Czego życzą sobie pracownicy w nowym roku? Ponad połowa zmiany pracy

Grudzień co roku skłania do podejmowania postanowień noworocznych. Jak wynika z najnowszego badania Pracuj.pl, ponad 60% badanych chciałoby w nowym roku zmienić pracę, inni planują porozmawiać z szefem o podniesieniu wynagrodzenia. O jakich jeszcze zmianach zawodowych marzą Polacy?

Zmiana pracy, rozwój kompetencji, podwyżka, awans – tak przedstawiają się najczęstsze plany Polaków związane z nowym rokiem. Użytkownicy Pracuj.pl przepytani w grudniu przedstawili swój zawodowy pomysł na siebie – na nadchodzący 2018 rok.

Zawodowe postanowienia noworoczneJak wynika z badania Pracuj.pl, największa liczba ankietowanych – bo aż ponad 62% osób – stawia sobie za cel zmianę pracy. Na drugim miejscu wśród postanowień noworocznych uplasowała się chęć ukończenia kursów bądź szkoleń poszerzających kompetencje zawodowe (ponad 37% osób). Badani chcieliby również przebranżowić się, a także porozmawiać z przełożonym o awansie. Tylko niewiele ponad 10% ankietowanych nie ma w planach żadnej zmiany zawodowej.

Koniec roku to czas podsumowań oraz stawiania sobie nowych celów i wyzwań na nadchodzący rok. Wiele osób, za zawodowy cel kładzie sobie ciągły rozwój oraz poszerzanie kompetencji – zarówno tych zawodowych, jak i językowych (poprzez chęć biegłości w języku obcym czy zamiar uczenia się zupełnie nowych języków). Jak pokazuje badanie Pracuj.pl, pracownicy chcą podnosić kwalifikacje poprzez dodatkowe kursy i szkolenia. Mają świadomość, że dodatkowa wiedza buduje ich przewagę na rynku pracy, jest podstawą do otrzymywania wyższego wynagrodzenia czy drogą do awansu – Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj.

Zmiana pracy – ale tylko w  marzeniach?

Wnioski z badania CBOS, przeprowadzonego w 2016 roku wskazują, że postanowienia noworoczne czyni ponad połowa Polaków, a dotyczą one przede wszystkim zdrowia i trybu życia oraz zmian w obszarze zawodowym. Z przywołanego badania wynika również, że co prawda połowa Polaków podejmuje jakieś postanowienia noworoczne, jednak zaledwie 10% z tej grupy rzeczywiście je realizuje. Można się zastanowić, jak na tym tle wygląda postanowienie związane ze zmianą pracy? Czy deklaracja przekłada się na działania? Badanie Pracuj.pl Czy pieniądze szczęścia nie dają? wskazuje, że 88% pracujących Polaków nie szuka aktywnie pracy. Jak zatem ma się postanowienie o znalezieniu pracy do tego, że nie podejmuje się wysiłku, by ją znaleźć?

Mimo wielu możliwości, jakie oferuje nam dzisiejszy rynek pracy, nadal reprezentujemy dość bierną postawę wobec zmiany zatrudnienia. Nie wystarczy pomyśleć czy nawet „postanowić”, że tę pracę zmienimy. Należy wdrożyć plan w życie i zacząć działać. Przejrzeć oferty, zrewidować swoje CV i wreszcie wysłać dokumenty na wybrane ogłoszenia – Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Postanowienie o zmianie pracy warto realizować małymi kroczkami. Dokładna analiza rynku pracy pozwala na określenie, czy istnieją obszary, w których możemy zwiększyć swe kompetencje. Przestudiowanie ogłoszeń o pracę w specjalizacji, która nas interesuje, da nam obraz tego, czy nie warto pomyśleć o dodatkowych kursach czy szkoleniach, które dadzą nam przewagę nad konkurentami. Warto także spojrzeć krytycznie na swoje CV, dać je do przeczytania komuś zaufanemu, tak, by uzyskać także zewnętrzną opinię na temat tego, co w nim zawarliśmy. A na koniec należy zacząć wysyłać dokumenty aplikacyjne – bo bez tego postanowienie o znalezieniu nowej pracy nie ma szans powodzenia.

Plan na nowy rok – podwyżka

Rozmowy o podwyżce nie należą do najłatwiejszych, szczególnie, jeżeli nie zna się zasad i warunków na jakich są one w firmie przyznawane.

Pracownicy często zapominają zapytać o kwestię podwyżek na etapie rozmowy o pracę. Tymczasem warto ustalić, jaki system podnoszenia pensji obowiązuje w danej firmie – czy podwyżki przyznaje się w określonych przedziałach czasowych, jakich kwot można się spodziewać i co decyduje o podwyżkach: uznanie szefa, spełnienie jasno określonych celów okresowych, a może wyniki finansowe firmy – Maciej Bąk, Ekspert Ds. Raportów Wynagrodzeń w Grupie Pracuj

A jak wynika z badania Pracuj.pl Czy pieniądze szczęścia nie dają?, blisko 40% pracujących Polaków w przeszłości ubiegało się o podwyżkę, ale jej nie otrzymało. Co więcej – istnieje, co prawda niewielka, grupa pracowników, która podwyżki nie dostała nigdy – tak zadeklarowało 13% badanych.

Do rozmowy o podwyżce trzeba się dobrze przygotować. Idąc do przełożonego musimy wiedzieć na czym nam zależy i jaką wartość dodaną dajemy firmie w zamian. Na pewno pomocna będzie lista sukcesów, które odnieśliśmy sami czy kierowany przez nas zespół. Możemy też wskazać na nowe obowiązki, które zostały nam przydzielone w trakcie pracy w danej firmie. Często się zdarza, że w trakcie pracy, niejako „naturalnie” przybywa nam obowiązków, jednak nie idzie za tym gratyfikacja finansowa. Dlatego warto zebrać wszystkie nasze obowiązki na jedną listę i pokazać to przełożonemu, może się okazać, że nie miał on świadomości, jak bardzo ewaluował zakres naszych obowiązków, a co za tym idzie kompetencji. Argumentem za podniesieniem wynagrodzenia jest także, po prostu, staż pracy. W instytucjach budżetowych podwyżka związana z tzw. wysługą lat jest oczywista, jednak także w innych firmach warto wskazać na nasz staż pracy i związaną z tym lojalność wobec firmy. – Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Niemal każdy cel można zrealizować. Jednak wymaga to planu i konsekwencji. Podobnie jest z planami noworocznymi. Warto postanowić sobie jeden konkretny. Zaplanować co nam jest potrzebne do jego realizacji i systematycznie wprowadzać go w życie. Zmiana pracy, podwyżka czy nawet przebranżowienie się – to plany realne do zrealizowania przy odpowiedniej strategii.

*Badanie „Czy pieniądze szczęścia nie dają” zrealizowane przez Kantar TNS na zlecenie Pracuj.pl, N=1001, wrzesień 2017
*Badanie na użytkownikach Pracuj.pl przeprowadzone przez Pracuj.pl, N= 2339, grudzień 2017

 

Obniżki podatków w USA. Dobre dane z Polski

Zmiana systemu podatkowego jest już coraz bliżej podpisu prezydenta. Sprzedaż detaliczna w Polsce pozytywnie zaskoczyła inwestorów. Węgrzy zgodnie z oczekiwaniami nie zmienili stóp procentowych.

Reforma podatkowa w USA

Od dawna zapowiadana przez administrację Donalda Trumpa reforma podatków przeszła przez Kongres, a wczoraj przez Senat. Jest tylko jeden, ale za to istotny problem. Wersja, nad którą głosował senat, nie była dokładnie tą samą, nad którą głosował Kongres. W rezultacie ponieważ dokonano poprawek ustawa wraca jeszcze raz do izby niższej zanim będzie mogła trafić do podpisania przez prezydenta. Co realnie się zmienia? Przede wszystkim podatek od przedsiębiorstw oraz stawki i progi w podatku PIT. W założeniach ma to oczywiście pomóc zwiększyć klasę średnią. Wielu analityków zwraca jednak uwagę, że głównym efektem będzie to, że już bogaci będą jeszcze bogatsi. Dla rynków z jednej strony jest to dobra wiadomość, gdyż to najbogatsi amerykanie głównie inwestują swoje nadwyżki. Z drugiej strony to wzrost zadłużenia w skali 10 lat o dodatkowe 1,5 biliona dolarów z powodu ulg. By lepiej przedstawić tą kwotą, jest to 7,5% całkowitego obecnego zadłużenia. W przypadku obniżki podatków oczywiście politycy liczą na korzystne wpływy dla gospodarki. Pytanie tylko czy pokryją one tą stratę i w jakim stopniu. Inwestorzy są najwyraźniej sceptyczni, gdyż po ogłoszeniu wycofują się z dolara.

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy odczyt zarówno produkcji przemysłowej jak i sprzedaży detalicznej dla naszego kraju. Produkcja przemysłowa rośnie o 9,1% i jest to 0,1% powyżej oczekiwań. Sprzedaż detaliczna wzrosła z kolei o 10,2% czy aż 2,7% więcej niż oczekiwano. Są to kolejne dobre dane z Polski. To między innymi dzięki nim wczoraj momentami oglądaliśmy złotego poniżej granicy 4,20 zł.

Stopy procentowe na Węgrzech bez zmian

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Bank Węgier nie zmienił stóp procentowych. Utrzymały one zatem dotychczasowy poziom 0,9%. Reakcja rynków była niemalże żadna, co potwierdza, że inwestorzy oczekiwali tego scenariusza. Kraj ten podobnie jak Polska czeka na rozpoczęcie procesu normalizacji polityki pieniężnej w strefie euro. Nie chce sam rozpoczynać podwyżek by nie umacniać nadmiernie waluty oraz nie podnosząc cen kredytowania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,
  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
  • 22:45 – Nowa Zelandia – PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Sztuczna inteligencja, cyfrowe bliźniaki, automatyzacja procesów biznesowych – co przyniesie branża IT w 2018

Magdalena Art - Altimi Software House
Magdalena Art – Altimi Software House

Koniec roku to doskonały czas dla podsumowań. Jednak zamiast skupiać się na tym, co minione, warto pomyśleć o przyszłości. Dotyczy to w szczególności branży IT, która charakteryzuje się wysoką dynamiką zmian, a jej osiągniecia mają dalekosiężny wpływ, w tym na globalny biznes czy światową gospodarkę. Oto 5 trendów technologicznych, co do których eksperci są przekonani, że w 2018 roku przyniosą ogromne zmiany na wielu rynkach.

Technologie przyszłości

Disruptive Innovations – tym określeniem opisuje się najwyższą formę innowacyjności, o wpływie tak wielkim, że niejednokrotnie może powodować niszczenie całych sektorów biznesu, przy jednoczesnym tworzeniu nowych. Termin ten używany jest przez ekspertów także w kontekście nowych technologii, które w najbliższych latach mogą przynieść duże zmiany dla wielu branż.

Jeszcze do niedawna takie pojęcie jak Internet of Things uznawane było za iluzję rodem z powieści Lema. Jednak ostatnie lata pokazały, że to nowa rzeczywistość, także dla świata biznesu. Dlatego warto śledzić wszelkie prognozy dotyczące trendów i wpływu osiągnięć technologicznych na dany rynek. Może bowiem okazać się, że firmy, które w odpowiednim momencie nie zdecydują się na implementację tzw. technologii przyszłości, mogą za chwilę zostać w tyle. Dotyczy to w szczególności tych branż, w których innowacja ma ogromne znaczenie – mówi Magdalena Art, ekspert w firmie Altimi, która za instytutem badawczym Gartnera wskazuje na 5 najważniejszych trendów technologicznych nadchodzących miesięcy.

„I” jak INTELIGENCJA

To kluczowe słowo opisujące najważniejsze kierunki, w których zmierza technologia i nowoczesne oprogramowanie. Mamy tu i sztuczną inteligencję, i aplikacje inteligentne, jak również inteligentne urządzenia. Pierwsza z nich budzi najwięcej obaw, a nawet kontrowersji. Ale spokojnie – nie chodzi tu o humanoidalne roboty z obywatelstwem danego kraju. Raczej o fundamenty systemów, które użytkownikom pomogą pojąć decyzję, a organizacjom usprawnić takie obszary, jak obsługa klienta, zarządzanie kampanią reklamową, a nawet łańcuchem dostaw – podkreśla ekspert firmy Altimi.

Przyszłość technologii to także inteligentne aplikacje, które już teraz są w stanie zautomatyzować procesy wykonywane na co dzień przez pracowników. Dotyczy to takich procesów jak działania new business, rekrutacja czy analityka finansów i optymalizacja kosztów. Według instytutu Gartnera, do roku 2020 85% interakcji zachodzących pomiędzy konsumentami a obsługą klienta będzie bazowało na sztucznej inteligencji. Rosnącą rolę odegra także sama analityka, na co wskazuje Forrester – amerykańska firma specjalizująca się w analizach rynkowych. Zdaniem ekspertów do 2020 r. analitykę danych wykorzystywać będzie już 90% globalnych instytucji – dodaje Magdalena Art.

W najbliższych miesiącach możemy spodziewać się także rosnącej roli urządzeń elektronicznych, które dzięki sztucznej inteligencji będą działać w sposób dużo bardziej zaawansowany. Chodzi tu o urządzenia wykorzystujące technologię IoT, zdolne do komunikacji między sobą, a także do samodoskonalenia.

Wirtualny model rzeczywistości

Podstaw tego trendu należy doszukiwać się w latach 70-tych, kiedy to pracownicy centrum kontroli misji Apollo 13, dzięki symulacjom zarządzania systemami statku kosmicznego, mogli przekazywać astronautom przetestowane na „cyfrowym bliźniaku” instrukcje postępowania.

Obecnie technologia ta może wspomagać procesy projektowania i rozwoju w różnych branżach. Dotyczy to w szczególności tych obszarów, gdzie konieczne jest przedstawienie w pełni określonego projektu, a następnie upewnienie się, że produkt będzie działał w zamierzony sposób. Prosty model statyczny nie jest w stanie zgromadzić wystarczającej liczby informacji do przeprowadzenia tego rodzaju analizy. W obszarze biznesu cyfrowe bliźniaki stały się już rzeczywistością.

Platformy komunikacyjne

Rosnące zainteresowanie platformami do zarządzania komunikacją pozwala przewidzieć, że w najbliższych latach interfejsy umożliwiające interakcję użytkownika i oprogramowania staną się dla firm nadrzędnym celem projektowym aplikacji. Inteligentne platformy z możliwością analizy głosu i samodzielnego uczenia – to zdaniem Gartnera przyszłość komunikacji.

Bez względu na to, co przyniesie przyszłość, znajomość nowych technologii oraz nadchodzących trendów w branży IT to potencjał, a także „być albo nie być” dla wielu firm, bez względu na obszar i zasięg działalności.

Co Facebook dał branży marketingowej w 2017 roku?

W kończącym się roku Facebook wprowadził tyle ciekawych, lepszych i gorszych zmian, że można byłoby napisać o nich książkę. Warto jednak skupić się na kilku trendach, które z pewnością są najbardziej istotne z punktu widzenia marketerów i dają im szeroką perspektywę.

Zacznę od najważniejszego aspektu, którym są niewątpliwie ludzie, odbiorcy komunikacji marketingowej. Facebook w 2017 dał branży marketingowej właśnie ich – a konkretnie dwa miliardy, ściśle skategoryzowanych i posegmentowanych odbiorców, ale to dopiero początek.

Mark Zuckerberg i jego zespół zadbał nie tylko o przyrost nowych użytkowników, ale też o to, aby mogli oni korzystać z coraz bardziej nowoczesnych rozwiązań i być z Facebookiem przez cały czas. Równie dobrze można powiedzieć, że ci nowi użytkownicy przyszli właśnie ze względu na ten nieustanny rozwój. Oto kilka najważniejszych zmian, na które warto zwrócić szczególną uwagę:

Wideo

Serwis dokonał wiele zmian w obszarze wideo, chcąc ewidentnie dogonić innego giganta, a mianowicie Youtube. Jakie największe zmiany przeszło wideo na Facebooku?

1.Streaming z desktopu – jest to moim zdaniem najważniejsza zmiana dotycząca wideo. Transmisje live swoją popularność zaczęły zdobywać już w roku 2016. Jednak na początku 2017 roku, Facebook rozszerzył tę opcję wprowadzając możliwość prowadzenia transmisji na żywo z poziomu desktopu bez dodatkowych narzędzi. To kolejny, poważny krok w kierunku zdominowania przez największy serwis społecznościowy na świecie również rynku wideo. Użytkownicy od razu znaleźli wiele zastosowań dla nowej funkcji. Widocznym trendem, spowodowanym właśnie tą zmianą, jest rozwój branży szkoleniowej. W ostatnim czasie wielu trenerów, czy szkoleniowców promuje swoje usługi właśnie poprzez transmisje live.

  1. Reklamy w filmach – Facebook rozszerzył również wachlarz lokalizacji, dając możliwość umieszczania reklam w filmach. W tym przypadku muszą zostać spełnione dwa warunki: długość filmu, w którym zostanie osadzona reklama musi przekraczać 90 sekund. Natomiast aby odbiorca mógł ją zobaczyć, musi oglądać film przynajmniej 20 sekund.
  2. Funkcja watch&scroll – czyli możliwość jednoczesnego oglądania filmu i scrolowania news feedu. Czyli jeszcze więcej w jeszcze krótszym czasie. Tego chyba nie trzeba komentować.

Reguły automatyczne

Możliwość korzystania z automatycznych zmian w kampaniach, zestawach reklam i reklamach została wprowadzona przez Facebooka na początku roku. Jest to ukłon serwisu w kierunku wiecznie zapracowanych trafficów, którzy codziennie optymalizują dziesiątki kampanii.

Dzięki wprowadzonym zmianom mogą teraz liczyć, że:

  • reklamy, które nie uzyskują oczekiwanych wyników wyłączą się automatycznie
  • Facebook sam zwiększy budżet efektywnych kampanii
  • bid zostanie automatycznie zwiększony o wskazaną wartość procentową jeżeli wyniki będą słabsze od oczekiwanych
  • otrzymają powiadomienie kiedy warunki dla danej reguły zostaną spełnione

Warto w tym miejscu zauważyć, że Facebook nie jest w tej kwestii pionierem. Reguły automatyczne już od dłuższego czasu oferują różne narzędzia zewnętrzne. Plusem korzystania z nich jest większa częstotliwość sprawdzania realizacji założeń reguły (Facebook weryfikuje regułę przynajmniej co 30 minut, niektóre narzędzia nawet co 10 minut). Minusem monitorowania kampanii za pomocą narzędzi zewnętrznych jest fakt, że jest to płatne rozwiązanie.

Grupy

W 2017 roku Facebook postawił na rozwój grup. Obciął zasięgi na fanpage’ach, ale dał je w grupach. Już teraz jest to przestrzeń, którą każdy specjalista marketingu musi traktować poważnie i która nieustannie rośnie w siłę.

Messenger

Ważnym wydarzeniem 2017 roku było niewątpliwie usamodzielnienie się Messengera i wprowadzenie do niego reklam. Komunikator umożliwił również rozwój botów, które mogą stać się poważnym wsparciem w procesie obsługi klienta. Już w tym roku możemy znaleźć przynajmniej kilka, naprawdę ciekawych zastosowań nowych możliwości związanych z botami w Messengerze, a trend ten w 2018 roku z pewnością rozwinie się jeszcze bardziej.

Facebook w minionym roku pokazał, że interesują go już nie tylko wirtualne statystyki, ale przede wszystkim realne, wymierne efekty działań reklamodawców, jak sprzedaż. Zmiany, jakich dokonał potwierdzają tę tendencję. Serwis także zapowiedział lub już wprowadził wiele nowości, które są na razie jeszcze w fazie testów i nieosiągalne w niektórych krajach. Jednak obserwując ich rozwój, już teraz możemy mieć uzasadnioną nadzieję, że kolejny rok będzie jeszcze bardziej ekscytujący.

Sebastian LipkaAutor: Sebastian Lipka – Performance Analyst w Catvertiser, gdzie odpowiada za doradzanie klientom w kwestiach budowania strategii promocji marki w mediach społecznościowych, prowadzenie i optymalizację kampanii reklamowych na Facebooku i Instagramie. Z branżą marketingową jest związany od ponad 3 lat. Wcześniej pracował m.in. w Varsovia Lab. Współzałożyciel agencji PRdigital, w której pracował m. in. dla ONZ.  Założyciel bloga socialmediaonline.pl.

Statystycznie Europejczyk wypija ponad 7 litrów polskiego piwa rocznie

Według najnowszego raportu Beer Statistics 2017, w ubiegłym roku Unia Europejska uwarzyła 400 mln hl piwa. Największy udział w jego produkcji miały Niemcy i Wielka Brytania. Trzecie miejsce na podium zajmuje Polska. Eurostat wyliczył, że na statystycznego mieszkańca Wspólnoty przypadło 76 litrów chmielowego trunku wyprodukowanego w europejskich browarach[1], z czego 7,8 litra to piwo uwarzone w Polsce. Eksport polskiego piwa rośnie nieprzerwanie od kilku lat.

Publikowany przez The Brewers of Europe raport Beer Statistics to doroczne opracowanie dotyczące produkcji i konsumpcji piwa w krajach unijnych oraz barometr europejskiego rynku piwa. A ten miewa się nieźle. Jak wynika z nowej edycji raportu, w 2016 r. unijne browary uwarzyły o 4 mln hl piwa więcej niż rok wcześniej, o ponad 2 mln hl wzrosła też konsumpcja złotego trunku. Biorąc pod uwagę oba te kryteria Polska plasuje się w ścisłej czołówce, będąc trzecim producentem i czwartym konsumentem piwa w Unii Europejskiej.

Co 10. piwo warzone w Europie powstaje w Polsce

W 2016 r. rodzime browary uwarzyły 41,3 mln hl piwa i tym samym pod względem produkcji chmielowego trunku Polska zajęła 3. miejsce w Europie. Więcej piwa na unijny rynek dostarczyły tylko Niemcy (94,9 mln hl) i Wielka Brytania (43,7 mln hl). W ubiegłym roku udział Polski w europejskim rynku piwnym wyniósł 10 proc., co oznacza, że co 10. piwo uwarzone na Starym Kontynencie pochodziło z polskich browarów. Produkcja piwa w Polsce od sześciu lat rośnie w miarę równomiernie, ale krajowe spożycie tego napoju utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Jeśli chodzi o konsumpcję, tak ogółem (37,9 mln hl), jak i per capita (98 l), zajmujemy czwarte miejsce wśród krajów Wspólnoty. W statystyce spożycia ogółem wyprzedzają nas Niemcy (85,5 mln hl), Brytyjczycy (43,7 mln hl) oraz Hiszpanie (38,6 mln hl). W zestawieniu per capita ustępujemy miejsca Czechom (143 l), Niemcom (104 l) oraz Austriakom (103 l).

Ponad 7 litrów polskiego piwa w europejskim kuflu

Na statystycznego mieszkańca Starego Kontynentu przypada rocznie 76 litrów piwa uwarzonego przez europejskie browary. Uwzględniając udział poszczególnych krajów w unijnej produkcji złotego trunku łatwo wyliczyć, że przeciętny Europejczyk najczęściej napełnia kufel piwem niemieckim (18 l), brytyjskim (8,3 l) oraz tym warzonym w Polsce (7,8 l). Rosnący eksport sprawia, że polskie piwo jest coraz bardziej rozpoznawalne i cieszy się coraz większą popularnością wśród zagranicznych konsumentów. Z danych The Brewers of Europe wynika, że między 2011 a 2016 r. eksport piwa z Polski wzrósł o blisko dwie trzecie (64 proc.). W 2016 r. znakomita większość (87 proc.) polskiego piwa przeznaczonego na eksport trafiła na rynek unijny. Pozostała część znalazła odbiorców poza krajami Wspólnoty. Sami Polacy są natomiast piwnymi patriotami – z 41,3 mln hl piwa wyprodukowanego przez polskie browary w 2016 r. aż 38 mln hl zostało wypite w kraju. Wielkość eksportu z Polski jest 3,5-krotnie większa od importu.

210 browarów i 10 tysięcy pracowników

Według Beer Statistics, w ubiegłym roku w Polsce funkcjonowało 210 browarów. Oznacza to, że w ciągu 12 miesięcy na piwnej mapie kraju przybyło aż 60 nowych warzelni. W porównaniu z rokiem 2011 liczba działających na rynku browarów podwoiła się, co daje Polsce 12. miejsce w europejskim zestawieniu. Na tle innych krajów rodzime browary generują dość wysokie, bo liczące 10 tysięcy etatów, zatrudnienie bezpośrednie. Większą liczbę pracowników zatrudniają tylko browary w Niemczech (27 200) oraz Wielkiej Brytanii (14 300).

Jak wyliczyło The Brewers of Europe, całkowite zatrudnienie generowane przez produkcję i sprzedaż piwa w Polsce wynosi 200 tys. etatów, z  których zdecydowana większość przypada na sektory powiązanych czyli m.in. w handlu, gastronomii, rolnictwie, przemyśle opakowaniowym, mediach i marketingu oraz w transporcie.

[1]Dostęp: http://ec.europa.eu/eurostat/web/products-eurostat-news/-/EDN-20170804-1?inheritRedirect=true

Polska Branża IT wciąż rośnie w programistów i rozwija się w krajach CEE

Zgodnie z danymi GUS, pracę w IT podejmuje 20 tys. osób rocznie. Mimo tak wysokiej liczby, deficyt informatyków w Polsce wynosi od 30 do 50 tys. i co roku rośnie o 3-5%. W 2017 roku zapotrzebowanie i niedobór pracowników branży IT, która gwarantuje wysokie zarobki, skłoniły tysiące ludzi do rozwoju w tej dziedzinie i przebranżowienia się. Odpowiedzią na ich potrzeby są akademie programowania, które w mijającym roku przeżywały prawdziwe oblężenie.

Czy osoby, które nie zdecydowały się na kilkuletnie studia informatyczne, a nawet nie podejrzewały, że mogłyby pójść w tym kierunku, mogą dostać się do świata IT? Wiele osób jest zaskoczonych, że coraz popularniejsze kursy programowania w formie bootcampów dają taką właśnie możliwość i rzeczywiście są one przepustką do pracy w branży IT. Rosnące zainteresowanie Polaków pracą w IT potwierdzają dane wewnętrzne akademii programowania, Software Development Academy, która w 2017 roku w całej Polsce wyszkoliła cztery razy więcej programistów, niż w roku ubiegłym. W 2018 roku możemy z kolei spodziewać się ekspansji tej polskiej szkoły programistycznej na rynki Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ i one borykają się z brakami w kadrach.

Bootcampy programistyczne szansą na zmianę zawodu

Na przebranżowienie i rozpoczęcie kilkumiesięcznej, intensywnej nauki programowania decydują się przeważnie osoby w wieku około 25-30 lat, które kurs traktują jako dopełnienie studiów lub alternatywę dla nich. Wśród kursantów znajduje się jednak liczna grupa osób powyżej 30 roku życia, które chcą nabyć nowe kompetencje, bo myślą o zmianie dotychczasowego zawodu. Największym zainteresowaniem cieszą się intensywne kursy z zakresu języka programowania JAVA, które trwają zwykle nie mniej niż 360 godzin, z czego aż 80% stanowią zajęcia praktyczne. To właśnie ze względu na dobry warsztat techniczny absolwentów bootcampów programistycznych, tych prowadzonych przez aktywnych programistów, chętnie zatrudniają pracodawcy.

Ze względu na rosnące zainteresowanie, zwiększyliśmy liczbę oferowanych kursów. W mijającym roku rozpoczęliśmy ich blisko 80, a w przyszłym przewidujemy kolejne wzrosty. mówi  Piotr Mazur, wiceprezes Software Development Academy Zwiększyliśmy również zasoby trenerskie aż o 68% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Obecnie w naszej akademii szkoli się blisko 550 aktywnych kursantów. Dodatkowo planujemy rozwój naszej akademii na minimum czterech rynkach zagranicznych, między innymi w Rumunii, na których obserwujemy podobne trendy i widzimy zapotrzebowanie na pracowników z praktyczną wiedzą z zakresu IT. Podejmujemy również ważne partnerstwa strategiczne, między innymi z Udemy.com, Helion i Oracle.

Polska branża IT w 2018 roku

Ze względu na dynamiczne zmiany technologiczne w wielu obszarach naszego życia i powiązaną z nimi nieustanną potrzebę zatrudnienia programistów, popularność szkół programistycznych w Polsce na pewno się utrzyma. Akademie stają się coraz bardziej atrakcyjne jako alternatywa dla studiów, a dla pracodawców – jako alternatywa dla klasycznych agencji rekrutacyjnych. Dane wewnętrzne SDA pokazują, że rok 2017 był najbardziej intensywnym, jeśli chodzi o wzrost liczby absolwentów kursów programistycznych. Jeszcze w 2015 roku było ich aż 80% mniej, niż w 2017 roku.

– Od kilku lat programista plasuje się niezmiennie na czele najpopularniejszych zawodów – komentuje Rafał Roppel, dyrektor techniczny i trener Software Development Academy – Z drugiej strony, według różnych badań, w Polsce brakuje ich około 50 tys., a deficyt ma się zwiększać z roku na rok o kilka procent. Uczelnie wyższe nie dostarczają na rynek odpowiedniej ilości inżynierów z branży IT. Tę lukę, od kilku lat, starają się zapełniać bootcampy programistyczne, które umożliwiają wejście do świata IT, proponując kilkumiesięczną, intensywną naukę w mniejszych grupach pod okiem doświadczonych trenerów.

Software Development Academy jako pierwszy bootcamp w Polsce chce wykorzystać potencjał intelektualny nie tylko obywateli naszego kraju, ale również krajów, takich jak Rumunia, których z Polską łączą wspólne doświadczenia, wspólna przyszłość oraz drzemiący w nich potencjał intelektualny.

Prognoza wiceprezesa BBI Development dla rynku mieszkań luksusowych na 2018 rok

–  Perspektywy dla rynku mieszkań luksusowych są bardzo dobre. Prawdziwe  apartamenty, wysokiej jakości, będą bezpieczną przystanią dla inwestorów. Wartość takich nieruchomości będzie bowiem rosła w czasie. Kłopoty mogą mieć jedynie te projekty, w których ceny nie pokrywają się z jakością.

W przypadku rynku apartamentów z najwyższej półki, koniunktura nadal powinna być bardzo dobra. Majętnych klientów przybywa. Z ostatniego raportu firmy KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Edycja 2017”  wynika bowiem, że rośnie liczba bogatych Polaków, których siła nabywcza napędza rynek dóbr luksusowych. W 2017 roku dobrze zarabiających Polaków mamy już 1,1 miliona. Preferowana przez nich forma lokowania kapitału to inwestowanie w rynek nieruchomości. 76 procent spośród majętnych osób posiada drugie mieszkanie lub dom. I wszystko wskazuje, że dalej będą szukać możliwości na rynku nieruchomości. Analitycy podkreślają, że w Polsce mamy stopy zwrotu, jakich nie można dziś osiągnąć na przykład na dojrzałych rynkach Europy Zachodniej. To przyciąga.

Trzeba jednak pamiętać, że nowe projekty mieszkaniowe będą droższe. Jak sygnalizuje m.in. centrum AMRON, działające przy Związku Banków Polskich, ale także sami deweloperzy, ceny działek budowlanych wzrosły, podobnie jak i wykonawstwa, co już przekłada się bezpośrednio na ceny mieszkań.

Z drugiej strony inflacja utrzymująca się na poziomie około 2 proc. i  stopa referencyjna NBP wynosząca 1,5 proc., powodują, że rentowność inwestycji mieszkaniowych nadal jest wyraźnie wyższa niż oprocentowanie lokat bankowych.

Należy wziąć pod uwagę, że nie każdy lokal przyniesie wysoki zysk, a jego wartość będzie rosła w czasie. To dotyczy tylko niepowtarzalnych projektów, takich jak Złota 44. Przez najbliższe kilka lat na pewno nie powstanie w Warszawie taka wieża apartamentowa, o tak wysokim standardzie oraz o tak szerokiej ofercie, jak projekt Libeskinda.

Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development

Złoty nie boi się KE

Amerykański dolar nieco słabł w związku z ponownym przesłaniem do Izby Reprezentantów reformy podatkowej prezydenta Donalda Trumpa po jej przegłosowaniu w obu izbach Kongresu. Doszło do tego z powodu błędów formalnych w procedurze. W Izbie Reprezentantów ma dojść do głosowania nad ustawą i dopiero potem trafi ona do podpisu przez prezydenta Trumpa. Z kolei w Polsce złotówka umacnia się wobec innych walut światowych, mimo zapowiedzi Komisji Europejskiej, która poinformowała, że projekt decyzji o uruchomieniu przeciwko Polsce procedury rzekomego łamania praworządności już jest gotowy i procedura w tej sprawie prawdopodobnie zostanie uruchomiona.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,3%) i brytyjskiego funta (-0,04%), a zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,02%), dolara australijskiego (+0,09%) oraz japońskiego jena (+0,41%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,183, GBP/USD – 1,339, USD/CAD – 1,286, AUD/USD – 0,766 i USD/JPY – 113. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,75%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,884. Złotówka zyskuje do większości walut, poza euro, wobec którego nie zmienia kursu. W środę rano dolar kosztuje 3,55 zł, euro – 4,2 zł, funt – poniżej 4,76 zł, a frank szwajcarski – powyżej 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,09%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,72%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,69%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,32%, meksykański indeks Bolsa – 0,48%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,6%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,1%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,27%, a hongkoński indeks Hang Seng obniżył się o 0,09%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wahaniach ceny ropy naftowej idą w górę. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,8 USD (+0,61%), a ropy WTI – 57,46 USD (+0,52%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 66 USD. Z kolei ceny złota po wcześniejszych wzrostach pozostają na tym samym poziomie. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1263 USD.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), listopad – 2,5% (prognoza 2,6%)
  • 9:30 – Szwecja – Decyzja ws. stóp procentowych, grudzień
  • 10:00 – Strefa euro – Saldo bilansu płatniczego, październik (33,4 mld EUR)
  • 13:00 – USA – Wnioski o kredyt hipoteczny, tydzień (poprzednio -2,3%)
  • 14:00 – Polska – Koniunktura konsumencka, grudzień
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, listopad (prognoza 5,52 mln)
  • 22:45 – Nowa Zelandia – PKB (r/r), III kw. (poprzednio 2,5%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Szał świątecznych zakupów i noworocznych wyprzedaży

Święta i Nowy Rok to czas wyjątkowy, czas kiedy możemy poświęcić się rodzinie i zapomnieć o troskach, ale czy na pewno? W tym okresie musimy pamiętać, że oszuści tylko czekają na nasz błąd. W szale zakupów prezentowych i noworocznych wyprzedaży nie dajmy się złowić złodziejom. Ekspert Maciej Kaczmarski z ODO 24 radzi, jak zminimalizować ryzyko kradzieży naszych cennych danych.

Zalety  e-zakupów

Polacy coraz chętniej kupują w Internecie. Szczególnie w okresie od listopada do lutego kiedy ogarnia wszystkich szaleństwo zakupów. Jest to wygodne rozwiązanie, które pozwala zarówno zdobyć prezenty, jak skorzystać z atrakcyjnych wyprzedaży podczas np. przerwy na kawę w pracy. Możemy zamówić dowolny produkt z dostawą do domu lub biura nie ruszając się sprzed monitora.

W sieci omijamy kolejki i oszczędzamy czas, który ucieka podczas błądzenia wśród sklepowych półek. Jednak pamiętajmy, że Internet to tak samo realny świat jak nasza rzeczywistość. To co zrobimy w wirtualnej przestrzeni, niekiedy znacząco może wpłynąć na nasze codzienne życie. Dlatego powinniśmy zadać o bezpieczeństwo naszych danych w sieci – mówi Maciej Kaczmarski z ODO 24.

Jak kupować w internetowych sklepach?

Maciej Kaczmarski z ODO 24 wskazuje co zrobić, aby nasze zakupy online były bezpieczne:

  • Korzystaj wyłącznie z dużych i znanych sklepów internetowych. Renomowane marki stosują dodatkowe systemy zabezpieczające transakcje i gromadzone dane.
  • Przed podaniem swoich danych, zasięgnij opinii o serwisie i sprawdź jego rzetelność. Można to zrobić na specjalnych stronach lub forach.
  • Jeżeli nie chcesz udostępniać danych swojej karty płatniczej, wybieraj opcję opłaty „za pobraniem”. Będziesz zobligowany jedynie do podania swojego imienia i nazwiska oraz adresu.
  • Zadbaj o aktualny program antywirusowy na komputerze i smartfonie, który posiada rozszerzenie na strony internetowe. Dzięki temu Twoje dane będą bezpieczne i nikt ich nie ukradnie.
  • Przed ostatecznym zapłaceniem upewnij się, że połączenie internetowe jest bezpieczne i czy przesłane informacje nie zostaną wykorzystane przez osoby nieuprawnione. Szukaj następujących rzeczy:
  • kłódki w pasku adresu przeglądarki internetowej,
  • adresu strony rozpoczynającego się od “https://” – literka “s” informuje o bezpiecznym połączeniu,
  • paska adresu lub nazwy strony w kolorze zielonym – który oznacza, że strona jest odpowiednio zabezpieczona.
  • Staraj się nie korzystać z przesłanych na e-mail lików. Może być to wirus, który bez problemu zablokuje Twój komputer i wykradnie cenne informacje;
  • Zakupów dokonuj wyłącznie korzystając z zabezpieczonego Wi-Fi. Zaoszczędzisz dzięki temu swój czas i nerwy. Korzystanie z publicznych sieci może narazić Cię na wiele niebezpieczeństw, w tym wykorzystania danych w celach niezgodnych z prawem.

Krajowe aktywa pod wpływem dobrych danych i ocieplenia klimatu na rynkach wschodzących

Wzrosty rentowności napędzane wewnętrznie przez mocne dane gospodarcze oraz zewnętrznie przez reformę podatkową w USA. Złoty pozostaje w okolicach 4,20 wspierany mocnymi danymi krajowymi i pozytywnym klimatem inwestycyjnym w regionie.

Rynek walutowy i stopy procentowej

We wtorek poznaliśmy kolejne, zaplanowane na ten tydzień publikacje makro dot. polskiej gospodarki. Po dobrych doniesieniach z rynku pracy, równie mocno prezentowały się dane realne. W listopadzie produkcja przemysłowa wzrosła o 9,1% (9% oczekiwano), zaś sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 10,2% (7,5% oczekiwano). Choć dane wspierają złotego, nasilając oczekiwania na szybsze niż zakłada prezes A. Glapiński podwyżki stóp nie miały bezpośrednio silnego wpływu na krajowy rynek walutowy. Niemniej, obok rosnącego kursu EURUSD mocne wyniki pozwoliły utrzymać workowe notowania eurozłotego poniżej 4,20.

Złoty, podobnie jak inne waluty EM pozostaje obecnie pod wpływem czynników zewnętrznych, w tym wyczekiwania na uchwalenie największej od 30-lat reformy podatkowej w USA. Niemniej, choć zakłada się, że jeszcze przed świętami Amerykanie będą mieli nową ordynację podatkową, dolar nie zyskuje na wartości, w skali, w jakiej wydawałoby się, że powinien. Inwestorzy mając na uwadze wcześniejsze i obecne spory jakie toczą się wokół tej ustawy (wczoraj trzech senackich parlamentarzystów odrzuciło trzy przepisy zawarte w ustawie, co oznacza konieczność ponownego glosowania w Senacie) najwyraźniej wolą czekać na finał rozgrywek, tym bardziej, że niewielkim, ale ryzykiem jest też shutdown budżetowy w USA. Nerwowość rynku pokazał też brak reakcji dolara na optymistyczne dane z rynku nieruchomości, który jest jednym z barometrów koniunktury panującej w gospodarce amerykańskiej. W rezultacie dolar pozostaje pod presją, od połowy listopada nie mogąc na EURUSD przełamać wsparcia na 1,17 a w ostatnich dniach oscylując w okolicach 1,18.

We wtorek dodatkowym wsparciem dla euro była też publikacja indeksu Ifo nastrojów niemieckich konsumentów, który choć lekko spadł w porównaniu z ostatnim odczytem (w grudniu wynosząc 117,2 pkt wobec 117,6 w listopadzie po korekcie w górę kiedy to osiągnął rekordowy poziom), nadal jednak sugeruje, że ani niepewna sytuacja polityczna w Niemczech, ani perspektywa stopniowego ograniczania działalności EBC nie przyczyniły się do pogorszenia optymizmu w stosunku do 2018 roku (oczekiwania przedsiębiorstw pozostają znacznie powyżej średniej długoterminowej). Dobre nastroje wśród niemieckich inwestorów i konsumentów wspierają dalsze wzrosty giełdowego indeksu DAX (pomimo wtorkowej czerwieni), po tym jak na początku tego tygodnia wybił się on górą z trwającej od początku listopada konsolidacji. Słaby dolar i lepsze nastroje w Europie pomagają zaś złotemu i innym walutom EM stąd te relatywnie niskie poziomy na EURPLN pomimo, że KE może zainicjować przeciw Polsce procedurę z art. 7.

Na rynku stopy procentowej we wtorek dominowały wzrosty rentowności. Krajowa krzywa dochodowości przesunęła się zdecydowanie w górę, gdzie papiery 2-letnie przebiły poziom 1,70%, natomiast 10-letnie są ponownie powyżej 3,30%. W skali ostatniego tygodnia wzrosty rentowności na krzywej sięgały poziomu 10pb na co w dużym stopniu wpływ miały wspomniane już mocne polskie dane gospodarcze. Dynamiki sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej wskazują, że PKB w IV kw. 2017 r. powinno zdecydowanie przekroczyć 4% (ekonomiści PKO szacują wzrost zbliżony do odnotowanego w III kw. 4,9%). Dobra sytuacja gospodarcza na razie nie skłania RPP do rozważenia podwyżek stóp procentowych, jednak przy obecnych wycenach papierów skarbowych daje pole do kontynuacji presji na wzrost rentowności. Dodatkowo czynnikiem negatywnie wpływającym na ceny polskich papierów może okazać się dyskusja Komisji Europejskiej dotycząca uruchomienia wspominanego już art. 7 wobec Polski.

Przecena obligacji dotknęła również rynki bazowe, gdzie przy słabszej wadze publikowanych ostatnio danych na pierwszy plan wysunęła się reforma systemu podatkowego w USA. Rentowności obligacji w strefie euro rosły o około 5pb na co wpływa miały również jastrzębie wypowiedzi członków EBC, gdzie Józef Makuch (Słowenia), Jens Weidmann (Niemcy) oraz Ardo Hansson (Estonia), zaproponowali rozwiązania, które sugerowałyby koniec QE w przyszłym roku, albo powiązanie go z odbijającą inflacją czy też zmiana narzędzi banku na kontrolę poziomu stóp procentowych zamiast skupu aktywów.  aktywa

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Złoty silniejszy, ale polityka może go osłabić

Decyzja Komisji Europejskiej o uruchomieniu artykułu 7 przeciwko Polsce może nieco popsuć sentyment do złotego, który w ostatnich dniach zyskiwał na wartości. Z uwagi jednak na okres świąteczny nie należy spodziewać się dużych zmian.

Środowy poranek przynosi niewielkie umocnienie złotego do głównych walut, co oznacza kontynuacji tendencji obserwowanej już od piątku. O godzinie 09:53 kurs EUR/PLN testował poziom 4,1980 zł, osuwając się 4. kolejny dzień i wracając do poziomów z początku poprzedniego tygodnia. Kurs USD/PLN testował poziom 3,5450 zł, CHF/PLN 3,5945 zł, a GBP/PLN 4,7485 zł.

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem niewielkiego umocnienia złotego do głównych walut, który w ten sposób odrobił część strat z poprzedniego tygodnia. Złotego wspierały przede wszystkim lepsze nastroje na rynkach globalnych, co doskonale ilustrują ostatnie rekordy na Wall Street. To wpłynęło na poprawę sentyment do walut emerging markets, pomagając równocześnie złotemu. Pozytywny wpływ miał też wzrost notowań EUR/USD, jaki nastąpił pomimo zmierzającego do szczęśliwego finału uchwalenia wielkiej reformy podatkowej w USA, co powinno stanowić w przyszłości ważny impuls dla dolara.

Inwestorzy natomiast zignorowali dobre dane z polskiej gospodarki. W tym opublikowany wczoraj raport o sprzedaży detalicznej (razem z danymi o produkcji przemysłowej i inflacji PPI), która w listopadzie niespodziewanie przyspieszyła do 10,2 proc. w skali roku z 8 proc. w październiku, notując drugi najwyższy wynik w ostatnim 5-leciu. To kolejny już raz potwierdza, że świetne wyniki gospodarki są już w cenach. Jak również, że dane nie będą się liczyć dopóty, dopóki nie będą wpływać na oczekiwania co do przyszłych decyzji Rady Polityki Pieniężnej. A opublikowana w tym tygodniu seria raportów makroekonomicznych tych oczekiwań nie zmienia. W dalszym ciągu ostatni kwartał 2018 roku jest najbardziej prawdopodobnym terminem pierwszej od lat podwyżki stóp procentowych w Polsce. Szczególnie po niedawnej „gołębiej” wypowiedzi Kamila Zubelewicza, jednego z nielicznych „jastrzębi” w obecnej Radzie.

Dziś ta powolna aprecjacja złotego z ostatnich dni może zostać przerwana. Potencjalnym impulsem może być polityka. Dokładnie spodziewana decyzja Komisji Europejskiej o uruchomieniu wobec Polski artykułu 7 unijnego traktatu, co w dalszej przyszłości może oznaczać sankcje wobec Polski. Sankcje to oczywiście pieśń przyszłości, ale samo uruchomienie procedury wpłynie na pogorszenie wizerunku Polski.

Innym potencjalnym impulsem do osłabienia złotego może być również realizacja zysków na EUR/USD po dwóch dniach mocniejszych wzrostów. Bez emocji za to zostaną przyjęte, publikowane o godzinie 14:00 dane o koniunkturze konsumenckiej w grudniu, które zapewne okażą się rekordowe.

Druga połowa tygodnia, z uwagi na zbliżające się święta Bożego Narodzenia, ale też i na brak silnych impulsów mogących wstrząsnąć rykiem walutowym, powinna przynieść dalszy spadek aktywności, a więc zarówno obrotów, jak i zmienności. Zapewne też niewiele na tym rynku będzie się dziać tuż po świętach.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Huckleberry Games S.A. zadebiutuje jutro na rynku NewConnect

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, zadebiutuje jutro na rynku NewConnect. Wejście na alternatywny rynek stanowi jeden z głównych elementów w strategii rozwoju Spółki i powinno pozwolić jej na dalszy dynamiczny rozwój.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadzi do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect 499.999 akcji serii C oraz 102.439 akcji serii E Huckleberry Games S.A. Spółka z oferty publicznej akcji serii E pozyskała ponad 2 mln zł, które zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia mobilne. Cena emisyjna akcji serii E wynosiła 20,00 zł. Zarząd Huckleberry Games S.A. przewiduje, że debiut na rynku NewConnect pozwoli na zwiększenie transparentności i rozpoznawalności Spółki, co powinno się przełożyć na jej dynamiczny rozwój w kolejnych latach.

„Z pewnością debiut na rynku NewConnect zwiększy rozpoznawalność Huckleberry Games, a my przyjmiemy to z pełną odpowiedzialnością. Im więcej oczu skierowanych na nas, tym lepiej. Tworzymy gry po to, by sprostać pomysłom, sugestiom oraz ideom naszej grupy docelowej. Im większa popularność, tym większe oczekiwania nas wobec samych siebie i motywacja do działania oraz osiągania zaplanowanych celów.” – podkreśla Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

W kwietniu 2017 r. Huckleberry Games S.A. rozpoczęła sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, czyli w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry.

Z kolei w październiku br. Spółka otrzymała dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki pozwolą Huckleberry Games S.A. na realizację nowego oraz innowacyjnego projektu związanego ze stworzeniem Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ). Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji sięga 1.578 tys. zł. Pozyskanie przez Emitenta dofinansowania stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju w zakresie rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.

19% nieuczciwych zwolnień L4 na przełomie roku

Polacy dużo częściej chorują w grudniu i styczniu niż w trakcie pozostałych miesięcy. Tak przynajmniej wynika z liczby zwolnień chorobowych przyznawanych pracownikom. Co ciekawe, średnia długość absencji chorobowej w listopadzie i w lutym jest znacznie niższa. Niestety, aż 19% procent zwolnień L4  oraz 24% zwolnień z tytułu opieki nad dzieckiem wydawanych na przełomie roku wykorzystywanych jest niezgodnie z przeznaczeniem. To o około 6 punktów procentowych więcej niż w pozostałych miesiącach. Podobny trend widoczny jest również w marcu, kiedy przypadają Święta Wielkanocne.

Świąteczna gorączka

W Polsce istnieje poważny problem związany z przyznawaniem zwolnień chorobowych. Niepokojące jest to, jak często pracownicy wykorzystują je w niewłaściwy sposób. Problem staje się szczególnie zauważalny w grudniu i styczniu, czyli w okresie świąteczno-noworocznym. Przyczyna wydaje się być oczywista. Otrzymując od lekarza dwa dni zwolnienia zyskujemy nawet sześć dni wolnego.

Zwolnienie chorobowe to czas, który powinniśmy poświęcić na leczenie i jak najszybszy powrót do zdrowia. Niestety wielu pracowników bezpodstawnie stara się o L4 tylko po to, aby wydłużyć sobie czas wolny od pracy.Z naszych badań wynika, że na przełomie roku blisko 19% chorych wykorzystuje je niezgodnie z przeznaczeniem. Niesie to wymierne straty dla pracodawców –komentuje Mikołaj Zając z firmy konsultingowej Conperio, specjalizującej się w audycie absencji chorobowej.

Wiele firm, nie przewiduje wolnych dni w okresie świątecznym. Część fabryk i zakładów pracy musi funkcjonować przez cały rok i nie może zwolnić pracowników od wykonywania obowiązków. Są i takie, które w okresie świątecznym znacznie zwiększają swoje moce przerobowe – np. zakłady przetwórstwa mięsnego. Z tego powodu dla części z nich zwolnienie lekarskie jest jedynym rozwiązaniem, by spędzić więcej czasu z rodziną. Są miejsca, w których pracuje się 365 dni w roku. Niektóre zawody wymagają systemu pracy w trybie nieuwzględniającym świąt i innych dni wolnych. Zarządzający tego typu miejscami powinni zapewnić możliwie elastyczny grafik w czasie świątecznym, co przyczyni się  do obniżenia liczby nieuczciwych zwolnień chorobowych. – tłumaczy Zając

L4 na opiekę nad dzieckiem

W okresie Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra znacznie wzrasta, też liczba nieuczciwych zwolnień lekarskich z tytułu opieki nad chorym dzieckiem. Dane Conperio  potwierdzają, że są one wykorzystywane niezgodnie z prawem aż w 24% przypadków. W pozostałym okresie roku ilość nadużyć mieści się w przedziale 14-18 %.

– Nasze badania audytowe wskazują na częste nadużywanie zwolnień uzasadnianych opieką nad chorym dzieckiem. To bardzo trudna sytuacja, bo w okresie okołoświątecznym rodzice nie mogą zostawić swoich pociech w szkole. Placówki edukacyjne są wówczas po prostu zamknięte. – mówi Zając. – Jeżeli nie mogą znaleźć opieki dla dzieci lub wziąć urlopu, decydują się na L4. W tego typu sytuacjach rekomendujemy pracodawcom dostosowanie planów urlopowych pod kątem pracowników bezdzietnych i tych posiadających potomstwo. Właściwa diagnoza przyczyny pozwoli znaleźć odpowiednie rozwiązanie problemu – dodaje Zając.

Spokojne Święta dla wszystkich

W Polsce Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas, który chcielibyśmy spędzić z najbliższymi w miłej atmosferze. Nieporozumienia dotyczące wolnych dni w pracy mogą te wyjątkowe chwile popsuć. Jednak przyczyna takiego stanu rzeczy nie leży tylko po stronie pracowników. Jest wiele firm, które powinny rozsądniej rozwiązywać kwestię absencji chorobowej, inteligentniej planując urlopy lub wprowadzając bardziej elastyczny grafik. Ograniczenie absencji pracowniczej przynosi duże oszczędności pracodawcom, którzy rocznie, na jednego zatrudnionego, wydają przez nią od 3,5 do 5 tys. zł. Zatem każde działania zmierzające do jej zredukowania będą dla nich korzystne. Wszystkie strony powinny być zainteresowane rozwiązaniem tego problemu.

Średnia długość trwania absencji chorobowej w poszczególnych miesiącach.

Miesiąc Średnia długość trwania ZLA
Styczeń 2016 15,16
Luty 2016 12,1
Marzec 2016 14,8
Kwiecień 2016 13,31
Maj 2016 11,28
Czerwiec 2016 10.01
Lipiec 2016 9,87
Sierpień 2016 9,91
Wrzesień 2016 11,21
Październik 2016 11,18
Listopad 2016 12,2
Grudzień 2016 14,9
Styczeń 2017 15,1
Luty 2017 13,2

Deloitte: Przed Świętami Bożego Narodzenia sklepy on-line elastycznie zarządzają poziomem marży

Różnice w cenach książek, zabawek oraz kosmetyków i perfum w okresie przedświątecznym sięgają ponad 100 proc.

Czy w tym roku wygrali ci, którzy prezenty kupili już w listopadzie, czy raczej ci, którzy czekali z zakupami niemal do samych świąt? Jak wynika z kolejnej edycji „Świątecznego barometru cenowego”, przygotowanego przez ekspertów Deloitte, wszystko zależy od kategorii produktów, które chcemy kupić. Analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona we współpracy z firmą Dealavo pokazuje, że w gorącym okresie ostatnich tygodni (24 listopada – 12 grudnia br.) wzrastały ceny zestawów VR, drobnego AGD oraz nieznacznie kosmetyków i perfum, które znajdują się na szczycie prezentowych list. Z kolei, podobnie jak w ubiegłym roku, taniały m.in. telewizory oraz konsole. Według ekspertów Deloitte, z zakupem na przykład telewizora lub smartfonu, warto poczekać na noworoczne obniżki.

Z międzynarodowego badania Deloitte „Zakupy świąteczne 2017” analizującego świąteczne zwyczaje konsumentów wynika, że 23 proc. Polaków deklarowało, że prezenty kupi już w listopadzie, a 39 proc. miało wybrać się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. To o kilka punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Do ostatnich dni przed świętami z zakupem prezentów zamierza czekać 21 proc. Polaków, czyli o 6 p.p. mniej niż w 2016 roku.

– Pozycja e-commerce rośnie z roku na rok. Ponad połowa ankietowanych powiedziała, że jeżeli nie znajdzie prezentu w sklepie stacjonarnym, będzie go szukać on-line. Nasza ubiegłoroczna analiza pokazała, że klienci, którzy decydują się na ten rodzaj zakupów muszą liczyć się z tym, że sprzedawcy w sposób elastyczny, ale jednocześnie nieprzewidywalny podchodzą do swoich strategii cenowych. Podobnie jest również w tym roku – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Dzięki corocznemu badaniu Deloitte znane są kategorie produktów, które najchętniej kupujemy jako prezenty. Do badania zostały wybrane więc najpopularniejsze produkty świąteczne z poniższych kategorii: gry komputerowe, konsole, AGD drobne, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano 156 produktów, które znajdują się w ofercie ponad 800 sklepów online. Ocenie podlegała tylko cena bez jakości serwisu, warunków zwrotu towaru, siły marki sklepu czy kosztów transportu.

Wysoko w porównywarkach

W ramach „Świątecznego barometru cenowego” eksperci Deloitte przeanalizowali łącznie około 4 tys. cen produktów, które najczęściej wybieramy na prezenty dla najbliższych. We wtorek 12 grudnia br. cena 53,3 proc. z nich w porównaniu do Black Friday (24 listopada br.) nie zmieniła się. Z kolei w przypadku jednej czwartej (25,8 proc.) analizowanych cen zanotowano wzrost, a w przypadku 20,9 proc. spadek.

I tak na przykład w przypadku siedmiu na dziesięć zestawów VR cena wzrosła. Ciekawy był przypadek okularów LG 360 VR, których cena 12 grudnia w jednym ze sklepów wynosiła 99 zł, a w innym aż 1680,18 zł. – To pokazuje, że strategie cenowe sprzedawców są naprawdę różne. Część z nich obniża cenę, m.in. po to, by znaleźć się na wysokiej pozycji w porównywarkach cenowych, a te są źródłem inspiracji prezentowych dla prawie 40 proc. Polaków. Najpopularniejsze porównywarki są także bardzo dobrze pozycjonowane w wyszukiwarkach, które są dla nas podstawowym źródłem wiedzy o bożonarodzeniowych upominkach – mówi Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte. Jak pokazują dane Gemius liczba odsłon w Ceneo.pl na komputerach i urządzeniach mobilnych w listopadzie br. wyniosła 160 mln, dla porównania we wrześniu było to 90 mln odsłon. – W grudniu porównywarki cenowe zapewne notują jeszcze lepsze wyniki, szczególnie w kategoriach prezentowych. Należy jednak pamiętać, że ceny w nich podane nie obejmują innych kosztów, w tym przede wszystkim kosztów dostawy. A zdarza się, że w ten sposób sprzedawcy rekompensują sobie obniżki cen. Przy zakupie należy więc brać pod uwagę wszystkie czynniki, które składają się na ostateczny koszt – mówi Krzysztof Boś, Starszy Konsultant z Dziale Konsultingu Deloitte.

Ruletka cenowa

W przypadku drobnego AGD porównanie tegorocznych cen od 24 listopada do 12 grudnia pokazuje, że cena dziewięciu z jedenastu analizowanych produktów wzrosła, ale podwyżki wyniosły maksymalnie 5,4 proc. W przypadku kosmetyków i perfum ceny są bardzo stabilne i nie ulegają większym wahnięciom. A co z grami komputerowymi? Jeden z najbardziej przecenionych produktów w czasie Black Friday, czyli gra Titalfall 2 (PC) podrożała średnio o 45,2 proc. Z kolei ceny takich gier jak Wolfenstein II: The New Colossus (PC), Dishonored 2 (PS 4) czy Star Wars: Battlefront II (PC) mocno spadły. W przypadku konsol dziewięć na dwanaście produktów miało obniżone ceny. Podobnie było w przypadku telewizorów (osiem na dwanaście). W kategorii smartfonów ceny pięciu produktów wzrosły, a siedmiu spadły.

Jak pokazuje badanie Deloitte, Polacy chcą podarować najbliższym przede wszystkim książki, perfumy i kosmetyki, a dzieciom zabawki. Tymczasem w tych kategoriach w analizowanym okresie zdarzały się różnice w cenach sięgające ponad 100 proc. Dotyczyło to 33 ze 156 analizowanych produktów, w tym sześciu z dziesięciu tytułów książek, pięciu z dwunastu typów zabawek oraz czterech z dziesięciu produktów w kategorii perfumy i kosmetyki.

Gwiazdka po Sylwestrze

A które produkty najmocniej straciły na wartości, porównując rok do roku (12 grudnia 2016 i 2017 roku)? Wszystkie gry potaniały o średnio 30 proc. Podobnie stało się w przypadku telewizorów i smartfonów, których ceny spadły o średnio 16,5 proc. Wyjątkiem był iPhone 5S 16 GB, którego cena minimalna wzrosła o 6,2 proc. W kategorii perfum połowa z analizowanych zapachów podrożała w stosunku do 2016 roku.

A może warto poczekać z kupnem prezentów aż do początku nowego roku, kiedy tradycyjnie w sklepach rozpoczynają się duże wyprzedaże? Eksperci Deloitte porównali ceny z 12 grudnia 2016 z cenami z 16 stycznia 2017 roku (porównano ceny minimalne). – Jeśli decydujemy się na drobne prezenty, to śmiało możemy kupić je już pod choinkę, bo różnice nie powinny być znaczne, ale jeśli planujemy sprezentować sobie lub rodzinie droższy produkt typu smartfon albo telewizor, to warto poczekać, bo można zaoszczędzić nawet kilkaset złotych – mówi Krzysztof Boś. W przypadku aż dziewięciu z dziesięciu telewizorów w styczniu ich ceny były niższe niż w grudniu. W kategorii smartfonów obniżki dotyczyły siedmiu z dziesięciu analizowanych modeli.

Finisz na horyzoncie

Saga związana z przyjęciem przez Kongres reformy systemu podatkowego trwa. Wczoraj Izba Reprezentantów zaakceptowała projekt. Dziś głosowanie w Senacie i … ponowne w izbie niższej. Wszystko przez fakt, że senatorowie chcą usunąć trzy zapisy i delikatnie zmodyfikować kształt pakietu cięć. Wszystko wskazuje jednak na powodzenie, co może stać się umiarkowanie pozytywnym bodźcem dla dolara. Rynek jest już całkowicie uśpiony w przedświątecznym marazmie.

Na sesji europejskiej głównym wydarzeniem będzie decyzja Riksbanku. Decyzja zostanie opublikowana 20 grudnia o 9:30. Razem z konsensusem oczekujemy utrzymania głównej stopy procentowej na -0,50 proc. Rynek jest podzielony w sprawie programu skupu aktywów między zakończeniem QE (do końca 2017 r.), a wydłużeniem o 3-6 miesięcy.

Z perspektywy fundamentów, nie ma silnego argumentu za przedłużaniem luzowania ilościowego. Globalne ożywienie pozytywnie przekłada się na kondycję szwedzkiej gospodarki. W trzecim kwartale PKB wzrósł o 0,8 proc. k/k, podtrzymując tempo z pierwszego półrocza. W tym kwartale wskaźniki wyprzedzające także pozostają mocne. Inflacja prezentuje za to mieszany obraz, gdyż odczyty za wrzesień i październik rozczarowały, a inflacja bazowa CPIF na 1,8 proc. r/r znalazła się na 4-miesięcznym minimum. Listopad jednak przyniósł odbicie do 2 proc. dzięki deprecjacji korony
i wzrostowi cen paliw. Efekt ten powinien być trwalszy i przełożyć się na rewizję w górę projekcji inflacji, choć wciąż blisko celu 2 proc.

Jednak Riksbank nie zależy na ogłoszeniu sukcesu swojej polityki, a przede wszystkim chciałby za wszelką cenę uniknąć wysłania jastrzębiego sygnału, który mógłby zapoczątkować gwałtowne umocnienie korony, tym samym uderzając w eksport i zaprzepaszczając odbicie inflacji. Z drugiej strony od czasu ostatniego posiedzenia w październiku korona osłabiła się o prawie 4 proc., a EUR/SEK znalazł się najwyżej do roku, podczas gdy Riksbank w swoich prognozach nastawiał się na stopniową aprecjację waluty. Obawy uczestników rynku o załamanie szwedzkiego rynku nieruchomości ciąży na koronie i z obecnego położenia Riksbank równie mocno powinien obawiać się spirali deprecjacyjnej. W swoim ostatnim komentarzu prezes banku Ingves zaznaczył, że bank obserwuje sytuację na rynku walutowym i nieruchomości.

Riksbank musi znaleźć złoty środek. Sądzimy, że w 6-osobowym Zarządzie wydłużenie QE znajdzie silny opór wśród jastrzębich członków (Floden, Ohlsson, Skinsgley), choć nie jest wykluczone, że prezes Ingves wykorzysta swój podwójny głos razem z gołębiami (af Jochnick, Jansson). Mimo to jesteśmy bliżej scenariusza, w którym decyzja o zakończeniu QE zostanie „rozmiękczona” przez odsunięcie prognozy pierwszej podwyżki stopy procentowej z III kw. 2018 r. dalej w przyszłość (o 1-2 kwartały). Ponieważ kontynuacja QE raczej byłaby w dość małej skali (ok. 15 mld SEK, tyle samo co w II poł. ’17), zasygnalizowanie stabilności stóp przez dłuższy okres może mieć istotny wydźwięk. W ten sposób Riksbank zyskuje też większą elastyczność dla przyszłej zmiany nastawienia – łatwiej dostosować ścieżkę stóp procentowych niż nagle zakończyć program skupu aktywów.

Niewiele oczekuje się po grudniowym posiedzeniu Banku Japonii (kończy się w czwartek 21 grudnia w godzinach wczesno-porannych (ok. 4:00-6:00 rano polskiego czasu).): parametry polityki pieniężnej powinny być pozostawione bez zmian. Uwaga inwestorów skupi się na kwestii momentu odwrotu od ultra-luźnej polityki monetarnej, o czym niedawno wspominał prezes Kuroda. Podkreślenie gołębiości BoJ może przejściowo osłabiać JPY, choć USD/JPY wciąż pozostaje pod dominującym wpływem sentymentu względem dolara.

Sądzimy, że dla Japonii jest jeszcze za wcześnie na rozmowy o normalizacji polityki monetarnej i obecne łagodne nastawienie powinno zostać podtrzymane.  Choć gospodarka Japonii radzi sobie dobrze, korzystając na globalnej koniunkturze, perspektywy inflacji wciąż są niestabilne. Inflacja CPI w październiku spadła do 0,2 proc. r/r z 0,7 proc. we wrześniu. Inflacja bazowa (bez cen świeżej żywności) na 0,8 proc. r/r ma się lepiej, ale presję inflacyjną przejściowo podbijają ceny paliw. Bez tego nie widać, aby cel inflacyjny 2 proc. miał być prędko osiągnięty, co sugeruje, że BoJ nie rozpocznie dyskusji o normalizacji polityki pieniężnej przed 2019 rokiem.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Millenialsi oblegają galerie handlowe w godzinach rannych i popołudniowych. Wieczorne zakupy ich nie interesują

51% młodych konsumentów odwiedza galerie lub centra handlowe w dni powszednie od 13.00 do 17.00, a 32% od 9.00 do 12.00. Wieczorną porę, tj. od 18.00 do 22.00, wybiera tylko 17%. W weekendy też są preferowane popołudniowe wizyty. W soboty i w niedziele od 13.00 do 17.00 bywa tam 48% tej grupy, a od 9.00 do 12.00 – 39%. Natomiast zaledwie 13% pojawia się od 18.00 do 22.00. Celem takich odwiedzin są nie tylko zakupy, ale także spotkania towarzyskie. Badanie zostało zrealizowane kilka dni przed Mikołajkami i parę dni po nich w 260 największych tego typu obiektach w Polsce. Objęto nim grupę ponad 100 tys. osób, w wieku od 18. do 34. roku życia, z 13 województw.

Frekwencja w tygodniu

Jak informuje Krzysztof Łuczak z firmy technologicznej Proxi.cloud, odpowiedzialnej za badanie, analizowany profil konsumentów w przeważającej większości obejmuje młode osoby. Na tej podstawie można przewidywać, kiedy millenialsi najczęściej odwiedzają galerie. Badana grupa jest dość liczna i posiada ponadprzeciętny koszyk zakupowy, przez co przykuwa uwagę marketerów. Zdecydowanie woli wybrać się na gwiazdkowe zakupy w dni powszednie w godzinach od 9.00 do 17.00. Młodzi ludzie mogą wtedy swobodnie poruszać się po centrach handlowych w poszukiwaniu atrakcyjnych ofert. Często też w ten sposób spędzają czas wolny, którym dysponują między zajęciami na uczelni lub w chwilach wolnych od pracy. Chętnie odwiedzają galerie, nie tylko w okresie przedświątecznym. Są typowymi entuzjastami zakupów lub często żywią się w tamtejszych strefach gastronomicznych.

– Przedział wiekowy, w którym znajdują się badani, w sumie obejmuje dwie odmienne grupy. Jedną tworzą osoby mające 18-24 lata, a drugą – ludzie w wieku 25-34 lat. Za kulminację odwiedzin w okolicach godziny 15.00 w dni powszednie zapewne odpowiadają uczniowie i studenci, którzy przychodzą do galerii prosto po zakończeniu swoich zajęć. Mogą też pojawiać się tam przed lekcjami lub wykładami. Starsi konsumenci oraz ci z młodszej grupy, ale już aktywni zawodowo, np. studiujący zaocznie, mają inny plan dnia. W dni powszednie pracują przykładowo do 16-17.00 i dopiero potem mogą odwiedzać sklepy – komentuje Sebastian Starzyński, Prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei dr Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego, stwierdza, że wczesne godziny popołudniowe to również dobry czas na wizytę w galerii dla osób aktywnych zawodowo po 24. roku życia. Mogą na krótko „wyrwać się” z firmy, np. po to, żeby zjeść lunch z klientem, kupić swoje ulubione perfumy w promocji i nie zderzyć się tłumem innych konsumentów. Ponadto, w dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi pracuje zdalnie, np. siedząc z laptopem w kawiarni. Takie osoby samodzielnie organizują swój czas. Często wolą spokojne zrobić zakupy w godzinach porannych, a potem od razu zjeść lunch w galerii handlowej.

– Wyniki analizy ewidentnie odzwierciedlają harmonogram dnia powszedniego młodego konsumenta, skorelowany z planem zajęć dydaktycznych. Moim zdaniem, prezentowany rozkład czasowy wizyt w centrach handlowych jest raczej stałym zjawiskiem i nie wydaje się być związany z przedświątecznym sezonem. Chcąc jednak autorytatywnie potwierdzić ten fakt, należy powtórzyć badanie w okresie regularnej aktywności galerii, nieobciążonej żadnym wydarzeniem komercyjnym – zaleca Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku FMCG i Komisji Europejskiej.

Weekendowa aktywność

Z badania wynika, że w weekendy młodzi konsumenci również najczęściej pojawiają się w galeriach handlowych w godzinach od 13.00 do 17.00. Tak postępuje 48% badanych, czyli tylko o 3% mniej, niż od poniedziałku do piątku. Z kolei przedpołudniowy ruch, od godziny 9.00 do 12.00, jest o 7% większy w soboty i w niedziele, niż w dni powszednie. I wynosi 39%. Wieczorem, tj. od 18.00 do 22.00, ruch okazuje się mniejszy o 4%, w zestawieniu ze zwykłymi dniami. Wówczas nie przekracza 13%.

– W weekendy millenialsi starają się jak najwcześniej odwiedzić centrum handlowe, aby skorzystać z promocji, które wówczas występują częściej, niż w powszednie dni. Wieczorów nie chcą spędzać na zakupach. Szczególnie w piątek bądź sobotę wolą wybrać się na imprezę. Generalnie wyniki potwierdzają trend przenoszenia aktywności młodych ludzi w galeriach na wczesne godziny zarówno w tygodniu, jak i w weekendy. To zjawisko pozytywnie przekłada się na równomierny rozkład ruchu w skali całego dnia, bo dla starszych osób późniejsza pora wciąż jest odpowiednia do robienia zakupów – stwierdza Krzysztof Łuczak.

Zdaniem Sebastiana Starzyńskiego, aktywni zawodowo millenialsi częściej pojawiają się w galeriach w weekendy w godzinach od 10.00 do 16.00, niż w dni powszednie. Mają wtedy więcej czasu dla siebie i nie ograniczają się do najpilniejszych zakupów, dokonywanych np. w supermarketach. Cechą wspólną osób w przedziałach wiekowych od 18. do 24. roku życia i od 25 do 34 lat jest rzadsze bywanie w centrach handlowych w weekend po godzinie 20.00. Szczególnie w piątkowe i sobotnie wieczory młodzi ludzie, zarówno uczący się, jak i pracujący, mogą chętniej spędzać czas w innych miejscach, choćby w klubach.

– Spadek zainteresowania galeriami w godzinach wieczornych w weekendy można wytłumaczyć w dosyć prosty sposób. Centra handlowe to doskonałe miejsce do spotkań z szeroką ofertą kawiarni i barów. Ale takie wizyty zazwyczaj nie trwają zbyt długo. Potem młodzi ludzie podejmują inne aktywności, np. w okolicznych dyskotekach i pubach. Zakupy to najprawdopodobniej drugorzędny powód wizyt młodych konsumentów w galeriach i raczej są dokonywane w godzinach porannych – uważa Andrzej Wojciechowicz.

Większość nie wraca

Raport pokazuje, że w trakcie 10-dniowej analizy młodzi konsumenci w większości odbyli tylko jedną wizytę w danym centrum handlowym. Dotyczyło to ponad połowy, czyli 58% badanych. Z kolei 23% było w galerii dwukrotnie, a już 19% aż trzykrotnie. Jak wyjaśnia dr Faliński, to nie jest typowe miejsce do robienia codziennych zakupów. Wizytę w centrum handlowym najczęściej poprzedza określony cel, np. szukanie sukienki w promocji. Dlatego w analizowanym okresie konsumenci byli tam maksymalnie 3 razy, nie więcej.

– W mojej ocenie, łącznie 42% osób odwiedzających galerię więcej niż raz w badanym okresie, to bardzo wysoki wynik. I zapewne jest on podwyższony ze względu na czas przedświątecznych zakupów. Trudno jest przecież skompletować prezenty dla wszystkich bliskich osób podczas jednej wizyty. Dlatego młodzi konsumenci wracają do centrum handlowego w poszukiwaniu atrakcyjnych cenowo ofert. Chcą znaleźć upominek dla każdego członka rodziny, a często też dla najważniejszych przyjaciół – tłumaczy ekspert z Proxi.cloud.

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, częstotliwość wizyt w galerii, co do zasady, ma związek z ich charakterem. Ludzie w wieku od 18 do 24 lat odwiedzają centra handlowe nie tylko po to, żeby zrobić zakupy. Chodzą tam też na spotkania ze znajomymi, które równie dobrze mogą odbywać się w innych miejscach, np. w pubie. Dlatego dominuje jedna wizyta w badanym okresie. Innym powodem pobytu w galerii są oczywiście zakupy. Ich celem mogą być produkty codziennego użytku albo artykuły kupowane rzadziej i nieregularnie, np. ubrania czy sprzęt AGD i RTV. Zlokalizowane w centrach handlowych hipermarkety i supermarkety generują bardziej stały ruch, niż butiki. Dlatego pojedyncza obecność młodych ludzi w galerii w ciągu analizowanych 10 dni świadczy o tym, że duża część osób odwiedza sklepy, np. spożywcze, raz na 1-2 tygodnie.

– Jeśli chodzi o osoby, które w okresie 10 dni pojawiają się w danym centrum handlowym aż 3 razy, to ich obecność może mieć związek np. z ulokowaną w tym miejscu siłownią lub gabinetem odnowy biologicznej itp. Tacy klienci przyjeżdżają tam regularnie, żeby poćwiczyć lub zregenerować siły, a zakupy robią niejako przy okazji. Z reguły są to osoby mocno zabiegane, w dużej mierze korzystające z ofert sklepów internetowych – dodaje Krzysztof Łuczak.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud w dniach od 1 do 10 grudnia br. i objęło użytkowników kilku największych w Polsce aplikacji mobilnych, agregujących promocje. Analizie podano wyłącznie osoby, które w badanym okresie pojawiły się w danym obiekcie przynajmniej jeden raz. Dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, będących wirtualnymi punktami na mapie. Po ich zainstalowaniu został dokonany rejestr wchodzących osób w dany teren i posiadających jedną z ww. aplikacji.

Roboty zastąpią człowieka w wykonywaniu prac zagrażających jego zdrowiu i życiu. Coraz częściej sięga po nie policja, straż graniczna i pożarna

Roboty zastąpią człowieka w wykonywaniu prac zagrażających jego zdrowiu i życiu. Coraz częściej sięga po nie policja, straż graniczna i pożarna 1

Z robotów w codziennej pracy coraz chętniej korzysta Polska Straż Graniczna. Maszyny zastępują funkcjonariuszy w sytuacjach niosących zagrożenie. Ostatnio takie urządzenie stworzone przez Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów trafiło na lotnisko w podkrakowskich Balicach, gdzie wykonuje zadania pirotechniczne, rozpoznając i neutralizując paczki, które mogą się okazać ładunkiem wybuchowym lub niebezpiecznym.

– Robot IBIS jest wyposażony w manipulator z chwytakiem, za pomocą którego może manipulować przedmiotami. Ma też kilka kamer, które umożliwiają operatorowi dobrą świadomość sytuacyjną, czyli orientację co się dzieje wokół robota i z samym robotem. Dostarcza także operatorowi odczyty z różnych czujników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Szynkarczyk, dyrektor Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów.

Urządzenie zbudowane przez PIAP przeznaczone jest do działań pirotechnicznych oraz prowadzenia rozpoznania. Maszyna waży około 300 kg i dysponuje sześcioma kołami, każde z niezależnym napędem. Robot może się poruszać z prędkością 10 km/h.

Dużym zainteresowaniem cieszy się także inna konstrukcja – robot GRYF. To mobilny robot pirotechniczny, który służy do rozpoznania terenu i miejsc trudno dostępnych. Łatwy demontaż jego kół pozwala na zmniejszenie gabarytów urządzenia, co ułatwia przeprowadzanie akcji np. w wąskich przestrzeniach. GRYF jest w stanie pokonać nierówności terenu i przeszkody o kącie nachylenia do 45 stopni.

– Są to urządzenia, które są coraz powszechniej wykorzystywane w straży granicznej i w innych służbach. Widzimy też roboty, które wyręczają nas w zadaniach domowych np. sprzątaniu. Ogólnie mówi się, że roboty wykonują pracę, która jest nudna, trudna albo niebezpieczna, my akurat specjalizujemy się w tej niebezpiecznej – dodaje dyrektor Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów.

Instytut sprzedał już kilkadziesiąt sztuk robota GRYF, główne na rynki zagraniczne, gdzie trafia 65 proc. produkcji. Te roboty są wykorzystywane przede wszystkim przez policję, straż pożarną czy straż graniczną.

Zalety płynące z wykorzystania robotów dostrzega też armia. Podczas ostatniej konferencji „Future Ground Combat Vehicle” w Stanach Zjednoczonych mówiono m.in. o zrobotyzowanej koparce M-160, która oczyszcza teren z min lądowych. Wspomniano również, że do 2025 roku żołnierze będą prowadzić piesze patrole w towarzystwie robotów zwanych Squad Multipurpose Equipment Transport (SMET), których zadaniem będzie noszenie plecaków i innego wojskowego wyposażenia.

Jak przewiduje firma analityczna IDC, w 2019 roku rynek robotów i powiązanych z nimi usług może osiągnąć wartość ponad 135 mld dol.

Drony posłużą do transportu ludzi i dostarczania zestawów do pierwszej pomocy przy wypadkach. Ich rola w przemyśle dynamicznie rośnie

Drony posłużą do transportu ludzi i dostarczania zestawów do pierwszej pomocy przy wypadkach. Ich rola w przemyśle dynamicznie rośnie 2

W najbliższych trzech latach sprzedaż bezzałogowych statków powietrznych może się zwiększyć niemal trzykrotnie. Do 2021 roku na rynku ma się pojawić 30 mln dronów. Większość z nich będzie przeznaczona do szeroko rozumianej rozrywki, ale rośnie także rola bezzałogowych statków powietrznych w przemyśle. Drony wyposażone w dodatkowe kamery termiczne czy czujniki, które sprawdzają jakość powietrza, sprawdzą się w ratownictwie. Mogą być także z sukcesem wykorzystywane w rolnictwie czy transporcie. Nowością są też wprowadzane spadochrony dla dronów.

– To użytkownicy tak naprawdę pokazują, jaka jest przyszłość dronów. Zastosowania konsumenckie w zasadzie znamy, filmowanie to rzecz, na której nam jako klientom najbardziej zależy. Wprowadzamy dużo zmian w oprogramowaniu takich jak śledzenie obiektu. Można uruchomić drona, który zawiśnie na odpowiedniej wysokości, i ruszyć na wycieczkę pieszo, na rowerze, na nartach, a dron ciągle utrzymuje odpowiedni kąt, wysokość i nas filmuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menedżer ds. sprzedaży w firmie Parrot.

Rynek dronów służących przede wszystkim do rozrywki napędzają nowo wprowadzane rozwiązania, m.in. połączenie dronów z wirtualną rzeczywistością, oraz przystępna cena. Drona wyposażonego w najnowsze technologie można kupić już za kilkaset złotych. Bezzałogowe statki powietrzne znajdują też coraz szersze zastosowanie w gospodarce, a ich rola w przemyśle będzie coraz większa.

– Drony są potrzebne do inspekcji budynków, będzie je można wprowadzić w miejsca zagrożone i sprawdzić, czy np. w budynku nie ma ludzi albo czy nie ma niebezpiecznych substancji. Takie drony są wyposażane w dodatkowe kamery termiczne bądź kamery, które sprawdzają jakość powietrza. Drony w rolnictwie pozwalają zaś na wyraźne zwiększenie plonów z jednego hektara przy odpowiednim badaniu własnego pola – mówi Dominik Wójcik.

Drony znajdują zastosowanie w coraz to nowszych dziedzinach przemysłu. W rolnictwie pomagają zoptymalizować decyzje w zakresie zbiorów lub zastosowania środków chemicznych. Mogą służyć do sprawdzania stanu lasów i zagrożenia pożarowego. Nie do przecenienia są także w ratownictwie, przy poszukiwaniu ludzi czy rozpoznaniu sytuacji po wypadkach.

– Trzeba wprowadzić odpowiednią legislację, aby np. drony mogły dostarczać na miejsce wypadku dużo szybciej potrzebne zestawy do pierwszej pomocy, sprawdzić, gdzie karetka utknie albo będzie się powoli przemieszczać. Operator może wysłać na miejsce drona z zestawem do pierwszej pomocy, można od razu z powietrza dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja, co będzie potrzebne do prowadzenia dalszej pomocy – przekonuje ekspert.

Przyszłością dronów jest transport, także ludzi. W Dubaju przeprowadzono we wrześniu 2017 roku pierwsze testy bezzałogowej taksówki powietrznej. Osiemnastowirnikowy dron zabrał na pokład dwie osoby i odbył pięciominutowy lot. Dubaj do 2030 roku chce, aby co najmniej 25 proc. wszystkich pojazdów poruszających się po mieście było autonomicznych.

Jak szacuje Business Insider Intelligence, wartość usług i prac wykonanych przez drony w infrastrukturze wyniesie w najbliższych latach 45 mld dol., w rolnictwie 32,4 mld dol., w transporcie – 13 mld dol., a na rynku bezpieczeństwa ok. 10 mld dol.

Coraz szerszemu zastosowaniu dronów sprzyjają też materiały, z których są wykonane, m.in. wykorzystywane przy budowie obiektów kosmicznych. Lekkie i wytrzymałe powodują, że mogą latać coraz dłużej i na większych dystansach.

– Trwają prace nad wprowadzeniem rozwiązań, dzięki którym dron będzie mógł bezpiecznie wylądować. Stąd np. sześciowirnikowce, jeden silnik może zupełnie nie działać, on dalej będzie latał, będzie mógł sprowadzić cały obiekt na ziemię. Wprowadzane są też spadochrony dla dronów, to nowość. Na targach droniarskich już widać takie zestawy, które można zastosować w każdym nieco większym dronie – podkreśla Dominik Wójcik.

Zdaniem analityków BI Intelligence cywilny rynek dronów będzie rósł w średniorocznym tempie 7,6 proc., a jego wartość zwiększy się z 8,5 mld dol. w 2016 roku do 12 mld dol. w 2021 roku. Na rynek konsumencki do tego czasu ma trafić niemal 30 mln dronów.

Za dwa tygodnie rusza ostatnia pula dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych. Do rozdysponowania jest 381 mln zł

Za dwa tygodnie rusza ostatnia pula dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych. Do rozdysponowania jest 381 mln zł 3

To już ostatni dzwonek, by przygotować się do batalii o rządową dopłatę w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. Od 2 stycznia uruchomiona zostanie ostatnia pula pieniędzy w wysokości 381 mln zł. Dopłata do zakupu własnego M może wynieść od 10 do 35 proc. wartości nieruchomości. Ze względu na wygaszanie programu kupujący musi wybrać nieruchomość w takiej inwestycji, której budowa zakończy się w 2018 roku.

 To już ostatnia pula, co oznacza, że wypłaty tych środków muszą być dokonane jeszcze w 2018 roku. Możemy wybrać takie mieszkanie, którego budowa zakończy się w 2018 roku bądź już jest gotowe. Tu apel, aby być czujnym, dokładnie czytać prospekt informacyjny i umowę, żeby być pewnym, że ta dopłata zostanie nam uruchomiona – inwestycja musi się zakończyć w 2018 roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Ostrowska, członek zarządu, dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction.

Eksperci przypominają, że już teraz najlepiej podpisać umowy przedwstępne i deweloperskie, skompletować dokumenty i rozpocząć proces kredytowy przed uruchomieniem środków.

 Pierwszym krokiem, jaki należy uczynić, to wybór tego, co nas interesuje i spełnia nasze kryteria, czyli wybór lokalizacji, inwestycji, konkretnego mieszkania. Następnie należy poradzić się doradcy kredytowego i sprawdzić u niego naszą zdolność kredytową. Należy też zawrzeć umowę na zakup mieszkania, przygotować wszelkie dokumenty do kredytu, podpisać wnioski kredytowe tak, aby być gotowym na ich złożenie w styczniu – wymienia Małgorzata Ostrowska.

Ostatnia pula dopłat w programie MdM ruszy 2 stycznia. Do rozdysponowania będzie ok. 380 mln zł. Jak pokazuje doświadczenie ostatnich lat, pieniądze prawdopodobnie rozejdą się w ciągu kilku dni. W 2014 roku klienci skorzystali z 35 proc. środków, rok później z nieco ponad 70 proc. Od 2016 roku pieniądze są już wykorzystywane w całości.

 Beneficjentami tego programu mogą być nie tylko ludzie młodzi. Rodziny, które mają trójkę dzieci, nie muszą spełniać tego limitu wiekowego – przypomina dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction.

Limit wiekowy wynosi 35 lat. W przypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków nie osiągnęło jeszcze tego wieku. Program promuje rodziny wielodzietne, przy rodzinach z trojgiem dzieci każdy z rodziców traktowany jest jako młoda osoba.

– Takie rodziny są uprzywilejowane również dlatego, że nie muszą spełniać kolejnego kryterium, a mianowicie mogą być posiadaczem innej nieruchomości. Każda inna rodzina, mająca dwójkę lub mniej dzieci albo single, to osoby, które kupują pierwsze mieszkanie – wskazuje Ostrowska.

Dofinansowanie dla singli i rodzin bezdzietnych wynosi 10 proc. przeciętnego kosztu budowy mieszkań w danej lokalizacji. Dla większych rodzin udział ten stopniowo rośnie. Przy jednym dziecku dopłata wynosi 15 proc., przy dwójce – 20 proc., a dla rodzin z przynajmniej trojgiem dzieci – 30 proc. Przy zakupie mieszkania w cenie niższej niż wartość przeciętna na danym terenie pomoc może przekroczyć 30 proc.

 Wiele osób myśli, że ma zdolność kredytową, ale niema żadnych oszczędności, czyli brakuje im wkładu własnego. W banku trzeba mieć 10, 15 czy nawet 20 proc. wkładu własnego. Program MdM wypełnia tę lukę. Ta dopłata stanowi pierwszą wpłatę, czyli osoby, które nie mają oszczędności, ale mają zdolność kredytową i spełniają kryteria programu, zapraszamy do kupowania mieszkań, bo to naprawdę ostatnia szansa – mówi przedstawicielka J.W. Construction.

W programie MDM obowiązują limity metrażowe. Mieszkanie nie może być większe niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 mkw.), a w wypadku domu – 100 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 mkw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 mkw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 mkw.). Do dopłat kwalifikują się nieruchomości, w których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. W Warszawie limity w I kwartale 2018 roku wyniosą nieco ponad 6,2 tys. zł dla nowych mieszkań i ok. 5,1 tys. zł dla mieszkań na rynku wtórnym.

Muzyka elementem strategii promocyjnej sieci ibis. Ma przyciągnąć do hoteli młodych klientów

Muzyka elementem strategii promocyjnej sieci ibis. Ma przyciągnąć do hoteli młodych klientów 4

Rodzina hoteli ibis chce przyciągnąć klientów z młodego pokolenia. Do tej grupy potencjalnych gości skierowana jest nowa strategia komunikacyjna, której podstawę stanowi muzyka. Sieć nawiązała współpracę z węgierskim festiwalem Sziget i firmą fonograficzną Universal Music, a w hotelach organizuje kameralne koncerty. Natomiast jesienią rozpoczęła kampanię „ibis. tu mieszka muzyka”.

W Polsce stale przybywa hoteli. Zwiększa się szczególnie liczba obiektów ekonomicznych, 3- i 4-gwiazdkowych, bardzo chętnie wybieranych przez klientów z młodszego pokolenia. Właśnie do tej grupy potencjalnych gości skierowana jest nowa strategia komunikacyjna sieci ibis, oparta na muzyce i jej pozytywnych konotacjach.

– Idea pochodzi od ludzi, którzy naprawdę wiele czasu spędzają w hotelach. Wykorzystaliśmy ich energię. Marka ibis jest bardzo silna wśród młodych ludzi, którzy chcą się dzielić ze sobą pozytywną energią i pozytywnymi wibracjami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Luc Gesvret, dyrektor sprzedaży, dystrybucji, marketingu i RM w Grupie Hotelowej Orbis.

W nową strategię promocyjną sieć hoteli ibis wpisuje się kilka projektów. Niedawno marka została oficjalnym partnerem CEE MUSIC 2017 Songwriting Camp, największych w Europie Środkowo-Wschodniej warsztatów kompozytorskich. Współpracuje również z dużym węgierskim festiwalem pop-rockowym Sziget, uważanym za największy tego typu event w Europie. W hotelach marki ibis odbywają się również kameralne koncerty, a od kilku lat goście mogą poczuć się jak DJ-e i sami wybierać odtwarzane utwory w systemie Jukebox by Deezer.

– W 2017 roku zostaliśmy partnerami Universal Music, z czego jesteśmy szczególnie dumni. W ramach tego programu młodzi ludzie spotykają się i wspólnie piszą piosenki. Wierzymy, że muzyka jest częścią DNA marki ibis – mówi Luc Gesvret.

We wrześniu rodzina hoteli ibis zainaugurowała konkurs w ramach kampanii „ibis. tu mieszka muzyka”. Wzięli w nim udział mało znani, często początkujący twórcy, którzy prezentowali swoje dzieła na utworzonej w tym celu platformie internetowej. Do konkursu zgłoszono ponad 300 utworów, na które internauci oddali łącznie ponad 60 tysięcy głosów. Spośród 30 najwyżej ocenionych utworów ambasadorka kampanii, Sarsa, wybrała pięć najlepszych. Ich autorzy nagrali single w profesjonalnym studiu stworzonym na potrzeby projektu w warszawskim hotelu ibis Ostrobramska.

– Kampania przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania. Liczyliśmy, że będzie sto zgłoszeń, a zakończyliśmy projekt z ponadtrzystoma utworami. Z drugiej strony Sarsa mocno wsparła naszych uczestników. To było dla nas bardzo emocjonujące – mówi Hanna Bernakiewicz, brand manager segmentu hoteli ibis w Grupie Hotelowej Orbis.

Organizatorzy konkursu za największy sukces uważają wysoki poziom jego uczestników. Podkreślają, że do muzycznej rywalizacji zgłosili się twórcy młodzi, ale dojrzali artystycznie i gotowi do rozpoczęcia kariery scenicznej. Wśród trzystu uczestników znaleźli się nie tylko zawodowi muzycy, lecz także osoby na co dzień zajmujące się innymi dziedzinami, m.in. lekarz oraz dwoje pracowników Grupy Hotelowej Orbis.

– To świadczy o tym, że rzeczywiście muzyka jest ich pasją. Mamy nadzieję, że ten konkurs i nasze hotele przyczynią się do tego, że będą w życiu robić to, co naprawdę kochają i co chwyta za serce publiczność – mówi Hanna Bernakiewicz.

Koncert wieńczący kampanię odbył się 12 grudnia w hotelu ibis Warszawa Centrum. Na scenie wystąpili zwycięzcy konkursu oraz Sarsa. Wokalistka zaśpiewała największe przeboje ze swojej ostatniej płyty zatytułowanej „Pióropusze”, otrzymała również pamiątkową złotą płytę jako podziękowanie za współpracę przy kampanii.

– Współpraca z influencerem takim jak Sarsa pomogła kampanii zostać zauważoną. Dzisiaj mówimy już o ponaddziesięciomilionowej widoczności całej kampanii – mówi Hanna Bernakiewicz.

Torebki foliowe – opłata recyklingowa od 1 stycznia 2018

Rozporządzenie Ministra Środowiska, które określa poziom opłaty recyklingowej na lekkie torebki foliowe znajduje się obecnie w procesie legislacyjnym. 22 grudnia zostanie ostatecznie  opublikowane. Poziom opłaty, obowiązujący od 1 stycznia 2018  to 20 gr za sztukę torebki. Opłata dotyczy tylko handlu, a nie producentów i dostawców do handlu. 

Zgodnie z art. 40a. pkt 1. „Przedsiębiorca prowadzący jednostkę handlu detalicznego lub hurtowego, w której są oferowane lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego przeznaczone do pakowania produktów oferowanych w tej jednostce, jest obowiązany pobrać opłatę recyklingową od nabywającego lekką torbę na zakupy z tworzywa sztucznego.”

Z kolei bardzo lekkie torby na zakupy są zwolnione z opłaty. Istone są tu zapisy ustawy definiujące przedmiotowe torebki i tak  torby objęte opłatą to lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości materiału poniżej 50 mikrometrów. Zwolnione z opłaty są natomiast „bardzo lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości materiału poniżej 15 mikrometrów, które  są  wymagane ze względów higienicznych lub oferowane jako podstawowe opakowanie żywności luzem, gdy pomaga to w zapobieganiu marnowaniu żywności”. Wobec tego nie wystarczy do zwolnienia odpowiednia grubość torebki, ale także funkcja jaką ma spełniać w placówce handlowej.

Należy pamiętać, że torebki tzw. przykasowe o grubości poniżej 15 mikrometrów nie spełniają warunku zwolnienia z opłaty.

Z kolei opłacie nie podlegają także torby foliowe , których grubość ptrzekracza 50 mikrometrów, uważane za torby wielorazowego użytku. Ustawa jest transpozycją regulacji UE, która ma na celu ograniczenie zużycia tylko torebek uznawanych za  jednorazowe.

Wirtualny kantor? Polacy pokochali e-walutę

Nadchodzący czas Świąt Bożego Narodzenia kojarzy się z radością, zadowoleniem
i spełnieniem. Powód do dumy i świętowania ma również firma Currency One SA, operator dwóch serwisów do wymiany walut on-line, Walutomat oraz Internetowykantor.pl. Na początku grudnia spółka zarejestrowała półmilionowego klienta. Kim jest osoba wymieniająca walutę w Internecie? Czy wymienia 100 czy 100 tys. euro? Jedna z największych firm z tej branży uchyliła rąbka tajemnicy.  

Sukces branży kantorów internetowych widać gołym okiem- kantory internetowe obracają rocznie nawet 40 miliardami złotych. Miliony nowych klientów, ciągle powstające nowe serwisy, także te bankowe. Wszystko zaczęło się 8 lat temu, gdy w Poznaniu uruchomiono serwis Walutomat. Kilka miesięcy później, w tym samym mieście słynącym przecież
z oszczędności, powstał Internetowykantor.pl. Serwisami zarządza dziś spółka Currency One, w której właśnie zarejestrował się półmilionowy klient.

Naszymi klientami są zarówno osoby indywidualne, jak i firmy. Wśród osób indywidualnych to przede wszystkim kredytobiorcy, osoby pracujące za granicą, turyści. W tym drugim przypadku to mikro i małe  firmy – mówi Jacek Kornosz, prezes zarządu Currency One – Wszelkie udogodnienia oferowane przez serwis Walutomat.pl oraz Internetowykantor.pl są wprowadzane z myślą o kliencie. Dlatego niezwykle ważnym elementem jest zwrócenie uwagi na jego preferencje, które są dla nas bardzo istotne. Aby zrozumieć klienta, należy go poznać, dowiedzieć się, jakie ma potrzeby i oczekiwania.

Wzrost znaczenia kantorów internetowych w rynku wymiany walut nie jest nowością. Komfort i wygoda, jakie wiążą się z szybką i, co ważne, bezpieczną wymianą bez potrzeby wyjścia z domu, są jednymi z wielu atutów propozycji oferowanych przez wirtualne kantory. W związku z dołączeniem półmilionowego klienta do grupy użytkowników największych polskich wirtualnych kantorów, analitycy skupili się właśnie na klientach. Dzięki statystykom, można opisać przybliżoną sylwetkę klienta Walutomatu i Internetowykantor.pl.

W obu serwisach firmy Currency One, wymiany walut on-line dokonują najczęściej mężczyźni w wieku 39 lat. Z kolei największa liczba dokonywanych transakcji odbywa się na terenie województwa mazowieckiego. Na drugim miejscu plasuje się województwo śląskie, a na trzecim województwo wielkopolskie. Jeżeli chodzi o dzień, w którym jest największa aktywność w obydwu przypadkach jest to poniedziałek.

Średnia kwota transakcji w serwisach Currency One to ponad 4 tysiące złotych, zaś rekordową jednorazową transakcję odnotowano 5 marca 2015 roku na kwotę 5,2 miliona złotych. Wśród najpopularniejszych walut, wymienialnych w serwisach, są euro, dolar amerykański, frank szwajcarski i funt brytyjski. Stanowią one aż prawie 100% wszystkich wymian. Interesująco wyglądają statystyki dotyczące dnia, w którym w serwisach Currency One zarejestrowało się najwięcej użytkowników – był to 24 czerwca 2016 roku, czyli dzień po referendum w Wielkiej Brytanii.

Te statystyki pokazują, jak dużym zaufaniem cieszą się kantory internetowe. Podobnie będzie w kolejnych latach, na co wskazuje Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy firmy Currency One, który przewiduje dalszy wzrost zainteresowania wymianą walut on-line:
Wartość rynku e-kantorów szacujemy na ok. 35-40 miliardów złotych rocznie. Rynek cały czas rośnie i nie zanosi się na przerwanie tej passy. W kolejnym roku branża e-kantorów nie straci swoich głównych zalet. W dalszym ciągu transakcje będą szybkie i wygodne. Jednocześnie koszty ponoszone przez użytkowników będą wyraźnie mniejsze niż te oferowane w ramach standardowych warunków w bankach. W połączeniu z nowymi funkcjonalnościami, nad którymi wiele podmiotów pracuje, powoduje to, że nie szybko Polacy wrócą do automatycznej wymiany w banku po kursie z tabeli.

Nieruchomości Komercyjne- Rynek inwestycyjny 3q17

Obroty na krajowym rynku inwestycyjnym w 1-3q17 spadły o 20% r/r, w samym 3q17 wolumen wzrósł o 60% r/r przy rosnącym udziale rynku warszawskiego.

Nieruchomości Komercyjne- Rynek inwestycyjny

Względem dystrybucji sektorowej zarówno w 1-3q17 jak i 1-3q16 dominującym sektorem pozostają nieruchomości handlowe (54% wolumenu). W 3q17 dominującym sektorem okazały się jednak nieruchomości biurowe (57% wolumenu).

Wiodące agencje, bazując na liczbie prowadzonych negocjacji, spodziewają się wyniku rocznego w 2017 r. na poziomie nieznacznie powyżej roku 2016. W naszej ocenie wynik ukształtuje się jednak nieznacznie poniżej poziomu 2016 r.

Po wyjątkowo słabym 1q17, kiedy Polska została pod względem wolumenu daleko za rynkiem czeskim, zarówno w 2q jak i 3q17 Polska ponownie jest  największym rynkiem w regionem. Należy jednak zwrócić uwagę, że ogólnoeuropejski wolumen transakcji inwestycyjnych wzrósł w 1-3q17 r/r o ponad12%, przy spadku w kraju o 20%.

Dominacja inwestorów zagranicznych na polskim rynku utrzymuje się, podmioty krajowe w 1-3q17 były odpowiedzialne za zaledwie 10% wolumenu transakcyjnego.

W 3q17 rynek przyjął z pewnym niepokojem informację o planowanym ograniczeniu funkcjonowania przyszłych wehikułów REIT do nieruchomości mieszkaniowych.

Czynnikami negatywnie interpretowanymi przez inwestorów były również zmiany w sposobie obliczania wymiaru podatku CIT dla właścicieli nieruchomości komercyjnych oraz kwestia zakazu handlu w niedzielę.

Przewidujemy, że do końca obecnej kadencji nie pojawią się już dalsze niepokojące rynek informacje z obszaru legislacji. Przewidujemy, że krajowa sytuacja polityczna będzie odgrywała coraz mniejszą rolę w generowaniu szoków popytowych na rynku inwestycyjnym.

Badanie RICS sentymentu inwestorów rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w 3q17 wskazuje na umiarkowanie pozytywny sentyment oraz poprawę kw/kw.

W 3q17 raportowane stopy kapitalizacji pozostawały stabilne na większości rynków. Kompresja stóp kapitalizacji w Polsce wydaje się być wygasającym trendem w obliczu spodziewanego wzrostu stóp procentowych wiodących banków centralnych oraz wzrostu kosztów finasowania. W USA stopy kapitalizacji rozpoczęły już łagodny wzrost od początku 2017 r.

Wartości kapitałowe w kraju pozostawały generalnie płaskie zarówno w ujęciu r/r, jak i kw./kw. Na rynkach Europy Zachodniej oraz w USA odnotowano dalszą aprecjację wartości nieruchomości komercyjnych. Region Europy Środkowej oraz Wschodniej pozostaje najbardziej niedoszacowany w kontekście całego kontynentu pod względem kształtowanie się wartości kapitałowych w ostatniej dekadzie.

Autor: Centrum Analiz PKO Bank Polski

Pierwsze symptomy kryzysu? FOMC widzi narastające ryzyko recesji

Atmosfera przedświątecznego lenistwa wyraźnie odbija swoje piętno na uczestnikach rynku walutowego, którzy na przestrzeni kilku ostatnich sesji wyraźnie zawęzili obserwowaną zmienność. W trakcie wtorkowych notowań uwagę inwestorów skutecznie zwracał amerykański dług, bowiem zyskowności dziesięcioletnich obligacji wystrzeliły o 6,5 pb. do poziomu nienotowanego od końca października (2,4590 proc.). Problem stosunkowo wygładzonej krzywej rentowności podejmowali reprezentanci Fed – Neel Kashkari oraz Robert Kaplan. Pomimo zdecydowanie różnego podejścia wobec normalizacji polityki pieniężnej w USA (pozostawienie status quo versus trzy podwyżki stóp w 2018 roku) należy mówić o zgodności członków FOMC, którzy przez pryzmat wygładzonego ogona widzą narastające ryzyko recesji.

Najsilniej zyskującym komponentem koszyka G10 okazało się być euro (0,3 proc.), które na koniec dnia próbuje utrzymać parę EUR/USD 20 pipsów nad okrągłym poziomem 1,1800. Do przetasowania sentymentu wobec waluty wspólnotowej nie przyczyniły się niewiele gorsze wskazania klimatu biznesowego w Niemczech. W najnowszych szacunkach indeksu Ifo uwagę zwróciło lekkie pogorszenie się oceny przyszłych warunków (109,5 pkt, poprzednio: 111,0 pkt), co było jednak rekompensowane przez sukcesywną poprawę oceny bieżącej (125,4 pkt, poprzednio: 124,5 pkt).

Dzisiejszą wyższość amerykańskiej waluty najsilniej uznaje japoński jen (-0,4 proc.), pozwalający inwestorom na retest oporu przez USD/JPY przy okrągłym poziomie 113,00. Skromne wzrosty na rynku ropy nie są dostateczne ku temu, aby można było obserwować wyraźną zmianę sentymentu wobec kanadyjskiego dolara (-0,3 proc.) oraz norweskiej korony (-0,3 proc.). Podobną skalę deprecjacji notuje funt szterling (-0,2 proc.), który w dalszej mierze oczekuje na napływ świeżych informacji na temat BREXIT-owego konsensusu. Obecnie GBP/USD próbuje znaleźć złoty środek w okolicach 1,3350.

O miano lidera walut Emerging Markets biją się polski złoty oraz węgierski forint, które na przestrzeni dnia zdołały umocnić się względem dolara po 0,5 proc. Dodatkowym paliwem do wzrostów HUF okazał się być komunikat do decyzji Narodowego Banku Węgier (MNB), który zdecydował się na podwyższenie prognoz wzrostu gospodarczego oraz przedstawił pierwsze projekcje na 2020 rok. W ostatnim okresie symulacji roczny przyrost cen konsumenta powinna wynieś 3,0 proc. wobec 2,7 proc. odnotowanych przez średnioroczną dynamikę PKB. Swoje pięć minut miała również polska gospodarka, aczkolwiek napływające dane nie przyczyniły się do zmiany sentymentu wobec PLN. W popołudniowej paczce danych miano najważniejszej publikacji zyskały listopadowe szacunki produkcji przemysłowej, które zgodnie z naszymi oczekiwaniami lekko rozczarowały rynkowe oczekiwania (9,0 proc. r/r, TMS Brokers: 9,1 proc., konsensus: 9,6 proc.). Na szczególną uwagę zasługuje fenomenalna sprzedaż detaliczna (8,8 proc. r/r, TMS Brokers: 6,7 proc., konsensus: 6,4 proc.) sugerująca podtrzymanie silnych trendów spożycia indywidualnego w rachunkach narodowych za IV kwartał. Dawki zaskoczenia nie zapewnił indeks cen producenta, który z miesiąca na miesiąc wzrósł o zaledwie 0,1 proc. (TMS Brokers: 0,1 proc., konsensus: 0,3 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN balansuje przy 4,2020, USD/PLN schodzi do 3,5540, GBP/PLN wraca do 4,7450, a CHF/PLN ponownie jest kwotowany w okolicach 3,6030.

Po wczorajszych wzrostach na europejskich parkietach pozostały jedynie wspomnienia. Na czele frankfurckiego indeksu DAX (-0,7 proc.) znalazła się Lufthansa (1,4 proc.), pomimo problemów technicznych związanych z działaniem internetowego kanału obsługi klienta. W cieniu lotniczego giganta uplasowały się akcje ThyssenKrupp (0,9 proc.), co częściowo było spowodowane zamiarem dokapitalizowania spółki TATA Steel w drodze sprzedaży walorów obecnym akcjonariuszom. Na dnie znalazł się Deutsche Bank, którego 1,7 proc. zniżkę usilnie gonił ProSiebenSat.1 (-1,6 proc.). Na fali niezbyt przychylnych nastrojów w europejskim sektorze energetycznym znalazło się RWE (-1,6 proc.) – według najnowszych prognoz należy się spodziewać dość łagodnej zimy.

Ze spadkowych nastrojów udało się wyłamać giełdzie w Londynie. Najsilniej zwyżkującym komponentem indeksu FTSE 100 (0,1 proc.) okazało się być Shire (3,8 proc.) za sprawą doniesień związanych z zezwoleniem amerykańskiej Agencji Żywności i Leków na działania marketingowe związane z lekiem na hemofilię myPKFiT. Dobre nastroje w sektorze lotniczym wpłynęły również na wycenę walorów EasyJet (2,8 proc.). Tani przewoźnik poinformował o zmianach w modelu biznesowym spółki, które obejmują między innymi rozszerzenie oferty o loty do portu Mediolan-Malpensa. Na dnie listy stu największych spółek znalazł się Mediclinic (-4,8 proc.) przebijający na koniec dnia średnią z ostatnich 50 notowań.

Ponure nastroje w sektorze energetycznym odbiły się na najbardziej przecenionych walorach przy Książęcej. Na dnie indeksu WIG 20 (-0,4 proc.) znalazły się Tauron (-2,8 proc.), Energa (-1,9 proc.) oraz Jastrzębska Spółka Węglowa (-2,2 proc.), która planuje rozwiązanie rezerwy na deputaty węglowe w kwocie 1,3 mld PLN z obecnie wynoszącej 1,9 mld PLN. Swoje pięć minut miały spółki wytwarzające dobra konsumenckie. Na ich czele znalazły się walory CCC, które ze zwyżką na poziomie 1,7 proc. skutecznie odskoczyły zyskującemu 0,7 proc. LPP.

Na rynku surowców najbardziej pokaźny ruch w stronę północy mają za sobą marcowe kontrakty na cukier, które od wczorajszego zamknięcia zyskały 4,4 proc. Zdecydowanie mniej spektakularne ruchy obserwuje się wśród „energetyków” – 0,5 proc. zwyżce ropy WTI (57,40 USD) przeciwstawia się dość skromna przecena styczniowych kontraktów na gaz ziemny (-0,7 proc.). Dość blisko poziomów wyjściowych znajdą się metale szlachetne. Na koniec dnia uncja złota (-0,2 proc.) wraca do poziomu 1 259,80 USD, a srebro (-0,3 proc.) notuje ruch w okolicę 16,10 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Rok 2018 to najwyższy czas na pokochanie swoich danych

Przedsiębiorstwa powinny traktować swoje dane jako wartościowe zasoby nie ze względu na nowe regulacje czy strach przed przestępcami. W gospodarce opartej na danych dane to przyszłość każdego przedsiębiorstwa, dlatego firmy powinny traktować dane w sposób, który odzwierciedla ich znaczenie. W przypadku przedsiębiorstw prowadzących działalność w UE najnowszą regulacją, którą będą musiały spełnić, będzie rozporządzenie GDPR, wchodzące w życie w maju 2018r.

Od dawna wiadomo, że „wiedza to potęga”, ale nigdy nie było to dla przedsiębiorstw równie trafne jak dzisiaj. W epoce, w której firmy starają się być bliżej klientów i usprawniać procesy biznesowe za pomocą bardziej inteligentnej analizy danych, odpowiednio zgromadzona i wyselekcjonowana wiedza decyduje o ich sukcesie.

Dane są coraz bardziej wartościowym zasobem, a przedsiębiorstwa czerpiące maksymalne korzyści ze zbieranych i generowanych danych mają ogromne szanse na sukces. Według Oracle wciąż istnieją jednak istotne przeszkody do pokonania, związane przede wszystkim z bezpieczeństwem i zgodnością z przepisami. W miarę jak rośnie wartość danych, rośnie również nadzór nad tym, w jaki sposób są one zbierane, przechowywane i wykorzystywane oraz kto, gdzie i kiedy może uzyskiwać do nich dostęp.

Pojawiające się na pierwszych stronach gazet informacje o naruszeniach ochrony danych z całego świata i ze wszystkich branż uświadomiły już wszystkim negatywne konsekwencje takich incydentów dla przedsiębiorstw i ich klientów, ale firmy mają teraz również dodatkową motywację do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich danych. Powinny dbać o ich bezpieczeństwo, ponieważ są wartościowe i stanowią przyszłość ich biznesu. Powinny kochać swoje dane i nie uważać ich ochrony za uciążliwy obowiązek. Każda organizacja musi dopilnować, by jej procesy, szkolenia i kultura organizacyjna były ukierunkowane na dostrzeganie i szanowanie wartości posiadanych danych. Powinna również wyznaczyć osoby odpowiedzialne za kwestie związane z ochroną danych: inspektora ochrony danych (data protection officerDPO), współpracującego z dyrektorem ds. bezpieczeństwa informacji (chief information security officerCISO).

Jednakże zadanie określenia tego, jaki powinien być odpowiedni poziom ochrony danych, nie należy wyłącznie do odpowiedzialnych i przyszłościowo myślących przedsiębiorstw. Coraz częściej formułowaniem i egzekwowaniem tych standardów zajmują się rządy i ustawodawcy.

Ogólne rozporządzenie UE o ochronie danych (GDPR), wchodzące w życie w maju 2018r., to najnowsza regulacja określająca, w jaki sposób organizacje powinny przetwarzać i wykorzystywać dane, a w szczególności dane konsumentów. Mimo że jest to rozporządzenie UE, jego konsekwencje odczują wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność w Unii Europejskiej. Firmy, które nie spełnią wymogów GDPR, będą narażone na wysokie kary finansowe wynoszące do 4% ich globalnych obrotów, więc można by się spodziewać, że wszyscy będą się starali je spełnić. Gartner przewiduje jednak, że 50% firm znacznie przekroczy termin spełnienia wymogów GDPR.

Mimo że zachowanie zgodności z konkretnymi przepisami może być uciążliwe, szersza potrzeba ciągłego aktualizowania i doskonalenia dotychczasowych środków zapewniających bezpieczeństwo i zgodność z przepisami powinny być wbudowane w procedury pracy każdego przedsiębiorstwa, które przetwarza wartościowe dane. Firmy powinny sprawdzać, czy wystarczająco chronią swoje dane, niezależnie od tego, czy pojawiają się nowe regulacje.

Jak przedsiębiorstwa podchodzą do tego zadania? Kluczowe elementy GDPR to ocena, zapobieganie i wykrywanie. Są to użyteczne, aczkolwiek dość ogólnie sformułowane punkty wyjścia dla każdego przedsiębiorstwa, któremu zależy na ochronie posiadanych danych, traktowaniu ich w sposób odpowiedzialny i z szacunkiem.

Ocena: Ocena to kwestia kluczowa. Wiele organizacji rozwijało się w sposób niezorganizowany — poszczególne działy pracowały niezależnie od siebie i wprowadzały swoje własne aplikacje i procesy. Ponadto z biegiem lat niektórzy pracownicy nauczyli się omijać zasady i regulaminy. W wyniku tego pracują w sposób, który ma sens dla nich, ale jest szkodliwy dla ochrony danych i zachowania zgodności. Aby przedsiębiorstwa były w stanie rozwiązać problemy, muszą najpierw je dokładnie zidentyfikować.

Zapobieganie: Kiedy przedsiębiorstwa dowiedzą się już, gdzie znajdują się ich dane i w jaki sposób są one wykorzystywane, muszą ustanowić i egzekwować reguły oraz wdrożyć sprawne środki ochrony, które zapobiegają nieuprawnionym działaniom. Obejmuje to ochronę danych przed przypadkowymi i intencjonalnymi zagrożeniami z zewnątrz i wewnątrz organizacji. Następnym krokiem jest podjęcie odpowiednich działań uniemożliwiających wykorzystanie danych wrażliwych osobom z zewnątrz lub osobom bez odpowiednich uprawnień. Skuteczne metody osiągnięcia tego celu to m.in. szyfrowanie, tokenizacja, maskowanie danych, anonimizacja i zaawansowana kontrola dostępu. Przedsiębiorstwa powinny również dokonać przeglądu wykorzystywanych danych, aby określić, jakie mechanizmy kontrolne są najlepiej dopasowane do konkretnej sytuacji.

Wykrywanie: Czujność to kluczowy element najlepszych procedur w zakresie zgodności i bezpieczeństwa. Automatyzacja może odegrać znaczną rolę w wykrywaniu podejrzanych zachowań i wdrażaniu działań obronnych na podstawie ustalonych kryteriów zagrożeń. Systemy muszą przeprowadzać inteligentne oceny określające kto, kiedy i dlaczego uzyskuje dostęp do informacji, oraz w oparciu o predefiniowane kryteria zagrożeń podejmować odpowiednie działania, takie jak zablokowanie użytkownika, zanim będzie w stanie uzyskać dostęp do danych wrażliwych, przenieść je lub je wykorzystać.

Terminy takie jak wejście w życie GDPR to dobra motywacja dla przedsiębiorstw. Jednak mimo iż regulacje mogą się wydawać uciążliwe, przedsiębiorstwa powinny traktować swoje dane jako cenny zasób i zabezpieczać je niezależnie od zachęt regulacyjnych. Aby osiągnąć sukces w gospodarce opartej na danych, w której wiedza to niewątpliwie potęga, przedsiębiorstwa powinny kochać swoje dane tak mocno, aby chronić je za wszelką cenę. Jeśli tego dokonają, będą mieć pewność siebie i możliwości potrzebne do wykorzystania pełnego potencjału tych danych. Ponieważ zgodność z przepisami to jedynie punkt wyjścia na drodze do cyfrowego sukcesu, a nie cel sam w sobie.

W gospodarce opartej na danych zgodność z przepisami to konieczność, nie czynnik decydujący o sukcesie przedsiębiorstwa. Czynnikiem, który pozwoli przedsiębiorstwom naprawdę wyróżnić się na rynku — i jeszcze bardziej pokochać swoje dane — będzie natomiast to, w jaki sposób wykorzystają te dane do czerpania cennej wiedzy, tworzenia nowych modeli biznesowych i lepszego dopasowania usług do potrzeb klientów.

Autor – Adam Wojtkowski, Dyrektor Generalny Oracle Polska

Kurs dolara spada, złotówka zyskuje

W poniedziałek amerykański dolar tracił do swoich rywali. W ten sposób inwestorzy realizują zyski po wcześniejszej aprecjacji amerykańskiej waluty w związku z rosnącymi oczekiwaniami uchwalenia ustawy Republikanów dotyczącej obniżek podatkowych. Prawdopodobnie już przed końcem tego tygodnia prezydent Donald Trump dostanie ustawę do podpisu. Byłoby to pierwsze wielkie zwycięstwo legislacyjne ekipy Trumpa. Na słabszym dolarze, a także na kolejnych danych mówiących o dobrej kondycji polskiej gospodarki (w listopadzie płace wzrosły o 6,5%, a zatrudnienie o 4,5% r/r) zyskuje złotówka.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,07%), a traci do euro (-0,22%), brytyjskiego funta (-0,27%), dolara australijskiego (-0,04%) oraz japońskiego jena (-0,14%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,18, GBP/USD – 1,338, USD/CAD – 1,286, AUD/USD – 0,767 i USD/JPY – 112,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,1%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka zyskuje do dolara i euro, minimalnie traci do franka szwajcarskiego i nie zmienia kursu do funta. We wtorek rano dolar kosztuje 3,56 zł, euro – 4,2 zł, funt – 4,77 zł, a frank – prawie 3,62 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,62%, frankfurcki indeks DAX – o 1,59%, a paryski indeks CAC 40 – o 1,33%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,54%, meksykański indeks Bolsa – 1,15%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,7%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,15%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,88%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,68%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej nadal wahają się. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,41 USD (+0,28%), a ropy WTI – 57,16 USD (-0,24%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 65 USD. Z kolei po wcześniejszej stabilizacji ceny złota idą w górę. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1263 USD. To 7 USD więcej (+0,56%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Protokół z posiedzenia RBA, grudzień
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Dobrobytu wg BIEC, grudzień – 106,6 pkt. (poprzednio 106,6 pkt.)
  • 10:00 – Niemcy – Indeks instytutu Ifo, grudzień (prognoza 117,5 pkt.)
  • 14:00 – Polska – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad (prognoza 9%)
  • 14:00 – Polska – Produkcja budowlano-montażowa (r/r), listopad (prognoza 14%)
  • 14:00 – Polska – Sprzedaż detaliczna (r/r), listopad (prognoza 7,5%)
  • 14:00 –Węgry – Decyzja ws. stóp procentowych, grudzień
  • 14:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, listopad (prognoza 1278 tys.)
  • 14:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, listopad (prognoza 1250 tys.)
  • 14:30 – USA – Saldo rachunku bieżącego, III kw. (prognoza -117,2 mld USD)
  • 19:10 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wysyłanie newsletterów a RODO

Zgodnie z przepisami Rozporządzenia Ogólnego o Ochronie Danych Osobowych (RODO), które wejdzie w życie w maju 2018 r., aby móc wysyłać newsletter do klientów, firma potrzebuje ich zgody na przetwarzanie danych osobowych do celów marketingowych. Co istotne, musi ona zostać udzielona dobrowolnie i nieprzypadkowo.

„Bardzo ważne jest to, żebyśmy pamiętali, że nie możemy uzyskiwać zgody poprzez checkboxy, które są zaznaczane automatycznie. Oczywiście podmioty przestrzegają tego już w tej chwili, natomiast RODO bardzo mocno tego wymaga. Zgoda musi być dobrowolna i wyrażona w sposób jednoznaczny, przez podjęcie konkretnych czynności” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Kot, radca prawny z kancelarii LAWMORE.

Należy przy tym mieć na uwadze, że zgodnie z RODO każda udzielona zgoda na przetwarzanie danych osobowych dotyczy konkretnego celu tego przetwarzania. Jeśli podmiot chce wykorzystywać otrzymane dane w innym celu, potrzebuje na to kolejnej zgody. Poza tym osoba, której dane są przetwarzane, musi mieć możliwość cofnięcia swojej zgody.

Hongkong wyprzedził Londyn zostając najdroższą lokalizacją biurową świata

  • Londyn spadł na drugie miejsce, ale przy koszcie utrzymania stanowiska pracy na poziomie 22 665 USD jest nadal dwukrotnie droższy od Paryża czy Frankfurtu
  • Ulokowanie 100 pracowników w Hongkongu kosztuje tyle samo, co 300 osób w Toronto, 500 w Madrycie lub 900 w Mumbaju
  • W ostatnich 12 miesiącach średni roczny koszt utrzymania stanowiska pracy wzrósł w skali globalnej o 1,5%
  • Nowe sposoby wykonywania pracy i rozwój technologii mogą przyczynić się do zmian w rankingach w kolejnych latach

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield dotyczącego powierzchni biurowych na świecie „Office Space Across the World” wynika, że Hongkong wyprzedził w tegorocznym rankingu londyńską dzielnicę West End, zostając najdroższą lokalizacją biurową świata.

Coroczny raport przedstawia analizę kosztów najmu na 215 rynkach biurowych w 58 krajach całego świata w oparciu o dane własne firmy Cushman & Wakefield oraz ranking najdroższych lokalizacji według kosztów utrzymania stanowiska pracy i wskaźników zagęszczenia miejsc pracy w nowo wybudowanych lub zmodernizowanych obiektach biurowych.

Roczne koszty w Hongkongu wzrosły o 5,5% do 27 431 USD wskutek niewielkiej dostępności powierzchni biurowej i silnego popytu ze strony firm z Chin kontynentalnych. Wzrost czynszów skłania coraz więcej międzynarodowych korporacji do przenoszenia części działalności do regionów oferujących niższe koszty. Dla porównania, ulokowanie 100 pracowników w biurze w Hongkongu kosztuje tyle samo, co zatrudnienie 300 osób w Toronto, 500 w Madrycie lub 900 w Mumbaju.

Z kolei w Londynie średni roczny koszt utrzymania stanowiska pracy zmniejszył się od 2016 roku o 19% do poziomu 22 665 USD – głównie wskutek osłabienia się kursu funta szterlinga. W pierwszej dziesiątce znalazł się także Paryż, ale również odnotował spadek kosztów w przeliczeniu na jedno stanowisko pracy, które są jednak prawie o połowę niższe niż w Londynie.Hongkong wyprzedził Londyn zostając najdroższą lokalizacją biurową świata

W skali globalnej średni roczny koszt utrzymania stanowiska pracy wzrósł w ostatnich 12 miesiącach o 1,5% – głównie za sprawą wzrostów w Ameryce Północnej i Południowej (o 4,2%) oraz w krajach Azji i Pacyfiku (o 3,4%). Z kolei w regionie EMEA koszt ten obniżył się o 1,3%. Za niektóre największe zmiany w rankingach przedstawionych w raporcie odpowiadają wahania kursów walut. W przypadku firm analizujących koszty w walutach lokalnych czynnik ten będzie miał większe znaczenie w przyszłym roku niż sytuacja na rynkach nieruchomości.

Wraz z rosnącymi kosztami najmu powierzchni biurowej w 2017 roku wzrósł także wskaźnik zagęszczenia miejsc pracy, określający liczbę pracowników ulokowanych na danej powierzchni. Firmy na całym świecie, a zwłaszcza w tzw. najpotężniejszych miastach takich jak Nowy Jork, Londyn, Tokio i Hongkong, dążą do maksymalnej efektywności, starając się zapewnić miejsca pracy dla coraz większej liczby pracowników i jednocześnie jak najlepiej wykorzystać zajmowaną powierzchnię pomimo wzrostu kosztów najmu.

Raport przedstawia także trendy, które wpływają na ranking rynków biurowych. W wyniku dynamicznego rozwoju sektora technologicznego powstają firmy nowej generacji, które w porównaniu z bankami czy instytucjami finansowymi są w mniejszym stopniu przywiązane do wspomnianych powyżej miast. Ponadto nowe technologie umożliwiają pracownikom posiadającym laptop i dostęp do internetu pracę z dowolnego miejsca, a to z kolei prowadzi do zmian w funkcjonowaniu firm, ponieważ budynki biurowe coraz częściej odgrywają inną niż dotychczas rolę w zakresie zapewnienia odpowiednich warunków do współpracy.

Sophy Moffat, autorka raportu, dział badań i analiz w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, powiedziała: „Hongkong i Londyn są zdecydowanie najdroższymi rynkami biurowymi, ale w erze cyfrowej mniejsze miasta zaczynają rywalizować z nimi w inny sposób niż w erze przemysłowej. W naszych rankingach awansują także lokalizacje takie jakie Sztokholm, Austin i Seul. Na przykład Austin, który znalazł się w tegorocznym zestawieniu na 21. miejscu, nadal oferuje koszty najmu o 40% niższe niż Dolina Krzemowa, mimo że stał się już ważnym hubem technologicznym.

Wobec rosnących kosztów utrzymania stanowisk pracy kluczowe znaczenie dla firm ma maksymalnie efektywne wykorzystanie zasobów kadrowych poprzez zapewnienie środowiska pracy, które pomaga pozyskać i zatrzymać najbardziej utalentowanych pracowników w warunkach globalnej konkurencji. Punktem przełomowym może być zarówno zbyt duże zagęszczenie, jak i za mała dostępność powierzchni przeznaczonej do pracy wspólnej. W obu przypadkach pracownicy mogą mieć trudności z wykonywaniem zadań. Ze względu na coraz silniejszą konkurencję pomiędzy lokalizacjami i miastami zapewnienie warunków sprzyjających zachowaniu dobrego samopoczucia użytkowników i pracowników staje się koniecznością”.

Z raportu ponadto wynika, że w dłuższej perspektywie należy oczekiwać nieznacznych zmian w zakresie kształtowania się kosztów najmu na całym świecie z uwagi na coraz większe zainteresowanie pracowników i firm gospodarkami wschodzącymi. Do roku 2025 odsetek firm z krajów wschodzących na liście Fortune Global 500 wzrośnie do ponad 45% w porównaniu z zaledwie 5% w 1990 roku.

Richard Aboo, Partner Międzynarodowy, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, Cushman & Wakefield
Richard Aboo, Partner Międzynarodowy, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, Cushman & Wakefield

Richard Aboo, Partner Międzynarodowy, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, Cushman & Wakefield, powiedział: „W Warszawie dzięki utrzymującemu się silnemu popytowi wśród najemców wskaźnik pustostanów maleje i wynosi obecnie 12,9%. W przyszłym roku przewidujemy jego dalszy spadek wskutek prognozowanej, najniższej od 2011 roku podaży nowej powierzchni biurowej. Wzrosty czynszów są jednak mało prawdopodobne, głównie ze względu na dużą liczbę projektów w przygotowaniu na lata 2019-21”.

Anna Górska-Kwiatkowska, Associate, manager ds. reprezentacji właścicieli nieruchomości w dziale powierzchni biurowych, Cushman & Wakefield
Anna Górska-Kwiatkowska, Associate, manager ds. reprezentacji właścicieli nieruchomości w dziale powierzchni biurowych, Cushman & Wakefield

Anna Górska-Kwiatkowska, Associate, manager ds. reprezentacji właścicieli nieruchomości w dziale powierzchni biurowych, Cushman & Wakefield, powiedziała: „Obecnie jesteśmy świadkami bezprecedensowego trendu, jakim jest przekształcanie tradycyjnego biura w innowacyjne i twórcze środowisko pracy uwzględniające rozwiązania z zakresu experience-based workplace. Miejsca pracy będą projektowane z myślą o poszczególnych pracownikach – motywowaniu ich do pracy i większej wydajności oraz zapewnieniu im większej satysfakcji”.

„Sowa” czy „skowronek”? Rytm okołodobowy a zarządzanie czasem swoim i pracowników

Ludzi pod względem efektywności w ciągu dnia dzieli się na „skowronki” i „sowy”. Ci pierwsi są bardziej wytrwali i sumienni, a drudzy – kreatywni i ekstrawertyczni. Czy to oznacza, że powinni pracować w różnych zespołach? A może efektywniejsza będzie załoga złożona zarówno z osób wstających skoro świt, jak i tych, prowadzących raczej nocny tryb życia? Sprawdź, jakie naturalne predyspozycje ma nasz organizm o określonych porach dnia i co do tego ma tegoroczna nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny.

Sen muszki owocówki a efektywność człowieka

Tegoroczni laureaci nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny – Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young – badania zwiększające świadomość w zakresie właściwej higieny snu rozpoczęli ponad 30 lat temu. Odkryli geny odpowiadające za produkcję białek, które kontrolują cykl dobowy i prawidłowe funkcjonowanie komórek, tkanek, narządów, a także regulują mechanizm metabolizmu, temperaturę ciała, poziom hormonów, sen i zachowania, czyli odpowiadają za dobrostan całego organizmu. Badacze dowiedli, że zmiana ilości dziennego światła dostarczanego muszce owocówce doprowadziła między innymi do zaburzenia jej równowagi snu i czuwania, odmiennego zachowania oraz znacznego pogorszenia jej równowagi fizjologicznej. Podobnie reaguje nasz organizm, każda nasza komórka i narząd mają swój zegar, a ten główny zegar biologiczny jest umiejscowiony w podwzgórzu w mózgu i odbiera on informacje ze świata o natężeniu światła słonecznego oraz steruje pracą całego ciała. Co zatem, jako ludzie, powinniśmy wiedzieć o właściwej regulacji naszego rytmu?

Która godzina? – pyta… menedżer

Wyniki badań tegorocznych noblistów nie precyzują najlepszych i najgorszych pór na określone działania, uświadamiają jednak możliwości i potrzeby organizmu o różnych godzinach. Jak zatem biologicznie kształtują się nasze naturalne predyspozycje?

4:00 – 5:00 – organizm zaczyna się przebudzać, przestawiamy nasz rytm na całodobową aktywność. To zatem nienajlepsza informacja dla „sów”, które prowadzą bardziej nocny tryb życia i o tej porze nieraz dopiero kończą działanie.

5:00 – 6:00 – stopniowe wybudzanie i wzrost stężenia hormonów płciowych. W tych godzinach warto popracować nad efektywnością indywidualną – na przykład doładować swoje akumulatory na różnych płaszczyznach – duchowej, pobudzić umysł i intelekt, ale i zadbać o ciało oraz poranną dawkę ruchu, energii i poprawę krążenia. To wszystko pomoże nam zwracać większą uwagę na emocje, relacje z innymi, a także work-life balance.

7:00 – 09:00 – ciśnienie wzrasta, procesy metaboliczne nabierają tempa, wydzielają się enzymy i organizm domaga się pożywienia (a niekoniecznie wytężonego wysiłku fizycznego). – Ten czas dobrze wykorzystać na weryfikację planu dnia, aby nie zaczynać pracy „z marszu”. Zadania można pokategoryzować na przykład według stopnia ważności i pilności, jak proponuje Dwight Eisenhower – mówi Paulina Węgrzyn, specjalista ds. rozwoju i trener z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Znacznie łatwiej to zrobić, kiedy jesteśmy wypoczęci, bo niektóre sprawy dopiero poddane analizie z dystansu nabierają mniejszego znaczenia, a co za tym idzie mogą trafić do kategorii niezbyt pilnych i mało ważnych, dzięki czemu łatwiej będzie nam podjąć decyzję o ich eliminacji i przeznaczyć czas na zdecydowanie ważniejsze zajęcia. Korzystając z porannej koncentracji lepiej zrealizować np. zadania wymagające żmudnej, analitycznej pracy – dodaje.

10:00 – 12:00 – rozkwit naszych twórczych, intelektualnych możliwości. – Warto wziąć to pod uwagę nie tylko planując grafik pracy millenialsów, którzy często dopiero o tej porze zaczynają „nadawać się” do pracy, ale też na przykład zespołów sprzedażowych, marketingowych czy ustalając plan kreatywnych spotkań, wymagających innowacyjnych rozwiązań oraz szczytu zaangażowania i elokwencji pracowników – mówi Paulina Węgrzyn.

13:00 – 15:00 – gotowość organizmu do trawienia, warto więc zjeść posiłek i zregenerować się, a przede wszystkim ograniczyć najbardziej kreatywne działania oraz wymagające wysokiego poziomu uwagi spotkaniaponieważ intelektualne możliwości nie są zbyt wysokie. – Menedżer może na część tego czasu zaplanować działania wzmacniające więzi między członkami zespołu, pomagające w budowaniu zaangażowania i poczucia przynależności do grupy, jak chociażby wspólne posiłki. W ramach tej zniżki energii można też uporządkować swoją przestrzeń – dokumenty, pliki, maile czy wykonać kilka zaległych telefonów, notatek, krótko mówiąc zrobić to, co usprawni naszą dalszą pracę – podpowiada Paulina Węgrzyn z Integra Consulting Poland.

15:00 – 17:00 – wzrost temperatury ciała, odporności na ból, sprawności mięśni i odzyskanie wigoru. To dla „skowronków” zaczynających pracę wcześnie koniec roboczego dnia, warto ten czas spędzić na aktywnym wypoczynku przy świetle dziennym i najlepiej na świeżym powietrzu.

17:00 – 20:00 – nasz organizm w tych godzinach pracuje na wysokich obrotach. Możemy to wykorzystać zarówno w kontekście zawodowym, jeśli firma umożliwia elastyczne planowanie działań, jak i osobistym, ponieważ to świetny czas na naukę i własny rozwój.

21:00 – 22:00 – wzrasta poziom melatoniny, przez którą odczuwamy senność i zmęczenie. Nie warto się forsować, tylko raczej rozpocząć rytuał „wyciszania” np. poprzez czytanie czy przyjemną rozmowę z bliskimi. Filmy akcji, przeglądanie Facebooka czy spotkanie ze znajomymi choć przyjemne, to nie przestawiają organizmu na wypoczynek.

23:00 – ze względu na najniższy poziom hormonów stresu powinna to być maksymalna godzina zaśnięcia, aby rytm okołodobowy kolejnego dnia nie był zachwiany.

Sowa vs skowronek w pracy

W systemie „wczesnoporannym” znacznie bardziej wydajne są „skowronki”, co potwierdza ich większa wytrwałość, sumienność, proaktywność, stabilność i umiejętność współpracy. Choć „sowy” funkcjonują w niekorzystnym dla siebie rytmie gorzej, przypisuje im się takie cechy jak kreatywność, inteligencja, ekstrawersja, szersze spojrzenie i odwaga w działaniu. – Aby najlepiej wykorzystać potencjał pracowników – zarówno „skowronków” jak i „sów” – warto zapewnić im specyficznie i otwarcie zorganizowane struktury, z korzyścią dla obu stron – podsumowuje Paulina Węgrzyn z Integra Consulting Poland.

Polskie startupy chcą zrewolucjonizować branżę IoT

Big data, analityka i Internet rzeczy to główne obszary działalności polskich startupów – wynika z „Raportu Polskie Startupy 2017”, przygotowanego przez Fundację Startup Poland. Aż 55 proc. spośród wszystkich uczestników raportu działa w jednej z tych trzech branż, a połowa eksportuje swoje produkty i usługi. Na rynku zaobserwować można również dynamiczny rozwój platform wspierających startupy, takich jak inkubatory czy akceleratory. Czy w związku z tym polskie młode firmy są w stanie utrzymać się na rynku, zaistnieć w branży, a nawet podbić globalne rynki?

Według „Raportu Polskie Startupy 2017”, ponad ¾ wszystkich młodych firm technologicznych działa na rynku B2B i sprzedaje technologie i usługi innym przedsiębiorstwom. Natomiast 14 proc. tworzy technologie w obszarze Internet of Things. Oznacza to, że aż 87, spośród wszystkich 621 respondentów, którzy wzięli udział w raporcie, specjalizuje się w IoT.

 „Polskie startupy z obszaru IoT nie tylko mają szansę podbić świat, ale już to robią. Jak wynika z raportu, przygotowanego przez naszą fundację, już teraz połowa z nich eksportuje swoje produkty za granicę. Ciekawym przykładem globalnych sukcesów w tym obszarze mogą być firmy Kontakt.io i Estimote, które sprzedają swoje inteligentne sensory – tzw. beacony – na całym świecie. Te dwa startupy rozsławiły swój rodzinny Kraków na tyle, że w branży mówi się już o małopolskiej Beacon Valley” – komentuje Agata Kowalczyk z Fundacji Startup Poland.

Polska specjalność

Najwięcej startupów działa w obszarach, takich jak big data, analityka, Internet rzeczy, narzędzia deweloperskie i nauki przyrodnicze. Może to świadczyć o tym, że IoT staje się jedną z głównych specjalizacji polskich startupów. Według IDC, wartość inwestycji w Internet of Things wyniosła w Polsce w 2014 roku 2 mld dolarów, a w 2018 wyniesie już ponad 3,7 mld, więc prawie się podwoi. Natomiast do 2020 roku wydatki na IoT będą oscylowały w Polsce już na poziomie 5,4 mld dolarów.

Duże inwestycje i zainteresowanie koncepcją Internetu rzeczy przekładają się również na sukcesy polskich startupów na tym polu. Przykładem może być krakowska firma Silvair (jej założycielem jest Rafał Han, twórca m.in. wspomnianego Estimote), która w oparciu o nurt IoT stworzyła sposób inteligentnego zarządzania oświetleniem, wykorzystujący technologię ledową. Projekt zakłada możliwość dostosowania oświetlenia do warunków panujących w danym pomieszczeniu. Firma Silvair pracuje także nad wdrożeniem w urządzeniach specjalnych sensorów emitujących sygnał ułatwiający lokalizację przedmiotu. System będzie potrafił wskazać m.in. w szpitalach, czy dany przyrząd znajduje się na 3., czy na 5. piętrze i pozwoli zaoszczędzić bardzo cenny czas, będący w branży medycznej często na wagę złota. Za bezprzewodową łączność ma odpowiadać nowy standard Bluetooth Mesh, który Silvair rozwija jako jedna z niewielu firm na świecie. Dodatkowo, startup jest też liderem w Bluetooth SIG, czyli organizacji, która zrzesza gigantów, takich jak Google, Intel czy Microsoft.

„Sukcesy polskich firm wykorzystujących Internet rzeczy niezmiernie nas cieszą. Powinny też sprawić, że zainteresowanie rozwiązaniami IoT wśród polskich startupów wzrośnie jeszcze bardziej. Koncepcja ta została sklasyfikowana przez firmę analityczno-doradczą Gartner jako jeden z najgorętszych trendów 2018 roku” – mówi Paweł Kacperek, niezależny ekspert w branży Internet of Things.

Jednostkowe wsparcie dla startupów IoT

„Na rynku obserwujemy wysyp platform wspierających biznesowy rozwój startupów. Można do nich zaliczyć m.in. inkubatory, akceleratory, fundacje, fundusze czy różne programy. Pomimo dużego zainteresowania wschodzących firm koncepcją Internetu Rzeczy, dostrzegalne jest nikłe zaangażowanie tych podmiotów we wspieranie startupów działających w dziedzinie IoT. Brakuje narzędzi i know-how, które umożliwiłoby młodym firmom rozwój i zdobycie klientów na rynkach międzynarodowych” – dodaje Paweł Kacperek.

W raporcie Startup Poland wymienione są jedynie dwa województwa, w których powstały organizacje wspierające rozwój młodych firm funkcjonujących w obszarze Internet of Things. W województwie podkarpackim powstał Samsung Inkubator (IT/IoT), który współpracuje z Doliną Lotniczą oraz Politechniką Rzeszowską, natomiast w województwie lubelskim – C-C HUB CYCLE, będący akceleratorem IoT w motoryzacji.

Szansą wymiany doświadczeń związanych z projektami dotyczącymi Internetu rzeczy i możliwością prezentacji swoich rozwiązań przez startupy z całej Polski będzie pierwsza edycja targów IoT Poland Show. Odbędą się one w dniach 17-18 kwietnia w Warszawie, w Centrum Targowo – Kongresowym MT Polska, znajdującym się przy ul. Marsa 56c.

„IoT Poland Show to ewenement niespotykany do tej pory w naszym kraju. Chcemy, żeby targi stały się cyklicznym wydarzeniem do nawiązywania relacji biznesowych dla przedstawicieli branż, takich jak smart city, smart home, fintech czy connected cars oraz wszystkich innych, które wykorzystują Internet rzeczy. IoT Poland Show pomoże startupom zmonetyzować ich produkty i usługi” – mówi Paweł Kacperek, główny pomysłodawca i organizator pierwszych w Europie Środkowo – Wschodniej targów IoT Poland Show.

Organizator IoT Poland Show przygotuje w trakcie swojego wydarzenia specjalną strefę Startup Zone, w ramach której startupy będą mogły zaprezentować na stoiskach swoje rozwiązania oraz wygłosić podczas Startup Day 10-minutowe wystąpienia. Finałem wydarzenia będzie wybór najlepszego startupu w trakcie IoT Poland Show Night.

Co czeka inwestorów w 2018 roku? Prognozy inwestycyjne na rok 2018

Co czeka inwestorów w 2018 roku? Oto kilka noworocznych prognoz od zespołu inwestycyjnego Vienna Life.

Kontynuacja silnego zachowania giełdy amerykańskiej

Najsłynniejsza na świecie choinka co rok staje w Nowym Jorku na placu Rockefeller Center. Najsłynniejsza giełda świata przy Wall Street radzi sobie znakomicie i póki co nie widać oznak nadchodzącej zmiany, co sprawia, że jest to nadal bardzo atrakcyjna propozycja dla inwestorów. Dobre dane płynące z amerykańskiej gospodarki są paliwem dla wzrostów cen akcji. Dodatkowo, realizacja reformy podatkowej może spowodować powrót kapitału do USA, na czym przede wszystkim powinny skorzystać spółki związane z tzw. „starą ekonomią” i banki. W mniejszym stopniu ten efekt będzie widoczny w spółkach technologicznych, ale i one mają spore szanse na kontynuację wzrostów.

W nawiązaniu do kilkudziesięciometrowej nowojorskiej choinki warto jednak przypomnieć powiedzenie, że „drzewa nie rosną do nieba”. W inwestowaniu oznacza to po prostu, że zawsze warto zachować czujność oraz racjonalną dywersyfikację portfela.

Bitcoin niewiadomą 2018 roku

Bitcoin nie schodzi z pierwszych stron gazet. Coraz większa liczba ważnych finansowych instytucji głośno ostrzega przed zakupem kryptowaluty, bądź nawet nawołuje do jej delegalizacji. W dużej mierze może być to związane z obawą o utratę monopolu w emisji pieniądza i kontroli w jego przepływie. Jednak po niezwykle gwałtownych wzrostach kursu Bitcoina ryzyko skrajnego napompowania bańki spekulacyjnej jest bardzo wysokie. Nic nie trwa wiecznie, także w 2018 roku jest spore ryzyko załamania ceny tej kryptowaluty, do czego sygnałem może być choćby kolejne zniknięcie jednej z giełd specjalizujących się w Bitcoinie lub przejściowy spadek ceny, wywołujący chęć wyjścia rozgrzanych inwestorów. Kryptowalutom (paradoksalnie) najbardziej może zaszkodzić ich największa zaleta, czyli niezależność. Niestety jest to cecha nielubiana przez rządy na całym świecie i możliwość wprowadzenia zakazu handlu tego typu instrumentami, zwłaszcza na dużych rynkach (jak Chiny, Rosja) może spowodować gwałtowną przecenę.

Spółki technologiczne na topie

Spółki technologiczne cieszą się ostatnio popularnością wśród inwestorów w Europie, ale także Chinach i Stanach Zjednoczonych.  Gwałtowny rozwój technologii sprzyja wzrostom cen akcji. Dotyczy to nie tylko spółek zajmujących się projektami o dużym ryzyku (niemal z pogranicza science fiction), ale także tych, których rozwiązania stosujemy już na co dzień. Ponieważ rozwój technologii praktycznie nie zna granic, to wzrosty akcji tego sektora mogą być widoczne praktycznie na wszystkich rynkach. Stale mogą pojawiać się nowi liderzy, przykładowo chińska spółka Tencent, zaliczająca się już dziś do TOP5 pod względem kapitalizacji (wartości rynkowej wszystkich wyemitowanych akcji), swoją wartością wyprzedza Facebooka, a w najbliższym czasie może prześcignąć Apple.

Wzrost cen nieruchomości

Ceny mieszkań na polskim rynku nieruchomości, pomimo długo trwającego boomu w sprzedaży mieszkań, dopiero w ostatnim czasie zaczęły rosnąć. Duży popyt na nieruchomości, związany z niedostatkiem mieszkań w Polsce oraz szukaniem dochodowego miejsca do lokowania kapitału przez pieniądz wypłacany z nisko oprocentowanych depozytów bankowych, w końcu zaczyna wywoływać wzrost cen. Skokowo wzrosły ceny wykonawstwa, ruszyły też ceny gruntów. Zresztą dostępnych lokalizacji, na których deweloperzy mogliby postawić nowe osiedla, jest coraz mniej. W efekcie, można oczekiwać dalszego wzrostu cen mieszkań na rynku pierwotnym, a w ślad za nim, także na rynku wtórnym.

2017 rok na polskim na niebie – problemy przewoźników i 172 mln zł odszkodowań

Rok 2017 obfitował w problematyczne sytuacje z dużymi liniami w roli głównej – chaos w Ryanairze, bankructwo Air Berlin, awaria systemu informatycznego w British Airways. Także te wydarzenia wpłynęły na to, że liczba pasażerów uprawnionych do wypłaty odszkodowania okazała się rekordowa – według prognoz AirHelp 143 383 osoby mają prawo do rekompensaty.

Z danych globalnego lidera w uzyskiwaniu odszkodowań lotniczych – firmy AirHelp wynika, że osoby odlatujące z polskich lotnisk, które spotkały się z anulowaniem lotu lub jego poważnym opóźnieniem, wynoszącym ponad trzy godziny, mogą ubiegać się o rekompensaty o łącznej wartości ponad 172 mln złotych.

LOTNISKA NAJBARDZIEJ OBLEGANE W SIERPNIU

W tym roku polskie lotniska najbardziej oblegane były w sierpniu. Co nie zaskakuje, ponieważ jest to okres wakacyjny. Tylko w tym miesiącu wykonano ponad 15 000 lotów z ponad 2 mln pasażerów na pokładach.

Najpopularniejsze połączenia z polskich lotnisk w 2017 roku to przede wszystkim loty krajowe. Pomimo wzmożonego ruchu na tych trasach, nie okazały się one jednak najbardziej problematyczne. Numerem jeden wśród najczęściej zakłócanych kursów okazała się trasa Gdańsk – Berlin – ponad 64% lotów było opóźnionych o ponad 3 godziny bądź zostało odwołanych. Na drugiej pozycji tego niechlubnego zestawienia znalazła się relacja Warszawa – Londyn, a podium zamyka Kraków – Paryż, gdzie co trzeci lot był mocno problematyczny.

Trasa Wskaźnik utrudnionych lotów[1]
1.    Gdańsk – Berlin     64,29%
2.    Warszawa – Londyn     35,85%
3.   Kraków – Paryż     32,84%
4.    Kraków – Londyn   32,64%
5.    Warszawa – Paryż   32,20%

NIETYPOWE SYTUACJE NA POKŁADZIE

To był ciężki rok dla popularnych w Polsce przewoźników. AirBerlin ogłosił upadłość, a Ryanair popadł w chaos – odwołał tysiące lotów, utrudniając tym samym podróże ponad 2 mln pasażerów. To wszystko wpłynęło na znaczny wzrost cen biletów w Wielkiej Brytanii i Niemczech.

W 2017 r., w ciągu tylko zaledwie jednego miesiąca, linia British Airways stanęła w obliczu dwóch awarii systemu informatycznego, powodujących utrudnienia w podróży dla setek tysięcy pasażerów. Szacuje się, że odszkodowania dla klientów wyniosły ok. 100 mln funtów.

Wśród najbardziej nietypowych powodów opóźnień lotów w 2017 znalazły się: skorpion i mysz na pokładzie oraz brak papieru toaletowego w toalecie. Co ciekawe, ci dwaj zwierzęcy pasażerowie na gapę to również przypadki z British Airways, które prawdopodobnie kosztowały linię 300 tys. funtów – tyle w przybliżeniu wyniosły rekompensaty dla klientów.

– W tym roku byliśmy świadkami wielu wydarzeń w sektorze transportu lotniczego. Kłopoty popularnych wśród Polaków linii na pewno wpłyną na przetasowania w naszym rankingu najlepszych i najgorszych przewoźników na świecie, czyli w AirHelp Score – komentuje Natalia Gębska, Country Manager w AirHelp.

Bieżące dane AirHelp Score wskazują, że w 2017 r. Bulgaria Air i SmartWings okazały się najgorszymi przewoźnikami na świecie. Polski LOT uplasował się natomiast na 43. miejscu. AirHelp przygotowuje również zestawienie portów lotniczych. Lotnisko w Kuwejcie oraz dwa porty z Wielkiej Brytanii (London Gatwick i Manchester) znalazły się na końcu rankingu. Uwzględniony w rankingu Port Lotniczy im. Chopina w Warszawie znalazł się na 25. pozycji (na 76 ocenianych).

TYLKO 2 PROC. PASAŻERÓW ZNA SWOJE PRAWA

Warto pamiętać, że w przypadku opóźnionego lub odwołanego lotu, pasażerowie są uprawnieni do otrzymania odszkodowania w wysokości nawet do 600 euro. Nadal jednak niewiele osób składa reklamację u przewoźnika – według danych AirHelp zaledwie 2% klientów jest świadomych swoich praw.

Namawiamy pasażerów, którzy w 2017 roku spotkali się z utrudnieniami w podróży, aby sprawdzili, czy mają prawo do ubiegania się o odszkodowanie. Uzupełniając krótki formularz na Airhelp.pl bądź za pośrednictwem aplikacji mobilnej, natychmiast otrzymasz informację, czy Twój lot kwalifikuje się do wypłaty rekompensaty – mówi Natalia Gębska, Country Manager w AirHelp.

Wniosek o odszkodowanie można złożyć samemu lub skorzystać z pomocy firmy AirHelp, która wyręcza w przeprowadzeniu tej procedury.

[1] Stosunek wszystkich wykonanych lotów do tych opóźnionych (powyżej 3h) bądź odwołanych. W zestawieniu wzięto pod uwagę połączenia, na których wykonano min. 100 lotów w ciągu całego roku.  Dane za okres styczeń-listopad 2017 r.

Nestmedic z pierwszą umową w Europie Zachodniej

  • Rozwiązania spółki trafią na 3. globalnie rynek technologii medycznych
  • System Pregnabit będzie testowany przez sieci klinik i szpitali
  • Plany ekspansji obejmują kolejne kraje, także poza Unią Europejską

Spółka Nestmedic podpisała właśnie pierwszą umowę o współpracy w Europie Zachodniej. W jej ramach niemiecki partner, centrum telemedycyny Zentrum für Telemedizin Bad Kissingen GmbH (ZTM), będzie testował zarówno urządzenia Pregnabit do mobilnego badania KTG, jak i dedykowaną do systemu platformę do przesyłu zapisów teleKTG oraz ich analizy przez specjalistyczny personel medyczny. Niemcy to trzeci największy na świecie rynek technologii medycznych, wart 28 mld EUR (wg BVMed Report 2017) i zarazem kluczowy element w strategii rozwoju Nestmedic.

Nasza ekspansja zagraniczna przechodzi z fazy demonstrowania urządzenia i nawiązywania relacji biznesowych do fazy testów i wdrożeń. Mamy produkt i platformę zaprojektowaną pod użytkowników i klientów na całym świecie. ZTM to, po kenijskim eMedica, kolejny partner, z którym chcemy budować dystrybucję naszych produktów – podkreśla dr n. med. Patrycja Wizińska-Socha, prezes zarządu Nestmedic. Jednocześnie rośnie budżet spółki na ekspansję zagraniczną. Nestmedic znalazł się bowiem na finalnej liście projektów do finansowania przez PARP w ramach programu „Go To Brand”. To oznaczać będzie kolejne ponad 0,5 mln zł wsparcia na rozwój marki Pregnabit za granicą.

Obecnie, w ramach umowy z ZTM, niemiecka spółka będzie testować i prezentować rozwiązania Nestmedic w sieciach klinik i szpitali w całych Niemczech.

Współpraca z ZTM pozwoli nam zdobyć niezbędne doświadczenia i referencje w Niemczech. To kluczowy krok do wdrożeń na większą skalę, a potencjał rynku jest ogromny, Niemcy to zamożne i otwarte na nowinki technologiczne społeczeństwo. Pracujemy nad kolejnymi umowami tego typu – tłumaczy dr n. med. Anna Skotny, dyrektor generalny i współzałożycielka Nestmedic.

Nawiązanie współpracy z ZTM to efekt działań przy programie Go Global, finansowanym przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. W Niemczech Nestmedic wsparło Towarzystwo Fraunhofera, największa w Europie organizacja zajmująca się badaniami stosowanymi i ich wdrożeniami w przemyśle, skupiająca ponad 70 niemieckich instytutów naukowo-badawczych i samodzielnych jednostek badawczych.

Z perspektywy makroekonomicznej, nowy rynek Nestmedic jest wyjątkowo atrakcyjny: wydatki na ochronę zdrowia per capita rocznie w Niemczech są jednymi z najwyższych w Europie i wynoszą 5,1 tys. EUR (w Polsce wynoszą poniżej 1 tys. EUR). 25 proc. tej kwoty konsumuje prywatna część sektora medycznego u naszych zachodnich sąsiadów (dane za Emergo). Według prognoz Komisji Europejskiej, w tym roku w Niemczech na świat przyjdzie ok. 800 tys. dzieci, najwięcej od ponad 30 lat.

Trwa boom na condohotele. W budowie jest kilkanaście inwestycji

Trwa boom na polskie condohotele. W budowie jest kilkanaście inwestycji w dużych polskich miastach, które dostarczą ok. 2500 nowych apartamentów tego typu. Inwestorów przyciągają m.in. atrakcyjne stopy zwrotu, które wg raportu „Rynek hotelowy w Polsce”, przygotowanego przez Emmerson Evaluation, wynoszą od ok. 4,5 do nawet 9% rocznie. Jednak, jak podkreślają eksperci firmy, w Polsce to nadal dość młody rynek i jego długoterminowe perspektywy są trudne do ocenienia. Mało wiemy bowiem o jego potencjalnych słabościach.

Formuła condohoteli narodziła się w Stanach Zjednoczonych w połowie XX wieku. W Polsce takie obiekty zaczęły powstawać ok. 2007-2008 r. Ich formuła polega na rozproszeniu własności apartamentów pomiędzy indywidualnych inwestorów, którzy otrzymują określoną stopę zwrotu z wynajmu nieruchomości, zwykle ustaloną z góry w umowie. Condohotele mogą funkcjonować także w oparciu o udział właściciela w przychodach lub zyskach z wynajmu. W tym modelu zwrot z inwestycji jest jednak zależny od zmiennych czynników, takich jak obłożenie czy popyt. Zarządzanie condohotelami i obsługa wynajmu apartamentów zwykle jest przenoszona na profesjonalnego operatora.

Formuła condohoteli wydaje się dość prosta i atrakcyjna, ale realny zwrot z inwestycji, podawany przez firmy oferujące takie formy lokowania kapitału może być w rzeczywistości niższy. Właściciel apartamentu w condohotelu ponosi koszty związane z funkcjonowaniem lokalu, podobnie jak w przypadku tradycyjnych mieszkań. Oznacza to, że musi uiszczać opłaty za czynsz, ubezpieczenie oraz płacić podatek od nieruchomości. Analizując ofertę inwestycji w condohotel warto pamiętać o dodatkowych kosztach i nie ulegać magii liczb podawanych w ofercie dewelopera – podkreśla Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson Evaluation.

Zyski z inwestycji warto dobrze skalkulować. Także w dłuższej perspektywie

Określony zysk z apartamentu w formule condo jest gwarantowany w umowie tylko na określony czas. – Umowa najmu w inwestycji typu condo jest zwykle zawierana na okres od 5 do 10 lat, obecnie rzadko zdarzają się umowy na dłuższy okres. Po jej wygaśnięciu nie mamy gwarancji zysku, który skłonił nas do inwestycji. Polski rynek condohoteli jest bardzo młody, nie mieliśmy tak na prawdę okazji sprawdzić, jak funkcjonuje w dłuższej perspektywie. Pamiętajmy bowiem, że są to zwykle inwestycje premium, które aby utrzymać swój standard potrzebują ciągłych nakładów inwestycyjnych. Jednocześnie krajowy rynek hoteli intensywnie się rozwija, pojawiają się nowe obiekty, które będą nowocześniejsze i atrakcyjniejsze w stosunku do starszych nieruchomości. To potencjalny problem condohoteli, z którym inwestorzy będą musieli się zmierzyć w przyszłości – dodaje ekspert Emmerson Evaluation.

W ofercie inwestycji w sektor condohoteli możemy też spotkać duże zróżnicowanie pod kątem gwarantowanej stopy zwrotu z inwestycji oraz cen apartamentów. Zależą one bowiem głównie od lokalizacji obiektu i jego usytuowania w budynku. Im bardziej atrakcyjne położenie, tym potencjalnie zyski z wynajmu mogą być większe, jednak inwestor musi dysponować odpowiednio zasobnym portfelem. Przykładowo, za apartament zlokalizowany w Świnoujściu trzeba zapłacić od ok. 6,8 do 12 tys. zł/mkw., a lokal w obiekcie w bezpośrednim sąsiedztwie plaży w Kołobrzegu kosztuje od 8,5 do nawet 16 tys. zł/mkw, podaje w raporcie Emmerson Evaluation. – Nie bez znaczenia jest także wielkość inwestycji, kategoria obiektu oraz standard wykończenia i wyposażenia apartamentów. Jednak kluczowe znaczenie ma nadal lokalizacja, w tym znaczenie miejscowości na turystycznej mapie Polski, dostępność atrakcji jak. np. wyciąg narciarski czy plaża oraz widoki, jakie oferuje apartament – dodaje Dariusz Książak.

Condohotele wychodzą do dużych miast

Rynek condohoteli pierwotnie skupiał się wokół wynajmu dla turystów. Obecnie, rozwija się także w innych kierunkach. W tej formule powstają już nie tylko budynki hotelowe, ale także mieszkalne w dużych aglomeracjach miejskich, jak: Warszawa, Wrocław, Kraków czy Trójmiasto. Deweloperzy mieszkaniowi dostrzegli w takich inwestycjach alternatywny sposób sprzedaży lokali. Zachęcają potencjalnych nabywców często niższą ceną niż dla standardowego mieszkania oraz zazwyczaj gwarantowanym zyskiem. Takie lokale funkcjonują najczęściej w formie w pełni wyposażonych i umeblowanych mikro apartamentów, o powierzchni już od 15 mkw., gdzie operator zapewnia pełen serwis podczas obowiązywania umowy. W obecnej chwili w budowie jest kilkanaście inwestycji w dużych polskich miastach, które dostarczą ok. 2500 takich apartamentów. Co więcej, rynek condohoteli otwiera się także na coraz drobniejszych inwestorów. Powstają obiekty o tzw. niskiej cenie wejścia, poniżej 200 tys. zł.

Rynek condohoteli będzie się rozwijał

Boom na inwestycje w condohotele trwa, a sam rynek zaczyna dojrzewać. Deweloperzy nie obiecują już tak wysokich stóp zwrotu jak jeszcze kilka lat temu, ale nadal ich oferta pozostaje atrakcyjna dla inwestorów korporacyjnych i indywidualnych. – Przewiduję, że w dalszym ciągu będzie się on silnie rozwiał, ale zarówno podaż jak i popyt zintensyfikuje się w segmencie luksusowych apartamentów, głownie w dużych miastach. Condohotele mogą zwłaszcza przyciągnąć uwagę indywidualnych inwestorów, którzy skoncentrowani byli do tej pory głównie na inwestycjach w mieszkania pod wynajem. Wciąż jednak rynek ten jest w fazie rozwoju i w najbliższej perspektywie sądzę, że nie będzie on w stanie zastąpić tradycyjnego segmentu hotelowego – podsumowuje Dariusz Książak z Emmerson Evaluation.

Płatności Konsumenckie Polaków 2017

Co trzeci polski rodzic (33 proc.) przynajmniej raz w ciągu ubiegłego roku odczuwał społeczną presję zakupu swoim dzieciom rzeczy, na które go nie stać – wynika z Raportu Płatności Konsumenckich 2017, przygotowanego przez Intrum Justitia. Polacy, którzy ulegli tej presji społecznej, kupili swojemu dziecku telefon komórkowy (39 proc.), obuwie (29 proc.), markowe ubrania (28 proc.), konsolę lub grę video (19 proc.), komputer (16 proc.), ale także inne produkty jak rower czy aparat fotograficzny. Jednocześnie 1/3 Polaków finansuje zakup produktów dla swoich dzieci z pożyczonych pieniędzy lub wykorzystuje w tym celu limit karty kredytowej.

Intrum Justitia co roku przeprowadza badanie, którego celem jest uzyskanie obrazu codziennego życia konsumentów, ich wydatków oraz zdolności zarządzania domowym budżetem w ujęciu miesięcznym. W tym roku badanie zostało przeprowadzone w 24 krajach w Europie na grupie 24 401 konsumentów, w tym również Polaków. Zebrane dane opublikowano w Raporcie Płatności Konsumenckich 2017. – W tym roku skupiliśmy się na analizie sił napędowych, które powodują nadmierne wydatki konsumentów. Jedną z nich jest silna presja społeczna wywierana na rodziców, która może skutkować długoterminowym zadłużeniem. Biorąc pod uwagę dostępne, liczne opcje płatności oraz społeczną presję zakupową, jakiej poddają się Polacy, musimy zrobić więcej, aby stworzyć zaufanie i nauczyć każde nowe pokolenie zrównoważonej konsumpcji – mówi Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia.

Prezenty na kredyt? Bardzo chętnie

Niemal co trzeci Polak (30 proc.) martwi się skąd wziąć pieniądze na prezenty świąteczne. Przy czym 40 proc. rodaków zwykle wydaje więcej pieniędzy na prezenty świąteczne niż powinni. 1 na 3 Polaków przyznaje, że czasami musi pożyczyć pieniądze lub wykorzystać limit karty kredytowej, by móc kupić upominki na Boże Narodzenie. Jednocześnie 1/3 Polaków określa styczeń finansowo najtrudniejszym miesiącem w roku.

Prawie połowa Polaków (47 proc.) nie widzi niczego złego w zakupie dóbr konsumpcyjnych na raty, kredyt lub za pożyczone pieniądze. Odsetek ten jest wyższy jedynie na Łotwie, gdzie wspomniana forma zakupów odpowiada 48 proc. respondentów. Jednocześnie, jedynie 27 proc. ankietowanych w Polsce nie popiera nabywania dóbr konsumpcyjnych w taki sposób. Jest to najniższy odsetek wśród krajów, w których zostało przeprowadzone badanie – dla porównania, średnia europejska wynosi 45 proc.

Nie płacą, bo zapominają

53 proc. Polaków przyznaje, że w ciągu ostatniego roku zdarzyło im się przynajmniej raz nie zapłacić rachunku w terminie. Głównym powodem opóźnionych płatności nie był jednak brak środków na koncie (choć tę odpowiedź wybrało 34 proc. Polaków), ale zaniedbanie – aż 59 proc. Polaków zapomniało o uregulowaniu rachunku. 15 proc. respondentów miało problemy techniczne, przez które nie udało im się zrealizować płatności na czas, a 5 proc. celowo nie opłaciło rachunków w wyznaczonym terminie. Niemal co trzeci Polak (28 proc.) w ciągu ostatniego pół roku pożyczył pieniądze lub wykorzystał limit karty kredytowej, by zapłacić rachunki.

Pieniądze najchętniej pożyczamy od rodziny – taką odpowiedź wybrało 39 proc. badanych Polaków. Chętnie także z własnego banku (29 proc.) oraz od znajomych (22 proc.). Niemal co piąty Polak (17 proc.) przekracza debet na karcie kredytowej, 14 proc. rodaków pożycza z banku, w którym nie ma konta, 13 proc. w serwisach internetowych lub SMS-owych, a 11 proc. od pożyczkodawcy lub lichwiarza.

Hierarchia wydatków

Rachunki za zamówienia internetowe, usługi lekarskie i dentystyczne to zobowiązania, które 88 proc. Polaków reguluje w terminie. Równie ważne są dla Polaków podatki (83 proc.), ubezpieczenia (80 proc.), ale również płatności za prenumeraty gazet i czasopism, karnety sportowe i inne podobne opłaty okresowe – te zobowiązania 79 proc. rodaków reguluje na czas. Opłaty hipoteczne 78 proc. ankietowanych opłaca w wyznaczonym terminie, podobnie jest ze spłatą zobowiązań na karcie kredytowej – 75 proc. płaci w terminie. Czynsz, opłaty za telewizję, telefon stacjonarny czy komórkowy opłaca w terminie ponad 60 proc. badanych Polaków.

Znaczące różnice w płatnościach na czas, po czasie lub różnie – w zależności od okoliczności pojawiają się przy płatnościach rachunków za internet, które po wyznaczonym terminie reguluje ponad 20 proc. ankietowanych. Jeśli zaś chodzi o spłatę pożyczek to 15 proc. spłaca po terminie, a 20 proc. różnie – w zależności od okoliczności. Polacy mają problem także z regulowaniem na czas rachunków za gaz, wodę i prąd – 54 proc. płaci w terminie, ale 23 proc. po terminie, a kolejne 23 proc. różnie. Podobnie jest ze spłatą należnych długów – 52 proc. spłaca na czas, 23 proc. po czasie, a co czwarty Polak (25 proc.) długi spłaca czasem w terminie, a czasem po nim, w zależności od okoliczności.

Będzie tylko lepiej

Aż 59 proc. polskich respondentów wierzy, że ma realną szansę na znaczną poprawę swojej sytuacji finansowej. Wynik ten jest wyższy od średniej europejskiej, która wynosi 47 proc. Niemal połowa Polaków (45 proc.) uważa, że jest lub będzie w lepszej sytuacji finansowej niż ich rodzice, a 44 proc. już teraz widzi poprawę swoich finansów. – Analizując dane z Raportu Płatności Konsumenckich 2017, które dotyczą całej Europy, można zauważyć, że nastroje europejskich konsumentów uległy poprawie w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co może być efektem ożywienia gospodarczego w wielu europejskich krajach.. Największy optymizm dotyczący finansów osobistych zaobserwować można wśród młodych respondentów, w wieku 18-24 lat. Więcej niż połowa Europejczyków (64 proc.) w tym przedziale wiekowym wierzy w poprawę swojej sytuacji finansowej. Jednak młodzi ludzie są mniej optymistycznie nastawieni odnośnie perspektyw gospodarczych na poziomie krajowym niż osoby starsze biorące udział w badaniu – nieco mniej niż 1/3 z nich uważa, że gospodarka w ich kraju ulega poprawie – mówi Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia.

Jednocześnie wielu badanych (43 proc.) martwi się, że osłabienie Unii Europejskiej może mieć negatywny wpływ na ich finanse osobiste. Hiszpania jest krajem, który obawia się tego najbardziej – taką odpowiedź wybrało 63 proc. respondentów. Po Hiszpanii jest Portugalia, gdzie 58 proc. badanych zgłosiło ten sam problem, a następnie Włochy i 53 proc. – Jeśli chodzi o Polskę to 46 proc. badanych obawia się, że osłabienie UE może mieć zły wpływ na ich osobistą sytuację finansową. Choć ogólnie trzeba przyznać, że Polacy są jednymi z największych optymistów w Europie – podsumowuje Krzysztof Krauze.

O raporcie

Badanie zostało przeprowadzone we wrześniu 2017 r. na reprezentatywnej próbie, czyli co najmniej n=1000 respondentów w każdym kraju, co daje ogółem n=24 401 wywiadów przeprowadzonych w 24 europejskich krajach. Grupa docelowa tego badania została zdefiniowana jako osoby (mężczyźni i kobiety) w wieku 18 lat i więcej, które są głównie lub częściowo odpowiedzialne za zarządzanie swoimi lub domowymi finansami. Udział w badaniu polegał na samodzielnym wypełnieniu internetowej ankiety.

Enefit z pierwszą umową zakupu energii elektrycznej od wytwórcy OZE

Enefit Polska, spółka zależna estońskiej grupy Eesti Energia, podpisała kontrakt na zakup energii elektrycznej od elektrowni wiatrowej Gewind. Dodatkowo Enefit będzie realizować dostawę energii na potrzeby własne farmy. Jest to pierwsza umowa tego typu zawarta na polskim rynku przez Enefit, która jednocześnie zaznacza wkroczenie firmy na rodzimy rynek OZE z nowym zakresem usług.

Poszerzenie obszaru naszej działalności w Polsce o sektor OZE wpisuje się w ogólną strategię grupy Eesti Energia, która zakłada zwiększenie udziału energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w całym portfelu wytwórczym – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska – Polski rynek OZE jest dla nas interesujący w obszarze zakupu energii od wytwórców na podstawie umów indywidualnych, ale także inwestycji, w szczególności w źródła fotowoltaicznedodaje.

Umowa na zakup energii elektrycznej od farmy wiatrowej Gewind została zawarta na 12 miesięcy. Wytwórca będzie sprzedawać energię firmie Enefit w formule SPOT, czyli po zmiennej cenie rynku dnia następnego ustalanej zgodnie z aktualnym kursem na Towarowej Giełdzie Energii (TGE). Formuła ta pozwala wytwórcy korzystać z okresowych wzrostów cen na giełdzie i maksymalizować zyski. Jest to popularne podejście do kontraktacji w krajach bałtyckich. Obecnie aż 40% klientów korporacyjnych Eesti Energia w Estonii kupuje energię elektryczną w formule SPOT.

Z początkiem 2018 roku wchodzą w życie nowe przepisy ustawy o OZE, zgodnie z którymi cena regulowana przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE) przestanie obowiązywać. Oznacza to, że producenci energii ze źródeł odnawialnych będą mogli wybrać partnera handlowego, który kupi od nich energię elektryczną i dostarczy usługi bilansowania. Decyzja dotycząca wyboru partnera jest zatem kluczowa i może oznaczać zarówno optymalizację zysków, jak i krótszy czas zwrotu z inwestycji.

Enefit Polska z grupy Eesti Energia – największego producenta energii w krajach bałtyckich – oferuje profesjonalną usługę zakupu energii elektrycznej i bilansowania handlowego (POB) w oparciu o swoje wieloletnie doświadczenie na rynkach międzynarodowych. Rozliczenie odbywa się w trzech formułach, które zakładają zróżnicowany udział ceny gwarantowanej i giełdowej dostosowany do indywidualnych potrzeb klienta (cena stała, cena SPOT lub formuła mieszana).

Eesti Energia rozwija działalność w sektorze energii odnawialnej

Na początku grudnia Eesti Energia ogłosiła, że wychodzi z działalnością w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych na rynki zagraniczne. Ta część biznesu będzie realizowana przez Enefit Green, spółkę z grupy Eesti Energia. W ten sposób estoński koncern planuje zwiększyć swoją obecność na rynku OZE w regionie Morza Bałtyckiego. Strategiczny cel grupy zakłada wytwarzanie 40% energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych do 2021 roku.

Pierwsza taka elektrownia fotowoltaiczna w Polsce

W Jeleniej Górze powstanie pierwsza designerska elektrownia fotowoltaiczna w Polsce. 30 tys. paneli zostanie ułożonych w kształt symbolu miasta – jelonka. Firma Polski Solar S.A. zapowiedziała rozpoczęcie prac na początek 2018 roku.

Unikatowy w skali Polski i świata projekt powstanie na działce przy Trasie Czeskiej, którą firma Polski Solar dzierżawi od miasta. Na kształt jelonka złożą się czarne, monokrystaliczne oraz niebieskie, polikrystaliczne panele słoneczne. Zajmą powierzchnię 22 hektarów. Dzięki temu symbol miasta będzie dobrze widoczny z gór.

Wpisanie jelonka w projekt elektrowni fotowoltaicznej było dla nas oczywistym wyborem. W ten sposób nie tylko odwołujemy się do nazwy Jeleniej Góry i promujemy ją w Polsce i na świecie. Oddajemy również uznanie przełomowym zmianom, na które się zdecydowała, stając się liderem w dążeniu do niezależności energetycznej – mówi William Buba, dyrektor generalny firmy Polski Solar.

Obecność jelonka w herbie Jeleniej Góry, a wkrótce również w formie designerskiej elektrowni, wiąże się z legendą sięgającą czasów Bolesława Krzywoustego. Książę w pogoni za zwierzęciem zapędził się w tereny dzisiejszego miasta. Jeleń chciał w ten sposób na dłużej zatrzymać go w rejonie, by zobaczył piękno okolicy. W rezultacie Bolesław Krzywousty w 1108 roku wystawił tu zamek warowny.

Jelonek, a w zasadzie Centrum Energii Odnawialnej Jelenia Góra, powstaje w ramach Jeleniogórskiego Klastra Energii Odnawialnej. Instalacja o łącznej mocy 10 MW wyprodukuje „czysty” prąd, który zaspokoi potrzeby 4,5 tys. lokalnych gospodarstw domowych. Pierwsze prace ruszą na początku 2018 roku. Wartość inwestycji szacowana jest na 37 mln zł netto.

Klastry energii odnawialnej to przyszłość sektora energetycznego. Mają ogromne znaczenie w kwestii poprawy jakości powietrza w Kotlinie Jeleniogórskiej, ale również ze względu na obniżenie kosztów funkcjonowania powiatu – mówi Jacek Ryński, wiceprezes Fundacji Polski Solar Holding, koordynatora klastra.

Jeleniogórski Klaster Energii Odnawialnej powstał w październiku 2017 roku. Porozumienie podpisał wówczas Jerzy Łużniak, zastępca prezydenta Jeleniej Góry, a także przedstawiciele firm Polski Solar oraz Maf Energy.

To szóste tego rodzaju przedsięwzięcie realizowanym przez firmę Polski Solar z samorządami. Wcześniej powołano: Klaster Energii Odnawialnej Ziemi Ząbkowickiej (gminy Ciepłowody, Stoszowice, Ziębice i Ząbkowice), Klaster Energii Odnawialnej Wzgórz Trzebnickich (Prusice, Oborniki Śląskie, Wisznia Mała, Wołów i Żmigród), Klaster Energii Odnawialnej Ziemi Łużyckiej (Olszyna, Gryfów Śląski, Leśna, Siekierczyn i Lubań), Izerski Klaster Energii Odnawialnej (Mirsk, Wleń, Lubomierz, Lwówek Śląski i Stara Kamienica), Klaster Energii Odnawialnej Wzgórz Strzelińskich (Domaniów, Kondratowice, Przeworno, Strzelin i Wiązów).

Optimum Mark i Kancelaria Prof. Skubisza wygrały z Red Bull przed Sądem UE

Sąd Unii Europejskiej w Luksemburgu utrzymał w mocy unieważnienie niebiesko-srebrnych znaków towarowych Red Bull. Wniosek przeciwko Red Bull GmbH został złożony przez prawników z Kancelarii Prawno-Patentowej Ryszard Skubisz, reprezentujących spółkę Optimum Mark sp. z o.o., powiązaną z Jeronimo Martins Polska S.A., właścicielem sieci sklepów „Biedronka”. To jeden z największych sukcesów polskich prawników w historii europejskich procesów, dotyczących znaków towarowych. Korzystną dla Optimum Mark decyzję w tej sprawie wydał także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

Spółka Red Bull GmbH dążyła do zachowania wyłącznych praw do oznaczeń obejmujących kombinację kolorów srebrnego oraz niebieskiego dla napojów energetyzujących. Kancelaria Skubisz, działając w imieniu Optimum Mark, podniosła w swoim wniosku, że taka kombinacja nie spełnia jednak wymogu graficznej przedstawialności znaku towarowego. Nie można bowiem ustalić jednego układu kolorystycznego, pod względem proporcji i ich wzajemnego rozmieszczania, który mógłby zostać zapamiętany przez konsumentów. Znaki te obejmują nieskończoną liczbę różnorodnych kombinacji kolorów niebieskiego i srebrnego.

Wyrok Sądu Unii Europejskiej jest jednym z najważniejszych unijnych orzeczeń z zakresu prawa własności przemysłowej i jednocześnie pierwszym orzeczeniem, w którym tak szczegółowo rozważono problem przedstawienia kolorowego znaku towarowego. To także bardzo ważna decyzja z punktu widzenia wielu podmiotów handlowych działających na rynku spożywczym. Od tej pory będą one mogły korzystać z  opakowań, których użycie narażało je dotychczas na konsekwencje prawne, jedynie ze względu na zbieżność kolorystyczną z etykietami napojów Red Bull. To był z pewnością jeden z najtrudniejszych procesów w historii naszej kancelarii. Cieszymy się, że byliśmy częścią tego sukcesu – mówi profesor Ryszard Skubisz.

Argumentację Optimum Mark i Kancelarii Skubisz w całej rozciągłości zaakceptowały Wydział ds. Unieważnień  EUIPO, Izba Odwoławcza EUIPO, a następnie Sąd Unii Europejskiej, który orzekł, że „(…) przedstawienie graficzne spornych znaków towarowych stanowi zwykłe zestawienie dwóch kolorów bez formy ani konturów, umożliwiając szereg różnych kombinacji dwóch kolorów (…) opisy załączone do przedstawienia graficznego każdego ze spornych znaków towarowych nie zawierają dodatkowych uściśleń w odniesieniu do systematycznego układu łączącego kolory w z góry określony i stały sposób, a także uniemożliwiającego szereg różnych kombinacji tych kolorów”.

Spółka Red Bull GmbH może wnieść odwołanie od wyroku Sądu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W razie uprawomocnienia się tego wyroku, spółka Red Bull definitywnie straci możliwość podnoszenia roszczeń, na podstawie w/w znaków towarowych, przeciwko innym przedsiębiorcom stosującym kombinację kolorów niebieskiego i srebrnego dla napojów energetyzujących.

Decyzja Sądu UE jest zbieżna ze stanowiskiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie. W dniu 8 grudnia 2017 WSA oddalił skargę Red Bull GmbH na decyzję Urzędu Patentowego RP  o unieważnieniu prawa ochronnego na znak stanowiący srebrno-niebieską kombinację dla oznaczania napojów energetyzujących. W uzasadnieniu WSA poparł w pełni stanowisko Urzędu i Optimum Mark o wadliwej graficznej przedstawialności takiego znaku. Oznacza to, że korzystna dla Optimum Mark decyzja ma swoje umocowanie zarówno na szczeblu UE jak i krajowym.

Prognozy na 2018 rok: optymistycznie w gospodarce, niepewnie na rynkach

W 2018 roku możemy liczyć na kontynuację ożywienia w światowej i polskiej gospodarce. Sytuacja na rynkach finansowych będzie jednak mniej komfortowa niż do tej pory. Trzeba się liczyć z większą zmiennością, a więc i większym ryzykiem oraz słabszym zachowaniem indeksów giełdowych. Jednym ze źródeł niepewności i wahań będzie polityka pieniężna głównych banków centralnych.

Gospodarka daje radę

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy nastąpiła wyraźna poprawa koniunktury gospodarczej oraz postrzegania jej perspektyw. Nie sprawdziły się więc dominujące jeszcze na początku 2017 r. obawy, że kruche i mizerne ożywienie tempa wzrostu będzie coraz słabsze. W przypadku większości krajów dynamika PKB z każdym kwartałem rosła, wraz z nią poprawiały się nastroje przedsiębiorców i ekonomistów oraz korygowane w górę były prognozy. Obecnie większość ośrodków analitycznych spodziewa się lekkiego przyspieszenia tempa wzrostu w 2018 r., przesuwając perspektywę jego lekkiego wyhamowania na 2019 r. OECD i MFW przewidują, że światowa gospodarka przyspieszy w 2018 r. z 3,6 do 3,7 proc., amerykańska z 2,2 do 2,3-2,5 proc., w strefie euro dynamika PKB ma obniżyć się do 2,1 proc., ale nastąpi to po nieoczekiwanie silnym, sięgającym 2,4 proc. wzroście w 2017 r. Z 6,8 do 6,5 proc. spowolnić ma wzrost w Chinach, ale ma być to wynik świadomej polityki tamtejszych władz, konsekwentnie zmierzającej do zmiany modelu i struktury gospodarki. Zagrożeń więc nie widać, a obserwując praktykę „nadążania” szacunków ekonomistów za rzeczywistym rozwojem tendencji w gospodarce, można się nawet spodziewać kolejnych optymistycznych rewizji prognoz.

Podobne zjawiska i tendencje, nawet ze zdwojoną siłą, odnoszą się do polskiej gospodarki, która swoją dynamiką zaskoczyła nawet największych optymistów. Prognozy dopiero pod koniec 2017 r. zaczęły odzwierciedlać rzeczywistą sytuację. Zdecydowane przyspieszenie dynamiki PKB w trzecim kwartale do 4,9 proc., a więc do poziomu najwyższego od sześciu lat oraz perspektywa dobrego wyniku w ostatnich trzech miesiącach roku powodują, że tempo wzrostu w całym 2017 r. może sięgnąć 4,4-4,5 proc. Nadal przeważają opinie, że w 2018 r. będzie ono wolniejsze i może wynieść od 3,2 do 3,8 proc., choć pojawiły się też bardziej odważne prognozy, mówiące o wzroście sięgającym nawet 4,4 proc. Optymistyczny scenariusz, zakładający dynamikę porównywalną z tegoroczną, jest możliwy pod warunkiem wyraźnego przyspieszenia inwestycji oraz utrzymania korzystnych tendencji w konsumpcji i eksporcie. Nawet gdyby tempo wzrostu okazało się nieco niższe, poprawić się powinna jego struktura, przesuwając akcent bardziej zdecydowanie z konsumpcji na inwestycje. Zagrożeniem dla jego realizacji mogą okazać się ograniczenia wewnętrzne, głównie w sferze rynku pracy i szeroko rozumianej logistyki, utrudniające realizację dużych inwestycji infrastrukturalnych oraz zewnętrzne, mogące hamować wzrost eksportu. Tym niemniej można założyć, że dynamika PKB sięgnie 4-4,3 proc. Należy zakładać dalsze obniżenie się stopy bezrobocia, utrzymanie się i tak już bardzo wysokiego tempa wzrostu płac, nasilenia inflacji do średniego poziomu 2,3-2,5 proc. Dynamika produkcji przemysłowej powinna utrzymywać się, podobnie jak w 2010 r., na poziomie powyżej 10 proc., przynajmniej w pierwszej połowie 2018 r.

Uwaga na banki centralne

O ile zasadnicze kierunki polityki pieniężnej głównych banków centralnych świata są dość jasno określone, to niewiadomą pozostaje tempo ich działań. Ten czynnik będzie największym źródłem niepewności i powodem wahań sytuacji na rynkach finansowych, przede wszystkim dotyczących walut. Najbardziej zdeterminowana w zacieśnianiu monetarnym jest amerykańska rezerwa federalna. Mimo że jej dotychczasowe działania nie tylko nie spowodowały żadnych perturbacji, ale wręcz były przez inwestorów przyjmowane z optymizmem, kolejne podwyżki stóp procentowych oraz konsekwentne redukowanie sumy bilansowej Fed, mogą w 2018 r. zacząć silniej oddziaływać na sytuację zarówno na rynkach walut i długu, jak i na giełdach. Umocnienie dolara może niekorzystnie wpłynąć na notowania surowców oraz waluty i akcje na rynkach wschodzących, będzie zaś działać pozytywnie na gospodarkę i giełdy krajów strefy euro. Ewentualny negatywny wpływ droższego pieniądza na wyniki amerykańskich firm i gospodarki zostanie zamortyzowany przez efekty reformy podatkowej. Choć Fed podtrzymuje zamiar dokonania trzech podwyżek stóp procentowych w 2018 r., to jednak realizacja takiego scenariusza wcale nie jest przesądzona i zależeć będzie od tempa wzrostu gospodarczego w USA oraz inflacji.

Znacznie bardziej przewidywalna jest polityka Europejskiego Banku Centralnego. W 2018 r. kontynuowany będzie, choć w ograniczonej skali, program skupu aktywów. Choć ma on obowiązywać do września, faktyczny czas jego trwania zależeć będzie od przekonania o trwałym zmierzaniu inflacji w kierunku celu wynoszącego 2 proc. Biorąc pod uwagę prognozy EBC, zakładające że inflacja w strefie euro w 2018 r. wyniesie 1,4 proc., należy się spodziewać przedłużenia programu ilościowego luzowania polityki pieniężnej, a ewentualnej podwyżki stóp procentowych można wyglądać nie wcześniej niż pod koniec 2019 r. Pewnym paradoksem mijającego roku było umocnienie się euro, mimo wyraźnej rozbieżności między łagodną polityką EBC, a zacieśnianiem jej przez Fed.

Choć Rada Polityki Pieniężnej swoje stanowisko deklaruje równie jasno, jak EBC, wśród analityków nie ma jednomyślności  w kwestii utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie do końca 2018 r. O ile najbardziej jastrzębio nastawieni krajowi ekonomiści dopuszczają możliwość podwyższenia stóp procentowych o 0,25-0,5 punktu procentowego pod koniec roku, to agencja ratingowa Fitch przewiduje, że na koniec 2018 r. stopa referencyjna może wynieść 2,5 proc., co oznaczałoby wzrost aż o 1 punkt procentowy. Naszym zdaniem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest pozostawienie stóp na poziomie 1,5 proc. Podwyżka mogłaby nastąpić jedynie w przypadku jednoczesnego utrzymywania się wysokiego tempa wzrostu płac, inflacji trwale przewyższającej 2,5 proc. z tendencją wzrostową oraz dynamiki PKB przekraczającej 4,5 proc. z perspektywą jedynie niewielkiego spowolnienia w 2019 r.

Na giełdach nie będzie łatwo

W 2018 r. trudno liczyć na tak dobre wyniki, jakie były możliwe do osiągnięcia na niemal wszystkich giełdach w minionych dwunastu miesiącach. Nie oznacza to, że należy się obawiać poważniejszego załamania, ale trzeba się liczyć z większymi spadkowymi korektami oraz podwyższoną zmiennością notowań, a więc zjawiskami, od których inwestorzy zdążyli się odzwyczaić. Choć ostateczny bilans nadchodzącego roku powinien być dodatni, to skala wzrostu indeksów będzie raczej jednocyfrowa.

Hossa na Wall Street trwa już dziewięć lat, a niemal 20 proc. zwyżka głównych indeksów z 2017 r. należała do najbardziej dynamicznych w całym tym okresie. Wyceny akcji stały się już mocno wyśrubowane, a perspektywa wzrostu zysków spółek jest raczej umiarkowana. Rynkowi może zacząć ciążyć zaostrzanie polityki pieniężnej przez Fed, umocnienie dolara oraz obawy przed spowolnieniem gospodarczym, które może mieć miejsce w 2019 r. Choć sytuacja na głównych giełdach europejskich jest podobna, to jednak są dwie istotne różnice: o wiele niższe niż w Stanach Zjednoczonych wyceny akcji oraz wciąż bardziej korzystne warunki monetarne, utrzymywane przez EBC. Ewentualne osłabienie się wspólnej waluty może stanowić dodatkowy impuls wzrostowy zarówno dla wyników finansowych europejskich firm, jak i indeksów we Frankfurcie i Paryżu.

Kondycja i perspektywy polskiej gospodarki powinny sprzyjać rynkowi akcji. Trzeba jednak pamiętać, że koniunktura w segmencie największych spółek zależy w głównej mierze od nastawienia globalnego kapitału do rynków wschodzących. WIG20 w 2017 r. wzrósł o 24 proc., ale w ujęciu dolarowym, czyli z punktu widzenia inwestorów zagranicznych, zwyżka sięgnęła 45 proc., stawiając nasz indeks w ścisłym gronie światowych liderów. Będący punktem odniesienia MSCI Emerging Markets zyskał „jedynie” 32 proc. Przewaga WIG20 wynikała między innymi z nadrabiania zaległości z poprzednich lat, gdy pozostawał w tyle. Utrzymanie się w czołówce drugi rok z rzędu może być zadaniem o wiele trudniejszym. Dodając do tego ograniczone możliwości wzrostu zysków największych spółek oraz perspektywę spowolnienia dynamiki PKB w 2019 r., można liczyć na kilkuprocentową zwyżkę WIG20 w skali roku. Tegoroczny wynik ma szansę powtórzyć mWIG40, rosnąc o około 10 proc. Średnie spółki mają potencjał do poprawy wyników finansowych i możliwości wykorzystania dobrej koniunktury w kraju i na świecie. Bardziej zdecydowanej poprawy można oczekiwać po segmencie najmniejszych firm. sWIG80, notujący jedynie symboliczną zwyżkę, to największe rozczarowanie i zaskoczenie mijającego roku. Z jednej strony małe spółki nie zachwycały wynikami, odczuwając ciemniejsze strony gospodarczego ożywienia, czyli wzrost kosztów surowców i zatrudnienia, z drugiej zaś na notowaniach odbijał się dotkliwy brak kapitału, gotowego angażować się w akcje małych spółek. Ostatnie tygodnie przyniosły sygnały pozytywnych zmian w tym sektorze, jest więc bardzo prawdopodobne, że koniunktura ulegnie wyraźnej poprawie.

Patrząc szerzej, z perspektywy przeciętnego posiadacza oszczędności, można się w najbliższych miesiącach spodziewać kontynuacji dotychczasowych tendencji, a więc utrzymania oprocentowania lokat bankowych na bardzo niskim poziomie, co przy nasilającej się inflacji jeszcze bardziej zniechęci do tej formy i skłoni do poszukiwania lepszych możliwości. Najbardziej ostrożni będą zwracać się w kierunku obligacji skarbowych, z których jedynie część będzie w stanie ochronić realną wartość kapitału. Bardziej odważni mogą szukać wyższych zysków na rynku akcji i obligacji korporacyjnych. Zdecydowanie utrzymać się powinno duże zainteresowanie zakupem nieruchomości w celach inwestycyjnych, do czego skłaniać będzie coraz bardziej widoczny wzrost cen nieruchomości oraz nadal atrakcyjne zyski z najmu.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

We Wrocławiu powstanie dolina startupowa

Business Link i Skanska podpisały właśnie umowę o współpracy, dzięki której już we wrześniu 2018 roku we Wrocławiu powstanie niezwykła dolina startupowa. To całkowicie nowy model przestrzeni dla rozwoju biznesu wypracowany wspólnie przez jednego z największych deweloperów w Europie oraz największą sieć coworkingu w tej części kontynentu i jednocześnie ekosystem łączący startupy i korporacje. Wcześniej podobne strefy uruchomiliśmy w Warszawie i Poznaniu. Teraz czas na Wrocław – mówi Dariusz Żuk – Prezes Business Link.

Nowa strefa biznesu dla startupów powstanie wokół powierzchni biurowych umiejscowionych w nowej inwestycji Skanska Property Poland – Green2Day. To elegancki w swojej prostocie biurowiec zlokalizowany przy ul. Szczytnickiej 11, który zapewni pracownikom najwyższy komfort wnętrz.

Startupy i międzynarodowe firmy będą mogły korzystać z prawie 4 tysięcy mkw. powierzchni, w której zlokalizowanych zostanie 130 biur zamkniętych, 36 miejsc coworkingowych, 24 dedykowanych biurek i 6 sal spotkań. Przy tworzeniu projektu wnętrz architekci zainspirowali się ulotnymi momentami z różnych zakątków świata. Energia wyjątkowej przestrzeni połączona z energią jej mieszkańców stworzy naprawdę zaskakujące efekty. W tym miejscu zatrą się granice między pracą i pasją, koniecznością i przyjemnością. Ale to nie sama przestrzeń biurowa stanowi o wyjątkowym charakterze tego miejsca.

Wypracowaliśmy całkowicie nowy model współpracy świata startupów i świata korporacji. Nasz model  nazwaliśmy bChange. To model, dzięki któremu obie strony mogą rozwijać się szybciej niż dotychczas. Korporacje zyskują nową energię i wracają do idei, które leżały u podstaw ich powstawania, a startupy otrzymują paliwo do szybszego rozwoju w postaci zleceń i współpracy z globalnymi brandami – mówi Dariusz Żuk, który kilkanaście lat temu wspólnie z grupą znajomych zakładał w Polsce pierwsze Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości i rozpoczynał rewolucję startupową w Polsce, a dziś jest CEO ekosystemu Business Link. – Dziś przestrzenie coworkingowe dostarczają swoim najemcom różnego rodzaju programy akceleracyjne, animacyjne czy eventy. Dla nas to za mało. My chcemy być facylitatorem współpracy startupów i korporacji, bo wiemy, że to z tej współpracy zrodzi się całkowicie nowy model biznesu. Dziś zapraszamy korporacje i startupy działające we Wrocławiu do tworzenia tego nowego modelu. Zapraszamy ich do doliny startupowej Business Link – dodaje Dariusz Żuk.

Współpraca Skanska i Business Link zgodnie z zapowiedziami nabiera odpowiedniego rozpędu. Łączymy nasze doświadczenia związane z kreowaniem nietuzinkowych przestrzeni biurowych, w których ludzie chcą przebywać i rozwijać swoje pomysły. Business Link zyska dzięki nowej lokalizacji we Wrocławiu znakomitego sąsiada w postaci Uniwersytetu Wrocławskiego, a wrocławianie i najemcy Green2Day nowoczesną powierzchnię biurową na wyciągnięcie ręki – podkreśla Ewelina Kałużna, dyrektor ds. wynajmu i zarządzania wartością portfela w spółce biurowej Skanska.

Green2Day wydaje się idealnym miejscem dla takiej współpracy. Biurowiec składa się z 7 kondygnacji naziemnych i 2 podziemnych, z 231 miejscami parkingowymi dla najemców. Green2Day swoją nazwą nawiązuje do sąsiedniego biurowca Green Day, zlokalizowanego tuż obok, przy ul. Szczytnickiej 9. Przestrzeń w biurowcu Green2Day ma zagwarantować wysoką jakość biur i elastyczność ich najmu. Biura i coworking w Business Link można wynajmować nawet na trzy miesiące, a okres wypowiedzenia wynosi tylko miesiąc.

Business Link istnieje od 6 lat. W jego ekosystemie rozwinęło się już ponad 21 000 przedsiębiorców, a z jego przestrzeni korzystały takie marki jak Twitter, Uber czy Brand24. Najnowsza inwestycja we Wrocławiu jest częścią ogólnopolskiej i międzynarodowej ekspansji Business Link. W ciągu najbliższych lat w Europie Środkowo-Wschodniej powstanie ok. 12 nowych lokalizacji Business Link o łącznej powierzchni od 45 do 50 tysięcy mkw.

Otwarcie wrocławskiej inwestycji Business Link zaplanowane jest na wrzesień 2018 roku.