Cena ropy znowu w dół

Dzisiejsze posiedzenie RPP zdaniem większości analityków nie powinno przynieść zmian na rynkach. Ropa znów spada poniżej granicy 30 doalarów za baryłkę. Dzisiaj mija druga rocznica zmian w OFE.

Dzisiaj poznamy decyzję RPP w sprawie stóp procentowych. Analitycy nie spodziewają się zmian na tym posiedzeniu, ponieważ nie zakończył się jeszcze proces wymiany członków Rady. Wątpliwe, by podczas zmian podjęto tak ważne decyzje. Rynki powoli nastawiają się na to, że wbrew zeszłorocznym oczekiwaniom, może dojść w Polsce do kolejnej obniżki stóp. Takie nastawienie powoduje, że inwestorzy patrzą na złotego mniej przychylnie i wycofują się z rodzimej waluty.

Cena ropy naftowej po raz kolejny spada poniżej 30 dolarów. Na rynkach znów pojawiają się prognozy mówiące o rychłym przekroczeniu, nie tylko bariery 25, ale nawet 20 dolarów. Autorem publikacji jest instytucja, której opinia nie jest klarowna, bank Goldman Sachs. Prognoza jest o tyle dziwna, że zaprzecza doniesieniom płynącym od większość koncernów wydobywczych, mówiących o gwałtownych spadkach nakładów inwestycyjnych na nowe złoża. Jeżeli cena utrzyma się dłużej w okolicach 30 dolarów w wielu miejscach nie świecie produkcja będzie nierentowna. Rozważany jest scenariusz obniżenia produkcji przez Rosję i OPEC, ale kraje te od dawna produkują więcej niż wynika z wzajemnych umów. W ten sposób mają nadzieję zyskać na wycofaniu się z rynku konkurenta. Niskie ceny ropy znów ciągną w dół giełdy i waluty państw najsilniej zależnych od produkcji tego surowca.

Dzisiaj mijają dwa lata od momentu dokonania potężnej redukcji OFE. Ponad połowę zgromadzonego kapitału OFE przetransferował do budżetu państwa. Tym samym poważnie zredukował prywatny filar ubezpieczeń. Z punktu widzenia rynków, doszło tego dnia do bardzo ważnej zmiany. Sztucznie zmniejszono jawne zadłużenie państwa. Nie były to jednak pieniądze, które wzięły się znikąd. Państwo i tak te emerytury wypłaci. Dług nie zniknął. Zmienił się z jawnego w ukryty. Oczywiście można dyskutować na temat racjonalności sytuacji, gdzie państwo emituje obligacje do funduszy, w które inwestują, by po pobraniu własnej marży wypłacać emerytury. Jaki wpływ ta decyzja miała na rynki? Wbrew pozorom nie taki zły. Nie przejedliśmy tych pieniędzy od razu, ale nie posłużyły one tylko inwestycjom i redukcji zadłużenia. Głośno mówi się teraz o tym, że pozostała część pieniędzy znajdująca się w OFE pozwoliłaby sfinansować obecnej władzy wszystkie obietnice wyborcze. W takiej sytuacji konsekwencje byłyby opłakane. Wylądowalibyśmy w rzeczywistości, gdzie wydatki znacząco przekraczają dochody. Dodatkowo byłyby one wcześniej finansowane z wpływów czysto jednorazowych. Gdyby do tego doszło, obniżki ratingów byłyby znacznie dotkliwsze, a straty na złotym większe.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:30 – Wielka Brytania – indeks PMI dla usług,

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się zarówno maksimum poprzedniego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne na 4,3850.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9450.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne minimum lokalne na 4,0200.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 03.11.2015 do 03.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,7300.

 

Cyberzagrożenia pod kontrolą. Właściciele kont będą bezpieczniejsi

Próby wyłudzenia danych do logowania, fikcyjne strony bankowe, czy nieprawdziwe prośby o podanie hasła – to tylko kilka z wielu przykładów jak hakerzy próbują dostać się do kont bankowych. Teraz walka z takimi zagrożeniami ma być łatwiejsza, a to dzięki programowi Enterprise Customers Cyber Threat Intelligence Program (ECCTIP).

pko pbPKO Bank Polski jako pierwszy bank w Europie rozpoczyna współpracę z firmą Microsoft w ramach programu Enterprise Customers Cyber Threat Intelligence Program (ECCTIP). Jego celem jest podnoszenie poziomu bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni poprzez wymianę informacji dotyczących potencjalnych zagrożeń. W rezultacie podpisanego porozumienia możliwa będzie szybsza i bardziej skuteczna reakcja na niebezpieczne zdarzenia pojawiające się w sieci.

– Nasi klienci zyskają tutaj lepsze zabezpieczenie przed atakami typu fishing, ataki malwerowe. Będziemy mogli dużo szybciej reagować na to, co dzieje się w sieci, dużo szybciej będziemy mogli zabezpieczać systemy, reagować na pewne zdarzenia i informować naszych klientów o zagrożeniach – mówi newsrm.tv Piotr Kalbarczyk, dyrektor Biura Bezpieczeństwa Informatycznego, PKO Bank Polski.

Dzięki wymianie informacji i doświadczeń ze specjalistami z działającej na całym świecie jednostki Digital Crimes Unit, eksperci w Banku będą w stanie podejmować działania jeszcze zanim potencjalne zagrożenie dotrze do naszego kraju.

Jesteśmy liderem bankowości elektronicznej i naszą misją jest wyznaczanie najwyższych standardów bezpieczeństwa. Z serwisów transakcyjnych PKO Banku Polskiego korzysta ponad 7,6 mln klientów, naszym obowiązkiem jest więc nie tylko odpowiednie zabezpieczenie systemów bankowych, ale także minimalizowanie zagrożeń, na które klienci mogą być narażeni w sieci. Wiedza  specjalistów globalnie działającej firmy Microsoft  oraz doświadczenie pracowników Banku  doskonale znających specyfikę  rynku polskiego przyczynią się do podniesienia bezpieczeństwa bankowości internetowej – mówi Zbigniew Jagiełło, prezes PKO Banku Polskiego.

W efekcie  współpracy Bank zostanie jeszcze lepiej przygotowany na ewentualne zagrożenia w sieci. W przypadku ich wystąpienia, będzie mógł liczyć na informacje o adresach sieciowych zainfekowanych przez złośliwe oprogramowanie i wykorzystanych do zdalnych ataków w cyberprzestrzeni, m.in. w kampaniach Phishing’owych (wyłudzających dane) i kampaniach DDoS – Distributed Denial of Service (blokowania wybranych serwerów sieciowych na skutek zalewania ogromną ilością pakietów danych, uniemożliwiając ich obsługę).

Program ECCTIP jest jedynym globalnym programem bezpłatnego przekazywania informacji o zagrożeniach sieciowych. Podobny zakres informacji był udostępniany dotychczas jedynie w postaci płatnych usług przez firmy monitorujące bezpieczeństwo w sieci Internet. Program umożliwia ograniczenie liczby zainfekowanych urządzeń w sieci Internet, które mogą być wykorzystywane do ataków sieciowych. Współpraca z uczestniczącymi podmiotami pozwala na skuteczną wymianę informacji dotyczących nowych metod ataków i zabezpieczeń sieciowych oraz analizę przechwyconych próbek złośliwego oprogramowaniamówi Ronald Binkofski, dyrektor generalny polskiego oddziału Microsoft.

Program realizowany jest przez wyspecjalizowaną jednostkę Microsoft Digital Crimes Unit, złożoną z prawników, ekspertów z dziedziny bezpieczeństwa sieciowego oraz informatyków śledczych. Microsoft DCU od lutego 2010 r., wspólnie z organami ścigania (w tym FBI, EUROPOL, INTERPOL) przeprowadził 15 operacji wymierzonych przeciwko globalnym sieciom botnet (złożonym z komputerów kontrolowanych przez złośliwe oprogramowanie).

USA i Chiny budzą niepokój inwestorów

O ostatnim posiedzeniu Fedu, sytuacji w amerykańskiej gospodarce i krótkoterminowych prognozach dla Chin rozmawiamy z Radosławem Piotrowskim, zarządzającym funduszami asset allocation w Union Investment TFI

Radosław Piotrowski Stan gospodarki USA budzi wątpliwości – tak w skrócie można podsumować wydźwięk ostatniego posiedzenia amerykańskiego banku centralnego. Czyżby Fed przedwcześnie rozpoczął cykl podwyżek stóp procentowych?

Wygląda na to, że Fed rzeczywiście pospieszył się z pierwszą od siedmiu lat decyzją o podniesieniu kosztu pieniądza. Dla przypomnienia: jeszcze w grudniu decyzyjny organ Fedu (FOMC) wyrażał swój optymizm w kwestii tempa wzrostu gospodarczego w USA oraz spadku bezrobocia. Styczniowe odczyty danych z amerykańskiej gospodarki skutecznie zgasiły entuzjazm zarówno inwestorów, jak i samego Fedu. Odbiegają one istotnie in minus od prognoz, przez co amerykańska polityka pieniężna na ten rok stoi pod znakiem zapytania. Warto zauważyć, że wstrzymywanie przez Fed decyzji o podwyżce stóp procentowych było przez długi czas pozytywnie odbierane przez rynki i dzięki temu indeksy giełdowe rosły. Obecnie inwestorzy uświadomili sobie wreszcie, że brak podwyżek lub ograniczanie ich liczby (pierwotnie na 2016 r. zaplanowano cztery) to jednak nie najlepsza informacja. Wydaje się, że już nikt nie uwierzy w to, iż ultraniskie stopy procentowe rozwiążą wszystkie problemy gospodarek rozwiniętych (w tym amerykańskiej).

Co o stanie gospodarki USA można wyczytać ze sprawozdań finansowych spółek za IV kwartał ubiegłego roku?

Patrząc na amerykańską gospodarkę przez pryzmat sektora prywatnego, zauważymy, że sezon publikacji wyników spółek za IV kwartał 2015 r. na pierwszy rzut oka rozpoczął się całkiem obiecująco. Około 70% firm, które jak dotąd opublikowały raporty, pozytywnie zaskoczyło swoimi wynikami finansowymi. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że w USA przed każdym sezonem wynikowym prognozy zysków są sukcesywnie obniżane, by w momencie publikacji uzyskać pozytywny efekt w postaci ich pobicia. Realnie natomiast widać, że zyski amerykańskich spółek kurczą się już trzeci kwartał z rzędu, a rewizje prognoz zysków spółek w dół są dokonywane najszybciej od kilku lat.

Czy na horyzoncie widać jeszcze inne czynniki ryzyka, które mogą wpłynąć na koniunkturę za oceanem?

Czynnikiem ryzyka dla gospodarki i rynku akcji (obserwowanym już w zeszłym roku) jest spadek cen surowców, a także jego konsekwencje dla sektora energetycznego – szczególnie spółek wydobywających ropę naftową. Sytuacja w energetyce oddziałuje na cały rynek (choćby na sektor finansowy). Pamiętajmy, że jeśli spółki energetyczne sprzedają surowiec po cenach dużo niższych niż rok czy dwa lata temu, to regulowanie przez te firmy zobowiązań kredytowych wobec banków może być problematyczne. To (wraz ze wspomnianym spadkiem zysków amerykańskich spółek) powoduje słabość giełd w USA i pogarsza sentyment do ryzykownych aktywów na całym świecie. Szczególnie że nie najlepsze dane napływają także z Chin.

 Jakie są najbliższe perspektywy dla Państwa Środka?

Ostatnie odczyty wskaźnika PMI dla przemysłu i usług (a także inne dane makro) nie nastrajają pozytywnie do inwestowania w Chinach. Tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę, że interwencjonistyczna polityka chińskiego rządu i regulatora na dłuższą metę nie ma szans na skuteczne powstrzymanie giełdowych spadków. Bezsilność antyspadkowych regulacji obrazują ponad 20-procentowe spadki w Chinach, które obserwowaliśmy w styczniu, w ciągu zaledwie kilku tygodni. Trzeba pamiętać, że 70–80% obrotów na chińskim parkiecie generują inwestorzy indywidualni. Gdy będzie się zbliżać kolejny moment zniesienia ograniczeń, możemy być świadkami następnej fali sprzedaży akcji chińskich spółek.

Rynek hybryd w Polsce większy o 40% – Toyota nadal liderem

Rynek samochodów hybrydowych w Polsce wzrósł w 2015 roku o 40% w porównaniu do 2014 roku. W ubiegłym roku zarejestrowano 5539 hybryd, zaś rok wcześniej 3976 takich aut. Polacy zainteresowali się łącznie 26 modelami 12 marek. Pomimo konkurencji Toyota i jej luksusowa marka, Lexus, zdecydowanie dominują na tym rynku. 11 modeli obu japońskich marek zanotowało łącznie 5306 rejestracji, co stanowi 96% rynku. Dane opracował Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.

 

Hybrydy Toyoty zajmują 69% tego rynku. Lexus odpowiada za 27% sprzedaży hybryd w 2015 roku. Pozostałe 10 marek sprzedało łącznie 233 auta spalinowo-elektryczne, czyli 4%. W tej grupie Mitsubishi zainteresowało swoimi hybrydami 91 nabywców, co stanowi 1,64% rynku. Pozostali konkurencji znaleźli się poniżej poprzeczki 1% udziału w ogólnej sprzedaży hybryd.

Toyota zanotowała wzrost rejestracji hybryd o 61%, tj. o 1451 samochodów. Największy wzrost zanotował Auris, najpopularniejszy samochód hybrydowy w Polsce i w Europie. W ubiegłym roku liczba rejestracji Aurisa Hybrid wyniosła 2695 aut, o 65% więcej niż rok wcześniej. Kompakt Toyoty zawdzięcza tak dobry wynik w dużej mierze debiutowi wersji po liftingu w lipcu 2015 roku. O 59% wzrosły rejestracje hybrydowego Yarisa, zamykając się liczbą 1113 aut.

Klienci zarejestrowali 1473 hybrydowe Lexusy. Najpopularniejszym modelem okazał się hybrydowy SUV NX, którego 797 rejestracji oznacza wzrost  o 52%. Bardzo dobrze poradził sobie Mitsubishi Outlander – zarejestrowano 91 egzemplarzy tego modelu, w porównaniu do 32 egzemplarzy w 2014 roku. To oznacza wzrost o 184%. Odwrotną tendencję zanotował Infiniti Q50, który spadł z 87 rejestracji do 39. Debiutujący w grudniu 2014 roku hybrydowy Ford Mondeo zanotował w 2015 roku wynik 44 egzemplarzy.

samar_rejestracje_hybryd_2015_udzial_w_rynku

Sii gwiazdą outsourcingu IT w Polsce!

Kolejny sukces w nowym roku – firma Sii została uhonorowana tytułem Outsourcing Stars, potwierdzając swoją pozycję najbardziej dynamicznie rozwijającego się przedsiębiorstwa sektora outsourcingu IT w Polsce.

outsourcing IT

28 stycznia 2016 na Gali Outsourcing Stars, której organizatorem jest zajmująca się rozwojem przedsiębiorczości w Polsce Grupa Pro Progressio, zostały przyznane tytuły Outsourcing Stars, honorujące najbardziej dynamicznie rozwijające się przedsiębiorstwa sektora outsourcingu.

Wśród ocenianych kryteriów znalazły się: wzrost zatrudnienia i przyrost liczby kontraktów. Sii, która w roku 2015 zwiększyła liczbę pracowników o ponad 20%, a dzięki ciągłemu poszerzaniu portfolia oferowanych usług, stale zdobywa nowych klientów w kraju i zagranicą, triumfowała w kategorii firm z sektora IT.

Cieszymy się, że po raz kolejny otrzymujemy tytuł najszybciej rozwijającej się firmy z sektora usług IT. Szczególnie miło jest nam odbierać tę nagrodę dziś, ponieważ to właśnie w tym tygodniu Sii obchodzi dziesięciolecie istnienia firmy w Polsce. Dokładnie 10 lat temu młody Francuz przyjechał tu z oszczędnościami rzędu 30 tysięcy Euro z bardzo jasnym celem – to tu chcę rozwijać biznes! Dziś firma zatrudnia ponad 2300 osób, osiągając przychody rzędu 300 mln zł. Nie spoczywamy jednak na laurach, obiecujemy rozwijać się jeszcze szybciej – powiedziała odbierająca nagrodę Emilia Iwińska, szefowa działu Marketingu i Wsparcia Sprzedaży w Sii.

Gala Outsourcing Stars to jedyne niekomercyjne wydarzenie sektora outsourcing w Polsce. Wzięli w nim udział przedstawiciele rządu, samorządów, osobistości świata nauki i biznesu z Polski i zagranicy, w sumie ponad 300 gości z 15 krajów. Patronem honorowym konkursu było Ministerstwo Gospodarki, Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz Związek Banków Polskich.

Opoka TFI z najlepszym wynikiem na rynku funduszy absolutnej stopy zwrotu

Najgorszy styczeń na GPW od kilku lat okazał się najlepszym miesiącem dla subfunduszu absolutnej stopy zwrotu Opoka Alfa, zarządzanego przez Opoka TFI. Znalazł się on na pierwszym miejscu rankingu serwisu Analizy.pl. Jego miesięczna stopa zwrotu wyniosła 3,24%.

„Dodatni wynik Opoka Alfa jest przede wszystkim pochodną ekspozycji na rynku metali szlachetnych oraz krótkich pozycji: na giełdach europejskich, w tym w sektorze bankowym, emerging markets i sektorze biotechnologicznym w USA. Również selekcja spółek dokonana przez nasz zespół była celna, co potwierdza także dodatni wynik subfunduszu Opoka Neutral” – mówi prezes zarządu Opoka TFI, Tomasz Tarczyński.

OPOKA

PKO Bank Polski upowszechnia bankowość elektroniczną

W maju zmieni się tabela opłat i prowizji w PKO Banku Polskim. Wszystko po to, by promować bankowość internetową i zachęcić klientów do korzystania ze zdalnych kanałów dystrybucji i dostępu oraz zastępowania bankowych zdrapek wygodniejszymi i bezpłatnymi hasłami SMS-owymi.

„Promujemy nowoczesne, internetowe rozwiązania, dlatego znosimy opłaty za bankowość internetową w kontach najstarszego typu, zakładanych nawet kilkanaście lat temu. Wiemy, że ponad 80% logowań odbywa się w celu sprawdzenia salda lub historii rachunku, i zależy nam, by klienci nie byli w tych działaniach ograniczeni żadnymi kosztami” – mówi serwisowi infoWire.pl Michał Macierzyński, zastępca dyrektora Centrum Bankowości Mobilnej i Internetowej w PKO Banku Polskim.

Ci, którym spodobają się nowoczesne rozwiązania, mogą zmienić konto starszego typu na dostosowane do indywidualnych potrzeb. „Ponadto klienci bankowości prywatnej i osobistej po przeniesieniu całości finansów do PKO Banku Polskiego i uczynieniu go bankiem pierwszego wyboru nie ponoszą żadnych opłat związanych z prowadzeniem konta” – informuje ekspert. Bank zachęca również do korzystania z darmowych haseł SMS-owych kosztem zdrapek.

Zmiana opłat w PKO Banku Polskim to działanie rutynowe. Od 2011 r. innowacje są wprowadzane regularnie, mniej więcej co 12 miesięcy. Zmian nie odczują użytkownicy najpopularniejszych usług, takich jak konta osobiste, karty debetowe czy kredyty hipoteczne.

J. Borowski: Do 2020 roku Chiny chcą podwoić swoje PKB względem początku dekady. Jeśli tak się stanie zyska na tym także polska gospodarka

CEO Magazyn Polska

Dewaluacja juana oraz zwiększone wydatki publiczne to tylko część narzędzi, którymi dysponuje chiński rząd w celu podtrzymania wzrostu gospodarczego. Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole, zaznacza, że jeśli tamtejszym władzom uda się utrzymać dynamikę PKB na poziomie przynajmniej 6,5 proc. rocznie, to chińska gospodarka do 2020 roku powiększy się dwukrotnie względem 2010 roku. Wzrost w Chinach powinien być także pozytywny dla innych rynków wschodzących, w tym dla Polski.

– Uważam, że rząd chiński nadal dysponuje instrumentami skutecznego pobudzania wzrostu gospodarczego w krótkim terminie. Może do tego wykorzystać instrumenty polityki pieniężnej. Ma także możliwość znaczącego zwiększania długu publicznego. Uważam, że właśnie taka stymulacja będzie miała miejsce w najbliższym czasie – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole.

Na początku stycznia Ludowy Bank Chin po raz ósmy w ostatnich miesiącach zdecydował się na administracyjne obniżenie kursu juana. W reakcji na komunikat chińska waluta osłabiła się w stosunku do dolara amerykańskiego do najniższego poziomu od 2011 roku. Juan tracił także w stosunku do euro oraz franka szwajcarskiego.

Działania chińskich władz są reakcją na sygnały mówiące o spowolnieniu w tamtejszej gospodarce. Wskaźnik PMI dla lokalnego sektora przemysłowego w grudniu 2015 roku wyniósł zaledwie 48,2 pkt i był to dziesiąty miesiąc z rzędu, kiedy indeks znajdował się poniżej granicy 50 punktów.

Chiński rząd w celu pobudzenia koniunktury planuje również zwiększenie ponoszonych wydatków publicznych.

– Zwiększone wydatki publiczne będą pobudzać wzrost i sprawiać, że ten nie spadnie poniżej 6 proc. w tym roku. Pamiętajmy o tym, że celem rządu chińskiego jest podwojenie PKB na mieszkańca w okresie 2010–2020. To oznacza konieczność stabilizowania wzrostu gospodarczego na poziomie zbliżonego do 6,5 proc. – dodaje Jakub Borowski

W 2016 roku według prognoz Banku Światowego chińska gospodarka wzrośnie o 7 procent. Nieco bardziej ostrożni w prognozach są analitycy Banku Ludowego Chin, zdaniem których wzrost PKB w ich kraju wyniesie w najbliższym roku 6,8 procent.

– Dla rynków finansowych większe znaczenie będą miały dane za styczeń. One będą bardzo ważne. Również dane o koniunkturze, czyli np. wskaźnik PMI. Spodziewam się, że to będą dane dobre, dzięki czemu rynek powoli zacznie odchodzić od niedobrego nastroju, w który popadł na początku roku – przewiduje główny ekonomista Crédit Agricole.

Choć dane płynące z Chin wskazują na pewne spowolnienie, to jednak odczyty z innych regionów świata są bardziej optymistyczne. W przypadku strefy euro wskaźnik PMI dla sektora usług już od sierpnia 2013 roku pozostaje powyżej granicy 50 punktów.

Według Jakuba Borowskiego wraz z dobrymi odczytami poprawi się sentyment inwestorów do rynków wschodzących, w tym także Polski.

– Pojawi się zwiększony popyt na ryzykowne aktywa, w tym mimo obniżki ratingu również na aktywa polskie, co będzie dobre dla złotego – stwierdza ekonomista.

Urządzenia polskiej spółki Creotech polecą na Marsa. Pomogą w badaniu zmian zachodzących w atmosferze i tworzeniu mapy kosmicznych śmieci

Badanie powierzchni Marsa w poszukiwaniu śladów życia, analiza zmian zachodzących w ziemskiej atmosferze czy mapowanie nieba w poszukiwaniu kosmicznych śmieci – to tylko niektóre projekty, w które zaangażowana jest spółka Creotech Instruments. Jej ambicją jest rozwój krajowego przemysłu kosmicznego oraz stworzenie w przyszłości pierwszego polskiego satelity komercyjnego. Obecnie spółka działa głównie na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej oraz Centrum Badań Kosmicznych w Warszawie.

– Creotech uczestniczy w misji ExoMars jako podwykonawca części urządzeń elektronicznych, działający na zlecenie Centrum Badań Kosmicznych. Kilka lat temu stwierdziliśmy, że docelowo w wizji firmy pojawia się integracja polskich satelitów – małych oraz mikro. Wykonujemy krok po kroku działania zmierzające do osiągnięcia takich kompetencji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Brona, prezes zarządu Creotech Instruments.

ExoMars to misja realizowana we współpracy agencji kosmicznych ESA oraz Roskosmos. W jej ramach już w marcu tego roku w kierunku Marsa wystrzelony zostanie orbiter oraz lądownik. Dwa lata później w stronę czerwonej planety udadzą się dwa łaziki.

Jak tłumaczy Grzegorz Brona, celem ekspedycji jest przede wszystkim pozyskanie wiedzy na temat potencjalnych źródeł emisji metanu, które mogą świadczyć o istnieniu potencjalnego życia na Marsie.

– Creotech uczestniczył w pracach związanych z kamerą, która będzie robiła zdjęcia Marsa. Instalowaliśmy i montowaliśmy układ zasilania. Ale to nie jest jedyna misja, która w tym roku, miejmy nadzieję, odniesie spektakularny sukces – tłumaczy Grzegorz Brona.

Producent współpracuje także z Centrum Badań Kosmicznych w ramach projektu ASIM. Jego celem jest budowa urządzenia służącego do analizy zjawisk zachodzących w ziemskiej atmosferze. Zadaniem Creotechu jest stworzenie kompletnego systemu zasilającego przyrząd. Całość zostanie wyniesiona na orbitę i umieszczona na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Prezes spółki Creotech Instruments odnosi się także do projektu związanego z usuwaniem śmieci krążących w przestrzeni kosmicznej.

– Pierwszym etapem jest zmapowanie, gdzie śmieci kosmiczne się znajdują. Wspomagamy te działania poprzez uczestnictwo w dużym projekcie międzynarodowym, który polega na budowie obserwatoriów naziemnych, monitorujących położenie owych śmieci – wyjaśnia.

Rolą polskiej firmy będzie dostarczenie specjalistycznych kamer wspierających proces mapowania orbity.

Creotech przymierza się także do kolejnych projektów. Będą one realizowane samodzielnie, we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną lub jako podwykonawca dla firm działających na zlecenie ESA.

– Staramy się też korzystać tutaj lokalnie ze środków polskich. Dosłownie na dniach podpisujemy umowę z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Ta umowa związana jest z opracowywaniem nowego systemu komunikacji z satelitami i przetwarzania danych satelitarnych na Ziemi – informuje Grzegorz Brona.

Spółka Creotech Instruments została założona w 2008 roku. Mająca siedzibę w podwarszawskim Piasecznie firma swoją działalność skupia na czterech strategicznych obszarach – obok przemysłu kosmicznego są to również aparatura naukowa, urządzenia przemysłowe, a także produkcja kontraktowa elektroniki.

Inwestycje infrastrukturalne napędzają budownictwo. W tym roku branża może wzrosnąć o ok. 8 proc., ale zaczyna brakować rąk do pracy

CEO Magazyn Polska

Rynek budowlany może wzrosnąć w tym roku nawet o ok. 8 proc. – prognozuje Polski Związek Pracodawców Budownictwa. Barierą rozwoju może być coraz bardziej odczuwalny niedobór pracowników, zarówno w firmach wykonawczych, jak i u producentów materiałów budowlanych. Branża liczy, że dużo nowych miejsc pracy przekona część emigrantów, by wrócili do kraju. W innym wypadku potrzebne będą ułatwienia dla zatrudniania pracowników ze Wschodu.

– Mamy nadzieję, że wzrost 8-proc. jest możliwy. Nawet jeśli wypracujemy mniej, to i tak będzie to pozytywny trend w porównaniu z latami minionymi, kiedy rynek się kurczył – mówi agencji Newseria Biznes Jan Styliński, prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Problemem dla rozwoju rynku może być niedobór wykwalifikowanej kadry pracowniczej. Na tego rodzaju deficyt cierpią zarówno producenci materiałów budowlanych, jak i firmy wykonawcze, choć w mniejszym stopniu.

– Duże firmy wytwarzające materiały zgłaszają, że coraz częściej muszą zatrudniać pracowników mieszkających 80, 90 czy 100 km od zakładu, co wymaga organizowania transportu – wskazuje Jan Styliński. – Samo w sobie nie jest to może wielkim problemem, pokazuje natomiast tendencję. Sytuacja na rynku pracy staje się coraz korzystniejsza dla zatrudnionych.

Jak podkreśla Styliński, może to być duże obciążenie w kolejnych latach dla ekspansji firm działających na polskim rynku budowlanym. Tym bardziej w obliczu czekających branże zwiększonych inwestycji. Jak wynika z „Raportu płacowego 2016” firmy Hays, braki kadrowe mogą być najbardziej dotkliwe w II kwartale roku. Rozpoczną się wtedy inwestycje współfinansowane ze środków Unii Europejskiej.

– Wykonawcy wiedzą, że także w 2017, 2018 czy 2019 roku, kiedy portfel zamówień i roboty będą największe, może im najbardziej brakować rąk do pracy – twierdzi prezes PZPB. – Liczymy na to, że uda się przekonać Polaków, którzy wyjechali za granicę, że u nas są dobre miejsca pracy, dlatego warto wrócić i działać na miejscu. Może się jednak okazać, że trzeba będzie wprowadzić rozwiązania systemowe, które umożliwiają zatrudnienie pracowników z krajów ościennych.

PZPB, jak zapewnia Jan Styliński, sygnalizował administracji rządowej zbliżające się problemy w sektorze budowlanym. Według wiedzy, którą dysponuje związek, nie powstają jednak na razie rozwiązania systemowe, które pozwoliłyby zmniejszyć skalę problemu.

Największe zapotrzebowanie ma dotyczyć fachowców z obszaru infrastruktury drogowej i kolejowej. Przez cały rok doświadczonych inżynierów będą poszukiwać biura projektowe, generalni wykonawcy oraz firmy nadzoru. Inwestorzy zgłaszają zapotrzebowanie także na pracę osób zajmujących się przygotowaniem inwestycji oraz zarządzaniem projektami w trakcie budowy.

Znaczne ożywienie w branży logistycznej spowodowało również wzrost popytu na osoby z doświadczeniem w tzw. projektach wielkopowierzchniowych – zarówno ze strony generalnych wykonawców, jak i deweloperów. W związku z rozwojem inwestycji na rynkach regionalnych w tym roku większej liczby wakatów można się spodziewać w Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Krakowie oraz Trójmieście.

– Siłą rzeczy ma to wpływ na presję płacową – tłumaczy Styliński. – Ale należy w zrównoważony sposób spojrzeć na oczekiwania pracowników i pracodawców. Kontrakty zwykle są już przyznane, zawierają określone poziomy pensji z tytułu wykonywanych robót budowlanych, w budżetach nie są przewidziane zapasy na ogromne wzrosty kosztów wynagrodzeń.

Zdaniem Jana Stylińskiego potencjalną barierą, która też może pociągnąć rynek budowlany w dół, jest efektywność kontraktów. Jej spadek byłby bardzo niekorzystny dla kondycji całej branży.

 W przeszłości mieliśmy nawet ujemne marże na rynku wykonawczym, zwłaszcza infrastruktury, czyli firmy przejadały swoje oszczędności i dzisiaj już ich nie mają – wyjaśnia Jan Styliński. – Jeśli znowu musiałyby ponosić koszty wyższe od wartości kontraktów, to w wielu wypadkach prowadziłoby to do bankructwa. Mamy nadzieję, że tak się nie stanie i będziemy działać tak, aby zrównoważyć elementy kosztowe.

W ubiegłym roku – według analityków Hays – wynagrodzenia w obszarze budownictwa ogólnego nie uległy zmianom w porównaniu do poprzednich dwunastu miesięcy. W związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem na wyspecjalizowaną kadrę w tym roku prognozowany jest jednak wzrost oczekiwań finansowych.

A. Czerniak: Cięcia stóp procentowych będą niższe niż wcześniej zapowiadano. Najprawdopodobniej będzie jedna obniżka w II kwartale

CEO Magazyn Polska

Dziś drugi dzień posiedzenia RPP z udziałem pięciu nowych członków wybranych przez Senat i Sejm. Według Adama Czerniaka, głównego ekonomisty Polityki Insight, zapowiadane obniżki stóp procentowych nie będą tak głębokie, jak wynikało to z wcześniejszych zapowiedzi. Jego zdaniem cięcie będzie jedno, i to w II kwartale. Dla dalszego kształtu polityki pieniężnej kluczowa będzie decyzja o wyborze nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Jeszcze kilka miesięcy temu, bazując na zapowiedziach polityków rządowych, można było oczekiwać, że nowa Rada Polityki Pieniężnej będzie bardzo łagodna w swoim nastawieniu do dalszych obniżek stóp procentowych. Wydawało się, że w tym roku zobaczymy co najmniej dwie obniżki i stopa referencyjna spadnie do poziomu 1 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight. – Patrząc na to, jak się wypowiadają zgłoszeni przez PiS kandydaci do Rady Polityki Pieniężnej, można oczekiwać, że te obniżki stóp procentowych będą dużo mniejsze, niż wynikało z wcześniejszych przewidywań.

Jego zdaniem można się spodziewać jednej obniżki stóp procentowych w II kwartale roku.

Dziś drugi dzień posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej w nowym składzie. Bierze w nim udział pięciu nowych członków z nadania PiS: mianowani przez Senat Marek Chrzanowski, Eugeniusz Gatnar i Jerzy Kropiwnicki oraz przez Sejm – Grażyna Ancyparowicz i Eryk Łon. Ekonomiści są zgodni, że na tym posiedzeniu zmiany stóp procentowych nie nastąpią. Główna stopa NBP, referencyjna, wynosi od marca 2015 r. 1,5 proc. i jest najniższa w historii.

Zgłoszeni przez PiS kandydaci do nowej Rady Polityki Pieniężnej zdają sobie sprawę z tego, że skuteczność tego typu obniżek będzie relatywnie niewielka. W związku z czym, zwłaszcza patrząc na to, co się dzieje na rynku walutowym, będą się wstrzymywać od dużych zmian w polityce pieniężnej w najbliższych kwartałach – ocenia Czerniak.

9 lutego wygasa kadencja Anny Zielińskiej-Głębockiej, także zgłoszonej przez Sejm. Prawdopodobnym jej następcą jest zgłoszony przez PiS Henryk Wnorowski. 10 dni później kończą się kadencje zgłoszonych jeszcze przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Adama Glapińskiego i Andrzeja Kaźmierczaka. Kandydatów na ich stanowiska wskaże prezydent Andrzej Duda.

W tej chwili nie widzę zagrożeń dla niezależności banku centralnego z punktu widzenia zmian w składzie Rady Polityki Pieniężnej. Najważniejsza będzie decyzja o tym, kto zostanie nowym prezesem Narodowego Banku Polskiego – mówi Czerniak. – Liczę na to, że decyzja w sprawie wyboru nowego szefa banku centralnego będzie decyzją odpowiedzialną i nie zmieni to znacząco polityki Narodowego Banku Polskiego.

Kadencja obecnego prezesa NBP Marka Belki kończy się w czerwcu br. Ostatni z członków RPP, Jerzy Osiatyński, który w trakcie kadencji zastąpił Zytę Gilowską, będzie pełnił swoją funkcję do 2019 r.

Jak podkreśla Czerniak, decyzje personalne nowych władz będą także mieć wpływ na zachowania inwestorów na polskim rynku. Chodzi o zmiany w zarządach spółek Skarbu Państwa notowanych na giełdach. Duże giełdowe spółki, finansowe i handlowe, narażone będą na straty z powodu nowo nakładanych podatków.

Został nałożony podatek od aktywów na banki. Niewiadomą pozostaje to, w jakiej formie zostanie przyjęta ustawa o pomocy frankowiczom. Dodatkowo rząd pracuje nad podatkiem od sklepów. To także uderzy w kursy części spółek notowanych na warszawskim parkiecie – wskazuje Czerniak. – Największe zagrożenie dla warszawskiej giełdy mogą stwarzać zmiany personalne w spółkach Skarbu Państwa oraz zmiany w polityce fiskalnej państwa.

Jak podkreśla, jeśli zmiany będą w miarę łagodne i bez większego znaczenia dla bieżącej działalności spółek, to inwestorzy nie powinni się wystraszyć. Wówczas w ciągu najbliższych miesięcy można będzie obserwować ich powrót na warszawski rynek giełdowy. W przeciwnym razie należy się spodziewać dalszych spadków.

Branża spożywcza notuje dobre wyniki. W tym roku będzie musiała się zmierzyć z podatkiem nałożonym na banki i sklepy

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku eksport produktów spożywczych mógł sięgnąć 25 mld zł. Nowe rynki zbytu i korzystny kurs walutowy stwarzają dobre perspektywy dla eksporterów także na ten rok. Branża spożywcza korzysta również na rosnącej konsumpcji wewnętrznej. W tym roku dynamika wzrostu może być na poziomie 2 proc. – ocenia Atradius Credit Insurance. Sektor będzie musiał się jednak zmierzyć z wyzwaniami, jakie niesie ze sobą nałożenie podatku na sprzedawców detalicznych i banki.

Perspektywy dla branży spożywczej są dobre. W ubiegłym roku wzrost konsumpcji wyniósł 1,1 proc., analizy długookresowe mówią, że będzie sięgał rzędu średnio 4 proc. rocznie. Dynamika będzie przyspieszać, w tym roku będzie to około 2 proc., w 2019 roku już 5,5 proc. wzrostu – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor regionalny ds. oceny ryzyka w Atradius Credit Insurance.

Jak podkreśla, branża jest obecnie w dobrej kondycji. Podobne są również prognozy na najbliższe lata, zwłaszcza że w Polsce konsumpcja jest wciąż niższa niż w innych krajach europejskich. Dlatego też można się spodziewać dużej dynamiki wzrostu, choć części czynników, które mogą negatywnie wpłynąć na branżę, nie da się przewidzieć.

To, czego nie możemy przewidzieć dokładnie, to choroby zwierzęce, które mogą mieć wpływ na producentów drobiu lub wieprzowiny, oraz warunki pogodowe przy zmieniającym się klimacie. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy będzie pora sucha, czy mokra i jakie będą zbiory producentów, a to może oczywiście przełożyć się na wyniki sektora – zaznacza Taraszkiewicz.

Obecny rok niesie ze sobą wyzwania dla sektora spożywczego. Podatek, który został nałożony na instytucje finansowe, nie pozostanie bez wpływu na branżę. Przede wszystkim może być trudniej uzyskać finansowanie, a jego koszty mogą wzrosnąć.

Dynamika wzrostu będzie również zależeć od efektów podatku nałożonego na sklepy, który będzie naliczany od wysokości obrotów.

Możliwe, że sklepy będą przerzucały dodatkowe koszty na konsumentów lub będą kładły większy nacisk na obniżkę cen producentów, aby obniżyć sobie nieco obrót, wykazywać mniejsze przychody i płacić niższe podatki – wskazuje dyrektor Atradius Credit Insurance.

Popyt i w związku z tym ceny produktów będą zależeć od utrzymania się deflacji. W grudniu ubiegłego roku deflacja wyniosła 0,5 proc. w skali roku, w stosunku do listopada ceny spadły o 0,2 proc. W całym 2015 roku deflacja utrzymała się na średnim poziomie 0,9 proc. Z analizy Credit Agricole wynika, że inflacja żywności będzie w I połowie roku kształtować się nieznacznie powyżej zera. Natomiast od kwietnia dodatkowym czynnikiem, który może mieć wpływ na wzrost cen produktów spożywczych, będzie podatek od sprzedaży detalicznej. Jesienią możliwe jest zahamowanie wzrostu – ze względu na wysoką ubiegłoroczną bazę spowodowaną suszą.

Pozytywny wpływ na konsumpcję może mieć program 500+.

Te pieniądze zostaną przeznaczone na podstawowe potrzeby, czyli na konsumpcję bieżącą, a nie na dobra luksusowe – ocenia Taraszkiewicz.

Nie powinien się również zmienić popyt na eksport polskiej żywności. Raport Market Monitor firmy Atradius wskazuje, że w 2015 roku wartość eksportu produktów spożywczych mogła sięgnąć 25 mld euro przy nieco ponad 21 mld w 2014 roku. Na najwyższym poziomie utrzymuje się ekspert towarów do krajów Unii, przede wszystkim do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Wzrosła także sprzedaż do krajów Afryki i Azji. W tym roku powinno być podobnie. Ekspert wskazuje, że wyniki mogą być jeszcze lepsze, dużo będzie jednak zależeć od kształtowania się kursu walut.

W ubiegłym roku złoty mocno się osłabił, co pomogło eksporterom. Nic nie wskazuje na to, by nasza waluta się umocniła, a to będzie wciąż działało na korzyść przedsiębiorców i wzmacniało eksport, przede wszystkim do krajów strefy euro i dolarowej. Pytanie również, jak będą się rozwijały dalsze rynki, kraje azjatyckie czy afrykańskie, bo to wciąż potencjał dla polskich firm, by wejść tam z produktami – podkreśla Arkadiusz Taraszkiewicz.

Dłużnicy nauczyli się ukrywać przed windykatorami. Nowe technologie pozwalają jednak skrócić czas prowadzonych spraw o 40 proc.

CEO Magazyn Polska

Blisko 2 mln Polaków ma problemy z terminową spłatą zobowiązań. W wielu przypadkach wierzycielom trudno odzyskać należności, bo dłużnicy unikają kontaktu, nie odbierają korespondencji czy zmieniają numery telefonów. Tym samym koszty procesu odzyskiwania należności rosną. Dlatego firmy windykacyjne coraz częściej sięgają po rozwiązania technologiczne, które pozwalają im skutecznie dotrzeć do dłużników, a tym samym znacznie skrócić czas prowadzonych spraw.

Problem windykacji dotyczy przede wszystkim dodzwanialności do dłużników. Nauczyli się oni w dużej mierze skutecznie ukrywać przed windykatorami, zarówno przed tymi, którzy odzyskują należności zawodowo na zlecenie, jak i tymi, którzy pracującą w wewnętrznych działach windykacji. W tej wojnie obie strony muszą budować narzędzie poprawy skuteczności tak, aby proces windykacji był skuteczny – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Paprocki, ekspert ds. komunikacji biznesowej w Focus Telecom Polska.

Z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” przeprowadzonego w ubiegłym roku przez Krajowy Rejestr Długów oraz Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że 84 proc. firm nie radzi sobie z odzyskiwaniem należności od kontrahentów. Częściej więc sięgają po wsparcie firm windykacyjnych. Jednak i te coraz częściej mają z tym kłopot, dlatego do komunikacji z klientem wykorzystują nowe narzędzia technologiczne.

Pomagają one w całym procesie windykacji, począwszy od elementów związanych z telekomunikacją, czyli wysyłaniem komunikatów o zadłużeniu w wielu kanałach komunikacji, takich jak e-mail czy SMS, a kończąc na elementach związanych z rotacją numeru prezentowanego na numerze komórkowym czy ukrywaniem prezentacji numeru – wymienia Paprocki.

Dłużnicy często zmieniają numer telefonów, włączają pocztę głosową, czy po prostu nie odbierają telefonów z nieznanych numerów. W ten sposób praca firm windykacyjnych staje się coraz mniej efektywna, a sam proces windykacji znacznie się wydłuża. Średnio na 10 wykonanych połączeń telefonicznych udaje się skontaktować zaledwie z dwoma dłużnikami. Pracownicy firm windykacyjnych tracą do 60 proc. swojego czasu w oczekiwaniu na połączenia. Nowe technologie automatyzują jednak niektóre czynności, zmniejszając straty czasu.

Platformy do windykacji pomagają przygotować spójny i szczelny proces komunikacji z klientem. Odpowiadają na pytania, co i kiedy powinno się wydarzyć tak, żeby ten proces przebiegał optymalnie. Pozwala to windykatorowi monitorować przebieg całego procesu, a dłużnikowi pomaga uczyć się komunikowania z wierzycielem. Wie on wówczas, czego może się od niego spodziewać – podkreśla Paprocki.

Narzędzia pomocne przy windykacji różnią się w zależności od podmiotu, do którego są skierowane. Inne są w przypadku firm windykacyjnych czy call center, a inne dla wewnętrznych departamentów, które również uczestniczą w całym procesie. Platformy stosowane w firmach call center, gdzie istotna jest liczba kontaktów, są nastawione na zwiększenie liczby wykonanych połączeń.

W organizacjach, które prowadzą procesy windykacyjne na własne potrzeby, rozwiązanie musi być zdecydowanie bardziej dopasowane, szyte na miarę. Bardzo często klienci stawiają wyżej customizację i dopasowanie tego rozwiązania niż możliwość masowej komunikacji – wskazuje ekspert Focus Telecom Polska.

Większość firm windykacyjnych inwestuje w pracowników, wysyła ich na szkolenia, stara się poprawić ich umiejętności negocjacyjne. Jeśli jednak brakuje wsparcia w postaci technologii, nawet najlepsi pracownicy często są bezradni. Dlatego – zdaniem Paprockiego – konieczne jest położenie nacisku nie tylko na kompetencje ludzi, lecz także na narzędzia, które pozwolą usprawnić cały proces.

Skuteczność narzędzi windykacyjnych możemy obserwować przede wszystkim w takich obszarach jak dodzwanialność czy szybkość załatwienia spraw. Narzędzie windykacyjne, które wykorzystuje algorytm naddzwaniania typu predictive, pozwala zwiększyć dodzwanialność o ponad 40 proc. Tym samym pozwala znacząco zwiększyć liczbę realizowanych spraw dziennie – analizuje Tomasz Paprocki.

Światowy rynek wirtualnej rzeczywistości dynamicznie rośnie. W 2025 r. może wyprzedzić rynek telewizyjny

CEO Magazyn Polska

Rynek virtual reality może za 10 lat być wart 80 mld dolarów i wyprzedzić rynek telewizyjny – oceniają analitycy Goldman Sachs. Nie wszystkie prognozy są aż tak optymistyczne, ale każda z nich mówi o dynamicznym wzroście zarówno w segmencie sprzętu, jak i oprogramowania. Po technologie VR sięgają kolejne branże. Polskie firmy mogą się specjalizować w dostosowanych do wirtualnej rzeczywistości aplikacjach.

Potencjał wirtualnej rzeczywistości jest ogromny. Widać to obecnie po bardzo dużym zainteresowaniu sprzętem do wirtualnej rzeczywistości, czyli okularami Oculus, Samsung czy HTC. Na każdych targach branżowych, gdzie ci producenci pokazują swoje gogle, zainteresowanie jest ogromne, i co najciekawsze, nie tylko wśród graczy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Łukasz Rosiński, wiceprezes zarządu spółki The Farm 51, jeden z liderów w tworzeniu treści i aplikacji VR.

Rynek wirtualnej rzeczywistości dopiero raczkuje, dlatego trudno jednoznacznie określić jego wartość. Prognozy rynkowe są jednak bardzo optymistyczne. Z danych zebranych w „Raporcie dotyczącym sytuacji na rynku VR” przygotowanym przez The Farm 51 wynika, że wartość aplikacji i akcesoriów związanych z wirtualną rzeczywistości będzie rosła o ponad 100 proc. co roku. W ciągu pięciu lat rynek może być nawet 30-krotnie większy niż obecnie.

Niedawno pojawił się raport Goldman Sachs, jednego z największych banków inwestycyjnych na świecie, który zakłada, że pod względem wielkości rynek VR w 2025 roku wyprzedzi rynek telewizji. To kwoty rzędu 30 mld dolarów [w segmencie software – red.], a dziś rynek praktycznie nie istnieje. Wiele ośrodków badawczych jest mniej optymistycznych. Nawet one twierdzą jednak, że pod koniec tego roku na świecie będzie przynajmniej 3 mln urządzeń tego typu – wskazuje Rosiński.

Raport Business Insider Intelligence określa, że obecna wartość rynku to ok. 37 mln dolarów. Tractica, firma badająca interakcje człowieka z technologią, wskazuje natomiast, że rynek aplikacji do wirtualnej rzeczywistości i akcesoriów do VR już w 2014 roku miał wartość blisko 109 mln dolarów i będzie rósł w tempie nawet 142 proc. rocznie, a w 2020 roku sięgnie już ponad 21 mld dolarów. CCS Insight analizuje, że liczba sprzedanych urządzeń do wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości wzrośnie z 2,5 mln w 2015 roku do 24 mln w 2018 roku (przy czym do 20 mln z 2,2 mln wzrośnie liczba urządzeń VR).

Sytuacja będzie podobna, jak na rynku telefonów komórkowych czy telewizorów. Ceny spadną, na pewno będzie bardzo duży marketing ze strony Facebooka czy HTC, który ze Steamem, czyli największą globalną spółką dystrybucji cyfrowej mają ogromny zasięg – ocenia wiceprezes The Farm 51. – Kluczowa kwestia dla nas to aplikacje, czyli czy ci, którzy kupią te okulary, będą mieli na tyle dużo interesujących aplikacji, żeby dłużej bawić się tymi urządzeniami, żeby to była dla nich taka permanentna rozrywka, a nie chwilowe zainteresowanie.

Również w Polsce rynek VR coraz szybciej się rozwija, choć jak zaznacza Rosiński, mniejsze kraje, bez dużych producentów, muszą się skupić na aplikacjach. Kilku producentów gier komputerowych już ogłosiło, że będzie je przygotowywać. Będzie to dla nich łatwiejsze, ponieważ aplikacje VR i gry komputerowe działają na podobnych silnikach.

The Farm 51 ma w planach przygotowanie kluczowego projektu, czyli „Get Even”, w wersji na okulary wirtualnej rzeczywistości. Dwie inne spółki, czyli Bluebird i Techland, powiedziały, że swoje kluczowe tytuły również będą przygotowały w VR. Bardzo dużo dzieje się w garażach, czyli zespołach 2-3-osobowych, które przygotowują małe rzeczy. Zapewne dowiemy się o nich, jeżeli odniosą sukces – mówi Rosiński.

Choć rynek wirtualnej rzeczywistości ma przed sobą ogromny potencjał, to ocenia się, że nawet czterokrotnie wyższy ma rynek rzeczywistości rozszerzonej (AR). Przede wszystkim ze względu na fakt, że o ile VR ma raczej komercyjne zastosowanie, o tyle AR może się również okazać przydatna m.in. w medycynie. Co prawda, wiele branży przekonuje się do VR, np. sieć hoteli Marriott testuje usługę VRoom, dzięki której goście mogą zamówić do pokoju zestaw do rzeczywistości wirtualnej Samsung Gear, uruchomiła także platformę VR Postcards, która pozwala na wirtualne podróże, jednak to AR może okazać się przyszłością technologii.

Jak przekonuje Rosiński, The Farm 51 chce wykorzystać wirtualną rzeczywistość do zdobycia klientów. Jeszcze w pierwszej połowie roku premierę będzie mieć Chernobyl VR Project, czyli wirtualna wycieczka po Czarnobylu i Prypeci. Przeznaczona będzie na urządzenia Oculus i PlayStation VR, HTC Vive (VR) oraz mobilne. Projekt ma łączyć świat gier komputerowych z aplikacjami edukacyjnymi. Firma ma także w planach włączyć się w rynek AR.

Rozszerzona rzeczywistość jest jeszcze przyszłością. Dopiero za kilka lat możemy rozmawiać o tym, co zrobić na tym rynku. Rynek wirtualnej rzeczywistości jest dużo bliżej. Mocno stawiamy na przygotowanie jak najlepszych aplikacji. Rozszerzona rzeczywistość to przyszłość, o której na pewno będziemy myśleć  zapowiada Łukasz Rosiński.

Polacy masowo walczą w internecie z cyrkami wykorzystującymi tresowane zwierzęta

0

CEO Magazyn Polska

W styczniu pojawiło się blisko 8 tys. wpisów na temat cyrkowych pokazów z udziałem tresowanych zwierząt. Co czwarty wpis, w którym padały słowa „cyrk” i „zwierzęta”, zawierał link do petycji w sprawie zakazu wstępu cyrków w danym mieście. Badanie przeprowadzone przez Instytut Monitorowania Mediów pokazało, że takie petycje pojawiają się w sieci każdego dnia, a centralnym miejscem działania są media społecznościowe. Presja przynosi skutek – coraz więcej miast znajduje sposób na zakazanie wstępu cyrkom. 

Internauci w mediach społecznościowych bardzo mocno zaangażowali się w walkę z cyrkami, które w swoich pokazach wykorzystują żywe dzikie zwierzęta. W styczniu na ten temat pojawiło się kilka tysięcy publikacji. Prowadząc taki monitoring od połowy ubiegłego roku, zauważyliśmy, że motorem napędowym całej akcji była działalność prezydenta Słupska Roberta Biedronia – mówi agencji Newseria Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów w Instytucie Monitorowania Mediów.

Z monitoringu internetu IMM wynika, że tylko w styczniu pojawiło się 8 tys. dyskusji i komentarzy dotyczących walki z cyrkami, które podczas występów wykorzystują tresowane zwierzęta. Z medialnymi informacjami o kampaniach na rzecz zwierząt miało szansę się zetknąć nawet 25 mln osób. Petycje dotyczące zakazu wstępu cyrków do miast pojawiają się w sieci niemal każdego dnia.

Aktywność internautów przejawia się także w tym, że blisko 25 proc. wszystkich wpisów, gdzie padają słowa „cyrk” i „zwierzęta”, zawiera link do petycji w sprawie zakazu wstępu cyrków do danego miasta – podkreśla Jadaś.

Zakaz widowisk cyrkowych z udziałem zwierząt obowiązuje w kilkunastu krajach na świecie. Samorządy w Polsce, choć mają ograniczone możliwości, także starają się walczyć z cyrkami. Jako pierwsze zrobiły to Słupsk i Kołobrzeg, petycje mieszkańców spotkały się z odzewem internautów.

Najgłośniejszym wydarzeniem medialnym było wprowadzenie takich przepisów w styczniu w Warszawie. Nasz monitoring wskazuje, że decyzja stolicy była centralnym wydarzeniem stycznia. Także inne mniejsze miasta i miejscowości wprowadzają takie przepisy, również na wniosek samych internautów, którzy korzystają z pomocy takich organizacji jak Cyrk bez zwierząt. Piszą petycje, tworzą strony na Facebooku, które skupiają obrońców zwierząt. Media społecznościowe są centralnym miejscem działania – wskazuje ekspert IMM.

Masowy sprzeciw przynosi skutki, bo coraz więcej polskich miast zamyka przed cyrkami bramy. Zrobiły to m.in. Ciechanów, Gorzów Wielkopolski, Bielsko-Biała, Legnica, Opole, Dębica, Słupsk, Czersk, Łódź, Śrem, Szprotawa, Łódź, Wrocław i Poznań. W sieci trwa mobilizacja mieszkańców innych miast, również tych mniejszych. Najgłośniej o wprowadzenie zakazu apelują mieszkańcy Torunia, Bydgoszczy i Gliwic.

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.02.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ubezpieczeni na wypadek sukcesu

Gdy po angielsku prowadzimy korespondencję a nawet codzienne rozmowy, kompetencje językowe nabierają szczególnego znaczenia. Nie powinno więc dziwić, że miejsce „zwykłych” kursów coraz częściej zajmują zajęcia specjalistyczne, przygotowane dla konkretnej branży. Tak dzieje się np. w obszarze ubezpieczeń.

naukaW międzynarodowym środowisku pracy komunikacja odbywa się niemal wyłącznie w języku angielskim. Stąd też rosnące wymagania pracodawców, którzy oczekują, że ich pracownicy będą biegle posługiwali się językiem, ale i samych pracowników, którzy chcą bez lęku rozmawiać zarówno z kolegami z zagranicznych oddziałów, jak i z klientami. Problem w tym, że do swobodnej komunikacji nie wystarcza znajomość języka w takim stopniu, w jakim nauczymy się go na standardowych kursach językowych. Gdy trzeba wypowiedzieć się na tematy profesjonalne, przydaje się zupełnie inne słownictwo niż podczas turystycznego wyjazdu.

– Osoba spoza branży, nawet świetnie znająca angielski na poziomie native speakera, w konfrontacji z ubezpieczeniowym żargonem okazuje się nie w pełni kompetentna, bo po prostu nie zna tematyki ani słownictwa branżowego – mówi Małgorzata Kulik, właścicielka szkoły językowej Premium English, wyspecjalizowanej w kursach dla branży ubezpieczeń. – Zdarzyło się, że lektor Brytyjczyk, poproszony o wytłumaczenie znaczenia fragmentu Ogólnych Warunków Ubezpieczeń, podniósł oczy znad dokumentu i zapytał: „Are you sure this is English?!” – opowiada.

Wciąż brakuje nam językowej swobody

Brokerzy, pracownicy zakładów ubezpieczeń i osoby pracujące w firmach likwidujących szkody coraz powszechniej wykorzystują angielski w codziennej pracy. Szukając rozwiązań, które nie są jeszcze oferowane w Polsce, negocjując warunki umów sporządzonych w języku angielskim, a także prowadząc rozmowy z klientami, partnerami biznesowymi czy władzami własnych spółek, muszą wykazywać się wszechstronną znajomością języka. Poza tym branża ubezpieczeń coraz częściej umożliwia międzynarodową karierę, a trudno wyobrazić sobie osobę z Polski, zatrudnioną np. w Londynie, która ma problemy z wyrażaniem swoich myśli czy też ze zrozumieniem przedkładanych jej dokumentów.

Ale podobny problem może się pojawić również w Polsce. Niemal z dnia na dzień szefem polskiego oddziału firmy może zostać obcokrajowiec, dla którego płynna znajomość angielskiego będzie absolutną oczywistością.

– To może zaskakiwać, ale w wielu firmach nadal obserwujemy sytuacje, kiedy niespodziewany telefon lub konieczność uczestnictwa w spotkaniu biznesowym prowadzonym po angielsku wywołuje popłoch i paniczne poszukiwanie osób, które będą w stanie podjąć wyzwanie rozmowy z obcokrajowcem – zauważa Małgorzata Kulik. – Większość osób pracujących zawodowo na jakimś etapie życia uczyła się angielskiego, ale zazwyczaj nieefektywnie. Problemem bywa także znajomość języka na zbyt ogólnym poziomie lub lęk przed wykorzystywaniem swojej wiedzy w codziennych sytuacjach. Dobry kurs powinien pomóc w przełamaniu takiej blokady – dodaje.

Lektor powinien znać branżę

Wybierając kurs językowy przygotowany dla konkretnej branży, możemy oczekiwać, że lektor będzie miał duży zakres wiedzy w danej dziedzinie. W przypadku ubezpieczeń, wskazane jest, aby osoba prowadząca zajęcia sama miała doświadczenie związane z pracą w tym obszarze lub przynajmniej, by przeszła odpowiednie przeszkolenie.

Dla takiego lektora powinno być oczywiste, że ubezpieczenia to nie tylko OC i AC, a więc najbardziej popularne produkty na polskim rynku. To także aktuariat, underwriting, reasekuracja, postępowanie regresowe – pojęcia, które nic zazwyczaj nie mówią osobom spoza branży, podczas gdy dla profesjonalistów są tematem codziennych dyskusji.

I wokół takich właśnie tematów obracać powinny się kolejne zajęcia, tak aby w ich trakcie odtwarzać realia i problemy specyficzne dla danej branży, niejako przy okazji poszerzając zakres znajomości języka.

– Nie wałkujemy z klientami tekstów o biciu rekordów sportowych lub największych osiągnięciach kinematografii, jak ma to miejsce podczas typowych kursów językowych. Mało kto rozmyśla na co dzień o przepłynięciu Kanału La Manche – mówi właścicielka szkoły Premium English. – Owszem, na naszych zajęciach możemy przedyskutować przepłynięcie La Manche, ale w kontekście ubezpieczeniowym. Czy można taki wyczyn ubezpieczyć? A może to ryzyko nieubezpieczalne? Analizujemy ogólne warunki takiego ubezpieczenia na różnych rynkach i w pewnym momencie zapominamy, że jesteśmy na lekcji angielskiego – twierdzi Małgorzata Kulik.

Polacy mają językowe ambicje

ksiazkiProfesjonalnej nauki języka można zacząć uczyć się na niemal każdym poziomie zaawansowania. Nawet jeśli ktoś zna jedynie najbardziej elementarne reguły gramatyczne, może włączyć do nauki specjalistyczne słownictwo. W końcu jaka to różnica dla mózgu, czy nauczy się mówić „I would like to buy a car”, czy „I would like to buy a policy”?

Na wyższym poziomie zaawansowania można jednak wyjść poza język formalny i lepiej opanować mniej oczywiste elementy, takie jak branżowe powiedzenia lub nawet żarty. Dlatego języka można uczyć się bez końca, wciąż znajdując w nim konstrukcje nieznane i zaskakujące. Nie znaczy to jednak, że z używaniem języka powinniśmy czekać aż do momentu, gdy poznamy go perfekcyjnie!

– To mit, że Polacy nie chcą i nie umieją mówić po angielsku, choć prawdą jest, że bardzo często nie wierzą w swoje umiejętności i zupełnie niepotrzebnie przepraszają za swój angielski – mówi Małgorzata Kulik. – Z moich obserwacji wynika, że nauka angielskiego w środowisku profesjonalistów to jedna z najważniejszych ambicji. Myślę, że zagraniczni partnerzy naszych uczniów po cichu zastanawiają się, czy oni byliby w stanie w takim zakresie opanować dowolny język obcy. Dlatego nie przepraszajmy za nasz angielski, tylko bądźmy dumni z tego, jak dużo już osiągnęliśmy – zachęca właścicielka Premium English.

Nie oznacza to oczywiście, że powinniśmy poprzestać na dotychczasowej wiedzy i odpuścić sobie kursy. Mało tego, bo nie należy poprzestawać na samych lekcjach. Aby naprawdę poznać język obcy i oswoić się z nim, warto dążyć do tego, by mieć z nim jak najczęstszy kontakt.

Dlatego czytajmy anglojęzyczne wydania książek i czasopism, szukajmy informacji w sieci po angielsku, wyciszajmy polskiego lektora w oglądanym filmie i próbujmy jak najczęściej mówić po angielsku. Nie tylko w kontekście ogólnym, ale także tym branżowym. W końcu warto ubezpieczyć się na wypadek sukcesu, a dobra znajomość języka angielskiego może przyczynić się do pozytywnego zwrotu w naszej karierze.

Niepokój na GPW. Gdzie szukać zysków?

Wypowiedź: Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

gieldaTraci giełda, traci nasza waluta i tracą inwestorzy – to efekty obniżenia ratingu przez agencję Standard & Poor’s. Spadków może nie być jednak koniec. Ostatnio agencje  Moody’s i Fitch wydały komunikaty ostrzegające Polskę.  

– Decyzja o obniżeniu ratingu z A- do BBB+ przez agencję Standard & Poor’s była kolejnym policzkiem wymierzonym w polskiego inwestora, w polską giełdę i w posiadaczy kredytów walutowych. Szczególnie dotknęła osoby mające kredyty we franku szwajcarskim, dolarze czy euro. Obserwujemy od dłuższego czasu osłabianie się naszej rodzimej waluty, co na szczęście dla posiadaczy złota przekłada się na stabilny wzrost wartości. Szczególnie było to widać na początku roku – mówi newsrm.tv  Robert Śniegocki, wiceprezes Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Reakcja na obniżenie rajtingu Polski przez agencję Standard & Poor’s była gwałtowna. Spowodowała przecenę na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i bardzo mocno uderzyła w naszą walutę. Mniej odczuły to osoby posiadające fizyczne złoto, które dla wielu inwestorów jest doskonałym uzupełnieniem portfela.

– Z punktu widzenia posiadaczy złota obserwujemy od dłuższego czasu zwiększający się popyt na fizyczny kruszec i całkowite już oderwanie się fizycznego złota od złota, które jest dzisiaj notowane na giełdzie towarowej chociażby COMEX. Myślę, że sytuacja będzie trwała także w obecnym roku. Z punktu widzenia posiadacza złota, każdy moment żeby ten portfel uzupełnić jest właściwy. Dlatego, że tu znaczenie ma cel, celem jest zabezpieczenie części naszych aktywów w kontekście chociażby dość dużych zawirowań na rynku giełdowym – dodaje Robert Śniegocki.

Natomiast jeżeli chodzi o rokowania odnośnie naszej giełdy to tu jak ocenia Robert Śniegocki decydujące będą pojedyncze elementy m.in. temat programu 500+, czy podatku obrotowego od galerii handlowych

Hybrydowy Auris bestsellerem wyprzedaży Toyoty w 2015 roku

W salonach Toyoty są jeszcze dostępne egzemplarze nowego Aurisa Hybrid po face liftingu z limitowanej oferty wyprzedażowej. Promocyjne ceny modelu rozpoczynają się od 74 900 zł – po raz pierwszy odświeżony Auris jest dostępny w tak korzystnej cenie. Upusty na kompaktową hybrydę wynoszą maksymalnie 11 500 zł.

Od początku wyprzedaży rocznika 2015 35% sprzedanych Aurisów miało napęd hybrydowy. Klienci Toyoty najchętniej wybierają auta bogato wyposażone. 67% hybrydowych Aurisów, które wyjechały z salonów w czasie wyprzedaży, miało wyposażenie Comfort. Ponad połowa z nich otrzymała dodatkowo pakiet Style, zawierający pełne światła LED i przyciemniane tylne szyby. Co trzeci nowy właściciel hybrydowego Aurisa doposażył auto w nawigację. Najpopularniejszym kolorem okazał się niebieski metalik – wybrało go 30% kierowców.

Hybrydy Toyoty wyróżniają się bogatym wyposażeniem już w standardzie. Hybrydowy Auris Active posiada bezstopniową automatyczną skrzynię E-CVT, automatyczną klimatyzację, 7 poduszek powietrznych, radio z łącznością bluetooth i wiele innych udogodnień. Ponadto najtańsza kompaktowa hybryda na rynku jest objęta nawet 10-letnią gwarancją na zestaw baterii, wykazuje się niezwykłą niezawodnością i pozwala oszczędzać znaczące kwoty dzięki wyjątkowo niskiemu zużyciu paliwa i prostej budowie, pozbawionej wielu części narażonych na zużycie.

W 2015 roku Toyota Auris utrzymała pozycję niekwestionowanego lidera rynku hybryd w Polsce i w Europie.

BioMaxima S.A. oczekuje kolejnego udanego roku

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, liczy na dalszą poprawę wyników finansowych dzięki rozwojowi eksportu oraz pozyskiwaniu kolejnych kontraktów w ramach wygrywanych przetargów. Emitent planuje także dalej poszukiwać atrakcyjnych podmiotów do akwizycji.

 W minionym roku BioMaxima S.A. zwiększyła wartość eksportu swoich produktów o 42% w porównaniu z 2014 r. Ważnym rynkiem ekspansji zagranicznej będzie dla Spółki w najbliższym czasie Afryka, bowiem posiada ona bardzo duży potencjał wzrostu. Emitent dokonał także zmiany sposobu rozliczeń zagranicznych, wprowadzając euro do transakcji w Europie oraz dolary amerykańskie do transakcji poza Europą. BioMaxima S.A. zamierza kontynuować nadal swoją ofensywę przetargową, która dzięki wprowadzonym zmianom w połowie 2015 r. powinna być bardzo skuteczna. Spółka ma również w planach rozszerzenie swojej oferty o kolejne produkty.

„Wydaje się, że właśnie zakończone targi w Dubaju pozwolą na pozyskanie kolejnych dystrybutorów naszych produktów. Podczas wystawy przeprowadzono bardzo dużo rozmów, a produkty cieszyły się dużym zainteresowaniem, zwłaszcza te z segmentu mikrobiologii. Zwiększona sprzedaż oczywiście powinna się przełożyć na wynik finansowy.” – zaznacza Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. w dalszym ciągu zamierza realizować założenia przyjętej strategii rozwoju w zakresie konsolidacji rynku biotechnologicznego w Polsce. Emitent poszukuje potencjalnych podmiotów do przejęć i rozmawia od dłuższego czasu z dwoma spółkami, które wypracowują roczne przychody ze sprzedaży na poziomie 5-6 mln zł. Bardzo dynamicznie rozwija się także rumuńska spółka Roco Sistem S.R.L., w której BioMaxima S.A. posiada 90% udziałów. Plany Emitenta zakładają zmianę nazwy tego podmiotu na BioMaxima oraz wprowadzenie jego akcji do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Bukareszcie.

„Na rynku rumuńskim także rozmawiamy o akwizycji dwóch spółek. Podobnie jak na rynku polskim, również i tam zamierzamy iść drogą konsolidacji oraz wprowadzić spółki w perspektywie dwóch lat na Giełdę w Bukareszcie.” – dodaje Prezes Lewczuk.

BioMaxima S.A. wypracowała w 4 kw. 2015 r. 431 tys. zł zysku netto przy przychodach wynoszących 6.013 tys. zł. W całym 2015 r. Spółka miała 1.469 tys. zł zysku netto, a jej przychody ze sprzedaży sięgnęły 21.965 tys. zł, podczas gdy rok wcześniej było to odpowiednio: 455 tys. zł oraz 20.441 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych Emitenta wynika z mocnego rozwoju jego działalności na rynkach zagranicznych oraz wdrożenia działań w zakresie optymalizacji kosztów funkcjonowania.

BioMaxima S.A. jest polską firmą działającą w szeroko rozumianym obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej. Jest jednym z dwóch krajowych producentów odczynników do diagnostyki in vitro. Spółka jest również dystrybutorem produktów uznanych światowych firm diagnostycznych takich jak m.in. Nova Biomedical, Mitsubishi Chemical, Biolog. Emitent zaopatruje w swoje produkty ponad 2 tys. laboratoriów w Polsce oraz prowadzi działalność eksportową na ponad 40 rynkach. Strategia rozwoju Spółki zakłada prowadzenie działań konsolidacyjnych sektora biotechnologicznego.

PIT-11 za pracownika w 2016 roku

Deklaracja PIT-11 informuje o tym, jak wysokie były zaliczki na podatek dochodowy, które pracodawca wyliczał i płacił za osoby zatrudnione w jego firmie i uzyskujące w niej dochody. Na co należy zwrócić szczególną uwagę? Na właściwe wypełnienie druku i miejsce, w którym zostanie on złożony. Co zmieni się w procedurze składania deklaracji PIT-11 w roku 2016? Co dzieje w przypadku, gdy pracodawca popełni jakiś błąd w jej przesyłaniu? Dowiedz się więcej!

Gdzie złożyć PIT-11?

Pracodawca ma obowiązek dopilnować, by deklaracja trafiła do:

  1. urzędu skarbowego właściwego dla pracownika,
  2. pracownika, który uzyskał dochód na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenia lub umowy o dzieło.

Deklaracja powinna dotrzeć do urzędu skarbowego, właściwego dla miejsca zamieszkania podatnika przez ostatni rok podatkowy. Pracodawca  powinien nie tylko spełnić ten obowiązek, ale także zachować kopię PIT-11 wraz z potwierdzeniem odbioru przez pracownika oraz potwierdzeniem przekazania deklaracji do urzędu skarbowego i w celach dowodowych przechowywać ją przez pięć lat.

Złożenie PIT-11 w niewłaściwym oddziale US

Pracodawca może się pomylić i wysłać deklarację do niewłaściwego oddziału US. Co należy zrobić w takim przypadku? Przede wszystkim należy upewnić się, czy wpisał on w rozliczeniu poprawne dane podatnika dotyczące adresu zamieszkania. Jeżeli tak, urząd skarbowy, do którego trafił druk, sam prześle go do właściwej placówki. Jeżeli jednak okaże się, że na deklaracji widnieją błędne dane, koniecznością będzie złożenie korekty rozliczenia PIT-11. To na pracodawcy ciąży obowiązek skorygowania błędnych zapisów i złożenie pisma, w którym wyjaśni przyczyny złożenia korekty. Poprawnie wypełnioną deklarację i pismo wyjaśniające należy złożyć do właściwego urzędu skarbowego i przedłożyć podatnikowi, czyli pracownikowi. Dopiero po złożeniu takich dokumentów niewłaściwy urząd skarbowy będzie mógł przekazać deklarację do oddziału zgodnego z miejscem zamieszkania podatnika.

Właściwość urzędu skarbowego a miejsce zamieszkania podatnika za granicą

Jeżeli w trakcie roku podatkowego miejsce zamieszkania pracownika zmieni się i wyjedzie on za granicę, za właściwy uznaje się urząd skarbowy właściwy dla jego ostatniego miejsca zamieszkania.

Jeżeli podatnik nie posiada miejsca zamieszkania na terenie Polski i obejmuje go obowiązek rozliczania się tylko z przychodów, które uzyskał w kraju, składa zeznanie podatkowe w urzędzie skarbowym właściwym w sprawach opodatkowania zagranicznego.

Osoby, które nie posiadają miejsca zamieszkania na terenie Polski i mają obowiązek rozliczenia podatkowego tylko od przychodów, które uzyskują na terytorium kraju, zeznanie podatkowe składają w oddziale US właściwym w sprawach opodatkowania zagranicznego.

Liczba pracowników a termin składania PIT-11

Jeżeli płatnik sporządza informacje dla więcej niż 5 podatników w terminie do końca lutego, musi wysyłać deklaracje PIT-11 wyłącznie przez internet, taki obowiązek został wprowadzony od 2015 r. W przypadkach innych niż wskazany przedsiębiorca musiał złożyć PIT-11 w formie papierowej, ale ma na to czas jedynie do końca stycznia. Forma i termin sporządzenia i przesłania pracownikom deklaracji PIT-11 nie ulega zmianie i wciąż przypada na ostatni dzień lutego.

Wzloty i upadki polskich firm 2015. Subiektywna lista wywiadowni gospodarczej CRIBIS.pl.

Miniony rok obfitował w doniesienia medialne na temat polskich firm. Dowiedzieliśmy się o ich spektakularnych sukcesach, ale nie zabrakło też porażek, które dla wielu z nas stanowiły nie lada zaskoczenie.

Wywiadownia gospodarcza dla małych i średnich firm CRIBIS.pl przygotowała subiektywną listę największych „ups and downs” polskich firm 2015.

UPS…

Ten rok niewątpliwie należał do firm, które wyróżniały: pasja, odważny pomysł, ciekawa historia lub charyzmatyczna postać, która poprowadziła firmę na szczyt. I oczywiście nieustanny rozwój, który owocował sukcesami na arenie krajowej i międzynarodowej.

Cinkciarz podbija Amerykę

Cinkciarz.plCinkciarz.pl od początku postawił na marketing kontrowersji. Już sama nazwa, kojarząca się z nielegalnie handlującymi walutą obywatelami PRL, obciążona była sporym ryzykiem. O przekroczeniu kolejnej granicy mówiono w minionym roku, gdy firma, zarabiająca zresztą krocie, otwierała swoje pierwsze biuro w Stanach Zjednoczonych. W ramach promocji kantoru firma, jako pierwsza z Polski, podpisała umowę sponsorską z… Chicago Bulls. I zapewne wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że w wydarzeniu uczestniczyli i pozowali do zdjęć, zaliczając przy tym jedną wpadkę za drugą, prezydenci RP: Bronisław Komorowski i Lech Wałęsa. Lech Wałęsa wyściskał się z maskotką klubu, a Bronisław Komorowski przypadkowo trzymał koszulkę Chicago Bulls w sposób  budzący jednoznaczne skojarzenia z popełnionym przez niego wcześniej  błędem ortograficznym, kiedy to wpisując się do księgi kondolencyjnej po katastrofie jądrowej w Japonii, łączył się z Japończykami „w bului nadzieji”.

Jak pokazują wyniki spółki, odważny marketing bardzo dobrze przekłada się na sprzedaż. W roku 2011 wartość sprzedaży wyniosła 485 mln zł, by w dwóch kolejnych latach osiągnąć pułapy odpowiednio 3,8 mld zł i 7 mld zł. Zyski firmy w latach 2011-2013 to kolejno 552 tys. zł, 703 tys. zł i 612 tys. zł. Według oceny CRIBIS.pl spółka ma dobrą kondycję i wiąże się z nią przeciętne ryzyko kredytowe.

Wiedźmin daje zarobić

CD ProjektCD Projekt to przykład tego, jak z małego przedsięwzięcia dwójki przyjaciół z ławy szkolnej wyrasta się na prawdziwego rekina. Kolorytu spółce dodaje fakt, że choć jej obecne zyski liczone są w setkach milionów złotych, jeden z współzałożycieli, Michał Kiciński, dziś nie kryje się z tym, że gry go znudziły. Od wielkiego świata biznesu woli… medytacje w Świętej Dolinie Inków w Peru. 19 maja 2015 roku wielbiciele dokonań polskiego studia wreszcie doczekali się upragnionego debiutu trzeciej części popularnej gry fabularnej. Rozchodzący się
w rekordowych nakładach “Wiedźmin 3: Dziki Gon” rozbudził apetyty inwestorów, zaś rozgłosu polskiej produkcji dodał fakt, iż we wrześniu została ona nominowana do prestiżowych nagród Golden Joystick (odpowiednik filmowych Oscarów) w kategoriach: najlepsza fabuła, najlepsza grafika, najlepszy moment w grze oraz najlepsza gra roku. Nominację otrzymało również samo studio CD Projekt. Łącznie Polacy zdobyli 5 nagród. Jeśli weźmie się pod uwagę, że w latach 2013 i 2014 trzecia część Wiedźmina wygrywała w kategorii Najbardziej Oczekiwanej Gry, dziecko CD Projekt zasłużenie zyskuje miano najbardziej utytułowanej gry w historii Golden Joystick Awards. Niezależni eksperci CRIBIS.pl oceniają w raporcie o CD Projekt, że firma jest stabilna i ma dobrą kondycję. Rekomendowany limit kredytowy to 243 mln zł. W pierwszych trzech kwartałach 2015 r. spółka zarobiła 273 mln zł, co stanowi znaczący wzrost w stosunku do lat ubiegłych. W 2013 roku zysk wyniósł 19 mln zł, zaś rok później spółka odnotowała stratę w wysokości 12 mln zł. Karierze Wiedźmina nie grozi jednak żadne załamanie, wprost przeciwnie – rzesze fanów Gerlata z Rivii z niecierpliwością oczekują efektu prac nad filmem w reżyserii Tomasza Bagińskiego. Premiera ma odbyć się w 2017 r. Jak widać Wiedźmin wciąż daje zarobić.

Polska butami stoi

Historia CCC korzeniami sięga wczesnej, postsocjalistycznej rzeczywistości rynkowej. Bazarowe początki, decyzja o powołaniu własnej marki, wreszcie debiut giełdowy i uzyskanie statusu krajowego lidera w obszarze sprzedaży detalicznej obuwia – droga CCC to barwna success story, w której główną rolę od początku odgrywa osoba prezesa, Dariusza Miłka. W 2015 r. roku o spółce znów zrobiło się głośno, a to za sprawą przejęcia giganta rynku e-commerce, największego sklepu obuwniczego online, eobuwie.pl. Transakcja zakładała obopólną korzyść: z jednej strony działający na rynkach międzynarodowych sklep internetowy miał stać się kanałem sprzedaży online dla obuwia CCC, z drugiej zaś – sieć stacjonarna CCC zapewnić miała dodatkowe punkty odbioru produktów zakupionych online. Mariaż doszedł do skutku, zaś spółka po raz kolejny zanotowała rekordowe zyski roczne. – W 2015 roku ugruntowaliśmy pozycję niekwestionowanego lidera rynku obuwniczego w Europie Środkowej i największego producenta obuwia w Europie. Spółka zakończyła rok z imponującą ilością 800 sklepów detalicznych w 15 krajach, przekraczając poziom 2,3 miliarda złotych przychodów ze sprzedaży. Przejęcie eobuwie.pl stworzyło dla nas niezliczone synergie kosztowe, organizacyjne, marketingowe i produktowe, dzięki którym zamierzamy szybko rosnąć i znacznie zwiększać przychody – komentuje Piotr Nowjalis, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor Finansowy CCC S.A.

Według danych z raportu CRIBIS.pl firma ma dobrą kondycję, zaś rekomendowany limit kredytowy to 299 mln zł. W latach minionych firma zanotowała zysk w wysokości: 104 mln zł w 2013 r., 129 mln zł rok później, 237 mln zł za trzy pierwsze kwartały ubiegłego roku. Niezależni eksperci CRIBIS.pl ocenili ryzyko kredytowe dla CCC jako poniżej przeciętnego.

…AND DOWNS

Miniony rok przygotował nam kilka spektakularnych porażek polskich marek. I choć niektórych z nich zupełnie się nie spodziewaliśmy, zwiastuny upadku wielu gwiazd z firmamentu polskiej gospodarki widoczne były w raportach wywiadowni CRIBIS.pl o wiele wcześniej.

Merlin już nic nie wyczaruje

Miał być rodzimym Amazonem, ale z polskim oddziałem amerykańskiego giganta łączy go dziś wyłącznie lokalizacja w Poznaniu. Poważne problemy jednego z najstarszych polskich sklepów internetowych zaczęły się wiele miesięcy temu, gdy właściciel Merlina – spółka Czerwona Torebka, należąca do jednego z najbogatszych Polaków, Mariusza Świtalskiego – zdecydował się sprzedać sklep. Nastąpiły szybko piętrzące się problemy
z płatnościami, które coraz mocniej zaczęły dotykać dostawców. Ci wzięli sprawy w swoje ręce, jeden po drugim zgłaszając wnioski o upadłość spółki. W listopadzie rachunek bankowy spółki został zajęty przez komornika, zaś w grudniu wniosek o upadłość złożył sam Merlin.pl. Miało być pięknie, a wyszło… jak zwykle. Z danych CRIBIS.pl wynika, że kontrahenci spółki Merlin.pl już od dawna powinni byli mieć powody do niepokoju. Straty spółki
w latach 2012-2013 wyniosły odpowiednio: 3,8 mln zł i 5,1 mln zł, by osiągnąć poziom aż 49 mln zł w roku 2014. Ponadto eksperci CRIBIS.pl ocenili kondycję firmy jako złą, wskazując jednocześnie na podwyższone ryzyko kredytowe oraz wysokie prawdopodobieństwo upadku firmy. Do tego dochodzą informacje o zgłoszonych do giełd wierzytelności roszczeniach na łączną kwotę 402 749 zł. – Wiele wskazuje na to, że spółka Merlin.pl S.A. nie miała wystarczającego kapitału by wyjść zwycięsko z próby przekształcenia księgarni internetowej w wielobranżowy sklep e-commerce. Strategia, którą spółka zaczęła realizować w 2014 r., mogła stać się przysłowiowym gwoździem do trumny. Konkurencja na rynku e-commerce jest duża, a Merlin.pl, od kilku lat pozostający na dużej stracie, bez odpowiedniej wielkości kapitału miał znikome szanse, by ją wytrzymać – komentuje Rafał Irzyński, Główny Analityk Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.

Atlantic? Nie, Titanic.

W sierpniu zbankrutował Atlantic, jeden z najbardziej znanych polskich producentów bielizny. Kryzys przyszedł wraz z destabilizacją rynku wschodniego, bowiem około 60% przychodów Atlantica pochodziło z rynku rosyjskiego i ukraińskiego. Ale to nie sytuacja za granicą, lecz polska skarbówka, powiedziała ostatnie słowo, upominając się o zapłatę pięciu milionów złotych z podatku VAT. I choć firma poprosiła o rozłożenie tej płatności w czasie, argumentując, że jej problemy finansowe powstały w wyniku nieprzewidzianych zdarzeń politycznych, urzędnicy zablokowali konta spółki. Droga do utraty płynności była krótka. Właściciel firmy złożył wniosek o upadłość układową, wierząc, że uda mu się porozumieć z wierzycielami i uratować markę, jednak sąd był nieugięty i zdecydował o likwidacji spółki. W raporcie CRIBIS.pl widzimy, jak w ostatnich latach wraz z nieznacznie spadającą sprzedażą, wyraźnie rosną straty spółki. W 2011 roku sprzedaż wyniosła 105 mln zł, rok później o 10 mln zł mniej, zaś w 2013 roku 92 mln zł. O ile w 2011 roku spółka mogła cieszyć się blisko czteromilionowym zyskiem, o tyle w 2012 r. roku strata Atlantica wyniosła 1,7 mln zł, by rok później osiągnąć wartość 4,2 mln zł. Eksperci CRIBIS.pl sygnalizowali w raporcie ponadprzeciętne ryzyko kredytowe i zwiększone ryzyko upadłości spółki.

Podcięte skrzydła

18 listopada odbył się ostatni regularny lot pasażerski z lotniska w Radomiu. Był to rejs do Rygi, obsługiwany przez łotewskie linie Air Baltic. Przyczyną zaprzestania lotów do stolicy Łotwy była dramatycznie niska popularność tego połączenia. Zaledwie miesiąc wcześniej z usług radomskiego lotniska zrezygnowały linie Czech Airlines, które od kilku tygodni obsługiwały loty do Pragi. Tak oto, uruchomiony kosztem 120 mln zł port lotniczy, pozostał bez regularnych połączeń, a temat nierentownych lotnisk po raz kolejny zagościł w polskich mediach. W sprawozdaniu finansowym za 2014 r. zarząd spółki pisze, że, cytując: „nie istnieją okoliczności wskazujące, że są zagrożenia kontynuowania działalności”. Raport CRIBIS.pl o należącym w 100% do gminy miasta Radom porcie lotniczym, wskazuje jednak na zwiększone ryzyko jego upadłości i ponadprzeciętne ryzyko kredytowe. Straty, jakie lotnisko przyniosło w latach 2011-2013 to odpowiednio 2,4 mln zł, 4,7 mln zł i 6,8 mln zł. Rok 2014  spółka zamknęła ze stratą 12,4 mln zł. I choć władze gminy zapewniają, że podejmują kroki ku naprawie sytuacji, trudno mieć nadzieję na cud po tak pogłębiających się rokrocznie stratach. A szkoda, bo – cytując klasyka  – „człowiek musi sobie czasem polatać”.

Złoty wciąż zyskuje

Kolejny dzień silnego ruchu na złotym z pewnością cieszy kredytobiorców walutowych. Indeksy PMI bez wpływu na rynki. Ropa naftowa znów w dół.

Wczorajszy dzień działał w przypadku złotówki dokładnie wbrew danym makroekonomicznym. Z rana poznaliśmy wyraźnie gorszy od oczekiwań odczyt indeksu PMI dla przemysłu. Różnica była istotna. Analitycy spodziewali się spadku o 0,2 pkt a odczyt spadł 1,2 pkt. Zwykle przy ważnych słabych danych waluta traci na wartości. Wczoraj natomiast kontynuowany był ruch umacniający złotego. Za euro płacimy już “tylko” 4,39 zł, nie jest to oczywiście szczególnie niski poziom. Biorąc pod uwagę, że jeszcze tydzień temu było to 4,50 zł jest to bardzo dobry wynik. Frank szwajcarski po 3,95 zł również wygląda lepiej, szczególnie, że początek miesiąca jest popularnym terminem spłat rat kredytów. W tym kontekście spadek od ostatnich maksimów o kilkanaście groszy z pewnością spowodował chociaż trochę ulgi. Złoty umacniał się również względem innych walut. W związku z tym można podejrzewać, że jest to powrót inwestorów do naszej waluty niż zwiększenie zainteresowania naszym regionem Europy.

Reszta indeksów PMI również nie zmieniła za wiele na rynkach walutowych. Indeks dla Unii Europejskiej nie różnił się od oczekiwań. Było to wynikiem odrobinę lepszych niż sądzono danych z Niemiec, które wyrównały kilka słabszych odczytów mniejszych państw. Pewnym zaskoczeniem był za to wynik Wielkiej Brytanii. Kraj ten osiągnął rezultat o 1,2 pkt wyższy niż przewidywali analitycy. Nie zmieniło to faktu, że najwyraźniej inwestorzy podeszli do tego zupełnie inaczej, bo w ciągu pół godziny od publikacji funt stracił ponad 3 grosze na wartości.

Ropa naftowa znów spada. Wciąż znajduje się powyżej poziomu 30 dolarów za baryłkę, ma zatem jeszcze spory zapas do ostatnich minimów. Niemniej już te spadki spowodowały przecenę walut krajów silnie zależnych od wydobycia surowców. Rubel znów dąży do granicy 5 groszy. Powodem spadków jest tutaj głównie obawa o popyt światowy spowodowany kryzysem w Chinach. To właśnie na ten kraj i wzrost zapotrzebowania liczyli producenci ropy naftowej. Obecnie produkcja wyraźnie przekracza zużycie ropy zatem cena znajduje się na poziomach, które powodują, że ceny, które płacimy za paliwo na stacjach są znacznie atrakcyjniejsze niż jakiś czas temu. Drugim efektem jest z kolei ostatnia zwyżka na złocie. Surowiec ten jest uważany za pewną lokatę na ciężkie czasy. Biorąc pod uwagę ile spadł od ostatnich maksimów taki pewny nie jest.

Dzisiaj dzień zaczął się od gorszych od oczekiwań danych ze Szwajcarii. Sprzedaż detaliczna spada o 0,3% mocniej niż się spodziewano. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na następujące dane:

09:55 – Niemcy – stopa bezrobocia,

11:00 – Szwajcaria – wystąpienie publiczne szefa SNB.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się zarówno maksimum poprzedniego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne  na 4,4150.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9650.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne minimum lokalne na 4,0650.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 02.11.2015 do 02.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,7300.

Prof. E. Chojna-Duch: Niezależność Narodowego Banku Polskiego nie jest zagrożona

Zmiany personalne w składzie Rady Polityki Pieniężnej w żadnym wypadku nie naruszają jej niezależności – uważa profesor Elżbieta Chojna-Duch. Jej zdaniem nowe władze monetarne powinny się skupić na kontynuacji polityki prowadzonej jeszcze przez członków poprzedniej kadencji. Dla samej RPP najważniejszy tegoroczny cel to ustabilizowanie inflacji na poziomie 2,5 proc. Jego realizacja powinna się jednak odbywać wyłącznie przy wykorzystaniu tradycyjnych narzędzi, m.in. zmiany poziomu stóp procentowych. 

– Nie wiemy, jaka polityka będzie prowadzona przez RPP w zakresie wysokości stóp procentowych. Miejmy jednak nadzieję, że Rada w nowym składzie, będzie podtrzymywała te dobre cechy chwalonej obecnie sześcioletniej polityki dotychczasowej Rady – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Elżbieta Chojna-Duch, była członkini Rady Polityki Pieniężnej.

Według założeń przyjętych jeszcze przez poprzednie władze monetarne podstawowym celem polityki pieniężnej w 2016 roku ma być ustabilizowanie inflacji na poziomie 2,5 proc. z maksymalnym przedziałem wahań wynoszącym +/-1 procent. Aktualnie RPP jest jednak daleka od jego realizacji. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w grudniu 2015 roku w Polsce panowała półprocentowa deflacja.

Ekonomistka odnosi się także do kwestii zmian w składzie Rady Polityki Pieniężnej. Jej zdaniem nowi członkowie gwarantują pełną niezależność działań prowadzonych w zakresie sprawowania polityki monetarnej.

– Nie widzę tutaj żadnego zagrożenia niezależności Narodowego Banku Polskiego ani jeśli chodzi o niezależność indywidualną poszczególnych osób, ani władzy rozumianej jako całość. Obecnie w żadnym aspekcie działalności NBP czy samej Rady Polityki Pieniężnej nie widać żadnych zaburzeń – zauważa.

W styczniu 2016 roku Sejm i Senat powołał pięciu nowych członków RPP rekomendowanych przez Prawo i Sprawiedliwość. W lutym skład Rady uzupełniony zostanie o kolejne trzy osoby.

Zdaniem prof. Elżbiety Chojnej-Duch działania NBP w zakresie kształtowania polityki monetarnej powinny się ograniczyć do wykorzystania konwencjonalnych narzędzi, takich jak regulowanie wysokości stóp procentowych czy poziomu rezerw obowiązkowych.

– Niekonwencjonalne instrumenty w EBC były koniecznością, ponieważ sytuacja banków była tam różna, a nie we wszystkich dobra. One miały służyć, po pierwsze uruchomieniu akcji kredytowej, po drugie – ratowaniu systemu bankowego w niektórych krajach. My takiej potrzeby nie mamy – zauważa Chojna-Duch.

W ocenie byłej członkini RPP takie działania jak m.in. skupowanie obligacji z rynku wtórnego czy sprowadzanie poziomu stóp procentowych poniżej zera z punktu widzenia takich gospodarek jak Stany Zjednoczone czy Japonia było konieczne. Natomiast, jak zaznacza, w dłuższym okresie wykorzystanie tak niestandardowych narzędzi może mieć dla gospodarki negatywne konsekwencje.

Dziś pierwszy dzień dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej w nowym składzie. Weźmie w nim udział pięciu nowych członków z nadania PiS: mianowani przez Senat Marek Chrzanowski, Eugeniusz Gatnar i Jerzy Kropiwnicki oraz przez Sejm Grażyna Ancyparowicz i Eryk Łon. Ekonomiści są zgodni, że na tym posiedzeniu zmiany stóp procentowych nie nastąpią. Główna stopa NBP, referencyjna, wynosi od marca 2015 r. 1,5 proc. i jest najniższa w historii.

Nowoczesne systemy oświetlenia ulic przynoszą gminom kolosalne oszczędności. Polska spółka Apanet chce montować je m.in. w Stanach Zjednoczonych

CEO Magazyn Polska

Nowoczesne systemy oświetlenia ulicznego są nawet o 60 proc. oszczędniejsze od tradycyjnych. Montująca je spółka Apanet liczy więc na wzrost zamówień w tym roku. Jak ocenia, rynek jest bardzo chłonny, a dla tego typu inwestycji nie ma alternatywy.

W tym roku Apanet chce budować systemy automatyki oświetlenia, inwestuje też w marketing. Ma w planie kilka dużych działań, m.in. jak co roku weźmie udział w największych targach oświetleniowych. Liczy, że obok zamówień krajowych zdobędzie też zagraniczne.

Chcemy systemy automatyki oświetlenia rozszerzyć na inne rynki  podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Leszczyński, prezes zarządu Apanet.  Podjęliśmy szereg działań, w tym momencie podpisany jest list intencyjny i trwają rozmowy na temat naszej pierwszej instalacji w Stanach Zjednoczonych. Instalacji o tyle ciekawej, gdyż nie dość, że będzie to nowy rynek, nowy kontynent, to również nowy obszar działań. Chcemy też zaistnieć na rynku oświetlenia wewnętrznego, czyli hal, magazynów i fabryk.

Na początku stycznia spółka poinformowała o podpisaniu listu intencyjnego z amerykańską spółką SunView LED ws. sterowania oświetleniem w centrum dystrybucyjnym odzieży w miejscowości Henderson. Szczegółowe warunki współpracy są negocjowane. Piotr Leszczyński dodaje, że USA nie jest jedynym celem biznesowym jego firmy. Oszczędne systemy oświetlenia stają się coraz popularniejsze na całym świecie.

Stany Zjednoczone to jest numer jeden. Olbrzymi rynek, bardzo chłonny i wbrew pozorom dość świeży. USA podąża za Europą. Oprócz tego Europa. Toczą się rozmowy z dystrybutorem niemieckim, mamy kilka pilotażowych wdrożeń w Europie – w Hiszpanii, we Francji. Mamy też instalacje na Łotwie. Także staramy się być również obecni na rynkach zagranicznych.

Model biznesowy spółki opiera się na pomocy dla gmin i innych jednostek samorządowych w uzyskiwaniu dużych oszczędności na rynku oświetlenia ulicznego. Jak zapewnia, dzięki systemom instalowanym przez firmę budżety lokalne mogą zyskać spore oszczędności.

Systemy, które instaluje nasza firma , pozwalają w krótkim okresie uzyskać naprawdę imponujące oszczędności poprzez inteligentną, czyli dopasowującą się do aktualnych potrzeb, regulację natężenia światła  zwraca uwagę prezes zarządu Apanet. – Upraszczając, chodzi o to, żeby nie świecić w nocy niepotrzebnie, tylko świecić wtedy, kiedy jest to potrzebne. Tym samym oszczędzać zarówno pieniądze, jak i zredukować emisję dwutlenku węgla.

Jako przykład Piotr Leszczyński podaje Bydgoszcz, gdzie jego firma zamontowała ostatnio system oświetlenia. Prezes podkreśla, że jest to największy system tego typu w Polsce i największy w tym regionie Europy. Przynosi oszczędności przekraczające 60 proc.

Po trzech pierwszych kwartałach 2015 roku Grupa Kapitałowa Apanet miała 1,3 mln zł przychodów wobec 381 tys. zł rok wcześniej. Zysk netto za ten sam okres wyniósł 187,5 tys. zł wobec straty 589 tys. zł przed rokiem. Jak zastrzega prezes, jest za wcześnie, by mówić o finansowaniu inwestycji emisją akcji.

– Szukamy finansowania dłużnego. Rozmowy się toczą, ale nie chciałbym tutaj wyprzedzać faktów. Mamy spore potrzeby, spore możliwości wydatkowania i wiele dróg, dzięki którym te pieniądze przyniosą pokaźne zyski – mówi prezes Piotr Leszczyński z Apanetu.

Jak informuje, jego firma zamierza wdrożyć nowy system sterowania wewnętrznego.

 Będą na to potrzebne pieniądze. Rynek bardzo szybko się rozwija, bez znaczących inwestycji zostalibyśmy z tyłu, więc żeby za tym rynkiem nadążać, a nawet go wyprzedzać, oczywiście musimy inwestować.

Za 30–40 lat polisy komunikacyjne znikną z rynku. Firmy ubezpieczeniowe muszą szukać nowych źródeł dochodów

CEO Magazyn Polska

Firmy ubezpieczeniowe czekają duże zmiany. Ubezpieczenia komunikacyjne, czyli ich sztandarowy produkt, który jest odpowiedzialny za 60 proc. przychodów, wraz z rozwojem technologicznym w motoryzacji zaczną znikać z rynku. Dlatego firmy muszą szukać nowych źródeł dochodów. Do tego potrzebne są jednak zmiany technologiczne, które przyspieszą wprowadzanie na rynek nowych produktów.

Rynek ubezpieczeniowy w tej chwili przechodzi trudny moment. Produkty, które były do tej pory sprzedawane, np. ubezpieczenia komunikacyjne, zaczynają znikać z rynku. Ludzie zaczynają jeździć dużo poprawniej, liczba wypadków się zmniejsza, a samochody są dużo bardziej zautomatyzowane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Trochimczuk, partner zarządzający Sollers Consulting. – Za chwilę nastąpią kolejne dwie fale: wdrożenie telematyki i pojawienie się samochodów bez kierowcy.

Eksperci szacują, że po wdrożeniu telematyki częstotliwość wypadków spadnie o około 23–25 proc. Z kolei wprowadzenie aut bez kierowców spowoduje 93–proc. spadek. To zaś oznacza, że składka spadnie do 7 proc., co pociągnie za sobą dalsze zmiany na rynku ubezpieczeniowym.

Kupującym ubezpieczenie nie będzie Kowalski, tylko producent samochodu, który będzie dużo lepiej negocjował z firmą ubezpieczeniową. Dla ubezpieczycieli oznacza to, że za 30–40 lat ubezpieczenia komunikacyjne de facto znikną z rynku. W tej chwili w Europie stanowią one 40 proc. składki, a w Polsce – 60 proc., czyli 60 proc. obrotów firm – wyjaśnia Trochimczuk.

Dlatego towarzystwa ubezpieczeniowe już dziś muszą się przygotowywać na zmiany. Po pierwsze, chodzi o szukanie nowych produktów dla nowych grup klientów, po drugie, o szybsze wprowadzanie ich na rynek. Dziś potrzeba od 6 do 9 miesięcy na zmianę produktu. Jak podkreśla Trochimczuk, to i tak znacznie krótszy czas niż na Zachodzie, bo polskie firmy ubezpieczeniowe pod względem operacji IT stoją na najwyższym poziomie. Niestety, i tak proces ten wymaga przyspieszenia.

Okres 6–9 miesięcy to czas zmiany, o którym Niemcy mogą w tej chwili tylko pomarzyć – mówi partner zarządzający Sollers Consulting.

Jego zdaniem jedną z najważniejszych zmian na rynku będzie pojawianie się nowych produktów. Żeby dostosować ofertę do nowych grup klientów, ubezpieczyciele będą potrzebowali więcej danych na ich temat. Jak podkreśla Michał Trochimczuk, dziś firmy zbyt rzadko mają kontakt z klientami, by zebrać wystarczającą ilość danych.

Dlatego tak ważne jest to, żeby firma pracowała z partnerami, którzy tę informację mają i mogliby ją dostarczyć. Takim przykładem są np. agregatory w Wielkiej Brytanii, które pracują z firmami doradczymi w obszarze ubezpieczeń. Analizują dane, które otrzymują na swoich porównywarkach, i dostarczają dokładne informacje firmie ubezpieczeniowej, ażeby mogła dopasować swoje ryzyko do potrzeb klienta – wyjaśnia ekspert.

Z tego typu agregatorów będą też coraz częściej korzystać klienci – dzięki porównaniu ofert dostępnych na rynku będą oni mogli szybko znaleźć coś dla siebie. Zdaniem Trochimczuka nie oznacza to, że polski rynek zostanie zdominowany przez kanał direct, jednak porównywarki internetowe będą miały większy wpływ na decyzje klientów. To zmieni model działania firm ubezpieczeniowych.

Potencjał na innowacje w ubezpieczeniach jest ogromny. Rozmawiałem z założycielem FinTechu w Wielkiej Brytanii, który na pytanie, gdzie firmy ubezpieczeniowe znajdują się z punktu widzenia innowacyjności na tle innych sektorów, odpowiedział, że są poniżej poziomu. Dodał jednak, że w tej chwili firmy ubezpieczeniowe zaczynają coraz więcej inwestować w to, żeby mieć dostęp do informacji na temat tego, jakie nowe start-upy i pomysły pojawiają się na rynku. Widać ruch, który powinien tę ocenę zmienić w przeciągu roku czy dwóch lat – mówi Michał Trochimczuk.

Od 2017 r. spółki z GPW będą miały obowiązek raportowania danych niefinansowych

CEO Magazyn Polska

W 2017 roku wchodzi w życie dyrektywa Unii Europejskiej w sprawie obowiązku raportowania danych niefinansowych. Szacuje się, że przepis obejmie około 250–300 polskich spółek. Praktyka raportowania zdarzeń pozafinansowych jest powszechnie stosowna m.in. w Japonii oraz Stanach Zjednoczonych. W naszym kraju to wciąż rzadkość. Tymczasem dostępność tego typu danych istotnie zwiększa zainteresowanie akcjonariuszy i pozwala osiągnąć wyższe stopy zwrotu.

– Zgodnie z nową dyrektywą Unii Europejskiej od 2017 roku spółki notowane na giełdzie będą musiały raportować pewne dane, do których jeszcze nie są przygotowane. Nie dotyczy to wszystkich spółek, ale o pewnym zakresie związanym z liczbą pracowników czy osiąganym obrotem – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Anna Węgrzyn, kierownik projektu mHR z Biura Projektowania Systemów Cyfrowych.

Nowe przepisy zakładają, że obowiązek raportowania niefinansowego będą miały spółki giełdowe, których wielkość zatrudnienia przekracza 500 osób, a suma bilansowa jest powyżej 20 mln euro lub osiągane przychody netto przekraczają 40 mln euro. Raport dołączony będzie do obligatoryjnego raportu okresowego lub rocznego, który publikuje dana spółka. Obowiązkiem w naszym kraju objętych będzie około 250–300 firm.

– Nasze organizacje nie są przygotowane do raportowania innych danych poza danymi finansowymi. Nauczyliśmy się zarządzać finansami, produkcją, natomiast w tych raportach potrzebne są także dane związane m.in. z kapitałem ludzkim czy oddziaływaniem firmy na środowisko – wyjaśnia kierownik projektu mHR.

Ekspertka tłumaczy, że tego typu dane mogą być szczególnie interesujące dla akcjonariuszy danej spółki. Dzięki nim oprócz twardych danych finansowych zyskają także informacje na temat np. sytuacji pod kątem posiadanych zasobów ludzkich.

– Ustawodawca nie przewiduje konkretnego zakresu danych, jakie muszą być raportowane. Jest zapis, że mają być to dane istotne. Spółka w takim raporcie może też zapisać, że pewnych danych nie uwzględnia. Musi jednak podać wówczas powód odmowy – dodaje Anna Węgrzyn.

Elementy takiego raportu w obszarze HR mogą zawierać szereg danych, począwszy od ogólnej liczby zatrudnionych w firmie, poprzez rozkład wieku, płci czy wykształcenia, skończywszy na produktywności kapitału ludzkiego. Tego typu praktyka już od wielu lat stosowana jest m.in. przez spółki japońskie czy amerykańskie. W Polsce jest to nadal rzadkość.

W ocenie Anny Węgrzyn sytuacja na naszym rynku ulega jednak stopniowej poprawie. Jej zdaniem jest coraz więcej spółek, których działy HR są w stanie np. efektywnie oszacować stopę zwrotu z posiadanego kapitału ludzkiego.

– Na polskim rynku nie ma jeszcze dużego zainteresowania danymi na temat wpływu kapitału ludzkiego na efektywność przedsiębiorstwa. Natomiast jeżeli mały indywidualny inwestor na giełdzie zechce kupić akcje danej spółki, to może zajrzeć do podpunktu „kapitał ludzki” – zauważa.

Spółki przywiązujące dużą wagę do kwestii relacji z inwestorami z reguły cieszą się ich większym zainteresowaniem. Potwierdza to m.in. zachowanie wskaźnika giełdowego RESPECT Index. Jest to projekt realizowany przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, który obejmuje podmioty o najwyższym standardzie zarządzania w zakresie ładu korporacyjnego. W indeksie znajdują się 23 spółki. Ich stopa zwrotu od momentu pierwszej publikacji w listopadzie 2009 roku wynosi 39 proc. wobec 15 proc. w przypadku indeksu szerokiego rynku WIG.

Rośnie liczba i wartość transakcji bezgotówkowych. W systemie Elixir rozliczono w 2015 r. 1,67 mld transakcji wartych 4,3 bln zł

CEO Magazyn Polska

Systematycznie rośnie zarówno liczba, jak i wartość transakcji bezgotówkowych. Za pośrednictwem zarządzanego przez Krajową Izbę Rozliczeniową SA systemu Elixir przeprowadzono w ubiegłym roku 1,67 mld płatności, o ponad 60 mln więcej niż podczas poprzednich 12 miesięcy, a ich wartość w ujęciu rocznym zwiększyła się o 300 mld zł. Dynamicznie rosną także transakcje natychmiastowe i realizowane w euro. 

Wzrost liczby i wartości przetwarzanych transakcji odnotowaliśmy we wszystkich systemach rozliczeniowych, które obsługujemy – mówi agencji Newseria Biznes Michał Szymański, wiceprezes Zarządu KIR.

Największa liczba transakcji została rozliczona w systemie Elixir, który jest podstawowym narzędziem rozliczeń międzybankowych w kraju. W 2015 roku przetworzono za jego pośrednictwem 1,67 mld płatności o wartości 4,3 bln zł (rok wcześniej – 1,61 mld o wartości 4 bln zł).

Duży wzrost dotyczył również systemu Euro Elixir, uruchomionej w 2005 roku platformy rozliczeń międzybankowych w euro.

Euro Elixir stanowi część obszaru rozliczeń SEPA, jest ogniwem łączącym nasze płatności z obrotem w ramach Unii Europejskiej – wskazuje Michał Szymański. – Służy do przekazywania transakcji zlecanych zarówno przez podmioty gospodarcze, jak i przez osoby fizyczne.

W ubiegłym roku w systemie tym rozliczono 18,4 mln transakcji o wartości ponad 100 mld euro. Rok wcześniej transakcji było 15,6 mln, a ich wartość wyniosła prawie 89 mld euro.

Prawdziwą rewolucją na rynku usług bankowych – zarówno polskim, jak i europejskim – są płatności natychmiastowe. W połowie 2012 roku KIR wdrożył najnowszy ze swoich systemów rozliczeniowych – Express Elixir, pozwalający na realizację płatności w czasie liczonym w sekundach. Dzięki temu krajowy system rozliczeniowy wszedł do elitarnego grona kilku podobnych rozwiązań na świecie, które umożliwiają przetwarzanie transakcji w czasie zbliżonym do rzeczywistego.

W ubiegłym roku Express Elixir przetworzył blisko 1,5 mln komunikatów, których wartość osiągnęła 6,7 mld zł – mówi M. Szymański. – W 2014 roku przetworzonych transakcji było 940 tys., a ich wartość była o 2,4 mld zł niższa.

Pod koniec ubiegłego roku, we współpracy z firmą Polski Standard Płatności, KIR wdrożył w systemie Express Elixir płatności P2P, czyli realizowane na numer telefonu komórkowego. Wiceprezes KIR ma nadzieję, że także one w najbliższych miesiącach będą się dynamicznie rozwijać. Ta usługa będzie niebawem dostępna dla większości klientów banków działających w Polsce.

Wolumen transakcji rozliczanych w systemach KIR zależy oczywiście od tempa rozwoju gospodarki – zastrzega Michał Szymański. – Wydaje nam się, że pod tym względem ten rok nie będzie się różnił od lat poprzednich i zaobserwujemy podobny wzrost liczby płatności w obsługiwanych przez nas systemach.

Przepisy restrukturyzacyjne dają większą szansę wierzycielom na porozumienie z dłużnikami. Zyskali też więcej uprawnień

CEO Magazyn Polska

Do tej pory upadłości układowe stanowiły niewielki odsetek wszystkich upadłości. Teraz może to zmienić nowe prawo restrukturyzacyjne. Od stycznia wierzyciele mogą mieć większy wpływ na postępowanie sądowe związane z niewypłacalnością dłużnika, mają też większe szanse na odzyskanie wierzytelności. Zyskują właściciele firm, bo przepisy restrukturyzacyjne mają pierwszeństwo przed upadłościowymi.

Bardzo dużo zmieniło się przede wszystkim w podejściu do roli wierzycieli w postępowaniu upadłościowym i restrukturyzacyjnym. Dotychczas wierzyciele, czyli osoby, o których pieniądze chodziło w postępowaniu, byli stawiani w roli biernych obserwatorów. Teraz przepisy wprowadziły dużo aktywniejszą rolę w postępowaniu wszystkich uczestników – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Medyński, przewodniczący Rady Nadzorczej Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA.

Większy wpływ wierzycieli na postępowanie sądowe odbywa się kosztem sądu. Wierzyciele mogą się domagać powołania rady wierzycieli, a taki wniosek zobowiązuje sędziego komisarza do stosownego działania. Ponadto sędzia musi powołać na członka rady osobę wskazaną przez wierzycieli, którzy mają 20 proc. zobowiązań. Dłużnik i wierzyciele mający 30 proc. zobowiązań mogą wnioskować o zmianę nadzorcy sądowego.

Tak naprawdę kwota pozwala decydować o bardzo wielu aspektach postępowania. A ponieważ to właśnie wierzyciele powinni decydować o tym, co się dzieje w trakcie restrukturyzacji, bo to o ich pieniądzach chodzi, zmiana jest jak najbardziej dobra – ocenia Medyński.

Nowa ustawa daje też większą szansę na uratowanie przedsiębiorstwa znajdującego się w złej sytuacji finansowej. W Polsce dotychczas najczęściej była ogłaszana upadłość likwidacyjna. Teraz – na wzór regulacji amerykańskich – przepisy nie tylko pozwalają na uratowanie firmy, lecz także dają pierwszeństwo przepisom restrukturyzacyjnym przed upadłościowymi. Dzięki temu wierzyciele mogą odzyskać więcej wierzytelności niż przy upadku firmy.

Teraz kładziemy nacisk na to, żeby dłużnik uratował firmę, bo przedsiębiorstwo w ruchu jest zawsze więcej warte niż sprzedane. Założenie jest takie, że jeśli przedsiębiorca ratuje firmę, ta zarabia na spłatę wierzycieli, a wierzyciele uzyskują więcej ze swoich kwot, niż mogliby w przypadku likwidacji. Zatem i wilk syty, i owca cała, takie są założenia obecnych przepisów, zobaczymy, jak to będzie wyglądało w praktyce – tłumaczy ekspert.

Postępowanie restrukturyzacyjne będzie obejmować w zależności od stopnia zagrożenia firmy bankructwem: układ częściowy, przygotowaną sprzedaż w upadłości, możliwość zawarcia układu poza sądem lub postępowanie sanacyjne, przy którym następuje restrukturyzacja zobowiązań. Pozwala to nie tylko na zlikwidowanie zadłużenia, lecz także znalezienie przyczyn złej sytuacji firmy i ich wyeliminowanie.

Dotychczas tego nie było, wszyscy skupiali się na tym, że trzeba kogoś spłacić i oddłużyć przedsiębiorstwo, a jeżeli ono źle funkcjonowało co do zasady od podstaw, to nikt się tym nie zajmował. Teraz nacisk będzie położony również na to, żeby jednocześnie naprawić przedsiębiorstwo od środka – tłumaczy Mateusz Medyński.

Ekspert pozytywnie ocenia zmiany i podkreśla, że tym samym dłużnicy i wierzyciele dostali więcej narzędzi, które pozwalają na porozumienie. Dotychczas często brakowało nie tylko takich przepisów, lecz także chęci. Łatwiej było skorzystać z usług komornika. Teraz postępowanie restrukturyzacyjne wymaga od obu stron więcej wysiłku, ale przynosi im więcej korzyści.

Niedawno jeszcze przepisy faworyzowały likwidację. Teraz łatwiej jest się porozumieć, co po zainwestowaniu czasu, wysiłku i pieniędzy procentuje w postaci wyższej stopy zaspokojenia dla wierzycieli oraz uratowania przedsiębiorstwa. Wreszcie mamy narzędzia pozwalające i wierzycielom, i dłużnikom porozumieć się co do sposobu zaspokojenia. Nie mamy im już do zaoferowania tylko jednej drogi – przekonuje Medyński.

Pierwsze postępowania dopiero ruszyły, dlatego na efekty trzeba będzie poczekać kilka miesięcy. Do nowych przepisów muszą się teraz dostosować przedsiębiorcy, wierzyciele i sądy. Dobre praktyki będą dopiero powstawać.

Postępowania powinny zacząć przynosić rezultaty w ciągu 9–12 miesięcy. W przyszłym roku będziemy mogli już powiedzieć trochę więcej na temat tego, co pozytywnego wniosło Prawo restrukturyzacyjne do naszego rynku usług, nie tylko prawnych – wskazuje Mateusz Medyński.

Elbląg stawia na inwestycje infrastrukturalne. Kluczowym projektem jest rozwój portu

CEO Magazyn Polska

Władze Elbląga zapowiadają rozwój portu. Dalsze inwestycje są w dużej mierze uzależnione od powstania kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną, co ma nastąpić w najbliższych latach. Nowa perspektywa unijna dla Elbląga to również duże inwestycje infrastrukturalne oraz wzmacnianie szkolnictwa zawodowego, tak by odpowiadać na potrzeby lokalnych firm.

Koncentrujemy się głównie na tym, żeby wykorzystać jak najwięcej środków z Unii Europejskiej. To są m.in. inwestycje poprawiające jakość życia mieszkańców, czyli drogowe. Między innymi dokończenie rozbudowy linii tramwajowej na ul. 12 lutego, która połączy najkrótszą nitką północ z południem miasta. Chcielibyśmy połączyć Zatorze z resztą miasta wiaduktem, tak żeby zminimalizować korki tworzące się przed przejazdem kolejowym – wymienia w rozmowie z agencją Newseria prezydent Elbląga Witold Wróblewski.

W planach miasto ma również inwestycje związane z rozbudową Elbląskiego Parku Technologicznego. Chodzi zarówno o przedsięwzięcia przemysłowe, jak i badawczo-rozwojowe. Jak podkreśla prezydent, to szansa dla rozwoju firm z sektora MŚP i rozszerzenia ich współpracy z uczelniami wyższymi.

Chcemy również rozwijać port. Mamy na liście indykatywnej kilka przedsięwzięć związanych z rozwojem tego portu. Zapowiedzi, które się pojawiają, pozwalają mieć nadzieję, że w tej kadencji powinny się rozpocząć działania związane z rozwojem kanału żeglugowego przez Mierzeję Wiślaną, łącząc bezpośrednio port z Bałtykiem – mówi Witold Wróblewski.

O budowie kanału żeglugowego mówi się od dawna. W listopadzie 2015 roku minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk podkreślał, że wznowienie prac nad koncepcją nowej drogi wodnej i sama budowa kanału będą jednym z najważniejszych zadań nowego resortu. Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że dzięki tej inwestycji port w Elblągu mógłby w pełni wykorzystywać swój potencjał, wspierać działalność portów trójmiejskich i być niezależny od innych państw. Dziś droga do portu wiedzie bowiem przez wody terytorialne Rosji. Poza tym pozytywnie wpłynie to na rozwój gmin usytuowanych po zachodniej i południowej stronie Zalewu Wiślanego. Da też możliwość uzupełnienia sieci połączeń śródlądowych.

Inwestycję na ostatnim posiedzeniu 27 stycznia poparła także Rada Oddziału Pomorskiego KIG. Zdaniem jej przedstawicieli drugim kluczowym przedsięwzięciem będzie budowa w porcie punktu odpraw fitosanitarnych.

Poza infrastrukturą istotne będą także inwestycje w ramach programu operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój. Chcemy rozwinąć szkolnictwo zawodowe w Elblągu zgodnie z potrzebami rynku pracy. Wielu przedsiębiorców w tej chwili narzeka na brak wykwalifikowanej kadry, a my chce to zmienić – mówi Wróblewski.

Jak wynika z danych GUS, bezrobocie w Elblągu na koniec grudnia 2015 roku wyniosło 12,9 proc., w całym powiecie elbląskim – 23 proc.

Jako subregion Elbląg w nowej perspektywie otrzyma środki z tzw. Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Do wykorzystania dla miasta i sąsiadujących gmin będzie 36 mln euro. Na realizację regionalnego programu operacyjnego Warmia i Mazury do 2020 roku trafi ponad 1,7 mld euro.

Statystyczny Polak zjada ponad 20 kg wędlin rocznie. Rośnie zapotrzebowanie na produkty wysokiej jakości

CEO Magazyn Polska

Spożycie wędlin w Polsce wynosi nieco ponad 2 kg na osobę miesięcznie. Konsumpcja zanotowała w tym roku delikatny spadek. Polacy coraz częściej sięgają po produkty premium. 42 proc. jest w stanie zapłacić o kilka procent więcej za mięso czy wędliny wysokiej jakości – wynika z badania GfK Polonia dla BGŻ BNP Paribas. Dlatego producenci stawiają na eliminowanie z produkcji niektórych składników. 

Branża mięsna obecnie nie należy do czołówki innowacyjnej, ale myślę, że nadejdą niebawem bardzo duże zmiany, szczególnie w samych produktach. Będziemy musieli poprawiać mięsność i oczywiście nadal „czyścić” etykiety, czyli eliminować z nich niektóre składniki – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Anna Olewnik-Mikołajewska, prezes zarządu Zakładów Mięsnych Olewnik.

Na skok technologiczny branża mięsna dobrze się przygotowuje. Inwestuje w park maszynowy, a obecnie kupowane urządzenia pozwalają na produkcję najwyższej klasy wyrobów. Takie standardy, jak tłumaczy Anna Olewnik-Mikołajewska, wymuszają zarówno sieci handlowe, główny odbiorca sektora rolno-spożywczego, jak i odbiorca końcowy, czyli konsument.

Dzisiaj świadomy konsument szuka zdrowych, dobrych artykułów w opakowaniach, które łatwo się otwierają i zamykają, czyli po prostu wygodnych – mówi Anna Olewnik-Mikołajewska.

W 2014 roku gospodarstwa domowe wydały na wędliny 14,5 mld zł. Spożycie na jednego konsumenta wyniosło 2,4 kg miesięcznie (24 kg rocznie). Biorąc pod uwagę spożycie produktów mięsnych, Polacy głównie wybierają świeże mięso. Wędliny stanowią 40 proc. konsumpcji. Pojedynczy konsument wydaje jednak dwa razy więcej na wędliny niż na świeże mięso – tak wynika z raportu „Zmiany preferencji Polaków w zakresie konsumpcji żywności” BGŻ BNP Paribas. W 2014 r. Statystyczny Polak sięgał po wędliny 18 razy w miesiącu.

Polski konsument jest wierny i lojalny. Jeżeli nie zawiedzie się na produkcie, to wraca – ocenia Anna Olewnik-Mikołajewska.

Z obserwacji producentów wynika, że Polacy częściej sięgają po produkty z wyższej półki. Wprawdzie wciąż cena jest decydująca dla blisko połowy kupujących wędliny, to jednocześnie wiele osób zwraca uwagę na pochodzenie, markę i skład produkty. Wielu konsumentów deklaruje też, że są w stanie zapłacić więcej za wędliny wysokiej jakości.

Branża mięsna nie przeżywa ostatnio jakiegoś niezwykłego ożywienia. Jest w miarę stabilna. W 2015 roku spożycie będzie o około 1 proc. mniejsze. Dodatkowo niskie ceny surowca spowodowały, że przychód ze sprzedaży produktów będzie o prawie 3 proc. niższy. To nie cieszy producentów, bo koszty sprzedaży, marketingu, a także koszty personalne ciągle rosną – mówi Anna Olewnik-Mikołajewska.

Jak wyjaśnia, niskie pogłowie trzody chlewnej skutkuje tym, że wieprzowinę trzeba importować. To sprawia, że nie zarabia ani hodowca, ani przetwórca.

Wieprzowina jest najpopularniejszym gatunkiem mięsa w Polsce. Z badania GfK „Polska na widelcu” wynika, że niemal połowa Polaków spożywa wieprzowinę co najmniej dwa razy w tygodniu.

Powinniśmy kontynuować działania zmierzające do zdobywania rynków zagranicznych – wskazuje Anna Olewnik-Mikołajewska. – Bardzo dobrze sprawdzają się wszelkiego rodzaju misje gospodarcze, targi międzynarodowe oraz promowanie produktów w internecie. Przede wszystkim jednak Polska powinna się promować za granicą z bardzo dobrym jakościowo produktem. Takie działania muszą być prowadzone wspólnie, efektywnie i konsekwentnie, czyli długofalowo.

Pat w negocjacjach z Rosją. Czy polsko-rosyjska wojna handlowa pogrąży polski transport?

W wyniku wejścia w życie rozporządzeń nr 248 i nr 301 rosyjskiego Ministerstwa Transportu,
od 1 lutego polscy przewoźnicy stracili zezwolenia na wykonywanie transportów na terenie Rosji. Zezwoleniem specjalnym (a nie jak do tej pory ogólnym) zostały objęte wszystkie towary wyprodukowane w kraju trzecim, nawet jeśli były składowane na terytorium Rzeczpospolitej lub wyprodukowane przez zagraniczną firmę w Polsce.

Bartosz Najman OCRKBartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców: Obu stronom konfliktu powinno zależeć na jak najszybszym rozwiązaniu problemu. Rozporządzenia Federacji z sierpnia 2015 roku uderzają w nadwątlony przez embargo handel z Rosją. Warto przypomnieć, że wg danych GUS eksport do naszego największego wschodniego sąsiada skurczył się  o 40 proc. w okresie od stycznia do listopada 2015 roku, w porównaniu do roku ubiegłego. Ma to bezpośredni wpływ na kondycję polskiego sektora transportowego, który ponadto od 2015 roku musi walczyć z negatywnymi skutkami wprowadzania przez poszczególne państwa przepisów o płacy minimalnej obejmujących pracowników delegowanych, w tym polskich kierowców realizujących transporty na terenie tych państw.

Polscy eksperci są zgodni, że zapisy umów międzynarodowych powinno się interpretować tak, aby przede wszystkim zapewnić ich wykonalność i skuteczność, co trudno osiągnąć przy tak szerokim spectrum towarów, które, zgodnie z treścią rosyjskich rozporządzeń nr 248 i nr 301, objęte są koniecznością posiadania zezwolenia specjalnego. Polskie władze muszą teraz przekonać stronę rosyjską, że zmiana interpretacji przepisów leży w interesie obu krajów – uważa Bartosz Najman.

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 02.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl