W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19%

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności w styczniu. W pierwszym miesiącu obecnego roku w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano łącznie 82 przypadki niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 19% w stosunku do stycznia 2017 roku. Za ponad połowę przypadków – 44 – odpowiada sektor usług i produkcji. 18 niewypłacalności odnotowano w branży hurtowej i to ten dział gospodarki wygenerował najwyższy, bo 125% wzrost r/r. Palącym problemem wspomnianych sektorów staje się wzrost kosztów wynagrodzeń, co będzie również istotną determinantą dla problemów z niewypłacalnością w całym 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkują upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

  • 19% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm w styczniu 2018 roku, w dalszym ciągu spowodowany brakiem poduszki powietrznej, wynikłej ze zbyt niskich marż.
  • Największe wzrosty rok do roku odnotowano w hurcie (+125%), sektorze produkcji (+29%), oraz w usługach (+22%). Warto podkreślić, że we wszystkich tych sektorach notujemy dynamiczny wzrost liczby niewypłacalności już drugi rok z rzędu. Istotnym problemem w tym roku staje się wzrost wynagrodzeń pracowniczych wymuszonych presją z rynku pracy.
  • W całym 2018 roku spodziewany jest dalszy wzrost liczby niewypłacalności spowodowany – z punktu widzenia przedsiębiorcy – brakiem poprawy na rynku pracy i dalszą presją na wzrost wynagrodzeń, jak również ogromnym ryzykiem, jakie za sobą niesie wejście 1 lipca br. przepisów wymuszających tzw. podzieloną płatność „split payment”.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Już od kilku miesięcy palącym problemem dla polskich przedsiębiorców stają się wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Właścicieli firm, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, przytłacza z jednaj strony brak oszczędności spowodowany niską rentownością, a z drugiej rosnące koszty pracy spowodowane wymuszonym przez rynek wzrostem wynagrodzeń.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 1

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Wzrost liczby niewypłacalności pogłębiony wzrostem kosztów pracowniczych

Znaczący wzrost liczby niewypłacalności w produkcji, usługach oraz hurcie został odnotowany kolejny rok z rzędu. W chwili obecnej, głównym problemem firm jest bardzo znaczący wzrost kosztów wynagrodzeń, a także znikoma dostępność siły roboczej. Problemy dotykają przede wszystkim małe i średnie firmy, zwykle działające na lokalną, bądź co najwyżej regionalną skalę, które przegrywają rywalizację z większymi, lepiej zorganizowanymi, zasobniejszymi w gotówkę konkurentami.

– Kluczową przewagą konkurencyjną wielu producentów, jak i firm usługowych była przez lata niska baza kosztowa, wynikająca z wykorzystywania łatwo dostępnej, taniej siły roboczej. Zmiany na rynku pracy, jakie obserwujemy w ostatnim okresie, doprowadziły do zaniku tej przewagi. Zaniedbywane przez lata inwestycje w automatyzację pracy, brak innowacji produktowych i procesowych, utrudniają, bądź uniemożliwiają wręcz prowadzenie działalności w obecnych realiach rynkowych – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes i dodaje: Podobnie ma się sprawa z hurtownikami. Trudno jest wskazać dominującą branżę, a niewypłacalność ogłaszają dystrybutorzy z wielu branż. Ich wspólnym mianownikiem jest niewielka skala działalności, nie pozwalająca im uzyskiwać korzystnych cen zakupu, co oznacza wyrok śmierci w starciu z dystrybucyjnymi gigantami, dysponującymi nieporównanie większą siłą przetargową.

W 2018 roku sytuacja na rynku pracy nie zmieni się, co determinuje dalsze problemy z rentownością firm

– Z uwagi na to, że wynagrodzenia nadal dynamicznie rosną, zaś bezrobocie pozostaje na bardzo niskim poziomie, w kolejnych miesiącach możemy spodziewać się kontynuacji wzrostu liczby niewypłacalnych firm we wszystkich tych obszarach gospodarki, gdzie koszty pracy stanowią znaczącą część całkowitych kosztów działalności. Jeśli dodamy do tego czekające nas w drugim półroczu bieżącego roku znaczące tąpnięcie płynności firm, wynikające z wejścia w życie podzielonej płatności, możemy założyć, że 2018 rok będzie, pomimo dynamicznie rosnącego PKB, kolejnym trudnym rokiem dla przedsiębiorców – podkreśla Tomasz Starus. 

Najwięcej przypadków niewypłacalności odnotowano w województwie mazowieckim oraz śląskim.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 2 W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Podobnie, jak i na początku roku ubiegłego, w czołówce województw z największą liczbą niewypłacalności znalazły się województwa mazowieckie i śląskie. Na ewidentny plus w przeciągu roku poprawiła się sytuacja w Małopolsce, gdzie liczba niewypłacalności spadła z 11 (ówczesny wicelider) do 4.

Eksperci apelują do rządu o ponowne przygotowanie przepisów o cyfrowych umowach telekomunikacyjnych. To ułatwiłoby życie milionom klientów

Eksperci apelują do rządu o ponowne przygotowanie przepisów o cyfrowych umowach telekomunikacyjnych. To ułatwiłoby życie milionom klientów 1

Zamiast uproszczenia wzorców umów telekomunikacyjnych klienci otrzymają obszerne i skomplikowane kontrakty, których nie będą w stanie zrozumieć – uważa Związek Przedsiębiorców i Pracodawców i apeluje do rządu o zaniechanie prac nad nowelizacją prawa telekomunikacyjnego. Jego zdaniem zmniejszeniu biurokracji mogą służyć cyfrowe rozwiązania, wzorowane na najlepszych, znanych na świecie zastosowaniach.

– Prawo narzuca operatorom takie sformułowania i rygory, że klient nie będzie w stanie w ogóle zrozumieć umowy. Intencją rządu są umowy paperless, a wychodzi jednak, że będą to umowy papermore. Klient, który przyjdzie ją podpisać, wyjdzie z książką telefoniczną, z której w dodatku nic nie rozumie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Kaźmierczak, prezes zarządu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Zgodnie z proponowanymi zmianami klienci nie będą mogli już zmienić ani przedłużyć swojej umowy telefonicznie, tak jak dzieje się to teraz. Przepisy skomplikują też popularne wśród klientów aktywowanie usług np. pakietu danych. Firma telekomunikacyjna nie będzie mogła zrobić tego automatycznie po zakończeniu rozmowy. Aktywacja nastąpi dopiero po tym, jak klient zaloguje się do swojego konta e-mail, odczyta przesłaną korespondencję, zaakceptuje zmiany i odeśle ją operatorowi.

Nowe przepisy narzucają też firmom telekomunikacyjnym obowiązek automatycznego wysyłania klientom nagrań rozmów telefonicznych z biurem obsługi klienta. Po stronie operatorów rodzi to obowiązek przechowywania plików dźwiękowych na skrzynkach e-mailowych. Poza dźwiękowym zapisem rozmowy, klient otrzyma również – w miejsce obecnego jednostronicowego podsumowania zmian – szereg innych dokumentów, m.in. regulaminy i cenniki.

Rząd rozpoczął prace nad zmianą prawa telekomunikacyjnego, by zagwarantować klientom ochronę ich praw. Jednak zdaniem prezesa ZPP propozycje są niewspółmierne do założonego celu.

– Jestem subskrybentem kilku zagranicznych serwisów, w których nie podpisywałem „książki telefonicznej” i uważam, że moje interesy są dobrze chronione przez te firmy. Mogę w każdej chwili zrezygnować z umowy abonamentowej, po prostu przestając ją opłacać – mówi Cezary Kaźmierczak. – Trzeba się cofnąć, od nowa pochylić się nad tym. Przygotować rozwiązania, żeby podpisana umowa była przede wszystkim zrozumiała dla klienta.

Za przykład rozwiązań dobrych dla klientów i firm oferujących usługi w abonamencie ZPP wskazuje globalne koncerny Google, Netflix czy Spotify. Według prezesa związku umowy abonamentowe powinny spełniać trzy podstawowe kryteria: mieć przejrzysty cennik usług, regulamin usługi i nie mogą zawierać klauzul niedozwolonych (tzw. abuzywnych).

– Proponujemy rozwiązania, które są przyjęte wszędzie na świecie. Wielkie, globalne koncerny radzą sobie na takich umowach i nikt nie jest oszukiwany. Trzeba po prostu skorzystać z tych wzorców, zamiast tworzyć administracyjne monstra – tłumaczy Cezary Kaźmierczak. – Zwykle wystarczy podać numer karty kredytowej, zaakceptować regulamin danej usługi, który musi być zgodny z prawem i nie może zawierać klauzul niekorzystnych dla klienta, a potem, co miesiąc pobierana jest z karty kredytowej należność. Tego typu umowy powinny zostać wprowadzone w Polsce.

Nowe prawo telekomunikacyjne to kolejny z wielu ostatnich projektów, który jest kwestionowany przez przedstawicieli przedsiębiorców. Związek zwraca uwagę, że problemem jest przede wszystkim nadmierna biurokracja.

– W ubiegłym roku wyprodukowaliśmy tego tyle, że byłoby na cztery godziny czytania dziennie. Prawo zaczyna tracić jakiekolwiek swoje funkcje, bo trudno przestrzegać przepisów, których się nie zna – dodaje Cezary Kaźmierczak. – Rząd mówi o tym, że za jedną wprowadzoną ustawę będzie chciał likwidować dwie. To bardzo pozytywne działanie. Chcemy natomiast bardziej czerpać z wzorców światowych, bo Donald Trump za jedną wprowadzoną zlikwidował 27, więc może lepiej iść w tym kierunku.

Ujednolicenie umów o pracę ograniczy swobodę działania pracowników

Zmiany w regulacjach dotyczących warunków zawiązywania umów o pracę, umów zlecenie i o dzieło będą uwzględniały dużą cześć osób, które w tej chwili świadczą pracę różnego typu, w ogólnej grupie pracowników.

Oprócz zatrudnienia rozumianego jako stosunek pracodawca – pracobiorca, dotyczyć będą relacji zleceniodawca – zleceniobiorca oraz zlecający dzieło – wykonujący dzieło.

Działania te mają na celu umożliwienie wszystkim uzyskania większych wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych.

Niestety nie usprawni to w efektywny sposób transferu środków. Kiedy zatrudnienie określane jako „zlecenie” rozpatrywać będziemy jako prawo pracy, to zamkniemy możliwość ponoszenia odpowiedzialności danych osób – specjalistów za wykonywane przez nie czynności oraz swobodnego ich przechodzenia między podmiotami. W chwili, kiedy dużo osób wykonuje zawody niekoniecznie związane z jednym pracodawcą lub opierające się o realizację pracy w formie projektowej, często nie chcą one być zobowiązane regulacjami dotyczącymi prawa pracy.

 Mogłoby to jednak zrobić upowszechnienie systemu tego transferu, tak abyśmy mieli jak największą grupę osób objętych jednolitymi rozwiązaniami prawnymi – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –  Obecnie często mówi się o tym, żeby rozwiązaniami podatkowymi oraz związanymi z prawem pracy ograniczyć grupę, która nie płaci w ogóle składek na ubezpieczenie społeczne lub płaci je w innych wymiarach niż zatrudnieni na umowie o pracę. To jednak wkracza w zakres swobody umów oraz tego, aby każdy bez problemu kształtował zobowiązania i relacje z tym, komu dostarcza swoją pracę. Tymczasem prawo pracy określa jednoznacznie zakaz konkurencji czy okresy, kiedy i na jakich warunkach można rozwiązać daną umowę oraz to, jak i kiedy zwolnić kogoś z wykonywania świadczenia pracy. Odbieranie ludziom możliwości swobodnego kształtowania wiążących ich umów jedynie w celu zapewnienia wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych, to kazus jeszcze większego komplikowania sytuacji na rynku. To także może być bodziec do konstruowania rozbudowanych umów o dziwnej treści, które jeszcze bardziej będą wymykać się z regulacji kodeksu pracy – dodała Durlik.

Polacy najchętniej czytają kryminały i fantastykę. Wśród ulubionych pisarzy są Remigiusz Mróz i Zygmunt Miłoszewski

Polacy najchętniej czytają kryminały i fantastykę. Wśród ulubionych pisarzy są Remigiusz Mróz i Zygmunt Miłoszewski 2

Z danych serwisu lubimyczytac.pl wynika, że kobiety zdecydowanie częściej czytają kryminały, romanse i powieści obyczajowe, z kolei mężczyźni chętniej stawiają na pozycje techniczne, historyczne, biznesowe oraz literaturę faktu. Im jesteśmy starsi, tym bardziej interesujemy się literaturą z wyższej półki. Do najpoczytniejszych autorów należą Stephen King, Agatha Christie, Remigiusz Mróz, Zygmunt Miłoszewski i Andrzej Sapkowski.

Z ostatniej edycji badania „W sieci o książkach”, przeprowadzonego przez serwis lubimyczytac.pl we współpracy z Polską Izbą Książki, wynika, że sięgając po kolejną książkę, aż  69 proc. czytelników zwraca uwagę na rekomendacje internetowe, 59 proc. sugeruje się opinią rodziny i znajomych.

– Kobiety czytają bardzo dużo kryminałów, romansów, powieści obyczajowych, z kolei mężczyźni sięgają najchętniej po non-fiction, ale też fantastykę i kryminały – mówi agencji Newseria Anna Misztak, redaktor naczelna portalu lubimyczytac.pl.

Z raportu wynika, że czytamy więcej książek papierowych niż w 2016 roku. Ankietowani deklarują, że często czytają 2–3 książki jednocześnie i z reguły doczytują je do końca.

– Im jesteśmy starsi, tym chętniej sięgamy po literaturę z wyższej półki. Bardzo nas cieszy, że obserwujemy wzrost zainteresowania książkami u dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że z czasem przełoży się to na poprawę statystyk czytelnictwa w Polsce – mówi Anna Misztak.

Wśród ulubieńców polskich czytelników są najpopularniejsi zagraniczni pisarze, m.in. Jaume Cabré, Neil Gaiman, Stephen King, Jo Nesbø, Orhan Pamuk, Zadie Smith, Andy Weir i Carlos Ruiz Zafón.

– Co roku „Forbes” publikuje listę najbogatszych pisarzy. Od wielu lat na pierwszym miejscu był James Patterson, którego w tym roku zdetronizowała J.K. Rowling. Nazwiska pisarzy w pierwszej piętnastce od lat pozostają praktycznie bez zmian. Cokolwiek wydadzą, wzbudza to dużą sensację i będzie się dobrze sprzedawało. W Polsce też mamy równie popularnych autorów. Są to chociażby Remigiusz Mróz, Katarzyna Puzyńska czy Katarzyna Bonda – mówi Anna Misztak.

Serwis lubimyczytac.pl już po raz trzeci organizuje plebiscyt na Książkę Roku. W dwunastu kategoriach nominowanych jest 240 książek – w tym 79 polskich autorów. Polacy zdecydowanie dominują w kategoriach autobiografia, biografia, wspomnienia oraz literatura faktu i publicystyka. Pisarze zagraniczni zmonopolizowali natomiast takie kategorie, jak literatura młodzieżowa, literatura obyczajowa, romans i fantastyka młodzieżowa – w każdej z nich nominację otrzymał tylko jeden Polak.

– Dla wielu pisarzy już sama nominacja jest dużym osiągnięciem, ponieważ jest to nagroda przyznawana przez czytelników, a zatem przez grono, do którego najbardziej chcą dotrzeć. O zwycięstwie nie decyduje wąskie jury, a sami czytelnicy – ludzie, którzy kupują ich książki w księgarniach, wypożyczają je w bibliotekach, polecają je w serwisie i wystawiają im opinie. Nie mam wątpliwości, że dla pisarzy i pisarek to bardzo ważna nagroda – mówi Anna Misztak.

Plebiscyt potrwa do końca lutego w portalu lubimyczytac.pl. Głos może oddać każdy miłośnik książek, wystarczy posiadać konto w serwisie. W ubiegłym roku na najlepsze książki oddano aż 110 tysięcy głosów, a organizatorzy są przekonani, że tegoroczne wyniki będą jeszcze bardziej imponujące.

Bezpłatne warsztaty networkingowe w poznańskim Idea Hub – 22 lutego o godzinie 18:00

Według najnowszych badań StartUp Polska, bardzo mała liczba, bo jedynie 11 proc. polskich startupowców w 2017 roku zamierzało sfinansować swój biznes korzystając z crowdfundingu. Spotkanie poruszające temat korzyści płynących z crowdfundingu, już w najbliższy czwartek, 22 lutego o godzinie 18:00 w poznańskim Idea Hub. Gościem będzie Kamil Dziadkiewicz specjalista ds. marketingu i komunikacji w Swimmo, firmie produkującej inteligentne zegarki pływackie, która za pośrednictwem Kickstartera zebrała kwotę w wysokości 184 350 dolarów.

Blisko 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych fani, w wyniku przeprowadzonej w internecie kampanii, sfinansowali trasę koncertową zespołu Marillion. Zebrano wówczas 60 tys. dolarów. Grupa odwdzięczyła się, umożliwiając wpłacającym przedpremierowe nabycie jej nowego albumu. To wydarzenie umownie określa się jako początek tzw. crowdfundingu, czyli finansowania społecznościowego. Polega ono na wpłacaniu dowolnych kwot na określony cel bezpośrednio przez osoby zainteresowane daną ideą czy produktem. W crowdfundingu pośredniczą media społecznościowe oraz specjalne portale internetowe. Najbardziej znanym jest ogólnoświatowy Kickstarter, zaś wśród polskich wymienić można m.in. Polakpotrafi.pl, Patronite.pl czy Zrzutka.pl.

Polacy ostrożni w finansach

Polacy plasują się na 5. miejscu wśród najbardziej nieufnych narodów na świecie – wynika z danych agencji Edelman. Przekłada się to również na biznes. Wciąż nieliczni przedsiębiorcy w naszym kraju rozważają opcję pozyskiwania funduszy na rozwój swojego biznesu w sposób inny niż np. środki własne czy kredyt bankowy. Według Raportu StartUp, najpopularniejszym źródłem zewnętrznego kapitału dla polskich startupowców są: venture capital (krajowy lub zagraniczny), finansowanie z funduszy unijnych, zagraniczni aniołowie biznesu czy programy akceleracyjne. Wielu z polskich przedsiębiorców prawdopodobnie nie zdaje sobie nawet sprawy, jak duże możliwości stwarza im obecnie rynek. Aktualnie organizowane są m.in. takie wydarzenia, jak konkursy, które umożliwiają pozyskanie grantów. Startupowcy mogą także postarać się o  wsparcie ze strony akceleratorów czy sfinansowanie projektu z Krajowego Funduszu Kapitałowego.

Crowdfunding pozwala rozwinąć skrzydła

Mimo iż praktyka crowdfundingu w Polsce dopiero się rozwija, można przytaczać wiele przykładów na wykorzystywanie tej formy finansowania. Wśród nich wymienić można m.in. duet muzyczny Paula&Karol, którzy dzięki crowdfundingowi wydali płytę, iluzjonistę Macieja “Y” Dzięgielewskiego, który ze zbiórki publicznej sfinansował produkcję kolekcjonerskich kart, co w rezultacie przyniosło mu prawie 8-krotnie większy zysk w porównaniu do jego wstępnych założeń. Łódzka gra SUPERHOT zaś uzyskała na Kickstarterze przeszło 250 tys. dolarów. Przez wiele lat był to rekord wśród polskich projektów, jednak w ubiegłym roku przebił go Bivrost –  producent sprzętu dla profesjonalistów tworzących wideo 360 stopni. W nieco ponad miesiąc firma zebrała 1,6 mln złotych. W styczniu 2018 roku i ten rekord został pobity – polska firma, chcąca wydać grę planszową Nemesis, dzięki działaniom crowdfundingowym na Kickstarterze zebrała fundusze 62 razy wyższe niż zakładał pierwotny cel. Na świecie te liczby robią jeszcze większe wrażenie – Fidget Cube, kostka służąca do rozładowywania stresu uzyskała 43-krotność środków w odniesieniu do potrzebnych funduszy.

Dotychczasowy limit środków pozyskanych za pomocą crowdfundingu wynosił 100 tys. euro, czyli w przybliżeniu 430 tys. złotych. Jednak wchodzące w najbliższym czasie rozporządzenie ma zwiększyć tę kwotę aż 10-krotnie. Dla przedsiębiorców oznacza to szersze możliwości finansowe wsparcia rozwoju ich biznesu.

Kickstarter w praktyce – jak to wygląda?

Dzięki crowdfundingowi sukces odniosła również firma Swimmo, produkująca inteligentne zegarki pływackie. Jej specjalista ds. marketingu oraz komunikacji, Kamil Dziadkiewicz, będzie gościem poznańskiego Idea Hub przy ul. Małe Garbary 9 w czwartek, 22 lutego o godzinie 18:00. Opowie m.in. o tym, kto może szukać wsparcia finansowego na Kickstarterze, jakie darmowe oraz płatne formy pomocy powinni wykorzystać przedsiębiorcy oraz od czego w ogóle zacząć. Uczestnicy dowiedzą się także, jak przygotować kampanię promocyjną oraz w jaki sposób zorganizować pracę zespołu podczas jej trwania.

Kamil Dziadkiewicz zajmuje się strategią komunikacji w Swimmo. Przeprowadził z sukcesem kampanię na Kickstarterze. Zdobywał doświadczenie w największych stacjach telewizyjnych takich jak TVP2, TVN czy Polsat oraz w agencjach reklamowych, gdzie zajmował się mediami społecznościowymi i komunikacją marki w internecie.

PKN ORLEN wypowiada umowę Just Drive

W związku z niewywiązaniem się przez firmę ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o. (Just Drive), z postanowień umownych, PKN ORLEN podjął decyzję o wypowiedzeniu umowy o współpracy. Głównym powodem zakończenia współpracy była sytuacja, w której udostępniony klientom przez spółkę ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o. model funkcjonowania produktu był inny od uzgodnionego pomiędzy stronami. Pragniemy przy tym podkreślić, że PKN ORLEN, w każdym momencie współpracy z ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o., działał i nadal działa zgodnie z postanowieniami umownymi i obowiązującymi przepisami prawa, a także dobrymi praktykami rynkowymi.

Informujemy również, że już od dnia udostępnienia aplikacji klientom, tj. 01.02.2018 r. PKN ORLEN podjął rozmowy z firmą ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o. aby wypracować takie warunki współpracy, które pozwoliłyby na funkcjonowanie aplikacji Just Drive zgodnie z deklarowanym przez tą firmę i uzgodnionym z PKN ORLEN scenariuszem biznesowym. Wszystkie podjęte próby znalezienia porozumienia okazały się nieskuteczne. W związku z powyższym PKN ORLEN podjął decyzję o wstrzymaniu dalszych rozmów.

Jednocześnie pragniemy podkreślić, że PKN ORLEN, myśląc o budowie wartości, niezależnie od perspektywy biznesowej, aktywnie angażuje się w innowacyjne projekty i wspieranie polskiej przedsiębiorczości. Stąd bieżąca współpraca z polskimi ośrodkami naukowymi w zakresie badań i rozwoju, a także wdrażanie innowacyjnych pomysłów realizowanych przez polskie firmy. Nie ma jednak miejsca w Koncernie na współpracę z nierzetelnymi kontrahentami, którzy nie przestrzegają zobowiązań umownych i zasad etyki biznesowej.

STIR, czyli fiskus wszechwiedzący. Po co skarbówce wgląd w konto przedsiębiorcy?

Determinacja rządu w uszczelnianiu systemu podatkowego nikogo już chyba nie dziwi. Do tej pory zmiany legislacyjne polegały na modyfikacji przepisów podatkowych, które w opinii fiskusa były nadużywane przez nieuczciwych podatników. Tym razem aparat skarbowy – wyraźnie usatysfakcjonowany wzrostem dochodów budżetowych – został wyposażony w narzędzia inwigilacyjne zezwalające na całodobowy monitoring przepływu środków pieniężnych pomiędzy rachunkami płatniczymi firm.

Tak gruntowne zmiany mogą budzić uzasadniony niepokój wśród przedsiębiorców, zwłaszcza że przyznane szefowi KAS szerokie uprawnienia naruszają wolności i prawa zagwarantowane w Konstytucji, w szczególności pojawiają się obawy nadmiernej ingerencji państwa w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej.

W czym tkwi problem?

Pod koniec listopada 2017 r. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustaw w celu przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych, potocznie nazywaną ustawą STIR (system teleinformatyczny izby rozliczeniowej). Choć tytuł ustawy wyraźnie nawiązuje do walki z przestępczością podatkową, to jej treść sprowadza się de facto do ścisłej kontroli i monitorowania operacji bankowych dokonywanych przez podmioty gospodarcze z wykorzystaniem systemów teleinformatycznych banków i SKOK-ów. Dotyczy to nawet tych podmiotów, wobec których nie zostały jeszcze wszczęte żadne czynności w ramach procedury karnoskarbowej. Uchwalona regulacja nie określa więc wprost, w jaki sposób zwalczać oszustwa podatkowe, natomiast stwarza dogodne warunki do wzmożonej aktywności fiskusa i jego ingerencji w prowadzenie działalności gospodarczej.

Mnogość kontroli

W tej chwili w polskim prawie występują co najmniej trzy procedury szczególne związane z identyfikacją przestępczości gospodarczej w zakresie prawa podatkowego (wynikające z prawa bankowego, ustawy o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych oraz ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu). Zdaniem projektodawców obecny system kontroli – choć bardzo rozbudowany – nie służy wykrywaniu przestępstw skarbowych i ich zapobieganiu. Dlatego też ustawa STIR rozszerzyła uprawnienia szefa KAS o kolejny mechanizm kontrolny – analizę ryzyka.

W tym celu organ centralny KAS będzie realizował swoje zadania dwutorowo, poprzez:

  • analizę własną przeprowadzoną przez organy KAS w oparciu o dane pochodzące z banków i SKOK-ów oraz dane pochodzące z deklaracji podatkowych i innych dostępnych publicznie źródeł, oraz
  • analizę przygotowaną przez izbę rozliczeniową, która będzie ustalać w swoim systemie teleinformatycznym wskaźnik ryzyka na podstawie danych pochodzących z banków i SKOK-ów oraz innych publicznie dostępnych danych, przekazanych z Centralnego Rejestru Podmiotów – Krajowej Ewidencji Podatników (CRP KEP).

Podział kompetencji pomiędzy instytucje publiczne i komercyjne podmioty sektora bankowego obejmie cały system przepływów pieniężnych o charakterze bezgotówkowym.

Blokada rachunku

Niewątpliwie najpoważniejszym zagrożeniem dla przedsiębiorców jest umocowanie szefa KAS do podejmowania decyzji w zakresie blokady rachunku firmy w związku z rezultatem przeprowadzonej analizy ryzyka. Oznacza to nic innego jak tylko czasowe uniemożliwienie korzystania ze środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku firmowym w banku lub w SKOK-u. Izba rozliczeniowa, czyli podmiot odpowiedzialny za obsługę płatności, będzie analizowała treść dokonywanych operacji na rachunkach bankowych firmy z wykorzystaniem dostępnych rejestrów publicznych i informacji bankowych, po czym określi – za pomocą ustalonego wskaźnika ryzyka – i zaraportuje szefowi KAS, czy działania firmy kwalifikują się do podjęcia dalszych czynności. Jeżeli działania analityczne wykażą związek wykorzystywania systemów bankowych z wyłudzaniem podatku, wówczas szef KAS może wydać postanowienie o blokadzie rachunku (lub rachunków) firmy na 72 godziny (w niektórych przypadkach z możliwością przedłużenia nawet do 3 miesięcy!), uniemożliwiając tym samym dokonywanie obciążeń konta w czasie blokady. Równolegle szef KAS podejmuje dalsze czynności i przeprowadza postępowanie wyjaśniające, by stwierdzić, czy informacje uzyskane w trakcie analizy ryzyka rzeczywiście mają związek z wyłudzaniem podatku. W tym celu zawiadamia prokuraturę, właściwy urząd celno-skarbowy oraz przekazuje postanowienie o blokadzie do banku lub SKOK-u. Co prawda tryb zaskarżania takiego postanowienia do sądu administracyjnego, po uprzednim złożeniu wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy, został przyspieszony, jednak nadal nie wstrzymuje to blokady rachunku.

Jak się ustrzec negatywnych konsekwencji?

Bezwzględny radykalizm ustawodawcy wypacza istotę społecznej gospodarki rynkowej opartej na wolności działalności gospodarczej i własności prywatnej. Co więcej, uchwalone prawo cechuje się niebywałą uznaniowością działania organów KAS na podstawie niedookreślonych i niespójnych kryteriów, szumnie nazwanych „algorytmem ryzyka”, skonstruowanych w taki sposób, że każdy podmiot gospodarczy może znaleźć się pod lupą odpowiednich instytucji finansowych i skarbowych. Tym samym po raz kolejny działania ustawodawcy podatkowego znacząco ograniczają poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji w prowadzeniu biznesu w imię rozszerzenia biurokracji i mechanizmów kontrolnych służb skarbowych.

Próbując odnaleźć się w nowych uwarunkowaniach, należałoby przeprowadzić gruntowny audyt polityki finansowej w firmie, ze szczególnym uwzględnieniem płatności dokonywanych z podmiotami powiązanymi oraz firmami o wątpliwej wiarygodności biznesowej i podatkowej. Transparentność obrotu bezgotówkowego może się bowiem okazać cennym atutem i uchronić firmy przed niepożądanymi zakusami organów skarbowych na ich płynność i niezależność finansową.

Autor: radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Łączna wartość zaległości płatniczych Polaków osiągnęła na koniec 2017 r. 64,49 mld zł

Ponad 2 mln 515 tys. Polek i Polaków nie radziło sobie z terminową spłatą kredytów i bieżących rachunków na koniec 2017 r. Wartość ich przeterminowanych zobowiązań sięgnęła 64,5 mld zł. Przez rok długi wzrosły o 10,8 mld zł, a niesolidnych dłużników przybyło 193 tys. Ich liczba dorównuje już niemal liczbie dorosłej ludności woj.: lubuskiego, opolskiego i podlaskiego – wynika z najnowszego rocznego Raportu InfoDług opublikowanego przez BIG InfoMonitor.

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK znajduje się już 2 515 045 osób z problemami w terminowym opłacaniu rachunków i kredytów. Łączna wartość ich zaległości osiągnęła na koniec 2017 r. 64,49 mld zł. Średnia zaległość to już 25 643 zł o 2 524 zł więcej niż rok temu. Rekordzista, 61 latek z Lubelszczyzny, ma zadłużenie na ponad 66 mln zł.

Raport prezentuje dane o niespłacanych: ratach kredytów, pożyczek, bieżących rachunkach za telefon, media oraz alimentach, grzywnach sądowych, opłatach karnych za jazdę bez biletu, pokazuje też długi windykowane. Zaległość dotyczy sum wynoszących min. 200 zł wobec jednego wierzyciela, opóźnionych o co najmniej 60-dni, choć od 13 listopada 2017 r. wierzyciele mogą wpisywać dłużników już po 30 dniach opóźnienia płatności.

W minionym roku utrzymał się trend z 2016, szybszego tempa wzrostu kwoty zaległości niż liczby dłużników. Tym razem wartość długów powiększyła się o 20 proc. – 10,8 mld zł, a liczba osób z problemami o ponad 8 proc. – 193 tys. Wzrost liczby dłużników jest m.in. efektem rozwoju BIG InfoMonitor. Wierzyciele coraz częściej korzystają z działania windykacyjnego, jakie oferuje BIG, utrudniając dłużnikom zaciąganie kolejnych zobowiązań zanim nie spłacą dotychczasowych. W minionym roku firmy pobrały z BIG InfoMonitor niemal 19 mln raportów sprawdzających solidność płatniczą konsumentów, było ich o 1,8 mln sztuk więcej niż rok wcześniej.

O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków

– Można zakładać, że na wzrost udziału wysokich zaległości i spadek niskich, może mieć wpływ poprawa sytuacji finansowej gospodarstw domowych, która z jednej strony podwyższa aspiracje konsumpcyjne i zwiększa zdolność kredytową przekładając się na wyższe kwoty zaciąganych kredytów, a z drugiej pozwala spłacić ciążące na nich do tej pory niewysokie zaległości. Dobrze pokazały to nasze badania przeprowadzone wśród beneficjentów programu 500+. Dla 30 proc. ankietowanych gospodarstw domowych, zastrzyk finansowy w postaci 500+, był szansą na spłacenie ciążących na nich nieuregulowanych zobowiązań częściowo lub w całości, ale dla 5 proc. okazał się sposobem na uzyskanie wreszcie kredytu lub pożyczki, bo wcześniej nie mieli wystarczającej zdolności kredytowej. Dla kolejnych 5 proc. była to szansa na zwiększenie pożyczanej sumy – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków 2

W Raporcie InfoDług przybyło głównie osób z długami wynoszącymi co najmniej 10 tys. zł, stanowią one już 40 proc. ogólnej liczby niesolidnych dłużników widocznych w BIG InfoMonitor i BIK. W efekcie, średnia wartość zaległości jednej osoby wzrosła z 23 119 zł do 25 643 zł (11 proc.). Dalej natomiast spada udział osób z mniejszymi zaległościami. Z niespłacanym długiem do 5 tys. zł na koncie, pozostaje obecnie niecałe 46 proc. dłużników wobec 48 proc. przed rokiem i 52 proc. przed dwoma laty.

– Należy też pamiętać, że popadanie w długi to nie tylko kwestia posiadanych dochodów, ale również umiejętności zarządzania pieniędzmi, rozsądnego wydawania, pohamowania impulsywnych zachowań zakupowych czy kredytowych. Nie zawsze wzrost dochodów oznacza lepsze zarzadzanie budżetem, a większy budżet może powodować popełnianie błędów na wyższych kwotach. Niezależnie od kwoty wpływającej na konto konieczna jest dyscyplina i planowanie – dodaje Sławomir Grzelczak.

8 na 100 dorosłych Polaków ma problemy finansowe

Przyrost liczby osób nieregulujących terminowo zobowiązań spowodował zauważalny wzrost Indeksu Zaległych Płatności Polaków. Wskaźnik pokazujące liczbę niesolidnych dłużników przypadającą na 1000 dorosłych Polaków i dla całego kraju wynosi już 79,7 pkt wobec 73,8 pkt przed rokiem. Statystycznie więc 8 na 100 dorosłych Polaków ma problemy finansowe. Zdecydowanie częściej są to mężczyźni, bo wśród niesolidnych dłużników jest ich ponad 62 proc.

O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków 3

Największe prawdopodobieństwo spotkania osoby z kłopotami istnieje wśród 35-44 latków. W tej kategorii wiekowej co dziewiąty ma problem z przeterminowanymi płatnościami (10,5 proc.). Między 35 a 44 lata ma co czwarty z 2,5 mln dłużników. Na dodatek, do nich należy niemal co trzecia niespłacona złotówka z 64,5 mld zł zaległości.

W ciągu roku najwięcej dłużników przybyło na Mazowszu, Pomorzu i Dolnym Śląsku

Przez rok najwięcej niesolidnych dłużników przybyło w województwach: mazowieckim, pomorskim, lubuskim, dolnośląskim i zachodniopomorskim (od 9,4 do 10,4 proc.). Pierwsza trójka nie zmieniła się i należą do niej Mazowsze, Śląsk oraz Dolny Śląsk. Na Mazowszu długi powiększyły się przez rok o prawie 2,2 mld zł, a liczba dłużników o 29,9 tys. Na Śląsku było to odpowiednio 1,3 mld zł oraz 26,5 tys. osób, a na Dolnym Śląsku prawie 1 mld zł nowych zaległości i 21,7 tys. dłużników.O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków 4

Cryptojacking coraz powszechniejszy, trafił już nawet na YouTube

Problem złośliwego oprogramowania służącego do wydobywania kryptowalut na komputerze nieświadomej tego ofiary jest coraz powszechniejszy. W ostatnich tygodniach analitycy z laboratorium FortiGuard Labs firmy Fortinet odkryli kolejne przykłady stron służących do cryptojackingu.

Jeszcze w grudniu zeszłego roku analitycy Fortinet odkryli zaatakowaną stronę internetową – acenespargc [.] com. Badając kod źródłowy, zauważyli podejrzany zaszyfrowany skrypt, dokonujący konwersji wszystkich znaków na liczby. Za pomocą narzędzia o nazwie CharCode Translator, przywrócono pierwotne znaki. Umożliwiło to pobranie linku, który przekierowuje do strony scamera lub do strony phishingowej. Korzystając z tej techniki, przestępcy są w stanie ukryć złośliwe adresy URL.

Technika ta została już zaadaptowana przez cyberprzestępców do ukrycia JavaScriptu służącego do wydobywania kryptowalut w zainfekowanych witrynach. W ten sposób każdy, kto odwiedza stronę, zostanie zainfekowany, a jego komputer rozpocznie pracę dla cyberprzestępcy.

Klasyfikujemy tę aktywność jako złośliwą, ponieważ wykorzystuje zasoby urządzenia innych osób bez ich zgody – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet. – Cryptojacking znacznie spowalnia komputer, ponieważ jego procesor jest w pełni wykorzystywany także po odwiedzeniu strony.

Kolejny przykład złośliwego skryptu został znaleziony na stronie blackberrymobile.com:

CryptojackingLiczba cyberprzestępców, którzy chcą zarabiać poprzez przejęcie kontroli nad cyklem procesora, rośnie, a złośliwe oprogramowanie wykorzystywane do tego celu pojawia się w kolejnych miejscach w sieci. Kilka dni temu w serwisie YouTube pojawiło się kilka złośliwych reklam. Na szczęście YouTube zachował czujność i znalazł problem, po czym usunął te reklamy w ciągu dwóch godzin.Cryptojacking 2

Co możesz zrobić, aby nie stać się ofiarą cryptojackingu?

  • Wyczyść pamięć podręczną przeglądarki lub zainstaluj odpowiednie oprogramowanie, np. CCleaner, aby znaleźć i usunąć z komputera niepotrzebne pliki i nieprawidłowe wpisy rejestru systemu Windows;
  • Wyłącz JavaScript w przeglądarce, ewentualnie uruchom narzędzie lub rozszerzenie blokujące skrypt;
  • Zainstaluj oprogramowanie antywirusowe.

Nestlé S.A. ogłasza wyniki finansowe za 2017 rok

Rok 2017 firma zamknęła z 2,4% wzrostu organicznego i wzrostem zysku operacyjnego o 50 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego. W 2018 roku Nestlé będzie dążyć do osiągnięcia organicznego wzrostu na poziomie od 2% do 4%.

Wyniki szczegółowe:

  • 2,4% wzrost organiczny dzięki 1,6% rzeczywistego wzrostu wewnętrznego (RIG) i pozytywnemu +0,8% wpływowi zmiany cen sprzedaż całkowita na poziomie 89,8 mld CHF, wzrost o 0,4%, przy 1,9% negatywnym wpływie restrukturyzacji portfolio (główny wpływ joint venture Froneri)
  • zysk operacyjny na poziomie 16,4% oznacza 40 punktów bazowych wzrostu w stosunku do roku poprzedniego i 50 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego
  • zysk na akcję wzrósł o 4,6% do poziomu 3,55 CHF (przy zachowaniu stałego kursu walutowego +4,7%) proponowane zwiększenie dywidendy do 2,35 CHF za akcję (+2,2%)

Perspektywy na rok 2018: firma będzie dążyć do osiągnięcia organicznego wzrostu na poziomie od 2% do 4% przy jednoczesnej poprawie zysku operacyjnego i zwiększaniu efektywności kapitałowej. Koszty restrukturyzacyjne przewidywane są na około 700 mln CHF.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy z sukcesem dokonaliśmy zmian w naszym portfolio. Przewidujemy, że w 2018 roku osiągniemy wzrost organiczny na poziomie od 2% do 4%. Spodziewamy się również poprawy zysku operacyjnego na akcję mierzonego przy zachowaniu stałego kursu walutowego, a także wzrostu efektywności kapitałowej. Jednocześnie kontynuujemy inwestycje, których celem jest dalszy rozwój i efektywność ekonomiczna, średni jednocyfrowy wzrost organiczny oraz znaczna redukcja kosztów strukturalnych do 2020 roku. Chcemy to osiągnąć dzięki innowacjom i odświeżaniu naszych najważniejszych produktów – powiedział Mark Schneider, Prezes Nestlé S.A.

Obcy kontra Bitcoin

Kryptowaluty odbijają się od dna, bitcoin odzyskał poziom 10 tys. dolarów. Jednak szał na kryptowaluty i ich wykopywanie wywołuje też zdumiewające konsekwencje. Poszukiwacze życia w kosmosie skarżą się, że na rynku zaczyna brakować kart graficznych…, a Islandia przeznaczy więcej energii na kopanie kryptowalut niż na zasilanie domów – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Cena bitcoina w nieco ponad tydzień wzrosła o ok. 4 tys. dolarów. Choć dziś najpopularniejsza kryptowaluta kosztuje o połowę mniej niż w połowie grudnia, gdy osiągała historyczny szczyt – 20 tys. dolarów, to znów mamy do czynienia z trendem wzrostowym. Na korzyść bitcoina oraz innych kryptowalut pozytywnie może oddziaływać czynnik, który wcześniej był jednym z głównych powodów przeceny na rynku.

Koreański krok w tył

Korea Południowa była jednym z pierwszych krajów, w których rząd poszedł na wojnę z kryptowalutami. Koreańskie władze przedstawiały propozycję praktycznie całkowitego zakaz handlu tymi walutami. Wstrząsnęło to rynkiem, ponieważ chodzi o kraj, który jest źródłem ogromnego popytu na kryptowaluty. O skali zapotrzebowania najlepiej mówi fakt, że w styczniu w Korei Południowej bitcoin kosztował momentami o 50 proc. więcej niż w USA czy Europie.

Teraz jednak rząd azjatyckiego państwa wycofuje się z całkowitego zakazu handlu na rzecz zwiększenia przejrzystości handlu. To jedna z niewielu dobrych w ostatnim czasie wiadomości dla rynku kryptowalut, ale może dać impuls do zwiększenia popytu i – w efekcie – do dalszych wzrostów cen. Popyt, który śmiało można nazwać szałem, już wywołuje zadziwiające następstwa.

Gorączka wydobycia na Islandii

Jak podaje “The Washington Post”, zużycie energii na wykopywanie kryptowalut w Islandii może zwiększyć się nawet dwukrotnie, osiągając blisko 100 megawatów w całym 2018 r. Oznaczałoby to większe zużycie niż przekazywane na zasilanie domów w całym kraju.

Boom na Islandii w tym kontekście związany jest przede wszystkim ze stosunkowo niskimi cenami energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych oraz dobrego chłodzenia dla ogromnej ilości komputerów, ze względu na naturalne warunki klimatyczne.

Nieoczekiwany wyścig o karty graficzne

Jeszcze bardziej niecodzienną konsekwencją astronomicznego rozwoju rynku kryptowalut mogą być utrudnienia w poszukiwaniu inteligentnych form życia w kosmosie.

SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence), organizacja, której stacje na całym świecie szukają pozaziemskich sygnałów, zużywa mnóstwo kart graficznych do przetwarzania ogromnej ilości danych. Niektóre teleskopy poszukiwaczy wymagają aż 100 kart.

SETI chciałaby rozbudować swoją działalność w dwóch stacjach, ale napotkała na problem. Popyt ze strony “kopaczy” kryptowalut, którzy także potrzebują kart graficznych, był tak duży, że stały się one nieosiągalne. Dr Dan Werthimer z Seti mówił w rozmowie z BBC, że “chcielibyśmy używać najnowszych procesorów graficznych, ale nie możemy ich dostać”.

I tak oto wykopywanie kryptowalut koliduje z poszukiwaniami życia pozaziemskiego i uzyskaniem odpowiedzi na pytanie: “Czy jesteśmy sami we wszechświecie?”…

A przecież to dopiero początek

Choć bezpośrednio kryptowaluty w ograniczony sposób wpływają na rynki finansowe, a duża część instytucji finansowych nawet otwarcie potępia ich używanie, to realny wpływ kryptowalut na naszą codzienność już dziś jest niepodważalny. A przecież jesteśmy dopiero na początku rozwoju tego rynku i wraz z postępem te wirtualne, nienamacalne waluty będą najprawdopodobniej odgrywały coraz większą rolę w naszym życiu.

Spadek inflacji w Polsce. Ropa znów w górę

Inflacja w Polsce zgodnie z oczekiwaniami znów spadła poniżej poziomu 2%. Dane ze Stanów Zjednoczonych najpierw umocniły potem osłabiły dolara. Ropa naftowa odrobiła sporą część spadków.

Spadek inflacji w Polsce

Zgodnie z oczekiwaniami analityków w styczniu inflacja w ujęciu rocznym rosła o 1,9%. Miesiąc wcześniej było to jeszcze 2,1%. Dane te nie wzbudziły większej reakcji rynkowej, gdyż były zgodne z oczekiwaniami. Warto jednak spojrzeć na ich wpływ w dłuższym okresie. Inflacja zbliżała się już do celu inflacyjnego co mogło skutkować podwyżkami stóp procentowych. W obecnej sytuacji horyzont czasowy takiego ruchu po raz kolejny się oddala. Jest to zatem ruch w dłuższej perspektywie osłabiający złotego.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy o 14:30 dwa odczyty danych makroekonomicznych. Po pierwsze była to inflacja. Która w skali roku utrzymała 2,1% wzrostu wobec oczekiwanego spadku do 1,9%. Po drugie poznaliśmy wyniki sprzedaży detalicznej. Rynki oczekiwały wzrostów w ujęciu miesięcznym a pojawiły się spadki. Co ciekawe pierwsza reakcja była bardzo korzystna dla dolara. Wyższa inflacja spowodowała gwałtowny ruch w kontraktach na stopę procentową. Szansa na podwyżkę stóp procentowych w marcu tylko wczoraj wzrosła o ponad 4% i wynosi już 83,1%. Ruch ten trwał jednak zaledwie kilka minut po czym dolar zaczął tracić. Stopy procentowe to nie wszystko, a brak realnych podstaw w gospodarce znacznie bardziej straszył inwestorów. W związku z czym nie tylko oddał pierwsze umocnienie, ale dodatkowo do końca dnia stracił jeszcze prawie 1% na wartości.

Spadające zapasy ropy naftowej

Luty pokazał nam silne spadki na ropie naftowej. Pojawiło się w prasie bardzo dużo analiz przepowiadających, że cena ropy nie będzie szła dalej w górę a wręcz będzie spadać. Powodem miała być aktywizacja producentów łupkowych w USA oraz wzrost liczby wierceń. Dodatkowo przy wzroście produkcji spoza OPEC była spora szansa na pęknięcie jedności w wydobyciu przez tą organizację. Wczoraj jednak poznaliśmy dane na temat wielkości zapasów ropy i jak się okazuje wcale nie ma tak dużej nadwyżki na rynku jak dotychczas sądzono. W rezultacie Ropa naftowa podskoczyła o niemal 2,5 dolara w górę na baryłce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Złoty zyskuje na osłabieniu kursu dolara

Dynamika płac w USA rośnie, inflacja rośnie – tym samym szanse na szybsze podwyżki stóp procentowych w USA powinny być coraz wyższe, wzmacniając jednocześnie dolara. Ten natomiast… traci, wspierając PLN.

Dzisiejsze dane o krajowej inflacji pokazały oczekiwany spadek dynamiki CPI w ujęciu rocznym z 2,1% notowanych w grudniu do 1,9% w styczniu. Miesięczna dynamika natomiast przyspieszyła, rosnąc niespodziewanie o 0,3%. Rosną również oczekiwania inflacyjne, co widać po ostatnim wskaźniku WPI, który w lutym pokazał wzrost o 0,2 p.p., sugerując, że ceny w przeciągu kolejnych kilku miesięcy powinny rosnąć. Oczekiwania inflacyjne rosną najsilniej wśród grupy przedsiębiorstw produkcyjnych. Co istotne – w lutym istotnie wzrosła przewaga firm, które planują ceny podwyższać, a nie obniżać. Tendencja jest również widoczna we wszystkich grupach, a nie – jak było wcześniej – przede wszystkim w przypadku dużych przedsiębiorstw.

Wczoraj polska waluta była poddana stosunkowo dużej zmienności, głównie za sprawą wydarzeń w USA i reakcji pary EUR/USD. Złoty, początkowo reagował wyprzedażą na informację o wyższej od oczekiwanej inflacji w USA. Po krótkiej chwili zaczął jednak zyskiwać, naśladując silne odbicie na parze EUR/USD, która na przestrzeni kilku godzin skoczyła z poziomu w okolicy 1,23 do 1,245 kontynuując wzrost również dziś rano.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,15 – 4,18. Wspólna waluta zyskiwała, notując umocnienie po chwilowym, lekkim spadku wywołanym publikacją danych o inflacji w USA. Wczorajsze dane o PKB w strefie euro okazały się w pełni zgodne z szacunkami. PKB w IV kwartale rosło o 2,7% rocznie. Odczyty produkcji przemysłowej z kolei pozytywnie zaskoczyły. Produkcja w krajach strefy euro w grudniu rosła o 0,4% w ujęciu miesięcznym i o 5,2% rok do roku. W górę zostały zaktualizowane również dane z poprzedniego miesiąca.

Dzisiejszy dzień nie przyniesie zbyt wiele nowości, uwagę zwrócić będzie można jedynie na okołopołudniowe wypowiedzi kilku członków EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN  w środę osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,66 – 4,70. Słabszy dolar wspierał funta. Brytyjska waluta zyskiwała w relacji do głównych walut, notując jedynie lekką wyprzedaż w parze z silniejszym PLN.

Debata publiczna w Wielkiej Brytanii nadal skupia się na kwestii Brexitu: we wczorajszej wypowiedzi Boris Johnson wyraźnie sprzeciwił się idei ponownego referendum (pojawiały się takie propozycje), jednak wniósł o porozumienie między obiema stronami sporu.

USD

Kurs USD/PLN w środę osłabił się o 1,1%, wahając się w widełkach 3,33 – 3,40. Wczorajsze dane inflacyjne z USA zaskoczyły na plus. Inflacja bazowa wbrew oczekiwaniom w styczniu nie spadła i utrzymuje się na poziomie 1,8% rocznie. Inflacja CPI pozostaje na poziomie 2,1% rocznie. Początkowo reakcją na dane była wyprzedaż akcji i wzrost rentowności amerykańskich papierów dłużnych, jak i umocnienie dolara w relacji do głównych walut i słabość walut EM. Po dość krótkim czasie trend uległ odwróceniu co – przynajmniej patrząc na rynek walutowy – może być uznane za „wykorzystanie okazji” do tego, żeby taniej kupić EUR/drożej sprzedać USD (w okolicy poziomu 1,23 mogły uruchomić się zlecenia).

Nie wszystkie dane z USA były dobre – sprzedaż detaliczna mocno rozczarowała. W ujęciu miesięcznym niespodziewanie spadła w styczniu o 0,3%, notując największy taki spadek od maja 2017 r.

W dniu dzisiejszym poznamy odczyt wskaźnika przemysłowego FED z Filadelfii w lutym oraz odczyt inflacji PPI w USA w styczniu. Biorąc pod uwagę ich wagę, prawdopodobnie odczyty nie wywołają jednak tak dużych zmian na rynku jak wczorajsze dane.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 11:45 – przemawia Peter Praet z EBC
  • 13:00 – przemawia Sabine Lautenschlager z EBC
  • 14:30 – odczyt wskaźnika przemysłowego FED z Filadelfii w lutym
  • 14:30 – odczyt inflacji PPI w USA w styczniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Sławomir S. Sikora, prezes Zarządu Citi Handlowy prognozuje 2018 r.

Polska gospodarka weszła w fazę ekonomicznego bumu. Eksperci prognozują przyspieszenie wzrostu gospodarczego w 2018 roku. Wzrost inwestycji, przyspieszenie importu oraz utrzymująca się na wysokim poziomie konsumpcja będzie w dalszym stopniu stymulować rozwój rynku e-commerce.

– Ubiegły rok to był rok wzrostów. Spodziewamy się, że wzrost inwestycji powyżej konsumpcji pociągnie za sobą popyt na dobra importowane. Końcówka ubiegłego roku pod tym względem była pewnym zaskoczeniem – import był niższy niż się spodziewaliśmy biorąc pod uwagę dynamikę inwestycji. Być może w tym roku będziemy mieli doczynienia ze wzrostem inwestycji i z przyspieszeniem importu – mówi Sławomir S. Sikora, prezes Zarządu Citi Handlowy.

Stosunkowo młoda branża e-Commerce jest jednym z beneficjentów intensywnej cyfryzacji społeczeństwa i rosnącego nasycenia rynku urządzeniami mobilnymi z dostępem do internetu. Polskie firmy z tej branży są na fali wznoszącej i umiejętnie zaadresowały potrzeby współczesnych konsumentów, którzy są coraz bardziej online w swoim codziennym życiu. Równie istotnym elementem tego zjawiska jest kryzys tożsamości jaki dotyka branżę sklepów wielkopowierzchniowych na całym świecie, która przy dużych kosztach wynajmu powierzchni coraz bardziej czuje na plecach oddech dużych graczy internetowych, jak Amazon czy Aliexpress.

-Rynek e-commerce będzie najbardziej dynamicznym segmentem naszej gospodarki.  Widać wyraźnie że konsumenci przechodzą w następną fazę po supermarketach i dużych domach towarowych do sprzedaży online. Dla firm nawet małych i średnich jest to ogromna szansa, zamiast budować sklepy w swojej lokalnej miejscowości mogą z dnia na dzień wyjść na rynek międzynarodowy. Widzimy ekspansje polskich firm internetowych na rynkach krajów europejskich jak i poza Europą – mówi Newsrm.tv Sławomir S. Sikora.

 Prezes zwrócił uwagę na ewolucję klasycznego modelu bankowości. Coraz częściej siłą banku pozostaje jego zdolność do szybkiej adaptacji do nowych potrzeb klientów. Przykładem takiego modelu jest oferta rozwiązań dla branży e-Commerce przygotowana przez Citi Handlowy we współpracy z polskimi startupami. Na krajowym  rynku nie ma jeszcze analogicznego pakietu, który optymalnie wpisuje się w procesy e-sklepów łącząc rekoncyliację należności różnymi metodami płatności, automatyzację systemu zwrotów oraz obsługę w wielu walutach.

Według ekonomistów Citi dostępne dane potwierdzają, że polska gospodarka weszła w fazę ekonomicznego bumu. – Naszym zdaniem błędem byłoby jednak zakładanie, że kolejne kwartały mogą przynieść porównywalne wzrosty PKB do tych notowanych w III kw. (4,9 proc. r/r – przyp. red.). Niemniej, pomimo przewidywanego przez nas spowolnienia, wzrost w 2018 roku powinien pozostać na wysokim poziomie – prognozują. Ten wysoki poziom to ok. 3,9 proc. (wobec zakładanych 4,4 proc. w 2017 r.). – podaje bank w raporcie.

Taki stan gospodarki będzie utrzymywał presję płacową. Popyt na pracowników dynamicznie rośnie, podczas gdy liczba osób w wieku produkcyjnym spada, a oczekiwania inflacyjne najprawdopodobniej zwiększają się. Widoczny staje się deficyt wykwalifikowanych pracowników. Po to aby zaktywizować osoby pozostające poza rynkiem pracy konieczne będą podwyżki wynagrodzeń. W niektórych branżach możliwe są nawet dwucyfrowe podwyżki płac.

Raport z badania stanu compliance i systemów zarządzania zgodnością w działających w Polsce przedsiębiorstwach

Firma doradcza EY, wraz z Instytutem Compliance, wydawnictwem Wolters Kluwer oraz Viadrina Compliance Center, w przededniu istotnych wyzwań – w tym Ustawy o jawności życia publicznego – przeprowadziła pionierskie badanie stanu compliance i systemów zarządzania zgodnością w Polsce. Opracowany raport to pierwsza całościowa publikacja, pokazująca jak wyglądają systemy zarządzania zgodnością i kim są oficerowie compliance w Polsce.

Idei oraz koncepcji badania compliance, czyli idei zachowania uczciwości i zgodności w przedsiębiorstwach, przyświecało kilka zasadniczych celów. Pierwszym z nich było określenie stopnia świadomości konieczności zarządzania ryzykami compliance w działających w Polsce przedsiębiorstwach. Chodziło o zbadanie, jaki procent ankietowanych wprowadził już CMS oraz o poznanie uzasadnienia tej grupy respondentów, która do tej pory nie zdecydowała się na wdrożenie tego typu systemów.

Kolejnym założeniem była próba ustalenia, kim są polscy oficerowie compliance, czyli w jaki sposób kształtuje się nowy zawód oficera compliance. Zarządzanie ryzykami compliance wymaga bowiem posiadania interdyscyplinarnych umiejętności oraz wiedzy. Dalszym celem badania było zbadanie, czy pomimo postulatu elastyczności CMS, a przez to reakcji na konkretny zestaw ryzyk compliance danego przedsiębiorstwa, można zaobserwować, że działające w Polsce podmioty decydują się w większości na określone modele i metody, które można by uznać za najbardziej rozpowszechnione i tym samym przyjąć istnienie swoistego polskiego standardu CMS. Dalsza część badania miała na celu próbę ustalenia, w jaki sposób kształtuje się i wdraża poszczególne elementy oraz strukturę CMS, i finalnie – czy w Polsce praktykuje się procedurę mającą na celu certyfikację systemów zarządzania zgodnością.

– Pionierskie badanie stanu compliance w Polsce, którego EY jest partnerem, trafia w punkt, zarówno pod względem zawartości merytorycznej, jak i aktualności tematyki. Wpisuje się nie tylko w dłuższy okres wzrostu zainteresowania skutecznymi metodami zarządzania zgodnością, ale i w bieżący moment, w którym pojęcia transparentności, etyki w biznesie, społecznej odpowiedzialności, czy przeciwdziałania korupcji łączą się pod jednym szyldem – compliance. Obserwujemy to, wspierając naszych klientów w ich codziennych wyzwaniach –komentuje raport Mariusz Witalis, Partner zarządzający Działem Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej. – Raport z Badania Compliance jest nie tylko podsumowaniem polskiego status quo w tym obszarze, ale także swoistym kompendium wiedzy o systemach zarządzania zgodnością (CMS). Może być zatem brany pod uwagę we wdrażaniu lub doskonaleniu istniejących systemów, także w kontekście zmieniających się wymogów regulacyjnych – dodaje.

Dzięki analizie wyników, raport EY ukazuje obraz compliance „made in Poland”, jako systemu bardzo rzadko odbiegającego od globalnych standardów. Badanie pokazało także, że systemy zarządzania zgodnością są dość mocno rozpowszechnione wśród działających w Polsce przedsiębiorstw, i to nie tylko tych, w których dominuje kapitał zagraniczny. Te firmy natomiast, które CMS wdrożyły, obrały ogólnie przyjęte elementy, takie jak analiza ryzyka, podnoszenie świadomości pracowników przez szkolenia i inne działania promujące świadomość i kulturę compliance, czy w końcu stosowanie odpowiednich środków reakcji na wykryte nieprawidłowości, jako punkt wyjścia działań compliance w organizacji.

Badanie ukazało wreszcie, że w Polsce powoli kształtuje się zawód oficera compliance, któremu powierza się wiele odpowiedzialnych zadań i od którego wymaga się, aby posiadał nie tylko interdyscyplinarną wiedzę i umiejętności, ale także szereg kompetencji miękkich. Można również stwierdzić, że compliance i CMS zakorzeniły się już w ujęciu ponadsektorowym, jako nieodzowny element dobrych praktyk działających w Polsce przedsiębiorstw, a tym samym dołączyły do kanonu stałych elementów polskiego good governance.

Najważniejsze wnioski z raportu:

  • systemy compliance, oprócz najbardziej popularnego kodeksu etyki (posiada go 94% badanych firm), obejmują m.in. ze: szkolenia dla pracowników (87%), analizy ryzyka braku zgodności (86%), kanały zgłaszania naruszeń tj. whistleblowing (83%) oraz prowadzenie spraw wyjaśniających (79%);
  • spośród przeanalizowanych firm, 65% wdrożyło system zarządzania zgodnością, a 56% wdrożyło system antykorupcyjny; dla porównania – 84% firm posiada działającą komórkę audytu wewnętrznego; jedna piąta (21%) przebadanych przedsiębiorstw, w których nie ma jeszcze systemu compliance, planuje wdrożenie w najbliższym czasie; główną przyczyną podjęcia decyzji o wdrożeniu systemu compliance była wola zarządu firmy w kontekście własnego bezpieczeństwa (62%);
  • zdecydowana większość firm przeprowadza weryfikację istotnych partnerów biznesowych (82%), podczas gdy około 2/3 (62%) zastrzega sobie prawo do przeprowadzenia audytu;
  • „tone from the top”, rozumiany jako identyfikowanie się kierownictwa z zasadami i podkreślanie znaczenia compliance deklaruje 4 na 5 ankietowanych (79%); to dużo, choć luka w tym obszarze (21%) także jest zauważalna; najtrudniejsze we współpracy dla oficerów compliance są za to działy sprzedaży (35%) oraz zakupów (10%); wyniki te nie zaskakują, ponieważ to właśnie pracownicy tych dwóch działów, w szczególności ze względu na ich stały kontakt z osobami spoza firmy, związany z podwyższonym ryzykiem korupcji i innych nadużyć, są szczególnie podatni na ryzyko braku zgodności;
  • jedna trzecia (33%) przebadanych firm przyznaje, że w ciągu ostatnich 3 lat była narażona na poważne ryzyko braku zgodności; dotyczyło to głównie sprzeniewierzenia majątku (33%), konfliktu interesów (29%) oraz korupcji (19%).

O badaniu:

Raport z badania stanu compliance i systemów zarządzania zgodnością w działających w Polsce przedsiębiorstwach, przeprowadzonego przez Instytut Compliance we współpracy z EY, Wolters Kluwer oraz Viadrina Compliance Center działającym na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą.

W badaniu udział wzięło 110 przedsiębiorstw. W zdecydowanej większości (89%) były to spółki duże, zatrudniające co najmniej 50 pracowników, w tym bardzo duże zatrudniające ponad 1000 pracowników (46%). Blisko połowa (48%) przeanalizowanych firm to spółki z dominującą częścią kapitału polskiego.

Europa Środkowa inwestuje w IoT. W 2018 rynek w regionie urośnie o ponad 15%

Polska i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej coraz więcej wydają na technologię Internetu Rzeczy (IoT). Jak podaje firma IDC, w 2018 roku rynek IoT w naszej części Europy urośnie o 15,5%. Mimo dobrych prognoz, wydatki na Internet Rzeczy w Polsce i krajach ościennych stanowić będą jedynie ułamek globalnych nakładów.

W styczniu eksperci z firmy IDC podali prognozy na rok 2018 dotyczące wydatków na Internet Rzeczy (IoT) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jak przewidują analitycy do końca bieżącego roku w Polsce i innych krajach regionu wydatki na technologię IoT wyniosą 11,2 mld dolarów. Będzie to o 15,5% więcej niż w 2017 roku. Eksperci przewidują, że do końca dekady skumulowana roczna stopa wzrostu wyniesie 18,8% i będzie o prawie 3 punkty procentowe wyższa od tej, którą IDC przewiduje dla globalnego rynku.

Przemysł wyda najwięcej

Najwięcej na Internet Rzeczy przeznaczą firmy z sektorów produkcyjnego, transportowego i usług komunalnych. Ich łączne wydatki w 2018 stanowić będą prawie połowę (45%) wszystkich nakładów na IoT w Europie Centralnej i Wschodniej. Najwięcej, bo 2,2 mld dolarów wyda sektor produkcyjny, który inwestować będzie głównie w rozwiązania skoncentrowane na wspieraniu procesów produkcyjnych i zarządzaniu aktywami. Na drugim miejscu pod względem wydatków, według IDC będą przedsiębiorstwa z branży transportowej. Środkowoeuropejskie firmy z tego sektora na technologię IoT przeznaczą 1,6 mld dolarów, z których dwie trzecie przeznaczone będzie na rozwiązania do monitorowania transportu towarowego i zarządzania flotą. Sektor usług komunalnych zainwestuje środki na poziomie 1,2 mld dolarów, głównie w inteligentne rozwiązania poprawiające działanie sieci energetycznych, gazowych i wodnych.

Inwestycje w Internet Rzeczy są wypadkową czwartej rewolucji przemysłowej. Firmy poszukują rozwiązań, które poprawiają ich konkurencyjność, a IoT daje ogromne możliwości. Szczególnie jest to widoczne w sektorze przedsiębiorstw produkcyjnych, którym technologia Internetu Rzeczy pozwala uzyskać nieosiągalną do tej pory elastyczność produkcji zgodną z ideą Przemysłu 4.0. – przekonuje Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem z firmy BPSC, która specjalizuje się w projektowaniu i wdrażaniu systemów informatycznych wspomagających zarządzanie.

Wielka czwórka ucieka

Wydatki na Internet Rzeczy w Europie Centralnej i Środkowej rosną w szybkim tempie, ale na tle całego świata są niewielkie. Globalny rynek IoT w 2018 roku będzie wart 772,5 mld dolarów, a skumulowany roczny wskaźnik wzrostu do 2020 roku wyniesie 16%. Lwia część tej kwoty wydana będzie przez 4 kraje – Chiny (209 mld dolarów), Stany Zjednoczone (194 mld dolarów), Japonię (68 mld dolarów) i Korę Południową (29 mld dolarów). Ich skumulowane wydatki sięgną 500 mld dolarów, co stanowić będzie 65% światowych wydatków na Internet Rzeczy w 2018 roku.

Mimo że w krajach naszego regionu wydatki na IoT rosną, a tempo wzrostu jest wyższe niż szacowane dla globalnego rynku, to wciąż jesteśmy daleko za czołówką. Wydatki w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej są tylko ułamkiem tego, co wydają najwięksi gracze – wyjaśnia Sławomir Kuźniak i dodaje – To już ostatni moment by przedsiębiorstwa z regionu CEE włączyły się w innowacyjny wyścig zbrojeń na poważnie. Jego pierwszy etap, to inwestycja w oprogramowanie klasy ERP i MES, które są podstawą wdrażania idei Przemysłu 4.0 i technologii Internetu Rzeczy – kończy ekspert BPSC.

Przemysł liderem lokalnym i globalnym

Wydatki na zaawansowane technologie na świecie będą rozkładały się tak samo, jak będzie miało to miejsce w Środkowej i Wschodniej Europie. Głównymi odbiorcami rozwiązań IoT będą sektory produkcyjny oraz transportowy. W 2018 roku te dwie branże na Internet Rzeczy przeznaczą 274 mld dolarów. Wydatki przedsiębiorstw produkcyjnych wyniosą 189 mld dolarów, a transportowych 85 mld dolarów.

JR HOLDING S.A. notuje wysoki zysk w 2017 r.

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., wypracowała 1.739 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym w 2017 r., a jej przychody netto sprzedaży sięgnęły 4.507 tys. zł. Spółka dokonała kilku zmian w strukturze Grupy Kapitałowej i planuje realizować nowe projekty o dużym potencjale wzrostu.

Grupy Kapitałowa JR HOLDING S.A. wygenerowała w 2017 r. zysk netto w wysokości 1.739 tys. zł wobec 1.644 tys. zł rok wcześniej, co świadczy o dużej stabilizacji wyników finansowych oraz jest potwierdzeniem skuteczności modelu zarządzania Spółką. Obecnie działania Emitenta są skoncentrowane na poszukiwaniu nowych projektów inwestycyjnych, które posiadają wysoki potencjał rozwoju oraz cechują się relatywnie niskim poziomem ryzyka. W ten sposób Spółka chce podtrzymać wzrost wartości całej Grupy Kapitałowej, dywersyfikując tym samym prowadzoną działalność o obszary deweloperskie oraz inwestycyjne. Fundament biznesowy JR HOLDING S.A. stanowi segment nieruchomości, który pozwala osiągać stabilne przychody dzięki odpowiedniemu zarządzaniu nabywanymi nieruchomościami, które od samego początku generują przychody z wynajmu i są dochodowe. Zarząd Spółki jest przekonany o skuteczności wybranego kierunku jej rozwoju.

„Bardzo dobrze oceniam wypracowane w 2017 r. przez Grupę Kapitałową wyniki finansowe. Zwiększanie zysku netto przy utrzymaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa prowadzonych inwestycji to nasz priorytetowy cel, a jego realizacja jest dla nas ogromną satysfakcją. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że dla dalszego rozwoju Grupy niezbędne będzie realizowanie nowych przedsięwzięć biznesowych, dlatego na bieżąco analizujemy nowe projekty. Nasze dotychczasowe inwestycje potwierdzają, że potrafimy skutecznie selekcjonować takie projekty, dzięki wykorzystaniu posiadanych zasobów oraz niezbędnego doświadczenia. Mam nadzieję, że kolejne lata będą udane zarówno dla samej Grupy, jak i dla naszych Akcjonariuszy.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

W grudniu ub. roku JR HOLDING S.A. dokonała sprzedaży posiadanych udziałów Dinero Sp. z o.o. oraz poinformowała o rezygnacji z realizacji projektu deweloperskiego w Słomnikach. Podejmowane działania mają na celu uporządkowanie struktury Grupy Kapitałowej w celu zwiększenia efektywności jej działania.

„Przeprowadzone transakcje są związanie z porządkowaniem struktury naszej Grupy, co powinno przełożyć się na skuteczniejsze zarządzanie i nadzorowanie spółek portfelowych. Chcemy się koncentrować na rozwoju najbardziej perspektywicznych projektów oraz na poszukiwaniu nowych przedsięwzięć, które spełniają rygorystyczne kryteria i wpisują się w naszą politykę inwestycyjną.” – dodaje Prezes Ciszewski.

Dużo handlu w dużych miastach

W 2017 r. na polski rynek trafiło 360 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni centrów handlowych, o 15% mniej niż rok wcześniej. Większość nowej podaży (66%) powstała w ośmiu największych aglomeracjach. Tym samym na koniec 2017 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni centrów handlowych w Polsce przekroczyły 11,5 mln mkw.  – podaje Colliers International.             

W 2017 r. do użytku oddano dwanaście nowych centrów handlowych, wśród których przeważały duże obiekty o powierzchni powyżej 40 tys. mkw. GLA. Do największych ukończonych projektów należą: Galeria Północna w Warszawie (64 tys. mkw.), Wroclavia (64 tys. mkw.), IKEA Skende Shopping w Lublinie (57,5 tys. mkw.), Serenada w Krakowie (42 tys. mkw.).

W ubiegłym roku nastąpiło nieznaczne wyhamowanie trendu rozbudów. Stanowiły one  ok. 16% nowo dostarczonej podaży w 2017 r, o 4 pp. mniej względem roku poprzedniego. Największą rozbudową było powiększenie centrum handlowego Galaxy w Szczecinie o ok. 17 000 mkw.

Warszawa wciąż naj

Największym i najbardziej konkurencyjnym rynkiem handlowym w Polsce pozostaje niezmiennie Warszawa. Podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w aglomeracji wyniosła na koniec 2017 roku ponad 1,5 mln mkw. (47 obiektów), a poziom nasycenia osiągnął 599 mkw./1 000 mieszkańców. Tu także występują najwyższe w kraju stawki czynszów typu prime. Za powierzchnię handlową zlokalizowaną w najlepszych centrach handlowych trzeba było zapłacić 115 – 120 EUR/mkw./miesiąc. Na pozostałych największych rynkach – Górny Śląsk, Trójmiasto, Wrocław – stawki wahały się w przedziale 35 – 42 EUR/mkw./miesiąc.

Wśród ośmiu głównych aglomeracji „najbardziej nasyconym” miastem pozostaje Wrocław (906 mkw./1 000 mieszkańców), a pośród miast regionalnych Lublin (1 128 mkw./1 000 mieszkańców).

Na koniec 2017 r. wskaźnik pustostanów w Polsce wyniósł 4%. Najwyższa jego wartość wśród aglomeracji odnotowana została na Górnym Śląsku (5,8%), z kolei najniższa w Szczecinie (2,8%). Wśród miast regionalnych najwięcej dostępnej powierzchni było w Radomiu i Częstochowie, a najmniej w Toruniu i Kielcach.

Metry w budowie

Na koniec grudnia 2017 r. w Polsce, w budowie pozostawało ok. 580 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Wciąż trwają budowy obiektów takich, jak Galeria Młociny w Warszawie (76 tys. mkw.), Forum w Gdańsku (62 tys. mkw.) czy Galeria Libero w Katowicach (42 tys. mkw.).

— Przewidujemy, że nowa podaż w roku 2018 będzie nieco większa niż w roku poprzednim, z uwagi na zakończenie kilku dużych inwestycji handlowych oraz rozbudów istniejących centrów handlowych. O ile nie nastąpią opóźnienia, na rynek zostanie dostarczone ok. 450 tys. mkw. GLA powierzchni w centrach handlowych — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

Na rynku powstają również projekty o funkcjach mieszanych, np. ArtN, EC Powiśle, Browary Warszawskie, Bohema, Centrum Praskie Koneser, w których znaczne części będą stanowiły powierzchnie handlowe.

— Lokowanie powierzchni handlowych w rewitalizowanych obiektach o funkcjach mieszanych jest nowym, ale szybko rozwijającym się trendem. Deweloperzy już na etapie projektowania inwestycji coraz częściej zakładają przeznaczenie dużej części powierzchni na użytek handlu, usług i gastronomii. Widoczne jest to zwłaszcza centrum stolicy — dodaje Katarzyna Michnikowska.

Pracownicze Plany Kapitałowe – komentarz Grzegorza Chłopka, prezesa Nationale-Nederlanden PTE do założeń ustawy

Rynek od dawna czekał na projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych. Pojawiające się spekulacje i informacje o zmianach założeń nie pozwalały na rozpoczęcie odpowiedzialnej dyskusji nad tym potrzebnym rozwiązaniem.

Projekt ustawy wymaga moim zdaniem pewnych zmian, dzięki którym więcej osób będzie zainteresowane długoterminowym oszczędzaniem w ramach tego rozwiązania. Przede wszystkim trzeba umożliwić jak największej liczbie podmiotów tworzenie oferty w ramach PPK. Dzięki dużej konkurencji klienci będą mieli lepszy wybór i obniży to koszty funkcjonowania systemu.

Warto, aby ustawodawca umożliwił zarządzanie pieniędzmi gromadzonymi w ramach PPK także Powszechnym Towarzystwom Emerytalnym. Podmioty zarządzające dziś OFE i DFE mają największe na rynku doświadczenie w produktach emerytalnych oraz są najtańsze dla klientów – mają najniższe koszty funkcjonowania. Osiągają także najlepsze na rynku stopy zwrotu.

Pierwszy etap potrzebnej reformy systemu emerytalnego – jakim jest wprowadzenie PPK – to oczywiście dopiero początek zapowiedzianych zmian. Kolejnym, równie ważnym etapem będzie przeniesienie środków zgromadzonych w OFE na prywatne IKZE obywateli. To stanie się silnym impulsem do samodzielnego odkładania dodatkowych pieniędzy na emeryturę, ustabilizuje cały system oraz wesprze krajowy rynek kapitałowy.

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE S.A.

Polscy kierowcy zrywają z dieslem, a zaręczają się z autami ekologicznymi

Styczeń okazał się 34. miesiącem nieprzerwanego wzrostu rejestracji nowych samochodów osobowych w Polsce. Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że z polskich salonów w pierwszym miesiącu tego roku wyjechało ponad 46 tys. osobówek, o 21% więcej niż rok temu. Dynamiczny początek roku miał również miejsce w Unii Europejskiej, gdzie zarejestrowano o ponad 7% nowych osobówek więcej niż w styczniu 2017 r. Eksperci Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, zwracają uwagę na rosnącą sprzedaż ekoaut oraz spadający udział diesli.

– W 2017 roku Polacy przekroczyli kolejną granicę sprzedaży nowych aut osobowych i tak jak prognozowaliśmy, nie powiedzieli ostatniego słowa. Nowy rok zaczynamy od bardzo dobrego wyniku. Co prawda, pierwszy miesiąc najczęściej wiąże się ze zwiększonym ruchem w salonach z uwagi na wyprzedaże, to jednak widać po wolumenie, że w tym roku było zdecydowanie lepiej niż rok czy kilka lat temu. Jednak optymistycznych wniosków z lektury danych sprzedażowych jest więcej. Po pierwsze, konsekwentnie rośnie sprzedaż hybryd, których w styczniu kupiliśmy o ponad jedną czwartą więcej niż rok temu. Po drugie, pięciokrotnie wzrosła sprzedaż aut elektrycznych – wolumenowo to tylko 121 sztuk – ale cieszy nas pozytywny trend. I po trzecie, ekomoda nie sprzyja dieslom. Ich udział w łącznej sprzedaży nowych samochodów osobowych spada. Jestem przekonany, że powyższe trendy motoryzacyjne utrzymają się w dalszej części roku – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Rekordowy styczeń w Polsce

W styczniu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 46 081 sztuk nowych samochodów osobowych, czyli aż o 21% więcej niż w tym samym miesiącu 2017 roku.[1] Jest to najwyższy styczniowy wynik w XXI wieku. Kołem zamachowym rynku wciąż pozostają firmy, które stanowią aż 61% kupujących, a tylko 39% nabywców to klienci indywidualni. TOP3 marek nie zmienił się w porównaniu do sytuacji sprzed roku: najchętniej kupowane są modele Skody, druga na liście uplasowała się Toyota, a trzeci był Volkswagen. Przyglądając się zestawieniu, warto zwrócić uwagę na dwa trendy. Po pierwsze, na umacniającą się pozycję Skody. Wśród marek w pierwszej piątce może pochwalić się najwyższym wzrostem – niemal o jedną trzecią, a w TOP5 modeli aż dwa należą do Skody. Po drugie, ponadrynkową, i to kilkakrotnie, dynamikę sprzedaży wypracowują marki premium. Mercedes odnotował niemal 80% wzrost rok do roku, Volvo ponad 77%, a Audi ponad 50%.

Europejski rynek również ma się dobrze

Dobra passa trwa w najlepsze także w Europie. Z danych ACEA wynika, że w styczniu br. Europejczycy kupili ponad 1 253 877 nowych osobówek (+7,1% r/r). W pierwszym miesiącu tego roku na zielono możemy zaznaczyć największe rynki europejskie takie jak Niemcy (+11,6 r/r), Francja (+2,5 r/r) czy Włochy (+3,4r/r). Kolejny miesiąc pod kreską zakończyła Wielka Brytania (-6,3% r/r). Pozycją nr 1 w całej Unii Europejskiej ze wzrostem na poziomie ponad 4% r/r może pochwalić się marka Volkswagen.

W 2018 roku 500+

Z szacunków Exact Systems wynika, że roczna sprzedaż nowych samochodów osobowych przekroczy w 2018 roku 500 tys. sztuk. Dynamika rzędu 10-15% r/r powinna dać wynik na poziomie 530-550 tys. sprzedanych aut.

– Spodziewamy się coraz szybszego wzrostu sprzedaży pojazdów z napędem hybrydowym oraz elektrycznym przy jednoczesnym zmniejszającym się udziale diesli. Na wysokie wolumeny aut ekologicznych będziemy musieli jednak jeszcze trochę poczekać – przynajmniej do pełnego wdrożenia rządowego Planu Rozwoju Elektromobilności. Bez udogodnień dla właścicieli, zarówno finansowych jak i infrastrukturalnych, ciężko bowiem o „rozbujanie” tego segmentu – mówi Paweł Gos z Exact Systems.

http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Styczen-2018r

Bitcoin odrabia straty

Po załamaniu się wartości bitcoina na początku tego miesiąca od niedzieli rano ta wirtualna waluta kontynuuje dość dobrą passę. Od tamtej pory jego cena wzrosła z ok. 7,9 tys. USD do niemal 9,8 tys. USD w czwartek rano, czyli o 24%. Tylko w ciągu ostatniej doby wartość najpopularniejszej kryptowaluty podniosła się o 10%. Jednak nadal jest to sporo mniej niż na początku stycznia, kiedy cena bitcoina wynosiła 13,6 tys. USD. Oznacza to, że od początku tego roku stracił on 28% wartości. Kilkuprocentowe wzrosty w ciągu ostatniej doby notują także inne kryptowaluty.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar nadal traci do głównych walut: do euro (-0,87%), brytyjskiego funta (-0,96%), dolara kanadyjskiego (-0,74%), dolara australijskiego (-0,96%) oraz japońskiego jena (-0,81%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,248, GBP/USD – 1,403, USD/CAD – 1,248, AUD/USD – 0,795 i USD/JPY – 106,4. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,03%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka nadal umacnia się do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje 3,33 zł, euro – poniżej 4,16 zł, funt – 4,67 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,59 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,64%, frankfurcki indeks DAX – 1,17%, a paryski indeks CAC 40 – 1,1%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 1,34%, meksykański indeks Bolsa – o 0,99%, a brazylijski indeks Bovespa – aż o 3,27%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,47%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,97%.

Ropa i złoto

Po wielodniowych spadkach ceny ropy naftowej odrabiają straty. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,36 USD (+2,55%), a ropy WTI – 60,6 USD (+2,33%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 69 USD. Także złoto idzie w górę. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1353 USD. To aż 20 USD więcej (+1,5%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Stopa bezrobocia, styczeń – 5,5% (prognoza 5,5%)
  • 5:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), grudzień – 4,4% (prognoza 4,2%)
  • 9:00 – Słowacja – Inflacja CPI (r/r), styczeń – 2,4% (prognoza 2,3%)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Przyszłej Inflacji wg BIEC, styczeń – 81,4 pkt. (poprzednio 81,2 pkt.)
  • 11:00 – Strefa euro – Bilans handlu zagranicznego, grudzień (prognoza 22,6 mld EUR)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), styczeń (prognoza 1,9%)
  • 14:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, luty (prognoza 21,1 pkt.)
  • 14:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), styczeń (prognoza 2,5%)
  • 14:30 – USA – Indeks NY Empire State, luty (prognoza 17,5 pkt.)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), styczeń (prognoza 0,2%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Ruchy wbrew fundamentalnej logice

Euforia USD i pogrom rynku akcji po silniejszych danych o inflacji z USA trwała bardzo krótko, a rynek prędko wrócił do tego, co w tym roku lubi najbardziej – sprzedaży dolara i kupowania wszystko innego. Kompletnie nie trzyma się to fundamentalnej logiki, ale z sentymentem trudno walczyć. Do czasu.

Styczniowa inflacja bez wątpienia pobiła najśmielsze oczekiwania, zarówno po stronie ogólnego wskaźnika (0,5 proc. m/m, prog. 0,3 proc.), jak i inflacji bazowej (0,3 proc., prog. 0,2 proc.). Nawet rozczarowujący spadek sprzedaży detalicznej (-0,3 proc., prog. 0,2 proc.) jest do obrony, jeśli weźmie się pod uwagę ponadprzeciętne wzrosty z listopada i grudnia. Gospodarka ma się dobrze, ale presja inflacyjna napiera i Fed może podnosić stopy procentowe szybciej niż dotychczas zakładano. Wygląda na jednoznacznie pozytywny sygnał dla dolara, a jednocześnie powód do wyprzedaży akcji, jak to miało miejsce po raporcie NFP na początku lutego. A jednak na koniec czwartkowego handlu (z resztą dziś nie jest inaczej) USD tracił wszędzie, gdzie mógł. Rynek oderwał się od wszelkich logicznych korelacji: USD/JPY nurkował przy rajdzie indeksów giełdowych; rosły rentowności obligacji skarbowych USA, a z nimi cena złota (!).

Można debatować, że skoro inflacja przyspiesza w USA, to będzie wyższa także w innych zakątkach globu, stąd nie tylko Fed będzie agresywniejszy w zacieśnianiu monetarnym. Z tego względu po wczorajszych danych premia USD nad innymi walutami nie musi istotnie wzrosnąć. Jednak taki ciąg przyczynowo-skutkowy rodzi inne problemy. Kolegialne wycofywanie kapitału z rynków finansowych i wzrost rentowności obligacji jest bardzo złą mieszanką dla aktywów ryzykownych, która w końcu uderzy w sentyment. Mogę zrozumieć rajd EUR/USD do 1,25 (na oczekiwaniach większej jastrzębiości od EBC), a nawet nie oburzać na oderwanie USD/JPY od korelacji z rosnącymi rentownościami i rynkiem akcji (nawie krótkich pozycji w jenie jest ogromny i niezgodny z panującym sentymentem, więc wrażliwość USD/JPY na słabość USD jest największa). Jednocześnie niesłuszne są dla mnie ruchy np. na AUD (gołębi RBA, przegrzany rajd surowców napędzany tanim USD) i GBP (Brexit). Może być bardzo trudne (i bolesne) upierać się przy swoich argumentach na crossach z USD. Ale warto już teraz pomyśleć o selektywnej ocenie zalet i wad poszczególnych walut, bo to opłaci się w dłuższym terminie.

Na czwartek rynek serwuje nam kilka publikacji z USA: indeksy aktywności biznesu w rejonie Nowego Jorku i Filadelfii, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, PPI i produkcję przemysłową. Po tym, co widziałem wczoraj, nie zdziwię się, jeśli niespodzianka w silnych odczytach indeksów NY Empire State i Philly Fed stanie się oznaką, że gospodarce USA grozi przegrzanie i Fed musi być jeszcze bardziej aktywny po stronie podwyżek stóp procentowych, co dla odmiany dziś zepsuje nastroje rynkowe. Tak samo nie zdziwię się, że potencjalny rajd dolara zostanie szybko zgaszony i wykorzystany jako okazja do sprzedaży po lepszej cenie. Bo czemu nie?

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gaz z USA coraz bardziej konkurencyjny dla surowca z Rosji

Rosjanie w swojej strategii uznali takie kraje, jak Ukraina i Polska za niewiarygodne – co powinniśmy odebrać jako komplement. Rola rurociągów, którymi do tej pory ze wschodu na zachód tłoczony był gaz, będzie malała. Idea budowy Nord Stream jest bajpasem istniejącej już infrastruktury. PGNiG podpisało ostatnio średnioterminowy kontrakt na dostawę gazu skroplonego ze Stanów Zjednoczonych. Jak deklaruje spółka, jego cena nie odbiega on średnich cen gazu będącego w systemie do tej pory. LNG z USA staje się coraz bardziej konkurencyjne. Należy pamiętać, że Stany Zjednoczone w ciągu ostatnich trzech lat bardzo szeroko otworzyły się na eksport surowców energetycznych, który przez długi czas był tam zabroniony. Obecnie posiadają one ok. 150-180 miliardów m3 nadwyżki gazu, którą chciałyby eksportować. Ich złoża łupkowe czekają tylko na otwarcie rynku, także europejskiego. Ma to doprowadzić do wyparcia gazu rosyjskiego przez inne kierunki.

– Rosjanie dotychczas oczekiwali, że będziemy po minimalnych albo zerowych kosztach transferować gaz po naszym terytorium. Scenariusz ten już się jednak kończy – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Z różnych względów rola infrastruktury Wschód-Zachód będzie więc malała. Decyzje w energetyce podejmowane są w oparciu o cenę, stabilność i bezpieczeństwo. Ten ostatni element ma duże znaczenie i oczywiście sporo kosztuje. Z punktu widzenia końcowego konsumenta koszt ten nie jest aż tak istotny, bo rozkłada się na wszystkich uczestników rynku. Eksperci nie spodziewają się dużych wzrostów cen surowca, a raczej jego pochodnych – energii elektrycznej wytworzonej z węgla, z gazu i innych paliw kopalnych. Będzie to spowodowane nakładaniem wyższych certyfikatów CO2, dlatego powstały z nich prąd i ciepło będą trochę droższe. Brama Północna ma dostarczyć mix gazowy z dwóch albo trzech różnych kierunków, którego cena będzie konkurencyjna do tego, co mamy do tej pory. Osobna taryfa dla obywateli – kuchenkowiczów nie powinna drastycznie wzrosnąć. Należy pamiętać, że spółki takie jak AZOTY są bardzo dużym odbiorcą gazu z PGNiG-u przez GAZ-SYSTEM i dla nich stabilność oraz bezpieczeństwo dostaw również jest kluczowe – dodał Roszkowski.

Apartament w odrestaurowanej kamienicy dobrą lokatą kapitału. Rośnie zainteresowanie takimi projektami

Apartament w odrestaurowanej kamienicy dobrą lokatą kapitału. Rośnie zainteresowanie takimi projektami 3

Apartamenty w centralnie zlokalizowanych, odrestaurowanych kamieniach to jedne z najdroższych nieruchomości mieszkaniowych. Cena takiego lokalu może kilkukrotnie przebić średnią rynkową stawkę, ale z drugiej strony to również dobra lokata kapitału. Zabytkowe kamienice po renowacji wymagają klienta, który docenia nieszablonowość, reprezentacyjny charakter i historyczny klimat. Ponieważ zamożność Polaków rośnie, ten segment szybko się rozwija, podobnie jak cała kategoria nieruchomości premium. 

Polskie społeczeństwo się bogaci – wskazują na to dane z urzędów skarbowych, które pokazują, że w ostatnim roku ponad 20 tys. osób uzyskiwało roczny przychód w wysokości ponad 1 mln zł. To dobrze rokuje segmentowi nieruchomości premium i luksusowych, w tym także segmentowi nieruchomości mieszkalnych w kamienicach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Małaszuk-Kołodziejczak, członek zarządu należącej do PVI spółki Niegolewskich 14.

Nieruchomości premium to rosnący segment rynku w Polsce. W ciągu czterech lat, pomiędzy 2012 a 2016 rokiem, jego wartość wzrosła o 40 proc. do poziomu 3,6 mld zł – wynika z raportu „Luxury Realty Map”, opracowanego przez Poland Sotheby’s International Realty. Za połowę tego rynku odpowiada Warszawa, na kolejnych miejscach plasują się Trójmiasto, Wrocław i Kraków. W 2016 zawarto blisko dwa tysiące transakcji kupna-sprzedaży luksusowych nieruchomości z segmentu premium.

Głównym wyznacznikiem kwalifikującym do tej kategorii jest cena za metr kwadratowy w widełkach od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Liczą się też dodatkowe atuty, takie jak prestiżowe sąsiedztwo, lokalizacja i okoliczna infrastruktura, projekt przygotowany przez znanego architekta czy technologiczne nowinki, w które wyposażony jest apartament. Większość nabywców nieruchomości premium jest powiązana z biznesem – kupują je na ogół właściciele firm czy menadżerowie. Osobną kategorią w segmencie premium są odrestaurowane, często zabytkowe kamienice.

Zakup kamienicy czy lokalu mieszkalnego w kamienicy wymaga trochę innego klienta. To są lokale z duszą, dla osób, które lubią elementy historyczne i niepowtarzalność. Tacy klienci poszukują czegoś innego, szukają niestandardowych pomieszczeń. Bardzo często takie lokale mają odrestaurowane zabytkowe drzwi i okna, w jednej z kamienic należących do mojej spółki musimy zachować dwa piece z początku XX wieku – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Zaletą apartamentu w kamienicy zwykle jest doskonała lokalizacja – takie gmachy przeważnie są usytuowane w centach miast. Czyni to z nich również bardzo dobrą lokatę kapitału.

Rynek inwestycji w kamienice rozwija się od około 2007–2008 roku, może trochę wcześniej. Bardzo popularne dla inwestorów są duże polskie miasta: Wrocław, Warszawa, Kraków, Poznań czy Gdańsk. Z własnego doświadczenia możemy powiedzieć, że widzimy wzmożone zainteresowanie inwestowaniem w kamienice – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Kamienice są najczęściej kupowane przez mniejszych deweloperów, wyspecjalizowanych w odrestaurowywaniu takich obiektów.

– Z punktu widzenia dewelopera taki projekt wymaga większych nakładów czasu, dużego zaangażowania, konsultacji z konserwatorem zabytków, odtworzenia większości rzeczy. Często praca jest zlecana artystom, którzy odtwarzają poszczególne elementy w takich kamienicach. Na pewno nie jest to produkt dla dużych deweloperów – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Ekspertka ocenia, że rynek nieruchomości w kamienicach ma w Polsce duży potencjał rozwoju. Ich liczba jest ograniczona, ale wciąż wiele polskich miast ma duży zasób takich budynków.

Renowacja kamienic powoduje, że polskie miasta stają się coraz piękniejsze. Daje to lokalnym społecznościom poczucie przebywania w piękniejszym otoczeniu. Zyskuje na tym zarówno miasto, jak i mieszkańcy. Lokale w kamienicach na pewno wymagają innego inwestora, innego nabywcy i najemcy. Ale z pewnością dają dużą wartość i radość tym, którzy posiadają albo mieszkają w tych lokalach – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

W Polsce coraz częściej pojawiają się latarnie podłączone do internetu. Systemy inteligentnego oświetlenia pozwalają zaoszczędzić nawet 70 proc. kosztów

W Polsce coraz częściej pojawiają się latarnie podłączone do internetu. Systemy inteligentnego oświetlenia pozwalają zaoszczędzić nawet 70 proc. kosztów 4

Oświetlenie ulic pochłania rocznie nawet kilkadziesiąt milionów złotych z budżetów dużych miast. Wydatki na ten cel można zredukować nawet o 70 proc. dzięki inwestycji w inteligentne systemy wykorzystujące technologię LED. Podłączane do internetu latarnie można zdalnie kontrolować, a także sterować natężeniem oświetlenia w zależności od panujących warunków. Na inwestycję w system inteligentnego oświetlenia samorządy mogą otrzymać wsparcie z programu „SOWA”.

– Smart street lighting to ogólna idea sterowania oświetleniem ulic, polegająca na kontroli i sterowaniu poszczególnych opraw i dostosowywaniu ich mocy do aktualnych potrzeb. Dzięki niej można zaoszczędzić nawet do 70 proc. energii elektrycznej, względem takich samych instalacji sprzed modernizacji. Te oszczędności dotyczą zarówno systemu sterowania, jak i modernizacji źródeł opraw – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje Andrzej Lis, prezes zarządu spółki Apanet Green System.

Nawet kilkadziesiąt milionów złotych rocznie – to wydatki, jakie ponoszą budżety samorządów na oświetlenie ulic. Dla przykładu, oświetlenie Krakowa w 2017 roku pochłonęło niemal 30 mln złotych, a w Warszawie ponad dwukrotnie więcej. Wysokie koszty utrzymania wynikają przede wszystkim z przestarzałej technologii w ulicznych latarniach. Powszechnie używane na polskich ulicach lampy sodowe pochłaniają dużo energii, a na dodatek nie pozwalają na dobór mocy do aktualnych potrzeb. Przyszłością oświetlenia ulicznego są, zdaniem specjalistów, systemy inteligentne opierające się na technologii LED i technologii Internetu Rzeczy.

– Idea Smart street lighting wpisuje się w ideę Internetu Rzeczy. Każda oprawa podłączona jest do sieci, dzięki czemu możemy kontrolować jej stan, a także określać z jaką mocą ma świecić, czyli dostosowywać moc do aktualnych potrzeb. Dzięki temu możemy osiągnąć duże oszczędności – zapewnia ekspert.

Samorządy i inni zarządcy ulic mogą skorzystać z programu priorytetowego „SOWA – LED w oświetleniu zewnętrznym”.  Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ogłosił kolejną jego edycję, która zaplanowana jest na lata 2018-2021. Do programu mogą przystąpić jednostki samorządu terytorialnego oraz spółki z większościowym udziałem, posiadające tytuł do dysponowania infrastrukturą oświetlenia zewnętrznego. Wsparcie realizowane będzie w formie pożyczki pokrywającej wszystkie koszty kwalifikowalne z możliwością umorzenia do 10 proc. Rozpoczęcie naboru zaplanowane jest na pierwszą połowę 2018 roku.

Jednym z największych projektów sterowania oświetleniem w Polsce, był projekt realizowany w Bydgoszczy. Ponad 8 tys. punktów świetlnych zostało podpiętych do jednego systemu, czyli mniej więcej 1/4 wszystkich opraw na terenie miasta. Inwestycja kosztowała około 20 mln zł. 45 proc. kwoty było dofinansowane z programu SOWA. Modernizacja pozwoliła samorządowi na uzyskanie oszczędności sięgających 65 proc. kosztów energii. Co ważne, systemy inteligentnego oświetlenia ulic są otwarte i interoperacyjne. Oznacza to, że system stworzony przez jedną firmę może bez problemu współpracować z systemem stworzonym przez inną firmę.

– Na przykład w Warszawie takie instalacje mogą obejmować nawet około 100 tys. punktów świetlnych. Samorząd może zdecydować się na zamówienie u kilku dostawców lub zatrudnienie kilku firm instalacyjnych. Interoperacyjność i otwartość zapewnia więc zamawiającemu bezpieczeństwo – przekonuje Andrzej Lis.

Według firmy analitycznej Zion Market Research, globalny rynek oświetlenia LED będzie rósł w najbliższych latach w tempie 13 proc. średniorocznie, by w 2022 r. osiągnąć wartość 54 mld dolarów.

JSW pracuje nad inteligentną kopalnią. Bez automatyzacji i cyfryzacji trudno będzie zwiększać wydobycie węgla

JSW pracuje nad inteligentną kopalnią. Bez automatyzacji i cyfryzacji trudno będzie zwiększać wydobycie węgla 5

Proces automatyzacji i cyfryzacji ma pomóc Jastrzębskiej Spółce Węglowej zwiększyć efektywność wydobycia węgla do około 870 ton rocznie na pracownika. Zaawansowane technologie pomogą rozpoznać złoża, ich grubość i jakość, zautomatyzują wydobycie, wspomogą logistykę, transport oraz monitoring. Trwają prace nad tym, by takie rozwiązania zainstalować w jednej z kopalni północnych – w Knurowie, Szczygłowicach lub Budryku. Jeszcze w tym roku w jednym z rejonów wydobywczych JSW chce wprowadzić nowy w polskim górnictwie węgla kamiennego, tzw. kotwiowy, typ obudowy wyrobisk.

– W ubiegłym roku powołaliśmy spółkę JSW Innowacje. Ma się ona zająć wszelkimi nowinkami technologicznymi, które mogą być wdrożone w naszej grupie, a które mają poprawić efektywność produkcji, zwiększyć jakość, obniżyć koszty i poprawić bezpieczeństwo pracy. Zostały powołane zespoły, które pracują w kilku obszarach. Jednym z nich jest całościowe rozwiązanie, nazwane roboczo inteligentną kopalnią, które razem z partnerami, takimi jak Polski Fundusz Rozwoju i NCBiR, chcemy zrealizować i wspólnie sfinansować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Ozon, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Projekt „Inteligentnej kopalni”, który został wpisany do Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i umieszczony w Programie dla Śląska, pozwoli na wdrożenie w polskim sektorze wydobywczym nowoczesnych rozwiązań w obszarze systemów organizacji, produkcji, logistyki i transportu, zarządzania i monitoringu. Innowacyjne technologie mają poprawić produktywność, zwłaszcza że – jak wynika ze strategii Jastrzębskiej Spółki Węglowej na lata 2018–2030 – produkcja węgla ma docelowo wzrosnąć z 14,9 mln ton w 2017 roku do 18,2 mln ton w 2030 roku, a wzrost wydajności z 710 do około 870 ton węgla w przeliczeniu na jednego pracownika rocznie.

Bez rozwiązań pozwalających na sięganie do coraz głębiej położonych pokładów węgla, trudno będzie utrzymać taką efektywność. To rozwiązania minimalizujące obecność osób przy obsłudze. Zainwestowaliśmy w oprogramowanie, które ma modelować złoże, tak abyśmy wiedzieli dokładnie, jak grube są pokłady, jakiej jakości i jakie są parametry węgla – wymienia Daniel Ozon.

Nowoczesne technologie będą przydatne w każdym momencie wydobycia: od momentu projektowania poprzez eksploatację i transport urobku na powierzchnię. Do minimum ma być ograniczone zaangażowanie siły fizycznej pracowników.

– Wydobycie będzie maksymalnie zautomatyzowane. To komunikacja, nowe systemy rozwiązań telekomunikacyjnych pod ziemią, telemedycyna, również rozwiązania z zakresu predictive maintenance, czyli projekcji usterkowości maszyn – tłumaczy Daniel Ozon.

Według założeń pierwsza taka kopalnia ma powstać na północy obszaru, na którym prowadzą działalność kopalnie wchodzące w skład JSW, a następnie nowe rozwiązania będą stopniowo wprowadzane w kolejnych kopalniach.

Dodatkowo spółka chce wykorzystać praktyki stosowane m.in. w Australii.

Partnerzy z Australii chcą nam zaprezentować autonomiczną ścianę wydobywczą. Oczywiście nasze warunki geologiczne, górnicze są zdecydowanie trudniejsze od tych w Australii, pełne uskoków, metanu i innych zagrożeń, których w takim natężeniu w Australii nie ma – podkreśla prezes JSW.

W jednym z rejonów wydobywczych spółka zamierza zastosować tzw. kotwiowy typ obudowy wyrobisk, gdzie kotwie umieszczane są w otworach wykonanych w stropie i po bokach wyrobiska. Głowica kotwi znajduje się w wywierconym otworze, a jej końcowa część podtrzymuje zewnętrzną warstwę skalną. Taki sposób pozwala na oszczędności, a jednocześnie jest równie bezpieczny co powszechnie stosowana obudowa podporowa.

Rośnie problem uzależnienia od smartfonów i internetu. Już 70 proc. amerykańskich nastolatków jest uzależnionych od przebywania w sieci

Rośnie problem uzależnienia od smartfonów i internetu. Już 70 proc. amerykańskich nastolatków jest uzależnionych od przebywania w sieci 6

Problem uzależnienia od telefonów komórkowych czy internetu dotyka coraz większą grupę ludzi na całym świecie. Z badań wynika, że już 69 proc. rodziców oraz 78 proc. nastolatków przynajmniej raz na godzinę sięga po swój telefon. Wraz z rozwojem technologii, przychodzą także nowe rodzaje uzależnień. Jednym z nich może być uzależnienie od przebywania w wirtualnej rzeczywistości.

Z raportu Common Sense Media wynika, że blisko trzy czwarte młodych ludzi czuje nieodpartą potrzebę szybkiej odpowiedzi na wiadomość tekstową czy powiadomienia na portalach społecznościowych. 2/3 rodziców uważa, że ich dzieci spędzają zbyt dużo czasu przed ekranami smartfonów, co często jest także powodem do kłótni pomiędzy nastolatkami a ich rodzicami. Połowa amerykańskich nastolatków czuje, że jest uzależniona od urządzeń mobilnych. 69 proc. rodziców oraz 78 proc. nastolatków przynajmniej raz na godzinę sięga po swój telefon. Tego typu uzależnienie powiązane jest ze strachem, który zyskał już swoją nazwę. Nomofobia to lęk przed niemożliwością skorzystania z telefonu komórkowego.

– Uzależnienia od smartfonów, telefonów czy internetu to uzależnienia behawioralne, które są związane z uzależnieniem od czynności. Czy mówimy o uzależnieniach behawioralnych, czy o uzależnieniach od substancji psychoaktywnych, to objawy są bardzo podobne. Pierwszą i podstawową jest silna potrzeba, są to myśli, które powodują, że nie można się skupić na niczym innym. Druga sprawa to utrata kontroli. Nie potrafimy gospodarować czasem, który przeznaczamy na tę czynność – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Anna Skobiej, specjalista terapii uzależnień w poradni Sensity.

Niechęć przed rozstaniem z komórką może być również powodem niebezpiecznych sytuacji. Z raportu Pew Research Center wynika, że 59 proc. osób w wieku od 18 do 33 lat wysyła SMS-y podczas jazdy samochodem. Nierzadkim przypadkiem są także piesi wpatrzeni w ekrany smartfonów, którzy wchodzą na przejście dla pieszych na czerwonym świetle. Amerykańscy naukowcy w publikacji „Fear of missing out, need for touch, anxiety and depression are related to problematic smartphone use” w Computers in Human Behavior  udowodnili, że rozłąka ze smartfonem może prowadzić do przyspieszonego bicia serca i wzrostu ciśnienia.

Pierwszymi symptomami sygnalizującymi uzależnienie od urządzeń mobilnych czy internetu jest np. złe samopoczucie, podenerwowanie, stres, napięcie i nerwowość pojawiające się po odłożeniu telefonu komórkowego czy odejściu od komputera. W takich przypadkach osoba uzależniona szybko potrafi znaleźć wymówkę, aby ponownie sięgnąć po smartfona. Jest to klasyczny mechanizm iluzji i zaprzeczeń.

– Często tłumaczymy to w taki sposób: korzystam z telefonu, bo tego wymaga ode mnie praca. Potrzebuję mieć wiedzę, kontakt, w związku z tym odkłada się te wszystkie argumenty, które płyną do nas ze świata zewnętrznego. Wtedy zaczyna to być niebezpieczne, ponieważ bez pomocy specjalisty trudno rozbroić te mechanizmy i samemu sobie poradzić z uzależnieniem – mówi specjalistka z poradni Sensity.

Coraz bardziej zaawansowane technologie powodują powstawanie nowych rodzajów uzależnień. Groźnym zjawiskiem może być uzależnienie od przebywania w świecie wirtualnym. Poza tzw. chorobą symulatorową, którą może powodować nadmierne korzystanie z gogli VR, sprzęty do wirtualnej rzeczywistości mogą zastąpić nam rzeczywistość wirtualną.

– Gogle wirtualnej rzeczywistości pozwalają prawdopodobnie na odczuwanie jakiejś przyjemności, ponieważ wirtualny świat zazwyczaj jest atrakcyjny dla gracza czy osoby, która korzysta z tego sprzętu. To może powodować angażowanie go coraz intensywniej w świat wirtualny, pod tym względem może to być niebezpieczne – tłumaczy Anna Skobiej.

Z uzależnieniem od smartfona czy internetu można próbować radzić sobie samemu. Wyznaczyć dzienny limit korzystania z urządzenia, wprowadzić do swojego życia różnego rodzaju aktywności, które uniemożliwiają korzystanie ze smartfona przez dłuższy czas, jak np. basen. Walkę z uzależnieniem warto rozpocząć już w szkole. W niektórych polskich szkołach wprowadzono zakaz korzystania z telefonów, dzieci mogą korzystać z nich tylko w trakcie jednej przerwy.

Ciekawy pomysł na radzenie sobie z uzależnieniem ma start-up Yondr. Sprzedaje specjalne pokrowce, które po włożeniu do nich telefonów, są szczelnie zamykane. Odblokować pokrowiec i wyjąć telefon można wyłącznie w specjalnym punkcie, np. u nauczyciela. Z rozwiązania korzysta już sześćset amerykańskich szkół.

W Polsce co czwarty chory na raka nie ma dostępu do radioterapii. Głównie przez brak ośrodków i sprzętu

W Polsce co czwarty chory na raka nie ma dostępu do radioterapii. Głównie przez brak ośrodków i sprzętu 7

Radioterapia jest jedną z głównych i najskuteczniejszych metod leczenia nowotworów. Dostęp do niej w Polsce jest jednak utrudniony ze względu na zbyt małą liczbę wyspecjalizowanych ośrodków i sprzętu. Ponad połowa pacjentów chorujących na raka powinna być leczona radioterapią, ale w rzeczywistości ok. 25 proc. z nich nie otrzymuje leczenia, które mogłoby być skuteczne – wynika z danych ESTRO Cancer Foundation (ECF), założonej przez Europejskie Towarzystwo Radioterapii i Onkologii.

 Prawie 50 proc. chorych na nowotwory wymaga radioterapii. Ta średnia jest zależna od wielu czynników: rozkładu zachorowań – bo nie w każdym kraju chorzy mają te same nowotwory, diety, nasłonecznienia, a także od poziomu ekonomicznego danego kraju. Czas wykrycia nowotworu ma również duże znaczenie w wyborze sposobu leczenia. W Polsce mamy ok. 160 tys. nowych zachorowań rocznie, co oznacza, że co roku musimy leczyć radioterapią ok. 90 tys. chorych. Dodatkowo część pacjentów wymaga powtórnej radioterapii – to jest ok. 20 proc. chorych – mówi agencji Newseria Biznes prof. Julian Malicki, dyrektor Wielkopolskiego Centrum Onkologii.

Radioterapia jest jedną z głównych metod leczenia raka, obok chemioterapii i chirurgii onkologicznej. Może być stosowana samodzielnie albo w połączeniu z pozostałymi dwoma. Zastosowanie jej przed lub po operacji umożliwia poprawę efektywności leczenia chirurgicznego. Z kolei łączenie radioterapii z chemioterapią daje szansę na wyleczenie pacjentom z zaawansowanymi nowotworami.

– Wykorzystywane przez nas promieniowanie jonizujące eliminuje komórki nowotworowe – promieniowanie pozbawia je zdolności do nieograniczonej proliferacji, czyli nie pozwala im się rozmnażać. Guz nowotworowy po napromieniowaniu „żyje”, ale przez to, że komórki nie mogą się dalej rozmnażać, to w pewnej chwili dojdą do fazy, w której zginą. W taki sposób, kumulując frakcje promieniowania, niszczymy kolejne grupy komórek nowotworowych –wyjaśnia prof. Julian Malicki.

Radioterapia wykorzystuje promieniowanie do eliminowania komórek nowotworowych. Może ono przeniknąć do tkanek, a – dzięki odpowiedniej technologii – można precyzyjnie skupić promieniowanie na guzie nowotworowym. Proces leczenia składa się z od kilku do kilkudziesięciu bezbolesnych zabiegów, podczas których podawane są dawki eliminujące guz nowotworowy i umożliwiające jednocześnie regenerację zdrowych tkanek.

Z danych ESTRO Cancer Foundation (ECF), założonej przez Europejskie Towarzystwo Radioterapii i Onkologii, wynika, że ponad połowa pacjentów chorujących na raka w Polsce i Europie powinna być leczona radioterapią. Około 25 proc. z nich nie otrzymuje leczenia, które mogłoby być skuteczne. Dodatkowo fundacja wskazuje, że do 2025 roku należy się spodziewać zwiększenia zapotrzebowania na radioterapię o 16 proc. Dlatego kluczowe jest zwiększenie liczby ośrodków, w których przeprowadzana jest nowoczesna radioterapia.

– W Europie Zachodniej sieć ośrodków dysponujących radioterapią jest większa, a ich wyposażenie jest lepsze, tym samym społeczeństwo ma tam lepszy dostęp do radioterapii. Polskie Towarzystwo Onkologiczne kilka lat temu przeprowadziło badanie „Białe plamy w onkologii”, w którym jeden z rozdziałów dotyczył radioterapii – mówi prof. Julian Malicki. – Wynika z niego, że tam, gdzie pacjenci mają ośrodek radioterapii oddalony o więcej niż godzinę jazdy samochodem, wykorzystanie tej formy leczenia jest rzadsze.

Jak podkreśla, widać to na przykładzie Wielkopolski.

– W Poznaniu ponad 50 proc. pacjentów nowotworowych zgłasza się do radioterapii, podczas gdy w ościennych rejonach, gdzie dostęp do niej jest gorszy, ten odsetek jest diametralnie niższy – od kilkunastu do 30 proc.­ – mówi prof. Malicki. – Taka biała plama jest np. w Pile, ale na szczęście ośrodek radioterapii na tym obszarze jest w trakcie budowy. Mamy ją także na południu Wielkopolski, w okolicach Leszna.

Dostęp do radioterapii w Polsce jest utrudniony nie tylko ze względu na zbyt małą liczbę wyspecjalizowanych ośrodków, lecz także za względu na zbyt małą liczbę akceleratorów megawoltowych (MV) oraz aparatów HDR do brachyterapii. Z danych Polskiego Towarzystwa Onkologicznego wynika, że w Polsce brakuje w sumie od 27 do 65 aparatów MV i HDR.

Współczesnej radioterapii nie byłoby bez Marii Skłodowskiej-Curie, której 150. rocznica urodzin przypadała 7 listopada ubiegłego roku. Jej odkrycia w dziedzinie promieniotwórczości stworzyły fundamenty dla wykorzystania promieniowania w leczeniu raka. Dlatego od listopada ESTRO Cancer Foundation (ECF) prowadzi kampanię promującą „Dziedzictwo Marii Skłodowskiej-Curie”, publikując m.in. animację dotyczącą jej odkryć. Jej celem jest szerzenie wiedzy na temat wyzwań, z jakimi mierzą się chorzy na raka, a także podkreślenie wkładu Marii Skłodowskiej-Curie w rozwój onkologii i radioterapii.

 Ważnym wkładem Marii Skłodowskiej-Curie w rozwój onkologii był jej udział w radioterapii. Właśnie dzięki naszej noblistce bardzo szybko zaczęto stosować promieniowanie jonizujące wytwarzane przez pierwiastki promieniotwórcze do leczenia chorób nowotworowych. Maria Skłodowska-Curie obserwowała to w latach 30. XX wieku, położyła kamień węgielny pod budowę Instytutu Radowego w Warszawie, osobiście przekazała pierwsze porcje radu, które wykorzystywano potem przez kilkadziesiąt lat do leczenia chorych, również w Poznaniu. Rad, który pochodził z darów Marii Skłodowskiej-Curie, był wykorzystywany jeszcze w latach 90. XX wieku – mówi dyrektor Wielkopolskiego Centrum Onkologii.

Nowotwory złośliwe to nasilający się problem społeczny, ekonomiczny i zdrowotny polskiego społeczeństwa. Według Krajowego Rejestru Nowotworów skala zachorowań to około 160 tys. nowych przypadków rocznie, z których przeszło 100 tys. kończy się śmiercią pacjenta. W Polsce najczęściej występującymi są: wśród mężczyzn – nowotwór złośliwy płuca (17,7 proc. przypadków) oraz gruczołu krokowego (17,4 proc.), natomiast u kobiet najczęściej diagnozowany był nowotwór złośliwy piersi (22,2 proc.), płuca (9,2 proc.) oraz trzonu macicy (7,6 proc.) – dane za 2015 rok.

Prywatna eksploracja kosmosu i rozwój sztucznej inteligencji to najbliższa przyszłość. Już w 2025 roku możliwe załogowe misje na Marsa

Prywatna eksploracja kosmosu i rozwój sztucznej inteligencji to najbliższa przyszłość. Już w 2025 roku możliwe załogowe misje na Marsa 8

W 2018 roku eksploracja kosmosu nabierze tempa – ocenia Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology. Firma SpaceX, należąca do Elona Muska, już w 2025 roku planuje wysłać na Marsa statki zaopatrzeniowe, a niewiele później mają rozpocząć się loty załogowe na Czerwoną Planetę. Równolegle rozwija się technologia sztucznej inteligencji, która w 2018 roku dotknie niemal wszystkich dziedzin naszego życia.  

Wyniesienie na orbitę Marsa samochodu Tesla przez SpaceX, firmę Elona Muska, to dopiero początek prywatnej eksploracji kosmosu. SpaceX w ciągu kilku lat chce zbudować system BFR, który pozwoli wynieść ludzi na Księżyc a w przyszłości – zasiedlić Marsa. Jednocześnie nowa rakieta ma generować znacznie mniejsze koszty. Szacuje się, że wyniesienie BFR ma kosztować 90 mln dolarów, zaś Space Launch System (SLS), zaprojektowana przez NASA ciężka rakieta nośna, która zastąpi wahadłowce kosmiczne STS – już ok. miliarda dolarów.

– Elon Musk wystartował z powodzeniem ciężką rakietę. Na pewno więc 2018 rok to rok, kiedy eksploracja kosmiczna nabierze dużego tempa – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology.

Rośnie liczba prywatnych firm związanych z przemysłem kosmicznym. Coraz więcej jest też inwestorów, którzy wykładają środki na prywatne firmy – według Space Angels na ich rozwój trafiło w 2017 roku 3,9 mld dolarów. Liczba inwestorów wzrosła z 89 w 2015 roku do ok. 120 obecnie. Jednocześnie państwowe firmy wystrzeliły w 2017 roku 51 pojazdów, firmy prywatne – już 39. Dodatkowo, jak wynika z badania, prywatne rakiety są niezawodne i tańsze od państwowych. Bank of America ocenia, że w ciągu 30 lat przemysł kosmiczny osiągnie wartość z obecnych 350 mld dolarów do 2,7 bln dolarów.

– Prywatni inwestorzy, jak Elon Musk, już tę przestrzeń prywatyzują, zasiedlają. Mają swoje projekty, które pozwolą komercyjnie latać w przestrzeń kosmiczną, a później ją eksplorować czy wręcz się w niej osiedlać. Pytanie, na ile to będą projekty w skali narodowej czy globalnej, wspólne przedsięwzięcia, mocno inkluzywne, a na ile prywatne, ale niszowe inicjatywy – rozważa Aleksandra Przegalińska.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy. Szacunki IDC z 2016 roku wskazują zaś, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) może wzrosnąć z 5,2 mld dolarów w 2016 roku do 162 mld dolarów w 2020 roku. Po nowe technologie sięga już większość branż, co widać zwłaszcza na przykładzie medycyny.

– Wyraźnie widzimy, że sztuczna inteligencja jest obszarem, który prawdopodobnie będzie miał wpływ na prawie wszystkie dziedziny naszego życia, od medycyny, przez edukację, aż po każdą dziedzinę, jak budownictwo, architektura czy nauka – ocenia Aleksandra Przegalińska.

Uczenie maszynowe to proces, w którym sam komputer uczy się czegoś nowego, bazując jedynie na dostarczonych mu danych. Zautomatyzowane systemy analityczne, które kształcą się wraz z upływem czasu i pozyskiwaniem większej liczby informacji, rozwijają się obecnie w tak szybkim tempie, że można mówić o rewolucji w tym obszarze.

– Na pewno możemy się spodziewać więcej metodologii uczenia maszynowego, która będzie wdrażana wszędzie i będzie towarzyszyła wielu pracom i zawodom. Nasza praca będzie dużo bardziej synergiczna z technologiami niż jest teraz i będzie wymagać różnych nowych kompetencji, których pewnie jeszcze część z nas nie ma – podkreśla ekspertka Massachusetts Institute of Technology.

Każdego dnia do sieci podłączanych jest ok. 5,5 mln różnego rodzaju nowych przedmiotów codziennego użytku. Eksperci Cisco prognozują, że w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych ok. 50 mld urządzeń. IDC szacuje, że w 2020 roku rynek IoT będzie wart nawet 1,5 bln dolarów. Dlatego zdaniem ekspertki coraz wyraźniejszym trendem będzie internet rzeczy.

– Już teraz widzimy wyraźny wzrost internetu rzeczy, tych urządzeń jest dużo, będzie jeszcze więcej, ale w przyszłości każdy z nas, każdy budynek, każde miejsce pracy będą mieć bardzo dużo sensorów, które będą przekazywać dane, huby i centra zarządzania danymi to będzie nowa rzecz. Nie będzie wielu fragmentów rzeczywistości, zwłaszcza miejskiej, które nie będą tak osensorowane i opomiarowane – ocenia Aleksandra Przegalińska.

Państwa coraz mocniej ingerują w gospodarkę. W Polsce najbardziej regulowana jest branża finansowa, farmaceutyczna i energetyczna

Państwa coraz mocniej ingerują w gospodarkę. W Polsce najbardziej regulowana jest branża finansowa, farmaceutyczna i energetyczna 9

W Polsce ingerencja państwa widoczna jest najbardziej na rynku finansowym, energetycznym i farmaceutycznym. Z kolei branże regulowane w najmniejszym stopniu to handel i motoryzacja – wynika ze wspólnego raportu DNB Bank Polska i firmy doradczej PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”. W ostatnim czasie stopień zaangażowania państwa w polską gospodarkę wzrasta, wciąż jednak jest mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej.

– W ostatnich latach obserwujemy wzrost zaangażowania państwa w polską gospodarkę, ale ten gorset regulacyjny nie jest jeszcze tak sztywny, jak by się wydawało. Nasza analiza pokazuje, że polska gospodarka jest ciągle bardziej liberalna niż gospodarek Europy kontynentalnej. Z drugiej strony jest zdecydowanie mniej liberalna niż krajów anglosaskie, jak Wielka Brytania czy USA – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

Pod względem regulacji w gospodarce Polska zbliża się do państw Europy kontynentalnej, jednak ciągle pozostaje bardziej liberalna od Niemiec i Francji – to główny wniosek raportu „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”, przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC. Autorzy analizy zauważają, że intensywność regulacji jest zależna nie tylko od państwa, lecz także od branży.

– Branże i przedsiębiorstwa mają charakter coraz bardziej globalny, więc we wszystkich krajach poziom regulacji w poszczególnych branżach jest dość zbliżony. Są te bardziej regulowane, chociażby branża bankowa, co wynika z bezpieczeństwa całej gospodarki i ochrony konsumenta, czy branża energetyczna ze względu na monopole i strategiczny charakter dla gospodarki. Są też branże mniej regulowane, jak handlowa czy motoryzacyjna – mówi Artur Tomaszewski.

Sektory, które są w niewielkim stopniu regulowane przez państwo, to m.in. motoryzacyjny i farmaceutyczny. Wyjątkiem jest Norwegia, w której stopień zaangażowania państwa w rynek farmaceutyczny sięga 50 proc., rozbudowane są też regulacje dotyczące elektromobilności – to dlatego w tym kraju 50 proc. samochodów stanowią hybrydy i auta elektryczne. W branży sprzedaży detalicznej we wszystkich krajach interwencjonizm państwowy jest niewielki i nie przekracza 8 proc.

Z kolei energetyka jest branżą, w której – ze względu na strategiczny charakter – własnościowe i regulacyjne zaangażowanie państwa jest wyraźne. Największy stopień ingerencji w rynek energetyczny jest widoczny we Francji (39 proc.), nieco mniejszy w Niemczech i Polsce (36 proc.). Najmniejszy jest natomiast w USA – analitycy podkreślają, że w państwach anglosaskich interwencje państwa mają charakter niemal wyłącznie regulacyjny.

– Państwo działa w gospodarce w dwóch wymiarach. Pierwszy to charakter strategiczny – państwo występuje tu jako albo właściciel, albo regulator. Jego zadaniem jest ochrona konsumenta, środowiska czy stabilizacja branż kluczowych dla gospodarki. Z drugiej strony jest działalność rynkowa. Państwo działa tu na równi z innymi podmiotami rynkowymi i chce zrealizować zysk. Ten element wydaje się kontrowersyjny. Nasz raport pokazuje, że co do zasady przedsiębiorstwa z udziałem Skarbu Państwa mają mniejszą siłę konkurencyjną i osiągają nieco gorsze wyniki niż podmioty prywatne – mówi Artur Tomaszewski.

Analitycy zauważają, że społeczeństwo, ekonomiści i politycy patrzą na rolę państwa w gospodarce coraz bardziej przychylnym okiem, a zmiana optyki jest właśnie efektem kryzysu finansowego, którego przyczyną był m.in. niedostateczny poziom regulacji na rynku finansowym.

Modelowym przykładem jest interwencja amerykańskiego rządu w sektory bankowy i motoryzacyjny podczas krachu z lat 2008–2009, kiedy państwo przejęło wszystkie udziały w dwóch największych koncernach, a następnie – po kryzysie – skorzystało z okazji rynkowej i sprzedało swoje akcje.

– Interwencje państwa powinny być celowe, konkretne i określone w czasie, a każda regulacja musi być związana z zasadą proporcjonalności. Jako członek UE jesteśmy czasem poddani trochę zbyt ostrym regulacjom dotyczącym np. rynku kapitałowego, który w innych krajach unijnych jest większy niż w Polsce. W związku z tym cierpimy na tym, że jesteśmy – w moim przekonaniu – zbyt mocno regulowani pod względem parametrów jakościowych czy finansowych, w tym wysokości kar finansowych – mówi Jacek Socha, wiceprezes zarządu PwC Polska.

Dlatego z punktu widzenia rozwoju gospodarczego bardzo ważna jest ich harmonizacja przepisów. Z drugiej strony zglobalizowane przepisy muszą być dostosowane do mniejszych firm, operujących tylko na krajowym rynku.

Analitycy zauważają też, że skala ingerencji państwa nie ma wielkiego wpływu na wyniki danej branży. To zasługa globalizacji, ponadnarodowych rynków i łańcuchów dostaw oraz faktu, że część regulacji ma charakter międzynarodowy.

– Dokonując regulacji, trzeba uważać, ponieważ przez wiele podmiotów są one postrzegane jako koszt. Rynek farmacji pokazuje, że brak albo niski stopień regulacji – jak np. w USA – powodują, że ceny leków są znacznie wyższe. Z drugiej strony rentowność firm jest wyższa, ponieważ ceny leków pozwalają na pogłębioną analizę rozwojową i wydatki na badania i rozwój są istotnie wyższe, co z kolei powoduje powstawanie nowych leków oraz przewagę technologiczną i rynkową – mówi Jacek Socha.

Rosyjski CBS przygotował projekt reformy sądownictwa

Centrum Badań Strategicznych (CBS) na którego czele stoi Aleksiej Kudrin jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina, przygotował raport „Propozycje poprawy systemu sądownictwa w Federacji Rosyjskiej i zmiany przepisów w celu ich wdrożenia.” Główne obszary, które sugerują eksperci CBS, to: poprawa jakości personelu sądowego, wzmocnienie niezależności sędziów i usprawnienie procesu sądowego.

Aby poprawić jakość wymiaru sprawiedliwości, proponuje się utworzenie jednego niezależnego ośrodka szkolenia sędziów, zniesienie wymogu obowiązkowej wyższej edukacji prawnej dla urzędników sądowych i sekretarzy sądowych, asystowanie sędziom w czynnościach procesowych, zwiększanie wynagrodzeń pracowników aparatu o połowę.

Niezależność sędziów, ekspertów uważa, że konieczne jest wzmocnienie powodu, na przykład, zmienić kolejność wyboru Przewodniczącego statków, ograniczenia w biurze prezesa Sądu do dwóch kategoriach czterech lat. Eksperci uważają, że należy zrezygnować z alokacji premii dla przewodniczącego zalecenia sędzia wprowadzenia zautomatyzowaną procedurę podziału spraw między sędziów w oparciu o ich specjalizacji. Autorzy raportu proponują wprowadzenie nowej miary dyscyplinarnej odpowiedzialności sędziów w postaci obniżenia klasy kwalifikacji sędziego. Ponadto oczekuje się wprowadzenia jasnych kryteriów rozdzielających błąd sądowy od przestępstwa dyscyplinarnego.

W celu usprawnienia procesu sądowego eksperci proponują, w szczególności, podniesienie progu dla petycji cywilnych Federalnej Służby Podatkowej i Funduszu Emerytalnego z 3 do 10 tysięcy rubli, podnieść obowiązek państwowy dla osób prawnych i zróżnicować obowiązki państwa w zależności od sądu.. Autorzy raportu zalecają wprowadzenie obligatoryjnego zapisu dźwiękowego sesji sądowej, nadając mu status głównego środka zapisu postępów procesu. Proponuje się również ujawnienie tylko wstępnych i decydujących części zdania w procesie karnym.

Nieudana randka dolara

Z okazji walentynek dolar wybrał się na randkę z inflacją. Początek spotkania wyglądał naprawdę obiecująco, niektórzy wieścili „powrót do żywych” amerykańskiej waluty. Euforia nie trwała jednak zbyt długo, a wszystko to przez depresję, z którą USD nie może sobie poradzić od kilkunastu miesięcy.

Styczniowa inflacja CPI z USA wypadła mocno na 0,5 proc. m/m (prog. 0,3 proc. m/m), lepiej od prognoz uplasowała się także inflacja bazowa (0,3 proc. vs 0,2 proc.). Po publikacji danych obserwowaliśmy umocnienie dolara. EUR/USD stracił 70 pipsów, AUD/USD zanurkował blisko 90 pipsów, USD/JPY skoczył 35 pipsów. Siła amerykańskiej waluty została jednak bardzo szybko wygaszona i chwilę po 14:30 inwestorzy zaczęli masowo wyprzedawać USD. Ostatecznie dolar zanotował stratę względem wszystkich walut z koszyka G10. Najwyżej dzień kończy NZD ze zwyżką rzędu 0,8 proc., dalej znajdziemy JPY (+0,65 proc.), GPY i NOK (+0,4 proc.). Najmniejszy ruch widzimy na AUD i CAD (+0,2 proc.).

Dynamika PKB ze strefy euro wypadła zgodnie z rynkowym konsensusem. Odczyt w ujęciu kwartalnym uplasował się na poziomie 0,6 proc. (prog. 0,6 proc.), a r/r 2,7 proc. (prog. 2,7 proc.). Lepiej od oczekiwań wypadła natomiast produkcja przemysłowa: 0,4 proc. m/m (prog. 0,1 proc.) i 5,2 proc. (prog. 4,2 proc.).

Rząd brytyjski wziął się za budowanie aprobaty za Brexitem i pod hasłem „Road to Brexit” sześciu członków gabinetu poprzez przemówienia ma rzucić więcej światła na cele rządu w trwających negocjacjach i wizje Wielkiej Brytanii poza UE. Dziś pierwszym przemawiającym był minister spraw zagranicznych Boris Johnson, jednak jego przemówienie rozczarowało brakiem konkretów. Z najważniejszych stwierdzeń, Johnson przestrzegł, że odwrócenie Brexitu byłoby katastrofalne w skutkach. Zapewniał, że w okresie przejściowym „wszystko pozostanie takie samo”, ale też stwierdził, że korzyści ekonomiczne z unii celnej z UE nie są takie duże.
Zapasy ropy naftowej wzrosły w zeszłym tygodniu o 1,84 mln baryłek, czyli mniej od wskazań wczorajszego raportu API (+3,95 mln baryłek) oraz rynkowego konsensusu (+2,75 mln baryłek). Oprócz tego wzrosły zapasy benzyny o 3,6 mln baryłek, natomiast skurczyły się zapasy destylatów (-459 tys. baryłek). Obecnie za baryłkę ropy WTI należy zapłacić 59,40 USD (+0,3 proc.).

Słabość dolara przełożyła się na duże wzrosty metali szlachetnych, gdzie najjaśniej świeci platyna (+2 proc.). Trochę niżej plasuje się platyna (+1,45 proc.), złoto (+1,4 proc.) i srebro (+1,1 proc.). Bardzo dobre nastroje panują także na rynku metali przemysłowych: miedź rośnie 2 proc., cynk +2,6 proc., ruda żelaza +1,85 proc., a nikiel 4,1 proc.
Na globalnym rynku akcji zdecydowanie dominuje strona popytowa. W Europie najsilniejszy był włoski FTSE MIB (+1,81 proc.), lekko niżej sesję zakończyło szwajcarskie SMI (+1,67 proc.) czy niemiecki DAX (+1,17 proc.). Polski WIG 20 wyszedł 0,75 proc. nad kreskę. Na podium znalazł się KGHM (+3,37 proc.) podążający za wzrostami miedzi, drugie miejsce zajmuje Energa (+2,55 proc.), a trzecie Tauron (+2,12 proc.). Po drugiej stronie tabeli widnieje m.in. BZWBK (-1,04 proc.), Asseco (-1,01 proc.) czy JSW (-0,99 proc.).
Amerykańscy inwestorzy podtrzymują pozytywny sentyment, technologiczny Nasdaq 100 wspina się 0,95 proc. nad kreskę, S&P 500 rośnie 0,4 proc., a Dow Jones +0,15 proc

Maciej Morawski
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trendy HR w 2018 roku – wyniki badania

Jak wynika z najnowszego badania GoldenLine, rok 2018 będzie okresem testowania nowych rozwiązań rekrutacyjnych oraz dążenia do większej transparentności w procesie rekrutacji. Poszukiwanie nowych pracowników poprzez direct search stanie się niezbędnym elementem pracy rekrutera, a bez strategii employer branding firmom będzie coraz trudniej rekrutować i utrzymać pracowników – to główne wnioski z corocznego badania serwisu GoldenLine na temat trendów na rynku HR.

#1 Poszukiwanie nowych rozwiązań w rekrutacji

Jak wynika z badania GoldenLine, HR-owcy przewidują, że w tym roku rekrutacja zajmie im więcej czasu (64% badanych) i pochłonie więcej pieniędzy (51% badanych), niż w 2017 roku. Dobra koniunktura gospodarcza sprawia, że firmy planują również przeprowadzić więcej rekrutacji niż w zeszłym roku, deklaruje tak 63% badanych. Czasochłonność procesów rekrutacyjnych wymusza zarazem testowanie nowych metod rekrutacji, wykraczających poza tradycyjne ogłoszenie o pracę. Niemal połowa (43%) badanych planuje poświęcić więcej czasu, a 59% również więcej pieniędzy na poszukiwanie i testowanie nowych narzędzi rekrutacyjnych.

#2 Direct search wchodzi do niezbędnika narzędzi rekrutera

W 2018 roku ponad 75% rekruterów zamierza korzystać z rekrutacji metodą direct search. Wyniki wskazują, że direct search przestaje być ostatnią deską ratunku dla rekruterów, a staje się niezbędnym narzędziem do prowadzenia skutecznych procesów rekrutacyjnych. Serwis GoldenLine oferuje nie tylko dostęp do Wyszukiwarki Kandydatów, gdzie pracodawca samodzielnie może wyszukać i skontaktować się z wybranymi kandydatami, ale również usługę rekrutacyjną Jobile, gdzie direct search w imieniu pracodawcy wykonuje doświadczony HR Researcher.

#3 Większa transparentność w rekrutacji

Rynek pracownika wymusza też większą transparentność w procesie rekrutacji. Jak wynika z badania GoldenLine, w 2017 roku 38% badanych podawało widełki wynagrodzeń w wybranych ofertach pracy, zaś w 2018 widełki wynagrodzeń w wybranych ofertach pracy planuje podawać 45% z nich. Zarazem w 2018 roku 13% badanych planuje podawać widełki wynagrodzeń w każdym ogłoszeniu o pracę (dla porównania 9% badanych deklaruje, że podawało widełki w każdym ogłoszeniu w 2017 roku).

Większa otwartość będzie również tematem wiodącym w samej komunikacji z kandydatami. 47% badanych rekruterów chce w tym roku poświęcić więcej czasu na komunikację z kandydatem, a 39% zamierza spędzić więcej czasu na przygotowaniu feedbacku dla kandydata. Transparentność obejmie również kandydatów – ponad 80% rekruterów deklaruje, że w tym roku przed zatrudnieniem kandydata sprawdzi jego profil zawodowy na serwisach rekrutacyjnych lub społecznościowych. Warto więc będzie zadbać o aktualny profil zawodowy na GoldenLine.pl, jak i o właściwe ustawienia prywatności w naszych prywatnych kanałach social media.

“W 2018 roku bez wątpienia czeka nas postępująca transparentność na rynku pracy. Aby prowadzić skuteczne rekrutacje, pracodawcy będą musieli postawić na większą otwartość w relacjach z kandydatami” – komentuje Karol Traczykowi, Prezes GoldenLine. “W procesach rekrutacyjnych cały czas brakuje wymiany informacji. Pracodawcy nie wiedzą z jakiego powodu kandydaci nie aplikują zaś kandydaci, dlaczego nie są zapraszani do kolejnego etapu. W 2018 roku priorytetem będzie położenie akcentów właśnie na wymianę informacji zwrotnych i komunikację między rekruterami a kandydatami oraz na większą transparentność całego procesu rekrutacyjnego” – dodaje Traczykowski.

#4 Strategiczne podejście do employer brandingu

Ponad połowa badanych deklaruje, że na działania z zakresu employer brandingu przeznaczy w tym roku więcej pieniędzy, a ponad 58% badanych również więcej czasu. Rośnie również rola strategicznego podejścia do budowania wizerunku pracodawcy, 40% badanych deklaruje, że ich firma ma już taką strategię, a 35% badanych planuje stworzyć strategię employer branding w tym roku.

“W 2018 roku nadal będziemy obserwować rosnące zainteresowanie działaniami z zakresu employer branding. Pracodawcy skupią uwagę przede wszystkim na komunikacji wewnętrznej, programach rozwoju i ograniczaniu rotacji, która w Polsce jest relatywnie wysoka.” – komentuje Adam Wąsik z Pracowni EB GoldenLine. “Aby te działania były skuteczne, konieczne będzie stworzenie klarownej strategii employer brandingowej, której celem będzie m.in. spójny wizerunek wewnętrzny i zewnętrzny firmy jako pracodawcy. W marketingu rekrutacyjnym zapewne będziemy obserwować coraz większą transparentność organizacji. Będzie się to przejawiać choćby jawnością wynagrodzeń w ofertach pracy czy pokazywaniem autentycznej kultury organizacyjnej.” – dodaje Wąsik.

***

Cytowane badania tylko za podaniem źródła: badanie GoldenLine

Pełen raport GoldenLine “Trendy HR 2018” do pobrania na: http://hs.goldenline.pl/trendy-hr-2018

Raport “Trendy HR 2018” powstał na podstawie badania przeprowadzone przez GoldenLine na 360 pracownikach HR, którzy w ciągu ostatniego roku prowadzili przynajmniej jedną rekrutację, badanie ankietowe online, styczeń 2018.

Sądy bez litości dla podatników ze względu na słabą argumentację wniosków

Trudna sytuacja finansowa nie wstrzymuje egzekucji, zwłaszcza jeśli wniosek o jej wstrzymanie jest źle lub słabo uzasadniony – potwierdza kolejny wyrok sądu, wydany na początku tego roku. Wydaje się, że zasilająca kasę Skarbu Państwa windykacja należności z tytułu podatku od towarów i usług będzie w 2018 r. nadal wzbudzać wiele emocji.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku 16 stycznia 2018 r. wydał wyrok oddalający skargę podatnika na decyzję organu skarbowego dotyczącą zobowiązań podatkowych z tytułu podatku od towarów i usług za okres od stycznia do września 2012 r. (I SA/Gd 685/17). Co ważne w całej sprawie, podatnik zgadzał się z fiskusem co do istnienia obowiązku podatkowego, a wnosił tylko o wstrzymanie wykonania decyzji.

Niebezpieczeństwo szkody i nieodwracalnych skutków

Wcześniej, w lutym 2017 r., podatnik wniósł skargę do tego samego WSA na obie decyzje – dyrektora izby skarbowej oraz naczelnika urzędu skarbowego – dotyczącą wspomnianego zobowiązania podatkowego (I SA/Gd 685/17). Jednocześnie zawarł w niej wniosek o wstrzymanie wykonania zaskarżonych decyzji, argumentując, na podstawie art. 61 § 3 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, że istnieje niebezpieczeństwo wyrządzenia mu szkody oraz spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. Stał się bowiem niewypłacalny wskutek naliczonych przez organy podatkowe zaległości wraz z odsetkami, nie tylko tych objętych zaskarżaną decyzją, ale także innych, co do których toczą się już postępowania zabezpieczające i egzekucyjne.

Trudna sytuacja finansowa to nie powód

Prowadzenie przez organy skarbowe egzekucji z majątku podatnika w połączeniu z zajęciem jego kont bankowych sprawiło, że znalazł się on w trudnej sytuacji finansowej. A ta, zgodnie z postanowieniem WSA w Gdańsku z 30 listopada 2010 r. (I SA/Gd 841/10), może stanowić podstawę do wydania postanowienia o wstrzymaniu wykonania zaskarżonej decyzji. Podatnik dodał również, że złożył do naczelnika urzędu skarbowego wniosek o rozłożenie na raty wszystkich zaległości podatkowych wraz z odsetkami za zwłokę.

Mimo przywołanego orzecznictwa sąd w swoim postanowieniu stwierdził, że „nawet trudna sytuacja finansowa strony, nie może sama w sobie świadczyć o spełnieniu przesłanek wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji”. Przy ocenie wniosku w ogóle nie brał pod uwagę deklaracji podatnika o chęci spłacenia ciążących na nim zobowiązań w ratach. Odmówił więc wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji.

Zażalenie pozbawione uzasadnionych podstaw

Nie polepszyło sytuacji podatnika wniesienie o rozstrzygnięcie do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Postanowieniem z 31 stycznia 2017 r. (I FZ 241/17) NSA stwierdził, że skarżący nie uprawdopodobnił w dostateczny sposób możliwości zaistnienia niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków:

„Skoro Skarżący dążył do wykazania, że w jego przypadku dojdzie do wyrządzenia znacznej szkody, to dla oceny, czy rzeczywiście w okolicznościach tej sprawy jest to prawdopodobne, konieczne było odniesienie kwoty objętej zaskarżoną decyzją do obecnego stanu majątkowego Skarżącego, popartego konkretnymi danymi m.in. o dochodach, oszczędnościach, wydatkach, możliwościach zarobkowych. Brak tego rodzaju argumentacji oznaczał, że Skarżący nie uprawdopodobnił wystąpienia przesłanek przewidzianych w art. 61 § 3 P.p.s.a.”.

NSA stwierdził wprost, że brakuje argumentów przemawiających za przyznaniem wnioskodawcy tzw. ochrony tymczasowej. W konsekwencji zażalenie, jako pozbawione uzasadnionych podstaw, zostało oddalone.

Walka z hipokryzją

Niezależnie od interpretacji przepisów, rzuca się w oczy, że żadna z instancji nie wzięła pod uwagę wyrażonej przez podatnika chęci uregulowania należności – tyle że w ratach. To oczywista hipokryzja, zwłaszcza fiskusa, który odmawiając rozłożenia spłaty na raty, sam potrafi zalegać długimi latami ze zwrotem należnej przedsiębiorcom nadpłaty VAT i innych świadczeń. Z pewnością przy ocenie sytuacji przedsiębiorców organy skarbowe, a jak się okazuje, często także sądy, nie zważają w ogóle na to, czy dana firma przetrwa rozszarpywanie majątku w toku egzekucji. Liczą się litera prawa i przekonująca argumentacja wniosków.

Odpocząć przy knock downie

W trakcie bokserskiego starcia trafiony ciosem zawodnik pada na deski. Ma dziesięć sekund, by wstać i kontynuować walkę. Niektórzy pięściarze zrywają się od razu i za chwilę padają ponownie po nokaucie, po którym już się nie podnoszą. Są jednak tacy, którzy czas knock downu wykorzystują na odpoczynek, przetrwanie i zebranie sił. I wracają mocniejsi.

Taki odpoczynek w starciu z fiskusem może przynieść restrukturyzacja przedsiębiorstwa. Wprowadzone w styczniu 2016 r. korzystne zmiany przepisów o restrukturyzacji dają szansę na uratowanie przedsiębiorstwa przy zachowaniu jego wartości ekonomicznej. Chronią nie tylko jego interesy, ale i powstrzymują przed likwidacją – choćby dzięki możliwości zawieszania postępowań egzekucyjnych czy uchylania zajęć majątku firmy.

Czasami właściwym krokiem będzie ogłoszenie upadłości. Już bowiem samo złożenie odpowiedniego wniosku sprawi, że sąd niezwłocznie zabezpieczy majątek firmy. A w ramach zabezpieczenia sąd może zawiesić wszczęte egzekucje i uchylić dokonane zajęcia.

Właściwie sporządzony wniosek

Sporządzając wniosek o ogłoszenie upadłości, należy pamiętać o wielu elementach. Trzeba przede wszystkim spełnić wymogi formalne, podając m.in. dane identyfikujące osobę dłużnika, jego firmę oraz wspólników. Ponadto należy załączyć aktualny wykaz majątku z szacunkową wyceną jego składników oraz aktualne sprawozdanie finansowe. Najważniejsze jest jednak wskazanie okoliczności, które uzasadniają wniosek, i ich uprawdopodobnienie.
W przytoczonej sprawie NSA (I FZ 241/17) przypomniał, że zasadą jest wykonalność decyzji, a na wniosek strony poparty wiarygodnymi przesłankami do wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu sąd może od tej zasady ustanowić wyjątek. To w interesie strony leży, by należycie przedstawić trudną sytuację finansową. Dlatego w sytuacji kryzysowej, gdy w grę wchodzi ochrona majątku zarówno firmy, jak i prywatnego, należy do sporządzenia wniosku podejść właściwie, a przede wszystkim w sposób profesjonalny. Bez względu na to, czy jest to wniosek o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji, przeprowadzenie restrukturyzacji przedsiębiorstwa czy ogłoszenie upadłości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Warszawski rynek biurowy nie zwalnia tempa

Rynek biurowy w Warszawie pozostaje w centrum zainteresowania deweloperów i najemców nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Rok 2017 był umiarkowany pod względem nowo powstałej podaży, biorąc jednak pod uwagę obecnie budowane obiekty prognozujemy, że rynek osiągnie poziom 6 milionów mkw. do końca 2021 roku. Dobrą kondycję rynku potwierdza wysoka aktywność najemców i rekordowo wysoka absorpcja, która w zeszłym roku wyniosła 390 000 mkw., co oznacza wzrost o 33pp. w stosunku do 2016 roku.

Rafał Wdowczyk, Director, Advisory & Transaction Services, Office, CBRE
Rafał Wdowczyk, Director, Advisory & Transaction Services, Office, CBRE

Według najnowszego raportu Warsaw Office Market View – Warszawski Rynek Biurowy po IV kw. 2017 przygotowanego przez firmę CBRE, w stolicy powstaje obecnie rekordowa ilość powierzchni biurowej – 860 000 mkw. Aktywność deweloperów jest najbardziej widoczna w centrum miasta; 75% budowanej powierzchni zostanie oddane do użytku w Centrum Warszawy (ponad 650 000 mkw.), dokładnie połowa powstającej powierzchni wzbogaci Zachodnie Obrzeża Centrum, co tylko jeszcze bardziej umocni pozycję tej strefy jako nowego biznesowego centrum stolicy.

Wysokiej aktywności deweloperów towarzyszy rosnący popyt, głównie ze strony firm z sektora finansowego, które odpowiadały za 18% wynajętej podaży. Całkowita aktywność najemców w 2017 roku sięgnęła ponad 820 000 mkw., co jest wynikiem bardzo bliskim rekordu z 2015 roku. W wyniku dużego popytu i wciąż ograniczonej nowej podaży eksperci CBRE zaobserwowali dalszy spadek poziomu pustostanów o 2,6pp. Ze względu na ograniczoną podaż projektów, których zakończenie planowane jest w 2018 roku, tendencja zniżkowa powinna się utrzymać, zwłaszcza w centrum Warszawy.

Mimo zbliżającej się fali nowej podaży zaplanowanej na lata 2019-21, wysoka aktywność najemców, a co za tym idzie spadające wskaźniki pustostanów potwierdzają, iż rynek póki co zachowuje równowagę. Najbliższy rok będzie charakteryzował się stosunkowo niską podażą oraz nieco spadającym poziomem pustostanów. Sytuacja ta może chwilowo przesunąć przewagę w stronę wynajmujacych, w zależności od tego w której dzielnicy poszukują oni powierzchni biurowej. W tym roku bardzo istotną kwestią jest tempo podejmowanych decyzji, to od niego zależy, czy uda wynająć się biuro w pożądanej lokalizacji.” komentuje Rafał Wdowczyk, Director, Advisory & Transaction Services, Office, CBRE

Stawki czynszu w Warszawie pozostają stabilne. Czynsze umowne szacowane są obecnie na poziomie 20-23,00 EUR/mkw./m-c. za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe w centralnych lokalizacjach, a około 15 EUR/mkw./m-c. za powierzchnie w obiektach poza centrum.

Rekrutacja z agencją pracy – bez nerwów i z gwarancją bezpieczeństwa

Nie od dziś wiadomo, że znalezienie pracownika nie jest prostym zadaniem. Rynek pracy systematycznie się zmienia i dziś to potencjalni zatrudnieni czekają na osoby zainteresowane daniem im pracy. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pojawia się konieczność zatrudnienia specjalisty. Na szczęście, nie musi się to wcale wiązać z poszukiwaniami trwającymi kilka miesięcy. Z pomocą przychodzi solidna agencja pracy, a skorzystanie z jej doświadczenia pociąga za sobą szereg korzyści.

Po pierwsze – baza

Firmy poszukujące pracowników zwykle dopiero zaczynają analizować rynek pracy, a to nie ułatwia procesu rekrutacyjnego. Tymczasem agencja pracy może pochwalić się bazą, która zawiera dostarcza informacji na temat osób posiadających odpowiednie kwalifikacje poszukujących w niedalekiej przeszłości zatrudnienia. Oczywiście, nie oznacza to, że każda z nich będzie zainteresowana daną pracą i poradzi sobie na proponowanym jej stanowisku. Baza pozwala jednak na szybsze uruchomienie procedury i ułatwia pracę rekruterowi, który może ograniczyć się do weryfikowania umiejętności potencjalnych pracowników.

Po drugie – doświadczenie

Firmom, które nie zajmują się na co dzień rekrutowaniem pracowników, brakuje nie tylko wiedzy o rynku pracy. Często ich piętą Achillesową jest brak umiejętności rekrutowania ludzi, a poleganie wyłącznie na intuicji nie sprawdza się najlepiej, gdy chce się pozyskać specjalistę. Agencja pracy zwykle posiada specjalistyczne oprogramowanie ułatwiające proces rekrutacyjny. On sam jest przy tym prowadzony przez osoby posiadające wiedzę i doświadczenie, a więc takie, które są w stanie merytorycznie ocenić kandydata. W ostatnich latach ma to szczególnie duże znaczenie. I potencjalni zatrudnieni przygotowują się przecież do rekrutacji z wyjątkową starannością.

Po trzecie – profesjonalna opieka

Jeszcze nie tak dawno rekrutacja kończyła się w momencie wskazania firmie odpowiedniego specjalisty. Agencja pracy ATERIMA idzie jednak o krok dalej otaczając go opieką już po zakończeniu tego etapy i pomagając zleceniodawcy w kwestiach formalnych.

Wzrost PKB w Europie. Polska rośnie 5,1% czy 4,3%?

Poznaliśmy dzisiaj dane Eurostatu na temat wzrostu PKB w Unii Europejskiej. Polska zajęła solidne 4 miejsce. Wynik jest gorszy niż podawany, ze względu na czynniki sezonowe. Dolar słabnie a szanse na wzrost stóp procentowych rosną.

Wzrost PKB w Europie

Dzisiaj o godzinie 11:00 poznaliśmy odczyty wzrostu PKB w Europie. Na pierwszym miejscu zgodnie z oczekiwaniami znalazła się Rumunia z imponującym wynikiem 7%. Drugie i trzecie miejsce osiągnęły Łotwa i Węgry z wynikiem równo 4,8%. Polska zajęła czwarte miejsce z wynikiem 4,3%. Cała Strefa euro rozwijała się w tempie 2,5%. Warto zwrócić uwagę, że wynik ten jest osiągany przy stymulacji ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Jeżeli stopy procentowe zaczną rosnąć to wzrastający koszt kredytu może jeszcze trochę spowolnić wzrost gospodarczy. Rynki na razie właściwie zignorowały te dane. Głównie dlatego, że były one zgodne z oczekiwaniami analityków.

Wzrost w Polsce

Warto zwrócić uwagę na rozbieżność we wzroście PKB Polski wedle danych GUS oraz Eurostatu. Powodem jest oczyszczenie danych o czynniki sezonowe. Wyjaśnia to dlaczego raz widzimy wzrost 5,1% a raz 4,3%. Co ciekawe wynik dla Polski był o 0,1% gorszy od oczekiwań. Oznacza to, że analitycy jeszcze optymistycznie patrzyli na wyniki z Polski.

Co z dolarem?

Sytuacja z amerykańską walutą jest dość ciekawa. Po tym jak dolar tydzień temu odrobił sporą część strat względem euro, a tym samym i złotego nastąpiło w tym tygodniu ponowne odbicie w górę. Jest to o tyle ciekawe zjawisko, że wraz ze spadkiem ceny dolara wzrosły kontrakty na stopę procentową. Dlaczego jest to ciekawe? Ponieważ wzrost wartości kontraktu sugeruje, że inwestorzy przewidują, że na marcowym posiedzeniu FED powinny wzrosnąć stopy procentowe. Szanse takiego scenariusza ocenia się obecnie na około 77,5%. Wzrost stóp procentowych powoduje, że waluta zyskuje na wartości. W rezultacie wraz ze wzrostem szans na podwyżkę stóp waluta powinna raczej zyskiwać na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 16:30 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

SferaNET S.A. zrealizowała prognozy finansowe na 2017 r.

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, osiągnęła w 2017 r. bardzo dobre wyniki finansowe i zrealizowała prognozy finansowe. Spółka podpisała również umowę z Generalnym Wykonawcą na zaprojektowanie i wybudowanie sieci szerokopasmowej w ramach prowadzonego projektu POPC, którego całkowita wartość wynosi 61,8 mln zł.

Emitent w 4 kwartale 2017 r. wypracował 78 tys. zł zysku netto oraz 303 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 1.181 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku Spółka zanotowała 56 tys. zł zysku netto, 280 tys. zł zysku EBITDA, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 977 tys. zł. Wyraźny wzrost sprzedaży w ujęciu rdr. był rezultatem rozbudowy działu handlowego i powołania dwóch nowych dyrektorów handlowych. SferaNET S.A. utrzymuje stały wzrost przychodów z usług abonamentowych dzięki zwiększaniu zasięgu swojej sieci oraz podnoszeniu jakości świadczonych usług.

W całym 2017 r. Emitent odnotował ponad 1.050 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 4.163 tys. zł i zrealizował w ten sposób prognozy finansowe, zakładające wypracowanie 1.050 tys. zł zysku EBITDA i osiągnięcie 3.500 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia wypracowane wyniki finansowe i liczy na podtrzymanie dynamicznego wzrostu w kolejnych latach.

„Prognozy finansowe z naszego doświadczenia to dodatkowy bodziec do motywacji całego zespołu sprzedażowego. To satysfakcjonujące uczucie, zrealizować prognozę powyżej planu kolejny rok z rzędu – możemy być z siebie zadowoleni. Jednocześnie rodzi się pytanie, jakie będą przyszłe prognozy. To, co powinno zwracać uwagę Inwestorów, a nas bardzo cieszy, to dynamika sprzedaży usług na rynku B2C oraz systematyczny wzrost przychodów abonamentowych nieprzerwanie od 2015 roku. Taka struktura przychodów pozwala na bezpieczne planowanie i przewidywanie wyników finansowych.” – komentuje Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

W lutym 2018 r. SferaNET S.A. poinformowała o podpisaniu umowy z Konsorcjum firm na generalne wykonawstwo przedsięwzięcia polegającego na zaprojektowaniu oraz budowie sieci szerokopasmowej i realizowanego w ramach Działania 1.1 Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa projektu o nazwie „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim”. Jego całkowita wartość wynosi ponad 61,8 mln zł, a przyznane dofinansowanie sięga 33,56 mln zł. Celem Spółki jest osiągnięcie do końca 2020 r. 12 tys. abonentów oraz utrzymanie przyrostu 100 nowych instalacji miesięcznie. Nowy projekt stanowi ogromne wyzwanie dla Zarządu SferaNET S.A. oraz całych zasobów ludzkich Spółki, ale jego realizacja pozwoli na skokową transformację i ogromne umocnienie pozycji rynkowej.

Prace nad projektem POPC rozpoczęły się i zaskakująco szybko Generalny Wykonawca przystąpił do działania, z czego jesteśmy zadowoleni i liczymy na efektywną współpracę. W odniesieniu do konsekwencji zrealizowania projektu, będą one miały wymiar na każdej płaszczyźnie oceny Spółki. Niezależni eksperci finansowi oceniają, że Spółka rynkowo zyska na wartości pięciokrotnie, a to na pewno odmieni też strukturę akcjonariatu. Ponadto czekają nas zmiany organizacyjne oraz przekształcenie z mikroprzedsiębiorstwa na średnią firmę. Kolejne etapy projektu będą dostarczać Spółce nowych klientów, a dbając o jakość usług będziemy zwiększać zatrudnienie i dostosowywać się do zmieniającej się sytuacji.” – komentuje Anna Stanaszek, Prokurent Spółki SferaNET S.A.

Bardzo dobre wyniki finansowe Emitenta oraz pozyskanie wysokiego dofinansowania z PO PC przyczyniły się do wyraźnego wzrostu zainteresowania jego akcjami przez inwestorów. W 2017 r. stopa zwrotu z akcji SferaNET S.A. wyniosła ponad 66,6%, a całkowita wartość obrotów nimi sięgnęła blisko 2,3 mln zł.

Jednym z akcjonariuszy SferaNET S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ABS Investment S.A., który posiada akcje, stanowiące 11,12% udziałów w ogólnej liczbie głosów na WZA oraz tyle samo udziałów w jej kapitale zakładowym. W lutym 2017 r. w akcjonariacie Spółki pojawił się również nowy inwestor branżowy – Spółka 3S S.A., która przekroczyła próg 5% głosów na WZA.

Przybywa galerii handlowych przy dworcach kolejowych i autobusowych. Polacy robią w nich codzienne zakupy

Przybywa galerii handlowych przy dworcach kolejowych i autobusowych. Polacy robią w nich codzienne zakupy 10

W polskich miastach – na wzór zachodnioeuropejskich – powstaje coraz więcej centrów handlowych w okolicach hubów komunikacyjnych, np. dworców kolejowych i autobusowych. To korzystne dla pasażerów czekających na pociąg czy autobus, bo mogą w tym czasie zrobić zakupy po szkole czy pracy. Dzięki temu poczekalnie dworcowe przestają być potrzebne – mówi prezes spółki Dekada, która realizuje takie inwestycje, m.in. w Koninie i Mińsku Mazowieckim. Szuka też kolejnych terenów pod budowę zintegrowanych centrów komunikacyjno-handlowych.

 Kierujemy się tym, żeby zagospodarować przestrzenie, które w wielu miastach były de facto zaniedbane, czyli stare dworce autobusowe, kolejowe, i połączyć funkcję publiczną z handlem i usługami. Celujemy w centra miast i rozwój takich lokalizacji, gdzie mamy zapewniony ruch klientów – wiadomo, że tam są pasażerowie, dla których centrum handlowe tuż obok jest znakomitym miejscem do robienia codziennych zakupów po drodze z pracy czy szkoły – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes zarządu Dekada S.A.

Spółka szuka kolejnych lokalizacji pod nowe centra handlowe, jednak jest to coraz trudniejsze ze względu na nasycenie rynków.

– Przyglądamy się kolejnym lokalizacjom połączonym z dworcami kolejowymi. PKP będzie ogłaszać przetarg w tym zakresie i przewiduję, że nasze oferty też będą wzięte pod uwagę. Sami też szukamy projektów związanych z dworcami autobusowymi. Zakładam, że jeszcze kilka takich projektów się znajdzie – mówi Aleksander Walczak.

W portfolio Dekady są cztery obiekty połączone z dworcami autobusowymi. Z kolei inwestycje realizowane wspólnie z PKP S.A. i jej spółką zależną XCity Investment w Koninie i Mińsku Mazowieckim to dwa flagowe projekty spółki. Dotyczą one zagospodarowania przykolejowych terenów i wybudowania na nich centrów komunikacyjno-handlowych, z dworcami kolejowymi i autobusowymi oraz obiektami handlowymi w formacie convenience.

– Obecnie nie ma dużej potrzeby korzystania z dworcowych poczekalni, nawet kasy nie są do końca potrzebne, bo bilety można kupić elektronicznie. Przy generalnym deficycie czasu, jaki nam towarzyszy, robienie zakupów przy okazji pobytu na dworcu, powrotu z pracy, szkoły czy podróży turystycznej jest bardzo korzystne i tego oczekują klienci. W Europie Zachodniej właściwie przy każdym dworcu jest dużo możliwości robienia zakupów czy skorzystania z usług, także w Polsce ten rynek bardzo dobrze się rozwija – ocenia Aleksander Walczak.

Galeria handlowa w Mińsku Mazowieckim to obiekt o powierzchni ok. 10 tys. mkw. Rozpoczęcie jej budowy planowane jest na II połowę 2018 roku. W ramach inwestycji powstaną dwa dworce, które obsłużą ok. 2 mln pasażerów rocznie. Z kolei jeszcze przed wakacjami firma planuje rozpoczęcie budowy centrum w Koninie. Ono także będzie połączone z dworcami kolejowym i autobusowym, które obsługiwać będą 1 mln pasażerów rocznie. Największa inwestycja wystartuje jednak w Nysie.

 To już będzie duża, śródmiejska galeria handlowa, dwukondygnacyjna, o powierzchni najmu 20 tys. GLA. Będzie największym obiektem handlowym w Nysie na ok. 80 sklepów, z 4-salowym kinem. Ten projekt też powinien wystartować przed wakacjami tego roku – zapowiada Aleksander Walczak.

W nowych galeriach handlowych zlokalizowane będą głownie sklepy, z których Polacy korzystają podczas codziennych zakupów.

Oprócz sklepu spożywczego mamy też zawsze aptekę, drogerię, sklep ze sprzętem RTV i AGD. Przeważnie też jest Empik oraz sklepy z popularnymi markami butów i odzieży. W naszych obiektach jest zawsze co najmniej kilkunastu najemców z kilkunastu różnych branż, aby można realizować podstawowe zakupy. Na poważniejsze zakupy – modowe, odzieżowe – nasi klienci wybierają się do dużego miasta czy do dużej galerii handlowej – podkreśla Aleksander Walczak.

Dekada planuje też rozbudowę już istniejących galerii handlowych. W tej chwili w portfelu firmy znajduje się 11 działających obiektów. Firma już rozpoczęła rozbudowę centrum handlowego w Grójcu, która jeszcze w tym roku powiększy się o 3 tys. mkw. W planach jest też rozbudowa galerii w Skierniewicach, Sieradzu, Żyrardowie i Olsztynie.

Blisko połowa obiektów z naszego portfela będzie w najbliższym czasie modernizowana i rozbudowywana. Nie ukrywam, że przyglądamy się paru obiektom na rynku, które powstały kilka lat temu i które nadają się do kupienia po to, by je wzmocnić, zmienić najemców i rozbudować. Nie wykluczam, że ten segment rynku to będzie nasza aktywność w następnych latach, bo na dojrzałym rynku będzie mniej nowych inwestycji, a więcej inwestycji związanych z poprawianiem, ulepszaniem i rozbudowywaniem – podkreśla Aleksander Walczak.

PGNiG odkrywa nowe pokłady gazu w Przemyślu. Dodatkowe zasoby wpłyną na poprawę bezpieczeństwa energetycznego Polski

PGNiG odkrywa nowe pokłady gazu w Przemyślu. Dodatkowe zasoby wpłyną na poprawę bezpieczeństwa energetycznego Polski 11

Szacunki spółki wskazują, że zasoby wydobywalne złoża „Przemyśl” – największego w Polsce – mogą być większe o 20 mld m3. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo prowadzi odwierty, które mają to zweryfikować. Pierwsze trzy zakończyły się sukcesem.

– W Przemyślu dotarliśmy do horyzontu gazowego, który nosi roboczą nazwę VIIIA, i wcześniej nie był eksploatowany. Na podstawie analizy zdjęć sejsmicznych 3D szacujemy, że może w nim być duża ilość surowca – nawet 20 mld m3 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak, prezes zarządu PGNiG.

Eksploatowany od 60 lat „Przemyśl” do niedawna był uważany za złoże w fazie schyłkowej. Jego zasoby wiele lat temu oszacowano na 72 mld m3 gazu, z czego prawie 65 mld m3 zostało już wydobyte. Jeżeli nowe szacunki PGNiG się potwierdzą, będzie to oznaczać, że w złożu jest ponad 25 proc. gazu więcej niż uważano wcześniej. Spółka rozpoczęła już odwierty, które mają zweryfikować te wyliczenia – trzy zostały już wykonane, a czwarty jest w trakcie wiercenia.

– Wyniki zrealizowanych już odwiertów w potwierdzają nasze przypuszczenia. Uzyskaliśmy spore przypływy przekraczające 100 m3 na minutę tzw. gazu absolutnego. Wydobyty surowiec jest bardzo dobrej jakości – zawiera prawie 98 proc. metanu. Taki gaz może bezpośrednio trafić do sieci przesyłowej. Na ten i przyszły rok przewidujemy w sumie 13 wierceń do tego horyzontu. Dzięki temu na koniec 2019 roku będziemy dysponować dokumentacją nowych zasobów – zapowiada Piotr Woźniak.

Prezes zarządu PGNiG podkreśla, że jeżeli kolejne testy wydobywcze potwierdzą zasobność złoża w Przemyślu, będzie to istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jak wyjaśnia, krajowe zasoby są najpewniejszym i najbardziej opłacalnym źródłem surowca.

– Mamy w tej chwili 83 mld m3 udokumentowanych, jeszcze niewydobytych zasobów w kraju. Jeżeli dołożymy te 20 mld m3będzie to wzrost o prawie jedną czwartą. Tymczasem gaz krajowy zawsze jest znakomicie tańszy niż jakikolwiek importowany. Dla PGNiG będzie to oznaczać lepszą pozycję rynkową i większe przychody – mówi Piotr Woźniak.

Wiercenia do nowych horyzontów to nie jedyny sposób PGNiG na zwiększenie wydobycia ze złoża „Przemyśl”. Spółka chce również rewitalizować płytsze horyzonty.

– Jest ich aż siedem, z czego produktywne są cztery. Będziemy je rewitalizować za pomocą nowych, ale już wypróbowanych metod. Planujemy na szeroką skalę zastosować tzw. rury cięte, które mają znacznie większy kontakt ze złożem niż tradycyjne, lite. Jest to metoda niekosztowna, za to umiejętnie zastosowana daje bardzo dobre wyniki – mówi Piotr Woźniak.

Badania sejsmiczne 3D są stosowane przez PGNiG do określania budowy geologicznej potencjalnego obszaru wydobycia. Na Podkarpaciu spółka realizuje je również w rejonach Kramarzówka i Rybotycze-Fredropol (położonych w bezpośrednim sąsiedztwie złoża „Przemyśl”) oraz na terenach pomiędzy Sanokiem a Ustrzykami Dolnymi. Jeszcze w tym roku PGNiG zamierza też rozpocząć zdjęcia 3D na kolejnym obszarze województwa podkarpackiego, w okolicy Lubaczowa.