BNP Paribas dołączył do grona emitentów produktów strukturyzowanych na GPW

  • 15 grudnia br. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zadebiutowały certyfikaty strukturyzowane wyemitowane przez BNP Paribas
  • Instrumentem bazowym dla nowych certyfikatów jest indeks EURO STOXX® BanksPrice EUR Index
  • BNP Paribas to już piąty emitent produktów strukturyzowanych notowanych na GPW

15 grudnia 2017 r. w obrocie giełdowym znalazły się nowe certyfikaty strukturyzowane wyemitowane przez BNP Paribas Issuance B.V. Instrumentem bazowym dla nowej emisji certyfikatów jest indeks EURO STOXX® BanksPrice EUR Index.

 Cieszymy się, że BNP Paribas wyemitował serię certyfikatów strukturyzowanych na naszym rynku. Nowe instrumenty poszerzą paletę możliwości inwestycyjnych o certyfikaty typu autocall na indeks  EURO STOXX® BanksPrice EUR Index. Liczymy na to, że będąc już na polskim rynku i mając przetartą ścieżkę emisji produktów strukturyzowanych, emitent wprowadzi na GPW w przyszłości kolejne – powiedział Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Do obrotu giełdowego została wprowadzona jedna seria certyfikatów ISIN  XS1631571871 z terminem ostatniego notowania 24 listopada 2020 r. Cena emisyjna certyfikatów wynosi 1000 PLN Liczba certyfikatów, które emitent wprowadził do obrotu wynosi 56 465 sztuk. Nowe instrumenty będą notowane na rynku równoległym w Systemie Animatora Rynku. Dystrybutorem certyfikatów było Biuro Maklerskie Banku BGŻ BNP Paribas, które prowadziło sprzedaż w sieci Banku BGŻ BNP Paribas.

– Jesteśmy podekscytowani możliwością notowania naszych certyfikatów strukturyzowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, dzięki czemu zwiększy się ich przejrzystość i płynność. Mamy nadzieję, że pomoże to w dalszym rozwoju produktów strukturyzowanych w sieci Banku BGŻ BNP Paribas oraz pozwoli na bliższą współpracę z innymi dystrybutorami w Polsce – powiedziała Danuta Wolniak z londyńskiego oddziału BNP Paribas, odpowiedzialna za rozwój produktów inwestycyjnych.

Podstawowe informacje dotyczące debiutujących certyfikatów zamieszczone zostały na stronie internetowej: http://eqdpo.bnpparibas.com/XS1631571871 oraz na stronie internetowej GPW: https://www.gpw.pl/produkty-strukturyzowane.

Obecnie na warszawskiej giełdzie notowanych jest 940 produktów strukturyzowanych. Inwestorzy mają duży wybór instrumentów bazowych, zróżnicowanych pod kątem miejsca pochodzenia i rodzaju: akcji, koszyków akcji, indeksów, surowców produktów rolnych. Ponadto produkty strukturyzowane umożliwiają wybór instrumentu bazowego zgodnego z preferowanym poziomem ryzyka inwestycyjnego, a także możliwość zarabiania na wzrostach i spadkach cen instrumentów bazowych.

Z którymi językami zarobisz najwięcej?

Jak wynika z danych Pracuj.pl, pracodawcy coraz częściej poszukują osób ze znajomością co najmniej jednego języka obcego. Wymóg ten pojawia się w ogłoszeniach z każdego obszaru, co oznacza, że nie ma obecnie kategorii, w której znajomość języka nie miałaby znaczenia dla pracodawców. Istnieją takie kategorie, w których ponad 80% ofert pracy zawiera taki wymóg.

Czy znajomość języka obcego jest wymogiem koniecznym?

Największe zapotrzebowanie na pracowników znających inny, oprócz rodzimego, język odnotowuje się w kategorii Zakupy – tam zaledwie 13% wszystkich ofert pracy nie zawierało wymogu znajomości języka obcego. Na drugim miejscu ex equo znalazły się kategoria IT – Administracja oraz Public Relations.Języki obce w pracy

Bardzo dużą wagę do języków obcych, przywiązuje się w sektorze IT. W kategorii IT Administracji, największe zapotrzebowanie na pracowników ze znajomością języka obcego występuje w obszarze Zarządzanie usługami – tam wymóg pojawia się aż w 90% ofert. Z kolei biorąc pod lupę programistów, niemal 90% ofert ze specjalizacji architektura oraz zarządzanie projektem zawiera informację o konieczności znajomości języka innego niż rodzimy.

Podobnie jest w kategorii Doradztwo/Konsulting, w której 90% ofert pracy z sektora prawo/podatki zawiera wymóg znajomości co najmniej jednego języka obcego. Co ciekawe, pracodawcy z tej kategorii w większości wymagają od kandydatów do pracy znajomości języka obcego, wyjątkiem są ogłoszenia pochodzące z sektora publicznego – tam aż 66% ofert pracy nie zawiera oczekiwania związanego ze znajomością języków obcych.

Czy istnieją kategorie, w których język obcy nie jest istotny dla pracodawcy? Jak wynika z analizy Pracuj.pl, istnieją takie kategorie, w których wymóg znajomości języka obcego nie jest tak oczywisty. Część z nich może być pewnym zaskoczeniem.Języki obce w pracy 2

W kategorii Zdrowie/Uroda/Rekreacja, aż 96% ofert pracy skierowanych do pracowników aptek nie zawierało wymogu znajomości języka. W przypadku pracowników z sektora Sprzedaży/obsługi klienta, języki obce są praktycznie nie wymagane od zatrudnionych w sieciach handlowych oraz osób pracujących w finansach/bankowości/ubezpieczeniach. W tej kategorii, język obcy jest wymagany najczęściej wobec osób zajmujących się turystyką oraz inżynierią. Co ciekawe, w przypadku inżynierii bardzo duże znaczenie ma znajomość języka niemieckiego. Pracodawcy oczekują jego znajomości w co piątym ogłoszeniu z tej profesji.

Ciekawe dane pochodzą także z kategorii call center, w której prawie połowa osób, która jest odpowiedzialna za przyjmowanie połączeń powinna znać inny niż rodzimy język, ale już w niemal 74% ofert skierowanych do pracowników odpowiedzialnych za połączenia wychodzące, tego wymogu nie ma.

Gdzie decyduje nie tylko znajomość języka, ale także jego poziom?

Jak wskazują dane Pracuj.pl, wielu pracodawców oczekuje konkretnego poziomu znajomości języka – istnieją takie kategorie, w których pracownik musi wykazać się przynajmniej średniozaawansowanym stopniem znajomości języka obcego. Są to przede wszystkim pracownicy z obszarów: doradztwo/konsulting(specjalizują się w biznesie i strategii – prawie 70%), IT/Telekomunikacja (63%) czy Finanse/Podatki (60%). Także w kategorii Public Relations oraz IT – Rozwój oprogramowania ze specjalnością zarządzanie projektem czy IT – Administracja w sferze zarządzania usługami ponad połowa ofert zawiera wymóg znajomości języka obcego na wyższym niż podstawowy poziomie. Kolejną kategorią, w której znajomość języka angielskiego na poziomie co najmniej średniozaawansowanym jest dla pracodawców ważna, jest lotnictwo. W tym przypadku, wymóg większej niż podstawowa znajomości języka obcego pojawia się w 56,5% ofert.

Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj
Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Nie zawsze i nie w każdej specjalizacji należy spełniać warunek biegłej znajomości języka obcego. Często znajomość na poziomie komunikatywnym jest wystarczająca – szczególnie, gdy nasze obowiązki nie są związane bezpośrednio z językiem, a wręcz używamy go okazjonalnie. Mimo, że znajomość angielskiego czy niemieckiego jest często przepustką do znalezienia dobrej pracy, w CV zawsze warto opisywać stan faktyczny naszej wiedzy. Jeśli w ogłoszeniu wymagają biegłej znajomości języka, a my porozumiewamy się na poziomie komunikatywnym – nie koloryzujmy, ponieważ pracodawca sprawdzi to już podczas rozmowy telefonicznej lub spotkania rekrutacyjnego. Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Najmniejsze zapotrzebowanie na pracowników ze znajomością języka obcego na poziomie minimum średniozaawansowanym odnotowuje się w kategorii obsługa klienta – kasjerzy oraz praca fizyczna – pracownicy magazynowi oraz pracownicy budowlani. We wszystkich przypadkach liczba ogłoszeń była nie większa niż 1%.

W jakich kategoriach pojawia się wymóg znajomości języka angielskiego na poziomie minimum średniozaawansowanym?Języki obce w pracy 3

Jeśli duet języków, to jaki najlepiej sprawdza się na rynku pracy?

Część pracodawców oczekuje znajomości więcej niż jednego języka obcego. Jak wskazują dane Pracuj.pl, najczęściej poszukiwaną kombinacją języków jest znajomość angielskiego i niemieckiego, na drugim miejscu znajduje się kombinacja angielski i francuski, a na trzecim – francuski i niemiecki.Języki obce w pracy 4

W pewnych kategoriach, znajomość dwóch języków obcych jest wymagana w większym stopniu – jak na przykład w spedycji czy zakupach. W przypadku tych kategorii, pracownicy w dużej mierze mają na co dzień do czynienia z kontrahentami z zagranicy, a znajomość większej liczby języków obcych zwiększa komfort ich pracy.

Co ciekawe, w danych Pracuj.pl zaobserwować można także konkretne specjalności w których znajomość co najmniej dwóch języków obcych staje się atutem. Dotyczy to przede wszystkim konsultantów do spraw wdrożeń ERP, inżynierów sprzedaży czy specjalistów hotelarstwa i turystyki.

W jakich regionach najbardziej liczy się znajomość języków obcych?

Czy region ma wpływ na to, czy pracodawcy oczekują od potencjalnego kandydata znajomości języka? Czy istnieją regiony, w których oczekuję się nie tylko języka angielskiego? Dane Pracuj.pl pozwalają odnaleźć pewne prawidłowości.Języki obce w pracy 5

Jak wskazuje analiza Pracuj.pl, pracodawcy poszukują specjalistów ze znajomością języków obcych we wszystkich województwach. W części z nich, wymóg taki pojawia się w ponad 60% ofert, w innych w zaledwie 1/3 ogłoszeń. Językiem najczęściej poszukiwanym przez pracodawców ze wszystkich województw jest język angielski – w przypadku kategorii, w których język ten jest szczególnie wymagany – pojawił się on w ponad 80% ofert pracy. Potwierdzają to również badania firmy Kantar TNS Znajomość języków obcych, które wskazują, że język ten jest najbardziej powszechnym w Polsce językiem obcym. Według badania CBOS, zna go ponad 80% uczniów i studentów oraz ok. 70% osób z wyższym wykształceniem i mieszkańców największych miast. W wielu województwach pracodawcy oczekują znajomości tego języka na wyższym, niż podstawowy poziomie – co trzecie ogłoszenie z województwa małopolskiego oraz mazowieckiego zawiera wymóg znajomości języka angielskiego na poziomie minimum średnio-zaawansowanym. Taki wymóg zawiera również co czwarte ogłoszenie z województwa dolnośląskiego oraz co piąte z województwa łódzkiego oraz pomorskiego.

Na drugi miejscu pod względem zapotrzebowania pracodawców uplasował się język niemiecki. Znając ten język warto szukać pracy zwłaszcza w województwie małopolskim, w którym w jednej na dwadzieścia ofert pracy, pracodawcy oczekują znajomości tego języka na poziomie minimum średniozaawansowanym. W Małopolsce obserwuje się również największy odsetek ogłoszeń, w których pracodawcy poszukują osób ze znajomością języka francuskiego, hiszpańskiego oraz włoskiego.

Analiza zapotrzebowania na kombinację języków w poszczególnych regionach, wskazuje, że największe zapotrzebowanie na drugi język pojawia się w regionach, które mają wieloletnią tradycję współpracy z naszymi sąsiadami zza zachodniej granicy. Są to województwa: dolnośląskie (13,8%), opolskie (13,2%) oraz wielkopolskie (12,2%).

Województwo małopolskie jest z kolei liderem pod względem liczby ogłoszeń w których pojawia się wymóg znajomości dwóch języków na poziomie co najmniej średniozaawansowanym (7,2%, najbardziej powszechna kombinacja angielski-niemiecki). To prawie dwa razy więcej, niż w województwie mazowieckim (4%).

Czy znajomość języków obcych przekłada się na wysokość zarobków?

Znajomość języka obcego wpływa pozytywnie na wysokość pensji w każdym obszarze zawodowym. W niektórych obszarach, pracownicy, którzy biegle posługują się językiem obcym, mogą liczyć nawet  na 35% większe zarobki, w porównaniu z pracownikami ze słabszą znajomością języka. Doskonale obrazuje to sytuacja Architektów IT czy pracowników zajmującym się szeroko rozumianym bezpieczeństwem IT, gdzie wynagrodzenie może być wyższe nawet o jedną trzecią.

Specjaliści ds. sprzedaży współpracujący z kluczowymi klientami w sferze IT/Telekomunikacja, swobodnie posługujący się językiem obcym, mogą liczyć przeciętnie na około 27% większe zarobki, w porównaniu z pracownikami ze słabszą znajomością języka. Analogicznie, w przypadku Key Account Managerów z sektora Motoryzacja/Transport, przeciętna różnica w zarobkach wynosi 20%. Również prawnik po aplikacji czy księgowa mogą zarobić prawie 25% więcej, umiejętnie posługując się językiem obcym.

Artur Kobyliński, Ekspert ds. wynagrodzeń w Grupie Pracuj
Artur Kobyliński, Ekspert ds. wynagrodzeń w Grupie Pracuj

Ciekawe wnioski otrzymujemy z analizy wynagrodzeń kierowców. W tej grupie zawodowej, osoby używające w pracy języka obcego, zarabiają przeciętnie aż o 36% więcej niż ci, którzy języka nie używają. Wynika to z faktu, że w tym sektorze, języka obcego używają głównie kierowcy wykonujący pracę w transporcie międzynarodowym, która jest znaczenie lepiej płatna niż praca wykonywana na terenie Polski. Artur Kobyliński, Ekspert ds. wynagrodzeń w Grupie Pracuj

Języki obce w pracy 6Podsumowując

Zakupy (87%), IT Administracja (83%) oraz Public Relations (83%) to kategorie, w których język obcy jest najbardziej pożądany. Język obcy nie jest wymagany głównie w kategoriach Zdrowie/uroda/rekreacja (75%), Sprzedaż/Obsługa klienta (65%) oraz sektor publiczny (63%).

  • Transport/spedycja oraz doradztwo/konsulting, w których znajomość kombinacji języka angielskiego i niemieckiego jest największym atutem. Jak wskazuje analiza Pracuj.pl, pracodawcy poszukują pracowników ze znajomością języków obcych we wszystkich województwach.
  • Największe zapotrzebowanie pochodzi z województw mazowieckiego (63%), małopolskiego (62%) oraz dolnośląskiego (55%).
  • Językiem najczęściej poszukiwanym przez pracodawców ze wszystkich województw jest język angielski, na drugi miejscu uplasował się język niemiecki.
  • Największe zapotrzebowanie na drugi język pojawia się w regionach, które mają wieloletnią tradycję współpracy z naszymi sąsiadami zza zachodniej granicy. Są to województwa: dolnośląskie (13,8%), opolskie (13,2%) oraz wielkopolskie (12,2%).
  • Język angielski na poziomie minimum średniozaawansowanym wymagany jest najczęściej w województwach małopolskim, mazowieckim, dolnośląskim, łódzkim i pomorskim, w kategoriach: Doradztwo/Konsulting (60%), Public Relations (56,6%) oraz Zakupy (48,3%).
  • Najczęściej poszukiwaną przez pracodawców kombinacją języków jest połączenie znajomości języka angielskiego z językiem niemieckim. Takie oczekiwanie zgłaszają najczęściej pracodawcy z województwa dolnośląskiego, opolskiego, małopolskiego oraz wielkopolskiego.
  • Znajomość języków obcych wpływa na wysokość pensji – w niektórych kategoriach, pracownicy ze znajomością języka na poziomie minimum średniozaawansowanym mogą liczyć średnio nawet na około 25% większe zarobki, niż osoby posługujące się językiem obcym na niskim poziomie.

TSUE potwierdził prawo do odliczenia VAT naliczonego z faktury wystawionej przez niezarejestrowany podmiot

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po stronie podatników. Niedawno wydany wyrok potwierdza prawo do odliczenia VAT z faktury otrzymanej od niezarejestrowanego kontrahenta. Czy pomimo rozszerzonej możliwości wykreślania podatników z rejestru VAT skończą się problemy z odmową prawa do odliczenia VAT naliczonego?

Rozszerzona możliwość wykreślenia podatnika z rejestru VAT i bardziej rygorystyczna procedura zarejestrowania podatnika VAT

1 stycznia 2017 r. rozszerzono możliwość wykreślenia podatnika VAT z rejestru bez konieczności zawiadomienia podatnika o tym fakcie. Zgodnie z nowym przepisem „naczelnik urzędu skarbowego wykreśla z urzędu podatnika z rejestru jako podatnika VAT bez konieczności zawiadamiania o tym podatnika, jeżeli podatnik nie istnieje lub mimo podjętych udokumentowanych prób nie ma możliwości skontaktowania się z podatnikiem albo jego pełnomocnikiem, lub dane podane w zgłoszeniu rejestracyjnym okażą się niezgodne z prawdą, lub podatnik albo jego pełnomocnik nie stawia się na wezwania organu”. Nietrudno więc wyobrazić sobie sytuację, w której np. podatnik nie ma odpowiednich oznaczeń w miejscu prowadzenia działalności; w momencie wizyty urzędnika nie ma nikogo w siedzibie firmy; podatnik nie odpowiedział na pismo czy e-mail otrzymany od organu. W konsekwencji może zostać wykreślony z rejestru bez zawiadomienia i następczego kwestionowania rzetelności wystawionych przez tego podatnika faktur.

Ponadto wprowadzono również bardziej rygorystyczne warunki samego zarejestrowania przedsiębiorcy na VAT. W efekcie procedura rejestracji może trwać jakiś czas, w trakcie którego podatnik nie wie, czy może już wystawiać faktury VAT czy też nie.

Organy podatkowe podważają możliwość odliczenia VAT z faktury wystawionej przez niezarejestrowanego kontrahenta

Skutkiem wprowadzonych zmian stało się podważanie przez organy podatkowe prawa do odliczenia VAT z faktury wystawionej przez niezarejestrowanego kontrahenta. W dobie istnienia jednolitego pliku kontrolnego organy wysyłają podatnikowi informację o tym, że jego kontrahent nie jest zarejestrowanym podatnikiem VAT, w związku z czym ma on prawo do skorygowania deklaracji złożonej uprzednio do US. Jeżeli podatnik nie dostosuje się do sugestii, raczej nie uniknie kontroli podatkowej czy też postępowania, a w efekcie podjęcia przez organ – w odpowiedniej procedurze – próby pozbawienia podatnika podstawowego prawa do odliczenia VAT naliczonego.

Korzystne dla podatników skutki wyroku TSUE w sprawie C-101/16 a treść odpowiedzi Podsekretarza Stanu Ministerstwa Finansów na interpelację poselską

19 października 2017 r. TSUE rozwiał wątpliwości w powyższym zakresie. Co prawda wyrok zapadł na gruncie systemu podatkowego Rumunii, jednak jego tezy pozostają aktualne również na terytorium RP. W sprawie tej spółka zakwestionowała decyzję administracyjną pozbawiającą ją prawa do odliczenia VAT zapłaconego w związku z nabytymi usługami z uwagi na uznanie kontrahenta za „nieaktywnego” w jawnym rejestrze VAT w dniu wystawienia faktury VAT. TSUE stwierdził, że niedopuszczalna jest odmowa prawa do odliczenia VAT z faktury (na której wyraźnie zostały wskazane wydatki i podatek) wystawionej przez kontrahenta uznanego za nieaktywnego w jawnym rejestrze, gdy odmowa ta nie pozwala na przedłożenie dowodów wskazujących na brak popełnienia przestępstwa podatkowego lub brak utraty wpływów podatkowych. Tym samym, jeżeli dostawa towarów lub świadczenie usług rzeczywiście miały miejsce, nie ma podstaw do pozbawienia podatnika prawa do odliczenia podatku naliczonego.

Jeżeli organ podatkowy podważy możliwość odliczenia VAT z uwagi na brak rejestracji kontrahenta, powinien on jednocześnie umożliwić podatnikowi przedstawienie dowodów na rzeczywiste dokonanie transakcji i w efekcie zaakceptować takie odliczenie. Do dzisiaj jednak – pomimo podobnych wyroków polskich sądów administracyjnych i NSA – organy nadal kwestionują to prawo podatników, a ci ostatni mierzą się z procedurą, w której profesjonalna reprezentacja częstokroć potrafi zaważyć na rozstrzygnięciu.

W związku z wprowadzeniem rygorystycznego procesu rejestracji podatnika Marszałek Sejmu RP złożył interpelację poselską (nr 15666). Odpowiedział na nią Podsekretarz Stanu w MF: „Brak zarejestrowania dostawcy towaru/usługodawcy jako podatnika VAT czynnego w związku z realizacją procesu rejestracji, jako taki nie pozbawia nabywcy towaru/usługi prawa do odliczenia podatku naliczonego (…). Jednocześnie jednak nabywca towarów w przypadku pojawiających się wątpliwości odnośnie kontrahenta (gdzie brak rejestracji kontrahenta stanowi istotną okoliczność, która powinna być wzięta pod uwagę) powinien zachować szczególną ostrożność i przedsięwziąć wszystkie działania, jakich można od niego racjonalnie oczekiwać, w celu upewnienia się, że dokonywana przez niego transakcja nie prowadzi do udziału w przestępstwie podatkowym. Jeżeli w wyniku dokonanej weryfikacji podatnik-nabywca ustali, że dokonujący dostawy towaru/usługodawca nie jest wiarygodny, nie powinien dokonywać transakcji”. Z powyższego wynika, że przed każdą transakcją należy nie tylko sprawdzać rejestr VAT, ale także dochować należytej staranności w celu wykluczenia ewentualnego przestępstwa podatkowego.

Czy do odliczenia VAT z faktury wystawionej przez niezarejestrowanego kontrahenta wystarczy zatem, że do transakcji rzeczywiście doszło i udowodniono to organowi podatkowemu? Z odpowiedzi na interpelację wynika, że to zachowanie tzw. należytej staranności jest kluczowe. W przypadku kwestionowania rzetelności otrzymanych faktur na pewno istotne będzie też przypominanie organom o wyroku TSUE i podjęcie rękawicy w walce o podstawowe prawo podatnika do odliczenia VAT.

Autor: prawnik Weronika Marjańska, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Od licealnego informatyka do właściciela grupy kapitałowej

Robert Strzelecki TenderHut Komandos ITO Robercie Strzeleckim – 40-letnim wiceprezesie grupy kapitałowej TenderHut – wspólnicy mówią: „to nasz człowiek do zadań specjalnych”. Pełni on funkcję Dyrektora Operacyjnego (COO) w grupie kapitałowej, która aktualnie składa się z 4 technologicznych spółek zależnych i ma 7 zagranicznych oddziałów. Robert wraz ze wspólnikiem w marcu 2015 roku przejął spółkę bez przychodów, bez pracowników, bez klientów i bez sprzętu. Właściwie sam szyld. Już na koniec 2015 roku wypracowali 6,44 mln zł mln przychodów, na koniec 2016 roku 8,93 mln zł rocznego przychodu, a po trzech kwartałach 2017 roku spółka może pochwalić się przychodami na poziomie prawie 12 mln zł. 

Roberta charakteryzuje całkowita ślepota na porażkę. Do niego po prostu nie dociera, że czegoś się nie da zrobić. On nie widzi możliwości w stylu „nie uda się” i tym wygrywa. Jak wyszkolony komandos jest niesamowicie nakierowany na cel, wie, co ma ustrzelić i w ogóle nie bierze pod uwagę, że mógłby spudłować. Tak jakby miał noktowizor sukcesu na stałe przymocowany do oczu – z przymrużeniem oka fenomen wspólnika tłumaczy Waldemar Birk, prezes zarządu grupy TenderHut.

W branży IT od ćwierć wieku

Z branżą IT związał się już jako 15 latek, kiedy… na bazarze sprzedawał kopie programów komputerowych – „Microsoft mógłby mnie za to nie lubić, ale to w tamtym okresie nie było nielegalne zajęcie” – śmieje się Robert Strzelecki. Zaczęło się od fascynacji informatyką i rozkręcania sprzętu IT na części pierwsze. Już w liceum pełnił funkcję szkolnego informatyka, a mając 19 lat otworzył z kolegą sklep handlujący sprzętem komputerowym. Rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych, ale ze względu na wymagającą pracę, nie miał na nie czasu. Pracował już wtedy jako programista systemów ERP w firmie IT P.I.W. Kom-Pakt, która po kilku przekształceniach jest dziś częścią Asseco. Ostatecznie studia informatyczne skończył w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik. Jednocześnie spędzając weekendy w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu robił Specjalizację Zarządzanie.

Świat korporacji

Kariera Roberta nabrała tempa, kiedy w 2002 roku został zatrudniony w BRE Leasing, gdzie zarządzał projektami IT, odpowiadał za wdrażanie i rozwijanie systemów leasingowych, ubezpieczeniowych i HR’owych. Zaczynał jako administrator baz danych, a w przeciągu 6 lat kolejne awanse doprowadziły go do stanowiska Zastępcy Dyrektora Pionu Informatyki. Tym samym Robert Strzelecki stał się osobą odpowiedzialną nie tylko za zaplecze technologiczne projektów, ale także za ich stronę budżetową i strategiczno – polityczną. – Stanowisko wymagało myślenia wielotorowego i troski nie tylko o technologiczną jakość, ale także o rentowność projektów. Musiałem szybko nauczyć się dbać o relacje biznesowe, walczyć o swoje pomysły i podwładnych, zarządzać ludźmi i budżetem. Nie ukrywam, że to wymagało ode mnie wyjścia z pewnej strefy komfortu. Niemniej cieszę się z tych doświadczeń, bo to przygotowało mnie na to, co teraz robię w mojej spółce – wspomina Strzelecki.

Zalana serwerownia i helpdesk z Indii

W BRE Leasing zapamiętano Roberta jako człowieka, który bardzo dobrze radził sobie w sytuacjach  kryzysowych wykazując się opanowaniem i logicznym myśleniem. –  Kiedy zalało nam serwerownię, to właśnie Robert jako pierwszy pobiegł i wyłączył prąd. W ciągu kilku sekund zrzucił 80 bezpieczników. A było naprawdę niebezpiecznie, wiele osób mógł porazić prąd, nie wspominając o szkodach w sprzęcie.– opowiada Wiesław Drążek, ówczesny Dyrektor Pionu Informatyki.

Już wtedy Robert był bardzo odważny w swoich decyzjach i nie bał się przeciwstawić otoczeniu. – Ma instynkt informatyczny i umie podejmować ryzyko. Kiedyś mieliśmy bardzo trudną sytuację. Około południa pojawiły się poważne problemy z oprogramowaniem głównej bazy danych firmy, która jest podstawą naszego systemu informatycznego. Robert podjął wtedy bardzo kontrowersyjną decyzję, żeby nie zgłaszać od razu tej usterki do helpdesku. Chciał poczekać do 18-tej. Na pierwszy rzut oka to decyzja nielogiczna,  bo im szybciej zgłosilibyśmy usterkę, tym teoretycznie szybciej zostałaby usunięta. A z naszych przewidywań wynikało, że możemy mieć problem, który niewłaściwie potraktowany, może potrwać i zablokuje systemy firmowe nawet na kilka dni. To byłyby ogromne straty. Ale Robert wbrew wszystkim zadecydował, żeby nie zgłaszać problemu od razu do helpdesku, bo wiedział, że w ciągu dnia obsługuje nas oddział z Indii, a po 18-tej usługę przejmują Stany Zjednoczone. Wiedział, że w Stanach helpdesk dysponuje większym doświadczeniem i zasobami i w efekcie działa bardzie profesjonalnie. I miał rację. Helpdesk w Stanach rozwiązał problem w ciągu godziny. To był słuszna, aczkolwiek kontrowersyjna decyzja – wspomina Wiesław Drążek.

Międzynarodowe doświadczenie

Po BRE Leasing były jeszcze kolejne awanse w firmach SMT Software i iAlbatros, gdzie Robert miał możliwość zetknąć się z projektami realizowanymi na międzynarodową skalę i poznać kulturę biznesową w innych krajach niż Polska. Jego francuski przełożony z tego okresu Moncef Khanfir, CEO w paryskim iAlbatros powiedział – Robert jest świetną osobą do współpracy, wielki profesjonalista z imponującym know-how w zakresie zarządzania projektami i zespołem. – W iAlbatros Robert miał szansę zgłębić temat branży Business Travel, czyli budowy systemów służących rezerwacji hoteli, biletów lotniczych, taksówek i szeroko pojętej organizacji służbowych delegacji. Pracowałem z zaangażowaniem, lecz wciąż czułem niedosyt. Chciałem większych wyzwań. W każdej firmie, dla której pracowałem, były nowe wyzwania, ale szybko stawały się jedynie rutyną i nową kompetencją. Bardzo się rozwinąłem, realizowałem skomplikowane i złożone projekty, nauczyłem się kooperować na rynku zagranicznym. Ale myśl o własnym biznesie wciąż do mnie wracała. Na bazie wieloletnich doświadczeń chciałem zbudować dużą, zaawansowaną technologicznie firmę na własnych zasadach. Miejsce, gdzie mógłbym skorzystać z nabytej wiedzy, ale jednocześnie wprowadzić swoje idee, pomysły i koncepcję biznesu. Wcześniej budowałem działy IT dla innych  – mówi Strzelecki.

Własny biznes

Historia TenderHut zaczęła się w 2010 roku, kiedy spółka CodeArch pełniła funkcję białostockiego oddziału SMT Software. W latach 2011 – 2014 Robert Strzelecki był prezesem tej spółki i odpowiadał za pracujący tam zespół programistów. Po odejściu w 2015 roku z iAlbatros razem z poznanym w SMT Software Waldemarem Birkiem odkupił CodeArch od spółki-matki. I tak, po zmianie nazwy, w 2015 roku powstała firma TenderHut. Wspólnie z Waldemarem podjęli decyzję o ekspansywnym rozwoju organizacji, tworząc zupełnie nowy model funkcjonowania firmy IT – Outsourcing IT w innowacyjnym wydaniu, ekspansja zagraniczna, konsolidacja rynku IT w północno – wschodniej Polsce oraz nowe produkty i usługi, które można skalować na różnorodne rynki. To był nasz pomysł na rozwój firmy – wspomina Robert Strzelecki.

Komandos IT sprawdza się w boju

O tym, jak działa Robert najlepiej przekonują się jego klienci… Koniec tygodnia, godzina 15:30. Do Roberta Strzeleckiego dzwoni telefon. To zaprzyjaźniona firma prosi o ratunek, mają nóż na gardle. Wiedzą, że pomoc może przyjść tylko z jednej strony, od człowieka, który uwielbia wyzwania, a presja czasu jedynie go motywuje.  – Czasem brak ludzi, czasem brak konkretnych kompetencji w zakresie specyficznej technologii, a najczęściej brak czasu skłania firmy do wykonania telefonu właśnie do mnie. Słyszę wtedy: Robert, ten projekt był na wczoraj… dasz radę to pociągnąć? Czuję się wtedy jak komandos, a raczej jak dowódca grupy komandosów, bo u nas liczy się zespół. Dopiero w grupie jesteśmy silni i niezawodni. Wkraczamy całym zespołem do akcji i kończymy projekt – śmieje się Strzelecki. – Generalnie jesteśmy przez dużą część klientów taktowani jak komandosi, ludzie do działań specjalnych: gdy jest problem z projektem, a jakiś realizujący go zespół działa pod presją daty wykonania, to sięgają po nasze wsparcie. W naszej branży krąży dowcip o tym, że dziewięciu programistów może urodzić dziecko w jeden miesiąc i wielu naszych klientów najwyraźniej w to wierzy zlecając nam realizację projektu zaplanowanego na kilka miesięcy z ogromną prośbą, żeby to zrobić w ciągu kliku tygodniu. Staramy się wtedy oczywiście sprostać zadaniu – dodaje Komandos IT.

Prowadzić firmę po swojemu

Dziś, w TenderHut Robert Strzelecki korzysta z całości swojego doświadczenia. – Robert jako nasz operacyjny odpowiada za finanse, dba o to, żeby przychody pokrywały bieżące koszty i żeby jeszcze pojawiał się zysk, który można zainwestować w rozwój spółki. To on planuje emisję obligacji i akcji spółki oraz organizację debiutu TenderHut na giełdzie – mówi Waldemar Birk, prezes zarządu grupy TenderHut. Jako wiceprezes ds. operacyjnych Robert czuwa nad całym procesem tworzenia nowych projektów, od pomysłu przez projektowanie, aż do wdrożenia. Mimo, że nie jest handlowcem, sprzedaje i sprowadza do firmy nowych klientów. A kiedy trzeba … wraca do korzeni i programuje.

–  Jako szef nie ograniczam się tylko do rozdysponowania zadań. Sam także zakasuję rękawy i pracuję ze wszystkimi. Dzięki temu nie zatraciłem zdolności informatycznych na rzecz kompetencji w zarządzaniu. Żeby sobie to udowodnić, co roku startuję w konkursach programistycznych. Na razie chyba nie wypadłem z obiegu – śmieje się Strzelecki. – Pochodzę z rodziny o wojskowych tradycjach. Pewnie dlatego mam taki charakter, że biorę wszystko na klatę i preferuję  styl przywódczy  w prowadzeniu biznesu. Trzymam się też podstawowej zasady, że jeżeli jest coś do zrobienia, to po prostu to robię – puentuje COO grupy TenderHut.

Szwecja unijnym prymusem, bo pozostała poza strefą euro?

Gdy ponad dwie dekady temu w Szwecji trwała dyskusja o wejściu do strefy euro, kondycja gospodarcza tego kraju nie zachwycała. Wystarczyło jednak 20 lat, by Szwedzi stali się liderem unijnego rozwoju wśród państw o wysokim dochodzie i obniżyli swój dług do PKB o połowę. Czy przyczyniła się do tego decyzja o pozostaniu poza obszarem wspólnej waluty? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Pierwsza połowa lat 90. dla Szwecji była trudnym okresem. Pęknięcie bańki kredytowej, utworzonej przez zbyt daleką liberalizację i niewystarczającą regulację sektora finansowego, spowodowało poważny kryzys państwa. Bezrobocie, które według Banku Światowego w 1990 r. wynosiło 2 proc., wzrosło w ciągu trzech lat do 10 proc. Relacja szwedzkiego długu publicznego do PKB wystrzeliła w latach 1991-1996 z poziomu 32 do 85 proc.

W odpowiedzi na załamanie gospodarcze oraz przystąpienie w 1995 r. Szwecji do Unii Europejskiej (UE) Sztokholm zdecydował się na szereg reform. Niezależność otrzymał bank centralny, zaszły zmiany w systemie emerytalnym, zwiększono wewnętrzną konkurencję poprzez np. liberalizację usług użyteczności publicznej. Wprowadzono także restrykcyjne zasady kontroli wydatków skarbu państwa (reguła corocznej nadwyżki budżetowej na poziomie 1 proc. PKB).

Wieloletnia debata o euro

Tuż po przystąpieniu do UE w Szwecji rozpoczęła się szeroka debata dotycząca przyjęcia wspólnej waluty. Była ona poprzedzona szeregiem analiz ekonomicznych oraz dyskusji politycznych. Niebagatelną rolę odegrała w nim tzw. „Komisja Calmforsa” złożona z ekonomistów oraz polityków pod przewodnictwem prof. Larsa Calmforsa.

Z raportu opublikowanego w 1996 r. wynikało, że choć są gospodarcze korzyści w przyjęciu wspólnej waluty (np. redukcja kosztów transakcyjnych), a także czysto polityczne argumenty (wpływ Szwecji na unijną kooperację), to jednak Komisja zarekomendowała nieprzystępowanie do strefy euro (EMU).

Był to rezultat przede wszystkim obawy, że wewnętrzny szok gospodarczy (analogiczny do doświadczeń Szwecji z lat poprzedzających raport) mógłby mieć bardziej dotkliwe konsekwencje w przypadku utraty wpływu na krajową politykę monetarną.

Kilkadziesiąt stron konkluzji z liczącego w sumie ponad 300 stron badania było jednak dość niejednoznacznych, a rekomendacja nieprzystąpienia do EMU miała raczej charakter „czekaj oraz obserwuj”, co potwierdza chociażby sugestia, że Szwecja powinna wstrzymać się z wejściem do strefy euro, aż krajowa gospodarka się ustabilizuje. Stąd również oceniono, że „Szwecja nie powinna zamykać drzwi do członkostwa w późniejszej dacie”.

W 2003 r. przeprowadzono referendum w Szwecji, w którym obywatele odrzucili uczestnictwo we wspólnej walucie (42 proc. – za; 55,9 proc. – przeciw; frekwencja – 82,6 proc.). Niewykluczone jednak, że dzięki społecznemu “nie” obecna kondycja gospodarcza kraju jest znacznie lepsza, niż gdyby euro zostało przyjęte. Sugerują to nie tylko dane makroekonomiczne, ale także późniejsze spostrzeżenia prof. Calmforsa.

Szwecja nie ma euro, a jest w unijnej czołówce

Starając się ocenić wpływ pozostania Szwecji poza EMU, warto prześledzić kondycję gospodarczą tego kraju na tle innych państw strefy euro, biorąc rok 2005 jako bazowy. Było to już dobre kilka lat po kryzysie (jego wpływ nie zaburza rezultatu), a hipotetyczne i odrzucone w referendum przystąpienie do EMU miało obowiązywać od 1 stycznia 2006 r.

Szwedzkie PKB w latach 2005-2016, według danych Eurostatu, urosło o 24,1 proc. w porównaniu do średniego wyniku państw dzielących wspólną walutę na poziomie 10,2 proc. Jest to drugi wyniki w EMU (po Irlandii) i znacznie lepszy m.in. od Niemiec (+17,7 proc). W graniczącej ze Szwecją Finlandii wzrost wyniósł tylko 5,8 proc., a w Danii 9 proc.

Drugi najszybszy rozwój w UE nie był okupiony przyrostem długu. W 2005 r. jego relacja do PKB w Szwecji wynosiła 49,2 proc., a pod koniec 2016 r. uległa zmniejszeniu do 42,2 proc. Natomiast w przypadku całej strefy euro zadłużenie wzrosło o ponad 20 pkt proc. (z 61,5 do 83,2 proc. PKB), a w Irlandii prawie się potroiło (z 26,1 do 72,8 proc. PKB).

Nie tylko kwestie gospodarcze pokazują, że pozostawanie poza strefą euro może być korzystne. W tegorocznej wiosennej edycji badania Eurobarometru przeprowadzanej przez Komisję Europejską aż 64 proc. Szwedów uważa, że ich głos w Unii Europejskiej się liczy. To drugi najwyższy (po Danii) wynik w UE, gdzie średnia to 42 proc. Nie sprawdziły się więc obawy, że pozostawanie poza strefą euro zmarginalizuje rolę Szwecji we Wspólnocie.

Kluczem dyscyplina wewnętrzna

Trudno powiedzieć, na ile dobra kondycja Szwecji to efekt reform z lat 90., a na ile pozostawania poza strefą euro. Całkiem prawdopodobne, że jest inne, łączące obie kwestie wytłumaczenie.

W opracowaniu „Szwedzkie Ramy Polityki Makroekonomicznej” z 2013 r. autorstwa wcześniej już wymienianego prof. Calmforsa jest stwierdzenie, że „Szwedzi potraktowali dużo poważniej (zasady fiskalne EMU – przyp. aut.) niż państwa, które przystąpiły do unii monetarnej”. Jak podkreśla Calmfors, daje to teraz im opcję podjęcia decyzji „z pozycji siły”, czy wejść do strefy euro, czy też nie.

Działania Sztokholmu mogą być dobrą lekcją dla innych krajów. Reformy połączone z dyscypliną fiskalną rozszerzają możliwości decyzyjne danego państwa, a brak uzależniania ich do takiej czy innej decyzji o przystąpieniu do EMU może jedynie poprawić sytuację finansową jego obywateli.

Wskaźniki gospodarcze w strefie „szczytowania”?

Najnowsze „szybkie” (wstępne) odczyty bacznie obserwowanych wskaźników PMI (Purchasing Managers Index = dosł. wskaźnik menedżerów logistyki) w Europie nie pozostawiają wątpliwości co do tego, w jakim punkcie długofalowego cyklu koniunkturalnego są gospodarki.

Wystarczy wymienić kilka faktów przytoczonych przez autorów badania (IHS Markit):

  • Eurozone Manufacturing PMI Index* – rekordowo wysoko.
  • Eurozone Manufacturing PMI Output Index** – najwyżej od … 212 miesięcy (prawie 18 lat);
  • Eurozone Services PMI Activity Index*** – najwyżej od 80 miesięcy;
  • Eurozone PMI Composite Output Index**** – najwyżej od 82 miesięcy (prawie 7 lat).

* Zagregowany wskaźnik oparty na odpowiedziach ok. 5000 ankietowanych firm na pięć pytań dotyczących poziomu zamówień, produkcji, zatrudnienia, czasu dostaw i zapasów; ** powstaje na podstawie odpowiedzi na pytanie „czy produkcja twojej firmy jest większa niż w poprzednim miesiącu?”; *** „czy poziom aktywności w twojej firmie usługowej jest wyższy niż w poprz. miesiącu?”; **** średnia ważona z (**) i (***).

Jak to wygląda na wykresie?Jak to wygląda na wykresie

Spróbujmy znaleźć tu jakieś reguły:

  • PMI dla przemysłu strefy euro (Manufacturing PMI Output Index) jest ewidentnie na poziomie rekordu z 2000 roku; tamten rekord nastąpił równolegle ze szczytem WIG-u przed bessą, która miała trwać z przerwami aż do 2002 roku;
  • wskaźniki dla sektora usług oraz zagregowany (Composite) nie są aż tak wysoko (mają mniejszą zmienność), czyli nie „gwarantują” jeszcze bessy, ale…
  • … są już stosunkowo blisko pułapów, przy których doszło do gwałtownych 20-proc. tąpnięć na GPW w latach 1999 oraz 2006 – to nie były jeszcze bessy, ale i tak mocno dały się we znaki inwestorom;
  • przy podobnych poziomach Composite PMI ruszył też krach na jesieni 1998 związany z bankructwem Rosji;
  • w miarę pocieszająco wygląda natomiast przypadek z lat 2010-2011, gdzie do krachu (VIII-IX 2011) doszło dopiero, gdy wskaźniki zaczęły się osuwać z tych szczytów – z taką sytuacją oczywiście nie mamy jeszcze do czynienia;
  • ogólna historyczna reguła była następująca: we wszystkich badanych przypadkach (1998, 1999, 2006, 2011) po dojściu Composite PMI do poziomu zbliżonego do obecnego, w okresie dosłownie kilku miesięcy dochodziło do gwałtownego tąpnięcia (co najmniej -20%) (niestety nie mamy bezpośredniego dostępu do danych historycznych, by jeszcze precyzyjniej określić tę regułę); co ciekawe w każdym z tych przypadków takie tąpnięcie było „zaledwie” przejściową korektą i „przedsmakiem” regularnej bessy, a nie jej początkiem. Od tąpnięcia w połowie 2006 do ostatecznego szczytu hossy minął jeszcze rok, zaś od tąpnięcia w 1999 roku na szczyt hossy trzeba było jeszcze poczekać ok. ośmiu miesięcy.

Jak to wszystko podsumować? Nie sposób trafnie przewidzieć czy korekta, której poddał się WIG w ostatnich tygodniach jest już początkiem tego właściwego ruchu spadkowego, jaki wynikałby z opisywanych historycznych reguł, czy też – w optymistycznym wariancie – indeks w międzyczasie zdoła odrobić straty, a może nawet sięgnąć po nowy historyczny rekord (za to trzymaliśmy kciuki w trakcie tego roku).

Tomasz Hońdo starszy analityk Quercus TFI

Nowe prawo ułatwi firmom cyfryzację?

Obecnie firmy mają obowiązek przechowywania dokumentacji pracowników przez 50 lat: umowy o pracę, wypowiedzenia, świadectwa pracy i inne dokumenty pracownicze muszą być gromadzone w formie drukowanej pod groźbą grzywny do 30 tysięcy złotych! Na początku listopada do sejmu wpłynął rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku ze skróceniem okresu przechowywania akt pracowniczych oraz ich elektronizacją.

Jak informuje Ministerstwo Rozwoju, autor projektu, ta ustawa jest jedną z kilku, które zagwarantują głęboką nowelizację kodeksu pracy poprzez informatyzację tworzenia i obiegu dokumentacji związanej z nawiązaniem, przebiegiem i ustaniem stosunku pracy. W dobie digitalizacji stan prawny obiegu dokumentów w firmach jest w Polsce dość problematyczny, można stwierdzić, że anachroniczny. Pracodawcy tworzący elektroniczne wersje dokumentów mogą je traktować tylko jako wersję pomocniczą (aktualne stanowisko Głównego Inspektora Pracy z dnia 9 kwietnia 2010).

Zmiany na lepsze

Jakie zmiany przewiduje ustawa? Obowiązkowy czas przechowywania dokumentacji pracowniczej i dokumentacji płacowej zostanie skrócony do 10 lat (dla pracowników zatrudnionych po wejściu w życie ustawy). Ograniczy to m.in. zbędne koszty gromadzenia starych dokumentów i zagwarantuje pracownikom stały dostęp do dokumentów przechowywanych u pracodawcy (bałagan w archiwum często to uniemożliwia). W projekcie założeń wskazano, że długotrwałe przechowywanie papierowych akt osobowych pracowników generuje koszt ok. 130 mln zł rocznie. Pracownik będzie miał dostęp do akt elektronicznych, a na jego żądanie pracodawca będzie zobowiązany wydać mu wydruk lub elektroniczną kopię całości lub części dokumentacji. Przekazanie dokumentów będzie odbywało się sprawniej, a dokumentacja bezpieczniejsza – nie ulegnie zniszczeniu.

Dlaczego obecnie dokumentacja przechowywana jest w firmie tak długo? Jednym z powodów jest fakt, że Zakład Ubezpieczeń Społecznych pobiera dane od pracodawców i wykorzystuje je do przyznawania rent i emerytur. Ten system jednak zawodzi: ubezpieczony nie zawsze może potwierdzić okres zatrudnienia i wysokość osiąganego wynagrodzenia ze względu na brak dokumentacji pracowniczej, wynikający np. z likwidacji zakładu pracy. Dlatego właśnie projekt ustawy przewiduje zwiększenie zakresu danych takich jak składki i wynagrodzenia, przekazywanych przez pracodawcę do ZUS automatycznie, za pomocą miesięcznych raportów.

Kolejna zmiana jest potrzebna ze względu na niewielkie wykorzystanie przez pracowników kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Po wejściu w życie zmian pracodawca będzie mógł tworzyć dokumenty w postaci papierowej, następnie dokonać ich digitalizacji, uwierzytelnić je kwalifikowanym podpisem elektronicznym i przechowywać na informatycznym nośniku informacji.

Co istotne – dokumentacja w sprawach związanych ze stosunkiem pracy oraz akta osobowe pracownika w formie elektronicznej, bez względu na sposób ich powstania, będą równoważne z postacią papierową. Dla bezpieczeństwa i integralności dokumenty elektroniczne będą zawierały metadane ułatwiające ich należyte przechowywanie i udostępnianie oraz sprawne przekazanie dokumentacji do podmiotu świadczącego profesjonalne usługi przechowywania danych.

– Już teraz należy przyjąć, iż biura rachunkowe lub wewnętrzne działy HR będą mogły np. stworzyć aplikację umożliwiającą każdemu pracownikowi dostęp on-line do swojej dokumentacji, możliwość bieżącego zapoznawania się z jej treścią, kontrolę np. pozostałych do wykorzystania dni urlopu wypoczynkowego itp. – w razie potrzeby pracownik zawsze będzie mógł otrzymać stosowny wydruk z dokumentacji (z oświadczeniem o prawdziwości), a tym samym łatwo i szybko uzyskać potrzebny dokument. Istnieje zatem duża szansa, iż planowana nowelizacja ułatwi obu stronom stosunku pracy realizację i ochronę ich prawmówi Andrzej Krysta, radca prawny.

Digitalizacja po polsku

Wśród polskich firm są zarówno podmioty, które dopiero stawiają pierwsze kroki w digitalizacji, wdrażając np. systemy ERP (Enterprise Resource Planning), jak i takie, które już od kilku lat swobodnie korzystają z rozwiązań służących do automatyzacji procesów biznesowych i ich bieżącej adaptacji, zgodnie z rytmem zmian zachodzących zarówno wewnątrz organizacji, jak i w jej otoczeniu. Innowacyjną alternatywą dla wspomnianych aplikacji „szytych na miarę” dla danej firmy są systemy klasy BPM/RAD (Business Process Management/Rapid Application Development), które dają możliwość szybkiego dostarczania kompletnych i zestandaryzowanych aplikacji biznesowych – bez kodowania. Zarówno dla pierwszych jak i drugich, nowe prawo powinno być dużym ułatwieniem. Jak zauważa Łukasz Wróbel, wiceprezes firmy WEBCON, dostarczającej rozwiązania BMP/RAD, należy pamiętać, że digitalizacja to coś więcej niż przejście z rozwiązań  analogowych na cyfrowe:

Digitalizacja to zmiana sposobu funkcjonowania całej firmy i myślenia o zarządzaniu nią. Po pierwsze, systemy BPM zapewniają szeroko rozumianą optymalizację, nie tylko w kwestii kosztów – pozwalają wyeliminować mnóstwo niepotrzebnych, a nawet potencjalnie szkodliwych czynności, które nawarstwiły się przez lata i są wykonywane bezrefleksyjnie lub wręcz niechętnie przez pracowników. Oczyszczenie procesów firmy i ich uproszczenie przekłada się nie tylko na mniejsze wydatki, ale również zwiększenie satysfakcji pracowników z wykonywanej prac – tłumaczy Łukasz Wróbel i dodaje: Dlatego właśnie firmy, które z takich systemów już korzystają, z niecierpliwością czekają na zmiany w przepisach, chcąc np. wprowadzić w 100% zdigitalizowaną teczkę pracowniczą. Dla liderów cyfrowej transformacji w Polsce obecne prawo jest tak naprawdę ostatnim bastionem niepotrzebnej papierologii w działach HR.

Wyniki badania WEBCON przeprowadzonego w maju 2017 r. wśród klientów pokazują, że dla kadry zarządzającej priorytetem jest  – obok sprzedaży – właśnie digitalizacja obszaru kadr i HR (39% ankietowanych). Ten wynik wskazuje, że w dobie stopniowej cyfryzacji dotykającej właściwie każdej z branż, organizacje dostrzegają konieczność dbania o swój najważniejszy kapitał, czyli pracowników. Natychmiastową korzyścią dla obu stron jest oczywiście zautomatyzowanie prostych, powtarzalnych czynności, a przez to uwolnienie czasu i kompetencji pracowników do wykonywania zadań bardziej kreatywnych. Jednak dostarczenie pracownikom nowoczesnych systemów to nie wszystko. Nie bez znaczenia jest też równy i łatwy dostęp do informacji, sprawiedliwy i uporządkowany udział w procesach decyzyjnych czy sprawna i szybka obsługa ze strony działu HR.

Ministerstwo Rozwoju chce, aby nowe zasady  przechowywania dokumentów obowiązywały już od stycznia 2018 roku. Będą jednak obowiązywały tylko pracowników zatrudnionych po tej dacie.

Podsumowanie ciekawego tygodnia

W tym tygodniu Banki Centralne rządziły rynkami. Dane makroekonomiczne pozostawały nieco w cieniu. Jak na to wszystko reagowała złotówka?

Dolar nieco mocniejszy

Już praktycznie za nami tydzień pełen emocji. Co prawda zostało jeszcze kilka odczytów z amerykańskiej gospodarki lecz nie powinny one diametralnie wpłynąć na notowania walut. Dla dolara szczególnie ważnym wydarzeniem było środowe posiedzenie FED. Stopa procentowa została podniesiona o 25 punktów bazowych, a przewidywana liczba podwyżek w 2018 roku pozostała niezmienna i wynosi 3. Oczywiście wszystko się może jeszcze zmienić, ponieważ przedstawiciele Rezerwy Federalnej bacznie przyglądać się będą odczytom makroekonomicznym. Jednak te wydarzenia nie pomogły dolarowi, a wręcz na chwile go osłabiły. Siły amerykańskiej walucie dodała słabość euro. Tutaj Europejski Bank Centralny nie zdecydował się wczoraj na jakiekolwiek zmiany kosztu pieniądza, a podwyższenie oczekiwań inflacyjnych i wzrostu PKB najwyraźniej nie spodobała się inwestorom. Koniec końców na głównej parze walutowej obserwujemy poziomy nieco poniżej 1,18.

Na funcie też się działo

Najpierw poznaliśmy nie do końca dobre dane z rynku pracy w Wielkiej Brytanii, co nie do końca mogło wesprzeć brytyjską walutę. Wczorajsze wydarzenia związane decyzją Banku Anglii o pozostawienie stopy procentowej na niezmienionym poziomie wynoszącym 0,5%, także za bardzo nie pomogło funtowi. Nawet bardzo dobre wyniki sprzedaży detalicznej niewiele wniosły. Notowaniami funta zdają się teraz bardziej sterować plotki i fakty związane z warunkami wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej aniżeli dane makroekonomiczne

Złotówka znowu w dół

W oczekiwaniu na rozstrzygnięcia Banków Centralnych i reakcje szerokich rynków inwestorzy ulokowali swój kapitał w bezpieczniejsze aktywa, co spowodowało nieznaczny spadek wartości złotówki. Aktualnie ta nadrabia straty do głównych walut. Dolar kosztuje aktualnie 3,57 zł, euro kupimy po 4,21 zł. Funt wyceniany jest na 4,78 zł, a cena ranka wynosi 3,61 zł.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

PKB per capita – Polska wciąż w ogonie Unii Europejskiej

Najnowsze dane opublikowane przez Eurostat w grudniu br. potwierdzają, że polska gospodarka rozwija się w szybkim tempie. Dynamika PKB sięgnęła w III kw. 5,2 proc. r/r (dane skorygowane), co było dwukrotnie szybszym tempem niż wzrost gospodarczy krajów strefy euro. Czy to oznacza, że wreszcie doganiamy pod względem zamożności bogatsze kraje Europy Zachodniej?

Gdy Polska wstępowała do Unii Europejskiej w 2004 r. standard życia w naszym kraju był na znacznie niższym poziomie niż w Europie Zachodniej. Jeśli za miarę dobrobytu społeczeństwa przyjąć wartość PKB na mieszkańca to w tamtym czasie nie osiągaliśmy nawet połowy średniej wartości dla krajów Unii Europejskiej.

– Od wejścia do UE zaczęliśmy coraz szybciej gonić średnią unijną. Z jednej strony wynikało to z faktu rozszerzenia Wspólnoty Europejskiej o wiele innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, zbliżonych standardem życia do Polski, ale z drugiej strony wzrastał poziom rozwoju gospodarczego w Polsce – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej.

– W przeciwieństwie do krajów UE Polska nie tylko nie wpadła w recesję w 2009 r., ale nasz wzrost gospodarczy był przez ostatnie lata silniejszy niż w Europie Zachodniej.

Na rynku pracy nastąpiła znaczna poprawa – stopa bezrobocia, która przekraczała w Polsce nawet 20 proc. w latach 2003-2004, jest obecnie na ponad trzykrotnie niższym poziomie sięgając 6,6 proc. w październiku 2017 roku. Dynamika płac w ostatnich miesiącach przyspieszyła przekraczając 7-proc. wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Efektywne wykorzystanie środków unijnych przez nasz kraj przyczyniło się do poprawienia standardu życia, chociażby przez inwestycje w infrastrukturę, i w rezultacie wyższej konwergencji z krajami zachodnimi. Poza korzystną obecnie sytuacją gospodarczą w Polsce, sprzyjające dla naszego tempa wzrostu gospodarczego jest także ożywienie w strefie euro, czyli na naszym głównym kierunku eksportowym.

Od czasu naszego akcesu do Unii Europejskiej wartość PKB na mieszkańca zwiększyła się niemal dwukrotnie. Jednak Polska nadal plasuje się dosyć nisko na tle innych krajów europejskich. Na koniec 2016 roku nasze PKB per capita sięgało 69,4 proc. średniej dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Pomimo, że wartość ta jest wyższa niż w poprzedniej dekadzie to jednak proces konwergencji, zwłaszcza w ostatnich latach nie następował wystarczająco szybko, aby dogonić nie tylko bogatszy Zachód, ale i średnią unijną. Spośród krajów UE niższa wartość wskaźnika na koniec 2016 była notowana w Bułgarii (49 proc. średniej UE), Rumunii (59 proc.), Chorwacji (60 proc.), na Łotwie (65 proc.), w Grecji (66 proc.) oraz na Węgrzech (68 proc.).

– Wyprzedza nas większość krajów „starej Unii”, a także niektóre kraje Europy Środkowo-Wschodniej: Estonia, Litwa, Słowacja, Słowenia czy Czechy. Tym ostatnim nadal nie udało się zrównać ze średnią unijną, ale PKB na mieszkańca na poziomie 88 proc. jest znacznie wyższą wartością niż w przypadku Polski – dodaje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej. – Dopiero za 15 lat zbliżymy się do poziomu 80 proc. średniej unijnej.

Akcjonariat pracowniczy w Polsce ma szansę na rozwój

W krajach Unii Europejskiej średnio 21,7% pracowników posiada udział w kapitale swojego pracodawcy. Najwięcej pracowników-akcjonariuszy jest we Francji (35,8%). W Polsce odsetek ten wynosi 16,2%, co daje nam miejsce w końcówce stawki. Spośród grupy 140 największych polskich spółek giełdowych programy akcyjne występują w 30% z nich – wynika z raportu firmy PwC „Pracownicze programy  akcyjne – szansa dla firm, szansa dla Polski”. Jak podkreślają eksperci, akcjonariat pracowniczy jest najbardziej ugruntowany w państwach o rozwiniętej świadomości ekonomicznej, posiadających rozwiązania prawne i systemowe.

Na potrzeby raportu „Pracownicze programy  akcyjne – szansa dla firm, szansa dla Polski” PwC przeprowadziło symulację, pokazującą realny wpływ akcjonariatu pracowniczego na budowanie kapitału przez osoby czynne zawodowo. Przykładowo, 30-latek zarabiający równowartość ok. 4 tys. zł brutto miesięcznie, który do osiągnięcia wieku emerytalnego będzie otrzymywał dodatkowo akcje o wartości ok. 1% jego rocznej pensji netto, może liczyć na wzrost emerytury o 320 zł miesięcznie. Z kolei 40-letni dyrektor zarabiający ok. 20 tys. zł brutto miesięcznie i otrzymujący pakiet akcji pracodawcy o wartości 5% rocznego wynagrodzenia netto może otrzymać na emeryturze dodatkowe 6,6 tys. zł miesięcznie.

„Akcjonariat pracowniczy stanowi nie tylko doskonałe narzędzie retencyjne pozwalając na utrzymanie najbardziej wartościowych osób w organizacji, ale również jest nowoczesnym elementem wynagradzania, którego skutki mogą mieć długofalowy charakter, właśnie poprzez zwiększenie przyszłych emerytur. W krajach takich jak USA, Francja, Wielka Brytania czy Niemcy, akcjonariat pracowniczy ma dłuższą historię i jest bardziej popularny, co może być dla nas punktem odniesienia w promowaniu tego rozwiązania” – mówi Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym PwC.

Jak zauważają eksperci PwC, w większości krajów główną przesłanką wprowadzenia programu akcjonariatu pracowniczego jest chęć powiązania systemu wynagrodzeń ze strategią biznesową spółki, rzadziej podążanie za trendami rynkowymi, czy względy podatkowe.

Z badań przeprowadzonych przez PwC wynika, że w Polsce kapitał spółki oddawany jest przede wszystkim w ręce kluczowych osób w firmie (84%), znacznie rzadziej pracodawcy dzielą się akcjami ze wszystkimi pracownikami (16%). Spowodowane jest to tym, że najczęściej akcje stanowią formę nagrody w ramach długoterminowych programów motywacyjnych, a te kierowane są w większości do osób, które mają decydujący głos w działalności firm. W innych krajach proporcje te kształtują się inaczej: 59% programów akcyjnych kierowanych jest do kluczowych pracowników, podczas gdy aż 41% do wszystkich pracowników.

Instytucja akcjonariatu pracowniczego będzie stopniowo zyskiwała na znaczeniuJuż w tej chwili istnieją uregulowania prawne, np. w stosunku do osób pełniących kluczowe stanowiska w instytucjach finansowych, wprowadzające wymóg wypłacania części wynagrodzenia zmiennego w formie akcji lub pochodnych instrumentów finansowych. Z drugiej strony rynek pracy wymaga od pracodawców ciągłego uatrakcyjnienia pakietów płacowych. Tę kwestię doskonale rozwiązuje wprowadzenie właśnie programu akcyjnego. Spodziewamy się, że za trendami rynkowymi podążą również uregulowania prawne” – zauważa Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC.

Z raportu PwC wynika, że na stosunkowo niewielką popularność pracowniczych programów akcyjnych w Polsce wpływa przede wszystkim brak przyjaznego i przystępnego otoczenia prawno-regulacyjnego, zaplecza w postaci ulg i zwolnień podatkowych, czy też preferencji podatkowych. Do barier zaliczyć należy również nadal niską kulturę pracowniczą, wciąż niedostateczną zdolność inwestycyjną i niewystarczający poziom wiedzy ekonomicznej społeczeństwa, ale także mentalność pracowników i pracodawców, w której brak jest wzajemnego zaufania.

Rola uregulowań prawnych

Jak podkreślają eksperci PwC, na świecie liczba firm oferujących swoim pracownikom akcje własne lub akcje spółki z grupy systematycznie rośnie. Spowodowane jest to udostępnieniem programów obowiązujących w danych grupach kapitałowych spółkom działającym na rynkach lokalnych. Są też kraje, w których istnieje wręcz wymóg prawno-podatkowy, aby udział w programie akcyjnym był oferowany wszystkim pracownikom. Niespełnienie tego warunku powoduje np. utratę korzystnych warunków opodatkowania przyznanych akcji. Przykładowo we Francji, Irlandii, czy Słowenii pewne rodzaje programów muszą być oferowane wszystkim pracownikom. W Niemczech i Wielkiej Brytanii niespełnienie tego wymogu powoduje brak możliwości skorzystania z ulgi podatkowej. W Szwecji to, czy udział w programie zostanie zaoferowany wszystkim pracownikom, czy tylko wybranym, zależy od wielkości spółki – większe spółki notowane na giełdzie oferują akcje wszystkim pracownikom.

W Polsce specyficzne uregulowania w sferze akcjonariatu pracowniczego w tej chwili nie istnieją. Obecnie trwają jednak prace nad stworzeniem kompleksowych regulacji prawnych dot. akcjonariatu pracowniczego. Niedawno do Ministerstwa Rozwoju wpłynął projekt „Ustawy o programach akcjonariatu pracowniczego” przygotowany przez Fundację Forum Rozwoju Akcjonariatu Pracowniczego i Kapitału Krajowego. Projekt zakłada m.in., iż programy akcjonariatu pracowniczego stanowią dobrowolną formę inwestowania w kapitał zakładowy spółki w drodze obejmowania lub nabywania jej akcji/udziałów przez jej uprawnionych pracowników. Programy te mają umożliwić bezpośrednie inwestycje uczestnika w aktywa zatrudniającej go spółki oraz bezpośredni wpływ pracownika-akcjonariusza na rozwój, pozycję rynkową, wyniki finansowe i wzrost wartości spółki. Projekt zakłada również propozycje rozwiązań prawno-podatkowych, jak również rekomendacje w odniesieniu do kwestii edukacji i komunikacji związane z tym tematem.

Rola skutecznych narzędzi podatkowych

Z raportu PwC wynika, że istotną rolę w funkcjonowaniu instytucji akcjonariatu pracowniczego mogą odgrywać uregulowania podatkowe. Od 1 stycznia 2018 r. nowelizacja ustawy o PIT wprowadza korzystną dla podatników zmianę w postaci rozszerzenia możliwości odroczenia opodatkowania dochodu uzyskanego z tytułu nabycia lub objęcia akcji do momentu ich sprzedaży na akcje spółek z obszaru poza UE/EOG (np. z USA, Szwajcarii). Z preferencji tej będą mogli skorzystać podatnicy nabywający akcje spółek, których siedziba lub zarząd znajduje się na terytorium państw, z którymi Polska zawarła umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania.

Eksperci PwC zwracają również uwagę, że w toku prac legislacyjnych ustawodawca wyłączył z preferencji podatników otrzymujących akcje spółek polskich, co może ograniczać rozwój akcjonariatu pracowniczego.

„Na przykładzie innych krajów widzimy wyraźną zależność pomiędzy wprowadzeniem zachęt podatkowych a wzrostem popularności akcjonariatu pracowniczego. Do najczęściej stosowanych zachęt należą: zwolnienie z opodatkowania kwoty przychodu powstającego w związku z otrzymaniem akcji, obniżenie podstawy opodatkowania w zależności od okresu posiadania akcji, brak lub niższe składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Z kolei po stronie pracodawców wymienia się przede wszystkim możliwość zaliczenia kosztów poniesionych na przekazanie pracownikom akcji do kosztów podatkowych oraz preferencje w zakresie ubezpieczeń społecznych” – podsumowuje Sylwia Bachmat, menedżer w dziale prawno-podatkowym PwC.

Płatność telefonem coraz popularniejszą formą zapłaty bezgotówkowej

Jak wskazują wyniki badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie eService, coraz większa liczba Polaków preferuje płatności bezgotówkowe (56%). Zaraz po powszechnie znanej karcie płatniczej, drugą najbardziej rozpoznawalną formą płatności zbliżeniowych okazuje się metoda z wykorzystaniem telefonu. Wskazało ją aż 52% ankietowanych, z czego aż 14% wymieniło ją przed gotówką i kartą. Najpowszechniej znaną formą płatności telefonem okazał się natomiast BLIK – 35%.

Płatność telefonem to stosunkowo młoda metoda. Mobilność w wielu sektorach postępuje na tyle, że nawet banki, dostosowując się do obecnych trendów, umożliwiają już dostęp i kontrolę konta poprzez aplikacje mobilne. Przełomowym okresem dla wzrostu znaczenia tej formy był rok 2015. Dziś już ponad połowa badanych (52%), zapytana o znajomość rodzajów płatności podczas zakupów w sklepach, płacenia za produkty i usługi, spontanicznie wymienia właśnie płatność telefonem.

Pojawianie się nowoczesnych metod płatności we wskazaniach respondentów udowadnia rosnącą świadomość Polaków w tym zakresie. Nie tylko coraz chętniej „korzystamy” z kart, ale również z płatności telefonem, przez którą respondenci rozumieją zarówno  BLIK, jak i płatności zbliżeniowe takie jak Android Pay, czy mniej znane u nas ApplePay lub SamsungPay – mówi Joanna Seklecka, prezes eService. – Dlatego dbamy o to by oferowane przez nas rozwiązania dla przedsiębiorców pozwalały na procesowanie transakcji telefonem. Również w standardach mniej popularnych w Polsce, ale popularnych wśród odwiedzających nasz kraj turystów.

Ankietowani, zapytani o powód korzystania z wybranych metod, w przypadku płatności telefonem zaznaczali, że jest to rozwiązanie:

  • najwygodniejsze (46%),
  • najszybsze (16%),
  • zastępujące portfel/kartę w przypadku ich braku (7%),
  • wykluczające konieczność posiadania przy sobie portfela (5%).

Część badanych wskazała również, że po prostu lubi korzystać z tej metody (5%). BLIK natomiast został wymieniony jako najszybszy przez 36% osób, a 9% płaci nim, gdy nie posiada przy sobie portfela lub karty. Po 5% ankietowanych wymieniało również ciekawość, czyli chęć sprawdzenia tego sposobu w praktyce oraz zaznaczyło, że jest to dla nich korzystniejsza opcja.

Najczęstszym powodem niekorzystania z tej metody płatności był brak takiej możliwości lub po prostu potrzeby. Zdecydowana mniejszość respondentów wskazała, że mimo wszystko woli płacić w inny sposób.

Postępująca mobilność oraz stale rosnąca liczba terminali płatniczych, również w punktach usługowych i urzędach, powodują, że przez płatności bezgotówkowe nie rozumiemy już tylko używania plastikowych kart płatniczych czy kredytowych, ale także wiele innych metod, które ułatwiają nam codzienne zakupy oraz rozliczenia. Mimo iż polskie społeczeństwo nie jest jeszcze tak bezgotówkowe jak chociażby Szwecja, według ekspertów zmierzamy w tym samym kierunku. Tak jak kiedyś muszelki i handel wymienny został zastąpiony przez monety, a następnie papierowe banknoty, tak dzisiaj coraz popularniejszy staje się pieniądz elektroniczny. Również ten obsługiwany za pomocą telefonu komórkowego. Coraz chętniej korzystamy z nowości, o czym świadczy fakt, że jesteśmy jednym z krajów, w którym w najszybszym tempie wdrażane są płatności zbliżeniowe, a bankowość mobilna zaczyna wyprzedzać tę internetową.

Ciężarówka Tesli kontra tradycyjne pojazdy – wyniki analizy ROHLIG SUUS Logistics

Elon Musk, znany wizjoner i przedsiębiorca, ujawnił cenę pierwszej elektrycznej ciężarówki z naczepą, która w przyszłości może stać się konkurencją dla tradycyjnych, mało ekologicznych samochodów. Pojazd ma trafić do produkcji w 2019 roku, a jego sprzedaż rozpocząć w roku 2020. Czy ciężarówka Tesla Semi rzeczywiście zrewolucjonizuje rynek transportu drogowego?

Jak podaje producent, pojazd będzie dostępny w trzech wariantach. Najtańsza wersja, o zasięgu do ok. 480 km na jednym ładowaniu będzie kosztować 150 tys. dolarów, czyli ponad 530 tys. zł. Samochód, który będzie w stanie przejechać ok. 800 km na jednym ładowaniu, to  już koszt 180 tys. dolarów, czyli ponad 637 tys. zł. Najdroższa, limitowana wersja Founders Series jest natomiast płatna z góry i kosztuje 200 tys. dolarów, co w przeliczeniu na polską walutę wynosi ok. 708 tys. zł.

Do przewozów krajowych na polskim rynku przewoźnicy zakupują jednak standardowo pojazdy w wieku 8-10 lat. Dlatego ciężko spodziewać się masowego szału zakupowego w Polsce na samochody ciężarowe Tesli, które mają kosztować ponad 50% więcej od aktualnie najbardziej popularnych ciągników zakupionych w salonie, takich jak DAF czy MAN. Koszt zakupu popularnego 8-10 letniego pojazdu to około 80-100 tys. zł, a wtedy Tesla wypada już co najmniej 5-krotnie drożej, nie wspominając o kosztach sprowadzenia takiego pojazdu do kraju. – mówi Janusz Nóżka, Dyrektor ds. Floty w ROHLIG SUUS Logistics.

Według Tesli wyższe ceny zakupu samochodów – w odniesieniu do tradycyjnych pojazdów, zostaną zrekompensowane przez ich niskie koszty utrzymania. Producent podkreśla, że całkowity koszt eksploatacji ciężarówki ma być na rynku amerykańskim o 20 proc. niższy w porównaniu do pojazdu z silnikiem Diesla. Mimo, że w pierwszej chwili cena wydaje się stanowić znaczącą barierę wejścia na polski rynek dla elektrycznej ciężarówki, to po przeanalizowaniu jej wszystkich parametrów eksploatacyjnych, pojazd rzeczywiście wypada korzystnie.

Chcąc sprawdzić jak faktycznie kształtują się koszty zakupu i utrzymania elektrycznej ciężarówki, ROHLIG SUUS Logistics postanowił przeprowadzić analizę porównawczą odnoszącą się do polskich realiów. Założono sytuację, w której Tesla Semi posiada m.in. wszystkie wymagane homologacje, została dostosowywana do transportu po europejskich drogach i można nabyć ją w Polsce. Ponadto przyjęto, że obsługa techniczna nowego samochodu oraz części zamienne są tak samo dostępne na rynku jak w przypadku popularnych modeli ciągników siodłowych. W analizie wzięto pod uwagę takie czynniki jak cena zakupu obu pojazdów, koszty zużycia paliwa/prądu, czy obsługę techniczną pojazdu.

Piotr Iwo Chmielewski, Dyrektor ds. Rozwoju ROHLIG SUUS Logistics podsumowuje: – Na szczególną uwagę zasługuje sam koszt zużycia paliwa, który przy ciężarówce Tesli jest znacznie niższy niż w przypadku tradycyjnego pojazdu. Przejechanie dystansu 100 kilometrów elektryczną ciężarówką jest bowiem ponad 60% tańsze i wynosi 42,50 zł, a zwykłym samochodem 112 zł – zaznacza przedstawiciel firmy. Co więcej, wedle deklaracji producenta, przy wykorzystaniu elektrycznej ciężarówki prawie całkowicie odpadają nam koszty przeglądów okresowych (płyny, filtry) i dodatkowo o około 20% redukujemy inne koszty techniczne, takie jak wymiana tarcz i klocków hamulcowych.

Biorąc pod uwagę średnie stawki frachtowe za transport krajowy, okres spłaty przy zakupie popularnych samochodów ciężarowych, szacowany jest na około 11-13 lat. Oszczędności generowane przez ciężarówkę elektryczną Tesli mogą skrócić ten okres do niespełna 8 lat.  Nawet nie biorąc pod uwagę dodatkowych ulg podatkowych, których można się spodziewać ze strony rządu czy UE na zakup pojazdów elektrycznych – ocenia Piotr Iwo Chmielewski.

Janusz Nóżka dodaje, że widzi realną szansę dla elektrycznej ciężarówki Tesli w obliczu oczekiwanych ograniczeń w ruchu tradycyjnych pojazdów, które będą z pewnością zmuszać do poszukiwania rozwiązań alternatywnych. Takie działania już są podejmowane, chociażby przez przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej, które zaczynają inwestować w elektryczne autobusy. Tylko w Warszawie do 2020 roku ma ich być 160 sztuk kontynuuje Janusz Nóżka i dodaje na chwilę obecną deklaracje producenta oceniamy jako obiecujące. Prawdziwym jednak testem będą dotychczas mocno kwestionowane możliwości produkcyjne Tesli oraz nasza transportowa rzeczywistość i możliwości finansowe przewoźników.

Polska i Świat – tydzień polityki monetarnej. Co dalej z eurodolarem?

Mijający tydzień na rynkach finansowych skupił się przede wszystkim na decyzjach banków centralnych. W środę w dotychczasowym składzie po raz ostatni obradował komitet FOMC przy Rezerwie Federalnej, a w czwartek decyzje monetarne podejmowano w strefie euro, Meksyku oraz Turcji.

Grudniowe posiedzenie komitetu monetarnego przy Rezerwie Federalnej było ostatnim pod przywództwem Janet Yellen. Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami i zapowiedziami, FED podniósł poziom stóp procentowych o kolejne 25 pb. Jednocześnie mediana oczekiwań członków Komitetu sugeruje trzy kolejne podwyżki w roku 2018 i dwie w roku następnym. Natomiast w najnowszych projekcjach makroekonomicznych nastąpiły tylko kosmetyczne zmiany – podwyższono prognozę wzrostu gospodarczego oraz obniżono szacowany poziom bezrobocia. Z kolei na konferencji prasowej odchodząca prezes Rezerwy Federalnej stwierdziła, że reforma podatkowa wzmocni wzrost gospodarczy w nadchodzących latach, ale jej efekty nie są do końca pewne. Jej zdaniem niskie odczyty inflacji w Stanach Zjednoczonych mają charakter przejściowy, a stopniowe podnoszenie kosztu pieniądza w następnych latach jest działaniem właściwym. Ponadto Yellen stwierdziła, że rynek pracy pozostaje w pobliżu stanu pełnego zatrudnienia i oczekuje, że w następnych latach sytuacja nie ulegnie zmianie. Co jednak istotne, odchodząca szefowa FED stwierdziła, że nie ma potrzeby wprowadzania zmian w programie redukcji bilansu Rezerwy Federalnej i bank centralny będzie gotowy wznowić rolowanie zapadających papierów, jeżeli będzie tego wymagała sytuacja. Poza tym uznała, że poziom wyceny aktywów nie jest zbyt wysoki, a w gospodarce nie widać „niepokojącego” narastania zadłużenia czy akcji kredytowej. Mając do dyspozycji przedstawiony zestaw informacji inwestorzy zareagowali wyprzedażą amerykańskiej waluty, a samo wydarzenie uznali za relatywnie gołębie, mimo decyzji o podwyżce stóp procentowych. Naszym zdaniem oczekiwania co do poziomu kosztu pieniądza w zbliżającym się 2018 roku mogą paradoksalnie dla dolara okazać się zgubne – podobnie jak miało to miejsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Uważamy bowiem, że każda, gorsza od oczekiwań, publikacja makroekonomiczna będzie argumentem do oddalenia w czasie wzrostu kosztu pieniądza i jednocześnie osłabienia amerykańskiej waluty. Drugą kwestią pozostaje nowy kształt komitetu FOMC i jego podejście do kształtu polityki monetarnej. Naszym zdaniem środowe posiedzenie pokazuje, że inwestorzy szukają argumentów na to by osłabić amerykańską walutę.

Tymczasem w Europie Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego, zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła parametrów polityki monetarnej, co oznacza, że EBC będzie skupował obligacje w kwocie 30 mld euro do końca września przyszłego roku, lub dłużej, gdy będzie taka potrzeba. Nowe prognozy makroekonomiczne zakładają wyższy wzrost gospodarczy i inflację (względem projekcji wrześniowej), na przestrzeni następnych 3 lat, a już w 2017 dynamika PKB ma wynieść 2,4% r/r. Natomiast perspektywy gospodarcze w strefie euro, wg Rady Prezesów, znacząco się poprawiły. Dosyć pozytywny komunikat, odczytany przez prezesa Draghiego, spowodował chwilowe umocnienie się euro, które podczas konferencji zostało zniwelowane. Przede wszystkim dlatego, że Mario Draghi starał się, jak zresztą zawsze, wprost unikać konkretnych odpowiedzi na pytania związane z QE, inflacją czy perspektywą polityki monetarnej w przypadku pogorszenia warunków gospodarczych. Uważamy że podniesione prognozy makroekonomiczne, pozytywna wymowa komunikatu po posiedzeniu i wymijające odpowiedzi Draghiego sugerują, że prezes Europejskiego Banku Centralnego nie chce dopuścić do dalszego umacniania się euro. Uważamy, że lepsze od oczekiwań informacje makroekonomiczne będą wspierały notowania euro. A biorąc pod uwagę rosnące nieprzerwanie indeksów PMI w Europie czy niemieckie IFO, o pozytywne niespodzianki w przyszłości nie powinno być trudno. Dlatego też po zeszłotygodniowych posiedzeniach FED oraz Europejskiego Banku Centralnego umocniliśmy swoje przekonanie co do kierunku, w jakim powinien podążać eurodolar.

Szymon Juszczyk, Zarządzający Portfelami RDM Wealth Management S.A.

Union Investment Real Estate finalizuje przejęcie centrum handlowego Magnolia Park we Wrocławiu

Należący do Union Investment Real Estate fundusz Unilmmo: Europa sfinalizował transakcję kupna wrocławskiego centrum handlowego Magnolia Park od funduszu Blackstone. Wartość transakcji wyniosła ok. 380 mln euro.

Magnolia Park jest pierwszym wrocławskim centrum handlowym w portfelu Union Investment Real Estate, a zarazem największym obiektem tego typu w polskiej ofercie funduszu. Powierzchnia handlowa centrum wynosi ok. 100 tys. m2 i jest niemal w całości wynajęta, a średni pozostały czas trwania obowiązujących umów najmu to 4,2 roku.

W obszarze oddziaływania centrum handlowego mieszka ok. 2,58 mln ludzi; rocznie odwiedza je ok. 11 mln klientów. Lista najważniejszych najemców obejmuje silne marki krajowe i międzynarodowe. Są to m. in. Tesco, Castorama, Saturn, Helios, P&C oraz Decathlon.

Polska jest, w szczególności w odniesieniu do centrów handlowych, jedną z najatrakcyjniejszych lokalizacji inwestycyjnych w Europie. Łączy wszystkie cechy, które są dla nas interesujące – wysoką siłę nabywczą, ciekawą ofertę nowoczesnych nieruchomości oraz rozsądne ceny – powiedziała Henrike Waldburg, szefowa działu zarządzania nieruchomościami handlowymi w hamburskim Union Investment Real Estate GmbH.

Zarządcą centrum handlowego po sprzedaży pozostanie firma Multi. Przy transakcji funduszowi Union Investment Real Estate doradzała firma Cushman & Wakefield, a stroną prawną zajmowała się kancelaria Dentons.

Budowa Magnolii Park została ukończona w 2007 roku, a dwa lata temu nastąpiła jej rozbudowa. Centrum z 241 sklepami jest jedną z najważniejszych lokalizacji handlowych w regionie.

Centrum handlowe Magnolia Park znajduje się na zachodzie Wrocławia, w odległości ok. 4 kilometrów od centrum. Jego bezpośrednie sąsiedztwo to obszar gęsto zaludniony, który wciąż się rozwija. Mieszkańcy mogą łatwo dotrzeć do centrum handlowego komunikacją miejską oraz samochodem. Na kupujących czeka ok. 3 tys. miejsc parkingowych.

Magnolia Park jest największym centrum handlowym w portfelu Union Investment w Polsce. Kolejnym jest łódzka Manufaktura (94 tys. m2), która znajduje się w portfelu spółki zależnej Union Investment, Unilimmo: Deutschland od 2012 roku.

W portfelu otwartych funduszy nieruchomości Union Investment Real Estate znajduje się obecnie siedem centrów handlowych w Polsce: 3 Stawy w Katowicach, Manufaktura w Łodzi, Focus Park w Rybniku, Sarni Stok w Bielsku-Białej, Riviera w Gdyni, Ferio w Koninie i Magnolia Park we Wrocławiu. Ich łączna powierzchnia handlowa wynosi 390 tys. m2, a wartość tych nieruchomości to ok. 1 mld euro. Współczynnik wynajmu w całym portfolio wynosi 99%.

Co zmienił 2017, a co przyniesie 2018 na rynku telekomunikacyjnym?

Zniesienie roamingu w UE, wzrost zużycia danych mobilnych i zmiana na pozycji lidera pod względem liczby aktywnych kart SIM. Taki był w skrócie 2017 rok w telekomunikacji. A czego powinniśmy spodziewać się w 2018 roku? O tym mówi zespół Virgin Mobile Polska.

Rynek telekomunikacyjny w 2017

Roaming nie taki darmowy

Magdalena Hajduga – Product Manager_Virgin Mobile

Kluczowym wydarzeniem na rynku było wprowadzenie zasad „Roam Like At Home”.
W założeniach twórców miały one wprowadzić równość w korzystaniu i opłatach za roaming w całej UE. Jednak nowe przepisy nie uwzględniały lokalnych warunków funkcjonowania rynku telekomunikacyjnego. Usługi telekomunikacyjne w Polsce są jednymi z najtańszych w UE. Masowe korzystanie przez Polaków z roamingu na terenie UE okazało się bardzo kosztowne i wpłynęło na pogorszenie się wyników finansowych operatorów. Swoją ciężką sytuację od samego początku szczególnie sygnalizowali operatorzy wirtualni..

Zamieszanie związane z roamingiem znalazło swój finał w UKE. O dopłaty do roamingu wystąpili niemal wszyscy operatorzy, z których dotychczas każdy otrzymał zgodę na ich wprowadzenie. Mimo to klienci nie mają powodów do narzekań. Nowe przepisy poskutkowały wprowadzeniem bezpłatnych puli minut, SMS-ów i danych do wykorzystania w roamingu oraz obniżyły opłaty cennikowe. Jako Virgin Mobile Polska konsekwentnie staliśmy przy stanowisku, iż literalne wdrożenie „Roam like at home” nie może doprowadzić do sytuacji, w której 90% klientów finansuje 10% tych, którzy nadużywają połączeń w roamingu. Otwartym pozostaje pytanie czy pomniejszone przychody nie przełożą się na spowolnienie inwestycji i konkurencyjność rynku. – Magdalena Hajduga, Product Manager w Virgin Mobile Polska –

Zmiana na pozycji lidera

Mateusz Piotrowski - PR Manager_Virgin MobileKońcówkę roku podgrzała zmiana na pozycji lidera pod względem aktywnych kart SIM. Wynik fioletowego operatora z prawie 15 milionami aktywnych kart SIM (28,9 proc. całego polskiego rynku) to efekt wielu czynników. „Czwarty operator” wchodząc kilka lat temu na rynek uzyskał preferencyjne warunki dzięki przychylnej postawie UKE, które chciało pobudzić konkurencyjność rynku telekomunikacyjnego. Ta podstawa pozwoliła Play wypracować wizerunek najtańszego i najbardziej konkurencyjnego operatora. Wyraz uznania należą się również działowi marketingu w konsekwentnym prowadzeniu masowej komunikacji wszystkimi dostępnymi kanałami on-line i off-line. Długoterminowe wykorzystanie celebrytów z pewnością utkwiło w świadomości konsumentów. Bogata oferta telefonów, konkurencyjne oferty prepaid i postpaid a do tego usługi dodane, takie jak Tidal zagwarantowały Play palmę pierwszeństwa. Jednak rynek telekomunikacyjny cechuje się dużą dynamiką zmian. Konkurencja z pewnością też nie będzie bierna. Dlatego w 2018 roku powinniśmy być przygotowaniu na kolejne zmiany. – Mateusz Piotrowski, PR Manager w Virgin Mobile Polska –

Większa rozwaga w działaniach marketingowych off-line

W 2017 roku firmy z branży telekomunikacyjnej nadal pozostały czołowymi reklamodawcami na rynku. Mimo to uwidaczniają się zmiany w wydatkowaniu budżetów. Istotny wpływ na to ma niskie ARPU jak również zmiany prawne, które rzutowały na wyniki finansowe. Dla przypomnienia w 2016 roku wprowadzenie obowiązkowej rejestracji numerów pre-paid, a w 2017 darmowego roamingu w UE spowodowały obniżenie przychodów operatorów. To sprawiło, że telekomy zaczęły zmieniać taktykę. Nie mówimy tu o gwałtownych cięciach budżetów, a o rozsądniejszym planowaniem działań marketingowych. Orange ograniczył swoje działania na outdoor skupiając budżet w telewizji. Z drugiej strony porzucił akcję „Środy z Orange”. Podobnie zachował się T-Mobile, który po wielu latach zrezygnował z dalszego wspierania festiwalu Nowe Horyzonty. Magentowy operator znalazł również oszczędności rezygnując z angażowania celebrytów do swoich reklam. Odwrotnie zachowywał się wspomniany wcześniej Play, który w dalszym ciągu wykorzystuje ich w swojej komunikacji, szczególnie w TV. Jednak budżety filetowego gracza w tym kanale również uległy zmniejszeniu. Pozytywnie na tym tle wyróżniają się marki Polkomtela, który zainwestował najwięcej, bo aż 314,5 mln zł, czyli 44,2 proc[1].,  stając się liderem pod względem wydatków na marketing off-line. Odporność Plusa na zmiany rynkowe wynika z konwergencji usług oraz wsparcia medialnego Polsatu, co pozwala Plusowi budować największe zasięgi na rynku.

Inaczej kształtuje się sytuacja wirtualnych operatorów, czyli marek takich jak Virgin Mobile, czy Mobile Viking. Ich zdecydowanie mniejsze budżety przekładały się na inną strategię marketingową. Najwięcej w komunikację wielkozasiegową spośród wszystkich MVNO inwestował Virgin Mobile, komunikując ofertę abonamentową i grupową. Mimo to wciąż jest to mniej niż 5% Share of Voice w całej kategorii. W 2017 roku zauważalne były jeszcze działania a2mobile, które przeprowadziło dwie mocne kampanie sponsoringowe. Były one nastwione na zbudowanie rozpoznawalności nieznanego brandu. Mimo to działania MVNO w obszarze off-line wciąż stanowią znikomy procent w porównaniu do czterech największych graczy. I to z pewnością nie zmieni się w najbliższym czasie. – Karol Ruciński, Brand Manager, Virgin Mobile Polska –

On-line zyskał jeszcze bardziej

Z drugiej strony działania marketingowe telekomów w większej części skupiały się na on-line. Głównym powodem jest możliwość lepszego mierzenia efektów, prowadzenia bardziej jakościowych działań, a przede wszystkim mniejsze koszty. Najwięcej na działania on-line wydała oczywiście wielka czwórka wraz z swoimi submarkami. I tak:

  • Orange i Nju Mobile – 41 mln zł[2]
  • Plus + Plush – 33,8 mln zł
  • Play + Red Bull Mobile 14,3 mln zł
  • T- Mobile – 31,3 mln zł

Z pośród wirtualnych operatorów na pierwszy miejscu plasuje się Virgin Mobile, który wydał 2,5 mln złotych. W dalszej kolejności uplasował się Premium Mobile z wydatkami 1,6 mln zł, a2mobie 0,7 mln zł i Viking Mobile 0,5 mln zł. Łącznie wydatki wirtualnych operatorów stanowiły zaledwie 4,5% budżetu głównych graczy przedstawionych powyżej. Miniony rok wyraźnie pokazuje, więc, że rosną nakłady na digital kosztem działań off-line, głównie z powodu lepszej efektywności działań.

To, co jeszcze warte uwagi w 2017 to coraz częstsze wykorzystanie bootów zarówno
w obsłudze klientów jak i sprzedaży produktów. Ich ciągła niedoskonałość na razie pozostaje barierą w rozwoju, ale świat już pracuje nad ich ulepszeniem. Możemy, więc spodziewać się ich szerszego zastosowania w telekomach. Wciąż rośnie także znaczenie narzędzi własnych marek do komunikacji z klientami, które służy jednocześnie zwiększeniu sprzedaży. Live chaty, zostawianie numerów przez klienta i szybkie oddzwanianie to te elementy, które obu stronom komunikacji ułatwiają życie. W 2018 roku należy spodziewać się dalszego rozwoju w tym kierunku. – Sebastian Studentkowski, E-marketing Specialist, Virgin Mobile Polska –

Rynek telekomunikacyjny w 2018 roku

Paczki danych, promocja rozwoju sieci 5G i konwergencja

Piotr Suchodolski - Dyrektor marketingu Virgin Mobile Polska
Piotr Suchodolski – Dyrektor marketingu Virgin Mobile Polska

W 2018 r. należy spodziewać się dalszego wzrostu zużycia danych mobilnych. Obecnie Polska jest na 6 miejscu w UE, co nie powinno dziwić. Patrząc na to ile gigabajtów danych wkładają do swoich ofert operatorzy za niską cenę, można śmiało stwierdzić, że zużycie poszybuje w górę.  To naturalnie wiąże się z rozwojem sieci 5G, o której dużo będzie się mówić, a mniej będzie realnych działań w tym obszarze. Niestety niskie ARPU w telekomunikacji najprawdopodobniej nie będzie zachęcać największych graczy do kosztownych inwestycji w rozwój sieci 5G.

Znamienne jest przejęcie Netii przez Polkomtela, co zwiastuje dalszą konwergencję usług telekomunikacyjnych. Możemy się spodziewać ofert łączonych i prób przekonywania klientów do zakupu ich wszystkich od jednego operatora. Końcówka roku w wykonaniu Play i uruchomienie ubezpieczeń pokazuje, że telekomy, zawłaszcza te największe będą szukać maksymalizacji zysków wszędzie tam, gdzie będzie to możliwie.

Z drugiej zaś strony nie można przejść obojętnie obok upowszechniania się m.in. Netflixa. Scenariusz gdzie duża paczka mobilnego Internetu z szybkim transferem danych oraz dostępy do serwisów z kontenetem na życzenie części konsumentom w zupełności wystarczy. Teza, iż prosta i konkurencyjna mobilna oferta telekomunikacyjna będzie w dalszym ciągu mocno pożądania nie wymaga dalszego udowadniania. – Piotr Suchodolski, Dyrektor Marketingu, Virgin Mobile Polska –

Duże ekrany, bezpieczeństwo i multimedia w smartfonach

Producenci słuchawek będą szli w kierunku zmniejszania ramek i zwiększania powierzchni ekranów. Czytniki linii papilarnych przejdą na plecki telefonu lub na powierzchnię przycisku power (on/off). Face ID od Apple wymusi na innych producentach dopracowanie swojej technologii rozpoznawania twarzy. Być może pojawi się tendencja do rezygnowania z czytników linii papilarnych. Powoli będziemy żegnać się również z wejściami mini Jack. To widać już teraz, ale w 2018 słuchawki pod USB-C, Lightning lub Bluetooth staną się standardem. Telefon to coraz częściej narzędzie pracy, dlatego podwójne obiektywy również będą częściej pojawiać się w telefonach. Pozwolą one robić wysokiej, jakości zdjęcia nie tylko profesjonalnym fotografom, ale pracownikom, blogerom, influencerom oraz zwykłym użytkownikom, który wrzucą je na swoje społecznościówki.

Warto wspomnieć też o płatnościach zbliżeniowych. Tych również będzie coraz więcej, dzięki spopularyzowaniu czytników NCF. Chęć szybkiego płacenia potwierdzają dane. W 2016 r. zakupy przez telefon czy tablet robiło blisko 13 proc. Polaków. Teraz jest ich ponad 20 proc[3]. Z kolei Izba Gospodarki Elektronicznej w raporcie „Płatności cyfrowe 2017” zaznacza, że 40% Polaków dokonywało już płatności przy pomocy smartfona czy tabletu. Sytuacja będzie się, więc mocno zmieniać. – Kamil Marhula, E-commerce Manager, Virgin Mobile Polska –

W komunikacji w dalszym ciągu znaczenia nabierać będzie content design. Posiadanie wartościowych informacji w połączeniu z atrakcyjną formą przekazu będzie kluczowe. W 2018 roku telekomy mogą pogłębić współpracę z influencerami, głównie ze względu na możliwość skorzystania z zasięgów ich kanałów. Jednak nie zawsze wysoka, jakość kontentu oferowanego przez influencerów oraz brak możliwości mierzenia wpływu na sprzedaż sprawi, że dla marek, nie tylko telekomunikacyjnych będzie to rok pogłębionej refleksji nad inwestycjami w ten kanał. W tym jak i kolejnych latach firmy bardziej będą zastanawiać się nad rozwojem własnych kanałów, w których to raczej influencerzy będą gośćmi niż autorami. – Mateusz Piotrowski, PR Manager, Virgin Mobile Polska –

Telekomy będą dalej inwestować w digital

Trendy w digital marketingu w 2018 powinny obejmować kontynuację obecnie toczących się procesów i nie przewidujemy przełomowych zmian. Telekomy będą próbować wdrożyć kolejny etap procesu szumnie zwanego „marketing automation”. Powodem jest ogromna ilość danych, które funkcjonują w obszarze różnych systemów IT, które z kolei nie są w stanie wymieniać ich między sobą i analizować. Dlatego „Świętym Graalem” jest wdrożenie nowoczesnych CRM-ów, które integrowałyby dane z hurtowni danych, systemów bilingowych z narzędziami służącymi do kontaktu z klientami (POS, call center, social media, narzędzia do wysyłki mailingów, SMS-ów,  wdrożenie personalizacji w aplikacjach samoobsługowych, WEB notyfikacji, powiadomień push z aplikacji mobilnych, etc). A to wszystko w celu zwiększenia działań antychurnowych, up-sellu oraz pozyskania nowych klientów.

Postępować będzie proces optymalizacji serwisów www oraz komunikacja on-line w modelu efektywnościowym (złożenie zamówienia na stronie www lub zebranie leada). Do niedawna wiele firm telekomunikacyjnych nie prowadziło testów A/B swoich serwisów, dane z Google Analyticsa leżały odłogiem, a zmiany naprowadzano na zasadzie „tak szefowi się podoba”. Myślę, że rok 2018 będzie rokiem wypracowania spójnych procesów optymalizacji serwisów i aplikacji biorących pod uwagę wiele źródeł informacji: wniosków z prowadzonych testów A/B, heat map, wymogów z obszaru SEO oraz wymogów z obszaru UX w celu optymalizacji wskaźnika konwersji. A gra jest warta świeczki, gdyż udział sprzedaż on-line u największych graczy na rynku oscyluje w granicach 10%, przy dużo niższym koszcie pozyskania klienta w kanale on-line niż off-line i jego wyższym ARPU. – Agnieszka Flis, Online Manager, Virgin Mobile Polska –

Podsumowując ubiegły jak i przyszły rok będzie nadal dynamiczny dla branży telekomunikacyjnej, jednak ich działania będą jeszcze bardziej oparte na liczbach i przełożeniu na wyniki finansowe.

[1] Dane Kantar Media

[2] Dane Kantar Media

[3] Dane PayU

Na rynkach finansowych czuć już święta

Ostatnie 24 godziny były bogate w interesujące wydarzenia rynkowe, a jednak po FX nie widać diametralnej zmiany poziomów. To może być zapowiedź tego, co może nas czekać przez następne dwa tygodnie, kiedy aktywność zacznie wygasać. Wciąż jest pole do niespodzianek, choć raczej nie dziś.

Decyzje czterech czołowych banków centralnych oraz kluczowe dane z gospodarki USA, a po rynku FX nie widać, aby coś takiego w ogóle miało wczoraj miejsce. Najwięcej emocji zapewnił Norges Bank, który przybliżył oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych, ale rajd korony w większym stopniu wziął się z fatalnych warunków płynnościowych (gorzej niż na złotym!) niż ze skali zaskoczenia decyzją. SNB i BoE zrobiły, co miały zrobić, czyli niewiele, więc trudno wymagać mocniejszej reakcji od CHF i GBP. Ale już posiedzenie ECB nigdy nie jest do zignorowania, a jednak wczoraj jakby inwestorzy zapomnieli, na co patrzą. Przed posiedzeniem budowały się oczekiwania na wzmocnienie głosu jastrzębiego skrzydła w Radzie Prezesów po serii świetnych danych o aktywności gospodarczej. Otrzymaliśmy wyższe prognozy PKB, ale już projekcja ścieżki inflacji rozczarowała, gdyż tylko w przypadku 2018 r. mieliśmy rewizję w górę o 0,2 pkt proc. i to jedynie na bazie wyższych cen paliw. W długim horyzoncie bank widzi inflację na 1,7 proc., czyli jednak dość daleko od celu inflacyjnego (określonego enigmatycznie jako „blisko, ale poniżej 2 proc.”). Tym samym Draghi pokazał, że ekspansja monetarna pozostaje i powtórzył, że stopy procentowe nie zostaną ruszone jeszcze długo po zakończeniu QE. Mimo to spadek EUR/USD o mniej niż 0,5 proc. przy takim wydźwięku konferencji należy uznać za minimalny wymiar kary.

Czy skromna reakcja EUR/USD może wynikać z balastu w postaci rozczarowania stanowiskiem Fed dzień wcześniej? Jeśli wierzyć w efektywność informacyjną rynków finansowych, to nie, gdyż każda informacja powinna być od razu i w pełni z dyskontowana. Co więcej, USD w trakcie konferencji prasowej ECB miał swoje powody do zadowolenia. Listopadowe dane o sprzedaży detalicznej były imponująco silne – wzrost o 0,8 proc. m/m przy prognozie 0,3 proc. i pozytywnej rewizji o 0,3 pkt proc. za poprzedni miesiąc. To pokazuje siłę konsumpcji, która przekuje się w solidny wzrost gospodarczy. Mimo to USD niewiele „zarobił” na odczycie i potwierdza się, że dane makro są trzecim w kolejności czynnikiem istotnym dla dolara, po Fed i polityce fiskalnej. W tym ostatnim temacie pojawiają się natomiast przeszkody na drodze od zatwierdzenia ustawy podatkowej. Senator z Florydy Mark Rubio powiedział wczoraj, że nie poprzez ustawy, jeśli nie zostaną dokonane zmiany w ulgach na dzieci. Republikanie mają tylko 52 głosy w 100-osobowym Senacie (a od 2018 r. tylko 51), więc sprzeciw któregoś z senatorów może być kosztowny. Trzeba jednak pamiętać, że Republikanie za wszelką cenę chcą ogłosić sukces, a prezydent Trump oczekuje dokumentu przedłożonego do podpisania do końca przyszłego tygodnia.
Dziś w kalendarzu dużo mniej niż wczoraj. Od strony danych mamy produkcję sprzedaną przemysłu z Kanady, a z USA NY Empire State i produkcję przemysłową. W Europie inwestorzy będą obserwować szczyt UE, gdzie ma zostać ogłoszony „wystarczający postęp” po tegorocznej fazie negocjacji Brexitu. Jednak 2018 rok nie będzie łatwy dla funta, więc i dzisiejszy ewentualny rajd ulgi powinien być płytki.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro zakończy tydzień na najwyższym poziomie od blisko miesiąca

Po środowym FOMC, wczoraj w centrum uwagi rynków pozostawały posiedzenia decyzyjne kolejnych dużych banków europejskich.

Zgodnie z oczekiwaniami zarówno Narodowy Bank Szwajcarii (SNB), jak i Bank Anglii (BoE) oraz EBC pozostawiły koszt pieniądza na niezmienionym poziomie. W ocenie SNB utrzymanie stóp na ujemnym poziomie jest nadal konieczne w obliczu „wysoko wycenianego” franka. Bank Szwajcarii podkreślił też, że widoczna od września deprecjacja franka w stosunku do euro jest nadal niewielka, co oznacza że frank, pomimo zmniejszającego się jego przeszacowania, nadal jest „wysoko wyceniany”. SNB uaktywni się na rynku walutowym, jeśli pojawi się taka konieczność.

Na decyzje SNB kurs EURCHF zareagował wzrostem. W Wielkiej Brytanii główna stopa procentowa utrzymana została na poziomie 0,5%. W ocenie BoE po ubiegłotygodniowym porozumieniu z UE zmalało ryzyko nieuporządkowanego Brexitu, co może wspierać nastroje w gospodarce. Bank centralny podtrzymał więc ocenę, że stopy procentowe będą prawdopodobnie musiały dalej stopniowo rosnąć. BoE utrzymał też target zakupu aktywów na poziomie 435 mld funtów. Decyzje te funt szterling przyjął lekko pozytywnie. Tymczasem, posłowie w Londynie zadecydowali, że ostateczną zgodę na wejście w życie umowy z Unią w sprawie Brexitu ma mieć brytyjski parlament, a nie rząd Theresy May, co teoretycznie może sprawić, że Brexit będzie można odwołać, jeśli tylko będzie taka wola polityczna. Z kolei EBC potwierdził, że oczekuje utrzymania stóp na obecnych poziomach (w tym 0,0% dla głównej stawki rynkowej i -0,4% dla depozytowej) przez dłuższy czas, a w razie pogorszenia perspektyw nadal jest gotowy zwiększyć skalę lub wydłużyć okres obowiązywania programu zakupu aktywów. Podczas konferencji prasowej prezes M. Draghi powtórzył, że gospodarka wciąż potrzebuje wysokiego poziomu wsparcia monetarnego, choć jednocześnie wskazał, że EBC dostrzega znaczącą poprawę perspektyw jej rozwoju (w 2017 roku PKB strefy euro powinno wzrosnąć o 2,4% wobec 2,2% szacowanych we wrześniu). W ocenie Draghi’ego, w średnim terminie również inflacja bazowa powinna stopniowo przyspieszać. Wynik posiedzenia EBC euro przyjęło dość neutralnie, nie zwierał on bowiem nowych istotnych wskazówek dot. polityki monetarnej strefy euro. Dopiero po południu, po publikacji lepszych od oczekiwanych danych z USA (w grudniu indeks PMI przemysłu wzrósł do 55 pkt wobec 54 oczekiwanych) kurs EURUSD spadł poniżej 1,17.

Obok decyzji monetarnych w czwartek na rynek dotarły też wstępne wskaźniki PMI aktywności europejskiej gospodarki za grudzień potwierdzające dobrą i stabilna jej kondycję. Wzrost wskaźnika EU PMI Composite do 58 pkt uplasował indeks na najwyższym poziomie od 82-miesięcy odzwierciedlając zarówno wzrost w usługach (PMI na poziomie 56,5 pkt), jak i w przemyśle (PMI na poziomie 60,6 pkt). Pozytywne wyniki europejska gospodarka zawdzięcza m.in. jej silnym dwóm motorom: Niemcom i Francji.

Tymczasem dobre wyniki naszego największego partnera handlowego (w grudniu PMI aktywności niemieckiego przemysłu wzrósł do 63,3 pkt osiągając najwyższy poziom odkąd rozpoczęto badania) dobrze wróżą danym dla polskiej gospodarki (nasze wyniki IHS Markit opublikuje 2 stycznia 2018 r.). Nie zmienia to jednak faktu, że do końca roku złoty na umocnienie nie ma raczej miejsca. Pomimo mocnych danych realnych, RPP nie spieszy się z podwyżkami stóp, do tego inflacja CPI, która w listopadzie osiągnęła 2,5% cel NBP powinna spadać z uwagi na efekt bazy, co nie będzie wspierać złotego. Ponadto, na szerokim rynku dolar w reakcji na grudniowy wynik posiedzenia Fed co prawda osłabił się, ale nastawiona na systematyczne podnoszenie stóp procentowych polityka amerykańskiego banku centralnego w połączeniu z procedowaną reformą podatkową powinna do końca roku wzmacniać dolara (szczególnie gdyby jeszcze przed Nowym Rokiem ustawa trafiła na biurko D. Trumpa), co odbywałoby się kosztem walut EM, w tym złotego. Do tego spowalnia jeszcze gospodarka chińska, co w ocenie inwestorów pogarsza postrzeganie innych rynków rozwijających się. Stąd, czwartkowe rozczarowujące dane dot. produkcji przemysłowej i sprzedaży detaliczne Chin również były powodem osłabiania się złotego. W tej sytuacji nawet lepszy od oczekiwanego bilans obrotów bieżących Polski (+575 mln EUR wobec +165 mln EUR oczekiwanych i -100 mln EUR we wrześniu) nie był w stanie pomóc złotemu. Niemniej warto zwrócić uwagę na utrzymującą się silną dynamikę eksportu, która odzwierciedla ożywienie w krajach UE.

W piątek, poznamy kolejne dane z USA, w tym dynamikę listopadowej produkcji przemysłowej i wysokość grudniowego wskaźnika przemysłowego Empire State. Raporty te nie powinny jednak zmienić ogólnego obrazu runku walutowego. Można więc oczekiwać, że złoty zakończy bieżący tydzień na najniższym poziomie od blisko miesiąca. Piątek to też drugi dzień szczytu UE w Brukseli, podczas którego kluczowymi tematami dyskusji są migracje, budżet eurolandu i Brexit.

kursy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Narodowy Bank Szwajcarii: Inflacja w celu w 2020 r.

Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) pozostawił stopy procentowe na dotychczasowym poziomie (przedział dla stopy LIBOR 3M: (-1,25%)-(-0,25%)) ponawiając swoje zobowiązanie do pozostania aktywnym na rynku walutowym, jeżeli byłoby to konieczne.

Ton komentarza był zbliżony do wrześniowego, aczkolwiek znalazło się w nim kilka bardziej jastrzębich akcentów, m.in. stwierdzenie dotyczące kontynuacji (już nie umiarkowanego) ożywienia. SNB zauważył, że frank nadal się osłabia, niemniej wciąż pozostaje przewartościowany, co wspiera utrzymywanie obecnej ekspansywnej polityki banku. Z uwagi na wzrost cen ropy oraz dalszą deprecjację CHF podniesiono prognozę inflacji na 2018 r. W nowej projekcji (po raz pierwszy od czerwca 2011 r.) został przekroczony cel inflacyjny SNB (w 3q2020), niemniej długoterminowe prognozy inflacji pozostały relatywnie stabilne względem września. Bank utrzymał prognozy wzrostu gospodarczego na 2017 r. (1% r/r), prezentując jednocześnie prognozę wzrostu w 2018 r. (2% r/r). Zauważono, że annualizowany wzrost w 3q wzrósł do 2,5% a jego głównym motorem pozostało przetwórstwo przemysłowe (efekt poprawy sytuacji za granicą oraz słabszego franka).

T. Jordan (którego wypowiedzi przyjmowały gołębi charakter) podkreślił jednak, że póki co ujemna luka popytowa pozostaje wciąż niezamknięta, w związku z czym jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o normalizacji polityki pieniężnej banku. Dodał, że inflacja będzie prawdopodobnie niższa niż pokazuje projekcja (ta zakłada stabilny poziom stóp procentowych na obecnym poziomie). Może to oznaczać, że T. Jordan nie wyklucza potencjalnej podwyżki stóp przed końcem horyzontu projekcji, mając na uwadze dysparytet między stopami w Szwajcarii i w strefie euro oraz jego wpływ na kurs walutowy.

Bank po raz kolejny podkreślił, że będzie nadal monitorował nierównowagi utrzymujące się na rynku nieruchomości, a jeżeli będzie to konieczne może dostosować wysokość bufora antycyklicznego. F. Zurbruegg zaznaczył, że spadek marży odsetkowej banków krajowych może tworzyć dla nich bodźce, aby podejmować większe ryzyko.

Wciąż oczekujemy, że do pierwszej podwyżki stóp w Szwajcarii dojdzie dopiero pod koniec 2019 r., a SNB w swoich decyzjach będzie się kierował także tempem normalizacji polityki pieniężnej w strefie euro.

Źródło/Autor: PKO Bank Polski

EBC nie zmienił stóp procentowych

EBC nie zmienił stóp procentowych (refinansowa: 0,00%, stopa kredytu w EBC: 0,25%, depozytowa: -0,40%) potwierdzając swoją październikową decyzję o obniżeniu skali skupu aktywów (program APP) do 30 mld EUR miesięcznie od 1 stycznia, wydłużeniu czasu jego trwania przynajmniej do końca września 2018 r. oraz reinwestycjach środków z zapadających papierów wartościowych. Rada Prezesów nie dyskutowała kwestii struktury zakupów w ramach programu APP w przyszłym roku.

W najnowszych prognozach EBC (ponownie) wyraźnie zrewidował w górę wzrost PKB (por. wykres poniżej). Jednocześnie EBC podniósł projekcję inflacji na 2018 r. głównie ze względu na czynniki egzogeniczne (ceny paliw i żywności). Odnosząc się do prognozy inflacji na 2020 r. (inflacja HICP: 1,7% r/r, inflacja bazowa HICP: 1,8% r/r) M. Draghi podkreślił, że znajduje się ona blisko i poniżej poziomu 2% r/r. Kluczowe pytanie brzmi jednak, jak będzie wyglądała ścieżka konwergencji inflacji do celu EBC, w szczególności, czy inflacja na poziomie zgodnym z celem banku centralnego będzie mogła być utrzymana bez wsparcia ze strony luźnej polityki pieniężnej banku.

W komunikacie zauważono, że presja inflacyjna w strefie euro pozostaje ograniczona (także z uwagi na czynniki jednorazowe), a EBC póki co oczekuje na sygnały jej trwałego wzrostu. Bank spodziewa się spowolnienia inflacji na przełomie roku z uwagi na efekty statystyczne.

M. Draghi początkowo wskazał na silne tempo trwającej ekspansji (obejmującej wszystkie sektory gospodarki), w dalszych wypowiedziach opisywał ją jednak wciąż jedynie jako ożywienie. Podkreślił, że bilans ryzyk dla prognoz EBC pozostaje zrównoważony: z jednej strony negatywne ryzyko wiąże się z otoczeniem zewnętrznym (w tym ze zmianami na r. walutowym), z drugiej strony silny impet trwającego ożywienia może przyczynić się do pozytywnych niespodzianek w odczytach z gospodarki realnej.

Nie wykluczamy, że dalsze pozytywne niespodzianki ze sfery realnej strefy euro mogą spowodować, że program QE (z wyłączeniem reinwestycji) zostanie zakończony w 2018 r. Podwyżek stóp nie spodziewamy się jednak wcześniej niż w połowie 2019 r. (podwyżki stopy refinansowej oczekujemy dopiero za kadencji nowego Prezesa EBC).

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Konstytucja Biznesu powinna zapewnić mentalną zmianę w podejściu do przedsiębiorcy

W Sejmie ruszają prace nad uchwaleniem prawa przedsiębiorców, czyli Konstytucji Biznesu. Dobrze, że powstaje taki akt. Należy mieć nadzieje, że wszystkie reguły i zasady zapisane w nim jako główne, będą realizowane przez urzędników i aparat wykonawczy państwa. To właśnie może stać się źródłem problemów przedsiębiorców. Najważniejszy jest jednak realny skutek wprowadzenia nowego prawa, czyli mentalna zmiana w podejściu do przedsiębiorcy. W tym zakresie dużą rolę odegrają urzędnicy, którzy będą stosować nowe przepisy oraz organy, do których trafiają odwołania od decyzji.

– Chodzi o mur, który przedsiębiorcy spotykają ze strony urzędów kiedy dzieje się coś, co nie jest do końca doprecyzowane jako działanie zgodne lub niegodne z prawem – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Firmy stają się wtedy automatycznie podejrzanymi podmiotami, które łamią przepisy. Taka sytuacja wymaga zmiany. Stosowane powinno być domniemanie, że przedsiębiorca przychodzi z pytaniami, bo czegoś nie wie, a nie dlatego, że chce ominąć przepisy. Administracja zaś musi tej odpowiedzi udzielać tak, aby był on pewien, że działanie zgodne z uzyskaną wskazówką nie pociągnie go do żadnej odpowiedzialności Takie są oczekiwania wobec Konstytucji Biznesu. Zapewne nie zagwarantują tego same przepisy. Należy oczywiście dyskutować nad ich słusznością i ewentualnymi zmianami. Krajowa Izba Gospodarcza będzie aktywnie uczestniczyć w procesie legislacyjnym. Zmiana nie będzie uzależniona od tego, w którym momencie wejdzie nowa ustawa, ale od tego, kiedy odgórnie nastąpi przekazanie informacji o działaniu zgodnie z jej duchem– respektowaniu domniemania działania zgodnie z prawem – podsumowała Durlik.

Meksyk i Turcja podnoszą stopy

Mimo słabego dolara amerykańskiego, euro traci jeszcze bardziej na wartości. To efekt tego, że prognozy EBC dotyczące inflacji w strefie euro do roku 2020 nie są tożsame z oczekiwaniami analityków. Tymczasem mamy do czynienia z decyzjami wielu banków centralnych dotyczących stóp procentowych. EBC, Bank Anglii oraz Narodowy Bank Szwajcarii pozostawiły stopy na tym samym poziomie, a banki centralne Meksyku i Turcji podniosły stopy – odpowiednio o 25 i 50 punktów bazowych. W rezultacie meksykańskie peso od razu zyskiwało do dolara, a turecka lira odrabia straty po 2% spadku wartości.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,31%), a traci do brytyjskiego funta (-0,13%), dolara kanadyjskiego (-0,41%), dolara australijskiego (-0,23%) oraz japońskiego jena (-0,4%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,178, GBP/USD – 1,344, USD/CAD – 1,277, AUD/USD – 0,768 i USD/JPY – 112,2. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,79%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,877. Złotówka traci do głównych walut. W piątek rano dolar kosztuje 3,58 zł, euro – ponad 4,22 zł, funt – niemal 4,82 zł, a frank szwajcarski – prawie 3,63 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,65%, frankfurcki indeks DAX – o 0,4%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,78%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,41%, meksykański indeks Bolsa – 0,11%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,67%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,62%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,8%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,03%.

Ropa i złoto: Po dwudniowych spadkach ceny ropy naftowej idą w górę. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,31 USD (+1,37%), a ropy WTI – 57,04 USD (+0,77%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 65 USD. Z kolei ceny złota po wcześniejszych wzrostach utrzymują taką samą cenę, jak dobę wcześniej. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1256 USD.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Indeks Tankan dla przemysłu, IV kw. – 25 pkt. (prognoza 24 pkt.)
  • 0:50 – Japonia – Indeks Tankan dla usług, IV kw. – 23 pkt. (prognoza 23 pkt.)
  • 11:00 – Strefa euro – Bilans handlu zagranicznego, październik (prognoza 24,4 mld EUR)
  • 13:00 – Wielka Brytania – Biuletyn kwartalny Banku Anglii, IV kw.
  • 14:30 – USA – Indeks NY Empire State, grudzień (prognoza 18,6 pkt.)
  • 15:15 – USA – Wykorzystanie mocy produkcyjnych, listopad (prognoza 77,2%)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), listopad (prognoza 0,3%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets 

Rynek transportowy w Polsce w 2017 roku. Co, jak i dokąd transportujemy?

Najczęściej poszukiwaną usługą transportową w 2017 roku był przewóz palet oraz towarów na paletach – wynika z raportu Oferteo.pl o rynku transportowym w Polsce. Najpopularniejszym kierunkiem zarówno eksportu jak i importu są dla Polski Niemcy.

Krajowy czy zagraniczny?

Jaki jest poszukiwany rodzaj transportuWedług raportu Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług z ich dostawcami, największe zainteresowanie dotyczyło w 2017 roku transportu krajowego (47%): zarówno powyżej 3,5 ton jak i poniżej 3,5 tony. W przypadku przeprowadzek również przeważał transport krajowy: 5% zapytań złożonych w Oferteo wobec 1% zapytań dotyczących przeprowadzek zagranicznych.

W przypadku transportu zagranicznego najczęstszymi kierunkami importu oraz eksportu były w 2017 roku Niemcy.

Co transportujemy?

Jaki jest rodzaj +éadunkuZlecający transport najczęściej chcieli przewozić palety oraz towary na paletach (22% zapytań złożonych w Oferteo.pl), a w następnej kolejności – samochody oraz materiały budowlane i wykończeniowe (po 12% wskazań) oraz maszyny, w tym maszyny rolnicze (11%).

Dla porównania: w ubiegłorocznym badaniu ankietowani najczęściej wskazywali na chęć przewożenia samochodów (17%) oraz palet i towarów na paletach (15%).

Zanim zdecydujemy się na wybór konkretnej firmy transportowej, warto sprawdzić podstawowe informacje na jej temat, a wcześniej porównać kilka ofert, spośród których będziemy mogli ostatecznie wybrać najlepszą – mówi Karol Grygiel z Oferteo.pl. – Wpływ na finalną decyzję będzie miało wiele czynników, poczynając od ceny po stan firmowej floty, aż po dostępne terminy. Biorąc pod uwagę ten ostatni powód, powinniśmy planować transport z odpowiednim wyprzedzeniem.

Czym transportujemy?

Typ nadwozia pojazduW 2017 roku najczęściej poszukiwanym typem pojazdu była plandeka, firanka lub mega, której potrzebowało 28% badanych. O jeden pp. mniej wskazał na busa towarowego. W porównaniu do wyników zeszłorocznego badania oba typy pojazdów zamieniły się miejscami.

Popularność lawety bądź lory oraz chłodni utrzymała się na podobnym poziomie jak w 2016 roku.

Jaki jest ciężar ładunku?

Jaki jest ci¦Ö+-ar +éadunkuNajczęściej wskazywany (39%) przez uczestników badania Oferteo.pl ciężar ładunku nie przekraczał dwóch ton. Nieco mniejsze zainteresowanie ankietowani wykazali ładunkiem o ciężarze od 2 do 7,49 tony. Taki sam odsetek poszukiwał firmy, która przewiezie od 7,5 tony do 24 ton oraz powyżej 24 ton.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 11 700 zapytań ofertowych zamieszczonych w 2017 roku w serwisie Oferteo.pl przez podmioty poszukujące usług transportowych.

Wynalazek polskiego naukowca zrewolucjonizuje rynek klimatyzacji w budynkach. Pomoże też zwiększyć zasięg samochodów elektrycznych

Wynalazek polskiego naukowca zrewolucjonizuje rynek klimatyzacji w budynkach. Pomoże też zwiększyć zasięg samochodów elektrycznych 1

Budynki komercyjne zużywają 12 proc. światowej produkcji energii. Znaczna jej część jest przeznaczana na chłodzenie i wentylację. Polski wynalazek może zrewolucjonizować rynek klimatyzacji w budynkach, kilkukrotnie obniżając ilość energii niezbędnej do klimatyzowania pomieszczeń. Zasobnik ciepła znajdzie także zastosowanie w autach elektrycznych. Zamiast zużywać prąd z baterii samochodu, klimatyzator będzie dysponować własnym zasilaniem, co pozwala zwiększyć zasięg samochodu. Technologia będzie także wykorzystywana w urzędach i domach jednorodzinnych.

– Woda zamarzając nie zmienia temperatury, cały czas ma 0 stopni, a zmienia się energia cieplna zgromadzona w danej objętości wody. Na tej zasadzie wykorzystujemy zasobnik do gromadzenia chłodu, ale oczywiście można wykorzystać inne materiały tak, żeby magazynować energię w postaci wysokotemperaturowej energii cieplnej, również wykorzystując przemianę fazową w postaci ciepła utajonego do magazynowania energii, jest to chyba jeden z najtańszych sposobów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Wojciech Jarzyna, kierownik Katedry Napędów i Maszyn Elektrycznych Politechniki Lubelskiej.

Podczas gdy woda zamienia się w lód, zmienia swój stan skupienia, ale nie zmienia się jej temperatura – po przemianie wciąż wynosi 0 stopni. Ciepło, które powoduje taką zmianę jest ciepłem utajonym.  W nocy, gdy na zewnątrz panuje niższa temperatura, klimatyzatory mogą pracować bardziej wydajnie i oszczędnie. Zasobnik ciepła może magazynować zatem chłód w nocy i oddawać go w dzień.

– Pojemność cieplna wody w fazie przejścia z ciekłej na lód to około 83 kWh na tonę. Ta pojemność jest mniej więcej taka sama jak w bateriach litowo-jonowych, natomiast na pewno nie będziemy mogli wykorzystać dużej mocy naraz, tak jak w bateriach litowo-jonowych – tłumaczy prof. Wojciech Jarzyna.

Wynalazek może okazać się przełomem na rynku samochodów elektrycznych. Elektryczne autobusy przeznaczają na chłodzenie i ogrzewanie kabiny pasażerskiej aż 40 proc. energii z akumulatorów. Zasobniki ciepła pozwolą albo na rezygnację z części akumulatorów, dzięki czemu pojazd będzie tańszy, lżejszy i będzie miał większy zasięg, albo też na przeznaczenie tych 40 proc. energii wyłącznie na zwiększenie zasięgu pojazdu.

Z udostępnionych przez Teslę danych wynika, że np. jeśli w modelu P85D przy temperaturze w lecie wynoszącej 32 stopnie Celsjusza włączymy klimatyzację, to na pojedynczym ładowaniu akumulatorów przejedziemy aż o 50 kilometrów mniej. To przekłada się na konieczność częstszego ładowania akumulatorów, ich szybsze zużywanie się oraz czas związany z ich ładowaniem.

– Jeżeli w pojazdach elektrycznych chcemy wyprodukować ciepło albo dla zwiększenia komfortu jazdy pasażerów chłodzić pomieszczenie, to musimy wykorzystywać energię zgromadzoną w baterii. Takie baterie są bardzo drogie i wykorzystanie ich do celów klimatyzacji ogranicza nam zasięg. Stosując układy gromadzenia ciepła w naszych zasobnikach, nie będziemy wykorzystywali akumulatorów auta. Nasze zasobniki są wielokrotnie tańsze i bardziej ekologiczne, bo ich utylizacja niewiele kosztuje – zapewnia kierownik Katedry Napędów i Maszyn Elektrycznych Politechniki Lubelskiej.

Światowy rynek klimatyzacji będzie rozwijał się w najbliższych latach w tempie 6,7 proc. średniorocznie, a jego wartość, zdaniem autorów raportu “Air Conditioning Market – Global Trend and Forecast to 2020″ przekroczy 24 mld dolarów w roku 2020. Klienci na całym świecie mają wówczas kupić niemal 140 mln systemów do klimatyzacji.

Obecnie amerykańscy konsumenci indywidualni wydają 29 miliardów USD rocznie na klimatyzowanie swoich domów i mieszkań. Wynalazek w Politechniki Lubelskiej może znacznie obniżyć koszty klimatyzacji w domkach jednorodzinnych, ale przede wszystkim w biurowcach.

– Zaczynamy projekty, które będą związane z opracowaniem zasobników do domków jednorodzinnych, ale łatwiejsze do wykonania są zasobniki energii termicznej do budynków urzędowych, które pracują w ciągu dnia. Można by bardzo dobrze wykorzystać tą energię, zbudować takie zasobniki i włączyć je w układ klimatyzacji, wówczas oszczędności na wykorzystywanej energii elektrycznej będą kilkukrotnie większe, można zużyć kilka razy mniej energii elektrycznej niż byśmy to robili w ciągu dnia wykorzystując typowe układy klimatyzacji – przekonuje ekspert.

Jak informuje amerykańskie Oak Ridge National Laboratory, budynki komercyjne zużywają już 12 proc. światowej produkcji energii. Znaczna jej część jest przeznaczana na chłodzenie i wentylację. Jak dowiadujemy się z Business Energy Advisor, duże budynki biurowe w USA (czyli takie o powierzchni ponad 9000 m2), zużywają aż 17 proc. energii na klimatyzację i 26 proc. na wentylację. To oznacza wydatki liczone w miliardach dolarów.

Pierwsze testy, przeprowadzone na Politechnice Lubelskiej, wykazały, że koncepcja opracowana przez dr Dariusza Zielińskiego zdaje egzamin. Wynalazek jest na tyle interesujący, że naukowiec będzie reprezentował nasz kraj na 45. Międzynarodowej Wystawie Wynalazków w Genewie.

Blisko 300 chorych na szpiczaka wciąż czeka na terapię ratującą życie. Dziś kolejne rozmowy w Ministerstwie Zdrowia dotyczące refundacji leku

Blisko 300 chorych na szpiczaka wciąż czeka na terapię ratującą życie. Dziś kolejne rozmowy w Ministerstwie Zdrowia dotyczące refundacji leku 2

Polska jako jedyny kraj w Unii Europejskiej nie refunduje leku ratującego życie pacjentów z nawrotowym i opornym na leczenie szpiczakiem plazmocytowym. Obecnie na terapię tę czeka ok. 260 osób, dla których jest ona ostatnią szansą. O wpisanie pomalidomidu na listę leków refundowanych apelują zarówno pacjenci, jak i lekarze. Dziś w Ministerstwie Zdrowia odbędą się rozmowy z producentem leku.

Szpiczak plazmocytowy należy do grupy chorób rzadkich – rocznie diagnozuje się go u ok. 1,5 tys. osób, najczęściej po 60 roku życia. To nowotwór krwi powstający na skutek nieprawidłowego wytwarzania nowych komórek plazmatycznych w szpiku kostnym. Szpiczak plazmocytowy pozostaje chorobą nieuleczalną, dzięki nowoczesnym terapiom w ciągu ostatnich 20 lat możliwe stało się jednak nawet dwukrotne wydłużenie życia chorych i poprawienie jego jakości. Znaczna część terapii nie jest jednak dostępna dla polskich pacjentów – leczenie jednego chorego to dla budżetu państwa koszt między 10 a 50 tys. zł miesięcznie. Niektóre leki muszą być natomiast przyjmowane nawet przez rok.

– Polski pacjent ma dostęp do mniej więcej 50 proc. nowych leków, które są zarejestrowane w UE. Chcielibyśmy przyspieszyć proces od momentu wejścia nowego leku na rynek europejski do momentu uzyskania go przez polskiego pacjenta. Dziś jest on zbyt długi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, hematoonkolog z Centrum Onkologii – Instytut im. M. Skłodowskiej-Curie.

Według szacunków obecnie w Polsce nawet 4 tys. osób może cierpieć z powodu opornej na leczenie i nawrotowej postaci szpiczaka plazmocytowego. Światowym standardem w terapii tej grupy chorych jest stosowanie pięciu leków: bortezomibu i karfilzomibu, będących inhibitorami proteasomów, oraz talidomidu, lenalidomidu i pomalidomidu, czyli leków immunomodulujących. W Polsce pierwsza linia leczenia opiera się na podawaniu pacjentom bortezomibu i talidomidu w skojarzeniu, druga linia natomiast zakłada stosowanie lenalidomidu w ramach programu lekowego. W znacznie trudniejszej sytuacji znajdują się chorzy, w przypadku których dochodzi do oporności na te terapie i następuję nawrót choroby, ich nie ma czym w Polsce leczyć.

 Jest to coś, co martwi nas jako hematologów. W porównaniu do możliwości, które są wykorzystywane w innych krajach europejskich, polski pacjent i my jako lekarze prowadzący mamy problem, jak dalej mamy chorego leczyć? – mówi dr Grzegorz Charliński, hematolog ze Specjalistycznego Szpitala Miejskiego im. M. Kopernika w Toruniu.

Możliwości polskich lekarzy są w tym zakresie mocno ograniczone, ponieważ nie dysponują nową cząsteczką o nazwie pomalidomid, już w 2013 roku dopuszczoną na świecie do leczenia nawrotowego szpiczaka plazmocytowego, opornego na poprzednio stosowane terapie. To terapia stymulująca układ odpornościowy pacjenta do walki z komórkami nowotworowymi, przyjmowana doustnie w warunkach domowych, zdolna znacząco wydłużyć życie chorych. Skuteczność nowego leku została potwierdzona także w badaniu obserwującym, w którym miedzy innymi brał udział Specjalistyczny Szpital Miejski im. M. Kopernika w Toruniu.

 Mniej więcej 1/3 chorych uzyskała odpowiedź na leczenie, kolejna 1/3 chorych uzyskała stabilizację choroby. Gdybyśmy zsumowali te wyniki to 2/3 chorych uzyskuje korzyść z leczenia pomalidomidem. Myślę, że jest to godne uwagi i umożliwia rozszerzenie naszego argumentarium, jeśli chodzi o stosowane leki – mówi dr Grzegorz Charliński.

Polscy eksperci medyczni nie mają wątpliwości, że pomalidomid powinien się znaleźć na liście leków refundowanych. Rocznie z terapii tej korzystałoby ok. siedmiuset osób, obecnie stanowi ona ostatnią szansę dla niespełna trzystu pacjentów. W resorcie zdrowia toczą się obecnie rozmowy z producentem leku, który jak dotychczas spełnił wszystkie warunki postawione przez Ministerstwo Zdrowia. Dodatkowo producent złożył gwarancję bezpieczeństwa: w razie przekroczenia kosztów leczenia populacji 645 chorych, jako dostawca będzie pokrywał dodatkowe wydatki. Środowiska pacjenckie już w połowie listopada apelowały do ministra zdrowia, by podpisał umowę z producentem, gdyż jest to dla nich terapia ostatniej szansy.

 W Polsce nie ma dostępu do leku najnowszej generacji, z tych sześciu leków, które są na świecie, Polska nie refunduje żadnego. Wiemy, że leki najnowszej generacji są w tej chwili skuteczne. Nie widzę innych możliwości, żeby w kraju takim jak Polska nie był stosowany jeden lek dla tych chorych – mówi Józef Wojtczak, chory na opornego i nawrotowego szpiczaka.

Wiceminister zdrowia Marcin Czech, odpowiedzialny za politykę lekową resortu, już wczesną jesienią nie wykluczał, że pomalidomid może trafić na styczniową listę refundacyjną. Dziś w Ministerstwie Zdrowia toczyć się będą ostatnie rozmowy z producentem leku. Zarówno lekarze, jak i pacjenci mają nadzieję nie tylko na pozytywne ich zakończenie, lecz także na dalej posuniętą realizację zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego uczynienia z kwestii ochrony zdrowia priorytetu jego rządu.

– Jeżeli będzie dobra wola ze wszystkich stron, bo każdy ma tutaj coś do zrobienia w zakresie udostępnienia polskiemu pacjentowi nowoczesnych terapii, to tych leków będzie coraz więcej i będziemy coraz bardziej zbliżać się do przynajmniej średniej Unii Europejskiej – mówi dr Janusz Meder.

W wygłoszonym we wtorek exposé premier Mateusz Morawiecki zapowiedział m.in. zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB.

Połowa Polaków kupuje świąteczne prezenty przez internet. Parki logistyczne do wzmożonego ruchu szykują się od października

Połowa Polaków kupuje świąteczne prezenty przez internet. Parki logistyczne do wzmożonego ruchu szykują się od października 3

Przed świętami ruch w magazynach rośnie o 15 proc. Większe jest także zapotrzebowanie na dodatkową powierzchnię magazynową. Parki logistyczne do wzmożonego ruchu szykują się już od października. W usprawnieniu pracy pomagają im nowoczesne technologie: systemy automatyzacji czy wirtualne akceptacje wjazdów i wyjazdów. Jak podkreślają eksperci, nowe technologie są przyszłością magazynów, nie tylko przy wzmożonym ruchu.

– W okresie przedświątecznym ruch w magazynach wzmaga się w porównaniu z pozostałą częścią roku. Już od połowy września magazyny zapełniane są towarem i trwa to do połowy listopada. Następnie od połowy listopada do okresu świątecznego następuje dystrybucja do końcowych klientów, czyli wysyłanie prezentów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Mierzwiak, dyrektor zarządzający w Europie Środkowo-Wschodniej w Logicor.

Rynek handlu w internecie dynamicznie się rozwija. Eksperci Sociomantic Labs prognozują, że do końca tej dekady na polskim rynku ma działać już ponad 30 tys. internetowych sklepów, a wartość branży e-commerce wzrośnie z obecnych 40 do ponad 60 mld zł. Tylko w tym roku blisko połowa Polaków zamierza kupić prezenty przez internet – dane Deloitte. Wciąż większość osób z zakupami czeka do ostatniej chwili.

– Rynek e-commerce w Polsce rośnie systematycznie rok do roku. Powoduje to zarówno wzrost wydanego towaru, jak i większą liczbę zwrotów. My mamy twarde dane, które pokazują, że w ostatnich trzech miesiącach roku ten ruch wzrasta o około 15 proc. I mówimy tylko o ruchu do 23 grudnia, ponieważ ostatni tydzień jest praktycznie martwy, co z kolei pokazuje, że ewentualne zwroty następują dopiero w styczniu – analizuje Bartosz Mierzwiak.

Do wzmożonego ruchu, na który jeszcze nakładają się niepewne warunki pogodowe, przygotowuje się cała branża logistyczna: zarówno firmy kurierskie, obsługa magazynów, jak i parki logistyczne. Przygotowania trwają kilka tygodni.

– Jako doświadczony operator parków wiemy, że do sezonu zimowego należy się przygotowywać odpowiednio wcześnie. My zaczynamy już w październiku. Składają się na to trzy elementy: robimy przegląd całej instalacji teletechnicznej tak, aby wszystko działało sprawnie. Po drugie, sprawdzamy, czy działa odpowiednio sprzęt odśnieżający. Wreszcie, może prozaiczne, ale przygotowujemy zapasy piasku, aby nikt nie złamał nogi bądź nie wpadł w poślizg autem na zakręcie – wskazuje dyrektor Logicor.

Wzmożony ruch pod koniec roku oznacza konieczność wdrożenia nowoczesnych systemów i większej automatyzacji tak, aby usprawnić ruch.

– Stosujemy automatyzację wjazdów i wyjazdów w parku. Konkretnie jest to system Smart Security Desk, kontroluje wszystkie pojazdy, które pojawiły się w parku, i nie wypuszcza ich, dopóki nie zostało potwierdzone przez naszych klientów, że mogą opuścić teren parku – tłumaczy Mierzwiak.

Jak podkreśla ekspert, nowe technologie są przyszłością parków technologicznych, nie tylko przy większym, przedświątecznym ruchu. Ale to nie są jedyne zmiany, jakie zachodzą w tych obiektach. Inne dotyczą architektury budynków i stosowanego wyposażenia.

– Zmiany w powierzchni magazynowej następują na kilku podstawowych płaszczyznach. Zwiększenie wysokości budynku i nośności posadzki pozwala na instalowanie antresoli, która jest pożądana w handlu e-commerce. Po drugie, zwiększana jest efektywność energetyczna budynków przez zastosowanie dodatkowych świetlików, izolację budynku, oświetlenia LED-owego czy paneli fotowoltaicznych. Trzecia sprawa to dodatkowe doki i bramy, czyli okna na świat – wymienia Bartosz Mierzwiak.

Duże zmiany w mediach społecznościowych. Facebook wprowadza inny sposób wyświetlania zewnętrznych wideo, a Twitter zwiększa limit znaków

Duże zmiany w mediach społecznościowych. Facebook wprowadza inny sposób wyświetlania zewnętrznych wideo, a Twitter zwiększa limit znaków 4

Facebook wprowadza w ostatnich tygodniach duże zmiany. Serwis społecznościowy zmienił sposób wyświetlania zewnętrznych treści wideo, a obecnie testuje możliwość przesyłania w Messengerze zdjęć w jakości 4K. Nowością, która na razie pojawi się tylko we Francji i Wielkiej Brytanii, będzie też opcja płatności online za pośrednictwem Messengera. W ostatnich tygodniach spore kłopoty związane z mechanizmem wyświetlania spotów reklamodawców przechodził za to YouTube.

Filmy publikowane na przykład na YouTubie są wyświetlane na Facebooku w formie linków i nie będą odtwarzane w aktualnościach, tak jak było dotychczas. Nowy sposób wyświetlania wideo obowiązuje zarówno w wersji mobilnej, jak i komputerowej serwisu. Dotyczy treści sponsorowanych i bezpłatnych i może spowodować straty dla serwisów wideo.

Kolejną zmianą wprowadzoną przez Facebooka jest możliwość przesyłania w Messengerze zdjęć w jakości 4K. Jest to odpowiedź na oczekiwania użytkowników, którzy chcą w komunikatorze dzielić się fotografiami wysokiej jakości. W Messengerze pojawiła się także inna nowość – użytkownicy bez opuszczania konwersacji będą mieli możliwość przesyłania znajomym pieniędzy. Ta funkcja początkowo będzie dostępna wyłącznie we Francji i Wielkiej Brytanii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Baran, redaktor serwisu PRoto.pl.

Facebook ma również w planach zwiększenie transparentności reklam w serwisie (dotyczy to przede wszystkim reklam politycznych) i testuje w tym celu nowe rozwiązania. Na stronach serwisu ma m.in. pojawić się przycisk, dzięki któremu użytkownik będzie mógł wyświetlić wszystkie reklamy opublikowane przez daną stronę bez względu na to, czy jest on w jej grupie docelowej. Nowe rozwiązanie ma być dostępne zarówno na Facebooku, Instagramie, jak i w Messengerze, a nowa funkcja zostanie najpierw przetestowana w Kanadzie.

Poważne kłopoty związane z mechanizmem wyświetlania reklam niedawno przechodził YouTube. Znane marki – takie jak Lidl, Mars czy Adidas – zdecydowały się wycofać swoje reklamy z serwisu, ponieważ ich spoty reklamowe były wyświetlane przy filmach zawierających treści brutalne czy pornograficzne. YouTube w odpowiedzi na tę sytuację wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że podjął już działania mające usunąć szkodliwe treści z serwisu.

– Instagram z kolei wprowadza możliwość obserwowania hashtagów. Do tej pory w serwisie możliwe było obserwowanie jedynie kont użytkowników. Teraz będzie można również obserwować konkretny hashtag – mówi Małgorzata Baran.

Jedną z wprowadzonych ostatnio zmian w mediach społecznościowych było również zwiększenie limitu znaków na Twitterze. Serwis zwiększył limit znaków we wpisach do 280. Wcześniej tweety mogły mieć maksymalnie 140 znaków.

– Twitter testował tę funkcję od września tego roku, natomiast oficjalnie wprowadził ją w listopadzie. W czasie testów okazało się, że użytkownicy, którzy zamieszczali dłuższe tweety, zyskiwali więcej obserwujących, którzy byli też bardziej zaangażowani. Okazało się również, że osoby, które brały udział w testach, stwierdziły, że były bardziej zadowolone z treści publikowanych na Twitterze – mówi Małgorzata Baran.

Redaktor serwisu PRoto.pl zwraca też uwagę na opublikowane niedawno badanie Twiplomacy dotyczące organizacji międzynarodowych w mediach społecznościowych. Wynika z niego, że najpopularniejsze w social mediach są ONZ, UNICEF i Światowe Forum Ekonomiczne.

– Najpopularniejszym serwisem społecznościowym wśród organizacji międzynarodowych jest Twitter. Okazuje się jednak, że najwięcej fanów i najbardziej zaangażowaną publiczność organizacje te mają na Facebooku. Organizacje międzynarodowe, jak wynika z badania, są też aktywne na Instagramie i coraz częściej korzystają z funkcji Stories – mówi Małgorzata Baran.

Polacy wciąż piją trzy razy mniej kawy niż Niemcy. Coraz częściej doceniamy jednak jej jakość

Polacy wciąż piją trzy razy mniej kawy niż Niemcy. Coraz częściej doceniamy jednak jej jakość 5

Polacy nie należą do narodów kawoszy, jednak spożycie tego napoju rośnie. Rocznie wypijamy już ok. 95 litrów, czyli w przeliczeniu 3 kg ziaren. W Niemczech jest to ok. 10 kg. Stopniowo zmieniają się również nasze upodobania. Pijemy kawę nie tylko rozpuszczalną. Coraz częściej stawiamy na jakość, szukamy nowych gatunków kaw i smaków z różnych zakątków świata. Zwracamy też uwagę na odpowiednie przygotowanie i podanie kawy.

 Polacy wciąż piją relatywnie mało kawy, szczególnie w porównaniu do krajów południa czy krajów producenckich Ameryki Południowej. Jesteśmy narodem herbacianym i celebrujemy jej picie. Natomiast to właśnie kultura kawowa znacząco się zmienia i rozkwita w ostatnich latach. Wpływają na to podróże, ludzie jeżdżą po świecie, poznają zwyczaje kawowe i kulturę kawową w innych krajach. Pomaga również fakt, że dobra kawa, o wysokiej jakości zielonego ziarna, zaczęła być w Polsce dostępna – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Kwiatkowska, dyrektor marketingu marki Nespresso.

W przeliczeniu na ilość naparu przeciętny Polak wypija w ciągu roku już 95 litrów kawy. To ok. 3 kg ziaren. W czołówce spożycia od lat utrzymują się Brazylia, Stany Zjednoczone oraz Niemcy, gdzie na mieszkańca przypada około 10 kg ziaren. Wysoko są również kraje skandynawskie, gdzie pity napar jest znacznie mocniejszy niż w pozostałych krajach. W przeliczeniu na ziarna kawy Skandynawowie są liderami – ok. 15 kg na mieszkańca.

– Pijemy coraz więcej kawy, bo dostrzegamy coraz więcej okazji ku temu. Rano to może być kawa do śniadania, później wypijamy zwykle dla przyjemności w pracy jedną filiżankę, ale coraz częściej też znajdujemy moment na kawę po pracy, w domu. Czasem jest to kawa bezkofeinowa, a czasem jakaś wariacja czy też drink na bazie naszego ulubionego espresso – wymienia Anna Oleksak, coffee ambasador marki Nespresso.

– Wciąż jest duża część społeczeństwa, która pije kawę od lat, tak jak piły ją nasze babcie i dziadkowie. Jednak widzimy już budzącą się świadomość koneserów tego naparu – coraz więcej osób zaczyna wybierać kawę w sposób świadomy i przede wszystkim poszukuje jakości w kawie – podkreśla Ewa Kwiatkowska.

Dane Euromonitora wskazują, że rynek kawy w Polsce wart jest ponad 5,3 mld zł. Szybciej niż spożycie rośnie wartość kupowanej kawy, a to oznacza, że konsumenci coraz częściej sięgają po kawę premium. Szukamy też nowych doświadczeń smakowych. Chętnie sięgamy po ziarna kawy pochodzące z różnych regionów.

Smak Polaków to jednak kawa zbalansowana, delikatna, z niewielką ilością kwasowości. Eksperymentujemy z różnymi regionami i widać wyraźnie, że można zachęcić konsumentów do próbowania nowych smaków – ocenia Anna Oleksak.

Rynek w Polsce jest rozwojowy. Pojawiają się na nim nowi producenci kawy i ekspresów do kawy. Rośnie sprzedaż ekspresów ciśnieniowych, zarówno automatycznych, jak i kapsułkowych.

– Coraz częściej chcemy nie tylko napić się dobrej kawy, lecz także mieć cały przyjemny serwis wokół tego. Chcemy cieszyć się filiżanką z przyjaciółmi, z rodziną, ale też być dobrze obsłużeni – zauważa Anna Oleksak.

Ze względu na rosnące wymagania konsumentów Nespresso otwiera innowacyjne butiki zgodne z nową filozofią, gdzie goście mogą w pełni doświadczać i odkrywać świat kawy, biorąc udział w eksperymentalnych degustacjach i warsztatach.

 Nowy koncept butiku Nespresso to zupełne odwrócenie roli miejsca. To przestaje być miejsce transakcyjne, skupione na procesie sprzedażowym, ale miejsce doświadczeń i przygody z kawą – mówi Ewa Kwiatkowska.

Goście odwiedzający butik są również zapraszani na warsztaty MasterClass, gdzie eksperci współpracujący z Nespresso prowadzą angażujące spotkania rozwijające wiedzę. Tematy warsztatów dotyczą zarówno parzenia kawy, jej degustacji, jak i poszukiwania swoich preferencji smakowych poprzez poznawanie kawy z różnych terroir (regionu, pochodzenia danej mieszanki). To także tworzenie receptur na bazie mleka, najczęściej wybieranej formy degustacji kawy przez Polaków.

Klienci poznają różne oblicza kawy, nie tylko jedną czarną kawę, lecz także kawę jako element deseru, element pairingu z potrawami czy kawę jako element przyjemności, w postaci drinków czy innego rodzaju napojów kawowych – wymienia Ewa Kwiatkowska.

Z obecnych w Polsce dziewięciu butików Nespresso sześć oferuje doświadczenia kawowe. Marka stawia też na ekologię, do 2020 roku ma powstać sieć butików w 100 proc. przyjazna środowisku.

 Nespresso od ponad 14 lat prowadzi program zrównoważonego rozwoju. Od lat działamy na rzecz ochrony środowiska naturalnego, współpracując z licznymi organizacjami, m.in. The Rainforest Alliance czy Fair Trade. Zachęcamy naszych klientów, by razem z nami dbali o środowisko i dlatego ważnym elementem butiku jest punkt, w którym klienci oddają zużyte kapsułki, które następnie poddajemy recyklingowi, odzyskując aluminium – mówi Ewa Kwiatkowska.

Z kolei wiele elementów wnętrza butików zostało wykonanych z surowców wtórnych, np. blaty zrobione są ze sprasowanej kawy ze zużytych kapsułek

Z kolei drewno pochodzi z lasów zasadzonych w ramach projektów agroleśniczych. To główne wyróżniki, które mówią o tym, że jest to marka działająca w sposób zrównoważony, odpowiedzialny społecznie i jest to elementem naszej strategii biznesowej – podkreśla Kwiatkowska.

Firma współpracuje z ponad 70 tys. plantatorów w 12 krajach w ramach programu Nespresso AAA Sustainable Quality. Program zapoczątkowany w 2003 roku we współpracy z organizacją The Rainforest Alliance ma na celu utrwalania praktyk zrównoważonego rozwoju na plantacjach i ich regionach.

To temat będzie coraz ważniejszy dla konsumentów. Chcemy wiedzieć, jak wydajemy swoje pieniądze, na co wydajemy i czy firma, w którą inwestujemy działa zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. A Nespresso właśnie w ten sposób działa – zapewnia Anna Oleksak.

Bezpieczeństwo pracy kluczowe dla firm logistycznych. Uczą tego pracowników poprzez „taniec” na wózkach widłowych

Bezpieczeństwo pracy kluczowe dla firm logistycznych. Uczą tego pracowników poprzez „taniec” na wózkach widłowych 6

Bezpieczeństwo pracy ma kluczowe znaczenie dla firm logistycznych. Do większości wypadków w magazynie dochodzi w wyniku błędu lub niedopatrzenia pracownika. Uświadamianie magazynierów, kierowców czy operatorów wózków widłowych w zakresie bezpieczeństwa i przepisów BHP jest jednym z głównych obowiązków pracodawcy. Niektórzy starają się przekazywać tę wiedzę w bardziej angażujący, niesztampowy sposób. W tym roku po raz czwarty Grupa Raben z partnerami zorganizowała we wszystkich swoich magazynach konkurs „Tańczący z paletami”. Akcja promuje bezpieczne zachowania i angażuje pracowników w nietypową inicjatywę o edukacyjnym charakterze. 

 Od zmotywowanego kierowcy czy zadowolonego pracownika magazynu zależy chociażby to, czy w okresie przedświątecznym paczki dotrą do sklepów i do domów. To jest efekt końcowy ich pracy. Chcemy, żeby pracownicy kojarzyli naszą firmę nie tylko jako międzynarodową organizację, lidera rynku, lecz także jako miejsce, w którym chce się pracować i można się rozwijać, nie tylko w kraju, lecz także w innych spółkach w Niemczech, Holandii, Czechach czy na Węgrzech – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Anioł, dyrektor generalny Raben Logistics Polska.

Dla firm logistycznych duże znaczenie ma employer branding, czyli budowanie pozytywnej marki pracodawcy, oraz bezpieczeństwo pracy. Ze statystyk wynika, że do większości wypadków podczas wykonywania operacji magazynowych dochodzi w wyniku błędu lub niedopatrzenia pracownika. Uświadamianie pracowników co do właściwego, zgodnego z normami bezpieczeństwa zachowania w magazynie jest obowiązkiem pracodawcy.

 Nie ma statystyk dotyczących wypadków z udziałem wózków widłowych, ale biorąc pod uwagę pozycję Polski w sektorze logistyki – sprzętu, wózków widłowych różnego typu jest bardzo dużo, więc niestety liczba wypadków też jest duża. Najlepiej działa profilaktyka, czyli stałe uświadamianie operatorów związane z zagrożeniami przy pracy z wózkiem widłowym. Niestety, najsłabszym ogniwem jest człowiek. Maszyna może być coraz lepsza, ale dopóki jej operatorem jest człowiek, a na magazynie są osoby trzecie, dopóty będą wypadki. Dlatego całą energię kierujemy w uświadamianie operatorów – podkreśla Paweł Włuka, dyrektor marketingu STILL Polska.

W ramach promocji bezpiecznych zachowań w tym roku po raz czwarty Grupa Raben we współpracy z firmą STILL zorganizowały we wszystkich swoich magazynach konkurs „Tańczący z paletami”. Akcja jest przy okazji skutecznym narzędziem employer brandingu, które ma zaangażować pracowników w nietypową inicjatywę o edukacyjnym charakterze.

– Mamy dwa główne cele. Pierwszy to rozwój kultury bezpieczeństwa wśród naszych pracowników. Widzimy efekty zarówno w postaci liczby dni przepracowanych bez żadnego wypadku czy w zadowoleniu pracowników, którzy czują się bezpiecznie nawet w tak dużych organizacjach jak nasze magazyny logistyczne – mówi Janusz Anioł.

„Tańczący z paletami” to konkurs, który ma wspierać precyzję, uważność i eliminowanie ryzykownych zachowań, takich jak nadmierna prędkość. Konkurs składa się z dwóch części: teoretycznej, warsztatowej, polegającej na przedstawianiu dobrych praktyk i pożądanych zachowań, oraz praktycznej, podczas której operatorzy wózków widłowych pokonują trasę z przeszkodami. W tegorocznej rywalizacji wzięło udział ponad 60 operatorów z centrów logistycznych w całym kraju, a w finale spotkała się szesnastka najlepszych.

– Przed rozpoczęciem konkursu przeprowadziliśmy dodatkowe szkolenia, pokazy związane z bezpieczeństwem pracy przy wsparciu renomowanych producentów sprzętu. To powtórka z wiedzy o bezpiecznym poruszaniu się w magazynie, ale i satysfakcja dla pracowników, którzy mogli się zetknąć z nowym sprzętem i nowymi rozwiązaniami – mówi Janusz Anioł.

Oprócz kwestii bezpieczeństwa pracy Raben chce też zaakcentować fakt, że aby wykonywać zawód magazyniera, potrzebne są odpowiednie na tym stanowisku kompetencje. Nie ma szkół kształcących w tym zawodzie, a umiejętności nabywa się w codziennej pracy.

 Budujemy prestiż kompetencji i znaczenie takich zawodów jak operator wózka widłowego czy kierowca. Widzimy, że jest to potrzebne. Praca w magazynie, praca na wysokim składzie, operacje na nowoczesnych wózkach widłowych wymagają wielu kompetencji oraz doświadczenia – podkreśla dyrektor generalny Raben Logistics Polska.

Jakub Krzewina, koordynator ds. CSR w Grupie Raben, podkreśla, że firmie zależy na budowaniu kultury bezpieczeństwa pracy i zdrowia pracowników. Każdego miesiąca organizowane są specjalne akcje dla pracowników dotyczące tych zagadnień.

 Zachęcamy pracowników do rozmowy i zgłaszania potencjalnych ryzyk, które mogą mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo. Jak pokazują badania, nieobecności czy zwolnienia lekarskie spowodowane wypadkami w pracy lub złym stanem zdrowia są dla pracodawców niekorzystne, a więc dbanie o zdrowie i bezpieczeństwo w miejscu pracy przynosi przedsiębiorstwom wymierne korzyści w postaci oszczędności kosztów. Dla nas ważne jest budowanie kultury bezpieczeństwa w miejscu pracy – podkreśla Jakub Krzewina.

Powstał projekt polskiego skutera do nurkowania. Nową technologią mogą być zainteresowane służby ratownicze i wojsko

Powstał projekt polskiego skutera do nurkowania. Nową technologią mogą być zainteresowane służby ratownicze i wojsko 7

Podwodny skuter ma szansę zrewolucjonizować rynek nurkowania. Polacy opracowują technologię Odyssey, dzięki której nurek będzie w stanie szybko i bezszelestnie poruszać się pod wodą. Maszyna będzie przeznaczona zarówno na rynek konsumencki, jak i dla przedsiębiorców. Zainteresowane technologią może być także wojsko. Pierwsze zamówienia będzie można składać pod koniec 2019 roku.

Rośnie rynkowe zapotrzebowanie na sprzęt do nurkowania, który pozwala schodzić głębiej pod wodę, pozostawać dłużej pod wodą oraz zabierać ze sobą więcej sprzętu. To efekt coraz większej liczby osób, które z początkujących, stały się nurkami rekreacyjnymi, wynika z analizy firmy Research and Markets. Podwodny skuter ma być przeznaczony właśnie dla entuzjastów nurkowania, ale może być wykorzystywany także przez szeroko pojęty biznes jachtowy, służby ratownicze, a nawet wojsko.

– Odyssey adresowany jest na rynek, w którym istotną rzeczą jest siła ciągu, cicha praca i możliwość noszenia dużej ilości sprzętu pod wodą. Dzisiejszy trend na rynku podwodnym jest taki, że ludzie chcą nurkować dłużej, chcą nieść ze sobą więcej sprzętu i chcą nurkować w zgodzie z przyrodą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Latacz, prezes zarządu NOA.

Skuter Odyssey jest napędzany przez dwa silniki elektryczne. Rozwija prędkość do sześciu węzłów, czyli sześciu mil morskich na godzinę. Produkt wyposażony jest w najnowszej generacji baterie oraz systemy: balastowy, asysty nurkowania i łączności bezprzewodowej z podsystemami, które ma na sobie nurek. Urządzenie wyposażone jest także w komputer pokładowy. Taka integracja ma zapewnić wygodne i bezpieczne przebywanie pod wodą. Opływowa konstrukcja, zapewniająca błyskawiczne poruszanie się pod wodą, została opatentowana.

– Użytkownicy leżą na skuterze w sposób wygodny, są z nim zintegrowani w bezpieczny sposób, dzięki czemu cała konstrukcja jest opływowa i wydajna. To technika podwodnego lotu, woda i powietrze to wbrew pozorom bardzo podobne środowiska. Manewrujemy przy użyciu silników, skrzydeł, ale również balansując własnym ciałem w sposób, który w zasadzie przypomina lot – tłumaczy Michał Latacz.

Projekt jest rozwijany w ramach jednego z programów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Obecnie powstają prototypy urządzenia oraz testowane są konstrukcje napędów. Twórcy przewidują, że pierwsze zamówienia na skuter Odyssey będzie można składać na przełomie 2019 i 2020 roku.

Jak wynika z raportu Markets and Markets, w najbliższych latach globalny rynek sprzętu do nurkowania będzie rósł o ok. 4 proc. średniorocznie, by w 2021 r. osiągnąć wartość 3,21 mld dol.

Przedświąteczne zakupy w sieci

Planowanie Świąt sprawia, że grudzień pochłania większy niż przeciętny miesięczny budżet i znacznie aktywizuje nas jako nabywców. Nieodłącznym elementem przygotowań jest bowiem zakup prezentów dla bliskich i znajomych. Biegamy po galeriach i supermarketach, ale też coraz częściej szukamy podarunków w sieci. Z obserwacji Awin, sieci reklamy efektywnościowej, która działa z ponad 6000 reklamodawców i ponad 100 000 aktywnych wydawców z całego świata wynika, że coraz częściej zakupy robimy z wyprzedzeniem, a nie na „ostatnią chwilę”.

Okresy przedświąteczne zawsze w handlu wiążą się ze wzmożonym ruchem. W przypadku Bożego Narodzenia jest to szczególnie widoczne ze względu na tradycję obdarowywania bliskich i znajomych.

Jest to najgorętszy okres w naszej branży. Stacjonarne supermarkety przeżywają prawdziwe oblężenie, dlatego duży ciężar obsługi klienta przesuwa się w stronę kanału online. Nasi klienci wolą uniknąć dużych kolejek i godzinnych rajdów w poszukiwaniu miejsc parkingowych, a następnie pomiędzy półkami. Przez internet kupią większość niezbędnych produktów z dostawą do domu – mówi Artsiom Kantsavy, Specjalista ds. reklamy internetowej bdsklep.pl.

Start jeszcze w listopadzie

Dane Awin, odnoszące się do różnej kategorii reklamodawców i porównujące średnią wielkość koszyka zakupowego pokazują, że więcej wydajemy w listopadzie. Eksperci podkreślają jednak, iż duży wpływ na taki wynik ma Black Friday. Wystarczy wspomnieć, że w 2016r. w Polsce tylko ten jeden dzień odpowiadał za 8% sprzedaży w listopadzie, a zestawiając go z innymi piątkami tego miesiąca, Czarny Piątek odpowiadał za ponad połowę wygenerowanej sprzedaży.

Średni koszyk w ostatnich dwóch miesiącach 2016 roku

(dane w PLN)

Branża fashion Sklep wielobranżowy Sklep z kosmetykami

 

Sklep z zabawkami Sklep z elektroniką
XI XII XI XII XI XII XI XII XI XII
 

252

 

252  

170

 

164 201 191 231 189 606 728

Dane: Awin

Szczyt sprzedaży mamy obecnie już pod koniec listopada, ze względu na Black Friday, a właściwie cały Cyber Weekend. W Stanach Zjednoczonych, skąd wywodzi się to zjawisko, Czarny Piątek rozpoczyna okres zakupów przedświątecznych i tak zaczyna być i u nas. Wiele osób w ramach promocyjnych ofert na Black Friday szuka już prezentów gwiazdkowych – komentuje Patrycja Ścisłowska, Head of Business Development Awin. Po tym wydarzeniu, w końcówce listopada i przez cały grudzień, skala jest mniej więcej stała, chociaż zdarzają się dni, gdy transakcji jest więcej. Zazwyczaj jest to związane z kolejnymi ofertami promocyjnymi – dodaje.

Powyższe dane potwierdza także tegoroczna edycja badań „Zakupy świąteczne” firmy doradczej Deloitte, według których niezmiennie najwięcej osób kupuje prezenty w pierwszej połowie grudnia, ale też wzrasta liczba osób, która robi to jeszcze w listopadzie.

Można śmiało powiedzieć, że świąteczne prezenty są w coraz większym stopniu przemyślane. Coraz rzadziej są to zakupy na ostatnią chwilę, kiedy łapiemy cokolwiek. Teraz nabywcy analizują oferty, porównują, szukają inspiracji. Dla osób bardziej wymagających, które szukają przedmiotów wyjątkowych i nietuzinkowych, pomocne są strony contentowe, w tym np. blogi, na których produkty są rekomendowane przez ulubionych influencerów, a często towarzyszy temu specjalna zniżka, którą producent dołącza do współpracy – mówi Patrycja Ścisłowska, Head of Business Development Awin. Owszem, szukamy też okazji cenowych i stąd popularność stron agregujących różne promocyjne oferty, tych z kuponami czy voucherów. W okazyjnych zakupach pomaga fakt, iż sezonowe wyprzedaże w wielu sklepach startują jeszcze przed świętami, a także akcje takie jak „Dzień Darmowej Dostawy”, które w niektórych sklepach są rozszerzane poza 5 grudnia  – komentuje.

Jak pokazują powyższe dane, w sklepach online zamawiamy głównie elektronikę. Także badanie Deloitte wskazuje kategorię multimedia i nowoczesne technologie jako tę najczęściej wybieraną w sieci. Niezmiennie w okresie przedświątecznym popularnością cieszą się także zabawki, książki i kosmetyki.

Prym wiodą konsole oraz gry, małe AGD typu ekspresy do kawy, golarki męskie, systemy do depilacji IPL, smartfony, drony, akcesoria typu słuchawki czy głośniki bluetooth oraz oczywiście zabawki dla najmłodszych. Obserwując coraz większą świadomość osób w temacie zdrowego trybu życia dużym zainteresowaniem cieszą się produkty, takie jak sokowirówki czy urządzenia do gotowania na parze oraz kategoria sport: smartwatche, pulsometry i kamerki sportowe – komentuje Piotr Plichta, Specjalista ds. marketingu internetowego Media-Saturn. Listopad i grudzień to nieprzypadkowo okres dużych premier w naszej branży. Przewidujemy, że produkty te mogą stać się bardzo popularnymi propozycjami na prezenty – dodaje.

Pułapka zakupów online

Zaletą zakupów w sieci jest mnogość ofert w jednym miejscu i wygoda, ponieważ można przejrzeć propozycje siedząc wygodnie we własnym fotelu. Ogromną rolę gra też cena, gdyż często ten sam produkt w sklepie online będzie tańszy, niż w jego stacjonarnym odpowiedniku. Pułapką może być jednak dosyć istotny element zakupów online, a więc dostarczenie zamówienia. Okres przedświąteczny charakteryzuje wydłużony czas dostawy, co wynika z większej liczby realizowanych przesyłek (zarówno po stronie magazynów, które muszą je przygotować do dystrybucji, jak i po stronie dostarczających je firm kurierskich, dla których święta także są gorącym okresem). Obecnie jednak większość sklepów informuje na swoich stronach o dłuższym czasie dostawy, zaznaczając przy tym do kiedy należy złożyć zamówienie, aby otrzymać je przed Wigilią.

Afiliacja na święta

Poprzez reklamy i wszelkie rodzaje działań marketingowych marki aktywnie kreują nasze potrzeby, podpowiadając, co warto kupić. Nie inaczej jest w okresie przedświątecznym, który bogaty jest w dedykowane oferty. Okazuje się jednak, że niekoniecznie do ich promocji wykorzystywana jest sieć afiliacyjna.

Program afiliacyjny ma nieco inną specyfikę i potrzebuje czasu, aby przynieść efekty. Dlatego reklamodawcy tworzą je raczej w stosunku do swoich bardziej stałych ofert. W przypadku działań sezonowych, ograniczonych do konkretnego okresu w roku, a z takim mamy teraz do czynienia, raczej nie jest to zbyt często spotykana forma. Aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że klienci na prezenty wybierają nie tylko to, co widnieje pod szyldem „świąteczne okazje”. Dlatego też mimo braku nowych dedykowanych programów, okres przedświąteczny gorący jest także dla afiliantów –  komentuje Patrycja Ścisłowska, Head of Business Development Awin.

Już niedługo będziemy mogli oceniać, jakie wyniki odnotowano w sezonie przedświątecznym 2017. Jeśli tendencja podobna będzie jak w przypadku Black Friday, możemy spodziewać się wzrostów.

5 regionów, które musisz zobaczyć, będąc na wycieczce we Włoszech

Włochy są miejscem szczególnie atrakcyjnym, o którym często marzą Polacy. Piękne widoki, olśniewające plaże, niesamowite kluby nocne, nieskalana przyroda oraz uwielbiana na całym świecie kuchnia – to tylko namiastka tego, co można znaleźć na miejscu. Poznajcie najbardziej atrakcyjne zakątki Włoch.

Rzym

W stolicy Italii starożytne ruiny dawnego imperium oraz wczesnochrześcijańskie miejsca kultu sąsiadują z renesansowymi pałacykami i barokowymi fontannami.  Większość miejsc i obiektów, z których Włochy są znane na świecie, koncentruje się właśnie tutaj. Obowiązkiem dla każdego turysty będzie oczywiście odwiedzenie Koloseum, Bazyliki Świętego Piotra, Panteonu, Fontanny di Trevi i Watykanu. Wiele uroku można odkryć również w przemierzaniu wąskich, wybrukowanych uliczek oraz małych rodzinnych restauracji, oferujących tradycyjne smaki Południa.

Wenecja

Wenecja jest określana jako jedno z najbardziej romantycznych miast na świecie. Łatwo to zrozumieć, spacerując po jej licznych wąskich kamiennych uliczkach i kanałach. Położona na weneckiej lagunie jest miastem wyspiarskim, które składa się z setek pojedynczych wysp połączonych ze sobą siecią kanałów i mostów. Centralny Wielki Kanał jest wspaniałym miejscem, kojarzonym z gondolami i wyjątkowymi budowlami. Ponadto, Plac Świętego Marka – wraz z okazałą katedrą, ogromną dzwonnicą i stadami gołębi – jest absolutnie koniecznym punktem do zwiedzenia. Kompleksową usługę turystycznego wyjazdu do Włoch oferuje biuro podróży http://dreamtours.pl/.

Florencja

Florencja to kolebka renesansu i jedno z największych perełek w Europie. Odnajdą się tu wszyscy miłośnicy sztuki, którzy chcą na własne oczy zobaczyć dzieła mistrzów, takie jak freski Giotta, Dawida Michała Anioła, płótna Botticellego, Leonarda da Vinci i wiele innych wspaniałych w Galerii Uffizi. Florencja to także miasto pełne życia, uliczek pełnych restauracji i nowoczesnych klubów.

Bolonia

Bolonia jest jednym z największych miast we Włoszech i zarazem stolicą regionu Emilia-Romagna. Znana jest jako miasto wież z racji mnóstwa wysokich budynków o historycznym znaczeniu. Dwie z tych imponujących konstrukcji od razu rzucają się w oczy: wysoka na 97 metrów wieża Asinellego i jej młodszy, 47-metrowy brat – Garisenda. Obydwie pochylają się niebezpiecznie ku sobie i są znanym punktem orientacyjnym w Bolonii.

Sardynia

Jeśli szukamy odpoczynku bez hałasu i stresu, możemy skusić się na spokój tej włoskiej wyspy. Sardynia ma jedne z najbardziej uwodzicielskich plaż Morza Śródziemnego, w pobliżu kilku wspaniałych restauracji i przyjemnych barów. Costa Smeralda to maleńki pas wybrzeża pełen elitarnych hoteli, pięciogwiazdkowych plaża i ekskluzywnych sklepów. Podczas zwiedzanie archipelagu Maddalena i jego „siedmiu sióstr”, możemy żeglować wzdłuż wybrzeża Parku Narodowego Maddalena, idealnym także dla miłośników nurkowania.

Jeśli przekonały Was atrakcje Sardynii, możecie skorzystać z oferty biura podróży, wchodząc pod ten link http://dreamtours.pl/wakacje/wlochy/sardynia.

Miłośnicy włoskich klimatów mogą również odwiedzić słoneczną Sycylię http://dreamtours.pl/wakacje/wlochy/sycylia.

Nowy Regionalny Dyrektor Sprzedaży Transporeon Group w Polsce

Daniil Klyuchnikov został mianowany Regionalnym Dyrektorem Sprzedaży w Europie Wschodniej i Rosji

Jest to strategiczne powołanie sprawdzonego profesjonalisty z 10-letnim doświadczeniem menedżerskim w branży software’owej, który wesprze ambitne plany rozwoju Grupy Transporeon.

W tej roli Klyuchnikov przejmuje odpowiedzialność za wszystkie działania zarządcze związane z rozwiązaniami Grupy Transporeon w Europie Wschodniej i Rosji.

„Ze względu na duży potencjał oraz właściwy moment na cyfryzację logistyki, zarówno rynek polski, jak i rosyjski są dla naszej firmy priorytetem” – mówi Peter Schmidt, dyrektor handlowy Grupy Transporeon. „Jesteśmy niezmiernie zadowoleni, że możemy powitać Daniila w jego nowej roli i mamy pewność, że wniesie on zarówno umiejętności przywódcze, jak i doświadczenie, które pomogą wzmocnić wiodącą pozycję Transporeon w regionie”.

Daniil Klyuchnikov rozpoczął karierę zawodową w Grupie Transporeon w 2016 roku jako Country Manager w Rosji i Wspólnocie Niepodległych Państw (WNP). Wcześniej przez ponad 6 lat pracował w Adobe Systems Inc., firmie produkującej oprogramowanie komputerowe, gdzie ostatnio pełnił funkcję Dyrektora Generalnego na Rosję i WNP. Przedtem pracował dla Microsoft oraz przewodniczył Krajowemu Komitetowi Sojuszu Oprogramowania Biznesowego na Ukrainie.

Polski kodeks pracy w ogonie krajów UE i OECD

Polska zajmuje dopiero 30 miejsce na 41 krajów UE i OECD w Indeksie Elastyczności Zatrudnienia 2018 mierzącym elastyczność umów o pracę regulowanych kodeksem pracy. Do czołówki Indeksu należą: W. Brytania i Irlandia, czyli kraje do których wielu Polaków emigruje w poszukiwaniu pracy. Pod koniec znajdują się: Francja, Portugalia i Grecja, czyli przeregulowane gospodarki o wysokim bezrobociu młodych. Spośród postsocjalistycznych państw członkowskich UE tylko dwa, Chorwacja i Słowenia, wypadają gorzej niż Polska, podczas gdy Czechy i Bułgaria należą do liderów Indeksu. 

-Sztywne regulacje szeroko rozumianego okresu próbnego i płacy minimalnej sprawiają, że pracodawcy są mniej chętni podejmować ryzyko związane z zatrudnieniem osób słabiej wykształconych i z krótszym doświadczeniem zawodowym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Trzeciakowski, ekspert FOR i współautor raportu na ten temat, zaprezentowanego 14 grudnia. – Polskę szczególnie negatywnie wyróżnia tu wysoka płaca minimalna, a wiedząc, że zwolnienie pracownika w przypadku spadku popytu na produkty firmy będzie trudne, pracodawcy są mniej chętni do zwiększania zatrudnienia.

Polska jest wśród 15 na 41 krajów, które wymagają by pracodawca zanim zacznie szukać nowych pracowników zaproponował pracę najpierw zwolnionym osobom.

Wysokie ustawowe odprawy i okresy wypowiedzenia sprawiają, że pracodawcy ostrożniej zatrudniają nowych pracowników. Polska negatywnie wyróżnia się zarówno dłuższym ustawowym okresem wypowiedzenia (7 tygodni w naszym regionie wobec 10 tygodni w Polsce), jak i wyższą ustawową odprawą w razie wypowiedzenia (7 tygodni płacy w naszym regionie wobec 9 tygodni w Polsce).

Sztywność kodeksu pracy zachęca do nadużywania innych form zatrudnienia. Jednak ich ustawowe zakazy, bez liberalizacji kodeksu pracy, zamiast do wzrostu liczby pracujących na czas nieokreślony prowadzą głównie do spadku zatrudnienia i rozrostu szarej strefy. Zatrudnianie osób młodszych, bez doświadczenia zawodowego i słabiej wykształconych wiąże się dla pracodawcy z większym ryzykiem. Dlatego takie osoby znacznie częściej pracują na podstawie umów o pracę na czas określony, cywilnoprawnych lub są samozatrudnione, dzięki czemu pracodawca może bez dodatkowych kosztów rozwiązać z nimi umowę w krótkim czasie. W rezultacie Polska ma najwyższy udział zatrudnienia na umowach na czas określony i cywilnoprawnych w UE. W 2016 roku wyniósł on 27% wobec 18% w przeregulowanych krajach południa UE, 11% w najbardziej rozwiniętych dużych krajów UE i tylko 8% w pozostałych postsocjalistycznych państwach członkowskich UE. Długotrwała praca w ramach nietypowych form zatrudnienia utrudnia nabywanie kapitału ludzkiego i obniża długookresowe zarobki. Restrykcyjne regulacje zatrudnienia w Polsce szkodzą najbardziej najsłabszym pracownikom, których z założenia miały chronić.

Grupa Upper Finance pozyskała 30 mln zł finansowania w postaci obligacji dla HAKAMORE

Zależna od STAL-MET NIECZAJ spółka HAKAMORE pozyskała finansowanie w formie emisji obligacji w kwocie 30 mln zł. Środki z emisji zostały przeznaczone na zakup nieruchomości w centrum Łodzi. Doradztwo finansowe dla spółki świadczył Upper Finance Med Consulting.

– Grupa Upper Finance od zawsze wspiera małe i średnie przedsiębiorstwa w realizacji swoich celów strategicznych. Często są to firmy wiodące albo wręcz liderzy branż. HAKAMORE należy do Grupy STAL-MET NIECZAJ, która jest liderem branży rozbiórkowej w Polsce. Pozyskane dla spółki finansowanie pozwoli jej na realizację inwestycji polegającej na wyburzeniu istniejącej zabudowy na działce w centrum Łodzi oraz kompleksowym przygotowaniu terenu pod inwestycje deweloperskie – skomentowała Tatiana Piechota, prezes Upper Finance Med Consulting.

Finansowanie w wysokości 30 mln zł zostało pozyskane na okres 33 miesięcy przy założonej miesięcznej stopniowej amortyzacji części obligacji. Środki z emisji obligacji zostały przeznaczone na sfinansowanie zakupu nieruchomości składającej się na wyłączoną z eksploatacji, najstarszą łódzką elektrociepłownię EC2, o łącznej powierzchni niemal 20 ha, położonej w centrum Łodzi. Głównym celem tej inwestycji jest wyburzenie istniejącej zabudowy oraz kompleksowe przygotowanie terenu pod inwestycje deweloperskie.

HAKAMORE Sp. z o.o. jest spółką zależną STAL-MET NIECZAJ Sp. z o.o., działającej na rynku nieruchomości komercyjnych od 1999 r. Firma STAL-MET NIECZAJ specjalizuje się w kompleksowym przygotowaniu terenów pod inwestycje – począwszy od zakupu zabudowanych nieruchomości, poprzez uzyskanie niezbędnych pozwoleń, wyburzenie, demontaż wszelkich budowli, urządzeń i instalacji, rozbiórkę, rekultywację – aż do etapu satysfakcjonującego przyszłego inwestora.

– Przez 18 lat działalności firmy udało nam się sprostać około 150 rożnego rodzaju zleceniom rozbiórkowym, demontażowym, a także rekultywacyjnym. Nabyte doświadczenie pozwoliło wypracować najwyższą jakość świadczonych usług, co zostało doce­nione przez wielu naszych Klientów. Dzięki wsparciu Upper Finance pozyskaliśmy finansowanie na kolejny projekt inwestycyjny, który pozwoli nam umocnić się na pozycji lidera branży rozbiórkowej w Polsce – skomentował Grzegorz Nieczaj, prokurent STAL-MET NIECZAJ.

Nowy skład RESPECT Index –XI edycja

  • GPW ogłosiła jedenasty skład indeksu RESPECT
  • W tegorocznej edycji w skład indeksu wejdzie rekordowa liczba – 28 spółek, w tym trzech debiutantów
  • Od pierwszej publikacji w 2009 r. RESPECT Index zwiększył wartość o 85 proc.

RESPECT Index –XI edycjaGiełda Papierów Wartościowych w Warszawie ogłosiła nowy skład indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie (RESPECT Index). W wyniku przeprowadzonej weryfikacji przez firmę Deloitte, w skład XI edycji indeksu wejdzie 28 spółek, w tym trzy nowe: Agora, Inter Cars i mBank oraz dwie powracające – Bank Ochrony Środowiska i Jastrzębska Spółka Węglowa. W tegorocznej edycji RESPECT Index liczba zakwalifikowanych spółek jest najwyższa w historii.

– Nie ma wątpliwości, że polskie spółki publiczne coraz częściej dostrzegają potrzebę uwzględniania nie tylko czysto finansowych czynników, ale także ekologicznych, społecznych czy pracowniczych. Jako konserwatywny ekolog cieszę się, że coraz więcej notowanych na GPW emitentów podejmuje działania w obszarze zrównoważonego rozwoju. Giełda jest idealnym miejscem łączenia podaży z popytem a wzrost wartości indeksu RESPECT o 85 proc. w ciągu ostatnich ośmiu lat nie pozostawia wątpliwości, że spółki odpowiedzialne społecznie to cenne dobro – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W skład tegorocznej edycji indeksu weszło 28 spółek (w kolejności alfabetycznej):

  • Agora S.A.
  • Apator S.A.
  • Bank Handlowy w Warszawie S.A.
  • Bank Millennium S.A.
  • Bank Ochrony Środowiska S.A.
  • Bank Pekao S.A.
  • Bank Zachodni WBK S.A.
  • Budimex S.A.
  • Elektrobudowa S.A.
  • Energa S.A.
  • Fabryki Mebli „FORTE” S.A.
  • Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.
  • Grupa Azoty S.A.
  • Grupa LOTOS S.A.
  • ING Bank Śląski S.A.
  • Inter Cars S.A.
  • Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.
  • KGHM Polska Miedź S.A.
  • Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.
  • mBank S.A.
  • Orange Polska S.A.
  • PCC Rokita S.A.
  • PGE S.A.
  • PGNIG S.A.
  • PZU S.A
  • Tauron PE S.A.
  • Trakcja PRKiI S.A.
  • Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja S.A.

Nowy skład RESPECT Index będzie obowiązywał od 18 grudnia 2017 r.

Z roku na rok RESPECT Index cieszy się coraz większą popularnością. W tym roku do badania zgłosiła się rekordowa liczba podmiotów. Może to wynikać z faktu, że od 1 stycznia 2017 r. zaczęły obowiązywać przepisy dyrektywy 2014/95/UE o ujawnianiu informacji niefinansowych i informacji dotyczących różnorodności przez niektóre duże jednostki oraz grupy. Rekordowa liczba podmiotów zakwalifikowanych w tym roku do indeksu RESPECT (28 spółek, w tym 3 debiutantów) świadczy również o coraz większym znaczeniu kryteriów środowiskowych, społecznych, etycznych oraz z obszaru ładu korporacyjnego i uwzględnianiu ich w ramach prowadzonej działalności i podejmowanych decyzji biznesowych – mówi Irena Pichola, Partner Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

Od początku badania sektor przemysłowy stanowi najliczniejszą grupę spółek notowanych w RESPECT Index. W tym roku blisko dwie trzecie składu indeksu – 17 z 28 notowanych spółek – reprezentuje ten sektor. Aż 7 spółek jest notowanych w RESPECT Index nieprzerwanie od I edycji badania, 5 z nich to spółki reprezentujące przemysł. Średnia liczba punktów wszystkich spółek wynosiła 62,42 na 90 możliwych. Wynik ten spadł blisko o 6 pkt. w stosunku do roku poprzedniego. Wynika to głównie ze zmian składu indeksu spowodowanego udziałem nowych spółek w notowaniu (3 nowe podmioty), brakiem udziału kilku stałych uczestników, a także niewielkiej modyfikacji kwestionariusza badania. W podziale na sektory średni wynik spółek reprezentujących przemysł wyniósł 62,50 pkt., finanse 63,55 pkt. oraz usługi 58,04 pkt.

Wyniki notowań indeksu RESPECT pokazują, że spółki tworzące ten wskaźnik charakteryzują się wyższą stopą zwrotu niż przeciętna rynkowa wyrażona indeksem WIG. Od listopada 2009 roku do grudnia 2017 r., w ciągu ośmiu lat istnienia indeksu, zwiększył on swoją wartość o 85 proc. W tym czasie indeks szerokiego rynku WIG wzrósł o 59 proc. a WIG20 zyskał 3,5 proc.

RESPECT Index to pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej indeks spółek odpowiedzialnych. Projekt został wprowadzony przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie w 2009 roku, kiedy ogłoszono pierwszy skład Indeksu. RESPECT Index obejmuje swoim portfelem polskie i zagraniczne spółki z Głównego Rynku GPW. Do indeksu aspirować mogą spółki o najwyższej płynności, czyli wchodzące w skład indeksów WIG20, mWIG40 lub sWIG80. Trafiają do niego firmy, które przechodzą trzystopniową weryfikację prowadzoną przez GPW i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych, prowadzące w nienaganny sposób komunikację z rynkiem poprzez raporty bieżące i okresowe oraz swoje strony internetowe. Trzecim warunkiem jest odpowiedzialne społecznie zachowanie wobec środowiska, społeczności i pracowników, które jest analizowane na podstawie ankiety weryfikowanej przez audytora projektu firmę Deloitte. Zgodnie z obecną formułą, badanie spółek i rewizja składu indeksu jest przeprowadzana raz w roku, w jego drugiej połowie. Udziały spółek w indeksie są określane na takich samych zasadach, jak w przypadku innych indeksów giełdowych – pod uwagę brane są akcje w wolnym obrocie, przy czym wagi największych spółek są ograniczane do 25 proc., gdy liczba uczestników jest mniejsza niż 20 spółek, lub do 10 proc. w pozostałych przypadkach.

Wykres 1. Wartości RESPECT Index i WIG w okresie 2009–2017:Wartości RESPECT Index i WIG w okresie 2009–2017

Na koniec dnia euro uznaje wyższość dolara

Wczorajsza podwyżka stopy funduszy federalnych przez członków FOMC rozpoczęła przedłużone rendez-vous z bankami centralnymi. W trakcie czwartkowych notowań zmienność głównych par walutowych podbijały decyzje podejmowane na Starym Kontynencie. Mistrzem drugiego planu okazał się być Norges Bank, którego oficjele zdecydowali się na zdecydowanie bardziej jastrzębi wydźwięk. Zdaniem prezesa Oysteina Olsena należy się spodziewać pierwszego ruchu pod koniec 2018 roku, co należy wiązać między innymi z wyższą elastycznością celu inflacyjnego.

Tak odważne deklaracje istotnie wpłynęły na wycenę korony norweskiej (0,5 proc.), która pod koniec dnia utrzymuje miano najsilniejszego komponenta koszyka G10. Jej ostatniej deprecjacji nie są w stanie do końca wyjaśnić członkowie Norges Banku, zrzucając tym samym winę na obecność tymczasowej presji ze strony premii za ryzyko. Niezbyt udaną sesję ma za sobą frank szwajcarski (-0,5 proc.), który dalej w opinii członków SNB pozostaje „wysoce wycenianą walutą”. W dzisiejszym komunikacie płynącym z Berna uwagę skradła rewizja ścieżki inflacji CPI, która w 2020 roku powinna sięgnąć 2,1 proc. W dalszej mierze członkowie SNB deklarują gotowość do przeprowadzenia interwencji na rynku walutowym.

Przed decyzją Europejskiego Banku Centralnego zmienność par walutowych z euro próbowały podbić wstępne szacunki indeksów PMI. W przypadku miary odzwierciedlającej nastroje w przemyśle należy mówić o ustanowieniu nowego szczytu (60,6 pkt), co nie było szeroko spodziewane przez ankietowanych uczestników rynku (59,7 pkt). Fenomenalne dane o rozpędzonej gospodarce nie spowodowały solidnych przetasowań na rynku – tak samo jak komunikat związany z pozostawieniem stóp procentowych na niezmienionych poziomach (depozytowa: -0,40 proc., refinansowa: 0,00 proc., kredytu lombardowego: 0,25 proc.). Oczekiwania ekonomistów potwierdziło również podtrzymanie założeń programu skupu aktywów (30 mld EUR miesięcznie), który będzie wspierany przez planowaną reinwestycję o niesprecyzowanym horyzoncie czasowym. ECB w dalszej mierze decyduje się na utrzymanie furtki związanej z możliwością zmiany parametrów QE w zależności od perspektyw gospodarczych. Konferencja prasowa prezesa ECB Mario Draghiego również nie należała do rewolucyjnych. Uwagę zwracały nowe prognozy makroekonomiczne, gdzie zdecydowano się na rewizję tempa wzrostu gospodarczego (do 2,4 proc. z 2,2 proc. w 2017 r., do 2,3 proc. z 1,8 proc. w 2018 r., do 1,9 proc. z 1,7 proc. w 2019 r.) przy zmianie inflacji CPI w 2018 roku do 1,4 proc. z uprzednio podanych 1,2 proc. Dawkę informacji związanych z europejską polityką monetarną powiększyły doniesienia agencji Reutera, zgodnie z którą część członków optowała za powiązaniem przyszłych zmian parametrów w zależności z obserwowanym tempem inflacji oraz za zasygnalizowaniem rychłego końca programu skupu aktywów. Na koniec dnia euro (-0,4 proc.) uznaje wyższość dolara, spychając tym samym EUR/USD w okolicę poziomu 1,1780.

Na fali stosunkowo gołębiego komunikatu znalazł się funt szterling (0,1 proc.), który na koniec dnia stara się ustabilizować kurs GBP/USD w okolicach 1,3430. Pozostawieniu stopy benchmarkowej na poziomie 0,5 proc. przy żadnym głosie sprzeciwu (9-0) towarzyszyły obawy o przebieg BREXIT-u oraz o tempo wzrostu gospodarczego w obliczu napływu wyraźnie gorszych „soft-data”. Mocnym ekonomicznie akcentem okazała się wyspiarska sprzedaż detaliczna, która wzrosła niemalże trzykrotnie mocniej niż wynikałoby to z mediany rynkowych prognoz (1,1 proc. m/m, konsensus: 0,4 proc.). Powyższy czynnik pozwala z pewną dozą optymizmu zapatrywać się na siłę spożycia indywidualnego w rachunkach narodowych za IV kwartał.

Flirt z bankowością centralną ma za sobą turecka lira (-1,9 proc.), aczkolwiek czwartkowa randka nie należała do wysoce udanych. Za potężną przeceną najsilniej tracącej waluty Emerging Markets stało podwyższenie późnego okna płynnościowego do poziomu 12,75 proc. oraz pozostawienie głównych stóp procentowych na niezmienionym poziomie, pomimo narastających obaw o trajektorię cen bazowych. Obecnie stopa benchmarkowa Banku Turcji wynosi 8,0 proc., a stopa depozytowa oraz pożyczkowa O/N odpowiednio 7,25 proc. oraz 9,25 proc.

Za frakcją gołębi w Radzie Polityki Pieniężnej opowiedziała się Grażyna Ancyparowicz, która nie widzi pola do podwyżek stóp procentowych w 2018 roku. Jej zdaniem obecne warunki nie sprzyjają temu, aby można było zaobserwować bezpośrednie przełożenie presji płacowej na ścieżkę inflacji CPI. Obecnie przewaga zwolenników pozostawienia stóp procentowych na niezmienionym poziomie kształtuje się na poziomie ośmiu głosów. W oparciu o sporządzone przez nas prognozy spodziewamy się, że pierwsza podwyżka nastąpi w połowie 2019 roku. Obecnie złoty traci 0,5 proc. do amerykańskiego dolara. Na koniec dnia USD/PLN jest kwotowany po 3,5820, EUR/PLN po 4,2240, GBP/PLN po 4,8120, CHF/PLN po 3,6240.

Czwartek na europejskich parkietach stał pod znakiem odpływu kapitału. Spadkowych nastrojom udało się oprzeć giełdzie przy Książęcej, gdzie WIG 20 (1,0 proc.) coraz mocniej zbliża się do tymczasowej kotwicy przy 2 450 pkt. Uwaga inwestorów była głównie skupiona na Banku Zachodnim WBK (6,9 proc.), który zdecydował się na pozyskanie wysoce zyskownej polskiej filii Deutsche Banku (-0,9 proc.). W górnej części tabeli znalazło się również LPP (4,5 proc.) planujące rozszerzenie kanału internetowego za sprawą zagrożeń związanych z ograniczeniem handlu w niedzielę. Doniesienia o braku zamiaru kupna koksowni Victoria istotnie wpłynęły na wycenę Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która zakończyła sesję z 4,0 proc. wzrostem. Na dnie rodzimego parkietu znalazło się PGE (-4,4 proc.) przebijające średnią z ostatnich 200 notowań, co należy utożsamiać z niezbyt przychylnym sentymentem w niemieckim sektorze energetycznym. Dodatkową dawkę rozczarowania zapewniło Asseco Poland (-3,1 proc.), które jednak nie planuje zmiany polityki dywidendowej.

Zasięg potencjalnych wzrostów we Frankfurcie skutecznie ograniczyło RWE (-4,4 proc.), które zdecydowało się na sprzedaż swoich udziałów w węgierskiej elektrowni Mátra. O udanej sesji nie może mówić Deutsche Börse (-1,9 proc.) za sprawą nieprzychylnej noty analitycznej wystawionej przez Exane. Najsilniej zwyżkującą spółką indeksu DAX (-0,4 proc.) okazał się być SAP (0,7 proc.). Dobre dane dotyczące sprzedaży pojazdów w Unii Europejskiej były przede wszystkim motorem wzrostów BMW, które podrożało o 0,6 proc. względem wczorajszego zamknięcia.

Na szczycie indeksu FTSE 100 (-0,7 proc.) znalazły się walory Land Securities, które swoją 3,2 proc. zwyżkę zawdzięczają wyraźnie podbitemu wolumenowi obrotu. Uwagę inwestorów w Londynie zwróciły akcje BT Group (2,2 proc.) za sprawą najnowszej noty UBS (0,4 proc.). Szansę na bardziej pokaźny ruch przekreślił nie tylko Standard Life Aberdeen (-3,2 proc.), ale również Convatec (-2,9 proc.) czy British American Tobacco (-2,1 proc.), które obawia się implikacji związanych z japońską polityką antynikotynową.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się wyraźny podział sentymentu. Dzisiejszym wzrostom ropy WTI (0,5 proc.; 56,90 USD) oraz Brent (0,8 proc.; 62,90 USD) przeciwstawia się 1,6 proc. przecena styczniowych kontraktów na gaz ziemny. Udanego dnia nie mają za sobą metale szlachetne, którym niechlubnie przewodzi srebro (-1,0 proc.) przełamujące się w okolicę poziomu 15,91 USD za uncję. W przypadku złota (-0,1 proc.) należy mówić o próbie stabilizacji przy wczorajszych poziomach, bowiem podstawowa jednostka kruszcu jest wyceniana po 1 254,60 USD. Niezbyt przychylnym nastrojom opiera się pallad (1,7 proc.), co należy wiązać między innymi z korzystną dla surowca dekompozycją sprzedaży samochodów w Europie.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Od 2018 e-recepty i elektroniczne zwolnienie lekarskie

Dostaniemy e-receptę, elektroniczne zwolnienie lekarskie, a na wizytę będziemy mogli umówić się przez Internet – już w przyszłym roku nasza służba zdrowia stanie się bardziej cyfrowa. Z jakich e-usług skorzystamy?

– Nadchodzący rok będzie okresem diametralnych zmian w polskiej służbie zdrowia. W pierwszym kwartale pojawi się w Polsce e-recepta. Pacjent przychodząc do lekarza nie będzie już otrzymywał papierowego wydruku, czy recepty wypisanej ręcznie. Jedyne co dostanie to SMS z kodem z którym będzie się musiał udać do dowolnej apteki , gdzie ta recepta będzie już na niego oczekiwała – mówi newsrm.tv Piotr Miluski,  ekspert Gabinet drWidget. Elektroniczne recepty są już od 7 lat w Estonii. Z takiego rozwiązania korzystają także mieszkańcy Norwegii, Finlandii, Szwecji, Belgii, Włoch, Islandii i Grecji.

Od 1 lipca 2018 roku zapomnimy o tradycyjnych zwolnieniach lekarskich. Dokument będzie wystawiany w formie elektronicznej. Lekarz będzie musiał jedynie wprowadzić PESEL pacjenta i ustalić powód zwolnienia. System sam wypełni resztę rubryk i roześle dokument zarówno do pracodawcy jak i ZUS-u. Kolejna zmiana jaka nas czeka to pojawienie się Internetowego Konta Pacjenta, które pozwoli pacjentom umówić się na wizytę i sprawdzić historię swojej choroby.

– Zastosowanie nowych technologii pozwala usprawniać codzienną pracę. Może pozwolić na uniknięcie części klasycznych wizyt w gabinecie, a przez to możemy zwiększyć liczbę przyjmowanych pacjentów – mówi Filip Diks, kardiolog.

Z takich rozwiązań można już korzystać za pomocą oprogramowania Gabinet drWidget. Program pomaga w zarządzaniu przychodnią lub indywidualnym gabinetem. Oprogramowanie powstało przy współpracy wybitnych ekspertów, którzy przez wiele miesięcy testowali jego możliwości, tworząc program maksymalnie dostosowany do potrzeb i standardów środowiska medycznego. Co istotne – w praktyce program nie wymaga od użytkownika zaawansowanej wiedzy informatycznej, ponieważ jest intuicyjny i łatwy w obsłudze.

Raport E-zdrowie oczami Polaków”, przygotowany przez firmę LekSeek Polska pokazał, że lekarze w Polsce więcej czasu poświęcają na przygotowanie się do wizyty i uzupełnienie dokumentacji niż na diagnostykę. Szukanie historii choroby zajmuje lekarzowi 3,86 min, wypisywanie recept 4,01 min, wypisywanie zwolnień 4,09 min, a uzupełnianie danych osobowych ponad 4 min. Według ankietowanych, lekarz podczas przeciętnej wizyty poświęca ponad 16 minut na czynności organizacyjne. Przy założeniu, że wizyta trwa 20 minut, lekarzowi zostają nieco ponad 3 minuty na zbadanie pacjenta.

Bitcoin uderzył w ceny złota

Od końca listopada spadają ceny wszystkich metali szlachetnych. Nie tylko złoto tanieje, a powodem jest bitcoin.

Ceny złota spadają i to w szybkim tempie. Ostatnio, z 1270 USD do poniżej 1240 USD USD za uncję.

Złoto jest relatywnie tanie z powodu kilku fundamentalnych czynników: na świecie wzrosło wydobycie, a jednocześnie w III kw. br. spadł popyt w Indiach.

-Drugim istotnym czynnikiem jest silny dolar – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert z XTB. – Spadek cen złota to także skutek wzrost cen bitcoina.

Pojawiły się obawy wśród inwestujących  w złoto, że bitcoin może zastąpić inwestycje w metale szlachetne. -Bitcoinem interesują się przede wszystkim inwestorzy spekulacyjni – dodaje ekspert.

Amerykańscy dyplomaci w Moskwie chronieni przez firmę związaną z KGB

Kilka amerykańskich placówek dyplomatycznych, w tym ambasada w Moskwie i konsulaty w niektórych dużych miastach (Władywostok, Jekaterynburg, Petersburg), będzie chronionych przez firmę powiązaną z byłym wysokim funkcjonariuszem KGB.

Według „The New York Times” firma Elite Security Holdings z siedzibą w Moskowie, z przedstawicielstwami w całej Europie i byłych republikach ZSRR, jest powiązana z podmiotem, którego współzałożycielem był wysoki funkcjonariusz KGB Wiktor Budanow. 82-letni Budanow był w przeszłości szefem Zarządu Kontrwywiadu KGB. Dziś nie jest udziałowcem żadnej części firmy, ale jego syn Dmitrij Budanow prawdopodobnie zarządza jej siedzibą w Moskwie. Cała rodzina jest znana z bliskich związków z Władimirem Putinem, który w latach 80. służył wraz z Budanowem w NRD.

Elite Security Holdings została wybrana do ochrony placówek bez przetargu. Kontrakt został podpisany w chwili, kiedy dyplomacja amerykańska była zmuszona zredukować swój personel o 755 pracowników. Oznaczało to zwolnienie wielu miejscowych Rosjan, którzy byli zatrudnieni w zewnętrznej ochronie placówki. Aby wyrównać tą stratę, Departament Stanu zdecydował się wynająć firmę prywatną Elite Security Holdings, której pracownicy nie będą wliczani do stanu osobowego zatrudnianego przez Waszyngton.

Gazeta przytacza anonimowego rozmówcę z Departamentu Stanu, który powiedział, iż pracownicy Elite Security Holdings nie będą mieli dostępu do stref bezpieczeństwa placówek amerykańskich, dokumenty wszystkich zatrudnionych zostały dokładnie sprawdzone i nic nie wskazuje na to, aby bezpieczeństwo dyplomatów USA było zagrożone. Będą oni nadal bezpośrednio chronieni przez amerykańskich marines.

Źródło: The New York Times” z 14.11.2017 r.

Państwo Islamskie wciąż zarabia 50 mln USD na ropie

Według ekspertów finansowych pomimo utraty większości terytoriów Państwo Islamskie wciąż zarabia ok. 4 mln USD miesięcznie na handlu ropą. W przeszłości dochody z ropy były głównym źródłem dochodów terrorystów, jako że ISIS kontrolowało kilka głównych pól naftowych w północnym Iraku i wschodniej Syrii. Jednak utrata tych obszarów poważnie zaszkodziła jego finansom. W dodatku kilka tygodni temu ISIS straciło lukratywne pole naftowe Omar w Syrii, kontrolowane od lipca 2013 r.

Na początku października koalicja pod przywództwem USA oceniła, iż dochody Państwa Islamskiego z ropy spadły do 4 mln USD miesięcznie, co oznacza spadek o 90% w stosunku do 40 mln USD uzyskiwanych w najlepszym okresie, w 2015 r.

Jednak czołowi eksperci ostrzegają, że dochody z ropy wciąż są poważne i nie należy ich lekceważyć. Doktor Patrick Johnston z RAND Corporation wyraził pogląd, iż militarne grupy sunnickie będą nadal czerpać korzyści z handlu ropą w dającej się przewidzieć przyszłości. Dochody ISIS z ropy wciąż utrzymują się na poziomie 50 mln USD rocznie. Większość z nich pochodzi z wymuszeń, ponieważ bojownicy ISIS zmuszają koncerny i instalacje naftowe we wschodniej Syrii do płacenia haraczu za „ochronę”. Ponadto na obszarach, które kontrolują, ściągają podatki od zużycia energii oraz za transport paliwa przez swoje terytoria. Pomimo strat terytorialnych dochody ISIS – według Johnstona – będą wystarczające do finansowania operacji.

Ponieważ struktury ISIS przekształcają się z państwowych na powstańcze, zmienia się model ich finansowania. Koalicja krajów walczących z Państwem Islamskim – zdaniem eksperta z RAND Corporation – powinna w pierwszej kolejności ściśle monitorować i kontrolować pola naftowe w przeszłości należące do terrorystów, gdyż to one mogą zadecydować o przypadkowym wskrzeszeniu siły ISIS.

Źródło: portal intelNews.org z 08.11.2017 r.