Naprawa sprzętu komputerowego możliwa w jeden dzień. Wszystko dzięki specjalnej rozszerzonej gwarancji

Naprawa w ramach zwykłej gwarancji oferowanej przez sklep trwa nawet 14 dni i wymaga wysyłki sprzętu do serwisu. Dystrybutorzy sprzętu komputerowego prognozują, że wkrótce co dziesiąty komputer w Polsce będzie jednak objęty opcją rozszerzonej gwarancji. Na jej wprowadzenie zdecydowało się niedawno m.in. Lenovo. Firma gwarantuje klientom biznesowym naprawę sprzętu w następnym dniu roboczym. Usługa realizowana jest bezpośrednio u klienta, czyli np. w jego biurze. 

Dzięki ofercie rozszerzonej gwarancji użytkownik końcowy może liczyć na naprawę sprzętu w następnym dniu roboczym. Co oznacza, że jeśli dziś któryś z komponentów komputera ulegnie uszkodzeniu i zgłosimy to do serwisu, to już następnego dnia roboczego możemy liczyć na naprawę, która musi zakończyć się sukcesem – mówi agencji Newseria Łukasz Rutkowski, DT&WS Business Development Manager Lenovo.

Jak tłumaczy, w przypadku tradycyjnych usług gwarancyjnych czas naprawy wynosi przeciętnie od 3 do nawet 14 dni. Utrudnieniem jest też konieczność wysłania sprzętu do serwisu (tzw. gwarancja Carry-In), co dodatkowo wydłuża proces.

Natomiast w przypadku serwisów biznesowych Lenovo OnSite to serwis przyjeżdża do uszkodzonego sprzętu i dokonuje naprawy – dodaje Rutkowski.

Ekspert wyjaśnia, że w ramach usługi OnSite użytkownik w standardzie otrzymuje opcję naprawy sprzętu w miejscu jego instalacji. Natomiast rozszerzenie gwarancyjne, w ramach którego naprawa następuje już w następnym dniu roboczym po zgłoszeniu problemów, jest dodatkowo płatna.

Oferowany pakiet gwarancyjny obejmuje każdy sprzęt biznesowy, czyli notebooki, PC i stacje robocze – informuje Rutkowski.

Usługa rozszerzonej gwarancji OnSite jest już dostępna na innych rynkach, na których działa Lenovo. W Polsce dopiera zaczyna się pojawiać w ofertach dystrybutorów sprzętu komputerowego.

– Jest to oferta wymuszona na nas przez klientów, którzy oczekują tego typu gwarancji na swoje firmowe sprzęty – stwierdza ekspert.

Lenovo liczy na to, że w najbliższych latach około 10 proc. sprzętu komputerowego sprzedawanego w Polsce będzie objęte usługą gwarancji OnSite z opcją naprawy w następnym dniu roboczym.

WSiP coraz bliżej przejęcia Profi-Lingua. Po zakończeniu transakcji spółka zamierza otwierać kolejne placówki

0

CEO Magazyn Polska

Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne zapowiadają inwestycje w rozwój szkół językowych Profi-Lingua, w tym otwarcie co najmniej kilkunastu nowych placówek. Spółka podpisała na razie przedwstępną umowę zakupu. Liczy na to, że po zakończeniu transakcji wzmocni swoją działalność zarówno jako wydawca podręczników, jak i operator sieci szkół językowych. WSiP zamierza też oferować nowe produkty edukacyjne łączące tradycyjne metody nauczania z nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi.

Jak informuje prezes zarządu WSiP Jerzy Garlicki, przejęcie sieci szkół językowych to kolejny etap realizowanej strategii spółki. Przejmowana przez wydawnictwo firma Profi-Lingua jest jednym z największych ośrodków nauczania języków obcych w Polsce. Posiada oddziały w centrach 16 dużych miast. W sumie dysponuje siecią ponad 20 placówek – 19 własnych oraz kilku franczyzowych.

Przejęliśmy szkoły Profi-Lingua ze względu na strategię, którą realizujemy od kilku lat – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jerzy Garlicki, prezes zarządu Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. – Ta strategia to przejście z profilu wydawnictwa tradycyjnego w kierunku serwisów i rozwiązań edukacyjnych. Stworzenie platformy edukacyjnej i ekosystemu dopełniamy poprzez serwisy dostarczane także w językach obcych.

Prezes WSiP dodaje, że spółka ma już konkretny pomysł na to, jak dalej rozwijać placówki Profi-Lingua.

– W kwestii synergii i oferty produktowej przede wszystkim zależy nam na tym, żeby pójść w kierunku języków obcych. Z drugiej strony nasza strategia to wejście w usługi i serwisy edukacyjne. To daje możliwość bycia bliżej uczniów, rodziców, nauczycieli i pracowania nad rozwiązaniami, które są szyte na miarę – mówi Garlicki.

Zapowiada także poszerzenie bazy lektorów oraz stworzenie – na początek – co najmniej kilkunastu nowych szkół. Dalsze plany zależeć będą od zainteresowania i zapotrzebowania klientów.

– Mamy pomysł na to, w jaki sposób rosnąć, rozwijać się na terenie całej Polski. To dopiero pierwszy krok w tym kierunku. Planujemy otwarcie nowych szkół. Będą się rozwijały w tych miejscach, gdzie ich brakuje, ewentualnie tam, gdzie jakość dotychczasowego kształcenia nie jest wystarczająca. O potrzebach i lokalizacji również będzie decydował klient i zapotrzebowanie rynkowe – podkreśla prezes WSiP.

Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, przejmując Profi-Lingua, nie kryją, że wzorują się na międzynarodowych liderach branży. Jak tłumaczy Garlicki, spółka stara się jednak światowe strategie dopasować do oczekiwań krajowego rynku. W tym kontekście zapowiada m.in. inwestycje w cyfryzację, tworzenie produktów łączących serwisy i tradycyjną edukację.

– To strategia oferowania rozwiązań serwisów edukacyjnych, bliżej klienta – wyjaśnia Jerzy Garlicki. – Oczekiwania, które dyktuje rynek, m.in. związane z doskonaleniem umiejętności języków obcych, to jest to, co realizujemy. Jest bardzo duża synergia pomiędzy naszą wiedzą związaną z metodyką nauczania a tym, co stworzyła Profi-Lingua. To powoduje, że warto dziś razem się rozwijać.

Czy podatek bankowy wpłynie na sprzedaż mieszkań

Jaki wpływ na sprzedaż mieszkań ma wprowadzenie podatku bankowego? Na ile wzrost kosztów kredytu utrudni zakup mieszkań osobom, które planują go zaciągnąć? Czy klienci deweloperów przyspieszają decyzje zakupowe w obawie przed spadkiem zdolności kredytowej? Portal nieruchomości Dompress.pl prezentuje wyniki sondy.

Centrum Praskie Koneser_BBIMirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Wzrost marży kredytów w konsekwencji wprowadzenia nowego podatku to oczywiście nie jest dobra informacja dla klientów, podobnie jak dla całego rynku. Nie przeceniałbym jednak jej znaczenia w dłuższym okresie czasu. Wzrost kosztów nie będzie raczej kluczowy dla samej decyzji o zakupie mieszkania.

Ponadto, podatek wprowadzany jest na początku roku, tuż po zamianach dotyczących podwyższenia wkładu własnego dla kredytów hipotecznych. Trudno więc ocenić, na ile zmiany marż związane z nowym podatkiem mają wpływ na aktualny popyt rynkowy, tym bardziej że mamy styczeń, który tradycyjnie nie jest najbardziej dynamicznym miesiącem, jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań. Większość klientów sfinalizowała swoje zakupy przed końcem roku i dopiero tworzy się kolejna fala nabywców. O skutkach dla realnego popytu będzie coś można powiedzieć najwcześniej pod koniec pierwszego kwartału.

 Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Podwyżka marż kredytów hipotecznych w części banków oraz zwiększenie wkładu własnego od 2016 roku z pewnością przyczyniły się do podjęcia szybszych decyzji zakupowych klientów pod koniec ubiegłego roku. Obserwujemy, że niektórzy klienci dysponujący gotówką, ale noszący się wcześniej z zamiarem kredytowania zakupu nieruchomości, rozważają  teraz zakup mieszkania w całości z własnych środków. Zdają sobie sprawę z wyższych kosztów kredytowych.

Z pewnością klienci będą teraz podejmować bardziej przemyślane decyzje odnośnie zakupu mieszkań z uwagi na wzrost miesięcznej raty kredytu.

Istnieje też ryzyko chwilowego ograniczenia akcji kredytowej ze strony banków, niemniej jednak najbardziej uwrażliwi to te grupę klientów, których dochody są na niskim poziomie. Zmiany związane z kredytami hipotecznymi na pewno ograniczą możliwość finansowania zakupu mieszkań, ale naszym zdaniem nie wpłynie to na decyzje Polaków odnośnie posiadania własnego M. Mimo wszystko wolimy być właścicielami nieruchomości, niż je wynajmować.

 Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord

Podwyższone marże kredytowe studzą nieco zapał nabywców, ale nie zniechęcają do poszukiwania mieszkania. Pamiętajmy, że sytuacja na rynku nadal sprzyja lokowaniu kapitału w nieruchomościach. Dużym wsparciem jest również program MdM, który w obliczu zapowiedzi jego zakończenia w 2017 roku budzi duże zainteresowanie.  Ponad 20 proc. zakupów nasi klienci realizują przy pomocy gotówki. To duża grupa nabywców, którzy nie mają powodu, by zmieniać preferencje zakupowe, czy plany. Ponadto wszyscy klienci Polnordu są objęci kompleksową opieką, której elementem jest doradztwo w zakresie finansowania. Razem z wykwalifikowanym doradcą klient wypracowuje najlepsze dla siebie rozwiązanie, które pozwoli mu nabyć odpowiednie dla siebie lokum.

 Ewa Gwiazdowska, dyrektor finansowa w Atlas Estates

W pierwszych tygodniach roku najbardziej zauważalny był dla nas efekt podwyższenia od 1. stycznia br. wymaganego przez banki wkładu własnego do kredytu do poziomu 15 proc. Osoby, które korzystały z kredytów hipotecznych do sfinansowania zakupu mieszkań, starały się je uzyskać jeszcze w grudniu, a obecnie zauważamy mniejszą determinację klientów do szybkiego zawarcia umowy.

Warto zwrócić uwagę, że uchwalony podatek bankowy jest bardzo wysoki w porównaniu z innymi krajami. Dodatkowym obciążeniem dla banków będzie najprawdopodobniej obowiązek przewalutowania kredytów frankowych, choć szczegóły tego rozwiązania nie są jeszcze przesądzone. Te straty będą dla banków dotkliwe i na pewno będą chciały je sobie zrekompensować, co może spowodować podwyższanie marż lub innych kosztów kredytów hipotecznych. Ograniczenie finansowej dostępności może z kolei powodować zmiany preferencji osób kupujących mieszkania. Będą poszukiwały lokali o mniejszych metrażach, dalej od centrum lub w niższym standardzie.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

Marże banków wzrosły nie tylko ze względu na podatek bankowy, ale również inne obciążenia, takie jak wpłaty do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, czy Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Jest jeszcze za wcześnie na ocenę, jak nowy podatek wpływa na decyzje zakupowe klientów. Należy przypomnieć, że z początkiem roku wzrósł o kolejne 5 proc. wymagamy wkład własny do kredytu, a zatem o 5 proc. zmniejsza się wysokość zaciągniętego kredytu. Tym samym, klient mając mniej do spłacenia płaci mniejszą ratę w części kapitałowej i w mniejszym stopniu odczuwa wzrost części odsetkowej raty.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Podniesienie marż kredytów hipotecznych nie będzie miało silnego przełożenia na zmianę popytu na mieszkania, jak i na ceny mieszkań. Już teraz obserwujemy, że klienci nie mają większego problemu z wkładem własnym, a dodatkowo program MdM obowiązuje w rozszerzonej formie. Klient zatem poszukiwać będzie najlepszego dla siebie rozwiązania, korzystając przy tym z bezpłatnego doradztwa kredytowego w J.W. Construction może wybrać najlepiej dopasowaną do swoich możliwości ofertę kredytową. Nasz doradca przeprowadzi wszelkie negocjacje z bankiem i dopełni formalności związane z uzyskaniem ostatecznej decyzji kredytowej.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

Podatek bankowy może wpłynąć na decyzje zakupowe klientów, szczególnie tych którzy mają niewielką zdolność kredytową. Niemniej jednak nasz dział kredytowy pomaga wszystkim klientom w wyborze najlepszego kredytu. Naszym zadaniem jest zaoferowanie każdemu klientowi, takiego mieszkania o jakim marzy w przystępnej dla niego cenie.

Paulina Mudryk, reprezentująca WAN S.A.

Nie zauważyliśmy zmian w decyzjach zakupowych naszych klientów spowodowanych wprowadzeniem podatku bankowego. Nadal obserwujemy duże zainteresowanie zakupem mieszkań w naszych inwestycjach.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Wprowadzone przez rząd zmiany prawne oraz podniesienie poziomu oprocentowania kredytów hipotecznych ma istotny wpływ na sytuację na rynku nieruchomości. Część osób, które posiadają zgromadzony kapitał, bądź rozpoczęły proces pozyskiwania finansowania kredytowego, stara się możliwie najszybciej zakończyć procedurę zakupu mieszkania, co było widoczne już pod koniec 2015 roku. Jednak ze względu na złożoność tego procesu, nie obserwujemy obecnie drastycznych zmian w poziomie zainteresowania klientów.

Oczywiście ograniczona dostępność kredytów może wpłynąć na decyzje zakupowe, jednak jesteśmy zdania, iż mieszkania spełniające kryteria jakości i funkcjonalności, poparte atrakcyjną lokalizacją, zawsze znajdą swoich nabywców. Dlatego z optymizmem planujemy kolejne etapy naszych projektów. Pamiętamy jednak, iż wraz ze wzrostem podaży oraz zmianami prawnymi sprzedaż może nieznacznie wyhamować. Dlatego niezwykle istotne jest, aby realizować inwestycje adekwatne do sytuacji rynkowej.

Piotr Wiak, wiceprezes zarządu ds. handlowych w Rafin

Warto zaznaczyć, że przez ostatnie dwa lata regularnie obniżał się WIBOR. Dzięki temu spadało oprocentowanie kredytów hipotecznych, a klienci osiągali większą zdolność kredytową. W tej chwili nie odczuwamy nagłych zmian decyzji zakupowych naszych klientów. Zmianą, która już w czwartym kwartale 2015 roku wpłynęła na takie właśnie ruchy, była rekomendowana przez KNF podwyżka wymaganego wkładu z własnego do kredytu z 10 do 15 procent, która miała obowiązywać wraz początkiem roku. W tej chwili jednak nie została wprowadzona, a mogłaby mieć to duży wpływ na sprzedaż mieszkań. Podsumowując, wprowadzenie podatku bankowego oraz idącą za tym podwyżka marży kredytów hipotecznych, nie wpływają aktualnie na przyśpieszenie decyzji o zakupie mieszkań. Koszty kredytu, które cały czas są niskie, nie wzrosną na tyle, aby miały wpłynąć na możliwości finansowe naszych klientów.

 Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Nie zdążyliśmy zauważyć zmian w zachowaniach zakupowych naszych klientów, wynikających z przeobrażeń w systemie bankowym. Wydaje się jednak, że nastroje wśród nabywców raczej się nie ochłodzą. Wszystko wskazuje na to, że utrzyma się zarówno wysoki poziom sprzedaży mieszkań, jak i podaży na rynku deweloperskim. Trudno wyrokować, jak długo tak dobra koniunktura utrzyma się, podobnie jak trudno jest prognozować notowania giełdowe. Można zakładać, że realny spadek koniunktury nastąpi w 2018 roku, kiedy zakończy się rządowy program MdM, ale czas i tak wszystko zweryfikuje.

Naszym zdaniem, jeżeli nie wydarzy się nic niespodziewanego na świecie, czy też nie zostaną podniesione w Polsce stopy procentowe, które mogłyby wyhamować inwestycyjną sprzedaż mieszkań, rynek będzie dalej prawidłowo się rozwijał.  W biznesie ważne są podstawy. Wawel Service prowadzi racjonalną politykę kosztową i nie podejmuje nadmiernego ryzyka w doborze gruntów inwestycyjnych. Dlatego nawet w przypadku słabszej koniunktury i konieczności wydłużenia w czasie procesu sprzedaży poradzimy sobie z ewentualnymi trudnościami, podobnie jak inne spółki deweloperskie stosujące taką zasadę.

Maria Doerre, dyrektor sprzedaży i marketingu w Activ Investment

Nie zaobserwowaliśmy absolutnie żadnych zmian. Mieszkania nadal sprzedają się na kredyt. Podatek bankowy nie wpłynął na zdolność kredytową naszych klientów.

Rekrutacja oczami kandydatów, czyli największe grzechy rekruterów

Chyba nikt nie lubi rozmów o pracę. Stres, oczekiwanie na odpowiedź, a wiadomo, że zanim dostaniemy upragnioną pracę, trzeba wysłać dziesiątki CV i odbyć spotkania z przedstawicielami co najmniej kilku firm. Dobrze, jeżeli osoby reprezentujące pracodawcę są profesjonalistami, ale jak wynika np. z internetowych relacji kandydatów – bywa różnie. Jakie osoby stoją za pozyskiwaniem zasobów ludzkich w korporacjach?

rekrutacja„Tak nieprofesjonalnego i bezczelnego podejścia nie widziałam nigdzie. Zanim rozpoczęła się rekrutacja, dziewczyna mi podziękowała, stwierdzając, że moje zachowanie oraz osobowość nie pasują do zespołu. Na mój protest dodała: Nie mam obowiązku z Panią rozmawiać. Gratuluję firmie, która na pierwszej linii frontu ma tak bezczelnych i niekompetentnych pracowników” – pisze rozżalona Kandydatka na forum GoWork.pl. To tylko jedna z tysięcy podobnych opinii jakie możemy tam znaleźć. Opisuje dość skrajną sytuację, ale śledząc wpisy innych użytkowników szybko zorientujemy się, że błędów rekruterów jest wiele.

Co najczęściej kandydaci zarzucają pracownikom działów HR? Portal GoWork.pl sprawdził to przy pomocy ankiety. Zacznijmy od pozytywnych doświadczeń – 26,35 proc. osób biorących udział w ankiecie miało to szczęście i starając się o pracę trafiło na profesjonalną, kompetentną osobę, której zachowanie nie budziło większych zastrzeżeń. Pozostałe 73,65 proc. nie trafiło tak dobrze.

„Planuje pani zajść w ciążę?”, „Jest pan żonaty?”  takie zdanie usłyszało aż 19.94 proc. kandydatów, mimo, że takie pytania są zakazane przez kodeks pracy. To najczęstszy zarzut. Na drugim miejscu niechlubnego zestawienia znalazły się spóźnienia. Jak się okazuje rekruterzy notorycznie spóźniają się na umówione przez siebie spotkania. „Pani była bardzo nieprofesjonalna. Po pierwsze umówiła się ze mną na konkretną godzinę, ale się spóźniła. Po drugie była nieodpowiednio ubrana i wymalowana jak na imprezę disco (najwyraźniej na makijaż miała czas). Takie zachowanie nie świadczy o Firmie” – pisze nella, jedna z 14,35 proc. ankietowanych, którzy spotkali się z podobną sytuacją. Sytuacja przedstawiona w cytowanym komentarzu to nie jedyny przejaw złych manier, o który oskarża się przedstawicieli firm.  Przerywanie podczas gdy kandydat odpowiada na zadanie wcześniej pytanie to sytuacja z którą spotkało się ponad 13 proc. osób starających się o nowe stanowisko. Z kolei 12,36 proc. ankietowanych twierdzi, że byli lekceważeni, a rekruter nawet nie słuchał ich odpowiedzi. Mało tego, gdy próbowali dowiedzieć się czegoś więcej o firmie i zakresie swoich obowiązków, przedstawiciel firmy nie był w stanie udzielić odpowiedzi na ich pytania – skarży się na to 13.99 proc. badanych.

Michał Środa z GoWork.pl przyznaje, że w każdej branży zdarzają się osoby niekompetentne.

Często winne są same firmy, które powierzają rekrutację osobom bardzo niedoświadczonym, które najpierw powinny zdobyć umiejętności u boku bardziej doświadczonych kolegów – wyjaśnia. Powodem są oczywiście koszty. – Bywa, że firma prowadzi wiele procesów rekrutacyjnych jednocześnie.  Wtedy rzeczywiście odbija się to na ich  jakości – mówi.

A jakie są największe grzechy kandydatów? Do sytuacji z którymi rekruterzy spotykają się nagminnie zaliczyć należy nieodpowiedni ubiór i niewiedzę tego na jakie stanowisko aplikowali i z kim są umówieni. Standardem jest też nieznajomość własnego CV. W końcu, trudno jest zachować powagę po raz kolejny słysząc „To ja mam coś takiego tam wpisane?!?”.

Ambitne plany rozwoju Grupy INDATA na lata 2016-2018

Grupa INDATA planuje dołączyć do czołówki firm IT/ICT w Polsce. Po zakończonym sukcesami 2015 roku, notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych holding zapowiada rozwój portfolio usług
i produktów, zwiększenie skali działalności oraz liczne akwizycje zarówno w Polsce, jak i w Europie. Spółka zamierza stać się jednym z największych podmiotów sektora teleinformatycznego na polskim rynku.

2015 rok zakończył się licznymi sukcesami dla Grupy INDATA (IDT). Pomimo stagnacji na rynku teleinformatycznym,  IV kw. upłynął pod znakiem nowych kontraktów i akwizycji. Za 9,5 mln zł holding przejął pakiet kontrolny Proximus S.A. – jednego z wiodących integratorów IT dla podmiotów użyteczności publicznej. Transakcja zakupu łącznie 51 proc. udziałów w kapitale zakładowym spółki wzmocniła kompetencje Grupy w zakresie dostarczania i integracji kompleksowych rozwiązań informatycznych m.in. dla sektora utilities. Zaledwie kilka tygodni po transakcji, Grupa podpisała kontrakt na projekt asysty technicznej i konserwacji oprogramowania Oracle dla TAURON Obsługa Klienta. Umowa została zawarta na 12 miesięcy, a jej szacowana wartość wynosi ponad 10 mln zł. Holding dostarczył też infrastrukturę serwerową Dell dla Polskiej Spółki Gazownictwa za ponad 1,3 mln zł, a także rozwiązania Cisco dla jednej z wiodących firm deweloperskich za 1,8 mln zł oraz dla Narodowego Centrum Badań i Rozwoju za 659 tys. zł. Grupa wygrała także przetarg o wartości 1,145 mln zł na rozbudowę platformy programowej IBM w spółce Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

­– 2015 rok był dla nas przełomowy zadebiutowaliśmy na GPW, zrealizowaliśmy wielomilionowe kontrakty, dokonaliśmy ciekawych akwizycji. Na kolejne trzy lata mamy jeszcze bardziej ambitne plany rozwoju, które pozwolą nam w krótkiej perspektywie stać się jedną z czołowych firm branży teleinformatycznej w Polsce, a także wzmocnić naszą pozycję w Europie. Wyjątkowy potencjał widzimy w obszarze rozwiązań informatycznych dla podmiotów z sektora publicznego, finansowego, ubezpieczeniowego oraz telekomunikacyjnego, a także w obszarze innowacyjnych produktów i usług
z zakresu internetu rzeczy i bioinformatyki
– mówi Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu Grupy INDATA.

W nadchodzących latach Grupa INDATA planuje przejmować pozostałe udziały w podmiotach, w których posiada już pakiety większościowe, a także wykorzystać efekt synergii pomiędzy produktami i usługami swoich spółek. Grupa zwiększy skalę działalności w przekroju produktowym, usługowym i geograficznym w oparciu o trzy kluczowe linie biznesowe: INDATA Systems (kompleksowe wdrożenia i integracja IT), INDATA Services (budowa oprogramowania i usługi doradcze) oraz INDATA Innovations (innowacyjne produkty i usługi). Już w 2016 roku połączone zostaną software house’y holdingu, dzięki czemu powstanie silna firma programistyczna. Istotnie wzrośnie zakres działania i obroty INDATA Systems oraz wprowadzone zostaną nowe usługi i produkty z zakresu integracji IT. Rozwijana będzie działalność konsultingowa holdingu. Zaś INDATA Innovations będzie działać jako fundusz, inwestując w nowe technologie i start-upy z obszaru Internet of Things, Smart Everything oraz Bioinformatyki. Istotnym elementem strategii są także akwizycje.

Rozwój w Polsce i za granicą realizować będziemy zarówno w wyniku wzrostu organicznego, jak i poprzez przejęcia. Bardzo uważnie przyglądamy się europejskiemu rynkowi IT. Jesteśmy zainteresowani wysoce wyspecjalizowanymi spółkami z doświadczeniem i portfelem zaufanych klientów, a także silną pozycją rynkową. Poszukujemy podmiotów o kompetencjach komplementarnych do naszych np. prowadzących działalność software house, świadczących usługi outsourcingu IT oraz posiadających wyjątkowe doświadczenia lub produkty z obszaru IoT. Prowadzimy już zaawansowane rozmowy z podmiotami wpisującymi się w każdy obszar naszej działalności, jednak najwięcej potencjalnych przejęć w 2016 roku będzie dotyczyło spółek, uzupełniających nasze kompetencje właśnie w pionie INDATA Innovations – dodaje Maciej Plebański, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju Grupy INDATA.

Grupa INDATA prowadzi także intensywne działania badawczo-rozwojowe w wielu obszarach produktowych i patentowych. Opracowywanie nowych rozwiązań stanowi ważny element strategii rozwoju holdingu. Grupa przygotowała już kilka wniosków o dofinansowanie planowanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju programów o wartości ponad 35 mln zł. Jeden z tych innowacyjnych projektów pt. „Opracowanie narzędzi bioinformatycznych do poszukiwania leków” o wartości niemal 8 mln zł otrzymał już pozytywną ocenę merytoryczną i został zarekomendowany do dofinansowania przez NCBiR. W planach Grupy INDATA jest także efektywne wykorzystanie środków unijnych w ramach projektu Polska Cyfrowa 2014-2020 oraz Inteligentny Rozwój 2014-2020.

 

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Antalis, reprezentowany przez BNP Paribas Real Estate Poland, podpisał umowę najmu w Empark Mokotów Business Park w Warszawie

Antalis, wiodący w Europie dystrybutor papieru, systemów opakowaniowych oraz tworzyw sztucznych służących do komunikacji wizualnej wynajął prawie 1,9 tys. m kw powierzchni biurowej w budynku Taurus, będącym częścią kompleksu biurowego Empark Mokotów Business Park.

fibakiewicz_malgorzata Po przeprowadzeniu dogłębnej analizy opartej na przesłankach o charakterze finansowym i niefinansowym, najważniejszym kryterium przy podejmowaniu ostatecznej decyzji przez klienta, okazała się kwestia zarządzania zmianą i to ona zadecydowała o wyborze finalnej lokalizacji.” – komentuje Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Mokotów Business Park to jeden z największych kompleksów biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej, zlokalizowany  w niedalekiej odległości od warszawskiego lotniska Okęcie.  Składa się z dziewięć budynków o łącznej powierzchni 117.000 mkw. Najemcy Empark-u to największe międzynarodowe firmy reprezentujące m.in. takie sektory jak: chemia, IT, FMCG czy bankowość.

Dużym wyzwaniem podczas trwania projektu okazało się rozpatrzenie parametrów najmu pod kątem wewnętrznych oczekiwań. Zespół Reprezentacji Najemcy BNP Paribas Real Estate Poland udzielił nam dużego wsparcia w procesie dochodzenia do optymalnego rozwiązania, powstałego na na bazie rynkowych doświadczeń i naszych standardów. Doceniamyprofesjonalizm, wysoki poziom wiedzy z zakresu rynku nieruchomości oraz atmosferę, w jakiej przebiegała współpraca.” – komentuje Arkadiusz Gątkiewicz, Dyrektor Finansowy, Antalis Poland Sp.z o.o.

Oferta wynajmującego oraz zrozumienie potrzeb najemcy bez wątpienia przyczyniły się do tego, iż klient zdecydował się na budynek, który nie był pierwszą opcją wyboru, jednak w toku uzgodnień okazał się spełniać wszystkie najważniejsze oczekiwania.” – dodaje Joanna Andryszczyk, Młodszy Konsultant w Dziale Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Do lata może zabraknąć pieniędzy na tegoroczny MdM

Rekordowy popyt na mieszkania z rządowym wsparciem w błyskawicznym tempie wyczerpuje środki przewidziane na dopłaty w tym roku.

W grudniu 2015 r. do Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) wpłynęło ponad 6,5 tys. wniosków o dofinansowanie zakupu mieszkania w ramach programu „Mieszkanie dla młodych” (MdM) na kwotę 172,05 mln zł. To rekordowa suma od początku funkcjonowania programu. Jak wyjaśnia analityk Lion’s Bank Bartosz Turek, na tak duże zainteresowanie MdM w ubiegłym miesiącu złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, jak pod koniec każdego roku – wielu nabywców i sprzedających chciało sfinalizować transakcje przed styczniem. Obawy przed wzrostem wymaganego wkładu własnego (do 15 proc.) oraz informacje o rosnących marżach hipotecznych dodatkowo rozgrzały rynek. Jeśli styczeń z nowymi regułami w zaciąganiu kredytów hipotecznych nie schłodzi popytu, to zdaniem analityków środki na dopłaty w 2016 r. mogą wyczerpać się w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

Z mniejszym impetem

Rekordowa liczba wniosków, która wpłynęła do BGK w grudniu 2015 r. dotyczyła również limitu roku 2016 r., który wynosi 730 mln zł. Z tej kwoty, jak podają przedstawiciele BGK, zarezerwowano ponad 365 mln zł.

Nie powinno więc ulegać wątpliwości, że przy obecnym tempie rezerwowania środków, pieniędzy szybko zabraknie – prognozuje Bartosz Turek. Dodaje, że nabywcy, starając się o dofinansowanie po wyczerpaniu puli przewidzianej na 2016 r., będą musieli podpisywać umowy z datą zapłaty przesuniętą na 2017 r., aby korzystać z pieniędzy zarezerwowanych na kolejny okres budżetowy.

Czy to oznacza krach na rynku pierwotnym? Zdaniem Romana Przasnyskiego, głównego analityka Gerda Broker, choć MdM z pewnością przyczynił się do ożywienia na rynku mieszkaniowym, nie należy przeceniać jego roli. Szacuje się bowiem, że działanie MdM zwiększyło dynamikę wartości inwestycji mieszkaniowych o ok. 10 proc.

O ile utrzymane zostaną dotychczasowe zasady, program będzie korzystnie oddziaływał na rynek jeszcze przez trzy lata. Teoretycznie więc do wykorzystania zostaje prawie 2 mld zł z zaplanowanych na cały program 3,6 mld zł. Jednak jego siła jako czynnika napędzającego inwestycje będzie już coraz mniejsza. Na znaczeniu zyskiwać będą inne okoliczności, takie jak rosnące wymogi dotyczące wkładu własnego kredytobiorców, skłonność banków do udzielania kredytów, w szczególności możliwe ograniczenia związane z wprowadzeniem podatku od aktywów, koszty kredytów, w tym nie tylko wynikające z wysokości stóp procentowych, ale także z polityki banków. Te czynniki będą działać hamująco na koniunkturę – tłumaczy Roman Przasnyski.

 Place budów nadal liczne

Z drugiej strony poprawia się rynek pracy a stopa bezrobocia systematycznie spada – od czterech miesięcy wynosi już poniżej 10 procent. W efekcie rosną też wynagrodzenia, średnio o 3,6 – 4 proc. w skali roku. I wszystko wskazuje na utrzymanie się tego trendu w najbliższych latach. Ponadto analitycy ciągle notują ożywiony popyt na nieruchomości inwestycyjne, w tym i mieszkania. – W niedługim czasie należy spodziewać się wdrożenia zapowiadanych przez rząd nowych programów wspierania budownictwa mieszkaniowego, choć ich efekty zaczną być odczuwalne dla branży dopiero w perspektywie kilku lat – przewiduje Roman Przasnyski.

Deweloperzy na razie nie zmniejszają tempa prowadzenia budów i na rynek wprowadzają kolejne projekty. Według Głównego Urzędu Statystycznego, w całym 2015 r. deweloperzy rozpoczęli budowę ok. 86,5 tys. mieszkań, niemal o 25 proc. więcej niż rok wcześniej – Wzrostu liczby oddawanych mieszkań można oczekiwać już w przyszłym roku. Wtedy deweloperzy będą kończyć lokale, których budowa rozpoczęła się po poprawie koniunktury na początku 2014 r. Liczba mieszkań oddawanych do użytku powinna być szczególnie wysoka w 2017 r. Wówczas zakończy się budowa wielu inwestycji z rekordowego 2015 r. – prognozuje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Obroty rosną

Wyniki sprzedaży również są imponujące – największe spółki notowane na głównym parkiecie i na rynku Catalyst w 2015 r. podpisały prawie 18,2 tys. umów deweloperskich lub przedwstępnych, czyli prawie o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej.

Nadal program MdM będzie odbijać się pozytywnie na wynikach sprzedaży deweloperów, więc na rynek będą dalej trafiać inwestycje, w których ceny przynajmniej części mieszkań nie przekroczą limitów programu. Warto jednak mieć na uwadze, że wiele spółek, jak np. Polnord, nie planuje inwestycji wyłącznie w oparciu o kryteria MdM. Poza programem nasi Klienci także mogą liczyć na atrakcyjne ceny i promocje – mówi Wioletta Kleniewska, dyrektor sprzedaży i marketingu Polnordu. W ofercie Polnordu do kupienia w limitach MdM są m.in. lokale w czwartym etapie osiedla 2 Potoki, powstającego w Gdańsku przy ulicy Guderskiego. Spółka w tym projekcie zaplanowała dużą liczbę dwu i trzy pokojowych „M” liczących od 36 do 50 mkw. Kosztują już od 156 tys. zł.

Z kolei w pierwszym etapie inwestycji Brzozowy Zakątek realizowanej przez nas w stołecznym Wilanowie, klienci chętnie kupują trzy- a nawet i czteropokojowe lokale ze wsparciem MdM. Mieszkania będą oddane do użytku w II kw. przyszłego roku. Wkrótce uruchomimy sprzedaż kolejnego budynku z kolejną pulą mieszkań objętych ceną w ramach limitu MDM– dodaje Wioletta Kleniewska, dyrektor sprzedaży i marketingu Polnordu.

Rynek wynajmu długoterminowego (CFM) urósł w 2015r. o 16,6% – tempo wzrostu ponad 1,5-krotnie wyższe niż rok temu

Rok 2015 okazał się jednym z najlepszych w historii branży wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce. Osiągnięta w ubiegłym roku dynamika wzrostu łącznej liczby aut w usługach CFM na poziomie 16,6% jest najwyższą odnotowaną przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, który prowadzi analizę statystyczną rynku od 7 lat. Tempo wzrostu liczby samochodów znajdujących się w Polsce w usługach wynajmu długoterminowego znacząco rosło przez cały miniony rok i na koniec grudnia było ponad 1,5-krotnie wyższe, niż rok wcześniej. Już co piąty nowy samochód osobowy kupiony przez firmy w polskich salonach w 2015r. znajdował się w usługach wynajmu długoterminowego.

Daniel Trzaskowski - Czlonek Zarzadu PZWLPZgodnie z danymi Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), czyli organizacji reprezentującej branże CFM i Rent a Car, rynek wynajmu długoterminowego powiększył się
w Polsce w 2015r. aż o blisko 21 tys. samochodów (20.872), co oznacza najwyższy w okresie ostatnich 7 lat wzrost 16,6% w skali roku. Firmy członkowskie PZWLP, posiadające ok. 80% udział w rynku CFM, dysponowały na koniec ubiegłego roku już łącznie prawie 147 tys. (146.703) samochodów w 3 usługach: Full Serwis Leasing, Leasing z Serwisem i Wyłączne Zarządzanie.

Do wynajmu długoterminowego (CFM) zaliczane są 3 usługi finansowania i zarządzania flotą (Full Serwis Leasing, Leasing z Serwisem i Wyłączne Zarządzanie). W kluczowej z nich, czyli Full Serwis Leasingu, polegającej na zewnętrznym finansowaniu aut służbowych oraz ich pełnej obsłudze administracyjnej i serwisowej przez firmę CFM, wzrost w 2015 roku osiągnął poziom 10,2%, czyli prawie 10 tys. samochodów (9.742).

Dynamika wzrostu branży w 2015 roku była aż ponad 1,5-krotnie wyższa, niż rok wcześniej (10,3%) i sukcesywnie zwiększała się w każdym kolejnym kwartale – od 11,1% r/r w pierwszym, 12,4% r/r w drugim, 14% r/r w kwartale trzecim, osiągając poziom 16,6% r/r w ostatnich trzech miesiącach 2015 roku.

rosnaca dynamika wynajmu

Bardzo wysokie tempo rozwoju wynajmu długoterminowego w Polsce w 2015r., co więcej zwiększające się w każdym kolejnym kwartale, świadczy o wciąż rosnącej popularności tego rodzaju usług w naszym kraju – mówi Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Sprzedaży Flotowej Volkswagen Leasing. – Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że tak wysoka dynamika przyrostu liczby samochodów w usługach wynajmu długoterminowego jest osiągana na rynku, który nie znajduje się już przecież w fazie wczesnego rozwoju i nie jest również mały. Biorąc pod uwagę firmy skupione w PZWLP, rynek CFM w Polsce liczy już prawie 150 tys. pojazdów. Zwiększenie tempa ozwoju rynku w zeszłym roku do rekordowego poziomu odnotowanego przez PZWLP, jest w dużym stopniu efektem coraz większej popularności usług wynajmu długoterminowego wśród przedsiębiorców z sektora MSP. W 2015 roku, z jednej strony dynamicznie rosło bowiem zainteresowanie mikro, małych i średnich przedsiębiorstw taką formą użytkowania floty aut służbowych, a z drugiej zdecydowana większości firm wynajmu długoterminowego rozwijała swoje usługi pod kątem klientów z sektora MSP, tworząc oferty dostosowane do potrzeb mniejszych przedsiębiorców. Można z całą pewnością stwierdzić, że ilość mikro, małych i średnich firm, decydujących się w Polsce na wynajem długoterminowy samochodów, będzie w bieżącym roku wciąż się zwiększała, wpływając na dalszy duży wzrost całej branży.

Dynamiczny rozwój rynku wynajmu długoterminowego znajduje również odzwierciedlenie
w liczbie nowych samochodów osobowych zakupionych w 2015r. przez branżę CFM, która wyniosła 46,5 tys. aut i była większa o 10,2% niż przed rokiem. W efekcie, już więcej niż co piąty nowy samochód osobowy (20,3%) nabyty w polskich salonach przez firmy był objęty usługami wynajmu długoterminowego. Należy przy tym zwrócić uwagę, że w 2015 r. to właśnie firmy stanowiły główną siłę napędową sprzedaży nowych aut w kraju, kupując w salonach aż 2/3 wszystkich sprzedanych samochodów osobowych.

udzial branzy wynajmu

Źródło: PZWLP/SAMAR na podstawie CEP

Przedsiębiorcy stawiają na komfort i oszczędności – Full Service Leasing najpopularniejszy

Niezmiennie od lat, najbardziej popularną usługą wynajmu długoterminowego pozostaje Full Serwis Leasing. Usługa ta zapewnia przedsiębiorcy nie tylko zewnętrzne finansowanie floty
w ramach leasingu operacyjnego, ale również bardzo duży komfort użytkowania samochodów, w postaci kompleksowej obsługi administracyjnej i serwisowej aut służbowych. Uwolnienie własnych zasobów od codziennej obsługi floty, precyzyjna kontrola kosztów, uzyskiwanie preferencyjnych stawek firmy CFM dotyczących np. napraw, to tylko niektóre ważniejsze zalety usługi Full Serwis Leasingu, które w efekcie przekładają się dla korzystającej z niej firmy na wymierne oszczędności w całkowitych kosztach floty. Mogą one osiągać poziom nawet kilkunastu procent w porównaniu do aut służbowych zakupionych ze środków własnych, na kredyt, czy użytkowanych w ramach leasingu finansowego bez obsługi floty.

W liczącej na koniec 2015r. blisko 147 tys. samochodów flocie firm PZWLP, w usłudze Full Serwis Leasing znajdowało się ponad 105 tys. aut (105.154), czyli 71,7% łącznego parku pojazdów.

Drugą pod względem popularności usługą było Wyłączne Zarządzanie (Fleet Management),
w której znajdowało się prawie 25 tys. samochodów (24.711), stanowiących 16,8% łącznej floty PZWLP. Wyłączne Zarządzanie gwarantuje przedsiębiorcy obsługę floty w pełnym lub częściowym zakresie (np. serwis mechaniczny i zarządzanie wymianą opon), jednakże finansuje on auta we własnym zakresie, w dowolnej formie. W przypadku tej usługi w 2015r. został odnotowany bardzo dynamiczny, bo aż 81% wzrost. Zjawisko to jest wynikiem coraz bardziej popularnej na rynku oferty, kierowanej do najmniejszych firm, w zakresie której znajduje się częściowa obsługa floty.

W trzeciej z usług zaliczanych do wynajmu długoterminowego – Leasingu z Serwisem –  na koniec 2015 roku znajdowało się niecałe 17 tys. aut (16.838), co stanowi 11,5% udział w całkowitej flocie firm PZWLP. Leasing z Serwisem jest uproszczoną wersją Full Service Leasingu, a więc gwarantuje zewnętrzne finansowanie floty, ale niepełny zakres jej obsługi administracyjnej i serwisowej (ograniczony do min. 2 wybranych elementów np. serwis mechaniczny i serwis opon).

Popularne silniki – diesel nieznacznie traci na rzecz benzyny, rośnie liczba aut ekologicznych

Na koniec ubiegłego roku wciąż najchętniej wybieranym przez firmy i przedsiębiorców w Polsce napędem aut służbowych wynajmowanych długoterminowo pozostawał silnik dieslowski. Udział diesla na koniec grudnia zmniejszył się jednak w stosunku do stanu z końca marca o 1 punkt procentowy i wyniósł 70,5% łącznej floty firm PZWLP. O 1 procent zwiększyła się natomiast w tym czasie liczba samochodów z silnikami benzynowymi, które na koniec roku 2015 stanowiły 29,25%.

Samochody z silnikami ekologicznymi, a więc hybrydowymi i w pełni elektrycznymi, nadal stanowią marginalną część floty PZWLP, która wynosi 0,25%. Łącznie jest to 310 samochodów, z czego 300 to auta hybrydowe, a 10 elektryczne. Pomimo, że pojazdy ekologiczne występowały wciąż w śladowych wręcz ilościach, to odnotować należy dynamiczny, ponad 50% wzrost ich liczby (głównie aut hybrydowych) w okresie marzec – grudzień.

Wśród najpopularniejszych aut w wynajmie długoterminowym we flocie PZWLP na koniec 2015r. znajdują się Skoda Octavia, Skoda Fabia, Ford Focus, Toyota Yaris i Opel Astra.

PZWLP w 2015 roku – o 1/3 firm członkowskich więcej, rosnące znaczenie dla rynku motoryzacyjnego w Polsce

Rok 2015 był również bardzo udany dla  PZWLP, czyli organizacji reprezentującej w Polsce branże wynajmu długoterminowego samochodów oraz Rent a Car (wynajmu krótko-
i średnioterminowego aut).  Przez cały miniony rok organizacja obchodziła jubileusz 10 lat swojej działalności, zakończony uroczystą Galą 10-lecia PZWLP w Arkadach Kubickiego w Zamku Królewskim w Warszawie.

Znacząco, bo aż  o 1/3 (z 16 do 21 firm), wzrosła również liczba firm członkowskich należących do organizacji. Do PZWLP w 2015r. przystąpiło aż 5 nowych firm – wypożyczalni samochodów. Pozwoliło to na utworzenie  w maju zeszłego roku odrębnej struktury organizacyjnej – Grupy Firm Rent a Car, w której pracach uczestniczy obecnie 7 wiodących na polskim rynku dużych, sieciowych międzynarodowych i krajowych wypożyczalni aut.

Biorąc pod uwagę wszystkie oferowane przez 21 firm należących do organizacji usługi, a więc wynajem krótko-, średnio- i długoterminowy samochodów oraz także klasyczny leasing finansowy lub operacyjny pojazdów (wyłącznie zewnętrzne finansowanie, bez obsługi floty), członkowie PZWLP zakupili w 2015 roku łącznie ponad 73,5 tys. (73.651) nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że co trzecie (32%) nowe auto osobowe sprzedane w polskich salonach w tym okresie do klienta komercyjnego (do firm), zostało zakupione przez członków PZWLP.

7 najważniejszych na polskim rynku dużych, sieciowych międzynarodowych i krajowych wypożyczalni samochodów (Avis, Budget, Express, Hertz, Panek, Sixt, 99rent), funkcjonujących w ramach odrębnej struktury organizacyjnej PZWLP – Grupy Firm Rent a Car, na koniec 2015 roku dysponowało łączną flotą prawie 10,5 tys. aut (10.349). Firmy te, na potrzeby oferowanych usług wynajmu krótkoterminowego (1 – 30 dni) oraz średnioterminowego samochodów (1 miesiąc – 2 lata), zakupiły w ubiegłym roku razem 7,5 tys. (7.545) nowych aut osobowych.

udzial PZWLP

Źródło: PZWLP/SAMAR na podstawie CEP

Rola PZWLP dla kondycji  i rozwoju rynku motoryzacyjnego w Polsce systematycznie rośnie – mówi Daniel Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Sprzedaży Flotowej Volkswagen Leasing. – W 2015 roku firmy skupione w naszej organizacji zakupiły o 15% więcej nowych aut osobowych, niż przed rokiem. Wzrost ten jest z jednej strony wynikiem bardzo dynamicznie rozwijającej się branży wynajmu długoterminowego, licznie reprezentowanej w PZWLP, a z drugiej, szybkim rozwojem samej organizacji, do której
w minionym roku przystąpiło aż 5 nowych firm.

Wynajem długoterminowy aut – optymistyczne prognozy na 2016 rok

Prognozy dotyczące rozwoju branży CFM, z uwagi na bardzo wysoką dynamikę wzrostu odnotowaną w 2015r. oraz obserwowany w każdym kolejnym kwartale ubiegłego roku trend zwiększania tempa rozwoju wynajmu długoterminowego w Polsce, pozwalają
z optymizmem patrzeć w przyszłość –
mówi Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Sprzedaży Flotowej Volkswagen Leasing. – Wynajem długoterminowy w 2016 roku, ale również w kolejnych latach, będzie odgrywał coraz większą rolę w finansowaniu aut służbowych w Polsce.

Zdaniem ekspertów PZWLP, w bieżącym roku z pewnością kontynuowany będzie rozwój oferty firm CFM, dostosowanej do potrzeb sektora MSP oraz jednoczesny dalszy wzrost udziału mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wśród klientów usług wynajmu długoterminowego samochodów. Coraz bardziej zauważalne na polskim rynku będą również, dość mocno rozpowszechnione już w Europie Zachodniej, zjawiska takie jak car sharing.     

 

Czy czeka nas kolejna fala kryzysu?

Od początku roku trudna sytuacja w Chinach dotyka światowe rynki finansowe. Czy problem jest na tyle poważny, że w Polsce powinniśmy obawiać się kolejnej fali kryzysu? Odpowiada Piotr Lonczak, analityk Cinkciarz.pl.

Piotr LonczakPoczątek 2016 r. został zdominowany przez obawy dotyczące sytuacji gospodarczej w Chinach. Załamanie notowań na giełdzie w Szanghaju nasiliło spekulacje o nadchodzącym, poważnym spowolnieniu drugiej co do wielkości gospodarki świata. W negatywnym scenariuszu kryzys mógłby objąć najpierw region azjatycki, a następnie uderzyć w Stany Zjednoczone oraz w Europę. Czy ostatecznie ogólny spadek eksportu do Chin mógłby zaszkodzić polskiej gospodarce?

Burzliwy rok na światowych rynkach

W ub. r. obserwowaliśmy wiele wydarzeń, które w medialnych przekazach były nazywane kryzysami. Chociaż niejednokrotnie ten termin był nadużywany,  nie można zaprzeczyć, że różnego rodzaju problemy gospodarcze przetoczyły się właściwie przez wszystkie kontynenty.

Szczególnie styczeń 2015 r. obfitował w poważne wydarzenia. Szwajcarski Bank Narodowy zrezygnował z utrzymywania sztywnego kursu franka względem euro. W rezultacie szwajcarska waluta gwałtownie podrożała. Ważnym wydarzeniem było także załamanie kursu rosyjskiego rubla. Dodatkowo Europejski Bank Centralny ogłosił, że w marcu zacznie kupować obligacje krajów strefy euro.

Kolejne miesiące były równie ciekawe. Wieloletnie minima cen ropy naftowej oraz innych surowców doskwierały krajom eksportującym te towary. Problemy nabrały większych rozmiarów w drugiej połowie roku, kiedy nasiliły się spadki cen surowców. Istotnymi problemami w Brazylii, Republice Południowej Afryki, Turcji oraz Rosji były niestabilność polityczna i skandale korupcyjne prowadzące do zawirowań gospodarczych. Pierwsza część roku to także czas walki o zachowanie integralności strefy euro oraz stabilizację finansów Grecji.

Latem 2015 r. dało się zauważyć pierwsze symptomy chińskich kłopotów. To m.in. sierpniowe załamanie na giełdzie w Szanghaju. W tym czasie Ludowy Bank Chin, interweniując na rynku walutowym, doprowadził do osłabienia juana, co uzasadniał koniecznością dostosowania jego kursu do rynkowych mechanizmów. Inwestorzy widzieli w tych działaniach chęć poprawy konkurencyjności cenowej eksportu, co miało świadczyć o obawach chińskich władz co do perspektyw gospodarki.

Ostatnie spektakularne wydarzenie ub. r. to decyzja Rezerwy Federalnej o podniesieniu stóp procentowych w USA. Pierwsza od 2006 r. podwyżka kosztu kredytu została przyjęta przez inwestorów dość spokojnie. Inaczej było w przypadku posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego, który nie sprostał oczekiwaniom inwestorów, liczących na zwiększenie dodruku pieniądza. Przez to EBC wywołał spore zamieszanie na rynkach finansowych.

Perspektywy dla polskiej gospodarki

Chociaż 2015 r. na rynkach finansowych był bardzo burzliwy, to ostatnie dwanaście miesięcy było dość udane dla światowej gospodarki. Także Polska poradziła sobie dość dobrze. Wzrost PKB w tempie 3.6 proc. nie oddaje jednak w pełni skali osiągnięć. Są one lepiej ilustrowane przez rekordowe zatrudnienie (powyżej 16.2 mln osób), poziom bezrobocia (najniższy od 2008 r.) oraz wzrost eksportu (7.1 proc.). Sprzedaż polskich towarów do strefy euro w okresie styczeń-październik 2015 r. wzrosła aż o 12.5 proc., co jest znakomitym wynikiem, biorąc pod uwagę słabą kondycję unii monetarnej.

Można zakładać, że wydarzenia w Chinach w niewielkim stopniu odbiją się na polskiej gospodarce.

Bezpośrednie powiązania między polskimi firmami a Chinami są stosunkowo słabe. W okresie od stycznia do października 2015 r. tylko 0.99 proc. eksportu wędrowało z Polski do Chin. Zatem nawet pokaźne spadki sprzedaży na chińskim rynku mogą mieć niewielki wpływ na wyniki polskich firm.

Polska jest powiązana z Chinami poprzez Niemcy. Za zachodnią granicę trafia 27.1 proc. naszego eksportu, czyniąc Niemcy najważniejszym partnerem handlowym Polski. W takiej sytuacji zmniejszenie niemieckiego eksportu do Chin mogłoby oznaczać ograniczenie popytu na polskie towary. To zagrożenie wydaje się jednak przeszacowane. Państwo Środka to dopiero czwarty najważniejszy partner handlowy naszego zachodniego sąsiada, odpowiadający za 6.6 proc. eksportu. Trzy najważniejsze kierunki dla niemieckich towarów to Francja, USA i Wielka Brytania (razem 25 proc. eksportu). W tych dwóch ostatnich krajach sytuacja gospodarcza jest bardzo dobra (bezrobocie jest niższe niż przed kryzysem z 2008 r. oraz PKB rośnie stabilnie). To oznacza, że popyt na niemieckie towary z tych krajów będzie rekompensować niższą sprzedaż do Chin.

Polska powinna korzystać z ożywienia w strefie euro. Wiele wskazuje na to, że 2016 r. będzie przełomowy dla unii monetarnej. Nasz najważniejszy partner handlowy (56.5 proc. polskiego eksportu) radzi sobie coraz lepiej dzięki polityce EBC, która wspiera gospodarkę. Biorąc pod uwagę te czynniki, można przypuszczać, że kolejne dwanaście miesięcy będzie jeszcze lepsze dla eksporterów, ponieważ słaby złoty będzie wspierać sprzedaż za granicę w większym stopniu niż do tej pory.

Biuro XXI wieku, czyli 5 światowych trendów już w Polsce

 Trend 1 – elastyczność, czyli możliwość wynajmowania biura na krótki okres czasu, nawet na jeden dzień. Trend 2 – nowoczesne technologie dostępne na zawołanie: sprzęt najwyższej klasy, możliwość transmisji danych, chmura, obsługa IT. Trend 3 – kreatywna społeczność, która jest nagradzana bonusami i rabatami za wspieranie się w biznesie, co oznacza że tradycyjny networking, który koncentrował się wokół wymiany wizytówek podczas warsztatów, przybiera ekonomiczną formułę. Trend 4 – wnętrza urządzone w komfortowy i kreatywny sposób: wygodne fotele, kanapy, automaty do gier zręcznościowych lub kręgle. Trend 5 – piątkowy reset z darmowym barkiem uruchamianym po godzinie 14:00, czyli budowanie przekonania, że „aby wypocząć, wcale nie trzeba iść do domu”. Dziwne? Niekoniecznie. Fenomen amerykańskiej firmy WeWork pokazuje, że to strzał w dziesiątkę. W Polsce na tym poziomie działa Compass Offices.

 freelancerWszystko zaczęło się w 2010 roku w Nowym Jorku. Wtedy bowiem powstała firma WeWork, która dostarcza wspólną, dobrze wyposażoną przestrzeń do pracy przedsiębiorcom prowadzącym niewielkie firmy, freelancerom oraz właścicielom start-upów. W tym roku, czyli zaledwie pięć lat później, magazyn Fast Company sklasyfikował WeWork na 15 miejscu rankingu „Najbardziej innowacyjnych firm na świecie”.

Bocce zamiast kawy przy biurku

W uzasadnieniu werdyktu czytamy: “Powiedzieć, że WeWork to tylko kolejna przestrzeń co-workingowa, to jak powiedzieć, że Starbucks to tylko kolejna kawiarnia.” Ci, którzy widzieli przestrzeń któregokolwiek z oddziałów firmy wiedzą, że bardziej przypomina designerskie lobby hotelowe, niż nudny open-space. Ale choć estetyka wnętrza jest dla założycieli WeWork niezwykle ważna, podobnie jak wyposażenie go w nowoczesny sprzęt biurowy i najnowsze zdobycze technologii, kluczem do sukcesu okazała się umiejętność zidentyfikowania jeszcze jednej potrzeby osób, które zazwyczaj pracują samodzielnie – bycia częścią większej, kreatywnej społeczności. CEO firmy – Adam Neumann – podkreśla, że jego najemcy nie są już skazani na swoje małe biznesy. Stanowią teraz część większej grupy, której członkowie realizują własne, partykularne cele. WeWork koncertuje się na budowaniu fizycznej społeczności, korzystając z wielu różnych narzędzi. W biurach znajdują się przestrzenie do wspólnego podejmowania aktywności sportowej (można zagrać w bocce czy kręgle) oraz automaty do gier zręcznościowych. W czasie godzin pracy organizowane są różnego typy warsztaty edukacyjne, mające wzbogacać wiedzę i umiejętności poszczególnych członków społeczności oraz szereg imprez towarzyskich, których celem jest nawiązanie kontaktów biznesowych z osobami, które pracują na tej samej przestrzeni biurowej.

 Polska goni świat

Podobną misję realizuje w Polsce firma Compass Offices, azjatycki lider sektora biur serwisowanych, który jesienią tego roku europejską ekspansją rozpoczął od Warszawy. –  Klienci oczekują dziś od biura czegoś więcej. Wsłuchujemy się w ich potrzeby i wiemy, że szukają elastycznej powierzchni biurowej, która sprzyja współpracy, umożliwiając jednocześnie pracę w samotności. Prywatność nie wyklucza bowiem współdziałania. Dodatkowo chcą korzystać z kreatywnych, pobudzających myślenie przestrzeni wspólnych, w których mogą wymieniać się opiniami i pomysłami z innymi przedsiębiorcami oraz przyjaznej, dynamicznej społeczności, której członkowie wzajemnie się wspierają. – mówi CEO Compass Offices EMEA, Hadley Dean. Za pomocą jakich narzędzi buduje się dziś biurową społeczność? – Co dwa tygodnie organizujemy wydarzenie o charakterze edukacyjnym lub społecznym. Niedawno wspólnie testowaliśmy różne gatunki herbat, by wybrać ten, który na co dzień będziemy pijać w biurze. Niebawem wprowadzimy formułę „Happy Fridays” – w każdy piątek od 14.00 będzie można nawiązywać nowe znajomości i pielęgnować dotychczasowe kontakty przy lampce wina. Ale dbamy też o to, by czas spędzony w biurze był nie tylko przyjemnością, ale i szansą na rozwój – na przykład ostatnio zaprosiliśmy ekspertów zajmujących się promowaniem firm w social media, którzy dzielili się z naszymi członkami swoją wiedzą. Listy chętnych zapełniły się błyskawicznie – dodaje Hadley Dean.

 Dziś w domu, jutro w biurze

Ci, którzy chcieliby poczuć atmosferę radosnego, twórczego ożywienia panującą we wspólnych przestrzeniach biurowych, ale z różnych powodów nie są gotowi na codzienne bywanie w konkretnej lokalizacji, powinni pomyśleć o biurze wirtualnym. – To rozwiązanie na stałe zadomowiło się już w krajobrazie polskiej gospodarki. Na wirtualne biura coraz częściej decydują się przedsiębiorcy, którzy nie chcą rejestrować swojej firmy pod adresem domowym, a co za tym idzie ujawniać go w oficjalnej dokumentacji i którzy mimo, iż pracują na co dzień w domu, z kontrahentami czy klientami wolą spotykać się w profesjonalnej, biznesowej przestrzeni. – Prestiżowy adres w centrum miasta i możliwość wynajmu sali konferencyjnej „od ręki” to dwie największe zalety tej oferty. – wylicza Hadley Dean, CEO Compass Offices EMEA. – Przedsiębiorcy, którzy od czasu do czasu korzystają z naszych sal spotkań także są członkami naszej społeczności. Mogą brać udział we wszystkich wydarzeniach społeczno – towarzyskich, jakie organizujemy. Wszyscy potrzebujemy dziś inspiracji, a drugi człowiek jest ich najlepszym źródłem – podsumowuje Hadley Dean.

FED nie zaskakuje, ale zmienia kurs

Wczoraj odbyło się bardzo istotne posiedzenie Rezerwy Federalnej, która zebrała się pierwszy raz od historycznej podwyżki stóp procentowych. Rynek oczekiwał, że FED nie zmieni poziomu stóp procentowych, ale odniesie się do fatalnego początku roku na rynkach finansowych. Oczekiwania zostały spełnione i zaskoczenia nie było, ale czytając uważnie komunikat można odkryć, że zmiany jednak nastąpiły i to zmiany całkiem istotne.

Kluczowe było oczywiście odniesienie do obecnej sytuacji rynkowej, które brzmiało następująco: „Komitet uważnie przygląda się globalnej sytuacji gospodarczej i wydarzeniom na rynkach finansowych i ocenia ich wpływ na rynek pracy, inflację, oraz potencjalnym wpływie tych zdarzeń na postrzeganie gospodarki w przyszłości”. To powinno oznaczać mniej więcej tyle, że przy takim klimacie rynkowym FED nie zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych. Po drugie FED zastąpił zwrot „umiarkowane tempo” w kontekście rozwoju gospodarki, a zastąpił je stwierdzeniem, że gospodarka zwolniła w ubiegłym roku. Dodatkowo Rezerwa Federalna usunęła fragment komunikatu, w którym mowa o tym, że ryzyka dla gospodarki i dla rynku pracy są zbalansowane. To oznacza, że chwilowo przeważa ryzyko scenariusza negatywnego. Na koniec, usunięte zostało także stwierdzenie, że FED ma uzasadnioną pewność, co do tego, że inflacja wróci do celu na poziomie 2%. To wielka zmiana, ponieważ już od dawna było wiadomo, że inflacja jest tym, co FED niepokoi najbardziej. Podsumowując wczorajsze posiedzenie zmieniło bardzo dużo. Poza tym, że Rezerwa Federalna zauważyła wyjątkowo niekorzystne warunki zewnętrzne, odniosła się także do coraz gorszych warunków wewnętrznych. Oczywiście rynek pracy pozostaje mocny, a pensje zaczęły rosnąc najszybciej od kilku lat, ale poza tym większość wskaźników z ostatnich tygodni czy nawet miesięcy rozczarowuje. Wystarczy spojrzeć na indeks PMI, sprzedaż detaliczną, czy produkcje przemysłową. Gospodarka amerykańska nie jest już obecnie w szczycie swojej kondycji, więc kolejne podwyżki stóp procentowych mogą się oddalać.

Jeszcze nie tak dawno temu FED przedstawiał rynkowi wizję nawet 4 podwyżek stóp procentowych w tym roku. Po historycznie słabym otwarciu roku na rynkach finansowych oczekiwania wyraźnie spadły, co pokazywała prawdopodobieństwo na podwyżki stóp procentowych mierzone kontraktami na stopę procentową. Wczorajsze posiedzenie FED jest w pewnym sensie potwierdzeniem tego, czego mogliśmy się spodziewać, ale mimo wszystko komunikat powinien mieć duże znaczenie dla rynku i po głębszej jego lekturze można dojść do wniosku, że jest nawet zaskakująco gołębi. FED zrobił zatem swoje – kolejna podwyżka stóp nie powinna nastąpić zbyt szybko. To oznacza, że nastroje inwestorów giełdowych powinny wrócić do normy. Patrząc z naszej perspektywy oznacza jeszcze jedno – rynki wchodzące stoją przed dużą szansą na powrót do łask inwestorów i jest to niewątpliwa okazja dla złotego, który ostatnio nie miał najlepszej passy.

Fitch również widzi zagrożenia w Polsce

Jak to często bywa agencje ratingowe starają się od siebie zbytnio nie różnić. Nie dziwi zatem fakt, że Fitch również dostrzegł pewne problemy w Polsce. W Chinach wciąż spadki na giełdzie. W USA decyzja FED nie zaskoczyła rynków.

Po tym jak Moody’s wyraził zaniepokojenie sytuacją w Polsce swoje wątpliwości sformułował również Fitch. Podobnie jak pierwsza wspomniana agencja ratingowa na razie są to tylko wątpliwości, jednakże wskazano na dużą liczbę pojawiających się ryzyk. Agencja, jako gwarancję utrzymania w ryzach deficytu w tym i kolejnych latach wskazuje procedury unijne w tym głównie procedurę nadmiernego deficytu. W kontekście ryzyk politycznych agencja wskazała na ryzyka niestabilności politycznej, aczkolwiek patrząc na kalendarz wyborczy to ryzyko ma szansę zmaterializować się dopiero za kilka lat. To co istotne, prognozy wzrostu dla Polski zostały gwałtownie obniżone do poziomu 3%. W innych źródłach w przypadku zarówno tego, jak i przyszłego roku, wciąż widnieją wartości w okolicach 3,5%. Kolejną rewizję swojej polityki względem Polski, o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego, agencja planuje na lipiec.

W Chinach znów spadki. Kolejny dzień i kolejne 3% giełda w dół. Pomimo pompowania gotówki przez bank centralny, inwestorzy nie chcą trzymać akcji chińskich spółek. Od początku roku przecena sięga już 25%, a od zeszłorocznych szczytów niewiele brakuje do 50%. Biorąc pod uwagę wyceny spółek i spowalniającą gospodarkę silne zweryfikowanie realnej wartości na giełdzie nie jest czymś co z perspektywy czasu powinno zaskakiwać. Nie mniej wszyscy zastanawiają się gdzie ten ruch się skończy. Gospodarka Chin ma się wciąż dobrze, a wzrost wydaje się niezagrożony. Z drugiej strony bańka spekulacyjna na giełdzie już pękła, a rynek nieruchomości wciąż czeka na to aż ktoś powie sprawdzam. Załamanie się kolejnych elementów tej układanki może spowodować, że wzrost gospodarczy również spadnie, a kryzys, bo o nim już będzie można wtedy śmiało mówić, rozleje się szerzej po świecie.

Na wczorajszym posiedzeniu FED-u nie doszło do ważnych zmian. Stopy procentowe zgodnie z oczekiwaniami pozostawiono na poziomie 0,25-0,5%. Komunikat raczej studził nadzieje inwestorów oczekujących na kolejne podwyżki. Wskazywał na spowolnienie wzrostu oraz bardzo niską inflację wywołaną głównie spadającymi cenami surowców energetycznych. Analitycy wskazują, że duża liczba wypowiedzi sugerujących analizę sytuacji na świecie i na rynkach finansowych wskazuje na niechęć do dalszych podwyżek. Ich zdaniem na obecnych poziomach pozostaniemy przynajmniej do marca. FED najprawdopodobniej nie chce za bardzo zwiększać różnic w poziomie stóp procentowych między USA a resztą gospodarek rozwiniętych.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:30 -Wielka Brytania – wzrost PKB,

14:30 – USA – zasiłki dla bezrobotnych.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się zarówno maksimum poprzedniego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,4200.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na poziomie 4,0200.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,0300.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 28.10.2015 do 28.01.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,7300.

Uporządkuj swoje wydatki i zobowiązania

Styczeń to dobry czas na to, aby przyjrzeć się swoim wydatkom i zobowiązaniom. Analizując poprzedni rok, możemy wyciągać wnioski na temat planowania i zarządzania nimi w kolejnym tak, aby w konsekwencji nasz budżet domowy nie został obciążony niepotrzebnymi zobowiązaniami. Co więcej, racjonalne zarządzanie rodzinnymi finansami może przynieść zaskakująco duże oszczędności. Od czego zatem zacząć?

Jak uporządkować nasz budżet?

Przede wszystkim konieczna jest analiza wpływów i wydatków. Niestety, nie wystarczy przeanalizowanie jednego miesiąca. Tylko systematyczne, kilkumiesięczne badanie budżetu domowego jest w stanie dać pełen obraz sytuacji finansowej. Otrzymane dane pozwolą na lepsze kontrolowanie i planowanie wydatków, dzięki czemu łatwiej jest zacząć skutecznie oszczędzać.

Aby dobrze uporządkować nasze wydatki warto podzielić je na dwie grupy – codzienne oraz comiesięczne. Do wydatków miesięcznych zaliczamy m.in. czynsz za mieszkanie, rachunki za media oraz raty ewentualnych zobowiązań. Kontrola codziennych kosztów możliwa jest na podstawie paragonów za zakupy. Najłatwiej podsumowywać je na zakończenie dnia, jednak dla osób mających napięty grafik równie dobrym rozwiązaniem będzie dokonywanie podsumowania raz na tydzień. Dobrze byłoby również podzielić stałe wydatki na podkategorie, takie jak: rozrywka, jedzenie, relaks, transport itp. Dzięki temu widzimy, ile wydajemy na rzeczy niezbędne i w których obszarach możemy ograniczać wydatki, bez których możemy się obejść.

Takie dokładne analizy są niewątpliwie pracochłonne, dlatego przydatne mogą okazać się specjalne programy dostępne w Internecie, które ułatwią kontrolę nad naszym domowym budżetem i pozwolą wyciągnąć wnioski. Choć pracy jest wiele, to jedno jest pewne – uporządkowany budżet domowy pomoże w ograniczeniu zbędnych wydatków i umożliwi zwiększenie oszczędności.

 Planowanie

Aby naszej stabilności finansowej nie zburzył niezaplanowany wydatek, musimy nauczyć się odpowiedniego planowania. Oprócz drobnych, codziennych zakupów, warto przeanalizować nasze potrzeby, biorąc pod uwagę cały rok. Jeśli konieczny będzie zakup np. sprzętu RTV czy samochodu, szkolnej wyprawki dla dzieci lub opłacenie kolonii, warto ten wydatek uwzględnić w naszym budżecie znacznie wcześniej i z wyprzedzeniem zacząć odkładać na niego pieniądze. Tylko w ten sposób nie utracimy płynności finansowej i unikniemy zalegania w spłacie bieżących zobowiązań.

Jeśli na nasze konto oszczędnościowe regularnie zacznie wpływać stała kwota, oznaczać to będzie tylko jedno – że egzamin z zarządzania budżetem zdaliśmy na piątkę!

Polacy mają problem ze spłatą zobowiązań

Analizy Grupy Casus Finanse, należącej do Grupy Lindorff, pokazują, że Polacy – mimo coraz większej świadomości w zakresie racjonalnego zarządzania swoim budżetem domowym – nadal mają problem z terminową spłatą nawet drobnych zobowiązań, co w konsekwencji mocno zaburza płynność ich budżetu i nie pozwala zacząć oszczędzać.

Nieterminowe regulowanie zobowiązań finansowych może wynikać z różnych sytuacji – tych poważnych, jak chwilowy brak płynności finansowej spowodowany utratą pracy, problemami rodzinnymi lub zdrowotnymi oraz tych mniej istotnych, jak roztargnienie czy zapominalstwo. Niezależnie od przyczyny, nieprzestrzeganie harmonogramu spłaty rat ustalonego podczas zawierania umowy kredytu lub pożyczki, może skutkować poważnymi konsekwencjami, z których część wiąże się ze wzrostem wartości naszego zadłużenia. Tym bardziej, aby nie dopuścić do takiej sytuacji, warto zmobilizować się i jak najszybciej przystąpić do uporządkowania naszych wydatków.

Posbox – nowa marka oferująca specjalistyczne oprogramowanie dla biznesu

Na rynku pojawiła się nowa firma oferująca oprogramowanie i sprzęt do obsługi sprzedaży – Posbox. Firma w 2016 roku stawia na rozwój sieci salonów sprzedaży w całej Polsce. Posbox nie obawia się konkurencji, bo jak przewiduje Jarosław Kluszczyński, Prezes Posbox SA – „W najbliższych latach rynek oprogramowania dla biznesu będzie się dynamicznie rozwijał, zatem miejsca wystarczy dla wszystkich.”

Rynek IT na świecie i w Polsce rozwija się w ostatnich latach w tempie ekspresowym. Analizując różnego rodzaju dane ośrodków badawczych widać, że sektor IT cały czas ma się dobrze i ciągle zdobywa kolejne obszary, a tym samym coraz śmielej wkracza z ofertą skrojoną na miarę potrzeb biznesu. Według analiz IDC, w 2013 roku udział firm deklarujących wykorzystanie narzędzi IT do rozwiązania problemów biznesowych wzrósł do 65%. Natomiast ośrodek badawczy Future Market Insights uzupełnia, że w 2013 roku wartość całego rynku IT w Polsce sięgnęła 4,1 mld dolarów. Rynek ten, mimo lekkich zawirowań, cały czas będzie się rozwijać i według prognoz, do 2020 roku osiągnie wartość 6,24 mld dolarów.

W związku z tym widać duży potencjał rynku, a szczególnie usług oraz oprogramowania dla biznesu. Coraz więcej firm, również tych mniejszych, sięga po specjalistyczne rozwiązania wspierające różnego rodzaju procesy w firmie.

Rozwiązania IT wspierają sprzedaż

Sprzedaż w biznesie, to oczko w głowie prezesów i właścicieli firm, dlatego duża część podejmowanych przez przedsiębiorstwa działań skupia się właśnie na tym obszarze. Doskonale wiedzą o tym producenci sprzętu i oprogramowania IT, którzy dostarczają ciągle nowych rozwiązań wspierających sprzedaż.  Jednak mnogość dostępnego na rynku oprogramowania POS sprawia, że wybór najlepszego rozwiązania dla firmy wymaga przebrnięcia przez ofertę wielu podmiotów. – „Co chwilę pojawiają się nowe produkty dla biznesu. Jednak wybór, a następnie wdrożenie oprogramowania, to nie lada wyzwanie dla zarządzających firmami i działami IT w przedsiębiorstwach. Tutaj z pomocą przychodzi nasza firma, gdyż posiadamy wiedzę na temat dostępnych na rynku rozwiązań i wyselekcjonowana ofertę najlepszych urządzeń i systemów POS” – wyjaśnia Jarosław Kluszczyński z Posbox SA.

W zestawie lub osobno

Posbox oferuje urządzenia i systemy do obsługi sprzedaży. Firma przygotowała ofertę sprofilowaną dla branży hotelarskiej i gastronomicznej, dla firm usługowych i handlowych. Do tego w ofercie firmy znajdują się urządzenia fiskalne oraz akcesoria do oferowanego sprzętu. – „Przygotowane przez nas kompletne i optymalne pakiety sprzętu oraz oprogramowania sprawdzą się w pracy w podmiotach usługowych, handlowych, gastronomicznych i handlowych. Przygotowaliśmy je tak, aby wszystkie elementy poszczególnych zestawów można było dowolnie poszerzać o dodatkowe funkcje i rozwiązania” – dodaje Kluszczyński.

Przedsiębiorcy spośród szerokiej gamy urządzeń oferowanych przez Posbox mogą wybrać gotowe zestawy lub wspólnie z ekspertem Posbox, dopasować poszczególne elementy i dostosować je do konkretnych potrzeb firmy. Firma postawiła na kompleksową ofertę, zatem oprócz wsparcia w wyborze oprogramowania, sprzedaży sprzętu klienci mogą liczyć również na pełną obsługę posprzedażową – od wdrożenia, poprzez szkolenia, aż do serwisu.

Prof. S. Gomułka: Górnictwo w najbliższych latach może wymagać nawet 5 mld złotych pomocy publicznej. Tak duże wsparcie jest jednak sprzeczne z unijnym prawem

CEO Magazyn Polska

Tegoroczne wydatki na restrukturyzację polskiego sektora górnictwa węgla kamiennego mają wynieść 900 mln złotych – przewiduje ustawa budżetowa. Zdaniem prof. Stanisława Gomułki z Business Centre Club to zbyt mała kwota, a rząd mógłby na ten cel przeznaczyć nawet 3 mld zł i to bez uszczerbku dla finansów publicznych. Jak zaznacza ekonomista problemem jest jednak unijne prawo, które zakazuje udzielania pomocy publicznej na tak dużą skalę.

– Kwoty poniżej 1 mld zł w systemie finansów publicznych to nie są duże kwoty. Zauważmy, że wszystkie wydatki publicznie łącznie rządu centralnego i jednostek samorządu terytorialnego plus fundusze unijne to około 40 proc. dochodu narodowego, czyli blisko 800 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club

Zdaniem ekonomisty kwota 900 mln zł, którą zarezerwowano w tegorocznym budżecie państwa na restrukturyzację polskiego sektora węgla kamiennego, jest zbyt mała. Prof. Gomułka dodaje, że nawet gdyby na działania pomocowe przeznaczono 2 lub nawet 3 miliardy złotych, to nadal nie stanowiłoby to zagrożenia dla systemu finansów publicznych.

– Problemy w górnictwie węglowym są ogromne. Cena węgla jest niska i prawdopodobnie będzie niska. Mamy spadające ceny energii, co rzutuje też na ceny węgla. W związku z tym trzeba założyć, że w obszarze węgla kamiennego będziemy mieć narastający kryzys z potencjalnie dużymi kosztami dla finansów publicznych – prognozuje Gomułka.

Ekspert przewiduje, że w najbliższych latach państwo będzie musiało ponieść koszty rzędu nawet 4–5 mld zł na ratowanie polskich kopalń. Profesor podkreśla, że tak wysokie koszty niosą ze sobą jednak pewne konsekwencje, ponieważ w myśl unijnych przepisów pomoc publiczna na tak wielką skalę jest zabroniona.

– Nie wiem, jak sobie z tym rząd poradzi. Są propozycje ze strony grupy posłów PIS-u, aby jednak dopuścić możliwość zamykania kopalń najbardziej nierentownych i to wydaje się sensowne, ale będzie miało określone skutki społeczne i polityczne – tłumaczy.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec III kwartału 2015 roku w polskim górnictwie zatrudnionych było blisko 147 tys. osób.

Tymczasem, jak podaje katowicki oddział Agencji Rozwoju Przemysłu, sektor w okresie styczeń–październik 2015 odnotował stratę netto na poziomie blisko 1,69 mld złotych. Natomiast w całym 2014 roku polskie górnictwo było 1,5 mld zł pod kreską.

Rozwój najnowszych technologii w chirurgii okulistycznej priorytetem dla firmy Alcon. Spółka na badania wydaje ok. 1 mld dolarów rocznie

CEO Magazyn Polska

W tym roku Alcon planuje wprowadzić na polski rynek nowe rodzaje soczewek kontaktowych. Produkty tworzone są z myślą zarówno o klientach indywidualnych, jak i chirurgach oraz okulistach. Jak podkreśla dyrektor generalny w Alcon Polska Robert Bitner, spółka obecnie koncentruje się na rozwoju najnowszych technologii, a nie na zwiększaniu rynkowych udziałów. Łączne wydatki, które ponosi Alcon na obszar badawczo-rozwojowy, szacowane są na miliard dolarów rocznie.

– Alcon jest firmą, która w Polsce już bardzo mocno okrzepła. Działamy już 25 lat. Można powiedzieć, że już się rozwinęliśmy – zatrudniamy około 150 osób, a nasze plany na przyszłość dotyczą bardziej wprowadzania najnowszych technologii niż rozwoju samej firmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Robert Bitner, dyrektor firmy Alcon Polska.

Robert Bitner dodaje, że spółka tylko na same badania i rozwój wydaje około miliarda dolarów rocznie. Duża część środków przeznaczana jest na prace związane z chirurgią okulistyczną, czyli np. soczewkami wewnątrzgałkowymi, które wszczepiane są do oczu pacjentów. Bitner zaznacza, że sporo wydatków pochłaniają także badania nad rozwiązaniami, które mają ułatwić pracę chirurgom.

– Naszym celem jest, aby wszczep był jak najbardziej przewidywalny, precyzyjny i bezpieczny. Do tego służą różne urządzenia, które dostarczamy do szpitali. Zapewniają one pacjentowi pełne bezpieczeństwo zabiegu. Chodzi też o to, aby zabieg trwał możliwie krótko i miał przewidywalny efekt – tłumaczy Robert Bitner.

Dyrektor generalny w Alcon Polska podkreśla, że istotną pozycję w strukturze kosztów firmy stanowią również wydatki na rozwój leków okulistycznych oraz realizacja projektów związanych z nowymi rodzajami soczewek kontaktowych.

– Obecnie naszym największym projektem jest wspólny projekt z firmą Google. Ma on doprowadzić do powstania soczewki, która będzie samoakomodująca. Oznacza to, że poprzez wmontowane układy elektroniczne soczewka będzie reagować na to, w które miejsce patrzymy i na tej podstawie będzie zmieniać wartość ogniskowej – wyjaśnia dyrektor Alcon Polska.

Spółka zapowiada także, że w tym roku na polskim rynku pojawią się rozwiązania związane z chirurgią zaćmy. Pierwszą nowością będzie tzw. soczewka multifokalna, która po wszczepieniu pozwoli pacjentowi widzieć na wszystkie odległości. Dzięki temu taka osoba niezależnie od wieku nie będzie już musiała nosić okularów.

– Drugą soczewką, którą w tej chwili będziemy mocno promować, jest soczewka Ultra Sert. Charakteryzuje się tym, że jest umocowana w tzw. iniektorze, który pozwala na bezpieczne wprowadzenie soczewki do oka pacjenta. To rozwiązanie ułatwi chirurgom przeprowadzenie zabiegu w bardzo bezpieczny sposób – tłumaczy.

Założona w 1945 w Stanach Zjednoczonych firma Alcon obecnie jest jedną ze spółek należących do szwajcarskiej korporacji Novartis. Według danych za 2014 rok wielkość sprzedaży Alconu wyniosła ponad 10,8 mld dolarów, co stanowiło blisko 19 proc. łącznych przychodów, które wypracowała cała grupa.

Mniejsze plony o gorszej jakości i wyższe koszty produkcji. Decyzje UE ws. środków ochrony roślin mogą zagrozić produkcji rolnej w Polsce

CEO Magazyn Polska

Propozycje legislacyjne Komisji Europejskiej mogą doprowadzić do wycofania z rynku wielu substancji czynnych do ochrony roślin. KE chce w ten sposób chronić środowisko, ale eksperci podkreślają, że efekt będzie odwrotny. Rolnicy będą musieli zużywać znacznie więcej innych środków, żeby ochronić uprawy. Tak stało się w Polsce w przypadku rzepaku po zawieszeniu przez KE trzech substancji z grupy neonikotynoidów. Dodatkowo znacząco wzrosną koszty produkcji, a plony będą mniejsze i gorszej jakości. Strata plonu ziemniaków może sięgnąć 70 proc., a strata jakości plonu jabłek – nawet 100 proc.

Komisja Europejska rozważa wycofanie 75 substancji czynnych. Nie ma jeszcze decyzji, więc to hipotetyczna sytuacja. Największym problemem jest jednak to, że rozważa się możliwość wycofania tak znaczącej liczby substancji. Z opinii, które zebraliśmy, przygotowując ekspertyzę, wynika, że negatywnych skutków może być wiele – mówi agencji Newseria Biznes dr inż. Michał Gazdecki, ekspert Kleffmann Group i pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

W ekspertyzie „Skutki potencjalnego wycofania wybranych substancji czynnych dla upraw polowych i sadowniczych w Polsce” przygotowanego przez Kleffmann Group na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin we współpracy z czołowymi polskimi naukowcami i organizacjami rolniczymi wskazano, że jednym z nich będzie zmniejszenie wielkości oraz jakości uzyskiwanych plonów, co będzie wynikać z mniejszej skuteczności chemicznej ochrony roślin. Eksperci przyjrzeli się skutkom dla siedmiu upraw: jabłoni, czarnej porzeczki, rzepaku, buraka cukrowego, ziemniaka, pszenicy i kukurydzy. Ryzyko takie stwierdzono w każdej z tych grup. W przypadku ziemniaków i buraków cukrowych plony mogą być niższe nawet o 70 proc., podobny może być ubytek ich jakości.

– W zależności od tego, z którą uprawą mamy do czynienia, spadek wielkości i jakości może sięgać nawet kilkudziesięciu procent. Ekstremalnym przykładem jest czarna porzeczka, która jest bardzo wrażliwa na niektóre choroby grzybowe. Brak możliwości stosowania ochrony chemicznej spowoduje, że w skrajnie niekorzystnych warunkach środowiskowych tego plonu w ogóle nie uda się zebrać – wyjaśnia Gazdecki.

Koszt produkcji czarnej porzeczki może być o 10–20 proc. wyższy. Dla sadowników produkujących jabłka koszty nie powinny wzrosnąć tak bardzo, ale za to zbiory mogą być niższe o połowę, a możliwy przedział utraty jakości to 30–100 proc. Eksperci szacują, że uprawa pszenicy będzie droższa nawet o jedną trzecią, kukurydzy – o 25 proc, a ich plony mogą być niższe o 5–30 proc.

To spowoduje zagrożenie dla kondycji finansowej gospodarstw rolnych. Niższe plony przełożą się na ich zmniejszone przychody. Z drugiej strony rosnąć będą koszty ochrony roślin, bo rolnicy będą szukali innych metod, by zabezpieczyć je przed niekorzystnymi zjawiskami. Będą zwiększali nakłady pracy i częstotliwość stosowania substancji czynnych dostępnych na rynku. Ten drugi czynnik – wbrew założeniu Komisji Europejskiej – doprowadzić może do zwiększenia zużycia środków ochrony roślin, co bardziej obciąży środowisko. Na rynku mogą się także pojawić produkty niewiadomego pochodzenia lub podrabiane.

Patogeny, czyli czynniki chorobotwórcze, będą stopniowo uzyskiwać odporność na substancje pozostające na rynku, bo będą one pojawiały się z większą częstotliwością przy mniejszej rotacji. Jest to niekorzystne zjawisko, które może wpływać też na sukces ochrony roślin w przyszłości – ocenia Gazdecki.

W dłuższej perspektywie mniejsza opłacalność produkcji rolnej może się przełożyć również na branżę przetwórczą i konsumentów. Spadek podaży niektórych produktów doprowadzi do wzrostu cen surowców i żywności w ogóle.

Żyjemy w okresie, kiedy jest stosunkowo silny nacisk środowisk ekologicznych, środowisk konsumenckich i niedobrej propagandy, która eksponuje produkcję bez użycia środków ochrony roślin. Poza tym istnieje przekonanie, że żywności nam nigdy nie zabraknie. Takie przeświadczenia doprowadzają do podejmowania decyzji regulacyjnych – mówi prof. Stefan Pruszyński, ekspert Instytutu Ochrony Roślin – Państwowy Instytut Badawczy w Poznaniu. – Musimy podkreślać na spotkaniach unijnych, że tego kroku nie wolno zrobić.

Jak podkreśla, już w dyrektywie 91/414/EWG wycofano z rynku 70 proc. substancji czynnych występujących w środkach ochrony roślin, co spowodowało problemy ze skuteczną ochroną niektórych upraw.

Galerie handlowe mogą stać się celem ataku terrorystycznego. Ważna jest edukacja pracowników i wdrożenie odpowiednich procedur

CEO Magazyn Polska

Centra handlowe ze względu na potencjalnie dużą liczbę ofiar, która przyciągnie media, mogą być idealnym celem ataku terrorystycznego. To dostępne miejsca, więc stosunkowo łatwo można przeprowadzić rekonesans i przygotować zamach. Obiekty handlowe w Polsce są bezpieczne, ale ich zarządcy muszą się przygotować na wypadek zagrożenia. Konieczna jest edukacja pracowników, wypracowanie odpowiednich procedur współpracy ze służbami i stworzenie planu ochrony obiektu. 

Analizując ostatnie wydarzenia związane z zamachami, widać, że terroryści chcą i atakują przede wszystkim tzw. cele miękkie, a więc miejsca, gdzie gromadzi się duża liczba osób. Centra handlowe wydają się być idealnym miejscem do tego typu ataków. Tym bardziej że stosunkowo łatwo wykorzystać w nich element zaskoczenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Liedel, ekspert ds. bezpieczeństwa z Collegium Civitas i City Security.

Jak podkreśla, z punktu widzenia terrorystów centra handlowe są idealnym miejscem zamachu. Można w nich przeprowadzić rekonesans bez wzbudzania podejrzeń i w ten sposób przygotować skuteczny atak. W galeriach nie ma zazwyczaj specjalistycznej ochrony czy kontroli dostępu, a zabezpieczenia trudno wprowadzić bez naruszania ich funkcjonalności. Ponadto w dużym skupisku ludzi liczba ofiar będzie stosunkowo wysoka, co na pewno przykuje uwagę mediów.

Mieliśmy w historii do czynienia z zamachami, które były przygotowywane przez wiele dni, wcześniej była dostarczana broń, materiały wybuchowe i następowała realizacja zamachu. Wydaje się więc, że rzeczywiście centra handlowe są atrakcyjnym miejscem dla terrorystów – ocenia Liedel.

Istotne jest, by wyprzedzić działania terrorystów, wypracować plan działania na wypadek nadzwyczajnej sytuacji i przede wszystkim – wyszkolić personel, przede wszystkim osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo. Odpowiednia edukacja sprawi też, że pracownicy będą bardziej wyczuleni na wszelkie nietypowe zachowania i w ten sposób będą mogli szybciej zareagować na zagrożenie.

Musimy wprowadzić mechanizm znany z takich krajów, jak Francja czy Izrael, gdzie każdy obywatel może być zasobem systemu antyterrorystycznego. Powinniśmy pokazać ludziom, jak się mają zachować, jak mają się przygotować do współdziałania ze służbami ratunkowymi i policyjnymi. Przy administratorach obiektów ważnym elementem jest funkcjonowanie odpowiednich procedur, ich przestrzeganie, tak żeby system decyzyjny był jak najkrótszy – przekonuje ekspert City Security.

W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie edukacji związanej z zabezpieczeniem centrów handlowych przed atakami Polska Rada Centrów Handlowych oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji organizują bezpłatne szkolenia, które mają podnieść kwalifikacje pracowników obiektów handlowych i zwiększyć ich wiedzę na temat zagrożeń terrorystycznych oraz bezpieczeństwa antyterrorystycznego.

Centra handlowe w Polce są bezpieczne. Rzadko zdarzają się poważne problemy związane z bezpieczeństwem. Potrzebna jest jednak koordynacja pomiędzy zarządcą, administratorem centrum handlowego a różnymi służbami, jak policja, straż pożarna, służby medyczne czy powołanymi do tego agencjami rządowymi, aby centra mogły pozostać bezpieczne – wskazuje Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Edukacja i wypracowanie odpowiednich procedur postępowania na wypadek zagrożenia mogą nie wystarczyć. Istotna jest także współpraca ze służbami, nie tylko w sytuacji kryzysowej, lecz także profilaktycznie, np. poprzez udostępnianie obiektów do inspekcji. Służby znają wówczas daną galerię, co przyspieszy i ułatwi akcję w przypadku ewentualnego ataku.

Apelujemy jako Polska Rada Centrów Handlowych, żeby zarządcy na co dzień udostępniali na szkolenia obiekty do sprawdzenia – zaznacza dyrektor PRCH.

Jak podkreśla Knap, żadnego zagrożenia nie można lekceważyć. Należy przeanalizować każdą możliwość potencjalnego ataku, zwracać uwagę na sytuacje, które teoretycznie nie muszą nieść ze sobą niebezpieczeństwa, np. obecność osób nieuprawnionych w danej strefie budynku. Warto również sprawdzić rozmieszczenie kamer monitoringu, które powinny obejmować wszystkie wejścia i wyjścia, ciągi komunikacyjne, czy pomieszczenia ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa.

W pierwszej kolejności trzeba dbać o klientów i pracowników centrum handlowego. Zanim jeszcze przyjdą klienci, może tam przebywać nawet dwa tysiące osób. Średnie centrum handlowe miesięcznie może odwiedzić około pół miliona klientów, duże – nawet dwa milionów osób, potencjalnych zagrożeń jest więc wiele – podkreśla Radosław Knap.

Resort zdrowia pracuje nad zmianami w finansowaniu instytutów medycznych. Część z nich zyska status państwowych placówek

CEO Magazyn Polska

Barierą w rozwoju instytutów medycznych jest niewystarczające finansowanie – podkreślają ich przedstawiciele. W instytutach wdrażane są nowe procedury medyczne i przeprowadzane są pionierskie operacje. Placówki te odgrywają dużą rolę w kształceniu przyszłych kadr. Resort zdrowia deklaruje, że pracuje nad zmianami, które zapewnią instytutom stałe źródło finansowania. Część z nich może zostać przekształcona w państwowe instytuty badawcze. 

– Duża liczba Polaków leczy się w narodowych instytutach, tutaj wdrażane są nowe technologie, pracuje się nad nowymi rozwiązaniami i analizuje się najnowsze technologie medyczne. Są instytuty, które zajmują się także wdrożeniami. Mają niezwykły potencjał, który powinien być chroniony i dobrze finansowany. Niestety, obecnie jest z tym problem, będziemy jednak robić wszystko, żeby pozycja instytutów nie była zagrożona, będziemy je wspierać finansowo – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jarosław Pinkas, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Instytuty medyczne od lat domagają się poprawy finansowania. Opłacane są wedle takiej samej kalkulacji punktowej, jak inne szpitale, jednak to na nich spoczywa obowiązek kształcenia przyszłych kadr. Do nich trafiają najcięższe przypadki. Pełnią też ważną rolę we wdrażaniu nowych technologii. Mimo to za każdą procedurę otrzymują taką samą liczbę punktów. Choć przy specjalistycznych świadczeniach punktów jest więcej niż w przypadku mniejszych placówek i prostych zabiegów, to wartość każdego punktu jest zawsze taka sama. Dlatego, jak podkreśla przedstawiciel ministerstwa, resort przeanalizuje potrzeby inwestycyjne instytutów. Placówki mogą też zostać przekształcone tak, aby mieć stałe źródło finansowania.

– Część z nich to instytuty potrzebne państwu, nie mogą wypracowywać swoich budżetów za pomocą tylko kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia czy dotacji z nauki. Robią przecież szereg rzeczy dla państwa. Dlatego być może wyjściem z tej sytuacji jest przekształcenie części z nich w państwowe instytuty badawcze. Pracujemy nad tym, to jeden z bardziej istotnych problemów, jakimi zajmujemy się obecnie w resorcie zdrowia – podkreśla Pinkas.

Łatwiejszy dostęp do finansów pomoże instytutom w prowadzeniu działalności. Potrzebują one także pomocy w aplikowaniu o środki europejskie czy granty na naukę. Tylko wówczas będą mogły stanowić konkurencję dla zagranicznych placówek, a pacjenci będą mogli liczyć na wykorzystanie najnowszych technologii i pionierskie zabiegi.

– Instytuty medyczne mają ogromne możliwości, bardzo dobrą kadrę, wyszkoloną w wielu ośrodkach zagranicznych, współpracującą z czołowymi naukowcami na świecie i realizującą ciekawe projekty naukowo-badawcze. Odgrywają też dużą rolę, a w przyszłości mogą jeszcze większą, w szkoleniu przeddyplomowym i podyplomowym, aby polscy lekarze mieli dostęp do najnowszych metod leczenia i do unikalnego materiału klinicznego. Dzięki temu będą mogli wybrać właściwą drogę dalszego rozwoju – przekonuje prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Obecnie polskie instytuty cieszą się dużą renomą. W wielu dziedzinach wprowadzono innowacyjne procedury medyczne, przeprowadzane są także pionierskie operacje. To wszystko buduje również wizerunek polskiej medycyny za granicą.

Dzięki temu będziemy w ciągu najbliższych lat organizatorami kilku kongresów o randze światowej i europejskiej, a tym samym będziemy mogli pokazać Polskę, naszą medycynę, naukę i dobre cechy Polaków – mówi prof. Skarżyński.

Przykładem innowacyjnej placówki jest Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, który w tym roku obchodzi 20-lecie istnienia. Od 1992 roku, czyli od operacji wszczepienia implantu ślimakowego osobie niesłyszącej przeprowadzonej przez prof. Skarżyńskiego, leczenie wad słuchu notuje stały postęp. Instytut przeprowadził pierwsze szeroko zakrojone badania słuchu wśród dzieci i młodzieży szkolnej, przy diagnozowaniu pacjentów korzystał z nowoczesnych rozwiązań informatycznych, wprowadził też nowy sposób telekonsultacji w otolaryngologii. To właśnie tu przeprowadzono pionierskie operacje wszczepienia implantów czy stworzono nowoczesne modele aparatów słuchowych.

̶  Pokazaliśmy, że współczesna telemedycyna jest ważnym elementem opieki zdrowotnej, który pozwala w sposób tańszy, bardziej efektywny zapewnić opiekę nad określonymi grupami pacjentów. To tu są osiągnięcia na miarę światową, takie jak pierwsza na świecie krajowa sieć teleaudiologii. To tutaj zostały przeprowadzone pierwsze na świecie operacje, które wyznaczają nowe możliwości leczenia ludzi w różnym wieku, w tym seniorów – wskazuje dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

W 2015 roku po raz pierwszy w Polsce wszczepiono nowej generacji implant ślimakowy, który pozwala na śledzenie zmian zachodzących w mózgu po podaniu bodźca akustycznego oraz elektrycznego. Uruchomiono dwa przełomowe programy – badanie drogi słuchowej po wszczepieniu nowej generacji implantów w częściowej głuchocie (pierwszy na świecie) i pierwszy w Polsce program kliniczny, w którym dzięki implantom nowej generacji można diagnozować pacjentów ze zmianami nowotworowymi.

W tym roku może wzrosnąć bezrobocie, ale rynek wciąż będzie należał do pracownika

CEO Magazyn Polska

Ubiegły rok był rekordowy dla polskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia spadła do poziomu najniższego od 2008 roku i stopniowo rosły wynagrodzenia. Dalsze podnoszenie płac jest konieczne ze względu na niedobór pracowników w niektórych branżach. Rynek pracownika powinien się utrzymać również w 2016 roku. Zmiany legislacyjne mogą jednak spowodować większe zainteresowanie outsourcingiem, a w drugiej połowie roku również niewielki wzrost bezrobocia.

Rynek pracy w 2015 roku był rynkiem pracownika. Taka sytuacja będzie się pogłębiała w 2016 roku. Przyczyną jest deficyt pracowników, ponad milion młodych ludzi wyjechało za granicę – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Jarosław Adamkiewicz, prezes zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Bezrobocie na koniec 2015 roku wyniosło 9,8 proc., a w styczniu sięgało 12 proc. Wprawdzie grudniowy odczyt był nieco wyższy niż listopadowy, ale tak dobrze nie było od 2008 roku.

Rok 2015 okazał się był rekordowy dla rynku pracy tymczasowej. Polskie Forum HR ocenia, że w III kw. 2015 roku liczba pracowników tymczasowych wzrosła do 364 tys., czyli o 6 proc. w skali roku. Tylko w I połowie roku agencje zatrudniły 120 tys. nowych pracowników. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się również outsourcing pracowniczy. Zgodnie z prognozami firm konsultingowych przyrost pracowników w najbliższych latach ma wynieść ok. 20 proc. rocznie.

Mamy też pięciokrotny wzrost w zatrudnieniu pracowników ze Wschodu. Ocenia się, że w Polsce legalnie pracuje 650 tys. Ukraińców. Nielegalnych jest jeszcze co najmniej 200–300 tys. – podkreśla Adamkiewicz.

GUS wskazuje, że na koniec III kw. ubiegłego roku powstało blisko 243 tys. nowych miejsc pracy. Najwięcej – ponad 50,7 tys. – w przetwórstwie przemysłowym oraz handlu.

Dobra sytuacja gospodarcza przełożyła się też na wzrost wynagrodzeń. Ze względu na deficyt kadry pracodawcy, aby pozyskać pracownika, musieli podnieść płace. W grudniu średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło nieco ponad 4,5 tys. zł, co oznacza wzrost o 3,1 proc. w skali roku. W całym roku przeciętna płaca to 4,12 tys. zł.

Teoretycznie w każdej branży nastąpił wzrost wynagrodzeń. W produkcji wyglądało to nawet lepiej niż w 2014 roku, we wszystkich pozostałych branżach  obserwowaliśmy równomierny wzrost – zaznacza prezes SAZ.

Zdaniem Adamkiewicza zmiany legislacyjne w postaci ozusowania umów-zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia i przepisów dotyczących umów na czas określony mogą przynieść zmiany na polskim rynku pracy. Może wzrosnąć zainteresowanie firm pracą tymczasową, gdzie koszty zatrudnienia są podobne. Jak podkreśla prezes SAZ, negatywnie na ten rynek mogą za to wpłynąć zmiany w funkcjonowaniu agencji pracy tymczasowej, które zapowiada resort pracy. Propozycjami ma zająć się Rada Dialogu Społecznego.

Na poziom tegorocznego bezrobocia wpływ mogą mieć także zmiany zasad delegowania pracowników za granicę. Zlikwidowane zostały zbiegi tytułów do ubezpieczeń społecznych. Dla firm może to oznaczać konieczność renegocjowania kontraktów zagranicznych albo zmniejszenie wynagrodzenia delegowanego pracownika. Jak wskazuje Adamkiewicz, zmiany w prawie mogą spowodować niewielki wzrost bezrobocia.

Stopa bezrobocia – moim zdaniem – niewątpliwie wzrośnie od połowy roku. W maju pracownicy delegowani będą zasilać tutaj potrzeby naszego kraju. Miesiące wakacyjne to prace sezonowe, czyli wzrost zatrudnienia, ale na jesieni bezrobocie może sięgnąć 10,4 proc. – prognozuje Adamkiewicz.

FM Bank PBP chce konkurować o klientów z firmami pożyczkowymi i parabankami. Bank stawia też na mikro- i małych przedsiębiorców

CEO Magazyn Polska

FM Bank PBP w tym roku chce się skoncentrować na obsłudze kredytów dla sektora mikro- i małych przedsiębiorstw oraz dla osób indywidualnych. Ofertą dla nich chce konkurować z firmami pożyczkowymi. Prezes banku Marek Kulczycki zaznacza, że priorytetem pozostaje jednak jakość tworzonego portfela kredytowego. Jak tłumaczy, prawdziwym wyzwaniem nie jest bowiem samo udzielenie kredytu, ale kwestia terminowego spłacania.

Rynek ogólnie nie jest zły, ale sytuacja gospodarcza zmusza nas do tego, żeby wzmocnić się kapitałowo, co dla wielu banków będzie trudne. My nie mamy tego problemu, ponieważ mamy solidnego inwestora, choć zagranicznego, co nie jest w obecnych czasach mile widziane – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Kulczycki, prezes zarządu FM Bank PBP.

Od października 2015 roku właścicielem FM Banku jest brytyjski fundusz private equity AnaCap Financial Partners.

Jak podkreśla Kulczycki, potrzeby kapitałowe zarówno samych banków, jak i innych podmiotów z sektora finansowego należą do najwyższych w gospodarce. Prowadzona akcja kredytowa finansowana jest bowiem dzięki zebranym depozytom oraz posiadanym kapitałom własnym. Kulczycki dodaje, że bank z jednej złotówki kapitału jest w stanie wygenerować co najmniej 8 złotych kredytu.

Chcemy się skoncentrować na dwóch obszarach  segmencie mikro- i małych przedsiębiorstw oraz na segmencie klientów indywidualnych, którzy często potrzebują szybkiego zastrzyku gotówki. W tym obszarze chcemy być wyraźną konkurencją dla wszystkich parabanków i innych instytucji finansowych – mówi Marek Kulczycki.

Dodaje jednak, ze rywalizowanie jest o tyle trudne, że kredyty bankowe mają określony limit oprocentowania. Zgodnie z prawem nie może ono przekroczyć czterokrotności oficjalnej stopy lombardowej NBP. Jej wysokość wynosi obecnie 2,5 proc., co oznacza, że wysokość pobieranych odsetek nie może być wyższa niż 10 proc. rocznie.

W najbliższym roku chcemy zwiększyć wolumen i liczbę kredytów, które będą potem spłacane. Udzielanie kredytu nie jest specjalnym problemem. Problem jest taki, żeby dawać kredyty tym ludziom, którzy go potrzebują oraz będą w stanie go spłacić – wyjaśnia Kulczycki.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wartość kredytów udzielonych dla sektora niefinansowego na koniec III kwartału 2015 roku wyniosła 953 mld zł, z czego kredyty dla firm to blisko 330 mld zł, a dla gospodarstw domowych – ok. 620 mld zł.

W tym czasie wartość kredytów przeterminowanych powyżej 180 dni wynosiła niespełna 52 mld złotych, czyli ok. 5,5 proc. całego portfela kredytowego. Najwyższa spłacalność była w segmencie kredytów mieszkaniowych, gdzie przeterminowanych powyżej 6 miesięcy było niespełna 2 proc. udzielonych kredytów. Najgorzej z terminowymi spłatami było natomiast w przypadku kredytów gotówkowych, gdzie opóźnienia dotyczyły kilkunastu procent z nich.

Jak wskazuje KNF, w ciągu trzech kwartałów wzrosła liczba kredytów zagrożonych w segmencie przedsiębiorstw (o 2,4 proc.), ale ich udział w portfelu jest nieco mniejszy niż na koniec 2014 roku (wynik na koniec września 2015 roku to 10,6 proc.)

Chcemy finansować przede wszystkim przedsiębiorstwa, które mają dobre pomysły biznesowe. Jeżeli widzę, że cel jest realny, wtedy możemy rozmawiać o warunkach finansowania i zabezpieczeniu – dodaje prezes FM Banku. – Klienci indywidualni na pewno będą do nas przychodzili, ponieważ potrzeby gotówkowe społeczeństwa są dosyć duże, a możliwości uzyskania stosunkowo taniego finansowania w sposób cywilizowany dosyć ograniczone.

Do 2020 r. udział transportu drogowego w przewozach wzrośnie do 82 proc. Polska staje się centrum logistycznym Europy

CEO Magazyn Polska

Udział transportu drogowego w całym transporcie w Polsce wynosi 80 proc. W 2020 roku jego udział ma wzrosnąć do 82 proc. – wynika z danych PwC i Oxford Economics. Największym wyzwaniem jest poprawa przepustowości dróg. W kolejnych latach dzięki środkom z budżetu UE i krajowego Polska stanie się placem budowy. Firmy budowlane od dawna przygotowują się do nowej perspektywy.

– Mamy drugą część programu rozbudowy dróg i autostrad. Druga fala środków z Unii Europejskiej pozwoli nam rozszerzyć sieć dróg między miastami. Dzięki rozbudowie infrastruktury do 2022 roku nastąpi wzrost transportu drogowego – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Berger, prezes zarządu B Grupy, firmy inżynieryjno-wykonawczej.

Przyjęty jeszcze przez poprzedni rząd Program Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023 zakłada budowę 3,9 tys. km dróg i 50 obwodnic miejskich. Koszt wszystkich inwestycji ujętych w programie szacowany jest na 198 mld zł. Łącznie jednak na infrastrukturę drogową zabezpieczono 107 mld zł. Resort infrastruktury zapewnia, że pracuje nad koncepcją ograniczenia kosztów budowy dróg bez obniżania standardów jakości i bezpieczeństwa.

Niepokojąca trochę jest tendencja do zmniejszenia środków na drogi przy zachowaniu obecnej długości, czyli zawężenie dróg ekspresowych do tzw. 2+1, jak mamy obecnie w niektórych miejscach na drogach krajowych. W mojej ocenie z punktu widzenia tranzytu, który przepuszczany przez nasze drogi, nie będzie to spełniało swojej funkcji – ocenia Berger.

Na drogach typu 2+1 dwa pasy prowadzą w jedną stronę, a w kierunku przeciwnym wiedzie tylko jeden pas ruchu. Następnie po kilku kilometrach następuje zmiana układu jezdni. Eksperci oceniają, że tego typu rozwiązanie mogłoby obniżyć koszty budowy nawet o połowę.

Jak podkreślają eksperci PwC i Oxford Economics, lokalizacja Polski ma ogromne znaczenie dla tranzytu między Europą Zachodnią a Wschodnią. Dzięki m.in. poprawiającej się infrastrukturze stopniowo rośnie rola Polski jako centrum logistycznego Europy. Szczególnie ważne przy kolejnych inwestycjach jest więc zwiększanie przepustowości dróg.

Budowanie infrastruktury drogowej to proces długoletni. Od zaplanowania do zakończenia budowy mija średnio w Polsce 9–10 lat. Oczekujemy na te środki od kilku lat, są prowadzone prace przygotowawcze, plany – mówi Berger. – Wprawdzie każdy rząd ma swoje priorytety dla poszczególnych dróg, ale to ma większe znaczenia dla lokalnych społeczności niż dla firm budowlanych.

PiS jeszcze w kampanii wyborczej zapowiadał walkę z wykluczeniem transportowym wschodniej Polski. Główną osią w tych województwach ma być droga S19, część Via Carpathia, łącząca Białystok, Lublin i Rzeszów, która skomunikuje Polskę z Europą Północną oraz Bałkanami. Więcej środków może też trafić na S16, drogę ekspresową między Grudziądzem a Augustowem.

Żeby nie powtórzyć błędów z poprzedniej perspektywy finansowej, rząd zapowiada ścisłą współpracę ze środowiskiem eksperckim. Będzie ona dotyczyła m.in. zmian w prawie koniecznych do usprawnienia przygotowania procesu inwestycyjnego czy zmian technologicznych w procesie projektowania i budowania.

W planach GDDKiA na lata 2014–2020 jest 113 kontraktów. Blisko 60 proc. z nich ma być realizowanych w systemie „zaprojektuj i zbuduj”. Dla porównania, w poprzednim okresie na 103 projekty ponad 90 powstało droga tradycyjną.

Mamy pięć lat intensywnego podpisywania kontraktów i rozbudowy dróg w konfiguracji „zaprojektuj i zbuduj”. W pierwszej fazie wykonawca projektuje drogi, co zajmuje ok. 1–1,5 roku, a w kolejnej fazie, która trwa 2–5 lat, je realizuje – wyjaśnia Berger.

Pilotaż systemu pokazał, że taka formuła może się okazać znacznie bardziej korzystna niż tradycyjna. Przede wszystkim umożliwia projektowanie pod określonego wykonawcę przy uwzględnieniu takich konstrukcji, w jakich dana firma się specjalizuje. Taki system pozwala na oszczędności nie tylko czasu, lecz także pieniędzy.

Druga edycja Poland IT Meeting z poszerzoną formułą „Double B2B”

Wrocław już po raz drugi stanie się stolicą IT dzięki kolejnej edycji jedynego w Polsce wydarzenia networkingowego w konwencji spotkań “jeden na jeden”. Poland IT Meeting odbędzie się, podobnie jak w zeszłym roku, we Wrocławiu w dniach 29 i 30 września. Poszerzona formuła eventu dostarczy Uczestnikom jeszcze więcej możliwości nawiązywania relacji biznesowych.

Dwa ostatnie dni września staną się w tym roku ponownie doskonałą okazją do podtrzymania oraz nawiązania nowych relacji biznesowych partnerów z branży informatycznej. W sercu Wrocławia zgromadzą się polscy oraz europejscy specjaliści IT, począwszy od producentów, dystrybutorów, resellerów, system integratorów, na klientach instytucjonalnych kończąc. Ubiegłoroczna formuła zakładała uczestnictwo głównie firm z łańcucha dystrybucyjnego, w tym roku zaś zaproszenie kierowane jest również do firm z sektorów: energetycznego, finansowego, telekomunikacyjnego do przemysłu oraz farmaceutycznego.

rafal_wojcicki“Co prawda ubiegłoroczna formuła „Business with Pleasure” była niezwykle trafiona, jednak brakowało nam ostatniego i ważnego ogniwa w łańcuchu dystrybucyjnym. Stąd postanowiliśmy formułę przedefiniować na „Double B2B” tak, by na spotkaniu obecni byli nie tylko producenci, resellerzy, dystrybutorzy i system integratorzy, ale także przedstawiciele departamentów IT firm instytucjonalnych. W praktyce oznacza to wzrost zainteresowania wszystkich uczestników wydarzeniem. Rozwiązanie to pozwoli na efektywniejszy networking, optymalizację budżetów dużych organizacji i możliwość bezpośredniego kontaktu z alternatywnymi dostawcami” – komentuje Rafał Wójcicki, organizator wydarzenia.

Poland IT Meeting od samego początku promowało się jako wydarzenie oparte o budowanie bezpośrednich relacji między uczestnikami. Tym samym staje w opozycji do starego modelu organizacji konferencji, gdzie liczy się prelegent i słuchacz. Formuła Poland IT Meeting upraszcza to do osobistych spotkań, których w 2 dni uczestnicy mogą odbyć nawet 30. Sami budują harmonogram spotkań z wybranymi rozmówcami albo poprzez spersonalizowaną aplikację mobilną, albo kreator na stronie internetowej. Pozwoli to zdobywać nowe kontakty i kontrakty w 2 dni, zoptymalizować budżety wydatkowane na infrastrukturę IT, a także spotkać się z osobami decyzyjnymi w jednym miejscu i jednym czasie.
Pierwsza edycja wydarzenia zgromadziła ponad 100 specjalistów IT z 9 europejskich krajów. W ciągu 2 dni odbyli oni ponad 500 indywidualnych spotkań.
W czasie Poland IT Meeting 2016 organizatorzy chcą podwoić te liczby, zapewniając uczestnikom komfortową i nowoczesną przestrzeń do networkingu. Stąd między innymi wybór na miejsce wydarzenia pięciogwiazdkowego hotelu Sofitel Wrocław Old Town.

Poland IT Meeting odbędzie się w dniach 29-30 września 2016 roku we Wrocławiu.
Więcej informacji na temat wydarzenia oraz rejestracji znaleźć można na oficjalnej stronie internetowej:

Braas Monier inwestuje w Europie

Grupa Braas Monier kontynuuje rozwój na Starym Kontynencie. Po zakupie zakładów produkcyjnych w Portugalii, Hiszpanii i innych europejskich krajach Grupa na początku grudnia ubiegłego roku nabyła fabrykę dachówek we włoskim Ceprano. Szacunkowe przychody tego zakładu wyniosły w 2015 roku około 9 mln euro.

BRAAS Konsekwentny rozwój

Marka BRAAS od początku swojego istnienia stawia na rozwój i optymalizację produkcji przy zachowaniu najwyższych norm jakościowych. Stąd inwestycje w nowoczesne technologie, począwszy od opatentowania w połowie XX wieku prekursorki zakładkowych dachówek betonowych Frankfurter Pfanne (w Polsce znanej pod nazwą Romańska) po opracowanie ultranowoczesnych powłok, takich jak CISAR czy Protegon.

Włoska konsolidacja

Zakup fabryki w Ceprano pozwoli Grupie Braas Monier skonsolidować tamtejszy rynek dachówek oraz zdobyć szerszy dostęp do potencjalnych klientów. Ze względu na swoje położenie zakład zlokalizowany na samym południu regionu Lacjum przyczyni się do poprawy obsługi klienta oraz obniżenia kosztów transportu do środkowych i południowych Włoch.

Inwestycyjna ofensywa

Grupa konsekwentnie prowadzi działania mające na celu optymalizację przychodów. – Planowane nabycie Ceprano to drugi we Włoszech ruch konsolidacyjny Grupy w ciągu jednego miesiąca – mówi Pepyn Dinandt, prezes zarządu firmy Braas Monier Building Group. – Chcemy aktywnie korzystać ze wszystkich istniejących możliwości na rynku, które przyczynią się do rozwoju firmy. Wartość wszystkich działań konsolidacyjnych (Enterprise Value) Grupy Braas Monier w 2015 roku sięgnęła 80 mln euro – dodaje Dinandt.

 

Jacy specjaliści mogli liczyć na najwięcej ofert pracy w 2015 r.? Raport Pracuj.pl

Jak wynika z danych Pracuj.pl, w 2015 r. jednymi z najbardziej poszukiwanych pracowników byli specjaliści ds. handlu i sprzedaży, finansiści oraz eksperci IT. Najwięcej ofert dla tych specjalistów pochodziło z branż: handel i sprzedaż; bankowość, finanse, ubezpieczenia; IT oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie, ale upomniał się o nich także przemysł ciężki.

specjaliści poszukiwani 2015Specjaliści ds. handlu i sprzedaży, finansiści oraz pracownicy IT, to eksperci, na których zapotrzebowanie utrzymuje się na wysokim poziomie już kolejny rok z rzędu. W 2015 r. najsilniej, z wymienionej grupy, wzrosło zapotrzebowanie na specjalistów IT – o niemal 16% w porównaniu rok do roku.

IT – stałe wzrosty

W 2015 r. najbardziej wzrosło zapotrzebowanie na specjalistów IT odpowiedzialnych za administrację, o 26% rok do roku. Także eksperci zajmujący się rozwojem oprogramowania mogli wybierać w większej, o 12%, liczbie ofert pracy niż w 2014 r. Najmniej, bo o 5%, wzrosła liczba ogłoszeń o pracę skierowanych do specjalistów odpowiedzialnych za internet,
e-commerce, nowe media.

Wśród specjalistów zajmujących się administracją IT najwięcej ofert pracy skierowano do specjalistów ds. administrowania systemami (wzrost o niemal jedną trzecią). Znaczące wzrosty zapotrzebowania zarejestrowano także w stosunku do ekspertów odpowiedzialnych za zarządzanie usługami (48%) oraz administrowanie sieciami (25%). Analiza ofert pracy adresowanych do specjalistów odpowiedzianych za obszar administracji IT pokazuje, że pracodawcy oczekują od tych ekspertów wykształcenia wyższego informatycznego, znajomości systemów operacyjnych Windows i Linux oraz sieci komputerowych (LAN, WAN, VPN). Wymaga się także biegłej znajomości języków programowania (Java, SQL). Niezbędna okazuje się znajomość angielskiego – wymóg tego języka pojawia się w ponad 80% ogłoszeń.

Dla specjalistów IT specjalizujących się w rozwoju oprogramowania najwięcej ofert pracy skierowanych było do osób odpowiedzialnych za programowanie (wzrost o 5% rok do roku), natomiast największy wzrost zapotrzebowania dotyczył specjalistów zajmujących się architekturą – o 36% rok do roku.

Najwięcej pracy dla specjalistów IT było w województwach mazowieckim i dolnośląskim. Największe zapotrzebowanie na tych ekspertów zgłosiły firmy małe (zatrudniające od 11 do 50 osób).

Specjaliści ds. handlu poszukiwani

Specjalizacja w której zapotrzebowanie na pracowników utrzymuje się na stale wysokim poziomie, z ewentualnymi lekkimi wzrostami, to handel i sprzedaż. Liczba ofert pracy wzrosła w 2015 r. o 6% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wśród sprzedawców poszukiwano najczęściej ekspertów ds. sprzedaży usług profesjonalnych, z obszaru finansów/bankowości/ubezpieczeń, oraz z zakresu w inżynierii, techniki, produkcji. Wiele ofert skierowano także do osób specjalizujących się w sprzedaży produktów spożywczych i odpowiedzialnych za sprzedaż produktów z obszaru farmacji i medycyny.

Najczęściej specjalistów tych poszukiwali pracodawcy z województwa mazowieckiego, śląskiego oraz wielkopolskiego. Najwięcej ofert pochodziło z firm największych (powyżej 251 pracowników), jednak najbardziej wzrosło zapotrzebowanie w mikrofirmach, o 14% rok do roku.

Jest praca dla specjalistów ds. finansów

Do specjalistów ds. finansów skierowano w 2015 r. o 4% więcej ofert pracy niż w roku 2014. W obszarze bankowości odnotowano niewielki spadek ogólnej liczby ofert pracy. Spadki dotyczyły przede wszystkim stanowisk związanych z bankowością detaliczną, korporacyjną oraz pośrednictwem finansowym. Związane to jest ze zmianami jakie zachodzą na rynku bankowym w Polsce. Konsolidacje banków, zamykanie dużych oddziałów, tworzenie oddziałów typu smart coraz większa automatyzacja procesów, przekładają się na mniejsze zapotrzebowanie na pracowników bankowości detalicznej. Rosło natomiast zapotrzebowanie na osoby odpowiedzialne za analizę i ocenę ryzyka czy specjalistów ds. bankowości inwestycyjnej.

W ogłoszeniach dedykowanych ekonomistom i finansistom (wzrost o 6% rok do roku) – najwięcej ofert pracy skierowano do księgowych. Poszukiwano także specjalistów ds. analizy finansowej, osób odpowiedzialnych za audyt i podatki oraz specjalistów ds. kontrolingu.

Najwięcej pracy dla specjalistów ds. finansów było w województwie małopolskim, mazowieckim i dolnośląskim, najwięcej pracy dla tych ekspertów było w firmach największych (powyżej 251 pracowników), ale zapotrzebowanie na nich wzrosło najbardziej, o 15%, w firmach średnich (51-250 pracowników).

Goodyear Dunlop wyróżniony przez Hondę

Goodyear Dunlop został laureatem prestiżowej „Nagrody dla Dostawców  (Supplier Award), przyznawanej co roku przez firmę Honda. Wyróżnienie jest dowodem uznania dla Goodyear Dunlop za szczególny wkład w sukces biznesowy tej japońskiej marki w ubiegłym roku.

Goodyear Dunlop otrzymał nagrodę w kategorii Szczególne Osiągnięcia, w podziękowaniu za wyjątkowy poziom obsługi firmy Honda w 2015 roku i sprostanie wyzwaniu dostarczenia dodatkowych dostaw opon w rozmiarze 225/65R17 dla nowej wersji modelu CR-V. Dla japońskiego giganta motoryzacyjnego sprawna współpraca z Goodyearem była kluczowa do osiągnięcia sukcesu w sprzedaży nowego modelu auta.

Wprowadzenie na rynek nowego CR-V spotkało się z ogromnym zainteresowaniem klientów i przełożyło się na gwałtowany wzrost popytu w stosunku do tego prognozowanego. Sukces Hondy okazał się wyzwaniem dla jej dostawców, w tym m.in. Goodyear Dunlop – firma szybko zareagowała na zwiększone zamówienia opon, a skuteczne zintegrowanie działań w obszarze produkcji i logistyki pozwoliło w pełni i na czas dostarczać ogumienie wieloletniemu partnerowi biznesowemu i jego klientom.

Goodyear Dunlop wyróżniony przez Hondę_Ccwp15110415„Cieszymy się, że mogliśmy wesprzeć markę Honda, a otrzymane wyrazy uznania
to dla nas dodatkowy powód do dumy. Ta nagroda jest świadectwem zaangażowania naszego zespołu w dostarczanie najwyższej jakości obsługi naszym klientom
– producentom pojazdów do których zapewniamy opony w ramach pierwszego wyposażenia” – powiedział Nick Harley, dyrektor zarządzający ds. opon osobowych na wyposażenie fabryczne, Goodyear Dunlop Europa, Bliski Wschód i Afryka.

Biznes robi kolejny krok w kierunku Big Data i cloud computingu

Rozwiązania z zakresu analityki wielkich zbiorów danych oraz chmury obliczeniowej stają się coraz popularniejsze w biznesie. Według badania przeprowadzonego przez Computing Technology Industry Association (CompTIA), 3 na 4  (75 proc.) ekspertów IT uważa, że ich firma rozwijałby się lepiej, gdyby tylko udało jej się w pełni wykorzystać potencjał cyfrowych danych. Z kolei aż 72 proc. ankietowanych specjalistów z branży IT twierdzi, że efekty wdrożenia mechanizmów do analityki Big Data przyniosły firmie sukces. W badaniu wzięło udział 402 specjalistów IT z całego świata.

Według Setha Robinsona, Senior Director Technical Analysis w CompTIA, głównym wyzwaniem dla przedsiębiorców stanie się konsolidacja zgromadzonych przez firmę danych, które przez wiele lat były zaniedbywane z powodu braku sensownej polityki danych w firmie. W rezultacie doszło do nagromadzenia różnych, niesprzężonych ze sobą źródeł danych wewnątrz przedsiębiorstwa:

Firmy muszą nauczyć się patrzeć na dane inaczej. Teraz starają się je uporządkować oraz zrozumieć ich strukturę, co okazuje się nie lada wyzwaniem. Największy problem stanowią bowiem dla przedsiębiorstw tzw. „silosy danych”, czyli niezintegrowane ze sobą skupiska informacji, powstałe w różnych działach czy departamentach firmy, gromadzonych niezależnie od siebie i często nieprzetworzonych. Już 42 proc. ekspertów IT deklaruje, że to właśnie integracja różnych źródeł danych w firmie będzie największą trudnością. Jeszcze dwa lata temu takiej odpowiedzi udzieliło „tylko” 29 proc. ankietowanych – mówi Seth Robinson z CompTIA.

Z ankiety CompTIA wynika również, że biznes wkracza w kolejny etap implementacji narzędzi do analityki Big Data. Zamierza wykorzystywać jej potencjał częściej oraz w większym zakresie. 63 proc. respondentów stwierdziło, że posiłkuje się danymi podczas wykonywania codziennych operacji, 61 proc. ekspertów IT deklaruje, że stało się bardziej ostrożnymi i czułymi na punkcie kwestii prywatności danych, a 59 proc. ankietowanych przyznaje, że pogłębiona analityka internetowa pozwala im lepiej zrozumieć ich klientów.

Z tą tezą zgadza się również Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, warszawskiej spółki zajmującej się analityką i monetyzacją danych, która z małego startupa wyrosła na największą hurtownię Big Data w tej części Europy, korzystając z eksplozji danych w Sieci.

Popyt na mechanizmy pozwalające analizować i monetyzować dane rośnie, ponieważ cała gospodarka nieuchronnie zmierza ku cyfryzacji. Analityka Big Data oraz chmura obliczeniowa odgrywają w tym procesie nieocenioną rolę. Boston Consulting Group w raporcie „The Value of Our Digital Identity” twierdzi, wartość wszystkich anonimowych danych zgromadzonych o internautach z obszaru całej Unii Europejskiej, w 2020 roku zbliży się do okrągłego biliona euro. Dane stają się nową walutą biznesu, który za ich sprawą zmierza w kierunku większej automatyzacji procesów – mówi Piotr Prajsnar – Big Data nie zwalnia tempa. Już teraz Internet rozrasta się w tempie 40 proc. w skali roku, ale blisko 90 proc. danych ma charakter „dark data”, czyli takich informacji, których biznesowy potencjał nie został jeszcze zidentyfikowany. Oracle prognozuje, że w 2016 roku po raz pierwszy w historii ruch IP przekroczy próg 1 ZB (Zettabajta) danych, a w ciągu kolejnych 3 lat w dodatku ta liczba podwoi się. Z kolei rozmiary samego Internetu szacuje się już na ponad 8 ZB, ale w 2020 roku będzie liczył już 45 ZB danych. Internet zaczyna pękać w szwach, a rozsadza go właśnie Big Data – dodaje CEO Cloud Technologies.

Nie bez powodu firma analityczna Gartner mówi dzisiaj o czekającej nas drugiej epoce cyfrowej. Jednak jej nadejście może się opóźnić, ponieważ rynek zmaga się z deficytem specjalistów. W badaniu CompTIA eksperci IT podkreślają, że problemem będzie biznesowe opanowanie lawinowo rosnącej ilości danych w Sieci, do czego mocno przyczyni się tzw. „luka kompetencyjna”. Największe braki eksperci IT dostrzegają w następujących obszarach: bieżąca analityka danych (42 proc.), relacyjne bazy danych (41 proc.), bezpieczeństwo danych (36 proc.), analityka predyktywna (35 proc.), oraz data mining (30 proc.).

– Narzędzia pozwalające obsługiwać i analizować duże zbiory danych ciągle są czymś stosunkowo nowym, więc ich potencjał nie jest jeszcze wykorzystywany w wystarczającym stopniu. W grę wchodzą tu również kwestie pewnego biznesowego doświadczenia, którego wciąż brakuje wielu analitykom. Chodzi o pewien zestaw umiejętności biznesowych. Analityk danych powinien posiadać nie tylko kompetencje informatyczne, lecz także potrafić mówić językiem biznesu. Tymczasem od wielu firm słyszymy, że poszukując pracowników tego sektora w swoim otoczeniu biznesowym, często napotykają na lukę kompetencyjną – twierdzi Seth Robinson, Senior Director Technical Analysis w CompTIA.

Biznes rozgląda się więc zarówno za danymi, jak i za analitykami danych. Potrzebuje ich dzisiaj nawet wydawałoby się „mało analityczna” branża HR. Chorzowska firma BPSC dostarczająca rozwiązania wspierające zarządzanie kapitałem ludzkim przeanalizowała w ubiegłym roku ogłoszenia o pracę. Wyniki nie pozostawiają złudzeń: już w ponad 20% analizowanych przypadków pracodawcy oczekiwali od kandydatów – HR-owców umiejętności analitycznych.

Wśród pracodawców pożądana jest umiejętność tworzenia raportów, prognoz i analiz m.in. w oparciu o dane zawarte w systemie ERP, istotne są kwalifikacje w obszarze oceny efektywności i osiągnięć pracowników oraz monitorowania kluczowych wskaźników HR. Widać, że pracodawcy wracają do podstaw analizy i wyceny pracy, odchudzania działań i procesów HR oraz badania ich efektywności. Niestety, HR-owcy sami przyznają, że tylko 19 proc. z nich czuje się gotowa do tego, by zmierzyć się z wyzwaniami w obszarze analityki – zauważa Anna Węgrzyn, kierownik projektu mHR w BPSC i wieloletni praktyk HR.

Big Data staje się elementem powszednim w biznesie, a nasycenie Sieci informacjami potencjalnie cennymi dla przedsiębiorstwa może tylko sprawić, że w najbliższych latach inwestycje w Big Data będą rosły. Już teraz IDC szacuje, że rynek analityki danych rozwija się w tempie sześciokrotnie szybszym niż cała branża IT. Tę sytuację dodatkowo napędza fakt, że na przestrzeni ostatnich lat koszty przechowywania i transmisji wielkich zbiorów danych radykalnie spadły.

Jeszcze w 1995 roku za przechowanie 1 GB danych firma musiała płacić blisko 1 000 USD. Za dostęp do Internetu polskie przedsiębiorstwa musiały zapłacić w 1993 r. co najmniej 500 tys. zł miesięcznie, czyli po denominacji 50 zł. Teoretycznie niewiele, pamiętajmy jednak, że średnia pensja wynosiła wówczas zaledwie 400 zł. Dzisiaj dzięki rozwojowi technologii i cloud computingu, a także spadkom cen transmisji danych, koszty przechowywania i przetwarzania danych spadły drastycznie. Dodatkowo można je jeszcze obniżyć, korzystając z usług zewnętrznych centrów danych, które rozwijają się w błyskawicznym tempie – zauważa Robert Mikołajski, kierownik Zespołu Rozwoju Biznesu w Atmanie, największym operatorze centrum danych w Polsce i jednym z największych w Europie Środkowo-Wschodniej. – W sierpniu ubiegłego roku oddaliśmy do użytku nowy obiekt kolokacyjny o powierzchni 3 tys. mkw. Spodziewamy się, że w tym roku zostanie on wypełniony serwerami klientów. Myślę, że jest to dobra ilustracja tego, w jakim tempie przyrastają dziś dane – tłumaczy Robert Mikołajski z Atmana.

Jak wynika z badania „Rynek przetwarzania danych w chmurze w Polsce 2014. Prognozy rozwoju na lata 2014-2018” autorstwa PMR, polskie firmy coraz chętniej inwestują w cloud computing. Przedsiębiorcy z ponad 300 przebadanych firm IT jako czynniki skłaniające do sięgnięcia po chmurę wymieniali najczęściej: oszczędności związane z jej wdrożeniem w firmie (31 proc. respondentów), rosnące znaczenie Internetu mobilnego oraz rynku aplikacji mobilnych (25 proc. ankietowanych) oraz lawinowy przyrost Big Data w Sieci (23 proc. firm), z którymi tradycyjne systemy typu BI nie będą w stanie sobie poradzić, jeśli nie zostaną wsparte specjalistycznymi narzędziami do analityki danych.

BioMaxima S.A. z wysokim zyskiem w 4 kw. 2015 r.

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, osiągnęła w 4 kw. 2015 r. 431 tys. zł zysku netto przy przychodach sięgających 6.013 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych Emitenta jest w dużej mierze rezultatem bardzo dynamicznego rozwoju działalności eksportowej.

 W 4 kw. 2014 r. Spółka zanotowała 178 tys. zł zysku netto przy sprzedaży wynoszącej 5.149 tys. zł. Natomiast narastająco, BioMaxima S.A. po czterech kwartałach 2015 r. wypracowała 1.469 tys. zł zysku netto, a jej przychody ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 21.965 tys. zł. Rok wcześniej zysk netto Emitenta wyniósł 455 tys. zł, a wartość sprzedaży sięgnęła 20.441 tys. zł. Wzrost zysku netto oraz sprzedaży jest wynikiem skutecznej realizacji przyjętej strategii w zakresie rozwoju eksportu, która pozwala minimalizować niekorzystne zmiany zachodzące na rynku krajowym. Emitent prowadzi również działania mające na celu optymalizację kosztów funkcjonowania, co wpływa pozytywnie na osiąganą przez niego rentowność.

„Konsekwentnie realizujemy postawione sobie cele rozwojowe, optymalizując przy tym sprzedaż, aby była ona jak najbardziej rentowna, co pozwoliło osiągnąć ponad 3-krotnie wyższy zysk niż w 2014 r.” – komentuje Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. wykorzystuje dobrą koniunkturę na rynkach zagranicznych do rozwoju swojej działalności eksportowej. W 2015 r. wartość sprzedaży Spółki na rynkach zagranicznych zanotowała blisko 142% dynamikę wzrostu w odniesieniu do 2014 r. Wyraźnie zwiększył się także udział eksportu w przychodach Emitenta ogółem i w minionym roku wyniósł on prawie 23%. BioMaxima S.A. nieustannie rozwija swoje relacje biznesowe na istniejących rynkach międzynarodowych oraz pozyskuje kolejnych partnerów handlowych z nowych krajów. Dzięki wdrożeniu w połowie 2015 r. nowej polityki cenowej, Spółka wygrała postępowania przetargowe na łączną kwotę 9.580 tys. zł netto, co dało dynamikę na poziomie ponad 112% w stosunku do poprzedniego roku.

 Ważnym wydarzeniem w 4 kw. 2015 r. było objęcie przez Emitenta jako inwestora branżowego 40 udziałów w podwyższonym kapitale zakładowym spółki Bioavlee Sp. z o.o., co stanowi 2,25% udziałów w jej kapitale oraz w ogólnej liczbie głosów. Wartość przeprowadzonej transakcji wyniosła 200 tys. zł. Bioavlee Sp. z o.o. działa w sektorze life science i specjalizuje się w rozwoju innowacyjnej technologii na potrzeby diagnostyki mikrobiologicznej. BioMaxima S.A. podpisała także list intencyjny z tym podmiotem w zakresie współpracy kooperacyjnej i dystrybucji innowacyjnego analizatora mikrobiologicznego opracowanego przez Bioavlee Sp. z o.o., który jest unikalnym na skalę światową, innowacyjnym urządzeniem laboratoryjnym, prowadzącym w czasie rzeczywistym samodzielnie badanie mikrobiologiczne począwszy od automatycznego posiewu, aż po analizę gatunku oraz szczepu bakterii. Model biznesowy Bioavlee umożliwia szybką globalną implementację tego produktu w różnych sektorach przemysłowych, a także usługowych. BioMaxima S.A. ma być wyłącznym dystrybutorem analizatora w Polsce oraz na rynkach światowych.

„Dobrze rozwija się sprzedaż na rynku rumuńskim, gdzie mamy swoją spółkę zależną. Prowadzimy również rozmowy konsolidacyjne na tym rynku oparte na bazie naszej rumuńskiej spółki. Może nas czekać w tym zakresie bardzo ciekawy rok. Aktualnie trwają targi w Dubaju i myślę, że więcej o ewentualnych sukcesach napiszemy w raporcie za styczeń. Bardzo dobrym posunięciem w 2015 r. była dywersyfikacja rozliczeń w eksporcie – Europa w euro, pozostałe rynki w dolarach. Po raz pierwszy na spotkaniu Zarządu będzie przeprowadzona prezentacja analizatora Bioavlee.” – zauważa Prezes Lewczuk.

W dniu 28.01.2016 r. w Warszawie odbędzie się spotkanie Zarządu Spółki z inwestorami i przedstawicielami mediów, na którym podsumowany zostanie 2015 rok oraz zaprezentowane zostaną plany rozwojowe Emitenta.

BioMaxima S.A. jest polską firmą działającą w szeroko rozumianym obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej. Jest jednym z dwóch krajowych producentów odczynników do diagnostyki in vitro. Spółka jest również dystrybutorem produktów uznanych światowych firm diagnostycznych takich jak m.in. Nova Biomedical, Mitsubishi Chemical, Biolog. Emitent zaopatruje w swoje produkty ponad 2 tys. laboratoriów w Polsce oraz prowadzi działalność eksportową na ponad 40 rynkach. Strategia rozwoju Spółki zakłada prowadzenie działań konsolidacyjnych sektora biotechnologicznego.

2016 rokiem start-upowców i freelancerów?

Na całym świecie rośnie liczba osób, które wybierają pracę na własny rachunek – start-upowców i freelancerów. Z prognoz wynika[1], że do 2020 r. ci ostatni stanowić będą aż 40 proc. siły roboczej USA. Także w Polsce przybywa osób decydujących się na rozwój swoich pomysłów biznesowych. W naszym kraju zarejestrowane jest niemal 3 mln jednoosobowych działalności gospodarczych. Natomiast opracowanie „Polskie startupy. Raport 2015” podaje, że w Polsce działa obecnie 2,4 tys. tego typu podmiotów. Równolegle można zaobserwować rozwój infrastruktury skierowanej do sektora small business i programów wspierających działalność start-upów.

Przedsiębiorczy i innowacyjni

Praca na własny rachunek jest wybierana przez coraz większe grono Polaków. W listopadzie 2015 r. liczba zarejestrowanych w naszym kraju mikrofirm wyniosła 2,994 mln.[2]  Co więcej, ta grupa podmiotów, optymistycznie ocenia swoją sytuację. 71 proc. właścicieli mikrofirm, którzy wzięli udział w ankiecie Idea Banku, przyznała że w 2016 r. spodziewa się wzrostu obrotów. To wynik znacznie lepszy niż rok temu, kiedy podobny optymizm zadeklarowało niespełna 63 proc. O 5 proc. wzrosła również liczba planujących w nadchodzących dwunastu miesiącach nowe inwestycje – z 67 do 72 proc.

Również polski rynek start-upowy osiąga coraz większą  dojrzałość. Według publikacji „Polskie startupy. Raport 2015” nad Wisłą działa obecnie niemal 2,5 tys. takich organizacji. Około jeden z trzech badanych start-upów osiąga roczny wzrost przychodów rzędu ponad 50%, a co piąty ponad 100%. Więcej niż połowa przebadanych przedsiębiorców twierdzi, że oferowany przez nie produkt lub usługa stanowią innowację na skalę międzynarodową.

 Polscy start-upowcy korzystają ze zjawiska, które możemy nazwać ‘odmiejscowieniem’ rynku. Dzięki rozwojowi technologii lokalizacja biznesu przestaje być kwestą pierwszorzędną. Początkujący przedsiębiorcy – pod warunkiem, że ich oferta jest wartościowa – mogą pracować na rzecz globalnych klientów właściwie z każdego miejsca na ziemi. Międzynarodową ekspansję polskich organizacji potwierdzają dane z raportu „Polskie start-upy”. Ponad 50 proc. przebadanych firm prowadzi działalność eksportową, a wśród nich co druga realizuje zagranicą ponad połowę sprzedaż mówi Piotr Kania, Dyrektor Zarządzający GFT Polska.

Właściwy ekosystem

Pomimo że determinacja jest ważną cechą decydującą o biznesowym sukcesie, nie bez znaczenia jest też środowisko biznesowe wspierające przedsiębiorców. Jednym z jego elementów jest dostęp do finansowania. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło, że w 2016 roku na dotowanie innowacji przeznaczy kwotę aż 8 miliardów złotych. Z kolei rząd zapowiedział realizację programu „StartinPoland”, w ramach którego na wspieranie start-upów ma być przeznaczone min. 100 milionów złotych rocznie. Jak jednak zauważa Piotr Kania, finansowanie to tylko jeden z filarów stymulowania innowacyjności.

– Równie ważne jak finansowanie jest wsparcie merytoryczne, które pomoże otrzymane fundusze odpowiednio zainwestować, czy zapewni know-how w zakresie rozwoju produktu i pozyskiwania klientów. Dlatego cechą dobrych programów akceleracyjnych jest połączenie finansowania z mentoringiem i wymianą najlepszych praktyk – wyjaśnia Piotr Kania, GFT Polska.

Budowanie społeczności

Kluczowe znaczenie networkingu i wymiany wiedzy sprawia, że rośnie popularność rozwiązań coworkingowych. Jak mówi Marta Bloch, przedstawiciel przestrzeni coworkingowej Idea Hub, korzyści płynące z takiego modelu wychodzą daleko poza aspekt ekonomiczny.

– Praca w modelu coworkingowym daje szansę na stworzenie sieci kontaktów, niezbędnej już na samym początku działalności biznesowej. Często też firmy pracujące w jednej przestrzeni wymieniają się usługami. Wiele biur coworkingowych i przestrzeni dla start-upów oferuje o wiele więcej niż tylko miejsce do pracy – regularnie odbywają się tam spotkania z mentorami, warsztaty czy wydarzenia networkingowe. Rozwój takiej infrastruktury jest dużym ułatwieniem dla osób rozwijających swój pomysł na biznes – mówi Marta Bloch, Idea Hub.

Według danych magazynu Deskmag, w modelu coworkingowym pracuje na świecie już pół miliona osób. W Polsce obecnie liczba takich przestrzeni szacowana jest na 150.

– W związku z dużym zainteresowaniem tego typu ofertą stale powiększamy liczbę przestrzeni coworkingowych Idea Banku. We wrześniu otworzyliśmy oddział w Łodzi, a pod koniec roku w Katowicach. Idea Hub to miejsce, do którego przyjść i popracować za darmo mogą osoby, które planują lub prowadzą swój biznes. Cyklicznie organizujemy też spotkania, w czasie których mikroprzedsiębiorcy i właściciele start-upów mogą zdobyć praktyczne umiejętności pomagające w zarządzaniu firmą, są to np. warsztaty dotyczące zdobywania finansowania, marketingu etc.  –  dodaje Marta Bloch, Idea Hub.

 

[1] Dane firmy Inuit

[2] Opracowanie Tax Care na podstawie danych REGON

Idzie nowe, czyli trendy HR na 2016 rok

Z Nowym Rokiem idzie „nowe”. Rozpoczyna się snucie nowych postanowień, planów, obieranie nowych i nieznanych dotąd dróg. W branżowe drzwi zaczynają pukać nowe trendy.

Wszędzie pachnie nowością i zmianami, które czasem same wpraszają się do naszego życia. Jak to jest w branży HR? W których obszarach szykuje się poważna rewolucja, a które z nich ominie przełom?  Na co powinni być gotowi HRowcy, chcący sprostać oczekiwaniom rynku?  Na te pytania odpowiedzą nam zaproszeni do wypowiedzi specjaliści.

Rozwój pracowników

Nie bez powodu mówi się, że ten, kto się nie rozwija, ten się cofa. Pracownicy, którym nie zapewnia się możliwości nabycia nowych kompetencji szybko się nudzą, a dotychczasowe zadania stają się dla nich przykrym obowiązkiem. Motywacja zaczyna spadać. Nie tego oczekuje od pracodawców młode pokolenie, wkraczające właśnie na rynek pracy. Jak zauważa dr Zuzanna Górska, młodzi pracownicy chcą, aby firmy inwestowały w ich rozwój i pomagały doskonalić posiadane umiejętności. Jak mogą odpowiedzieć na to wyzwanie pracodawcy?

Firmy coraz chętniej będą sięgać po narzędzia diagnostyczne, dzięki którym lepiej będą identyfikować potrzeby i możliwości rozwojowe pracowników. W 2016 roku zaobserwujemy także jeszcze większe otwarcie na nowatorskie rozwiązania w dziedzinie szkoleń i diagnostyki kompetencji miękkich – podpowiada dr Zuzanna Górska, psycholog, coach, autorka GCP Method®.

Rynek HR oferuje szereg rozwiązań, które można dopasować do potrzeb pojawiających się w firmie. Wsparcie w planowaniu ścieżek rozwoju pracowników mogą zaoferować takie narzędzia, jak analiza grafologiczna czy analiza psychometryczna. Dzięki nim pracodawca pozna czynniki warunkujące wzrost motywacji danej osoby. Dodatkowo zyska informację dotyczącą silnych stron pracownika oraz obszarów, nad którymi trzeba jeszcze popracować. Rozwiązania te są innowacyjne, dlatego też z większym prawdopodobieństwem zainteresują pokolenie Y i Z. Mogą one stanowić czynnik uzupełniający oraz pomoc w podjęciu odpowiedniej decyzji.

Pracodawcy będą chcieli wyróżnić swoje firmy i kreować ich przyjazny wizerunek w celu zainteresowania kandydatów ofertami pracy. Chcąc zadbać o employer branding będą sięgać po kreatywne sposoby rekrutacji pracowników lub po metody, które pozwolą wzbogacić te tradycyjne. Niekiedy innowacyjny element jest silnym argumentem „za”, zachęcającym do wysyłania CV na ofertę pracy firmy. Nowoczesne technologie skupiają uwagę głównie ludzi młodych, dlatego jeśli grupą docelową oferty pracy są właśnie młode osoby, warto pomyśleć o dedykowanych im rozwiązaniach.

Dopasowanie do potrzeb młodego pokolenia

Każdy pracownik należy do konkretnego pokolenia, które posiada określone cechy charakterystyczne. Przedstawiciele jednych pokoleń cenią sobie stabilność i są lojalni wobec pracodawcy, inni z kolei wyróżniają się pragnieniem ciągłych zmian i ponadprzeciętną umiejętnością poruszania się w świecie online. Oczywiście nie można generalizować i zamykać się w stereotypach. Piotr Marciniak nakreśla obraz pokolenia Z, dominującego dzisiaj na rynku pracy.

– Cechą charakterystyczną pokolenia Z jest nastawienie na szybką karierę oraz permanentne połączenie ze światem w sieci internetowej. Reprezentanci tego pokolenia działają szybko i są przyzwyczajeni do nieustannego korzystania z Internetu. Pracodawcy muszą znajdywać nowe rozwiązania, które skupią ich uwagę i pozwolą działać w sposób efektywny – radzi Piotr Marciniak, Managing Director w firmie Talent Bridge.

Branża HR powinna zatem otworzyć się na nowe metody dopasowane do potrzeb kandydatów starających się o pracę oraz pracowników już zatrudnionych w firmie. Dzięki temu będzie można zaobserwować wzrost zainteresowania narzędziami HR m.in. wykorzystującymi elementy grywalizacji w procesie rekrutacyjnym. Niekiedy bywa tak, że opublikowanie ogłoszenia w social media nie wystarcza. Wówczas rekruterzy decydują się na skorzystanie z  dostępnych innowacji i idą o krok dalej. Poprzez to zyskują nie tylko uwagę młodego pokolenia, które chętnie bierze udział w ciekawych projektach, ale także dbają o employer branding. Pracodawcy, którzy nie zamykają się na nowoczesne rozwiązania zaczynają być postrzegani jako interesujący, a firma staje się celem kandydatów poszukujących wartościowego miejsca pracy. Im bardziej proces rekrutacyjny jest atrakcyjny, tym większe prawdopodobieństwo zainteresowania się ofertą pracy. Panującym trendem jest połączenie gier rekrutacyjnych z testami psychometrycznymi.

Wyobraźmy sobie, że przedstawiciel handlowy może zagrać w grę, która umożliwia jemu wcielenie się w specjalistę ds. sprzedaży w firmie, do której aplikuje. Główny widok gry przedstawia mapę miasta, na której kandydat ma możliwość dokonywania najróżniejszych czynności, takich jak: planowanie trasy, spotkania z klientami, negocjacje, zarządzanie budżetem czy realizacja celów sprzedażowych. Za pomocą takiej gry można zbadać kompetencje kandydata i równocześnie budować pozytywny wizerunek firmy charakteryzującej się innowacyjnością i niesztampowym podejściem do rekrutacji – mówi Piotr Marciniak.

Narzędzia HR, takie jak psychometria czy grafologia, mogą być wykorzystywane nie tylko podczas procesów rekrutacyjnych. Są one cennym wsparciem także w planowaniu rozwoju pracowników oraz podejmowaniu decyzji o wyborze odpowiedniego systemu motywacyjnego. Wszystko zależy od tego, jakie udoskonalenia chcemy wprowadzić w naszej firmie. Każde narzędzie jest różne i ma przypisane konkretną funkcję, dlatego już dzisiaj warto zapoznać się z ich specyfiką.

Rewolucja

Branżę HR czeka wiele zmian i jednocześnie udogodnień. Prym będą wiodły nowe rozwiązania technologiczne oraz automatyzacja procesu rekrutacji. Celem jest skrócenie czasu poświęcanego na wybór odpowiedniego kandydata. HRowcy bardzo często zmagają się z ograniczeniami wynikającymi z bardzo dużej liczby nadesłanych aplikacji. Wówczas zachodzi prawdopodobieństwo, że zabraknie czasu na dokładniejsze zapoznanie się z wszystkimi lub spotkanie się z kandydatami w siedzibie firmy. Receptą może okazać się wideorekrutacja, dzięki której rekruter będzie mógł automatycznie ustawić pytania, jakie chce zadać wszystkim kandydatom. Odpowiedzi będą spływać, a w tym czasie rekturerzy będą mogli zająć się innymi obowiązkami. Co więcej, korzystanie z narzędzi HR pozwoli wyeliminować subiektywność osób przeprowadzających rekrutację.

– Spotkania online z kandydatami stają się w branży HR coraz częstszą praktyką. Zanim zaprosimy do siedziby firmy, często oddalonej od miejsca zamieszkania, potencjalnego pracownika, wcześniej możemy poprosić go o skorzystanie z wideorekrutacji. Co zyskujemy? Przede wszystkim czas i pieniądze, które należałoby poświęcić na dojazd, ale nie tylko. Rekruterzy już na pierwszym etapie rekrutacji zyskują pewność, że kandydat, który pojawi się na rozmowie w firmie jest właściwą, dopasowaną osobą. Co więcej przesłanym materiałem można dzielić się z osobami decyzyjnymi w firmie i konsultować wypowiedź kandydata z innymi – radzi Patryk Mordel, Prezes Zarządu Firmy Smart MBC i założyciel pierwszego sklepu w Polsce oferującego usługi i narzędzia HR.

Tak, jak w przypadku rozwoju pracowników, o którym mówi dr Zuzanna Górska, rekruterzy również powinni zainwestować w nabywanie nowych kompetencji.  Jak podkreśla dr Górska, ważnymi cechami będą zaangażowanie i przywództwo. Rola lidera będzie kluczowa i stanie się czynnikiem wpływającym na efektywność pracy oraz wyniki firmy. Predyspozycje do kierowania zespołem można określić za pomocą analizy grafologicznej czy psychometrii. Wyniki pokażą, jak radzimy sobie w sytuacjach stresowych, w jaki sposób podejmujemy decyzje oraz angażujemy się w swoje obowiązki. Pomocne okażą się również elektroniczne gry symulacyjne, które pozwolą wcielić się w rolę lidera i sprawdzić się w sytuacjach,
z którymi ma on na co dzień do czynienia. 

Wybór rekrutera

Trendy trendami, jednakże tak naprawdę wiele zależy od samych rekruterów. To ludzie kreują trendy i wyznaczają, co będzie numerem jeden w branży. Z pewnością zauważymy przesunięcie się pewnych zjawisk z ubiegłego roku i ich wzrost w bieżącym. Bez wątpienia będzie to czas dominacji nowych technologii oraz rozwoju kompetencji pracowników oraz specjalistów branży HR. Pracodawcy będą musieli zmierzyć się z wymaganiami pracowników będących przedstawicielami pokolenia Y i Z. Wszystkie decyzje związane z obszarami zarządzania kompetencjami czy procesem rekrutacyjnym mogą zostać podjęte przy pomocy dostępnych na rynku narzędzi.

Toyota ponownie największym producentem samochodów na świecie

Toyota Motor Corporation (TMC) opublikowała wyniki sprzedaży na świecie w 2015 roku. Firma po raz drugi z rzędu przekroczyła liczbę 10 milionów sprzedanych samochodów w ciągu roku i utrzymała pozycję lidera przemysłu motoryzacyjnego, zwiększając przewagę nad konkurencją.

Toyota, Lexus, Daihatsu i Hino uzyskały łączny wynik 10,151 mln sprzedanych samochodów, przy niewielkim spadku w porównaniu do 2014 roku, wynoszącym 0,8%. W Japonii udział w rynku Toyoty i Lexusa wzrósł o 1,7% do 29,7%.

W Europie roczna sprzedaż Toyoty i Lexusa wyniosła 874 000 egzemplarzy. W tym czasie sprzedaż w Europie Zachodniej wzrosła o 7%, zaś w Europie Środkowej aż o 18%.

Sprzedaż samochodów Toyota Motor Corporation w 2015 roku

 

Toyota i Lexus Daihatsu Hino Razem
Sprzedaż w Japonii 1 498 000 610 400 61 200 2 169 500
Sprzedaż poza Japonią 7 691 000 183 000 107 000 7 981 000
Łączna sprzedaż na świecie 9 189 000 794 000 168 000 10 151 000

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.01.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Dwie trzecie przedstawicieli pokolenia Y do 2020 roku ma zamiar odejść z firmy, w której obecnie pracuje

Jednym z wiodących problemów w relacjach pomiędzy pracodawcami, a reprezentantami pokolenia Y jest lojalność młodych ludzi. Aż 44 proc. młodych ludzi chce odejść z firmy, w której są zatrudnieni przed upływem dwóch lat. Odsetek ten rośnie do 66 proc., gdy perspektywa czasowa wydłuża się do 2020 roku. Jak wynika z globalnego badania „The 2016 Deloitte Millennial Survey. Winning over the next generation of leaders” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, lojalność millenialsów wobec ich organizacji jest zależna od możliwości rozwoju umiejętności przywódczych, elastyczności warunków oraz poczucia, że wykonywana praca ma cel i sens.

Firma Deloitte opublikowała piątą edycję autorskiego badania. W tym roku przebadano blisko 7,7 tys. przedstawicieli pokolenia Y, urodzonych po 1982 roku i zamieszkujących 29 krajów świata. Wszyscy respondenci ukończyli uczelnię wyższą (tytuł licencjata lub magistra) i byli zatrudnieni w pełnym wymiarze godzin w prywatnych firmach, w których pracuje ponad sto osób.

Biorąc pod uwagę podział na kraje rozwinięte i rozwijające się, to w tej pierwszej grupie odsetek osób, które zamierzają odejść ze swojej firmy do 2020 roku wyniósł 61 proc., a w drugiej 69 proc. „Najwięcej takich osób, bo aż ponad 70 proc. było w Peru, RPA, Indiach, Kolumbii czy też Korei Południowej. W Wielkiej Brytanii było to 71 proc., a w USA 64 proc. Taka postawa millenialsów jest dużym problemem dla tych rynków, na których już dziś stanowią oni największą grupę wśród pracujących. Tak jest, m.in.: w Stanach Zjednoczonych” – tłumaczy Natalia Pisarek, Lider zespołu Human Capital Consulting w Deloitte. Co ciekawe deklaracja o chęci odejścia z firmy dotyczy także przedstawicieli pokolenia Y, którzy zajmują wyższe stanowiska kierownicze.

Osoby, które deklarowały chęć dokonania zmian w karierze w najbliższej przyszłości, często zgłaszały obawy, co do braku możliwości rozwoju umiejętności przywódczych i poczucia, że są niezauważani. Aż 63 proc. przedstawicieli pokolenia Y uważa, że ich umiejętności przywódcze nie są w pełni rozwijane. Tylko 28 proc. jest przeciwnego zdania. Aż 71 proc. spośród osób, które chcą odejść ze swoich firm w ciągu najbliższych dwóch lat, narzeka na programy rozwoju przywództwa, a 57 proc. ma poczucie, że jest pomijanych przy awansie na stanowiska kierownicze. Dla młodych ludzi jednym z ważnych czynników pozwalających na rozwój zawodowy jest mentoring. Spośród tych, którzy mają mentora 94 proc. uważa, że daje on dobre rady, a 91 proc. jest zdania, że mentor interesuje się ich osobistym rozwojem.

Idealiści czy pragmatycy?

Przedstawiciele pokolenia Y niezmiennie pozytywnie oceniają rolę biznesu w społeczeństwie (73 proc.) Aż 87 proc. ankietowanych wierzy, że sukcesu w biznesie nie można mierzyć jedynie wynikami finansowymi. Jak się okazuje, w zestawieniu z wynikami poprzednich lat, łagodniejszym okiem patrzą oni na motywacje i etykę przedsiębiorstw. W opinii 64 proc. respondentów biznes jest skupiony na własnych celach, podczas gdy rok temu taką opinię wyrażało 75 proc. Millenialsi którzy wierzą, że biznes ma pozytywny wpływ na szeroko rozumiane społeczeństwo, oceniają przedsiębiorstwa według tego, czy skupiają się one na jakości usług i produktów (63 proc.), satysfakcji pracowników (62 proc.) oraz satysfakcji i lojalności klientów (55 proc.).

„Jak się okazuje, wybory dokonywane przez przedstawicieli pokolenia Y w kwestii kariery zawodowej opierają się na wartościach osobistych. Aż siedmiu na dziesięciu ankietowanych uważa, że wartości te są również podzielane przez organizację, w której pracują. Prawie połowa nie podjęła się w pracy wykonania projektu, który kłócił się z ich osobistym systemem wartości i zasadami etycznymi” – mówi Natalia Pisarek. „Panuje przekonanie, że wszyscy zaczynają swoje życie zawodowe jako idealiści i stopniowo, z upływem czasu lub w miarę wspinania się po szczeblach kariery, zmieniają się w pragmatyków. Nasze badanie przeczy tej tezie. Okazało się bowiem, że im wyższe stanowisko zajmuje reprezentant pokolenia Y, tym ważniejszą rolę odgrywają wyznawane przez niego wartości” – dodaje.

Zamiast zdobywać sławę, chociażby w mediach społecznościowych, ponad 80 proc. ankietowanych chciałaby przyczynić się do sukcesu ich organizacji i pozytywnie wpływać na otaczający ich świat. Zdaniem Deloitte liderzy muszą więc pokazać, że także cenią wartości wyznawane przez swoich młodych pracowników, w przeciwnym wypadku nadal będą ryzykować utratę wielu z nich. Z perspektywy przedsiębiorstw chcących zatrzymać u siebie najmłodszą kadrę, potencjalnie może to być pozytywny aspekt tendencji charakterystycznych dla tego pokolenia.

Poszukiwanie elastyczności

Jednym z wyznaczników nowoczesnej firmy, która wychodzi naprzeciw oczekiwaniom swoich pracowników jest elastyczność. Owszem siedmiu na dziesięciu ankietowanych przyznało, że mają dostęp do maila ze swoich komórek i tabletów, a 67 proc., że ich czas pracy jest elastyczny, ale już tylko 43 proc. może pracować z domu lub innego miejsca, w którym są najbardziej produktywni. Tymczasem trzy czwarte ankietowanych chciałoby mieć taką możliwość. Najlepiej pod tym względem wypadły: Korea Południowa, Indonezja, Indie, Holandia oraz Belgia.

Ankietowani byli pytani również o to, jak wygląda ich typowy tydzień pracy, a jaki według nich byłby idealny. Także w tych obszarach widać pewne rozbieżności. Okazuje, że na dyskusję o nowych pomysłach poświęca się średnio 3,3 godziny tygodniowo, a tymczasem według millenialsów powinno to być 4,6 godziny. Tylko średnio 2,7 godziny przeznacza się na rozwój umiejętności przywódczych, a według ankietowanych powinno być to o prawie dwie godziny więcej. Z kolei zdaniem młodych pracowników pisanie i odpowiadanie ma maile zabiera im zdecydowanie za dużo czasu.

Jedynie 29 proc. przedstawicieli pokolenia Y ma poczucie, że mają pełną kontrolę nad rozwojem swojej kariery, a 48 proc. uważa, że kontroluje ten rozwój w dużym stopniu. Przeciwnego zdania jest 21 proc. „Zgodnie z wynikami badania Deloitte, pracodawcy, którzy oferują możliwości rozwoju umiejętności przywódczych, sprzyjają zachowaniu równowagi między karierą zawodową a życiem prywatnym, umożliwiają elastyczne wykonywanie obowiązków zawodowych tam, gdzie młodzi pracownicy czują się najbardziej produktywni, pozwalają na lepszą kontrolę nad przebiegiem kariery zawodowej, pielęgnują kulturę, która wspiera i nagradza za etyczne postawy oraz łączy pracowników mają największe szanse na zatrzymanie u siebie przedstawicieli pokolenia Y” – podsumowuje ekspert Deloitte.

Moodys ostrzega, ale ratingu nie obniża

Agencja ratingowa Moodys nie obniżyła oceny polskiej gospodarki, aczkolwiek wskazała na czynniki, które postrzega jako ryzykowne dla utrzymania dotychczasowej dobrej oceny. Chiny ustosunkowały się do zapowiedzi krachu formułowanych przez Georga Sorosa. Rząd czeka na KNF w sprawie kredytów walutowych.

Wczoraj na rynek trafił ostrzegawczy komunikat z Agencji Moody’s. Nie obniżyła ona co prawda ratingu, ale wskazała na szereg ryzyk, z którymi ciężko się nie zgodzić. Głównym tematem były wątpliwości wobec kondycji sektora bankowego w obliczu podatku bankowego oraz ustawy frankowej. Agencja szacuje co prawda istotnie niżej niż rząd wpływy z podatku, aczkolwiek wciąż widzi zagrożenie dla stabilności całego systemu ze względu na drugą ustawę. Tutaj problemem są banki najmocniej zaangażowane na rynku walutowych hipotek. Nie bez znaczenia są też zmiany w finansach publicznych. Gdy strona wydatkowa rośnie, a po stronie dochodów zapisany jest gwałtowny wzrost ściągalności podatków – musi to budzić wątpliwości. Po tym komunikacie złoty tracił na wartości, jednakże ruch miał zasięg zaledwie 3 groszy. Jeszcze tego samego dnia rynek się uspokoił i odrobił straty.

Agencja Xinhua odniosła się do wypowiedzi Georga Sorosa na temat rychłego załamania gospodarki Chin. Zwraca ona uwagę na wciąż bardzo silne podstawy tamtejszej ekonomii  w tym na bardzo wysoki wzrost gospodarczy oraz dużą atrakcyjność dla inwestorów. Słowa Sorosa są brane poważnie pod uwagę. Inwestor ten już kilkukrotnie skutecznie przewidywał kryzysy w różnych częściach świata i co najważniejsze, również dobrze na nich zarabiał. Z drugiej strony jak zauważa agencja nie jest to pierwsza zapowiedź załamania w Chinach, a poprzednie jak wiadomo nie miały miejsca.

Rząd poczeka z oceną prezydenckiego programu pomocy kredytobiorcom walutowym na opinię KNF-u. W rezultacie projekt ten trafił na kilka tygodni do poczekalni, gdyż Komisja czeka na wyniki ankiet rozesłanych do banków. W wypowiedzi szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryka Kowalczyka było widać, że projekt ten nie wejdzie za wszelką cenę. Zwrócił on uwagę, że jeżeli kwota strat faktycznie sięgnie wspomnianych w wielu wyliczeniach kilkudziesięciu miliardów złotych trzeba się będzie nad całym projektem zastanowić.

Na wczorajszym posiedzeniu Węgierski Bank Narodowy zgodnie z oczekiwaniami pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Ważniejsza dla rynków była konferencja prezesa Banku Anglii, którego zeznania przed Komisją Skarbu Brytyjskiego Parlamentu przyczyniły się do umocnienia funta. Dobre dane nadeszły również z USA, gdzie indeks zaufania konsumentów wzrósł do 98,1 pkt przy oczekiwanym poziomie 96,5 pkt.

Dzisiejszy dzień pozbawiony jest niemal ważnych danych makroekonomicznych, aczkolwiek o godzinie 20:00 poznamy decyzję FOMC w sprawie stóp procentowych w USA.

 

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016

Kurs EUR/PLN powraca do wzrostów. Dla ruchu w górę nowym oporem nie jest już poziom 4,3650, gdzie znajdowało się zarówno maksimum poprzedniego ruchu. Nowym oporem jest obecnie poziom 4,5100 zł gdzie kurs dotarł po obniżce ratingu. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,4200.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016

Kurs CHF/PLN również wybił się z trendu bocznego w górę. Najbliższym oporem są okolice 4,1150, gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na poziomie 4,0200.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016

Kursowi USD/PLN równie udało się wybić z trendu bocznego. Nowym oporem są maksima na 4,1350. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,0300.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 27.10.2015 do 27.01.2016

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym po czym zawrócił i przeszedł w trend spadkowy. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są ostanie maksima na poziomie 5,9100. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest minimum obecnego ruchu, czyli poziom 5,7300.