W 2015 r. w Polsce mężczyźni żyli przeciętnie 73,6 lat, natomiast kobiety 81,6 lat – podał GUS.
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan
W porównaniu ze średnią życia w 1990 r. mężczyźni w 2015 r. żyli przeciętnie dłużej o 7,4 lat, a kobiety o 6,1 lat. GUS informuje także, że przeciętne dalsze trwanie życia osoby, która w 2015 r. osiągnęła 60 lat to w przypadku kobiet ponad 24 lata, a w przypadku mężczyzn – 19 lat. Czyli 60-letnia w 2015 r. kobieta będzie przeciętnie żyła do 84 roku życia, a mężczyzna do 79 roku życia.
Od 2000 r. długość życia kobiet rośnie przeciętnie co roku o ponad 2 miesiące, a mężczyzn o niespełna 2 miesiące. Jeżeli przyjęlibyśmy, że w takim tempie będzie rosła długość życia przez kolejne dwa lata, do 2018 r., to kobiety mogą liczyć na to, że ich życie wydłuży się o kolejne ponad 5 miesięcy, a mężczyźni – na ponad 3 miesiące.
Co to oznacza w kontekście podjętej już przez rząd, ale odłożonej do realizacji do końca 2017 r. decyzji dotyczącej obniżenia wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. To, że dzisiejsze 60-latki będą pozostawały na emeryturze przeciętnie 24,5 roku, a dzisiejsi 60-latkowie – prawie 14,5 roku.
Z jednej strony zatem co roku dalsze trwanie życia wydłuża się przeciętnie o ok. 2 miesiące, a z drugiej strony rząd chce, abyśmy krócej pracowali.
Planowane przez rząd obniżenie wieku emerytalnego będzie skutkowało wieloma konsekwencjami – dla przyszłych emerytów, dla osób wchodzących na rynek pracy, a także dla budżetu państwa, o rynku pracy nie wspominając.
Dla przyszłych emerytów obniżenie wieku emerytalnego będzie skutkowało dalszym zmniejszaniem wysokości emerytur – tak dla mężczyzn, ale przede wszystkim dla kobiet. Z jednej strony bowiem skróci się ich okres składkowy, a z drugiej wydłuży czas życia – tak ze względu na obniżenie wieku emerytalnego, jak ze względu na wydłużanie się co roku przeciętnego dalszego trwania życia.
Dla młodych ludzi, którzy wchodzą właśnie na rynek pracy, i dla dzieci, które będą wchodzić na rynek pracy w przyszłości – skrócenie wieku emerytalnego to konieczność coraz większej kontrybucji do systemu emerytalnego, albo w postaci coraz wyższych składek na ubezpieczenia społeczne, albo coraz wyższych obciążeń podatkowych.
Dla budżetu państwa – dodatkowe dopłaty do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na wypłaty dla emerytów. Rząd szacuje, że obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn obciąży początkowo budżet państwa sumą ok. 7-8 mld zł rocznie (zapewne w zależności od tego, ile osób uprawnionych skorzysta z obniżonego wieku emerytalnego). Niewiele więcej, bo 9,4 mld zł zostało zaplanowane w budżecie NFZ na 2016 r. na podstawową opiekę zdrowotną. Gdyby rząd planowane wydatki z budżetu związane z obniżeniem wieku emerytalnego dołożył do pieniędzy przeznaczanych na świadczenia opieki zdrowotnej, to na wydatki na podstawową opiekę zdrowotną mogłyby się prawie podwoić. Może warto zapytać Polaków w badaniu społecznym, co jest dla nich ważniejsze – długie życie w zdrowiu przy wydłużającym się wieku przejścia na emeryturę, czy też wcześniejsze przechodzenie na emeryturę, ale jednocześnie słabsza powszechna opieka zdrowotna.
Minister zdrowia mówił ostatnio, że musimy zwiększyć wydatki publiczne na opiekę zdrowotną o 1,2 proc. PKB, czyli ok. 22 mld zł. 8 mld zł możemy już mieć. Warto, aby decydenci to przemyśleli.
Zacznijmy od tego czym jest dress code. Za tym obco brzmiącym słowem kryje się zbiór reguł dotyczących odpowiedniego dopasowania stroju do okoliczności. W środowisku biznesowym dress code określa zasady ubioru panujące w firmie w kontekście pełnionej funkcji, zadań oraz środowiska pracy. Podczas rozmowy rekrutacyjnej jest więc on czynnikiem, który może przyczynić się do decyzji o zatrudnieniu bądź nie.
Jaki więc powinien być właściwy ubiór podczas rozmowy rekrutacyjnej? Przede wszystkim dopasowany do miejsca pracy i posady, o jaką się ubiegamy. Jeszcze przed spotkaniem z rekruterem warto dowiedzieć się jak najwięcej o panującej w firmie kulturze organizacyjnej i zasadach dotyczących stroju. Inaczej ubierzemy się do instytucji finansowej, czy też korporacji, aplikując na stanowisko recepcjonisty lub handlowca, gdzie obowiązuje strój formalny. Inaczej natomiast do agencji reklamowej, firmy branży mediowej, start-upu, czy też firmy IT, na spotkanie do których raczej nie powinniśmy przychodzić w garniturze. Tu możemy pozwolić sobie na wyrażenie siebie poprzez stój, który będzie przekazem mogącym świadczyć o kreatywności oraz dopasowaniu do luźniejszej atmosfery naszej pracy.
– Zakładając, że proces rekrutacyjny dotyczy stanowiska, na którym strój formalny jest istotnym elementem całości, odpowiedni ubiór może poprawić ogólną ocenę kandydata, – mówi Agnieszka Nalepa, Konsultant z agencji zatrudnienia Manpower. – Jeśli osoba, która podejmuje ostateczna decyzje o zatrudnieniu pracownika, będzie miała do wyboru dwóch kandydatów o analogicznych kompetencjach, z których jeden przyjdzie ubrany na rozmowę w jeansach i bluzie, a drugi w garniturze, czynnikiem, który przyczyni się do decyzji będzie strój, jako uzupełnienie kompetencji danej osoby. Jednocześnie zachęcam też pracodawców, by do kwestii stroju podejść szerzej i nie zawsze skreślać kandydatów z jego powodu, bo pozory potrafią mylić. Dla przykładu, jeśli kandydat ma pogniecione ubranie, niekoniecznie musi to świadczyć o braku schludności, ale np. o jego długiej podróży na spotkanie, – dodaje przedstawiciel Manpower.
Odpowiedni ubiór buduje profesjonalny wizerunek pracownika, który jest wizytówką firmy. Dlatego warto pamiętać, że zawsze lepiej jest być ubranym zbyt elegancko, niż niechlujnie. Bezpieczniej też wybierać klasyczne stroje. Zwłaszcza przy bardziej formalnych wymaganiach względem stroju. W przypadku pań wskazane są klasyczne marynarki, koszule bez odsłoniętych ramion, spodnie lub sukienki i spódnice bez dużych rozcięć czy też o prostym kroju. Długość spódnicy nie powinna być krótsza niż 7-8 cm nad kolano. Barwy i wzory powinny być stonowane. Panowie powinni zadbać o to by całość garnituru była w tym samym kolorze i z tego samego materiału, w raczej ciemnych stonowanych kolorach. Latem dopuszczalne są jaśniejsze barwy.
Dla wygody i dobrego efektu, w przypadku obydwu płci warto też zadbać o jakość materiałów, unikniemy w ten sposób stresu, że nasz strój uległ pognieceniu, kiedy za chwilę mamy wchodzić na spotkanie z potencjalnym pracodawcą. Należy pamiętać również o butach i dodatkach. Te pierwsze powinny zakrywać całą stopę; latem dopuszczalne są u pań buty z odkrytą piętą lub palcami. W przypadku panów obuwie powinno być sznurowane, w kolorystyce dopasowanej do tonacji ubrania. Biżuteria oraz wszelkie dodatki, jak np. pasek do spodni, czy spinki do mankietów, powinny być dyskretne i nieodznaczające się na tle całego stroju. Ta sama zasada dotyczy makijażu oraz fryzury. W przypadku posiadania tatuaży należy zadbać o ich nieeksponowanie. Zrezygnujmy z sandałów, krzyczących dodatków, dużych dekoltów, szortów i mini.
Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne i nie zyskamy okazji, by zrobić je po raz drugi. Dlatego prócz stroju istotne jest też aby mieć czyste włosy, dłonie, obuwie i dbać o szczegóły. Oceniający kandydata rekruter już na wstępie będzie miał wątpliwości czy osoba, która nie wystarczająco dobrze zadbała o swój wygląd zewnętrzny będzie potrafiła zadbać o szczegóły podczas wykonywania swoich obowiązków. Istotna jest zasada zdrowego rozsądku i dopasowania stroju do kultury organizacyjnej danej firmy. Strój należy więc dobrać tak, by zrobić dobre wrażenie, ale jednocześnie nie przekłamać i nie zatracić swojej tożsamości. Wybór leży bowiem po obu stronach. Pamiętajmy więc o tym, byśmy my sami również dobrze i swobodnie czuli się w naszej nowej pracy.
Do 5 złotych miesięcznie – to kwota, którą klienci są w stanie zapłacić za prowadzenie konta, które spełniałoby wszystkie ich oczekiwania i potrzeby. Dla blisko 90 proc. klientów kluczowe znaczenie dla oceny oferty banku ma gwarancja niezmienności opłat. Poza kwestią opłat najważniejszą cechą optymalnego konta jest dobra i bezpieczna bankowość internetowa – to główne wnioski z badania przeprowadzonego w ramach akcji Miliony Polaków, w którym udział wzięło ponad 22 tysiące osób. Akcja organizowana była przez porównywarkę finansową Comperia.pl przy wsparciu Związku Banków Polskich oraz Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych.
Akcja Miliony Polaków to jedno z największych badań opinii publicznej o produktach bankowych, w ramach którego 22 tysiące internautów wyraziło swoją opinię na temat najbardziej użytecznego konta bankowego. Dzięki wynikom badania możliwe jest zdefiniowanie cech idealnego konta osobistego. – Bardzo cieszy nas skala zainteresowania projektem. Internauci licznie odpowiedzieli na nasze pytania i wskazali, jakie są ich oczekiwania względem kont osobistych – mówi Karol Wilczko, wiceprezes Comperia.pl, współorganizator akcji – Najważniejsze wnioski z tego badania przekazane zostały Związkowi Banków Polskich, który zadeklarował przedstawienie głosu klientów środowisku bankowemu. Wierzymy, że zostanie on wysłuchany– dodaje.
Internauci mieli możliwość wypowiedzenia się na temat kluczowych zagadnień związanych z kontami osobistymi. Pytania dotyczyły m.in. aktualnie posiadanych rachunków i poziomu zadowolenia z nich, oczekiwań klientów dotyczących idealnego konta bankowego oraz preferowanych metod płatności.
– Badanie to cenne źródło informacji dla środowiska bankowego. Zależy nam, aby dobrze znać preferencje i oczekiwania klientów. Wierzymy, że opinie i wnioski zebrane w akcji Miliony Polaków będą mogły stać się inspiracją przy tworzeniu przyszłych ofert produktowych– mówi – mówi Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich, który jest patronem merytorycznym akcji.
Co najmniej dwa rachunki bankowe
Jak wynika z badania, większość internautów korzystających z usług bankowych posiada więcej niż jeden rachunek (66 proc.). Jednocześnie ponad 80 proc. korzysta aktywnie tylko z jednego lub dwóch z nich. Na większą liczbę posiadanych rachunków wpływa wyższy wiek, wyższy poziom wykształcenia, a także miejsce zamieszkania. Mężczyźni znacznie częściej reprezentują grupę „multirachunkowców”. Tylko jedno konto (ROR) częściej posiadają kobiety, respondenci posiadający dzieci oraz osoby zamieszkujące małe miasteczka i wsie.
Zdecydowana większość uczestników badania jest zadowolona z posiadanego obecnie rachunku. Najwyżej oceniany jest poziom aktualnie ponoszonych opłat za konto. Najbardziej negatywie odbierane jest natomiast oprocentowanie rachunku (38 proc.). Jednocześnie prawie 70 proc. badanych wskazało, że wysokość oprocentowania Rachunku Oszczędnościowo Rozliczeniowego ma dla nich kluczowe znaczenie w ocenie oferty rachunku. Wśród różnego rodzaju opłat związanych z prowadzeniem rachunku, najwyższą akceptację badani deklarowali dla aktualnych opłat za wypłaty z bankomatów.
Rachunek idealny do 5 zł
Za optymalny dla siebie rachunek większość ankietowanych byłaby skłonna zapłacić maksymalnie do 5 złotych, przy czym dwie trzecie oczekuje, że będzie to koszt jak najniższy – do 3 zł. Jednocześnie dla prawie 80 proc. badanych kluczowe znaczenie dla oceny oferty rachunku ma gwarancja niezmienności opłat. Wśród niezwiązanych z opłatami cech konta internauci wskazali również łatwą i przejrzystą bankowość internetową oraz zwrot części wydatków kartą („moneyback”).
– Internauci są w zdecydowanej większości zadowoleni ze swojego rachunku bankowego, w tym z poziomu ponoszonych opłat. Oczywiście ich idealne konto powinno być całkowicie darmowe, ale praktycznie wszyscy uczestnicy badania deklarują, że są skłonni ponieść niewielką opłatę za korzystanie z rachunku, który będzie spełniał ich oczekiwania. Okazuje się, że funkcjonalność jest w przypadku konta bankowego ważniejsza niż jego cena – podsumowuje Karol Wilczko z Comperia.pl
Większość respondentów jest gotowa na otwieranie rachunku w ramach zdalnego procesu (59 proc.), jednak badanie ujawnia różne preferencje odnośnie poszczególnych etapów zawierania umowy. Mężczyźni i osoby z wyższym wykształceniem częściej deklarują chęć skorzystania z całkowicie zdalnej obsługi tego procesu. Ciągle duża jest jednak grupa osób, które chcą zakładać rachunki w oddziałach, a podpisanie umowy poprzedzić wyczerpującą rozmową z doradcą (47 proc.). Należą do niej głównie kobiety, emeryci i osoby zarabiające poniżej średniej krajowej.
Dwie trzecie badanych (65,6proc.) oczekuje od banków pomocy w formalnościach związanych z przenoszeniem rachunku i eksportem danych ze starego rachunku.
Najczęściej płacimy kartą
Internauci cenią możliwość dokonywania transakcji bezgotówkowych. Płatności kartą płatniczą są zdecydowanie najchętniej wybieraną metodą (60 proc.), dodatkowo 10 proc. wskazuje na dokonywanie najczęściej transakcji kartą kredytową. „Plastikowy pieniądz” dystansuje korzystanie z gotówki (13 proc.) oraz przelewów internetowych (11 proc.). Blisko połowa badanych płacąc kartą wydaje ponad 500 zł miesięcznie, a jedna piąta między 300 a 500 zł.
Dla 77 proc. badanych funkcja płatności zbliżeniowych jest kluczowa i zdecydowanie zwiększa ich skłonność do płacenia kartami. Większość deklaruje także wysokie poczucie bezpieczeństwa przy korzystaniu z tego rodzaju płatności (ok. 60 proc). Obawy związane z płatnościami zbliżeniowymi nie różnią się od tych, jakie wiążą się z płatnościami kartowymi jako takimi. Główną z obaw jest wykorzystanie środków z konta przez osobę, która w nieuprawniony sposób wejdzie w posiadanie karty.
Większość badanych twierdzi, że wie jakie kryteria (kwota wypłat, liczba transakcji itd.) musi spełnić, aby być zwolnionym z opłat za korzystanie z karty lub korzystanie z rachunku (62 proc.). Kwota, jaką badani są w stanie zaakceptować jako koszt karty, której nie będą aktywnie używać to dla większości maksymalnie 2 zł (70,3 proc.), tylko co piąty badany wskazał do 5 zł.
– Konto jest podstawowym produktem bankowym. Wyniki badania pokazują, że klienci oczekują, aby jak najwięcej usług z nim związanych było dostępnych nieodpłatnie, ale równocześnie za dobrą jakość są skłonni zapłacić. Ciekawym kompromisem jest możliwość uniknięcia określonych opłat za aktywność, dzięki takiemu „porozumieniu” między klientem a bankiem, obie strony mogą odnosić korzyści ze współpracy – mówi Magdalena Suchanek, dyrektor zarządzająca departamentami PR i Komunikacji oraz Voice of Customer w eurobanku – Wyniki badań opisujących oczekiwania klienta są dla nas istotną inspiracją przy rozwijaniu oferty – dodaje.
Projekt Miliony Polaków powstał dzięki współpracy porównywarki finansowej Comperia.pl, Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych oraz Związku Banków Polskich. Akcję wsparło także 5 banków: Alior Bank, BOŚ Bank, Credit Agricole, Eurobank oraz PlusBank .
Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przygotowuje przepisy, dzięki którym użytkowanie wieczyste gruntu pod budynkami wielorodzinnymi ma przekształcić się we własność, a zmiany mogą wejść w życie już od nowego roku. Co te modyfikacje mogą oznaczać dla właścicieli mieszkań?
W przepisach prawa zostaną wprowadzone zmiany, które wpłyną na sytuację mieszkaniową wielu właścicieli nieruchomości. Ich wprowadzenie ma sprawić, że użytkowanie wieczyste gruntu będzie mogło przejść na własność. O zmianach w przepisach opowiada Agata Stradomska z RE/MAX Polska, części globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX.
Czym jest użytkowanie wieczyste?
Użytkowanie wieczyste może być ustanowione na gruntach, które są własnością Skarbu Państwa bądź jednostki samorządu terytorialnego (takich jak gmina czy miasto). Użytkownik wieczysty, czyli osoba lub podmiot mający prawo użytkowania wieczystego, korzysta z tego terenu tak jak właściciel. Ma także możliwość zabudowania nieruchomości gruntowej, wtedy wzniesione na niej budynki są jego własnością. Ponadto może obciążyć prawnie grunt, którego jest właścicielem lub zrzec się swojego prawa do użytkowania wieczystego. Warto zaznaczyć, że prawo to jest dziedziczone, czyli można otrzymać je w spadku.
Użytkowanie wieczyste jest dość powszechne w miastach, szczególnie tam, gdzie funkcjonuje budownictwo wielorodzinne. Wynika to z faktu, że tereny pod takie budownictwo były przekazywane właśnie przez miasto czy gminę, które niechętnie całkowicie pozbywały się swojej własności.
Zobowiązania przy użytkowaniu wieczystym
Z posiadaniem prawa użytkowania wieczystego związane są opłaty: opłata początkowa, płacona wraz z ustanowieniem tego prawa, oraz opłaty roczne. Ponoszone koszty są zależne od wartości danego gruntu (1 proc. wartości rocznie, kiedy jest on przeznaczony na cele mieszkaniowe i 3 proc. w przypadku celów komercyjnych). Gminy regularnie, co 3 lata, dokonują aktualizacji ich wyceny, aby na jej podstawie skorygować opłatę. Z uwagi na to, w obliczu możliwych podwyżek, wielu użytkowników wieczystych zdecydowało się na wykupienie gruntu na własność. Sprzyjały temu również oferowane bonifikaty.
Użytkowanie wieczyste w budownictwie wielorodzinnym
W przypadku budownictwa wielorodzinnego przekształcenie prawa użytkowania wieczystego we własność nie jest takie proste. Właściciele mieszkań posiadają udziały (ułamkową część) w prawie użytkowania wieczystego adekwatnie do powierzchni swojego lokalu. Aby to prawo mogło zostać przekształcone we własność, taką chęć muszą wyrazić użytkownicy wieczyści posiadający większość udziałów, co nie zawsze jest łatwe do zorganizowania. Nie wszyscy właściciele są dostępni, a niektórzy nie są zainteresowani jakimikolwiek zmianami. Dodatkowo wszędzie tam, gdzie muszą być podjęte decyzje grupowe, zawsze możliwy jest czyjś sprzeciw, który komplikuje przeprowadzenie tego procesu.
Co taka zmiana może oznaczać dla właścicieli mieszkań?
Projektowane zmiany przepisów mogą wyjść naprzeciw oczekiwaniom wielu właścicieli mieszkań, którzy do tej pory z różnych przyczyn nie mogli przekształcić swojego prawa do użytkowania wieczystego gruntu we własność. Wyeliminują również obawy o podwyżki opłaty rocznej w związku ze zmianą wartości gruntu.
Dokładne zasady przekształcenia podlegają jeszcze modyfikacjom. Być może użytkownicy wieczyści będą zobowiązani do wnoszenia opłat za użytkowanie wieczyste nawet do końca okresu, na który było ono ustanowione, pomimo tego, że będą już właścicielami terenu. Opłaty te jednak nie powinny być już aktualizowane, a wyłącznie waloryzowane wskaźnikiem GUS. Tym niemniej ta zmiana jest oczekiwana przez wielu właścicieli lokali w budynkach wielorodzinnych, postawionych na gruncie oddanym w użytkowanie wieczyste.
Google, Microsoft, Apple, BMW i IBM – to w tych firmach chcą pracować studenci kierunków technicznych. Na liście 50 najbardziej pożądanych pracodawców, ogłoszonej przez firmę doradczą Universum, nie znalazł się ani jeden szybko rozwijający się startup pokroju Ubera czy Airbnb. Co ciekawe, znacząco wzrosło zainteresowanie pracą w firmach doradczych.
Duży może więcej
W rankingu najlepszych pracodawców podium, niezmiennie od 2012 r., zajmuje Google. Drugie miejsce przypadło Microsoftowi, zresztą nie po raz pierwszy, bo koncern z Redmond od 3 lat jest wiceliderem zestawienia. Trzecie miejsce zajęło w tegorocznym rankingu Apple. Jak się okazuje pogłoski o początku końca koncernu z Cupertino należy włożyć między bajki. Studenci kierunków technicznych wierzą w potencjał Apple tak bardzo, że od dwóch lat firma zajmuje 3 miejsce w rankingu Universum, detronizując BMW Group
– Choć millenialsi deklarują, że bardzo bliska jest im kultura startupów, to ostatecznie decydują się na karierę w korporacji. Dlaczego? Bo te mają większe doświadczenie w zarządzaniu ludźmi i przeznaczają większe budżety na ich rozwój – tłumaczy Anna Węgrzyn, wieloletni praktyk HR i w firmie BPSC koordynująca wdrożenia systemu mHR wspierającego zarządzanie kapitałem ludzkim – Startupy kuszą świetną atmosferą, innowacyjnymi produktami, ale to korporacje inwestują najwięcej w pracowników i nowe technologie w obszarze HR – zarówno te wspierające zarządzanie kapitałem ludzkim, jak i media społecznościowe, które są naturalnym środowiskiem Y-greków. Oni to doceniają – dodaje Anna Węgrzyn.
Potwierdzać to może bardzo szybki awans w rankingu firmy doradczej Goldman Sachs, która zainwestowała w media społecznościowe i cyfrowe. Ta strategia opłaciła się, bo zaowocowała awansem aż o osiem miejsc w rankingu najlepszych pracodawców dla studentów kierunków technicznych.
Młode wilki zyskują na znaczeniu
Wśród przegranych znajdują się takie firmy jak Nokia, Philips, HP czy Motorola, które zanotowały dwucyfrowy spadek w rankingu. W przypadku Nokii jest to efekt problemów z jakimi boryka się firma po mariażu z Microsoftem, z kolei wizerunek HP ucierpiał z powodu podziału firmy na dwie spółki – HP Enterprise oraz HP Inc, co miało miejsce pod koniec ubiegłego roku. Większość dostawców oprogramowania utrzymało swoje pozycje sprzed roku, poza Oracle. Firma spadła aż o 6 pozycji zajmując 27 miejsce. Zaskakująca jest wysoka pozycja Huawei. Firma zadebiutowała w tegorocznym rankingu zajmując 57 pozycję, co dziwi o tyle, że jeszcze niedawno na rynkach zachodnich nie traktowano chińskiego producenta poważnie.
Huawei jest przykładem na to, że korporacje nie powinny czuć się bezpiecznie. Choć globalnie ich pozycja nie jest zagrożona, to już lokalnie na plecach odczuwają coraz mocniejszy oddech młodszej konkurencji. W Stanach Zjednoczonych nie przypadkiem to nie Apple i nie Microsoft dzierżą palmę pierwszeństwa w rankingu najbardziej pożądanych pracodawców. Studenci kierunków technicznych stawiają na Teslę, która pod wodzą Elona Muska przekształciła się w innowacyjną firmę motoryzacyjną. We Francji jednym z najbardziej pożądanych pracodawców jest założony w 2005 r. i działający w branży przemysłu kosmicznego Safran, a w Chinach liderem zestawienia jest Alibaba.com.
– Na całym świecie trwa walka o kompetencje, a w Europie jest to szczególnie mocno odczuwalne z powodów demograficznego niżu. Młode przedsiębiorstwa szukają więc sposobów na przyciągnięcie pracowników z korporacji. Niektórym z nich się to udaje. To wypadkowa ich innowacyjności i przekonania, że człowiek jest najważniejszym kapitałem firmy – tłumaczy Anna Węgrzyn z BPSC.
Pieniądze to nie wszystko
Universum zapytało też studentów kierunków technicznych co jest ważne dla nich przy wyborze pracodawcy. Wyniki różniły się znacznie w zależności od lokalizacji, co jednak istotne, wbrew pozorom to nie perspektywa wysokich zarobków jest zawsze priorytetem. Równie ważne, a czasem nawet ważniejsze są inne kryteria. Dla przykładu w Japonii ważniejsza niż pieniądze jest atmosfera pracy a w Rosji szczególnie docenia się umiejętność określenia przez pracodawcę silnych stron pracownika.
Do podobnych wniosków (pieniądze nie są najważniejsze) skłania lektura raportu opublikowanego przez Reputation Institute. Wynika z niego, że głównym powodem zmiany przez millenialsów pracy nie są wbrew pozorom pieniądze (jedynie 4% wskazuje wynagrodzenie jako kluczowy element ich kariery w pierwszych 5 latach pracy), ale brak możliwości awansu, zbyt duża liczba nadgodzin, fakt, że kultura organizacji nie sprzyja pracy zespołowej oraz mała elastyczność pracy. 64% millenialsów gdyby miało taką możliwość, chciałoby okazjonalnie pracować z domu, a 66% zmieniłoby godziny swojej pracy.
– Dla pracowników z pokolenia Y najważniejsze są możliwości rozwoju, dlatego już na początku muszą mieć jasno wytyczone cele. Firma musi dobrze zdiagnozować ich potencjał i dopasować ich do stanowiska a także na bieżąco przekazywać informację o tym co pracownik robi dobrze a co źle. Jeśli tego nie zrobi, Y-grek nie zawaha się zmienić pracodawcy – tłumaczy Anna Węgrzyn z firmy BPSC dostarczającej rozwiązania wspierające zarządzanie kapitałem ludzkim.
Firmy wiedzy mogą więcej
Z badania Universum wyłania się jeszcze jeden bardzo ciekawy wniosek. Choć na liście najbardziej pożądanych przez studentów uczelni technicznych pracodawców dominują firmy technologiczne, w zestawieniu znalazły się też firmy doradcze i banki inwestycyjne. McKinsey&Company, The Boston Consulting Group, Accenture, PwC czy J.P. Morgan. Co warte podkreślenia, niektóre z nich zanotowały dwucyfrowy awans. Dla przykładu Deloitte awansował aż o 15 pozycji, Accenture o 14 a McKinsey – lider zestawienia firm doradczych, przesunął się o 13 miejsc wyżej w rankingu. Zdaniem Anny Węgrzyn z BPSC to dobra wiadomość – Jeśli na początku swojej kariery studenci chcą uczyć się od dobrych firm, które doradzają największym, najbogatszym korporacjom, to poradzą sobie świetnie w każdej organizacji i to od razu na wysokich stanowiskach – przekonuje Anna Węgrzyn z BPSC.
Ankietę Universum wypełniło ponad 260 tys. studentów z 12 krajów, m.in. Francji, Niemiec, Włoch, Japonii oraz Stanów Zjednoczonych.
Czym wyróżnia się rynek e-commerce w Polsce? Jakie różnice można zauważyć w porównaniu z innymi krajami europejskimi?
Stéphane Treppoz: Polski rynek e-commerce jest jeszcze młody i znajduje się w fazie intensywnego wzrostu. W tym roku wzrost ten osiągnął 15%. Coraz więcej Polaków decyduje się na zakupy przez Internet. Zakupu w sieci dokonało 40% Polaków, czyli zdecydowanie mniej niż w krajach o dojrzałej gospodarce, takich jak Niemcy, gdzie osób które dokonało zakupu w sieci jest 80%. Polska jest priorytetem dla Sarenza. To rynek, na którym konkurencyjne firmy działają bardzo aktywnie. Są to podmioty europejskie, takie jak Zalando, ale też lokalne firmy np. Eobuwie czy Answear.
Jak na rynku sprzedaży internetowej pozycjonuje się Sarenza? W jaki sposób stara się wyróżnić na tle konkurencji?
Chcemy przede wszystkim oferować proste i przyjazne zakupy przez Internet, pozostając jak najbliżej naszych klientów, dbając zawsze o „human spirit”. To nasza wartość dodana i coś rzadko spotykanego w sferze e-commerce. Sarenza wyróżnia się także identyfikacją wizualną, kolorowym przekazem w stylu „pop”. Chcemy sprawić, by proces zakupu był rozrywką, chcemy bawić naszych klientów w myśl tzw. „retailtainment”, zadziwiać. W Sarenza każdego dnia coś się dzieje,
czy to na naszej stronie internetowej czy w mediach społecznościowych.
Skupiamy się na sprzedaży butów i galanterii skórzanej. W naszej ofercie, na polskiej stronie internetowej, jest ponad 650 marek, od wielkich i bardzo znanych, po mniej znane marki modowe czy specjalistyczne, których popularność rozwijamy.
Chcemy zawsze służyć klientom swoim profesjonalizmem. Oferujemy na przykład porady dotyczące rozmiarów: wszystkie buty, będące w ofercie Sarenza, przymierza nasz Kopciuszek, „Cinderella boy & girl”. Potem udzielają oni cennych porad, które umożliwiają wybranie odpowiedniego rozmiaru danego modelu i rozwiewają wątpliwości klientów, wahających się między dwoma rozmiarami.
Aby jak najlepiej spełniać oczekiwania polskich klientów, w dziale obsługi klienta, znajdującym się w siedzibie naszej firmy w Paryżu, pracują Polacy. Odpowiadają oni bardzo skutecznie na pytania polskich klientów w ich języku ojczystym i służą pomocą. Nie pracują oni według schematycznych scenariuszy, nie ma też ustalonego czasu rozmowy, ani celów komercyjnych do zrealizowania.
To prawdziwi eksperci, zawsze dbający o to, by klienci, korzystający z naszej strony internetowej byli zadowoleni. Dowód? W maju 2016 roku, polski zespół obsługi klienta, udzielił odpowiedzi na 97% zapytań e-mailowych w mniej niż 24 godziny, a czas oczekiwania na połączenie telefoniczne wynosił średnio 50 sekund.
Aby towarzyszyć polskim klientom, którzy odkrywają zakupy przez Internet, oferujemy wysoką jakość usług i darmową dostawę oraz zwrot – również darmowy – w ciągu 100 dni od zakupu.
W 2015 roku 98,6% klientów Sarenza zadeklarowało, że zamierza ponownie dokonać zakupu w naszym sklepie. Liczba ta mówi sama za siebie. To symbol zaufania, którym obdarzają nas klienci i wiary w nasz profesjonalizm.
Czy polscy klienci mają jakieś szczególne zwyczaje zakupowe?
Oczywiście. Na przykład występują różnice, jeśli chodzi o sposób płatności: w odróżnieniu od Francuzów, którzy płacą kartą kredytową, Polacy w 50% wybierają płatność przy odbiorze przesyłki.
Zauważamy także dużą popularność marek premium, takich jak Michael Kors czy Sonia Rykiel, marek, które w tradycyjnych butikach są jeszcze słabo widoczne.
Jeśli chodzi o najchętniej kupowany przez polskich klientów rodzaj butów, to są to przede wszystkim sneakersy. To prawdziwy must-have, wpisujący się jednocześnie w najnowsze trendy sezonu. Sarenza proponuje marki, takie jak Geox, Clarks czy Converse, które idealnie odpowiadają takim potrzebom. Wiele Polek wybiera także czółenka, co świadczy o tym, że cenią sobie elegancję i kobiecość!
W jaki sposób Sarenza dostosowuje się do używania przez klientów smartfonów i tabletów?
Wiemy, że mobilność stała się dzisiaj kluczowym elementem sektora e-commerce. Jestem przekonany, że w przyszłości większość zakupów będzie dokonywanych poprzez urządzenia mobilne. To kanał zakupowy, który rozwija się najbardziej dynamicznie. Prawie 38% odwiedzin polskiej strony internetowej Sarenza to odwiedziny ze smartfonów i tabletów, a liczba ta wciąż rośnie.
Ostatnio uruchomiliśmy nową aplikację mobilną, odpowiadającą na wszystkie potrzeby klientów i sprawiającą, że doświadczenie zakupowe jest maksymalnie przyjemne. Zdaniem użytkowników, aplikacja ta jest bardziej ergonomiczna, prostsza w obsłudze i znacznie szybsza! Przy jednym zakupie czas ładowania skraca się średnio prawie o 50% w porównaniu z poprzednią wersją. Nasi klienci mogą teraz składać zamówienia dwa razy szybciej.
Jak widzi Pan przyszłość tego sektora w ciągu najbliższych 5 lat?
Zadowolenie klientów zawsze było kluczowym zagadnieniem w handlu elektronicznym. Dane o użytkownikach sprawiają, że dzisiaj możemy personalizować proces zakupu i ofertę przedstawianą klientowi, prezentując odpowiedni wybór dla danej osoby. W najbliższych latach strategiczne znaczenie będzie mieć wiedza o kliencie. To o czym się mówi w mediach społecznościowych,
to co kupili klienci podobni do mnie – informacje te pozwolą oszczędzać czas.
Inna tendencja, to tzw. „shoppable content”. Doświadczenie zakupowe rozpoczyna
się dziś w serwisach społecznościowych. Szczególnie duży potencjał ma Instagram. Klienci przyzwyczajają się do tego, że mogą kliknąć w obraz produktu i przejść bezpośrednio do zakupu.
Jeśli w przyszłości nie damy klientowi możliwości natychmiastowego zakupu tego produktu, istnieje ryzyko, że będzie on rozczarowany i zapomni o tym, co w pierwszej chwili zwróciło jego uwagę.
Z tego powodu stawiamy na „natychmiastowość”, logikę „see now, buy now”. Sarenza doskonale to rozumie i wybrała model, który jest odpowiedzią na potrzebę „natychmiastowości”. Towar jest od razu dostępny, dostawa odbywa się w 24 godziny w naszej nowej usłudze Flash i szybka obsługa klienta!
Analiza BIK dowodzi, że w momencie pojawienia się problemów finansowych, gospodarstwa domowe posiadające czynne zobowiązania kredytowe w pierwszej kolejności opóźniają się ze spłacaniem limitów debetowych i kredytów gotówkowych. Tymczasem wśród wszystkich produktów kredytowych najlepiej spłacany jest kredyt mieszkaniowy. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi prawdopodobnie w tym, że kredytobiorcy przedkładają zobowiązanie długoterminowe, służące sfinansowaniu potrzeb mieszkaniowych nad innymi kredytami, wykorzystywanymi zazwyczaj do finansowania bieżących potrzeb konsumpcyjnych.
Osób, które posiadają łącznie kredyty konsumpcyjne, mieszkaniowe, karty kredytowe i limity kredytowe jest znacznie mniej – obecnie 768,25 tys.
Piramida spłacalności
BIK przeanalizował grupę 676 tys. kredytobiorców, która na 1 stycznia 2015 r. korzystała z czterech lub pięciu rodzajów produktów kredytowych (kredyt gotówkowy, kredyt ratalny, kredyt mieszkaniowy, karta kredytowa, limit odnawialny w koncie) i nie posiadała opóźnienia na żadnym z rachunków kredytowych na dzień 1 stycznia 2015 r. Badana grupa kredytobiorców stanowiła łącznie ok. 4,4% wszystkich kredytobiorców posiadających czynny produkt kredytowy w tym okresie. Wszystkich kredytobiorców, którzy 1 stycznia 2015r. mieli cztery lub pięć różnych produktów kredytowych było 777,34 tys. osób (5,1% wszystkich kredytobiorców).
W ciągu całego 2015 r. u 9,6% z objętych analizą kredytobiorców (65 tys.) wystąpiło opóźnienie powyżej 90 dni w spłacie jednego z posiadanych produktów kredytowych. Kredytobiorcy ci z uwagi na posiadanie wielu produktów kredytowych i konieczność ich spłaty charakteryzują się ponad przeciętnym ryzykiem kredytowym. BIK zaobserwował ponadto, że istnieje swego rodzaju piramida spłacalności, czyli trend wskazujący rodzaj produktu kredytowego, na którym występuje pierwsze opóźnienie w przypadku pojawienia się problemów finansowych.
W przypadku 1/3 kredytobiorców objętych analizą, pierwsze opóźnienie powyżej 90 dni w spłacie zobowiązania w ciągu 2015 r. wystąpiło w limicie debetowym, a dla 1/5 badanej grupy kredytobiorców pierwsze opóźnienie dotyczyło kredytu gotówkowego. Wygląda na to, że oba te produkty kredytowe można wskazać jako pierwsze „ofiary” problemów finansowych, jakie pojawiają się w gospodarstwie domowym. Oba te produkty wykorzystywane są do finansowania bieżących potrzeb konsumpcyjnych gospodarstwa domowego.
Jak mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK – W sytuacji pojawiających się problemów finansowych, gospodarstwa domowe posiadające do spłaty kilka rodzajów zobowiązań kredytowych, stają przed dylematem związanym z zaprzestaniem terminowej spłaty rat. Jak wynika z przeprowadzonej przez BIK analizy, w pierwszej kolejności zaprzestają spłacać zadłużenie wynikające z przyznanych debetów w kontach osobistych i zaciągniętych kredytów gotówkowych. Należy przy tym zauważyć, że opóźnienie w terminowym regulowaniu długu kredytowego może wynikać również z niezależnych od gospodarstwa domowego przyczyn losowych, np. z nagłej utraty dochodów z powodu zwolnienia z pracy czy zdarzenia zdrowotnego, jak choroba czy wypadek.
Warto również podkreślić, że tylko w przypadku niespełna 10% kredytobiorców objętych analizą, pierwsze opóźnienie wystąpiło na rachunku kredytu mieszkaniowego. – Jest to naturalne zjawisko zważywszy na cel, na który Polacy w większości zaciągają kredyt mieszkaniowy – zauważa prof. Rogowski. Zaspokojenie warunków bytowych sobie i własnej rodzinie stawiane jest wyżej w hierarchii innych potrzeb. To dlatego kredyt zaciągnięty na mieszkanie będzie spłacany nawet kosztem nieterminowego regulowania innych posiadanych rodzajów kredytów – podkreśla główny analityk kredytowy BIK.
Sposób na kredyty…
Wielu z nas myśląc o kredycie nie bierze pod uwagę zmieniającej się rzeczywistości i trudnej do przewidzenia przyszłości. W badaniu opinii [1] zleconym przez BIK aż 1/5 Polaków przyznała, że miała w przeszłości problemy ze spłatą zaciągniętych zobowiązań. Nie będąc w stanie spłacać kolejnej raty kredytu lub pożyczki, należy znaleźć rozwiązanie – podjąć inicjatywę i nawet uprzedzić instytucję finansową by pokazać, że nie uciekamy od odpowiedzialności. Z pewnością w takim przypadku „kołem ratunkowym” może być konsolidacja posiadanych zobowiązań kredytowych.
Tymczasem tylko 22% respondentów wskazało ten sposób działania, ale niemal taka sama grupa, bo ok. 18% przyznała, że zaciągnęła drugi kredyt lub pożyczkę na spłatę poprzedniego (tzw. rolowanie zadłużenia). Niestety zaciąganie kolejnych zobowiązań na spłatę poprzednich kredytów to prosta droga do pułapki zadłużenia. Najwyraźniej Polacy zdają sobie z tego sprawę, bo aż 33% osób będących w kłopotach finansowych ratowało się zapożyczając się u znajomych, a 24% – podjęło renegocjacje umowy z bankiem
w celu restrukturyzacji posiadanego zadłużenia. Można mieć nadzieję, że taka różnorodność postaw wynika z tego, że stosunkowo rzadko doświadczamy podobnych dylematów kredytowych.
– Swoistym podsumowaniem prezentowanego zagadnienia może być praktyczna rada, by zawsze wszelkie zobowiązania zaciągać odpowiedzialnie – mówi prof. Rogowski z BIK. – Warto przeanalizować zarówno obecną sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego, jak i wziąć pod uwagę ewentualne nieprzewidziane okoliczności, aby w przyszłości nie stanąć przed dylematem wyboru zobowiązania kredytowego, które przestaniemy regulować w terminie. Wyboru mniej lub bardziej złego rozwiązania – podkreśla prof. Rogowski.
[1] Badanie zrealizowane na zlecenie BIK przez firmę badawczą ARC Rynek i Opinia, metoda CAWI, reprezentatywna próba Polaków w wieku 25 – 60 lat, N= 1 092, marzec 2016 r.
W II kwartale 2016 r. fundusze venture capital zainwestowały globalnie ok. 27,4 mld USD, a liczba przeprowadzonych transakcji wyniosła 1 886 i była mniejsza o 6% w porównaniu z I kwartałem br. W tym samym okresie w Europie liczba transakcji wzrosła do poziomu 385 transakcji (o 5%), ale jednocześnie ich całkowita wartość była o ponad 20% niższa niż w poprzednim kwartale. Utrzymuje się trend, zgodnie z którym fundusze venture capital inwestują głównie w spółki technologiczne – wynika z najnowszego badania KPMG i CB Insights.
Inwestorzy szukają bardziej stabilnych inwestycji
W II kwartale 2016 roku globalna aktywność w sektorze venture capital spadła do 1 886 transakcji, najniższego zanotowanego poziomu od II kwartału 2013 roku – wynik ten jest o 6% niższy w porównaniu z I kwartałem 2016 roku. Jak wynika z raportu KPMG, w II kwartale 2016 r. łączna kwota zainwestowanych środków wyniosła globalnie ok. 27,4 mld USD, co oznacza wzrost o 3% w stosunku do poprzedniego kwartału.
W Europie zaobserwowano odmienne trendy. W II kwartale 2016 roku zanotowano wzrost liczby transakcji o 5% (385 transakcji), jednak ich całkowita wartość spadła o ponad 20% w porównaniu do I kwartału 2016 roku, do poziomu 2,8 mld USD. Średnia wartość transakcji sięgnęła w tym okresie ok. 2 mln USD. Fundusze w Europie inwestują w coraz mniejsze spółki – wartość finansowania start-upów we wczesnej fazie rozwoju (tzw. angel/seed) wzrosła do 49%. Znacząco spadła natomiast liczba inwestycji w tzw. „jednorożce”, czyli spółki o wycenie przekraczającej 1 mld USD – z poziomu 25 „jednorożców” w III kwartale 2015 roku, do 7 w II kwartale 2016 roku.
Biorąc pod uwagę, że w 2016 roku było dużo mniej inwestycji w „jednorożce”, liczby pokazują, że inwestorzy szczególnie na rynku amerykańskim coraz bardziej preferują inwestycje w dojrzalsze spółki, osiągające już przychody i zyski. W obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej inwestorzy podejmują coraz mniej ryzykowane decyzje, szukając rentownych spółek lub takich, które systematycznie poprawiają swoje wyniki finansowe – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.
Fundusze venture capital koncentrują się na inwestycjach w spółki technologiczne – blisko 79% wszystkich transakcji przeprowadzanych jest właśnie w tym sektorze. Nadal dominują inwestycje w rozwiązania internetowe (52% wszystkich transakcji), telekomunikacyjno-mobilne (16%) oraz ochrony zdrowia (11%).
Inwestorzy coraz bardziej interesują się innowacyjnymi spółkami, które rozwijają i wdrażają rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji wykorzystanej do efektywnej automatyzacji zadań realizowanych obecnie przez człowieka. W II kwartale 2016 roku zainwestowano łącznie 624 mln USD w 73 spółki oferujące takie rozwiązania.
Z raportu KPMG wynika również, że korporacje utrzymują swoje zainteresowanie start-upami. Korporacyjne fundusze inwestycyjne odgrywają istotną rolę na rynku, biorąc udział w ¼ transakcji na całym świecie. Szczególnie dynamicznie rośnie zainteresowanie europejskich korporacji takimi inwestycjami – obecnie aż 24% inwestycji na Starym Kontynencie jest przeprowadzanych przez korporacyjne fundusze inwestycyjne, w porównaniu do 19% transakcji realizowanych w II kwartale 2015 roku.
Przy obecnym tempie rozwoju technologicznego korporacje są świadome, że muszą pozyskiwać innowacje z zewnątrz i dlatego zakładają własne fundusze typu venture capital. Oprócz budowy wartości portfela inwestycyjnego mają one przede wszystkim na celu inwestowanie w spółki tworzące rozwiązania, które mogą z powodzeniem być wykorzystane do rozwoju biznesu samej korporacji. W obecnej sytuacji także największe polskie grupy kapitałowe powinny rozważyć utworzenie własnych korporacyjnych funduszy inwestycyjnych, by efektywniej pozyskiwać innowacje – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.
Niepewna pozycja Wielkiej Brytanii na rynku venture capital po Brexicie
Decyzja o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może wpłynąć na osłabienie roli tego kraju na rynku venture capital. Zwiastunem takiej sytuacji może być drastyczny spadek (o ponad 40%) wartości transakcji z udziałem funduszy venture capital na rynku brytyjskim. Zaobserwowano najniższy od 5 kwartałów poziom finansowania, poniżej 1 mld USD.
Cyfrowe startupy bazują na kreatywnych ludziach i ich umiejętnościach. Istotnym nośnikiem rozwoju jest dla nich też dążenie Unii Europejskiej do stworzenia jednolitego rynku cyfrowego w całej Unii. W tej chwili nie wiemy jakie po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE będą regulacje odnośnie dostępu obywateli z innych krajów do brytyjskiego rynku pracy, ani też na jakich zasadach Wielka Brytania będzie miała dostęp do rynków krajów Unii Europejskiej – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.
Raport pt. „Venture Pulse Q2 2016” to kwartalna publikacja dotycząca sektora venture capital, opracowany przez KPMG International oraz firmę analityczną CB Insights. Raport przedstawia sytuację sektora venture capital w ujęciu globalnym i regionalnym, a ponadto zawiera dane nt. głównych trendów. Badanie zostało przeprowadzone na spółkach prywatnych, finansowanych przez fundusze venture capital, w tym firmy venture capital, podmioty korporacyjne bądź inwestorów prywatnych typu tzw. super angel. Analiza obejmuje dane pochodzące z II kwartału finansowego 2016 roku.
W 2015 roku łączna sprzedaż pięćdziesięciu największych potentatów budowlanych w Europie wzrosła o 5 proc. rok do roku, a ich kapitalizacja rynkowa aż o 21 proc. To najlepsze wyniki od 2007 roku. Łączna wartość sprzedaży zrealizowanej przez 50 największych spółek budowlanych w Europie sięgnęła w tym okresie 301,5 mld euro. Jak wynika z trzynastej edycji raportu „European Powers of Construction 2015”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku inwestycje budowlane w Unii Europejskiej zwiększą się o 2,4 proc., a w przyszłym o 3,1 proc. Rozwój biznesu w tym sektorze nadal będzie postępował poprzez poszerzenie zakresu usług oraz ekspansję geograficzną.
Raport analizuje sytuację pięćdziesięciu największych firm budowlanych w Europie w ubiegłym roku, w oparciu o ich dane finansowe za 2015 rok, których akcje są notowane na europejskich rynkach kapitałowych. W tegorocznej edycji eksperci Deloitte wskazują, że branża budowalna wyszła wreszcie z kryzysu. Już w roku 2014 w tym sektorze widać było oznaki wzrostu sprzedaży (o 1 proc.) i rynkowej kapitalizacji spółek (o 6 proc.). Jednak w tym roku ten wzrost jest jeszcze bardziej widoczny – odpowiednio o 5 i 21 proc. „Wzrosty są zasługą przede wszystkim spółek budowlanych z Wielkiej Brytanii, które poprawiły wyniki na skutek wzmocnienia się w 2015 roku funta wobec euro. Jednak w zestawieniu największych firm budowlanych w Europie są też takie przedsiębiorstwa, które z roku na rok poprawiły swoje wyniki sprzedaży o ponad 10 proc.” – wyjaśnia Maciej Krasoń, Partner w dziale Audytu Deloitte, Lider Zespołu Nieruchomości i Budownictwa w Polsce.
Według danych Komisji Europejskiej inwestycje budowlane w krajach unijnych w 2015 roku wzrosły średnio o 2 proc., w tym będzie to 2,4 proc., a w przyszłym już 3,1 proc. W przypadku Polski będzie to odpowiednio 3 i 4,6 proc. (2016 r. i 2017 r.). W 2015 r. było to z kolei 4,9 proc. W tym samym okresie największe wzrosty w porównaniu do 2014 roku (powyżej 10 proc.) odnotowano w Holandii, Słowacji i Szwecji, a największe spadki w Grecji, Słowenii i na Cyprze. W 2016 roku znaczący wzrost produkcji budowlanej jest oczekiwany w Irlandii, Holandii i na Cyprze, a spadek w Grecji, Francji, Słowenii, Bułgarii i Czechach.
Według raportu Deloitte w 2017 roku wszystkie kraje, poza Bułgarią, odnotują wzrosty w inwestycjach w budownictwo. Należy zaznaczyć, że mimo tych wzrostów perspektywy dla Unii Europejskiej wciąż będą nieco gorsze niż dla USA, gdzie wzrost w inwestycje budowlane w 2017 roku ma wynieść 4,3 proc.
W 2015 roku inwestycje w budownictwo w całej UE sięgnęły 1,43 bln euro, o pięć proc. więcej niż rok wcześniej. Aż 72 proc. udziału w tej sumie ma pięć państw: Niemcy (298 mld euro), Francja (248 mld euro), Wielka Brytania (245 mld euro), Włochy (136 mld euro) i Hiszpania (112). Polska z sumą 47 mld euro znalazła się na siódmym miejscu.
Raport Deloitte analizuje kondycję firm budowlanych także pod kątem ich ekspansji zagranicznej i dywersyfikacji przychodów. „Z roku na rok rośnie udział przychodów pochodzących z innych krajów niż rodzimy rynek danego podmiotu. W 2015 roku było to 52 proc., o 9 proc. więcej niż w 2010 roku.Aż 52 proc. przychodów spółek, które znalazły się w zestawieniu European Powers of Construction pochodziła spoza rodzimego rynku” – mówi Maciej Krasoń. Z kolei jeżeli chodzi o dywersyfikację przychodów, to te pochodzące spoza działalności stricte budowlanej stanowiły 24,3 proc. – dodaje Łukasz Michorowski, Dyrektor w dziale Audytu Deloitte w Zespole Nieruchomości i Budownictwa.
Podobnie jak w ostatnich dwóch latach na czele pięćdziesiątki największych potęg budowlanych według wielkości sprzedaży znalazł się francuski Vinci. Hiszpański ACS oraz francuski Bouygues, które znalazły się na miejscu drugim oraz trzecim również utrzymały swoje miejsca w porównaniu do poprzedniego roku. Sytuacja na podium nie zmienia się od 2012 roku. Przychody tych trzech firm stanowią aż 35 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem całego zestawienia.
Najwięcej firm w zestawieniu, bo aż 13, ma Wielka Brytania. Z kolei sześć spółek pochodzi z Hiszpanii. Jednak największy udział w przychodach ze sprzedaży, wynoszący aż 85 mld euro, mają przedsiębiorstwa z Francji.
„Branża budowlana w Europie jest i dalej będzie jednym z beneficjentów wzrostu dochodów gospodarstw domowych na starym kontynencie, wciąż niskiego oprocentowania kredytów, co przekłada się nowe inwestycji infrastrukturalne i komercyjne. W Polsce oprócz budowy infrastruktury publicznej i komercyjnej kluczowe pozostają również projekty budowlane dotyczące sektora mieszkaniowego.” – podsumowuje Maciej Krasoń.
Zestawienie 50 największych europejskich firm budowlanych wraz z przychodami
W Europie sytuacja gospodarcza powoli się poprawia choć nadal występują problemy natury politycznej (Brexit)
Wzrost dynamiki konsumpcji artykułów gospodarstwa domowego odzwierciedla odbudowane zaufanie wśród gospodarstw domowych i firm w Europie Zachodniej. Wzrost ten pozwolił na zmianę klasyfikacji sektorów ICT[1] oraz motoryzacyjnego do ryzyka niskiego (w Europie Zachodniej, Środkowej i Wschodniej). Wzrost rejestracji pojazdów jest korzystny dla producentów samochodów oraz firm sektora metalurgicznego. Chociaż metalurgia jest nadal kojarzona z wysokim ryzykiem, jej ocena wzrosła (przemysł samochodowy stanowi 12 proc. sektora, zaś przemysł budowlany 50 proc.). Umiarkowaną i potwierdzoną poprawę można było obserwować na początku roku w sektorze budowlanym. W połączeniu ze wzrostem pozwoleń na budowę w regionie (35 proc. w Hiszpanii, 12,5 proc. w Niemczech, 7,6 proc. we Francji średniej rocznej w marcu) doprowadziło to do zmiany klasyfikacji ryzyka sektora na ryzyko średnie.
Mimo pozytywnego trendu w wydatkach na artykuły gospodarstwa domowego, sektor tekstylny otrzymał niższą ocenę z uwagi na wysoką konkurencję wewnętrzną. Średni segment branży pozostaje pod presją ze strony głównych grup europejskich.
Chociaż region przyspiesza, trzy sektory pozostają pod obserwacją w Wielkiej Brytanii. W perspektywie krótkoterminowej, sektor budowlany (6,1 proc. PKB) otrzyma niższy rating z uwagi na rosnące ceny importu, co z kolei będzie spowodowane spadkiem wartości funta brytyjskiego. Sektory farmaceutyczny i motoryzacyjny mogą ucierpieć przez bariery wejścia, gdyż ich produkty należą do najczęściej eksportowanych (odpowiednio 7,8 proc. i 11,3 proc. exportu odpowiednio).
Zmiana pomiędzy rynkami wschodzącymi a rozwiniętymi
Ameryka Łacińska nadal kojarzona jest z najwyższym ryzykiem na świecie. Jej sektory energetyczny, metalurgiczny i budowlany posiadają najwyższą kategorię ryzyka (bardzo wysokie ryzyko). Jeśli chodzi o pozytywy, Brazylia, jak wiele innych krajów Ameryki Łacińskiej, cieszy się względną przewagą w zakresie produkcji pulpy papierowej wzmocnioną spadkiem reala wobec dolara w 2015 roku (-47 proc.). W pierwszych pięciu miesiącach 2016 roku brazylijski eksport wzrósł o 10 proc., obniżając ryzyka w sektorze papierowym i drzewnym (zmiana klasyfikacji na ryzyko średnie).
Wśród 12 sektorów przeanalizowanych przez Coface, sektor opieki zdrowotnej pozostaje najmniej ryzykownym w skali globalnej. Mimo pełnego wyzwań środowiska międzynarodowego, sektor korzysta z rosnącego zapotrzebowania na opiekę zdrowotną w ekonomiach wschodzących oraz modelu biznesowego w ekonomiach zaawansowanych opartego na kompensatach. To zachęca firmy do inwestowania. Biorąc pod uwagę poziom rentowności obserwowany w Ameryce Północnej zmieniamy kategorię sektora farmaceutycznego na ryzyko bardzo niskie. Jednak wzrost w USA traci dynamikę w 2016 r. (1,8 proc.), a sprzedaż detaliczna spowalnia, odzwierciedlając obniżoną konsumpcję. Sektor tekstylny w Ameryce Północnej, dotknięty przez wspomniane spowolnienie, otrzymał obniżoną kategorię do wysokiego ryzyka.
Regiony zależne od ropy psują globalny trend
Chociaż zauważalne są mocniejsze trendy ekonomiczne, w niektórych regionach znajdują się wysoce zagrożone sektory.
Bliski Wschód, zależny głównie od eksportu ropy naftowej, przyjął politykę oszczędnościową, szkodliwą dla innych sektorów. Kroki te mają wpływ na działalność ekonomiczną zależną od dynamicznej konsumpcji w gospodarstwach domowych. Następstwa te są wynikiem niższych cen ropy naftowej, które doprowadziły do obniżenia dopłat do paliwa. Sektor motoryzacyjny, spożywczy, detaliczny oraz włókienniczy i odzieżowy otrzymały w następstwie kategorię wysokiego ryzyka.
Polityki nakładające cięcia wydatków publicznych miały także wpływ na wschodzące kraje azjatyckie. Jest to szczególnie widoczne w sektorze budowlanym, w którym poziom zadłużenia firm osiągnął rekordowe kwoty z uwagi na wzrost opóźnionych spłat dokonywanych przez klientów. Dlatego też sektor ten otrzymał obniżoną kategorię bardzo wysokiego ryzyka. Jednak przemysł agrospożywczy ma się lepiej i rozwija się dzięki nieznacznej poprawie cen produktów agrospożywczych.
Koszty związane z wychowaniem dziecka mogą spędzać sen z powiek rodzicom. Według raportu Centrum Adama Smitha koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia 19. roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do 190 tys. zł, a dwójki dzieci od 317 tys. do 350 tys. zł.[1] Jeśli do tego rodzice chcą zapewnić dziecku bezpieczny start w dorosłość i wysłać je na wymarzone studia czy kupić mieszkanie, to suma koniecznych wydatków może być jeszcze wyższa. Systematyczne odkładanie pieniędzy na przyszłość dzieci to nierzadko jedyny ze sposobów by urealnić chociaż cześć z tych marzeń. Według badań już nawet 28% oszczędzających robi to z myślą o zabezpieczeniu przyszłości swojej lub najbliższych[2].
„Odkładanie pieniędzy na przyszłość dziecka jest znakomitym sposobem na zapewnienie mu dobrego startu w dorosłość. Przede wszystkim na początku najważniejsze jest ustalenie celu – na co dokładnie odkładamy pieniądze. Mogą to być studia, własne M, auto, czy jakikolwiek inny konkretny cel. Następnie ustalamy niezbędną sumę pieniędzy i okres, w którym planujemy oszczędzać. Na rynku są już produkty finansowe, takie jak Celowe Plany Oszczędnościowe, które na każdym z etapów wspierają rodziców w takim systematycznym i długoterminowym oszczędzaniu” – mówi Karina Trafna, dyrektor sprzedaży w Legg Mason Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych.
Niezależnie od tego, czy rodzice chcą zapewnić dziecku mieszkanie, sfinansować jego wykształcenie w Polsce czy za granicą – o kosztach zrealizowania takiego planu warto pomyśleć jak najwcześniej. Przykładowo, wysłanie dziecka na studia do innego miasta w Polsce to nierzadko konieczność dysponowania kwotami rzędu 1,5 – 2 tys. zł miesięcznie. Lista wydatków jest długa – m.in. wynajem kawalerki, wyżywienie, podręczniki, dodatkowe kursy czy bilety na komunikację miejską. Studia dzienne są co prawda zwykle bezpłatne, jednak liczba miejsc na uczelniach jest ograniczona. Osoby, które nie dostaną się na wymarzone studia dzienne, często podejmują naukę w trybie wieczorowym lub zaocznym, co stanowi kolejne obciążenie rodzinnego budżetu. W zależności od uczelni dodatkowy koszt może wynieść od 5 do nawet 12 tys. zł. rocznie. W przypadku 5-letniej nauki jest to zatem łączny wydatek od 25 do nawet 60 tys. zł.
„Niezależnie od tego czy planujemy kupić mieszkanie, wysłać swoją pociechę na studia w Polsce lub za granicą, suma wydatków i tak w ogólnym rozrachunku jest znacząca. Odpowiednio przygotowani, możemy jednak takim kosztom sprostać. Regularne oszczędzanie nawet niewielkich kwot, które nie nadwyrężą domowego budżetu, a w skali kilkunastu lat zaowocują odpowiednim kapitałem, pozwoliłoby nam te cele zrealizować. Oczywiście samym rodzicom często trudno jest zgromadzić dodatkowe wolne środki, dlatego do oszczędzania warto zaangażować również dziadków, chrzestnych, wujków i dalszą rodzinę” – dodaje Karina Trafna z Legg Mason Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.
Dzięki oszczędzaniu wypracowujemy dobre nawyki zarówno u nas samych, jak i u naszych dzieci. Dajemy przykład, że warto szanować zarobione pieniądze i oszczędzać, aby nie martwić się o nie w przyszłości. Zgromadzone środki mogą również stanowić zabezpieczenie przed nieprzewidzianymi zdarzeniami i pozwalają uniknąć sytuacji, w której potrzeby dziecka będą musiały być finansowane środkami z kredytu.
Najmniejsze mieszkania trzypokojowe w naszych inwestycjach mają powierzchnię średnio od około 50 do 54 mkw., przy czym w niektórych naszych projektach dostępne są także mieszkania o powierzchni 44 – 48 mkw. Ceny trójek w zależności od miasta i inwestycji zaczynają się od 3900 zł/mkw.
Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.
Zgodnie z preferencjami naszych klientów, powierzchnie mieszkań trzypokojowych projektowanych przez Polnord oscylują zwykle wokół 60-80 mkw. Nieco rzadziej klienci decydują się na ustawne lokale trzypokojowe o mniejszym metrażu, których wybór w naszej ofercie także jest szeroki. Najmniejsze dostępne obecnie mieszkanie trzypokojowe, zlokalizowane w osiedlu 2 Potoki w Gdańsku ma powierzchnię 46 mkw. Większe lokale dostępne są we wszystkich pozostałych lokalizacjach. Ich ceny zaczynają się od 4200 zł/mkw. w przypadku osiedla Tęczowy Las w Olsztynie. W Warszawie trzypokojowy lokal w Brzozowym Zakątku można nabyć za 6300 zł/mkw., w podwarszawskim Neptunie ceny kształtują się od 4800 zł/mkw., a w łódzkim City Park od 4480 zł/mkw. Klienci zainteresowani projektem Brama Sopocka w Gdyni za trzypokojowy apartament zapłacą już od 6150 zł/mkw.
Yael Rothschild, prezes zarządu Mill-Yon
Najmniejsze mieszkanie trzypokojowe o powierzchni 48 mkw. mamy w inwestycji Aura Garden na warszawskiej Białołęce w cenie 272 tys. zł. Warszawska Aura Sky oferuje trójki od 63 mkw. do 76 mkw., a najtańsza z nich kosztuje 418 tys. zł. W Aura Gdańsk metraż najmniejszeego lokalu z trzema pokojami to 62 mkw., które jest do nabycia za 461 tys. zł. W projekcie Aura Park w warszawskim Wilanowie mamy trzy pokoje o wielkości ponad 57 mkw. w cenie 454 tys. zł.
Roma Peczyńska, dyrektor e-marketingu RED Real Estate Development
W poznańskim osiedlu Red Park oferujemy mieszkania trzypokojowe mające około 50 mkw., jak również o wiele większe o powierzchni niemal 90 mkw., które można przebudować na czteropokojowe. W Warszawie proponujemy mieszkania trzypokojowe w ramach drugiego i trzeciego etapu osiedla Alpha Park. Klienci mogą wybrać lokal o powierzchni 49 mkw. z aneksem kuchennym lub mieszkania o metrażu ponad 60 mkw. z osobną kuchnią. Trzypokojowe lokale oferujemy również we wrocławskim osiedlu Nowa Papiernia Ultra Nova. Najmniejsze mają 52 mkw. W cenie klienci otrzymują designerskie wykończenie Ultra Nova High Basic i pomoc architekta wnętrz.
Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service
Najmniejsze z trzypokojowych mieszkań, jakie mamy w ofercie są dostępne w projekcie Białoprądnicka w Krakowie, która zostanie oddana do użytku w 2018 roku. Najmniejsze M3 dostępne w tej inwestycji mają powierzchnię 40 mkw. Z reguły metraż najmniejszych trójek w naszych osiedlach waha się od 45 mkw. do 50 mkw. Mieszkania dostępne są w cenie od 260 tys. zł. Takie nieduże, funkcjonalne lokale wybierają zarówno single, młode rodziny, jak i inwestorzy.
Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.
Mamy w ofercie 650 mieszkań trzypokojowych w kilkunastu wrocławskich i podwrocławskich inwestcjach. Najmniejsze z nich, które oferujemy w projekcie Na Krzyckiej i Słoneczne Stabłowice, mają metraż 50 mkw. W zależności od inwestycji powierzchnie najmniejszych trójek kształtują się w przedziale 50 – 57 mkw. Ceny lokali mieszczą się w przedziale 268 tys. zł – za 52 metrowy mieszkanie w osiedlu Słoneczne Stabłowice do 443 tys. zł za lokal o powierzchni 61 mkw. w inwestycji Ogrody Hallera we Wrocławiu.
Agnieszka Pyzel, reprezentująca BBI Development S.A.
Najmniejsze trzypokojowe mieszkania, które oferujemy w warszawskim Centrum Praskim Koneser mają metraż ponad 60 mkw. Ceny lokali kształtują się od ok.9300 zł/mkw.
Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic
Najmniejsze projektowane przez nas mieszkania trzypokojowe mają około 55 mkw. Przy mniejszych metrażach mieszkania stają się substandardowe, dlatego staramy się nie projektować mniejszych lokali z trzema pokojami.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest
Najmniejsze mieszkania trzypokojowe w naszych projektach mają powierzchnię przekraczającą 50 mkw. W oddanej do użytkowania inwestycji Krasińskiego 58 na warszawskim Żoliborzu posiadamy w ofercie ostatnie mieszkanie trzypokojowe o metrażu ponad 59 mkw. w cenie przeszło 436 tys. zł brutto. Na Bielanach, w realizowanym niedaleko stacji metra Młociny osiedlu Na Sokratesa mieszkania trzypokojowe mają wielkość od ok. 53 mkw. Ceny tego typu lokali zaczynają się od 395 tys. zł brutto. Ostatnią szansę na zakup najmniejszego mieszkania trzypokojowego o pow. 53 mkw. w cenie ponad 339 tys. zł brutto, objętego programem MdM, mają klienci w inwestycji Monte Verdi w warszawskich Włochach.
Marcin Mielcarz, wiceprezes zarządu Grupy Inwest
Dla większość osób poszukujących mieszkań, to właśnie liczba pokoi stanowi czynnik decydujący o zakupie, znacznie ważniejszy niż całościowy metraż mieszkania. Przy zachowaniu ergonomicznych wskaźników projektowych staramy się zapewnić możliwość zakupu trzypokojowego mieszkania o powierzchni od 50 mkw. Lokale o takim metrażu można znaleźć w naszej inwestycji przy ul. Kałuszyńskiej na warszawskim Kamionku, czy w budynku przy ul. Siedleckiej 60 na Pradze Północ. Ceny mieszkań trzypokojowych w tych inwestycjach oscylują w okolicy 7000 zł /mkw.
Jacek Bielecki, dyrektor ds. rozwoju i jakości Marvipol S.A.
Najmniejsze trójki, jakie mieliśmy w ofercie to mieszkania o powierzchni 55 mkw. Takie lokale sprzedają się od ręki, te które są jeszcze do kupienia w warszawskiej inwestycji Central Park Ursynów mają powierzchnię od 69 mkw. do 77 mkw., są do nabycia w cenie ok. 7100 zł/mkw.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
Rozkłady mieszkań są jednym z najważniejszych elementów, który bierzemy pod uwagę w procesie projektowania inwestycji. Jest to dobrze widoczne, gdy przyjrzymy się rozkładom ofarowanych przez nas mieszkań trzypokojowych. Ich powierzchnia często jest wyraźnie mniejsza niż 60 mkw., a mimo to lokale zachowują doskonałą funkcjonalność i ustawność.
Sylwester Wybranowski, dyrektor sprzedaży deweloperskiej w Mennica Polska S.A.
Mieszkania trzypokojowe w centrum miasta, według naszej koncepcji, muszą być lokalami o maksymalnie funkcjonalnym układzie, rozplanowanymi na bardzo rozsądnej powierzchni. W centralnie zlokalizowanej, warszawskiej inwestycji Mennica Residence lokale trzypokojowe z aneksem kuchennym mają metraże od 49 do 54 mkw., dzięki takiej wielkości ich ceny zaczynają się od 645 tys. zł. Tego rodzaju mieszkania, obok dwupokojowych lokali o powierzchni do 40 mkw., cieszą się największym zainteresowaniem klientów. O ich atrakcyjności decyduje ergonomia poszczególnych pomieszczeń.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży J.W. Construction Holding S.A.
Trzypokojowe mieszkania o komfortowych rozkładach, których metraż nie przekracza 55 mkw., posiadamy m.in. w takich warszawskich inwestycjach jak: Zielona Dolina III – o powierzchni od 51 mkw. w cenie od 5350 zł za mkw., Willa One – od 53 mkw. w cenie od 6350 zł za mkw., czy Bliska Wola – od 52 mkw. w cenie od 6900 zł za metr. Najmniejszy trzypokojowy lokal o powierzchni 49 mkw. oferujemy w inwestycji Nowe Tysiąclecie w Katowicach w cenie od 5252 zł za mkw.
Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper
Najtańsze trzypokojowe mieszkania w naszej ofercie dostępne są w cenie od około 6000 zł/mkw. Wartością dodaną inwestycji jest ich świetna lokalizacja w pobliżu centrum Wrocławia, a w przypadku osiedla Lokum Victoria wrocławskiego Starego Miasta. Zagospodarowanie części wspólnych wewnątrz budynków, a także na terenie osiedli jest starannie przemyślane.
Lidia Fedorczuk, manager sprzedaży w Atlas Estates
Największy wybór trzypokojowych lokali mamy w 2. etapie osiedla Apartamenty Krasińskiego na warszawskim Żoliborzu. Najmniejsza dostępna trójka ma metraż ok. 54 mkw. i kosztuje 470 tys. zł. Ceny mieszkań trzypokojowych zaczynają się od 8100 zł za mkw. Ostatnie trzypokojowe mieszkanie o powierzchni 74 mkw. mamy też w budynku ConceptHouse Mokotów. Lokal został zaaranżowany we współpracy z architektem wnętrz i jest gotowy do wprowadzenia się. Mieszkanie jest w cenie 10500 zł za mkw., która obejmuje częściowe umeblowanie i wyposażenie w sprzęt AGD.
Najmniejsze mieszkania trzypokojowe, jakie projektujemy w naszych inwestycjach mają powierzchnię ok. 49 mkw. W zielonogórskim osiedlu Jędrzychów mamy obecnie dostępne mieszkanie trzypokojowe o powierzchni 66 mkw. w cenie 225 tys. zł, a w osiedlu Czarkowo można kupić trójkę o metrażu ponad 52 mkw. za ponad 194 tys. zł.
Ewelina Krosta, reprezentująca WAN S.A.
Najmniejsze mieszkanie w naszej krakowskiej inwestycji Apartamenty Wielicka ma powierzchnię 52 mkw. Mamy bogatą ofertę małych lokali z trzema pokojami w drugim etapie tego projektu. Oferowane lokale mają metraż od 53 mkw. do 58 mkw.
Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa
Mieszkania trzypokojowe są jednymi z najchętniej wybieranych lokali przez klientów. Z tego też względu, w obu inwestycjach powstających na warszawskiej Woli przygotowaliśmy szeroki wybór tego typu lokali. W projekcie Miasto Wola ich metraże rozpoczynają się od 52 mkw., a w Stacji Kazimierz od 55 mkw. Można je kupić w cenie od ok. 7000 zł/mkw.
Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.
Mieszkania trzypokojowe w naszych inwestycjach mają średni metraż 48 mkw. Małe i duże trójki można znaleźć w drugim i trzecim etapie w warszawskiego osiedla Viva Garden oraz w ofercie trzeciej i czwartej fazy budowy inwestycji Classic.
4,2 miliardów euro zebrane w krajach członkowskich. To niemal trzy razy więcej niż rok wcześniej. Komisja Europejska podsumowuje efekty crowdfundingu w 2015 roku[1]. To trend numer jeden na świecie w pozyskiwaniu funduszy. Jeszcze niedawno zdominowany przez mniejsze projekty często inicjowane przez prywatne osoby, dzisiaj rozwija się i jest stosowany w nowych obszarach. Sięgają po niego firmy i organizacje widząc jego szerokie zastosowanie w ramach praktyk CSR. Dlaczego? Bo buduje zaangażowaną społeczność wokół akcji i weryfikuje jej zasadność. Dowodem są choćby projekty realizowane na rodzimym podwórku.
Społeczna odpowiedzialność biznesu w działaniach korporacji ewoluuje wraz ze zmieniającymi się trendami i nowymi technologiami, które dostarczają nowoczesnych i skutecznych narzędzi. Takim jest obecnie crowdfunding. Już w 2011 roku firma odzieżowa GAP zgromadziła 700 tysięcy dolarów, przekazując całość przychodu ze sprzedaży t-shirtów na pomoc osobom, które ucierpiały podczas trzęsienia ziemi w Japonii. Z kolei amerykański bank Chase stworzył dedykowaną aplikację na Facebook, dzięki której internauci mogli wybrać, które organizacje pożytku publicznego otrzymają wsparcie o łącznej wartości 5 mln dolarów. Od 2014 roku w Polsce Fundacja Aviva, prowadząc konkurs grantowy umożliwia przekazanie dotacji na projekty zgłaszane przez lokalne społeczności. Duże zaangażowanie i pozytywny odbiór tej akcji spowodowały, że finansowanie społecznościowe było częścią tego projektu już w trzech edycjach.
– CSR nie powinien być jedynie wpisany w działania statutowe. Oprócz wsparcia finansowego, liczy się także gromadzenie ludzi wokół dobrej sprawy, angażowanie ich we wspólny cel. Wykorzystujemy model crowdfundingu, bo tego też oczekują lokalne społeczności, na rzecz których działamy – mówi Monika Kulińska, prezes Fundacji Aviva. Potwierdza to raport ZenithOptimedia „2038: sześć trendów na następnych 25 lat”. Eksperci wskazują, że społeczna odpowiedzialność biznesu stanie się jednym z kluczowych czynników wpływających na decyzje konsumentów. Co ciekawe kolejnym wskazanym trendem jest crowdsourcing, a jednym z jego rodzajów jest właśnie finansowanie społecznościowe.
Lubimy pomagać
Obecnie wyzwaniem dla firm jest przygotowanie oferty, która niesie wartość dodaną. Tylko taka bowiem ma szansę przyciągnąć zainteresowanie. Dlaczego? Bo żyjemy w społeczeństwie Web 2.0. Rozwój technologii, urządzeń mobilnych, a przede wszystkim Internetu, wpłynął na wszystkie dziedziny życia i ludzi, których łączy wspólny cel. Jaki? Coraz częściej jest to właśnie niesienie pomocy. Coroczny raport CBOS pokazuje, że liczba osób wspierających działania charytatywne od kilku lat utrzymuje się na wysokim poziomie. Badanie z marca 2016 wskazuje, że aż 78% Polaków w różny sposób pomaga potrzebującym[2]. W 2015 roku 64% z nas przynajmniej raz przekazało pieniądze na cele dobroczynne.
Co ciekawe, zdarza się nam to częściej, niż wsparcie własną pracą czy oferowaniem usług.
– Znacznie łatwiej jest nam pomagać, widząc realny cel. Świadomość, że pieniądze trafią bezpośrednio do potrzebujących, ułatwia zaangażowanie się. Crowdfunding idzie o krok dalej. Tutaj sami wybieramy, kogo wesprzemy. Angażujemy się w cele bliskie, czy to lokalne, czy związane z indywidualnym doświadczeniem. To też sposób na rozwiązanie poszczególnych problemów społeczności – komentuje dr Aleksandra Piotrowska, psycholog. – Zauważalne jest także prospołeczne nastawienie Polaków. Jesteśmy coraz bardziej otwarci i ufni. Dodatkowo, lepiej działamy będąc w większej grupie. Funkcjonuje przekonanie, że to w niej siła. Społeczność osiągnie więcej i może to, czego jednostka sama nie udźwignie. Na tym właśnie polega finansowanie społecznościowe – to jak mrówcza praca, w której każdy dokłada swoje ziarenko.
Kierunek potwierdza najnowszy raport Crowdfunding good causes, opublikowany w czerwcu 2016 r. przez Nesta[3]. Wskazuje ten sposób pozyskiwania funduszy na cele społeczne jako potencjalnie najbardziej skuteczny. To zupełnie nowe narzędzie, z którego wiele firm coraz częściej i chętniej korzysta.
Na przykład, w Wielkiej Brytanii znaczący wzrost finansowania społecznościowego (na poziomie 15%) odnotowały np. start-upy i małe biznesy. W przypadku wsparcia charytatywnego było to niecałe 0,5%. Jednak już 43% badanych zadeklarowało, że w przyszłym roku skorzystają z tego typu pozyskiwania funduszy w projektach stricte społecznych. Działające w Polsce organizacje również zaczynają wykorzystywać potencjał, jaki stoi za crowdfundingiem. Na przykład jedna z największych firm ubezpieczeniowych od drugiej edycji konkursu grantowego „To dla mnie ważne” umożliwiła zaangażowanie się w pomoc także poprzez dotacje.
– Idea naszego konkursu zakłada, że maksimum decyzyjności zostaje po stronie lokalnych społeczności. My dajemy platformę umożliwiającą komunikację oraz pieniądze na granty dla laureatów konkursu.
To ludzie sami zgłaszają pomysły, których realizacja jest dla nich bardzo ważna. Te są poddawane pod ocenę internautów, a w szczególności głosują na nie najbardziej zainteresowani, czyli lokalna społeczność, która w przypadku wygranej będzie z nich korzystać. W 2014 roku we współpracy z platformą crowdfundingową Wspieram.to, dołożyliśmy możliwość wsparcia poszczególnych inicjatyw poprzez bezpośrednie dotacje właśnie od najbliższych, czyli sąsiadów, rodziców czy wychowawców dzieci, którym dedykowane są dane inicjatywy. Widzimy, że przy kolejnych edycjach coraz więcej osób decyduje się na taką formę pomocy. Kilka osób nie wybuduje placu zabaw czy nie wyremontuje świetlicy za własne środki, ale promując szeroko internetową zbiórkę małych kwot można powalczyć o wspólną sprawę. Taki sukces odnieśli uczestnicy 4. edycji naszego konkursu – rodzice młodych biegaczek z Mikołowa, zgłaszając inicjatywę „Chcę być mistrzem”. Nie zostali laureatami konkursu, ale udział w akcji crowdfudingowej pozwolił zgromadzić całą sumę, niezbędną do realizacji ich pomysłu. Otrzymali prawie 16,5 tys. zł wsparcia od 1500 internautów, a kwotę tę – zgodnie z regulaminem – podwoiła Fundacja Aviva. W ten sposób chcieliśmy nagrodzić i docenić wysiłek uczestników, włożony w promocję crowdfundingu i samodzielną walkę o marzenia. Prawie 400 osób przekazało swoje finansowe wsparcie dla inicjatorów innego projektu – „Zagroda radości” z Kaszub, co również nagrodziliśmy, podwajając zebraną sumę – ponad 4 000 zł. Uzyskane pieniądze pomogą grupie rodziców organizować przyjazne, lokalne miejsce dla ich dzieci. To pokazuje, że mechanizm crowdfundingu działa – mówi Magdalena Wrzesińska, koordynator akcji organizowanej przez Fundację Aviva. – Właśnie zakończyliśmy 4. edycję „To dla mnie ważne”. W tym roku dzięki finansowaniu społecznościowemu zebraliśmy, a właściwe zebrali ją uczestnicy naszego konkursu, rekordową kwotę ponad 30 000 zł od 2 605 wspierających. To pokazuje skalę. Akcję dodatkowo wspierał BLIK, który do każdej wpłaty o wartości min. 10 zł dokładał drugie tyle, a nasi przyjaciele ze Wspieram.to dzielnie asystowali autorom projektów w skutecznej prezentacji ich pomysłów oraz wspierali nasze działania promocyjne.
Boom zaangażowania
Crowdsourcing, którego częścią jest finansowanie społecznościowe, ma już dekadę. Pierwszy zdefiniował go w 2006 roku Jeff Howe w amerykańskim magazynie Wired. Jednak tego typu praktyki stosowano już wcześniej. Klasycznym przykładem jest budowa Statui Wolności w Nowym Jorku, której koszt pokryły dotacje mieszkańców USA i Francji. Prawdziwy boom na crowdfunding zapoczątkował Kickstarter. Portal po ośmiu latach zgromadził ponad 2,5 miliarda dolarów, z których sfinansowano niemal 110 tysięcy projektów[4]. Ich powodzenie to zasługa przeszło 11 milionów zaangażowanych użytkowników platformy, którzy dołożyli swoją część. A w Polsce? Wspieram.to ubiegły rok zakończyło z wynikiem 5 milionów złotych, 425 zakończonymi inicjatywami. Jednak obok wysokości wsparcia, imponujące jest tempo rozwoju crowdfundingu. Po dwóch latach od startu, platforma zgromadziła 4 miliony złotych, a kolejny milion – w cztery miesiące.
– Obserwujemy stały wzrost zainteresowania crowdfundingiem. Na początku wykorzystywany był on przede wszystkim przez prywatne osoby do zbierania kapitału na wdrożenie projektów, które trudno sfinansować ze środków instytucjonalnych. Te czasy jednak już minęły, a samo finansowanie społecznościowe weszło na inny poziom – mówi Marcin Galick, założyciel Wspieram.to. – Z naszego doświadczenia wynika, że coraz więcej organizacji pożytku publicznego wdraża model crowdfundingu. „Za” przemawia wiele obopólnych korzyści – narzędzie jest łatwe w obsłudze, a osoby dotujące mają bezpośredni wpływ na to, w czyje ręce trafi każda przysłowiowa złotówka. Wierząc w dany projekt, chętniej dołożą się, by mógł się urzeczywistnić. Widzą też efekty – mogą śledzić, jakie wsparcie otrzymuje wybrana inicjatywa. I to działa.
Dolar amerykański traci dziś do większości walut, gdyż po tym jak Fed utrzymał swoje sceptyczne podejście do zacieśniania polityki pieniężnej, szanse na podwyżkę stóp procentowych w tym roku pozostały na poziomie poniżej 50proc.
Para EURUSD zyskuje dziś około 0,35 proc. handlując już 1 cent powyżej kluczowego poziomu 1,10. Para USDJPY traci około 0,5 proc handlując poniżej poziomu 105 jenów. Jen zyskuje na wartości, pomimo iż większość analityków przepytanych przez agencję Bloomberg przewiduje, że Bank Japonii na jutrzejszym posiedzeniu obetnie, będące już na negatywnym poziomie, japońskie stopy procentowe. Dodatkowe spodziewane jest zwiększenie planu zakupów aktywów przez Bank Japonii w ramach tzw. „quantitative easing”. Polski złoty zyskuje około 0,3 proc. do dolara, a para USDPLN handluje w okolicy 3,94 zł.
Kontrakty na indeks S&P500 wskazują na pozytywne otwarcie notowań indeksu, po tym jak Facebook Inc. zaraportował 59 proc. wzrost sprzedaży w II kwartale roku. W dniu dzisiejszym aż 65 spółek z indeksu S&P500 ogłosi wyniki kwartalne, m.in. Ford Motor Co i MasterCard Inc. Europejskie indeksy handlują blisko wczorajszych zamknięć. Niemiecki DAX porusza się nieco powyżej 10300 punktów, brytyjski FTSE nieco powyżej 17300 punktów, a francuski CAC40 nieco powyżej 4400 punktów. WIG20 traci około 0,6 proc. zmagając się od kilku dni z poziomem 1800 punktów, tym razem będąc kilkanaście punktów niżej.
Ropa naftowa WTI traci dziś około 0,4 proc. handlując na najniższym od kwietnia poziomie 41,70 dolarów za baryłkę. Ropa naftowa Brent traci dziś 0,5 proc. handlując w okolicy poziomu 43,60 dolarów za baryłkę. Ropa w tym tygodniu straciła już ponad 7 proc., co ma na pewno związek z niespodziewanym wzrostem zapasów amerykańskiej ropy o 1,67 mln baryłek w zeszłym tygodniu. Analitycy byli zaskoczeni, gdyż spodziewali się 2 mln spadku zapasów. Ze względu na nadpodaż surowca i wysoki stan zapasów można spodziewać się dalszego spadku cen surowca w kierunku 40 dolarów za baryłkę. Nikiel notowany na Londyńskiej Giełdzie Metali zyskuje około 1,8 proc. a miedź odbija o 0,3 proc. od najniższych od 2 tygodni poziomów, oba metale wspierane są przez taniejącego dolara.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer KOI Capital
Za nami dwudniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Umiarkowana i przewidywalna polityka jest konsekwentnie kontynuowana. Fed pozostawił główną stopę procentową na niezmienionym poziomie w przedziale 0,25-0,5%. Rynek był na to gotowy, dlatego obyło się bez zaskoczenia.
Obecnie, oczekiwania zakładają maksymalnie jedną podwyżkę stóp procentowych w tym roku, natomiast rynek terminowy prawdopodobieństwo podwyżki przed jego końcem wycenia na około 50%. Może ona zatem nastąpić, ale najwcześniej jesienią. Przyspieszeniu tej decyzji nie sprzyjają bardzo dobre dane dotyczące amerykańskiej gospodarki. Całościowy obraz koniunktury rysuje się w optymistycznych barwach. Wystarczy wspomnieć lipcowe dane, które były lepsze od oczekiwań, m.in. wskaźnik PMI dla przemysłu, sprzedaż nieruchomości z rynku pierwotnego czy indeks zaufania konsumentów Conference Board.
Przewodnicząca Fed, Janet Yellen prowadzi bardzo ostrożną politykę, mimo nieoczekiwanych czynników makroekonomicznych. Nadal trudno określić, jakie piętno na globalnej gospodarce odcisnął Brexit. Na pewno mniejsze niż prognozowały rynki. Jeszcze w tym tygodniu, Bank of Japan może złagodzić swoją politykę monetarną, co może z kolei wpłynąć na decyzje pozostałych, czołowych banków centralnych na świecie. Ponadto, kampania prezydencka w USA trwa w najlepsze i w chwili obecnej nie sposób przewidzieć wyniku wyborów. Bardziej konkretne deklaracje powinny pojawić się podczas wrześniowego posiedzenia, ale ewidentnie szefowa Fed działa zgodnie z metodą „step by step”, która w najbliższej perspektywie powinna przełożyć się co najwyżej na zmianę oceny amerykańskiej gospodarki na optymistyczną.
Co łączy Yellen z szefem Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghim? Na pewno bardzo umiarkowany ton. ECB, podobnie zresztą jak Fed, zadecydował niedawno o pozostawieniu stopy procentowej bez zmian, co było zgodne w rynkowymi oczekiwaniami. Przewodniczący ECB stosunkowo ostrożnie odnosi się do kwestii związanych z opuszczeniem przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Jego zdaniem, wpływ Brexitu na inflację wydaje się być ograniczony, jednak trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy, aby przekonać się, jakie będzie jego oddziaływanie na gospodarkę strefy euro. Takie deklaracje wskazują, że najważniejsi ekonomiści na świecie nie dostrzegają jednoznacznie negatywnych skutków wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE. Dla rynków oznacza to mniej więcej tyle, że coraz trudniej nimi wstrząsnąć.
Na parze walutowej USD/CAD w bieżącym tygodniu trwa jedno, wielkie niezdecydowanie. Na samym początku kupujący przejęli kontrolę nad notowaniami i wydawałoby się, że pokonanie tygodniowej strefy oporu to kwestia czasu, jednak po wczorajszym FOMC cały ruch wzrostowy został zanegowany, a na wykresie powstaje formacja Pin Bara. Jednak do potwierdzenia danej formacji musimy poczekać do końca tygodnia.
Należy też zwrócić uwagę, że spadająca ropa naftowa tylko poniekąd naruszyła siłę dolara kanadyjskiego, niewątpliwie jest to bardzo dobry sygnał, bynajmniej dalsza, nagła wyprzedaż „czarnego złota” doprowadzi w dłuższym terminie do osłabienia się dolara kanadyjskiego względem amerykańskiego. Poniżej przedstawiono korelacje pary walutowej CAD/USD z ropą WTI, która obecnie jest powyżej 0.57, oznacza to, że ropa naftowa i dolar kanadyjski przez 57% czasu porusza się w tym samym kierunku.
Wielkimi krokami zbliża się koniec lipca, który zapisze się dla inwestorów bardzo pomyślnie. Tak jak w czerwcu niespodziewany Brexit budził ogromny strach, tak w lipcu okazał się wielką okazją do zarobku. Jak dotychczas ciężko jest bowiem wskazać konkretne twarde dane uprawdopodobniające wcześniej kreślone czarne wizje. Nawet biznesowa ankieta Banku Anglii nie wskazała na pojawienie się dowodów spodziewanego silnego spowolnienia. W praktyce jedynie wstępne brytyjskie wskaźniki PMI wyraźnie w lipcu zniżkowały i jak dotąd to jedyne informacje wskazujące na ryzyko spowolnienia. Dane PMI oparte są jednak na ankietach, więc w obliczu dużego zaskoczenia referendalnym wynikiem trzeba do nich podchodzić z pewnym dystansem. Z drugiej strony wstępne odczyty wskaźników PMI dla Europy kontynentalnej oraz USA podsumować można krótkim stwierdzeniem: „Brexit, jaki Brexit?”. Czy to oznacza, że obniżone w ostatnich tygodniach oczekiwania co do globalnego wzrostu zostaną podwyższone? Niekonieczne, i to z prostego powodu: już przed Brexitem były one zawyżone. Inwestorzy do rewizji oczekiwań są jednak przyzwyczajeni, gdyż to stała tendencjach również w minionych latach. Tym samym w ostatnich dniach wszystkie główne parkiety gremialnie odrobiły całość po-Brexitowych strat. Uczynił to niemiecki DAX oraz brytyjski FTSE250, który gromadząc średnie spółki jest lepszym miernikiem koniunktury od FTSE100, gdzie dominują międzynarodowe koncerny. Lokalnie do peletonu z pewnym opóźnieniem dołączył WIG, który również domknął potężną lukę oraz znalazł się przy oporze na wysokości 47 tys. pkt. Jego przekroczenie da sygnał do dalszej poprawy, ale do tego potrzebna jest większa partycypacja banków. Warto prześledzić zachowanie tego sektora, które zarówno w Europie, jak i nad Wisłą jest niesatysfakcjonujące. Lokalnie po-Brexitowych strat nie odrobiły tylko dwa indeksy branżowe: paliwowy oraz właśnie bankowy. W Europie instytucje bankowe zmagają się z niską rentownością oraz nagromadzonymi złymi długami. Z kolei w kraju ciąży im perspektywa ustawowego rozwiązania problemu kredytów walutowych oraz spekulacje o podaży akcji ze strony zagranicznych właścicieli. Zresztą w tym tygodniu „ustawa frankowa” powinna ujrzeć światło dzienne, co jest jednocześnie zagrożeniem, ale również szansą. To bowiem ostatnia istotnie ciążąca na rynku kwestia i każde zmniejszenie panującej wokół niej niepewności jest pozytywem, szczególnie w kontekście największych od prawie trzech lat napływów do funduszy rynków wschodzących.
Aby wybrać najlepszą dla siebie polisę, należy zwrócić uwagę na cenę, zakres ubezpieczenia, przedmiot ubezpieczenia, sumę ubezpieczenia, okres trwania polisy oraz ogólne warunki ubezpieczenia.
Cena
W większości przypadków polisy najtańsze na rynku posiadają najmniejszy zakres ochrony. W podstawowym wariancie znajduje się ubezpieczenie murów od ognia i innych zdarzeń losowych. Cena wariantu podstawowego waha się od 50 do 90 złotych rocznie. W wariantach rozszerzonych można też zabezpieczyć wykończenie nieruchomości, jak i całość wyposażenia od kradzieży. Pełne pakiety ubezpieczeń kosztują od 160 do 300 złotych rocznie.
Zakres ubezpieczenia
Podstawowym zakresem w przypadku nieruchomości jest ubezpieczenie od ognia i innych zdarzeń losowych. Warto sprawdzić w warunkach ubezpieczeniowych, co kryje się pod pojęciem „innych”. Ten zakres zwykle nazywa się podobnie, ale może zawierać różne warianty zabezpieczenia, np. czasami w jego skład wchodzi zabezpieczenie od powodzi (co często wymagane jest przez bank w ramach cesji do kredytu hipotecznego), zalania czy upadku drzewa na nieruchomość, a niekiedy takie rozszerzenia trzeba dokupić. Optymalne polisy powinny chronić nie tylko od zdarzeń losowych, ale również od włamań, kradzieży i wandalizmu. Po dodaniu takich wariantów nasza ochrona staje się kompleksowa, lecz koszty zawarcia umowy wzrastają o około 80-100 złotych. Towarzystwa w swoim zakresie posiadają również tzw. assistance, czyli pomoc specjalistów, takich jak hydraulik, ślusarz itp.- taka usługa podnosi koszty ubezpieczenia o około 30-50 złotych.
Przedmiot ubezpieczenia
Przez pojęcie „nieruchomość” rozumiane jest albo samo mieszkanie/dom albo również pomieszczenia przynależne, takie jak piwnica czy garaż, który do takiej nieruchomości przynależy. Przy szerszych wariantach ubezpieczenia należy sprawdzić jak rozumiane są pojęcia, takie jak kradzież, stałe elementy, ruchomości domowe, zalanie itp.
Suma ubezpieczenia – jakie maksymalne odszkodowanie jest możliwe?
Oprócz zakresu i przedmiotu ubezpieczenia bardzo ważnym współczynnikiem całej polisy jest suma ubezpieczeniowa, czyli kwota, do której jesteśmy chronieni przez towarzystwo. Przed podjęciem ostatecznej decyzji warto sprawdzić, jak takie odszkodowanie będzie nam wypłacane, w jakim przypadku otrzymamy sto procent świadczenia, a kiedy będzie to rozliczane procentowo. Wszystkie te informacje zawarte są w Ogólnych Warunkach Ubezpieczeniowych, dołączonych do polisy. Suma ubezpieczeniowa powinna być równa wartości naszego mieszkania.
Okres trwania zabezpieczenia
Polisy ubezpieczeniowe zwykle wystawiane są na rok, natomiast zdarza się, że towarzystwa dają możliwość zawarcia umowy na okres dłuższy np. trzech lat. Polisy trzyletnie w przeliczeniu na poszczególne lata są średnio o około 20 proc. tańsze. Trzeba jednak pamiętać, że już po roku nasza nieruchomość może mieć inną wartość niż w chwili podpisywania umowy. Najbardziej optymalne są polisy jednoroczne.
OWU – Ogólne warunki ubezpieczenia
OWU – ogólne warunki ubezpieczenia, to swoista instrukcja obsługi, która zawiera w sobie informacje o sytuacjach, w których jesteśmy objęci ochroną: jak ta ochrona funkcjonuje, kiedy i jakie odszkodowanie możemy uzyskać. Ważnym elementem jest również spis wyłączeń i wykluczeń, czyli sytuacji, w których towarzystwo ubezpieczeniowe pieniędzy za szkodę nam nie wypłaci.
Dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują, że obecnie ubezpieczone jest około 67 proc. nieruchomości. W większości przypadków są to ubezpieczenia, które wymagane są przez banki, by uruchomić kredyt hipoteczny na zakup nieruchomości.
70 proc. powierzchni Polski to grunty rolne, a rynek handlu tymi gruntami praktycznie przestał istnieć z powodu ustawy obowiązującej od prawie trzech miesięcy. Ceny ziemi spadają, co uderzyło w rolników. Rząd obiecuje zmiany w ustawie, którą przygotował, pierwsza ze zmian jest gotowa.
– Nie ma rynku, nie ma transakcji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.
Tylko jedna zmiana w ustawie jest już przygotowana i znajduje się w procesie legislacyjnym, a dotyczy zabezpieczeń hipotecznych. Ustawa wywołała największe zamieszanie właśnie w zabezpieczeniach. Spowodowała, że banki zaprzestały kredytowania inwestycji na gruntach rolnych.
Konfederacja Lewiatan zwróciła się do prezydenta z apelem o rozważenie wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego z „prewencyjnym” wnioskiem w sprawie zgodności ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej z Konstytucją lub z wnioskiem do Sejmu o ponowne jej rozpatrzenie.
Konfederacja Lewiatan podczas całego procesu legislacyjnego wielokrotnie wskazywała na poważne wątpliwości co do zgodności z Konstytucją oraz prawem unijnym kluczowych regulacji zawartych w ustawie.
Przepisy dotyczące przedmiotu opodatkowania, momentu powstania obowiązku podatkowego i progresywnych stawek podatku są niejasne i powodują liczne wątpliwości, co do ich zgodności z art. 2 i art. 217 Konstytucji. Vacatio legis określone w ustawie (1 września br.) jest jak na regulację wprowadzającą obowiązek podatkowy stanowczo za krótkie. Narusza art. 2 Konstytucji bowiem ustawa nie zapewnia podatnikom odpowiedniego czasu na przygotowanie się, ingerując w sferę ich praw i wolności, naruszając zasadę zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.
W piśmie skierowanym na ręce marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, przewodniczący Rady Dialogu Społecznego Piotr Duda wskazał, że strona społeczna Rady Dialogu Społecznego, czyli wszystkie reprezentatywne organizacje pracowników i pracodawców, pomimo różnic w ocenie zasadności wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej oraz jego skutków, zgodziła się w trzech istotnych kwestiach.
Kwestia 1: Podatek od sprzedaży detalicznej powinien być podatkiem rocznym, naliczanym po przekroczeniu planowanej kwoty wolnej, wynoszącej 204 mln zł, ze względu na duże wahania sprzedaży w poszczególnych miesiącach i kwestie techniczne, np. rozliczanie zwrotów.
Kwestia 2: Vacatio legis ustawy powinno zostać wydłużone z 1 do 3 miesięcy, aby zapewnić przedsiębiorstwom czas niezbędny do przygotowania się do nowych obowiązków, w tym wdrożenia i przetestowania nowych programów informatycznych.
Kwestia 3: Wątpliwości co do zgodności z prawem Unii Europejskiej powinny zostać definitywnie rozstrzygnięte przed wprowadzeniem ustawy do polskiego porządku prawnego, aby uniknąć dwukrotnej destabilizacji relacji handlowych w przypadku konieczności wycofania lub istotnej zmiany nowego podatku.
Wątpliwości zgłaszane przez Radę Dialogu Społecznego dotyczące zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej znalazły potwierdzenie w opinii Ministra Spraw Zagranicznych o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej.
Niestety pomimo poważnych wątpliwości co do zgodności ustawy z prawem UE, zgłoszonych przez stronę społeczną Rady Dialogu Społecznego, ustawa została uchwalona w kontrowersyjnym kształcie.
Oznacza to, że ewentualne zakwestionowanie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wprowadzenia w Polsce podatku od sprzedaży detalicznej spowoduje nie tylko brak możliwości dalszego pobierania tej daniny, ale także zwrot z odsetkami kwot już wpłaconych do budżetu. W konsekwencji, uwzględniając powyższe oraz potencjalne odszkodowania, których zażądają podatnicy, narazi to budżet na ogromne straty w miejsce oczekiwanych wpływów. Spowoduje kolejną destabilizację relacji handlowych, uciążliwą i kosztowną dla przedsiębiorstw,
ich dostawców i konsumentów.
Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])
Komisja Europejska opublikowała nowy scenariusz rozwoju energetyki. Do 2030 r. czeka nas wzrost cen energii i większa zależność od dostaw z zagranicy. Przed nami też całkowity zmierzch węgla kamiennego.
Scenariusz referencyjny zawiera prognozy rozwoju energetyki do 2050 r. Scenariusz jest opracowywany co jakiś czas, ostatni był prezentowany w 2013 r. Nowy scenariusz jest obszerniejszy, prognoz jest więcej i zostały lepiej rozbite na poszczególne
kraje.
Autorzy scenariusza przewidują po 2020 r. stopniowy wzrost cen paliw kopalnych, w tym węgla. Jednak udział węgla w miksie energetycznym UE ma stale spadać. Węgiel będzie po 2020 r. wypierany przez gaz. To elektrownie gazowe najlepiej nadają się do współpracy z OZE – o tym w rozmowie z MarketNews24 mówi Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl.
Wczorajsza publikacja zapasów ropy naftowej w USA była gwoździem do trumny dla osób głoszących przyszłe wzrosty. Poniżej został przedstawiony najnowszy raport DOE.
Reasumując, oczekiwano, że zapasy ropy naftowej stopnieją o 2 miliony baryłek, a jednak powiększyły się o 1.67 miliona. Rozrzut oczekiwań i aktualnego odczytu był bardzo duży, bowiem wyniósł 3.67 miliona. Z powyższego raportu możemy wyczytać, że jedynie zapas destylatów spadł, reszta odczytów okazała się dodatnia.
Na interwale tygodniowym notowania ropy naftowej powędrowały z impetem do tygodniowej strefy popytu 41.10-42.60. Patrząc na ostatnią zmianę notowań, kupujący mogą mieć duży problem z obronieniem danej strefy. Jednak w długim terminie wzrosty powinny być kontynuowane.
Wczoraj poznaliśmy komunikat Komitetu do Spraw Otwartego Rynku (FOMC) po dwudniowym posiedzeniu, który wskazywał na to, że podwyżka w 2016 roku będzie, jednak dopiero pod koniec roku. Rezerwa Federalna lekko zasugerowała, że na wrześniowym posiedzeniu do podwyżki stóp procentowych nie dojdzie, dlatego też dolar amerykański od wczorajszego posiedzenia znalazł się pod presją sprzedających.
Na interwale dziennym indeksu dolara najbliższa strefa popytu znajduje się w przedziale wahań 95.80-96.20. Dopiero jej przerwanie doprowadziłoby do rozpoczęcia kolejnej fali wyprzedaży amerykańskiej waluty na szerokim rynku.
Niesolidni rodzice chwytają się różnych sposobów, aby uniknąć płacenia alimentów na dzieci: ukrywają dochody pracując w szarej strefie, przepisują majątek na inne osoby, tak by komornik nie mógł nic wyegzekwować, przekazują od czasu do czasu symboliczne sumy, aby uniknąć kary więzienia grożącej za uporczywe uchylanie się od łożenia na dziecko. Dzięki wpisom do Rejestrów Dłużników BIG, dłużnikom alimentacyjnym nie udaje się całkowicie ukryć.
Odkąd gminy zaczęły wprowadzać dłużników alimentacyjnych do bazy BIG InfoMonitor – 14,4 proc. takich wpisów, należących do ponad 75 tys. osób zostało ujawnionych w udostępnianych raportach. A to dlatego, że coraz więcej firm, również niefinansowych, chcąc zmniejszyć ryzyko strat sprawdza potencjalnych klientów na listach dłużników, zanim podpisze z nimi umowę. W tym celu pobierają raporty na ich temat. W BIG InfoMonitor, statystycznie co dwie sekundy powstaje, raport o solidności płatniczej osoby fizycznej lub firmy. Tylko w 2015 r. BIG InfoMonitor wystawił ponad 16,6 mln takich dokumentów. W ten właśnie sposób, zapytania banków i innych firm, w ciągu ostatnich
8 lat, objęły ponad 75 tys. dłużników alimentacyjnych. Poza dziećmi o ich długu alimentacyjnym dowiedzieli się też inni, bo okazuje się, że nawet najbardziej zatwardziali i zakamuflowani dłużnicy alimentacyjni od czasu do czasu zmuszeni są wyjść z cienia. W chwili, gdy chcą np. zaciągnąć kredyt lub pożyczkę, kupić coś z odroczonym terminem płatności czy też wziąć w abonamencie telefon, dostęp do telewizji kablowej bądź internetu i jeśli znajdują się w Rejestrze Dłużników BIG to zamiast realizacji planów spotka ich rozczarowanie.
Jedyną metodą na zniknięcie z rejestru jest całkowita spłata zadłużenia. Częściowa spłata powoduje jedynie obniżenie kwoty zaległości odnotowanej w BIG.
– Ważny jest każdy sposób ograniczający bezkarność osób nie wywiązujących się z ciążącego na nich obowiązku alimentacyjnego. Ich postępowanie prowadzi do znacznego obciążenia budżetu państwa oraz budżetów jednostek samorządowych.
Łączne długi 278 799 niesolidnych rodziców znajdujących się w Rejestrze BIG InfoMonitor przekroczyły już 9 miliardów złotych. Jednak ostatecznie to nie państwo i samorządy są najbardziej poszkodowane w tej sytuacji lecz dzieci, które nie otrzymują należnych im świadczeń – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.
* Badanie przeprowadzone przez Pactor metodą CATI, na ogólnopolskiej reprezentatywnej 1000-osobowej próbie Polaków w wieku pow. 18 lat, w lutym 2016 r.
Skuteczne sankcje wobec dłużników alimentacyjnych są bardzo ważne, bowiem jak wynika z badania „Moralność finansowa Polaków”* rodakom łatwo znaleźć usprawiedliwienie dla nadużyć, których dopuszcza się wielu rodziców unikających łożenia na swoje dzieci.
– Niestety sankcje moralne nie u wszystkich Polaków działają tak, jak życzyłaby sobie tego większość społeczeństwa – zwraca uwagę Andrzej Roter, dyrektor generalny Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, która we współpracy z Instytutem Filozofii i Socjologii PAN oraz w partnerstwie z BIG InfoMonitor zleciła przeprowadzenie badań dotyczących „Moralności finansowej Polaków”. Badanie pokazuje, że niemal co czwarty Polak (23,2 proc.) jest gotów usprawiedliwić częstą zmianę rachunków bankowych, aby uniknąć zajęcia pieniędzy przez komornika”. 28,3 proc. z nas nie miałoby skrupułów „przepisując majątek na rodzinę, by uciec przed wierzycielem” i aż 35,6 proc. mogłoby wytłumaczyć „pracę na czarno, aby uniknąć ściągania długów z pensji”. To m.in. te trzy nieuczciwe sposoby postępowania powodują, że ściągalność alimentów w Polsce nie przekracza 20 proc.
– Niska jakość wywiązywania się ze zobowiązań alimentacyjnych to jedno z finansowych wyzwań, przed jakimi staje w Polsce każdy kolejny rząd. Rośnie bowiem skala wydatków budżetu na pomoc osobom wychowującym dzieci bez wsparcia drugiego rodzica. W konsekwencji wyzwaniem dla każdego kolejnego rządu jest to, jak wpływać na poprawę kondycji moralnej Polaków w obszarze finansowym, byśmy jako społeczeństwo nie musieli ponosić wysokich kosztów takich niemoralnych zachowań – dodaje Andrzej Roter.
Liczba dłużników alimentacyjnych i kwota zadłużenia w regionach
Od poprzedniego kwartału, czyli od końca marca, liczba dłużników alimentacyjnych zwiększyła się we wszystkich województwach. W bazie BIG InfoMonitor przybyło ich 10 615 i jest teraz w sumie prawie 279 tys. Najbardziej liczba dłużników alimentacyjnych wzrosła w Wielkopolsce i w Lubuskiem, odpowiednio o 11,8 proc. oraz o 9,8 proc. Najmniej dłużników alimentacyjnych przybyło w województwach: świętokrzyskim, podkarpackim i podlaskim od 1,4 do 1,8 proc.
O prawie kolejne 0,5 miliarda złotych wzrosła też kwota zadłużenia z tytułu niepłaconych alimentów, przekraczając tym samym już 9 mld zł.
Tak jak w przypadku zmiany liczby dłużników, największy jej wzrost miał miejsce w woj. wielkopolskim – o prawie 14 proc., ponad 79 mln zł oraz w woj. lubuskim ponad 11 proc. – 23,5 mln zł.
Najwięcej dłużników alimentacyjnych nadal zamieszkuje województwo śląskie, mazowieckie i dolnośląskie. Najwyższa kwota zadłużenia alimentacyjnego tym razem należy do Mazowsza. Śląsk, niechlubny lider zestawienia na koniec marca, znalazł się na drugim miejscu. Ale to nie na Mazowszu czy Śląsku istnieje największe prawdopodobieństwo spotkania rodzica wpisanego do Rejestru Dłużników BIG za niepłacenie alimentów, lecz na Warmii i Mazurach oraz Pomorzu Zachodnim. Właśnie w tych częściach Polski Północnej, na 1000 dorosłych mieszkańców 13-tu stanowią niesolidni alimenciarze. W woj. kujawsko-pomorskim i pomorskim jest ich blisko 12-tu na 1000 dorosłych mieszkańców, a w lubuskim i dolnośląskim ponad 10-ciu. Średnia dla kraju to 9 dłużników alimentacyjnych na 1000 dorosłych Polaków.
Liczba gmin przekazujących informacje o dłużnikach alimentacyjnych
Na 2 468 gmin funkcjonujących w Polsce, obecnie 2 281, umieszcza informacje o dłużnikach alimentacyjnych w rejestrze prowadzonym przez BIG InfoMonitor. Zgodnie z przepisami, gminy mają obowiązek wpisywania do wszystkich biur informacji gospodarczej w Polsce, rodziców, za których świadczenia wypłaca Fundusz Alimentacyjny. Wiele gmin nadal jednak tego nie robi, inne z kolei wprowadzają jedynie część danych. Tymczasem widać, że wpisy dają efekty. Z analiz BIG InfoMonitor wynika, że w trakcie ostatniego kwartału udało się odzyskać 0,8 mld zł zaległych alimentów.
Średni dług alimentacyjny przypadający na osobę
Średnia wartość zobowiązania z tytułu niezapłaconych alimentów przypadająca na jednego dłużnika alimentacyjnego, od końca marca do końca czerwca 2016 roku wzrosła o 527 zł i wynosi obecnie 32 301 złotych. Kwota jest zawrotna, stanowi równowartość dwuletniej aktualnej płacy minimalnej netto (1355 zł) oraz równowartość ponad 7 lat wypłat przeciętnego świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego (374 zł). Jest to również niemal 5,5 roku korzystania z programu 500+ na jedno dziecko. Średnie zadłużenie zwiększyło się w 15 województwach, nieznacznie spadło jedynie w Małopolsce do kwoty 34 438 zł. Nadal najwyższe jest w Lubelskiem i po wzroście o 36 zł wynosi teraz 37 209 zł. Powyżej krajowej średniej wypada aż 10 województw. Przeciętny dług alimentacyjny jest niższy od prezentowanego dla Polski w województwach: łódzkim, opolskim, warmińsko-mazurskim, dolnośląskim, śląskim i lubuskim.
Rekordziści alimentacyjni
Na koniec czerwca 2016 roku, najbardziej zadłużoną osobą w Polsce z powodu niepłaconych alimentów okazał się 48-letni mężczyzna z województwa zachodniopomorskiego. Jego dług alimentacyjny przekroczył 470 tys. zł. Kolejny wojewódzki rekordzista alimentacyjny mieszka w Małopolsce i winny jest dziecku ponad 448 tys. zł. W sumie szesnastu rekordzistów, po jednym z każdego województwa ma do oddania 5,8 mln złotych. Są to wyłącznie mężczyźni – najmłodszy ma 33 lata, najstarszy 64. Ogólnie wśród dłużników alimentacyjnych zdecydowanie dominują ojcowie – jest ich ponad 95 proc. wśród wpisanych do BIG InfoMonitor za niepłacenie na dziecko.
Akcja „Odzyskuj Alimenty”
Nie tylko jednostki samorządu terytorialnego, ale również każda osoba prywatna posiadająca wyrok sądowy, może wpisać do Rejestru BIG dłużnika alimentacyjnego. W ramach promocyjnej akcji „Odzyskuj Alimenty” wpis dłużnika alimentacyjnego do BIG InfoMonitor przez osobę prywatną kosztuje jednie 1 zł zamiast 69 zł. Akcja, zainicjowana w maju 2015 roku przez BIG InfoMonitor, ruszyła z myślą o osobach wychowujących dzieci bez wsparcia drugiego rodzica oraz Funduszu Alimentacyjnego, a jest ich większość. Według szacunków organizacji kobiecych, w Polsce blisko milion dzieci nie otrzymuje alimentów, a pomoc Funduszu dostaje jedynie około 330 tys. z nich. Konsekwencją korzystania z Funduszu Alimentacyjnego jest też wprowadzanie danych o rodzicach dłużnikach do BIG-ów. Zgodnie z prawem gminy są zobligowane, aby osoby, które Fundusz wyręcza w utrzymaniu dzieci, tra_ły do wszystkich Rejestrów Dłużników BIG w Polsce. W przypadku pozostałych niesolidnych rodziców, dokonanie takiego wpisu spoczywa w rękach opiekunów niealimentowanymi dziećmi.
Ponad 200 tysięcy zł odzyskanych alimentów dzięki akcji BIG InfoMonitor
W ciągu 13 miesięcy, od uruchomienia akcji, do BIG InfoMonitor zgłosiło się prawie 650 osób zainteresowanych wpisaniem dłużnika alimentacyjnego do rejestru. W sumie wprowadziły do BIG InfoMonitor długi o wartości ponad 3 mln zł. Do tej pory udało im odzyskać 206 tys. zł.
Posiadanie własnej waluty zamortyzowało wpływ światowego kryzysu na polską gospodarkę i tak samo może być buforem w nadchodzących latach. Zdaniem ekonomisty prof. Ryszarda Bugaja brak członkostwa w strefie euro grozi wprawdzie wpadnięciem do grupy krajów europejskich drugiej prędkości, ale oznacza to mniej niekorzystnych zjawisk i konsekwencji niż w razie przystąpienia do Eurolandu.
– Stan polskiej gospodarki będzie w ogromnym stopniu zależeć od tego, co będzie się działo na świecie. Na szczęście mamy własną walutę i istnieje możliwość amortyzowania za pomocą kursu ewentualnego spadku obrotów w gospodarce światowej, tak jak to było już od 2008 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Ryszard Bugaj, ekonomista. – Nasza waluta została zdewaluowana o ok. 1/3. Dzięki temu eksport liczony w walutach obcych obniżył się, ale w walucie krajowej ten eksport się nie obniżył, a nawet wzrósł.
Przed ośmiu laty dolar kosztował dwa złote, o połowę mniej niż obecnie. Parę miesięcy później był już droższy o 75 proc. Podobnie stało się w przypadku euro, które w ciągu pół roku urosło z 3,2 zł do 4,6 zł. Dzięki temu choć eksport liczony w obu walutach był w 2009 roku niższy niż w 2008 (136,6 mld dolarów wobec 171,9 oraz 98,2 mld euro wobec 116,2 rok wcześniej), to w złotych eksporterzy odnotowali wzrost z 405 mld do 423 mld zł.
– To jeden z kluczowych powodów, choć niejedyny, dla których moim zdaniem Polska nie powinna w dającym się przewidzieć czasie wstąpić do strefy euro – uważa Bugaj.
Podkreśla, że trudno przewidywać, czy warto przyjąć wspólną walutę w dalszej perspektywie, bo nie wiadomo nawet, jak długo strefa euro będzie istniała w obecnym kształcie.
– Obserwujemy w tej chwili wzrost krytycyzmu w stosunku do podstawowych założeń strefy euro. Jest możliwe, że czołówka krajów Unii Europejskiej – Niemcy, Francja, Holandia – może wybrać strategię ucieczki do przodu i możemy zostać wśród krajów drugiej prędkości – przewiduje prof. Bugaj. – Myślę jednak, że zagrożenie pozostania w tej drugiej prędkości to nie jest zagrożenie tak ważne i negatywne, żeby wstąpić do strefy euro, bo to by było jeszcze mniej korzystne.
Europa dwóch prędkości to idea powstała kilka lat temu, zakładająca ściślejszą integrację i współpracę części państw Unii, głównie tych starszych i bogatszych. Spekuluje się, że gdyby idea ta została wprowadzona w życie wcześniej, do brexitu by nie doszło, co może spowodować powrót do prób realizacji tej idei w obawie przed kolejnymi referendami i ucieczkami płatników netto. Pozostałe kraje, w tym prawdopodobnie Polska, znalazłyby się poza tym elitarnym kręgiem.
– Powinniśmy skupić wysiłki polskiej dyplomacji, Polski jako kraju, na tym, żeby zagwarantować sobie w przypadku podziału Unii Europejskiej na dwie prędkości tego, żeby pobyt w tej drugiej prędkości był możliwie komfortowy – podsumowuje ekonomista.
Utrzymanie przez Fitch Ratings perspektywy oceny wiarygodności kredytowej Polski na niezmienionym poziomie świadczy o tym, że agencja spodziewa się, że zarówno czynniki negatywne, jak i pozytywne mogą się zbilansować w najbliższych miesiącach. Zdaniem Piotra Kowalskiego, prezesa polskiego oddziału Fitch, podczas kolejnej oceny kluczową rolę będzie odgrywać kwestia konsolidacji finansów publicznych.
– Każda agencja ma trochę inną metodykę, co dotyczy zarówno państw, jak i innych podmiotów, różne doświadczenia, analityków oraz kryteria oceny – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Kowalski, prezes zarządu polskiego oddziału agencji ratingowej Fitch. – Dlatego wytworzył się na rynku standard posiadania więcej niż jednego ratingu. W Stanach Zjednoczonych na przykład bez dwóch ratingów nie robi się emisji. Podobnie jest w Europie.
Fitch Rating zmieniła wewnętrzną metodologię przyznawania oceny ratingowej krótkoterminowych zobowiązań w walucie krajowej. Ustalono, że nie mogą się one różnić od oceny długów w walucie. W wyniku ujednolicenia rating zobowiązań długoterminowych w złotym został obniżony z A do A-. Po raz pierwszy agencja przyznała Polsce krótkoterminowy rating (także w walucie krajowej) na poziomie F1 (o poziom wyższy od analogicznego w walucie). Zmiany miały jednak charakter wyłącznie techniczny i nie wynikały z merytorycznej rewizji dotychczasowych ocen.
– Gdy jedna agencja ratingowa zrobi ruch negatywny, to niekoniecznie oznacza, że pozostałe, jeśli podmiot oceniany jest przez wszystkie, uczynią podobnie – wyjaśnia Piotr Kowalski. – Ma to znaczenie na przykład w przypadku instrumentów wchodzących w skład indeksów benchmarkowych. W zależności od średniej, średniej ważonej lub mediany ocen są one w takich indeksach lub nie. Po wycofaniu instrumentu inwestorzy mają z reguły sześć miesięcy na sprzedanie walorów, co oczywiście nie jest korzystne ani dla nich, ani emitenta. Posiadanie więcej niż jednego ratingu jest więc dodatkowym zabezpieczeniem.
15 lipca Fitch Rating utrzymała ocenę wiarygodności kredytowej Polski na niezmienionym poziomie A- z perspektywą stabilną. Taka decyzja agencji nie była dla obserwatorów i uczestników rynku zaskoczeniem pomimo niespodziewanej styczniowej obniżki oceny do poziomu BBB+ z perspektywą negatywną agencji Standard Poor’s oraz majowej zmianie perspektywy Moody’s (A2/P-1).
Kluczowymi elementami, które Fitch brał pod uwagę, był utrzymujący się stosunkowo wysoki wzrost Produktu Krajowego Brutto oraz dobra mimo wprowadzenia nowego podatku kondycja sektora bankowego. W kolejnych ocenach agencji, jak wskazano, istotne będą także m.in. kwestie dotyczące konsolidacji finansów publicznych. Najważniejsze parametry w tym zakresie to utrzymanie deficytu budżetowego na poziomie nieprzekraczającym trzech proc. PKB oraz w dłuższym terminie jego zmniejszanie, które powinno prowadzić do redukcji zadłużenia.
– Nasze oczekiwania zostały odzwierciedlone w perspektywie, którą określiliśmy jako stabilną – podkreśla Piotr Kowalski. – Oznacza to kierunek, w którym, naszym zdaniem zmieniać się będą ratingi w okresie od osiemnastu do dwudziestu kilku miesięcy. Skoro perspektywa jest taka, to uważamy, że zarówno czynników negatywnych, jak i pozytywnych będzie tyle, że szanse na ruch w górę lub w dół będą takie same.
Fiskus ma wiele różnych możliwości zdobycia informacji o dochodach i wydatkach podatnika. Organy podatkowe są uprawnione do weryfikacji wydatków i ich pokrycia w uzyskanych dochodach już w ramach czynności sprawdzających, które poprzedzają kontrolę lub postępowanie dotyczące opodatkowania dochodów nieujawnionych. Banki muszą poinformować fiskusa o transakcjach powyżej 15 tys. euro. Innymi źródłami informacji mogą być komornicy i notariusze, organy samorządowe, a nawet biura podróży, sprzedawcy jachtów czy koła łowieckie.
– Postępowania dotyczące dochodów nieujawnionych na pewien czas zniknęły po głośnych wyrokach Trybunału Konstytucyjnego. Od początku tego roku weszły w życie nowe przepisy, które niejako przywracają te postępowania. Dlatego jeszcze trudno powiedzieć, w jakim kierunku będzie szła praktyka w stosunku do przepisów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Wolska-Bryńska, radca prawny w Kancelarii Mariański Group.
Wcześniejsze regulacje w zakresie opodatkowania przychodów pochodzących z nieujawnionych źródeł Trybunał Konstytucyjny w latach 2013–2014 uznał za niekonstytucyjne. Znowelizowane przepisy po raz pierwszy zdefiniowały podstawowe pojęcia, takie jak przychód nieujawniony, przychód nieznajdujący pokrycia w ujawnionych źródłach przychodów, wydatek, przychody opodatkowane, przychody nieopodatkowane, czyli podstawę, od której może być naliczony sankcyjny podatek dochodowy (75-proc.).
Organ podatkowy może mieć podejrzenie o istnieniu dochodów nieujawnionych, gdy wydatki podatnika znacznie przewyższają jego dochody wykazane w rocznych rozliczeniach. Źródła informacji o majątku podatnika są praktycznie nieograniczone.
– Przede wszystkim dużo informacji dostarczają sami podatnicy, np. poprzez składanie deklaracji, zaświadczeń, oświadczeń majątkowych, występując o rozłożenie na raty należności lub odroczenie terminu płatności – mówi Monika Wolska-Bryńska
Szczegółowe informacje o sytuacji majątkowej podatników organy podatkowe uzyskiwały również w związku z wnioskami o zwrot podatku od towarów i usług od materiałów budowlanych. Podatnicy ubiegający się o zwrot części wydatków przekazywali informacje o wydatkach, które często nie znajdowały pokrycia w ujawnionych dochodach.
Jeśli podatnik składa deklarację w podatku od czynności cywilnoprawnych po otrzymaniu pożyczki, która przekracza wartość majątku pożyczkodawcy, może to być dla fiskusa sygnał, że osoba udzielająca pożyczki ma nieujawnione dochody.
– Dodatkowo również inne organy mają obowiązek informowania organów podatkowych o różnych ruchach podatnika, m.in. organy rejestrujące pojazdy comiesięcznie przekazują wykaz pojazdów zarejestrowanych i wyrejestrowanych. Takie wykazy przekazują też np. organy, które zajmują się wydawaniem pozwoleń na budowę – przypomina radca prawny.
Wystarczającą przesłanką do wszczęcia kontroli jest zakup ziemi i budowa domu przy niskich, wykazanych przez podatnika dochodach. Podejrzane jest też życie ponad stan w stosunku do osiąganych zarobków.
Informacje o podatnikach przekazują też organy samorządowe.
– W wytycznych dla urzędników wskazano choćby zrzeszenia ekskluzywnych sportów, jak koła łowieckie czy golfowe, a także agencje turystyczne i biura podróży. Od tych instytucji również mogą się pochodzić dane dotyczące bogatych podatników – podkreśla Wolska-Bryńska.
Do przekazywania informacji bez wezwania urzędu zobligowane są też sądy, komornicy i notariusze. Obowiązek ten dotyczy informacji wynikających ze zdarzeń prawnych, które mogą spowodować powstanie zobowiązania podatkowego.
Również banki, kantory, jubilerzy, domy maklerskie czy aukcyjne mają obowiązek przeciwdziałać praniu brudnych pieniędzy czy finansowania terroryzmu. Dlatego muszą zarejestrować każdą transakcję, bez względu na jej wysokość.
– Warto przypomnieć, że każda transakcja powyżej 15 tys. euro jest obowiązkowo również zgłaszana do organów podatkowych. Wynika to z ustawy regulującej walkę z terroryzmem i praniem brudnych pieniędzy – wskazuje Monika Wolska-Bryńska.
Sygnałem o potencjalnym uchylaniu się od opodatkowania są również nierzadko osoby trzecie informujące organy podatkowe o swoich przypuszczeniach. Jednak nawet w przypadku takiego donosu okoliczności w nim wskazane podlegają szczegółowej analizie i weryfikacji.
Pierwsza połowa tego roku przyniosła poprawę ściągalności podatków. Ministerstwo Finansów podaje, że wzrost odnotowano we wszystkich rodzajach podatku, m.in. VAT (wzrost o 7,9 proc. względem ubiegłego roku do 4,5 mld zł) czy z podatku PIT (wzrost o 8,4 proc. do 1,7 mld zł).
Jest kilka symptomów, które wskazują, że ten rok będzie dla polskiej Ekstraklasy jeszcze lepszy niż ubiegły – przekonuje Dariusz Marzec, prezes Ekstraklasy. Z raportu EY wynika, że w 2015 roku przychody klubów najwyższej profesjonalnej ligi piłkarskiej przekroczyły 500 mln zł, poprawia się też płynność finansowa. Spotkania ligowe śledzi coraz więcej kibiców, co przekłada się na wyższe przychody z dnia meczu. Zagraniczne kluby są zainteresowane polskimi piłkarzami, którzy zabłysnęli podczas Euro. Kwoty transferów są rekordowo wysokie.
– Wnioski wypływające z tegorocznego podsumowania i rankingu są bardzo dobre. Ekstraklasa jako całość rośnie. Rosną przychody klubów Ekstraklasy – kwota przebiła 0,5 mld zł. Minimalna strata 26 mln zł jest rekordowo niska w skali historycznej działalności całej Ekstraklasy – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Opiłowski, dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego w firmie doradczej EY, odpowiedzialny za branżę sportową.
Raport „Ekstraklasa Piłkarskiego Biznesu 2016” przygotowany przez firmę EY i spółkę Ekstraklasa wskazuje, że ubiegły rok zakończył się rekordowym przychodem (511 mln zł). To o 13,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Zarówno w klasyfikacji finansowej, jak i marketingowo-medialnej bezkonkurencyjna okazała się Legia Warszawa.
– Ten rok jest dobrym prognostykiem. Kluby nie zwiększyły kosztów wynagrodzeń, jednocześnie generując większe przychody. Jeżeli to by się utrzymało, to mamy idealną sytuację, ponieważ przed nami jest efekt Euro. Przychody Ekstraklasy z tytułu sprzedaży i transferów powinny być jeszcze wyższe. Jeżeli uda się utrzymać poziom kosztów na takim samym poziomie, to kolejny rok mógłby być znowu rekordowy – analizuje Opiłowski.
Zysk netto osiągnęły Jagiellonia Białystok, Śląsk Wrocław, Piast Gliwice, Pogoń Szczecin, Lech Poznań, Legia Warszawa i Cracovia. Najwyższy – 5,9 mln zł – klub z Białegostoku. Łączna strata wszystkich 15 klubów wyniosła 26,7 mln zł, najmniej w historii. Koszty wszystkich klubów były tylko o 11 proc. wyższe od przychodów. Dla porównania, jeszcze w 2013 roku różnica wyniosła 31 proc. Z obliczeń firmy EY wynika, że średni wskaźnik płynności bieżącej dla klubu wynosi 0,7, czyli gotówka i poziom aktywów obrotowych w 70 proc. pokrywają zobowiązania krótkoterminowe.
– Uważam, że wyniki sportowe i płynące z tego wyceny zawodników polskiej Ekstraklasy czy tych wypromowanych na Euro przełożą się na przychody z transferów takich zawodników jak np. Bartek Kapustka. Dzięki temu przychody mogą być jeszcze wyższe – ocenia Dariusz Marzec, prezes Ekstraklasy.
Najwięcej ze sprzedaży graczy w ubiegłym roku wpłynęło na konto Legii Warszawa – ponad 23 mln zł, Jagiellonia Białystok otrzymała 11,2 mln, a trzecia Lechia – 3,1 mln. Łącznie kluby zarobiły na sprzedaży graczy nieco ponad 49 mln zł. Dobry wynik polskiej reprezentacji na Euro wpłynął na wyceny polskich piłkarzy. Najdroższym zawodnikiem polskiej ligi jest Bartosz Kapustka, za którego Leicester chce zapłacić 5,5 mln euro. Nieco mniej (4 mln euro) Sampdoria zapłaci za Karola Linetty’ego.
– Jest jeszcze znaczące pole do rozwoju w obszarze frekwencji i przychodów z dnia meczowego. Przedłużyliśmy współpracę na jeszcze wyższym pakiecie z Totalizatorem Sportowym. Efekt umowy będzie widoczny dopiero za rok – przekonuje Marzec.
Jeden mecz w poprzednim sezonie oglądało średnio 9,1 tys. widzów. Przełożyło się to na wyniki finansowe klubów. Przychody z dnia meczu wzrosły o 32,5 proc. w porównaniu z 2014 rokiem i w skali całej ligi wyniosły ponad 73 mln zł.
Najważniejszym źródłem finansowania działalności klubów pozostaje jednak sponsoring i marketing. Na wspieranie klubów sponsorzy wydali 141 mln zł. Kluby Ekstraklasy zapewniają jednak ekspozycję marki, która pod względem ekwiwalentu reklamowego wyceniana jest na prawie 400 mln zł, czyli prawie trzy razy tyle, ile wydają realnie sponsorzy.
– Nowy sezon otwieramy z nowym partnerem tytularnym – Lotto, mamy stabilny budżet i zdrowe finanse. Wszystko, co wypracujemy dodatkowo, zasili konta klubów Ekstraklasy. Jako spółka zarządzająca rozgrywkami przekazujemy klubom ponad 90 proc. przychodów z praw marketingowych i praw do transmisji. To jeszcze nie jest koniec tego, co możemy wygenerować razem jako liga. W tym roku po raz pierwszy w historii pokazaliśmy, jak wygląda model biznesowy finansowania klubów przez Ekstraklasę i ile otrzymują pieniędzy z praw marketingowych i medialnych. Zgodnie z tymi zasadami dzielone będą kolejne środki – przekonuje prezes Ekstraklasy.
Przedstawiciele spółki podkreślają, że model biznesowy to połączenie systemów finansowania z lig angielskiej, niemieckiej i holenderskiej. Pozwala wzmocnić najsilniejsze drużyny, które mają reprezentować ligę w Europie. W sezonie 2015/2016 najwięcej otrzymała Legia Warszawa (14,6 mln zł). Drugi Piast Gliwice dostał 11,2 mln zł,
Jak wskazuje Marzec, na lepsze wyniki Ekstraklasy przełoży się także integracja lokalnej społeczności wokół klubów piłkarskich.
– Pracujemy nad rozwojem jakości szkolenia, nad zachęcaniem młodzieży do uprawiania piłki nożnej w klubach piłkarskich. Chcemy przeprowadzić dzieci w sposób profesjonalny od zabawy piłką do zawodowstwa. Chcemy pokazywać Ekstraklasę w telewizji i na stadionie, czyli poprawiać jakość widowiska sportowego. Organizujemy też regularne spotkania z klubami, pokazując im różnego rodzaju modele działania na Zachodzie, tzw. best practices, żeby kluby mogły się rozwijać i przyciągać kibiców. To wszystko ma nam pomóc osiągnąć cel, jakim jest podwojenie frekwencji w następnych kilku sezonach – tłumaczy Dariusz Marzec.
Kontakt z nową kulturą, która wcześniej mogła się wydawać ekscytująca, może wywołać niemiłe zaskoczenie, zwłaszcza wtedy, gdy nasze oczekiwania całkowicie rozmijają się z rzeczywistością. Istnieje jednak wiele sposobów na to, by zminimalizować negatywne efekty szoku kulturowego. Przede wszystkim przygotowując się do wyjazdu, trzeba jak najwięcej dowiedzieć się o historii państwa, do którego się udajemy, o jego zwyczajach i kulturze.
Wybitny antropolog Kalervo Oberg, szokiem kulturowym określił wstrząs, którego doświadczamy po wyjeździe za granicę, kiedy stajemy wobec czegoś nieznanego i obcego.
– Potocznie mówi się, że szoku kulturowego możemy doznać, wyjeżdżając na krótkie wakacje, ale nie jest to prawda. Mówimy o nim wtedy, kiedy wyjeżdżamy za granicę na dłuższy czas, np. do pracy. Szok kulturowy jest nieprzyjemnym wstrząsem, którego doznajemy wtedy, kiedy stykamy się z obcą, nieznaną kulturą, kiedy się okazuje, że nasze oczekiwania są zupełnie inne od tego, z czym spotykamy się w rzeczywistości. Szok kulturowy pojawia się po paru tygodniach, według niektórych – po miesiącu, choć myślę, że to jednak sprawa dość indywidualna – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Maria Ochwat, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.
Poczucie bezradności w związku z nową sytuacją przyczynia się do frustracji i jest źródłem różnych obaw.
– Szok kulturowy może być skutkiem napięcia, które towarzysz adaptacji do nowych warunków. Nagle zaczynamy czuć się obco w nowej kulturze, zwłaszcza wtedy, kiedy się okazuje, że wartości są zupełnie inne niż w rodzimej. Być może przyczyną szoku kulturowego jest również to, że np. jesteśmy odrzucani przez przedstawicieli innych kultur albo my sami ich odrzucamy. Dodatkowo czujemy się na swój sposób opuszczeni przez naszych przyjaciół, jesteśmy dosyć daleko od domu, nie mamy w swojej okolicy bliskich – tłumaczy dr Maria Ochwat.
Szokowi kulturowemu często towarzyszy poczucie izolacji, niepokój, zamartwianie się, obniżenie wydajności pracy, bezradność, spadek energii, bezsenność lub nadmierna senność, a czasem zaburzenia psychosomatyczne. Te negatywne odczucia w skrajnych przypadkach mogą doprowadzić nawet do depresji, czy stanów lękowych.
– Zwykle jest tak, że kiedy menadżer np. wyjeżdża do pracy, ten pierwszy etap jest określany mianem miesiąca miodowego. Wtedy człowiek jest pod ogromnym wrażeniem wszystkiego co nowe, jest zafascynowany, oczarowany nową paletą smaków, zapachów, feerią barw itd. Właściwie wszystko to odczytuje jako coś fascynującego, pozytywnego. Natomiast po jakimś czasie następuje szok kulturowy – wyjaśnia dr Maria Ochwat.
Zamiast poddawać się i szukać sposobu ucieczki, trzeba uświadomić sobie, że szok kulturowy jest czymś absolutnie naturalnym i doświadczają go niemal wszyscy. Poza tym istnieje kilka sprawdzonych recept, dzięki którym można zminimalizować negatywne skutki tego zjawiska. Przede wszystkim, warto zebrać jak najwięcej informacji o państwie, do którego się udajemy. Trzeba poczytać na temat jego historii, obyczajów, zwyczajów i kultury.
– Warto się dowiedzieć np. tego, w jaki sposób komunikują się członkowie tejże społeczności, czy komunikacja jest bezpośrednia, czy też, aby zrozumieć cały komunikat, warto znać również zwyczaje, obrzędy, obyczaje danej kultury. Trzeba zwracać również uwagę na to, o jakich kwestiach nie należy mówić, wyjeżdżając do danych państw. Czyli chociażby w Malezji czy w Arabii Saudyjskiej nie należy w ogóle poruszać tematu polityki, bo jest to temat dosyć delikatny, niewygodny. Trzeba również zwracać uwagę na to, jak się zachowywać, np. w Indiach nie wypada gwizdać – mówi dr Maria Ochwat. – Zwracamy uwagę na określone zasady i normy kulturowe, również na to, jak powinien wyglądać nasz strój, kiedy wchodzimy do jakiegoś miejsca kultu.
Warto wiedzieć też, czy w danym kraju wypada podać rękę na powitanie, czy tylko delikatnie się ukłonić, czy wypada dać prezent, a jeśli tak to jaki, by nikogo nie obrazić.
Ekspertka podkreśla, że powinniśmy pamiętać o tym, że jesteśmy gośćmi w danym państwie, w związku z tym istnieje konieczność dostosowania się do miejscowych norm kulturowych i tamtejszego prawa.
– Ważne jest to, żeby nie krytykować, nie oceniać, chociażby dlatego że również w naszej kulturze istnieją zwyczaje i tradycje, które przedstawicielom obcych kultur mogą się wydać śmieszne albo odrażające. Unikajmy stereotypów, uprzedzeń, ponieważ one upraszczają obraz przedstawicieli innych kultur – mówi wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.
Trzeba również zwrócić uwagę na odpowiednie gesty, które mogą być charakterystyczne dla naszej kultury, ale w innych kręgach mogą oznaczać coś innego. W USA znak „OK” oznacza, że jest wszystko dobrze, w Japonii – pieniądze, a w Meksyku – szukanie kontaktów seksualnych.
Co ciekawe, można się też spodziewać, że takie same objawy szoku kulturowego wystąpią po powrocie z zagranicy do domu.
Dzisiaj o 20 czasu polskiego poznamy decyzję FOMC (Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku). Inwestorzy raczej spodziewają się, że pozostanie status quo. Na tej fali rynki akcji w Europie i w Stanach Zjednoczonych idą w górę, ale również w oczekiwaniu na mocniejsze stymulowanie gospodarki japońskiej.
Rezerwa Federalna nie zdecyduje się na zmianę stopy funduszy federalnych głównie ze względu na wynik referendum w Wielkiej Brytanii. Wprawdzie oficjele banku raczej sugerują, że Brexit nie będzie miał wpływu na amerykańską gospodarkę, a drugi kwartał powinien być dużo lepszy, niż pierwszy w gospodarce, to raczej Fed nie zdecyduje się na jakikolwiek ruch już na dzisiejszym posiedzeniu. Tak naprawdę jeszcze nikt do końca nie wie, jaki wpływ na poszczególne państwa będzie miał Brexit i o tym z pewnością wiedzą członkowie FOMC. Bardziej realna jest końcówka roku, na którą również rynki stawiają. Na podstawie kontraktów terminowych prawdopodobieństwo dzisiejszej podwyżki wynosi 8%, a w grudniu około 40%.
Co to oznacza dla rynków?
W najbliższym czasie może to podtrzymać dobry klimat dla aktywów bardziej ryzykownych takich, jak akcje czy waluty krajów wschodzących, polski złoty, a nieco przecenić dolara amerykańskiego. W dłuższym terminie jednak dolar powinien wrócić do łask inwestorów.
Niemniej jednak dla podtrzymania dobrego klimatu ważne, a może nawet ważniejsze będzie posiedzenie Banku Japonii, które odbędzie się w piątek. W również tego dnia będzie miała miejsce publikacja wstępnego annualizowanego PKB Stanów Zjednoczonych za II kwartał br. W drugim kwartale tempo wzrostu gospodarczego ma przyśpieszyć do 2,6% w porównaniu z pierwszym kwartałem, który ostatecznie wyniósł 1,1%. Należy mieć na uwadze, że jest to wartość annualizowana, czyli hipotetyczna, gdyby takie tempo zostało utrzymane przez cały rok. Niemniej jednak są to oficjalne dane i z pewnością należy na nie zwrócić uwagę.
Produkt Krajowy Brutto annualizowany 2015 – obecnie
Raport przygotowany przez międzynarodową firmę doradczą Christie & Co działającą na rynku nieruchomości komercyjnych ukazuje, że polski rynek hotelowy notuje nieprzerwane wzrosty od wielu lat. W 2015 roku na polskim rynku było o 79% powierzchni hotelowych więcej niż w roku 2006. Na koniec 2015 roku działało w Polsce 2 316 hoteli. Większość z istniejących hoteli to obiekty trzygwiazdkowe.
Adam Konieczny, Zarządzający Christie & Co w Polsce
W związku z kryzysem finansowym po 2010 roku znacznie spadł popyt na pokoje hotelowe. Rynek jednak bardzo szybko zanotował poprawę i obecne poziomy popytu przekraczają te z czasów przed kryzysem. Od 2006 do 2015 roku liczba turystów korzystających z usług hoteli wzrosła o 86%. Podobny wzrost zanotowano w kontekście pobytów obejmujących jedną dobę. Polska to destynacja, którą zagraniczni goście odwiedzają w ciągu całego roku. Spośród całego wolumenu wynajętych pokoi hotelowych 20% to wynajem pokoi na jedną dobę generowany głównie przez gości zza granicy. Są to najczęściej osoby z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych.
Jak wynika z danych opublikowanych przez STR Global przychód na jeden dostępny pokój (Revenue Per Available Room) wzrósł pomiędzy 2011 a 2015 i osiągnął roczny wzrost na poziomie 2,2% pomimo spadku średniej ceny (ADR) o 1,9%. Specjaliści Christie & Co wyjaśniają, że ten stan rzeczy spowodowany jest przez fakt, że przychód na jeden dostępny pokój jest silnie powiązany z obłożeniem. Poziomy obłożenia pokoi hotelowych wzrosły w ciągu ostatnich pięciu lat i pierwszy kwartał bieżącego roku w porównaniu do pierwszego kwartału roku ubiegłego ukazuje, że na rynku nadal utrzymuje się trend wzrostowy.
Polski rynek hotelowy nadal jest na wczesnym etapie rozwoju jednak międzynarodowi inwestorzy dostrzegają duży potencjał naszego kraju – mówi Adam Konieczny, Zarządzający Christie & Co w Polsce. Możliwości inwestycyjne kreują: rozwój turystyki w największych polskich miastach, rozwój infrastruktury transportowej oraz wzrost znaczenia Polski w kontekście branży organizacji wydarzeń i w kontekście napływu inwestycji zagranicznych. Obserwujemy ciągły rozwój sektora średniej klasy powierzchni hotelowych i nadal dostrzegamy duży potencjał rozwoju obiektów z sektora hoteli budżetowych, których w Polsce brakuje, co tworzy duże możliwości dla inwestorów i operatów chcących długoterminowo zaistnieć na polskim rynku hotelowym – dodaje Adam Konieczny.
Specjaliści Christie & Co zaznaczają, że polskie nieruchomości hotelowe są w ciągłym polu zainteresowań głównie inwestorów z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Inwestorzy ci poszukują głównie obiektów o ugruntowanych rynkowych pozycjach.
Należy zauważyć, że powodzeniem wśród inwestorów cieszą się obiekty ze wszystkich sektorów rynku nieruchomości hotelowych: od hoteli budżetowych po obiekty luksusowe. Dla tych inwestorów, którzy szukają możliwości alokacji kapitału i zainwestowania na rynkach rozwijających się, które gwarantują wyższe stopy zwrotu niż rozwinięte rynki Europy Zachodniej, Polska stwarza bardzo dobre możliwości – dodaje Adam Konieczny.
Znaczącymi transakcjami na polskim rynku nieruchomości hotelowych, które zostały przeprowadzone na przestrzeni ostatnich kilku lat są: Hotel Holiday Inn Warsaw – City Centre, Radisson Blu we Wrocławiu oraz hotel Sheraton zlokalizowany w Warszawie. Najbardziej perspektywicznymi lokalizacjami pod inwestycje hotelowe w Polsce ze względu na prognozowany przychód na jeden dostępny pokój są rynki: warszawski, krakowski, trójmiejski oraz wrocławski.
Polish Office Research Forum opublikowało dane za pierwsze półrocze 2016 r. dotyczące rynku powierzchni biurowych w ośmiu głównych miastach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Szczecin, Lublin). Dane rynkowe, które są przygotowywane wspólnie przez zespół analityków, dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytkowania, liczby i wielkości transakcji najmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.
Na koniec pierwszego półrocza 2016 r. łączne zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w ośmiu miastach regionalnych wyniosły około
3 665 200 m2. Najwięcej powierzchni zlokalizowane jest w Krakowie (blisko 832 900 m2), Wrocławiu (757 100 m2) oraz Trójmieście (629 300 m2).
W pierwszym półroczu 2016 r. do użytkowania oddano projekty o łącznej powierzchni przekraczającej 219 500 m2. Najwięcej nowej powierzchni – prawie 66 500 m2 – ukończono w Krakowie oraz Trójmieście (52 700 m2).
Na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz pozostawało 395 700 m2 powierzchni biurowej. Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Szczecinie – 17,7 %, najniższy w Krakowie – 6,0%.
Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w pierwszym półroczu 2016 r. wyniósł ponad 268 100 m2. Najwięcej powierzchni zostało wynajęte w Krakowie (110 100 m2).
Wśród największych transakcji zawartych w pierwszym półroczu 2016 r. można wymienić 16 000 m2 na potrzeby własne Kaufland we Wrocławiu, odnowienie najmu na 10 800 m2 przez Credit Suisse w Grunwaldzki Center we Wrocławiu, przednajem Aon na 10 700 m2 w Enterprise Park E w Krakowie, przednajem Euroclear na 10 000 m2 w Bonarka for Business G w Krakowie oraz ekspansję ABB na 10 000 m2 w Axis w Krakowie.
Minister zdrowia przedstawił główne założenia reformy systemu ochrony zdrowia. Zdaniem Konfederacji Lewiatan duże obawy budzi proponowana zmiana w sposobie finansowania służby zdrowia połączona z likwidacją Narodowego Funduszu Zdrowia. Tak naprawdę oznacza ona przewrócenie całego systemu do góry nogami.
Dobrawa Biadun
– Planowane zmiany w ochronie zdrowia w wielu miejscach nie dziwią i stanowią realizację postulatów wyborczych PiS. Niemniej jednak duże zaniepokojenie wywołuje nowy sposób finansowania ochrony zdrowia. Już sama zmiana organizacyjna – przejście z NFZ na wojewódzkie oddziały zdrowia stanowi ogromne wyzwanie logistyczne i techniczne. Dzisiejsze oddziały NFZ są właścicielami bazy danych i systemów informatycznych, które będzie musiała przejąć nowa instytucja. Do tego dochodzi wiedza pracowników oddziałów w zakresie kontraktowania i kontroli – mówi dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.
Połączenie obecnej infrastruktury z nowym systemem finansowania może doprowadzić do paraliżu, bo budżet to sztywne wydatki, a na dzisiaj nie wiemy jak zakończą się prace nad koszykiem i taryfikacją świadczeń, a zatem nie wiemy za co i za ile będziemy mogli się leczyć. Nie można przy tym zapomnieć o odkładanym od lat kontraktowaniu, który uniemożliwia „wejście” na rynek nowoczesnych placówek.
Nie wiadomo również w jaki sposób będą dzielone placówki w zakresie stworzenia zabezpieczenia zdrowotnego, choć sam pomysł należy przyjąć z aprobatą. – Mamy nadzieję, że największe znaczenie będzie miała jakość świadczonych usług, a nie tylko kwestia własności. Niestety, dotychczasowe działania resortu wskazują na chęć usunięcia z systemu placówek o kapitale prywatnym, co w naszej ocenie negatywnie wpłynie na faktyczną opiekę nad pacjentem – dodaje dr Dobrawa Biadun.
Zapowiadane zmiany w zakresie budowy koordynowanej opieki zdrowotnej mogą być jednym z niewielu plusów, o ile plan uwzględni stan dzisiejszy poz (a mapy w tym zakresie mają być znane pod koniec 2016 r.). Również i w tym obszarze brakuje lekarzy, więc przerzucenie pacjentów na ten szczebel może w efekcie zwiększyć kolejki i zmniejszyć dostępność do leczenia. Bo tutaj już sam sposób finansowania czy jego zwiększenie z dnia na dzień nie spowoduje wzrostu liczby przychodni.
Przepisy nie będą ograniczać wielkości pokojów czy łazienek, powstanie rynek małych mieszkań. Deweloperzy uruchomią sprzedaż przed 2020 r., bo cykl budowlany jest trzyletni.
Resort budownictwa przygotował zmiany prawne, które zlikwidują ograniczenia co do wielkości części składowych mieszkania. Pokoje nie będą musiały być większe niż 16 m kw., a łazienki większe niż 6,5 m kw.
Rynek będzie więc uzależniony od potrzeb klienta. Deweloperzy wprowadzą na rynek w dużej ilości minimieszkania (o powierzchni nieco przekraczającej 20 m kw.) od 2020 r. Potrzebują trzech lat, to wynika z cyklu budowlanego. W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Jarosław M. Skoczeń z Grupy Emmerson.
Skonsolidowany zysk netto Grupy Banku Millennium wyniósł w pierwszym półroczu 2016 roku 431 mln zł, czyli 31,5% więcej niż w pierwszej połowie 2015 roku, przy poziomie współczynnika zwrotu z kapitału (ROE) 13%. Na wynik znaczący wpływ miała zapowiadana wcześniej realizacja transakcji VISA Europe, która przyniosła przychody brutto na poziomie 283 mln zł. Liczba aktywnych klientów indywidualnych wzrosła o 45 tys. do poziomu 1 414 tys.
Komentując działalność Banku Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium powiedział:
João Brás Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium
W połowie 2016 roku osiągnęliśmy rekordowy zysk netto w wysokości 431 mln zł. To przede wszystkim rezultat nadzwyczajnych wpływów z rozliczenia transakcji z VISA, dzięki czemu jest to najlepszy wynik pierwszego półrocza w historii banku. W ciągu ostatnich dwóch lat otworzyliśmy 500 tys. Kont 360°, naszego najatrakcyjniejszego produktu. Jego dynamika przekłada się na wzrost liczby aktywnych klientów detalicznych do 1 414 tys., co oznacza, że zgodnie z planem wdrażamy strategię na lata 2015-17zakładającą pozyskanie 300 tys. aktywnych klientów indywidualnych. Kontynuujemy wprowadzanie nowych rozwiązań technologicznych m.in. jako pierwsi w kraju zaoferowaliśmy możliwość akceptacji transakcji 3D secure za pomocą odcisku palca oraz zaproponowaliśmy szereg nowych usprawnień klientom bankowości przedsiębiorstw.
Skrócony Rachunek zysków i strat (mln zł)
1poł. 2016
1poł. 2015
Zmiana
2016/2015
Wynik z tytułu odsetek
756,0
699,5
8,1%
Wynik z tytułu prowizji
274,1
304,1
-9,9%
Przychody z działalności podstawowej
1 030,1
1 003,6
2,6%
Pozostałe przychody pozaodsetkowe
289,9
85,6
238,6%
Przychody operacyjne ogółem
1 320,0
1 089,2
21,2%
Koszty osobowe
(277,9)
(275,2)
1,0%
Pozostałe koszty admin.
(274,9)
(270,5)
1,6%
Razem koszty operacyjne
(552,8)
(545,7)
1,3%
Odpisy na utratę wartości
(106,1)
(127,2)
-16,6%
Specjalny podatek bankowy
(80,5)
(0)
Wynik przed opodatkowaniem
580,6
415,0
39,9%
Podatek dochodowy
(149,7)
(87,2)
71,7%
Zysk netto
430,9
327,8
31,5%
Najważniejsze wyniki finansowe w 1 półroczu 2016 roku
Przychody operacyjne ogółem Grupy osiągnęły w 1 półroczu 2016 roku wysokość 1 320 mln zł i wzrosły o
21,2% r/r. Wynik z tytułu odsetek (pro-forma) po drugim kwartale 2016 roku osiągnął kwotę 756 mln zł i wzrósł o 8,1% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Wynik z tytułu prowizji po drugim kwartale 2016 roku wyniósł 274,1 mln zł, co oznacza jego spadek r/r o 9,9% głównie w wyniku kontynuacji niekorzystnego trendu na rynku kapitałowym. Koszty ogółem w 1 połowie 2016 wyniosły 552,8 mln zł, co oznacza niewielki wzrost o 1,3% w stosunku do odpowiedniego okresu w 2015 roku.
Zysk netto Grupy Banku Millennium wyniósł 431 mln zł i był wyższy o 31,5% r/r. Na wynik po 2 kwartałach 2016 roku ujemny wpływ miał płacony od lutego 2016 roku podatek bankowy, który wyniósł 80,5 mln zł. Bank rozliczył transakcję z VISA Europe, która przyniosła przychody brutto na poziomie 283 mln zł. Trzecim elementem mającym wpływ na wysokość zysku była działalność operacyjna: wynik na działalności podstawowej bez uwzględniania zdarzeń nadzwyczajnych wzrósł o 6,4% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Zysk netto w 2 kwartale 2016 roku wyniósł 294 mln zł.
Wypłacalność i jakość aktywów
Pozycja kapitałowa Grupy utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Skonsolidowany kapitał wzrósł o 12% rocznie do poziomu 6 723 mln zł. Skonsolidowany łączny współczynnik kapitałowy osiągnął 17,3%, a współczynnik kapitału Tier 1 osiągnął 16,9% – zarówno Grupa, jak i Bank spełniają nowe, wysokie wymogi regulacyjne. Wskaźnik kredytów z utratą wartości wyniósł 4,6% na koniec czerwca 2016 roku i nadal jest znacząco niższy niż średnia dla rynku. Ten sam wskaźnik dla portfela kredytów hipotecznych wynosi 2,2%.
Podsumowanie aktywności biznesowej Grupy w 1 półroczu 2016 roku
Bankowość detaliczna: pół miliona kont 360° i dynamiczny wzrost liczby klientów
Liczba aktywnych klientów indywidualnych wyniosła 1 414 tysięcy na koniec pierwszego półrocza 2016 roku. Od początku roku ich liczba wzrosła o 45 tysięcy. Kluczowym czynnikiem wzrostu liczby nowych klientów było niesłabnące zainteresowanie kontem 360°, które przełożyło się na zbudowanie portfela blisko 500 tysięcy rachunków w ciągu 2 lat.
Konto 360° jest niezmiennie najpopularniejszym i najczęściej otwieranym produktem w banku. Lubią go zwłaszcza mieszkańcy średnich i dużych miast, z wyższymi niż przeciętne dochodami, którzy doceniają bezpłatne bankomaty w Polsce i na świecie, niskie koszty utrzymania konta, doskonałą bankowość internetową i mobilną. Posiadacze Kont 360° to bardzo aktywni klienci. Intensywnie korzystają z karty do konta, zdecydowana większość z nich dokonuje transakcji w bankowości internetowej, a ponad 30% używa aplikacji mobilnej. Coraz większą popularnością cieszą się również płatności BLIK oraz przelewy przez telefon.
Poza sukcesem Konta 360° wprowadzono inne produkty o charakterze rozliczeniowo-oszczędnościowym dla różnych grup klientów. Ciekawą nowością wprowadzoną przez Bank Millennium z myślą o osobach podróżujących oraz zarabiających w walutach obcych jest Konto Oszczędnościowe Walutowe. W pierwszym okresie funkcjonowania konta Bank zaproponował swoim klientom promocyjne oszczędzanie.
W drugim kwartale 2016 Bank wprowadził również do oferty nowy rachunek dla klientów segmentu mikrobiznes Konto Mój Biznes. W przeciągu niecałych dwóch miesięcy zostało założonych ponad 1000 kont Mój Biznes.
Depozyty klientów indywidualnych osiągnęły wartość 37 546 mln zł, rosnąc o 18,1% w porównaniu z połową 2015 roku. Motorem wzrostu było przede wszystkim zwiększenie wartości środków na rachunkach bieżących i oszczędnościowych o 27% r/r, które stanowiły 52% wszystkich depozytów klientów segmentu detalicznego.
Nowa sprzedaż kredytów gotówkowych w 2 kwartale 2016 roku wzrosła o 4,6% kwartalnie i wyniosła 647 mln złotych. Portfel pożyczek gotówkowych kontynuował trend rosnąc 13% rocznie. Na koniec 2 kwartału 2016 roku kredyty dla klientów indywidualnych wyniosły 34 124 mln zł.
Innowacje dla klientów bankowości detalicznej
Na koniec czerwca 2016 roku liczba klientów aktywnie korzystających z bankowości elektronicznej przekroczyła 906 tys., czyli wyniosła o 15% więcej niż przed rokiem. Znaczący rozwój nastąpił w sferze poprawy procesów, dostosowywania ich do oczekiwań klientów oraz wdrażania innowacyjnych rozwiązań.
Usprawnienia procesowe
Wprowadzono nowy, szybki proces pożyczki gotówkowej dla osób niebędących klientami banku oraz odświeżono proces wnioskowania o pożyczkę gotówkową dla obecnych klientów banku w systemie
Millenet.
Nowością jest również funkcjonalność czatu z ekspertem z unikalną w Polsce usługą współdzielenia ekranu umożliwiającą bezpośrednie wsparcie klienta wewnątrz systemu transakcyjnego. Na uwagę zasługuje również kolejna edycja programu rekomendacyjnego „Polecam Bank Millennium”, który miał wpływ na pozyskanie w kanale online w pierwszym półroczu tego roku około 30% klientów więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Od początku kwietnia 2016 roku Bank Millennium umożliwił klientom złożenie wniosku o świadczenie z rządowego programu Rodzina 500+ poprzez system internetowy Millenet bez potrzeby wizyty w urzędzie. Do końca czerwca 2016 roku zostało złożonych blisko 50 tys. wniosków.
Innowacje w aplikacji mobilnej
Liczba użytkowników bankowości mobilnej na koniec czerwca 2016 przekroczyła 474 000 użytkowników. Aplikacja mobilna jest coraz szerzej wykorzystywana jako platforma służąca do udoskonalania obsługi klientów. W pierwszym półroczu tego roku Bank Millennium kontynuował promocję lokaty mobilnej założonej z wykorzystaniem rozszerzonej rzeczywistości. Klienci mogli założyć 3 miesięczną Lokatę Mobilną z wyższym oprocentowaniem – 3,50% w skali roku. Nasi klienci założyli najwięcej lokat za pomocą aplikacji mobilnej na rynku.
Pierwsze półrocze 2016 roku przyniosło dalszy rozwój i udostepnienie innowacyjnych rozwiązań – Bank jako pierwszy na rynku wprowadził możliwość zatwierdzania transakcji 3D Secure kartami płatniczymi w internecie za pomocą odcisku palca. Kolejną nowością są powiadomienia push o transakcjach dokonanych na koncie oraz operacjach realizowanych kartami.
Bank Millennium przygotował też nową wersję aplikacji na telefony z systemem Windows Phone, dzięki której ich użytkownicy mogą teraz płacić i wypłacać pieniądze, a także dokonywać przelewów i wystawiać czeki BLIK. Dodatkowo udostępniona została możliwość ustawienia widgetów widocznych przed zalogowaniem, z saldem konta bieżącego, karty kredytowej oraz karty prepaid, a także widgetów z kodem BLIK. Aktualizowano również aplikację dla telefonów z systemem BlackBerry z przebudowanym wyglądem aplikacji.
Bank udostępnił także aplikację dla użytkowników Android Wear – najpopularniejszego systemu na smartwatche. Aplikacja na smartwatche pozwala na dokonywanie płatności BLIKiem, odebranie wiadomości push, sprawdzanie salda, znalezienie najbliższego bankomatu czy sprawdzenie kursu walut.
Obsługa Klientów i sieć placówek
Bank Millennium dostosowując się do oczekiwań swoich klientów i ich zmieniających się zachowań rozwija omnikanałowe procesy wykorzystujące tradycyjne oddziały, Call Center, bankowość internetową i mobilną do kontaktu z klientami. Rośnie wykorzystanie cyfrowych kanałów w sprzedaży produktów i usług banku: 99% przelewów bankowych oraz 89% lokat terminowych zakładanych jest przy ich wykorzystaniu. Wartość nowo udzielonych pożyczek gotówkowych przy wykorzystaniu kanałów elektronicznych stanowiła ok. 22% wszystkich udzielonych pożyczek.
Na koniec drugiego kwartału 2016 roku liczba oddziałów Banku wyniosła 394. Intencją Banku jest otwieranie placówek w nowopowstających centrach handlowych często odwiedzanych przez klientów, a także zwiększenie ich funkcjonalności. Przykładem jest nowa placówka w CH Matarnia w Gdańsku – w nowoczesnej architektonicznej aranżacji oraz z nowymi funkcjonalnościami i automatyczną obsługą gotówkową. Kolejne nowoczesne centra obsługi powstaną w Łodzi i Katowicach.
Bank stara się również zwiększać efektywność istniejących już placówek poprzez ich modernizację i przebudowę. W pierwszym półroczu br. zmodernizowano 8 placówek, na drugą połowę 2016 roku planowana jest modernizacja kolejnych 30 istniejących placówek.
Bankowość dla przedsiębiorstw – doskonalenie obsługi i dobre wyniki leasingu
I półrocze 2016 roku wykazało dobre wyniki sprzedaży we wszystkich obszarach produktowych: zarówno w zakresie finansowania, jak i budowy szerokiej relacji opartej o rozliczanie transakcji i wymianę walutową. Skuteczny rozwój pozycji banku w obsłudze przedsiębiorstw jest wynikiem efektywnego wdrożenia modelu sprzedażowego zbudowanego wokół potrzeb klienta i opartego o wysoką sprawność operacyjną.
W dniu 30 czerwca 2016 roku kredyty dla przedsiębiorstw włącznie z leasingiem wyniosły 14 261 mln zł brutto co oznacza wzrost o prawie 1,7% r/r. Portfel leasingowy wzrósł o 16% r/r osiągając poziom 5 060 mln zł. Wartość środków oddanych w leasing w 1 półroczu wyniosła 1 287 mln zł, co oznacza wzrost o 10% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Portfel faktoringowy wzrósł o ponad 9% r/r, a obroty w 1 półroczu 2016 roku osiągnęły 7 183 mln zł czyli o ponad 16% więcej niż w poprzednim roku plasując Bank na dobrym 4 miejscu wśród polskich faktorów.
Kontynuowany był rozwój współpracy z klientami w obszarze transakcji krajowych i zagranicznych, których liczba w pierwszym półroczu wzrosła o 12% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Również wartość wymiany walutowej realizowanej przez klientów w banku wzrosła o 40% osiągając wartość 13,9 mld zł. Depozyty Przedsiębiorstw wyniosły 15 814 mln zł, co oznacza ich 14% roczny spadek w wyniku dostosowania do bieżących potrzeb płynnościowych. Istotnie poprawiła się struktura depozytów: udział środków na rachunkach bieżących osiągnął poziom 39% (wzrost wolumenu o 0,4 mld zł rocznie).
Klienci Banku Millennium aktywnie korzystają ze środków z Unii Europejskiej, szczególnie dużym zainteresowaniem cieszył się I nabór do kredytu na innowacje technologiczne udzielanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.
Wdrożono kompleksowy program „Profesjonalny Konsultant Bankowości Przedsiębiorstw”, którego głównym celem jest zapewnienie najwyższej jakości współpracy banku z klientami. Program obejmuje procesy, szkolenia i obszar organizacyjny.
Pierwsza połowa 2016 roku obfitowała w wiele nowych usprawnień wdrożonych w bankowości elektronicznej dla Przedsiębiorstw. W drugim kwartale br. klientom udostępniono Forex trader – nowoczesne i zaawansowane technologicznie narzędzie, które umożliwia wygodny dostęp do rynku walutowego za pomocą urządzeń mobilnych z systemem operacyjnym Android lub iOS.
Bank Millennium przygotował również kilka udogodnień w systemie bankowości internetowej Millenet. Klienci korporacyjni z przyznaną wstępną decyzją kredytową mogą teraz złożyć w Millenecie wniosek o wydanie karty obciążeniowej, a cały proces jest automatyczny. Wygodniejsze jest również dokonywanie transakcji. Odświeżona i jeszcze nowocześniejsza sekcja „Płatności” zaprojektowana została w oparciu o najlepsze praktyki „user experience”. Wprowadzono również funkcjonalność Wirtualnego doradcy. Opcja ta może być wykorzystana podczas rozmowy Klienta z Konsultantem pomocy technicznej.