Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i stresem

Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i <a title=stresem" title="Nowe sposoby, które mogą pomóc menadżerom radzić sobie z niepewnością i stresem" />
Christian Kurmann
Christian Kurmann – Inclusive Leadership Inspirer

Wszyscy musimy mierzyć się z nieprzewidywalnością i stresem naszego codziennego życia. Jednak poziom niepewności, z jaką stykają się w swojej pracy zawodowej menadżerowie, zwłaszcza wyższego szczebla, jest tak duży, że może utrudnić podejmowanie efektywnych decyzji oraz zarządzanie firmą i zespołem.

Współczesny biznes podlega coraz szybszym zmianom. Kadra zarządzająca musi podejmować coraz bardziej złożone decyzje, mając na to dużo mniej czasu i jeszcze mniej danych. Menadżer ponosi odpowiedzialność za swój zespół i za realizację wyznaczonych celów, pośrednio więc za przyszłość firmy. Równocześnie wzrastają oczekiwania wobec niego ze strony udziałowców, rad nadzorczych i podwładnych. Ze względu na różnorodność, jaka cechuje współczesne przedsiębiorstwa, każdego dnia mierzy się z nieznanym – z nowymi rynkami, nową wiedzą i  nowymi ludźmi. To ogromna presja, która przytłacza, a czasem wręcz blokuje jego rozwój zawodowy i osobisty, zwłaszcza, że najprostszą formą obrony przed niepewnością wydaje się trwanie w utartych wzorcach, trzymanie się już zdobytej wiedzy i znanych schematów myślenia. Takie podejście jest jednak nieskuteczne.

Stare strategie nie działają

Wszyscy znamy powiedzenie „groźba jest silniejsza niż jej wykonanie”. Dokładnie tak samo jest z niepewnością, która sama w sobie jest większym źródłem lęku niż wydarzenia, których dotyczy. Niewiedza generuje stres, a to sprawia, że boimy się stawić czoła naszym obawom. Im bardziej się boimy, tym bardziej blokujemy się na nowe rozwiązania. Bo przecież najłatwiej pójść znaną ścieżką: pędzić do przodu, ciągle porównując się z innymi, sięgać po kolejne etapy awansu, wierząc, że są wyznacznikami naszego sukcesu. Czasem uważamy też, że łatwiej nam się uda opanować wewnętrzny i zewnętrzny chaos, jeśli pokażemy światu „twarde” cechy – arogancję, despotyzm, niecierpliwość czy upór. To autodestrukcyjne zachowania, które w dodatku zupełnie nie sprawdzają się w nowoczesnym modelu zarządzania firmą.

Recepta na niepewność

Wydaje się, że nie ma wyjścia z tego zamkniętego koła. Czy naprawdę nieodłączną częścią pracy menadżera musi być nieustanna niepewność i życie pod presją?

Z pewnością obydwa czynniki znacząco zaburzają osąd i jasność myślenia. Żeby pozbyć się tego wewnętrznego zamieszania, trzeba odnaleźć w sobie ciszę, która da wytchnienie umysłowi, zmęczonemu nieustanną gonitwą.

Zrelaksowany mózg w pełni rozumie i jasno postrzega rzeczywistość. Nie pozwala na samooszukiwanie się, na ucieczkę w stare, zawodne wzorce postępowania. Łatwiej za to przyswaja nową wiedzę i tworzy nowe ścieżki myślowe, które prowadzą do wypracowania cech kluczowych nie tylko w codziennym życiu, ale także w zarządzaniu firmą: odwagi, samoświadomości, jasności myślenia i empatii. Dzięki nim nie tylko zapanujemy nad  niepewnością, ale staniemy się prawdziwymi przywódcami „włączającymi”, czyli takimi, którzy potrafią angażować innych i rozwijać ich potencjał.

Jak odnaleźć w sobie ciszę?

Wielu menadżerów wysokiego szczebla stanowczo stwierdzi, że nie mają czasu na  lunch, a co dopiero na medytację w trakcie pracy. Ten moment wyciszenia może stać się jednak najwartościowszą pozycją dnia w ich terminarzu. Wszystkie badania wskazują, że stosowanie technik medytacyjnych w firmach nie tylko wpływa pozytywnie na zdrowie, ale też poprawia wyniki pracy i relacje z członkami zespołu, a także ułatwia radzenie sobie ze stresem i niepewnością. Zatrzymajmy się więc na moment. Bądźmy po prostu obecni. Poczujmy, a nie działajmy. Możemy zacząć od najprostszej czynności – świadomego oddychania. Nawet kilka minut skupienia na spokojnym, regularnym oddechu pomoże nam w stopniowym budowaniu samoświadomości i uważności.

Korzyści ze spokoju

Firma to środowisko podlegające nieustannym zmianom i generujące wysoki poziom niepewności. Rynek stawia przed nią wciąż nowe wyzwania, które obnażają niedostatki tradycyjnego modelu przywództwa. Dlatego menadżerowie muszą zdać sobie sprawę, że jedyną stałą rzeczą w zarządzaniu współczesnym przedsiębiorstwem jest właśnie niepewność.

Zarządzanie w warunkach niepewności jest dużym wyzwaniem, ale może też być znakomitą okazją dla osobistego i zawodowego rozwoju. Dzięki ćwiczeniom świadomej uważności i  technik medytacyjnych wzrasta poczucie zaufania do siebie i do innych. To istotny aspekt prowadzenia firmy, gdyż tylko mając zaufanie do współpracowników, możemy delegować im zadania, zwiększać zakres ich kompetencji i włączać do kolejnych procesów w firmie. Tak  tworzymy poczucie wspólnoty w zespole i zwiększamy inteligencję kulturową, czyli umiejętność odczytywania różnic kulturowych i stosowania się do nich w nowych środowiskach. W warunkach różnorodności współczesnego biznesu to niezbędna umiejętność w zarządzaniu firmą.

Wewnętrzny spokój prowadzi do jasnego i klarownego myślenia i rozwinięcia samoświadomości. Jeśli jesteśmy świadomi siebie i sygnałów, jakie wysyłamy otoczeniu, łatwiej podejmujemy dobre decyzje i jesteśmy postrzegani jako wiarygodni liderzy.

Wyciszony umysł łatwiej otwiera się na innych i dostrzega racje drugiej strony, jednym słowem, buduje w nas empatię.

Samoświadomość, odwaga, empatia i jasność myślenia to cztery najważniejsze cechy dobrego menadżera, który chce zostać prawdziwym przywódcą włączającym, inspirującym innych do rozwoju i nie poddającym się presji i niepewności. A pierwszym krokiem do tego, aby je osiągnąć, jest wyciszenie i spokój, płynący z wnętrza.

Autor: Christian Kurmann

Banki inwestują w sztuczną inteligencję. Wartość rynku deep learning do 2022 r. wzrośnie o ponad 60 proc.

Według szacunków firmy Nilson, do 2021 r. straty finansowe sektora bankowego z powodu oszustw dokonanych z użyciem kart płatniczych globalnie wyniosą 32,96 mld dolarów[1]. W stosunku do roku 2016 będzie to wzrost prawie o 17 proc. Zastosowanie rozwiązań opartych na technologii sztucznej inteligencji (AI), w tym m.in. na algorytmach deep learning jest szansą na zmniejszenie skali tego zjawiska. W dodatku 67 proc. finansistów biorących udział w międzynarodowym badaniu branży[2] uważa, że zastosowanie przez banki technologii AI pomoże w zwiększeniu efektywności procesów płatniczych i szacuje, że ta poprawa może nastąpić już w ciągu dwóch lat.

Rozwój szybkiego Internetu, technologii informatycznych oraz zwiększona dostępność rozwiązań, które pozwalają na przechowywanie masowej ilości danych, przyczyniły się jednocześnie do wzrostu zainteresowania technologią AI. Według danych zebranych przez Grand View Research, do 2025 r. wartość światowego rynku sztucznej inteligencji wyniesie już 35,870.0 mln dolarów (wzrost o blisko 60 proc. w stosunku do 2017 r.). Z kolei jak szacuje IDC, do 2019 r. globalny rynek oprogramowania do analizowania treści i obsługi systemów kognitywnych będzie wart 9,2 mld dolarów – dwukrotnie więcej niż w 2014 r. Trzy branże inwestujące najwięcej w systemy kognitywne to: bankowość (20 proc.), ochrona zdrowia (18 proc.) i handel detaliczny (17 proc.)[3].

– Pierwsze miejsce sektora bankowego w tym zestawieniu nie zaskakuje. Systemy informatyczne oparte na sztucznej inteligencji, które nie tylko przetwarzają dane, ale same uczą się je analizować, będą coraz częściej wykorzystywane przez instytucje finansowe. Zadaniem tej technologii jest automatyczne rozpoznawanie oraz analiza zagrożeń w cyberprzestrzeni związanych np. z oszustwami finansowymi. Przyszłością dla sektora bankowego jest deep learning (uczenie głębokie). Rynek technologii opartych na uczeniu głębokim rozwija się niezwykle szybko. Do 2022 r. będzie wart 1,722.9 mln dolarów, czyli w stosunku do 2016 r. wzrośnie o 65 proc[4]. Uczenie głębokie jest podklasą uczenia maszynowego, inną, ważną dyscypliną z obszaru badań nad sztuczną inteligencją. Deep learning to określony sposób wykorzystania algorytmów, oparty na sztucznych sieciach neuronowych – komentuje Marcin Jaworski, Senior Solutions Architect, Linux Polska.

Deep learning w walce z cyberprzestępczością w sektorze finansowym

Według Cisco Systems, średni czas wykrycia błędu lub włamania do systemów zabezpieczeń stosowanych przez sektor finansowy to aż 100 dni. Dlatego istnieje konieczność poszukiwania coraz to nowych rozwiązań z obszaru IT, które pomogłyby w walce z cyberprzestępczością.

– Klienci banków chcą mieć dzisiaj nieograniczony i bezpieczny dostęp do bankowości elektronicznej, ale również do innowacyjnych usług finansowych, takich jak np. płatności mobilne czy możliwości korzystania z internetowych serwisów płatniczych, jak np. PayPal. Te nowoczesne rozwiązania wymagają nowych sposobów dbania o bezpieczeństwo transakcji finansowych dokonywanych w Internecie. Z pomocą przychodzi technologia sztucznej inteligencji. Technologia głębokiego uczenia przeżywa od kilku lat rozkwit. Wiąże się to po pierwsze, z ilością danych – obrazowych, tekstowych, transakcyjnych – którymi możemy „karmić” sieci neuronowe. Po drugie, wzrost popularności tego podejścia jest wynikiem zwiększonej dostępności procesorów graficznych (GPU), które przyspieszają zaawansowane obliczenia matematyczne niezbędne w procesie deep learning. Po trzecie, wzrost skuteczności metod uczenia głębokiego wiąże się z udoskonalaniem samych algorytmów i architektury sieci neuronowych – zaznacza Marcin Jaworski, Linux Polska.

Sztuczna inteligencja pod postacią algorytmów uczenia maszynowego od ponad trzech dekad wspomaga bankowe systemy zabezpieczeń. Klasyczne techniki uczenia maszynowego nie zawsze okazywały się skuteczne z uwagi na niedoreprezentowanie zachowań przestępczych w puli transakcji. Rozwiązaniem tego problemu może być uczenie głębokie.

– Przykładem wykorzystania technik deep learning w obszarze cyberbezpieczeństwa może być wykrywanie oszustw finansowych przy pomocy tzw. autoenkoderów (deep autoencoder network), czyli sieci neuronowych, które tworzą własne reprezentacje danych wejściowych, np. transakcji finansowych, a następnie dekodują je, odpowiadając jednocześnie na pytanie, czy w kontekście wewnętrznej struktury danych wybrana transakcja jest anomalią– dodaje Marcin Jaworski, Linux Polska.

Szansa na poprawę efektywności procesów płatniczych

Sposoby uczenia sieci, także w przypadku deep learning możemy podzielić na nienadzorowane i nadzorowane. Stosowane do wykrywania oszustw finansowych modele nienadzorowane mogą być wykorzystywane do wyszukiwania i izolowania anomalii. Z kolei te nadzorowane mogą być używane do rozróżnienia, czy te nieprawidłowości, np. wielokrotne próby logowania się do systemu bankowości elektronicznej, w rzeczywistości są naruszeniem bezpieczeństwa danych czy tylko „nietypowym” zachowaniem użytkownika.

– Dla firm z sektora finansowego jest niezwykle ważne, aby nowoczesne systemy zabezpieczeń stosowane np. przez banki nie tylko pomagały w wykrywaniu nieuprawnionych transakcji finansowych, ale również bezbłędnie rozpoznawały transakcje prawidłowo przeprowadzone przez klientów. Jeżeli tak się nie dzieje, są one wtedy traktowane jako podejrzane działania, którym system „odmówi” uwierzytelnienia. Na ten problem zwraca uwagę raport “Leveraging artificial intelligence for payments efficiency”, przygotowany wspólnie przez firmy Finextra i Pelican. Blisko 3 na 4 respondentów dostrzega potencjał sztucznej inteligencji w usuwaniu nieefektywności z procesów płatniczych – komentuje Marcin Jaworski, Linux Polska.

Sztuczna inteligencja na celowniku polskiego sektora finansowego

Jak zauważa Marcin Jaworski, jest kwestią czasu, kiedy rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji oparte na technologii deep learning zaczną być wykorzystywane na szeroką skalę. Także polskie firmy, przede wszystkim te z sektora bankowego i ubezpieczeń coraz częściej dostrzegają wartość tego podejścia. Jest to widoczne, chociażby w tematyce konferencji branżowych poświęconych cyberbezpieczeństwu, podczas których wątek deep learning jest stale obecny.

– W Linux Polska pracujemy nad rozwiązaniem wykorzystującym algorytmy uczenia głębokiego, które będzie dedykowane branży ubezpieczeniowej. Pozwoli ono usprawnić proces likwidacji szkód. Testy rynkowe planujemy już na początek przyszłego roku. Nawiązaliśmy także współpracę z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej, by rozwijać narzędzia informatyczne oparte na sztucznej inteligencji. Jako partner tego ośrodka naukowego prowadzimy własne badania rozwojowe dotyczące wykorzystania deep learning w procesie segmentacji semantycznej zdjęć satelitarnych (wyodrębnienie konkretnych klas obiektów) – wyjaśnia Marcin Jaworski, Linux Polska.

[1]The Nilson Report, Card Fraud Worldwide, listopad 2017.

[2]Finextra in association with Pelican, AI in payments: The last mile in efficiency, wrzesień 2016.

[3]DC, Worldwide Semiannual Cognitive System Spending Guide.

[4]Marketsandmarkets.com, Deep Learning Market by Application (Image Recognition, Signal Recognition, Data Mining), Offering (Hardware (Von Neumann and Neuromorphic Chip), and Software), End-User Industry, and Geography – Global Forecasts to 2022, listopad 2016.

Inflacja bazowa obojętna na pędzącą gospodarkę

W listopadzie dynamika inflacji bazowej podniosła się z 0,8 do 0,9 proc. r/r. To wartość minimalnie powyżej prognoz TMS Brokers i zgodna z rynkowym konsensusem. Pomimo szybkiego tempa wzrostu i zacieśniającej się sytuacji na rynku pracy nadal nie widać w Polsce oznak narastania presji cenowej w mniej zmiennych kategoriach. Dynamika wskaźnika od marca 2014 roku nie przybrała dynamiki przekraczającej 1 proc. rok do roku. Po odczycie złoty (od rana minimalnie tracący na wartości) pozostał stabilny. Euro wyceniane jest na nieco ponad 4,2030 zł.

Przypomnijmy, że wczoraj GUS potwierdził odczyt inflacji CPI na poziomie 2,5 proc. Za powrót dynamiki inflacji konsumenckiej do celu NBP w niemal równym stopniu odpowiadały dwie kategorie: koszty transportu oraz żywność. Nie jest to nic nowego. Żywność drożeje nieprzerwanie od wiosny a w ostatnim roku kategoria ta tylko dwa razy nie zanotowała miesięcznych wzrostów. Ceny paliw podskoczyły w samym tylko listopadzie o kilkanaście groszy, a kurs ropy na globalnych rynkach od czerwca podniósł się o ponad 20 dolarów za baryłkę (co oznacza około 50 – proc. wzrost).

Jakie perspektywy stoją przed inflacją w Polsce? Osiągnięcie celu NBP przez dynamikę CPI nie jest zwiastunem dalszych bezpośrednich wzrostów dynamiki cen. Wręcz przeciwnie: w grudniu główny wskaźnik powróci w okolice 2,0 proc. rok do roku. Następnie oczekujemy kilku miesięcy stabilizacji, powrotu ponad cel NBP na wiosnę i szczytu dynamiki inflacji w połowie roku. W naszych wstępnych szacunkach przebiegu ścieżki cen wypadnie on w okolicach 3,0 proc. Nie widzimy dużego zagrożenia, że inflacja opuści optymalny z punktu widzenia mandatu NBP przedział 1,5 – 3,5 proc. rok do roku.

Warto odnotować, że w naszych projekcjach inflacja bazowa stopniowo będzie rosnąć w kierunku dynamiki na pułapie 1,5 proc. rok do roku. Zostanie ona przekroczona latem przyszłego roku, co podsycać będzie (w naszym scenariuszu bezowocne) dyskusje w RPP na temat konieczności podwyżek stóp w przyszłym roku. Warto dodać, że ceny żywności powinny się normalizować. Powtórzenie się kumulacji szoków podażowych z tego roku jest skrajnie mało prawdopodobne. Ceny ropy na globalnych rynkach również nie mają naszym zdaniem potencjału do zwyżek mogących nadal podnosić trajektorię inflacji. Innymi słowy: w 2018 roku dojdzie do zmiany ról: żywność i ceny paliw zaczną oddziaływać dezinflacyjnie a przyspieszenie dynamiki cen konsumenckich będzie pochodną tendencji w kategoriach bazowych.

Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS Brokers S.A.

Najwięcej transakcji na rynku walutowym robią klienci indywidualni, obroty generują głównie firmy

Jak wskazują dane zaprezentowane przez internetowy kantor Waluteo, w drugiej połowie br. klienci indywidualni zrobili aż 60,9 proc. transakcji walutowych. Udział firm wyniósł natomiast 39,1 proc. Największe kwoty wymienią przedsiębiorstwa prowadzące działalność zagraniczną import-eksport, najwięcej transakcji robią frankowicze, osoby pracujące za granicą i turyści. Rynek e-kantorów cały czas rośnie, bo jest po prostu tańszy od stacjonarnych rozwiązań.

Jak wskazuje Waluteo, mimo iż klienci indywidualni wykonują najwięcej transakcji, wygenerowali oni jedynie 37,7 proc. całościowego obrotu, w przypadku firmy wskaźnik ten wyniósł natomiast aż 62,3 proc..

Indywidualnemu klientowi e-kantory zapewniają przede wszystkim możliwość szybkiego, ale jednocześnie zaplanowanego i bezpiecznego, zaopatrzenia się w pieniądze na zagraniczną wycieczkę, kredytobiorcom zmniejszają wysokość raty kredytu walutowego, co pozwala zaoszczędzić nawet kilkanaście tysięcy złotych, a osobom pracującym za granicą zwiększają wypłatę. Firmom zapewniają wygodę obsługi, bezpieczeństwo, często możliwość dodatkowej negocjacji kursu waluty, a przede wszystkim dużo atrakcyjniejsze kursy wymiany niż w bankach i kantorach stacjonarnych, co zwiększa rentowność prowadzonego biznesu.

Według kursu waluty na dzień 4 grudnia br., największa transakcja klienta indywidualnego wyniosła 567 568 zł, a firmy 439 325,64 zł. Najmniejsze transakcje opiewały zaś na kilkanaście złotych. Tak wysokie wymieniane kwoty nie dziwią. Przy oferowanych przez Waluteo najlepszych na rynku warunkach oznacza to spore oszczędności dla wymieniającego – mówi Marcin Kiepas, Główny analityk Waluteo.

Średnia wartość transakcji klientów indywidualnych według kursu waluty z 04.12.2017 to 9396,56 zł, natomiast dla firm było to 25031,45 zł. Tutaj widać znaczącą różnicę, która wpływa na obrót. Firmy średnio wymieniają znacznie więcej, niż klienci indywidualni. Dynamiczny rozwój rynku e-kantorów w Polsce każe oczekiwać, że z każdym rokiem coraz większa grupa przedsiębiorców będzie korzystała z ich usług, co będzie systematycznie podnosić średnią wielkość transakcji.

Najpopularniejszą walutą według ilości transakcji niezmiennie pozostaje EUR – 85,046%, następnie CHF – 7,483%, USD – 3,443% oraz GBP – 1,395%. Poniżej jednego procenta transakcji wyrabiają takie waluty jak: NOK – 0,861%, DKK – 0,479%, SEK – 0,352%, JPY – 0,303%, CAD – 0,297%, CZK – 0,145%, AUD – 0,103%, HUF – 0,048%.

W kantorach internetowych wymienia się wysokie kwoty, ponieważ jedną z ich największych zalet jest przede wszystkim bezpieczeństwo i niskie koszty. Operacje te odbywają się w całości elektronicznie, co oznacza brak konieczności trzymania przy sobie większej ilości gotówki. Wystarczy przelew na konto, wybór oraz wymiana i z powrotem otrzymujemy wybraną walutę na konto.

Kreatywnie. Przedsiębiorczo. Po łódzku

Gra, która zyskała ponad milion zwolenników na całym świecie, awangardowe skarpetki  sprzedające się w 25 tysiącach egzemplarzy rocznie czy rajstopy z lokalnymi wzorami, o które zabiegają zagraniczne firmy. To tylko niewielki procent biznesów z Łodzi, które sławią miasto nie tylko w całej Polsce, ale i poza jej granicami. Jak w mieście kreatywnych wspiera się biznes?

Niedawne przystąpienie Łodzi do sieci Miast Kreatywnych UNESCO, konkurs Lokale dla Kreatywnych czy program Kreatywna Przedsiębiorczość to działania, które wspierają twórczą stronę miasta. A jest co wspierać. Według danych, biznes w Łodzi ma się coraz lepiej. Tylko w 2017 r. w mieście powstało ponad 4 tysiące indywidualnych działalności gospodarczych i niemal 900 spółek prawa handlowego[1].

Lokalne biznesy wizytówką miasta

Ponad milion sprzedanych egzemplarzy i kilkadziesiąt zdobytych nagród przyczyniło się do rozgłosu na skalę światową marki SUPERHOT – innowacyjnej gry, która w ramach zbiórki społecznej na portalu Kickstarter zebrała 250 tysięcy dolarów na rozwój. Aktualnie, będąc jedyną polską produkcją pośród ponad setki gier zgłoszonej w 29 kategoriach, została nominowana do konkursu The Game Awards 2017 jako „Najlepsza gra VR/AR”. Ze względu na rodzaj i profesjonalizm wykonywanej pracy, klientów z całej Polski ma także Polkadot, łódzkie studio graficzne. – Nasze projekty doceniają nie tylko lokalni klienci. Mimo, iż nie brakuje nam zleceń z całej Polski, cieszymy się, że pracujemy w Łodzi, ponieważ tutaj mamy rodziny, przyjaciół i tu czujemy się dobrze – komentują Hanna Niemierowicz i Aleksandra Woźniakzałożycielki Polkadot. Prowadzą one także wykłady i warsztaty o tematyce związanej z projektowaniem graficznym, a prace studia graficznego wielokrotnie były prezentowane w Polsce i za granicą na wystawach czy w wydawnictwach branżowych.

Przedsiębiorczość wyniesiona z domu i szkoły

Łódzkie uczelnie kończy rocznie prawie 22 tysięcy młodych ludzi. Według pracodawców szkoły wyższe w mieście skutecznie przygotowują ich do wejścia na rynek pracy. – Atutem miasta jest z pewnością zaplecze łódzkiej filmówki, ASP, Politechniki czy Uniwersytetu Łódzkiego, które stanowią solidną bazę dobrze wykwalifikowanych pracowników – dodaje Brand Manager marki SUPERHOT, Piotr Jaros.

Wielu łodzian, którzy zdecydowali się „przejść na swoje” zaczyna karierę przedsiębiorcy od razu po skończeniu studiów. – Skończone studia architektoniczne na Politechnice Łódzkiej i ASP dały mi dodatkowo dużą wiedzę i świadomość tego, czym chce się zajmować – mówi Marta Ogrodowczyk, założycielka marki NOTEKA, sklepu internetowego z designerskimi artykułami biurowymi. – Przedsiębiorczość można mieć w genach. Moi rodzice w czasie swojej młodości również założyli w Łodzi własną działalność. Wśród moich znajomych także jest wiele kreatywnych i przedsiębiorczych osób. Przebywając w takim otoczeniu człowiek szybko zaczyna marzyć o własnym biznesie – dodaje.

W Łodzi ma kto wspierać

W mieście nie brakuje podmiotów, które pomagają młodym przedsiębiorcom w rozwoju ich firm. Jednym z nich jest Art Inkubator, czyli miejsce zapewniające pomoc firmom z branży kreatywnej na starcie i przez pierwsze lata funkcjonowania. Elementem działań promujących kreatywne przedsięwzięcia jest również „Katalog produktów i usług” łódzkiego sektora kreatywnego. Został on stworzony, by promować przedsiębiorców z Łodzi na arenie międzynarodowej podczas wydarzeń poświęconych branżom kreatywnym. Katalog powstał przy współpracy Urzędu Miasta Łodzi oraz Łódź Design Festival – międzynarodowego wydarzenia, które od 11 lat promuje młode, lokalne marki. – Podczas tegorocznej edycji Łódź Design Festival, zaprezentowało się u nas ponad 30 łódzkich firm z branży wzorniczej, m.in. Wood & Paper, Tartaruga czy Hello Pets. Cel jest zawsze taki sam – chcemy pokazać potencjał naszego miasta szerokiemu gronu odbiorców z Polski i ze świata, prezentując produkty wykonane przez rodzime marki. Dzięki projektowi „Promocja gospodarcza łódzkiego sektora kreatywnego”, którego elementem jest właśnie katalog lokalnych firm, młodzi i zdolni projektanci mogli zaprezentować swoje produkty nie tylko na Łódź Design Festival, ale także na wydarzeniach branżowych, jak London Design Fair, Dutch Design Week czy targi Formex – mówi Michał Piernikowski, dyrektor Łódź Design Festival.

O wsparciu, jakie można uzyskać w mieście mówią także właściciele marki SUPERHOT. Firma uczestniczyła w Łódzkim Klastrze Gamedv – pierwszym projekcie w województwie, który stworzył możliwość rozwoju producentom gier komputerowych. Firmy zrzeszone w Klastrze otrzymują wsparcie m.in. w promocji i dystrybucji, pozyskaniu źródeł finansowania, czy kwestiach prawnych. – Rynek gamedv zaczyna być w mieście dostrzegany. Są tworzone  konkursy, takie jak np. Nagroda Gospodarza Województwa Łódzkiego Mocni w Biznesie 2017, w której byliśmy nominowani jako startup. Takie działania utwierdzają w przekonaniu, że warto rozwijać tu swój biznes – komentuje Piotr Jaros.

Kolejnym przykładem wparcia łódzkich przedsiębiorców w Łodzi jest także konkurs Lokale dla kreatywnych, w którym miasto daje możliwość wynajęcia atrakcyjnie zlokalizowanego lokalu w ścisłym centrum za niski czynsz. Z takiej możliwości skorzystały m.in. takie firmy jak: Niebostan, NUBEE, Mebloteka YELLOW czy butik Agaty Wojtkiewicz.

Biznes potrzebuje integracji

Łódzcy przedsiębiorcy mogą również korzystać z lokalnych inicjatyw wspierających ich rozwój.  Do takich można zaliczyć spotkania networkingowe, czy otwarte warsztaty, jakie oferują coraz liczniejsze przestrzenie coworkingowe. Od lipca br. takie wydarzenia organizuje łódzki oddział Idea Hub w Manufakturze. Podczas nich, lokalni przedsiębiorcy opowiadają o swoim doświadczeniu i firmach, a uczestnicy mają możliwość wymienienia opiniami oraz nawiązania nowych kontaktów biznesowych. – Na dotychczasowych spotkaniach networkingowych wystąpili u nas właściciele cenionych marek, takich jak: Folkstar, Niebostan, Un’common, RONZO, Animalkingdom, NOTEKA czy „Architektura Nastazja Kropidłowska-Słaboszewska”. Duża frekwencja na tych wydarzeniach dowodzi, że łodzianie mają silną potrzebę integrowania się, dzielenia się swoimi doświadczeniami. Są pełni świetnych pomysłów na biznesy i chcą czerpać z wiedzy innych – mówi Marta Bloch, project manager Idea Hub.

[1] http://www.coig.com.pl/nowe-firmy-lodz_rejestr_ceidg_KRS_2017_2016_lodzkim.php

Zobacz analizę techniczną Tesli oraz Deutsche Post

Tesla

Tesla, spółka która cały czas zaskakuje marketingiem. Każdy zastanawia się nad jej przyszłością, niby nie zarabia, ale jest jedną z najdroższych spółek motoryzacyjnych na świecie. Optymiści wyceniają cenę akcji na 400 dolarów amerykańskich, pesymiści na 50 USD.

W długim terminie większe prawdopodobieństwo leży po stronie sprzedających, natomiast w krótkim terminie ciężko powiedzieć. Pierwszym znakiem ostrzegawczym są działania insiderów, którzy wyprzedają wszystkie posiadane akcje.

insiderzy – osoby zatrudnione w danej spółce publicznej

Przez ostatnie trzy lata zaobserwowano ponad 30 transakcji sprzedaży akcji przez insiderów względem dwóch transakcji kupna o bardzo małym wolumenie.

gurufocus

Źródło: gurufocus

Wyprzedaż akcji przez zarząd oraz pozostałe osoby mające posiadające najlepsze informacje nie jest dobrym znakiem. Oprócz tego Tesla ma fatalne wskaźniki finansowe, nie mówiąc już o ponad miliardowej stracie.

Tesla free cash flow

Źródło: zerohedge

Gdyby Tesla została odcięta od finansowania zewnętrznego, to niestety zbankrutowałaby w przeciągu kilku tygodni. Pomijając czynniki fundamentalne odpowiedzialne za kreowanie długoterminowej wartości spółki spójrzmy na wykres tygodniowy.

Notowania zatrzymały się na solidnym wsparciu 275-291 USD za jedną akcję, które zostało utworzone przez szczyt z 2014 oraz 2015 roku. Pokonanie tego wsparcia w krótkim terminie może sprawić wiele problemów stronie sprzedającej. Oprócz wsparcia oscylator stochastyczny wskazuje na mocne wyprzedanie rynku.

Notowania Tesli, interwał tygodniowy

Notowania Tesli, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Analiza techniczna w krótkim terminie daje większe prawdopodobieństwo kontynuacji trendu wzrostowego niż wyprzedaży. Niemniej jednak w długim terminie rynek zmierza do wartości godziwej, warto o tym pamiętać.

Deutsche Post

Deutsche Post, jak na lidera branży przystało, na giełdzie cieszy się sporym szacunkiem inwestorów. Od lutowych dołków z 2016 roku, kurs akcji poszybował w górę o 100% i znajduje się w silnym trendzie wzrostowym. Stoją za tym solidne fundamenty. Deutsche post należy wysoko ocenić pod kątem rentowności – uzyskiwane marże są podobne jak u konkurencji (marża operacyjna to 6.1% natomiast netto 4.5%) natomiast spółka świetnie robie radzi z rentownością kapitału własnego oraz aktywów (ROE = 25.4% oraz ROA = 7.3%). Po trzech latach spadków, odbiły przychody oraz zysk netto, a w ostatnim roku spółka potroiła wartość wolnych przepływów pieniężnych (do ponad 2 miliardów EUR). Deutsche Post to firma, która rozwija się poprzez przejęcia a co za tym idzie, rośnie wartość długu. Spowodowało to spadek wskaźnika gotówki do długu (do 0.33) natomiast umiejętność generowania przychodów utrzymuje wskaźnik długu do EBITDA tuż powyżej poziomu 1.0. Ostatni kwartał tego roku również zapowiada się dobrze więc potencjał wzrostowy jeszcze jest. Jednak przy globalnej korekcie na akcji, warto mieć na uwadze, że akcje Deutsche Post handlowane są ze współczynnikiem beta na poziomie 1.4 – będą tracić więcej niż szeroki rynek.

Notowania Deutsche Post, interwał tygodniowy

Notowania Deutsche Post, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym widzimy, że wzrosty kursu akcji zostały na chwilę wyhamowane. Na pewno doszło do częściowej realizacji zysków. Aby liczyć na dalsze wzrosty, byki muszą przełamać opór na poziomie szczytów 41 EUR. W takim przypadku celem będzie 45 EUR. Głębsza korekta nastąpi po przebiciu wsparcia 38 EUR. Jaki może mieć zasięg? Podobna fala wzrostowa w 2016 roku (wzrost kursu o 35%) zakończyła się 13%-ową korektą. Jeżeli rynek wytraci impet i korekta się pogłębi, spadek cen akcji może sięgnąć poziomu ok. 35 EUR.

Dział Analiz Admiral Markets

Zmiana premiera. Ropa drożeje

Rekonstrukcja rządu na razie zakończyła się wymianą premiera i wicepremiera miejscami. Ropa znów wyraźnie drożeje. Jutro około 20:00 dowiemy się o ile wzrosną stopy procentowe w USA.

Nowy-stary rząd

Zmiana premiera nie pociągnęła za sobą zmian ministrów. Jedyną zmianą pozostaje zatem wymiana stanowisk premiera i wicepremiera pomiędzy Mateuszem Morawieckim a Beatą Szydło. Spekulacje analityków dotyczyły osoby zajmującej stanowisko ministra finansów oraz ministra rozwoju, dotychczas zajmowane przez obecnego premiera. Okazuje się jednak, że będą one łączone z funkcją szefa rządu. W pewnym sensie sytuację wyjaśnił marszałek senatu w radiowej jedynce, który zapowiedział, że do zmian ministrów dojdzie po nowym roku. Dodał on również była to pierwsza i ostatnia zmiana premiera w tej kadencji. Zmiana ta ma jedną podstawową wadę. Przez to całe zamieszanie budżet na 2018 rok będzie uchwalany dopiero w styczniu. Takie opóźnienia były dotychczas typowe dla rządów koalicyjnych, gdzie występował konflikt w sprawie kierunku zmian. Opóźnienie to, o ile faktycznie nie przeciągnie się dalej, raczej nie powinno negatywnie wpłynąć na notowania złotego.

Rynek ropy wciąż zaskakuje

Ropa brent, czyli odmiana wydobywana głównie w okolicach Morza Północnego osiągnęła wczoraj dwuletnie maksima. Warto zwrócić uwagę na rosnącą różnicę w cenie dwóch podstawowych rodzajów ropy naftowej brent i WTI. Różnica dochodzi już do 10% wartości. Powodem takiej rozbieżności jest rekordowe wydobycie w USA i wciąż rosnąca liczba odwiertów, która dusi cenę WTI. Z drugiej strony wczoraj mieliśmy informacje o awarii szkockiego ropociągu, która może wstrzymać dostawy nawet na kilka tygodni. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że na rynku pomimo ograniczeń wydobycia przez OPEC i Rosję wciąż jest na tyle dużo surowca, że obydwa gatunki ropy idą w górę. Drożejąca ropa doprowadziła do umocnienia się rubla dzisiejszej nocy o niemal 1%.

Już jutro posiedzenie FOMC

Jutro o 20:00 poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Analitycy są zgodni. Stopy procentowe wzrosną. Obecnie znacznie ciekawszym wydaje się zagadnienie czy na pewno wzrosną o zaledwie 0,25%. Decyzja taka wydaje się być obecnie w cenach. Gdyby jednak wzrosły o 0,5% można by oczekiwać umacniania się dolara względem innych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,
  • 14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W grudniu ceny żywności w Polsce będą o 4,5 proc. wyższe niż przed rokiem

W grudniu ceny żywności w Polsce będą o 4,5 proc. wyższe niż przed rokiem. Tempo wzrostu cen tych produktów będzie zatem najszybsze od 2011 r., kiedy to w grudniu ceny żywności były o 4,7 proc. wyższe niż rok wcześniej – prognozują analitycy Departamentu Analiz Ekonomicznych, Sektorowych i Rynków Rolnych Banku BGŻ BNP Paribas. 

W grudniu 2017 r. poziom cen detalicznych, z wyjątkiem cukru, wszystkich grup produktów, wchodzących w skład publikowanego przez GUS koszyka żywności, będzie wyższy niż przed rokiem.

Za jaja i masło wciąż słono zapłacimy

O blisko 20 proc. droższe niż rok wcześniej będą przede wszystkim oleje i tłuszcze. W tej kategorii żywności wyróżnia się masło, które będzie kosztowało o 30-35 proc. więcej niż w grudniu 2016 r. W ostatnich tygodniach ceny masła na rynkach międzynarodowych i w Polsce uległy już obniżeniu, ale ich poziom w sklepach jest wyższy w relacji rocznej. O kilka procent droższa będzie też margaryna.

Znacznie więcej Polacy zapłacą również za drugi podstawowy produkt, używany do wypieków ciast, czyli jaja. Ich ceny w sklepach mogą być o 20-25 proc. wyższe niż w grudniu 2016 r. W mniejszym stopniu niż żywność ogółem podrożeje natomiast mąka.

Owoce ciągle drogie

O ponad 10-proc. droższe są też owoce, przede wszystkim z uwagi na wyższe ceny produktów krajowych, np. jabłek. O ile w przypadku masła i jaj, o wzroście cen decydowała przede wszystkim sytuacja na rynku międzynarodowym, to w przypadku jabłek, głównym czynnikiem wzrostu ich cen były o 1/3 mniejsze krajowe zbiory. Wyższe niż przed rokiem będą również przeciętne ceny warzyw (o 3,5 proc.), jednak w tym przypadku należy pamiętać, że w ubiegłym roku były one relatywnie niskie.

Obserwowany w Polsce w ostatnich miesiącach 2017 r. poziom cen żywności jest najwyższy od początku XXI wieku. W porównaniu z grudniem 2000 r. ceny detaliczne żywności w naszym kraju wzrosły o 50 proc., czyli znacznie więcej niż ceny wszystkich towarów i usług konsumpcyjnych, których poziom w tym okresie zwiększył się o ponad 40 proc. Oznacza to, że żywność stała się relatywnie droższa wobec innych towarów i usług konsumpcyjnych – zaznacza Paweł Wyrzykowski, ekspert rynków rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas – Tak znaczący wzrost cen żywności nie oznacza jednak, że w tym roku na święta Bożego Narodzenia kupimy mniej produktów żywnościowych niż przed rokiem. W październiku br. średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw było o 7,4 proc. wyższe niż w październiku 2016 r., podczas gdy ceny żywności w tym okresie wzrosły wolnej – o 5,8 proc. Również w grudniu br. roczna dynamika wzrostu wynagrodzeń powinna być wyższa niż dynamika wzrostu cen żywności, co oznacza, że za przeciętne wynagrodzenie w gospodarce będziemy mogli kupić więcej żywności niż przed rokiem – dodaje Paweł Wyrzykowski.

Więcej zapłacimy też za sery, twarogi i mięso

Wzrost cen detalicznych produktów mleczarskich, takich jak sery, twarogi czy śmietana będzie zbliżony do dynamiki zmian żywności ogółem. Ceny pieczywa będą o ok. 3 proc. wyższe niż w grudniu 2016 r. Tegoroczne podwyżki będą najbardziej widoczne w przypadku mięsa drobiowego, które w grudniu br. może być nawet o 5-7 proc. droższe niż przed rokiem. Więcej trzeba będzie zapłacić również za mięso wieprzowe i wołowe.

Tańszy będzie cukier

Zniesienie limitu kwot produkcji cukru w Unii Europejskiej przyczyniło się do zwiększenia produkcji we Wspólnocie. Znalazło to odzwierciedlenie w spadku cen na pułkach sklepowych, które w październiku były o 7,3 proc. niższe niż w październiku 2016 r. Należy oczekiwać, że w grudniu br., w relacji rocznej, ceny cukru będą o ponad 10 proc. niższe.

Korzystne zmiany dla przedsiębiorców, które wejdą w życie w 2018 r.

W ostatnim czasie w Polsce zostało wprowadzonych wiele ułatwień podatkowych dla przedsiębiorców, a kolejne wejdą w życie już wkrótce. Z drugiej strony równocześnie pojawiają się nowe obowiązki i obostrzenia. Czy polscy przedsiębiorcy mają więc powody do zadowolenia?

„Liczba ostatnio wprowadzonych zachęt i ułatwień dla przedsiębiorców jest duża. Możemy tu wymienić chociażby 15-procentowy podatek CIT dla małych firm, jednorazową amortyzację do kwoty 100 tys. zł, atrakcyjniejszą ulgę na badania i rozwój, likwidację uciążliwego podatku u źródła w przypadku zakupu biletów lotniczych czy wprowadzenie objaśnień podatkowych” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Małgorzata Samborska, doradca podatkowy w firmie Grant Thornton.

Kolejne zmiany korzystne dla przedsiębiorców wejdą w życie w 2018 r. Między innymi z 3,5 tys. zł do 10 tys. zł zostanie zwiększony limit wydatków na zakup składnika majątkowego uprawniający do jednorazowego zaliczenia w koszty, a ulga na badania i rozwój stanie się jeszcze atrakcyjniejsza. Poza tym w planach jest Konstytucja biznesu, która ma przynieść firmom następne korzyści.

Oczywiście nie wolno zapominać, że jednocześnie są wprowadzane obowiązki i obostrzenia, które mogą być dla przedsiębiorców uciążliwe. Wymienić można np. obowiązek raportowania ewidencji VAT w formie jednolitych plików kontrolnych czy sankcje za błędne rozliczenie podatku VAT. Kolejne obowiązki pojawią się już w przyszłym roku.

Na co tymczasem liczą sami przedsiębiorcy? Jak zauważa ekspertka: „Podatnicy oczekują przede wszystkim jasnych i stabilnych przepisów, poczucia bezpieczeństwa oraz gwarancji, że rozliczenia podatkowe, które dzisiaj wydają się prawidłowe, nie zostaną zakwestionowane przez organy podatkowe za kilka lat”.

Kwartalny raport Fortinet: cyberprzestępcy uderzają w firmy średniej wielkości

Fortinet, globalny dostawca rozwiązań cyberbezpieczeństwa, przedstawił wyniki najnowszego kwartalnego badania cyberzagrożeń. Wynika z niego, że zautomatyzowane ataki na szeroką skalę stają się normą, aktywność ransomware jest coraz powszechniejsza i niemal 80% organizacji odnotowało w ciągu ostatnich trzech miesięcy poważne naruszenie bezpieczeństwa.

Wyniki badania z trzeciego kwartału 2017 roku potwierdzają wiele prognoz, które zostały niedawno zaprezentowane przez globalny zespół badawczy Fortinet FortiGuard Labs na rok 2018. Zarówno trendy, jak i dane o zagrożeniach mogą zapowiadać falę nowych rodzajów ataków, które będą rozprzestrzeniać się z dużą prędkością i na szeroką skalęprzestrzega Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet na Polskę, Białoruś i Ukrainę.

Najważniejsze wnioski z badania Fortinet:

  • Nasilenie ataków. 79% firm odnotowało poważne ataki w trzecim kwartale 2017 r.
    Wykryto 5 973 unikalne eksploity, 14 904 unikatowe warianty złośliwego oprogramowania z 2646 różnych rodzin oraz 245 unikatowych botnetów. Najbardziej rozpowszechniony w ostatnim kwartale był eksploit wykorzystany do ataku na amerykańską firmę Equifax – wykryto ponad 6000 przypadków jego użycia. Ponadto Fortinet zidentyfikował w tym roku już 185 zagrożeń typu zero-day.
  • Średnie firmy na celowniku. Firmy średniej wielkości odnotowały wyższy wskaźnik aktywności botnetów, co wskazuje na coś więcej niż na ich „statystyczny udział” w liczbie przypadków naruszeń bezpieczeństwa. – Cyberprzestępcy postrzegają organizacje średniej wielkości jako atrakcyjne cele, ponieważ często nie mają one takiego poziomu zabezpieczeń jak duże przedsiębiorstwa, ale posiadają cenne zasoby danych – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet. Jednocześnie powierzchnia ataków na średnie firmy rośnie w szybkim tempie ze względu na przenoszenie danych do chmury.
  • Ransomware wciąż powszechne. Po przerwie w pierwszej połowie roku przypomniał o sobie ransomware Locky – w dużym stopniu dzięki trzem nowym kampaniom, co zgłosiło około 10% firm. Ponadto 22% organizacji doświadczyło aktywności oprogramowania ransomware w ciągu ostatniego kwartału.
  • Ponowne pojawianie się botnetów. Wiele organizacji wielokrotnie doświadczało tych samych infekcji botnetowych. To alarmujące, ponieważ albo organizacje nie do końca zrozumiały całkowity zakres naruszenia, a botnet uaktywnił się ponownie po tym, jak działalność firmy wróciła do ​​normy, albo główna przyczyna nie została znaleziona, a organizacje zostały ponownie zainfekowane tym samym złośliwym oprogramowaniem.
  • Rozpowszechnione i nieuchwytne złośliwe oprogramowanie.. Najczęściej spotykaną funkcją najpopularniejszych rodzin złośliwego oprogramowania było pobieranie i przesyłanie złośliwego kodu oraz infekowanie nim nowych systemów. Popularne były również szczepy destrukcyjne, które ustanawiają połączenia dostępu zdalnego, przechwytują dane wprowadzane przez użytkownika i zbierają informacje o systemie. Te zaawansowane techniki stają się ostatnio standardem, co wskazuje na coraz bardziej inteligentny i zautomatyzowany charakter złośliwego oprogramowania.

Metodologia badania

Globalny raport zagrożeń informatycznych Fortinet to kwartalny przegląd, który stanowi zestawienie danych analitycznych zebranych przez laboratoria FortiGuard Labs w III kw. 2017 roku. Dane są prezentowane w ujęciu globalnym i regionalnym, oraz w rozbiciu na poszczególne sektory i przedsiębiorstwa. Ponadto Fortinet publikuje bezpłatny biuletyn informacyjny o zagrożeniach (Threat Intelligence Brief), analizujący największe niebezpieczeństwa związane ze złośliwym oprogramowaniem, wirusami i innymi zagrożeniami internetowymi, które zostały wykryte w ostatnim czasie wraz z linkami do wyników najważniejszych badań nad zdarzeniami ostatniego tygodnia.

Japończycy stawiają na wodór

Toyota, Nissan i Honda oraz inni partnerzy z sektora infrastruktury i finansów powołają do życia nową spółkę do budowy sieci 160 stacji tankowania wodoru w Japonii. Porozumienie w tej sprawie podpisało 11 koncernów. Nowa firma rozpocznie działalność wiosną przyszłego roku.

Rozmowy w sprawie nowego przedsięwzięcia rozpoczęły się w maju 2017 roku. W wyniku zawartej właśnie umowy powstanie rozbudowana sieć stacji tankowania wodoru dla samochodów na ogniwa paliwowe. Porozumienie podpisały Toyota, Nissan, Honda, JXTG Nippon Oil & Energy Corporation, Idemitsu Kosan, Iwatani Corporation, Tokyo Gas, Toho Gas, Air Liquide Japan, Toyota Tsusho Corporation i Development Bank of Japan Inc.

Podstawowym zadaniem nowego przedsiębiorstwa będzie budowa 80 stacji w ciągu pierwszych 4 lat oraz łącznie 160 stacji w 10 lat. Zarząd opracuje własny plan działania, którego celem będzie stworzenie takich warunków, które zachęcą jak największą liczbę kierowców do przesiadania się do samochodów na ogniwa paliwowe. W tym celu firma będzie starała się nieustanie zwiększać wygodę korzystania z samochodów na wodór, a jednocześnie będzie monitorowała regulacje prawne pod kątem ich wpływu na rynek wodoru i szukała sposobów na standaryzację rozwiązań i redukcję kosztów.

Członkowie konsorcjum będą uczestniczyć w nowym przedsięwzięciu w sposób wynikający z ich podstawowej działalności. Firmy zajmujące się produkcją wodoru i budową infrastruktury będą odpowiadały za budowę stacji oraz ich prowadzenie w imieniu nowego przedsiębiorstwa. Toyota, Nissan i Honda będą wspierać je finansowo oraz dążyć do wzmacniania popytu na samochody na ogniwa paliwowe. Instytucje finansowe, czyli Toyota Tsusho Corporation i Development Bank of Japan, częściowo pokryją koszty uruchomienia stacji tankowania wodoru oraz ich funkcjonowania do czasu, aż staną się finansowo niezależne.

Członkowie konsorcjum są podmiotami najbardziej zaangażowanymi w realizację narodowej strategii Japonii, mającej na celu szeroką adaptację wodoru w gospodarce. Zgodnie z polityką „Strategic Road Map for Hydrogen and Fuel Cells” opracowaną przez Radę Strategii Wodoru i Ogniw Paliwowych przy Ministerstwie Gospodarki, Handlu i Przemysłu Japonii, do 2020 roku powstanie 160 stacji, a na drogach będzie się poruszać 40 000 samochodów na ogniwa paliwowe.

Im młodszy przedsiębiorca, tym częściej korzysta z IT oraz zaawansowanych technologii

EFL w badaniu „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” zapytał przedsiębiorców z pokolenia Y o nowoczesne technologie, z jakich korzystają w swoich firmach. Blisko połowa wskazała na tradycyjne narzędzia jak sprzęt komputerowy, telefony, internet, co trzeci – na maszyny, zaawansowane programy i aplikacje, a co szósty – na technologie czerpiące z IT, m.in. nawigację, monitoring czy terminale płatnicze. Biorąc pod uwagę branże, z podstawowego IT najczęściej korzystają przedstawiciele firm usługowych. Natomiast z rozkładu odpowiedzi w podziale na grupy wiekowe wynika, że im młodszy właściciel przedsiębiorstwa, tym częściej korzysta z IT oraz zaawansowanych maszyn, aplikacji, programów.

Milenialsi w MŚP. Pod lupą– Nowoczesne technologie dają przedsiębiorstwom niezwykle efektywne narzędzia budowania przewagi konkurencyjnej. Z badań Konfederacji Lewiatan wynika, że „analogowe” firmy są zdecydowanie bardziej zachowawcze niż „cyfrowe”, gdyż ich priorytetem jest przede wszystkim przetrwanie i utrzymanie się na rynku. Tymczasem wśród „cyfrowych” przedsiębiorstw przeważa nastawienie prowzrostowe – w tej grupie dynamiczny rozwój jest celem nadrzędnym. Najlepiej wśród nowinek technologicznych orientują się najmłodsi przedsiębiorcy, którym od dziecka towarzyszą Internet, telefony czy inne technologiczne gadżety. Widać to na przykładzie rynku e-commerce, który jest obecnie jednym z najdynamiczniej rozwijających się, a którego uczestnikami są w zdecydowanej większości milenialsi. Dlatego, cytując jednego z naszych klientów Y, Mikołaja Golatowskiego, prezesa Follow – nie korzystać dziś z nowoczesnych technologii to grzech. One stanowią nie tylko podstawowe narzędzie pracy, ale bardzo często są głównymi produktami czy usługami firm – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL S.A.

Nowe technologie w opinii milenialsa

EFL w badaniu „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” poprosił przedsiębiorczych Y, aby sami sprecyzowali, co rozumieją pod pojęciem nowoczesnych technologii nie czytając możliwych odpowiedzi. Co ciekawe, 12 proc. badanych wskazało, że w pracy nie wykorzystuje nowoczesnych technologii, a kolejne 15 proc. odpowiedziało, że nie wie. Wśród pozostałych rzuca się w oczy tradycyjne rozumienie tego pojęcia. Blisko połowa wskazywała na wykorzystywanie w pracy sprzętu komputerowego, telefonów komórkowych i narzędzi internetowych – najczęściej maili. Blisko co trzeci korzysta ze specjalistycznych maszyn oraz zaawansowanych programów i aplikacji. Rzadziej wskazywano na technologie czerpiące z IT takie jak nawigacja (np. w traktorach), monitoring, karty automatyczne (np. wstępu) czy wreszcie terminale płatnicze.

Marta Jasiukiewicz, partner Translation Street, podkreśla, że nowe technologie pomagają, bo dzięki nim klienci mają większe zaufanie i postrzegają firmę jako bardziej rzetelną i bezpieczną. – Nowoczesne technologie wykorzystujemy do przechowywania danych, archiwizowania ich oraz do ochrony danych klientów – to dla nas podstawowa higiena. Mamy właściwe oprogramowanie, odpowiednio zabezpieczoną stronę, sieć i serwery oraz informatyków, którzy pomagają nam dbać o najwyższy standard tej ochrony – mówi Marta Jasiukiewicz.

Im młodszy, tym bardziej cyfrowy

Rozkłady odpowiedzi w podziale na trzy grupy wiekowe pokazują wyraźnie tendencję, że im młodszy przedsiębiorca, tym jest bardziej za pan brat z nowymi technologiami. Najczęściej z podstawowego IT korzystają milenialsi do 24 roku życia (63 proc.), a zdecydowanie rzadziej przedsiębiorcy od 31 do 37 roku życia – 44 proc. odpowiedzi. Również z zaawansowanymi maszynami, aplikacjami i programami bardziej zaznajomione są najmłodsze Y, wśród których połowa korzysta z tego typu narzędzi technologicznych. W przypadku starszych kolegów-przedsiębiorców ten odsetek jest niższy i wynosi 29 proc. Najmłodsi rzadziej zaś korzystają z pochodnych IT, takich jak GPS, monitoring, terminale płatnicze.

Najbardziej technologiczne są firmy usługowe i z największymi obrotami

W ujęciu branżowym, z podstawowego IT najczęściej korzystają przedstawiciele firm usługowych (63 proc.) oraz produkcyjnych (52 proc.). Z maszyn oraz zaawansowanych technologii, programów i aplikacji najchętniej korzysta natomiast branża IT – 52 proc. Co zrozumiałe, widać wyraźnie, że dla tej branży podstawowe IT nie jest zaliczane do nowoczesnych technologii, gdyż jedynie 48 proc. wskazało, że mogłoby używać internetu, maili czy komputerów. Firmy niekorzystające z nowoczesnych technologii najczęściej można znaleźć wśród podmiotów handlowych (27 proc.).

Biorąc pod uwagę obroty majątku firmowego milenialsów, z internetu oraz sprzętu elektronicznego najczęściej korzystają firmy o najwyższych obrotach, czyli powyżej 5 mln zł – 67 proc. One też najczęściej używają maszyn, zaawansowanych technologii, programów i aplikacji – 33 proc. Korzystanie z pochodnych IT najczęściej deklarują przedstawiciele firm o obrotach do 1 mln zł.

Strona i profil społecznościowy nie w każdej firmie

W dobie powszechnego dostępu do internetu z każdym rokiem coraz więcej przedsiębiorstw postrzega swoją stronę internetową jako narzędzie marketingowe. W 2016 r. własną www dysponowało 67 proc. przedsiębiorstw. Im większa firma, tym częściej ma stronę – wśród dużych przedsiębiorstw ten odsetek wyniósł 91,8 proc., a wśród małych – 62 proc.[1]

Obok witryny firmowej, ważnym kanałem utrzymywania relacji z klientami oraz pracownikami, są media społecznościowe. Z raportu PARP wynika, że ponad jedna czwarta przedsiębiorstw w Polsce w 2016 r. korzystała przynajmniej z jednego z mediów społecznościowych. W większości przypadków wykorzystywane są serwisy społecznościowe, w mniejszym stopniu blogi i portale umożliwiające udostępnianie multimediów. Uwzględniając wielkość organizacji, najchętniej z mediów społecznościowych korzystały firmy duże – 54,4 proc.

Siódmy raz pod lupą

Raport „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” jest siódmym z kolei opracowaniem z serii „Pod lupą”. Pierwszy charakteryzował kondycję mikro-, małych i średnich firm w Polsce („MŚP pod lupą”, 2011), drugi poświęcony był sytuacji gospodarstw rolnych w Polsce („Agro pod lupą”, 2012). Trzecie opracowanie analizowało finansowe aspekty prowadzenia działalności transportowej w Polsce („Transport pod lupą”, 2013), czwarte – wsparcie młodych na rynku pracy („Młodzi na rynku pracy. Pod lupą”, 2014), piąte – innowacje („Innowacje w MŚP. Pod lupą”, 2015). Natomiast ubiegłoroczny, szósty, przedstawiał inwestycje prowadzone przez MŚP w Polsce („Inwestycje w MŚP. Pod lupą”, 2016).

Raport, oparty m.in. na badaniach firm, w szerszym kontekście odpowiada na pytanie o specyfikę milenialsów jako przedsiębiorców z obszaru MŚP, także w zestawieniu z obrazem poprzedniego pokolenia X. Opiera się na badaniach zleconych przez EFL S.A. niezależnemu podmiotowi (Ecorys Polska), rozbudowanych o kontekst społeczno-ekonomiczny i psychologiczno-społeczny dotyczący procesów związanych ze zmianą pokoleniową w polskiej gospodarce.

Pokolenie Y, czyli milenialsów, określają ramy czasowe, w których się urodzili. Są to lata 1980-2000.

Metodologia badania:

Badanie „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” zostało zrealizowane przez Ecorys Polska na zlecenie EFL S.A. na reprezentatywnej grupie 500 firm z sektora MŚP prowadzonych przez milenialsów, dobranych w sposób losowo-kwotowy. Przebadano przedsiębiorców z pokolenia Y ze wszystkich województw z następujących branż: budownictwo, handel, hotele i gastronomia, ICT, produkcja, rolnictwo i przetwórstwo, transport, usługi. 40 proc. stanowili mikroprzedsiębiorcy zatrudniający do 9 osób, tyle samo mali przedsiębiorcy zatrudniający do 49 osób, a 20 proc. średni przedsiębiorcy z maksimum 249 osobami na pokładzie.

Ogólnopolska próba uwzględnia zróżnicowanie ze względu na zatrudnienie, działalność i liczbę firm przypadających na województwo. Respondentami były osoby decyzyjne, odpowiedzialne za rozwój firmy (właściciel, wspólnik, prezes, dyrektor zarządzający, dyrektor finansowy, dyrektor ds. rozwoju, szef działu B+R, specjalista ds. inwestycji lub inne z wskazane jako odpowiedzialne za rozwój). Badanie wykonano metodą ilościową, techniką CATI (wywiad telefoniczny) w lipcu i sierpniu 2017 roku.

[1] O stanie sektora małych i średnich firm w Polsce, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Warszawa 2017, https://www.parp.gov.pl/images/PARP_publications/pdf/raport%20o%20stanie%20sektora%20msp%20w%20polsce_2017.pdf

Nie ma już firm niedotkniętych cyberprzestępczością wymierzoną w urządzenia mobilne?

Najnowsza publikacja firmy Check Point rozwiewa wszelkie wątpliwości związane ze skalą cyberataków na urządzenia przenośne. Każda z 850 zaproszonych do międzynarodowego badania organizacji przyznała, że padła ofiarą ataku na podłączone do firmowej infrastruktury IT urządzenia mobilne.

Zdaniem analityków Check Point Software Technologies z mobilnymi atakami malware spotkało się 100% przedsiębiorstw uczestniczących w badaniu, a każde z nich doświadczyło ich średnio 54 w okresie od 1 czerwca 2016 do 1 czerwca 2017.

Man in the middle

Check Point wziął pod uwagę firmy z całego świata zarządzające infrastrukturą, w ramach której połączonych jest co najmniej 500 urządzeń mobilnych. Mimo że przed atakami malware nie była w stanie uchronić się żadna uczestnicząca w badaniu organizacja, jest to zaledwie jeden z typów cyberagresji ukierunkowanej na smartfony, tablety itp. Analitycy stwierdzili także wysoką częstotliwość występowania ataków typu „man in the middle”, w przypadku których cyberprzestępcy całkowicie incognito, bez wiedzy użytkowników urządzeń przenośnych uczestniczyli w zachodzącej pomiędzy nimi komunikacji, zyskując dostęp zarówno do przesyłanych w ten sposób informacji, jak i kluczowych danych całego przedsiębiorstwa. Tego typu aktywność twórcy raportu stwierdzili aż w 89% przebadanych wewnętrznych sieciach Wi-Fi.

Co więcej, mimo że w większości przebadanych przedsiębiorstw funkcjonowały systemy zarządzania firmowym środowiskiem urządzeń mobilnych (EMM – Enterprise Mobility Management), aż 75% z nich miało w swojej infrastrukturze co najmniej jedno urządzenie po jailbreaku lub rootingu, czyli operacji rozszerzającej zestaw funkcji urządzenia i jednocześnie usuwającej wszystkie wewnętrzne zabezpieczenia systemów operacyjnych IOS czy Android. Średnia liczba takich urządzeń w organizacji wynosiła 35.

To kolejne potwierdzenie tezy, że polityki cyberbezpieczeństwa w wielu firmach wciąż pozostawiają wiele do życzenia, ograniczając się jedynie do utworzenia powierzchownego modelu zarządzania bezpieczeństwem. Warto podkreślić, że utrzymanie wysokiej stopnia bezpieczeństwa firmowej sieci jest działaniem ciągłym, polegającym m.in. na cyklicznych szkoleniach personelu i regularnym sprawdzaniu odporności administrowanej infrastruktury na stale ewoluujące rodzaje zagrożeń. Fakt, że absolutnie wszystkie badane firmy doświadczyły ataków na urządzenia mobilne powinien zwrócić uwagę menadżerów przedsiębiorstw otwartych na politykę BYOD na konieczność systematycznego przeprowadzania testów penetracyjnych systemów teleinformatycznych i niezwłocznego wdrażania napraw wskazanych w raportach po pentestach – zaznacza Adam Dzielnicki z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Branże podwyższonego ryzyka

Jak wynika z publikacji Check Point, cyberprzestępcy atakujący urządzenia mobilne najczęściej wybierali instytucje finansowe (29%) i rządowe (26%), a następnie firmy technologiczne (18%). Dalsza klasyfikacja obejmuje operatorów telekomunikacyjnych, przedsiębiorstwa z z sektora przemysłowego i firmy z branży retail – ataki na nie stanowiły odpowiednio 8, 7 i 6% ogółu.

Nieco ponad połowa uczestniczących w badaniu firm (51%) pochodziła z rejonu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA), 31% z Ameryki Północnej i Południowej, a 18% z regionu Azji i Pacyfiku.

Wzrost inwestycji w bezpieczeństwo

Wielkoskalowe cyberataki z użyciem złośliwego oprogramowania, w tym m.in. słynne infekcje Petya czy WannaCry, a także stopień zagrożenia mobilnych urządzeń połączonych z firmową infrastrukturą teleinformatyczną tłumaczą przewidywany przez Gartnera wzrost wydatków światowych przedsiębiorstw na rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa. Firma analityczna podaje, że nakłady związane z produktami i usługami chroniącymi dane organizacji w 2016 r. wyniosły 80,3 mld dolarów, w tym roku mają wzrosnąć do 86,4 mld, by na koniec 2018 r. osiągnąć 93 mld dolarów.

Optymizm na rynku pracy największy od 2010 roku

Pracodawcy w Polsce 19. kwartał z rzędu planują powiększać swoje zespoły, a odnotowany wzrost jest najwyższym od 2010 roku. Jak pokazują wyniki Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, pozytywne prognozy na I kwartał 2018 roku odnotowano w 9 z 10 badanych sektorach rynku. Dla szukających pracy najkorzystniejsza będzie sytuacja w branżach Handel detaliczny i hurtowy, Produkcja przemysłowa oraz Restauracje/Hotele.

Jak wynika z opublikowanego dziś przez firmę doradztwa personalnego ManpowerGroup, kwartalnego raportu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, pracodawcy w Polsce są zauważalnie optymistyczni co do planów zwiększania zatrudnienia w najbliższych trzech miesiącach. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej plasuje się na poziomie +11%. To najwyższy wynik dla naszego kraju od IV kwartału 201 O roku. Zarówno w ujęciu kwartalnym jak i rocznym prognoza uległa poprawie, odpowiednio o 2 i 3 punkty procentowe. Spośród 750 przebadanych pracodawców, 14% planuje wzrost całkowitego zatrudnienia, 7% zamierza redukować etaty, a 77% nie planuje zmian personalnych w najbliższym kwartale.

– Tempo zatrudniania nie zwalnia i w nadchodzących miesiącach, osoby poszukujące pracy mogą spodziewać się kontynuacji korzystnej sytuacji na rynku, – komentuje Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce. – Jak wynika z naszych badań oraz obserwacji rynku, prognozy dotyczące zatrudnienia w poszczególnych branżach są mieszane, jednak w prawie każdym z sektorów odnotowujemy wzrost liczby ofert. Jak każdego roku, w styczniu spadnie liczba rekrutacji do prac sezonowych, które są dodatkowym zastrzykiem dla rynku pracy w okresie około świątecznym. Nie wpłynie to jednak na obraz rynku, który w dalszym ciągu będzie przyjazny pracownikom, – dodaje Iwona Janas.

W I kwartale 2018 r. w dziewięciu z dziesięciu badanych sektorach prognoza netto zatrudnienia jest dodatnia. Największy optymizm widoczny jest w sektorze Handel detaliczny i hurtowy (+22%) oraz Produkcja przemysłowa (+19%). Kolejne branże, które uzyskały wysoką prognozę netto zatrudnienia to Restauracje/ Hotele (+14%), Kopalnie/Przemysł wydobywczy (+11 %) oraz Budownictwo (+10%). Dodatnie wyniki odnotowano również dla Instytucji sektora publicznego (+9), Transport/Logistyka/Komunikacja (+8%), Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo (+4%) oraz Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi (+2%). Ujemną prognozę netto zatrudnienia uzyskano dla sektora Finanse/ Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi (-2%).

W porównaniu do poprzedniego kwartału prognoza uległa poprawie w pięciu z dziesięciu badanych sektorów. Najistotniejszy wzrost, o 11 punktów procentowych, zadeklarowano w sektorze Handel detaliczny i hurtowy, podczas gdy w sektorach Restauracje/Hotele oraz Kopalnie/Przemysł wydobywczy prognoza zatrudnienia wzrosła o odpowiednio 7 i 4 punkty procentowe. Jednocześnie pracodawcy czterech sektorów deklarują pogorszenie prognoz; dla sektora Finanse/ Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi wynosi ona o 5 punktów procentowych mniej, podczas gdy pracodawcy Budownictwa deklarują spadek o 4 punkty procentowe.

Pracodawcy w sześciu z dziesięciu badanych sektorów wskazują na wzrost zatrudnienia w porównaniu do pierwszego kwartału 2017 r. Najwyższą poprawę o 15 i 14 punktów procentowych odnotowano odpowiednio w sektorach Kopalnie/Przemysł wydobywczy oraz Handel detaliczny i hurtowy. W Energetyce/Gazownictwie/Wodociągach odnotowano poprawę o 9 punktów procentowych, a w sektorze Instytucje sektora publicznego wynik jest wyższy o 6 punktów procentowych. Natomiast prognoza dla trzech sektorów ulega znacznemu pogorszeniu, co szczególnie widoczne jest w Budownictwie, gdzie wskaźnik spadł o 13 punktów procentowych. Pracodawcy w sektorze Rolnictwo/ Leśnictwo/Rybołówstwo deklarują spadek o 6 punktów procentowych, a prognoza dla Transportu/Logistyki/Komunikacji pogorszyła się o 5 punktów procentowych.

We wszystkich sześciu regionach w okresie styczeń-marzec przewidywany jest wzrost zatrudnienia. Największego wzrostu wskaźnika spodziewają się pracodawcy w regionie Południowym, którzy deklarują prognozę netto zatrudnienia na poziomie +17%. W dwóch regionach, Północno-Zachodnim i Południowo-Zachodnim odnotowany jest umiarkowany optymizm pracodawców na poziomie +10%, podczas gdy prognoza zatrudnienia w Polsce Centralnej wynosi +9%. Najmniejszy optymizm cechuje pracodawców na Północy i Wschodzie, gdzie prognoza zatrudnienia jest na poziomie odpowiednio +8% oraz+ 7%. W porównaniu do ostatniego kwartału 2017 r. prognoza pogorszyła się w trzech z sześciu regionów, w tym w regionie Wschodnim i Południowo-Zachodnim, gdzie odnotowano lekki spadek o 2 punkty procentowe. Jednakże pracodawcy w regionie Południowym deklarują znaczną poprawę o 9 punktów procentowych, a prognoza dla regionu Północno-Zachodniego wzrasta o 3 punkty procentowe.

W badaniu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla I kwartału 2018 r. deklaracje polskich respondentów przedstawiono również w podziale pod względem rodzajów organizacji na przedsiębiorstwa duże, średnie, małe oraz mikroprzedsiębiorstwa. Największy wzrost zatrudnienia deklarują duże przedsiębiorstwa, przy prognozie netto zatrudnienia wynoszącej +21 %. Prognoza dla średnich przedsiębiorstw wynosi +9%, a małe przedsiębiorstwa przewidują wzrost zatrudnienia przy perspektywie na poziomie +11 %. Najbardziej umiarkowaną perspektywę deklarują mikroprzedsiębiorstwa, dla których odnotowuje się wynik na poziomie +3%.

Polska a Świat:

W badaniu ManpowerGroup wzięło udział blisko 59.000 pracodawców z 43 krajów i terytoriów. Pracodawcy w 41 z 43 krajów i terytoriów zamierzają w różnym stopniu zwiększać zatrudnienie w okresie od stycznia do marca 2018 roku. Jest to drugi kwartał z rzędu od światowego kryzysu finansowego z 2009 roku, kiedy pracodawcy ze wszystkich badanych państw nie wykazują negatywnej prognozy zatrudnienia. Ponadto pracodawcy w wielu krajach, w tym w Australii, Japonii, Norwegii, Polsce, Rumunii i USA, odnotowują najsilniejsze plany rekrutacyjne od około 5 lat. W porównaniu do ostatniego kwartału 2017 r. plany rekrutacyjne poprawiły się w 20 z 43 krajów i terytoriów, pogorszyły w 15, a w 8 pozostały bez zmian. W ujęciu rocznym można zaobserwować większą pewność pracodawców; wzrost zatrudnienia prognozowany jest w 26 krajach, spadek spodziewany jest w jedynie 11 krajach, natomiast bez zmian pozostanie sytuacja w 6 krajach. Najlepsze nastroje związane ze zwiększaniem zatrudnienia w I kwartale panują wśród pracodawców na Tajwanie, w Japonii oraz Indiach. Najsłabsze prognozy odnotowano we Włoszech, Austrii i Francji. Kwartalne badanie Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia przeprowadzono w Polsce już po raz 40.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę są dostępne na stronie na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

###
Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od przeszło 50 lat, aktualnie wśród blisko 59 OOO pracodawców w 43 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla I kwartału 2018 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych pomiędzy 18 a 31 października 2017 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od li kwartału 2008 r. Badanie jest przeprowadzane na reprezentatywnej grupie co najmniej 750 pracodawców. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

Białorusini będą drugą największą grupą imigrantów zarobkowych w Polsce?

Już nie tylko Ukraińcy, ale również Białorusini chętnie odwiedzają Polskę. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że od maja do października br. Białorusini przekroczyli polską granicę 2,2 mln razy. Oznacza to wzrost o 20% w porównaniu rok do roku. Eksperci Personnel Service wskazują, że Białorusini coraz częściej ustawiają się w kolejce po pracę w Polsce. Nadal jednak odsetek firm, które ich zatrudniają jest niewielki. Z „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że Białorusinów znajdziemy w 4% polskich przedsiębiorstw.

Białorusini, podobnie jak Ukraińcy, mogą przyjeżdżać do Polski w ramach uproszczonej procedury zatrudniania. I jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej coraz chętniej są rekrutowani. W pierwszym półroczu tego roku liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Białorusinom może nie była tak imponująca jak w przypadku Ukraińców – 24 tys., ale potroiła się w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Zakładam, że wzrostowy trend się utrzyma. Pracodawcy nadal chętniej będą sięgali po obywateli Ukrainy, ale rosnąca konkurencja między firmami, zachęca część przedsiębiorców do sięgania po kadrę również na inne rynki. Białorusini to naturalny wybór, bo podobnie jak Ukraińcy, są nam bliscy kulturowo – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Zwiększony ruch na Białoruskiej granicy

Z danych GUS wynika, że od maja do października 2017 roku Białorusini przekroczyli polską granicę 2,2 mln razy. W tym samym czasie, Ukraińcy, którzy stanowią najliczniejszą grupę imigrantów zarobkowych w Polsce, wjeżdżali do Polski 5,5 mln razy. Warto jednak odnotować, że liczba przekroczeń granicy przez obywateli Białorusi w stosunku rok do roku wzrosła o 20%, podczas gdy w przypadku Ukraińców o 5%.

Obywatele obu krajów najchętniej odwiedzali Polskę w miesiącach wakacyjnych, kiedy liczba przekroczeń granicy była rekordowa. Tylko w lipcu i sierpniu Białorusini 813 tys. razy wjeżdżali do Polski, a Ukraińcy 1,9 mln razy.

Są co najmniej dwa powody, dla których Ukraińcy i Białorusini najczęściej przekraczają polską granicę w miesiącach wakacyjnych. Z jednej strony, to szczyt prac sezonowych, a wielu obywateli Białorusi czy Ukrainy przyjeżdża tu za pracą. Z drugiej strony, lipiec i sierpień to miesiące wakacyjne. Zapewne część z odwiedzających wybiera się do Polski na urlop, często odwiedzając mieszkających czy pracujących w Polsce znajomych lub rodzinę – mówi Krzysztof Inglot.

Czy firmy stawiają na Białorusinów?

Z przygotowanego przez Personnel Service „Barometru Imigracji Zarobkowej” wynika, że tylko 4% pracodawców zatrudnia obecnie Białorusinów. Odsetek ten jest dwukrotnie wyższy w największych przedsiębiorstwach, wśród których co dziesiąta zatrudnia obywateli Białorusi. Najczęściej pracują oni w branży usługowej (zadeklarowało tak 8% firm z tego sektora), natomiast w przedsiębiorstwach produkcyjnych ten odsetek wynosi 4%.

Białorusini, podobnie jak Ukraińcy, Gruzini, Mołdawianie, Rosjanie i Armeńczycy, mogą w Polsce pracować w ramach uproszczonej procedury zatrudniania. Nadal jednak rekrutowanie obywateli krajów innych niż Ukraina czy dużo mniej popularna Białoruś jest niszowe. Zatrudnienie Mołdawian deklaruje zaledwie 0,17% przedsiębiorstw, Gruzinów 0,08%, a Rosjan i Armeńczyków nie zatrudnia prawie żadna polska firma.

W perspektywie najbliższych kilku lat nie ma raczej możliwości, żeby obywatele jakiekolwiek innego kraju niż Ukraina zaczęli dominować na polskim rynku pracy. Można jednak zakładać, że udział m.in. Białorusinów będzie rósł. Będzie miała na to wpływ rosnąca konkurencja między firmami w zakresie pozyskiwania pracowników z Ukrainy, połączona z pogłębiającymi się deficytami kadrowymi – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Metodologia badania:

Dane prezentowane w raporcie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie zostało podzielone na dwie kategorie:

  • Pracodawców – badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach dedykowanego badania CATI Ad Hoc. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby N=300 to +/- 4,2%, a dla klas wielkości zatrudnienia N=100 +/- 10,2%. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2017 r.
  • Pracowników – badanie pracowników zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach badania syndykatowego CATIBUS. Badanie zrealizowano na 515 osobach, które dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków (18+ lat) N=1000. Próba bazowa odpowiadała strukturze populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania – dzięki losowo-kwotowemu doborowi badanych oraz ważeniu wyników. Dokładność wyników zależy od liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących N=515 to +/-4,4%. Wywiady z pracownikami zostały zrealizowane w lipcu 2017 roku.

Zaległości alimentacyjne Polaków wynoszą już 11,3 mld zł

Zaległości alimentacyjne Polaków wynoszą już 11,3 mld zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Rekordzista jest winny dzieciom prawie pół miliona złotych. Zadłużenie rośnie, jednak zdecydowanie wolniej niż w I połowie roku. To m.in. efekt zaostrzenia przepisów kodeksu karnego. Przeprowadzone na zlecenie BIG InfoMonitor badanie potwierdza, że osoby unikające płacenia zmieniają postępowanie głównie pod wpływem poprawy sytuacji materialnej oraz ze strachu przed wyrokiem sądowym. Co do tego czy zaostrzone prawo karne zmobilizuje dłużników alimentacyjnych zdania są podzielone. 37 proc. badanych uważa, że pomoże, 38 proc. uważa, że nie, a jedna czwarta jak na razie jeszcze nie wie co sądzić.

W porównaniu z poprzednim kwartałem, przyrost liczby dłużników alimentacyjnych wyhamował prawie we wszystkich regionach. W ciągu trzech miesięcy (od sierpnia do końca października) w sześciu województwach: łódzkim, warmińsko-mazurskim, małopolskim, podlaskim, pomorskim i opolskim, odnotowano wręcz nieznaczny spadek liczby dłużników alimentacyjnych. Choć i tak liczba osób niepłacących na dzieci wzrosła w tym okresie o 4 520 osób, zmiana jest jednak zauważalna, w poprzednich trzech miesiącach (maj-lipiec) przybyło 8 166 dłużników alimentacyjnych. Obecnie zaległości wzrosły o prawie 365 mln zł do 11 334 748 746 zł, podczas gdy poprzednim razem dług powiększył się o 485 mln zł.

Po zmianie art. 209 kodeksu karnego rodzic, który nie płaci na dziecko przez trzy miesiące może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Wezwany przez prokuratora ma miesiąc na uregulowanie zaległości, jeśli tego nie zrobi sąd może go ukarać pozbawieniem wolności lub dozorem elektronicznym – mówi Sławomir Grzelczak prezes BIG InfoMonitor. – To spora zmiana, bo wcześniej, zanim 31 maja tego roku weszła w życie nowelizacja, kodeks mówił o karze pozbawienia wolności za uporczywe uchylanie się od płacenia świadczenia, ale określenie „uporczywe” było trudne do interpretacji i wielu dłużnikom alimentacyjnym unikanie płacenia uchodziło na sucho – dodaje prezes BIG InfoMonitor.

Jak wynika z ostatniego badania „Postawy Polaków wobec dłużników alimentacyjnych”* wykonanego przez Instytut ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIG InfoMonitor jedna trzecia badanych zna dłużników alimentacyjnych, którzy zmienili swoją postawę i zaczęli płacić na dzieci. Główne powody, to znalezienie lepszej pracy (24 proc.) oraz poprawa sytuacji materialnej (18 proc.). Spore znaczenie dla przemiany ma także strach przed wyrokiem sądowym (21 proc.) czy komornikiem (9 proc.). Choć należy zaznaczyć, że po zmianie prawa do kary bezwzględnego pozbawienia wolności doszła też możliwość skazywania na dozór elektroniczny. Jak wynika z danych prokuratury Krajowej wpływ spraw o czyn z art. 209 kk po nowelizacji prawa gwałtownie wzrósł. Gdy przez pierwszych pięć miesięcy roku wpłynęło ponad 16,7 tys. spraw, po nowelizacji w ciągu czterech miesięcy było to prawie 20 tys. Dla porównania w całym 2016 r. wpłynęło 32 293 spraw.

– Z oceną tego czy nowe prawo rzeczywiście działa jak straszak i powoduje, że więcej rodziców jest skłonnych dobrowolnie zacząć łożyć na utrzymanie własnych dzieci, musimy jeszcze poczekać. Dochodzenia policyjne i sprawy karne trwają, a wielu dłużników ukrywa swoje miejsce zamieszkania, co wydłuża całe postępowanie. Wielu jeszcze zapewne nie odbyło rozmów „dyscyplinujących” z prokuratorem – mówi Katarzyna Tatar, wiceprezeska stowarzyszenia Alimenty to nie prezenty.

Badanie pokazuje także, że znaleźli się i tacy, którzy zaczęli płacić, bo ruszyło ich sumienie lub ulegli pozytywnemu wpływowi otoczenia. Jest ich jednak zdecydowanie mniej, odpowiednio 6 i 4 proc.Zaległości alimentacyjne Polaków

Respondenci są podzieleni co do tego czy nowe przepisy okażą się skuteczne. 37 proc. uważa, że pomogą wyeliminować długi alimentacyjne, a 38 proc., że nie. Co czwarty ankietowany jeszcze nie ma zdania.Zaległości alimentacyjne Polaków 2

Zatrudnienie alimenciarzy sposobem na niskie bezrobocie?

Według zdecydowanej większości Polaków należy wprowadzić obowiązek odpracowywania długów w pracach publicznych oraz monitorować aktywność zawodową dłużnika.Zaległości alimentacyjne Polaków 3

– Aktywizacja zawodowa dłużników alimentacyjnych, możliwość odpracowywania długów wobec Funduszu i dzieci nieotrzymujących alimentów z Funduszu, poprzez roboty publiczne, które mogą m.in. organizować gminy – to jest coś o co zabiegamy już od dłuższego czasu. Dopiero wtedy, kiedy zdrowy i zdolny do pracy dłużnik nie zechce podjąć zatrudnienia lub odpracować długu powinno wkraczać, już wtedy bezwzględnie, prawo karne – mówi Katarzyna Tatar.

Prawo skłaniające do zarejestrowania się dłużnika w urzędzie pracy i wykorzystaniu go do prac publicznych obowiązuje już dziś. Według ostatniego raportu Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej za 2015 r. mniej niż 18 tys. osób zostało zobowiązanych do zarejestrowania się w urzędzie pracy w 1,4 tys. przypadków pomogło to w ściągnięciu alimentów. Z kolei próba aktywizacji zawodowej podjęta została wobec 37 tys. osób i sprawdziła się u 3 tys. dłużników.

– Obecnie zastosowaniu tych regulacji sprzyja dodatkowo dobra koniunktura gospodarcza i brak ludzi do pracy. Należy sięgać po wszelkie możliwe sposoby dyscyplinowania dłużników m.in. po słabo wykorzystywaną konfiskatę prawa jazdy dłużników. Im szerszy zakres działań, tym większe szanse osiągnięcia efektu, bo każdą osobę może zmobilizować co innego – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Zaległości alimentacyjne Polaków 4

Wiek i płeć dłużników alimentacyjnych

Niezmiennie, najliczniejszą grupę niepłacących na swoje dzieci stanowią osoby między 35 a 44 rokiem życia i to zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet.Zaległości alimentacyjne Polaków 5

Średni dług alimentacyjny przypadający na osobę

Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego wynosi już 36 034 zł. Od sierpnia do października wzrosła o 651 zł. Zwiększyła się we wszystkich województwach. Najwyższe średnie zadłużenie, przekraczające średnią dla kraju, występuje w województwach: lubelskim, kujawsko-pomorskim oraz świętokrzyskim. Najniższe na Śląsku oraz w Lubuskiem.Zaległości alimentacyjne Polaków 6

Skala zadłużenia alimentacyjnego w miastach w Polsce

Niezmiennie, w porównaniu z poprzednim kwartałem, najwięcej dłużników alimentacyjnych zamieszkuje w Warszawie, Łodzi oraz Wrocławiu. Łódź, Białystok oraz Gdańsk, to miasta, gdzie liczba dłużników alimentacyjnych nieznacznie spadła. Z kolei największy przyrost odnotowano w Warszawie (o 777 osób) oraz w Poznaniu – o 312 osób. Łączna kwota zadłużenia największa jest w Łodzi, Warszawie i Bydgoszczy. Najmniejszą liczbą dłużników alimentacyjnych i ich łączną kwotą zadłużenia może pochwalić się Opole.Zaległości alimentacyjne Polaków 7

Rekordziści alimentacyjni na tle województw

W sumie ponad 6,4 mln zł wynoszą niespłacone zobowiązania wobec dzieci 16 osób reprezentujących niechlubny ranking wojewódzkich rekordzistów alimentacyjnych. Dług pierwszego na liście wynosi już prawie pół miliona złotych. Średnia zaległość każdego z nich waha się pomiędzy 400 a 300 tys. zł. W porównaniu z poprzednim kwartałem zmiany zaszły w województwie lubelskim, gdzie na miejsce 37-letniego ojca z długiem o wartości 398 tys. zł, wskoczył 50-letni mężczyzna z kwotą  ponad 405 tys. zł. Nowi rekordziści pojawili się także w regionie świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim.alimenty

Akcja BIG InfoMonitor „Odzyskuj alimenty”

W ramach akcji „Odzyskuj alimenty”, do BIG InfoMonitor zgłasza się coraz więcej osób zainteresowanych wpisem dłużników alimentacyjnych do rejestru za symboliczne 1 zł. Ostatnie dane mówią o 865 osobach, które skorzystały z tej możliwości. W sumie wpisały do BIG InfoMonitor długi na ponad 4,5 mln zł. Do tej pory udało im się odzyskać 309,4 tys. zł. Średnia wartość zgłaszanych w ramach akcji zobowiązań alimentacyjnych wynosi obecnie 29 949 zł.Zaległości alimentacyjne Polaków 9

Skarbiec TFI tworzy zespół odpowiedzialny za nową linię produktową

Agnieszka Łukawska
Agnieszka Łukawska

Skarbiec TFI, zgodnie z ogłoszoną strategią rozwoju, rozpoczyna przygotowania do wejścia w kolejny segment rynku produktów oszczędnościowych – długoterminowe programy emerytalne. Nowym obszarem działalności pokieruje Agnieszka Łukawska, twórczyni najdłużej funkcjonującego w Polsce pracowniczego programu emerytalnego, która 1 marca 2018 roku dołączy do zespołu Towarzystwa i obejmie stanowisko Dyrektora ds. programów emerytalnych.

Plan wzrostu Skarbiec TFI do 2020 roku zakłada podwojenie wartości aktywów w funduszach skierowanych do szerokiego grona inwestorów, rozbudowę oferty produktowej, a także zwiększenie liczby kanałów dotarcia do klientów. Towarzystwo, realizując przyjętą strategię rozwoju, rozbudowuje struktury sprzedażowe, zarówno w obszarze sieci agencyjnej, jak również wykorzystania potencjału klientów instytucjonalnych, poszukujący alternatywnych rozwiązań inwestycyjnych wobec lokat bankowych. Kolejnym obszarem rynku, w którym Skarbiec TFI chce zintensyfikować swoją obecność, jest segment długoterminowych produktów oszczędnościowych.

– Z punktu widzenia zachodzących zmian demograficznych, rosnącej świadomości społeczeństwa w zakresie oszczędzania na emeryturę oraz planów Rządu dotyczących powstania Pracowniczych Planów Kapitałowych, grupowe programy emerytalne będą znakomitym uzupełnieniem naszej oferty produktów oszczędnościowych – mówi Ewa Radkowska-Świętoń, prezes zarządu Skarbiec TFI.

Utworzeniem i rozwojem obszaru długoterminowych programów emerytalnych w Skarbiec TFI zajmie się Agnieszka Łukawska, która posiada 25 letnie doświadczenie w obszarze ubezpieczeń i funduszy inwestycyjnych. Przez pierwsze lata aktywności zawodowej związana z towarzystwami ubezpieczeniowymi, a od ponad 19 lat w Legg Mason TFI S.A., obecnie Esaliens TFI S.A., jednym z trzech głównych graczy w segmencie grupowych programów emerytalnych oferowanych przez TFI. Agnieszka Łukawska posiada doświadczenie we wszystkich fazach tworzenia programów emerytalnych, począwszy od etapu koncepcji, przez implementację, aż po bieżące utrzymywanie planów i programów emerytalnych, współpracując przy tym z przedstawicielami pracodawców, strony społecznej, Komisji Nadzoru Finansowego i kancelariami prawnymi. Jest absolwentką wydziału Finansów i Statystyki na SGPiS oraz studiów doktoranckich z zakresu ubezpieczeń i funduszy emerytalnych w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH.

– Produkty emerytalne, PPE, IKE, IKZE czy PPK mają stanowić ważną pozycję w naszej ofercie rozwiązań oszczędnościowych, dlatego tworzenie i rozwój tego segmentu naszej działalności powierzyliśmy osobie z bardzo dużym doświadczeniem w tym obszarze. Agnieszka Łukawska jest uznaną na rynku ekspertką, doskonale znającą zarówno specyfikę tych rozwiązań, jak i ich otoczenie prawne i instytucjonalne. W naszej ocenie, taka specjalistka w zespole Skarbiec TFI jest gwarancją, że nasza oferta produktów emerytalnych będzie wyróżniała się na rynku, nie tylko sprawnością regulowania procedur związanych z uruchamianiem programów emerytalnych, ale i optymalnym dopasowaniem polityk inwestycyjnych funduszy objętych programami emerytalnymi do preferencji podmiotów zainteresowanych ich tworzeniem – mówi Jacek Janiuk, członek zarządu Skarbiec TFI odpowiedzialny za rozwój produktów oraz sprzedaż. – Naszą ambicją jest wejście do czołówki instytucji finansowych działających na rynku grupowych i indywidualnych rozwiązań emerytalnych, co wydaje się być jak najbardziej realne w perspektywie najbliższych kilku lat. – dodaje Jacek Janiuk.

Długoterminowe programy emerytalne uzupełnią ofertę Skarbiec TFI w obszarze rozwiązań oszczędnościowo-emerytalnych, która obecnie składa się z czterech produktów: Planu Systematycznego Oszczędzania, koncentrującego się na regularnym inwestowaniu środków w jednostki uczestnictwa Skarbiec FIO, Planu Skarbiec Rentier, skierowanego do klientów inwestujących znaczny kapitał, pozwalający na wypłacanie wypracowanych zysków, Indywidualnego Konta Emerytalnego – Skarbiec jako III filaru w polskim systemie emerytalnym oraz Skarbiec Programu Emerytalnego, łączącego zalety trzech produktów oszczędnościowych w jeden Program: Indywidualnego Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), Indywidualnego Konta Emerytalnego (IKE) oraz Planu Systematycznego Oszczędzania (PSO).

Inflacja w celu (nie na długo)

  • Listopadowy odczyt inflacji w Wielkiej Brytanii może przynieść jej stabilizację na poziomie 3,0% r/r, umożliwiając BoE utrzymanie stóp procentowych na stabilnym poziomie na czwartkowym posiedzeniu. Według projekcji banku, po osiągnięciu szczytu w 4q17 inflacja CPI powinna w 2018r spadać ze względu na koniec wpływu słabego funta na ceny energii.
  • Komponent ZEW dotyczący oczekiwań pozostanie prawdopodobnie na niskich poziomach, wskazując na obawy niemieckich inwestorów co do trwałości ożywienia, którym sprzyjać może brak rozstrzygnięć politycznych.
  • Struktura wczorajszego odczytu inflacji wskazuje na wzrost inflacji bazowej do 0,9% r/r w listopadzie z 0,8% r/r miesiąc wcześniej.

Przegląd wydarzeń:

Inflacja w celu (nie na długo)

Inflacja CPI wzrosła w listopadzie do 2,5% r/r (PKO: 2,4% r/r; konsensus: 2,4% r/r) z 2,1% r/r w październiku, a ostateczne dane potwierdziły szacunek flash. Tym samym inflacja osiągnęła cel NBP po raz pierwszy od pięciu lat.

Główną przyczyną wzrostu inflacji było listopadowe przyspieszenie dynamiki cen paliw wywołane przez odbicie cen ropy naftowej (spekulacje przed decyzją OPEC z końca listopada, konflikt w irackim Kurdystanie oraz sytuacja geopolityczna na Półwyspie Arabskim).

Kolejny miesiąc drożała żywność i napoje bezalkoholowe, których dynamika przyspieszyła do 6,0% r/r z 5,4% r/r w październiku i była najwyższa od maja 2011 roku. Rosnące ceny odnotowano niemal we wszystkich kategoriach (uwagę zwraca 30% m/m dynamika cen jaj; spadały zaś ceny cukru i owoców). W najbliższych miesiącach ceny żywności będą prawdopodobnie nadal pozostawały na wysokich poziomach, niemniej z uwagi na silne efekty wysokiej bazy (wysokie wzrosty cen żywności na przełomie ubiegłego roku spowodowane czynnikami pogodowymi na południu Europy) ich dynamika zacznie wyhamowywać począwszy od grudnia stanowiąc (obok spadku dynamiki cen paliw) główny czynnik stojący za spadkiem inflacji na przełomie roku. Nieznacznie przyspieszyła dynamika cen energii, przy czym wzrost cen opału był najsilniejszy od grudnia 2011 r.

Inflacja usług spadła do 2,5% z 2,7% w październiku, podczas gdy dynamika cen towarów wzrosła do 2,5% r/r z 2,0% r/r w październiku. Szacujemy, że inflacja bazowa przyspieszyła w listopadzie do 0,9% r/r z 0,8% r/r.

Prognozujemy, że inflacja CPI wyhamuje w grudniu w okolice 2,1% r/r i utrzyma się na podobnym (lub nieco niższym poziomie aż do lutego), aby później rozpocząć silny trend wzrostowy (do ok. 2,9-3,0% r/r w czerwcu 2018 r.), którego ważnym silnikiem będzie inflacja bazowa.

inflacja CPI

Wciąż spodziewamy się pierwszej podwyżki stóp procentowych NBP pod koniec 2018r., nie wykluczając wcześniejszych wniosków o podwyżki stóp (i intensyfikacji dyskusji w RPP) w obliczu wzrostu dynamiki cen konsumenckich, w tym w kategoriach bazowych.

R. Sura (RPP) powiedział, że „jeżeli marcowa projekcja inflacji będzie wskazywać na niekorzystne tendencje inflacyjne, to w drugiej połowie 2018 r. możliwa jest dyskusja nad zmianą nastawienia w polityce pieniężnej”. Do zmiany nastawienia skłoniłoby go trwałe utrzymywanie się inflacji powyżej celu w nowej projekcji NBP. Tym samym, R. Sura jest kolejnym członkiem Rady, który w obliczu ostatnich mocnych danych z gospodarki nie wyklucza zacieśnienia polityki pieniężnej w 2018 r.

Zgodnie z oczekiwaniami czeska inflacja wyhamowała w listopadzie do 2,6% r/r z 2,9% r/r w paź., do czego przyczyniły się głównie efekty wysokiej bazy cen żywności. Ceny jajek wzrosły o 37,8% m/m, na co (podobnie jak w przypadku Polski) miał wpływ silniejszy popyt z zagranicy związany ze skażeniem jaj w Europie Zachodniej fipronilem. Czeska inflacja powinna w najbliższych miesiącach kontynuować spowolnienie w związku z efektami wysokiej bazy cen paliw i żywności. Umożliwi to bankowi centralnemu pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie (0,50%) po listopadowej podwyżce (najbliższe posiedzenie 21 grudnia).

Dane GUS o handlu zagranicznym w październiku wskazują na ryzyko w dół dla prognoz salda na rachunku obrotów bieżących (PKO: 274 mln EUR, konsensus: 188 mln EUR, publikacja w czwartek).

Dług publiczny (ESA2010) obniżył się po 3q17 do 52,0% PKB (wobec 53,2%PKB po 2q17).

Źródło: PKO Bank Polski

Złoty czeka na Fed, na EURPLN oscylując w okolicach 4,20

Nadchodzące posiedzenie Fed i aukcja zamiany będą ciążyć wycenie obligacji skarbowych. Złoty czeka na Fed, na EURPLN oscylując w okolicach 4,20.

Rynek stopy procentowej

Na krajowym rynku stopy procentowej początek tygodnia przyniósł dosyć silne umocnienie notowań długoterminowych obligacji skarbowych. W efekcie doszło do dalszego wypłaszczenia się krzywej. Aktualnie spread 2Y10Y na rynku polskich obligacji skarbowych spadł już w okolice 155 pb. podczas, gdy jeszcze niedawno przekraczał 180 pb. Widać, że cały czas stabilizację na krótkim końcu krzywej podtrzymują obawy przed potencjalnymi podwyżkami stóp procentowych w 2018 r. w Polsce. Z drugiej strony długoterminowe obligacje zyskują przede wszystkim dzięki utrzymującemu się popytowi na obligacji na globalnym rynku długu (m.in. dzięki EBC). Tym razem w poniedziałek popyt na obligacje krótkoterminowo pobudził wzrost awersji do ryzyka po informacji o zamachu terrorystycznym w Nowym Jorku.

W kraju druga publikacja danych nt. inflacji w listopadzie nie przyniosła istotniejszych zmian notowań, niemniej mogła powstrzymywać inwestorów przed kupowaniem krótkoterminowych papierów skarbowych. Jak podał GUS, zgodnie ze wstępnym odczytem, ceny konsumpcyjne w Polsce wzrosły w listopadzie o 2,5% r/r. Chociaż generalnie dane były neutralne dla rynku, to jednak struktura zmian cen sugeruje, że inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii powinna przyspieszyć w okolice 0,9% r/r wobec 0,8% w październiku. Lekki wzrost inflacji bazowej będzie negatywną informacją dla rynku (dane zostaną opublikowane przez NBP we wtorek). Trudno jednak oczekiwać silniejszej zmiany notowań w sytuacji, gdy cały czas nominalne odczyty pozostają wyraźnie poniżej dolnego ograniczenia odchylenia od celu inflacyjnego NBP (1,5%), sugerując brak fundamentalnej presji inflacyjnej. Jest to o tyle ciekawe, że systematycznie rośnie z kolei presja płacowa w sektorze przedsiębiorstw, w niektórych sektorach przekraczając nawet poziomy dwucyfrowe.

W najbliższych dniach głównym wydarzeniem będzie rozpoczynające się we wtorek dwudniowe posiedzenie Fed. Scenariuszem bazowym pozostaje podwyżka stóp procentowych o 25 pb. Zakładając, że wzrost awersji do ryzyka był jedynie krótkoterminowy (na co może wskazywać chociażby reakcja amerykańskich giełd), to decyzja FOMC i konferencja prasowa banku centralnego powinny mieć negatywny wpływ na wyceny obligacji skarbowych w perspektywie najbliższych tygodni.

Na koniec tygodnia (15 grudnia) Ministerstwo Finansów zorganizuje jeszcze aukcję zamiany, na której oferowane będą papiery serii OK0720, WZ1122, PS0123, DS0727 i WZ0528, a odkupowane będą WZ0118, PS0418, PS0718 i OK1018. Prawdopodobnie dużym zainteresowaniem będą cieszyć się papiery OK0720 ze względu stosunkowe wysokie rentowności bliskie 1,87%. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę, że papiery o krótszych terminach wykupu niż PS0420 notowane są już poniżej 1,65%, w tym większość nawet poniżej stopy referencyjnej NBP. To wyraźnie pokazuje, że część instytucji finansowych zgłasza wysoki popyt na najkrótsze papiery wzmacniając ich wyceny (w ich przypadku ryzyko negatywnego wpływu ze strony wzrostu stóp procentowych jest mniejsze).

Rynek stopy procentowejAutor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Poniedziałek na krajowym rynku walutowym rozpoczął się lekkim osłabieniem złotego (do 4,206), przy jednocześnie dalej utrzymującym się dolarze do euro w okolicach 1,18. Listopadowe dane z rynku pracy w USA wskazały na wyższy od oczekiwań wzrost liczby etatów poza rolnictwem w USA, ale również na wciąż umiarkowany wzrost wynagrodzeń. W ub. miesiącu średnie wynagrodzenie wzrosło o 2,5% r/r wobec 2,3% w październiku (w ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł 0,2%, czyli nieco poniżej oczekiwanego wzrostu na poziomie 0,3% m/m). Rynek spodziewa się podwyżki stóp na kończącym się w środę posiedzeniu Fed oraz dwóch lub trzech podwyżek w 2018 roku. Perspektywy te pogarsza jednak wciąż niska dynamika płac oraz inflacja. Jak pokazują dane amerykańska gospodarka jest bliska stanu pełnego zatrudnienia (bezrobocie na poziomie 4,1% jest najniższe od 17 lat), co powoduje, że rosną oczekiwania na wyższy wzrost dynamiki wynagrodzeń, czyli jedną z kluczowych składowych dla prognoz inflacji. Tymczasem płace nie rosną tak jak by tego oczekiwali ekonomiści, co powoduje, że jastrzębi wydźwięk Fed traci nieco na blasku. Nie zmienia to faktu, że środowe posiedzenie FOMC zakończy się zapewne trzecią w tym roku podwyżką stóp procentowych o 25 pb., ale ten ruch jest od dawna już przez rynek oczekiwany. Można więc spodziewać się, że dla dolara ważniejszy okaże się fragment komunikatu dot. skali podwyżek stóp w 2018 roku. Jeśli Fed potwierdzi trzy możliwe ruchy stóp w górę, dolar powinien wyraźnie zacząć zyskiwać wobec euro.

W tym tygodniu nie tylko obradować będzie Fed, ale posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma również EBC. Tu jednak nie należy oczekiwać zmian parametry polityki pieniężnej. Podczas konferencji prasowej z udziałem prezesa M. Draghi’ego mogą zostać poruszone kwestie dotyczące perspektyw polityki pieniężnej, w tym szczegóły dot. prowadzonego programu luzowania ilościowego lub potencjalne zmiany w forward guidance.  Rynki będą zapewne w przekazie EBC doszukiwać się argumentów przemawiających za zakończeniem programu QE we wrześniu 2018 roku. Czwartkowemu posiedzeniu będzie towarzyszyła publikacja najnowszych prognoz.

Wyższy dolar oznaczać będzie słabszego złotego, któremu dodatkowo ciąży gołębia RPP, dla której bieżące mocne dane gospodarcze nadal nie są argumentami przemawiającymi za odejściem od twardej gołębiej postawy. Wręcz przeciwnie, w ocenie prezesa Adama Glapińskiego to właśnie bieżące odczyty m.in. pokazujące wciąż niską inflację bazową, malejącą presję płacową oraz spadającą dynamikę jednostkowych kosztów pracy, nie poddają w wątpliwość zakładanego przez niego scenariusza utrzymania stóp NBP bez zmian do końca 2018 roku. Pod koniec tygodnia kurs EURPLN powinien więc zbliżać się do poziomu 4,23 przy EURUSD notowanym poniżej 1,18. Tymczasem, w poniedziałek GUS potwierdził wstępny szacunek listopadowej inflacji CPI na poziomie 2,5% r/r, we wtorek NBP opublikuje zaś inflację bazową CPI. Potwierdziło się, że osiągnięcie celu inflacyjnego NBP było możliwe przede wszystkim dzięki przyspieszeniu dynamiki cen paliw wywołanego przez odbicie cen ropy naftowej i wysokim kosztom utrzymania mieszkania (drożejący opał) oraz częściowo również dalszemu wzrostowi cen żywności.

Tymczasem we wtorek w centrum uwagi rynków znajdzie się indeks ZEW mierzący nastroje niemieckich analityków finansowych. Rynek oczekuje spadku do 18 pkt w grudniu z 18,7 miesiąc wcześniej, zakładając, że nastroje niemieckich inwestorów pozostają w stanie umiarkowanego optymizmu. Tymczasem niemiecka giełda jest już rozgrzana do czerwoności. Indeks DAX przez ostatnie 12 miesięcy zyskał blisko 25%, na przełomie października i listopada zbliża się do poziomu powyżej 13.500 pkt. Hossa na parkiecie we Frankfurcie podobnie jak na Wall Street trwa od marca 2009 roku. I podobnie jak w Nowym Jorku także u naszych zachodnich sąsiadów wyceny akcji nie należą do niskich. Trudno więc oczekiwać znacznego pogorszenia nastrojów wśród niemieckich konsumentów. Nie zmienia to faktu, że pozostając pod wpływem oczekiwań na jastrzębi Fed nawet wyższy od oczekiwanego ZEW może niewiele pomóc wspólnej walucie.

indeks DAXAutor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Zmienność na giełdach najniższa od kryzysu

  • Akcje pozostają najatrakcyjniejszą klasą aktywów. Krótkoterminowo silniejsze powinny być giełdy na rynkach rozwiniętych.
  • Po zakończeniu korekty spadkowej na indeksie MSCI Emerging Markets, lepsze perspektywy mają rynki wschodzące. Przemawiają za tym wyższe prognozowane zyski spółek oraz atrakcyjniejsze wyceny.
  • Najniższa od czasu kryzysu finansowego zmienność na światowych giełdach sugeruje, by przy inwestowaniu w akcje zachować większą ostrożność.
UI TFI - Michał Milewski
UI TFI – Michał Milewski

Indeks MSCI ACWI, który odzwierciedla koniunkturę na światowych giełdach, zyskał w tym roku już ponad 20%. Także w perspektywie miesiąca jest na delikatnym plusie. To zasługa rynków rozwiniętych, ponieważ na wielu rynkach wschodzących wciąż trwa zasłużona korekta spadkowa. Przypomnę, że do końca listopada indeks MSCI Emerging Markets wzrósł o 30%, co na tle poprzednich lat jest świetnym wynikiem.

Przy nieco głębszej analizie źródła globalnego wzrostu cen akcji zauważymy, że indeksy giełdowe w USA są obecnie wyraźnie mocniejsze niż europejskie. Ma to związek z ostatnimi wynikami finansowymi zaraportowanymi przez spółki.

W III kwartale 2017 r. w USA aż trzy czwarte spółek wypracowało zyski wyższe od oczekiwań analityków. Zdecydowanie na plus wyróżnił się amerykański sektor IT, który ma silną reprezentację w indeksie NASDAQ Composite. W Europie tylko połowa spółek zdołała pobić konsensusy. Druga połowa, niestety, zawiodła inwestorów.

Niska zmienność na giełdach nakazuje ostrożność

Niezmiennie uważamy, że w tym momencie cyklu gospodarczego akcje, jako klasa aktywów, mają największy potencjał. Poczyniliśmy jednak kilka obserwacji.

Po pierwsze, hossa na świecie jest już w dojrzałym stadium. Spółki wzrostowe (growth), choćby wspomniane podmioty z branży IT, mają za sobą bardzo solidne wzrosty. Ponadto w przypadku USA weszliśmy już w fazę, w której wyceny spółek nie wynikają bezpośrednio z fundamentów i są nieproporcjonalnie wysokie w stosunku do osiąganych przez spółki zysków.

W związku z powyższym, coraz bardziej racjonalnym wyborem inwestycyjnym stają się spółki o charakterze wartościowym (value) wypłacające dywidendę, np. banki.

Po drugie, rośnie zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi rynkami akcji. To tworzy środowisko, w którym coraz większy wpływ na końcową wartość inwestycji w przypadku globalnych funduszy typu absolutnej stopy zwrotu czy asset allocation będzie miała selekcja. W ramach krajów, sektorów i samych spółek.

Po trzecie, zmienność na globalnych rynkach akcji jest obecnie najniższa od czasu ostatniego kryzysu finansowego. Na bardzo wysokich poziomach kształtuje się też liczba inwestorów grających na dalszy spadek indeksu zmienności VIX.

Ten „spokój” sam w sobie nie oznacza, że tuż za rogiem czai się krach. Nakazuje natomiast większą niż dotąd ostrożność przy inwestowaniu w akcje.

Przed exposé nowego premiera

W poniedziałek amerykański dolar ograniczał swoje wcześniejsze straty w oczekiwaniu inwestorów na posiedzenie Rezerwy Federalnej. Analitycy są zdania, że w środę Federalny Komitet Otwartego Rynku podniesie stopy procentowe o 25 punktów bazowych. To byłaby trzecia podwyżka stóp w tym roku. Z kolei w czwartek Europejski Bank Centralny i Bank Anglii mają ogłosić swoje decyzje dotyczące polityki monetarnej. Choć nie oczekuje się żadnych zmian, rynki będą doszukiwać się sygnałów na temat przewidywania inflacji i stanu gospodarki. W Polsce nie było większych ruchów na złotówce w związku ze zmianą premiera, a dzisiaj rynki będą śledzić exposé nowego szefa rządu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara australijskiego (-0,19%) i japońskiego jena (-0,02%), a zyskuje do euro (+0,03%), brytyjskiego funta (+0,6%) oraz dolara kanadyjskiego (+0,06%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,178, GBP/USD – 1,335, USD/CAD – 1,284, AUD/USD – 0,754 i USD/JPY – 113,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,1%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,883. Złotówka zyskuje do funta, a traci do innych głównych walut. We wtorek rano dolar kosztuje 3,57 zł, euro – 4,2 zł, funt – 4,76 zł, a frank szwajcarski – 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,8%, frankfurcki indeks DAX i paryski indeks CAC 40 spadły po 0,23%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,32%, meksykański indeks Bolsa – 0,27%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,09%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,32%, chiński indeks Shanghai Composite – o 1,25%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,63%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną kolejny dzień z rzędu. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,69 USD (+1,99%), a ropy WTI – 57,99 USD (+1,09%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca podniosła się o 1 USD do 66 USD. Z kolei ceny złota idą w dół. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1245 USD. To 5 USD mniej (-0,4%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Rumunia – Inflacja CPI (r/r), listopad – 3,2% (prognoza 2,95%)
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), październik 5,4% (prognoza 5,1%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja PPI (r/r), listopad (prognoza 3%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja CPI (r/r), listopad (prognoza 3%)
  • 11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW, grudzień (prognoza 18 pkt.)
  • 14:00 – Polska – Inflacja bez cen żywności i energii (r/r), listopad (prognoza 0,9%)
  • 14:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), listopad (prognoza 2,9%)
  • 20:00 – Strefa euro – Wystąpienie szefa EBC
  • 23:15 – Australia – Wystąpienie szefa RBA

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Pracownik już nie oszuka swojego szefa. Beacony znajdą go wszędzie, nawet… w toalecie

Zdaniem ekspertów, w ciągu 3-5 najbliższych lat beacony mogą stać się powszechnym narzędziem nadzoru w polskich firmach. Znajdą zastosowanie w biurowcach, sklepach i fabrykach. Pozwolą bez trudu zlokalizować konkretnego pracownika w danym obiekcie. Będą mierzyły stopień aktywności personelu, np. lekarzy na dyżurach. Zebrane informacje posłużą pracodawcom do lepszego tworzenia planów optymalizacji kosztów związanych z zatrudnianiem. W pewnym sensie urządzenia będą im podpowiadać, kogo zwolnić, a komu dać upomnienie. Wskażą także, czyja obecność w przedsiębiorstwie jest kompletnie nieefektywna lub za mało produktywna. Zarejestrują więcej, niż kamery. Z kolei, pracownicy zyskają narzędzie, które zapewni im potencjalne dowody, m.in. w kwestii przepracowanych nadgodzin.

Jak przewiduje Fabian Pietras z międzynarodowej firmy rekrutacyjnej Antal, beacony to technologia przyszłości, która może sprawdzić się w każdej gałęzi gospodarki. Najszybciej należy spodziewać się wprowadzenia ich w dużych firmach z sektorów handlu, logistyki i produkcji. Wynika to z prostego faktu – w przedsiębiorstwach, w których zatrudnia się wiele osób, najtrudniej kontrolować rzeczywisty czas pracy. Beacony to ułatwią. Nadajniki, uruchamiane na aplikacji mobilnej w smartfonach z technologią Bluetooth, zapewnią dokładniejszy i szybszy pomiar, m.in. wskazując konkretną godzinę wejścia do firmy i wyjścia z niej. Aplikacja w ciągu dnia na bieżąco zliczy czas pracy danej osoby, spędzony na wykonywaniu określonych czynności, np. przy taśmie produkcyjnej czy na kasie. Wiadomo będzie też, o której dokładnie godzinie pracownik wykonał obchód po magazynie, czy ile razy przejechał wózkiem widłowym po hali. Zostaną zarejestrowane wszystkie jego ścieżki, przebyte na terenie zakładu pracy.

– Warto posłużyć się przykładem służby zdrowia. Dzięki beaconom, będzie można mierzyć faktyczną aktywność personelu medycznego. Dyrektor szpitala będzie wiedział, czy podczas nocnego dyżuru lekarz zaglądał do pacjentów, czy cały czas był w swojej dyżurce, a może opuścił placówkę na krótko. Nadajniki umożliwią też zlokalizowanie specjalisty, np. urologa na bloku operacyjnym w momencie, gdy będzie go szukał internista ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. W innym przypadku, mogą one pomóc znaleźć konkretny sprzęt medyczny w jednej z kilku sal do ćwiczeń. Warunkiem tego będzie umiejscowiony na urządzeniu beacon – mówi Krzysztof Łuczak, Prezes Zarządu firmy technologicznej Proxi.cloud.

Tymczasem adwokat Bartłomiej Raczkowski, Partner w Kancelarii Raczkowski Paruch, podkreśla, że wymaganie od pracownika uruchomienia w telefonie aplikacji, współpracującej z beaconami, powinno być ściśle uzasadnione. Zgodnie z obecnymi przepisami, jak również z tymi, które zaczną obowiązywać w maju 2018 roku, wkraczanie w prywatność zatrudnionego musi być proporcjonalne do zamierzonego celu. Jeżeli jest on osiągalny w inny sposób, to wybór środków ingerujących w życie człowieka w wyższym stopniu nie będzie zgodny z prawem, a więc, jak zaznacza ekspert, w każdym przypadku pracodawca będzie musiał ocenić, czy aplikacja nie stanowi nadmiernej inwazji w prywatność pracownika.

– Oczywiście konieczna będzie pisemna zgoda zatrudnionego na poddawanie go kontroli. Może być ujęta np. jako jeden z punktów umowy z pracodawcą. Natomiast istotne jest to, że w przeciwieństwie do technologii geolokalizacyjnej, infrastruktura beaconowa rejestruje zdarzenia wyłącznie w odległości od 2 do 90 m od nadajnika. Oznacza to, że fizycznie pracownik nie może być obserwowany przez 24 godziny na dobę, chyba że np. mieszkałby i pracowałby w tym samym budynku. I w takim przypadku faktycznie mogłoby to naruszać jego prywatność – wyjaśnia Krzysztof Łuczak.

Jeżeli w konkretnym miejscu pracy uznamy beacony i samą aplikację „śledzącą” za dopuszczalne rozwiązanie, to według mec. Raczkowskiego, za odmowę ich stosowania będzie można dyscyplinować pracowników, w tym zwalniać ich. Wówczas dane, uzyskane z tego systemu, również będą mogły służyć do analizy, a następnie podejmowania ewentualnych decyzji dyscyplinarnych.

– W moim przekonaniu, wprowadzenie beaconów do kontroli i pomiaru czasu pracy przyniesie korzyści nie tylko firmom, ale też samym pracownikom. Nadajniki będą automatycznie sumowały i zapisywały w systemie przepracowane nadgodziny, co oczywiście ułatwi rozliczenie ich z pracodawcą. Jeżeli dany projekt okaże się sukcesem, to osoba, która pracowała nad nim najdłużej, będzie mogła dostać premię. To narzędzie wskaże przełożonym najbardziej pracowitych ludzi w zespołach, najmocniej skupionych na swoich obowiązkach i najmniej zabiegających o własną popularność – wymienia ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Beaconami najpierw zainteresują się duże firmy, bo ta technologia może znacząco rozładować kolejki przy przechodzeniu przez bramki w biurowcach czy fabrykach. Fabian Pietras podaje przykład zakładów produkcyjnych, do których codziennie na tę samą godzinę przychodzą do pracy tysiące osób. Obecnie wszyscy czekają w kolejce, aby zarejestrować swoją obecność. Gdyby natomiast wprowadzić beacony, mogliby bez większego trudu wejść na teren obiektu, bez konieczności przykładania karty do czytnika. Podobnie byłoby w sytuacji opuszczania budynku. Przygotowana w ten sposób infrastruktura miałaby szansę wygenerować dużą oszczędność czasu dla pracowników. Ponadto nie musieliby oni podpisywać list obecności i dodatkowo dokumentować wykonanych zadań.

– Po wprowadzeniu oprogramowania do służbowej komórki monitoring będzie działał automatycznie, z pominięciem jakiejkolwiek aktywności ze strony pracownika. Czas pracy na danym obszarze będzie automatycznie zapisywany w tzw. chmurach. Informacje na ten temat będą na bieżąco dostępne dla szefów, mających stały dostęp do Internetu. Warto dodać, że rozwiązania chmurowe są bezpieczne i powszechnie wykorzystywane m.in. w zespołach współpracujących ze sobą na odległość. W ich przypadku szczególnie sprawdzą się nadajniki. Przełożeni nie widzą bowiem, co fizycznie robią ich podwładni. Ale dzięki beaconom zyskają pewność w tym względzie – przekonuje Łuczak.

Według eksperta z firmy rekrutacyjnej Antal, pracownicy nie powinni obawiać się wprowadzenia beaconów. Ich główną rolą nie jest kontrola czasu pracy, a jego rzetelna analiza. Aplikacja może np. sugerować, kiedy należy zrobić przerwę od intensywnego wysiłku w pracy. Pracodawca natomiast otrzyma konkretną informację dotyczącą tego, o której godzinie dana osoba przychodzi do firmy i z niej wychodzi, ile czasu poświęca na wykonywanie określonej czynności czy jak długo trwa praca nad specyficznym projektem. Stąd nie ma raczej większych niebezpieczeństw związanych z wprowadzeniem beaconów, zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników.

– Beacony stanowią uzupełnienie systemu monitoringu w postaci kamer. Są od nich tańsze w instalacji, dlatego część pracodawców już się nimi interesuje. Dotyczy to przedsiębiorców otwartych na innowacje. Koszt inwestycji zależy od ilości punktów wyznaczonych do obserwacji. Nadajniki sięgają dalej, niż kamery. Zbierają też dokładniejsze dane, np. związane z przemieszczaniem się ekipy sprzątającej. Niektóre miejsca w biurowcach, m.in. toalety, nie mogą być filmowane. Beacony rozwiążą ten problem. Pracodawcy nie będą zastanawiać się już nad tym, gdzie są jego pracownicy. Ci z kolei nie będą musieli podpisywać kartek umieszczanych zwykle na drzwiach łazienek – dodaje Krzysztof Łuczak.

Należy jednak zaznaczyć, że pracodawcy w Polsce jeszcze nie oswoili się z technologią beaconów. Fabian Pietras wskazuje, że może się to zmienić w perspektywie najbliższych 3 lat, kiedy to duże koncerny zaczną inwestować w tego typu urządzenia. Jeżeli okaże się, że to rozwiązanie przynosi korzyści, w ciągu kolejnych 2 lat do tego trendu dołączą następne przedsiębiorstwa, również mniejsze. Wszystko jest kwestią czasu. Jeszcze niedawno pracownicy sceptycznie podchodzili do systemów CCTV, czyli monitorowania kamerami w miejscu pracy. Obawiali się, że każdy ich ruch będzie oceniany, ale ostatecznie szybko przeszli nad tym do porządku dziennego. Zastosowanie tego sprzętu wpłynęło na zmniejszenie ilości kradzieży, np. materiałów budowlanych z magazynów przez nieuczciwych pracowników. Właściciele firm mogli też skutecznie eliminować na bieżąco zaobserwowane błędy.

– Dzięki tego typu rozwiązaniu, ludzie stale kontrolowani w pracy staną się bardziej efektywni. Będzie to dotyczyło zarówno pracowników fizycznych, m.in. na budowach, jak i osób pracujących umysłowo, choćby w dużych bankach. Wszak powszechnym problemem polskich firm jest niska wydajność. Natomiast we współczesnym zarządzaniu liczy się optymalizacja kosztów i umiejętne wykorzystywanie posiadanych zasobów. W wielu przypadkach okaże się, że obowiązki, które do tej pory należały do trzech osób, może teraz wykonywać tylko jedna z nich – stwierdza Prezes Łuczak.

Ekspert z firmy Antal wskazuje, że technologia beaconów ma szansę przynieść firmom wiele korzyści. Poza rejestrowaniem ludzkiej pracy, nadajniki w niektórych fabrykach podniosą poziom bezpieczeństwa. Dla przykładu, człowiek idąc zakładem produkcyjnym, może wejść w nieznany mu wcześniej obszar zagrożenia. Wówczas aplikacja da mu wyraźny sygnał do tego, że powinien niezwłocznie opuścić daną strefę.

– Oczywiście istnieją również zagrożenia związane z wdrożeniem tego rozwiązania. Jednym z nich może być uprzedmiotowienie pracowników. Oznaczałoby to ograniczenie oceny ich pracy tylko do pomiarów wykonanych ścieżek. Problemem dla zatrudnionych i pracodawców może też okazać się zawodność systemu. Winni temu mogą być jednak sami ludzie, którzy będą zapominać o nierozstawaniu się z telefonami w pracy. Niektórzy na pewno będą próbować oszukiwać swoich szefów i specjalnie zostawiać komórki w miejscach, w których powinni siedzieć lub stać. I to niestety będzie zafałszowywać dane – podsumowuje ekspert z Proxi.Cloud.

Dryfowanie ku ciekawszemu

Kiedy kalendarz dopiero w drugiej części tygodnia jest napakowany kluczowymi wydarzeniami, nie powinna dziwić poniedziałkowa flauta. Płynność na rynku walutowym podupadła, a za nią zmienność i klimat jest kontynuowany w pierwszych godzinach wtorkowego handlu. Wyróżnia się za to ropa naftowa, która korzysta na awarii jednego z ważniejszych rurociągów. W kalendarzu mamy inflację ze Szwecji i Wielkiej Brytanii, niemiecki ZEW, a w nocy uwaga będzie na wyborach uzupełniających do Senatu USA.

Największy brytyjski rurociąg transportujący ropę naftową z dna Morza Północnego może zostać zamknięty na kilka tygodni w związku z odkrytym wyciekiem. Ropa naftowa Brent skoczyła do wczoraj o ponad 3 proc. i na 65 USD/b jest najwyżej od ponad dwóch lat, gdyż zamknięcie rurociągu oznacza ograniczenie wydobycia o ok. 450 tys. baryłek/dzień. Z rynkowego punktu widzenia doniesienia mogą usunąć widmo z rynku ropy, że pustka informacyjna po szczycie OPEC mogłaby rozpętać spiralę realizacji zysków z długich pozycji w kontraktach na ropę. Teraz zakłócenia po stronie podaży mogą być punktem zaczepienia dla rynku, który chce pozostać wysoko.

W Szwecji listopadowy odczyt CPI będzie ważną wskazówką przed posiedzeniem Riksbanku w przyszłym tygodniu. Prognozy zakładają pozostanie inflacji poniżej celu 2 proc. r/r, zatem rozmowy o zacieśnianiu monetarnym pozostają odłożone na później, podobnie jak perspektywa umocnienia SEK. Inflacja konsumencka w Wielkiej Brytanii ma pozostać na 3 proc, ale ponieważ Bank Anglii dopiero co jest po podwyżce stóp procentowych, dane na tym etapie nie stanowią istotnego punktu zaczepienia. Obecnie polityczne zamieszanie wokół Brexitu odgrywa ważniejszą rolę z przewaga zagrożeń i szans, więc rozsądniejsze wydaje się wygaszanie ewentualnej siły funta po danych. Niemiecki raport ZEW powinien pokazać, że największej gospodarce strefy euro wszytko jest bardziej niż w porządku, nawet jeśli dzisiejsze odczyty będą nieco niższe od listopadowych. Inflacja bazowa z Polski i PPI z USA powinny przejść bez echa. W nocy przemawia prezes RBA Lowe, a ryzyko leży po stronie lekko gołębiego wydźwięku.

Także w nocy polityka ponownie będzie dotykać USD. W Alabamie odbędą się wybory uzupełniające do Senatu na miejsce Jeffa Sessionsa, który objął stanowisko prokuratora generalnego. Republikanie potrzebują wygranej, gdyż ich przewaga w Senacie jest niewielka, także ze względu na bunty wśród własnych członków. Wystarczy wspomnieć, że głosowanie nad ustawą podatkową przeszło stosunkiem zaledwie 51:49. Alabama to republikański stan, a w zeszłym roku Donald Trump wygrał tam przewagą 28 pkt proc. Jednak kandydat GOP Roy Moore jest zaplątany w skandal obyczajowy, co może zaważyć na jego poparciu. Zatem wygrana Demokratów nie jest całkowicie wykluczona i jeśli się zrealizuje, może to za zatrząść długimi pozycjami w dolarze, gdyż postawi w wątpliwość szanse na łatwe forsowanie przyszłych projektów fiskalnych w Kongresie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Deloitte: Za pięć lat będzie się sprzedawać na świecie ponad pięć milionów smartfonów dziennie

Do końca 2023 roku użytkownikami smartfonów w krajach rozwiniętych będzie ponad 90 proc. dorosłych osób. Roczna sprzedaż telefonów w 2023 wyniesie 1,85 miliarda sztuk. Ale rosnąć będzie nie tylko ich ilość, ale też jakość. Jak przewiduje 17. edycja raportu „Global TMT Predictions 2018”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w ciągu pięciu najbliższych lat elementy sztucznej inteligencji w smartfonach będą standardem, a już w 2018 roku przynajmniej miliard użytkowników za ich pośrednictwem będzie tworzyć treści w rozszerzonej rzeczywistości. Między innymi na smartfonach będziemy oglądać transmisje na żywo, z których przychody w przyszłym roku wyniosą 545 mld dolarów w skali globalnej. W tym samym czasie samoloty przestaną być jedną z ostatnich wolnych od połączeń internetowych stref.        

Raport „Global TMT Predictions 2018” prezentuje główne trendy z dziedziny technologii, mediów i telekomunikacji, które mogą wywrzeć istotny wpływ na rynek w perspektywie najbliższych pięciu lat.

Wszechobecny smartfon

W 2023 roku sprzedaż smartfonów wyniesie ponad 5 mln sztuk dziennie. Eksperci Deloitte przewidują, że w tym samym roku będziemy mieć kontakt ze swoim telefonem średnio 65 razy dziennie, co będzie stanowiło 20 proc. wzrost w stosunku do 2018 roku. Odsetek właścicieli smartfonów, którzy codziennie używają swoich urządzeń, wzrośnie z 93 proc. w 2018 r. do 96 proc. w 2023 roku. Rosnąca częstotliwość korzystania ze smartfonu oznacza, że będzie on posiadał coraz to więcej funkcji.

Już obecnie około 45 proc. pracowników w Unii Europejskiej używa smartfonu lub innego urządzenia mobilnego jako głównego lub jedynego narzędzia do pracy. Udostępnianie w większym stopniu niż dotychczas procesów biznesowych za pośrednictwem smartfonu może wpłynąć na produktywność pracowników – mówi Jan Michalski, Partner, Lider sektora TMT, Deloitte. Do końca 2023 roku smartfon oprócz funkcji telefonu i komputera będzie również kartą wstępu do biura, kluczami do domu i samochodu, kartą debetową, kredytową, naszym pośrednikiem z bankiem, sklepami i urzędami. Aby się tak jednak stało, smartfony nieustannie muszą się uczyć – dodaje.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe

Prognozy Deloitte zakładają, że do 2023 roku chipy sztucznej inteligencji w smartfonach staną się prawdopodobnie standardem. Ich zadaniem będzie wspomaganie uczenia maszynowego. Już w bieżącym roku smartfony w segmencie premium (około 300 milionów sztuk) były wyposażone w chipy AI. Według badań Deloitte około dwóch trzecich dorosłych właścicieli smartfonów w krajach rozwiniętych korzysta z co najmniej jednej aplikacji z funkcjami uczenia maszynowego, a 79 proc. zna takie aplikacje. Najczęściej korzystamy z funkcji podpowiedzi przy pisaniu.

Przeciętny nowy smartfon sprzedany w roku 2023 będzie miał 128 GB lub więcej pamięci do przechowywania danych, w porównaniu z około 32 GB w 2018 roku. Z kolei pamięć RAM może wynosić od 2 GB do 16 GB. Oba ulepszenia powinny sprawić, że smartfony będą jeszcze bardziej przydatne i funkcjonalne. W 2018 roku ponad miliard użytkowników smartfonów stworzy najprawdopodobniej treść w rozszerzonej rzeczywistości (AR) przynajmniej raz. Co najmniej 300 milionów zrobi to raz w miesiącu, a dziesiątki milionów raz w tygodniu. – Przewidujemy również, że dziesiątki tysięcy aplikacji wykorzystujących możliwości AR staną się dostępne w ciągu roku, tak aby na koniec 2018 roku miliardy użytkowników smartfonów mogło pobierać aplikacje lub aktualizację aplikacji lub systemu operacyjnego umożliwiające tworzenie treści AR – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Transmisja na żywo, ale bez reklam

Mimo, że ostatnie lata to dynamiczny rozwój platform VoD, które sprawiają, że wybrane przez nas treści oglądamy w dowolnym czasie, nie oznacza to, że transmisje na żywo idą w niepamięć. Wręcz odwrotnie.

Coraz częściej traktujemy smartfony również jako przenośne odbiorniki telewizyjne, na których oglądamy wydarzenia emitowane na żywo, w tym przede wszystkim transmisje sportowe.

Deloitte przewiduje, że transmisje na żywo wygenerują 545 miliardów dolarów bezpośrednich przychodów w 2018 roku, co stanowi wzrost o jeden procent w stosunku do roku poprzedniego. Aż 72 proc. z tej sumy będzie pochodzić z transmisji telewizyjnych i radiowych, przy czym transmisje telewizyjne wygenerują 358 miliardów dolarów z reklam i subskrypcji.

Co prawda w coraz większym zakresie będziemy korzystać z mediów na naszym smartfonie i innych urządzeniach mobilnych, ale to nie znaczy, że chcemy by były one zakłócane reklamami. W 2018 roku co dziesiąty dorosły Amerykanin skorzysta jednocześnie z czterech lub więcej rozwiązań, które pozwalają na blokowanie reklam. Z kolei aż trzy czwarte obywateli USA i Kanady korzysta z co najmniej jednej takiej opcji.

Raport Deloitte przewiduje, że do końca 2018 roku połowa dorosłych osób w krajach rozwiniętych będzie posiadać co najmniej dwie subskrypcje mediów w kanałach on-line, a do końca 2020 roku liczba ta wzrośnie do czterech. Koszt tych subskrypcji, obejmujący głównie telewizję, filmy, muzykę, wiadomości i prasę, w 2018 roku wyniesie poniżej 10 dolarów miesięcznie. Natomiast liczba subskrybentów na świecie wyniesie 350 mln osób, w których posiadaniu będzie 680 milionów subskrypcji. Aż 20 proc. osób dorosłych w krajach rozwiniętych wykupi co najmniej pięć płatnych subskrypcji mediów online, a do 2020 roku aż dziesięć. Poniesione przez nich opłaty miesięczne z tego tytułu będą wynosić ponad 100 dolarów.

Internet mobilny w domu i samolocie

Raport Deloitte przewiduje, że w 2018 roku jedna piąta mieszkańców Ameryki Północnej z dostępem do internetu będzie korzystać jedynie z sieci mobilnej. W 2022 roku takich osób może być już 30-40 proc. Osoby te w ogóle zrezygnują z internetu stacjonarnego. – Ludzie, którzy korzystają z sieci mobilnej w miejscach publicznych, w szkole i czasem w pracy przeniosą ten zwyczaj również do domu. Istnieje wiele powodów takiego podejścia, zarówno o charakterze demograficznym, społecznym, jak i ekonomicznym. Najczęściej jednak internet mobilny jest jedyną dostępną opcją transmisji danych, zwłaszcza poza miastami – mówi Jakub Wróbel.

Do tej pory jednym z nielicznych miejsc, w których używanie telefonu było mocno ograniczone był samolot. Teraz ma się to jednak zmienić. Według ekspertów Deloitte w przyszłym roku około jedna czwarta wszystkich podróży lotniczych (czyli około miliarda) będzie odbywać się samolotami pasażerskimi wyposażonymi w łączność internetową (IFC). Może ona być używana do transmisji danych, jak również do rozmów. W porównaniu rok do roku będzie to wzrost o 20 proc. Przychody linii lotniczych z tego tytułu powinny być zbliżone do 1 mld dolarów. – Dzięki

rosnącej liczbie tras lotniczych z łącznością internetową, zwiększającej się prędkości połączeń i przepustowości danych w ciągu kolejnych kilku lat samolot przestanie być jedną z ostatnich wolnych stref na świecie bez połączeń internetowych. Niewykluczone więc, że za kilka lat tryb samolotowy w naszych smartfonach przestanie istnieć – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Czy dzięki sztucznej inteligencji możemy mieć sprawniejszy wymiar sprawiedliwości?

Nie ma idealnych sędziów, ale można będzie ich zastąpić algorytmami i sztuczną inteligencją. Każdy sędzia jest przecież obciążony własnymi przeżyciami, które mogą mieć wpływ na orzekane wyroki. Algorytmy tej wady nie mają, procesy sądowe trwałyby krócej, ale to jeszcze nie oznacza, że tak działający wymiar sprawiedliwości byłby lepszy.

Sztuczna inteligencja to technologia i dziedzina badań naukowych informatyki na styku z neurologią, psychologią, a nawet ze współczesną filozofią. Głównym zadaniem badań nad sztuczną inteligencją (Al) jest konstruowanie maszyn i programów komputerowych zdolnych do realizacji wybranych funkcji umysłu i ludzkich zmysłów. Problemy takie są nazywane AI-trudnymi i zalicza się do nich systemy eksperckie i diagnostyczne. Rozwiązywane są dzięki algorytmom, które ułatwiają podejmowanie decyzji w warunkach braku wszystkich danych.

Już obecnie algorytmy wykorzystywane są na lotniskach. Jeżeli słyszymy, że ktoś losowo został wybrany do kontroli podczas odprawy, to prawdopodobnie nie jest to wybór przypadkowy. Algorytmy wybrały taką osobę na podstawie tego, co zapisane jest w naszej twarzy.

A czy dzięki Al możemy mieć sprawniejszy wymiar sprawiedliwości? – Rodzi się pokusa, zwłaszcza w takich sytuacjach, o których mówimy: ten sędzia nigdy nie prowadził samochodu więc nie ma pojęcia, jak się zachować na drodze, a ten sędzia był pokrzywdzony kradzieżą, więc wymierzył większą karę – mówi dr Mateusz Woiński, z Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego. – Wykorzystanie algorytmów może być pewną pomocą, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, by zastąpiły sędziego.

– Przy obecnym stanie wiedzy nie wyobrażam sobie także takiej sytuacji, gdy algorytmy oceniałyby wiarygodność świadka – dodaje M.Woiński.

Jak podaje Grand View Research, do 2025 r. wartość światowego rynku sztucznej inteligencji wyniesie już ponad 35 mld dolarów. To oznacza wzrost o blisko 60 proc. Inwestują w nią banki, ale nie tylko, bo tworzy potężne zasoby wiedzy o naszej prywatności, która może być wykorzystana na różne sposoby, dlatego Al i algorytmy to także zagrożenie dla praw obywatelskich.

Konstytucja Biznesu w komisji sejmowej – potrzebne wsparcie przedsiębiorców

Obecnie trwają prace sejmowe nad Konstytucją Biznesu. To akt prawny wyczekiwany przez przedsiębiorców. Proces jego powstawania nie był łatwy, a samo skierowanie go do Sejmu długo odkładane. Tymi, którzy najbardziej atakowali ten projekt w konsultacjach społecznych i prawdopodobnie będą robić to dalej, są urzędnicy.

– Konstytucja Biznesu jest korzystna dla przedsiębiorców, jednak narusza urzędnicze status quo, co będzie stanowić dla nich poważny problem – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Należy mówić o tym w tej chwili, ponieważ napisanie dobrego prawa to jedynie 40 proc. sukcesu. Następnym etapem stanowiącym kolejne 20 proc. jest przegłosowanie regulacji w Sejmie bez zmian, które mogą je osłabić. Pozostała część to wdrożenie nowego prawa. W przypadku projektu Ministerstwa Rozwoju można obawiać się właśnie obstrukcji ze strony urzędników, mimo że przepisy te są napisane dobrze. Dlatego właśnie jeszcze na etapie stanowienia prawa należałoby pomyśleć o wprowadzeniu odpowiednich rozporządzeń, które będą na tyle precyzyjne, aby nie pozwolić na sprzeniewierzenie tego, co zostało dotychczas wypracowane. Apelujemy do wszystkich przedsiębiorców oraz łączących ich organizacji o udział w obradach komisji sejmowej.Należy wesprzeć rząd w kwestii dobrych rozwiązań, a te niedostateczne – spróbować poprawić, ale przede wszystkim, być tam – podkreślił Kowalski.

Grywalizacja – gdy biznes i rozrywka idą w parze

Głównym założeniem grywalizacji jest fakt, że ludzie lubią mechanizm gry, czyli zabawę i nagrody. Firmy dostrzegły w tym potencjał i zaczynają wykorzystywać mechanizmy z gier do zwiększania swojej skuteczności biznesowej. Bazując na elementach wirtualnej rzeczywistości i systemie pozytywnych wzmocnień w postaci punktów i nagród, organizacje angażują, motywują oraz rozwijają pożądane u pracowników kompetencje. Grywalizacja jest uznawana za jeden z najciekawszych i coraz bardziej liczących się trendów rynkowych najbliższych lat.

Firmy z ciekawością analizują możliwości wynikające z zastosowania mechanizmów z gier do zwiększania swojej konkurencyjności i efektywności. Część z nich, idzie o krok dalej i inwestuje środki w realizację projektów opartych na grywalizacji, aby stworzyć przydatne menedżerom narzędzia do zarządzania.

Eniro Polska, dostawca rozwiązań marketingu internetowego jako jedna z niewielu firm w Polsce, wdrożyła i realizuje od kilku miesięcy kompleksowy projekt grywalizacyjny, wspierający wzrost kompetencji i efektywności konsultantów sprzedaży. Bazując na grywalizacji, czyli wykorzystaniu mechanizmów z gier do budowania motywacji i aktywizowania pracowników, firma pozyskała nowe rozwiązanie, które wspiera procesy biznesowe i działania employer branding.

W projekcie uczestniczy cała, 400-osobowa organizacja, składająca się z Telesprzedaży oraz Sprzedaży Bezpośredniej. Pracownicy Działu Sprzedaży w Eniro Polska doradzają polskim przedsiębiorcom w zakresie marketingu internetowego. Ich wiedza na temat nowoczesnych rozwiązań z zakresu reklamy online, SEO czy innych narzędzi musi być regularnie utrwalana i poszerzana. Firma myśląc o skutecznym rozwoju kompetencji pracowników, na bieżąco poszukuje ciekawych i nowych metod, które mogą wesprzeć proces szkoleń i rekrutacji. Szczególnie inwestuje w pomysły, które pozwalają digitalizować wewnętrzne procesy. Grywalizacja w nowoczesny sposób łączy codzienne obowiązki z edukacją i rozrywką. Wyznacza również jasno określone cele, których zdobycie jest dla pracowników wyzwaniem pozwalającym zdobywać wiedzę i umiejętności kluczowe dla organizacji.

Grywalizacja polega na wprowadzaniu do codziennej pracy mechanizmów znanych z gier takich jak zadania, wyzwania, zdobywanie punktów czy gromadzenie odznak lub wirtualnej waluty. Od grudnia 2016 r. zespół sprzedażowy Eniro Polska rozpracowywał tajemnice miasta NI York Salescity, w którym podejrzany przedsiębiorca Krystian Cień próbował wprowadzić monopol i usuwał konkurencję z rynku. Uczestnicy grywalizacji wcielali się w rolę dziennikarza śledczego, który stopniowo odsłaniał kulisy intrygi, doprowadzając do uzdrowienia sytuacji w mieście. Fabule towarzyszyły liczne misje edukacyjne oraz wyzwania sprzedażowe, za które można było zebrać punkty doświadczenia oraz tzw. „bitsy” czyli wirtualne pieniądze. Zarówno punkty, jak i „bitsy” pozwalały na zdobycie nagród – a tych było ponad 1000!

Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska
Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska

Grywalizacja pozwoliła nam zintegrować w jednym miejscu wiele istniejących wcześniej aktywności motywujących i edukujących Dział Sprzedaży, takich jak rankingi, konkursy, szkolenia produktowe czy sprzedażowe. Pozytywnie zaskoczyła nas frekwencja – aż 97% uczestników zalogowało się do systemu, a blisko 50% ukończyło wszystkie misje i wyzwania. Grywalizacja przełożyła się na wzrost kompetencji cyfrowych, które teraz potwierdzamy wewnętrznym programem certyfikacji. – mówi Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska. Dodatkowym aspektem jest też wzrost zaangażowania i entuzjazmu. Osoby biorące aktywny udział w NI York Salescity chwaliły zarówno atrakcyjność tej formy edukacji, jak i możliwość zdobycia różnych nagród. Pojawiały się, charakterystyczne dla gier, zachowania i emocje. W jednym z regionów skrócono nawet codzienne spotkanie sprzedaży, aby zdążyć na otwarcie sklepu z nagrodami. – dodaje Anna Strutyńska.

Projekt został bardzo dobrze przyjęty przez menedżerów sprzedaży, którzy otrzymali dodatkowe narzędzie do motywowania zespołów.

Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska
Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska

Jesteśmy jedną z niewielu firm, które zdecydowały się na wdrożenie tak dużego projektu grywalizacyjnego dedykowanego wyłącznie sprzedaży. W firmie, która opiera swój biznes na codziennej sprzedaży wprowadzanie nowoczesnych rozwiązań, które zachęcają do systematycznej pracy i stałego wzrostu kompetencji jest niezwykle istotne. W ostatnim czasie znacząco poszerzyliśmy ofertę dla biznesu (m.in. SEO, NETskaner), dlatego w grywalizacji położyliśmy nacisk na umiejętność oferowania pełnego portfolio produktów. Dodatkowym celem biznesowym w 2017 roku jest wzrost sprzedaży do nowych klientów, którzy jak wiadomo są podstawą rozwoju każdej firmy. W tym roku, m.in. dzięki grywalizacji, uda się ten wzrost osiągnąć. – mówi Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska.

Obecnie Eniro Polska kontynuuje projekt w nowej odsłonie – tym razem sportowej. W „Mistrzostwach Eniro” (bo tak nazywa się druga edycja grywalizacji) ponownie bierze udział cała organizacja sprzedażowa, a rywalizacja odbywa się zarówno na poziomie grupowym jak i indywidualnym. Dostawcą rozwiązań grywalizacyjnych dla Eniro Polska jest firma Gamfi.

Grywalizacja jest jednym z najciekawszych konceptów łączących biznes i edukację, który pojawił się niedawno na polskim rynku i budzi coraz większe zainteresowanie firm. Zastosowanie rozwiązań opartych na grywalizacji, pozytywnie wpływa na rozwój organizacji, zwiększa motywacje i zaangażowanie pracowników. Pozyskanie i utrzymanie dobrego zespołu jest coraz większym wyzwaniem dla wielu organizacji, dlatego firmy myślące proaktywnie, sięgają po niestandardowe rozwiązania – takie jak grywalizacja.

Wysoki wkład własny przy kredycie na zakup mieszkania hamuje rynek. Wyklucza też dużą część potencjalnych nabywców

Wysoki wkład własny przy kredycie na zakup mieszkania hamuje rynek. Wyklucza też dużą część potencjalnych nabywców 1

Wymagany obecnie 20-proc. wkład własny przy zaciąganiu kredytu na zakup mieszkania pozytywnie wpływa na stabilność rynku, ale wyklucza z niego wielu kredytobiorców, którzy nie dysponują kilkudziesięcioma tysiącami złotych na swoje pierwsze lokum. Wysokość wkładu własnego można regulować, w zależności od kondycji branży nieruchomości i oceny ryzyka – podkreślają eksperci fundacji HRE Think Thank. Przy ścisłym nadzorze pozwoli to kupić własne M osobom, które do tej pory nie mieściły się w restrykcyjnych wymogach. 

– Polacy powinni mieć szansę zaciągnięcia kredytu z mniejszym wkładem własnym na pierwsze mieszkanie. W tej chwili system traktuje jednakowo tych, którzy kupują w celach inwestycyjnych, oraz tych, którzy kupują pierwsze lokum. Ryzyko wśród tych dwóch rodzajów kredytobiorców jest różne. Patrząc całościowo na nasz rynek i stabilność systemu finansowego, wkład własny może być bardziej elastyczny i brać pod uwagę końcowe ryzyko po stronie kredytobiorców – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Grabowski, prezes fundacji Centrum Myśli Strategicznej, członek zarządu HRE Think Tank.

Począwszy od 2014 roku Komisja Nadzoru Finansowego stopniowo zaostrzała wymogi dotyczące wysokości wkładu własnego na zakup mieszkania – miało to skłonić banki do prowadzenia bardziej restrykcyjnej polityki kredytowej i wyeliminowania z oferty kredytów na 100 proc. wartości kupowanej nieruchomości. Od stycznia 2017 roku minimalny wkład własny przy zakupie mieszkania wynosi 20 proc. jego wartości. To oznacza, że przy zakupie 55-metrowego mieszkania w Warszawie potencjalny kredytobiorca musi wyłożyć na start co najmniej 80 tys. zł.

To duża bariera wykluczająca wielu nabywców, którzy nie dysponują kilkudziesięcioma tysiącami złotych na swoje pierwsze mieszkanie – to główny wniosek z raportu opracowanego przez analityków HRE Think Thank.

Wkład własny był najbardziej popularnym narzędziem polityki makroostrożnościowej. Został przyjęty przez wiele krajów po kryzysie z lat 2007–2008 roku, którego jednym ze sprawców był właśnie rynek mieszkaniowy. Polska na początku przyjmowała instrument wkładu własnego jako miękkie zalecenie, ale już od czterech lat jest to zalecenie twarde i banki muszą się stosować do tych wytycznych – mówi Maciej Grabowski.

Przykłady innych rynków europejskich pokazują, że limit LtV (czyli wielkości kredytu do wartości nieruchomości) ma pozytywny wpływ na wyhamowanie dynamiki cen na rynku nieruchomości i pozytywnie wpływa na jakość portfela kredytów mieszkaniowych. W Irlandii po wprowadzeniu tego instrumentu odsetek kredytów mieszkaniowych opóźnionych w spłacie powyżej 90 dni obniżył się z 16,9 do poziomu 10,6 proc. (lata 2013–2017).

Jak pokazują doświadczenia innych krajów europejskich wkład własny jako instrument ma bardzo różne możliwości oddziaływania. Generalnie uznaje się, że jest skuteczny, natomiast w przypadku rynku, gdzie występuje popyt gotówkowy albo popyt spekulacyjny nieoparty o kredyt znaczenie tego instrumentu jest słabsze. Przykładem jest Hiszpania, jeden z nielicznych krajów, w których przed kryzysem obowiązywał wkład własny, co w ogóle nie zabezpieczyło tamtejszego rynku przed gigantycznym krachem na rynku nieruchomości – mówi Maciej Grabowski.

Czynnikiem, który może zaburzać skuteczność tego instrumentu, jest też rosnąca liczba mieszkań kupowanych za gotówkę – tak jak obecnie dzieje się w Polsce.

Wysokość wkładu własnego jest zróżnicowana na poszczególnych rynkach. Rozwiązania przyjęte w różnych krajach są odmienne pod względem elastyczności, możliwych wyjątków od tej reguły czy podmiotów, których ona dotyczy. Niektóre kraje wprowadziły różnicowanie wielkości LtV w zależności od celu, na który udzielany jest kredyt mieszkaniowy (np. Irlandia, Finlandia, Cypr). Eksperci wskazują, że kredytobiorcy, którzy kupują nieruchomość w celach inwestycyjnych, mają większy apetyt na ryzyko.

Kredyty zaciągane na zakup pierwszego mieszkania są lepiej spłacane niż kredyty w celach inwestycyjnych. To mocny argument za tym, żeby wysokość wkładu własnego była niższa dla takich kredytobiorców – mówi Maciej Grabowski.

Dlatego wysokość wskaźnika LtV należałoby zróżnicować w zależności od tego, na jaki cel zaciągany jest kredyt mieszkaniowy. Niższe ryzyko kredytobiorców finansujących kredytem zakup pierwszego M powinno być uwzględnione w wyższym LtV. Ze względów ostrożnościowych taką preferencję można też powiązać z limitem wysokości udzielanego kredytu (np. maksymalnie do 350 tys. zł). Takie rozwiązanie otworzyłoby rynek mieszkaniowy dla gospodarstw o niskim ryzyku kredytowym, nie stwarzając przy tym zagrożenia dla systemu finansowego.

Jak zauważają analitycy HRE Think Tanku, w przypadku Polski trzeba też brać po uwagę ryzyko wzrostu stóp procentowych (które są w tej chwili na historycznie niskim poziomie) jako czynnika, który destabilizuje rynek nieruchomości i rynek kredytowy.

Biorąc pod uwagę perspektywę roczną czy dwuletnią, podwyżki wydają się raczej przesądzone. Jeżeli kredyt byłby zaciągany na stałą stopę, można sobie wyobrazić, że wtedy ten wkład własny również byłby mniejszy – zauważa Maciej Grabowski.

Prezes fundacji Centrum Myśli Strategicznej zauważa, że w tej chwili po stronie kredytów mieszkaniowych nie widać żadnych sygnałów świadczących, żeby było to źródło ewentualnych przyszłych kłopotów na rynku finansowym. Jednak stały monitoring rynku i stworzenie systemu wczesnego ostrzegania o nadchodzących problemach czy narastaniu bańki cenowej to warunek oceny kondycji rynku nieruchomości.

Monitoring na rynku i wczesne ostrzeganie przed narastającymi niekorzystnymi zjawiskami jest niezwykle potrzebnym narzędziem. Biorąc pod uwagę cykliczność na rynku kredytów mieszkaniowych i nieruchomości w ogóle, można sobie wyobrazić, że narzędzie makroostrożnościowe, jakim jest wkład własny, może być powiązane z tymi cyklami. Jeżeli wskaźnik wyprzedzający wskazuje, że rynek idzie ku dołowi i zmierzamy w kierunku przegrzania, wtedy automatycznie ten wskaźnik może być zaostrzany – mówi Maciej Grabowski.

Jak wskazują eksperci, wysokość wskaźnika LtV powinna być elastycznie powiązana z cenami na rynki nieruchomości. Przy bardzo dobrej koniunkturze i gwałtownym wzroście cen automatyczne zaostrzenie wymogów dotyczących wkładu własnego może ograniczać presję cenową. Z drugiej strony jeżeli rynek wejdzie w fazę spowolnienia, obniżenie tych wymogów może skutkować ożywieniem na rynku mieszkaniowym.

HRE Think Tank jest wspólnym przedsięwzięciem fundacji Centrum Myśli Strategicznych, Heritage Real Estate i Murapolu.

W Polsce segment mieszkań na wynajem praktycznie nie istnieje. To nisza, którą w kolejnych latach będą rozwijać inwestorzy

W Polsce segment mieszkań na wynajem praktycznie nie istnieje. To nisza, którą w kolejnych latach będą rozwijać inwestorzy 2

Polski rynek nieruchomości komercyjnych dynamicznie się rozwija. Napędza go głównie sektor biurowy i handlowy, które wciąż mają przed sobą bardzo dobre perspektywy. W porównaniu z rynkami zachodnimi w tyle wciąż pozostaje sektor hotelowo-turystyczny. Brak też dużych inwestycji w mieszkania na wynajem. W tym kierunku będą w kolejnych latach podążać inwestorzy – ocenia szef sprzedaży zagranicznej banku hipotecznego Deutsche Hypo.

Najistotniejsza różnica pomiędzy rynkiem polskim a bardziej rozwiniętymi rynkami europejskimi polega na tym, że stosunkowo niewiele jest transakcji na rynku hotelowym i turystycznym. Czas tego segmentu dopiero nadejdzie. Powinien się do tego przyczynić znaczący wzrost ruchu turystycznego w Warszawie i w innych miastach regionalnych. Powstaje coraz więcej hoteli i ktoś te inwestycje musi sfinansować – mówi Thomas Staats, dyrektor Departamentu Sprzedaży Zagranicznej w banku Deutsche Hypothekenbank.

W pierwszym półroczu 2016 roku w inwestycje na polskim rynku hotelowym sięgnęły zaledwie 4 mln euro. Jednak w tym roku Polska awansowała na pozycję lidera regionu Europy Środkowo-Wschodniej zarówno pod względem wolumenu zainwestowanego kapitału, jak i liczby transakcji. W I półroczu br. sfinalizowano 16 transakcji na kwotę 350 mln euro. Dla porównania na najważniejszych rynkach hotelowych regionu CEE odnotowano łącznie 34 transakcje na ponad 700 mln euro – wynika z podsumowania firmy doradczej Cushman&Wakefield.

Polski rynek hotelowy wciąż jest w fazie rozkwitu. W latach 2006–2015 liczba turystów korzystających z usług hoteli wzrosła w Polsce o 86 proc., natomiast krajowa baza noclegowa zwiększyła się o 80 proc. – wynika z danych firmy doradczej Christie&Co.

Rynek wciąż jest chłonny, a dużo przestrzeni na nowe inwestycje jest szczególnie w segmencie budżetowym. Według GUS na koniec ubiegłego roku liczba skategoryzowanych hoteli w Polsce wyniosła 2450, a liczba pokoi – 126 tys. Tylko 14 proc. obiektów to hotele sieciowe, podczas gdy w innych krajach jest to średnio 30 proc. – zauważa firma doradcza EY („Poland. The real state of real estate”).

Najbardziej atrakcyjne rynki hotelowe to Warszawa, Wrocław, Trójmiasto czy Kraków, odwiedzany rokrocznie przez około 10 mln turystów. Tylko w ubiegłym roku krakowska baza hotelowa powiększyła się o pięć nowych inwestycji i ponad 520 pokoi.

Sektorem, który w Polsce praktycznie nie istnieje – w porównaniu z rynkami zachodnimi – są mieszkania na wynajem. Chodzi o sytuację, gdy inwestorzy instytucjonalni kupują dużą działkę, budują kilkaset mieszkań i wynajmują je ludziom, którzy nie chcą mieć lokum na własność. Taki produkt jest w tej chwili praktycznie niedostępny, ale rynek będzie się rozwijał w tym kierunku w kolejnych latach – uważa Thomas Staats.

Dane Eurostatu pokazują, że raptem 5 proc. Polaków wynajmuje mieszkania na rynkowych zasadach. Rynek najmu jest słabo rozwinięty, co wynika głównie z faktu, że Polacy nadal wolą kupować niż wynajmować lokum – nawet jeżeli muszą się posiłkować kredytem hipotecznym. Ponad 80 proc. mieszkań w Polsce znajduje się w rękach prywatnych.

Inwestycje w nieruchomości na wynajem są bezpieczne dla banków. To długoterminowy biznes, bardzo dochodowy, a jednocześnie obciążony niewielkim ryzykiem. Takie rozwiązania trzeba rozwijać też na rynku polskim – mówi Thomas Staats.

Deutsche Hypothekenbank jest bankiem hipotecznym, który specjalizuje się w finansowaniu nieruchomości komercyjnych oraz transakcjach na rynku kapitałowym. Prowadzi działalność od blisko 150 lat. W 2014 roku niemiecki gigant wszedł do Polski, uznając ją jeden z najbardziej perspektywicznych i najszybciej rosnących rynków nieruchomości komercyjnych w Europie.

Koncentrujemy się na tradycyjnych sektorach, takich jak powierzchnie handlowe i biurowe. To są dla nas główne motory wzrostu. Dziś inwestycje w segmencie biur lekko wyhamowują, co wynika z faktu, że w ostatnich kilku latach pojawiło się wielu inwestorów instytucjonalnych, którzy zamierzają trzymać swoje inwestycje przez dłuższy czas. Stąd lekki spadek płynności w całym sektorze, ale nowych inwestycji nie brakuje. Warszawa ma dziś 5 mln mkw. powierzchni biurowych i jest sporo nowych umów, ale przedłużane są również te już istniejące. To główny czynnik napędzający rynek – mówi Thomas Staats.

Polska jest w tej chwili największym rynkiem i liderem Europy Środkowo-Wschodniej pod względem wolumenu transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych – wynika z danych firmy doradczej EY. W ubiegłym roku ich wartość wyniosła blisko 4,6 mld euro – to najwyższy wynik od 2006 roku. W największym stopniu odpowiadają za to nieruchomości handlowe i biurowe.

W ubiegłym roku inwestorzy oddali też do użytku rekordową liczbę biur (ponad 900 tys. mkw.), a łączna dostępna na polskim rynku powierzchnia biurowa przekroczyła już 9 mln mkw. Zapotrzebowanie kreuje w głównej mierze sektor nowoczesnych usług dla biznesu (w Polsce działa już około tysiąca centrów BPO/SSC) – podaje EY.

Z kolei całkowite zasoby powierzchni handlowej wyniosły w I połowie tego roku około 11,2 mln mkw. Na koniec półrocza w budowie znajdowało się ok. 750 tys. mkw. centrów handlowych, z czego około połowa z terminem oddania do użytku przypadającym jeszcze w tym roku. Nasycenie powierzchnią centrów handlowych w Polsce na koniec półrocza wyniosło 293 mkw. na tysiąc mieszkańców i wciąż jest niższe niż w Europie Zachodniej. W tym samym okresie w aktywa handlowe zainwestowano 860 mln euro (dane Colliers)

Przedstawiciel Deutsche Hypo ocenia, że poza rynkiem biurowym i handlowym dobre perspektywy ma przed sobą również segment logistyczny. Ze względu na centralne położenie i coraz lepszą infrastrukturę drogową Polska jest bardzo atrakcyjna dla firm logistycznych. Na koniec ubiegłego roku łączna powierzchnia magazynowa przekraczała 11 mln mkw., a w budowie było kolejne 1,5 mln mkw. magazynów.

Segment logistyczny rozwija się w całej Europie i próbujemy na tym zarabiać. W Polsce połączenia drogowe są coraz lepsze i będzie ich przybywać. Dzięki temu rozwijają się centra regionalne, takie jak Lublin, który może przyciągać coraz więcej inwestycji z sektora BPO. Bezrobocie jest bardzo niskie, zaczyna więc brakować utalentowanych pracowników, w związku z tym dla firm z sektora BPO bardzo ważne jest, by dotrzeć do uniwersytetów, do dobrze wykształconych ludzi. Niektóre miasta nie nadążają już z podażą pracowników, co powoduje konieczność rozbudowania sektora biurowego w innych miastach – mówi Thomas Staats.

W 61 proc. dużych firm doszło do wycieku danych przez brak zabezpieczeń w urządzeniach drukujących. Takich ataków będzie coraz więcej

W 61 proc. dużych firm doszło do wycieku danych przez brak zabezpieczeń w urządzeniach drukujących. Takich ataków będzie coraz więcej 3

W tym roku 61 proc. dużych firm w Stanach Zjednoczonych i Europie zgłosiło wyciek danych spowodowany brakiem zabezpieczeń w urządzeniach drukujących. Dostęp do wrażliwych danych przez osoby nieuprawnione może mieć poważne skutki dla przedsiębiorstwa, wśród nich straty finansowe i wizerunkowe. Urządzenia drukujące mają istotny wpływ na bezpieczeństwo informacji, a ich rola jest często bagatelizowana w kontekście dbania o bezpieczeństwo dokumentów.

– Z najnowszych badań wynika, że 61 proc. firm w ciągu ostatniego roku odnotowało nieuprawniony dostęp do danych z poziomu urządzenia drukującego. Niesie to za sobą dwojakie konsekwencje dla przedsiębiorstwa. Z jednej strony wizerunkowe, z drugiej strony – finansowe, wynikające z przepisów o ochronie danych osobowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Zwierzchowski z Ricoh Polska.

Brak zabezpieczeń w urządzeniach drukujących ma istotny wpływ na bezpieczeństwo całej firmy. Potwierdza to raport Quocirca, według którego ponad 60 proc. największych firm w Stanach Zjednoczonych i Europie zgłosiło wyciek danych związany właśnie z brakiem zabezpieczeń na urządzeniach drukujących. Dla firmy może to oznaczać pokaźne kary, zwłaszcza w świetle przepisów RODO, które wejdą w życie w maju 2018 roku. Obecne przepisy umożliwiają nałożenie na przedsiębiorców kar nieprzekraczających jednorazowo 50 tys. zł. Po wejściu w życie przepisów RODO kary będą już znacznie bardziej dotkliwe.

– W myśl nowej ustawy na firmę, w której dojdzie do takiego incydentu, mogą być nałożone kary pieniężne w wysokości nawet 20 mln euro lub 4 proc. jej rocznego globalnego obrotu – przypomina Tomasz Zwierzchowski.

Firmy i organizacje będą zmuszone wdrożyć rozwiązania i procedury, które zagwarantują wysoki poziom bezpieczeństwa informacji o ich klientach. Będą musiały również każdorazowo uzyskiwać zgodę swoich klientów na przetwarzanie ich danych osobowych oraz raportować każdy wyciek danych i nieautoryzowany dostęp.

– Procedury ochrony danych osobowych w firmie powinny być oparte na trzech podstawowych filarach. To poufność, dostępność i integralność. Firmy muszą pamiętać o tym, żeby procedury, które wdrażają, nie miały negatywnego wpływu na jakość dostępu do tych informacji. Skala zagrożeń rośnie wprost proporcjonalnie do liczby danych przetwarzanych przez daną firmę. Przedsiębiorstwa powinny podchodzić do tego procesu w sposób holistyczny, dbać o bezpieczeństwo danych od samego początku ich przetwarzania – wskazuje ekspert Ricoh Polska.

Zwierzchowski podkreśla, że obieg dokumentów obejmuje teraz znacznie więcej różnych urządzeń. To powoduje, że rośnie też liczba potencjalnych zagrożeń. Odpowiednia strategia bezpieczeństwa informacji powinna uwzględniać większe możliwości ataku. Z raportu „Co wiemy o ochronie danych” przygotowanego przez Fundację Wiedza To Bezpieczeństwo wynika zaś, że jednym z największych zagrożeń dla bezpieczeństwa jest nieprzywiązywanie dostatecznej uwagi przez przedsiębiorców do ochrony przetwarzanych informacji.

– Firma przede wszystkim powinna być świadoma swoich najsłabszych punktów, żeby móc przygotować odpowiednią strategię. Natomiast bardzo często okazuje się, że najsłabszym elementem, niestety, jest człowiek, bo np. jakiś ważny dokument może pozostać na szybie skanera – tłumaczy przedstawiciel Ricoh Polska.

Nawet najlepsze zabezpieczenia mogą się okazać niewystarczające, jeśli pracownicy nie będą przykładać wystarczającej wagi do poufności danych i bezpieczeństwa informacji. Podczas planowania szkoleń firmy powinny powinny brać też pod uwagę informatyczne kompetencje pracowników. Zwłaszcza że – jak wynika z badania zrealizowanego przez Censuswide na zlecenie Ricoh – 34 proc. pracowników nie ma odpowiednich umiejętności, aby korzystać z podstawowego sprzętu biurowego czy oprogramowania.

– Infrastruktura druku to często niedostrzegane ogniwo całego łańcucha obiegu dokumentów w firmie. Na przestrzeni ostatniej dekady funkcje w tych urządzeniach znacznie się rozszerzyły. To nie jest już tylko funkcja druku czy skaner. Te urządzenia pełnią bardzo ważną rolę w całym procesie obiegu dokumentów, przenoszą dokumenty do zasobów sieciowych, digitalizują je i archiwizują – mówi Zwierzchowski.

Cyberbezpieczeństwo to jedno z głównych wyzwań dla biznesu. Zespół CERT Orange Polska prognozuje, że w tym roku nastąpi wzrost liczby ataków z wykorzystaniem internetu rzeczy, m.in. właśnie urządzeń drukujących. Dlatego istotne jest odpowiednie zabezpieczenie drukowanych czy skanowanych informacji. Nowoczesne urządzenia drukujące Ricoh są wyposażone w szereg funkcji, które znacznie zwiększają bezpieczeństwo dokumentów.

– To m.in. dziewięciokrotne nadpisywanie danych na dysku twardym, skanowanie do formatu PDF szyfrowanego hasłem czy cyfrowym podpisem. Do urządzeń autoryzujemy się kartą lub możemy korzystać z funkcji wydruku podążającego. Polega to na tym, że wypuszcza się wydruk ze swojego komputera, a następnie można go zwolnić na urządzeniu, z którego chce się wydrukować, za pomocą takiej karty, jaką otwiera się drzwi do biura – wymienia Tomasz Zwierzchowski.

Polska branża spożywcza nie radzi sobie z marketingiem. Spada wartość wydatków na reklamę

Polska branża spożywcza nie radzi sobie z marketingiem. Spada wartość wydatków na reklamę 4

Firmy z sektora spożywczego nie traktują marketingu jako priorytetu i tną wydatki na promocję – mówi Jakub Bierzyński, dyrektor zarządzający OMD Poland. A to przekłada się na problemy z budowaniem siły marki wśród konsumentów. Jak podkreśla ekspert, branża niewystarczająco wykorzystuje potencjał, jaki dają media społecznościowe. To ogranicza jej możliwość reagowania na kryzysy wizerunkowe.

Polskie firmy z sektora spożywczego borykają się z problemem właściwego brandingu, a więc budowania marki i inwestowania w marketing. Dotyczy to zarówno nowych, dopiero wprowadzanych na rynek towarów, jak i produktów istniejących na nim od dłuższego czasu.

– Widziałbym dwie linie, bardzo mocno rozchodzące się, mówię tu o wydatkach na reklamę w branży spożywczej i w branży handlu detalicznego. Jeszcze 5 lat temu handel wydawał tyle samo na reklamę, ile spożywka, dzisiaj wydaje dwa razy więcej niż firmy spożywcze – mówi agencji informacyjnej Newseria Jakub Bierzyński, dyrektor zarządzający OMD Poland.

Badania rynkowe pokazują, że branża spożywcza nie wykorzystuje potencjału reklamy, choć jest jednym z liderów w nakładach na reklamę na polskim rynku. W rankingu wartości sektorów reklamowych firmy Starcom branża żywności zajmuje trzecią pozycję.

W trzech kwartałach 2017 roku wydała na reklamę ponad 608 mln zł, podczas gdy rok wcześniej wydatki te wyniosły blisko 650 mln zł. Oznacza to, że sektor żywności zanotował spadek inwestycji reklamowych o 6,3 proc. Sektor handlu detalicznego natomiast zwiększył wydatki na reklamę o prawie 11 mln zł – w ciągu 9 miesięcy 2017 roku inwestycje branży handlowej w tym zakresie były o ponad 300 mln zł większe niż sektora spożywczego. Zdaniem ekspertów jest to bardzo niebezpieczny trend dla rynku żywności.

– Budowanie marek i inwestycje w marketing nigdy nie były priorytetem tej branży. Pamiętajmy, że to w większości są albo przedsiębiorstwa kiedyś państwowe, albo przedsiębiorstwa budowane jako firmy rodzinne od wielu lat. One muszą dojrzeć do koncepcji, że marketing nie jest wydatkiem, a jest inwestycją – mówi Jakub Bierzyński.

Dla działań reklamowych branży spożywczej istotnym narzędziem powinny być media społecznościowe, zwłaszcza najpopularniejsze z nich, czyli Facebook. Platformy te dają możliwość kreowania wizerunku marki, efektywnej komunikacji z potencjalnym klientem poprzez zindywidualizowanie przekazu reklamowego oraz testowania nowych produktów czy opakowań. Testy w mediach społecznościowych przy niewielkim nakładzie finansowym,niejednokrotnie dają lepsze efekty niż kosztowne badania i analizy marketingowe.

– Facebook to medium docierające do 12 milionów ludzi, średnio dwanaście razy dziennie, to ogromna platforma komunikacji nadająca się do promowania nowych i starych marek – mówi Jakub Bierzyński.

Media społecznościowe są także doskonałą formą komunikacji zwrotnej z klientem, zwłaszcza w zakresie zarządzania kryzysowego. Firmy obecne na Facebooku, Instagramie czy Twitterze bardzo szybko otrzymują bowiem informację o problemie wizerunkowym, dzięki czemu są w stanie sprawnie na niego zareagować.

– Bez tego kanału mamy zamknięte oczy, jak dziecko, zamykamy oczy i udajemy, że nas nie ma. Niestety jest to o wiele bardziej skomplikowane, my tam będziemy, ten kryzys się odbędzie, tylko albo możemy mieć na niego wpływ, albo nie – mówi Jakub Bierzyński.

W 2022 r. rynek modowy w Polsce osiągnie wartość ponad 43 mld zł. To coraz bardziej perspektywiczna branża dla młodych ludzi

W 2022 r. rynek modowy w Polsce osiągnie wartość ponad 43 mld zł. To coraz bardziej perspektywiczna branża dla młodych ludzi 5

Polskie firmy odzieżowe nie boją się rywalizacji nawet na zagranicznych rynkach i nie mają wobec zachodniej konkurencji kompleksów. Według prognoz PMR rynek odzieży i obuwia w Polsce w 2022 roku osiągnie wartość 43,2 mld zł. Także globalnie staje się coraz większą siłą gospodarczą. Sukcesy krajowych firm powodują, że branża ta przyciąga coraz więcej młodych osób, które wybierają tę ścieżkę kariery. 

– Przemysł modowy stał się ogromnym biznesem. Do tej pory postrzegany był jako część show-biznesu, ale wiemy, że jest on już bardzo mocno poparty liczbami. Chociażby samym faktem, że ta gospodarka globalnie jest warta ponad 2,5 tryliona dolarów rocznie i stanowi ok. 2 proc. PKB – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Urszula Wiszowata, kierownik studiów podyplomowych Prawo i zarządzanie w sektorze mody na Uczelni Łazarskiego. – W Polsce ten biznes ma się znakomicie, co możemy obserwować od kilkunastu lat. Polskie firmy już rywalizują z zagranicznymi jak równy z równym. Znamy przypadek ekspansji LPP w Londynie. Dwie nasze spółki są w WIG20. Jest czym się chwalić. 

Na warszawskiej giełdzie notowanych jest kilka polskich firm odzieżowych i obuwniczych. Roczne przychody największych z nich liczone są w miliardach złotych, a zysk netto – w setkach milionów. Są na tyle istotne, że wyznaczono specjalny subindeks sektorowy WIG-odzież. Jego wartość od początku roku wzrosła o ponad 30 proc., nieco mocniej niż WIG20, który zwiększył wartość o niespełna 28 proc.

– Sektor modowy w Polsce rozwija się w tempie bardzo dynamicznym. W latach 90. polskie fabryki były nierentowne w stosunku do fabryk zachodnich. Dziś ta sytuacja się zmieniła – ocenia Agnieszka Oleksyn-Wajda, radca prawny, kierownik studiów podyplomowych Prawo i zarządzanie w sektorze mody na Uczelni Łazarskiego. – Na naszym rynku modowym mamy ponad dwa tysiące zarejestrowanych podmiotów, które zajmują się produkcją odzieży. W rankingach europejskich jesteśmy coraz wyżej – zajmujemy 8. pozycję, jeżeli chodzi o rynek modowy w znaczeniu gospodarczym. Polacy coraz więcej wydają rocznie na ubrania. Jeszcze w 2013 roku wydawaliśmy rocznie około sześciuset złotych, a dziś ponad tysiąc złotych rocznie.

Jak wynika z raportu PMR „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2017. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2017-2022” polski rynek w 2022 r. osiągnie wartość 43,2 mld zł. Oznacza to wzrost w ciągu niespełna dekady o niemal połowę. Już w tym roku wart jest niemal 36 mld zł. Tworzą go nie tylko polskie przedsiębiorstwa, lecz także znane luksusowe zachodnie marki, znane z najdroższych ulic handlowych całego świata.

– Trzeba powiedzieć o dużej polaryzacji. Z jednej strony mamy slow fashion, z drugiej – fast fashion, czyli sieciówki, które rozwijają się w szalonym tempie –tłumaczy Agnieszka Oleksyn-Wajda. – Ale one też są tworzone z myślą o młodej grupie odbiorczej. Firmy z sektora slow fashion kierują się zupełnie inną filozofią sprzedażową, są bardzo mocno nastawione na swoją klientkę, oferują bardzo wiele usług okołoproduktowych. Na oba te kierunki jest na rynku miejsce.

Modą i wizerunkiem interesuje się coraz więcej Polaków – obecnie jest to już 68 proc. społeczeństwa. Wciąż jeszcze głównie są to kobiety, ale w młodszych grupach wiekowych (od 19 do 24 roku życia) ta proporcja się zmienia i widać coraz większą rolę mężczyzn. Wyższy dochód rozporządzalny chętnie przeznaczany jest na zakup ubrań. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że tylko w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy roku sprzedaż tekstyliów, odzieży i obuwia wzrosła rok do roku o 17,5 proc. w cenach stałych. To najszybciej rosnąca kategoria spośród wyróżnianych przez GUS. W cenach bieżących wynik jest niższy, ale też dwucyfrowy – 11,7 proc.

Rozwój branży mierzy się jednak nie tylko liczbami, lecz także zmianami jakościowymi. Sygnałem szybkich przemian jest np. fakt kształtowania się nowych, nieznanych jeszcze kilkanaście lat temu zawodów, takich jak choreograf czy reżyser modowy.

– Branża modowa jest niezwykle perspektywiczna, chociażby ze względu na jej dynamiczny rozwój. Rynek rośnie o co najmniej 5–6 proc. rocznie, a więc podmiotów jest coraz więcej i możliwości rozwoju również – podkreśla Urszula Wiszowata. – Skoro polskie spółki wychodzą za granicę, to jak najbardziej potrzebują talentów, nie dość, że możemy się zrealizować artystycznie i biznesowo, to jeszcze jest gdzie. Dlatego zachęcam do rozwoju w tej branży, bo sukces jest niemalże gwarantowany.

Mateusz Grzesiak: własny biznes nie jest dla ludzi, którzy szukają w życiu wygody

Mateusz Grzesiak: własny biznes nie jest dla ludzi, którzy szukają w życiu wygody 6

Startując w biznesie, trzeba wybrać dziedzinę, którą się kocha – uważa konsultant i psycholog biznesu dr Mateusz Grzesiak. Dopiero na tej podstawie można opracować wizję firmy, którą się buduje, i właściwe plany strategiczne jego osiągnięcia. Warunkami powodzenia są również wyzbycie się lęku przed porażką, skłonności do wygody i niechęci do podejmowania ryzyka.

Polacy coraz chętniej decydują się na założenie własnej działalności, wciąż jednak zdecydowana większość woli pracę na rzecz innego przedsiębiorcy. Z raportu firmy Provident wynika, że tylko co piąty Polak chciałby zamienić etat na własny biznes. Jedną z przyczyn jest obawa przed porażką, zwłaszcza przed utratą zainwestowanych pieniędzy lub dobrej opinii innych na swój temat. Umowa o pracę daje natomiast poczucie bezpieczeństwa i zdejmuje odpowiedzialność za losy firmy.

– Poczucie bezpieczeństwa jest jedną z podstawowych potrzeb indywidualnych jednostek i grup społecznych. Jednak przesadne przywiązanie do niego jest ograniczające w biznesie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mateusz Grzesiak, psycholog biznesu.

Zdaniem eksperta człowiek jest w stanie przewidzieć pewne rzeczy i zabezpieczyć się przed nimi, a te elementy naszego życia, które pozostają nieprzewidywalne, powodują powstanie dyskomfortu psychicznego i emocjonalnego. Warunkiem rozwoju jest natomiast pokonywanie problemów pozornie przewyższających nasze możliwości. Psycholog biznesu podkreśla, że na działalność biznesową nie powinny się decydować osoby, które w życiu szukają przede wszystkim wygody i przewidywalności.

 To jest obszar i sposób funkcjonowania dla ludzi, którzy mają wysoką skłonność do ryzyka, którzy są gotowi na to, że na drodze do sukcesu czekają również porażki i nie boją się tego, że im nie wyjdzie – mówi dr Mateusz Grzesiak.

Punktem wyjścia przy rozpoczynaniu działalności biznesowej jest wybór dziedziny, która jest naszą prawdziwą pasją. Robienie tego, co się kocha, nie stanowi gwarancji sukcesu, znacznie ułatwia jednak przezwyciężenie strachu przed porażką. Równie ważne jest pozytywne nastawienie psychiczne do projektu: wiara w siebie i w powodzenie tworzonego przedsięwzięcia. Dopiero wtedy można zacząć wytyczać jasny plan tego, co chce się osiągnąć i opracowywać strategię biznesową.

– Gdy już się pozna to coś, co nas pasjonuje, co moglibyśmy robić przez resztę życia, to wtedy zaczynamy planowanie strategiczne – obmyślamy wizję, misję, obszary naszego działania, za pomocą wartości budujemy kręgosłup moralny firmy, robimy plany strategiczne – mówi dr Mateusz Grzesiak.

Warunkiem sukcesu jest również przyszłościowe, długofalowe myślenie, stały rozwój zawodowy i osobisty, stawianie sobie coraz większych celów, branie feedbacku i ulepszania tego, co już udało się osiągnąć.

Dwa wymiary politycznego poniedziałku

Początek tygodnia na rynku walutowym nie należał do wysoce spektakularnych. Do chwilowego odpływu kapitału w stronę bezpiecznych przystani przyczyniły się doniesienia z Nowego Jorku, gdzie potwierdzono przeprowadzenie ataku z wykorzystaniem improwizowanej bomby. Na czele koszyka walut G10 w dalszej mierze plasuje się nowozelandzki dolar. Za zwyżką kiwi na poziomie 1,1 proc. stoi wybór Adriana Orra na gubernatora RBNZ następnej kadencji. Swoje pięć minut ma również polska polityka, bowiem tekę premiera oraz ministra dwóch resortów obejmie Mateusz Morawiecki.

Udana sesja w wykonaniu miedzi (1,2 proc.) pozytywnie wpłynęła na wycenę dolara australijskiego, który zyskując 0,4 proc. wypycha kurs AUD/USD w okolicę poziomu 0,7540. Niewiele dalej znajdują się frank szwajcarski (0,3 proc.) oraz japoński jen (0,2 proc.). Na koniec dnia walkę o ponowne przebicie poziomu 1,1800 toczy EUR/USD. Obecnie listę zamyka norweska korona (-0,9 proc.), która stała się zakładnikiem odczytów inflacji wyraźnie rozczarowujących rynkowy konsensus. Uwagę inwestorów wyraźnie zwróciły wskazania cen bazowych, które z miesiąca na miesiąc spadły o 0,3 proc. (konsensus: 0,0 proc.).

Na szczycie walut państw Emerging Markets znalazł się południowoafrykański rand (0,7 proc.). Jego zwyżkę usilnie próbowały gonić turecka lira (0,4 proc.) oraz rosyjski rubel (0,4 proc.), aczkolwiek bez większego skutku. Najsłabszą walutą regionu okazała się być czeska korona (-0,1 proc.), która wypchnęła kurs EUR/CHF w okolicę poziomu 25,6300. Kosmetyczne zmiany w polskim rządzie nie przyczyniły się do przetasowania sentymentu wobec złotego. Na koniec dnia EUR/PLN balansuje przy 4,2070, USD/PLN czeka na impuls przy piątkowym zamknięciu (3,5660), CHF/PLN oscyluje wokół 3,6000, a GBP/PLN podchodzi pod 4,7620.

Główny Urząd Statystyczny zdecydował się na potwierdzenie wstępnego odczytu inflacji CPI (2,5 proc. r/r), która pierwszy raz od pięciu lat znalazła się w środku pasma dozwolonych wahań. Największy cios w budżet gospodarstw domowych ponownie wymierzyły ceny żywności – ich roczna dynamika uplasowała się na poziomie 6,5 proc., co było zgodne z naszymi oczekiwaniami. Wyższe ceny jajek (30,0 proc.) czy serów i twarogów (1,4 proc.) to między innymi efekt dość silnego podbicia cen paliw (4,7 proc.). Według naszych kalkulacji w listopadzie rozpiętość średniej ceny benzyny bezołowiowej 95-oktanowej wyniosła aż 18 groszy. Nie lada zaskoczeniem jest podbicie kosztów mieszkaniowych, które podwyższyły inflację CPI o 0,06 pp. do góry. W tej kategorii należy mówić o skoku cen związanych z użytkowaniem mieszkania lub domu oraz o nieco mniej przystępnych nośnikach energii – w tym opału (1,3 proc. m/m). Powyższy efekt próbowały usilnie rekompensować niższe opłaty za usługi kanalizacyjne, które z miesiąca na miesiąc spadły o 0,2 proc.

Na europejskich parkietach obserwowano wyraźny podział nastrojów. Ze spadków udało się skutecznie wyłamać giełdzie w Londynie, gdzie miano lidera indeksu FTSE 100 (0,8 proc.) objęły walory WPP. Za ich 2,6 proc. zwyżką stała przychylna nota UBS (1,2 proc.), w której zwrócono na możliwość podtrzymania względnie optymistycznych tendencji w agencjach reklamowych. Pozytywny obrót spraw odnotowało HSBC (2,5 proc.) kończące pięcioletnią przepychankę z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości w zakresie rzekomego prania brudnych pieniędzy. Na szczycie znalazły się również spółki z sektora wydobywczego. W trakcie poniedziałkowych notowań przewodził im BHP Billiton, który zakończył sesję 2,3 proc. wyżej względem piątkowego zamknięcia. Listę spółek zamknął Whitbread (-2,7 proc.) mający poważny problem z aktywistami.

Na giełdzie we Frankfurcie wyraźnie ciążyły walory Adidasa (-3,1 proc.), który częściowo dostał rykoszetem za sprawą noty OTR Global wskazującej na możliwość zwiększenia dynamiki przychodów oraz udziału rynkowego przez Nike. Dość nisko znalazły się również walory E.ON-u (-1,5 proc.) pomimo oddalenia perspektyw realizacji postulatów Zielonych za sprawą powrotu do „Wielkiej Koalicji”. Zniżkę indeksu DAX (-0,2 proc.) próbował usilnie minimalizować Siemens (1,6 proc.) podpisujący umowę na realizację przedsięwzięć z sektora energetycznego w Libii na kwotę 700 mln EUR. Na podium znalazł się również ThyssenKrupp osiągający konsensus ze związkami zawodowymi – na koniec dnia walory największego producenta stali na świecie znajdowały się 1,0 proc. powyżej poziomu z piątkowego zamknięcia.

Apetyt na wzrosty przy Książęcej wyraźnie popsuły spółki z branży paliwowej. Za kolosalną przeceną Orlenu (-7,8 proc.) oraz Lotosu (-7,0 proc.) stoją obawy związane z utrzymaniem marż paliwowych na relatywnie wysokich poziomach. Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie rządził Alior Bank (2,2 proc.), który okrył dzisiejszą zwyżkę PGE (1,4 proc.) oraz LPP (1,2 proc.). Przez moment w centrum uwagi znalazły się akcje Banku Pekao (-0,6 proc.), który poinformował o zamknięciu transakcji zakupu 51 proc. akcji Pioneer Pekao Investment Management za kwotę 138 mln EUR. Nabycie podmiotu spowoduje obniżenie wskaźnika CET na poziomie skonsolidowanym o około -0,4 pp.

Poniedziałek na rynku metali szlachetnych nie należy do dość optymistycznych. Najsilniejszy ruch w stronę południa wykonuje srebro (-0,6 proc.), którego uncja schodzi w okolicę poziomu 15,7650 USD. W przypadku złota (-0,2 proc.) należy mówić o nieco skromniejszym ruchu, bowiem podstawowa jednostka kruszcu jest wyceniana po 1 245,50 USD. W przypadku surowców energetycznych należy mówić o lekkiej euforii. Na ich szczycie znajdują się styczniowe kontrakty na gaz ziemny (1,9 proc.), które dystansują się od zwyżek w wykonaniu ropy Brent (1,8 proc.; 64,50 USD) oraz ropy WTI (0,9 proc.; 57,90 USD).

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Od stycznia 2018 limity kosztów finansowania dłużnego

Będą zmiany w Krajowym Rejestrze Sądowym

Wprowadzenie obowiązku składania przez przedsiębiorców wniosków do Krajowego Rejestru Sądowego w formie elektronicznej, sprawozdań finansowych w formie elektronicznej, prowadzenia akt rejestrowych w formie elektronicznej, likwidacja instytucji kuratora rejestrowego – to niektóre zmiany zaproponowane w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym oraz niektórych innych ustaw.

W myśl rządowego projektu nowelizacji ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym oraz niektórych innych ustaw od 1 marca 2020 r. przedsiębiorcy będą mieli obowiązek składania wniosków do Krajowego Rejestru Sądowego w formie elektronicznej. Stowarzyszenia, fundacje i publiczne zakłady opieki zdrowotnej będą miały wybór, czy skorzystać z formy elektronicznej.

W tej formie będą również wysyłane wezwania do uzupełnienia braków, składane pisma oraz środki odwoławcze.

Od 1 marca 2020 r. akta rejestrowe mają być prowadzone w formie elektronicznej, ale już przed tą datą dokumenty finansowe będą składane w formie elektronicznej.

Przedsiębiorcy będą mieli obowiązek składania sprawozdań finansowych w formie elektronicznej. Sprawozdanie finansowe będzie przekazywane przez KRS do Ministerstwa Finansów.

Do wniosku o wpis osób reprezentujących przedsiębiorcę oraz likwidatorów i prokurentów będzie konieczne dołączanie – poza oświadczeniem o powołaniu – także adresów.

Orzeczenia kończące postępowanie będą wydawane i doręczane w formie elektronicznej.

Sporządzenie uzasadnienia postanowienia w sprawach innych niż wpis nie będzie konieczne również wtedy, gdy w postępowaniu brali udział wnioskodawca i uczestnicy.

W razie złożenia wniosku w formie elektronicznej kolejne pisma będą musiały zostać złożone również w postaci elektronicznej.

Omawiany projekt przewiduje zmiany w postępowaniu przymuszającym. Sąd będzie mógł wezwać w terminie, w jakim uzna za stosowne, osoby uprawnione do reprezentacji do wskazania, że organ reprezentacji został powołany i że braki w jego składzie zostały uzupełnione. Sąd będzie mógł nałożyć grzywnę tylko na osoby, które zupełnie zlekceważą obowiązek. Sąd rejestrowy będzie mógł umorzyć postępowanie przymuszające, jeżeli okoliczności sprawy wskażą, że obowiązki zostaną dopełnione.

W myśl projektu w sprawach rejestrowych wyłącznie właściwy jest sąd rejonowy (sąd gospodarczy) właściwy ze względu na miejsce zamieszkania lub siedzibę podmiotu, którego wpis dotyczy.

Projekt przewiduje stworzenie Centralnego Repozytorium Elektronicznych Wypisów Aktów Notarialnych.

Projekt likwiduje instytucję kuratora rejestrowego.

Do postępowań przed sądem rejestrowym wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie omawianej nowelizacji ustawy będą stosowane przepisy dotychczasowe.

Omawiany projekt nowelizacji ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym oraz niektórych innych ustaw trafił do prac w Sejmie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs funta w odwrocie. Dolar przed ważnym rozstrzygnięciem

RPP nie zepsuła klimatu wokół krajowej waluty. Fitch pozytywnie o Polsce mimo to jednak bez zmiany ratingu. Ważny tydzień pod znakiem posiedzeń głównych banków centralnych. Na pierwszym planie FED i EBC. EUR/PLN po raz kolejny łamie granice 4,20 ale tylko na chwilę. USD/PLN przed ważnym rozstrzygnięciem. Spory rollercoaster na funcie. Mimo pozytywnego zakończenia negocjacji na temat rachunku za Brexit brytyjska walucie w odwrocie. Dane o inflacji z Wielkiej Brytanii mogą dobić funta.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 04.10.2017-11.12.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1912 3,5846 3,5130 4,6823
Maksimum 4,2580 3,6710 3,6690 4,8420

 

EuroKurs EUR/PLN cały czas znajduje się trendzie spadkowym. Były już dwie próby złamania granicy 4,20. Pierwsza zakończyła się niepowodzeniem i od razu doszło do kontry kupujących co poskutkowało odbiciem ponad granice 4,21. W piątek znów nastąpiło zejście poniżej 4,20. Ale po raz kolejny doszło do korekcyjnego odbicia. Widać więc, że ten poziom ma spore znaczenie. Dobra passa złotego to zasługa przede wszystkim świetnych danych z gospodarki. Mimo tak mocnych danych RPP nie zmieniła nastawienia i nadal chce utrzymywać stopy na obecnym poziomie aż do końca 2018 roku. Złoty w relacji do euro jednak stracił niewiele po tym komunikacie. Nie było również zaskoczenie ze strony agencji Fitch, która publikowała rating dla Polski. Ocena pozostała bez zmian. Spora jednak ciekawostka dotyczyła polityki monetarnej. Agencja Fitch uważa, że stopy w Polsce będą podnoszone 6 razy do poziomu 3% do końca 2019 roku. Brzmienie komunikatu musiało więc mieć pozytywny wpływ na krajową walutę i stąd piątkowy spadek poniżej 4,20. Tydzień jednak może przynieść spore przetasowania na rynkach. Mamy posiedzenie 3 banków centralnych i to kluczowych dla złotego a więc FED, EBC i BoE. Wsparciem będzie ostatnie minimum. Przed większymi wzrostami bronić będzie linia trendu spadkowego.

FrankKredytobiorcy frankowi nadal pozostają w dobrych humorach. Kurs CHF/PLN pozostaje w trendzie spadkowym. Chwilowy wzrost awersji do ryzyka po informacjach o rzekomych kontaktach Trumpa ze stroną rosyjską szybko odszedł w niepamięć. EUR/CHF, który pokazuje siłę szwajcarskiej waluty szybko odbił się od granicy 1,16 i poszybował powyżej 1,17. Dzisiaj są to nieco niższe poziomy ale nadal świadczące o słabości szwajcarskiej waluty. Jeśli nie pojawi się nagłe załamanie na rynkach choćby akcyjnych to CHF/PLN ma szansę zaatakować lokalne minimum. Oporem będzie linia trendu spadkowego.

FrankNa USD/PLN mamy formację trójkąta. Zwężające się ramiona mogą spowodować większe wybicie. A okazja będzie ku temu idealna a więc posiedzenie Fed i decyzja o stopach. Podwyżka o 25pkt bazowych jest już w cenach. Pytanie jednak zasadnicze czy Fed za wszelką cenę będzie forsował swoją strategię 3 podwyżek w kolejnym roku. Od piątku dolar jest nieco słabszy na szerokim rynku. Zdecydowało o tym słabsze tempo wzrostu wynagrodzeń co może jasno dawać do zrozumienia o braku presji inflacyjnej. Efekt na głównej parze był taki, że z poziomu 1,17 kurs skoczył na 1,18. Co spowodowało kilkugroszowe umocnienie złotego. Teraz dalsze losy zależą od posiedzenia Fed. Poznamy m.in. nowe projekcje makro. Jeśli pokażą one słabszą trajektorię wzrostu cen to inwestorzy mogą dojść do wniosku, że 3 podwyżek nie będzie w 2018 roku. Wtedy USD/PLN może zaatakować nawet ostatnie minimum. Jeśli jednak władze monetarne USA nic nie zmienią to kurs powinien podążyć na północ. Oporem wtedy będzie granica 3,60.

FuntNa funcie mamy spore zawirowania. Najpierw spore wzrosty po doniesieniach prasowych o dogadaniu się władz Wielkiej Brytanii z UE na temat rachunku za Brexit. Potem nastąpił mały krach po informacjach o kryzysie negocjacyjnym w sprawie granic z Irlandią. Strony długo nie mogły dojść do konsensusu. W końcu gdy konflikt został rozwiązany zamiast kolejnej fali wzrostów na funcie mamy spadki. I to mimo tak naprawdę otwarcia drogi do następnej rundy negocjacji z UE o warunkach handlowych. Inwestorzy doszli jednak do wniosku jak słabą pozycję ma Theresa May w Wielkiej Brytanii. Temat granic z Irlandią wywołał tarcia we własnej partii. Mimo więc oddalenia twardego Brexitu inwestorzy boją się kolejnych trudnych spraw, które są do rozwiązania. I jak może to się wydłużyć w czasie. Ten tydzień zapowiada się bardzo nerwowo dla funta. Jutro mamy dane o inflacji CPI w środę o przeciętnym wynagrodzeniu. Obie miary pomogą wskazać dalszą drogę polityki monetarnej. Niższe wartości przyczynią się do spadków na funcie. W czwartek natomiast decyzja Banku Anglii. Wydaje się, że zatrzymanie wzrostu cen powinno skutkować brakiem zmiany stopy procentowej i poziomu skupu aktywów. Jeśli komunikat Banku Anglii pozostanie gołębi w zderzeniu ze słabszymi danymi o inflacji może przynieść znaczną przecenę brytyjskiej waluty. Kurs mógłby się osunąć nawet w okolice 4,70. Jeśli jednak dojdzie do zaskoczenia choćby danymi to możemy zobaczyć ruch w kierunku ostatnich maksimów.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Dobre prognozy dla frankowiczów. Nowy rząd

Ankietowani przez Reutersa analitycy potwierdzają, że nie należy się spodziewać zmian stóp procentowych w Szwajcarii w przyszłym roku. Dzisiaj o 17:00 zaprzysiężony zostanie nowy rząd w Polsce. Dobre dane z Turcji bez wpływu na walutę.

Niskie odsetki dla frankowiczów

Agencja Reuters podała oczekiwania analityków co do kształtowania się stóp procentowy przez Szwajcarski Narodowy Bank. W 2018 roku, nie spodziewają, się oni żadnych zmian w tym temacie. Jest to bardzo dobra wiadomość dla kredytobiorców frankowych. Kredyty te z jednej strony bardzo podrożały od kiedy frank poszedł w górę. Z drugiej strony ujemne stopy procentowe są tym co powoduje, że wysokość rat nie wyskoczyła jeszcze bardziej w górę. Jeżeli stopy procentowe będą wzrastać z pewnością odbije się to podwójnie negatywnie na tych kredytach. Po pierwsze wyższe stopy, to więcej odsetek, które trzeba zapłacić. Po drugie wyższe stopy procentowe to umocnienie się waluty. Scenariusz umocnienia waluty zakłada oczywiście, że w innych krajach stopy nie rosną. Jeżeli i w Polsce i w Szwajcarii wzrosną porównywalnie stopy, kurs wymiany powinien względnie stały.

Nowy rząd Polski

Dzisiaj o godzinie 17:00 nastąpi zaprzysiężenie rządu Mateusza Morawieckiego. We wtorek ma odbyć się głosowanie nad wotum zaufania, a w ciągu dwóch tygodni nowy premier wygłosi expose. Wątpliwym jest by znalazły się w nim jakieś gwałtowne zmiany wobec obecnie prowadzonej polityki. Zaplecze polityczne pozostaje wszakże to samo. Rynki obecnie nie reagują na te zmiany. Z pewnością będzie widać natomiast jeżeli inwestorów zaskoczy expose. Jeżeli pojawiłby się tam pakiet przyjaźniejszy dla biznesu możemy zobaczyć szybko euro poniżej granicy 4,20 zł. Z drugiej strony jeżeli pojawi się więcej sprawiedliwości społecznej niż dotychczas możemy zobaczyć osłabienie złotego.

Wzrost gospodarczy w Turcji

Turcja okazuje się najszybciej rozwijającym się państwem z grupy G20. W 3 kwartale PKB wzrósł o imponujące 11,1%. Analitycy oczekiwali i tak bardzo dobrego rezultatu bo 10%. Wzrost oparty był zarówno o inwestycje, wydatki gospodarstw domowych jak i rewelacyjne dane o wymianie handlowej. Co ciekawe inwestorzy w dalszym ciągu niechętnie patrzą na turecką walutę i pomimo tych danych nie było widać wyraźnego odbicia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – finalny odczyt inflacji konsumenckiej,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

John Deere inwestuje w Polsce i otwiera Centrum Usług Biznesowych na Europę

  • Amerykański czołowy producent maszyn rolniczych oraz urządzeń do pielęgnacji zieleni John Deere wzmacnia swoją obecność w Polsce;
  • Obecnie trwa rekrutacja na nowe stanowiska pracy;
  • Do zadań nowej placówki należeć będzie obsługa globalna fabryk i oddziałów John Deere w takich obszarach jak: księgowość i finanse, logistyka oraz kadry.

Amerykański gigant maszyn rolniczy John Deere wzmacnia swoją obecność w Polsce, otwierając Centrum Usług Biznesowych w Poznaniu, w którym docelowo pracować będzie 120 osób. Obecnie trwa rekrutacja na nowe stanowiska.

Liczba Centrum Usług Biznesowych w Polsce w ostatnich latach rośnie w coraz większym tempie. Ich głównym zadaniem jest świadczenie usług na rzecz innych jednostek wielooddziałowego przedsiębiorstwa w takich zakresach, jak: HR, IT, obsługa klienta, księgowość czy logistyka. Według najnowszych danych („Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych”) w I kwartale 2017 r. w Polsce działało 1078 centrów tego typu(w tym 748 zagranicznych). Inwestorzy cenią sobie u polskich specjalistów wykształcenie oraz zaangażowanie, co przekłada się na liczbę zatrudnionych pracowników, która w tym sektorze sięga już ponad 244 tys. osób.

Rosnący trend dotyczy również Poznania, który pod względem zatrudnienia zajmuje siódmą̨ pozycję wśród centrum usług biznesowych w Polsce oraz trzynastą w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Od 2015r. w stolicy Wielkopolski powstały 23 nowe centra usług dla biznesu, a liczba zatrudnionych w nich to ponad 16 tys. osób. Do Poznania wprowadza się kolejna słynna marka, która właśnie tu otworzy swoje pierwsze Centrum Usług Biznesowych w Polsce.

John Deere, amerykański producent maszyn rolniczych, sprzętu budowlanego, leśnego i urządzeń do pielęgnacji zieleni, zdecydował się na otwarcie wielofunkcyjnego Centrum Biznesowego w nowo powstałym kompleksie biurowym Business Garden w Poznaniu, przy ul. Kolorowej. – Do zadań nowo utworzonej placówki należy globalna obsługa fabryk i oddziałów John Deere w różnych obszarach, takich jak: finanse i księgowość, logistyka czy kadry – mówi Mirosław Leszczyński, Prezes Zarządu John Deere Polska.

Inwestycja w Poznaniu jest kolejnym świadectwem naszego zaangażowania w dalszy rozwój w Polsce, jednym z najlepiej rozwijających się dla nas rynków w Europie argumentuje Christoph Wigger, wiceprezes John Deere ds. Sprzedaży i Marketingu, Region 2 (Europa, Afryka Północna, Bliski i Środkowy Wschód)Poznań jest ważnym ośrodkiem akademickim w Polsce, z którego na rynek pracy trafiają wykształceni w rozmaitych dziedzinach absolwenci. Ponadto stolica Wielkopolski jest doskonale zlokalizowana z punktu widzenia granic Unii Europejskiejdodaje.

Dlaczego Poznań?

Za wyborem Poznania jako centrum usługowego dla zagranicznych podmiotów, wpływ ma kilka czynników. Pierwszym z nich jest rozwijający się i jeszcze nie przepełniony hub dla centrum usług biznesowych. Drugi czynnik to wysoki poziom edukacji. Poznań to ważny ośrodek akademicki, posiadający dużą pulę talentów dedykowanych usługą dla biznesu. Trzeci czynnik to zdywersyfikowana gospodarka, która czyni stolicę wielkopolski miejscem bardziej interesującym i odmiennym w porównaniu do innych lokalizacji tego typu inwestycji w Polsce.

Atutem Poznania są przede wszystkim wykwalifikowane kadry. Około 30 tys. absolwentów szkół wyższych stanowi ogromny potencjał dla firm, które otwierają centra usług biznesowych w naszym mieście. Poznań zmienia się, a kierunki tych zmian odpowiadają na potrzeby inwestorów z sektora usług nowoczesnych. W trakcie realizacji jest około 100 tys. m2 nowoczesnej powierzchni biurowej. Miasto dba o poprawę jakości życia mieszkańców poprzez rewitalizację centrum i terenów nadrzecznych, promowanie i unowocześnianie komunikacji miejskiej oraz rowerowej. Lotnisko Poznań-Ławica dynamicznie rozwija siatkę połączeń i tylko w tym roku zyskało 10 nowych połączeń lotniczych oraz dodatkowe loty do największych europejskich hubów (Frankfurt, Londyn, Warszawa). Powstają nowe hotele globalnie znanych marek (m.in. Hilton, Marriott). Ze strony Biura Obsługi Inwestorów inwestor, który planuje otworzyć centrum usług nowoczesnych w Poznaniu, może liczyć na pełne wsparcie na każdym etapie procesu inwestycyjnego. To wszystko wpływa pozytywnie na wizerunek Poznania w oczach inwestorów – mówi Katja Lõžina, dyrektor Biura Obsługi Inwestorów Urzędu Miasta Poznania.

Polskie Centrum Usług Biznesowych John Deere, które zostało otwarte 11 grudnia, to już druga poważna inwestycja amerykańskiej firmy w Wielkopolsce. Pierwszą z nich było stworzenie w naszym regionie centrum szkoleniowego i oddziału sprzedaży na Polskę, który jest zlokalizowany w Tarnowie Podgórnym pod Poznaniem. Obecnie firma prowadzi rekrutację nowych pracowników do Centrum Usług Biznesowych, która będzie kontynuowana w 2018 roku.

Acer z najwyższym zyskiem od sześciu lat. Przychody ze sprzętu gamingowego wzrosły o 168%

Rekordowa sprzedaż modeli z serii Predator przeznaczonych na rynek gamingowy oraz popyt na laptopy biznesowe spowodowały, że w trzecim kwartale 2017 roku dochód netto Acera wyniósł 48 mln dolarów (USD). To najwyższy wynik od dwudziestu siedmiu kwartałów oraz blisko sześciokrotnie wyższy niż w analogicznym okresie w poprzednim roku.

Acer_wyniki_Q3_2017Skonsolidowane przychody wyniosły ponad 2 miliardy dolarów i jest to wzrost o 13% kwartał do kwartału. Natomiast przy marży brutto wynoszącej 11,1% zyski brutto wyniosły 222 mln dolarów i są większe o 20% niż rok wcześniej. Oznacza to silną dynamikę działalności firmy, stabilizację działalności operacyjnej i rentowności.

Wzrost przychodów w trzecim kwartale 2017 roku wynika w dużej mierze z przychodów ze sprzętu gamingowego Acer, które wzrosły o 168% i przyczyniły się rok do roku do ponad 10% przychodów ogółem. Przychody z laptopów biznesowych wzrosły o 40% rok do roku, a z chromebooków o 27%. Inne działalności Acera jak usługi w chmurze, rzeczywistość wirtualna (VR) i rzeczywistość rozszerzona (AR) pozwoliły na wzrost o 30% rok do roku.