Australia w obliczu bezprecedensowych zagrożeń szpiegowskich

Australijski wywiad (Australian Security Intelligence Organisation – ASIO) poinformował, że kraj doświadcza szpiegostwa i obcego wpływu na sprawy wewnętrzne na bezprecedensową skalę. W corocznym raporcie przedstawionym parlamentowi ASIO ujawnił, iż brakuje mu środków, aby przeciwstawić się „szkodliwemu szpiegostwu” i „złośliwej aktywności” skierowanym przeciwko Australii.

W raporcie wskazano, że oficerowie wywiadu zidentyfikowali pewną liczbę państw i innych aktorów, którzy prowadzą szpiegostwo i starają się wpływać na wewnętrze sprawy kraju. Wielu z nich to obce agencje wywiadowcze, które usiłują różnymi metodami szukać „dostępu do klasyfikowanych informacji dotyczących australijskich sojuszy i partnerstwa”. Gromadzą również informacje dotyczące stanowiska Canberry w kwestiach ekonomicznych, dyplomatycznych i militarnych oraz polityki energetycznej kraju. Dodatkowo, wykryto szpiegostwo przeciwko australijskim ośrodkom naukowym i technicznym.

Raport charakteryzuje kontrwywiadowcze dochodzenia i operacje jako prowadzone z dużym rozmachem, podkreślając, iż z usług kontrwywiadowczych korzystają w większym niż kiedykolwiek zakresie agencje rządowe i sektor przemysłowy. Z uwagi na te fakty wskazano potrzebę utrzymania rozbudowanych sił i środków służb wywiadu i kontrwywiadu.

W poprzednich latach – jak zapisano w raporcie – agencja zidentyfikowała obce państwa, które potajemnie starały się wpłynąć na australijską opinię publiczną i kształtować poglądy australijskich specjalistów od mediów i przemysłu oraz urzędników rządowych w taki sposób, aby przyczyniali się oni do wspierania interesów innych krajów. Odnotowano również szpiegostwo przeciwko członkom społeczności etnicznych w Australii.

Raport nie precyzuje, o jakie państwa chodzi, jak również nie wskazuje, czy zagraniczni agenci byli w analizowanym okresie aresztowani, uwięzieni lub wydaleni z kraju za akty szpiegostwa.

Źródło: portal intelNews.org z 18.10.2017 r.
Autor: Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Expose Morawieckiego – bez nowego gabinetu nic się nie zmieni

Premier Morawiecki jest niewątpliwie dobrym mówcą. Jego wystąpienia zawsze są pełne cytatów, osobistych odniesień, których dobrze się słucha. Jednak to nie jedyny powód, dla którego wyczekiwane było jego expose. Spodziewano się przede wszystkim wyjaśnienia, które tłumaczyłoby powód zmiany na stanowisku premiera. W expose powtórzone zostały główne cele, do których dążył dotychczasowe wicepremier. Przedstawiając je nie rozpoczął jednak od gospodarki ale od polityki społecznej. Wskazał na konieczność rewolucyjnych zmian w służbie zdrowia oraz istotne kwestie środowiska naturalnego. Zapowiedź podwyższenia kwot w budżecie, które będą przeznaczane na zdrowie jest bardzo ważna, bo aby cokolwiek zmienić, potrzeba odpowiednich środków.

– Brak wyjaśnienia był rozczarowujący. Jedyna nowa wiadomość, to decyzja, że rząd podporządkuje się orzeczeniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jeszcze niedawno władza szła w zaparte, jednak perspektywa kar w wysokości 100 tys. euro dziennie zapewne zmieniła decyzję premiera – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej –Nie dowiedzieliśmy się jednak, co nastąpi w samym systemie organizacji służby zdrowia, aby zagwarantować, że pieniądze te nie zostaną zmarnowane, a pacjenci rzeczywiście odczują poprawę. W kwestii ochrony środowiska nie została wspomniana trudna sytuacja ludzi, którzy zainwestowali w odnawialne źródła energii. Ich sytuację pogorszyły ustawy przyjęte przez rząd, w którym Mateusz Morawiecki był wicepremierem. W expose nie poruszył on także tematu obronności. Oprócz zapewnień o bezpieczeństwie wynikającym z członkostwa w NATO, nie odniósł się do sytuacji w Ministerstwie Obrony Narodowej i podległym mu sektorze. Bez komentarza pozostała także kwestia sparaliżowanej obecnie współpracy między prezydentem, jako zwierzchnikiem sił zbrojnych, a Szefem MON. Plany Premiera Morawieckiego można więc nazwać kontynuacją dotychczasowych działań rządu. Być może wkrótce nastąpi reorganizacja gabinetu. Mówi się o wymianie niektórych ministrów na początku przyszłego roku, co może przynieść nowy asumpt. Jeśli pozostaną ci sami ludzie i ten sam program – właściwie nic się nie zmieni – podsumował Arendarski.

Opóźnienia w płatnościach to problem 70% MŚP

Prawie 70 proc. polskich przedsiębiorców z sektora MŚP nie otrzymuje płatności za wystawione faktury w terminie. Problem zatorów płatniczych jest powszechny. A jak z nim walczą firmy?

Sektor MŚP jest szczególnie mocno wrażliwy na brak terminowych płatności ze strony swoich kontrahentów. Podstawowym problemem sektora MŚP jest niska kapitalizacja, czyli brak zaplecza finansowego, które pozwoliłoby bez stresu przetrwać opóźnienia w płatnościach.

W efekcie firmy z segmentu MŚP, których dotknął ten problem,  same zaczynają opóźniać płatności względem swoich dostawców. To z kolei może wiązać się z ograniczeniem dostępności do kredytu kupieckiego, ograniczenia zakupów niezbędnych materiałów oraz usług i w efekcie braku możliwości konkurowania na rynku

75 proc. badanych firm próbuje przeciwdziałać opóźnieniom w płatnościach. – Jak wynika z badania Bibby MSP Index, nadal główną metodą zabezpieczania się (w 65,4% przypadków) jest sprawnie działający dział księgowy monitorujący i pilnujący należnych zaległości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tomasz Rodak, ekspert Bibby Financial Services w Polsce.

Jako główne sposoby zabezpieczania się przed niewypłacalnymi kontrahentami badani wskazali weryfikację klienta w KRD lub BIG przed podpisaniem umowy (57,3%) oraz ubezpieczanie transakcji (10%). Warto zwrócić uwagę, że nadal aż ponad 22% respondentów nie zabezpiecza się przed zagrożeniami wynikającymi ze współpracy z niewypłacalnymi kontrahentami.

Co zmienia nowa ustawa o rynku mocy

Relacja z Responsible Business Awards Gala

8 grudnia 2017 w Pałacu i Folwarku Łochów po raz trzeci została nagrodzona społeczna odpowiedzialność biznesu. Podczas „Responsible Business Awards Gala” zostały uhonorowane przedsiębiorstwa, które wyróżniły się wybitnymi osiągnięciami w zakresie działalności społecznej i CSR. Gościem Specjalnym był Kamil Wyszkowski, Przedstawiciel i Dyrektor Generalny Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact Network Poland.

„Chcemy rozwijać praktykę wdrażania działań odpowiedzialnego biznesu w korporacjach, dlatego dzisiejsza uroczystość ma podkreślić ogromne zaangażowanie przedsiębiorstw w programy i projekty prospołeczne oraz pokazać ich wpływ na budowanie lepszego społeczeństwa” – mówiła na wstępie Beata Radomska, prezes Executive Club.

Wyjątkową niespodzianką w dniu było uhonorowanie Prezes Beaty Radomskiej odznaką Honoris Gratia nadaną przez Prezydenta Miasta Krakowa, Pana Jacka Majchrowskiego. Odznaczenie wręczył Ks. Andrzej Augustyński, Przewodniczący Zarządu Stowarzyszenia SIEMACHA.

Wydarzenie zainaugurował Cezary Pietrasik, Head of CEE, Warburg Pincus, Prezes Zarządu Fundacji „Efekt Motyla”, który pouczał o tym jak dawać wędkę zamiast ryby. Jako przykład przywołał działalność Fundacji, która wspiera młodych ludzi przyznając im stypendia, organizując kursy językowe oraz wyjazdy motywacyjne mające zachęcić ich do dalszego rozwoju.

Plenarna dyskusja prowadzona przez dra Grzegorza Malinowskiego z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego dotyczyła wpływu CSR na rozwój organizacji oraz odpowiedzialności wobec środowiska. Robert Daniluk, Dyrektor ds. Jakości, Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju, Lyreco Polska zwrócił uwagę na ewolucję narzędzi CSRowych jakie dostarczają nowe technologie. „Niezwykle istotne jest by przekazywać informację o realizacji celów dotyczących społecznej odpowiedzialności biznesu przy pomocy różnych mediów, które stanowią ważny element komunikacyjny we współczesnym świecie” – mówił Dyrektor.  Joanna Stankiewicz, Manager w obszarze komunikacji, marketingu oraz produkcji mediów cyfrowych, Canon Polska zwróciła uwagę, że oblicze CSR w przedsiębiorstwach bardzo zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat. Firmy przykładają większą uwagę do budowania strategii społecznej odpowiedzialności biznesu. Działania pro-społeczne nie leżą jedynie w kwestii przeznaczania środków finansowych, ale i skupiają się na budowaniu strategii, przekazywaniu pewnych wartości oraz angażowaniu swoich pracowników. Karolina Sołowow, Przewodnicząca Rady Fundacji „Fabryki Marzeń” na pytanie moderatora w jaki sposób układa się współpraca fundacji z przedsiębiorcami  oraz jak zmieniła się ona w ciągu ostatnich lat, odpowiedziała, że firmy coraz częściej decydują się na współpracę z organizacjami non-profit. Pomoc powinna być dla każdej firmy nie tyle obowiązkiem, ale przywilejem do dzielenia się tym co posiada. Zauważyła jednak, że o wiele łatwiej jest rozmawiać i nawiązywać współpracę z firmami, których właścicielem jest osobą zarządzająca niż z przedsiębiorstwami, które mają jedynie swoje przedstawicielstwa w naszym kraju. Władysław Grochowski, Prezes Grupy Arche przywołał hasło turkusowej organizacji oraz rozwijanie firmy w sposób organiczny, co skutkuje widocznym wzrostem przedsiębiorczości przy jednoczesnym podejmowaniu działań filantropijnych.

Kolejna część spotkania rozpoczęła się krótkim wywodem Dr hab. Bolesława Roka z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie, Akademii Leona Koźmińskiego. Podkreślił, że naturą przywództwa jest to, że za liderem zawsze ktoś podąża. To właśnie inni ludzie go tworzą. Doktor przytoczył 3 metafory przywództwa, które ukazują różne modele działania. Pierwszym z nich był szef korporacji, który rządzi z pozycji wysokiego piętra w wieżowcu, emanując swoją wiedzą z góry, przekazując ją kaskadowo w dół hierarchii. Drugim przykładem był lider na czele pochodu, bądź maratonu, za którym podąża tłum. Trzecia metafora natomiast pokazuje, że liderami w zespole stajemy się w zależności od potrzeb, jak np. zespół jazzowy- raz króluje trąbka, innym razem kontrabas. Tymi słowami Doktor zrobił wprowadzenie do panelu drugiego Etyka w biznesie – Przywództwo oparte na wartościach. Pierwsze pytanie zostało skierowane do Małgorzaty Zdzienickiej- Grabarz, Prezes Zarządu Fundacji BGŻ BNP Paribas i brzmiało: Na ile pracownicy oczekują postępowania zgodnego z etyką, jak to okazują? Czy są potrzebne procedury, aby wdrażać takie modele zachowań? Według Prezes ludzie zawsze oczekują od innych, żeby byli wobec nich etyczni. Nie dotyczy to tylko miejsca pracy. To nie procedury są najważniejsze, ale oczywiście są potrzebne. Porządkują kulturę zachowań. Ważna jest osobista odpowiedzialność. Etyka to również proces wzajemnej rozmowy. Po tej wypowiedzi kolejne pytanie „Skąd biorą się etyczni ludzie?” padło pod adresem Księdza Andrzeja Augustyńskiego, Przewodniczącego Zarządu, Dyrektora Generalnego Stowarzyszenia SIEMACHA. Dowiedzieliśmy się wówczas, że etyki można się wyłącznie nauczyć. Między etyką, a wiedzą można postawić znak równości. Mądry = dobry. Bycie odpowiedzialnym bierze się z dawania odpowiedzi. Odpowiedzialnym jest ten, kto umie mądrze odpowiedzieć. O etyce nie da się mówić w oderwaniu od procesów poznawczych. Powstało następnie pytanie co robić z nieetycznymi ludźmi w organizacji? Ks. Andrzej Augustyński odpowiedział konkretnie, że kto nie buduje, ten musi burzyć. Jeżeli pozbędziemy się nieetycznego człowieka z naszej struktury, pójdzie gdzieś indziej. To nie jest odpowiedzialna postawa. Musimy podejmować próbę edukowania takiej osoby, nie anihilacji.

Do rozmowy włączył się Head of CEE, Warburg Pincus, Prezes Zarządu Fundacji „Efekt Motyla”- Cezary Pietrasik. Przybliżył model działania swojej fundacji, w której stara się pokazywać podopiecznym pozytywne relacje w rodzinie oraz przedstawić fantastyczną rolę ojca. Kolejne pytanie Bolesława Roka dotyczyło tego, na ile społeczeństwo oczekuje pozytywnych wzorów? Według Cezarego Pietrasika są to powszechne oczekiwania, szczególnie wśród ludzi, którzy osiągają jakąś pozycję społeczną. Wielu przedsiębiorców ze względu na swoja rozpoznawalność- staje pod presją oczekiwań z zewnątrz. Po tym komentarzu paneliści przeszli do rozważań o tym, czy osoby z dużymi zasobami pieniężnymi odczuwają większą przyjemność w wydawaniu pieniędzy na dobra luksusowe, niż na działania charytatywne. Temat rozwinął szerzej Tomasz Wiśniewski, Partner KPMG. Przekazał publiczności dane raportowe, które ujawniły, że osoby zarabiające średnio 20tys. miesięcznie, twierdzą, że powinny być szczodrymi filantropami. Kolejnym pytaniem w dyskusji było na ile etyczność w firmach poprawi ustawa antykorupcyjna w przyszłym roku? Z odpowiedzią przyszedł Tomasz Wiśniewski. Wprowadzenie tych regulacji będzie generowało koszty, niektóre osoby będą mniej produktywne, bo zostaną odsunięte od swoich funkcji. Jeżeli poprawi się poziom etyki, zwiększy się jednak zaufanie w obrocie gospodarczym, a co za tym idzie- wartość rynkowa firmy.

Na zakończenie dyskusji, Ksiądz Andrzej Augustyński podkreślił, że kształtowanie postaw etycznych wymaga trwałych punktów odniesienia, co pozwala na eksperymentowanie. Nawet, jeżeli pogubimy się w kreowaniu nowej rzeczywistości, zawsze będziemy mieli trwałe wartości, dzięki którym będziemy mogli wrócić na właściwą drogę.

Po części merytorycznej przyszła chwila przerwy, po której przywitaliśmy na scenie Kamila Wyszkowskiego- Przedstawiciela i Dyrektora Generalnego Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact Network Poland, który w swoim przemówieniu mówił o prawach człowieka w przedsiębiorstwach. Podkreślał i apelował, aby w miejscu pracy królowała etyka i transparentność, a nie pogoń za maksymalizacją zysków.

Następnie konferencja skupiła się na szczególnej części tego wieczoru, czyli wręczeniu nagród dla zwycięzców konkursu „To My Tworzymy Świat”, organizowanego przez Canon Polska. Projektu adresowanego do młodych ludzi, którzy chcą uwolnić swoją kreatywność, dzielić się historiami z innymi i przez swoje prace inspirować do działania.

Po tych wrażeniach czas było rozpocząć ceremonię rozdania nagród „Responsible Business Awards”, podczas której zostały wyróżnione te podmioty, które w sposób szczególny wyróżniły się pod kątem działań w duchu zrównoważonego rozwoju, podejmowały inicjatywy charytatywne i wdrażały idee odpowiedzialnego biznesu.

Laureatami i wyróżnionymi zostali:

Odpowiedzialna Firma Roku

  • Bank BGŻ BNP Paribas laureat
  • Kaufland Polska Markety wyróżnienie

Mecenas Kultury i  Sztuki   

  • Fundacja Lotto laureat
  • Kulczyk Foundation laureat kategoria specjalna Mecenas Kultur Świata
  • Universal Music Polska wyróżnienie

Lider Zrównoważonego Rozwoju

  • Nowy Styl laureat
  • Toyota Motor Poland wyróżnienie

Strategia CSR Roku

  • Kompania Piwowarska

Mecenas Sportu

  • Murapol

Lider Zaangażowania Pracowniczego

  • Auchan Polska laureat
  • Orange Polska laureat

Lider Etyki w Biznesie 

  • Skanska laureat
  • ING Bank wyróżnienie

Agnieszka Wilczyńska nową szefową marketingu w Banku Pekao

Jak przeprowadzić rekrutację nowych pracowników?

W życiu każdej firmy przychodzi taki moment, kiedy trzeba wybrać i przyjąć do pracy nowych pracowników. Poszukiwanie oraz dobór najlepszych kandydatów na dane stanowisko to właśnie rekrutacja pracowników. Jak prawidłowo przeprowadzić proces rekrutacji nowych podwładnych i jakie są jego etapy?

Ogłoszenia o poszukiwaniu pracowników

Każda rekrutacja pracowników zazwyczaj rozpoczyna się od zamieszczenia ogłoszeń o naborze. W dzisiejszych czasach najczęściej wykorzystuje się do tego celu popularne portale ogłoszeniowe, na których przedstawia się ofertę pracy i wymagania odnośnie kandydatów. Jeśli zależy nam na dużym odzewie, warto zamieścić nasze ogłoszenia na co najmniej kilku stronach, tak abyśmy mogli dotrzeć do jak najszerszego grona potencjalnych kandydatów.

W ogłoszeniu należy zawszeć najważniejsze wymagania odnośnie pracownika, którego poszukujemy, krótko opisać naszą firmę i stanowisko, na które prowadzimy nabór oraz przedstawić swoją ofertę. Im będzie ona atrakcyjniejsza, tym więcej zgłoszeń otrzymany. Jeśli na tym etapie chcemy uniknąć osobistego kontaktu ze strony kandydatów nie zamieszczajmy danych firmy ani numeru kontaktowego.

Weryfikacja nadesłanych CV

Kandydaci skontaktują się z nami za pośrednictwem e-maila lub formularza dostępnego na stronie. W następnym kroku będziemy musieli przejrzeć i przeanalizować wszystkie nadesłane Curriculum Vitae i listy motywacyjne oraz wyłonić spośród nich tych kandydatów, którzy mają odpowiednie wykształcenie, doświadczenie oraz kwalifikacje do pracy na konkretnym stanowisku. Tylko z takimi osobami skontaktujemy się osobiście i umówimy ich na kolejny etap rekrutacji, jakim jest rozmowa kwalifikacyjna.

Rozmowa kwalifikacyjna

Jeśli mamy taką możliwość, rozmowę kwalifikacyjną warto zorganizować bezpośrednio w siedzibie naszej firmy. Udział w niej powinny wziąć wszystkie osoby, które będą kierowały pracą poszukiwanego pracownika. Pozwoli to im poznać nowych kandydatów i spośród nich wyłonić tych, którzy najlepiej sprawdzą się na danym stanowisku.

Przed rozmową kwalifikacyjną, warto przygotować zestaw pytań, które zadamy poszczególnym kandydatom. Pytania te powinny weryfikować podejście kandydatów do pracy w naszej firmie, ich doświadczenie i umiejętności, a także oczekiwania względem nowej pracy.

Warto także dać możliwość kandydatom na zadanie własnych pytań, co pozwoli ocenić ich zaangażowanie oraz zainteresowane otrzymaniem oferowanej przez nas posady. Rekrutacja pracowników podczas rozmowy kwalifikacyjnej może być zarówno jednoetapowa, jak i kilkuetapowa. Jej celem jest wyłonienie kandydata, który najlepiej będzie nadawał się do pracy na danym stanowisku.

Rekrutacja pracowników – samodzielnie czy z zaufaną firmą?

Kto choć raz szukał nowych pracowników, ten z pewnością wie, jak skomplikowany i pracochłonny jest to proces. Podczas rekrutacji spotykamy się bowiem z wieloma osobami, o tak różnym doświadczeniu i predyspozycjach zawodowych, że niezwykle trudny jest ostateczny wybór najlepszego kandydata. Ma to szczególne znaczenie, kiedy prowadzimy nabór do naszej firmy po raz pierwszy i nie mamy doświadczenia w prowadzeniu rekrutacji. W takiej sytuacji warto powierzyć przeprowadzenie całego procesu rekrutacyjnego wyspecjalizowanej firmie. Rekrutacja pracowników w BlueIdea.pl to także znakomita opcja dla tych przedsiębiorców, którzy chcą mieć pewność, że w szeregach ich firmy znajdą się same kompetentne i starannie wybrane osoby.

Wizerunek firmy – dlaczego jest taki ważny i jak można go budować?

Kreowanie wizerunku to długotrwały i skomplikowany proces, który odpowiada za to, jak nasza firma jest widziana i odbierana przez swoich klientów. Proces ten rozpoczyna się już w momencie, kiedy zaczynamy myśleć o własnej działalności gospodarczej. Już sam wybór nazwy firmy, hasła i logo to bowiem podstawowe elementy, które wraz z pozostałymi działaniami składają się na wizerunek firmy. Czym jest wizerunek firmy i dlaczego jego kreowanie jest tak istotne?

Wizerunek firmy – czym właściwie jest?

Budowanie wizerunku rozpoczyna się już na samym początku istnienia każdej firmy. Działalność gospodarcza, aby przynosiła odpowiednie zyski, zdobywała kolejnych klientów i miała szansę na rozwój, musi bowiem nie tylko zaistnieć, ale przede wszystkim utrwalić się w pamięci ludzi oraz zdobyć ich zaufanie.

Każda firma posiada swoją własną tożsamość, która odróżnia ją od konkurencji i innych podobnych podmiotów gospodarczych obecnych na rynku. Na tę tożsamość składa się szereg działań, które firma podejmuje w swojej codziennej pracy. To, jakie posiada ona logo, jakim hasłem reklamowym się posługuje, jaki ma stosunek do swoich klientów i współpracowników, jak radzi sobie w trudnych sytuacjach – to wszystko ma wpływ na to, jak dana firma jest postrzegana na zewnątrz.

Wizerunek firmy to więc nic innego, jak zespół wrażeń, które w związku z daną firmą odczuwają odbiorcy jej usług. Kreowanie wizerunku jest z kolei takim budowaniem tych wrażeń, aby na ich podstawie w umysłach odbiorców powstał pożądany obraz firmy lub jej konkretnego produktu.

Jak właściwie kreować wizerunek swojej firmy lub marki?

Wizerunek firmy może być kształtowany w taki sposób, aby był on jak najlepszy w oczach odbiorców. Aby firma była pozytywnie odbierana przez klientów, jej wizerunek musi być przede wszystkim spójny w każdym aspekcie działań, jakie na co dzień podejmuje przedsiębiorstwo. Ma to szczególne znaczenie w przypadku działań marketingowych na szeroką skalę, np. w przypadku, kiedy firma jest obecna w mediach, w Internecie, na spotkaniach biznesowych itp.

Kreowanie wizerunku to systematyczne realizowanie długoterminowych działań, które komunikują odbiorcy tożsamość firmy i umożliwiają jej wyróżnienie się na tle konkurencji, zaprezentowanie swojego indywidualnego charakteru oraz konsekwencja w komunikowaniu takiej tożsamości odbiorcom.

Kreowanie wizerunku – łatwe tylko pozornie

Mimo, że kreowanie wizerunku wydaje się być łatwe, wiele firm ma jednak duży problem z konsekwencją w swoich działaniach oraz popełnia sporo błędów, które w efekcie negatywnie wpływają na zaufanie ze strony jej klientów. Popełniane błędy i sprzeczne komunikaty kierowane do odbiorców często sprawiają bowiem, że klienci rezygnują z usług firmy.

Dlatego jeśli zależy nam na właściwym kreowaniu wizerunku swojej firmy i budowaniu trwałych, pozytywnych relacji z odbiorcami jej usług, powinniśmy powierzyć budowanie wizerunku naszej firmy w ręce profesjonalistów. Jeśli chodzi o kreowanie wizerunku CluePR.pl to doświadczona firma, której specjalizacją jest właśnie dbanie o spójny i konsekwentny wizerunek firmy.

Faktoring to już połowa kredytów

  • Już 132 mld zł przelały w tym roku na konta przedsiębiorców firmy faktoringowe
  • To niemal połowa kwoty jaka została w tym samym okresie wypłacona firmom w postaci kredytów
  • Powodem poszukiwania przez przedsiębiorców finansowania są długie terminy na zapłatę faktur – uciążliwe i powszechnie stosowane w polskiej gospodarce

Raport Forum Obywatelskiego Rozwoju informuje, że już ponad 25% polskich przedsiębiorców przyznaje, że zatory płatnicze są jedną z kluczowych barier hamujących wzrost inwestycji – to dzień powszedni polskiego biznesu. Powstają one w wyniku opóźnień w płatnościach między przedsiębiorcą, a jego klientami, podwykonawcami czy partnerami. 

Długie terminy zapłaty, a tym bardziej nie dotrzymywanie tych wcześniej ustalonych, to w naszym kraju prawdziwa plaga. Takie realia zmuszają firmy do szukania finansowania pomostowego, które pozwoli przedsiębiorcy utrzymać płynność i inwestować. Najczęściej jest to kredyt, ale coraz częściej także faktoring.

Faktoring to już połowa kredytów

W trzech kwartałach tego roku branża faktoringowa sfinansowała faktury o łącznej wartości 132,1 mld zł*. To wzrost o 17,3% w stosunku do analogicznego okresu 2016 roku. Z faktoringu skorzystało 8,5 tys. przedsiębiorców, czyli o 13,2% więcej w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. Faktorzy sfinansowali blisko 6,4 mln faktur.

Kwota przelana przez faktorów na konta przedsiębiorców jest bardzo duża. Dla porównania w ciągu pierwszych trzech kwartałów tego roku wolumen kredytów zaciągniętych przez firmy w Polsce wyniósł 271 mld zł (wg danych Narodowego Banku Polskiego). Dodatkowo finansowanie udzielone przedsiębiorstwom w postaci faktoringu rosło niemal dwukrotnie szybciej niż w formie kredytu bankowego.

– To pokazuje rosnącą popularność faktoringu. W rzeczywistości faktorzy przekazali na konta przedsiębiorców więcej niż połowę kwoty wypłaconej w kredytach, bo liczba 132 mld pochodzi od faktorów zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów (PZF), tym czasem znacząca część branży działa poza strukturami organizacji. W dodatku jest to bardzo dynamiczna część rynku, która wprawdzie odpowiada za mniejsze obroty niż najwięksi faktorzy należący do PZF, ale rozwija się szybciej niż najwięksi – mówi Bartosz Widomski – Dyrektor Sprzedaży eFaktor S.A.

Usługami faktoringowymi najbardziej zainteresowane są dziś firmy z branży spożywczej, chemicznej i metalowej. Są też faktorzy, którzy nie boją się finansować bardziej ryzykownych branż jak budowlanka czy transport. Po faktoring najczęściej sięgają firmy średnie. Rynek takich usług ma duży potencjał i kolejne lata powinny być dalszym okresem dynamicznego rozwoju faktoringu w Polsce.

– Zwiększanie płynności firm poprzez przekazywanie im środków pieniężnych pozwala na stabilny rozwój, inwestycje i ekspansję. Coraz więcej firm zaczyna traktować faktoring nie tylko jako narzędzie poprawy płynności w trudnych okresach, ale i skuteczny instrument wspierający inwestycje w czasie dobrej koniunktury, z jaką mamy obecnie do czynienia. Taki model jest podejściem dojrzałym biznesowo i świadczącym o wysokiej świadomości przedsiębiorcy, który wie, jak korzystać z finansowania zewnętrznego. Zmiany charakterystyki usługi idą w kierunku jak najszybszej decyzyjności na temat przyznawania finansowania. My robimy to w 24 godziny – wyjaśnia Bartosz Widomski – Dyrektor Sprzedaży eFaktor.

*Dane Polski Związek Faktorów

Wdrożenie RODO jak produkcja samochodu

Proces wdrożenia i utrzymania zgodności z unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych (RODO), można porównać do procesu produkcji i eksploatacji samochodu. Podobnie jak auto, system ochrony danych osobowych powinien być dobrze zaprojektowany, przetestowany i podlegać przeglądom, a w razie potrzeby – naprawom. Niezależnie od przyjętej koncepcji pracy, pewnych etapów wdrożenia RODO – podobnie jak produkcji samochodu – nie da się ominąć.

I WDROŻENIE RODO – FAZA PRODUKCJI SAMOCHODU

  1. Opracowanie koncepcji wdrożenia RODO – Zaprojektowanie samochodu

Podobnie jak na rynku projektowania samochodów, również i usługi wdrożenia RODO oferuje wielu specjalistów. Ponieważ jakość koncepcji rzutuje na wszystkie pozostałe etapy, dobór projektanta jest kluczowy dla całego procesu.

  1. Audyt otwarcia i analiza ryzyka – Testowanie projektu

Wstępny projekt samochodu – jeszcze przed konstrukcją prototypu – testuje się przy użyciu wirtualnych symulatorów. Podobnie ocenia się funkcjonowanie dotychczasowego systemu ochrony danych osobowych, wskazując, które elementy wymagają dostosowania do RODO i jak należy to zrobić.

  1. Dostosowanie procesów, zasobów i dokumentacji – Konstrukcja prototypu

Aby skonstruować samochód, należy nie tylko wyprodukować poszczególne elementy, ale także złożyć je w zgraną całość i opisać ich funkcjonowanie. Analogicznie, wdrożenie RODO nie kończy się na dostosowaniu samych procesów przetwarzania danych osobowych, ale wymaga także dostosowania zasobów uczestniczących w operacjach przetwarzania oraz przyjęcia odpowiednich polityk i procedur.

  1. Audyt zamknięcia – Testowanie prototypu

Przed dopuszczeniem do użytkowania, zawsze przeprowadza się testy prototypu samochodu. Dzięki nim producent może wykryć ostatnie niedociągnięcia i uniknąć odpowiedzialności lub utraty reputacji. Analogicznie, sam fakt wykonania zadań składających się na proces wdrożenia RODO nie wystarczy, aby uznać, że organizacja osiągnęła już zgodność i uniknie kar administracyjnych. W tym celu należy zbadać poziom wdrożenia rekomendacji oraz jeszcze raz przeprowadzić audyt systemu ochrony danych osobowych i wydać rekomendacje.

  1. Wdrożenie rekomendacji z audytu zamknięcia – Produkcja modelu końcowego

Po testach prototypu samochodu przeprowadza się dalszą analizę i udoskonala ostateczny produkt. Podobnie, wdrożenie RODO jest na tyle skomplikowanym procesem, że również audyt zamknięcia może wykazać potrzebę dalszego doskonalenia.

  1. Opcjonalnie: Certyfikacja

Na rynku samochodowym występują różne rodzaje certyfikacji – np. dotyczące bezpieczeństwa, czy standardów emisji spalin. Również w branży ochrony danych osobowych dostępne będą mechanizmy certyfikacji oraz znaki jakości i oznaczeń, mające świadczyć o zgodności z RODO.

II UTRZYMANIE RODO – FAZA EKSPLOATACJI SAMOCHODU

  1. Funkcjonowanie systemu ochrony danych osobowych – Wykorzystanie samochodu

Samochód powinien prowadzić dobrze przeszkolony kierowca, który nie tylko stosuje się do przepisów, ale też jest w stanie odpowiednio zareagować na zmieniające się okoliczności na drodze. Podobnie, prawidłowe funkcjonowanie systemu ochrony danych osobowych wymaga przeszkolenia pracowników nie tylko z treści nowych regulacji, ale także z praktycznych aspektów ochrony danych osobowych w codziennej pracy.

  1. Odpowiedzialność personelu – Odpowiedzialność kierowcy

Podobnie jak producent odpowiada za ewentualne wady techniczne pojazdu, kierowca odpowiada za bezpieczną jazdę i zgłaszanie usterek. Analogicznie, pracownicy powinni być nie tylko odpowiedzialni stosowanie się do wewnętrznych regulacji ochrony danych, ale także zgłaszać wszelkie incydenty Inspektorowi Ochrony Danych.

  1. Monitorowanie i utrzymywanie zgodności – Okresowe przeglądy i serwis samochodu

Nawet najlepszy samochód jest podatny na usterki i może ulegać wypadkom. Aby zmniejszyć ich ryzyko, a w razie potrzeby – przywrócić sprawność samochodu – należy korzystać w usług dobrych mechaników.

W przypadku systemu ochrony danych osobowych, podatnościami są luki w zabezpieczeniach danych osobowych, natomiast wypadkami – incydenty i na przykład wyciek danych osobowych – mówi dr Paweł Mielniczek, ODO 24.  Aby im zapobiec, system ochrony danych osobowych powinien być utrzymywany przez dobrze przeszkolony zespół działający wewnątrz organizacji, jak również podlegać okresowym przeglądom niezależnych ekspertów – dodaje.

Botnet Necrus powraca tworząc nowe zagrożenie ransomware

W listopadowym zestawieniu bezpieczeństwa sieciowego firmy Check Point Software Technologies, Polska ulokowała się na 12 miejscu w Europie, natomiast jej wskaźnik zagrożeń spadł aż o 13,1 punktu – oznacza to, że aktywność hakerów w naszej sieci była najniższa od wielu miesięcy! Mniej optymistycznym akcentem jest powrót botnetu Necurs, który dystrybuuje nowy rodzaj ransomware.

ThreatcloudMapBadacze z firmy Check Point po przeanalizowaniu zeszłomiesięcznych danych uznali, że głównym ogniwem ataków hakerskich na świecie był Necurs – uznawany za najpotężniejszy botnet spamowy – który użyty został tym razem do dystrybucji stosunkowo nowego ransomware Scarab (który pierwszy raz pojawił się w czerwcu 2017 roku).

Botnet Necurs rozpoczął masową dystrybucję Scarab podczas Święta Dziękczynienia w USA, wysyłając ponad 12 milionów e-maili w ciągu jednego ranka. Do tej pory Necurs używany był m.in. do dystrybucji jednych z najbardziej podstępnych i złośliwych wariantów złośliwego oprogramowania, głównie rodzin Locky i Globeimposter.

W Europie bezpieczniej!

Dane dostarczone przez Check Point Software Technologies, jednoznacznie pokazują stosunkowo niską aktywność hakerów w krajach europejskich. W listopadzie najbezpieczniejszym krajem w Europie okazała się Litwa (drugie miejsce na świecie), z wskaźnikiem zagrożeń na poziomie 24,4 pkt. Za jej plecami ulokowała się Chorwacja (25,4) oraz Cypr (26,6), będący liderem ostatniego zestawienia.

Polska tym razem znalazła się na 12 pozycji i ze wskaźnikiem 38,4 wyprzedziła m.in. Serbię (39,6), Szwajcarię (39,8) czy Austrię (40,4). Choć pozycja naszego kraju jest gorsza niż w zeszłym miesiącu (miejsce 7), to tzw. znormalizowany indeks zagrożeń okazał się niższy, co wskazuje na mniejszą aktywność hakerów – zarówno w Polsce jak i średnio w całej Europie.

Kraj Znormalizowany indeks zagrożeń
1 Litwa 24,4
2 Chorwacja 25,4
3 Cypr 26,6
4 Łotwa 28,1
5 Irlandia 32,5
6 Czechy 32,8
7 Estonia 34,0
8 Niemcy 34,6
9 Szwecja 34,7
10 Macedonia 35,9
11 Norwegia 37,6
12 Polska 38,4
13 Serbia 39,6
14 Szwajcaria 39,8
15 Austria 40,4

W listopadzie najbardziej zagrożone komputery na świecie należały do sieci Republiki Dominikany. W tym urokliwym karaibskim kraju w zasadzie każda maszyna znajdująca się w sieciach firmowych odnotowała próbę ataku. Z kolei w Europie największym polem aktywności hakerskiej była sieć albańska, gdzie ilość infekcji aż o 88 proc. przewyższała dane z Polski!

Co nas atakuje?

Eksperci od bezpieczeństwa wskazują, że najpopularniejszymi typami malware na świecie były w listopadzie RoughTed, Rig ek oraz osławiony Conficker. W Polsce czołowa trójka wyglądała trochę inaczej: poza szeroką kampanią malvertisingową RoughTed, na podium znalazł się również Fireball, który w tym roku zaraził już około 300 mln komputerów, oraz Pushdo – trojan pozwalający na nieautoryzowany dostęp i kontrolę nad zainfekowanym komputerem.

Wśród najpowszechniej używanych narzędzi hakerskich, skierowanych przeciwko urządzeniom mobilnym znajdują się backdoor Triada, pozwalający na przyznanie uprawnień super user do pobierania złośliwego oprogramowania; trojan bankowy Lokibot oraz Leakerlocker, będący mobilnym ransomware, czyli narzędziem szyfrującym nasze pliki oraz żądającym okupu za możliwość ich odszyfrowania.

Huckleberry Games S.A. coraz bliżej debiutu na rynku NewConnect

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, zadebiutuje w najbliższym czasie na rynku NewConnect. GPW w Warszawie podjęła Uchwałę o wprowadzeniu akcji Spółki do obrotu na alternatywnym rynku.

W dniu 12 grudnia 2017 roku Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie podjął Uchwałę o wprowadzeniu do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect 499.999 akcji serii C oraz 102.439 akcji serii E Huckleberry Games S.A. Spółka z oferty publicznej akcji serii E pozyskała ponad 2 mln zł, które zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia VR oraz na przygotowanie aplikacji mobilnej do gry „Edengrad”. Cena emisyjna akcji serii E wynosiła 20,00 zł. Zarząd Huckleberry Games S.A. uważa, że dzięki wejściu na rynek NewConnect Spółka będzie mogła kontynuować realizację przyjętej strategii rozwoju.

„Ten sukces to kolejny dowód na to, że wytrwałość i determinacja popłaca. Innowacyjny pomysł może wydawać się z początku nieosiągalnym marzeniem, jednak z czasem pokazujemy – jako Polska, że jest dla nas miejsce w prężnie rozwijającej się i postępowej branży, jaką jest Gamedevelopment. Wejście na rynek na NewConnect to dla nas ogromne osiągnięcie i kolejny etap w rozwoju Spółki. Jesteśmy dumni i wdzięczni inwestorom za okazane zaufanie.” – komentuje Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

W kwietniu 2017 r. Huckleberry Games S.A. rozpoczęła sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, a więc w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry.

Spółka otrzymała również dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki pozwolą Spółce na realizację nowego oraz innowacyjnego projektu związanego ze stworzeniem Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ). Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji sięga 1.578 tys. zł. Pozyskanie dofinansowania przez Huckleberry Games S.A. stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju Spółki w zakresie rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.

Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Spółki, a metody w nim wykorzystane są innowacyjne na skalę światową. Spółka chce również przygotować aplikację mobilną dla graczy „Edengradu”, w której będą się oni komunikować z innymi graczami oraz otrzymywali powiadomienia o akcjach dziejących się w grze, m.in. rozpoczęciu wojen, sprzedanym przedmiocie na aukcji (w grze) oraz promocjach w sklepie z przedmiotami premium. Strategia Rozwoju Huckleberry Games S.A. zakłada dalsze realizowanie bardzo innowacyjnych gier. W najbliższym czasie Spółka będzie zajmowała się produkcją gry „Edengrad: Arena”, która będzie przeznaczona na urządzenia VR. Następną bardzo ważną produkcją studia Huckleberry Games S.A. będzie gra RPG „Stay Hungry” przeznaczona na komputery PC oraz konsole.

Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES.

Kiedy zatrzyma się wyprzedaż metali szlachetnych?

Przez ostatnie kilka tygodni metale szlachetne znalazły się pod presją sprzedających. Przyczyn jest kilka, niektórzy dopatrują się odpływu kapitału z metali szlachetnych (a szczególnie od złota) w stronę Bitcoina. Niemniej jednak głównym powodem jest względny spokój na rynku reprezentowany indeksem strachu (VIX), który w ostatnim czasie spadł na rekordowe minima. Oprócz tego wyprzedaż metali jest wspierana przez silniejszego dolara amerykańskiego oraz brak jakiegokolwiek niebezpieczeństwa na rynku (chociaż w ostatnim czasie i tak wszystko jest ignorowane – mamy hossę).

Złoto – rentowność obligacji USA

Kluczem do znalezienia końca ewentualnej wyprzedaży na rynku złota jest rentowność obligacji USA. Rosnąca rentowność długu zachęca inwestorów do przenoszenia oszczędności w obligacje, dają lepszy hedge inflacyjny. W drugim przypadku, gdy rentowność obligacji spada, inwestorzy poszukując ochrony przed negatywnymi stopami procentowymi zwracają się w stronę kruszcu. Poniżej została przedstawiona korelacja pomiędzy rentownością obligacji USA (linia żółta, zmienna została odwrócona do lepszego zobrazowania korelacji) a notowaniami złota (zmienna biała).

gold rentownosc

Źródło: Bloomberg

Rentowność obligacji USA rosła od października do listopada, natomiast złoto zaliczyło przecenę tylko w trakcie jednego miesiąca. Zatem ostatnia wyprzedaż może zostać powiązana z poprzednim wzrostem rentowności obligacji. Dalszy wzrost oprocentowania długu powinien sprzyjać wyprzedaży złota i odwrotnie. W związku z tym warto przyjrzeć się cenie obligacji USA (spadek ceny = wzrost rentowności ; wzrost ceny = spadek rentowności).

notowania obligacji

Źródło: Admiral Markets

Od czterech miesięcy cena obligacji znajduje się pod presją sprzedających, aczkolwiek w pobliżu widać mocne wsparcie na poziomie 122USD. Prawdziwa wyprzedaż złota mogłaby zacząć się dopiero po przebiciu tego poziomu, ale na chwile obecną jest to bardzo mało prawdopodobne. Przyszły koniec wyprzedaży zwiastuje także oscylator stochastyczny, który wskazuje na wyprzedanie rynku.

Gold i fundusze ETF

Fundusze ETF przechowują fizyczne złoto. Dlatego warto czasem zobaczyć, czy inwestorzy lokują kapitał w fizyczny metal. Poniżej przedstawiono notowania złota na tle ilości uncji przechowywanych przez fundusze ETF (zmienna żółta).

etf i gold

Źródło: Bloomberg

Wyprzedaż złota nie wystraszyła inwestorów długoterminowych, co daje większe prawdopodobieństwo zakończenia spadków. Oprócz powyższych informacji warto śledzić notowania indeksu dolara amerykańskiego (USDX), ponieważ jego dalsze umocnienie przełoży się na dalszą wyprzedaż złota.

Gold – analiza techniczna

notowania zlota

Źródło: Admiral Markets

Po nieudanym wybiciu 1300 USD sprzedający przejęli kontrolę nad notowaniami złota. Wszystko wskazuje na to, że kurs zamierza przetestować strefę wsparcia 1203-1217. Następnie strona podażowa może próbować zejść nawet do 1100 dolarów za uncję ,ale jest to mało prawdopodobne. Najpierw cena obligacji musiałaby być wyprzedana poniżej poziomu 122 USD.

W związku z tym bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia, co również sugerowane jest przez oscylator stochastyczny. Po udanej obronie wsparcia notowania kruszcu mogą zacząć zmierzać w okolicę 1300 USD.

Umocnienie dolara

Amerykański dolar umocnił się po tym, jak podano dane o inflacji producenckiej, która była wyższa od oczekiwań oraz w związku z oczekiwaniami dotyczącymi dzisiejszego ewentualnego podniesienia stóp procentowych przez Fed. W szczególności do dolara tracił brytyjski funt, który był najsłabszy od 28 listopada. W dół wraz z walutami rynków wschodzących poleciała także złotówka, co jest efektem bardziej właśnie umocnienia amerykańskiej waluty niż sytuacji w kraju. Poza dolarem australijskim jedynie szwedzka korona zyskiwała do dolara amerykańskiego po odczycie danych inflacyjnych w Szwecji i była najsilniejsza od 4 dni.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara australijskiego (-0,27%), a zyskuje do euro (+0,27%), brytyjskiego funta (+0,17%), dolara kanadyjskiego (+0,16%) oraz japońskiego jena (+0,04%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,175, GBP/USD – 1,333, USD/CAD – 1,286, AUD/USD – 0,757 i USD/JPY – 113,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,21%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka traci do głównych walut. W środę rano dolar kosztuje ponad 3,58 zł, euro – 4,21 zł, funt – 4,78 zł, a frank szwajcarski – 3,62 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,63%, frankfurcki indeks DAX – o 0,46%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,75%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,15%, meksykański indeks Bolsa – 0,02%, a brazylijski indeks Bovespa – 1,39%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,47%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,68%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 1,56%.

Ropa i złoto: Po kilkudniowych wzrostach ceny ropy naftowej idą w dół. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,34 USD (-2,13%), a ropy WTI – 57,14 USD (-1,49%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 1 USD do 65 USD. Także ceny złota spadają. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1242 USD. To 3 USD mniej (-0,24%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), listopad – 1,8% (prognoza 1,8%)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), październik – 7,6% (prognoza 7,6%)
  • 9:00 – Słowacja – Inflacja CPI (r/r), listopad – 1,9% (poprzednio 1,7%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Stopa bezrobocia, październik (prognoza 4,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Produkcja przemysłowa (r/r), październik (prognoza 3,4%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), listopad (prognoza 2,2%)
  • 20:00 – USA – Projekcje makroekonomiczne FOMC i decyzja ws. stóp procentowych

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Sztuczna inteligencja pozwala zwalczać fake newsy w social media

Media społecznościowe są postrzegane przez 58% polskich użytkowników Internetu jako jedno z głównych źródeł informacji. Dzisiaj każdy może kreować rzeczywistość udostępniając w swoich kanałach social media treści własne lub innych użytkowników. Na fali popularności tego trendu rośnie też negatywne zjawisko, którym jest fake news. Nieprawdziwe informacje towarzyszą nam właściwie od zawsze, ale obecnie docierają do wyjątkowo szerokiego grona odbiorców za sprawą nowych technologii i metod komunikacji, przez co stanowią realne zagrożenie dla biznesu. Systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję pomagają lokalizować i zwalczać fake newsy, a także boty odpowiedzialne za ich generowanie.

W związku z rosnącą popularnością fake newsów, twórcy brytyjskiego słownika Collins Dictionary uznali je za „słowo 2017 roku”. Według oficjalnej definicji najpopularniejszy obecnie wyraz oznacza fałszywą, częstokroć sensacyjną wiadomość, rozpowszechnianą jako przekaz informacyjny[1]. Szerszą definicję przygotowali twórcy raportu „Fake news, czyli jak kłamstwo rządzi światem”, definiując fake news jako informację opublikowaną przez media, sprawiającą wrażenie zweryfikowanej oraz opisującej fakty, która w rzeczywistości wprowadza opinię publiczną w błąd, uwiarygadniając zawarte w niej niepotwierdzone informacje, dane oraz niezweryfikowane źródła[2].

Brak kontroli treści w social media

Osoby aktywne w mediach społecznościowych często mają świadomość, że codziennie przekazują do sieci dane, które są zapisywane i będą używane w przyszłości przez właścicieli serwisów np. do wyboru treści, które następnego dnia wyświetlą się na stronie głównej użytkownika. Wiele osób nie zdaje sobie jednak sprawy, że informacje te mogą zostać wykorzystane do stworzenia ich bardzo intymnego profilu, zawierającego zarówno informacje ogólne takie jak wiek, rasa, płeć, poziom edukacji czy zawód, ale także dane psychologiczne, np. dotyczące emocji, poglądów politycznych, postaw, a nawet inteligencji czy osobowości. Profile te mogą stać się narzędziem doboru odbiorców fałszywych treści, za których publikacje odpowiadają boty, automatycznie klasyfikujące użytkowników jako potencjalnie zainteresowanych konkretną nieprawdziwą informacją.

Jednym z powodów, dla których media społecznościowe cieszą się popularnością wśród twórców fałszywych informacji jest fakt, że nie zawierają one żadnych systemów kontroli jakości i wiarygodności zamieszczanych treści. Przykładowo algorytmy Facebooka odpowiadają za dobieranie treści w taki sposób, żeby były one potencjalnie atrakcyjne dla użytkowników, co sprzyja nadużyciom. Ich zasięg jest ogromny, jak wynika z raportu Reuters Institute for the Study of Journalism 58% polskich użytkowników mediów społecznościowych uważa je za istotne źródło codziennych informacji. Problemem Twittera jest natomiast duża liczba fałszywych profili, za pomocą których boty publikują nieprawdziwe treści. Według szacunków, odsetek zautomatyzowanych kont na Twitterze waha się od 9 do 15 proc., co przy 328 milionach użytkowników[3] tego mikrobloga daje aż 29-49 milionów kont[4]. Twitter jest narzędziem powszechnie wykorzystywanym przez dziennikarzy, a potencjalne promowanie przez nich fałszywych treści może kształtować fikcyjną rzeczywistość.

Jak zwalczać fake newsy w social media?

Co ciekawe, analityka i automatyzacja procesów jest narzędziem stosowanym nie tylko przez twórców nieprawdziwych treści, ale również organizacje, które chcą zwalczać zjawisko fake newsów. Według ekspertów z firmy SAS, administratorzy mediów społecznościowych powinni wykorzystać potencjał platform analitycznych oraz technologii machine learning do usuwania lub blokowania botów rozpowszechniających fake newsy. Dzięki automatyzacji procesów analitycznych i samodzielnym wykrywaniu wzorców zawartych w danych, zastosowanie metod uczenia maszynowego pozwala na identyfikowanie kont publikujących fałszywe informacje. System analizuje m.in. częstotliwość i rodzaj publikowanych treści, a następnie wykorzystując algorytmy, samodzielnie klasyfikuje konto jako prawdziwe lub stworzone na potrzeby rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Program ocenia m.in. wagę publikowanych newsów, mierząc ich współczynnik wpływu. Najbardziej wpływowe informacje wymagają dogłębnej analizy pod kątem prawdziwości treści.

Wyzwaniem, z którym muszą się zmierzyć analitycy danych, jest umiejętne wykorzystanie technik uczenia maszynowego do zwalczania fake newsów. Nieprawdziwe informacje rozprzestrzeniają się niczym wirus infekujący konta coraz większej rzeszy użytkowników Internetu. Niezwykle ważne jest szybkie zidentyfikowanie takiej informacji i usunięcie lub zablokowanie kont, z których jest ona dystrybuowana. Człowiek nigdy nie będzie w stanie przeanalizować takiej ilości treści, jak może zrobić to maszyna wyjaśnia Patryk Choroś, Business Development Director w SAS Polska.

Fake newsy zagrożeniem dla biznesu

W związku z rosnącą popularnością fake newsów biznes musi podejmować działania mające na celu zwalczanie nieprawdziwych informacji, gdyż  konsekwencje ich rozpowszechniania mogą być wyjątkowo dotkliwe. Potwierdza to przypadek amerykańskiego giganta branży spożywczej PepsiCo, który wciąż odczuwa skutki wywołane jedną fałszywą wiadomością dotyczącą zakażenia wirusem HIV napojów firmy. Informacja spowodowała spadek cen akcji, które nawet po potwierdzeniu, że informacja nie jest prawdziwa, normowały się przez kilka kolejnych miesięcy.

Chcąc walczyć z fake newsami firmy muszą przede wszystkim nauczyć się skutecznie je lokalizować. Po wykryciu takich informacji przedsiębiorstwa powinny umiejętnie zarządzać ich wpływem oraz zgłaszać je administratorom portali lub mediów społecznościowych jako „zakwestionowane przez zewnętrznego kontrolera faktów”.

Pierwsze próby unormowania zwalczania fake newsów widać już w strategiach rządów niektórych państw. W Danii została utworzona specjalna jednostka działająca w celu ujawniania dezinformacji. Zadaniem powołanej przez rząd komórki „The 3 FTY” jest zapobieganie rozpowszechnianiu fałszywych informacji dyskredytujących i osłabiających wartości zachodnich demokracji. W celu wykrywania fake newsów została ona wyposażona w narzędzia wykorzystujące zaawansowaną analitykę. Jeżeli dalej będziemy obserwowali rozwój zjawiska celowego umieszczania w Internecie fałszywych informacji, możemy spodziewać się podobnych działań ze strony innych krajów oraz instytucji międzynarodowych.

Źródło: Tooling up to combat super-charged fake news

[1] The Collins word of the year 2017 is… fake news, 2017

[2] Raport „Fake news, czyli jak kłamstwo rządzi światem”, przygotowany przez agencję informacyjną Newseria oraz firmę doradczą Szapiro Business Advisory, 2017

[3] Stan na pierwszy kwartał 2017 roku.

[4] University of Southern California and Indiana University, https://arxiv.org/pdf/1703.03107.pdf, 2017

Sztuczna inteligencja i zmiana paradygmatu cyberbezpieczeństwa

Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu
Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu

Sztuczna inteligencja (AI, artificial intelligence) lub precyzyjniej mówiąc, algorytmy uczenia maszynowego (ML, machine learning), gwałtownie przechodzą ze strefy science-fiction do użytkowego mainstreamu. Choć podstawy matematyczne i algorytmy (chociażby tak bardzo popularne teraz sieci neuronowe) istnieją od wielu dziesięcioleci, dopiero od niedawna moc obliczeniowa pozwala w pełni wykorzystać ich potencjał. Pierwsze cyberataki na szeroką skalę, które ingerowałyby w sztuczną inteligencję, są dopiero przed nami, jednak budowanie świadomości, uwzględnianie nowego modelu zagrożeń oraz zabezpieczenia są potrzebne już teraz.

Nikogo już nie dziwi asystent głosowy w smartfonie pomagający znaleźć restaurację w pobliżu, trafne rekomendacje w serwisie filmowym, autonomiczne pojazdy, które same podejmują decyzję, jak uniknąć niebezpieczeństw czy algorytmy pomagające wykryć nowotwory na podstawie wyników obrazowania diagnostycznego. Już niedługo to sztuczna inteligencja określi zdolność kredytową, wyznaczy ryzyko ubezpieczeniowe czy zoptymalizuje inwestycje naszego kapitału.

Inteligencja owiana tajemnicą

W samym sercu sztucznej inteligencji tkwi jednak mroczna tajemnica. Algorytmy podejmują bardzo trafne decyzje. Potrafią z ogromną dozą dokładności nie tylko wykryć komórki nowotworowe, ale także określić, jak prawdopodobne jest, że osoba popełni przestępstwo czy nawet jaka jest jej orientacja seksualna – wyłącznie na podstawie zdjęcia tej osoby.

Dlaczego jest to tajemnica? Rezultat działania algorytmu jest dokładny, jednak nawet jego twórcy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie: dlaczego algorytm zrobił to, co zrobił? Algorytm poprawnie zdiagnozował nowotwór, jednak nie mamy pojęcia, na jakiej podstawie tak się stało. Zasady matematyczne są dobrze znane, jednak sam proces decyzyjny to matematyczna czarna skrzynka.

Dzieje się tak, ponieważ sztuczna inteligencja uczy się na przykładach. Jeśli – przyjmijmy – chcemy nauczyć sztuczną inteligencję rozpoznawać kota, nie musimy programować jego cech szczególnych. Po prostu trenujemy algorytm na dziesiątkach, setkach tysięcy zdjęć kotów i nie-kotów, aż miliony matematycznych wskaźników wewnątrz algorytmu same ustawią się tak, żeby odróżniać kota od nie-kota. Wynik będzie w większości przypadków poprawny. Co do niego doprowadziło? Jaka jest wewnętrzna reprezentacja cech typowych dla kota wewnątrz algorytmu? Tego niestety nie wiemy.

Cyberataki na sztuczną inteligencję

Jest to szczególnie ważna kwestia ze względu na cyberbezpieczeństwo. Już teraz widzimy niewinne ataki na sztuczną inteligencję, gdzie np. reklama aktywuje asystenta głosowego, żeby wykonał pewne akcje. Problem będzie jednak dużo poważniejszy kiedy czarne skrzynki sztucznej inteligencji zaczną podejmować decyzje biznesowe. Musimy być przygotowani na zmianę paradygmatu myślenia o cyberbezpieczeństwie w erze uczenia maszynowego oraz na zupełnie nowe klasy ataków polegające na zatruwaniu świadomości sztucznej inteligencji przez hakerów.

Wyobraźmy sobie, że atakujący w ten sposób preparuje dane dla algorytmu, żeby osłabić jego czułość, oswoić z czymś, co jest anomalią. Jaki może być efekt? Beztrosko udzielane kredyty, bardzo niska stawka ubezpieczenia, autonomiczne pojazdy, które mylą czerwone światło z zielonym czy same się kradną, ponieważ haker wyznaczył inne miejsce jako bazę. Pomyślmy też o wirtualnych asystentach w naszych telefonach czy domach, którzy – po ingerencji w bazę wiedzy przez hakera – po cichu zaczynają wykonywać za nas transakcje finansowe czy dokonywać zakupów.

Dlaczego to zmiana paradygmatu? Same algorytmy sztucznej inteligencji są matematyczną czarną skrzynką nawet dla ich twórców, zatem wykrywanie i walka z tego typu atakami będzie niezwykle trudna i prawdopodobnie będzie wymagała… sztucznej inteligencji, która będzie dbać o cyberbezpieczeństwo i sprawować nadzór nad biznesowymi algorytmami, alarmując w momencie, kiedy zaczną podejmować dziwaczne decyzje.

Nowe techniki odpierania ataków

Już w tej chwili prowadzone są badania nad zastosowaniem specjalnych technik polegających na symulowanym generowaniu ataków, aby dany algorytm sztucznej inteligencji mógł być bardziej odporny na próby zatrucia jego świadomości przez hakera. Cała dziedzina jest jednak nowa i niesamowicie intensywnie się rozwija. Żaden z producentów samochodów autonomicznych nie chce być tym, którego pojazd na skutek manipulacji bazy wiedzy przez hakera przestanie dostrzegać przeszkody na drodze. To tylko jeden z przykładów, bo sztuczna inteligencja wkracza w wiele obszarów zarówno gospodarki, jak i naszego życia.

Informacje o ekspercie:
Leszek Tasiemski obecnie jest odpowiedzialny za Rapid Detection Center oraz rozwijanie produktów związanych z wykrywaniem ataków i podatności w firmie F-Secure. Posiada wieloletnie doświadczenie w przeprowadzaniu testów penetracyjnych oraz analiz powłamaniowych, głównie dla europejskiego sektora finansowego. Entuzjasta zastosowań sztucznej inteligencji w wykrywaniu cyberataków. Absolwent Informatyki, Ekonomii oraz MBA. Obecnie studiuje psychologię. Działa również jako mentor dla start-upów i jest certyfikowanym nauczycielem jogi.

Świąteczny prezent – kupiony w galerii handlowej i warty maksymalnie 100 zł

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Wyjątkowy Prezent, aż 75 proc. zapytanych Polaków dokonuje zakupu świątecznych upominków w galeriach handlowych. Co drugi respondent wyda w tym roku na jeden prezent maksymalnie do 100 zł. Wśród wymarzonych podarunków ankietowani wskazują najczęściej karty podarunkowe, elektronikę, kosmetyki i perfumy. Z kolei na liście nietrafionych prezentów można znaleźć skarpety, świąteczne swetry i… przeterminowane produkty spożywcze.

Średnio co trzeci respondent badania przeprowadzonego przez firmę Wyjątkowy Prezent zakupi w tym roku upominki dla co najmniej 5 osób. Niecałe 10 proc. ankietowanych planuje świąteczny podarek dla jednej osoby, a dla dwóch, trzech lub czterech bliskich – mniej więcej co piąty zapytany Polak. Co drugi ankietowany wyda na prezent dla jednej osoby średnio do 100 zł. Co trzecia badana osoba przeznaczy na ten cel nieco więcej – między 100 a 200 zł, a 14 proc. uczestników badania wyda na jeden podarunek między 200 a 400 zł. Na zakup upominku o wartości powyżej 500 zł zdecyduje się jedynie 4 proc. respondentów.

Gdzie dokonujemy zakupu świątecznych prezentów?

Aż 75 proc. ankietowanych wybiera w tym celu sklepy stacjonarne w galeriach handlowych, a 15 proc. te poza galeriami. Do supermarketów i dyskontów udaje się po wybór upominków 10 proc. respondentów. Dużą popularnością cieszą się także zakupy przez internet – aż 42 proc. zapytanych Polaków nabywa prezenty w sklepach online, a 18 proc. badanych na aukcjach bądź giełdach internetowych – mówi Michał Kaleta, dyrektor ds. rozwoju i sprzedaży w firmie Wyjątkowy Prezent, oferującej upominki w formie przeżyć.

Największą trudność sprawia przebadanym Polakom wybór świątecznego prezentu dla rodziców bądź dla „drugiej połówki” – deklaruje tak odpowiednio po 31 proc. ankietowanych. Dla 18 proc. respondentów problem stanowi wybór upominku dla rodzeństwa, a dla 11 proc. – dla dzieci. Nieco mniej problemów sprawia zakup prezentów dla dziadków (10 proc.), dalszej rodziny (10 proc.) i przyjaciół (7 proc.). Z kolei 11 proc. ankietowanych deklaruje, że zakup prezentów dla bliskich nie przysparza im żadnych kłopotów.

Prezent idealny, czyli jaki?

Zgodnie z wynikami badania, aż 70 proc. zapytanych Polaków uważa, że idealny prezent świąteczny to taki, który przede wszystkim spełnia marzenia i sprawia radość. Z kolei dla 30 proc. ankietowych najbardziej istotne jest, by upominek był praktyczny, przydatny i funkcjonalny.

Na jakie prezenty liczą zapytani Polacy?

Zgodnie z wynikami naszego badania, 30 proc. respondentów chciałoby znaleźć pod choinką kartę podarunkową. Odpowiednio po 26 proc. ankietowych wskazuje jako wymarzony, świąteczny prezent elektronikę lub sprzęt AGD (np. tablet, komputer, konsola do gier), kosmetyki lub perfumy, jak również upominki z kategorii moda (odzież, bielizna, obuwie) – mówi Michał Kaleta z firmy Wyjątkowy Prezent. Co czwarty przebadany chciałby otrzymać na święta książkę. Dla 18 proc. ankietowanych najbardziej oczekiwanym podarunkiem jest biżuteria lub zegarek, dla 16 proc. osób bilety do kina/teatru, a dla 15 proc. – sprzęt sportowy. Co ciekawe, niemal co piąty przebadany Polak chciałby dostać w ramach prezentu… gotówkę. Cieszące się najmniejszą popularnością upominki to artykuły do domu, meble i gry komputerowe.

Wśród nietrafionych prezentów, które znaleźli kiedykolwiek pod choinką uczestnicy badania, często pojawiają się skarpety, świąteczne swetry, bielizna, perfumy o nietrafionym zapachu, krawaty, zdublowane książki oraz porcelanowe figurki. Do najbardziej niekonwencjonalnych przykładów niekoniecznie udanych upominków można zaliczyć: zepsuty pasztet z królika, dwie mandarynki, przeterminowane słodycze, owsiankę, drewnianego ptaszka, ozdobne rogi zwierzęce, gąbki do mycia naczyń czy sztuczny mózg.

Informacja o badaniu

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę Wyjątkowy Prezent wśród losowo wybranych klientów sieci w dniach 12 października – 28 listopada 2017 r. Ankietą objęto grupę 802 respondentów.

Jak wygrać na rynku pracy z maszynami? Odpowiedzią jest praca nad sobą

Sztuczna inteligencja zmieni warunki gry w każdej gałęzi przemysłu. Co zrobić, by nie stracić pracy? Postawić na… siebie.

Era maszyn myślących nadchodzi szybciej, niż się wydaje. Automatyzacja procesów produkcji i usług sprawi, że miliony miejsc pracy zajmą roboty. Naukowcy z Oksfordu prognozują, że do 2025 roku 35 proc. zawodów przejmą maszyny. W pierwszej kolejności narażone na automatyzację są przemysł i przetwórstwo, sprzedaż i handel oraz biura i urzędy. Chodzi głównie o proste, rutynowe, powtarzalne zadania. Ale nie tylko. Okazuje się, że wśród najmocniej zagrożonych zastąpieniem przez roboty są m.in. księgowy, recepcjonista i bibliotekarz. Najmniej zagrożona jest praca terapeuty, analityka danych IT i pielęgniarki.

Żeby nie wypaść z rynku, trzeba postawić na to wszystko, co odróżnia nas od robotów i czego – jeszcze przez jakiś czas – maszyny nie będą mogły osiągnąć – podkreśla Joanna Żukowska, ekspertka serwisu pracy MonsterPolska.pl.

Obsługuj je

To oczywiście rada nie dla każdego – ale trzeba to podkreślić – zawsze będą potrzebne osoby do obsługi maszyn, na wielu poziomach. Popyt na pracowników z kompetencjami cyfrowymi utrzymuje się na stabilnym, wysokim poziomie – mówi Żukowska. Z prognoz Komisji Europejskiej wynika, że do 2020 roku na unijnym rynku może powstać nawet 800 tys. nowych miejsc pracy dla specjalistów od teleinformatyki. Rozwojową branżą jest tzw. internet rzeczy (komunikacja między urządzeniami) i rynek aplikacji mobilnych. Praca czeka więc na specjalistów – dodaje.

Postaraj się zrozumieć

Ta sama Komisja Europejska prognozuje, że w przyszłości najlepiej na rynku pracy poradzą sobie osoby, które będą umiały analizować dane i wyciągać z nich wnioski. Jeśli do tego dołożymy zdolności biznesowe – praca murowana. Rzecz w tym, że w natłoku informacji, kluczowe staje się sprawne ich przetwarzanie. A co więcej wyłapywanie tych najważniejszych i łączenie różnych, z pozoru niepołączonych ze sobą wątków. Tak powstają innowacje.

Słuchaj, ale tak naprawdę

Żeby to w ogóle było możliwe, trzeba umieć słuchać. Choć brzmi to szokująco, większość z nas nie słucha efektywnie – nie słyszymy tego, co mówi druga osoba, bo już układamy w głowie to, co sami odpowiemy. By dobrze funkcjonować w zespole, trzeba naprawdę słuchać. Wtedy praca pójdzie znacznie łatwiej.

Takie skuteczne słuchanie nazywa się słuchaniem refleksyjnym. Polega ono na reagowaniu na to, co mówi rozmówca, podążaniu za jego tokiem rozumowania. Co jakiś czas dopytujemy i podsumowujemy to, co usłyszeliśmy, tak by mieć pewność, że dobrze zrozumieliśmy, co ta druga osoba ma na myśli. Nie spieszymy się do wygłaszania własnych opinii, ale ustalamy, jak brzmią te rozmówcy.

Otwórz się na innych

Zawody oparte na kreatywności i empatii bez trudu przetrwają rewolucję maszyn. Roboty łatwo nie dościgną nas w umiejętności zadawania odpowiednich pytań, wyciąganiu wniosków, współodczuwaniu, budowaniu głębokiego kontaktu z drugim człowiekiem – zauważa Żukowska.  Jasne, na tych cechach opiera się praca pielęgniarki, psychologa czy opiekunki do dzieci. Ale warto ćwiczyć je w każdej branży. Trzeba tylko otworzyć się na innych – podkreśla ekspertka.

Kiedy za mocno skupiamy się na sobie, gubimy perspektywę. Wnikamy we własne obawy, uprzedzenia, lęki i poprzez nie widzimy innych. Jeśli spróbujemy wyciszyć własne ego, otworzyć umysł na innych, przestaniemy przybierać postawę obronną. To spowoduje, że łatwiej będzie usłyszeć potrzeby przełożonych, kolegów, klientów i na nie odpowiedzieć. Taka otwartość oznacza umiejętność swobodnego przyswajania i przetwarzania informacji. Jeśli dodatkowo nauczymy się panować nad emocjami – sukces murowany.

Znajdź dobre miejsce

Ta cała praca nad sobą na niewiele się zda, jeśli trafimy na niewłaściwego pracodawcę. Jak rozpoznać, czy jest gotowy na Erę Myślących Maszyn? Wystarczy przeanalizować kulturą firmy i znaleźć odpowiedzi na kilka pytań. Czy dobrze widziane jest wyrażanie własnych opinii, także tych krytycznych? Czy przełożeni zabiegają o to, by usłyszeć takie uwagi? Czy komunikacja jest przejrzysta na wszystkich szczeblach? Jeśli ktoś ma innowacyjny pomysł, czy może łatwo go wdrożyć,czy raczej ginie on w biurokracji? Czy pracownicy przyjaźnią się ze sobą także po pracy?

Bycie istotą myślącą opiera się właśnie na słuchaniu, otwartości, empatii. Te cechy mierzy się nie ilością – np. liczbą informacji, książek, kursów, ale jakością – myślenia, uczenia się, budowania relacji. To praca nad sobą, na którą warto postawić.

We wtorek w nocy Sejm bez poprawek przyjął rządową nowelizację ustawy o akcyzie

Ustawa o podatku akcyzowym wprowadza akcyzę na płyny do e-papierosów i wyroby nowatorskie. W toku wcześniejszych prac sejmowych oraz w odpowiedzi na obawy zgłaszane przez producentów płynów do elektronicznych papierosów, Komisja Finansów Publicznych oraz Ministerstwo Finansów wprowadziły kilka zmian w projekcie ustawy. Stawka akcyzy na liquidy została obniżona z 0,70 zł/ml do 0,50 zł/ml płynu. Ponadto, przez cały 2018 rok będzie obowiązywać tzw. zerowa stawka podatku. Aktualnie proponowana przez Ministerstwo Finansów akcyza na płyny do e-papierosów w wysokości 0,50 zł/ml (500 zł/l) oraz 300 zł/kg na wyroby nowatorskie (liczona jako 141,29 zł za każdy ich kilogram i 31,41 proc. średniej ważonej detalicznej ceny sprzedaży tytoniu do palenia) ma obowiązywać od 1 stycznia 2019 r. .

Wysokość stawki akcyzy (1)

Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production
Justyna Lipowicz, Prezes LIPRO e-Liquid Production

Jako producenci płynów do elektronicznych papierosów byliśmy za wprowadzeniem akcyzy od początku 2018 roku z zerową stawką przez pierwsze 12 miesięcy. Cieszymy się, że udało się przekonać Rząd do części zgłaszanych przez nas postulatów, jednak nadal bardzo istotną kwestią jest niższa stawka podatku ze względu na cenę finalnego produktu na półkach sklepowych. Zabiegamy o to, aby stawka akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów została wyrównana ze stawką na wyroby nowatorskie – mówi Justyna Lipowicz z LIPRO e-Liquid Production.

(Nie)równe traktowanie

Ministerstwo Finansów podaje, że celem projektu ustawy o podatku akcyzowym jest m.in. zagwarantowanie równego traktowania podatkowego przedsiębiorców działających w branży tradycyjnych wyrobów tytoniowych oraz podmiotów z branży papierosów elektronicznych i wyrobów nowatorskich.

Producenci wskazują jednak na dużą dysproporcję w wysokości planowanej stawki akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów w stosunku do podatku na wyroby nowatorskie. Jak wylicza Stowarzyszenie Obrony Praw Przedsiębiorców, aktualnie podatek na liquidy jest ponad dwa razy wyższy od stawki na wyroby nowatorskie:

  • buteleczka płynu do e-papierosa (10 ml) – 5 zł akcyzy,
  • opakowanie wyrobów nowatorskich (20 sztuk) – 1,91 zł akcyzy.

Planowany podatek na płyn do elektronicznych papierosów stanowi 30% ceny finalnego produktu, a dla wyrobów nowatorskich produkowanych przez międzynarodowy koncern – zaledwie 10%.

– Proponowana stawka akcyzy na płyny do e-papierosów wynosi 0,50 zł/ml, czyli 500 zł/litr, podczas gdy wprowadzana stawka w tym samym czasie na wyrób nowatorski, produkowany przez globalny koncern tytoniowy, wynosi niespełna 300 zł/kg. Trudno jest nam, małym i średnim polskim przedsiębiorcom, pogodzić się z tym, że pomimo deklaracji o wsparciu sektora MŚP, np. podczas Kongresu 590, polski Rząd proponuje takie zróżnicowanie stawek. Odbieramy to jako preferowanie globalnego gracza tytoniowego kosztem konkurujących z nim polskich firm – tłumaczy Justyna Lipowicz, przedstawiciel branży polskich producentów liquidów.

Regulacja rynku na pierwszym miejscu

Zakładane wpływy do budżetu państwa z tytułu nowego podatku wynoszą 75 mln złotych. Jednak Ministerstwo Finansów przekonuje, że ustawa o podatku akcyzowym nie ma celu fiskalnego, ale ma zadanie regulacyjne, zwiększające kontrolę obrotu liquidów oraz wyrobów nowatorskich na rynku. Planowane wpływy do budżetu stanowią zaledwie 0,4% przychodów akcyzowych od papierosów tradycyjnych (18,5 mld zł).

Stanowisko polskich producentów liquidów w te kwestii jest dokładnie sprecyzowane. Chcą regulacji rynku, ale na wyrównanych warunkach. Wysokość składanego zabezpieczenia podatkowego będzie wyliczana od wartości podatku. Dlatego, aby móc spełnić ten obowiązek, apelują o obniżenie wysokości akcyzy na płyny do elektronicznych papierosów do 0,30 zł/ml, a tym samym wyrównanie jej ze stawką podatku na wyroby nowatorskie. Taka zmiana ma przynieść pozytywne rezultaty. Wśród nich branża e-papierosowa wymienia m.in.: dalszy rozwój małych i średnich polskich przedsiębiorców, zahamowanie powstania szarej strefy, co pozwoli na osiągnięcie zakładanych wpływów z akcyzy do budżetu państwa, większą akceptację stopniowego wzrostu cen przez konsumentów oraz łatwiejszy dostęp do wyrobów obarczonych mniejszym, w stosunku do tradycyjnych papierosów, ryzykiem negatywnego oddziaływania na zdrowie.

FOMC zdecyduje się na podwyżki stóp o 25 pb

  • FOMC podejmie dziś decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Dotychczasowe wypowiedzi członków Komitetu wskazują, na graniczące z pewnością prawdopodobieństwo podwyżki stóp o 25 pb(która jest już w pełni wyceniania) w reakcji na solidny wzrost gospodarczy i rynek pracy bliski pełnego zatrudnienia. W centrum uwagi znajdzie się natomiast prognozowana przez członków ścieżka stóp w kolejnych latach.
  • Ostateczny odczyt powinien potwierdzić przyspieszenie inflacji w Niemczech w listopadzie przy dużym udziale cen energii.
  • Dane o produkcji przemysłowej za październik, w ślad za odczytami indeksów koniunktury, zapewne pokażą dobrą kondycję sektora wytwórczego w strefie euro.
  • Kontynuacja wzrostu cen ropy zapewne podniosła inflację CPI w USA w listopadzie. Odczyt pokaże czy utrzymała się „zaskakująco niska” inflacja bazowa.

Przegląd wydarzeń:

Premier Mateusz Morawiecki przedstawił expose rządu: kurs polityki gospodarczej nie uległ istotnym zmianom.

Inflacja bazowa, po wyłączeniu cen żywności i energii wzrosła w listopadzie do 0,9% r/r z 0,8% r/r. Prawdziwego przyspieszenia inflacji bazowej spodziewamy się dopiero w przyszłym roku, w reakcji na rosnące koszty pracy.

Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii przyspieszyła w listopadzie do 3,1% r/r z 3,0% r/r (konsensus 3,0%, najwyżej do marca 2012 r.), do czego przyczyniły się ceny transportu (lotniczego). Dynamika procesów inflacyjnych nie odbiega od oczekiwań Banku Anglii. Po osiągnięciu szczytu w 4q17 inflacja powinna spadać ze względu na malejący efekt słabego funta. Dane są więc wsparciem dla scenariusza, zakładającego, że listopadowa podwyżka stóp nie była początkiem cyklu, lecz jednorazowym dostosowaniem.projekcja banku anglii

Indeks ZEW spadł w grudniu do 17,4 pkt. z 18,7 pkt. w listopadzie, pokazując mniejszy optymizm niemieckich inwestorów i analityków. ZEW utrzymuje się poniżej średniej długoterminowej, co wynika z dojrzałej fazy ożywienia w Niemczech (ciężko spodziewać się dalszego przyspieszenia PKB), może być też odzwierciedleniem niepewności związanej z rozmowami koalicyjnymi (wg autorów wpływ ten jest niewielki) oraz obaw o kształt brexitu i reformy UE. Oceny sytuacji bieżącej są wciąż bardzo wysokie (wzrost do 89,3 pkt. z 88,8 pkt.). Pozytywne są też perspektywy wzrostu wyłaniające się z innych, bardziej miarodajnych i bijących rekordy badań koniunktury (Ifo, PMI).

Źródło: PKO Bank Polski

Posiedzenie Fed powinno przynieść trzecią w tym roku podwyżkę stóp procentowych

Dane z USA pobudzają wzrost rentowności obligacji. W oczekiwaniu na posiedzenie Fed rynek walutowy szuka wskazówek w amerykańskich danych.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Wtorek, 12 grudnia 2017 roku na rynku walutowym przyniósł osłabienie kursu euro wobec dolara oraz kursu złotego wobec tych obu walut. Kurs EURUSD z ok. 1,1770 zszedł poniżej 1,1740 a kurs EURPLN z około 4,20 wzrósł do około 4,21.

Rynki walutowe od kilku dni wyczekują na środkowe posiedzenie Fed. O ile sama podwyżka stóp nie budzi większych emocji, gdyż jest szeroko oczekiwana, o tyle rynek czeka na to, co Fed powie na temat perspektyw zacieśnienia polityki monetarnej w 2018 roku. Kluczowymi kwestiami będzie odniesienie się do ewentualnego wpływu cięć podatkowych na perspektywy inflacji w USA oraz zapowiedziana ilość podwyżek stóp procentowych w 2018 roku. Biorąc pod uwagę narastające w ostatnim czasie wątpliwości w ramach Fed, co do długoterminowych trendów inflacyjnych, już samo potwierdzenie wcześniejszej woli trzykrotnego podniesienia stóp w przyszłym roku powinno być odczytane jako jastrzębie. W tym kontekście w oczekiwaniu na Fed rynek walutowy wskazówek szuka przede wszystkim w danych amerykańskich.

I tak, wtorkowe dane o cenach producentów z USA (3,1% w skali rok do roku w listopadzie wobec 2,8% poprzednio) pomagały umacniać dolara (podobnie jak lepszy od oczekiwań indeks zaufania małych firm w USA: 107,5 vs. 103,8 poprzednio), natomiast mocniejszy indeks ZEW z Niemiec odnośnie oceny bieżącej sytuacji gospodarczej został zignorowany. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku publikacji polskiej inflacji bazowej za listopad. Odczyt mocniejszy niż poprzednio (0,9% rok do roku vs. 0,8% w październiku) nie pomógł złotemu, aczkolwiek w tym przypadku duże znaczenia ma również gołębie nastawienie RPP w kwestii perspektyw podwyżek stóp w 2018 roku, które powoduje, że polski złoty w poszukiwaniu trendu patrzy w tym momencie przede wszystkim na dane globalne. Spodziewamy się, że jastrzębi Fed będzie miał w najbliższych dniach negatywny wpływ na kurs złotego zarówno wobec dolara jak i euro.

Na rynku stopy procentowej ostatnia sesja nie przyniosła istotnych zmian, gdyż uczestnicy rynku skupiają się na wspomnianym posiedzeniu Fed. Nowe prognozy członków Fed mogą potwierdzić, że w przyszłym roku kontynuowane będzie zaostrzanie polityki monetarnej, co powinno wywierać presję na wycenę papierów dłużnych. We wtorek w USA doszło do przesunięcia krzywej dochodowości w górę o około 2pb, na co wpływ miało przyspieszenie wskaźnika PPI.

W Polsce również nieznacznie rosły rentowności obligacji skarbowych, odzwierciedlając ruchy na rynkach bazowych. Rentowności obligacji krótkoterminowych pozostają na umiarkowanym poziomie, gdzie pomimo wzrostu inflacji bazowej do 0,9% r/r w listopadzie retoryka RPP będzie wskazywała, że wzrost głównego wskaźnika CPI do 2,5% r/r wynikał w dużym stopniu ze wzrostu cen paliw. Na dłuższym końcu krzywej dochodowości polskie obligacje nie wykazują potencjału do dalszego spadku, gdzie papiery 10-letnie odsunęły się od granicy 3,20% i powinny powrócić powyżej 3,30% do końca roku. Solidna sytuacja fiskalna budżetu nie powinna prowadzić do dalszego spadku rentowności na polskim rynku dłużnym, a zagraniczna polityka monetarna oraz zmiany w systemie podatkowym w USA będą wywierały negatywny wpływ na wyceny obligacji rynków wschodzących.Posiedzenie Fed powinno przynieść trzecią w tym roku podwyżkę stóp procentowych

Autorzy: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Polki czują się kreatywne. Dlaczego jest ich tak mało w branży technologicznej?

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Microsoft ponad 50% Polek uważa, że jest wyjątkowo lub bardzo kreatywna. Skłonność do innowacji jest bez wątpienia jedną z ważniejszych cech w zawodach związanych z nauką, technologiami, inżynierią czy matematyką (en. STEM – Science, Technology, Engineering and Mathematics). Mimo to według danych Komisji Europejskiej jedynie 30% pracowników branży teleinformatycznej w Europie stanowią kobiety.

Badanie Microsoft przeprowadzono wśród 11500 dziewcząt i kobiet z Europy w wieku od 11 do 30 lat. W projekcie wzięły udział kobiety m.in. z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji, Włoch, Holandii czy Polski. Jednym z głównych wniosków badania jest ścisły związek kreatywności z zainteresowaniem naukami ścisłymi, czyli karierą w obszarze technologii, inżynierii czy matematyki.

Klasa kreatywna

Kreatywność, czyli umiejętność tworzenia nowych idei, pomysłów lub skojarzeń jest obecnie jedną z bardziej pożądanych cech na rynku pracy. W każdym społeczeństwie funkcjonuje odsetek osób, które wykazują się wyjątkową skłonnością do innowacji. Amerykański ekonomista Richard Florid nazywa tę grupę klasą kreatywną, która jest charakterystyczna dla nowoczesnej, postprzemysłowej gospodarki opierającej się na usługach. Polacy należą do wyjątkowo kreatywnych nacji, o czym chociażby świadczy duża liczba starupów odnoszących międzynarodowe sukcesy m.in. w finale konkursu Imagine Cup w 2006, 2008, 2013 i 2016 roku.

„Microsoft podejmuje wiele aktywności, które mają za zadanie pokazać, że kształtując twórcze myślenie, wszyscy uczniowie bez względu na płeć zyskują kompetencje, które ułatwią im start w dorosłe życie w przyszłości. Przykładem takich działań może być chociażby projekt Godzina Kodowania z Minecraft: Education Edition w ramach, którego tylko w zeszłym tygodniu przeszkoliliśmy ponad 4000 uczniów” – tłumaczy Cecylia Szymańska-Ban – odpowiedzialna ze sektor edukacji w polskim oddziale Microsoft.

Według badania młode Polki uważają, że kreatywność nie ma zastosowania do przedmiotów takich jak nauka i technologia. To ważne, aby stworzyć takie możliwości i otoczenie w Polsce, w którym dziewczęta będą mogły zdobyć praktyczne umiejętności i doświadczyć, w jaki sposób STEM może pomóc rozwiązać niektóre z największych problemów na świecie. Ogromną rolę gra tu również możliwość obserwowania i uczenia się od kobiet, które w tych branżach odniosły sukces. To wymaga reformy programu nauczania i inwestycji w działania mające na celu pokazanie większej liczbie dziewcząt i młodych kobiet możliwości jakie otwierają przed nimi nauki ścisłe i jak bardzo twórcza może być praca w tych obszarach.

Microsoft od lat buduje i wspiera społeczność najbardziej innowacyjnych nauczycieli, którzy rozwijają w swoich uczniach pasje do przedmiotów STEM. Microsoft Innovative Educators Experts gromadzi nauczycieli z całego świata, którzy dzielą się swoimi najlepszymi praktykami. W Polsce do tego wyjątkowego grona należy aż 130 nauczycieli.  W tej grupie jest również Barbara Halska, nauczycielka informatyki, wyróżniona na liście 100 osób w ramach Szerokiego Porozumienia na rzecz umiejętności cyfrowych w Polsce, oraz Nauczyciel Roku 2014. W Zespole Szkół nr. 6 w Jastrzębiu Zdroju prowadzi damską klasę informatyczną.

„Przede wszystkim pokazuję uczennicom zawody jakie mogą wykonywać, jeżeli w informatyce znajdą coś co je zainteresuje i wciągnie na tyle, że staną się specjalistami. Staram się też przekuć technologię w coś potrzebnego i dlatego w naszej szkole powstaje mnóstwo projektów społecznych np: aplikacja dla autystów, kontroler dla osoby sparaliżowanej, kamizelka dla osoby niewidomej, leczenie fobii przy wykorzystaniu gogli VR, które w połączeniu z Kinectem pomagają w walce z lękiem wysokości” – mówi Barbara Halska.

Kreatywność nie ma płci

Mimo, że nie ma badań, które wiązałyby skłonność do kreatywności z płcią, odsetek kobiet w jednej z najbardziej kreatywnych branż jaką są nowoczesne technologie wciąż jest bardzo niski. Zdaniem ekspertów z firmy Microsoft powodem tego stanu rzeczy jest m.in. brak kobiecych wzorów do naśladowania oraz możliwości twórczego wyrażania siebie.

Badanie przeprowadzone przez Microsoft pokazuje również, że polscy młodzi profesjonaliści w dziedzinach związanych z naukami ścisłymi deklarują wyższą kreatywność w porównaniu do tych, którzy pracują w stereotypowo kreatywnych dziedzinach, takich jak sztuka czy nauki humanistyczne. W badaniu podkreślono potrzebę współpracy firm prywatnych, publicznych i trzeciego sektora na rzecz wspierania młodych dziewczyn chociażby przez organizowanie spotkań i mentoringu z przedstawicielkami zawodów z obszaru STEM.

„Najbardziej w technologii podoba mi się to, że dzięki niej mamy coraz większe pole do wykazania się kreatywnością. Według mnie warto rozwijać się w jakimkolwiek obszarze, który nas interesuje. Jeśli obiektem westchnień jest informatyka, to wygraliśmy życie, bo to na niej bazuje dzisiejszy świat” – mówi Martyna Rajwa uczennica w Zespole Szkół nr 6 w Jastrzębiu Zdroju.

Utrata zainteresowania naukami ścisłymi w szkole

Jednym z powodów niewielkiej reprezentacji kobiet w branży nowych technologii jest utrata zainteresowania dziewczyn naukami ścisłymi w szkole. We wszystkich krajach biorących udział w badaniu Microsoft dziewczyny w wieku 11 – 16 latdeklarowały najwyższy poziom kreatywności. Niestety, w kolejnych latach (w wieku 17 – 25 lat) spada ich skłonność do określania siebie jako osoby kreatywne. W Polsce dziewczyny w wieku 14-16 deklarują, że czują się najbardziej kreatywne. I chociaż wraz z wiekiem to poczucie się nieznacznie zmniejsza, to jednak Polki podobnie oceniają swoją kreatywność od momentu rozpoczęcia edukacji do etapu wkraczania w życie zawodowe.

Dlatego niezwykle istotne jest zainteresowanie dziewczyn naukami ścisłymi, w tym informatyką we wczesnym etapie edukacji oraz dopingowanie do rozwoju w tym obszarze. W rzeczywistości młode adeptki nauk ścisłych natrafiają na wiele barier, a niekiedy są wręcz zniechęcane przez nauczycieli lub rodziców. Wynika to z faktu, że według powszechnie panujących stereotypów kobiety lepiej realizują się w zawodach o charakterze humanistycznym, takich jak sekretarka, przedszkolanka, nauczycielka, architekt czy lekarz.

Utrzymanie tej tendencji ma negatywne skutki społeczne i ekonomiczne dla samych kobiet. Jak wynika z danych firmy Hays, świadczącej usługi HR, wśród trzech najwyżej opłacanych zawodów w 2017 roku znalazły się: programista, specjalista IT w obszarze bezpieczeństwa oraz inżynier.

„Rozwijanie kreatywności, to jedyna pewna inwestycja w przyszłość współczesnych dzieci i młodzieży. Szybki postęp technologiczny sprawia, że trudno przewidzieć, w jakich zawodach będą pracowali obecni uczniowie. Kreatywność to jedyna polisa ubezpieczeniowa, która pozwoli szybko przystosować się do każdej zmiany na rynku” – zwraca uwagę Cecylia Szymańska-Ban z Microsoft.

Praca w branży technologicznej napędza kreatywność

W Polsce jako jedynym kraju biorącym udział w badaniu Microsoft, sektor technologii na tle wszystkich innych został oceniony najwyżej jako ten, w którym respondentki czują się innowatorkami. Polki, które określiły siebie jako wyjątkowo kreatywne, najczęściej pracowały w branży inżynieryjnej (25% odpowiedzi) technologicznej (24,3% odpowiedzi) i naukowej (23,8% odpowiedzi). Najniższą skłonność do innowacji wykazały kobiety pracujące w produkcji i przemyśle (jedynie 4,2% odpowiedzi).

„Mamy do czynienia ze swoistym obwodem zamkniętym. Najbardziej kreatywne osoby trafiają do pracy w nowych technologiach, zostają inżynierami czy naukowcami, a codzienne zadania wpływają na jeszcze większy rozwój kreatywności. Problem jednak polega na tym, że wiele osób mających innowacyjne pomysły nie podejmuje pracy w sektorze STEM, na skutek czego poziom ich kreatywności spada. Prowadzone przez nas inicjatywy mają na celu zmianę tego stanu rzeczy i wyłowienie talentów, które w przyszłości zasilą szeregi polskich programistów, naukowców czy inżynierów” – podsumowuje Cecylia Szymańska-Ban z Microsoft.

Jest inflacja, jest Fed i jest Alabama

Rynek dolara pogrążył się w dylematach. Wygrana kandydata Demokratów w specjalnych wyborach w Alabamie podnosi ryzyko wokół przyszłorocznych planów reform. Z drugiej strony oznaki przyspieszenia inflacji dają nadzieję na konstruktywny przekaz FOMC dziś wieczorem.

Niespodziewanie kandydat Republikanów Roy Moore przegrał walkę o miejsce w Senacie USA z Demokratą Dougiem Jones’em. Niespodzianka bierze się z tego, że stan Alabama jest uznawany za silny bastion Republikanów i większość sondaży wskazywała na zwycięstwo Moore’a. Wyniki jednak są, jakie są i co najważniejsze, od przyszłego roku większość Republikanów w Senacie kurczy się do 51-49. Ile wart jest każdy głos pokazały ostatnie batalie o przegłosowanie ustawy podatkowej, gdzie w samym obozie Republikanów brakowało jednomyślności. Postęp na polu reformy podatkowej umniejsza negatywne skutki wyborów w Alabamie w krótkim terminie, ale pod kątem przyszłorocznych prac nad budżetem i reformą systemu ubezpieczeń zdrowotnych perspektywy sukcesu Republikanów stają pod dużym znakiem zapytania.

W nocy dolar negatywnie przyjął wyniki wyborów w Alabamie, ale nim Europa na dobre się obudziła, sytuacja się ustabilizowała. Perspektywa decyzji FOMC dziś wieczorem zdaje się równoważyć ryzyka wokół USD. Rynek liczy na optymistyczny przekaz, a apetyt wzrósł po wczorajszej publikacji danych o inflacji. W listopadzie PPI wzrósł o 0,4 proc. m/m wobec oczekiwanych 0,2 proc. To podkręciło oczekiwania przed dzisiejszym odczytem CPI (prog. 0,4 proc.) i w przypadku potwierdzenia rynek z większym zaufaniem podejdzie do zapewnień prezes Fed Yellen, że słabość inflacji ma przejściowy charakter.

Problem w tym, na ile rynek zechce poważne angażować się w pozycje w USD na dwa tygodnie przed końcem roku? Czy tak łatwo zrezygnuje ze sceptycyzmu wobec długoterminowych prognoz FOMC? Jest prawdopodobne, że podtrzymana dziś prognoza ścieżki trzech podwyżek w 2018 r. nie będzie miała dla rynku większego znaczenia. Jako że kolejna podwyżka dziś zdaje się przesądzona, dyskusja przenosi się na szanse na kolejny ruch w marcu. I wydaje się zbyt wcześnie na to, być Fed zasugerował wysokie prawdopodobieństwo kolejne podwyżki za trzy miesiące. A bez tego będzie trudno dać mocny impuls dla USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Unia Europejska inwestuje 130 mld euro w pracownicze programy oszczędnościowe

Dla pracodawców i pracowników korzystne jest otoczenie, które pozwala na realizowanie wspólnych idei. Środki, które można przeznaczyć na akcjonariat pracowniczy, są o wiele łatwiej dostępne we Francji niż na Ukrainie. Marka Auchan jest dziś obecna w czternastu krajach. Ma akcjonariuszy we Francji, Włoszech, na Węgrzech, w Hiszpanii, Polsce, Rosji, Chinach, Luksemburgu, a od przyszłego roku także na Ukrainie. Najlepsze systemy akcjonariatów pracowniczych istnieją we Francji. Do ich wprowadzenia potrzebna jest znajomość aktualnego systemu prawnego.

– W Polsce warunki też nie są sprzyjające. Kiedy firma rozdaje akcje w naszym kraju, musi zapłacić podatek. We Francji, kiedy akcje są zamrożone na 5 lat, nie ma takiego obowiązku. To element, który powinien zostać zmieniony także w innych krajach, aby system mógł funkcjonować – powiedział serwisowi eNewsroom Françoise Colombie, Przewodniczący Rady Nadzorczej Auchan Polska i Ukraina – W tym rozwiązaniu istotne są trzy strony.Pierwszą są przedsiębiorcy – im bardziej pracownicy są zaangażowani w sprawy firmy i zachowują się jak akcjonariusze, tym łatwiej jest z nimi współpracować. Sami widzą większy sens w swojej pracy i nowej roli, dzięki budowaniu długofalowego majątku. Zyskuje także państwo, kiedy obywatele gromadzą długoterminowe oszczędności, które później mogą być ich zabezpieczeniem na emeryturze oraz zostać przeznaczone na konsumpcję, dzięki czemu wrócą do gospodarki. Przykładem są Stany Zjednoczone. W Unii Europejskiej w pracownicze programy oszczędnościowe inwestowane jest już ok. 130 mld euro, z czego połowa nie zakłada udziału w akcjonariacie przedsiębiorstw. We Francji 4 proc. wartości indeksu CAC40, który odpowiada polskiemu WIG20, należy do pracowników firm. System ten jest też kierowany do firm rodzinnych, które zaczynały 40 lat temu i mimo wzrostu nie są notowane na giełdzie, jednak mogą nadal rozwijać się w tym systemie – wyjaśnił Colombie.

Rolnicy coraz chętniej ubezpieczają swoje mienie. To efekt wyższych rządowych dopłat do ubezpieczeń i częstszych anomalii pogodowych

Rolnicy coraz chętniej ubezpieczają swoje mienie. To efekt wyższych rządowych dopłat do ubezpieczeń i częstszych anomalii pogodowych 1

Nawet o jedną czwartą wzrosło zainteresowanie rolników ubezpieczeniami upraw po wprowadzeniu dopłat do składek z budżetu państwa w maksymalnej wysokości 65 proc. Do kupowania polis skłaniają farmerów także coraz częściej występujące zjawiska pogodowe, jak huragany, nawałnice, przymrozki, które niszczą uprawy i budynki. Rosnące zainteresowanie powoduje, że ubezpieczyciele wprowadzają coraz bogatszą ofertę dla sektora agro.

 Największym zainteresowaniem spośród ubezpieczeń dla klientów z sektora agro w ostatnich czasach cieszą się ubezpieczenia upraw z dopłatą z budżetu państwa – powiedziała podczas debaty Newserii Anna Kaczyńska-Zielińska, kierownik Zespołu Produktowego w PZU. – Na pewno sprzyja temu nowa ustawa o ubezpieczeniach upraw i zwierząt gospodarskich, która została uchwalona w tym roku. Wprowadziła ona maksymalne dopłaty do składek dla rolników w wysokości 65 proc. Tak naprawdę rolnik płaci tylko 35 proc. składki dla zakładu ubezpieczeń, więc to na pewno sprzyja wzrostowi sprzedaży.

Jak dodaje, w tym roku co piąty klient ubezpieczający swoje uprawy jest klientem nowym. Od 2017 roku państwo dopłaca rolnikom z budżetu niemal dwie trzecie składki. Produkty takie ma pięć zakładów ubezpieczeń, które podpisały umowę z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi na 2017 rok. Są to PZU, Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW”, Concordia Polska Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych, Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych oraz InterRisk Towarzystwem Ubezpieczeń SA Vienna Insurance Group.

 Dużym zainteresowaniem cieszą się także ubezpieczenia mienia ruchomego w gospodarstwach rolnych, jak również ubezpieczenia agrocasco dla klientów, czyli ubezpieczenie maszyn rolniczych w ofercie all risk – mówi przedstawicielka największego polskiego ubezpieczyciela. – Nasza oferta dla klientów agro jest bardzo szeroka. Oferujemy ubezpieczenia obowiązkowe – jesteśmy liderem na polskim rynku w segmencie ubezpieczeń obowiązkowych budynków i OC rolników. Około 70 proc. rolników w Polsce jest ubezpieczonych w PZU.

Z danych Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa wynika, że polscy rolnicy najczęściej ubezpieczają budynki w gospodarstwie rolnym (90 proc.) oraz wykupują polisy odpowiedzialności cywilnej (88 proc.). 40 proc. rolników decyduje się na zapewnienie sobie ochrony przed finansowymi skutkami uszkodzenia lub zniszczenia ruchomości rolniczych. Jedynie 10–12 proc. rolników ubezpiecza swoje uprawy, a tylko 5–8 proc. żywy inwentarz.

Dodatkowo mamy ubezpieczenia specyficzne, np. dla hodowców zwierząt, mamy ubezpieczenia od ryzyka chorób i padnięcia. Mamy ubezpieczenia dla drobnych przedsiębiorców rolnych, np. producentów pasiek, ryb w chowie stawowym, zwierząt futerkowych. Dodatkowo mamy jedno z najlepszych ubezpieczeń na rynku dla sektora drobiarskiego. Jesteśmy głównym ubezpieczycielem kurników i dodatkowo ubezpieczamy drób, który znajduje się w kurnikach – wylicza Anna Kaczyńska-Zielińska.

Mimo niekorzystnych w tym roku warunków pogodowych kwota odszkodowań rolnych wypłaconych w ciągu trzech kwartałów 2017 roku przez PZU była niższa niż przed rokiem, gdy z powodu nawałnic ubezpieczyciel wypłacił o 230 mln zł więcej, niż wynosiła średnia z poprzednich trzech lat. Głównie dzięki temu czynnikowi zysk z ubezpieczeń masowych PZU wzrósł w ciągu trzech kwartałów 2017 roku o 559 mln zł, czyli dwuipółkrotnie.

 Zachęcamy producentów zbóż do ubezpieczenia upraw. Do tej pory nie byli oni tym zainteresowani, bo nie czuli takiego zagrożenia. Teraz coraz częściej – z uwagi na duże anomalie pogodowe, występujące właściwie co kilka miesięcy – widzimy rosnące zainteresowanie. Więcej klientów ubezpiecza swoje uprawy, np. od ryzyka gradobicia, deszczu nawalnego, huraganu – mówi kierownik Zespołu Produktowego w PZU. – U producentów rzepaku widzimy także bardzo duży rozwój. W tym segmencie 90 proc. klientów ubezpiecza swoje uprawy od ryzyka złego przezimowania.

Ministerstwo Rozwoju będzie premiować firmy farmaceutyczne, które inwestują w kraju i zatrudniają polskich naukowców. Dzięki nim gospodarka staje się bardziej innowacyjna

Ministerstwo Rozwoju będzie premiować firmy farmaceutyczne, które inwestują w kraju i zatrudniają polskich naukowców. Dzięki nim gospodarka staje się bardziej innowacyjna 2

Branża farmaceutyczna jest jednym z motorów innowacyjności polskiej gospodarki. Dlatego Ministerstwo Rozwoju chce premiować firmy, które najmocniej przyczyniają się do jej rozwoju. Te, które inwestują w Polsce i zatrudniają polskich naukowców, będą mogły liczyć na wsparcie w polityce refundacyjnej. Jedną z innowacyjnych firm jest działająca w Polsce od 25 lat firma Servier. Poza rozwijaniem produkcji oraz działalności badawczo-rozwojowej spółka stawia też na edukację społeczeństwa w zakresie badań profilaktycznych i ochrony zdrowia.

 Jeśli polska gospodarka ma się stać bardziej innowacyjna i mniej imitacyjna, to obecność firm farmaceutycznych i biotechnologicznych w Polsce może być warunkiem, który pozwoli zrealizować ten projekt – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Przemysł farmaceutyczny odpowiada za 1 proc. PKB Polski, co czyni go największym rynkiem w regionie i szóstym co do wielkości w Unii Europejskiej. Branża farmaceutyczna jest drugim po przemyśle obronnym sektorem, który inwestuje największe środki w badania i rozwój. Dlatego Ministerstwo Rozwoju planuje działania, które zwiększą zainteresowanie branżowych inwestorów polskim rynkiem.

– Chcielibyśmy zbudować taki system współpracy pomiędzy globalnymi graczami na rynku farmaceutycznym a polską gospodarką, aby wybierali oni inwestowanie w Polsce nie ze względu na koszty pracy, ale na jakość naszych pracowników naukowych czy przyjazną politykę refundacyjną, która sprawi, że nowe leki opracowywane w Polsce zyskają wsparcie w polityce refundacyjnej – wskazuje Jadwiga Emilewicz.

Rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju uznaje ochronę zdrowia za jedną z kluczowych dziedzin innowacyjnej gospodarki. Podkreśla też znaczenie rozwoju prac badawczo-rozwojowych w przemyśle farmaceutycznym. Zdaniem ekspertów przemysł farmaceutyczny w Polsce już odgrywa znaczącą rolę gospodarczą, może być ona jednak znacznie większa po stworzeniu odpowiednich mechanizmów i zachęt dla inwestujących.

– Jeszcze w I kwartale 2018 roku będziemy chcieli nadać firmom farmaceutycznym, zagranicznym i polskim, status „Przyjaciół polskiego przemysłu”. Będziemy premiować tych, którzy mają centra badawczo-rozwojowe w Polsce i zatrudniają w nich polskich naukowców. Sprawdzimy, jak i gdzie płacą podatki, ile spośród nowych leków zostało opracowywanych w Polsce. Taka firma będzie mogła liczyć na status „Przyjaciela przemysłu”, a wówczas będzie miała uproszczoną ścieżkę negocjacyjną z NFZ, jeżeli chodzi o refundację leków – zapowiada Jadwiga Emilewicz.

Z raportu McKinsey „Polska 2025 – Nowy motor wzrostu w Europie” wynika, że największy udział w wartości dodanej w tej branży stanowi produkcja (nawet do 90 proc.), dystrybucja generuje do 15 proc. wartości sektora (handel detaliczny i hurtowy), a logistyka 3–5 proc.

Jedną z firm farmaceutycznych inwestujących w Polsce jest Servier. Jak szacuje PwC, dotychczasowy wkład tej firmy w polską gospodarkę wynosi ponad 733,7 mln zł.

– Inwestujemy bardzo mocno w badania i rozwój. Od 1990 roku mamy w Polsce Międzynarodowy Ośrodek Badań Klinicznych, w którym daliśmy szansę także polskim naukowcom na prowadzenie tego typu dużych, wieloośrodkowych badań, a także na udział w różnych międzynarodowych projektach. Od tego roku ośrodek badań klinicznych prowadzi też badania nie tylko dla Polski, lecz także dla Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Joanna Drewla, dyrektor generalna Servier Polska.

Firma inwestuje też w Zakład Produkcyjny na Białołęce, który jest obecnie piątą co do wielkości fabryką w Grupie (zaraz po Francji, Irlandii, Rosji i Chinach). Dotychczas na rozwój fabryki przeznaczono 150 mln zł, w tym m.in. na nowoczesną linię butelkującą i pakującą. A teraz przyszedł czas na nowoczesne laboratorium kontroli jakości, które będzie świadczyć usługi także na rzecz firm z innych krajów UE.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z decyzji o zlokalizowaniu naszego nowego laboratorium w Polsce. Podjęto ją w oparciu o know-how, jakim dysponuje zespół, jego doświadczenie i wysoką jakość – mówi Colm Murphy, dyrektor Zakładu Produkcyjnego Servier Polska. – Produkujemy tu głównie leki sercowo-naczyniowe, nowotworowe i antydepresanty. Stanowią one około 80 proc. naszego portfolio. Reszta to mniejsze grupy produktowe.

– Dziś w Polsce milion pacjentów dziennie jest leczonych lekami produkowanymi w naszym zakładzie produkcyjnym. Jednak produkujemy leki nie tylko dla Polski. Poszerzamy też bardzo eksport. W tej chwili 40 proc. naszej produkcji przeznaczamy na eksport do UE, a także otwieramy się na rynki afrykańskie – wskazuje Joanna Drewla.

Servier zatrudnia w Polsce około 500 osób, w większości wykwalifikowanych specjalistów odpowiedzialnych m.in. za działalność badawczo-rozwojową i edukację. Firma już od 15 lat prowadzi kampanie edukacyjne. Jak podkreślają jej przedstawiciele, edukacja obok badań klinicznych i produkcji jest głównym filarem działalności spółki.

„Servier dla Serca” to organizowana od 2003 roku jedna z największych polskich kampanii profilaktyczno-edukacyjnych. Każdego roku w ramach akcji w trasę po Polsce wyrusza Mobilna Poradnia Kardiologiczna, która przeprowadza bezpłatne badania i konsultacje lekarskie. Do tej pory skorzystało z nich blisko 41 tys. pacjentów w 70 polskich miastach. Servier organizuje także „Forum Przeciwko Depresji”, a w tym roku ruszyła kampania onkologiczna – „Servier – Wyłącz Raka”.

– Onkologia to temat, w który Servier dopiero wkracza. Będzie to dla nas jeden z priorytetów na najbliższe lata, dlatego rozpoczęliśmy kampanię onkologiczną „Servier – Wyłącz Raka”. Pierwsza kampania będzie poświęcona rakowi jelita grubego. Jej druga edycja odbędzie się w marcu przyszłego roku. Jest to jedna z tych chorób, w których profilaktyka ma gigantyczne znaczenie. Dzięki niej możemy uchronić pacjentów przed rozwojem tego nowotworu, dlatego mamy poczucie, że jest to jedno z naszych najważniejszych zadań – zapewnia Katarzyna Urbańska, dyrektor komunikacji i spraw zewnętrznych Servier Polska.

– Edukacja prozdrowotna społeczeństwa i uzmysłowienie ludziom, jaki mamy wpływ na to, żeby nie zachorować, to musi być praca na pokolenia i kampania rozłożona na wiele lat – tłumaczy dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2016 roku odnotowano w Polsce rekordową liczbę zachorowań, która przekroczyła 180 tys. W sumie w ciągu ostatnich 30 lat liczba zachorowań na nowotwory wzrosła w Polsce dwukrotnie. Raport „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania” Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wskazuje, że w latach 2000–2009 zaledwie 43 proc. chorych onkologicznie żyło 5 lat od wykrycia choroby. Gorzej było tylko w Bułgarii.

Zdaniem ekspertów profilaktyka i edukacja – zwłaszcza przy chorobach nowotworowych – mają kluczowe znaczenie. Szybkie rozpoznanie choroby zwiększa bowiem szanse na wyleczenie.

– W Polsce blisko 80 proc. chorych zgłasza się w zaawansowanej chorobie nowotworowej, gdzie koszty leczenia są niewyobrażalne, szczególnie jeśli chodzi o nowe technologie. Chodzi o to, żeby w tych kampaniach przede wszystkim zmniejszyć liczbę pacjentów, którzy przychodzą zbyt późno, a z drugiej strony jak najbardziej oddalić w czasie możliwość zachorowania na choroby cywilizacyjne – mówi dr Janusz Meder.

Inteligentny kask może uratować życie. Chroni głowę i poinformuje o miejscu wypadku

Inteligentny kask może uratować życie. Chroni głowę i poinformuje o miejscu wypadku 3

Polacy stworzyli inteligentny kask, który nie tylko chroni przed urazami głowy, lecz także powiadomi przełożonych o wypadku lub innym zdarzeniu, zagrażającym życiu i zdrowiu pracowników budowy. Dzięki temu możliwe jest sprawne przygotowanie akcji, która pomoże poszkodowanym w niebezpiecznej sytuacji. Kask wyposażono w mikrokontroler z GPS-em, akcelerometrem, czujnikiem temperatury i modułem łączności bezprzewodowej. Czujniki zbierają informacje, które przekazują do aplikacji zainstalowanej na telefonie przełożonego. Rozwiązanie jest już dostępne na rynku.

– Kask może ratować życie pracowników na budowie, ponieważ skraca czas potrzebny do udzielenia pierwszej pomocy, do wykonania pierwszego rozpoznania tego, co się zdarzyło, w ogóle poinformowania osób o wystąpieniu danego zdarzenia. Takim zdarzeniem może być zarówno upadek, jak i uderzenie, potrącenie, wstrząsy. Wszelkiego rodzaju sytuacje, które potencjalnie są groźne dla zdrowia pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Rafał Rudnicki z firmy Cybercom.

Inteligentny kask czerpie z technologii przeznaczonych dla internetu rzeczy. Jego działanie opiera się na zestawie wielu sensorów połączonych w układ generujący informacje i wysyłający je za pomocą sieci bezprzewodowej. Rozwiązanie jest zoptymalizowane pod kątem zużycia baterii, dzięki czemu może działać kilka tygodni na jednym ładowaniu. Za przechowywanie i przetwarzanie danych odpowiada część serwerowa, a zwieńczeniem systemu jest aplikacja mobilna dla kierownictwa sprawującego nadzór nad daną budową. To na aplikację mobilną wysyłane są powiadomienia, dotyczące używanych kasków. Pewnym ograniczeniem może być konieczność zapewnienia w miejscu pracy łączności bezprzewodowej wi-fi.

– Jednym z elementów z których korzystamy, jest specjalny router w technologii LoRa. Jest to urządzenie bardzo zbliżone do tych, jakie instalujemy w domach po to, żeby korzystać z sieci wi-fi. Różni się tylko tym, że router, który my wykorzystujemy, ma dużo większy zasięg, liczony nawet do kilkunastu kilometrów – podkreśla przedstawiciel firmy Cybercom.

W kasku zamontowanych jest kilka czujników. Mikrokontroler zintegrowany jest z GPS-em, akcelerometrem, czujnikiem temperatury oraz modułem łączności bezprzewodowej. Czujniki sprawdzają, czy pracownik założył kask na głowę, wykrywają nagłą zmianę jego pozycji (np. podczas upadku), a także monitorują czy pracownik nie znajduje się na niedozwolonej dla niego wysokości.

Kask jest już oferowany zainteresowanym przedsiębiorstwom jako gotowe rozwiązanie. Jego cena zależy od wielkości zamówienia.

– Dla nas istotne jest, żeby była ona na takim poziomie, aby pozwalała używać tego kasku powszechnie. Żeby pracodawca mógł zakupić go dla całej swojej kadry, więc jego cena jest na tym samym poziomie jak para dobrych butów dla pracownika – dodaje Rafał Rudnicki.

Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego to właśnie w budownictwie i transporcie dochodzi do największej liczby śmiertelnych wypadków w czasie pracy. Z tych danych wynika, że w pierwszych trzech kwartałach tego roku na budowach zgłoszono 3,4 tys. wypadków, ich następstwem była śmierć 31 osób. W całym ubiegłym roku było to 5,4 tys. zdarzeń z 52 ofiarami śmiertelnymi.

Według danych GUS wartość rynku produkcji budowlano-montażowej na terenie naszego kraju w 2016 roku wyniosła ponad 170 mld zł. Z raportu Euler Hermes wynika, że po I półroczu 2017 roku odnotowano wzrost rdr. o 7,6 proc.

Firmowe wigilie coraz popularniejsze. W tym roku zorganizuje je blisko połowa pracodawców

Firmowe wigilie coraz popularniejsze. W tym roku zorganizuje je blisko połowa pracodawców 4

Polscy przedsiębiorcy wolą organizować wigilijne spotkania dla pracowników, niż wręczać im świąteczne premie lub bony – wynika z badania Randstad. W tym roku tego rodzaju imprezę zorganizuje 40 proc. firm, decydując się na nieformalną zabawę w restauracji lub pubie. W menu królować będą tradycyjne potrawy, takie jak pierogi czy kapusta z grzybami. Popularność zyskują także miniaturowe kanapki i desery z ciasta korzennego do jedzenia na stojąco.

Jak wynika z badania „Plany pracodawców” przeprowadzonego przez Instytut Badawczy Randstad, 82 proc. polskich przedsiębiorców szykuje dla swoich podwładnych bożonarodzeniowe niespodzianki. Największą popularnością wciąż cieszą się tzw. christmas party – na zorganizowanie firmowego spotkania świątecznego zdecydowało się w tym roku 40 proc. pracodawców. Na jednego pracownika większość firm wyda od 100 do 300 zł. Wigilie firmowe coraz częściej organizowane są poza miejscem codziennej pracy, głównie w restauracjach lub pubach, gdzie łatwiej o swobodny nastrój.

– Zainteresowanie imprezami firmowymi jest bardzo duże. Myślę, że kluczem do sukcesu jest rozpoczęcie odpowiednio wcześnie rozmów o dostępności terminów – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Skubisz, wiceprezes i szef kuchni restauracji Amber Room.

Miejsce na świąteczne spotkanie należy rezerwować z dużym, nawet kilkumiesięcznym, wyprzedzeniem. W kwestii menu większość firm powstrzymuje się przed kulinarnymi eksperymentami i decyduje się na tradycyjne polskie potrawy, m.in. barszcz z uszkami, kapustę z grzybami, śledzie, karpia w galarecie oraz pierogi.

– Przed świętami każdy marzy o takich potrawach jak: pierogi z kapustą i grzybami, barszcz czy kapusta wigilijna. Należy wspomnieć też o rybach w galarecie czy różnego rodzaju śledziach, które podajemy naszym gościom – od karpia, sandacza, szczupaka po zwykłą sałatkę jarzynową połączoną ze śledziami – mówi Robert Skubisz.

Wśród polskich pracodawców coraz większą popularnością cieszą się jak najmniej formalne świąteczne spotkania, które pełnią zarazem funkcję integracyjną. Odchodzi się więc od wspólnej biesiady przy jednym stole, na rzecz opcji umożliwiającej swobodne kontakty towarzyskie. Na tego typu imprezach podaje się nieco inne menu, choć nadal związane ze świętami Bożego Narodzenia. Mogą to być np. miniaturowe kanapki i desery, które można jeść na stojąco.

– Może być to malutki piernik połączony z kremem śmietanowym i delikatnym musem śliwkowym albo tradycyjne ciasto korzenne, z którego możemy wypiec różnego rodzaju ciasteczka, udekorować je lukrem i posypkami, które dodatkowo wzbogacają nasze wizualne odczucia, a przy tym dobrze smakują – mówi Robert Skubisz.

Czwarty kwartał roku to dla branży gastronomicznej okres wytężonej pracy nie tylko ze względu na firmowe spotkania świąteczne. W tym czasie Polacy znacznie chętniej jedzą poza domem, choćby podczas bożonarodzeniowych zakupów w galeriach handlowych. Coraz więcej osób decyduje się ponadto zamówić gotowy catering na wigilijną kolację, zamiast samodzielnie przygotowywać wszystkie potrawy.

Drony wykorzystujące termowizję ratują życie ludziom i zwierzętom. Zastosowanie znajdują m.in. w straży pożarnej i rolnictwie

Drony wykorzystujące termowizję ratują życie ludziom i zwierzętom. Zastosowanie znajdują m.in. w straży pożarnej i rolnictwie 5

Do 2021 roku na rynek ma trafić 30 milionów dronów. Bezzałogowe, niewielkie statki powietrzne sterowane za pomocą joysticka zyskują zupełnie nowe znaczenie, dzięki umieszczonych w nich kamerom termowizyjnym. Wychwytywanie źródła ciepła pozwala operatorowi maszyny zlokalizować np. człowieka pod gruzami lub gromadę zwierząt na polu, na które za moment może wjechać kombajn. Drony z termowizją mogą być wykorzystywane przez strażaków, rolników i inspektorów budowlanych. Zakres ich zastosowań jest bardzo szeroki.

Termowizja, czyli możliwość zobaczenia w obrazie kamery źródła ciepła, jest coraz częściej wykorzystywana w tandemie z najnowszymi technologiami. Zamontowana w dronie kamera termowizyjna pozwala w zupełnie nowy sposób wykorzystywać latające statki powietrzne, które do tej pory głównie były wykorzystywane w celach rozrywkowych.

– Drony z termowizją to tak naprawdę zwykłe drony, które są wyposażone dodatkowo w kamerę termowizyjną. Kamera zamontowana jest z tyłu drona i w momencie, kiedy podlatujemy do obiektu i wciskamy jeden przycisk, dron obraca się o 180 stopni i przełączamy się na obraz z kamery termowizyjnej. Jesteśmy wówczas w stanie obserwować obraz połączony, zarówno z kamery zwykłej, jak i termowizyjnej, więc widzimy nie tylko krawędzie obiektów, lecz także to, co najważniejsze – temperatury i hotspoty – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menadżer ds. sprzedaży w firmie Parrot.

Połączenie możliwości dronów i termowizji pozwala łatwo, szybko i tanio zajrzeć w miejsca, do których dotychczas dostęp był utrudniony i kosztowny. Można przeprowadzić dokładną inspekcję budynków i przekonać się, gdzie ucieka ciepło. Można przeprowadzić przegląd farm słonecznych i bardzo szybko sprawdzić, które z ogniw nie działają. Zastosowań dronów z termowizją jest znacznie więcej.

– Termowizja ma szerokie spektrum możliwości, pierwsza rzecz, która przychodzi na myśl, to zastosowanie przez straż pożarną. Urządzenia pomagają im w momencie, kiedy przyjeżdżają na akcję sprawdzić, czy np. do danego obiektu można się już zbliżyć, czy nie ma przypadkiem tak wysokiej temperatury, że jest to niebezpieczne dla pracowników. Wykorzystywane są przy poszukiwaniu ludzi bądź zwierząt – mówi Dominik Wójcik.

Znaczenie dronów dla gospodarki będzie rosło. Zdaniem analityków z Business Insider Intelligence wartość usług i prac wykonanych przez drony w dziale infrastruktury wyniesie w najbliższych latach 45 mld dol., w rolnictwie będzie to 32,4 mld dol., w transporcie – 13 mld dol., a na rynku bezpieczeństwa wartość tę szacuje się na 10 mld dol. W rolnictwie zastosowanie znajdują także drony z termowizją.

– Mieliśmy niedawno ciekawy przykład rolników w Niemczech, którzy kupowali drony z kamerą termowizyjną, aby przed rozpoczęciem prac dużymi maszynami, kombajnami, móc sprawdzić, czy przypadkiem gdzieś nie przebywają zwierzęta na polu. Oni po prostu sprawdzają, czy nie ma zbiorowiska zwierząt, które należałoby najpierw przegonić, bo duże maszyny potrafią rozgonić i rozdzielić np. rodzinę – opowiada ekspert.

Analitycy z BI Intelligence przewidują, że cywilny rynek dronów będzie rósł w średniorocznym tempie 7,6 proc., a jego wartość zwiększy się z 8,5 mld dol. w ubiegłym roku do 12 mld dol. w 2021 roku.

Eksperci przewidują, że do 2021 roku na rynek konsumencki trafi 29 mln dronów, a na rynek przedsiębiorstw zostanie zakupionych 805 tys. takich urządzeń.

Różnice kulturowe to jedno z największych ryzyk inwestowania za granicą. Wiele polskich firm pozbawia się szans na rozwój już na starcie

Różnice kulturowe to jedno z największych ryzyk inwestowania za granicą. Wiele polskich firm pozbawia się szans na rozwój już na starcie 6

Coraz więcej polskich firm inwestuje i nawiązuje kontakty handlowe w Chinach i Azji, odległych krajach Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej. Różnice kulturowe to jeden z największych czynników ryzyka, które wiążą się z ekspansją na te rynki. Eksperci zauważają, że firma, która ma w planach taki krok, powinna najpierw zapoznać pracowników z kulturą i zwyczajami kraju, w którym zamierza inwestować albo sprzedawać swoje produkty. W przeciwnym razie może się pozbawić szansy na współpracę już na starcie.

Aby przygotować się do pracy w międzynarodowym środowisku, przede wszystkim trzeba być świadomym wyzwań, które czekają pracowników. Kluczowa w takich przypadkach jest znajomość różnic kulturowych, czyli kultury kraju, z którym współpracujemy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Tomala, trener biznesu i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Polskie firmy coraz śmielej inwestują za granicą i wychodzą na globalne rynki, a ich pozycja się umacnia. Tylko w II kwartale tego roku sprzedały towary o wartości 206 mld zł (10-proc. wzrost w ujęciu rocznym). Natomiast w całym 2016 roku polscy inwestorzy bezpośredni zainwestowali za granicą w sumie 31,8 mld zł – wynika z danych NBP.

Najpopularniejsze kierunki to wciąż Niemcy, kraje sąsiednie czy Wielka Brytania, ale kryzys i silna konkurencja na rynkach zachodnich oraz zbrojny konflikt i rosyjskie embargo na Wschodzie spowodowały, że rodzime przedsiębiorstwa zaczęły się rozglądać za nowymi rynkami i szansami biznesowymi. Coraz więcej z nich nawiązuje kontakty handlowe z Chinami i Azją, odległymi kulturowo krajami Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej.

 Wyzwania są ogromne. Różnice kulturowe pojawiają się na wielu płaszczyznach, w zakresie relacji, w formach komunikacji, w formalnościach. Na to nakładają się procesy biznesowe w danej organizacji, styl komunikacji, osobowość i bariery językowe – jeżeli dwie strony posługują się językiem trzecim, najczęściej angielskim, to powoduje wiele nieporozumień – mówi Anna Tomala.

Różnice kulturowe to jeden z większych czynników ryzyka, które niesie za sobą inwestowanie na zagranicznym rynku. Dlatego firma, która ma w planach taki krok, powinna się najpierw zapoznać z kulturą i zwyczajami kraju, w którym zamierza inwestować albo nawiązywać kontakty handlowe. W przeciwnym razie może się pozbawić szansy na współpracę już na początkowym etapie.

– Pracownicy, którzy mają duże doświadczenie w takim wielokulturowym środowisku, potwierdzają, że pomagają bezpośrednie spotkania – co nie zawsze jest możliwe, bo bardzo często współpracujemy na odległość. Ważne jest jednak uświadamianie pracowników w różnicach i płynących za nimi wartościach. Jesteśmy inni, ale się szanujmy – podkreśla Anna Tomala.

Zaproponowanie wieprzowiny czy alkoholu partnerowi z kraju muzułmańskiego nie zostanie odebrane jako faux pas, ale wręcz obraza. Podobnie jak krytykowanie chińskich władz w przypadku nawiązywania relacji biznesowych z tamtejszym kontrahentem. Z kolei w Turcji obowiązuje inny, nieco wolniejszy tryb pracy, a Japończycy czy Brytyjczycy są bardziej zasadniczy i powściągliwi w kontaktach międzyludzkich.

Poznanie i szacunek dla różnic kulturowych może jednak wyjść firmie na dobre, co doskonale pokazuje przykład Inglota. Kosmetyki polskiej marki bardzo dobrze sprzedają się dziś w krajach arabskich, jednak początki nie były łatwe, bo Inglot miał problem ze sprzedażą m.in. lakierów do paznokci – muzułmanki musiały zmywać go kilka razy dziennie, żeby obmyć dłonie. Marka opracowała specjalny, oddychający lakier, który przepuszcza parę wodną – kosmetyk okazał się hitem w krajach muzułmańskich i pozwolił podbić tamtejsze rynki.

– Kiedy pojawia się tyle wyzwań, wszystko się komplikuje. Zawsze, kiedy pracuję z grupami międzynarodowymi, zadaję pytanie: człowiek czy kultura, na co powinniśmy patrzeć? Są konkretne narzędzia pomagające w codziennej pracy, których można się nauczyć i wypracować. Kluczowa jest świadomość menadżerów, którzy tworzą takie międzynarodowe zespoły, żeby już na samym początku pracownicy przeszli szkolenie międzykulturowe, które pomoże im zrozumieć pewne procesy i zachowania – mówi Anna Tomala.

Ekspertka poznańskiej Wyższej Szkoły Bankowej podkreśla, że na starcie międzynarodowej ekspansji czy współpracy z zagranicznymi kontrahentami dobrze jest przeszkolić pracowników i zaznajomić ich z kulturą obowiązującą w innym kraju. To pozwoli uniknąć późniejszych konfliktów i niezrozumień. Wiele firm robi to jednak dopiero wtedy, kiedy problem już się pojawi.

Ciągle spotykam firmy, w których szkolenia międzykulturowe odbywają się dopiero po pół roku lub po roku takiej współpracy. Niestety, jest trochę tak, że firma reaguje dopiero, kiedy pojawiają się konflikty i problemy. Część z nich można byłoby wyeliminować, przeprowadzając takie szkolenie już na początku – mówi Anna Tomala.

O różnicach kulturowych firma powinna też pamiętać, kiedy wysyła pracowników w delegacje za granicę. W zaznajomieniu się z nimi przydatne mogą być zarówno odpowiednie szkolenia dla kadry menadżerskiej i pracowników, jak i skorzystanie z pomocy Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji, która utrzymuje sieć swoich przedstawicielstw w krajach o największym potencjale rozwojowym dla polskich firm.

Kluczowa jest otwartość na innych. To bardzo pomaga w rozwiązywaniu problemów, we współpracy przy procesach biznesowych – dodaje Anna Tomala.

Technologia 5G całkowicie zmieni sposób prowadzenia biznesu. Rewolucja nadejdzie po 2020 roku

Technologia 5G całkowicie zmieni sposób prowadzenia biznesu. Rewolucja nadejdzie po 2020 roku 7

Technologia 5G – nowy standard sieci komórkowej – będzie początkiem kolejnego etapu rewolucji technologicznej. Umożliwi szybszy rozwój internetu rzeczy, rozwiązań smart city czy telemedycyny na masową skalę. Zrewolucjonizuje styl życia i całkowicie zmieni też model prowadzenia biznesu. Pojawią się nowe produkty, usługi, całkiem nowe rozwiązania i modele biznesowe. – Technologia 5G wykracza daleko poza nasze wyobrażenia – przekonuje ekspert DNB Bank Polska. 

– Na początku następnego dziesięciolecia spodziewamy się rozpowszechnienia nowego standardu telekomunikacji mobilnej, jaką jest technologia 5G. To nie będzie ewolucja, ale rewolucja w telekomunikacji mobilnej. Otworzą się nowe możliwości szybkiego przesyłu danych, tworzenia nowych rozwiązań zarówno w biznesie, jak i w życiu codziennym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Cembrzyński, ekspert ds. Telekomunikacji, mediów i technologii w DNB Bank Polska.

Technologia 5G to nowa generacja sieci komórkowej. W porównaniu do LTE stworzy wręcz rewolucyjne możliwości, oferując szybsze łącza komunikacji i większą pojemność sieci. Już od kilku lat nad rozwojem i wdrożeniem 5G pracują największe globalne koncerny technologiczne – są wśród nich m.in. Samsung, Ericsson i Intel, Orange czy Deutsche Telekom. Większość ekspertów jest zgodna, że upowszechnienie 5G będzie początkiem kolejnego etapu rewolucji technologicznej i umożliwi rozwój internetu rzeczy na masową skalę.

– Technologia 5G wykracza daleko poza możliwości obecnej telekomunikacji mobilnej, a nawet nasze wyobrażenia o tym, co telekomunikacja mobilna potrafi – mówi Krzysztof Cembrzyński.

Rozwijane obecnie LTE pozwala na dostęp do internetu z przepustowością do 300 Mb/s. Natomiast sieć 5G stworzy możliwość przesyłania danych z prędkością wielokrotnie większą, sięgającą nawet 20 Gb/s. Czas opóźnienia transmisji danych skróci się z dzisiejszych 50 milisekund do ledwie 1 milisekundy, co będzie miało ogromne znaczenie dla rozwijania technologii jutra.

– Weźmy popularny ostatnio temat samochodów autonomicznych, które poruszają się bez asysty kierowcy. W tym przypadku najważniejszy jest czas i niezawodność przesyłu danych. Samochody autonomiczne, poruszające się w gęstym ruchu miejskim będą generowały niezliczone dane. Czas ich reakcji jest krytyczny, żeby poruszały się bezkolizyjnie. Technologia LTE z pewnością nie poradziłaby sobie z tym zadaniem. Tu konieczna jest technologia 5G –wyjaśnia Krzysztof Cembrzyński.

Z drugiej strony 5G umożliwi też wdrożenie na dużą skalę rozwiązań typu smart city (analiza ruchu i prędkości pojazdów w czasie rzeczywistym do sterowania sygnalizacją świetlną) oraz smart grid (optymalizacja dystrybucji mocy elektrycznej na podstawie zapotrzebowania zgłaszanego przez indywidualne liczniki zużycia prądu). Kolejna możliwość to telemedycyna i diagnostyka online. Urządzenia monitorujące krytyczne parametry, np. poziom glukozy u cukrzyków czy stan zdrowia osób chorych na nowotwory, w sytuacjach alarmowych zainicjują kontakt z pacjentem i ewentualną interwencję służb ratowniczych.

Motorem prac nad technologią 5G jest internet rzeczy i coraz większa liczba urządzeń podłączonych do sieci. Według ekspertów Cisco w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych już ponad 50 mld urządzeń. Z kolei globalna firma badawcza IDC szacuje, że w 2020 roku rynek internetu rzeczy będzie wart w sumie 1,5 bln dol. IoT wymaga odpowiedniej technologii, która umożliwi komunikację miliardów urządzeń.

5G umożliwi integrowanie ze sobą i łączenie w wielkie platformy setek miliardów czujników i urządzeń – w tym również tych codziennego użytku, jak smartfony, komputery, telewizory, samochody, inteligentne zegarki, urządzenia typu wearables czy sprzęty AGD. To oznacza, że inteligentne lodówki informujące o konieczności uzupełnienia zapasów, zdalnie sterowane oświetlenie, które samo reaguje na zmianę pór dnia, czy inteligentne pralki oszczędzające energię przestaną być technologiczną ciekawostką i trafią pod strzechy większej liczby gospodarstw domowych.

Upowszechnienie 5G zrewolucjonizuje styl życia i całkowicie zmieni też model prowadzenia biznesu.

– 5G i internet rzeczy to zarówno szanse, jak i zagrożenia dla biznesu w Polsce. Nowe technologie wprowadzą istotne zmiany w procesach biznesowych, w metodach zarządzania produkcją czy logistyką, do których poszczególne branże muszą się zaadaptować. Mogą spowodować spadek zatrudnienia w niektórych z nich, zwłaszcza jeśli jej zasadniczą przewagą konkurencyjną jest zatrudnianie wykwalifikowanej, aczkolwiek relatywnie nisko opłacanej kadry – mówi ekspert rynku telekomunikacji DNB Bank Polska.

Automatyzacja, zarządzanie produkcją i analiza metadanych pozyskanych dzięki wykorzystaniu 5G tworzą nowe perspektywy dla prawie każdego sektora gospodarki. Skorzysta zwłaszcza sektor produkcyjny, dystrybucja energii, bezpieczeństwo publiczne, ochrona zdrowia czy transport. Dzięki IoT i komunikacji machine to machine powszechne będzie zarządzanie flotą transportową, zarządzanie produkcją czy magazynem, optymalizacja wolnych mocy produkcyjnych. Pojawią się nowe produkty, usługi, całkiem nowe rozwiązania i modele biznesowe. Ta technologia stworzy też szansę start-upom i firmom z sektora SME rozwijającym innowacyjne rozwiązania.

– Nowe technologie spowodują, że wszystkie branże zyskają nowe przewagi technologiczne, zoptymalizują jeszcze lepiej procesy produkcyjne i logistyczne, a w konsekwencji będą w stanie zdobywać nowe rynki zbytu, zarówno lokalne, jak i globalne – mówi Krzysztof Cembrzyński.

Upowszechnienie technologii 5G na szeroką skalę, które ma nastąpić po 2020 roku, ma być dla biznesu i gospodarki prawdziwą rewolucją w odróżnieniu od ewolucji telekomunikacyjnej, która zachodziła na przestrzeni ostatnich 20-30 lat.

W czerwcu minister cyfryzacji Anna Streżyńska podpisała Porozumienie na rzecz Strategii 5G dla Polski, która ma się przysłużyć upowszechnieniu sieci piątej generacji. W tym roku odbył się też pierwszy w Polsce test G5 w warszawskiej galerii handlowej Blue City. Z kolei w październiku Intel, Telia i Ericsson powiadomiły o uruchomieniu pierwszej w Europie sieci 5G działającej w czasie rzeczywistym (w Tallinie i Sztokholmie).

PKN ORLEN zamierza przejąć pełną kontrolę nad czeskim Unipetrolem

PKN ORLEN, posiadający 62,9 proc. akcji Unipetrol a.s.,  rozpoczął procedurę ogłoszenia dobrowolnego warunkowego wezwania na akcje czeskiej spółki. Oferta dojdzie do skutku pod warunkiem osiągnięcia przez PKN ORLEN co najmniej 90–proc. udziału w akcjonariacie czeskiej spółki.

Docelowo PKN ORLEN zamierza kupić wszystkie akcje Unipetrolu i wycofać spółkę z praskiej giełdy. Transakcja jest zgodna z przyjętą rok temu strategią Koncernu na lata 2017-2021 przewidującą m.in. integrację aktywów rafineryjnych,  wydłużenie łańcucha wartości w petrochemii i rozwój sieci detalicznej.

Unipetrol a.s. jest największym w Czechach koncernem rafineryjno-petrochemicznym. W jego skład wchodzą rafinerie w Litvinowie i Kralupach,  największa na lokalnym rynku sieć stacji paliwowych Benzina (400 stacji) oraz spółka Spolana, jedyny producent PCW i kaprolaktamu na tym rynku. Bardzo istotna jest część petrochemiczna firmy zlokalizowana w Litvinowie, gdzie obecnie realizowana jest największa w historii Czech inwestycja petrochemiczna, w instalację do produkcji polietylenu.

Obecna struktura własnościowa nie pozwala na osiąganie przez PKN ORLEN pełnych korzyści z inicjowanych przez nas w Czechach działań, takich jak doskonalenie efektywności produkcyjnej, sprzedażowej, czy inwestycje w obszarze petrochemicznym. Dodatkowo, ze strony akcjonariuszy mniejszościowych pojawiają się odmienne oczekiwania w zakresie polityki dywidendowej. Dzięki przejęciu pełnej kontroli nad Unipetrolem będziemy mogli w przyszłości w znacznie większym stopniu wykorzystywać korzyści synergiczne realizowane poprzez projekty optymalizacyjne i wzmocnione zarządzanie segmentowe – mówi Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN i Przewodniczący Rady Nadzorczej Unipetrolu.

Okres przyjmowania zapisów w ogłoszonym przez PKN ORLEN wezwaniu potrwa od 28 grudnia 2017 r.  do 30 stycznia 2018 r., a rozliczenie transakcji zaplanowane jest na 23 lutego 2018 r. PKN ORLEN oferuje po 380 koron za każdą akcję Unipetrolu, tj. cenę zbliżoną do obecnego kursu giełdowego spółki. Oznacza to, że dojście do poziomu 90 proc. akcji Unipetrolu będzie kosztowało 3,05 mld zł, a do 100 proc. 4,2 mld zł.

Oferowana cena akcji została określona w oparciu o wycenę zatrudnionej przez PKN ORLEN renomowanej  firmy doradczej i została pozytywnie zweryfikowana  przez niezależny bank inwestycyjny. Warunki transakcji nie odbiegają od rynkowych wycen przedsiębiorstw o podobnym profilu działalności.

Transakcja zostanie sfinansowana ze środków własnych PKN ORLEN oraz z dostępnego kredytu konsorcjalnego. Po przeprowadzeniu wykupu dług netto koncernu pozostanie na bezpiecznym poziomie i nie wpłynie na pogorszenie oceny ratingowej koncernu.

W naszej strategii przewidzieliśmy, że na inwestycje w 2017 i 2018 roku średniorocznie przeznaczymy po 5,4 mld zł. Przejęcie pełnej kontroli nad Unipetrolem nie wpłynie na realizację naszych innych planów akwizycyjnych, nie zmieni się też nasza polityka dywidendowa – zapewnia Prezes Wojciech Jasiński.

Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Edycja 2017

W 2017 roku liczba dobrze zarabiających Polaków wyniesie już 1,1 miliona osób. W 2016 roku 164 tys. osób zarabiało miesięczne powyżej 20 tys. zł brutto, w tym ponad 40 tys. Polaków osiągało miesięcznie zarobki powyżej 50 tys. zł brutto. Najwięcej bardzo bogatych Polaków zamieszkuje województwa mazowieckie, wielkopolskie i małopolskie. Wraz ze wzrostem liczby potencjalnych nabywców, w 2017 roku kolejny raz zwiększy się wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce, która jest szacowana na ponad 21 mld zł. Osoby bogate, które wzięły udział w badaniu KPMG, pracują średnio 10 godzin dziennie, a wolny czas najchętniej spędzają z rodzinami. Jako główne źródło sukcesu życiowego wskazują ciężką pracę, cechy charakteru i wykształcenie.

Od 1 stycznia 2018 r. wchodzą w życie przepisy dotyczące JPK

Jak podwyżka stóp procentowych przez FED wpłynie na kurs dolara

Ogłoszenie upadłości a sukcesja majątku

Potencjalnym spadkodawcom planującym przekazanie majątku na wypadek śmierci przyświeca cel ochrony zgromadzonego majątku oraz zabezpieczenie przyszłości najbliższych. Intuicja podpowiada, że rozwiązaniem jest udanie się do notariusza i sporządzenie testamentu. Z pewnością jest to kierunek właściwy, jednak w wielu wypadkach niewystarczający. Jednym z przypadków, gdy pomimo sporządzenia testamentu zainteresowani tracą kontrolę nad tym, do kogo trafi spadek jest sytuacja, gdy względem spadkobiercy ogłaszana jest upadłość.

Po ogłoszeniu upadłości wszystkie przysporzenia trafiające do dłużnika, w tym spadek, wchodzą do masy upadłości podlegającej podziałowi między wierzycieli. Skutkiem tego majątek podlegający dziedziczeniu trafia do innych osób wbrew woli spadkodawcy.

Ochrona majątku

Z pewnością osoby planujące rozporządzenie majątkiem na wypadek śmierci zainteresowane są doprowadzeniem do skutecznej sukcesji. W ten sposób chcą zapewnić przyszłość swoim najbliższym, a gdy przedmiotem spadku miałoby być przedsiębiorstwo lub inny ogół praw majątkowych i niemajątkowych – umożliwić kontynuowanie działalności gospodarczej.

Wbrew obiegowej opinii samo sporządzenie testamentu przed notariuszem wcale nie jest gwarancją, że po śmierci spadkodawcy majątek trafi do rąk osób wskazanych w treści dokumentu.

Wobec licznych przepisów prawa regulujących szczegółowo wyjątki od ogólnych zasad dziedziczenia, ochrona majątku i jego sukcesja wymaga szerokiego przenalizowania własnej sytuacji prawno-finansowej oraz sytuacji osób, do których miałby trafić majątek w drodze spadku.

O spadkobraniu słów kilka

Zgodnie z zasadami spadkobrania, spadek otwiera się w chwili śmierci spadkodawcy. Jednocześnie spadkobierca nabywa spadek z chwilą otwarcia spadku. Dla potencjalnego spadkobiercy ma to znaczenie o tyle, że nie istnieje wymóg wydania określonego wyroku bądź decyzji w przedmiocie przyznania praw ze spadku, ponieważ sama śmierć spadkodawcy powoduje nabycie spadku z mocy prawa. Powołanie do spadku może nastąpić w oparciu o przepisy ustawy lub w oparciu o testament. Dziedziczenie ustawowe polega na tym, że to przepisy prawa regulują, którzy krewni i w jakiej kolejności powoływani są do spadku. Natomiast testament w swojej treści określa sposób rozrządzenia majątkiem po śmierci spadkodawcy, który może być odmienny od regulacji ustawowej.

Pomimo tego, że nabycie spadku następuje z mocy prawa, potencjalni spadkobiercy nie muszą obawiać się, że zostaną przymuszeni przepisami prawa do przyjmowania każdego spadku, w szczególności spadku z długami. Potencjalni spadkobiercy mają prawo do podjęcia decyzji, czy zamierzają nabyć spadek albo w jaki sposób nabędą spadek (z tym że termin na podjęcie decyzji ograniczony jest przepisami prawa). W myśl przepisu art. 1015 § 1 kodeksu cywilnego oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku może być złożone w ciągu 6 miesięcy od dnia, w którym spadkobierca dowiedział się o tytule swego powołania. Niezłożenie odpowiedniego oświadczenia w tym terminie powoduje automatyczne przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza.

Różnica pomiędzy przyjęciem spadku wprost a przyjęciem spadku z dobrodziejstwem inwentarza dotyczy odpowiedzialności za długi spadkowe. W razie prostego przyjęcia spadku spadkobierca ponosi odpowiedzialność za długi spadkowe całym swoim majątkiem bez ograniczenia, natomiast przy drugim modelu odpowiada do wysokości stanu czynnego spadku, tj. do wartości odziedziczonych w ten sposób aktywów. Warto odnotować, że przed nowelizacją przepisów kodeksu cywilnego, która weszła w życie 18 października 2015 r., brak złożenia oświadczenia woli w ustawowym terminie 6 miesięcy skutkował nabyciem spadku wprost.

Oświadczenie odnośnie do przyjęcia bądź odrzucenia spadku składane jest przed sądem bądź przed notariuszem.

Dłużnik w upadłości ograniczony w podejmowaniu decyzji

Przywołane powyżej zasady spadkobrania nie będą obowiązywać, jeśli względem spadkobiercy ogłoszono upadłość. Przepisy prawa upadłościowego znacznie modyfikują ogólne zasady spadkobrania. Wynika to z przyjętej w prawie upadłościowym zasady, iż z dniem ogłoszenia upadłości upadły traci prawo zarządu mieniem wchodzącym do masy upadłości, korzystania z niego i rozporządzania nim (art. 75 ust. 1 prawa upadłościowego). Przepisy ustawy wprowadzają bardzo wąski krąg składników nie wchodzących do masy upadłości. Co istotne, w tym wąskim katalogu czynności nie ujęto majątku nabytego w drodze spadkobrania.

Nabycie spadku po dniu ogłoszenia upadłości powoduje, że spadek ten automatycznie znajduje się w masie upadłości. Syndyk nawet nie składa oświadczenia o przyjęciu spadku, a spadek uważa się za przyjęty z dobrodziejstwem inwentarza. Podobnie wygląda sytuacja, gdy otwarcie spadku nastąpiło przed ogłoszeniem upadłości, a do chwili jej ogłoszenia nie upłynął jeszcze termin do złożenia oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku i powołany spadkobierca takiego oświadczenia nie złożył. W takiej sytuacji dłużnik nie dość, że traci kontrolę nad swoim majątkiem, to dodatkowo wszelkie czynności, które upadły wykonuje na majątku spadkowym dotknięte są sankcją nieważności. Umowa zbycia całości lub części spadku albo całości lub części udziału spadkowego zawarta przez upadłego po ogłoszeniu upadłości jest nieważna. Dodatkowo nieważna jest też dokonana przez niego czynność rozporządzająca udziałem w przedmiocie należącym do spadku, jak i jego zgoda na rozporządzenie udziałem w przedmiocie należącym do spadku przez innego spadkobiercę (art. 120 ustawy prawo upadłościowe). Natomiast gdyby dłużnik próbował zataić fakt nabycia spadku, to jego wszelkie oświadczenia o odrzuceniu spadku lub zapisu windykacyjnego będą bezskuteczne w stosunku do masy upadłości, jeżeli zostały złożone po ogłoszeniu upadłości, co wynika z przepisu art. 123 ustawy prawo upadłościowe.

Wyjątek tylko dla wątpliwych wierzytelności

Ustawodawca, prawdopodobnie mając na uwadze to, że częstokroć samo spadkobranie niektórych składników majątku wywołuje bardzo dużą liczbę problemów prawnych, doszedł do wniosku, że lepiej jest wyłączyć określone wierzytelności z masy upadłościowej i jednocześnie doprowadzić do szybkiej likwidacji majątku upadłego. Zgodnie z tą dyrektywą wprowadzono przepis art. 121 ustawy prawo upadłościowe, dopuszczający możliwość wyłączenia całego spadku z upadłości, jeżeli wierzytelności wchodzące w skład spadku są wątpliwe co do istnienia lub możliwości ich wykonania. Natomiast w przypadku, gdy składniki majątkowe wchodzące w skład spadku są trudno zbywalne albo z innych przyczyn wejście spadku do masy upadłości nie byłoby korzystne dla postępowania upadłościowego, wprowadzono obligatoryjne wyłączenie spadku z masy upadłości. Decyzję o wyłączeniu spadku z masy upadłości podejmuje sędzia komisarz w drodze postanowienia, na które służy zażalenie upadłemu bądź wierzycielowi.

Planowanie sukcesji – Succession care

Odpowiednie spojrzenie na majątek, zarówno w kontekście dziedziczenia, jak również innej formy przekazywania dóbr materialnych pozwala spadkodawcy kompleksowo zabezpieczyć przyszłość swoich najbliższych, szczególnie w razie nagłej i nieprzewidzianej śmierci. Przeprowadzeniem zaplanowanej sukcesji zainteresowani będą w szczególności przedsiębiorcy prowadzący „firmy rodzinne”. Zapewnienie skutecznej sukcesji nie ogranicza się wyłącznie do sporządzenia testamentu, lecz polega również na dokonaniu analizy prawnej przedsiębiorstwa, w tym jego ładu korporacyjnego, sposobu uregulowania spraw gospodarczych, pracowniczych i podatkowych pod kątem zabezpieczenia przyszłości sukcesorów. Może okazać się, że skuteczna sukcesja będzie możliwa dopiero przy zastosowaniu innych środków, jak na przykład założenie fundacji rodzinnej, trustu albo zagranicznej spółki holdingowej. Dla zapewnienia skutecznej sukcesji, w szczególności dużego i wartościowego majątku, niezbędna jest dokładna analiza jego struktury, a następnie takie ukształtowanie lub przemodelowanie jej, które wyeliminuje ryzyko, że dorobek życia spadkodawcy stanie się źródłem spłaty zobowiązań, na których powstanie spadkodawca nie miał najmniejszego wpływu.

Autorzy: Radca prawny Adam Klęczar, radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polska specjalność – zakupy last minute w sieci

Bożonarodzeniowe zakupy już w pierwszych tygodniach grudnia? To rzadkość, bowiem tylko 7% Polaków kupuje prezenty na święta z wyprzedzeniem. Aż 49% z kolei odkłada tę sprawę na ostatnią chwilę – wynika z badania pracowni badawczej Kantar Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie firmy płatniczej PayPal.   

  • Tylko 7% Polaków kupuje świąteczne prezenty z wyprzedzeniem
  • 49% robi zakupy w ostatniej chwili, coraz chętniej wykorzystując kanał online kosztem tradycyjnych zakupów
  • Prawo do zwrotu, szybka dostawa czy niższe ceny sprawiają, że coraz więcej osób decyduje się na zakupy online

Badanie PayPal “Świąteczne Problemy Zakupowe” objęło ponad 10 000 respondentów na reprezentatywnej grupie z 10 krajów Europy. Przekrojowa analiza pozwoliła poznać zwyczaje i preferencje przy świątecznych zakupach dominujące w dziesięciu państwach naszego kontynentu. Jak się okazało, jednym z problemów Polaków jest planowanie zakupów z wyprzedzeniem.

Wszystko na ostatnią chwilę

Tylko 7% respondentów z Polski deklaruje kupowanie prezentów na święta z wyprzedzeniem, na przykład w ostatnich tygodniach listopada, podczas „Black Friday” lub „Cyber Monday”. Reszta, bo aż 49%, odkłada temat na ostatnią chwilę. Jak wskazuje badanie, 88% Polaków narzeka na świąteczne zakupy. Wśród przyczyn wymieniają: zatłoczone ulice oraz sklepy (61%), nieprzyjemne zachowania innych klientów (54%), a także brak czasu na polowanie na prezenty (46%).POL3

Zakupy online rozwiązaniem dla nas

Tymczasem, aż 67% ankietowanych sądzi, że zakupy online mogą być lekarstwem na problemy związane z wyprawami do sklepów stacjonarnych. Respondenci podkreślają liczne zalety internetowych zakupów. Najwięcej z nich wskazuje na uniknięcie tłoku w sklepie (83%). Polacy doceniają także oszczędność czasu (81%) związaną przede wszystkim z szybkością uiszczenia opłaty za zakupy. W przypadku funkcji checkout oferowanej przez PayPal całość ogranicza się do kilku kliknięć, bez konieczności rejestracji, na co zwraca uwagę 68% badanych. W kraju nad Wisłą, wobec rosnącej popularności zagranicznych platform sprzedaży, istotna jest również możliwość zakupu produktów zza granicy z zachowaniem najlepszej ceny (78%). Jednak nie są to jedyne aspekty zakupów online, na które zwracali uwagę respondenci.POL2

POL1

Zwrot pieniędzy bez problemów

Polacy przyznają, że w przypadku zakupów w sieci istotna jest dla nich również polityka sklepu wobec zwrotów. W przypadku nietrafionego prezentu, aż 67% respondentów docenia możliwość oddania go do sklepu, zaś 74% zwraca uwagę na otrzymanie zwrotu kosztów przesyłki. W przypadku, gdyby paczka nie dotarła do celu lub została po drodze uszkodzona, 77% ankietowanych chciałoby mieć pewność, że otrzymają zwrot pieniędzy bez problemu.

***

O badaniu:

Badanie „Świąteczne Problemy Zakupowe” zostało przeprowadzone przez Kantar Millward Brown na zlecenie PayPal. Badanie online odbyło się w II turach, w dniach 2-10 listopada (I tura) oraz 15-20 listopada (II tura) w 2017 roku. Badanie przeprowadzono w 10 krajach (Czechy, Francja, Grecja, Hiszpania, Holandia, Polska, Rosja, Szwecja, Węgry oraz Włochy). Łączna liczba respondentów wyniosła 10 011 osób w wieku od 18 do 65 lat.

Trump w obliczu dobrze znanych problemów

Wtorkowa sesja na rynku walutowym należała do zdecydowanie ciekawszych, aczkolwiek na solidne podbicie zmienności par dolarowych należy poczekać do jutrzejszej decyzji Fed w sprawie poziomu prowadzonej polityki monetarnej. Tuż przed południem uwagę inwestorów próbowała zwrócić wyższa inflacja CPI z Wielkiej Brytanii (3,1 proc., konsensus: 3,0 proc.), która uplasowała się tuż pod sześcioletnimi maksimami. Siłę argumentów w rękach bardziej jastrzębich przedstawicieli Banku Anglii wytrąciła dynamika cen bazowych trafiająca w oczekiwane 2,7 proc. r/r. Pod koniec dnia dodatkowy zastrzyk zmienności zapewnił kontrowersyjny wpis republikańskiego senatora Randa Paula, który sprzeciwiając się pogłębieniu długu publicznego wskazuje na rozłam we frakcjach popierających administrację Donalda Trumpa.

Obecnie gwiazdą koszyka walut G10 zostaje szwedzka korona (0,8 proc.) będąca beneficjentem silniejszej presji cenowej w listopadzie. Najnowsze szacunki wskazały podbicie rocznej stopy inflacji CPI do poziomu 1,9 proc., gdy ceny bazowe uplasowały się na poziomie wyznaczonym przez cel stabilności monetarnej Riksbanku (2,0 proc.). W cieniu skandynawskiego odpowiednika znajduje się australijski dolar (0,4 proc.), który ma za sobą gorsze wskazania nastrojów w biznesie. Listę głównych walut zamyka euro (-0,3 proc.) spychające parę EUR/USD w stronę poziomu 1,1720.

Na Starym Kontynencie uwagę inwestorów próbowały zwrócić oszacowania indeksu ZEW, który wskazał na postępującą poprawę oceny bieżącej (89,3 pkt, poprzednio: 88,8 pkt). Za oceanem pierwsze skrzypce próbowały grać najnowsze szacunki inflacji PPI, która z miesiąca na miesiąc odnotowała 0,4 proc. skok (konsensus: 0,3 proc.). Za silniejszą zmianą stoją przede wszystkim wyższe ceny energii (4,6 proc. m/m), których wpływ próbowały równoważyć niższe koszty handlu (-0,3 proc. m/m). Swoje pięć minut miała również polska gospodarka. Zgodnie z najnowszymi wyliczeniami NBP roczna stopa inflacji bazowej przyspieszyła do poziomu 0,9 proc., spełniając tym samym oczekiwania ankietowanych uczestników rynku.

Wtorkowe notowania na europejskich parkietach należały do stosunkowo udanych. Na czele frankfurckiej giełdy znalazły się walory RWE (2,5 proc.), które z nadwyżką wymazały wczorajsze spadki. W ścisłej czołówce swoje miejsce miały również walory Merck KGaA (1,5 proc.) za sprawą przetasowań w chińskiej filii spółki – władze chemicznego giganta poinformowały, że dyrektorem zarządzającym zostanie Allan Gabor. Skalę wzrostów indeksu DAX (0,5 proc.) skutecznie ograniczyła Lufthansa (-1,0 proc.), która posiada wyłącznie ważną ofertę na Niki, tj. niskobudżetową część upadłego Air Berlin.

Najsilniej zyskującą spółką w Londynie okazał się być Experian (2,5 proc.), który za sprawą dość szeroko zakrojonych planów inwestycyjnych zdołał uplasować się nad średnią z ostatnich 200 notowań. Wysoko znalazły się również walory BP (2,5 proc.) za sprawą doniesień związanych z kontraktem na wydobycie surowców w Omanie. Dzisiejszy ruch w stronę północy indeksu FTSE 100 (0,6 proc.) najsilniej wstrzymywały Sainsbury (-4,1 proc.) oraz WM Morrison (-4,5 proc.), które według szacunków Kantar odnotowały istotny spadek udziału w rynku.

Dzisiejsza sesja przy Książęcej stała pod znakiem powrotu nad okrągły poziom 2 400 pkt. Najsilniej zwyżkującą spółką indeksu WIG 20 (1,1 proc.) okazało się być PGNiG, które zyskało miano beneficjenta przychylnej noty analitycznej DM BDM z rekomendacją „akumuluj” (cena docelowa: 6,55 PLN, obecnie: 6,10 PLN). Swoją wczorajszą zniżkę usilnie próbował odrobić Orlen (2,5 proc.), któremu nie towarzyszyło kontynuacji wczorajszej passy przez Lotos (-1,5 proc.). W cieniu spadków rafineryjnego giganta znalazł się KGHM (-0,4 proc.) za sprawą rosnących obaw cen miedzi (0,4 proc.) w następnych kwartałach.

Na rynku surowców energetycznych obserwuje się dość pokaźną zniżkę. Uwagę inwestorów ponownie skradły styczniowe kontrakty na gaz ziemny, które zdołały potanieć 4,4 proc. względem wczorajszego zamknięcia. Rajd w stronę południa notuje również ropa naftowa. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate (-1,4 proc.) kosztuje 57,20 USD, gdy za Brent (-1,9 proc.) należy zapłacić 63,50 USD. Na rynku metali szlachetnych obserwuje się powrót do spadków. Obecnie złoto (-0,1 proc.) testuje wsparcie (1 240 USD), którego wyraźne przebicie zwiększy szansę podejścia pod 1 205 USD za uncję.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i stresem

Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i <a title=stresem" title="Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i stresem" />
Christian Kurmann
Christian Kurmann – Inclusive Leadership Inspirer

Wszyscy musimy mierzyć się z nieprzewidywalnością i stresem naszego codziennego życia. Jednak poziom niepewności, z jaką stykają się w swojej pracy zawodowej menadżerowie, zwłaszcza wyższego szczebla, jest tak duży, że może utrudnić podejmowanie efektywnych decyzji oraz zarządzanie firmą i zespołem.

Współczesny biznes podlega coraz szybszym zmianom. Kadra zarządzająca musi podejmować coraz bardziej złożone decyzje, mając na to dużo mniej czasu i jeszcze mniej danych. Menadżer ponosi odpowiedzialność za swój zespół i za realizację wyznaczonych celów, pośrednio więc za przyszłość firmy. Równocześnie wzrastają oczekiwania wobec niego ze strony udziałowców, rad nadzorczych i podwładnych. Ze względu na różnorodność, jaka cechuje współczesne przedsiębiorstwa, każdego dnia mierzy się z nieznanym – z nowymi rynkami, nową wiedzą i  nowymi ludźmi. To ogromna presja, która przytłacza, a czasem wręcz blokuje jego rozwój zawodowy i osobisty, zwłaszcza, że najprostszą formą obrony przed niepewnością wydaje się trwanie w utartych wzorcach, trzymanie się już zdobytej wiedzy i znanych schematów myślenia. Takie podejście jest jednak nieskuteczne.

Stare strategie nie działają

Wszyscy znamy powiedzenie „groźba jest silniejsza niż jej wykonanie”. Dokładnie tak samo jest z niepewnością, która sama w sobie jest większym źródłem lęku niż wydarzenia, których dotyczy. Niewiedza generuje stres, a to sprawia, że boimy się stawić czoła naszym obawom. Im bardziej się boimy, tym bardziej blokujemy się na nowe rozwiązania. Bo przecież najłatwiej pójść znaną ścieżką: pędzić do przodu, ciągle porównując się z innymi, sięgać po kolejne etapy awansu, wierząc, że są wyznacznikami naszego sukcesu. Czasem uważamy też, że łatwiej nam się uda opanować wewnętrzny i zewnętrzny chaos, jeśli pokażemy światu „twarde” cechy – arogancję, despotyzm, niecierpliwość czy upór. To autodestrukcyjne zachowania, które w dodatku zupełnie nie sprawdzają się w nowoczesnym modelu zarządzania firmą.

Recepta na niepewność

Wydaje się, że nie ma wyjścia z tego zamkniętego koła. Czy naprawdę nieodłączną częścią pracy menadżera musi być nieustanna niepewność i życie pod presją?

Z pewnością obydwa czynniki znacząco zaburzają osąd i jasność myślenia. Żeby pozbyć się tego wewnętrznego zamieszania, trzeba odnaleźć w sobie ciszę, która da wytchnienie umysłowi, zmęczonemu nieustanną gonitwą.

Zrelaksowany mózg w pełni rozumie i jasno postrzega rzeczywistość. Nie pozwala na samooszukiwanie się, na ucieczkę w stare, zawodne wzorce postępowania. Łatwiej za to przyswaja nową wiedzę i tworzy nowe ścieżki myślowe, które prowadzą do wypracowania cech kluczowych nie tylko w codziennym życiu, ale także w zarządzaniu firmą: odwagi, samoświadomości, jasności myślenia i empatii. Dzięki nim nie tylko zapanujemy nad  niepewnością, ale staniemy się prawdziwymi przywódcami „włączającymi”, czyli takimi, którzy potrafią angażować innych i rozwijać ich potencjał.

Jak odnaleźć w sobie ciszę?

Wielu menadżerów wysokiego szczebla stanowczo stwierdzi, że nie mają czasu na  lunch, a co dopiero na medytację w trakcie pracy. Ten moment wyciszenia może stać się jednak najwartościowszą pozycją dnia w ich terminarzu. Wszystkie badania wskazują, że stosowanie technik medytacyjnych w firmach nie tylko wpływa pozytywnie na zdrowie, ale też poprawia wyniki pracy i relacje z członkami zespołu, a także ułatwia radzenie sobie ze stresem i niepewnością. Zatrzymajmy się więc na moment. Bądźmy po prostu obecni. Poczujmy, a nie działajmy. Możemy zacząć od najprostszej czynności – świadomego oddychania. Nawet kilka minut skupienia na spokojnym, regularnym oddechu pomoże nam w stopniowym budowaniu samoświadomości i uważności.

Korzyści ze spokoju

Firma to środowisko podlegające nieustannym zmianom i generujące wysoki poziom niepewności. Rynek stawia przed nią wciąż nowe wyzwania, które obnażają niedostatki tradycyjnego modelu przywództwa. Dlatego menadżerowie muszą zdać sobie sprawę, że jedyną stałą rzeczą w zarządzaniu współczesnym przedsiębiorstwem jest właśnie niepewność.

Zarządzanie w warunkach niepewności jest dużym wyzwaniem, ale może też być znakomitą okazją dla osobistego i zawodowego rozwoju. Dzięki ćwiczeniom świadomej uważności i  technik medytacyjnych wzrasta poczucie zaufania do siebie i do innych. To istotny aspekt prowadzenia firmy, gdyż tylko mając zaufanie do współpracowników, możemy delegować im zadania, zwiększać zakres ich kompetencji i włączać do kolejnych procesów w firmie. Tak  tworzymy poczucie wspólnoty w zespole i zwiększamy inteligencję kulturową, czyli umiejętność odczytywania różnic kulturowych i stosowania się do nich w nowych środowiskach. W warunkach różnorodności współczesnego biznesu to niezbędna umiejętność w zarządzaniu firmą.

Wewnętrzny spokój prowadzi do jasnego i klarownego myślenia i rozwinięcia samoświadomości. Jeśli jesteśmy świadomi siebie i sygnałów, jakie wysyłamy otoczeniu, łatwiej podejmujemy dobre decyzje i jesteśmy postrzegani jako wiarygodni liderzy.

Wyciszony umysł łatwiej otwiera się na innych i dostrzega racje drugiej strony, jednym słowem, buduje w nas empatię.

Samoświadomość, odwaga, empatia i jasność myślenia to cztery najważniejsze cechy dobrego menadżera, który chce zostać prawdziwym przywódcą włączającym, inspirującym innych do rozwoju i nie poddającym się presji i niepewności. A pierwszym krokiem do tego, aby je osiągnąć, jest wyciszenie i spokój, płynący z wnętrza.

Autor: Christian Kurmann

Banki inwestują w sztuczną inteligencję. Wartość rynku deep learning do 2022 r. wzrośnie o ponad 60 proc.

Według szacunków firmy Nilson, do 2021 r. straty finansowe sektora bankowego z powodu oszustw dokonanych z użyciem kart płatniczych globalnie wyniosą 32,96 mld dolarów[1]. W stosunku do roku 2016 będzie to wzrost prawie o 17 proc. Zastosowanie rozwiązań opartych na technologii sztucznej inteligencji (AI), w tym m.in. na algorytmach deep learning jest szansą na zmniejszenie skali tego zjawiska. W dodatku 67 proc. finansistów biorących udział w międzynarodowym badaniu branży[2] uważa, że zastosowanie przez banki technologii AI pomoże w zwiększeniu efektywności procesów płatniczych i szacuje, że ta poprawa może nastąpić już w ciągu dwóch lat.

Rozwój szybkiego Internetu, technologii informatycznych oraz zwiększona dostępność rozwiązań, które pozwalają na przechowywanie masowej ilości danych, przyczyniły się jednocześnie do wzrostu zainteresowania technologią AI. Według danych zebranych przez Grand View Research, do 2025 r. wartość światowego rynku sztucznej inteligencji wyniesie już 35,870.0 mln dolarów (wzrost o blisko 60 proc. w stosunku do 2017 r.). Z kolei jak szacuje IDC, do 2019 r. globalny rynek oprogramowania do analizowania treści i obsługi systemów kognitywnych będzie wart 9,2 mld dolarów – dwukrotnie więcej niż w 2014 r. Trzy branże inwestujące najwięcej w systemy kognitywne to: bankowość (20 proc.), ochrona zdrowia (18 proc.) i handel detaliczny (17 proc.)[3].

– Pierwsze miejsce sektora bankowego w tym zestawieniu nie zaskakuje. Systemy informatyczne oparte na sztucznej inteligencji, które nie tylko przetwarzają dane, ale same uczą się je analizować, będą coraz częściej wykorzystywane przez instytucje finansowe. Zadaniem tej technologii jest automatyczne rozpoznawanie oraz analiza zagrożeń w cyberprzestrzeni związanych np. z oszustwami finansowymi. Przyszłością dla sektora bankowego jest deep learning (uczenie głębokie). Rynek technologii opartych na uczeniu głębokim rozwija się niezwykle szybko. Do 2022 r. będzie wart 1,722.9 mln dolarów, czyli w stosunku do 2016 r. wzrośnie o 65 proc[4]. Uczenie głębokie jest podklasą uczenia maszynowego, inną, ważną dyscypliną z obszaru badań nad sztuczną inteligencją. Deep learning to określony sposób wykorzystania algorytmów, oparty na sztucznych sieciach neuronowych – komentuje Marcin Jaworski, Senior Solutions Architect, Linux Polska.

Deep learning w walce z cyberprzestępczością w sektorze finansowym

Według Cisco Systems, średni czas wykrycia błędu lub włamania do systemów zabezpieczeń stosowanych przez sektor finansowy to aż 100 dni. Dlatego istnieje konieczność poszukiwania coraz to nowych rozwiązań z obszaru IT, które pomogłyby w walce z cyberprzestępczością.

– Klienci banków chcą mieć dzisiaj nieograniczony i bezpieczny dostęp do bankowości elektronicznej, ale również do innowacyjnych usług finansowych, takich jak np. płatności mobilne czy możliwości korzystania z internetowych serwisów płatniczych, jak np. PayPal. Te nowoczesne rozwiązania wymagają nowych sposobów dbania o bezpieczeństwo transakcji finansowych dokonywanych w Internecie. Z pomocą przychodzi technologia sztucznej inteligencji. Technologia głębokiego uczenia przeżywa od kilku lat rozkwit. Wiąże się to po pierwsze, z ilością danych – obrazowych, tekstowych, transakcyjnych – którymi możemy „karmić” sieci neuronowe. Po drugie, wzrost popularności tego podejścia jest wynikiem zwiększonej dostępności procesorów graficznych (GPU), które przyspieszają zaawansowane obliczenia matematyczne niezbędne w procesie deep learning. Po trzecie, wzrost skuteczności metod uczenia głębokiego wiąże się z udoskonalaniem samych algorytmów i architektury sieci neuronowych – zaznacza Marcin Jaworski, Linux Polska.

Sztuczna inteligencja pod postacią algorytmów uczenia maszynowego od ponad trzech dekad wspomaga bankowe systemy zabezpieczeń. Klasyczne techniki uczenia maszynowego nie zawsze okazywały się skuteczne z uwagi na niedoreprezentowanie zachowań przestępczych w puli transakcji. Rozwiązaniem tego problemu może być uczenie głębokie.

– Przykładem wykorzystania technik deep learning w obszarze cyberbezpieczeństwa może być wykrywanie oszustw finansowych przy pomocy tzw. autoenkoderów (deep autoencoder network), czyli sieci neuronowych, które tworzą własne reprezentacje danych wejściowych, np. transakcji finansowych, a następnie dekodują je, odpowiadając jednocześnie na pytanie, czy w kontekście wewnętrznej struktury danych wybrana transakcja jest anomalią– dodaje Marcin Jaworski, Linux Polska.

Szansa na poprawę efektywności procesów płatniczych

Sposoby uczenia sieci, także w przypadku deep learning możemy podzielić na nienadzorowane i nadzorowane. Stosowane do wykrywania oszustw finansowych modele nienadzorowane mogą być wykorzystywane do wyszukiwania i izolowania anomalii. Z kolei te nadzorowane mogą być używane do rozróżnienia, czy te nieprawidłowości, np. wielokrotne próby logowania się do systemu bankowości elektronicznej, w rzeczywistości są naruszeniem bezpieczeństwa danych czy tylko „nietypowym” zachowaniem użytkownika.

– Dla firm z sektora finansowego jest niezwykle ważne, aby nowoczesne systemy zabezpieczeń stosowane np. przez banki nie tylko pomagały w wykrywaniu nieuprawnionych transakcji finansowych, ale również bezbłędnie rozpoznawały transakcje prawidłowo przeprowadzone przez klientów. Jeżeli tak się nie dzieje, są one wtedy traktowane jako podejrzane działania, którym system „odmówi” uwierzytelnienia. Na ten problem zwraca uwagę raport “Leveraging artificial intelligence for payments efficiency”, przygotowany wspólnie przez firmy Finextra i Pelican. Blisko 3 na 4 respondentów dostrzega potencjał sztucznej inteligencji w usuwaniu nieefektywności z procesów płatniczych – komentuje Marcin Jaworski, Linux Polska.

Sztuczna inteligencja na celowniku polskiego sektora finansowego

Jak zauważa Marcin Jaworski, jest kwestią czasu, kiedy rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji oparte na technologii deep learning zaczną być wykorzystywane na szeroką skalę. Także polskie firmy, przede wszystkim te z sektora bankowego i ubezpieczeń coraz częściej dostrzegają wartość tego podejścia. Jest to widoczne, chociażby w tematyce konferencji branżowych poświęconych cyberbezpieczeństwu, podczas których wątek deep learning jest stale obecny.

– W Linux Polska pracujemy nad rozwiązaniem wykorzystującym algorytmy uczenia głębokiego, które będzie dedykowane branży ubezpieczeniowej. Pozwoli ono usprawnić proces likwidacji szkód. Testy rynkowe planujemy już na początek przyszłego roku. Nawiązaliśmy także współpracę z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej, by rozwijać narzędzia informatyczne oparte na sztucznej inteligencji. Jako partner tego ośrodka naukowego prowadzimy własne badania rozwojowe dotyczące wykorzystania deep learning w procesie segmentacji semantycznej zdjęć satelitarnych (wyodrębnienie konkretnych klas obiektów) – wyjaśnia Marcin Jaworski, Linux Polska.

[1]The Nilson Report, Card Fraud Worldwide, listopad 2017.

[2]Finextra in association with Pelican, AI in payments: The last mile in efficiency, wrzesień 2016.

[3]DC, Worldwide Semiannual Cognitive System Spending Guide.

[4]Marketsandmarkets.com, Deep Learning Market by Application (Image Recognition, Signal Recognition, Data Mining), Offering (Hardware (Von Neumann and Neuromorphic Chip), and Software), End-User Industry, and Geography – Global Forecasts to 2022, listopad 2016.