki cookie i dane osobowe.
  2. Zeus (22%) – Trojan atakujący platformy Windows, często używający ich do kradzieży informacji bankowych za pomocą logowania wciśniętych klawiszy i przechwytywania formularzy.
  3. Tinba (16%) – Trojan bankowy, który kradnie dane uwierzytelniające ofiary za pomocą wstrzykiwanego kodu, aktywowanego gdy użytkownik próbuje zalogować się do witryny internetowej swojego banku.

Statystyki w tym raporcie opierają się na danych pochodzących z systemu ThreatCloud Check Point w okresie od lipca do grudnia 2017 roku. ThreatCloud firmy Check Point to największa zorganizowana sieć do walki z cyberprzestępczością, która dostarcza dane o zagrożeniach i trendy ataków na podstawie globalnej sieci czujników zagrożeń. Baza danych ThreatCloud zawiera ponad 250 milionów adresów analizowanych pod kątem wykrywania botów, ponad 11 milionów sygnatur złośliwego oprogramowania i ponad 5,5 miliona zainfekowanych stron internetowych. Codziennie identyfikuje miliony złośliwych programów.

Jedna drobna zmiana

Rynek akcji w dalszym ciągu dyktuje warunki dla pozostałych klas aktywów, jednocześnie podtrzymując zmienność na podwyższonym poziomie. Dziś waluty ryzykowne są pod presją, a lepiej radzą sobie „bezpieczne przystanie”. Jedyna różnica na początku tego tygodnia to powrót do sprzedaży USD.

Choć jeszcze w poniedziałek więcej znaków mówiło, że najgorsze już minęło i wracamy do stabilności, dziś po sesji azjatyckiej nie widać kontynuacji spokoju. Nikkei dołuje, a giełdy w Chinach redukują wzrosty po solidnym starcie napędzonym dobrą sesją na Wall Street. Na FX tradycyjnie w takie sytuacji zniżkuje USD/JPY, który dziś rano przełamuje 108. Optymizm ulatuje z walut surowcowych, a waluty rynków wschodzących ratuje tylko to, że rynek stracił zapał do powrotu w stronę USD. To potwierdza nasze przemyślenia z poprzedniego tygodnia – dolar nie będzie zyskiwał w oparciu o wzmocnienie własnych fundamentów, ale w efekcie domykania krótkich pozycji gromadzonych w poprzednich tygodniach. To nie jest trwałe paliwo. Jeśli bezpośrednie nastawienie inwestorów do USD ma się zmienić, prędzej weźmie się to ze wzrostu oczekiwań inflacyjnych i implikacji dla polityki monetarnej Fed. Z tego punktu widzenia kluczem pozostaje jutrzejszy odczyt CPI z USA. Jednak nie ma pewności, czy dane będą korzystne, biorąc pod uwagę wysoki konsensus (0,4 proc. m/m). Wyższa zmienność może ratować USD względem walut ryzykownych, ale nie pomoże w konfrontacji z JPY, CHF, czy EUR.

EUR/USD wraca ponad 1,23, ale nie widzę w dynamice ruchu oznak przekonania inwestorów o słuszności swojej decyzji, więc ostrożnie z gonieniem wzrostów. USD/JPY pod 108 otwiera się na głębsze spadki, ale kątem oka trzeba śledzić rynek akcji (Wall Street zawsze może powalczyć o wzrosty). Z walut surowcowych dalej najmniej atrakcyjny jest AUD ze względu na zawyżoną wycenę, dużą wrażliwość na zmienność rynkową i spadki cen surowców i niespieszący się do podwyżek RBA. Do złotego wciąż podchodzę ostrożnie, gdyż EUR/PLN jest dodatnio skorelowany z ryzykiem rynkowym i nie można dać się zwieść temu, jak względnie dobrze złoty znosi ostatnie perturbacje rynkowe. Większa panika rynkowa z łatwością wyrwie EUR/PLN ponad 4,20.

W dzisiejszym kalendarzu nie ma zbyt wielu punktów zaczepienia. CPI ma się cofnąć od nakręconego słabym funtem szczytu 3,1 proc. do 2,9 proc. r/r, ale inflacja bazowa ma wzrosnąć do 2,6 proc. (z 2,5 proc.). Ogólnie dane powinny wspierać jastrzębi przekaz BoE o możliwym szybszym tempie podwyżek stopy procentowej. Jednak rynek już wycenia trzy podwyżki w horyzoncie dwóch lat (ciężko o więcej), a dla BoE istotny jest też pomyślny przebieg Brexitu, a sygnały znad stołu negocjacyjnego nie są dobre i pod koniec ubiegłego tygodnia ciągnęły funta w dół. Sądzimy, że optymizm względem GBP będzie dalej temperowany.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grupa Recykl w 2017 r. osiągnęła 3,4 mln zł zysku netto i blisko 25-proc. marżę EBITDA

Grupa Recykl, lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, w 2017 roku wypracował 3,4 mln zł zysku netto (+35 proc.), przy EBITDA rzędu 11,3 mln zł (+ 20 proc.) i przychodach 45,9 mln zł (+17 proc.). Są to najlepsze roczne rezultaty w 7-letniej historii działalności Grupy, wynikające ze sprzyjającej koniunktury rynkowej w zakresie podaży surowca i cen sprzedaży kordu stalowego oraz realizacji takich inicjatyw jak: uruchomienie nowej linii produkcyjnej i rozbudowa sieci zbiórki opon. Jednocześnie spółka przyspiesza z realizacją badań rozwojowych, na które otrzymała dotacje z NCBiR.

W czwartym kwartale 2017 r. Spółka osiągnęła sprzedaż na poziomie 11,3 mln zł (+16 proc.), a na wyniki grupy rzutowały w tym okresie zdarzenia jednorazowe. Raportowany zysk EBITDA i zysk netto wyniosły odpowiednio 2,2 mln zł (-18 proc.) i -0,3 mln zł (vs. +0,4 mln zł). W IV kw. 2016 r. na EBITDA wpłynęła (+0,6 mln zł) pozytywnie aktualizacja cen magazynu złomu (EBITDA po korekcie: 2,0 mln zł vs. 2,6 mln zł). Z kolei w IV kw. 2017 r. spółka odnotowała cykliczny, ale w większej wysokości (r/r) czynnik (rezerwa
z tyt. odmiennego bilansowego/podatkowego rozliczania leasingu), wynikający z zaciągnięcia w wyższej skali rozwojowych zobowiązań leasingowych, co obniżyło zysk netto o 0,5 mln zł (po oczyszczeniu dałoby skonsolidowany zysk netto rzędu ok. +0,2 mln zł). Rok wcześniej ww. czynnik obniżył zysk netto o 0,2 mln zł.

– Pozytywnie oceniamy ubiegły rok, który okazał się okresem najwyższych dotychczasowych wyników Grupy Recykl. Otworzyliśmy nową linię do recyklingu w Krośnie Odrzańskim, zakończyliśmy rozbudowę sieci zbiórki opon, co znacząco zwiększa wolumen pozyskiwanego przez Spółkę surowca oraz podpisaliśmy nowe większe umowy na realizację regionalnych usług logistycznych. Wszystkie działania pozwoliły na dalsze wzmocnienie naszej pozycji lidera branży, którą w 2018 r. chcemy w dalszym ciągu umacniać poprzez nowe, ciekawe inicjatywy rozwojowe – powiedział Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

Grupie sprzyjają czynniki rynkowe, takie jak korzystne ceny kordu stalowego oraz przyjmowanie opłat z tytułu zagospodarowania i przetwarzania odpadów. Cena kordu jest skorelowana ze stale wysokimi cenami stali, na zadowalającym poziomie utrzymują się również ceny granulatów SBR.

W strukturze przychodów w 2017 r. blisko 60 proc., tj. ok. 27,3 mln zł (+18 proc.) stanowiła sprzedaż produktów z przerobu opon (wolumenowo sprzedano 40,7 tys. ton paliwa alternatywnego (+26 proc.), 21,2 tys. ton granulatu SBR (+8 proc.) i 10,2 tys. ton kordu stalowego (+ 7 proc.). 27-procentowy wzrost odnotowano w ramach usług prowadzenia zbiórki opon (3,5 mln zł), najsilniej natomiast wzrosła pozostała sprzedaż (+288 proc. do 5,4 mln zł), będąca efektem zagospodarowania zużytych opon oraz odbioru innych odpadów, dodawanych do paliw alternatywnych własnej produkcji.

– W najbliższych latach przede wszystkim stawiamy na rozwój nowych produktów, co docelowo będzie wspierać osiągane marże. Temu pomogą środki Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które przyspieszą prowadzone badania. W ciągu kilku kwartałów spodziewamy się pierwszych rezultatów prac nad takimi rozwiązaniami, jak technologie dewulkanizacji gumy, czy mieszanki gumowe – dodał Maciej Jasiewicz.

Spółki z Grupy Recykl  w grudniu 2017 r. podpisały umowy na dofinansowanie z NCBiR na ok. 3 mln zł (całkowita wartość projektów to 5,2 mln zł), które dotyczą prac nad opracowaniem technologii dewulkanizacji gumy oraz stworzenia mieszanek gumowych do zastosowań przemysłowych. Pierwsze efekty początkowych etapów milowych, spodziewane są pod koniec 2018 r. i w I poł. 2019 r.

Szef wie lepiej – w polskich firmach pracownicy nie mają nic do powiedzenia

Pracownicy w Polsce nie mają realnego wpływu na działalność swoich firm. Przeważnie są tylko biernymi wykonawcami poleceń przełożonych, którym często wydaje się, że zawsze wiedzą wszystko najlepiej. Tymczasem nierzadko to właśnie pracownicy są bliżej problemów, którym musi stawiać czoła firma, i to oni wiedzą, co warto w niej zmienić.

Trybiki w firmowej maszynie

W Polsce „pracownicy są sprowadzeni do roli osób wykonujących w sposób bierny czynności, które są dysponowane przez szefów. W związku z tym działają bezrefleksyjnie, jako tryby w wielkiej machinie, jaką jest firma. Ma to mało wspólnego z innowacją, kreatywnością, inwencją. Raczej jest działaniem schematycznym. Bardzo często wynika to z tego, że pracodawcy nie są przyzwyczajeni i przygotowani do pełnienia roli nowoczesnego szefa w firmie […]. Firmy realizują bardzo proste strategie zarządzania ludźmi” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Bartosz Michałek, CEO iniJOB.com. Oczywiście im wyższe stanowisko zajmuje zatrudniona osoba, tym mniej nakazowy charakter ma stosunek do niej jej szefa. Szeregowi pracownicy zazwyczaj na decyzje pracodawcy nie mają żadnego wpływu.

To pracownicy znają firmę od podszewki

Przedsiębiorstwa, w których zatrudnione osoby nie mają nic do powiedzenia, na ogół rozwijają się wolniej. Wbrew pozorom to pracownicy często wiedzą bowiem lepiej, co się dzieje w firmie, co powinno się w niej usprawnić, a także jak należy się dostosować do rynku i potrzeb klientów. Niestety, ponieważ większość szefów jest głucha na propozycje podwładnych, zwykle nie widzą oni sensu wyrażania swoich opinii. Niektórzy się z tym godzą i chociaż mają mniejszą satysfakcję z pracy, zostają w firmie, innych doprowadza to do frustracji i w końcu odchodzą z poczuciem niezadowolenia oraz złymi wspomnieniami.

Wysłuchany pracownik przyczyni się do rozwoju firmy

„Korzyści wynikające ze wsłuchiwania się w inicjatywy zgłaszane przez podwładnych są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze firma lepiej dostosowuje się do warunków rynkowych i lepiej rozumie potrzeby klientów. W związku z tym może się efektywniej rozwijać, więcej sprzedawać i być bardziej konkurencyjna […]. Drugą korzyścią jest to, że pracownicy są bardziej przysposobieni do obowiązków, które wykonują. Robią to, co powinni robić, co lubią, co chcą. W efekcie rozwijają się lepiej, pracują efektywniej, z większym zaangażowaniem, są zadowoleni z pracy i z niej nie odchodzą” – stwierdza ekspert. Istotne jest więc to, żeby zatrudnione osoby mogły swobodnie i bez obaw (np. anonimowo) wyrażać swoje opinie o tym, co się dzieje w firmie. Ale na tym nie koniec. Za zbieraniem tych opinii muszą iść konkretne działania, zmiany, tak aby wpływ pracowników na funkcjonowanie przedsiębiorstwa nie był pozorny, lecz faktyczny.

Blockchain pozwala zbudować w pełni wirtualne i bezpieczne państwo. Polska pracuje nad wdrożeniem tej technologii do administracji

Blockchain pozwala zbudować w pełni wirtualne i bezpieczne państwo. Polska pracuje nad wdrożeniem tej technologii do administracji 7

Technologia blockchain, wykorzystywana przede wszystkim jako zasadniczy element kryptowalut, takich jak bitcoin czy ethereum, znajduje zastosowanie także w sektorze publicznym. Jako zaufana struktura danych gwarantuje bezpieczeństwo transakcji i przechowywania danych. Technologię blockchain stosuje już administracja kilku krajów. Polska również pracuje nad wdrożeniem takich rozwiązań w administracji państwowej. Rejestry rozproszone jako zaufana struktura danych mają bardzo duży potencjał, który w przyszłości może zostać wykorzystany do budowy bezpieczeństwa informatycznego i ekonomicznego kraju – przekonują eksperci Ministerstwa Cyfryzacji.

– Blockchain to rozproszona platforma obliczeniowa, która w sposób zdecentralizowany wylicza autentyczność prowadzonych na niej transakcji. Jest to zaufana struktura danych, która umożliwia bezpieczne prowadzenie transakcji. Stanowi również rozproszoną księgę główną, która przechowuje chronologiczny zapis prowadzonych na niej transakcji w sposób niezaprzeczalny i bezpieczny, niezależnie od tego, jaki charakter mają prowadzone transakcje, finansowy lub niefinansowy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Magdalena Borowik, doradca ds. technologii transakcyjnych w Ministerstwie Cyfryzacji.

Blockchain jest uważany za najbezpieczniejszą obecnie technologię zapisu i przechowywania danych. To system rozproszonej bazy danych oparty na algorytmach matematycznych i kryptografii. Służy do rejestrowania informacji o zdarzeniach gospodarczych albo transakcjach finansowych dokonywanych pomiędzy jego użytkownikami. Podstawowym elementem blockchain jest blok danych, który zawiera pakiet zaszyfrowanych informacji o przeprowadzanych transakcjach. Poszczególne bloki danych są ze sobą chronologicznie połączone i tworzą nierozerwalny łańcuch (stąd nazwa blockchain – łańcuch bloków).

System nie tworzy jednej centralnej jednostki, w której zapisane są wszystkie poufne informacje, jest zdecentralizowany i rozproszony. Dlatego system jest odporny na cyberataki – hakerom trudniej jest uzyskać dostęp do wielu kont użytkowników, niż złamać zabezpieczenia pojedynczej bazy danych.

Technologia blockchain wykorzystywana jest przede wszystkim jako zasadniczy element kryptowalut, jednak po jej możliwości coraz częściej sięgają także inne branże, nie tylko finansowe.

– Oprócz zastosowań transakcyjnych finansowych, związanych z walutami cyfrowymi, ta technologia umożliwia szereg różnych innych zastosowań. Te, które interesują sektor publiczny, to zastosowania, gdzie mamy do czynienia z zarządzaniem dostępami i uprawnieniami, jak np. warstwy transakcyjne w rejestrach, którymi opiekuje się państwo – mówi Magdalena Borowik.

Technologie blockchain wykorzystywane są już przed administracje państwowe kilku krajów. W Gruzji blockchain jest wykorzystywany do rejestracji tytułów własności gruntów oraz przy sprzedaży i zakupie tytułów własności. W Estonii, uważanej za pioniera w zakresie wykorzystywania technologii blockchain w infrastrukturze publicznej, udostępniana jest obywatelom KSI blockchain – Keyless Signature Infrastructure. Serwis umożliwia obywatelom dostęp do usług publicznych, mogą też kontrolować, kto i w jakim zakresie ma dostęp do ich danych. Niemal całkowita digitalizacja sprawia, że Estonia mogłaby wciąż funkcjonować, nawet w przypadku zajęcia jej terytorium przez wrogie państwo.

Dlatego także Polska pracuje nad wdrożeniem technologii blockchain w administracji państwowej. W 2016 roku powołana została grupa ekspercka „Blockchain i kryptowaluty”, której głównym celem jest stworzenie warunków dla rozwoju polskich projektów związanych z kryptowalutami i umożliwienie wykorzystania technologii blockchain na potrzeby administracji i biznesu.

– Ponieważ technologia rejestrów rozproszonych ma bardzo duży potencjał do zastosowań w sektorze usług publicznych i nie tylko, ministerstwo przygląda się inicjatywom, które są obecne na rynku, w celu skorzystania z najlepszych doświadczeń i z tej technologii na potrzeby infrastruktury państwa. Rejestry rozproszone jako zaufana struktura danych mają bardzo duży potencjał, który może w przyszłości zostać wykorzystany do budowy bezpieczeństwa informatycznego i ekonomicznego kraju – ocenia ekspertka Ministerstwa Cyfryzacji.

Według raportu firmy badawczej Research and Markets globalny rynek technologii blockchain ma wzrosnąć do 6 mld dol. do 2023 roku. W najbliższych latach prognozuje się średniorocznie ok. 50-proc. wzrost.

Poczta Polska chce rozszerzyć działalność w internecie. Nowa platforma zakupowa ma zwiększyć zyski i promować nowe produkty

Poczta Polska chce rozszerzyć działalność w internecie. Nowa platforma zakupowa ma zwiększyć zyski i promować nowe produkty 8

Firmy, które wdrożyły systemy zakupowe, mogą liczyć nawet na 15 proc. oszczędności. W Polsce jednak zaledwie co trzecie przedsiębiorstwo korzysta z platform zakupowych. Największe generują dziesiątki miliardów zysku. Taką platformą może się stać rozwiązanie stworzone przez Ulan Systems na potrzeby Poczty Polskiej, dla której to okazja do rozszerzenia sprzedaży swoich usług i produktów w internecie w zakresie B2B. Rozwiązanie obecnie jest w fazie testów.

– W ramach programu Gamma Rebels dla Poczty Polskiej stworzyliśmy platformę handlową, która służy do sprzedaży produktów przez wielu dostawców. Platformy handlowe są miejscem, w którym kupujący spotykają się z ofertą wielu firm, ofertą produktów bądź usług. Przykładami mogą być Airbnb, Uber, Amazon, a w Polsce Allegro. Właśnie takie rozwiązanie stworzyliśmy dla Poczty Polskiej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Karol Andruszków z Ulan Systems.

Jak ocenia portal Bigcommerce w The 19 Ecommerce Trends, ponad połowa osób na świecie woli kupować online, a 54 proc. korzysta przy tym z platform handlowych. Największe platformy handlowe na świecie są warte miliardy dolarów, np. Uber już 69 mld dol., eBay – 35 mld dol., a Airbnb – 30 mld dol. Platforma Ulan Systems daje szansę na zwiększenie zysków Poczty Polskiej, a także sprzedaż ubezpieczeń i innych dodatkowych produktów.

– Gotową platformę dostosowaliśmy wizualnie do brandingu Poczty Polskiej. Stworzyliśmy przejrzyste, bardzo intuicyjne miejsce, w którym każdy może kupować produkty z wielu kategorii. W ramach platformy produkty mają być dostarczane do klientów za pomocą przesyłek Poczty Polskiej. Poczta będzie miała też możliwość zarabiania na tej platformie poprzez pobieranie prowizji, ponadto będzie też mogła edukować na temat swoich produktów, np. ostatnio wypuściła usługę odbiór w punkcie – po pierwsze będzie mogła przedstawić tę usługę klientom platformy, po drugie będzie mogła pokazać, gdzie są takie punkty – wskazuje Karol Andruszków.

Z raportu „Digitalizacja rynku B2B. Cyfrowe platformy zakupowe” przygotowanego przez Deloitte oraz Aleo wynika, że w Polsce choć silną pozycję zajmuje sektor B2C, to klienci B2B stanowią znacznie istotniejszą grupę. Korzystanie z platform handlowych, dzięki agregacji zapotrzebowania i dotarciu do nowych dostawców, pozwala firmom uzyskać oszczędności w przedziale 10–15 proc. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Aleo wskazują jednak, że tylko 35 proc. przedsiębiorstw korzysta z internetowych platform zakupowych. Z rozwiązania Ulan korzysta już ok. 200 klientów, przede wszystkim z sektora małych i średnich firm.

– Nasz marketplace jest rozwiązaniem dla małych przedsiębiorców, głównie firm z sektora MŚP, który wspomaga sprzedaż ich produktów. Rozwiązanie jest rozproszone – oprócz tego, że klienci mogą sprzedawać poprzez platformę, mogą również sprzedawać na własnych stronach internetowych, czyli dodając produkt na platformie, produkt ten automatycznie pojawia się na jego dedykowanej stronie internetowej. Dzięki temu klient ma większą możliwość dostosowania oferty i swojej strony do potrzeb klientów końcowych, zmiany designu i stworzenia własnego brandu. Rozwiązanie to jest dostosowane również dla osób, które nie mają żadnej wiedzy informatycznej, mogą same stworzyć taką stronę internetową, zintegrowaną z naszym marketplace – przekonuje Wojciech Andruszków, prezes zarządu Ulan Systems.

Obecnie w Poczcie Polskiej trwają testy funkcjonalne oraz analizy, czy wdrożenie takiego rozwiązania będzie uzasadnione ekonomicznie i biznesowo. Platforma miałaby służyć do sprzedaży produktów Grupy Poczty Polskiej oraz produktów komplementarnych z usługami PP.

Wartość rynku e-commerce B2B na świecie ma wzrosnąć do 2020 roku do 6,7 bln dolarów, wynika z szacunków firmy Frost & Sullivan.

Odpowiednia polityka cenowa firmy może zwiększyć marżę i napędzić sprzedaż. 80 proc. przedsiębiorstw nie wykorzystuje potencjału w tym obszarze

Odpowiednia polityka cenowa firmy może zwiększyć marżę i napędzić sprzedaż. 80 proc. przedsiębiorstw nie wykorzystuje potencjału w tym obszarze 9

Nie więcej niż 1/5 firm doskonale radzi sobie z kształtowaniem strategii cenowej. Pozostałe 80 proc. ma w tym zakresie niewykorzystany potencjał – wynika z globalnego badania niemieckiej firmy doradczej Simon Kucher. Właściwie skonstruowana polityka cenowa nie polega na zwiększaniu cen – powoduję maksymalizację marży i napędza sprzedaż. Jej nieodłącznym elementem są promocje, do których przyzwyczajeni są polscy konsumenci. 

– Strategia cenowa jest dla firmy bardzo ważnym elementem. Nad tym tematem pracuje zazwyczaj cała firma: prezes coś ustali, marketing coś wymyśli, sprzedawcy ostatecznie dają rabat i sprzedają. Ważne, żeby całość była spójna, a ktoś doglądał tego, co się w firmie dzieje pod tym względem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Richard Zinoecker, partner zarządzający warszawskiego biura Simon Kucher.

Firma konsultingowa co roku przeprowadza globalne badanie „Global Pricing Survey”, którego celem jest zebranie informacji o głównych wskaźnikach cen i zysku, poziomie zarządzania cenami oraz branżowych i regionalnych trendach cenowych. Taka wiedza umożliwia wytypowanie obszarów zarządzania cenami, które pozwolą firmom generować większe zyski.

– To ogólnoświatowe badanie, w którym na pytania odpowiada ok. 4 tys. menadżerów. Okazuje się, że firmy, które doskonale radzą sobie z tematem polityki cenowej, mają zyski większe o blisko 25 proc. Poza tym odpowiednia strategia przydaje się przy wprowadzaniu na rynek innowacji i nowych produktów. Nie jest tak, że każdy produkt z sukcesem trafia na rynek, ale ten czynnik podnosi szansę do 50 proc., czyli co drugi projekt się udaje. Pozostała grupa firm ma mniej więcej 20 proc. udanych produktów – mówi Richard Zinoecker.

Eksperci Simon Kucher ocenili, że około 15–20 proc. firm to tzw. pricing champions, którzy doskonale sobie radzą z tematem polityki cenowej. Pozostałe 80 proc. ma w tej dziedzinie niedociągnięcia, ale i duży potencjał. Partner zarządzający warszawskiego biura firmy dodaje, że na przestrzeni ostatniej dekady podejście do kształtowania strategii cenowej w polskich firmach znacznie się zmieniło.

– Pracuję jako doradca w polityce cenowej od około 10 lat, wtedy ten temat był dosyć egzotyczny. Dwie główne reakcje brzmiały: „proszę pana, cenę już mamy” i druga: „nie wiedziałem, że można tak kombinować z cenami”. W trakcie tych 10 lat to podejście mocno się zmieniło. W tej chwili jest wiele konferencji i artykułów, dużo się rozmawia i publikuje na ten temat. Polska jest pod tym względem na poziomie zachodnich krajów takich jak Niemcy czy Francja. To jednak nie oznacza, że każda firma doskonale radzi sobie z zarządzaniem cenami – mówi Richard Zinoecker.

W polityce cenowej nie chodzi bezpośrednio o podnoszenie cen. Właściwie skonstruowana powoduje maksymalizację marży, pozwala jednocześnie zwiększyć zyskowność i poziom sprzedaży.

– Są trzy sposoby ustalania ceny przez firmę. Pierwszy, klasyczny i bardzo często stosowany to koszt +, czyli połączenie kosztu i narzutu, które daje ostateczną cenę. Drugi sposób – być może stosowany jeszcze częściej niż pierwszy – to dostosowanie się do konkurencji i do ceny rynkowej. Trzeci sposób – i zarazem element, który warto uwzględniać – jest to tzw. value-based pricing, czyli ustalanie cen na podstawie wartości, czyli skłonność klientów do naszych produktów wobec oferty konkurencji – mówi Richard Zinoecker.

Integralnym elementem polityki cenowej firmy są promocje i okazjonalne obniżki cen. Ich poziom powinien być zależny od branży i rodzaju biznesu, a także celu, jaki firma chce osiągnąć. Polskie firmy nagminnie stosują w tym zakresie dwa skrajne podejścia: w ogóle nie organizując promocji cenowych, wychodząc z założenia że wystarczy dobry produkt i silna marka, żeby przyciągnąć konsumentów, albo nieustanie obniżają ceny swoich produktów.

– Idealnie jest wtedy, kiedy firma ma dobre, konkurencyjne ceny, po których jest w stanie na co dzień sprzedawać swoje produkty, i dodatkowo organizuje selektywne promocje, która się opłacają i są skierowane do  konkretnej grupy docelowej. Niestety, firmy robią promocje, ale nie wiedzą, po co ani czy w ogóle się ona opłaci. Klienci przestają w ogóle kupować bez promocji i to też jest duży problem. Warto być ostrożnym, przeprowadzając takie akcje – podkreśla partner zarządzający warszawskiego biura Simon Kucher.

Temat roli kobiet nie cichnie w debacie publicznej. Artyści przełamują stereotypy związane z postrzeganiem kobiet

Temat roli kobiet nie cichnie w debacie publicznej. Artyści przełamują stereotypy związane z postrzeganiem kobiet 10

W polskiej debacie publicznej wciąż aktualny jest temat roli, praw i potrzeb kobiet. Głos w tej dyskusji zabrali też polscy artyści, którzy przedstawili swoje spojrzenie na różne aspekty kobiecości i macierzyństwa. Prace wybitnych grafików i rysowników zostały zebrane w siódmej edycji Kalendarza Artystycznego Gedeon Richter, tym razem zatytułowanego „Kobiece sprawy”. Nad stroną artystyczną całego projektu czuwał Andrzej Pągowski, jeden z najbardziej i uznanych polskich grafików i plakacistów.

Kobieta wchodzi w tak wiele ról, ma tak wiele twarzy i reprezentuje sobą tak wiele emocji, wyzwań też ma mnóstwo. Jak wiemy, polityka o nas nie zapomniała. Jesteśmy bardzo aktywne, ponadto jesteśmy matkami, ciągle chcemy być kochane i piękne, ale również chcemy być ważne w życiu społecznym, politycznym, nie uciekamy na bok. Myślę, że nadchodzi era kobiet – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Gedeon Richter Polska.

W obecnych czasach bycie kobietą jest dużym wyzwaniem – poddane sprzecznym oczekiwaniom współczesne kobiety próbują pogodzić wiele różnych ról społecznych. W polskiej debacie publicznej również nie cichnie temat kobiet – ich praw, potrzeb oraz ról.

To, co dzieje się na świecie, nie napawa optymizmem. Natomiast panie wzięły sprawy w swoje ręce, coraz głośniej mówią o ważnych sprawach, domagają się godności i na pewno potrzebują wsparcia. Daliśmy artystom tematy ważne – wrażliwość, mądrość, dojrzałość, bycie liderką – i myślę, że dobrze na nie odpowiedzieli – mówi Andrzej Pągowski odpowiadający za koncepcję artystyczną Kalendarza.

W tym tygodniu miała miejsce premiera 7. edycji Kalendarza Artystycznego „Kobiece sprawy” – projektu, w ramach którego 12 polskich plakacistów przedstawiło swoje spojrzenie na różne aspekty kobiecości. Andrzej Pągowski wraz z firmą farmaceutyczną Gedeon Richter zaprosił w tym roku do współpracy wybitnych plakacistów z różnych pokoleń, sam również jest autorem jednej z kart kalendarza. Uznany polski grafik i plakacista zwraca uwagę na fakt, że jednym z najważniejszych motywów tegorocznego kalendarza jest macierzyństwo, sportretowane na wiele sposobów.

– Kobieta jest matką, ale też chce być elegancka, jest bardzo wrażliwa, potrafi przekazywać swoją dojrzałość – mówi Andrzej Pągowski.

– Macierzyństwo to temat bardzo dwuznaczny. Z jednej strony to gigantyczna zmiana w życiu kobiety, z drugiej – wielka frajda. Bardzo łatwo przy portretowaniu kobiet otrzeć się o jakiś stereotyp – kobiety pięknej, seksownej, ideału kobiety – dlatego jako ilustrator staram się szukać jakiegoś intymnego momentu, nie ocierać się o stereotypy i przedstawić kobietę w uniwersalny sposób. Wydaje mi się, że tegoroczny temat – „Kobiece sprawy” – jest też bardzo aktualny i bieżący wobec zmian, parytetów, różnych działań równościowych – dodaje ilustratorka Aleksandra Niepsuj.

W pracach przygotowanych dla kalendarza „Kobiece sprawy” artyści zwięźle zilustrowali kobiece priorytety i problemy, a także zobrazowali współczesny model kobiecości. Różnorodność form, kolorów i kresek czyni cały projekt bardzo oryginalnym pod względem artystycznym.

Kobiety są zdecydowanie wdzięcznym tematem dla artysty, co widać po historii sztuki. Natomiast w dzisiejszych czasach wychodzimy trochę z idealistycznego, zawsze pięknego lub czysto erotycznego ich przedstawienia. Wiąże się to też z ryzykiem popadania w jakieś stereotypy. Ten projekt i ilustracje w nim zawarte mają przełamać te stereotypy, pokazać kobiety w innym świetle, nadać nową perspektywę. W pewnym sensie cały czas borykamy się z tymi samymi problemami. Akcja HASHmetoo czy temat równouprawnienia kobiet powraca co jakiś czas, zwłaszcza w Polsce – to świadczy, że niewiele się zmienia – mówi Jan Bajtlik, artysta grafik.

Wszystkie plakaty stworzone dla kalendarza Gedeon Richter „Kobiece sprawy” zostały zaprezentowane 6 lutego podczas zamkniętego pokazu w Arkadach Kubickiego. Rzeczniczka firmy Aneta Grzegorzewska zwraca uwagę na fakt, że projekt wpisuje się w aktualną debatę społeczno-polityczną dotyczącą kobiet i przedstawia płeć piękną z nowej perspektywy – co nie znaczy, że w kalendarzu nie ma portretu kobiety zapracowanej, przytłoczonej czy pełnej emocji.

Jesteśmy bardzo związani z kobietami, produkujemy i rozwijamy leki na różne kobiece schorzenia, leki antykoncepcyjne, więc firma w pewnym sensie istnieje dla kobiet. Istotne jest, że prawie 70 proc. zatrudnionych w całej firmie osób to kobiety – w związku z tym na co dzień widzimy ich pracę, zaangażowanie, tysiąc twarzy, które muszą przybrać, żeby pełnić role liderek, managerów, matek czy mentorów. To inicjatywa dla kobiet, dla naszych pracowników, żeby przedstawić kobiecość w nieco innej formie – podsumowuje Tomasz Németh, dyrektor generalny i prezes Gedeon Richter Polska.

20- i 30-latkowie chętnie zakładają własne firmy. Motywuje ich potrzeba bycia niezależnym oraz chęć zysku

20- i 30-latkowie chętnie zakładają własne firmy. Motywuje ich potrzeba bycia niezależnym oraz chęć zysku 11

Do połowy przyszłej dekady millenialsi mają stanowić już ponad trzy czwarte wszystkich zatrudnionych na rynku pracy. Generacja Y to pokolenie z „żyłką do biznesu”, dlatego część z nich zatrudnia się sama, zakładając własną działalność gospodarczą. Ponad połowa Igreków wykorzystuje do tego własny kapitał, co czwarty korzysta z kredytu bankowego, a co trzeci – zapożycza się u znajomych lub rodziny. Miarą sukcesu jest dla nich finansowa niezależność i równowaga między pracą i życiem prywatnym. 

 Podstawową rzeczą, która motywuje millenialsów do zakładania własnych firm, jest osiąganie zysku i zarabianie pieniędzy. Na drugim miejscu jest uzyskanie niezależności – nie tylko finansowej, ale również na zasadzie „sam jestem sobie sterem i okrętem”, nie pracuję w korporacji, nie mam nad sobą szefa. Kolejny jest brak dostępnych miejsc pracy, brak etatu i konieczność szukania własnej drogi. Co ciekawe, jest też mały, 4-proc. udział tych millenialsów, którzy twierdzą, że zakładają własny biznes po to, żeby zmienić świat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Woźniak, wiceprezes zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.

Millenialsi, czyli pokolenie urodzone w latach 1980–1994, bywają też nazywani pokoleniem Y, e-generacją czy pokoleniem Piotrusia Pana. To obecni 20- i 30-latkowie. Do 2025 roku będą stanowić już 75–80 proc. wszystkich pracowników na globalnym rynku pracy. Przyjęło się, że millenialsi są grupą, która ma wysokie poczucie własnej wartości i kompetencji zawodowych oraz równie wysokie oczekiwania wobec pracodawców. Nie uznają barier, nie przywiązują się do miejsca pracy i autorytetów, oczekują przede wszystkim możliwości rozwoju i elastyczności.

– Bardzo ważna jest dla nich stabilność finansowa własna i całego ich otoczenia i rodziny. Bardzo wysoki odsetek millenialsów deklaruje też, że istotny jest dla nich work-life balance, czyli równowaga pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. To cecha, która bardzo mocno odróżnia ich od wcześniejszego pokolenia X – mówi Radosław Woźniak.

Igreki są też bardzo przedsiębiorcze – nie mają też problemu z przechodzeniem „na swoje”, czyli zakładaniem własnego biznesu. Badanie przeprowadzone w 2016 roku przez ARC Rynek i Opinia pokazało, że 75 proc. osób reprezentujących to pokolenie planuje otworzenie własnej firmy.

– Pomysł na własny biznes u millenialsów bierze się przede wszystkim z marzeń i idei. Chcą realizować marzenia, swoje cele i przy okazji prowadzić biznes. Tak deklaruje prawie połowa badanych. Część millenialsów twierdzi też, że zakładała swój biznes, kierując się głównie badaniami rynkowymi i wynikami analiz dotyczących nisz rynkowych – mówi Radosław Woźniak.

Z raportu „Millenialsi w MŚP. Pod lupą”, opracowanego przez EFL, wynika, że większość Igreków sfinansowała założenie firmy z własnych środków – tak wskazało 52 proc. badanych. Wśród najmłodszych przedstawicieli tego pokolenia (do 24 roku życia) ten odsetek był jeszcze wyższy i sięgnął 94 proc. Relatywnie często jako źródło finansowania wskazywano również pożyczkę z banku (41 proc.). Prawie co trzeci Igrek (29 proc.) zaciągnął w tym celu pożyczkę u rodziny lub znajomych, a tylko co dziesiąty skorzystał z dotacji z urzędu pracy lub rządowego dofinansowania na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Millenialsi zdecydowanie najrzadziej decydowali się na skorzystanie z finansowania społecznościowego oraz funduszy typu seed capital czy venture capital (mniej niż 1 proc. badanych).

Badanie EFL pokazało też, że Igreki chętniej sięgają po zewnętrzne źródła finansowania niż przedsiębiorcy z sektora MŚP ogółem, z których 80 proc. inwestuje w firmę z własnych środków. W pokoleniu Y przynajmniej o 10 pkt. proc. więcej przedsiębiorców sięgnęło po kredyt bankowy. Natomiast znajomość i korzystanie z leasingu są w obu grupach zbliżone.

Na korzyść millenialsów wypada za to stopień rozpoznania możliwości, jakie dają środki z programów UE. Otrzymało je ponad 16 proc. z nich, podczas gdy w MŚP ten odsetek jest dziesięciokrotnie niższy (1,6 proc.).

– Tym, co zaskoczyło mnie w tym badaniu, jest wynik pokazujący, że najmłodsi przedstawiciele millenialsów wykazują zdecydowanie mniejsze zaufanie do reklam. Wyraźnie nie chcą kierować się reklamą jako taką, bardziej biorą pod uwagę rekomendacje bądź prowadzą własne poszukiwania – mówi wiceprezes zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.

Nieruchomości i obligacje korporacyjne mogą być czarnym koniem inwestycji w 2018 roku

Nieruchomości i obligacje korporacyjne mogą być czarnym koniem inwestycji w 2018 roku 12

Fundusze akcji rynków wschodzących dały zarobić najwięcej w 2017 roku. Polacy jednak wciąż najchętniej lokują pieniądze w bezpiecznych funduszach gotówkowych i pieniężnych. W tym roku – według firmy doradczej Great Private Equity – korzystne stopy zwrotu mają szanse przynieść inwestycje w obligacje korporacyjne oraz nieruchomości.

 Trudno przewidzieć, który segment rynku będzie działał najlepiej. My jako firma postawiliśmy na dwa typy inwestycji dla naszych klientów. Pierwszy to ciągle niedoceniane obligacje korporacyjne. W Polsce ten rynek dopiero się rozwija się, ponieważ osiąga niecałe 2 proc. polskiego PKB. Dla przykładu rynek Holandii to 140 proc. PKB – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Włodarczyk, prezes zarządu Great Private Equity. – W Wielkiej Brytanii, która króluje wartościowo w pozyskaniu kapitału, inwestycje w zakresie obligacji to 80 proc. PKB. To jest ogromna wartość tego rynku.

W 2017 roku fundusze obligacji korporacyjnych dały średnio zarobić w przypadku polskich firm 2,7 proc., a w przypadku globalnych – 3,3 proc. To niewiele w porównaniu np. z funduszami akcji rynków wschodzących: Azja bez Japonii przyniosła średnio 23,3 proc. zysku, globalne rynki wschodzące 14,7 proc., a akcje polskie – 13,8 proc. Jednocześnie jednak są to inwestycje o znacznie wyższym stopniu ryzyka, choć także przy wyborze funduszy czy konkretnych firm, których obligacje zamierza się kupić, wymagana jest ostrożność.

– Jest masa firm, które wypuszczają tego typu papiery dłużne, czyli pożyczają pieniądze od swoich obligatariuszy, natomiast dość często nie mają ku temu podstaw biznesowych. To łatwo pożyczony pieniądz, który później klient może niestety stracić – mówi Paweł Włodarczyk. – Jest dość duże zróżnicowanie rynku, jeżeli chodzi o tego typu papiery. Trzeba z niego wyłuskać te najlepsze.

Tylko w 2017 r. na giełdowym rynku Catalyst, na którym sprzedawane i kupowane są obligacje firm, spółdzielni i samorządów wartość emisji papierów korporacyjnych wyniosła ponad 76 mld zł (rok wcześniej było to 68,8 mld zł), a liczba serii wzrosła do 416 z 385 w 2016 roku. Spadła co prawda liczba emitentów: z 133 do 121. Paweł Włodarczyk zaznacza, że Great Private Equity nie sprzedaje inwestorom pakietów obligacji, a typuje konkretne spółki po przeprowadzeniu analizy rynku, na którym spółka działa, oraz jej możliwości i pomysłu biznesowego, na który chce pozyskać pieniądze od obligatariuszy.

– Przede wszystkim mówimy tutaj o obligacjach zabezpieczonych. Należy pamiętać, żeby wyszukiwać te, które są zabezpieczone, ale nie wekslem prezesa, a nieruchomościami lub ruchomościami spółki. To pokazuje, czy szefowie firmy wierzą w ten biznes, czyli czy są w stanie zastawić swój własny, prywatny majątek, gdyby to przedsięwzięcie nie wyszło – mówi Paweł Włodarczyk.

Właśnie nieruchomości to drugi segment rynku, w którym Great Private Equity upatruje szans na zyski w 2018 roku. Chodzi tu zarówno o inwestowanie w fundusze nieruchomości, jak i bezpośrednio w fizyczny zakup mieszkania np. na wynajem. Przy niskim poziomie stóp procentowych i oprocentowaniu lokat niewystarczającym nawet na wyrównanie inflacji Polacy coraz chętniej inwestują nadwyżki pieniędzy w zakup lokalu. W ubiegłym roku za gotówkę tylko w siedmiu największych miastach Polski kupiono ok. 50 tys. mieszkań.

Nieruchomości to inwestycja długoterminowa, natomiast w przypadku obligacji mówimy o roku czy dwóch latach – tłumaczy prezes Great Private Equity. – Dzisiaj na rynku obligacji oprocentowanie, jakie jest płacone klientowi, jest od 3-4 proc. do nawet kilkunastu procent. Te kilkunastoprocentowe omijałbym z jednego powodu – jeżeli ktoś jest mi w stanie dzisiaj zapłacić odsetki 18-20 proc., to ja nie chcę mieć do czynienia z aż tak wysokimi odsetkami, bo dzisiaj pozyskanie pieniądza aż tyle nie kosztuje. Rzeczywista, realna wartość odsetek wypłaconych klientowi od obligacji to między 5 a 8 proc.

Polskie auto elektryczne coraz bliżej. Do małoseryjnej produkcji trafi w 2019 roku

Polskie auto elektryczne coraz bliżej. Do małoseryjnej produkcji trafi w 2019 roku 13

W ciągu najbliższych miesięcy eksperci motoryzacyjni wybiorą partnera do budowy pierwszego polskiego e-samochodu. Za realizację projektu odpowiada ElectroMobility Poland. Auto trafi do małoseryjnej produkcji w 2019 r.

Pod koniec ubiegłego roku spółka rozstrzygnęła konkurs na wizualizację nadwozia, w którym wyłoniła projekty o najciekawszym designie. W listopadzie rozpoczęło się postępowanie skierowane do producentów pojazdów i komponentów samochodowych.

– Komisja ma za zadanie wytypować samochód, który byłby polską wizytówką. W tej chwili waży się, czy powinien on być duży czy mały, tani czy drogi. Dylematy wiążą się nie tylko z trudnościami technicznymi, lecz także ze sprawami finansowymi. Podoba mi się młoda generacja konstruktorów, ludzi chętnych do stworzenia polskiego samochodu, oni podchodzą do tego z wielkim zapałem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbysław Szwaj, konstruktor i członek komisji oceniającej w postępowaniu „Polski Samochód Elektryczny”.

Całe postępowanie będzie się składać z kilku etapów, w trakcie których eksperci dokładnie zweryfikują nie tylko wszystkie projekty, lecz także kompetencje zespołów, które je zgłosiły. Spółka chce, aby za kilkanaście miesięcy były już gotowe pierwsze prototypy funkcjonalne – czyli takie, które nie są jeszcze gotowe do wdrożenia do produkcji, ale pokażą już, jak będzie wyglądało e-auto, jakie będzie miało funkcje i czym będzie mogło przekonać do siebie polskich konsumentów.

– Oczekujemy od projektów przede wszystkim innowacyjności, ponieważ wchodzenie w bezpośrednią konkurencję z firmami samochodowymi, które od wielu lat zajmują się elektromobilnością, nie będzie proste. Musimy znaleźć sobie niszę, która odpowiada naszym użytkownikom i realnie ją zagospodarować – mówi zasiadający w komisji Wojciech Sierpowski, który od 1992 roku jest także członkiem jury Car of the Year.

Zainteresowanie współpracą z EMP jest bardzo duże. Zgłosiło się siedemnaście konsorcjów, na które składa się blisko dwieście podmiotów. Jak zapewnia Piotr Zaremba, dyrektor zarządzający ElectroMobility Poland, firmy te mają bardzo różne kompetencje, które wzajemnie się uzupełniają. Oceniamy koncepcję biznesową i techniczną złożonych projektów. Szukamy też ludzi, którzy mogliby te projekty dalej realizować.

Bartosz Mielecki z Polskiej Grupy Motoryzacyjnej ocenia, że projekt polskiego elektryka jest inicjatywą, która przyciągnie młodych, ambitnych konstruktorów czy inżynierów, którzy mają już doświadczenie w pracy dla dużych, zagranicznych koncernów. Teraz będą mogli je wykorzystać na polskim rynku.

– Wokół PGM zbudowaliśmy sojusz, grupę polskich firm, które zdecydowały się wesprzeć ten projekt. Chcemy, żeby powstała wspólna wartościowa marka, która będzie integrowała zakłady produkcyjne, użytkowników samochodów i państwo. Traktowanie tego jako wspólny projekt i wspólne przedsięwzięcie może być z korzyścią zarówno dla polskiej gospodarki, jak i dla konsumentów – mówi Bartosz Mielecki.

Wśród projektów, które trafiły do EMP, znalazła się między innymi nowa wersja legendarnej Syreny i elektryczny crossover z napędem na cztery koła. Jego twórca, Andrzej Lechowicz ze spółki Sancad, podkreśla, że to obecnie szybko rosnący segment rynku motoryzacyjnego.

– Crossover to najszybciej rozwijający się segment samochodów. Widzę, że na rynku jeszcze tego nie ma, ale wszyscy – Chińczycy, Europejczycy, Amerykanie – rozpoczęli już prace nad elektrycznymi crossoverami. Myślę, że to najlepsza droga, żeby dzisiaj zacząć ten projekt, a za kilka lat być na równi z dużymi koncernami.

Piotr Kiljańczyk z AK Motor, uczestnik postępowania „Polski Samochód Elektryczny” dodaje – uznaliśmy, że w inicjatywie ElectroMobility Poland warto zaistnieć i zdobyć w ten sposób udział w rodzącym się rynku elektromobilności. Nasz pojazd ma cechy – zarówno techniczne, jak i użytkowe – dzięki którym może zaistnieć na rynku i być ciekawą alternatywą do dostępnych obecnie samochodów masowych. Nasze konsorcjum odpowiada za stworzenie prototypu oraz wdrożenie na rynek nowego wcielenia samochodu Syrena. Mamy nadzieję, że – tak jak pierwsza Syrena obudziła w Polakach mobilność – tak syrena elektryczna będzie w stanie pobudzić w Polakach elektromobilność.