Silna wyprzedaż akcji na GPW i spokój w Europie

Ostatnia sesja ubiegłego tygodnia na parkietach w zachodniej części Europy zakończyła się wzrostami. Niemiecki DAX wzrósł o 0,61%, francuski CAC40 zyskał 0,44%, a brytyjski FTSE100 0,05%. Rynkom Starego Kontynentu najwyraźniej nie przeszkodziły doniesienia Banku Japonii, który z pewnością nie zaskoczył pozytywnie inwestorów. Zwiększył wprawdzie program stymulacji monetarnej, ale nie obniżył stóp procentowych i nie podwyższył kwoty skupu obligacji skarbowych (QE) oraz bazy monetarnej.

Inaczej przedstawiała się sytuacja na Książęcej w Warszawie. Indeks WIG20 przez całą piątkową sesję systematycznie pogłębiał przecenę i ostatecznie zakończył dzień spadkiem rzędu 1,61%. Tym samym, był najsłabszy w Europie. Pretekstem do takiego zachowania, może być zbliżająca się publikacja prezydenckiej ustawy o kredytach frankowych. Na początku ubiegłego tygodnia pojawiła się informacja, że wpłynie ona do Sejmu w ciągu najbliższych dni. Być może, część inwestorów doszła do wniosku, że może to nastąpić w weekend, dlatego też pozbywali się akcji polskich banków.

Kalendarz makroekonomiczny w piątek nie dostarczył wielu publikacji. Mocno rozczarował odczyt PKB ze Stanów Zjednoczonych. Ze wstępnego wyliczenia wynika, że PKB USA w drugim kwartale 2016 r. wzrósł o 1,2%. w ujęciu zanualizowanym kwartał do kwartału. Spodziewano się jednak wzrostu o 2,5%. Finalny odczyt indeksu PMI był nieznacznie poniżej wstępnych szacunków, natomiast lipcowy indeks Chicago PMI był lepszy od oczekiwań, jednak słabszy niż miesiąc wcześniej.

Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny dostarczy kilku ciekawych, a przede wszystkim zachęcających do aktywniejszego handlu odczytów. Przed nami m.in. odczyty indeksu PMI dla przemysłu z największych europejskich gospodarek. Po południu natomiast z rynku amerykańskiego poznamy odczyt indeksu ISM dla przemysłu i dane dotyczące wydatków na inwestycje budowlane.

Sesja w USA:
Piątkowa sesja na nowojorskich giełdach nie przyniosła istotnych zmian najważniejszych indeksów. W centrum uwagi inwestorów znalazły się m.in. dane makro z największych światowych gospodarek, w tym słaby odczyt PKB z USA.

W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,13%, S&P500 wzrósł o 0,16%, natomiast Nasdaq Composite zyskał 0,14%.

Waluty:
Piątkowe notowania dla EURUSD zakończyły się wzrostem o 0,88% do poziomu 1,1174.

Kurs EURGBP zakończył dzień, zyskując 0,42% do poziomu 0,8448, natomiast EURJPY stracił 2,16% do poziomu 114,06.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3555 PLN za euro, 3,8980 PLN za dolara amerykańskiego, 4,0272 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,1463 PLN za funta szterlinga.

Surowce:
Złoto zakończyło piątkowe notowania wzrostem o 1,25% do poziomu 1349 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 0,78% i osiągnęło poziom 20,377 USD za uncję. Na rynkowy sentyment negatywnie oddziaływały notowania ropy naftowej, która traciła już siódmą sesję z rzędu. Od szczytu osiągniętego 8 czerwca, odmiana WTI potaniała już blisko o 20%. Piątek zakończyła na poziomie 41,60 USD za baryłkę, zyskując w drugiej połowie sesji 1,12% Odmiana Brent spadła natomiast o 0,56% i była notowana po 42,46 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

J. Borowski: program „Rodzina 500 plus” wywoła umiarkowany impuls popytowy

CEO Magazyn Polska

Między innymi dzięki wyższym wpływom z VAT sytuacja budżetu państwa jest dobra. W tym roku nie zabraknie więc pieniędzy na sfinansowanie np. programu „Rodzina 500 plus”. Jak jednak zwraca uwagę Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole, towarzyszący mu impuls popytowy będzie umiarkowany. Program jednak w krótkim terminie umocni złotego.

– Program „Rodzina 500 plus” jest impulsem do wzrostu popytu, zwiększa zapotrzebowanie na produkty i usługi w gospodarce. W krótkim okresie gospodarstwa domowe zwiększają swoje wydatki konsumpcyjne – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista banku Crédit Agricole. – Zaczęło się to już w drugim kwartale i potrwa w sumie co najmniej cztery kwartały.

Jak twierdzi Borowski, dla polskich finansów publicznych, rządowy program jest bardzo drogą operacją, która będzie kosztowała mniej więcej 1,5 proc. Produktu Krajowego Brutto. Przypomina jednocześnie, że nie jest to program jednorazowy, ale wydatek stały, który co roku ma być powtarzany, trzeba więc znaleźć dla niego stabilne, wieloletnie źródła finansowania.

– W bieżącym roku mamy niestabilne, jednorazowe źródła finansowania, czyli zysk Narodowego Banku Polskiego oraz przychody ze sprzedaży częstotliwości LTE – tłumaczy Jakub Borowski. – W związku z tym w kolejnym roku będzie trzeba ten ubytek uzupełnić. Pieniądze, częściowo przyniesie utrzymanie stawki podatku VAT, czego skutki zostały już uwzględnione w prognozach finansów publicznych. Rząd będzie miał ekstra 7 mld zł, ale i tak jest to za mała kwota. Potrzebne będą większe pieniądze.

Sytuacja budżetu państwa jest jednak dobra. Na koniec pierwszego półrocza deficyt sięgnął 18,7 mld zł, gdy na cały rok zaplanowano 54,7 mld zł. Dwanaście miesięcy temu kasa państwa miała ubytek w wysokości 26,1 mld zł. Dochody z najważniejszego źródła, czyli podatku VAT, były wyższe o 7,9 proc., co dało w sumie dodatkowe 4,5 mld zł (łącznie z tego tytułu wpłynęło do kasy państwa 63,2 mld zł). Akcyza przyniosła budżetowi 31,1 mld zł (29,6 mld zł rok wcześniej). O 1,7 mld zł zwiększyły się wpływy z podatku od dochodów osobistych PIT, a o 300 mln zł – CIT.

– Program w pewnym stopniu zwiększy produkcję, lecz tego efektu nie przeceniamy – twierdzi Jakub Borowski. – Znaczna część impulsu popytowego zostanie bowiem skierowana na import, co było widać w przypadku sprowadzania z zagranicy używanych samochodów. Tego rodzaju zakupy nie będą wspierać polskiego PKB. Dlatego dodatkowy wzrost, który uzyska gospodarka w wyniku programu, będzie niewielki. Oczywiście będzie zauważalny, ale nie na tyle silny, by zmienić obraz Polski.

Paradoksalnie zdaniem Jakuba Borowskiego w ciągu najbliższych kilku miesięcy „Rodzina 500 plus” wpłynie korzystnie na kondycję złotego. Ekonomista podkreśla, że krótkotrwałe umocnienie krajowej waluty zniechęci Radę Polityki Pieniężnej do obniżek stóp procentowych, co podniesie atrakcyjność krajowych aktywów.

– W dłuższej perspektywie natomiast może się zdarzyć, że dojdzie do silnego spowolnienia wzrostu gospodarczego, na przykład w wyniku zewnętrznego wstrząsu, co wpłynęłoby niekorzystnie na poziom krajowych dochodów sektora finansów publicznych – prognozuje Jakub Borowski. – Aby w takiej sytuacji sfinansować kosztowny program, musiałby wzrosnąć dług publiczny, inwestorzy wtedy mniej chętnie kupowaliby polskie obligacje, tym bardziej że zapewne zostałyby obniżone ratingi Polski. W dużej części odpowiadają one bowiem na to, co dzieje się i będzie działo w finansach publicznych.

Czynników ryzyka na globalnej mapie zagrożeń wzrostu gospodarczego jest bowiem wiele. Według Jakuba Borowskiego jest to sytuacja w Chinach, wciąż niejasny i trudny do oszacowania wpływ brexitu na strefę euro i pośrednio na takie gospodarki jak Polska. Analitycy mają także obawy o stabilność sektora bankowego we Włoszech, co również może mieć niekorzystny wpływ na europejską gospodarkę i pogłębiać jej ewentualne spowolnienie.

– Strefa euro stąpa cały czas po cienkim lodzie, bo kraje utrzymują bardzo wysoki dług publiczny – precyzuje Jakub Borowski. – Jeśli doszłoby do spowolnienia wzrostu, to otworzyłyby się wszystkie luki w dochodach i wydatkach. W Polsce w dużej części związane są one właśnie z programem „Rodzina 500 plus”.

A. Kiedrowicz (KOI Capital): w najbliższym czasie cena ropy naftowej może wzrosnąć do 60 dol. za baryłkę

CEO Magazyn Polska

Zdaniem ekspertów w drugiej połowie roku powinien rosnąć popyt na ropę naftową w Chinach. Na notowania surowca wpływać też będzie malejąca produkcja krajów spoza OPEC. Zdaniem Andrzeja Kiedrowicza z KOI Capital cena ropy w najbliższych miesiącach może dojść do 60 dol. za baryłkę.

– Popyt na ropę naftową w drugiej połowie roku będzie rósł, szczególnie w Chinach, gdzie największe spowolnienie gospodarcze mamy już chyba za sobą  prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Kiedrowicz, dyrektor operacyjny spółki KOI Capital, reprezentującej internetową platformę handlową Trade.com. – Do tego podaż w najbliższych miesiącach będzie spadać, gdyż maleje produkcja krajów spoza OPEC, czyli Stanów Zjednoczonych i Rosji, co w ciągu kilku najbliższych miesięcy będzie wpływało na poziom podaży. Dopiero za kilka miesięcy prawdopodobnie dojdziemy do równowagi.

Na giełdzie surowcowej Nymex w Stanach Zjednoczonych notowania najpopularniejszej wśród inwestorów odmiany ropy naftowej WTI (West Texas Intermediate) od połowy kwietnia tego roku wzrosły o nieco ponad 5 proc., ale od 15 stycznia zwiększyły się o przeszło 61 proc. W ciągu roku spadek ceny przekroczył jednak 8 proc., dwóch lat ­– 54, a trzech – 57 proc.

– W najbliższym czasie powinniśmy mimo wszystko obserwować wzrost notowań – uważa Andrzej Kiedrowicz. – Możemy dojść do poziomu nawet 60 dol. za baryłkę. Potem powinno nastąpić uspokojenie i spadek gdzieś w okolice pięćdziesięciu kilku dol.

Na początku miesiąca ogłoszono, że liczba czynnych szybów naftowych w Stanach Zjednoczonych wzrosła do najwyższego poziomu od trzech miesięcy. W czerwcu uruchomiono dziesięć takich instalacji i obecnie surowiec może być wydobywany w przeszło 350 jednostkach, ale produkcja jest niska. Powodem są największe od przeszło dekady zapasy zgromadzonego w magazynach surowca.

– Oczywiście jest to istotny czynnik ryzyka – potwierdza Andrzej Kiedrowicz. – Może on wpływać hamująco na przewidywany wzrost ceny tego surowca.

W tym tygodniu baryłką ropy WTI handlowano w cenie około 45 dol. Nieco bogatsza i z zasady trochę droższa odmiana Brent kosztowała natomiast 46–47 dol.

Prof. Bokajło (WSB): Donald Trump jako prezydent będzie izolować USA na arenie międzynarodowej. To może oznaczać zwrot w stosunkach z UE

CEO Magazyn Polska

Ewentualne zwycięstwo Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych może oznaczać powrót do dziewiętnastowiecznej doktryny Monroe’a, czyli izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych w polityce zagranicznej – uważa wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu prof. Wiesław Bokajło. Z kolei po triumfie Hilary Clinton można się spodziewać kontynuacji polityki międzynarodowej Baracka Obamy.

Kampania prezydencka w USA wchodzi w decydującą fazę. W drugi wtorek listopada poznamy nazwisko osoby, która przez kolejne cztery lata stanie na czele największego mocarstwa świata. W grze pozostały dwie postaci z dwóch biegunów amerykańskiej sceny politycznej.

Ta kampania różni się zdecydowanie od poprzednich. W poprzednich mieliśmy jasne programy partyjne konserwatystów i demokratów. Teraz nie ma tak wyraźnego podziału – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Wiesław Bokajło, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. – Jak wskazały prawybory, nie wszyscy konserwatyści głosowali na Trumpa. Jest on wybierany przez tę część elektoratu partii konserwatywnej, która w jakimś sensie jest zawiedziona dotychczasową polityką partii. Jego elektorat nie kieruje się racjonalnymi wyborami, tylko raczej emocjonalnymi, orientującymi się na określone autorytety.

Z kolei kandydatka demokratów Hillary Clinton odwołuje się do dwóch grup wyborców.

Pierwsza grupa to ludzie związani z pewnymi grupami intelektualnymi, którzy orientują się na postęp i demokrację w Stanach Zjednoczonych. Druga grupa to ludzie, którym zależy na tym, co zaczął Barack Obama, czyli na programie socjalnym. Clinton zwraca się m.in. do grup etnicznych, Latynosów, także do ludzi biednych – mówi prof. Bokajło.

Jak podkreśla ekspert, w wypowiedziach Trumpa dotyczących polityki zagranicznej można się doszukać wielu sprzeczności. Prognozę co do ewentualnych kierunków w tym obszarze można jednak stworzyć w oparciu o analizę sztabu kandydata republikanów.

W otoczeniu Trumpa jest ekspert od spraw polityki zagranicznej, Richard Haas, który prawdopodobnie będzie również sekretarzem stanu po jego wygranej. Wyraźnie sformułował on doktrynę izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych, czyli powrót do XIX-wiecznej doktryny Monroe’a: Nie będziemy interweniować niepotrzebnie w żadnych krajach, naszym problemem są problemy wewnętrzne Ameryki – ocenia prof. Bokajło.

To może oznaczać chociażby zwrot w stosunkach z Unią Europejską, którą w świetle takiej doktryny Stany mogą postrzegać wręcz za konkurenta w globalnej gospodarce. Dlatego Stany Zjednoczone Trumpa będą popierać brexit i dezintegrację Unii.

W ocenie prof. Bokajło bardzo prawdopodobne w takimi scenariuszu jest także inne spojrzenie na NATO, które mogłoby zostać zrekonstruowane m.in. poprzez zmniejszenie zaangażowania finansowego USA. Sojusz – w świetle wypowiedzi ludzi z otoczenia Trumpa – nie powinien się angażować w operacje, które mogłyby zaszkodzić Waszyngtonowi.

Gdyby wygrała Hillary Clinton, to mamy do czynienia z kontynuacją działań dotychczasowego prezydenta w zakresie polityki zagranicznej i wewnętrznej – podkreśla wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Problem jednak w tym, że kandydatka demokratów popełniła kilka błędów, którym nadwyrężyła zaufanie wyborców. To m.in. sprawa wykorzystywania w celach służbowych prywatnej skrzynki mailowej i prywatnego serwera w czasie, kiedy była sekretarzem stanu.

Rysą na wizerunku jest także to, że zwracając się do tego swojego elektoratu, do ludzi, którzy pragną reform socjalnych, opieki zdrowotnej i poprawy swojej sytuacji, występuje w kostiumie za 12,5 tys. dol., a jej aktualna garderoba oceniana jest na około 470 tys. dol. To jest pewien dysonans, który przeszkadza rozwijać tę politykę Hillary Clinton – mówi ekspert.

Zaplanowane na 8 listopada 2016 roku wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wyłonią 45. prezydenta tego kraju. Zdaniem politologów i amerykanistów od ich wyniku może zależeć kierunek polityki USA obliczony nie tylko na jedną czy dwie kadencje, lecz także na całe dekady. Obecny prezydent Barack Obama kończy swoją drugą kadencję. Zgodnie z konstytucją nie może się już ubiegać o kolejną.

Rząd chce do 2030 r. przywrócić żeglowność rzek. Koszt inwestycji wyniesie 70 mld zł

CEO Magazyn Polska

Priorytetem rządu są inwestycje na Odrze, gdzie wkrótce ruszą prace związane z likwidacją wąskich gardeł. Realizacja rządowego programu ma przynieść korzyści całej gospodarce – rozwinie się transport rzeczny, a wraz z nim ta gałąź przemysłu, oraz poprawi się bezpieczeństwo przeciwpowodziowe. Żeglowność rzek ma być przywrócona do 2030 roku, co w sumie ma kosztować 70 mld zł.

– Rozpoczynamy działania w ramach programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko i przystępujemy do likwidacji tzw. wąskich gardeł na Odrze – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Materna, wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. – Do 2019 roku chcemy przywrócić na niej żeglowność. W wyniku tych inwestycji Odra nie uzyska jeszcze najwyższej IV klasy żeglowności, ale barki będą już mogły po niej regularnie pływać.

W połowie czerwca br. rząd przyjął założenia do planów rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce. Zgodnie z nimi uzyskanie żeglowności krajowych rzek do 2030 roku ma łącznie kosztować ponad 70 mld zł. Na pierwsze prace, jak twierdzi Jerzy Materna, przeznaczono około 1 mld złotych z Unii Europejskiej. Wiceminister podkreśla, że są szanse na dodatkowe fundusze.

Zgodnie z przyjętym dokumentem do 2030 r. Odra na całej długości i Wisła (na odcinku od Warszawy do Gdańska) mają uzyskać status międzynarodowych szlaków żeglugowych. Realizacja programu została podzielona na kilka priorytetów. Osiągnięcie międzynarodowej klasy żeglowności i włączenie w europejską sieć dróg wodnych Odrzańskiej Drogi Wodnej jest pierwszym z nich. Wstępnie oszacowane koszty tych inwestycji to nieco ponad 30 mld zł do 2030 roku.

Przewidujemy, że będą płynęły zlecenia z przedsiębiorstw do armatorów, a to wiąże się z tym, co bardzo też nas cieszy, że armatorzy będą zamawiali w stoczniach śródlądowych nowe statki. I to jest to, o co nam chodzi, żeby pobudzić gospodarkę – podkreśla Jerzy Materna.

W Polsce udział żeglugi śródlądowej w transporcie jest znikomy i wynosi ok. 0,4 proc. Dla porównania w Niemczech jest to ponad 12 proc., ale liderem w UE pod tym względem jest Holandia z udziałem sięgającym 42 proc. Zgodnie z unijnymi zobowiązaniami do 2030 roku 30 proc. drogowego transportu towarów na odległość większą niż 300 km musimy przenieść na inne środki transportu (np. rzeczny lub kolejowy). Barki mogą być bardziej efektywne – jedna może zastąpić nawet 30 ciężarówek, a dodatkowo bardziej przyjazne środowisku.

 Będziemy przy tym realizować wiele innych ważnych inwestycji. Musimy przede wszystkim zatrzymać wodę, tak aby najpóźniej jak to możliwe trafiała do morza. Dzisiaj ulewy bywają gwałtowne, a przez infrastrukturę miast woda nie ma się gdzie gromadzić. Trzeba zatem budować małe zbiorniki, które będą ją zbierały – wskazuje Jerzy Materna.

IV klasa żeglowności to nie tylko uzyskanie określonych gabarytów koryta rzeki, lecz przede wszystkim zabezpieczenie wody na okres 270 dni. Zbiorniki retencyjne mają pomóc w wypełnieniu tego wymogu, ale dodatkowo będą zapewniały wodę dla gospodarstw domowych, rolnictwa, leśnictwa i przemysłu, produkcję energii, a także umożliwią rozwój turystyki.

– Program inwestycji przewiduje także budowę nowych mostów, które zintegrują poszczególne obszary, co jest dobrą wiadomością dla poszczególnych województw i gmin. Budując zbiorniki, zabezpieczymy się ponadto przed powodzią, co jest bardzo ważne dla państwa – wymienia Jerzy Materna.

Jak podkreśla, w latach 1997–2010 straty z tytułu powodzi wyniosły 44 mld zł. Rocznie to mniej więcej 3,4 mld zł. Kwota ta starczyłaby na budowę jednego stopnia wodnego na Wiśle wraz z elektrownią wodną.

Łączna pojemność wszystkich zbiorników retencyjnych w Polsce stanowi ok. 6 proc. rocznego odpływu wód powierzchniowych, który wynosi ok. 62 mld metrów sześciennych. Średnia dla państw Starego Kontynentu jest nawet trzykrotnie większa.

– Dzięki przywróceniu żeglowności chcemy poprawić również stan zasobów wodnych. Budując stopnie i zbiorniki retencyjne, powiększymy te zasoby przynajmniej o 4 mld metrów sześciennych, co da nam kilkanaście procent, tak jak w UE. Dzięki temu łatwiej będzie pozyskać wodę dla rolnictwa i dla przemysłu. Szczególnie na Dolnym Śląsku, gdzie tej wody brakuje najbardziej – zauważa Jerzy Materna.

Już ponad jedna piąta transakcji wymiany walut odbywa się w internecie. To popularny sposób na pozyskanie środków na wakacje zagraniczne

CEO Magazyn Polska

Branża e-kantorów, której roczne obroty szacowane są na ok. 30 mld zł, wciąż się dynamicznie rozwija. Już ponad jedna piąta transakcji odbywa się w internecie, z czego dwie trzecie dotyczy pary euro/złoty. Na tym rynku coraz aktywniejsze są banki. Wymiana online połączona z walutową kartą płatniczą pozwala pozbyć się obaw o wartość portfela zagranicznych środków w podróży – podkreślają przedstawiciele Banku Pekao SA.

Sporo osób zaczyna korzystać z internetowych platform wymiany walut. Na początku te platformy były oferowane przez niezależne podmioty, które otwierały kantory online i oferowały kursy trochę lepsze niż w tradycyjnych kantorach. Od jakiegoś czasu obserwujemy trend, że to banki zaczynają uruchamiać platformy internetowe dla swoich klientów, dzięki którym mogą oni bezpiecznie i szybko wymienić gotówkę przed wyjazdem zagranicznym – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Sionkowski, menadżer produktu w Banku Pekao SA.

Boom na kantory w sieci zapoczątkowała uchwalona w sierpniu 2011 roku nowelizacja Prawa bankowego, potocznie zwana ustawą antyspreadową. Umożliwiła ona osobom zadłużonym w walucie obcej spłatę kredytu bezpośrednio w danej walucie. Wcześniej takie rozwiązanie było niemożliwe. Kredytobiorcy wpłacali złote, które bank dopiero przeliczał na walutę kredytu i potem dopiero regulował ratę.

Od tego momentu w związku z wysokim zapotrzebowaniem na waluty w internecie pojawiły się kantory internetowe. Oferują one zwykle znacznie lepszy kurs wymiany niż tego rodzaju stacjonarne placówki. W odpowiedzi na to instytucje finansowe uruchomiły własne wirtualne platformy wymiany pieniądza. Taką aplikację uruchomił także Bank Pekao SA.

– Usługa Wymiany Walut jest bardzo prosta i szybka. Wystarczy, że mamy rachunek w danej walucie. Klient wybiera tylko kwotę, dostaje odpowiedni kurs i ma 30 sekund na jego zaakceptowanie – podkreśla Rafał Sionkowski. – Jeżeli go zaakceptuje, to środki od razu trafiają na jego rachunek walutowy i może już z nich korzystać. To jest przewaga bankowych platform nad komercyjnymi. Drugą jest kwestia bezpieczeństwa. Gdy korzystamy z platformy bankowej mamy pewność, że transakcja przebiega bezpiecznie, że nasze środki są chronione i wszystko pójdzie sprawnie.

Wymiana online nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami i prowizjami.

Środki, które trafią na konto klienta, mogą być wypłacone w bankomacie czy w oddziale. Bank ma także rozwiązanie dla tych, którzy w podróży wolą posługiwać się kartami płatniczymi. Wielowalutowej karty debetowej nie trzeba wcześniej łączyć z odpowiednim rachunkiem walutowym. Jest ona automatycznie dołączona do konta w złotych i czterech rachunków walutowych (euro, dolar, frank, funt), dzięki czemu można nią płacić w kraju i za granicą. Sama przełącza się między kontami. Żeby z niej korzystać, trzeba tylko mieć środki na odpowiednim rachunku walutowym.

Tą kartą zapłacimy na lotnisku w Warszawie, a także po wylądowaniu w Berlinie czy Londynie – wówczas rachunek walutowy obciążany jest odpowiednio w euro czy funtach – mówi Sionkowski. – Ta karta pozwala rozliczać transakcje w różnych walutach właściwie w trybie online.

Jak podkreśla, nowoczesne rozwiązania oferowane przez banki pozwalają w ogóle nie myśleć o wymianie walut przed wyjazdem

Jak wynika z ostatniego raportu dotyczącego branży kantorów internetowych portalu Interaktywnie.com, wartość wymiany walut w sieci stanowi około jedną piątą tego, co Polacy wymieniają w tradycyjnych placówkach. Dwa lata temu obroty całego sektora były szacowane na około 20–25 mld zł. Około dwóch trzecich transakcji odbywało się na parze walutowej euro/złoty. Specjaliści uważają, że przychody branży nadal będą dynamicznie rosły.

Rynek deweloperski bije kolejne rekordy. Dynamiczne dotąd wzrosty mogą nieco wyhamować

CEO Magazyn Polska

W II kwartale deweloperzy w sześciu największych miastach Polski sprzedali ponad 15 tys. lokali – wynika z raportu REAS. To o prawie jedną piątą więcej niż rok wcześniej. Jeszcze mocniej wzrosła liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży (o blisko 35 proc.). – Widzimy jednak, że na rynku gwałtowny wzrost zaczyna wyhamowywać – mówią przedstawiciele wrocławskiego dewelopera Archicom.

Jak wynika z ostatniego raportu firmy REAS, w drugim kwartale br. na sześciu rynkach o największej liczbie obrotów (Kraków, Warszawa, Trójmiasto, Wrocław, Poznań oraz Łódź) wprowadzili do oferty 17,7 tys. mieszkań, a sprzedali blisko 15,1 tys. lokali. Liczba transakcji w ciągu ostatnich czterech kwartałów była rekordowa. W sumie sprzedano 57,7 tys. mieszkań, blisko dwukrotnie więcej niż w pierwszym pokryzysowym 2012 roku.

Na razie koniunktura jest dobra, bo mamy niskie stopy procentowe, niewielkie bezrobocie i rosnące płace – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Jarodzki, wiceprezes zarządu w spółce Archicom. – Przeciętnie zarabiająca rodzina może sobie zatem pozwolić na kupno mieszkania, wciąż poszerza się grono konsumentów, których stać na zakup. Dodatkowo niskie zwroty z lokat powodują, że wiele osób lokuje wolne środki w nieruchomości, następnie je wynajmując. Rynek najmu obecnie bardzo dobrze funkcjonuje, popyt jest coraz większy.

W I połowie roku sprzedaż mieszkań wspierał jeszcze program Mieszkanie dla Młodych. Środki na 2016 rok skończyły się w połowie marca, a na 2017 rok – na początku lipca. Wciąż do wykorzystania jest część z puli na 2018 rok. O dofinansowanie będzie można się starać jeszcze na początku przyszłego roku. Eksperci szacują teraz, jak na rynek deweloperski wpłynie program Mieszkanie Plus, który będzie wspierał raczej wynajem niż zakup mieszkania.

Program będzie przeznaczony dla osób, których nie stać na zakup mieszkania od dewelopera. To na pewno ważna część rynku, bo potrzeby mieszkaniowe osób mniej zamożnych też muszą być zaspokajane – komentuje Rafał Jarodzki. – Nie ma jednak dużego styku, tak przynajmniej nam się wydaje, z sektorem deweloperskim. Klient, którego stać na zakup mieszkania, w ogóle się do programu nie zakwalifikuje. Skala programu też nie jest znacząca w stosunku do całego rynku deweloperskiego. Mimo że środki na pewno będą znaczące, to jednak niewielkie w stosunku do tych, które branża każdego roku przetwarza.

Jak podkreśla Jarodzki, popyt na nowe mieszkania nie słabnie również ze względu na w miarę stabilne ceny. Klienci wciąż najchętniej wybierają mieszkania dwupokojowe, ale coraz częściej zwracają się ku nieco większym metrażom. Istotne są także inne kryteria.

My oferujemy przede wszystkim mieszkania na dużych osiedlach. To są osiedla społeczne z całą infrastrukturą. Patrzymy nie tylko na mieszkanie, lecz także na to, co jest w otoczeniu. Jeżeli w otoczeniu czegoś brakuje, to uzupełniamy to w ramach osiedla. Oprócz standardowych placów zabaw dajemy klientom np. fitness, kluby mieszkańca, aranżujemy przestrzeń na terenie osiedla. Myślę, że jest to bardzo ważny aspekt przy wyborze mieszkania, żeby to nie było tylko pudełko zawieszone w przestrzeni, ale żeby miało swój kontekst i żeby można było poznawać sąsiadów w przestrzeniach społecznych – mówi Rafał Jarodzki.

W I połowie roku Archicom sprzedał 438 mieszkań, o 75 proc. więcej niż rok wcześniej. Największą popularnością cieszyły się wrocławskie osiedla Olimpa Port i Cztery Pory Roku. W okresie od marca do czerwca do oferty trafiły łącznie 422 lokale, w tym w nowej inwestycji Młodnik. Oferta spółki poszerzyła się na koniec czerwca do 1306 mieszkań. Planuje także budowę mieszkań w Krakowie. W ostatnich miesiącach zakupił grunty przeznaczone na ten cel.

Krynica Vitamin stawia na innowacje i zapowiada wprowadzenie nowych produktów

CEO Magazyn Polska

W perspektywie kilku lat Krynica Vitamin chce się stać największą rozlewnią napojów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Firma inwestuje w nowe maszyny i urządzenia produkcyjne, do końca 2016 roku na ten cel przeznaczy 31 mln zł. Efektem inwestycji będzie podwojenie mocy produkcyjnych. Opracowujemy nowe receptury, pod koniec tego roku planujemy wprowadzić nowe napoje na bazie mleka – zapowiada Bartosz Strutyński z Krynicy Vitamin.

Pozycja Krynicy Vitamin w Europie Środkowo-Wschodniej jako usługowej rozlewni jest bardzo dobra i ciągle rośnie. Z podwojonymi już mocami produkcyjnymi mamy niewielką konkurencję – mówi agencji Newseria Inwestor Bartosz Strutyński, kierownik biura zarządu ds. prawnych w Krynicy Vitamin.

Ubiegły rok był dla firmy udany. Zysk netto wyniósł 13,6 mln zł, blisko 20 proc. więcej niż w 2014 roku. W sezonie letnim rozlewnia zbliżyła się do maksymalnego wykorzystania mocy produkcyjnych (250 mln puszek), dlatego spółka zamówiła nowe maszyny i urządzenia produkcyjne. Część z maszyn została już zainstalowana, co ma usprawnić cały proces produkcji. Inwestycje mają być kontynuowane do pierwszej połowy 2017 roku, choć cześć z nich może zostać zakończona wcześniej niż przewidywano.

Rozbudowujemy zarówno linie produkcyjne, jak i zaplecze magazynowe w zakładzie. To, co obiecywaliśmy przy debiucie giełdowym w zeszłym roku, konsekwentnie realizujemy i nawet plany rozwojowe będą zakończone wcześniej. Wszelkie inwestycje, które obiecywaliśmy inwestorom przy debiucie giełdowym, również będą zrealizowane nieco wcześniej i patrzymy perspektywicznie na kolejne drogi rozwoju i nisze produktowe – zapowiada Strutyński.

Program inwestycyjny ruszył w 2015 roku. Łącznie na inwestycje zostanie przeznaczonych 31 mln zł, z czego 18,5 mln z emisji akcji. W grudniu ubiegłego roku Krynica Vitamin dołączyła do grona spółek giełdowych. Poza działaniami inwestycyjnymi spółka rozbudowuje zaplecze sprzedażowe, trwają też prace nad zwiększeniem możliwości eksportowych. W ubiegłym roku sprzedaż zagraniczna wzrosła z 40 do 48 proc. przychodów.

Inwestycje, o których mówiliśmy pod koniec 2015 roku, są realizowane dynamicznie, myślę, że już blisko połowa została zrealizowana. Na pewno ukończymy je w 2017 roku lub jeżeli się uda nawet do końca 2016 roku. Za kilka lat widzimy się jako jedna z największych usługowych rozlewni napojów w Europie Środkowo-Wschodniej. Liczymy na zdobywanie coraz większej liczby klientów, zarówno w kraju, jak i za granicą – podkreśla przedstawiciel Krynicy Vitamin.

Firma stawia na badania i rozwój. Kluczowym elementem innowacji jest elastyczność produkcji i możliwość stworzenia krótkich serii testowych. Spółka zapowiada też wdrożenie nowych rozwiązań technologicznych, które pozwolą nie tylko na zwiększenie produkcji, lecz także na wprowadzenie nowych napojów gazowanych i niegazowanych, m.in. napojów proteinowych, kawy na zimno, napojów herbacianych.

Opracowujemy coraz nowsze receptury, które proponujemy klientom. Myślę, że w niedługim czasie będziemy bezkonkurencyjni – ocenia Strutyński. – Pod koniec tego roku zapoczątkujmy nowe napoje funkcjonalne na bazie mleka. Zastanawiamy się też nad wprowadzeniem jeszcze innego innowacyjnego produktu. Myślę, że będzie to hit na rynku, zwłaszcza dla producentów marek własnych – zapowiada przedstawiciel Krynicy Vitamin.

Jak wskazuje Strutyński, nowe regulacje nie wpływają znacząco na rozwój firmy. W lipcu weszło rozporządzenie MAR w sprawie nadużyć na rynku, które zastąpiło dotychczas obowiązujące przepisy, będące wdrożeniem dyrektywy w sprawie wykorzystywania poufnych informacji i manipulacji na rynku. Niedługo mają również wejść w życie przepisy krajowe.

Nowa ustawa Prawo wodne może wpłynąć na działanie spółki, jednak zdaniem Strutyńskiego nie powinny one w znaczący sposób dotknąć firmy.

Podwyżki cen wody nie są jeszcze do końca przesądzone, z początkowej 80-krotnej podwyżki w tej chwili słyszy się już o 30-krotnej, zatem czekamy na finalne regulacje. Niewątpliwie wpłynie to na nasz biznes, ale myślę, że bardziej będzie to dotykało producentów wody – zaznacza przedstawiciel spółki.

Nowe regulacje unijne, które dotkną producentów produktów spożywczych, również nie powinny zahamować rozwoju.

Spodziewamy się, że te, które będą regulowały stricte produkcję napojów, czyli główną część naszej działalności, nie będą rewolucyjne i otworzą przed nami furtkę dalszego rozwoju – ocenia Bartosz Strutyński.

Udział inwestorów w obrotach na GPW w I półroczu 2016 roku

Główny Rynek GPW

W pierwszej połowie 2016 r., podobnie jak w poprzednich latach, największy udział w obrotach na Głównym Rynku akcji GPW stanowili inwestorzy zagraniczni. Ta grupa inwestorów, w ww. okresie, wygenerowała 54% obrotów akcjami, co oznacza wzrost o 3 pkt proc. rdr. Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych wyniósł 33 proc., czyli o 4 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Inwestorzy   indywidualni, w pierwszej połowie 2016 r. wygenerowali 13 proc. obrotów (+1 pkt proc. rdr) potwierdzając tym samym stabilny w ostatnich kilku półroczach udział tej grupy inwestorów w obrotach.

W ostatnim półroczu wśród instytucji dominowały TFI (udział na poziomie 35 proc.), na drugim miejscu uplasowały się podmioty świadczące usługi animatorów (33 proc.), na trzecim zaś otwarte fundusze emerytalne (13 proc.).

Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji

Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

NewConnect

Na rynku NewConnect nadal dominującą rolę odgrywają inwestorzy indywidualni, którzy w pierwszej połowie 2016 r. odpowiadali za 75 proc. obrotów, czyli tyle samo, ile w całym 2015 r. W tym samym okresie udział inwestorów zagranicznych stanowił 8 proc. obrotów. Spadek udziału w obrotach na tym rynku przypadł instytucjom krajowym, które zanotowały 17 proc. udziału w obrotach.

W minionym półroczu na NewConnect wśród instytucji, dominowały firmy, które odpowiadały za 38 proc. obrotów akcjami. Aktywnymi inwestorami na NewConnect niezmiennie są TFI, które w pierwszej połowie 2016 r. odpowiadały za 22 proc. obrotów wszystkich instytucji (w II poł. 2015 r. ich udział wynosił 21 proc.).

Struktura inwestorów na rynku NewConnect

Struktura inwestorów na rynku NewConnect
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Rynek Instrumentów Pochodnych

Również na rynku derywatów w pierwszej połowie 2016 r. wiodącą rolę odgrywali krajowi inwestorzy indywidualni. Na rynku kontraktów terminowych ich udział w wolumenie obrotu kształtował się na poziomie 47 proc. Na rynku opcji zaś ich udział wyniósł 51 proc. W I półroczu 2016 r. udział instytucji krajowych oraz inwestorów zagranicznych w wolumenie obrotu kontraktami kształtował się odpowiednio na poziomach: 36 proc. i 17 proc. Na rynku opcji w badanym okresie inwestorzy zagraniczni osiągnęli udział na poziomie 10 proc., a udział instytucji krajowych wyniósł 39 proc.

Należy zauważyć, że udziały w obrotach kontraktami dotyczą całkowitego obrotu wszystkimi rodzajami kontraktów, tzn. kontraktów na indeksy, waluty, akcje, WIBOR i obligacje.

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych  

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Struktura inwestorów na rynku opcji

Struktura inwestorów na rynku opcji
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Szczegółowe wyniki badania dotyczącego udziału inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi zostały opublikowane na stronie internetowej GPW: http://www.gpw.pl/analizy

Giełda przeprowadziła badanie udziału różnych grup inwestorów (inwestorzy zagraniczni, krajowi instytucjonalni oraz krajowi indywidualni) w obrotach instrumentami finansowymi na parkiecie w I półroczu 2016 r. Zgodnie z przyjętą metodologią udziały poszczególnych grup inwestorów bazują na wynikach ankiety, na którą odpowiadają krajowe biura maklerskie, a także na danych o obrotach zdalnych członków giełdy. Działalność animatorów oraz zarządzanie portfelem klientów zostało potraktowane jako działalność krajowych inwestorów instytucjonalnych. W badaniach uwzględniono obroty sesyjne realizowane na GPW. Dane roczne obliczono na podstawie danych półrocznych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Końca deflacji nie widać

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu 2016 r. o 0,9 proc. r/r, a w stosunku do czerwca o 0,3 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Deflacja nie zmniejsza się – lipiec był kolejnym, 24 miesiącem spadku wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Ceny spadły r/r o 0,9 proc., a w stosunku do czerwca o 0,3 proc. Źródłem tego spadku, podobnie jak w poprzednich miesiącach były bez wątpienia ceny paliwa. Prawdopodobnie dołączyły do nich zmniejszające się ceny niektórych produktów żywnościowych, szczególnie warzyw i owoców. Będą one obniżały ceny także w kolejnych miesiącach, bo sadownicy i rolnicy sygnalizują urodzaj.

Na zmniejszanie się deflacji nie wpłynął, jak widać, popyt gospodarstw domowych, który powinien rosnąć tak w wyniku realizacji programu 500+, jak i zdecydowanie poprawiającej się sytuacji na rynku pracy – rosnącego zatrudnienia i wynagrodzeń.

Deflacja zaczyna być coraz poważniejszym problemem dla wpływów do budżetu państwa, bo w budżecie na 2016 r. założono, że dochody z podatku VAT i akcyzy będą realizowane przy inflacji na poziomie 1,7 proc. A wskaźnik cen zmienił się średnio w ciągu 7. miesięcy o minus 0,9 proc. (r/r).

Na razie Ministerstwu Finansów udaje się zwiększać wpływy do budżetu poprzez poprawę ściągalności podatków. Jednak w całym 2016 r. trudno będzie pokryć wyższą ściągalnością podatków ubytki we wpływach podatkowych wynikające z deflacji. A to wskazuje na ryzyko przekroczenia przez deficyt budżetowy 3 proc. PKB. Tym bardziej, że dostępne dane wskazują, że wzrost PKB będzie w 2016 r. niższy od zaplanowanego w budżecie na 2016 r. Problem robi się coraz poważniejszy.

W tym kontekście nie dziwią informacje płynące z MF, że możliwa jest korekta wzrostu PKB w 2016 r., a także prognoz makroekonomicznych na 2017 r., na bazie których MF przygotowuje obecnie projekt budżetu na przyszły rok. Informacje te świadczą o odpowiedzialności ministra finansów za decyzje, które będzie podejmował rząd w kontekście planowanych kolejnych wydatków budżetowych (m.in. obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku.

Konfederacja Lewiatan

PKB zmienia postać rzeczy

PKB zmienia postać rzeczy 1

O godzinie 14:30 poznaliśmy najnowszy odczyt PKB pochodzący z Stanów Zjednoczonych, który rozczarował inwestorów! Kwartalny wzrost PKB szacowano na 2.5%, tymczasem odczyt uplasował się na poziomie 1.2%, jakby tego było mało dokonano rewizji PKB pierwszego kwartału z 1.1% do 0.8%.

Tak fatalny odczyt PKB natychmiastowo zmienił nastawienie rynku co do przyszłych podwyżek stóp procentowych. Jeszcze wczoraj rynek z 50% prawdopodobieństwem wyceniał pierwszą podwyżkę w marcu 2017 roku, teraz została oddalona o kolejne trzy miesiące.

PKB zmienia postać rzeczy 2

Natomiast dolar indeks po tym odczycie zdołał przebić się przez strefę wsparcie 95.80-96.20. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja spadków.

PKB zmienia postać rzeczy 3

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Car-sharing Toyoty w Grenoble ma szanse na komercjalizację

Minęło 18 miesięcy od uruchomienia innowacyjnego programu car-sharingu Toyoty w Grenoble. 70 ultrakompaktowych elektrycznych i-Roadów i COMS-ów rozbudowało system transportu miejskiego w Grenoble o nową opcję. Pomysł na ten pogram jest wynikiem przekonania, że łączenie różnych środków transportu to jeden ze sposobów na rozładowanie korków i ograniczenie smogu. Obecna, pilotażowa faza programu potrwa 3 lata.

Mieszkańcy Grenoble od półtora roku mogą korzystać z wynajmowanych na minuty elektrycznych mikrosamochodów Toyoty – COMS oraz i-ROAD. Pierwszy z nich to czterokołowy jednoosobowy pojazd o niecodziennym wyglądzie. Największe emocje budzi jednak i-ROAD, przede wszystkim ze względu na trójkołowe podwozie, dzięki któremu pojazd przechyla się na zakrętach jak motocykl. Mikrosamochody Toyoty odebrać i oddać w jednej z 27 stacji.

O wyjątkowości programu decyduje jeszcze jeden czynnik – użytkownicy korzystają z aplikacji mobilnej, która pozwala zaplanować całą podróż przez miasto z wykorzystaniem różnych środków transportu – autobusów, tramwajów, pociągów i elektrycznych Toyot wynajmowanych na minuty. Te ostatnie można także przy pomocy tej samej aplikacji rezerwować na określoną godzinę.

Wykorzystanie pojazdów

Podsumowując pierwsze 18 miesięcy działania systemu, operatorzy programu ustalili kilka interesujących faktów.

Średnia trasa ma długość 5 km – zdecydowanie poniżej zasięgu i-Roadów na jednym ładowaniu, który wynosi 50 km. To udowadnia, że elektryczne mikrosamochody doskonale sprawdzają się w mieście. Samochody na minuty są częściej wykorzystywane w tygodniu pracy niż w weekendy. Średni czas wynajmowania to 45 minut. Większość użytkowników – aż 75% – wykorzystuje car-sharing do jazdy w jedną stronę i oddaje pojazdy na innej stacji niż ta, z której wyruszyli. Tylko 20% użytkowników zostawia sobie samochód na czas pobytu w miejscu docelowym, żeby wrócić tym samym pojazdem. Najczęściej wykorzystywane są dwie stacje ładowania znajdujące się obok dworców kolejowych. Na pozostałych 25 stacjach w Grenoble i pobliskich miejscowościach rezerwacje rozkładają się w miarę równomiernie.

Użytkownicy

Z Cité Lib by Ha:mo korzystają różne grupy społeczne, jednak najczęstszym użytkownikiem jest 36-latek z wyższym wykształceniem, wykonujący pracę biurową. Studenci stanowią 14% użytkowników. 74% uczestników programu posiada przynajmniej 1samochód, ale jednocześnie 54% korzysta także z miejskich rowerów 2 lub 3 razy w tygodniu, a 41% robi to codziennie.

Program car-sharingowy Toyoty cieszy się bardzo dobrą opinią wśród użytkowników – 92% z nich stwierdziło, że są zadowoleni lub bardzo zadowoleni z nowej usługi. Poproszeni o ocenę programu w porównaniu do innych środków transportu publicznego, subskrybenci Cité Lib by Ha:mo podkreślają, że program jest praktyczny i korzystnie wpływa na środowisko.

Wynajmowane na minuty i-Roady i COMS-y pozwalają oszczędzać czas i pieniądze. Kierowcy zwrócili także uwagę na przyjemność z jazdy nietypowymi samochodami i ich zadowalającą prędkość.

Społeczność w duchu kaizen

Operator Cité Lib by Ha:mo jest w kontakcie z osobami zarejestrowanymi w programie i zbiera od nich informacje zwrotne. Powstał nawet klub użytkowników, aby stworzyć wokół programu zaangażowaną społeczność. To zaowocowało istotnymi poprawkami, które zostały już wdrożone w czasie trwania etapu testowego. Zgodnie z życzeniami klientów i-Roady otrzymały miększe zawieszenie. W systemie Ha:mo wydłużono czas trwania rezerwacji pojazdu z 30 do 60 minut oraz uproszczono cennik korzystania z pojazdu do 1 euro za 15 minut.

W drugiej połowie trwania programu pilotażowego operatorzy będą się koncentrować na zwiększaniu jego dostępności, m.in. poprzez umożliwienie korzystania z COMS-ów osobom w wieku 16-18 lat. Czterokołowe zadaszone mikrosamochody będą stanowiły bezpieczniejszą i bardziej komfortową alternatywę dla popularnych wśród młodzieży skuterów.

Ostatnim etapem tej fazy badań będzie opracowanie modelu biznesowego, który pozwoli wdrożyć program car-sharingowy Ha:mo na zasadach komercyjnych w wielu miastach na świecie.

Polski rynek biurowy w I półroczu – kontynuacja dynamicznego wzrostu

Firma doradcza JLL podsumowała I półrocze 2016 na rynkach biurowych Warszawie i pozostałych ośmiu największych polskich miastach[1].

Popyt

„Popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. Łącznie, w I półroczu w Warszawie i pozostałych największych miastach wynajęto 628 200 mkw. biur. Ponadto, w nadchodzących miesiącach spodziewamy się finalizacji kilku znaczących umów najmu”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL.

W I półroczu najwięcej wynajęto w Warszawie – 360 100 mkw., Krakowie – 110 100 mkw. i Wrocławiu – 52 500 mkw.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL, komentuje: „Popyt na głównych rynkach poza stolicą sięgnął łącznie 268 100 mkw., co pokazuje nieprzerwany rozwój tych lokalizacji. Kluczowym najemcą poza Warszawą pozostają już tradycyjnie firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, które wygenerowały 60% popytu na biura na głównych rynkach z wyłączeniem stolicy, a podpisywane przez nie umowy dotyczyły dużych powierzchni. Największy udział w popycie w I półroczu sektor miał w Krakowie – aż 75%”.

Wybrane największe umowy najmu zawarte na polskim rynku biurowym w I półroczu 2016

Miasto Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Wrocław Kaufland Kaufland HQ (budynek na potrzeby własne) 16 000
Wrocław Credit Suisse Grunwaldzki Center 10 800
Kraków Aon Enterprise Park E 10 700
Kraków Euroclear Bonarka for Business G 10 000
Kraków ABB Axis 10 000
Warszawa Poufny najemca Warsaw Financial Center 8 300

Źródło: JLL, PORF, I półrocze 2016

„Warto zauważyć, że poza Warszawą motorem wzrostu popytu były transakcje przednajmu, na które przypadło 40% wynajętej powierzchni. Znaczący udział umów typu pre-let w popycie przyczynił się do rozpoczęcia realizacji nowych projektów biurowych, szczególnie w Krakowie, dodaje Karol Patynowski.

Podaż

Łącznie, w I półroczu w Warszawie i pozostałych ośmiu największych rynkach w Polsce oddano do użytku 569 600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 350 100 mkw. w Warszawie, a 219 500 mkw. poza nią. Wyłączając stolicę, w I półroczu najwięcej nowej powierzchni ukończono w Krakowie – prawie 66 500 mkw. oraz Trójmieście – 52 700 mkw. Największe projekty biurowe oddane do użytku w Warszawie to Warsaw Spire A (59 100 mkw.) oraz Q22 (46 400 mkw.), a poza nią Tryton Business House (21 300 mkw.) w Gdańsku, O3 Business Campus (19 200 mkw.) w Krakowie oraz University Business Park B (18 700 mkw.) w Łodzi.

„Na koniec I półrocza w budowie pozostawało 1,44 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego na Warszawę przypada ok. 545 000 mkw. Dużą aktywność deweloperów rejestrujemy w Krakowie, gdzie powstaje 303 000 mkw. biur, we Wrocławiu – 181 400 mkw., Trójmieście – 132 100 mkw. oraz Łodzi – 109 600 mkw.”, wylicza Mateusz Polkowski.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Na koniec I półrocza wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 15,4%. Poza Warszawą najniższy poziom pustostanów rejestrowany jest w Krakowie (6,0%), a najwyższy w Szczecinie (17,7%).

Najwyższe czynsze transakcyjne w centrum Warszawy wahają się od 21 do 23,5 euro za mkw. miesięcznie oraz od 11 do 18 euro za mkw. miesięcznie poza nim. Wśród pozostałych głównych rynków biurowych w Polsce najniższe czynsze rejestrowane są w Lublinie (11-12 euro za mkw. miesięcznie), a najwyższe we Wrocławiu (14-14,5 euro za mkw. miesięcznie).

[1] Oprócz Warszawy to Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Katowice, Łódź, Szczecin, Lublin

Naukowcy powalczą o milion dłużej

Nie do 31 lipca, a do 31 października br. można zgłosić się do konkursu, którego celem jest wyłonienie i nagrodzenie najlepszego chemika – innowatora w Polsce. Nagroda Synthos Chemical Award adresowana jest do polskich naukowców prowadzących prace badawcze w obszarze chemii.

Dr Jarosław Rogoża, Dyrektor ds. Badań i Rozwoju w Synthos tłumaczy przesunięcie terminu zgłoszeń: „Chcemy dać szansę większej liczbie naukowców, którzy realizują nowatorskie projekty w dziedzinie chemii. Dostawaliśmy także sygnały od samych naukowców, że czas na składanie zgłoszeń powinien zostać przedłużony, stąd nasza wspólna decyzja, Synthosu
i Profesorów zasiadających w Kapitule Konkursu, by termin ten wydłużyć do końca października”.

To pierwszy w historii tego typu konkurs, który nie jest obwarowany szeregiem zobowiązań wobec organizatora. Zgłaszający swoje odkrycia lub wynalazki nadal pozostaną właścicielami praw i patentów, a wygrany milion będą mogli przeznaczyć na realizację dowolnych celów. To szczególnie istotne w przypadku naukowców, do których wynalazków lub odkryć prawa własności posiadają uczelnie lub instytuty, w których pracują.

Kapitułę Konkursu tworzą wybitni polscy naukowcy – prof. Stanisław Penczek (przewodniczący), prof. Karol Grela, prof. Bogdan Marciniec, prof. Krzysztof Matyjaszewski, prof. Mieczysław Mąkosza – oraz przedstawiciele Synthos S.A. Zwycięzcę poznamy podczas uroczystej gali w lutym 2017 roku.

Synthos S.A. jest pierwszym w Europie producentem kauczuków emulsyjnych, wiodącym europejskim producentem kauczuków NdBR i SSBR oraz polistyrenu do spieniania. Firma od 2009 roku rozwija obszar badań i rozwoju. W ciągu ostatnich 5 lat zakończono prace nad 17 projektami, które zaowocowały wprowadzeniem na rynek 17 nowych produktów. Obecnie Centrum Badawczo-Rozwojowe prowadzi prace nad ponad 20 projektami.

Szczegółowe informacje dotyczące Konkursu, w tym regulamin, zasady zgłoszeń i formularz FAQ dostępne są na oficjalnej stronie: www.synthosaward.com

Pomysłodawca Konkursu oraz Fundator Nagrody: Synthos S.A.

Patronat honorowy: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Rozwoju, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Polska Izba Przemysłu Chemicznego, Instytut Sobieskiego

Patronat medialny: TVP, Rzeczpospolita, Nauka w Polsce PAP,  wSieci, Interia, Nowy Przemysł, Przemysł Chemiczny.

Kapituła Konkursu, w której skład wchodzą wybitni polscy chemicy, wybierze osobę, która za swoje odkrycia naukowe bądź wynalazek otrzyma nagrodę w wysokości miliona złotych. Celem konkursu jest pokazanie rozwoju innowacyjnej branży chemicznej w Polsce oraz popularyzacja chemii wśród młodych naukowców.

Ochrona danych osobowych w procesie outsourcingu

Popularność outsourcingu w Polsce stale rośnie, a wiele zlecanych na zewnątrz procesów wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych. Co oznacza to dla zwykłego konsumenta? Co dzieje się z naszymi danymi, które powierzamy operatorowi telekomunikacyjnemu, organizatorowi konkursu lub jakiejkolwiek innej firmie? Czy, przetwarzane przez szereg kolejnych podmiotów, na pewno są bezpieczne?

Niemal każdemu zdarzyło się odebrać telefon od firmy, której nigdy nie udostępniał swojego numeru ani danych osobowych. Bardzo często są to zewnętrzne biura obsługi klienta współpracujące z naszym operatorem telekomunikacyjnym, dostawcą energii czy innym usługodawcą. Czy podmioty, którym powierzamy nasze dane mają prawo przekazywać je dalej swoim podwykonawcom? Tak, jednak jest to proces ściśle regulowany prawnie.

Zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych administrator danych (czyli przykładowy operator telefonii komórkowej) może powierzyć ich przetwarzanie innemu podmiotowi (np. firmie call contact center) w drodze umowy zawartej na piśmie. Operator informuje o tym fakcie, jednak nie każdą osobę indywidualnie. Robi to za pośrednictwem Rejestru prowadzonego przez GIODO lub na swojej stronie internetowej za pośrednictwem Rejestru zbiorów danych prowadzonego przez ABI (Administratora Bezpieczeństwa Informacji). Warto podkreślić, że firmy outsourcingowe same nie decydują o tym, co zrobić z naszymi danymi osobowymi, a mogą je przetwarzać jedynie w celu i zakresie określonym przez podmiot, który pobrał od nas dane – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert z firmy ODO24 – Co więcej to ten ostatni podmiot odpowiada za ewentualne naruszenie naszego prawa do prywatności.

Z tego względu niezwykle ważny jest odpowiedni dobór partnera outsourcingowego. Jak podkreśla Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio, niekompetencja firmy zewnętrznej w zakresie ochrony danych osobowych może być źródłem ogromnego kryzysu wizerunkowego, a także problemów prawnych. Outsourcerom powierzane są wielokrotnie wrażliwe dane nie tylko dotyczące samych przedsiębiorstw, ale i końcowych klientów, czyli osób fizycznych. Warto, rozpoczynając współpracę z firmą outsourcingową, zwrócić uwagę na to, w jaki sposób dane osobowe są przechowywane i zarządzane – każdy rzetelny outsourcer udzieli nam takiej informacji – mówi prezes Fundacji Pro Progressio.

Każda firma outsourcingowa musi spełniać warunku bezpieczeństwa technicznego na poziomie określonym w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji jako „wysoki”. Dodatkowo respektowane są indywidualne wymagania firm – klientów, które zlecają przetwarzanie danych. Na przykład większość instytucji finansowych przed rozpoczęciem współpracy z firmą zewnętrzną przeprowadza szczegółowe audyty bezpieczeństwa, obejmujące zarówno pomieszczenia, w których są przetwarzane dane, całe budynki, a niekiedy również ich otoczenie.

Zabezpieczenia techniczne określają rodzaj stosowanych haseł, systemy dostępu do miejsc przetwarzania danych, monitoring, alarmy, ochronę budynku oraz np. blokowanie dostępu do zewnętrznych dysków USB na stacjach roboczych, które służą przetwarzaniu danych – mówi Marcin Łukasik, Sales Manager z firmy Unicall – Ponadto każdy pracownik przechodzi szkolenia wstępne w trakcie, których dowiaduje się tego, czym są dane osobowe, omawia wymagania stawiane przez Ustawę oraz dowiaduje się o wewnętrznych regulacjach w firmie. Podpisuje również klauzulę poufności oraz upoważnienie do przetwarzania danych osobowych. Wszystkie firmy outsourcingowe, które znam stosują zasadę „czystego biurka”, czyli usuwania dokumentów, które mogą zawierać dane osobowe oraz blokowania ekranów monitorów, jeżeli pracownik kończy pracę, lub nawet odchodzi na chwilę od swojego miejsca pracy.

Należy pamiętać, że niezależnie od stosowanych przez firmy outsourcingowe zabezpieczeń oraz prawnej ochrony procesu przekazywania informacji, zawsze przysługuje nam prawo dostępu do treści naszych danych. W każdej chwili możemy się zwrócić do podmiotu, któremu podaliśmy dane o informacje kto jeszcze wszedł w posiadanie naszych danych osobowych, a podmiot ten musi udzielić nam odpowiedzi w ciągu 30 dni – przypomina Konrad Gałaj-Emiliańczyk z ODO24.

 

GK GPW po II kwartale 2016 roku

W II kwartale 2016 r. Grupa GPW wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 74,5 mln zł oraz zysk netto w wysokości 33,9 mln zł i zysk EBITDA – 43 mln zł. Spadek przychodów ze sprzedaży wynikał w głównej mierze ze słabszego kwartału na rynku finansowym, będącego efektem obniżenia obrotów na rynku akcji odzwierciedlającego spadek średniej kapitalizacji polskich spółek oraz niższej aktywności inwestorów „portfelowych”. Dodatkowo przychody z obrotu akcjami pozostawały pod wpływem, wprowadzonej od stycznia 2016 r., obniżki opłat transakcyjnych. W rezultacie przychody z rynku finansowego wyniosły w II kw. 2016 r. 42,9 mln zł, o 12,7 proc. mniej niż rok wcześniej. Dzięki skutecznym działaniom akwizycyjnym GPW wzrosła aktywność nowych klientów, a zwłaszcza firm handlujących na własny rachunek, którzy w I półroczu 2016 r. wygenerowali 18,3 mld zł dodatkowego obrotu na rynku akcji w porównaniu do 21 mld zł w całym 2015 r.

– Podobnie jak w przypadku innych giełd, przez ostatnie miesiące mieliśmy w Warszawie do czynienia z niepewnością i mniejszą aktywnością inwestorów. Spadająca kapitalizacja spółek przekłada się na zmniejszenie wartości obrotów akcjami na GPW, dlatego tym bardziej koncentrujemy nasze działania na obszarach, na które mamy wpływ niezależnie od koniunktury rynkowej. Pozyskujemy kolejnych klientów generujących obrót i płynność na GPW, a dzięki dywersyfikacji działalności stabilne przychody z pozostałych linii biznesu kompensują w pewnym stopniu trudniejszą sytuację na rynku akcji – powiedział Paweł Dziekoński, Wiceprezes Zarządu GPW.

Przychody z rynku towarowego w II kw. 2016 r. wyniosły 30,9 mln zł i stanowiły 41,5 proc. przychodów GK GPW. W porównaniu do analogicznego kwartału w 2015 r. odnotowano wzrost we wszystkich liniach przychodowych TGE za wyjątkiem przychodów z tytułu obrotu energią elektryczną. Spadek przychodów w tym segmencie (-21,1 proc. rdr) jest efektem, przede wszystkim, spadku wolumenu obrotów na rynku terminowym wynikającego z niepewności co do kształtowania się cen energii elektrycznej w przyszłości. Pomimo niższych rok do roku przychodów z tytułu obrotu energią, w II kw. 2016 r. odnotowano znaczący wzrost, o 42,1 proc. rdr, przychodów z tytułu obrotu gazem, a także wzrost przychodów z tytułu prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia oraz rozliczania transakcji.

Koszty operacyjne w II kw. 2016 r. osiągnęły poziom 38 mln zł, co przekłada się na wskaźnik kosztów do przychodów równy 51,1 proc. Znaczący spadek (-17,6 proc. kdk i -15,6 proc. rdr) jest efektem, przede wszystkim, zmiany sposobu księgowania opłaty na KNF, która w całości została naliczona w I kwartale. Na poziom kosztów w II kw. 2016 r. wpłynęło jednorazowe powiększenie rezerw na koszty osobowe z tytułu reorganizacji (+1,5 mln zł). Po „oczyszczeniu” kosztów operacyjnych z tych zdarzeń o charakterze jednorazowym, wciąż jednak mamy do czynienia ze spadkiem kosztów rok do roku (-12,7 proc.), w wskaźnik cost/income wynosi 52,8 proc..

Wysoki spadek kosztów uwzględnia zmianę sposobu księgowania opłat na KNF, ale jest także wynikiem dyscypliny kosztowej, którą konsekwentnie utrzymujemy od kilku kwartałów
i planujemy kontynuować. W trudnych warunkach rynkowych, wpływających na przychody naszej Grupy, trzymanie w ryzach kosztów pozwala na utrzymywanie solidnych wyników finansowych i w efekcie na dzielenie się wypracowanym zyskiem z naszymi akcjonariuszami. Stopa dywidendy, którą wypłacimy naszym akcjonariuszom w tym roku ma rekordowy poziom i wynosi 6,7 proc.[1]skomentował Paweł Dziekoński, Wiceprezes Zarządu GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za II kw. 2016 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w II kw. 2016 r. wyniósł 33,9 mln zł, o 28,9 proc. więcej niż w I kw. 2016 r. oraz o 25,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Tak znacząca różnica wynika m.in. z faktu, że całoroczny koszt na KNF został zaksięgowany w I kwartale 2016 r. (zarówno na poziomie Grupy GPW jak i KDPW). Poza zmianą sposobu księgowania opłat na KNF, która znalazła istotne odzwierciedlenie w wysokości kosztów operacyjnych, wpływ na wzrost zysku netto w II kw. 2016 r. rok do roku miał także wzrost przychodów z rynku towarowego (15 proc. rdr) oraz wzrost przychodów finansowych GK GPW z tytułu przeszacowania wartości udziałów GPW w spółce Aquis Exchange.

Przychody z rynku finansowego

W II kw. 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 42,9 mln zł, co oznacza spadek o 12,7 proc. rok do roku oraz o 3,4 proc. względem poprzedniego kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły w II kw. 57,7 proc. całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 54,9 proc. w I kw. 2016 r. i 63,8 proc. rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W II kw. 2016 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 26,6 mln zł w porównaniu do 33,1 mln zł rok wcześniej (-19,9 proc.) i 28,3 mln zł w I kw. 2016 r. (-6,2 proc.). Spadek przychodów jest efektem przede wszystkim obniżenia aktywności inwestorów na rynku akcji (spadek obrotów w ramach arkusza zleceń o 18,5 proc. rdr i 8,3 proc. kdk), co w połączeniu z obniżką opłat transakcyjnych obowiązującą na GPW od 1 stycznia 2016 r. oraz rosnącym udziałem w obrotach klientów o niższej marży przełożyło się na łączny spadek przychodów z tytułu obrotu akcjami do poziomu 19,2 mln zł (-26,3 proc. rdr, -8,2 proc. kdk). W II kw. 2016 r. odnotowano nieznaczny spadek przychodów z tytułu obrotu instrumentami pochodnymi do poziomu 3 mln zł w stosunku do I kwartału 2016, ale jednocześnie był to wzrost o 14,9 proc. w porównaniu do II kw. 2015 r.

Obsługa emitentów

W II kw. 2016 r. przychody Grupy GPW z tytułu obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,1 mln zł, co oznacza spadek o 6,2 proc.  rok do roku oraz wzrost o 4,4 proc. względem poprzedniego kwartału. Tym samym przychody z obsługi emitentów w II kw. 2016 r. stanowiły 8,2 proc. całkowitych przychodów Grupy GPW. Pomimo istotnego spadku kapitalizacji spółek na koniec 2015 r., której wartość jest podstawą naliczania opłat za notowanie, przychody z tego tytułu wzrosły rok do roku o 1,7 proc., ale spadły 2,4 proc. kwartał do kwartału. Spadek kapitalizacji dotknął w największym stopniu dużych i średnich emitentów, których opłaty są ograniczone odgórnie.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w II kw. 2016 r. wyniosły 10,3 mln zł wobec 9,5 mln zł rok wcześniej (+7,8 proc.) i 10,3 mln zł w poprzednim kwartale (-0,1 proc.). Tym samych ich udział w całkowitych przychodach GK GPW wzrósł do 13,8 proc. Wzrost przychodów w tytuł sprzedaży danych rynkowych jest, przede wszystkim, efektem dalszego rozwoju sprzedaży danych non-display oraz rekordowych przychodów z tytułu sprzedaży licencji do indeksów i danych historyczno–statystycznych na poziomie 720 tys. zł (9,9 proc.  kdk i 21,3 proc. rdr).

Przychody z rynku towarowego

W II kw. 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 30,9 mln zł, co oznacza wzrost o 15 proc. rok do roku i jednocześnie spadek o 14,4 proc. względem I kw. 2016 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w II kw. 2016 r. wynosi 41,5 proc. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w II kw. 2016 r. spadły do poziomu 14,1 mln zł, czyli o 15,1 proc. względem I kw. 2016 r, przy jednoczesnym wzroście o 3,6 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Przychody Grupy GPW z tytułu prowadzenia obrotu energią elektryczną wyniosły w II kw. 2016 r. 2,7 mln zł, w porównaniu do podobnego poziomu 2,7 mln zł w I kw. 2016 r. (+1,2 proc. kdk) oraz 3,4 mln zł rok wcześniej (-21,1 proc. rdr). Spadek przychodów z tytułu obrotu energią elektryczną rdr wynika z niższego wolumenu obrotu na rynku transakcji terminowych, przy minimalnym wzroście w porównaniu do poprzedniego kwartału (+2,7 proc. kdk oraz -29,9 proc. rdr). Przychody z tytułu prowadzenia obrotu gazem wyniosły w II kw. 2016 r. 2,3 mln zł, co oznacza spadek o 7,8 proc. względem I kw. 2016 oraz wzrost o 42,1 proc. rdr. Największa część przychodów GK GPW z obsługi obrotu na rynku towarowym pochodzi z obrotu prawami majątkowymi. W II kw. 2016 r. wyniosła ona 7,1 mln zł, czyli o 1,8 proc. więcej niż rok wcześniej oraz o 25,8 proc. mniej niż kwartał wcześniej.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W II kw. 2016 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 7,8 mln zł, co oznacza wzrost o 42,0 proc. rok do roku oraz spadek o 2 proc. względem I kw. 2016 r. Łączny wolumen wystawionych w II kw. 2016 r. świadectw pochodzenia wyniósł 9,6 TWh (-11,3 proc. rdr oraz -42,5 proc. kdk), a w obszarze umorzeń – 32,6 TWh (+327 proc. rdr oraz +236,3 proc. kdk). Pozytywna zmiana przychodów z prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia wynika przede wszystkim z wydłużenia obowiązku umarzania świadectw pochodzenia do końca czerwca.

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji wyniosły w II kw. 2016 r. 9 mln zł, co wobec I kw. 2016 r. oznacza spadek o 21,9 proc. oraz wzrost o 15,8 proc. rdr. Wzrost przychodów w porównaniu do II kw. 2015 r. wynika w głównej mierze z zakończenia promocji dla rozliczeń transakcji na rynku gazu.

Koszty działalności operacyjnej

W II kw. 2016 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 38 mln zł, czyli o 7 mln zł mniej niż rok wcześniej (-15,6 proc.) oraz 8,1 mln zł mniej niż w poprzednim kwartale (-17,6 proc.). Największy wpływ na nominalny spadek kosztów operacyjnych miały koszty poniesione przez GK GPW na KNF, które zarówno w przypadku GPW jak i spółki stowarzyszonej KDPW zostały w całości zaksięgowane w I kw. 2016 r. Dodatkowo w II kw. 2016 r. została zawiązana dodatkowa rezerwa z tytułu kosztów odpraw reorganizacyjnych w wysokości 1,5 mln zł.

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W II kw. 2016 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 1,4 mln zł w porównaniu do straty 0,3 mln zł rok wcześniej oraz straty w wysokości 1,4 mln zł w I kw. 2016 r. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wypływ, przede wszystkim, wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W II kw. 2016 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 2,7 mln zł w porównaniu do zysku w wysokości 1,3 mln zł rok wcześniej. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w II kw. 2016 r. stratę, z której 1,3 mln zł przypadło na Grupę GPW (w porównaniu do 1,2 mln zł straty I kw. 2016 r. i 1,8 mln zł rok wcześniej).

[1] Stopa dywidendy liczona w oparciu o kurs zamknięcia akcji GPW w dnia odcięcia prawa do dywidendy.

[1] Wskaźniki odnoszą się do wyników finansowych zaraportowanych; po oczyszczeniu ich ze zdarzeń o charakterze nietypowym
w postaci: jednorazowego zaksięgowania opłat na KNF w I kw. 2016, dodatkowej rezerwy w kosztach osobowych związanej
z reorganizacją w II kw. 2016 oraz dodatniego przeszacowania udziałów GPW w Aquis Exchange, marża zysku netto wynosi 39,1 proc., marża EBITDA – 56 proc., a wskaźnik koszty/przychody – 52,8 proc.

Bank Japonii luzuje, ale nie tak, jak rynek oczekiwał

Bank Japonii luzuje, ale nie tak, jak rynek oczekiwał 4

Dzisiaj rano poznaliśmy decyzję Banku Japonii odnośnie dalszej polityki pieniężnej. Wprawdzie BoJ podwoił skup funduszy ETF oraz program pożyczek w walucie amerykańskiej, ale pozostawił stopę procentową na poziomie -0,1% oraz utrzymał przyrost bazy monetarnej w wysokości 80 bln jenów.

Podwojenie skupu funduszy ETF inwestujących na giełdzie w Tokio oraz programu pożyczek w dolarach amerykańskich to za mało, żeby zadowolić wygórowane oczekiwania inwestorów. BoJ chce zaczekać na konkrety związane z pakietem fiskalnym, które mają być ogłoszone przez rząd na początku sierpnia, a więc mocniejsze luzowanie polityki monetarnej jest prawdopodobne na wrześniowych posiedzeniu.

W reakcji na doniesienia z Japonii jen umocnił się do dolara amerykańskiego, a giełda w Tokio zanurkowała. Jednak bykom udało się wywindować ostatecznie indeks nad „kreskę”. Zresztą jak spojrzymy na posiedzenia, które odbyły się w tym roku, to praktycznie na każdym Bank Japonii rozczarowywał rynek, który jednak odrabiał część strat, tym razem może być podobnie.

Reakcja pary USD/JPY na posiedzenia Banku Japonii w 2016 roku

Bank Japonii luzuje, ale nie tak, jak rynek oczekiwał 5

Źródło: Bloomberg

Stabilnie zachowuje się polski złoty, który na parze EUR/PLN wpadł w wakacyjny marazm. Kurs USD/PLN walczy o przełamanie silnego wsparcia 3,93, które mogłoby otworzyć drogę do 3,90; a frank kontynuuje ruch w górę po odbiciu od 4 złotych, choć nie należy spodziewać silnego ruchu.

To nie koniec emocji

Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny jest bogaty w szereg publikacji. Za niecałą godzinę poznamy wstępny odczyt PKB oraz inflacji HICP w strefie euro, a po południu z pewnością warto zwrócić uwagę na wstępny odczyt annualizowanego PKB w Stanach Zjednoczonych. W drugim kwartale prognozuje się odbicie tempa wzrostu gospodarczego w USA. Gorszy odczyt może jeszcze bardziej przecenić amerykańską walutę, która traci od środowego posiedzenia Rezerwy Federalnej.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Stresujący piątek na rynkach

51 europejskich banków będzie dzisiaj sprawdzać, czy są gotowe na czarne scenariusze. W Japonii bank centralny stara się pomóc gospodarce. Francja męczy się ze stagnacją.

Jak bumerang powraca temat stabilności europejskiego systemu bankowego. Tajemnicą poliszynela pozostają problemy wielu banków. Można powiedzieć, że wszyscy już wiedzą, że jest źle. Dzisiejszy dzień ma przynieść odpowiedź na pytanie jak bardzo. Gdzieś na horyzoncie ciągle wisi widmo niewypłacalności Deutsche Banku. Poziom toksycznych aktywów we włoskich bankach od dawna kpi ze zdrowego rozsądku. W innych krajach południa Europy jest nieznacznie lepiej. W mediach pojawia się kwota 900 miliardów euro jako suma, którą należałoby dofinansować dzisiaj badane instytucje.

Nad ranem dotarł do nas komunikat z posiedzenia Banku Japonii. Prezes Kuroda zapowiedział zwiększenie skali zakupów funduszy ETF z 3,3 bilionów jenów do 6 bilionów jenów rocznie. Oprócz tego zostanie podwojony program pożyczek dolarowych dla firm. Działania te mają pobudzić japońską gospodarkę. Inwestorzy jednak nie docenili tych starań. Spodziewali się bardziej radykalnych rozwiązań. Przede wszystkim mowa była o zwiększeniu programu skupu obligacji. Obecnie BoJ przeznacza na ten cel 80 bilionów jenów rocznie co doprowadziło do momentu, gdy znaczną część japońskiego długu jest “w rękach” banku centralnego. W dzisiejszym wystąpieniu prezes Kuroda zdementował plotkę, że jest to już ⅔ rządowych obligacji. Nie zdradził jednak, jak dużo do tego pułapu brakuje. BoJ nie zdecydował się również na jeszcze głębsze zejście stóp procentowych poniżej zera, choć jak zaznaczył w komunikacie, jest jeszcze miejsce dla obniżek w przyszłości. Prezes banku centralnego mocno podkreślał wiarę w rządowy pakiet stymulujący, który w środę został zapowiedziany przez premiera Abe.

Francuska gospodarka cały czas nie może wyjść ze stagnacji. Według dzisiaj opublikowanego dzisiaj raportu PKB w drugim kwartale tego roku pozostało bez zmian. Wynik ten zawiódł i tak niewielkie oczekiwania analityków, którzy spodziewali się wzrostu na poziomie 0,2%. Tak słaby wynik jest przede wszystkim wynikiem spowolnienia w wydatkach konsumentów. Mniej też było nowych inwestycji. Dzisiejsze dane nie zmniejszają jednak optymizmu francuskiego rządu, który spodziewa się, że w tym roku gospodarka urośnie o 1,5%. Będzie to o tyle trudne do zrealizowania, że prawdopodobnie od trzeciego kwartału będą zauważalne pierwsze konsekwencje Brexitu.

Krzysztof Adamczak– Dealer Walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Popyt na nowe samochody napędza rynek leasingu

Pierwsze półrocze 2016 roku było rekordowe pod względem sprzedaży samochodów osobowych. Od początku roku zarejestrowano 210 728 nowych aut osobowych, czyli o 18,5% więcej niż w pierwszym półroczu 2015 roku[1]. Zjawisko to wpłynęło bardzo pozytywnie na branżę leasingową, która odnotowała w tym sektorze 32-proc. wzrost. Wartość wszystkich umów zawartych przez firmy leasingowe w I półroczu 2016  wyniosła 11,57 mld zł.

Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) wynika, że od początku 2016 roku zarejestrowano o 18,5% więcej samochodów osobowych, niż w tym samym okresie 2015 roku. Dobra sytuacja na rynku samochodów osobowych jest prawdopodobnie efektem poprawy ogólnej sytuacji polskiej gospodarki. Malejące bezrobocie, które w lipcu osiągnęło rekordowo niską wartość 8,8 proc., jest jednym z silniejszych bodźców stymulujących popyt na nowe towary. Jednym z kluczowych elementów jest także wdrożenie programu 500+, który zwiększył popyt na samochody nowe dla klientów indywidualnych. Wraz ze wzrostem skłonności konsumentów do wydatków, poprawia się także kondycja polskich firm, które stają się bardziej skłonne do inwestycji. Na rynek leasingu samochodów osobowych pozytywnie wpływają również obowiązujące od zeszłego roku ulgi fiskalne. Przedsiębiorcy nabywający nowe samochody, szczególnie w segmencie premium, mają możliwość odliczenia 50% VAT przy zakupie oraz 50% VAT-u od paliwa.

Segment finansowania samochodów opiera się głównie na pojazdach osobowych lekkich, jednak w tym roku obserwujemy wzrost znaczenia pojazdów dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony. Wynika to głównie ze wspomnianych wzrostów obrotów w handlu detalicznym. W pierwszym półroczu 2016 roku sfinansowaliśmy pojazdy o łącznej wartości ponad 733 mln zł, w tym 158 mln to wartość sfinansowanych samochodów ciężarowych do 3,5 tony – komentuje Jakub Poręcki Dyrektor Rynku Samochodów Osobowych w Raiffeisen Leasing. 

Na optymistyczne wyniki w zakresie leasingu samochodów osobowych wpływa także coraz większa popularność leasingu konsumenckiego. Firmy leasingowe wprowadziły w ostatnim półroczu nowe atrakcyjne propozycje w tym zakresie. Raiffeisen Leasing i Raiffeisen POLBANK uruchomiły ofertę „Wymarzone Auto”, dzięki której konsumenci mogą skorzystać z wynajmu długoterminowego, dostępnego dotychczas jedynie dla firm. W ramach jednej stałej opłaty klienci otrzymują w użytkowanie wybrane auto wraz z pełną obsługą serwisową i ubezpieczeniem. Za 12, 18 lub 24 miesiące mogą wymienić je na nowe.

Związek Polskiego Leasingu prognozuje, że w kolejnym półroczu 2016 roku wzrośnie dynamika  rejestracji nowych pojazdów lekkich. ZPL spodziewa się wzrostu nawet do 17,4% w skali roku. Można przypuszczać, że korzystne przepisy fiskalne, mocny popyt krajowy i dobra koniunktura w handlu przyczynią się do realizacji tych rokowań.

[1] Na podstawie danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

Polnord wyemitował obligacje o wartości 20 mln zł

29 lipca 2016 r. Polnord S.A. wyemitował w ramach emisji prywatnej obligacje niezabezpieczone serii MB2, na kwotę 20 mln zł. Zostały one w całości objęte i opłacone. Środki z emisji zostaną przeznaczone w głównej mierze na nowe projekty.

Dzisiejsza emisja dotyczy dwuletnich obligacji o wartości  20 mln zł.  Ich rentowność oparta jest o  sześciomiesięczną stawkę WIBOR. Oprócz realizacji nowych projektów, środki z emisji przeznaczone zostaną na refinansowanie obecnego zadłużenia spółki.

– Kolejna zakończona pełnym sukcesem emisja obligacji jest najlepszym dowodem na zaufanie rynku kapitałowego do spółki i do przyjętej przez nas strategii rozwoju – mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A. – Jesteśmy dobrze postrzegani nie tylko przez naszych klientów, ale także przez instytucje finansowe, które doceniają współpracę z wiarygodnym partnerem posiadającym jasną i przekonującą wizję funkcjonowania i podnoszenia zyskowności – dodaje Prezes Polnordu.

Według danych ważonych udziałem Polnord w poszczególnych spółkach Grupy, w I półroczu 2016 r. Polnord sprzedał 536 lokali w porównaniu do 523 rok wcześniej. W tym okresie deweloper wprowadził do sprzedaży nowy projekt Chabrowe Wzgórze w Kowalach koło Gdańska oraz kolejne etapy osiedla Neptun w Ząbkach i Tęczowy Las w Olsztynie. Grupa przygotowuje do uruchomienia kolejne inwestycje, głównie w Trójmieście oraz Warszawie.

Niewielkie zmiany w polityce monetarnej Banku Japonii umacniają jena

Japoński jen umocnił się dziś do reszty walut, po tym jak Bank Japonii utrzymał zarówno stopy procentowe, jaki i program zakupu rządowych obligacji na niezmienionym poziomie. Bank zdecydował się jedynie na zwiększenie zakupu funduszy ETF do poziomu 6 bln jenów (około 58 mld dolarów). Oznacza to, iż stymulus monetarny został zwiększony w sposób bardzo minimalistyczny. Po decyzji Banku jen zyskuje już 1,75 proc. do dolara amerykańskiego, para USDJPY handluje już poniżej poziomu 103,50 jenów. Para EURJPY traci ponad 1,4 proc. handlując poniżej poziomu 115 jenów, a para GBPJPY traci ponad 1,7 proc. handlując nieco powyżej poziomu 137 jenów.

Złoty handluje w miarę stabilnie do głównych walut w oczekiwaniu na „szybki” odczyt inflacji CPI za lipiec, oczekiwana jest deflacja na poziomie 0,8 proc. rok do roku.  Para EURPLN handluje nieco powyżej poziomu 4,36, para USDPLN nieco poniżej poziomu 3,93, para CHFPLN nieco poniżej poziomu 4,03 a para GBPPLN nieco powyżej poziomu 5,17.

Japoński indeks Nikkei225, który po rozczarowującej rynki decyzji Banku Japonii tracił 1,4 proc., odrobił z nawiązką straty i skończył dzień na 0,6 proc. plusie. Jest to wynikiem zwiększenia się zaangażowania Banku w zakup funduszy ETF. Zakup tych funduszy, inwestujących na giełdach, jest pozytywny dla rynków akcji, a brak dalszej obniżki stóp procentowych pozytywny dla akcji banków.  Dobre wyniki kwartalne zaraportowały dziś zarówno banki Barclays i UBS jak i gigant hutniczy Accelor Mittal. Wczoraj wieczorem, lepszymi do oczekiwań, wynikami pochwalił się też Alphabet Inc, czyli spółka matka Google oraz Amazon Inc. To wszystko wpływa na pozytywne nastroje na europejskich parkietach giełdowych. Niemiecki DAX zyskuje dziś 0,5 proc. handlując powyżej poziomu 10320 punktów a francuski CAC40 0,2 proc. handlując powyżej poziomu 4430 punktów. Natomiast WIG20 kontynuuje wczorajsze spadki, tracąc już 0,9 proc. i oddalając się już o 30 punktów od kluczowego poziomu 1800 punktów.

Ropa naftowa zaliczy najgorszy w tym roku miesiąc, gdyż rosnące zapasy ropy i innych paliw doprowadziły do przeceny w stronę 40 dolarów za baryłkę. Ropa WTI traci 0,9 proc. handlując w pobliżu 40,70 dolarów za baryłkę. Od czerwcowego szczytu na poziomie 51,60 dolarów za baryłkę ropa traci już ponad 20 proc. Ropa Brent traci ponad 1 proc. handlując w okolicy poziomu 42,70 dolarów za baryłkę.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

GPW opublikowała wyniki finansowe za II kwartał 2016

0

W II kwartale 2016 r. Grupa GPW wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 74,5 mln zł oraz zysk netto w wysokości 33,9 mln zł i zysk EBITDA – 43 mln zł. Zysk netto Grupy GPW w II kw. 2016 r. wyniósł był o 28,9 proc. wyższy niż w I kw. 2016 r. oraz o 25,8 proc. wyższy niż rok wcześniej. Więcej o wynikach Grupy GPW oraz o tym co miało na nie wpływ w wypowiedzi Pawła Dziekońskiego, Wiceprezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Mix polityki monetarnej

Mix polityki monetarnej 6

Wydarzeniem miesiąca była dzisiejsza decyzja Banku Japonii w sprawie polityki monetarnej. Pomimo wielkich plotek, jakie przelewały się na rynek dużego zaskoczenia nie było. Bank Japonii podwoił dotychczasowy skup ETF-ów do 6 bilionów JPY oraz podwoił program pożyczkowy w dolarach amerykańskich. Ekspansja bazy monetarnej oraz stopa procentowa pozostała bez zmian.

Pomimo tego, rynek nie zdaje się być aż tak zniesmaczony, ponieważ sam Prezes Banku Japonii, Kuroda twierdzi, że skoordynowane działanie ze strona rządu oraz władz monetarnych oddziaływać będą z podwójną siłą.

Jednak patrząc na powyższy wykres ostatnie 4 spotkania Banku Japonii skutkowały jedynie umocnieniem się jena względem dolara amerykańskiego, czy tym razem będzie tak samo?

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Sytuacja na rynku oponiarskim w II kwartale 2016

Słabsze nastroje na europejskich rynkach

Na europejskich parkietach podczas czwartkowych notowań przeważały słabsze nastroje. Większość rynków bazowych na Starym Kontynencie traciła na wartości. W rozruszaniu handlu nie pomogła środowa decyzja FOMC o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. W samym komunikacie, który był trudny do zinterpretowania dla rynków, znalazły się stwierdzenia o mocniejszym rynku pracy i wciąż możliwych podwyżkach stóp procentowych w tym roku.

W rezultacie, niemiecki DAX zakończył czwartkową sesję spadkiem o 0,43%, francuski CAC40 spadł o 0,59%, a brytyjski FTSE100 o 0,44%. Warszawski WIG20 zakończył dzień wynikiem zbliżonym do pozostałej części Europy, tracąc 0,51%. Na indeksie najbardziej ciążyły akcje Pekao, a obroty na całym rynku sięgnęły 700 mln zł.

Spośród danych napływających w czwartek na rynek na uwagę zasługiwały między innymi większa o 14 tys. liczba złożonych wniosków dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych. W tym wypadku, nie należy doszukiwać się alarmujących sygnałów, ponieważ dwa ostatnie odczyty były na bardzo niskich poziomach. Odczyt inflacji CPI w Niemczech wyniósł w ujęciu rocznym 0,4%, natomiast w ujęciu miesięcznym kształtuje się na poziomie 0,3%. Publikacją wartą uwagi jest również ta dotycząca rynku pracy Hiszpanii, z której wynika, że w II kwartale bezrobocie utrzymywało się na poziomie 20,0%. Kwartał wcześniej było to 21,0%, zatem widać nieznaczną poprawę w tej trudnej dla władz kwestii.

Poznaliśmy już decyzję Banku Japonii, który zdecydował się pozostawić stopę procentową na niezmienionym poziomie, czyli -0,1%. Ogłosił w swoim komunikacie, że istnieją takie problemy o charakterze globalnym, jak np. planowane wyjście Wielkiej Brytanii z UE, spowolnienie na rynkach wschodzących czy ogólna niepewność i zmienność na rynkach finansowych. W tej sytuacji, BoJ postanowił zadziałać w celu powstrzymania ewentualnego spadku zaufania konsumentów i biznesu oraz wpłynąć na korzyść japońskiego eksportu. Ogłoszono zatem wzrost zakupów funduszy ETF z 3,3 bilionów jenów rocznie do 6 bilionów. Postanowiono także zwiększyć program pożyczkowy z 12 miliardów USD do 24 miliardów. Będą też podejmowane inne działania, np. pożyczanie japońskich obligacji skarbowych instytucjom finansowym. Z kolei sam skup obligacji, a więc mówiąc potocznie dodruk pieniądza, zostanie utrzymany na poziom 80 bilionów jenów rocznie. Ponadto, poznaliśmy dane dotyczące gospodarki Japonii. Produkcja przemysłowa za czerwiec wzrosła o 1,9% (prognoza 0,7%), natomiast wydatki gospodarstw domowych spadły w ujęciu rocznym o 1,1% (oczekiwano 0,3%).

Co czeka nas jeszcze dziś, poza reakcją rynków na dane z Kraju Kwitnącej Wiśni? Interesujące będą odczyty PKB ze strefy euro i USA, odczyt indeksu Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan, a także dane dotyczące sprzedaży detalicznej w Niemczech. Rodzimi inwestorzy poznają natomiast odczyt polskiej inflacji konsumenckiej.

Sejsa w USA:
Czwartkowa sesja na nowojorskich giełdach przyniosła ponownie niewielkie zmiany głównych indeksów, a po zakończeniu posiedzenia Rezerwy Federalnej dolar zaczął się osłabiać. Mocno w trakcie sesji traciły na wartości akcje Forda. Producent samochodów podał przed sesją gorsze od oczekiwań wyniki oraz oświadczył, że pod znakiem zapytania stoi realizacja prognozy finansowej spółki.

W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,09%, S&P500 wzrósł o 0,16%, natomiast Nasdaq Composite zyskał 0,3%.

Waluty:
Kurs EURUSD na koniec czwartkowych notowań dotarł do poziomu 1,1076 i tym samym wzrósł o 0,16%. Para EURGBP zyskała 0,57% i osiągnęła poziom 0,8413, natomiast EURJPY wzrosła o 0,02%, osiągając 116,58.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,3643 PLN wobec euro, 3,9341 PLN wobec dolara amerykańskiego, 4,0222 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,1923 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:
Notowania złota w czwartek wzrosły o 0,43% do poziomu 1332,30 USD za uncję. Srebro straciło 0,65% i było notowane po 20,22 USD za uncję. Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, straciła 1,86%, docierając do poziomu 41,14 USD za baryłkę. Odmiana Brent spadła natomiast o 1,77% i była notowana po 42,70 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

DAX 30 – co dalej?

DAX 30 - co dalej? 7

Indeks DAX 30 na interwale tygodniowym w dalszym ciągu porusza się w kanale spadkowym. Jako jeden z nielicznych indeksów nie zdołał odrobić strat związanych z wynikiem referendum w Wielkiej Brytanii. Jednak kontynuacja dalszego luzowania polityki monetarnej zachęca kupujących do wypchnięcia indeksu na jeszcze wyższe poziomy.

Na chwile obecną kupujący walczą z górnym ograniczeniem kanału spadkowego oraz strefą oporu 10282-10526. Bardzo prawdopodobne jest pokonanie strefy oporu i kontynuacja dotychczasowych wzrostów, ponieważ to indeks S&P 500 wyznacza główne trendy na światowych parkietach, dlatego że jego kapitalizacja jest największa na świecie. Gdyby jednak doszło do przejęcia kontroli przez sprzedających, to spadki nie powinny pokonać strefy wsparcia 9320-9540.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

EUR/AUD – wsparcie coraz słabsze

EUR/AUD - wsparcie coraz słabsze 8

Para walutowa EUR/AUD na interwale dziennym po raz kolejny znalazła się w pobliżu bardzo mocnego poziomu wsparcia. Jest to już czwarte podejście sprzedających, tym razem kupującym również udało się obronić wsparcie. Jeżeli jednak popatrzymy w szerszej perspektywie, to możemy zauważyć, że każde kolejne odbicie od strefy popytu było z mniejszym impetem. W ten sposób możemy również wyrysować linie trendu spadkowego, dlatego też bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu spadkowego.

Za umocnieniem euro względem dolara australijskiego przemawia również fakt, że rynek spodziewa się kolejnej obniżki stóp procentowych w Australii.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Ile zarabiają rządzący: prezydent, premier, marszałek, minister

Wynagrodzenia władz państwowych zawsze były tematem kontrowersyjnym, jak każdy poruszający kwestię wydatków publicznych. W końcu wszystkie one finansowane są przez nas – obywateli. Jak zatem powinni być opłacani ludzie, którzy zawodowo zajmują się wydawaniem naszych pieniędzy?

Aby dotrzeć do tych informacji, należy zajrzeć do kilku dokumentów państwowych. Chociaż w nowym projekcie PiS zrezygnowano z podwyższania wynagrodzeń parlamentarzystom, zobaczmy jakie są podstawy ich wynagradzania.

Zacząć należy od kwoty bazowej, która stanowić będzie podstawę do obliczania wynagrodzeń wszystkich omawianych tu stanowisk. Kwota bazowa ustalana jest w ustawie budżetowej rok do roku i obecnie wynosi ona 1 766,46 PLN (1). Pozostaje ona niezmieniona od 2008 roku. Wynagrodzenie posłów i senatorów składa się z kilku elementów. Pierwszym elementem ich zarobków jest wynagrodzenie podstawowe, które równa się sumie wynagrodzenia podstawowego i dodatku funkcyjnego podsekretarza stanu i wynosi 9 892,3 PLN brutto (2). Do tego dochodzi dieta poselska, którą można wykorzystać na koszty związane z wykonywaniem zawodu, wynosząca 25% wynagrodzenia, tj. 2 473,08 PLN. Dietę otrzymują tylko parlamentarzyści zawodowi, to znaczy tacy, którzy nie wykonują aktualnie innych czynności zawodowych. Posłowie mogą zrezygnować z diety na rzecz umowy o pracę, bądź prowadzenia działalności gospodarczej. Parlamentarzyści otrzymują również 12 150 PLN miesięcznie na prowadzenie biura poselskiego. Każdy z nich musi prowadzić przynajmniej jedno biuro. Może być ich więcej, jednak dofinansowanie nie jest zależne od ilości filii biura.

Posłowie i senatorowie mogą również liczyć na szereg dodatków, w zależności od ich aktywności w komisjach parlamentarnych. W przypadku pełnienia kilku funkcji, dodatki łączą się do maksymalnej wartości 35% uposażenia, tj. 3 462,21 PLN. Zgodnie z ustawą (2), do uposażenia przysługują następujące dodatki:

  • dla przewodniczącego komisji – 20% wynagrodzenia – 1 978,46 PLN,
  • dla zastępcy przewodniczącego komisji – 15% wynagrodzenia – 1 483,75 PLN,
  • dla przewodniczącego stałej podkomisji – 10% wynagrodzenia – 989,23 PLN.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwota wolna od podatku. Dla zwykłego obywatela wynosi ona 3 091 PLN w skali roku, co daje trochę ponad 257 PLN miesięcznie. Parlamentarzystom rocznie przysługuje kwota wolna w wysokości 27 360 PLN, co daje 2 280 PLN miesięcznie. Odliczana jest ona od kwoty uposażenia, gdyż dieta i ryczałt na prowadzenie biura nie są traktowane jako dochód.

wynagrodzenia parlamentarzystów
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie ustawy z dnia 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych

Wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny oblicza się poprzez pomnożenie kwoty bazowej (1 766,46 PLN) przez mnożnik. Wartości mnożnika dla części stanowisk zostały podane w tabeli 1.

Dodatek za „wieloletnią pracę w urzędach państwowych” otrzymuje się po przepracowaniu minimum pięciu lat w urzędzie. Wynosi on wtedy 5% miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego i wzrasta z każdym kolejnym rokiem pracy aż do maksymalnej wartości 20%.

Nagrody jubileuszowe przeznaczone są dla urzędników z przynajmniej 20-letnim stażem pracy. Wynoszą one odpowiednio:

  • 75% wynagrodzenia miesięcznego po 20 latach pracy,
  • 100 % wynagrodzenia miesięcznego po 25 latach pracy,
  • 150% wynagrodzenia miesięcznego po 30 latach pracy,
  • 200% wynagrodzenia miesięcznego po 35 latach pracy,
  • 300% wynagrodzenia miesięcznego po 40 latach pracy,
  • 400% wynagrodzenia miesięcznego po 45 latach pracy.

Wartości mnożnika dla wybranych kierowniczych stanowisk państwowych

mnożnik
stanowisko wynagrodzenie zasadnicze dodatek funkcyjny
prezydent 10 3
premier, marszałek Sejmu/Senatu, prezes NBP 6,2 2
wicepremier, wicemarszałek Sejmu/Senatu,

prezes NIK

5,7 1,6
minister,

rzecznik praw obywatelskich

5,6 1,5
sekretarz stanu 4,9 1,2
podsekretarz stanu, wojewoda 4,4 1,2

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 25 stycznia 2002 r. w sprawie szczegółowych zasad wynagradzania osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe

Ponadto w urzędach państwowych tworzone są zakładowe fundusze nagród, wynoszące 8,5% funduszu płac. Rada Ministrów może również utworzyć dodatkowe fundusze nagród, w wysokości 3% funduszu płac. Nagrody te przyznaje się za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej.

Zgodnie z artykułem 26. ustawy o pracownikach urzędów państwowych urzędnikom przysługują również zwroty za koszty poniesione w podróży służbowej i podczas przenoszenia do pracy w innej miejscowości. W przypadku przenoszenia do innej miejscowości, wypłaca się również dodatek za rozłąkę.

Jak widać poza wynagrodzeniem podstawowym, osobom na kierowniczych stanowiskach państwowych przysługuje bardzo dużo dodatków i przywilejów, są one jednak rozpatrywane indywidualnie. Z tego powodu ciężko jest ustalić całkowite wynagrodzenie dla danego stanowiska. Można to jednak zrobić w ograniczonym zakresie, posługując się wynagrodzeniem podstawowym i dodatkiem funkcyjnym. Wynagrodzenia urzędników przedstawiono na wykresie 1.

Miesięczne wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny na wybranych kierowniczych stanowiskach państwowych w Polsce (brutto w PLN)

Miesięczne wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny na wybranych kierowniczych stanowiskach państwowych
Opracowanie Sedlak & Sedlak wybranych aktów prawnych

Wynagrodzenie otrzymują również byli prezydenci RP. Stanowi ono 75% kwoty wynagrodzenia zasadniczego urzędującego prezydenta. Oznacza to, że byli prezydenci otrzymują 9 273,92 PLN brutto miesięcznie. Ostatnio podniesiony został również temat wynagrodzenia małżonki prezydenta RP. Pomimo pełnienia funkcji reprezentacyjnych, nie otrzymuje ona żadnego wynagrodzenia. Nie istnieje przepis wprost zabraniający tej osobie podejmować pracy zawodowej. Jest jednak utartym zwyczajem, że osoba będąca w związku małżeńskim z prezydentem angażuje się w działalność polityczną i nie pracuje. Pogłębione analizy wynagrodzeń osób na najwyższych stanowiskach państwowych znajdą Państwo przeczytać w drugiej części artykułu.

 

Czy podwójne ubezpieczenie może mieć sens?

Wiele osób zastanawia się, czy istnieje możliwość podwójnego ubezpieczenia tego samego ryzyka (np. związanego z odpowiedzialnością cywilną). Odpowiedź na to pytanie nie ogranicza się do słowa „tak” lub „nie”. W praktyce wiele zależy od rodzaju kupowanego ubezpieczenia. Polisy dotyczące szkód osobowych (ubezpieczenia na życie, ubezpieczenia NNW), rządzą się swoimi prawami. Ich posiadacze mogą się ubezpieczyć w kilku towarzystwach. Takie samo rozwiązanie jest nieopłacalne w przypadku ubezpieczeń majątkowych.

Wypłata z polisy majątkowej nie powinna skutkować wzbogaceniem …

Cennych informacji na temat zasad wielokrotnego ubezpieczenia dostarcza kodeks cywilny (KC). Kluczowe znaczenie dla kwestii podwójnego ubezpieczenia majątkowego ma artykuł 8241 paragraf 1 kodeksu cywilnego. Wspomniany przepis mówi, że „o ile nie umówiono się inaczej, suma pieniężna wypłacona przez ubezpieczyciela z tytułu ubezpieczenia nie może być wyższa od poniesionej szkody”.

Warto również zwrócić uwagę na art. 8241 §2 KC. Ten przepis wskazuje, że w typowym przypadku (brak możliwości wypłaty świadczenia wyższego od szkody majątkowej), osoba ubezpieczona w kilku towarzystwach, nie może żądać odszkodowania majątkowego, którego łączna wartość powodowałaby wzbogacenie (suma świadczeń > wartość szkody). Tak więc, jeśli dana rzecz została ubezpieczona na 100 000 zł w dwóch towarzystwach, po szkodzie całkowitej ubezpieczający otrzyma 100 000 zł, a nie 200 000 zł. Trzeba również nadmienić, że w analizowanej sytuacji, odpowiedzialność każdego ubezpieczyciela jest ustalana na podstawie stosunku sumy ubezpieczenia wystawionej polisy do sumy wszystkich polis ubezpieczających to samo ryzyko majątkowe. Zatem w przypadku trzech polis z sumą ubezpieczenia odpowiednio: 20 000 zł (ubezpieczyciel A), 30 000 zł (ubezpieczyciel B) i 50 000 zł (ubezpieczyciel C), świadczenie za szkodę całkowitą wynoszącą 50 000 zł, powinno zostać podzielone w następującym stosunku:

  • 10 000 zł – ubezpieczyciel A
  • 15 000 zł – ubezpieczyciel B
  • 25 000 zł – ubezpieczyciel C

 

Roszczenia ubezpieczonego muszą uwzględniać taki proporcjonalny podział świadczeń. Co więcej, osoba zgłaszająca szkodę, powinna przekazać informację o wielokrotnym ubezpieczeniu wszystkim zainteresowanym podmiotom.

 

W przypadku ubezpieczeń osobowych nie ma restrykcyjnych ograniczeń

 

Kwestia wielokrotnego ubezpieczenia przedstawia się zupełnie inaczej w przypadku ubezpieczeń osobowych (tzn. polis na życie oraz polis NNW). Posiadacze wspomnianych ubezpieczeń mogą otrzymać zadośćuczynienie od dowolnej liczby zakładów ubezpieczeniowych. Takie rozwiązanie wynika ze specyficznego charakteru szkód osobowych, które trudno obiektywnie wycenić.

Więcej o zasadach i opłacalności podwójnego ubezpieczenia: https://ubea.pl/Czy-podwojne-ubezpieczenie-ma-sens%2Cartykul%2C1082/

 

Datalogic stawia na nowe produkty oraz wzmocnieniu relacji z klientem końcowym

0

CEO Magazyn Polska

Datalogic, firma specjalizująca się w gromadzenia danych i automatyzacji procesów, producent m.in. czytników kodów kreskowych, uruchomiła biuro dla swojego polskiego oddziału. Spółka stawia na innowacje i zaawansowane technologicznie produkty. Zamierza także inwestować w poprawę relacji ze klientami końcowymi.

– Polska jest dla nas najważniejszym krajem w Europie Wschodniej –­ deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Giulio Berzuini, wiceprezes i dyrektor operacyjny na region EMEA w spółce Datalogic. – Jesteśmy tu obecni od wielu lat, szczególnie w branżach handlowej i spożywczej. Mamy wielu klientów, w tym Biedronkę. Uważamy jednak, że nadszedł czas, by zaistnieć w Polsce na stałe, więc otwieramy biuro.

Datalogic jest światowym liderem automatycznego przetwarzania danych. Oferuje swoim klientom, z których większość stanowią sieci punktów sprzedaży, rozwiązania w zakresie skanerów i komputerów przenośnych: urządzenia ogólnego przeznaczenia, skanery przemysłowe, PDA (skrót od ang. Personal Digital Assistant, rodzaj przenośnego komputera osobistego, coś w rodzaju palmtopa) i systemy montowane w pojazdach. Rozwiązania przedsiębiorstwa stosowane są między innymi w opiece zdrowotnej, hotelarstwie, rozrywce, produkcji, handlu, usługach, transporcie oraz logistyce.

– Chcemy się rozwijać szybciej niż rynek i w tym celu musimy odbierać udziały w rynku konkurentom – twierdzi wiceprezes Giulio Berzuini. – Jesteśmy firmą tworzącą produkty, ale teraz chcemy w większym stopniu, stosując podejście wertykalne, automatykę, skupić się na potrzebach klienta. Chcemy lepiej zrozumieć potrzeby końcowego użytkownika. Możemy tworzyć bardziej konkurencyjne wyroby, bliższe temu, czego nasi odbiorcy naprawdę oczekują po zaawansowanym technologicznie środowisku. To dla nas zwrot strategiczny: od firmy produktowej do takiej, która lepiej rozumie rynkowe potrzeby.

Firma jest bezpośrednio obecna na 30 rynkach całego świata, a swoje produkty sprzedaje do 120 krajów, współpracując z ponad tysiącem partnerów. Przedsiębiorstwo zatrudnia ogółem około 2600 pracowników, z czego blisko połowę w Europie. Dysponuje portfelem ponad 1200 patentów. Decyzja o uruchomieniu biura Datalogic w Polsce została ogłoszona w połowie czerwca tego roku.

– Przez lata byliśmy firmą, która koncentrowała się na budowie sieci partnerskich – przypomina wiceprezes Giulio Berzuini. – Dziś możemy się pochwalić szeroką siecią kontaktów w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. W Polsce na razie mamy trzech pracowników, ale chcemy szybko podwoić ich liczbę – zapowiada wiceprezes Giulio Berzuini. – To wysokiej klasy specjaliści od sprzedaży i technologii, którzy naprawdę mogą pomóc w rozwoju naszej działalności w Polsce. Biuro pozwoli nam lepiej poznać potrzeby polskich klientów działających na co dzień w bardzo różnych branżach.

Zgodnie z nową strategią notowanej na giełdzie w Mediolanie spółki nowe produkty w tym roku mają stanowić około 25 proc. sprzedaży. Tylko w ubiegłym roku Datalogic wyprowadziła na rynek 21 nowych produktów. Przychody firmy w 2015 roku wyniosły 450 mln euro i były o kilkanaście proc. wyższe niż rok wcześniej. Podobne przedsiębiorstwa z tej samej branży odnotowały także wzrosty, ale w większości jednocyfrowe.

Brexit nie załamał zaufania na rynku międzybankowym, ale wciąż wisi widmo zwiększonej niepewności

CEO Magazyn Polska

Z perspektywy banków centralnych na tę chwilę płynność rynków finansowych jest zadowalająca. Wynik referendum w Wielkiej Brytanii nie ma bezpośredniego przełożenia na poziom zaufania pomiędzy bankami europejskimi. Instytucje nadal są skłonne udzielać sobie pożyczek czy zawierać wzajemne transakcje, ocenia Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu doradztwa inwestycyjnego w Biurze Maklerskim BGŻ BNP Paribas.

23 czerwca w referendum w Wielkiej Brytanii za brexitem opowiedziało się 51,9 proc. Brytyjczyków, a przeciw głosowało 48,1 proc. W głosowaniu wzięło udział 72,2 proc. uprawnionych do głosowania.

– Na płaszczyźnie międzybankowego rynku finansowego wynik referendum nic nie wniósł, a płynność jest na zbliżonym poziomie, jak to jest na co dzień – stwierdził w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu ds. doradztwa inwestycyjnego w BM Banku BGŻ BNP Paribas. – Natomiast na pewno jest dużo większa niepewność i niższy poziom zaufania w stosunku do banków brytyjskich, ponieważ potencjalne opuszczenie Unii Europejskiej może mieć przełożenie na poziom ryzyka tych banków.

To zdaniem Nikorowskiego odzwierciedliłoby się w niższych ratingach i wyższych kosztach zadłużania się instytucji z Wielkiej Brytanii. Niemniej jednak na tę chwilę nadal działają w obrębie Unii Europejskiej. Jednocześnie zgodnie z brytyjskim prawem wynik referendum nie jest wiążący.

– Wszystkie regulacje, zasady, które łączą systemy bankowe Wielkiej Brytanii i Unii, ewentualne umowy o współpracy czy wzajemnej pomocy obowiązują  podkreśla Nikorowski. – Nie znając konkretnych szczegółów, w jaki sposób Wielka Brytania chce opuścić UE, w jakim terminie, myślę, że za wcześnie jest wyrokować na temat tego, co by mógł zrobić Bank Centralny Anglii, ponieważ jeszcze na tę chwilę nie ma tych problemów, którym powinien zapobiegać.

Analityk zaznacza, że międzybankowa płynność na rynkach finansowych w Europie Zachodniej jest na bardzo wysokim poziomie względem danych historycznych. Od marca 2015 roku na narastające problemy strefy euro Europejski Bank Centralny odpowiedział rozpoczęciem programu luzowania ilościowego, czyli zakupów papierów dłużnych państw strefy euro. EBC będzie skupował aktywa w kwocie 80 mld euro miesięcznie przynajmniej do końca marca 2017 roku. Celem jest pobudzenie gospodarki strefy euro i zwiększenie bardzo niskiej inflacji.

– Myślę, że luzowanie jest czasem błędnie rozumiane jako lek na wszystkie problemy – przestrzega Nikorowski. – Jeśli chodzi o perspektywę pieniężną to na tę chwilę dodatkowe obniżki już bardzo niskich stóp procentowych, z jednej strony mogą być szkodliwe dla sektora bankowego w Europie Zachodniej, który ma problemy z niskim oprocentowaniem, z drugiej strony jest to czynnik, który potencjalnie w perspektywie wielu lat może być proinflacyjny.

W ocenie Nikorowskiego obecnie rządy powinny się skupić na fiskalnej stymulacji gospodarki – wspieraniu konkretnych projektów inwestycyjnych, pobudzaniu gospodarki od wewnątrz. Jak tłumaczy Nikorowski, z jednej strony mogą to być regulacje obniżające obciążenia dla przedsiębiorstw, z drugiej strony projekty, które ułatwiają funkcjonowanie konkretnych branż.

Ekspert wskazuje ponadto na projekty współfinansowane przez rząd mające na celu pobudzenie wzrostu gospodarczego czy projekty infrastrukturalne lub mające na celu zaangażowanie jak najszerszych gałęzi gospodarki, co ma się przełożyć w konsekwencji na przyspieszenie wzrostu PKB. W Polsce Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przygotował minister Mateusz Morawiecki. Zakłada on m.in. wsparcie rozwoju firm, ich produktywności i ekspansji zagranicznej, równomierny rozwój całego kraju, więcej inwestycji, wyższe nakłady na innowacje i działalność rządowego Polskiego Funduszu Rozwoju, który w istotnym stopniu ma finansować działania stymulacyjne.

T-Mobile zainwestuje w tym roku w rozbudowę sieci LTE ponad 800 mln zł. W nowej technologii mobilny internet przyspieszy do 300 Mbps

CEO Magazyn Polska

W drugim półroczu T-Mobile skupi się na intensywnych inwestycjach w LTE. W zasięgu szybkiego internetu mobilnego ma się znaleźć 98 proc. populacji kraju. Operator chce także stopniowo zwiększać jego prędkość. Dzięki nowo uruchamianej technologii w ofercie operatora dostępny będzie internet mobilny z prędkością do 300 Mbps.

– W drugim półroczu położymy nacisk na przyspieszenie rozwoju sieci LTE. Ważne są częstotliwości z pasma 800 MHz, ale też 2,6 MHz. W ten sposób chcemy zapewnić naszym klientom naprawdę szybki przesył danych – zapowiada Thomas Lips, dyrektor ds. technologicznych T-Mobile Polska. – Zazwyczaj nie ujawniamy szczegółów finansowych realizowanych inwestycji w nasze sieci i technologie. Mogę jednak powiedzieć, że w tym roku jest to kwota przekraczająca 800 mln zł.

Na koniec czerwca technologia LTE odpowiadała za prawie dwie trzecie przesyłu danych w sieci T-Mobile. To o 30 proc. więcej niż na początku roku. Przesył przez LTE rośnie w tempie ponad 300 proc. rocznie.

W I połowie roku operator zwiększył zasięg LTE z 83 proc. do 95 proc. populacji. To w głównej mierze efekt inwestycji prowadzonych w oparciu o częstotliwości z pasma 800 MHz, które T-Mobile wygrał w aukcji przeprowadzonej przez UKE. Od stycznia do końca czerwca uruchomiono 500 stacji z LTE na tych częstotliwościach.

Uzyskane w aukcji dwa bloki częstotliwości, które ze sobą sąsiadują (w sumie 10 MHz), umożliwiły prace nad większymi prędkościami i parametrami.

– Zasięg to jedna kwestia. Drugą jest prędkość transmisji, którą chcemy zwiększać. Naszym celem jest więc zapewnienie szybkiego transferu tam, gdzie istnieje już zasięg. Jest to minimum 70–73 megabitów na sekundę, ale może sięgnąć 300 megabitów na sekundę – mówi Thomas Lips.

Osiąganie takich prędkości umożliwi uruchamiana technologia carrier aggregation, wykorzystująca agregację pasm częstotliwości.

T-Mobile zapowiada także dalsze inwestycje w poprawę jakości sieci, a co za tym idzie – jakości połączeń. Temu służy realizowany od ponad dwóch lat projekt Zero Drop Network. Skupia się na najtrudniejszych i najczęściej zrywanych połączeniach, czyli realizowanych np. podczas podróży samochodem. Projekt polega na monitorowaniu i rozbudowie infrastruktury sieciowej wokół rozbudowywanych dróg. Objętych nim jest 16 tys. km dróg krajowych, ekspresowych i autostrad.

– Mamy świetnych inżynierów, którzy nieustannie pracują nad optymalizacją sieci. Bardzo koncentrujemy się na podnoszeniu jakości połączeń, gdy klient jest w mieście, w biurze czy w domu oraz gdy się przemieszcza – mówi Lips. – Dziś możemy pokonać 550 kilometrów, nie tracąc zasięgu. To wielkie osiągnięcie, które wyróżnia nas na tle innych operatorów. 

Drutex chce w ciągu trzech lat podwoić sprzedaż i osiągnąć ponad 1 mld zł przychodów

0

Drutex, lider rynku okien pionowych w Europie, zamierza w tym roku osiągnąć 750 mln zł sprzedaży, a w ciągu 2–3 lat przekroczyć 1 mld zł obrotów. Spółka przewiduje też konieczność dalszej rozbudowy zakładu i zwiększenia zatrudnienia.

– W ubiegłym roku zanotowaliśmy sprzedaż na poziomie 620 mln zł, w tym roku liczymy na 750 mln zł, a powinno być więcej, gdybyśmy się lepiej na taki popyt przygotowali. Myślę, że za 2–3 lata bez żadnego wielkiego zadęcia osiągniemy poziom miliarda złotych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Leszek Gierszewski, prezes Druteksu

Drutex istnieje od 1985 roku i początkowo produkował wyroby z drutu: siatki ogrodzeniowe, gwoździe, klatki dla zwierząt hodowlanych itp. Od 1994 r. zajmuje się produkcją okien z PCV, potem rolet, stolarki drewnianej i z aluminium, a także drzwi, fasad i ogrodów zimowych. Firma produkuje również na własne potrzeby profile PCV oraz szyby zespolone. Dziś jest liderem rynku okien pionowych w Europie i dużym graczem w branży będącej największym eksporterem stolarki okienno-drzwiowej w Europie.

– Bez względu na to, co dzieje się na rynku i jaka jest jego sytuacja, nam zawsze dobrze idzie i cały czas rynek nam rośnie. Cały czas się rozwijamy i idziemy do przodu – potwierdza Gierszewski. – W ubiegłym roku mieliśmy wzrost o 19 proc., w tym roku za sześć miesięcy 24 proc., a tak naprawdę, gdybyśmy przewidzieli, że popyt będzie tak dynamicznie wzrastać, to może mielibyśmy 35 proc., a nawet 40 proc. Na szczęście cały czas wzmacniamy siły – dojeżdżają maszyny i cały czas zatrudniamy nowych ludzi.

W ubiegłym roku Polska wyeksportowała 8,8 mln sztuk stolarki otworowej o wartości 1,55 mld euro, zajmując pozycję największego eksportera w tej branży w Europie i wyprzedzając największe dotychczas pod tym względem Niemcy. Kwota ta oznaczała wzrost sprzedaży o 12 proc. Przy tym wpływ zmian kursowych był ograniczony – większość polskich okien trafia na inne rynki UE, zaś wspólna europejska waluta mimo sporych wahań w ciągu roku zakończyła 2015 r. na poziomie zbliżonym do tego, z jakim go rozpoczęła, czyli między 4,25 a 4,30 zł za euro.

Wzrost zamówień i planów sprzedażowych będzie oznaczał konieczność dalszych inwestycji, rozbudowy linii produkcyjnych i zakładu oraz zatrudnienia nowych pracowników.

– W ostatnich trzech latach wydaliśmy na inwestycje ponad 220 mln zł i planujemy dalszy rozwój. Rynek nas napędza, dobrze nam idzie, popyt na okna cały czas rośnie, a więc będzie się rozbudowywali – mówi Gierszewski. – Cały czas szybko rośniemy i wprowadzamy coś nowego. Dziś dominuje automatyka. Za pomocą laptopa czy telefonu można sterować całym domem, oknami, drzwiami, można otwierać, zamykać, z pewnością jest to dziedzina, która będzie szybko rosła. 

Od niespełna dwóch lat w Druteksie działa ogromna fabryka pod nazwą Europejskie Centrum Stolarki. Pierwsza z hal produkcyjnych ma 30 tys. mkw., druga oddana w ostatnich dniach ponad 25 tys. mkw. Łącznie firma ma do dyspozycji ponad 9 ha powierzchni produkcyjnej i już dziś zapowiada dalszą rozbudowę.

– Dzisiaj firma zatrudnia 2,4 tys. osób i myślę, że jest to o 300–400 osób za mało. Rynek i klienci nam podpowiadają, że powinniśmy się szybciej rozwijać, a my nie nadążamy za tym – mówi prezes Druteksu. – Oddaliśmy dwa lata temu halę, inwestycję o powierzchni 28 tys. mkw., budujemy Europejskie Centrum Stolarki, w tym roku dobudowaliśmy do tego jeszcze następne 25 tys. mkw. i wiem, że niedługo będzie to mało.

W Polsce powstaje coraz więcej budynków przyjaznych środowisku. Pozwalają one m.in. obniżyć koszty zużycia energii i wody

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku liczba budynków z zielonymi certyfikatami wzrosła o 44 proc. – wynika z raportu Colliers International. Inwestorzy coraz chętniej decydują się na budownictwo przyjazne środowisku, bo zainteresowanie takimi powierzchniami wśród najemców rośnie. Trend ten wymusza zmiany także wśród firm budowlanych, które są generalnymi wykonawcami inwestycji. Praca nad uzyskaniem certyfikatu rozpoczyna się już na etapie projektowania, doboru materiałów i całego procesu budowy.

Budownictwo przyjazne środowisku jest dobrą praktyką branży budowlanej już od kilku lat. W realizacji obiektów z zielonymi certyfikatami trzeba zawsze brać pod uwagę wiele aspektów, w tym tak bardzo ważny wpływ na otaczające nas środowisko – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Konrad Redlich, kierownik kontraktu II etapu inwestycji Business Garden Warszawa z Hochtief Polska.

W Polsce powstaje coraz więcej nieruchomości przyjaznych środowisku, które wyróżniają m.in. technologie pozwalające na oszczędne korzystanie z zasobów naturalnym, w tym oszczędne zużycie energii i wody, a także wydajna gospodarka odpadami. Zastosowane technologie i rozwiązania pomagają zapewnić wysoki komfort pracy w obiektach mających zielone certyfikaty. Z korzyści, jakie dają zielone certyfikaty, zdają sobie sprawę nie tylko inwestorzy na rynku powierzchni biurowych, lecz także firmy działające na rynku nieruchomości handlowych, przemysłowych czy mieszkaniowych. Najpopularniejsze obecnie są dwa systemy certyfikacji budynków – BREEAM (system brytyjski) i LEED (system amerykański).

Jak wskazuje Redlich, na wykonawcy budującym obiekt z zielonym certyfikatem spoczywają liczne obowiązki.

Generalny wykonawca musi przede wszystkim zabezpieczyć otoczenie budowy i terenu inwestycji tak, by ograniczyć wpływ realizowanych prac budowlanych na środowisko. W praktyce oznacza to zabezpieczenie otaczających działek przed erozją gleby spowodowaną wiatrami, zabezpieczenie wód i cieków wodnych przed erozją spowodowaną dużymi opadami atmosferycznymi, zabezpieczenie czystości dróg dojazdowych, zabezpieczenie gleby podczas prac maszyn budowlanych – wymienia przedstawiciel Hochtief Polska.

Generalny wykonawca musi także zadbać o recycling materiałów, czyli o segregację odpadów i ich odbiór przez wyspecjalizowane firmy. Mogą one zostać ponownie wykorzystane w procesie budowy.

Musimy zapewnić użycie takich materiałów, które w swoim składzie mają komponenty z odzysku. W przypadku inwestycji Business Garden Warszawa ten współczynnik sięga do 20 proc. materiałów. Musimy też zużywać materiały, które są wyprodukowane w najbliższym otoczeniu placu budowy, aby zminimalizować energię potrzebną do ich transportu. Wszystkie te procesy trzeba skrupulatnie dokumentować – wyjaśnia Konrad Redlich.

Zapewnia, że wybierane są niskoemisyjne materiały wykończeniowe, które nie emitują substancji szkodliwych dla przyszłych użytkowników.

Realizacja budynków przyjaznych środowisku nie ma żadnego wpływu na terminowość, o ile oczywiście wykonawca jest dobrze przygotowany i doświadczony. W naszym przypadku można mówić tylko o kosztach osobowych. Mamy trzy osoby specjalnie oddelegowane do kompletowania użytych materiałów, do kompletowania świadectw, do szkolenia załóg i kadry inżynierskiej, która musi spełniać wymagania certyfikacji LEED – wskazuje Redlich.

Z raportu „Zielone budynki w Polsce. Certyfikacja w liczbach 2016” firmy Colliers International wynika, że dynamicznie rośnie liczba budynków z zielonymi certyfikatami. W 2015 roku wzrost wyniósł 44 proc. W kraju jest ok. 360 budynków mających certyfikat bądź precertyfikat w systemach BREEAM i LEED.

W okolicy Business Garden ok. 80 proc. powstających budynków podlega certyfikacji LEED lub BREEAM. To przyszłość. Wielu inwestorów zwraca się do nas jako do potencjalnego generalnego wykonawcy z chęcią wybudowania takich obiektów. Jesteśmy na to gotowi, realizujemy już kilka inwestycji, które podlegają certyfikacji – podkreśla Konrad Redlich.

Prace budowlane przy realizacji II etapu kompleksu Business Garden Warszawa ruszyły w grudniu 2014 roku. Powstaje w nim pięć budynków biurowych wraz z usługami towarzyszącymi o całkowitej powierzchni najmu około 56 tys. mkw.  Budynki są realizowane z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań projektowych i technicznych, zgodnie z wytycznymi certyfikacji według standardów LEED Platinum. Budowa I etapu projektu zakończyła się w grudniu 2012 roku.

LEED Platinum to certyfikat, który chcemy uzyskać dla tego kompleksu. Oprócz standardowych kwestii związanych z ogrodem i terenami zielonymi, jest jeszcze dużo innych wskazanych w wymogach certyfikacji – mówi Wojciech Kłopocki, kierownik projektu z firmy Vastint Poland, która jest deweloperem kompleksu Business Garden Warszawa.

Aby uzyskać certyfikat LEED, należy spełnić wymagania zrównoważonego rozwoju w zakresie lokalizacji, efektywnego wykorzystania zasobów naturalnych, wymagania dotyczące energii i atmosfery, odpowiednich materiałów, innowacyjności projektu, jakości środowiska wewnętrznego i priorytetów regionalnych. Łącznie można zdobyć 110 punktów. Dla uzyskania certyfikatu LEED na poziomie Platinum należy zdobyć minimum 80 punktów. Dlatego w Polsce niewiele jest projektów, które w tak wysokim stopniu spełniałyby wymogi.

Wykonujemy m.in. bardzo efektywną i ekonomiczną klimatyzację oraz wentylację, wykorzystujące belki chłodzące, dzięki czemu praktycznie przez większą część roku nie uruchamiamy agregatów chłodniczych – mówi Wojciech Kłopocki. – Aby wspomóc system klimatyzacji, na fasadach budynku zastosowaliśmy rolety słoneczne ograniczające wpływ nasłonecznienia na komfort pracy wewnątrz pomieszczeń. Przy oświetleniu zastosowaliśmy technologię LEED – wymienia.

W Business Garden Warszawa powstaną zielone dachy. Przy tym zostaną wykorzystane przede wszystkim rośliny, które nie wymagają podlewania. Do ich wzrostu wystarczy woda deszczowa oraz wilgoć z powietrza. Również system gospodarowania wodą deszczową ma pozwolić na oszczędność zużycia wody.

Zielone certyfikaty przekładają się na wartość budynków. Inwestycja w zielone certyfikaty zwraca się bardzo szybko. Zainteresowanie wśród najemców rośnie. Tym bardziej że certyfikaty oznaczają nie tylko potwierdzenie wysokiej jakości, lecz także niższe koszty eksploatacji.

To zarówno oszczędności w kosztach energii elektrycznej, wody, jak i pozostałych mediów. To duży benefit dla naszych najemców – podsumowuje Wojciech Kłopocki.

Wino coraz popularniejszą formą inwestycji. Średnio zysk wynosi 2 proc. na kwartał

CEO Magazyn Polska

Inwestorzy coraz chętniej dywersyfikują swoje portfele inwestycjami w alkohole, najczęściej whisky i wino. Ryzyko jest niższe niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, a stopa zwrotu wyższa. W latach 2001–2015 średnio wynosiła ona ok. 2 proc. kwartalnie. Eksperci podkreślają jednak, że to długoterminowe instrumenty. Poza tym trzeba liczyć się z dodatkowymi kosztami, m.in. za zarządzanie i przechowanie wina. 

Roczny światowy obrót na rynku wina inwestycyjnego przekracza 3 mld dol. i cały czas rośnie. Wartość wina inwestycyjnego na świecie wynosi około 17 mld dol., z czego blisko 25 proc. zasobów jest przechowywane w Wielkiej Brytanii – informuje agencję Newseria Biznes Tomasz Rólczyński, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. – W związku z ostatnimi wydarzeniami politycznymi ciekawy jest więc rozwój tego rynku, tym bardziej że na londyńskiej giełdzie odbywa się największy obrót winami na świecie. Drugie jest Chicago.

Najpopularniejsze alkohole inwestycyjne, stanowiące połowę rynku alternatywnych sposobów lokaty kapitału, to wina, whisky oraz brandy. Są to inwestycje przeznaczone dla osób mających już pewien kapitał. Jak podkreśla Rólczyński, w przypadku wina minimalna wartość zaangażowania wynosi ok. 25 tys. zł.

Według Wealth Solutions rekomendowany okres takiej lokaty kapitału wynosi pięć lat. Średnia roczna stopa zwrotu w latach 1987–2011 wyniosła dla wina 13 proc. W konfrontacji z tym walorem słabsze w tym okresie okazało się zarówno złoto (5 proc.), jak i indeksy FTSE 100 (8 proc.) oraz Dow Jones (10 proc.). Dodatkowo każdego roku notowany był dodatni wynik.

Stopy zwrotu wina są porównywalne albo wyższe niż w przypadku inwestycji w akcje – potwierdza Tomasz Rólczyński. – W latach 2001–2015 średni kwartalny zysk wynosił około 2 proc., wobec czego była to inwestycja dosyć atrakcyjna. Przy czym należy pamiętać o tym, że nawet jeśli stopy zwrotu są porównywalne, to ryzyko związane z lokowaniem kapitału w alkohol jest jednak zdecydowanie mniejsze.

Wysokie stopy zwrotu – zdaniem analityków Wealth Solution – rynek ten zawdzięcza zdrowym podstawom opartym na grze rzeczywistego popytu i podaży. Przeważającą cześć obrotu pochodzi bowiem ze strony kolekcjonerów i konsumentów dyktujących ceny. Ograniczona produkcja oraz stopniowa konsumpcja poszczególnych roczników w zestawieniu z silnym popytem stanowią kombinację sprzyjającą wzrostom wartości.

Inwestycje w wino czy whisky nie są przy tym skorelowane z tradycyjnymi sposobami lokowania środków finansowych – uzupełnia Tomasz Rólczyński. – W sytuacji zatem, gdy rynek akcji będzie w zapaści, w tym samym czasie możemy tego w ogóle nie obserwować w obrocie alkoholami. Wobec tego stanowi on doskonałe uzupełnienie tradycyjnych inwestycji.

Polski rynek inwestycji alternatywnych, jak zauważa wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, jest stosunkowo młody. Cały czas się rozwija, wobec czego zainteresowanie nim wciąż rośnie.

Roczny światowy obrót na rynku wina inwestycyjnego przekracza 3 mld dol. i cały czas rośnie. Jest to rynek rozwijający się nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Wiele osób poszukuje bowiem okazji do dywersyfikacji portfela – zaznacza Tomasz Rólczyński.

Inwestować w alkohole można za pomocą platform czy firm specjalizujących się w tego rodzaju inwestycjach. Pobierają one opłaty za zarządzanie (2,5 proc. wartości portfela) i przechowywanie trunków (w przypadku skrzynki wina nie więcej niż około 15 funtów).

Inwestorzy powinni natomiast zapomnieć o możliwości otrzymania do ręki kupionej butelki. Obrót winem inwestycyjnym jest bowiem zdematerializowany. Składowane jest ono w odpowiednich, ściśle określonych warunkach, najczęściej na terenie Wielkiej Brytanii.

W każdym momencie można zakończyć inwestycję, pozbywając się wina, ale fizycznie nie przechodzi ono przez ręce właściciela – zastrzega Tomasz Rólczyński.

Wirtualna rzeczywistość zmienia sport. Może pomóc w przygotowaniach do rywalizacji oraz w interakcji z kibicami

CEO Magazyn Polska

Innowacje zmieniają sport – zarówno sposób uprawiania poszczególnych dyscyplin i przygotowań do nich, jak i odbioru sportu przez kibiców. Dzięki urządzeniom wirtualnej rzeczywistości fani mogą stać się częścią wydarzenia, jakim są zawody czy mecz i mocniej odczuwać związane z tym emocje. To zaś stwarza nowe możliwości komunikacji marketingowej i reklamodawców.

– Są dwie kategorie rozwiązań innowacyjnych w sporcie: to, co jest wykorzystywane w sporcie jako takim, i to, co dajemy widzowi – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Bobowicz, head of mobile w agencji Hypermedia bazującej na nowych technologiach komunikacyjnych.

Wirtualna rzeczywistość (VR) odgrywa duża rolę w szkoleniach, zarówno w trakcie zajęć medycznych, jak i dotyczących taktycznych aspektów rozgrywki. Istotnym elementem przygotowania do meczu piłki nożnej jest na przykład oglądanie filmów wideo z przeciwnikami. VR może pomóc, jak twierdzi Marcin Bobowicz, wejść w taką sytuację z innej perspektywy.

– Proszę sobie wyobrazić mecz, po którym trener może pokazać zawodnikowi każdą sytuację, która miała miejsce na boisku, w ogóle o niej nie opowiadając, nie kręcąc materiału wideo, tylko zakładając na głowę gogle i pokazując każdy omawiany moment rozgrywki – wyjaśnia Radosław Brzuska, chief innovation officer w agencji komunikacji marketingowej Dentsu Aegis Network. – To niezwykłe doświadczenie, którym można wzbogacić każdy sport.

Według Radosława Brzuski w sporcie coraz ważniejsze będzie przetwarzanie danych i podejmowanie na ich podstawie strategicznych decyzji. Tu kluczowa będzie wizualizacja tych danych i do tego będą służyły urządzenia wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR).

Z drugiej strony VR pozwoli widzom być niejako bliżej rozgrywek. Dzięki temu wrażenia i emocje są silniejsze. To z kolei ma znaczenie dla marketerów.

– W marketingu sportowym natomiast każdy kibic chce być jak najbliżej ulubionej drużyny i zawodników. Bardzo często są to ruchome powierzchnie reklamowe. Im bardziej pozwolimy widzowi zbliżyć się do nich, tym więcej zobaczy komunikatów – mówi Bobowicz.

Innowacje są częścią zawodów jachtingu sportowego Energa Sopot Match Race, które potrwają do 31 lipca. Widzowie mogą skorzystać z Wave’a, deski windsurfingowej, która umożliwia surfowanie bez wody, ale w wirtualnej rzeczywistości.

 Użycie gogli VR na desce windsurfingowej wbrew pozorom jest wymagające – mówi Malwina Kozakiewicz, przedstawicielka Dentsu Aegis Network oraz Hypermedia. – Wydawałoby się, że wirtualna rzeczywistość wiąże się z kanapą i przejściem do cyfrowego świata. Dzięki połączeniu platformy oddającej ruch i sterowaniu jest to jednak dość duży wysiłek fizyczny. Doświadczenie jest jednak bardzo ciekawe.

– Widzowie Energa Sopot Match Race mogą się też wczuć w rolę załogi jachtu Diamant, dzięki technologii 360 stopni mogą poczuć się dokładnie tak, jakby byli na jachcie. Aplikacja rzeczywistości rozszerzonej pozwoli widzom stojącym na molo dowiedzieć się więcej o żeglującym jachcie – z jaką prędkością płynie, jakie jest wychylenie, kurs czy dalsza trasa – wymienia Brzuska.

Dentsu Aegis Network jest partnerem innowacyjnym zawodów w Sopocie.

Wakacyjne wyjazdy finansowane są głównie z oszczędności. Co czwarty urlopowicz przeznaczy na ten cel ponad 2 tys. zł

CEO Magazyn Polska

Tegoroczny wakacyjny urlop poza miejscem zamieszkania spędzi 60 proc. Polaków – wynika z badania przeprowadzonego dla Diners Club Polska. 25 proc. ankietowanych deklaruje, że wyda na ten więcej niż 2 tys. zł, przy czym na wydatki w granicach od 4 do 10 tys. zł pozwoli sobie niecałe 8 proc. Większość wczasowiczów nie zamierza się na ten cel zadłużać. Koszty wyjazdy pokryją z oszczędności i bieżących pensji.

Z badania „Plany wakacyjne Polaków 2016 – wydatki i finansowanie” wynika, że 40 proc. ankietowanych spędzi urlop w miejscu zamieszkania – w większości są to mieszkańcy wsi i małych miasteczek. Zdecydowanie częściej wakacyjne wyjazdy planują mieszkańcy metropolii oraz dużych i średnich miast. Niecałe 8 proc. ankietowanych nie podjęło jeszcze w tej kwestii decyzji.

Ponad 70 proc. osób z grupy między 18 a 44 rokiem życia zamierza wyjechać na wakacje. W grupie 55–65 lat odsetek ten wynosi ok. 50 proc., a w grupie 65+ spada do 35 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Fatyga, dyrektor generalna Diners Club Polska.

Wakacyjne plany są ściśle związane z wysokością zarobków, kosztów życia codziennego i liczbą członków rodziny. Najgłębiej do portfela muszą sięgnąć małżeństwa z dziećmi. Młodzi co prawda wyjeżdżają częściej, ale zamierzają wydać mniej i korzystać z finansowego wsparcia najbliższych.

Z badania przeprowadzonego przez Diners Club Polska wynika, że największą grupę stanowią osoby, które mają zamiar wydać na wyjazd wakacyjny powyżej 2 tys. zł. 8 proc. spośród tej grupy zamierza wydać na wakacje między 4 a 10 tys. zł, jedynie 1 proc. ma zamiar przeznaczyć na ten cel ponad 10 tys. zł – mówi Katarzyna Fatyga.

Wakacje za mniej niż tysiąc złotych zaplanowało w tym roku 12 proc. społeczeństwa, a 17 proc. wygospodarowało na ten cel między 1 a 2 tys. zł.

Większość wyjeżdżających na urlop Polaków ma zamiar pokryć koszty wyjazdu z oszczędności. To jest ponad 64 proc. badanych. Prawie 26 proc. przeznaczy na ten cel bieżące wpływy z wynagrodzenia – podkreśla Katarzyna Fatyga.

Nieco ponad 2 proc. ankietowanych chcę zaciągnąć kredyt gotówkowy, żeby sfinansować wyjazd. Zadeklarowali to mieszkańcy średnich miast (12 proc. wskazań). Dwa razy więcej osób pożyczy od rodziny lub znajomych. Deklarują to głównie osoby, których dochód netto jest mniejszy niż 1 tys. zł. Takie pożyczki są popularne głównie w małych miastach. W grupie osób młodych – między 18 a 24 rokiem życia – w ten sposób wyjazd sfinansuje jedna czwarta wyjeżdżających.

Niecałe 3 proc. badanych ma zamiar skorzystać z karty kredytowej do opłacenia kosztów wyjazdów wakacyjnych. To zwykle są osoby zamożne. Około połowy z nich stanowią osoby o zarobkach powyżej 4 tys. zł miesięcznie – mówi Fatyga.

Fed bez zmian, czas na BoJ

Fed bez zmian, czas na BoJ 9

Wczoraj poznaliśmy rezultaty dwudniowego posiedzenia FOMC. Tak jak rynek zakładał Rezerwa Federalna nie zmieniła stopy funduszy federalnych, ale również nie zasugerowała taki ruch na najbliższych posiedzeniach. Brak sugestii co do podwyżek na najbliższych posiedzeniach przeceniło dolara amerykańskiego.

Brak decyzji o podwyżce stopy funduszy federalnych, a w zasadzie brak zapowiedzi, że takowa nastąpi w najbliższym czasie zostało odebrane jako gołębi sygnał, co spowodowało sprzedaż dolara amerykańskiego, a umocniło polskiego złotego. Pozytywny klimat dla bardziej ryzykownych aktywów utrzymywał się również na rynkach akcji w Europie, przynajmniej na początku sesji. Po południu jednak na wielu europejskich parkietach pojawił się kolor czerwony. Rynki mogą się obawiać rozczarowania ze strony Banku Japonii, ze względu na bardzo duże oczekiwania.

Wydaje się, że jutrzejsze posiedzenie Banku Japonii będzie dużo ważniejsze dla dalszego rozwoju sytuacji na rynkach. Oczekiwania są bardzo duże, gdyż Bank ma szereg instrumentów, które może wykorzystać w celu dalszego stymulowania gospodarki japońskiej. Władze monetarne mogą poszerzyć skup funduszy typu ETF, które opiewają na akcje oraz nieruchomości, a także zwiększyć bazę monetarną. Według ankiety przeprowadzonej przez agencję Bloomberg wśród 39 ekonomistów aż 28 z nich oczekuje powiększenia skupu funduszy typu ETF.

Ankieta dotycząca ewentualnych jutrzejszych decyzji BoJ

Fed bez zmian, czas na BoJ 10

Źródło: Bloomberg

Oczywiście brak jakichkolwiek działań spowoduje ogromne rozczarowanie rynków, a co za tym idzie spadki na giełdach, umocnienie jena oraz osłabienie polskiego złotego. Taki scenariusz nie jest do końca wykluczony, gdyż Bank Japonii może poczekać do września, kiedy będzie miał pewność co do kształtu pakietu fiskalnego sporządzonego przez rząd.

Jutro od rana można spodziewać się dużej zmienności na rynku, a w szczególności na parach z jenem japońskim. Ruchy na USD/JPY mogą sięgać nawet 500 pips’ów, co wynika z zmienności implikowanej dla opcji z tygodniowym terminem wykupu.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz