Kronopol zmienia się w Swiss Krono

Żarski Kronopol, największy w Polsce producent wyrobów drewnopochodnych przeznaczonych do produkcji mebli, budownictwa oraz wyposażenia wnętrz, od stycznia 2016 roku zmienia logo. Spółka, jako część holdingu Swiss Krono Group, będzie występować pod nowym logotypem Swiss Krono.

Z początkiem 2016 roku holding Swiss Krono Group rozpoczął proces rebrandingu całej organizacji, w skład której wchodzi 11 zakładów ulokowanych w 8 krajach, w tym jeden z największych tego typu spółek na świecie oraz największy podmiot w szwajcarskiej Grupie – żarski Kronopol. Produkty wytwarzane przez Grupę Swiss Krono wykorzystywane są dzisiaj w 90 krajach świata do budowy i wyposażenia mieszkań oraz ekologicznych budynków.

Do tej pory większość zakładów holdingu posługiwała się własną nazwą oraz własnym logo. Od stycznia wszystkie spółki Grupy będą występowały pod jednym spójnym logotypem Swiss Krono.

„Zmiana logo jeszcze bardziej zacieśni współpracę między naszymi zakładami, ponieważ stworzy jednolitą, spójną i silną  tożsamość: WE ARE ONE – THE NEW ONE. Pozwoli nam to na wyróżnienie się na tle konkurencji i wzmocnienie naszej silnej pozycji na rynku. Grupa realizuje dzisiaj kolejne strategiczne inwestycje. Budujemy nową fabrykę płyt OSB na Węgrzech oraz wielkie, nowoczesne ciągi produkcyjne ContiRoll w Szwajcarii, USA i Rosji. W planach mamy dalszą ekspansję we wschodniej Europie oraz na kolejnych kontynentach” – komentuje Maciej Karnicki, Dyrektor Generalny Swiss Krono Group, Prezes Zarządu Kronopol sp. z o.o.

Tak duże zmiany wymagają dopasowania całej organizacji na wielu płaszczyznach, tak aby
w przyszłości móc oferować na coraz bardziej wymagających rynkach innowacyjne produkty oraz niezawodny serwis. Holding, mimo zmian, planuje zachować odmienność kulturową spółek w każdym z krajów.

Oddział Alior Banku został zarejestrowany jako bank w Rumunii

Narodowy Bank Rumunii zarejestrował oddział Alior Banku jako zagraniczną instytucję kredytową. Jest to ważny krok w kierunku dalszego rozwoju partnerstwa pomiędzy oddziałem Alior Banku w Rumunii i operatorem Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom, którego celem jest zaoferowanie klientom dostępu do nowoczesnych produktów i usług bankowych.

W ciągu zaledwie pięciu miesięcy od momentu podpisania umowy z rumuńskim operatorem telekomunikacyjnym Alior Bank zakończył z sukcesem proces rejestracji jako zagraniczna instytucja kredytowa. Oddział Banku w Rumunii będzie działał w modelu biznesowym zbliżonym do obecnej współpracy Alior Banku i T-Mobile Polska. Realizowany projekt stanowi pierwszy krok w kierunku ekspansji Banku na rynki zagraniczne.

 Rejestracja oddziału Alior Banku w Rumunii umożliwia nam przystąpienie do ostatniego etapu realizacji wspólnego projektu Alior Banku i Telekom Romania Mobile Communications. Naszym głównym celem jest wykorzystanie potencjału biznesowego, jaki daje kooperacja banku i operatora telekomunikacyjnego i powtórzenie doskonałych rezultatów jakie przynosi współpraca z T-Mobile na polskim rynku. Naszym atutem będzie doświadczenie zdobyte w ciągu ponad dwóch lat kooperacji z Grupą Deutsche Telecom – mówi Magdalena Proga-Stępień, Dyrektor Departamentu T-Mobile Usługi Bankowe w Alior Banku.

Współpraca Alior Banku z Telekom Romania Mobile Communications to pierwszy na rumuńskim rynku alians łączący świat finansów i usług telekomunikacyjnych w tak szerokim zakresie. Prace nad wdrożeniem projektu przebiegają zgodnie z planem. Po jego uruchomieniu klienci indywidualni uzyskają dostęp do szerokiej gamy nowoczesnych produktów depozytowych i kredytowych dostosowanych do potrzeb i specyfiki rynku rumuńskiego oraz do atrakcyjnej oferty pakietowej łączącej usługi telekomunikacyjne i bankowe. W dalszej kolejności Bank poszerzy ofertę o rozwiązania dla firm. Dostęp do wszystkich produktów i usług możliwy będzie za pośrednictwem sieci placówek operatora, nowoczesnych aplikacji mobilnych i oraz telefonicznego centrum obsługi zdalnej.

Strategia oddziału Alior Banku w Rumunii opiera się na doświadczeniach i najlepszych praktykach ze współpracy Alior Banku z T-Mobile w Polsce. Zarówno dla Banku, jak i dla operatora realizacja tego projektu ma kluczowe znaczenie w 2016 r., a wspólnym celem partnerów jest powtórzenie sukcesu przedsięwzięcia realizowanego w Polsce.

Rekordowy czwarty kwartał 2015 roku na krajowym rynku inwestycyjnym

Polski rynek transakcji inwestycyjnych w segmencie nieruchomości komercyjnych przekroczył w minionym roku rekordowy poziom 4 mld Euro, co stanowi 30-procentowy wzrost r/r. To drugi najlepszy wynik w historii rynku. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland w raporcie At a Glance. Rynek inwestycyjny w Polsce, 2015podkreślają, że 61 proc. ogólnej wartości rynku dotyczyło transakcji sfinalizowanych w ostatnim kwartale 2015 roku.

Ubiegłoroczna aktywność inwestorów zamknęła się w liczbie blisko 70 transakcji kupna/sprzedaży o łącznej wartości przekraczającej 4 mld Euro. Pozycję lidera w minionym roku zapewnił sobie sektor handlowy, w którym łączna wartość zrealizowanych transakcji stanowiła więcej niż połowę całej wartości ubiegłorocznego rynku – dokładnie 55 proc. Na drugim miejscu uplasował się sektor biurowy z 33 proc. udziałem w rynku. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland podkreślają, że udział sektora biurowego na stołecznym rynku jest porównywalny z wolumenami osiąganymi w miastach regionalnych – Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu i Łodzi, podczas gdy w minionych latach wynik stolicy był znacznie wyższy.

Na koniec ubiegłego roku stopy kapitalizacji dla bardzo dobrze zlokalizowanych projektów typu prime – zarówno w sektorze biurowym, handlowym jak i logistycznym – pomimo odnotowanego spadku średnio o 0,25-0,50 p.p., pozostały na względnie stabilnym poziomie oscylującym w granicach 5,50-5,75 proc. Autorzy raportu podkreślają rosnącą atrakcyjność inwestycyjną projektów na rynkach regionalnych. W przypadku aktywów drugorzędnych dysponujących potencjałem rozwojowym, a także w przypadku produktów bardziej oportunistycznych, kapitalizacja była średnio o 2-3 p.p. wyższa niż w przypadku wspomnianych produktów typu prime.

staniszewska_annaAutorka raportu Anna Staniszewska, dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa w BNP Paribas Real Estate Poland w regionie CEE podkreśla: „Dominującą rolę w minionym roku odegrali inwestorzy dysponujący kapitałem amerykańskim i niemieckim, na których przypadło kolejno 29% i 23% łącznego wolumenu sfinalizowanych transakcji. Co ciekawe, trzecie miejsce, z 13% udziałem w rynku, przypadło podmiotom z kapitałem polskim, przede wszystkim dzięki transakcji nabycia udziałów Echo Investment przez fundusz Griffin Real Estate.”

Istotnymi wydarzeniami rynkowymi w 2015 roku oprócz umowy przejęcia Echo Investment było kupno firmy TriGranit przez TPG Real Estate. Wysokość obu transakcji szacowana jest na 800 mln Euro.

palmer_johnW ubiegłym roku byliśmy świadkami kilku naprawdę znaczących – z punktu widzenia rodzimego rynku – transakcji. Warto zauważyć, że poza zmianą właścicieli poznańskiego Starego Browaru czy gdyńskiej Riviery, inwestorzy bardzo aktywnie działali  w przypadku dobrych projektów handlowych w mniejszych miastach regionalnych. Ich zainteresowaniem cieszyły się również projekty biurowe w miastach regionalnych, co pokazuje, że inwestorzy konsekwentnie poszukują projektów typu prime i nie ograniczają się do największych aglomeracji. Popyt na rynku inwestycji magazynowych i logistycznych utrzymywał się na stałym wysokim poziomie, ale znaczne ograniczenia w podaży zaowocowały zainteresowaniem projektami o wartości dodanej lub joint-venture.” – komentuje John Palmer, dyrektor, Rynki Kapitałowe, BNP Paribas Real Estate Poland.

Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland przewidują, że w związku z niesłabnącym wysokim poziomem atrakcyjności polskich nieruchomości w porównaniu z dojrzałymi rynkami Europy Zachodniej, wynikającym z wyższych stóp kapitalizacji przy dostępności wysokiej klasy obiektów i stabilnym popycie ze strony najemców, w okresie najbliższych 11 miesięcy można spodziewać się wzmożonej aktywności ze strony inwestorów. Autorzy raportu podkreślają jednak, że trudno będzie zamknąć 2016 rok na zbliżonym poziomie transakcji co rok 2015. Podobnie jak w ubiegłym roku, dominować będą transakcje w sektorze handlowym przy jednoczesnym wzroście zaangażowania sektora biurowego w miastach regionalnych. Nie przewiduje się spadku stóp kapitalizacji dla kluczowego z punktu widzenia rynku inwestycyjnego, stołecznego sektora biurowego. Również w sektorze handlowym i logistycznym stopy mają pozostać bez zmian. Niewielkie spadki stóp mogą być odnotowane w sektorze biurowym na rynkach regionalnych. Autorzy raportu zaznaczają, że proponowane obecnie rozwiązania w zakresie refom i finansów publicznych państwa, a także słabnąca złotówka mogą mieć znaczenie w ocenie średnio i długoterminowej atrakcyjności inwestycyjnej Polski.

Polski rynek stabilizuje się po obniżce ratingu

Styczniowa obniżka ratingu Polski przez agencję S&P była zaskoczeniem dla naszego rynku finansowego. Teraz kolejna z największych agencji ratingowych – Moody’s – ostrzega polski rząd przed możliwym obniżeniem oceny wiarygodności kredytowej. Historia uczy jednak, że oceny dokonywane przez agencje ratingowe bywają błędne. Czy można im ufać?

zbigniew jakubowskiKryzys finansowy, który nastąpił po upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers, udowodnił, że ratingi nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Nieracjonalne byłoby więc kierowanie się przy inwestowaniu kapitału wyłącznie nimi. Dlatego profesjonalni inwestorzy korzystają z wielu analiz, danych i wskaźników. Ratingi – nawet te nadane przez prestiżowe agencje – są dla nich jednym z czynników branych pod uwagę w procesie inwestycyjnym.

Co niższy rating oznacza dla Polski?

Niższy rating oznacza, że wiarygodność kredytowa Polski na świecie nie jest tak wysoka, jak dotychczas. Główną konsekwencją tego faktu może być to, że rząd będzie więcej płacił inwestorom za pożyczenie pieniędzy – to już znalazło odzwierciedlenie w wyższej rentowności polskich obligacji skarbowych. Wyższa rentowność polskich obligacji rządowych przekłada się na wyższy koszt obsługi polskiego długu (wyższe odsetki) i wpływa na sytuację budżetową Polski po stronie wydatkowej. Oczywiście wydatki budżetowe z reguły są wyższe niż przychody i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Jednakże ryzyko płacenia wyższych odsetek od obligacji oraz fakt, że ok. 60% polskiego długu znajduje się w rękach zagranicznych inwestorów, powoduje, że rating jest tak powszechnie dyskutowanym tematem. Duże znaczenie ma również pogorszenie się warunków odnośnie do prywatnych firm krajowych, które emitują obligacje komercyjne denominowane w walutach obcych. Żadna prywatna firma z danego kraju nie może mieć ratingu wyższego od ratingu danego kraju. Jasne więc jest, że przecena polskiego długu rządowego w wyniku obniżki ratingu wpłynęła na zwiększoną podaż obligacji komercyjnych denominowanych np. w euro. Efekt tej sytuacji będzie widoczny w wyższym koszcie finansowania, a zatem zwiększy się presja na generowany zysk netto przedsiębiorstw prywatnych.

Jak można ocenić reakcje inwestorów z perspektywy ponad dwóch tygodni po obniżce?

Pierwsze reakcje na obniżkę ratingu były gwałtowne. Rentowności polskich obligacji 10-letnich szybko wzrosły, a złoty osłabił się do głównych światowych walut, wyrównując swoją siłę w stosunku do walut innych krajów w regionie (np. węgierskiego forinta). Warto jednak zauważyć, że po dwóch tygodniach od ogłoszenia decyzji przez S&P rynek obligacji odreagował spadki, zmierzając powoli w kierunku poprzednich poziomów. Z kolei polski złoty, który w pierwszej reakcji znacząco osłabił się do euro i dolara, jest już w połowie drogi pomiędzy najsłabszym momentem po ogłoszeniu ratingu a wcześniejszym kursem. W przypadku długu komercyjnego denominowanego w walutach obcych przecena wciąż trwa, co zapewne jest związane z mniejszą płynnością tego segmentu rynku kapitałowego. Podsumowując, można wyciągnąć wniosek, że większa część inwestorów, którzy z uwagi na niższą ocenę planowali wycofać kapitał z Polski, już to zrobiła, a najgorsze za nami.

Czy Moody’s i Fitch pójdą w ślad za agencją S&P i również obniżą Polsce rating?

Agencje ratingowe (także Moody’s i Fitch) patrzą przede wszystkim na tzw. policy mix, czyli na to, jak działa polityka fiskalna i polityka monetarna w danym kraju. Przyglądają się też dynamice wzrostu gospodarczego oraz stabilności sektora bankowego w Polsce. Agencje ratingowe bardzo rzadko znacząco różnią się w swych ocenach. Obecnie rating Moody’s jest o dwa oczka wyższy niż obniżony rating S&P. Fitch znajduje się dokładnie pośrodku. Oczekujemy, że w maju – przy okazji rewizji ratingu – Moody’s obniży się do poziomu agencji Fitch. Może to wpłynąć na sytuację złotego, ponieważ wydaje się, że ceny polskich obligacji uwzględniają już antycypowany przez nas ruch agencji Moody’s.

Załóżmy, że taki scenariusz się zrealizuje. Czy i kiedy Polska ma szansę odzyskać wyższy rating?

Przywrócenie Polsce ratingu z najwyższej grupy A będzie procesem rozłożonym w czasie. Aby mogło to nastąpić, konieczne okaże się przekonanie analityków odpowiedzialnych za ocenę sytuacji w naszym kraju, że koniunktura gospodarcza w Polsce jest dobra, polityka fiskalna odpowiedzialna, a sytuacja budżetowa (obejmująca m.in. deficyt finansów publicznych) – stabilna. Jeśli agencje ratingowe zobaczą, że wskazywane przez nie obecnie ryzyka się nie zmaterializowały, to może jeszcze nie w tym, ale już w 2017 r. mogą zmienić swoje postrzeganie Polski na pozytywne.

 

Jak wycofać zgodę na przetwarzanie danych osobowych?

Telefony z banków, od operatorów komórkowych, e-maile i SMS-y z ofertami i promocjami. Zastanawiasz się kiedy zamówiłeś newsletter od firmy X albo podałeś numer telefonu firmie Y. Jeśli jesteś już zmęczony licznie spływającymi do Ciebie informacjami handlowymi lub po prostu ich nie zamawiałeś, możesz z nich zrezygnować. Jednym ze sposobów jest wycofanie zgody na przetwarzanie danych osobowych. Do kogo należy zwrócić się z taką prośbą i jakie informacje możesz uzyskać od administratorów danych?

Formularz wypełniany podczas rejestracji, aby uzyskać dostęp do serwisu, forum internetowego, pobrać e-booka z sieci, czy też wykonać szybką płatność. To tylko jedne z nielicznych miejsc, w których proszeni jesteśmy m. in. o wyrażenie zgody na przetwarzanie naszych danych. Z sytuacją, w której mamy możliwość zaznaczenia takiej opcji spotykamy się również podczas zakładania karty stałego klienta w sklepie stacjonarnym, karty lojalnościowej na stacji benzynowej, podpisując formularz rejestracyjny w przypadku startu w zawodach albo udziału w konferencji.

Z przeprowadzonego przez nas badania* wynika, że ponad trzy czwarte internautów w Polsce jest zainteresowanych SMS-ami dotyczącymi ich ulubionych marek. Dlatego można powiedzieć, że problemem nie jest samo wyrażenie zgody na przetwarzanie danych i wiążące się z nim np. otrzymywanie SMS-em wiadomości o promocji na produkt lub usługęmówi Daniel Zawiliński z SerwerSMS.pl, platformy zajmującej się wysyłką SMS-ów. Jak wyjaśnia Zawiliński, istotę stanowi tutaj sposób pozyskania danych, treść komunikatu oraz częstotliwość jego otrzymywania. – Podmioty, które próbują pozyskać zgody w nieprawidłowy sposób lub wykorzystują je niezgodnie z przeznaczeniem, muszą liczyć się z tym, że ostateczny efekt będzie odwrotny od zamierzonego – klient po prostu je wycofa mówi Zawiliński. – Takie sytuacje mają miejsce np. gdy klient nie ma możliwości odznaczenia zgody na otrzymywanie informacji handlowych, za często otrzymuje wiadomości lub gdy komunikat nie dotyczy deklarowanych przez niego zainteresowańdodaje.

 Regulamin a zgoda na przetwarzanie danych

Samo zamieszczenie klauzuli w niektórych przypadkach jest wymagane, np. gdy decydujemy się na zakupy online z dostawą kurierem pod wskazany adres. Należy jednak pamiętać, że czym innym jest akceptacja regulaminu, a czym innym wyrażenie zgody na przetwarzanie danych osobowych, otrzymywanie informacji handlowych, czy też udostępnienie naszych danych podmiotom trzecim w celu wysyłania przez nie informacji handlowych drogą elektroniczną. Dlatego przed dokonaniem rejestracji warto dokładnie przeczytać klauzule znajdujące się pod formularzem. Powinny być one sformułowane w sposób zrozumiały i jasny, a co najważniejsze muszą być dobrowolne. Co tak właściwie oznacza w tym przypadku dobrowolność?

Jednym z przykładów braku takiej dobrowolności jest sytuacja, w której kupujący w sklepie internetowym musi zaznaczyć okienko z akceptacją regulaminu oraz zgodą na otrzymywanie informacji handlowych, bo w przeciwnym razie nie może przejść do kolejnego etapu zakupówmówi prawnik Ewelina Zakrzewska-Zaręba z firmy PIN Consulting, zajmującej się w ochroną danych osobowych.Do nieprawidłowych zgód zaliczamy również te, w przypadku których automatycznie są zaznaczone oba wspomniane okna, aby nie otrzymywać takich treści użytkownik musi je wyczyścić lub okienka ze zgodami są już zaznaczone i nie ma możliwości ich edycjidodaje. Niezgodne z przepisami jest również zamieszczanie klauzul w treści regulaminu, np. zamawiając usługę przez dany serwis wyrażamy tym samym zgodę na otrzymywanie e-mailem lub SMS-em informacji w przypadku pojawienia się w nim nowych promocji.

 Przetwarzanie danych osobowych – nasze prawa

Co w przypadku, kiedy nie chcemy już otrzymywać e-maili, SMS-ów lub telefonów z promocyjnymi ofertami? Oczywiście możliwe jest wycofanie zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach handlowych. Możemy to zrobić e-mailowo, telefonicznie lub przesyłając pismo na adres korespondencyjny administratora naszych danych. – Część firm umożliwia edycję niektórych ustawień jak np. dostarczanie powiadomień o promocjach w panelu klienta. Udostępnienie takiej opcji, podobnie jak stopka rezygnacji w mailingach, może wpłynąć pozytywnie na wizerunek firmy mówi Daniel Zawiliński z platformy SerwerSMS.pl. – Klient, który ma ułatwione odwołanie takiej zgody na pewno chętniej wróci do nas w przyszłości. Poza tym rezygnacja z newslettera wcale nie musi oznaczać brak zainteresowania naszymi produktami czy też usługami  – dodaje.

W takiej sytuacji pojawi się również często pytanie o wycofanie zgody na przetwarzanie danych osobowych. – Obecne przepisy dotyczące ochrony danych osobowych nie przewidują możliwości ich zastrzeżenia. Zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych istnieje natomiast możliwość wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych osobowych. Pismo takie powinniśmy skierować do administratora danych – wyjaśnia radca prawny Michał Pankiewicz z kancelarii Pankiewicz Grupa Prawna.

Informacje z trzeciej ręki

Oprócz zgody na przetwarzanie danych osobowych i otrzymywanie informacji handlowych może zdarzyć się, że zostaniemy poproszeni o zgodę na udostępnianie danych objętych zgodą podmiotom trzecim w celu wysyłania przez nie informacji handlowych drogą elektroniczną. Klauzula ta jest o tyle istotna, że administrator danych nie ma obowiązku informowania podmiotów, którym przekazał nasze dane o wycofaniu przez nas zgody. Oznacza to, że takie żądanie musimy każdorazowo skierować do pozostałych administratorów. Jednak od administratora danych zobowiązany jest nam przekazać informacje:

  • jakie zgody zostały udzielone,
  • o celu, zakresie i sposobie ich przetwarzania,
  • jak długo dane są przetwarzane,
  • o źródle pochodzenia danych,
  • o sposobie udostępniania danych, a w szczególności informacji o odbiorcach lub kategoriach odbiorców, którym dane te są udostępniane.

Inaczej wygląda sytuacja uaktualnienia lub sprostowania danych. W takim przypadku administrator jest zobowiązany poinformować innych administratorów, którym udostępnił dane, o zmianach.

Często możemy się spotkać również z sytuacją, kiedy dzwoni do nas handlowiec reprezentujący nieznaną nam firmę. Pierwszym pytaniem, jakie się nasuwa jest Skąd oni mają mój numer telefonu? Warto w takiej sytuacji pamiętać, że handlowiec ma obowiązek powiedzieć nam, kto jest administratorem bazy i jaki jest jego adres. – Jeśli nie jesteśmy pewni, czy udostępnialiśmy firmie nasze dane lub chcemy aby firma ta zaprzestała ich przetwarzania zawsze możemy poprosić handlowca o podanie adresu siedziby i pełnej nazwy administratora naszych danych. Handlowiec jest zobowiązany do udostępnienia nam takich informacji – wyjaśnia prawnik Ewelina Zakrzewska-Zaręba z PIN Consulting Sp. z o.o.Pamiętajmy, że w przypadku gdy administratorem danych jest osoba fizyczna handlowiec musi podać nam jej miejsce zamieszkania oraz imię i nazwisko dodaje.

 

Rynek chemii budowlanej w Polsce w 2016 r. wzrośnie o 6%

Po lepszym od oczekiwanego wyniku w 2014 r. (wzrost o 2% zamiast spadku o 1%), w 2015 r. rynek chemii budowlanej zanotował wzrost o ok. 5%, na co największy wpływ miały segmenty zapraw murarskich oraz systemów ociepleń.

Jak wynika z najnowszego raportu PMR zatytułowanego „Rynek chemii budowlanej w Polsce 2016 – Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, w 2016 r. dynamika tego sektora może przyspieszyć do 6% r/r. Co więcej, wzrost powinien utrzymać się także w 2017 r. Poza ożywieniem w budownictwie mieszkaniowym, znaczącym bodźcem stymulującym rynek chemii budowlanej będzie przyspieszenie w budownictwie przemysłowym oraz rolnym, które łącznie odpowiadają za blisko dwie trzecie metrażu budownictwa nie mieszkaniowego. Oczekiwany jest także dalszy wzrost popularności stosowania gotowych zapraw producenckich. Po 2017 r. prawdopodobne są jednak spadki na rynku, wynikające głównie z mniejszej liczby inwestycji mieszkaniowych. Jednak losy rynku chemii budowlanej po 2017 r. w dużej mierze zależeć będą od opracowywanej przez nowy rząd polityki względem budownictwa mieszkaniowego.

Dzięki wysokiej sprzedaży nowych mieszkań deweloperskich w 2015 r. (wzrost o ponad jedną czwartą) oraz ożywieniu wśród inwestorów indywidualnych (wzrost inwestycji rozpoczętych o 6% oraz pozwoleń budowlanych o 15%), prognozy dla budownictwa mieszkaniowego prezentują się bardzo pozytywnie. Po przekroczeniu 14 mln m² w 2015 r., na lata 2016-2017 zakładamy stopniowy przyrost rocznego metrażu nowych inwestycji do poziomu 16,5 mln m².

Indeks KoniunkturyJak co roku, ankietowane firmy remontowo-budowlane pytane były o ich obecną i oczekiwaną w ciągu 12 miesięcy sytuację finansową, wartość portfela zamówień, a także wielkość zatrudnienia. Odpowiedzi na te pytania pozwalają nam zbudować wskaźnik koniunktury na rynku chemii budowlanej w Polsce. Ostateczna wartość indeksu w badaniu z grudnia 2015 r. wyniosła 25,1 punktów, co jest jednoznaczne z poprawą w stosunku do 2014 r.

Porównując wartość wskaźnika koniunktury w branży chemii budowlanej do analogicznego wskaźnika (opracowywanego od ponad dziesięciu lat w oparciu o ten sam zestaw pytań) dla 200 największych firm budowlanych w Polsce, można zauważyć, że po raz kolejny mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to koniunktura w sektorze chemii budowlanej jest lepsza niż dla całego sektora budowlanego, jednakże różnica z roku na rok jest coraz mniejsza. Wynika to przede wszystkim z szybkiej odbudowy koniunktury na rynku budowlanym po kryzysowych, zwłaszcza w budownictwie inżynieryjnym, w latach 2012-2013.

Indeks Koniunktury PMRMetodologia badania ankietowego przeprowadzonego na potrzeby niniejszego raportu

W grudniu 2015 r. przeprowadzono badanie techniką wspomaganego komputerowo wywiadu telefonicznego (CATI) na losowo dobranej próbie firm o profilu remontowo-budowlanym. Badanie zrealizowali ankieterzy zatrudnieni w wewnętrznym Studiu CATI.

Z bazy kontaktów, pochodzącej od jednego z wiodących na rynku brokerów danych B2B, wybrano próbę firm budowlanych zaklasyfikowanych do grup 41 (roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków) i 43 (roboty budowlane specjalistyczne), według PKD 2007.

Przyjęto definicję rynku chemii budowlanej, jako ogół prac związanych z:

– przyklejaniem płytek ceramicznych i innych okładzin cementowych lub kamiennych, robotami murarskimi (wznoszeniem ścian z cegieł, pustaków, bloczków, itp.), wykonywaniem systemów ociepleń, wykonywaniem wylewek i podkładów podłogowych, kładzeniem tynków tradycyjnych grubowarstwowych (wewnętrznych i zewnętrznych).

Słabsze indeksy PMI

Dzisiejszy poranek na walutach jest pod silnym wpływem kolejnych odczytów. Indeksy PMI nie są danymi, które wywracają rynki, ale wielokrotnie pokazywały kierunek, w którym ruch będzie kontynuowany. Do sejmu trafił projekt dopłat na kolejne dzieci.

Piątek zakończył się bardzo korzystnie dla złotego. Inwestorzy zaczęli realizować zyski z zakupu walut obcych i odkupywali złotówkę. Dodatkowym argumentem było potwierdzenie starego ratingu, przez dwie pozostałe agencje ratingowe, co powodowało, że przecena polskiej waluty wydawała się nadmierna. W efekcie oglądaliśmy pod koniec dnia euro już za “jedyne” 4,42 zł. Kredytobiorcy frankowi również odetchnęli, chociaż trochę. Frank jest nadal drogi, ale 3,98 zł brzmi dużo lepiej niż okolice 4,10 zł, na których przez chwilę znajdowała się szwajcarska waluta. Taniał również dolar, aczkolwiek tutaj spadki były mniej wyraźne. Zakończył on dzień w okolicach 4,08 zł. Spora przecena miała miejsce na funcie, który powrócił w okolice 5,80 zł.

Kolejne dane z Chin znów ciągną giełdę w dół. W nocy poznaliśmy indeksy koniunktury. Co ciekawe dane rządowe były gorsze od oczekiwań a dane niezależne okazały się od oczekiwań lepsze. W Państwie Środka istnieją równolegle te same indeksy koniunktury różnego autorstwa, co może powodować tego typu rozbieżności. Jak nie trudno się domyślić rządowe dane wypadają lepiej od niezależnych niemal co miesiąc. Jaki obraz gospodarki wyłania się z tych danych? Są to generalnie problemy. Dane niezależne nawet pomimo tego, że były lepsze od oczekiwań, to wynik 48,4 pkt świadczy o wyraźnych problemach w przemyśle. Nie dziwi zatem, że giełda dalej ma problemy. Nie pociągnęła za sobą tak bardzo reszty regionu, gdyż w Japonii mamy wzrosty spowodowane obniżką stóp procentowych.

Słabo wypadł także indeks PMI dla przemysłu w Polsce. Wynik 50,9 pkt nie jest złym rezultatem, ale to punkt poniżej oczekiwań analityków, a to duża różnica. Z jednej strony otrzymaliśmy sygnał, ze w gospodarce wciąż jest dobrze. Z drugiej strony, że jest wyraźnie gorzej niż sądzono. Co ciekawe po tych danych złoty nie osłabiał się a wręcz kontynuował piątkowe umacnianie się.

Dzisiaj pod obrady ma trafić program dopłat do drugiego i kolejnego dziecka w rodzinie. Teoretycznie programy socjalne powinny być neutralne dla rynków walutowych. W tym wypadku jednak skala i konsekwencje dla budżetu są tak duże, że inwestorzy bardzo uważnie śledzą tą sprawę. Jeżeli mają się spełnić wizje przekroczenia przez Polskę deficytu na poziomie 3% PKB to właśnie ten projekt może je spowodować.

Dzisiejszy dzień upływa pod dyktando odczytów indeksów PMI dla najważniejszych gospodarek zarówno europejskich, jak i światowych. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

17:00 – UE – wystąpienia Mario Draghiego.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się zarówno maksimum poprzedniego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne  na 4,4150.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebiciu linii łącząca minima lokalne jest ważne minimum lokalne na poziomie 3,9650.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne minimum lokalne na 4,0650.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 01.11.2015 do 01.02.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,7300.

PKO BP zachęca do korzystania z bankowości internetowej

Michał Macierzyński

Zmiana opłat przez PKO Bank Polski jest działaniem rutynowym. Od 2011 roku mniej więcej corocznie zmieniamy wybrane opłaty za konkretne usługi. Ma to na celu przekierowanie klientów do kanałów zdalnych – mówi newsrm.tv Michał Macierzyński, zastępca dyrektora Centrum Bankowości Mobilnej i Internetowej PKO Bank Polski.

Jak informuje Bank zaplanowane zmiany koncentrują się przede wszystkim na usługach, które posiadają swoje odpowiedniki dostępne bezpłatnie m.in. w ramach bankowości elektronicznej lub mobilnej. Mają one na celu zachęcenie klientów do skorzystania z aktualnych propozycji produktowych banku, co może spowodować spadek opłat lub wręcz brak ich pobierania.
– Promujemy chociażby w przypadku autoryzacji kody SMS, które są wygodniejsze, które są szybsze i bezpłatne. Wydaje nam się, że czy to SMSy czy tokeny GSM są po prostu lepsze. Podobnie z opłatami dla klientów bankowości osobistej i prywatnej. Jeżeli PKO Bank Polski jest ich kontem pierwszego wyboru opłaty w ogóle się nie zmienią, nie zapłacą ani grosza więcej – dodaje Michał Macierzyński.

Zmiany dotyczą około 20% klientów Banku, a ich celem jest promowanie nowych, bardziej korzystnych kosztowo produktów, bankowości elektronicznej i płatności bezgotówkowych (np. IKO). – Dotychczas z naszych badań wynikało, że taką barierą nie do pokonania była opłata właśnie za bankowość internetową. Dlatego ta opłata zostaje zniesiona, tak żeby promować bankowość internetową. Tak jak w poprzednich sytuacjach dajemy klientom czas na dostosowanie się do zmian – wyjaśnia Michał Macierzyński. – Nam zależy, żeby klienci korzystali z nowych, cyfrowych sposobów zabezpieczeń, dlatego planujemy tutaj ciekawą akcję promocyjną tak żeby klient był zadowolony, nic nie płacił za autoryzację a jeszcze na tym zyskał.

Prof. R. Bugaj: Na obniżeniu ratingu stracą głównie posiadacze kredytów walutowych

CEO Magazyn Polska

Profesor Ryszard Bugaj uważa, że pogorszenie ocen Polski w międzynarodowych agencjach ratingowych będzie miało niewielkie znaczenie dla budżetu. Przyznaje jednak, że odczuje je wielu obywateli. Złoty bowiem straci na wartości, a kredyty walutowe podrożeją.

Po podjętej w połowie stycznia decyzji Standard & Poor’s o obniżce ratingu Polski, kolejna agencja – Moody’s – ujawniła, że obawia się wzrostu deficytu finansów publicznych w Polsce i zapowiedziała, że rozważa także zmianę ratingu. Podniosła jednocześnie prognozy deficytu Polski do 3,2 proc. z 2,7 proc. w 2015 roku oraz do 3,1 proc. z 2,3 proc. w 2016 r. Ostrzegła zarazem, że podatek bankowy w połączeniu z wprowadzeniem ustawy o pomocy frankowiczom może zachwiać polskim systemem bankowym. Kolejna z trzech liczących się na świecie agencji ratingowych – Fitch – także ostrzegła, że może obciąć Polsce ocenę wiarygodności kredytowej.

– Rating danego kraju, w tym przypadku Polski, ma oczywiście znaczenie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Ryszard Bugaj, ekonomista z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. – Musimy zdać sobie jednak sprawę z tego, że obniżka ratingu przez S&P to przesunięcie o jeden punkt. Daleko nam do decyzji, które by spychały nas w rejon CC, tak jak spotkało to Grecję. Prawdopodobnie wywoła to niewielki wzrost kosztów obsługi zadłużenia zagranicznego.

Ekonomista przypomina, że koszty obsługi polskiego zadłużenia wynoszą obecnie około 3 proc. PKB. Zaznacza przy tym, że wzrost obsługi długu Polski po decyzjach agencji ratingowych nie jest znaczący. Podkreśla jednak, że nie należy tych instytucji lekceważyć, ich opinie mają bowiem ogromne znaczenie dla inwestorów.

– Nominalnie koszt obsługi polskiego długu to 42–43 mld zł. Pojawia się pytanie, co się stanie, jeżeli stopa procentowa od naszych obligacji wzrośnie o 0,2 pkt proc. Wszystko zależy też od tego, jakie są potrzeby pożyczkowe w danym kraju. Oczywiście koszty są znaczące, bo mogą iść w setki milionów złotych. Na tle PKB, który w tej chwili wynosi mniej więcej 1,7 bln zł, to są jednak marginalne kwoty – podkreśla Ryszard Bugaj.

Po decyzji Standard & Poor’s wartość złotego wyraźnie spadła. Cena euro po danych wzrosła z 4,39 zł do 4,48 zł i od 15 stycznia waha się w przedziale 4,40–4,50 zł. Polskiej walucie nie pomogły nawet opublikowane w tym tygodniu informacje o dobrej kondycji gospodarki w zeszłym roku. Ze wstępnych wyliczeń GUS wynika, że PKB w całym 2015 roku wzrosło o 3,6 proc. Analitycy oczekiwali nieco słabszego wzrostu, jeszcze niższy zapisany był w założeniach do ustawy budżetowej. Złoty osłabiał się też do innych walut, w tym do najbardziej interesującego Polaków franka szwajcarskiego. Od początku roku Polska waluta straciła już do niego niemal 3 proc., choć w ostatnich dniach niemal powróciła do poziomów sprzed decyzji S&P.

– Ma to wpływ na kurs złotego, a w związku z tym na koszty kredytów detalicznych, które wzięły osoby czy gospodarstwa domowe – przyznaje prof. Ryszard Bugaj z PAN. – Firmy ratingowe powinniśmy potraktować tak, jak na to zasługują. To znaczy z jednej strony jako organizacje o wątpliwym etosie, także etycznym, z drugiej jako organizacje, których nie można lekceważyć. Ich wypowiedzi są brane pod uwagę przez inwestorów.

Średnie zadłużenie Polaków to ok. 7 tys. zł. Coraz więcej osób ma też informacje pozytywne o sumiennie zapłaconych zobowiązaniach

CEO Magazyn Polska

Zarówno liczba, jak i wartość spraw w Rejestrze Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej wzrosły niemal dwukrotnie w porównaniu do poprzedniego roku. Na początku stycznia znajdowało się w nim ponad 4 mln spraw o łącznej wartości ponad 20 mld zł. Przeważają informacje o zadłużeniu konsumentów, przede wszystkim z tytułu nieuregulowanych płatności za usługi telekomunikacyjne. Rośnie też udział wpisów pozytywnych w bazie Rejestru. Na koniec IV kwartału 2015 roku ich liczba przekroczyła 1,6 mln.

Baza danych Rejestru Dłużników ERIF stale rośnie i jest to bardzo dynamiczny wzrost. Rok 2015 zakończyliśmy z ponad 4 mln spraw o łącznej wartości ponad 20 mld zł. W naszej bazie znajdują się informacje zarówno o zadłużeniu, jak i o płatnościach osób i firm, które na czas regulują swoje zobowiązania – mówi agencji Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej SA.

Na koniec ubiegłego roku zarówno liczba, jak i wartość wpisów wzrosły prawie dwukrotnie w porównaniu do 2014 roku. W bazie Rejestru przeważają informacje o zobowiązaniach konsumentów.

Dominują zadłużenia wobec sektora telekomunikacyjnego i multimediów, a także zobowiązania finansowe wobec banków i pozabankowych instytucji finansowych, czyli głównie firm udzielających krótkoterminowego finansowania dla konsumentów – wskazuje Edyta Szymczak.

Jak wynika z danych Rejestru konsumenci najczęściej zalegają z opłatami za usługi telekomunikacyjne i multimedia. Świadczy o tym blisko 27-proc. udział takich spraw w ogólnej liczbie informacji o zadłużeniu w tej grupie. Pod względem wartościowym w grupie wpisów dotyczących osób dominują zadłużenia z tytułu pożyczek, umów kredytowych i kredytów konsumenckich (łącznie stanowią ok. 40 proc. spraw). Rośnie też liczba wpisów dotyczących zobowiązań alimentacyjnych. Ich udział to niemal 11 proc. w liczbie wpisów oraz 36 proc. w wartości spraw konsumenckich.

Obecnie rejestrujemy już ponad 8 mld zł takiego zadłużenia. Informacje takie umieszcza ponad 2 tys. ośrodków w Polsce. Warto dodać, że informacje o zaległościach przekazują do naszego biura również sądy – wyjaśnia Edyta Szymczak.

Z danych znajdujących się w Rejestrze Dłużników ERIF wynika, że w  ogólnej populacji osób zadłużonych dominują mężczyźni. Najczęściej są to panowie w wieku pomiędzy 31 a 46 rokiem życia. Rekordzista dopisany do bazy Rejestru Dłużników ERIF ma do spłaty blisko 4 mln zł. Średnia wartość zadłużenia Polaków to ok. 7 tys. zł. Wielkość zadłużenia mężczyzn jest średnio o 1 tysiąc złotych większa od zadłużenia kobiet.

Najwięcej spraw dotyczących zadłużenia znajduje się w województwie śląskim, dolnośląskim, mazowieckim i wielkopolskim. Pod katem średniej wartości zadłużenia przypadającego do spłaty na jedną osobę dominują jednak mieszkańcy województwa lubelskiego. Średnia wartość sprawy przypadająca tam na jedną osobę wynosi ponad 9 tys. zł. Na drugim miejscu jest województwo małopolskie, gdzie na jedną osobę średnio przypada ponad 8,7 tys. zł do spłaty. Kolejne jest województwo podlaskie i pomorskie – na jednego mieszkańca przypada tu średnio 8,5 tys. zł długu. Na dzień 4 stycznia 2016 roku spośród informacji o zadłużeniu największą liczbę stanowiły sprawy dotyczące zaległości na kwotę od 1 tys. do 3 tys. zł. Było ich ponad 1,2 mln.

Wśród informacji na temat firm dominują zobowiązania wobec sektora telekomunikacyjnego, jedną z czołowych pozycji zajmują również zobowiązania wobec towarzystw ubezpieczeniowych – zaznacza prezes Rejestru Dłużników ERIF.

Choć w Rejestrze dominują sprawy negatywne (ich liczba to 2,3 mln), to dynamicznie rośnie również liczba informacji pozytywnych. Jest ich ponad 1,6 mln. Udział danych pozytywnych w Rejestrze na koniec 2015 roku wynosił 40 proc., to o 25 pkt proc. więcej niż na koniec 2014 roku.

Może to świadczyć o wzrastającej świadomości finansowej Polaków. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że warto gromadzić w biurze informacji gospodarczej informacje pozytywne. Dbanie o pozytywną historię płatniczą uczy terminowości i sumienności w opłacaniu zobowiązań finansowych. Buduje również wizerunek wiarygodnego płatnika wśród dostawców usług i towarów. Z punktu widzenia konsumentów to istotne, zwłaszcza że z informacji gospodarczych powszechnie korzystają instytucje i firmy, które sprawdzają wiarygodność płatniczą swoich obecnych i potencjalnych klientów.

W ubiegłym roku udostępniliśmy blisko 6 mln raportów. Jest to wynik wyższy o prawie 20 proc. względem 2014 roku – wskazuje Edyta Szymczak. – Musimy liczyć się z tym, że starając się o kredyt, zakup na raty czy inną formę finansowania, będziemy sprawdzani w Rejestrze Dłużników ERIF. Jest to powszechna praktyka i często obowiązek wiarygodnego dostawcy, w szczególności produktu finansowego. Warto o tym pamiętać i dbać o swoją tożsamość finansową, historię kredytową i zdolność płatniczą.

Ceny zielonych certyfikatów mogą wzrosnąć dwukrotnie w ciągu kolejnych 2–3 lat. Atrakcyjność tego instrumentu rośnie

CEO Magazyn Polska

Dzięki wejściu w życie nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii stopniowo zmniejszać się będzie nadpodaż zielonych certyfikatów, czyli praw majątkowych, na których opiera się system wsparcia produkcji energii z OZE. Paweł Puchalski z Domu Maklerskiego BZ WBK prognozuje, że w ciągu kilku najbliższych lat ich cena może wzrosnąć do poziomu 200210 zł. Zielone certyfikaty mogą być atrakcyjnym narzędziem również dla inwestorów spoza branży energetycznej. Rynek ten potencjalnie dałby możliwość zarobienia 100 proc. w ciągu kilku najbliższych lat.

Prognozy wzrostu cen są istotne dla firm energetycznych zajmujących się wytwarzaniem lub sprzedażą energii odbiorcom końcowym. Mają oni bowiem obowiązek pozyskiwać i przedstawiać prezesowi URE do umorzenia określoną liczbę zielonych certyfikatów.

Nowością na rynku są uruchomione przez Towarową Giełdę Energii 12 stycznia br. kontrakty forward, polegające na zagwarantowaniu klientom TGE dostawy zielonych certyfikatów w końcowym okresie rozliczenia kontraktu. Rynek terminowy praw majątkowych będzie dotyczył na razie tylko zielonych certyfikatów z instrumentu o nazwie PMOZE A.

Zgłosiły się już pierwsze podmioty, które są zainteresowane tym rynkiem. W najbliższym czasie oczekujemy pierwszych transakcji – mówi agencji Newseria Biznes Marek Szałas, dyrektor Rejestru Świadectw Pochodzenia z Towarowej Giełdy Energii.

Zdaniem Szałasa ten rynek powinien cieszyć się szczególnym zainteresowanie wśród dużych podmiotów, które muszą spełnić obowiązek umorzenia określonej liczby certyfikatów.

Zielone certyfikaty mogą być atrakcyjnym narzędziem również dla inwestorów spoza branży energetycznej. Rynek ten potencjalnie dałby możliwość zarobienia 100 proc. w ciągu kilku najbliższych lat.

Nie byłoby to dziwne na rynkach miedzi, metali czy innych rozwiniętych rynkach futures. Tam grają też instytucje. Jeśli powstałby rynek z prawdziwego zdarzenia kontraktów na zielone certyfikaty i jeżeli założymy kierunek, że ceny certyfikatów będą rosły, to widzę tutaj duże pole do popisu dla instytucji finansowych bądź też quasi-finansowych, które zainwestowałyby w przyszły wzrost cen zielonych certyfikatów – wyjaśnia Paweł Puchalski, kierownik Działu Analiz Domu Maklerskiego BZ WBK.

Analitycy podkreślają, że dziś ceny są niskie. Na prognozowane podwyżki wpływ będą mieć zmiany w systemie wsparcia energii z odnawialnych źródeł.

W rezultacie pełnego wejścia w życie ustawy oczekujemy, że rynek zielonych certyfikatów ulegnie pełnemu zbilansowaniu w okresie 2–3 lat – ocenia Arkadiusz Zieleźny, prezes zarządu Polenergii Obrót.

Już pierwsze tegoroczne notowania pokazały delikatny wzrost ceny z grudniowego poziomu 107–110 zł wzrosły do blisko 120 zł za MWh.

Wpływ na to będą miały zapisy nowej ustawy o OZE dotyczące zakończenia wsparcia w postaci zielonych certyfikatów dla dużych elektrowni wodnych (powyżej 5MW) oraz ograniczenie wsparcia dla instalacji współspalania (do pół certyfikatu za 1 MWh). Wprowadzone od stycznia zmiany mają za zadanie przywrócić równowagę na rynku zielonych certyfikatów, czyli zmniejszyć nadpodaż i zwiększyć popyt.

Wydaje nam się, że wobec takich przewidywań to jest bardzo dobrze rokujący rynek i że notowania zielonych certyfikatów będą w okresie kilku najbliższych lat znacząco rosły – prognozuje prezes Polenergii Obrót.

W Rynku Praw Majątkowych można uczestniczyć bezpośrednio lub za pośrednictwem domów maklerskich, które są członkami TGE.

Rynek wydaje się bardzo perspektywiczny, ponieważ daje możliwość lepszego planowania wydatkowania środków na zakup praw majątkowych. Nie potrzebujemy całej kwoty, aby zagwarantować sobie odpowiedni wolumen w danej cenie. Możemy natomiast zagwarantować sobie dostawę w określonym terminie tego produktu, finansując go dziś jedynie częściowo, w postaci depozytów – podkreśla Krzysztof Sobiech, zastępca dyrektora w Departamencie Obrotu Towarowym i Giełdowym Domu Maklerskiego Noble Securities.

A. Czerniak: Cena ropy naftowej może spaść 15 dolarów za baryłkę

CEO Magazyn Polska

Ropa naftowa może kosztować nawet 15 dolarów za baryłkę – uważa Adam Czerniak z Polityki Insight. W dłuższym terminie obecne ceny są jednak nie do utrzymania. Powodem jest nierównowaga panującą na rynku. Wkrótce część producentów ropy będzie prawdopodobnie zmuszona do zaprzestania produkcji, co przełoży się na spadek podaży i wzrost cen w okolice 50 dolarów. 

– Sytuacja na rynku surowcowym, zwłaszcza na rynku ropy naftowej, opiera się w tej chwili na samych niewiadomych. W krótkim okresie, w najbliższych miesiącach, możliwe jest, że cena ropy jeszcze będzie dalej spadać i tutaj poziom 15 dolarów za baryłkę jest możliwy – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight.

Ekspert tłumaczy, że poziom 15 dolarów stanowi przeciętny koszt, po jakim ropę naftową mogą wydobywać kraje położone w regionie Zatoki Arabskiej, takie jak Arabia Saudyjska, Iran czy Katar.

– Zatem do poziomu 15 dolarów za baryłkę cena ropy naftowej może jeszcze spaść, zanim te kraje przestaną ją po prostu produkować. To automatycznie podbiłoby jej ceny – zauważa Czerniak.

Koszty wydobycia ropy naftowej, jakie ponoszą inne kraje, są już znacznie wyższe. W przypadku Wenezueli czy Ekwadoru jest to już ok. 20 dolarów za baryłkę. Natomiast dla Stanów Zjednoczonych, czyli największego producenta ropy na świecie, przeciętny koszt szacowany jest na ponad 50 dolarów.

Zdaniem głównego ekonomisty Polityki Insight w dłuższej perspektywie czasowej tak niskie ceny są jednak nie do utrzymania.

– Obecnie występuje nierównowaga na rynku ropy. Jeżeli te ceny miałyby się utrzymać, to część producentów po prostu zaprzestanie produkcji. Wtedy automatycznie spadnie podaż, a to doprowadzi do wzrostu cen ropy w okolicę 50 dolarów za baryłkę – przewiduje.

Obecny poziom cen ropy Crude znajduje się w okolicach 33–34 dolarów za baryłkę. W ostatnich dniach stycznia nastąpiło silne, ponad 20-procentowe odbicie. W dłuższej perspektywie surowiec wciąż notuje jednak bardzo duże straty. W ciągu ostatnich 3 lat inwestorzy przecenili ropę naftową o ponad 65 proc., a obecna cena jest niższa niż w czasach kryzysu finansowego w latach 2008–2009.

Gwarancje bankowe i ubezpieczeniowe dla firm budowlanych dają pole do nadużyć. W efekcie cierpią podwykonawcy

CEO Magazyn Polska

Większość firm budowlanych jako generalni wykonawcy robót w ramach projektów finansowanych ze środków publicznych musi posiadać zabezpieczenie należytego wykonania kontraktu. Często korzystają z gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych – tańszych i wygodniejszych niż zamrożenie własnych środków. Są one jednak tak skonstruowane, że do wypłaty środków z gwarancji może dojść nawet w sytuacji, gdy roszczenie jest materialnie niezasadne. W niektórych przypadkach sytuacje te zagrażają płynności wykonawcy, który krótkim terminie musi te środki gwarantowi oddać.

Przy zabezpieczeniu kontraktu budowlanego spotykamy się z gwarancjami bankowymi i ubezpieczeniowymi, czyli zobowiązaniami instytucji finansowej do wypłacenia na żądanie beneficjenta gwarancji określonej sumy pieniężnej w przypadku wystąpienia zdarzenia przewidzianego w treści gwarancji. Najczęściej jest to nienależyte wykonanie kontraktu bądź wystąpienie wad i usterek w okresie gwarancyjnym kontraktu – mówi agencji Newseria Biznes Mikołaj Goss, partner w Kancelarii Góralski & Goss Legal.

Prawo zamówień publicznych wskazuje na możliwość żądania zlecającego od wykonawcy zabezpieczenia należytego wykonania pracy. Choć decyzja zależy od zamawiającego, to w przypadku kontraktów budowlanych wniesienie zabezpieczenia jest powszechną praktyką. Zabezpieczenie powinno mieć charakter pieniężny, jednak przepisy przewidują możliwość innej formy, którą można łatwo spieniężyć, to m.in. gwarancje bankowe lub ubezpieczeniowe.

– Tańszym rozwiązaniem jest przedłożenie gwarancji niż wiązanie swoich środków finansowych często na długie lata. Gwarancja jest przedłożona i od momentu jej doręczenia beneficjentowi zobowiązany gwarant musi się spodziewać tego, że w pewnej sytuacji dojdzie do wezwania, gdy nastąpi zdarzenie przewidziane w treści tej gwarancji – wskazuje ekspert.

Wystawienie gwarancji oznacza, że instytucja finansowa – bank lub ubezpieczyciel – zaciąga zobowiązanie pieniężne względem zamawiającego. Obejmuje to obowiązek zapłaty każdej kwoty do maksymalnej przewidzianej w liście gwarancyjnym. Gwarancje bankowe i ubezpieczeniowe cieszą się dużym zainteresowaniem firm. Jak wskazuje Goss, różnica między nimi widoczna jest na etapie likwidacji szkody, kiedy zleceniodawca żąda zapłaty.

W przypadku ubezpieczyciela mamy do czynienia z postępowaniem szkodowym, które bazuje na tym, że należy zbadać, czy rzeczywiście szkoda zaistniała, oraz uwolnić środki po przeprowadzeniu postępowania likwidacyjnego. Natomiast w odniesieniu do banku mamy do czynienia z produktem quasi-kredytowym. Bank niejako automatycznie wypłaca środki, kiedy otrzyma wezwanie – tłumaczy Mikołaj Goss.

Zazwyczaj w gwarancji znajduje się klauzula, że dana gwarancja ma charakter nieodwołalny i bezwarunkowy. W praktyce oznacza to, że instytucja finansowa dokona zapłaty zawsze, nawet wówczas, gdy żądanie zapłaty dotyczy tak naprawdę drobnostki. Także, gdy wykonawca kwestionuje wymiar odpowiedzialności za daną szkodę, zabezpieczenie zostanie wypłacone. Tylko jeśli gwarant ma informacje o tym, że firma zlecająca podejmuje próbę uzyskania nienależnego świadczenia, możliwa jest odmowa wypłaty ze względu na zarzut nadużycia prawa.

Zdarzają się jednak sytuacje, w których żądanie zapłaty nie wynosi tyle, ile faktyczna wysokość roszczenia. Niekiedy trudno jest wycenić wady, czasami zleceniodawca chce zabezpieczyć większe środki na wszelki wypadek, gdyby nastąpił nieprzewidziany wzrost kosztów. Takie sytuacje zazwyczaj znajdują finał w sądzie, nierzadko prowadzą też do niewypłacalności firm.

̶  Beneficjent, który przekroczył cel gwarancji, może się spotkać z określonymi roszczeniami po stronie zleceniodawcy wystawienia gwarancji, który będzie kwestionował zasadność żądania w ogóle albo żądania na konkretną kwotę. To najczęstszy spór, który występuje post factum, kiedy środki zostały już wypłacone beneficjentowi. Następnie zleceniodawca wystawienia gwarancji zobligowany był do skompensowania tej wypłaty gwarantowi, a zatem podstawienia środków, które następnie posłużyły do wypłaty. Następuje szkoda majątkowa po stronie zleceniodawcy, której naprawienie może być dochodzone – podkreśla Goss.

Najczęściej prowadzone są postępowania w celu zablokowania przez wykonawcę płatności z gwarancji lub wyegzekwowania płatności od gwaranta, który kwestionuje zasadność wypłaty. Zdecydowanie rzadsze są przypadki postępowań o charakterze wtórnym w stosunku do wypłaty z gwarancji, kiedy dochodzony jest obowiązek zwrotu świadczenia, które przekracza faktycznie poniesioną szkodę.

13 proc. bezrobotnych ma dyplom uczelni wyższej. Absolwenci mają dużą wiedzę teoretyczną, ale brakuje im kompetencji miękkich

Absolwentów polskich uczelni cechuje bardzo dobra znajomość języków obcych i rozległa wiedza, ale brakuje im umiejętności komunikacyjnych i autoprezentacyjnych. Lukę tą starają się zapełnić pracodawcy, którzy opracowują własne programy szkoleniowe oraz współpracują z uczelniami wyższymi.

Mimo że dyplom ciągle otwiera drzwi do zatrudnienia, to proces właściwej edukacji i szkolenia zawodowego następuje już w miejscu pracy. Nowo przyjęte osoby muszą w ekspresowym tempie nabyć kompetencje, których brakuje w programie studiów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Edyta Gałaszewska-Bogusz, dyrektor operacji finansowo-księgowych Accenture Operations.

Ekspertka wysoko ocenia wiedzę teoretyczną i znajomość języków obcych polskich absolwentów. Pod tym względem należą oni do czołówki europejskiej. Niezadowalający jest jednak poziom kompetencji miękkich. Młodzi ludzie nie są przygotowani do pracy zespołowej, a ta jest niezbędna w przedsięwzięciach biznesowych.

Na rynku pracy wśród absolwentów brakuje osób z rozwiniętymi umiejętnościami komunikacyjnymi. Nawiązywanie relacji, rzeczowa argumentacje, autoprezentacja i sztuka autosprzedaży są dziś tak samo ważne dla osiągnięcia zawodowego sukcesu, jak wiedza techniczna. To dzięki nim pracownik buduje markę i wizerunek swojej firmy wśród klientów – tłumaczy Gałaszewska-Bogusz.

System kształcenia w krajach Europy Zachodniej, inaczej niż w Polsce, kładzie duży nacisk na zdobywanie umiejętności praktycznych. Dualność studiów, gdzie zajęcia, wykłady i ćwiczenia mają taką samą wagę, co praktyki u pracodawców, wpływa na bardziej harmonijny rozwój kompetencji miękkich i twardych oraz umiejętności praktycznych.

Istotna jest również zmiana sposobu myślenia u młodych ludzi. Jak wskazuje ekspertka, warto, by od początku swojej edukacji dbali o rozwój umiejętności interpersonalnych, trudniejszych do opanowania na późniejszych etapach nauki. Dzięki temu zwiększą swoją wartość na rynku pracy.

Cieszy fakt, że w Polsce uczelnie coraz częściej dostrzegają konieczność współpracy z przedsiębiorcami. Tworzone są nowe kierunki studiów odpowiadające zapotrzebowaniu współczesnych gałęzi gospodarki i powstające we współpracy z biznesem. Accenture aktywnie działa na tym polu. Nasi pracownicy stają się wykładowcami i prowadzą interaktywne sesje dla studentów, które często są symulacją realnych sytuacji biznesowych – zaznacza Gałaszewska-Bogusz.

W sektorze nowoczesnych usług biznesowych w Polsce pracuje obecnie ok. 150 tys. osób (według raportu Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych – ABSL). Do 2020 roku liczba miejsc wzrośnie o kolejne 100 tys. Żeby sprostać zapotrzebowaniu rynku i niezmiennie dbać o kwalifikacje kadry, firmy nie tylko aktywnie poszukują pracowników, lecz także inwestują we własne programy szkoleniowe i systemy rozwoju.

Miejsca pracy tak naprawdę są, trzeba tylko po nie sięgnąć i odpowiednio się do tego przygotować. Wiele rzeczy można się nauczyć już w rzeczywistym środowisku biznesowym, ale umiejętności językowe, komunikacyjne czy praca w zespole, to jest coś, w co trzeba inwestować od początku swojej edukacji, ponieważ nie zdobędzie się ich dzięki pojedynczemu szkoleniu – podsumowuje Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Deflacja niekorzystnie wpływa na handel. Mniejsze sklepy będą się łączyć w sieci lub grupy zakupowe

CEO Magazyn Polska

Utrzymująca się ujemna dynamika cen przyczyniła się do zmniejszenia dynamiki rozwoju handlu. Koniec deflacji – zgodnie z zapowiedziami NBP – może się nieco przesunąć w czasie, a ewentualna inflacja będzie się raczej utrzymywać do końca roku na niskim poziomie. W ocenie Polskiej Izby Handlu korzystne wskaźniki makroekonomiczne wpłyną na integrację handlu i będzie to priorytetem sklepów małoformatowych. Hipermarkety raczej nie będą rosnąć, a dyskonty będą, ale z mniejszą niż do tej pory dynamiką.

Deflacja, która towarzyszyła nam przez cały zeszły rok, przyczyniła się do zmniejszenia dynamiki rozwoju handlu. W tym roku też wiele od tego zależy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu (PIH). – Bardzo trudno prognozować wzrost marż, ponieważ przy deflacji trendy są raczej ujemne. Spodziewamy się, że w najlepszym razie pozostaną na obecnym poziomie, jeżeli nie będą się zmniejszać.

Jak podaje GUS, w grudniu 2015 roku deflacja wyniosła 0,5 proc. w ujęciu rocznym i 0,2 proc. wobec listopada. Ze względu na znaczący spadek notowań surowców w końcówce roku pojawienie się dodatniego wskaźnika cen może zostać odsunięte w czasie. Prezes NBP podczas styczniowej konferencji podkreślał, że nawet jeśli inflacja powróci, to będzie się utrzymywać na bardzo niskim poziomie przez większość roku.

Jeżeli wskaźniki ekonomiczne będą korzystne, to na pewno będziemy mieli do czynienia z rozwojem integracji w handlu. To było, jest i będzie priorytetem firm z tego segmentu – mówi Ptaszyński.

Między innymi przez ekspansję dyskontów co roku spada liczba mniejszych sklepów detalicznych. W 2008 roku sklepy małoformatowe stanowiły 51 proc. wszystkich placówek handlowych, a dziś – zgodnie z szacunkami GfK Polonia – jest to ok. 37 proc.

Z danych PIH wynika, że w grudniu 2015 roku wartość sprzedaży sklepów małoformatowych (do 300 mkw.) wzrosła o 6,1 proc. w ujęciu rocznym, a o blisko 14 proc. w ujęciu miesięcznym. W listopadzie wzrost roczny wyniósł 4,9 proc., a w porównaniu do października 2015 roku nastąpił spadek o 7,6 proc. Sklepy objęte badaniem PIH stanowią 60 proc. całości rynku sprzedaży detalicznej w Polsce.

W tym momencie rozwija się segment sklepów 250–400 mkw., czyli sklepy osiedlowe, które wszyscy znamy, sklepy zrzeszone we franczyzie, zintegrowane. Ogólnie wszystkie formy integracji handlu sprzyjają rozwojowi, to franczyza, grupy zakupowe, spółdzielczość, integracja przez hurt. One właśnie przyczyniają się do tego, że ten segment, który tak naprawdę czyni polski handel unikalnym, będzie się rozwijał – prognozuje Ptaszyński.

W jego ocenie w tym roku raczej nie nastąpi rozwój hipermarketów, a dyskonty będą się rozwijać, ale dynamika wzrostu może być mniejsza.

Branżę handlową czekają w tym roku zmiany związane z wejściem nowego podatku. Zgodnie z projektem ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej autorstwa resortu finansów przedmiotem opodatkowania będzie miesięczny przychód ze sprzedaży towarów, a kwota wolna od podatku to 1,5 mln zł netto. Obowiązywać będą trzy stawki. 1,9  proc. od przychodów ze sprzedaży detalicznej zapłacą sklepy pracujące w soboty, niedziele i święta. Stawka 0,7 proc. będzie płacona od przychodów do 300 mln zł miesięcznie, a nadwyżka będzie opodatkowana stawką 1,3 proc. Ministerstwo skierowało projekt do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Ustawa ma wejść w życie 14 dni po jej ogłoszeniu.

Coraz bardziej wielojęzyczny świat

Na planecie zamieszkałej przez 7 miliardów ludzi, jest około 7000 języków używanych na co dzień. Co więcej, 23 z nich są używane przez ponad połowę całej populacji.

Język chiński ma najwięcej użytkowników na Ziemi. Mówi nim prawie 1,2 miliona ludzi na świecie, głownie mieszkańcy Chin, Tajwanu i Malezji. Na drugim miejscu uplasował się język angielski – 335 milionów użytkowników na świecie, z czego 225 milionów pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, 55,6 milionów z UK, a 19,4 z Kanady. Mniejsze populacje użytkowników angielskiego znajdują się między innymi w Australii, Nowe Zelandii, Południowej Afryce, Irlandii, Singapurze, Trynidadzie i Tobago i Sierra Leone. Ponadto angielski jest najczęściej wybierany, jako język którego chcemy się uczyć. Obecnie na świecie jest 1,5 miliona ludzi uczących się pilnie czasów present simple i present perfect.

tłumaczeniaW świecie pełnym różnych języków, nikogo nie zdziwi fakt, że większość krajów nie trzyma się kurczowo tylko jednego z nich, ale wręcz zachęca do wielojęzyczności. Powodem tego może być na przykład historia kraju związana z kolonizmem, lub bliskość geograficzna względem innych państw. W Arubie (która jest częścią Królestwa Niderlandów) język niderlandzki jest językiem urzędowym, więc uczy go w szkołach, dodatkowo ucząc języka angielskiego i hiszpańskiego. Jednakże język narodowy Aruby to kreolski język zwany „papiamento”, a więc wielu mieszkańców Aruby mówi płynnie w czterech językach.

Języki urzędowe Luksemburga, dzielącego Niemcy i Francję, to oczywiście niemiecki i francuski, a jednak wielu mieszkańców posługuje się językiem luksemburskim. Ponadto, obowiązkowo uczy się  szkołach języka angielskiego, co oznacza, że uczniowie z tych terenów również płynnie posługują się czterema językami.

Południowa Afryka to prawdopodobnie najbardziej wielojęzyczny kraj świata, biorąc pod uwagę, że ma aż jedenaście języków urzędowych. Mimo, że to angielski jest językiem używanym najczęściej przez media i rząd, mniej niż 10% populacji faktycznie używa go jako swojego pierwszego języka. Jednymi z najbardziej znaczących języków w kraju są „zulu” i „xhosa”.

Jeśli więc zastanawiasz się nad nauką nowego języka, lub nad wychowywaniem dzieci na wielojęzyczne, wiesz już w jakim kierunku zmierzać. Tutaj dowiesz się więcej na temat zalet uczenia się obcego języka. Ponadto, jeśli szukasz szybkiej i pewnej usługi, nie wahaj się i zapytaj o cenę klikając w ten link.

5 przykładów globalnego brandingu w akcji

W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku, zaledwie garść koncernów, takich jak Coca-Cola czy IBM, rządziło światową sceną rynku. Jednak odkąd Internet zaczął obniżać bariery stojące na drodze do wejścia na rynek nowych marek, liczba firm będących w stanie osiągnąć taki wpływowy poziom znacznie wzrasta.

Dzisiaj, budowanie globalnej marki wymaga dużo więcej, niż po prostu przetłumaczenie swojej strony internetowej na różne języki. Te największe i najważniejsze firmy doskonale rozumieją, że spójna i uniwersalna reklama trafiająca do milionów  musi być połączona ze zrozumieniem lokalnych kultur i gustów. Jest to strategia zwana „glokalną” (połączenie słów global – światowy i local – lokalny), którą stosuję się w tzw. brandingu, czyli kreowaniu marki.

Poniżej podanych jest 5 przykładów globalnego brandingu w akcji.

  1. Airbnb

Kiedy Airbnb pierwszy raz weszło na rynek, firma stanęła przed trudnym wyzwaniem: musiała przekonać ludzi, że nocowanie u obcych nie jest niczym dziwnym czy przerażającym. Jednak, pod kierownictwem CMO (ang. Chief Marketing Officer) Jonathana Mildenhalla, firma odniosła niesamowity sukces na skalę światową – swoje usługi oferuje w ponad 190 krajach.

Kluczowym czynnikiem globalnej strategii Airbnb jest strategia lokalna z wyspecjalizowanym oddziałem do spraw strategii lokalnej, dbającym o to, by strona była dostępna na całym świecie oraz przeprowadzającym wywiady z lokalnymi użytkownikami. Jest to niezbędne, aby zbudować zaufanie i poczucie wspólnoty między gospodarzami a podróżującymi.

Marka również wybrała na swoje logo uniwersalny symbol o nazwie „Belo”, który symbolizuje przynależność, nieważne gdzie na świecie akurat się znajdujesz.

  1. Apple

Prawdopodobnie najbardziej znana globalna marka naszych czasów. Możemy się nauczyć tego i owego od firmy Apple. Jeśli chodzi o produkty, firma wybrała strategię „jeden rozmiar dla wszystkich”- każdy design modelu iPhone’a jest taki sam, niezależnie od regionu. W rezultacie, mimo że taka taktyka może być niebezpieczna, minimalistyczne i intuicyjne podejście marki stworzyło produkty pożądane na całym świecie.

Jednak Apple dobrze wie, gdzie gdzie standaryzacja powinna mieć swój koniec. Protokół mówiący o obsłudze klienta jest inny w każdym z rozsianych po całym świecie placówek, dopasowany do lokalnych standardów, a strona internetowa, mimo że wygląda tak samo, niezależnie od regionu, jest starannie przetłumaczona i dopasowana do lokalnych rynków.

  1. Starbucks

Nie można mówić o potężnym globalnym brandingu bez wspominania o Starbucks’ie. Najbardziej popularna kawiarnia na świecie, posiadająca 20,000 placówek w 63 krajach, jest znana również od Brazyli po Chiny, choć wielu myślało, że nie uda się im odnieść tam sukcesu, ze względu na kulturowe znaczenie picia herbaty.

Ale co takiego jest w marce Starbucks co zapewnia jej taką globalną sławę? Firma zadała sobie wiele trudu, aby każdy Sturbucks miał wygląd i atmosferę miejscowej kawiarni, bez utracenia spójności marki. Na przykład w Chinach, niechęć tubylców do kawy zwalczana jest przy pomocy innych napojów, niezawierających kawy, podczas gdy w Azji zwiększa się funkcjonalność poprzez układ siedzeń sprzyjający obsłudze większych grup ludzi.

Firma ta jest również pionierem w dziedzinie cyfrowej strategii względem klienta, przykładem czego są aplikacje ze spersonalizowanymi korzyściami, takimi jak urodzinowa kawa za darmo. Efekt jest taki, że gdziekolwiek jesteś, Starbucks nigdy nie wyda Ci się po prostu bezosobową, amerykańską korporacją.

  1. Coca-Cola

Coca-Cola to stary wyjadacz jeśli chodzi o operowanie na poziomie globalnym. Jednak firma musiała nauczyć się adaptować, aby stworzyć globalną markę, która przemawia do globalnej publiczności.

W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy firma po raz pierwszy pojawiła się na scenie światowej, ujednolicone produkty i reklamy skutkowały ostrym sprzeciwem świata przeciwko amerykańskiemu imperializmowi. W odpowiedzi na to, Coca-Cola wprowadziła swoją strategię marketingową pt. „myśl lokalnie, działaj lokalnie” w 2000 roku, w celu zwiększenia lokalnej wrażliwości.

Od tego czasu, Coca-Cola odnosi coraz większe sukcesy i nadal jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Kluczem do sukcesu jest skupienie się firmy nie tylko na produkcie i zwiększeniu lokalności reklamy, ale również na stabilności i uniwersalnych wartościach takich jak „szczęście” czy „dzielenie się z innymi ”. Na przykład, kiedy trwał Puchar Świata FIFA, każda firmowa strona główna na świecie ukazywała lokalnych celebrytów i odniesienia kulturowe, razem z od razu rozpoznawalnymi znakami i hasłami Coca-Coli.

  1. Ikea

Założona w 1943 roku przez Ingvara Kamprada, Ikea stała się globalnie rozpoznawalną marką, ze sklepami na całym świecie, od Japoni po Chorwację. Częściowo sukces ten zawdzięcza uniwersalnym cechom przemawiającym do klientów, takim jak: niskie ceny, zrównoważony rozwój, forma, funkcjonalność i jakość.

Jednak, jak w przypadku każdej sławnej marki, Ikea potrzebuje czasu, aby zrozumieć swoich międzynarodowych odbiorców. Na poniższym filmie możemy zobaczyć, jak szef badań i rozwoju, Mikael Ydholm, wyjaśnia jak firma bada zmiany społeczne na całym świecie oraz postrzeganie Ikei przez ludzi, aby zdobyć informację na temat wyboru produktów.

Mimo, że często zachowują te same elementy, wystawy pokojów różnią się od siebie, aby pasować do lokalnych zwyczajów. Na przykład w Japonii często można znaleźć, maty tatami,  którymi tradycyjnie jest pokryta podłoga.

Budowanie globalnej marki w żadnym wypadku nie jest łatwe, ale teraz, kiedy wejście na rynek międzynarodowy jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, coraz więcej firm może to osiągnąć. Kluczem jest znalezienie właściwej równowagi pomiędzy strategią globalną i lokalną.

reklama 123tlumaczTutaj, usługi tłumaczeniowe mogą pomóc Twojej marce „przemówić” do międzynarodowej publiczności. Od wprowadzenia lokalnej strategii na Twoją stronę internetową, aż po transkreację kampanii marketingowych, nasz zespół może zagrać kluczową rolę w kreowaniu Twojej międzynarodowej marki.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_1

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_1

2015 rok kolejnym udanym rokiem dla przedsiębiorców. Startupy tematem specjalnym – 63% właścicieli przewiduje rozwój skali działania firmy i wzrost zatrudnienia w okresie trzech lat

Najnowsza, szósta już edycja Raportu Banku Pekao o sytuacji mikro i małych firm[1] w 2015 roku, przyniosła kontynuację pozytywnego trendu z ostatnich dwóch lat. Wskaźnik opisujący nastroje przedsiębiorców, wzrósł o kolejne 2 punkty do poziomu 98 punktów. Coraz więcej firm korzysta z finansowania zewnętrznego. Tematem specjalnym tegorocznego Raportu są startupy, czyli firmy stawiające pierwsze kroki w biznesie.

Już 3 rok z kolei, kondycja najmniejszych firm mierzona Ogólnym Wskaźnikiem Koniunktury Mikro i Małych firm rośnie. W 2015 roku wskaźnik ten osiągnąłpoziom 98,3 pkt[2], co oznacza wzrost o 2 punkty w porównaniu z rokiem ubiegłym, i o prawie 9 w porównaniu z 2012 r. To najwyższy wynik w historii badań. Wskaźnik jest kalkulowany na podstawie oceny ostatnich oraz kolejnych 12 miesięcy. W obu przypadkach zanotowano poprawę wyników, a wskaźnik dotyczący prognoz po raz pierwszy w badaniu przekroczył poziom 100 punktów (100,2 pkt). Jednocześnie zmniejsza się różnica w ocenie poprzednich i kolejnych 12 miesięcy, co wskazuje na pewną stabilizację w ocenie koniunktury przez firmy

– Wyniki naszego badania pokazują, że to był kolejny dobry rok dla mikro i małych przedsiębiorców na terenie praktycznie całego kraju. Właściciele firm lepiej oceniali sytuację finansową swoich firm. Powody do zadowolenia miały zwłaszcza firmy prowadzące działalność eksportową – zwiększyła się ich liczba i ocena przychodów z eksportu. Pokazuje to, że polskie małe firmy coraz lepiej radzą sobie w konkurencji na rynkach zagranicznych – mówi Grzegorz Piwowar, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao odpowiedzialny za Pion Bankowości Detalicznej.

Wskaźnik Koniunktury oparty jest o badanie opinii w 8 obszarach, które wpływają na sytuację firmy oraz jej otoczenia. W 2015 roku odnotowano wzrost ocen w każdym z tych obszarów. Największy wzrost (+3 pkt) miał miejsce w zakresie przychodów i wyniku finansowego firmy oraz ocenie sytuacji branży, w której działają. Nieco mniejszy wzrost ocen (+2 pkt) dotyczył ogólnej sytuacji gospodarczej i sytuacji w firmie. Pewnej poprawie uległy również oceny w zakresie długości oczekiwania na zapłatę (wzrost poniżej 1 pkt), zatrudnienia i dostępności do finansowania (+ 1 pkt). Te dwa ostatnie obszary zostały przez przedsiębiorców ocenione najwyżej (101 pkt).

Poprawę wskaźnika koniunktury odnotowano we wszystkich czterech badanych branżach. W przypadku trzech branż wskaźnik jest bliski poziomu 100 punktów: usługi (99,6), produkcja (99,5), budownictwo (99,1). W przypadku handlu wskaźnik koniunktury wynosi 95,6 (wzrost +2,2 pkt w porównaniu z poprzednim rokiem).

Po raz pierwszy indeksy dostępności finansowania zewnętrznego (poprzednie i następne 12 miesięcy) przekroczyły poziom 100 pkt.

Dobry dostęp do kapitału przełożył się z kolei na najwyższy dotąd odsetek firm finansujących bieżącą działalność środkami zewnętrznymi (26% badanych). Z finansowania działalności bieżącej kredytem bankowym skorzystało w 2015 r. 25% mikro i 50% małych firm.

Znacząco zmniejszył się odsetek firm, które nie korzystały z kredytu ze względu na koszt finansowania – w poprzednim badaniu taką przyczynę niekorzystania z zewnętrznego finansowania wskazywało 24% ankietowanych, w tym badaniu tylko 7%. O niechęci do zadłużenia mówiło 28% (poprzednio 48%).

– Po raz kolejny wysoko oceniono dostępność do finansowania zewnętrznego. Otwartość instytucji finansowych, stabilne warunki makroekonomiczne i programy gwarancji de minimis wpłynęły na tę pozytywną ocenę właścicieli mikro i małych firm. Zmienia się również percepcja przedsiębiorców, którzy są bardziej otwarci i zainteresowani kredytami na finansowanie działalności bieżącej i finansowanie inwestycji. – mówiGrzegorz Piwowar, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao.

W 2015 roku wzrósł odsetek inwestujących firm (46%, + 6 p.p.) oraz wielkość ponoszonych przez firmy nakładów inwestycyjnych (15% inwestycji było powyżej 100 tys. PLN w porównaniu do 13% w roku poprzednim). Biorąc pod uwagę deklaracje, w roku 2016 odsetek inwestujących mikro i małych firm może przekroczyć 50%. 18% badanych firm finansowało w 2015 roku inwestycje kredytem bankowym.

Coraz mocniejszą stroną mikro i małych firm staje się eksport. W ostatnim roku działalność eksportową deklarowało 16% firm (15% mikro oraz 37% małych firm), co oznacza wzrost o +3 p.p. w porównaniu do poprzedniego roku. Wysoko ocenione zostały przychody z eksportu (107,2 pkt) – wyżej o 9 punktów od oceny całkowitych przychodów firmy.  Działalność eksportowa cieszy się rosnącym zainteresowaniem przedsiębiorców. W 2016 roku taką działalność deklaruje już 17% firm.

Temat specjalny – Startupy

W Raporcie jak co roku, sporo miejsca poświęcone jest wybranemu zagadnieniu istotnemu z punktu widzenia całej gospodarki. W tej edycji tematem specjalnym są startupy, czyli firmy działające na rynku krócej niż 3 lata.

Startupy z dużo większym optymizmem oceniają otaczającą rzeczywistość. Ogólny Wskaźnik Koniunktury dla startupów jest o kilka punktów wyższy od indeksu dla wszystkich mikro i małych firm. W najnowszym badaniu wyniósł 104 pkt. Startupy dużo lepiej oceniają też sytuację swojej firmy niż średnio właściciele mikro i małych firm (109,6 pkt, czyli o 10 pkt więcej od średniej).

Zmiany, które ułatwiłyby rozpoczynanie i prowadzenie działalności gospodarczej przez startupy to zdaniem właścicieli młodych firm: mniejsze koszty pracy (ZUS, podatki; 50% wskazań), lepszy dostęp do finansowania (27%) i uproszczenie przepisów (11%).

Zdecydowana większość ankietowanych (88%) nie żałuje decyzji o założeniu firmy, a najbardziej zadowoleni z decyzji o założeniu firmy są absolwenci szkół wyższych. Aż 63% badanych startupów uważa, że za 3 lata w firmie będzie więcej zatrudnionych osób, a jej skala działalności będzie większa. Tylko 9% uważa, że po tym okresie firmy prawdopodobnie nie będzie już na rynku.

– Wyniki naszego badania pokazują, że najmłodsze firmy dysponują dużym potencjałem rozwojowym. Atutem właścicieli startupów jest wykształcenie i wcześniejsze doświadczenie zawodowe. Poprawa warunków  prowadzenia działalności gospodarczej, szczególnie w początkowej fazie  funkcjonowania firmy może mieć bardzo pozytywny wpływ na polską gospodarkę. Startupy są szansą na tworzenie miejsc pracy, bo blisko 2/3 ich właścicieli chce rozwinąć skalę działania ich firmy w perspektywie najbliższych 3 lat   – mówi Grzegorz Piwowar, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao.

Bank Pekao również wspiera startupy oferując usługi dopasowane do potrzeb firm rozpoczynających działalność. Z Pakietu Mój Biznes Mobilny, nowoczesnej bankowości mobilnej i internetowej oraz bogatej oferty kartowej korzysta kilkadziesiąt tysięcy startupów. Dzięki współpracy z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym, Bank oferuje także kredyty obrotowe z bezpłatną gwarancją. Od ubiegłego roku Bank jako partner konkursu „Społeczny Startup” zaangażował się także w promocję przedsiębiorstw społecznychfirm, które prowadzą działalność gospodarczą w celu integracji społecznej i zawodowej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym.

[1] Mikro firma – firma, w której pracuje maksymalnie 9 osób; mała firma – firma, w której pracuje od 10 do 49 osób.

[2] Wskaźniki w ramach badania mogą przyjmować wartości od 50 do 150, przy czym  50 oznacza „dużo gorzej”, 75 – „gorzej”, 100 – „ani lepiej, ani gorzej”, 125 – „lepiej”, 150 – „dużo lepiej”

Marcin Nieplowicz – główny ekonomista, Europejski Fundusz Leasingowy SA; o wynikach branży leasingowej za rok 2015,

49,8 mld zł – taką wartość osiągnęły inwestycje sfinansowane w ubiegłym roku przez branżę leasingową. W porównaniu do roku 2014 jest to wzrost – o 16,3%. Nie ma się co dziwić: polskie przedsiębiorstwa coraz częściej, zamiast kupować, biorą w leasing.

Leasing to obecnie drugie po kredytach inwestycyjnych zewnętrzne źródło finansowania inwestycji w polskiej gospodarce. Na koniec 2015 r. łączna wartość aktywnego portfela branży leasingowej wynosiła 87,8 mld zł (15,3% więcej niż 12 miesięcy wcześniej), podczas gdy wartość salda kredytów inwestycyjnych udzielonych firmom przez banki – 101,4 mld zł.

Szacuje się, że z usług firm leasingowych korzysta ok. 500 tys. przedsiębiorstw, głównie małych i średnich oraz mikroprzedsiębiorstw. W ubiegłym roku najwięcej inwestycji dotyczyło pojazdów osobowych, dostawczych i ciężarowych do 3,5 t (37,5%), maszyn i urządzeń (31,9%) oraz środków transportu ciężkiego (27,1%).

„Rok 2016 będzie kolejnym dobrym rokiem dla branży leasingowej. Prognozujemy, że firmy leasingowe sfinansują inwestycje warte prawie 57 mld zł. Oznacza to wzrost o 14%. Będzie on wynikał z rozwoju gospodarki oraz większego popytu na pojazdy lekkie, transport ciężki i maszyny” – mówi serwisowi infoWire.pl Marcin Nieplowicz, główny ekonomista Europejskiego Funduszu Leasingowego.

Rok 2015 udany dla branży outsourcingu w Polsce Raport roczny Fundacji Pro Progressio

W 2015 roku rynek outsourcingu w Polsce po raz kolejny zanotował znaczący wzrost. Według rocznego raportu Fundacji Pro Progressio sektor powiększał się w tempie 18-20%. Dotyczy to zarówno wzrostu zatrudnienia, jak również pojawiania się nowych podmiotów świadczących usługi outsourcingowe.

Outsourcing_stars_2016Przede wszystkim BPO

Najbardziej popularnym i najdynamiczniej rozwijającym się obszarem outsourcingu jest BPO, czyli outsourcing procesów biznesowych. Sektor zanotował znaczący wzrost nie tylko w roku 2015, ale i na przestrzeni ostatniej dekady. Według raportu Fundacji Pro Progressio, podsumowującego branżę outsourcingu, na koniec 2015 roku w Polsce działało 700 firm BPO/SSC zatrudniających około 170 000 pracowników. Na podstawie prowadzonych przez Fundację obserwacji rynkowych wyłaniają się pewne widoczne w 2015 roku trendy, które z pewnością będą wyznaczać rozwój sektora w kolejnych latach.

Inwestorzy chętnie pozostają nad Wisłą

W 2015 firmy BPO/SSC, które jako pierwsze ulokowały swoje centra operacyjne w Krakowie coraz częściej decydowały się na rozwój swojej działalności także w innych miastach. Na czele jest tutaj Trójmiasto, ale również inne, mniejsze lokalizacje biznesowe, które wyraźnie zaczynają wychodzić z cienia wielkich miast. Podczas Gali Outsourcing Stars 2015, która odbyła się 28 stycznia w Warszawie, Romek Lubaczewski, ekspert PwC, podkreślił, że znaczący wzrost branży BPO wynika nie tylko z lokowania nowych inwestycji, ale właśnie z rozwoju już istniejących centrów usług współnych.

Inwestycje zagraniczne – coraz częściej Ukraina i Niemcy

Kolejnym widoczny trendem jest rozwój firm BPO i ITO z kapitałem ukraińskim. Część firm jest obecna w Polsce od dłuższego czasu, inne podjęły w minionym roku aktywne działania na rzecz budowy i rozwoju centrów operacyjnych. W Lublinie uruchomiona została siedziba Lwowskiego Klastra IT. Wśród znaczących graczy z kapitałem ukraińskim są Luxoft, Eleks, Ciklum, Softserve czy Epam. W roku 2015 wzrosło również zainteresowanie Polską inwestorów z Niemiec, a co za tym idzie zapotrzebowanie na pracowników płynnie posługujących się językiem niemieckim. Mimo wielu kierunków filologicznych na rynku wciąż odnotowuje się deficyt kadr operujących tym językiem. Według ekspertów deklaratywna znajomośc języka niemieckiego w Polsce jest znacznie wyższa niż rzeczywiste umiejętności lingwistyczne polskich pracowników, a jest to jeden z kluczowych czynników decydujących o lokowaniu biznesu w danym regionie.

 Co jeszcze outsourcuje się do Polski?

Sektor outsourcingu nie ogranicza się tylko do segmentu BPO. Co roku definiowane są nowe obszary, w których część działalności operacyjnej można oddać w zarządzanie podmiotów zewnętrznych. Część z usług pozostaje niszowa, inne nabierają bardzo szybkiego tempa rozwoju. Najbardziej powszechne formy outsourcingu obecne w Polsce to: usługi finansowe (księgowość kady i płace), Call Contact Center, usługi HR (leasing pracowniczy i rekrutacja). Coraz większą popularność zyskuje archiwizacja dokumentów, z której w 2015 roku najchętniej korzystały: administracja publiczna, placówki medyczne, sektor finansowo-bankowy, firmy HR, duże korporacja, ale także coraż częściej firmy z sektora MŚP. Duży wzrost zanotował obszar Car Fleet Management. Jak podaje Polski Związek Leasingu i Wynajmu Pojazdów, łączna flota aut służbowych firm zrzeszonych w Związku zwiększyła się w ostatniej dekadzie ponad 4-krotnie – z 33 tys. samochodów do ponad 138 tys. na koniec III kwartału 2015. Coraz dynamiczniej rozwija się również IT Contracting, według szacunków firm rekrutacyjnych, w roku 2015 brakowało w Polsce około 30 000 osób do pracy w IT. Firmy, poza rozbudową własnego zespołu ekspertów i specjalistów, coraz częściej wybierają możliwość czasowego kontraktowania pracowników. Wszystko wskazuje na to, że w roku 2016 wystąpi zauważalny wzrost zapotrzebowania na specjalistów z różnych dziedzin IT. Nie można wykluczać, że do projektów typu IT Contracting będzie się poszukiwać pracowników poza granicami Polski.

Raport roczny Fundacji Pro Progressio podsumowujący branżę outsourcingu miał swoją premierę na Gali Outsourcing Stars, która odbyła się 28 stycznia 2016 roku w Warszawie. Pełna treść raportu dostępna jest pod adresem: http://www.proprogressio.pl/pl/fundacja/badania-i-raporty.html

Celem Gali Outsourcing Stars jest nie tylko branżowe podsumowanie roku, ale także nagrodzenie najlepszych i najdynamiczniej rozwijających się dostawców usług outsourcingowych oraz instytucji z ich bezpośredniego otoczenia biznesowego. Jedyny niekomercyjny konkurs branżowy w Polsce obejmuje 12 kategorii. Laureatami tegorocznych nagród zostali:

  1. Archiwizacja Dokumentów – OEX Archidoc
  2. BPO – Capita
  3. Call/Contact Center – Transcom
  4. Car Fleet Management – ALD Automotiv
  5. Deweloper – Skanska
  6. HR / Leasing Pracowniczy – Grupa Progres
  7. HR / Rekrutacja – Leasing Team Group
  8. IT Contracting – Sii
  9. Księgowość / Kadry / Płace – Extor
  10. Miasto – Poznań
  11. Outsourcing Sił Sprzedaży – Sales Group
  12. Real Estate (Konsulting dot. Rynku Nieruchomości) – JLL

Toyota zostanie jedynym właścicielem Daihatsu

Toyota Motor Corporation i Daihatsu Motor Co., Ltd. podpisały porozumienie o całkowitym przejęciu Daihatsu przez Toyotę. Największy producent samochodów na świecie posiada obecnie 51% udziałów partnera. Transakcja zostanie sfinalizowana w sierpniu 2016 roku poprzez wymianę akcji.

toyotaCelem umowy jest wspólna praca obu firm nad wypracowaniem spójnej strategii, skupiającej się na segmencie małych samochodów. W ramach współpracy oba przedsiębiorstwa wykorzystają swoje mocne strony dla obopólnej korzyści i zrównoważonego wzrostu. Przyczyni się to do wzmocnienia wartości obu marek.

Toyota i Daihatsu rozpoczęły współpracę w 1967 roku. Po połączeniu obie firmy utrzymają osobne struktury i style zarządzania, współpracując jako partnerzy w Toyota Group. Wspólna strategia ma posłużyć zwiększeniu konkurencyjności produktów i podejmowaniu ambitnych celów takich jak opracowywanie nowych technologii i wdrożenie działań w nowych obszarach o dużym potencjale wzrostu.

„To dla nas szansa, abyśmy mogli w pełni sobie nawzajem zaufać i maksymalnie wykorzystać swoje atuty. Możemy teraz skoncentrować się na naszych najważniejszych kompetencjach. To moim zdaniem jest klucz do zwiększania konkurencyjności na globalnym rynku” – powiedział prezydent Toyoty, Akio Toyoda.

„Jestem przekonany, że tym porozumieniem położyliśmy podwaliny pod stabilny wzrost firmy przez następne 100 lat. To dla nas doskonała okazja do scementowania naszych relacji z Toyotą i wyniesienia marki Daihatsu do najwyższych światowych standardów” – dodał prezydent Daihatsu, Masanori Mitsui.

W ramach wspólnej strategii Toyota i Daihatsu udostępnią sobie wzajemnie zasoby i infrastrukturę oraz wymienią się ekspercką wiedzą i technologiami. Współpraca wzmocni obie marki i pozwoli szybciej opracowywać nowe, konkurencyjne produkty.

Produkcja małych samochodów

Toyota i Daihatsu zachowają osobne linie modeli, które zostaną dostosowane do preferencji klientów i specyfiki każdej marki. Daihatsu weźmie na siebie odpowiedzialność za rozwój małych samochodów dla obu marek, koncentrując się na tych grupach klientów, w których marka ma już wyrobioną silną pozycję. Ponadto firma będzie doskonalić procesy związane z planowaniem produktów i rozwojem technologicznym małych samochodów obu marek.

Technologie

Oba przedsiębiorstwa będą dzielić się strategiami rozwoju i wdrażania nowych technologii, począwszy już od etapu koncepcyjnego. Toyota będzie nadal koncentrować się na technologiach związanych z ochroną środowiska, bezpieczeństwem, doświadczeniem kierowcy i pasażerów podczas jazdy oraz komfortem. Daihatsu skupi się na wdrażaniu nowych rozwiązań do gotowych produktów oraz na rozwijaniu technologii obniżających koszty i zużycie paliwa. Podczas wspólnych prac nad technologiami następnych generacji Daihatsu skoncentruje się na obniżaniu kosztów i miniaturyzacji.

Operacje

Oba przedsiębiorstwa udostępnią sobie nawzajem infrastrukturę na rynkach rozwijających się. Daihatsu będzie odpowiadać za zwiększenie wydajności i elastyczności w dziedzinie rozwoju, zaopatrzenia i procesów produkcji. Toyota wesprze Daihatsu w sprzedaży na terenie Japonii, udostępniając partnerowi swoją sieć dystrybucji oraz dzieląc się kompetencjami w dziedzinie strategii sprzedaży.

HICRON wdraża System Monitoring Tool: nowy wymiar administracji systemami SAP

Zespół HICRON, dążąc do ciągłego ulepszania i usprawniania swoich usług, pracuje nad nowymi rozwiązaniami zarówno w obszarach implementacji jak i usług stałych. Kolejnym etapem tego procesu jest wdrożenie innowacyjnego narzędzia wspierającego proaktywny monitoring systemów SAP: HICRON System Monitoring Tool.

HICRONNa podstawie wielu lat doświadczeń w świadczeniu usług zdalnej administracji systemów SAP, zespół HICRON stworzył autorskie narzędzie, które jest elementem rozbudowanego systemu wczesnego wykrywania problemów w systemach Klientów.

HSMT umożliwia wczesne identyfikowanie problemów poprzez wykorzystanie wielkoelementowego systemu monitoringu, dzięki czemu potencjalne problemy są odpowiednio wcześnie eliminowane. W konsekwencji prowadzi to do zapewnienia wysokiej dostępności systemów Klientów. Konsultanci z obszaru BASIS od początku 2016 roku na co dzień wykorzystują nowe narzędzie do monitorowania systemów SAP, baz danych oraz zasobów po stronie systemów operacyjnych – mówi Daniel Nowak, architekt rozwiązania  HSMT.

HICRON System Monitoring Tool jest zintegrowany z systemem zgłoszeniowym HICRON Service Portal (service.hicron.com) i pozwala na automatyczne tworzenie w nim zgłoszeń. HSMT analizuje zdarzenia i w przypadku przekroczenia zdefiniowanych progów, automatycznie zakłada zgłoszenie, które trafia do realizacji przez zespół Konsultantów BASIS.

Na podstawie wieloletniego doświadczenia w administracji systemami HICRON opracował własne progi dla wszystkich monitorowanych wskaźników, które pozwolą proaktywnie zidentyfikować obszary systemu SAP mogące negatywnie wpływać na wydajność i dostępność.

– Warto podkreślić, że to wysokie wymagania stawiane przez Klientów w obszarze dostępności oraz proaktywnego monitorowania zainspirowały nas do stworzenia tego narzędzia. Od pierwszych dni użytkowania zaobserwowaliśmy plusy jego wykorzystania i jesteśmy przekonani o kontynuacji jego rozwoju – mówi Michał Sarna, manager BASIS.

Od 1 stycznia 2016 narzędzie HSMT wspiera monitoring obecnych Klientów zdalnej administracji systemami SAP bez dodatkowych opłat.

Wiceprezes Lexus International: przed nami kolejny rekordowy rok

W wywiadzie dla portalu wardsauto.com wiceprezes Lexus International Mark Templin podsumowuje bezprecedensowe wyniki sprzedaży firmy w minionym roku i przewiduje dalszy wzrost wyników w roku bieżącym.

lexus_rx_2Japoński producent samochodów luksusowych zamknął rok 2015 rekordową sprzedażą 652 tysięcy samochodów, w porównaniu do 582 tys. rok wcześniej. Firma spodziewa się dalszego wzrostu w roku bieżącym.

„Nie jesteśmy zachłanni, nie chcemy rosnąć ponad miarę, ale będziemy się rozwijać rok po roku” – mówi Templin i ocenia, że po imponującym, 12-procentowym skoku w roku 2015, tegoroczny wzrost globalnej sprzedaży ustabilizuje się na około 3% wobec sytuacji na rynkach azjatyckich. Według prognoz Toyota Motor Corporation, macierzystego koncernu Lexusa, rynek w Tajlandii może się skurczyć o 10%, na sytuację może też wpłynąć spowolnienie sprzedaży w Chinach, jednak pozostałe rynki powinny odnotować wzrost.

Według Templina rynek chiński, na którym w ubiegłym roku Lexus sprzedał rekordową liczbę 100 tysięcy pojazdów, będzie się wciąż rozwijał, choć nieco wolniej. – „Dość trudno przewidzieć, co przyniesie tam przyszłość, na przykład jak zmienią się przepisy dotyczące emisji” – zauważa Templin – „W krótkiej perspektywie musimy zachować pewną ostrożność”.

Templin uważa, że Europa, gdzie w 2015 r. firma odnotowała 20-procentowy wzrost ze sprzedażą 64 tys. samochodów, pozostanie jasnym punktem. Ubiegłoroczne wzrosty objęły zarówno Europę Zachodnią, jak i Środkową oraz Wschodnią, a sytuacja pozwala spodziewać się wzrostu sprzedaży do 100 tysięcy aut w roku 2020.

Optymistycznie nastraja również sprzedaż w USA. – „Uważamy, że Ameryka Północna ma przed sobą kilka dobrych lat” – mówi Templin – „Sprzedaż będzie rosnąć wolniej, ale wciąż pozostanie na rekordowym poziomie”. W ubiegłym roku Lexus sprzedał w USA największą w historii  liczbę samochodów – 344601. Motorami wzrostu były SUV NX i coupe RC, w tym roku liderem powinien być nowa generacja SUV-a RX.

Lexus będzie kontynuował ekspansję na nowe rynki. – „W tej chwili jesteśmy obecni na rynkach 93 krajów, podczas gdy firmy niemieckie działają w 140, więc mamy spory potencjał rozwoju” – zauważa Templin i precyzuje, że w kolejnych dwóch-trzech latach firma zamierza wejść na cztery nowe rynki, dbając o zachowanie odpowiedniej strategii. – „Mamy tylko jedną szansę zrobić dobre wrażenie, więc nie jest to tylko kwestia rozpoczęcia sprzedaży – trzeba zbudować niezbędną infrastrukturę i wybrać właściwych partnerów” – podkreśla wiceprezes Lexus International.

 

Czy zabraknie biur dla centrów BPO/ SSC?

Jeśli wysoki popyt na powierzchnię biurową w głównych ośrodkach outsourcingu w Polsce utrzyma się, może w nich wystąpić deficyt podaży   

KrakowOutsourcing wyrasta na jeden z najsilniejszych filarów polskiej gospodarki. Inwestorzy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu i centra usług wspólnych stawiają głównie na aglomeracje pozawarszawskie. W miastach regionalnych firmy z tego sektora odpowiadają za wynajem około połowy powierzchni biurowej.

W branży, która rośnie w tempie niemal 20 proc. rocznie, pracuje ponad 150 tys. osób, a szacunkowe dane mówią, że do 2020 roku sektor może zatrudniać ćwierć miliona osób. Według przeprowadzonych analiz zdecydowana większość firm z tego segmentu rynku planuje w najbliższych latach poszerzenie zespołu i zajmowanego zaplecza biurowego.

Centra BPO i SSC rozwijają się przede wszystkim w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie, a także w Trójmieście, Łodzi, aglomeracji katowickiej, Poznaniu, Bydgoszczy, Szczecinie i Lublinie. W tych miastach sektor odpowiada za wynajem znaczącej, a czasem przeważającej  ilości powierzchni biurowej, a w zlokalizowanych w nich centrach BPO / SSC pracuje 95 proc. osób zatrudnionych w branży.

Dzięki outsourcingowi rynek biurowy rozwija się także w mniejszych miastach, takich jak Rzeszów, w który uwierzyła firma Deloitte, Opole, Radom, Częstochowa, czy Piła. Uwagę inwestorów przyciąga również Olsztyn i Elbląg.

Za mało biur

Miniony rok zapisał się rekordowym wynikiem, jeśli chodzi o ilość wynajętej powierzchni biurowej w całym kraju. Duży zainteresowaniem cieszył się nie tylko stołeczny rynek biurowy, ale i rynki regionalne. Jak podają analitycy Walter Herz w 2015 roku w aglomeracjach poza Warszawą wynajęte zostało ponad 550 tys. m kw. biur. Już po pierwszych trzech kwartałach najemców znalazło więcej powierzchni niż w całym 2014 roku. Największym powodzeniem cieszyły się biura w Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu, w którym firmy outsourcingowe wynajęły lwią część powierzchni biurowej, która została zakontraktowana.

Kraków to największy ośrodek outsourcingu w Polsce. Powierzchnia biurowa jest w nim obecnie towarem niemal deficytowym. Na krakowskim rynku biurowym utrzymuje się najniższy współczynnik powierzchni niewynajętej w kraju (4 proc.). Jeśli tak duży popyt na biura utrzyma się, w tym roku w Krakowie może wystąpić deficyt podaży. Podobna sytuacja może mieć miejsce w Trójmieście i Łodzi. Specjaliści Walter Herz wskazują, że spowoduje to prawdopodobnie wzrost liczby transakcji przednajmu na powierzchnię biurową w obiektach z odleglejszym terminem oddania.

Inwestorzy

Swoje inwestycje w Polsce planują rozwijać m.in. firmy niemieckie. Wprawdzie Niemcy inwestują w Polsce głównie w przetwórstwo przemysłowe, ale coraz chętniej angażują też środki w przedsięwzięcia związane z nowoczesnymi usługami dla biznesu i ITO. Z danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ) wynika, że w tej dziedzinie działają w Polsce 44 firmy niemieckie, co daje im, ex aequo z Wielką Brytanią i Francją, drugie miejsce wśród inwestorów zagranicznych w tym segmencie rynku, za Stanami Zjednoczonymi.

Po przetwórstwie przemysłowym sektor finansowo-ubezpieczeniowy jest tym, w którym niemieckie firmy w Polsce według Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska) najwięcej inwestują (26 proc. inwestycji). Nowe projekty lokują głównie we Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu i Trójmieście, ale inwestują także w Łodzi, Opolu, Bydgoszczy, czy Elblągu, który wybrał Siemens.

Czynniki geopolityczne sprawiają, że w ostatnich latach coraz więcej ukraińskich firm inwestuje kapitał w Polsce. Na Ukrainie dynamicznie rozwija się sektor usług IT, którego roczna wartość wynosi ponad 1 miliard USD, a eksport usług ICT sięga 5 miliardów USD i do 2020 roku ma szansę się potroić. Stąd skłonność do ekspansji na Europę Wschodnią i Centralną firm ukraińskich reprezentujących ten segment. Ukraińskie centra operacyjne funkcjonują już w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Rzeszowie i Lublinie.

Amerykanie, którzy są głównymi, zagranicznymi inwestorami na naszym rynku outsourcingowym widzą ogromny potencjał w polskiej kadrze. Świadczyć mogą o tym choćby centra rozwojowe, które lokują w Polsce. Amazon zainwestował w Polsce ponad 2 mld zł nie tylko w centra logistyczne pod Wrocławiem i Poznaniem. Stworzył także w Gdańsku Centrum Rozwoju Technologii Amazon, które szybko się rozwija i realizuje istotne, globalne projekty.

Warszawskie Centrum Praskie Koneser wybrał zaś Google na siedzibę centrum przedsiębiorczości Campus Warsaw. To ośrodek, którego zadaniem jest integracja społeczności start-upowej z Europy Środkowo-Wschodniej i stworzenie przestrzeni do rozwoju dla firm technologicznych.

Ponad 500 centrów

Zagraniczni inwestorzy prowadzą w naszym kraju ponad 350 centrów usług wspólnych i ośrodków świadczących nowoczesne usługi dla biznesu. Spośród nich 70 firm znajduje się na liście 500 największych przedsiębiorstw na świecie Forbes’a. Prawie 200 kolejnych ośrodków to centra z kapitałem zagranicznym. Dominują wśród nich centra SSC i BPO. Jest też blisko 120 ośrodków badawczo-rozwojowych. Na czwartym miejscu plasują się usługi IT z niemal 80 ośrodkami ITO.

Przedmiotem outsourcingu są najczęściej usługi księgowe, obsługa klienta, usługi IT oraz obsługa finansowa, a w ostatnim czasie mocniej widoczne są usługi związane ze wsparciem sprzedaży. Z tych ostatnich najchętniej korzysta branża FMCG, elektro, finansowa, farmaceutyczna, telekomunikacyjna i touroperatorzy. Polski rynek outsourcingu to już nie tylko księgowość i call center, ale także usługi prawnicze, windykacyjne, czy zarządzanie budynkami i utrzymaniem floty.

Zatrudnienie rośnie

Od początku 2012 roku do połowy 2014 roku zatrudnienie w outsourcingu wzrosło w Polsce o ponad połowę. W 2016 roku w branży ma zostać zatrudnionych kolejne 20 tys. osób, które w znacznej części wspierać będą nowe inwestycje sektorowe.

Najliczniej sektor reprezentuje Kraków, który w światowych rankingach plasowany jest jako najlepsza europejska lokalizacja dla branży. Zatrudnienie w sektorze sięga w nim prawie 38 tys. osób. W Warszawie w usługach outsourcingowych pracuje 27 tys. osób, a we Wrocławiu jest zatrudnionych niemal 24 tys. ludzi.  Za 4 lata centra outsourcingowe prowadzące działalność w Polsce mogą skupiać nawet 250 tys. osób.

Dzień danych makroekonomicznych

Wczorajszy dzień i dzisiejszy poranek były wyjątkowo bogate w odczyty danych makroekonomicznych. W większości były słabsze od oczekiwań. Ponieważ pojawiły się one po obu stronach oceanu, reakcja rynków nie była aż tak silna.

Wczorajszy dzień był bogaty w dane makroekonomiczne. Rozpoczął się od sprzedaży detalicznej w Japonii, która wbrew oczekiwaniom wcale nie zanotowała symbolicznego wzrostu, a spadek o 1,1%. Następnie dane z Hiszpanii. Bezrobocie spadło mocniej niż oczekiwano, ale poziom 20,9% wciąż przeraża. Dodatkowo sprzedaż detaliczna, rosnąca o zaledwie 2,2% przy oczekiwaniach 3%, pokazuje, że podstawy spadku bezrobocia nie są stabilne. Wzrost PKB w Wielkiej Brytanii wyniósł dokładnie tyle co oczekiwano, za to trochę gorzej wypadła sprzedaż detaliczna według CBI. W rezultacie po tych drugich danych funt zaczął trochę słabnąć.

Wstępne dane na temat inflacji w Niemczech potwierdzają wzrost cen o 0,5% w skali roku. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych znów spada. Bardzo słabo wypadły natomiast zamówienia na dobra. W rezultacie mieliśmy do czynienia z umacnianiem się euro względem dolara. Ruch ten co prawda został już całkowicie skorygowany w ciągu nocy.

Dzisiaj o godzinie 4:38 nadeszły dane z Japonii. Obniżono główną stopę procentową z 0,1% na -0,1%. Jest to pierwsza obniżka od ponad 5 lat. W komunikacie dodatkowo zaznaczono, że nowa stopa procentowa może zostać jeszcze bardziej obniżona jeżeli okaże się to konieczne. Celem Banku Japonii jest wywołanie stabilnej inflacji na poziomie 2%, by pobudzić znajdującą się do wielu lat w stagnacji gospodarkę. W tym celu prowadzone są olbrzymie programy stymulacyjne oraz teraz doszło do obniżki stóp. Reakcje inwestorów nie ograniczyły się tylko do jena. Zmiana na głównej parze walutowej sięgała niemal pół centa, po czym kurs powrócił do stanu sprzed decyzji.

Wzrost gospodarczy we Francji był najwyższy od 4 lat, ale to i tak mizerne 1,1%. Jest to wynik słaby na tle innych dużych krajów UE. Niemcy rosną o 1,7%, Wielka Brytania o 2,2%. Z krajami, które podobnie jak Francja zostały mocniej dotknięte przez kryzys, jak np. Hiszpania też kraj ten nie bardzo może się porównywać. Wzrost gospodarczy w Hiszpanii w skali roku wyniósł bowiem 3,5%. Co ciekawe bezrobocie we Francji jest wyższe niż w Polsce. Poranne dane z Europy generalnie nie nastrajają pozytywnie. Sprzedaż detaliczna w Niemczech rośnie o 1,5% przy oczekiwaniach na poziomie 2%. Nie może dziwić zatem, że uwaga i pieniądze inwestorów przenoszą się na drugą stronę oceanu co potwierdzają zmiany na głównej parze walutowej.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:30 -Wielka Brytania – wzrost PKB,

14:30 – USA – PKB,

15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się zarówno maksimum poprzedniego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będą ostatnie minima lokalne  na 4,4350.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem po przebicu linii łącząca minima lokalne jest wazne minimum lokalne na poziomie 3,9650.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest ważne minimum lokalne na 4,0650.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.10.2015 do 29.01.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,7300.

Zbliżeniowe płatności PeoPay możliwe bez dostępu do sieci

Bank Pekao wprowadził nową wersję aplikacji PeoPay na smartfony. Płatność zbliżeniowa trwa krócej, a użytkownik zapłaci niezależnie od tego czy ma dostęp do Internetu, czy nie.

Zbliżeniowe płatności Dzięki wdrożeniu nowej wersji PeoPay na smartfony oparte o system Android, aplikacja staje się jeszcze wygodniejszym narzędziem płatniczym. Płatność przebiega znacznie szybciej.

W celu dokonania płatności klient wybiera opcję „Zbliż i płać”, wpisuje PIN w aplikacji PeoPay i zbliża smartfon do terminala. W przypadku transakcji poniżej 50 PLN, analogicznie jak w przypadku kart zbliżeniowych, nie jest wymagana autoryzacja kodem PIN na terminalu.

W nowej wersji, klient może płacić za mniejsze zakupy – do kwoty 50 PLN, bez konieczności wcześniejszego wpisywania numeru PIN i włączania aplikacji PeoPay. Aby korzystać z tej możliwości, wystarczy, że klient wybierze w ustawieniach telefonu tryb „szybka płatność”.

Użytkownik PeoPay zapłaci zbliżeniowo nawet w miejscach, gdzie nie ma zasięgu sieci komórkowych, lub jest on słaby, takich jak przykładowo hale handlowe, czy podziemne pasaże. Co więcej, zapłaci przy pomocy aplikacji, jeśli skończy się transfer danych w smartfonie, albo nie będzie chciał włączać transferu danych za granicą. W porównaniu z wcześniejszymi wersjami zmianie uległ wygląd ekranu głównego aplikacji i niektórych funkcji.

Użytkownicy, którzy już korzystają z PeoPay, w zależności od ustawień telefonu, dostaną powiadomienie o możliwości aktualizacji aplikacji. Nowa wersja aplikacji jest też dostępna w sklepie Google Play.

Obecnie, zbliżeniowo można płacić w 320 tys. terminali w kraju (czyli około 80% wszystkich terminali) oraz w blisko 3 milionach terminali na świecie.

Niepotrzebna panika na rynku kont osobistych

Już kilka banków zapowiedziało podwyżki wybranych opłat za konta osobiste, karty oraz inne usługi. Jednak publicznie siana panika nie odnajduje w pełni swego odzwierciedlenia w faktach – informuje Mikołaj Fidziński z Comperia.pl.

Rok 2016 będzie z pewnością kolejnym, w którym banki chętniej będą podnosiły opłaty niż je obniżały. Już w marcu m.in. Raiffeisen Polbank wprowadzi opłatę w wysokości 3 zł za kartę do Konta Wygodnego oraz Premium, a także odbierze posiadaczom konta Komfortowego dwie darmowe wypłaty z obcych bankomatów w miesiącu, tym samym zmuszając ich do uiszczania opłat w wysokości 8 zł za każdą operację.

Od początku lutego bolesne zmiany odczują posiadacze Pocztowego Konta Firmowego w Banku Pocztowym. Dotychczas prowadzenie tego rachunku było bezwarunkowo darmowe, teraz zaistnieje warunek comiesięcznych wpływów na rachunek w wysokości min. 2 tys. zł oraz posiadania aktywnej karty debetowej. Przy niespełnieniu tych warunków opłata za prowadzenie Pocztowego Konta Firmowego sięgnie 5 zł (lub 9 zł, gdy klient nie ma karty).

Z kolei już od maja posiadacze kont Aurum oraz Platinium II w PKO BP zapłacą kolejno o 5 i 20 zł więcej za prowadzenie konta, jeśli nie spełnią stosownych warunków. Na wszystkich rachunkach opłata za autoryzację przelewu za pomocą kodu z karty-zdrapki wzrośnie z 10 gr do 29 gr, a posiadacze Superkonta stracą wszystkie darmowe bankomaty w kraju (teraz bezpłatne będą tylko bankomaty PKO BP, inne będą kosztować min. 5 zł).

To tylko trzy przykłady zapowiadanych przez banki podwyżek.

Co tak naprawdę skłoniło banki do podwyżek?

Na planowane podwyżki banków nie złożył się wyłącznie podatek bankowy. W bieżącym roku instytucje te będą też musiały m.in. wyłożyć większe pieniądze na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, a także na fundusz wspierania kredytobiorców hipotecznych. Zapewne da się im również we znaki zapowiadana ustawa frankowa. Dodatkowo w kraju wciąż obowiązują rekordowo niskie stopy procentowe, które dają bankom mniejsze przychody z odsetek od kredytów.– odpowiada Mikołaj Fidziński, analityk Comperia.pl.

Niepotrzebne sianie paniki

Zapowiadane zmiany najczęściej dotyczą mniej popularnych produktów, np. Raiffeisen Polbank nie dokonuje zmian w najważniejszym w swojej ofercie Wymarzonym Koncie, a dotyka, wycofywanych z oferty, Konta Wygodnego oraz Komfortowego. Z kolei w PKO BP największe zmiany nie dotkną najpopularniejszych Konta za Zero czy Konta Bez Granic, a VIP-owskich rachunków Aurum i Platinium II, czy nieoferowanych już od kilku lat rachunków SUPERKONTO, SUPERKONTO GRAFFITI, SUPERKONTO STUDENT czy Złote Konto. Bank szacuje, że łącznie jakakolwiek z najnowszych zmian w cenniku obejmie tylko co piątego klienta.

Poza tym, kilka podwyżek dotyczy usług, które nadal za darmo można dokonać w innych kanałach obsługi. – Przykładem może tu być opłata za wydruk salda w bankomacie. Wzrośnie ona w PKO BP z 0,99 zł do 1,99 zł, ale bezpłatne nadal pozostaje samo sprawdzenie salda w bankomacie (bez drukowania), w oddziale banku, w bankowości internetowej lub mobilnej. Zamiast autoryzacji przelewów kodami z karty-zdrapki (opłata wzrośnie z 10 gr do 29 gr) można robić to bezpłatnie poprzez kody w formie SMS-owej. – mówi Mikołaj Fidziński, Comperia.pl.

Na razie podwyżki na kontach zapowiedziało lub wprowadziło zaledwie 5 banków działających w Polsce.

Jak obecnie wygląda sytuacja?

Analitycy Comperia.pl przygotowali zestawienie standardowych kont osobistych. Wyboru dokonano na podstawie wyboru jednego z oferty każdego banku dla klienta zarabiającego przynajmniej 1 tys. zł netto miesięcznie, wydającego kartą min. 300 zł miesięcznie w ramach przynajmniej 5 transakcji. Zestawienie uwzględnia opłatę miesięczną za prowadzenie konta, za korzystanie z karty i za wypłaty z obcych bankomatów. Wszędzie przelewy internetowe są darmowe.

Zestawienie kont osobistych*
Bank Konto Opłata miesięczna za prowadzenie rachunku Opłata miesięczna za korzystanie z karty Opłata za wypłatę z bankomatów obcych
Bank BGŻ BNP Paribas Konto Praktyczne 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
Bank BPH Lubię to! Konto 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
BOŚ Bank EKOkonto bez Kosztów 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
BZWBK Konto Godne Polecenia z promocją 4% 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
Eurobank Konto Classic 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
mBank eKonto mobilne plus 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
Bank Millennium Konto 360° 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
Orange Finanse Konto Osobiste 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
Bank SMART SMART Konto 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
T-Mobile Usługi Bankowe T-Mobile Konto 0,00 zł 0,00 zł 0,00 zł
Idea Bank Konto Idealne 0,00 zł 0,00 zł 2,99 zł
Alior Bank Konto Internetowe 0,00 zł 0,00 zł 3,00 zł
Bank Pocztowy Konto ZawszeDarmowe 0,00 zł 0,00 zł 5,00 zł
Inteligo Inteligo 0,00 zł 0,00 zł 5,00 zł
Volkswagen Bank Konto e-direct 0,00 zł 0,00 zł 1,5 zł dla kwoty poniżej 400 zł; 0 zl dla kwoty powyżej 400 zł
Bank Pekao SA Eurokonto Mobilne 0,00 zł 0,00 zł
ING Bank Śląski Konto Direct 0,00 zł 0,00 zł 2,50 zł (pierwsza w miesiącu 0 zł)
PKO Bank Polski Konto za Zero 0,00 zł 0,00 zł 3% kwoty transakcji, min. 5 zł
Toyota Bank Konto Jedyne 2,49 zł 0,00 zł 4,50 zł (pierwsze trzy wypłaty w miesiącu za darmo)
Raiffeisen POLBANK Wymarzone Konto Osobiste 0,00 zł 3,00 zł 0,00 zł
Getin Noble Bank Konto Getin UP 0,00 zł 6,99 zł 3,5% kwoty transakcji, min. 5 zł
BIZ Bank Konto Osobiste 7,00 zł 0,00 zł 2,50 zł
Bank BPS iKonto 5,00 zł 3,00 zł 3% kwoty transakcji, min. 6 zł
PLUS BANK PLUS KONTO 0,00 zł 9,00 zł 0,00 zł
Deutsche Bank Polska dbNET 0,00 zł 10,00 zł 0,00 zł
CreditAgricole Konto PROSTO-oszczędzające PLUS 9,90 zł 7,90 zł 0,00 zł
Citi Handlowy CitiKonto 12,00 zł 6,00 zł 3,00 zł
*dla klienta zarabiającego przynajmniej 1 tys. zł netto miesięcznie, wydającego kartą min. 300 zł miesięcznie w ramach przynajmniej 5 transakcji

źródło: Comperia.pl

 

Z 27 banków aż w 18 znajdziemy konto i kartę, za użytkowanie których nie zapłaci się ani złotówki opłaty. Co więcej, z tych 18 rachunków aż 10 dodatkowe oferuje także darmowe wypłaty ze wszystkich bankomatów w kraju bez żadnych ograniczeń ilościowych czy kwotowych. Te wyniki jednoznacznie pokazują, że naprawdę uda się znaleźć jeszcze tanie i atrakcyjne konto osobiste na rynku, i wcale nie będzie to trudne.– komentuje Mikołaj Fidziński.

Znalazła się też grupa nielicznych banków (Orange Finanse, Volkswagen Bank, Bank SMART, Bank Zachodni WBK), którebez żadnych warunków oferują klientomdarmowe konto i kartę. Jednak dokładając kryterium darmowych bankomatów w całym kraju pozostałby jedynie Bank SMART oraz BZ WBK.

Obecnie niemal każdy bank stawia klientom jakieś warunki, jednak przyglądając się im bliżej daje się zauważyć, że nie są one wygórowane – to obowiązek wydania np. 300 zł lub posiadania comiesięcznych wpływów w wysokości 1-1,5 tys. zł. To nie tak dużo jak na usługę, czy nawet pakiet usług, który w gruncie rzeczy bank świadczy na naszą rzecz. Zatem wszelkie podwyżki są oczywiście źle odbierane przez klientów, ale wciąż mamy wybór w jakim banku chcemy mieć swoje konto.

W tym roku PKN Orlen wyda na inwestycje 3,3 mld zł. Wkrótce na stacjach pojawią się ładowarki do elektrycznych samochodów Tesla

CEO Magazyn Polska

PKN Orlen ma za sobą dobry rok. Zysk na poziomie EBITDA LIFO za ostatnie 12 miesięcy wyniósł 8,7 mld złotych i był to najlepszy wynik w historii spółki. Tak dobry rezultat jest zasługą przede wszystkim wzrostu marży rafineryjnej oraz wysokich przychodów ze sprzedaży. Koncern ma też ambitne plany inwestycyjne. Jak informuje wiceprezes zarządu ds. finansowych Sławomir Jędrzejczyk, w 2016 roku na ten cel spółka chce przeznaczyć aż 3,3 mld złotych. Jednocześnie deklaruje wypłatę wysokiej dywidendy.

Rok 2015 dla Orlenu był absolutnie fantastyczny. Wypracowaliśmy 8,7 mld zysku operacyjnego EBITDA (LIFO). To poziom, którego nikt się chyba nie spodziewał jeszcze kilka lat temu. Poziom, który wykracza poza naszą wyobraźnię – mówi agencji Newseria Inwestor Sławomir Jędrzejczyk, wiceprezes zarządu ds. finansowych PKN Orlen.

Na osiągnięcie rekordowych wyników wpływ miały przede wszystkim dwa czynniki. Pierwszym z nich był wzrost marży rafineryjnej w segmencie downstream (przetwórstwo, dystrybucja i sprzedaż produktów rafineryjnych), związany ze spadkiem cen ropy naftowej na światowych giełdach. Drugim czynnikiem była wysoka sprawność operacyjna. Spółka w 2015 roku przerobiła łącznie 31 mln ton ropy. Sprzedaż wyniosła natomiast blisko 38 mln ton. Pozwoliło to na osiągnięcie w segmencie detalu zysku EBITDA na poziomie 1,5 mld złotych.

– W planie bazowym na 2016 rok mamy aż 3,3 mld zł na rozwój. Zdecydowanie większa część przypada na segment downstream, gdzie mamy dwa główne projekty: projekt elektrociepłowni w Płocku i kwota rzędu miliarda złotych oraz projekt polietylenu w Unipetrolu i kwota rzędu 600 mln zł – informuje Jędrzejczyk.

Oprócz wymienionych PKN Orlen planuje inwestycje w segmencie detalicznym oraz upstream, obejmującym prace poszukiwawcze oraz wydobycie ropy naftowej. Łączne nakłady w tych dwóch obszarach szacowane są na ponad 1,1 mld złotych. Spółka spore wydatki ponosi także na projekty związane z alternatywnymi źródłami energii – przykładem jest tu instalacja służąca do produkcji biopaliwa z alg.

– Są też projekty, które wykraczają poza nasz biznes. Pojawiają się takie elementy jak samochody elektryczne. Nawiązaliśmy współpracę z Teslą, a nasi klienci wkrótce mogą się spodziewać pierwszych superchargerów (szybkich ładowarek) na naszych stacjach – tłumaczy.

W 2014 roku grupa PKN Orlen ogłosiła trzyletnią strategię finansową. Jej głównymi filarami były: osiągnięcie wysokiej rentowności na poziomie EBITDA, utrzymanie niskiego poziomu dźwigni finansowej, a także wzrost nakładów inwestycyjnych, zwiększenie wydobycia węglowodorów oraz wzrost poziomu wypłacanej dywidendy. Sławomir Jędrzejczyk zapowiedział jednak, że spółka wkrótce planuje jej aktualizację.

– W 2014 roku zatwierdziliśmy strategię, co oznacza, że minęły już dwa lata. Naturalnie chcemy podejść do weryfikacji tej strategii. Zmieniły się założenia makroekonomiczne i chcemy wydłużyć horyzont tej strategii. W tym roku planujemy zrobić aktualizację na lata 2016–2020 – deklaruje wiceprezes Orlenu.

A. Czerniak: Frank szwajcarski może jeszcze podrożeć o 20 groszy. Notowaniom polskiej waluty pomogłaby lepsza polityka informacyjna rządu

CEO Magazyn Polska

W najbliższym czasie na rynkach finansowych panować będzie podwyższona zmienność – uważa Adam Czerniak, wykładowca SGH i główny ekonomista Polityki Insight. Powodem są obawy inwestorów o kondycję chińskiej gospodarki, a także o sytuację geopolityczną w krajach produkujących ropę naftową. Wahania mogą być szczególnie odczuwalne w przypadku Polski. Tutaj oprócz czynników zewnętrznych duży wpływ na zachowanie inwestorów mają także działania rządu.

– Nastroje wokół polskiej waluty są zależne tak naprawdę od tego, co dzieje się na świecie. Jeżeli myślimy o tym, czy inwestorzy kupują złotego, czy też sprzedają, to musimy patrzeć nie tylko na to, co dzieje się w Polsce, lecz przede wszystkim na to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych oraz Chinach  – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight.

Ekspert przewiduje, że w najbliższych tygodniach na światowych rynkach finansowych może panować podwyższona zmienność. Zaznacza, że powodem jest głównie niepewność co do sytuacji panującej w chińskiej gospodarce, a także obawy o sytuację geopolityczną w Ameryce Łacińskiej. Niepewność odbije się także na polskim rynku.

– Prawdopodobieństwo, że złoty w stosunku do euro osłabi się do poziomu 5 zł jest na razie dosyć niewielkie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę politykę pieniężną w krajach strefy euro, która jest bardzo łagodna. To z kolei skutkuje osłabieniem kursu europejskiej waluty – zauważa adiunkt w SGH.

Ekonomista uważa natomiast, że frank szwajcarski w dalszym ciągu nie wyczerpał swojego potencjału i w najbliższym czasie może się umocnić o kolejne 10–20 groszy. Oznaczałoby to, że już wkrótce za szwajcarską walutę możemy płacić nawet 4,20 zł.

– W tej chwili najważniejsza z punktu widzenia sytuacji na polskim rynku walutowym jest kwestia sytuacji politycznej w kraju. O ile sytuacja na świecie jest czymś, co najsilniej wpływa na kurs walutowy, o tyle jednak pozostaje ona w dużej mierze poza wpływem banków centralnych i poza wpływem w ogóle polityki gospodarczej – stwierdza Adam Czerniak.

Adam Czerniak zauważa, że osłabienie polskiej waluty oraz spadki na giełdzie, jakie widać w ostatnich miesiącach, są w dużej mierze efektem niepewności związanej z działaniami rządu. Inwestorzy próbują oszacować, jaki wpływ na rynek może mieć m.in. ustawa o pomocy frankowiczom, skąd władze zamierzają zdobyć środki na finansowanie swoich obietnic gospodarczych, np. programu Rodzina 500 plus.

– W związku z tym myślę, że jeśli chcemy, by kurs złotego nie odnotowywał znaczących wahań, to musimy prowadzić lepszą, bardziej uporządkowaną komunikację polityki gospodarczej w Polsce – podsumowuje Czerniak.

Prof. R. Bugaj: Obawiam się złych pomysłów, takich jak zakup rządowych obligacji przez NBP

CEO Magazyn Polska

Po tym jak w styczniu 2016 r. Senat powołał trzech nowych członków Rady Polityki Pieniężnej, w lutym skład zostanie uzupełniony o osoby mianowane przez Sejm i prezydenta. Analitycy i ekonomiści uważają, że nowe władze monetarne będą prezentowały prawdopodobnie bardziej gołębie stanowisko niż członkowie poprzedniej kadencji. W związku z tym w najbliższych miesiącach można oczekiwać obniżenia stóp procentowych. Zdaniem profesora Ryszarda Bugaja groźniejsze dla gospodarki byłyby działania związane z zakupem obligacji rządowych. Taki program realizowany jest już m.in. w strefie euro.

– Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że w polskiej konstytucji normy dotyczące niezależności banku centralnego są bardzo wyśrubowane. Jeżeli są tak wyśrubowane, to jest mało prawdopodobne, żeby ktoś zrobił znaczący zamach na niezależność Narodowego Banku Polskiego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Ryszard Bugaj, ekonomista.

Na początku stycznia Senat powołał trzech nowych członków Rady Polityki Pieniężnej, których zarekomendowało Prawo i Sprawiedliwość, czyli Marka Chrzanowskiego, Eugeniusza Gatnara i Jerzego Kropiwnickiego. Wytypowanych przez siebie kandydatów nie zatwierdził jeszcze Sejm. Kadencje kolejnych dwóch członków upływają w lutym i wówczas skład RPP zostanie uzupełniony o kolejne osoby, które mianuje prezydent Andrzej Duda. Mówi się m.in. o kandydaturze prof. Ryszarda Bugaja na jedno z tych stanowisk.

W ocenie analityków nowe władze monetarne będą bardziej skłonne do cięcia stóp procentowych. Część z nich oczekuje, że może nastąpić to już w I połowie roku, a obniżka wyniesie 25 lub 50 pkt bazowych. Z zapisu dyskusji na ostatnim posiedzeniu RPP wynika, że nawet część odchodzącej Rady jest przekonana o konieczności obniżki stóp w kolejnych miesiącach, choć były też głosy optujące za podwyżką. Zdaniem prof. Bugaja obniżenie kosztu pieniądza stopami nie powinno zaszkodzić gospodarce.

– Martwię się raczej o złe pomysły, np. takie, żeby Narodowy Bank Polski zaangażował się bezpośrednio na rynku wtórnym w zakup rządowych obligacji. To zresztą jest robione na Zachodzie, w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. I EBC to oczywiście także robi – stwierdza prof. Ryszard Bugaj.

Od marca 2015 roku Europejski Bank Centralny realizuje program luzowania ilościowego. Operacja polega na comiesięcznym zakupie obligacji skarbowych państw strefy euro w wysokości 60 mld euro. Program, którego zakończenie początkowo przewidziano na koniec wrzesień br., został w grudniu przedłużony do marca 2017 r.

PKO BP chce przekonywać klientów do bankowości elektronicznej. Ma temu służyć zmiana prowizji i opłat

CEO Magazyn Polska

Od maja PKO Bank Polski zmienia tabelę opłat i prowizji. Nowe stawki dotyczyć będą głównie usług, z których bank powoli chce się wycofywać, a których odpowiedniki można bezpłatnie realizować w kanale internetowym i mobilnym. PKO BP chce w ten sposób zachęcać klientów do tych kanałów dostępu, a także do nowych usług i produktów. Zarząd PKO BP podkreśla, że decyzja o zmianach nie jest podyktowana wprowadzeniem podatku bankowego.

Decyzja o wprowadzeniu zmian została podjęta w grudniu 2015 roku. Korekty dokonywane są średnio raz w roku, a ostatnia miała miejsce w maju 2015 roku. Zarząd PKO Banku Polskiego podkreśla, że nie planuje w tym roku dalszej modyfikacji prowizji i opłat.

– Celem zmian jest promowanie kanałów zdalnych bankowości internetowej oraz mobilnej – wyjaśnia Michał Macierzyński, zastępca dyrektora Centrum Bankowości Mobilnej i Internetowej w PKO Banku Polskim. – Tak jest na przykład z opłatami za karty z hasłami jednorazowymi do przelewów, tzw. zdrapki. Proponujemy klientom korzystanie z haseł SMS-owych, one cały czas pozostają bezpłatne.

Temu służyć ma także zniesienie opłat za dostęp do internetu dla starszych typów kont, zakładanych kilka czy kilkanaście lat temu.

– Zachęcamy klientów, żeby swoje saldo i historię konta sprawdzali przez internet bez ponoszenia żadnych opłat – mówi Macierzyński agencji informacyjnej Newseria.

Wprowadzane zmiany w Tabeli Prowizji i Opłat dotyczyć będą ok. 20 proc. z 8,8 mln klientów PKO BP. Jak podkreślają przedstawiciele banku, nie będą miały znaczenia dla osób, które aktywnie korzystają z najpopularniejszych usług, czyli kont osobistych i kart debetowych oraz kredytów hipotecznych i pożyczek gotówkowych.

– Zależy nam na tym, żeby klienci byli lojalni, a PKO Bank Polski był bankiem pierwszego wyboru, dlatego wprowadziliśmy zmiany w opłatach dla klientów bankowości osobistej i prywatnej. Jeżeli dalej jesteśmy bankiem pierwszego wyboru, to tacy klienci nie poczują tych zmian, dalej nie będą ponosić żadnych opłat – mówi Michał Macierzyński.

Na przygotowanie się do zmian klienci mają czas do maja, kiedy wejdzie w życie nowa tabela.

– Do tego czasu klienci mogą przejść na hasła SMS-owe czy zmienić typ rachunku, z którego korzystają – mówi Macierzyński.

Jak pokazują dane finansowe, w ostatnich pięciu latach wynik prowizyjny PKO BP obniżył się o ponad 320 mln zł. Średnia marża prowizyjna spadła – z poziomu 1,76 proc. w 2010 roku do 1,04 proc. w 2015 roku, co oznacza, że bank pobiera coraz niższe opłaty od klientów od każdej transakcji. W tym roku prognozy mówią o obniżce do poziomu 1,01 proc.

Rola śmigłowców w wyposażeniu armii coraz większa. W Polsce park maszyn wymaga modernizacji

CEO Magazyn Polska

W tym roku na Plan Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP trafi 9,3 mld zł, z czego ponad 5 mld na realizację priorytetowych zadań. Przedstawiciele MON poinformowali, że w tym roku resort planuje podpisać umowy m.in. na system obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej, systemy przeciwlotnicze i śmigłowce wielozadaniowe. Eksperci podkreślają, że konieczne jest zwiększenie liczby śmigłowców, które będą wspierać operacje militarne, w tym również śmigłowców szturmowych.

Wydaje się, że będziemy się niedługo borykać z brakami śmigłowców szturmowych, ale też wielozadaniowych i śmigłowców wsparcia, park maszynowy jest na wyczerpaniu. Chociaż, jak wynika z oceny fachowców, cały proces zmian potrwa jeszcze kilka lat – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Kotas, prezes zarządu Fundacji Narodowe Centrum Studiów Strategicznych.

Polska armia potrzebuje nowych śmigłowców. Obecne plany w zakresie liczby śmigłowców wielozadaniowych, transportowych i wsparcia bojowego mogą okazać się niewystarczające, przede wszystkim w sytuacji realnego zagrożenia. Jak podkreśla Kotas, rola śmigłowców w wyposażeniu armii jest coraz większa.

Nasze śmigłowce uczestniczyły w misjach w Iraku, Afganistanie i Czadzie. Trudno sobie wyobrazić dzisiaj operację militarną bez użycia śmigłowców w różnym zakresie, np. do desantu, ewakuacji medycznej i wsparcia ogniowego, co jest oczywistym zadaniem śmigłowców – wyjaśnia Jacek Kotas.

Podczas konferencji zorganizowanej przez NCSS eksperci podkreślali, że Siły Zbrojne powinny zyskać łącznie ok. 270 śmigłowców, więc obecne plany zakupu 50 maszyn mogą się okazać niewystarczające. Eksperci sektora obronnego postulują też, by zamiast zamawiać jeden śmigłowiec (tzw. jedną platformę), postawić na większą liczbę modeli do różnych funkcji i zadań.

Resort obrony narodowej deklaruje, że przygląda się planowanym jeszcze przez poprzednią ekipę zakupom sprzętu dla armii.

Zgłoszonych zostało wiele programów modernizacji technicznej w Polskich Siłach Zbrojnych. Śmigłowce to nie jest największe postępowanie. Jest obrona przeciwrakietowa, mówimy o brakujących samolotach. W związku z tym jeszcze przez kilka lat praca w ministerstwie będzie poświęcona pozyskiwaniu szerokiego spektrum uzbrojenia i wyposażenia polskich sił zbrojnych, które przez ostatnie lata zostało zaniedbane – przekonuje Jacek Kotas.

Zmieniony projekt budżetu na 2016 rok przewiduje, że na realizację Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP na lata 2013–2022 w tym roku zostanie przeznaczonych ponad 9,3 mld zł. Na Priorytetowe Programy Wieloletnie trafi blisko 5,4 mld zł. Zgodnie z zapowiedziami resortu obrony powinno nastąpić zintensyfikowanie dostaw sprzętu wojskowego – samolotów szkolno-treningowych AJT, okrętu patrolowego, niszczyciela min czy transporterów opancerzonych Rosomak. Prawdopodobnie w tym roku zostaną rozstrzygnięte zamówienia na realizację innych programów modernizacyjnych, w tym przeciwlotniczych zestawów rakietowych krótkiego zasięgu i zestawów bezpilotowych statków powietrznych.

Jestem przekonany, że prace obecnego MON-u doprowadzą do sukcesów nie tylko w organizowaniu, lecz przede wszystkim w rozstrzyganiu przetargów, a następnie w uzupełnianiu brakujących komponentów uzbrojenia i wyposażenia Polskich Sił Zbrojnych – ocenia prezes Fundacji NCSS.

Dobra sytuacja na rynku mieszkaniowym napędza sprzedaż gruntów inwestycyjnych. Rośnie też popyt na grunty pod powierzchnię biurową

CEO Magazyn Polska

Rosnąca gospodarka, niskie bezrobocie i rozwój sektora finansowego pozytywnie wpłynęły na rynek gruntów inwestycyjnych – wynika z analizy firmy JLL. Na koniec 2015 rok transakcje w segmencie gruntów komercyjnych były warte 2,5 mld zł, a rynek napędzały głównie zakupy działek pod mieszkania i biura. W tym roku korzystna sytuacja powinna się utrzymać. Ze względu na planowane zmiany w prawie dotyczącym obrotu ziemią ten segment rynku może odczuć największe zmiany.

Rok 2015 był bardzo dobrym rokiem praktycznie dla wszystkich uczestników rynku gruntów, zarówno dla sprzedających tereny inwestycyjne, jak i dla deweloperów czy funduszy. Rynki biurowy, mieszkaniowy, a także hotelowy i rolny odnotowały bardzo duży wolumen transakcji. Popyt był wyższy niż podaż, przynajmniej w przypadku gruntów dobrze przygotowanych pod inwestycje, z planami miejscowymi i pozwoleniami na budowę – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Daniel Puchalski, dyrektor Działu Obsługi Gruntów Inwestycyjnych w JLL.

Z analizy JLL wynika, że ubiegły rok był udany na rynku gruntów komercyjnych i zakończył się wynikiem transakcyjnym w wysokości ponad 2,5 mld zł. W dużej mierze to efekt dynamiki rynku biurowego. Wysoki popyt wpłynął na zainteresowanie zakupami nowych terenów pod inwestycje, zwłaszcza na rynkach regionalnych w Trójmieście i Krakowie. Jednocześnie wzrósł popyt na grunty w Bydgoszczy, Lublinie, Opolu czy Rzeszowie. Wciąż dużym zainteresowaniem cieszą się tereny w Warszawie, w centrum i wzdłuż linii metra.

W 2016 roku kontynuowane będą zakupy zarówno we Wrocławiu, jak i Krakowie. Bardzo dużo pytań jest także o Poznań, Trójmiasto, a także takie miasta, jak Łódź czy Katowice. Jestem przekonany, że w tych miastach do połowy 2016 roku będziemy na pewno obserwowali transakcje, w potencjalnym wolumenie do wybudowania jest ponad 200 tys. m2 powierzchni użytkowo-biurowej – podkreśla Puchalski.

Na rozwój rynku wpłynęła też duża dynamika na rynku mieszkaniowym, gdzie od 2013 roku notuje się wysoki popyt na lokale. W dużej mierze to efekt niskich stóp procentowych, dzięki którym chętniej zaciągano kredyty. Jednocześnie utrzymujące się na stabilnym poziomie ceny, inwestycje w mieszkania w celach najmu czy program Mieszkanie dla Młodych spowodowały, że ten segment gruntów napędzał cały rynek.

Gdybyśmy mieli nawet dwa razy tyle dobrze przygotowanych terenów w dużych miastach, to te tereny również znalazłyby swoich nabywców – podkreśla dyrektor Działu Obsługi Gruntów Inwestycyjnych w JLL. – Co roku zwracamy się do 200 firm inwestycyjnych w Polsce z pytaniem, ile mają pieniędzy do wydania. W ubiegłym roku doliczyliśmy się 4 mld zł, nie zostały one jednak w całości wydane ze względu na brak dobrego produktu.

Zakupy inwestorów będą więc kontynuowane, pod warunkiem że grunty będą dobrze przygotowane i dostosowane do ich potrzeb. Innym warunkiem jest stabilna sytuacja polityczna w Polsce i Europie oraz uspokojenie sytuacji na Wschodzie.

Ubiegły rok był okresem stabilnego wzrostu na rynku gruntów handlowych. Największą popularnością cieszyły się tereny pod mniejsze projekty w atrakcyjnych lokalizacjach, ze sklepami dostępnymi bezpośrednio z parkingu i ograniczonymi powierzchniami wspólnymi. Według JLL w tym roku najczęściej poszukiwane będą grunty o powierzchni 0,5 do 1,5 ha, zwłaszcza w miastach do 250 tys. mieszkańców.

Zmiany legislacyjne wprowadzające wymóg budowy obiektu handlowego wyłącznie na terenie, który ma ważny plan zagospodarowania przestrzennego, zdaniem Puchalskiego nie wpłyną w znaczący sposób na rynek.

Te najciekawsze tereny i tak mają plany miejscowe lub są one w trakcie uchwalania. Jeżeli teren jest bardzo atrakcyjny, a władze gminy czy miasta chciałyby pozyskać nowe środki i miejsca pracy, to myślę, że będą przychylnie patrzeć na nowe inwestycje – mówi Puchalski.

Na rynku rolnym podaż utrzymała się na stabilnym poziomie. Choć ceny gruntów wzrosły, to wciąż były 2–3 razy niższe niż w wielu krajach unijnych. Prace nad przepisami o kształtowaniu ustroju rolnego wpłynęły na kupujących i sprzedających, by zdążyć przeprowadzić transakcje jeszcze przed wejściem w życie nowej ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego

Myślę, że jedną z ostatnich transakcji będzie sprzedaż ponad 500 ha rolnych gruntów, które mamy aktualnie w ofercie. Podejrzewam, że po 1 maja, kiedy zaczną obowiązywać nowe przepisy, realizacja transakcji będzie trudniejsza – ocenia Daniel Puchalski.

Ceny większości gruntów inwestycyjnych utrzymywały się na zbliżonym poziomie, jednak rosła wartość projektów. Średnie ceny gruntów mieszkaniowych wyniosły w 2015 roku od 550 do 1600 zł w miastach powyżej 400 tys. mieszkańców, do 4 tys. w centrum Warszawy (w pozostałych dzielnicach stolicy maksymalnie 2,5 tys.). Ceny gruntów biurowych utrzymywały się na poziomie od 400 zł za mkw. w innych miastach niż Warszawa, w stolicy, w zależności od dzielnicy, było to od 600 do 3,5 tys. zł (obszar COB).

Koszty budowy znajdowały się na dość zbliżonym poziomie w ciągu całego 2015 roku, zwiększyły się jedynie nieznacznie koszty pozyskania najemców zarówno w obiektach handlowych, jak i w obiektach biurowych. Sytuacja na rynku była o tyle dobra, że nie mieliśmy do czynienia z dużymi ruchami po stronie wartości gruntów w tych sektorach – mówi Jacek Kamiński, dyrektor w dziale wycen w JLL.

Zdaniem Kamińskiego trudno jest jednoznacznie przewidzieć zmiany w bieżącym roku ze względu na zmieniające się uwarunkowania prawne. Ustawa o podatku bankowym może wpłynąć na dostępność i atrakcyjność kredytowania bankowego, większe zainteresowanie obligacjami oraz innymi alternatywnymi formami finansowania.

Wydaje nam się, że będziemy mieli do czynienia ze zwiększoną aktywnością instytucji finansowych z Europy Zachodniej. Mam na myśli banki, które nie będą dotknięte ustawą bankową i przedstawią korzystną ofertę finansowania projektów deweloperskich. Ta oferta może być korzystniejsza niż ta, którą przedstawiają obecnie nasze tradycyjne banki w Polsce – ocenia Jacek Kamiński.

Rośnie liczba kobiet zatrudnionych w firmach technologicznych. Wciąż jednak stanowią tylko 1/4 kadry inżynierów

CEO Magazyn Polska

Co czwarty pracownik polskiej firmy technologicznej o charakterze innowacyjnym jest kobietą. Na stanowiskach menadżerskich i kierowniczych wskaźnik ten jest jeszcze niższy. Choć w ostatnich latach liczba kobiet zatrudnionych w segmentach technologicznych systematycznie rośnie, to wciąż potencjał pań nie jest w pełni wykorzystany. To może być kluczowy czynnik dla rozwiązania problemu niedoboru kadr w niektórych branżach.

Liczba osób na rynku, które w 2035 roku będą w stanie dla nas pracować, zmniejszy się o prawie o 10 proc. Stąd pytanie, gdzie jest ukryty potencjał, który w przyszłości będzie nam potrzebny – mówi agencji Newseria Biznes Anna Grosiak, dyrektor ds. rozwoju biznesu, pełnomocnik ds. zrównoważonego rozwoju w Siemens Polska. – Dwa lata temu nawiązaliśmy współpracę z fundacją Perspektywy i zaczęliśmy zastanawiać się, dlaczego blokowany jest potencjał kobiet. Większość dziewczyn albo ma zły przykład, albo nie wie, co chce dalej robić.

Z raportu Fundacji Edukacyjnej Perspektywy i firmy Siemens „Potencjał kobiet dla branży technologicznej” opublikowanego w 2015 roku wynika, że choć rośnie liczba kobiet zatrudnionych w STEM, czyli segmentach technologicznych science, technology, engineering and mathematics, to potencjał pań wciąż nie jest w pełni wykorzystany. Zmiany są konieczne, zwłaszcza że w perspektywie najbliższych lat zmniejszy się liczba wykwalifikowanych pracowników. Dlatego – zdaniem Anny Grosiak – warto już teraz podjąć działania, które zwiększą liczbę kobiet zatrudnionych w tych segmentach.

W różnorodności zespołów tkwi siła. Jeżeli włączymy w nie dziewczyny, które są bardzo otwarte na różne pomysły z dziedzin technologicznych czy IT, to wierzę, że zbudujemy takie zespoły i właśnie w Polsce nasze studentki będą w stanie stworzyć pomysły na przyszłość – przekonuje Grosiak.

Na kierunkach studiów kluczowych dla branż STEM udział kobiet wynosi zaledwie 13 proc. Z raportu wynika jednak, że panie mają potencjał, który może być impulsem do rozwoju całej branży. Dlatego Siemens podejmuje działania, które mają na celu ułatwienie kobietom budowy kariery w segmentach technologicznych.

Prowadzimy otwartą politykę rekrutacyjną, jesteśmy otwarci na talenty, nie wyróżniamy żadnej z płci. W ten sposób stwarzamy równe szanse kobietom i mężczyznom. Organizujemy staże, w których zachęcamy do udziału kobiety, zachęcamy, aby się zgłaszały i korzystały z możliwości, jaką jest staż w profesjonalnej firmie i w ten sposób rozwijały swoją dalszą karierę zawodową – podkreśla Dominika Bettman, prezes ds. finansowych w Siemens Polska.

Badania Europejskiej Agendy Cyfrowej pokazują, że gdyby kobiety były reprezentowane w sektorze STEM tak jak mężczyźni, PKB Unii Europejskiej zwiększyłby się rocznie o ok. 9 mld euro. W firmach, które sprzyjają kobietom na stanowiskach kierowniczych, stopa zwrotu z kapitału własnego jest o 35 proc. wyższa niż w innych, porównywalnych organizacjach.

Co więcej, również klienci firm zwracają dużą uwagę na różnorodność pracujących dla nich zespołów, staje się to wymogiem rynku.

Większy udział kobiet w segmentach technologicznych wpływa na cały rynek. Przede wszystkim następuje zmiana sposobu myślenia. Obalane są stereotypy, a różnorodne zespoły w przedsięwzięciach technologicznych i udział w nich kobiet stają się standardem. To właśnie jest cel tych projektów promujących kobiety – tłumaczy Bettman.

Zdaniem ekspertki konieczna jest walka ze stereotypami, które wciąż są obecne w naszej kulturze. Kobietom nie brakuje umiejętności koniecznych do pracy w branży. Potwierdzają to przeprowadzone badania. Z raportu wynika, że ponad 40 proc. ubiegłorocznych maturzystek ocenia swoje zdolności matematyczne jako dobre (a w grupie szykujących się na studia techniczne 85 proc. jako bardzo dobre), a jednak tylko niewielki procent dziewcząt podejmuje studia techniczne (12 proc. inżynierskie, a 4 proc. informatyczne). Większości młodych kobiet nikt nie zainteresował takimi kierunkami studiów, 86 proc. nigdy nie zetknęło się z kobietą inżynierem, a wśród 7 proc. wciąż panuje przekonanie, że studia inżynierskie nie są odpowiednie dla kobiet.

Trzeba budować wzorce, pokazywać młodym kobietom, że mają szansę. Trzeba przestać im wmawiać, że matematyka, fizyka i chemia nie są dla nich i to już na wczesnym etapie edukacji, a następnie trzeba budować grupę dziewczyn, które chcą studiować na politechnikach. Trzeba namawiać kobiety do tego, aby wybierały ten kierunek rozwoju – przekonuje prezes ds. finansowych w Siemens.

Siemens wspólnie z fundacją Perspektywy promuje hasło „Kobiety na politechniki”. W roku akademickim 2014/2015 na uczelniach technicznych studiowało 37 proc. dziewcząt. Blisko 44 proc. z nich otrzymuje lub otrzymywało stypendium za dobre wyniki w nauce, 31 proc. korzystało ze stypendium naukowego, a średnia ocen uzyskanych podczas obrony prac inżynierskich wynosiła 4,8. Jednocześnie blisko 80 proc. ankietowanych kobiet wskazało, że konieczne jest powstanie programów, które zachęcałyby do nauki przedmiotów ścisłych.

Takie działania przynoszą efekty. Dziś udział kobiet w zatrudnieniu w branżach technicznych wynosi średnio 20–25 proc. Na stanowiskach kierowniczych to 5–15 proc., jednak wskaźnik ten rośnie, w ostatnich 5 lat o ok. 6 proc. W Siemensie odsetek ten jest jeszcze wyższy.

Mamy typową piramidę, czyli na szczycie mamy 20 proc. kobiet. W średnim szczeblu zarządzania to ok. 25 proc., natomiast w całości załogi 35 proc. to kobiety – wskazuje Dominika Bettman.