Świąteczna dieta Polaków – drożeje masło, rosną ceny jaj i mięsa. Cukier tanieje

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w listopadzie ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły w ujęciu rocznym o 6%. To najwięcej od pięciu lat. Podobnie wzrostu cen należy spodziewać się w grudniu. W przypadku których produktów odczujemy to w sposób szczególny?

Mniejsza podaż mleka, masło drożeje

Wyraźnie wyższe niż w grudniu ubiegłego roku będą m.in. ceny masła. „Wynika to z tego, że obniżyła się podaż mleka wśród największych eksporterów produktów mlecznych na świecie, mam na myśli przede wszystkim Nową Zelandię oraz Unię Europejską. Po drugie doszło do silnego ożywienia popytu na produkty mleczne, w szczególności w Chinach, które są ich największym światowym importerem” – wyjaśnia w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Jakub Olipra, ekonomista banku Credit Agricole.

Polskie jaja w cenie… wysokiej cenie

Rosną też ceny jaj. Silne wzrosty obserwujemy już od sierpnia obecnego roku. Ich powodem jest wykrycie na zachodzie Europy (chociażby w Holandii, która jest największym unijnym eksporterem jaj) skażenia fipronilem – trzeba było wybić stada niosek i zredukować podaż jaj. Tamtejsi sprzedawcy sprowadzają je teraz m.in. z Polski, co prowadzi u nas do wzrostu cen.

Mniejsze pogłowie trzody chlewnej uderza po kieszeni

Ze zdecydowanym wzrostem cen w porównaniu do grudnia ubiegłego roku zapewne będziemy mieć do czynienia także w przypadku mięsa. Dotyczy to przede wszystkim wieprzowiny. Jej ceny zaczęły rosnąć już od drugiego kwartału 2016 r. Było to spowodowane po pierwsze obniżeniem pogłowia trzody chlewnej w Unii Europejskiej, która jest największym eksporterem wieprzowiny na świecie, po drugie – silnym ożywieniem popytu na mięso wieprzowe w Chinach.

Tańszy cukier na osłodę

Jak zauważa ekspert: „Osłodą dla konsumentów mogą być obniżające się ceny cukru. Wynikają one z tego, że w październiku bieżącego roku w Unii Europejskiej zostały zniesione limity produkcji cukru, tzw. kwoty cukrowe […]. Obecnie wszystkie kraje członkowskie mogą produkować tyle cukru, ile chcą, co oczywiście oddziałuje w kierunku wzrostu podaży i spadku cen”. Co ważne, w kolejnych kwartałach do cukru prawdopodobnie dołączą następne produkty, w tym mięso, produkty mleczne i owoce – również w ich przypadku powinno dojść do spadków cen w ujęciu rocznym.

Złożone z trzech śląskich firm konsorcjum FP Space rozwija technologie kosmiczne

Budowa satelity Intuiton-1 z najbardziej wydajnym na świecie komputerem pokładowym i zaawansowanymi przyrządami do obserwacji Ziemi, zaangażowanie w budowę czwartego polskiego satelity PW-Sat2 oraz stworzenie oprogramowania, które będzie interpretowało dane satelitarne napływające na Ziemię z orbity – to cele FP Space, konsorcjum utworzonego przez trzy śląskie firmy: KP Labs, FP Instruments oraz Future Processing.

Efekty pracy inżynierów konsorcjum wpłyną na rozwój technologii pod kątem dalszej eksploracji kosmosu, ale będą także odczuwalne na Ziemi:

  • Dzięki danym przetwarzanym na pokładzie satelity Intuition-1 będzie można interpretować stan zdrowia roślin, lasów, prognozować plony czy tworzyć mapy zanieczyszczeń miast. To innowacyjny pomysł w skali już istniejących i budowanych satelitów na świecie. Projekt realizuje: KP Labs i FP Instruments.
  • Dzięki algorytmom zwiększającym rozdzielczość zdjęć satelitarnych, powstającym w ramach projektu SISPARE, będzie można przedłużyć „życie” już istniejących satelitów obserwacyjnych ze starszą optyką. Projekt realizuje: Future Processing.
  • Projekt AMMER pozwoli na stworzenie oprogramowania monitorującego – na podstawie zdjęć satelitarnych – zmiany związane z eutrofizacją wód śródlądowych. Obniży to ryzyko wystąpienia epidemii związanych z wodą, która jest niebezpieczna dla zdrowia. Projekt realizuje: Future Processing.
  • PW-Sat2, po starcie planowanym na drugą połowę 2018 r., przetestuje technologię „żagla deorbitacyjnego”, który pozwoli na skrócenie czasu zejścia z orbity zbędnych satelitów. Projekt realizuje Politechnika Warszawska, a wspiera Future Processing i FP Instruments.
  • Projekty wykorzystują sztuczną inteligencję (SI) i uczenie maszynowe do analizy danych i ich interpretacji.
  • Rozwój autonomicznych sond kosmicznych i technologii robotycznych przyspieszy dalszą eksplorację kosmosu, która stanowi kolejny krok dla postępu ludzkości – to przekonanie łączy inżynierów zaangażowanych w FP Space.

KP Labs – projekt Intuition-1

Michał Baćkowski, Dyrektor Zarządzający KP Labs: „Zaangażowanie KP Labs w konsorcjum FP Space jest dla mnie szczególnym momentem w życiu zawodowym. Nie mam wątpliwości, że przed nami stoją wyzwania, jakie są udziałem nielicznych na świecie. Dlaczego tak sądzę? Eksploracja kosmosu to zadanie dla ambitnych, a ja i mój zespół do takich osób należymy. Proszę te słowa potraktować również jako zaproszenie dla tych, którzy poszukują nowych wyzwań zawodowych”.

Celem  misji  kosmicznej  Intuition-1  jest  przeprowadzenie obserwacji Ziemi z wykorzystaniem satelity z instrumentem hiperspektralnym i zaawansowanym przetwarzaniem danych na pokładzie opartym o głębokie sieci neuronowe. Będzie to pierwszy na świecie satelita o mocy przetwarzania pozwalającej na segmentację obrazów hiperspektralnych na orbicie.

Intuition-1 będzie satelitą klasy 6U, w kształcie prostopadłościanu o wymiarach 10x22x36 cm, a jego waga w przybliżeniu wyniesie 10 kg. Zostanie w nim umieszczona specjalistyczna kamera o wysokiej rozdzielczości spektralnej w zakresie światła widzialnego i bliskiej podczerwieni. Dzięki podzieleniu tego pasma na 150 kanałów będzie można uzyskać zdecydowanie więcej informacji w stosunku do aktualnie istniejących na rynku instrumentów.

Zwiększona liczba kanałów pozwoli na podniesienie jakości wykonywanych zdjęć satelitarnych, a segmentacja obrazów na pokładzie satelity – na skrócenie czasu reakcji na zdarzenia, które chcemy monitorować. Dane przetworzone w ten sposób znajdą zastosowanie w wielu sektorach, np.:

  • rolnictwo (klasyfikacja pokrycia gruntów, prognoza plonów, mapy upraw, mapy gleb, detekcja chorób roślin, śledzenie biomasy, mapowanie chwastów),
  • leśnictwo (klasyfikacja lasów, określanie gatunków i stanu zdrowia lasów, planowanie zalesiania),
  • ochrona środowiska (mapy emisji zanieczyszczeń, mapy zanieczyszczeń wód i gleby, zarządzanie i analiza zagospodarowania gruntów).

Krzysztof Czyż, Dyrektor Techniczny FP Instruments: Jestem osobą, która nie tylko zajmuje się planowaniem, ale również integruje rozwój świata firmware’u i hardware’u w FP Instruments (FPI). Zaangażowanie FPI w prace konsorcjum FP Space to wyzwanie, jakich próżno poszukiwać na co dzień. Skala problemów, jakie niesie ze sobą umieszczenie sprzętu elektronicznego na orbicie, jest dla nas, inżynierów, niezwykle interesująca. Jak zabezpieczyć się przed promieniowaniem elektromagnetycznym, jak zapewnić stabilność działania, gdy mamy do czynienia ze zjawiskiem zjonizowanych cząstek, które trafiając w układy pamięci komputera, mogą spowodować zmianę bitu i wartości przechowywanej w pamięci komputera zmiennej? To teraz będą nasze codzienne wyzwania, którym będziemy musieli (z radością) stawić czoło.

Satelita Intuition-1 trafi na niską orbitę okołoziemską (LEO), planowany czas wystrzelenia to 2022 rok.

Projekt realizuje: KP Labs i FP Instruments, okres realizacji: styczeń 2018 – grudzień 2023. Projekt jest dofinansowany ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Future Processing (FP) – projekty AMMER i SISPARE

Jarosław Czaja, CEO Future Processing: „Zawiązanie konsorcjum FP Space i udział Future Processing w projektach dla Europejskiej Agencji Kosmicznej to dla mnie spełnienie marzeń. Mało kto pamięta, że pierwszym produktem FP w roku 2000 był SkyNavigator, którego zadaniem było szukanie obiektów niegwiazdowych na obrazach nieba. Nie udało się odkryć nowej komety, ani zrobić na tym biznesu, ale dla mnie jako programisty praca nad SkyNavigatorem to było naprawdę coś. Gdy dwa lata temu zaangażowaliśmy się w projekt PW-Sat2, a teraz w konsorcjum FP Space, wróciła mi „inżynierska ekscytacja”. Myślę, że to szczęście działać w IT w dzisiejszych czasach. Nie tylko w coraz większym stopniu wpływamy na otaczający nas świat, ale możemy dorzucić swój kawałek do tak ambitnych przedsięwzięć jak dalsza eksploracja kosmosu”.

AMMER

Projekt AMMER (Automated Method for Measuring Eutrophication of Inland Water Using Remote Sensing) to nowe spojrzenie na wykorzystanie technologii satelitarnych do automatycznego określania jakości wody w zbiornikach wodnych. Celem  projektu  jest  stworzenie  oprogramowania,  które będzie wspierać automatyzację przetwarzania zdjęć satelitarnych. Pozwoli to na efektywniejszą i mniej kosztochłonną niż obecnie, ocenę poziomu eutrofizacji śródlądowych wód powierzchniowych. Największe wyzwanie w projekcie stanowi opracowanie algorytmów określających stopień eutrofizacji na podstawie multispektralnych obrazów satelitarnych. Poprzez monitorowanie stanu zbiorników wodnych będzie można dostarczyć wartościowych informacji potrzebnych do nadzoru zbiorników wody zmniejszając zagrożenia związane z jej zanieczyszczeniem, co przełoży się m.in. na mniejsze ryzyko wystąpienia epidemii.

Projekt, na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej, realizuje Future Processing. Okres realizacji: styczeń 2018 – marzec 2019.

SISPARE

Projekt SISPARE (Satellite Image SPAtial Resolution Enhancement)  ma  na  celu  opracowanie  rozwiązań  algorytmicznych pozwalających na podnoszenie rozdzielczości obrazów satelitarnych. Fuzja informacji z wielu obrazów przedstawiających tę samą scenę pozwala na uzyskanie obrazu o wyższej rozdzielczości przestrzennej, co ma ogromne znaczenie praktyczne, zwiększając obszar zastosowań obrazów rejestrowanych przez poszczególne satelity. W ramach projektu SISPARE poddajemy istniejące metody poprawy rozdzielczości odpowiedniej walidacji eksperymentalnej z wykorzystaniem rzeczywistych obrazów satelitarnych, a ponadto dążymy do poprawy ich skuteczności poprzez odpowiednie wykorzystanie metod optymalizacji ewolucyjnej. W efekcie będziemy mogli dłużej wykorzystywać istniejące satelity, ze względu na wydłużenie czasu ich rynkowego zastosowania. Zamiast wysyłać nowego satelitę o lepszych parametrach technicznych, będziemy mogli dłużej korzystać ze zdjęć satelitarnych uzyskując z nich znacznie więcej szczegółów niż wcześniej. Ponadto zastosowanie nowych metod zwiększania rozdzielczości zdjęć będzie możliwe również w przypadku najnowszych satelitów, w celu odczytywania z obrazów większej ilości danych.

Projekt, na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej, realizuje Future Processing. Okres realizacji: styczeń 2017 – czerwiec 2018.

PW-Sat2

PW-Sat2 to projekt edukacyjny Politechniki Warszawskiej, w który zaangażowane są firmy Future Processing i FP Instruments. Ma on na celu budowę sztucznego satelity typu CubeSat 2U, którego zadaniem będzie przetestowanie innowacyjnego systemu deorbitacji w postaci żagla o powierzchni 4m², a także sprawdzenie systemu otwieranych paneli słonecznych, czujnika Słońca oraz systemu zasilania. Projekt jest prowadzony przez członków Studenckiego Koła Astronautycznego  przy  Wydziale  Mechanicznym  Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, partnerem strategicznym  budowy  satelity  jest  Future  Processing  oraz FP Instruments. FP i FP Instruments są zaangażowane w projekt dostarczając rozwiązania w dziedzinie software’u i hardware’u, a wiosną 2016 roku ufundowały komputer pokładowy. Być może, dzięki PW-Sat2, przyszłe satelity, po zakończeniu swojej misji, nie będą zamieniały się w sterty niebezpiecznych śmieci.

Inna Uwarowa, kierownik projektu: „PW-Sat2 ma kształt prostopadłościanu o wymiarach 10x10x22 cm,  znajduje  się  w  nim  kwadratowy  żagiel  deorbitacyjny o powierzchni 4m2, który zwinięty zmieści się w objętości 270ml (czyli ¼ całego satelity). Misja zakłada otwarcie żagla, po około 40 dniach pobytu satelity na orbicie. Czynność ta zwiększy opór aerodynamiczny i spowoduje drastyczne obniżenie orbity, a w konsekwencji spalenie satelity w atmosferze Ziemi w ciągu kilku miesięcy”.

Pracą całego satelity będzie sterował komputer pokładowy zasilany  przez  zaprojektowany  w  tym  celu  system.  Dwie kamery zarejestrują otwarcie żagla, a sygnały radiowe nadawane z systemu komunikacji będą mogli odbierać radioamatorzy na całym świecie. Satelita PW-Sat2 trafi na orbitę synchronizowaną słonecznie o wysokości ok. 575 km, zostanie wystrzelony na pokładzie rakiety Falcon 9 firmy SpaceX (założycielem jest Elon Musk).

„Rozwój oprogramowania, które kontroluje pracę satelity, to ciekawe wyzwanie. Mamy do czynienia z wieloma ograniczeniami, które nie występują w typowych systemach, a każdy błąd niesie wysokie ryzyko, że misja nie zostanie doprowadzona do końca. To niełatwe, ale zarazem ekscytujące zadanie, widać to po zaangażowaniu członków zespołu” – Jarosław Czaja, CEO Future Processing.

Planowana data wystrzelenia: trzeci kwartał 2018 r.

Członkowie konsorcjum FP Space:

KP Labs: Działalność spółki skupia się na wytwarzaniu zaawansowanych rozwiązań informatycznych w zakresie wizji komputerowej i uczenia maszynowego (machine learning). Oprócz projektu Intuition-1, spółka jest zaangażowana w projekt związany z inteligentną analizą wideo – City Eye. City Eye ma na celu zwiększenie skuteczności operatorów monitoringów miejskich w wykrywaniu zdarzeń potencjalnie niebezpiecznych. Tworzony system będzie zgłaszał sytuacje, na które operator powinien zwrócić szczególną uwagę. Więcej o firmie: https://kplabs.pl/

FP Instruments: FP Instruments dostarcza projekty urządzeń elektronicznych na międzynarodowe rynki, głównie dla klientów z Wielkiej Brytanii, Holandii, Austrii, Szwajcarii, Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Zajmuje się tworzeniem kompletnych rozwiązań dla dedykowanych układów, specjalizuje się w usługach R&D, dostarcza prototypy wraz z obudowami, implementuje dedykowane algorytmy, testuje urządzenia i przygotowuje wymaganą dokumentację. Więcej o firmie: http://fp-instruments.com

Future Processing: Future Processing (w skrócie FP) to gliwickie przedsiębiorstwo informatyczne wytwarzające specjalistyczne oprogramowanie komputerowe na potrzeby międzynarodowego handlu, przemysłu i usług. Więcej o firmie: https://www.future-processing.pl/

Burzliwe dni na funcie. Dobre wieści dla frankowiczów

EUR/PLN dość stabilnie mimo posiedzeń dwóch głównych banków a więc FED i EBC. Kolejna podwyżka stóp w USA nie zatrzymała apetytu na ryzyko. CHF/PLN nieco wyżej ale jest szansa na powrót na niższe poziomy. Kwestia reformy podatków w USA zdecyduje o losach dolara w najbliższych dniach. Prawdziwa huśtawka nastrojów na GBP/PLN. Czekamy na nowe informacje w sprawie negocjacji z UE.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 04.10.2017-18.12.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1912 3,5846 3,5130 4,6823
Maksimum 4,2500 3,6710 3,6690 4,8420

EUR/PLN

euro1Na EUR/PLN trend spadkowy się zakończył. Dwie próby przebicia poziomu 4,20 zakończyły się niepowodzeniem. Doszło do wybicia ponad poziom 4,2200. Na wykresie można wyrysować krótkoterminowy kanał wzrostowy. Trudno jeszcze wyrokować czy to już zmiana trendu. Możliwa jest również piętrowa konsolidacja. Szczególnie, że mamy tydzień przedświąteczny więc aktywność inwestorów może być coraz mniejsza. Posiedzenia dwóch głównych banków centralnych a więc FED i EBC akurat na EUR/PLN nie przyniosły większej zmienności. Początkow złoty tracił ale w piątkowe popołudnie zdołał odrobić nieco strat. Kluczowa w tym tygodniu wydaje się kwestia reformy podatkowej w USA. Zakończenie tej sprawy może być bodźcem dla notowań dolara. W efekcie możemy się spodziewać lekkiego odwrotu od aktywów krajów wschodzących. Ciekawe słowa wypowiedział też członek RPP Zubelewicz. Uważany za jastrzębia w Radzie powiedział, że stopy w Polsce mogą zostać na obecnym poziomie aż do końca 2019 roku gdyż jest spora tolerancja do inflacji. Jeśli komentarze będą się powielać to rynek szybko może to zweryfikować w kursie złotego. Oczywiście w negatywną stronę. Silnym oporem pozostaną okolice 4,2250. Wsparciem natomiast będą okolice ostatnich minimów a więc 4,1950.

CHF/PLN

frank1CHF/PLN również wybił się z trendu spadkowego. Nie są to jednak duże ruchy. Jesteśmy raptem kilka groszy wyżej od ostatniego minimum. Wcale nie jest przesądzone, że kurs nie wróci z powrotem do trendu spadkowego. Odreagowanie na CHF/PLN wynikało bezpośrednio z ruchów na parze EUR/CHF. Po posiedzeniu EBC i gołębim wydźwięku konferencji wspólna waluta traciła na wartości. EUR/CHF więc obrał kierunek na południe. Wydaje się jednak, że to chwilowe odreagowanie a w krótkim terminie kurs powróci ponad 1,17. Stąd jest spora szansa na powrót do spadków na CHF/PLN. Trzeba też zauważyć, że na rynkach optymizm trwa w najlepsze. Amerykańskie parkiety biją rekordy. A za taki sztandarowy przykład optymizmu można uznać kryptowalutę Bitcoin. Trzeba pamiętać, że stopy procentowe w USA są na najwyższym poziomie od 9 lat. A jak widać ograniczenia planów inwestycyjnych nie widać. Kolejna podwyżka stóp w USA nie spotkała się z większym zainteresowaniem bezpiecznych aktywów. Co jest niejako dziwną reakcją inwestorów. Póki taka sielanka trwa kredytobiorcy frankowi nie muszą się bać o wysokość swoich rat.

USD/PLN

dolar1USD/PLN porusza się w krótkoterminowym kanale wzrostowym. Po samej decyzji Fed o kolejnej podwyżce stóp w USA dolar ku zaskoczeniu inwestorów tracił na szerokim rynku. Dzień później nastąpiła jednak zmiana kierunku na głównej parze na południowy. Zdecydowała nie siła dolara a bardziej słabość europejskiej waluty. Taka sytuacja spowodowała, że złoty stracił kilka gorszy do amerykańskiej waluty. Teraz rynki żyją przede wszystkim finalizacją reformy podatków w USA. Jakie to ma przełożenie na dolara? Trudno powiedzieć w jakiej formie wejdą ustawy. Szczególnie termin wprowadzenia cięć podatków dla przedsiębiorstw dopiero od 2019 roku mógłby spowodować wyprzedaż dolara. Jak wiemy inwestorzy nie lubią czekać. Prawdopodobnie ustawa trafi do podpisu prezydenta Trumpa w piątek. Rynki kompletnie lekceważą to, że znacznie może wzrosnąć deficyt budżetu USA w skutek wprowadzenia tego pakietu fiskalnego. Patrzą tylko na to, że dzięki zmianom znacznie może przyśpieszyć PKB a w efekcie wzrośnie presja inflacyjna. Wtedy też zwiększy się tempo podwyżek stóp procentowych w USA. Najbliższe dni więc rozstrzygną się losy amerykańskiej waluty. Oporem w przypadku wzrostów będzie granica 3,60.

GBP/PLN

funt1Na funcie nadal mamy burzliwe dni. Początkowo brytyjska waluta całkiem sporo zyskiwała. Było to na fali pozytywnych informacji o dogadaniu się z UE w sprawie rachunku za Brexit co przekładało się na zakończenie tego etapu negocjacji. Tym samym przejście do kolejnego etapu a więc stosunków handlowych. Szybko jednak euforia minęła po słowach szefa negocjatorów z UE o tym, że Wielka Brytania może jedynie liczyć na model współpracy taki jak z Kanadą. Tym samym większość usług finansowych przestała by w zasadzie istnieć. Wiele centrów finansowych zmieniłoby lokalizację. Nie mówiąc już o dostępie do wspólnego rynku, który byłby w ograniczonym stopniu. Pojawienie się widma twardego brexitu przeceniło brytyjską walutę. Nieco wsparcia funt dostał ze strony danych makro. Rynek pracy czy inflacja ponownie pozytywnie zaskoczyły. Ponownie jednak długo optymizm nie trwał. Posiedzenie Banku Anglii miało zdecydowanie gołębi wydźwięk. Inwestorom nie mogło to się spodobać stąd spadek o niemal 6 groszy na GBP/PLN. Teraz sytuacja może się nieco uspokoić. Choć na każde newsy w sprawie negocjacji z UE mogą inwestorzy reagować dość panicznie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Świąteczne wydatki last minute

Boże Narodzenie oraz okres sylwestrowo-noworoczny to czas, kiedy w widoczny sposób wzrastają wydatki gospodarstw domowych. Przygotowania do Świąt, które można rozciągnąć na cały grudzień, wiążą się ze znacznie rozszerzoną listą zakupów, która pochłania dodatkowe fundusze. Poza tym mogą pojawić się jeszcze wydatki, których nie wzięliśmy pod uwagę – awaria w domu czy konieczność wykupienia leków.

Ile wydamy? Więcej niż rok temu

Według corocznego badania „Zakupy świąteczne”, realizowanego przez firmę doradczą Deloitte, Polacy na tegoroczne święta wydadzą średnio 882 zł. Ponad połowę tej kwoty (51%) wydamy na prezenty dla bliskich i znajomych, a więc na to, czego nie ma w zwykłych, comiesięcznych rozliczeniach domowego budżetu. Ok. 342 zł pochłoną zakupy spożywcze. Biorąc pod uwagę, iż mowa tutaj o zaopatrzeniu na 3 dni, to całkiem spora kwota, większa niż przeciętne wydatki na jedzenie. W tym kontekście warto też wziąć pod uwagę stałe doniesienia o wzroście cen żywności, które nawet pomimo licznych promocji, mogą zaskoczyć wiele osób realizujących świąteczną listę zakupów.  

Świąteczna lista wydatków

Polska tradycja spędzania Świąt nauczyła nas nie tylko przygotowywania 12 potraw, ubierania choinki i kładzenia pod nią prezentów, ale także tego, że konieczne jest zaplanowanie świątecznego budżetu. Musimy uwzględnić większe niż zazwyczaj, obfitujące w niekupowane na co dzień produkty, zakupy spożywcze. Do tego dochodzi zakup prezentów – w zasadzie podwójnych, bo przecież dzieci czekają na Mikołaja też 6 grudnia. Na liście wydatków znajdą się takżeśrodki czystości (w końcu świąteczne porządki to też tradycja), wyjazd do rodziny, a więc koszt paliwa lub biletów kolejowych lub autobusowych, ozdoby świąteczne, a szczególnie choinka. Jeśli jesteśmy zwolennikami żywego drzewka, wydamy na nie minimum kilkadziesiąt złotych.

Jak planować?

Kluczem do rozsądnego przygotowania Świąt jest odpowiedni plan. Chodzi tu zarówno o rozłożenie wszystkich zadań, jak i budżetu. Dokładna lista zakupów i trzymanie się jej, a także określenie widełek cenowych, w jakich szukamy prezentów, pomoże nam zapanować nad wydatkami, tak aby nie porwała nas magia świąt.

Nigdy jednak nie można zaplanować wszystkiego na 100%. Zawsze mogą pojawić się niespodziewane wydatki, np. dodatkowi goście, których trzeba obdarować prezentami, ale też coś tak prozaicznego jak nagła awaria w domu. Przecież popsuta lodówka czy piekarnik nie może czekać na okres poświąteczny i sprzęt trzeba kupić od razu.

W przypadku nagłych, nieplanowanych wydatków, które obciążają i tak napięty grudniowy budżet, można spróbować pożyczyć pieniądze od znajomych, jednak to może być trudne, gdyż większość osób nie będzie mieć w tym okresie wolnych środków. Sięgnięcie do oszczędności może pomóc, ale jeśli są one ulokowane na lokacie, nie warto zrywać jej i tracić odsetek. Wygodną opcją będzie kredyt gotówkowy – radziTomasz Głodowski, Dyrektor Marketingu i Sprzedaży Bezpośredniej Oddziału Inbank w Polsce. Szukając rozwiązania dla siebie warto z góry określić ile potrzebujemy i w ramach takiej kwoty porównywać oferty. Jak przy każdym zobowiązaniu, należy zwrócić uwagę na oprocentowanie, RRSO oraz prowizję – najlepiej, aby była jak najniższa, albo nawet wynosiła 0% – dodaje.

Pieniądze z kredytu pozwolą na pokrycie chwilowych braków, natomiast spłatę bez problemu można wpisać w budżet na kolejne miesiące. Warto tylko od razu przemyśleć, jakie są nasze możliwości i z góry zaplanować najbardziej optymalną liczbę i wysokość rat. Chodzi przecież o to, aby spłata kredytu nie przysporzyła problemów w przyszłości.

 Online sposobem na prawdziwe last minute?

W przedświątecznej gorączce, kiedy mamy wiele dodatkowych zajęć, dokładnie planujemy nie tylko budżet, ale i czas. Dlatego też coraz więcej osób decyduje się na zakupy w sieci. Z przywoływanego już badania Deloitte wynika, że 42% świątecznych prezentów będzie zakupionych przez internet.

Online to wygoda i szybkość, ale też korzystniejsze oferty. Tego od lat uczą nas platformy sprzedażowe. W sieci sprawy załatwić możemy w dowolnym momencie, w przerwie od sprzątania czy w drodze na przedświąteczne spotkanie. Tym samym eliminujemy konieczność chodzenia po zatłoczonych galeriach i hipermarketach. Oferta online sprawdzi się także w sytuacji nieoczekiwanych wydatków. Wniosek o kredy gotówkowy można złożyć przez internet i tą drogą załatwić wszystkie formalności. Całość nie zajmie więcej niż 10 minut, a pieniądze na koncie mogą być nawet tego samego dnia – tłumaczy Tomasz Głodowski z Inbank.

Produkty online są rozwiązaniem na awaryjne sytuacje i potrzeby last minute. Nie trzeba ruszać się z domu, ani nawet czekać na kuriera z umową kredytową. W napiętym okresie przedświątecznym to duże ułatwienie.

Finiata pozyskała 18 mln EUR od funduszy VC

FinTech Finiata świętuje właśnie rok działalności na rynku niemieckim oraz pół roku na rynku w Polsce. Dzięki pozyskaniu 18 mln EUR (ponad 75 mln zł) od nowych inwestorów ma szanse w niedługim czasie podbić kolejne państwa.

Finiata w przeciągu roku działalności zdobyła 9000 klientów i właśnie pozyskała nowych inwestorów. To kolejne potwierdzenie, iż berliński startup jest wiodącą platformą finansową dla sektora MŚP i freelancerów. Niebawem fintech planuje rozszerzyć działalność o kolejne kraje.

Twórcą Finiaty jest Sebastian Deimler, który ma już na swoim koncie sukces firmy Kreditech. Do grona inwestorów Finiaty dołączyli właśnie: Kulczyk Investments,DN Capital, Point Nine Capital, Redalpine, Fly Ventures, LaFamiglia), ENERN i VC.75-milionowa inwestycja jest jedną z największych w historii dla tak młodego fintecha.42 miliony złotych zostało pozyskanych jako udziały serii A przez nowych inwestorówz Europy Wschodniej, a pozostałe 33 mln złotych pochodzi z linii kredytowej.

– Dofinansowanie zostanie przeznaczona między innymi na rozwój firmy ze szczególnym uwzględnieniem Polski, gdzie nasza oferta cieszy się największym zainteresowaniem. Nasz kraj jest kluczowy w strategii Finiaty ponieważ jest w nim liderem. Mam świadomość, że w dużej mierze to zasługa polskiego zespołu.  Nowe środki finansowe pomogą również w podboju kolejnych rynków – powiedział Greg Micyk, CEO Finiata Polska.

Cichy faktoring z regresem (tak nazywa się pełna nazwa usługi oferowanej przez Finiatę) skierowany jest przede wszystkim do sektora MSP i freelancerów. Dzięki obsłudze online i w pełni zautomatyzowanej technologii scoringowej na cały proces finansowania dla konkretnego przedsiębiorstwa potrzebuje maksymalnie 24 godziny. Oferta Finiaty została bardzo dobrze przyjęta przez rynek konsumentów – ponad 70% klientów korzysta z jej usług wielokrotnie.

Sebastian Kulczyk
Sebastian Kulczyk

– Finiata to projekt o globalnym potencjale. Charakterystyczną cechą firmy jest jej silna pozycja na polskim rynku oraz bardzo dobry zespół zarządzający. Wierzę, że nasze doświadczenie i międzynarodowa sieć kontaktów biznesowych pomogą Finiacie w jej globalnej ekspansji – powiedział Sebastian Kulczyk, CEO Kulczyk Investments.

Ryzyko w produktach oferowanych przez Finiatę jest zupełnie inne niż kredytowe, bo też produkt nie jest linią kredytową czy długoterminowym zobowiązaniem. To faktoring, co oznacza że klienci fintecha zarobili już pieniądze, ale ze względu na odroczenie terminów płatności, czy w związku z generalnym trendem „nie płacenia na czas” muszą czekać na wynagrodzenie. Mikrofaktoring od Finiaty jest więc usługą biznesową, która pozwala klientom zachować płynność finansową.

Pielęgniarki czekają na nowelizację ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych

W sierpniu 2017 roku weszła w życie ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Ustawa została przyjęta pomimo zgłaszanych przez Naczelną Radę Pielęgniarek i Położnych poprawek kluczowych dla zachowania godności zawodu. Przyjęty projekt zakłada krzywdzące stawki wynagradzania pielęgniarek i położnych oraz w zbyt małym stopniu różnicuje osoby podnoszące kwalifikacje zawodowe. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych podejmuje dalsze działania w celu nowelizacji obowiązującej ustawy, aby uatrakcyjnić zawody – m.in. przez zapewnienie godziwego wynagrodzenia wszystkim pielęgniarkom i położnym.

– Pielęgniarki i położne nie były z tej ustawy zadowolone. Zostały zdeprecjonowane przez zrównanie ich minimalnego wynagrodzenia z płacą np. opiekuna medycznego, który posiada o wiele niższe kwalifikacje – powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych –Naczelna Rada kilkakrotnie wyrażała swoje stanowisko w odniesieniu do ustawy jeszcze będącej w fazie projektu, czy to w sposób oficjalny w ramach konsultacji publicznych, czy też w sposób mniej formalny za pomocą kontaktów z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia. Interweniowaliśmy także podczas bezpośredniego spotkania z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Panem Andrzejem Dudą. Mimo, że ustawa została przyjęta w brzmieniu niekorzystnym dla naszego środowiska w Polsce, bez zgłaszanych poprawek, nie spoczniemy w działaniach mających na celu poprawę sytuacji zawodu.

NRPiP podjęła stanowisko w sprawie szybkiej nowelizacji tej ustawy. Należy podkreślić, że w Polsce brakuje wykwalifikowanych pielęgniarek i położnych do opieki nad pacjentami. Rośnie średnia wieku i obecnie wynosi 51 lat dla pielęgniarek, natomiast dla położnych 49 lat. W tej sytuacji w sposób szczególny należy zadbać o zachęty do podejmowania pracy w zawodzie, a jedną z nich są godziwe warunki wynagrodzenia. Obecnie toczą się prace, które – jak liczą pielęgniarki i położne – pozwolą ustalić płace minimalne pracowników medycznych z uwzględnieniem sugestii NRPiP – podkreśliła Małas.

Mabion S.A. z nowym innowacyjnym wskazaniem w leczeniu stwardnienia rozsianego dla MabionCD20

Badania potwierdzają wysokie prawdopodobieństwo uzyskania efektywności rituximabu skojarzonego z terapiami ustnymi w leczeniu stwardnienia rozsianego.

Mabion zakończył rozwój przedkliniczny projektu MabionMS i obecnie prowadzi prace przygotowawcze związane z przygotowaniem procedury klinicznej. Jednocześnie Spółka złożyła wniosek patentowy dla opracowanej przez siebie terapii. Przedmiotem złożonego wniosku patentowego na terenie Europy z możliwością jej rozszerzenia w skali całego świata, jest innowacyjna terapia leczenia pacjentów cierpiących na stwardnienie rozsiane przy użyciu przeciwciała MabionCD20 skojarzonego z innymi substancjami.

Dr Sławomir Jaros, Dyrektor ds. Operacyjnych i Naukowych Mabion S.A.:  Doniesienia literaturowe potwierdzają skuteczność leczenia pacjentów ze stwardnieniem rozsianym przy użyciu przeciwciał oddziałujących z limfocytami typu B. Obecnie zakończyliśmy fazę proof of concept. Jej wstępne wyniki potwierdzają, że nasza potencjalna terapia może mieć zastosowanie u pacjentów z SM.   

Artur Chabowski, Prezes Zarządu Mabion S.A.: Projekt ten optymalizuje ryzyko, przy efektywnym wykorzystaniu naszych zasobów oraz doświadczenia. Wierzymy, że jesteśmy w bardzo atrakcyjnym momencie wyjściowym, który umożliwi nam sprawne doprowadzenie projektu do fazy klinicznej i wejście na rynek. MabionMS może być również niezwykle atrakcyjny dla firm, które mają w swoim portfolio terapie doustne dla pacjentów chorych na stwardnienie rozsiane. 

Stwardnienie rozsiane (SM) to przewlekła choroba autoimmunologiczna centralnego układu nerwowego. Na całym świecie cierpi na różne jego postacie ponad 2 miliony osób. Globalny rynek leczenia stwardnienia rozsianego osiągnął wartość ok. 20 mld USD Prognozy długoterminowe wskazują, że w ciągu kolejnych lat urośnie on średnio o 5-6 mld USD.

Idziemy po duży kawałek rynku. To pierwszy w pełni innowacyjny projekt naszej firmy, który łącznie z obecnie już przez nas realizowanymi, w znaczący sposób może zwiększyć wartość Spółki dla naszych akcjonariuszy – dodaje Artur Chabowski.

Niskie bezrobocie i brak chęci do inwestycji będą coraz bardziej obciążać rozwój gospodarczy

Prawo do odszkodowania za Brexit

Rosną dochody polskich gospodarstw domowych

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez GUS, co trzecie gospodarstwo domowe w Polsce definiuje swoją sytuację materialną jako dobrą albo bardzo dobrą, a tych określających ją jako raczej złą lub złą jest znacznie mniej bo tylko 13 proc.

W porównaniu z poprzednim badaniem zwiększył się odsetek gospodarstw domowych pozytywnie oceniających swoją sytuację materialną (poprzednio 28,5 proc. gospodarstw domowych oceniało swoją sytuację materialną jako dobrą albo bardzo dobrą, a 16 proc. jako raczej złą lub złą).

Subiektywne odczucia potwierdzają dane statystyczne świadczące o wzroście zamożności Polaków. Poziom przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na osobę wyniósł w 2016 roku 1475 zł i był realnie wyższy o 7 proc. od dochodu z roku poprzedniego.

– Tak wysokiej dynamiki zmian nie notowano przez ostatnie sześć lat, a w pierwszej połowie 2017 roku odnotowano dalszy wzrost dochodu rozporządzalnego w tempie 8 proc. r/r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej. – Bez wątpienia sprzyjająca gospodarstwom domowym sytuacja na rynku pracy potwierdzona przez obniżające się bezrobocie i wzrost wynagrodzeń, a także wprowadzenie w 2016 roku świadczenia w ramach Programu Rodzina 500+ wsparły wzrost zamożności Polaków.

Bitcoin nadal na fali

Po tygodniu notowań kontraktów terminowych na bitcoina przez spółkę Cboe Global Markets, w poniedziałek kontrakty na tę kryptowalutę uruchamia firma CME Group. Piątkowe notowania bitcoina na Cboe wzrosły o 8% do poziomu ponad 18 tys. USD, podczas gdy w ciągu tygodnia – o ok. 21% (z poziomu ok. 15 tys. USD). Tymczasem kurs bitcoina już w niedzielę sięgnął niemal bariery 20 tys. USD i w poniedziałek rano kosztuje nieco ponad 19 tys. USD. Kryptowaluta staje się coraz popularniejsza także poza rynkiem finansowym: jedna z japońskich firm ogłosiła, że część wynagrodzeń będzie wypłacała w bitcoinie, a w USA po raz pierwszy w historii na sprzedaż wystawiono mieszkanie, które można kupić wyłącznie za tę kryptowalutę.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do japońskiego jena (+0,1%), a traci do euro (-0,15%), brytyjskiego funta (-0,17%), dolara kanadyjskiego (-0,11%) oraz dolara australijskiego (-0,213%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,177, GBP/USD – 1,334, USD/CAD – 1,285, AUD/USD – 0,767 i USD/JPY – 112,7. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,24%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,882. W porównaniu z sytuacją sprzed weekendu złotówka zyskuje do głównych walut. W poniedziałek rano dolar kosztuje poniżej 3,58 zł, euro – 4,21 zł, funt – 4,77 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,61 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,57%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,27%, a paryski indeks CAC 40 spadł o 0,15%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,9%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,29%, a brazylijski indeks Bovespa wzrósł o 0,25%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,55%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,05%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,74%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej wahają się. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,23 USD (-0,13%), a ropy WTI – 57,3 USD (+0,45%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 65 USD. Z kolei ceny złota utrzymują taki sam poziom, jak przed weekendem. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1256 USD.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Bilans handlu zagranicznego, listopad – 113,4 mld JPY (prognoza -55 mld JPY)
  • 2:30 – Chiny – Ceny nieruchomości (r/r), listopad – 5,1% (poprzednio 5,4%)
  • 9:00 – Czechy – Inflacja PPI (r/r), listopad – 0,9% (prognoza 1,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), listopad (prognoza 1,5%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), listopad (prognoza 4,4%)
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), listopad (prognoza 7,1%)
  • 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości – NAHB, grudzień (prognoza 70 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Odliczanie do świąt nie musi być nudne

Ostatni tydzień nie przyniósł znaczących zmian rentowności obligacji skarbowych. Złoty lekko silniejszy. W centrum uwagi pakiet danych krajowych i będąca na ostatniej prostej reforma podatkowa w USA.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na krajowym rynku walutowym ostania sesja ub. tygodnia przyniosła umocnienie złotego. Po tym jak dzień wcześniej kurs EURPLN zbliżył się do 4,225 w piątek spadł o ponad dwa grosze. Złoty nadal pozostaje pod wpływem czynników globalnych, stąd ten lekko pozytywny wpływ na naszą walutę mogła mieć informacja, że dwóch republikańskich senatorów, Marco Rubio i Mike Lee, nalegało, aby w zaproponowanej ustawie reformującej amerykański system podatkowy uwzględniono większe ulgi dla osób wychowujących dzieci. Na rynkach EM automatycznie pojawiły się spekulacje, że ustawa nie zostanie wdrożona w obecnym kształcie, co wspomogło notowania złotego.

W piątek na wartości początkowo tracił więc też dolar, podczas sesji europejskiej kurs EURUSD powrócił powyżej 1,18. Po południu popyt na „zielnego” ponownie się pojawił. Podczas handlu w USA Republikanie z obu izb Kongresu USA przedstawili bowiem wspólny projekt uchwały podatkowej, który ma już zapewnione wystarczające poparcie dla uchwalenia. Choć ostatnie dane z USA (sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, czy poprawiające się nastroje w gospodarce amerykańskiej) dobrze wpisują się w oczekiwania odnośnie dalszej normalizacji polityki pieniężnej w USA, co na tle innych głównych walut powinno faworyzować dolara, ten jednak na razie nie może nasilić trendu wzrostowego, w którym utrzymuje się od końca listopada br. W poniedziałek rano kurs EURUSD oscylował w okolicach 1,175. Można się jednak spodziewać, że jeśli tylko ustawa podatkowa zostanie przyjęta kurs EURUSD wyraźnie ruszy w dół, pchając EURPLN co najmniej do 4,25. Głosowanie w Izbie Reprezentantów nad projektem reformy zaplanowano na poniedziałek, dzień później ustawą zajmie się Senat, a w środę Donald Trump będzie mógł złożyć podpis pod dokumentem.

Na rynku stopy procentowej ostatni tydzień nie przyniósł zaś znaczących zmian rentowności obligacji skarbowych mimo kilku istotnych wydarzeń w kraju i na świecie. Globalny rynek długu wzmocnił przede wszystkim łagodniejszy od oczekiwań komentarz Fed, koncentrujący się w dużej mierze na braku presji inflacyjnej w amerykańskiego gospodarce. W efekcie, mimo że bank centralny zdecydował się na podniesienie stóp procentowych, to jednak na świecie doszło do krótkoterminowego spadku rentowności obligacji. Z drugiej jednak strony korekty w górę oczekiwań odnośnie dynamiki wzrostu PKB w kolejnych latach dokonane w Europie i w USA przez EBC i Fed oddziaływały w przeciwną stronę.

W kontekście piątkowej aukcji zamiany warto zwrócić uwagę na mocne wyceny papierów skarbowych. Wysokie ceny obligacji mogą sygnalizować, że popyt w najbliższych dniach na lokalnym rynku długu utrzyma się. Biorąc pod uwagę, że już do końca roku Ministerstwo Finansów nie zorganizuje żadnych przetargów trudno spodziewać się przy spadającej płynności obrotu silniejszej przeceny papierów skarbowych.

W najbliższych dniach głównym wydarzeniem na krajowym rynku długu będzie publikacja danych makroekonomicznych. Oczekiwać można wysokich odczytów zarówno w przypadku płac w sektorze przedsiębiorstw jak i produkcji przemysłowej w listopadzie. Analizując wskaźniki wyprzedzające, dane publikowane w Europie, czy publikowane informacje nt. niektórych sektorów nie można wykluczyć nawet lekkiego zaskoczenia mocniejszymi danymi. Mimo, że wspomniane odczyty będą wzmacniać zwolenników podwyżek stop procentowych, to jednak zdecydowane podtrzymywanie przez przedstawicieli NBP scenariusza braku zmian stóp procentowych w 2018 r. będzie chłodzić w tym zakresie oczekiwania rynkowe. Dlatego można spodziewać się, że do końca roku notowania obligacji skarbowych poruszać się już będą w trendzie bocznym, a silniejsza przecena wydaje się w krótkim okresie mniej prawdopodobna.

W tym tygodniu na rynkach finansowych zacznie się już odliczanie do świąt, co oznacza powolne wygaszanie aktywności. Wciąż będzie jednak pole do niespodzianek, gdyż kalendarz makro nie będzie świecił pustkami. Obok wspomnianych już raportów krajowych, na świecie uwagę przyciągać będzie amerykański PKB oraz indeks Conference Board i niemieckie Ifo. Politycznymi wydarzeniami będą zaś wybory parlamentarne w Katalonii oraz oczekiwane złożenie podpisu D. Trumpa pod ustawą podatkową.

waluty

Autorzy: Joanna Bachert i Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Bitcoin za prawie 20 000 USD. Co ze stopami procentowymi?

W weekend kurs najpopularniejszej kryptowaluty ocierał się o poziom 20 000 USD. Dobra wiadomość dla kredytobiorców, stopy procentowe bez zmian jeszcze nawet dwa lata. Zmiany w otoczeniu premiera.

Kolejne skoki bitcoina

W weekend znów byliśmy świadkami gwałtownych wzrostów na najpopularniejszej kryptowalucie świata. Cena w szczytowym momencie osiągnęła niemal 20 000 dolarów, a na niektórych giełdach nawet zawarto transakcje powyżej tej bariery. Co napędzało kolejne wzrosty? Od dzisiaj ruszają na Chicago Mercantile Exchange (CME) kontrakty na bitcoina. Warto zwrócić uwagę, że jak po niemal każdym takim wybiciu zobaczyliśmy niemal 10% korektę. Start kontraktów podobnie jak w przypadku poprzednich nie spowodował, że przeniósł się na ten rynek istotny procent handlu. Obroty na kontrakcie ledwo przekroczyły 3000 bitcoinów, co dało niecałe 60 milionów dolarów.

Kiedy spodziewać się wzrostu stóp procentowych w Polsce?

Kamil Zubelewicz, członek Rady Polityki Pieniężnej, podzielił się swoimi prognozami co do kształtowania się polityki stóp procentowych w Polsce. Jego zdaniem możliwe jest utrzymanie obecnych stóp nawet do końca 2019 roku. Jest to dość dziwny scenariusz, gdyż w takiej sytuacji mielibyśmy wyraźnie niżej oprocentowane kredyty niż USA, które po serii podwyżek już powoli się z nami zrównało. Argumentem za takim stanem rzeczy jest inflacja nieprzekraczająca celu. Zwraca również uwagę, że stopy procentowe warto zmieniać powoli zamiast szokowych reakcji na rosnącą inflację. W tym celu jego zdaniem wkrótce należałoby dokonać pierwszej podwyżki, do czego biorąc pod uwagę układ głosów w Radzie nie dojdzie. Jaki ma to wpływ na waluty? Jeżeli stopy w Polsce będą pozostawać bez zmian to złotówka powinna tracić na wartości do walut państw, które stopy procentowe będą podnosić. Na razie Europa podchodzi do tematu bardzo ostrożnie, zatem wpływ tej decyzji wydaje się relatywnie niewielki.

Pierwsze zmiany w kancelarii Premiera już wkrótce?

W programie pierwszym polskiej radio szef gabinetu prezydenta zapowiedział, że być może już nawet dzisiaj dojdzie do zmian personalnych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Potwierdził, że kandydatury w weekend trafiły na biurko prezydenta. Biorąc pod uwagę, że mowa o kancelarii premiera zmiany te nie powinny mieć większych reperkusji dla rynków.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Od nowego roku cudzoziemcy w Polsce mogą pracować o 50% dłużej

Dotychczas pracodawcy, którzy chcieli zatrudnić pracownika z Ukrainy, Białorusi, Armenii, Gruzji, Mołdawii czy Rosji, składali oświadczenie o zamiarze powierzenia im pracy w Urzędzie Pracy. Od 1 stycznia 2018 roku będą dwie ścieżki zatrudniania, a za rejestrację oświadczenia trzeba będzie wnieść symboliczną opłatę. Jak wskazują eksperci Personnel Service, nowe zasady, które m.in. wydłużają czas pracy Ukraińców o połowę (z 6 do 9 miesięcy) będą dużym ułatwieniem. Zwłaszcza, że już w tym roku liczba Ukraińców w Polsce przekroczy 2 mln.

Zmiana zasad zatrudniania cudzoziemców to wynik uchwalonej 20 lipca br. ustawy, która zacznie obowiązywać już 1 stycznia 2018 roku. To ważna informacja dla pracodawców, którzy mają zamiar zatrudniać cudzoziemców w kolejnym roku. A jak wynika z raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej” plan rekrutacji kadry zza wschodniej granicy ma nawet co piąta firma w Polsce. Wśród dużych przedsiębiorstw ten odsetek wynosi aż 42%.

Nowy typ zezwolenia na pracę

Od nowego roku będzie obowiązywało nowe zezwolenie: zezwolenie na pracę sezonową. Dotyczy ono tylko wybranych branż, w tym głównie rolnictwa oraz turystyki. Decyzję o wydaniu tego dokumentu wyda starosta właściwy dla miejsca siedziby danej firmy. Dzięki temu zezwoleniu będzie można legalnie zatrudnić cudzoziemca do prac sezonowych na 9 miesięcy w ciągu roku. To pozytywna zmiana w stosunku do obowiązujących regulacji, które zezwalały na maksymalnie 6-miesięczny pobyt w Polsce. Dodatkowo, powierzający pracę będzie mógł, pod pewnymi warunkami, powierzyć cudzoziemcowi pracę innego rodzaju niż wykonywana w ramach działalności sezonowej, ale na okres nie dłuższy niż łącznie 30 dni w ciągu ważności zezwolenia.

Zezwolenie na pracę sezonową będzie można otrzymać po spełnieniu dwóch warunków: należy zaoferować cudzoziemcowi wynagrodzenie nie niższe niż wynagrodzenie innych pracowników wykonujących taką samą pracę oraz udowodnić, że nie ma możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych w oparciu o lokalny rynek pracy. – Taki zapis nadaje pewien przywilej polskim pracownikom, którzy powinni być zatrudniani w pierwszej kolejności. Warto jednak pamiętać, że imigracja zarobkowa, z którą teraz mamy do czynienia w Polsce, ma również charakter komplementarny, a nie substytucyjny. To oznacza, że cudzoziemcy wypełniają wakaty tam, gdzie Polaków po prostu brakuje – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Obok zezwolenia na pracę sezonową, nadal będzie obowiązywała dotychczasowa procedura oświadczeniowa dla obywateli sześciu państw. Wtedy cudzoziemcy mogą pracować legalnie przez sześć miesięcy w ciągu roku. Trzecim rozwiązaniem dla firm chcących zatrudniać cudzoziemców jest zatrudnienie w ramach zezwolenia na pracę, które jest wydawane przez wojewodę na okres nie dłuższy niż trzy lata.

Możliwość odmowy

Do tej pory, rejestrowanie oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom było bezpłatne. Od 1 stycznia 2018 roku będzie za to pobierana niewielka opłata w wysokości 30 zł. Ważniejsze jest jednak to, że starosta będzie mógł wydać decyzję o odmowie wpisania oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi do ewidencji oświadczeń. Z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia w momencie, gdy będzie podejrzenie, że pracodawca złożył wniosek tylko dla pozoru lub kiedy był karany ze względu na prawa pracownicze, nie reguluje swoich zobowiązań podatkowych czy nie płaci składek na ubezpieczenia społeczne.

Lepsza kontrola wniosków

Nowe przepisy pozwolą lepiej niż dotychczas kontrolować oświadczenia składane przez pracodawców. Przede wszystkim firmy będą musiały informować, czy cudzoziemiec, który przyjechał do Polski w ramach uproszczonej procedury, rzeczywiście podjął pracę. To dodatkowy krok administracyjny, ale dzięki niemu będzie możliwość dokładnej analizy, ilu faktycznie cudzoziemców pracuje w Polsce. – W tym momencie możemy podawać tylko szacunki. Zdarza się bowiem tak, że na jedną osobę rejestruje się kilka oświadczeń, ktoś nie przyjeżdża do pracy lub nie podejmuje jej w miejscu, w którym powinien. Po zmianie przepisów powinno się to zmienić. Poznamy nie tylko  liczbę przyjeżdżających do nas pracowników ze Wschodu, ale też branże, w jakich najchętniej podejmują pracę – mówi Krzysztof Inglot.

Zwiększony ruch u urzędach przed końcem roku?

Firmy, które obawiają się trudności związanych z zatrudnianiem cudzoziemców po nowym roku, zapewne jeszcze w grudniu zarejestrują oświadczenia na zapas. Jednak jak podkreślają eksperci Personnel Service, firmy współpracujące z agencjami zatrudnienia, nie muszą tego robić, bo mają zapewnioną ciągłość współpracy. Stąd w ich przypadku nie widać zwiększonego zainteresowania rejestracją oświadczeń jeszcze przed końcem roku.

Atrakcyjny pracodawca oczami obcokrajowców pracujących w Polsce

Według pracowników z Norwegii atrakcyjny pracodawca oferuje wysokie wynagrodzenie. Dla Niemców liczy się standard pracy. Z kolei Włosi cenią nieformalne podejście i szansę na rozwój kariery, a Czesi firmy mające solidną markę.

Nie ma jednego, idealnego przepisu, który sprawia, że w oczach cudzoziemca pracodawca jest atrakcyjny, a firma jest warta wyprowadzki z rodzimego kraju. O wyborze konkretnego pracodawcy i oferty, decydują czasem szczegóły.

– Jedna z kandydatek znających egzotyczne języki, zrezygnowała z pracy w naszej firmie, bo dzień pracy wynosił osiem i pół godziny, a ona chciała pracować osiem godzin. Czasem o tym, czy pracodawca jest atrakcyjny czy też nie, decydują drobiazgi – mówi jeden z HR-owców, który wziął udział w badaniu jakościowym w ramach raportu „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe” Monster Talent Sourcing Services.

Wrażenie od pierwszego wejrzenia

Cudzoziemcy bardzo często informują już na etapie rekrutacji, jak widzą pracodawcę, co im odpowiada, a co budzi ich wątpliwości.

– Włosi są bardziej skorzy podjąć pracę w firmie, gdy widzą, że będą jej częścią i będą mogli mieć realny wpływ na jej działania. Chcą być częścią większego zespołu. Potraktowani pytaniami z automatu, zniechęcą się już na początku negocjacji – mówi HR-owiec, działający na kilku międzynarodowych rynkach.

Żeby zrobić wrażenie na Niemcach, trzeba zadbać o procedury, poinformować szczegółowo o prawach i obowiązkach pracownika. Dla Czechów istotny jest wizerunek i marka pracodawcy. Z kolei na pracownikach z Norwegii czy Finlandii ważne są pieniądze. Niezależnie od kraju istotne jest ubezpieczenie zdrowotne. Porządny pracodawca musi je oferować w standardzie – komentuje Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Otwartość pracodawcy na szkolenia i studia

Na atrakcyjność wpływają także pewne korzyści, jakie niesie za sobą praca w danej firmie. Według HR-owców należą do nich: możliwość awansu, szansa pracy w języku angielskim, zatrudnienie w dużej korporacji.

– Aż 90 proc. firm we Włoszech to firmy mniejsze niż średnie, więc nie jest tak łatwo pracować w korporacji we Włoszech. To, co nam wydaje się w zasięgu ręki, dla Włochów jest atutem – mówi HR-owiec.

Dodaje, że młoda osoba z Włoch snuje wówczas wizje, że zdobędzie w Polsce doświadczenie, często skończy tu studia i będzie miała doskonały wpis w CV. Pracodawcy, którzy pozwalają łączyć studia z pracą, momentalnie zyskują w ich oczach. Podobnie jest z kandydatami Hiszpanii i z Portugalii, gdzie rynek pracy dla młodych nie należy obecnie do atrakcyjnych.

Wsparcie na start

Z badań wynika, że cudzoziemcy mają swoje obawy, przed rozpoczęciem pracy w Polsce. Tym bardziej pracodawca, który chce być uznawany za przyjaznego i atrakcyjnego musi ułatwić takiemu pracownikowi „miękkie lądowanie”. Okazuje się, że część z nich to robi. I tak: 41 proc. pracodawców oferuje obcokrajowcom kursy językowe, 35 proc. stawia na integrację z zespołem, w tym wspólne wyjazdy, a 31 proc. udziela wsparcia podczas załatwiania dokumentów i pozwoleń. Ponadto 14 proc. pracodawców pomaga cudzoziemcom w znalezieniu mieszkania lub zapewnienia służbowe, a 11 proc. udziela wsparcia finansowego. Także 11 proc. firm myśli o pakiecie rodzinnym. Pomoc zarezerwowana jest raczej dla specjalistów oraz kadry menadżerskiej, szczególnie z krajów Europy Zachodniej.

– Cudzoziemcy bardzo cenią takie działania „na dzień dobry”. Aby zminimalizować stres relokacji, zawsze wyznaczamy pracownikowi z zagranicy opiekuna. Osoba ta pomaga zapoznać się z firmą, organizuje imprezę powitalną i opowiada o firmie, aby nowo zatrudniony mógł poczuć, że dobrze wybrał – opisuje jeden z HR-owców.

Codzienność w firmie

Finalnie najważniejsza jest firmowa codzienność i chociażby to, czy współpracownicy i sam pracodawca, szanują odmienność kulturową cudzoziemca. Z badań wynika, że w dziesięciopunktowej skali, cudzoziemcy oceniają ten szacunek na 8,4 – w odniesieniu do współpracowników oraz 7,9 – w odniesieniu do pracodawcy. Cudzoziemcy doceniają także, jeśli pracodawca oferuje kurs języka polskiego – mówi Pocheć z Monster Talent Sourcing Services.

W dłuższej perspektywie cudzoziemcy czują się bowiem u nas pewniej, gdy znają język polski, choćby na podstawowym poziomie. A szczęśliwy i pewny siebie pracownik, to efektywny pracownik, który widzi swoją firmę w jak najlepszym świetle.

Dane pochodzą z raportu Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”, wykonanego przez ośrodek PMR Consulting & Research w lipcu i sierpniu 2017 roku.

Banki motorem polskiej giełdy

  • Banki są obecnie jednym z najmocniejszych sektorów na warszawskiej giełdzie i mogą nim pozostać także w kolejnych miesiącach.
  • Perspektywy dla polskich akcji na 2018 rok nie są już tak klarowne jak na ten, ale na GPW wciąż widzimy potencjał do wzrostów.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Akcjonariusze banków notowanych na warszawskiej giełdzie zacierają ręce. Tylko w listopadzie indeks WIG-banki zyskał około 6%, podczas gdy WIG20 stracił 4,6% (głównie za sprawą słabego zachowania spółek paliwowych oraz KGHM). Impulsem do wzrostu cen akcji banków były przede wszystkim ich dobre wyniki finansowe za III kwartał br. Zyski wypracowane przez banki okazały się zgodne z oczekiwaniami analityków, a w kilku przypadkach nawet lepsze, m.in. za sprawą poprawiającej się marży odsetkowej.

Także w kolejnych miesiącach banki mogą zachowywać się lepiej niż szeroki rynek. Dostrzegają to inwestorzy, którzy grają pod szybsze, niż dotąd zapowiadano, podwyżki stóp procentowych w Polsce. Co prawda Rada Polityki Pieniężnej podtrzymuje swoje łagodne stanowisko w tej kwestii, jednak listopadowy odczyt inflacji na poziomie 2,5% rok do roku utwierdził inwestorów w przekonaniu, że do pierwszych podwyżek może dojść już pod koniec 2018 roku. Byłaby to zła wiadomość dla kredytobiorców, za to dobra dla banków, które w takim otoczeniu mogą osiągać wyższe przychody odsetkowe i poprawiać swoje wyniki finansowe.

Mały impuls dla energetyki

Niedawno rynek obiegła informacja ważna dla spółek energetycznych – Sejm przyjął ustawę o rynku mocy. Nowe prawo zakłada, że od 2021 r. wszystkie gospodarstwa zapłacą dodatkową „opłatę mocową” wynoszącą 2 złote miesięcznie. W zamian elektrownie oraz firmy energetyczne będą zobowiązane do utrzymywania określonych rezerw mocy i uwalniania ich, gdy zapotrzebowanie na energię gwałtownie wzrośnie. W zamyśle ustawa o rynku mocy ma zachęcić firmy energetyczne do inwestowania w nowe elektrownie, których budowanie jest obecnie nierentowne (z uwagi na zbyt niskie ceny energii elektrycznej na rynku hurtowym).

Dodatkowy strumień pieniędzy pochodzący z „opłaty mocowej” jest korzystną informacją z punktu widzenia spółek energetycznych notowanych na GPW, jak PGE, Tauron, Enea czy Energa. Jednak w odróżnieniu od sytuacji w sektorze bankowym, trudno oszacować, które spółki skorzystają na rynku mocy i ile konkretnie.

Hossa jest zaawansowana, ale może jeszcze potrwać

Perspektywy dla polskich akcji na 2018 rok nie są już tak klarowne, jak na początku obecnego roku. Hossa na świecie jest już zaawansowana, dynamika zysków spółek nie jest już tak wysoka, a dodatkowo rośnie presja płacowa, która docelowo może wpłynąć na wzrost inflacji. Ponadto w mijającym roku indeks WIG zanotował całkiem solidny, dwucyfrowy wzrost. Mimo to wciąż widzimy na warszawskiej giełdzie umiarkowany potencjał do kontynuacji wzrostów. Pozytywne impulsy napływają m.in. ze wspomnianego sektora bankowego.

Oceniamy ponadto, że poziom wyprzedania wielu „misiów” notowanych na GPW, jest już wystarczający. Od szczytu w marcu potraciły one po 30% i więcej. W ostatnim czasie negatywny trend się zatrzymał i indeks sWIG80 zaliczył serię wzrostowych sesji. Dodatkowo grudzień to czas oczekiwań na rajd św. Mikołaja, a styczeń zazwyczaj przynosi wzrosty cen akcji, które rynek ochrzcił mianem „efektu stycznia”.

W segmencie małych i średnich spółek w kolejnych tygodniach możliwe są więc dalsze, techniczne wzrosty. Jednak o tym, czy ten trend się utrzyma, zadecydują wyniki finansowe zaraportowane przez firmy za czwarty kwartał tego roku i pierwsze kwartały kolejnego. Tak jak pisałem niedawno, nie będzie to proste, bo wiele spółek pilnie potrzebuje inwestycji.

Na jakie wynagrodzenia mogą liczyć specjaliści i menedżerowie IT w 2018 roku?

Specjaliści i menedżerowie z obszaru IT to tzw. pupile rynku pracy – pracownicy z tej branży zarabiają najwięcej ze wszystkich analizowanych w „Raporcie Płacowym Antal 2017”. Średnie wynagrodzenie oferowane im w 2017 roku wyniosło 12 600 zł brutto miesięcznie i wzrosło aż o 16% w porównaniu do ubiegłego roku. Ponadto, w branży IT zarobki przekraczające 10 000 zł osiąga wiele osób jeszcze przed 30 rokiem życia.

Polski rynek IT rozwija się dynamicznie już od wielu lat. Na razie nic nie wskazuje, aby ten trend miał wyhamować. Jesteśmy krajem o stabilnej sytuacji polityczno-gospodarczej, z rozwijającą się i nowoczesną infrastrukturą, i co najważniejsze, z wysokiej jakości zapleczem wykwalifikowanych specjalistów. Jeśli dodamy do tego konkurencyjne koszty pracy, to uzasadnione jest, że Polska jest atrakcyjna zarówno dla nowych inwestorów jak i firm już obecnych w kraju, planujących dalszy rozwój. Taki stan rzeczy ma bezpośredni wpływ na wysokość wynagrodzeń w branży. Kandydatów zdecydowanie brakuje, a oczekiwania finansowe specjalistów i menedżerów rosną. Gdybyśmy wyszczególnili najgorętsze obszary takie jak software development, wzrost płac wśród osób ze stażem zawodowym od 1 do 5 lat osiągnąłby poziom nawet 50%. Coraz mocniej rozwija się obszar „IT services”, m.in. za sprawą ogromnych ośrodków „information technology outsourcing” oraz „research & development” liczących od kilkudziesięciu osób do kilku tysięcy specjalistów – mówi Aleksandra Kujawa, Business Unit Manager Antal IT Services.

 Rozpędzona machina wzrostu wynagrodzeń w IT

Z „Raportu Płacowego Antal 2017” wynika, że średnie wynagrodzenie miesięczne oferowane specjalistom i menedżerom z branży IT w 2017 roku wynosi 12 600 zł brutto i jest wyższe o 16% w porównaniu do 2016 roku. Co więcej, jest też wyższe – o prawie 1 000 zł – niż średnia pensja specjalisty i menedżera w Polsce (średnia ze wszystkich badanych branż), która wyniosła 11 662 zł brutto.

Przedstawiciele Antal zwracają uwagę, że oczekiwania finansowe rosną proporcjonalnie do popytu na rynku pracy, który jest wyższy niż w przypadku kandydatów z innych branż. Z raportu wynika, że przeciętnie specjaliści i menedżerowie w Polsce otrzymują rocznie 8 ofert pracy, podczas gdy programiści – aż 18.

Najwięcej płaci się za doświadczenie

Przy wyborze kandydatów do pracy, kluczowe dla firm IT jest doświadczenie mierzone poziomem kompetencji i długością rozwoju w danej specjalizacji. Te czynniki rzutują również na wysokość wynagrodzeń. Warto podkreślić, że specjaliści szukający zmiany i przekwalifikujący się na nieanalogiczne stanowiska, najczęściej muszą liczyć się ze znacznym spadkiem wynagrodzenia, które jednak może zaprocentować w przyszłości. Najszybciej rosną wynagrodzenia efektywnych programistów zajmujących się najbardziej rozchwytywanymi technologiami oraz testerów, na których popyt sukcesywnie rośnie.

Specjalista IT z językiem obcym zarabia więcej

Znajomość języka angielskiego jest podstawą w przypadku programistów, testerów, analityków i specjalistów od systemów wspomagających zarządzanie przedsiębiorstwem. Ma również duże znaczenie na stanowiskach menedżerskich. Atutem specjalisty jest dodatkowy język obcy, jednak nie jest to kryterium determinujące decyzję o zatrudnieniu. Polscy specjaliści IT są również rozchwytywani na świecie i wówczas przydatna może okazać się znajomość lokalnego języka, np. niemieckiego czy hiszpańskiego.

Forma współpracy kluczem do wyższej płacy

Firmy IT zatrudniają kandydatów w oparciu o różne podstawy prawne. Mogą to być umowy o pracę, umowy o dzieło lub kontrakty B2B. Forma współpracy wpływa na wysokość wynagrodzenia. Specjaliści pracujący na umowach B2B (czyli posiadający działalność gospodarczą) zarabiają średnio o 20% więcej niż ich koledzy związani ze zleceniodawcą umową o pracę.  Na jeszcze większe wynagrodzenie mogą liczyć osoby pracujące na terminowych projektach, m.in. dlatego, że nie mają płatnych urlopów i zwolnień lekarskich, które są wkalkulowane w stawkę wynagrodzenia za godzinę pracy.

IT rozlało się na całą Polskę

Największymi ośrodkami IT w Polsce są Kraków i Wrocław, nazywane coraz częściej polską Doliną Krzemową, następnie Warszawa, Trójmiasto i Poznań. Inne miasta jednak nie odpuszczają tego obszaru. Aspirującymi i dynamicznie rozwijającymi się ośrodkami IT są m.in. Lublin i Rzeszów. Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to na najwyższe w dalszym ciągu można liczyć w Warszawie,  jednak coraz częściej te różnice się zacierają.

Na co mogą liczyć specjaliści i menedżerowie IT w 2018 roku?

W kolejnych latach trend wzrostu wynagrodzeń w branży IT będzie się utrzymywał. W Polsce cały czas powstają duże centra IT jak również mniejsze oddziały skandynawskich czy zachodnich firm IT, które przenoszą część operacji do Polski. – Coraz częściej jednak zdarza się, że firmy wprowadzają walidację wynagrodzeń i rezygnują z kandydatów z wybitnymi kompetencjami, o ile ich wymagania finansowe przekraczają budżet. W konsekwencji, prognozujemy, że w 2018 roku wzrost wynagrodzeń w IT wyniesie ok. 8% w porównaniu do 2017 roku – podsumowuje Aleksandra Kujawa z Antal IT Services.

***

Raport Płacowy Antal 2017 prezentuje wynagrodzenia oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce, którzy mają minimum 2-letnie doświadczenie oraz pracują w średnich i dużych firmach polskich lub międzynarodowych. Opracowanie zostało przygotowane na podstawie 3 źródeł wiedzy. Pierwsze to badanie ankietowe przeprowadzone metodą CAWI oraz CATI w terminie 24.07-16.08 2017 roku na próbie 1040 specjalistów i menedżerów z całego kraju, reprezentujących różne dyscypliny i branże. Dane te zostały zweryfikowane i poszerzone o informacje z procesów rekrutacyjnych przeprowadzonych przez konsultantów Antal w 2017 roku, a także wywiady telefoniczne z pracodawcami i kandydatami. Wynagrodzenia przedstawione w raporcie są wynagrodzeniami całkowitymi, średnimi, brutto miesięcznie.

Motoryzacja 2018-2020: koniec „low cost country” dzięki wykwalifikowanym kadrom, innowacjom i promocji Polski za granicą

Przedstawiciele zakładów produkcyjnych z optymizmem patrzą na możliwości rozwoju branży motoryzacyjnej w Polsce w ciągu najbliższych 3 lat. 44% liczy na uruchomienie produkcji nowego modelu samochodu, a 34% ma nadzieję na rozwój nowych technologii. W obu przypadkach grupa entuzjastów jest większa niż rok wcześniej (odpowiednio 28% i 21%) – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2017. Nastroje w automotive”. Eksperci podkreślają, że czas Polski jako „low cost country” skończył się i geograficznie przesunął na wschód i południe Europy, m.in. do Rumunii i Węgier. Polski rząd, aby przyciągać kolejne inwestycje, musi postawić na trzy elementy: innowacyjność i elektromobilność, rozwój kształcenia zawodowego oraz promocję polskiej branży motoryzacyjnej za granicą.

– Dziś śmiało możemy powiedzieć, że branża motoryzacyjna w Polsce jest w bardzo dobrej kondycji, lecz żeby mogła nadal rosnąć niezbędne są nowe inwestycje. Tych nie będzie, jeśli zakłady w Polsce nie postawią na rozwój nowych technologii, w szczególności związanych z autami elektrycznymi, hybrydowymi, a w niedalekiej przyszłości także autonomicznymi. Warto zauważyć, że zmienia się postrzeganie Polski przez zagranicznych inwestorów. Przestajemy być traktowani jedynie jako montownia, której główną zaletą jest wykwalifikowana i tania siła robocza. Przykład LG Chem w Kobierzycach, gdzie będą produkowane baterie litowe m.in. do samochodów Jaguara wytwarzanych na Słowacji pokazuje, że jesteśmy atrakcyjnym miejscem do ulokowania zaawansowanych i przyszłościowych projektów wykorzystujących nowe technologie – mówi Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems S.A.

Technologie pociągną nas w górę

Chociaż przedstawiciele automotive w Polsce nadal najbardziej liczą na rozpoczęcie produkcji nowych modeli aut (44% respondentów) w perspektywie najbliższych trzech lat, to jednak wyraźnie wzrasta znaczenie technologii. Tę odpowiedź wskazało 34% ankietowanych, czyli o 13 p.p. więcej niż rok temu. Ten optymizm może być wynikiem ogłoszenia przez rząd Planu Rozwoju Elektromobilności, którego ważną częścią jest projekt stworzenia od podstaw i wdrożenia produkcji auta elektrycznego w Polsce, a także inwestycji prywatnych w elektromobilność, które wykorzystują podzespoły od polskich dostawców.

Interesującą inicjatywą jest powstanie Fabryki Samochodów Elektrycznych w Bielsku-Białej, która we współpracy z Instytutem Badań i Rozwoju Motoryzacji BOSMAL ma produkować samochody elektryczne na bazie Fiata 500. Partnerem części „elektrycznej” jest Instytut Napędów i Maszyn Elektrycznych KOMEL z Katowic. Czyżby był to pierwszy osobowy samochód elektryczny produkowany w Polsce? Dotychczas wiodącym producentem pojazdów elektrycznych, a konkretnie autobusów, był SOLARIS z Poznania – mówi Roman Kantorski, Prezes Polskiej Izby Motoryzacji.

Kantorski dodaje, że nowy etap w motoryzacji wymaga stosowania nowych technologii i koncepcji inżynierskich. – Przykładem rozwoju w tym zakresie jest program sektorowy INNOMOTO prowadzony przez NCBiR, którego pierwszy etap zakończył się dużym sukcesem. W ramach tego programu zostanie zrealizowanych kilkadziesiąt projektów innowacyjnych w obszarze nowych technologii i rozwiązań inżynierskich mających duży wpływ na jakość i nowoczesność produkcji przemysłu motoryzacyjnego w Polsce – mówi Roman Kantorski.

Również w Czechach i Niemczech rozwój technologii postrzegany jest jako główna siła napędowa motobranży – twierdzi tak po 53% respondentów. Natomiast przedstawiciele Rumunii i Rosji oczekują przede wszystkim uruchomienia kolejnego zakładu produkcyjnego – odpowiednio 37% i 33%, przy zaledwie 9% w Polsce.

Automotive i polityka to naczynia połączone

Listę największych zagrożeń dla rozwoju motobranży w Polsce w ciągu trzech najbliższych lat otwiera możliwość pogorszenia sytuacji gospodarczo-politycznej. Tak wskazało aż 42% przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych. Zdaniem 33% ankietowanych dużym zagrożeniem może być zbyt słaba promocja motoryzacji na arenie międzynarodowej przez polski rząd. Dopiero na trzecim miejscu znajduje się czynnik makro, jakim jest spadek sprzedaży aut na świecie. Czwarty to wzrost kosztów pracy.

Powyższe obawy pokazują jak istotne dla rozwoju produkcji motoryzacyjnej będzie w najbliższych latach odpowiednie skoordynowanie działań politycznych z potrzebami branży.

Niepewność odnośnie sytuacji gospodarczo-politycznej często wyrażają także rumuńscy producenci (31%). W pozostałych czterech krajach przedstawiciele motobranży za największe zagrożenie uznali wzrost kosztów pracy.

Kosztami pracy o inwestycje Polska zawalczy z Rosją, Rumunią i Słowacją

Niższe koszty pracy to wciąż najważniejszy czynnik, który zdaniem respondentów powinien przyciągać do Polski kolejne inwestycje motoryzacyjne. Uważa tak co trzeci zapytany, podczas gdy rok temu na tę przewagę wskazał aż 73% ankietowanych. W związku z tym, że w tym aspekcie konkurujemy z wieloma państwami takimi jak Słowacja, Rosja czy Rumunia, polskie automotive musi postawić na inne elementy. Przede wszystkim na wykwalifikowany personel (26% wskazań). Aby wyróżnić się na tle konkurencji i zapewnić dopływ młodych pracowników, w Polsce powstają klasy patronackie w szkołach zawodowych, które tworzą sami producenci aut jak np. uczynił Volkswagen w Swarzędzu. Inni, współpracując z uczelniami wyższymi, dołączają do inicjowania kierunków zawodowych jak np. studia podyplomowe Menedżer Motoryzacji na SGH, utworzone przy współudziale Polskie Izby Motoryzacji. Wiele firm organizuje również cyklicznie szkolenia specjalistyczne dla swoich pracowników, czego doskonałym przykładem jest Szkoła Jakości Exact Systems.

Trzecią istotną przewagą konkurencyjną jest położenie geograficzne w środku Europy (22% odpowiedzi). Ten aspekt doceniają także nasi sąsiedzi – 47% Czechów oraz 44% Słowaków. Niemcy stawiają natomiast głównie na dostęp do wykwalifikowanego personelu (42%), sprawny system edukacyjny (31%) oraz stabilną sytuację ekonomiczno-polityczną (22%).

Metodologia badania

Badanie „MotoBarometr 2017. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 429 respondentów z 6 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja).

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od kwietnia do lipca 2017 roku.

W listopadzie zaskakująco duża liczba niewypłacalności rodzimych firm produkcyjnych

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W listopadzie w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 73 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec takiej samej liczby 73 w listopadzie 2016 r. Od początku opublikowanych niewypłacalności polskich firm było 826 wobec 728 w analogicznym okresie ubiegłego roku (wzrost o 13%).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Dopływ środków w budownictwie – (czasowe?) zmniejszenie liczby niewypłacalności firm budowlanych, ale jednocześnie ich wzrost w usługach i wśród firm produkcyjnych
  • Mające problemy firmy budowlane tracą wypłacalność z powodu braku aktualnych zleceń… lub ich realizacji, ale przy niewystarczającej rentowności i rosnących wyzwaniach finansowych w postaci wzrostu kosztów materiałów, robocizny, ponoszonych z tytułu podatków (odwrócony VAT).
  • Problemy producentów z bardzo wielu sektorów – dostawców art. spożywczych, budowlanych, maszynowych, mebli, odzieży i obuwia etc., tracących rynek pomimo rosnącego popytu eksportowego i krajowego
  • Usługi – obok firm obsługujących nieruchomości i procesy inwestycyjne wciąż widoczną grupą są niewypłacalności firm programistycznych, IT, generalnie nowych technologii
  • Liczba niewypłacalności wzrosła w listopadzie r/r w woj. mazowieckim, dolnośląskim, kujawsko-pomorskim i łódzkim. Poza Mazowszem (gdzie dużo było niewypłacalnych firm handlowych i usługowych) wszędzie dominowały niewypłacalności firm produkcyjnych
listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (1)
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Problemy mają generalnie firmy z sektora MSP – niezależnie od tego czy są to firmy produkcyjne, budowlane czy usługowe (chociaż zazwyczaj w skali miesiąca są też 2-3 przypadki firm dużych – o obrotach liczonych w setkach milionów zł, najczęściej dystrybutorów hurtowych). Ciekawy jest przypadek firm produkcyjnych, których liczba niewypłacalności ostatnio rośnie, mimo równoczesnego wzrostu zamówień i sprzedaży eksportowej oraz wzrostu wykorzystania mocy produkcyjnych. Wytłumaczenie nasuwa się samo – niewypłacalne są firmy dostarczające na rynek krajowy, nie czerpiące dodatkowych benefitów z tytułu eksportu, a ponadto tracące rynek lokalny na rzecz większych firm krajowych jak i konkurencji z zagranicy (import również rośnie, poza tym gospodarka stopniowo, małymi krokami ale staje się coraz bardziej otwarta). Konkurencja niezależnie od jej pochodzenia z tytułu większej skali działalności może zaproponować lepsze ceny oraz osiągając wyższe marże finansuje nie mniej istotne inwestycje w dystrybucję i obsługę sprzedaży, czym zdobywa rynek. To tłumaczy problemy producentów z bardzo wielu sektorów. Konsolidacja dociera więc na coraz niższy poziom firm lokalnych, niegdyś w handlu – a obecnie wśród jego dostawców.” zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (6) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (5) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (4) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (3) listopadz 2017 duża liczba niewypłacalności firm (2)

Kurs euro do złotego dryfuje w korytarzu 4,1950-4,2250

Pierwsze takty nowego tygodnia przynoszą spokojny handel na rynkach finansowych. Na głównych parach walutach respektowane są dotychczasowe zakresy wahań z dolarem nieco pokrzepionym finalnymi pracami nad ustawą podatkową, podczas gdy na jenie ciąży ujemna korelacja z rosnącym rynkiem akcji. Złoty dalej dryfuje w korytarzu 4,1950-4,2250 na tle gołębich sygnałów z RPP.

Klimat na otwarciu tygodnia wygląda na pozytywny przy przewadze wzrostów na azjatyckich giełdach. Po części można traktować to jako kontynuację dobrego finiszu Wall Street w piątek, a tematem do handlu (pryz braku innych) jest ekscytacja ze zbliżania się do końca wyczerpującej sagi podatkowej w USA. W niedzielę czołowi przedstawiciele Partii Republikańskiej sygnalizowali, że Kongres w tym tygodniu uchwali ustawę podatkową. Senat najwcześniej we wtorek przeprowadzi swoje głosowanie, a prezydent Trump już w środę może otrzymać dokument do podpisania, choć każdy termin do końca tygodnia będzie dobry (piątek to nieoficjalna granica). USD i rentowności obligacji USA zaliczyły mini rajd w piątek na fali wstępnych spekulacji, choć dziś rynek jest bardziej opanowany, gdyż każdy zdaje sobie sprawę, że polityka potrafi zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Dodatkowo do końca tygodnia kongresmeni politycy będą musieli porozumieć się o w sprawie kolejnego przedłużenia finansowania budżetu, by uniknąć tzw. „government shutdown”. Nie sądzę, by w oby przypadkach czekała nas przykra niespodzianka, ale rynek zdaje się trochę dmuchać na zimne, co ograniczy skale wahań dolara.

Poza tym w tym tygodniu inwestorzy będą mieli niewiele powodów, by oderwać się od poszukiwania prezentów na ostatnią chwilę. Dziś w kalendarzu finalny szacunek CPI z Eurolandu, ale już po wstępnym odczycie wiemy, że inflacja bazowa pozostaje słaba, a w zeszłym tygodniu prezes ECB Draghi przypomniał, że bank pozostaje w łagodnym trybie. Dane z rynku pracy z Polski tradycyjnie w minimalnym stopniu odbija się na notowaniach złotego. Zatrudnienie powinno utrzymać dynamikę 4,4 proc., ale płace mogą podbić wypłaty premii świątecznych (prog. 7,6 proc.). Co bardziej aktywni komentatorzy będą w danych upatrywać argumentów za ryzykiem nasilenia presji cenowej, ale póki to ryzyko się nie zmaterializuje, wątpliwa jest reakcja RPP. Potwierdza to też wywiad z członkiem Rady Kamilem Zubelewiczem z poniedziałkowego parkietu. Zdaniem Zubelewicza stopy mogą nie zostać podwyższone nawet do końca 2019 r. ponieważ w RPP jest duża tolerancja wobec inflacji, mimo że on sam uważa, że stopy powinny być podnoszone stopniowo już teraz, by nie odpuścić do przyspieszenia inflacji. Rynek w dalszym ciągu wycenia pierwszą podwyżkę o 25 pb na IV kw. 2018 r., ale sceptycyzm Zubelewicza każe drugi raz się zastanowić nad perspektywami polityki pieniężnej w Polsce. My trzymamy się naszej prognozy podwyżki dopiero w II kw. 2019 r., ale dyskusja ta dotyczy zbyt odległych terminów, by obecnie mieć wymierny skutek dla złotego. EUR/PLN jest zamknięty w przedziale 4,1950-4,2250 i nie widać siły, która mogłaby go stąd wyrwać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Za prezenty świąteczne kupione w sklepach internetowych polscy klienci zapłacą średnio 190 zł

Polacy coraz chętniej korzystają z internetu podczas robienia świątecznych zakupów. Respondenci, którzy wzięli udział w badaniu firmy doradczej Deloitte „Zakupy świąteczne 2017” zadeklarowali, że 42 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty pozostawią w sklepach internetowych. Ponad połowa badanych osób szuka pomysłów na upominki dla najbliższych w internecie, gdzie najchętniej płaci za pomocą portfeli elektronicznych i karty debetowej. Z kolei blisko 40 proc. ankietowanych inspiracji szuka przede wszystkim w sklepach stacjonarnych, gdzie za prezenty najczęściej zapłaci gotówką. W sklepach online kupujemy głównie sprzęt elektroniczny, gry komputerowe oraz filmy. W sklepach tradycyjnych wciąż wolimy kupować artykuły spożywcze, w tym także słodycze oraz kosmetyki i perfumy.

Uczestnicy badania, w którym wzięło udział dziesięć europejskich krajów, byli pytani o wagę internetowych zakupów w ich tegorocznym świątecznym koszyku. W tym roku na prezenty planujemy wydać średnio 451 zł, czyli około 51 proc. całego świątecznego budżetu.

Aż 42 proc. środków, czyli niespełna 190 zł, przeznaczonych na prezenty zostawimy w tym roku w sklepach internetowych. – To o 5 p.p. więcej niż rok wcześniej. Co ciekawe aż 38 proc. Polaków w ogóle nie kupi prezentów w sklepach stacjonarnych. W stosunku do ubiegłego roku to wzrost o 4 p.p. Polska znajduje się w czołówce krajów, w których konsumenci będą kupować prezenty w internecie. Wyższy odsetek uzyskały Holandia, Niemcy i Wielka Brytania. W tym ostatnim kraju klienci wydadzą ponad 50 proc. budżetu na prezenty w kanałach on-line – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor w dziale Konsultingu, Lider obszaru Strategii i Transformacji Cyfrowych Deloitte.

Prezenty w wyszukiwarkach

Internet jest dla nas kopalnią pomysłów prezentowych. Inspiracji szuka tam 53,5 proc. Polaków. Po Grecji i Włoszech jest to trzeci najwyższy wynik w ankietowanych krajach. Pomysłów w sklepach tradycyjnych poszukuje z kolei 38 proc. respondentów z Polski. Niższy wynik osiągnęli jedynie Brytyjczycy. W internecie szukamy przede wszystkim pomysłów na prezenty technologiczne (65,5 proc.) i filmowe (62,9 proc.). W sklepach tradycyjnych szukamy pomysłów na prezenty w kategorii żywność i napoje (52,7 proc.) oraz upominki do domu (41,9 proc.).

W internecie korzystamy przede wszystkim z wyszukiwarek, w których prezentów szuka ponad 60 proc. badanych Polaków. Na drugim miejscu znalazły się strony konkretnych produktów lub marek (51,4 proc.), a na trzecim strony z kuponami i zniżkami, na które wskazało 46,9 proc. respondentów. Niewiele mniej ankietowanych (46,4 proc.) wymieniło sklepy internetowe, które mają również oddziały stacjonarne.

Polacy, podobnie jak mieszkańcy pozostałych badanych krajów, używają social media nie tylko, jako platformy do kontaktu ze znajomymi, ale również, jako wyszukiwarki produktów, które rozważamy jako prezenty dla najbliższych. Na tę funkcję zwraca uwagę aż 65,9 proc. respondentów. W mediach społecznościowych szukamy również inspiracji (62,6 proc.) oraz obserwujemy komentarze i rekomendacje innych użytkowników (60,5 proc.).

Płatności Polaków tradycyjne i nowoczesne

Aż 52 proc. Polaków pytanych, co zrobią, jeśli prezentu nie znajdą w sklepie tradycyjnym, odpowiedziało, że poszuka go w internecie. Pod tym względem Polska osiągnęła drugi wynik wśród analizowanych państw. Z kolei 35 proc. z nas będzie szukać w takiej sytuacji prezentu w innym sklepie stacjonarnym, co jest drugim najniższym wynikiem wśród przebadanych państw.

Należy pamiętać, że coraz częściej zakupów internetowych dokonujemy nie tylko za pośrednictwem komputera czy laptopa, ale również smartfonu lub tabletu. Co piąty Polak deklaruje, że planuje robić bożonarodzeniowe podarunki za pośrednictwem smartfonu. W ubiegłym roku odsetek ten wynosił 13 proc.

Jak zamierzamy płacić za prezenty bożonarodzeniowe? Wszystko zależy od tego, gdzie będziemy je kupować. W sklepach stacjonarnych zamierzamy płacić przede wszystkim gotówką, tę metodę płatności wybierze aż 59,2 proc. ankietowanych. – Pod tym względem Polacy są tradycjonalistami. Kartami debetowymi zapłaci 47,7 proc. badanych. Gotówka jeszcze bardziej popularna niż w Polsce, jest w Rosji i Niemczech, gdzie za prezenty zapłaci odpowiednio 65,5 i 73,1 proc. badanych. Z kolei na drugim biegunie znajdą się Holendrzy, gdzie jedynie 36,5 proc. respondentów wyjmie z portfela gotówkę, by zapłacić nią za prezenty – mówi Mateusz Gordon, Lider Strategii Omnikanałowej Deloitte.

Najpopularniejszą formą płacenia za prezenty w sklepach internetowych będą w tym roku w Polsce portfele elektroniczne (np.: Pay Pal, Skrill, Android Pay). Wybierze je 28,1 proc. badanych. Oprócz Polski równie chętnie wybiorą je Niemcy i Hiszpanie. Kartą debetową będzie płacić niewiele mniej ankietowanych, bo 26,9 proc., a kartą kredytową 24,1 proc.

Wygoda i dostępność zakupów

Dzięki dynamice wzrostu wydatków w kanałach online o 8,6 proc., wzrost całkowitych wydatków na prezenty wyniesie 3,4 proc. Tym samym Polska jest jednym z badanych krajów, w których klienci przesuwają swoje wydatki z kanałów offline do online, powodując jednocześnie wzrost całkowitej wartości wydatków na prezenty.

Do zakupów online najbardziej przekonuje nas dowolność pory dnia, w której możemy je robić (75 proc.), jak również dostawa do domu (70 proc.). Z kolei za największą zaletę zakupów tradycyjnych uważamy możliwość uzyskania fachowej porady od sprzedawcy (78 proc.), to że swoje zakupy otrzymujemy do ręki (77 proc.) oraz ochrona danych osobowych (71 proc.).

Podczas zakupów bożonarodzeniowych sprzedawcy powinni walczyć o klienta we wszystkich kanałach sprzedaży. Polacy oczekują przede wszystkim niższych cen, na które wskazało 63,9 proc. ankietowanych i możliwości wymiany i reklamacji, które są istotne dla ponad 41 proc. Polaków. Równie ważne są dostawa zamówionych produktów do domu oraz elastyczne godziny otwarcia – mówi Mateusz Gordon.

Przedświąteczny wysyp danych

  • Najważniejszymi krajowymi publikacjami będą listopadowe dane ze sfery realnej (wtorek) oraz z rynku pracy (dziś). Te pierwsze potwierdzą naszym zdaniem siłę ekspansji polskiej gospodarki (i to, że tempo wzrostu PKB w 4q pozostało silne). Z kolei drugie wskażą, że październikowy wysoki odczyt dynamiki płac nie był zdarzeniem jednorazowym, a wzrost zatrudnienia utrzymał solidne tempo. Pomimo szacunku MRPiPS (6,6%) uważamy, że w listopadzie trend spadkowy bezrobocia mógł być jeszcze kontynuowany w obliczu silnego popytu na pracę oraz efektów przywrócenia „starego” wieku emerytalnego (PKO: 6.5%, konsensus: 6,6%, dane w piątek). Serię grudniowych odczytów zamknie publikacja dynamiki podaży pieniądza M3 (piątek.), która naszym zdaniem nieznacznie spowolniła ze względu na efekty wysokiej bazy.
  • Przed nami kolejna seria decyzji banków centralnych. Nie spodziewamy się, aby Bank Węgier (wtorek) porzucił swoje dotychczasowe bardzo gołębie nastawienie. Bank Czech (czwartek) najpewniej utrzyma dotychczasowy poziom stóp spodziewając się dalszego spowolnienia inflacji na przełomie roku. Stóp nie powinien zmienić również Bank Szwecji (środa)., choć możliwe jest zakończenie programu QE, w przypadku którego głównym źródłem niepokoju powinna być sytuacja na rynku nieruchomości. Odżywająca gospodarka może natomiast umożliwić Bankowi Japonii (czwartek) przybranie mniej gołębiej retoryki.
  • W USA dużo istotniejsze od publikacji danych (finalny odczyt PKB – czwartek; zamówienia na dobra trwałe, dane o dochodach, wydatkach i nastrojach konsumentów – piątek) będzie finalne głosowanie nad reformą podatkową (dziś Izba Reprezentantów, we wtorek Senat). Republikanie deklarują, że dysponują wystarczającą liczbą głosów do jej uchwalenia.
  • Grudniowy odczyt Ifo (wtorek) potwierdzi pozytywny obraz niemieckiej gospodarki. Lokalne wybory w Katalonii (czwartek) ponowie wzniecą pytania o przyszłość Hiszpanii, zwłaszcza, że sondaże wskazują na zbliżone poparcie dla partii niepodległościowych i zwolenników utrzymania status quo.

Przegląd wydarzeń:

Mimo słabszej listopadowej dynamiki produkcji przemysłowej (0,2% m/m) w USA rewizja odczytu za październik (do 1,2% m/m z 0,9% m/m) wskazuje, że krótkoterminowy trend osiągnął poziom nienotowany od ponad trzech lat sugerując kontynuację ekspansji amerykańskiej gospodarki w 4q17.

J. Osiatyński (RPP) wskazał dynamikę wynagrodzeń oraz kurczącą się podaż pracy jako główne wyzwania pol. gospodarczej na następne kwartały.

Rozmowy ws. brexitu przeszły oficjalnie do drugiej fazy (dot. przyszłych relacji).

Źródło: PKO Bank Polski

Sprawdź pozycję zarządzających na srebrze oraz złocie

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycję zarządzających na srebrze oraz złocie 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycję zarządzających na srebrze oraz złocie 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu Commitment of Traders zarządzający byli najbardziej aktywni na metalach szlachetnych.

Gold – duże upłynnienie krótkich pozycji

W poprzednim tygodniu zarządzający na kontraktach terminowych opiewających na złoto zamknęli ponad 44 tysiące pozycji długiej oraz otworzyli ponad 14 tysięcy krótkich. Jeszcze dwa tygodnie temu utrzymywali w swoim portfelu 208 tysięcy pozycji długich, teraz jest to już 123 tysiące, w tym przypadku możemy mówić o long squeeze, czyli pośpiesznym zamykaniu długich pozycji. Kontynuacja redukcji pozycji może doprowadzić do jeszcze mocniejszej deprecjacji złota, ale następna wyprzedaż nie powinna być już tak silna i gwałtowna jak ostatnia, gdzie od 11.28 do 12.12 złoto straciło na wartości ponad 50 USD.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Co prawda pozycje netto znajdują się cały czas na wysokim poziomie (linia żółta), ale dalsza redukcja długich pozycji względem krótkich zbuduje dobre fundamenty do mocniejszego ruchu wzrostowego na całej grupie metali szlachetnych.

Notowania złota, interwał dzienny

Notowania złota, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Ostatnia wyprzedaż na rynku złota doprowadziła do pokonania wsparcia w okolicy 1260 USD za jedną uncję. Tym sposobem strona sprzedająca otworzyła sobie drogę do poziomu 1200 USD, czy kurs tam zawędruje? Być może, ponieważ zarządzający na kontraktach terminowych w dalszym ciągu mogą redukować pozycje długie, niemniej jednak ruch spadkowy nie powinien być silny tak jak dwa poprzednie. Z punktu widzenia obecnych pozycji netto spadek poniżej 1200 USD jest bardzo mało prawdopodobny.

Srebro – więcej pozycji krótkich niż długich

Na rynku srebra zapanował prawdziwie pesymistyczny nastrój. Zarządzający w swoich portfelach posiadają więcej pozycji krótkich niż długich, co zdarza się bardzo rzadko. Sytuacja ta została spowodowane w poprzednim tygodniu zamknięciem 10 tysięcy longów oraz otworzeniem 17 tysięcy shortów. Historycznie patrząc, więcej shortów niż longów na rynku srebra doprowadzało do jego mocnej zwyżki, w ostateczności nie ma już sprzedających, którzy mogliby zepchnąć notowania metalu na jeszcze niższe poziomy.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Spoglądając na wykres tygodniowy sytuacja jest zgodna i wspiera prawdopodobieństwo zatrzymania trendu spadkowego. Notowania spadły na bardzo silne wsparcie 15.5-16.0 USD za uncję. Jest to już trzeci test tej strefy, każde przebicie kończyło się fiaskiem i mocnymi wzrostami. Tym razem prawdopodobnie będzie tak samo. Gdyby kupującym udało się obronić strefę, to kurs zmierzałby w okolicę 17.3 USD, po której mógłby po raz kolejny odwiedzić rejon 18 USD za uncję.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Niemniej jednak należy mieć na uwadze, iż dalsza wyprzedaż na rynku złota może pociągnąć za sobą notowania srebra, aczkolwiek nie powinno to trwać długo, a sama strefa wsparcia zostanie obroniona.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Większość kobiet w ciąży ma niedobory choliny. Substancja ta ośmiokrotnie zmniejsza ryzyko występowania zespołu Downa i autyzmu u dzieci

Większość kobiet w ciąży ma niedobory choliny. Substancja ta ośmiokrotnie zmniejsza ryzyko występowania zespołu Downa i autyzmu u dzieci 3

Tylko w 20 proc. geny, które dzieci otrzymują od swoich rodziców, decydują o ich przyszłym zdrowiu. Pozostałe 80 proc. to wpływ czynników zewnętrznych, m.in. związanych ze środowiskiem i dietą przodków. Istotną rolę w rozwoju organizmu pełni cholina, czyli substancja, która wspomaga funkcjonowanie układu nerwowego i warunkuje prawidłowy rozwój mózgu dziecka. Większość ciężarnych w Europie i Stanach Zjednoczonych ma niedobory tego składnika. To może zaś doprowadzić do wad rozwojowych u dziecka: zespołu Downa czy autyzmu. U osób dorosłych może zaś sprzyjać pojawieniu się Alzheimera.

Cholina jest niezwykle ważną substancją dla ludzkiego organizmu. Przede wszystkim dla rozwoju dziecka już w okresie płodowym. Jeśli dzieci nie otrzymują odpowiedniej ilości choliny, nie rozwijają się prawidłowo – czy to w okresie ciąży, czy w okresie karmienia piersią. Jednak cholina jest niezwykle ważna również dla osób dorosłych. Kiedy w organizmie są niedobory choliny, pojawiają się problemy zdrowotne z wątrobą i mięśniami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Steven Zeisel, dyrektor Nutrition Research Institute z University of North Carolina.

Cholina buduje błony komórkowe, wspiera rozwój układu nerwowego i dostarcza grup metylowych, które przyłączając się do łańcucha DNA, hamują aktywność danego genu i wyłączają go, a jednocześnie wzmacniają te geny, do których reszty metylowe się nie przyłączyły.

Cholina jest bardzo ważną substancją. Dostarcza tzw. grupę metylową, a jej brak zmienia permanentnie oznakowanie kodu genetycznego czy sieci DNA. Zmienia także procesy metaboliczne zachodzące w ciele ludzkim do końca naszego życia – podkreślił podczas interdyscyplinarnej konferencji ginekologicznej „Focus on choline” prof. Zeisel.

Naukowcy zajmujący się epigenetyką, czyli dziedziczeniem poza genami, dowodzą, że geny otrzymywane od rodziców w niewielkim stopniu mają wpływ na to, jak zdrowe będzie ich dziecko. Znacznie ważniejsze są czynniki zewnętrzne: stan zdrowia obojga rodziców, ich styl życia, narażenie na kontakt z toksynami środowiskowymi, a przede wszystkim sposób odżywiania przyszłej mamy.

Doświadczenia naukowców wskazują, że niedożywienie matki w różnych okresach ciąży skutkuje różnymi zaburzeniami u jej dziecka, także w jego dorosłym życiu. Na rozwój organizmu wpływa szereg istotnych składników odżywczych. Należą do nich kwas foliowy, witaminy z grupy B, także cholina.

– Niedobory choliny mogą się przekładać na zaburzenia rozwoju ciąży. Mogą zwiększać ryzyko przedwczesnego porodu, nieprawidłowego rozwoju dziecka, ale – co wydawało się nierealne – także mieć związek z występowaniem ryzyka aberracji chromosomowych. To funkcja zaburzeń rozdziału chromosomów, która może być jedną z przyczyn tej bardzo poważnej patologii – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Romuald Dębski, położnik i ginekolog.

Aberracje chromosomowe to zaburzenia w liczbie lub strukturze chromosomów. Jedne z najczęściej występujących to zespół Downa i zespół Edwardsa.

– Gdybyśmy upowszechnili wiedzę, że za pomocą suplementacji choliny można ośmiokrotnie zmniejszyć ryzyko występowania zespołu Downa, byłaby to jedna z najważniejszych rzeczy w profilaktyce perinatologicznej, którą moglibyśmy w najbliższym czasie osiągnąć – przekonuje prof. dr hab. n. med. Romuald Dębski.

Institute of Medicine rekomenduje dzienne spożycie choliny na poziomie 450 mg dla kobiet w ciąży i 550 mg choliny dla kobiet karmiących piersią. W diecie europejskich kobiet ciężarnych średnie spożycie szacuje się na 336 mg na dobę. Wśród ciężarnych Amerykanek 90 proc. nie przyjmuje zalecanej dziennej ilości choliny.

Dostarczenie odpowiedniej ilości choliny jest bardzo trudne. Aby uzupełnić zapotrzebowanie organizmu na ten składnik, przyszła mama powinna zjeść dziennie ponad 3 jajka, około 1,5 kg tuńczyka, 2 kg szpinaku lub pszenicy albo nieco ponad 0,6 kg pistacji. Jednocześnie wrogami choliny są wysoka temperatura i powszechnie stosowany cukier, alkohol i kawa. Dlatego eksperci zalecają suplementowanie tego składnika.

– Do 1998 roku nie wiedzieliśmy o tym, że cholina jest niezbędnym składnikiem odżywczym. Dopiero później moja grupa badawcza oraz inni badacze udowodnili, że brak tego składnika w diecie uniemożliwia prawidłowy rozwój dzieci oraz ma poważne, negatywne konsekwencje zdrowotne u osób dorosłych – mówi prof. Steven Zeisel.

Wiedza o właściwościach choliny wciąż jednak nie jest powszechna. Dlatego eksperci wskazują na potrzebę stworzenia interdyscyplinarnego stanowiska na ten temat.

 Naszym wspólnym ostatecznym celem jest zdrowe, dobrze rozwijające się dziecko. Sukcesem położniczym nie jest ciąża i 10 punktów w momencie urodzenia, tylko to, że dziecko przychodzi do domu z piątką z matematyki. Ale na tę piątkę z matematyki musi zapracować wiele osób: lekarz leczący niepłodność, prowadzący ciążę, a przede wszystkim później pediatrzy, neonatolodzy. Zgranie tego wszystkiego, daje ten sukces – tłumaczy Romuald Dębski.

Właściwa suplementacja choliny jest bardzo ważna również w dorosłym życiu. Substancja ta przynosi duże korzyści w leczeniu chorób związanych z centralnym układem nerwowym,  np. chorobie Parkinsona czy Alzheimera, które objawiają się niskim poziomem tego składnika.

– Cholina może być jednym z produktów, które stymulują i poprawiają pamięć, choć niejedynym. Ten składnik jest bardzo istotny dla utrzymania prawidłowej funkcji neuronów, które odpowiedzialne są za mechanizm pamięci. Potwierdzone jest, że przyjmowanie choliny korzystnie wpływa na poziom pamięci – mówi dr hab. n. med. Małgorzata Gaweł, neurolog z Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Gwiazdy sportu pomagają walczyć z otyłością wśród dzieci. Zmaga się z nią co trzeci ośmiolatek

Gwiazdy sportu pomagają walczyć z otyłością wśród dzieci. Zmaga się z nią co trzeci ośmiolatek 4

Zwycięstwem zespołu Zenit Kazań zakończyły się w niedzielę w Krakowie Klubowe Mistrzostwa Świata w siatkówce. Po raz pierwszy mecze tej imprezy zostały rozegrane w Polsce. Tak duże wydarzenia sportowe mają kolosalne znaczenie dla promocji aktywności fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci czy młodzieży, która może zobaczyć na żywo swoich sportowych idoli. Aktywizowanie dzieci ma ogromne znaczenie, bo jak pokazują statystyki, już co trzeci ośmiolatek w Polsce ma nadwagę.

Klubowe Mistrzostwa Świata w siatkówce jeszcze nie miały możliwości zaistnienia w Polsce. To fenomen, że mamy już w Polsce całą koronę Himalajów, czyli wszystkie turnieje – od mistrzostw świata po mistrzostwa Europy, wieńcząc na Klubowych Mistrzostwach Świata. To nie lada gratka dla sympatyków siatkówki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Ignaczak, były siatkarz, mistrz świata, Europy i sześciokrotny Mistrz Polski.

W niedzielnym finale Zenit Kazań walczył w Krakowie z najlepszą włoską drużyna Cucine Lube Civitanova i po trzech wygranych setach został klubowym mistrzem świata. W meczu o trzecie miejsce PGE Skra Bełchatów przegrała z Sadą Cruizero 0:3. Komentatorzy oceniali, że w gronie uczestników tegorocznego turnieju były niemal same siatkarskie potęgi i jeszcze nigdy klubowe mistrzostwa świata nie były tak mocno obsadzone.

Można obejrzeć najlepszych obecnie zawodników na świecie. Mowa tu m.in. o kubańskich graczach pokroju Leona, Leala czy Simona. Oni na dziś nie występują w żadnej reprezentacji, a przez wielu ekspertów są uważani za jednych z najlepszych zawodników na swoich pozycjach. Mamy więcej gwiazd – we włoskiej drużynie są nazwiska z pierwszych stron siatkarskich gazet. To nie lada gratka dla każdego kibica siatkówki, żeby pójść na mecz i zobaczyć, jak prezentują swoje umiejętności – mówi Krzysztof Ignaczak.

Były siatkarz, obecnie ekspert i komentator siatkarski oraz organizator siatkarskich campów dla młodzieży, podkreśla, że takie wydarzenia mają kolosalne znaczenie dla promocji sportu i aktywności, zwłaszcza wśród dzieci czy młodzieży, która może zobaczyć na żywo swoich sportowych idoli.

Spotkania z gwiazdami sportu mogą być bardzo motywujące i nakłonić dzieci do tego, żeby poszły na halę czy na stadion i zaczęły uprawiać jakąś dyscyplinę sportu. Nieważne, czy to będzie siatkówka, piłka nożna czy koszykówka – wartością dodaną jest to, że dzieciaki zaczną dbać o własne zdrowie – mówi Krzysztof Ignaczak.

Zachęcanie dzieci i młodzieży do aktywności ma kolosalne znaczenie, bo – jak pokazują tegoroczne dane WHO oraz Instytutu Matki i Dziecka – prawie co trzeci (31,2 proc.) ośmiolatek w Polsce ma zbyt dużą masę ciała. W tej grupie 18,5 proc. zmaga się z nadwagą, a 12,7 proc. – z otyłością. Krzysztof Ignaczak podkreśla, że odwrócenie tego trendu wymaga wsparcia i zaangażowania po stronie rodziców, którzy powinni zachęcać dzieci do uprawiania sportu, wyrabiać dobre nawyki i sami stanowić dobry wzorzec.

– Warto dzieciakom pokazać, że sport to fajny dodatek, żeby trochę odciągnąć ich od konsoli i łatwego życia przed komputerem. Jest coraz więcej fajnych programów, w których inspiracją są właśnie gwiazdy sportu – mówi Krzysztof Ignaczak. – Drużyna Energii jest jednym z takich programów, które mogą i na pewno zachęcą wiele dzieciaków do powrotu na halę i uprawiania czynnego sportu.

Drużyna Energii to ogólnopolski program sportowo-edukacyjny prowadzony pod patronatem Instytutu Matki i Dziecka, skierowany do uczniów klas VI–VII szkoły podstawowej, którego partnerami są Grupa Energa i New Balance. Główny cel to przekonanie młodzieży do większej aktywności fizycznej i zmiany nawyków żywieniowych. Krzysztof Ignaczak jest jednym z ambasadorów programu, obok dziennikarza Bartosza Ignacika, byłego piłkarza Marka Citko oraz Krzysztofa Golonki, najpopularniejszego sportowego youtubera w Polsce.  

W akcji Drużyna Energii biorą udział szkoły z całej Polski. Raz w tygodniu na stronie internetowej projektu ambasadorzy publikują film z ćwiczeniami, które uczniowie muszą powtórzyć. Za każdy nagrany filmik z ćwiczeniami szkoła otrzymuje punkty. Najbardziej aktywne szkoły ostaną finalistami projektu – raz w miesiącu przyjedzie do nich drużyna ambasadorów, przeprowadzi konkurs i zajęcia sportowe. Dla trzech najlepszych szkół nagrodą będzie wyposażenie sali gimnastycznej. Organizatorzy przewidzieli też wyróżnienia indywidualne dla uczniów.

Nie uciekniemy od technologii, ale można ją wykorzystać, żeby zachęcić dzieci do aktywności fizycznej. Idąc w obszar technologii, możemy im pokazywać nasze ćwiczenia i nasze osiągnięcia. To jest fajne, bo dzieci mogą zobaczyć, zapamiętać i próbować to powielać na swoich podwórkach i salach od wf-u. My dzięki technologii możemy przez moment wejść do nich, a potem zaprosić ich do dalszej współpracy – podsumowuje ambasador Drużyny Energii.

Najpierw rachunki i zaplanowane wydatki, potem inwestycje i przyjemności. Tak Polacy zarządzają swoimi pieniędzmi

Najpierw rachunki i zaplanowane wydatki, potem inwestycje i przyjemności. Tak Polacy zarządzają swoimi pieniędzmi 5

Rachunki to pozycja, która najbardziej obciąża domowe budżety Polaków. Wydajemy na niejedną czwartą naszych dochodów, więcej niż na żywność. Pozostały budżet dokładnie planujemy – tak zadeklarowało 90 procent pytanych w badaniu platformy MAM „Dziurawa kieszeń Polaka”. Badani podkreślali, że dobrze idzie im zarządzanie swoimi finansami.

Polacy są pragmatyczni, wykazują się dużą dozą zaradności finansowej i starają się dostosować swój budżet domowy do swoich potrzeb i zobowiązań, odpowiednio planując wydatki. 90 proc. ankietowanych w badaniu platformy MAM zadeklarowało, że przynajmniej 50 proc. ich wydatków jest zaplanowanych, a 43 proc. planuje większość swoich wydatków.

– Dość rozsądnie podchodzimy do tego, jak planujemy nasz miesięczny budżet. Większość ankietowanych przyznała, że główną techniką planowania jest przemyślenie na początku miesiąca, jakie będą mieli przychody i wydatki. Często też dyskutujemy o tym w rodzinie – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jakub Jugo, ekspert platformy MAM.

Przemyślenie wydatków to sposób planowania, który stosuje 85 proc. badanych. Dla 60 proc. takim narzędziem jest przedyskutowanie miesięcznych wydatków ze swoimi najbliższymi. Mniej więcej co trzeci Polak sporządza notatki budżetowe. Podobna grupa korzysta ze specjalnych aplikacji mobilnych lub oprogramowania komputerowego.

Najważniejszą kategorią, najbardziej obciążającą budżet Polaków, są rachunki. Stanowią one 25 proc. naszych wydatków. Priorytetowo traktuje rachunki 75 proc. ankietowanych. Jedynie 6 proc. gospodarstw domowych pozwala sobie na zaległości w opłacaniu comiesięcznych rachunków.

– Zwykle dopiero po opłaceniu rachunków określamy, jaki budżet zostaje nam na przyjemności czy podstawowe wydatki, takie jak jedzenie czy inne wydatki codzienne – podkreśla ekspert platformy MAM.

Budżet rozporządzalny na osobę w polskim gospodarstwie domowym to ponad 1470 zł. Średnio 1100 zł w tym budżecie przeznaczamy na wydatki, nadwyżkę – na inwestycje i oszczędności.

Polacy bardzo ufają też swoim kompetencjom w zakresie planowania wydatków. Prawie 90 proc. z nas uważa, że ma pełną kontrolę nad swoim domowym budżetem. Podobna grupa podkreśla, że prawie nigdy nie zdarzają im się złe decyzje finansowe. Tylko co piąty Polak uważa, że powinien poszerzyć swoją wiedzę i umiejętności w zakresie zarządzania finansami.

– To pokazuje, że Polacy są bardzo pewni siebie, pewnie podchodzą do swojego zarządzania finansami. Pytanie, czy rzeczywiście nasz poziom edukacji finansowej jest aż tak bardzo wysoki, czy tylko lubimy tak o sobie myśleć? Na pewno lubimy przekazywać tę wiedzę dzieciom, bo większość naszych ankietowanych zadeklarowała, że uczy swoich najmłodszych rozsądnego zarządzania finansami – mówi Jakub Jugo.

Z planowaniem budżetu znacznie lepiej radzą sobie kobiety, które – jak wynika z badania – najczęściej są odpowiedzialne za zarządzanie domowym budżetem: płacą rachunki i rzadziej od mężczyzn zapominają o ich zapłaceniu, są bardziej skrupulatne w zarządzaniu finansami, optymalizują koszty, poszukują ciekawych ofert, porównują ceny, korzystają z programów lojalnościowych i programów wsparcia sprzedaży, które pozwalają im wydawać mniej. Bardziej skłonne do planowania wydatków są również osoby mające dzieci.

Podwyższanie kompetencji w zarządzaniu budżetem to w Polsce konieczność, bo na tle Europy nadal jesteśmy krajem drogim. A według danych Eurostatu, uwzględniających tzw. parytet siły nabywczej, Polacy są w pierwszej dziesiątce krajów z najniższymi zarobkami.

– Jesteśmy jeszcze bardzo daleko od średniej unijnej jeśli chodzi o zarobki, zwłaszcza biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej. Stać nas na mniej więcej połowę tego, co przeciętnego Europejczyka. Mamy sporo dodatkowych problemów, jak chociażby to, że Polska jest szóstym najdroższym krajem jeśli chodzi o nośniki energii, biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej. Jeśli mówimy więc o rachunkach i kosztach zakontraktowanych, najważniejszych dla naszego budżetu, jesteśmy krajem stosunkowo drogim w UE – podkreśla Jakub Jugo.

By obniżyć wydatki, planujemy też zakupy w okresach wyprzedaży. Jeśli Polacy decydują się na oszczędzanie, to wybierają wymierny, bliski, konkretny cel.

– Jeśli myślimy, że Polacy oszczędzają po prostu dla posiadania pieniędzy na czarną godzinę, inwestycji czy chociażby emerytury, nie jest to prawdą. Polaków do oszczędzania motywuje przede wszystkim konkretna rzecz, którą chcieliby sobie kupić – mówi Jakub Jugo.

Wśród dóbr, na które oszczędzamy najczęściej, ankietowani wskazywali na samochód. Tak deklarowało 22 proc. pytanych. Oszczędzamy również na wakacje czy zakup artykułów gospodarstwa domowego.

Od maja 2018 roku konsumenci zyskają prawo do bycia zapomnianym w sieci. Nowa regulacja unijna idzie krok dalej niż Google i Facebook

Od maja 2018 roku konsumenci zyskają prawo do bycia zapomnianym w sieci. Nowa regulacja unijna idzie krok dalej niż Google i Facebook 6

Prawo dotyczące ochrony danych osobowych, które zacznie obowiązywać w maju 2018 roku, nada konsumentom szereg przywilejów. Jednym z nich będzie prawo do bycia zapomnianym. Dane osób, które sobie tego życzą, będą musiały zostać niezwłocznie i w całości usunięte z systemów administratora. Co więcej, dotyczy to także kopii, linków i dokumentacji papierowej, na przykład skanów czy wydruków e-maili. Dla firm będzie to duże wyzwanie, podobnie jak wymiana wszystkich klauzul, formularzy i zgód na przetwarzanie informacji o klientach.

– Przez ostatnich 20 lat zmieniły się realia i przestrzeń biznesowa, również sposób gromadzenia i przetwarzania danych. Mamy instytucje bankowe, ubezpieczeniowe i wiele innych przedsiębiorstw, które gromadzą mnóstwo informacji o aktywności swoich klientów czy pracowników w sieci i realizowanych przez nich transakcjach. RODO to nowa regulacja unijna, która ma pomóc jeszcze lepiej i bezpieczniej zarządzać danymi osobowymi, chronić nas, jako klientów, pacjentów i użytkowników wielu systemów. Dla przedsiębiorców RODO oznacza nowe obowiązki, dodatkowe procedury organizacyjne i techniczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jolanta Augustyniak, prezes zarządu Libris Polska, oferującej rozwiązania do zarządzania dokumentacją papierową i elektroniczną.

RODO, czyli ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, wejdzie w życie za niecałe pół roku – 28 maja 2018 roku. Unijna regulacja ma ujednolicić przepisy w tym zakresie na terenie wszystkich 28 państw członkowskich UE. Przygotowana na jej podstawie ustawa zastąpi dotychczasowy akt prawny, który obowiązuje od 20 lat.

– RODO definiuje ochronę danych osobowych w trochę odmienny sposób i dostosowuje ją do realiów cyfrowych. Rynek jest dwubiegunowy: po jednej stronie mamy duże przedsiębiorstwa, banki czy ubezpieczycieli, którzy byli i są przygotowani do tego, aby właściwie zabezpieczać dane osobowe swoich klientów. Z drugiej strony są małe i średnie przedsiębiorstwa, które dotychczas nie w pełni wykazywały dbałość o bezpieczeństwo danych, miały trochę inną świadomość biznesową. Teraz stoją przed problemem, w jaki sposób proceduralnie przygotować przedsiębiorstwo do nowych realiów tak, by uniknąć kar związanych z nieprawidłowym zabezpieczeniem danych osobowych – mówi Jolanta Augustyniak.

Nowe prawo nałoży szereg obowiązków na wszystkie podmioty, firmy i instytucje, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe i informacje o swoich klientach. Z drugiej strony przyznaje osobom fizycznym szereg nowych uprawnień, które mają zwiększyć ich kontrolę nad tym, jak wykorzystywane są ich dane. Jednym z nich jest prawo do bycia zapomnianym.

– Tego do tej pory nie gwarantował nam ani Facebook, ani Google. To oznacza, że jako użytkownicy mamy prawo poprosić o wykreślenie nas z systemów, po wcześniejszym zapoznaniu się z obowiązującymi regulacjami. Warto jednak pamiętać o tym, że nadal będzie rynek transakcji typu darmowa usługa, superpromocja w zamian za pozostawienie swoich danych osobowych – mówi Jolanta Augustyniak.

Prawo do bycia zapomnianym (RODO, art. 17 ust. 1) oznacza, że dane osób, które sobie tego zażyczą, muszą zostać niezwłocznie w całości usunięte z systemów administratora. Co więcej, dotyczy to także kopii, linków, odniesień i dokumentacji papierowej, na przykład wydruków czy skanów dokumentów. Jeżeli wcześniej te dane zostały udostępnione albo trafiły do internetu, administrator musi się upewnić, że wszystkie ich kopie i linki zostały skasowane i usunięte na dobre. Nawet jeżeli są już w posiadaniu innych podmiotów.

Dla firm i organizacji prawo do bycia zapomnianym będzie jednym z największych wyzwań. Zwłaszcza że za nieprzestrzeganie nowych przepisów będą grozić surowe kary administracyjne i finansowe – sięgające nawet 20 mln euro albo 4 proc. rocznych obrotów całego przedsiębiorstwa. Będzie nad tym czuwać nowo utworzony Urząd Ochrony Danych Osobowych.

Prezes Libris Polska zauważa, że w związku z wdrożeniem nowych przepisów przedsiębiorstwa muszą wymienić większość formularzy, klauzuli i zgód na przetwarzanie danych osobowych. Wcześniej powinny jednak zweryfikować wszystkie procesy pod kątem bezpieczeństwa danych osobowych. Dodatkowo firmy będą musiały przygotować i gromadzić więcej dokumentacji.

– RODO ma wyegzekwować przygotowanie nowej dokumentacji typu „zgody” na przetwarzanie danych osobowych, czyli w praktyce wszystko to, co podpisujemy dziś umieszczone na końcu dokumentu zapisane drobnym drukiem. W myśl RODO dokument typu „zgoda na przetwarzanie danych osobowych” powinien być przygotowany w formie prostej i zrozumiałej zarówno dla studenta, jak i osoby starszej czy dziecka. Przedsiębiorca powinien zatem przeprowadzić analizę i przygotować nowe wzory dokumentacji papierowej i elektronicznej – podkreśla Jolanta Augustyniak.

Rozporządzenie nie określa ani jakie dokumenty musi posiadać firma, ani jaka ma być treść klauzul, na które klienci muszą wyrazić zgodę. Stworzenie właściwej dokumentacji pozostaje w gestii przedsiębiorców, a treść dokumentów ma być uzależniona od oceny ryzyka.

Do 2020 roku ma powstać kilka tysięcy stacji ładowania aut elektrycznych. Są już dostępne polskie rozwiązania umożliwiające rozliczanie takiej usługi

Do 2020 roku ma powstać kilka tysięcy stacji ładowania aut elektrycznych. Są już dostępne polskie rozwiązania umożliwiające rozliczanie takiej usługi 7

Powoli znikają bariery hamujące rozwój elektromobilności. Zasięg, osiągi i ceny samochodów elektrycznych są coraz lepsze. Trwają prace nad ustawą regulującą ten rynek, a według rządowych planów do 2020 roku ma już powstać blisko 400 szybkich stacji ładowania elektryków i ok. 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy. Rozwój infrastruktury będzie wymagać rozwiązań, które pozwolą rozliczać taką usługę. Obecnie najpowszechniejsze są karty pre-paid, ale w przyszłości kierowca na stacji ładowania będzie mógł sam wybrać dostawcę energii i metodę płatności. 

– Jeśli rynek samochodów elektrycznych będzie się rozwijał, każda stacja benzynowa obok tradycyjnego paliwa będzie też oferować możliwość doładowania samochodu elektrycznego. Na dziś trudno oszacować dokładną liczbę punktów ładowania, bo wiele przedsiębiorstw stawia takie stacje, traktując to jako element marketingu. Jednak wraz ze wzrostem zapotrzebowania siatka takich stacji na pewno będzie gęstnieć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Biezmienow, prezes zarządu polskiej spółki A2 Customer Care w Grupie Atende.

Rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności zakłada, że do 2020 roku ma już powstać około 400 szybkich punktów ładowania samochodów i ok. 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy. Upowszechnienie samochodów z napędem elektrycznym może się przyczynić do rozwiązań, które pozwolą ładować takie auto nawet z domowego gniazdka. Wspomniał o tym także Premier Morawiecki podczas swojego exposé.

– W gospodarstwach domowych będziemy mieć ładowarkę włączoną do inteligentnej sieci. Dla osób przemieszczających się, które muszą ładować samochody elektryczne w trakcie podróżowania, powstaną punkty szybkiego ładowania na stacjach benzynowych. Tu poszedłbym o krok dalej – takie ładowarki będą wspierane przez magazyny energii plus fotowoltaikę, żeby stacje z jednej strony mogły zarabiać, a z drugiej – oddawać jak najmniej kosztu zakupu energii zewnętrznej, czyli staną się w dużej mierze samowystarczalne – mówi Krzysztof Biezmienow.

Rozwój infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych będzie wymagać rozwiązań, które pozwolą rozliczać taką usługę. Już teraz są nimi zainteresowane duże koncerny i przedsiębiorstwa energetyczne.

– Widzimy duże zainteresowanie przedsiębiorstw energetycznych rozwiązaniami informatycznymi, które wspierają rozliczanie takich punktów ładowania bądź rezerwacji miejsc na stacjach ładowania. Natomiast w przyszłości będą też gospodarstwa domowe, które będą samodzielnie ładować samochody w garażach, klastry energetyczne, które będą chciały efektywnie wykorzystywać zarówno ładowanie samochodów, jak i sprzedaż usług oraz różne inne przedsiębiorstwa, np. wyłącznie do wypożyczania samochodów elektrycznych, które będą chciały efektywnie zarządzać tymi punktami – mówi Krzysztof Biezmienow.

Najpopularniejszy obecnie sposób rozliczenia takiej usługi to karta pre-paid. Coraz częściej przedsiębiorstwa rozważają też możliwość dołączenia rozliczenia za ładowanie samochodu do faktury za energię danego klienta.

– Inną tendencją rynkową będzie możliwość wyboru sprzedawcy w momencie, w którym decydujemy się na rezerwację punktu ładowania i zakup energii. Zmiana sprzedawcy energii kojarzona jest wyłącznie z obsługą gospodarstw domowych, czyli stacjonarnych punktów. My idziemy krok dalej – chcemy, żeby klient, rezerwując punkt ładowania, miał też możliwość wyboru sprzedawcy, a tym samym możliwość wyboru najtańszej oferty energii w danym punkcie czy w danym dniu. Próbujemy edukować rynek i pokazać, jak takie rozwiązanie może wyglądać – mówi Krzysztof Biezmienow.

Rząd stawia mocny akcent na rozwój mobilności, która jest jednym z filarów przyjętej w lutym Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, opracowanej przez resort Mateusza Morawieckiego. Według rządowych założeń do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć nawet milion pojazdów elektrycznych, które będą w sumie zużywać około 4 TWh energii rocznie. Drugi cel to upowszechnienie w polskich miastach transportu opartego o elektryczne autobusy, infrastrukturę ładowania i inne środki transportu wykorzystujące napęd elektryczny. Resorty rozwoju i energii pracują wspólnie nad projektem ustawy o elektromobilności, która ma uregulować ten rynek.

 Położenie nacisku na elektromobilność w Polsce przez obecny rząd pomoże się rozwijać temu rynkowi. Oczywiście, to musi opłacać się wszystkim – im więcej samochodów elektrycznych, tym będą tańsze samochody i tym łatwiejszy będzie dostęp do punktów ładowania – ocenia Krzysztof Biezmienow.

Obecnie udział elektryków i hybryd typu plug-in w polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc. Jednak dane KPMG i Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego pokazują trend wzrostowy: w ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano 556 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in, co oznacza 65-proc. wzrost rok do roku.

– Plany są ambitne i zakładają, że w 2020 roku będzie już ok. 70 tys. samochodów elektrycznych, a w 2025 roku – około miliona. Na dziś te liczby wydają się przesadzone, ale niewątpliwie jest to kierunek, w którym chcemy podążać. Jeżeli będzie się to opłacało zarówno producentom samochodów elektrycznych, użytkownikom, jaki i dostawcom usługi ładowania czy energii elektrycznej, ten rynek na pewno nabierze odpowiedniej dynamiki – mówi Krzysztof Biezmienow.

Jak wynika z badania przeprowadzonego w tym roku przez SW Research na zlecenie PSPA, 12 proc. Polaków planuje w najbliższym czasie zakup samochodu elektrycznego, a 31,5 proc. wciąż się nad tym zastanawia. Kierowcy powoli, ale coraz chętniej przesiadają się na samochody z zeroemisyjnym napędem, ponieważ znikają kolejne bariery. Nowe modele oferują coraz lepsze osiągi, a ich ceny stopniowo spadają.

– Zasięg samochodów elektrycznych zmienia się i będzie zmieniał się nadal. Przypomnijmy sobie pierwsze komórki czy laptopy – bateria takich urządzeń pracowała przez 1,5–2 godziny. Dzisiaj zarówno laptopy, jak i telefony komórkowe mają tak sprawne baterie, że jest to już przynajmniej 10 godz. W tym zakresie będzie postępowała ewolucja, firmy przeznaczają bardzo duże nakłady na podniesienie sprawność baterii elektrycznych. Myślę, że w przeciągu 5 lat zasięg samochodów elektrycznych się podwoi – prognozuje Krzysztof Biezmienow.

Robinson Europe S.A. kończy rok z najwyższym zyskiem w historii

Robinson Europe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą sprzętu wędkarskiego oraz sportowego, zakończyła rok obrotowy 2016/2017 zyskiem netto w wysokości 1.779 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 14.988 tys. zł. Emitent osiągnął w minionym roku istotny wzrost rentowności dzięki realizacji założeń strategii rozwoju.

W samym 4 kw. roku obrotowego 2016/2017 Spółka wypracowała zysk netto sięgający 673 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 2.907 tys. zł. W analogicznym okresie ubiegłego roku Emitent miał stratę netto w kwocie 36 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży wyniosły 2.670 tys. zł. Na wzrost rentowności Robinson Europe S.A. wpływają przede wszystkim skuteczne działania w zakresie zwiększenia efektywności komunikacji oraz wymiany informacji pomiędzy handlowcami działającymi w terenie a centralą Spółki, jak również optymalizowanie procesów obsługi magazynowej. Emitent realizuje także spójny program w obszarze promocyjno-marketingowym. Stabilny wzrost sprzedaży jest odnotowywany w segmencie wędkarstwa i to zarówno na rynku polskim, jak i w ujęciu całościowym.

„Jesteśmy niezwykle zadowoleni z wyników finansowych osiągniętych w samym 4 kwartale, jak również w całym roku obrotowym 2016/2017. Udało nam się zwiększyć sprzedaż o kilka punktów procentowych oraz wypracować zysk netto wyższy o ponad 300%, co stanowi o ogromnym wzroście rentowności. Odnotowujemy stabilny wzrost przychodów w segmencie wędkarstwa, głównie na rynku krajowym. Dzięki podejmowanym działaniom prorozwojowym m.in. w zakresie poprawiania komunikacji i przepływu informacji pomiędzy handlowcami terenowymi a centralą Spółki oraz optymalizowaniu procesów gospodarki magazynowej powinniśmy utrzymać trend wzrostowy w kolejnych kwartałach.” – ocenia Paweł Busz, Członek Zarządu Spółki Robinson Europe S.A.

W IV kw. roku obrotowego 2016/2017 Robinson Europe S.A. dokonała także aktualizacji wartości aktywów finansowych – akcji notowanej na rynku NewConnect spółki Outdoorzy S.A. Emitent posiadał na koniec IV kwartału roku obrotowego 2016/2017 4.400.000 szt. akcji tego podmiotu. Ich kurs na koniec października 2017 r. wynosił 0,48 zł. Zarząd Robinson Europe S.A. bardzo dobrze ocenia decyzję o upublicznieniu Outdoorzy S.A. na alternatywnym rynku oraz działania podejmowane przez tą spółkę w celu umacniania pozycji rynkowej i budowania zasięgu.

„Wzrost kursu akcji Outdoorzy S.A. notowanej na rynku NewConnect umożliwił nam dokonanie aktualizacji wartości tej inwestycji. Po ponad roku od debiutu tej spółki na alternatywnym rynku mogę z całą pewnością powiedzieć, że decyzja o upublicznieniu była słuszna. Outdoorzy cały czas utrzymują wysoką dynamikę wzrostu sprzedaży zarówno w segmencie detalicznym, jak i hurtowym. Spółka ta realizuje efektywne działania marketingowe, które pozwalają na zwiększenie zasięgu jej sklepu internetowego oraz docieranie z jego ofertą do nowych klientów.” – dodaje Paweł Busz.

W sierpniu 2017 r. Zarząd Spółki podjął Uchwałę o odstąpieniu od sprzedaży osobie trzeciej bądź wniesienia aportem do innego podmiotu wyodrębnionej funkcjonalnie, organizacyjnie i finansowo zorganizowanej części przedsiębiorstwa Spółki w postaci działu sportowego. Dział ten będzie nadal funkcjonował w ramach struktur wewnętrznych Robinson Europe S.A., a dzięki przeprowadzonym analizom będzie on przechodził stopniową restrukturyzację. Emitent planuje istotną redukcję stanów magazynowych w tym segmencie i zamierza skoncentrować się na ograniczeniu oferty oraz dystrybucji do najbardziej rentownych produktów.

W sierpniu 2017 r. Robinson Europe S.A. zawarła umowy kredytowe z Bankiem Zachodnim WBK S.A. Spółka podpisała umowę na kredyt w wysokości 2 mln zł z przeznaczeniem na finansowanie bieżącej działalności gospodarczej, kredyt obrotowy w kwocie 1 mln zł oraz kredyt w rachunku bieżącym w wysokości 2 mln zł. Pozyskane przez Spółkę kredyty zastąpią poprzednie umowy kredytowe z Alior Bank S.A. i zapewnią jej stabilne finansowanie bieżącej działalności w okresie długoterminowym. Nowe kredyty zostały zawarte na korzystniejszych dla Robinson Europe S.A. warunkach finansowych, co pozytywnie wpłynie na jej wyniki finansowe. Kredyty Spółki w Alior Bank S.A. zostały spłacone.

Spółka w lipcu 2017 r. wypłaciła po raz pierwszy w historii dywidendę w wysokości 0,05 zł na akcję.

Ostatnia szansa na MDM. Sprawdź, co musisz wiedzieć

W styczniu 2018 roku ruszy ostatnia pula dofinansowań w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych”. Do rozdania będzie 381 mln zł, co powinno wystarczyć dla 15-16 tys. kredytobiorców.

– Zainteresowanie programem MDM jest tak duże, że pieniądze mogą rozejść się nawet w ciągu jednego dnia. Tu obowiązuje zasada „kto pierwszy – ten lepszy”, a więc warto już dziś przygotować się do złożenia wniosku – komentuje Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży Wawel Service.

Do kredytu hipotecznego można otrzymać dopłatę w wysokości od 10 do 30%. Co ważne, kwota ta może zastąpić lub uzupełnić wkład własny. Wysokość dofinansowania jest uzależniona od sytuacji życiowej kredytobiorcy i obejmuje mieszkania z rynku pierwotnego, wtórnego i domy jednorodzinne.

MDM tylko dla wybranych

Rządowe wsparcie finansowe  w ramach programu przeznaczone jest dla osób do 35 roku życia (w przypadku małżeństw zasada dotyczy młodszego z małżonków), które nie posiadają mieszkania. Z tego warunku są zwolnione osoby, które mają pod opieką co najmniej troje dzieci.

Decyduje metraż i cena

Pierwszym krokiem w drodze po MDM jest znalezienie wymarzonego lokum, które będzie spełniało odpowiednie kryteria metrażowe i cenowe. Mieszkanie może mieć maksymalnie 75 m kw., a dla rodziny, która wychowuje co najmniej troje dzieci do 85 m kw. Jeśli ktoś decyduje się na dom, jego powierzchnia nie powinna przekroczyć 100 m kw. Cena za m kw. nie powinna być wyższa niż ta narzucona przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Limity można sprawdzić na oficjalnej stronie rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych”.

Kredyt najlepiej z doradcą

Przed decyzją o kupnie mieszkania warto skonsultować się z doradcą finansowym, który sprawdzi zdolność kredytową, wyliczy wysokość dopłaty, przedstawi oferty banków i przygotuje listę dokumentów oraz druki wniosków kredytowych. Doradca złoży również wnioski w bankach i będzie koordynował działania związane z zaciągnięciem kredytu. Przed spotkaniem z profesjonalistą informację o zdolności można sprawdzić w Biurze Informacji Kredytowej.

Im szybciej tym lepiej

Procedura rejestracji wniosków MDM rozpocznie się 2 grudnia. Im szybciej złożysz wniosek, tym większa szansa na dofinansowanie. Bank sprawdzi, czy masz uprawnienia do skorzystania z programu, zweryfikuje dostarczone dokumenty i wyda decyzję finansową. Jeśli będzie ona pozytywna – podpiszesz umowę kredytową, a bank wypłaci kwotę kredytu (w ostatniej transzy dopłatę MDM). Na jakie dofinansowanie możesz liczyć?

  • 24 000 zł – dla singli, par i małżeństw bez dzieci,
  • 36 000 zł – dla singli, par i małżeństw z jednym dzieckiem,
  • 48 000 zł – dla singli, par i małżeństw z dwójką dzieci,
  • 94 000 zł – dla singli, par i małżeństw z trojgiem lub więcej dzieci.

Program „Mieszkanie dla młodych” cieszy się dużą popularnością. W 2014 roku kredytobiorcy wykorzystali 35% dostępnych funduszy, w 2015 – 85%, a w ubiegłym roku skorzystano z całości środków finansowych.

– Zainteresowanie programem „Mieszkanie dla młodych” jest ogromne. Oferty gotowych mieszkań Wawel Service z MDM, jak np. Piasta Park, Krygowskiego czy ekologiczne domy w Michałowicach budzą największe zainteresowanie wśród naszych klientów. Wielu z nich chciałoby, aby projekt MDM był kontynuowany – mówi Adrian Potoczek.

Kancelaria Prawna Koksztys rozwija usługi zarządzania wierzytelnościami dla biznesu

Koksztys Kancelaria Prawa Gospodarczego sp. k. z Wrocławia, zapewniająca usługi prawne dla biznesu, rozwija swój portfel funduszy i usług w zakresie procesów windykacyjnych. Firma pozyskała do obsługi dwa kolejne fundusze sekurytyzacyjne, których portfolio przekracza 1 miliard złotych dla każdego z nich. Wprowadza również nową na polskim rynku usługę – współpracę długoterminową na zasadzie forward flow.

Rynek obrotu wierzytelnościami w Polsce coraz mocniej się rozwija, a wraz z nim branża zarządzania tego typu transakcjami. Jak wynika z cyklicznego badania przeprowadzanego przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych, wartość nominalna wierzytelności obsługiwanych przez badane firmy, wyniosła pod koniec pierwszego kwartału 2017 roku 100,5 miliardów złotych, czyli 3-procent więcej niż w poprzednim okresie. W odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku, Kancelaria Koksztys, certyfikowany przez Krajowy Nadzór Finansowy zarządca funduszami sekurytyzacyjnymi, rozwija kolejne usługi związane z lokowaniem kapitału w wierzytelności.

Dwa nowe fundusze sekurytyzacyjne w portfelu

Koksztys Kancelaria Prawa Gospodarczego pozyskała z końcem września dwa nowe fundusze sekurytyzacyjne o wolumenie 1 miliarda złotych dla każdego z nich. Są to podmioty dedykowane do profesjonalnego zarządzania wierzytelnościami – emitują certyfikaty inwestycyjne, które następnie obejmowane są przez inwestorów. Za pozyskane środki fundusz kupuje portfele wierzytelności, którymi zarządza podmiot serwisujący.

Rolą Kancelarii, jako zarządcy, będzie prowadzenie całościowego, pełnego procesu windykacji spraw masowych, zakupionych przez nowo pozyskane fundusze. Oznacza to wszelkie działania – polubowne, sądowe, egzekucyjne zmierzające do efektywnego odzyskania wierzytelności.

Pozyskanie kolejnych dwóch dużych podmiotów do portfela Kancelarii to dla nas ogromny sukces – podkreśla Bartłomiej Barański, Dyrektor Departamentu Klientów Strategicznych w Kancelarii Koksztys. I dodaje – Wzrastający wolumen wartości funduszy, z którymi współpracujemy, to dla nas potwierdzenie, że rynek docenia doświadczenie oraz wiedzę, którą posiadamy. Jesteśmy cenionym, zaufanym i profesjonalnym partnerem w biznesie.

Firma posiada doświadczenie w zakresie operowania dużymi wolumenami finansowymi – oprócz dwóch nowo pozyskanych, zarządza również funduszem, w przypadku którego wspólnie z inwestorem dokonała już zakupu pakietów wierzytelności na rynku polskim. Wspomniany inwestor posiada zainwestowane w portfele wierzytelności na rynku europejskim środki przekraczające 20 mld euro. Wspólnie z nim wrocławska Kancelaria, aktywnie i z sukcesami, uczestniczy w przetargach na polskim rynku.

Forward Flow – sposób na stabilne i płynne przeprowadzenie operacji sprzedaży wierzytelności

Forward flow to nowa usługa w ofercie Kancelarii Koksztys, a jednocześnie nowość na polskim rynku. Umowa tego typu polega na zobowiązaniu się przez strony do sprzedaży i kupna długu o określonej kwocie, w określonym czasie, przy stałej stopie procentowej. Dzięki takiemu rozwiązaniu zbywca wierzytelności nie musi każdorazowo organizować procesu przetargowego, co oznacza oszczędność czasu i pieniędzy. Nabywca zyskuje natomiast stały napływ wierzytelności.

Jak tłumaczy Bartłomiej Barański, Dyrektor Departamentu Klientów Strategicznych w Kancelarii Koksztys – Rynek sprzedaży wierzytelności ma charakter aukcyjny – oznacza to, że zaplanowanie operacji finansowych jest tu utrudnione. Długoterminowa umowa w modelu forward flow zapewnia zbywcom wierzytelności stabilne i płynne przeprowadzanie operacji sprzedaży. Jest to nowe rozwiązanie na polskim rynku, ale z sukcesem stosowane w krajach zachodnich.

Model biznesowy w formule forward flow przeznaczony dla klientów windykacyjnych i instytucjonalnych.

Bankowość a Generacja Z. Czym zachęcić najmłodsze pokolenie klientów?

W ostatnich latach banki starały się zachęcić do korzystania z ich usług konsumentów z pokolenia Millenialsów, zwanych również pokoleniem Y – tych, którzy urodzili się w latach 80. i 90., a obecnie tworzą niezwykle atrakcyjna grupę docelową dla instytucji finansowych. Tuż za nimi aktualnie wkracza w dorosłość pokolenie Generacji Z – urodzeni między rokiem 1995 a 2010, którzy po raz pierwszy szukają produktów finansowych i mogą okazać się kolejną wielką szansą dla banków.

Według niektórych prognoz, do roku 2020 tak zwane Zetki będą stanowić aż 40 procent wszystkich konsumentów, a ponadto będą wykazywać większą siłę nabywczą niż jakiekolwiek poprzednie pokolenie w tym wieku. Dlatego powinny stanowić lukratywny – i potencjalnie długoterminowy – cel dla każdej instytucji finansowej.

Nie mylić z Millenialsami!

Wielu menedżerów bankowych uważa Generację Z jedynie za przedłużenie poprzedniego pokolenia Y, którego najmłodsi przedstawiciele mają teraz około dwudziestu kilku lat. Błędne jest jednak założenie, że te grupy mają podobne cele i motywacje, a taktyki ukierunkowane na pokolenie Millenialsów można w równym stopniu stosować w przypadku Pokolenia Z.

Obie grupy osiągnęły pełnoletność w bardzo różnych światach – pod względem gospodarczym, technologicznym i politycznym – i dlatego mogą mieć odmienne podejście do życia i potrzeb finansowych. Osoby urodzone po 1995 roku należą do grupy demograficznej odznaczającej się unikalnymi cechami i oczekiwaniami, które odróżniają je od starszych.

Zarządzanie pieniędzmi – czego oni chcą?

Dorastając po kryzysie finansowym, obserwując starsze pokolenia borykające się z bezrobociem i zadłużeniem, Generacja Z odczuwa ekonomiczny niepokój, ponieważ byli świadkami kryzysów finansowych w ciągu ostatniej dekady. To właśnie wychowanie stanowi jeden z kluczowych czynników, które odróżnia ich od poprzedniego pokolenia Millenialsów, dorastającego w środowisku znacznie bardziej przewidywalnym gospodarczo.

Prawie siedmiu na dziesięciu (69 procent) przedstawicieli Generacji Z uważa, że planowanie przyszłych finansów jest problematyczne, a jednocześnie prawie 43 procent z nich obawia się o swoją finansowa przyszłość. Bartłomiej Śliwa, Dyrektor Zarządzający NCR Corporation, globalnego lidera w obszarze technologii dla sektora finansowego ocenia, że oznacza to konieczność zmian w zakresie funkcjonowania placówek bankowych:

Wsparcie, którego szukają najmłodsi klienci ze strony swoich banków to przede wszystkim fachowe porady, które mogłyby pomóc im wejść w dorosłe życie i ułatwić samodzielność finansową. Od swoich banków oczekują narzędzi i pomocy w zrozumieniu systemów pożyczkowych oraz podatkowych, różnych rodzajów rachunków bankowych oraz spersonalizowanego podejścia i wskazówek, jak pomnożyć swoje pieniądze. Oznacza to między innymi przesunięcie pracowników banków z rutynowych czynności, które dzięki nowym generacjom urządzeń samoobsługowych mogą zostać zautomatyzowane, na jakościowe konsultacje i budowanie oferty spójnej z potrzebami młodych klientów.

Jak wynika z badań Gemius Polska, Generacja Z dojrzewająca w Polsce, lubi zadawać pytania i jest bardziej dociekliwa niż ich starsi koledzy, dlatego aby sprostać ich wymaganiom, banki powinny zapewnić swoim młodym klientom możliwość zaspokojenia głodu wiedzy finansowej.

Technologia na pierwszym miejscu

Nieodzownym atrybutem Generacji Z jest smartfon, z którym młodzi ludzie nie rozstają się właściwie nigdy. Nie bez przyczyny.

Generacja Z to pokolenie osób wielozadaniowych – codziennie na średnio pięciu ekranach lub urządzeniach, spędzają przeciętnie 5,2 godziny. Tłumaczy to ich bardzo wysokie oczekiwania wobec marek, jeśli chodzi o komunikację za pośrednictwem kanałów elektronicznych.

Na przykład 60% konsumentów z Generacji Z nie będzie korzystało z aplikacji lub strony internetowej, które nie oferują odpowiedniego poziomu jakości w zakresie szybkości i ergonomii funkcjonowania. Aż 75 procent tej grupy najchętniej używa smartfonów jako swojego podstawowego urządzenia – w porównaniu z zaledwie 45 procentami, którzy najchętniej używają laptopa. –Banki powinny wyjść naprzeciw zmieniającym się oczekiwaniom – twierdzi Bartłomiej Śliwa – jeśli nowi klienci oczekują możliwości korzystania z wielu różnych urządzeń i aplikacji do kontaktu ze swoim bankiem, obsługa klienta powinna być spójna na wszystkich tych kanałach. Nowoczesne systemy oprogramowania idą dokładnie w tym kierunku. Przykładowo bankomaty nowej generacji, które wprowadzamy właśnie na polskim rynku, umożliwiają m.n.: zlecenie wypłaty gotówki przez telefon, jeszcze przed dotarciem klienta do urządzenia samoobsługowego i jej realizację tylko poprzez przyłożenie telefonu do czytnika.

Lojalność – co to znaczy?

Kolejnym wyzwaniem, które banki muszą zacząć brać pod uwagę, kierując ofertę do młodych konsumentów, jest to, że mogą oni być mniej lojalni wobec marki niż poprzednie pokolenia, podczas gdy instytucje finansowe będą musiały pracować intensywniej, aby zdobyć zaufanie tej grupy wiekowej.

Zarówno w Polsce, jak i wielu innych krajach na całym świecie, młodzi ludzie dorastają w perspektywie bardzo nasyconego rynku, gdzie łatwo porównać oferty i zmienić usługodawcę za pomocą zaledwie kilku dotknięć ekranu. W obliczu podobnego nasycenia,  pokolenie Z jest bardziej skłonne niż jakiekolwiek inne, aby przejść do konkurencji, jeśli uzna, że dysponuje lepszą ofertą.

Tradycyjne metody, takie jak programy lojalnościowe, nie robią na Zetkach większego wrażenia. Podczas gdy 45 procent Millenialsów jest zainteresowanych podobnymi programami, liczba ta spada do zaledwie 30 procent przy Generacji Z.

Spełnianie sprzecznych wymagań

Mogłoby się wydawać, że wyjście naprzeciw potrzebom Pokolenia Z będzie trudnym zadaniem, a banki będą musiały pogodzić nierzadko sprzeczne wymagania. Młodzi konsumenci znają się na technologii cyfrowej i oczekują możliwości nieustannego kontaktu, ale cenią także bezpośrednie, spersonalizowane usługi, które mogą zapewniać tylko tradycyjne oddziały.

W środowisku, w którym tak wiele firm walczy o uwagę bardzo wymagającego Pokolenia Z, nowoczesne narzędzia komunikacji mogą okazać się kluczem do zapewnienia oczekiwanego poziomu usług.

Więcej na: Ncr.com

Od 1 stycznia 2018 r. rozdzielenie źródeł przychodów u podatników CIT

Państwowe kopalnie węgla znikną z rynku

Rząd musi pójść w kierunku dywersyfikacji źródeł energii. Przez ponad 25 lat gospodarki rynkowej, aby ratować kopalnie węgla kamiennego wydaliśmy 230 mld zł. Kiedy udział węgla w miksie energetycznym spadnie poniżej 50 proc.?

Wydobycie węgla na świecie powoli spada. Wiele instytucji finansowych zdecydowała się już nie wspierać inwestycji w paliwa kopalne. Chiny i Indie postanowiły zawiesić ponad 100 projektów węglowych o łącznej mocy 68 GW. Niemcy w 2018 r. zakończą wydobycie w dwóch ostatnich szybach w tym kraju.

W Polsce restrukturyzację górnictwa zaczynaliśmy, gdy mieliśmy ponad 100 kopalń, wydobycie na poziomie 180 mln ton, zatrudnienie przekraczające 400 tys. Osób. W czasach rządu w ciągu czterech lat Jerzego Buzka redukcja mocy produkcyjnych wyniosła 25 mln ton, częściowo lub całkowicie zlikwidowano 23 kopalnie i zmniejszono zatrudnienie o ponad 100 tys. osób.

Nie tylko polityka klimatyczna i wysokie koszty krajowego wydobycia węgla kamiennego czy brak perspektyw dla nowych odkrywek węgla brunatnego powinny skłaniać rząd do wspierania nowych źródeł energii. Pomóc w odchodzeniu od węgla może efektywność energetyczna, zwłaszcza że znacznie przyśpieszył rozwój energetyki odnawialnej i technologii magazynowania energii. Już jedna trzecia energii na świecie pochodzi ze źródeł odnawialnych. Zastępowanie elektrowni węglowych powinno zostać powiązane z energetyką gazową, komercyjnym magazynowaniem energii, inteligentnym zarządzaniem, dynamicznymi taryfami, negawatami, transportem elektrycznym.

– Czy Polska w 2050 r. będzie miała 50 proc. udział węgla kamiennego w miksie energetycznym? Jeżeli popatrzymy na tempo odchodzenia od węgla kamiennego na Zachodzie i na to co się dzieje w Polsce, to ja bym nie postawił dużych pieniędzy na to, że tak się stanie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl. – W 2050 r. węgiel kamienny okaże się przede wszystkim wspomnieniem, choć będzie miał jeszcze jakiś swój udział.

Ekspert dodaje jeszcze: – Jednak jeżeli kopalnie przetrwają, to będą to wtedy firmy prywatne i nie będzie już miejsca dla państwowych spółek wydobywających węgiel energetyczny. Natomiast inna jest przyszłość węgla koksującego.

W 3 kw 2017 r. dynamika tworzenia nowych aktów prawnych wynosiła 8,3 proc

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Ostatni tydzień przed świętami nie oferuje zbyt wielu okazji do zatrzaśnięcia rynkami finansowymi. Po decyzjach banków centralnych Szwecji i Japonii nie oczekuje się zmian w polityce pieniężnej. Poza tym chwilowych emocji dostarczą indeks Ifo z Niemiec, PKB z Nowej Zelandii, sprzedaż detaliczna z Kanady i zamówień na dobra trwałe z USA.

Przyszły tydzień: Ifo, Riksbank, BoJ, PKB z USA/Wlk. Brytanii/Nowej Zelandii, CPI/sprzedaż z Kanady

Pomimo że Fed podniósł stopy procentowe i podtrzymał prognozę trzech kolejnych w 2018 r., sugestia Yellen, że Fed już ujmuje w prognozach wpływ polityki fiskalnej, była rozczarowaniem dla USD. W konsekwencji w przyszłym tygodniu finalne postanowienia w sprawie ustawy podatkowej mogą mieć mniejszy wpływ na rynki, jeśli sukces w cięciu podatków nie jest wystarczającym do przyspieszenia zacieśniania polityki monetarnej.

Wspólny projekt ustawy ma przejść przez obie izby Kongresu i zostać przedłożony prezydentowi do końca tygodnia. W przyszłym tygodniu (pt) kończy się też termin przedłużenia finansowania budżetu i politycy będą musieli porozumieć się o kolejne wydłużenie, prawdopodobnie do końca stycznia. Ponieważ Republikanom bardzo zależy na ogłoszeniu sukcesu legislacyjnego, sądzimy, że wydarzenia nie przyniosą przykrych niespodzianek, stabilizując USD do końca roku. Z danych PCE Core (pt) prawdopodobnie pokaże skromny wzrost tylko o 0,1 proc. m/m w ślad za rozczarowaniem w inflacji bazowej. Poza tym otrzymamy drugorzędne odczyty z rynku budownictwa mieszkaniowego (wt) i nieruchomości (śr, pt), indeks Fed z Filadelfii (czw), Uniwersytetu Michigan (pt) i finalny szacunek PKB za III kw. (czw).

Miesiąc temu Indeks Ifo wzrósł do rekordowych poziomów, więc teraz możliwe jest lekkie odreagowanie. Nastroje w niemieckim biznesie pozostają jednak bardzo dobre, co widać po wskazaniach PMI. Dobre dane znajda odzwierciedlenie w reakcji EUR. Z Wielkiej Brytanii otrzymamy finalny szacunek PKB z III kw., ale nie oczekuje się rewizji tempa 0,4 proc. k/k. W szczegółach rynek skupi uwagę na realnym wzroście dochodów i oszczędności, gdzie wrażliwość będzie większa na słabsze wartości. Przy zamkniętych tematach polityki monetarnej i Brexitu do końca roku, funt powinien przejść w spokojny dryf.

W Szwecji Riksbank powinien pozostawić główną stopę procentową na -0,50 proc. Wyższy odczyt inflacji za listopad i słabsza korona powinny pozwolić na zakończenie programu skupu aktywów w terminie (do końca roku), jednak dyskusja o podwyżce stóp procentowych to bardzo odległy scenariusz. Jakkolwiek gołębie zaskoczenia są mało prawdopodobne, tak i Riksbank powinien powstrzymywać się od jastrzębich wzmianek, gdyż raczej z zadowoleniem przyjmie ostatnią słabość SEK. Bliskość końca roku przepuszczalnie zdusi zmienność po decyzji.

Z Polski dotrą dane z rynku pracy (pon, pt), przemysłu i handlu (wt) oraz minutki RPP (czw). Zatrudnienie powinno utrzymać dynamikę 4,4 proc., ale płace mogą podbić wypłaty premii świątecznych (prog. 7,6 proc.). Niekorzystny rozkład dni roboczych przyniesie miesięczny spadek produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. W protokole RPP powinniśmy znaleźć potwierdzenie niechęci większości członków Rady do prędkiej zmiany stóp procentowych. Krajowe dane raczej nie znajda odbicia w kursie złotego, który pozostaje zamknięty w nudnej konsolidacji 4,1950-4,2250 za euro.

Bank Japonii (śr-czw) powinien pozostawić politykę pieniężną bez zmian. Inflacja CPI wciąż pozostaje daleko od celu, mimo że stopniowo się podnosi. Sytuacja gospodarcza ma się dobrze i nie wymusza interwencji banku centralnego. Uwaga inwestorów skupi się na kwestii momentu odwrotu od ultra-luźnej polityki monetarnej, o czym niedawno wspominał prezes Kuroda. Sądzimy, że dla Japonii jest jeszcze za wcześnie na rozmowy o normalizacji i Kuroda powinien odpowiadać w tym tonie. Podkreślenie gołębiości BoJ może przejściowo osłabiać JPY.

Protokół z posiedzenia RBA (wt) będzie ostatnią próbą komunikacji banku z rynkiem aż do lutego, ale nie nie spodziewamy się niespodzianek, a raczej potwierdzenia nastawienia z poprzednich miesięcy. AUD jest w dobrym klimacie przy słabości USD i obecnym apetycie na ryzyko. W Nowej Zelandii po PKB (śr) oczekuje się wzrostu o 0,6 proc. k/k, co jednak osłabi dynamikę roczną do 2,4 proc. Pozytywne zaskoczenie może mieć silniejszy wpływ na NZD, który ma jeszcze trochę do nadrobienia po przereagowaniu ryzyka politycznego w październiku. W przypadku CAD po ostatnich komentarzach prezesa BoC Poloza rozpoczęła się gra pod styczniową podwyżkę stopy procentowej. Dane z Kanady pozostają mocne, więc w tym tygodniu CPI i sprzedaż detaliczna (czw) mogą pompować oczekiwania. Po tym, jak Fed podciął skrzydła USD, może być łatwiej wyrwać USD/CAD z konsolidacji dołem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

BNP Paribas dołączył do grona emitentów produktów strukturyzowanych na GPW

  • 15 grudnia br. na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zadebiutowały certyfikaty strukturyzowane wyemitowane przez BNP Paribas
  • Instrumentem bazowym dla nowych certyfikatów jest indeks EURO STOXX® BanksPrice EUR Index
  • BNP Paribas to już piąty emitent produktów strukturyzowanych notowanych na GPW

15 grudnia 2017 r. w obrocie giełdowym znalazły się nowe certyfikaty strukturyzowane wyemitowane przez BNP Paribas Issuance B.V. Instrumentem bazowym dla nowej emisji certyfikatów jest indeks EURO STOXX® BanksPrice EUR Index.

 Cieszymy się, że BNP Paribas wyemitował serię certyfikatów strukturyzowanych na naszym rynku. Nowe instrumenty poszerzą paletę możliwości inwestycyjnych o certyfikaty typu autocall na indeks  EURO STOXX® BanksPrice EUR Index. Liczymy na to, że będąc już na polskim rynku i mając przetartą ścieżkę emisji produktów strukturyzowanych, emitent wprowadzi na GPW w przyszłości kolejne – powiedział Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Do obrotu giełdowego została wprowadzona jedna seria certyfikatów ISIN  XS1631571871 z terminem ostatniego notowania 24 listopada 2020 r. Cena emisyjna certyfikatów wynosi 1000 PLN Liczba certyfikatów, które emitent wprowadził do obrotu wynosi 56 465 sztuk. Nowe instrumenty będą notowane na rynku równoległym w Systemie Animatora Rynku. Dystrybutorem certyfikatów było Biuro Maklerskie Banku BGŻ BNP Paribas, które prowadziło sprzedaż w sieci Banku BGŻ BNP Paribas.

– Jesteśmy podekscytowani możliwością notowania naszych certyfikatów strukturyzowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, dzięki czemu zwiększy się ich przejrzystość i płynność. Mamy nadzieję, że pomoże to w dalszym rozwoju produktów strukturyzowanych w sieci Banku BGŻ BNP Paribas oraz pozwoli na bliższą współpracę z innymi dystrybutorami w Polsce – powiedziała Danuta Wolniak z londyńskiego oddziału BNP Paribas, odpowiedzialna za rozwój produktów inwestycyjnych.

Podstawowe informacje dotyczące debiutujących certyfikatów zamieszczone zostały na stronie internetowej: http://eqdpo.bnpparibas.com/XS1631571871 oraz na stronie internetowej GPW: https://www.gpw.pl/produkty-strukturyzowane.

Obecnie na warszawskiej giełdzie notowanych jest 940 produktów strukturyzowanych. Inwestorzy mają duży wybór instrumentów bazowych, zróżnicowanych pod kątem miejsca pochodzenia i rodzaju: akcji, koszyków akcji, indeksów, surowców produktów rolnych. Ponadto produkty strukturyzowane umożliwiają wybór instrumentu bazowego zgodnego z preferowanym poziomem ryzyka inwestycyjnego, a także możliwość zarabiania na wzrostach i spadkach cen instrumentów bazowych.

Z którymi językami zarobisz najwięcej?

Jak wynika z danych Pracuj.pl, pracodawcy coraz częściej poszukują osób ze znajomością co najmniej jednego języka obcego. Wymóg ten pojawia się w ogłoszeniach z każdego obszaru, co oznacza, że nie ma obecnie kategorii, w której znajomość języka nie miałaby znaczenia dla pracodawców. Istnieją takie kategorie, w których ponad 80% ofert pracy zawiera taki wymóg.

Czy znajomość języka obcego jest wymogiem koniecznym?

Największe zapotrzebowanie na pracowników znających inny, oprócz rodzimego, język odnotowuje się w kategorii Zakupy – tam zaledwie 13% wszystkich ofert pracy nie zawierało wymogu znajomości języka obcego. Na drugim miejscu ex equo znalazły się kategoria IT – Administracja oraz Public Relations.Języki obce w pracy

Bardzo dużą wagę do języków obcych, przywiązuje się w sektorze IT. W kategorii IT Administracji, największe zapotrzebowanie na pracowników ze znajomością języka obcego występuje w obszarze Zarządzanie usługami – tam wymóg pojawia się aż w 90% ofert. Z kolei biorąc pod lupę programistów, niemal 90% ofert ze specjalizacji architektura oraz zarządzanie projektem zawiera informację o konieczności znajomości języka innego niż rodzimy.

Podobnie jest w kategorii Doradztwo/Konsulting, w której 90% ofert pracy z sektora prawo/podatki zawiera wymóg znajomości co najmniej jednego języka obcego. Co ciekawe, pracodawcy z tej kategorii w większości wymagają od kandydatów do pracy znajomości języka obcego, wyjątkiem są ogłoszenia pochodzące z sektora publicznego – tam aż 66% ofert pracy nie zawiera oczekiwania związanego ze znajomością języków obcych.

Czy istnieją kategorie, w których język obcy nie jest istotny dla pracodawcy? Jak wynika z analizy Pracuj.pl, istnieją takie kategorie, w których wymóg znajomości języka obcego nie jest tak oczywisty. Część z nich może być pewnym zaskoczeniem.Języki obce w pracy 2

W kategorii Zdrowie/Uroda/Rekreacja, aż 96% ofert pracy skierowanych do pracowników aptek nie zawierało wymogu znajomości języka. W przypadku pracowników z sektora Sprzedaży/obsługi klienta, języki obce są praktycznie nie wymagane od zatrudnionych w sieciach handlowych oraz osób pracujących w finansach/bankowości/ubezpieczeniach. W tej kategorii, język obcy jest wymagany najczęściej wobec osób zajmujących się turystyką oraz inżynierią. Co ciekawe, w przypadku inżynierii bardzo duże znaczenie ma znajomość języka niemieckiego. Pracodawcy oczekują jego znajomości w co piątym ogłoszeniu z tej profesji.

Ciekawe dane pochodzą także z kategorii call center, w której prawie połowa osób, która jest odpowiedzialna za przyjmowanie połączeń powinna znać inny niż rodzimy język, ale już w niemal 74% ofert skierowanych do pracowników odpowiedzialnych za połączenia wychodzące, tego wymogu nie ma.

Gdzie decyduje nie tylko znajomość języka, ale także jego poziom?

Jak wskazują dane Pracuj.pl, wielu pracodawców oczekuje konkretnego poziomu znajomości języka – istnieją takie kategorie, w których pracownik musi wykazać się przynajmniej średniozaawansowanym stopniem znajomości języka obcego. Są to przede wszystkim pracownicy z obszarów: doradztwo/konsulting(specjalizują się w biznesie i strategii – prawie 70%), IT/Telekomunikacja (63%) czy Finanse/Podatki (60%). Także w kategorii Public Relations oraz IT – Rozwój oprogramowania ze specjalnością zarządzanie projektem czy IT – Administracja w sferze zarządzania usługami ponad połowa ofert zawiera wymóg znajomości języka obcego na wyższym niż podstawowy poziomie. Kolejną kategorią, w której znajomość języka angielskiego na poziomie co najmniej średniozaawansowanym jest dla pracodawców ważna, jest lotnictwo. W tym przypadku, wymóg większej niż podstawowa znajomości języka obcego pojawia się w 56,5% ofert.

Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj
Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Nie zawsze i nie w każdej specjalizacji należy spełniać warunek biegłej znajomości języka obcego. Często znajomość na poziomie komunikatywnym jest wystarczająca – szczególnie, gdy nasze obowiązki nie są związane bezpośrednio z językiem, a wręcz używamy go okazjonalnie. Mimo, że znajomość angielskiego czy niemieckiego jest często przepustką do znalezienia dobrej pracy, w CV zawsze warto opisywać stan faktyczny naszej wiedzy. Jeśli w ogłoszeniu wymagają biegłej znajomości języka, a my porozumiewamy się na poziomie komunikatywnym – nie koloryzujmy, ponieważ pracodawca sprawdzi to już podczas rozmowy telefonicznej lub spotkania rekrutacyjnego. Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Najmniejsze zapotrzebowanie na pracowników ze znajomością języka obcego na poziomie minimum średniozaawansowanym odnotowuje się w kategorii obsługa klienta – kasjerzy oraz praca fizyczna – pracownicy magazynowi oraz pracownicy budowlani. We wszystkich przypadkach liczba ogłoszeń była nie większa niż 1%.

W jakich kategoriach pojawia się wymóg znajomości języka angielskiego na poziomie minimum średniozaawansowanym?Języki obce w pracy 3

Jeśli duet języków, to jaki najlepiej sprawdza się na rynku pracy?

Część pracodawców oczekuje znajomości więcej niż jednego języka obcego. Jak wskazują dane Pracuj.pl, najczęściej poszukiwaną kombinacją języków jest znajomość angielskiego i niemieckiego, na drugim miejscu znajduje się kombinacja angielski i francuski, a na trzecim – francuski i niemiecki.Języki obce w pracy 4

W pewnych kategoriach, znajomość dwóch języków obcych jest wymagana w większym stopniu – jak na przykład w spedycji czy zakupach. W przypadku tych kategorii, pracownicy w dużej mierze mają na co dzień do czynienia z kontrahentami z zagranicy, a znajomość większej liczby języków obcych zwiększa komfort ich pracy.

Co ciekawe, w danych Pracuj.pl zaobserwować można także konkretne specjalności w których znajomość co najmniej dwóch języków obcych staje się atutem. Dotyczy to przede wszystkim konsultantów do spraw wdrożeń ERP, inżynierów sprzedaży czy specjalistów hotelarstwa i turystyki.

W jakich regionach najbardziej liczy się znajomość języków obcych?

Czy region ma wpływ na to, czy pracodawcy oczekują od potencjalnego kandydata znajomości języka? Czy istnieją regiony, w których oczekuję się nie tylko języka angielskiego? Dane Pracuj.pl pozwalają odnaleźć pewne prawidłowości.Języki obce w pracy 5

Jak wskazuje analiza Pracuj.pl, pracodawcy poszukują specjalistów ze znajomością języków obcych we wszystkich województwach. W części z nich, wymóg taki pojawia się w ponad 60% ofert, w innych w zaledwie 1/3 ogłoszeń. Językiem najczęściej poszukiwanym przez pracodawców ze wszystkich województw jest język angielski – w przypadku kategorii, w których język ten jest szczególnie wymagany – pojawił się on w ponad 80% ofert pracy. Potwierdzają to również badania firmy Kantar TNS Znajomość języków obcych, które wskazują, że język ten jest najbardziej powszechnym w Polsce językiem obcym. Według badania CBOS, zna go ponad 80% uczniów i studentów oraz ok. 70% osób z wyższym wykształceniem i mieszkańców największych miast. W wielu województwach pracodawcy oczekują znajomości tego języka na wyższym, niż podstawowy poziomie – co trzecie ogłoszenie z województwa małopolskiego oraz mazowieckiego zawiera wymóg znajomości języka angielskiego na poziomie minimum średnio-zaawansowanym. Taki wymóg zawiera również co czwarte ogłoszenie z województwa dolnośląskiego oraz co piąte z województwa łódzkiego oraz pomorskiego.

Na drugi miejscu pod względem zapotrzebowania pracodawców uplasował się język niemiecki. Znając ten język warto szukać pracy zwłaszcza w województwie małopolskim, w którym w jednej na dwadzieścia ofert pracy, pracodawcy oczekują znajomości tego języka na poziomie minimum średniozaawansowanym. W Małopolsce obserwuje się również największy odsetek ogłoszeń, w których pracodawcy poszukują osób ze znajomością języka francuskiego, hiszpańskiego oraz włoskiego.

Analiza zapotrzebowania na kombinację języków w poszczególnych regionach, wskazuje, że największe zapotrzebowanie na drugi język pojawia się w regionach, które mają wieloletnią tradycję współpracy z naszymi sąsiadami zza zachodniej granicy. Są to województwa: dolnośląskie (13,8%), opolskie (13,2%) oraz wielkopolskie (12,2%).

Województwo małopolskie jest z kolei liderem pod względem liczby ogłoszeń w których pojawia się wymóg znajomości dwóch języków na poziomie co najmniej średniozaawansowanym (7,2%, najbardziej powszechna kombinacja angielski-niemiecki). To prawie dwa razy więcej, niż w województwie mazowieckim (4%).

Czy znajomość języków obcych przekłada się na wysokość zarobków?

Znajomość języka obcego wpływa pozytywnie na wysokość pensji w każdym obszarze zawodowym. W niektórych obszarach, pracownicy, którzy biegle posługują się językiem obcym, mogą liczyć nawet  na 35% większe zarobki, w porównaniu z pracownikami ze słabszą znajomością języka. Doskonale obrazuje to sytuacja Architektów IT czy pracowników zajmującym się szeroko rozumianym bezpieczeństwem IT, gdzie wynagrodzenie może być wyższe nawet o jedną trzecią.

Specjaliści ds. sprzedaży współpracujący z kluczowymi klientami w sferze IT/Telekomunikacja, swobodnie posługujący się językiem obcym, mogą liczyć przeciętnie na około 27% większe zarobki, w porównaniu z pracownikami ze słabszą znajomością języka. Analogicznie, w przypadku Key Account Managerów z sektora Motoryzacja/Transport, przeciętna różnica w zarobkach wynosi 20%. Również prawnik po aplikacji czy księgowa mogą zarobić prawie 25% więcej, umiejętnie posługując się językiem obcym.

Artur Kobyliński, Ekspert ds. wynagrodzeń w Grupie Pracuj
Artur Kobyliński, Ekspert ds. wynagrodzeń w Grupie Pracuj

Ciekawe wnioski otrzymujemy z analizy wynagrodzeń kierowców. W tej grupie zawodowej, osoby używające w pracy języka obcego, zarabiają przeciętnie aż o 36% więcej niż ci, którzy języka nie używają. Wynika to z faktu, że w tym sektorze, języka obcego używają głównie kierowcy wykonujący pracę w transporcie międzynarodowym, która jest znaczenie lepiej płatna niż praca wykonywana na terenie Polski. Artur Kobyliński, Ekspert ds. wynagrodzeń w Grupie Pracuj

Języki obce w pracy 6Podsumowując

Zakupy (87%), IT Administracja (83%) oraz Public Relations (83%) to kategorie, w których język obcy jest najbardziej pożądany. Język obcy nie jest wymagany głównie w kategoriach Zdrowie/uroda/rekreacja (75%), Sprzedaż/Obsługa klienta (65%) oraz sektor publiczny (63%).

  • Transport/spedycja oraz doradztwo/konsulting, w których znajomość kombinacji języka angielskiego i niemieckiego jest największym atutem. Jak wskazuje analiza Pracuj.pl, pracodawcy poszukują pracowników ze znajomością języków obcych we wszystkich województwach.
  • Największe zapotrzebowanie pochodzi z województw mazowieckiego (63%), małopolskiego (62%) oraz dolnośląskiego (55%).
  • Językiem najczęściej poszukiwanym przez pracodawców ze wszystkich województw jest język angielski, na drugi miejscu uplasował się język niemiecki.
  • Największe zapotrzebowanie na drugi język pojawia się w regionach, które mają wieloletnią tradycję współpracy z naszymi sąsiadami zza zachodniej granicy. Są to województwa: dolnośląskie (13,8%), opolskie (13,2%) oraz wielkopolskie (12,2%).
  • Język angielski na poziomie minimum średniozaawansowanym wymagany jest najczęściej w województwach małopolskim, mazowieckim, dolnośląskim, łódzkim i pomorskim, w kategoriach: Doradztwo/Konsulting (60%), Public Relations (56,6%) oraz Zakupy (48,3%).
  • Najczęściej poszukiwaną przez pracodawców kombinacją języków jest połączenie znajomości języka angielskiego z językiem niemieckim. Takie oczekiwanie zgłaszają najczęściej pracodawcy z województwa dolnośląskiego, opolskiego, małopolskiego oraz wielkopolskiego.
  • Znajomość języków obcych wpływa na wysokość pensji – w niektórych kategoriach, pracownicy ze znajomością języka na poziomie minimum średniozaawansowanym mogą liczyć średnio nawet na około 25% większe zarobki, niż osoby posługujące się językiem obcym na niskim poziomie.

TSUE potwierdził prawo do odliczenia VAT naliczonego z faktury wystawionej przez niezarejestrowany podmiot

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej po stronie podatników. Niedawno wydany wyrok potwierdza prawo do odliczenia VAT z faktury otrzymanej od niezarejestrowanego kontrahenta. Czy pomimo rozszerzonej możliwości wykreślania podatników z rejestru VAT skończą się problemy z odmową prawa do odliczenia VAT naliczonego?

Rozszerzona możliwość wykreślenia podatnika z rejestru VAT i bardziej rygorystyczna procedura zarejestrowania podatnika VAT

1 stycznia 2017 r. rozszerzono możliwość wykreślenia podatnika VAT z rejestru bez konieczności zawiadomienia podatnika o tym fakcie. Zgodnie z nowym przepisem „naczelnik urzędu skarbowego wykreśla z urzędu podatnika z rejestru jako podatnika VAT bez konieczności zawiadamiania o tym podatnika, jeżeli podatnik nie istnieje lub mimo podjętych udokumentowanych prób nie ma możliwości skontaktowania się z podatnikiem albo jego pełnomocnikiem, lub dane podane w zgłoszeniu rejestracyjnym okażą się niezgodne z prawdą, lub podatnik albo jego pełnomocnik nie stawia się na wezwania organu”. Nietrudno więc wyobrazić sobie sytuację, w której np. podatnik nie ma odpowiednich oznaczeń w miejscu prowadzenia działalności; w momencie wizyty urzędnika nie ma nikogo w siedzibie firmy; podatnik nie odpowiedział na pismo czy e-mail otrzymany od organu. W konsekwencji może zostać wykreślony z rejestru bez zawiadomienia i następczego kwestionowania rzetelności wystawionych przez tego podatnika faktur.

Ponadto wprowadzono również bardziej rygorystyczne warunki samego zarejestrowania przedsiębiorcy na VAT. W efekcie procedura rejestracji może trwać jakiś czas, w trakcie którego podatnik nie wie, czy może już wystawiać faktury VAT czy też nie.

Organy podatkowe podważają możliwość odliczenia VAT z faktury wystawionej przez niezarejestrowanego kontrahenta

Skutkiem wprowadzonych zmian stało się podważanie przez organy podatkowe prawa do odliczenia VAT z faktury wystawionej przez niezarejestrowanego kontrahenta. W dobie istnienia jednolitego pliku kontrolnego organy wysyłają podatnikowi informację o tym, że jego kontrahent nie jest zarejestrowanym podatnikiem VAT, w związku z czym ma on prawo do skorygowania deklaracji złożonej uprzednio do US. Jeżeli podatnik nie dostosuje się do sugestii, raczej nie uniknie kontroli podatkowej czy też postępowania, a w efekcie podjęcia przez organ – w odpowiedniej procedurze – próby pozbawienia podatnika podstawowego prawa do odliczenia VAT naliczonego.

Korzystne dla podatników skutki wyroku TSUE w sprawie C-101/16 a treść odpowiedzi Podsekretarza Stanu Ministerstwa Finansów na interpelację poselską

19 października 2017 r. TSUE rozwiał wątpliwości w powyższym zakresie. Co prawda wyrok zapadł na gruncie systemu podatkowego Rumunii, jednak jego tezy pozostają aktualne również na terytorium RP. W sprawie tej spółka zakwestionowała decyzję administracyjną pozbawiającą ją prawa do odliczenia VAT zapłaconego w związku z nabytymi usługami z uwagi na uznanie kontrahenta za „nieaktywnego” w jawnym rejestrze VAT w dniu wystawienia faktury VAT. TSUE stwierdził, że niedopuszczalna jest odmowa prawa do odliczenia VAT z faktury (na której wyraźnie zostały wskazane wydatki i podatek) wystawionej przez kontrahenta uznanego za nieaktywnego w jawnym rejestrze, gdy odmowa ta nie pozwala na przedłożenie dowodów wskazujących na brak popełnienia przestępstwa podatkowego lub brak utraty wpływów podatkowych. Tym samym, jeżeli dostawa towarów lub świadczenie usług rzeczywiście miały miejsce, nie ma podstaw do pozbawienia podatnika prawa do odliczenia podatku naliczonego.

Jeżeli organ podatkowy podważy możliwość odliczenia VAT z uwagi na brak rejestracji kontrahenta, powinien on jednocześnie umożliwić podatnikowi przedstawienie dowodów na rzeczywiste dokonanie transakcji i w efekcie zaakceptować takie odliczenie. Do dzisiaj jednak – pomimo podobnych wyroków polskich sądów administracyjnych i NSA – organy nadal kwestionują to prawo podatników, a ci ostatni mierzą się z procedurą, w której profesjonalna reprezentacja częstokroć potrafi zaważyć na rozstrzygnięciu.

W związku z wprowadzeniem rygorystycznego procesu rejestracji podatnika Marszałek Sejmu RP złożył interpelację poselską (nr 15666). Odpowiedział na nią Podsekretarz Stanu w MF: „Brak zarejestrowania dostawcy towaru/usługodawcy jako podatnika VAT czynnego w związku z realizacją procesu rejestracji, jako taki nie pozbawia nabywcy towaru/usługi prawa do odliczenia podatku naliczonego (…). Jednocześnie jednak nabywca towarów w przypadku pojawiających się wątpliwości odnośnie kontrahenta (gdzie brak rejestracji kontrahenta stanowi istotną okoliczność, która powinna być wzięta pod uwagę) powinien zachować szczególną ostrożność i przedsięwziąć wszystkie działania, jakich można od niego racjonalnie oczekiwać, w celu upewnienia się, że dokonywana przez niego transakcja nie prowadzi do udziału w przestępstwie podatkowym. Jeżeli w wyniku dokonanej weryfikacji podatnik-nabywca ustali, że dokonujący dostawy towaru/usługodawca nie jest wiarygodny, nie powinien dokonywać transakcji”. Z powyższego wynika, że przed każdą transakcją należy nie tylko sprawdzać rejestr VAT, ale także dochować należytej staranności w celu wykluczenia ewentualnego przestępstwa podatkowego.

Czy do odliczenia VAT z faktury wystawionej przez niezarejestrowanego kontrahenta wystarczy zatem, że do transakcji rzeczywiście doszło i udowodniono to organowi podatkowemu? Z odpowiedzi na interpelację wynika, że to zachowanie tzw. należytej staranności jest kluczowe. W przypadku kwestionowania rzetelności otrzymanych faktur na pewno istotne będzie też przypominanie organom o wyroku TSUE i podjęcie rękawicy w walce o podstawowe prawo podatnika do odliczenia VAT.

Autor: prawnik Weronika Marjańska, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Od licealnego informatyka do właściciela grupy kapitałowej

Robert Strzelecki TenderHut Komandos ITO Robercie Strzeleckim – 40-letnim wiceprezesie grupy kapitałowej TenderHut – wspólnicy mówią: „to nasz człowiek do zadań specjalnych”. Pełni on funkcję Dyrektora Operacyjnego (COO) w grupie kapitałowej, która aktualnie składa się z 4 technologicznych spółek zależnych i ma 7 zagranicznych oddziałów. Robert wraz ze wspólnikiem w marcu 2015 roku przejął spółkę bez przychodów, bez pracowników, bez klientów i bez sprzętu. Właściwie sam szyld. Już na koniec 2015 roku wypracowali 6,44 mln zł mln przychodów, na koniec 2016 roku 8,93 mln zł rocznego przychodu, a po trzech kwartałach 2017 roku spółka może pochwalić się przychodami na poziomie prawie 12 mln zł. 

Roberta charakteryzuje całkowita ślepota na porażkę. Do niego po prostu nie dociera, że czegoś się nie da zrobić. On nie widzi możliwości w stylu „nie uda się” i tym wygrywa. Jak wyszkolony komandos jest niesamowicie nakierowany na cel, wie, co ma ustrzelić i w ogóle nie bierze pod uwagę, że mógłby spudłować. Tak jakby miał noktowizor sukcesu na stałe przymocowany do oczu – z przymrużeniem oka fenomen wspólnika tłumaczy Waldemar Birk, prezes zarządu grupy TenderHut.

W branży IT od ćwierć wieku

Z branżą IT związał się już jako 15 latek, kiedy… na bazarze sprzedawał kopie programów komputerowych – „Microsoft mógłby mnie za to nie lubić, ale to w tamtym okresie nie było nielegalne zajęcie” – śmieje się Robert Strzelecki. Zaczęło się od fascynacji informatyką i rozkręcania sprzętu IT na części pierwsze. Już w liceum pełnił funkcję szkolnego informatyka, a mając 19 lat otworzył z kolegą sklep handlujący sprzętem komputerowym. Rozpoczął studia na Politechnice Warszawskiej Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych, ale ze względu na wymagającą pracę, nie miał na nie czasu. Pracował już wtedy jako programista systemów ERP w firmie IT P.I.W. Kom-Pakt, która po kilku przekształceniach jest dziś częścią Asseco. Ostatecznie studia informatyczne skończył w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik. Jednocześnie spędzając weekendy w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu robił Specjalizację Zarządzanie.

Świat korporacji

Kariera Roberta nabrała tempa, kiedy w 2002 roku został zatrudniony w BRE Leasing, gdzie zarządzał projektami IT, odpowiadał za wdrażanie i rozwijanie systemów leasingowych, ubezpieczeniowych i HR’owych. Zaczynał jako administrator baz danych, a w przeciągu 6 lat kolejne awanse doprowadziły go do stanowiska Zastępcy Dyrektora Pionu Informatyki. Tym samym Robert Strzelecki stał się osobą odpowiedzialną nie tylko za zaplecze technologiczne projektów, ale także za ich stronę budżetową i strategiczno – polityczną. – Stanowisko wymagało myślenia wielotorowego i troski nie tylko o technologiczną jakość, ale także o rentowność projektów. Musiałem szybko nauczyć się dbać o relacje biznesowe, walczyć o swoje pomysły i podwładnych, zarządzać ludźmi i budżetem. Nie ukrywam, że to wymagało ode mnie wyjścia z pewnej strefy komfortu. Niemniej cieszę się z tych doświadczeń, bo to przygotowało mnie na to, co teraz robię w mojej spółce – wspomina Strzelecki.

Zalana serwerownia i helpdesk z Indii

W BRE Leasing zapamiętano Roberta jako człowieka, który bardzo dobrze radził sobie w sytuacjach  kryzysowych wykazując się opanowaniem i logicznym myśleniem. –  Kiedy zalało nam serwerownię, to właśnie Robert jako pierwszy pobiegł i wyłączył prąd. W ciągu kilku sekund zrzucił 80 bezpieczników. A było naprawdę niebezpiecznie, wiele osób mógł porazić prąd, nie wspominając o szkodach w sprzęcie.– opowiada Wiesław Drążek, ówczesny Dyrektor Pionu Informatyki.

Już wtedy Robert był bardzo odważny w swoich decyzjach i nie bał się przeciwstawić otoczeniu. – Ma instynkt informatyczny i umie podejmować ryzyko. Kiedyś mieliśmy bardzo trudną sytuację. Około południa pojawiły się poważne problemy z oprogramowaniem głównej bazy danych firmy, która jest podstawą naszego systemu informatycznego. Robert podjął wtedy bardzo kontrowersyjną decyzję, żeby nie zgłaszać od razu tej usterki do helpdesku. Chciał poczekać do 18-tej. Na pierwszy rzut oka to decyzja nielogiczna,  bo im szybciej zgłosilibyśmy usterkę, tym teoretycznie szybciej zostałaby usunięta. A z naszych przewidywań wynikało, że możemy mieć problem, który niewłaściwie potraktowany, może potrwać i zablokuje systemy firmowe nawet na kilka dni. To byłyby ogromne straty. Ale Robert wbrew wszystkim zadecydował, żeby nie zgłaszać problemu od razu do helpdesku, bo wiedział, że w ciągu dnia obsługuje nas oddział z Indii, a po 18-tej usługę przejmują Stany Zjednoczone. Wiedział, że w Stanach helpdesk dysponuje większym doświadczeniem i zasobami i w efekcie działa bardzie profesjonalnie. I miał rację. Helpdesk w Stanach rozwiązał problem w ciągu godziny. To był słuszna, aczkolwiek kontrowersyjna decyzja – wspomina Wiesław Drążek.

Międzynarodowe doświadczenie

Po BRE Leasing były jeszcze kolejne awanse w firmach SMT Software i iAlbatros, gdzie Robert miał możliwość zetknąć się z projektami realizowanymi na międzynarodową skalę i poznać kulturę biznesową w innych krajach niż Polska. Jego francuski przełożony z tego okresu Moncef Khanfir, CEO w paryskim iAlbatros powiedział – Robert jest świetną osobą do współpracy, wielki profesjonalista z imponującym know-how w zakresie zarządzania projektami i zespołem. – W iAlbatros Robert miał szansę zgłębić temat branży Business Travel, czyli budowy systemów służących rezerwacji hoteli, biletów lotniczych, taksówek i szeroko pojętej organizacji służbowych delegacji. Pracowałem z zaangażowaniem, lecz wciąż czułem niedosyt. Chciałem większych wyzwań. W każdej firmie, dla której pracowałem, były nowe wyzwania, ale szybko stawały się jedynie rutyną i nową kompetencją. Bardzo się rozwinąłem, realizowałem skomplikowane i złożone projekty, nauczyłem się kooperować na rynku zagranicznym. Ale myśl o własnym biznesie wciąż do mnie wracała. Na bazie wieloletnich doświadczeń chciałem zbudować dużą, zaawansowaną technologicznie firmę na własnych zasadach. Miejsce, gdzie mógłbym skorzystać z nabytej wiedzy, ale jednocześnie wprowadzić swoje idee, pomysły i koncepcję biznesu. Wcześniej budowałem działy IT dla innych  – mówi Strzelecki.

Własny biznes

Historia TenderHut zaczęła się w 2010 roku, kiedy spółka CodeArch pełniła funkcję białostockiego oddziału SMT Software. W latach 2011 – 2014 Robert Strzelecki był prezesem tej spółki i odpowiadał za pracujący tam zespół programistów. Po odejściu w 2015 roku z iAlbatros razem z poznanym w SMT Software Waldemarem Birkiem odkupił CodeArch od spółki-matki. I tak, po zmianie nazwy, w 2015 roku powstała firma TenderHut. Wspólnie z Waldemarem podjęli decyzję o ekspansywnym rozwoju organizacji, tworząc zupełnie nowy model funkcjonowania firmy IT – Outsourcing IT w innowacyjnym wydaniu, ekspansja zagraniczna, konsolidacja rynku IT w północno – wschodniej Polsce oraz nowe produkty i usługi, które można skalować na różnorodne rynki. To był nasz pomysł na rozwój firmy – wspomina Robert Strzelecki.

Komandos IT sprawdza się w boju

O tym, jak działa Robert najlepiej przekonują się jego klienci… Koniec tygodnia, godzina 15:30. Do Roberta Strzeleckiego dzwoni telefon. To zaprzyjaźniona firma prosi o ratunek, mają nóż na gardle. Wiedzą, że pomoc może przyjść tylko z jednej strony, od człowieka, który uwielbia wyzwania, a presja czasu jedynie go motywuje.  – Czasem brak ludzi, czasem brak konkretnych kompetencji w zakresie specyficznej technologii, a najczęściej brak czasu skłania firmy do wykonania telefonu właśnie do mnie. Słyszę wtedy: Robert, ten projekt był na wczoraj… dasz radę to pociągnąć? Czuję się wtedy jak komandos, a raczej jak dowódca grupy komandosów, bo u nas liczy się zespół. Dopiero w grupie jesteśmy silni i niezawodni. Wkraczamy całym zespołem do akcji i kończymy projekt – śmieje się Strzelecki. – Generalnie jesteśmy przez dużą część klientów taktowani jak komandosi, ludzie do działań specjalnych: gdy jest problem z projektem, a jakiś realizujący go zespół działa pod presją daty wykonania, to sięgają po nasze wsparcie. W naszej branży krąży dowcip o tym, że dziewięciu programistów może urodzić dziecko w jeden miesiąc i wielu naszych klientów najwyraźniej w to wierzy zlecając nam realizację projektu zaplanowanego na kilka miesięcy z ogromną prośbą, żeby to zrobić w ciągu kliku tygodniu. Staramy się wtedy oczywiście sprostać zadaniu – dodaje Komandos IT.

Prowadzić firmę po swojemu

Dziś, w TenderHut Robert Strzelecki korzysta z całości swojego doświadczenia. – Robert jako nasz operacyjny odpowiada za finanse, dba o to, żeby przychody pokrywały bieżące koszty i żeby jeszcze pojawiał się zysk, który można zainwestować w rozwój spółki. To on planuje emisję obligacji i akcji spółki oraz organizację debiutu TenderHut na giełdzie – mówi Waldemar Birk, prezes zarządu grupy TenderHut. Jako wiceprezes ds. operacyjnych Robert czuwa nad całym procesem tworzenia nowych projektów, od pomysłu przez projektowanie, aż do wdrożenia. Mimo, że nie jest handlowcem, sprzedaje i sprowadza do firmy nowych klientów. A kiedy trzeba … wraca do korzeni i programuje.

–  Jako szef nie ograniczam się tylko do rozdysponowania zadań. Sam także zakasuję rękawy i pracuję ze wszystkimi. Dzięki temu nie zatraciłem zdolności informatycznych na rzecz kompetencji w zarządzaniu. Żeby sobie to udowodnić, co roku startuję w konkursach programistycznych. Na razie chyba nie wypadłem z obiegu – śmieje się Strzelecki. – Pochodzę z rodziny o wojskowych tradycjach. Pewnie dlatego mam taki charakter, że biorę wszystko na klatę i preferuję  styl przywódczy  w prowadzeniu biznesu. Trzymam się też podstawowej zasady, że jeżeli jest coś do zrobienia, to po prostu to robię – puentuje COO grupy TenderHut.