Europejskie giełdy odnotowały we wtorek spadki wywołane niskimi akcjami sektora bankowego, które zdecydowanie pogorszyły nastroje. O ile głównym pretekstem strat na zachodnich parkietach Starego Kontynentu były banki, to na giełdzie w Warszawie stały się „motorem napędowym” wzrostów. Wszystko za sprawą praktycznie nowej ustawy frankowej, która z założenia ma generować dużo mniejsze koszty dla całego sektora, co z kolei wpływało na silne wzrosty cen akcji instytucji bankowych.
Głównym założeniem proponowanej ustawy, jak zaznaczył minister w Kancelarii Prezydenta RP, jest zwrot spreadów walutowych pobranych przez banki. Kwestia ustawowego przewalutowania kredytów na złotego powróci najwcześniej za rok. Do tego czasu, banki powinny dobrowolnie wypracować model restrukturyzacji części kredytów walutowych. Koszt zwrotu spreadów powinien wynieść ok. 4 mld zł, także jest to znacznie mniej niż zakładany pierwotnie poziom kosztów związany z przymusowym przewalutowaniem, szacowany nawet na 70 mld zł. To chyba stanowi wystarczającą odpowiedź, dlaczego sektor bankowy zareagował tak radośnie. Finalnie, WIG20 zakończył dzień wzrotem o 2,36%, a obroty na całym rynku wyniosły 1,2 mld zł.
Na globalnych rynkach stanowczo brakowało optymizmu. Z pewnością inwestorów rozczarowała propozycja nowego pakietu stymulującego, zastosowanego przez premiera Japonii, Schinzo Abe. Składa się on z 13,5 bln jenów środków fiskalnych, a nowy pakiet wydatków wyniesie około 7,5 bln jenów, z czego największa część zostanie zrealizowana w ciągu najbliższych dwóch lat. Jak twierdzą światowi eksperci, mimo że całkowita wartość pakietu wynosi 28,1 bln jenów, to obejmuje ona również partnerstwa publiczno-prywatne i inne sumy, które nie są bezpośrenim wkładem rządu, mogą więc nie zapewnić natychmiastowego impulsu dla wzrostu gospodarki.
Warto również zwrócić uwagę na sektor bankowy w Europie, a głównie na dwóch gigantów – szwajcarski Credit Suisse Group AG i niemiecki Deutsche Bank AG. Obie instytucje opuszczą w przyszłym tygodniu indeks pięćdziesięciu nawiększych europejskich spółek (Stoxx 50) w wyniku silnej presji w sektorze. Deutsche Bank po raz pierwszy od 1998 r. nie będzie komponentem Stoxx 50. Akcje obu banków były wczoraj mocno naznaczone na czerwono. Credit Suisse znalazł się 6% pod kreską w Szwajcarii, a Deutsche Bank 3,5% pod kreską we Frankfurcie.
W rezultacie, niemiecki DAX zakończył dzień stratą 1,80%, francuski CAC40 spadł o 1,84%, a brytyjski FTSE100 o 0,73%.
Jakie dane makro poznamy dziś? Zacznijmy od tych, które już zostały ujawnione. Indeks PMI dla usług w Australii wzrósł z 51,3 pkt. do 53,9 pkt. Indeks PMI dla usług w Chinach lekko rozczarował, ponieważ wyniósł 51,7 pkt. (prognoza wzrostu do 52,9 pkt.). Teraz czekamy na usługowe PMI z największych gospodarek europejskich, jak i całego eurolandu. Przed nami jeszcze analogiczny odczyt z Wielkiej Brytanii i USA. W Stanach Zjednoczonych pojawi się też podobny, a może i bardziej miarodajny indeks ISM, jednak nastąpi to dopiero o godz. 16:00. To jednak nie wszystko. O godz. 11:00 mamy jeszcze czerwcową dynamikę sprzedaży detalicznej w euro landzie, a o godz. 14:15 raport ADP z USA. Jest to raport prywatnej firmy Automatic Data Processing, będący pomiarem spadku lub wzrostu zatrudnienia. Czasem uważa się go za wstęp do payrollsów, jednak te poznamy dopiero w piątek. Zapowiada się zatem bardzo interesujący dzień.
Sesja w USA:
Wtorkowa sesja na nowojorskich giełdach przyniosła spadki głównych indeksów. Uwagę przyciągnęły głównie ceny ropy naftowej, które po raz pierwszy od kwietnia spadły poniżej 40 USD za baryłkę. Z danych makro z USA rynek poznał odczyt wskaźników wydatków oraz dochodów amerykańskich konsumentów w czerwcu. Wydatki wzrosły bardziej od oczekiwań, w czerwcu słabszy od konsensu był jednak wzrost dochodów Amerykanów. W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,49%, S&P500 spadł o 0,64%, natomiast Nasdaq Composite o 0,90%.
Waluty:
Wtorkowe notowania dla EURUSD zakończyły się wzrotem o 0,58% do poziomu 1,1227.
Kurs EURGBP zakończył dzień spadkiem o 0,76% do poziomu 0,8406, natomiast EURJPY stracił 0,89%, docierając do poziomu 113,28.
Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3226 PLN za euro, 3,8563 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9905 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,1364 PLN za funta szterlinga.
Surowce:
Złoto zakończyło wtorkowe notowania wzrostem o 0,96% do poziomu 1364,40 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 0,85% i osiągnęło poziom 20,675 USD za uncję. Słaby sentyment na światowych rynkach szkodzi notowaniom ropy naftowej. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 39,51 USD za baryłkę, tracąc tym samym 1,37%. Odmiana Brent spadła o 0,81% i była notowana po 41,80 USD za baryłkę.
W Grecji trwają reformy. Właśnie w życie weszła jedna z najmniej popularnych, czyli obniżka emerytur. W tej chwili wypłacana jest pierwsza seria obniżonych świadczeń. Cięcia w kraju powodują nie tylko protesty, do których pewnie z powodu emerytur znów dojdzie, ale również emigracje.
Od 2013 roku zarobkowo wyemigrowało wedle oficjalnych danych 427 tysięcy Greków. Warto zwrócić uwagę, że kraj ten ma 3,5 razy mniej mieszkańców niż Polska, zatem liczba ta robi się poważna. Powodem jest brak miejsc pracy dla młodych w zwijającej się gospodarce. Bezrobocie wśród najmłodszych grup wiekowych aktywnych zawodowo wciąż przekracza 50%. Będzie to kolejny problem dla Grecji w przyszłości, gdyż emigrują również dobrze wykształcone osoby dla których brak perspektyw w kraju. Coraz częściej słychać też głosy, że ratunkiem dla Grecji jest najprawdopodobniej zbankrutowanie poza strefą euro. Obecna spirala kredytowa co prawda zaczęła się luzować, jednak nie zmienia to faktu, że stabilizacja budżetu zajmie długie lata. Jedno dojście populistów do władzy w tym czasie, którzy opowiedzą Grekom o końcu oszczędności, znów przesunie ten kraj nad przepaść.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Kredytobiorcy frankowi po ustawie frankowej oczekiwali więcej. Przewalutowanie ma być dopiero kolejnym etapem.
Wiadomością dnia jest z pewnością program pomocy dla kredytobiorców frankowych. Jego podstawowym założeniem jest zwrot nadmiarowych spreadów pobranych przez banki. W skrócie oznacza to, że kredyt walutowy owszem jest legalny jako produkt, ale dodatkowa marża za wymianę walut już nie. W efekcie pomysłodawca ustalił, że owa marża do 2011 roku, kiedy weszła w życie ustawa antyspreadowa, wynosiła 0,5%, a po wejściu ustawy znów była dowolna. Zwrotowi podlega nadwyżka pomiędzy kursem NBP z danego dnia powiększonym o owe 0,5% a kursem faktycznym. Są również dodatkowe ograniczenia. Miedzy innymi zwracana jest różnica tylko do wysokości kredytu 350 tys. złotych. Powyżej tej kwoty, kredyt liczy się jakby był na tę kwotę. Nie wiemy z którego momentu bierzemy wartość kredytu, a jest to spora różnica. Pojawiły się również odsetki ustawowe, ale w połowie wysokości. Projekt ten nawet jeżeli wejdzie w życie w okrojonej wersji jest obecnie dużym sukcesem branży bankowej. Pojawiła się zapowiedź, że nadzór zmieni zasady zabezpieczeń dla banków z kredytami walutowymi by samodzielnie negocjowały one z wierzycielami przewalutowania. Rynek jednak na razie ignoruje to ryzyko. Akcje banków szły wyraźnie w górę – WIG-Banki wzrósł wczoraj o 6,35%.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Wraz z początkiem sierpnia firma doradztwa personalnego ManpowerGroup, zmieniła swoją główną siedzibę w Polsce. Nową lokalizacją został nowoczesny biurowiec Proximo, mieszczący się przy ulicy Prostej 68 w Warszawie, w którym ManpowerGroup zajęło całą powierzchnię 12., najwyższego piętra.
1 z 7
ManpowerGroup główna siedziba w biurowcu Proximo przy ulicy Prostej 68 w Warszawie
Oprócz siedziby głównej działają tam również biura poszczególnych marek firmy. Ich portfolio tworzą: Manpower, zajmująca się rekrutacją stałą oraz tymczasową, Experis, adresowana do specjalistów i menadżerów, a także ManpowerGroup Solutions, dedykowana obszarowi outsourcingu pracowników. Dzięki takiemu podziałowi usług przedsiębiorstwo wspiera swoich odbiorców w każdym, powiązanym z rynkiem pracy, aspekcie.
– W tym roku obchodzimy 15-lecie obecności ManpowerGroup w Polsce, – mówi Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup. – Ewoluując wraz z sytuacją w naszym kraju, urośliśmy do rangi jednej z wiodących firm, jakie działają w obszarze innowacyjnych rozwiązań dla rynku pracy. Pośród naszych klientów znajdują się obecnie najwięksi gracze z poszczególnych sektorów rynku, których wspieramy w kompleksowy sposób. To zobowiązuje. Zmiana naszej głównej lokalizacji podyktowana jest prężnym rozwojem, a także chęcią podkreślenia pozycji, jaką zajmujemy w naszej branży. Zależało nam również, by nowe biuro było dopasowane do oczekiwań naszych klientów oraz kandydatów. Wybierając go zwracaliśmy więc uwagę na dogodną lokalizację, wysoki standard powierzchni i ekologiczne rozwiązania w budynku, który idealnie wpisał się w nasze oczekiwania. Nowoczesność biurowca podkreśla ciągłą ewolucję naszej organizacji, a wysoki standard i aranżacja biura wpisują się w wizerunek firmy dynamicznej, elastycznej oraz otwartej na swoich odbiorców. Wierzymy, że będzie to dla nas doskonałe miejsce pracy na najbliższe lata, – dodaje Iwona Janas.
Dzięki doskonałemu połączeniu tras komunikacyjnych, lokalizacja umożliwia dobry dojazd z każdego punktu w stolicy, uwzględniając dworce oraz lotniska. To teren sąsiadujący ze stacją metra „Rondo Daszyńskiego”, liniami tramwajowymi oraz autobusowymi. Bliskość ścieżek rowerowych umożliwia również bezpieczny dojazd do pracy jednośladem. Proximo to budynek niezwykle przyjazny dla jego użytkowników, który został zaprojektowany zgodnie z najnowocześniejszymi normami. Świadczy o tym międzynarodowy certyfikat ekologiczny BREEAM, na poziomie „very good”.
Włochy i Węgry to kolejne kraje Unii Europejskiej, które zdecydowały się zobligować zagraniczne firmy do wypłacania płacy minimalnej na ich terytorium. Trend ten może negatywnie wpłynąć na rynek transportowy w Europie.
Koniec włoskiej sjesty
Włochy to jeden z ważniejszych partnerów handlowych Polski. W 2015 roku polskie przedsiębiorstwa eksportowały na Półwysep Apeniński towary na kwotę prawie 33 mld złotych, co dało Włochom 4 pozycję wśród partnerów handlowych Polski. W przyszłych latach sytuacja może się skomplikować, ponieważ Włosi opublikowali dekret ustawodawczy dotyczący delegowania pracowników. Wszedł on w życie 22 lipca. Oznacza to, że firmy realizujące transport kabotażowy na terenie Włoch będą zobligowane do naliczania płacy minimalnej oraz wykonywania wszelkich obowiązków administracyjnych, jakie nakłada na nie prawo. – Po Niemczech, Norwegii, Austrii i Francji podobne prawo dotyczące pracowników delegowanych wprowadza kolejny kraj. Do końca roku tego typu praktyk, wynikających z dyrektywy wdrożeniowej 2014/67, możemy się spodziewać w pozostałych państwach UE – uważa Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. – Włosi zdecydowali się na podobne zapisy, jak to ma miejsce w przypadku Francji. Głównymi obowiązkami administracyjnymi przedsiębiorstw delegujących jest zgłoszenie oddelegowania pracowników, wyznaczenie przedstawiciela na terytorium Włoch odpowiedzialnego za kontakty z włoską Inspekcją Pracy oraz ewidencjonowanie czasu pracy wraz z wypłatą minimalnego wynagrodzenia i przechowywanie wymaganej dokumentacji przez okres 2 lat – tłumaczy Bartosz Najman. Za niespełnienie obowiązków wynikających z dekretu przewidziane są sankcje od 150 do 6000 euro, przy czym łącznie nie mogą przekroczyć 150 000 euro.
Węgry też z płacą minimalną
Jak podaje Wydział Promocji i Handlu Ambasady RP w Budapeszcie, Węgry również wprowadziły obowiązek wypłacania płacy minimalnej pracownikom delegowanym. Oznacza to, że polskie firmy transportowe, których kierowcy pracują na terenie Węgier, zobowiązane są do dokonania stosownego zgłoszenia planowanych usług najpóźniej do dnia podjęcia prac. – Płaca minimalna na Węgrzech wynosi ok. 10 zł za godzinę (w zależności od wykształcenia pracownika). W tym przypadku polskie przedsiębiorstwa nie będą miały problemu z kosztami pracy, natomiast może być to kolejny krok w spiętrzaniu barier administracyjnych, co może się przełożyć na kondycję przewoźników realizując transport do Węgier. – Z nieoficjalnych informacji wynika, że stronie węgierskiej nie zależy na ograniczaniu świadczenia usług transportowych przez polskie firmy na ich terytorium z uwagi na to, że Węgrzy ramię w ramię z Polakami walczą o zniesienie minimalnej płacy dla transportu we Francji i Niemczech. Na dalsze informacje musimy jeszcze poczekać – uważa Bartosz Najman. Jak podała PAP, w 2015 roku polsko-węgierska wymiana handlowa osiągnęła rekordowy poziom 8 mld euro, a Polska jest 4 partnerem handlowym Węgier.
Bank Pekao osiągnął skonsolidowany zysk netto w pierwszej połowie 2016 r. w wysokości 1 264 mln zł, +1,6% r/r., a z wyłączeniem podatku bankowego 1 465 mln zł, +17,8% r/r. W ujęciu kwartalnym zysk netto wzrósł o 20,4% i wyniósł w drugim kwartale 691 mln zł. Wskaźnik ROE na poziomie 10,7% został osiągnięty przy wysokim współczynniku wypłacalności Core Tier 1 18,1%. Bank osiągnął dwucyfrowy wzrost zarówno kluczowych kredytów detalicznych (+11,0% r/r), jak i depozytów detalicznych (+16,1% r/r).
Po pierwszym półroczu Pekao osiągnął zysk netto w wysokości 1 264 mln zł, a z wyłączeniem zapłaconego podatku bankowego, zysk wyniósł 1 465 mln zł (+17,8% r/r). Zysk operacyjny brutto wzrósł o 12,0% r/r i wyniósł 2 206 mln zł dzięki bardzo dobrym wynikom drugiego kwartału.
Dochody operacyjne w pierwszym półroczu wyniosły 3 830 mln zł (+6,9% r/r), wsparte silnym wzrostem kwartalnym (+10,8%). Wzrost dochodów operacyjnych osiągnięty został dzięki wzrostowi dochodów podstawowych (2,2% r/r) i wpływom transakcji VISA.
Wynik odsetkowy netto w pierwszym półroczu wyniósł 2 152 mln zł, rosnąc o +4,5% r/r, dzięki wzrostowi wolumenów. Marża odsetkowa netto w drugim kwartale wzrosła o 5 pb kw/kw do 2,80%, dzięki zarówno poprawie struktury aktywów, jak również pasywów.
Wynik z tytułu prowizji i opłat z działalności bankowej w pierwszym półroczu wzrósł o +1,9% r/r do 800 mln zł, wsparty dwucyfrowym wzrostem w drugim kwartale o +10,3%.
Bank osiągnął w pierwszym półroczu dwucyfrowy wzrost kluczowych kredytów detalicznych o +11,0% r/r do poziomu 48 972 mln zł, podczas gdy kluczowe kredyty korporacyjne wzrosły o +5,8% r/r do 44 296 mln zł. W pierwszej połowie roku nowe kluczowe kredyty detaliczne osiągnęły poziom 6,5 mld zł, w szczególności dzięki pożyczkom gotówkowym.
Pekao osiągnął w pierwszej połowie 2016 r. dwucyfrowy wzrost depozytów detalicznych o +16,1% r/r, które wyniosły 68 174 mln zł, również dzięki solidnemu wzrostowi kwartalnemu o +3,5%. Depozyty korporacyjne wyniosły 60 101 mln zł.
Pekao kontynuuje efektywne zarządzanie kosztami, które wyniosły w pierwszych sześciu miesiącach 1 624 mln zł, +0,7% r/r. Wskaźnik koszty/dochody uległ dalszej poprawie i obniżył się do poziomu 42,4%.
Jakość aktywów Banku Pekao niezmiennie utrzymała się na wysokim poziomie. Koszty ryzyka w pierwszym kwartale wyniosły 47 pb., wskaźnik kredytów nieregularnych wyniósł 6,4%, natomiast wskaźnik pokrycia rezerwami wzrósł do 74,2%.
„Za nami solidne półrocze. Wierzymy w kontynuację wzrostu w drugiej połowie roku i realizację naszych celów.” – powiedział Luigi Lovaglio, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.
Pomimo spadku skali inwestycji w polskiej gospodarce, ponad 45% firm z sektora budowlanego planuje rozwój swojego biznesu. Jednak firmy w pierwszej kolejności stawiają na akwizycje nowych klientów (66,1%) i zwiększanie zatrudnienia (55,7%), co się odbija na planach inwestycyjnych w maszyny i nowe technologie – wynika z badania Work Service S.A. Rekrutowani mają być pracownicy niskiego i średniego szczebla, których branża będzie poszukiwać za pomocą kanałów internetowych i dzięki rekomendacjom pracowniczym.
W I kwartale tego roku polska gospodarka odnotowała zmniejszenie inwestycji o 1,8 proc. r/r. Był to pierwszy spadek tej kategorii w ujęciu rocznym od trzeciego kwartału 2013. Mimo to niemal co druga (45,2%) firma budowlana w Polsce planuje rozwój swojego biznesu na przestrzeni nadchodzących 12 miesięcy. Przeciwnego zdanie jest 26% przedsiębiorstw, a niemal 1/3 nie ma określonej strategii na najbliższy rok.
– Z naszych badań wynika, że firmy z branży budowlanej chcą w tym roku stawiać na pozyskiwanie nowych klientów, ale co jeszcze ważniejsze planują zwiększać zatrudnienie. Ponad 55% przedstawicieli sektora zapowiada rekrutacje, które są stawiane wyżej w hierarchii wartości rozwoju firmy niż inwestycje w nowy sprzęt czy możliwości rozszerzenia modelu biznesowego. To pokazuje, że przedsiębiorcy odraczają długoterminowe inwestycje i starają przeznaczać kapitał na pozyskiwanie zasobów ludzkich, niezbędnych do realizacji bieżących zamówień – podkreśla Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A. – Przykład branży budowlanej pokazuje również, że polskie przedsiębiorstwa nie podążają jeszcze za trendami światowymi, nastawionymi na automatyzację pracy. Z jednej strony obrazują to nastroje inwestycyjne, a przy tym widoczny jest trend rekrutowania pracowników na podstawowe stanowiska, które w klasycznym modelu są najbardziej narażone na bezrobocie technologiczne – dodaje Inglot.
Kto będzie poszukiwany i za ile?
W pierwszej kolejności poszukiwani są pracownicy niskiego szczebla. Niemal 44% badanych firm zapowiadało, że raczej lub zdecydowanie będą zwiększać zatrudnienie w tej grupie. Co istotne to niemal identyczny odsetek jak w przypadku wykwalifikowanych pracowników technicznych, których planuje pozyskiwać 41% przedsiębiorstw. Jak podkreśla Krzysztof Inglot sektor budowlany nie tylko zapewnia miejsca pracy, ale również oferuje dobre możliwości finansowe. – Jak pokazują badania, dominanta wynagrodzeń na podstawowych stanowiskach budowalnych znajduje się w przedziale 2000-2500 zł na rękę. W przypadku pracowników wykwalifikowanych najczęściej występujący zakres płacowy zaczyna sięgać poziomów od 3000 do nawet 4000 zł netto – dodaje Inglot.
Gdzie szukają pracowników?
Firmy z sektora budowalnego najczęściej poszukują pracowników poprzez zamieszczanie ogłoszeń w internecie (45,5%). Niemal równie często wykorzystają rekomendacje pracownicze przy procesach rekrutacyjnych (42%). Przeszło co trzeci przedsiębiorca budowalny korzysta ze współpracy z lokalnymi Urzędami Pracy. Najmniejszą popularnością cieszy się zamieszczanie reklam w przestrzeni publicznej.
Badanie „Rynek pracy w sektorze budowlanym” zostało przeprowadzone przez Grupę BST na zlecenie Work Service S.A., na reprezentatywnej próbie 600 przedsiębiorstw. Próbę dobrano metodą warstwowo-losową (proporcjonalny podział próby na województwa) z ogólnopolskiej bazy firm budowlanych. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4%. Badanie zostało przeprowadzone, za pomocą metody CATI (wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo) w kwietniu 2016 roku.
Już jutro poznamy koszt pieniądza w Wielkiej Brytanii. Jak podała agencja informacyjna Bloomberg z 52 ankietowanych ekonomistów 50 z nich spodziewa się obniżenia stóp procentowych przynajmniej o 25 punktów bazowym. Stopy procentowe zostaną zmienione przez Bank Anglii pierwszy raz od 2009 roku. Dodatkowo Bank Centralny może poszerzyć skup obligacji rządowych. Aktualnie bank od 2009 roku skupił dane aktywa za 375 miliardów funtów, jednak jedynie 21 z 44 ankietowanych osób spodziewa się rozszerzenia tego programu. Zatem na jutrzejszym posiedzeniu możemy spodziewać się jedynie obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych.
Spoglądając na interwał dzienny na parze walutowej GBP/USD kupujący starają się nie dopuścić do wybicia dołem z formacji technicznej trójkąta. Jeżeli im to się uda, to będziemy mogli zobaczyć kontynuację spadkowego ruchu, w przeciwnym razie bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja spadków.
Narastająco skonsolidowane przychody netto po dwóch kwartałach br. wyniosły 2.718 tys. zł (+4% rdr), zysk brutto: 340 tys. zł (+10% rdr), zysk netto: 288 tys. zł (+3% rdr), a zysk ze sprzedaży: 285 tys zł (+20% rdr).
„Wyniki uważamy za dobre. Są one potwierdzeniem słuszności przyjętego przez zarząd kierunku rozwoju spółki, w tym wykorzystania nowych perspektyw i okazji rynkowych. Przyjęte przez nas założenia rozwoju Grupy Kapitałowej WEC realizujemy poprzez zwiększenie zasięgu biznesu i jego skuteczności oraz poprzez dywersyfikację oferowanych produktów i usług. Część zysku reinwestujemy w zakupy atrakcyjnych, wyselekcjonowanych wierzytelności – ich windykacja przynosi wysoki zwrot. Narastająco, po dwóch kwartałach br., skonsolidowana EBITDA wzrosła o ok. 15%.” – powiedział Remigiusz Brzeziński, prezes zarządu Kancelarii Prawnej – Inkaso WEC.
Kancelaria Prawna – Inkaso WEC intensywnie rozwija usługi faktoringu korzystając z dobrej koniunktury na tym rynku. Szczególnie skupia się na mikrofaktoringu, który jest odpowiedzią na potrzeby mikro i małych przedsiębiorstw i cieszy się dużym zainteresowaniem z ich strony. Usługa została wprowadzona do oferty w II połowie czerwca br. W ciągu 1,5 miesiąca sprzedaży prowadzonej tylko poprzez jeden kanał, podpisane zostało pięć umów z łączną kwotą limitów w wysokości 235 tys. zł.
„Niedawno opublikowaliśmy prognozę wyników na ten rok. Założyliśmy w niej wzrost przychodów i zysku netto o ponad 10% rdr. Zaprezentowane dziś wyniki pozwalają nam patrzeć optymistycznie na te założenia i na podtrzymanie prognozy. Są również motywacją do dalszych wysiłków.” – podkreśla prezes Brzeziński.
Kancelaria pracuje nad zwiększeniem swojego udziału w rynku wierzytelności B2B. Giełda wierzytelności należąca do GK WEC jest jednym z kanałów ich pozyskiwania. Firmy, które umieszczą tam ofertę sprzedaży wierzytelności mogą również zaznaczyć opcję przekazania jej do windykacji – wtedy trafi ona do Kancelarii Prawnej – Inkaso WEC.
„Świadczymy już pełny zakres usług związanych z zarządzaniem wierzytelnościami oraz faktoring i wykupy pojedynczych wierzytelności. W GK mamy również kancelarię prawną oraz spółkę prowadząca szkolenia zamknięte i otwarte. Jednym z projektów tej ostatniej jest „Akademia Przedsiębiorcy Inkaso WEC”, która przeszkoliła już ponad 1,5 tys. firm. Warto tu podkreślić, że nie były to wyłącznie mikro i małe przedsiębiorstwa, ale również większe podmioty. Działalność szkoleniowa jest dla Grupy bardzo dochodowa.” – dodał prezes Brzeziński.
Kancelaria realizuje również plany wyjścia poza Polskę. Jeszcze w tym roku planuje podpisać pierwsze umowy z klientami z Ukrainy, gdzie działa już biuro sprzedaży spółki.
W czerwcu br. spółka sfinalizowała zakup od Instytutu Włókiennictwa lokalu biurowego przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi, zgodnie z warunkami wygranego przez siebie przetargu. Posiadanie takiego majątku jest rzadkością w branży, w której działa Kancelaria, i ma znaczący pozytywny wpływ na kwotę aktywów trwałych spółki (+325%) i, przez to, jej wartości.
Od maja 2015 r. Kancelaria Prawna – Inkaso WEC notowana jest na NewConnect. Stopa zwrotu YTD na 01 sierpnia br. wyniosła ok. 74%. Podczas czerwcowego WZA akcjonariusze podjęli decyzję o wypłacie dywidendy w wysokości 0,03 zł na akcję. Spółka działa na rynku windykacji B2B od ponad 20 lat.
Kancelaria Prawna – Inkaso WEC S.A. specjalizuje się w kompleksowej obsłudze firm z zakresu windykacji i zarządzania wierzytelnościami z sektora B2B. Podstawowym celem Emitenta jest szybkie oraz skuteczne odzyskiwanie należności dla jego klientów. Spółka posiada elastyczną ofertę dla przedsiębiorstw z sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla innych podmiotów gospodarczych. Jest notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r.
Ilu na 10 kupujących, wyszłoby ze sklepu ze zbyt wysoką resztą omyłkowo wydaną przez kasjera? A- jedna, B- dwie, C- trzy, D – a może nikt? Jak wynika z badania „Moralność Finansowa Polaków”, wykonanego na zlecenie KPF, w partnerstwie z BIG InfoMonitor, prawidłowa odpowiedź to B, ale nawet w tak drobnej etycznie sprawie wiele zależy od wieku, płci, dochodów oraz ciężaru posiadanych zobowiązań choćby w postaci pożyczek i kredytów.
5 zł zamiast 2 zł, banknot 20 zł zamiast 10 zł, czy też reszta ze 100 zł, choć kasjerowi daliśmy 50 zł – od czasu do czasu każdemu zdarza się taka sytuacja. Co wtedy zrobić? Oddać czy skusić się na przypadkowy zarobek, który jest jednak stratą drugiej strony. Okazuje się, że odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna. Na pytanie: Czy można usprawiedliwić, gdy „Ktoś nie zwraca uwagi kasjerowi, który pomylił się na własną niekorzyść?” twierdząco odpowiedziało 19,4 proc. osób. Według ankietowanych w badaniu „Moralność finansowa Polaków”, wykonanym przez firmę Pactor na zlecenie Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, we współpracy z Instytutem Filozofii i Socjologii PAN oraz w partnerstwie z BIG InfoMonitor, takie zachowanie można usprawiedliwić zawsze – 4,8 proc., często – 2,8 proc., czasem – 11,8 proc. lub nigdy – 80,6 proc.
Źródło: Badanie Pactor na zlecenie KPF, w partnerstwie z BIG InfoMonitor
Kto najprędzej usprawiedliwiłby brak reakcji na otrzymanie nadmiarowej gotówki od kasjera?
Mężczyzna przed 30-tką, z miasta liczącego co najmniej 0,5 mln mieszkańców (21,9 proc), ale też i ze wsi (20,7 proc.). Osoby z miejscowości większych niż 10 tys. mieszkańców i mniejszych niż aglomeracje prędzej zachowałyby się zgodnie z zasadami. Prawdopodobieństwo nieetycznego zachowania w opisanej sytuacji wzrasta też jeśli okazja w postaci zawyżonej reszty znajdzie się w rękach osoby z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym (32,3 proc.) lub zawodowym (21,9 proc.). Częściej pieniądze zatrzymałyby osoby utrzymujące się z zasiłków, pracy najemnej oraz prowadzące działalność rolniczą.
Zdecydowanie rzadziej natomiast osoby prowadzące własny biznes ( 17,6 proc.) oraz emeryci i renciści (14 proc.), co w sumie pokazuje, że skłonność do niemoralnych zachowań nie do końca idzie w parze z osiąganymi dochodami. Widać jednak, że wśród ankietowanych, których dochody netto na każdego członka gospodarstwa domowego wynoszą ponad 2 tys. zł, na zawyżoną resztę skusiłyby się jedynie w 14,7 proc. przypadków. Na postrzeganie sytuacji i ewentualny sposób zachowania ma tu również wpływ obciążenie spłatą pożyczki lub kredytu. Okazuje się, że osoby, które muszą co miesiąc wygospodarować pieniądze na ratę, prędzej nie oddadzą omyłkowo wypłaconej nadwyżki ( 21,1 proc.) niż ci, którzy pożyczek i kredytów nie zaciągają w ogóle lub akurat w momencie przeprowadzania badania byli już po spłacie (18,5 proc.).
Nie płacimy zobowiązań i nie oddajemy źle wydanej reszty
Nie da się jednak ukryć, że mylący się na swoją niekorzyść kasjer może mieć pewność, że co siódma osoba (ok. 14 proc.), gdy otrzyma zawyżoną resztę na pewno jej nie zwróci. – Skoro tyle osób w Polsce zdecydowałoby się zyskać nieuczciwie, choćby niewielką kwotę, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że taka postawa może też mieć przełożenie na podejście do spłaty zobowiązań – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonior. – Z naszego ostatniego Raportu InfoDług wynika, że bieżące zobowiązania jak raty kredytów, pożyczek, rachunki za media czy telefon i TV, ale też alimenty i zobowiązania wobec sądów, płaci z co najmniej 60-dniowym opóźnieniem, niemal 2,15 mln osób. Ich łączne zaległości wynoszą 44,65 mld zł. Niestety w ciągu kwartału zarówno liczba niesolidnych dłużników, jak i kwota zadłużenia wzrosły o ponad 4 proc. – dodaje Sławomir Grzelczak.
Zdaniem Andrzeja Rotera, dyrektora generalnego KPF zjawiska czy zachowania, które jednostkowo wydają się niewiele znaczące w skali masowej stają się groźne i kosztowne społecznie. – Widać to już w Polsce, choćby w rozpowszechnionym unikaniu płacenia alimentów, podejmowaniu pracy na czarno czy ukrywaniu majątku przed wierzycielami. Powoduje to ogromne koszty lub straty dla budżetu Państwa, przedsiębiorstw, ale także gospodarstw domowych – dodaje Andrzej Roter
*Badanie przeprowadzone przez Pactor metodą CATI, na ogólnopolskiej reprezentatywnej 1000-osobowej próbie Polaków w wieku pow. 18 lat, w lutym 2016 r.
Do tej pory Mennica Polska kojarzyć się mogła z produkcji monet, teraz spółka rusza z budową pierwszego dużego projektu deweloperskiego w centrum Warszawy.
Choć dopiero co budowa ruszyła, to jednak większość mieszkań jest już sprzedana. Co więcej przy realizacji inwestycji spółka nie korzysta z kredytowania. Co jak mówi w rozmowie z MarketNews24 Zbigniew Jakubas, jeden z najbogatszych Polaków i przewodniczący rady nadzorczej Mennicy, sprawi, że ceny budowanych mieszkań mogą być tylko atrakcyjniejsze.
Dlaczego zdecydowano się na wyburzenie historycznej siedziby mennicy, ile kosztować będzie mieszkanie oraz jakie plany w deweloperce na najbliższe 5 lat ma Mennica Polska? Więcej w materiale wideo.
Rząd PiS pracuje nad przepisami przywracającymi ważną rolę spółdzielni mieszkaniowych. Członek spółdzielni mógłby zostać lokatorem, pokrywszy wcześniej tylko koszty budowy mieszkania. Po co takie rozwiązania, skoro już wkrótce powstaną pierwsze budowane przez państwo mieszkania na wynajem? Dlaczego rządzący chcą stawiać bloki z wielkiej płyty oraz ile dopłacą nam do oszczędności mieszkaniowych? O tym wszystkim rozmawiamy z wiceministrem infrastruktury Kazimierzem Smolińskim.
– Polacy są tak mocno zadłużeni, że właściwie poza spłatą kredytu mieszkaniowego nie są w stanie odkładać żadnych środków. Nie inwestują na giełdzie, nie kupują wartościowych dóbr. Na całym świecie inwestowanie w mieszkanie nie oznacza, że nie stać mnie już na nic innego – mówi gość programu „To się liczy”, wiceminister infrastruktury Kazimierz Smoliński. – Chcemy sprawić, by Polacy nie musieli zaciągać kredytów. Niech zapożyczają się ci zamożni, dla których nie jest to duże obciążenie – dodaje.
Rząd pracuje nad programem, który zakłada nie tylko budowę tanich mieszkań na wynajem, ale także reaktywację spółdzielni mieszkaniowych i rządowe dopłaty do oszczędności przeznaczonych na cele mieszkaniowe.
Wiceminister liczy, że pierwszy blok z tanimi mieszkaniami na wynajem powstanie już w przyszłym roku. Nie ujawnia lokalizacji, ale już dziś wiadomo, że mieszkania powstaną najpierw na gruntach należących do samorządów.
Kazimierz Smoliński przyznaje, że rząd nie ma jeszcze działek, które nadają się do zabudowy. Zachętą dla władz lokalnych ma być ich udział w decydowaniu o tym, kto w pierwszej kolejności zamieszka w nowych budynkach.
Rząd podtrzymuje deklaracje o koszcie budowy nowych mieszkań na poziomie około 2,5 tys. zł za metr kwadratowy. Wielu ekspertów ocenia jednak, że tak tanio budować się po prostu nie da. Wiceminister w rozmowie z money.pl przekonuje, że jest to jak najbardziej możliwe.
Między lutym a czerwcem br. ropa podrożała dwukrotnie. Jednak nawet szczyt tegorocznych notowań był zaledwie wyrównaniem ceny z jesieni ub.r., będącej efektem ponadrocznych spadków. Od dwóch miesięcy ropa znów tanieje, co może sprowokować rynek do chwilowego odreagowania. Jednak zdaniem głównego analityka News.Globtrex.com jeszcze w sierpniu nastąpią kolejne spadki.
– Z tegorocznego odczytu z czerwca kurs ropy spadł o blisko 20 proc., dotarł już w okolicę 41 dolarów i wydaje się, że w krótkim terminie możemy mieć jakieś odreagowanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sławomir Dębowski, główny analityk News.Globtrex.com. – To może być wzrost do poziomu 43-44 dolarów, natomiast potem w dalszej perspektywie, jeszcze w sierpniu możemy zobaczyć nowy dołek, być może będzie to poziom nawet 35-37 dolarów.
Pozornie rok 2016 wydaje się lepszy dla ropy niż poprzednie półtora roku. Od połowy lutego do początku czerwca teksańska ropa WTI podrożała dwukrotnie, z ok. 26 dolarów za baryłkę do przeszło 50, podczas gdy przez poprzednie 18 miesięcy wyłącznie taniała. Jednak w porównaniu z długoterminowymi odczytami to żaden sukces: dwa lata temu cena wynosiła przeszło 100 dol. W dodatku ostatnie dwa miesiące przyniosły spadek do 40 dol. za baryłkę. Jednak to, co interesuje kierowców, czyli ceny paliw, zależy także od kursu dolar-złoty.
– Kurs złotego od pewnego czasu się umacnia, zwłaszcza było to widać w końcówce zeszłego tygodnia. I myślę, że w takiej perspektywie miesiąc, dwa kurs złotego może dalej się umacniać względem dolara. Możemy dotrzeć do poziomu nawet 3,70-3,65 – przewiduje Dębowski. – Jeżeli zderzymy te dwie rzeczy – kurs ropy i kurs złotego, to wydaje się, że przeważy ten czynnik związany z ropą, bo to jednak ona więcej potrafi wzrosnąć lub też spaść w krótkim terminie.
Im tańszy złoty, tym droższa benzyna. Z drugiej strony, im tańsza ropa liczona w dolarach, tym bardziej obniża się cena paliwa. Słaby złoty hamuje zatem wpływ spadających cen ropy na cenę benzyny w złotych. Zdaniem Dębowskiego wypadkowa tych dwóch czynników może spowodować najpierw wahanie w górę ,a potem ponowny spadek.
– Generalnie rzecz biorąc, spodziewałbym się niewielkiego wzrostu cen paliw, natomiast potem w dalszej perspektywie można by było spodziewać się też jakiegoś delikatnego obniżenia kursu benzyny czy oleju silnikowego na stacjach – prognozuje główny analityk News.Globtrex.com. – Przez ostatnie kilka tygodni kurs ropy dosyć sporo spadał, więc myślę, że ten tydzień i być może jeszcze kolejny mogą przynieść wzrosty korekcyjne, natomiast w dalszej perspektywie, już w drugiej połowie sierpnia możemy mieć dalsze spadki na ropie.
Wzrost cen ropy prowokuje jej producentów do zwiększania podaży surowca na rynku i odwrotnie. W czerwcu liczba odwiertów na świecie była na poziomie z maja, natomiast wobec czerwca ubiegłego roku spadła o 34 proc. do 1407. Cena ropy w tym czasie – o niespełna 17 proc.
– Trudno jest powiedzieć, co będzie wpływało na ceny ropy, gdyż generalnie rzecz biorąc, widać że największy wpływ na ceny ropy mają duże instytucje finansowe, które bardzo lubią kreować nowe trendy – ocenia Dębowski. – Z tegorocznego dołka na poziomie 26 dolarów do prawie 52 mieliśmy wzrost aż o 100 proc., więc wydaje się, że ten okres spadków, który mamy od czerwca jest dosyć naturalnym okresem odreagowania wcześniejszych wzrostów. Mogą być oczywiście jakieś informacje dotyczące tego, że mamy np. większą podaż w różnych rejonach świata ropy.
Nieprzerwanie od 25 lat polska gospodarka rośnie i nadal ma dobre perspektywy – ocenia Jan Krzysztof Bielecki. Atutem jest stabilizujący się rynek pracy i rosnąca innowacyjność przedsiębiorstw. Na tempo wzrostu gospodarczego negatywny wpływ mogą mieć czynniki zewnętrzne, związane m.in. z kolejną falą kryzysu, zagrożeniem terrorystycznym czy dezintegracją UE. – Tym bardziej powinniśmy więc trzymać dyscyplinę finansową – uważa przewodniczący Rady Partnerów EY.
– Jestem wielkim optymistą i wielkim miłośnikiem polskiej gospodarki. Jesteśmy w końcu krajem, który rozwija się 25 lat w sposób nieprzerwany. Ostatnio w prasie światowej wiele pisało się w ten sposób o Australii, a zapomina się o tym, że również Polska dobija do tej liczby – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Partnerów EY Polska. – Uważam, że również perspektywy dla naszej gospodarki są dobre. Jednak widzę ryzyka zewnętrzne.
Wskazuje, że są to ryzyka związane z kolejną odsłoną kryzysu finansowego na świecie, co niesie widmo destabilizacji w sektorze finansowym. Innym zagrożeniem jest niekorzystny klimat, m.in. spowodowany zagrożeniami terrorystycznymi, do przemieszczania się wewnątrz UE. W opinii ekonomisty mogłoby to mieć negatywne przełożenie na rozwój gospodarczy Europy, w tym również Polski.
– Te ryzyka zewnętrzne oceniam jako istotniejsze niż ryzyka wewnętrzne – stwierdza przedstawiciel EY. – W pewnym sensie musimy się nauczyć żyć ze zjawiskiem terroryzmu i nie poddawać presji i nadmiernej panice. Poza tym na forum unijnym musimy zawsze dbać o to, żeby europejskie prawa integracyjne były przestrzegane, tak aby jeden kraj kosztem innego czy też dla celów wyborczych nie próbował ograniczyć swobody przemieszczania się osób i towarów.
Jak podkreśla, Polska jako kraj rozsądny powinna utrzymywać dyscyplinę finansową. Tymczasem od reformy OFE z lutego 2014 roku, umarzającej obligacje o wartości 130 mld zł, dług publiczny (zadłużenie Skarbu Państwa) wzrósł o kolejne 157 mld zł, wyznaczając nowy rekord na poziomie 890 mld zł.
– Jak jest dużo zawieruchy na świecie, to wiadomo, że silnego choroba atakuje zawsze w mniejszym stopniu – mówi Jan Krzysztof Bielecki.
Przewagą polskiej gospodarki jest stabilny rynek pracy. Stopa bezrobocia, która po dostosowaniu sezonowym w czerwcu według metodologii Eurostatu wyniosła w Polsce jedynie 6,2 proc. (zgodnie z metodologią GUS – 8,8 proc.).
– Ta stabilizacja to fantastyczna rzecz, bo przez dwie dekady walczyliśmy z szalejącym bezrobociem, które było problemem numer jeden dla Polski – przypomina Bielecki. – Polska gospodarka stale się zmienia i jest coraz bardziej innowacyjna. Ci sami producenci wytwarzają towary i usługi na coraz wyższym poziomie przetworzenia, z coraz większą wartością dodaną. Musimy szanować nasze tradycyjne segmenty gospodarki, które dają nam dobre dochody, ponieważ one rozwijają się zupełnie dobrze.
Z kolei warszawska giełda ma coraz większe trudności z nadążaniem za pozytywnymi trendami w gospodarce. Główne indeksy są daleko od swoich rekordowych poziomów sprzed dziewięciu lat. Co gorsza, giełda coraz mniej kojarzy się jako atrakcyjne miejsce do rozwoju firm i pierwszy raz w historii może dojść do sytuacji, kiedy w jednym roku więcej spółek wycofa się z obrotu, niż zostanie do niego dopuszczonych.
– Giełda przede wszystkim potrzebuje dobrych nowych otwarć, czyli nowych firm, które będą notowane. Dzięki temu, że firma jest notowana na giełdzie, akcjonariusze mogą kupić akcje i na tym zarobić – wskazuje Bielecki. – To jest najważniejsze: przekonanie, że na giełdzie się zarabia i że jest duży poziom stabilności i przewidywalności polityki wobec giełdowych przedsiębiorstw. Myślę, że nasza giełda cały czas szuka tego swojego odbicia i na razie jeszcze ma z tym kłopot.
Osoby mające kredyt w walucie obcej będą mogły się ubiegać o rekompensatę z tytułu spreadów pobieranych przez banki. To rozwiązanie zaproponowane w prezydenckim projekcie ustawy frankowej, która ma ulżyć kredytobiorcom. W pracach nad dokumentem pojawiały się także propozycje, by nadmiernie zadłużone osoby mogły zwrócić bankowi mieszkanie. Mogłyby jednak w nim pozostać, wynajmując je od banku – mówi Sławomir Horbaczewski, który brał udział w pracach nad projektem.
– Zgodnie z prawem bankowym kredyt na kupno nieruchomości udzielany jest obecnie jako pożyczka osobista, a nazwa „hipoteczny” to jedynie pozór – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Horbaczewski, ekspert rynku nieruchomości, członek prezydenckiego zespołu ds. projektu ustawy o kredytach walutowych. – Taki kredyt jest bowiem przywiązany do osoby i tylko częściowo zabezpieczony na mieszkaniu, a w pozostałej części na czymkolwiek należącym do kredytobiorca w jego aktualnym lub przyszłym majątku.
Na początku czerwca br. powołany przez Andrzeja Dudę zespół ekspertów przedstawił kolejną wersję propozycji systemu wsparcia osób zadłużonych we franku szwajcarskim. W zaprezentowanym we wtorek 2 sierpnia projekcie została jedna z propozycji – zwrot spreadów walutowych pobieranych przez banki, jednak w dłuższej perspektywie ma się pojawić także możliwość przewalutowania kredytów.
Eksperci proponowali także możliwość zwrotu mieszkania bankowi.
– Jestem bardzo dużym zwolennikiem rozwiązania polegającego na tym, że kredytobiorca, który ma niewspółmiernie duże zadłużenie w stosunku do wartości lokalu, mógł przyjść do banku i powiedzieć: oddam wam klucze, jeśli umorzycie mi całkowicie kredyt i wtedy się rozejdziemy – wskazuje Sławomir Horbaczewski. – Oczywiście kredytobiorca, który w danym lokalu ma swój ośrodek życiowy, mógłby w nim pozostać, wynajmując albo od banku, albo od specjalnej instytucji przez niego powołanej do zarządzania nieruchomościami.
Jeśli taka koncepcja byłaby realizowana, wynajmem i zarządzaniem lokalami ze strony banków mogłyby się zajmować na przykład specjalistyczne fundusze mieszkaniowe. Zastosowanie takiej konstrukcji także z księgowego punktu widzenia, jak zapewnia Sławomir Horbaczewski, nie narażałoby instytucji finansowych na nadmierne koszty.
– Nie mówmy o stracie, bo to jest różnica między przychodem a kosztem – precyzuje Sławomir Horbaczewski. – Banki na pewno będą miały wyższe koszty, pytanie jednak, czy doprowadzą one do strat. Tutaj byłbym ostrożny. Ale najważniejsze, że kredytobiorca nie musiałby się wyprowadzać z mieszkania, mógłby w nim pozostać, tyle że już nie jako formalny właściciel, a jako najemca. Natomiast bank lub powołana przez niego instytucja byłaby wynajmującym i równocześnie właścicielem lokalu.
Jak podkreśla, w wielu przypadkach formalnie nic by się nie zmieniło. Dziś wielu kredytobiorców jest właścicielem mieszkania, którego wartość jest niewspółmiernie niska w stosunku do wartości zaciągniętej pożyczki. Przed laty kredyty były udzielane nawet na 120–140 proc. wartości lokalu. Po drugie – na przestrzeni ostatnich lat ceny na rynku znacznie spadły. W dodatku kurs pary walutowej frank szwajcarski–złoty bardzo mocno wzrósł, co spowodowało, że dzisiaj wartość kredytu bywa dwu-, a nawet trzykrotnie wyższy niż samego mieszkania.
– Kiedyś była pańszczyzna, czyli przywiązanie do ziemi, dziś mamy inny jej rodzaj, polegający na przywiązaniu nawet nie do mieszkania, ale do banku – uważa Sławomir Horbaczewski. – Jest to pewien błąd Prawa bankowego, z którym próbujemy walczyć. Mam nadzieję, że w ramach kolejnych propozycji ustawodawczych to się uda i w przyszłości zmienimy relacje kredytobiorca–kredytodawca.
Typowy kredyt hipoteczny – zdaniem eksperta – powinien być przywiązany do nieruchomości. Bank nie mógłby dochodzić spłaty pożyczki z innego majątku kredytobiorcy.
– Wtedy przy udzielaniu kredytu banki byłyby nieporównywalnie bardziej staranne niż dzisiaj – twierdzi Horbaczewski. – Z taką koncepcją mamy do czynienia w krajach anglosaskich i jeżeli pojawiłaby się w Polsce, to zmieniłaby diametralnie stosunki między instytucją finansową a klientem. Moim zdaniem przywrócenie równości stron w tych relacjach przy kredytach walutowych mogłoby bardzo pomóc podczas prac nad kolejnymi ustawami dotyczącymi kredytów hipotecznych w przyszłości.
Polska od lat inwestuje w systemy, które usprawniają odprawy i uszczelniają granice. Wciąż jednak na przejściach granicznych od strony ukraińskiej tworzą się zatory, bo takich rozwiązań technologicznych tam brakuje. Jak wynika ze statystyk Służby Granicznej, w I połowie roku ruch ciężarówek przez granicę z Ukrainą wzrósł o 15 proc.
– Polska od kilkunastu lat wdraża systemy usprawniające pracę odpraw celnych i mamy w tym obszarze doświadczenie. Nasza granica jest w zasadzie szczelna i zautomatyzowana – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Robert Szczepankowski, prezes zarządu Grupy T4B. – Takich rozwiązań nie ma jednak po stronie ukraińskiej czy białoruskiej. Gdyby nasi sąsiedzi mieli podobne systemy automatycznej odprawy celnej, toby korków na przejściach nie było.
Inwestycje realizowane na przejściach zagranicznych mają zwykle na celu dwie zasadnicze kwestie – udrożnienie ruchu granicznego i uszczelnienie granic. Jak wynika ze statystyk Służby Granicznej, w I połowie roku o 14 proc. wzrósł ruch środków transportu drogowego przez granicę z Ukrainą (w tym ciężarówek o 15 proc.). Na ukraińskim odcinku ma miejsce ok. 10 proc. przekroczeń polskiej granicy (dane za I kwartał). Jednocześnie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku celnicy ujawnili towary pochodzące z przestępstwa o łącznej wartości 20,7 mln zł (o 6 proc. więcej niż rok wcześniej). Głównie były to papierosy i pojazdy. Na wszystkich granicach i na terytorium kraju wartość tych towarów wyniosła 180,7 mln zł.
– Jest szansa na to, by Ukraina miała rozwiązania, które ma strona polska – twierdzi Robert Szczepankowski.
We wrześniu ubiegłego roku rząd polski w ramach tzw. pomocy wiązanej udzielił Ukrainie kredytu w wysokości 100 mln euro na sfinansowanie projektów w dziedzinie modernizacji infrastruktury drogowej granic oraz budowy przejść. Realizacją w ciągu dwóch lat miały się zająć polskie przedsiębiorstwa lub firmy będące własnością rezydujących w Polsce Ukraińców. Minimalna wartość kontraktów została określona na 500 tys. euro.
– Gdyby Ukraińcy zechcieli faktycznie dokonać istotnej transformacji tego, co się dzieje na przejściach granicznych, a więc uszczelnienia systemu poboru ceł, to my ze swoją ofertą i doświadczeniami na pewno takie przedsięwzięcie moglibyśmy zrealizować – zapewnia Szczepankowski.
Jak precyzuje, chodzi o zainstalowanie systemów odpowiadających za automatyczne odczytywanie numerów rejestracyjnych, ważenie aut, skanowanie kodów kontenerów, odczytywanie numerów paszportów itd. Po stronie polskie działają one od kilkunastu lat.
– Bardzo bym chciał, aby tamtejszy rząd zainteresował się wykonaniem umowy, bo jeśli zależy mu na faktycznej zmianie, to powinien strategicznie myśleć o narzędziach wspomagających budżet, a cła absolutnie na niego wpływają – uważa Robert Szczepankowski.
Polskę z Ukrainą łączy osiem przejść granicznych. Największe obecnie kłopoty z jej przekroczeniem mają kierowcy pojazdów ciężarowych, którzy w Dorohusku nierzadko muszą oczekiwać kilkanaście godzin na odprawę.
Nielegalny przywóz towarów i związany z tym brak opłat celnych to główne z nadużyć na przejściach granicznych. Według danych przytaczanych przez T4B za Ministerstwem Finansów wpływy z cła do budżetu państwa w 2015 roku wyniosły 2,93 mld zł, a szacowana łączna wartość towarów pochodzących z przemytu to – jak podaje Straż Graniczna – 1,14 mld zł.
Rynek leasingu samochodów osobowych od dłuższego czasu rozwija się dynamicznie, a prognozy zakładają utrzymanie dwucyfrowego tempa wzrostu w kolejnych kwartałach. Branża z uwagą przygląda się sektorowi bankowemu, gdzie spodziewane przetasowania w strukturach dużych instytucji finansowych mogą mieć istotne przełożenie na kwestie własnościowe bankowych spółek leasingowych.
– Polski rynek rośnie bardzo dynamicznie. Widać, że gospodarka ma się dobrze, wszystkie grupy klientów są zainteresowane produktami leasingowymi – mówi agencją informacyjną Newseria Jakub Kizielewicz, prezes zarządu Prime Car Management (PCM). – Rynek leasingu samochodów wart jest ok. 15–16 mld zł rocznie.
Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że w I półroczu cały rynek leasingu wzrósł o 17,7 proc. w ujęciu rok do roku. W obszarze pojazdów osobowych, dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony dynamika była jeszcze wyższa (blisko 32 proc. rok do roku), przy wartości umów na poziomie 11,5 mld zł. Ten segment w strukturze finansowania przedmiotów stanowi 41,2 proc.
– Analitycy spodziewają się, że zarówno rynek sprzedaży samochodów, jak i rynek źródeł finansowania zakupów będą rosły od 10 do 20 proc. w zależności od segmentu – mówi Kizielewicz.
Jak podkreśla, rynek leasingu w Polsce oferuje już produkty dla wszystkich grup przedsiębiorców: od mikrofirm, przez małe i średnie przedsiębiorstwa, aż po duże korporacje.
– Duzi klienci widzą korzyść wynikającą z outsourcingu wszystkich problemów związanych z używaniem samochodu, mniejsi są zainteresowani korzyściami podatkowymi wynikającymi z leasingu, więc każdy znajdzie coś dla siebie – stwierdza szef PCM. – Cieszy nas zwłaszcza potencjał segmentu mikro- oraz małych i średnich firm, bo mamy bardzo atrakcyjne produkty przygotowane właśnie z myślą o tej grupie klientów.
Popularność tej formy finansowania w firmach MŚP rośnie. Z Barometru EFL na II kwartał wynika, że dla tej grupy kredyt bankowy przestał być najpopularniejszym źródeł finansowania zewnętrznego. Częściej jest to leasing.
Kizielewicz dostrzega systematycznie rosnące zapotrzebowanie na coraz bardziej złożone usługi – chodzi już nie tylko o finansowanie zakupu auta czy maszyny, lecz także o pełen pakiet usług dodatkowych, z których klient może sobie wybrać potrzebne mu rozwiązania.
– Z roku na rok coraz większa jest grupa klientów, którzy poszukują bardziej złożonych produktów. Ewidentnie ten trend na rynku cały czas ma miejsce i sądzimy, że będzie w dalszym ciągu postępował. Podążamy w kierunku, który wyznaczają rynki bardziej rozwinięte w zakresie usług finansowych – mówi Jakub Kizielewicz.
Prezes PCM nie spodziewa się wejścia na rynek nowych podmiotów. W jego ocenie decyzje inwestycyjne wśród kluczowych międzynarodowych graczy zapadły już wcześniej.
– Wszyscy potencjalni inwestorzy już wcześniej zauważyli, że polska gospodarka całkiem przyzwoicie się rozwija, ma dobre perspektywy i spodziewają się, że usługi, które wspierają biznes, będą jak najbardziej potrzebne – dodaje Kizielewicz. – Może natomiast nastąpić konsolidacja. Rynek cały czas wykazuje pewną dynamikę w tym zakresie i widać mniejsze podmioty, które szukają inwestorów. Mówi się również o tym, że będziemy świadkami konsolidacji sektora bankowego. To może skutkować transakcjami na aktywach lub spółkach leasingowych wchodzących w skład tych grup.
Na rynku mówi się coraz głośniej o potencjalnej zmianie właściciela przez Bank Pekao SA czy Raiffeisen Polbank. Ten ostatni już wcześniej odsprzedał spółkę leasingową swojemu austriackiemu właścicielowi, co komentowano jako porządkowanie struktury przed ewentualną zmianą właścicielską. Z kolei Alior Bank finalizuje przejęcie Banku BPH i zapowiada, że wraz z PZU – swoim akcjonariuszem i zarazem największym krajowym ubezpieczycielem – będzie konsolidować sektor bankowy.
PCM to spółka dominująca Grupy Masterlease, która jest niezależnym podmiotem świadczącym w Polsce usługi leasingowe i usługi zarządzania flotą, tj. car fleet management. W I półroczu 2016 roku flota pojazdów obsługiwanych przez Grupę Masterlease powiększyła się o 2 873 kolejnych aut do łącznie 29 429. Jednocześnie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku spółka sfinansowała 6 154 pojazdów, co stanowi wzrost o 25,6 proc. proc. rok do roku. Grupa Masterlease ocenia swój udział w przetargach korporacyjnych w tym roku na łączny wolumen ponad 5 200 pojazdów. Natomiast łączny plan dostaw na 2016 rok to ponad 12 000 aut.
Rośnie świadomość osób korzystających z usług biur podróży. Już 60 proc. podróżujących sprawdza touroperatora w internecie. Korzystając z ewidencji biur podróży, warto zwrócić uwagę na gwarancję bankową i kwotę ubezpieczenia – przypomina Aleksandra Dunajewska, prawnik Federacji Konsumentów. Radzi też osobom samodzielnie organizującym sobie wyjazd, żeby uważnie sprawdzały, w jakim obiekcie rezerwują nocleg.
– W kwestii wyboru biura podróży albo miejsca noclegowego w hotelu czy motelu konsumenci w pierwszej kolejności powinni się wykazać własną inicjatywą. Mogą danego przedsiębiorcę sprawdzić m.in. poprzez wyszukiwarki internetowe. Również na stronie Turystyka.gov.pl jest ewidencja biur podróży, a także hoteli, które zostały zarejestrowane i uzyskały zezwolenie do prowadzenia takiej działalności. To są podstawowe źródła wiedzy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aleksandra Dunajewska, prawnik Federacji Konsumentów.
Jak przekonuje, przy wyborze oferty nie można się kierować wyłącznie ceną. Tańszy wyjazd nie musi oznaczać oszczędności. Wręcz przeciwnie. Jeśli oferowana cena jest zdecydowanie niższa niż u konkurencji, może być to znak ostrzegawczy. Często może to oznaczać kłopoty w trakcie wypoczynku lub jeszcze przed wyjazdem. Ważną informacją jest gwarancja bankowa, kwota ubezpieczenia i okres jej obowiązywania.
– Na stronie Turystyka.gov.pl jest ewidencja organizatorów imprez turystycznych. Można w wyszukiwarkę wpisać nazwę danego biura podróży, a w szczegółach będzie wszystko opisane: jaka jest gwarancja, w jakiej wysokości, do kiedy obowiązuje, do którego marszałka województwa możemy zgłosić się po roszczenie w razie upadłości – tłumaczy Dunajewska.
Zdarza się, że biura podróży wykupują gwarancje na minimalnym możliwym poziomie, które w przypadku problemów nie starczają na całkowity zwrot kosztów poniesionych przez klientów lub w przypadku upadłości operatora na sprowadzenie turystów do kraju. Dlatego warto dokładnie przejrzeć dostępne informacje. Dobrym pomysłem jest też sprawdzenie opinii innych klientów touroperatorów.
– Jeżeli upadek biura podróży zaskoczy nas przed wyjazdem, a już zapłaciliśmy, to zgłaszamy się do marszałka województwa właściwego ze względu na siedzibę danego biura podróży. Tam należy złożyć odpowiedni wniosek i wówczas mamy szansę na zwrócenie jeśli nie całości, to chociaż części pieniędzy. Jeśli zaś do takiej sytuacji dojdzie już za granicą, najszybciej i najskuteczniej jest skontaktować się z ambasadą lub konsulatem i dopiero w dalszej kolejności powiadomić urząd marszałkowski – wskazuje prawnik Federacji Konsumentów.
Klienci coraz częściej są świadomi swoich praw. Doświadczenie 2012 roku, kiedy upadło łącznie 10 biur podróży, nauczyło też, by częściej sprawdzać organizatora wyjazdu. Badanie „Wyjazdy Polaków” przeprowadzone na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK pokazują, że ok. 60 proc. osób kupujących wycieczki zorganizowane dokładnie sprawdza informacje na temat touroperatora. Tylko 9 proc. w żaden sposób nie weryfikuje sytuacji finansowej biura.
Przy samodzielnych wyjazdach dobrze sprawdzić obiekt, w którym chcemy zarezerwować pobyt.
– Wybierając nocleg w danym hotelu, powinniśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na jego nazwę. Część przedsiębiorców stosuje zdrobnienia typu hotelik, motelik, które nie są oficjalną kategorią, dlatego już sama nazwa powinna dać nam do myślenia. Tak jak w przypadku biur podróży również obiekty hotelarskie mają swoją ewidencję – przypomina Dunajewska.
Kiedy w czasie wypoczynku okaże się, że dany hotel odbiega od opisu, można go zareklamować, podobnie jak zorganizowaną wycieczkę. Procedura zależy od tego, czy pobyt był rezerwowany samodzielnie, czy za pośrednictwem touroperatora.
– Jeśli samodzielnie zawarliśmy umowę z danym hotelem, to składamy reklamację na podstawie przepisów Kodeksu cywilnego o tzw. nienależytym wykonaniu zobowiązania. Jeśli jednak pośrednikiem było biuro podróży, to będzie tu miała zastosowanie ustawa o usługach turystycznych i na jej podstawie możemy składać reklamacje w sprawie jakości i zakresu świadczonych usług – wskazuje ekspertka.
Jak jednak podkreśla przedstawicielka Federacji Konsumentów, hotele są zazwyczaj dobrze opisane, a liczba gwiazdek oddaje ich rzeczywisty status. Dlatego reklamacji dotyczących pobytu w nich zdarzają się stosunkowo rzadko.
– Więcej skarg czy sygnałów dotyczących nieprawidłowości mamy na temat kwater prywatnych, gdzie jakość usług znacznie różniła się od tego, co było napisane np. na stronie internetowej – mówi Aleksandra Dunajewska.
Czasy, gdy pieniądze zainwestowane w lokaty, indeksy, akcje czy obligacje przynosiły z miesiąca na miesiąc zauważalne zyski dawno minęły. Okazjami inwestycyjnymi mogą się stać jednorazowe inwestycje w określone przedsięwzięcia czy firmy. Stąd dobre wyniki niektórych funduszy inwestycyjnych zamkniętych (FIZ), które jednak charakteryzują się wysokim progiem wejścia. Szansą dla mniej zamożnych inwestorów mogą być polisy inwestycyjne oparte na FIZ-ach. Te jednak nie mają w ostatnich latach dobrej prasy.
– Abstrahując od regularnego oszczędzania, warto również mieć w portfelu inwestycje jednorazowe. W perspektywie najbliższych lat szacujemy, że najbardziej dochodowy w Polsce będzie rynek aktywów niepublicznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Bartosz Mazurek, prezes Szkoły Inwestowania. – To nie aktywa giełdowe i nie aktywa obligacji skarbu państwa czy bonów skarbowych tylko różnego rodzaju inwestycje biznesowe.
Jako atrakcyjne sektory inwestycyjne wymienia rynek nieruchomości, obligacje korporacyjne firm deweloperskich oraz rynek wierzytelności, zarówno bankowych, jak i niebankowych. Silnikiem napędowym rynku pozagiełdowego są fundusze niepubliczne: private equity i venture capital, z których pierwsze inwestują w firmy już dojrzałe, by je zrestrukturyzować, dokonać fuzji czy przejęcia i odsprzedać z zyskiem, drugie zaś wyszukują obiecujące innowacyjne start-upy, które stwarzają nadzieję na rozwinięcie z sukcesem działalności.
– W wymienionych powyżej klasach aktywów i branżach inwestorzy uczestniczą najczęściej poprzez fundusze inwestycyjne zamknięte (FIZ), które dostępne są dla klientów zamożnych od 40 tys. euro, bo tak reguluje to ustawa – mówi Mazurek.
Mniej zamożni inwestorzy mogą uczestniczyć w takich inwestycjach i zyskach z nich płynących poprzez polisy inwestycyjne oferowane przez banki i towarzystwa ubezpieczeniowe, tzw. UFK (ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe). Choć obecnie polisolokaty nie mają dobrej opinii ze względu na historycznie zaszłości, głównie związane z opłatami likwidacyjnymi w produktach regularnych, to trzeba pamiętać o tym, że przez wiele lat były traktowane jako jedna z bardziej atrakcyjnych form oszczędzania na emeryturę w III filarze. Dziś natomiast mogą być szansą na zyski w produktach jednorazowych, gdzie opłaty likwidacyjne są już znikome.
– Dla inwestorów, którzy chcą ominąć instytucje finansowe takie jak banki czy ubezpieczycieli, a z kolei lubią innowacje i nowoczesne formy inwestowania, ogromny potencjał ma raczkujący jeszcze, ale dobrze prosperujący za granicą crowdfunding udziałowy i crowdfunding dłużny. Myślę, że Polska ma ogromne możliwości rozwinięcia tego rynku – przewiduje Mazurek. – Crowdfunding udziałowy to społecznościowa forma inwestowania w start-upy z ogromnym potencjałem wzrostu w perspektywie kilku lat. Widzimy w tym również ogromny potencjał. Polska jest liderem w Europie Środkowo-Wschodniej w kwestii start-upów i kreatywnych przedsięwzięć. Mamy mnóstwo bardzo dobrze wykształconych, kreatywnych i przedsiębiorczych osób, które tworzą świetne biznesy, dlatego rynek start-upowy będzie się rozwijał.
Latanie w tunelach aerodynamicznych, traktowane jako alternatywa dla skoków spadochronowych, zyskuje coraz większą popularność. Przy podmuchu powietrza 300 km/h można się poczuć jak w pierwszej fazie skoku z samolotu. Działające już w Polsce tunele nie nadążają z obsługą chętnych. W październiku ruszy budowa kolejnego tunelu – tym razem w Gdańsku.
– Indoor skydiving pierwotnie w zamierzeniu miała służyć poprawianiu techniki skoczków. Teraz to zabawa dla każdego, ale i autonomiczna dyscyplina sportowa, która bardzo dynamicznie się rozwija – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Strzelczyk, prezes Amber Fly, nowego operatora tunelu aerodynamicznego.
Tunel aerodynamiczny to alternatywa dla skoków ze spadochronem. Nadmuch powietrza o prędkości 300 km/h pozwala poczuć się jak przy swobodnym spadaniu także tym, którzy nie odważą się na skok ze spadochronem. Jeszcze niedawno z takiej oferty korzystało wojsko, teraz to szansa dla każdego, nie tylko dla tych, którzy przygotowują się do skoku ze spadochronem.
Cena, choć nie należy do najniższych, w porównaniu do skoków z samolotu, jest bardzo konkurencyjna.
– Kupując w hurcie godziny w tunelu stawka za pojedynczą godzinę to ok. 50 zł. Dla jednorazowych klientów, którzy chcą spróbować czegoś nowego, stawki są wyższe. Pakiet 3-minutowy kosztuje 250 zł, skok w tandemie to 750 zł za 45 sekund swobodnego spadania – wymienia Strzelczyk.
Indoor skydiving ma być dyscypliną pokazową podczas The World Games 2017. Dlatego Amber Fly w dużej mierze stawia na latanie sportowe.
– Zamierzamy mocno postawić na sport, nie tylko na zabawę. Jeszcze przed rozpoczęciem budowy mamy deklaracje od profesjonalnych teamów, które chciałyby u nas latać. Potencjał tego rynku jest wzrostowy i zapewne jeszcze długo będzie – mówi prezes Amber Fly.
Firma wybuduje nowy tunel przy stadionie Energa Gdańsk. Budowa ma się rozpocząć za dwa miesiące. Fundusze na budowę pochodzą od V Capital i Barton Capital, które wyłożyły 2,5 mln euro. Urządzenia zostały zamówione w czeskiej firmie Strojírna Litvínov.
– Wybraliśmy dostawcę technologii, mamy działkę, na której będziemy budować. Cykl inwestycyjny trwa ok. 12 miesięcy. Mamy nadzieję, że pod koniec wakacji w przyszłym roku, choć licząc realnie – do końca przyszłego roku tunel powstanie – zapowiada prezes Amber Fly.
W Polsce ten sport dopiero zdobywa amatorów. Tunele w Polsce działają pod Warszawą, Wrocławiem i w Lesznie. Nowy obiekt ma się na ich tle wyróżniać skuteczniejszym wyciszeniem i stałymi warunkami latania w 6-metrowej komorze lotów. Obecnie działające tunele nie nadążają z obsługą chętnych, średni czas oczekiwania wynosi nawet pół roku.
– Rozkwit dyscypliny nastąpił ok. 10 lat temu. Obecnie na świecie jest około 170 obiektów podobnych do naszego – zaznacza Strzelczyk. – Jeszcze niedawno mówiło się, że taki tunel ma rację bytu w aglomeracji przekraczającej 1 mln mieszkańców. Teraz powstają w miastach do 300 tys. ludzi. Ewenementem na skalę światową jest Sion – przy 30 tys. mieszkańców jest w pełni operacyjny tunel, w którym co roku wylatanych jest ok. 3 tys. godzin. Coraz więcej miast w Europie ma dwa lub więcej tuneli, np. trzy są w Madrycie.
Prezes Amber Fly wskazuje, że inwestycja ma się zwrócić w ciągu 4–5 lat. Oprócz tunelu aerodynamicznego w Gdańsku powstanie też basen ze sztuczną falą, gdzie będą mogli trenować surferzy. W Europie powstał dotychczas tylko jeden tego typu obiekt.
Firma ma ambitne plany – planuje otworzyć podobne obiekty w Polsce (trzy) i za granicą (dwa).
– Myślę, że pierwszy, który powstanie, poza tym w Gdańsku, będzie tunel w Warszawie, aczkolwiek są również jeszcze dwie lokalizacje, gdzie rozmowy są podobnie zaawansowane. Nie chcę teraz wymieniać miejsca, bo nie jesteśmy jeszcze nawet na etapie listów intencyjnych, natomiast inwestorzy są zainteresowani rozwojem biznesu, podobnie jak my dostrzegają potencjał w rynku – podkreśla Marcin Strzelczyk.
Bezpieczeństwo energetyczne Polski jest zagrożone, bo nie mamy odpowiedniej strategii energetycznej w kontekście zmieniającego się rynku energii. Nie wiemy czy integrować rynki energii elektrycznej, jaką rolę w przyszłości ma pełnić polski węgiel, nie wiemy czy zależy nam na rozwoju OZE? Decydenci często, błędnie, strategię utożsamiają z rządzeniem i zmianami personalnymi – podkreśla Konfederacja Lewiatan.
Na świecie energetyka się zmienia. Następuje integracja rynków, rozbijanie tradycyjnych monopoli, wzrost konkurencji w wielu krajach. Bardzo ważne są zmiany technologiczne. Kiedyś najważniejszy był węgiel, teraz już nie. W Niemczech 31 proc. energii pochodzi ze źródeł odnawialnych. W przyszłości wiatr i słońce wygrają z każdym źródłem energii o wysokim koszcie zmiennym produkcji.
– Dla Polski wielkim wyzwaniem jest właśnie węgiel. Analizując czas życia i ekonomikę obecnych kopalń oraz istniejące projekty budowy nowych szacujemy, że w perspektywie do 2030 roku udział węgla z obecnie eksploatowanych kopalń w miksie energetycznym Polski spadnie z obecnych ponad 85% do nawet poniżej 30%. Odniesienie się do tych problemów to wyzwanie, ale także szansa dla polskiego biznesu, innowacji, rynku pracy oraz dla środowiska naturalnego – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.
Na świecie szybko spadają koszty wytwarzania energii w źródłach odnawialnych, dąży się do ograniczania oddziaływania energetyki na zdrowie i klimat, zmienia się rola węgla, pojawiają się nowe modele biznesowe w energetyce. Wiele krajów w Europie i przebudowuje swoje systemy energetyczne pod wpływem zachodzących zmian.
W Niemczech, od sześciu lat zmniejsza się zużycie energii, spadają jej ceny, mimo stałego wzrostu gospodarczego. Rośnie rynek OZE i innych nowych technologii, przy kurczącym się zużyciu energii. Dlatego Niemcy tak łatwo zrezygnowali z energetyki jądrowej.
W ostatnich latach można odnieść wrażenie, że nasi decydenci zakładają regulacyjną i techniczną izolację, to tak, jakby monopol telefonii stacjonarnej próbował powstrzymać rozwój telefonii komórkowej. Zmiana paradygmatu energetycznego jest nieunikniona, pytanie jaką krajową strategię przyjąć, aby skorzystała na tym gospodarka i społeczeństwo.
Obecnie na sektor energetyczny coraz częściej patrzy się przez pryzmat środowiska. Tradycjonaliści wierzą, że ten mariaż jest tylko przejściowy. Tymczasem jest to zjawisko długofalowe – środowisko i energetyka pozostaną już nierozłączne. Na naszych oczach zmienia się postawa odbiorców: stają się coraz bardziej świadomymi klientami i uczestnikami rynku.
Biura, strefa konferencyjna, hotel, usługi, pasaż handlowy, kawiarnie, restauracje i atrakcyjna przestrzeń publiczna wokół obiektu. Czy inwestorzy projektów biurowych postawią na inwestycje łączące wiele funkcji?
Wysoki poziom podaży utrzymujący się na rynku biurowym sprawia, że inwestorzy coraz chętniej sięgają po niestandardowe rozwiązania i wprowadzają zmiany w strukturze inwestycji. Zarówno na rynku warszawskim, jak w miastach regionalnych pojawia się coraz więcej projektów wielofunkcyjnych, które wciąż paradoksalnie traktowane są jako niszowe. Wydaje się jednak, że tego rodzaju obiekty, które dla najemców są bardziej atrakcyjne niż inwestycje stricte biurowe, w dłuższej perspektywie mają szansę stać się znaczącą częścią segmentu nieruchomości komercyjnych.
W projektach, o których mowa wraz z budynkami biurowymi projektowane są najczęściej hotele, a cały kompleks wzbogaca także strefa konferencyjna i rekreacyjna oraz handlowo-usługowa. Niejednokrotnie towarzyszy im również efektownie rozplanowana przestrzeń publiczna wokół budynków. Tak zaaranżowane inwestycje mają automatycznie szerszą grupę odbiorców, ponieważ zapewniają komplet podstawowych usług na miejscu. Powstające w nich hotele gwarantują szerszy serwis na terenie kompleksu i przyciągają klientów do strefy retail także po godzinach pracy biur.
Im więcej funkcji oferuje projekt, tym łatwiej o najemców
Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu Walter Herz
Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu firmy doradczej Walter Herz przyznaje, że sposób funkcjonowania firm, jak również wymagania najemców względem wynajmowanej powierzchni biurowej są ściśle związane z oczekiwaniami ich pracowników. – Zarówno sama przestrzeń biura, jak i cały kompleks muszą zapewniać maksymalną wygodę w codziennym funkcjonowaniu w miejscu pracy – zauważa. – Szczególną uwagę firm, które poszukują powierzchni biurowej zwracają inwestycje, które poza standardowymi usługami gastronomicznymi, czy punktami handlowo-usługowymi zapewniają bezpośredni dostęp do różnego rodzaju placówek, jak usługi medyczne, klub fitness, restauracje, kawiarnie, puby, przedszkola, czy hotel znajdujący się w obrębie inwestycji, który stanowi duże ułatwienie dla osób podróżujących służbowo – podkreśla Bartłomiej Zagrodnik.
Specjaliści z firmy Walter Herz, która prowadzi obecnie negocjacje w zakresie realizacji 8 budynków hotelowych o łącznej powierzchni ponad 50 mkw., zwracają uwagę że budowa hotelu wymaga od dewelopera szerokiego zaangażowania i odpowiedniego podejścia już na etapie planowania i projektowania budynku. – Wiąże się to ze specyfiką budowy obiektów hotelowych. Chodzi o wydzielenie wind i wejścia do budynku oraz podział kosztów eksploatacyjnych poprzez właściwe zaprojektowanie zindywidualizowanych instalacji i systemu wodno-kanalizacyjnego, który jest zdecydowanie bardziej rozbudowany w porównaniu z budynkami, które pełnią klasyczną funkcją biurową. Wszystkie te podziały mają za zadanie optymalizację kosztów eksploatacyjnych przypisanych do poszczególnych funkcji oraz jak najbardziej racjonalny ich podział pomiędzy najemców. Nie mniej ważna jest dobra aranżacja strefy restauracyjnej, projektowanej stosownie do ilości hotelowych gwiazdek, czy wykorzystanie dodatkowych walorów budynku, jak np. rozlokowanie tarasów widokowych w przypadku wysokościowców i innych atrakcji w budynku. – wymieniają eksperci Walter Herz.
Najbardziej dynamicznym rynkiem do testowania projektów typu mix jest Warszawa, ale także i inne miasta. Inwestycje oferujące różne funkcje powstają we Wrocławiu, Łodzi, Gdyni, Lublinie, Katowicach, Poznaniu, Rzeszowie, czy Szczecinie.
Łódź
Wielofunkcyjny obiekt planuje postawić w Łodzi u zbiegu al. Włókniarzy i al. Mickiewicza firma Arche. Kompleks będzie łączył funkcję hotelową, biurową i usługową. W piętnastokondygnacyjnym budynku znajdzie się hotel z 300 pokojami i kilka tysięcy mkw. powierzchni biurowej, a także sale konferencyjne.
W łódzkim kompleksie biurowo-hotelowym Piotrkowska 155, w którym powstaną trzy budynki, znajdzie się dziewiętnastopiętrowa wieżą biurowa o wysokości 76 metrów, siedmiopiętrowy hotel i pięciopiętrowy biurowiec. Po otwarciu, które planowane jest w pierwszym kwartale 2018 roku, obiekt dostarczy ponad 25 tys. mkw. powierzchni, w tym 21 tys. mkw. biur klasy A+ i 4 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej. Hotel Hampton by Hilton ze 149 pokojami będzie połączony z wyższym budynkiem biurowym wspólnym parterem i pierwszym piętrem, gdzie na powierzchni 2 tys. mkw. mieścić się będą sklepy, kawiarnie, restauracje, centrum fitness i klinika medyczna. Inwestor, spółka Bacoli Properties planuje rozpocząć prace konstrukcyjne w listopadzie br., a obecnie trwa przygotowanie terenu do budowy.
W trzecim kwartale tego roku także firma Warimpex Polska zamierza rozpocząć w Łodzi budowę biurowca. Obiekt, który składał się będzie z dwóch budynków stanie na rogu ul. Zachodniej i Ogrodowej w pobliżu hotelu andel’s, który jest inwestycją spółki. Elewacja biurowca ma nawiązywać do stylistyki hotelu. Wyższy budynek będzie miał fasadę wykonaną z czerwonej cegły, a pięciopiętrowy szklaną, w której odbijał się będzie Pałac Poznańskich. Autorzy projektu biurowca i hotelu deklarują, że elewacja nowego budynku będzie nawiązywać do historii Łodzi. W biurowcu znajdzie się wewnętrzny pasaż, stanowiący łącznik między Manufakturą, hotelem andel’s i pl. Wolności. Takie rozwiązanie ma zaktywować całą przestrzeń wokół i przywołać tradycję miasta związaną z pasażami wewnątrz podwórek. Na parterze budynku na powierzchni 3,9 tys. mkw. znajdą się lokale handlowo-usługowe, na wyższych piętrach biura, na kondygnacji przyziemia będą restauracje i bary, a pod nimi dwa poziomy parkingu.
Wrocław
W multifunkcyjnym kompleksie OVO Wrocław, który powstał przy wrocławskiej Promenadzie Staromiejskiej i wkrótce rozpocznie swoją działalność, zaprojektowano apartamenty, hotel i biura. Operatorem pięciogwiazdkowego hotelu, w którym znajdzie się 189 luksusowych pokoi, jest marka DoubleTree by Hilton. W budynku będzie również 7 sal konferencyjnych, mieszczących razem z salą bankietową 500 osób. Ponadto znajdzie się w nim także klub sportowy, centrum fitness z basenem i SPA, restauracje, kawiarnia i kasyno. Na uwagę zasługuje oryginalna bryła budynku, która przypomina kroplę wody z elewacją bez krawędzi i załamań.
Dwa lata temu we Wrocławiu przy Placu Konstytucji 3 Maja firma Wisher Enterprise oddała już wysokiej klasy obiekt Silver Tower Center, który łączy różne funkcje. W jego skład weszły dwa komplementarne segmenty z 14 kondygnacyjną częścią wyższą, w której na większości pięter rozlokowane są biura oraz 6 kondygnacyjną częścią niższą, gdzie mieści się hotel i centrum konferencyjne oraz przestrzeń handlowo-usługowa. Obiekt położony blisko wrocławskiego dworca kolejowego i autobusowego wyróżnia bryłą, która ożywia wschodni kraniec ulicy Piłsudskiego. Obiekt ma elegancką, szklaną fasadę, która podzielona została na pionowe, wyraźne profile.
Warszawa
Sztandarowym, warszawskim projektem typu mix jest Centrum Praskie Koneser położone na 5 hektarowej działce przy ulicy Ząbkowskiej, w sercu starej Pragi. Rewitalizacja Warszawskiej Wytwórni Wódek objęła adaptację zabytkowych budynków i budowę nowych. Centrum Praskie Koneser to pierwszy projekt deweloperski w Warszawie, który zakłada połączenie tak wielu funkcji. Poza budowanymi przez firmę BBI Development ponad 300 mieszkaniami, znajdzie się w nim 25,5 tys. mkw. biur klasy A i B+ oraz 21 tys. mkw. powierzchni handlowej, w tym centrum konferencyjne, hotel oraz pierwsze na świecie Muzeum Polskiej Wódki. Oddanie do użytku całości planowane jest w 2017 roku.
Trzeci rok trwa w Warszawie także gruntowna przebudowa hotelu Europejskiego, po zakończeniu której obiekt ma dołączyć do sieci Raffles i stać się najbardziej luksusowym hotelem w Polsce. Nie będzie to jednak wyłącznie hotel, ale wysokiej klasy obiekt wielofunkcyjny. W prestiżowym budynku przy Krakowskim Przedmieściu znajdzie się 100 luksusowych pokoi i apartamentów, część handlowo-usługowa, w której mieścić się będą m.in. butiki światowych marek, a także powierzchnia biurowa klasy A. Prace wykończeniowe części biurowej i usługowej mają potrwać do końca 2016 roku, a uruchomienie hotelu planowane jest na połowę 2017 roku.
W centrum miasta, w miejscu, gdzie teraz jeszcze stoi pawilon Emilia, pomiędzy ulicami Pańską, Śliską i Emilii Plater ma zaś powstać biurowiec, uzupełniony o funkcję hotelową. Inwestor posiada już decyzję o warunkach zabudowy dla tej inwestycji i prowadzi prace nad projektem architektonicznym obiektu.
Również na warszawskim Mokotowie spółka Eiffage Immobilier Polska i firma Avestus Real Estate planują wybudować biurowiec CUBE, w którym powstanie ok. 21 tys. mkw. powierzchni. Do budynku biurowego ma przylegać hotel o powierzchni około 6 tys. mkw.
Startują również prace przygotowawcze do budowy spektakularnej inwestycji w podwarszawskim Modlinie. Na terenie historycznej Twierdzy Modlin, zespołu umocnień i fortyfikacji położonych na 58 ha u zbiegu rzek Wisły i Narwi do 2020 roku powstanie Warszawa Modlin Smart City. Przygotowywane jest studium wykonalności dla nieruchomości hotelowych, które mają powstać w ramach tej inwestycji. Twierdzę Modlin kupiła od Agencji Mienia Wojskowego Grupa Konkret, która ma w planie zamienić jej obszar w miasto inteligentnych rozwiązań. Spółka zapowiedziała budowę widowiskowego kompleksu o wielu funkcjach. Projekt obejmuje budowę największego w tej części Europy centrum kongresowego, dwóch hoteli, osiedla mieszkaniowego oraz powierzchni biurowych i usługowych. Inwestycje wspiera lokalizacja w pobliżu portu lotniczego w Modlinie oraz sąsiedztwo rezerwatów przyrody i Kampinoskiego Parku Narodowego.
Gdynia
W Gdyni przy Skwerze Kościuszki powstaje nowoczesny, wielofunkcyjny kompleks Gdynia Waterfront. Po ukończeniu realizacji cały projekt dostarczy 90 tys. mkw., w budynkach mieszkalnych, obiektach handlowych, usługowych i kulturalnych, które uzupełnią także powierzchnie biurowe oraz hotel z centrum konferencyjnym. Inwestor , firma Vastint, która należy do Grupy Inter IKEA, zadbał o rozplanowanie przestrzeni publicznej z pasażami i placami w pobliżu budynków. W pierwszym etapie inwestycji, na początku 2015 roku został oddany zespół dwóch budynków o funkcji biurowo-hotelowej o powierzchni najmu 20 tys. mkw. Budynek biurowy przeznaczony został w całości na siedzibę banku PKO BP, a czterogwiazdkowy hotel funkcjonuje pod marką Marriott Courtyard. Kolejne etapy projektu są obecnie w fazie planowania, mają być realizowane w ciągu najbliższych lat.
Szczecin
Przy ulicy Gdańskiej w Szczecinie, według zapowiedzi inwestora, spółki BCG Szczecin, ma niedługo ruszyć budowa budynku hotelowego i biurowca. Biurowo-usługowo-hotelowa inwestycja Szczecin Odra Park ma być największym w mieście kompleksem o charakterze mieszanym, który zaoferuje łącznie ponad 42 tys. mkw. powierzchni. Poza wysokiej klasy powierzchnią biurową znajdzie się w nim trzygwiazdkowy hotel ze 144 pokojami i ponad 4 tys. powierzchni usługowej.
Katowice
W ostatnim czasie prawdziwą metamorfozę przechodzi centrum Katowic. Jedną ze znaczących inwestycji jest powstający przy ulicy Wojewódzkiej kompleks biurowo-hotelowy. Inwestorem Centrum Wojewódzka 10 jest spółka Wojewódzka Office, która należy do krakowskiej Grupy Kapitałowej KG Group. Obiekt zaoferuje powierzchnię biurową usytuowaną na parterze i czterech kondygnacjach, która ma być gotowa jeszcze w tym roku. Poza tym, realizowany jest tu także trzygwiazdkowy budynek hotelowy ze 124 pokojami. Powstający na dawnym parkingu tuż za kinoteatrem Rialto Q Hotel ma rozpocząć swoją działalność wiosną 2017 roku.
Lublin
Właściciel lubelskiej Galerii Olimp także planuje budowę inwestycji mieszanej. W pobliżu przechodzącej modernizację galerii stanie biurowiec i hotel. Firma Transhurt w przyszłym roku zamierza zburzyć dotychczasową siedzibę, biurowiec przy al. Spółdzielczości Pracy i postawić trzygwiazdkowy hotel z 50 pokojami i nowy budynek biurowy. Całość ma być gotowa do 2019 roku.
Poznań
Do 2019 roku w Poznaniu ma zostać również przebudowany stary dworzec kolejowy. Zagospodarowanie dworca Poznań Główny to ostatni etap inwestycji rozpoczętej na terenie stacji w 2011 roku. Projekt zakłada powstanie zabudowy biurowej oraz hotelu wraz uzupełniającą funkcją handlowo-usługową. Jak informują przedstawiciele spółki Xcity Investment, na dolnym poziomie starego dworca przywrócone zostaną funkcje pasażerskie i odtworzona historyczna fasada budynku dworcowego. Projekt Poznań Główny III ma dostarczyć 46 tys. mkw. powierzchni komercyjnej GLA, a jego szacunkowa wartość wynosi 96 mln euro. Inwestycję ma zrealizować węgierski deweloper, firma TriGranit, która wybudowała nowy dworzec Poznań Główny oraz centrum handlowe Poznań City Center.
Swoją funkcję ma zmienić też jedna z pięciu 12 kondygnacyjnych wież biurowych Alfy. Symboliczne dla Poznania budynki, brylujące w epoce PRL teraz wymagają gruntownej modernizacji, którą przejdzie jeden z nich, zlokalizowany przy ulicy Ratajczaka. Biurowiec został zakupiony przez spółkę Altus Hotel Mięczkowski, która zamierza ruszyć z jego przebudową we wrześniu br. Po roku planuje uruchomić w nim trzygwiazdkowy hotel ze 110 pokojami pod marką własną firmy, sale konferencyjne i restaurację.
Choć unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych zostało przyjęte 27 kwietnia br., prace legislacyjne, związane z reformą unijnych ram prawnych nadal trwają. Obecnie przeniosły się one na grunt krajowy. Państwa członkowskie muszą dostosować swoje przepisy do wymogów rozporządzenia. Mają na to czas do 25 maja 2018 roku, od kiedy rozporządzenie będzie stosowane – podkreśla Konfederacja Lewiatan.
Magdalena Piech
– Wśród przepisów, które wymagają zmiany wymienić można akty sektorowe, m.in. prawo bankowe, przepisy o udostępnianiu informacji gospodarczych czy prawo ubezpieczeniowe. Ważne będzie także uregulowanie kwestii przetwarzania danych osobowych pracowników – wskazuje Magdalena Piech, ekspertka Konfederacji Lewiatan.
Konieczne jest także uchylenie aktów krajowych lub ich części, niezgodnych z wymogami Rozporządzenia, np. przepisy dotyczące tajemnicy telekomunikacyjnej, wykraczające poza wymogi aktów unijnych oraz rozporządzenia do ustawy o ochronie danych osobowych, dotyczące zapewnienia zgodności z ustawą.
Konfederacja Lewiatan przygotowała wstępne stanowisko wskazujące wytyczne, jakie powinny przyświecać pracom „wdrożeniowym” oraz obszary wymagające zmian. Powinny się one opierać na następujących założeniach:
– dążeniu do utrzymania- osiągniętej w rozporządzeniu- harmonizacji na poziomie unijnym, żeby realnie ułatwić przedsiębiorcom działalność transgraniczną,
– uwzględnieniu, że „doregulowanie” niektórych obszarów przez prawodawcę krajowego może zmniejszyć konkurencyjność polskiej gospodarki na tle innych państw UE,
– potraktowaniu tych prac jako szansy na dostosowanie polskich przepisów do gospodarki cyfrowej poprzez uchylenie aktów archaicznych (np. tzw. rozporządzenia w sprawie warunków technicznych) lub przez uchwalenie przepisów pozwalających na korzystanie z potencjału danych (np. dotyczących anonimizacji danych telekomunikacyjnych).
– zapewnieniu jasnych i spójnych ram prawnych- konieczność uchylenia aktów prawnych lub ich części niespójnych z rozporządzeniem,
– bliskiej współpracy ze środowiskiem przedsiębiorców, wzorowanej na modelu z okresu prac nad projektem rozporządzenia, zapoczątkowanej przez Ministerstwo Cyfryzacji.
Japoński rząd nieco rozczarował skalą zapowiedzianych wydatków, co wywołało drugi dzień spadków na rynkach. Jednak niedługo do akcji może wkroczyć Bank Anglii, który prawdopodobnie obetnie główną stopę procentową o 25 p.b. Powinno to podtrzymać dobry nastrój panujący do tej pory na rynkach, przynajmniej do września. Na jesieni swoje posiedzenia ma Bank Japonii oraz Europejski Bank Centralny i to te wydarzenia będą dyktować nastroje na rynkach w tym okresie.
Dzisiaj dodatkowo złotego wspiera projekt ustawy frankowej, który jest dużo łagodniejszy, niż poprzednie. Zakłada obecnie zwrot spreadów pobieranych przez banki, a kwestia przewalutowania kredytów ma być odłożona do przyszłego roku. Doniesienia te spowodowały silne umocnienie polskiego złotego oraz wzrosty akcji banków notowanych na GPW.
Polski złoty w stosunku do euro umacnia się od początku lipca br. i na razie ten trend powinien zostać zachowany. Dzisiaj kurs z impetem przełamał poziom wsparcia 4,33 i zmierza w stronę 4,31. Para USD/PLN jest najniżej od drugiej połowy czerwca br. Jest to efekt ustawy frankowej, a po części bardzo słabych danych nt. PKB w USA. CHF/PLN balansuje na granicy 4 złotych i gdyby utrzymał się pod tym poziomem ma szanse spaść w okolice 3,97.W ostatnim czasie najmocniej przeceniony jest oczywiście funt szterling, który sukcesywnie idzie na parze GBP/PLN w stronę okrągłych 5 złoty.
Główna para walutowa kontynuuje dzisiaj wzrosty po piątkowym wystrzale, gdy zostały opublikowane bardzo słabe dane o annualizowanym PKB za drugi kwartał w Stanach Zjednoczonych. Obecnie najbliższą barierę na parze EUR/USD stanowi 1,12; a przełamanie tej strefy otworzy drogę do 1,13. Warto dodać, że dolar traci od ostatniego posiedzenia Fedu, który w komunikacie po spotkaniu nawet się nie zająknął w sprawie kolejnych podwyżek stóp procentowych.
W tym momencie prawdopodobieństwo podwyżki stopy funduszy federalnych na podstawie kontraktów terminowych pod koniec br. spadło do 35% z 50%. Co ciekawe tyle samo wynosi w 2017 roku. Do tej pory to rynki bardziej trafnie oceniały podwyżki stóp dokonywane przez Fed, niż sami członkowie Rezerwy Federalnej, choć trzeba przyznać, że bank już mniej ochoczo wypowiada się w sprawie dalszych swoich ruchów. W przeszłości często zapowiedzi członków FOMC mijały się później z rzeczywistością
Prawdopodobieństwo podniesienia stopy funduszy federalnych przez Fed
W pierwszej połowie 2016 roku zarejestrowano w Polsce 210,7 tys. nowych samochodów osobowych – aż o 18,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najszybciej rośnie popyt na duże MPV oraz samochody sportowe, kabriolety, luksusowe limuzyny, a także na kombivany i duże SUV-y.
W samochodach użytkowych odnotowano najlepsze wyniki od kilku lat – w pierwszej połowie 2016 roku zarejestrowano 29,8 tys. samochodów dostawczych, co stanowi wzrost o 22,7% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednocześnie w tym samym czasie zarejestrowano 13 250 samochodów ciężarowych o DMC>3,5t, 30,0 % więcej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Dobre wyniki wypracowały także ulokowane w Polsce fabryki motoryzacyjne. Łącznie wyprodukowano 378,4 tys. pojazdów w pierwszej połowie br., co oznacza wzrost o 4,7% r/r.
Silny trend wzrostowy za sprawą klientów instytucjonalnych rejestrujących samochody osobowe
W II kwartale 2016 roku zarejestrowano w Polsce 106,0 tys. nowych samochodów osobowych, tj. o 23,2% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Sektor motoryzacyjny zawdzięcza ten wynik przede wszystkim nabywcom instytucjonalnym – ich rejestracje w pierwszej połowie 2016 roku zwiększyły się o 26,6% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Zakupy klientów indywidualnych wzrosły w mniejszym stopniu – o 5,7% r/r. Tymczasem rekordowe liczby rejestracji widoczne były w segmencie marek premium.
Rekordy bije segment marek premium. Dynamiczny wzrost rejestracji w tym segmencie obserwowany jest już od kilku lat. W pierwszej połowie 2016 roku rejestracje marek premium wzrosły aż o 31,8% r/r, podczas gdy sprzedaż marek popularnych wzrosła o 17,0% Widoczna jest wyraźna dominacja (86,2%) nabywców instytucjonalnych w tym segmencie. Przybyło ich 33,8% więcej niż przed rokiem. Jednak co ciekawe, w analizowanym okresie widoczny był również stosunkowo silny wzrost rejestracji pojazdów przez klientów indywidualnych (o 20,6% r/r), podczas gdy w roku poprzednim, zainteresowanie nabywców indywidualnych markami premium malało – komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Rośnie popyt na duże MPV oraz samochody sportowe i kabriolety, luksusowe limuzyny, a także na kombivany i duże SUV-y
W okresie od stycznia do czerwca 2016 roku najsilniej wzrósł popyt na duże MPV (76,4% r/r) oraz samochody sportowe i cabrio (56,7% r/r), samochody z segmentu F (45,1% r/r), a także na kombivany (44,2%) oraz duże SUV-y i crossovery (43,9% r/r).
W porównaniu do zeszłego roku znacząco wzrosło zainteresowanie samochodami sportowymi i cabrio oraz limuzynami z klasy F. Z drugiej strony widoczny jest także wzrost sprzedaży małych i średnich aut z segmentów B i C. Na szczególną uwagę zasługuje sprzedaż samochodów z napędami alternatywnymi – w skali pierwszego półrocza rejestracje tego typu pojazdów wzrosły aż o 85,6% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Ogólnie zarejestrowano 4,7 tys. samochodów z napędem alternatywnym, w większości hybryd – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.
Pierwsze półrocze przyniosło także znaczny wzrost sprzedaży we wszystkich segmentach rynku samochodów użytkowych. Zarejestrowano 29,8 tys. nowych samochodów dostawczych (o DMC<=3,5t), czyli o 22,7% więcej niż rok wcześniej. Rejestracje samochodów ciężarowych wzrosły o 30,0% r/r, do poziomu 13 250 sztuk. Tymczasem rejestracje nowych przyczep i naczep wyniosły 12 252 sztuk i wzrosły o 31,9% r/r. O 3,2% wzrosła także liczba rejestracji nowych autobusów (DMC>3,5t), których w pierwszym półroczu br. zarejestrowano 942 sztuki.
Spadki w segmentach motocykli i motorowerów
W okresie od stycznia do czerwca 2016 roku zarejestrowano 13 237 nowych motocykli, czyli o 4,3% mniej niż w analogicznym okresie 2015 roku.
W II kwartale 2016 roku liczba zarejestrowanych nowych motocykli wyniosła o 224 sztuki mniej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Należy jednak pamiętać, że tak dobry wynik osiągnięty w poprzednim roku był przede wszystkim zasługą zmiany pozwalającej kierować motocyklem do 125 centymetrów sześciennych przy użyciu prawa jazdy kat. B, a także zmiany przepisów homologacyjnych. W związku z tym pomimo spadku sprzedaży w stosunku do poprzedniego roku, liczba rejestracji w pierwszym półroczu 2016 roku stanowi wciąż bardzo dobry wynik. Zarejestrowano prawie trzy razy więcej niż w analogicznym okresie 2014 i 2013 roku – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Na rynku motorowerów utrzymuje się trend spadkowy, z tego względu że część popytu na te pojazdy przesunęła się do kategorii motocykli. W pierwszym półroczu 2016 roku zarejestrowano 12 501 motorowerów, co oznacza spadek o 21,4% w porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim.
Ożywienie w produkcji samochodów osobowych trwa
W pierwszej połowie 2016 roku wyprodukowano w Polsce łącznie 378,4 tys. pojazdów – o 4,7% więcej niż w porównywalnym okresie poprzedniego roku. Produkcja samochodów osobowych wzrosła o 4,6% (311,5 tys. w I połowie br.). Wzrosła również produkcja samochodów dostawczych i ciężarowych
(o 5,4% r/r), oraz autobusów. Tych ostatnich wyprodukowano 2,32 tys. sztuk, co oznacza wzrost o 2,5% r/r.
Wyniki osiągnięte w pierwszej połowie 2016 roku wskazują, że zwiększenie produkcji pojazdów samochodowych w roku poprzednim nie było jednorazowe – jest to trwałe ożywienie. Sytuacja panująca na rynku zarówno polskim, jak i europejskim jest sprzyjająca. W pierwszej połowie obecnego roku w Unii Europejskiej zarejestrowano 7,8 mln nowych samochodów osobowych, tj. o 9,4% więcej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Jest to najlepszy kwartał od 2009 roku – komentuje Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.
Według danych Eurostatu w I kwartale 2016 roku eksport produktów motoryzacyjnych z Polski wzrósł o 3,8% r/r i wyniósł 7,6 mld euro. Motorem wzrostu były zarówno podzespoły, części i akcesoria motoryzacyjne (w tym silniki), których eksport sięgnął 4,9 mld euro (wzrost o 3,5% r/r), jak i pojazdy silnikowe, których wyeksportowano za 2,8 mld euro, tj. o 4,3% więcej niż rok wcześniej.
Już dwa lata temu odnotowano w Polce rekordową liczbą rejestracji samochodów klasy premium. Wtedy dynamika wzrostu rok do roku wyniosła 28 proc. Rok 2016 przyniósł kolejne wzrosty.
W 2014 roku wartość obszaru związanego ze sprzedażą samochodów luksusowych została oszacowana na 5,6 mld złotych. Specjaliści uznali również, że jest on najbardziej stabilną częścią rynku samochodów osobowych w naszym kraju.
W pierwszym kwartale 2016 roku liczba samochodów zarejestrowanych w tym segmencie wzrosła o 33 proc., podczas gdy sprzedaż marek popularnych odnotowała dynamikę na poziomie 12 proc – pokazują dane PZPM.
Najnowsze dane przedstawione przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego pokazały, że segment najdroższych i najbardziej luksusowych samochodów bije kolejne rekordy. W pierwszej połowie 2016 roku rejestracje marek premium wzrosły w porównaniu z 2015 rokiem o 31 proc., podczas gdy sprzedaż marek popularnych o 17 proc. Dane pokazują wyraźną dominację klientów instytucjonalnych (86 proc.), ale odnotowano również wzrost rejestracji pojazdów zakupionych przez klientów indywidualnych (26 proc.).
Segment samochodów luksusowych i klasy premium nie traci, co więcej wciąż się rozwija. Nic więc dziwnego, że wielu producentów – nawet tych, którzy do tej pory nie mieli w swojej ofercie takiego modelu, dostosowuje swoją ofertę do oczekiwań klientów. Przedstawiamy pięć propozycji najlepszych luksusowych samochodów „dla prezesa”.
Lexus LS 600h L
Przedłużona wersja najpotężniejszego na świecie sedana z napędem w pełni hybrydowym mierzy ponad 5,2 metra! Pod maską limuzyny znajduje się pięciolitrowy silnik V8, który do pary z silnikiem elektrycznym oferuje 445 KM i maksymalny moment obrotowy na poziomie 520 Nm. Napęd przekazywany jest oczywiście na cztery koła.
Lexus LS 600h L
„Mobilne biuro” Lexusa zostało maksymalnie wyciszone. Inżynierowie zadbali o to, aby nawet takie detale jak owiewki w ramkach lusterek, obramówki tylnych świateł, czy aluminiowe felgi i konstrukcja podwozia minimalizowały szum powietrza podczas jazdy. Dzięki temu nawet przy wysokich prędkościach pasażerowie mogą swobodnie rozmawiać.
Takim samochodem nie wypada podróżować inaczej, niż na tylnej kanapie. Ta została wyposażona nie tylko w panel do kontroli multimediów, ale i w masażer sterowany pilotem. Warto wspomnieć również o jonizowanym powietrzu i drewnianych wykończeniach, których wytworzenie zajmuje 38 dni!
Cena to około 627 tys. zł
Maserati Quattroporte GTS
Flagowy włoski model może kojarzyć się z dobrze skrojonym garniturem. Jego najnowsza odsłona została zaprezentowana w 2013 roku i jest dziełem byłego projektanta Pininfariny. Topowa odmiana została wyposażona w silnik V8 bi-turbo o pojemności 3,8 litra i mocy 530 KM.
Maserati Quattroporte GTS
Wnętrze samochodu to klasyka, jednak nie zabraknie tu również nowych technologii. Ręczne wykończenia, regulowane pedały i 15-głośnikowy system audio dopełniają całości.
Cena to około 797 tys. zł.
Porsche Panamera Turbo
Na nową odsłonę Panamery trzeba było czekać siedem lat. Przód samochodu zmienił się nieznacznie, natomiast tył mocno nawiązuje do modelu 911. Pod maską liftbacka z oznaczeniem „Turbo” znajduje się czterolitrowa, podwójnie doładowana jednostka V8 o mocy 550 KM. Dzięki niej Porsche przyspiesza do pierwszej „setki” w czasie 3,6 sekundy.
Porsche Panamera Turbo
Pojawienie się tej usportowionej limuzyny mocno namieszało w świecie Porsche. Dla ortodoksyjnych klientów model stał się wrogiem numer jeden, dla innych przełomem. Najnowsza odmiana Panamery może nie szokuje wyglądem, ale wpisuje się w filozofię producenta, który woli wprowadzać zmiany „małymi kroczkami”.
Cennik wersji Turbo startuje od około 746 tys. zł.
Jaguar XJ R
Emblemat „R” na flagowej limuzynie Jaguara może oznaczać tylko jedno. Pięciolitrowy silnik V8, moc na poziomie 550 KM i przyspieszenie od „zera” do 100 km/h w czasie mniejszym niż 4,6 sekundy. Całkiem niedawno Brytyjczycy zaproponowali odświeżoną wersję tego modelu. Samochód zyskał większy grill, przeprojektowane reflektory i nową wersję wyposażenia.
Jaguar XJR
Wnętrze najmocniejszej odmiany to charakterystyczna czerwona skóra, zamszowa podsufitka i wykończenia piano black. Niewiele można zarzucić również dostępnej na pokładzie technologii. Kierowca ma do dyspozycji między innymi funkcję monitorującą ruch drogowy, ceny paliw i miejsca parkingowe.
Cennik Jaguara XJ R zaczyna się od 580 tys. zł
Infiniti Q70 Sport Tech
Marka Infiniti nie ma długiej historii w Polsce, ale w Ameryce została już doceniona. Model Q70 to limuzyna dostępna w czterech wersjach wyposażenia. W topowej odmianie pod jej maską znalazł się silnik V6 o pojemności 3,7 litra i mocy 320 KM.
Infiniti Q70
Użytkownicy biznesowi mogą zainteresować się wersją Premium Executive, która oferuje między innymi pełną skórzaną tapicerkę oraz podgrzewane i wentylowane fotele. We wnętrzu umieszczono również kolorowy wyświetlacz o przekątnej 7 cali i system szesnastu głośników w układzie 5.1 firmy Bose, z których dwa zamontowane są w zagłówkach.
Ceny Infiniti Q70 Sport Tech zaczynają się od około 290 tys. zł.
Względnie niskie ceny paliw mogą utrzymać się do kolejnych wakacji. Niewykluczone, że kierowcy w Polsce zarówno za diesla, jak i benzynę bezołowiową, będą płacić ok. 4 zł za litr. Dlaczego? Odpowiada Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl.
W poniedziałek ropa naftowa spadła poniżej poziomu 40 dolarów za baryłkę. Jednak to nie niższe ceny ropy są najważniejsze. Przede wszystkim na świecie mamy do czynienia z nadpodażą paliw. Rezultatem jest bardzo rzadko obserwowany spadek kosztów tankowania benzyny czy diesla w szczycie sezonu wakacyjnego.
Prawdopodobnie wielu kierowców zwróciło uwagę, że w ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z zauważalnymi spadkami cen paliw na krajowych stacjach. Średni koszt litra benzyny bezołowiowej pod koniec lipca wg danych Komisji Europejskiej wynosił 4.38 zł. Za diesla trzeba było przeciętnie płacić 4.13 zł. To ok. 20 gr więcej w porównaniu do wartości notowanych na początku czerwca.
Jeszcze większe różnice obserwowane są w porównaniu do cen obu paliw sprzed roku. Za litr popularnej bezołowiówki trzeba było zapłacić w szczycie zeszłorocznych wakacji 5.03 zł, a diesel kosztował 4.61 zł. Dlaczego obserwujemy tak znaczne różnice w kosztach tankowania, skoro cena ropy naftowej nie zmieniła się tak dramatycznie w ciągu ostatniego roku?
Nadpodaż na rynku paliw
W długim terminie procentowe zmiany cen paliw i ropy naftowej mniej więcej się pokrywają. Różnice pomiędzy danymi regionami świata także nie są olbrzymie. W tym roku mamy jednak do czynienia z inną sytuacją. Nadpodaż ropy naftowej, obserwowana przez ostatnie kwartały, zaczyna się zmniejszać, ale wzrost popytu na paliwa nie nadąża nad zwiększonymi możliwościami przerobowymi rafinerii na świecie.
W Stanach Zjednoczonych zapasy benzyny według danych Departamentu Energii USA (EIA) są na poziomie 241.5 mln baryłek, czyli o prawie 12 proc. wyższym niż w ub. roku. Są to także najwyższe wartości o tej porze roku od przynajmniej 25 lat. Dodatkowo mają one tendencję rosnącą. To praktycznie niespotykane w sezonie wakacyjnym, który historycznie charakteryzuje się największym popytem na paliwa.
Dość słabo kształtuje się popyt na paliwa w Chinach. Zapotrzebowanie na benzynę wzrosło w czerwcu o 2.5 proc. w relacji rok do roku (r/r), a na diesla spadło o 6 proc. W rezultacie Chiny zaczynają nawet sprzedawać benzynę za granicę. Jej eksport w czerwcu wyniósł ponad 1 mln ton, czyli najwięcej w historii Państwa Środka.
Zbyt wysoka produkcja paliw w porównaniu do możliwości popytowych i ich rekordowe zapasy w wielu rejonach świata powodują, że ceny benzyny czy diesla spadają znacznie szybciej niż ropy naftowej. Benzyna ARA 95 (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), która jest wyznacznikiem cen w Europie, jest obecnie o 30 proc. tańsza niż o tej samej porze w ub. roku. Koszt baryłki ropy natomiast w analogicznym okresie obniżył się o 11 proc. Podobna sytuacja obserwowana jest w przypadku oleju napędowego, którego cena w hurcie zmniejszyła się o 25 proc. r/r.
Niskie ceny do połowy 2017?
Ograniczony popyt na paliwa w sezonie letnim, rekordowe zapasy benzyny w USA oraz Europie, a także cały czas utrzymująca się nadprodukcja ropy naftowej na świecie powinny spowodować, że niskie ceny utrzymają się przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy.
Oczywiście, jak dla każdego scenariusza, również tutaj istnieją ryzyka dla jego realizacji. W połowie roku mieliśmy niespodziewany strajk pracowników sektora wydobywczego w Kuwejcie, a także poważne pożary w roponośnych regionach Kanady. Nadal niestabilna jest również sytuacja w Nigerii. Czynniki te zwiększają ryzyko mniejszego od oczekiwań wydobycia z tego kraju i wyższych cen na świecie.
Z drugiej strony, po ostatnich spadkach produkcji ropy naftowej w USA liczba wież wiertniczych zaczyna rosnąć. Może to oznaczać, że postęp technologiczny zapewnia wystarczającą rentowność wydobycia ropy łupkowej nawet przy cenach poniżej 50 dolarów za baryłkę.
Niewykluczone również, że produkcja ropy w Libii powoli zacznie się odbudowywać, jeśli sytuacja polityczna w tym kraju się ustabilizuje. Według państwowego producenta ropy naftowej National Oil Co., cytowanego przez The Wall Street Journal, wielkość wydobycia może wzrosnąć z obecnych 300 tys. do 900 tys. baryłek pod koniec roku. To mniej więcej 2/3 tego, ile wynosiło podniesienie produkcji przez Iran po zniesieniu sankcji w ub. roku.
Biorąc więc pod uwagę szanse i zagrożenia dla ropy naftowej oraz rynku jej produktów można przypuszczać, że względnie niskie ceny powinny utrzymać się do przyszłorocznego sezonu wakacyjnego. Oznacza to, że kierowcy w Polsce prawdopodobnie zarówno za diesla, jak i benzynę bezołowiową, mogą płacić w okolicach 4 zł za litr nawet do połowy 2017 r.
W ciągu pierwszej połowy 2016 roku, rynek stołecznych nieruchomości biurowych wzbogacił się o 350 000 mkw. dostarczonych w 16 nowoczesnych budynkach biurowych. Do końca 2016 roku pojawi się kolejne 104 000 mkw., co sprawi, że wielkość rynku przekroczy 5,1 mln mkw. i będzie to największy roczny przyrost podaży w historii Warszawy. Najbardziej rozwijająca się część stolicy to okolica Ronda Daszyńskiego, w której znajduje się 25% całkowitej powierzchni biurowej powstającej obecnie w mieście.
Z najnowszego raportu Office Market View – Warszawski Rynek Biurowy po II kw. 2016 przygotowanego przez firmę CBRE wynika, że stolica utrzymuje pozycję stabilnie rozwijającego się rynku – aktywność najemców w pierwszej połowie jest wysoka, porównywalna do tej z 1 połowy poprzedniego roku. Mimo wysokiego popytu dynamiczny rozrost struktury biurowej miasta wpływa jednak na wzrost wskaźnika pustostanów, który osiągnął 15,4% wzrastając o 1,3 pp. w ujęciu kwartalnym i rocznym.
Łukasz Kałędkiewicz, Senior Director, Szef Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE:
„Obecnie wszystkie oczy zwrócone są na Centrum Warszawy, gdzie obserwujemy największy wysyp nowych obiektów – w 2016 roku ten obszar powiększy się o 17%. Najbardziej dynamicznie rozwijające się miejsce to okolice Ronda Daszyńskiego, które są naturalnym przedłużeniem Centrum, a na atrakcyjność tej lokalizacji wpływa dostępność II linii metra. Obecnie, w okolicy Ronda Daszyńskiego zlokalizowane są biura o łącznej powierzchni 400 000 mkw., z których tylko w tym roku oddano do użytkowania 158 000 mkw. w sześciu budynkach. Biorąc pod uwagę potencjał lokalizacji i planowane projekty, podaż zwiększy się w najbliższych latach ponad dwukrotnie. Warto zaznaczyć, że ta dzielnica nie będzie kolejnym po biznesowym Mokotowie, obszarem mocno zagęszczonym jedynie funkcją biurową. Tak samo szybko rosną tu projekty mieszkaniowe, planowane jest centrum handlowe, a place przylegające do budynków mają docelowo stać się przestrzeniami miejskimi, pełnymi zieleni, małej architektury, oferującymi możliwości spędzenia wolnego czasu. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której dość szybko na naszych oczach tworzy się nowa dzielnica Warszawy, i wszystko wskazuje na to, że będzie ona utrzymana według idei ‘smart city’.”
W wyniku dużej konkurencji na rynku czynsze umowne za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe w Centrum Warszawy nieco spadły i szacowane są obecnie na poziomie około 23,00 EUR/mkw./m-c. w rejonie Ścisłego Centrum i 18,50 EUR/mkw./m-c na Obrzeżach Centrum. Spadku poziomu czynszów doświadczyła większość lokalizacji z wyjątkiem m.in. okolicy Ronda Daszyńskiego.
Banki zaangażowane w kredyty frankowe zyskują już ponad 10 proc., ponieważ okazało się, iż zaproponowane w prezydenckim projekcie tzw. „ustawy frankowej” rozwiązania są znacznie korzystniejsze dla sektora bankowego od proponowanych wcześniej scenariuszy.
W zaprezentowanym na konferencji prasowej w Kancelarii Prezydenta projekcie, najpoważniejszym zapisem będzie dla banków konieczność zwrotu kredytobiorcom niesłusznie naliczonych spreadów. Koszty zwrotu spreadów przez banki wyniosą pomiędzy 3,6-4 mld zł. To znacznie kontrastuje z wcześniejszymi, katastrofalnymi dla banków kosztami, szacowanymi nawet na 70 mld zł, gdyby został wprowadzony najbardziej kosztowny scenariusz ustawy. Inwestorzy od rana wzięli się za zakupy akcji banków zaangażowanych w kredyty frankowe, a po tym jak na konferencji prasowej wcześniejsze plotki potwierdziły się, na notowaniach banków nastąpiła prawdziwa euforia. Getin Noble Bank, najbardziej procentowo zaangażowany w „frankowe kredyty”, zyskuje już ponad 25 proc.! Pozostałe banki, takie jak Bank Millenium, mBank czy PKO BP zyskują ponad 10 proc. Ten ostatni, ze względu na 14 proc. zaangażowanie w indeksie WIG20, wpływa na ponad 2 proc. wzrost tego indeksu, podczas gdy spora część europejskich indeksów zalicza dziś spore, ponad 1 proc. spadki.
Polski złoty zyskuje dziś wyraźnie na wartości do głównych walut, wsparty przez nowe, znacznie mniej kosztowne dla sektora bankowego, założenia tzw. „ustawy frankowej”. Pozytywnie na umocnienie złotego wpływa również komentarz prezesa NBP, iż stabilizacja stóp w najbliższym kwartale wydaje się oczywista. Kontrastuje to z oczekiwaniami części analityków co do obniżki stóp procentowych w związku z utrzymującą się w Polsce deflacją. Para EURPLN traci obecnie ponad 0,8 proc. handlując nieco powyżej poziomu 4,32. Para USDPLN traci obecnie ponad 1 proc. handlując nieco powyżej poziomu 3,86. Para CHFPLN traci obecnie ponad 0,9 proc. handlując poniżej poziomu 4,0. Para GBPLN traci obecnie ponad 0,7 proc. handlując nieco powyżej poziomu 5,11.
Japoński jen jest najmocniejszy od 3 tygodni do większości walut, po tym jak japoński rząd ogłosił, iż wyda dodatkowo 4,6 bln jenów (około 45 mld dolarów) w obecnym roku fiskalnym, co będzie częścią wartego 28 bln pakietu stymulującego gospodarkę, ogłoszonego przez premiera Shinzo Abe w zeszłym tygodniu. Jen został dodatkowo wsparty przez byłego wiceministra finansów Eisuke Sakakibara, który w poniedziałkowym wywiadzie ostrzegł, że jen może się umocnić do poziomu 90 jenów za dolara. Para USDJPY traci obecnie 0,5 proc. i handluje poniżej poziomu 102 jenów. Para EURJPY traci obecnie 0,3 proc. i handluje poniżej poziomu 114 jenów. Para GBPJPY traci obecnie 0,1 proc. i handluje poniżej poziomu 135 jenów. Dolar australijski zyskuje ponad 0,5 proc. do dolara amerykańskiego i handluje powyżej poziomu 0,7570, pomimo iż Bank Rezerwy Australii obciął w nocy stopy procentowe o 25 punktów bazowych do rekordowo niskiego poziomu 1,5 proc. Dolar zyskuje bo obniżka może być ostatnią i oznaczać koniec cyklu poluzowywania pieniężnego.
Europejskie indeksy giełdowe tracą dziś na wartości ze względu na złe wiadomości z czołowych europejskich banków. Comerzbank AG, drugi pod względem wielkości pożyczkodawca w Niemczech, ogłosił prognozę znacznego obniżenia tegorocznego zysku. Natomiast Deutche Bank AG oraz Credit Suisse AG zostały wykluczone z indeksu Stoxx 50. Niemiecki DAX traci obecnie ponad 1,4 proc. i handluje poniżej poziomu 10200 punktów. Brytyjski FTSE 100 traci obecnie ponad 0,25 proc. handlując nieco powyżej poziomu 6600 punktów. Francuski CAC 40 traci obecnie ponad 1,6 proc. i handluje nieco powyżej poziomu 4300 punktów.
Notowania ropy naftowej WTI odbiły się od osiągniętego dziś rano 4-miesięcznego minimum na poziomie 39,90 dolarów za baryłkę. Według najnowszego sondażu agencji Bloomberg, 20 analityków widzi wzrost cen ropy w 2017 roku, a średnia cena prognoz to 57 dolarów za baryłkę. Wzrost ceny ma być wsparty przez dalszą redukcję nadpodaży surowca oraz stopniowy spadek zapasów. Obecnie ropa WTI zyskuje około 1,1 proc. handlując powyżej poziomu 40,50 dolarów za baryłkę, a ropa Brent zyskuje około 1,4 proc. handlując powyżej poziomu 42,80 dolarów za baryłkę.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer KOI Capital
Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.
W bieżącym tygodniu poznamy decyzję banku Anglii w sprawie kosztu pieniądza. Aktualne stopy procentowe ustalone są na poziomie 0.50%, natomiast rynek na czwartkowym posiedzeniu spodziewa się ich obniżki o 25 punktów bazowych. W bieżącym artykule przyjrzymy się bliżej funtowi szterlingowi oraz jego dalszych losów.
Obniżka stóp procentowych niemal przesądzona
Na podstawieovernight index swap rynek z 98% prawdopodobieństwem spodziewa się obniżenia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Mark Carney zasugerował, że prawdopodobnie nastąpi to w sierpniu, rynek się z tym zgadza. Jednak na ostatnim posiedzeniu, które odbyło się w lipcu rynek również oczekiwał ich cięcia, ale do tego nie doszło. Po zaniechaniu działań ze strony banku Anglii funt szterling zyskał na wartości ponad 200 pipsów w kilka sekund po opublikowaniu informacji. Bynajmniej teraz jest inaczej, ponieważ sam Prezes Banku Anglii wskazywał na to działanie.
Warto pamiętać, że stopy procentowe w Wielkiej Brytanii i tak są już na historycznym minimum, a tuż za rogiem czai się kolejne cięcie o 25 punktów bazowych.
Tylko cięcie stóp procentowych?
Oprócz cięcia stóp procentowych inwestorzy poniekąd spodziewają się wprowadzenia programu, lub też bardziej rozszerzenia obecnego programu quantitive easing, który obecnie opiewa na 375 miliardów funtów.
Dane Makroekonomiczne
Ostatni odczyt wskaźnika Purchasing Managers Index był fatalny. Konsensus ekonomistów zakładał odczyt na poziomie 52.3 punktów, natomiast był 47.4. Odczyt na poziomie powyżej 50 punktów oznacza poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej, natomiast odczyty poniżej 50 punktów wskazują na pesymizm wśród przedsiębiorców.
Kolejnym powodem obniżenia stóp procentowych może być prognozowany wzrost gospodarczy w Wielkiej Brytanii, a bardziej jego brak. Banki komercyjne spodziewają się zerowego wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale 2016. Natomiast w czwartym kwartale spodziewają się jej skurczenia.
Co na to fundusze lewarowane?
Według ostatniego raportu opublikowanego przez Commodity Futures Trading Commission (CFTC) wynika, że fundusze lewarowane w dalszym ciągu wyprzedają funta szterlinga względem dolara amerykańskiego, czyli grają na jego osłabienie.
Warto zauważyć, że obecnie fundusze posidają netto podanat 80 tyś krótkich pozycji, a tym samym jest to rekordowa ilość krótkich pozycji,
Nadchodząca inflacja
Jednakże dalsza luźna polityka monetarna ma swój koniec. Razem z jeszcze tańszym kosztem pieniądza funt brytyjski będzie wyprzedawany na rynku. Słaby funt doprowadził już do znacznego podwyższenia kosztów z importem dóbr konsumpcyjnych, co niewątpliwie przyłoży się na wyższą inflację. Zatem w długim terminie Wielka Brytania może być zmuszona do podwyżki stóp procentowych, co niewątpliwie będzie dobrą okazją dla kupujących.
Bank Australii dzisiejszego poranka dokonał kolejnej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Koszt pieniądza został obniżony z 1.75% do 1.50%. Jednak dolar australijski osłabił się względem dolara amerykańskiego jedynie o 0.6%, większość ruchu było już w cenie. Ponadto tak słaby ruch i jego całe zanegowanie jest spowodowane przez raport Banku Australii, w którym nie zostało nic powiedziane o dalszym luzowaniu monetarnym. RBA podało do publicznej wiadomości, że obniżka stóp procentowych pozwoli powrócić inflacji do 2-3% celu banku oraz wzrost gospodarczy powinien przyspieszyć.
Obniżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych zepchnęła aktualne stopy procentowe na nowe, historyczne minimum. Na interwale czterogodzinnym nie doszło do pokonania strefy wsparcia.
Sesja na europejskich parkietach w poniedziałek zakończyła się w większości spadkami indeksów. Przyczyn można upatrywać między innymi w notowaniach ropy naftowej, która po lekkim odbiciu w piątek, ponownie traciła na wartości, niebezpiecznie zbliżając się w okolice 40 USD za baryłkę, a także w mieszanych odczytach PMI i ISM dla przemysłu w Stanach Zjednoczonych i Europie.
Finalnie, niemiecki DAX zakończył notowania, tracąc 0,07%, brytyjski FTSE100 spadł o 0,45%, a francuski CAC40 o 0,69%.
W Warszawie, handel zakończył się wzrostem indeksu WIG20 o 0,14%. Problemem niezmiennie pozostają bardzo niskie obroty, które odbijają się na atrakcyjności naszego parkietu. W poniedziałek, na całym rynku nie przekroczyły 500 mln zł. Wielu inwestorów liczy, że sytuacja zmieni się po okresie wakacyjnym, także pozostaje nam jedynie czekać i wierzyć w poprawę.
Spośród wczorajszych danych makroekonomicznych, warto zwrócić uwagę na odczyt z Chin, gdzie wskaźnik PMI dla przemysłu, liczony przez Markit wzrósł z 48,6 pkt. do 50,6 pkt. Przemysłowy PMI Niemiec był minimalnie wyższy od prognoz, również PMI dla całej strefy euro był nieco powyżej oczekiwań. Negatywnie rozczarował odczyt z Wielkiej Brytanii, gdzie PMI spadł z 52,1 pkt. do aż 48,2 pkt. (najniższy poziom od trzech lat). Rozczarował również odczyt z Polski, który wskazuje na wzrost niepewności, co do perspektyw gospodarczych. Wyniósł on 50,3 pkt., podczas gdy oczekiwane było 51,6 pkt. Amerykański PMI był zgodny z oczekiwaniami, a przemysłowy ISM nieznacznie słabszy od wstępnych prognoz.
Dziś poznaliśmy już decyzję Banku Rezerwy Australii (RBA), który zdecydował się obniżyć stopę kasową o 25 pb do 1,50%, co było zgodne z konsensusem rynkowym. O godz. 9:00 rozpoczęło się natomiast posiedzenie Rady Ministrów w Japonii, gdzie premier Shinzo Abe ma zaprezentować plan fiskalny. Ostatnie doniesienia Bloomberga wskazują, że będzie różnił się niewiele od tego, co wynikało z zeszłotygodniowych przecieków. Pakiet ma być wart 28,1 bln JPY, w tym 13,5 bln JPY w środkach fiskalnych.
Na Giełdzie Papierów Wartościowych od rana możemy zauważyć mocne wzrosty cen akcji banków. To efekt zapowiedzi łagodnej dla sektora ustawy frankowej, którą dziś ma przedstawić Kancelaria Prezydenta RP oraz prezes NBP. Z zapowiedzi wynika, że zwrot spreadów ma być głównym kosztem dla banków. Koszty pomocy frankowiczom mogą zatem wynieść kilka, a nie kilkadziesiąt miliardów złotych, jak w przypadku przewalutowania. W zaledwie godzinę od startu notowań na GPW, akcje banku Getin Noble podrożały o 11,6%, Millenium o ponad 8%, mBanku o blisko 4,5%, a PKO BP o 4,7%.
Poza powyższymi informacjami, spośród publikacji makroekonomicznym warto będzie zwrócić uwagę na dane o dochodach i wydatkach Amerykanów, a także wieczorne odczyty zmiany zapasów paliw w Stanach Zjednoczonych.
Sesja w USA:
Rynek akcyjny w USA zamknął poniedziałkowy handel praktycznie bez zmian. W momencie zamknięcia, na Giełdzie w Nowym Jorku indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,15%, S&P500 spadł o 0,13%, natomiast Nasdaq Composite wzrósł o 0,43%. Dziś, raporty kwartalne przedstawią między innymi Procter & Gamble, Electronic Arts i Pfizer.
Waluty:
Poniedziałek dla EURUSD zakończył się spadkiem o 0,11% do poziomu 1,1162.
Kurs EURGBP wzrósł o 0,26% i osiągnął poziom 0,8470, natomiast EURJPY zyskał 0,21% i dotarł do poziomu 114,30.
Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3523 PLN za euro, 3,8879 PLN za dolara amerykańskiego, 4,0235 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,1382 PLN za funta szterlinga.
Surowce:
W trakcie poniedziałkowej sesji zyskiwało złoto, które zakończyło notowania wzrostem o 0,18% do poziomu 1351,40 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 0,60% i osiągnęło poziom 20,50 USD za uncję. Wyraźnie spadły ceny ropy naftowej. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 40,06 USD za baryłkę, tracąc tym samym 3,70%, natomiast odmiana Brent spadła o 0,75% i była notowana po 42,14 USD za baryłkę.
Indeks S&P 500 pokonał tygodniowy opór 2120-2137. Do 29 lipca ponad 25% firm wchodzących w skład indeksu S&P 500 opublikowało swoje wyniki finansowe, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo ciekawe, ponieważ ponad 60% z nich zanotowało lepsze zyski od zakładach. Jednakże w szerszej perspektywie wyniki są tragiczne, bynajmniej zyski spółek spadają już piąty kwartał z rzędu.
Pierwszym czynnikiem, który doprowadził do wzrostów na giełdzie jest dalsze luzowanie polityki monetarnej przez główne Banki Centralne na świecie.
Kolejnym czynnikiem odpowiadającym za nowe wzrosty na giełdzie jest skup akcji własnych prowadzony przez amerykańskie przedsiębiorstwa. Premia zarządu jest często zależna od ceny akcji na giełdzie. Jednak jest to działanie tylko krótkoterminowe, w długim terminie niewątpliwie doprowadzi do nieprzyjemności na giełdzie.
Do 29 lipca ponad 25% firm wchodzących w skład indeksu S&P 500 opublikowało swoje wyniki finansowe, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo ciekawe, ponieważ ponad 60% z nich zanotowało lepsze zyski od zakładach. Jednakże w szerszej perspektywie wyniki są tragiczne, bynajmniej zyski spółek spadają już piąty kwartał z rzędu. Więcej w komentarzu Mateusza Groszka, młodszego analityka Admiral Markets
Dzisiejszego poranka pojawiła się informacja na temat prezentacji planu dotyczącego ustawy frankowej, rodzima waluta odetchnęła z ulgą. Najnowszy projekt ustawy ma być łagodny dla sektora bankowego, ponieważ zakłada konieczność zwrotu tylko naliczonych spreadów. Koszt całego planu zamiast 70 mld PLN wyniesie niespełna kilka miliardów złotych. Jednak powyższa informacja została opublikowana przez jedną z polskich gazet, natomiast szczegóły planu będą dopiero po godzinie 11:00 dzisiejszego dnia.
Polski złoty na trwałe pokonał strefę tygodniowego wsparcia 4.373-4.397. Aktualnym celem sprzedających jest kolejna strefa popytu 4.314-4.331. Bazowym scenariuszem pozostanie dalsze umacnianie złotego względem euro.
Sfinks Polska, spółka zarządzająca największą w Polsce siecią restauracji typu casual dining Sphinx oraz sieciami WOOK i Chłopskie Jadło, po pierwszym półroczu obejmującym okres od 1 grudnia 2015 do 31 maja 2016 r. wypracowała jednostkowe przychody ze sprzedaży w wysokości 89,03 mln zł, co stanowi wzrost o 6% r/r. Jednocześnie spółka zwiększyła zysk netto o 124% r/r do 6,61 mln zł. Sfinks osiągnął przy tym jednostkowy wynik EBITDA na poziomie 9,20 mln zł wobec 10,89 mln zł w pierwszym półroczu 2015 r. Kapitały własne spółki na koniec maja 2016 r. wzrosły do 12,82 mln zł. Od początku roku Sfinks zyskał 8 nowych restauracji, m.in. przejął kultowy pub Bolek w Warszawie. Spółka ma już podpisane umowy na kolejnych 6 lokali.
– Konsekwentnie pracujemy nad realizacją naszej strategii, której podstawą jest rozwój w oparciu o rentowną sieć. Regularnie otwieramy nowe restauracje o dużym potencjale, ale też systematycznie weryfikujemy efektywność istniejących restauracji i na tej podstawie podejmujemy decyzje o remontach lub zamknięciach lokali. W pierwszym półroczu tego roku dotyczyło to 10 restauracji, co jest widoczne w naszych przychodach. Szczególnie cieszy nas wzrost obrotów Chłopskiego Jadła. Ten rok po wielu latach pracy będzie przełomowy dla tej marki – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.
W 2016 r. spółka otworzyła nowe restauracje Sphinx w Katowicach, Sopocie, Gnieźnie, Galerii Łódzkiej, CH Nova w Gorzowie Wielkopolskim oraz w zabytkowych wnętrzach na Dworcu PKP we Wrocławiu. Uruchomiona została także nowa restauracja Chłopskie Jadło w Olsztynie. Zrealizowano jednocześnie generalne remonty w restauracjach Sphinx na krakowskim rynku oraz centrach handlowych Manufaktura w Łodzi i Targówek w Warszawie. W przygotowaniu jest 6 kolejnych lokali m.in. Sphinx w Warszawie i Poznaniu oraz Chłopskie Jadło we Wrocławiu i Bydgoszczy. Sfinks jest obecnie również właścicielem kultowego lokalu w Warszawie – Pubu Bolek.
– Dostaliśmy ofertę i zdecydowaliśmy się na przejęcie Bolka. Jest to rozpoznawalna marka i uznane miejsce na mapie gastronomicznej stolicy. Chcemy je rozwijać z zachowaniem jego tradycyjnego charakteru. Już zakończyliśmy tam gruntowny remont, a wprowadzone modernizacje zostały bardzo pozytywnie odebrane przez klientów. Nie zamierzamy jednak budować sieci na bazie tej marki. Obok wzrostu sprzedaży jest to dla nas sposobność na poszerzenie portfolio o dobrze działającą restaurację i osiąganie przy okazji synergii biznesowych. To przykład, że Sfinks może rozwijać się także w oparciu o przejęcia kultowych niesieciowych restauracji, których właściciele po wielu latach ciężkiej pracy w tym biznesie chcą nieco zwolnić tempa – komentuje Sylwester Cacek.
Sfinks, zgodnie z założeniami strategii rozwoju, weryfikuje rynek także pod kątem potencjalnych akwizycji sieci restauracji. Prowadzi obecnie negocjacje ze spółkami Cafe Contact oraz Inwento dotyczące zakupu marek „Meta Seta Galareta”, „Meta Disco” oraz „Funky Jim”. Spółka konsekwentnie prowadzi też działania ukierunkowane na zwiększanie wyników na bazie istniejącej sieci. W restauracjach Sphinx wprowadzono nowe menu główne zawierające liczne nowości nawiązujące do orientalnego charakteru sieci oraz wzbogaconą ofertą steków. Klienci mogą też systematycznie kosztować nowych potraw na bazie ofert sezonowych wdrażanych zarówno w restauracjach Sphinx, jak i Chłopskie Jadło. Prowadzone są też różnego rodzaju akcje i konkursy promocyjne. W restauracjach Sphinx testowany był nowy program dla stałych klientów – Aperitif, uczestnictwo w którym pozwala na zakup wszystkich napojów z 40-procentową zniżką. Jego pełne wdrożenie przypadło już na III kwartał br. Sfinks jest też bliski wprowadzenia usługi delivery.
– Jesteśmy w trakcie bardzo obiecujących testów tej usługi w naszej restauracji Chłopskie Jadło w Poznaniu. Posiłki są dowożone na bazie dedykowanego menu w pojemnikach zgrzewanych folią, co pozwala na utrzymanie wysokiej temperatury dania przez dłuższy czas. Wstępne rezultaty po pierwszym miesiącu testów sprawiają, że już rozważamy wdrożenie usługi delivery w całej sieci, a także rozpoczęcie testów w restauracjach Sphinx i WOOK – zapowiada prezes Sfinksa.
Grupa Sfinks Polska w okresie 1 grudnia 2015 – 31 maja 2016 osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 91,2 mln zł, co oznacza wzrost o 6% r/r. Grupa w okresie tym zwiększyła skonsolidowany zysk netto o 142% r/r do poziomu 6,38 mln zł i wypracowała EBITDA w wysokości 9,03 mln zł wobec 10,65 mln zł w pierwszej połowie 2015 r.
BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, wypracowała 196 tys. zł zysku netto w 2 kw. 2016 r. przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 5.711 tys. zł. Emitent zamierza kontynuować przyjęty plan konsolidacji sektora biotechnologicznego oraz rozwijać sprzedaż na rynkach zagranicznych.
Spółka po dwóch kwartałach br. zanotowała zysk netto w wysokości 641 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 11.930 tys. zł. W analogicznym okresie 2015 r. zysk netto Emitenta wynosił 733 tys. zł, a wartość przychodów ze sprzedaży sięgnęła 11.107 tys. zł. Nieznaczne obniżenie zysku netto było wynikiem spadku bardzo rentownych zamówień dla kontrahenta z Danii oraz wzrostu wynagrodzeń w związku z dynamicznym rozwojem Działu Handlowego i zatrudnieniem nowych pracowników. Zarząd BioMaxima S.A. przewiduje jednak wyraźny wzrost wypracowanego zysku netto w 4 kw. 2016 r., bowiem w fazie dużego zaawansowania znajduje się kilka istotnych kontraktów sprzedażowych skierowanych poza rynek szpitalny. Emitent realizuje także kolejne zamówienia od nowych dystrybutorów m.in. z Palestyny, Ukrainy, Somalii, Indonezji, Afganistanu, Pakistanu, Peru i Niemiec oraz prowadzi rozmowy z nowymi partnerami handlowymi, z którymi planowane jest nawiązanie relacji biznesowych.
Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.
„Pierwsze półrocze ubiegłego roku było nastawione na duże oszczędności kosztowe, natomiast aby Spółka się rozwijała należy inwestować, również w pracowników, stąd wyższe koszty wynagrodzeń.” – mówi Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.
Spółka kontynuuje proces konsolidacji sektora biotechnologicznego, czego potwierdzeniem jest podpisany w czerwcu 2016 r. list intencyjny w sprawie nabycia 80% udziałów w dwóch rumuńskich spółkach – QIAS MED oraz ISTAR, zajmujących się sprzedażą aparatury, testów, odczynników, mikrobiologii oraz wyposażenia laboratoriów. Wartość planowanej transakcji ma sięgnąć 160 tys. EUR. W lipcu br. przeprowadzany był audyt obu podmiotów. BioMaxima S.A. po pozytywnej finalizacji transakcji przejęcia ma zamiar rozpocząć proces konsolidacji tych spółek oraz własnej spółki Roco Sistem i powołać nowy podmiot – BioMaxima Romania srl. Dzięki temu Emitent będzie mógł efektywnie umacniać swoją pozycję rynkową w Rumunii.
BioMaxima S.A. pozostaje nadal aktywna w zakresie dotacji unijnych, a złożony przez nią wniosek w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, Działanie 2.1 „Wsparcie Inwestycji w Infrastrukturę B+R Przedsiębiorstw” przeszedł pozytywnie ocenę formalną i został skierowany do oceny merytorycznej. Łączna kwota kosztów kwalifikowanych w tym projekcie wynosi 3.840 tys. zł, a kwota ewentualnej dotacji sięga 2.294 tys. zł. Spółka otrzymała również dofinansowanie w wysokości ponad 99 tys. zł z PARP-u w ramach Działania 1.4 „Wzór na konkurencję” na realizację projektu: Wykorzystanie procesu projektowania wzorniczego drogą do zwiększenia potencjału innowacyjnego przedsiębiorstwa BioMaxima S.A. Uzyskanie dotacji w pierwszym etapie konkursu jest warunkiem koniecznym do ubiegania się o dofinansowanie w drugim etapie, w którym maksymalne dofinansowanie wynosi do 3 mln zł (65% kosztów kwalifikowanych). Emitent po przeprowadzeniu audytu wzorniczego planuje przystąpić do drugiego etapu konkursu na jesieni 2016 r. Realizacja tego projektu będzie miała olbrzymie znaczenie dla dalszego rozwoju Spółki.
„W tym tygodniu powinniśmy otrzymać raport biegłego rewidenta z badania obu spółek rumuńskich, który będzie obejmował ubiegły rok i pierwsze półrocze 2016 r. Zgodnie z podpisanym listem intencyjnym postaramy się sfinalizować transakcję do końca sierpnia. Zakup tych spółek pozwoli również zwiększyć sprzedaż BioMaxima na rynku rumuńskim. Ewentualne dofinansowanie w II etapie pozwoli nam poprawić konkurencyjność wyrobów Spółki i zainwestować w nowoczesny sprzęt produkcyjny. Liczymy również na ewentualną dotację dla Centrum Badawczo-Rozwojowego BioMaxima, gdzie nasz wniosek przeszedł już ocenę formalną. Czekamy na stanowisko w zakresie naszego wniosku dotyczącego opracowania testów do oznaczania lekooporności. Składamy także wniosek w działaniu Go To Brand na wsparcie eksportu. Są to wszystko działania służące dynamicznemu rozwojowi Spółki w krótszej oraz dłuższej perspektywie czasowej.” – podsumowuje Prezes Lewczuk.
BioMaxima S.A. wypłaci swoim Akcjonariuszom dywidendę z zysku wypracowanego w 2015 r. w kwocie 0,20 zł na akcję. Dzień ustalenia prawa do dywidendy przypada na 31 sierpnia 2016 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 16 września 2016 r. Akcjonariusze BioMaxima S.A. otrzymają łącznie 608 tys. zł, czyli blisko 42% zysku netto wypracowanego w 2015 r. Rok temu Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 0,10 zł na akcję.