Enefit z pierwszą umową zakupu energii elektrycznej od wytwórcy OZE

Enefit Polska, spółka zależna estońskiej grupy Eesti Energia, podpisała kontrakt na zakup energii elektrycznej od elektrowni wiatrowej Gewind. Dodatkowo Enefit będzie realizować dostawę energii na potrzeby własne farmy. Jest to pierwsza umowa tego typu zawarta na polskim rynku przez Enefit, która jednocześnie zaznacza wkroczenie firmy na rodzimy rynek OZE z nowym zakresem usług.

Poszerzenie obszaru naszej działalności w Polsce o sektor OZE wpisuje się w ogólną strategię grupy Eesti Energia, która zakłada zwiększenie udziału energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w całym portfelu wytwórczym – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska – Polski rynek OZE jest dla nas interesujący w obszarze zakupu energii od wytwórców na podstawie umów indywidualnych, ale także inwestycji, w szczególności w źródła fotowoltaicznedodaje.

Umowa na zakup energii elektrycznej od farmy wiatrowej Gewind została zawarta na 12 miesięcy. Wytwórca będzie sprzedawać energię firmie Enefit w formule SPOT, czyli po zmiennej cenie rynku dnia następnego ustalanej zgodnie z aktualnym kursem na Towarowej Giełdzie Energii (TGE). Formuła ta pozwala wytwórcy korzystać z okresowych wzrostów cen na giełdzie i maksymalizować zyski. Jest to popularne podejście do kontraktacji w krajach bałtyckich. Obecnie aż 40% klientów korporacyjnych Eesti Energia w Estonii kupuje energię elektryczną w formule SPOT.

Z początkiem 2018 roku wchodzą w życie nowe przepisy ustawy o OZE, zgodnie z którymi cena regulowana przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) przestanie obowiązywać. Oznacza to, że producenci energii ze źródeł odnawialnych będą mogli wybrać partnera handlowego, który kupi od nich energię elektryczną i dostarczy usługi bilansowania. Decyzja dotycząca wyboru partnera jest zatem kluczowa i może oznaczać zarówno optymalizację zysków, jak i krótszy czas zwrotu z inwestycji.

Enefit Polska z grupy Eesti Energia – największego producenta energii w krajach bałtyckich – oferuje profesjonalną usługę zakupu energii elektrycznej i bilansowania handlowego (POB) w oparciu o swoje wieloletnie doświadczenie na rynkach międzynarodowych. Rozliczenie odbywa się w trzech formułach, które zakładają zróżnicowany udział ceny gwarantowanej i giełdowej dostosowany do indywidualnych potrzeb klienta (cena stała, cena SPOT lub formuła mieszana).

Eesti Energia rozwija działalność w sektorze energii odnawialnej

Na początku grudnia Eesti Energia ogłosiła, że wychodzi z działalnością w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych na rynki zagraniczne. Ta część biznesu będzie realizowana przez Enefit Green, spółkę z grupy Eesti Energia. W ten sposób estoński koncern planuje zwiększyć swoją obecność na rynku OZE w regionie Morza Bałtyckiego. Strategiczny cel grupy zakłada wytwarzanie 40% energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych do 2021 roku.

Pierwsza taka elektrownia fotowoltaiczna w Polsce

W Jeleniej Górze powstanie pierwsza designerska elektrownia fotowoltaiczna w Polsce. 30 tys. paneli zostanie ułożonych w kształt symbolu miasta – jelonka. Firma Polski Solar S.A. zapowiedziała rozpoczęcie prac na początek 2018 roku.

Unikatowy w skali Polski i świata projekt powstanie na działce przy Trasie Czeskiej, którą firma Polski Solar dzierżawi od miasta. Na kształt jelonka złożą się czarne, monokrystaliczne oraz niebieskie, polikrystaliczne panele słoneczne. Zajmą powierzchnię 22 hektarów. Dzięki temu symbol miasta będzie dobrze widoczny z gór.

Wpisanie jelonka w projekt elektrowni fotowoltaicznej było dla nas oczywistym wyborem. W ten sposób nie tylko odwołujemy się do nazwy Jeleniej Góry i promujemy ją w Polsce i na świecie. Oddajemy również uznanie przełomowym zmianom, na które się zdecydowała, stając się liderem w dążeniu do niezależności energetycznej – mówi William Buba, dyrektor generalny firmy Polski Solar.

Obecność jelonka w herbie Jeleniej Góry, a wkrótce również w formie designerskiej elektrowni, wiąże się z legendą sięgającą czasów Bolesława Krzywoustego. Książę w pogoni za zwierzęciem zapędził się w tereny dzisiejszego miasta. Jeleń chciał w ten sposób na dłużej zatrzymać go w rejonie, by zobaczył piękno okolicy. W rezultacie Bolesław Krzywousty w 1108 roku wystawił tu zamek warowny.

Jelonek, a w zasadzie Centrum Energii Odnawialnej Jelenia Góra, powstaje w ramach Jeleniogórskiego Klastra Energii Odnawialnej. Instalacja o łącznej mocy 10 MW wyprodukuje „czysty” prąd, który zaspokoi potrzeby 4,5 tys. lokalnych gospodarstw domowych. Pierwsze prace ruszą na początku 2018 roku. Wartość inwestycji szacowana jest na 37 mln zł netto.

Klastry energii odnawialnej to przyszłość sektora energetycznego. Mają ogromne znaczenie w kwestii poprawy jakości powietrza w Kotlinie Jeleniogórskiej, ale również ze względu na obniżenie kosztów funkcjonowania powiatu – mówi Jacek Ryński, wiceprezes Fundacji Polski Solar Holding, koordynatora klastra.

Jeleniogórski Klaster Energii Odnawialnej powstał w październiku 2017 roku. Porozumienie podpisał wówczas Jerzy Łużniak, zastępca prezydenta Jeleniej Góry, a także przedstawiciele firm Polski Solar oraz Maf Energy.

To szóste tego rodzaju przedsięwzięcie realizowanym przez firmę Polski Solar z samorządami. Wcześniej powołano: Klaster Energii Odnawialnej Ziemi Ząbkowickiej (gminy Ciepłowody, Stoszowice, Ziębice i Ząbkowice), Klaster Energii Odnawialnej Wzgórz Trzebnickich (Prusice, Oborniki Śląskie, Wisznia Mała, Wołów i Żmigród), Klaster Energii Odnawialnej Ziemi Łużyckiej (Olszyna, Gryfów Śląski, Leśna, Siekierczyn i Lubań), Izerski Klaster Energii Odnawialnej (Mirsk, Wleń, Lubomierz, Lwówek Śląski i Stara Kamienica), Klaster Energii Odnawialnej Wzgórz Strzelińskich (Domaniów, Kondratowice, Przeworno, Strzelin i Wiązów).

Optimum Mark i Kancelaria Prof. Skubisza wygrały z Red Bull przed Sądem UE

Sąd Unii Europejskiej w Luksemburgu utrzymał w mocy unieważnienie niebiesko-srebrnych znaków towarowych Red Bull. Wniosek przeciwko Red Bull GmbH został złożony przez prawników z Kancelarii Prawno-Patentowej Ryszard Skubisz, reprezentujących spółkę Optimum Mark sp. z o.o., powiązaną z Jeronimo Martins Polska S.A., właścicielem sieci sklepów „Biedronka”. To jeden z największych sukcesów polskich prawników w historii europejskich procesów, dotyczących znaków towarowych. Korzystną dla Optimum Mark decyzję w tej sprawie wydał także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

Spółka Red Bull GmbH dążyła do zachowania wyłącznych praw do oznaczeń obejmujących kombinację kolorów srebrnego oraz niebieskiego dla napojów energetyzujących. Kancelaria Skubisz, działając w imieniu Optimum Mark, podniosła w swoim wniosku, że taka kombinacja nie spełnia jednak wymogu graficznej przedstawialności znaku towarowego. Nie można bowiem ustalić jednego układu kolorystycznego, pod względem proporcji i ich wzajemnego rozmieszczania, który mógłby zostać zapamiętany przez konsumentów. Znaki te obejmują nieskończoną liczbę różnorodnych kombinacji kolorów niebieskiego i srebrnego.

Wyrok Sądu Unii Europejskiej jest jednym z najważniejszych unijnych orzeczeń z zakresu prawa własności przemysłowej i jednocześnie pierwszym orzeczeniem, w którym tak szczegółowo rozważono problem przedstawienia kolorowego znaku towarowego. To także bardzo ważna decyzja z punktu widzenia wielu podmiotów handlowych działających na rynku spożywczym. Od tej pory będą one mogły korzystać z  opakowań, których użycie narażało je dotychczas na konsekwencje prawne, jedynie ze względu na zbieżność kolorystyczną z etykietami napojów Red Bull. To był z pewnością jeden z najtrudniejszych procesów w historii naszej kancelarii. Cieszymy się, że byliśmy częścią tego sukcesu – mówi profesor Ryszard Skubisz.

Argumentację Optimum Mark i Kancelarii Skubisz w całej rozciągłości zaakceptowały Wydział ds. Unieważnień  EUIPO, Izba Odwoławcza EUIPO, a następnie Sąd Unii Europejskiej, który orzekł, że „(…) przedstawienie graficzne spornych znaków towarowych stanowi zwykłe zestawienie dwóch kolorów bez formy ani konturów, umożliwiając szereg różnych kombinacji dwóch kolorów (…) opisy załączone do przedstawienia graficznego każdego ze spornych znaków towarowych nie zawierają dodatkowych uściśleń w odniesieniu do systematycznego układu łączącego kolory w z góry określony i stały sposób, a także uniemożliwiającego szereg różnych kombinacji tych kolorów”.

Spółka Red Bull GmbH może wnieść odwołanie od wyroku Sądu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W razie uprawomocnienia się tego wyroku, spółka Red Bull definitywnie straci możliwość podnoszenia roszczeń, na podstawie w/w znaków towarowych, przeciwko innym przedsiębiorcom stosującym kombinację kolorów niebieskiego i srebrnego dla napojów energetyzujących.

Decyzja Sądu UE jest zbieżna ze stanowiskiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie. W dniu 8 grudnia 2017 WSA oddalił skargę Red Bull GmbH na decyzję Urzędu Patentowego RP  o unieważnieniu prawa ochronnego na znak stanowiący srebrno-niebieską kombinację dla oznaczania napojów energetyzujących. W uzasadnieniu WSA poparł w pełni stanowisko Urzędu i Optimum Mark o wadliwej graficznej przedstawialności takiego znaku. Oznacza to, że korzystna dla Optimum Mark decyzja ma swoje umocowanie zarówno na szczeblu UE jak i krajowym.

Prognozy na 2018 rok: optymistycznie w gospodarce, niepewnie na rynkach

W 2018 roku możemy liczyć na kontynuację ożywienia w światowej i polskiej gospodarce. Sytuacja na rynkach finansowych będzie jednak mniej komfortowa niż do tej pory. Trzeba się liczyć z większą zmiennością, a więc i większym ryzykiem oraz słabszym zachowaniem indeksów giełdowych. Jednym ze źródeł niepewności i wahań będzie polityka pieniężna głównych banków centralnych.

Gospodarka daje radę

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nastąpiła wyraźna poprawa koniunktury gospodarczej oraz postrzegania jej perspektyw. Nie sprawdziły się więc dominujące jeszcze na początku 2017 r. obawy, że kruche i mizerne ożywienie tempa wzrostu będzie coraz słabsze. W przypadku większości krajów dynamika PKB z każdym kwartałem rosła, wraz z nią poprawiały się nastroje przedsiębiorców i ekonomistów oraz korygowane w górę były prognozy. Obecnie większość ośrodków analitycznych spodziewa się lekkiego przyspieszenia tempa wzrostu w 2018 r., przesuwając perspektywę jego lekkiego wyhamowania na 2019 r. OECD i MFW przewidują, że światowa gospodarka przyspieszy w 2018 r. z 3,6 do 3,7 proc., amerykańska z 2,2 do 2,3-2,5 proc., w strefie euro dynamika PKB ma obniżyć się do 2,1 proc., ale nastąpi to po nieoczekiwanie silnym, sięgającym 2,4 proc. wzroście w 2017 r. Z 6,8 do 6,5 proc. spowolnić ma wzrost w Chinach, ale ma być to wynik świadomej polityki tamtejszych władz, konsekwentnie zmierzającej do zmiany modelu i struktury gospodarki. Zagrożeń więc nie widać, a obserwując praktykę „nadążania” szacunków ekonomistów za rzeczywistym rozwojem tendencji w gospodarce, można się nawet spodziewać kolejnych optymistycznych rewizji prognoz.

Podobne zjawiska i tendencje, nawet ze zdwojoną siłą, odnoszą się do polskiej gospodarki, która swoją dynamiką zaskoczyła nawet największych optymistów. Prognozy dopiero pod koniec 2017 r. zaczęły odzwierciedlać rzeczywistą sytuację. Zdecydowane przyspieszenie dynamiki PKB w trzecim kwartale do 4,9 proc., a więc do poziomu najwyższego od sześciu lat oraz perspektywa dobrego wyniku w ostatnich trzech miesiącach roku powodują, że tempo wzrostu w całym 2017 r. może sięgnąć 4,4-4,5 proc. Nadal przeważają opinie, że w 2018 r. będzie ono wolniejsze i może wynieść od 3,2 do 3,8 proc., choć pojawiły się też bardziej odważne prognozy, mówiące o wzroście sięgającym nawet 4,4 proc. Optymistyczny scenariusz, zakładający dynamikę porównywalną z tegoroczną, jest możliwy pod warunkiem wyraźnego przyspieszenia inwestycji oraz utrzymania korzystnych tendencji w konsumpcji i eksporcie. Nawet gdyby tempo wzrostu okazało się nieco niższe, poprawić się powinna jego struktura, przesuwając akcent bardziej zdecydowanie z konsumpcji na inwestycje. Zagrożeniem dla jego realizacji mogą okazać się ograniczenia wewnętrzne, głównie w sferze rynku pracy i szeroko rozumianej logistyki, utrudniające realizację dużych inwestycji infrastrukturalnych oraz zewnętrzne, mogące hamować wzrost eksportu. Tym niemniej można założyć, że dynamika PKB sięgnie 4-4,3 proc. Należy zakładać dalsze obniżenie się stopy bezrobocia, utrzymanie się i tak już bardzo wysokiego tempa wzrostu płac, nasilenia inflacji do średniego poziomu 2,3-2,5 proc. Dynamika produkcji przemysłowej powinna utrzymywać się, podobnie jak w 2010 r., na poziomie powyżej 10 proc., przynajmniej w pierwszej połowie 2018 r.

Uwaga na banki centralne

O ile zasadnicze kierunki polityki pieniężnej głównych banków centralnych świata są dość jasno określone, to niewiadomą pozostaje tempo ich działań. Ten czynnik będzie największym źródłem niepewności i powodem wahań sytuacji na rynkach finansowych, przede wszystkim dotyczących walut. Najbardziej zdeterminowana w zacieśnianiu monetarnym jest amerykańska rezerwa federalna. Mimo że jej dotychczasowe działania nie tylko nie spowodowały żadnych perturbacji, ale wręcz były przez inwestorów przyjmowane z optymizmem, kolejne podwyżki stóp procentowych oraz konsekwentne redukowanie sumy bilansowej Fed, mogą w 2018 r. zacząć silniej oddziaływać na sytuację zarówno na rynkach walut i długu, jak i na giełdach. Umocnienie dolara może niekorzystnie wpłynąć na notowania surowców oraz waluty i akcje na rynkach wschodzących, będzie zaś działać pozytywnie na gospodarkę i giełdy krajów strefy euro. Ewentualny negatywny wpływ droższego pieniądza na wyniki amerykańskich firm i gospodarki zostanie zamortyzowany przez efekty reformy podatkowej. Choć Fed podtrzymuje zamiar dokonania trzech podwyżek stóp procentowych w 2018 r., to jednak realizacja takiego scenariusza wcale nie jest przesądzona i zależeć będzie od tempa wzrostu gospodarczego w USA oraz inflacji.

Znacznie bardziej przewidywalna jest polityka Europejskiego Banku Centralnego. W 2018 r. kontynuowany będzie, choć w ograniczonej skali, program skupu aktywów. Choć ma on obowiązywać do września, faktyczny czas jego trwania zależeć będzie od przekonania o trwałym zmierzaniu inflacji w kierunku celu wynoszącego 2 proc. Biorąc pod uwagę prognozy EBC, zakładające że inflacja w strefie euro w 2018 r. wyniesie 1,4 proc., należy się spodziewać przedłużenia programu ilościowego luzowania polityki pieniężnej, a ewentualnej podwyżki stóp procentowych można wyglądać nie wcześniej niż pod koniec 2019 r. Pewnym paradoksem mijającego roku było umocnienie się euro, mimo wyraźnej rozbieżności między łagodną polityką EBC, a zacieśnianiem jej przez Fed.

Choć Rada Polityki Pieniężnej swoje stanowisko deklaruje równie jasno, jak EBC, wśród analityków nie ma jednomyślności  w kwestii utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie do końca 2018 r. O ile najbardziej jastrzębio nastawieni krajowi ekonomiści dopuszczają możliwość podwyższenia stóp procentowych o 0,25-0,5 punktu procentowego pod koniec roku, to agencja ratingowa Fitch przewiduje, że na koniec 2018 r. stopa referencyjna może wynieść 2,5 proc., co oznaczałoby wzrost aż o 1 punkt procentowy. Naszym zdaniem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest pozostawienie stóp na poziomie 1,5 proc. Podwyżka mogłaby nastąpić jedynie w przypadku jednoczesnego utrzymywania się wysokiego tempa wzrostu płac, inflacji trwale przewyższającej 2,5 proc. z tendencją wzrostową oraz dynamiki PKB przekraczającej 4,5 proc. z perspektywą jedynie niewielkiego spowolnienia w 2019 r.

Na giełdach nie będzie łatwo

W 2018 r. trudno liczyć na tak dobre wyniki, jakie były możliwe do osiągnięcia na niemal wszystkich giełdach w minionych dwunastu miesiącach. Nie oznacza to, że należy się obawiać poważniejszego załamania, ale trzeba się liczyć z większymi spadkowymi korektami oraz podwyższoną zmiennością notowań, a więc zjawiskami, od których inwestorzy zdążyli się odzwyczaić. Choć ostateczny bilans nadchodzącego roku powinien być dodatni, to skala wzrostu indeksów będzie raczej jednocyfrowa.

Hossa na Wall Street trwa już dziewięć lat, a niemal 20 proc. zwyżka głównych indeksów z 2017 r. należała do najbardziej dynamicznych w całym tym okresie. Wyceny akcji stały się już mocno wyśrubowane, a perspektywa wzrostu zysków spółek jest raczej umiarkowana. Rynkowi może zacząć ciążyć zaostrzanie polityki pieniężnej przez Fed, umocnienie dolara oraz obawy przed spowolnieniem gospodarczym, które może mieć miejsce w 2019 r. Choć sytuacja na głównych giełdach europejskich jest podobna, to jednak są dwie istotne różnice: o wiele niższe niż w Stanach Zjednoczonych wyceny akcji oraz wciąż bardziej korzystne warunki monetarne, utrzymywane przez EBC. Ewentualne osłabienie się wspólnej waluty może stanowić dodatkowy impuls wzrostowy zarówno dla wyników finansowych europejskich firm, jak i indeksów we Frankfurcie i Paryżu.

Kondycja i perspektywy polskiej gospodarki powinny sprzyjać rynkowi akcji. Trzeba jednak pamiętać, że koniunktura w segmencie największych spółek zależy w głównej mierze od nastawienia globalnego kapitału do rynków wschodzących. WIG20 w 2017 r. wzrósł o 24 proc., ale w ujęciu dolarowym, czyli z punktu widzenia inwestorów zagranicznych, zwyżka sięgnęła 45 proc., stawiając nasz indeks w ścisłym gronie światowych liderów. Będący punktem odniesienia MSCI Emerging Markets zyskał „jedynie” 32 proc. Przewaga WIG20 wynikała między innymi z nadrabiania zaległości z poprzednich lat, gdy pozostawał w tyle. Utrzymanie się w czołówce drugi rok z rzędu może być zadaniem o wiele trudniejszym. Dodając do tego ograniczone możliwości wzrostu zysków największych spółek oraz perspektywę spowolnienia dynamiki PKB w 2019 r., można liczyć na kilkuprocentową zwyżkę WIG20 w skali roku. Tegoroczny wynik ma szansę powtórzyć mWIG40, rosnąc o około 10 proc. Średnie spółki mają potencjał do poprawy wyników finansowych i możliwości wykorzystania dobrej koniunktury w kraju i na świecie. Bardziej zdecydowanej poprawy można oczekiwać po segmencie najmniejszych firm. sWIG80, notujący jedynie symboliczną zwyżkę, to największe rozczarowanie i zaskoczenie mijającego roku. Z jednej strony małe spółki nie zachwycały wynikami, odczuwając ciemniejsze strony gospodarczego ożywienia, czyli wzrost kosztów surowców i zatrudnienia, z drugiej zaś na notowaniach odbijał się dotkliwy brak kapitału, gotowego angażować się w akcje małych spółek. Ostatnie tygodnie przyniosły sygnały pozytywnych zmian w tym sektorze, jest więc bardzo prawdopodobne, że koniunktura ulegnie wyraźnej poprawie.

Patrząc szerzej, z perspektywy przeciętnego posiadacza oszczędności, można się w najbliższych miesiącach spodziewać kontynuacji dotychczasowych tendencji, a więc utrzymania oprocentowania lokat bankowych na bardzo niskim poziomie, co przy nasilającej się inflacji jeszcze bardziej zniechęci do tej formy i skłoni do poszukiwania lepszych możliwości. Najbardziej ostrożni będą zwracać się w kierunku obligacji skarbowych, z których jedynie część będzie w stanie ochronić realną wartość kapitału. Bardziej odważni mogą szukać wyższych zysków na rynku akcji i obligacji korporacyjnych. Zdecydowanie utrzymać się powinno duże zainteresowanie zakupem nieruchomości w celach inwestycyjnych, do czego skłaniać będzie coraz bardziej widoczny wzrost cen nieruchomości oraz nadal atrakcyjne zyski z najmu.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

We Wrocławiu powstanie dolina startupowa

Business Link i Skanska podpisały właśnie umowę o współpracy, dzięki której już we wrześniu 2018 roku we Wrocławiu powstanie niezwykła dolina startupowa. To całkowicie nowy model przestrzeni dla rozwoju biznesu wypracowany wspólnie przez jednego z największych deweloperów w Europie oraz największą sieć coworkingu w tej części kontynentu i jednocześnie ekosystem łączący startupy i korporacje. Wcześniej podobne strefy uruchomiliśmy w Warszawie i Poznaniu. Teraz czas na Wrocław – mówi Dariusz Żuk – Prezes Business Link.

Nowa strefa biznesu dla startupów powstanie wokół powierzchni biurowych umiejscowionych w nowej inwestycji Skanska Property Poland – Green2Day. To elegancki w swojej prostocie biurowiec zlokalizowany przy ul. Szczytnickiej 11, który zapewni pracownikom najwyższy komfort wnętrz.

Startupy i międzynarodowe firmy będą mogły korzystać z prawie 4 tysięcy mkw. powierzchni, w której zlokalizowanych zostanie 130 biur zamkniętych, 36 miejsc coworkingowych, 24 dedykowanych biurek i 6 sal spotkań. Przy tworzeniu projektu wnętrz architekci zainspirowali się ulotnymi momentami z różnych zakątków świata. Energia wyjątkowej przestrzeni połączona z energią jej mieszkańców stworzy naprawdę zaskakujące efekty. W tym miejscu zatrą się granice między pracą i pasją, koniecznością i przyjemnością. Ale to nie sama przestrzeń biurowa stanowi o wyjątkowym charakterze tego miejsca.

Wypracowaliśmy całkowicie nowy model współpracy świata startupów i świata korporacji. Nasz model  nazwaliśmy bChange. To model, dzięki któremu obie strony mogą rozwijać się szybciej niż dotychczas. Korporacje zyskują nową energię i wracają do idei, które leżały u podstaw ich powstawania, a startupy otrzymują paliwo do szybszego rozwoju w postaci zleceń i współpracy z globalnymi brandami – mówi Dariusz Żuk, który kilkanaście lat temu wspólnie z grupą znajomych zakładał w Polsce pierwsze Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości i rozpoczynał rewolucję startupową w Polsce, a dziś jest CEO ekosystemu Business Link. – Dziś przestrzenie coworkingowe dostarczają swoim najemcom różnego rodzaju programy akceleracyjne, animacyjne czy eventy. Dla nas to za mało. My chcemy być facylitatorem współpracy startupów i korporacji, bo wiemy, że to z tej współpracy zrodzi się całkowicie nowy model biznesu. Dziś zapraszamy korporacje i startupy działające we Wrocławiu do tworzenia tego nowego modelu. Zapraszamy ich do doliny startupowej Business Link – dodaje Dariusz Żuk.

Współpraca Skanska i Business Link zgodnie z zapowiedziami nabiera odpowiedniego rozpędu. Łączymy nasze doświadczenia związane z kreowaniem nietuzinkowych przestrzeni biurowych, w których ludzie chcą przebywać i rozwijać swoje pomysły. Business Link zyska dzięki nowej lokalizacji we Wrocławiu znakomitego sąsiada w postaci Uniwersytetu Wrocławskiego, a wrocławianie i najemcy Green2Day nowoczesną powierzchnię biurową na wyciągnięcie ręki – podkreśla Ewelina Kałużna, dyrektor ds. wynajmu i zarządzania wartością portfela w spółce biurowej Skanska.

Green2Day wydaje się idealnym miejscem dla takiej współpracy. Biurowiec składa się z 7 kondygnacji naziemnych i 2 podziemnych, z 231 miejscami parkingowymi dla najemców. Green2Day swoją nazwą nawiązuje do sąsiedniego biurowca Green Day, zlokalizowanego tuż obok, przy ul. Szczytnickiej 9. Przestrzeń w biurowcu Green2Day ma zagwarantować wysoką jakość biur i elastyczność ich najmu. Biura i coworking w Business Link można wynajmować nawet na trzy miesiące, a okres wypowiedzenia wynosi tylko miesiąc.

Business Link istnieje od 6 lat. W jego ekosystemie rozwinęło się już ponad 21 000 przedsiębiorców, a z jego przestrzeni korzystały takie marki jak Twitter, Uber czy Brand24. Najnowsza inwestycja we Wrocławiu jest częścią ogólnopolskiej i międzynarodowej ekspansji Business Link. W ciągu najbliższych lat w Europie Środkowo-Wschodniej powstanie ok. 12 nowych lokalizacji Business Link o łącznej powierzchni od 45 do 50 tysięcy mkw.

Otwarcie wrocławskiej inwestycji Business Link zaplanowane jest na wrzesień 2018 roku.

2017 rok najlepszy dla branży transportowej od trzech lat

Odczyt „Barometru EFL”[1] dla transportu na IV kwartał tego roku wyniósł aż 63,8 pkt. i był drugim najwyższym w tym roku. Co więcej, firmy transportowe oceniły swoją sytuację lepiej niż w III kwartale br. (59,3 pkt.) oraz w analogicznym okresie ubiegłego roku (55,8 pkt.). Dobry wynik to zasługa przede wszystkim optymizmu dotyczącego inwestycji, których wzrostu spodziewa się ponad 38% przedsiębiorców w branży. Tym samym dla przewoźników 2017 rok był najlepszym od początku 2015 roku, od kiedy EFL realizuje badanie.

– Na początku tego roku branża transportowa zanotowała jeden z niższych wyników w historii naszego badania, co było z pewnością następstwem ubiegłorocznych nastrojów. Jednak w kolejnych kwartałach widzimy znaczne odbicie – odczyty za II, III i IV kwartał są najwyższe dla tego obszaru od początku 2015 roku – co oznacza, że polskie firmy transportowe są jednymi z najsilniejszych w Europie i szybko potrafią wyjść na prostą. To bardzo dobry prognostyk na nadchodzący rok, bo krajowi przewoźnicy mają ogromny udział w budowaniu PKB naszego kraju i są jednymi z najbardziej cenionych w całej Europie – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Transport z drugim najlepszym wynikiem w historii

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży budowlanej wyniósł 63,8 pkt. Jest to wynik nie tylko lepszy niż w poprzednim kwartale (+4,5 pkt.), ale i rok temu (+8 pkt.). Powodów do optymizmu jest jednak więcej. Biorąc pod uwagę wszystkie cztery tegoroczne pomiary, 2017 rok był najlepszym od trzech lat. Trzy subindeksy (za II, III i IV kwartał) należą do najwyższych w historii badania, czyli od I kwartału 2015 roku. Warto też spojrzeć na nastroje firm transportowych w porównaniu do wyników pozostałych pięciu badanych branż (handel, HoReCa, produkcja, budownictwo, usługi). Pomiar dla transportu na IV kwartał tego roku jest drugim najwyższym wynikiem – wyższy uzyskała budowlanka (66,7 pkt.)

Przewoźnicy będą więcej inwestować

Bardzo dobre nastroje w branży transportowej to przede wszystkim pochodna pozytywnych prognoz dotyczących inwestycji. Pod koniec tego roku 38,1% firm transportowych spodziewa się więcej inwestować. To lepszy wynik niż kwartał wcześniej (28,3%) oraz rok temu (31,1%). Przedstawiciele branży transportowej liczą również na większe zamówienia w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku – 27,5% vs. 17,5%. Warto zauważyć, że przewoźnicy nie obawiają się również o swoją płynność finansową. Lepszej spodziewa się więcej niż jedna czwarta zapytanych (28,8%), podczas gdy rok temu tylko 12,5%.

2017 lepszy niż 2016 dla całego sektora MŚP

Główny odczyt „Barometru EFL” za IV kwartał 2017 roku wyniósł 58,2 pkt. i wciąż znajduje się ponad progiem OR[2]. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów EFL pomiędzy III a IV kwartałem br., podobnie jak to miało miejsce rok temu, wartość Barometru spadła (o 1,1 pkt.). Warto jednak podkreślić, że wartość wskaźnika jest wyższa nie tylko niż w IV kwartale ubiegłego roku (55,3 pkt.), ale w porównaniu do wszystkich pomiarów z 2016 roku. To oznacza, że mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, pomimo odrobinę gorszych prognoz, cały czas widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach.

[1] Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 6-13 listopada 2017 r.

[2] Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

10 lat Polski w Schengen

Przekraczanie granicy, dziś w większości Europy ledwie zauważalne, kiedyś zabierało czas, wiązało się z procedurami. Oczekiwanie w kolejce, kontrole paszportu, bagażnika, odpowiedzi na pytania o cel podróży – to nie zawsze było miłe. Ale były też czasy, gdy z Polski za granicę mogli wyjeżdżać tylko nieliczni.

– Bardzo wiele zmieniło się równo 10 lat temu. W nocy z 20 na 21 grudnia 2007 r. podróżowanie po Europie nagle stało się dla Polaków o wiele łatwiejsze – mówi Bartosz Grejner, analityk rynkowy portalu finansowego Cinkciarz.pl.

Czteromilionowa przestrzeń swobody

Polska oficjalnie witała się z Europą otwartych granic w dolnośląskiej wsi Porajów, położonej po sąsiedzku z Niemcami i Czechami oraz w Budzisku na granicy z Litwą. Szefowie trzech państw oraz unijni oficjele przemawiali, padali sobie w ramiona, a tzw. zwykli obywatele mogli bez żadnych przeszkód wybrać się za granicę na spacer. Przy innych przejściach granicznych Polacy także cieszyli się z wejścia do strefy Schengen. Na plaży w Świnoujściu symbolicznie rozcinali zasieki.

Nazwa strefy wywodzi się od miejscowości w Luksemburgu. W czerwcu 1985 r. właśnie w Schengen przedstawiciele pięciu krajów (Belgii, Francji, Holandii, Luksemburga, RFN) podpisali porozumienie o stopniowym likwidowaniu przejść i kontroli granicznych. Wyrażoną wtedy wolę zrealizowali 10 lat później. Ich idea stopniowo rozprzestrzeniła się na niemal cały kontynent.

– Po wstąpieniu do strefy Schengen Polacy zaczęli o wiele więcej podróżować za granicę, wg danych OECD, ich liczba zwiększyła się w latach 2008-2016 o blisko 50 proc. Zadziałało to także w drugą stronę, tzn. więcej zagranicznych turystów przyjechało do Polski, w tym samym okresie ich liczba wzrosła o 35 proc – mówi analityk Cinkciarz.pl.

Wydarzenie z grudnia 2007 r. stanowiło przełom nie tylko w Polsce. Wraz z naszym krajem do Europy bez granic wchodziły także: Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Malta, Słowacja, Słowenia i Węgry. Dziś przestrzeń swobodnego przemieszczania się tworzy aż 29 państw, a wolę przystąpienia do strefy sformułowały cztery kolejne.

Od Skandynawii po skraj Półwyspu Iberyjskiego przez ponad cztery miliony kilometrów kwadratowych z reguły można podróżować swobodnie. Wyjątki powstają najczęściej tylko w sytuacjach zagrożenia. Np. latem tego roku Niemcy, organizując szczyt G20, na miesiąc przywrócili kontrole na swoich granicach. Podobnie działo się też kilka miesięcy wcześniej, gdy kilka krajów ograniczyło swobodny ruch z uwagi na kryzys migracyjny.

Zanim runęły mury

Ogólnie jednak w strefie Schengen podróżowanie odbywa się bez przeszkód, a korzystający z tego udogodnienia nastoletni Polacy nie mogą pamiętać, jak to wyglądało, zanim runęły mury, a zagranica, którą mogliśmy poznawać, składała się zasadniczo z bratnich państw socjalistycznych.

Przez kilkadziesiąt lat w powojennej Polsce nie istniały kantory, pierwszy z nich powstał ponoć dopiero w 1989 r. Wcześniej wymiana walut była zasadniczo nielegalna. Zresztą ludzie i tak częściej potrzebowali np. dolarów, marek czy funtów bardziej po to, by lokować w nich swoje oszczędności, niż na wycieczkę. W latach 50 -70 klucze do zagranicznych wyjazdów, czyli paszporty, polskie władze wydawały obywatelom niechętnie, najczęściej tylko na wyjazdy służbowe lub na tzw. zaproszenie. Po powrocie do kraju paszport należało zwrócić do biura paszportowego, które mieściło się w lokalnej komendzie milicji. Na forach historycznych można wyszperać dane, że w latach 60. przez cały rok z Polski do krajów kapitalistycznych wyjeżdżało ledwie ok. 50 tys. osób oraz ok. dwa razy więcej do krajów socjalistycznych.

W latach 70. dużo łatwiejsze stały się wycieczki do NRD i Czechosłowacji, lecz od zachodniej Europy Polaków ciągle oddzielała kurtyna, za którą nie dawało się ot, tak zwyczajnie wychylić. Przeszkodę stanowiły nie tylko problemy paszportowe, ale także wizy i koszty. Nieliczne wycieczki były w zderzeniu ze średnimi zarobkami pracowników w Polsce absurdalnie drogie.

Dopiero pod koniec lat 80. każdy dorosły Polak mógł sobie wyrobić wieloletni paszport na wszystkie kraje świata i trzymać ów dokument stale w domu. Jak bardzo Polacy tęsknili za taką chwilą, mówiły tłumy chętnych przed biurami paszportowymi. Powstawały komitety kolejkowe, listy obecności, całonocne dyżury – wielu ludzi marzyło o przepustce do zagranicznych wyjazdów, choćby do Berlina Zachodniego, w którym 1989 runął mur przez 28 lat dzielący miasto na dwa państwa.

Nie godząc się na zakazy

Dziś wydaje się nieprawdopodobne, że ledwie kilkadziesiąt lat temu w komunistycznej Polsce ludzi, którzy chcieli żyć i zarabiać w innym państwie, propaganda piętnowała niczym “zdrajców i sprzedawczyków”. Mimo to Polaków ciągnęło w świat. Nasz kraj tkwił w środku Europy niczym zamknięta strefa z pilnie strzeżonymi granicami, dlatego tzw. zwykli obywatele, ale także gwiazdy sportu czy artyści porywali się na ucieczki, nierzadko brawurowe. Innymi sposobami na emigrację stawały się wyjazdy legalne, na których wyjeżdżający odmawiali powrotu do kraju i prosili o azyl, czyli zalegalizowanie pobytu za granicą.

Często decydowały o tym względy ekonomiczne, ale też kwestie światopoglądu, polityki, bądź po prostu wola sprzeciwu przeciwko zakazom. Później na kanwie historii najbardziej spektakularnych ucieczek powstawały książki, filmy, reportaże. Twórcy brali na warsztat wzięte z życia pasjonujące historie: np. o ucieczce znanego piłkarza przez okno hotelowego pokoju przy okazji wyjazdu na pucharowy mecz z zagraniczną drużyną, o porwaniu statku lub samolotu, o ukrywaniu się wśród bagaży, albo w konstrukcji podwozia ciężarówki, o rejsach kutrami rybackimi do Danii lub Szwecji.

Najpierw Unia, później Schengen

Wejście Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. oraz przystąpienie do strefy Schengen, które zaczęło obowiązywać w grudniową noc 2007 r., dało Polakom nie tylko wygodę w podróżowaniu po Starym Kontynencie. Dziś obywatele naszego kraju mogą też wybrać kraj, w którym chcą mieszkać, pracować, korzystać ze świadczeń medycznych czy emerytalnych.

Dane statystyczne mówią, że coraz więcej ludzi korzysta z tego przywileju. – W 2004 r., w krajach Unii Europejskiej żyło 770 tys. Polaków. Ledwie rok później pierwszy raz złamaliśmy barierę miliona (1,2). Po kilku kolejnych latach w UE, ale poza Polską, mieszkało już ponad 2 mln Polaków, a dane GUS za 2016 r. mówią już o ponad 2,2 mln naszych rodaków, którzy zdecydowali się na unijną emigrację. Warto dodać, że wspomniane 2,2 mln to jednocześnie ogromna większość całej polskiej emigracji, którą GUS w ub.r. oszacował na nieco ponad 2,5 mln – mówi Bartosz Grejner, analityk rynkowy portalu finansowego Cinkciarz.pl. – Szacunki GUS mogą być jednak nieco konserwatywne. Dane OECD wskazują, że w samych Niemczech obecnie żyje ok. 1,3 mln Polaków, a w Wielkiej Brytanii niecały milion – mówi analityk Cinkciarz.pl.

Zmiany w rządzie w przyszły roku. Problemy Brexitu

Tegoroczne zmiany w rządzie ograniczyły się do stanowiska premiera i jego gabinetu. Wielka Brytania znów ma problem z tym jak realnie przebiegnie Brexit. Wzrost wynagrodzeń wysoki, ale poniżej oczekiwań. Zatrudnienie lepsze.

Kolejne zmiany w rządzie po Trzech Króli

Wczoraj zgodnie z zapowiedziami doszło do zmian w najbliższym otoczeniu premiera. Nowym szefem kancelarii został dotychczasowy wiceminister obrony Michał Dworczyk. Szefem gabinetu z kolei Marek Suski, dotychczas wiceszef klubu parlamentarnego PiS. Nie są to zmiany mające wpływ na rynki. Ważniejsze będą informacje, które poznamy po 6 stycznia. Z punktu widzenia inwestorów szczególnie ciekawie zapowiada się kto zastąpi Mateusza Morawieckiego na stanowiskach z których rezygnuje i ile będzie to osób. Najważniejszy wydaje się w tym kontekście stołek ministra finansów. Jeżeli nie będzie to postać wyrazista z zapleczem politycznym w partii rządzącej to rynki raczej zignorują zmianę. W takim scenariuszu można założyć, że będzie to zmiana czysto wizerunkowa bez wpływu na politykę gospodarczą. Największych zmian można się spodziewać, jeżeli stanowisko przejmie osoba kojarzona nie z finansami a z ideologią. Wtedy rynki mogą zrealizować zyski na umacniającym się złotym i przenieść kapitał gdzie indziej.

Kolejny problem z Brexitem

Wielka Brytania ma nie pierwszy zresztą problem w negocjacjach. Dotychczasowa wizja w której londyńskie city dostawało specjalne warunki współpracy na wspólnym rynku była bardzo korzystna. Po zapowiedzi głównego unijnego negocjatora, że tak nie będzie mamy kolejny słabszy sygnał dla funta. Bez specjalnych warunków rośnie ryzyko przeniesienia większej części miejsc pracy na kontynent. Po raz kolejny okazuje się, że warunki, które reklamowano Brytyjczykom w trakcie kampani referendalnej nie zostaną uzgodnione. W rezultacie nie może dziwić, że inwestorzy z coraz większym dystansem patrzą na funta, a Brytyjczycy w sondażach w większości są przeciwnikami procesu, za którym sami głosowali.

Wynagrodzeni już nie rosną tak szybko

W listopadzie wzrost wynagrodzeń w Polsce spowolnił do 6,5% z 7,4% w październiku. Wynik ten wcale nie jest zły. Szczególnie biorąc pod uwagę, że zatrudnienie rosło o 4,5% czyli 0,1% powyżej oczekiwań.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa,
  • 14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna,
  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Związek Polskiego Leasingu przyjął strategię działania na lata 2018-2020

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy przyjął strategię na lata 2018 – 2020. Wśród obszarów priorytetowych dla polskiej branży leasingowej znalazły się działania odnoszące się do digitalizacji procesu leasingowego, projektów badawczych, motoryzacji czy otwarcie się na nowe trendy.

Dokument strategii, który został opracowany przez ekspertów ZPL na bazie wewnętrznego dialogu, prowadzonego z podmiotami zrzeszonymi w polskiej organizacji leasingowej, został jednogłośnie przyjęty podczas Nadzwyczajnego Walnego Zebrania Związku Polskiego Leasingu. Strategia definiuje na nowo misję ZPL, opierając ją na 5 filarach, wśród których należy wyróżnić: rozwój, bezpieczeństwo, wizerunek, jedność, platforma. Na poziomie spodziewanych efektów, strategia zakłada m.in. silniejszy głos branży w Polsce i Europie, większą aktywność grup roboczych działających w ramach organizacji, a także nowe inicjatywy.

Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu
Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu

„Znaczenie leasingu, a tym samym siła polskiej branży leasingowej wzrastają. Według badań opublikowanych ostatnio przez Komisję Europejską, leasing jest w Polsce najbardziej istotnym źródłem finansowania MŚP. Dane KE znajdują potwierdzenie w krajowych wynikach branży. W ciągu ostatnich 5 lat polska branża leasingowa rosła średniorocznie o 16,8 proc. Analizy ZPL wskazują też na to, że w 2017r. łączna wartość nowych kontraktów polskich leasingodawców może wynieść blisko 66 mld zł. Aby sprostać wyzwaniom, które stoją przed firmami leasingowymi w kolejnych latach, a tym samym przygotować się do zmian zachodzących na polskim rynku, jako branża opracowaliśmy i przyjęliśmy strategię działania Związku Polskiego Leasingu na lata 2018-2020. W pierwszej kolejności stawiamy na digitalizację procesu leasingowego, projekty badawcze oraz szeroko pojęty obszar motoryzacji. Nie zapominamy także o tak istotnych aspektach naszej działalności jak: prawo i podatki, rachunkowość, etyka, szkolenia oraz o działaniach zmierzających do zwiększenia bezpieczeństwa w obrocie gospodarczym” – powiedział Andrzej Krzemiński, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu. 

Realizację nowej strategii będzie wspierał silniejszy Komitet Wykonawczy ZPL w składzie: Andrzej Krzemiński (Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.), Ewa Łuniewska (Prezes Zarządu ING Lease Polska Sp. z o.o.), Marcin Balicki (Prezes Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o.), Grzegorz Borowiec (były Prezes Siemens FINANCE Sp. z o.o.), Radosław Kuczyński (Prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego S.A.), Artur Nowicki (Dyrektor Generalny Fraikin Region Europy Środkowej i Wschodniej), Leszek Pomorski (Członek Zarządu PZWLP) i Mieczysław Woźniak (członek zarządu Leaseurope).

Działania zdefiniowane w nowej strategii ZPL będą realizowane m.in. przy udziale zespołów i grup roboczych, działających w ramach Związku Polskiego Leasingu oraz pracowników biura ZPL. Eksperci branży leasingowej pracują społecznie na rzecz rozwiązań istotnych dla funkcjonowania polskich leasingodawców i ich klientów. W Związku działają: Grupa ds. digitalizacji, Grupa ds. rynku motoryzacyjnego, Grupa ds. rozwiązań prawnych, Grupa ds. rachunkowości, Grupa ds. statystyki i monitorowania rynku, Grupa ds. PR i marketingu oraz Zespół ds. przeciwdziałania wyłudzeniom. Związek liczy obecnie 31 członków, przy czym w latach 2016 – 2017, organizacja pozyskała sześć nowych podmiotów: Alior Leasing, BMW Financial Services, Fraikin Polska, Leasing Polski, PSA Finance Polska, Santander Consumer Multirent.

Szopi.pl pozyskał finansowanie w wysokości 3 mln zł

Szopi.pl, jeden z najprężniej i najszybciej rozwijających się polskich start-upów, umożliwiający robienie zakupów online, pozyskał kolejne źródło finansowania. Wsparcie w wysokości 3 mln zł, zapewni współpraca z funduszem Impera Alfa, inwestującym w innowacyjne polskie projekty.

– Współpraca z Impera Alfa to ważny krok w rozwoju Szopi.pl. Finansowanie pozwoli nam na dalsze inwestycje, zarówno technologiczne, jak i umożliwiające ekspansję firmy i pojawienie się naszego serwisu w kolejnych miastach Polski – mówi Zbigniew Płuciennik, CEO i twórca Szopi.pl.

Pozyskane środki właściciele Szopi.pl zamierzają zainwestować, m.in. w algorytm, dzięki któremu robiący w imieniu klientów zakupy szoperzy będą otrzymywać zadania w czasie rzeczywistym. – Takie rozwiązanie będzie unikalnym systemem przydziału zleceń, zbliżonym do stosowanych  przez firmy logistyczne. Pozwoli ono znacznie usprawnić system obsługi klienta. W naszym przypadku oznacza to szybsze dostawy zakupów do ich domów – mówi Zbigniew Płuciennik.

– Naszym celem jest wspieranie innowacyjnych start-upów, które mają szansę na komercjalizację. Istotnym czynnikiem, który zdecydował o naszym zainteresowaniu Szopi.pl było to, że firma zamierza inwestować w działalność badawczo-rozwojową. Mamy nadzieję, że dzięki naszemu wsparciu Szopi będzie rozwijać się równie dynamicznie jak dotychczas – mówi Andrzej Ziemiński, Członek Zarządu Impera Alfa. Impera Alfa to fundusz prowadzący działalność venture capital, współpracujący z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu BRidge Alfa.

Współpraca z Impera Alfa była możliwa, także dzięki doradztwu ekspertów firmy Equity Advisors.

Pozyskanie finansowania jest kolejnym sukcesem osiągniętym przez Szopi.pl w ostatnich tygodniach. Przez najbliższe sześć miesięcy przedstawiciele serwisu korzystać będą ze wsparcia w ramach programu Google. Launchpad Accelerator to międzynarodowy program organizowany przez globalny zespół Google Developers, dla szybko rosnących startupów z potwierdzoną historią sukcesów rynkowych (tzw. scale-ups). W tym roku program po raz drugi objął firmy z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W tej edycji Szopi.pl jest jedyną polską spółką, która się w niej znalazła.

Szopi.pl to start up, który stawia na technologie. Współtworzy go zespół doświadczonych programistów, po to by uruchomić w Polsce projekt, który w USA i Azji bije rekordy popularności. Wystarczy wspomnieć, że w ubiegłym tygodniu amerykański start-up Shipt został kupiony przez sieć Target za 550 mln dolarów.

Za 10-15 lat powstaną tzw. getta biedy, w których zostaną starsi i ubożsi Polacy

Prognozy ekspertów na temat skutków tego zjawiska są dość mocno podzielone. Jedni twierdzą, że tańsze ceny nieruchomości w mniejszych miejscowościach doprowadzą do wyludnienia miast. Będą pustoszały osiedla z wielkiej płyty i kwartały starych kamienic. Pogorszą się też warunki życia mieszkańców dużych aglomeracji. Powodem tego będzie m.in. odpływ sporej części podatników, którzy nadal będą korzystać z infrastruktury, pracując lub ucząc się w stolicy województwa. Dla odmiany, inni specjaliści uważają, że rozrastanie się podmiejskich gmin nie niesie ze sobą poważnych zagrożeń. Należy tylko przyspieszyć rozbudowę dróg i kolei, żeby nie doszło do paraliżu komunikacyjnego.

Zgodnie z danymi GUS-u, do 2030 roku wzrośnie liczba ludności zaledwie w 6 z 39 polskich miast, mających powyżej 100 tys. mieszkańców. Przewidywany jest natomiast rozwój gmin, skoncentrowanych wokół największych ośrodków miejskich. Jak podkreśla dr Łukasz Bernatowicz z Business Center Club, nastąpi to w podobny sposób, jak w całym cywilizowanym świecie, m.in. w Stanach Zjednoczonych czy w innych wysokorozwiniętych krajach Unii Europejskiej. Zdaniem eksperta, to nie są niepokojące zmiany.

– W mojej ocenie, rozwój podmiejskich gmin niesie ze sobą szereg zagrożeń. Ludzie, którzy masowo zaczną wyprowadzać się z miast, przestaną w nich płacić podatki, choć wciąż będą tam pracować. W trakcie codziennych dojazdów bardzo obciążą sieci drogowe i dodatkowo zanieczyszczą powietrze. Z czasem w wyludnionych wieczorami, dużych aglomeracjach pozostaną wyłącznie starsi i ubożsi ludzie. Będzie szerzyła się tam przestępczość. Taki proces był już widoczny w USA. Kilkadziesiąt lat temu powstały tam tzw. getta biedy. Ich mieszkańcy do dziś korzystają z pomocy społecznej. W Polsce będzie podobnie – komentuje Łukasz Sęktas, ekspert rynku nieruchomości, prezes zarządu TIARA Development.

Natomiast dr Łukasz Bernatowicz zaznacza, że nie da się odgórnie zatrzymać suburbanizacji. Ten proces będzie postępował dopóty, dopóki gminy będą atrakcyjnymi miejscami do życia dla ludności odpływającej z dużych miast. Granice rozwoju podmiejskich aglomeracji wyznaczą władze lokalne, wytyczając kolejne tereny pod nowe budownictwo. Jeżeli zaprzestaną takich działań, naturalnie zabraknie mieszkań dla przybyszów.

– Wyższe ceny nieruchomości w dużych miastach sprzyjają przeprowadzkom do pobliskich gmin. W ciągu kolejnych 10-15 lat suburbanizacja będzie kontynuowana. Szacuję, że do 2030 roku liczba ludności największych polskich aglomeracji spadnie średnio o 15%. Rozrosną się tylko obrzeża metropolii, w których najłatwiej będzie znaleźć pracę. Będą to powiaty: wrocławski, poznański oraz gdański, a pod Warszawą – m.in. piaseczyński, wołomiński i legionowski. Natomiast do 2050 roku miasta na Śląsku, tj. Zabrze, Chorzów czy Świętochłowice, stracą aż połowę mieszkańców. Z kolei Łódź zmniejszy się o jedną trzecią – prognozuje prezes Sęktas.

Jak przewiduje dr Bernatowicz, rozwój podmiejskich gmin ograniczy ostatecznie odległość pomiędzy domami i zakładami pracy. W którymś momencie punkt krytyczny zostanie przekroczony i nikt nie będzie już chciał pokonywać codziennie wielu dziesiątek kilometrów. Niemniej, przykład Stanów Zjednoczonych pokazuje, że nawet kilkadziesiąt kilometrów nie jest dla ludzi przeszkodą, by dojeżdżali do firmy i mówili, że mieszkają np. pod Chicago czy pod Los Angeles.

– Podmiejskie gminy oczywiście zyskają, gdy na ich obszarze wzrośnie liczba podatników. Wraz z nimi pojawiają się nowe firmy i punkty usługowe, które również będą odprowadzały daniny. Chcąc do tego doprowadzić, lokalne władze powinny przede wszystkim zadbać o uchwalony plan zagospodarowania. Określa on dopuszczalny rodzaj zabudowy na konkretnych działkach. Bez tego nowi mieszkańcy sami muszą starać się o liczne pozwolenia na wybudowanie wymarzonego domu i to może ich skutecznie zniechęcać do wyprowadzki z miasta – dodaje Łukasz Sęktas.

Tymczasem dr Bernatowicz zaleca, aby gminy współpracowały z miastami w zakresie rozbudowy infrastruktury drogowej i kolejowej. Jeśli rozwój komunikacji nie zostanie przyspieszony w całej Polsce, to dojdzie do paraliżu. Już dzisiaj obserwujemy duże zatłoczenie na drogach wjazdowych w godzinach porannych i popołudniowych, gdy większość ludzi zaczyna oraz kończy pracę. Udogodnieniem dla przemieszczających się osób powinien być bilet autobusowy, ważny na terenie miasta i w sąsiednich gminach. Wspólny system, zastosowany np. w stolicy i jej okolicach, daje ludziom poczucie komfortu.

– Codzienne podróżowanie do pracy będzie uciążliwe dla mieszkańców gmin, pomimo lepszej infrastruktury drogowej. Rozbudowane trasy nie zrekompensują im straty czasu na dojazdy, ani zwiększonych wydatków na paliwo. Wyprowadzka poza miasto może być szczególnie trudna dla rodzin z małymi dziećmi, które trzeba będzie wozić i odbierać ze szkół czy z dodatkowych zajęć – ocenia prezes TIARA Development.

Z kolei ekspert z BCC zwraca uwagę na to, że w Polsce, wbrew trendom zachodnioeuropejskim, większość ludzi „musi” pojechać do pracy własnym samochodem. Zamiast „wożenia” trzech pustych miejsc, warto porozumieć się z sąsiadami i wspólnie dojeżdżać z gminy do miasta. To samo dotyczy odbierania dzieci ze szkół. Jak podsumowuje dr Łukasz Bernatowicz, współpraca w obrębie społeczeństwa lokalnego może rozwiązać wiele tego typu problemów, m.in. ekologicznych.

Rośnie liczba upadłości polskich przedsiębiorstw

W 2017 roku upadło o 15 proc. przedsiębiorstw więcej niż w ubiegłym roku. Szacuje się, że w 2018 nastąpi dalszy, choć mniej dynamiczny wzrost i będzie to około 5 proc. więcej upadłości niż obecnie.

Podstawowym problemem przedsiębiorców są wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Wielu firmom w Polsce nie udało się wytworzyć wystarczającej poduszki finansowej, by móc przetrwać ewentualne problemy. Istnieją branże, w których zatory te są mniejsze. Należy do nich sektor dóbr szybko zbywalnych – żywność, chemia gospodarcza, kosmetyki – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes – Są to towary dostarczane do sklepów, gdzie sprzedaż detaliczna odbywa się szybko. Zatory są więc krótsze, ponieważ wszyscy płacą wcześniej, zwłaszcza w przypadku obrotu produktami szybko psującym się. W branżach tych marże w znacznej części są też niższe i zarabiają je głównie duzi, mocno skoncentrowani detaliści. Producenci jak i dystrybutorzy w tym sektorze muszą odpowiadać im rozmiarem, aby stanowić dla nich przeciwwagę lub rezygnować z części swojej marży, żeby w ogóle móc istnieć na rynku. Z tego powodu mogą mieć problemy z płynnością finansową – dodał Starus.

Sześć spraw, o których powinien pamiętać każdy przedsiębiorca i księgowy przed końcem roku

Koniec roku to szczególnie gorący czas dla przedsiębiorców oraz księgowych. Eksperci z firmy inFakt przedstawiają praktyczny przewodnik po tematach, o których koniecznie w tym czasie należy pamiętać.

Wyższe koszty = niższy podatek

Koniec roku to ostatni dzwonek na zakupy, dzięki którym podatek do zapłaty w tym roku będzie niższy. Warto więc pomyśleć jeszcze w grudniu o tym, czy na potrzeby prowadzonej działalności nie potrzebujemy towarów lub środków trwałych, możemy też opłacić z góry abonament za usługi na kilka miesięcy. –  Jednym z pomysłów może być również wzięcie samochodu w leasing z powiększoną pierwszą wpłatą własną – podpowiada Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w inFakt, firmie oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe. – Podstawę opodatkowania można także obniżyć, wpłacając darowiznę na cele charytatywne, organizacje pożytku publicznego bądź na cele kultu religijnego.

Jeśli z kolei przedsiębiorca planuje zakup środków trwałych o wartości od 3,5 do 10 tysięcy złotych – lepiej, aby poczekał z tym do 1 stycznia z uwagi na wchodzące niedługo w życie nowe regulacje prawne.

Korzyści ze złożenia PIT-a rocznego do 20 stycznia

Składając rozliczenie podatkowe za rok 2017 do 20 stycznia i płacąc do tego czasu należny podatek, nie będzie trzeba płacić zaliczki na grudzień. Termin 20 stycznia to data ostatecznego, terminowego uregulowania zaliczki na podatek dochodowy za grudzień lub IV kwartał roku poprzedniego. Stąd też osoby, które do tego dnia złożą zeznanie roczne, nie wpłacają tej zaliczki, tylko kwotę podatku (jeśli wystąpi) wyliczoną w składanym zeznaniu rocznym.

W przypadku złożenia zeznania rocznego po 20 stycznia, zaliczkę trzeba uregulować na konto urzędu skarbowego, a kwestia podatku będzie regulowana odrębnie. Jeśli podatnik w zeznaniu rocznym wykaże kwotę podatku do zwrotu, to urząd zobowiązany jest przekazać te środki w terminie  3 miesięcy od dnia złożenia zeznania rocznego w urzędzie skarbowym.

Dobry moment na zmianę formy opodatkowania

Raz w roku, do 20 stycznia, można zmienić formę opodatkowania. Pod koniec roku warto więc sprawdzić, czy osiągane dochody nie sprawiają, że można pomyśleć nad zmianą formy opodatkowania, np. podatkiem liniowym, jeśli dochód w skali roku przekroczy 85 528 złotych.

W celu dokonania zmiany należy zawiadomić w formie pisemnej właściwego naczelnika urzędu skarbowego o wyborze innej formy opodatkowania. Naczelnik urzędu skarbowego musi od podatnika otrzymać pismo z informacją o zmianie. Ta czynność daje pewność podatnikowi, że US wie o zmianie.

Spis z natury obowiązkowy na koniec roku

Spis z natury jest obowiązkiem każdego podatnika na koniec każdego roku podatkowego. Sporządzenie go jest konieczne także w przypadku, kiedy spis z natury jest zerowy lub gdy przedsiębiorca zawiesił działalność gospodarczą. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że nie ma już tego obowiązku na 1 stycznia kolejnego roku podatkowego, jeśli sporządziło się go za poprzedni.

W spisie z natury należy wykazać towary handlowe, materiały, odpady itp. Muszą być w nim uwzględnione także te towary, które znajdują się fizycznie z jakichś przyczyn u kontrahenta. Jeśli z kolei przedsiębiorca przechowuje towary kontrahenta, musi wskazać, do kogo one należą, ale ich nie wycenia. Wpis w książce przychodów i rozchodów powinien znaleźć się pod datą 31 grudnia.

Roczna korekta VAT konieczna przy sprzedaży mieszanej

Przedsiębiorca, który w ramach swojej działalności prowadzi sprzedaż mieszaną, czyli świadczy usługi zarówno zwolnione, jak i opodatkowane VAT-em i odlicza go wg wskaźnika proporcji, powinien pamiętać o korekcie VAT na koniec roku.

Korektę należy dokonać w deklaracji VAT, składanej za pierwszy okres rozliczeniowy roku następnego po roku podatkowym, za który sporządzamy korektę.

Główne zmiany przepisów na 2018

Najważniejsze zmiany, które wejdą w życie w 2018 roku to obowiązek składania Jednolitego Pliku Kontrolnego oraz split payment – czyli mechanizm podzielonej płatności w przypadku VAT (najprawdopodobniej od lipca 2018 roku).

Planowaną zmianą, która już teraz budzi spore zainteresowanie, jest reforma dotycząca funkcjonowania kas fiskalnych. Mają one być połączone z nowo utworzonym Centralnym Repozytorium Kas za pośrednictwem internetu oraz przesyłać do niego informacje zgodne ze strukturą JPK. W praktyce oznacza to wymianę kas fiskalnych na takie, które spełniają nowe wymogi Ministerstwa Finansów.

Bieżące podekscytowanie

Optymizm związany z ustawą podatkową USA napędza wzrosty indeksów giełdowych, ale na FX panuje flauta. W dłuższym horyzoncie ważniejsze od podpisania ustawy będzie faktyczna efektywność nowych przepisów. Na razie jednak nikt nie chce sobie psuć nastrojów przed świętami.

Z każdym dniem jest coraz trudniej o ciekawy komentarz rynkowy, kiedy praktycznie stojący w miejscu nie pomaga w pracy analityka. Ostatnie 24 godziny to głównie zielona fala indeksów giełdowych przez Azję, Europę, USA i teraz częściowo ponownie Azję (wzrosty w Chinach, ale już nie w Japonii i Korei). Tylko że katalizatorem wzrostów są nadzieje na uchwalenie reformy podatkowej w USA, a zatem temat już tak prześwietlony w ostatnich tygodniach, że powtarzanie go jeszcze raz byłoby torturą dla czytelników. Wystarczy powiedzieć, że najnowsze informacje z Waszyngtonu sugerują, że Republikanie zgromadzili wystarczającą ilość głosów, by uchwalić ustawę. Dziś Kongres startuje do głosowania w Izbie Reprezentantów, a potem dokument trafia do Senatu, a dalej na biurko prezydenta Trumpa. Jak wszystko się powiedzie (bardzo prawdopodobne), rynek się ucieszy (na chwilę), by dopiero po świętach zastanawiać się, na ile nowe przepisy wzmocnią gospodarkę. W tym kontekście dominuje sceptycyzm – nawet Fed po uwzględnieniu wpływu polityki fiskalnej dalej mierzy tylko w trzy podwyżki stóp procentowych w 2018 r. (tyle samo, ile przewidywał we wrześniu, kiedy nie brał pod uwagę reformy podatkowej). Podsumowując, nie liczmy na istotnego „kop” dla USD.

Mimo to magia świąt działa, ale przez „magię” rozumiem obniżoną płynność i nadzwyczajne ruchy cen aktywów. Wczoraj przez większą część dnia USD tracił, ale nagłe przebudzenie rynku długu w USA i rajd 10-latek do 2,39 proc. pozwolił na odbicie. Ale w tym czasie cena złota nie rezygnowała z utrzymania silnej pozycji i dziś na 1264 USD/oz poprawia 11-dniowe szczyty – dość dziwna reakcja przy umocnieniu USD i wzroście rentowności. W rezultacie nie zamierzam zbyt wiele wyczytywać ze zmian aktywów aż do 2 stycznia, gdyż nie widzę w tym sensu. Póki respektowane są lokalne zakresy wahań, wszytko wewnątrz pozostaje szumem.

Dziś w kalendarzu zaczynamy od niemieckiego indeksu Ifo. Miesiąc temu wzrósł on do rekordowych poziomów, więc teraz możliwe jest lekkie odreagowanie. Nastroje w niemieckim biznesie pozostają jednak bardzo dobre, co widać po wskazaniach PMI. Pozytywna niespodzianka wesprze EUR. W Polsce niekorzystny rozkład dni roboczych przyniesie miesięczny spadek produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, ale dynamiki roczne pozostaną silne, podtrzymując wysokie oczekiwania dla dynamiki PKB w IV kw. Dla złotego dane jednak nic nie zmienią. Z USA dane o pozwoleniach na budowę domów i rozpoczętych budów są drugorzędne i zginą w cieniu doniesień z Kongresu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Czy 2018 rok przyniesie ze sobą kryzys finansowy?

W ostatnim czasie na rynku coraz mniej mówi się o prawdopodobieństwa wystąpienia kryzysu finansowego, wszystkie oczy zostały skierowane w stronę kryptowalut. Czy słusznie? Nie, ponieważ do kryzysu globalnego spowodowanego przez rynek akcji w Stanach Zjednoczonych zbliżamy się wielkimi krokami.

Na ostatnim posiedzeniu Rezerwy Federalnej stopy procentowe zostały podwyższone, był to scenariusz w pełni zdyskontowany przez rynek. FED w dalszym ciągu uparcie dąży do trzech podwyżek stóp procentowych w 2018 roku oraz prognozuje dwie na 2019 rok, do których prawdopodobnie nigdy nie dojdzie.

Spread rentowności – zbliżają się kłopoty

Nadchodzące kłopoty zwiastuje spadek spreadu rentowności pomiędzy 10 letnimi i 2 letnimi obligacji.

spread rentownosci

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia różnicę pomiędzy rentownością długoterminowych oraz krótkoterminowych obligacji. Z kolei linia czerwona wyznacza poziom zerowy. Trzy ostatnie recesje zostały zapowiedziane przez spadek rentowności poniżej 0. Było to jednoznaczne z zaprzeczeniem praw ekonomii. Krótkoterminowe pożyczki stały się o wiele droższe od tych długoterminowych. Poniżej poziomu linii zera pojawiły się także problemy z płynnością na rynku międzybankowym, banki zaczęły ściągać dług z rynku – każdy szukał wolnej gotówki. W takich warunkach rynkowych także i brokerzy likwidowali linie kredytowe dla swoich klientów.

Różnica w rentowności systematycznie spada od zakończenia QE wprowadzonego przez Rezerwę Federalną. Przez 2017 rok spread spadł o 75 punktów bazowych, jeżeli trend zostanie utrzymany, to w 2018 roku znajdzie się na poziomie -0.25 proc., co oznaczałoby recesję. W związku z tym największe prawdopodobieństwo wystąpienia recesji przypada na IV kwartał 2018 roku oraz na początek 2019 roku.

Buffet Indicator

Kapitalizacja giełdy amerykańskiej wynosi już 133 procent amerykańskiej gospodarki, co zostało zobrazowane na powyższej grafice. Wycena giełdy mierzona PKB znalazła się wyżej niż w 2007 roku. Natomiast rekord przypada na 2000 rok, gdzie kapitalizacja giełdy w Stanach Zjednoczonych wynosiła już 150 procent PKB.

Buffett indicator

Reasumując, amerykańskie akcje na tle gospodarki Stanów Zjednoczonych są bardzo drogie. Niemniej jednak różnica w oprocentowaniu długoterminowego i krótkoterminowego długu nie wskazuje na większą przecenę akcji w pierwszej połowie 2018 roku.

Banki centralne – zmiana globalnej polityki monetarnej

Od 2009 roku banki centralne zaczęły dostarczać płynność na rynek kapitałowy w postaci QE. Jako pierwsza wychyliła się Rezerwa Federalna, w jej ślady poszły pozostałe największe banki centralne na świecie. Według Deutsche Banku od 2018 roku banki centralne zamierzają zmniejszyć skalę luzowania ilościowego, natomiast Rezerwa Federalna zacznie wyprzedaż papierów wartościowych zgromadzonych podczas programu QE.

rolling 12 month balance sheet

SP500 – analiza techniczna

Z punktu widzenia analizy technicznej możemy mówić o słynnym powiedzeniu „sky is the limit”. Od listopada 2016 roku indeks S&P 500 znajduje się w nieustannym trendzie wzrostowym przerywany bardzo małymi korektami. Opory znajdują się jedynie na psychologicznych poziomach jak 2700 czy też 2800 punktów. Jeżeli obecne wzrosty utrzymają się, to do czasu kryzysu finansowego indeks prawdopodobnie dotrze w okolicę 2900 punktów.

Notowania S&P 500, interwał dzienny

notowania sp500

Źródło: Admiral Markets

Sztuczna inteligencja zrewolucjonizuje życie ludzi. Wzajemna współpraca i integracja poszczególnych systemów istotnym wyzwaniem w przypadku internetu rzeczy

Sztuczna inteligencja zrewolucjonizuje życie ludzi. Wzajemna współpraca i integracja poszczególnych systemów istotnym wyzwaniem w przypadku internetu rzeczy 1

Rozwój technologii niesie możliwość podłączenia do internetu coraz większej liczby urządzeń. Ta funkcjonalność dostępna jest już dla każdej branży i dziedziny życia. Możliwość skomunikowania ze sobą poszczególnych elementów systemu i wymiana informacji pomiędzy nimi to nadrzędna idea przemysłowego internetu rzeczy. Wyzwaniem dla specjalistów IIoT podczas wdrażania poszczególnych systemów jest właśnie ich odpowiednie przygotowanie do wzajemnej integracji.

Zaprojektowanie rozwiązań z obszaru IIoT (Industrial Internet of Things) niesie za sobą wiele wymagań. Nie tylko dla wdrażających je ekspertów, lecz także producentów osprzętu wchodzącego w skład konkretnych systemów. Całość musi bowiem ze sobą współpracować.

– Prawdziwy obraz zastosowania technologii związanych z IIoT czy przemysłem 4.0 obserwujemy wtedy, kiedy produkt do klienta jest customizowany automatycznie przez wszystkie systemy na liniach produkcyjnych na jego życzenie. To wymaga wzajemnej integracji wszystkich używanych rozwiązań. Jednocześnie obserwuje się też coraz większe przenikanie światów IT i otwartych technologii, czyli świata automatyki przemysłowej, co jest również niemałym wyzwaniem przy wdrażaniu tego typu aplikacji i systemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mirosław Zwierzyński z firmy Elmark Automatyka.

Obecnie możemy podłączyć do internetu już większość urządzeń elektronicznych, które po takim podłączeniu nazywa się powszechnie inteligentnymi. Na dzień dzisiejszy nie możemy jednak mówić o inteligentnych maszynach czy rozwiązaniach bez pracy człowieka. Tylko on jest w stanie stworzyć odpowiednie algorytmy i procedury.

– Sztuczna inteligencja to wynik pracy człowieka. Myślę, że do takiego momentu, gdy zaczniemy mówić o naprawdę prawdziwej sztucznej inteligencji, jeszcze trochę nam brakuje. Natomiast wykorzystywanie konkretnych elementów i części inteligentnych systemów – to już się dzieje i obserwujemy na co dzień w naszym życiu i pracy – dodaje Mirosław Zwierzyński.

Specjalista podkreśla, że nie powinniśmy się obawiać sztucznej inteligencji. W pewnym stopniu zrewolucjonizuje ona życie ludzi, a automatyzacja i robotyzacja będą im odbierać pracę, zwłaszcza manualną. Z drugiej strony taki rozwój technologii przyniesie coraz większe zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowanych pracowników, którzy będą w stanie dostarczać i czuwać nad tego typu rozwiązaniami.

– Sztuczna inteligencja już w jakimś stopniu rewolucjonizuje życie ludzi i to, co nas otacza, w pewnych kręgach może to być odbierane jako pewnego rodzaju zagrożenie. Automatyzacja i robotyzacja w jakimś stopniu odbierają pracę manualną ludziom. Z drugiej strony jest to rzecz, która tworzy zapotrzebowanie na coraz większą liczbę specjalistów, wysoko wykwalifikowanych pracowników, którzy będą w stanie taką technologię dostarczać –przekonuje ekspert.

W ubiegłym roku wielkość rynku sztucznej inteligencji na świecie została wyceniona na 641,9 mln dol. To dane Grand View Research na podstawie bezpośrednich źródeł przychodów. Jak wynika z raportu Markets and Markets, w 2022 roku wartość globalnego rynku AI może wynieść ponad 16 mld dol., wzrastając w najbliższych latach średniorocznie o blisko 63 proc.

System inteligentnych granic ma zwiększyć bezpieczeństwo obywateli UE. To odpowiedź na rosnący napływ imigrantów

System inteligentnych granic ma zwiększyć bezpieczeństwo obywateli UE. To odpowiedź na rosnący napływ imigrantów 2

Unia Europejska proceduje nowe rozporządzenie dotyczące bezpieczeństwa w strefie Schengen. Projekt Smart Borders ma ograniczyć problem nielegalnych imigrantów. Automatyczne sprawdzanie m.in. danych biometrycznych pozwoli na szybką weryfikację osób wjeżdżających i wyjeżdżających z terytorium Wspólnoty. Równolegle prace nad systemem inteligentnych granic prowadzą Polacy w ramach projektu finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Rozwiązanie ma być wdrożone na przejściach granicznych do końca 2020 roku.

System Smart Borders ma za zadanie uszczelnić zewnętrzne granice Unii Europejskiej, co ma się przełożyć na bezpieczeństwo obywateli. Projekt jest odpowiedzią m.in. na rosnący problem nielegalnych imigrantów.

– Każda osoba z kraju trzeciego, spoza strefy Schengen, pierwszy raz wjeżdżając do Unii Europejskiej, odda swoje dane biometryczne – wizerunek twarzy, cztery odciski palców oraz dane osobowe, które będą przechowywane na centralnym serwerze. Osoba ta, wyjeżdżając z UE, jest weryfikowana nie tylko wzrokiem funkcjonariusza Straży Granicznej, lecz także biometrycznie, co polepsza bezpieczeństwo granic. Z drugiej strony Unia Europejska ma wiedzę, kto wszedł i kto wyszedł z danego miejsca – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje ppłk Norbert Pałka z Instytutu Optoelektroniki WAT.

Prace konsorcjum złożonego z Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej oraz firm JAS Technologie i Gemalto trwały blisko trzy lata. Ich efektem jest opracowanie systemu usprawniającego kontrolę graniczną, w pełni zgodnego z europejskimi wymaganiami.

– System składa się trzech stanowisk. Pierwsze to stanowisko stacjonarne odprawy granicznej, znamy je z lotnisk, wyjeżdżając poza strefę Schengen. Drugie to stanowisko automatyczne, a trzecie – mobilne, np. w autobusach na granicy wschodniej. Dodatkowym elementem są serwery centralne, gdzie wszystkie dane są zbierane i archiwizowane – informuje ekspert z Wojskowej Akademii Technicznej.

Rozwiązanie obejmuje automatyczne odczytywanie z paszportu danych biometrycznych, w tym m.in. odcisk palca czy zdjęcie twarzy i porównanie ich z danymi pobranymi od podróżującego. System dokonuje także weryfikacji w bazach danych. Co ważne, wszystkie informacje mają być dostępne w każdej chwili na dowolnym przejściu granicznym, gdyż są pobierane z centralnej bazy danych.

– Nasz system sprawdza, czy jest to ta sama osoba, czy zgadzają się odciski palców i wizerunek twarzy. Kolejnym krokiem jest również określenie, czy osoba nie była w Unii Europejskiej zbyt długo. Ma 90 dni w przeciągu 180 dni, jeśli przekroczy ten limit, uruchamiane są specjalne procedury – podkreśla ppłk Norbert Pałka.

System przeszedł już pomyślnie testy, również w warunkach zbliżonych do rzeczywistych. Decyzja o jego wdrożeniu leży w gestii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Na poziomie wspólnotowym rozporządzenie dotyczące projektu Smart Borders jest na etapie uzgodnień. Na granicach ma zostać wdrożone najprawdopodobniej do końca 2020 roku.

Jak wynika z danych Straży Granicznej, w 2016 roku na przejściach granicznych na zewnętrznej granicy lądowej UE w Polsce przeprowadzono w sumie blisko 35 mln odpraw. Z kolei dane Komisji Europejskiej za 2009 rok mówią o 12,6 mln przekroczeniach granic wspólnoty na tydzień.

Portale coraz częściej ograniczają dostęp do treści użytkownikom programów blokujących reklamy. Rynek reklamy internetowej dynamicznie rośnie

Portale coraz częściej ograniczają dostęp do treści użytkownikom programów blokujących reklamy. Rynek reklamy internetowej dynamicznie rośnie 3

Najważniejszym trendem w reklamie online jest reklama wideo, natomiast coraz większe znaczenie ma dla rynku także reklama na urządzenia mobilne. W Polsce już 30 proc. całego ruchu w Internecie pochodzi z urządzeń mobilnych. Coraz większą popularność zyskuje jednak oprogramowanie blokujące reklamy. Tego typu programy występują głównie jako rozszerzenia do przeglądarek i są zainstalowane już na ponad 600 mln urządzeń na całym świecie. Zarabiające na reklamach portale coraz częściej decydują się na blokowanie swoich treści użytkownikom takich programów.

– Ruch w internecie pochodzący z urządzeń mobilnych jest coraz większy, w Polsce to już około 30 proc., więc coraz chętniej budżety są kierowane na urządzenia mobilne, a także do materiałów wideo, które stają się coraz bardziej popularne wśród użytkowników. Reklamodawcy naturalnie podążają za użytkownikiem – mówi  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Radosław Gołąb, ekspert firmy Gemius.

Jeszcze w roku 2012 aż 91 proc. przychodów reklamowych pochodziło z urządzeń stacjonarnych. Mobilne zapewniały jedynie 9 proc. przychodów. Jednak do roku 2016 sytuacja na rynku reklamowym uległa radykalnej zmianie. Reklamy na urządzenia mobilne zdobyły już 38 proc. rynku. Jak prognozują analitycy PwC, do roku 2021 urządzenia mobilne zapewnią reklamodawcom aż 56 proc. przychodów. Zmiany te są napędzane przez gwałtownie rosnącą popularność smartfonów i tabletów.

– Rynek napędza przede wszystkim rozwój urządzeń mobilnych i ich dostępność. Technologie transferu danych i materiały, które możemy odtwarzać na małych ekranach również są coraz lepszej jakości. To główne czynniki, który sprawią, że ruch na tych urządzeniach w dalszym ciągu będzie się dynamicznie rozwijać – prognozuje Radosław Gołąb.

Dla reklamodawców oraz właścicieli witryn internetowych poważnym problemem staje się coraz powszechniejsze blokowanie reklam przez użytkowników. Z raportu „The state of the blocked web” dowiadujemy się, że w grudniu 2016 roku 11 proc. internautów stosowało oprogramowanie blokujące. Było ono zainstalowane na 615 mln urządzeń, z czego 62 proc. stanowiły urządzenia mobilne. Pomiędzy grudniem 2015 a grudniem 2016 odsetek użytkowników oprogramowania blokującego zwiększył się aż o 30 proc. Najnowszym trendem jest uniemożliwianie korzystania z witryny tym internautom, którzy blokują reklamy.

– Takie działania wydawców to dobry kierunek. Użytkownik, który nie generuje przychodu z reklam jest dla nich kosztem. Serwisy zarabiają na reklamach i jeśli internauta odwiedza stronę WWW, wykonuje odsłony na których nie pojawia się reklama, to wówczas ta powierzchnia nie jest monetyzowana. Dla wydawcy utrzymywanie serwisu i tworzenie treści jest kosztowne. Z tego powodu właściciele stron internetowych coraz częściej będą uniemożliwiać korzystanie z treści tym internautom, którzy blokują reklamy. Taki trend został wskazany przez portale z USA oraz z Zachodu i coraz chętniej jest wdrażany także na polskim rynku – twierdzi ekspert Gemiusa.

Jednocześnie aż 77 proc. użytkowników oprogramowania blokującego dopuszcza wyświetlanie niektórych formatów reklam. O ile są to reklamy, które nie utrudniają korzystania z witryny. Internauci często skarżą się na nietrafione reklamy. Wystarczy bowiem zajrzeć do sklepu internetowego i zainteresować się np. lodówką, by na wszystkich kolejno odwiedzanych witrynach pokazywano nam tę lodówkę, nawet jeśli ją dawno kupiliśmy. To irytujący sposób reklamowania produktów.

– Reklamy które podążają za użytkownikiem nazywane są retargetingiem. Każdy internauta wchodząc na stronę WWW na przykład sklepu internetowego, ma swoje pliki cookie. To właśnie do nich dopisywana jest informacja, jakie przedmioty oglądał, w co klikał, czym był zainteresowany – tłumaczy Radosław Gołąb.

Eksperci z firmy Statista szacują, że w 2017 roku świat wyda na internetową reklamę 204 mld dolarów. Jeszcze w roku 2015 było to niemal 170 mld dol., a zdaniem analityków Statisty w roku 2021 kwota ta sięgnie aż 330 mld dol.

W Krakowie powstanie nowoczesne centrum naukowe. Skupi się na tworzeniu innowacji w medycynie

W Krakowie powstanie nowoczesne centrum naukowe. Skupi się na tworzeniu innowacji w medycynie 4

Unia Europejska przeznacza znaczną pulę środków finansowych na badania naukowe i innowacje. Tzw. centra doskonałości mają powstać w regionach, które do tej pory nie słynęły z zaawansowania naukowego i technologicznego. Dzięki gamie projektów programu Horyzont 2020 pod nazwą Teaming, w ich stworzeniu pomogą specjaliści z wiodących ośrodków naukowych. Jedno z takich centrów powstanie w Krakowie. Zajmie się zaawansowanymi symulacjami komputerowymi oraz innowacyjnymi metodami diagnostyki medycznej i indywidualnej terapii.

– Zakłada się, że w takim centrum będzie pracowało około 100 osób, które będą wybierane w drodze otwartych konkursów, to istotny warunek. Centrum musi być autentycznie innowacyjne w swojej działalności naukowej, a równocześnie oferujące rozwiązania, które będą wartościowe z punktu widzenia zastosowań praktycznych. Jednym z takich produktów badań naukowych, będą systemy decyzyjne wspierające różnego rodzaju terapie medyczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Marian Bubak z Katedry Informatyki i Akademickiego Centrum Komputerowego Cyfronet Akademii Górniczo-Hutniczej.

Program składa się z dwóch etapów. Pierwsza faza projektu ruszyła we wrześniu tego roku. Aktualnie przygotowywany jest plan biznesowy, który obejmuje także planowane badania i wdrożenia. Naukowcy rozmawiają z instytucjami, które chciałyby wspierać i korzystać z takiego centrum. Gromadzone są też fundusze zapewniające finansowania ze strony polskiej. Założeniem projektu jest bowiem, aby nowo powstałe centrum naukowe mogło funkcjonować przez jak najdłuższy czas, także po zakończeniu dofinansowania z Unii Europejskiej, które jest przewidziane na maksymalnie siedem lat w wysokości nawet do 15 mln euro.

– Istota programu unijnego jest taka, że centrum powinno stać się samowystarczalną jednostką i powinno być autentycznie centrum doskonałości. Wszystkie elementy związane z badaniami, które będą na najwyższym poziomie są w tym najistotniejsze, ale te badania w naszym przypadku będą ukierunkowane właśnie na medycynę – mówi dr Marian Bubak.

Główną gałęzią działalności krakowskiego centrum będzie opracowywanie narzędzi do obrazowania i przetwarzania danych medycznych oraz zaawansowanych symulacji komputerowych, które wspomogą codzienną pracę lekarzy. To tutaj powstaną m.in. modele komputerowe oraz rozwijane będą narzędzia do coraz dokładniejszego demonstrowania funkcjonowania organów wewnętrznych w połączeniu ze zgromadzonymi danymi dotyczącymi istotnych parametrów pacjenta.

– To jedna z tych inteligentnych specjalizacji, w ramach których funkcjonują różnego rodzaju projekty w Małopolsce. Liczymy na to, że dzięki temu będziemy mogli te rozproszone zasoby, które w tej chwili funkcjonują w różnych ośrodkach, zogniskować w jednym miejscu, przy silnej współpracy ze szpitalami oraz firmami z zakresu life science – dodaje ekspert z AGH.

Projekt jest realizowany w ramach programu Horyzont 2020 – największego do tej pory programu finansowania badań naukowych i innowacji w Unii Europejskiej. Jego budżet w latach 2014-2020 wynosi blisko 80 mld euro.

70 proc. dłużników alimentacyjnych spędzi święta z inną rodziną

Wielu rodziców nie tylko nie da pieniędzy na utrzymanie córki czy syna i nie kupi im prezentów na Gwiazdkę, ale też nawet nie spotka się z nimi w święta. Czterech na dziesięciu rodziców unikających płacenia alimentów nie poczuwa się do związku z dzieckiem i nie utrzymuje z nim kontaktów – wynika z wykonanego na zlecenie BIG InfoMonitor, po raz drugi, badania „Postawy Polaków wobec dłużników alimentacyjnych”.

Instytut ARC Rynek i Opinia po raz drugi zrealizował badanie „Postawy Polaków wobec dłużników alimentacyjnych”* dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Tym razem spytaliśmy osoby znające dłużników alimentacyjnych dlaczego ci nie płacą na swoje dzieci. Lista powodów jest długa, ale najpoważniejszy w opinii ankietowanych, to brak więzi rodzicielskiej. Wygląda na to, że według respondentów, rozstanie rodziców, w blisko 40 proc. przypadków kończy się dla potomstwa praktycznie utratą ojca lub matki. – Obecnie w BIG InfoMonitor wpisanych jest już prawie 315 tys. osób z kwotą długów alimentacyjnych sięgającą 11,3 mld zł. Skala problemu jest ogromna. W wynoszących ponad 62 mld zł zaległościach kredytowych i pozakredytowych, widocznych w BIG InfoMonitor oraz BIK, niemal co piąta złotówka to właśnie alimenty – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

70 proc. dłużników alimentacyjnych spędzi święta z inną rodziną

– Nierzadko brak kontaktu z potomstwem jest wynikiem utraty zainteresowania „starym – byłym” dzieckiem po tym, gdy pojawią się „nowe” w nowym związku. Według osób, które znają ojców czy matki unikających płacenia alimentów, większość – 70 proc. ma nowe rodziny i „nowe” dzieci. Dzieci bywają też kartą przetargową w trwającym także po rozwodzie konflikcie pomiędzy „byłymi”. Rozwód nie tylko niczego nie zakończył – wprost przeciwnie, rozpoczął nową fazę konfliktu – podział władzy rodzicielskiej majątku, zobowiązań, alimenty eskalują często silne, negatywne uczucia. Bywa, że każdy sposób jest dobry by odegrać się na „byłej” czy „byłym” – z jednej strony gra alimentami, z drugiej uniemożliwianiem kontaktu z dziećmi – zauważa Roman Pomianowski, psycholog społeczny, prezes Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych. – Niestety silne negatywne emocje towarzyszące rozpadowi związku -złość, żal, poczucie krzywdy przy braku kultury i tradycji polubownego rozwiązywania sporów oraz słabości profesjonalnego systemu wsparcia, sprzyja nakręcaniu spirali nienawiści w trakcie rozwodu. Dlatego, zanim dojdzie do rozprawy rozwodowej, polecałbym dla dobra partnerów jak i dzieci skorzystanie wcześniej z pomocy profesjonalnego mediatora. Może nie zawsze uda się wypracować satysfakcjonującą obie strony ugodę, ale pozwolą w sposób bardziej rzeczowy ustalić zasady rozstania, podział majątku jak i warunki późniejszych kontaktów z dziećmi. Warto pomyśleć o dobru dzieci, bo partnerzy zaaferowani sobą nie zdają sobie sprawy, że dziecko przeżywa stratę wywołaną rozwodem  pięciokrotnie dłużej i bardziej niż małżonkowie – zaznacza Roman Pomianowski.

Zdecydowanie rzadziej wśród przyczyn unikania płacenia alimentów wymieniane są powody bardziej obiektywnej natury jak problemy finansowe czy sytuacje losowe. Znajomi dłużników alimentacyjnych w około 20 proc. przypadków wskazali na utratę stałego źródła zarobkowania, a także zbyt wysokie świadczenia w relacji do dochodów oraz pogorszenie sytuacji materialnej. Są to też według części badanych sytuacje, które obok choroby, mogłyby ewentualnie usprawiedliwić niepłacenie świadczenia.

70 proc. dłużników alimentacyjnych spędzi święta z inną rodziną 2

Przeprowadzone ponownie badanie pokazało, że niezmiennie przeważająca większość Polaków negatywnie postrzega dłużników alimentacyjnych. Zdecydowanie źle ocenia ich w tym roku siedmiu na 10 badanych, a tylko źle, tak jak w zeszłym roku – 9 na 10. Mniej krytyczne podejście prezentują głównie osoby, które nie mają do czynienia z problemem niepłacenia alimentów, nie znają dłużnika alimentacyjnego, ani dziecka, które nie dostaje świadczenia.

70 proc. dłużników alimentacyjnych spędzi święta z inną rodziną 3

Wśród 888 uczestniczących w badaniu osób między 22 a 65 rokiem życia, aż 60 proc. zna kogoś kto powinien płacić alimenty lub rodziny z dzieckiem, które powinny alimenty otrzymywać. Jedna trzecia (33 proc.) zna osoby, które mimo obowiązku, alimentów nie płacą.

 

70 proc. dłużników alimentacyjnych spędzi święta z inną rodziną 4Niewielu chętnych do pożyczania pieniędzy i nawiązania przyjaźni niepłacącymi na dzieci

Coraz częściej pojawiający się w publicznej dyskusji problem unikania płacenia alimentów jak i skala zjawiska sprawiły najwyraźniej, że Polacy są mniej chętni do nawiązywania bezpośrednich relacji z osobami, które nie chcą współuczestniczyć w utrzymywaniu swoich dzieci. W efekcie, w porównaniu z badaniem z 2016 r. już nie 28 proc. a jedynie 19 proc. wprowadziłoby dłużnika alimentacyjnego do grona swoich znajomych, tylko 9 proc. osób, a nie 14 proc. pożyczyłoby mu pieniądze i jedynie 8 proc. zamiast 17 proc. zaufałoby dłużnikowi alimentacyjnemu jako liderowi. Dane te pokazują, że właściwie nie ma w społeczeństwie przyzwolenia na niepłacenie alimentów.

Informacja o tym, że ktoś nie płaci alimentów nie jest też najlepszą rekomendacją dla pracodawcy, ale w tym przypadku więcej jest ankietowanych, którzy zatrudniliby taką osobę – 45 proc., niż tych, które by tego nie zrobiły – 30 proc.

70 proc. dłużników alimentacyjnych spędzi święta z inną rodziną 5Co ósme dziecko w Polsce pozbawione jest finansowego wsparcia jednego z rodziców

Niepłacenie na dzieci wynikające z niechęci czy też obojętności rodziców zapominających o swoim obowiązku oraz społeczeństwa, które nie chce się wtrącać, ma swoje konsekwencje. Zgodnie z szacunkami organizacji kobiecych, alimentów nie otrzymuje w Polsce około 1 miliona dzieci, czyli niemal co ósme dziecko biorąc pod uwagę, że w wieku do 19 lat mamy 7,7 mln osób (GUS). Budżet państwa, który wyręcza część rodziców wypłacając pieniądze z Funduszu Alimentacyjnego (FA) na rzecz ok. 320 tys. dzieci, kosztuje to ok. 1,5 mld zł rocznie. Długi rodziców wyręczanych przez Państwo i zgłoszonych w związku z tym do Rejestru BIG InfoMonitor przekraczają już 11,3 mld zł. Liczba dłużników alimentacyjnych dochodzi do 315 tys. Przeciętny dłużnik alimentacyjny, przeważnie mężczyzna, najczęściej ma między 34 a 44 lata. Niemal co drugi ma także na koncie inne nieopłacone zobowiązania jak rachunki telefoniczne, pożyczki czy kredyty.

Dłużników alimentacyjnych byłoby znacznie więcej gdyby do Rejestru BIG InfoMonitor zgłaszali ich też – stanowiący większość – rodzice niekorzystający z pomocy Funduszu Alimentacyjnego, ponieważ nie pozwala im na to przekraczający 725 zł netto dochód na członka rodziny. Ogółem ściągalność alimentów szacowana jest na kilkanaście procent, a skuteczność egzekucji komorniczych, jak podaje Krajowa Rada Komornicza, sięga 19 proc. Wykorzystywanie wpisu niesolidnego rodzica do BIG, szczególnie gdy prowadzi on aktywne życie finansowe i jeszcze np. ma firmę może okazać się jednym z lepszych narzędzi mobilizujących do spłaty zaległych alimentów. Osoby obecne w BIG InfoMonitor jako dłużnicy, mają bowiem problem z zaciąganiem kredytów, pożyczek czy też zawieraniem różnego rodzaju umów związanych z płatnościami rozłożonymi w czasie.

*Badanie „Postawy Polaków wobec dłużników alimentacyjnych” przeprowadził Instytut ARC Rynek i Opinia techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview), na reprezentatywnej grupie 888 Polaków w wieku 22-65 lat, w sierpniu 2017 r. Zrealizowano również dodatkowe wywiady (tzw.booster) w grupie osób mających styczność z osobami podlegającymi obowiązkowi alimentacyjnemu N = 800 wywiadów.

Lider branży hotelowej inwestuje w młode firmy. Pomogą w tworzeniu i wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań dla klientów

Lider branży hotelowej inwestuje w młode firmy. Pomogą w tworzeniu i wprowadzaniu innowacyjnych rozwiązań dla klientów 5

Grupa AccorHotels jako jedna z pierwszych w hotelowej branży nawiązuje współpracę ze start-upami. Chce zyskać świeże spojrzenie oraz rozwiązania, jakie hotele mogą zaoferować gościom dzięki nowym technologiom. Najlepsze pomysły wyłonione w czasie Guest Experience Challange sieć wdroży w swoich obiektach w Europie Wschodniej. W nowych technologiach AccorHotels upatruje szansy na zdystansowanie konkurencji. 

– Żyjemy w niezwykle spersonalizowanym świecie, w którym każdy chce robić i mieć coś własnego, żyjemy w świecie zdigitalizowanym, w którym wszystko dzieje się szybciej i wszystko jest ze sobą połączone. Novotel przez ostatnie 50 lat wyznaczał trendy w branży. Chcemy w tym miejscu połączyć najlepsze cechy obydwu tych światów – ultrapersonalizacji i cyfryzacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jean-Yves Besnard, Head of digital projects, social & digital learning practice for Eastern Europe w Grupie AccorHotels.

Jeden z największych na świecie operatorów hotelowych szuka nowatorskich koncepcji. Chce przekształcić łazienki w swoich obiektach, korzystając z nowych rozwiązań technologicznych. W tym celu AccorHotels organizuje Guest Experience Challenge – warsztaty start-upowe w formie konkursu. Zadaniem zgłoszonych zespołów będzie prezentacja innowacyjnych pomysłów dla hotelowych łazienek, a najlepsze z nich zostaną wdrożone w hotelach AccorHotels w Europie Wschodniej.

– Chodzi np. o interaktywne lustra, o różne zapachy wprowadzane do pokojów i łazienek, o specjalne oświetlenie, ale również o to, jak możemy za pomocą telefonu komórkowego decydować o natężeniu światła i innych funkcjach. To też fitness i różnego rodzaju ćwiczenia, które można wykonywać, a także mierzenie różnych parametrów zdrowotnych. Takie pomysły będziemy sprawdzać, żeby w najbliższej przyszłości móc je wprowadzić w naszych hotelach – zapowiada Jean-Yves Besnard.

Pierwsze pilotażowe warsztaty Guest Experience Challenge odbyły się już w Warszawie. Zadanie konkursowe polegało na stworzeniu rozwiązania technologicznego, które zwiększy u gości poczucie komfortu i zadowolenia z pobytu.

– Główną nagrodą jest 4,5 tys. euro i obietnica współpracy z naszą marką, czyli wprowadzenie rozwiązań tej firmy w naszych hotelach w Europie Wschodniej – mówi Jean-Yves Besnard.

Zwycięska drużyna będzie też mogła zamienić nagrodę pieniężną na możliwość przedstawienia swojego pomysłu przed Central Innovation Unit w Paryżu i powalczyć o globalny kontrakt.

Novotel to jeden z pierwszych brandów w branży hotelarskiej, który nawiązuje współpracę ze start-upami, żeby zyskać świeże, kreatywne spojrzenie na doświadczenia, jakie hotele mogą zaoferować gościom dzięki nowym technologiom.

– Na ogół inkubatory działają w taki sposób, że współpraca ze start-upami odbywa się między różnymi branżami, a nie jest tak, że jedna firma przedstawia jakieś konkretne tematy do pracy dla start-upów. W Europie Wschodniej często jest tak, że start-upy boją się kontaktowania z dużymi korporacjami. My wykonujemy ten pierwszy krok i przyciągamy te firmy do nas – podkreśla przedstawiciel AccorHotels.

AccorHotels upatruje w nowych technologiach szansy na zdystansowanie konkurencji i utrzymanie pozycji lidera branży. Dlatego marka szuka projektów, które będą nowoczesne i atrakcyjne, funkcjonalne, łatwe do wdrożenia, a przy tym estetyczne. W kolejnych edycjach Guest Experience Challlenge marka będzie poszukiwać rozwiązań dla kolejnych obszarów w hotelu.

– Chcemy dostarczyć klientom najlepsze możliwe rozwiązania cyfrowe. One już dziś istnieją, np. nasi pracownicy mają wiele pomysłów na takie rozwiązania. Ale nie jesteśmy firmą taką jak Apple czy Google, nie zajmujemy się cyfryzacją na co dzień. Chodzi o to, żeby poznać jak najlepsze pomysły i przełożyć je na rozwiązania cyfrowe. Wszystko po to, żeby stworzyć dla gości jak najlepsze rozwiązania – mówi Jean-Yves Besnard.

Ponad połowa pracodawców w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników. Tradycyjne ogłoszenia o pracę odchodzą do lamusa

Ponad połowa pracodawców w Polsce ma problemy ze znalezieniem pracowników. Tradycyjne ogłoszenia o pracę odchodzą do lamusa 6

Blisko 60 proc. kandydatów jest niedopasowanych do potrzeb pracodawców, a 40 proc. ma zbyt wygórowane oczekiwania finansowe. Co drugi pracownik wskazuje, że w ogłoszeniach o pracę brakuje podstawowych informacji, przede wszystkim o wysokości zarobków. Zdaniem ekspertów skończył się już czas tradycyjnych ogłoszeń z ofertami pracy. Potencjalny pracownik traktowany jest jak klient, a firmy coraz częściej stosują nowoczesne narzędzia podczas rekrutacji.  

– Niewątpliwie najważniejszymi problemami, z jakimi borykają się aktualnie pracodawcy, to brak kandydatów. Ponad 50 proc. pracodawców zgłasza problemy z niedoborem kandydatów. W przypadku większości rekrutacji, około 60 proc. kandydatów to osoby niedopasowane do potrzeb pracodawców, blisko 40 proc. kandydatów ma zbyt wygórowane potrzeby finansowe, a około 20 proc. kandydatów w ogóle nie przychodzi na spotkania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Adamczyk, prezes zarządu serwisu Kariera.pl.

Historycznie niskie bezrobocie sprawia, że od miesięcy rynkiem pracy rządzą pracownicy. Według danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, w listopadzie stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie z października i wynosi 6,6 proc. To o 1,6 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Bez pracy pozostaje obecnie 1,06 mln Polaków (o 0,5 tys. osób mniej niż w październiku). To najniższe wskaźniki od 1991 roku. Rośnie zaś liczba wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej zgłoszonych przez pracodawców do rzędów pracy – w listopadzie było to 128,3 tys.

– Duża liczba ofert niekoniecznie oznacza, że kandydat znajdzie ofertę odpowiednią dla siebie. Wręcz przeciwnie, kandydat powoli gubi się i nie do końca wie, o czym mówią te oferty. Informacje przekazywane w ofertach są zwykle niewystarczające lub nie w pełni wyczerpują zainteresowanie kandydata. Najważniejszą informacją, której brakuje w 80 proc. ofert, jest brak informacji o zarobkach – wskazuje Adamczyk.

W zdecydowanej większości ogłoszeń o pracę wynagrodzenie nie jest ujawniane, ponieważ najczęściej uzależnione jest od doświadczenia danego pracownika. Tylko 19 proc. firm decyduje się na upublicznienie oferowanych na danym stanowisku zarobków. W krajach anglosaskich, gdzie bezrobocie od lat utrzymuje się na niskim poziomie, zarobki są tradycyjnie określone w ogłoszeniu. Pozwala to nie tylko oszczędzić czas, lecz także przyciągnąć większą liczbę kandydatów.

– Najważniejsze problemy, które występują aktualnie na linii kandydat pracodawca, to te związane z opisem potrzeb, które ma pracodawca i na które odpowiada kandydat. Kandydaci nie wiedzą, gdzie będą pracować, co będą robić, za jakie pieniądze. Informacje podane w ofertach pracy są enigmatyczne i mówią o szerokim ogóle pewnego rodzaju potrzeb. To, co najbardziej interesuje kandydata, to konkretne informacje dotyczące projektów, które będzie realizował, otoczenia pracy i najważniejsze – pieniędzy, które ma zarabiać na danym stanowisku – wymienia ekspert.

Portale rekrutacyjne SMART Recruit Online oraz Jobsite oceniają, że podanie w ogłoszeniu widełek płacowych wpłynęło na wzrost zainteresowania ofertami o 30 proc. Brak takiej informacji, zwłaszcza w branżach cierpiących na brak wykwalifikowanej kadry, może się wiązać z małą liczbą osób rekrutujących. Sytuacja jednak powoli się zmienia. O ile w 2014 roku 3,5 proc. firm podawało w ogłoszeniu wynagrodzenie (dane GoldenLine), to obecnie jest to blisko co piąta firma (badanie dla HRK Employer Branding). Ubiegłoroczny dokument „Dobre praktyki spółek notowanych na GPW” przygotowany przez Giełdę Papierów Wartościowych rekomenduje przedstawianie raportów o polityce wynagrodzeń.

– Jednym z najważniejszych elementów, który poprawiłby efektywność rekrutacji, jest lepsza komunikacja. Aktualne metody rekrutacji, oparte na portalach o pracę i na ogłoszeniach, powoli odchodzą do lamusa. Czas na nową rekrutację, zwiększenie zakresu informacji i komunikacji między kandydatem a pracodawcą. Czas na przekazanie pracownikowi informacji, które są mu potrzebne, i kluczowe do wyboru danej oferty – podkreśla prezes Kariera.pl.

Firmy prześcigają się w oryginalnych ofertach pracy. Tam, gdzie jest największy niedobór wykwalifikowanej kadry, np. w IT, już niemal standardem stały się nieformalne spotkania. Niektóre firmy stawiają na oryginalne kampanie marketingowe: są obecne w grach komputerowych i organizują konkursy dla specjalistów. Do ofert pracy dołączane są też krótkie filmiki z wypowiedziami pracowników czy pokazujące miejsce pracy.

– Do najważniejszych narzędzi, które polepszają komunikację między pracodawcą a pracobiorcą, należą wszelkiego rodzaju narzędzia z zakresu talent acquisition marketing. Pozwalają one dotrzeć do kandydatów pasywnych, którzy na co dzień nie szukają pracy. Co najważniejsze, pozwalają przekazać im pełną informację, która umożliwi szybkie i bezbłędne podjęcie decyzji – przekonuje Piotr Adamczyk.

Grudzień to okres żniw dla salonów kosmetycznych i fryzjerskich. Ponad 40 proc. grudniowych przychodów generuje dzień przed Wigilią

Grudzień to okres żniw dla salonów kosmetycznych i fryzjerskich. Ponad 40 proc. grudniowych przychodów generuje dzień przed Wigilią 7

Branża hair & beauty szykuje się na przedświąteczne oblężenie. Ponad 11 proc. wizyt w ciągu roku realizowanych jest w grudniu. Tłumy pojawiają się szczególnie tuż przed Wigilią. Salony fryzjerskie i kosmetyczne generują wówczas ponad 43 proc. zysku z całego miesiąca – wynika z raportu „Grudzień najbardziej dochodowy miesiąc w branży beauty” przygotowany w oparciu o dane uzyskane od klientów Versum. Branża czerpie zyski nie tylko z wizyt klientów, ale i sprzedaży bonów podarunkowych. Blisko 40 proc. wszystkich bonów sprzedawanych w drugiej połowie roku przypada na okres tuż przed świętami.

– Koniec roku w salonach hair & beauty jest wyjątkowo intensywny. Spośród wszystkich wizyt umawianych w całym roku, ponad 11 proc. wizyt jest realizowanych w grudniu. Wszyscy chcemy być piękni przed świętami, w stosunku do stycznia, w którym umawianych jest 5 proc. wizyt, jest to dwa razy więcej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Maśka, prezes zarządu Versum, firmy dostarczającej system do zarządzania salonami hair & beauty.

Z raportu „Grudzień najbardziej dochodowy miesiąc w branży beauty” przygotowanego w oparciu o dane uzyskane od klientów Versum wynika, że w grudniu Polacy umawiają więcej wizyt niż w innych miesiącach roku. W porównaniu ze styczniem, to ponad dwukrotnie więcej. Największym okresem żniw dla właścicieli salonów hair & beauty są dni tuż przed Świętami Bożego Narodzenia.

– Najbardziej intensywna jest druga połowa miesiąca, 22 grudnia to dzień w którym w salonach są największe tłumy. Wszyscy odkładają tą wizytę na możliwie późny dzień przed świętami żeby wyglądać najlepiej w momencie spotkań ze znajomymi i bliskimi – wskazuje Maśka.

Ponad połowa Polaków (56 proc.) czeka z wizytą na ostatnią chwilę i umawia się do fryzjera lub kosmetyczki przed samymi świętami. Jednak duża część (42 proc.)  wizytę w salonie piękności planuje z dużym wyprzedzeniem, w okresie od września do listopada.

– Kluczowe jest dobre zaplanowanie pracy, żeby w salonie było odpowiednio dużo pracowników, fryzjerów, kosmetyczek, którzy są w stanie przyjąć klientów, którzy zwlekali z umówieniem się na wizytę do ostatniej chwili – wskazuje ekspert.

Z danych Versum wynika, że choć najwięcej klientów przychodzi do salonów piękności 22 grudnia, to aż 43 proc. wszystkich zysków wygenerowanych w grudniu przez salony, przypada na dzień przed Wigilią.

– Może to być spowodowane tym, że wizyt w salonach jest realizowanych wtedy bardzo dużo, ale też wtedy sprzedawane są kosmetyki, bony podarunkowe czy vouchery, które stają się prezentami pod choinką – ocenia Maśka.

Sprzedaż bonów na usługi hair & beauty systematycznie rośnie. W 2016 roku z bonów sprzedanych w II połowie roku, 40 proc. przypadało na grudzień. W tym roku już od stycznia salony notują coraz większą sprzedaż bonów, zdaniem ekspertów grudzień może okazać się pod tym względem rekordowy.

– Bony w salonach hair & beauty to rosnący trend, są coraz częściej oferowane przez salony, ale również konsumenci ich poszukują. 40 proc. wszystkich bonów, które są sprzedawane w drugiej połowie roku, jest sprzedawanych zaraz przed świętami, co świadczy o tym, że stają się one naturalnym wyborem i na pewno wszyscy znajdziemy je pod choinką – mówi Sebastian Maśka.

Blisko 80 proc. PR-owców spotkało się z nieuczciwymi praktykami przetargowymi. Branża opracowała zbiór dobrych praktyk

Blisko 80 proc. PR-owców spotkało się z nieuczciwymi praktykami przetargowymi. Branża opracowała zbiór dobrych praktyk 8

Z ankiet przeprowadzonych wśród PR-owców wynika, że blisko 80 proc. zetknęło się z nieuczciwymi praktykami przetargowymi na zakup takich usług. Narażają one agencje na duże koszty i przekładają się na jakość pracy. Związek Firm Public Relations opracował Białą Księgę – zbiór zasad, wskazówek i dobrych praktyk w postępowaniach przetargowych. Dokument poprzedził dwuletni dialog branżowy, w trakcie którego nad kształtem dokumentu debatowało blisko osiemdziesięciu ekspertów obu stron.

– Nieuczciwe praktyki na zakup usług PR mają szereg przeróżnego rodzaju form, zaczynając od tego, że brief, który otrzymujemy, jest czasem bardzo niekompletny, a agencja już wcześniej została wybrana. Trzeba też pamiętać o zapisach, które forsowane są już na samym początku, na etapie przetargowym, dotyczących na przykład trzymiesięcznych terminów płatności. To zabija branżę od środka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sebastian Stępak, wiceprezes Związku Firm Public Relations.

W branży PR nieuczciwe praktyki przetargowe są dość powszechne – to główny wniosek ankiety, którą przeprowadziły w ubiegłym roku agencja Monday PR, Związek Firm Public Relations oraz serwis Proto.pl. Badanie pokazało, że 78 proc. PR-owców zetknęło się w swojej pracy z nieuczciwymi praktykami przetargowymi. 70 proc. z nich skarży się na brak rozstrzygnięcia przetargu bez podania konkretnej przyczyny. Z kolei połowa spotkała się z późniejszym wykorzystaniem przez firmę pomysłów zawartych w ofercie przetargowej. Nierzadko zdarza się, że firmy organizują przetargi nie w celu wyłonienia agencji świadczącej usługi public relations, ale po to, by bezkosztowo zebrać jak największą liczbę pomysłów albo porównać ceny.

– Wiele przetargów odbywa się w sposób kompletnie nietrzymający jakichkolwiek norm, zaczynając od finansowych i merytorycznych, a kończąc na tym, w jaki sposób są rozstrzygane. Skala problemu wciąż jest duża, można powiedzieć, że średnio do 30–40 proc. przetargów mamy bardzo duże zastrzeżenia. Czasami dochodzi do tego, że Związek Firm Public Relations – jako organ w pewnym sensie kontrolny – musi interweniować i występować w imieniu agencji, ponieważ w takiej sytuacji bardzo trudno jest się porozumieć, żeby agencja później nie została naznaczona i wciąż była zapraszana do przetargów – mówi Sebastian Stępak.

ZFPR zwraca uwagę na to, że takie działania narażają agencje PR na duże koszty i przekładają się na jakość ich pracy. Zgodnie z dobrymi praktykami wszystkie zapraszane do przetargu agencje, które świadczą usługi public relations, powinny w tym samym czasie otrzymać jednakowe briefy, w których jasno sprecyzowane zostaną zadania i oczekiwania klienta oraz wysokość budżetu, który firma zamierza przeznaczyć na realizację usługi.

– Jest bardzo wiele sposobów na to, żeby przetarg wyglądał dobrze i uczciwie – jasne kryteria wyboru to absolutna podstawa. Trzeba też pamiętać o tym, ile agencji angażujemy w taki przetarg. Kiedy przeprowadzamy procedurę, w którą jest zaangażowanych 20–30 agencji, a takowe cały czas na rynku się zdarzają, to ocena merytoryczna choćby pięciu z tych propozycji już stanowi problem. My rekomendujemy 3–4 agencje w każdym przetargu, które są celowo dobrane pod kątem specjalizacji i potrzeb klienta – zauważa Sebastian Stępak.

Związek Firm Public Relations opracował Białą Księgę – zbiór zasad i dobrych praktyk w postępowaniach przetargowych na zakup usług PR. Dokument poprzedził dwuletni dialog branżowy, w trakcie którego nad kształtem dokumentu debatowali eksperci obu stron.

– Przez dwa lata ponadosiemdziesięciu wysokiej rangi ekspertów spotykało się na blisko czterdziestu spotkaniach, żeby wspólnie się zastanowić, jakie powinny być standardy w organizowaniu przetargów na usługi marketingowe – zarówno usługi agencji PR, jak i świadczących inne usługi komunikacyjne. To były spotkania pełne nerwów, ale też pełne pozytywnych emocji. Wydaje nam się, że w końcu udało się przygotować pewnego rodzaju drogowskaz, dokument, który będzie pomagał zarówno stronie agencyjnej, jak i osobom ze strony klienta zorganizować profesjonalnie przetarg – podkreśla Karolina Borkowska, wiceprezes Związku Firm Public Relations.

Biała Księga zawiera wskazówki zarówno dla klientów, jak i agencji oraz podmiotów zajmujących się komunikacją marketingową dotyczące tego, jak prawidłowo powinien być przeprowadzony i rozstrzygnięty przetarg na zakup takich usług.

– Mam nadzieję, że dzięki temu nasz rynek stanie się bardziej profesjonalny, ale to tak naprawdę dopiero początek drogi – podkreśla Karolina Borkowska.

Równolegle Związek Firm Public Relations prowadzi też projekt pod nazwą Rate Card, którego celem jest większa transparentność oraz edukowanie zarówno firm i agencji PR, jak i ich klientów w zakresie tego, jak powinny być obliczane stawki za usługi public relations. Projekt ma też uświadomić agencjom, które składają swoje oferty w przetargach na usługi PR, że w bardzo wielu przypadkach konkurowanie ceną jest kompletnie nieuzasadnione i odbija się też na jakości merytorycznej świadczonych usług.

– Edukujemy zarówno firmy, jak i klientów o tym, w jaki sposób agencje PR zarabiają pieniądze, gdzie jest ich marża oraz jakie są koszty składowe. Kiedy dział zakupów decyduje, że chciałby zatrudnić daną agencję, pomagamy z dwóch stron: zrozumieć wycenę i zrozumieć, które elementy można negocjować, a które wpłyną bezpośrednio na jakość projektów. Agencjom też próbujemy przekazać, w jaki sposób powinny operować finansowo na co dzień i co za tym idzie – jak powinny dochodzić do swoich stawek na rynku – mówi Sebastian Stępak, wiceprezes Związku Firm Public Relations.

Związek Firm Public Relations to organizacja zrzeszająca blisko czterdziestu profesjonalnych agencji PR, której celem jest reprezentacja branży oraz dbałość o standardy etyczne i zawodowe w usługach PR-owych.

W Warszawie może zacząć brakować nowych mieszkań. To pociągnie za sobą wzrost cen

W Warszawie może zacząć brakować nowych mieszkań. To pociągnie za sobą wzrost cen 9

Popyt na mieszkania w Warszawie jest tak duży, że w tym roku ma paść kolejny sprzedażowy rekord. Pod względem podaży nowych lokali sytuacja staje się coraz trudniejsza, więc jest ryzyko, że mieszkań zacznie brakować – ocenia prezes Dom Development. Fakt ten w połączeniu ze wzrostem kosztów budowy i brakiem siły roboczej w budownictwie może się przełożyć na odczuwalny wzrost cen w perspektywie nadchodzących kwartałów.  

– Rynek warszawski rozwija się znakomicie. Szacuje się, że łącznie w 2017 roku nabywców znajdzie prawie 28 tys. mieszkań. To rekordowy wynik, który oznacza podwojenie skali inwestycji w ciągu czterech lat. Pod względem popytu jest znakomicie, natomiast pod względem podaży – najprawdopodobniej mieszkań zacznie brakować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Szanajca, prezes zarządu Dom Development.

Jak podkreśla, w Warszawie coraz trudniej wprowadzać na rynek nowe projekty.

– Bardzo trudno uzyskać pozwolenie na budowę, warunki planistyczne są trudne i nie wiadomo, czy tak duży popyt zostanie zaspokojony przez wystarczającą podaż – podkreśla Szanajca.

Na wysoki popyt – zarówno w stolicy, jak i w całym kraju – złożyło się kilka czynników. Historycznie niskie stopy procentowe przekładają się na oprocentowanie i niską rentowność lokat bankowych. To w połączeniu z niepewnością co do innych form inwestowania spowodowało, że wielu Polaków zdecydowało się ulokować kapitał w nieruchomościach.

Rynek napędzał też rządowy program Mieszkanie dla Młodych, który w przyszłym roku zostanie wygaszony – co sprawiło, że część nabywców przestała odkładać decyzję o zakupie mieszkania, chcąc skorzystać jeszcze z rządowych dopłat w ramach MdM. Na to nakładają się jeszcze korzystne wskaźniki makroekonomiczne.

– Mamy niskie stopy procentowe, które według deklaracji NBP nie powinny się zmienić w 2018 roku. Mamy wzrost płac, który sięga prawie 7 proc. rocznie przy niskiej inflacji. Mamy wreszcie naturalny popyt inwestycyjny – wiele osób po prostu przekonało się do długotrwałej inwestycji w nieruchomości, zwłaszcza w mieszkania. Widać, że ten trend ma cechy trwałe – mówi Jarosław Szanajca.

Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec ubiegłego roku średnia cena mieszkania z rynku pierwotnego w Warszawie wynosiła 7,7 tys. zł za metr kwadratowy. Warszawa jest jednak największym, najdroższym i najbardziej zróżnicowanym rynkiem w Polsce – ceny zaczynają się już od około 5 tys. zł za metr kwadratowy w segmencie popularnym w peryferyjnych dzielnicach, a kończy nawet na 20–30 tys. zł na metr kwadratowy w przypadku prestiżowych inwestycji zlokalizowanych w samym centrum.

W ciągu trzech ostatnich lat te stawki podlegały tylko niewielkim wahaniom, co potwierdza raport Amron – SARFiN za III kwartał 2017 roku, z którego wynika, że w tym okresie średnia cena transakcyjna za 1 mkw. wzrosła o 1,8 proc. (83 zł). Jednak prezes Dom Development ocenia, że jeżeli na warszawskim rynku popyt zacznie znacząco przewyższać podaż – można się spodziewać odczuwalnego wzrostu cen.

– W ciągu najbliższego roku prawdopodobnie będziemy mieć równie niskie stopy procentowe, zamożność potencjalnych klientów cały czas rośnie, chęć do kupowania jest bardzo duża. Jeżeli taka sytuacja się utrzyma, a podaż nie będzie za tym nadążać, ceny mogą dość istotnie wzrosnąć. Tym bardziej że mocno rosną koszty budowy – mówi Jarosław Szanajca.

Wzrosty kosztów budowy wynikają z podwyżek cen materiałów i przede wszystkim – spadku dostępności siły roboczej. W tej chwili przy historycznie niskim bezrobociu (6,6 proc. na koniec października wg GUS) rynkiem pracy rządzą pracownicy. Natomiast budownictwo jest w czołówce branż, które mają największe kłopoty z pozyskaniem siły roboczej.

– Wzrost kosztów materiałów zazwyczaj hamuje szybciej, natomiast mamy do czynienia ze strukturalnym brakiem siły roboczej na rynku. Nie wiadomo, jak długo to potrwa ani jaki wzrost cen jeszcze wygeneruje – mówi Jarosław Szanajca.

Na warszawskim rynku preferencje nabywców są raczej stabilne. Jak wynika z danych Amron, najpopularniejsze są mieszkania o metrażu 40–60 mkw., które odpowiadają za około 40 proc. rynku. Popularne są też trzypokojowe lokale w przedziale 60–90 mkw., natomiast kawalerki i najmniejsze mieszkania, których metraż nie przekracza 40 mkw., odpowiadają za około jedną piątą rynku. Prezes Dom Development prognozuje, że ewentualny wzrost cen będzie najmniej odczuwalny właśnie dla nabywców popularnych mieszkań ze średniego segmentu.

– Segment popularny jest utrzymywany w ryzach zdolnością kredytową nabywców, czyli po prostu fizycznymi możliwościami tych, których stać albo nie stać na mieszkania popularne. Ruchy cenowe zazwyczaj zaczynają się w segmentach wyższych. Mieszkania o podwyższonym standardzie, które my głównie produkujemy i oferujemy, zazwyczaj cenowo rosną szybciej i znaczniej – mówi prezes zarządu Dom Development.

W III kwartale 2017 roku spółka wypracowała rekordowy dotychczas wynik 1 081 sprzedanych lokali, odnotowując 53-proc. wzrost rdr. Takie wyniki deweloper osiągnął przy kilkuprocentowym wzroście cen w porównaniu do roku poprzedniego. Łączna sprzedaż w pierwszych trzech kwartałach tego roku wyniosła 2 926 lokali, co oznacza wzrost o 45 proc. rdr.

Telemedycyna zastąpi gabinety lekarskie?

Telemedycyna zmienia oblicze rynku opieki zdrowotnej w Polsce. Pozwala na monitorowanie stanu zdrowia pacjentów, umówienie wizyty online, przechowywanie dokumentacji, co w efekcie sprzyja oszczędności czasu. Jak wynika z danych, opracowanych przez firmę LekSeek, liczba użytkowników aplikacji medycznych wzrosła średnio o ponad połowę w stosunku do ubiegłego roku. Łukasz Kamiński z LekSeek Polska wyjaśnia, jak w ostatnim czasie zmienił się rynek e-medycyny.

Rynek usług telemedycznych w Polsce jest relatywnie młody. Jak podkreśla Łukasz Kamiński, e-medycyna znacząco rozwinęła się za sprawą nowych technologii. Coraz popularniejsze stają się m.in. aplikacje medyczne, które pozwalają monitorować stan zdrowia pacjenta, zapisać się na wizytę online, a także przypominają o wizytach u lekarza oraz przyjęciu dawki leków.

Łukasz Kamiński z LekSeek Polska
Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający LekSeek Polska

„Mobilne oprogramowania, wspierające działanie służby zdrowia, w zasadzie zrewolucjonizowały podejście pacjentów do leczenia. Jak wskazują wyniki przygotowanego przez LekSeek raportu „E-zdrowie oczami Polaków“, około 75% procent ankietowanych preferuje otrzymanie elektronicznej recepty. Zaskakujące jest to, że nawet najstarsze grupy wiekowe są przychylne takim rozwiązaniom” – wyjaśnia Łukasz Kamiński, dyrektor zarządzający LekSeek Polska.

W samym 2017 roku na rynku pojawiło się kilkadziesiąt nowych medycznych aplikacji mobilnych, m.in.: PES, OneTouch Gabinet, Ulotki Leków, MyDr Diabetologia, Dr100, Gabinet drWidget, Riboo. Z danych LekSeek Polska wynika, że najpopularniejszymi aplikacjami mobilnymi w wersji na Android’a były: DrWidget Baza Leków, DrWidget ICD10 oraz DrWidget Interakcje, natomiast na system IOS: DrWidget ICD9, DrWidget ICD10, DrWidget ChPL.

Rekordowy wzrost odnotowała aplikacja „Szczepienia” – liczba pobrań wyniosła 1640% więcej niż w roku ubiegłym. Stronami internetowymi, stworzonymi dla lekarzy i farmaceutów, które w 2017 roku cieszyły się dużym zainteresowaniem były leksykon.com.pl, który zanotował o 123% więcej odsłon niż w 2016 roku oraz medkiosk.pl, który zanotował wzrost w wysokości 196%.

Zwiększyła się również – o 56 proc. – liczba użytkowników programu Gabinet drWidget.

Gabinet drWidget to oprogramowanie dla lekarzy, które pomaga im w codziennej pracy. Za jego pomocą mogą oni przechowywać wyniki i dane pacjentów w jednym miejscu. Platforma daje im również dostęp do bazy jednostek chorobowych, leków i procedur oraz możliwość wystawiania recept, skierowań czy też zwolnień” – tłumaczy ekspert LekSeek.

Eksperci twierdzą, że rynek telemedycyny nadal będzie się rozwijał i ma szansę na ogromny wzrost w ciągu najbliższych dwóch lat.

„Jak wynika z raportu „E-zdrowie oczami Polaków”, ponad 65% Polaków uważa, że cyfryzacja służby zdrowia jest w Polsce słabo lub bardzo słabo rozwinięta. Ankietowani zapytani o rozwiązania, które usprawniłyby pracę lekarzy i placówek medycznych, najczęściej wskazywali wprowadzenie możliwości rejestracji online oraz wdrożenie zintegrowanego systemu do przechowywania danych, wyników i historii chorób pacjentów. Uważam, że stwarza to ogromne możliwości dalszej ekspansji na tym polu. Firma LekSeek zwiększyła zatrudnienie o 25 proc. w stosunku do ubiegłego roku i będziemy w dalszym ciągu się rozwijać – dodaje Łukasz Kamiński.

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług. Na co zwrócić uwagę przy księgowaniu i dokumentowaniu?

Ewa Szpytko-Waszczyszyn, ekspert wFirma.pl
Ewa Szpytko-Waszczyszyn, ekspert wFirma.pl

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług. Na co zwrócić uwagę przy księgowaniu i dokumentowaniu?

Polskie firmy rozszerzają swoją działalność poza granice kraju. Często odbiorcami są klienci z Unii Europejskiej. W ujęciu podatkowym transakcje wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług są niekiedy rozliczane i dokumentowane inaczej niż sprzedaż krajowa. Podejmując się zatem świadczenia usług na rzecz kontrahentów z Unii, warto sprawdzić, na co zwrócić uwagę.

Miejsce wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług dla celów VAT

Miejscem wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług na gruncie podatkowym nie zawsze jest miejsce, w którym sprzedawca faktycznie wykonuje usługę. A ponieważ miejsce świadczenia usługi ma znaczenie dla celów podatkowych (ustalenie miejsca opodatkowania), należy poznać przepisy ustawy o VAT definiujące te kwestie.

Miejsce świadczenia usług na rzecz firm z UE

Artykuł 28b ustawy o VAT określa ogólne zasady ustalania miejsca wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług na rzecz innych firm, stanowiąc, że miejscem tym jest siedziba działalności gospodarczej nabywcy. Nie ma zatem znaczenia, gdzie znajduje się sprzedawca w momencie świadczenia usługi.

Wyjątkami od tej reguły są m.in.:
● usługi związane z nieruchomościami, w tym usługi świadczone przez rzeczoznawców, pośredników w obrocie nieruchomościami, usługi zakwaterowania w hotelach lub obiektach o podobnej funkcji, takich jak ośrodki wczasowe lub miejsca przeznaczone do użytku jako kempingi, użytkowania i używania nieruchomości oraz usługi przygotowywania i koordynowania prac budowlanych;
● usługi transportu pasażerów;
● usługi wstępu na imprezy kulturalne, artystyczne, sportowe, naukowe, edukacyjne, rozrywkowe lub podobne, takie jak targi i wystawy, oraz usługi pomocnicze związane z usługami wstępu na te imprezy;
● usługi restauracyjne i cateringowe;
● usługi krótkoterminowego wynajmu środków transportu;
● usługi turystyki.

Miejsce świadczenia usług na rzecz osób prywatnych z UE
Artykuł 28c ustawy o VAT definiuje zasady ustalania miejsca wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług na rzecz osób prywatnych. Przepisy stanowią, że w takim przypadku jest nim siedziba usługodawcy. Odwrotnie więc niż przy usługach na rzecz firm.

Jednak w tym przypadku także występują wyjątki:
● usługi pośrednictwa;
● usługi związane z nieruchomościami;
● usługi transportu towarów i pasażerów;
● usługi wstępu na imprezy kulturalne, artystyczne, sportowe, naukowe, edukacyjne, rozrywkowe lub podobne, takie jak targi i wystawy, oraz usługi pomocnicze związane z usługami wstępu na te imprezy;
● usługi elektroniczne;
● usług telekomunikacyjne i nadawcze;
● usługi turystyki.

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług wymaga rejestracji dla celów VAT-UE
Głównym obowiązkiem wynikającym z podjęcia świadczenia wewnątrzwspólnotowego usług jest rejestracja do celów VAT UE. Dokonuje się tego, składając w urzędzie skarbowym wniosek VAT-R (wypełniając przede wszystkim część C.3.). Obowiązek rejestracji dotyczy zarówno czynnych, jak i zwolnionych podatników VAT. W momencie rejestracji przedsiębiorca otrzymuje tzw. NIP europejski, czyli przedrostek PL przed swoim dotychczasowym NIP-em.

Dokumentowanie wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług
Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług dokumentowane jest fakturą. Gdy kupującym jest firma – czyli podatnik z innego państwa członkowskiego Unii Europejskiej – faktura w polu danych sprzedawcy i nabywcy powinna zawierać ich numery VAT-UE.

W przypadku, gdy usługa podlega opodatkowaniu w kraju nabywcy, sprzedawca nie musi odprowadzać VAT w Polsce. Faktura wówczas nie musi być opatrzona w informacje dotyczące stawki czy wartości podatku VAT. Należy jednak mieć na uwadze, by na fakturze takiej zamieścić adnotację “odwrotne obciążenie”.

Gdy polska firma świadczy usługi na rzecz osób prywatnych z UE, na fakturze stosuje się zwykle Polską stawkę VAT bez konieczności zamieszczania dodatkowych adnotacji. Wyjątkiem będą usługi, dla których miejscem opodatkowania nie będzie kraj sprzedawcy, czyli np. usługi elektroniczne. W ich przypadku opodatkowanie powinno nastąpić w kraju nabywcy. Jest to w obecnej sytuacji wyjątek – osoby prywatne same nie opodatkują nabycia, stąd obowiązek odprowadzenia zagranicznego podatku VAT od tej transakcji spoczywa na sprzedawcy. Ma on wówczas dwa rozwiązania: rejestrować się do VAT w każdym kraju, do którego sprzedaje swoje usługi elektroniczne lub skorzystać z procedury VAT-MOSS, która uprości procedurę i ograniczy konieczność rejestracji w każdym z krajów.

Rozliczenie podatkowe wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług

Przy podatkowym rozliczaniu wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług, poza koniecznością wystawienia faktury polski sprzedawca musi jeszcze wykazać sprzedaż w odpowiednich deklaracjach VAT.

Usługi, które nie są opodatkowane w kraju nabywcy, czyli do których ma zastosowanie art. 28b, sprzedawca wykazuje w pozycji deklaracji VAT zatytułowanej “Dostawa towarów oraz świadczenie usług poza terytorium kraju”. Ponadto należałoby transakcję wykazać również w pozycji: “w tym świadczenie usług, o których mowa w art. 100 ust. 1 pkt 4 ustawy”. Zatem na deklaracji VAT kwota transakcji wewnątrzwspólnotowego świadczenia usług będzie widniała dwa razy.

Dodatkowo wartość usług świadczonych w UE, dla których podatnikiem jest nabywca, będzie wykazywana w tzw. informacji podsumowującej VAT-UE – czyli w dodatkowej deklaracji poza deklaracją VAT-7/VAT-7K. Transakcje świadczenia usług wewnątrzwspólnotowych wykazuje się tam w rozbiciu na poszczególnych kontrahentów, uzupełniając część E formularza (w przypadku braku miejsca należy skorzystać z załącznika VAT-UE/C).

Informację VAT-UE, podobnie jak deklarację VAT, przesyła się do urzędu wyłącznie w formie elektronicznej. Należy pamiętać, że informację podsumowującą VAT-UE składa się wyłącznie za okresy miesięczne, tj. do 25. dnia miesiąca po zakończeniu miesiąca rozliczeniowego, w którym wystąpiła transakcja wewnątrzwspólnotowa. Nie ma więc obowiązku składania tzw. zerowych deklaracji, czyli deklaracji za okres, w którym nie wystąpiła żadna z transakcji wykazywana w informacji podsumowującej VAT-UE.

Usługi wykonane na rzecz osób prywatnych z Unii, które sprzedawca opodatkowuje w Polsce, powinny zostać ujęte wyłącznie w deklaracji VAT-7/VAT-7K, na takich samych zasadach co transakcje krajowe.

Wewnątrzwspólnotowe świadczenie usług nie jest zatem trudne w rozliczaniu. Wymaga jednak od podatników dopełnienia obowiązków rejestracyjnych, a następnie prawidłowego udokumentowania i opodatkowania, kończąc na wykazaniu w odpowiednich deklaracjach podatkowych.

Eric Kimberling radzi, jak uratować feralne wdrożenie ERP

Nie każda implementacja systemów ERP kończy się sukcesem. To samo tyczy się cyfrowej transformacji. Mimo ciężkiej pracy całego zespołu, na drodze do osiągnięcia zamierzonych celów pojawiają się większe lub mniejsze trudności, które mogą pełen potencjału projekt zamienić w sromotną porażkę. Eric Kimberling z Panorama Consulting radzi w 5. punktach, jak wyjść z kryzysu obronną ręką.

Ważne, by zaakceptować sytuację taką, jaka ona jest. Nie jesteś sam. Ponadto są rzeczy, które możesz zrobić, by wszystko naprawić i przywrócić projekt na właściwe tory. Akceptując to, że jego status może zmienić się na lepsze bierzesz pierwszy, niezwykle istotny krok w kierunku uzdrowienia sytuacji.

Gdy osiągniesz już poziom akceptacji, podejmij te 5 kroków, które pomogą tobie i twojemu zespołowi wyjść z impasu.

  1. Oceń szkody. Krok pierwszy polega na ustaleniu, gdzie dokładnie stoisz z projektem. Główny oficer informacyjny, manager projektu czy zespół odpowiedzialny za jego wdrożenie mogą być przytłoczeni wszystkimi jego ruchomymi częściami i kumulującymi się kosztami. Zatrudnienie niezależnej firmy doradczej w takiej sytuacji to strzał w dziesiątkę. Autonomiczni konsultanci przeprowadzą obiektywną ocenę projektu i oszacują, w jakim stadium obecnie się znajduje, a w jakim powinien. Dostarczą również proste w realizacji wskazówki, dzięki którym projekt wróci na właściwe tory.
  2. Skup się na ludziach i procesach. W większości przypadków, rozeznanie przeprowadzone w punkcie pierwszym pociągnie za sobą zmiany w podejściu do poszczególnych elementów projektu i przeniesie ciężar skupienia na zarządzanie zmianami organizacyjnymi i/lub zarządzanie procesami biznesowymi. Zbyt często projekty grzęzną od strony technologicznej, ale prawdziwe okazje, by sprowadzić projekt na właściwe tory związane są z ludźmi i procesami. Odsunięcie na bok kwestii technologicznych, wygospodarowanie czasu i skupienie się na dokładniejszym zdefiniowaniu procesów biznesowych oraz właściwej reakcji na opór organizacyjny w większości przypadków przełożą się na większy zwrot z inwestycji.
  3. Zastanów się nad alternatywami. Wiele zespołów zaraz po rozpoczęciu projektu czuje się uwięzionych. Innymi słowy, czują się tak, jakby musieli maszerować określoną ścieżką, na którą się na początku zdecydowali. W rzeczywistości, firmy dysponują wieloma drogami, którymi można doprowadzić projekt do końca. Spróbuj odpowiedzieć sobie na te przykładowe pytania: Czy oryginalny cel, którym się kierujesz jest odpowiedni na tym etapie projektu? Warto wziąć pod uwagę fakt, że na każdym kolejnym etapie widzisz więcej i wiesz więcej. Może istnieją sposoby, które sprawią, że projektem będzie się lepiej zarządzać? Czy posiadasz odpowiednich członków zespołu? Czy wybrana wcześniej integracja systemowa na pewno jest najlepszym rozwiązaniem? Odpowiadając sobie na te i inne pytania możesz dostrzec alternatywne rozwiązania, których do tej pory nie brałeś pod uwagę.
  4. Weź pod uwagę tańsze i bezpieczniejsze opcje. Tak, jak w punkcie poprzedzającym, zastanów się nad alternatywnymi rozwiązaniami. Być może istnieją inne sposoby realizacji celu końcowego, bez bólu, ryzyka i kosztów, z którymi obecnie się zmagasz? Jeśli odpowiednio podszedłeś do punktu 1., to odpowiedź na to pytanie powinna być oczywista. Możesz dowiedzieć się np., że modyfikacja obecnego systemu i procesów biznesowych zaowocuje podobnymi korzyściami biznesowymi, co nowe wdrożenie, tyle że bez współmiernego ryzyka i wysokich kosztów.
  5. Gdy wszystko inne zawiedzie spauzuj lub przerwij projekt. Spojrzenie prawdzie w oczy może być bolesne, ale być może to najwyższy czas by podjąć radykalną decyzję i zrezygnować z projektu lub wstrzymać go na jakiś czas. Jeśli nie posiadasz wystarczających środków, dysponujesz zbyt niskim budżetem, brakuje ci wsparcia ze strony kadry zarządzającej lub innych kluczowych dla osiągnięcia sukcesu czynników, być może takie rozwiązanie będzie prostsze do strawienia. Tak czy tak, dobrze jest wiedzieć, gdzie należy postawić granicę i kiedy wycofać się w porę.

O komentarz do 5 kroków Eric Kimberling z Panorama Consulting, mających pomóc wyprowadzić na prostą nieudane wdrożenia systemu ERP, poprosiliśmy eksperta z DSR SA, Pawła Daszkiewicza:

Eric Kimberling przedstawia dosyć spójną receptę, jak wyjść z zapaści projekt wdrożenia systemu ERP. Jednak przyznam, że z perspektywy kilkuset wdrożeń, które miałem możliwość dotknąć, jego recepta nie do końca mnie przekonuje. Propozycja wynajęcia firmy doradczej, która oceni stan projektu i przedstawi rekomendację jest bowiem trochę metodą wyparcia problemów. Oczywiście metoda „nowego otwarcia” jest często skuteczna, tyle tylko, że nie uczy organizacji, która przeprowadzała wdrożenie, dlaczego i kiedy nastąpiły zdarzenia, które zdecydowały o zaistniałym kryzysie. Zanim zacznie się realizować kroki naprawcze proponowane przez Erica Kimberlinga, wydaje się istotne wykonanie kroku przygotowawczego, jakim jest uczciwa rewizja przez sponsora projektu zasadniczych elementów definiujących takie przedsięwzięcie.

Są to zwykłe bazowe elementy dla każdego projektu, jednak jak uczą przykłady, często wciąż słabo zdefiniowane lub wręcz pomijane. I tu jest klucz. Aby projekt wdrożenia systemu ERP mógł się udać, muszą być zdefiniowane cele, jakie są stawiane dla oceny osiągnięcia sukcesu, zakres i harmonogram wdrożenia, wyłączenia i ograniczenia, określony i zabezpieczony budżet przedsięwzięcia, powołany zespół projektowy z osób świadomych procesów i celów organizacji i z zagwarantowanym czasem na prowadzenie wymaganych aktywności oraz uzgodniona metodyka, komunikacja i marketing projektu. Szczególnie kwestia komunikacji w zakresie uwspólnienia celów i oczekiwań jest zaniedbywana i projekt bywa kierowany w zupełnie odmiennych kierunkach przez zarząd, sponsora, zespół projektowy i w końcu końcowych użytkowników, którzy maja pracować w systemie. Oczywiście zdarza się, że kryzys we wdrożeniu związany jest z czynnikami zewnętrznymi, takimi jak niewłaściwie wybrana technologia lub brak kompetencji u dostawcy systemu ERP, jednak nawet takie czynniki zwykle są konsekwencją niezadbania o wymienione wyżej elementy bazowe projektu. Określenie, który z tych elementów został źle zdefiniowany lub błędnie uruchomiony, dopiero może być podstawą, by proponowane przez Erica Kimberlinga kroki przyniosły efekt. 

Popularność leasingu jako formy finansowania

Co piąta firma zatrudniająca mniej niż 50 osób byłaby zainteresowana leasingiem za pośrednictwem internetu, gdyby decyzja o przyznaniu finansowania trwała mniej niż 15 minut. Najbardziej przekonani są przedsiębiorcy, którzy mają bądź mieli styczność z leasingiem. Jednocześnie dość sceptycznie oceniają oni swoją wiedzę na temat tego instrumentu finansowego – w 5-stopniowej skali średnia ocen ich wiedzy wynosi 2,35 pkt.

Centrum Badań Marketingowych Indicator na zlecenie Siemens Finance przeprowadziło badania mikro i małych przedsiębiorców dotyczące popularności leasingu jako formy finansowania zakupów. Wyniki pokazują, że potencjał leasingu online jest duży – biorąc pod uwagę liczebność sektora MŚP w Polsce, zainteresowanych tą formą finansowania może być nawet kilkaset tysięcy firm.wiedza_na_temat_leasingu

Leasing – rozwiązanie idealne dla MŚP

Leasing to finansowanie przez leasingodawcę zakupu sprzętu, za co przedsiębiorca (zwany leasingobiorcą), zobowiązuje się płacić comiesięczne raty. Ta forma zyskuje na popularności szczególnie wśród mikro oraz małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP). Według danych Związku Polskiego Leasingu aż 71 proc. usług firm leasingowych, jest kierowane właśnie do takich przedsiębiorstw.

Dlaczego przedsiębiorcy tak chętnie decydują się na leasing? – Przede wszystkim chodzi o korzyści podatkowe oraz uproszczone formalności. Największym plusem tego instrumentu jest fakt, że w przeciwieństwie do kredytu, przedsiębiorca może wliczyć całą ratę leasingową w koszty uzyskania przychodu. Jednocześnie sama procedura zawarcia umowy jest przyjazna i bardzo prosta – mówi Cezary Zbierzchowski z firmy Siemens Finance, która w ubiegłym miesiącu wprowadziła na rynek platformę leasingu online SimplyLease.

Firmy chcą korzystać z leasingu online…

Rewolucja cyfrowa dzieje się na naszych oczach. Dotyka ona w dużej mierze sektora finansowego. Na rynku pojawia się coraz więcej sposobów finansowania zakupów. Jednak wciąż stosunkowo niewiele z nich kierowane jest do przedsiębiorców. Jak wynika z badań Siemens Finace, z leasingu aktualnie korzysta lub korzystało w przeszłości 31 proc. mikrofirm oraz 39 proc. firm z sektora MŚP. To właśnie w tych grupach jest najwięcej zwolenników leasingu przez internet.

– Niemal połowa firm zatrudniających do 9 pracowników, posiłkujących się leasingiem, jest zainteresowana leasingiem poprzez internet. To często młode osoby, które chętnie korzystają z nowych technologii. Jeśli zamiast czekania na spotkanie z doradcą i wypełniania skomplikowanych formularzy mogą  w 15 minut wziąć komputer w leasing chętnie z tego korzystają – mówi Cezary Zbierzchowski

…choć wiedza nadal kuleje

Pomimo, że leasing zyskuje na popularności, to przedsiębiorcy nisko oceniają swoją wiedzę na temat tego instrumentu finansowego. Aż 52 proc. mikro i 47 proc. małych i średnich firm przyznaje, ocenia swój poziom wiedzy na bardzo niski lub raczej niski. Średnia ocen w 5-stopniowej skali w kategorii mikro wynosi 2,35, a w MŚP – 2,44.

Mocne_strony_leasinguNa przekór temu większość zarządzających prawidłowo definiuje korzyści związane z leasingiem. Najwięcej ankietowanych (37 proc. wśród MŚP i 35 proc. wśród mikrofirm) wymienia argument niższego podatku dla firmy, spora część  z kolei mówi mniejszych wymaganiach co do zdolności kredytowej (26 proc. wśród MŚP i 21 proc. wśród mikrofirm) oraz o koniecznych zabezpieczeniach (20 proc. wśród MŚP i 16 proc. wśród mikrofirm).

Na co firmy zwracają uwagę?

Determinanty_wziecia_leasingu_onlineNajważniejszymi czynnikami, które decydowałby o skorzystaniu z leasingu online zarówno w kategorii mikroprzedsiębiorców, jak i MŚP są kwestie finansowe: wysokość raty (odpowiednio 80 proc. i 79 proc) oraz łączny koszt oferty (83 proc. i 82 proc.). Jak się okazuje, istotnymi argumentami są także szybkość decyzji o przyznaniu leasingu (62 proc. i 78 proc.) oraz prostata zawarcia umowę (79 proc. i 78 proc.). To więcej niż np. marka firmy leasingowej (62 proc. i 55 proc.).
– Choć wciąż to koszt jest najważniejszym czynnikiem wyboru, to przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z kanałów online. Ten trend będzie się w najbliższych latach zwiększał, szczególnie, że przedsiębiorcami stawać się będą młodzi ludzie, którzy dziś nie wyobrażają sobie życia bez internetu – podsumowuje Cezary Zbierzchowski.

Badanie Indicator i Siemens Finance objęło grupę 300 mikrofirm (do 9 pracowników) i 300 firm MŚP (do 49 pracowników). Zostało zrealizowane z wykorzystaniem metody ilościowej – wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (CATI).

BGŻOptima rusza z nową stroną internetową

Strona www to dla działającej w modelu direct marki BGŻOptima główny kanał komunikacji z klientami. Obok nowatorskiego designu, użytkownicy znajdą w nowym serwisie narzędzia pozwalające wybierać produkty dopasowane do ich potrzeb oraz oczekiwań.

BGZOptima_strona_www_wiz_3Uruchomienie nowej witryny jest elementem odświeżenia wizerunkowego marki o unikalnym na rynku profilu – skierowanej wyłącznie do klientów zainteresowanych skutecznym pomnażaniem oszczędności. Strona została zaprojektowana tak, aby w prosty i intuicyjny sposób prowadzić użytkowników do poszukiwanych treści, ułatwiać wybór optymalnych produktów, zwiększać ich wiedzę oraz dostarczać przydatnych informacji na temat trendów i rozwiązań istotnych z punktu widzenia ich potrzeb oszczędnościowo – inwestycyjnych.

BGZOptima_strona_www_wiz_1– Od początku działamy w Internecie, w modelu direct. Strona internetowa jest więc dla nas niejako odpowiednikiem oddziału, głównym miejscem interakcji z klientem. Dlatego postanowiliśmy stworzyć zupełnie nową witrynę, która pozwoli wygodnie zapoznać się z naszą ofertą. Co więcej, będzie bazą wiedzy dla poszukujących najlepszego rozwiązania, służącego pomnażaniu oszczędności i wypracowywaniu zysków – mówi Radosław Kozłowski, dyrektor Departamentu Sprzedaży i Marketingu Online. – Nasza platforma internetowa to przykład nowej jakości w podejściu do projektowania serwisu internetowego instytucji finansowej, zarówno pod względem wizualnym, jak i oferowanych narzędzi – dodaje.

BGZOptima_phone_www_wiz_2Design strony utrzymano w ciemnej, eleganckiej tonacji. Przy jej tworzeniu brano pod uwagę potrzeby zamożnych klientów. Już na wejściu zachęca ona użytkownika do interakcji. Zamiast klasycznego przedstawienia oferty produktowej, klient zostaje zaproszony do samodzielnego dopasowania oferty do swoich potrzeb. Wystarczy, że po wejściu na stronę wskaże kwotę  i termin na jaki chce ulokować pieniądze aby system podpowiedział mu zestaw narzędzi, które najskuteczniej pomnożą oszczędności. To sposób znacznie bardziej naturalny i intuicyjny, niż klasyczne formularze. Nowa strona odpowiada także na potrzeby bardziej zaawansowanych klientów, którzy wolą samodzielnie wyszukać i porównać rozwiązania odpowiednie dla ich aktualnych potrzeb, zasobów i akceptowalnego poziomu ryzyka.

Istotnym elementem nowej strategii komunikacji marki są obecnie działania content marketingowe. – Dlatego na nowej stronie klienci znajdą rozbudowaną sekcję treści edukacyjnych oraz komentarzy ekspertów. Stawiamy również na prosty i transparentny opis produktów. Mamy nadzieję, że takie merytoryczne wsparcie będzie pomocne przy podejmowaniu decyzji finansowych mówi Radosław Kozłowski. – Z  badań jakie przeprowadziliśmy niedawno wśród klientów zainteresowanych tematyką oszczędzania wynika, że aż 83 proc. z nich zgadza się ze stwierdzeniem, że aby inwestować trzeba się na tym znać. W konsekwencji główną barierą wskazywaną przez osoby, które nie inwestują, jest właśnie niewystarczająca wiedza i umiejętności (52 proc.). Dlatego też chcemy mocno wspierać edukację finansową Polaków w obszarze oszczędności i inwestycji – dodaje.

Za koncepcję i design serwisu odpowiadała firma Efigence. Partnerem technologicznym wdrożenia nowego serwisu była firma Squiz Poland,  która zaproponowała innowacyjną technologię pozwalającą na realizację niestandardowego projektu oraz na integrację serwisu z rozwiązaniami takimi jak CRM, eCommerce, wyszukiwarka czy marketing automation, co było  jednym z wymogów stawianych partnerom uczestniczącym w projekcie. Strona jest zaprojektowana w technologii RWD.

Mocny wzrost PKB w 4Q17

Dane ze sfery realnej za listopad potwierdziły, że wysokie tempo wzrostu gospodarczego utrzymuje się w trakcie 4q17. Głównym źródłem zmienności danych były efekty statystyczne: dynamika produkcji przemysłowej obniżyła się do 9,1% r/r (z 12,3% r/r w październiku; PKO: 9,6%; konsensus: 9,0%), dynamika produkcji budowlanej obniżyła się nieznacznie do 19,8% r/r (z 20,3% r/r w październiku; PKO: 16,0%; konsensus: 14,8%), a realna sprzedaż detaliczna wzrosła o 8,8% r/r (wobec 7,1% r/r w poprzednim miesiącu; PKO: 7,7%; konsensus: 6,6%). Mimo nieco niższych dynamik w przemyśle i budownictwie pozytywne trendy wzrostowe są nadal silne. (por. wykres).

Mocny wzrost PKB w 4Q17

Nasze miesięczne proxy PKB (por. wykres poniżej) sugeruje, że dynamika PKB w 4q17 kształtuje się w okolicach odczytu odnotowanego w 3q17 (4,9%).

Szczegóły odczytu potwierdzają, że dotychczasowe tendencje wzrostowe w gospodarce będą kontynuowane. Wyraźny wzrost produkcji budowlano-montażowej potwierdza odbicie inwestycji publicznych. Mocne wzrosty produkcji dóbr inwestycyjnych (maszyny i urządzenia, metale, wyroby z surowców mineralnych) wpisują się w w/w trend. „Bazowa” sprzedaż detaliczna (z wył. pojazdów, żywności i paliw) nadal rośnie w wysokim tempie (w listopadzie wzrost o 11,3% r/r) potwierdzając wraz z listopadowymi danymi z rynku pracy, że dynamika konsumpcji w 4q17 utrzymuje się w okolicach odczytu z ubiegłego kwartału (4,8% r/r). Wysoka aktywność branż o znaczącym udziale sprzedaży eksportowej (pojazdy, meble) wskazuje, że polska gospodarka jest nadal wspierana wysokim popytem zagranicznym.

Inflacja PPI obniżyła się do 1,8% r/r z 3,0% r/r w październiku (PKO i kons.: 2,2%), co głównie odzwierciedla efekty statystyczne wysokiej bazy cen w górnictwie przy w miarę stabilnych cenach w przetwórstwie przemysłowym.

Listopadowe dane z gospodarki (inflacja, rynek pracy, sfera realna) wpisują się w jej dotychczasowy obraz z silnym popytem, rozgrzanym rynkiem pracy lecz wciąż umiarkowaną presją cenową. Potwierdzają także, że przy utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu PKB zachodzi zmiana jego struktury z rosnącą rolą inwestycji.

Źródło: PKO Bank Polski

Wyniki finansowe Outdoorzy S.A. w roku obrotowym 2016/2017

Outdoorzy S.A., Spółka zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, wypracowała w roku obrotowym 2016/2017 zysk netto w kwocie 137 tys. zł przy przychodach netto przekraczających 7.344 tys. zł. Emitent utrzymuje bardzo wysokie tempo wzrostu sprzedaży i umacnia swoją pozycję rynkową.

W 4 kw. roku obrotowego 2016/2017 Spółka zanotowała zysk netto w wysokości blisko 127 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 2.443 tys. zł. W analogicznym kwartale roku obrotowego 2015/2016 zysk netto Outdoorzy S.A. wyniósł 32 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 1.998 tys. zł. Osiągnięte przez Emitenta wyniki finansowe wykazują ogromną progresję i pierwszy raz w historii kwartalne przychody ze sprzedaży zbliżyły się do poziomu 2,5 mln zł. Spółka utrzymuje tym samym dynamiczny wzrost sprzedaży, który jest efektem prowadzenia skutecznej polityki marketingowej opartej m.in. o odpowiednią dywersyfikację i selekcję narzędzi. Zarząd Outdoorzy S.A. prowadzi również cały czas analizy zapotrzebowania rynkowego na produkty i dopasowuje ofertę oraz stany magazynowe do preferencji klientów. Ważnym faktem jest również to, iż wzrost przychodów przekłada się na jeszcze wyższe zwiększenie rentowności na wszystkich poziomach Rachunku Zysków i Strat.

„Bardzo dobrze oceniamy miniony rok oraz osiągnięte wyniki finansowe, które potwierdzają, że potrafimy realizować założone cele i zwiększać sprzedaż. Cały czas optymalizujemy kampanie reklamowe w sieci reklamowej AdWords oraz uruchomiliśmy dodatkowo we wrześniu br. program partnerski w sieci Awin.com, będącej jedną z wiodących platform tego typu jeśli chodzi o marketing efektywnościowy. Położyliśmy również duży nacisk na odpowiednie przygotowanie oferty do sezonu przedświątecznego, m.in. przygotowując specjalną kategorię typu „Prezenty” oraz oferując tydzień darmowej dostawy. Dla poprawy wyników finansowych duże znaczenie ma oczywiście bieżący monitoring parametrów operacyjnych oraz sprzedażowych, a także analiza danych zeszłorocznych.” – komentuje Łukasz Golonka, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

W minionym kwartale Spółka realizowała działania związane z przygotowaniem się do sezonu jesień/zima 2017/2018, który tradycyjnie jest bardzo dobrym okresem sprzedażowym. Zarząd Outdoorzy S.A. koncentrował się na kampaniach promocyjnych, których rezultatem ma być maksymalizacja sprzedaży w tym okresie. Emitent przygotowywał się również do kolejnego sezonu wiosna/lato dokonując zamówień przedsezonowych, co jest typowe w tej branży.

Bardzo duże znaczenie dla dalszego rozwoju działalności Spółki ma stałe zmniejszanie czasu realizacji zamówień dla klientów. W 4 kwartale 2016/2017 roku obrotowego wyniósł on średnio 53,22 godziny, notując przy tym spadek o blisko 10% w stosunku do poprzedniego kwartału. Outdoorzy S.A. w dalszym ciągu inwestuje w reklamę online oraz narzędzia, pozwalające na precyzyjne dotarcie do klientów oraz racjonalne gospodarowanie budżetem reklamowym. Wszystkie działania przekładają się tym samym na umacnianie pozycji rynkowej sklepu internetowego należącego do Emitenta, który w 4 kw. roku obrotowego 2016/2017 według serwisu konsumenckiego Opineo.pl zajmował 25 pozycję wśród 727 innych sklepów w kategorii „Sport”.

„Jeśli chodzi o narzędzia reklamowe to będziemy się trzymali wdrożonych rozwiązań, które dobrze spełniają swoje zadanie i nie planujemy w tym zakresie większych zmian. Zamierzamy także skupić się na inwestycjach w rozwój automatyzacji przyjmowania i obsługi zamówień. Chcemy też uruchomić narzędzia, które umożliwią nam łatwe dodawanie kolejnych kanałów sprzedaży oraz rozwój samej platformy e-commerce lub jej zmianę na nowocześniejsze rozwiązania. Prace w tym zakresie już wystartowały, a ich pierwsze efekty powinniśmy poznać już w nowym roku.” – zakończył Łukasz Golonka.

Rajd Świętego Mikołaja czas zacząć!

Tradycja nudnego przebiegu poniedziałkowych sesji na rynku walutowym zostaje niewątpliwie podtrzymana. Tym razem pustkom w kalendarzu ekonomicznym towarzyszyła perspektywa nadchodzących świąt Bożego Narodzenia, co przyczyniło się do wyraźnego zawężenia zmienności na głównych parach walutowych. Swoje pięć minut przeżywają europejskie indeksy, które po części znalazły się beneficjentami prezentów Donalda Trumpa przynoszącego pod choinkę perspektywę reformy podatkowej. Na tle walut państw rozwijających się wyróżniał się południowoafrykański rand (4,3 proc.) za sprawą wyboru Cyrila Ramaphosy, obecnego wiceprezydenta RPA, na stanowisko lidera socjaldemokratycznego Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

Wśród komponentów koszyka G10 słabość amerykańskiego dolara najsilniej wykorzystały waluty skandynawskie – szwedzka (1,0 proc.) oraz norweska korona (0,6 proc.). Pomimo lekkiego odwrotu dość wysoko znajduje się funt szterling (0,6 proc.), który pozwala GBP/USD na ponowienie ataku na poziom 1,3400. Niewiele mniej satysfakcjonującą zwyżkę ma za sobą euro (0,5 proc.) stabilizujące EUR/USD nad psychologicznym 1,1800. Dość blisko piątkowego zamknięcia w dalszej mierze znajduje się kanadyjski dolar (0,1 proc.) mający w perspektywie najbliższych godzin szansę na zepchnięcie USD/CAD w okolicę 1,2840.

W cieniu południowoafrykańskich przetasowań znalazła się między innymi turecka lira (1,0 proc.), która skutecznie odrabia czwartkową przecenę. W czołówce walut regionu znajduje się nie tylko węgierski forint (0,8 proc.), ale również polski złoty (0,7 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN stabilizuje isę nad 4,2000, USD/PLN schodzi do 3,5590, CHF/PLN pozostaje stabilny przy 3,6120, a GBP/PLN wraca do 4,7700.

Poniedziałkowy kalendarz makroekonomiczny nie należał do wysoce ekscytujących. Potwierdzeniu uległy listopadowe odczyty inflacji z Eurolandu, których roczne stopy uplasowały się odpowiednio na poziomie 1,5 proc. dla inflacji CPI oraz 0,9 proc. dla wskaźnika bazowego. Solidną dawkę rozczarowania zapewniła presja płacowa w rodzimej gospodarce. W listopadzie przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło zaledwie do poziomu 4 610,79 PLN, notując tym samym roczny skok rzędu 6,5 proc. wobec 7,0 proc. spodziewanych przez rynek. Możliwość uzyskania bardziej pokaźnej dynamiki sugerowała tendencja do wypłaty świątecznych bonus przez polskich pracodawców, co istotnie podbijało siłę efektów sezonowych. Powyższe rozgoryczenie częściowo łagodziło wyższe zatrudnienie, które w ujęciu rok do roku przyspieszyło do 4,5 proc. (konsensus: 4,4 proc.). Na koniec listopada ilość obsadzonych stanowisk wyniosła 6 053 tys.

O miano najsilniej zwyżkującego indeksu w Europie dość zawzięcie bił się WIG 20 (2,0 proc.), który wracając nad swoją tymczasową kotwicę przy 2 450 pkt uznał jedynie wyższość wiedeńskiego ATX (3,9 proc.). Pozytywne nastroje wśród wydobywców udzieliły się KGHM Polskiej Miedzi. W cieniu 4,4 proc. zwyżki znalazło się między innymi PGE (3,4 proc.) oraz wprowadzający szereg klienckich udogodnień Alior Bank (3,3 proc.). Na fali rewizji not analitycznych BOŚ (-1,4 proc.) znalazły się między innymi instytucje finansowe. Skalę potencjalnych wzrostów próbowała ograniczyć przecena walorów Banku Pekao (-0,1 proc.), które zyskały rekomendację „trzymaj” z ceną docelową na poziomie 138,70 PLN (obecnie: 128,60 PLN).

Najbardziej udane notowania we Frankfurcie ma za sobą Deutsche Bank (3,4 proc.) skutecznie wracający do poziomów z końcówki maja. Doniesienia o wstrzymaniu dwóch bloków węglowych przez RWE (3,4 proc.) obyło się bez większego echa, bowiem energetyczny gigant zakończył swoje dzisiejsze notowania z podobną zwyżką. Wysoko znalazł się również Fresenius (2,7 proc.) z racji na złożenie dokumentów związanych z promowaniem immunosupresyjnego leku o strukturze podobnej do Adalimumabu. Wśród komponentów indeksu DAX (1,6 proc.) pod kreską znalazły się wyłącznie akcje Deutsche Börse z przeceną na poziomie 0,1 proc.

Masowo ustawione opcje call skutecznie wypchnęły akcje Anglo American aż 5,0 proc. nad piątkowe zamknięcie, czyniąc tym samym wydobywczego giganta liderem indeksu FTSE 100 (0,6 proc.). Inwestorska zadyszka na Wyspach została spowodowana między innymi przeceną EasyJetu (-2,8 proc.), który poinformował o zakupie części aktywów Air Berlin. Dostatecznie nisko znalazły się również walory WPP. Za ich 1,7 proc. ruchem w stronę południa stała przede wszystkim realizacja zysków po przychylnych notach analitycznych wskazujących na utrzymanie pozytywnych trendów w tradycyjnych kanałach mediowych.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się podział sentymentu. Tym razem miano gwiazdy notowań skradły styczniowe kontrakty na gaz ziemny, które na przestrzeni dnia zdążyły podrożeć o 5,2 proc. W przypadku ropy WTI (-0,5 proc.) należy mówić o dość skromnej przecenie, bowiem na koniec dnia baryłka słodkiego surowca wraca do poziomu 57,00 USD. Po trudnym tygodniu w ofensywie znajdują się metale szlachetne. Obecnie przewodzi im platyna (2,0 proc.), która skutecznie okrywa cieniem 0,5 proc. zwyżki srebra oraz złota. Na koniec dnia uncje dwóch ostatnich kruszców są wyceniane odpowiednio po 16,1360 USD oraz 1 262,70 USD.

Sporządził: Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowe technologie, które zmieniają branżę nieruchomości

Rosnące znaczenie rynku e-commerce, inwestycje na rynku mieszkaniowym z przeznaczeniem na wynajem i poszukiwanie nowych formatów centrów handlowych powodują, że deweloperzy i właściciele nieruchomości muszą na bieżąco monitorować rynek i przewidywać, jakie trendy będą wpływały na ich biznes. Według firmy Esri Polska, dystrybutora oprogramowania GIS, oto 5 głównych trendów, które już dziś zmieniają zasady gry na niezwykle wymagającym rynku nieruchomości.

  1. Transformacja działania przedsiębiorstw, której przejawem są: cyfryzacja oraz omnichannel. Elementem tych zmian jest przede wszystkim umiejętność użycia i przełożenia nowych technologii oraz danych na zyski. Dysonans ten jest szczególnie widoczny, jeśli porównamy firmy działające offline z gigantami funkcjonującymi online, tj. Google, Uber, AirBnB czy Amazon. Sprzedaż wielokanałowa zaburza utarty schemat podziału sprzedaży na tradycyjną i internetową. Rosnące znaczenie e-commerce sprawia, że na zachodzie widoczne są już zmiany w inwestycjach w tradycyjne centra handlowe, a firmy coraz częściej decydują się na budowę showroomów, gdzie klient może obejrzeć produkt, a następnie zamówić go z dostawą do domu przez sklep on-line, zanim jeszcze opuści budynek.

Taki model wykorzystuje już między innymi firma Dr Irena Eris, która uruchomiła swój salon koncepcyjny w Galerii Mokotów w Warszawie. Nad takim rozwiązaniem zastanawiają się również polskie firmy np. z branży meblowej, które stają w obliczu zmian w ustawie o handlu w niedzielę. Takie rozwiązania wpływają także na zmiany w optymalizacji procesów logistycznych.

  1. Najcenniejszym na świecie zasobem nie jest już ropa, ale dane. Skupiając się na tradycyjnych sposobach zarabiania pieniędzy (sprzedaż, marże, wynajem, opłaty serwisowe), firmy nie dostrzegają wartości w danych, które gromadzą lub mogą gromadzić. Potwierdzeniem takiego stanu rzeczy są dane Eurostatu, które wskazują, że tylko 6 proc. polskich firm korzysta z analityki Big Data. Dane mogą między innymi pomóc w oszacowaniu wartości danej inwestycji z uwzględnieniem informacji, takich jak lokalizacja, wartość gruntu, jakość użytych materiałów czy wartość okolicznych budynków. Możliwość zbierania i analizy danych we własnym zakresie na początkowych etapach projektów pozwala także na oszczędności w transporcie i usługach zewnętrznych.
  2. Analityka w wydaniu przestrzennym, czyli szybkie zarządzanie danymi. Z uwagi na to, że branża nieruchomości jest mocno powiązana z przestrzenią, osoby decyzyjne coraz częściej spoglądają w kierunku systemów łączących analizy biznesowe z lokalizacją, czyli GIS. Rozwój tej technologii związany z coraz prostszą obsługą i łatwiejszym dostępem do danych sprawił, że są one coraz częściej obecne w firmach i przedsiębiorstwach z sektora handlu i nieruchomości. Połączenie danych lokalizacyjnych z informacjami biznesowymi pozwala spojrzeć na posiadane zasoby informacji z nowej, szerszej perspektywy. Posiadanie spójnej bazy danych staje się dla inwestorów jednym z podstawowych narzędzi pracy. Możliwość błyskawicznego odszukania dokumentacji i spójnych danych może zaważyć o wyprzedzeniu konkurencji w zakupie atrakcyjnego gruntu.
  3. Zarządzanie nieruchomościami w nowym wymiarze, czyli Building Information Management (BIM). Stworzenie cyfrowego modelu budynku pozwala na bardzo precyzyjną wizualizację nieruchomości na etapie projektowym. Pozwala to deweloperom nie tylko bardzo dokładnie zwizualizować budynek i jego wnętrze, ale także ułatwia wprowadzanie zmian w nieruchomości po ukończeniu jej budowy. Cyfrowy model to także idealne narzędzie do prezentacji obiektu władzom miasta i społeczności lokalnej, która coraz częściej chce mieć wpływ na to, jak będzie wyglądało ich najbliższe otoczenie.

Wykorzystanie analiz przestrzennych i projektowanie budynków zgodnie ze standardem BIM to codzienność w krajach, takich jak Szwajcaria czy USA. Polska jako rynek dynamiczny i dysponujący wykwalifikowaną kadrą, ma możliwość szybkiej adaptacji nowoczesnych standardów w projektowaniu. Wpływ na to mogą mieć również rosnące oczekiwania ze strony najemców i inwestorów.

  1. Nowa rola agencji nieruchomości. Poszukiwanie idealnego miejsca pod wynajem czy zakup nieruchomości to decyzja poprzedzona kompleksową i dokładną analizą danych. Mimo możliwości samodzielnego pozyskania informacji na temat danego budynku i jego lokalizacji, wiele osób i firm w dalszym ciągu decyduje się na skorzystanie z usług agencji nieruchomości, gdzie dużą rolę odgrywa wiedza i doświadczenie agenta. Do atrybutów nowoczesnego specjalisty od nieruchomości coraz częściej należy umiejętność analizowania dużych zbiorów, które w połączeniu z jego wiedzą stanowią klucz do odpowiedniego wyboru miejsca z uwzględnieniem potrzeb klienta i zapewnienia mu odpowiednich zysków.

Autor: Weronika Kuna, Menadżer Rynku Biznesowego w Esri Polska

Będą zmiany w ewidencji przedsiębiorców

Usprawnienie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej – to główny cel rządowego projektu ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy.

Dla przedsiębiorców proponowane przez rząd zmiany będą oznaczały przyśpieszenie rejestracji i zmiany danych w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (dalej: CEIDG).

Obecnie regulacje dotyczące CEIDG znajdują się w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej. Wkrótce będą w osobnym akcie prawnym.

W myśl proponowanych zmian przedsiębiorcy będą mogli umieszczać w CEIDG dane dotyczące udzielonych pełnomocnictw i prokurentów. Opublikowanie przez przedsiębiorcę w CEIDG informacji o pełnomocniku będzie równoznaczne z udzieleniem pełnomocnictwa na piśmie.

Dane informacyjne na temat formy przedsiębiorca będzie mógł zmienić w każdym czasie.

Zmiany obejmują również zawieszanie działalności gospodarczej. W myśl obecnych przepisów przedsiębiorca niezatrudniający pracowników może zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej na okres od 30 dni do 24 miesięcy. Po zmianach przedsiębiorca będący osobą fizyczną będzie mógł zawiesić prowadzenie działalności gospodarczej na dowolny okres lub bezterminowo. W przypadku spółki cywilnej zawieszenie będzie skuteczne, gdy działalność zawieszą wszyscy wspólnicy.

W myśl nowelizacji wniosek o wpis do CEIDG nie będzie podlegał opłacie.

Jeżeli przedsiębiorca nie zmieni w CEIDG danych dotyczących adresu, doręczenie korespondencji na wskazany w ewidencji adres odniesie skutek prawny.

W myśl projektu przedsiębiorca poniesie odpowiedzialność za szkodę wywołaną podaniem do CEIDG nieprawdziwych danych.

Wykreślenie przedsiębiorcy z CEIDG będzie następowało w przypadku:

  • trwałego zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej,
  • utraty przez przedsiębiorcę uprawnień do wykonywania działalności gospodarczej,
  • gdy wpisu dokonano z naruszeniem prawa.

Poza tym nowelizacja wprowadza nowe sposoby kontaktu z przedsiębiorcą – za pomocą wiadomości SMS. Tworzy też Punkt Informacji dla Przedsiębiorcy (dalej: PIP), który będzie prowadzony w systemie informatycznym. Za jego pomocą przedsiębiorca będzie mógł załatwić wiele spraw dotyczących podejmowania, prowadzenia i zakończenia działalności gospodarczej.

W PIP będzie można również uzyskać informacje o zasadach prowadzenia kontroli i inspekcji firm. Ponadto poprzez PIP przedsiębiorca uzyska zaświadczenia o niezaleganiu ze składkami i podatkami. PIP nie będzie nie prowadził działalności doradczej dla firm.

Większość przepisów ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy ma wejść w życie 1 marca 2018 r. Projekt trafił teraz do prac w Sejmie.

Z danych za wrzesień 2017 r. wynika, że w CEIDG było zarejestrowanych ok. 2,5 mln przedsiębiorców.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Transakcja nieruchomościowa o wartości niemal 1 mld euro

Kancelaria Magnusson, Tokaj i Partnerzy doradza konsorcjum A-R-A Retail Centers przy sprzedaży 28 centrów handlowych. W wyniku tej wielowątkowej transakcji nowym właścicielem portfela nieruchomości zostanie konsorcjum Oaktree – Pimco – Redefine.

A-R-A Retail Centers (spółka należąca do konsorcjum inwestycyjnego: Apollo-Rida, Ares Management, AXA Group) podpisało w październiku 2017 r. przedwstępną umowę sprzedaży swoich przedsiębiorstw obejmujących portfel 28 obiektów handlowych. Należy do niego dziewięć centrów handlowych M1, cztery parki handlowe, 12 hipermarketów oraz trzy markety budowlane o łącznej powierzchni najmu 700 tys. mkw.

Wartość transakcji wynosi niemal 1 mld euro.

W ramach transakcji kancelaria Magnusson Tokaj i Partnerzy zapewnia kompleksową obsługę prawną sprzedającym. Zespołem prawników Magnusson kieruje adwokat Andrzej Tokaj, senior partner i szef praktyki nieruchomości. W skład zespołu wchodzą m.in.: Katarzyna Sawa-Rybaczek – partner, Dawid Demianiuk – senior associate oraz Zuzanna Wencel-Czuryszkiewicz – associate.

„Polska od lat wyróżnia się silnym rynkiem nieruchomości komercyjnych. Potwierdzeniem tego trendu jest wielkość transakcji, przy której mamy satysfakcję doradzać.” – komentuje Andrzej Tokaj.

Prawnicy Magnusson doradzają na rzecz Apollo-Rida od 1997 r. W latach 2003 – 2004 doradzali na rzecz konsorcjum Apollo-Rida i Ares Management przy nabyciu całego portfela sprzedawanych obecnie 28 nieruchomości.

Podmioty z grupy Apollo-Rida realizują na polskim rynku projekty deweloperskie i inwestycyjne w sektorze nieruchomości biurowych, magazynowych i handlowych.

Kapitulacja jastrzębi w Radzie, złoty nieco słabszy

Wizja pozostawienia rekordowo niskich stóp procentowych w Polsce nawet do końca 2019 roku, jaką nakreślił Zubelewicz z Rady Polityki Pieniężnej, szkodzi w poniedziałek złotemu, pomimo poprawy klimatu inwestycyjnego na świecie.

W poniedziałek złoty nieznacznie traci na wartości do euro, szwajcarskiego franka i funta, jednocześnie umacniając się tylko w relacji do dolara. Polska waluta traci pomimo wyraźnej poprawy klimatu inwestycyjnego na świecie, a także pomimo wzrostu notowań EUR/USD, a więc w warunkach które zwykle stanowią impuls do jego umocnienia. Złoty spisuje się też  gorzej niż inne waluty regionu (m.in. węgierski forint i czeska korona).

Na notowaniach złotego ciąży wypowiedź Kamila Zubelewicza z Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Ten, jak się ocenia największy „jastrząb” w Radzie stwierdził, że stopy procentowe w Polsce mogą pozostać bez zmian nawet do końca 2019 roku, gdyż w RPP jest duża tolerancja wobec inflacji. Dlatego, „dopóki z przyczyn wewnętrznych wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych nie przekroczy 3,5 proc. większość członków RPP może być za utrzymaniem stóp bez zmian”.

Tak spektakularnej kapitulacji „jastrzębi” dawno nie widzieliśmy. To będzie ciążyło złotemu w kolejnych tygodniach i miesiącach. Zwłaszcza, gdyby nastroje na rynkach popsuły się i klimat do kupowania walut krajów zaliczanych do rynków wschodzących pogorszył się. W sytuacji kiedy już teraz na pierwszą podwyżkę należało czekać do ostatniego kwartału 2018 roku, podczas gdy inne banki stopy podwyższają (np. amerykański Fed) lub małymi kroczkami do tego się przygotowują, postawienie znaku zapytania przy podwyżkach w 2018 roku jest zdecydowanie negatywną informacją.

Wypowiedź Zubelewicza sprawia, że na znaczeniu tracą publikowane w tym tygodniu polskie dane o produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej, inflacji producenckiej (wtorek), koniunkturze konsumenckiej (środa) i gospodarczej (czwartek) oraz stopie bezrobocia (piątek). Nie wpłyną one bowiem na zmianę oczekiwań co do terminu pierwszej podwyżki stóp. Tak jak bez echa pozostały opublikowane dziś przez GUS dane o płacach i zatrudnieniu. Złotemu za to ciążyć może ewentualne uruchomienie już w środę przez Komisję Europejską art. 7 unijnego traktatu przeciwko Polsce.

O godzinie 15:20 kurs EUR/PLN testował poziom 4,21 zł, GBP/PLN 4,7840 zł, CHF/PLN 3,6130 zł, a USD/PLN 3,5675 zł. Poruszając się w gąszczu wypowiedzi członków RPP, danych makroekonomicznych i impulsów płynących z rynków globalnych, nie można też zapominać, że to ostatni tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia. W tym okresie aktywność rynku tradycyjnie się zmniejsza, co ma przełożenie nie tylko na obroty, ale też i na zmienność. Stąd też wbrew pozorom zapowiada się dość spokojny tydzień na rynku złotego.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Świąteczna dieta Polaków – drożeje masło, rosną ceny jaj i mięsa. Cukier tanieje

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w listopadzie ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły w ujęciu rocznym o 6%. To najwięcej od pięciu lat. Podobnie wzrostu cen należy spodziewać się w grudniu. W przypadku których produktów odczujemy to w sposób szczególny?

Mniejsza podaż mleka, masło drożeje

Wyraźnie wyższe niż w grudniu ubiegłego roku będą m.in. ceny masła. „Wynika to z tego, że obniżyła się podaż mleka wśród największych eksporterów produktów mlecznych na świecie, mam na myśli przede wszystkim Nową Zelandię oraz Unię Europejską. Po drugie doszło do silnego ożywienia popytu na produkty mleczne, w szczególności w Chinach, które są ich największym światowym importerem” – wyjaśnia w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Jakub Olipra, ekonomista banku Credit Agricole.

Polskie jaja w cenie… wysokiej cenie

Rosną też ceny jaj. Silne wzrosty obserwujemy już od sierpnia obecnego roku. Ich powodem jest wykrycie na zachodzie Europy (chociażby w Holandii, która jest największym unijnym eksporterem jaj) skażenia fipronilem – trzeba było wybić stada niosek i zredukować podaż jaj. Tamtejsi sprzedawcy sprowadzają je teraz m.in. z Polski, co prowadzi u nas do wzrostu cen.

Mniejsze pogłowie trzody chlewnej uderza po kieszeni

Ze zdecydowanym wzrostem cen w porównaniu do grudnia ubiegłego roku zapewne będziemy mieć do czynienia także w przypadku mięsa. Dotyczy to przede wszystkim wieprzowiny. Jej ceny zaczęły rosnąć już od drugiego kwartału 2016 r. Było to spowodowane po pierwsze obniżeniem pogłowia trzody chlewnej w Unii Europejskiej, która jest największym eksporterem wieprzowiny na świecie, po drugie – silnym ożywieniem popytu na mięso wieprzowe w Chinach.

Tańszy cukier na osłodę

Jak zauważa ekspert: „Osłodą dla konsumentów mogą być obniżające się ceny cukru. Wynikają one z tego, że w październiku bieżącego roku w Unii Europejskiej zostały zniesione limity produkcji cukru, tzw. kwoty cukrowe […]. Obecnie wszystkie kraje członkowskie mogą produkować tyle cukru, ile chcą, co oczywiście oddziałuje w kierunku wzrostu podaży i spadku cen”. Co ważne, w kolejnych kwartałach do cukru prawdopodobnie dołączą następne produkty, w tym mięso, produkty mleczne i owoce – również w ich przypadku powinno dojść do spadków cen w ujęciu rocznym.

Złożone z trzech śląskich firm konsorcjum FP Space rozwija technologie kosmiczne

Budowa satelity Intuiton-1 z najbardziej wydajnym na świecie komputerem pokładowym i zaawansowanymi przyrządami do obserwacji Ziemi, zaangażowanie w budowę czwartego polskiego satelity PW-Sat2 oraz stworzenie oprogramowania, które będzie interpretowało dane satelitarne napływające na Ziemię z orbity – to cele FP Space, konsorcjum utworzonego przez trzy śląskie firmy: KP Labs, FP Instruments oraz Future Processing.

Efekty pracy inżynierów konsorcjum wpłyną na rozwój technologii pod kątem dalszej eksploracji kosmosu, ale będą także odczuwalne na Ziemi:

  • Dzięki danym przetwarzanym na pokładzie satelity Intuition-1 będzie można interpretować stan zdrowia roślin, lasów, prognozować plony czy tworzyć mapy zanieczyszczeń miast. To innowacyjny pomysł w skali już istniejących i budowanych satelitów na świecie. Projekt realizuje: KP Labs i FP Instruments.
  • Dzięki algorytmom zwiększającym rozdzielczość zdjęć satelitarnych, powstającym w ramach projektu SISPARE, będzie można przedłużyć „życie” już istniejących satelitów obserwacyjnych ze starszą optyką. Projekt realizuje: Future Processing.
  • Projekt AMMER pozwoli na stworzenie oprogramowania monitorującego – na podstawie zdjęć satelitarnych – zmiany związane z eutrofizacją wód śródlądowych. Obniży to ryzyko wystąpienia epidemii związanych z wodą, która jest niebezpieczna dla zdrowia. Projekt realizuje: Future Processing.
  • PW-Sat2, po starcie planowanym na drugą połowę 2018 r., przetestuje technologię „żagla deorbitacyjnego”, który pozwoli na skrócenie czasu zejścia z orbity zbędnych satelitów. Projekt realizuje Politechnika Warszawska, a wspiera Future Processing i FP Instruments.
  • Projekty wykorzystują sztuczną inteligencję (SI) i uczenie maszynowe do analizy danych i ich interpretacji.
  • Rozwój autonomicznych sond kosmicznych i technologii robotycznych przyspieszy dalszą eksplorację kosmosu, która stanowi kolejny krok dla postępu ludzkości – to przekonanie łączy inżynierów zaangażowanych w FP Space.

KP Labs – projekt Intuition-1

Michał Baćkowski, Dyrektor Zarządzający KP Labs: „Zaangażowanie KP Labs w konsorcjum FP Space jest dla mnie szczególnym momentem w życiu zawodowym. Nie mam wątpliwości, że przed nami stoją wyzwania, jakie są udziałem nielicznych na świecie. Dlaczego tak sądzę? Eksploracja kosmosu to zadanie dla ambitnych, a ja i mój zespół do takich osób należymy. Proszę te słowa potraktować również jako zaproszenie dla tych, którzy poszukują nowych wyzwań zawodowych”.

Celem  misji  kosmicznej  Intuition-1  jest  przeprowadzenie obserwacji Ziemi z wykorzystaniem satelity z instrumentem hiperspektralnym i zaawansowanym przetwarzaniem danych na pokładzie opartym o głębokie sieci neuronowe. Będzie to pierwszy na świecie satelita o mocy przetwarzania pozwalającej na segmentację obrazów hiperspektralnych na orbicie.

Intuition-1 będzie satelitą klasy 6U, w kształcie prostopadłościanu o wymiarach 10x22x36 cm, a jego waga w przybliżeniu wyniesie 10 kg. Zostanie w nim umieszczona specjalistyczna kamera o wysokiej rozdzielczości spektralnej w zakresie światła widzialnego i bliskiej podczerwieni. Dzięki podzieleniu tego pasma na 150 kanałów będzie można uzyskać zdecydowanie więcej informacji w stosunku do aktualnie istniejących na rynku instrumentów.

Zwiększona liczba kanałów pozwoli na podniesienie jakości wykonywanych zdjęć satelitarnych, a segmentacja obrazów na pokładzie satelity – na skrócenie czasu reakcji na zdarzenia, które chcemy monitorować. Dane przetworzone w ten sposób znajdą zastosowanie w wielu sektorach, np.:

  • rolnictwo (klasyfikacja pokrycia gruntów, prognoza plonów, mapy upraw, mapy gleb, detekcja chorób roślin, śledzenie biomasy, mapowanie chwastów),
  • leśnictwo (klasyfikacja lasów, określanie gatunków i stanu zdrowia lasów, planowanie zalesiania),
  • ochrona środowiska (mapy emisji zanieczyszczeń, mapy zanieczyszczeń wód i gleby, zarządzanie i analiza zagospodarowania gruntów).

Krzysztof Czyż, Dyrektor Techniczny FP Instruments: Jestem osobą, która nie tylko zajmuje się planowaniem, ale również integruje rozwój świata firmware’u i hardware’u w FP Instruments (FPI). Zaangażowanie FPI w prace konsorcjum FP Space to wyzwanie, jakich próżno poszukiwać na co dzień. Skala problemów, jakie niesie ze sobą umieszczenie sprzętu elektronicznego na orbicie, jest dla nas, inżynierów, niezwykle interesująca. Jak zabezpieczyć się przed promieniowaniem elektromagnetycznym, jak zapewnić stabilność działania, gdy mamy do czynienia ze zjawiskiem zjonizowanych cząstek, które trafiając w układy pamięci komputera, mogą spowodować zmianę bitu i wartości przechowywanej w pamięci komputera zmiennej? To teraz będą nasze codzienne wyzwania, którym będziemy musieli (z radością) stawić czoło.

Satelita Intuition-1 trafi na niską orbitę okołoziemską (LEO), planowany czas wystrzelenia to 2022 rok.

Projekt realizuje: KP Labs i FP Instruments, okres realizacji: styczeń 2018 – grudzień 2023. Projekt jest dofinansowany ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Future Processing (FP) – projekty AMMER i SISPARE

Jarosław Czaja, CEO Future Processing: „Zawiązanie konsorcjum FP Space i udział Future Processing w projektach dla Europejskiej Agencji Kosmicznej to dla mnie spełnienie marzeń. Mało kto pamięta, że pierwszym produktem FP w roku 2000 był SkyNavigator, którego zadaniem było szukanie obiektów niegwiazdowych na obrazach nieba. Nie udało się odkryć nowej komety, ani zrobić na tym biznesu, ale dla mnie jako programisty praca nad SkyNavigatorem to było naprawdę coś. Gdy dwa lata temu zaangażowaliśmy się w projekt PW-Sat2, a teraz w konsorcjum FP Space, wróciła mi „inżynierska ekscytacja”. Myślę, że to szczęście działać w IT w dzisiejszych czasach. Nie tylko w coraz większym stopniu wpływamy na otaczający nas świat, ale możemy dorzucić swój kawałek do tak ambitnych przedsięwzięć jak dalsza eksploracja kosmosu”.

AMMER

Projekt AMMER (Automated Method for Measuring Eutrophication of Inland Water Using Remote Sensing) to nowe spojrzenie na wykorzystanie technologii satelitarnych do automatycznego określania jakości wody w zbiornikach wodnych. Celem  projektu  jest  stworzenie  oprogramowania,  które będzie wspierać automatyzację przetwarzania zdjęć satelitarnych. Pozwoli to na efektywniejszą i mniej kosztochłonną niż obecnie, ocenę poziomu eutrofizacji śródlądowych wód powierzchniowych. Największe wyzwanie w projekcie stanowi opracowanie algorytmów określających stopień eutrofizacji na podstawie multispektralnych obrazów satelitarnych. Poprzez monitorowanie stanu zbiorników wodnych będzie można dostarczyć wartościowych informacji potrzebnych do nadzoru zbiorników wody zmniejszając zagrożenia związane z jej zanieczyszczeniem, co przełoży się m.in. na mniejsze ryzyko wystąpienia epidemii.

Projekt, na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej, realizuje Future Processing. Okres realizacji: styczeń 2018 – marzec 2019.

SISPARE

Projekt SISPARE (Satellite Image SPAtial Resolution Enhancement)  ma  na  celu  opracowanie  rozwiązań  algorytmicznych pozwalających na podnoszenie rozdzielczości obrazów satelitarnych. Fuzja informacji z wielu obrazów przedstawiających tę samą scenę pozwala na uzyskanie obrazu o wyższej rozdzielczości przestrzennej, co ma ogromne znaczenie praktyczne, zwiększając obszar zastosowań obrazów rejestrowanych przez poszczególne satelity. W ramach projektu SISPARE poddajemy istniejące metody poprawy rozdzielczości odpowiedniej walidacji eksperymentalnej z wykorzystaniem rzeczywistych obrazów satelitarnych, a ponadto dążymy do poprawy ich skuteczności poprzez odpowiednie wykorzystanie metod optymalizacji ewolucyjnej. W efekcie będziemy mogli dłużej wykorzystywać istniejące satelity, ze względu na wydłużenie czasu ich rynkowego zastosowania. Zamiast wysyłać nowego satelitę o lepszych parametrach technicznych, będziemy mogli dłużej korzystać ze zdjęć satelitarnych uzyskując z nich znacznie więcej szczegółów niż wcześniej. Ponadto zastosowanie nowych metod zwiększania rozdzielczości zdjęć będzie możliwe również w przypadku najnowszych satelitów, w celu odczytywania z obrazów większej ilości danych.

Projekt, na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej, realizuje Future Processing. Okres realizacji: styczeń 2017 – czerwiec 2018.

PW-Sat2

PW-Sat2 to projekt edukacyjny Politechniki Warszawskiej, w który zaangażowane są firmy Future Processing i FP Instruments. Ma on na celu budowę sztucznego satelity typu CubeSat 2U, którego zadaniem będzie przetestowanie innowacyjnego systemu deorbitacji w postaci żagla o powierzchni 4m², a także sprawdzenie systemu otwieranych paneli słonecznych, czujnika Słońca oraz systemu zasilania. Projekt jest prowadzony przez członków Studenckiego Koła Astronautycznego  przy  Wydziale  Mechanicznym  Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, partnerem strategicznym  budowy  satelity  jest  Future  Processing  oraz FP Instruments. FP i FP Instruments są zaangażowane w projekt dostarczając rozwiązania w dziedzinie software’u i hardware’u, a wiosną 2016 roku ufundowały komputer pokładowy. Być może, dzięki PW-Sat2, przyszłe satelity, po zakończeniu swojej misji, nie będą zamieniały się w sterty niebezpiecznych śmieci.

Inna Uwarowa, kierownik projektu: „PW-Sat2 ma kształt prostopadłościanu o wymiarach 10x10x22 cm,  znajduje  się  w  nim  kwadratowy  żagiel  deorbitacyjny o powierzchni 4m2, który zwinięty zmieści się w objętości 270ml (czyli ¼ całego satelity). Misja zakłada otwarcie żagla, po około 40 dniach pobytu satelity na orbicie. Czynność ta zwiększy opór aerodynamiczny i spowoduje drastyczne obniżenie orbity, a w konsekwencji spalenie satelity w atmosferze Ziemi w ciągu kilku miesięcy”.

Pracą całego satelity będzie sterował komputer pokładowy zasilany  przez  zaprojektowany  w  tym  celu  system.  Dwie kamery zarejestrują otwarcie żagla, a sygnały radiowe nadawane z systemu komunikacji będą mogli odbierać radioamatorzy na całym świecie. Satelita PW-Sat2 trafi na orbitę synchronizowaną słonecznie o wysokości ok. 575 km, zostanie wystrzelony na pokładzie rakiety Falcon 9 firmy SpaceX (założycielem jest Elon Musk).

„Rozwój oprogramowania, które kontroluje pracę satelity, to ciekawe wyzwanie. Mamy do czynienia z wieloma ograniczeniami, które nie występują w typowych systemach, a każdy błąd niesie wysokie ryzyko, że misja nie zostanie doprowadzona do końca. To niełatwe, ale zarazem ekscytujące zadanie, widać to po zaangażowaniu członków zespołu” – Jarosław Czaja, CEO Future Processing.

Planowana data wystrzelenia: trzeci kwartał 2018 r.

Członkowie konsorcjum FP Space:

KP Labs: Działalność spółki skupia się na wytwarzaniu zaawansowanych rozwiązań informatycznych w zakresie wizji komputerowej i uczenia maszynowego (machine learning). Oprócz projektu Intuition-1, spółka jest zaangażowana w projekt związany z inteligentną analizą wideo – City Eye. City Eye ma na celu zwiększenie skuteczności operatorów monitoringów miejskich w wykrywaniu zdarzeń potencjalnie niebezpiecznych. Tworzony system będzie zgłaszał sytuacje, na które operator powinien zwrócić szczególną uwagę. Więcej o firmie: https://kplabs.pl/

FP Instruments: FP Instruments dostarcza projekty urządzeń elektronicznych na międzynarodowe rynki, głównie dla klientów z Wielkiej Brytanii, Holandii, Austrii, Szwajcarii, Norwegii i Stanów Zjednoczonych. Zajmuje się tworzeniem kompletnych rozwiązań dla dedykowanych układów, specjalizuje się w usługach R&D, dostarcza prototypy wraz z obudowami, implementuje dedykowane algorytmy, testuje urządzenia i przygotowuje wymaganą dokumentację. Więcej o firmie: http://fp-instruments.com

Future Processing: Future Processing (w skrócie FP) to gliwickie przedsiębiorstwo informatyczne wytwarzające specjalistyczne oprogramowanie komputerowe na potrzeby międzynarodowego handlu, przemysłu i usług. Więcej o firmie: https://www.future-processing.pl/

Burzliwe dni na funcie. Dobre wieści dla frankowiczów

EUR/PLN dość stabilnie mimo posiedzeń dwóch głównych banków a więc FED i EBC. Kolejna podwyżka stóp w USA nie zatrzymała apetytu na ryzyko. CHF/PLN nieco wyżej ale jest szansa na powrót na niższe poziomy. Kwestia reformy podatków w USA zdecyduje o losach dolara w najbliższych dniach. Prawdziwa huśtawka nastrojów na GBP/PLN. Czekamy na nowe informacje w sprawie negocjacji z UE.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 04.10.2017-18.12.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1912 3,5846 3,5130 4,6823
Maksimum 4,2500 3,6710 3,6690 4,8420

EUR/PLN

euro1Na EUR/PLN trend spadkowy się zakończył. Dwie próby przebicia poziomu 4,20 zakończyły się niepowodzeniem. Doszło do wybicia ponad poziom 4,2200. Na wykresie można wyrysować krótkoterminowy kanał wzrostowy. Trudno jeszcze wyrokować czy to już zmiana trendu. Możliwa jest również piętrowa konsolidacja. Szczególnie, że mamy tydzień przedświąteczny więc aktywność inwestorów może być coraz mniejsza. Posiedzenia dwóch głównych banków centralnych a więc FED i EBC akurat na EUR/PLN nie przyniosły większej zmienności. Początkow złoty tracił ale w piątkowe popołudnie zdołał odrobić nieco strat. Kluczowa w tym tygodniu wydaje się kwestia reformy podatkowej w USA. Zakończenie tej sprawy może być bodźcem dla notowań dolara. W efekcie możemy się spodziewać lekkiego odwrotu od aktywów krajów wschodzących. Ciekawe słowa wypowiedział też członek RPP Zubelewicz. Uważany za jastrzębia w Radzie powiedział, że stopy w Polsce mogą zostać na obecnym poziomie aż do końca 2019 roku gdyż jest spora tolerancja do inflacji. Jeśli komentarze będą się powielać to rynek szybko może to zweryfikować w kursie złotego. Oczywiście w negatywną stronę. Silnym oporem pozostaną okolice 4,2250. Wsparciem natomiast będą okolice ostatnich minimów a więc 4,1950.

CHF/PLN

frank1CHF/PLN również wybił się z trendu spadkowego. Nie są to jednak duże ruchy. Jesteśmy raptem kilka groszy wyżej od ostatniego minimum. Wcale nie jest przesądzone, że kurs nie wróci z powrotem do trendu spadkowego. Odreagowanie na CHF/PLN wynikało bezpośrednio z ruchów na parze EUR/CHF. Po posiedzeniu EBC i gołębim wydźwięku konferencji wspólna waluta traciła na wartości. EUR/CHF więc obrał kierunek na południe. Wydaje się jednak, że to chwilowe odreagowanie a w krótkim terminie kurs powróci ponad 1,17. Stąd jest spora szansa na powrót do spadków na CHF/PLN. Trzeba też zauważyć, że na rynkach optymizm trwa w najlepsze. Amerykańskie parkiety biją rekordy. A za taki sztandarowy przykład optymizmu można uznać kryptowalutę Bitcoin. Trzeba pamiętać, że stopy procentowe w USA są na najwyższym poziomie od 9 lat. A jak widać ograniczenia planów inwestycyjnych nie widać. Kolejna podwyżka stóp w USA nie spotkała się z większym zainteresowaniem bezpiecznych aktywów. Co jest niejako dziwną reakcją inwestorów. Póki taka sielanka trwa kredytobiorcy frankowi nie muszą się bać o wysokość swoich rat.

USD/PLN

dolar1USD/PLN porusza się w krótkoterminowym kanale wzrostowym. Po samej decyzji Fed o kolejnej podwyżce stóp w USA dolar ku zaskoczeniu inwestorów tracił na szerokim rynku. Dzień później nastąpiła jednak zmiana kierunku na głównej parze na południowy. Zdecydowała nie siła dolara a bardziej słabość europejskiej waluty. Taka sytuacja spowodowała, że złoty stracił kilka gorszy do amerykańskiej waluty. Teraz rynki żyją przede wszystkim finalizacją reformy podatków w USA. Jakie to ma przełożenie na dolara? Trudno powiedzieć w jakiej formie wejdą ustawy. Szczególnie termin wprowadzenia cięć podatków dla przedsiębiorstw dopiero od 2019 roku mógłby spowodować wyprzedaż dolara. Jak wiemy inwestorzy nie lubią czekać. Prawdopodobnie ustawa trafi do podpisu prezydenta Trumpa w piątek. Rynki kompletnie lekceważą to, że znacznie może wzrosnąć deficyt budżetu USA w skutek wprowadzenia tego pakietu fiskalnego. Patrzą tylko na to, że dzięki zmianom znacznie może przyśpieszyć PKB a w efekcie wzrośnie presja inflacyjna. Wtedy też zwiększy się tempo podwyżek stóp procentowych w USA. Najbliższe dni więc rozstrzygną się losy amerykańskiej waluty. Oporem w przypadku wzrostów będzie granica 3,60.

GBP/PLN

funt1Na funcie nadal mamy burzliwe dni. Początkowo brytyjska waluta całkiem sporo zyskiwała. Było to na fali pozytywnych informacji o dogadaniu się z UE w sprawie rachunku za Brexit co przekładało się na zakończenie tego etapu negocjacji. Tym samym przejście do kolejnego etapu a więc stosunków handlowych. Szybko jednak euforia minęła po słowach szefa negocjatorów z UE o tym, że Wielka Brytania może jedynie liczyć na model współpracy taki jak z Kanadą. Tym samym większość usług finansowych przestała by w zasadzie istnieć. Wiele centrów finansowych zmieniłoby lokalizację. Nie mówiąc już o dostępie do wspólnego rynku, który byłby w ograniczonym stopniu. Pojawienie się widma twardego brexitu przeceniło brytyjską walutę. Nieco wsparcia funt dostał ze strony danych makro. Rynek pracy czy inflacja ponownie pozytywnie zaskoczyły. Ponownie jednak długo optymizm nie trwał. Posiedzenie Banku Anglii miało zdecydowanie gołębi wydźwięk. Inwestorom nie mogło to się spodobać stąd spadek o niemal 6 groszy na GBP/PLN. Teraz sytuacja może się nieco uspokoić. Choć na każde newsy w sprawie negocjacji z UE mogą inwestorzy reagować dość panicznie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl