Wynagrodzenie, prezenty i karp – na co stać przeciętnego Polaka w 2017 roku

Święta Bożego Narodzenia wiążą się ze świątecznym szałem zakupów. Według raportu firmy Deloitte „Zakupy świąteczne”, okres od 1 do 15 grudnia to najgorętszy czas dla sklepów zarówno stacjonarnych jak i internetowych. W tym roku połowa Polaków kupi prezenty online. Dokładniej – 62% ankietowanych zrobi zakupy w sklepach stacjonarnych, 49% osób kupi prezenty świąteczne przy pomocy komputera, a 20% skorzysta z urządzeń mobilnych. Jakie prezenty są popularne w tym roku, ile na nie wydamy oraz czy przeciętna pensja wystarczy na tegoroczne zakupy przed Bożym Narodzeniem?

Najbardziej spodziewane i najchętniej kupowane prezenty świąteczne

Według Deloitte przeciętny Kowalski wydaje coraz więcej pieniędzy w okresie świątecznym. Jak wykazują dane tej firmy, w roku 2017 wydatki na zakupy świąteczne wzrosną o 2% w porównaniu do roku 2016. Ponadto co roku zmieniają się świąteczne trendy, chociażby ze względu na nowsze technologie czy zmieniającą się modę. Tabela poniżej przedstawia świąteczne trendy na przestrzeni lat 2015 – 2017.

Tabela 1. Najbardziej spodziewane prezenty w PolsceNajbardziej spodziewane prezenty w Polsce

W Polsce w 2017 roku wśród dorosłych najbardziej oczekiwanym prezentem, tak jak w poprzednich latach, pozostają kosmetyki. Książki ponownie zyskują na popularności, wyprzedzając słodycze.

Podobnie sytuacja wygląda w kwestii najczęściej kupowanych prezentów wśród dorosłych – książki także i tutaj odzyskują pozycję lidera,  a za nimi uplasowały się kosmetyki i perfumy. Nastolatkowie w tym roku najczęściej znajdą pod choinką słodycze oraz gry komputerowe. Wśród najmłodszych hitem okazują się kreatywne i artystyczne zabawki, następnie książki i klocki.

Tabela 2. Najczęściej kupowane prezenty w PolsceNajczęściej kupowane prezenty w Polsce

Rozkład wydatków w świątecznym budżecie

W tym roku przeciętne polskie gospodarstwo domowe wyda na święta 882 PLN, co oznacza, iż średni planowany całkowity budżet świąteczny jest większy o 2% w porównaniu do kwoty wydanej w roku ubiegłym. Co więcej, zmianie ulegnie także struktura polskich wydatków, gdyż wydamy w roku bieżącym o 38 PLN mniej na prezenty, 170 PLN mniej na artykuły spożywcze i 31 PLN mniej w stosunku do łącznych, planowanych wydatków w świątecznym budżecie w 2016 roku.

Tabela 3. Rozkład wydatków w świątecznym budżecie

Rozkład wydatków w świątecznym budżecie

Średnie ceny detaliczne wybranych produktów

Ceny produktów w okresie Świąt Bożego Narodzenia, podobnie jak preferencje w wyborze prezentów czy zmiany w świątecznym budżecie, uległy modyfikacjom. Analizując dane GUS i własne badania dla wybranych produktów zauważamy, że ceny niektórych z nich w 2017 r. wzrosły w porównaniu do roku 2015 –  co przedstawia poniższa tabela.

tabela4i5

Przeciętne wynagrodzenie, a świąteczny karp

Średnie miesięczne wynagrodzenie w 3 kwartale od 2015 roku wzrosło o ok. 356 PLN. Przyjmijmy, że chcemy dowiedzieć się ile przeciętny Kowalski może kupić karpi za swoje wynagrodzenie i jak zmieniało się to od 2015 roku. Poniższa tabela przedstawia zmiany w średniej miesięcznej pensji, cenę karpia o wadze 1,5kg oraz ilość ryby, którą może kupić Polak za średnie wynagrodzenie.

Tabela 6. Ile karpi może kupić Polak zarabiający średnią krajową?

Ile karpi może kupić Polak zarabiający średnią krajową?

Szacuje się, iż cena karpia w 2017 roku wyniesie 14,92 PLN za 1,5kg i najprawdopodobniej będzie to kwota najwyższa w przeciągu omawianych trzech lat. W roku 2016 cena karpia osiągnęła kwotę 14,80 PLN i była to najniższa cena w badanym okresie. Oznacza to, że w tym roku za średnie wynagrodzenia kupimy ok. 190 sztuk karpia, tym samym kupimy go najwięcej od 2015 roku.

W której grupie stanowisk możemy zrobić największą ilość świątecznych zakupów biorąc pod uwagę, że przeciętny Kowalski wyda na nie 882 PLN?

Kierownik projektu IT będzie mógł pozwolić sobie na zakup ok. 435 kg karpia w cenie 14,92 PLN/kg przy wynagrodzeniu 6 484 PLN netto (OBW, 2016). Najmniej z wybranych stanowisk, bo tylko 114 kg kupi pracownik administracyjny, którego przeciętne miesięczne wynagrodzenie opiewa na wartość 1 703 PLN netto. Pracownik ze średnią miesięczną pensją w Polsce zakupi 203 kg karpia.

Tabela 7. Przeciętne wynagrodzenia brutto i netto na wybranych stanowiskach, ilość możliwych zakupów świątecznych oraz ilość karpia w kg, którą kupimy za dane wynagrodzenie nettoPrzeciętne wynagrodzenia brutto i netto na wybranych stanowiskach, ilość możliwych zakupów świątecznych oraz ilość karpia w kg, którą kupimy za dane wynagrodzenie nettoSedlak & Sedlak – Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Polska do Trybunału Sprawiedliwości. Ropa w górę

Zgodnie z oczekiwaniami Unia Europejska wchodzi na wojenną ścieżkę w sprawie niezależności polskiego sądownictwa. Spadają zapasy ropy naftowej w USA. Reforma podatków przeszła przez amerykański Kongres.

Konflikt Warszawy z Brukselą

To, że zmiany w polskim systemie sądowniczym nie podobają się Unii Europejskiej, nie jest nową informacją. Założenie, że proces ten przejdzie bez większego echa było odważne, aczkolwiek przez długi czas słuszne. Wczoraj sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości. Odrzucono również wyjaśnienia polskiego rządu. Postępowanie w ramach naruszeń niezależności sądownictwa trwa już niemal pół roku i zdaniem ekspertów, szybko się nie skończy. Teoretycznie można teraz nałożyć sankcje na Polskę. Teoretycznie, gdyż Węgrzy i tak zawetują działania przeciwko Polsce. W mediach zamieszanie jest bardzo duże, a jak reagują rynki? Patrząc na EUR/PLN reakcji nie widać wcale. Inwestorzy wolą konkrety niż emocje, a tych jeszcze długo w tej sprawie nie będzie, o ile w ogóle się pojawią.

Gwałtowne spadki zapasów ropy

Wczorajsze dane na temat tygodniowej zmiany zapasów w USA pokazują gwałtowny spadek. Analitycy spodziewali się redukcji o 3,5 miliona baryłek, okazało się, że ubyło aż 6,5 miliona. W rezultacie ostatniej serii spadków zapasy są najniższe od dwóch lat. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że tak wysokie zapasy utrzymywano w Stanach w ciagu ostatniej dekady tylko przez ostatnie trzy lata. Dane spowodowały wzrost cen ropy, ale nie tak duży jak możnaby się spodziewać. Czarne złoto zyskało na wartości około pół dolara za baryłkę.

Reforma podatków przeszła ponownie przez Kongres

Przez drobne zmiany amerykańska reforma podatków musiała wrócić ponownie do Kongresu. Na szczęście dla Republikanów głosowanie okazało się formalnością. Warto zwrócić uwagę, że w pakiecie ze zmiana podatków zniesiono obowiązek ubezpieczenia medycznego. Był to cios w Obamacare, system ubezpieczeń medycznych, którego nie udało się Donaldowi Trumpowi usunąć pomimo wygranych wyborów. Pomimo tego sukcesu dolar pozostaje od kilku dni w niełasce inwestorów. W ciągu dwóch dni stracił około 1% względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,
  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
  • 22:45 – Nowa Zelandia – PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przybywa zamożnych Polaków. Czym kierują się robiąc zakupy?

Za wzrost wynagrodzeń zapłacimy wyższą inflacją

Stajniak: W 2018 roku zapłacimy więcej za paliwo

Bank Pekao S.A. finansuje startupy

Bank Pekao S.A. podpisał umowę z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym dotyczącą kredytów dla startupów z gwarancjami EFI w ramach Programu „EaSI”. Dzięki temu, startupy – firmy działające nie dłużej niż dwa lata, otrzymają 80% zabezpieczenia kapitału i odsetek. Bank jako niekwestionowany lider w finansowaniu ze wsparciem, otrzymał od Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Unii Europejskiej przy Związku Banków Polskich i Ministerstwie Rozwoju wyróżnienie „Lidera Rynku Instrumentów Finansowych UE w Polsce” w kategorii banków komercyjnych, a także za wynik X-lecia.

W ramach linii portfelowych będą realizowane dwie umowy: na kredyty inwestycyjne do kwoty 100 tys. PLN oraz na kredyty w rachunku bieżącym do 20 tys. PLN. Obydwa produkty przeznaczone są dla startupów i są zabezpieczane przez EFI do wysokości 80% kapitału i odsetek.

– Dzięki umowie z EFI, otwiera się w Banku Pekao S.A. zupełnie nowa jakościowo era w finansowaniu dla startupów. Teraz, młode firmy, które nie zdążyły jeszcze zbudować kapitałów, a jednocześnie potrzebują wsparcia w początkach działalności, mogą uzyskać kredyty, a o gwarancję zatroszczy się bank we współpracy z UE Dla banku, to też ogromna korzyść, bo dzięki gwarancjom zmniejsza się ryzyko finansowania startupów i możemy otworzyć się na młode firmy – powiedział Tomasz Styczyński, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Przyznany limit portfela to 60 mln PLN w podziale na 25 mln na kredyty inwestycyjne oraz 35 mln kredyty w rachunku bieżącym do zbudowania w okresie 5 lat.

Równocześnie Bank Pekao S.A. otrzymał od Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Unii Europejskiej wyróżnienie „Lidera Rynku Instrumentów Finansowych UE w Polsce” za najlepszy wynik sprzedażowy w kategorii banków komercyjnych, a także za wynik X-lecia zaangażowania Banku w dystrybucję i promocję instrumentów finansowych UE dla MŚP.  Bank Pekao SA wdrażał bowiem wsparcie dla polskich firm w aż trzech programach ramowych UE (MAP, CIP i COSME), a od 11 grudnia dołączył EaSI. Łącznie w efekcie udziału banku w tych programach do ponad 13 tys. polskich MŚP trafiło ponad 2,6 mld zł. Wyróżnienie KPK,  obok statuetki „Lidera Jakości Sprzedaży” w zakresie kredytów z gwarancjami de minimis, którą bank został wyróżniony w ub. tygodniu przez Bank Gospodarstwa Krajowego, potwierdza jego wysoką pozycję wśród banków udzielających kredytów ze wsparciem publicznym. Bank współpracuje z KPK od 2007 roku w zakresie pozyskiwania i wspierania polskich firm. Aktualnie prowadzone są prace na rzecz pozyskania kolejnych środków europejskich dla klientów banku.

EaSI (Europejski program na rzecz zatrudnienia i innowacji społecznych) to zarządzany przez Komisję Europejską program wsparcia, którego jednym z elementów są unijne gwarancje portfelowe Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego dla instytucji finansowych udzielających mikrofinansowania  na zakładanie lub rozwijanie działalności mikroprzedsiębiorstw.

Więcej o Programie EaSI i o instrumentach finansowych UE na www.InstrumentyFinansoweUE.gov.pl

Po pierwsze: nie chwalić, czyli dlaczego pochwała szkodzi motywacji pracownika

Nikt nie lubi być zwiastunem złych wieści. Przekazywanie pozytywnych informacji wydaje się dużo prostszym zadaniem. Najlepsi menedżerowie wiedzą jednak, że to tylko pozory. Możesz dołączyć do tego grona dzięki wskazówkom Jarosława Pudełka, specjalisty zarządzania doświadczeniem pracowników z firmy CzteryP.

Jedna z pracownic uzyskała w tym miesiącu świetne rezultaty. Uważasz, że jej wysiłek zasługuje na docenienie i postanawiasz pochwalić ją podczas spotkania zespołu. Kiedy już wszyscy gromadzą się w salce konferencyjnej, zabierasz głos i mówisz:

„Pani Aniu, widzę, że się pani rozwija. Bardzo to doceniam. Pracuje pani rzetelnie, zazwyczaj wywiązuje się pani z obowiązków. Podoba mi się też pani zachowanie wobec kolegów i koleżanek. Mówiłem im, że powinni brać z pani przykład. Brawo, tak trzymać!”

Po skończeniu wypowiedzi rozglądasz się po sali – pracownicy się uśmiechają, rozlegają się nawet brawa. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem. Widzisz, że pani Ania – choć sili się na uśmiech – jest wyraźnie niezadowolona. Spróbujmy wczuć się w jej sytuację i sprawdzić, jak zrozumiała Twój komunikat:

„Mój szef to idiota. Docenia, że się rozwijam. Jakbym była jakimś niedorozwojem. Pracowałam cały tydzień po godzinach, zrezygnowałam z wyjazdu z synem. A on – mówi mi, że pracuję rzetelnie. No tak! Najlepiej, żeby pracowała 24h/dobę w firmie. Na dodatek zrobił ze mnie przykład dla innych. Świetnie, teraz to będą mówić jaka ze mnie frajerka.”

Twoje słowa wywołały odwrotny efekt od zamierzonego. Zamiast wzbudzić pozytywne emocje i zmotywować do dalszego wysiłku, udało Ci się zniechęcić pracownika do podejmowania dodatkowych zadań. I – jak podkreśla Jarosław Pudełek z CzteryP – potencjalnie również rozbudzić konflikt w zespole.

Diagnoza

Czy takie były Twoje intencje? Z pewnością nie. „Kiedy udzielamy informacji zwrotnej, trzeba liczyć się z tym, że komunikat może zostać odebrany inaczej niż zaplanowano” – zauważa ekspert CzteryP. „Dlatego na prowadzonych przez nas symulacjach biznesowych pokazujemy menedżerom, jak uniknąć takiej sytuacji. Konieczna jest przede wszystkim zmiana przekonań” – dodaje. Nie należy chwalić pracowników. Znacznie lepiej wyrażać uznanie – za konkretne efekty, sposób wykonania pracy, wynik. Jak to osiągnąć?

  1. Uznanie dotyczy tego, co robi dana osoba (a nie jej samej). Lepiej powiedzieć „Przygotowujesz bardzo precyzyjne raporty” niż „Jesteś świetnym pracownikiem”. Takie podejście buduje poczucie, że wykonana praca jest przez Ciebie doceniana. I wzmacnia pracownika w dobrych praktykach.
  2. Uznanie dotyczy konkretnych działań – wzrasta wtedy siła oddziaływania Twojej wypowiedzi i wartość dodana dla pracownika. Zamiast powiedzieć: „Dobrze przeprowadziłeś ten projekt”, lepiej wyjaśnić, które działania pracownika były kluczowe dla osiągnięcia celu.
  3. Wyrażając uznanie, należy unikać teatralnego, patetycznego tonu, gdyż wypowiedź traci wtedy na autentyczności. „Zamiast patrzeć na pracownika z góry, wyobraź sobie, że mówisz do osoby, która jest Twoim zwierzchnikiem. Dzięki takiemu postawieniu sytuacji dobierzesz słowa, które będą odebrane dużo lepiej niż zwykłe klepanie po ramieniu” – radzi Jarosław Pudełek.
  4. Należy także unikać wyrażania uznania w szerszym gronie. Może to wywoływać negatywne reakcje pozostałych osób. Znacznie lepiej przeprowadzić taką rozmowę na osobności, w cztery oczy z pracownikiem. Stwarza to też lepsze warunki do doprecyzowania poruszonych kwestii.

Rozwiązanie

Jeśli podczas symulacji biznesowej poznasz te zasady, opisana na początku sytuacja będzie mogła wyglądać zupełnie inaczej. Dialog w cztery oczy z pracownicą może wówczas przebiegać tak:

„Pani Aniu, jestem bardzo zadowolony z zestawienia, które Pani dla mnie przygotowała (konkretna informacja). Podsumowanie jest szczególnie trafne (uszczegółowienie). Musiała Pani włożyć bardzo dużo wysiłku i czasu i to teraz, gdy zbliżają się Święta (docenienie wysiłku). Zestawienie, które Pani przygotowała bardzo przyda się mnie i całej firmie, ponieważ na jutrzejszym spotkaniu zarządu przedstawię Pani interpretację i rekomendacje dalszych działań (wpływ). Jestem zadowolony również z tego, że coraz lepiej koordynuje Pani działania we własnym zespole. Wiem, że jest to trudne wyzwanie.”

Jak podkreśla Jarosław Pudełek z CzteryP, taka wypowiedź zbuduje w pracowniku przekonanie, że Twoje wyrazy uznania są szczere i przemyślane. Pani Ania wyjdzie ze spotkania z przeświadczeniem, że doceniasz jej pracę.

Jeśli dobrze przygotujesz się do rozmowy, wyrazisz swoją opinię w naturalny sposób i przekażesz ją osobiście pracownikowi, możesz liczyć na to, że przyjmie Twoje słowa z radością. Wzmocnieniu ulegnie także jego motywacja. Ponadto będzie miał szansę odwdzięczyć Ci się swoją opinią na temat podjętych działań. A wyrazy uznania to coś, co doceni każdy – zarówno pracownik, jak i szef.

Trudny dzień dla bitcoina

Środa była trudnym dniem dla bitcoina. Po tym jak w niedzielę osiągnął rekordową wartość niemal 20 tys. USD, nastąpił spadek. W środę rano kryptowaluta była notowana na poziomie ok. 16,3 tys. USD, co oznacza załamanie kursu o 18,5%. To była najniższa wartość od tygodnia. Potem bitcoin wzrósł do 17,4 tys. USD, by jeszcze głębszy spadek doświadczyć tego samego dnia późnym wieczorem (ok. 16,2 tys. USD). W czwartek rano bitcoin odrobił nieco te straty i jest wyceniany na 17,2 tys. USD.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,25%) i japońskiego jena (+0,42%), a traci do euro (-0,32%), dolara kanadyjskiego (-0,31%) oraz dolara australijskiego (-0,02%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,187, GBP/USD – 1,336, USD/CAD – 1,282, AUD/USD – 0,766 i USD/JPY – 113,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,72%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,889. Złotówka zyskuje do większości walut, poza euro, wobec którego nie zmienia kursu. W czwartek rano dolar kosztuje 3,54 zł, euro – 4,2 zł, funt – poniżej 4,73 zł, a frank szwajcarski – 3,59 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,25%, frankfurcki indeks DAX – o 1,11%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,56%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,08%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,03%, a brazylijski indeks Bovespa wzrósł o 0,94%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,11%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,38%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,49%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej drugi dzień w rzędu idą w górę. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,56 USD (+1,18%), a ropy WTI – 58,09 USD (+0,91%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 66 USD. Rośnie także cena złota. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1265 USD. To 2 USD więcej (+0,16%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:46 – Japonia – Decyzja Banku Japonii ws. stóp procentowych, grudzień – bez zmian
  • 7:30 – Japonia – Konferencja prasowa po posiedzeniu Banku Japonii, grudzień
  • 13:00 – Czechy – Decyzja CNB ws. stóp procentowych, grudzień
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki koniunktury gospodarczej, grudzień
  • 14:00 – Polska – Protokół z posiedzenia RPP, grudzień
  • 14:30 – USA – Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, tydzień (prognoza 231 tys.)
  • 14:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, grudzień (prognoza 21,5 pkt.)
  • 14:30 – USA – PKB, III kw. (prognoza 3,3%)
  • 14:30 – Kanada – Inflacja CPI (r/r), listopad (prognoza 2%)
  • 16:00 – USA – Indeks wskaźników wyprzedzających Conference Board, listopad (prognoza 0,4%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Zniesienie limitu 30-krotności zmieni sposób zatrudniania w firmach

Batalia o zniesienie limitu opłacania składek emerytalno-rentowych po przekroczeniu progu tzw. 30-krotności nadal trwa. Po nowelizacji znacząco zwiększą się koszty pracodawców, a lepiej zarabiający pracownicy będą zmuszeni oddawać na daniny publiczne nawet ponad połowę swojego wynagrodzenia. W konsekwencji część z nich może przejść na samozatrudnienie lub wybrać inne mniej kosztowne formy zatrudnienia.

W październiku br. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zaproponowało nowelizację ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, której celem jest zniesienie limitu opłacania składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe po przekroczeniu kwoty odpowiadającej 30-krotności prognozowanego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce na dany rok. Projekt przyjęty w listopadzie przez Sejm zakładał wdrożenie zmian już od 1 stycznia 2018 r. Przedsiębiorstwa dowiedziały się o tym w momencie, w którym miały już zaplanowane budżety płacowe na kolejny rok. W dniu 7 grudnia Senat wprowadził więc poprawkę do projektu, przesuwającą termin wejścia w życie nowelizacji na 1 stycznia 2019 r., która następnie została przyjęta przez Sejm w dniu 15 grudnia 2017 r. Obecnie ustawa czeka na podpis Prezydenta.

Propozycja zmian negatywnie wpłynie na budżety firm i wynagrodzenia netto lepiej zarabiających pracowników. Nic więc dziwnego, że coraz więcej przedstawicieli pracodawców i związkowców apeluje do Prezydenta o zawetowanie ustawy w całości. Taki apel wystosowały już m.in. Konfederacja Lewiatan i NSZZ „Solidarność”. Mimo że projekt nowelizacji jest już na zaawansowanym etapie procesu legislacyjnego, nadal prawdopodobne jest, że ulegnie zmianom.

Limit przeciw dużym rozbieżnościom w wysokości emerytur

Limit 30-krotności funkcjonuje w systemie emerytalnym od 1999 r., ograniczając pobór składek od osób lepiej zarabiających, a tym samym przeciwdziałając powstawaniu dużych rozbieżności w wysokości świadczeń emerytalnych w  przyszłości. W 2017 r. górny limit podstawy wymiaru składek emerytalnych i rentowych wynosi 127  890 zł. Osiągnięcie tzw. 30-krotności zawsze wiąże się z wejściem w drugi próg podatkowy. Gdy pracownik przekracza kwotę 85 528 zł rocznego dochodu, nadwyżka jego dochodów zostaje opodatkowana stawką 32 proc. Pracownik płaci więc wyższy podatek, ale dzięki limitowi tzw. 30-krotności nie opłaca składki emerytalnej (9,76 proc.) i rentowej (1,5 proc.). Również pracodawca / płatnik składek jest zwolniony z obowiązku płacenia składek na ubezpieczenia emerytalno-rentowe (odpowiednio 9,76 proc. i 6,5 proc.). Obecnie więc, po przekroczeniu drugiego progu podatkowego wynagrodzenie netto, nie ulega drastycznej obniżce. Po nowelizacji przepisów ta sytuacja diametralnie się zmieni.

Po nowelizacji nawet ponad 50 proc. pensji na daniny publiczne

Zniesienie limitu 30-krotności spowoduje zwiększenie świadczeń dla ZUS z tytułu wynagrodzenia o ok. 27,5 proc. łącznie dla pracownika i pracodawcy. Po nowelizacji przepisów, osoba zarabiająca 15 tys. zł miesięcznie, po przekroczeniu drugiego progu, będzie odprowadzała podatek dochodowy w wysokości 32 proc. oraz wszystkie składki na ubezpieczenia emerytalno-rentowe. W konsekwencji, wpadając w drugi próg podatkowy, pracownik w ramach danin publicznych będzie zmuszony odprowadzać nawet ponad połowę swojego wynagrodzenia. Według szacunków rządu, w wyniku zmian do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) ma wpływać rocznie ponad 5 mld zł więcej. O tę kwotę zmniejszą się wynagrodzenia netto pracowników i wzrosną koszty zatrudniających ich przedsiębiorstw.

Należy pamiętać, że od 2019 r. planowane jest wprowadzenie Pracowniczych Programów Kapitałowych (PPK), które dodatkowo zwiększą obciążenia składkowe zarówno po stronie pracowników, jak i pracodawców. Zgodnie z założeniami, wszyscy pracownicy będą automatycznie zgłaszani do PPK, a część ich wynagrodzenia (od 2 do 4 proc.) będzie odkładana na przyszłą emeryturę. Złożą się na nią także ich pracodawcy, odprowadzając minimum 1,5 proc. pensji. Obecnie obciążenie składkowe po stronie pracodawcy już wynosi ok. 20 proc. wynagrodzenia pracownika. Po zniesieniu limitu 30-krotności i wprowadzeniu PPK będzie ono jeszcze wyższe – komentuje Robert Adamczyk, Project Manager w Dziale Ubezpieczeń Społecznych i Środowiska Pracy w Ayming Polska.

Z etatu na samozatrudnienie

Jeśli od 2019 r. będzie obowiązywać zniesienie tzw. 30-krotności, a dodatkowo zaczną funkcjonować Pracownicze Programy Kapitałowe, łączna kwota podatków i składek na ubezpieczenia społeczne, tylko po stronie pracownika może przekroczyć 50 proc. wynagrodzenia. Dla porównania, kara wymierzana przestępcom podatkowym za nieujawnianie dochodów to 75 proc. Można spodziewać się, że tak duże obciążenie osób pracujących np. na umowach o pracę spowoduje, że zaczną one poszukiwać innych form zatrudnienia, co z kolei przełoży się na niższe wpływy z PIT. Szacuje się, że zmiany dotkną ok. 350 tys. osób najlepiej zarabiających, przede wszystkim wysoko wykwalifikowanych specjalistów i ekspertów, m.in. z branży nowych technologii.

Alternatywą dla osób dotkniętych zmianą może być samozatrudnienie. Należy jednak pamiętać, że nie w każdym wypadku będzie można je zastosować. Może się zdarzyć, że takie przejście zostanie zakwestionowane przez uprawnione do tego organy administracji państwowej. Decyzja o zmianie formy zatrudnienia powinna być starannie przemyślana, a jej wdrożenie odpowiednio przeprowadzone. W przypadku zakwestionowania zmiany formy zatrudnienia przez ZUS, odpowiedzialność leży po stronie pracodawcy/ płatnika składek – dodaje Robert Adamczyk, Project Manager w Dziale Ubezpieczeń Społecznych i Środowiska Pracy w Ayming Polska.

Odroczenie obowiązywania przepisów o rok

Jeśli nowe przepisy wejdą w życie od 2019 r., to w 2018 r. będzie miało zastosowanie przedmiotowe ograniczenie, wyznaczające górny limit podstawy wymiaru składek emerytalnych i rentowych do kwoty 133 290 zł. W praktyce oznacza to, że osoba, która przekroczy w 2018 r. wskazany poziom rocznego wynagrodzenia, nie odprowadzi składek emerytalno-rentowych od nadwyżki ponad wskazaną kwotę. Ograniczenie to będzie dotyczyło również podstawy wymiaru składek na Fundusz Emerytur Pomostowych. Składek tych nie będzie odprowadzał także pracodawca lub zleceniodawca.

Zgodnie z poprawką wniesioną przez Senat, nowelizacja zacznie obowiązywać rok później niż pierwotnie przewidywano. Biorąc jednak pod uwagę jej negatywny wpływ zarówno na pracowników, jak i na biznes, nie jest to zadowalający kompromis. Ponad 5 mld dodatkowego wpływu do FUS pokryją ze swojej pensji netto pracownicy oraz przedsiębiorstwa.

Ukraińcy wydadzą na święta 154 zł. Polacy pięć razy więcej

Na tegoroczne Święta Bożego Narodzenia Polacy wydadzą na zakupy spożywcze i prezenty średnio 882 zł[1]. W tym samym czasie Ukraińcy przeznaczą na ten cel 154 zł (1196 hrywien) – wynika z danych Research & Branding Group. Porównując planowane wydatki świąteczne do średniego wynagrodzenia okazuje się, że Polacy są bardziej rozrzutni. Na święta wydajemy jedną czwartą pensji, podczas gdy Ukraińcy jedną piątą. Co ciekawe, Ukrainiec na świąteczne wydatki musi pracować 4 dni, a Polak jeden dzień dłużej.

Kiedy spojrzymy na świąteczne wydatki Polaków i Ukraińców widać wyraźną różnicę. My wydajemy prawie 900 zł, oni niewiele ponad 150 zł. Warto jednak pamiętać, że jest to efekt różnic w wynagrodzeniach. Za wschodnią granicą zarabia się kilkukrotnie mniej niż u nas, co też uzasadnia obecność Ukraińców pracujących w Polsce. Kiedy jednak zestawimy planowane wydatki ze średnim wynagrodzeniem w danym kraju, okazuje się, że Polacy są  bardziej rozrzutni, co też powoduje, że na świąteczne wydatki muszą pracować o dzień dłużej niż Ukraińcy – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Ukraińskie święta za jedną piątą miesięcznego budżetu

Z analizy Deloitte wynika, że z myślą o tegorocznych świętach Polacy planują wydać na zakupy spożywcze i prezenty 882 zł. Jeżeli zestawimy to ze średnim wynagrodzeniem, które według Głównego Urzędu Statystycznego w październiku 2017 roku wyniosło 3295 zł netto, okazuje się, że świąteczne szaleństwo pochłonie mniej więcej 26% naszego miesięcznego budżetu. Całkiem podobnie sytuacja przedstawia się na Ukrainie. Z danych Research & Branding Group wynika, że na święta Ukraińcy wydają mniej więcej 154 zł (1196 hrywien), zatem pięć razy mniej niż w Polsce. Jednak zestawienie ze średnim wynagrodzeniem sprawia, że różnica ta się niweluje. Ukraiński Urząd Statystyczny podaje, że średnie wynagrodzenie na Ukrainie wynosi 767 zł netto (5938 hrywien). A to oznacza, że na świąteczne wydatki Ukraińcy przeznaczają ok. 20% miesięcznego budżetu, zatem podobnie jak w Polsce.

Polak na święta pracuje pięć dni, Ukrainiec cztery

Mniejsza kwota wydawana na święta w porównaniu do średniego wynagrodzenia, oznacza krótszy czas pracy na pokrycie wydatków. I tak Polak musi pracować pięć dni, żeby zarobić na świąteczne szaleństwo zakupowe, natomiast Ukrainiec nieco krócej, bo cztery dni.

Porównanie nakładów czasu pracy niezbędnych do pokrycia świątecznych wydatków pokazuje, że Polacy i Ukraińcy znacząco się od siebie nie różnią. Na zakupy związane ze świętami Bożego Narodzenia, czyli prezenty i artykuły spożywcze, przeznaczamy zbliżony odsetek wynagrodzeń. Nadal jednak wyraźna jest różnica w kwotach. Ukraińcy po prostu zarabiają sporo mniej od Polaków. Zatem możemy się spodziewać, że również w przyszłym roku osoby zza wschodniej granicy będą chętnie do nas przyjeżdżać za pracą, bo mogą liczyć na kilkukrotnie wyższe wynagrodzenie niż u siebie – podsumowuje Krzysztof Inglot.

[1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/consumer-business/articles/raport-zakupy-swiateczne-2017.html

Rynek telekomunikacyjny i telewizji kablowej w Polsce czeka intensywny rok zmian

Ponieważ powoli wchodzimy w rok 2018, analitycy Haitong Bank przejrzeli się operatorom telekomunikacyjnym w Polsce i wyróżnili najważniejsze – według nich – tematy, które mogą napędzać rynek. Zdaniem analityków, duże znaczenie dla sektora w nadchodzącym roku będzie miało przejęcie Netii przez Cyfrowy Polsat, które może spowodować dalsze fuzje i przejęcia, szczególnie wśród operatorów infrastrukturalnych i telewizji kablowej. Ponadto, wśród kluczowych tematów dla telekomów analitycy wymieniają możliwą intensyfikację konkurencji na rynku oraz zakup przez Cyfrowy Polsat praw telewizyjnych do UEFA Champions League.

Gorący okres konsolidacji

Przejęcie Netii to kolejny krok pozwalający Cyfrowemu Polsatowi wejść na obecnie bardzo słabo spenetrowany przez niego rynek dużych i średnich miast. Jest on aktualnie zdominowany przez telewizję kablową w segmencie płatnej telewizji, w telefonii stacjonarnej przez Orange Polska, a w telefonii komórkowej przez T-Mobile, Orange i Play.

Wezwanie do wykupu do 66 proc. akcji Netii (a w przyszłości zapewne na 100 proc.) musi uzyskać zgodę organów antymonopolowych. Prezentując transakcję z Netią, Cyfrowy Polsat poinformował, że planuje przedstawić aktualizację celów średnioterminowych w pierwszym kwartale 2018 r., a wezwanie obowiązuje do 5 marca 2018 r. Oznacza to, że firma spodziewa się bardzo szybkiej decyzji ze strony Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta (UOKiK). Zdaniem Konrada Księżopolskiego, Szefa Działu Analiz Haitong Bank, to podejście jest nieco zbyt optymistyczne, biorąc pod uwagę sprawy, które są i będą rozpatrywane przez UOKiK. W październiku 2016 r. UPC podpisało warunkową umowę o przejęciu 100-procentowego pakietu w Multimedia Polska (MMP). Do dziś UOKiK wciąż nie wydał decyzji w tej sprawie. Transakcja pomiędzy UPC i MMP dotyczyła operatorów kablowych, którzy działają w tej samej technologii, a ich sieci nakładają się na siebie w wielu obszarach. Oprócz transakcji UPC/MMP, UOKiK pracuje obecnie nad przejęciem Mili przez Eurocash, niebawem zajmie się transakcją Cyfrowy Polsat/Netia i będzie się również musiał wypowiedzieć w kwestii transakcji Macquarie/INEA.

Analitycy zdają sobie sprawę, że przejęcie Netii przez Cyfrowy Polsat jest dla urzędu antymonopolowego łatwiejsze do przeanalizowania niż UPC/MMP. Głównie dlatego, że działalność Cyfrowego Polsatu i Netii nie zazębia się. – Jedynym punktem budzącym wątpliwości może być rynek płatnej telewizji, w którym Cyfrowy Polsat już ma blisko 34-procentowy udział. Netia ze swoimi około 180 tys. klientów telewizji IP ma około dwuprocentowy udział w rynku. Razem daje to prawie 36-procentowy udział w rynku płatnej telewizji, a to oznacza koncentrację na rynku. Może to skłonić UOKiK do uważniejszego przeanalizowania tej transakcji i odłożenia w czasie ostatecznej decyzji – mówi Konrad Księżopolski.

Czego się spodziewać na rynku po zakupie Netii?

Po przejęciu Netii przez Cyfrowy Polsat, Play wraz z T-Mobile pozostaną w 100 proc. mobilnymi i nie w pełni konwergętnymi operatorami telekomunikacyjnymi w Polsce. Ważne pytanie brzmi, jak może to wpłynąć na nich, na cały rynek i jakie inne ruchy może wywołać. Jeżeli chodzi o Play i T-Mobile, to analitycy Haitong Bank uważają, że pierwszy operator był i najprawdopodobniej będzie znacznie bardziej wydajny niż T-Mobile. Dodatkowo transakcja Cyfrowego Polsatu i Netii z definicji jest obliczona na rynek stacjonarny w gęsto zamieszkałych regionach, zdominowanych dotąd przez operatorów kablowych, które teraz próbuje odzyskać Orange. Zdaniem analityków, na rynku telewizji kablowej może zatem dojść do dalszych transakcji i zmian. Play ostatnio podpisał umowę o współpracy z UPC, której celem jest wspólna sprzedaż usług. Przejęcie Netii może jedynie przyspieszyć ten proces. Jak zaznacza Konrad Księżopolski, biorąc pod uwagę, że UPC jest skupiony na transakcji z Multimedia Polska, przejęcie Play przez UPC jest mało prawdopodobne. Inni operatorzy kablowi, tacy jak Vectra i Toya są w gorszej pozycji konkurencyjnej, bo nie mają podpisanego strategicznego partnerstwa z żadnym operatorem komórkowym.

Konkurencja nadal mocna

Ostra konkurencja przez wiele lat była kluczowym powodem, dla którego wartość polskiego rynku telekomunikacyjnego spadała. Mimo rosnącej bazy klientów i nasycenia, wartość rynku obniżyła się do około 39,5 mld złotych w 2016 r. z 43 mld złotych w roku 2008. Za ostrą konkurencję odpowiadał przede wszystkim Play, który startował od zera w 2007 r., by stać się drugim graczem na rynku z 15 mln klientów.

Od kilku kwartałów operatorzy telekomunikacyjni sygnalizują, że konkurencja na rynku komórkowym ustabilizowała się i złagodniała, co było również widoczne w niewielkim wzroście liczby klientów abonamentowych Orange Polska i Plus (Cyfrowy Polsat). Wcześniej na ich bazę numerów wpływ miała agresywna oferta handlowa Play. Te stopniowo stabilizujące się warunki konkurencyjne w segmencie mobilnym były również widoczne w statystykach MNP (Mobile Number Portability). W nich Play stopniowo wyhamowywał tempo wzrostu netto i brutto na rzecz innych graczy rynkowych, w tym zarówno operatorów infrastrukturalnych (Orange Polska, Plus, T-Mobile), jak i wirtualnych (takich jak Virgin czy Premium Mobile).

Czynnikiem, który według analityków Haitong Bank złagodził konkurencję rynkową, mogła być bardzo kosztowna aukcja LTE, warta łącznie 9,4 mld złotych. To znacząco wpłynęło na przepływy finansowe niemal wszystkich operatorów komórkowych (poza Plusem) i ich wskaźniki zadłużenia. Analitycy uważają również, że złagodzenie konkurencji rynkowej było spowodowane zmianą w podejściu biznesowym Play. Firma przestała się koncentrować na zdobywaniu udziału w rynku na rzecz czerpania wartości i gotówki z istniejącej bazy klientów.

Co ważne, wzrost liczby abonamentowych subskrybentów usług głosowych Orange Polska i Plusa odbywał się w ostatnich dwóch latach kosztem dosyć słabej strategii komercyjnej T-Mobile. T-Mobile dokonał jednak zmian w zarządzie i wprowadził bardziej agresywne podejście komercyjne, ukierunkowane na mobilne usługi szerokopasmowe. – Może to stanowić zagrożenie dla bazy ADSL Orange Polska. Ta odnowiona strategia komercyjna zaczyna być również widoczna w MNP, gdzie T-Mobile poprawił zarówno wynik brutto, jak i wskaźnik rezygnacji, co skutkuje wyraźnie lepszym wynikiem netto, który przez trzy ostatnie lata był negatywny – zaznacza Konrad Księżopolski.

Analitycy Haitong Banku nie spodziewają się wojny cenowej w segmencie dostępu do szerokopasmowych usług mobilnych na polskim rynku telekomunikacyjnym. Nie oczekują jednak też, by konkurencja rynkowa całkowicie osłabła. Ich zdaniem, z uwagi na to, że T-Mobile mierzy w segment szerokopasmowych usług mobilnych, najbardziej podatni na jego ofertę mogą być abonenci ADSL. Dla nich LTE jest rozsądną alternatywą jeżeli chodzi o lepszy i szybszy dostęp do internetu.

Znaczenie UEFA Champions League na rynku płatnej telewizji

Jak zaznacza Konrad Księżopolski, przy wysokim stopniu nasycenia rynku płatnej telewizji, konkurencja o nie-linearny i wysokiej jakości kontent video posiadany na wyłączność, będzie zyskiwała na znaczeniu jako kluczowy czynnik wyróżniający. Analityk podkreśla, że mimo wysokiej ceny (potencjalnie około 110 mln euro), jaką Cyfrowy Polsat zapłacił za prawa do transmitowania ponad tysiąca meczów UEFA Champions League i UEFA Europa League (Ligi Mistrzów i Ligi Europy) przez trzy kolejne lata (do 2021 roku), jest to decyzja słuszna. Jego zdaniem może to przynajmniej nieznacznie zmienić kształt rynku płatnej telewizji, a Cyfrowy Polsat może okazać się zwycięzcą w tej grze.

Przez wiele lat NC+ budował swoją przewagę konkurencyjną na rynku jako dostawca kontentu sportowego klasy premium. Zdaniem analityków Haitong Bank, niektórzy abonenci NC+ mogą poważnie rozważyć rezygnację z obecnie używanych planów taryfowych płatnej telewizji i przerzucić się na Cyfrowy Polsat. Dzięki skonsolidowanej ofercie może on również zmniejszyć ich miesięczne rachunki za telewizję.

Według Konrada Księżopolskiego, istnieje kilka sposobów, w jakie Cyfrowy Polsat może i prawdopodobnie wykorzysta umowę z UEFA. Po pierwsze, posiadanie praw telewizyjnych na  najważniejsze rozgrywki w piłce nożnej przyciągnie obecnych klientów Cyfrowego Polsatu, co może podnieść ARPU. Po drugie, klienci NC+ mogą rezygnować z dotychczasowych umów i wybierać Cyfrowy Polsat, ponieważ zdaniem analityka duża ich część wybiera tę platformę z powodu jej oferty sportowej. Dodatkowo prawa UEFA może zapobiec odpływowi klientów Cyfrowego Polsatu, szczególnie z segmentu premium i przyniesie wzrost przychodów z reklam telewizyjnych kanałów Polsatu. Należy pamiętać również o fakcie, że Cyfrowy Polsat może odsprzedać kontent UEFA innym operatorom płatnej telewizji, pobierając od nich marżę hurtową.

Rośnie rola HR-owców w firmach: specjaliści z tej branży zarabiają coraz więcej

Oferowane wynagrodzenia specjalistom i menedżerom z obszaru HR w 2017 roku wyniosły średnio 9857 zł brutto, czyli aż o 1707 zł więcej niż rok wcześniej. Co ciekawe, ich pensja była wyższa niż wynagrodzenie oferowane marketingowcom i sprzedawcom. Pracownicy z marketingu i sprzedaży w 2017 roku zarabiali średnio 9630 zł. Eksperci Antal podkreślają, że takie wyniki wyraźnie wskazują na rosnącą rolę działów HR w firmach, ze względu na rynek pracownika, konieczność intensywnych działań rekrutacyjnych i employer brandingowych.

Obecnie firmy na niespotykaną dotąd skalę inwestują w swoje działy HR oraz aktywności związane z budowaniem wizerunku pracodawcy. Oczywiście bezpośrednim powodem takiego stanu rzeczy jest deficyt kadr na rynku pracy. To wymusiło na firmach skupienie się na własnej polityce rekrutacyjnej, zainwestowanie w specjalistów ds. HR, którzy będą w stanie ściągnąć najbardziej wartościowych pracowników i zadbają o wizerunek firmy jako miejsca, gdzie warto pracować. Nie można oczywiście wyciągnąć prostego wniosku, że HR jest teraz ważniejszy niż działy marketingu czy sprzedaży. Jednak tak duży wzrost wynagrodzeń wyraźnie wskazuje na rosnące znaczenie ekspertów ds. zatrudnienia, polityki płacowej i wizerunku pracodawcy w firmach – mówi Artur Skiba, Prezes Zarządu Antal.

Lawina podwyżek w HR, nie dotyczy jednak szefów działów personalnych

Z „Raportu Płacowego Antal 2017” wynika, że średnie wynagrodzenie miesięczne oferowane specjalistom i menedżerom z branży HR w 2017 roku wyniosło 9857 zł brutto. Tym samym było wyższe aż o 21% w porównaniu do 2016 roku. Warto odnotować, że jest to najwyższy wzrost pensji ze wszystkich analizowanych branż. Przedstawiciele Antal zwracają jednak uwagę, że zmiany poziomu wynagrodzeń w HR nie dotyczą wszystkich pracowników.

W największym stopniu obserwujemy wzrost wynagrodzeń dla doświadczonych specjalistów ds. rekrutacji, szczególnie w sektorze IT i SSC/BPO. Nie obserwujemy natomiast zmiany poziomu wynagrodzeń, jeśli chodzi o stanowiska szefów działów personalnych. Te w dużym stopniu pozostają na tym samym poziomie w ostatnich latach – mówi Agnieszka Pastuła, Team Manager, Antal HR&Legal.

Kluczowa wielkość organizacji       

Szukając kandydatów do działu HR, firmy zwracają uwagę na to, w jakiego typu organizacji specjalista zdobywał doświadczenie. Im większe i bardziej międzynarodowe przedsiębiorstwo, tym lepiej, bo stanowi dla firmy gwarancję, że przyszły pracownik będzie znał zaawansowane narzędzia HR-owe. Będzie też potrafił zarządzać budżetem na realizację dodatkowych aktywności dotyczących np. rozwoju pracowników. Co równie istotne, praca w dużej międzynarodowej korporacji to gwarancja, że bez względu na miejsce zamieszkania, specjalista czy menadżer otrzyma wynagrodzenie na podobnym poziomie w różnych częściach Polski.

Marketingowcy powinni obawiać się o swoje pensje?

Średnie wynagrodzenie miesięczne oferowane specjalistom i menedżerom z marketingu i sprzedaży w 2017 roku wyniosło 9630 zł brutto i było niższe o 20% w porównaniu do 2016 roku. Przedstawiciele Antal zwracają jednak uwagę, że osoby o wyspecjalizowanym w danym obszarze doświadczeniu nie powinny obawiać się o swoją zawodową przyszłość.

– Eksperci ze sprzedaży lub marketingu, zdecydowanie mogą czuć się komfortowo na rynku pracy. Pracodawcy, którzy chcą rozwijać swoje organizacje, mając świadomość tego, jak ważny jest skuteczny sprzedawca czy kreatywny marketingowiec niejednokrotnie proponują ofertę tailor made, czyli skrojoną na miarę kandydata i dostosowaną do jego potrzeb – mówi Katarzyna Sołtysiak, consultant FMCG, Antal Sales&Marketing.

Online marketing na topie

Joanna Kuzioła z Antal Sales&Marketing wskazuje, że osoby odpowiedzialne za online marketing czy e-commerce praktycznie w każdej branży mogą przebierać w ofertach pracy. – Te są coraz bardziej atrakcyjne, gdyż nadal brakuje tych kompetencji na szybko rozwijającym się rynku. Prognozuje się, że w 2017 roku globalne wydatki na reklamę w Internecie będą większe niż wydatki na reklamę w telewizji – mówi Joanna Kuzioła, Team Manager, Antal Sales&Marketing.

Z danych firmy Zenith wynika, że w 2017 roku światowy rynek reklamy internetowej urośnie o 13%, a jego wartość na koniec roku wyniesie 205 mld USD. Tym samym udział Internetu w globalnych wydatkach na reklamę sięgnie 36,9% (wobec 34% w 2016), a specjaliści z tego zakresu będą jeszcze bardziej rozchwytywani.

***

Raport Płacowy Antal 2017 prezentuje wynagrodzenia oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce, którzy mają minimum 2-letnie doświadczenie oraz pracują w średnich i dużych firmach polskich lub międzynarodowych. Opracowanie zostało przygotowane na podstawie 3 źródeł wiedzy. Pierwsze to badanie ankietowe przeprowadzone metodą CAWI oraz CATI w terminie 24.07-16.08 2017 roku na próbie 1040 specjalistów i menedżerów z całego kraju, reprezentujących różne dyscypliny i branże. Dane te zostały zweryfikowane i poszerzone o informacje z procesów rekrutacyjnych przeprowadzonych przez konsultantów Antal w 2017 roku, a także wywiady telefoniczne z pracodawcami i kandydatami. Wynagrodzenia przedstawione w raporcie są wynagrodzeniami całkowitymi, średnimi, brutto miesięcznie.

Rynki dopada świąteczny marazm

Brak istotniejszych wydarzeń sprzyja stabilizacji rentowności krajowych obligacji, z kolei średnioterminowe czynniki fundamentalne ich wzrostowi. Nic nie może wyrwać złotego ze świątecznego marazmu.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W środę złoty po porannym teście okolic 4,195 na EURPLN pod koniec dnia notował poziomy bliskie 4,2050. Wczorajszy kalendarz publikacji gospodarczych był praktycznie pusty (zarówno w kraju jak i na świecie) natomiast uwaga krajowych graczy skierowana była na Brukselę, gdzie unijni komisarze po debacie, zadecydowali o uruchomieniu wobec Polski artykułu 7. punkt pierwszy traktatu unijnego, który w ostateczności oznaczać może nałożenie na nasz kraj sankcji. Uznając, że zmiany prawa w polskim systemie sądownictwa stwarzają „wyraźne ryzyko poważnego naruszenia” wartości europejskich (szczególnie w zakresie praworządności) Polska dostała trzy miesiące na „zaradzenie sytuacji”.  W reakcji na decyzję KE kurs EURPLN chwilowo wzrósł do blisko 4,2085. PLN szybko jednak zawrócił, co pokazało, że ze świątecznego marazmu nic nie jest w stanie go obecnie wyrwać.

Tymczasem ostatnie dni na krajowym rynku walutowym upływały pod znakiem lekkiego umocnienia złotego, który na EURPLN powrócił do wsparcia na poziomie 4,20 po tym jak w połowie grudnia para zbliżała się do 4,225. Teraz walutę naszą wspierały przede wszystkim lepsze nastroje na rynkach globalnych, co m.in. widać było po notowanych na Wall Street rekordach. Wysokie wyceny PLN podtrzymywały też publikowane mocne dane dot. polskiej gospodarki, które po listopadowych wynikach pokazały że dynamika PKB w IV kw. 2017 roku powinna zdecydowanie przekroczyć 4% (ekonomiści PKO szacują wzrost zbliżony do odnotowanego w III kw. na poziomie 4,9%). Nie zmieniło to jednak faktu, że dopóki dane nie zaczną zaostrzać tonu wypowiedzi członków RPP, nie będą kluczowym czynnikiem umacniającym złotego.

Złoty wsparcie znajdował też w utrzymujących się na świecie niskich notowaniach dolara. Kurs EURUSD od półtora miesiąca nie może bowiem poradzić sobie ze wsparciem na poziomie 1,17. Przez większą część środowej sesji EURUSD stabilizował się wokół 1,185 po południu rosnąc do 1,19. Nie można więc wykluczyć, że na ostateczną reakcję inwestorów na uchwalenie największych od 30-lat zmian w amerykańskiej ordynacji podatkowej będziemy musieli poczekać do nowego roku.

Na rynku stopy procentowej środowa sesja przyniosła dalszy wzrost rentowności obligacji skarbowych. Powodem przeceny były przede wszystkim czynniki globalne. Rentowności US Treasuries rosły z powodu zbliżającego się końca prac nad reformą systemu podatkowego w USA. Z kolei w strefie euro wpływ na notowania mógł mieć fakt, że EBC tylko do czwartku będzie skupował aktywa finansowe. W efekcie, w pierwszej części miesiąca zakupy musiały być wyższe, a tym samym presja na spadek rentowności obligacji, natomiast w dalszej części grudnia brak protekcji ze strony banku centralnego będzie sprzyjał już wzrostowi rentowności obligacji skarbowych w Europie. Za przeceną krajowych aktywów przemawiała w środę również informacja, że Komisja Europejska zdecydowała się na uruchomienie wobec Polski art. 7.1 traktatu unijnego.

Chociaż wszystkie wymienione czynniki w najbliższych dniach będą oddziaływały w kierunku wzrostu rentowności obligacji skarbowych, to dodatkowo zmiany rynkowe wzmocnić może ostatecznie ogłoszenie zmian podatkowych w USA. Chociaż oczekiwane jest pozytywne rozstrzygnięcie, to jednak w związku z małą przewagą głosów Republikanów w Kongresie część uczestników rynku miała wątpliwości, czy na pewno plan zyska wystarczającą akceptację. Dlatego prawdopodobna pozytywna decyzja może rozbudzać oczekiwania inwestorów na mocniejsze podwyżki stóp procentowych przez Fed w 2018 r. W kraju cały czas istnieje też obawa, że inwestorzy będą z wyprzedzeniem wyceniać zbliżający się wzrost podaży papierów skarbowych w I kw. 2018 r.rynki

Autorzy: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki – PKO Bank Polski

Jak kończy się 2017 w inwestycjach infrastrukturalnych?

W 2017 roku mieliśmy niedosyt podpisywania nowych umów na budowę kolejnych odcinków dróg. Ta sytuacja musi zmienić się w kolejnych miesiącach 2018 roku. Póki co w budowie było ok. 1200 kilometrów dróg ekspresowych i autostrad, a ponad 700 kilometrów – w przetargach. Największym sprawdzianem będzie to, jak teraz firmy poradzą sobie na budowach i jak będą rozwiązywane spory. Ważną decyzją finansową było zwiększenie wartości programu budowy dróg krajowych ze 107 mld do 135 mld złotych oraz podpisanie umów na kilka dodatkowych odcinków dróg.

– Wykonawcy i podwykonawcy zwracają uwagę na coraz większy brak ludzi do pracy. Z tego powodu część podmiotów rezygnuje ze współpracy z dużymi firmami. Posiłkowanie się pracownikami z Ukrainy już nie pomaga. To największy problem 2017 roku, który w kolejnych miesiącach się utrzyma. Zaczął natomiast rozkręcać się inwestycyjny Krajowy Program Kolejowy – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski wiceprezes ZDG TOR – Pochłonie prawie 66 mld złotych, z czego połowa jest już w podpisanych umowach albo w otwieranych ofertach. Część, która ma zostać zrealizowana przez państwo – a dokładnie Polskie Linie Kolejowe, została dobrze wykonana. Jedną z większych porażek rządu w 2017 roku było nieprzeprowadzenie przez Sejm ustawy, która miała wprowadzić opłatę drogową. Wpływy te miały zostać przeznaczone przede wszystkim na drogi samorządowe. Do poprawy ich stanu potrzeba dodatkowych ponad 100 mld złotych. To problem, z jakim będzie trzeba zmierzyć się w kolejnych latach. Został on poruszony w exposé nowego premiera, który zapowiedział, że będzie szukał rozwiązań – podkreślił Furgalski.

Odrodzenie światowego handlu może być krótkotrwałe, ponieważ nasila się protekcjonizm

  • Protekcjonizm handlowy, finansowa „bałkanizacja” (rozdrobnienie) i geopolityka stopniowo dokonują regionalizacji przepływów kapitału, a tym samym zwiększają koszty finansowania handlu
  • Koniec interwencji banków centralnych wkrótce ujawni ten rosnący protekcjonizm finansowy

Wzrost światowej wymiany handlowej w 2017 i 2018 r będzie prawdopodobnie o połowę mniejszy niż przed kryzysem: rosnący protekcjonizm finansowy i handlowy w połączeniu ze wzrostem stóp procentowych oraz niepokojącym kierunkiem rozwoju geopolityki prowadzą do wzrostu kosztów handlu.  Jest to jedno z głównych ustaleń Działu Badań Ekonomicznych Euler Hermes w trzecim wydaniu Globalnej Prognozy dla Handlu – Global Trade Outlook, zatytułowanej „Gra o Handel: Niepokonany, Nieugięty, Niezłamany” (oryg. „Game of Trade: Unbowed, Unbent, Unbroken”). Położono w niej nacisk zwłaszcza na 8 kluczowych obecnie rynków – USA, Meksyk, Chiny, Japonię, Niemcy, Francję, Wielką Brytanię i Włochy.

W latach 2003-2007 wzrost wolumenu światowego handlu wynosił średnio +8%, a wzrost jego wartości wynosił średnio +16%. Euler Hermes spodziewa się wzrostu wolumenu światowej wymiany handlowej w 2017 roku o +4,3% i o +3,9% w 2018 roku. Pod względem wartości przewidujemy jego wzrost o odpowiednio + 7,5% w 2017 r. i + 6,3% w 2018 r.

Protekcjonizm, finansowanie handlu i geopolityka hamują wzrost światowego handlu

Po pierwsze, liczba środków protekcjonistycznych jest wysoka i stale rośnie: oczekujemy wprowadzenia w tym roku łącznie ponad 400 nowych środków o tym charakterze (nieco tylko mniej niż w 2016 r.). Niektóre kraje, takie jak USA, zaczęły szybko zwiększać liczbę barier: do listopada 2017 r. odnotowaliśmy 87 nowych takich regulacji, więcej niż w całym 2016 r. (84) i 2015 r. (86). Działania te były silnie ukierunkowane na dwie gospodarki: Chiny (20%) i Kanadę (18%), co oznacza wzrost odpowiednio z 10% i 12% w 2016 roku. Taka tendencja jest szczególnie ważna w kontekście znaczenia Stanów Zjednoczonych jako końcowego konsumenta towarów: kraj ten odpowiada za 30% światowej konsumpcji prywatnej.

Druga przeszkoda w dalszym rozwoju światowej wymiany handlowej wiąże się z wciąż trudnym dostępem do finansowania wynikającym z utrzymującej się „bałkanizacji” (rozdrobnienia i spolaryzowania) przepływów finansowych. Zaciągnięte na świecie transgraniczne kredyty bankowe zmniejszyły się w II kw. 2017 r. o -0,2% r/r z powodu asymetryczności regulacji. Nietolerancja i wyodrębnienie ryzyka przez duże banki w USA, w połączeniu z asymetrycznymi, niejednolitymi regulacjami finansowymi (wymogi kapitałowe) i kontrolami kapitału (na rynkach wschodzących) składają się na wyjaśnienie podstaw naszej prognozy rozczarowującego wzrostu wolumenu wymiany handlowej. Euler Hermes znalazł lukę w finansowaniu handlu w wysokości około 1,5 bln. USD w tym roku, zgodnie także z ostatnimi szacunkami Azjatyckiego Banku Rozwoju ( ADB – Asian Development Bank), a nastawiona na stymulowanie rozwoju polityka w rozwiniętych gospodarkach (i w efekcie tzw. wojny podatkowe) może również dodatkowo ściągnąć kapitał z rynków wschodzących.

Po trzecie, kwestie geopolityczne pozostają kluczowym czynnikiem determinującym zmiany w strukturze handlu. Panujące w Europie napięcie w relacjach z Rosją i trudne do osiągnięcia porozumienie w sprawie umowy przejściowej poprzedzającej Brexit stanowią poważne zagrożenie dla perspektyw handlowych. Na Bliskim Wschodzie wspomniane narastające napięcia globalne uzupełniają i tak już trudną sytuację w regionie. Wreszcie, podwyższone ryzyko na półwyspie koreańskim angażuje kluczowych czempionów światowej wymiany handlowej (Chiny, Korea Południowa, Japonia i Stany Zjednoczone).

Protekcjonizm finansowy jest największym zagrożeniem dla handlu światowego„, stwierdza Ludovic Subran, główny ekonomista Euler Hermes. Ostrzega on dalej : „Zdyscyplinowane wsparcie ze strony rządów dla inwestycji długoterminowych i dla rewolucji cyfrowej, a także duża ilość widocznych w bilansach firm środków pieniężnych może nie wystarczyć, aby zrównoważyć ten niepokojący trend„.

W tym kontekście oczekiwana normalizacja polityki pieniężnej przez banki centralne może wpłynąć na dostępność twardej waluty, a tym samym podnieść koszty finansowania handlu na całym świecie.

Globalny handel stracił w latach 2014-2016 blisko 3 bln USD. Przewidujemy, że trend ten uległ odwróceniu już w 2017 roku, a w 2018 r. powinniśmy odzyskać utracone wspomniane 3 bln USD, ale tylko pod warunkiem, gdy narastający protekcjonizm spotka się z odpowiednio zdecydowaną reakcją„- wyjaśnia Mahamoud Islam, starszy ekonomista w Euler Hermes i główny autor raportu.

Uważasz, że sklep Cię oszukał? Zanim ten fakt skomentujesz, dobrze się zastanów

W gorączce przedświątecznych zakupów bywa tak, że zamówiony prezent nie dociera na czas, mimo zapewnień sprzedawcy. Klient może też być poważnie niezadowolony z jakości nabytej rzeczy, np. gdy zamiast oryginału otrzyma podróbkę. W takich sytuacjach częstą praktyką konsumentów jest zamieszczanie komentarzy w Internecie. Niektórzy wyrażają swoje opinie na stronach sklepów, inni używają do tego mediów społecznościowych. Dla przykładu, w emocjach ogłaszają, żeby nie ufać konkretnej osobie, marce czy też placówce handlowej, a nawet nazywają kogoś naciągaczem lub złodziejem. Adwokat Katarzyna Topczewska ostrzega, że autorzy tego typu wpisów narażają się na odpowiedzialność cywilną z tytułu naruszenia dóbr osobistych opisywanych osób lub firm. Grozi im jednocześnie proces karny za zniesławienie. Nie znaczy to oczywiście, że nie można wystawić krytycznej opinii na temat usług sprzedawcy. Ale trzeba to zrobić w sposób bardzo wyważony. Dopóki wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu, nie wolno nikogo oskarżać o popełnienie przestępstwa, np. kradzieży czy oszustwa.

Przestępstwo zniesławienia za pomocą środków masowego komunikowania definiuje art. 212 § 2 k.k. Jest to pomówienie o takie postępowanie lub właściwości, które mogą kogoś publicznie poniżyć, narazić na utratę zaufania niezbędnego do wykonywania zawodu lub prowadzenia określonej działalności. Tyle w tej kwestii mówi kodeks. Pokrzywdzonym może być zarówno pojedynczy człowiek, jak również grupa ludzi, instytucja, osoba prawna czy jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej.

– Ofiara może wejść na drogę postępowania karnego, wnosząc prywatny akt oskarżenia do sądu. Jeśli oskarżonemu zostanie udowodnione przestępstwo zniesławienia, grozi mu grzywna, ograniczenie lub pozbawienie wolności do roku. Sędzia ma prawo orzec również nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego albo na wskazany cel społeczny, o czym mówi art. 212 § 3 k.k. Jej maksymalna wysokość wynosi obecnie do 100 tys. zł. W praktyce wymiar kary zależy od różnych czynników. Nie jest to tylko kwestia większej lub mniejszej obraźliwości komentarza internetowego. Sędzia bierze pod uwagę m.in. to, czy oskarżony był już karany i jak zachowywał się po popełnieniu czynu – wyjaśnia adwokat Katarzyna Topczewska.

Jak dodaje ekspert, największe znaczenie dla sądu może mieć rozmiar wyrządzonej szkody. Załóżmy, że w wyniku kilku wyjątkowo złośliwych komentarzy, opublikowanych przez ważną dla butiku klientkę, pomówiona sprzedawczyni traci pracę. Sprawa dzieje się w małym miasteczku, gdzie takie wiadomości szybko się rozchodzą. Jeżeli żaden sklep nie będzie chciał zatrudnić zniesławionej osoby, to skutki czynu będą naprawdę poważne. Zdaniem mec. Topczewskiej, w takiej sytuacji kara powinna być surowa. Natomiast złagodzić ją może skrucha oskarżonej, pojednanie się z pokrzywdzoną czy też dobrowolna zapłata na jej rzecz określonej kwoty tytułem naprawienia szkody lub zadośćuczynienia.

– Człowiek dotknięty nierzetelnymi komentarzami w Internecie ma możliwość dochodzenia ochrony swoich praw również w postępowaniu cywilnym. Wówczas musi złożyć do sądu pozew o ochronę dóbr osobistych oraz o usunięcie skutków tych naruszeń. Może w nim zażądać zaprzestania publikowania negatywnych komentarzy oraz opublikowania przeprosin. Ma także prawo oczekiwać zapłaty zadośćuczynienia na swoją rzecz lub na wskazany cel społeczny. Jeżeli wskutek pojawienia się nierzetelnych wpisów w sieci ich ofiara poniosła szkodę majątkową, to może także żądać zapłaty odszkodowania. Jego wysokość jest obliczana na podstawie rozmiaru straty, np. związanej z utratą pracy – stwierdza mec. Topczewska.

Adwokat zapewnia, że wybór drogi postępowania zawsze należy do pokrzywdzonego. A tak de facto nie musi on rezygnować z żadnej z możliwości. Ofiara negatywnego komentarza w Internecie ma prawo zastosować oba rozwiązania, tzn. złożyć do sądu prywatny akt oskarżenia za zniesławienie i jednocześnie pozew o ochronę dóbr osobistych. W praktyce zazwyczaj skutki tego samego czynu, jakim jest nierzetelny post na temat usług sprzedawcy, są ze sobą ściśle związane. Jednak zarówno poszkodowani, jak i winowajcy rzadko mają pełną wiedzę prawną na ten temat. Dlatego tak wiele pomówień o nieuczciwość pojawia się w sieci.

– Trzeba mieć świadomość konsekwencji, na jakie narażamy się, publikując konkretną opinię w Internecie. Przede wszystkim nie wolno nam nikogo nazwać złodziejem, dopóki sąd nie stwierdzi winy sprawcy w prawomocnym wyroku. Musimy ściśle trzymać się faktów i dokładnie opisać całą sytuację, bez obrażania wskazanej osoby lub firmy. Dla przykładu, zrobiliśmy przelew i mamy na to dowód. Ale w ciągu trzech miesięcy nie otrzymaliśmy towaru. Sprzedawca nie odpowiada na nasze wiadomości. Taka krótka informacja wystarczy, aby wyrazić swoją opinię. Mamy prawo także napisać, że jesteśmy niezadowoleni i negatywnie oceniamy podejście danej firmy do klienta – stwierdza mecenas Katarzyna Topczewska.

Zdarzają się też sytuacje, że dotknięty wpisem przedsiębiorca wysyła pismo do kupującego z żądaniem zadośćuczynienia. Jak zapewnia adwokat, nie mamy obowiązku prawnego odpowiadać sprzedawcy, gdy wzywa nas do usunięcia wpisu internetowego, zapłaty jakiejś kwoty tytułem zadośćuczynienia lub opublikowania przeprosin. Jednak zawsze warto przedstawić drugiej stronie swoje argumenty. Nasza odpowiedź może być później użyta jako dowód w sądzie.

– Jeżeli uważamy, że nasz komentarz jest obiektywny, to w odpowiedzi sprzedawcy warto wskazać, że nie mamy podstaw do jego usunięcia, bo opieramy się na faktach lub nasza ocena nie przekracza granic dozwolonej krytyki. Jeśli jednak wiemy już, że przesadziliśmy, to wtedy należy usunąć wpis i podjąć postępowanie polubowne w celu wypracowania takiego rozwiązania, które nie doprowadziłoby do wejścia na drogę sądową. Najprostszym rozwiązaniem może być usunięcie negatywnego komentarza i opublikowanie przeprosin. Jeżeli mimo tego pokrzywdzony nie będzie skory do pojednania, to wówczas wystąpi do sądu. Wciąż będzie miał takie prawo – podsumowuje Katarzyna Topczewska.

Blisko 98% akcjonariuszy Emperia Holding poparło zmianę statutu Spółki

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Emperia Holding zdecydowaną większością przegłosowało uchwałę dotyczącą zmiany statutu spółki. Przyjęcie uchwały poparli akcjonariusze reprezentujący aż 97,7% głosów uczestniczących w walnym zgromadzeniu. Spełniony został w ten sposób jeden z warunków wezwania do sprzedaży 100% akcji Emperii Holding ogłoszonego przez MAXIMA GRUPĖ, na podstawie zawartej umowy inwestycyjnej.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Emperia Holding w dniu 20 grudnia 2017 r. przyjęło uchwałę dotyczącą zmiany statutu spółki. Za przyjęciem uchwały zagłosowało 97,7% akcjonariuszy uczestniczących w walnym zgromadzeniu, czyli jego znacząca większość. Na NWZA reprezentowane było blisko 74% kapitału zakładowego Spółki.

Przyjęcie uchwały przez akcjonariuszy jest spełnieniem jednego z warunków wezwania ogłoszonego przez MAXIMA GRUPĖ, UAB, które zostały określone w umowie inwestycyjnej zawartej 23 listopada br.

Na podstawie umowy inwestycyjnej litewski inwestor ogłosił wezwanie do sprzedaży akcji Emperii po cenie 100 zł za akcję. Wezwanie obejmuje 12.342.027 akcji Emperia Holding stanowiących 100% kapitału zakładowego spółki. Cena oferowana w wezwaniu stanowi odpowiednio, 9,4% i 14,4% premii powyżej średniej ceny rynkowej z okresu odpowiednio 3 i 6 miesięcy poprzedzających ogłoszenie wezwania. Przyjmowanie zapisów rozpoczęło się 14 grudnia br. i będą one prowadzone do 21 lutego 2018 r. Przewidywany dzień transakcji na GPW to 26 lutego 2018 r., a rozliczenie transakcji przed KDPW powinno nastąpić 27 lutego 2018 r.

Pozostałe warunki ogłoszonego wezwania obejmują, m.in. uzyskanie zgody na koncentrację ze strony UOKiK oraz osiągnięcie progu minimalnej liczby akcji objętych zapisami w wezwaniu uprawniających do 66% ogólnej liczby głosów w Spółce.

Ogniwa fotowoltaiczne z polskim grafenem wyprodukują do 50 proc. więcej energii elektrycznej. Na rynku pojawią się w przyszłym roku

Ogniwa fotowoltaiczne z polskim grafenem wyprodukują do 50 proc. więcej energii elektrycznej. Na rynku pojawią się w przyszłym roku 1

Polska firma FreeVolt prowadzi prace nad ulepszonym ogniwem fotowoltaicznym. Warstwę srebra stosowaną w klasycznych rozwiązaniach zastąpiła grafenem wytwarzanym opatentowaną przez Polaków metodą. To przekłada się na duży wzrost wydajności urządzenia. Produkt ma zostać skomercjalizowany w drugiej połowie 2018 roku. Nowe ogniwa mają kosztować tyle, ile obecne, a ich wydajność przy zachmurzonym niebie ma być wyższa nawet o 50 proc.

– Ogniwa grafenowe działają przede wszystkim kilkanaście razy bardziej wydajnie z uwagi na to, że są bardzo wrażliwe na światło, które jest światłem rozproszonym, czyli tak jak w Polsce: nie mamy pełnego słońca, a słońce zachmurzone. Wtedy fotowoltaika oparta na elektrodach srebrzanych ma około 20 proc. wydajności, a z elektrodami grafenowymi dostarcza od 30 do 50 proc. więcej konwersji światła na prąd elektryczny – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Nowiński, współzałożyciel firmy FreeVolt.

W swoim rozwiązaniu twórcy korzystają z opatentowanej przez Polaków technologii wytwarzania grafenu, dzięki czemu nie będą mieli konkurencji zagranicznej przede wszystkim z Chin. Grafen jest jedną z odmian węgla. Składa się z ciasno upakowanych atomów tego pierwiastka, tworzących strukturę przypominającą plaster miodu. Ten materiał jest sto razy wytrzymalszy od stali.

Wersja testowa nowych ogniw ma być dostępna jeszcze w pierwszej połowie przyszłego roku. Wtedy zostaną przeprowadzone badania. Komercjalizacja produktu będzie miała miejsce w drugiej połowie 2018 roku. Twórcy chcą, aby nowe rozwiązanie nie odbiegało cenowo od urządzeń aktualnie dostępnych na rynku.

– Grafen nie jest droższy od srebra. Oczywiście jest to nowa technologia, dlatego komercjalizacja być może spowoduje delikatny wzrost ceny, być może o 5–7 proc. Natomiast przy wzroście wydajności od 30 do 50 proc., to relatywnie cena będzie o te 30 proc. niższa, bo będziemy mieli więcej energii za podobnie zainwestowane środki – podkreśla ekspert.

Jak czytamy w raporcie Markets and Markets, w 2020 roku rynek fotowoltaiki na świecie osiągnie wartość ponad 345 mld dol., notując w najbliższych latach średnioroczny wzrost o 18,3 proc. GTM Research prognozuje, że w 2017 roku instalacje solarne osiągną globalnie moc 85 GW. To dwa razy więcej niż w 2014 roku.

Z danych zawartych w ostatnim raporcie Instytutu Energii Odnawialnej wynika, że na koniec ubiegłego roku łączna moc systemów fotowoltaicznych w Polsce wyniosła ok. 199 MW. Głównymi wytwórcami energii w ten sposób są osoby fizyczne. U 90 proc. z nich zainstalowane są mikroinstalacje wytwarzające do 10 kW.

– Założenie modułów fotowoltaicznych w Polsce ma sens dzisiaj, miało sens w 2012 roku i pewnie też w 2008 roku, z prostej przyczyny – dzisiaj koszt elektryczności od operatora wynosi od 40 do 60 groszy za kWh. Natomiast własne moduły oparte nawet na starej technologii generowały koszt w wysokości 26 groszy. Zakupienie własnej elektrowni spowodowało, że wydawaliśmy o połowę mniej – podsumowuje Łukasz Nowiński.

Polska firma wykonała aplikację dla szwedzkiego ministerstwa zdrowia. Pomoże w zachowaniu zdrowia i poprawi długość życia o około 15–20 lat

Polska firma wykonała aplikację dla szwedzkiego ministerstwa zdrowia. Pomoże w zachowaniu zdrowia i poprawi długość życia o około 15–20 lat 2

Postępująca miniaturyzacja elektroniki napędza wiele różnych rynków, w tym konsumencki rynek ubieralnych urządzeń do monitorowania funkcji organizmu. Tanie, osobiste czujniki zmierzą temperaturę ciała, ciśnienie krwi czy tętno. Pomogą zarówno osobom chorym, jak i zdrowym monitorować pracę organizmu. Czujniki są często bogato oprogramowane i współpracują z aplikacjami, które zbierają i analizują dane. Jedną z takich aplikacji stworzyli Polacy na zlecenie szwedzkiego Ministerstwa Zdrowia.

– MovereX to aplikacja mobilna, która jest spięta z opaską odczytującą tętno użytkownika. Powstała dla szwedzkiego ministerstwa zdrowia. Istnieje tam coś takiego jak FaR, czyli recepta na aktywność fizyczną, razem z taką receptą pacjent dostaje aplikację MovereX i opaskę, która mierzy tętno. Dzięki temu lekarz jest w stanie obserwować aktywność fizyczną pacjenta, sprawdzać, czy wypełnia on założony plan aktywności fizycznej, sprawdzać jego postępy i jak sobie radzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Walędziak, lider zespołu aplikacji mobilnych firmy Cybercom.

Aplikacje i urządzenia tego typu stanowią dodatkową motywację. Pozwalają bowiem śledzić codzienną aktywność, porównywać swoje osiągnięcia z danego dnia, tygodnia czy miesiąca z aktywnością z przeszłości. Często umożliwiają też porównywanie swoich osiągnięć z innymi osobami. Łatwy i atrakcyjny graficznie sposób prezentacji danych powoduje, że nie musimy być ekspertami w obsłudze oprogramowania czy mieć wiedzę na temat fizjologii człowieka, by móc wyciągnąć wiele interesujących wniosków. Zwykle jednak tego typu aplikacje trzeba na początku pracy skonfigurować, podając podstawowe informacje na swój temat.

– Użytkownik, czyli pacjent, wprowadza wszelkie informacje na temat swojego wieku, wagi, aktywności fizycznej. Na tej podstawie wyliczane są poziomy aktywności fizycznej. Ustalone jest tętno – jeśli aktywność fizyczna w granicach tego tętna jest utrzymywana nieprzerwanie, uznawane jest to za tzw. aktywne minuty, 10 aktywnych minut dziennie może poprawić długość życia o około 15–20 lat – przekonuje Michał Walędziak

Urządzenia monitorujące zdrowie nie tylko poprawiają komfort życia i ułatwiają leczenie, lecz także mogą znacząco obniżyć koszty opieki zdrowotnej. Obecnie w Polsce na cukrzycę choruje około 3,5 mln osób, z czego około 1,2 mln nie jest zdiagnozowanych. Roczne koszty leczenia samej tylko cukrzycy sięgają 4 mld zł. Jednak najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce są choroby krążenia, na które każdego roku umiera około 170 tys. osób, a z powodów samej tylko absencji w pracy ZUS wypłacił 4,5 mld zł.

– Aplikacja monitoruje i przypomina, ale za większą motywację do uprawiania sportu odpowiedzialny jest lekarz, który kontroluje wyniki pacjenta i konsultuje z pacjentem poprzez funkcję chatu w aplikacji. To jest też ważne dla cukrzyków, dla osób z problemami krążenia, osób z chorobami serca. Właśnie poprzez aktywne minuty, poprzez codzienną aktywność fizyczną – twierdzi ekspert.

Aplikacja powstała na zamówienie szwedzkiego ministerstwa zdrowia. Jest ona obecnie testowana, ale producent deklaruje, że jeśli będzie zainteresowanie ze strony polskiego ministerstwa, to nic nie stoi na przeszkodzie, by wdrożyć ją i w naszym kraju.

Według raportu „Sensor Market in Consumer Healthcare – Analysis & Forecast 2013 – 2020” rynek ten w latach 2014–2020 będzie rósł w tempie 5,6 proc., by osiągnąć wartość 47,4 mld dol.

Rodzinnej awantury przy świątecznym stole można uniknąć. Wystarczy kilka zasady skutecznej komunikacji

Rodzinnej awantury przy świątecznym stole można uniknąć. Wystarczy kilka zasady skutecznej komunikacji 3

Boże Narodzenie to święta spędzane zwykle w gronie najbliższych i rodziny. Przy tej okazji może się zdarzyć, że na jaw wyjdą napięcia, konflikty czy chowane przez lata urazy. Eksperci radzą, że dobrze jest stosować kilka zasad skutecznej komunikacji międzyludzkiej, aby tego uniknąć: nie poruszać tematów politycznych, wyłączyć telefony i telewizję, a przede wszystkim uważnie słuchać innych. – To jest czas bliskości, cieszenia się sobą, naprawiania relacji, słuchania i rozmawiania o uczuciach – podkreśla ekspert komunikacji społecznej Wyższej Szkoły Bankowej.

– Przy świątecznym stole wszystko zależy od wzajemnych relacji. Albo nie mamy ze sobą o czym rozmawiać, jest cisza i strach przed odezwaniem się, bo każda rozmowa może się skończyć kłótnią, albo wręcz przeciwnie, celebrujemy święta, cieszymy się swoją obecnością, rozmawiamy na tematy ważne. Wszystko zależy od tego, jak układała się dotychczasowa komunikacja i relacje. Jeżeli są dobre, jest też prawdziwa, autentyczna rozmowa. Jeśli coś poszło nie tak, trzeba spróbować to naprawić, a pierwszym krokiem jest dobra komunikacja właśnie przy świątecznym stole – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Kosowska-Korniak, ekspert do spraw komunikacji społecznej, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Nierzadko w czasie świątecznych dni zamiast pozytywnych, świątecznych emocji pojawiają się chowane przez lata urazy, kłótnie i problemy z wzajemną komunikacją pomiędzy członkami rodziny.

– Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że wszystko zależy od nas samych. Nie jesteśmy w stanie zmienić drugiej osoby, nie możemy wpłynąć na jej słowa, zachowania i postawy, ale za to można zmienić siebie w relacji z tą osobą. Komunikować się w taki sposób, żeby jakość rozmowy się poprawiła –podkreśla Ewa Kosowska-Korniak.

Ekspertka podkreśla, że przy świątecznym stole przede wszystkim należy unikać polityki. To uniwersalny temat, na który każdy ma zazwyczaj coś do powiedzenia, ale z drugiej strony to też punkt zapalny i szybko może się stać zarzewiem konfliktu.

– Dużo trudniej jest rozmawiać o tym, co w życiu najważniejsze, czyli o wartościach, rodzinie i swoich uczuciach, o tym, co jest dla nas ważne, jak się czujemy i na czym naprawdę nam zależy. Gdybyśmy komunikowali się w taki sposób, wtedy druga strona dużo lepiej by nas rozumiała. Jeżeli rozmowa przy świątecznym stole pójdzie w tym kierunku, będzie bezpieczna, spokojna, niepowtarzalna, a może będzie okazją do tego, żeby powiedzieć sobie coś bardzo ważnego, na co wcześniej nigdy nie było czasu – zauważa Ewa Kosowska-Korniak.

Kolejna rzecz, której trzeba bezwzględnie unikać, to komunikacja w drugiej osobie. Hasła „Ty zawsze robisz coś nie tak”, „Ty nigdy nie dotrzymujesz słowa” i podobne przekazy w tym stylu prawie na pewno zostaną odebrane jako personalny atak, który skończy się kłótnią.

– Mówmy o sobie, używajmy komunikatu „ja”. Zdanie „czuję się źle, kiedy nie dotrzymujesz danego mi słowa” brzmi zupełnie inaczej, to nie jest już atak na drugą osobę. Najczęstsze punkty zapalne w każdej rodzinie to hasła w rodzaju: „jesteś taki sam jak twój ojciec” albo „zachowujesz się tak jak twoja matka” – takich zdań nigdy w komunikacji rodzinnej nie używajmy – podkreśla Ewa Kosowska-Korniak.

Nierzadko zdarza się, że używamy komunikatów nacechowanych negatywnie, podszytych dozą krytyki czy złośliwości. Dlatego zanim otworzymy usta, warto dwa razy się zastanowić, jaką intencję ma wypowiedź i jak może zostać odebrana przez drugą stronę.

– Może się nam wydawać, że na przykład jesteśmy dowcipni, elokwentni i inteligencja przebija z naszych słów, podczas gdy jest to złośliwość podszyta zamiarem dokuczenia drugiej osobie i sprawia jej przykrość. Bądźmy świadomi tego, co chcemy przekazać i jaka intencja się za tym kryje – podkreśla Ewa Kosowska-Korniak.

Nawet lekko przypalona potrawa, spóźnienie czy jedna niefortunna uwaga mogą się stać w święta zarzewiem konfliktu, dlatego bezwzględnie trzeba unikać krytykowania i oceny zachowania innych osób, drobnych złośliwości i nerwowej atmosfery.

– Święta Bożego Narodzenia to czas, kiedy nie plotkujemy, nie bawimy się telefonami komórkowymi, wyłączamy inne przeszkadzacze typu telewizor, bo to są zagłuszacze naszej wzajemnej komunikacji. Jesteśmy całym sobą z drugą osobą, rozmawiamy o uczuciach, o tym, co ważne, cieszymy się swoją obecnością i bliskością – podkreśla Ewa Kosowska-Korniak.

Ekspertka podkreśla, że chęć mówienia tylko i wyłącznie o sobie jest jedną z głównych barier skutecznej komunikacji. Równie ważne jest, aby okazać swoje zainteresowanie i uwagę rozmówcy.

– Jeżeli ktoś potrafi dobrze słuchać, jest dobry w komunikacji rodzinnej i potrafi rozwiązywać pojawiające się problemy. Nauczmy się słuchać, ponieważ komunikacja musi być dwustronna – jedna osoba mówi, a druga słucha. Utrzymujemy kontakt wzrokowy, pochylamy się w stronę rozmówcy, słuchamy całym sobą, dopytujemy i podążamy za tokiem wypowiedzi – wtedy ta osoba ma pełną świadomość, że jest słuchana i czuje się ważna. Najgorsze, co można zrobić, to układać sobie już w głowie swoją własną odpowiedź czy historię i tylko czekać na chwilę przerwy, żeby wejść ze swoim wątkiem i przerzucić rozmowę na siebie. To jest bariera komunikacyjna – mówi ekspert do spraw komunikacji społecznej z Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Branża transportowa obawia się nowych unijnych regulacji. Przewoźnicy liczą na zdecydowane działania polskiego rządu

Branża transportowa obawia się nowych unijnych regulacji. Przewoźnicy liczą na zdecydowane działania polskiego rządu 4

Pakiet Mobilności, zaproponowany w maju przez Komisję Europejską, będzie oznaczać rewolucyjne zmiany dla polskich przewoźników i całej branży transportowej. Ta obawia się wzrostu kosztów i spadku konkurencyjności wobec zachodnich firm w efekcie nowych regulacji. Polska jest obecnie jedną z potęg na europejskim rynku usług transportowych. Krajowi przewoźnicy podkreślają, że obrona ich interesów na unijnym rynku wymaga zdecydowanych działań rządu.

Sytuacja na rynku transportowym jest doskonała, zapotrzebowanie na usługi rośnie, wzrastają stawki frachtowe, polskie firmy rosną i zdobywają lukratywne rynki Europy Zachodniej. Z drugiej strony wraz z forsowaniem przez UE ustaw socjalnych, które spowodują zwiększenie kosztów transportu pojawiła się ogromna obawa o przyszłość. Są na rynku naprawdę duże firmy, którym zajrzało w oczy widmo upadku, ich przyszłość będzie zależała od ostatecznego brzmienia pakietów socjalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Loos, redaktor naczelny magazynu „Transport Manager”.

Komisja Europejska w maju br. zaprezentowała tzw. pakiet mobilności, czyli propozycje zmian w przepisach dotyczących transportu drogowego w UE. Unijna inicjatywa będzie oznaczać rewolucyjne zmiany, szczególnie dla przewoźników międzynarodowych. Zakłada m.in., że kierowcy będą traktowani jak pracownicy delegowani, powinni mieć zapewnioną płacę minimalną zgodną z przepisami kraju, w którym w danym momencie pracują. To znaczy, że za czas pracy na terytorium innego państwa polski kierowca ma otrzymywać takie samo wynagrodzenie, jak lokalny pracownik na podobnym stanowisku.

Polski, estoński czy słowacki kierowca wożący ciężarówką towary na zachód Europy, gdzie płace są zupełnie inne, będzie musiał otrzymywać taką samą płacę, jaką ma kierowca francuski przebywający we Francji czy niemiecki przebywający w Niemczech. W zależności od tego, ile czasu przebywa podczas podróży na terytorium Niemiec, Belgii, Francji czy Hiszpanii, będzie mu naliczana tamtejsza płaca – wyjaśnia Marek Loos.

Branża obawia się wzrostu kosztów działalności. Doprowadziłoby to do osłabienia na unijnym rynku pozycji polskich firm, które w efekcie przestaną być konkurencyjne wobec zachodnich. Dla przewoźników z Polski zmiany będą także wiązały się z nowymi obowiązkami administracyjnymi. Te dwa czynniki mogą spowodować, że dla międzynarodowych transport stanie się dla nich nieopłacalny.

– Koszty transportu zdecydowanie wzrosną, ponieważ koszt kierowcy jest jednym z najwyższych w działalności transportowej, szczególnie w transporcie międzynarodowym. Na dodatek jest to gigantyczna praca administracyjna dla właścicieli firm i działów finansowych, polegająca na naliczaniu innych płac za każdy odcinek trasy. Nie będą to stawki minimalne, ale płace średnie kierowców, wynikające z umów zbiorowych na poszczególnych obszarach Europy. Co więcej, będą obciążone tamtejszymi obciążeniami socjalnymi, emerytalnymi i zdrowotnymi – wyjaśnia Marek Loos.

Według Komisji Europejskiej tzw. pakiet mobilności ma uregulować wewnętrzny rynek, przepisy socjalne oraz opłaty za korzystanie z infrastruktury drogowej. Chodzi m.in. o wprowadzenie wspólnych rozwiązań na terenie państw Wspólnoty. Podobne przepisy dotyczące płac, które miały na celu ochronę wewnętrznego rynku, wprowadziły już wcześniej Niemcy czy Francja.

– Oficjalnie przyczyną jest chęć zabezpieczenia interesów pracowniczych kierowców, aby zarabiali tyle samo, ile ich koledzy na Zachodzie. Analizując to dokładniej, były to decyzje polityczne. Chodzi po prostu o obronę własnych rynków transportowych, ponieważ Polska jest potęgą – opanowała 33 proc. drogowych przewozów towarowych w Europie. Wystarczy się przejechać autostradą w kierunku Berlina czy Amsterdamu – jeżdżą tam prawie wyłącznie polskie ciężarówki. Przewoźnicy z Zachodu boją się nas, bo zabieramy im rynek – mówi Marek Loos.

Polska jest jedną z potęg na europejskim rynku usług transportowych, a rodzime firmy mają w nim już prawie jedną trzecią udziałów. Krajowa flota liczy ponad 200 tys. pojazdów, a cały sektor zatrudnia prawie milion pracowników. Rośniemy w siłę od momentu wejścia do UE i otwarcia europejskich rynków. Według statystyk GUS bezpośredni udział sektora usług transportu i logistyki w polskim PKB zwiększył się o ponad jedną piątą od momentu wstąpienia Polski do UE (wzrósł z 5,4 proc. w 2004 roku do poziomu 6,5 proc. w 2015 roku).

Tamtejsi zleceniodawcy wolą wybrać polską firmę transportową. Bynajmniej nie dlatego, że jest najtańsza. Jesteśmy najbardziej elastyczni i otwarci na niewygody. Polski kierowca pojedzie w trasę na tydzień lub dwa, natomiast kierowca z Francji tego nie zrobi, ponieważ woli być z rodziną albo prostu mu się nie chce. Częste rozłąki z rodziną to także powód, dla którego ten zawód jest bardzo niepopularny, niezależnie od relatywnie dobrych zarobków – mówi Marek Loos.

Redaktor naczelny branżowego magazynu „Transport Manager” ocenia, że obrona interesów polskich przewoźników na unijnym rynku wymaga zaangażowania rządu. Pod koniec lipca tzw. pakiet mobilności, zaproponowany przez Komisję Europejską, negatywnie zaopiniował Senat. Według wyższej izby parlamentu jest on niezgodny z unijną zasadą pomocniczości. Resort infrastruktury i budownictwa zapewnia, że aktywnie zajmuje się sprawą na forum międzynarodowym.

– Tylko na szczeblu politycznym – jako państwo polskie – możemy rozwiązać sprawę. Kraje zachodnie bronią swoich rynków, stosując protekcjonistyczne metody pod płaszczykiem obrony interesów praw socjalnych kierowców. Nie ma innego rozwiązania tego problemu i zlikwidowania niebezpieczeństwa jak na drodze politycznej. Rząd angażuje w sprawę storpedowania tych działań, które mogą doprowadzić do opłakanych skutków – mówi Marek Loos.

Sceptyczne stanowisko wobec propozycji Komisji Europejskiej ma wiele państw członkowskich, nie tylko państw z Europy Środkowo-Wschodniej. Największe wątpliwości dotyczą właśnie objęcia wszystkich operacji międzynarodowego transportu drogowego przepisami o delegowaniu pracowników.

– Stowarzyszenia przewoźników z dwudziestu krajów podpisały wspólną deklarację, która ma polegać na wspólnym sprzymierzeniu się przeciwko wprowadzeniu pakietu mobilności. Wszystko w UE opiera się na negocjacjach, wszystko jest polityką – mówi Marek Loos.

Redaktor naczelny magazynu „Transport Manager” zauważa również, że coraz więcej firm transportowych z Polski zakłada swoje oddziały lub spółki na zachodzie Europy, dzięki czemu funkcjonują w tamtejszym systemie prawnym, finansowym i socjalnym. Tam też odprowadzają podatki, ale do Polski trafia wartość dodana od wykonanej pracy, ponieważ polskie firmy tutaj kupują samochody, inwestują czy serwisują flotę.

– Regulacje socjalne w UE mogą mieć – w opinii przewoźników drogowych – bardzo zły wpływ na funkcjonowanie polskiego transportu, ale są i pewne pozytywne strony, których się dopatrują. Z moich informacji wynika, że pakiet mobilności otwiera większe, nieograniczone możliwości świadczenia kabotażu, czyli transportu wewnątrz poszczególnych krajów UE, co dotychczas było ściśle limitowane. W tej chwili jedna ciężarówka może wykonać trzy przewozy transportu kabotażowego w ciągu tygodnia, potem musi wrócić do Polski. Ten wymóg ma zniknąć, co stwarza możliwość obrócenia Pakietu Mobilności na naszą korzyść – zauważa redaktor naczelny magazynu „Transport Manager”.

Debata: Ból nowotworowy – czy jest skutecznie leczony w Polsce?

Debata : Ból nowotworowy – czy jest skutecznie leczony w Polsce? odbyła się 1 grudnia 2017 r.

Na pytania redaktor Agnieszki Rosłoniak odpowiadali: dr n. med. Jadwiga Pyszkowska (SP Centralny Szpital Kliniczny, Poradnia Medycyny Paliatywnej, Polskie Towarzystwo Medycyny Paliatywnej), Marzanna Bieńkowska (dyrektor Wydziału Interwencyjno-Poradniczego, Biuro Rzecznika Praw Pacjenta), Szymon Chrostowski (założyciel i lider Koalicji Walki z Bólem „Wygrajmy z Bólem”) i Beata Ambroziewicz (wiceprezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych)

Celem spotkania było przedstawienie sytuacji w zakresie leczenia bólu nowotworowego w Polsce, omówienie zmian jakie następują w prawodawstwie, świadomości społecznej, barier i trudności, ale również rekomendacji i dobrych praktyk stosowanych w naszym kraju.

Prawo do ulgi w bólu jest zaliczane do podstawowych praw człowieka. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Ocenia się, że w naszym kraju żyje około 200 000 osób wymagających leczenia z powodu bólów nowotworowych, które mogą pojawić się na każdym etapie choroby.

Nieleczony ból może skutkować stratami zarówno dla samych pacjentów jak i całego społeczeństwa w postaci: obniżenia skuteczności leczenia podstawowego choroby, depresji, niezdolności do pracy, zaangażowania opiekunów oraz ogromnego cierpienia chorych z powodu nieleczonego lub nieprawidłowo leczonego bólu. Aktualny stan wiedzy medycznej oraz dostęp do refundowanych terapii w Polsce pozwala w znaczącym stopniu złagodzić lub zupełnie zniwelować ból pacjentów. W związku z tym, zapewnienie chorym warunków do życia bez bólu, powinno być priorytetem zdrowia publicznego. Obowiązek ten ma uzasadnienie zarówno prawne jak i moralne.

 – Bardzo wielu pacjentów nie znajduje tak potrzebnej ulgi w bólu, pomocy od swoich lekarzy prowadzących, a niewielka ilość poradni leczenia bólu nie pozwala na zabezpieczenie potrzeb w tym zakresie. Cały czas pokutują utarte mity i tabu dotyczące uzależnienia od silnych leków przeciwbólowych, powielane zarówno przez pacjentów i lekarzy. Tym bardziej ważne jest, abyśmy wszyscy głośno mówili, że rak nie musi boleć, że żadna choroba nie musi boleć, a każdy pacjent ma prawo do leczenia bólu u każdego świadczeniodawcy, niezależnie czy jest to POZ, poradnia specjalistyczna czy szpital  podkreśla Beata Ambroziewicz z Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Debata: Usługi finansowe dla rynku AGRO

Debata „Usługi finansowe dla rynku AGRO” odbyła się 1 grudnia 2017 r. Na trudne pytania dotyczące: wypłacalności, poziomu świadomości ubezpieczeń i usług finansowych, znaczenia sukcesji odpowiadali: Anna Kaczyńska-Zielińska, kierownik Zespołu Produktowego z PZU, Karolina Załuska, ekspert ds. wsparcia sprzedaży sektora agro w mBank, Joanna Karpińska-Klukowska, ekspert w Departamencie Klientów Małych i Średnich Przedsiębiorstw w PKO Banku Polskim oraz Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa, organizator konferencji gospodarczej Welconomy Forum w Toruniu.

Podczas debaty dyskutowano, czy 160 tys. ubezpieczonych rolników to dużo czy mało, na co rolnicy biorą kredyty i dlaczego 90 procent producentów rzepaku ubezpiecza zbiory, a rolnicy uprawiający zboża tego nie robią.

 

Najwięksi światowi producenci korzystają z polskich opakowań. Branża rośnie w tempie 7 proc. rocznie

Najwięksi światowi producenci korzystają z polskich opakowań. Branża rośnie w tempie 7 proc. rocznie 5

Rynek opakowań w Polsce jest wart 33,5 mld zł. Do 2020 roku ma on rosnąć w tempie ok. 7 proc. rocznie, do poziomu 46 mld zł – wynika z raportu Equity Advisors. Nowoczesne parki maszynowe, wykwalifikowana i stosunkowa tania kadra sprawiają, że wielu producentów zagranicznych lokuje swoje fabryki na terenie naszego kraju. Najszybszy wzrost będzie charakteryzował segment opakowań z papieru, który napędzany jest przez branżę kosmetyczną, spożywczą czy farmaceutyczną, a także przez proekologiczne nastawienie klientów.

  Wielu producentów zagranicznych lokuje swoje fabryki na terenie Polski, co związane jest następnie z poszukiwaniem lokalnego dostawcy opakowań. Dodatkowo polskie drukarnie są świetnie przygotowane technologicznie do produkcji nowoczesnych opakowań. Dotacje z UE spowodowały, że mamy bardzo nowoczesny park maszynowy w Polsce, wykwalifikowaną i wciąż tańszą niż na Zachodzie kadrę. Nasze opakowania są bardzo dobrej jakości, a dodatkowo tańsze – to główny motor napędowy rynku opakowań kartonowych w Polsce – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Baranowski, wiceprezes zarządu ds. finansowych w firmie BSC Drukarnia Opakowań.

Według raportu Equity Advisors „Branża opakowań w Polsce 2010–2016 i prognozy 2017–2020” rynek opakowań w Polsce będzie rósł o blisko 7 proc. rocznie, by w 2020 roku osiągnąć wartość 46 mld zł (o 37 proc. więcej niż w ubiegłym roku). Taka dynamika wzrostu byłaby dwa razy wyższa niż na świecie. Zdaniem specjalistów międzynarodowej firmy doradczej Smithers Pira do 2020 roku wartość światowego sektora opakowań będzie rosnąć o 3,5 proc. rocznie do poziomu 1 bln dol. Rynek opakowań o największej wartości stanowią opakowania kartonowe – z tektury falistej, kartony składane i kartony do płynów (ponad 260 mld dol. w 2015 roku).

– Dziś modna jest kwestia recyklingu opakowań: skąd pochodzi karton, czy ma odpowiednie certyfikaty FSC – kiedyś zdarzało się, że nasi odbiorcy to sprawdzali, dziś to jest codziennością. Podobnie jest z technologią druku opakowań spożywczych – gdy zaczynaliśmy współpracę z jednym z naszych głównych klientów, były wymagania stosowania specjalnych farb, tzw. MGA, do opakowań spożywczych, później zaczęto wymagać, żeby cała linia była przeznaczona tylko dla takich farb – wskazuje Andrzej Baranowski.

Na polskim rynku dominują segmenty opakowań plastikowych i z tworzyw sztucznych. Ich produkcja odpowiada za prawie połowę przychodów rynku (16,5 mld zł). Na kolejnych miejscach jest papier (25 proc.), metal (13 proc.) i szkło (10 proc.).

Popyt na opakowania zależy od wielu czynników, do istotnych eksperci zaliczają bogacenie się społeczeństwa oraz coraz większe wymagania klientów dotyczące designu i ekologii.

– Klienci, zwłaszcza z branży kosmetycznej czy alkoholowej, mają coraz wyższe wymagania. Żeby przyciągnąć wzrok klienta na swoje opakowania, trzeba stosować nowe technologie, a żeby było to jak najtańsze, trzeba kupować maszyny, które są w stanie zrobić to w jednym przelocie – tłumaczy ekspert.

Zgodnie z danymi Polskiej Izby Opakowań (PIO) przeciętny konsument z krajów wysokorozwiniętych zużywa rocznie opakowania o wartości 300–340 euro. W Polsce ta wartość jest o prawie 100 euro niższa. To pokazuje potencjał krajowego rynku.

 Nasza firma mocno stawia na rozwój w segmencie opakowań kartonowych z tektury litej. Jesteśmy zainteresowani przede wszystkim dostawą opakowań wysoko przetworzonych, ponieważ są one wyżej marżowe, wymagają specyficznego podejścia do opakowania, co nie tylko daje wyższą marżę, lecz także wyższą satysfakcję dla nas. Chcemy także dalej się rozwijać w segmencie opakowań dla branży spożywczej, która jest największym odbiorcą. Jednocześnie rozwijamy się w opakowaniach farmaceutycznych – wymienia Baranowski.

Firma BSC Drukarnia Opakowań należy do czołówki wśród dostawców opakowań z tektury i papieru na polskim rynku, a poprzez międzynarodową grupę poligraficzną rlc Packaging Group jest jedną z ważniejszych drukarni na rynku europejskim.

 Trzeci kwartał był dla nas satysfakcjonujący. Cieszymy się, że mimo wzrostu kosztów, zwłaszcza pracowniczych oraz surowcowych na początku roku, marża grupy nie spadła. Spowodowane jest to miksem produktów: wymieniamy niżej marżowe produkty na wyżej marżowe, co powoduje, że marża jest utrzymana. Przychody firmy są co prawda niższe niż w zeszłym roku, ale na początku roku przewidywaliśmy spadek rzędu około 10 proc., dziś widzimy, że jest to bliżej 5 proc. – ocenia wiceprezes BSC Drukarnia Opakowań.

W ciągu trzech kwartałów 2017 roku firma wypracowała 165,9 mln zł przychodów ze sprzedaży oraz 19,2 mln zł zysku netto, przy odpowiednio 172,8 mln zł i 20,8 mln zł w analogicznym okresie 2016 roku.

Jednocześnie spółka zatwierdziła program inwestycyjny na 2018 rok na kwotę niemal 46 mln zł. Jego najważniejszym punktem jest nowy zakład produkcyjno-magazynowy w Poznaniu, który pozwoli na zwiększenie mocy produkcyjnych. Ma być gotowy w IV kwartale 2018 roku, a w 2019 roku ma ruszyć produkcja.

 22 mln zł trafią na nowoczesny park maszynowy, 15 mln zł na budowę zakładu i ok. 8 mln zł to środki produkcji do obecnych zakładów. Głównym wyzwaniem jest odpowiedni wybór parku technologicznego. Widzimy zmiany w zapotrzebowaniu naszych klientów, czyli systematyczne rozdrabnianie zleceń, które są coraz niżej nakładowe. Takie kwestie musimy brać pod uwagę przy wyborze kolejnej maszyny drukującej – mówi Andrzej Baranowski.

Tylko 9 proc. kierowców regularnie bada swój wzrok. Co czwarty badany kierowca przez brak korekcji wzroku mógł spowodować wypadek

Tylko 9 proc. kierowców regularnie bada swój wzrok. Co czwarty badany kierowca przez brak korekcji wzroku mógł spowodować wypadek 6Ponad 66 proc. kierowców po 40 roku życia nie wie, że ma wadę wzroku lub nosi okulary o nieodpowiedniej korekcji – wynika z badań przeprowadzonych przez GfK Polonia na zlecenie Vision Express. Takie osoby stanowią realne zagrożenie nie tylko dla siebie, lecz także dla innych uczestników ruchu drogowego. Statystki pokazują, że co czwarty badany przez brak korekcji wzroku mógł spowodować wypadek lub stłuczkę. Zgodnie z rekomendacją ekspertów badania okulistyczne należy przeprowadzać raz w roku.

Okres jesienno-zimowy to czas, w którym pogoda nie sprzyja prowadzeniu samochodu. Poruszanie się po drogach wymaga wtedy zwiększonej czujności od kierowców. W czasie każdego przejechanego kilometra każdy z nich podejmuje statystycznie od 8 do 12 decyzji, mając na każdą mniej niż pół sekundy. Podstawą do oceny sytuacji na drodze jest wzrok. Szacuje się, że kierujący pojazdami odbierają dzięki niemu 90 proc. informacji z otoczenia. Z badań wynika, że 40 proc. kierowców nie wie, czy ich widzenie jest prawidłowe.

– Wielu kierowców powyżej 40. roku życia już deklaruje problemy ze wzrokiem. A jest to przecież bardzo istotny element w kontekście bezpiecznego funkcjonowania w ruchu drogowym. To podstawa koordynacji wzrokowo-ruchowej. Deficyty związane z widzeniem istotnie wpływają na bezpieczeństwo, a kierowca niezauważający jakiejś przeszkody może stanowić zagrożenie nie tylko dla siebie, lecz także dla innych uczestników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Odachowska, psycholog transportu z Instytut Transportu Samochodowego, który objął patronatem badanie GfK Polonia dla Vision Express.

Ponad połowa Polaków w wieku 40+ przyznaje, że prowadzenie auta jest dla nich teraz mniej komfortowe niż jeszcze kilka lat temu. Po długiej podróży kierowcy często narzekają na ból oczu. Zjawisko dodatkowo może nasilać się u osób, które mają źle dobraną korekcję wzroku bądź mimo wskazań nie mają jej wcale. Za słabe lub za mocne szkła w okularach stanowią dla oczu ogromną przeszkodę, bo utrudniają zapewnienie ostrości widzenia. Pogarsza się więc komfort widzenia, a to negatywnie wpływa na bezpieczeństwo.

– W badaniu wzroku jest też badane widzenie kontrastu, bo okazuje się, że wada widzeniu kontrastu uniemożliwia wyodrębnienie jakiegoś obiektu ze środowiska, które jest ubogie w kontrast, np. w czasie deszczu, mgły albo ograniczonego oświetlenia kierowca ma kłopot z zauważeniem znaku drogowego – mówi Ewa Odachowska.

Słaby wzrok w przeciwieństwie do niektórych chorób i innych dysfunkcji nie dyskwalifikuje przyszłych kierowców. Zgodnie z obowiązującym prawem to kierujący pojazdem odpowiada za swój stan zdrowia – dana osoba może kierować pojazdem, jeżeli jest sprawna pod względem fizycznym i psychicznym. Poza tym zapisem ustawa nie nakłada jednak na osoby prowadzące samochód obowiązku cyklicznego poddawania się badaniom lekarskim mającym na celu sprawdzenie wzroku, co ma miejsce w przypadku niektórych państw europejskich.

– Polskie prawo przewiduje obowiązek badania wzroku u kandydatów na kierowców, natomiast potem kierowca flotowy przechodzi badania związane z medycyną pracy i wtedy lekarz kieruje go na badania. Wśród nich są też badania okulistyczne. Natomiast kierowcy amatorzy sami powinni dbać o wzrok – mówi Ewa Odachowska.

Kierowcy deklarują, że dobrym rozwiązaniem byłyby obowiązkowe, cykliczne badania wzroku – domaga się tego 85 proc. ankietowanych – najlepiej co rok, maksymalnie dwa lata. Co trzeci kierowca uważa, że badania powinny obejmować wszystkich prowadzących pojazdy, bez względu na wiek. Tyle samo sądzi, że obligatoryjne badania powinny dotyczyć kierowców 50-letnich i starszych.

– Nie ma szczegółowych wytycznych co do częstotliwości badania wzroku, natomiast są pewne daty graniczne, tak jak wspomniany wcześniej wiek 40 lat, w którym kierowcy sami zauważają pewne deficyty. Każda sytuacja, kiedy takie deficyty zauważamy, to sygnał, że powinniśmy ten wzrok sprawdzić – mówi Ewa Odachowska.

Autokarem po całej Europie. Nowy przewoźnik rozbuduje siatkę połączeń międzynarodowych Polskiego Busa

Autokarem po całej Europie. Nowy przewoźnik rozbuduje siatkę połączeń międzynarodowych Polskiego Busa 7

Niemiecki przewoźnik FlixBus, jeden z największych na europejskim rynku, przejmuje Polskiego Busa. Do połowy 2018 roku czerwone autobusy zostaną przemalowane na zielone barwy. Rozszerzy się też siatka połączeń, szczególnie po krajach europejskich. Dla pasażerów zmiany mają być odczuwalne w jak najmniejszym stopniu – dotychczasowe bilety zachowują ważność, a system rezerwacyjny Polskiego Busa nadal będzie działać. Przewoźnik zapowiada, że nie znikną też bilety, których ceny zaczynają się od złotówki.

 Będziemy przebrandowywać autokary Polskiego Busa, dodawać szereg połączeń europejskich FlixBusa i integrować te dwie siatki. Polacy zyskają połączenia do całej Europy Centralnej, Wschodniej oraz Zachodniej. Z Polski będzie można przejechać na południe Chorwacji, do Paryża, Amsterdamu czy jeszcze dalej na zachód. Nie chcemy jeszcze zdradzać konkretnych kierunków – to wymaga szeregu kroków administracyjnych, uzyskania pozwoleń oraz ustaleń z partnerami autokarowymi dokładnych tras – mówi agencji Newseria Biznes Michał Leman, dyrektor zarządzający FlixBus Polska.

Niemiecki FlixBus i Polski Bus ogłosiły w tym tygodniu zacieśnienie współpracy i nawiązanie strategicznego partnerstwa w Polsce. W praktyce oznacza to, że właściciel Polskiego Busa – spółka Souter Holdings Poland – będzie świadczyć usługi przewozowe dla FlixBusa, który jest jednym z liderów rynku europejskiego.

 Weszliśmy w kolejny etap współpracy z Polskim Busem, do tej pory największym przewoźnikiem autokarowym w przewozach międzyregionalnych w Polsce. Wcześniej sprzedawaliśmy sobie bilety nawzajem w swoich systemach rezerwacyjnych – teraz marka wchodzi pod parasol FlixBusa. Do połowy 2018 roku wszystkie autokary Polskiego Busa zostaną przemalowane na barwy FlixBusa. Zostanie z nich wymontowana część foteli, żeby zwiększyć odstępy, a tym samym komfort pasażerów – zapowiada Michał Leman.

Do końca kwietnia przyszłego roku siatka połączeń i oferta biletów nie zmienią się. Pozostaną też działające domeny, strony internetowe i adresy Polskiego Busa – pasażerowie przyzwyczajeni do tej marki i zakupu biletów za jej pośrednictwem cały czas będą mieć taką możliwość. Jednak docelowo strona internetowa marki FlixBus ma zostać głównym kanałem sprzedażowym.

 Inni partnerzy autokarowi, których FlixBus ma ponad 230 w całej Europie, także rezygnują ze swojego brandu i wchodzą pod nasz wspólny. Ma to na celu ułatwienie komunikacji z pasażerami i klientami. Dzięki temu pasażerowie wiedzą, jakiego standardu oczekiwać, co spotkają na pokładzie i z jaką ofertą będą mieli do czynienia. Gdybyśmy pozostawili wszystkie 230 brandów, byłoby to niezarządzalne i trudne komunikacyjnie dla pasażerów, a chodzi o to, żeby wszystko było jak najbardziej jasne i przejrzyste – tłumaczy Michał Leman.

FlixBus nie podaje, jakie wyniki sprzedaży zamierza osiągnąć na polskim rynku. W przyszłym roku w barwach tego przewoźnika ma już jeździć 160 autokarów i ta liczba będzie stopniowo rosnąć. Marka zapowiedziała też, że z oferty nie znikną bilety, których ceny zaczynają się od złotówki.

– Mogłoby się wydawać, że połączenia autokarowe odchodzą do lamusa, ale na rynku jest wręcz przeciwnie. Tanie linie lotnicze wykreowały nowy popyt – nie tylko wyjazdy w celach zarobkowych z Polski do Holandii czy Wielkiej Brytanii, lecz także na coraz więcej wyjazdów turystycznych. Poprawa infrastruktury drogowej w Polsce powoduje, że wszystkie miejscowości przybliżyły się czasowo, dzięki czemu Polacy częściej decydują się na wyjazdy weekendowe czy przedłużone weekendy w celach wypoczynkowych. Cały czas obserwujemy wzrosty na rynku przewozów autokarowych, stąd wejście FlixBusa do Polski – wyjaśnia Michał Leman.

Dyrektor zarządzający FlixBus Polska ocenia, że przewozy autokarowe mogą stanowić konkurencję dla transportu lotniczego czy pociągów, ale z drugiej strony każdy z tych środków ma swoją specyfikę. Połączenia autokarowe zwykle mają dużą częstotliwość, pozwalają dobrze dostosować plan podróży, z reguły są też najtańsze, chociaż czasy przejazdów są dłuższe niż w przypadku przelotów i pociągów.

Na trasach krajowych, gdzie ceny biletów autokarowych i na samolot są porównywalne, przewoźnicy autokarowi konkurują wygodą, oferując przewozy do centrów miast. Większość dworców autokarowych jest zlokalizowana w centrach lub przy węzłach przesiadkowych, w przeciwieństwie do lotnisk – z reguły lokalizowanych w sporym oddaleniu od miasta, co wydłuża całą podróż. Na plus działa też dostęp do internetu na pokładach autokarów na całej trasie, co w przypadku linii lotniczych jest rzadkością.

FlixBus to jeden z największych w Europie przewoźników, który powstał jako start-up w 2013 roku. Od tego czasu przewiózł już ponad 30 mln pasażerów. Zatrudnia około tysiąca pracowników i ok. 6 tys. kierowców w firmach partnerskich. Autokary FlixBusa kursują do 1,4 tys. miast w 26 krajach europejskich.

Rośnie eksport żywności z Polski. Wspiera go coraz lepsze postrzeganie polskich produktów za granicą

Rośnie eksport żywności z Polski. Wspiera go coraz lepsze postrzeganie polskich produktów za granicą 8

Tylko w trzech pierwszych kwartałach 2017 roku polskie firmy sprzedały za granicę produkty spożywcze za niemal 20 mld euro, a według resortu rolnictwa do końca roku wartość ta ma wzrosnąć o kolejnych 5 mld euro. Eksport jest szansą także dla firm rodzinnych na zbyt nadwyżek produkcji i dalszy rozwój.

 Firma, która chce się rozwijać, musi prędzej czy później pomyśleć o zaistnieniu na rynkach zagranicznych. Eksport jest prostą drogą do wykorzystania mocy produkcyjnych, które czasami są w nadmiarze. Jeżeli nie ma już miejsca na ekspansję na rynku krajowym, naturalne jest wyjście za granicę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Kołodziej, członek zespołu zarządzającego w firmie Roleski.

Tym bardziej że polskie produkty cieszą się coraz większą popularnością za granicą.

– Dostrzegamy sporą zmianę w postrzeganiu produktów „made in Poland” i to przeciwstawienie, które było kiedyś: German quality i Polnische wirtschaft, które miało pejoratywne znaczenie, teraz trochę się odwróciło – mówi Kołodziej.

Dodaje, że w branży, w której działa Roleski, czyli musztard, keczupów, majonezów, dressingów i innych zimnych sosów, produkty z Polski są już postrzegane bardzo pozytywnie jako wyroby wysokiej jakości, i to pomimo zawirowań politycznych. Popyt na wyroby znad Wisły widać zwłaszcza w Unii Europejskiej: od stycznia do września polskie firmy wyeksportowały na unijne rynki produkty rolno-spożywcze za 19,9 mld euro, czyli o 12,3 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Stanowiło to 13,3 proc. całego polskiego eksportu. Głównymi odbiorcami polskiej żywności są Niemcy (23 proc.), Wielka Brytania (8,8 proc.) i Holandia (6,3 proc.). To główne rynki eksportowe także dla Roleskiego.

Nasza ekspansja eksportowa rozpoczęła się naturalnie w skupiskach Polaków mieszkających za granicą, Niemcy, Anglia, USA, kraje Beneluksu. Dzięki temu, że przez lata byliśmy tam obecni z naszymi produktami, one zaczęły być poznawane i postrzegane przez rdzennych mieszkańców tych krajów jako coś dobrego i zaczęli po nie sięgać poniekąd naturalnie. W naszym przypadku pójście szlakiem emigrantów zaowocowało – wyjaśnia Kołodziej. – Są na pewno branże, w których polska nazwa marki lub firmy może być przeszkodą, dla nas tak na szczęście nie było.

Firmy rodzinne na zagranicznych rynkach muszą wprawdzie konkurować z wielkimi koncernami, jednak zdaniem członka zespołu zarządzającego firmy Roleski najtrudniejszym zadaniem dla przedsiębiorstw, których skala działalności dawno przekroczyła możliwości obsadzenia stanowisk przez członków rodziny, jest zachowanie rodzinnego charakteru relacji z pracownikami. Roleski zatrudnia dziś 350 osób, a ponad 90 proc. awansów w przedsiębiorstwie to awanse wewnętrzne.

– Największym wyzwaniem jest to, żeby dalej traktować ludzi nie jak roboty i może nawet nie tyle jak pracowników, ile jak osoby, które świadczą usługę pracy na rzecz firmy w zamian za wynagrodzenie finansowe, satysfakcję, którą mają ze współtworzenia czegoś, co my nazywamy wspólnotą firmy rodzinnej – deklaruje Jakub Kołodziej. – Nie chcemy przymuszać członków rodziny do tego, żeby byli na zawsze związani z firmą – będą jako właściciele, ale nie muszą nią zarządzać, mają po prostu nakreślić strategię i rozliczać zespół zarządzający z wykonania celów strategicznych. 

Dietetycy: W święta nie trzeba rezygnować z kulinarnych przyjemności. Cukier w diecie jest niezbędny, ale z umiarem

Dietetycy: W święta nie trzeba rezygnować z kulinarnych przyjemności. Cukier w diecie jest niezbędny, ale z umiarem 9

Święta Bożego Narodzenia to czas tradycji, również tych kulinarnych. Dietetycy podkreślają, że rodzinne przepisy można delikatnie modyfikować z korzyścią dla zdrowia i bez różnicy dla smaku. Świątecznych słodkości można też bez obaw próbować, nie zapominając przy tym o zasadach zdrowego odżywiania. W jaki sposób oraz w jakich ilościach spożywać cukier, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, kiedy na stole pojawia się mnogość tradycyjnych wypieków – edukuje akcja „Uczymy, jak słodzić”.

 Wiele osób deprecjonuje cukier, uważając, że jest to biała śmierć. Paradoksalnie, jest to substancja, która naturalnie występuje w żywności. Nasz organizm potrzebuje cukrów prostych do prawidłowego funkcjonowania. Składnik ten jest niezbędny do prawidłowej pracy mózgu oraz mięśni. Nawet w piramidzie zdrowego odżywiania znajdziemy słodkie przekąski, które doskonale mogą się wpisywać w zdrowy, prawidłowo zbilansowany jadłospis – mówi agencji Newseria Agnieszka Piskała, specjalista ds. żywienia, główny dietetyk akcji „Uczymy, jak słodzić”.

Wiele osób neguje rolę cukru w zbilansowanej diecie. Tymczasem większość cukrów prostych naturalnie występuje w żywności. Przykładowo, owoce zawierają fruktozę, mleko – laktozę, a winogrona są źródłem glukozy, która jest głównym źródłem energii dla ludzkiego organizmu.

Glukoza jest wykorzystywana zarówno do prawidłowej pracy mózgu (na procesy myślowe ten organ zużywa dziennie ok. 550 kcal, czyli 1/3 dziennego zapotrzebowania na energię), jak i mięśni. Jest głównym źródłem energii, niezbędnym do wszystkich procesów życiowych. W organizmie człowieka jest jedyną formą transportową cukrów. Ponieważ rola glukozy w metabolizmie jest bardzo istotna, jej stężenie we krwi utrzymywane jest na stałym poziomie (około 0,1 w stosunku do masy ciała), dzięki specjalnym mechanizmom biochemicznym. Za wysoki i za niski poziom glukozy we krwi jest bardzo niebezpieczny dla ludzkiego zdrowia.

Zbyt duża lub zbyt mała ilość cukrów w pożywieniu powoduje znużenie. Taka osoba nie może się skoncentrować na wykonywanej pracy, jest rozdrażniona i śpiąca. Za mała ilość cukrów podczas wykonywania wysiłku fizycznego przyczynia się do spadku wydolności fizycznej, siły mięśniowej i jest powodem szybkiego zmęczenia. Co więcej, brak węglowodanów w pożywieniu powoduje wytwarzanie glukozy przez sam organizm kosztem zniszczenia białek. W efekcie zmniejsza się masa mięśniowa i dochodzi do osłabienia organizmu.

– Oczywiście ważne jest to, aby zachować umiar i spożywać cukier w odpowiednich ilościach i w odpowiednim czasie. WHO rekomenduje, żeby maksymalnie 10 proc. energii, którą spożywamy w ciągu dnia, stanowiły cukry proste. Dzienne spożycie około 200 kcal pochodzących z cukrów prostych, czyli około 50 g, zaspokaja nasze dzienne potrzeby żywieniowe związane chociażby z pracą mózgu. Ten cukier możemy rozłożyć na kilka mniejszych porcji, możemy spożyć jednorazowo, ale pamiętajmy, że do całego bilansu cukrowego wliczane są również cukry proste, które pochodzą na przykład z owoców – mówi Agnieszka Piskała.

Większość ludzi potrzebuje codziennie 45–55 proc. energii pochodzącej z węglowodanów, głównie złożonych, ale w tej kategorii mieszczą się również cukry proste, które naturalnie występują w produktach spożywczych. Jak wynika z badań, dla Polaków większym problemem jest spożywanie nadmiernej ilości tłuszczów, a nie cukru. Około 20 proc. energii w codziennej diecie powinno pochodzić z tłuszczów, tymczasem w diecie przeciętnego Polaka jest to 40 proc.

– Cukier, który jest podstawowym paliwem energetycznym do pracy naszego mózgu i naszych mięśni, powinniśmy spożywać przez 365 dni w roku. Ważne jest, aby była to odpowiednia ilość i jakość, a także odpowiednia częstotliwość. Mam nadzieję, że większość osób, która przeżyje świąteczny czas i wbije się w sylwestrową sukienkę, nie będzie miała na początek roku postanowień noworocznych, żeby przestać jeść słodycze, bo słodycze są zdrowe i mogą być bardzo smaczne – mówi Agnieszka Piskała.

Specjalistka ds. żywienia przypomina, że świąteczne rodzinne przepisy można delikatnie modyfikować z korzyścią dla zdrowia i bez różnicy dla smaku, na przykład dodawać mniejszą ilość tłuszczu do ciasta drożdżowego czy większą ilość aromatycznych przypraw do pierników, które usprawniają trawienie i zapobiegają odkładaniu się tłuszczów. Takie funkcje spełnia cynamon czy gałka muszkatołowa. Śmietanę w wypiekach i ciastach można zastąpić delikatnymi jogurtami czy śmietaną o mniejszej kaloryczności.

 Okres przygotowań świątecznych to kiepski czas, żeby przechodzić na drastyczne diety. Będziemy potrzebowali dużo energii, tej intelektualnej i fizycznej, bo trzeba przynieść i ubrać choinkę, zrobić przedświąteczne porządki. Na pewno powinniśmy zasmakować słodkich przekąsek, które pojawiają się na świątecznym stole, ale zawsze powtarzam: trzeci kawałek makowca zawsze smakuje tak samo jak pierwszy – przestrzega Agnieszka Piskała.

W walce ze smogiem skuteczną pomocą są maski przeciwpyłowe. Muszą jednak być dobrze dopasowane i certyfikowane

W walce ze smogiem skuteczną pomocą są maski przeciwpyłowe. Muszą jednak być dobrze dopasowane i certyfikowane 10

Jakość powietrza w polskich miastach zaliczana jest do jednych z najgorszych Europie. Zanieczyszczenia powietrza są powodem przedwczesnej śmierci ponad 40 tys. osób rocznie. Najczęściej występującym zagrożeniem są pyły, przed którymi można się chronić, zakładając półmaski przeciwpyłowe. Warto je stosować na co dzień, a zwłaszcza podczas zwiększonej aktywności fizycznej. Aby mieć pewność, że chronią skutecznie, należy wybierać te oznakowane symbolem CE.

 We własnym zakresie można się chronić przed smogiem, głównie przed cząstkami stałymi, które są jednym z ważniejszych elementów smogu. Należy stosować maski chroniące przed cząstkami stałymi, czyli produkt przeznaczony do ochrony pracowników w miejscu pracy. Przy wyborze sprzętu warto zwrócić uwagę przede wszystkim na oznakowanie takich półmasek znakiem CE oraz numerem normy, która potwierdza, że dany sprzęt został oceniony przez kompetentne laboratorium akredytowane – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Rafał Hrynyk, ekspert 3M, producenta masek przeciwpyłowych.

Według ostatnich raportów Światowej Organizacji Zdrowia w ubiegłym roku na skutek złej jakości powietrza na świecie zmarło 7 milionów ludzi. Tylko w Polsce zanieczyszczenia powietrza są powodem przedwczesnej śmierci ponad 40 tys. osób rocznie. Z ubiegłorocznego raportu WHO wynika, że 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajdują się właśnie w Polsce.

Przy wysokim stężeniu szkodliwych pyłów zaleca się pozostanie w domu, a gdy nie jest to możliwe – stosowanie masek przeciwpyłowych. Włókniny filtracyjne, z których zbudowane są maski przeciwsmogowe, zapewniają skuteczną filtrację powietrza i stanowią ochronę przed cząstkami stałymi, które występują w wysokim stężeniu przy smogu.

– Jednym z parametrów maski jest skuteczność filtracji, czyli to, w jaki sposób zapewni nam ona ochronę przed zagrożeniami w postaci cząstek stałych zawartych w smogu. Z drugiej strony bierzemy pod uwagę to, jak bardzo będziemy odczuwali w czasie ich używania opory oddychania. Im większa skuteczność filtracji, tym większą stanowi barierę dla przepływu powietrza. Zwłaszcza dla osób, które uprawiają aktywności na zewnątrz, wypośrodkowanie tych dwóch parametrów, czyli oporów oddychania przekładających się na komfort użytkowania oraz skuteczność filtracji, jest sprawą najważniejszą – tłumaczy dr Rafał Hrynyk.

Ochrona przed zanieczyszczeniami jest ważna zwłaszcza dla osób, które uprawiają na powietrzu aktywność fizyczną, gdy rośnie zapotrzebowanie na tlen.

 W samym uprawianiu aktywności fizycznej smog nie przeszkadza, ale jest to niewidoczne dla nas zagrożenie, więc lepiej zapobiegać, niż leczyć – przekonuje Agata Biernat, Miss Polonia 2017, instruktorka tańca i fitness. – To świeże powietrze wcale nie jest takie świeże. Jest dużo organizacji, które badają poziom smogu i biją na alarm, więc wybierając się na dłuższy spacer czy biegi, zakładajmy maski antysmogowe. Zadbajmy o to, jakie powietrze wdychamy – dodaje.

Ekspert zaznacza, że przy zakupie maski nie należy zwracać uwagi tylko na design. Ma ona przede wszystkim spełniać swoją funkcję, czyli chronić układ oddechowy przed cząstkami stałymi. Można to oceniać, sprawdzając oznakowanie maski: znak CE oraz numer normy EN 149 potwierdzają, że spełnia ona wszystkie wymagania.

– Wybierajmy maski, które są funkcjonalne, a niekoniecznie te, które świetnie wyglądają. Przykładowo w maskach, których ja używam, jest zawór wydechowy, który służy nam do tego, żeby wydychane powietrze wydostawało się na zewnątrz, maska nie robi się mokra, co jest bardziej komfortowe – zaznacza Agata Biernat.

O tym, ile zanieczyszczeń zostaje zatrzymanych, decyduje nie tylko sama maska, lecz także odpowiednie dopasowanie jej do twarzy. Istotne jest m.in. dokładne ogolenie twarzy czy odpowiednio ścisłe założenie maski, co zapewniają taśmy na głowie i dociśnięcie blaszki nosowej.

 Nawet jeżeli sprzęt będzie poprawnie dobrany, a nie będzie dopasowany, to poprzez nieszczelności między twarzą a sprzętem, zanieczyszczenie będzie docierało do dróg oddechowych. Można to porównać do balonu, który będzie przedziurawiony nawet jeśli dziurka będzie maleńka. Dokładnie tak samo jest w przypadku masek – jeśli będą nieszczelności, to przede wszystkim w tym miejscu powietrze będzie się przedostawało pod część twarzową – tłumaczy dr Rafał Hrynyk.

INNOventure inwestuje 3 mln zł w SDS Optic i technologię, która umożliwi wczesną diagnozę raka piersi

Spółka SDS Optic opracowuje mikrosondę wykorzystywaną w diagnostyce nowotworów piersi. „Zastosowanie naszej technologii pozwoli zmniejszyć umieralność na nowotwór piersi nawet o 30%” – zapewniają naukowcy, którzy stworzyli spółkę. Firma ma już gotowy prototyp mikrosondy, teraz przygotowuje się do rozpoczęcia badań klinicznych. Dzięki inwestycji INNOventure SDS Optic dostosuje swoje laboratorium do potrzeb dalszych etapów prac nad technologią, rozbuduje zespół naukowy i biznesowy o najwyższej klasy specjalistów, wdroży opracowany model biznesowy oraz przygotuje się do wejścia na jeden z parkietów giełdowych.

To czwarta inwestycja INNOventure w spółkę zajmującą się technologiami dla medycyny.

SDS Optic to kolejna firma w naszym portfelu, która dowiodła, że potrafi dobrze wykorzystać przyznane jej fundusze. W 2015 roku spółka otrzymała dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Strategmed, dzięki któremu w ciągu dwóch lat opracowała prototyp swojej sondy. Poznaliśmy zespół i plany technologiczne oraz biznesowe firmy. Widzimy duży potencjał tak w samym urządzeniu, jak i rynku rozwiązań MedTech. To zresztą kierunek obierany nie tylko w Polsce. Potwierdzeniem tego jest rekordowy grant z programu Komisji Europejskiej w ramach SME Instrument, który został uruchomiony w SDS Optic kilka dni temu. Dzięki takim inwestycjom polskie innowacje mogą z czasem poprawiać jakość opieki medycznej na całym świecie – mówi Marcin Bielówka, partner zarządzający w INNOventure.

Inwestycja INNOventure pozwoli firmie SDS Optic m.in. na skalibrowanie jej urządzenia do potrzeb badań klinicznych. W tej chwili spółka tworzy plan laboratorium biologicznego, które jest niezbędne do dalszych prac badawczych. Dzięki funduszom od INNOventure laboratorium zostanie wyposażone w sprzęt najwyższej jakości, co pozwoli uwiarygodnić polskie osiągnięcia przed zagranicznymi partnerami. Firma planuje zakończyć prace kalibracyjne oraz badania kliniczne w 2021 roku. Po tym procesie będzie mogła udostępnić urządzenie lekarzom i pacjentom na całym świecie.

Dzięki prowadzonym pracom ma powstać mikrosonda umożliwiająca diagnostykę nowotworów piersi, ze szczególnym uwzględnieniem pomiaru HER2 (receptora nabłonkowego czynnika wzrostu). Jest to marker nowotworowy wskazujący na pewien szczególny rodzaj raka piersi. Oznaczanie poziomu tego receptora jest bardzo ważne, ponieważ pozwala przewidzieć agresywność nowotworu, a dodatkowo umożliwia wprowadzenie skutecznej terapii celowanej, zwiększając szanse na wyleczenie – mówi dr hab. Magdalena Staniszewska, pomysłodawczyni mikrosondy i dyrektor ds. naukowych w SDS Optic.

Obecna wersja urządzenia jest w stanie wykrywać stężenia markerów w wymaganych medycznie zakresach. Dzięki sondzie nie będzie już potrzeby pobierania tkanek, a precyzyjny, liczbowy wynik badania lekarz i pacjentka otrzymają w kilkanaście minut.

Zasada działania naszej sondy polega na wprowadzeniu w okolice guza lub do węzła chłonnego cieniutkiej igiełki, dzięki której będzie można niemal natychmiast uzyskać informacje, czy HER2 jest pozytywny czy negatywny, oraz dokładnie ilościowo określić poziom jego stężenia. Dziś diagnoza nowotworu jest bardzo czasochłonna. To również skomplikowane i bolesne badanie dla pacjentek. Zastosowanie mikrosondy oszczędzi kobiecie bólu i stresu związanego z biopsją i długim oczekiwaniem na wyniki – tłumaczy Marcin Staniszewski, pomysłodawca i prezes zarządu SDS Optic.

Już teraz urządzenie diagnostyczne SDS Optic wzbudza szerokie zainteresowanie lekarzy onkologów oraz innych specjalizacji. Dokładność generowanych wyników badań umożliwia przyszłe szerokie zastosowanie komercyjne oraz naukowe.

Wykorzystanie naszej technologii w diagnostyce nowotworów piersi pozwoli w bardzo dużym stopniu zmniejszyć umieralność na nowotwór, nawet o 30%. Dzięki naszej mikrosondzie diagnoza jest obiektywna, pozbawiona ryzyka błędnej interpretacji wyniku przez człowieka, które to ryzyko występuje w innych metodach, a także znacznie szybsza, co zwiększa szanse na wyleczenie i obniża koszty leczenia – dodaje dr hab. Magdalena Staniszewska.

Oprócz imponującej technologii argumentem przemawiającym za inwestycją w SDS Optic były dla nas kompetencje i determinacja zespołu, z którym będziemy rozwijać ten projekt. Warto zaznaczyć, że twórcy technologii większość swojego naukowego i zawodowego życia spędzili w USA, pracując m.in. dla Harvard Medical School czy centrum badań NASA. Motywacją do powrotu do Polski była właśnie spółka i chęć jej rozwijania w ojczyźnie. Z zespołem naukowym od kilkunastu miesięcy współpracuje Interim Manager, który opracował i nadzoruje stronę biznesową i finansową projektu. Taka ścieżka jest raczej ewenementem i tym bardziej należy wspierać to przedsięwzięcie – dodaje Leszek Skowron, manager inwestycyjny, który w funduszu jest odpowiedzialny za komercjalizację projektów z branży medycznej.

Inwestycja INNOventure wesprze również proces komercjalizacji urządzenia SDS Optic i wdrażanie opracowanego modelu biznesowego.

Od stycznia 2018 r. będziemy sukcesywnie powiększać nasz zespół i wdrażać opracowane strategie komercjalizacji i komunikacji oraz model biznesowy i wizję projektu. Przygotowujemy również firmę do procesu przekształcenia w spółkę akcyjną i w odpowiednim czasie jej upublicznienia na jednym z parkietów giełdowych – dodaje Mateusz Sagan, Interim Manager, pełniący funkcję dyrektora ds. rozwoju biznesu w SDS Optic.

Można już „kopać” polską kryptowalutę EraCoin

EraCoin to prawdziwie zdemokratyzowana i niezwykle prosta w obsłudze kryptowaluta, której pozyskanie uzależnione jest wyłącznie od czasu. Ideą pomysłu było stworzenie wirtualnego rynku, pozwalającego na kupno lub sprzedaż produktów za zgromadzone podczas „kopania” tokeny (punkty). Już dzisiaj można rozpocząć pozyskiwanie waluty na www.eracoin.com. Koncept stworzyła polska spółka Bit Evil zarządzana przez Marię Belkę. Firma w połowie lipca zaliczyła jeden z najgorętszych w tym roku debiutów giełdowych.

Czas – najcenniejszy zasób

Maria Belka, CEO Bit Evil
Maria Belka, CEO Bit Evil

Idea EraCoin narodziła się z prostego pomysłu, że czas jest najmniej docenianym zasobem ludzkości. Postanowiliśmy w sposób namacalny docenić każdą upływającą sekundę ludzkiego życia.” – powiedziała Maria Belka, Prezes spółki.

Aplikacja pozwala pozyskiwać dodatkowe EraCoiny poprzez interakcje z innymi użytkownikami i elementy grywalizacji. Aby EraCoin były naliczane nie jest wymagane połączenie z Internetem, ani bezpośrednie zaangażowanie użytkownika. Aplikacja działa w „tle”.

Odwrócony mechanizm marketingowy

Kolejnym etapem rozwoju aplikacji będzie budowa marketplace, na którym użytkownicy będą mogli wykorzystać rabaty zakupione przez EraCoin. W ten sposób oprócz nadania wartości tokenom, platforma umożliwi również zoptymalizowanie wydatków reklamowych ponoszonych przez producentów produktów. Dzięki EraCoin właściciele poszczególnych marek będą mogli w prosty sposób dotrzeć bezpośrednio do swoich klientów i na platformie EraCoin oferować im bezpośrednio produkty, bez konieczności korzystania z dystrybutorów i pośredników, wynagradzając swoich klientów rabatami.

„Nasz pomysł na kryptowalutę to odwrócenie mechanizmu marketingu tak, aby budżety reklamowe trafiały wprost do portfeli klientów zainteresowanych danym produktem” – wyjaśnia Maria Belka.

Sprzedający będzie miał możliwość promowania produktu poprzez swojego rodzaju fanpage oraz poprzez umieszczenie w serwisie reklamy video, którą użytkownik obejrzy z wyboru (tj. tylko jeśli zdecyduje się na to w zamian za dodatkowe punkty). Aplikacja Web pozwoli każdej firmie na utworzenie konta w systemie i sprzedaż. Dodatkowo firmy mają wpływ na wysokość udzielanych rabatów, ilość stanów magazynowych i koszty przesyłki.

Dostępność aplikacji

Aplikacja EraCoin poza aplikacją Web to docelowo również rozwiązanie mobilne na dwie platformy: Android oraz IOS, których rozbudowa o funkcjonalności niezbędne do pozyskiwania i wydatkowania waluty EraCoin planowana jest w 2018 r.

Platforma EraCoin została uruchomiona w grudniu.

W 2018 waluta zostanie połączona z systemem Snipay, który umożliwi jej wykorzystanie
w sklepach oraz obiektach gastronomicznych. Dodatkowo zostanie uruchomiona dedykowana giełda EraCoin, która pozwoli na wymianę tokenów na inne waluty.

Usługi na rynku samochodów premium – jak idealnie skrojony garnitur

Rynek samochodów segmentu premium to cały wachlarz usług związanych z obsługą klienta. Z jednej strony luksusowe limuzyny bardzo często są szyte na miarę, z drugiej nabywca ma do wyboru wiele form finansowania takiego zakupu.

Samochody klasy premium to w Polsce jeden z największych segmentów dóbr luksusowych. W 2016 roku zarejestrowano rekordowe 52,2 tys. sztuk, a w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2017 roku liczba ta wyniosła 46,3 tys. sztuk. Według analityków KPMG, jeżeli trend się utrzyma, liczba rejestracji nowych pojazdów w tym segmencie wyniesie w bieżącym roku ponad 60 tys. pojazdów.

Warto również dodać, że segment aut luksusowych odpowiada za największe wzrosty na rynku nowych samochodów. Marki popularne odnotowały zwiększenie ilości zarejestrowanych pojazdów o 16,4 proc., natomiast marki premium o 24,1 proc. Przy czym nabywcy instytucjonalni stanowili w obu przypadkach największą siłę nabywczą – prawie 70 proc. całości według danych PZPM.

„Wzrosty sprzedaży na rynku samochodów luksusowych wynikają po części z ciekawej i szerokiej oferty finansowania. Zauważamy, że klienci coraz częściej wybierają leasing w formie wynajmu długoterminowego, który w naszym przypadku występuje pod nazwą Smart Plan. Rosnąca popularność tej usługi wynika przede wszystkim z tego, że raty miesięczne są znacznie niższe – nawet dwu- i trzy krotnie niż w klasycznym leasingu. Po zakończeniu kontraktu, który trwa do czterech lat, można albo wykupić samochód na własność, albo oddać go do salonu i wybrać kolejny model. Wynajem długoterminowy jest również korzystny pod kątem rozliczenia kosztów w firmie. Traktowany jest bowiem nie jak wynajem, ale jak leasing” – wyjaśnia Piotr Kurpiński, kierownik salonu Lexus-Żerań.

Sieci dilerskie oferujące samochody segmentu premium mają w swoim portfolio nie tylko usługi związane z finansami. Oferowane przez nie modele samochodów bardzo często można dowolnie personalizować, a zakres zmian często wykracza poza oficjalny cennik.

Salony luksusowych samochodów projektowane są z dbałością o detale, a wiele firm prowadzi je zgodnie wyrazistą filozofią. W salonach Ferrari znaleźć można specjalne pomieszczenia, w których przyszły nabywca może w spokoju spersonalizować swój samochód, np. wybrać kolor pasów, szwy na obiciach foteli czy rodzaj i barwę skóry.

Podobnie jest w salonach Rolls-Royce’a, którego samochody produkuje się na specjalne zamówienie. W specjalnie przygotowanych pomieszczeniach sprzedawcy pomogą zdefiniować podstawowe wymagania i dobrać detale wykończenia. Co ciekawe, marka nie narzuca żadnych ograniczeń w przypadku np. wyboru barwy nadwozia, a do codzienności należą już prośby o wszycie w obicia kanap inicjałów, herbów czy charakterystycznych wizerunków.

Same salony również projektowane są z dbałością o detale i nawiązują do filozofii marki. Wspomniany Rolls-Royce posiada pomieszczenia zwane pokojami inspiracji. Znajdują się w nich nie tylko próbniki, ale również zbiory historycznych przedmiotów, książek i zdjęć. Wszystko po to, aby wprowadzić kupującego w nastrój marki.

Natomiast Lexus swoje salony sprzedaży projektuje w stylu nawiązującym do filozofii Omotenashi, czyli japońskiej gościnności. Jej założeniem jest, aby klient czuł się jak u siebie w domu. Na liście elementów wyposażenia salonu znajduje się strefa dla klienta, w której czekają kawa, herbata oraz owoce i świeże rogaliki. Dzięki temu podczas wyboru nowego modelu lub przeglądu samochodu można spokojnie odpocząć. Ideą wprowadzenia domowej atmosfery jest to, aby odwiedzający salon wiedział, że będzie miał zapewnioną opiekę na najwyższym poziomie.

lexus ls 500 2018„Nie mniej ważna w budowaniu relacji z użytkownikami naszych aut jest obsługa obejmująca pomoc w czasie codziennej eksploatacji samochodu. Wybierając finansowanie w ramach Smart Planu, można zdecydować się na Pakiet Comfort. Dzięki niemu jedyne dodatkowe koszty, jakie ponosi użytkownik samochodu, to zakup paliwa i płynu do spryskiwaczy. Wszystkie inne koszty, np. związane z wymianą opon, obsługą serwisową lub ubezpieczeniem, zawarte są w comiesięcznym abonamencie. Natomiast w czasie podróży, w sytuacji awaryjnej jesteśmy również w stanie zorganizować hotel lub zapewnić kierowcę, w przypadku gdy klient nie jest w stanie sam prowadzić, a w ramach przeglądów możemy zapewnić bezpłatny transport oraz samochód zastępczy” – dodaje Piotr Kurpiński, Lexus-Żerań.

Rynki lekceważą unijne groźby

Szereg politycznych przetasowań na półmetku tygodnia nie skutkował zmianą sentymentu zarówno na rynku walutowym, jak i na rynku długu. Głośne przygotowania inwestorów do zbliżających się świąt Bożego Narodzenia wyraźnie zagłuszyły wypowiedź Michela Barniera, głównego negocjatora ws. BREXIT-u z ramienia UE, który poinformował o zakończeniu okresu przejściowego z ostatnim dniem 2020 roku. Zmienność złotego lekko podbiła decyzja o uruchomieniu artykułu 7.1 Traktatu, aczkolwiek powyższa informacja nie zdołała ona odcisnąć trwałego piętna. Na koniec dnia EUR/PLN stabilizuje się w okolicach 4,2040, co zdaje się potwierdzać przeświadczenie o tym, że zabieg Komisji jest obecnie postrzegany przez pryzmat straszaka.

W dzisiejszym komentarzu do decyzji Riksbanku w sprawie pozostawienia stopy benchmarkowej na niezmienionym poziomie (-0,5 proc.) uwagę próbowała zwrócić rewizja ścieżki inflacji, której pozytywny wydźwięk skutecznie przyćmiła perspektywa dość gołębiego odejścia od QE. Na koniec dnia szwedzka korona (0,1 proc.) próbuje oprzeć się sile dolara, aczkolwiek w dalszej mierze znajduje się ona dość blisko punktu wyjścia. Miano najbardziej przecenionego komponentu otrzymuje norweska korona tracąca na przestrzeni dnia 0,7 proc. względem swojego amerykańskiego odpowiednika. W odwrocie znajduje się również jen (-0,6 proc.), który oczekuje na komunikat do decyzji Banku Japonii.

Wczorajsza paczka danych z amerykańskiej gospodarki wyraźnie zaskoczyła tych, którzy spodziewali się wyraźnego pogorszenia nastrojów na pierwotnym rynku nieruchomości. Dodatkowym czynnikiem świadczącym o poprawie sentymentu wśród nabywców domów jest najnowszy odczyt z rynku wtórnego, gdzie odnotowano aż 5,8 mln transakcji (konsensus: 5,5 mln), tj. o 5,6 proc. wyżej niż w październiku. Powyższe dane napawają optymizmem przed szczegółowymi szacunkami za IV kwartał, w których spodziewamy się utrzymania silnego trendu spożycia indywidualnego oraz dość pokaźnej kontrybucji przedsiębiorstw z sektora budowlanego.

Perspektywa unijnych sankcji nie pokrzyżowała szyków inwestorom przy Książęcej, którzy uczynili z WIG 20 (0,1 proc.) najsilniej zyskujący indeks na Starym Kontynencie. W gronie rodzimych gigantów najsilniejszy ruch w stronę północy odnotowały akcje KGHM Polskiej Miedzi (2,7 proc.) będące beneficjentem niezłych nastrojów na rynku metali przemysłowych. Pozostałe miejsca podium zostały obstawione przez PKO Bank Polski (1,7 proc.) oraz Orange Polska (1,5 proc.). Za zwyżką gracza na rynku usług telekomunikacyjnych stały negocjacje z T-Mobile Polska w sprawie udostępniania infrastruktury światłowodowej. Perspektywę silniejszych wzrostów skutecznie oddaliło PGE (-2,4 proc.) decydujące się na pozyskanie pakietu 66 proc. głosów ZEW Kogeneracji (-2,9 proc.). Na fali nie do końca przychylnej noty znalazł się Eurocash (-1,6 proc.), którego walory według banku Morgan Stanley mają potencjał na osiągnięcie poziomu 33 PLN (obecnie: 26,90 PLN).

Niezbyt przychylnym nastrojom we Frankfurcie opierał się skutecznie ProSiebenSat.1. Jego skromna, bowiem zaledwie 0,2 proc. zwyżka, była dostateczna ku temu, aby wynieść walory na szczyt indeksu DAX (-1,1 proc.). Na dnie niemieckiego parkietu znalazły się SAP (-2,1 proc.) oraz Henkel (-1,9 proc.), co należy wiązać wyłącznie z intensyfikacją zleceń sprzedaży. W Londynie miano bohatera sesji zyskało Mondi (2,6 proc.) za sprawą rekomendacji kupna wystawionej przez analityków Goldman Sachs (cena docelowa: 22 GBP, obecnie: 18,70 GBP). Nieco skromniejsze wzrosty zdołały odnotować Rio Tinto (1,8 proc.) oraz Anglo American (1,7 proc.), co traktuje się jako efekt pokaźnych wzrostów cen miedzi (1,5 proc.). Po drugiej stronie zestawienia uwagę skutecznie zwracało Shire (-1,4 proc.), którego władze odmówiły jakiegokolwiek komentarza na temat potencjalnego porozumienia z Pfizerem. Finalnie najsilniejszy ruch na południe odnotowało NMC Health (-4,0 proc.) między innymi za sprawą opinii analityków Jefferies.

Na rynku surowców energetycznych ponownie obserwuje się podział sentymentu. Skromnym zwyżkom ropy naftowej sprzeciwiają się przecenione o 2,2 proc. styczniowe kontrakty na gaz ziemny. Na koniec dnia baryłka ropy WTI oraz Brent zyskuje po 0,7 proc., plasując tym samym cenę odpowiednio na poziomie 58,00 USD oraz 64,30 USD. Na rynku metali szlachetnych obserwuje się lekkie wzrosty. Ostrożny rajd w stronę wyższych poziomów prezentuje złoto (0,5 proc.), które dobija do poziomu 1 268 USD za uncję. Wśród płodów rolnych uwagę inwestorów zwraca kawa. Jej marcowe kontrakty podrożały o 1,6 proc., co lekko okrywa cieniem dzisiejsze zwyżki cukru (1,4 proc.), pszenicy (1,2 proc.) czy kakao (0,8 proc.).
Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Kwestie prawne i podatkowe transakcji z firmą wykreśloną z rejestru VAT

Dla polskiej skarbówki każdy powód do odmowy odliczenia podatku VAT lub jego zwrotu jest dobry. Z tego powodu polscy podatnicy, którzy dokonali transakcji z podmiotem wykreślonym z rejestru VAT, mogą być w zasadzie pewni, że nie odzyskają zapłaconego podatku. Na szczęście jednak podejście Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest inne, dzięki czemu być może także polskie organy podatkowe będą musiały zmienić utrwaloną praktykę.

Praktyka organów podatkowych

Podejście polskich organów podatkowych do zwrotu VAT jest jednoznaczne: podmiot dokonujący transakcji z podmiotem wykreślonym z rejestru VAT nie odzyska podatku. Bez znaczenia pozostaną przy tym wszystkie inne okoliczności – m.in. to, czy transakcja została faktycznie dokonana, podatek wpłacony oraz z czego wynikał fakt, iż dany podmiot w rejestrze VAT nie figurował, a podatnik dokonał z nim transakcji. Dla organów podatkowych wystarczające jest stwierdzenie, że dany podmiot w ramach dokonywanej transakcji występował jako podatnik VAT, wystawiał fakturę i pobierał należność brutto, choć nie znajdował się w rejestrze. Organy skarbowe zdają się przy tym nie zauważać, że zgodnie z polskimi i unijnymi regulacjami o byciu podatnikiem VAT decydują zupełnie inne okoliczności, a samo ujęcie w urzędowym rejestrze nie ma żadnego znaczenia. Takie podejście jest także sprzeczne z orzecznictwem TSUE, czego polski fiskus dotychczas zdawał się nie zauważać.

Dodatkowo uzasadnienie takiego podejścia zdaje się pozostawać w sprzeczności nie tylko z samą istotą podatku VAT wyrażoną w przepisach unijnych, ale także z regulacjami polskiej ustawy o podatku od towarów i usług.

Organy podatkowe traktują podmioty nieznajdujące się w rejestrze czynnych podatników podatku VAT jak podmioty nieistniejące w rozumieniu art. 88 ust. 3a pkt 1 lit. a ustawy o podatku VAT i na tej podstawie odmawiają zwrotu. Zgodnie z tym przepisem nie stanowią podstawy do obniżenia podatku należnego oraz zwrotu różnicy podatku lub zwrotu podatku naliczonego faktury i dokumenty celne, w przypadku gdy sprzedaż została udokumentowana fakturami lub fakturami korygującymi wystawionymi przez podmiot nieistniejący. Sam przepis nie budzi większych wątpliwości – dokonywanie płatności na rzecz podmiotów, które faktycznie nie istnieją, może być sposobem na wyłudzenie podatku. Czym innym jest jednak nieistnienie podmiotu (co samo w sobie wyklucza także możliwość dokonania z nim transakcji opodatkowanej) i faktyczne prowadzenie działalności gospodarczej i występowanie jako podatnik VAT, mimo że nie jest się ujętym w rejestrze VAT. Fiskus zdaje się tego nie zauważać i to niezależnie od tego, czy taka transakcja była związana z oszustwem podatkowym czy nie.

Jak to się ma do przepisów?

Opisana praktyka stoi w jawnej sprzeczności z regulacjami polskimi i unijnymi, które zostały, często nieudolnie, implementowane w polskiej ustawie o podatku od towarów i usług. Zgodnie z dyrektywą 2006/112, czyli tzw. dyrektywą VAT, z którą polskie regulacje nie mogą być sprzeczne, podatek VAT jest co do zasady neutralny dla przedsiębiorców, co oznacza, że nie ponoszą oni ekonomicznego ciężaru tego podatku. Podstawowym mechanizmem urzeczywistniającym tę zasadę jest umożliwienie odliczenia podatku lub, gdy nie jest to możliwe, uzyskania jego zwrotu. Prawo to co do zasady nie powinno być ograniczane przez niewypełnienie wymogów formalnych, choć nakładanie ich jest konieczne. Takie rozumienie przepisów także na gruncie polskiej ustawy powinno prowadzić do konkluzji, że dokonywanie transakcji z podmiotami niefigurującymi w rejestrze VAT, choć faktycznie działającymi w charakterze podatników tego podatku, nie powinno pozbawiać kontrahentów tych podmiotów prawa do odzyskania podatku. Podobną tezę wyraził Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w jednym z ostatnich wyroków.

Trybunał konsekwentnie po stronie podatników

Korzystne dla podatników rozstrzygnięcie omawianego zagadnienia znalazło się w wyroku TSUE z dnia 19 października 2017 r., sygn. C-101/16. We wskazanym orzeczeniu Trybunał rozważał, czy można odmawiać prawa do odliczenia podatku VAT z tego względu, że fakturę dokumentującą transakcję wystawił podmiot uznany przez organy danego państwa za podmiot nieaktywny, choć faktycznie prowadzący działalność. Problem był więc analogiczny do opisanego powyżej i sprowadzał się do rozważania, czy czysto formalne warunki prowadzenia działalności jako podatnik VAT przez sprzedającego mogą wpłynąć na prawo do odzyskania podatku przez jego kontrahenta. Trybunał nie miał wątpliwości, wskazując, że możliwość odzyskania podatku stanowi integralną część mechanizmu VAT i co do zasady nie podlega ograniczeniu.

Trybunał podkreślił wprawdzie, że zawsze konieczne jest spełnienie także formalnych wymogów, jednak tylko tych mających kluczowy charakter, w tym przede wszystkim posiadanie faktury dokumentującej transakcję i udowodnienie na tej podstawie spełnienia wymogów materialnych, które zawsze muszą być rozstrzygające (głównie dokonanie transakcji). Zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą TSUE, podzielaną także w omawianym wyroku, od podatnika nie można wymagać dokonania kompleksowej i dogłębnej weryfikacji kontrahenta, a można nakładać na niego jedynie obowiązek podjęcia działań, których racjonalnie można od niego oczekiwać, w celu upewnienia się, że nie bierze on udziału w przestępstwie wyłudzenia podatku. Tym samym nie można odmówić prawa do odliczenia lub zwrotu podatku w przypadku stwierdzenia, że dana transakcja została dokonana z podmiotem nieznajdującym się w rejestrze.

Przedstawione rozstrzygnięcie bez wątpienia powinno wpłynąć na podejście polskich organów podatkowych, które od początku 2017 r. dokonały już ponad 60 tys. wykreśleń podatników z rejestru VAT, i to bez zawiadamiania o tym podatnika, bądź uznały dany podmiot za nieaktywny. Stosowanie prawa zgodnie z orzeczeniami TSUE jest bowiem obowiązkiem polskich organów skarbowych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Założenie spółki na Ukrainie

Przepisy prawa ukraińskiego nie przewidują żadnych ograniczeń co do formy prowadzenia działalności gospodarczej przez cudzoziemców. Mienie, które zostało sprowadzone na Ukrainę jako aport do kapitału założycielskiego spółek, zwalnia się od cła wwozowego. Najbardziej popularnymi formami prowadzenia działalności gospodarczej na Ukrainie są spółka z ograniczoną odpowiedzialnością oraz przedsiębiorstwo prywatne. Wybór najodpowiedniejszej formy prowadzenia działalności zależy od rodzaju planowanej działalności gospodarczej, relacji z ukraińskimi wspólnikami, rozmiaru inwestycji i zakresu odpowiedzialności założyciela za zobowiązania przyszłej spółki.

Ukraina zajmuje 16. miejsce wśród odbiorców polskich towarów, a 22. wśród dostawców (dane na rok 2015). Kraj ten należy również do głównych obszarów ekspansji inwestycyjnej polskich firm poza Unią Europejską. Czynnikiem sprzyjającym dostępowi polskich firm do rynku ukraińskiego było przystąpienie Ukrainy do Światowej Organizacji Handlu, oznaczające obniżkę ceł na większość importowanych towarów.

Dla osób planujących rozpoczęcie działalności gospodarczej na Ukrainie duże znaczenie powinna mieć również łatwość nabywania nieruchomości. Z wyjątkiem działek pozostałych rodzajów gruntów (w tym przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej) – na dzień dzisiejszy na Ukrainie nie obowiązują żadne ograniczenia dotyczące obrotu nimi czy ich dzierżawy (maksymalny okres dzierżawy to 49 lat). Korzystne są też z pewnością ceny – mieszkania klasy „premium” kosztują średnio 27 989 UAH za metr kwadratowy (ok. 4 000 PLN). Średnia cena sprzedaży mieszkań w Kijowie na rynku wtórnym w 2014 r. wyniosła 22 140 UAH za metr kwadratowy (ok. 3 100 PLN).

Krótko o systemie podatkowym na Ukrainie

Warto mieć także na uwadze, że pomiędzy Polską a Ukrainą istnieje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, co w przypadku osób fizycznych daje możliwość – przy spełnieniu określonych warunków formalnych przez polskich rezydentów – całkowitego zwolnienia z opodatkowania w Polsce dochodów uzyskiwanych na Ukrainie.

Podatek od towarów i usług PTU (VAT) w podstawowej stawce wynosi 20% (w Polsce 23%), a dla operacji eksportowych – 0%.

Podatek dochodowy od osób prawnych w podstawowej stawce wynosi 18% (w Polsce 19%), tak samo w przypadku podatku od osób fizycznych. Na dochody z akcji na prawach korporacyjnych (dywidend) nałożono stawkę podatku obniżoną do 5%.

Natomiast osoby prawne, których roczny dochód nie przekracza 5 mln UAH (ok. 170 000 EUR), mają prawo wyboru następujących stawek podatku jednolitego: w przypadku oddzielnej spłaty VAT – 3% od dochodu, w przypadku włączenia VAT do podatku jednolitego – 5% od dochodu.

Na Ukrainie występuje także składka na ubezpieczenie społeczne w celu zabezpieczenia funduszu emerytalnego. Jest ona opłacana przez pracodawcę na podstawie dochodów uzyskanych przez pracowników w wysokości 22%.

Warto mieć także na uwadze, że w związku z ostatnimi wydarzeniami obowiązuje dodatkowy podatek „wojenny”, w stawce 1,5% od osób fizycznych. Jest to oczywiście regulacja tymczasowa.

Ostatnie zmiany na Ukrainie optymistycznie nastawiają do prowadzenia biznesu w tym państwie, bo świadczą o jego otwarciu na wolną przedsiębiorczość. Mowa tu o likwidacji milicji podatkowej w 2016 r. oraz o przyjęciu 29 marca 2017 r. przez Gabinet Ministrów Ukrainy koncepcji reformy państwowej służby podatkowej, zgodnej z rekomendacjami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, służby celnej i granicznej USA, Ministerstwa Finansów USA oraz Komisji Europejskiej.

Formy prowadzenia działalności na Ukrainie

Istnieją trzy podstawowe i najczęściej wybierane formy rozpoczęcia działalności gospodarczej na Ukrainie przez cudzoziemców:

  • założenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (ТОВ/TOW) – Товариство з обмеженою відповідальністю),
  • otworzenie przedstawicielstwa przedsiębiorcy zagranicznego (Постійне представництво іноземної компанії – stałe przedstawicielstwo spółki zagranicznej),
  • założenie jednoosobowej działalności gospodarczej (ФОП/FOP) – Фізична особа-підприємець, czyli osoba fizyczna – przedsiębiorca), która może zostać założona tylko przez osobę posiadającą rezydencję podatkową na Ukrainie.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością prawa ukraińskiego (TOW)

Zasady organizacji oraz funkcjonowania ukraińskiego TOW niczym nie różnią się od polskiej sp. z o.o. poza tym, że nie istnieje minimalna wartość kapitału zakładowego oraz konieczne jest w niej zatrudnienie dyrektora (odpowiednik prezesa zarządu).

Dyrektor przynajmniej na początku istnienia spółki musi być Ukraińcem. Cudzoziemcy mają prawo objąć to stanowisko, jednak wiąże się to z koniecznością uzyskania dla tej osoby zezwolenia na pracę i pobyt na Ukrainie, co nie jest możliwe, dopóki pracodawca takiej osoby (zakładana spółka) nie powstanie.

Proces rejestracji TOW od momentu przygotowania kompletu potrzebnych dokumentów do jej założenia (podanie nazwy firmy i wielkości kapitału zakładowego, adresu na Ukrainie, pod którym znajdować się będzie – faktycznie lub wirtualnie – tzw. adres prawny, czyli siedziba spółki) i złożenia stosownych wniosków do momentu rejestracji spółki nie powinien trwać dłużej niż 7 dni.

W maju 2017 r. Najwyższa Rada Ukrainy przyjęła ustawę likwidującą obowiązek rejestracji inwestycji zagranicznych oraz wnoszącą zmiany do procedury zatrudnienia i uzyskania pobytu tymczasowego obcokrajowców. Zniesiono tym samym obowiązek uprzedniego uzyskania przez pracowników zagranicznych zaświadczenia o niekaralności, a także przechodzenia badań lekarskich oraz psychiatrycznych. Dla niektórych kategorii pracowników wydłużono okres maksymalnego zatrudnienia z 1 roku do lat 5. Skrócono także termin rozpatrywania dokumentów na przedłużenie pozwolenia na pracę z 7 do 3 dni roboczych i przewidziano możliwość uzupełnienia dokumentów w trakcie jednego przeglądu.

Stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego

Stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego może prowadzić działalność wyłącznie w zakresie rodzajów działalności wyszczególnionych dla przedsiębiorstwa głównego, określonych na podstawie ukraińskiego odpowiednika kodów PKD – КВЕД (коди видів економічної діяльності – kody rodzajów działalności gospodarczej). Przedstawicielstwo może występować w formie niekomercyjnej (prowadzi działalność nie w celu zarobkowym) lub komercyjnej.

Założenie przedstawicielstwa wymaga więcej czasu (ok. 2 miesięcy) oraz nakładów finansowych (opłata za rejestrację takiego podmiotu wynosi aż 2 500 USD). Podobnie jak TOW, stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego posiada osobowość prawną. Jego podstawową zaletą i przewagą nad TOW jest możliwość zatrudniania cudzoziemców na terytorium Ukrainy bez konieczności uzyskania dla nich pozwoleń na pracę i pobyt. Istnieją również pewne ułatwienia w transferowaniu dochodów przedstawicielstwa do spółki, która powołała przedstawicielstwo na Ukrainie. Jeśli więc zależy nam na możliwości stosunkowo bezproblemowego zatrudniania własnych – np. polskich – pracowników w przedstawicielstwie na Ukrainie, to rozwiązanie wydaje się optymalne.

Zarówno TOW, jak i stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego podlegają na Ukrainie takim samym podatkom i składkom. Jednak pod niektórymi względami te dwie formy prowadzenia działalności różnią się od siebie. W większości sytuacji – ze względu na większą elastyczność, szybkość otwarcia oraz mniejsze wydatki związane z rozpoczęciem działalności – bardziej godną polecenia formą jest TOW. W pewnych przypadkach natomiast to przedstawicielstwo może być bardziej opłacalną i wygodniejszą alternatywą, szczególnie gdy szybkie rozpoczęcie działalności na Ukrainie nie jest priorytetem, za to przydatne będą ułatwienia w zatrudnianiu obcokrajowców.

Autorzy: Prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Jaki masz scoring?

Świąteczne wydatki stanowią dla większości Polaków duże obciążenie domowego budżetu – według szacunków Deloitte w tym roku statystyczna rodzina wyda na Boże Narodzenie 882 złote. Niemal co trzeci Polak poważnie zastanawia się nad źródłem sfinansowania świątecznych zakupów, wynika z raportu przygotowanego przez Intrum Justitia.

30 proc. spośród nas przyznaje, że musi pożyczyć pieniądze lub wykorzystać limit karty kredytowej, by móc kupić upominki na Boże Narodzenie. Natomiast z raportu PayPal wynika, iż prawie połowa Polaków odkłada ten obowiązek na ostatnią chwilę. Jak zatem stać się wiarygodnym dla banku za pięć dwunasta? Aby zwiększyć szansę otrzymania dodatkowej gotówki lub podwyższenia limitu na koncie tuż przed świętami, warto zainteresować się naszym scoringiem kredytowym.

Czym jest scoring kredytowy i co na niego wpływa?

Scoring to wynik analizy kredytowej klienta. Na podstawie wybranych informacji osobowych oraz danych majątkowych i finansowych system oceny ryzyka przypisuje każdemu potencjalnemu kredytobiorcy odpowiednią ilość punktów, na którą zasłużył – mówi Bartosz Wieczorek, Head of Strategy and Business Development w TogetherData, firmie zajmującej się analizą danych. – Scoring stosowany jest w najczęściej w przypadku wniosków dotyczących pożyczek gotówkowych czy kart kredytowych – gdy bank nie ma zasobów ani czasu, aby szczegółowo i indywidualnie sporządzić profil danego klienta.

Czy aktualizujesz dane bankowe?

W pierwszym krokiem wyliczania scoringu jest analiza podstawowych danych. Sprawdzany jest wiek, dochód, staż pracy, miejsce zamieszkania, wykształcenie, wysokość dochodów czy forma i rodzaj zatrudnienia. W tym przypadku warto się upewnić, czy na bieżąco informowaliśmy bank o zmianach. Zadbanie o aktualizację takich danych może się okazać atutem w przypadku pilnej świątecznej potrzeby.

Z naszych obserwacji wynika, iż większość potencjalnych kredytobiorców nie informuje banków o podstawowych zmianach swoich danych osobowych, zapominając, iż w procesie wyliczania scoringu każdy szczegół ma znaczenie. Przykładowo, systemy bankowe najwyżej punktują klientów w związkach małżeńskich czy też  pracujących na umowie o pracę – dodaje Bartosz Wieczorek.

Jaką masz historię kredytową?

Poza podstawowymi informacjami o klientach, banki sprawdzą także historię spłat zobowiązań z przeszłości. Przypomnijmy sobie, czy terminowo wywiązywaliśmy się ze wszystkich zobowiązań, jak chociażby kredytów zaciągniętych w przypadku zakupów ratalnych. Niezależnie od liczby posiadanych pożyczek, największe znaczenie ma ich regularne spłacanie. Dlatego warto o swoją historię kredytową zadbać jak najwcześniej.

Jak stoisz w  BIKu?

Wyliczenia scoringu biorą pod uwagę także dane z Biura Informacji Kredytowej, gdzie odnotowywane są wszystkie zaległości, również te związane z rachunkami za telefon, media czy nawet mandaty karne. W BIK możemy w dowolnej chwili wygenerować bezpłatny raport ukazujący dokładnie naszą historię kredytową. Pamiętajmy, iż w tym rejestrze odnotowywane są wszystkie składane wnioski kredytowe. Budując wiarygodność kredytową, unikajmy składania wniosków w kilku bankach na raz.  Usilne ubieganie się o pożyczkę może negatywnie wpłynąć na punktację i przyporządkować nas do grupy wysokiego ryzyka.

Oszczędności mile widziane

Pamiętajmy, iż przyznawane w procesie scoringu punkty sumują się. Może dojść do sytuacji, w której  mimo posiadania dochodów, które wystarczą do spłacenia raty, potencjalny kredytobiorca może nie zdobyć wymaganej liczby punktów klasyfikującej go do odpowiedniej grupy ryzyka. Liczą się najdrobniejsze szczegóły. Kalkulacja wiarygodności sprawdzi także nasze zachowanie wobec innych produktów bankowych. Bank upewni się czy mamy, bądź mieliśmy konta oszczędnościowe albo lokaty. Liczony będzie czas ich trwania oraz oczywiście odkładane na nich kwoty.

Wydatki pod lupą

Banki w bardzo zróżnicowany sposób podchodzą do analizy danych zdolności finansowej swoich klientów. Na ocenę mogą wpłynąć także nasze zachowania. W tym przypadku brane pod uwagę są wypłaty gotówki oraz ich częstotliwość. Nie bez znaczenia pozostają płatności kartą, które są analizowane na różnorodne sposoby.  Informacje o tym ile, gdzie i za co klienci płacą kartą pomagają bankom w tworzeniu profili osób, które otrzymały kredyty w przeszłości. Jeśli profil danego konsumenta jest zbliżony do osób, które terminowo spłacą swoje zobowiązania, to szansa na poprawę wyniku scoringowego rośnie.

Kto liczy scoring?

Dziś scoring bankowy w większości przypadków wyliczany jest przez analityków. Wskutek tego często czas oczekiwania na decyzję o przyznaniu kredytu bywa bardzo długi. W obliczu rosnących potrzeb konsumentów niezbędne staje się usprawnienie oraz podniesienie efektywności procesu oceny wiarygodności i możliwości kredytobiorcy. Nie wszystkie banki wdrożyły tego typu rozwiązania.

Dzięki wykorzystaniu zautomatyzowanej analityki bank może dobrze poznać przyszłego kredytobiorcę i stworzyć jego pełny obraz. Nie są to już wnioski wyciągane tylko na podstawie porównania do grupy podobnych klientów. W efekcie klient otrzymuje szybką decyzję kredytową, odpowiadającą jego faktycznym możliwościom finansowym. Zyskuje i bank, i klient. Dzięki temu nawet na kilka dni przed świętami można złożyć wniosek z dużą szansą na rozpatrzenie w tempie ekspresowym – dodaje Bartosz Wieczorek.

Bądź wiarygodny na ….Facebooku!

Firmy analityczne dostarczają bankom coraz więcej informacji, które pomagają usprawniać procedurę sprawdzania wiarygodności kredytowej. Coraz częściej brana jest pod uwagę także aktywność w mediach społecznościowych. Systemy czytają dane np. z profili na Facebooku. Nie chodzi tu jednak tylko o zdjęcia z wakacji, wypadów weekendowych czy wpisy i komentarze, dużą rolę odgrywa przynależność do grup, polubione strony, używane aplikacje, publiczne wypowiedzi oraz informacje o znajomych. Wyliczanie scoringu na podstawie analizy mediów społecznościowych może służyć weryfikacji, czy kredytobiorca oświadczył prawdę we wniosku kredytowym. Z drugiej strony jest dużym ułatwieniem dla osób nie posiadających historii kredytowej.

– Specjalistycznie przeanalizowane informacje z mediów społęcznościowych stanowią podstawę do stworzenia indywidualnego profilu klienta – tłumaczy Bartosz Wieczorek. Choć brzmi to nieprawdopodobnie – nasza aktywność w mediach społecznościowych może mieć decydujący wpływ na to, czy nawet bez udokumentowanej historii kredytowej dostaniemy pożyczkę nawet na krótko przed świętami

Warszawa – biurowy rynek przyszłości

Spektakularne obiekty, które powstają w Warszawie za kilka lat przyniosą miastu jedno z najnowocześniejszych zapleczy biurowych w Europie.

Postęp urbanistyczny, jaki dokonał się w Warszawie w ciągu ostatniej dekady widoczny jest na każdym kroku. Zasoby stołecznego rynku biurowego podwoiły się w tym czasie i przekroczyły poziom 5 mln mkw. powierzchni. Warszawskie biurowce pachną nowością, podczas gdy w Europie Zachodniej budynki liczą sobie po kilkadziesiąt lat. Dodatkowo, na inwestycje infrastrukturalne przeprowadzane w mieście idzie kilkakrotnie więcej środków publicznych niż na przykład w Budapeszcie, czy Bukareszcie. Specjaliści Walter Herz z dumą przyznają, że  miło jest obserwować w jak dużym tempie miasto się zmienia.

Zdaniem doradców, potrzeba jeszcze sporo czasu, żeby warszawski rynek osiągnął dojrzałość porównywalną do wiodących lokalizacji w Europie Zachodniej. Jednak dzięki szybkiemu rozwojowi Warszawa, która oferuje około 60 proc. nowoczesnych powierzchni biurowych dostępnych w naszym kraju, dogania inne miasta europejskie pod względem zasobów biurowych. Choć daleko jej jeszcze do takich miast jak Paryż, Londyn, Monachium i Berlin, plasuje się już na poziomie Amsterdamu, Barcelony, czy Aten.

Warszawa przyciąga największe, światowe firmy

Boom inwestycyjny, jaki możemy obserwować na warszawskim rynku nieruchomości jest szansą na przyciągnięcie do miasta największych światowych graczy. Międzynarodowe firmy deweloperskie, które od lat są obecne w na naszym rynku w ostatnim czasie wyraźnie zwiększyły swoją aktywność, wprowadzając do realizacji w Warszawie kolejne, duże projekty.

Jak obliczają analitycy Walter Herz, w aglomeracji jest teraz w budowie około 830 mkw. powierzchni biurowej. To wynik, jakiego miasto nigdy wcześniej nie notowało. Ale i zapotrzebowanie na warszawskie biura nigdy nie było tak duże. Chłonność rynku jest imponująca, czego dowodem jest spadający współczynnik pustostanów. Stolica Polski zaczyna zyskiwać uznanie największych światowych firm, co potwierdza ostatnia decyzja banku JP Morgan o przeniesieniu do niej części swoich operacji.

Przełomowy moment dla polskiego rynku

Eksperci Walter Herz zauważają, że mamy teraz okazję obserwować przełomowy moment w historii polskiego rynku i zmianę statusu Polski, która dotąd była na pograniczu rynków rozwijających się i rozwiniętych. Decyzją FTSE Russell, która ma być ogłoszona w przyszłym roku, nasz kraj awansuje w klasyfikacji do miana rynku rozwiniętego.

Odzwierciedleniem tej oceny jest jakość oferty warszawskiego rynku biurowego, na którym powstają obiekty wykorzystujące najlepsze, światowe rozwiązania architektoniczne. Nowe biurowce bazują na ekologicznych technologiach, zapewniających maksymalny komfort pracy, a deweloperzy prześcigają się w pomysłach by kolejnymi udogodnieniami wyróżnić swoje kompleksy. Warszawa tworzy potencjał, dzięki któremu za jakiś czas będzie mogła konkurować z najlepszymi lokalizacjami biurowymi w Europie.

Najwyższy budynek w UE

Specjaliści Walter Herz przypominają, że w centrum miasta trwa budowa projektu Varso, który przyniesie Warszawie najwyższy budynek w Unii Europejskiej. Varso Tower zajmie miejsce londyńskiego The Shard. Projekt obejmuje realizację kilku biurowców, które dostarczą prawie 150 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. Duży udział inwestycji zakrojonych na szeroką skalę wśród obecnych warszawskich realizacji powoduje, że większość budynków, które są teraz w budowie zostanie ukończonych w latach 2019 – 2020.

Oddane ostatnio w Warszawie do użytku obiekty, jak  Warsaw Spire, Q22, Hala Koszyki, czy Złota 44 to projekty, którymi mogłoby się poszczycić każde miasto na świecie. Szczególnie ciekawą inwestycją, także ze względu na otoczenie jest Warsaw Spire, gdzie wraz z budynkami biurowymi powstał Plac Europejski, uznany przez polskich urbanistów za najlepszą, nową przestrzeń publiczną w Polsce.

Obiekty mixed-use

Większość najnowszych warszawskich projektów wpisuje się w zasady zrównoważonego rozwoju. Z korzyścią dla miasta deweloperzy realizują przemyślane inwestycje, tworząc jednocześnie nową, żywą tkankę miejską. Przy biurowcach tworzone są zielone tereny rekreacyjne, place miejskie, skwery i pasaże ze sklepami, gastronomią i usługami.

Znaczący udział w rynku mają już obiekty typu mixed-use, o charakterze biurowym, handlowym, hotelowym i coraz częściej także mieszkaniowym. Przykładem mogą być tu Złote Tarasy, gdzie galeria handlowa łączy się z biurami w budynkach Lumen i Skylight lub odrestaurowana Hala Koszyki, gdzie strefa gastronomiczna i handlowo-usługowa zintegrowana została z budynkami o funkcji biurowej. Podobną koncepcję przyjęły obiekty realizowane na bazie rewitalizacji historycznych zabudowań, jak praski Koneser, ArtNorblin, czy EC Powiśle.

Coraz atrakcyjniejsza oferta

W stronę zrównoważonego rozwoju ewoluuje również warszawski Służewiec, największy obszar biurowy w kraju, który oferuje ponad 1,3 mln mkw. biur, krytykowany dotąd za swój jednolity charakter. Deweloperzy prowadzą teraz na tym terenie także inwestycje mieszkaniowe i hotelowe. Jak informują specjaliści Walter Herz, w budowie jest tam teraz kilka osiedli mieszkaniowych i pięć obiektów hotelowych. W tym rejonie wyprowadzane są także zmiany w infrastrukturze drogowej i transporcie publicznym, które nie należały dotąd do mocnych stron tego ośrodka biznesowego.

Oferta warszawskiego rynku biurowego, jak podkreślają eksperci, jest dziś bardzo zróżnicowana. Poza biurami pod tradycyjny, długoterminowy wynajem, można w niej znaleźć w pełni wyposażone powierzchnie z obsługą administracyjną i techniczną, czyli biura serwisowane oraz wspierające rozwój młodych przedsiębiorców biura coworkingowe, jak również miejsca pracy wynajmowane na godziny.

Jak podają analitycy Walter Herz, na warszawskim rynku podaż biur serwisowanych sięga około 45 tys. mkw., a powierzchni coworkingowych dostępnych jest obecnie ponad 40 tys. mkw.  Deweloperzy starając się maksymalnie uelastycznić ofertę, wychodzą również z propozycjami, które łączą różne modele najmu.

Autor: Walter Herz

Emigracja zarobkowa Polaków – gdzie wyjechać?

Jedną z najpopularniejszych przyczyn migracji są pieniądze. Migracja ekonomiczna trwa z reguły kilka lat, dlatego warto celnie wybrać kierunek wyjazdowy. Oto co należy wziąć pod uwagę:Monster- płaca minimalna w UE

  1. Kierunek a jego popularność wśród Polaków
    Próbując znaleźć kierunek migracyjny, kraj do zamieszkania i zarabiania, bardzo często bierzemy pod uwagę miejsca, które są popularne wśród rodaków. Według GUS-u jest to: Wielka Brytania, w której w 2016 r. przebywało 788 tys. Polaków, Niemcy (687 tys.), Holandia (116 tys.), Irlandia (112 tys.) oraz Włochy (93 tys.). Czasem bardziej przekonują nas w kraje, w których Polonia nie jest tak silna. Do tej grupy należą: Cypr i Portugalia – w tych krajach mieszkało w minionym roku po tysiąc Polaków, Finlandia – 3 tys., Grecja – 8 tys., Czechy – 9 tys.

W krajach, w których jest więcej Polaków, można liczyć na to, że będą organizowane np. imprezy kultury polskiej, w sklepach znajdą się polskie produkty, a w miejscu pracy będzie można spotkać rodaków. Z kolei w miejscach, w których Polaków jest mniej, będziemy musieli dostosować się do miejscowego jedzenia, a w pracy najpewniej będziemy pracować z lokalnymi mieszkańcami. Warto przeanalizować, w którym z wariantów będziemy czuć się lepiej i wówczas wybrać kierunek migracyjny.

2. Oferty pracy
Przed wyjazdem należy sprawdzić stopę bezrobocia w danym kraju oraz ogólnie panujące nastroje społeczno-gospodarcze. Przeciętna stopa bezrobocia w 28 krajach UE w sierpniu br. według Eurostatu wyniosła 7,6 proc. Najwyższa była w Grecji – 21,2 proc, Hiszpanii – 17,2 proc., we Włoszech – 11,2 proc. Chorwacji – 10,9 proc. oraz na Cyprze – 10,7 proc. Najlepiej w unijnych statystykach wypadły Czechy, gdzie stopa bezrobocia wyniosła zaledwie 2,9 proc., Niemcy – 3,6 proc, Malta – 4,2 proc., Węgry oraz Wielka Brytania – po 4,3 proc.

Wysokie bezrobocie w danym kraju nie sprzyja zatrudnianiu cudzoziemców, chyba że reprezentują oni poszukiwane zawody m.in. wykwalifikowanych specjalistów. Tylko w takiej sytuacji taki kierunek wyjazdowy może być brany pod uwagę – podkreśla Joanna Żukowska, ekspertka serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

3. Język
Warto sprawdzić nie tylko, jaki język obowiązuje w danym państwie, ale i jakiego języka wymaga pracodawca. Może się okazać, że francuski pracodawca poszukuje pracownika ze znajomością języka angielskiego i dodatkowo oferuje szkolenia z języka francuskiego. Wówczas czas spędzony w innym kraju, może być okazją do zdobycia nowych kompetencji językowych.

  1. Wysokość płac w kierunek migracyjny
    Pieniądze to jedna z ważniejszych kwestii, jakie należy sprawdzić, zanim wybierzemy kierunek migracyjny. Przede wszystkim warto przejrzeć raporty płacowe dla danego państwa, ale też warto zbadać dany rynek poprzez rozmowy z osobami, które już pracowały w danej branży, na podobnym stanowisku. Wiedzę o płacach, umowach oraz zasadach opodatkowania w danym kraju mają polskie ambasady. W razie wątpliwości można skontaktować się z polskim urzędem lub organizacją. Wysokość potencjalnego wynagrodzenia na konkretnym stanowisku w danym kraju można sprawdzić również na międzynarodowym portalu porównującym zarobki – Paylab.com, którego częścią jest Pensjometr od MonsterPolska.

Według danych Eurostatu z lutego br. obecnie płacy minimalnej nie ma Dania, Włochy, Cypr, Austria, Finlandia oraz Szwecja – w sumie sześć państw unijnych. Pozostałe 22 kraje posiadają płace minimalne. I tak w państwach Europy Środkowo-Wschodniej obowiązuje płaca minimalna poniżej 500 euro miesięcznie. Najniższa jest w Bułgarii – w przeliczeniu wynosi 235 euro miesięcznie. Następnie są: Rumunia (275 euro), Łotwa i Litwa (po 380 euro), Czechy (407 euro), Węgry (412 euro), Chorwacja (433 euro), Słowacja (435 euro), a także Polska (453 euro) oraz Estonia (470 euro). Kolejna grupa krajów, gdzie płaca minimalna mieści się w przedziale od 500 do 1000 euro to państwa z południa Europy.  I tak: Portugalia (650 euro), Grecja (684 euro), Malta (736 euro), Hiszpania (826 euro), a także Słowenia (805 euro). W ostatniej grupie na północy i zachodzie Europy pensja minimalna wynosi ponad 1000 euro. Na tej liście jest Wielka Brytania (1397 euro), Francja (1480 euro), Niemcy (1498 euro), Belgia (1532 euro), Holandia (1552 euro), Irlandia (1563 euro) i Luksemburg (1999 euro). Bardzo często to właśnie pieniądze wyznaczają kierunek wyjazdu.

5. Koszty życia i zakwaterowanie
Wyjeżdżając za granicę musimy zrobić kalkulację zysków i wydatków. Wyliczenia należy zrobić uwzględniając przede wszystkim największe koszty, w tym wynajem, bilety komunikacji miejskiej, wyżywienie. Na tym etapie najlepiej porozmawiać z kimś, kto mieszka w danym kraju lub zajrzeć na blogi osób mieszkających za granicą.

6. Dostępność oferty edukacyjnej i naukowej
W momencie, w którym chcemy połączyć wyjazd za granicę z dokształcaniem, należy sprawdzić już w Polsce ofertę edukacyjną w danym mieście, do którego planujemy wyjechać – mówi Żukowska. Uczelnie lub szkoły językowe najlepiej znaleźć przez internet już na etapie planowania wyjazdu. Warto się z nimi skontaktować i zapytać o wymagane dokumenty, tłumaczenia, możliwość zdobycia stypendiów i czesne. Wiedząc wcześniej, co jest wymagane, można wykonać odpowiednie tłumaczenia dokumentów i wziąć je ze sobą – dodaje.

7. Docelowe miasto
Bardzo ważne jest także sprawdzenie miejscowości, w której mamy podjąć pracę i zamieszkać. Możemy mieć bowiem wyobrażenie o danym kraju, nawet mieć na koncie podróż do metropolii, ale nie odnajdziemy się w miejscowości, w której przyjdzie nam osiąść na jakiś czas. Szczególną wagę należy zwrócić na dobrą komunikację i dostęp do miejsc takich jak kawiarnie czy kino. Zwłaszcza w początkowym etapie pobytu za granicą chcemy poznać dane miejsce, stać się jego częścią, bywać.

  1. Pogoda
    Osoby, które są szczególnie drażliwe, jeśli chodzi o liczbę deszczowych dni w roku muszą szczególnie dobrze kierunek migracyjny. Nie każdy wytrzyma pobyt w krajach skandynawskich, gdzie ponure dni nie należą do wyjątków, a są normą. W takich sytuacjach warto szukać w cieplejszych rejonach Europy, nawet kosztem niższych zarobków.
  2. Obecność znajomych i bliskich
    Łatwiej zadomowić się w kraju, w którym mieszka już ktoś z naszej rodziny lub bliskich znajomych. To szczególnie dobry początek, jeśli wyjeżdżamy „w ciemno”, czyli nie mając gwarancji stałej pracy. Dzięki wsparciu łatwiej będzie znieść poczucie obcości, tęsknotę za pozostawionym domem i bliskimi w kraju.

    10. Koszty połączeń do Polski
    Lecąc na „koniec świata”, musimy liczyć się z tym, że nieprędko będziemy mogli odwiedzić Polskę. Dlatego osoby, które chciałyby mieć poczucie, że w razie potrzeby, mogą kupić tani bilet i wsiąść do samolotu, powinny wybrać kierunek z ekonomicznymi połączeniami do Polski. Ten z powodu błahy czynnik jest bardzo ważny, gdyż wpływa na poczucie bezpieczeństwa oraz naszą psychikę. Dobre nastawienie może decydować o jakości całego zagranicznego wyjazdu.

Sztuczna inteligencja zmieni rynek contact center?

Firmy dokładają wielu starań, by ich contact center funkcjonowały lepiej, jednak mimo postępu technologicznego wciąż borykają się z licznymi problemami. Telefony w nieodpowiednim momencie, konsultanci, z którymi ciężko znaleźć wspólny język i nietrafione oferty to, tylko wycinek branżowych bolączek. Receptą na poprawę sytuacji mają być rozwiązanie oparte o zaawansowaną analitykę danych i uczenie maszynowe.

Michał pracuje w korporacji i niebawem planuje wyjechać z dziewczyną na długo wyczekiwany urlop. Po kilku dniach surfowania po internetowych stronach biur podróży zdecydował się w końcu na 10 dniowy pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu na Krecie. Dzień po sfinalizowaniu transakcji zadzwonił telefon. Michał znał już ten numer. To natrętny telemarketer, który zawsze dzwoni w godzinach pracy i to w najmniej odpowiednich momentach. Tym razem jednak postanowił odebrać i ze zdziwieniem dowiedział się, że zamiast oferty garnków, konsultant contact center zaproponował mu ubezpieczenie turystyczne. Rozmowa nie trwała długi i jak można było przypuszczać, była produktywna dla obu stron.

Magia Big Data

Ten przykład pokazuje w jaki sposób analiza dużych zbiorów informacji przekłada się na biznes i doświadczenia klienta. Contact Center skorzystało z analityki Big Data i wzbogacenia własnego systemu CRM gromadzącego dane o klientach, o zewnętrzne informacje pozwalające na dokładną identyfikację zainteresowań danej osoby. –  W sieci internauci pozostawiają po sobie mnóstwo cyfrowych śladów, które można przekuć na użyteczną wiedzę dotyczącą decyzji zakupowych, tym samym znacząco zwiększając szanse na sprzedaż i poprawę obsługi klienta. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji możemy analizować gelolokalizację, zainteresowania użytkowników sieci, przyjrzeć się zainstalowanym przez nich aplikacjom oraz analizować tysiące innych zmiennych. To wszystko pozwala stworzyć wiarygodny profil klienta i monetyzować informacje  – zauważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, notowanej na NewConnect spółki, która jest operatorem jednej z największych hurtowni danych zbierającej informacje o zainteresowaniach internautów. Globalnie przetwarza już 9 mld anonimowych profili internautów korzystających zarówno z urządzeń mobilnych, jak i desktopów. Wzbogacaniu systemów wspierających zarządzanie w contact center o zewnętrzne dane o internautach otwiera przed telemarketerami i pracownikami infolinii nowe możliwości, dając im dostęp do niezwykle użytecznej i dotychczas nieosiągalnej wiedzy. Jeśli pracujący przy projekcie badacze danych skutecznie powiążą je ze zgromadzonymi w systemie wewnętrznymi zbiorami cyfrowych informacjami, błyskawiczna reakcja na potrzeby klienta stanie się standardem, tak samo, jak wyodrębnianie grupy docelowej na podstawie profili behawioralnych konsumentów.

– Dzięki analizie danych można dojść do bardzo ciekawych wniosków, zwiększając poziom satysfakcji klientów contact center. Można np. nie tylko zidentyfikować ich zainteresowania, to czego aktualnie szukają, ale także określić czas, w którym najlepiej zadzwonić do danej osoby. Korzystając z analizy z mediów społecznościowych, można prognozować zwiększenie ruchu telefonicznego czy zidentyfikować tematy, z którymi mogą dzwonić klienci – zwraca uwagę Paweł Pierścionek, Chief Technology Officer w Cludo, firmie dostarczającej zaawansowane rozwiązania chmurowe wspierające zarządzanie contact center.

Wybór profilu

Profilowanie behawioralne to znana praktyka o szerokim zastosowaniu. Stosuje się ją np. w kryminalistyce, reklamie internetowej i marketingu. Na podstawie takich profili największe portale randkowe parują użytkowników, wykorzystując do tego wprowadzone przez nich informacje i zaawansowane algorytmy. Podstawą takiej pracy są dane, a im jest ich więcej, tym lepiej. Właśnie w tę stronę zmierza branża call center. – Dzięki danym i ich analizie, profilowanie klientów odbywać się będzie w czasie rzeczywistym i rzadkością będzie sytuacja, w której konsultant call center zadzwoni z propozycją pożyczki do osoby z milionami na koncie. Profilowanie będzie odbywało się na podstawie algorytmu uczenia maszynowego, co oznacza, że system będzie się ciągle rozwijał i zwiększał swoje umiejętności. Algorytm zajmie się segmentacją i oceni prawdopodobieństwo odpowiedzi na daną ofertę – twierdzi Piotr Prajsnar. Jego zdaniem, na podstawie indywidualnej historii klienta będzie można określić, z jakim prawdopodobieństwem przystanie on na ofertę, zrezygnuje z usługi lub przejdzie do konkurencji. – Mówimy tu o technologii, która pomoże przygotować szytą na miarę ofertę i określić odpowiedni moment na kontakt z klientem. Fantazja? Wbrew pozorom wcale nie. Z takich możliwości contact center korzystają już dziś – dodaje prezes zarządu Cloud Technologies.

Czar sztucznej inteligencji

Big Data w contact center to nie tylko precyzyjne targetowanie i pogłębiona wiedza o życiu klientów. Nowoczesne narzędzia oparte o analitykę danych i sztuczną inteligencję znajdują coraz szersze zastosowanie w biznesie, o czym na własnej skórze przekonała się firma Dialog Direct, która w amerykańskim miasteczku Grand Rapids w stanie Michigan otworzyła nową placówkę call center i w ciągu miesiąca potrzebowała zatrudnić 140 telemarketerów. Dla działu HR takie wyzwanie to prawdziwe piekło. Dotychczas, by zrekrutować jedną osobę, przy dobrych wiatrach, zespół potrzebował minimum dwóch roboczogodzin. Rekrutacja ponad 140 nowych pracowników zajęłaby mu co najmniej dwanaście 24 godzinnych dni pracy. W tak krótkim czasie wykonanie narzuconego przez zarząd zadania było niemożliwe do zrealizowania. Szukając rozwiązania, które pomogłoby firmie wyjść z impasu, Jack Wilkie, Chief Marketing Officer, dowiedział się o działającej w chmurze obliczeniowej platformie do optymalizacji HR, która wykorzystując analitykę Big Data skracała proces rekrutacji o 75 proc. Jak to możliwe? Kandydaci zainteresowani pracą w nowej placówce Grand Rapids musieli nie tylko wypełnić szczegółową ankietę online, lecz również aktywnie uczestniczyć w symulowanej rozmowie, mającej sprawdzić ich naturalne predyspozycje do pracy na stanowisku telemarketera. Korzystający z analityki predyktywnej system automatycznie analizował nagrania wraz z danymi z elektronicznej ankiety, a następnie oznaczał najlepiej rokujących aplikantów kolorem zielonym, problematycznych – żółtym, a tych, którzy nie spełniali wymaganych kryteriów – czerwonym. Nowa metoda rekrutacji okazała się strzałem w dziesiątkę. – To pozwoliło nam oszczędzić 45 minut w procesie rekrutacji pojedynczego pracownika – przyznaje Wilkie.

Zaawansowane algorytmy mogą pomóc call center osiągać lepsze wyniki również poprzez przemyślane przydzielenie konsultantów do konsumentów. Istotną rolę odgrywa tu nie tylko typ osobowości, lecz również wiek, płeć i pochodzenie rozmówcy. Z badań przeprowadzonych przez Software Advice na terenie Stanów Zjednoczonych wynika, że aż 67 proc. osób w wieku przekraczającym 65 lat preferuje rozmowę z konsultantem wysławiającym się w sposób powolny. Taki stan rzeczy wydaje się w miarę oczywisty, jednak pozostałe wyniki mogą stanowić spore zaskoczenie. Okazuje się bowiem, że 24 proc. mieszkańców miast preferuje rozmowę z telemarketerem w swoim własnym wieku, podczas gdy zaledwie 10 proc. mieszkańców wsi uważa, że jest to istotne. Ważną rolę odgrywa również pochodzenie rozmówcy. 78 proc. ankietowanych w wieku 55 – 64 preferuje kontakt z telemarketerem o tej samej narodowości, natomiast procent osób w przedziale wiekowym 18 – 24 o takiej inklinacji wyniósł 48. Nowoczesne systemy do zarządzania contact center winny brać pod uwagę tego typu badania i za sprawą uczenia maszynowego prowadzić własne analizy, pozwalające na inteligentne parowanie konsultantów z konsumentami.

Jak na Tinderze

Xerox opublikował raport: „Stan obsługi klienta w 2015 r.”, w którym pojawiły się ciekawe dane. Otóż ponad połowa (54%) ankietowanych zadeklarowała, że jest gotowa zapłacić więcej za produkt, w zamian za lepszą obsługę klienta oferowaną przez wybierane marki. Dziś firmy muszą usprawniać doświadczenia klienta w każdym punkcie styku i robić to z wyprzedzeniem. Dlatego operatorzy contact center będą dążyć do jak najlepszej identyfikacji klientów, ich potrzeb oraz preferencji. – System teleinformatyczny w nowoczesnym centrum będzie znacznie więcej mówił konsultantowi o kliencie niż robi to dziś. A zacznie się to już od pierwszego słowa klienta, dzięki analizie mowy, która nie tylko pozwoli zidentyfikować dzwoniącego, ale też określić jego nastrój, poziom zainteresowania ofertą i nastawienie do rozmowy. Do klienta i jego potrzeb dopasowany będzie również pracownik – jego umiejętności i kwalifikacje. Obrazowo mówiąc, będzie to podobne do matchowania par znanego z aplikacji randkowych – uważa Paweł Pierścionek.

Zobacz co nas czeka w 2018 roku na rynku srebra

Powoli kończy się 2017 rok, który dla metali szlachetnych nie był tak samo udany jak 2016 rok. Wręcz można powiedzieć, że bieżący rok kalendarzowy na rynku metali szlachetnych był jedną wielką konsolidacją. Niemniej jednak 2018 może sporo namieszać, a najciekawiej pod tym względem wygląda rynek srebra.

Popyt i podaż

W krótkim terminie wycena aktywów opiera się na emocjach niż fundamentach. Z tego też względu na rynku powstają bańki spekulacyjne, a niektóre aktywa są niedowartościowane. Niewątpliwie obecna cena srebra znajduje się na bardzo ciekawym poziomie, która doprowadziła do nierównowagi pomiędzy popytem i podażą.

Silver surplus/deficit

Powyższa grafika przedstawia notowania srebra (linia pomarańczowa) na tle nadwyżki/deficytu metalu szlachetnego. Od 1990 do 2000 roku cena srebra poruszała się w szerokiej konsolidacji, mieliśmy także większą podaż surowca od popytu. Sytuacja zmieniła się z nadejściem 2000 roku, w którym mieliśmy duży popyt technologiczny oraz inwestycyjny (odpowiedź na globalny kryzys, negatywne stopy procentowe). Przez kilka kolejnych lat doświadczyliśmy potężnego deficytu srebra, natomiast cena i tak znalazła się w trendzie spadkowym. Kontra przyszła w 2004 roku, cena srebra przez kilka lat wzrosła do 50 USD za uncję. W tym okresie mieliśmy dwa lata nadwyżki dzięki recyklingowi. Od tamtej pory konsumujemy więcej srebra niż produkujemy.

Reasumując, utrzymanie dotychczasowej sytuacji w najbliższym czasie prawdopodobnie doprowadzi do zwyżki notowań tegoż metalu szlachetnego.

Najbliższe miesiące na silver

Od 1999 roku pierwsze dwa miesiące dla rynku srebra można było uznać za bardzo dobre. Średnio w styczniu oraz lutym przez 18 ostatnich lat srebro dawało stopę zwrotu na poziomie 3.62 oraz 3.78 procenta. Dodatkowo z 18 badanych miesięcy zarówno w styczniu oraz lutym 12 zakończyło się na dodatniej stopie zwrotu.

sezeonowosc mapa silver

Źródło: Bloomberg

Ponadto spoglądając na aktualne zaangażowanie podmiotów finansowych zarabiających na spekulacji mamy większe prawdopodobieństwo iż pierwszy kwartał 2018 roku zostanie zakończony na dodatniej stopie zwrotu.

cftc

Źródło: Bloomberg

Białą linią zaznaczono ilość pozycji netto na rynku kontraktów terminowych utrzymywanych przez pomioty niekomercyjne na tle notowań srebra (linia żółta). Pozycje netto znalazły się na bardzo niskim poziomie, gdzie przeważnie dochodziło do mocnego odwrócenia sytuacji na tym rynku.

Srebro – analiza techniczna

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Spoglądając na wykres tygodniowy sytuacja jest zgodna i wspiera prawdopodobieństwo zatrzymania trendu spadkowego. Notowania spadły na bardzo silne wsparcie 15.5-16.0 USD za uncję. Jest to już trzeci test tej strefy, każde przebicie kończyło się fiaskiem i mocnymi wzrostami. Tym razem prawdopodobnie będzie tak samo. Gdyby kupującym udało się obronić strefę, to kurs zmierzałby w okolicę 17.3 USD, po której mógłby po raz kolejny odwiedzić rejon 18 USD za uncję.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych