Polska staje się atrakcyjnym rynkiem pracy dla mieszkańców Europy Wschodniej. Rośnie liczba wydanych zezwoleń na pracę, przede wszystkim dla Ukraińców

CEO Magazyn Polska

Dynamicznie rozwijająca się polska gospodarka i powstające nowe miejsca pracy sprawiają, że Polska jest atrakcyjnym rynkiem pracy dla cudzoziemców, przede wszystkim ze Wschodu. W ubiegłym roku w Powiatowych Urzędach Pracy zarejestrowano ponad 782 tys. wniosków o zamiarze powierzenia wykonywania pracy cudzoziemcom. To ponaddwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Ponad 97 proc. oświadczeń dotyczyło obywateli Ukrainy. Korzystają na tym takie sektory jak budownictwo i rolnictwo, rośnie też udział przetwórstwa i produkcji.

Od dwóch lat nasza gospodarka galopuje. Pracodawcy z Polski i Unii Europejskiej, którzy otworzyli tu swoje zakłady pracy, potrzebują pracowników. Często praca jest skoncentrowana w specjalnych strefach ekonomicznych, których zadaniem było obniżenie bezrobocia w danych regionach. Funkcjonujące w nich firmy tak się jednak rozwinęły, że bezrobocie jest tam teraz znikome, pracodawcy dowożą pracowników z okolicznych miejscowości. Dlatego niezbędnym rozwiązaniem dla kontynuacji rozwoju tych spółek są pracownicy z innych państw – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Korkus, prezes Grupy EWL, agencji pośredniczącej w zatrudnianiu obcokrajowców na polskim rynku pracy.

W ubiegłym roku polski PKB zwiększył się o 3,6 proc. To najlepszy wynik w ostatnich czterech latach. Na koniec ubiegłego roku stopa bezrobocia wyniosła 9,8 proc., przy 11,4 proc. rok wcześniej. Według GUS w 2015 roku powstało ponad 600 tys. etatów. Ponadto w okresie od I kwartału 2012 roku do IV kwartału 2015 roku liczba nowo powstałych miejsc pracy w Polsce znacznie przewyższała liczbę zlikwidowanych. To wszystko sprawia, że krajowy rynek pracy przyciąga cudzoziemców.

Sprzyjają temu również przepisy, jak wskazuje Korkus, jedne z najbardziej liberalnych w Europie. Zniesienie w 2009 roku dwustopniowej procedury ubiegania się o zezwolenie o pracę, obowiązku uzyskiwania przyrzeczeń wydania zezwolenia na pracę oraz ograniczenie liczby wymaganych dokumentów badanych przez administrację znacznie uprościły całą procedurę zatrudniania. Dziś rośnie liczba oświadczeń, na podstawie których obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy mogą wykonywać pracę na terytorium Polski w okresie do 6 miesięcy w ciągu kolejnych 12 miesięcy bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę.

Od dwóch lat widzimy gigantyczny wzrost zapotrzebowania na pracę w Polsce, ciągle malejące bezrobocie, a mimo stałego dopływu coraz większej liczby ludzi spoza naszego kraju, zapotrzebowanie na pracowników jest coraz większe. Dlatego dostęp do rynku pracy Europy Wschodniej, czyli Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, jest dla naszej gospodarki czymś nieodzownym – przekonuje Korkus.

W 2015 roku w powiatowych urzędach pracy zarejestrowano ponad 782 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia wykonywania pracy, dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Największa część (ponad 97 proc.) przypada na mieszkańców Ukrainy. Rośnie też liczba zezwoleń na pracę. W ubiegłym roku urzędy wojewódzkie wydały ich ponad 65,5 tys., co stanowi 50 proc. wzrost w porównaniu do 2014 roku. Przeważają te wydane dla mieszkańców Ukrainy (blisko 50,5 tys.), Białorusi (2 tys.) i Mołdawii (ok. 1,5 tys.).

Ukraina do tej pory rozwijała się podobnie jak Polska. Wskutek zawirowań politycznych i wydarzeń na Wschodzie ten trend się odwrócił. Polska gospodarka rośnie, a ukraińska nurkuje. Spadek PKB sięgnął 15 proc. – to niewyobrażalne w europejskich realiach. Ukraina jest obecnie wiodącym krajem, który dostarcza nam pracowników – tłumaczy prezes EWL.

Jak podkreśla Korus, cudzoziemców najczęściej zatrudniają takie branże jak rolnictwo i budownictwo (po ok. 30 proc.). Polscy pracodawcy wykazują też coraz większe zainteresowanie pracownikami wyższego szczebla. W ubiegłym roku wydano blisko 6,2 tys. oświadczeń dla firm z sektora Informacji i komunikacji. Rok wcześniej było ich zaledwie 3,2 tys. Wzrost zapotrzebowania na specjalistów z zagranicy przełożył się także na liczbę wydanych zezwoleń na pracę dla informatyków spoza granic naszego kraju. W 2014 roku było ich 469, rok później – 1579.

Dzięki rozwojowi gospodarczemu i temu, że powstaje dużo zakładów produkcyjnych w strefach ekonomicznych widzimy, że coraz większy jest udział produkcji, przetwórstwa i innych branż, które są w jakimś stopniu związane z pracami sezonowymi. Jest też duże zapotrzebowanie na pracowników w branży automotive, a ponieważ ich brakuje, pracodawcy zwracają się na Wschód – mówi ekspert.

Jak tłumaczy prezes EWL, cudzoziemcy ze Wschodu zostają w Polsce. Oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy pozwalają na jej wykonywanie wyłącznie w naszym kraju, wyłącznie dla tego pracodawcy, który takie oświadczenie wystawił.

Większość ludzi, którzy do nas przyjeżdżają, szuka legalnej pracy i wiąże swoją przyszłość z naszym krajem. Polska jest dla imigrantów z Ukrainy bardzo przyjaznym krajem, nasze języki i kultury są podobne. Imigranci chcą sobie u nas ułożyć życie, zarobić i wrócić do siebie – przekonuje Andrzej Korkus.

Sponsoring sportowy wspiera sprzedaż koncernów motoryzacyjnych. Hyundai angażuje się w kolejną dyscyplinę sportu

CEO Magazyn Polska

Marki o znanej i ugruntowanej pozycji na rynku coraz częściej podejmują współpracę ze światem sportu na zasadzie sponsoringu. Wspierając sportowców, wzmacniają świadomość marki wśród klientów, a co za tym idzie – globalną sprzedaż. Przykładem jest firma Hyundai, która od lat jest partnerem FIFA i UEFA oraz rajdów WRC, a od dwóch lat wspiera także Tour de Pologne. Na potrzeby organizatorów wyścigu koncern przekazał blisko 60 aut.

Hyundai jest zorientowany na sport, jest zorientowany na swoich klientów kibiców. Chce być z nimi i wspólnie przeżywać wielkie emocje sportowe, które następnie kojarzą się pozytywnie z poszczególnymi wydarzeniami. To największa zaleta działalności sponsorskiej ­– przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Leszek Płonka, dyrektor zarządzający Hyundai Motor Poland.

Hyundai jest wieloletnim partnerem międzynarodowych organizacji piłkarskich UEFA i FIFA. Na potrzeby trwających we Francji mistrzostw koncern przeznaczył do dyspozycji UEFA ponad 360 samochodów do obsługi logistycznej wydarzenia.

Oprócz partnerstwa z międzynarodowymi organizacjami Hyundai podejmuje także inicjatywy lokalne. Od ubiegłego roku koncern wzbogacił portfolio wspieranych przez siebie wydarzeń sportowych o prestiżowy Tour de Pologne.

Podobnie jak w ubiegłym roku teraz także jesteśmy dostawcą logistyki. Dostarczamy flotę prawie 60 samochodów do obsługi logistycznej tego ważnego przedsięwzięcia kolarskiego. Jesteśmy także sponsorem koszulki dla najlepszego sprintera – mówi Leszek Płonka.

W ubiegłym roku w ramach projektu TdP wprowadzono do sprzedaży nowy model Hyundai Tucson w najwyższej wersji wyposażeniowej. Jak podkreśla dyrektor koncernu w Polsce, była to świetna promocja nowego SUV-a, która ułatwiła jego rynkowy debiut.

– Tucson sprawdził się doskonale w realiach Tour de Pologne i zyskał dużą popularność wśród naszych klientów – mówi Płonka.

Tegoroczna flota samochodów Hyundai składa się m.in. z samochodów Tucson, które będą jechały w peletonie i pozostaną do dyspozycji sędziów oraz H350, które będą służyć głównie do transportu sprzętu kolarskiego i innego ciężkiego sprzętu. We flocie znajdą się również auta i40 wagon, Santa Fe oraz flagowe limuzyny Genesis – samochody z segmentu premium, którymi będą poruszać się specjalni goście.

Przygotowanie floty 57 samochodów było dosyć dużym wyzwaniem, ponieważ musimy pamiętać o tym, że auta będą eksploatowane w nietypowym, trudnym terenie – szczególnie mam tu na myśli odcinki na południu Polski. Do tego samochody będą użytkowane w sposób nietypowy technicznie. Podczas wyścigu mamy do czynienia z dynamicznym przyspieszaniem, zwalnianiem, dlatego musieliśmy zabezpieczyć całą flotę w taki sposób, żeby rzeczywiście te samochody były niezawodne i nie sprawiały problemu organizatorom – mówi Katarzyna Kaszubkiewicz, PR Manager Hyundai Motor Poland

Hyundai jest także sponsorem nagród głównych 73. Tour de Pologne. Dla najlepszej zawodniczki tegorocznego wyścigu przewidziano nowy model Hyundai Elantra, natomiast na zwycięzcę edycji dla mężczyzn czeka Hyundai Tucson, będący najlepiej sprzedającym się modelem Hyundaia w Europie.

Sądzę, że nasza współpraca ze sportem w dalszym ciągu będzie polegała głównie na działalności sponsorskiej imprez sportowych, wsparciu m.in. w postaci udostępniania floty samochodów, spotkaniach czy wspieraniu wybitnych sportowców – mówi Leszek Płonka.

Inną dyscypliną, w którą Hyundai jest mocno zaangażowany, są rajdy WRC. Hyundai i20 WRC, który w nich startuje, jest doskonałą promocją standardowego modelu i20, na bazie którego zbudowano auto rajdowe. Przedstawiciele koncernu zapowiadają, że niedługo pojawi się nowa linia modelowa samochodów sportowych.

Saxo: Złoto może osiągnąć poziom 1400 USD za uncję

Przed brytyjskim referendum, które ma odbyć się 23 czerwca, metale szlachetne bardzo skorzystały na niepewności panującej na rynku. W maju po bardzo mocnym rozpoczęciu zarówno złoto, jak i srebro uległo pędowi do realizacji zysków.

Osłabienie wynikało z ponownego umocnienia się dolara a także z wypowiedzi prezes Rezerwy Federalnej Janet Yellen i jej kolegów z Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, który próbował przywrócić bardziej jastrzębi akcent w odniesieniu do prędkości i częstotliwości przyszłych podwyżek stóp procentowych.

Te próby wprowadzenia bardziej jastrzębiego nastawienia na rynku zniweczono 3 czerwca, kiedy to z powodu słabszych niż oczekiwano danych z raportu na temat zatrudnienia w USA ponownie spadły oczekiwania co do stóp procentowych. Następnie w środę po ostatnim posiedzeniu FOMC pojawiła się wyraźnie gołębia wypowiedź. FOMC obniżył swoje prognozy dotyczące jego ścieżki zmian w odniesieniu do stóp procentowych i obecnie ich podwyżkę w 2016 r. przewiduje już tylko 6 członków.

Poza zmianą perspektywy Rezerwy Federalnej weszliśmy już na ostatnią prostą przed brytyjskim referendum, a ponieważ obóz postulujący wyjście z UE zyskuje na sile, rynek obniża poziom ryzyka, jednocześnie poszukując schronienia podczas szalejącej burzy.

W związku z potencjalnie negatywnym wynikiem referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii rodzą się pytania dotyczące nie tylko wpływu na Wielką Brytanię, lecz również efektu domina rozlewającego się na resztę Europy. Inne kraje, gdyby miały taką możliwość, prawdopodobnie również wyrażałyby sceptycyzm wobec Unii Europejskiej.

Malejące oczekiwania co do podwyżki amerykańskich stóp procentowych, spadające akcje i rosnąca zmienność w połączeniu ze spadającą rentownością obligacji i ogólnym wyższym poziomem niepewności powodują, że złoto przebija się przez szczyt z początku maja. Ze względu na obecne osłabienie funta brytyjskiego XAU/GBP osiągnęła najwyższy poziom od niemalże trzech lat.

Zapotrzebowanie na produkty notowane na giełdzie wspierane przez złoto utrzymuje się na wysokim poziomie. Nawet podczas korekty w maju zapotrzebowanie nadal rosło. Inwestorzy kierujący się jakąś taktyką, korzystający z kontraktów futures byli głównymi winowajcami majowej wyprzedaży, podczas której fundusze hedgingowe zmniejszyły swoje stawki na wzrosty złota o 1/3. Z powodu gwałtownego odwrotu w tym miesiącu były one zajęte odbudowywaniem długich pozycji, a w tygodniu kończącym się 7 czerwca dodały 20%.

Wielką niewiadomą pozostaje kwestia tego, jakiego rodzaju wpływ na żółty metal będzie miało referendum. Stosunek ryzyka do zysku postrzegamy jako wykazujący tendencję rosnącą. Wynik za wyjściem z Unii Europejskiej niemalże by zagwarantował dłuższy okres niepewności, podczas którego ucierpiałyby akcje, a popyt na obligacje by się utrzymywał. Podczas gdy możemy wesprzeć dolara, tym samym stwarzając pewną przeszkodę, wywołującą negatywną korelację, to widać również większe zagrożenie, że złoto mogłoby poszybować w kierunku 1400 USD, czyli do szczytu z 2014 r.

Wynik za pozostaniem w UE początkowo na światowych giełdach spowodowałby wywołaną ulgą zwyżkę, ale przy prawdopodobieństwie osłabienia się dolara i utrzymaniu niższej rentowności obligacji na świecie widać też ryzyko spadków ograniczone do poziomu 1250 USD za uncję.

Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank

VN:F [1.9.22_1171]

Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

Pieniądze z programu 500+ trochę wspierają sprzedaż detaliczną

Sprzedaż detaliczna wzrosła w maju 2016 r. o 2,2 proc. r/r w cenach bieżących, a o 4,3 proc. w cenach stałych – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Sprzedaż detaliczna w maju wzrosła o 4,3 proc. r/r (ceny stałe), a miesiąc wcześniej – o 5,5 proc. Miesiące, w których rozpoczęły się wypłaty z programu 500+ były więc dla handlu nieznacznie lepsze niż 1. kwartał br. Sprzedaż detaliczna w ciągu pierwszych 3. miesięcy 2016 r. wzrosła bowiem o 4,4 proc. w cenach stałych. Po 5. miesiącach, czyli uwzględniając kwiecień i maj dynamika jest nieco wyższa – bo sprzedaż detaliczna wzrosła o 4,6 proc. r/r w cenach stałych. Można zatem założyć, że mamy na razie niewielki konsumpcyjny efekt 500+.

Warto jednak przyjrzeć się strukturze sprzedaży detalicznej, czyli temu na co zostały przeznaczone pieniądze z programu 500+. W pierwszej kolejności wzrost dotyczył pojazdów samochodowych, których sprzedaż w maju wzrosła o prawie 15 proc. (ceny stałe), a miesiąc wcześniej o ponad 19 proc. Wzrosła także dość silnie sprzedaż tekstyliów, odzieży i obuwia – wzrost o prawie 19 proc. (ceny stałe) w maju i prawie 23 proc. w kwietniu. „Beneficjentami” programu 500+ są także niewyspecjalizowane sklepy, których sprzedaż wzrosła w maju o ponad 8 proc., a w kwietniu o ponad 7 proc. Na programie 500+ korzystają także producenci mebli, sprzętu rtv i agd (wzrost o ponad 15 proc. w kwietniu, ale już „tylko” o prawie 7 proc. w maju), a także kosmetyków i farmaceutyków (wzrost w kwietniu o 13 proc., a w maju „tylko” o 6,5 proc.). Niestety znacznie mniejsze wzrosty dotyczą sprzedaży książek.

Oczywiście dwa miesiące to zbyt krótki czas na analizy i oceny. To raczej czas na przyglądanie się decyzjom gospodarstw domowych korzystających z programu 500+. A „przyglądanie się” pokazuje, że gospodarstwa domowe nasycają się samochodami, wymianą mebli, sprzętu rtv, agd, bowiem dynamika sprzedaży tych produktów w maju była już niższa niż w kwietniu. Teraz zapewne zobaczymy wzrost sprzedaży usług wakacyjnych, a w sierpniu – wzrost sprzedaży artykułów potrzebnych do szkoły i, miejmy nadzieję, książek.

Czyli pierwsze miesiące wydatkowania otrzymanych pieniędzy z programu 500+ podyktowane są chęcią zaspokojenia potrzeb, które do tej pory nie były zaspokojone, a przynajmniej nie w zakresie oczekiwanym przez gospodarstwa domowe. Czy ma to coś wspólnego z inwestycjami w dzieci. Bardzo pośrednio – może tak. Ale to, na co zostaną długoterminowo przeznaczone pieniądze z programu 500+ zobaczymy dopiero w końcu 2016r. Miejmy nadzieję, że wydatki te będą naprawdę miały charakter inwestycji w dzieci. Szkoda byłoby „przejeść” ponad 17 mld zł w 2017 r., a w kolejnych latach po blisko 23 mld zł.
Konfederacja Lewiatan

Przy tej dynamice budownictwa i przemysłu zagrożony 3,8% wzrost

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w maju 2016 r. o 3,5 proc. r/r, produkcja budowlano-montażowa ciągle spada – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przemysł rośnie w porównywalnym tempie do pierwszych miesięcy 2015 r. – w ciągu 5. miesięcy 2016 r. wzrósł o 4,0 proc., w zeszłym roku w tym samym okresie o 4,1 proc. Utrzymanie takiego, raczej przeciętnego, tempa wzrostu produkcji sprzedanej przemysłu nie daje szans na wzrost PKB na założonym w budżecie państwa na 2016 r. poziomie 3,8 proc. Tym bardziej, że budownictwo jest ciągle w dołku – w ciągu 5. miesięcy produkcja budowlano-montażowa spadła o 12,5 proc. r/r. A przedsiębiorcy budowlani mówią, że poziom zadłużenia firm rośnie.

Ponieważ pieniędzy na rynku na projekty budowlane jest mniej (nie uruchomione środki unijne), to wyścig o zlecenia które się pojawiają jest coraz większy. Skutkuje to obniżaniem cen przez firmy budowlane do poziomu nie pozwalającego na pokrycie kosztów. Efektem będą bankructwa firm budowlanych, szczególnie tych mniejszych. Obraz zatem nie jest optymistyczny.
Przemysł tworzy ok. 25 proc. PKB, a razem z budownictwem 1/3 polskiego PKB, więc to jak dynamicznie rośnie ich produkcja i sprzedaż ma kluczowe znaczenie dla wzrostu gospodarczego w Polsce.

W maju wzrost odnotowało 25 działów przemysłu, a 9 zamknęło miesiąc spadkami produkcji sprzedanej, w tym dział naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń (spadek o 10,5 proc.). Do spadków w dziale wydobywanie węgla kamiennego i brunatnego, czy w dziale wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę zdążyliśmy się już „przyzwyczaić”, i znamy ich źródła.

Natomiast spadek w dziale naprawa, konserwacja, a szczególnie instalowanie maszyn i urządzeń, niepokoi i potwierdza, że mamy problemy z inwestycjami. Instalowanie maszyn i urządzeń to bowiem część składowa procesu inwestycyjnego. W grupie rosnących działów przemysłu GUS nie pokazuje także produkcji maszyn i urządzeń, co jest kolejnym źródłem niepokoju wskazującym na osłabienie inwestycji. Rośnie jednak kolejny miesiąc z rzędu produkcja wyrobów tekstylnych ( o prawie 18 proc.), ale tę trudno uznać za produkcję o wysokim stopniu przetworzenia i wysokiej wartości dodanej. Rośnie także kolejny miesiąc z rzędu produkcja sprzedana komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych, a także pojazdów samochodowych. Wyjątkowo silnie wzrosła w maju br. produkcja artykułów spożywczych. Zapewne w przewidywaniu zwiększonego popytu wynikającego z dochodów gospodarstw domowych z programu 500+.

Na GUS-owskiej liście rosnących w maju br. działów przemysłu nie ma głównych branż eksportowych, m.in. wspomnianych maszyn i urządzeń, mebli, chemii, wyrobów z surowców niemetalicznych, urządzeń elektrycznych. Miejmy nadzieje, że nie oznacza to osłabienia wzrostu eksportu.
Majowe wyniki przemysłu nie są złe, jednak dynamika spowalnia, szczególnie w branżach eksportowych. Coraz większym niepokojem napawa sytuacja w budownictwie. Nie wydaje się, aby efekt 500+ poprawił znacząco tę sytuację.

Konfederacja Lewiatan

Projekt w sprawie geo-blokowania powinien zachęcać firmy do ekspansji

Projekt rozporządzenia w sprawie zniesienia blokowania geograficznego (geo-blokowanie), który przedstawiła Komisja Europejska ma ułatwić dostęp konsumentów do towarów i usługi oferowanych w innych państwach członkowskich. Nie uda się to jednak bez realnego ułatwienia przedsiębiorcom sprzedaży za granicą – uważa Konfederacja Lewiatan.

W ramach tzw. pakietu e-commerce Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia w sprawie blokowania geograficznego oraz innych form dyskryminacji (rozporządzenie w sprawie geo-blokowania).

Projekt zmierza do zniesienia ograniczeń w dostępie obywateli i firm unijnych do towarów i niektórych usług oferowanych w innych państwach członkowskich UE. W odniesieniu do towarów wprowadza on obowiązek sprzedaży, ale nie obowiązek dostarczenia towaru do innych państw (obligation to sell, but not to deliver).

W nawiązaniu do prowadzonych przez Ministerstwo Rozwoju konsultacji społecznych dotyczących geo-blokowania Konfederacja Lewiatan przygotowała stanowisko w tej sprawie.

– W naszej ocenie projekt Komisji wymaga doprecyzowania m.in. w kwestiach związanych z rozumieniem pojęcia „kierowania usług i towarów” na określone rynki oraz relacji rozporządzenia do innych przepisów unijnych i krajowych, m.in. dotyczących bezpieczeństwa produktów – mówi Magdalena Piech, prawnik w Konfederacji Lewiatan.

– Konieczne jest zagwarantowanie przedsiębiorcom prawa do uwzględniania w cenie produktów lub usług obiektywnych kosztów, związanych np. z koniecznością przewalutowania płatności lub w przypadku usług, które wiążą się z wysłaniem przesyłki do klienta (np. biletu na koncert) – kosztów związanej z tym dostawy – dodaje.
Konfederacja Lewiatan podkreśliła w swoim stanowisku, że w braku zmian, projekt doprowadzi do skutków sprzecznych z założeniami, tzn. zniechęci przedsiębiorców do rozszerzania działalności poza granice swojego kraju.

Zgodnie z projektem rozporządzenia jeśli klient będzie zainteresowany kupnem towaru od przedsiębiorcy z innego państwa, będzie on musiał wskazać adres doręczenia w państwie działalności przedsiębiorcy. Zgodnie z projektem, przedsiębiorca w takiej sytuacji nie będzie mógł różnicować warunków sprzedaży towaru. Jeśli konsument z innego państwa niż państwo prowadzenia działalności przedsiębiorcy będzie chciał korzystać z oferowanych przez niego usług świadczonych elektronicznie (np. rezerwacja hotelu on-line) lub w miejscu prowadzenia działalności (np. wynajem samochodów), przedsiębiorca nie będzie mógł różnicować tzw. warunków dostępu (czyli ceny lub warunków dostawy) ze względu na przynależność państwową, miejsce zamieszkania lub miejsce prowadzenia działalności klienta.

Projekt wprowadza też zakaz blokowania dostępu do stron lub przekierowywania na strony internetowe skierowane do innych państw (np. „sklep.pl” lub „sklep.uk”) bez zgody klienta. Wyjątkiem będzie sytuacja gdy blokowanie lub przekierowanie wynika z obowiązków nałożonych na przedsiębiorcę przez przepisy UE lub przepisy krajowe.
Projekt nie dotyczy usług, które polegają na zapewnieniu dostępu do utworów chronionych prawem autorskim. Ułatwienie dostępu obywateli Unii do takich usług regulowane jest w projekcie rozporządzenia w sprawie unijnego rozporządzenia w sprawie zapewnienia możliwości transgranicznego przenoszenia na rynku wewnętrznym usług online w zakresie treści (stanowisko Konfederacji Lewiatan w sprawie rozporządzenia o przenoszalności usług).

Stanowisko Konfederacji lewiatan w sprawie geo-blokowania.

Stanowisko Konfederacji Lewiatan dotyczące projektu unijnego rozporządzenia w sprawie zapewnienia możliwości transgranicznego przenoszenia na rynku wewnętrznym usług online w zakresie treści.

Konfederacja Lewiatan

Spokojniejsza końcówka tygodnia

Piątek przynosi lekkie uspokojenie na rynkach, a to za sprawą zawieszonej kampanii dotyczącej Brexitu z powodu zabójstwa posłanki Partii Pracy Jo Cox, która opowiadała się za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej.

Wczorajsza tragiczna informacja była niestety powodem odreagowania rynków. Rynki akcji w Europie i Stanach Zjednoczonych zakończyły sesje na plusie. Złoto zawróciło z poziomu 1315 USD, dodajmy najwyższego pułapu od prawie dwóch lat. Nieco również odreagował polski złoty.
Zawieszenie kampanii na półtora dnia nie sprawi jednak, że rynki zapomną o brytyjskim referendum. Prawdopodobnie do najbliższego czwartku, czyli do czasu kiedy będzie już wszystko wiadomo, rynki pozostaną nerwowe, a kapitał będzie uciekał od bardziej ryzykownych aktywów na rzecz tych bezpieczniejszych takich, jak chociażby złoto. Cena tego metalu szlachetnego przełamała wczoraj szczyty z maja br. i prawdopodobnie dalej będzie kierowała się w górę.

Po drugiej stronie barykady znajduje się polski złoty, który w relacji do euro stracił w tym tygodniu około 9 gr. Jeszcze większa przecena odbyła się w stosunku do franka szwajcarskiego. Kurs CHF/PLN wczoraj widziany był w okolicach 4,13; a jeszcze na początku tygodnia było to w pobliżu 4,02.

Dzisiaj złoty dalej traci na wartości po wczorajszym lekkim odreagowaniu. Winne mogą być słabsze dane z polskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa w maju w ujęciu r/r wyniosła 3,5%, a prognozy rynkowe sugerowały wzrost o 4,65%.Również sprzedaż detaliczna wypadła nieco słabiej od rynkowych predykcji. Odczyt wyniósł w ujęciu r/r 2,2% vs. 3%. Jednak głównym winowajcą wciąż pozostaje widmo Brexitu, który będzie ciążył naszej walucie w najbliższym czasie.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Marcin Krasoń, Home Broker: Koniec prosperity deweloperów czy efekt statystyczny?

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazały pierwsze od dawna wyraźne spadki aktywności deweloperów. Na razie jest jednak za szybko na ogłaszanie końca dobrego okresu na rynku. By to ocenić potrzeba trochę więcej czasu niezbędnego do przyjrzenia się wynikom w dłuższym okresie.

W pierwszych pięciu miesiącach tego roku deweloperzy rozpoczęli budowę 33 440 nowych lokali mieszkalnych, to o 1,2 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. W samym maju były to 6 072 mieszkania, co rok do roku oznacza spadek o 26,7 proc. Gdy jednak przyjrzymy się tej statystyce w dłuższym okresie, badając okresy 12-miesięczne, to okaże się, że aktualny poziom (86 100 mieszkań) jest o 11,1 proc. wyższy niż przed rokiem i o 2,5 proc. niższy niż miesiąc temu.

Liczba Zmiana r/r
Oddane mieszkania 72 625 +29,0%
Rozpoczęte budowy 86 100 +11,1%
Wydane pozwolenia na budowę 100 145 +20,2%
Aktywność deweloperów w okresie czerwiec 2015 – maj 2016 r.
Źródło: Źródło: obliczenia Home Broker, na podst. danych GUS

Aktualnie rynek jest w okresie zbierania plonów pracy sprzed roku-dwóch. Z miesiąca na miesiąc przybywa mieszkań oddawanych do użytkowania. W ostatnich 12 miesiącach było ich 72,6 tys., wartość ta niemal nieprzerwanie rośnie od wiosny ubiegłego roku, w kwietniu 2015 r. wynosiła 55,4 tys. Spodziewamy się dalszych wzrostów tego wskaźnika jeszcze przez kilka kwartałów. Realizacja inwestycji deweloperskiej trwa bowiem około dwóch lat, a statystyka GUS-u pokazywała wzrost liczby rozpoczętych budów przez niemal całe ostatnie trzy lata. Nowych mieszkań na rynku nie powinno więc brakować przez jeszcze co najmniej dwa lata.

Spadkowy miesiąc (w samym maju obniżyły się wszystkie wskaźniki aktywności deweloperów, zarówno w ujęciu rok do roku jak i miesiąc do miesiąca) może być jednak statystycznym wypadkiem przy pracy związanym z dwoma długimi weekendami jakie były w kalendarzu. Jest to bowiem okres, który nie sprzyja jakiejkolwiek aktywności biznesowej.

Co zmieni Mieszkanie Plus?

Rynek mieszkaniowy z zaciekawieniem wyczekuje konkretów związanych z Mieszkaniem Plus. W czerwcu pojawiły się kolejne uszczegółowienia nowego programu rządowego, ale nadal pozostaje w nim sporo pytań. Na razie pewni możemy być tego, że pomysł ma opierać się na kilku filarach: wsparciu budownictwa społecznego, wprowadzenia tanich mieszkań na wynajem oraz stymulowaniu indywidualnego oszczędzania na mieszkanie.

Najbardziej interesująco zapowiada się drugi z tych punktów, czyli budowa tanich mieszkań na wynajem, które na dodatek lokatorzy będą mogli po latach wykupić. Teoretycznie lokale te mają być dostępne dla wszystkich, ale z zapowiedzi polityków wynika, że preferowane będą rodziny wielodzietne oraz osoby, których nie stać na kredyt hipoteczny i rynkowy najem. To ostatnie zastrzeżenie jest o tyle ważne, że ogranicza dostępność tanich mieszkań. Należy też pamiętać, że nieruchomości te nie będą budowane w wysokim standardzie, mogą nie mieć garaży, a ich położenie na mapie miasta pozostawiać wiele do życzenia.

Bez względu na powyższe, pojawienie się dużej liczby tanich mieszkań na wynajem powinno doprowadzić do obniżek stawek także w innych segmentach rynku, pozornie odległych od oferty programu Mieszkanie Plus. Nie ma się jednak co spodziewać rewolucji i gwałtownych spadków, bo program jest rozpisany na wiele lat i na jego efekty trzeba będzie zaczekać. Najem w Polsce rozwija się w ostatnich latach dynamicznie i takie inicjatywy mogą ten rozwój tylko przyśpieszyć, z korzyścią dla wszystkich.

Z zapowiedzi wynika, że pierwsze inwestycje w programie Mieszkanie Plus zostaną uruchomione na początku 2018 r., co oznacza, że wprowadzić się do nowych mieszkań będzie można raczej nie szybciej niż na przełomie 2019 i 2020 roku.

Lewiatan ocenia reformę administracji skarbowej

Lewiatan ocenia reformę administracji skarbowej

Trwają prace nad utworzeniem Krajowej Administracji Skarbowej. Projekt zmian pomimo prowadzonych konsultacji z pracodawcami i pracownikami w Radzie Dialogu Społecznego został już skierowany do Sejmu. Zakłada konsolidację administracji podatkowej, służby celnej oraz kontroli skarbowej w jedną Krajową Administrację Skarbową, która ma być spójna i jednolita, a dzięki temu lepiej wypełniać obowiązki. Zdaniem Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan niektóre regulacje mogą jednak znacząco pogorszyć sytuację przedsiębiorstw.

W ocenie Lewiatana zmiany w administracji podatkowej są konieczne, przedsiębiorcy od dawna wskazują na problemy z załatwieniem spraw, niekompetentną obsługą, brakiem zainteresowania urzędników przestępczością gospodarczą i kierowaniem swojej opresyjności w kierunku legalnie działających firm.

– Należy mieć nadzieję, że po zmianach funkcjonowanie skarbówek poprawi się, niemniej już na etapie konsultacji projektu widać, że w niektórych obszarach sytuacja przedsiębiorców znacząco się pogorszy. Przede wszystkim za sprawą osłabienia kontroli wydawanych decyzji. Od części decyzji, przeprowadzonych w wyniku postępowania podatkowego powstałego po kontroli celno – skarbowej, nie będzie już odwołania do dyrektora izby skarbowej (po zmianie dyrektora izby administracji skarbowej), a jedynie odwołanie do tego samego organu. Takie rozwiązanie niesie ze sobą ryzyko uzgadniania ostatecznego rozstrzygnięcia pomiędzy komórkami organu kolejno rozpatrującymi sprawy w pierwszej i drugiej instancji – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Może dojść do nacisków na pracowników komórek odwoławczych, aby szybko, a nie wnikliwie rozpatrywać sprawę. Ponadto, utrata niezależności przez organy II instancji, doprowadzić może do patologicznych sytuacji, w których błędy komórek I instancji nie będą zauważane i korygowane. W konsekwencji przeniesienie ciężaru oceny postępowania podatkowego na sądy spowoduje większe ich obłożenie i dłuższe oczekiwanie na rozstrzygnięcie sprawy.

Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan zauważa, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom reforma administracji skarbowej nie eliminuje dualizmu kontroli. Kontrolę podatkową będą prowadzić tak jak obecnie urzędy skarbowe, a kontrolę celno – skarbową urzędy celno – skarbowe (odpowiednik obecnych urzędów kontroli skarbowej). Tryb obu kontroli wpływa w istotny sposób na uprawnienia procesowe podatnika, i tym samym budzi daleko idące wątpliwości dlaczego jeden podatnik, w tym samym zakresie, będzie podlegać kontroli podatkowej, zaś inny kontroli celno-skarbowej.

Konieczne jest wskazanie warunków objęcia podatnika jednym, bądź drugim typem kontroli, gdyż inaczej będzie dochodzić do naruszenia zasady równości, przez to, jaki organ będzie przeprowadzał kontrolę. Wykluczenie dualizmu kontroli, powinno dotyczyć nie tylko wprowadzenia jednego typu kontroli, ale poprzez określenie w jakich sytuacjach podatnik podlega kontroli podatkowej, a w jakich (np. przypadki kwalifikowane związane z przestępczością podatkową) podlega kontroli celno-skarbowej.

W projekcie przewidziano także rozszerzenie zakresu czynności sprawdzających na wszystkich podatników, którzy brali udział w dostawie towaru lub usługi. W ocenie Rady Podatkowej nie wpłynie to na wynik kontroli, ponieważ rozliczenie podatnika nie zależy od tego, co zrobili kontrahenci kontrahenta. Często podatnik nawet nie wiem, kto to jest, a często nawet nie ma prawa o tym wiedzieć ze względu na tajemnicę handlową i skarbową.

Konfederacja Lewiatan

Brexit: katastrofa czy szansa?

Eksperci Saxo Banku o konsekwencjach wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej dla Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej

 

Ryzyko polityczne większe niż gospodarcze
Steen Jakobsen, Główny Ekonomista Saxo Bank

Potencjalnie negatywny wynik referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii oznacza, że nad Polską pojawia się szczególna groźba. Wynika ona z tego, że środki przesyłane do kraju przez mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków pozostają istotnym źródłem finansowania gospodarki. Wyobraźmy sobie, że sceptycy mają rację i UE oddali się od Wielkiej Brytanii (w co osobiście szczerze wątpię), wówczas środki przekazywane do kraju przez rodaków drastycznie zmaleją.

Sukces Polski w obecnym kryzysie finansowym jest niepodważalny, jednak w ogromnej mierze opierał się on na zdolności Polski do szybszego i lepszego dostosowywania się do swoich nowych europejskich kuzynów.

Polska nadal będzie wygrywać rywalizację o outsourcing w Europie, często pozyskując globalne firmy lokalizujące w Polsce swoje działy logistyki, call center i centra danych. Ten proces zawsze odbywa się przy jednoczesnym zrozumieniu faktu, że pełna integracja europejska będzie i powinna być kontynuowana.

Z powodu Breksitu zagrożony jest wielki strumień pieniędzy; wynika z tego potrzeba bliższego przyjrzenia się, jak skonstruowana jest Europa i jak odtąd będzie się rozwijać. Od biurokratów z Brukseli słyszymy starą śpiewkę, że problem Europy polega nie na tym, iż mieliśmy do czynienia z nadmiarem, lecz raczej na tym, że czegoś brakowało… Polska skorzystała na tym najbardziej; w związku z tym grozi jej zarówno duże niebezpieczeństwo uszczuplenia przesyłanych przez UE środków, jak i spadek bezpośredniego handlu z Wielką Brytanią.

Mimo wszystko nadal jestem pewien siły polskiej gospodarki, może w mniejszym stopniu jej ram konstytucyjnych i polityki, ale akceptuję zachodzący tu proces demokratycznych przemian, który należy uszanować.

Krótkoterminowa perspektywa dla Polski stanowi pewne wyzwanie: mniej przekazywanych środków finansowych w realiach niższego wzrostu (z Wielką Brytanię w UE lub bez niej), mniej atrakcyjny klimat polityczny w niezmiennych warunkach i z pewnością eskalacja konfliktu z UE, w wyniku którego Polska ryzykuje, że stanie się pierwszym krajem ostatecznie uznanym za niespełniający wymogów unijnych.

W rezultacie tych wszystkich okoliczności złoty już teraz znacznie się osłabił, niemniej jednak taka sama sytuacja miała miejsce w wielu innych wrażliwych gospodarkach w Europie. Polska nie jest wyjątkiem, jeśli chodzi o wyzwania związane z Breksitem, a mimo wszystko utrzymuje swoją konkurencyjność. Jednak jej gospodarka będzie zwalniać, coraz trudniej będzie jej odgrywać rolę dogodnej przystani dla inwestycji, chyba że uda się rozwiązać powyższe problemy, co oczywiście się powiedzie.

Wracając do zbliżającego się referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, należy się spodziewać osłabienia złotego, a także giełdy i w miarę możliwości przeczekać do momentu głosowania w przyszłym tygodniu oraz uciec się do taktycznej wyprzedaży ryzykownych aktywów, przyjmując długą pozycję w odniesieniu do Polski. Zgodnie z naszymi analizami w NAJGORSZYM WYPADKU: GBP może się osłabić o 5-6%, obroty na giełdzie mogą spaść o 5%, jednak w konsekwencji stanowiłoby to niemalże stuprocentową gwarancję obniżki stóp procentowych przez Bank Anglii z poziomu 25 do 50 punktów bazowych, a następnie nieograniczonej płynności zapewnionej przez EBC. W ujęciu jednosesyjnym widać duży przedział na 24 czerwca, jednak wydaje się, że w ciągu 48/72 godzin wszystko powróci już do względnego spokoju.

Nadal uważam, że z Breksitem w mniejszym stopniu wiąże się ryzyko gospodarcze, w większym natomiast ryzyko polityczne – to, czy Wielka Brytania zagłosuje za pozostaniem w UE czy za też wyjściem, przedefiniowanie Unii będzie priorytetem. Bardzo wierzę, że w ciągu następnej dekady UE lepiej się dostosuje do nowej sytuacji, zwłaszcza że były polski premier Donald Tusk bardzo dobrze robi, uczciwie dyskutując na temat tego wyzwania.

Na tej podstawie twierdzę, że nie tylko rola Polski ma polegać na przyczynianiu się do rozwoju Europy, lecz że Europa jako całość wyjdzie na tym lepiej, jeśli chodzi o cały ten dzisiejszy krzyk o referendum w sprawie pozostania w Unii.

Polska jest dowodem na to, że Europa, a w tym również kraje Europy Wschodniej po roku 1989, stały się bardziej konkurencyjne. W mojej karierze nie spotkałem się z lepszą sytuacją w Polsce i w Europie w skali mikro. Trochę tylko szkoda, że krótkoterminowa negatywna sytuacja w skali makro nadal przyćmiewa tę wielką zmianę. Jeśli spojrzymy na nią w mniejszym stopniu z perspektywy makro (polityka, bank centralny i ogólne zamieszanie polityczne), a w większym w mikro, uświadomimy sobie, jak bardzo Europa po tym mini kryzysie się umocni.

 

Najbardziej straci funt
John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych:

Jeżeli Wielka Brytania wyjdzie z Unii i na rynkach wystąpi szeroko zakrojony „efekt zarażenia”, może to nieco osłabić waluty Europy Środkowo-Wschodniej, mimo iż w znacznie mniejszym stopniu, niż w przypadku funta szterlinga. W tym momencie jednak nie jestem pewien, czy zagrożenie spadkiem kursu funta i apetyt na ryzyko są tak wysokie, jak uważa rynek. Nawet w przypadku Brexit jakakolwiek wczesna reakcja może przyczynić się do relatywnie szybkiego umocnienia, ponieważ wielu inwestorów będzie zadowolonych z faktu, iż referendum będzie już za nami. Ważniejszym pytaniem dotyczącym walut Europy Środkowo-Wschodniej jest to, czy decyzja o opuszczeniu lub pozostaniu Wielkiej Brytanii w Unii będzie mieć w dłuższej perspektywie jakiekolwiek znaczenie dla podtrzymania przy życiu UE.

 

Kiedy jedno centrum nie działa, rynek znajdzie kolejne
Realne zagrożenie wiąże się z dyskusją inicjowaną przez inne kraje po ewentualnym Breksicie – mówi Simon Fasdal, dyrektor ds. inwestycji o stałym dochodzie w Saxo Banku.

Jeżeli dojdzie do Breksitu, jak wpłynie on na napływ kapitału do państw Europy Środkowo-Wschodniej i jaka może być reakcja na rynku obligacji?

Bardzo trudno formułować takie prognozy. Mimo, że należy przyjąć, iż po Breksicie apetyt na ryzyko spadnie, nie jestem do końca przekonany, że wpłynie to negatywnie na przepływy kapitału w Europie Środkowo-Wschodniej. Jednym ze scenariuszy mógłby być odpływ kapitału na rynki bardziej ryzykownych aktywów denominowanych w euro i ogólna ucieczka z epicentrum (EUR i GBP) w kierunku obligacji o wyższej ocenie inwestycyjnej i bezpieczniejszych walut. W takiej sytuacji do państw Europy Środkowo-Wschodniej napłynąłby znaczny kapitał, w szczególności w odniesieniu do aktywów czy krajów o lepszej ocenie.

Czy polskie spółki planujące emisje obligacji za granicą miałyby po ewentualnym Breksicie jakiekolwiek problemy z plasowaniem długu? Jaka byłaby sytuacja innych krajów, takich jak Czechy, Węgry czy Rumunia?

Nie, nie wierzę w to. W przypadku scenariusza całkowitej awersji do ryzyka nastąpiłaby ucieczka inwestorów, a obligacje rządowe w ujęciu ogólnym skorzystałyby z pozytywnych przepływów kapitału. Naturalnie, istnieje również ryzyko, że inwestorzy zachowają ostrożność wobec Europy Środkowo-Wschodniej ze względu na niepewność dotyczącą przyszłego kształtu strefy euro. Pozytywne wyniki odnotowywane przez państwa Europy Środkowo-Wschodniej to niewątpliwie solidny argument za dodaniem tych aktywów do portfela w przypadku ewentualnej wyprzedaży.

Jak zachowają się obligacje rządowe państw Europy Środkowo-Wschodniej?

Istnieje duża szansa, że odnotują dobre wyniki, szczególnie w przypadku, gdy rentowności bazowe pójdą w dół.

Czy Brexit jest w stanie wpłynąć na rosyjskie obligacje, ich wycenę i kolejne emisje?

Zawirowania na rynku zawsze mogą przyczynić się do zwiększenia różnic i pogorszenia wyników. Uważamy, że Brexit i w konsekwencji pogorszenie perspektyw dla Europy i Zjednoczonego Królestwa przyczyni się do utrzymania globalnego środowiska niskich rentowności przez dłuższy czas, co będzie korzystne dla rynków obligacji gospodarek wschodzących, takich jak obligacje rosyjskie. Jednym z czynników ryzyka jest ogólna wyprzedaż walut rynków wschodzących, nie sądzę jednak, by był to scenariusz wysokiego ryzyka.

 

Czy wyjście Wielkiej Brytanii z UE oznacza globalną recesję na rynku obligacji, tj. czy Londyn mógłby utracić status kluczowego światowego centrum finansowego?

Nie – jeżeli jedno centrum nie działa jak należy, rynek znajdzie inne. Rynki cechuje obecnie cyfryzacja i globalizacja.

W przypadku, gdyby Brexit nie nastąpił, a Zjednoczone Królestwo pozostałoby w Unii, czy zmieniłoby to cokolwiek na rynku obligacji w ujęciu globalnym, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej?

Uważam, że w przypadku pozostania Wielkiej Brytanii w Unii bardzo wzrośnie apetyt na ryzyko, zwłaszcza w odniesieniu do akcji. Przewiduję również, że rentowności bazowe w Europie znacznie wzrosną, a na rynkach zapanuje powszechny optymizm. W takiej sytuacji preferowane będą aktywa Europy Środkowo-Wschodniej o krótszej zapadalności i nieco wyższym ryzyku. Spready kredytowe staną się węższe, co będzie korzystne dla rynków wschodzących ogółem.

Czy wpłynęłoby to na wyceny i okazje do sprzedaży obligacji – zarówno korporacyjnych, jak i rządowych – w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, w Czechach, w Rosji?

Nie, ale w dłuższej perspektywie, jeżeli rynek latem ogarnie optymizm, Fed ponownie stanie się ostrożna, co mogłoby zapoczątkować niekorzystny cykl dla rynków wschodzących i negatywnie wpłynąć na niektóre państwa Europy Środkowo-Wschodniej.

Czy Brexit wpłynie na rating Polski i – w ujęciu bardziej globalnym – na poziom ryzyka inwestycyjnego w państwach Europy Środkowo-Wschodniej?

Nie, nie uważam tak. Brexit to zjawisko krótkotrwałe. Realne zagrożenie wiąże się z dyskusją inicjowaną przez inne kraje po ewentualnym Breksicie. Co do zasady, istnieje znaczna opozycja wobec polityków strefy euro i może to zachęcić inne kraje do wyjścia z Unii w ramach protestu przeciwko ich mocy decyzyjnej.

VN:F [1.9.22_1171]

Rating: 0.0/5 (0 votes cast)

GBP/USD – po referendum

GBP/USD - po referendum 1

Według ankiety przeprowadzonej przez Bloomberga wśród ekonomistów wynika, że większość z ankietowanych osób w przypadku Brexit-u widzi parę walutową poniżej 1.35, w przypadku pozostania w Unii Europejskiej na poziomie 1.50. Jest to bardzo realny scenariusz, aczkolwiek musimy pamiętać o Bankach Centralnych, które z dużym prawdopodobieństwem wkroczą do interwencji.

ECB, BOJ, BOE, BAC – to właśnie te, Banki Centralne, prawdopodobnie szykują się na akcje skoordynowaną w celu uratowania funta szterlinga oraz euro przed nadmierną deprecjacją w ciągu jednego dnia.

Z ostatnich sondaży opublikowanych przez Ipsos Mori oraz Survation wskazują na większe poparcie sceptyków Unii Europejskiej. Według Bloomberga prawdopodobieństwo opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanie wzrosło z 32% do 42% w tym tygodniu.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Finansowy

Państwo powinno kupić warszawską giełdę

Warszawska giełda jest hybrydą własnościową. Od ponad 5 lat jest spółką publiczną, ale pełną kontrolę nad nią poprzez akcje uprzywilejowane posiada Skarb Państwa. Może to rodzić komplikacje w zarządzaniu spółką, która z jednej strony nie może ignorować interesów akcjonariuszy mniejszościowych, a z drugiej jej strategia powinna wpisywać się w plany Skarbu Państwa.

Interesy te mogą stać ze sobą w sprzeczności. Naturalne, że mniejszościowym akcjonariuszom, nie mającym wpływu na strategiczne decyzje, zależy na krótkoterminowych zyskach. Z kolei Skarbowi Państwa może zależeć na budowie silnego centrum finansowego wspierającego finansowanie gospodarki w długim terminie. Zasadna jest albo całkowita prywatyzacja GPW i oparcie ją o inwestora strategicznego, mającego wpływ i interes we właściwym nią zarządzaniu albo przeciwnie: delisting i pełna kontrola Skarbu Państwa – piszą autorzy raportu “GPW nowe otwarcie albo marginalizacja”, przygotowanego przez Martis Consulting.

-Nacjonalizacja giełdy jest lepszym z tych dwóch wariantów – mówi w rozmowie z MarketNews24 prezes Martis Consulting, Dariusz Jarosz, współautor raportu. – GPW SA jako spółka zostanie wtedy wycofana z obrotu giełdowego, powróci do działalności non profit, a skoro nie będzie musiała dzielić się zyskiem z akcjonariuszami, z których największym jest Skarb Państwa, to będzie mogła obniżyć opłaty dla spółek trafiających na giełdę.

​WTI – czy to powrót do długoterminowych spadków?

Ropa naftowa WTI przez ostatnie kilkanaście miesięcy podrożała o ponad 20$. Na początku 2016 roku za jedną baryłkę ropy należało zapłacić niecałe 30$, teraz jest to 47$, a tydzień temu trzeba było zapłacić ponad 50$.

W bieżącym tygodniu „czarne złoto” znajduje się pod presją sprzedających, czy jest to powrót do długoterminowych spadków? Niekoniecznie. Producenci ropy naftowej w dalszym ciągu mają ogromny problem i przy obecnych cenach ropy narażeni są na bankructwo. Zbyt niskie ceny ropy doprowadzą, wcześniej, czy później do szeregu bankructw, a tym samym podaż zostanie ograniczona. Dlatego też długoterminowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego.

Na interwale tygodniowym najbliższym wsparciem jest strefa popytu 43.30-45.70. Jeżeli stronie sprzedającej uda się ją pokonać, to kolejnym celem może być okolica 40 USD.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych