Państwo Islamskie wciąż zarabia 50 mln USD na ropie

Według ekspertów finansowych pomimo utraty większości terytoriów Państwo Islamskie wciąż zarabia ok. 4 mln USD miesięcznie na handlu ropą. W przeszłości dochody z ropy były głównym źródłem dochodów terrorystów, jako że ISIS kontrolowało kilka głównych pól naftowych w północnym Iraku i wschodniej Syrii. Jednak utrata tych obszarów poważnie zaszkodziła jego finansom. W dodatku kilka tygodni temu ISIS straciło lukratywne pole naftowe Omar w Syrii, kontrolowane od lipca 2013 r.

Na początku października koalicja pod przywództwem USA oceniła, iż dochody Państwa Islamskiego z ropy spadły do 4 mln USD miesięcznie, co oznacza spadek o 90% w stosunku do 40 mln USD uzyskiwanych w najlepszym okresie, w 2015 r.

Jednak czołowi eksperci ostrzegają, że dochody z ropy wciąż są poważne i nie należy ich lekceważyć. Doktor Patrick Johnston z RAND Corporation wyraził pogląd, iż militarne grupy sunnickie będą nadal czerpać korzyści z handlu ropą w dającej się przewidzieć przyszłości. Dochody ISIS z ropy wciąż utrzymują się na poziomie 50 mln USD rocznie. Większość z nich pochodzi z wymuszeń, ponieważ bojownicy ISIS zmuszają koncerny i instalacje naftowe we wschodniej Syrii do płacenia haraczu za „ochronę”. Ponadto na obszarach, które kontrolują, ściągają podatki od zużycia energii oraz za transport paliwa przez swoje terytoria. Pomimo strat terytorialnych dochody ISIS – według Johnstona – będą wystarczające do finansowania operacji.

Ponieważ struktury ISIS przekształcają się z państwowych na powstańcze, zmienia się model ich finansowania. Koalicja krajów walczących z Państwem Islamskim – zdaniem eksperta z RAND Corporation – powinna w pierwszej kolejności ściśle monitorować i kontrolować pola naftowe w przeszłości należące do terrorystów, gdyż to one mogą zadecydować o przypadkowym wskrzeszeniu siły ISIS.

Źródło: portal intelNews.org z 08.11.2017 r.

Rosyjscy hakerzy atakują brytyjskie media i firmy telekomunikacyjne

Szef brytyjskiego Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa Ciaran Martin poinformował, iż w ubiegłym roku brytyjskie media, firmy telekomunikacyjne i energetyczne były obiektami ataków rosyjskich hackerów. Nie podał jednak szczegółów tych incydentów. Centrum Cyberbezpieczeństwa jest częścią Centrali Łączności Rządowej (GCHQ), aktywnie współpracującą z międzynarodowymi partnerami, przemysłem i społeczeństwem obywatelskim w zakresie zwalczania cyberzagrożeń.

W poniedziałek 13 listopada premier Wielkiej Brytanii Theresa May oskarżyła Rosję o ingerencję w proces wyborów oraz wprowadzanie do mediów tzw. fake stories w celu zasiania niezgody wśród państw zachodnich. Ostrzegła, że Wielka Brytania zna sprawców i nie mogą liczyć oni na powodzenie swoich akcji.

Śledztwo prowadzone przez dziennikarzy „The Guardian” wykazało, iż spośród zbadanych 2700 kont na Twitterze ponad 400 było prowadzonych przez rosyjskie „agencje trollowe”, które były bardzo aktywne w okresie referendum w sprawie Brexitu i bezpośrednio po nim.

W lipcu jedno ze źródeł w Centrum Cyberbezpieczeństwa ujawniło, iż brytyjski sektor energetyczny został zaatakowany i poważnie zakłócony przez hackerów sponsorowanych przez państwo, ale odmówiło podania nazwy podejrzewanego państwa. Miesiąc wcześniej, w czerwcu, brytyjski parlament był obiektem hackerskiego ataku, podczas którego włamano się na szereg kont mailowych członków parlamentu i Izby Lordów.

Uważa się powszechnie, iż sprawcą tego ataku jest Moskwa, jednak jedno ze źródeł w służbach bezpieczeństwa w wypowiedzi dla „The Guardian” stwierdziło, iż specyfiką tych cyberataków jest to, iż trudno jest je przypisać do konkretnego sprawcy.

Źródło: The Guardian” z 15.11.2017 r.

Małe i średnie firmy będą miały swojego rzecznika

Rządowy projekt ustawy przewiduje powołanie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W myśl projektu Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców będzie stał na straży praw mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich przedsiębiorców.

Ustawa określa wymogi, jakie musi spełnić rzecznik. Wśród nich są wymogi niekaralności za umyślne przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, wyróżniania się wiedzą w zakresie przedsiębiorczości i przepisów prawnych tworzących otoczenie przedsiębiorców oraz posiadania minimum 5-letniego doświadczenia w wykonywaniu działalności gospodarczej. Pojawia się też wymóg niepełnienia służby w organach bezpieczeństwa państwa wskazanych w art. 2 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944–1990.

Rzecznik będzie powoływany na jedną 6-letnią kadencję. Będzie mógł zostać odwołany przez premiera na wniosek ministra rozwoju m.in. w razie trwałej niezdolności do pełnienia obowiązków ze względu na stan zdrowia (będzie musiało to być stwierdzone orzeczeniem lekarskim), prawomocnego skazania za umyślne przestępstwo lub przestępstwo skarbowe albo naruszenia prawa w związku z pełnieniem obowiązków rzecznika.

Powinności rzecznika

Ustawa nakłada też wymóg apolityczności rzecznika, który nie będzie mógł należeć do partii politycznej. Nie będzie też mógł zajmować innego stanowiska (z wyjątkiem stanowiska pracownika dydaktycznego), którego nie da się pogodzić z pełnioną funkcją.
Rzecznik będzie mógł powołać zastępcę oraz pracowników terenowych.

Do zadań rzecznika będzie należało m.in. opiniowanie projektów aktów prawnych dla firm oraz prowadzenie mediacji między przedsiębiorcami a urzędami.

Rzecznik będzie mógł występować o podjęcie inicjatywy legislacyjnej w kwestii zmian w prawie dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej, występować do Sądu Najwyższego o rozstrzygnięcie rozbieżności w orzecznictwie dotyczącym działalności gospodarczej oraz do Naczelnego Sądu Administracyjnego o wydanie uchwały rozstrzygającej rozbieżności w przepisach dotyczących działalności gospodarczej.

Ponadto będzie mógł np. wnosić skargi i skargi kasacyjne do sądu administracyjnego i uczestniczyć w postępowaniach przed sądem administracyjnym.

Rzecznik będzie działał z urzędu lub na wniosek przedsiębiorcy lub organizacji przedsiębiorców.

W razie stwierdzenia naruszenia praw przedsiębiorcy rzecznik będzie mógł wnioskować o wszczęcie postępowania wyjaśniającego lub dyscyplinarnego.

Projekt nakłada na rzecznika obowiązek złożenia corocznego sprawozdania ze swojej działalności prezesowi Rady Ministrów.

Projekt zakłada, że w latach 2018–2027 maksymalny limit wydatków z budżetu państwa na wykonywanie zadań rzecznika wyniesie 170,5 mln zł.

Rządowy projekt ustawy o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców trafił do prac w Sejmie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

PZWLP publikuje użyteczną bezpłatną broszurę podatkową dla przedsiębiorców

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów publikuje kompleksową broszurę informacyjną dla przedsiębiorców, dotyczącą wszelkich kwestii związanych z podatkami i rachunkowością w wynajmie długoterminowym samochodów. Publikacja zawiera szczegółowe opisy i wyjaśnienia na temat aktualnie obowiązujących w Polsce przepisów w zakresie podatków CIT i VAT, a także wynajmu długoterminowego aut w świetle Międzynarodowych Standardów Rachunkowości i ustawy o rachunkowości. Broszura została przygotowana na zlecenie PZWLP przez ekspertów podatkowych międzynarodowej firmy doradczej Deloitte i jest bezpłatnie dostępna na stronie internetowej Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów www.pzwlp.pl.

Przygotowana na zlecenie PZWLP przez ekspertów podatkowych Deloitte broszura zawiera wszystkie najważniejsze dla przedsiębiorców informacje na temat aktualnie obowiązujących w Polsce zasad i przepisów, związanych z podatkami i rachunkowością w tzw. wynajmie długoterminowym samochodów, czyli leasingu operacyjnym z obsługą pojazdów. Publikacja w przejrzysty i zrozumiały sposób dostarcza firmom kompleksowej informacji na temat zasad rachunkowości i opodatkowania aut służbowych użytkowanych w wynajmie długoterminowym na gruncie ustawy o podatku dochodowym, ustawy o podatku od towarów i usług, Międzynarodowych Standardów Rachunkowości, a także ustawy o rachunkowości.

Przedsiębiorcy znajdą w broszurze PZWLP m.in. precyzyjne informacje na temat zasad odliczania podatku od towarów i usług od kosztów związanych z samochodami firmowymi, odpisów amortyzacyjnych, zasad podatkowych związanych z kosztami ubezpieczenia pojazdów, sposobu rozliczania VAT od umów leasingowych w deklaracjach podatkowych przedsiębiorców, czy też zasad rozliczania podatku VAT od wcześniejszego zakończenia umowy leasingowej. Złożona z 18 stron broszura pt. „Podatek dochodowy od osób prawnych, podatek od towarów i usług oraz Międzynarodowe Standardy Rachunkowości w wynajmie długoterminowym pojazdów” odnosi się do aktualnego stanu prawnego w Polsce i jest już kolejną edycją publikowanej przez PZWLP od 2006 r. broszury tego typu.

Jednym z nadrzędnym celów Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów jest szeroko pojęta edukacja firm i przedsiębiorców w Polsce na temat wynajmu długoterminowego samochodów – mówi Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Nasze działania w tym zakresie obejmują także dostarczanie firmom w sposób bezpłatny kompleksowych informacji na temat przepisów podatkowych i zasad rachunkowych związanych z użytkowaniem aut w wynajmie długoterminowym. Opublikowana właśnie przez nas broszura będzie z pewnością bardzo użytecznym narzędziem dla przedsiębiorców w Polsce. Jej znaczenie potęguje fakt, że wynajem długoterminowy staje się jedną z głównych form finansowania floty aut służbowych w naszym kraju. Obecnie z rozwiązania tego korzysta już co piąty przedsiębiorca nabywający nowy samochód osobowy do swojej firmy, a tempo rozwoju branży rośnie nieprzerwanie już od półtora roku. Warto również zaznaczyć, że coraz większą grupę klientów korzystających z wynajmu długoterminowego samochodów stanowią w naszym kraju firmy z sektora MŚP, dla których dostępna bezpłatnie na naszej stronie internetowej broszura będzie dużym ułatwieniem w prowadzonej działalności gospodarczej.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów to jedyna w Polsce organizacja branżowa firm wynajmu długoterminowego aut (CFM) oraz wypożyczalni samochodów (Rent a Car). Do PZWLP należy obecnie 20 firm, finansujących i zarządzających flotą blisko 150 tys. samochodów w wynajmie długoterminowym i prawie 15 tys. w usługach Rent a Car. Organizacja ma coraz większe znaczenie dla kondycji całego rynku motoryzacyjnego w kraju. Biorąc pod uwagę całokształt działalności firm należących do PZWLP, a więc wynajem krótko-, średnio- i długoterminowy, a także klasyczny leasing finansowy, w trzecim kwartale 2017 r. Członkowie organizacji wygenerowali sprzedaż prawie 1/3 wszystkich nowych samochodów do firm. PZWLP od lat wyznacza standardy rynkowe wynajmu długoterminowego aut w Polsce oraz kształtuje kierunki rozwoju branży. Jednym z priorytetów działalności organizacji jest szeroko pojęta edukacja biznesu i instytucji publicznych na temat leasingu operacyjnego z obsługą pojazdów (tzw. wynajmu długoterminowego).

*** Opublikowana przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) broszura pt. „Podatek dochodowy od osób prawnych, podatek od towarów i usług oraz Międzynarodowe Standardy Rachunkowości w wynajmie długoterminowym pojazdów”, przygotowana przez ekspertów firmy Deloitte, ma charakter wyłącznie informacyjny i nie może być wykorzystywana jako porada podatkowa.

VAT od leasingu, czyli kolejne potencjalne problemy dla podatników

Funkcjonujące dotychczas stosunkowo jasne i korzystne dla podatników zasady rozliczania leasingu mogą ulec zmianie. Ma to związek z jednym z najnowszych orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które zostało wydane 4 października 2017 r. w sprawie C-164/16. Orzeczenie to zalicza do leasingu finansowego to, co na gruncie polskiej ustawy o VAT kwalifikowane jest jako leasing operacyjny.

W praktyce podatkowej odróżnienie tych dwóch typów leasingu ma fundamentalne znaczenie i przesądza o sposobie dokonywania rozliczeń podatkowych na gruncie podatku VAT i podatków dochodowych. Stanowisko wyrażone przez Trybunał póki co w bezpośredni sposób nie wpłynie na polskich podatników, jednak wszystko wskazuje na to, że to tylko kwestia czasu.

Leasing a podatek – co jest towarem, a co usługą

Leasing finansowy od leasingu operacyjnego różni się przede wszystkim tym, że przedmiot leasingu staje się środkiem trwałym korzystającego i to on dokonuje odpisów amortyzacyjnych od jego wartości początkowej. Dodatkowo zakłada on często pewien automatyzm w zakresie przejścia własności przedmiotu leasingu z leasingodawcy na leasingobiorcę z chwilą zakończeniu umowy. Inaczej jest w przypadku leasingu operacyjnego – tam przedmiot oddany w leasing wciąż księgowo i podatkowo ujmowany jest przez finansującego, a dodatkowo zwykle przejście własności zależy jedynie od skorzystania z opcji zakupu i nie jest tak pewne w chwili zawierania umowy jak przy leasingu finansowym. Określenie rodzaju leasingu w dużej mierze związane jest więc ze sposobem dokonywanych rozliczeń na gruncie podatku dochodowego. Jest zarazem rozstrzygające przy określaniu chwili powstania obowiązku podatkowego w podatku od towarów i usług.

Polskie regulacje dość jasno wskazują, że leasing finansowy na gruncie podatku VAT jest dostawą towarów. To oznacza, że obowiązek podatkowy od całej wartości przedmiotu leasingu powstaje w momencie jego wydania i to niezależnie od tego, że płatność na rzecz finansującego będzie następowała w ratach. Przepisy nie pozwalają jednocześnie na traktowanie leasingu operacyjnego na podobnych zasadach, w związku z czym kwalifikowany jest on jako usługa, od której podatek VAT reguluje się z płatnością każdej kolejnej raty, której wysokość stanowi podstawę opodatkowania.

Inne zasady przewiduje dyrektywa VAT, wprowadzająca znacznie mniej czytelne kryteria. Zgodnie z nią dostawa towarów oznacza przeniesienie prawa do rozporządzania rzeczą jak właściciel, a także faktyczne przekazanie towaru na warunkach odroczonej płatności, która zawiera klauzulę o przeniesieniu własności w następstwie normalnych zdarzeń nie później niż z chwilą zapłaty ostatniej raty. Taka konstrukcja przepisu sprawia, że dla określania, co będzie dostawą towaru, a co świadczeniem usług, konieczna jest dokładniejsza analiza, w tym rozstrzygnięcie znaczenia kilku nieostrych pojęć.

Trybunał wyjaśnia i… mnoży wątpliwości

Na konieczność każdorazowego przeprowadzenia takiej analizy zwrócił uwagę Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej we wspomnianym orzeczeniu z 4 października
2017 r., C-164/16, w którym wskazał on zasady pozwalające odróżnić towar i usługę w przypadku leasingu. Ich zastosowanie w praktyce może jednak okazać się problematyczne. Trybunał za kluczowe uznał niejednoznaczne kryteria ekonomiczne. Stwierdził, że dyrektywę VAT należy rozumieć w ten sposób, że jeżeli z warunków finansowych umowy można wywnioskować, że skorzystanie z opcji wykupu przedmiotu leasingu jawi się jako jedyny gospodarczo racjonalny wybór, którego leasingobiorca może dokonać w odpowiednim czasie, dochodzi do dostawy towaru. Mówiąc prościej, dostawa towaru będzie miała miejsce wtedy, gdy dla podatnika nieopłacalne i nieracjonalne byłoby nieskorzystanie z zawartego w umowie leasingu prawa opcji wykupu przedmiotu umowy. Co dokładnie to oznacza i jak rozumieć te stwierdzenia – Trybunał w zasadzie nie wyjaśnia. Jasno jednak z orzeczenia wynika, że w takiej sytuacji koniecznie jest rozliczenie podatku VAT od całkowitej wartości przedmiotu w związku z jego wydaniem, a nie wpłacaniem kolejnych rat. Jasne jest także, że tak rozumianych przepisów dyrektywy nie da się pogodzić z polską ustawą VAT, która formalnie z dyrektywą nie może być sprzeczna.

Co to oznacza dla polskiego podatnika?

Chwilowo nic. Nie ma bowiem podstaw do kwestionowania rozliczeń dokonywanych zgodnie z polską ustawą. Nie ma także powodów do stosowania zasad rozliczeń wyrażonych w orzeczeniu TSUE, dopóki nie zmieni się polska ustawa. Ta zaś póki co nie będzie w tym zakresie nowelizowana. Nie oznacza to jednak, że sprawę można zignorować, bowiem może się okazać, że to tylko cisza przed burzą.

Orzeczenie TSUE pokazało, że przepisy polskiej ustawy stoją w sprzeczności z regulacjami dyrektywy VAT, co jest sytuacją niedopuszczalną. Dla polskiego ustawodawcy, ale przede wszystkim dla krajowych organów podatkowych, nie jest to duży problem, o ile zasady wyrażone w przepisach unijnych i orzecznictwie Trybunału są korzystne dla podatników. W tym przypadku sytuacja jest jednak inna: to polska ustawa VAT reguluje kwestię leasingu w sposób bardziej czytelny i częściej pozwala rozliczać podatek VAT okresowo, wraz z płatnością każdej raty. Z punktu widzenia organów podatkowych korzystniej byłoby jednak rozliczać podatek od całej wartości już w chwili wydania przedmiotu. Tym razem może więc polski ustawodawca wykaże się większym zainteresowaniem orzecznictwem TSUE. To zaś może doprowadzić do prawdziwej rewolucji w rozliczaniu leasingu, zwłaszcza że bez wątpienia nieostre kryteria wynikające z orzeczenia TSUE i dyrektywy VAT skarbówka będzie rozumiała tak, jak będzie jej wygodnie. Choćby z tego względu umowom leasingowym warto przyjrzeć się dokładniej już teraz.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rynki wschodnie – straconą szansą czy nowym wyzwaniem dla polskich firm transportowych i spedycyjnych?

Grzegorz Szenejko, założyciel i właściciel Go Logis
Grzegorz Szenejko, założyciel i właściciel Go Logis

Komentarz Grzegorza Szenejki, właściciela firmy spedycyjnej Go Logis i eksperta ds. wymiany handlowej z krajami WNP, na temat sytuacji na rynkach wschodnich w 2017 roku i prognozach na rok 2018.

Który z rynków wschodnich szczególnie wyróżnił się w 2017 roku?

Dobrym przykładem może być Kazachstan, dokąd organizujemy transporty od 2010 roku. W ubiegłych latach zauważyliśmy spadek przewozów na tym kierunku, za to 2017 rok przyniósł wyraźne ożywienie. Od stycznia do października odnotowaliśmy wzrost przewozów o blisko 30 proc., głównie były to zlecenia od producentów z branży rolniczej i przemysłu maszynowego. Zorganizowaliśmy transporty drogowe do Astany, Ałma-Aty, Aktobe, Pawłodaru, Tengizu, Aksaju czy Uralska. Widać, że polskie firmy znowu zaczęły interesować się tym rynkiem. Kazachskiemu biznesowi brakuje linii technologicznych, które muszą kupić od polskich firm i przewieźć do swojego kraju. Otrzymaliśmy bardzo dużo zapytań ofertowych, zwłaszcza z branży chemicznej i górniczej. Na pewno duży wpływ na dalszy rozwój wymiany handlowej będzie miała wystawa Expo 2017 w Astanie, która cieszyła się zainteresowaniem wśród polskich przedsiębiorców. Teraz czekamy na rozpoczęcie realizacji umów, które zostały tam podpisane.

Jak można podsumować 2017 rok w transportach drogowych na Wschód?

Rynek transportów drogowych na Wschód ustabilizował się, podaż zrównała się z popytem, a wzrosty przewozów utrzymywały się na w miarę stałym poziomie. W naszym przypadku odnotowaliśmy wzrost na poziomie 35 do 40 proc. Głównie organizowaliśmy transporty drobnicowe i całopojazdowe dla branży chemicznej (w tym materiałów niebezpiecznych ADR), hydraulicznej i rolniczej. Szczególnie duży wzrost zamówień i zapytań ofertowych zaobserwowaliśmy na kierunku ukraińskim, tu wzrost zapotrzebowania na transporty wynikał z ograniczonej liczby zezwoleń. Co ciekawe, zdarzały się też niespodziewane wahnięcia, na przykład w lipcu i sierpniu odnotowaliśmy bardzo duży wzrost transportów do Rosji, a we wrześniu znaczny spadek. Mimo ożywienia w relacjach ze Wschodem, nie zauważyliśmy powrotu przewoźników na ten rynek, z którego wcześniej się wycofali.

Dlaczego polscy przewoźnicy nie chcieli znowu powalczyć o Wschód?

Chyba dlatego, że ten rynek wciąż jest dla nas bardzo trudny. Po załamaniu, polskie firmy transportowe zaczęły szukać nowych kierunków, głównie w południowej Europie, Bułgarii czy Turcji. Teraz tam realizują przewozy i już nie chcą rezygnować z nowych kontraktów. Dotyczy to zarówno małych jak i dużych firm. Ci, co zostali, mogli więc podbijać stawki. Poza tym odczuwaliśmy presję silnej konkurencji ze strony białoruskich przewoźników, którzy całkiem nieźle sobie radzą, są od nas tańsi, a przede wszystkim łatwiej im się porozumieć z Rosjanami czy Kazachami. Również na Białorusi powstało wiele małych firm transportowych, które posiadają po kilka mniejszych aut. To zazwyczaj starszy tabor, który nie wjechałby do UE, ale jest akceptowany w Rosji czy Kazachstanie. Zresztą te starsze modele samochodów lepiej sprawdzają się na wschodnich drogach. Białorusini otwierają też firmy w Rosji, gdyż tam jest im łatwiej prowadzić działalność gospodarczą i dostają więcej zezwoleń niż w swoim rodzimym kraju. Dzięki temu Białoruś, mimo że jest małym krajem, zdobyła już spory udział w rynku. Polskim przewoźnikom brakuje aut, a brak kierowców był dużą barierą w rozwoju przewozów nie tylko w UE.

Co czeka rynek transportów drogowych na Wschód w 2018 roku?

W przyszłym roku należy spodziewać się dalszego rozwoju przewozów drobnicowych i usług z nimi związanych, jak konsolidacja ładunków oraz usługi magazynowania. Potrzebne będą specjalistyczne pojazdy, których brakuje na rynku, na przykład chłodni, brakuje też kierowców. Ceny usług transportowych będą więc rosły, nie tylko na Rosję. Jeśli chodzi o rynki wschodnie to trudno prorokować, bo ten kierunek często zaskakuje. Na pewno możemy spodziewać się dalszego wzrostu przewozów drogowych. Może na to wpłynąć kolejny etap modernizacji linii kolejowej Siedlce – Terespol. Remonty trakcji zazwyczaj wydłużają czasy dostaw. Największy problem mogą mieć firmy transportujące drewno i artykuły spożywcze, czyli towary wrażliwe, z wyznaczonym terminem dostaw, za przekroczenie którego trzeba płacić kary umowne. Dla nich najlepszym rozwiązaniem może okazać się właśnie transport drogowy. A ponieważ przewoźników jest zbyt mało, w tej sytuacji przewiduję wzrost cen na tych trasach. W przyszłym roku być może będziemy musieli się też liczyć ze wzrostem konkurencji ze strony przewoźników litewskich i łotewskich. Z pewnością w 2018 roku Go Logis będzie rozwijać ofertę transportów drogowych na tym kierunku. Już teraz planujemy uruchomienie stałej linii drobnicowej na Wschód, w tym do Rosji, Kazachstanu i na Białoruś.

TOP3 branże z najwyższymi pensjami

Na szczycie tabeli, biorąc pod uwagę wysokość zarobków w 2017 roku, plasują się specjaliści i menedżerowie pracujący w obszarze IT to najbardziej opłacany zawód. Średnie miesięczne wynagrodzeniem brutto wynosi 12 600 zł (+16% r/r). Na drugim miejscu znajduje się farmacja – 11 879 zł brutto (+4% r/r), a na trzecim finanse i księgowość – 10 861 zł brutto (+20%). W przypadku wyższej kadry zarządzającej, średnie miesięczne wynagrodzenie brutto przekroczyło w tym roku barierę 20 000 zł i wyniosło 21 413 zł brutto (+11% r/r).

Średnie wynagrodzenie miesięczne oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce wyniosło w 2017 roku 11 662 zł brutto. Pensja proponowana kandydatom wzrosła aż o 14% w porównaniu do ubiegłego roku i jest 2,5 razy wyższa niż przeciętne miesięczne wynagrodzenie wg GUS w sektorze przedsiębiorstw w październiku br. – wynika z „Raportu Płacowego Antal 2017”.

– Pracownicy mogą snuć z optymizmem odważne plany rozwojowe w 2018 roku. Stabilna sytuacja ekonomiczna w naszym kraju daje im poczucie bezpieczeństwa, a liczne inwestycje zagraniczne otwierają atrakcyjne możliwości rozwoju kariery. W konsekwencji rośnie konkurencja o wykwalifikowanych i doświadczonych pracowników, która sprawia, że poziom ich wynagrodzeń cały czas rośnie. Aby kandydat jak najwięcej „zyskał” na tak dynamicznym rynku pracy, powinien rozważyć kontakt z wyspecjalizowanymi w danej branży rekruterami, którzy pomogą mu pokierować karierą, zarekomendują perspektywiczne oferty oraz podpowiedzą, jakiego rzędu wynagrodzenia może oczekiwać w przypadku wybranego stanowiska pracy – mówi Artur Skiba, Prezes Zarządu Antal.

Pensja specjalistów i menedżerów rośnie 2 razy szybciej niż średnia w sektorze przedsiębiorstw

Według Raportu średnia pensja specjalisty i menedżera w Polsce wyniosła 11 662 zł brutto miesięcznie. Zarobki proponowane kandydatom rok do roku wzrosły aż o 14% (2016: 10 223 PLN). To najwięcej w historii badania, które jest realizowane od 2011 roku. Co więcej, specjaliści i menedżerowie z min. 2-letnim doświadczeniem zarabiają 2,5 razy więcej niż przeciętny pracownik w sektorze przedsiębiorstw. Zgodnie z najnowszymi danymi GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w październiku 2017 r. wyniosło 4 574,35 zł (+7,4% r/r).

W przypadku specjalistów i menedżerów rozpiętość wynagrodzeń jest bardzo duża. Wynika to z wielu zmiennych, które ostatecznie decydują o płacy. Z jednej strony, pracodawcy kierują się różnymi czynnikami ustalając poziom wynagrodzenia. Wśród nich można wymienić m.in. wielkość organizacji,  branżę oraz region, w jakim firma działa. Z drugiej zaś, każdy pracownik ma unikalny zestaw kompetencji, cech osobistych, sukcesów i doświadczenia. I to właśnie najczęściej umiejętności indywidualne takie jak języki obce, certyfikaty, wielkość zespołu, zakres odpowiedzialności, decydują o ostatecznej wysokości wynagrodzenia.

Ważne jest dopasowanie

Na decyzję o zmianie pracodawcy (lub pozostanie u obecnego) cały czas największy wpływ ma płaca zasadnicza – tak wskazało 4 na 10 respondentów badania „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy 2017”. Jednak eksperci Antal zwracają uwagę, że coraz ważniejszą pozycję w strategiach wynagrodzeń powinny zajmować świadczenia pozapłacowe, które trzeba dostosować do grup pracowniczych, wieku, momentu w życiu i zainteresowań. Bowiem nie każdy benefit jest tak samo wartościowy dla każdego kandydata.

– Na rynku obserwujemy stały wzrost zainteresowania benefitami wśród kandydatów. Trzeba jednak zacząć od zdefiniowania, co faktycznie jest wartością w oczach pracowników. Specjaliści i menedżerowie nie postrzegają już prywatnej opieki medycznej czy karty sportowej jako atrakcyjnego dodatku. Szukają raczej propozycji, które są spójne z ich potrzebami. I tak dla rodziców małych dzieci istotne będzie daily care w firmie dla ich pociech, dla młodych wchodzących na rynek pracy, dostęp do nowych technologii i częste spotkania integracyjne, a dla osób dbających o zdrowie programy wellness – mówi Małgorzata Pukropek, Manager Antal HR Consulting. – Pracodawcy wcale nie muszą wypłacać premii w gotówce. Ciekawe i sprofilowane pod pracownika benefity stanowią ciekawą alternatywę. To często też rozwiązanie bardziej efektywne z punktu widzenia pracodawcy – dodaje Małgorzata Pukropek.

Zapomnij o brodatym wapniaku. Nadchodzi Mikołaj 2.0

Ktoś musi to w końcu powiedzieć: metody stosowane przez św. Mikołaja są archaiczne i nieskuteczne, czego dowodem są tysiące nietrafionych prezentów, z których spora część już na początku stycznia ląduje na internetowych aukcjach. To, że Kowalski ma wąsy i 45 lat na karku nie znaczy, że spełnieniem jego marzeń są jaskrawy krawat i składanka najnowszych hitów disco polo. Gdyby tylko osławiony obywatel Finlandii wiedział o nas więcej… No ale zaraz, mamy przecież XXI w. i dysponujemy odpowiednią technologią. Mikołaju, nadszedł czas na modernizację!

Ten list do świętego Mikołaja będzie inny niż wszystkie, jakie dotąd otrzymał. Zamiast spisu wymarzonych prezentów przesyłam jedno życzenie: Drogi Mikołaju, ogarnij się proszę, zmodernizuj oprogramowanie i zainwestuj w nowe technologie, a współczynnik satysfakcji z prezentów poszybuje, jak Twoje sanie pośród ośnieżonych kominów. Zdaje się, że żadnej firmie oferującej nowoczesne rozwiązania IT przez myśl nie przeszło, by wysłać ofertę do dalekiej Laponii. Nic więc dziwnego, że święty Mikołaj jest delikatnie mówiąc „nie na czasie”. Wprawdzie wykonuje swoją pracę od prawie 2 tys. lat więc odrobina „slow motion” nikogo nie dziwi, ale skoro można robić coś dużo lepiej, to najwyższy czas przemyśleć sprawę, zakasać rękawy i wziąć się do pracy.

Drogi Mikołaju, sprawa jest prosta. Dane – to właśnie one są kluczem, otwierającym drzwi do lepszego poznania odbiorców Twoich nadzwyczajnych usług. Wiem, że gromadzisz na nasz temat sporo informacji. Adres zamieszkania, szczegóły dot. drożności i rozmiaru komina, historia przekazanych prezentów – są to dane typu 1st party, niezwykle cenne, ale jak widać, niewystarczające. By zyskać pełen, 360 stopniowy obraz klienta potrzebujesz danych typu 3rd party, które znajdziesz w specjalistycznych hurtowniach. W Cloud Technologies analizujemy ponad 9 mld anonimowych profili internautów z ponad 40 rynków. Każdy taki profil odpowiada jednemu, podłączonemu do sieci urządzeniu, a cała sztuka polega na tym, by powiązać je z ich właścicielami na bieżąco weryfikując identyfikatory zawarte w plikach cookies. W ten sposób można przypisać kilka urządzeń do jednego użytkownika i na bieżąco śledzić jego aktywność w globalnej sieci. Jakie dane gromadzą hurtownie? Są to przede wszystkim informacje o preferencjach, zachowaniu i zainteresowaniach internautów. Biorą pod lupę ich lokalizację, intencje zakupowe, odwiedzane strony i wyszukiwane hasła. Przetwarzają również takie informacje, jak wiek, płeć czy szczegóły dotyczące demografii oraz kilka tysięcy nienazwanych zmiennych, analizowanych w czasie rzeczywistym przy pomocy uczenia maszynowego. OnAudience.com posiada nawet specjalny segment, który z pewnością przypadnie Ci do gustu. Mam na myśli „Christmas heavy shoppers”, czyli zbiór 26 milionów anonimowych profili internautów, intensywnie poszukujących świątecznych prezentów.

Tu, w świecie ludzi zwyczajnych, informacje tego typu wykorzystuje się np. do tworzenia profili behawioralnych klientów e-commerce lub precyzyjnego targowania reklam. Biorąc pod uwagę zakres prowadzonej przez Ciebie działalności w pierwszej kolejności powinieneś zainwestować w tzw. data enrichment, czyli wzbogacenie systemu CRM w zewnętrzne dane o klientach. Pomyśl tylko, ile dzieci – również tych dorosłych – uszczęśliwiłbyś, obdarowując je wreszcie dobrze dobranym prezentem. Listów ze szczegółowymi zamówieniami dostajesz przecież niewiele, więc po co improwizować?  Z danych o internautach wyczytasz więcej niż z fusów.

Na koniec kilka słów uznania. Od dziecka imponują mi Twoje metody. Serio! Nie wiem, jak to robisz, ale zawsze w miarę sprawnie udaje ci się określić, czy byłem grzeczny. Piszę „w miarę”, bo nawet i tutaj przydałaby się mała optymalizacja. Z ocenami w szkole radzisz sobie wyborowo, ale gdybyś tylko wiedział, po jakich stronach buszowałem w internecie, to pod moją choinką nie raz znalazłaby się rózga. Implementując analitykę Big Data zyskasz zdolność lepszej identyfikacji niegrzecznych urwisów, znacząco redukując liczbę przydzielanych prezentów. Ten proces to nic innego, jak monetyzacja danych. Pozyskana w ten sposób wiedza przełoży na spore oszczędności, a inwestycja w analitykę danych zwróci się w niespełna rok. Prawda, że warto?

Za bycie grzecznym przez cały rok, pod choinką chciałbym znaleźć tylko jedną rzecz: spis wszystkich niegrzecznych dziewczyn. A może… po prostu się tymi spisami wymienimy?

Łukasz Kapuśniak, Chief Technology Officer w Cloud Technologies S.A.

RAFAMET zwyciężył w przetargu Kolei Belgijskich

Hala w Namur to docelowe miejsce pracy kolejnej obrabiarki, którą w firmie RAFAMET zamówiły Koleje Belgijskie (SNCB). Przedmiotem kontraktu jest tokarka portalowa typu UFB 125 NS (nowe oznaczenie UFD 140 N) o napędzie ciernym. Maszyna zapewnia wysoką wydajność i dokładność obróbki, jej zaletą jest także możliwość pracy w linii technologicznej. Obrabiarka ma zostać przekazana odbiorcy w listopadzie 2018 roku.

Tokarka cierna przelotowa UFB 125 NS, którą według nowej nomenklatury nazywamy UFD 140 N, stanowi odpowiedź na rosnące wymagania odbiorców, szczególnie związanych z obszarem Kolei Dużych Prędkości (KDP). Maszyna jest rezultatem prac nad rozwojem modelu UFB. Maszyna jest przeznaczona do pracy w systemie przelotowym, co daje możliwość jej ustawienia i pracy w produkcyjnej linii technologicznej. Charakterystyka techniczna tokarki daje naszym klientom zupełnie nowe możliwości – wyjaśnia Janusz Bluk, główny konstruktor w Fabryce Obrabiarek RAFAMET S.A.

Maszyna cechuje się wysoką wydajnością i dokładnością obróbki; jest pozbawiona uchwytów szczękowych, które nie są dozwolone przy obróbce zestawów kołowych dla KDP ponieważ ich stosowaniu towarzyszy ryzyko powstawania pęknięć zmęczeniowych kół. UFB 125 NS jest maszyną kompaktową, opartą na monolitycznym korpusie w kształcie bramy wykonanym jako odlew żeliwny, co pozwala osiągnąć bardzo dobre parametry tłumienia drgań powstających w procesie skrawania – dodaje J. Bluk.

Odbiorcami opisywanego typu maszyny są operatorzy taboru szynowego (zwłaszcza pociągów KDP), ale także jego producenci. Tokarka UFB 125 NS będzie mogła służyć im do regeneracji lub wykonania nowego profilu jezdnego kół zestawów kołowych.

Każda obrabiarka produkowana przez firmę RAFAMET S.A. spełnia konkretne, szczegółowe wymagania zamawiającego. Odbiorca z Belgii postawił przed producentem z Kuźni Raciborskiej kilka kluczowych wyzwań. Maszyna musi nie tylko pracować w linii technologicznej, ale także umożliwiać obróbkę zróżnicowanej gamy zestawów kołowych, wyposażonych w różne elementy, takie jak przekładnie czy tarcze hamulcowe. Dla nietypowych zestawów kołowych wyposażonych w bardzo duże przekładnie, których masa całkowita przekracza 7 ton, zostanie dostarczony specjalnie zaprojektowany wózek samojezdny, co pozwoli na zautomatyzowanie procesu załadunku zestawu kołowego do obróbki.

Spełnienie tych bardzo specyficznych kryteriów było jednym z kluczowych czynników, które przesądziły o wygranej RAFAMETU w przetargu. Istotne znaczenie miała także wizyta referencyjna w Berlinie (gdzie pracuje jedna z naszych obrabiarek), podczas której użytkownik bardzo dobrze ocenił nasz produkt i współpracę z naszą firmą – przyznaje Janusz Bluk.

Koleje Belgijskie zdążyły się już przekonać o wysokim poziomie technicznym maszyn RAFAMETU i jakości serwisu oraz obsługi posprzedażowej. Firma z Kuźni Raciborskiej dostarczyła odbiorcy 5 maszyn, które pracują obecnie w różnych regionach Belgii. Po zrealizowaniu zamówienia, w każdym warsztacie naprawczym należącym do odbiorcy będą pracowały obrabiarki z Kuźni Raciborskiej.

Maszyna ma zostać dostarczona odbiorcy w listopadzie 2018 roku. – Po raz kolejny dołożymy wszelkich starań, aby sprawnie i profesjonalnie zrealizować to zamówienie. Obrabiarka będzie zainstalowana w istniejącej hali, która jest obecnie gruntownie modernizowana. Wkrótce zostanie tam uruchomiona nowa linia regeneracji zestawów kołowych – mówi Iwona Janecka, kierownik sprzedaży w RAFAMET S.A.

Dla zamawiającego istotna jest nie tylko jakość tokarek, czy wysoki poziom ich serwisu. RAFAMET jest dla niego solidnym partnerem. Zaufanie do naszych produktów i usług budujemy także przez to, że negocjacje z odbiorcą od lat prowadzą te same osoby. To pokazuje jak stabilną firmą jest RAFAMET – zauważa Andrzej Rustanowicz, Dyrektor Eksportu spółki z Kuźni Raciborskiej.

Belgia to serce Starego Kontynentu, stolica Zachodniej Europy. Cieszymy się z kolejnego kontraktu zdobytego na tym rynku. Obrabiarki RAFAMETU pracują nie tylko w sektorze publicznym, ale także u prywatnych operatorów. Mamy nadzieję na pozyskanie kolejnych zleceń w Belgii – podkreśla A. Rustanowicz. Zdanie to podziela Iwona Janecka. – Belgia, mimo że jest niewielkim krajem, posiada duży potencjał gospodarczy. W branży maszynowej, którą reprezentuje RAFAMET, Belgia jest od wielu lat stabilnym i ważnym partnerem handlowym – podsumowuje kierownik sprzedaży.

* * * Autor tekstu: Anna Koza, Adventure Media

Salesforce zbadał gotowość firm na tworzenie rozwiązań IT bez udziału programistów

Platformy low-code dają firmom szansę szybszego reagowania na potrzeby uruchamiania nowych aplikacji i rozwiązań IT. Rozwój low-code to silny trend, dzięki któremu można uzyskiwać aplikacje dwukrotnie szybciej, włączając w proces ich tworzenia użytkowników biznesowych.

Tegoroczne badanie Salesforce „Top Trends In Low-Code Development” zawiera wyniki badania przeprowadzonego w pierwszej połowie tego roku wśród amerykańskich specjalistów IT z najwyższego, wysokiego i średniego szczebla. Celem badania było przeanalizowanie opinii liderów IT na temat trendu, jakim jest rozwój aplikacji za pomocą platform low-code (niskokodowych).

Low-code szansą dla biznesu na szybszy rozwój

Platformy low-code mogą zrewolucjonizować proces tworzenia i dostarczania oprogramowania, ponieważ umożliwiają tworzenie i rozwój aplikacji bez konieczności posiadania umiejętności kodowania lub przy minimalnym kodowaniu ręcznym. Bazując na platformach low-code, osoby zainteresowane nowymi rozwiązaniami IT (funkcjonalnościami lub dedykowanymi aplikacjami) mogą tworzyć te rozwiązania bez przygotowania programistycznego. Ma to ogromne znaczenie w obecnych czasach, przynajmniej z dwóch strategicznych powodów:

  • na rynku odczuwalny jest coraz większy niedobór zarówno samych programistów, jak i różnego rodzaju kompetencji IT, przy czym ciągle rosną koszty pracy w tym segmencie,
  • firmy zmuszone do ostrej walki konkurencyjnej, zabiegając o pozycję rynkową, mają potrzebę szybkiego wdrażania nowych narzędzi IT. Potrzeby te wynikają z ewolucji, jaką przechodzą firmy, zmieniających się oczekiwań klientów, modyfikacji modelu biznesowego, potrzeby integracji procesów i informacji oraz udostępniania pracownikom efektywnych narzędzi wspomagających ich pracę.

Tylko w samej Polsce deficyt pracowników w branży IT szacuje się na ok. 50 tys. osób. Na innych rynkach jest podobnie. Komisja Europejska ocenia, że w UE już brakuje ok. 275 tys. pracowników IT, a do 2020 r. liczba ta wzrośnie nawet do miliona. Tak duże zapotrzebowanie wynika z ogromnego apetytu biznesu na dedykowane aplikacje oraz przechodzenie przez firmy transformacji cyfrowej. Firma badawcza Gartner szacuje, że do 2021 roku zapotrzebowanie rynku na aplikacje wzrośnie pięć razy szybciej niż możliwości dostarczania ich przez ograniczone kadrowo działy IT. Zaangażowanie pracowników spoza IT do procesu tworzenia aplikacji może być wybawieniem z tej trudnej sytuacji.

Platformy low-code nie są przeznaczone tylko dla użytkowników biznesowych tworzących prostsze rozwiązania (tzw. „citizen developers”). Korzystają z nich również profesjonalni programiści, którzy dzięki nim mogą szybciej dostarczać aplikacje klasy korporacyjnej. Jest więc nadzieja, że dzięki low-code niedobór deweloperów może nie być aż tak dotkliwy.

Kluczowe wnioski z badania Salesforce:

  1. Specjaliści IT widzą silny wpływ low-code na ich organizacje – dostrzegają znaczące korzyści zarówno dla własnych programistów, jak i dla użytkowników biznesowych. Wśród korzyści z low-code wymienia się przede wszystkim znaczne skrócenie czasu i obniżenie kosztów wykonania aplikacji. W 2017 r. aż trzech na czterech specjalistów IT (76%) jest zainteresowanych rozwojem „niskiego kodu”. To oznacza, że w ciągu dwóch lat zainteresowanie to wzrosło aż o 48%.
  2. Kluczowe są zarządzanie i kontrola. Wraz ze wzrostem zainteresowania rozwojem low-code, IT dostrzega wyzwania, jakie trend ten ze sobą niesie. Specjaliści niepokoją się narastającymi problemami w obszarze zarządzania IT oraz szkoleniami osób niebędących deweloperami. Obawy te są nieco odmienne w zależności od rangi specjalistów. Ponad połowa (51%) menedżerów wyższego szczebla i dyrektorów IT jest przekonanych, że jednostki biznesowe są gotowe do tworzenia aplikacji przy użyciu low-code, takie stanowisko podziela jedynie 30% menedżerów średniego szczebla.

Chociaż liderzy IT woleliby, aby narzędzi programistycznych low-code używali jedynie programiści, a nie użytkownicy spoza działu IT, to planują jednak w ograniczonym zakresie dawać użytkownikom biznesowym możliwości samodzielnego budowania aplikacji.

Według badania IDC przeprowadzonego dla Salesforce, firmy, które wdrożyły już „niskokodowe” podejście do budowy oprogramowania aż dwukrotnie szybciej tworzą aplikacje. Rozwój low-code ma ogromny potencjał w tworzeniu nowych strategii IT, w które bezpośrednio zaangażowany jest biznes. W efekcie firmy bazujące na low-code mogą sprawniej przejść cyfrową transformację.

Rośnie zainteresowanie IT technologią low-code

Aż 76% liderów IT uważa, że narzędzia niskokodowe przyczynią się do całkowitego przemodelowania partnerstwa z biznesem lub będą miały na to partnerstwo znaczący wpływ. Wspomaganie pracy IT poprzez low-code jest również postrzegane jako możliwość uwolnienia zasobów i skierowania ich do innych zadań. Użytkownicy biznesowi mogą bowiem samodzielnie wprowadzać innowacje bez ciągłego drenowania zasobów IT. 63% liderów IT uważa, że low-code znacząco skraca cykl tworzenia oprogramowania.

Obecnie 76% firm jest zainteresowanych opracowywaniem aplikacji przy użyciu low-code, a aż 88% liderów IT zaczyna wstępnie oceniać możliwość zastosowania takich rozwiązań w swojej organizacji.

Kwestia zarządzania IT i kontrola przy wykorzystaniu low-code

Działy IT z pewnymi obawami patrzą na gotowość swoich organizacji do korzystania z low-code. IT boi się utraty kontroli nad jakością kodu, konieczności zmiany istniejących procesów wydawania oprogramowania oraz nowych wyzwań w zakresie bezpieczeństwa aplikacji. Dlatego najchętniej powierzyliby budowanie oprogramowania wyłącznie własnemu zespołowi programistów oraz administratorom IT. Zaledwie jedna czwarta specjalistów IT zwróciła uwagę na użytkowników biznesowych jako kandydatów do rozwoju aplikacji low-code. Brak zaufania do personelu spoza IT wynika z nieufności do istniejących procesów i możliwości ich wspierania. Mniej niż jedna czwarta (24%) respondentów uważa, że ich organizacja ma odpowiednie procesy zarządzania IT dla osób nie będących deweloperami i tylko jeden na trzech respondentów twierdzi, że w jego organizacji istnieją odpowiednie programy szkoleniowe.

Istnieją znaczne rozbieżności w ocenie przygotowania do low-code wśród kadry IT. Zarządzający obszarem optymistyczniej podchodzą do nowego wyzwania, natomiast mid-management jest mniej pewny tego, że ich organizacje są w stanie zarządzać zmianami i procesem dostarczania aplikacji w środowisku low-code. Aż 82% wyższych rangą liderów IT twierdzi, że ich organizacje są gotowe na low-code, a 36% uważa, że posiadają odpowiednie programy zarządzania. Im bliżej pierwszej linii rozwoju oprogramowania, tym oceny są niższe – tu jedynie 14% podziela przekonanie o gotowości do low-code.

Zespoły IT niepokoją się również o bezpieczeństwo aplikacji budowanych w trybie „citizen developers” i potrzebują bliższej i wnikliwej oceny oferowanych przez dostawców zabezpieczeń platform low-code, zwłaszcza tych dostarczanych w modelu cloud computing.

Według 89% liderów IT bezpieczeństwo aplikacji i zarządzanie procesami związanymi z budową aplikacji low-code (przebiegającymi pomiędzy różnymi działami w organizacji) są kluczowe podczas podejmowania decyzji o udostępnieniu takich narzędzi. Kolejny ważny element to niedostatek odpowiednich szkoleń w celu nabycia nowych umiejętności przez pracowników biznesowych. Dużą rolę mogą tu odegrać także sami dostawcy platform oferując możliwości nauki poprzez testowanie oferowanych rozwiązań. Na liście priorytetów związanych z przeniesieniem na biznes części budowania oprogramowania znajduje się także zarządzanie IT, ponieważ wiąże się ono ściśle z zarządzaniem ryzykiem i cyberbezpieczeństwem..

Więcej danych z badania:

Jakim użytkownikom liderzy IT zezwoliliby na budowanie aplikacji za pomocą low-code

  • deweloperzy aplikacji i pracownicy IT – 87%
  • administratorzy IT – 66%
  • managerowie projektów i programów – 41%
  • analitycy biznesowi – 36%
  • managerowie produktu – 33%
  • użytkownicy biznesowi – 26%

Najważniejsze czynniki związane z oceną możliwości wprowadzenia low-code w organizacji

  • bezpieczeństwo i zarządzanie aplikacjami – 89%
  • możliwości zarządzania IT – 84%
  • interfejsy port and click – 83%
  • możliwości rozwoju wizualizacji – 83%

Dyrektorzy IT są bardziej przekonani niż średni management o gotowości organizacji do używania narzędzi i technik low-code (odsetek odpowiedzi twierdzących na poszczególne tezy):

  VP / senior IT Executives Managerowie IT
Nasz proces zarządzania wersjami może zintegrować przepływ pracy programistów low-code. 39% 23%
IT posiada odpowiednią znajomość narzędzi low-code 53% 27%
Mamy odpowiednią strategię zarządzania zmianą umożliwiającą nie-programistom tworzenie aplikacji. 41% 29%
Mamy procesy zarządzania IT dla nie-deweloperów budujących aplikacje. 36% 14%
Posiadamy odpowiednie programy szkoleniowe związane z tworzeniem aplikacji dla osób niebędących programistami 46% 14%
Nasze jednostki biznesowe są gotowe do tworzenia aplikacji przy użyciu podejścia niskokodowego. 51% 30%

 

Prezenty świąteczne opłaca się kupować w Niemczech

Grudzień to czas zakupowego szaleństwa. Przygotowując się do Świąt, często kierujemy się emocjami i tracimy pieniądze. A przecież istnieje idealna alternatywa – zakupy za granicą, które pozwalają zaoszczędzić nawet kilkaset złotych. Zanim jednak wybierzemy się do innego kraju szukać prezentów, warto poszukać jak najtańszej waluty.

Polacy w okresie przedświątecznym coraz chętniej decydują się na zagraniczne zakupy. Powody są oczywiste – niższe ceny, lepsza jakość produktów i korzystny kurs euro, który pozwala zaoszczędzić dodatkową kwotę. Wśród Polaków, szczególnie tych mieszkających blisko zachodniej granicy, popularne stały się wyjazdy na zakupy do Niemiec, gdzie opłaca się kupić nie tylko artykuły codziennego użytku, takie jak chemię gospodarczą, ale nawet sprzęt elektroniczny czy AGD. Wybrane produkty dobrych firm są tam sprzedawane w dużo niższych cenach.

Zagraniczne zakupy są obecnie wyjątkowo opłacalne ze względu na korzystny kurs euro
do złotówki. Po przeliczeniu cen okazuje się, że wiele produktów kupowanych za granicą jest tańszych niż ich odpowiedniki w polskich sklepach. Oszczędzamy dodatkowo, jeśli walutę na zakupy wymienimy w e-kantorze. Zyskujemy dzięki mniejszemu spreadowi, czyli różnicy między kursem kupna a sprzedaży. W bankach różnice sięgają ponad 20 groszy (to około 4–6% wartości wymienianej kwoty). Dokonując wymiany w kantorze stacjonarnym, uzyskamy trochę lepsze warunki, ale nie tak dobre, jak on-line. W kantorach internetowych standardowy koszt wymiany oscyluje w granicach 3-4 groszy (od 0,2 do 0,4%) dla podstawowych walut – euro, funt brytyjski, dolar amerykański, frank szwajcarski. W serwisie Internetowykantor.pl spread na parze EUR/PLN wynosi zaledwie 3 grosze. Przy wymianie dużej kwoty, te zupełnie niepotrzebnie oddane bankom czy stacjonarnym kantorom pieniądze, możemy przeznaczyć na  przykład na nieplanowany wcześniej upominek i sprawić bliskiej osobie trochę radości.

Jednak to na przykładzie droższych wydatków wyraźnie widać oszczędność na zakupie
e-waluty. Szczególnie atrakcyjny może być zakup robota odkurzacza marki IROBOT 980
w dużej niemieckiej sieci AGD. W naszym kraju urządzenie kosztuje 4199 zł. Warto jednak kupić go za granicą za wymienione w Internetowykantor.pl euro – w ten sposób możemy wydać aż o 900 zł mniej. Kupując za granicą czytnik e-booków KINDLE 8 możemy zaoszczędzić 183 zł, a  ciśnieniowy ekspres do kawy marki De Longhi  – 176 zł. Ok. 100 zł mniej zapłacimy również za produkty takich marek jak SONY, Smartwatch Samsung, Playstation czy iPhone.

Porównanie to pokazuje, że zakupy zagraniczne opłacają się tym bardziej jeśli walutę wymienimy w e-kantorze. Na niższe ceny wybranego asortymentu towarów z zagranicy wpływ ma wiele czynników. „Złotówka jest obecnie bardzo silna. Jak pokazują statystyki,
od prawie dwóch lat stosunek naszej waluty do euro czy dolara nie był lepszy. E-waluta będzie najtańszym rozwiązaniem dla osób, szukających środków na przedświąteczne zakupy”
– zapewnia Krzysztof Pawlak, ekspert walutowy serwisu Internetowykantor.pl.

Cludo wierzy w chmurę: 40% wzrost, 14% przychodów na B+R

8 mln zł – tyle przychodów chce wypracować w 2018 r. Cludo, dostawca rozwiązań wspierających zarządzanie contact center. Oznacza to wzrost o niemal 40%. W grudniu firma znacząco powiększyła swój kapitał i planuje zainwestować 14% swoich przychodów w rozwój nowych produktów, w tym m.in. chmurowego systemu contact center dla małych i średnich firm. Spółka chce wykorzystać popyt na chmurę i rozwiązania wielokanałowe.

Jak podaje w najnowszym raporcie Polskie Stowarzyszenie Marketingu SMB „Outsourcing CC”, w 2015 r. centra kontaktu wykorzystywały 8 różnych kanałów, w tym 7 cyfrowych. Do końca przyszłego roku będzie to już 11 kanałów komunikacyjnych. Eksperci z SMB przewidują, że w 2018 komunikacja telefoniczna przestanie być wiodącym kanałem kontaktu. Rosnąca liczba kanałów jest związana z różnymi oczekiwaniami klientów w różnym wieku. Opisuje to w „Global Contact Center Survey” firma Deloitte – młodzi ludzie wolą rozwiązania proste, starsi bardziej kompleksowe. I tak osoby przed 25 rokiem życia preferują kontakt za pośrednictwem mediów społecznościowych. Ankietowani w wieku 25 – 35 lat chętnie wykorzystują maile, aplikacje czy chaty. Dopiero osoby w przedziale wiekowym 36 – 55 skłaniają się ku kontaktom za pośrednictwem telefonu. Respondenci powyżej 56 lat zdecydowanie wolą kontakt telefoniczny. To skłania firmy do zakupu obsługujących wiele kanałów kontaktu z klientami.

Podstawą call i cantact center jest kontakt głosowy i długo się to jeszcze nie zmieni. Centra kontaktu muszą otworzyć się na nowe kanały, bo takie są oczekiwania konsumentów. To oni decydują o formie i sposobie komunikacji. Call i contact center muszą nie tyle podążać za klientami, ile dotrzymywać im kroku – ocenia Paweł Pierścionek Chief Technology Officer w firmie Cludo, która dostarcza kompleksowe rozwiązania wspierające zarządzanie centrami kontaktu w chmurze obliczeniowej. Firma jest jednym z najszybciej rozwijających się dostawców usług dla branży contact center w Polsce. W 2016 roku Cludo miało przychód na poziomie 5 mln zł. Obecny rok zamknie z wynikiem o 15% większym niż było to dwanaście miesięcy wcześniej. Plany na 2018 ma bardzo ambitne, spółka chce osiągnąć przychód na poziomie 8 mln zł. To wzrost o 40% w ciągu zaledwie jednego roku.

Czy jest na to szansa? Firmy przekonują się do chmury i zamiast stacjonarnych wdrożeń, chętniej decydują się na systemy cloudowe. W 2017 roku system Cludo wdrożyło wiele nowych firm z różnych segmentów. Warto tu wspomnieć o Międzynarodowych Targach Poznańskich — największym organizatorze targów w Europie Środkowo-Wschodniej, a także Intrum Justitia, liczącym się graczu na rynku windykacyjnym, czy Coris Lex z branży likwidacji szkód z ubezpieczeń ochrony prawnej i assistance prawnego.

Inwestycje w rozwój

Pozycja Cludo na rynku została zauważona przez inwestorów. W grudniu 2017 roku firma otrzymała zewnętrzne finansowanie w wysokości 0,77 mln zł i podniosła kapitał zakładowy do 1,522 mln zł. Pozyskane fundusze, Cludo planuje przeznaczyć na inwestycje. W tym na prace badawcze i rozwojowe oraz powiększeni zespołów sprzedażowych i usprawnianie autorskich rozwiązania m.in. Skryptera i aplikacji mobilnej. W 2018 r. firma będzie również rozbudowywać pojemność platformy tak, aby jednocześnie mogło z niej korzystać 5 tys. użytkowników, a także uruchomi platformę dedykowane mniejszym contact center. Chcemy zaoferować małym i średnim firmom dostęp do systemów, ponieważ te firmy mają w sobie duży potencjał, który chcemy wykorzystać — komentuje Paweł Pierścionek. Według danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości małe i średnie firmy wypracowały w ubiegłym roku 19,5% PKB Polski.

Branża w chmurach

Z roku na rok rośnie zróżnicowanie w sposobie komunikacji do konsumentów. Centra kontaktu będą potrzebowały kompleksowych rozwiązań, które pozwolą na lepsze dotarcie do klientów. Z badania Deloitte wynika, że 48% call i contact center na świecie planuje inwestować w nowe kanały komunikacji, 49% w rozwiązania pozwalające na skuteczne trasowanie klientów, zaś aż 66% w zaawansowaną analitykę. Rolą dostawcy systemów IT będzie wyłapanie potrzeb klientów i przygotowanie narzędzi, których potrzebuje. W tym celu Cludo planuje przeznaczyć 14% rocznych przychodów na prace badawcze i rozwój. To nie wszystko. Firma chce zintegrować prace techniczne z działem client service, żeby zbilansować biznesowe potrzeby klientów z możliwościami technologicznymi systemu. W tym celu zmieniona została struktura organizacyjna firmy. Powstały specjalne zespoły złożone z inżynierów i ekspertów biznesowych, którzy mają wspólnie pracować nad rozwiązaniami. Nowa struktura zespołów ma pomóc w lepszym dopasowaniu produktów do potrzeb klientów. Eksperci biznesowi mają bezpośredni kontakt z odbiorcami naszych usług, znają ich potrzeby i oczekiwania, której z oczywistych powodów nie mają inżynierowie – wyjaśnia Paweł Pierścionek z Cludo.

Dzięki Billon polskie banki zaoszczędzą setki milionów złotych

Pięć polskich banków jako pierwsze na świecie publikują dokumenty w opartym na technologii blockchain systemie trwałego nośnika polskiej firmy Billon. Służy on do przechowywania i przesyłania ważnych dokumentów do klientów, takich jak cenniki czy regulaminy. Dzięki zastosowaniu nowej technologii i ograniczeniu kosztów związanych z wymogiem przekazania informacji w niezmienionej formie, polski sektor bankowy może zaoszczędzić rocznie prawie 500 mln zł.

Polskie banki o profilu uniwersalnym obsługują rocznie około 48 milionów klientów[1]. Każdy z nich kilka razy w roku aktualizuje swoje regulaminy, cenniki lub inne ważne dokumenty, które musi udostępnić klientom. Przyjmując, że bank musi przekazać do klienta informację raz na kwartał, a koszt masowej wysyłki jednego tradycyjnego listu wynosi ok. 1-2,5 zł, całkowite koszty sektora bankowego związane z informowaniem klientów o zmianach w dokumentach wynoszą od 200 do nawet 500 mln zł rocznie. W marcu 2017 r. Prezes UOKiK wydał opinię, że skrzynka mailowa nie zapewnia braku możliwości ingerencji w treść korespondencji i zdecydował, że gwarancję taką daje list lub inne rozwiązanie, spełniające regulacyjne wymogi tzw. trwałego nośnika. Banki muszą ustosunkować się do tej decyzji w 2018 r. Dzięki zastosowaniu do tego celu technologii blockchain firmy Billon polski sektor bankowy zaoszczędzi nie tylko na ograniczeniu kosztów korespondencji z klientami, ale także na zabezpieczeniach IT związanych z ochroną danych. Koszt rozwiązania tylko jednego problemu związanego z bezpieczeństwem może wynosić nawet 3,5 mln zł.[2]

Pierwsze zastosowanie technologii blockchain do bankowych regulacji

Związek Banków Polskich od wiosny tego roku prowadzi prace nad sektorowym systemem, tzw. trwałym nośnikiem służącym do przechowywania i przesyłania ważnych dokumentów przez banki do ich klientów. W ramach tych prac Billon i Biuro Informacji Kredytowej podpisały umowę na wdrożenie pilotażowe (tzw. proof of concept), które ma na celu pokazać możliwości technologii blockchain firmy Billon i wypracować wspólne rozwiązanie, możliwe do szybkiego wdrożenia w całym sektorze bankowym.  W ramach pilotażu od wtorku 12 grudnia 5 polskich banków publikuje w systemie trwałego nośnika Billon niespersonalizowane dokumenty (regulaminy, tabele opłat, itp.). Do 20 grudnia do testów mogą dołączyć inne instytucje finansowe oraz przedsiębiorstwa z innych sektorów – wdrożenie rozwiązania zajmuje jedynie kilka godzin.

Po zebraniu opinii sektora bankowego Billon i BIK już w lutym 2018 r. planują wdrożyć rozwiązanie komercyjne. Polskie banki mogą dzięki temu jako pierwsze na świecie zastosować technologię blockchain w celach regulacyjnych. Billon prowadzi też rozmowy na temat wdrożenia podobnych rozwiązań w sektorze bankowym w innych krajach.

– Jedną z głównych zalet naszej technologii jest to, że jest ona licencjonowana. To oznacza, że – w przeciwieństwie do oprogramowania typu „open source” – istnieje zespół, który nad nią regularnie pracuje. Jesteśmy w stanie przedstawić konkretny kierunek rozwoju produktu oraz systematycznie rozwijać kolejne funkcjonalności, jak też i reagować na potrzeby oraz pytania klientów. W ten sposób stajemy się bezpiecznym oraz pewnym partnerem biznesowym, który ma kontrolę nad tym, co tworzy, a także jasno określone procedury wsparcia i rozłożenie odpowiedzialności w przypadku problematycznych sytuacji – mówi Andrzej Horoszczak, prezes i założyciel Billon.

Najbezpieczniejsze rozwiązanie trwałego nośnika

Blockchain opracowany przez Billon w odróżnieniu od konkurencyjnych rozwiązań jako jedyny zapisuje w formie rozproszonej całe dokumenty, nie tylko ich adresy. Dzięki temu zupełnie eliminuje konieczność utrzymywania drogich i podatnych na ataki serwerów. Dokumenty zapisywane są w formie rozproszonych fragmentów, przechowywanych w sieci tworzonej przez różne urządzenia. Aby je znaleźć i połączyć, niezbędny jest unikalny adres blockchain znajdujący się wyłącznie w posiadaniu instytucji publikującej dokument oraz klienta, którego on dotyczy. Nawet gdyby adres blockchain uzyskał inny podmiot, ze względu na fakt, że nie posiada on dostępu do wszystkich fragmentów dokumentu, nie będzie w stanie odczytać żadnych danych. Ponadto każdy dokument jest szyfrowany innym kluczem.

Technologia ta spełnia również wymogi dyrektywy RODO i prawa do zapomnienia. Dzięki możliwości zniszczenia kluczy szyfrujących, dostęp do poszczególnych dokumentów w szczególnych sytuacjach i za zgodą zainteresowanego klienta może być trwale zablokowany.

Rozwiązanie blockchain Billon jest bardzo przyjazne dla klientów. Wyrównuje ich pozycję względem banku, ponieważ technologicznie uniemożliwia usunięcie i jednostronną zmianę dokumentu przez bank. Przygotowane przez firmę rozwiązanie daje użytkownikom wygodny dostęp do dotyczących ich dokumentów z dowolnego miejsca za pomocą smartfona. System Billon umożliwia pełną integrację z wszelkimi formami komunikacji z klientem między innymi poprzez komunikaty z aplikacji mobilnej, komunikaty z dedykowanej aplikacji Billon, powiadomienia SMS czy integrację z pocztą e-mail. Blockchain może też przechowywać dokumenty tworzone przez inne instytucje: dokumentację medyczną, wskaźniki zużycia prądu, billingi, czy poświadczenia notarialne.

[1] https://prnews.pl/raport-prnews-pl-liczba-klientow-w-bankach-i-kw-2017-360558

[2] https://go.kaspersky.com/rs/802-IJN-240/images/Financial_Survey_Report_eng_final.pdf

Ruszają zapisy w wezwaniu do sprzedaży akcji Emperia Holding

W czwartek 14 grudnia br. rozpoczęto przyjmowanie zapisów na sprzedaż akcji Emperia Holding w odpowiedzi na wezwanie ogłoszone przez litewskiego inwestora MAXIMA GRUPĖ. Zapisy będą przyjmowane do 21 lutego 2018 r. Zarząd Emperia Holding w ogłoszonym stanowisku uznał, że wezwanie jest zgodne z interesem spółki i jej pracowników, a cena proponowana w wezwaniu odpowiada wartości godziwej spółki.

W dniu 14 grudnia 2017 r. zgodnie z ustalonym harmonogramem rozpoczęło się przyjmowanie zapisów na sprzedaż akcji Emperia Holding S.A. w ramach wezwania ogłoszonego przez MAXIMA GRUPĖ, UAB. Zapisy będą przyjmowane do 21 lutego 2018 r. Przewidywany dzień transakcji na GPW to 26 lutego 2018 r., a rozliczenie transakcji przed KDPW powinno nastąpić 27 lutego 2018 r. Podmiotem pośredniczącym w przeprowadzeniu wezwania jest mBank.

Wezwanie obejmuje 12.342.027 akcji Emperia Holding stanowiących 100% kapitału zakładowego spółki. Akcje będą nabywane po cenie 100 zł za jedną akcję. Cena oferowana w wezwaniu stanowi odpowiednio, 9,4% i 14,4% premii powyżej średniej ceny rynkowej z okresu odpowiednio 3 i 6 miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania.

Transakcja zostanie przeprowadzona pod warunkiem uzyskania zgody na koncentrację ze strony UOKiK oraz spełnienia innych warunków, w tym m.in. osiągnięcia progu minimalnej liczby akcji objętych zapisami w wezwaniu uprawniających do 66% ogólnej liczby głosów w Spółce, oraz podjęcia przez Walne Zgromadzenie uchwały o zmianie statutu Spółki w brzmieniu zgodnym z treścią warunku wezwania.

Zarząd Emperia Holding w opublikowanym stanowisku dotyczącym wezwania ogłoszonego przez MAXIMA GRUPĖ, UAB do zapisywania się na sprzedaż akcji stwierdził, że cena proponowana w wezwaniu odpowiada wartości godziwej spółki. Uznał również, że wezwanie jest zgodne z interesem spółki i jej pracowników. W ocenie zarządu Emperia Holding wzywający traktuje nabycie akcji, jako inwestycję długoterminową. Wzywający planuje dalszy rozwój sieci sklepów poprzez rozwój organiczny, jak i przejęcia innych podmiotów. W związku z powyższym należy oczekiwać, że spółka oraz jej spółki zależne będą konsekwentnie zwiększały skalę operacji, a tym samym poziom zatrudnienia. Ponadto, w ocenie zarządu Emperia Holding, pozyskanie nowego inwestora powinno zapewnić spółce dostęp do dodatkowych źródeł finansowania oraz know-how, niezbędnych do realizacji długoterminowej strategii.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Obniżka podatków niekoniecznie korzystna

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

W minionym miesiącu, a szczególnie w jego drugiej połowie, globalny kapitał zaczął ponownie preferować rynek amerykański. Najwcześniej pewną słabość, z bliżej nieokreślonych powodów, doświadczyła Europa. Nieco później zadyszkę złapała Azja i cały bardzo silny w tym roku sektor spółek technologicznych.

Również spektrum rynków wschodzących doświadczyło najgłębszej korekty od początku tego roku. Jedynie rynek amerykański pozostał bardzo silny, co wiązać można z optymizmem związanym z procedowanym projektem szeroko zakrojonej obniżki podatków. Zresztą ów reforma systemu podatkowego prowadzi do sporych przetasowań na poziomie sektorowym, co ma swoje globalne implikacje.

Jedynym z najbardziej jaskrawych tego przykładów jest nieco słabsza postawa indeksu Nasdaq i całego sektora technologicznego. Związane jest to z faktem, że branża ta charakteryzuje się najniższą efektywną stopą podatkową poza sektorem nieruchomości, co oznacza, że najmniej zyska na reformie podatkowej, jeżeli w ogóle.

Na przeciwnym biegunie mamy spółki finansowe, których lepsza postawa jest dość interesująca, jako że banki niekoniecznie najbardziej skorzystają na niższych stawkach opodatkowania. Ich silniejsze zachowanie wynikać więc może nie tylko z reformy podatków, ale również jej konsekwencji, nad którymi warto się chwilę zastanowić. Otóż ruch administracji Donalda Trumpa wydaje się wyjątkowo niefortunnym jak na moment cyklu koniunkturalnego, w którym się znajdujemy. Obniżkę podatków można bowiem przyrównać do stymulusu fiskalnego, a ten aplikuje się w okresie spowolnienia wzrostu. Globalna i amerykańska gospodarka przeżywa z kolei okres zsynchronizowanego ożywienia, który zaczyna napotykać na bariery natury podażowej.

Dobrym tego przykładem jest kondycja rynku pracy, która – gdziekolwiek spojrzeć – jest bardzo dobra bądź przynajmniej wyraźnie się poprawiająca. Tym samym główną bolączką przedsiębiorców wcale nie jest skala opodatkowania ich działalności, ale niedobór pracowników. W takiej sytuacji stymulusu fiskalnego aplikować się nie powinno, gdyż wyrządzić on może więcej szkody niż pożytku. Z uwagi na ograniczenia podażowe wzrost gospodarczy nie przyspieszy, ale wzrosnąć może inflacja. Ta z kolei, bądź sama jej groźba, onieśmieli amerykański bank centralny, który może być bardziej skłonny do szybszego zacieśniania polityki monetarnej. W konsekwencji aktualnie radujący się amerykańscy inwestorzy mogą znaleźć się w dość niekomfortowym położeniu. Wzrost stóp procentowych przy braku przyspieszenia wzrostu wzmoże bowiem presję na wskaźniki wyceny, a więc również na ceny akcji.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Mikroprzedsiębiorcy obawiają się obowiązku składania JPK

Zbliżający się obowiązek składania Jednolitego Pliku Kontrolnego niepokoi mikroprzedsiębiorców. Według badania przeprowadzonego przez inFakt niemal połowa z nich ocenia ten projekt zdecydowanie negatywnie, wskazując jednocześnie na konkretne trudności, jakie ich zdaniem może przynieść nowa regulacja. Czy jednak rzeczywiście jest się czego bać?Wykres

Niemal połowa badanych jest na nie

Wśród prawie tysiąca przebadanych przez inFakt przedsiębiorców aż 49% ocenia obowiązek składania JPK zdecydowanie negatywnie. Co czwarty przedsiębiorca podchodzi na razie do tematu neutralnie. 15% ocenia obowiązek JPK za z pozytywny. 7% samą ideę ocenia dobrze, ale ma w związku z tym obawy, zaś 4% wychodzi  z założenia, że skoro nowy obowiązek wchodzi w życie to trudno – trzeba się do niego dostosować.

CZEGO BOJĄ SIĘ PRZEDSIĘBIORCY?

InFakt zapytał przedsiębiorców o to, jakie konkretnie obawy towarzyszą im w związku z koniecznością składania JPK. Najczęściej padające odpowiedzi w grupie tych, którzy oceniają JPK zdecydowanie negatywnie

Kolejnego uciążliwego obowiązku

Zdaniem przedsiębiorców JPK będzie kolejnym uciążliwym obowiązkiem, którego comiesięczne dopełnienie będzie kłopotliwe i czasochłonne.

„Dodatkowa operacja, którą muszę wykonać co miesiąc, żeby urząd miał łatwiej. Podczas gdy nie czuję, żeby państwo polskie jakoś specjalnie chciało zmniejszyć biurokrację.”

„Łączę to z koniecznością miesięcznego rozliczania VAT, co jest dla mnie niekorzystne, bo dotychczas rozliczałem się kwartalnie.”

„Za dużo obciążeń nakładanych na firmy. Firma przede wszystkim powinna skupić się na biznesie.”

„Obrastanie kolejnymi obowiązkami formalnymi prowadzi do coraz większego utrudniania mikroprzedsiębiorcom działania. Zamiast prowadzić działania merytoryczne wikłani jesteśmy w sprawozdawczość, która pozbawiona jest jakiegokolwiek sensu, a otacza przedsiębiorcę atmosferą podejrzliwości.”

„Nie widzę sensu wprowadzenia tego obowiązku dla mikroprzedsiębiorstw. Uważam, że polityka kraju i tak nie jest sprzyjająca własnej działalności. JPK dodatkowo zniechęca do podejmowania samozatrudnienia.”

Sposobu wysyłki

Do wysyłki JPK_VAT będzie konieczne zastosowanie bezpiecznego podpisu elektronicznego albo wykorzystanie profilu zaufanego w ePUaP. Będzie to mogła zrobić także księgowa – tak jak w przypadku wysyłki deklaracji VAT. Jednak podpisu elektronicznego większość małych przedsiębiorców nie ma, a wysyłka przez ePUaP jest skomplikowana, łatwo się w całym procesie pogubić. Można byłoby go usprawnić, aby odbywał się w sposób praktycznie niezauważalny dla przedsiębiorcy, a zarazem był szybki i bezpieczny – mówi Wiktor Sarota, prezes inFakt.

A jakie obawy wobec sposobu wysyłki mają mikroprzedsiębiorcy? Oddajmy im głos:

 „Ewidencje w tym formacie trzeba będzie wysłać nawet, jeśli w danym miesiącu będą zerowe. Trzeba będzie je wysyłać także niezależnie od wysyłki deklaracji VAT. Dodatkowym utrudnieniem jest obowiązek opatrzenia JPK kwalifikowanym  podpisem elektronicznym.”

„Obawy dotyczą skomplikowanej procedury przesyłu danych z aplikacji poprzez ePUaP do Ministerstwa Finansów. Mam negatywne doświadczenia z systemami rządowymi.”

Wyższych kosztów obsługi księgowej

Przedsiębiorcy są zdania, że nowy obowiązek będzie na tyle skomplikowany, że nie obejdzie się bez pomocy ze strony księgowych, którzy w dodatku zwiększą z tego powodu ceny usług.

„System podatkowy jest już i tak bardzo skomplikowany i zamiast iść w kierunku jego uproszczenia, to tylko dodaje się kolejne elementy które jeszcze bardziej go gmatwają.”

„Zwiększa koszty prowadzenia działalności, gdyż nie wyobrażam sobie JPK bez zatrudnienia księgowej.”

„Zbędny obowiązek i dodatkowy koszt, ponieważ biura księgowe podnoszą przez to koszty usług!”

Inwigilacja i bezpieczeństwo danych

Przedsiębiorcy przepytani przez inFakt wskazują również na JPK jako na kolejny sposób inwigilowania obywateli przez aparat państwowy.

„Odczuwam to jako inwigilację podatnika, chciałabym, aby państwo obniżyło podatki a nie tylko nakładało kaganiec na każdego przedsiębiorcę.”

„Wiem, że na rynku jest masa oszustów. Jednak uważam, że obecny kierunek działań rządu prowadzi do jawnej inwigilacji i ucierpią na tym tylko ci, którzy do tej pory działali legalnie, ponieważ przysporzy im to dodatkowej pracy i poświęconego czasu. Oszuści i tak znajdą sposób, jak ominąć nowe regulacje.”

„Jest to kolejna forma inwigilacji i ograniczenia swobody gospodarczej. Nakładanie kolejnych obowiązków na prowadzących działalność powoduje, że szara strefa ma się coraz lepiej.” 

„Jest to szukanie kasy u jednoosobowych działalności przez rząd i pobieranie wrażliwych danych oraz to, że owe dane będą wyciekać.”

JAKIE PLUSY OBOWIĄZKU JPK DOSTRZEGAJĄ PRZEDSIĘBIORCY?

Wśród przedsiębiorców, którzy oceniają JPK zdecydowanie pozytywnie dominują głosy dotyczące możliwości wcześniejszego otrzymania zwrotu VAT-u, ułatwienia przesyłania składek, uporządkowania danych i mniejszej liczby kontroli podatkowych.

„Jeśli nowy program umożliwi wcześniejszy zwrot VAT, to moje odczucia są bardzo pozytywne.”

„Nie widzę problemu. Dobre oprogramowanie lub księgowa wyśle plik za mnie.”

„Usprawni to i przyspieszy rozliczenia VAT z Urzędem Skarbowym.”

„Uważam, że JPK to zasadne narzędzie informatyczno – analityczne, które pomoże w uszczelnieniu systemu podatkowego. Składanie JPK nie powinno być uciążliwe dla przedsiębiorcy pod warunkiem implementacji w systemach księgowych.”

„Myślę że składanie JPK ma sens. Z jednej strony wyeliminuje część oszustw podatkowych, z drugiej strony mam nadzieję, że doprowadzi do zmniejszenia papierologii. “

„Myślę, że obowiązek składania JPK doprowadzi do rzetelnego prowadzenia księgowości przez wszystkich przedsiębiorców, da poczucie sprawiedliwości mikro i małym firmom, zapewni równe szanse w rozwoju firmy. W szczególności doprowadzi do ograniczenia wyłudzenia podatku VAT przez nieuczciwych przedsiębiorców.”

„Dzięki temu US powinny zlecać mniej kontroli rzetelnym firmom.”

„Mam nadzieje, ze zredukuje to ilość pytań ze strony urzędu skarbowego w sytuacjach gdy chce zwrot nadwyżki VAT.”

POSTAWY NEUTRALNE WYNIKAJĄ Z NIEWIEDZY

Uczestnicy badania inFakt, którzy na razie wstrzymują się z jednoznaczną oceną JPK, najczęściej robią tak z niewiedzy. Wiele osób w tej grupie liczy na to, że tematem zajmie się księgowa lub ich program do księgowania.

Kolejna rzecz, którą będzie musiała zrobić moja księgowa.”

“Mała wiedza o JPK sprawia, że nie czuję się pewnie w tym temacie. Mam nadzieję, że program księgowy będzie do tego przygotowany i znajdę tam wszystkie niezbędne informacje, jak składać JPK.”

Równie liczna grupa dostrzega w równym stopniu plusy i minusy takiego rozwiązania.

„Nie mam nic przeciwko samej idei JPK, jednak biorąc pod uwagę swoje doświadczenie w branży IT oraz wiedzę na temat jakości przygotowanych rozwiązań w naszym sektorze publicznym, mam obawy, czy aby na pewno wszystko będzie działać tak, jak należy. Nie odpowiada mi za to przesyłanie JPK co miesiąc – po to wybrałem kwartalny sposób rozliczania, aby nie siedzieć w każdym miesiącu nad sprawami księgowymi, a teraz nie będę miał wyjścia.”

„Mogą być problemy, jak pominie się jakąś mało istotną fakturę, ale ogólnie może to pozytywnie wpłynąć na systematykę pracy.”

„Sama idea nie jest zła, niemniej jednak znacznie utrudnia prowadzenie działalności gospodarczej mikro i małym przedsiębiorcom. Moim zdaniem wielu przedsiębiorców będzie mało dużo problemów z wysyłką m.in. struktury JPK_FAKTURA, nawet używając udostępnionego przez MF programu Excel. Z doświadczenia wiem, że przedsiębiorcy popełniają wiele błędów, a są i tacy, którzy nie potrafią obsługiwać komputera do tego stopnia bądź w ogóle go nie posiadają.”

„Wady: dodatkowa praca/ewentualny koszt. Zaleta: wyższa ściągalność VAT – jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia, nie powinien się przejmować”

“Jeśli pomoże to w walce z wyłudzeniami VAT-u, to jestem za. Jeśli natomiast ma to być narzędzie do kwestionowania większości kosztów firm, to jestem przeciw.”

“Z jednej strony przynosi dodatkowe obowiązki z drugiej może pozwoli wykazać nieprawidłowości oraz zmotywować do terminowego opłacania faktur.”

Czy rzeczywiście jest się czego obawiać? Aneta Socha, ekspert kadrowo-podatkowy inFakt:

Aneta Socha, ekspert kadrowo-podatkowy inFakt
Aneta Socha, ekspert kadrowo-podatkowy inFakt

JPK dla mikroprzedsiębiorców jest w ostatnim czasie tematem bardzo szeroko omawianym. Przypomnę, że struktura JPK_VAT, którą od 1 stycznia będą składać także mikroprzedsiębiorcy będący czynnymi podatnikami VAT, jest niczym innym jak wykazem informacji z rejestru sprzedaży i rejestru zakupów. Można powiedzieć, że jest to uzupełnienie deklaracji VAT. Deklaracja VAT zawiera dane liczbowe, a JPK_VAT jest jej uzupełnieniem o szczegółowe dane kontrahentów.

System ten został wprowadzony, aby urzędy miały dokładniejsze dane, szybszą możliwość ich sprawdzenia i łatwiejszy sposób przeprowadzenia kontroli. Oczywiście jest to dodatkowy obowiązek dokumentacyjny, ale dzięki niemu szybciej możemy odnieść się do pytań czy też wątpliwości urzędu. Postępowania wyjaśniające i kontrole będą prawdopodobnie mniej kosztowne i mniej czasochłonne – w większości przypadków będzie można wszystko wyjaśnić telefonicznie lub mailowo, bez konieczności osobistej wizyty w urzędzie.

KNF i NBP rozpoczynają kampanię ostrzegającą przed inwestowaniem w kryptowaluty

Po środowej zgodnej z oczekiwaniami rynku i trzeciej w tym roku podwyżce stóp procentowych przez Federalny Komitet Otwartego Rynku o 25 pkt. bazowych, na wartości traci amerykański dolar. Co więcej, Fed prognozuje dobre dane dla amerykańskiej gospodarki na rok 2017 i 2018 oraz oczekuje trzech kolejnych podwyżek stóp w przyszłym roku. Z kolei dzisiejsza decyzja EBC w sprawie stóp procentowych – zdaniem analityków – nie przyniesie zmian. Bitcoin po tym, jak 8 grudnia był najdroższy w historii (ponad 18 tys. USD), w ciągu ostatnich dni nie pnie się już tak ostro w górę i ustabilizował się na poziomie ponad 16 tys. USD. Tymczasem NBP i KNF rozpoczynają kampanię, która ma ostrzegać przed ryzykiem związanym z inwestowaniem w kryptowaluty.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,66%), brytyjskiego funta (-0,74%), dolara kanadyjskiego (-0,29%), dolara australijskiego (-1,29%) oraz japońskiego jena (-0,62%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,182, GBP/USD – 1,343, USD/CAD – 1,282, AUD/USD – 0,766 i USD/JPY – 112,7. Euro jest minimalnie silniejsze wobec japońskiego jena (+0,01%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,88. Złotówka zyskuje do dolara, traci do euro oraz funta i pozostaje na podobnym poziomie do franka szwajcarskiego. W czwartek rano dolar kosztuje 3,57 zł, euro – 4,22 zł, funt – 4,79 zł, a frank szwajcarski – 3,62 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,05%, frankfurcki indeks DAX – o 0,44%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,51%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,05%, meksykański indeks Bolsa zyskał 1,21%, a brazylijski indeks Bovespa obniżył się o 1,22%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,28%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,32%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,28%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej drugi dzień z rzędu idą w dół. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,44 USD (-1,44%), a ropy WTI – 56,6 USD (-0,95%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 65 USD. Z kolei ceny złota po wcześniejszych spadkach idą w górę. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1256 USD. To 14 USD więcej (+1,13%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Stopa bezrobocia, listopad – 5,4% (prognoza 5,4%)
  • 3:00 – Chiny – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 6,1% (prognoza 6%)
  • 6:40 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), październik – 5,9% (prognoza 5,9%)
  • 9:00 – Hiszpania – Inflacja CPI (r/r), listopad – 1,7% (prognoza 1,6%)
  • 9:30 – Szwajcaria – Decyzja ws. stóp procentowych, IV kw.
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 62 pkt.)
  • 9:30 – Niemcy – Indeks PMI dla usług, grudzień (prognoza 54,6 pkt.)
  • 10:00 – Szwajcaria – Wystąpienie szefa SNB
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 59,6 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, grudzień (prognoza 56 pkt.)
  • 10:00 – Norwegia – Decyzja ws. stóp procentowych, grudzień
  • 10:30 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna (r/r), listopad (prognoza 0,3%)
  • 13:00 – Wielka Brytania – Decyzja ws. stóp procentowych, grudzień
  • 13:00 – Wielka Brytania – Protokół z posiedzenia Banku Anglii, grudzień
  • 13:45 – Strefa euro – Decyzja ws. stóp procentowych, grudzień
  • 14:00 – Polska – Saldo rachunku bieżącego, październik (prognoza 160 mln EUR)
  • 14:30 – USA – Sprzedaż detaliczna (m/m), listopad (prognoza 0,3%)
  • 14:30 – Strefa euro – Konferencja prasowa po posiedzeniu EBC, grudzień
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu, grudzień (prognoza 54 pkt.)
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla usług, grudzień (prognoza 55 pkt.)
  • 18:40 – Kanada – Wystąpienie szefa Banku Kanady

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Coraz bliżej MSSF 16 – nowe zasady księgowania umów najmu

1 stycznia 2019 roku wejdzie w życie nowy standard rachunkowości dotyczący wynajmu – MSSF 16. Jak informuje raport JLL „MSSF 16 – co przyniesie przyszłość?”, wejście w życie nowych regulacji będzie oznaczać spore zmiany zwłaszcza dla leasingobiorców, w tym najemców powierzchni biurowych. Jak zareaguje na nie rynek nieruchomości? Zdaniem JLL, możliwa będzie presja ze strony firm na skracanie okresów najmu, ograniczenie liczby transakcji typu “sale and leaseback” oraz zdynamizowanie rozwoju elastycznych przestrzeni biurowych i co-workingowych. Natomiast w ujęciu długoterminowym wpływ nowych przepisów na wolumeny najmu powierzchni powinien być ograniczony.

MSSF 16 został ustanowiony przez Międzynarodową Radę Sprawozdawczości Finansowej (MRSF) w styczniu 2016 roku i jest wiążący dla okresów rachunkowych rozpoczynających się po 1 stycznia 2019 (dopuszczalna jest wcześniejsza aplikacja przez spółki wprowadzające również MSSF 15, który dotyczy przychodów).

„Z perspektywy właścicieli nieruchomości, zmiany wprowadzone przez MSSF 16 nie są znaczące i, poza umowami podnajmu, leasingodawca nie musi dokonywać istotnych korekt w dacie przejścia na nowy standard. Natomiast istotne modyfikacje zostały wprowadzone w modelu rozpoznania kosztów przez leasingobiorcę, czyli np. najemcę powierzchni biurowej, w związku z czym MSSF 16 będzie miał odczuwalny wpływ szczególnie na spółki, dla których forma leasingu operacyjnego stanowiła istotne źródło finansowania pozabilansowego”, tłumaczy Tomasz Król, Senior Manager, Dział Rozwiązań Biznesowych, JLL.

Co to oznacza? Obowiązująca obecnie forma leasingu operacyjnego nie będzie już dostępna za wyjątkiem umów krótkoterminowych (do 12 miesięcy) oraz umów dotyczących aktywów o niskiej wartości (która nie została jednoznacznie zdefiniowana w standardzie, natomiast interpretacje MRSF wskazują na wartość do 5 000 USD). Wszystkie pozostałe umowy muszą zostać uwzględnione w bilansie w podobny sposób, jak obecnie ma to miejsce w przypadku umów spełniających kryteria leasingu finansowego.

„Nowe standardy dotyczące leasingu to nie tylko temat ważny dla działów księgowości, ale całej organizacji, w tym działów odpowiedzialnych za nieruchomości, procesy podatkowe, prawne czy IT. Dlatego jednym z najważniejszych kroków w zaplanowaniu nowego sposobu raportowania jest uwzględnienie wszystkich stron w przygotowaniu do zmiany i zidentyfikowaniu obszarów, które ta zmiana potencjalnie dotknie”, dodaje Tomasz Król.

MSSF 16 a rynek nieruchomości komercyjnych

Jak podkreśla raport JLL, ze względu na fakt, że nowe regulacje wskazują na konieczność uwzględniania długoletnich zobowiązań leasingowych w bilansie spółek, możliwa jest presja ze strony firm na skracanie okresów najmu.

„Aktualnie w Polsce umowy najmu biur są zawierane przeważnie na okres pięciu lat. Po wejściu zmian w życie, może wzrosnąć popularność tzw. break options, czyli możliwości rozwiązania umowy po okresie 3 lat. Co ciekawe, nowe zasady mogą pozytywnie wpłynąć na rynek starszych nieruchomości biurowych, które są w stanie oferować krótsze okresy najmu niż w przypadku zupełnie nowych inwestycji. W starszym budynku biurowym można zawrzeć np. trzyletnią umowę, która będzie w mniejszym stopniu wpływała na bilans spółki”, komentuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Zdaniem JLL, MSSF 16 może wpłynąć również na ograniczenie liczby transakcji typu “sale and leaseback”, polegających na tym, że właściciel budynku, sprzedając go podmiotowi zewnętrznemu, staje się najemcą wcześniej posiadanej nieruchomości. Takie rozwiązanie na rynku polskim nigdy nie było zbyt popularne, a wprowadzane zmiany w zasadach księgowych mogą jeszcze bardziej zminimalizować segment tego typu transakcji.

„Z drugiej strony nowy standard może zwiększyć chęć nabywania lub realizowania biurowców na swoje potrzeby, a nie wynajmowanie powierzchni. Zwróćmy jednak uwagę, że sam proces zakupu dobrze ulokowanej działki i realizacji inwestycji jest bardzo specjalistyczny, skomplikowany i czasochłonny. Z kolei zakup już istniejącego biurowca stawia przed kupującym szereg wyzwań, jak na przykład dopasowanie wielkości budynku do rzeczywistego zapotrzebowania na powierzchnie konkretnego najemcy”, dodaje Mateusz Polkowski.

Jak prognozuje JLL, innym rozwiązaniem, które z pewnością pojawi się na rynku, jest wykształcenie się podmiotów, które będą wynajmowały duże części budynków biurowych (piętro, kilka pięter) lub wręcz całe budynki biurowe na okres np. 10 lat i później podnajmowały na znacznie krótsze okresy powierzchnię biurową innym firmom. Już obecnie niektóre firmy przymierzają się do tego typu działalności.

MSSF 16 może też istotnie wpłynąć na jeszcze szybszy rozwój elastycznych przestrzeni biurowych i biur co-workingowych. Takie koncepty oferują krótkie i elastyczne umowy lub członkostwo, a zgodnie z nowym standardem zobowiązania najmu do 12 miesięcy nie będą musiały być ujmowane w bilansie spółek.

„Nowe standardy księgowe będą stopniowo wpływać na obraz rynku najmu powierzchni biurowych w Polsce. Należy jednak pamiętać, że popyt na biura w naszym kraju systematycznie rośnie, szczególnie w miastach poza Warszawą. Dlatego wpływ nowych przepisów na wolumeny najmu powierzchni powinien być ograniczony, ponieważ większość firm będzie dalej wynajmować biura, a nie realizować własne inwestycje. Główne zmiany sprowadzą się przede wszystkim do elastyczności umów najmu, do których rynek będzie się powoli dostosowywał”, podsumowuje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Stopy procentowe tematem numer 1

Koniec roku przynosi serię bardzo ważnych posiedzeń banków centralnych. Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami podniesiono stopy procentowe w USA. Dzisiaj również, nie zaskakując rynków Szwajcarzy utrzymali stopy procentowe.

Stopy procentowe w USA w górę

Wczoraj o 20:00 zgodnie z oczekiwaniami na posiedzeniu FED doszło do podwyżki stóp procentowych w USA. Wzrosły one o 0,25%. Było to zgodne z oczekiwaniami analityków, którzy niemal jednogłośnie przewidywali taki scenariusz. Co ciekawe wskazywano nie tylko na możliwość braku podwyżki, ale również na możliwy większy ruch. Również notowania kontraktów na stopę procentową wskazywały właśnie na taki wariant. Prognozy na 2018 rok, również nie uległy zmianie. Oznacza to, że należy oczekiwać 2-3 podwyżek oraz kontynuacji redukcji sumy bilansowej FED, która narosła gwałtownie w trakcie kryzysu. Jaki to wszystko miało wpływ na rynki? Po samych danych dolar zaczął delikatnie tracić względem głównych walut. Dlaczego pomimo wzrostu stóp procentowych pieniądze odpływały? Powodem był fakt, że inwestorzy liczyli na silniejszy ruch lub zapowiedź silniejszych działań w przyszłości. Oczekiwania te mogły być zbudowane na podstawie dobrych danych makroekonomicznych spływających w ostatnim czasie. Chodzi tutaj najprawdopodobniej głównie o najniższe bezrobocie od 2000 roku oraz rosnącą inflację, która już teraz przekroczyła cel inflacyjny FED.

W Szwajcarii bez zmian

W tle oczekiwania na Amerykanów odbyło się dzisiaj rano również posiedzenie w sprawie stóp procentowych w Szwajcarii. Narodowy Bank utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Co ciekawe pomimo ostatniego osłabienia się franka w dalszym ciągu uważany jest on w komunikacie za wysoko wycenianego. W tym kontekście warto przypomnieć, że od początku roku frank osłabił się względem euro o około 10%. Co to oznacza? Jeżeli frank wciąż jest uważany za zbyt drogiego, a podwyżka stóp procentowych powinna go umacniać, można spodziewać się, że kolejne podwyżki będą mocniej odsunięte w czasie. Potwierdza to tezę, że w 2018 roku zmiana stóp procentowych na franku jest mało prawdopodobna. To bardzo dobra informacja dla kredytobiorców frankowych na nadchodzący rok. Jak zareagowały rynki? Słysząc o przewartościowaniu i możliwych akcjach osłabiających inwestorzy wycofywali się delikatnie z franka. W efekcie osłabił się on o około 1 grosz.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 13:45 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych, konferencja prasowa ok. 14:30,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polskie instytucje finansowe pozytywnie oceniają swój stopień przygotowania do RODO

3 na 4 przedstawicieli polskiego sektora bankowego biorących udział w najnowszym badaniu Linux Polska uważa stopień przygotowania swojej instytucji na moment obowiązywania RODO jako dobry albo bardzo dobry. Jednak w większości przypadków prace te nadal trwają – za zakończone uznał je tylko co dziesiąty ankietowany. Respondenci wskazali na wyzwania związane wprowadzeniem unijnej regulacji, takie jak niejasności dotyczące ostatecznego kształtu przepisów (54 proc. pytanych). Kto jest odpowiedzialny za przygotowanie do RODO_14-12-2017
Z drugiej strony sektor finansowy, dostrzega również możliwe pozytywne skutki wprowadzenia nowego prawa. Prawie 83 proc. ankietowanych jest zdania, że RODO zwiększy zaufanie klientów do banków.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Linux Polska w listopadzie tego roku,
57 proc. przedstawicieli polskiego sektora finansowego ocenia stopień przygotowania swojej instytucji do RODO jako dobry, a 17 proc. nawet jako bardzo dobry. Oznacza to, że niemal 3 na 4 przedstawicieli branży uważa, że prace związane z przygotowaniem do nowego prawa przebiegają w sposób planowy.RODO

Nowa unijna regulacja zacznie obowiązywać już w maju 2018 r. Dla jednej czwartej respondentów, którzy uważają stopień przygotowania swojej instytucji za niewystarczający to już ostatni dzwonek, aby przyspieszyć prace. Aby przebiegały one sprawnie, a dana instytucja miała pewność, że zdąży na czas, należy działać wedle ustalonego planu. Pierwszym krokiem powinno być przeanalizowane, w jaki sposób dane są pozyskiwane i przechowywane, a następie wykorzystywane. Następnie należy się zastanowić, jak można efektywnie zminimalizować ilość przetwarzanych informacji. Kolejny etap, to inwestowanie w rozwiązania IT, które są zgodne z wymogami stawianymi przez RODO – mówi Marek Najmajer, ekspert Linux Polska.

Pomimo optymizmu dotyczącego stopnia zaawansowania przygotowań, jedynie 13 proc. respondentów przyznało, że prace zostały całkowicie ukończone. Pozostałe 87 proc. odpowiedziało, że wdrożenie zmian nadal trwa. Linux Polska zapytał przedstawicieli sektora bankowego również o to, kto w reprezentowanych przez nich instytucjach odpowiada za przygotowania do nowych regulacji. W ponad jednej trzeciej przypadków (35 proc.) jest to zarząd lub wyznaczony członek zarządu, co może świadczyć o tym, że banki traktują tę kwestię w sposób strategiczny. Ale w prace włączone są także działy prawne i zespoły IT (odpowiednio 32 i 27 proc. ankietowanych), co wskazuje na to, że firmy podchodzą w sposób kompleksowy do wprowadzenia nowych zasad dotyczących bezpieczeństwa danych osobowych.

Nowe zasady przechowywania danych

RODO wprowadza szereg zmian dotyczących zasad administrowania danymi osobowymi klientów banków i użytkowników bankowości elektronicznej. Jako wymóg stanowiący największe wyzwanie dla instytucji finansowych ankietowani wskazali ograniczenie przechowywania danych (33 proc.). Na drugim miejscu (prawie 28 proc.) znalazło się ograniczenie celu wykorzystania danych. Nieco, ponad co piąty ankietowany wymienił obowiązek powiadomienia konsumentów o naruszeniu bezpieczeństwa danych osobowych w ciągu 72 godzin od wykrycia takiego zdarzenia. Ostatnie miejsce, z 16,6 proc. wskazań zajmuje minimalizacja gromadzonych danych.RODO 2

Wyniki badania bardzo dobrze oddają rzeczywiste problemy techniczne i organizacyjne. Np. kwestia trwałego usunięcia danych po ustaniu celu przetwarzania bądź na żądanie podmiotu wymaga jeszcze dodatkowo interpretacji, gdyż skrajne podejście do tego zagadnienia okazałoby się często niewykonalne technicznie. Ograniczenie przetwarzania wymaga z jednej strony zmiany wielu formularzy i odpowiednich struktur danych, z drugiej strony może mieć wpływ na przepływy danych w systemach CRM, hurtowniach danych, które zbierają dane z systemów głównych i często używają do lepszej analizy potencjału nabywczego klienta. Myślę, że trochę niedoceniany jest obowiązek powiadamiania w ciągu 72 godzin o naruszeniu bezpieczeństwa, wycieku danych osobowych. Ten krótki czas musi bowiem starczyć na analizę przyczyny, zakresu i wpływu oraz ostatecznie powiadomienia klienta i kontrolera. Jeśli chce się to zrobić należycie, wymagać to może dużo czasu na przygotowanie rozwiązań informatycznych i organizacyjnych. Minimalizacja gromadzonych danych być może dlatego nie została tak szeroko dostrzeżona jako problem, gdyż w dużej mierze dotyczy to procesów biznesowych i biurokratycznych przyzwyczajeń, które niekoniecznie są obszarem odpowiedzialności departamentów IT. Wielkim nieobecnym w badaniach są oczywiście kwestie techniczne bezpieczeństwa systemów. Nie zapominajmy, że RODO dotyczy go w pierwszym rzędzie, rozbudowując tylko infrastrukturę ochrony o kwestie organizacyjno-procesowe, tak aby wzmocnić najsłabszy czynnik wszystkich systemów bezpieczeństwa tj. człowieka – użytkownika, operatora, administratora – mówi Marek Najmajer, Linux Polska.

Jeśli chodzi o największe trudności związane z przygotowaniem firmy na moment obowiązywania nowej unijnej regulacji, pierwsze miejsce bezsprzecznie zajmują wątpliwości związane z ostatecznym kształtem przepisów, na co zwróciło uwagę aż 54 proc. ankietowanych. Wskazanie takiej odpowiedzi po pierwsze może wynikać z faktu, iż każdy kraj członkowski UE posiada pewien zakres swobody, co do szczegółowego kształtu, w jakim przepisy zostaną wprowadzone. Po drugie, to, jak w praktyce będzie wyglądać kwestia nakładania ewentualnych kar finansowych za nieprzestrzeganie nowego prawa, będzie dopiero wiadome po pierwszych wyrokach sądów w podobnych sprawach. Drugie miejsce na liście (27 proc.) zajęły duże nakłady finansowe potrzebne do przygotowania firmy na obowiązywanie nowej regulacji.

Kluczowa rola infrastruktury IT

W dobie gospodarki cyfrowej, przygotowanie do RODO jest nie tylko przedsięwzięciem prawnym, ale również wymaga dodatkowych działań, np. weryfikacji i usprawnienia istniejącej infrastruktury IT, odpowiedzialnej za administrowanie i bezpieczeństwo danych osobowych. Osoby biorące udział w badaniu jednomyślnie przyznały, że nowe przepisy skłoniły reprezentowane przez nie instytucje do zwiększenia wydatków na bezpieczeństwo IT, z czego w prawie jednej trzeciej przypadków w znacznym stopniu. Co więcej, aż 9 na 10 instytucji z sektora bankowego planuje wdrożyć dodatkowe rozwiązania wspierające bezpieczeństwo danych klientów.RODO 3

Zmiany, które niesie ze sobą unijna regulacja, w praktyce oznaczają, że pewna część systemów IT stosowanych na co dzień np. w bankach nagle okaże się istotnym czynnikiem ryzyka operacyjnego, mimo że od wielu lat działała bez zarzutu. Całkowita wymiana oprogramowania dbającego o bezpieczeństwo danych osobowych, byłaby niezmiernie kosztowna. Dlatego dobrą informacją dla branży jest, że taka rewolucja nie jest konieczna. Alternatywnym podejściem jest skupienie się na zapewnieniu jak najszybszego obniżenia poziomu ryzyka poprzez skupienie się na najbardziej niezgodnych procesach i aplikacjach oraz ograniczeniu ilości modyfikacji w istniejących już, tych najbardziej trudnych do przekształcania aplikacjach i otoczenie ich rozwiązaniami czuwającymi nad przepływem danych, które w efekcie zapewnią zgodność z obowiązującą od wiosny przyszłego roku unijną regulacją. W tym kontekście najważniejsze jest zastosowanie takich narzędzi, które pozwolą na śledzenie nieupoważnionych prób pozyskania danych osobowych i rejestrację takich działań – radzi Marek Najmajer, Linux Polska.

Jak pokazują wyniki badania Linux Polska, prawie połowa instytucji zaangażuje do pomocy firmę zewnętrzną, by przygotować stosowaną dotychczas infrastrukturę IT na obowiązywanie RODO.

Zmiany są potrzebne RODO 3

Prawie 83 proc. ankietowanych uważa, że RODO zwiększy zaufanie klientów do banków. Jak zaznacza Marek Najmajer, Linux Polska, to dobry sygnał nie tylko dla branży, ale przede wszystkim dla użytkowników bankowości elektronicznej, którzy oczekują poprawy bezpieczeństwa oraz posiadania większej kontroli nad tym, w jaki sposób i komu są udostępniania ich dane. Według Opinium Reserach 74 proc. Polaków uważa, że bezpieczeństwo bankowych systemów uwierzytelniania wymaga poprawy, a aż 80 proc. przyznaje, że obawia się, że ich dane wpadną w niepowołane ręce.

 

AKCENTA: W 2018 r. złoty się umocni, ale…

Analitycy instytucji płatniczej AKCENTA zakładają, że Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe w 2018 r. – wcześniej niż zapowiada. Zdaniem ekspertów wpłynie to na umocnienie się polskiej waluty. O ile silny złoty może odbić się na marżach części eksporterów, to sam eksport powinien utrzymać tempo. Instytucja prognozuje, że w nadchodzącym roku jego dynamika, choć nieco słabsza, pozostanie wysoka, w granicach 5-8% r/r. Natomiast import będzie rósł szybciej, o 9-11% r/r.

Kursy walut odgrywają bardzo ważną rolę w polskim handlu zagranicznym. Od nich często zależy opłacalność eksportu lub importu oraz marże przedsiębiorstw prowadzących wymianę międzynarodową. Czego w 2018 r. mogą się spodziewać na rynku walutowym polscy eksporterzy i importerzy? Analitycy AKCENTY, instytucji płatniczej od 20 lat działającej na rynku finansowym, wskazują, że w nadchodzącym roku złotówkę czeka umocnienie w stosunku do dolara i euro. W przypadku ważnych dla polskiego eksportu funta brytyjskiego i czeskiej korony, kurs złotego pozostanie stabilny. – Spodziewana przez nas aprecjacja PLN w granicach 2-3% nie powinna negatywnie odbić się na polskim wywozie. Ewentualny wyższy wzrost wartości złotówki, o 5-10%, w połączeniu z większym tempem wzrostu krajowych płac względem strefy euro może mieć negatywny wpływ na rentowność polskich firm eksportowych, jednak w małym stopniu na dynamikę samej sprzedaży zagranicznej – komentuje Miroslav Novák, główny analityk instytucji płatniczej AKCENTA.

Czy NBP wejdzie do akcji?

Na chwilę obecną Narodowy Bank Polski, na czele z prezesem Adamem Glapińskim, zakłada, że stopy procentowe wzrosną najwcześniej pod koniec przyszłego roku. Jednakże polska gospodarka bardzo dobrze się rozwija, rośnie też PKB. Wynika to zarówno z czynników wewnętrznych, np. rosnącej konsumpcji gospodarstw domowych, jak i czynników zewnętrznych. Polska korzysta bowiem także na wzroście gospodarki europejskiej. Wszystko wskazuje na to, że ten pozytywny trend utrzyma się również w 2018 r., wskazuje analityk AKCENTY. – Sądzę, że w nadchodzącym roku bardzo niskie bezrobocie i przyśpieszanie wzrostu płac w Polsce przejawi się w rosnącej presji inflacyjnej. W przypadku szybszego, niż zakłada NBP, wzrostu inflacji przedstawiciele polskiego banku centralnego będą musieli rozważyć zmianę planów i wcześniejsze podniesienie stóp procentowych – mówi Miroslav Novák z AKCENTY i dodaje, że taka decyzja pozytywnie wpłynie na umocnienie złotego.

W 2018 r. euro będzie tańsze

Euro jest jedną z najważniejszych walut z punktu widzenia polskiej wymiany międzynarodowej. Według prognoz instytucji płatniczej AKCENTA, złoty umocni się w nadchodzącym roku względem wspólnej waluty. – Zakładamy, że w 2018 r. NBP zacznie podnosić stopy procentowe wcześniej niż Europejski Bank Centralny. Poza tym polska gospodarka ma pozytywne perspektywy rozwoju i będzie korzystać z rozwoju na rynkach emerging markets – argumentuje analityk AKCENTY. Konwergencja gospodarcza między Polską a strefą euro będzie w 2018 r. przebiegać poprzez umocnienie złotego. Prognozowany kurs EUR/PLN będzie wg AKCENTY oscylował w nadchodzącym roku wokół poziomu 4,20 zł w I kw., 4,15 zł w I połowie roku i 4,10 zł na jego koniec.

Dolar także osłabnie względem złotego

Jeszcze większego umocnienia złotego możemy się spodziewać względem waluty Stanów Zjednoczonych. Szczytowa faza cyklu gospodarczego i mniejsze prawdopodobieństwo szybkiego podniesienia stóp procentowych w USA znajdzie odzwierciedlenie w osłabieniu USD. Amerykańskiej walucie nie pomoże też zmiana na stanowisku prezesa FED. J. Yellen zastąpi J. Powell, który nie jest zwolennikiem szybkiego podnoszenia stóp. W 2018 r. gospodarka amerykańska będzie korzystać z ekspansywnej polityki fiskalnej prezydenta Trumpa. Stany Zjednoczone czeka m.in. reforma podatkowa, która przyczyni się prawdopodobnie do wzrostu zadłużenia USA, a historia pokazuje, że w czasach rosnącego zadłużenia USD zazwyczaj się osłabia. W 2018 r. analityk AKCENTY przewiduje, że dolar będzie kosztował około 3,50 zł w I kw., 3,40 w I półroczu, a pod koniec roku jego kurs może spaść nawet do poziomu 3,28 zł. – W amerykańskiej walucie przedsiębiorstwa z Polski rozliczają się nie tylko z kontrahentami z USA, ale i z większością krajów z poza UE. Tańszy dolar może więc odbić się na marżach eksporterów wysyłający towary poza wspólny rynek. W nadchodzącym roku firmy te powinny skupić się na zabezpieczeniu swoich marż przed niekorzystnymi zmianami notowań. Na polskim rynku znajdą narzędzia temu służące, takie jak transakcje forward, zabezpieczające kurs wymiany do czasu realizacji transakcji i to zarówno w ofercie banków, jak i wyspecjalizowanych w obsłudze walutowej instytucjach płatniczych. Przykładowo, w AKCENCIE oferujemy naszym klientom takie rozwiązanie za darmo – podkreśla Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY.

Na Wyspach i w Czechach eksporterzy odetchną

Z punktu widzenia eksporterów ważne są również waluty najważniejszych po Niemczech,  odbiorców towarów z Polski – Wielkiej Brytanii i Czech. Wartość sprzedaży zagranicznej do każdego z tych krajów w zeszłym roku przekraczała 52 mld zł. W nadchodzących dwunastu miesiącach analitycy AKCENTY nie przewidują jednak większych wahań GBP i CZK w parze ze złotym. Jak wskazuje analityk AKCENTY, Miroslav Novák, sfinalizowanie porozumienia dotyczącego relacji Wielkiej Brytanii z UE powinno zapobiec kolejnemu osłabieniu GBP w stosunku do EUR. – W 2018 r. gospodarka brytyjska najprawdopodobniej już skwantyfikuje koszty Brexitu. Zmniejszenie niepewności związanej z tym procesem pozytywnie wpłynie na wzrost gospodarczy na Wyspach. Szacuję, że obie waluty – polski złoty, jak i brytyjski funt umocnią się względem euro ­- ich wzajemny kurs pozostanie więc w stagnacji. Zakładam, że w I kw. możemy obserwować notowania funta w okolicach 4,77 zł, w I półroczu ok. 4,88 zł, a pod koniec 2018 r. ponownie w pobliżu 4,77 zł – wylicza Miroslav Novák.

U naszych południowych sąsiadów, Czech spodziewany jest dalszy rozwój gospodarki, choć nieco wolniejszy ze względu na już wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych czeskich firm oraz negatywny wkład handlu zagranicznego do PKB. Według AKCENTY nawet szybszy wzrost stóp procentowych w Czechach nie będzie miał większego wpływu na umocnienie CZK w stosunku do PLN, szczególnie, że również polski bank centralny będzie w 2018 r. zmuszony do podjęcia takiego kroku. Mimo że w Czechach istnieje ryzyko polityczne, to nie zahamuje ono raczej wzrostu czeskiego PKB i umocnienia CZK, uważa analityk AKCENTY i prognozuje, że kurs CZK/PLN w 2018 r. powinien być bardzo stabilny i oscylować wokół poziomu 0,166 w I kw.,  0,168 w I połowie roku i na jego koniec ok. 0,167 zł.

Czy roboty wygryzą nas z roboty?

Brak jednomyślności wśród członków FOMC osłabił dolara

W reakcji na łagodny Fed możliwe globalne krótkookresowe umocnienie notowań obligacji skarbowych. Złoty stracił na wartości wspierany utrzymaniem przez Fed zamiaru dalszych podwyżek stóp w kolejnych latach. Brak grudniowej jednomyślności wśród członków FOMC osłabił zaś dolara.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej przed środowym posiedzeniem Fed obserwować można było stabilne notowania. Jeszcze na początku dnia przeważały wzrosty rentowności instrumentów na dłuższym końcu krzywej dochodowości. Była to reakcja na przecenę na rynku globalnym, gdzie inwestorzy sprzedawali papiery skarbowe w oczekiwaniu na kolejną podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo lekką przecenę papierów wspierała publikacja danych nt. produkcji przemysłowej w strefie euro, która zaskoczyła wyższą dynamiką wzrostu w październiku. Przy braku istotniejszych wydarzeń w kraju na krótkim końcu krzywej dochodowości nie doszło do żadnej zmiany notowań ani na rynku papierów skarbowych ani na rynku instrumentów pochodnych. W dalszej części dnia jednak opublikowana nieco niższa od oczekiwań inflacja bazowa w USA wzmocniła wyceny obligacji, które powróciły do poziomów z początku sesji.

Zgodnie z oczekiwaniami FOMC zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych o 25 pb. do 1,25%-1,50%. Decyzja o zaostrzeniu polityki pieniężnej została podjęta mimo, że bank centralny zwrócił uwagę na wciąż niską presję inflacyjną. Warto też zwrócić uwagę, że decyzja nie była jednogłośna, Charles L. Evans i Neel Kashkari opowiedzieli się za pozostawieniem stóp procentowych bez zmian. Tym samym mimo podwyżki stóp treść komentarza okazała się dosyć łagodna.

Fed przedstawił też informację dotyczącą oczekiwanych zmian w zakresie trendów makroekonomicznych. Prognozowane zmiany inflacji praktycznie nie różniły się od tych prezentowanych w poprzednich projekcjach z września (w przypadku PCE i core PCE zakładany jest bardzo powolny powrót w okolice 2,0%). Istotnie skorygowane w górę zostały natomiast oczekiwania w zakresie przyszłego wzrostu gospodarczego. Dynamika wzrostu PKB została skorygowana w górę o 0,1 pkt. proc. w 2017 r. do 2,5% i aż o 0,4 pkt. proc. w 2018 r. do 2,5%. Bank centralny zakłada też spadek stopy bezrobocia poniżej 4,0%. Z punktu widzenia rynku istotne jest też to, że Fed utrzymał zamiar podwyżki stóp procentowych w 2018 r. o kolejne 75 pb., a w perspektywie 2020 r. nawet podniósł oczekiwany poziom stóp. Tak silna kontynuacja cyklu podwyżek stóp nie jest obecnie wyceniana przez rynek i miałaby negatywny wpływ na rynek stopy procentowej. Prezes Fed J. Yellen wspomniała też, że czynnikiem, który mógłby doprowadzić do szybszego wzrostu gospodarczego byłoby wprowadzenie reform podatkowych w USA (aktualnie w Kongresie trwają prace nad ujednoliceniem zatwierdzonych przez obie izby propozycji).

Po posiedzeniu Fed rentowności US Treasuries spadły, co wiązało się z wyrażanymi przez Fed umiarkowanymi oczekiwaniami w zakresie przyszłej ścieżki inflacji w USA. Niemniej, w średnim terminie perspektywa kontynuacji cyklu podwyżek stóp procentowych w USA nie pozwoli na silniejsze umocnienie notowań obligacji skarbowych i wciąż będzie ciążyć rynkowi długu, pośrednio również w kraju.

Podczas czwartkowej sesji na lokalnym rynku możliwe jest lekkie umocnienie notowań obligacji w reakcji na łagodny Fed. Ważnym wydarzeniem w czwartek będzie posiedzenie EBC, jednak w tym przypadku raczej trudno jest oczekiwać większego wpływu na rynek.

Rynek stopy procentowej

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W środę najważniejszym wydarzeniem na rynkach finansowych było posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, podczas którego zadecydowano (zgodnie z oczekiwaniami) o podwyżce stóp procentowych o kolejne 25 pb. do poziomu 1,25-1,50%. To piąta podwyżka w ramach rozpoczętego dwa lata temu cyklu. Grudniowa decyzja nie zapadła jednogłośnie. Przeciwko podwyżce zagłosowało aż dwóch z dziewięciu członków FOMC, Charles Evans oraz Neel Kashkari. Natomiast bez większych zmian względem września pozostały deklaracje członków Fed względem przyszłej ścieżki podwyżek stopy funduszy federalnych. Większość spodziewa się trzech podwyżek w 2018 roku, następnie na koniec roku 2019 stopa funduszy federalnych miałaby wzrosnąć do 2,7%, a rok później do 3,1%.  Bardziej optymistyczne niż trzy miesiące temu były za to projekcje makroekonomiczne FOMC, co jednak nie zmieniło łagodnego odbioru posiedzenia przez rynek dolara. W rezultacie, kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,184. Najprawdopodobniej na nastrojach zaważyły gołębie postawy Evansa oraz Kashkarigo.

Patrząc ogólnie rok 2017 był przełomowy dla amerykańskiej polityki monetarnej. W ciągu ostatnich 12-miesięcy Fed dokonał trzech podwyżek stóp procentowych po 25 pb. każda (obok grudniowej miały one miejsce w marcu i w czerwcu), zadecydowano o uruchomieniu programu redukcji sumy bilansowej (zapowiedziano jednak, że będzie to proces powolny, początkowo w tempie 10 mld dolarów miesięcznie z puli 4,5 bln USD), a ponadto z funkcją prezesa amerykańskiego banku centralnego żegna się J. Yellen (grudniowa konferencja była jej ostatnią w fotelu szefowej Fed, a z zarządu odejdzie w pierwszych dniach lutego 2018 roku).

Z kolei złoty już wyczekując wieści z USA osłabiał się, podczas sesji europejskiej powracając w okolice 4,216 na EURPLN i to przy lekko słabnącym dolarze. Po decyzji kurs EURPLN nasilił wzrost, podchodząc pod 4,218. Jeszcze podczas środowej sesji europejskiej po teście wsparcia na EURUSD na poziomie 1,171 para nieznacznie odbiła w górę, na co niewątpliwie wpływ miały wyniki wyborów do Senatu USA przeprowadzane w konserwatywnej Alabamie. Walkę o fotel senatora wygrał tam kandydat Demokratów, co rozbudziło obawy o zdolność administracji prezydenta Donalda Trumpa do realizacji obietnic wyborczych, w tym uchwalenie kluczowej dla gospodarki i poziomu stóp procentowych ustawy podatkowej. O ile w tym roku może to jednak nie mieć wpływu na decyzje Senatu, w tym na wspominane już zmiany fiskalne, o tyle w 2018 roku większość Republikanów w Senacie zmniejszy się do 51-49. Reakcja dolara na te doniesienia, była jednak dość umiarkowanie negatywna, jak można zakładać perspektywa decyzji FOMC zdawała się równoważyć ryzyka wokół USD.

Rynek liczył na jastrzębi przekaz, co nasilała wtorkowa publikacja danych o inflacji w USA. W listopadzie PPI wzrósł o 0,4% m/m wobec oczekiwanych 0,2% co z kolei podniosło oczekiwania przed wczorajszym odczytem CPI. Wg danych w listopadzie inflacji CPI wyniosła 2,2% co było zgodne z prognozą sporządzana przed publikacją PPI. Rozczarował zaś wynik dla danych po wyłączeniu szczególnie podatnych na wahania cen żywności i energii (inflacja bazowa wyniosła w listopadzie 1,7% r/r wobec 1,8% oczekiwanych przez analityków). Po publikacji danych presja na dolara powróciła, z niewielką korzyścią dla złotego.

Wczorajsze spadki dolara wspierały też opublikowane w przedpołudniowych godzinach sesji dane ze strefy euro, które potwierdziły dobrą kondycję europejskiej gospodarki. Tym razem pozytywnie zaskoczyła październikowa produkcja przemysłowa (wzrost o 3,7% r/r wobec 3,5% oczekiwanych i 3,4% notowanych miesiąc wcześniej). Również dane o zatrudnieniu za III kw. pokazały, że ożywienie na europejskim rynku pracy nadal zyskuje. W podziale na kraje, wyraźny wzrost produkcji odnotowano we Francji, Włoszech i Hiszpanii duży skok dynamiki nastąpił też w Irlandii, częściowo zrekompensowało spadki w innych krajach, m.in. w Niemczech i Holandii, a także w Finlandii i Portugalii.

W czwartek posiedzenie decyzyjne odbędzie EBC, który kontynuuje ograniczane QE, a jak pokazały ostatnie minutes proces ten będzie powolny, stąd trudno jest oczekiwać większych zaskoczeń.

Rynek walutowy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Rośnie apetyt inwestycyjny funduszy private equity

Przedstawiciele funduszy private equity oceniają sytuację ekonomiczną w Europie Środkowej coraz bardziej optymistycznie. W ciągu roku odsetek osób uważających, że się ona poprawi wzrósł niemal czterokrotnie. Z kolei 36 proc. badanych jest zdania, że w najbliższym półroczu wielkość przeprowadzanych transakcji się zwiększy. Niemal połowa inwestorów w kolejnych sześciu miesiącach oczekuje wzrostu aktywności na rynku private equity i deklaruje, że w tym czasie więcej kupi niż sprzeda. Wzrasta też zainteresowanie funduszy PE inwestycjami w startupy. To główne wnioski z kolejnej edycji badania „Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

Wcześniejsze edycje badania pokazały, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity doskonale odzwierciedlają nastroje panujące na rynku. Tak było również i tym razem. Bieżąca edycja wykazała, że dobre nastroje odnośnie sytuacji gospodarczej są coraz bardziej odczuwane. Potwierdza to wysokość tzw. indeksu optymizmu (CE Private Equity Confidence Index), który wzrósł w ciągu ostatnich sześciu miesięcy z 113 aż do 130 punktów. Jest to najlepszy wynik od trzech lat.

Optymizm odporny na wstrząsy

Na optymizm reprezentantów funduszy PE wpływa głównie dobra sytuacja gospodarcza. Niemal czterokrotnie wzrósł odsetek badanych, którzy oczekują poprawy na rynku (26 proc. wobec 7 proc. rok temu). Z kolei 64 proc. przedstawicieli funduszy PE uważa, że sytuacja gospodarcza pozostanie bez zmian przez najbliższe półrocze. Pozytywne zmiany zapowiada również utrzymujący się niski odsetek (10 proc.) respondentów oczekujących pogorszenia sytuacji rynkowej. Jest to aż trzy razy mniej niż rok temu, kiedy badanie przeprowadzone było po ogłoszeniu wyników referendum dotyczącym Brexitu.

– Po okresie niepewności związanej z ogłoszeniem decyzji Wielkiej Brytanii o wyjściu z Unii Europejskiej, Europa Środkowa pokazuje swoją odporność na wydarzenia geopolityczne i siłę. To z kolei przekłada się na aktywność na rynku. Patrząc na wyniki badania, przedstawiciele funduszy private equity w regionie optymistycznie oceniają przyszły rok, zarówno pod względem sprzedaży, jak i pozyskaniu nowych aktywów – mówi Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego w Deloitte, Lider Private Equity w Europie Środkowej. – Przedstawiciele PE są nastawieni na zysk i nieustannie szukają dobrych okazji inwestycyjnych. Aż dwie trzecie respondentów zadeklarowało, że w ciągu następnych sześciu miesięcy skupiać się będzie właśnie na nowych inwestycjach. Wynik jest zgodny z deklaracjami inwestorów w ostatnich dwóch latach. To z kolei pokazuje, że fundusze PE są nastawione na nowe projekty w regionie. Ich nastroje wspierane są stabilną sytuacją ekonomiczną oraz płynnością na rynkach finansowych w Europie Środkowej – dodaje.

 

Fundusze oczekują dużych inwestycji

Na rosnący optymizm wśród przedstawicieli PE wskazują także ich oczekiwania wobec wielkości przeprowadzanych transakcji. Ponad jedna trzecia (36 proc.) ankietowanych uważa, że transakcje w najbliższym półroczu będą większe. Jest to najwyższy wskaźnik w ostatnich dziesięciu latach. Z kolei zdaniem większości respondentów (56 proc.), rozmiary transakcji pozostaną bez zmian. Dla porównania, w tegorocznej wiosennej edycji badania ankietowani podzielili się: jedna piąta z nich spodziewała się wzrostu wielkości projektów inwestycyjnych, jednocześnie taki sam odsetek ankietowanych uważał, że będą one mniejsze.

Fundusze PE w regionie miały obfity w transakcje rok. Według danych CMBOR (The Centre for Management Buy-Out Research) w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku w Europie Środkowej dokonano wykupów wartych 5,2 mld euro. Z tego transakcje o łącznej wartości czterech mld euro przeprowadzane były przez fundusze z Polski. Drugie miejsce pod względem wartości zajęły transakcje funduszy w Rumunii. – Podobnie jak pół roku wcześniej 46 proc. przedstawicieli PE oczekuje ożywienia na rynku. Natomiast o 9 pp. wzrósł odsetek inwestorów, którzy uważają, że aktywność na rynku pozostanie bez zmian. Teraz tego zdania jest 46 proc. – dodaje Mark Jung. – Pozytywne nastroje inwestorów w regionie, jeśli chodzi o aktywizację rynkową i gotowość na nowe transakcje, wspierane są przez wysoki poziom płynności na rynku. Poza tym, fundusze mają więcej własnego kapitału, co umożliwia im oferowanie atrakcyjniejszych warunków transakcji – zauważa.

W najbliższych miesiącach fundusze PE wciąż planują więcej kupować niż sprzedawać. Udział respondentów, którzy zadeklarowali chęć kupowania więcej, wyraźnie się zmniejszył (48 proc.). Jeszcze pół roku temu wyniki badania wskazywały 63 proc. Lekko wzrosła też liczba inwestorów, gotowych więcej sprzedawać niż kupować – 18 proc. wobec 14 proc. pół roku temu. Z kolei jedna trzecia ankietowanych uważa, że sprzedaż i kupno w ich portfelach inwestycyjnych będą się równoważyć.

Walka o liderów i start-upy

Według inwestorów z sektora PE, liderzy rynkowi wciąż pozostaną najbardziej pożądanym przedmiotem zainteresowania w walce o najlepsze transakcje. Uważa tak 59 proc. ankietowanych. Natomiast znacznie spadła wartość firm średniej wielkości. W najnowszym badaniu 31 proc. uważa, że to przede wszystkim o nie będą walczyć z konkurencją. Sześć miesięcy temu taką opinię wyrażało 42 proc. reprezentantów PE. Jedna dziesiąta badanych spodziewa się największej konkurencji w pozyskiwaniu aktywów startupów. Jeszcze pół roku temu było to 4 proc.

W przyszłym roku niemal jedna trzecia badanych (31 proc.) spodziewa się, że wyceny zakupu pójdą w górę. Prawie dwie trzecie jest zdania, że ceny przez najbliższe dwanaście miesięcy pozostaną na tym samym poziomie i tylko 8 proc. respondentów oczekuje spadku wycen. Napawająca optymizmem gospodarka umożliwiła kredytodawcom finansowanie transakcji, co zwykle podnosi presję na cenę wejściową. Oznacza to, że mnożniki na wejściu się zwiększyły i mogą dalej rosnąć tak długo, jak podstawowe warunki będą na to pozwalać.

– Wyniki tego badania dobrze odzwierciedlają rzeczywistość rynkową. W wiosennej edycji ponad połowa respondentów planowała skupić się na pozyskaniu nowych aktywów i rzeczywiście wartość transakcji przeprowadzonych w regionie dynamicznie wzrosła. Tak jak przewidywaliśmy, fundusze były zainteresowane głównie liderami rynkowymi. Biorąc pod uwagę duże transakcje sprzedaży przez fundusze PE w ostatnich sześciu miesiącach, które przyniosły zadowalające zyski, należy spodziewać się, że inwestorzy będą chcieli utrzymać ten trend  – mówi Mark Jung.

Link do strony z raportem: https://www2.deloitte.com/ce/en/pages/about-deloitte/articles/private-equity-confidence-survey.html

Informacja o raporcie

Wyniki 30. edycji regionalnego badania Deloitte z cyklu „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do inwestorów Private Equity działających w krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku (wiosna oraz jesień) począwszy od 2003 r. Przeprowadzona ankieta miała na celu zbadanie nastrojów i oczekiwań funduszy PE odnośnie m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności w ciągu kolejnych 6 miesięcy. Indeks optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przestawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczy odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im wskaźnik wyższy, tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.

Przesuwasz słupek, znak drogowy lub sam go stawiasz. Uważaj, bo może ci grozić areszt

Samowolnie ustawianie, usuwanie, niszczenie, uszkadzanie, włączanie czy wyłączanie znaku, sygnału, urządzenia ostrzegawczego lub zabezpieczającego podlega karze grzywny do 5 tys. zł, ograniczenia wolności albo aresztu do 30 dni. Wynika to z art. 85. k.w. Przepis nie precyzuje, jakie konkretnie oznaczenia obejmuje. Jednak w doktrynie podnosi się, że może chodzić o każdy znak poziomy lub pionowy, a także o słupek czy pachołek, który wskazuje uczestnikowi ruchu drogowego określone postępowanie. Jeżeli dojdzie do kolizji, nawet drobnej, to osoba nielegalnie „zarządzająca” tego typu symbolem, np. na osiedlu, może ponieść odpowiedzialność karną z tytułu sprowadzenia zagrożenia w komunikacji i transporcie. W ustaleniu winnego pomoże szereg dowodów, m.in. zeznania świadków bądź nagranie z monitoringu. Oczywiście w niektórych sytuacjach odnalezienie sprawcy będzie utrudnione.

Z praktyki orzeczniczej wynika, że w przypadku jednorazowego wybryku, pozbawionego poważnych konsekwencji, sprawca raczej nie trafia do aresztu. Jest to kara najsurowsza, a zatem jej wymierzenie, co do zasady, musiałoby wynikać z przekonania sądu o pewnym szczególnie istotnym nasileniu wykroczenia. Może to być np. uporczywe, samowolne malowanie na parkingu tzw. koperty i stawianie w danym miejscu zakazu postoju. Oprócz powtarzających się działań, najcięższa ustawowo kara aresztu  będzie grozić sprawcy, jeżeli jego postępowanie miałoby drastyczne skutki. Czasem nieprzemyślany czyn może jednak doprowadzić do katastrofy. Wówczas istnieje prawdopodobieństwo zbiegu przepisów kodeksu wykroczeń z kodeksem karnym.

– Nawet nieumyślność działania sprawcy nie oznacza, że nie może on ponieść kary długoletniego pozbawienia wolności. To wynika chociażby z art. 173 k.k. Jeżeli bowiem skutkiem nielegalnego przestawienia znaku byłaby śmierć człowieka, której przecież przy samowolnym przestawieniu znaku drogowego, nie można wykluczyć w skrajnych przypadkach, to ustawa przewiduje zagrożenie do 12 lat pozbawienia wolności – ostrzega adwokat Mikołaj Kozak z Kancelarii Sikorski Majewski Spółka Adwokacka.

Jeśli osoba, która ustawiła znak drogowy bez wymaganego trybu, powiadomi straż miejską o tym, że nie jest on przestrzegany, to de facto sama narazi siebie na odpowiedzialność wykroczeniową. Może bowiem zostać wszczęte przeciwko niej postępowanie o czyn określony w art. 85 § 1 k.w. Należy też pamiętać, że na podstawie art. 85 § 3 k.w. sąd ma prawo zobowiązać ją do pokrycia kosztów usunięcia znaku bądź przywrócenia go do stanu poprzedniego. To może być kwota rzędu kilkuset złotych, co wynika z praktyki podobnych postępowań.

– Osoba, która zniszczy, przestawi czy w jakikolwiek sposób uszkodzi znak postawiony bezprawnie, nie będzie ponosić odpowiedzialności z art. 85. § 1 kodeksu wykroczeń. Przedmiotem ochrony, w rozumieniu tego przepisu, są bowiem wyłącznie legalnie funkcjonujące znaki czy sygnalizatory. I to nie budzi żadnych wątpliwości w doktrynie. Jednak, bez względu na okoliczności zdarzenia, właściciel nielegalnego znaku ma prawo dochodzić swoich roszczeń, np. z tytułu zniszczenia mienia – wyjaśnia mecenas Kozak.

Zdaniem eksperta, szybkie ustalenie, czy dany znak został postawiony legalnie, bywa dość trudne. Kierowca nie dysponuje środkami, które pozwolą mu w krótkim czasie, np. w nocy, skontaktować się z właściwym organem, żeby to dokładnie ustalić. Przepisy rozporządzeń wykonawczych do ustaw o drogach publicznych oraz prawo o ruchu drogowym, nakładają na zarządców dróg obowiązki ewidencyjne. Tymi jednostkami mogą być marszałkowie województw, prezydenci miast, starości lub Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, przy którym działa Bank Danych Drogowych.

– Gdybyśmy mieli podejrzenie, że nasz sąsiad bezprawnie ustawił znak, należy zgłosić sprawę właściwemu zarządcy drogi. Rekomendowanym działaniem jest złożenie wniosku ze zdjęciem np. z parkingu czy też z podjazdu. Dalsza procedura będzie zależna od starania urzędnika. Czasem może udać się ustalić legalność znaku właściwie od razu, a w niektórych przypadkach potrwa to kilka dni, a nawet kilka tygodni – tłumaczy Mikołaj Kozak.

Ekspert zaznacza, że strażnik miejski podejmujący interwencję nie ma, szybkiego dostępu do ewidencji znaków drogowych. W związku z tym, może dojść do paradoksalnej sytuacji, w której osoba nieprzestrzegająca nielegalnego znaku zostałaby ukarana mandatem i punktami karnymi. W takim przypadku, oczywiście później można będzie podważyć tę decyzję przed sądem. W celu wszczęcia postępowania, warto najpierw uzyskać informację w sprawie znaku czy też słupka, a następnie złożyć pisemne oświadczenie zarządcy drogi, że dany symbol widniał w określonym miejscu bezprawnie.

– Jeżeli uznalibyśmy, że dla bezpieczeństwa warto postawić legalny znak drogowy, to trzeba złożyć wniosek do właściwego zarządcy ruchu. Ważne jest to, aby należycie uargumentować swoje podanie, np. załączając do niego dokumentację fotograficzną. Musimy wskazać, z jakich przyczyn brak danego znaku rodzi określone zagrożenia. Potem czeka się na rozpatrzenie sprawy i z całą stanowczością nie można samowolnie w tym przedmiocie postępować. Organy administracji powinny załatwiać sprawę bez zbędnej zwłoki w terminie do 30 dni, ale praktyka nie jest tak optymistyczna. Co do zasady, nie powinniśmy ponieść z tego tytułu żadnych kosztów – zapewnia adwokat.

Fed podniósł stopy o 25 pb. Kurs dolara spada

Podwójne rozczarowanie (CPI i Fed) osłabia dolara, co może być ostatnim zrywem zmienności przed końcem roku. Mimo wszystko maraton banków centralnych dopiero się rozpoczyna, a Europa Zachodnia oferuje dziś aż cztery decyzje. Główna uwaga będzie na ECB.

Fed dotrzymał słowa i na ostatnim w tym roku posiedzeniu podniesiono koszt pieniądza o 25 pb i do przedziału 1,25–1,50 proc. Decyzja była zgodna z rynkowymi przewidywaniami i w pełni wyceniona przez rynek pieniężny. Dwóch członków FOCM było przeciwnych decyzji (Kashkari, Evans), ale żaden z nich nie będzie miał prawa głosu w 2018 r. Obyło się bez niespodzianek w prognozach: PKB zrewidowano w górę, inflacja pozostała bez zmian, a stopa bezrobocia skorygowana w dół. Fed dokonał jedynie symbolicznych zmian w projekcjach optymalnego poziomu stóp na koniec 2018 roku, ale ich mediana nadal wskazuje na trzy podwyżki. Co zaskoczyło, to stwierdzenie, że większość członków w swoich prognozach uwzględnia wpływ ekspansji fiskalnej. Innymi słowy, nawet jeśli rządowi uda się wdrożyć bodźce fiskalne, Fed nie widzi z tego powodu na tyle silnego efektu, by szybciej zaostrzać politykę. Natomiast po drugiej stronie pozostaje niepewność o słabą inflację, co z resztą potwierdził wczoraj odczyt CPI za listopad – wprawdzie CPI wzrósł o 0,4 proc. m/m, ale odczyt przyćmiło rozczarowanie w inflacji bazowej (0,1 proc. przy prognozie 0,2 proc., spychając roczną dynamikę cen w dół do 1,7 proc.). Podsumowując, rynek nie ma podstaw do tego, aby oczekiwać czegoś więcej po polityce Fed w 2018 r, tym bardziej mocniej zakładać kolejną podwyżkę w marcu. Z drugiej strony doświadczenie z tego roku nauczyło decydentów, że nie muszą komunikować gotowości do ruchu z kwartalnym wyprzedzeniem i wystarczy kilka tygodni, by werbalnie przygotowywać rynek. Jednak na ten moment aspiracje USD do mocnego zakończenia 2017 r. wyraźnie zmalały.

Dziś mamy maraton banków centralnych w Europie Zachodniej, choć ze zdecydowanie mniejszymi szansami na odciśnięcie piętna na rynku walutowym. Szwajcarski Bank Narodowy powinien być zadowolony ze skali deprecjacji franka, jak również z poprawy na polu inflacji i wzrostu gospodarczego. Niemniej jednak nie spodziewamy się zmian w polityce pieniężnej. SNB dalej podkreśli przewartościowanie franka i z pewnością nie będzie stawać na drodze do jego dalszego osłabienia. Posiedzenie Norges Banku może przynieść jastrzębi wydźwięk, gdyż słabszy NOK, wyższe ceny ropy naftowej oraz malejące bezrobocie przemawiają za sygnalizowaniem odejścia od ekspansji monetarnej. Nie zobaczymy podwyżek stopy procentowej, dopóki ECB nie zrobi pierwszy kroku na polu normalizacji, ale w prognozowanej ścieżce Norges Bank może zasygnalizować wcześniejszy termin podwyżki. Wrześniowe prognozy banku sugerowały czerwiec 2019 r. jako pierwszy możliwy termin. Przesunięcie prognozy na 2018 rok będzie niespodzianką, która da silny impuls dla NOK.

W przypadku Banku Anglii, po podwyżce stopy procentowej w listopadzie, brak zmian w tym miesiącu jest powszechnie oczekiwanym scenariuszem. Ciekawe mogą być jednak rozkład głosów i komunikat. Jednomyślność za pozostawieniem stopy bez zmian pokaże, że bank nie widzi na razie warunków do dalszego zacieśniania. Dla GBP polityka i rozpoczynający się w czwartek szczyt UE powinny mieć większe znaczenie niż decyzja BoE.

Wreszcie, Europejski Bank Centralny zrobił w tym roku wszystko, co zaplanował. Przy nakreślonej ostatnim razem przyszłości QE, niewiele pozostało teraz do dodania. Nowe prognozy makroekonomiczne powinny pokazać poprawę we wzroście, ale przy problemach inflacji. Ponieważ ECB nie ma interesu w podsycaniu popytu na EUR, jastrzębie sygnały zostaną wyciszone na przyszłość.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bank Zachodni WBK przejmie część Deutsche Bank Polska S.A.

Bank Zachodni WBK S.A. wraz ze swoim większościowym akcjonariuszem Banco Santander S.A. podpisali z Deutsche Bank AG, właścicielem Deutsche Bank Polska S.A., umowę dotyczącą przeniesienia na Bank Zachodni WBK S.A. wydzielonej części Deutsche Bank Polska S.A. Wydzielona część Deutsche Bank Polska obejmie: bankowość detaliczną, w tym private banking, business banking obejmujący Małe i Średnie Przedsiębiorstwa, a także sieć placówek, agentów, pośredników i partnerów oraz dom maklerski DB Securities S.A. Przedmiotem transakcji nie jest portfel walutowych produktów kredytowych, zabezpieczonych hipoteką. Intencją Banku Zachodniego WBK jest kontynuacja umów z firmami partnerskimi, aby zachować otwartą architekturę produktów inwestycyjnych. Zrealizowanie transakcji planowane jest na IV kwartał 2018 r., pod warunkiem wcześniejszego uzyskania wszystkich zgód regulacyjnych i korporacyjnych. Przeniesienie składników tworzących wydzieloną część Deutsche Banku Polska do Banku Zachodniego WBK nastąpi z mocy prawa, po zarejestrowaniu przeprowadzonego w Deutsche Bank Polska podziału przez wydzielenie. Przeprowadzenie i zakończenie transakcji nie wiąże się z dodatkowymi aktywnościami ze strony klientów w tym zakresie, a numery przenoszonych rachunków klientów zostaną zachowane.

Zawarte porozumienie to ważna decyzja dla obydwu banków, ich akcjonariuszy, klientów i pracowników. Bank Zachodni WBK umocni swoją pozycję trzeciej pod względem wielkości aktywów instytucji finansowej w Polsce. Jednocześnie Bank Zachodni WBK stanie się wiodącym bankiem w obsłudze klientów segmentu private banking.

– Grupa Banku Zachodniego WBK, jako część silnej, międzynarodowej Grupy Santander, wzbogaci swoją działalność o dodatkowe kompetencje i umiejętności w relacjach z klientami zamożnymi, private banking oraz business banking. Dzięki zawartej umowie Bank umocni swoją pozycję trzeciego największego banku w Polsce. Jest to istotny krok w tworzeniu najlepszego banku dla klientów. Zawarta umowa doskonale wpisuje się także w dążenia Grupy Santander do umacniania i odgrywania aktywnej roli w tej części Europy. Jestem przekonany, że dzisiejsza transakcja przyniesie wymierne korzyści dla akcjonariuszy i klientów. – powiedział Gerry Byrne1, Przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Zachodniego WBK.

– Po przeprowadzeniu szczegółowej analizy, Deutsche Bank AG podjął decyzję dotyczącą sprzedaży polskiego pionu detalicznego oraz business banking, wraz z domem maklerskim DB Securities S.A. na rzecz Banku Zachodniego WBK. Jednocześnie będziemy kontynuować w Polsce rozwój Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej, w tym Globalnej Bankowości Transakcyjnej. Tym samym Deutsche Bank Polska będzie nadal świadczył usługi bankowe na rzecz polskich i zagranicznych klientów korporacyjnych, instytucji finansowych i organów rządowych. Kontynuowana będzie również obsługa klientów posiadających kredyty mieszkaniowe oraz pożyczki hipoteczne denominowane w walutach obcych. – powiedział Peter Tils, Przewodniczący Rady Nadzorczej Deutsche Bank Polska S.A. i Prezes Deutsche Bank AG na Europę Środkową i Wschodnią.

– Naszym priorytetem jest współpraca z klientami, regulatorami, pracownikami i pozostałymi interesariuszami, aby sprawnie przygotować proces wydzielenia i w konsekwencji włączenia pionu bankowości detalicznej oraz business banking, a także DB Securities S.A. do Banku Zachodniego WBK.

Do Banku Zachodniego WBK włączona zostanie także sieć placówek wraz z kanałami dystrybucji pośredniej. Bank Zachodni WBK jest zainteresowany kontynuacją i rozwojem tej formy współpracy, co pozwoli zwiększyć dostępność produktów i usług. Intencją Banku Zachodniego WBK jest kontynuacja umów z firmami partnerskimi, aby zachować otwartą architekturę produktów inwestycyjnych.

Przedmiotem transakcji nie będzie portfel walutowych produktów kredytowych, zabezpieczonych hipoteką, który pozostanie w Deutsche Bank Polska.

– Połączenie sił w bankowości detalicznej, w tym w usługach dla klientów zamożnych i private banking, a także w business banking przy wsparciu międzynarodowej Grupy Santander, umocni pozycję Banku Zachodniego WBK w polskim sektorze finansowym. Relacje doradców z klientami, a przede wszystkim ich wysoki profesjonalizm są niekwestionowaną wartością dodaną zawartej umowy. Ta część działalności Deutsche Bank Polska jest siłą, która wzbogaci i wzmocni dotychczasową strategię biznesową Banku Zachodniego WBK. – powiedział Michał Gajewski, Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK S.A. – Jesteśmy pewni, że wykorzystując doświadczenia zespołów obu banków zaoferujemy wygodny, nowoczesny dostęp do usług, sieć placówek obejmującą cały kraj, oraz jeszcze lepsze, bardziej nowoczesne produkty i usługi finansowe, takie jak chcą klienci.

Grupa Santander znana jest na całym świecie z niezwykłej dbałości o ofertę i jakość serwisu dostarczanego klientom. Kluczem silnej pozycji biznesowej jest pomaganie klientom w codziennych sukcesach, dbanie o lojalność klientów
i relacje z nimi.

Jak złoty zareaguje na decyzje banków centralnych?

Wczoraj złoty zareagował umocnieniem do dolara po (oczekiwanej) decyzji Fed o podwyżce stóp procentowych w USA. Dziś o polityce monetarnej będzie decydował Europejski Bank Centralny, Bank Anglii i Narodowy Bank Szwajcarii. Jak zachowa się złoty? Nie ma prostej odpowiedzi. Niewątpliwie jednak rynek walutowy może cechować się ponadprzeciętną zmiennością.

W czwartek o godzinie 08:30 za euro trzeba było zapłacić 4,2180 zł, dolar kosztował 3,5670 zł, szwajcarski frank 3,6210 zł, a funt 3,79 zł. We wszystkich czterech przypadkach są to poziomy nieznacznie wyższe niż wczoraj na koniec dnia. Dziś układ sił, za sprawą posiedzeń Europejskiego Banku Centralnego (ECB), Narodowego Banku Szwajcarii (SNB) i Banku Anglii (BoE), a także licznie publikowanych danych makroekonomicznych, może jeszcze się wielokrotnie zmienić.

Wczoraj amerykański Fed, zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami, podwyższył stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Po tej decyzji stopa funduszy federalnych wzrosła do 1,25-1,50 proc. Była to już trzecia podwyżka w tym roku i piąta od rozpoczęcia cyklu w grudniu 2015 roku. Fed zapowiedzia, że w 2018 roku trzykrotnie podniesie koszt pieniądza, a w 2019 zrobi to dwukrotnie. Zgodnie też z oczekiwaniami Fed przyspieszy począwszy od stycznia redukcję sumy bilansowej do poziomu 20 mld dolarów miesięcznie.

Większym zaskoczeniem nie były również opublikowane wczoraj projekcje głównych wskaźników makroekonomicznych. Prognozy wzrostu gospodarczego zostały podwyższone, bezrobocia obniżone, a inflacji praktycznie się nie zmieniły. Jeżeli chodzi o tę ostatnią, to w opinii odchodzącej prezes Janet Yellen, czynniki, które obecnie inflację obniżają mają charakter przejściowy. Yellen też powtórzyła, że reforma podatkowa w USA wesprze wzrost gospodarczy.

Wyniki wczorajszego posiedzenia nie były zaskoczeniem. Dlatego też nie zaskoczyło, że na umacniającym się przed posiedzeniem dolarze, wczoraj miała miejsce realizacja zysków. I tak kurs USD/PLN, który jeszcze w środowe południe testował poziomy powyżej 3,59 zł, na koniec dnia spadł do 3,5663 zł.

Dziś o polityce monetarnej będą decydować kolejne duże banki centralne. O godzinie 09:30 decyzję ogłosi Narodowy Bank Szwajcarii, o 13:00 Bank Anglii, a o 13:45 Europejski Bank Centralny. W żadnym z tych przypadków zmiana stóp procentowych nie jest oczekiwana. Nie oznacza to jednak, że na rynku walutowym będzie spokojnie. Wręcz przeciwnie. Niuanse mogą zdecydować o tym, czy dane waluty będą tracić, czy też zyskiwać do złotego. W przypadku ECB inwestorzy szczególnie będą się przysłuchiwać temu, co na rozpoczynającej się o godzinie 14:30 konferencji prasowej powie Mario Draghi.

Dziś emocje na rynku walutowym będą budzić nie tylko banki centralne, ale też licznie publikowane dane makroekonomiczne. W centrum uwagi znajdą się zwłaszcza wstępne odczyty grudniowych indeksów PMI dla Francji, Niemiec, strefy euro i USA, a także raport o sprzedaży detalicznej w USA. Zapowiada się więc naprawdę emocjonujący dzień na forexie.

Wracając do dolara, to wczoraj wprawdzie osłabił się on do koszyka walut po decyzji Fed, ale najbliższe miesiące mogą przynieść jego umocnienie. W tym do złotego. Nastawiona na systematyczne podnoszenie stóp procentowych polityka Fed w połączeniu z procedowaną reformą podatkową, a także spodziewanym przyspieszeniem inflacji w USA, wzmocni dolara. Jednocześnie dobre dane z polskiej gospodarki są już zdyskontowane, Rada Polityki Pieniężnej nie spieszy się z podwyżkami stóp, inflacja w kolejnych miesiącach w kraju będzie spadać z uwagi na efekt bazy, a ryzyko polityczne związane z Polską może rosnąc. To wszystko każe oczekiwać wzrostu notowań USD/PLN.

Jeżeli na to nałoży się jeszcze korekta na największych światowych giełdach po Nowym Roku, co ograniczyłoby mocno awersję do ryzyka, to w I kwartale przyszłego roku notowania dolara mają szanse wzrosnąć do 3,77 zł, przy jednoczesnym powrocie euro w okolice 4,30 zł.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Polacy wydadzą w tym roku na święta zdecydowanie więcej niż w poprzednim. Łącznie przeznaczą na ten cel 22 mld zł

Polacy wydadzą w tym roku na święta zdecydowanie więcej niż w poprzednim. Łącznie przeznaczą na ten cel 22 mld zł 1

Średnio polska rodzina wyda w tym roku na święta Bożego Narodzenia nieco ponad 1,6 tys. zł – wynika z badania MilleŚwięta, przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium. Szacowane łączne wydatki polskich gospodarstw domowych wyniosą prawie 22 mld zł, czyli o blisko 10 proc. więcej niż przed rokiem. Świąteczne zakupy spożywcze najczęściej zrobimy w dyskontach, a prezentów będziemy szukać w supermarketach i internecie.

 Statystyczna rodzina wyda na święta Bożego Narodzenia 1615 zł, czyli prawie 10 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Rodziny, które korzystają z programu Rodzina 500+, wyróżnią się na tym tle, ponieważ deklarują wydać 5 proc. więcej niż statystyczna rodzina – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Iwona Jarzębska z Banku Millennium.

Z badania MilleŚwięta, przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium, wynika, że szacowane łączne wydatki polskich gospodarstw domowych na Boże Narodzenie wyniosą ok. 22 mld zł, czyli o 1,9 mld zł więcej niż rok wcześniej.

– Zdaniem ekonomistów Banku Millennium ten optymistyczny stosunek do życia wynika dzisiaj głównie z bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, a także z faktu, że nasze realne przychody rosną. W związku z tym bardziej optymistycznie patrzymy na życie i więcej wydajemy na konsumpcję – tłumaczy Iwona Jarzębska.

Wzrost wydatków może wynikać nie tylko z coraz lepszej sytuacji gospodarczej, ale także rosnącej inflacji. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że listopadowa inflacja wyniosła 2,5 proc. w skali roku, natomiast w ujęciu miesięcznym – 0,5 proc. W ciągu roku ceny żywności wzrosły o 6,5 proc.

– Przed świętami kupujemy przede wszystkim jedzenie i prezenty. Artykułów spożywczych szukamy w dyskontach i supermarketach, natomiast w internecie poszukujemy okazji cenowych, porównujemy różne oferty, korzystając z wyszukiwarek i aplikacji. Przykładem takiej aplikacji jest goodie, smartshopingowa platforma stworzona przez Bank Millennium, która pozwala klientom wyszukiwać najlepsze oferty – mówi Jarzębska.

Z raportu MilleŚwięta wynika, że świąteczne zakupy robimy przede wszystkim w dyskontach (43 proc. pytanych) oraz hiper- i supermarketach (blisko 43 proc.). Co czwarty Polak kupi potrzebne produkty na bazarku, a zaledwie 2,7 proc. w internecie. W przypadku prezentów dominują zakupy w internecie (dostępnym w komputerze) i supermarketach (odpowiednio 49 i 42 proc.). Przy pomocy smartfona lub tabletu planuje kupić w tym roku prezent zaledwie co dwudziesty pytany. Większość osób deklaruje, że przed zakupem sprawdza promocje, obniżki i porównuje ceny produktów.

– Najczęściej na prezent świąteczny kupujemy kosmetyki, ale na drugim miejscu znajdują się zabawki – to dzieci najbardziej cieszą się ze świąt i to one najbardziej oczekują na podarunek pod choinką. Na trzecim miejscu wśród prezentów jest pozycja, która powinna cieszyć, czyli książki – mówi Iwona Jarzębska.

Większość Polaków spędzi święta w domu (nieco ponad 58 proc.) lub u rodziny (38 proc.). Tylko niewielki odsetek planuje świąteczny wypoczynek poza domem lub spędzi czas u przyjaciół.

Stan zdrowia i styl życia młodych ludzi pozostawiają wiele do życzenia. Ministerstwo Zdrowia chce to zmienić

Stan zdrowia i styl życia młodych ludzi pozostawiają wiele do życzenia. Ministerstwo Zdrowia chce to zmienić 2

Złe nawyki żywieniowe, zbyt dużo alkoholu i papierosów oraz brak ruchu – to główne czynniki ryzyka zdrowotnego młodych Polaków, które mają przełożenie na ich stan zdrowia. Resort zdrowia chcąc to zmienić, postanowił zachęcić młodych ludzi do dbania o własne zdrowie, wykonywania badań profilaktycznych i wyrabiania pozytywnych nawyków. Temu służy kampania edukacyjna „Profilaktyka, człowieku!”. Akcja prowadzona jest głównie w internecie, a obok grona ekspertów, wspierają ją znani youtuberzy.

 Palenie papierosów to bardzo duży czynnik ryzyka, wpływający właściwie na większość chorób, z którymi się stykamy, takich jak nowotwory czy choroby układu krążenia. Spożywanie alkoholu to kolejny czynnik ryzyka, dlatego trzeba zwracać uwagę na swoje zdrowie. Więcej ruchu, więcej warzyw i owoców, mniej papierosów i alkoholu – to ważne przesłania kampanii – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes wiceminister zdrowia Piotr Gryza.

Główny Urząd Statystyczny opublikował w tym roku badanie, w którym sprawdził, jak często Polacy sięgają po używki. Wynika z niego, że 19 proc. codziennie pali papierosy albo inne wyroby tytoniowe, a 6 proc. robi to okazjonalnie. W sumie do palenia przyznaje się co czwarty dorosły Polak. Natomiast co trzeci kilka razy w miesiącu sięga po alkohol. 16 proc. przyznaje się do picia średnio raz w tygodniu.

Alkohol i papierosy są jedną z głównych przyczyn poważnych chorób, takich jak nowotwory, astma czy nadciśnienie tętnicze, na które cierpi ponad 10 mln Polaków. To schorzenia, które dotykają coraz młodsze osoby.

 Choroby układu krążenia u młodych ludzi to złożony problem. Są osoby, które wcale nie wiedzą, że są chore. Przy nadciśnieniu tętniczym czy podwyższonym stężeniu cholesterolu nie ma dolegliwości bólowych, ale ich konsekwencje są poważne. Nieprawidłowe działania rozpoczynają się właśnie w dzieciństwie czy w młodości. Jest sporo czynników ryzyka, których możemy unikać, takich jak palenie papierosów, nieprawidłowe odżywianie, otyłość czy brak aktywności ruchowej – mówi kardiolog dr hab. n. med. Tomasz Hryniewiecki, prof. nadzw. IK, dyrektor Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego.

Dietetyk kliniczny Hanna Stolińska-Fiedorowicz podkreśla, że na stan zdrowia młodych ludzi duże przełożenie mają ich nawyki żywieniowe.

– Cały czas obserwujemy spadek spożycia warzyw wśród osób młodych, a z drugiej strony duże spożycie produktów wysokoprzetworzonych, gotowych dań, produktów typu fast food, słodkich napojów i słodyczy. Nasza młodzież po prostu tyje, bo w ciągu dnia sięga po różne przekąski, batonika, chipsa lub bułeczkę. Nie jest to regularne pięć posiłków dziennie – mówi Hanna Stolińska.

W przypadku młodych ludzi kluczowa jest profilaktyka nadwagi i otyłości, bo one pociągają za sobą inne schorzenia – cukrzycę, choroby układu krążenia, niektóre nowotwory, problemy z kośćmi i stawami czy depresję.

– Takie tendencje widać szczególnie u młodych mężczyzn koło 30 roku życia, którzy są bardzo aktywni fizycznie, natomiast źle się odżywiają. Oni nie są otyli, bo tkanka tłuszczowa nie odkłada się pod skórą, tylko na narządach wewnętrznych, co przekłada się na większe ryzyko chorób układu krążenia w przyszłości – zwraca uwagę Hanna Stolińska-Fiedorowicz.

Ważnym elementem profilaktyki są też rutynowe badania i wizyty u lekarza. Eksperci kampanii zwracają uwagę na to, że bardzo często młodzi ludzie po sporządzeniu bilansu zdrowia osiemnastolatka, przez okres 15–20 lat znikają z systemu opieki zdrowotnej, nie wykonują badań kontrolnych i nie odwiedzają lekarza medycyny rodzinnej. Pojawiają się dopiero wtedy, kiedy zaczynają chorować, często na schorzenia, którym można było zapobiec.

Ministerstwo Zdrowia, chcąc zmienić nawyki młodych osób oraz zachęcić ich do regularnych badań i dbałości o własne zdrowie, realizuje kampanię „Profilaktyka, człowieku”. Głównym elementem akcji edukacyjnej jest strona internetowa profilaktykaczłowieku.pl, która stanowi rzetelne źródło informacji na temat czynników ryzyka chorób układu krążenia i układu oddechowego oraz szeregu realizowanych obecnie programów profilaktycznych.

Uwagę młodych ludzi ma przykuć zaskakujący spot z udziałem coacha – człowieka w masce konia – oraz działania promocyjne w internecie realizowane we współpracy ze znanymi influencerami: Stuu, Trenuj z Krzychem, Matura to Bzdura, Blowkiem, Zuzanną Borucką, Kaiko, Marcinem Dubielem. Nad merytoryką kampanii czuwają eksperci. Patronat nad kampanią objęło Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce oraz Towarzystwo Internistów Polskich.

Przemysł mleczarski stawia na innowacje. Branża coraz bardziej skupia się na naturalności produktów

Przemysł mleczarski stawia na innowacje. Branża coraz bardziej skupia się na naturalności produktów 3

Przemysł mleczarski coraz częściej stawia na naturalne produkty i przykłada coraz większą wagę do innowacji. Valio, największy i najbardziej innowacyjny producent w Finlandii, jest już obecny w Polsce. Fińska marka opracowała wiele technologii wykorzystywanych obecnie w produkcji nabiału na całym świecie, jak np. mleko bez laktozy. Niedługo zamierza wprowadzić do Polski kolejne żywieniowe innowacje.

– Innowacje w przemyśle mleczarskim są bardzo istotne, ponieważ w ten sposób możemy się wyróżnić na tle konkurencji i wypromować jakiś produkt. Obecnie obserwujemy w branży dwa główne trendy. Pierwszy to dążenie do naturalności produktów, a drugi to uwolnienie ich od niektórych składników, takich jak laktoza, cukier czy sól – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Lev Rubinstein, menadżer ds. eksportu w Valio, odpowiedzialny za rozwój na polskim rynku.

Największy w Finlandii producent nabiału, z przychodami przekraczającymi 1,6 mld euro rocznie, w czerwcu wszedł na polski rynek. Valio jest firmą założoną przez spółdzielnie mleczarskie (obecnie zrzesza 17 spółdzielni i około 6 tys. mleczarskich rodzin, które zatrudniają łącznie 30 tys. pracowników). W Finlandii i na całym świecie ma 15 zakładów produkcyjnych, a swoje produkty eksportuje do 60 krajów. Nieco ponad jedna piąta sprzedaży (20,5 proc.) fińskiego giganta przypada na rynki Unii Europejskiej.

– W Polsce chcemy wdrożyć wszystkie nasze najlepsze technologie i innowacje, począwszy od redukcji poziomu soli i cukru. Chcemy również wprowadzić na polski rynek nasze produkty ze zwiększoną zawartością protein, które są niezwykle popularne w Skandynawii i stanowią tam składnik codziennej diety –mówi Lev Rubinstein.

Po dobrym przyjęciu przez polskich konsumentów klasycznego masła marka Valio zdecydowała się rozszerzyć portfolio produktów. Niedługo na półki największych sieci handlowych w Polsce ma trafić fińskie miękkie masło z dodatkiem oleju rzepakowego, produkt z kategorii premium, który zdobył najwyższą nagrodę w konkursie Nantwich Cheese Awards w Wielkiej Brytanii. Kolejną nowością wprowadzaną na polski rynek może być ser Valio Finnish Havarti – najpopularniejszy w tej kategorii produkt w Finlandii, szczególnie wśród rodzin z dziećmi.

– Przy produkcji miękkiego masła fińskiego od Valio wykorzystujemy naszą technologię pod nazwą ValSa, której celem jest obniżenie zawartości sodu w produktach mlecznych. Chciałbym podkreślić, że to unikalna koncepcja w technologii mleczarskiej, ponieważ wykorzystuje naturalną zawartość soli, którą możemy znaleźć w mleku – tłumaczy Lev Rubinstein.

ValSa to opracowana przez Valio innowacyjna technologia, która pozwala ograniczyć ilość soli w produktach nabiałowych aż o 80 proc.

Ponieważ Valio zostało założone przez hodowców, stawia mocny akcent na zrównoważoną hodowlę trzody (na nieskażonych terenach wiejskich) i naturalną produkcję mleka. Wyroby Valio są wytwarzane z fińskiego, czystego mleka (Valio produkuje około 1,9 mld litrów mleka rocznie) i pozbawione barwników, konserwantów czy oleju palmowego.

Z drugiej strony Valio przoduje pod względem innowacji w branży mleczarskiej. Fińska marka opracowała wiele technologii wykorzystywanych obecnie w produkcji nabiału na całym świecie, jak na przykład produkty bez laktozy.

– Mleko bez laktozy oferuje dziś praktycznie każda firma w Polsce czy na jakimkolwiek innym europejskim rynku. Rzecz w tym, że Valio było pionierem w tej dziedzinie i nasze mleko ma bardzo unikalny smak, praktycznie identyczny jak mleko zawierające laktozę – mówi Lev Rubinstein.

Innowacje żywieniowe Valio odpowiadają na globalne trendy prozdrowotne. Pięć z nich zostało nominowanych do nagród SIAL Innovation Awards 2016, które przyznawane są najlepszym innowacjom w zakresie żywienia na świecie.

– Dla Valio innowacje to kluczowy element biznesu, jego integralna część. Wydajemy blisko 30 mln euro na badania i rozwój oraz kontrolę jakości. Historia naszych innowacji zaczyna się w latach 40., kiedy dyrektorem działu R&D był Artturi Virtanen, laureat Nagrody Nobla. Jego innowacje dotyczyły karmienia krów – opracował technologię, którą pozwoliła ustabilizować produkcję mleka w skali całego roku. Każdego dnia pytał swoich pracowników: „Co nowego?”. Tego staramy się trzymać, wnosić coś nowego, wyjść naprzeciw oczekiwaniom konsumentów. Te nowe koncepcje pozwalają naszym odbiorcom zdrowiej się odżywiać – mówi Lev Rubinstein.

Strategia Valio zakłada długofalową obecność na polskim rynku, który jest jedną z mleczarskich potęg w UE. Rozwojowi marki w Polsce ma sprzyjać rosnąca pozycja klasy średniej, dobra koniunktura i coraz silniejszy trend zdrowego odżywiania. W tej chwili firma analizuje polski rynek również pod kątem zdrowych przekąsek proteinowych Valio PROfeel – jogurtów, napojów mlecznych i białka, które cieszą się bardzo dużą popularnością w Finlandii.

Rośnie liczba danych przechowywanych w smartfonach i komputerach oraz ryzyko ich utraty. Coraz więcej firm specjalizuje się w ich odzyskiwaniu

Rośnie liczba danych przechowywanych w smartfonach i komputerach oraz ryzyko ich utraty. Coraz więcej firm specjalizuje się w ich odzyskiwaniu 4

W 2025 roku będziemy generować 463 mld gigabajtów danych dziennie. Dane przechowywane w komputerze, smartfonie czy tablecie, są jednak narażone na utratę, np. poprzez uszkodzenie urządzenia, czy w efekcie działań osób trzecich. Istnieje wiele darmowych i płatnych programów do odzyskiwania utraconych danych. Cięższymi przypadkami zajmują się wyspecjalizowane w tym obszarze firmy. Są w stanie odzyskać dane z każdego cyfrowego nośnika, nawet po ich trwałym usunięciu.

W 2017 roku populacja użytkowników internetu zwiększyła się do 3,8 mld. W ciągu trzech ostatnich lat liczba internautów zwiększyła się o 1,4 mld. Według firmy badawczej IDC, w 2025 roku będziemy dziennie generować 463 mld gigabajtów danych. Obecnie niemal wszystkie dane są zapisywane cyfrowo.

– W dzisiejszych czasach cała masa rzeczy jest zapisywanych cyfrowo. Idąc do dentysty, robimy sobie zdjęcie rentgenowskie, tu też informatyka i zapis danych jest wykorzystywany. Idąc do dyskontu, nasz wizerunek jest zapisywany na jakichś rejestratorach danych. Umowa ubezpieczenia, umowa w banku itd., te wszystkie dane mają swoją postać cyfrową, my właściwie każdą z takich informacji jesteśmy w stanie odzyskiwać, podobnie zdjęcia, czy prace dyplomowe studentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Małycha, prezes zarządu firmy Mediarecovery.

Według międzynarodowego badania przeprowadzonego przez Kaspersky Lab, 79 proc. ludzi przechowuje różnego rodzaju dokumenty na komputerach, 50 proc. w smartfonach, a 35 proc. w tabletach. Najbardziej wrażliwe dane przechowują w komputerach. 48 proc. respondentów przechowuje w komputerze skany paszportu, prawa jazdy czy ubezpieczenia.

Co ciekawe, jak wynika z badania, dla ludzi bardziej stresujące okazuje się zgubienie lub kradzież urządzenia oraz nieodwracalna utrata wszystkich zdjęć, niż np. zerwanie z partnerem, czy choroba zwierzaka.

– Coraz więcej użytkowników, szczególnie dziś, szczególnie młodszych, zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli coś zostało usunięte albo w jakiś sposób zniknęło z dysku twardego czy nośnika pamięci, to te dane można próbować odzyskać. To, że nie ma czegoś w koszu to tylko informacja dla systemu operacyjnego żeby pamiętać, że to miejsce można wykorzystać jako puste – twierdzi Sebastian Małycha.

Za odzyskanie danych trzeba zapłacić co najmniej kilkaset złotych, a cena usługi zależy głównie od typu nośnika, rodzaju systemu operacyjnego, typu uszkodzenia itp. Wyspecjalizowane firmy są w stanie odzyskać dane najróżniejszego typu, od prostych plików tekstowych po zdjęcia rentgenowskie.

– Z punktu widzenia odzyskiwania danych, nie ma znaczenia jakie są to dane, czy to są bazy danych, prosty plik Word czy Excel. Z naszej perspektywy to są po prostu zera i jedynki, jakaś informacja binarnie zapisana na dysku, który my próbujemy wyciągnąć i ułożyć w jedną całość – tłumaczy Sebastian Małycha.

Współczesna gospodarka wytwarza coraz więcej danych, które w coraz większym stopniu przechowywane są w formie elektronicznej. Dane takie są niejednokrotnie niezwykle cenne, dlatego też stosuje się różne techniki ich ochrony, w tym ochrony przed usunięciem. Zdarza się jednak, że stracimy dostęp do danych zapisanych na nośniku, co nie oznacza jednak, że dane te całkowicie z niego zniknęły. Niejednokrotnie informacje takie można odzyskać, a zajmują się tym wyspecjalizowane firmy.

– To nie jest magia, to technologia, nauka i wiedza. Daleko stąd do seriali kryminalnych, które możemy oglądać w telewizji, gdzie to wszystko ma postać trochę magiczną, niezrozumiałą. My jednak mocno opieramy się o to, co dostarcza nam wiedza i technologia – twierdzi ekspert.

Firma MarketsandMarkets w raporcie „Data Backup and Recovery Market – Global Forecast to 2022” podaje, że do roku 2022 wartość tego rynku zwiększy się z obecnych 7,13 mld dol. do 11,59 mld dolarów.

Wątpliwości co do projektu ustawy reprywatyzacyjnej. Rodziny dawnych właścicieli majątków ziemskich apelują o kompromis

Wątpliwości co do projektu ustawy reprywatyzacyjnej. Rodziny dawnych właścicieli majątków ziemskich apelują o kompromis 5

Dawni właściciele majątków ziemskich i ich spadkobiercy apelują do Ministerstwa Sprawiedliwości o wypracowanie nowego projektu ustawy reprywatyzacyjnej, który będzie uwzględniał wszystkie grupy społeczne poszkodowane przez dekrety nacjonalizacyjne po II wojnie światowej. Aktualny projekt, który resort zaprezentował w październiku, wyklucza kilka grup właścicieli z prawa do rekompensaty za zagarnięte przed laty mienie.

W momencie, w którym został opublikowany projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej, okazało się, że jest radykalnie inny niż wcześniejsze zapowiedzi. Dlatego mamy szereg wątpliwości i uwag dotyczących tego projektu, który w naszym przekonaniu jest po pierwsze niesprawiedliwy, a po drugie w wielu miejscach sprzeczny z prawem – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Schirmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego.

Projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało w październiku. To pierwszy po 1989 roku projekt przepisów, które mają ukrócić tzw. dziką reprywatyzację i uregulować status nieruchomości przejętych przez władze komunistyczne.

Resort zaproponował m.in.: wypłatę odszkodowań do 20 proc. wartości nieruchomości w chwili nacjonalizacji (z potrąceniem długów hipotecznych), które można zamienić na 25 proc. w obligacjach oraz zakaz zwrotów w naturze. Jak podkreślił w trakcie prezentacji projektu minister Patryk Jaki, obejmuje to też bezwzględny zakaz zwrotu kamienic wraz z lokatorami. Spadkobiercy będą mieli rok na złożenie roszczeń, które po tym czasie automatycznie wygasną (w tej chwili są bezterminowe). Projekt zakłada też zakaz handlu roszczeniami, likwidację dekretu Bieruta i przyznaje prawo do rekompensaty tylko dawnym właścicielom, ich małżonkom albo spadkobiercom w pierwszej linii.

Duża ustawa reprywatyzacyjna miała zadośćuczynić wszystkim poszkodowanym grupom, w wysokości podobnej, jak to miało miejsce w przypadku Zabużan. Okazało się, że projekt eliminuje pewne grupy społeczne, nie umożliwiając im nawet odszkodowania w wysokości tych 20 proc. Są to m.in. osoby poszkodowane z tytułu dekretu o reformie rolnej, czyli ziemianie nie mogą się ubiegać ani o rekompensatę, ani o zwrot mienia w naturze, co jest z naszego punktu widzenia bardzo ważne – mówi Marcin Schirmer.

Projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej wymienia szereg wyjątków – grup wyłączonych z prawa do rekompensaty, którym nie będzie przysługiwać żadna forma odszkodowania za znacjonalizowane mienie. Są to właściciele i ich spadkobiercy, którym majątki zabrano na podstawie dekretów dotyczących zdrajców narodu, wrogiego elementu, volksdeutschów oraz reformy rolnej z 1944 roku, na podstawie której właścicielom ziemskim odebrano i rozparcelowano ok. 3,5 mln hektarów ziemi.

Nie można pozwolić na to, żeby rodziny albo grupy zostały pozbawione własności prywatnej tylko dlatego, że byli albo za bogaci, bo tak uznało państwo, albo dlatego, że byli ze względów ideologicznych czy politycznych uznawani za wrogów poprzedniego reżimu. Jednym z fundamentalnych praw własności prywatnej jest to, że każdy ma prawo do swoich nieruchomości, które nabył, stworzył lub zbudował – niezależnie od poglądów politycznych, od tego, do jakiej partii należy i jakie miejsce do życia wybrał, w Polsce czy za granicą. Osoby, których rodziny już nie przebywają w Polsce, też powinny mieć święte prawo do przynajmniej częściowej rekompensaty – ocenia Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute, think tanku Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Pozbawianie prawa do rekompensaty osób, które nie mają polskiego obywatelstwa, a ich rodziny mieszkały przez wiele lat za granicą – to kolejne założenie do ustawy reprywatyzacyjnej, które wzbudza wątpliwości i kontrowersje. Polskie Towarzystwo Ziemiańskie zauważa, że po II wojnie światowej wielu przedstawicieli ich środowiska pozostało na emigracji ze względu na represje komunistyczne. Ich potomkowie bez polskiego obywatelstwa nie będą mogli się ubiegać o rekompensatę za zagarniętą przed laty własność.

PTZ podkreśla też, że dla byłych właścicieli i ich rodzin szczególnie dotkliwy jest zakaz zwrotów w naturze, który oznacza, że nie będą mogli się ubiegać o odzyskanie historycznych domów czy pałacyków, które pozostawały w ich posiadaniu przez wiele pokoleń, a dziś w wielu przypadkach niszczeją.

Osoby, które prowadzą w tej chwili postępowania sądowe, na mocy tej ustawy zostaną wyeliminowane z gry. Projekt zakłada wygaszenie roszczeń i zamknięcie ścieżki prawnej. To jest sprzeczne z prawem i budzi nasze wątpliwości. Nie można zamykać ludziom ścieżki prawnej, szczególnie że część z nich prowadzi już swoje sprawy na drodze administracyjnej czy cywilnej od wielu lat, a niektórzy z nich są już bliscy finału. Powinni mieć możliwość dokończenia tych spraw tak, aby uzyskać pełne zadośćuczynienie, co w niektórych wypadkach jest wciąż możliwe – podkreśla Marcin Schirmer.

Prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego zwraca uwagę na to, że wszystkie dotychczasowe propozycje ustaw reprywatyzacyjnych zakładały pewien dualizm – osoby, które chciały skorzystać z ustawy, miały do tego prawo. Natomiast te, które wolały prowadzić swoje sprawy na drodze sądowej bądź administracyjnej – również miały taką szansę. Najnowszy projekt dużej ustawy reprywatyzacyjnej zakłada obowiązkowe – a nie dobrowolne – umarzanie toczących się w tej chwili postępowań reprywatyzacyjnych w sądach.

Apelujemy o wprowadzenie ustawy reprywatyzacyjnej, ale uważamy, że powinna ona być wynikiem szerokiego kompromisu między administracją rządową a poszkodowanymi. Dlatego apelujemy, aby przystąpić do rozmów i na drodze kompromisu wypracować taki projekt, który z jednej strony będzie akceptowalny dla wszystkich stron tego porozumienia, a z drugiej – możliwy do zrealizowania, sprawiedliwy i zgodny z prawem. Powinien on równo traktować wszystkie grupy poszkodowane, wszystkie dekrety nacjonalizacyjne po II wojnie światowej powinny być w nim ujęte. To podstawowy element – podkreśla Marcin Schirmer.

Projekt ustawy reprywatyzacyjnej zakłada, że rekompensaty dla właścicieli i spadkobierców będą wypłacane sukcesywnie, „z uwzględnieniem możliwości finansowych państwa”. Nie precyzuje ani konkretnych terminów, ani obciążeń finansowych, które z tego tytułu poniesie budżet państwa – co zdaniem większości ekspertów jest głównym mankamentem. W ocenie Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego dowolność w tym zakresie spowoduje, że wypłaty odszkodowań będą się ciągnąć całymi latami.

Własność prywatna jest święta i należy to honorować. To jest fundament każdej demokracji i funkcjonowania każdego państwa. Im bardziej ona była rozkradana czy przejmowana, tym bardziej należy dołożyć wszelkich starań, żeby te nieruchomości zostały zwrócone. Nie tylko dlatego, że tym ludziom się to należy, ale po to, żeby pokazać skutki wszystkim tym, którym kiedykolwiek w przyszłości przyszedłby do głowy pomysł kradzieży nieruchomości, czyli podważania prawa do własności prywatnej. Powinni widzieć, jakie są tego konsekwencje, choćby nawet po 50–60 latach – podkreśla Tomasz Wróblewski.

Rozwój telemedycyny zmniejszy kolejki do lekarzy. Rejestracja on-line oraz elektroniczne recepty najbardziej oczekiwane przez pacjentów

Rozwój telemedycyny zmniejszy kolejki do lekarzy. Rejestracja on-line oraz elektroniczne recepty najbardziej oczekiwane przez pacjentów 6

Cyfryzacja polskiej służby zdrowia wciąż jest na początkowym etapie. W przypadku rynku publicznego obejmuje około jedną czwartą podmiotów. Jednak najczęściej dostęp do danych medycznych ma jedynie jedna strona, czyli lekarz. Pacjenci oczekują od nowoczesnej służby zdrowia przede wszystkim błyskawicznej rejestracji online oraz recept, wystawianych drogą elektroniczną. Rozwój telemedycyny może znacząco zmniejszyć kolejki do lekarzy. Liczą na to zwłaszcza seniorzy.

– Starsi ludzie wcale nie mają oporów przed korzystaniem z nowości – nie boją się używać nowych technologii, takich jak telefony komórkowe czy Internet. Dzięki temu jesteśmy przekonani, że pozytywne skutki wprowadzenia telemedycyny w Polsce odczują wszyscy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Miluski, menedżer projektu w firmie LekSeek Polska.

O tym, że cyfryzacja służby zdrowia w naszym kraju jest słabo rozwinięta mówi ponad 65 proc. Polaków. Tak wynika z raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, przygotowanego przez firmę LekSeek. Blisko trzy czwarte osób w wieku powyżej 60 lat uważa, że rozwój telemedycyny przyniósłby wiele korzyści. Są jednak pewne bariery, które utrudniają rozwój medycyny na odległość.

– Na dzień dzisiejszy telemedycyna w Polsce jest jeszcze w powijakach. Prawo medyczne w Polsce to określone uwarunkowania, których nie można przeskoczyć, z drugiej strony – niektóre firmy generują oprogramowanie dla końcowego użytkownika, które tylko w połowicznym sensie rozwiązuje problemy – twierdzi ekspert.

Według raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, jako rozwiązania, które usprawniłyby pracę lekarzy i placówek medycznych, ankietowani wymieniają najczęściej wprowadzenie rejestracji on-line oraz zintegrowanego systemu przechowującego dane dotyczące całej historii chorób pacjentów. Trzy czwarte Polaków w wieku powyżej 50 lat proponuje wprowadzenie recepty otrzymywanej drogą elektroniczną.

– Telemedycyna może diametralnie pomóc pacjentom w codziennym życiu, ponieważ każdy z nas chce wiedzieć na bieżąco, jaki jest stan jego zdrowia, a nie mamy na to czasu, aby pokazywać się u lekarza z każdą dolegliwością – mówi Piotr Miluski z firmy LekSeek.

Jak zauważa ekspert, sposób dostarczania takich informacji medycznych dla pacjenta powinien być przejrzysty i szeroko dostępny. Zastosowanie znajdują tutaj aplikacje mobilne i internetowe, z których można skorzystać wszędzie tam, gdzie jest Internet. Istotnym aspektem jest także aspekt ekonomiczny.

– Aplikacje powinny być bezpłatne. Nie chcemy, aby użytkownik końcowy był obciążany kosztami za informacje, które mu się z definicji należą. Ważne jest także to, aby te informacje były w pełni wiarygodne. Muszą być na tyle sprawdzone i w sposób odpowiedni wybrane z rynku, aby nie zarzucać odbiorcy informacjami, które są dla niego nieważne lub mogą wprowadzać w błąd, co w przypadku zdrowia ma ogromne znaczenie – zaznacza Piotr Miluski.

Ankietowani wskazują, że rozwój telemedycyny mógłby przynieść wiele korzyści. Wśród nich wymienia się zmniejszenie kolejek i zwiększenie czasu, który lekarze mogliby poświęcić pacjentowi dzięki usprawnieniu m.in. przepływu informacji.

– W dłuższej perspektywie myślę, że telemedycyna w Polsce stworzy takie rozwiązania, które w dużej mierze odciążą lekarzy i spowodują, że pacjenci będą mogli pełniej otrzymywać informacje o swoim stanie zdrowia – podkreśla ekspert z firmy LekSeek.

Największy w Polsce pośrednik finansowy startuje z nową linią biznesową. To odpowiedź na zmiany w prawie oraz na rynku finansowo-ubezpieczeniowym

Największy w Polsce pośrednik finansowy startuje z nową linią biznesową. To odpowiedź na zmiany w prawie oraz na rynku finansowo-ubezpieczeniowym 7

W przyszłym roku Grupa Open Finance otworzy pierwsze placówki w modelu franczyzowym obejmujące ofertę finansową, nieruchomościową i ubezpieczeniową. Za pięć lat sieć franczyzowa ma obejmować 150 takich oddziałów. Open Finance podkreśla, że ze względu na nowe regulacje prawne i zmiany zachodzące na rynku to najlepszy moment na start nowego konceptu biznesowego.

 Nasz nowy model biznesowy jest innowacyjny, ponieważ łączymy w jednym oddziale trzy światy – nieruchomości, ubezpieczenia i finanse. Mamy jeden stały koszt i trzy branże, w których mogą działać nasi partnerzy franczyzowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Dul, dyrektor zarządzający franczyzą w Open Finance.

Grupa Open Finance startuje z nowym modelem biznesowym. Pod koniec stycznia 2018 roku powstaną pierwsze jej placówki w modelu franczyzowym, które będą obejmowały trzy marki – Open Finance (pośrednictwo finansowe), Home Broker (pośrednictwo nieruchomości) oraz Open Brokers (doradztwo ubezpieczeniowe).

– Nasze własne sieci nadal są podstawą naszej działalności, natomiast obserwujemy też zachodzące na rynku zmiany. Był okres, kiedy rynek był bardzo rozdrobniony, część działających na nim osób po jakimś czasie samodzielnie podpisywała umowy z bankami, z ubezpieczycielami. Dzisiaj rynek podlega konsolidacji, wchodzą nowe regulacje prawne, jak RODO czy ustawa o kredycie hipotecznym i nadzorze nad pośrednikami. Kilkuosobowe, małe firmy, które działają na tym rynku, mogą nie sprostać tym obostrzeniom. Dlatego uważamy, że to idealny moment, aby uruchomić nową linię biznesową – mówi Grzegorz Dul.

Połączenie trzech marek oznacza, że klienci w jednym oddziale będą mieć bezpośredni dostęp do oferty 19 banków obejmującej kredyty gotówkowe i  hipoteczne, 700 inwestycji deweloperskich, 35 tys. ofert nieruchomościowych z rynku pierwotnego i wtórnego w 20 największych portalach oraz 23 towarzystw ubezpieczeniowych.

W przyszłym roku ma powstać 25 takich oddziałów. Natomiast docelowo, w ciągu najbliższych pięciu lat, sieć ma obejmować już 150 placówek franczyzowych. Lokalizacja kolejnych punktów ma być szczegółowo planowana, tak żeby nie powstawały w zbyt bliskim sąsiedztwie i nie konkurowały ze sobą bezpośrednio.

 Po zainteresowaniu firm, które wysyłają do nas zapytania o współpracę w ramach franczyzy, jesteśmy przekonani, że to właściwy moment, który gwarantuje nam sukces tej linii biznesowej. My tworzymy parasol ochronny, dajemy partnerom możliwość prowadzenia biznesu i zarabiania jak na indywidualnej działalności gospodarczej. Z drugiej strony ograniczamy bardzo ważny czynnik, jakim jest ryzyko. Partnerzy są traktowani jak nasi pracownicy, mają komplet narzędzi i cały komfort działania, który daje grupa kapitałowa oraz silny brand – mówi Grzegorz Dul.

Po stronie partnerów franczyzowych przewidywana kwota inwestycji w placówkę ma wynosić 30–40 tys. zł, w zależności od jej modelu biznesowego.

– Najważniejsze korzyści, które płyną ze współpracy z nami, to atrakcyjny system wynagrodzeń, jasne i przejrzyste warunki współpracy, wiarygodny partner oraz rozpoznawalne marki – podkreśla Grzegorz Dul.

Partnerzy franczyzowi będą otrzymywać usługę szytą pod ich oczekiwania. Grupa zajmie się znalezieniem odpowiedniego lokalu, zapewnieniem ekipy wykończeniowej i zorganizuje wyposażenie tak, aby nowy partner otrzymywał gotową placówkę pod klucz. Pomoże też w rekrutacji oraz szkoleniach pracowników i wszystkich innych aspektach związanych z uruchomieniem i prowadzeniem oddziału.

 Dodatkowo przygotowaliśmy pakiety marketingowe na start i szereg bonusów, jak pakiety ubezpieczeniowe, medyczne czy preferencyjna oferta floty służbowej. Staraliśmy się stworzyć jak najwięcej narzędzi, żeby nasi partnerzy czuli, że dostają z jednej strony świetną ofertę, jeśli chodzi o dostęp do szerokiej palety usług, a z drugiej strony wiele profitów wynikających ze współpracy z naszą grupą – mówi Grzegorz Dul.

Poza gotowym know-how biznesu Open Finance będzie też dostarczać partnerom szereg narzędzi niezbędnych w codziennej pracy i wsparcie szkoleniowe. System szkoleń ma być identyczny – zarówno dla sieci własnej, jak i franczyzowej.

– Dajemy pełen dostęp do naszych CRM-ów, banku wiedzy, porównywarek kredytowych, jak ktorykredyt.pl, platform, na których publikujemy profile naszych pracowników. W ramach Home Broker zapewniamy dostęp do aplikacji e-baza nieruchomości i CRM-u, gdzie są dostępne wszystkie oferty z rynku pierwotnego, jak i wtórnego. Jeśli chodzi o Open Brokers, to system i aplikacje do zarządzania sprzedażą, które są zintegrowane z towarzystwami ubezpieczeniowymi, dzięki czemu stwarzają możliwość wydrukowania tak naprawdę gotowej polisy – mówi Grzegorz Dul.

Dyrektor zarządzający kanałem sprzedaży w Open Finance zauważa, że ze względu na elastyczność i korzyści finansowe na prowadzenie własnej działalności decyduje się coraz więcej osób.

 Trzy najważniejsze zalety prowadzenia własnego biznesu to: samodzielność podejmowanych decyzji, poczucie niezależności i możliwość uzyskiwania wyższych zarobków. Na dziś najbardziej popularne sektory to usługi i handel, natomiast patrząc branżowo – są to właśnie nieruchomości, finanse, ubezpieczenia i gastronomia – mówi Grzegorz Dul.

Rozszerzona rzeczywistość to szansa dla biznesu. Pozwala zwizualizować przed zakupem wystrój mieszkania czy dobrać rozmiar pudełka

Rozszerzona rzeczywistość to szansa dla biznesu. Pozwala zwizualizować przed zakupem wystrój mieszkania czy dobrać rozmiar pudełka 8

Coraz częściej rzeczywistość rozszerzona jest tym, czego oczekują klienci. Skomplikowane technologie można zastosować nawet w bardzo prostych rozwiązaniach oraz branżach, które z nowoczesną technologią się nie kojarzą. Aplikacje AR są wykorzystywane np. w branży meblarskiej, w której sprzedawcy pozwalają umeblować mieszkanie klienta przed zakupem mebli. Niedawno rozszerzona rzeczywistość trafiła także na rynek sprzedaży pudełek. Pozwala wirtualnie zmierzyć, czy konkretna rzecz zmieści się w wybranym pudełku.

Z raportu przygotowanego przez firmę DigitalBridge dowiadujemy się, że na samym tylko rynku handlu detalicznego 9 proc. klientów oczekuje wdrożenia sztucznej inteligencji w postaci botów, z którymi można porozmawiać, kolejne 30 proc. chce podczas zakupów wspomagać się rzeczywistością wirtualną, a aż 61 proc. najchętniej skorzystałaby z rzeczywistości rozszerzonej.

– Nasza najnowsza aplikacja wykorzystuje rozszerzoną rzeczywistość i udostępniony przez Apple ARKit, który pozwala zwizualizować sobie wirtualne obiekty w prawdziwej rzeczywistości, na prawdziwej powierzchni, tak też rzeczywiście funkcjonuje nasza aplikacja, czyli umożliwia zwizualizowanie zaprojektowanego wcześniej pudełka na płaskiej powierzchni, np. biurku tudzież stole – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Konrad Kwiatkowski z Zapakuj.to.

Po uruchomieniu aplikacji użytkownik ma możliwość zwizualizowania pudełka na zwykłej, płaskiej powierzchni u siebie w mieszkaniu. Bryła wirtualnego pudełka jest odzwierciedleniem faktycznego rozmiaru pudełka co do milimetra. Dzięki temu użytkownik może zobaczyć, jak taki design pudełka będzie wyglądał na prawdziwej bryle w prawdziwym otoczeniu.

– Druga, ważniejsza sprawa, jest taka, że klient może włączyć tryb przezroczystości i wsuwając coś w ten obrys bryły może zobaczyć, czy rzeczywiście przedmiot, który sprzedaje, będzie się do tego pudełka mieścił – tłumaczy Konrad Kwiatkowski.

Coraz więcej sprzedawców detalicznych udostępnia własne aplikacje do rzeczywistości rozszerzonej. Szczególnie aktywni są tutaj sprzedawcy mebli i elementów wyposażenia wnętrz. Dzięki aplikacji klient może sprawdzić, jak będzie po zakupie wyglądało wnętrze jego mieszkania. To ułatwia podjęcie decyzji, dobór wzorów, kolorów czy formy.

Rynek rzeczywistości rozszerzonej w 2016 r. był warty 2,39 mld dol. Według raportu „Augmented Reality Market – Global forecast to 2023” w ciągu najbliższych sześciu lat średnioroczny wzrost jego wartości ma wynieść blisko 56 proc., by w 2023 roku osiągnąć wartość 61,39 mld dol.

Małe i średnie przedsiębiorstwa nadal nie dostosowały się do zmian przepisów o ochronie danych osobowych. Od maja grożą im wysokie kary

Małe i średnie przedsiębiorstwa nadal nie dostosowały się do zmian przepisów o ochronie danych osobowych. Od maja grożą im wysokie kary 9

Dostosowanie do nowych przepisów o ochronie danych osobowych, które wprowadzi od maja 2018 roku unijna dyrektywa RODO (GDPR), oznacza dla firm wielomiesięczne przygotowania, zarówno od strony organizacyjnej, jak i technicznej. Zanim nowe przepisy wejdą w życie, przedsiębiorstwa muszą dokonać analizy ryzyka, przeszkolić pracowników, wdrożyć rozwiązania i infrastrukturę IT, która zagwarantuje bezpieczeństwo danych osobowych oraz wymienić większość klauzul i formularzy. Na pół roku przed RODO tylko duże firmy zaczęły przygotowania do prawnej rewolucji. Wśród podmiotów z sektora MSP ich skala jest niewielka.

– Adaptacja do wymagań stawianych przez RODO może być kosztowna dla firm. To zależy od świadomości, dojrzałości i skomplikowania procesów biznesowych. Na pewno trzeba będzie ponieść koszty związane z analizą ryzyka, zmianami w organizacji czy stworzeniem stanowiska oficera danych osobowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Perz, menadżer działu Systemy CRM i Integracja w Hicron.

RODO, czyli ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, zacznie obowiązywać od 25 maja 2018 roku. Unijna regulacja ma ujednolicić przepisy w tym zakresie na terenie wszystkich dwudziestu ośmiu państw członkowskich Wspólnoty. Przygotowana na jej podstawie polska ustawa zastąpi dotychczasowy akt prawny, który obowiązuje od 20 lat.

Ekspert Hicron ocenia, że niecałe pół roku przed wejściem w życie RODO stan przygotowań polskich firm z sektora MSP do nowej regulacji jest marginalny. Z kolei duże przedsiębiorstwa i koncerny podjęły już kroki, które mają im pomóc zaadaptować się do nowych przepisów.

Stan przygotowań polskich firm zależy od wielkości organizacji. W tych większych prowadzone są analizy wewnętrzne, definiowane są obszary, które powinny w pierwszej kolejności podlegać zmianom. Są również wdrażane pierwsze rozwiązania i zmiany. Natomiast w mniejszych organizacjach ten problem jest prawie całkowicie marginalizowany. Biorąc pod uwagę bliski termin wdrożenia tej regulacji i skalę wymagań, które niesie za sobą RODO, stopień zaawansowania tych przygotowań jest naprawdę niewielki – mówi Przemysław Perz.

Nowe prawo narzuci szereg obowiązków podmiotom, które gromadzą i przetwarzają informacje o swoich klientach. Dla firm RODO oznacza więc wielomiesięczne przygotowania, m.in. konieczność przejrzenia i wymiany formularzy, klauzul i zgód na przetwarzanie danych osobowych klientów, zweryfikowania wewnętrznych procesów pod kątem bezpieczeństwa tych informacji, wdrożenia infrastruktury IT, która to zagwarantuje, przeszkolenia pracowników oraz utworzenia stanowiska administratora danych osobowych, który będzie czuwał nad ich bezpieczeństwem i przestrzeganiem nowej regulacji.

Jak podkreślają eksperci Hicron, sprawne przygotowanie do wdrożenia nowych przepisów obejmuje pięć najważniejszych kroków.

Pierwszy to zbudowanie w organizacji świadomości i wiedzy na temat wymagań stawianych przez nowe przepisy. W kolejnym kroku należy przeprowadzić analizę i zidentyfikować potencjalne ryzyko naruszeń tych przepisów. Dalej należałoby się zastanowić nad rozwiązaniami, które adresują te ryzyka. One powinny dotyczyć obszaru prawnego, IT, ale też zmiany procedur i funkcjonowania organizacji, choćby przez wprowadzenie stanowiska oficera danych osobowych czy współpracy z organami nadzorującymi – mówi Przemysław Perz.

Czwartym krokiem w przygotowaniach do RODO jest wdrożenie rozwiązań, które wynikają z tej regulacji. Na koniec firma nie może też zapomnieć o monitorowaniu ryzyka, ciągłym analizowaniu ryzyka i zagrożeń, które stoją przed organizacją w kontekście zapewnienia bezpieczeństwa danych osobowych.

Głównym celem RODO jest legislacyjne potwierdzenie, że ochrona danych osobowych jest podstawowym prawem obywateli UE, podstawowym prawem człowieka. Dlatego RODO niesie też szereg korzyści dla osób prywatnych, nadaje im więcej praw. Po drugie, mamy też większą transparentność w odniesieniu do użycia naszych danych osobowych, wiemy, kto i kiedy, w jakim procesie i dlaczego je wykorzystał – mówi Przemysław Perz.

Zgodnie z wymogami RODO firmy będą musiały przekazywać klientom bardzo szczegółowe informacje o przetworzeniu ich danych osobowych bądź prosić o zgodę na ich wykorzystanie w kontekście konkretnego procesu biznesowego (legitim interest). Jednym z największych wyzwań będzie tzw. prawo do bycia zapomnianym (right to be forgotten), które oznacza, że dane osób, które sobie tego zażyczą, muszą zostać w całości usunięte z systemów administratora. Dotyczy to także kopii, linków, odniesień i dokumentacji papierowej, na przykład wydruków czy skanów dokumentów. Jeżeli wcześniej te dane zostały udostępnione albo trafiły do internetu, administrator musi się upewnić, że wszystkie ich kopie i linki zostały skasowane i usunięte na dobre, nawet jeżeli są już w posiadaniu innych podmiotów.

Wszystko zależy od skali skomplikowania procesów biznesowych, które są na styku z osobami prywatnymi, konsumentami czy pracownikami, oraz od skali złożoności systemów IT, dojrzałości organizacji i tego, jak dba ona o prawa osób prywatnych – mówi przedstawiciel Hicron.

Olfaktometr zbada emocje wywoływane przez zapachy. Urządzenie znajdzie zastosowanie przy wykrywaniu chorób Parkinsona czy Alzheimera

Olfaktometr zbada emocje wywoływane przez zapachy. Urządzenie znajdzie zastosowanie przy wykrywaniu chorób Parkinsona czy Alzheimera 10

Opracowano specjalne urządzenie do precyzyjnego podawania bodźców zapachowych. Olfaktometr umożliwia dokładne określenie, w którym momencie badany czuje zapach. Połączenie go z systemami obrazowania aktywności mózgu daje możliwość zarejestrowania konkretnych reakcji. Poznanie reakcji ludzkiego układu nerwowego na konkretne zapachy to informacje, które mogą być przydatne zarówno w marketingu, jak i w medycynie.

– Olfaktometr to urządzenie, które służy do precyzyjnego podawania bodźców zapachowych. Bodźce zapachowe są podawane pacjentowi bądź osobie badanej w taki sposób, żebyśmy mogli dokładnie stwierdzić, w którym momencie badany czuje ten zapach. Takie urządzenie może działać w połączeniu z systemami do obrazowania aktywności mózgu, takimi jak rezonans magnetyczny czy elektroencefalografia, wówczas jesteśmy w stanie zaobserwować, w jaki sposób mózg reaguje na odczuwany zapach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Madej, kierownik ds. sprzedaży w firmie Neuro Device Group.

Wynalazek znajduje zastosowanie w medycynie. Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia, z chorobą Alzheimera żyje blisko 44 mln osób na całym świecie, a do 2030 roku liczba ta ma wzrosnąć do 65 mln. W Polsce jest to ponad 300 tys. osób, część jeszcze niezdiagnozowana.

– Badania nad zapachami mogą być mocno związane z medycyną i wczesnym wykrywaniem chorób neurodegeneracyjnych, takich jak Parkinson czy Alzheimer. W przypadku tych chorób pierwszym zmysłem, który ulega zaburzeniu, jest właśnie zmysł powonienia, więc badania z wykorzystaniem olfaktometru mogą stać się wkrótce narzędziem diagnostycznym w badaniach przesiewowych przy wczesnym rozpoznawaniu tego typu zaburzeń – prognozuje Krzysztof Madej.

Medycyna to jednak nie jest jedyny obszar, w którym bodźce zapachowe są istotne. Olfaktometr to urządzenie, dzięki któremu można sprawdzić reakcję np. na zapach jedzenia, mieszanki zapachowe używane w kosmetykach, środkach czyszczących czy sklepach. Bodźce zapachowe mogą bowiem wpływać w różny sposób na zachowanie człowieka. To bezcenna wiedza dla specjalistów od marketingu.

– Badania zaczęliśmy od sprawdzenia, w jaki sposób zapachy wpływają na emocje i czy w ogóle możemy zmierzyć emocje wywoływane przez dane zapachy. Udało się to osiągnąć, dzięki czemu mamy takie możliwości jak wykorzystanie tego w marketingu. Sprawdzamy, czy dany zapach wpływa pozytywnie na odbiór produktu, czy może wręcz przeciwnie – twierdzi ekspert.

Olfaktometr został zaprojektowany tak, aby badanie mogło zostać przeprowadzone także podczas rezonansu magnetycznego, co pozwoli na zarejestrowanie konkretnych reakcji układu nerwowego. Jak podkreślają twórcy, zaletami urządzenia są precyzja czasowa oraz szerokie możliwości synchronizacyjne. To szczególnie ważne, bo przy wielu pomiarach potrzebna jest dokładność rzędu milisekund.

– Chcemy wiedzieć dokładnie, w którym momencie badany czuje zapach, bo tylko dzięki temu jesteśmy w stanie precyzyjnie rozpoznać, czy dana reakcja, która zaszła w mózgu, wiąże się z odczuciem tego konkretnego zapachu. Urządzenie zapewnia możliwość synchronizacji z rytmem oddechowym, więc naturalnie wiemy, w którym momencie badany wciąga zapach, wiemy, w którym momencie powinna się pojawiać reakcja w mózgu – dodaje przedstawiciel firmy Neuro Device Group.

Według firmy analitycznej Research and Market globalny rynek urządzeń neurologicznych w latach 2017–2022 ma rosnąć w tempie 9,1 proc. średniorocznie. Z prognoz Transparency Market Research wynika, że rynek ten w 2019 roku będzie wart 13,6 mld dol.

Służby USA i Wielkiej Brytanii nie szpiegowały obywateli Niemiec

Śledztwo prowadzone przez federalnego prokuratora Niemiec nie potwierdziło istnienia dowodów na to, aby amerykańskie i brytyjskie służby wywiadowcze inwigilowały obywateli niemieckich na masową skalę. Rzecznik prokuratury oświadczył, że zarówno prokurator, jak i specjalna komisja Bundestagu nie potwierdzili rewelacji zawartych w dokumentach ujawnionych przez Edwarda Snowdena, jakoby systematycznie i masowo inwigilowano niemieckich operatorów telekomunikacyjnych i Internetu.

Zdaniem prokuratora wszystkie globalne wywiady na świecie prowadzą monitoring danych telekomunikacyjnych i aktywności internetowej, ale działania Wielkiej Brytanii i USA nie były w jakiś szczególny sposób ukierunkowane na Niemcy. W oświadczeniu wskazano, iż informacje opublikowane przez Snowdena dotyczą jedynie technik i potencjalnych zdolności amerykańskiej NSA i brytyjskiego GCHQ, które wszakże były wcześniej znane władzom odpowiedzialnym za obronę narodową.

Konkluzja oznacza, że dochodzenie w tej sprawie zostanie zamknięte. Jego koniec następuje po długim, trwającym od początku 2013 r. okresie napięć pomiędzy Berlinem, Waszyngtonem i Londynem. Doniesienia, iż podsłuchiwano osobisty telefon Angeli Merkel, wywołały oburzenie i spowodowały wszczęcie dochodzenia. Kanclerz Merkel oświadczyła wówczas, iż nie szpieguje się wśród przyjaciół, a zimna wojna już dawno się skończyła. Jednak prokuratura w 2015 r. wycofała się z drążenia tego zarzutu, kiedy wyszły na jaw informacje sugerujące, że niemiecka zagraniczna agencja wywiadowcza BND pomagała od lat NSA szpiegować europejskie firmy i polityków.

Inwigilacja jest tematem szczególnie wrażliwym dla Niemiec, które mają za sobą doświadczenia związane z aktywnością wszechobecnej wschodnioniemieckiej służby STASI.

Źródło: The Independent z 5.11.2017 r.

Australia w obliczu bezprecedensowych zagrożeń szpiegowskich

Australijski wywiad (Australian Security Intelligence Organisation – ASIO) poinformował, że kraj doświadcza szpiegostwa i obcego wpływu na sprawy wewnętrzne na bezprecedensową skalę. W corocznym raporcie przedstawionym parlamentowi ASIO ujawnił, iż brakuje mu środków, aby przeciwstawić się „szkodliwemu szpiegostwu” i „złośliwej aktywności” skierowanym przeciwko Australii.

W raporcie wskazano, że oficerowie wywiadu zidentyfikowali pewną liczbę państw i innych aktorów, którzy prowadzą szpiegostwo i starają się wpływać na wewnętrze sprawy kraju. Wielu z nich to obce agencje wywiadowcze, które usiłują różnymi metodami szukać „dostępu do klasyfikowanych informacji dotyczących australijskich sojuszy i partnerstwa”. Gromadzą również informacje dotyczące stanowiska Canberry w kwestiach ekonomicznych, dyplomatycznych i militarnych oraz polityki energetycznej kraju. Dodatkowo, wykryto szpiegostwo przeciwko australijskim ośrodkom naukowym i technicznym.

Raport charakteryzuje kontrwywiadowcze dochodzenia i operacje jako prowadzone z dużym rozmachem, podkreślając, iż z usług kontrwywiadowczych korzystają w większym niż kiedykolwiek zakresie agencje rządowe i sektor przemysłowy. Z uwagi na te fakty wskazano potrzebę utrzymania rozbudowanych sił i środków służb wywiadu i kontrwywiadu.

W poprzednich latach – jak zapisano w raporcie – agencja zidentyfikowała obce państwa, które potajemnie starały się wpłynąć na australijską opinię publiczną i kształtować poglądy australijskich specjalistów od mediów i przemysłu oraz urzędników rządowych w taki sposób, aby przyczyniali się oni do wspierania interesów innych krajów. Odnotowano również szpiegostwo przeciwko członkom społeczności etnicznych w Australii.

Raport nie precyzuje, o jakie państwa chodzi, jak również nie wskazuje, czy zagraniczni agenci byli w analizowanym okresie aresztowani, uwięzieni lub wydaleni z kraju za akty szpiegostwa.

Źródło: portal intelNews.org z 18.10.2017 r.
Autor: Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.