Czy dalsze spadki cen ropy zostaną powstrzymane?

W zeszłym tygodniu doszło do mocnej przeceny na rynku ropy naftowej ze względu na wzrost amerykańskich zapasów, który zaskoczył rynek. Zapasy wzrosły aż o 1,7 mln baryłek a spodziewano się spadku o 2,5 mln baryłek, pozostając na najwyższym od 20 lat sezonowym poziomie. Ogólnie lipiec był najgorszym w tym roku miesiącem dla ropy, a ceny amerykańskiej odmiany WTI spadły aż o ponad 14 proc. Utrzymywanie się zapasów na najwyższym od 20 lat poziomie, rosnąca od 5 tygodni ilość działających, amerykańskich wiertni, spadająca konsumpcja ropy na Bliskim Wschodzie i słabe kwartalne wyniki zaraportowane przez takie koncerny jak Exxon Mobil Corp. czy Royal Dutch Shell Plc. – to wszystko wskazuje, iż nieprędko zobaczymy koniec przeceny na rynku paliw. Ropa WTI handluje obecnie nieco powyżej 40,5 dolarów za baryłkę, o ponad 5,5 proc. niżej niż tydzień temu. Ropa Brent handluje obecnie nieco powyżej 42,5 dolarów za baryłkę, również o ponad 5,5 proc. niżej niż tydzień temu.

W zeszłym tygodniu dolar amerykański stracił na wartości do większości walut przez gołębi komunikat Fed-u odnośnie stóp procentowych oraz słaby odczyt amerykańskiego PKB za II kwartał roku. Fed na środowym posiedzeniu nie zmienił swojego zachowawczego stosunku do dalszych podwyżek stóp w tym roku. Natomiast amerykańskie PKB w II kwartale wzrosło jedynie o 1,2 proc. wobec oczekiwanego wzrostu o 2,6 proc. (odczyt annualizowany). Taki odczyt odsunął jeszcze bardziej w czasie ewentualną podwyżkę stóp procentowych w USA, a kontrakty terminowe na stopę procentową dają już mniej niż 40 proc. szans, iż taka podwyżka nastąpi w tym roku. Te same kontrakty wskazują dopiero wrzesień przyszłego roku jako pierwszy realny termin podwyżki (szanse powyżej 50 proc.). Para EURUSD zyskała w zeszłym tygodniu ponad 1,6 proc. i jej notowania zbliżają się obecnie do poziomu 1,12. Para USDPLN straciła w zeszłym tygodniu ponad 1,7 proc. i handluje obecnie poniżej poziomu 3,90.

Największym beneficjentem zeszłego tygodnia był japoński jen, który zyskał do większości walut po tym jak Bank Japonii wprowadził, znacznie mniejszą od oczekiwań, zmianę do swojego planu poluzowywania pieniężnego. Wbrew oczekiwaniom inwestorów, gubernator Banku Japonii – Haruhiko Kuroda, nie zdecydował się jednak wesprzeć rządowego pakietu fiskalnego polityką monetarną, co gwałtownie umocniło jena. Para USDJPY straciła w zeszłym tygodniu ponad 3,2 proc. i obecnie ociera się o poziom 102 jenów. Para UERJPY straciła ponad 1,7 proc. i obecnie handluje nieco powyżej poziomu 114 jenów. Para GBPJPY straciła ponad 2,9 proc. i obecnie handluje w pobliżu poziomu 135 jenów.

W tym tygodniu uwaga skupi się na czwartkowym posiedzeniu Banku Anglii. Szanse na obniżenie stóp procentowych na tym posiedzeniu są niemal 100 proc., po tym jak produkcyjne i usługowe odczyty PMI drastycznie spadły.  Kluczowa dla rynków będzie skala obniżki (większość analityków widzi tu 25 punktów bazowych) oraz czy Bank zdecyduje się na wprowadzenie dodatkowego pakietu stymulacyjnego w formie zakupu aktywów lub udostępnienia linii kredytowej dla brytyjskich banków komercyjnych. Inwestorzy będą również oczekiwali na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie oczekuje się przyrostu 175 tys. nowych miejsc pracy w lipcu. Słabszy odczyt byłby kolejną przesłanką do zmniejszenia szans na podwyżkę amerykańskich stóp procentowych jeszcze w tym roku.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Rejestry kredytowe – stracimy z nimi czy zyskamy?

Czy obsługa klientów indywidulanych korzystających z kredytów  mogłaby odbywać się w dzisiejszych realiach bez sprawnie działających systemów wymiany informacji kredytowej?  Czym jest ów system? Kto i jakie czerpie z niego korzyści? Czy jest to tylko standard polski czy może europejski? I czy w ogóle przysłowiowego Kowalskiego powinno to interesować?

Aby zrozumieć podstawowy cel wymiany informacji kredytowej wystarczy odpowiedzieć sobie na  proste pytanie. Czy pożyczylibyśmy pieniądze osobie, o  której nic nie wiemy? Dodajmy, że chodzi o pieniądze, które nie należą do nas i na pewno będziemy musieli je po jakimś czasie oddać? Najprawdopodobniej nasza decyzja byłaby negatywna. Jeśli jednak ktoś zdecydowałby się je pożyczyć wziąłby na siebie ogromne ryzyko. Taką sytuację można przenieść wprost na relacje bank – klient. Po jednej stronie mamy kredytodawcę, który chciałaby wiedzieć o swoich klientach jak najwięcej, a po przeciwnej klienta, którego doświadczenie na rynku kredytowym, liczba ewentualnych zobowiązań i rzetelność pozostają niewiadomą.  Gdzieś pośrodku znajduje się rejestr kredytowy, do którego banki bądź inne instytucje udzielające kredytów i pożyczek przekazują informacje o zobowiązaniach swoich klientów i terminowości ich spłat.

Komu służą rejestry kredytowe?

Korzyść z istnienia rejestrów kredytowych dla sektora bankowego tak w Polsce jak i każdym innym kraju jest oczywista – kompleksowa  wiedza na temat klienta, a więc ograniczenie ryzyka nietrafionej decyzji, a jednocześnie usprawnienie procedur i stopniowe obniżanie kosztów.  Korzyści odnajdziemy również w warstwie społecznej. Dostęp do pełnej informacji o klientach zobowiązuje banki i inne instytucje do odpowiedzialnego kredytowania, a klientów do odpowiedzialnego pożyczania wskazując skalę ich aktualnych osobistych zobowiązań i chroniąc ich tym samym przed nadmiernym zadłużaniem się.

Twoje 100% wpływu na historię kredytową

Czy przysłowiowy Kowalski czuje się pełnoprawnym uczestnikiem systemu wymiany informacji kredytowej? Raczej nie, a w rzeczywistości nim jest i ma 100% wpływu na to jakie informacje na jego temat w tym systemie się znajdują. W Polsce rejestrem kredytowym gromadzącym dane z całego sektora kredytowego jest Biuro Informacji Kredytowej czyli tzw. BIK. Istnienie centralnego zbioru, do którego przekazywane są informacje kredytowe powoduje, że wymiana danych o klientach instytucji bankowych nie ogranicza się do nich samych. Każdy z nas ma swobodny dostęp do informacji na swój temat jakie zostały przekazane do BIK.

Co z tego wynika – dla nas?

  • Trzymamy rękę na pulsie i monitorujemy poprawność danych przekazywanych na nasz temat przez banki do BIK. Możemy to robić dowolnie często, bez wychodzenia z domu, dzięki serwisowi bik.pl
  • Budujemy pozytywną historię kredytową, która jest potwierdzeniem naszej rzetelności i najlepszym argumentem do negocjacji z bankiem.
  • Możemy szybciej i łatwiej otrzymać kredyt.
  • Zweryfikujemy, czy kredyt, który poręczyliśmy jest spłacany w terminie.
  • Online, bez opłat, w dowolnym miejscu i czasie zastrzeżemy swój dowód osobisty.
  • Chronimy się przed wyłudzeniem kredytu na nasze dane.

Po co budować historię kredytową

Wielu osobom BIK może kojarzyć się negatywnie i traktują tą instytucję jak przysłowiową „czarną listę”. Tu konieczne jest wyjaśnienie. Ok 90% informacji zgromadzonych w BIK to dane pozytywne, więc jest to raczej „biała lista”.

Rejestr kredytowy –  to polski pomysł na ryzyko?

Instytucja taka jak BIK nie jest wymysłem jedynie polskiego sektora bankowego. Rejestry kredytowe od dawna istniały za granicą i wpisały się w krajobraz branży finansowej w szerszym zakresie niż w Polsce. Z tego też powodu budowanie historii kredytowej czy własnego scoringu dla obywatela Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA jest standardem, o czym przekonują się Polacy wyjeżdzający na stałe do innych krajów. W Wielkiej Brytanii historię kredytową możemy zweryfikować m.in. w trzech głównych biurach Callcredit (www.callcredit.co.uk),  Experian (www.experian.co.uk), Equifax (www.equifax.co.uk). W każdym z nich otrzymamy raport kredytowy, scoring, ochronę przed wyłudzeniem kredytu w postaci alertów lub ostrzeżeń.  Większość produktów, poza okresem próbnym czy testowym, jest płatna. W Polsce – w BIK – podobnie, możesz bezpłatnie otrzymać  informacje ustawową raz na pół roku, założyć konto, uruchomić funkcję zastrzegania. Jeśli chcesz mieć dostęp do raportu w każdej chwili, chcesz zadbać o swoje bezpieczeństwo i ustrzec się wyłudzenia na Twoje dane kredytu musisz ponieść  symboliczne w stosunku do potencjalnych zysków opłaty.

Dużo lub jeszcze więcej danych w bazie

Najstarsze europejskie biuro kredytowe Schuffa działa w Niemczech. Każdy Niemiec ma dostęp do części klienckiej w Schuffie zwanej meineSCHUFA, w której otrzyma raport kredytowy, scoring, powiadomienia o zmieniającej się historii kredytowej czy specjalny raport o wiarygodności najemcy – dla rynku wynajmu mieszkań. Włoski serwis Mister Cedit (www.mistercredit.it) proponuje dodatkowo usługi doradcze, aplikacje do zarzadzania finansami czy ochronę karty kredytowej. Rejestry kredytowe funkcjonują również w Skandynawii. W Szwecji minUC (www.uc.se) oferuje raport kredytowy, który poza danymi odnośnie kredytów zawiera również informacje o posiadanych nieruchomościach czy zarobkach. W Finlandii Omatieto (www.omatieto.fi) udostępnia historię i scoring, ale także raport o najemcy zawierający dane o zatrudnieniu i możliwość sprawdzenia przyszłego pracodawcy. Dwa wspomniane wcześniej rejestry czyli  Experian (www.experian.com) i Equifax (www.equifax.com) świadczą swoje usługi również w USA. Nie można pominąć TransUnion (www.transunion.com ) i Fico (www.fico.com) – które na rynku amerykańskim poza raportami z historią kredytową, scoringiem  i ostrzeżeniami dostarczają szerszy zakres usług związany z ochroną tożsamości, np. monitorowanie Internetu pod kątem nielegalnego wykorzystania danych, „lost wallet protection”, czyli pomoc w przypadku utraty ważnych dokumentów, „security freeze”- rozwiązanie umożliwiające  zablokowanie dostępu do swojego raportu kredytowego dla instytucji kredytujących, czy nawet powiadomienie o tym, że w okolicy zameldowała się osoba skazana za przestępstwa seksualne.

Korzystając z usług finansowych, należy mieć świadomość, że historia kredytowa to potwierdzenie naszej wiarygodności, a to czy jest pozytywna czy negatywna zależy wyłącznie od nas samych. Rejestry kredytowe zarówno BIK w Polsce jaki i wiele innych za granicą rejestrują nasze wszystkie działania kredytowe. Z właściwym podejściem, dzięki rejestrom kredytowym możemy tylko zyskać.

Michał Ajchel: Zarządzanie energią będzie bardziej inteligentne

Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska
Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska

Nadchodzące lata będą kluczowe pod względem zmian w sposobie zarządzania energią w Polsce i na świecie. Rosnąca rola rozproszonych źródeł energii i tej pochodzącej ze źródeł odnawialnych sprawia, że będą one miały istotny wpływ na działanie sieci energetycznych. W obszarze przesyłu i dystrybucji energii będziemy zmierzać w kierunku jeszcze większej optymalizacji pracy sieci, efektywnego rozdziału oraz zwiększenia bezpieczeństwa zasilania – mówi Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska.

Przyszłość zarządzania energią

Obecne trendy wskazują, że na całym świecie operatorzy sieci energetycznych stają przed dużym wyzwaniem, jakim jest integracja rozproszonych źródeł energii. Niemałą rolę odgrywają tutaj źródła energii odnawialnych. Biorąc pod uwagę spadające ceny technologii solarnych, przede wszystkim paneli PV, należy przypuszczać, że udział tych ostatnich źródeł będzie rozwijał się coraz dynamiczniej. Trudno jednak dziś powiedzieć jak będzie przebiegać ten proces w Polsce w związku z nową ustawą OZE. Nie mniej do starych jak i nowych sposobów produkcji energii coraz szybciej będą dołączały także nowe elementy sieci, jak magazyny energii, czy samochody elektryczne, których wpływ na pracę systemu elektroenergetycznego będzie coraz większy. Niewątpliwie wyzwaniem stanie się sposób zarządzania tak skomplikowanym systemem.

Jak poprawić jakość i przesył energii?

Nieuniknione zmiany zachodzące w infrastrukturze elektroenergetycznej sprawiają,
że operatorzy systemów energetycznych muszą zmieniać swoje strategie biznesowe, tak, aby produkowana energia mogła w sposób ciągły i bezpieczny trafiać do odbiorców końcowych. To z kolei rodzi nowe wyzwania dla producentów rozwiązań energetycznych, takich jak Schneider Electric, którzy muszą im sprostać. Dlatego, też nasza firma od lat pracuje nad rozwojem i wprowadzaniem nowych, coraz bardziej inteligentnych technologii
w zakresie przesyłu i rozdziału energii. Nowatorskimi rozwiązaniami są tutaj zaawansowane rozwiązania w dziedzinie zarówno kompleksowego zarządzania sieciami dystrybucyjnymi (systemy typu ADMS, SCADA), jak i systemami rozproszonymi, m.in. Self Healing Grid (SHG). System SHG został zresztą już kilkukrotnie doceniony w Polsce za bardzo nowatorskie i skuteczne rozwiązanie pod względem skracania czasu przerw w zasilaniu i podnoszeniu bezpieczeństwa dostaw energii. Nieplanowane przerwy w dostawie energii (mierzone współczynnikami SAIDI, SAIFI) oraz stosunkowo niska jakość energii (wyrażana często niskim poziomem napięcia) to problemy, z którymi obecnie w Polsce musimy się zmierzyć.

Przyszłością są również inteligentne transformatory Minera SGrid, które doskonale spełniają funkcje regulacyjne w sieciach ze źródłami rozproszonymi oraz w sieciach o nieco gorszych parametrach technicznych. Producenci tacy jak my, ale również zarządcy muszą śledzić i podążać za nowymi trendami, ale także przewidywać nowe kierunki i dostarczać rozwiązania, które będą skorelowane z długoterminowymi trendami na rynku oraz planami rozwoju sieci energetycznych.

Rosnące zapotrzebowanie na energię, coraz bardziej zróżnicowane i rozproszone sposoby generacji, konieczność bardziej efektywnego wykorzystania energii sprawiają, że znacząco rośnie rola zarządzania popytem. Istotnym elementem w zachowaniu równowagi energetycznej na rynku staje się Demand Response, dzięki któremu możemy redukować moc potrzebną podczas zapotrzebowania szczytowego, lub w sytuacjach kryzysowych. Demand Response jest często określany jako najczystszy, bez emisyjny sposób generacji energii. Zyskuje on coraz większe znaczenie na światowym rynku i z pewnością będzie rozwijać się również w Polsce.

Toyota zakończyła program testów flotowych nowego Priusa

Przekazanie nowej Toyoty Prius 4 generacjiToyota Motor Europe wybrała m.in. Polskę do przeprowadzenia długodystansowych testów flotowych Priusa 4. generacji we współpracy z wybranymi klientami flotowymi. Do projektu zaproszono korporację taksówkową Wawa Taxi, operatora flot Carefleet S.A. oraz sieć wypożyczalni PANEK Rent a Car.

Partnerem programu jest firma telematyczna Finder. Jej zadaniem było przeprowadzenie szczegółowych pomiarów i analiz działania układu hybrydowego oraz osiągów auta. Pomiary urządzeniem Finder Pro XP wykazały, że do prędkości 60 km/h nowy Prius w realnym użytkowaniu zużywa między 3,2 a 3,8 l/100 km, w zależności od stylu jazdy. Oficjalne dane to 3,6 l/100 km dla auta na 17-calowych kołach.

Dynamika i komfort jazdy

Test flotowy trwał 6 tygodni. Samochody były prowadzone przez wielu kierowców o różnych stylach i dynamice jazdy – managerów flotowych, pracowników oraz właścicieli trzech firm biorących udział w programie. Swoje opinie o samochodzie wyrazili także klienci firmy Wawa Taxi. Pasażerowie hybrydowej taksówki docenili auto za komfort jazdy, zaś kierowcy podkreślili, że Prius wykazuje się niskim spalaniem, dynamiką jazdy i wygodą prowadzenia oraz zapewnia wielostronne wsparcie podczas jazdy w mieście. W szczególności zwrócili uwagę na standardowe wyposażenie hybryd Toyoty w automatyczną skrzynię biegów, która w dużym stopniu ułatwia poruszanie się po mieście.

„Prius idealnie sprawdza się w ruchu miejskim. Jest naszpikowany elektroniką, ale całość jest spójna, a obsługa intuicyjna. Niesamowite wrażenia odczuwa się podczas ruszania silnikiem elektrycznym, słychać tylko szum wydobywający się spod opon” – skomentował Łukasz Karczyński, Kierownik Działu Analiz i Ryzyka Carefleet S.A.

„Toyota Prius zawsze bardzo mi się podobała. Nowa generacja pokazała, że Prius idzie z duchem czasu i ciągle rozwija się technologicznie. Na wyróżnienie zasługuje system ułatwiający parkowanie, który szczególnie sprawdził się w mieście. Zaskoczyła mnie bezprzewodowa ładowarka uwzględniająca także duże gabarytowo telefony, czego próżno szukać w innych autach” – podzieliła się swoją opinią Katarzyna Panek, rzecznik prasowy firmy PANEK Rent a Car.

„Hybrydowy test flotowy Toyoty Prius wypadł nad wyraz pozytywnie. Samochód okazał się ekonomiczny, ekologiczny i bardzo komfortowy dla naszych klientów, co zostało potwierdzone w ankietach” – podsumowała Agata Wieczorek, dyrektor strategiczny Wawa Taxi.

Najniższe spalanie potwierdzone badaniami

Systemy telematyczne firmy Finder dostarczyły analitykom obiektywnych danych o funkcjonowaniu napędu hybrydowego. Wynika z nich, że przy prędkościach miejskich, tj. do 60 km/h testowane Priusy zużywały średnio 3,2–3,8 l/100 km. Podczas jazdy z prędkością 60–90 km/h zużycie paliwa wzrastało nieznacznie i nie przekroczyło 5 l/100 km. Na autostradzie samochody rozpędzały się maksymalnie do ponad 180 km/h i wykazywały się zrywnością i dynamiczną jazdą, sprawiając kierowcom dużo przyjemności.

Z danych telemetrycznych wynika, że duże znaczenie dla oszczędności paliwa ma stopień wykorzystania silnika elektrycznego – im wyższy, tym mniejsze zużycie. Intensywne wykorzystywanie silnika elektrycznego jest możliwe dzięki wydajnemu systemowi odzyskiwania energii z hamowania. Według pomiarów testowane samochody odzyskiwały średnio 2 Wh na kilometr.

Choć nominalnie zasięg hybrydy nieładowanej z gniazdka, takiej jak nowy Prius, na silniku elektrycznym wynosi kilka km, to dzięki stałemu doładowywaniu akumulatorów uczestnikom programu udało się korzystać wyłącznie z jednostki elektrycznej przez większość czasu jazdy, jednocześnie nie rezygnując z dynamiki i znacznej prędkości.

„Mówiąc o samochodach hybrydowych we flotach, nie mówimy już o przyszłości, ale o teraźniejszości. Coraz więcej klientów sięga po to rozwiązanie, czego dowodem są kolejne kontrakty zawierane przez naszą firmę” – powiedział Mirosław Sochacki, Corporate Sales Manager Toyota Motor Poland.

Marcin Nieplowicz – branża leasingowa nastawia się na rekordowy rok

Rynek obrotu ziemią czeka zastój

Deweloperzy ciągle w dobrej kondycji

Deweloperzy mieszkaniowi w II kw. br. znów mogą pochwalić się dobrymi wynikami sprzedaży, co potwierdza stabilny popyt na mieszkania, mimo różnych zawirowań na rynku. – Spółki deweloperskie umiejętnie dopasowały podaż do popytu i od kilku lat w zasadzie nie ma problemu niesprzedanych inwestycji, niedopasowanych cen, metraży itd. – zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Duży popyt

Według danych Amron, I kw. br. okazał się już dziesiątym z rzędu okresem umiarkowanego wzrostu cen mieszkań w ujęciu rok do roku. – Na przestrzeni ostatnich trzech lat ceny transakcyjne na największych rynkach wzrosły o 5,7 proc. – podają analitycy DM mBanku. Tak dobra sytuacja przełoży się korzystnie na zyski deweloperów w kolejnych latach. Np. analitycy DM mBanku prognozują, że spółka Polnord, choć ubiegły rok zakończyła stratą netto rzędu 140 mln zł, w tym roku powinna zanotować zysk w wysokości 14 mln zł, który wzrośnie w 2017 r. do 26 mln zł. Deweloper aktualnie ma w ofercie ponad 1 300 mieszkań oraz jeden z największych banków ziemi, obejmujący prawie 160 hektarów. Prezes Zarządu Polnordu, Dariusz Krawczyk zaznacza jednak, że spółka nie zamierza z nikim „ścigać” się na liczbę sprzedanych lokali. – Przykładamy znacznie większą wagę do osiągnięcia odpowiedniego poziomu EBITDA – mówi Dariusz Krawczyk. Jego zdaniem, dobra koniunktura na polskim rynku nowych mieszkań powinna się utrzymać do końca 2017 r.

Co dziś się sprzedaje? – Inwestorzy, którzy mają spory wkład w aktualnym popycie, kupują chętnie zarówno kawalerki, jak i większe, kilkupokojowe mieszkania. Średnio mogą zarobić na tych transakcjach ok. 4-5 proc. rocznie a w niektórych przypadkach zysk ten może sięgnąć nawet 8 – 9 proc. rocznie. Z kolei osoby szukające mieszkania na własne potrzeby, z reguły posiłkując się kredytem hipotecznym, w Warszawie koncentrują się na ofertach w cenie ok. 300 – 350 tys. zł. W innych miastach pułap ten oscyluje w granicach 200 – 250 tys. zł – szacuje Dariusz Krawczyk.

Z dobrym portfolio

Według analityków spółki Euler Hermes w kolejnych latach popyt na mieszkania może zacząć hamować. – Dodatkowe obciążenia banków w postaci większej składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny oraz podatku bankowego, jak również rosnąca presja na dopasowanie długości aktywów i pasywów (20-30 letnie kredyty hipoteczne versus lokaty na 3 – 12 miesięcy), a także konieczność stosowania znacznie rozsądniejszych niż w przeszłości kryteriów oceny kredytobiorców, mają negatywny wpływ na podaż kredytów hipotecznych, a także windują ich ceny – tłumaczy Tomasz Starus.
Jak jednak zaznaczają przedstawiciele Polnordu, duże spółki z odpowiednio dobranym portfolio projektów nie mają czego się obawiać. – Mieszkania o funkcjonalnym rozkładzie, w dobrych lokalizacjach, odpowiednich metrażach i cenach zawsze znajdą nabywców, nawet jeśli czas ich sprzedaży będzie trwał dłużej – zauważa Wioletta Kleniewska, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Polnordzie.

Oblicze dzisiejszego rynku zmieni się w najbliższych latach również pod wpływem rządowego programu budowy mieszkań na wynajem, które po kilkudziesięciu latach staną się własnością najemców. – Z jednej strony to zwiększy podaż mieszkań. Z drugiej, najemcy kwalifikujący się do programu najprawdopodobniej i tak nie spełniliby kryteriów banków, a zatem nie byliby w stanie kupić mieszkania porównywalnej wielkości, czy wręcz jakiegokolwiek „M” od dewelopera – tłumaczy Tomasz Starus. Również analitycy DM mBanku przekonują, że rządowy program Mieszkanie+ będzie miał umiarkowany wpływ na spółki ze względu nie tylko na realne ograniczenie beneficjentów do osób w większości nie będących klientami deweloperów, lecz także ograniczoną skalę, którą w ich ocenie osiągnie program. – Największe ryzyka znajdują się w sferze budowy oczekiwań, mogących ograniczyć popyt na mieszkania – przekonuje Piotr Zybała, analityk DM mBanku.

Podsumowanie półrocza branży winiarskiej

Realizacja prawie dwucyfrowej dynamiki sprzedaży firmy Jantoń oraz znacząca poprawa widoczności jej produktów na rynku. Wzrost sprzedaży na poziomie 15,6% i nowa strategia rozwoju i innowacyjności firmy TiM S.A. To tylko niektóre z sukcesów Członków ZP Polska Rada Winiarstwa w pierwszym półroczu 2016 r. Widać już też wyraźnie obiecujące perspektywy dla cydrów i kolejne sukcesy rynkowe tego produktu. Może się on okazać hitem sprzedażowym tego sezonu.

Firma Jantoń pierwsze półrocze zamknęła prawie 10% dynamiką sprzedaży w stosunku do roku ubiegłego. Jest to konsekwencja zwiększenia poziomu dystrybucji jej produktów.

Po pierwszym półroczu widzimy że przyjęta wcześniej przez naszą firmę strategia rozbudowy poziomu dystrybucji naszych produktów ma pozytywny wpływ na wyniki sprzedaży i pozwala nam na większą dynamikę rozwoju, niż tempo wzrostu rynku w kolejnych okresach – tłumaczy Jacek Jantoń.

 W tym roku spółka Jantoń chce podwoić sprzedaż cydrów.  Po pierwszym półroczu i planach na drugie półrocze firma jest przekonana, że zrealizuje ten cel. W ubiegłym roku firma również zanotowała dodatnią dynamikę sprzedaży w tym segmencie.

– Jest to wypadkowa wcześniejszej strategii opartej na wysokiej jakości naszego produktów oraz wdrożeniu długofalowej strategii marketingowej, której celem jest uzyskanie 20% udziału w rynku cydru – podkreśla Prezes Jantoń.

Sukces rynkowy cydrów to też wypadkowa tego, że klienci poszukują nowych wyrobów, nowych smaków, są zainteresowani produktami pochodzącymi z całego świata.

– Pierwsze półrocze na polskim rynku cydru było stabilne – dodaje Jerzy Kwaśniewski, Prezes ZP Polska Rada Winiarska. – Co oznacza pozyskanie stałych odbiorców tego trunku. Ciepły czerwiec spowodował zdecydowany wzrost zainteresowania produktem, którego sprzedaż ma tendencję wzrostową. Mamy nadzieję, że obecny sezon letni będzie dla branży bardzo korzystny i satysfakcjonujący.

W pierwszym półroczu br. roku spółka TiM S.A odnotowała stabilną sprzedaż cydru, zarówno  w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym. Tutaj również prognozy na sezon letni są optymistyczne i obiecujące.

Notujemy wzrosty sprzedaży Cydru Polskiego oraz linii Polskich Klasycznych w porównaniu z miesiącami zimowo-wiosennymi– powiedział Mariusza Glenszczyk, Wiceprezes Spółki, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu TiM S.A. – Możemy z nieukrywaną satysfakcją ogłosić też, że spółka w pierwszym półroczu br. wypracowała wzrost sprzedaży na poziomie 15,6%. Jest to o tyle budujące dla nas jako dla organizacji, że cała branża winiarska w zeszłym roku zanotowała przyrost na poziomie 8-9%.

Firma TiM S.A. podkreśla też, że stawia sobie ambitne plany, nie tylko sprzedażowe, które  zakładają ciągły, dynamiczny progres firmy w oparciu przede wszystkim o stabilne warunki towarzyszące prowadzonej działalności. Umacnia swoje wiodące brandy takie jak wino marki CONO SUR (ta marka  jest w tym roku oficjalny sponsor TOUR DE FRANCE) , Cydr Polski oraz linia Polskie Klasyczne, wina: OAK VIEW, CUDGEE CREEK, TIERRA AUFERA, PANUL czy PORTADA.  Sprzedaż tych marek firma wspiera własnymi działaniami (promocje sprzedażowe, reklama) oraz  współpracą z agencją PR oraz agencją social media.

Świętując sukcesu warto pamiętać jednak i o wyzwaniach. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie dla branży winiarskiej w Polsce będzie ich sporo. Planowane zmiany w prawie, ryzyko zmian kursu walut to tylko niektóre zagrożenia, z którymi zapewne przyjdzie się zmierzyć producentom, importerom i dystrybutorom wina i napojów winiarskich.

Ustawa antyterrorystyczna wprowadza niejawność działań służb. To zwiększy ich skuteczność

0

CEO Magazyn Polska

Ustawa antyterrorystyczna jest przykładem nowego modelu zarządzania służbami i informacjami pozyskanymi przez służby, a szef ABW stał się ich dyspozytorem i koordynatorem – ocenia Dariusz Wasiak z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał, że nowe regulacje łamią wolności i brak jest nad nimi kontroli. Niejawność może jednak poprawić skuteczność działań służb.

Przepisy ustawy o działaniach antyterrorystycznych weszły w życie 25 lipca. Jedną ze zmian jest obowiązek podawania danych osobowych przy kupowaniu kart przepłaconych na telefony komórkowe. Zdaniem eksperta to zmiana niezbędna dla skutecznego działania służb.

W ten sposób pozyskują one informacje o abonentach, a to skraca czas reakcji na usunięcie ewentualnego zagrożenia wywołanego m.in. zgłoszeniem telefonicznym. Niewątpliwie jest to regulacja potrzebna, wskazuje nowy model zarządzania służbami i informacjami pozyskanymi przez specsłużby. Przede wszystkim zwiększa efektywność działania służb – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Wasiak, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Użytkownicy mają czas na zarejestrowanie danych osobowych wcześniej zakupionych kart pre-paid do lutego 2017 roku. Abonenci muszą podać imię, nazwisko i PESEL albo serię i numer dokumentu tożsamości, a cudzoziemcy spoza Unii – numer paszportu lub karty pobytu.

Wprowadzono nowy model zarządzania służbami i informacjami przez nie pozyskanymi. Zwiększa to efektywność działania służb i umożliwia szybsze reagowanie na informacje przekazane telefonicznie, ponieważ można zidentyfikować podmiot, który wykonuje połączenie. Jest oczywiście możliwość ominięcia struktury rejestracyjnej, ale będą to znikome elementy, które będą pod nadzorem służb – mówi wykładowca WSB we Wrocławiu.

Wzmożona kontrola obywateli, choć uzasadniona zagrożeniem terroryzmem, wzbudza duże kontrowersje. Wskazywano, że narusza prawa, które gwarantuje konstytucja.

Niemniej jednak daje ona takie uprawnienia ustawodawcy właśnie w ramach ważenia zagrożenia. Jak wskazuje ustawa, są nim zagrożenia terrorystyczne, element dekodujący stan bezpieczeństwa – zaznacza Wasiak.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał, że działania organów ścigania i służb, zwłaszcza te realizowane w warunkach niejawności, pozostają w konflikcie z prawem do prywatności, wolnością komunikowania się, ochroną autonomii informacyjnej, a także konstytucyjną gwarancją sądowej ochrony praw jednostki. Dlatego istotne jest dobre uregulowanie praw służb. Takich w ocenia RPO w polskiej ustawie antyterrorystycznej brakuje.

Rzecznik stoi na stanowisku, że właśnie ta niejawność jest elementem, który rodzi podejrzenia o mogące wystąpić nieprawidłowości, ale skuteczne działania zapobiegające tym wydarzeniom mają się opierać właśnie na tej niejawności. Im mniejszy krąg osób będzie o tych informacjach wiedział, tym większa będzie skuteczność – analizuje Wasiak.

Ustawa porządkuje też koordynację działania służb. Dostęp do wszystkich informacji będzie mieć szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tym samym zostanie wprowadzony nowy model zarządzania służbami i pozyskiwanymi od nich informacjami.

Uważam, że to słuszne działanie – podkreśla ekspert. – Również w innych krajach służby opierają się na niejawności. Należy jednak wskazać, że tylko od kompetencji tych osób zależy, czy ta niejawność zostanie odpowiednio wykorzystana.

Wprowadzenie przez Ministerstwo Rozwoju zmian dotyczących OFE może dać polskiej giełdzie impuls do wzrostów

CEO Magazyn Polska

Zaproponowane przez ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego zastąpienie OFE przez konta emerytalne oraz Fundusz Rezerwy Demograficznej teoretycznie mogą dać impuls do wzrostów polskiej giełdzie. Mają bowiem oznaczać inwestycje w akcje i obligacje korporacyjne. Plan wicepremiera obarczony jest jednak ryzykiem, czy kolejne miliardy złotych nie znikną w dziurze budżetowej.

– To po raz pierwszy jest jakaś istotna informacja, która może zakończyć już ten trwający dwa albo nawet trzy lata od poprzedniej reformy OFE okres niepewności na tym rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Niedzielewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Investors TFI. – Jeżeli wszystkie, nie tylko związane z OFE, projekty Ministerstwa Rozwoju, które zostały ostatnio przedstawione, rzeczywiście urzeczywistnią się, to może się okazać, że na polskiej giełdzie będzie za 2–3 lata zdecydowanie lepiej, niż do tej pory inwestorzy uważali.

Dwa lata temu Polacy po raz pierwszy musieli zdecydować, czy chcą, by niewielką cześć ich składki emerytalnej (2,92 proc.) była odprowadzana do OFE, czy wraz z pozostałą częścią składki (razem 7,3 proc.) na tzw. II filar zapisywana na subkoncie w ZUS. Od 1 kwietnia do końca lipca br. można było zmienić podjętą wcześniej decyzję. Prawdopodobnie po raz ostatni, bo zgodnie z zapowiedziami rządu do 2018 roku OFE przestaną istnieć.

– Mimo że OFE już nie będzie w takiej formie działało jak do tej pory, to biorąc pod uwagę wszystkie plany, jeżeli oczywiście dojdą do skutku i będą tak wyglądały jak chce tego Ministerstwo Rozwoju, to rzeczywiście może to być dobry moment dla polskiej giełdy i rynku kapitałowego, a w szczególności rynku obligacji korporacyjnych, który może na tym sporo zyskać – przekonuje Niedzielewski.

Według zapowiedzi ministra Morawieckiego pozostałe w OFE 140 mld zł miałyby zostać podzielone. Ćwierć tej kwoty zostanie przekazana na Fundusz Rezerwy Demograficznej (ekonomiści ostrzegają, że jest to kwota, która może zniknąć na wypłaty bieżących świadczeń). Reszta ma trafić na indywidualne konta, przy czym 25 proc. może zostać wypłacone w momencie przejścia na emeryturę, a reszta w miesięcznych ratach.

– Te nowe pieniądze, które mogą przyjść na rynek kapitałowy z nowych programów, które zostały ogłoszone i których projekty dopiero, to tych pieniędzy na razie nie ma – studzi emocje Niedzielewski. – To są tylko plany i zapowiedzi, do których nie jesteśmy w stanie jeszcze się odnieść, ponieważ tam na dzisiaj nie ma żadnych pieniędzy. Na dzisiaj pieniądze są w OFE.

Udział w aktywach Funduszu Rezerwy Demograficznej zwiększą zwłaszcza obligacje korporacyjne polskich firm. Po reformie do FRD trafić mają papiery o wartości ok. 14 mld zł (cały fundusz obecnie ma uzbierane ok. 18 mld zł). Obecnie w obligacjach firm ulokowane jest mniej więcej 100 mln zł. Natomiast akcje z OFE znaleźć się mają w części przypisanej bezpośrednio oszczędzającym na emeryturę.

– Na pewno wiele z tych podmiotów, które się zmienią z OFE czy z zarządzających OFE towarzystw emerytalnych w fundusze inwestycyjne zostanie włączonych do banków, w tych bankach, w których dzisiaj są w obrębie, i TFI, mają własne TFI i mają własne OFE – one zostaną połączone – wyjaśnia dyrektor Departamentu Inwestycji Investors TFI. – Nie jest tak, że branża nagle dostanie kilkunastu nowych uczestników, tylko większość z nich jednak zostanie włączona w dzisiejszy krwiobieg rynku finansowego w Polsce, więc drastycznych zmian rentowności branży nie powinno być.

Polska potęgą drobiarską. Dynamicznie rośnie produkcja i eksport mięsa

CEO Magazyn Polska

Polska jest europejskim liderem w produkcji mięsa drobiowego. W ubiegłym roku wyniosła ona ponad 2,3 mln ton, w tym może być o 300 tys. ton większa – szacują eksperci Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Dynamika wzrostu eksportu może być jeszcze większa – prognozy mówią o ponad 18-proc. wzroście. Na eksport trafia ponad 40 proc. produkcji.

Eksport w produkcji drobiarskiej i jajczarskiej to bardzo istotny element działalności, bo poziom produkcji znacznie przekracza możliwości zagospodarowania krajowego rynku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej (KRD-IG). – Mięsa drobiowego musimy wysyłać co najmniej 40 proc., a jajek nawet ponad 40.

Według Głównego Urzędu Statystycznego ubiegły rok był bardzo udany dla producentów drobiu. Największe krajowe zakłady zatrudniające ponad 50 osób wyprodukowały łącznie ponad 2,1 mln ton tego rodzaju mięsa (całość produkcji to ponad 2,3 mln ton). Wzrosła także sprzedaż zagraniczna, która wyniosła aż 909 tys. ton, co stanowiło 42 proc. całego wolumenu produkcji.

Od dwóch lat jesteśmy czołowym producentem mięsa drobiowego w Unii Europejskiej, wytwarzamy najwięcej. Za nami jest Francja z około 2 mln ton – potwierdza Rajmund Paczkowski. – Wyniki wysyłki zagranicznej świadczą o wysokiej jakości naszych produktów. Obecnie nie ma zarejestrowanych przypadków, które świadczyłyby o wadach polskiego mięsa drobiowego i jaj.

Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej ocenia, że w tym roku produkcja wzrośnie o 10 proc. (do poziomu ponad 2,6 mln ton), a eksport – o 18 proc. Już po pierwszych czterech miesiącach roku wynik był znacznie lepszy niż rok temu (ok. 323,2 tys. ton wobec 276,5 tys. ton). Producenci liczą na zwiększony eksport m.in. do krajów azjatyckich (np. Chin i Tajwanu) oraz do Afryki (np. RPA).

Polska jest też siódmym producentem jaj konsumpcyjnych na świecie. Na krajowym rynku konsumowane jest ok. 60 proc. produkcji. Reszta trafia za granicę.

Konkurencję wygrywamy również tym, że nasze ceny nie są wysokie – precyzuje Rajmund Paczkowski. – Wynika to z pewnych krajowych uwarunkowań. Polska pasza jest trochę tańsza niż w Unii Europejskiej, ponieważ w ubiegłym roku mieliśmy dobre zbiory. Ze struktury cen wynika natomiast to, że pasza jest największym kosztem produkcji, dlatego jesteśmy konkurencyjni.

Szczególnie korzystnie rozwija się sprzedaż jaj do Czech (czwarta pozycja wśród odbiorców, za Niemcami, Holandią i Włochami). W pierwszych czterech miesiącach eksport był o ponad jedną czwartą większy niż rok wcześniej. Problem w tym, że część dostaw Czesi zakwestionowali ze względu na złe oznakowanie, a tamtejszy minister rolnictwa zakwestionował jakość polskich produktów i oskarżył producentów o dumping cenowy.

Mamy dość długie doświadczenie z czarnym PR w tym kraju – tłumaczy Rajmund Paczkowski. – Czesi bronią w ten sposób, oczywiście poza normalnie przyjętymi metodami, swojego rynku. Chcą wyeliminować nasze produkty, które są dobre i niedrogie, co bardzo boleśnie odczuwa czeska konkurencja. Dlatego tak intensywnie propagowana jest teoria o pewnych błędach w oznakowaniu naszych jajek. Nawet jeśli faktycznie takie były, to nie ma absolutnie podstaw do tego, żeby robić taki raban.

T-Mobile z Nokią testują przesył danych z prędkością 1 Gbps. Pozwoli to na rozwój serwisów wirtualnej rzeczywistości i transmisję filmów w rozdzielczości 8K

CEO Magazyn Polska

62 proc. transferu danych w T-Mobile to przesył przez LTE. Rozwój szybkiego mobilnego internetu to konieczność, bo użytkownicy chcą mieć dostęp do sieci wszędzie i do coraz większych prędkości – podkreślają przedstawiciele operatora. Dlatego T-Mobile testuje z Nokią przepływności przekraczające 1 Gbps, co otwiera drogę do sieci 5. generacji i serwisów internetowych opartych m.in. na wirtualnej rzeczywistości.

Rozwijając sieć LTE, w dużym stopniu przyczyniamy się do cyfryzacji społeczeństwa, do cyfryzacji kraju. Dziś klienci oczekują, że będą mogli korzystać z internetu wszędzie: na wakacjach, podróżując samochodem, metrem, autobusem – mówi agencji informacyjnej Newseria Thomas Lips, członek zarządu T-Mobile Polska. – Dlatego budujemy sieć tak, by była najlepsza w kraju. To niezwykle ważne dla naszych klientów, a co za tym idzie  także dla nas, ponieważ mamy obsesję na punkcie tego, żeby dostarczać im jak najlepsze usługi.

Wskazuje, że 80 proc. telefonów sprzedawanych w sieci T-Mobile jest już przystosowanych do wykorzystywania technologii LTE i wskaźnik ten bardzo szybko zmierza do 100 proc.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku zasięg LTE w T-Mobile Polska wzrósł z 83 proc. do 95 proc. populacji, co w dużej mierze jest zasługą budowy sieci LTE w oparciu o częstotliwości 800 MHz wygrane na aukcji. Do końca roku zasięg ma objąć 98 proc. populacji. Liczba danych przesłanych przez LTE już stanowi ponad 62 proc. całego transferu w sieci operatora. Dlatego T-Mobile pracuje już nad nowymi technologiami, które zastąpią LTE. Dzięki LTE-Advanced możliwy jest dziś transfer do 300 Mbps.

T-Mobile wspólnie z firmą Nokia, jednym z głównych dostawców technologii LTE do T-Mobile Polska, po raz pierwszy w Polsce zaprezentował technologię agregacji czterech pasm (po 20 MHz każdy). Zespół zajmujący się rozwojem technologii LTE w centrum R&D Nokia we Wrocławiu opracował demonstrację rozwiązania LTE-Advanced Pro, dzięki której operator jest w stanie osiągnąć przepustowość sieci do 1,2 Gbps.

Jakbyśmy kilka lat temu pomyśleli, że będą przepływności rzędu 300 Mbps dostępne w technologii radiowej, to nikt nie pomyślałby, że mogą być serwisy, które będą tego potrzebowały – wskazuje Michał Rabiega, Radio Solution Manager w Nokii. – W tej chwili mówimy już o 1,2 Gbps, a w przyszłości może to być jeszcze więcej i oczywiście serwisy za tym podążą. 

Jest to krok w stronę budowy sieci 5G. Przedstawiciel Nokii wskazuje, że pozwala to na działanie serwisów wirtualnej rzeczywistości, transmisji filmów w wysokiej rozdzielczości 4K czy w przyszłości nawet 8K, a także nowej generacji gier mobilnych.

W pracach nad wzrostem prędkości przesyłu danych istotną rolę odgrywają rodzimi inżynierowie w centrach badawczo-rozwojowych w Polsce.

Nokia ma największe R&D w Polsce i nasi inżynierowie pracują nad bardzo różnymi technologiami, zarówno LTE Advanced, LTE Advanced Pro, jak i 5G. Przygotowują także technologie związane z przenoszeniem radia do chmury, tzw. cloud RAM – wymienia Rabiega. – Bardzo trudno powiedzieć, czy to w Polsce te technologie będą startować. Jeżeli w Polsce pojawią się serwisy, które będą wymagały takich prędkości, to oczywiście będą one wdrażane. Centrum badawczo-rozwojowe Nokii w Polsce i lokalna współpraca z klientami dają nadzieję na to, że takie usługi jak najszybciej pojawią się także w polskich sieciach.

Turystyczne tsunami w Hiszpanii. Dzięki zagranicznym gościom spada bezrobocie i rośnie sprzedaż samochodów

CEO Magazyn Polska

Hiszpania jest w tym roku jednym z najchętniej wybieranych kierunków wyjazdowych przez polskich turystów. Sprzyja temu niestabilna sytuacja w Turcji oraz w Afryce Północnej. Hiszpanie liczą na pobicie ubiegłorocznego rekordu pod względem liczby zagranicznych gości. W tym roku tylko do maja zostawili oni w kraju 24,8 mld euro, czyli o 6,8 proc. więcej niż w tym samym okresie 2015 roku. Dzięki turystom maleje bezrobocie, ożywia się ruch lotniczy i rośnie sprzedaż samochodów.

– W 2015 roku Hiszpanię odwiedziło ponad 68 mln turystów, ustanawiając tym samym nowy rekord tego kraju i zapewniając mu w światowym rankingu trzecie miejsce, po Francji i Stanach Zjednoczonych – mówi agencji Newseria Biznes Zuzanna Gołębiewska, dyrektor Biura Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej. – Obecnie jesteśmy jeszcze przed szczytem sezonu, który przypada na sierpień. Czy tegoroczne turystyczne tsunami ustanowi nowy rekord? Przekonamy się jesienią.

Wakacje to bardzo dobry okres dla gospodarki z dwóch powodów: napływu odwiedzających oraz wyprzedaży, które rozpoczynają się w sklepach. Branża turystyczna ma 11 proc. udział w PKB, więc jest jednym z najważniejszych czynników wzmacniających tamtejszą gospodarkę.

Ten rok jest wyjątkowo korzystny. Jak wynika z danych podawanych przez Izbę, tylko w okresie od stycznia do maja zagraniczni turyści zostawili w Hiszpanii 24,8 mld euro, czyli o 6,8 proc. więcej niż w tym samym okresie 2015 roku. W maju kraj ten odwiedziło blisko 7 mln turystów, o 7,8 proc. więcej niż rok wcześniej.

Najwięcej pieniędzy popłynęło do Katalonii, której udział w przychodach z turystyki wyniósł 22,3 proc., na Baleary (21,1 proc.) i do Andaluzji (16 proc.). Średni wydatek dzienny przypadający na jednego turystę to około 140 euro. Najwięcej wydają Brytyjczycy, Niemcy i Francuzi.

 Zestawienie najpopularniejszych turystycznie regionów nieco się zmienia, jeśli uwzględnimy miesiące zimowe – precyzuje Gołębiewska. – Wtedy na czoło wysuwają się Wyspy Kanaryjskie, najchętniej odwiedzane przez turystów jesienią i zimą.

Hiszpania jest również bardzo popularnym kierunkiem wakacyjnym wśród Polaków. Z ostatniego raportu Polskiego Związku Organizatorów Turystyki (z 29 lipca) wynika, że zajmuje drugie miejsce za Grecją w rezerwacjach wyjazdów.

Czynniki wyjątkowo sprzyjające w tym roku hiszpańskiej turystyce to niestabilna sytuacja w innych zakątkach turystycznych basenu Morza Śródziemnego, na Bliskim Wschodzie oraz niedawne wydarzenia w Turcji związane z nieudanym zamachem stanu – wyjaśnia Gołębiewska. – Niekorzystnie zaś może wpłynąć na nią brexit powodujący spadek kursu funta brytyjskiego, a więc siły nabywczej mieszkańców tego kraju, co według badań przeprowadzonych przez hiszpańskie stowarzyszenie turystyczne Exceltur może doprowadzić do spadku zysków restauracji i sprzedaży wycieczek. Ważne jednak, że ten wpływ nie powinien być znaczący.

Ruch turystyczny bezpośrednio przekłada się na zwiększenie zatrudnienia. Tamtejsza branża turystyczna odpowiada za co piąte stanowisko pracy. Według danych Exceltur tylko do czerwca w sektorze powstało 90 tys. nowych miejsc pracy, o 5,6 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. W czerwcu liczba bezrobotnych zmniejszyła się o ponad 124 tys. osób.

– Są też inne wyraźne efekty wzrostu ruchu turystycznego – zauważa Zuzanna Gołębiewska. – W ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku przepływ pasażerów w transporcie lotniczym wzrósł o 12 proc. Należące do sieci Aena hiszpańskie lotniska zarejestrowały 81,6 mln podróżnych, o 11,9 proc. więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. W tym przypadku czynnikiem sprzyjającym są także stosunkowo niskie ceny paliwa, które przekładają się na ceny biletów lotniczych.

Boom turystyczny w Hiszpanii stał się także jedną z przyczyn rekordowej sprzedaży samochodów. Od początku bieżącego roku sprzedaż samochodów wzrosła o 12,5 proc. W maju br. każdego dnia nabywców znajdowało średnio 5 tys. pojazdów. W sumie sprzedano 113,6 tys. samochodów, z czego 34,1 tys. kupiły firmy zajmujące się wynajmem. To o 37 proc. więcej niż w tym samym miesiącu w 2015 roku.

Według analityków niezależnego Stowarzyszenia Sprzedawców Samochodów, Ciężarówek i Motocykli Ganvam jeśli obecna dynamika popytu na auta w Hiszpanii zostanie utrzymana, to w tym roku sprzedaż przekroczy granicę 1,1 mln pojazdów. Branża ma nadzieję na powrót w przyszłym roku do sytuacji sprzed kryzysu, kiedy roczny poziom sprzedaży sięgał 1,2 mln aut.

GoTFI: do inwestycji w akcje i obligacje spółek trzeba podchodzić selektywnie

Na obligacjach spółek można zarobić, ale trzeba starannie dobierać spółki do portfela i czuwać nad przebiegiem inwestycji. Jeszcze bardziej ryzykownym wyborem są akcje. Zdaniem prezes GoTFI w każdym przypadku należy unikać walorów banków, dobrym wyborem mogą natomiast być papiery firm budowlanych lub eksportowych, pod warunkiem że nie są już bardzo drogie.

– Na rynku obligacji korporacyjnych trudno wskazywać na konkretne branże, bo nawet w tej chwili budowlanka zaczyna być dość ciekawym segmentem po dłuższym okresie restrukturyzacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Beata Kielan, prezes GoTFI. – Natomiast na rynku obligacji korporacyjnych raczej należy patrzeć po prostu na pojedyncze bezpośrednie inwestycje i na pojedyncze spółki. Unikałabym banków, czy to spółdzielczych, czy w ogóle banków. W bankach spółdzielczych mamy głównie obligacje podporządkowane, które są bardzo wysokiego ryzyka, a banki są narażone na dość wysokie ryzyka innego typu.

Obligacje podporządkowane to papiery emitowane przez spółkę zależną z zamiarem zakupienia głównie przez spółkę matkę.

Bankom ciągle ciąży perspektywa ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych, która według różnych ocen będzie kosztować sektor co najmniej 45 mld zł. Poprawiony projekt ma trafić lada moment pod obrady sejmu, jak zapowiada Kancelaria Prezydenta.

Akcje banków na polskiej giełdzie w ciągu ostatniego roku straciły przeszło 15 proc., o połowę więcej niż szeroki rynek. WIG-budownictwo spadł w tym okresie o 4,65 proc., przy czym w ciągu ostatniego miesiąca poszedł w górę o 7,5 proc. Instytucje finansowe „wspięły się” w tym czasie o 0,34 proc.

– Natomiast wszelkie produkcje, w których mamy zabezpieczenia, cała budowlanka w tej chwili to są interesujące segmenty. Trzeba jednak pamiętać,  że przede wszystkim selekcja, selekcja i selekcja, to jest główne motto, którym należy się tutaj kierować – radzi Kielan.

Z zestawienia Analiz Online wynika, że spośród dwudziestu kilku notowanych przez firmę funduszy obligacji korporacyjnych od początku roku żaden nie przyniósł strat (choć jest taki, który nie zarobił nic), a rekordzista zyskał ledwie 3,2 proc. To oczywiście więcej niż można było zarobić na lokacie. W ciągu 12 miesięcy straciły dwa fundusze, a najlepszy dał zarobić 4,2 proc. Tymczasem WIG od stycznia wzrósł o 0,54 proc., a przez rok spadł o 10,65 proc.

– Polska giełda to jednak nie jest segment, w którym bym polecała inwestycje; nie szerokim frontem, tutaj wyłącznie jest to praca dla specjalistów, którzy są w stanie wynajdować perełki, natomiast nie jest to inwestycja na zasadzie wchodzę, zamykam oczy i się nie interesuję – przestrzega prezes GoTFI. – Polska giełda jest narażona na takie ryzyko, przede wszystkim związane z suwakiem, na to, że jednak bardzo wiele spółek jest bardzo drogo wycenianych. Nie wiadomo, co będzie dalej z tą reformą OFE, nie wiadomo, co się stanie, czy może powstanie ten jeden fundusz, czy nie.

Los otwartych funduszy inwestycyjnych po wstępnym rozmontowaniu jeszcze przez byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego wydaje się przesądzony po deklaracji Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego. 103 ze 140 mld zgromadzonych w nich złotych mają zostać przekazane na indywidualne konta emerytalne, reszta trafi na Fundusz Rezerwy Demograficznej. Na razie właśnie skończyło się okienko transferowe umożliwiające zadeklarowanie przekazania części składki emerytalnej do OFE lub do ZUS, jeśli dwa lata temu ktoś wybrał inaczej.

– W każdym razie są całe segmenty typu właśnie banki, segment handlowy, które są obarczone dramatycznym ryzykiem. Na polskiej giełdzie już od lat kilku preferuję i wydaje mi się, że to jest dobry pomysł, żeby głównie wybierać spółki, które eksportują, mają głównie produkcję eksportową, bo te spółki korzystają po pierwsze z osłabienia złotego, z szerszego rynku i w związku z tym dają większe szanse – radzi Beata Kielan. – Należy się też na polskiej giełdzie nastawiać na bardzo wąską grupę spółek. Szeroki rynek raczej będzie się zachowywał słabo.

Eksperci inicjatywy „Głosuję na zdrowie” komentują projekt reformy MZ

Komentarz do założeń reformy systemu opieki zdrowotnej przedstawionych przez Ministra  Zdrowia 26 lipca 2016

Komentuje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka

Dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, Członkini Rady Ekspertów inicjatywy „Głosuję na zdrowie”

Przedstawiona przez Ministra Zdrowia Konstantego Radzwiłła koncepcja reformy polskiej służby zdrowia budzi wiele nadziei, bowiem wydaje się dotykać kluczowych bolączek dotychczasowego systemu. Cieszy śmiała zapowiedź odejścia od finansowania pojedynczych procedur, które wygenerowały nawyk wybierania z koszyka tego co najlepiej wyceniane, pomijając efektywność medyczną oraz komfort i bezpieczeństwo pacjenta. Idea skoordynowanej opieki, w której jasno określony jest podmiot odpowiedzialny za pacjenta i jego proces leczenia wychodzi naprzeciw silnie artykułowanym potrzebom pacjentów zagubionych w systemie, bezradnych w obliczu wielochorobowości, chorób przewlekłych itp. Szczególna rola POZ w procesie opieki nad pacjentem jest założeniem słusznym, aczkolwiek najtrudniejszym w realizacji. Ograniczeniem będzie liczba specjalistów w opiece podstawowej, struktura demograficzna tej grupy, posiadane kompetencje oraz utarte schematy postepowania, zarówno personelu medycznego, jak również samych pacjentów przyzwyczajonych do leczenia w ramach AOS i leczenia szpitalnego. W tej przestrzeni musimy liczyć na ewolucję a nie rewolucję opartą na nowych modelach finansowania, nakierowanych na mierzalne efekty zdrowotne, satysfakcję pacjenta oraz edukację.

Istotną zmianą zapowiedzianą przez Ministra Radzwiłła jest likwidacja systemu ubezpieczeniowego oraz przejście do finansowania ochrony zdrowia z funduszu celowego. To rozwiązanie zrzuca kamień z serca tych wszystkich, którzy mieli uzasadnione obawy co do gwarancji wzrostu finansowania zdrowia wprost z budżetu państwa. Projekcja wzrostu nakładów na ochronę zdrowia nie napawa jednak optymizmem, deklarowane 6% PKB ma być osiągalne dopiero w 2025 r. Pojawia się zatem pytanie, jak w tym czasie zaspokoić rosnące potrzeby finansowe, mając na uwadze to, iż nowe rozwiązania będą zmuszały MZ do wzrostu nakładów już w pierwszych latach reformy.

Transfery środków finansowych z obszarów dzisiaj nieefektywnych pojawią się jako konsekwencja nowych modeli organizacji i finansowania świadczeń w kolejnych latach. Zastanawiające jest również to jakie przełożenie na koszty świadczeń zdrowotnych będzie miało wprowadzenie powszechnego prawa do opieki zdrowotnej. Na ile prawo dostępu do publicznego systemu warunkowane płaceniem składki nie zniechęci do legalizacji zatrudnienia i prowadzenia działalności gospodarczej, w szczególności mikro przedsiębiorców, zmniejszając tym samym składkę wnoszoną w daninach podatkowych.

Optymizmem napawa silna odpowiedzialność Ministra Zdrowia za system, którą konstytuuje się w tych założeniach. Brak rozmycia odpowiedzialności daje szanse na jednoznaczne określenie wartości i zasad, na których ma być oparty. Wprawdzie z przedstawionego dokumentu nie wynika wprost, że nadrzędnym celem jest ochrona zdrowia i szybkie naprawianie systemu, co wynika ze szczególnego znaczenia kapitału zdrowia w potencjale rozwojowym państwa i społeczeństwa, ale wiele zaproponowanych rozwiązań zdaje się potwierdzać takie podejście.

Urząd Zdrowia Publicznego powinien gwarantować sprawność systemu w obszarze prewencji i profilaktyki zdrowotnej, sam Minister Zdrowia ma w swych decyzjach gwarantować równy i kompleksowy dostęp do opieki zdrowotnej.

Wielu pacjentów szuka jednak odpowiedzi na proste i fundamentalne dla nich pytania: jak te zmiany skrócą kolejki do specjalisty lub na planowane zabiegi, czy zwiększy się dostęp do nowoczesnych terapii, które dają szanse na odzyskanie sprawności i pokonanie lub okiełznanie choroby, czy prywatne wydatki na ochronę zdrowia mają szansę się zmniejszyć?  Czy nowy lepszy system będzie czuły na to, że szybka diagnoza i skuteczne, również innowacyjne leczenie jest szansą na to aby ludzie w wieku produkcyjnym mogli nadal pełnić swoje role zawodowe i społeczne? I na końcu wątek, który nie wybrzmiewa w ogóle w nowej wizji, jak osiągnąć synergię działań w opiece zdrowotnej i społecznej? Ten obszar daje ogromny potencjał możliwości, bez których ani koordynacja, ani zmiany modelu finansowania świadczeń zdrowotnych, ani sam wzrost finansowania ochrony zdrowia nie da pełnych oczekiwanych efektów.

Jak zwykle jednak od idei do realizacji droga ubita jest kamieniami, o powodzeniu wizji zadecyduje jakość szczegółowych rozwiązań, opisanych w ustawach. Już na tym etapie nie warto zapomnieć o wzmocnieniu instytucji dialogu społecznego i eksperckiego na rzecz wypracowania najlepszych rozwiązań szczegółowych oraz zidentyfikowania wskaźników pomiaru rezultatów, które chcemy osiągnąć. Ważne jest bowiem, abyśmy już dzisiaj ustalili, jak za 3, 6, 9 lat zmierzymy, czy nam się udało.

Komentuje prof. dr hab. n. med. Tadeusz Pieńkowski

Członek Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej oraz Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Dyrektor Medyczny w Radomskim Centrum Onkologii, Członek Rady Ekspertów inicjatywy „Głosuję na zdrowie”

Pozytywnie oceniam decentralizację planowania systemu opieki zdrowotnej w skali wojewódzkiej. Dobrą zmianą jest propozycja wyodrębnienia różnych rodzajów szpitali  – brak jednak kryteriów,  według których ma być to zrobione.

Wzrost nakładów na ochronę zdrowia jest absolutnie konieczny i dobrze, że stanowi element proponowanych zmian. Zaproponowane tempo wzrostu nakładów jest bardzo wolne i wątpię czy zmieni to pozycje Polski w porównaniu do innych krajów.

Przedstawione zmiany są bardzo ogólne. Brak w nich sprecyzowanych celów i określenia kryteriów oceny i docelowej pożądanej ich wartości.

Komentuje prof. Elżbieta Mączyńska

Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, kierownik Zakładu Badań nad Bankructwami Przedsiębiorstw Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie SGH, Członkini Rady Ekspertów inicjatywy „Głosuję na zdrowie”

Zdrowie przesądza o jakości życia ludzi i jest obok dochodów nieodłącznym składnikiem dobrobytu społecznego. Ubiegłoroczny laureat  Nagrody im.  Alfreda Nobla z dziedziny ekonomii przestrzega, że tych dwóch kwestii, tj. dochodów i zdrowia,  nie można traktować oddzielnie.  Zdaniem  Noblisty,  nie można też  zostawić pacjentom i lekarzom walki na rzecz poprawy ochrony zdrowia, a ekonomistom na rzecz wzrostu gospodarczego i pozwolić, aby te dwie grupy ignorowały się wzajemnie.

Przedstawione 26 lipca br. przez ministra Konstantego Radziwiłła „Założenia reformy systemu opieki zdrowotnej” są potwierdzeniem takiego podejścia, a zarazem elementem realizacji przedwyborczych zobowiązań partii rządzącej. Najważniejsze jest jednak to, że przygotowywana reforma systemu opieki zdrowotnej jest obecnie  absolutnie niezbędna ze względu na skalę nieprawidłowości, jakie cechują obecny system.  Nieprzypadkowo też tematyka jednej z pierwszych debat na forum Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP dotyczyła właśnie systemu ochrony zdrowia. Z prezentowanych w tej debacie analiz a także z innych materiałów eksperckich i statystyk (w tym przygotowanych w ramach akcji „Głosuję na zdrowie”) wynika, że w Polsce z jednej strony mamy do czynienia z relatywnie niskimi nakładami na ochronę zdrowia w relacji do PKB, a z drugiej, z wyraźnymi przejawami nieefektywnego gospodarowania tymi środkami i znaczną dozą ich marnotrawstwa. Przejawów takich jest wiele – począwszy od marnowania czasu lekarzy na biurokratyczną mitręgę czy „pseudo-oszczędnościowych” metod leczenia, a kończąc na priorytecie dla procedur, co prowadzi do erozji rzeczywistej troski o pacjenta.

Proponowane założenia reformy można w tym kontekście uznać za kierunkowo słuszne. Zasadne jest także stopniowe ich wprowadzanie poprzez rozłożenie w czasie na 7-8 lat, tj. na okres  2017/2018 – 2025 r.

Przewidywane systematyczne zwiększanie nakładów finansowych na służbę zdrowia – do poziomu 6% PKB w 2025 roku umożliwi przygotowanie budżetu państwa do tak dużego wysiłku finansowego. Wysiłek taki jest zaś absolutnie niezbędny, aby mogła nastąpić jakościowa zmiana w systemie opieki zdrowotnej. Jest to niezbędne tym bardziej, że Polska sytuuje się w ogonie krajów europejskich pod względem wysokości nakładów na zdrowie. Bez zwiększenia tych nakładów nie będzie możliwa rzeczywista poprawa w sferze ochrony zdrowia.

W pełni zasadne jest planowane upowszechnienie prawa korzystania z opieki medycznej opłacanej ze środków publicznych, czyli objęcie nią także osób wykluczonych przez obecny system. Takie rozwiązanie uzasadnia chociażby Art. 68:  Konstytucji RP, wg którego każdy obywatel ma prawo do ochrony zdrowia, niezależnie od  jego sytuacji materialnej. Zaś władze publiczne zobowiązane są do zapewnienia równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. To w warunkach XXI w. powinno być traktowane jako wymóg cywilizacyjny. Jako wstydliwy fakt należy potraktować to, że dotychczas dla części osób to konstytucyjne prawo nie było dostępne. Przy tym planowane upowszechnienie  dostępu do nieodpłatnej opieki zdrowotnej z pewnością zmniejszy mitręgę  biurokratyczną związaną z obsługą i kontrolą obecnego systemu.

Zmniejszeniu biurokracji może też sprzyjać zakładana na rok 2019 likwidacja NFZ i przejście na finansowanie służby zdrowia z budżetu państwa (przy wydzieleniu w nim zdrowotnego funduszu celowego). Także integracja środków a zarazem integracja podmiotów  odpowiedzialnych za promocję i profilaktykę zdrowotną w Urzędzie Zdrowia Publicznego może sprzyjać optymalizacji wykorzystywania środków na ochronę zdrowia i przeciwdziałać ich biurokratycznemu marnotrawieniu. Taki też  może być efekt odejścia od dotychczasowego, jak wynika z danych dość marnotrawnego i mało efektywnego systemu finansowania pojedynczych hospitalizacji i procedur na rzecz finansowania ryczałtowego.

Jednak to czy i w jakim stopniu programowana reforma przyniesie poprawę zależeć będzie jednak od rozwiązań szczegółowych. Istotne jest zwłaszcza powiązanie wdrażanej reformy systemu zdrowia z wynikami kompleksowych analiz efektywności i racjonalności wydatkowania środków na tę ochronę, z uwzględnieniem długookresowego rachunku kosztów i efektów zewnętrznych. Bez takich analiz  trudno liczyć na zmniejszenia napięć i nierównowagi charakterystycznych obecnie dla tego sektora. Analizy takie w pełnym wymiarze nie będą jednak możliwe bez  kompleksowej, zintegrowanej cyfryzacji w systemie opieki zdrowotnej, co jednocześnie jest niezbędnym warunkiem transparentności systemu i kompleksowości danych. Zasadniczą kwestią jest bowiem poprawa efektywności wykorzystywania dostępnych środków.

Efektywności takiej nie sprzyjają „pseudo-oszczędności” w postaci stosowania tańszych, ale mniej skutecznych, nienowoczesnych lęków i metod leczenia. Nawet jeśli w krótkim okresie umożliwia to oszczędności środków, to w długim okresie na ogół prowadzi do znacznego narastania kosztów leczenia. Nienowoczesne metody leczenia przeważnie bowiem negatywnie wpływają na  jego rezultaty. Sprawiają, że proces leczenia się wydłuża, albo też występują nawroty choroby. To zaś zwiększa łączne koszty leczenia. Dlatego też, im większa jest skala zjawiska „krótkiej kołdry” w polskim systemie ochrony zdrowa, tym bardziej niezbędna jest kontrola wydatków na opiekę zdrowotną i wnikliwa, pełna analiza efektywności i skuteczności metod leczenia, z uwzględnieniem rachunku kompleksowego oraz pełnego, całościowego cyklu i wyników leczenia. Analiza taka jest tym bardziej niezbędna, że obecny rząd ma ambicję zagwarantowania bezpieczeństwa zdrowotnego wszystkim obywatelom oraz poszerzenia zakresu bezpłatnych usług i leków.

Zasadne byłoby zatem stworzenia pełnowymiarowego, specjalistycznego ośrodka kompleksowych analiz efektywności wykorzystywania środków na ochronę zdrowia w kontekście poprawy obsługi pacjentów oraz efektów ich leczenia, jak i poprawy sytuacji w sektorze ochrony zdrowia. Analizy takie mogłyby stać się narzędziem zapobiegania niekontrolowanemu, nieuzasadnionemu wzrostowi wydatków na opiekę zdrowotną.

W ramach kompleksowego długookresowego rachunku kosztów i efektów zewnętrznych niezbędne jest traktowanie nakładów na ochronę zdrowia jako inwestycji i niezbędnego czynnika wzrostu PKB oraz rozwoju społeczno-gospodarczego kraju, w tym także utrzymania strategicznego potencjału wytwórczego. Jest to istotne zwłaszcza w warunkach niekorzystnych, obecnych oraz prognozowanych, procesów demograficznych, w tym zmniejszającej się liczby ludności w Polsce.

W tym też kontekście w ramach przewidywanej reformy powinna być klarownie rozstrzygnięta kwestia zakresu usług nieodpłatnych i zarazem  kwestia współpłacenia przez pacjentów za   opiekę zdrowotną, co jest praktykowane w wielu krajach.  Jest to niezbędne tym bardziej, że w warunkach niezwykle dynamicznego postępu technologicznego w medycynie, opieka zdrowotna staje się coraz bardziej skuteczna, ale zarazem, przy stosowaniu najbardziej zaawansowanych technologicznie metod, niestety, przeważnie też coraz kosztowniejsza. Stąd też potrzeby finansowe sektora opieki zdrowotnej mogą być w zasadzie nieograniczone.

Na zakończenie trzeba powiedzieć, że system opieki zdrowotnej obok systemu edukacji, to dwa sektory, które dotychczas raczej kiepsko wychodziły na realizowanych w nich reformach. Sektory te  na ogół źle znoszą reformy. Dobrze natomiast im służy stabilność. Dlatego też istotne jest, aby obecna reforma została tak zaprogramowana, by wkrótce nie okazało się, że potrzebna jest kolejna.

Kolejny słaby odczyt PMI dla Wysp

Kolejny słaby odczyt PMI dla Wysp 1

Dzisiaj poznaliśmy finalny odczyt indeksów PMI dla przemysłu. Na Starym Kontynencie raczej odczyty były zgodne z prognozami, nieznacznie słabiej wypadł indeks dla Stanów Zjednoczonych, a ponownie in minus wyróżniał się odczyt dla Wielkiej Brytanii.

Finalny odczyt indeksu PMI dla przemysłu w Wielkiej Brytanii potwierdził wstępne odczyty mówiące o złych nastrojach wśród brytyjskich menedżerów. Wskaźnik jest najniżej od 2013 roku, a w środę poznamy odczyt dla usług, który prawdopodobnie spadnie jeszcze mocniej. Jednak w czwartek Bank Anglii może poprawić nastroje obniżając koszt pieniądza na Wyspach przynajmniej o 25 p.b. Niewykluczone są dalsze działania banku mające na celu stymulowanie brytyjskiej gospodarki.

Indeks PMI dla przemysłu w Wielkiej Brytanii od 2009 roku

Kolejny słaby odczyt PMI dla Wysp 2

Źródło: Bloomberg

Rynki w oczekiwaniu na Bank Anglii

Dosyć spokojny początek tygodnia za nami. EUR/USD lekko idzie w górę kontynuując ruch z piątku po bardzo słabym wstępnym odczycie annualizowanego PKB za II kwartał w Stanach Zjednoczonych. EUR/PLN cały czas znajduje się w konsolidacji pomiędzy 4,37 a 4,35. Dobry nastrój z początku sesji nie utrzymał się na rynkach akcji, być może giełdy pociągnęła za sobą taniejąca ropa. Wydaje się jednak, że rynek tego surowca jest bliżej równowagi i obecna silna korekta niedługo się zakończy. Inwestorzy obawiają się wzrost podaży w związku ze wzrostem aktywnych wież wiertniczych w Stanach Zjednoczonych. Jednak nie od razu tak musi się stać, gdyż część z nich może być odkrywkowa, a poza tym po spadku cen ropy ich liczba znowu przestanie rosnąć.

Niemniej jednak rynki czekają na posiedzenie Banku Anglii i wtedy prawdopodobnie zdecydują, gdzie pójdą dalej.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Analiza ofert pracy opublikowanych przez pracodawców w II kwartale 2016 r.

Analiza ofert pracy opublikowanych na portalu Pracuj.pl w II kwartale 2016 r. wskazuje, że najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do osób pracjących na stanowisku specjalisty (69% wszystkich ofert). Na drugim miejscu uplasowały się oferty pracy dedykowane kierownikom/managerom (13% wszystkich ofert), do których skierowano 16 937 ogłoszeń, na trzecim miejscu znalazły się oferty pracy dla asystentów (5% wszystkich ogłoszeń).

Raporty o rynku pracy w II kwartale 2016 r.

Z jakich branż pochodziło najwięcej ofert pracy dla kierowników?

Analiza ofert pracy opublikowanych przez pracodawców w II kwartale 2016 r. wskazuje, że istnieją branże, w których stanowiska dla specjalistów stanowią blisko 90% ogółu ogłoszeń. Widoczne jest to szczególnie w branży IT, w której oferty pracy dla osób na stanowiskach specjalistów stanowiły 88% wszystkich ogłoszeń. Drugą branżą z podobnym wynikiem była telekomunikacja i zaawanasowane technologie, w której 83% ofert skierowanych było do specjalistów. Zarazem branże te procentowo zgłosiły najmniejsze zapotrzebowanie na kierowników. Z branży IT zaledwie 6% wszystkich ofert pracy skierowanych jest do kierowników, a z branży telekomunikacja i zaawansowane technologie 8% wszystkich ogłoszeń stanowią oferty pracy dla kierowników.

Osób na stanowiska kierownicze poszukiwali głównie pracodawcy z branży handel
i sprzedaż, opublikowali oni 4485 ofert dla kierowników, co stanowiło 18% wszystkich ofert z tej branży. 1249 ofert pracy dla kierowników pochodziło z branży budownictwo i nieruchomości (16% wszystkich ogłoszeń z tej branży to oferty pracy dla kierowników), 2244 ofert pochodziło z branży bankowość, finanse, ubezpieczenia (13% wszystkich ogłoszeń z tej branży dedykowanych kierownikom) oraz 1238 ofert pracy dla kierowników pochodziło z branży przemysł ciężki (11% wszystkich ogłoszeń z tej branży dedykowanych było kierownikom).

Najmłodsi na rynku pracy coraz chętniej poszukiwani

Obecna sytuacja na rynku pracy sprawia, że pracodawcy coraz chętniej kierują się ku najmłodszym uczestnikom rynku pracy, co widoczne jest we wzrostach liczby ofert pracy skierowanych do praktykantów i stażystów oraz asystentów. W II kwartale 2016 r. liczba ogłoszeń o pracę dla asystentów zwiększyła się o 30% w porównaniu z II kwartałem 2015 r., a dla praktykantów i stażystów o 28%. Dla porównania liczba ofert pracy na stanowiska specjalistyczne wzrosła 14% rok do roku, a na stanowiska kierownicze o 12%. Jednak mimo dynamicznego wzrostu, nadal oferty pracy dla najmłodszych uczestników rynku stanowią niewielki odsetek ogółu ogłoszeń. 5% wszystkich ofert pracy skierowanych jest do asystentów oraz 3% wszystkich ofert pracy skierowanych jest do praktykantów i stażystów.

Asystentów, w II kwartale 2016 roku, poszukiwali przede wszystkim pracodawcy z branż handel i sprzedaż (1780 ogłoszeń), bankowość, finanse, ubezpieczenia (829 ogłoszeń), budownictwo i nieruchomości (394 ogłoszeń) oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie (366 ogłoszeń). Największe wzrosty zapotrzebowania na asystentów, w stosunku do II kwartału 2015 roku, odnotowano w branży handel i sprzedaż, w której pojawiło się 65% więcej ofert pracy dla asystentów, w branży telekomunikacji i zaawansowanych technologii, z której pochodziło o 48% więcej ofert pracy dla asystentów oraz w branży produkcja dóbr szybkozbywalnych (FMCG), z której pochodziło o 42% więcej ofert pracy dla asystentów.

Najwięcej ogłoszeń na praktyki i staże w II kwartale 2016 r. opublikowali pracodawcy z branży bankowość, finanse, ubezpieczenia – łącznie 681 ogłoszeń. Praktykanci i stażyści poszukiwani byli także przez firmy z branży handel i sprzedaż (511 ogłoszeń) oraz produkcja dóbr szybkozbywalnych FMCG (334 ogłoszeń). Największy odsetek ofert praktyk i staży w II kwartale 2016 r. skierowano do osób specjalizujących się w HR/zasobach ludzkich – wśród wszystkich ogłoszeń skierowanych do osób tej specjalizacji 8% stanowiły te adresowane do najmłodszych uczestników rynku pracy.

W jakich specjalizacjach jest więcej pracy dla kierowników?

Analizując konkretne specjalizacje, największy odsetek ofert pracy na stanowiska kierownicze w II kwartale 2016 r. skierowano do osób odpowiedzialnych za obszar budownictwa (ogłoszenia kierownicze stanowiły 26% wszystkich ofert skierowanych do tych pracowników). Kierowników poszukiwano także wśród pracowników handlu i sprzedaży (18% wszystkich ogłoszeń dla tych pracowników to ogłoszenia na stanowiska kierownicze), osób zajmujących się marketingiem (18% wszystkich ogłoszeń skierowanych do tych pracowników to ogłoszenia na stanowiska kierownicze) oraz ekspertów ds. produkcji (17% wszystkich ogłoszeń skierowanych do tych pracowników to ogłoszenia na stanowiska kierownicze).

Największe wzrosty zapotrzebowania na kierowników zanotowano w II kwartale 2016 roku wśród ofert pracy dla IT (o 53% więcej ofert pracy dla kierowników w ujęciu rok do roku), pracowników obsługi klienta (o 43% więcej) oraz osób odpowiedzialnych za HR/zasoby ludzkie (o 27% więcej).

Do specjalistów, czyli osób z co najmniej dwuletnim stażem pracy, pracujących na samodzielnych stanowiskach zaadresowano w II kwartale 2016 r. najwięcej ofert pracy niezależnie od specjalizacji. Największe wzrosty zapotrzebowania na tych pracowników, rok do roku, odnotowano wśród specjalistów IT (wzrost o 27% w stosunku do roku 2015) obsługi klienta (wzrost o 26%) oraz produkcji (wzrost o 21%).

Oferty pracy dla kierowników nie tylko z dużych firm

Jak wynika z danych Pracuj.pl za II kwartał 2016 r. firmy, niezależnie od wielkości, najchętniej poszukują specjalistów. Ogłoszenia dla specjalistów stanowią 73%, a dla kierowników 13% wszystkich ogłoszeń z firm małych (zatrudniających od 11 do 50 osób). Zarazem z tych firm odnotowano największy, 23% wzrost liczby ofert pracy dla kierowników. Kierownicy poszukiwani są najchętniej przez największe firmy (zatrudniające powyżej 251 osób) – firmy tej wielkości skierowały do nich 5442 ogłoszenia (15% ogłoszeń z tej wielkości firm dedykowanych jest kierownikom).

Anna Biesenthal przechodzi z zarządu polskiego Gothaera do Gothaer Systems GmbH w Kolonii

Pani Anna Biesenthal zakończyła mandat w polskiej spółce Gothaer TU S.A. z dniem 31 lipca 2016. Odpowiadała za obszar procesów posprzedażowych oraz IT. Od 1. sierpnia 2016 czekają na nią nowe wyzwania. Jako członek zarządu Gothaer Systems GmbH będzie nadzorowała rozwój systemów informatycznych w niemieckich spółkach Grupy Gothaer.

Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes zarządu Gothaer TU S.A.
Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes zarządu Gothaer TU S.A.

– Anna Biesenthal przyjechała do Polski w 2011r. w momencie zakupu PTU przez Grupę Gothaer. Od tego czasu spółka przeszła liczne transformacje i wdrożenia nowoczesnych rozwiązań procesowych i informatycznych, które Anna nadzorowała. Dzięki jej wiedzy, doświadczeniu i wielkiej otwartości udało nam się nie tylko z sukcesem unowocześnić firmę, ale także zbudować znakomity zespół specjalistów. Życzymy Annie sukcesów w jej nowej bardzo ambitnej roli i cieszymy się na przyszłe wspólne projekty w ramach Grupy – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska, Prezes Zarządu Gothaer TU S.A.

Obszary biznesowe, które dotychczas nadzorowała Pani Anna Biesenthal przejmują od
1. sierpnia 2016 prezes Anna Włodarczyk-Moczkowska oraz członek zarządu Adam Dwulecki.

Pracodawcy zadowoleni z listy darmowych leków dla seniorów

Ministerstwo Zdrowia opublikowało pełną listę darmowych leków, które od 1 września seniorzy będą mogli nabyć całkowicie bezpłatnie. Konfederacja Lewiatan i Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego pozytywnie oceniają projekt listy leków dla pacjentów powyżej 75 roku życia.

Umieszczenie na niej wszystkich farmaceutyków na najczęściej dotykające seniorów schorzenia umożliwi kontynuację dotychczasowej terapii lekami, które pacjenci znają i którym ufają. Zmiany leków mogą bowiem źle wpłynąć na przestrzeganie zaleceń lekarskich.

Poza tym pacjenci będą mogli czuć się bezpiecznie i nie obawiać się braków leków w aptekach, bo umieszczenie na Liście 75+ wszystkich dotychczas najczęściej stosowanych leków gwarantuje ciągłość dostaw.

Korzystnym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki jest umieszczenie na tej liście również produktów wytwarzanych przez krajowych producentów. Krajowy przemysł farmaceutyczny zapewnia bezpieczeństwo farmaceutyczne, przyczynia się do wytworzenia 1 % PKB, w postaci podatków i innych danin odprowadza do budżetu 2,5 mld zł ( liczonych w rachunku ciągnionym) – tyle samo, ile NFZ wydaje na refundację wytworzonych przez rodzime firmy leków, generuje około 100 tys. miejsc pracy i przyczynia się do podnoszenia poziomu innowacyjności polskiej gospodarki.

Ceny leków w Polsce należą do najniższych w Europie, co jest wynikiem obecności na rynku wielu krajowych firm generycznych zapewniających leki produkowane w najwyższych światowych standardach.

Konfederacja Lewiatan

Nowi szefowie Personal Finance oraz Bankowości Korporacyjnej w Banku BGŻ BNP Paribas

Od początku wakacji, 1 lipca, obszar Bankowości Personal Finance w Banku BGŻ BNP Paribas ma nowego szefa – zarządza nim wiceprezes Philippe Paul Bézieau. Z początkiem sierpnia do zarządu Banku dołączył także Jerzy Śledziewski, który objął funkcję wiceprezesa odpowiedzialnego za obszar Bankowości Korporacyjnej.

– Cieszę się, że do naszego zespołu dołączyli menadżerowie, którzy posiadają wieloletnie doświadczenie w obszarach będących filarami strategii Banku. Po połączeniu z Sygma Bankiem Polska jesteśmy jednym z najmocniejszych banków w obszarze personal finance w Polsce, a w obszarze bankowości korporacyjnej posiadamy pozycję lidera. Wierzę, że Philippe Paul Bézieau i Jerzy Śledziewsk i doskonale sprostają wyzwaniom, które są przed nami i całym sektorem finansowym – mówi Tomasz Bogus, Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

– Powierzone stanowisko jest dla mnie wyróżnieniem i jednocześnie wyzwaniem. Bank posiada pozycję lidera w segmencie kredytów konsumpcyjnych i jest drugim największym wydawcą kart kredytowych w Polsce. Zależy nam na dalszym rozwoju tego obszaru i dostosowywaniu oferty do zmieniających się potrzeb klientów – powiedział Philippe Paul Bézieau, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

Philippe Paul Bézieau, wiceprezes zarządu, obszar Bankowości Personal Finance  BGŻ BNP Paribas
Philippe Paul Bézieau, wiceprezes zarządu, obszar Bankowości Personal Finance BGŻ BNP Paribas

Philippe Paul Bézieau posiada ponad 30 lat doświadczenie w obszarze finansów konsumenckich (consumer finance), w tym 15 lat pracy w Europie Środkowej (Polska, Czechy, Rosja).

– Nominacja na to stanowisko jest dla mnie bardzo dużym uznaniem. Będę mógł wykorzystać swoje wieloletnie doświadczenie i wspólnie z zespołem doskonałych ekspertów zrealizujemy ambitną strategię rozwoju Banku w obszarze bankowości korporacyjnej – powiedział Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, obszar Bankowości Korporacyjnej
Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, obszar Bankowości Korporacyjnej

Jerzy Śledziewski związany jest z sektorem bankowym od 1998 r. Pracował m.in. w Citibank Poland, Kredyt Banku oraz Banku Zachodnim WBK.

Od początku sierpnia 2016 roku zarząd Banku BGŻ BNP Paribas pracuje w składzie: prezes Tomasz Bogus, wiceprezesi: Daniel Astraud, Francois Benaroya, Philippe Paul Bézieau, Blagoy Bochev, Jan Bujak, Wojciech Kembłowski, Magdalena Legęć, Jaromir Pelczarski, Jerzy Śledziewski oraz członek zarządu Bartosz Urbaniak.

Pozytywny wynik stress testów Grupy BNP Paribas

Pozytywny wynik <a title=stress testów Grupy BNP Paribas" title="Pozytywny wynik stress testów Grupy BNP Paribas" />

29 lipca 2016 roku Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) opublikował wyniki testu warunków skrajnych przeprowadzonego w krajach Europy wspólnie z Europejskim Bankiem Centralnym. Testowi poddano 51 najważniejszych banków w Unii Europejskiej.

Wyniki testu warunków skrajnych wykazały odporność BNP Paribas w sytuacji poważnego kryzysu, przy założeniu skrajnie niekorzystnej sytuacji gospodarczej i rynkowej. BNP Paribas znajduje się obecnie w grupie banków, które w najmniejszym stopniu odczułyby skutki takiego scenariusza (pierwszy kwartyl).

Wyniki testu przeprowadzonego przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego i Europejski Bank Centralny potwierdzają dobrą kondycję bilansową Grupy i odpowiednią politykę w obszarze ryzyka.

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ranking cytowań i informacji w czerwcu 2016

Dzienniki ogólnopolskie

W czerwcu liderem zestawienia w grupie dzienników ogólnopolskich została Gazeta Wyborcza (248). Publicyści często odwoływali się do artykułu „Tajny agent Macierewicza” nt. niejasnych powiązań Antoniego Macierewicza szefa MON-u z agentem SB Robertem Luśnią. Drugie miejsce zajęła Rzeczypospolita (137), a na trzecim uplasował się Fakt (118). Na kolejnych pozycjach znalazły się: Super Express (65), Przegląd Sportowy (57),
Dziennik Gazeta Prawna (41), Nasz Dziennik, Gazeta Polska Codziennie i Puls Biznesu (po 18), Polska The Times (16) i Parkiet (8).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (5)

Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszej pozycji uplasowała się Gazeta Olsztyńska (20).  Drugie miejsce należało do Gazety Wrocławskiej (14), a trzecie do Głosu Wielkopolskiego (11).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (6)

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszym miejscu znalazła się Polityka (105), na drugim Newsweek Polska (89), a na trzecim Do Rzeczy (85). Najwięcej informacji pojawiło się na temat Polityki (49).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (4)

Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszym miejscu znalazła się Gazeta Olsztyńska (40), na drugim Głos Wielkopolski (33), a na trzecim Dziennik Polski (33). Najwięcej informacji (22) pojawiło się na temat Głosu Wielkopolskiego.

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (3)

Dzienniki ogólnopolskie

Wśród dzienników ogólnopolskich najczęściej pisano o Gazecie Wyborczej (399). Na drugim miejscu znalazła się Rzeczpospolita (198), a na trzecim Fakt (127). Najwięcej informacji tradycyjnie pojawiło się na temat Gazety Wyborczej (151).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (2)

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszej pozycji znalazł się Do Rzeczy (64). Często cytowano fragment wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, który ukazał się pod koniec maja. Prezes PiS zapowiadał, że jeśli komisja „pójdzie na ostro”, czyli wyśle do Warszawy niekorzystną opinię o stanie polskiej praworządności, Polska zaskarży całą procedurę, wszczętą wobec niej do ETS (Europejski Trybunał Sprawiedliwości). Drugie miejsce w naszym rankingu zajął tygodnik Newsweek Polska (62), a trzecie  Polityka (56).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (1)

Badanie przeprowadzono na podstawie dzienników i tygodników ogólnopolskich oraz dzienników regionalnych (lista poniżej). Uwzględniono wszystkie artykuły, które ukazały się w mediach w okresie od 1 do 30 czerwca 2016 r., w których cytuje się i powołuje na badane media. Wyszukiwano tytuł pozycji uwzględniając pełną deklinację. Uwzględniono również nazwy potoczne, np. Rzepa (zamiast: Rzeczpospolita) czy Polska (zamiast: Polska The Times), jak i regionalne tytuły gazet z Grupy Polskapresse, o których często pisze się zamiennie np. Głos Wielkopolski lub Polska Głos Wielkopolski.

Cytowania i/lub informacje danego tytułu w tymże nie były uwzględnione w raporcie. Do sumy cytowań i/lub informacji nie zostały także wliczone wzajemne cytowania i/lub informacje między następującymi grupami tytułów*:

  • Gazeta Wyborcza, pl;
  • Fakt, Newsweek Polska, Przegląd Sportowy;
  • Rzeczpospolita, Parkiet;
  • Gazeta Polska Codziennie, Gazeta Polska;
  • Polska The Times, Dziennik Bałtycki, Dziennik Łódzki, Dziennik Zachodni, Gazeta Krakowska, Gazeta Wrocławska, Głos Wielkopolski, Kurier Lubelski, Dziennik Polski, Express Ilustrowany, Nasze Miasto;
  • Echo Dnia, Gazeta Codzienna Nowiny, Gazeta Lubuska, Gazeta Pomorska, Gazeta Współczesna, Głos – Dziennik Pomorza, Kurier Poranny, Nowa Trybuna Opolska;
  • Express Bydgoski, Nowości;
  • Gazeta Olsztyńska, Dziennik Elbląski;
  • Wprost, Do Rzeczy.

*tytuły pogrupowano głównie na podstawie ich przynależności do tej samej grupy medialnej

Każdy artykuł został przeczytany i sklasyfikowany jako cytowanie bądź informacja. Suma cytowań i informacji oddaje rzeczywistą liczbę artykułów, w których pojawił się choć raz tytuł badanego medium. Pojawienie się tytułu kilkukrotnie w jednym artykule jest traktowane jako jedna wzmianka.

Jako cytowanie zaliczono wszystkie artykuły, które bezpośrednio cytowały i odwoływały się do artykułów umieszczonych w badanych mediach.

Klasyfikacja przebiegała m.in. na podstawie takich sformułowań jak:

  • Fakt pisze, informuje, itp.;
  • X w wywiadzie dla Rzeczpospolitej powiedział;
  • Według Gazety Wyborczej;

lub przytoczenia fragmentu tekstu w cudzysłowie czy podania źródła informacji – często w nawiasie, np. (Fakt, 14.01.2016). Jako informację potraktowano wszystkie inne wzmianki, w których była mowa o badanym źródle, m.in. rankingi sprzedaży.

Ronson wyemitował obligacje serii Q w ramach oferty prywatnej o wartości 15 mln zł

Ronson Europe N.V. 29 lipca wyemitował w ramach oferty prywatnej 4-letnie obligacje serii Q o wartości nominalnej 15 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na finansowanie bieżącej działalności. Spółka nie wyklucza wcześniejszego wykupu części obligacji zapadających w 2017 r.

Zakończona emisja obejmuje 15 000 obligacji serii Q o wartości nominalnej 1 000 zł każda. Obligacje są 4-letnie i niezabezpieczone, a ich oprocentowanie równe jest stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 3,50 p.p. w skali roku.

– Z sukcesem zamykamy kolejną prywatną emisję obligacji. Inwestorzy instytucjonalni docenili silny bilans Spółki, realizowaną z powodzeniem strategię rozwoju, która przekłada się na dobre wyniki sprzedaży mieszkań a także atrakcyjne oprocentowanie obligacji – mówi Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson.

Uwzględniając emisję obligacji serii Q Ronson w swojej historii wyemitował dotychczas obligacje o łącznej wartości 338,8 mln zł, z czego obligacje o łącznej wartości nominalnej 120,3 mln zł zostały już wykupione (stan na dzień 1 sierpnia 2016 r.). Pozostałe serie zapadają w latach 2017-2020.

Zamiarem Spółki jest wprowadzenie obligacji serii Q do obrotu na rynku Catalyst.

Odczyty PMI sugerują, że europejscy inwestorzy nie boją się Brexitu

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI, analizuje dotychczasowe wyniki kwartalne spółek w USA i Europie, odczyty PMI oraz ostatnią decyzję Banku Japonii.

W USA i Europie spółki energetyczne ponownie zawodzą

Na świecie trwa sezon publikacji wyników finansowych spółek za II kwartał 2016 r. W Stanach Zjednoczonych przychody oraz zyski spółek są jak dotąd lepsze od oczekiwań analityków, a odsetek pozytywnych zaskoczeń najwyższy od 2009 r. Jest to w dużej mierze efekt niskich oczekiwań. W rzeczywistości zyski amerykańskich spółek kurczą się kolejny kwartał z rzędu. Największym winowajcą są, ponownie, spółki energetyczne, chociaż i bez nich indeks szerokiego rynku zanotowałby spadek zysków o 2%. W Europie sytuacja prezentuje się lepiej, jednak również tu raporty spółek energetycznych zaniżają całościowe wyniki. Pozytywnie na tle indeksu pan-europejskiego prezentuje się strefa euro, gdzie zyski spółek wzrosły o 2% (jest to jedyny z większych rynków rozwiniętych, który pokazuje wzrost zysków). To – oraz otrząśnięcie się z pierwszych negatywnych reakcji na Brexit – są powody, dla których w ostatnich dniach indeksy giełdowe w Europie zachowują się lepiej na tle świata rozwiniętego ogółem.

Brexit – burza w szklance wody?

Dobre nastroje inwestorów na europejskich parkietach mają jeszcze jeszcze inne źródła. Są nimi niezłe odczyty wskaźników wyprzedzających PMI, które pokazują oczekiwania co do przyszłej koniunktury gospodarczej. Sugerują, że przynajmniej w najbliższym czasie konsekwencje Brexitu dla Europy kontynentalnej będą dużo łagodniejsze, niż pierwotnie się obawiano.

Jedynie w Wielkiej Brytanii wskaźnik PMI dla przemysłu i usług spadł w lipcu do 47,7 punktów, osiągając najniższą wartość od ponad 7 lat. Nie można wykluczyć negatywnych skutków Brexitu dla gospodarek strefy euro w przyszłości, ale obecnie inwestorzy w Europie nie widzą bezpośredniego zagrożenia.

Bank Japonii rozczarował

Ostatnie posiedzenie Banku Japonii mogło nieco rozczarować inwestorów. Wbrew oczekiwaniom, japoński bank centralny nie zdecydował się na obniżkę stopy procentowej (która pozostaje na poziomie -0,1%) ani na zwiększenie skali skupu obligacji rządowych o wartości ok. 80 bln jenów. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć: inwestorzy ustawili poprzeczkę bardzo wysoko i można było się spodziewać, że Bank Japonii nie sprosta ich oczekiwaniom. Warto jednocześnie przypomnieć, że to już kolejna decyzja banku centralnego, która w ostatnim czasie „zawiodła”.

Najlepszy od 1,5 roku odczyt indeksu PMI dla Chin. Słabsze dane z Polski

Indeks PMI dla chińskiego przemysłu po raz pierwszy od 1,5 roku przekroczył 50 punktów. Jest to symboliczna granica oddzielająca rozwój od recesji. Ocena powstaje przez rozesłanie ankiet do przedstawicieli biznesu odpowiedzialnych za zamówienia. Im bardziej optymistyczne odpowiedzi, tym wyższa punktacja. Uznaje się, że wynik powyżej 50 punktów sugeruje przyspieszanie gospodarki. Wyniki poniżej sugerują recesję. Rezultat ten jest sporym zaskoczeniem, gdyż analitycy spodziewali się wyniku niemal o 2 punkty niższego – 48,7. Chiny to ważny barometr na światowych rynkach. Wielu inwestorów obawia się recesji w tym rejonie, która mogłaby spowodować kolejną falę globalnego kryzysu.

Dla odmiany gorzej wypadły dane z Polski. Inwestorzy spodziewali się 51,6 punktu, a wynik opublikowany to 50,3 punktu. Świadczy to o spadającym optymizmie u przedsiębiorców. Biorąc pod uwagę ten parametr dotychczasowe założenia na temat tempa wzrostu PKB stają się niestety bardziej ryzykowne. Tuż po publikacji złoty stracił delikatnie na wartości, jednakże szybko odrobił stratę. Dane łączne dla Unii Europejskiej okazały się o symboliczne 0,1 punktu lepsze od oczekiwań.

Po tym jak przycichł temat puczu w Turcji, a rynki pogodziły się z nową rzeczywistością, kraj ten znów o sobie przypomina. Tym razem wracam kwestia ruchu bezwizowego. Co ciekawe miał on zostać zniesiony już w lipcu, jednakże Ankara nie spełniła wszystkich wymagań. W tej chwili Minister Spraw Zagranicznych stawia sprawę znacznie poważniej, przypominając o roli jaką Turcja pełni w kryzysie emigracyjnym.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Uszczelnienie rynku paliw

Rząd przedstawił projekt uszczelnienia podatku VAT w obrocie paliwami.

Ministerstwo Finansów podało konkretny projekt mający zwiększyć ściągalność podatków. Jest to zniesienie neutralności podatkowej przy wewnątrzwspólnotowym imporcie paliw. Teraz od każdej takiej czynności będziemy płacić VAT i rozliczać go w kraju zakupu. Zdaniem strony rządowej ma to dać dodatkowe wpływy na poziomie 2,5 miliardów złotych, gdyż na tyle wyceniane są straty z unikania VAT na rynku paliw. Niemożliwe ma być również posiadanie koncesji na obrót paliwem bez oddziału w Polsce. Specjaliści sceptycznie patrzą na kwotę, pomimo uciążliwości formalnych dla uczciwych przedsiębiorców. Jeżeli pomysł się sprawdzi powinno to wpłynąć korzystnie na złotego. Wszystkie uszczelnienia systemu podatkowego powodują spadek deficytu co zwiększa zaufanie zagranicznego kapitału.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W przemyśle spadają zamówienia, ale zatrudnienie rośnie

W lipcu wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł do poziomu 50,3 z 51,8 w czerwcu i 52,1 w maju br. Był to najsłabszy wynik od września 2014 r. – podał Markit.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W 1. kwartale 2016 r. mówiliśmy, w oparciu o PMI, o sile polskiego przemysłu i jego zdolności do konkurowania na rynkach zewnętrznych. Przedsiębiorcy sygnalizowali bowiem wzrost nowych zamówień, w tym zamówień eksportowych. Rosła wielkość produkcji, a także cały czas rosło zatrudnienie. Drugi kwartał br., patrząc na wskaźnik PMI, był nieco słabszy, ale także wzrostowy – rosła produkcja i nowe zamówienia. Kontynuowany był wzrost zatrudnienia. Lipiec zaburza ten pozytywny trend. Co prawda PMI jest ciągle powyżej poziomu 50, a to wskazuje na poprawę sytuacji w przemyśle, ale martwią składowe PMI.

Wielkość produkcji nie rośnie, zamówienia krajowe i eksportowe spadają, rosną wolne moce wytwórcze, spadają także ceny za produkty gotowe. To wpływa na obniżenie aktywności zakupowej firm i zmniejszanie się zapasów. Jedynym pozytywnym elementem jest wzrost zatrudnienia.

Można zakładać, że spadek zamówień, spadek wykorzystania mocy wytwórczych, spadek cen produktów to krótkoterminowe zaburzenie na rynku. Rośnie bowiem zatrudnienie, a to wskazuje na trwałość trendu wzrostowego w sektorze przemysłowym. Firmy nie decydowałyby się bowiem na zwiększanie zatrudnienia, gdyby nie miały pewności, że nowi pracownicy będą im potrzebni.

Rosnące zatrudnienie jest zatem sygnałem, że firmy przemysłowe nie obawiają się trwałego ograniczenia zamówień krajowych i eksportowych. Chyba, że rosnące zatrudnienie ma inne przyczyny – przedsiębiorcy zatrudniają na etatach osoby, z którymi do tej pory współpracowały w oparciu o umowy cywilno-prawne. Zabezpiecza to firmy przed utratą pracowników, co w kontekście zachodzących zmian na rynku pracy (malejąca liczba specjalistów) jest uzasadnione. Możliwe, że rośnie także formalizacja zatrudnienia, co powinno zmniejszyć szarą strefę.

Gdyby wzrostowi zatrudnienia w przemyśle towarzyszył wzrost inwestycji, nie niepokoiłby spadek zamówień krajowych i eksportowych, zwiększanie się wolnych mocy wytwórczych czy spadające ceny wyrobów gotowych. Jednak inwestycje nie rosną. W firmach 50+ spadły one w 1. kwartale 2016 r. o 8,6 proc. r/r. Wszystko wskazuje na to, że i w 2. kwartale mieliśmy spadek inwestycji. Potwierdza to chociażby bliższe przyjrzenie się produkcji sprzedanej przemysłu. Co prawda w czerwcu wzrosła ona o 6 proc. r/r, ale wzrost ten nie dotyczył m.in. branży naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń (spadek o 26 proc.). A to oznacza, że firmy zdecydowanie mniej inwestują w maszyny i urządzenia.

Lipcowy PMI postawił zatem istotne znaki zapytania. Czy mamy do czynienia z trwałym spadkiem zamówień, czy też to krótkoterminowe zaburzenie, dowiemy się w ciągu najbliższych miesięcy.

Konfederacja Lewiatan

EUR/USD dostaje kopa

EUR/USD dostaje kopa 3

W piątek został opublikowany wstępny annualizowany PKB za drugi kwartał w Stanach Zjednoczonych. Odczyt okazał się bardzo słaby w porównaniu do prognoz, które wypadały w okolicach 2,5%, a dane wyniosły 1,2%. Dokonano również rewizji odczytu za I kwartał z 1,1% do 0,8%. Dane były bardzo rozczarowujące za sprawą spadających inwestycji, głównie w branży wydobywczej, która cierpi z powodu niskich cen ropy naftowej.

Tak fatalny odczyt PKB był motorem napędowym ostatnich wzrostów na parze walutowej EUR/USD. Kupującym udało się pokonać silne wsparcie 1.109-1.113. Kontynuacja ruchu piątkowego zostanie bazowym scenariuszem, jednak należy mieć na uwadze przyszłe wypowiedzi Prezesa Europejskiego Banku Centralnego, który może dokonać zmian w obecnym programie „luzowania ilościowego”.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Lipiec był drugim po marcu, najlepszym miesiącem na światowym rynku akcji

Mariusz Skwaroń
Mariusz Skwaroń, Wiceprezes Zarządu AgioFunds TFI S.A.

Lipiec był drugim po marcu, najlepszym miesiącem na światowym rynku akcji w tym roku. MSCI World poszedł w górę o ponad 4 proc. i znalazł się na poziomie najwyższym od sierpnia ubiegłego roku. O ponad 5 proc. wzrósł indeks emerging markets. Wskaźniki głównych giełd europejskich zyskały po 5-7 proc. Sięgające 3-3,5 proc. wzrosty wystarczyły, aby indeksy amerykańskiego parkietu znalazły się na poziomach najwyższych w historii. Przekraczająca 6 proc. zwyżka Nikkei wskazuje, że najgorsze za sobą ma już chyba giełda japońska. Ta globalna poprawa nastrojów niewiele ma jednak wspólnego z czynnikami fundamentalnymi. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył i tak już niewygórowane prognozy wzrostu globalnej gospodarki, uwzględniając konsekwencje samej tylko niepewności, związanej z wychodzeniem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Najnowsze dane sygnalizują nadchodzące spowolnienie nie tylko w Europie i Japonii, ale także w Stanach Zjednoczonych. Jedną z niewielu pozytywnych informacji, jaka w lipcu mogła wzmocnić rynki, to ta o wyhamowaniu spadku dynamiki PKB w Chinach. Głównym motorem, napędzającym zwyżki na rynkach akcji, poza naturalnym odreagowaniem wcześniejszych spadków, są nadzieje pokładane w działaniach banków centralnych, mających wspomóc wzrost gospodarczy i zapobiec zagrożeniom. Problem w tym, że w większości przypadków, banki centralne nie mają już zbyt wielkiego pola manewru. Obniżenie stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny dobiłoby osłabione europejskie banki komercyjne, a pula papierów, które mogą być przedmiotem skupu, ulega wyczerpaniu. Mający znacznie większe możliwości Bank Anglii, nie spieszy się z ich użyciem. Działania japońskiego banku centralnego, mimo sporej determinacji, nie tylko nie przynoszą widocznych efektów, ale także rozczarowują inwestorów, coraz wyraźniej oczekujących na uruchomienie „pieniędzy z helikoptera”. Zapowiadany pakiet stymulacji fiskalnej powiększy i tak już gigantyczne zadłużenie Japonii. Największe nadzieje wiązać można jedynie z połączonymi fiskalnymi i monetarnymi posunięciami w Chinach oraz odroczeniem podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Rozczarowujące dane o dynamice amerykańskiego PKB w drugim kwartale zdają się ostatecznie odsuwać na dalszą przyszłość kwestię kontynuacji zacieśniania polityki pieniężnej Fed. Pozostawienie amerykańskich stóp bez zmian może być czynnikiem o kluczowym znaczeniu dla sytuacji na światowym rynku finansowym, pozytywnie wpływającym na notowania surowców oraz kondycję emerging markets, a w połączeniu z ewentualnymi sygnałami zhamowania negatywnych tendencji w chińskiej gospodarce, mogłoby podtrzymać dobrą passę na giełdach.

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie pozytywną rolę w globalnej gospodarce będą odgrywać głównie kraje rozwijające się. Tezę tę potwierdza między innymi raport MFW, podtrzymujący prognozę zakładającą 4,1 proc. wzrost PKB dla tej grupy na ten rok i przyspieszenie do 4,6 proc. w 2017 r. Taki scenariusz otwierałby pozytywne perspektywy także przed warszawską giełdą. Warunkiem jest usunięcie ostatniego z czynników niepewności, czyli kwestii kredytów we frankach, kontynuacja zbliżonego do 3 proc. tempa wzrostu gospodarczego oraz utrzymanie w ryzach deficytu budżetowego. Taki plan minimum jest realny do osiągnięcia w perspektywie przynajmniej kilku kwartałów. Po „przełknięciu” frankowej pigułki, WIG20 mógłby powrócić do korelacji z indeksem emerging markets, nadrabiając przynajmniej w części, utracony do niego w ostatnich miesiącach dystans. Mogłoby to oznaczać szansę na ruch w kierunku 2000 punktów, przy założeniu kontynuacji zwyżki MSCI Emerging Markets. Indeksy małych i średnich spółek tę korelację od kilku tygodni starają się z niezłym skutkiem odzyskiwać, co stanowi dobry prognostyk dla całego warszawskiego rynku.

Mariusz Skwaroń, Wiceprezes Zarządu AgioFunds TFI S.A.

Medycyna pracy. Kłopotliwy obowiązek przedsiębiorców

Zatrudnieni na umowę o pracę Polacy muszą cyklicznie przeprowadzać badania pozwalające im wykonywać swój zawód. W jaki sposób i którzy przedsiębiorcy starają się skracać związany z tym czas nieobecności pracowników?

Na podstawie umowy o pracę w Polsce zatrudnionych jest ponad 12,5 mln osób – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Każdy z nich przed przystąpieniem do wykonywania pracy musi przeprowadzić obowiązkowe badania medyczne, a po kilku latach je powtórzyć. Trzeba na nie z reguły poświęcić od jednego do kilku dni, co jest oczywiście związane z nieobecnością w pracy, która nie pozostaje bez wpływu na sprawność funkcjonowania firmy. Zgodnie z kodeksem pracy wszyscy przedsiębiorcy zobowiązani są do zapewnienia pracownikom możliwości przeprowadzenia badań w ramach obowiązków zawodowych oraz z zachowaniem pełnego wynagrodzenia.

Pracownik fizyczny pod ścisłą opieką

Dla niektórych branż ten obowiązek oznacza realne straty finansowe, związane z nieobecnością kadry. Aby minimalizować tego typu utrudnienia, przedsiębiorcy często sięgają po dostęp do medycyny pracy w ramach ubezpieczenia zdrowotnego.

Dla niektórych gałęzi gospodarki możliwość korzystania z medycyny pracy w ramach grupowego ubezpieczenia zdrowotnego to główny argument za wykupieniem takiego programu. Dotyczy to przede wszystkim sektora przemysłowego, w którym pracuje w Polsce blisko 5 mln osób, spośród których wielu pracuje fizycznie przy działalności produkcyjnej. W ich przypadku bardzo istotne jest potwierdzenie dobrego stanu zdrowia ze względu na stosunkowo wysokie ryzyko wypadku przy pracy – mówi Dorota Bartkowska, Dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Zdrowotnych w Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group.

W porównaniu z pracownikami biurowymi pracownicy fizyczni zatrudnieni przez przedsiębiorstwa produkcyjne muszą wykonywać większą ilość badań specjalistycznych. A to wydłuża czas nieobecności w pracy. Na przykład osoba obsługująca maszyny w ruchu jest zobowiązana do wykonania morfologii krwi, EKG, audiogramu czy psychotechniki u lekarzy medycyny pracy, neurologa, okulisty oraz laryngologa. Korzystanie przez pracodawcę z programu ubezpieczeniowego pozwala zaoszczędzić czas potrzebny na przeprowadzenie powyższych badań.

Komfort zarówno pracodawcy, jak i pracownikowi zapewnia przede wszystkim to, że nie są uzależnieni od terminów narzucanych przez publiczne placówki opieki zdrowotnej. Ubezpieczyciel stara się bowiem organizować wszystkie badania jednego dnia w przychodni zlokalizowanej w dogodnym dla zatrudnionej osoby miejscu – tłumaczy Dorota Bartkowska z Compensy.

Koordynacja działań…

Istotnym problemem związanym z organizacją badań w ramach medycyny pracy jest konieczność pracochłonnego administrowania procesem kierowania pracowników na badania. W zatrudniającej liczną kadrę firmie, działającej w kilku różnych lokalizacjach w różnych częściach kraju oznacza to niekiedy utrzymywanie dużego działu kadr, monitorującego i pośredniczącego w formalnościach związanych z medycyną pracy. A to wiąże się z dodatkowymi kosztami. W ramach ubezpieczenia zdrowotnego do pracodawcy należy jedynie wystawienie skierowania, natomiast kompleksową organizacją badań zajmuje się już ubezpieczyciel. Dodatkowo grupowa polisa dla pracowników oznacza stabilizację kosztów medycyny pracy ponoszonych przez pracodawcę. Składka ubezpieczeniowa jest bowiem stała i nie zależy od liczby wykonanych badań.

Źródło: Compensa TU SA Vienna Insurance Group

Analiza techniczna

EUR/PLN cały czas w trendzie spadkowym. Frank szwajcarski się umacnia mimo komentarzy Thomasa Jordana. USD/PLN spada wraz ze wzrostem głównej pary walutowej świata. Słabość funta brytyjskiego na szerokim rynku, w efekcie GBP/PLN najniżej od dwóch lat.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.06-01.08.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,3520 3,9900 3,8900 5,1320
Maksimum 4,4610 4,1090 4,0920 5,3300

 

EUR/PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

EUR PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

Od początku lipca kurs EUR/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału spadkowego. Kurs polskiej waluty odreagowuje skutki referendum w Wielkiej Brytanii, po którym sporo stracił. Dynamika umocnienia złotówki wzrosła po ogłoszeniu komunikatu agencji Fitch na temat Polski. Obawy o ścięciu ratingu naszego kraju okazały się bezzasadne. Mimo kiepskiego odczytu PMI dzisiaj kurs przebił minimum z ostatnich tygodni i niewykluczone jest podejście pod złamanie dolnego ograniczenia kanału. Mogłoby to spowodować spory ruch na południe nawet w kierunku 4,30. W przypadku korekty opór będzie już przy 4,36 gdzie przebiega linia wyrysowana z krótkoterminowych maksimów, a dalej 4,39, czyli 61,8 zniesienie Fibonacciego.

CHF/PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

CHF PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

Na parze CHF/PLN również od początku lipca utworzył się kanał spadkowy. Od ogłoszenia wyników referendum w sprawie Brexitu, polska waluta zyskała kilka groszy. Również za sprawą decyzji agencji Fitch udało się to umocnienie kontynuować. W efekcie po kilku dniach kurs dotarł poniżej 3,99. Było to jednak chwilowe i kurs w kolejnych dniach przeszedł w korektę co poskutkowało powrotem powyżej poziomu 4,00, a obecnie nawet dotarciem do 4,03. Jest to pochodna umocnienia się franka szwajcarskiego na szerokim rynku choćby do euro. Nie pomogły nawet dzisiejsze słowa Thomasa Jordana, szefa Banku centralnego Szwajcarii o przewartościowanej rodzimej walucie. Oporem dla tego ruchu w górę będzie poziom 4,0390, czyli górne ograniczenie kanału.

USD/PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

USD PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

USD/PLN poruszał się w wąskim kanale. Wahania były bardzo niewielkie – od tygodnia było to raptem 5 groszy między 3,95 a 4,00. Od kilku dni nie było widać zdecydowanego kierunku, ale z pewnością musiało się to zmienić po środowym posiedzeniu Fed. I tak też się stało. Kurs wraz ze wzrostem na parze EUR/USD poszybował w dół. Osiągnęliśmy najniższy poziom od referendum w sprawie Brexitu, przebijając poziom 3,90. Gdyby ten poziom pękł, mogłoby to skutkować nawet ruchem w kierunku 3,86. Sytuacja nie jest jednak przesądzona i będzie zależna od dalszych ruchów na EUR/USD na którym też możliwa jest korekta. Na wykresie możemy wyrysować kanał spadkowy i w tym momencie poziom 3,96, czyli górne ograniczenie będzie oporem, a poziom 3,8920, czyli dolne ograniczenie, wsparciem.

GBP/PLN – analiza od 8 lipca do 1 sierpnia

GBP PLN – analiza od 8 lipca do 1 sierpnia

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie spadkowym od połowy lipca. Dzisiaj kurs złamał 5,14, czyli minimum z początku lipca. Patrząc szerzej jest to najniższy poziom od ponad dwóch lat. Jest to pokłosie publikowanych kolejnych danych po referendum, które wskazują na spadek aktywności w brytyjskim przemyśle. I to większy niż przewidywali najwięksi pesymiści. Każde kolejne nowe dane powodują rozczarowanie, a tym samym osłabienie funta na szerokim rynku. Dzisiejszy PMI dla przemysłu znalazł się poniżej 50 punktów co oznacza recesje w gospodarce. Trzeba dodać, że przed ogłoszeniem wyników referendum funt kosztował 5,70 zł, a teraz poziom równych 5,00 pojawia się na horyzoncie. Póki co trudno wskazać jakiekolwiek wsparcie, bo jeśli kolejne dane będą złe, to żadne nie zatrzyma ruchu w dół, w dłuższej perspektywie będzie to psychologiczna wartość 5,00. W przypadku korekty oporem będą okolice 5,18.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

GBP/USD przed bankiem Anglii

Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])

Właściciele domów boją się Lasów Państwowych

Właściciele gruntów zalesionych, także tych na których pobudowane są już domy, boją się, że firma Lasy Państwowe korzystać będzie z prawa pierwokupu, obniżając ceny. Skutki nowej ustawy są takie, że właściciele wycofują się z przygotowywanych transakcji.
Obowiązująca od trzech miesięcy ustawa regulująca sprzedaż gruntów leśnych doprowadziła do tego, że rynek ich sprzedaży przejściowo przestał istnieć, podobne są efekty ustawy dotyczącej sprzedaży gruntów rolnych. Z tą jednak różnicą, że Lasy Państwowe to bogata, potężna firma, która ma pieniądze i może skorzystać z ustawowego prawa pierwokupu, w rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.
Od Lasów Państwowych będzie zależało więc, które transakcje sprzedaży gruntów zostaną zrealizowane i przez kogo.

Banki Centralne w akcji

Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])

Nowa ustawa o TK nie rozwiązuje sporu

Prezydent podpisał nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nie rozwiązuje ona trwającego od miesięcy sporu politycznego wokół tej instytucji i nie prowadzi do odbudowy, tak istotnego dla przedsiębiorców, zaufania do prawa i instytucji publicznych.

Abstrahując od wyroków Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 r. (K 34/15) i 9 marca br. (K 47/15), w ustawie, zobowiązano prezesa Trybunału do włączenia do składów orzekających i przydzielenia spraw 3 sędziom, którzy złożyli ślubowanie wobec Prezydenta RP oraz przewidziano publikację orzeczeń Trybunału wydanych przed dniem 20 lipca 2016 r. z „naruszeniem przepisów ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym”, ale z wyjątkiem rozstrzygnięć dotyczących aktów normatywnych, które utraciły moc obowiązującą. Tym samym większość parlamentarna zupełnie zignorowała kwestię nieodebrania przez Prezydenta RP ślubowania od 3 sędziów Trybunału wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji oraz rozstrzygnęła o braku publikacji wyroku z 9 marca br. ponieważ ustawa, której wyrok dotyczy utraci moc obowiązującą wraz z wejściem w życie nowej ustawy o Trybunale. Nie jest to więc kompromis ani wyjście naprzeciw rekomendacjom Komisji Weneckiej.

Konfederacja Lewiatan konsekwentnie wskazuje, że przedłużający się spór wokół Trybunału Konstytucyjnego i brak woli jego zakończenia obniża konkurencyjność polskich przedsiębiorstw i wiarygodność gospodarczą Polski. To spowalnia napływ kapitału zagranicznego i ogranicza inwestycje. Utrzymywanie status quo przedłuża niepewność polityczną, instytucjonalną i prawną, naraża Polskę na postępowania Komisji Europejskiej i ciąg dalszy procedury kontroli praworządności, osłabia warunki prowadzenia działalności gospodarczej w przyszłości. Utrzymana przez światowe agencje negatywna perspektywa ratingowa Polski wskazuje dwa kluczowe czynniki – zagrożenie dla kondycji finansów publicznych, czyli wzrost deficytu powyżej 3% PKB oraz spór wokół TK co zdecydowanie pogarsza klimat inwestycyjny w Polsce.

Dla firm działających w Polsce – małych, średnich i dużych, dla tworzenia nowych miejsc pracy, prowadzenia inwestycji i rozwijania eksportu, rzeczywiste odblokowanie Trybunału Konstytucyjnego oraz opublikowanie jego wszystkich wyroków jest kluczowe. Polska potrzebuje demokratycznej i biznesowej wiarygodności Polski w oczach społeczności międzynarodowej i inwestorów.

Przedsiębiorcom nie pomoże, nawet najlepiej przygotowany, plan rozwoju gospodarczego i społecznego, w ramach którego budowany ma być m.in. kapitał społeczny – kapitał zaufania, jeżeli jednocześnie decyzje polityczne podważają zaufanie do najważniejszych instytucji publicznych. Niepewność w Unii Europejskiej, nierozstrzygnięty wynik wyborów w USA, Brexit, rosnąca pozycja Rosji powodują, że zagrożeń dla rozwoju gospodarczego Polski jest na zewnątrz wystarczająco dużo, by nie mnożyć ich jeszcze w polityce wewnętrznej.

Autorzy ustawy, broniąc jej „naprawczego” charakteru wskazują, iż wprowadzono m.in. jako zasadę przyjmowanie orzeczeń zwykłą większością głosów oraz zrezygnowano, z forsowanego podczas prac Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozwiązania umożliwiającego, na wniosek Prezydenta RP lub Prokuratora Generalnego, procedowania każdej sprawy, którą wnioskodawca uzna za szczególnie zawiłą, w pełnym składzie. Jednocześnie do ustawy wprowadzono mechanizm sprzeciwu przez co najmniej 4 sędziów Trybunału wobec projektu rozstrzygnięcia, który w konsekwencji doprowadzi do odroczenia wydania orzeczenia o 6 miesięcy. Jako zasadę pozostawiono także rozstrzyganie spraw według kolejności wpływu co może ograniczyć efektywność pracy i realny wpływ TK na ostateczny kształt stanowionego prawa.

Nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym to niewykorzystana szansa na przywrócenie praworządności w Polsce i zakończenie trwającego od kilku miesięcy sporu. Zmiany przyjęte przez Sejm oznaczają jednak, że po wejściu w życiu ustawy Trybunał Konstytucyjny mógłby, jeżeli wpłynąłby stosowny wniosek, dokonać w nieodległym czasie oceny jej konstytucyjności, a wyrok, po opublikowaniu w dzienniku ustaw i wykonaniu przez władzę ustawodawczą i wykonawczą, mógłby stanowić punkt wyjścia do przywrócenia porządku konstytucyjnego, co dla przedsiębiorców jest wartością nadrzędną. Scenariusz taki w dzisiejszej sytuacji politycznej wydaje się jednak bardzo odległy.

Konfederacja Lewiatan

Rośnie dynamika sprzedaży mieszkań

Stabilne ceny, większa dostępność mieszkań i rosnąca dynamika sprzedaży – to najważniejsze wnioski z opracowania Narodowego Banku Polskiego podsumowującego I kwartał 2016 roku na rynku nieruchomości.

Od stycznia do marca br. sytuacja na rynku nieruchomości była zrównoważona. Pomimo niewielkiego ożywienia, ceny mieszkań pozostawały stabilne – wynika z danych NBP.

W niektórych miastach odnotowano nawet niewielki spadek cen transakcyjnych. Taka sytuacja miała miejsce między innymi w Krakowie, gdzie obecnie za m2 na rynku pierwotnym trzeba zapłacić średnio ok. 6,2 tys. zł/m2, podczas gdy w poprzednich dwóch kwartałach m2 wart był ponad 6,3 tys. zł.

W tym samym okresie wzrosły również nominalne dochody gospodarstw domowych. W efekcie, znacznie zwiększyła się dostępność mieszkań. Jak podaje NBP, w polskich aglomeracjach (Gdańsku, Gdyni, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu) wskaźnik szacowanej dostępności wyniósł 0,88 m2 za przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, co oznacza, że był wyższy o 0,04 m2w porównaniu do poprzedniego kwartału.

Dynamika sprzedaży coraz większa

Sytuacja ekonomiczna klientów pozytywnie wpłynęła na wyniki deweloperów. Zapas niesprzedanych mieszkań w największych polskich miastach zmniejszył się o ok. 0,4 tys. i wyniósł 48,3 tys.

Już pod koniec poprzedniego roku odczuwalne było rosnące zainteresowanie zakupem mieszkania – zauważa Piotr Kijanka, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo. –Po nowym roku ta tendencja się utrzymała. Spowodowały to przede wszystkim zapowiedzi o zakończeniu programu MdM w 2018 roku, jak również rekordowo niskie stopy procentowe.

Inwestycje mieszkaniowe wciąż popularne

Większa dynamika sprzedaży tow dużej mierze skutek rosnącej popularności inwestycji mieszkaniowych. Według obliczeń NBP, w perspektywie krótkoterminowej nadal są one bardzo opłacalne.

Przy założeniu średniej wysokości możliwego do uzyskania czynszu, rentowność takiej inwestycji jest wyższa od lokaty bankowej czy 10-letnich obligacji skarbowych. Porównać ją możnado tej uzyskiwanej na rynku nieruchomości komercyjnych.

Co więcej, wysoka wartość średniego czynszu najmu w relacji do kosztów obsługi kredytu mieszkaniowego nadal umożliwia finansowanie kosztów kredytu przychodami z najmu.

Jednak jak podkreśla przedstawiciel Grupy Geo, sukces inwestycyjnego zakupu mieszkania zależy przede wszystkim od jego lokalizacji. –Najwięcej lokali pod wynajem sprzedajemy w Fabryce Czekolady, która znajduje się w centrum Krakowa– dodaje.

Dobra prognoza na kolejny kwartał

Optymistyczne trendy zaobserwowane w I kwartale to dobra prognoza dla rynku nieruchomości na kolejne miesiące.

Dodatkowo, na początku lipca Rada Polityki Pieniężnej postanowiła utrzymać stopy procentowe na niezmienionym, niskim poziomie. W efekcie, warunki udzielania kredytów mogą okazać się bardziej korzystne dla potencjalnych nabywców nieruchomości, a co za tym idzie dynamika sprzedaży może jeszcze wzrosnąć.

Zyski w czasach niepewności

Podczas, gdy amerykańskie giełdy biją historyczne rekordy, warszawski parkiet może patrzeć za ocean z zazdrością. Jednak zarówno hossa w USA, jak stagnacja na GPW stwarzają ciekawe okazje inwestycyjne.

W piątek, 29 lipca indeks S&P500 pobił historyczny poziom, wspinając się do 2,177 pkt. To kolejny rekordowy wynik po ostatnim zanotowanym 11 lipca. Nastroje inwestorów sugerują, że kierunek trendu jest trwały i należy oczekiwać kolejnych zysków. Tak uważają optymiści. I nie ma znaczenia, że dopiero co Wielka Brytania wzięła rozwód z Brukselą, że Europa za sprawą Włoch znalazła się na skraju kryzysu bankowego i finansowego (analitycy szacują potrzeby kapitałowe banków nad Tybrem na poziomach pomiędzy 38 mld EUR a 150 mld EUR). Nie przeraża też fakt, że rentowności obligacji szorują po dnie, a ich cena idzie w górę, co mogłoby wskazywać – i wcześniej tak było – że inwestorzy przerzucają się z akcji na bezpieczne papiery rządowe.

Jakie są zatem źródła optymizmu w tak nieprzewidywanym i nerwowym otoczeniu rynkowym? Jeśli chodzi o rynek amerykański to nastroje inwestorów od dawna są niezłe. Ostatnio zostały dodatkowo podbudowane przez dobre informacje z rynku pracy w czerwcu. Trzeba do tego dodać brak podwyżek stóp procentowych w USA i prognozy, że nie dojdzie do nich w tym roku. Kolejny czynnik wspierający optymistów stanowią zapowiedzi Banku Anglii, że gotów jest sięgnąć po narzędzia luzowania monetarnego, żeby pomóc bankom
i gospodarce w trudnym okresie po Brexicie. W Japonii wybory pewnie wygrała partia premiera Shninzo Abe, zwolennika ujemnych stóp i stymulowania gospodarki poprzez dostarczanie jej dodatkowej płynności. Jeśli chodzi o Włochy i UE, to inwestorzy zakładają, że Europejski Bank Centralny jeszcze mocniej zakręci maszyną do dodruku pieniędzy i problem kryzysu bankowego uda się zażegnać.

Pomimo optymistycznych nastrojów w USA, największe obawy inwestorów paradoksalnie dotyczą właśnie amerykańskiego rynku. Cieniem na giełdzie kładą się jesienne wybory
i obawy związane z możliwym zwycięstwem Donalda Trumpa. Nawet jeśli czarny scenariusz, bo tak większość analityków postrzega wygraną kontrowersyjnego multimilionera, nie ziści się to zmiana władzy w Waszyngtonie może odbić się niekorzystnie na rynkach, co wynika
z tzw. cyklu prezydenckiego. Zgodnie z tą teorią pierwsze dwa lata prezydentury zbiegają się w czasie z najsłabszym okresem na amerykańskich giełdach, druga połowa jest zdecydowanie lepsza. Szczególnie mocno korelacja ta ma występować w momencie zmiany urzędującego prezydenta, a Barak Obama kończy właśnie drugą kadencję. Ponadto amerykańskie giełdy rosną nieprzerwanie od 2009 r., a obecna hossa jest jedną z najdłuższych w historii. Nie trudno zatem wywnioskować że jesteśmy zdecydowanie bliżej jej końca niż początku.

Polska na szarym końcu

Tymczasem chociaż fundamenty polskiej gospodarki są solidne, nasza giełda jest lata świetlne od historycznych poziomów z 2007 r. Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy GPW straciła ok 22,5 proc. i jest to jeden z najsłabszych wyników na Starym Kontynencie. Patrząc w dłuższej perspektywie, w ciągu 5 lat z giełdy wyparowało niemal 40 proc. wartości. Gorsze wyniki zanotowały jedynie parkiety w Moskwie i Atenach, czyli na rynkach funkcjonujących w warunkach wojny (Rosja – Krym, Syria) lub w warunkach krachu finansowego (Grecja).
W tym samym czasie S&P wzrósł o 55 proc. Podobnie zyskiwał japoński Nikkei. Giełda
w Nowej Zelandii zyskała ponad 100 proc., w Argentynie aż 324 proc.!

Sytuacja jest złożona na większości rynków wschodzących. Z jednej strony aktywa są dość tanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wskaźniki takie, jak cena/zysk czy cena/wartość księgowa. Dodatkowo oddalająca się podwyżka stóp procentowych może przyczynić się do spadku wartości dolara, a to oznacza wzrost cen surowców i co za tym idzie wzrost cen akcji
w krajach mocno uzależnionych od surowców jak Rosja czy Brazylia. Jeśli amerykańska hossa miałaby mieć się ku końcowi, to historyczne dane pokazują, że rynki wschodzące mogę wejść w cykl koniunktury. Tak było w latach 1988-1993 oraz 1999-2007, kiedy rosły
w imponującym tempie, podczas gdy giełda amerykańska w tym czasie zachowywała się dużo spokojniej. Z kolei w latach 1994-1998 i 2008-2016 rynki wschodzące traciły, podczas gdy indeksy w USA biły kolejne rekordy. Jeżeli ta prawidłowość się utrzyma to najbliższe lata będą stały pod znakiem dominacji rynków wschodzących.

Tu jednak wracamy do ryzyk jakie czyhają na głównych rynkach. Wielkość kapitalizacji giełdy nowojorskiej rzutuje na pozostałe parkiety na świecie. Od 1988 r. nie zdarzyło się, aby bessie na rynku amerykańskim towarzyszyła hossa na rynkach wschodzących. Jeżeli zatem USA podtrzymają wzrosty, emerging markets mogą być ciekawym kierunkiem inwestycyjnym. Jeżeli jednak nastaną na niej spadki, pociągną one za sobą spadki także na pozostałych rynkach.

Czynnikiem ryzyka wciąż pozostaje Brexit, który wywołał dużą niepewność na giełdach. Istnieje ryzyko, że wystąpi efekt domina i kolejne kraje będą chciały pójść w ślady Brytyjczyków utrzymując stale rynki w niepewności. Tą dodatkowo wymaga w ostatnich dniach sytuacja w Turcji, z której kapitał wycofuje się w dramatycznych okolicznościach nieudanego puczu i stanu wyjątkowego. W efekcie w ciągu tygodnia stambulska giełda straciła blisko 13 proc. a turecka lira osłabiła się do dolara o ponad 5 proc. i jest najtańsza w swojej historii. Sytuacji nie poprawiło obniżenie ratingu Turcji przez agencję S&P. Mocno przecenione aktywa tureckie mogą, po uspokojeniu sytuacji w tym kraju, stanowić ciekawą okazję inwestycyjną, przeznaczona ona jednak będzie jedynie dla inwestorów o bardzo mocnych nerwach.

Czas na fundusze

Jak w tej złożonej sytuacji może znaleźć się inwestor? Różna dynamika na poszczególnych rynkach sprzyja inwestowaniu na giełdach poprzez fundusze inwestycyjne. Niskie wyceny w Polsce zarówno akcji, jak jednostek funduszy inwestycyjnych stwarzają okazję do kupna aktywów po bardzo niskiej cenie. Nadzieję na atrakcyjne zwroty dają też fundusze inwestujące w zagraniczne indeksy. Być może jest to czas, żeby przemyśleć strategię inwestycyjną i większą część pieniędzy przenieść z funduszy ochrony kapitału, funduszy obligacji na fundusze z nieco bardziej agresywną strategią inwestycyjną.
***
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Wymagania BHP a praca przy komputerze

Niezależnie od rodzaju wykonywanych przez pracownika zadań pracodawca zobowiązany jest do stosowania się do przepisów BHP i zapewnienia podwładnym godnych i bezpiecznych warunków pracy. Dotyczy to nie tylko ciężkich i niebezpiecznych prac fizycznych – także praca przy komputerze podlega ochronie, jeśli chodzi o BHP. 

Pracodawca powinien dobrze znać przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy oraz zdawać sobie sprawę, że odnoszą się one nie tylko do pracowników fizycznych, lecz także biurowych. Pracownicy, których głównym zadaniem jest praca przy komputerze, również narażeni są na uszczerbek na zdrowiu, zwłaszcza jeśli chodzi o postawę ciała i wzrok. Zgodnie z przepisami prawa pracodawca zobowiązany jest w miarę możliwości temu zapobiegać.

Pracownik wykonujący pracę przed komputerem

To, czy osoba zatrudniona pracująca przy komputerze podlega szczególnej ochronie, określa rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 1.12.1998 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowiskach wyposażonych w monitory ekranowe. Według  jego zapisów chroniony jest zarówno pracownik, jak i praktykant i stażysta, który przynajmniej połowę dobowego wymiaru pracy spędza przed monitorem ekranowym. Oznacza to, że jeżeli zatrudniony pracuje przed komputerem co najmniej 4 godziny dziennie, może wymagać, by pracodawca spełnił obowiązki, które nakłada na niego rozporządzenie.

Praca przy komputerze a przerwy

Podstawowym obowiązkiem pracodawcy jest zapewnienie pracownikowi zmiany rodzaju pracy co godzinę. Chodzi tu przede wszystkim o to, by mógł on zmienić pozycję ciała i pozwolić odpocząć oczom. Jeżeli zmiana zajęcia nie jest możliwa, pracownikowi przysługuje 5 minut przerwy na każdą godzinę pracy przed komputerem – jest ona wliczona do czasu pracy i w żaden sposób nie wpływa na obniżenie wynagrodzenia za pracę.

Okulary korygujące

Stała praca przy komputerze z pewnością niekorzystnie wpływa na wzrok. W związku z tym pracodawca jest zobowiązany, jeżeli zaistnieje taka potrzeba,  do zapewnienia pracownikom okularów korygujących. Warunkiem pokrycia kosztów okularów są wyniki badań potwierdzonych przez lekarza medycyny pracy – tylko w takim wypadku po stronie pracodawcy powstaje obowiązek zwrócenia kosztów. Zazwyczaj to pracodawcy sami kierują pracowników na badania.

Kwota, do której pracodawca finansuje zakup okularów, powinna być ujęta w przepisach wewnętrznych zakładów pracy. Jeżeli pracownik chciałby kupić droższe oprawki, zakład pracy nie ma obowiązku zwracać mu całej sumy, jednak kwota musi być ustalona tak, aby umożliwiała zakup okularów zgodnych z zaleceniami lekarza. Także zmiana szkieł może być objęta dofinansowaniem tylko w przypadku, gdy zaleci to lekarz.

Inne obowiązki pracodawcy wobec pracownika pracującego przy komputerze

Obowiązkiem pracodawcy jest także zapewnienie pracownikom zatrudnionym na stanowiskach z monitorami ekranowymi profilaktycznej opieki zdrowotnej w takim zakresie, w jakim przewidują to osobne przepisy.

Także urządzenia, w jakie wyposaża pracowników, muszą spełniać określone warunki, które określa wspomniane już rozporządzenie. Są to:

  1. ergonomia stanowiska pracy:
  • stanowisko pracy powinno mieć rozmiary, które pozwalają na swobodne korzystanie z wszystkich elementów obsługiwanych ręcznie,
  • monitory powinny znajdować się w odpowiedniej odległości – 60 cm – od siebie,
  • odległość między pracownikiem a tyłem innego sąsiedniego monitora powinna wynosić 80 cm,
  • odległość między pracownikiem a monitorem powinna wynosić od 40 cm do 75 cm,
  • na każdego pracownika powinny przypadać 2 m2 wolnej przestrzeni podłogi oraz 13 m2 objętości pomieszczenia nieograniczonej meblami i innymi sprzętami,
  • znaki na ekranie komputera powinny być czytelne i wyraźne, obraz stabilny, natomiast sam ekran – pokryty warstwą antyodbiciową lub wyposażony w odpowiedni filtr,
  • klawiatura komputera powinna być ustawiona min. 10 cm od brzegu stołu oraz powinna stanowić osobny element wyposażenia podstawowego stanowiska pracy, jej powierzchnia powinna być matowa, a znaki kontrastowe i czytelne,
  • pracownik powinien mieć swobodny dostęp do wszystkich narzędzi pracy, a sięganie po nie nie może powodować przybierania wymuszonej pozycji ciała,
  1. b) wymiary i ustawienie stołu:
  • wysokość stołu powinna pozwolić na swobodną pozycję pracownika, w której podczas pracy przy komputerze między ramieniem a przedramieniem zachowany jest kąt prosty,
  • wysokość stołu powinna pozwalać na zachowanie odpowiedniego kąta obserwacji ekranu monitora w zakresie 20–50° w dół (licząc od linii poziomej na wysokości oczu pracownika do linii poprowadzonej od jego oczu do środka ekranu), zaś górna krawędź ekranu monitora nie może znajdować się powyżej oczu pracownika,
  • kolana siedzącego przy stole pracownika nie powinny dotykać blatu, przestrzeń pod stołem powinna być swobodna,
  • powierzchnia blatu powinna być matowa i w jasnym odcieniu,
  1. c) fotel – element stanowiska pracy
  • siedzisko powinno być stabilne z podstawą minimum 5-podporową, na kółkach z możliwością obrotu 360° wokół osi pionowej,
  • wymiary fotela powinny pozwalać na zachowanie swobody ruchów i swobodnej pozycji ciała,
  • fotel powinien mieć możliwość regulacji wysokości siedzenia w zakresie 40–50 cm, licząc od podłogi i regulacji wysokości oparcia oraz regulacji pochylenia oparcia w zakresie  5° do przodu i  30° do tyłu,
  • siedzenie i oparcie powinny być wyprofilowane w sposób odpowiedni do naturalnego wygięcia kręgosłupa i odcinka udowego nóg,
  • fotel powinien posiadać podłokietniki,
  • jeżeli pracownik o to poprosi i gdy wysokość krzesła uniemożliwia pracownikowi płaskie, spoczynkowe ustawienie stóp na podłodze, pracodawca powinien zapewnić zatrudnionemu podnóżek.