Dzięki gwarancjom BGK małe i średnie firmy zyskały dodatkowe 12 mld zł kredytu. To przełożyło się na 50 tys. nowych i utrzymanych miejsc pracy

CEO Magazyn Polska

Zdecydowana większość polskich firm, szczególnie małych i średnich, rozwija się, korzystając ze środków własnych. Gdyby dostęp do finansowania zewnętrznego był łatwiejszy, skala ich inwestycji byłaby znacznie większa. Świadczą o tym dane Banku Gospodarstwa Krajowego. Dzięki gwarancjom de minimis do sektora MŚP trafiło 12 mld zł kredytów więcej. To się przekłada na ponad 50 tys. miejsc pracy – tych nowych i tych niezlikwidowanych w czasie kryzysu.

Około 10 mld zł rocznie – to część kredytów, których małe firmy z różnych względów nie otrzymują, choć o nie wnioskują. Według mnie skala potrzeb przedsiębiorców jest znacznie większa, bo firmy są niechętne do zaciągania kredytu i nie są zbyt ekspansywne. Zachęty w postaci ułatwień w dostępie do kapitału sprawiają, że apetyt na pieniądze i na rozwój rośnie. Im więcej będziemy oferować firmom, tym więcej one będą mogły inwestować – mówi agencji Newseria Biznes prof. Bogusław Plawgo z Uniwersytetu w Białymstoku.

Dziś firmy z sektora MŚP rozwijają się przede wszystkim w oparciu o własne środki. To powoduje, że dynamika tych inwestycji nie jest zbyt wysoka. Wprawdzie na rynku dostępna jest szeroka oferta kredytowa, leasingowa, firmy mają też dostęp do programów unijnych, ale zdaniem prof. Plawgo to za mało, by zagwarantować ich szybki rozwój. To z kolei przekłada się na konkurencyjność polskich przedsiębiorstw na rynkach krajowym i zagranicznych.

Dobrym rozwiązaniem jest wsparcie możliwości kredytowych przedsiębiorców, ponieważ przed staraniem się o kredyt powstrzymuje ich obawa, że go nie dostaną. W badaniach jako powód często wskazują: „prawdopodobnie nie otrzymam kredytu” i „nie mam potrzeb rozwojowych”. Te bariery, bo tak to traktuję, można przezwyciężać ułatwieniami w dostępie do kapitału zewnętrznego – wyjaśnia profesor Uniwersytetu w Białymstoku.

Takim wsparciem są dla firm gwarancje de minimis. W ciągu 2,5 roku działania tego programu Bank Gospodarstwa Krajowego udzielił 97 tysiącom firm gwarancji na ponad 24 mld zł. Dzięki temu uzyskały one kredyty w wysokości blisko 43 mld zł.

To są widoczne efekty naszego programu, ale warto wspomnieć również o tych mniej widocznych. Blisko 12 mld zł kredytu nie zostałoby przyznane przez banki, gdyby nie nasze gwarancje, czyli nie zasiliłby polskiej gospodarki. To się przekłada na ponad 50 tys. dodatkowych miejsc pracy albo uratowanych, bo w czasach kryzysu miejsca pracy często trzeba było likwidować – mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

Jak podkreśla, istotną zaletą programu jest jego uniwersalność – fakt, że nie ogranicza się do jednego rodzaju kredytu, powoduje, że z gwarancji mogą korzystać różne firmy, na różnych etapach rozwoju, potrzebujące zarówno kredytu inwestycyjnego, jak i obrotowego.

Z badania przeprowadzonego w ubiegłym roku przez Związek Banków Polskich wynika, że na 10 najwyżej ocenianych przez banki programów publicznych, nie tylko gwarancyjnych, z udziałem sektora bankowego program ten osiągnął najwyższe uznanie w środowisku bankowym – podkreśla Arkadiusz Lewicki, dyrektor ds. programów publicznych w Związku Banków Polskich.

Dlatego – jak zaznacza – banki chciałyby program kontynuować i w toczącej się dyskusji na temat jego przyszłości nie zgłaszają swoich uwag.

Banki, podobnie jak ich klienci, oczekują przede wszystkim prostego, ujednoliconego systemu, który obejmowałby cały kraj i który byłby dostosowany do wymogów, jakie obowiązują banki. Chodzi przede wszystkim o zarządzanie ryzykiem, wymogi ostrożnościowe i kapitałowe. Krótko mówiąc, chodzi o to, by  banki mogły finansować beneficjenta końcowego w odpowiedniej racjonalnej formule i przy odpowiednich kosztach – wyjaśnia Arkadiusz Lewicki.

Według profesora Plawgo gwarancje kredytowe dla MŚP powinny być w Polsce instrumentem stałym. Wynika to m.in. ze specyfiki systemu bankowego, który – w ocenie eksperta – nie jest jeszcze dostosowany do potrzeb małych i średnich firm.

Należy również pracować nad rozwijaniem bardziej rynkowych form wsparcia. W Europie Zachodniej funkcjonują doskonale pracujące na rzecz przedsiębiorców systemy poręczeń wzajemnych. Zdaniem środowiska bankowego w Polsce jest już odpowiedni potencjał do rozwijania również takich instrumentów – mówi dyrektor ds. programów publicznych w Związku Banków Polskich. – Mamy nadzieję, że zarówno środowisko finansowe, jak i regulatorzy krajowi podejmą to wyzwanie w tej perspektywie finansowej, gdzie do dyspozycji mamy pokaźne środki europejskie na instrumenty zwrotne wspierające małych i średnich przedsiębiorców.

ZUS inwestuje w rozwiązania, które mają zapewnić obsługę osobom niepełnosprawnym

CEO Magazyn Polska

Obowiązujące w Polsce przepisy nakładają na urzędy obowiązek przystosowania budynków do potrzeb osób niepełnosprawnych. Instytucje użyteczności publicznej powinny być również dostosowane do potrzeb osób z problemami słuchu. ZUS likwiduje bariery architektoniczne w budynkach, do obsługi niepełnosprawnych przystosowane są również sale obsługi klienta. Zakład zapowiada też usługę, która pomoże pracownikom w obsłudze osób niesłyszących. 

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że bariery architektoniczne dotyczą nas wszystkich. Na pierwszy rzut oka osoba poruszająca się na wózku ma największe wyzwania, ale dotyczy to również osób poruszających się o kulach, osób słabo widzących czy niewidomych. One muszą czuć dostępność w architekturze – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Pawłowski, prezes fundacji Integracja.

Ograniczenia w przestrzeni publicznej dotykają przede wszystkim osoby, które mają trudności z poruszaniem się. Choć jest już lepiej niż jeszcze kilka lat temu, to wciąż wiele budynków nie jest dostosowanych do osób jeżdżących na wózkach. Z raportu SODA Market Research dla Fundacji Aktywnych Obywateli im. Józefa Dietla „Dostosowanie obiektów użyteczności publicznej w miastach wojewódzkich do potrzeb projektowania uniwersalnego” wynika, że już 71 proc. budynków ma co najmniej jedno wejście dostępne dla osób niepełnosprawnych. W ponad 41 proc. pomieszczenia wewnętrzne są zlokalizowane na poziomie wejścia lub są dostępne dzięki udogodnieniom.

Jeszcze 30 lat temu codziennie napotykałem na gąszcz barier architektonicznych. Obecnie widać już zmiany, warto jednak walczyć o więcej. Kluczowe, by osoby podejmujące decyzję o projektowaniu i remontowaniu wiedziały, że osoba z niepełnosprawnością chce normalnie funkcjonować, a napotykając na schody i bariery architektoniczne, jest wykluczana – przekonuje Pawłowski.

Obowiązujące w Polsce przepisy jednoznacznie nakładają obowiązek przystosowania budynków użyteczności publicznej do potrzeb osób niepełnosprawnych. Wciąż jednak 70 proc. przebadanych obiektów nie spełnia obowiązujących przepisów, a 92 proc. nie wychodzi naprzeciw potrzebom opiekunów z małymi dziećmi. Tylko część prac modernizacyjnych i budowlanych realizowanych w obiektach użyteczności publicznej w ostatnich latach obejmowało udogodnienia dla osób niepełnosprawnych. Sytuacja w urzędach systematycznie się jednak poprawia.

Działania w placówkach ZUS przede wszystkim koncentrują się na likwidacji barier architektonicznych oraz barier komunikacyjnych. Standardem obsługi jest zapewnienie, by każda placówka, w której znajduje się sala obsługi klientów, oraz jej otoczenie były przystosowane do obsługi osób z niepełnosprawnością – wskazuje Iwona Marczak z Departamentu Obsługi Klientów w ZUS.

W większości budynków wejścia zlokalizowane są na poziomie chodnika. Tam, gdzie nie jest to możliwe, osoby niepełnosprawne mogą skorzystać z podjazdów lub wind. Na parkingach są oznaczone miejsca dla niepełnosprawnych.

ZUS inwestuje również w likwidację barier wewnętrznych. Na salach obsługi klienta montowane są rozsuwane drzwi, nie ma już wąskich ciągów komunikacyjnych ze schodami.

Dostosowujemy także stanowiska obsługi klientów do osób niepełnosprawnych poprzez zapewnienie odpowiedniej ich szerokości i wysokości. Przy każdym stanowisku znajdują się dwa krzesła – dla klienta i dla osoby towarzyszącej. Przed salami staramy się zapewnić toaletę specjalnie przystosowaną dla osób niepełnosprawnych. Standardem obsługi jest obsługa osoby niepełnosprawnej, której towarzyszy specjalnie szkolony pies asystujący – wskazuje Iwona Marczak.

Urzędy powinny również być przystosowane do osób z problemami słuchu. Statystyki GUS wskazują, że w Polsce blisko 850 tys. ludzi ma wady słuchu, z czego połowa to osoby niedosłyszące lub niesłyszące.

Ustawa o języku migowym nakłada na wszystkie urzędy i organy administracji publicznej obowiązek udostępnienia informacji w języku migowym. W każdym urzędzie powinien być albo tłumacz języka migowego, albo urząd powinien wzywać z listy wojewody tłumacza, który ma odpowiednie kwalifikacje – tłumaczy Krzysztof Kotyniewicz, sekretarz zarządu głównego Polskiego Związku Głuchych w Warszawie.

Blisko trzy lata po wejściu w życie ustawy o języku migowym NIK skontrolowała 60 instytucji publicznych. Ponad połowa nie miała na stronie internetowej czy w ogólnodostępnym miejscu w swojej siedzibie żadnej informacji o usługach i rozwiązaniach pozwalających osobom niesłyszącym na komunikowanie się z urzędnikiem. 42 proc. urzędów wywiązało się z tego obowiązku nierzetelnie. Tylko 6 proc. udostępniło pełne informacje.

Nie zawsze osoby niesłyszące mają możliwość skorzystania z usługi tłumacza języka migowego. Często zdarza się, że urzędy proszą, żeby to osoba niesłysząca przyszła z własnym tłumaczem. Natomiast niektóre urzędy uważają, że wystarczy napisać na piśmie i osoba głucha to zrozumie, tak jednak do końca nie jest – podkreśla Kotyniewicz.

Dla osób niesłyszących naturalnym językiem jest język migowy. Język polski, nawet dla tych urodzonych i żyjących w kraju, jest obcy. Dla osób głuchych w Polsce język migowy jest podstawowy i w pełni zrozumiały. 70 proc. spośród tych osób ma problemy z pełnym zrozumieniem języka pisanego. Niestety, tylko jedna z 60 skontrolowanych instytucji przetłumaczyła na język migowy informacje kierowane do osób niesłyszących. Pozostałe urzędy ograniczyły przekaz do komunikatu w języku pisanym.

W celu ułatwienia obsługi osobom z niepełnosprawnością słuchu ZUS od wielu lat organizuje szkolenia z języka migowego i warsztaty doskonalące umiejętność posługiwania się polskim językiem migowym. W każdym oddziale znajduje się pracownik, który posługuje się językiem migowym, a w niektórych oddziałach takich pracowników jest kilku, a nawet kilkunastu – przekonuje Iwona Marczak.

Z raportu NIK wynika, że 78 proc. urzędów zatrudnia osoby, które ukończyły kursy bądź deklarowały znajomość języka migowego. Na szkolenia 26 urzędów w latach 2011–2014 wydały łącznie blisko 130 tys. zł. Znacznie tańsza może być jednak obsługa profesjonalnego tłumacza migowego online.

Zakład wkrótce udostępni również usługę, która pomoże pracownikom sal obsługi klientów w obsłudze osób niesłyszących. Dzięki niej będzie możliwy dostęp do pracowników centrum obsługi telefonicznej, którzy posługują się biegle językiem migowym – zapowiada Iwona Marczak.

Rośnie rola kobiet w hierarchii polskich firm. Ich pozycja zawodowa jest lepsza niż kobiet w innych krajach UE

CEO Magazyn Polska

Na świecie średnio 22 proc. osób zasiadających na wysokich stanowiskach kierowniczych to kobiety – wynika z badania „Women in Business 2015” firmy Grant Thornton International. W Polsce odsetek ten wynosi 37 proc. Rola kobiet w polskiej gospodarce jest więc coraz większa, jednak wciąż zbyt mała, co wiąże się z uwarunkowaniami kulturowymi i społecznymi. Tymczasem udział kobiet w biznesie pobudza kreatywność i podnosi efektywność pracy.

W polskiej gospodarce w małych przedsiębiorstwach jest dość dużo kobiet. Im większe przedsiębiorstwa, tym kobiet jest coraz mniej. Myślę, że to jest uwarunkowane kulturowo, ale ta sytuacja się powoli, choć być może zbyt wolno, zmienia – mówi agencji Newseria Maciej Jamka, partner zarządzający w warszawskim biurze K&L Gates.

Na tle UE i świata, jak wynika z badania Grant Thornton International, polskie statystyki są jednak pozytywne. 37 proc. osób na kierowniczych stanowiskach to kobiety (w ubiegłorocznym badaniu było to 34 proc.). Wśród 34 badanych państw najwyższy odsetek jest w Rosji i Gruzji. Z kolei najmniej kobiet jest w biznesie w Japonii (8 proc.), w Niemczech i Holandii (odpowiednio 14 proc. i 18 proc.)

Myślę, że problem awansu i udziału kobiet w życiu społecznym jest problemem całego świata. Niektóre kraje z tym problemem starają się walczyć, zarządzać nim, inne są zdecydowanie mniej aktywne. Myślę, że na tym tle w Polsce nie jest najgorzej – ocenia Maciej Jamka.

Na najwyższe stanowiska, czyli prezesów zarządu, dochodzi jednak zaledwie 5 proc. kobiet zatrudnionych na poziomie senior management. Częściej pełnią one funkcje szefów kontrolingu, działów HR czy finansów (odpowiednio 53 proc., 47 proc. oraz 24 proc.).

Zdaniem Macieja Jamki główną przyczyną dysproporcji pomiędzy liczbą kobiet a mężczyzn w dużych przedsiębiorstwach są przede wszystkim czynniki kulturowe. Historycznie rola kobiet ograniczała się do opieki nad gospodarstwem domowym. To mężczyznom przypadały aktywniejsze role, związaną z utrzymaniem rodziny. Jego zdaniem podstawową kwestią w zakresie wsparcia obecności kobiet w biznesie byłoby przyzwolenie społeczne dla tych pań, które chcą się skoncentrować na rozwoju swojej kariery zawodowej.

– Ten tradycyjny model rodziny ciągle skutkuje tym, że w niektórych branżach na niektórych pozycjach jest kobiet mniej, niż powinno być – podkreśla Maciej Jamka. – Jeśli w społeczeństwie dominuje podejście, że kobieta powinna siedzieć w domu, to można proponować wiele zachęt, ale niewiele to pomoże. Jeśli kobiety nie będą czuły wsparcia najbliższego środowiska, to nie będą się starać o wyższe stanowiska i większy udział w życiu gospodarczym.

Partner zarządzający w K&L Gates jest zdania, że udział kobiet w biznesie pozytywnie wpływa na efektywność pracy. Płeć piękna dostarcza bowiem innego punktu widzenia niż tradycyjny, męski.

Kreatywność napędza biznes, a ona powstaje wtedy, kiedy współpracują ze sobą nie ludzie o podobnych poglądach, ale kiedy konfrontujemy różne punkty widzenia. Kobiety wnoszą do biznesu właśnie odmienny punkt widzenia i to jest najważniejsze – tłumaczy Maciej Jamka.

W przypadku korporacji prawniczych praktycznie na całym świecie dominująca pozostaje jednak rola mężczyzn. Maciej Jamka zauważa, że mimo wyjątków odsetek kobiet w branży jest zbyt niski. Oprócz bariery natury kulturowej powodem dysproporcji jest struktura klientów kancelarii, gdzie w przewadze są właśnie mężczyźni.

– Kancelarie starają się promować kobiety, ale to jest proces długoletni, długotrwały. Niektóre kancelarie mają więcej osiągnięć w tym zakresie, inne mniej, ale wydaje się, że jest to zadanie dla nas wszystkich – podsumowuje partner zarządzający w K&L Gates.

W ramach K&L Gates działa globalna inicjatywa Women in the Profession, mająca na celu wspieranie aktywności zawodowej i społecznej kobiet pragnących realizować się na wielu płaszczyznach. Skierowana jest do kobiet aktywnych i przedsiębiorczych, które swoimi dokonaniami udowadniają, że możliwe jest osiągnięcie sukcesu zawodowego w harmonii z życiem prywatnym. Również w Polsce inicjatywa ta spotyka się z dużym zainteresowaniem i poparciem.

Do końca roku odcinkowy pomiar prędkości będzie prowadzony w 29 miejscach. Kierowcy mają jeździć wolniej i bezpieczniej

CEO Magazyn Polska

Główna Inspekcja Transportu Drogowego uruchomiła pierwsze trzy punkty odcinkowego pomiaru prędkości. Do końca roku w całym kraju pomiar odbywać się będzie już w 29 miejscach. System rejestruje czas wjazdu i wyjazdu z danego odcinka. Na tej podstawie można ustalić, z jaką prędkością poruszał się samochód. Rolą systemu jest wyrobienie w kierowcach nawyku równomiernej, spokojnej jazdy. Testy i doświadczenia innych krajów pokazują, że jest to możliwe.

– Docelowo w całym kraju do końca roku ma ruszyć 29 punktów, w których będzie realizowany odcinkowy pomiar prędkości. W tej chwili to są trzy punkty w różnych województwach – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Jasiński z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.

Odcinkowy pomiar prędkości mierzy średnią szybkość, z jaką kierowca przejechał określony odcinek drogi. Po przekroczeniu pierwszej bramki odnotowywany jest czas wjazdu na dany obszar, a po jego opuszczeniu druga z kamer rejestruje czas wyjazdu. Dzięki temu możliwe jest obliczenie przeciętnej prędkości, z jaką jechał samochód.

Pilotażowy pomiar odbywa się obecnie w Łosiowie w woj. opolskim (droga nr 94), a także na drogach krajowych nr 19 oraz 82.

– Typowanie odcinków do średniej kontroli prędkości odbyło się głównie przy udziale Politechniki Gdańskiej. Katedra Inżynierii Drogowej w oparciu o swoje badania, dane statystyczne oraz wypadkowość na danych odcinkach dróg krajowych przedłożyła nam właśnie taką rekomendację, żeby w pierwszym rzucie akurat te 29 punktów w kraju objąć kontrolą prędkości – tłumaczy Jasiński.

Dalsza rozbudowa systemu uzależniona będzie od środków przeznaczonych na ten cel. W chwili obecnej 85 proc. finansowania pochodzi z Funduszu Operacyjnego Infrastruktury i Środowiska. Reszta ze środków własnych GITD.

– Efekty wprowadzenia systemu będą takie, że kierowcy przestaną gwałtownie hamować przed masztami, przed fotoradarami po to, żeby za chwilę przyspieszyć. Chodzi o to, aby wyrobić pewne nawyki spokojnej jazdy. Prędkość ma być wszędzie zgodna z przepisami, a nie tylko wówczas, kiedy widzimy punkt, w którym stoi fotoradar – wyjaśnia Adam Jasiński.

Wyniki testów dają pozytywne rezultaty. Jak mówi przedstawiciel GITD, już teraz daje się zauważyć, że na odcinkach z pomiarem prędkości kierowcy jeżdżą spokojniej. Polski projekt wprowadzenia odcinkowego pomiaru prędkości wzorowany był na rozwiązaniach wykorzystywanych w krajach zachodnich, gdzie rozwiązanie to przynosi efekty. Różnicą w stosunku do Francji jest dokładne znakowanie obszaru, na którym odbywać się będzie kontrola. Natomiast w przypadku francuskich dróg takiej informacji nie ma.

– Tu oczywiście pojawia się duży znak zapytania, czy to jest rozwiązanie słuszne. Francuzi wychodzą z założenia, że przecież istotą kontroli jest to, że co do zasady podmiot kontrolowany ma zawsze postępować zgodnie z przepisami, więc kontrola powinna być niezapowiedziana – mówi Adam Jasiński.

Mandaty za przekroczenie prędkości rejestrowane przy użyciu urządzeń rejestrujących, czyli zarówno fotoradarów stacjonarnych, jak i urządzeń do odcinkowej kontroli prędkości, wystawia Inspekcja Transportu Drogowego.

Rosnąca gospodarka morska przyczynia się do rozwoju nowych dziedzin. Polska może stać się silnym graczem na rynku zarządzania statkami

CEO Magazyn Polska

Ship management, czyli zarządzanie statkami, to branża stosunkowo nowa w Polsce, ale dynamicznie rosnąca. Firmy, które się tym zajmują chcą wykorzystać światowy trend zlecania przez armatorów na zewnątrz zadań związanych m.in. z rekrutacją personelu czy zarządzaniem finansami. Polska – ze względu na dostęp do wykwalifikowanych kadr – ma szansę stać się znaczącym graczem w tej branży.

Rośnie pozycja polskich menadżerów, którzy zarządzają flotami w imieniu właścicieli statków.

Utarł się schemat, że w Polsce robi się pewne rzeczy dlatego, że jest tanio. Moim zdaniem działalność ship management rozwija się w Polsce dlatego, że mamy dostęp do ludzi, którzy się znają na tej pracy, a których jest coraz trudniej znaleźć w krajach, gdzie tradycyjnie ta działalność była prowadzona – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Masny, członek zarządu Polskiego Związku Zarządców Statków.

Trend zlecania firmom zewnętrznym takich kwestii jak rekrutowanie personelu na statkach czy zarządzanie finansami i zakupami jest na świecie coraz silniejszy. Dlatego, jak podkreśla Masny, trzeba głośno mówić o tych kompetencjach zagranicą. Tym bardziej że Polska nie jest na arenie międzynarodowej kojarzona jako kraj z silny pod względem usług dla gospodarki morskiej. Od zainteresowania globalnych firm zależy jednak rozwój tej branży.

Wielu ludzi jest zaskoczonych tym, że tego typu działalność w Polsce jest prowadzona. Ważne jest działanie nas wszystkich. My ze swojej strony, pracując w firmach, które zrzeszamy, staramy się jak możemy Polskę promować i jak najwięcej z tych biznesów, które prowadzą nasi właściciele, ściągać do kraju. Ale naszą rolą jest również, żeby uświadamiać zarówno władze lokalne, jak i państwowe, że jest to działalność, którą naprawdę warto i z powodzeniem można w Polsce rozwijać – podkreśla Piotr Masny.

Masny podkreśla szeroki wpływ działalności spółek z branży ship managmentu na otoczenie społeczno-gospodarcze. Sektor tworzy istotne źródło przychodów dla hoteli, firm transportowych, linii lotniczych czy ośrodków szkoleniowych, w których kształcą się marynarze. Jest to również stabilne miejsce pracy.

Powstały w styczniu tego roku Polski Związek Zarządców Statków zrzesza firmy, które zarządzają 190 statkami o łącznym tonażu ponad 2 mln ton. Zatrudniamy ludzi, marynarzy, wynajmujemy biura, wynajmujemy hotele, prowadzimy szkolenia – wymienia Piotr Masny.

Podstawowym zadaniem PZZS jest reprezentowanie interesów członków zajmujących się zarządem technicznym, załogowym oraz zarządzaniem ryzykiem na statkach należących do zagranicznych właścicieli i armatorów. Długofalowym i docelowym założeniem PZZS jest stworzenie Pomerania Ship Management Center.

Notariusze wyjaśnią wątpliwości dotyczące prawa spadkowego. Ważne zmiany dotyczące zasad dziedziczenia

0

CEO Magazyn Polska

W tym roku weszły w życie dwie ważne zmiany prawne w kwestii dziedziczenia. Nowe regulacje zmieniły zasady dziedziczenia transgranicznego oraz przepisy prawa spadkowego w zakresie dziedziczenia długów. Zmiany wciąż budzą wiele wątpliwości, dlatego wiodącym tematem tegorocznego Dzień Otwarty Notariatu będzie właśnie dziedziczenie.

Po raz szósty środowisko notarialne organizuje Dzień Otwarty Notariatu, proponując jako temat przewodni: Porozmawiaj z notariuszem o dziedziczeniu – w związku z licznymi zmianami, które weszły w tym roku w życie w zakresie prawa spadkowego. Jak pokazują doświadczenia pięciu ostatnich edycji, bez względu na proponowany przez notariat temat przewodni, gros pytań i tak zawsze dotyczyło dziedziczenia, spadków, testamentów czy zachowku – mówi agencji informacyjnej Newseria Jolanta Niedziela rzecznik prasowy Izby Notarialnej w Warszawie.

Dzień Otwartego Notariatu w tym roku obejmie 24 miasta w Polsce. W sobotę 28 listopada notariusze będą udzielać bezpłatnych informacji związanych z dziedziczeniem, postępowaniem spadkowym oraz istotnymi zmianami w prawie spadkowym. W tym roku nastąpiły dwie kluczowe zmiany. 17 sierpnia 2015 roku weszło w życie europejskie rozporządzenie spadkowe, które zmieniło zasady dziedziczenia transgranicznego.

Jeżeli obywatel Polski przebywał zagranicą i nie sporządzi testamentu, w którym dokona wyboru prawa polskiego jako właściwego dla regulacji ogółu spraw spadkowych po nim, to może się okazać, że dziedziczenie będzie się odbywało według zasad państwa, w którym dana osoba ma miejsce pobytu – wyjaśnia Niedziela. – Może się okazać, że dziedziczenie będzie przeprowadzone według zasad prawa francuskiego, belgijskiego czy niemieckiego.

To, czy będzie to bardziej, czy mniej korzystne dla spadkobierców, zależy od uregulowań prawnych danego państwa. Notariusze wyjaśniają, że aby uniknąć takiego scenariusza, wystarczy zapis w testamencie dotyczący wyboru prawa polskiego.

Druga istotna zmiana obowiązuje od 18  października i dotyczy zmian w zasadach odpowiedzialności spadkobiercy za długi spadkowe. Do tej pory spadkobiercy od chwili śmierci spadkodawcy mieli 6 miesięcy na złożenie oświadczenia o odrzuceniu spadku bądź przyjęciu go z dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli taki dokument nie został złożony, wówczas następowało dziedziczenie wprost, czyli z ewentualnymi długami.

Po zmianach prawa niezłożenie oświadczenia w sześciomiesięcznym terminie oznacza, że dziedziczymy spadek z dobrodziejstwem inwentarza. To znaczy, że nie odpowiadamy z własnego majątku za długi spadkodawcy. Ale musimy spłacić długi spadkowe do stanu czynnego spadku – wyjaśnia Jolanta Niedziela.

Jak podkreśla, ostatnie zmiany są pozytywne dla spadkobierców. Dzięki nim są oni w mniejszym stopniu narażeni na konsekwencje nieznajomości prawa.

Otwierał się spadek, zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy spadkobiercami, ale nie wiedzieliśmy z czym to się wiąże i jak dolegliwe finansowo może to dla nas być – zauważa Jolanta Niedziela.

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Toyota i Lexus na targach Fleet Market 2015

Podczas targów motoryzacyjnych Fleet Market Toyota i Lexus zaprezentowały swoje największe atuty – swoje najnowsze modele, w tym auta hybrydowe, oraz kompleksowe programy flotowe Toyota Business Plus i Lexus Business Plus. Największą sensacją stoiska Toyoty był przełomowy samochód napędzany wodorem – Toyota Mirai.

 fleet_market_0224 listopada Centrum EXPO XXI w Warszawie stało się areną prawdziwej sensacji. Podczas tegorocznych targów Fleet Market zadebiutował Mirai, masowy samochód napędzany wodorowymi ogniwami paliwowymi Toyoty. Ja powiedział Robert Mularczyk, PR Manager Toyota Motor Poland, to prawdziwa rewolucja w motoryzacji, od niedawna obecna na wybranych rynkach na świecie, którą w tym tygodniu Toyota zaprezentowała także w Warszawie.

„Cieszymy się, że mogliśmy zaprezentować nasz przełomowy samochód, Toyotę Mirai, managerom flotowym i całemu środowisku flotowemu” – podsumował Robert Mularczyk.

Toyota Mirai jest napędzana silnikiem elektrycznym, do którego prąd wytwarzany jest w reakcji wodoru z tlenem w ogniwach paliwowych. Wodór umieszczony jest w baku, który tankuje się tylko 3 minuty. Jest to sedan klasy średniej o lekkim nadwoziu, który rozpędza się do 100 km/h w 9,6 s. Silnik elektryczny rozwija pełny moment obrotowy od chwili ruszenia, co zapewnia bardzo przyjemne wrażenia z jazdy. Auto zużywa wodór o wartości około 30-35 zł na każde 100 km. Robert Mularczyk przewiduje, że wraz z upowszechnianiem się technologii wodorowej w motoryzacji cena wodoru będzie stopniowo maleć, gdyż większy popyt spowoduje spadek kosztów produkcji.

Toyota ekspansywnie wprowadza model Mirai na kolejne rynki na świecie. Dziś można go już kupić w Japonii, USA, Niemczech, Danii i Wielkiej Brytanii. Do tej pory firma zebrała ponad 3500 zamówień. Do końca tego roku zostanie wyprodukowanych 700 egzemplarzy, w 2016 roku do klientów trafi 2000 aut, zaś w 2017 roku 3000 aut. Produkcja osiągnie poziom 30 000 egzemplarzy rocznie już w 2020 roku.

Podczas specjalnej konferencji poświęconej motoryzacji wodorowej Instytut Transportu Samochodowego ogłosił, że pierwsze stacje tankowania wodoru w Polsce powstaną w ciągu kilkunastu miesięcy. Instytut zakłada, że do 2030 roku będziemy mieli w kraju 30 takich stacji.

Goście odwiedzający stoisko mogli także zapoznać się z najnowszymi modelami marki – Avensisem i Aurisem. Oba modele zadebiutowały w salonach latem tego roku, wnosząc do oferty marki nowy, bardziej elegancki i dynamiczny design, oszczędniejsze silniki oraz nowoczesne wnętrza pełne zaawansowanej technologii. Toyota położyła także duży nacisk na prezentację swoich najważniejszych modeli hybrydowych, czyli Aurisa Hybrid oraz Yarisa Hybrid. Samochody hybrydowe Toyoty co roku zyskują w Polsce coraz większą popularność. Toyota przewiduje, że w tym roku wzrost sprzedaży hybryd w Polsce przekroczy 35% w porównaniu do roku 2014.

Lexus, należący do koncernu Toyota producent samochodów luksusowych, zaprezentował na targach przekrój swej oferty z sedanami IS i GS, crossoverem NX oraz sportowym coupe RC. Duże zainteresowanie odwiedzających budziły zarówno modele z nowym, dynamicznym i oszczędnym turbodoładowanym silnikiem benzynowym o pojemności 2 l, jak i z wydajnym i ekologicznym napędem hybrydowym.

Na Fleet Market nie mogło zabraknąć prezentacji oferty finansowania samochodów dla biznesu i kompleksowej obsługi flotowej. „W ofertach Toyota Business Plus i Lexus Business Plus wyprzedzamy oczekiwania – powiedział Mirosław Sochacki, szef działu sprzedaży korporacyjnej Toyota Motor Poland. – Staramy się być o krok przed konkurencją i stale ulepszać naszą ofertę w każdym obszarze”.

Umowy śmieciowe a umowa o pracę

Pojęcie umowy o pracę jest obecnie przeciwstawiane tak zwanej umowie śmieciowej. Pod pojęciem tym kryją się umowa o dzieło i umowa zlecenie. Skąd się wzięło takie postrzeganie  umów cywilnoprawnych? Nie chronią one praw pracowniczych osób zatrudnionych na ich podstawie i nie zapewniają im ochrony zatrudnienia i płac ani urlopu. Powoduje to niepewność zatrudnienia u pracownika i utrudnia mu w pewien sposób funkcjonowanie w społeczeństwie – taki pracownik, jeśli nie opłaca dodatkowych składek na ubezpieczenie chorobowe, nie może otrzymać zasiłku chorobowego czy macierzyńskiego. Natomiast banki niechętnie udzielają kredytu osobom zatrudnionym w oparciu o umowę cywilnoprawną. Dla pracodawców natomiast umowa o dzieło lub umowa zlecenie stanowią środki do ograniczania kosztów, związanych z zatrudnianiem pracowników – przy takim samym nakładzie pieniędzy pracownik dostanie o wiele wyższą pensję, niż w przypadku zatrudnienia na podstawie umowy o pracę.

Umowa o pracę i umowa cywilnoprawna – ubezpieczenia

Umowa o pracę jest gwarantem objęcia pracownika wszelkimi ubezpieczeniami ZUS, co nie jest takie oczywiste w przypadku umów cywilnoprawnych. Ubezpieczenie w ZUS zleceniobiorcy jest uzależnione od posiadanego tytułu.

Przykład 1.

Osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę z minimalnym wynagrodzeniem postanawia przyjąć dodatkowe zlecenie u innego pracodawcy. Z uwagi na to, że z tytułu umowy o pracę są odprowadzane składki ZUS od minimalnego wynagrodzenia za pracę, taka osoba z  tytułu zawartej umowy zlecenia zostanie objęta obowiązkowo tylko ubezpieczeniem zdrowotnym.

Ważne!

Szczególnie korzystne jest dla pracodawcy zatrudnienie na podstawie umowy cywilnoprawnej studenta lub ucznia do chwili ukończenia przez niego 26 roku życia. Przepisy zwalniają w takiej sytuacji pracodawcę z obowiązku objęcia go ubezpieczeniami ZUS.

 

Jeszcze inaczej jest w przypadku umowy o dzieło – w żadnym wypadku nie powoduje ona obowiązku objęcia wykonawcy dzieła ubezpieczeniem. Wyjątkiem jest jedynie sytuacja, w której umowa o dzieło zawarta jest z osobą, z którą pracodawcę łączy już stosunek pracy, lub praca wykonywana jest na rzecz pracodawcy.

Rodzaj umowy/ Składka ZUS Umowa o pracę Umowa zlecenie

(jedyny tytuł do ubezpieczeń)

Umowa o dzieło
Emerytalna TAK TAK Tylko jeżeli umowa jest zawarta z własnym pracownikiem lub wykonywana na rzecz pracodawcy
Rentowa TAK TAK Tylko jeżeli umowa jest zawarta z własnym pracownikiem lub wykonywana na rzecz pracodawcy
Wypadkowa TAK TAK, jeżeli umowa jest wykonywana w siedzibie zleceniodawcy NIE
Chorobowa TAK DOBROWOLNA NIE
Zdrowotna TAK TAK Tylko jeżeli umowa jest zawarta z własnym pracownikiem lub wykonywana na rzecz pracodawcy

Umowa zlecenie i zasiłek

Pracownik, który jest zatrudniony na podstawie umowy zlecenie, może w niektórych przypadkach otrzymać zasiłek chorobowy. Warunków jest kilka:

  • musi podlegać obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym z tytułu tej umowy,
  • musi przystąpić do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego,
  • musi posiadać tzw. okres wyczekiwania na prawo do zasiłku chorobowego (90 dni podlegania ubezpieczeniu chorobowemu).

Zleceniobiorca może przystąpić do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego na swój wniosek i być nim objęty aż do dnia wskazanego we wniosku, nie wcześniej jednak niż od dnia, w którym wniosek został złożony.

Ważne!

Kluczową kwestią, jeśli chodzi o zgłoszenie do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego, jest posiadanie obowiązkowego tytułu do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych.

Od pierwszego dnia niezdolności od pracy zleceniobiorca otrzyma natomiast zasiłek z ubezpieczenia wypadkowego, pod warunkiem jednak, że podlega ubezpieczeniu wypadkowemu z tytułu umowy zlecenia, a niezdolność do pracy została spowodowana wypadkiem przy pracy lub chorobą zawodową. Objęcie ubezpieczeniem wypadkowym jest obowiązkowe, jeśli zleceniobiorca wykonuje pracę w siedzibie lub miejscu prowadzenia działalności przez zleceniodawcę i podlega ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym.

Umowa o dzieło i zasiłek

Pracownik, zatrudniony na podstawie umowy o dzieło, nie podlega ubezpieczeniom, nie ma więc prawa do zasiłku chorobowego z ubezpieczenia chorobowego czy z ubezpieczenia wypadkowego.

Umowa o pracę, umowa zlecenie i umowa o dzieło – wady i zalety

  UMOWA O PRACĘ UMOWA ZLECENIE UMOWA O DZIEŁO
Prawo do urlopu TAK NIE NIE
Podleganie ubezpieczeniom TAK Uzależnione od posiadanych tytułów zabezpieczeń NIE
Praca pod kierownictwem TAK NIE NIE
Ochrona zatrudnienia TAK NIE NIE
Ochrona wynagrodzenia TAK NIE NIE
Możliwość powierzenia pracy innej osobie NIE Tak, jeśli umowa przewiduje taką możliwość Tak, jeśli umowa przewiduje taką możliwość
Określone miejsce i czas wykonywania umowy TAK NIE NIE
Zaliczenie okresu wykonywania umowy do stażu pracy TAK NIE NIE
Rozstrzyganie roszczeń przez Sąd Pracy TAK NIE NIE

 

Umowa o pracę – koszty

Umowy cywilnoprawne i umowę o pracę różni także wysokość wynagrodzenia. Przy tej samej kwocie, płaconej przez pracodawcę, do osoby pracującej na podstawie umowy o pracę trafi o wiele mniejsza suma. Dzieje się tak, ponieważ w przypadku zatrudnienia na podstawie umowy o pracę składki ZUS są potrącane z wynagrodzenia pracownika, jak również ze środków pracodawcy. Oprócz tego przedsiębiorca ponosi o wiele więcej kosztów – poza wynagrodzeniem brutto musi odprowadzić także ok. 20% wynagrodzenia brutto.

Jeśli więc pracodawca zatrudnia pracownika na podstawie umowy o pracę, a budżet, który przeznaczył na jego zatrudnienie to 4500 zł, do pracownika trafi mniej więcej 60% tej sumy – ok. 2700 zł.

Reszta, czyli 40%, przeznaczona jest na:

  • składki ZUS – 1230 zł,
  • ubezpieczenie zdrowotne (NFZ) – 300 zł,
  • zaliczkę na podatek dochodowy – 270 zł.

Umowa o dzieło – koszty

Jeżeli pracodawca zatrudnia pracownika na podstawie umowy o dzieło, nie opłaca składek ZUS – jego obowiązkiem jest jedynie opłacenie zaliczki na podatek dochodowy za wykonawcę dzieła. Analogicznie do przykładu z akapitu o umowie o pracę, jeżeli przeznaczy na zatrudnienie pracownika 4500 zł i zamówi u niego wykonanie dzieła, wykonawca otrzyma 85% tej sumy – ok. 3850 zł. W pozostałych 15%, czyli ok. 650 zł, zawiera się podatek dochodowy (przy jego wyliczeniu stosuje się koszty uzyskania przychodów w wysokości 20%).

 

Jak dobrze przygotować sprawozdanie odpadowe?

Przedsiębiorcy, którzy generują lub przetwarzają odpady i zobowiązani są do prowadzenia ich ewidencji mają obowiązek składania rocznego sprawozdania z gospodarowania odpadami. Brak konieczności uzyskania decyzji na wytwarzanie odpadów nie zwalnia z obowiązku jej prowadzenia. Przygotowując sprawozdanie, warto wiedzieć na jakie podstawowe aspekty zwrócić szczególną uwagę, tak, aby uniknąć błędów. Istotne jest m.in. podanie masy odpadów z odpowiednią dokładnością.

Roczne sprawozdanie z gospodarowania odpadami sporządza się w oparciu o prowadzoną ewidencję odpadów. Ważne jest bieżące monitorowanie masy wytwarzanych odpadów zgodnie z warunkami posiadanej decyzji administracyjnej. – Brak konieczności uzyskiwania decyzji na wytwarzanie odpadów nie oznacza zwolnienia posiadaczy odpadów, w tym ich wytwórców, z obowiązków prowadzenia ewidencji wytwarzanych odpadów – przypomina Anna Wójcik, kierownik ds. Ochrony Środowiska i ADR w Stena Recycling.

 Kompletność danych

Raport z gospodarowania odpadami należy przygotować skrupulatnie. – Przed złożeniem sprawozdania trzeba sprawdzić czy dane są kompletne oraz czy wszystkie wymagane pola zostały wypełnione, w szczególności dotyczące decyzji w zakresie gospodarki odpadami, tj. znaku oraz terminu obowiązywania decyzji – mówi ekspertka Stena Recycling. – W sprawozdaniu należy uwzględnić masę odpadów wytwarzanych poza instalacją, a wytwórca odpadów uwodnionych ma dodatkowy obowiązek podania, dla konkretnych rodzajów odpadów, szacunkowej zawartość suchej masy odpadów. Istotne jest poprawne wpisanie masy (Mg – megagram) wytwarzanych odpadów niebezpiecznych, którą podaje się do 3 miejsca po przecinku, oraz masy odpadów innych niż niebezpieczne, podaje się odpowiednio do 1 miejsca po przecinku.

Raportowanie do marszałka

Przedsiębiorca składa sprawozdanie do marszałka w województwie. – Niezależnie od rodzaju prowadzonej działalności oraz rodzaju posiadanej decyzji zbiorcze zestawienie danych o odpadach przekazuje się marszałkowi województwa właściwemu ze względu na miejsce prowadzenia działalności – mówi Wójcik.
W przypadku prowadzenia działalności na terenie różnych województw, zestawienie danych powinno zostać złożone właściwym marszałkom i uwzględniać dane dotyczące działalności prowadzonej wyłącznie na terenie tego województwa. Jeśli działalność prowadzona jest w kilku gminach na terenie jednego województwa, podaje się zarówno dane dla każdego miejsca prowadzenia działalności – z wyjątkiem usług w zakresie budowy, rozbiórki, remontu obiektów, czyszczenia zbiorników lub urządzeń oraz sprzątania, konserwacji i napraw – oraz łączne zestawienia rodzajów i ilości odpadów wytworzonych przez dany podmiot na terenie całego województwa.

 Obowiązek raportowania

Obowiązek składania sprawozdań rocznych z gospodarowania odpadami dotyczy podmiotów wytwarzających odpady oraz (z wyjątkami) gospodarujących nimi zobowiązanymi w obu przypadkach do prowadzenia ewidencji odpadów.

Z obowiązku złożenia sprawozdania zwolnione są podmioty, które nie mają obowiązku prowadzenia ewidencji odpadów, np. podmioty prowadzące tzw. nieprofesjonalną działalność w zakresie zbierania odpadów, czyli zbierające odpady opakowaniowe i odpady w postaci zużytych artykułów konsumpcyjnych w aptekach, sklepach, szkołach, placówkach oświatowo-wychowawczych, urzędach i instytucjach – podkreśla Wójcik.

 Termin nadania

Sprawozdanie o wytwarzanych odpadach i gospodarowaniu odpadami należy złożyć w terminie do dnia 15 marca 2016 r.  za poprzedni rok kalendarzowy. O terminowym złożeniu sprawozdania decyduje data stempla pocztowego, czyli data nadania. Przekazanie sprawozdania za potwierdzeniem odbioru dokumentuje jego złożenie.

Wzór sprawozdania

Wzór sprawozdania o wytwarzanych odpadach i o gospodarowaniu odpadami zamieszczany jest w aktach wykonawczych wydawanych przez Ministra Środowiska.

Pożyczka 0% w Alior Banku

Alior Bank przygotował promocyjną ofertę pożyczki gotówkowej. Klienci mogą teraz pożyczyć do 5000 zł na wyjątkowo korzystnych warunkach, bo oprocentowanie pożyczki wynosi 0%.

 Nowa oferta to idealna propozycja dla osób, które chcą szybko i na dogodnych warunkach zasilić portfel niewielką sumą pieniędzy. Szczególnie w okresie przedświątecznym warto zadbać o dodatkową gotówkę i nie martwić się o finanse, kupując prezenty dla bliskich.

W ramach promocyjnej oferty można otrzymać pożyczkę do kwoty 5000 zł z oprocentowaniem 0% i niską prowizją. Co ważne, uzyskanie pożyczki jest bardzo łatwe i nie wymaga nawet wychodzenia z domu. Wystarczy złożyć wniosek przez Internet. Środki można otrzymać nawet w ciągu 1 dnia.

Maksymalny okres kredytowania wynos 12 miesięcy, a pożyczając do kwoty 4000 zł, nie trzeba przedstawiać zaświadczeń o dochodach. Z oferty mogą skorzystać zarówno nowi, jak i dotychczasowi klienci Banku.

Pożyczka 0% dla każdego w Alior Banku:

  • promocyjne oprocentowanie – 0%,
  • maksymalna kwota pożyczki – 5000 zł,
  • okres spłaty – do 12 miesięcy,
  • do 4000 zł bez zaświadczeń o dochodach,
  • środki dostępne nawet w 1 dzień.

Wniosek o pożyczkę można złożyć online na dedykowanej stronie dostępnej pod adresem: http://pozyczka.alirbank.pl/zero_wniosek/

Kiepskie prognozy gospodarcze dla świata – niezłe dla Polski i Europy Środkowej

 

Daniel ThornileyPerspektywy gospodarcze gwałtownie się pogarszają. Na tle światowych rynków pozytywnie wyróżnia się Polska oraz kraje Europy Środkowo-Wschodniej, które jako gospodarczy klaster oferują obecnie najlepsze warunki inwestycyjne oraz rozwoju firm – wynika z wniosków zaprezentowanych na konferencji CFO European Summit zorganizowanej przez stowarzyszenie ACCA (The Association of Chartered Certified Accountants).

Wzrosty PKB w regionie Europy Środkowo-Wschodniej są dwukrotnie wyższe niż w zachodniej Europie. W III kwartale Czechy rozwijały się w tempie 4,3 proc., a Rumunia i Słowacja – 3,6 proc.  PKB Polski wzrosło o 3,4 proc., a Węgier – o 2,3 proc. Według prognoz Banku Światowego państwa regionu CEE osiągną w tym roku wzrost PKB na poziomie 3,3 procent. To znacznie więcej niż w rozwijających się krajach Ameryki Łacińskiej. Spośród tamtejszych państw w najgorszej sytuacji znajduje się Wenezuela, która może w tym roku zanotować ok. 10-proc. spadek PKB.

Z biznesowego punktu widzenia zarządzania ryzykiem, rynki Europy Środkowej są bardzo ciekawe. Polska to wprawdzie duży rynek, ale najlepszym rozwiązaniem byłoby połączenie tych pięciu rynków w klaster. Mogłoby to zrekompensować skutki kryzysu, który ma miejsce w Rosji, na Ukrainie, a nawet w Turcji – powiedział dr Daniel Thorniley, prezes DT-Global Business Consulting, główny prelegent CFO European Summit.

W ocenie dr Daniela Thorniley’a, nasz kraj ma wiele do zaoferowania. Silny sektor MSP oraz rosnąca liczba firm rodzinnych sprawiają, że  inwestorzy  zagraniczni coraz uważniej przyglądają się polskiemu rynkowi.

W Polsce prawie w ogóle nie ma programów oszczędnościowych, a polski sektor bankowy działa lepiej niż wiele innych. Polskie firmy inwestują nieco więcej niż firmy na całym świecie, a z zagranicy płyną przekazy pieniężne od Polaków pracujących w Zachodniej Europie i w innych częściach świata. To również są pozytywne czynniki dla gospodarki – mówi dr Daniel Thorniley. – To oczywiście nie znaczy, że Polska jest łatwym rynkiem i że nie ma tu żadnych problemów. Ponieważ jest to rynek atrakcyjny, staje się również brutalnie konkurencyjny, co wpływa na walkę cenową – wyjaśnia dr Daniel Thorniley.

Co ciekawe zdaniem dr Thorniley’a konflikt ukraińsko – rosyjski nie wywarł większego wpływu na gospodarki Europy Środkowej i Wschodniej.

Jeszcze kilka lat temu takie rynki jak Czechy czy Węgry, które były wówczas w recesji, odczułyby go bardzo boleśnie. Teraz, kiedy większość z tych rynków, w tym Polska, odnotowuje wzrost wynoszący między 2,5 a 3,3 procent, minimalna utrata PKB nie jest znacząca – ocenia dr Thorniley.

Znacznie gorszy obraz rysuje się dla państw starej Unii Europejskiej, w szczególności strefy euro. Potwierdzają to wyniki badania opinii dyrektorów finansowych i członków ACCA, Indeks GECS (Global Economic Conditions Survey), który od końca 2012 roku systematycznie się poprawiał. Pod koniec drugiego kwartału 2015 r. osiągnął wartość 0, a niespełna trzy miesiące później znów spadł do poziomu -25 punktów.

Spadek optymizmu ma wpływ na działania firm. W III kwartale br. 40 proc. dyrektorów finansowych światowych firm zdecydowało się na ograniczenie inwestycji. Podobny był odsetek menedżerów, którzy wstrzymali nabór nowych pracowników lub rozpoczęli redukcję zatrudnienia. Duża grupa CFO dostrzega także istotny spadek dochodów przy równoczesnym wzrośnie kosztów działalności.

Brak inwestycji i odkładanie zysków na kontach bankowych jest jednym z podstawowych problemów największych gospodarek strefy euro.

Strefa euro w tym roku może osiągnąć 1,5-proc. wzrost. Wprawdzie ten rok jest najlepszym od pewnego czasu pod względem ekonomicznym, bo spadły ceny ropy, nastąpił wzrost konsumpcji, obniżył się kurs euro, to jednak ten wynik nie oznacza, że strefa euro radzi sobie dobrze, tym bardziej biorąc pod uwagę tragiczne wydarzenia w Paryżu, wyzwania migracyjne czy sytuację Volkswagena – powiedział podczas CFO European Summit dr Daniel Thorniley, prezes zarządu DT-Global Business Consulting GmbH.

Kobiety mówią po angielsku lepiej niż mężczyźni

Polacy znaleźli się w czołówce narodów najlepiej posługujących się językiem angielskim, jak wynika z najnowszego raportu EF EPI badającego znajomość języka angielskiego w 70 krajach. Polacy uplasowali się na dziewiątej pozycji. Językiem angielskim posługują się lepiej jedynie mieszkańcy krajów skandynawskich, Holandii, Słowenii, Estonii i Luksemburgu.

Katarzyna Spyridakis– Raport wyraźnie pokazuje, że im lepsza znajomość języka angielskiego w kraju tym wyższe PKB. Kraje z najwyższą znajomością języka angielskiego odnotowują najmniej urodzeń w skali świata. Również im lepsza znajomość języka angielskiego tym wyższe zarobki – mówi newsrm.tv Katarzyna Spyridakis, manager ds. Relacji z Klientem Edukacyjnym, Education First.

Tegoroczny raport EF English Proficiency Index to piąta edycja największego międzynarodowego rankingu uwzględniającego stopień znajomości języka angielskiego. Badanie przeprowadzono w 70 krajach na grupie ponad 910,000 osób powyżej 18 roku życia. Polskę w tym rankingu wyprzedziły jedynie kraje skandynawskie oraz Holandia, Słowenia, Estonia i Luksemburg. Regionami z najniższym poziomem znajomości języka angielskiego są nadal Afryka Północna oraz kraje środkowowschodnie.

Europa Północna i Środkowa wykazują szczególnie wysoki poziom znajomości języka angielskiego względem krajów pozaeuropejskich, a ich pozycje w rankingu EF EPI zostały wzmocnione w ciągu ostatnich pięciu lat. Francja wyróżnia się w Europie najniższym poziomem znajomości języka angielskiego.

W porównaniu do zeszłorocznego rankingu EF EPI Polska spadła o trzy pozycje. Polaków wyprzedzili Słoweńcy, Estończycy i Luksemburczycy.

Raport pokazuje, że znajomość języka angielskiego na świecie względem poprzednich lat wzrosła. Kobiety mówią po angielsku lepiej niż mężczyźni w prawie każdym z badanych krajów, jednak różnica między płciami jest znikoma w krajach z pierwszych miejsc rankingu. Największa różnica w umiejętności posługiwania się językiem angielskim odnośnie płci jest w Europie Wschodniej, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce Północnej. Natomiast w przypadku konkretnych grup wiekowych najbieglej posługują się nim osoby w wieku między 18 a 20 rokiem życia. Im osoby są starsze, tym poziom biegłości językowej jest niższy.

Efektywna kampania SMS? Postaw na własną bazę kontaktów

Efektywna kampania SMS? Postaw na własną bazę kontaktów

 

Kampania SMS to skuteczne narzędzie zwiększania sprzedaży i sprawdzony kanał komunikacji z klientem. Jej efektywność zależy w dużej mierze od dokładnego zaplanowania działań marketingowych. Zbudowanie bazy kontaktów to pierwszy etap projektowania komunikacji SMS. Każdy sam chciałby decydować czy i od kogo dostawać SMS-y, dlatego warto świadomie podjąć decyzję dotyczącą sposobu pozyskania danych.

Własna baza kontaktów – wyższa skuteczność kampanii marketingowej

Istnieją dwie metody pozyskiwania leadów. Pierwsza z nich to zakup lub wynajęcie bazy danych od firm zewnętrznych (tzw. brokerów). Jest to sposób łatwy i szybki, jednak koszt jego zastosowania może kilkukrotnie przewyższać koszt wysyłki SMS. Zakupioną bazę można wykorzystać tylko raz, a dodatkowo zabieg może wpłynąć negatywnie na wizerunek firmy (nieprawidłowe kontakty, ryzyko odebrania wiadomości jako spamu). Druga, znacznie efektywniejsza metoda, to stworzenie własnej bazy kontaktów, którą w przyszłości możemy wielokrotnie wykorzystywać i na bieżąco rozbudowywać. Chociaż wiąże się ona z dłuższym czasem potrzebnym na pozyskanie rekordów i koniecznością podjęcia kreatywnych działań, to przynosi wymierne korzyści w postaci wysokiego wskaźnika otwarcia (tzw. Open Rate).

 Pięć sposobów na zbudowania bazy kontaktów

Stworzenie własnej bazy danych to proces, który wymaga zaangażowania i kreatywnych działań ze strony firmy. Istnieją jednak metody, które znacznie ułatwiają pozyskanie wartościowych kontaktów. 

  1. Inicjatywa po stronie konsumenta – numery dedykowane

Jednym ze sposobów na pozyskanie leadów jest wykupienie dedykowanego numeru, na który mogą pisać obecni lub potencjalni klienci w celu pozyskania danej usługi lub produktu. Najlepiej jeżeli ma on formę tzw. Short Code’u. Jest to skrócony, 4- lub 5-cyfrowy numer – łatwy do zapamiętania, bez podwyższonej płatności. Jak zmobilizować konsumentów do wysyłania wiadomości na numer dedykowany?

Usługę Short Code wykorzystał w efektywny sposób twórca polskiego startupu Cardio Watch (narzędzia do kontrolowania ciśnienia i wysyłania pomiarów bezpośrednio do lekarza). Przed wystąpieniem na antenie programu telewizyjnego aktywował prosty, czterocyfrowy numer i podpiął go do systemu platformy do masowej wysyłki SMS. Następnie zachęcił telewidzów do zgłoszenia się na darmowe testy urządzenia – widzowie musieli jedynie wysłać SMS o treści „TAK” na wskazany numer. Tym sposobem udało się pozyskać około 1200 zgłoszeń w przeciągu zaledwie kilkunastu minut.

2. Strona internetowa – miejsce pozyskiwania kontaktów

Witryna internetowa to podstawowe źródło wiedzy na temat firmy czy instytucji. Z jednej strony odwiedzają ją konsumenci już zainteresowani marką, z drugiej internauci poszukujący produktów lub usług. Obie grupy mogą być ciekawe tego, co dzieje się w firmie czy branży i często decydują się na otrzymywanie popularnego newslettera, który może również przybrać formę SMS-ową. Udostępnienie możliwości dopisania się do newslettera na stronie internetowej zapewnia więc źródło wartościowych kontaktów. Wysyłanie informacji w formie SMS-a sprawia, że komunikacja online przenosi się do sfery offline. Newsletter SMS-owy dociera do klienta szybciej niż standardowy mailing oraz zapewnia kontakt, nawet gdy użytkownik nie ma dostępu do Internetu.

Tego typu mechanizm wykorzystują w swoich działaniach promocyjnych urzędy administracyjne. Mieszkańcy już 600 polskich miast mogą zapisywać się na stronie internetowej i otrzymywać bezpłatne powiadomienia dotyczące wydarzeń kulturalnych, sportowych, informacji o ruchu drogowym czy możliwości odebrania dokumentów z urzędu. Zapisanie się do systemu jest niezmiernie proste – wystarczy wypełnić krótki formularz i potwierdzić zgłoszenie otrzymanym kodem. Zainteresowani sami dobierają grupy tematyczne SMS-ów, a wszelkie koszty wysyłek ponosi miasto.

3. Konkursy SMS – motywacja do udostępnienia danych

Konkursy SMS to jeden z najefektywniejszych sposobów inicjowania kontaktu z klientem. Atrakcyjne nagrody, ciekawe zadania, pomysłowe aplikacje – to wszystko wpływa pozytywnie na wizerunek marki. Uczestnicy biorący udział w konkursie wyrażają zgodę na przetwarzanie danych osobowych i dodanie ich do bazy adresowej. Jeżeli konsument zdecyduje się uczestniczyć w danym konkursie, to bardzo prawdopodobne, że weźmie udział również w kolejnych kampaniach reklamowych lub informacyjnych. W pewien sposób przywiązuje się on do marki, a stały kontakt SMS jeszcze tę relację pogłębia.

W celu powiększania bazy kontaktów warto zachęcić klientów naszej firmy do skorzystania z ofert promocyjnych. Ten mechanizm wykorzystała w akcji sprzedażowej najpopularniejsza zniżkowa aplikacja mobilna w Polsce, Qpony. Hostessy, które wcielały się w asystentów zakupowych, zapraszały odwiedzających do skorzystania ze zniżek do konkretnych sklepów na terenie centrów handlowych. Zainteresowane osoby mogły same zdecydować, które oferty są dla nich najciekawsze, wskazując je na tablecie hostessy. Po podaniu numeru telefonu otrzymywały kupon z indywidualnym kodem na swój telefon. Podczas 10 dni trwania akcji udało się wysłać ponad 1800 SMS-ów, co oznacza około 180 spersonalizowanych ofert rabatowych każdego dnia. Co najważniejsze, aż 80% respondentów było zadowolonych z akcji i wyrażało chęć ponownego wzięcia udziału w promocji – mówi Andrzej Ogonowski, Marketing and PR director w SMSAPI.pl, platformie do masowej wysyłki SMS obsługującej m.in. Qpony.

4. Programy lojalnościowe – społeczność zaangażowana

Kody rabatowe i zniżki przy kolejnych zakupach to dobra zachęta dla klientów, aby udostępnili oni swoje dane osobowe w celach marketingowych. Ciekawym pomysłem jest również tworzenie tzw. VIP Clubów, czyli społeczności zaangażowanych w życie marki. Przynoszą one korzyści zarówno firmie (budowanie wizerunku, wsparcie sprzedaży), jak i klientom (zniżki i rabaty). Poczucie wyjątkowości związanej z przynależnością do takiego klubu może być jeszcze wzmacniane poprzez specjalnie targetowane kampanie SMS (w przypadku posiadania własnej bazy kontaktów i skorzystania z odpowiedniej platformy wybranie grupy odbiorców o określonym profilu nie jest trudne).

Podczas Black Friday, w dniu tradycyjnych wyprzedaży, klienci sklepu Answear.com, którzy dobrowolnie podali swój numer, otrzymali specjalną ofertę zniżkową na produkty marki Medicine (rabat 40%) oraz Mango (rabat 30%). Wysłano aż 30 000 SMS-ów, które zawierały skrócony link prowadzący bezpośrednio na stronę sklepu. Niemal 1000 osób kliknęło w link i przeszło na stronę. Współczynnik klikalności (CTR) wyniósł 3% to wynik o 124% wyższy w porównaniu do innych źródeł przekierowań do sklepu.

5. Nowe kontakty dzięki mediom społecznościowym aplikacja dla serwisu Facebook

Efektywnym narzędziem pozyskiwana kontaktów może okazać się aplikacja Facebookowa stworzona z myślą o zbieraniu wartościowych danych od użytkowników. Po integracji z firmowym Fan Page’em pozwala ona na pobranie od fanów takich informacji jak: imię i nazwisko, wiek, płeć, numer telefonu oraz e-mail. Co istotne, dane są gromadzone dopiero po wyrażeniu przez internautę zgody na ich przetwarzanie. Zachętą do zapisywania się do bazy danych są kupony i rabaty otrzymywane bezpośrednio na telefon komórkowy. Dedykowaną aplikację Facebooową Rabat SMS udostępnianą przez firmę SMSAPI wykorzystała m.in. marka Butik. Podczas jednego weekendu korzystania z aplikacji udało się pozyskać aż 2500 nowych kontaktów.

Mierzenie efektów – skuteczniejsze dotarcie

Stworzenie własnej bazy kontaktów to niewątpliwie jeden z najważniejszych czynników gwarantujących efektywną komunikację SMS z klientem. Należy pamiętać, że tylko użytkownicy, którzy świadomie i dobrowolnie zdecydowali pozostawić swoje dane teleadresowe, będą stanowić dobrze dobraną grupę docelową. Skuteczna wysyłka jest uzależniona od dotarcia do odpowiednich konsumentów, dlatego warto mierzyć konwersję, badać poziom zadowolenia, porównywać wyniki kampanii i usprawniać swoje działania na podstawie wniosków.

Chwila oddechu na głównej parze walutowej

Po gorszych danych z USA korekta na głównej parze walutowej trwała chwilę dłużej. Funt brytyjski po dużych wzrostach również zawrócił. Nie pomogły mu gorsze od oczekiwań dane. Rosja znów korzysta z corocznych już odcięć gazu.

Wczoraj poznaliśmy dane o niemieckim PKB. Były one, jak to często się zdarza u naszego zachodniego sąsiada, dokładnie zgodne z oczekiwaniami analityków. Gospodarka rośnie powoli, ale stabilnie o 1,8% w skali roku. O 10:00 poznaliśmy odczyt indeksu IFO. Ten z kolei okazał się delikatnie wyższy od oczekiwań. Wyniósł 109 pkt, podczas gdy spodziewano się 108,2 pkt. Dane z USA również okazały się dobre, co szczególnie nie dziwi. Zrewidowane PKB wyniosło 2,1%, czyli 0,1% powyżej prognoz. Gorzej wypadł za to indeks zaufania Conference Board. Analitycy spodziewali się wzrostu z 99,1 pkt na 99,5 pkt. Odczyt wyniósł zaledwie 90,4 pkt.

Jak ten pakiet danych wpłynął na rynki? Inwestorzy wykorzystali go, by zrealizować zyski na głównej parze walutowej. Gdy cały czas euro spadało do dolara, mając dolary zamiast euro inwestorzy zarabiali, kiedyś musieli wrócić do euro. Ten moment wydał się najwyraźniej dobry, gdyż od dołka na 1,0600, główna para walutowa dotarła aż do 1,0675. W przypadku złotego oznaczało to powrót dolara poniżej 4 zł. Oznaczało, gdyż dzisiaj znów oglądamy go powyżej tej bariery.

Słabsze dane miał również funt brytyjski. Wskaźnik sprzedaży detalicznej wyniósł 7 pkt wobec oczekiwanych 25 pkt. Jest to tym bardziej istotny rozjazd, że analitycy spodziewali się wzrostu wskaźnika a on spadł. Funt zyskiwał ostatnimi tygodniami na wartości wraz ze zmianami na EUR/USD. Ostatnie dni oraz słabsze dane spowodowały jednak powrót z okolic 6,08 zł na 6,04 zł.

Rosjanie mają skuteczniejsze narzędzia polityki wobec Ukrainy niż armię. Jest to coroczne odcięcie dostaw gazu na zimę. Tym razem wytrzymano się z zastosowaniem tej metody niemal do końca listopada. Jako powód podano brak terminowych płatności za surowiec. Problemem jest natomiast to, że wstrzymany zostanie również tranzyt przez Ukrainę a to może spowodować, że ofiarami tej polityki zostanie jeszcze kilka innych państw europejskich, do których płynie gaz tymi rurociągami.

Dzisiaj od rana poznaliśmy stopę bezrobocia w Polsce. Wynosi ona 9,6%. Jest to wynik zgodny z oczekiwaniami i pokazujący, że faktycznie udało się bezrobocie w Polsce doprowadzić do poziomów jednocyfrowych. Pytanie, czy uda się je na takim poziomie utrzymać zimą gdy skończą się prace sezonowe.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na godzinę 14:30 w USA. Prezentowany pakiet danych jest imponujący: zamówienia na dobra, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych oraz dochody i wydatki Amerykanów. O godzinie 16:00 opublikowana zostanie jeszcze sprzedaż nowych domów oraz indeks uniwersytetu Michigan.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2150 a następnie minima w okolicach 4,1800.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9050.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0150. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9650.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 25.08.2015 do 25.11.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0700. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

LeasePlan globalnym liderem – już 1,5 mln aut we flocie

LeasePlan Corporation NV osiągnął rekordowy wynik na skalę światową notując 1,5 mln aut w swojej globalnej flocie.

LeasePlanLeasePlan jest pierwszym podmiotem na rynku leasingu, któremu udało się rozszerzyć działalność na taką skalę i tym samym potwierdzić pozycję globalnego lidera. Firma działa w 32 krajach na całym świecie i zarządza flotą  1,5 mln aut, dla porównania w 2010 roku flota liczyła 1,3 mln pojazdów. To efekt wzrostu liczby pojazdów we flocie LeasePlan na poziomie 8% rok do roku, na koniec września 2014 liczyła ona 1,4 mln aut.

Nick Salkeld, dyrektor handlowy w LeasePlan Corporation: „Jako pierwsza firma w branży, osiągnęliśmy liczbę 1,5 mln pojazdów we flocie, co po raz kolejny potwierdza naszą pozycję światowego lidera na rynku i podkreśla sukces naszej strategii rozwoju. Zależy nam by być liderem rynku nie tylko pod względem rozmiaru floty – choć to osiągnięcie pokazuje zaufanie jakim  Klienci darzą naszą firmę i wspaniały zespół LeasePlan, który świadczy nasze usługi na całym świecie. Chcemy utrzymywać pozycję lidera rynku we wszystkim co robimy od obsługi klienta, przez innowacyjne produkty, aż po nowoczesne rozwiązania gwarantujące mobilność kierowców. Nie spoczywamy na laurach. Jako lider rynku, będziemy nadal powiększać flotę wynajmowanych przez nas aut, doskonalić obsługę klienta i realizować zobowiązania w stosunku do naszych Klientów.”

Sławomir Wontrucki, prezes LeasePlan Fleet Management Polska:  ” Stały wzrost zarządzanej przez nas floty w Polsce potwierdza, że wychodzenie naprzeciw oczekiwaniom Klientów, poprzez dywersyfikację usług i inwestowanie w nowe segmenty, się opłaca. W grudniu otworzymy pierwszy w Polsce Salon Aut Poleasingowych LeasePlan, w którym Klienci będą mogli zakupić auta z pełną historią, wyłącznie od pierwszego właściciela. Będziemy też kontynuować rozwijanie nowoczesnych narzędzi tak, by maksymalnie ułatwiać współpracę Klienta z LeasePlan i codzienne użytkowanie auta przez kierowców np. przy pomocy aplikacji mobilnej.”

Przyspieszenie wzrostu w różnych segmentach klientów

Lokalne spółki operacyjne LeasePlan świadczą usługi zarządzania flotą dla różnych klientów, począwszy od dużych korporacji i podmiotów sektora publicznego, przez małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), aż po klientów indywidualnych.

W ostatnich latach LeasePlan skoncentrował się na dostarczeniu innowacyjnych usług dla MŚP. W efekcie, sektor MŚP stał się najszybciej rozwijającym się segmentem klientów LeasePlan, osiągając dwucyfrowy wzrost (ponad 11% rok do roku) i tym samym napędzając rozwój globalnej floty firmy. Duzi międzynarodowi klienci pozostają ważnym segmentem dla LeasePlan. Tu również zanotowano wzrost na  poziomie 8% rok do roku. Ponadto, wzrost ogólnoświatowej floty LeasePlan wynika również z silnej bazy klientów korporacyjnych, która wzrosła o 6% w skali globalnej, w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku.

Wahania kursu dolara wahają działalnością eksporterów i importerów

Od 3,0042 zł 8 maja 2014 r. do 4,0021 zł we wtorek 24 listopada br. – kurs dolara bije na przestrzeni blisko półtora roku rekordy wahań. Szczególnie wyraźnie problem ryzyka walutowego w handlu zagranicznym pokazuje wtorkowy kurs USDPLN, kiedy to dolar osiągnął najwyższą wartość od 11 lat.

Niepewność co do przyszłych notowań kursów, po których firmy będą wymieniać walutę w przyszłości, np. rozliczając się z dostawy produktów lub ich zamówienia, to stała bolączka polskiego biznesu eksportowego i importowego. – Dolar jest tylko jednym z wielu przykładów pokazujących, że przed ryzykiem walutowym można i warto się zabezpieczać. Umocnienie USD może cieszyć eksporterów wysyłających towary do USA lub do innych krajów posługujących się w rozliczeniach tą walutą, np. na Bliski i Daleki Wschód oraz do Ameryki Południowej. Jednak duża liczba polskich przedsiębiorstw z mocnym dolarem ma nagle ogromny problem – twierdzi Radosław Jarema, szef instytucji płatniczej AKCENTA w Polsce, która rozlicza transakcje walutowe eksporterów i importerów.

Kogo zaboli umocnienie dolara? – Z powodu wzrostu kursu USDPLN tracą mocno głównie polscy importerzy, którzy płacą tą walutą za towary sprowadzane z USA, które są naszym 8. najważniejszym partnerem w imporcie, oraz przede wszystkim z Chin, które są przecież głównym i ogromnym źródłem importu do Polski. Mówię tu np. o tekstyliach, zabawkach i sprzęcie elektronicznym oraz półproduktach czy surowcach do produkcji – wskazuje Jarema.

Eksperci instytucji płatniczej AKCENTA podkreślają, że konsekwencji związanych dużymi zmianami kursu dolara na przestrzeni ostatniego półrocza i ostatnich dni można było łatwo uniknąć. – Forwardy są prostym i dostępnym bezpłatnie narzędziem umożliwiającym zabezpieczenie konkretnej wartości kursu waluty w określonym dniu w przyszłości. To szczególnie użyteczne rozwiązanie dla mniejszych firm, z sektora MŚP, dla których płynność i stabilność finansowa jest szczególnie ważna. One bowiem mocniej niż większe firmy i korporacje odczuwają wszelkie zaburzenia i wahania w płatnościach – mówi Radosław Jarema. Dla importerów dobrym momentem na skorzystanie z tego rozwiązania był początek tego roku, gdy kurs dopiero piął się w górę. Ale forwardy nie tylko chronią przed wzrostem kursów. Pozwalają także skorzystać z wysokich notowań. Przykładowo polscy eksporterzy mogą „zarezerwować” obecny wysoki kurs dolara i rozliczyć po nim przyszłą transakcję. Dzięki forwardom zabezpieczą korzystne warunki wymiany na dłuższy czas – dodaje Jarema.

Ubezpieczenie nie zna granic, także w czasie pracy

Z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że pod koniec ubiegłego roku poza krajem przebywało czasowo ponad dwa miliony Polaków. Osoby wyjeżdzające do pracy za granicę planując swój wyjazd najczęściej zaczynają od znalezienia zatrudnienia, mieszkania, organizacji transportu i załatwienia wszystkich koniecznych formalności. Zbyt rzadko natomiast myślą o ubezpieczeniu, a powinny. Przedstawiciele Gothaer TU S.A. podkreślają, że dzięki odpowiedniej polisie zarobkowy emigrant może uniknąć m.in. wysokich kosztów leczenia w szpitalu sięgających nawet kilkadziesiąt tysięcy euro. Sam EKUZ często może nie wystarczyć.

Podjęcie decyzji o pracy poza ojczyzną powinno być poprzedzone solidnym przygotowaniem, aby wyjazd był bezpieczny i nie naraził nas na nieprzewidziane kłopoty. Przeprowadzka do innego kraju wiąże się ze zmianami właściwie we wszystkich dotychczasowych obszarach życia. To dla wielu osób spory stres, którego warto sobie oszczędzić odpowiednio się zabezpieczając. Oczywiście najważniejszym elementem polisy jest ubezpieczenie kosztów leczenia związanych z nagłym zachorowaniem lub nieszczęśliwym wypadkiem, jednak można je uzupełnić o dodatkowe produkty takie jak ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków, ubezpieczenie assistance czy ubezpieczenie bagażu mówi Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A.

Do wyboru polisa turystyczna lub NNW

Pod koniec ubiegłego roku poza krajem przebywało czasowo ponad dwa miliony Polaków, czyli o 5,6% więcej w porównaniu rok do roku – wynika z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego. W ślad za wyjazdami, rośnie także zainteresowanie ubezpieczeniami dla wyjeżdżających oraz świadomość zalet takich rozwiązań. Osoby planujące pracę za granicą mogą skorzystać z polisy turystycznej, o ile dostępna jest opcja rozszerzenia ochrony o pracę zarobkową, oraz z ubezpieczenia następstw nieszczęśliwych wypadków. W Gothaer koszty leczenia będące następstwem zachorowania lub nieszczęśliwego wypadku są pokrywane do maksymalnej kwoty 60 tys. euro. Ubezpieczenie dla osób wyjeżdżających za granicę do pracy jest dostępne w ramach dwóch produktów „W podróży” i „Na wszelki wypadek”.

Polisa w bagażu emigranta

Standardowy zakres ubezpieczenia kosztów leczenia i następstw nieszczęśliwych wypadków można rozszerzyć o dodatkowe usługi. Najpopularniejsza to ubezpieczenie bagażu podróżnego na wypadek m.in. jego kradzieży lub zgubienia przez przewoźnika. Podróżujący do pracy za granicą wykupują również usługę assistance, która pokrywa np. koszt podróży do kraju, jeżeli okoliczności zmuszą nas do wcześniejszego powrotu. – Dla klientów wyjeżdżających za granicę bardzo ważne jest, aby proponowane rozwiązania były maksymalnie proste i odpowiadały na ich realne potrzeby. Najlepiej, żeby ubezpieczenie można było wykupić na dowolny okres i żeby obejmowało całość realnych zagrożeń. Dlatego w naszej ofercie, w ramach ubezpieczenia „W podróży” i NNW „Na wszelki wypadek” mamy specjalny wariant dedykowany osobom wyjeżdżającym do pracy, w tym również do pracy fizycznej – mówi Anna Materny z Gothaer TU S.A.

Dlaczego nie wystarczy EKUZ?

Wyjeżdżając za granicę warto zaopatrzyć się także w Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, która obejmuje każdego, kto posiada ubezpieczenie zdrowotne w NFZ. Zaletą karty jest to, że jest bezpłatna i umożliwia korzystanie z publicznej opieki zdrowotnej w państwach UE na takich samych warunkach jak obywatele danego kraju. Jednak eksperci Gothaer wskazują, że ma ona swoje ograniczenia. Po pierwsze, EKUZ działa tylko w krajach europejskich. Po drugie, każdy kraj ma swoje własne zasady i kryteria udzielania świadczeń medycznych. Zatem za podstawowe w naszym rozumieniu usługi, w innych krajach możemy otrzymać rachunek do zapłaty. Po trzecie, NFZ podkreśla, że EKUZ nie zapewnia pokrycia takich kosztów jak transport medyczny do Polski, transport zwłok czy inne dodatkowe opłaty za leczenie, a także prywatnych wizyt w niepublicznych placówkach zdrowia. Dlatego wyjeżdżając warto zdecydować się na jedną z opcji ubezpieczenia prywatnego.

Wyjazd zagraniczny do pracy to duże wyzwanie. Trafiamy do zupełnie nowego miejsca, musimy się przystosować, zapoznać ze specyfiką funkcjonowania danego kraju. W tym kontekście, zapewnienie sobie spokoju związanego z nieszczęśliwymi wypadkami to duży komfort, z którego warto skorzystać. Zwłaszcza, że koszt rocznej polisy zaczyna się już od 450 zł – podsumowuje Anna Materny, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer TU S.A

Sfinks Polska poprawia wyniki finansowe. Spółka przymierza się do przejęć

0

CEO Magazyn Polska

Sfinks szuka ciekawych inwestycji. Firma, do której należy sieć 111 restauracji, zapowiada systematyczne otwieranie kolejnych lokali oraz nie wyklucza akwizycji. Wyniki spółki mają się poprawiać, a w 2016 roku spółka chce mieć dodatnie kapitały własne na poziomie kilkunastu milionów złotych.

Zaktualizowaliśmy prognozę, ale nie bardzo mocno, jest dosyć zbliżona do poprzedniej prognozy, a zmiana głównie wynika z tego, że mamy szansę doprowadzić do skonsolidowania kredytów i obniżenia zadłużenia spółki, a jednocześnie ustabilizować praktyczne finansowanie rozwoju na następne 7 lat podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

W zaktualizowanej prognozie spółka zapowiada, że w tym roku jej zysk netto przekroczy 8 mln zł, co oznacza, że będzie o ponad 2,5 mln zł wyższy, niż zapowiadano wcześniej. Jednocześnie tegoroczne przychody sieci mają spaść w porównaniu z pierwotną prognozą o 22 mln zł, nie przekraczając 176 mln zł. Do 2017 roku zyski i przychody spółki mają być nieco niższe od zaplanowanych wcześniej. Przychody w latach 2018–2020 będą za to wyższe, niż zapowiadano wcześniej, zyski nieco spadną.

Jak przypomina, w prognozie z listopada 2014 spółka wskazywała, że mogą się pojawić pewne ryzyka związane z finansowaniem. Jak przyznaje Sylwester Cacek, z powodu braku zgody jednego z banków nie udała się emisja obligacji. Spółka jednak zdołała dostosować się do tej sytuacji.

Rozwijaliśmy restauracje z własnych środków w tym roku, a jednocześnie podjęliśmy trudne negocjacje z bankami, które – mam nadzieję – skończą się sukcesem, bo mamy promesy, mamy aneksy i w związku z tym można powiedzieć, że to taki ostatni akt, dzięki któremu eliminujemy niepewność finansowania rozwoju.

Sfinks zdecydował też o emisji do 3,5 mln akcji. Jest to emisja gotówkowa, a spółka ma nadzieję pozyskać w jej wyniku nawet 12 mln zł. Celem jest doprowadzenie do dodatnich kapitałów, by finansować dalszy rozwój sieci.

Będą dodatnie kapitały tłumaczy prezes zarządu Sfinks Polska. – W efekcie dodatnich kapitałów nastąpi możliwość zrefinansowania istniejących kredytów, co znowu pozwoli na osiągnięcie dodatkowego zysku 10 mln zł, a to podniesie kapitał i w efekcie na koniec 2016 roku zamiast mieć prognozowane kapitały na poziomie minus kilku milionów, będziemy mieć plus trzynaście lub plus kilkanaście milionów.

ATM spodziewa się trzykrotnego wzrostu przychodów z centrów danych. Spółka ma pieniądze na dywidendę

CEO Magazyn Polska

Wzrost przychodów z głównej działalności ATM związanej z centrami danych może być aż trzykrotny. Po dwóch trudniejszych latach wyniki spółki w III kwartale poprawiły się, dlatego prezes nie wyklucza, że wypłaci ona dywidendę za ten rok. Zakończyła ona bowiem swoje największe inwestycje i potrzebuje mniej pieniędzy na wydatki.

Sytuacja w spółce jest dobra, mieliśmy okres lekkiego spowolnienia biznesu przez ostatnie dwa lata podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tadeusz Czichon, prezes zarządu ATM. W tej chwili wygląda na to, że taki horyzontalny trend w spółce został przełamany, wyniki spółki rosną, i to zarówno w tej trudniejszej części telekomunikacyjnej czy transmisyjnej, jak i w tej związanej z centrami danych.

W ostatnich latach spółka osiągała gorsze wyniki. Przychody i zysk firmy systematycznie spadały. W tym roku, po trzech kwartałach, ATM miał przychody, sięgające  99 mln zł, aż o 17 mln niższe niż w 2014 roku. Zysk netto spadł o prawie 5 mln, do 4,2 mln zł. Z działalności podstawowej, skupionej wokół dwóch głównych obszarów (centra danych i usługi telekomunikacyjne), przychody były już jednak wyższe: po trzech kwartałach wyniosły 92,6 mln zł wobec 90,8 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o niespełna 2 proc. a w samym III kw. sięgnęły 31,43 mln zł wobec 29,57 mln zł rok wcześniej, co jest już wzrostem o przeszło 6 proc. Wzrósł też zysk EBITDA do 9,46 mln zł w III kw. 2015 roku z 9,34 mln zł rok wcześniej.

Z końcem listopada założyciela spółki i wieloletniego prezesa ATM Tadeusza Czichona zastąpi Dariusz Terlecki. Natomiast NWZA zwołane na 14 grudnia ma zdecydować o przyjęciu Tadeusza Czichona do rady nadzorczej spółki.

– Ponieważ nie ma możliwości pełnienia funkcji w zarządzie, będę starał się przekonać akcjonariuszy, aby móc dalej wspierać spółkę i zajmować się nią, opiekować jako założyciel i jako główny akcjonariusz z pozycji rady nadzorczej tłumaczy Tadeusz Czichon. Nadzwyczajne walne zgromadzenie będzie mogło się wypowiedzieć, czy mi to umożliwi, czy nie.

Odchodzący prezes mówi, że ostatni rok był przełomowy, spółka przekonstruowała swój biznes i sposób funkcjonowania po to, by przełamać negatywne trendy, które się zarysowały w 2013 i 2014 roku. Jak ocenia Czichon, to się udało i perspektywy spółki na kolejny rok są pozytywne. Przebudowany biznes związany z centrami danych ma według niego trzykrotny potencjał wzrostu. To najważniejsza część działalności spółki, która odpowiada za dwie trzecie sprzedaży.

– To będzie zależało od rynku, od naszej skuteczności, od popytu. Natomiast także z rynku trafiają do nas głosy o wzroście zainteresowania usługami związanymi z centrami danych i kolokacyjnymi, co świadczy o tym, że popyt rośnie i będzie coraz większy, w związku z tym perspektywy dalszego wzrostu w oparciu o nasze inwestycje są także bardzo dobre.

Z racji perspektywy poprawy wyników oraz zakończenia najważniejszych inwestycji można oczekiwać, że ATM wypłaci swym akcjonariuszom dywidendę za 2015 rok.

To jest decyzja walnego zgromadzenia zwraca uwagę prezes Tadeusz Czichon z ATM. – Natomiast spółka generuje dodatni cash operacyjny i tak jak jeszcze jako prezes zarządu wielokrotnie zapowiadałem, jest spółką, która dywidendę może i powinna wypłacać. Po  zakończeniu 2015 roku będziemy firmą, która skończyła swoje największe inwestycje, w związku z tym duża część generowanej gotówki operacyjnej będzie mogła być wypłacona w postaci dywidendy.

Pelion korzysta na wzroście rynku farmaceutycznego i drogeryjnego. Potencjał wzrostu obydwu szacuje na 5–6 proc.

0

CEO Magazyn Polska

Dystrybutor leków Pelion Healthcare Group w pierwszych trzech kwartałach 2015 roku zwiększył przychody ze sprzedaży o blisko 12 proc. Wzrost jest efektem przejęcia sieci drogerii Natura oraz dobrej koniunktury panującej na rynku farmaceutycznym. Pozytywny trend powinien się utrzymać w najbliższym czasie, a oba rynki, i drogeryjny, i farmaceutyczny, zanotują 5–6-procentowe wzrosty – uważa wiceprezes Jacek Dauenhauer.

– Po trzech kwartałach notujemy dwucyfrowy wzrost sprzedaży. Wpływ na wysoką dynamikę przychodów ze sprzedaży w 2015 roku ma włączenie do konsolidacji drogerii Natura. Tę spółkę konsolidujemy od 1 listopada 2014 roku, w związku z czym rok do roku pozwala nam to wykazywać wysoką dynamikę – mówi Jacek Dauenhauer, wiceprezes zarządu ds. strategii finansowej Pelion Healthcare Group.

Przychody spółki po pierwszych trzech kwartałach 2015 roku wyniosły ponad 6,32 mld zł. Jest to o 11,7 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Rozmówca dodaje, że nawet z wyłączeniem przychodów uzyskanych przez sieć drogerii Natura dynamika sprzedaży w tym czasie była dodatnia i wyniosła blisko 6 proc. rok do roku.

– Potencjał wzrostu na rynku drogeryjnym jest podobny do wzrostu rynku farmaceutycznego. Tam również szacunki wskazują na wzrosty rzędu 5–6 proc. w skali roku. Chcielibyśmy uczestniczyć we wzroście tego rynku – tłumaczy Jacek Dauenhauer

Zdaniem przedstawiciela Pelion Healthcare Group przejęcie drogerii Natura pozwoli na dywersyfikację przychodów oraz zaistnienie w nowym segmencie rynku. Grupa koncentruje się ponadto na zapewnieniu pacjentom jak najszerszego dostępu do leków. Uzupełnienie oferty mają stanowić właśnie produkty drogeryjne.

– Staramy się stworzyć jak najlepszą ofertę dla pacjentów. W związku z tym wszystkie działania, zwłaszcza w części detalicznej w aptekach należących do naszej grupy, opierają się na trzech fundamentach. Po pierwsze, dostępność tych leków, po drugie, bardzo wysoka jakość, po trzecie, przystępne ceny – wyjaśnia.

Usługi świadczone przez Pelion Healthcare Group koncentrują się głównie na dystrybucji farmaceutyków. Grupa aktywnie wspiera producentów leków, pomagając im przy wprowadzeniu nowych produktów na polski rynek.

Spółka Pelion nieprzerwanie od 2011 roku dzieli się zyskiem ze swoimi akcjonariuszami. Zdaniem Jacka Dauenhauera w tej chwili jest jednak jeszcze za wcześnie, aby rozmawiać o wysokości przyszłorocznej dywidendy.

Jesteśmy po trzech kwartałach, przed nami jeszcze IV kw., który często ma dosyć istotne znaczenie dla całego obrazu firmy, zwłaszcza w zakresie przepływów z działalności operacyjnej, a to w dużym stopniu determinuje późniejszą rekomendację w zakresie dywidendy – informuje Dauenhauer.

W zeszłym roku na dywidendę przeznaczono łącznie ponad 22,29 mln zł, co dało 2 zł na akcję (stopa dywidendy na poziomie 2,32 proc.). Strategia grupy zakłada regularny podział zysków między właścicieli i w razie utrzymania pozytywnych przesłanek taka decyzja będzie rekomendowana walnemu zgromadzeniu.

– Natomiast ostateczne decyzje zapadną raczej pod koniec I kw., kiedy podsumowujemy już ostatecznie rok i sytuacja chociażby w zakresie płynności firmy czy potrzeb inwestycyjnych pozwala już na sprecyzowanie konkretnej propozycji dla walnego zgromadzenia akcjonariuszy – tłumaczy wiceprezes Dauenhauer.

Spółka Pelion Healthcare Group za pierwsze dziewięć miesięcy roku osiągnęła zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego na poziomie 18,55 mln zł.

Polska ma trzy lata opóźnienia we wdrażaniu europejskiego systemu poboru opłat drogowych. Tracą na tym firmy transportowe

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska wezwała Polskę do dostosowania przepisów dotyczących definicji europejskiej usługi opłaty elektronicznej. Polska ma już trzyletnie opóźnienie we wdrażaniu ujednoliconego systemu poboru opłat drogowych w krajach UE (EETS). To rozwiązanie umożliwiłoby przewoźnikom uiszczanie opłat za pomocą jednego urządzenia pokładowego.

Kraje członkowskie do października 2012 roku były zobowiązane do tego, by przygotować się pod względem prawnym i technologicznym do wdrożenia EETS (European Electronic Toll Service). Jak podkreśla Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, projekt w Polsce był gotowy w lutym 2012 roku. Mimo rekomendacji Związku Międzynarodowych Przewoźników Drogowych i braku sprzeciwu resortu finansów i UOKiK prace nad nim zostały jednak wstrzymane.

Nie posunęliśmy się w przeciągu ostatnich nieco ponad 12 miesięcy do przodu, ani jeżeli chodzi o europejski system elektroniczny, ani jeżeli chodzi o rozwiązania dotyczące płatności na polskich drogach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adrian Furgalski. – W moim przekonaniu wszystko to sprowadzało się do jednego mianownika: niechęci nowego rozdania politycznego, dziś już starego, w resorcie infrastruktury i w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad do szerszej współpracy z operatorem viaTOLL, firmą Kapsch.

Wdrożenie jednego systemu poboru opłat na polskich autostradach zapowiadał w 2014 roku premier Donald Tusk i minister Elżbieta Bieńkowska. Rząd Ewy Kopacz i minister Maria Wasiak wstrzymali jednak prace nad tym projektem.

Wprowadzenie systemu EETS oznacza, że na europejskich drogach ma być jeden wspólny poborca elektronicznej opłaty. Nie ma obowiązku skorzystania z tej usługi – firmy mogą pozostać przy takim modelu, jaki jest dzisiaj, czyli uiszczaniu opłat u operatorów systemów w poszczególnych krajach.

Wiadomo jednak, że to są mniejsze koszty i mniejsza biurokracja, a więc spore ułatwienie. Jeżeli wprowadzimy rozwiązanie: jeden dostawca usługi europejskiej, jedno urządzenie i jedna faktura, to będzie to na pewno korzystne dla polskich przedsiębiorców – mówi Adrian Furgalski.

Eksperci przekonują, że działający na polskich drogach system viaTOLL jest oparty na interoperacyjnej technologii, która jest zgodna z założeniami UE. Wymóg jest taki, by urządzenia pokładowe działały zarówno w oparciu o technologię satelitarną, mikrofalową, jak i GSM.

Nie jest to żaden technicznie skomplikowany proces, jest to równie łatwe jak roaming międzynarodowy w telefonach komórkowych czy interoperacyjność kart kredytowych – podkreśla Adrian Furgalski.

Zaznacza, że system europejski może funkcjonować bez systemu polskiego. Jest to tylko utrudnienie dla kierowców i firm przewozowych zarówno polskich, jak i zagranicznych. Te drugie muszą podpisać odrębne umowy z operatorem polskiego systemu, jeśli chcą korzystać z polskich dróg.

Jeżeli Polska szybko nie załatwi tej sprawy, poniesie konsekwencje finansowe. Mam nadzieję, że nowy minister, który wielokrotnie mówił o tym, że trzeba rozwiązać problem na drogach krajowych i autostradach, również odcinkach zarządzanych przez prywatnych koncesjonariuszy, szybko dopnie swego – mówi Adrian Furgalski. – Wtedy nie tylko Polskę włączymy do systemu europejskiego, lecz przede wszystkim zrobimy porządek w naszym kraju, bo nie wyobrażam sobie, żebyśmy nadal mieli różne systemy: krajowy oraz trzy odrębne na autostradach koncesyjnych.

Gospodarka odpadami po nowemu. Możliwe jest łączenie procesów zagospodarowywania odpadów, odzyskiwania surowców oraz produkcji energii i ciepła

CEO Magazyn Polska

W Polsce powstaje sześć instalacji termicznego przetwarzania odpadów komunalnych. Eksperci podkreślają, że tego typu inwestycje mogłyby być bardziej efektywne, gdyby poza funkcją odzysku energetycznego z odpadów komunalnych miały także funkcję odzysku surowcowego. Mimo skomplikowanej konstrukcji oraz wyższych kosztów budowy korzyści z wdrożenia takiego rozwiązania mogą być znaczące.

Po latach przygotowań do projektów spalarni udało się uzyskać wszystkie zgody. Te instalacje są obecnie w fazie końcowej budowy, a niektóre z nich już w fazie rozruchu. Natomiast wszystkie z nich będą termicznie przekształcać tylko odpady komunalne, czyli to jest odzysk energetyczny z tych odpadów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Maj, dyrektor ds. innowacji i realizacji inwestycji Eneris.

Koncepcja Kombajnu Odzysku Surowcowo-Energetycznego opracowana przez firmę Eneris ma integrować w jednym procesie (zarówno technologicznym, jak i biznesowym) odzysk energetyczny i surowcowy, czyli przetwarzanie takich odpadów, jak plastik, aluminium, metale, szkło czy papier.

Chodzi o to, żeby zintegrować możliwie najwięcej dziedzin w jednym miejscu, w jednym procesie i uzyskać jak najwyższy efekt, jeśli chodzi o odzysk surowcowy, odzysk energetyczny, redukcję emisji do powietrza i redukcję składowania odpadów – wyjaśnia Grzegorz Maj.

Jak podkreśla ekspert Eneris, w tego typu instalacji spalane mogą być także osady pościekowe, a po odpowiednim przygotowaniu obiektu – również odpady medyczne.

W niezależny sposób możemy potraktować odpady zielone, z tym, że będziemy poddawać je fermentacji, odzyskowi energetycznemu. W wyniku fermentacji odzyskujemy biogaz, a z niego po odpowiednim oczyszczeniu odzyskujemy metan, który jest spalany w procesie kogeneracyjnym. Uzyskujemy również energię elektryczną oraz energię cieplną, którą możemy spożytkować albo na własne potrzeby, albo sprzedać do sieci – mówi Grzegorz Maj.

Jak podkreśla ekspert, w Polsce jest miejsce na tego typu instalacje. Dodaje, że na obecnym etapie rozwoju technologii nie ma bardziej efektywnego rozwiązania.

Jak wynika z danych GUS, w ubiegłym roku w Polsce zebrano ponad 10,3 mln ton odpadów komunalnych, czyli o 8,3 proc. więcej niż w 2013 roku. Z 13,5 do blisko 20 proc. wzrósł udział odpadów zebranych selektywnie. Na jednego mieszkańca Polski przypadało średnio 268 kg zebranych odpadów komunalnych, co jest wciąż znacznie poniżej średniej Unii Europejskiej, która wynosi około 480 kg per capita.

Z ponad 10 mln ton zebranych odpadów komunalnych blisko połowa (4,5 mln ton) przeznaczono do odzysku. Prawie 2,2 mln ton przeznaczono do recyklingu (rok wcześniej było to 1,5 mln). Ponad 1,1 mln zostało skierowanych do biologicznych procesów przetwarzania (kompostowania lub fermentacji). Podobna ilość trafiła do przekształcenia termicznego z odzyskiem energii.

Dane GUS wskazują, że do unieszkodliwienia skierowano w ubiegłym roku ponad 5,8 mln ton, z tego zdecydowaną większość przeznaczono do składowania. W porównaniu z 2013 r. udział odpadów komunalnych przeznaczonych do unieszkodliwiania przez składowanie spadł z 63,1 do 52,6 proc. zebranych odpadów komunalnych. Niestety, to jednak wciąż dużo więcej niż w UE, gdzie składowanych jest mniej niż jedna trzecia odpadów (według danych Eurostatu za 2013 rok).

Rekordowy rok na rynku mieszkań. O jedną piątą wzrosła liczba pozwoleń na budowę i zgłoszeń inwestycji

CEO Magazyn Polska

Z danych GUS wynika, że liczba pozwoleń na budowę mieszkań wzrosła w październiku o ponad 45 proc. W ciągu 10 miesięcy tego roku wydano łącznie blisko 160 tys. pozwolenia na budowę i zgłoszeń mieszkań. Liczba nowo rozpoczynanych inwestycji w październiku nieco wyhamowała, ale po 10 miesięcy jest o jedną piątą wyższa niż przed rokiem. Deweloperzy podkreślają, że rynek się ustabilizował – duża liczba oferta odpowiada wysokiemu popytowi, dzięki czemu nie widać gwałtownych zmian cenowych. 

Obecny rok jest rekordowy dla rynku nieruchomości mieszkaniowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Jankowski, prezes zarządu Grupy Waryński.

Zdaniem analityków firmy doradczej REAS tylko po trzech kwartałach br. podaż na rynku nieruchomości mieszkaniowych wzrosła o 18 proc. w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku. W sześciu analizowanych aglomeracjach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Łódź) od lipca do września na rynek trafiło prawie 15,9 tys. lokali. W trakcie czterech ostatnich kwartałów wprowadzono w sumie do sprzedaży ponad 50,8 tys. lokali.

Moim zdaniem rynek ustabilizował się zarówno dla inwestorów, jak i klientów – ocenia Jarosław Jankowski. – Nie ma dzisiaj gwałtownych zmian cen, jeśli rosną, to w bardzo zachowawczy, przemyślany sposób. Nie zauważamy skoków cenowych odbijających się na rynku. Dzisiaj klient z jednej strony ma przed sobą bardzo szeroką ofertę, a z drugiej strony popyt jest na tyle silny, że startuje bardzo dużo nowych inwestycji.

Według Głównego Urzędu Statystycznego od stycznia do końca października rozpoczęto budowę ponad 142,5 tys. mieszkań, czyli o jedną dziesiątą więcej niż w tym samym okresie 2014 roku. Od początku roku liczba pozwoleń dla deweloperów zwiększyła się o 80 tys., czyli prawie o jedną czwartą.

Zdaniem Jarosława Jankowskiego podniesienie od przyszłego roku wymaganego wkładu własnego podczas ubiegania się o kredyt hipoteczny z obecnych 10 do 15 proc. nie będzie miało dużego wpływy na liczbę prowadzonych inwestycji.

Myślę, że ci, którzy są żywo zainteresowani kupnem mieszkania w przyszłym roku, są już na to przygotowani – uważa Jarosław Jankowski. – Sądzę, że ta zmiana nie wpłynie dramatycznie na spadek popytu. Co ważne, gros transakcji to transakcje gotówkowe, gdyż klienci coraz częściej wycofują pieniądze z bardzo nisko oprocentowanych lokat bankowych i wolą inwestować w nieruchomości.

Zdaniem Jarosława Jankowskiego ceny mieszkań w końcówce tego roku i przyszłym pozostaną stabilne. Według serwisu Otodom.pl w październiku br. średnia cena metra kwadratowego lokalu na rynku pierwotnym w Warszawie wyniosła ok. 7750 zł za mkw. Szybciej przy tym rośnie wartość uważanych za tzw. dobro rzadkie lokali z segmentu Prime Location (w najlepszych lokalizacjach) oraz apartamentów wykończonych z użyciem najwyższej klasy materiałów i oferujących szeroki wachlarz usług dodatkowych, takich jak concierge.

W segmencie popularnym sytuacja jest stabilna już od jakiego czasu i to jest dobre zjawisko zarówno dla klienta, jak i dla inwestora – przekonuje Jarosław Jankowski. – Oferta dla klientów zamożnych także jest dość rozbudowana, ale mamy też do czynienia z nowym zjawiskiem. Rośnie grupa osób, które szukają interesujących, indywidualnych lokali na dużych osiedlach, w których na ostatnich piętrach istnieje możliwość urządzenia przestronnych apartamentów za relatywnie mniejsze pieniądze niż w typowo ekskluzywnych lokalizacjach. Tego typu mieszkania bardzo szybko znajdują swoich nabywców.

Podróże służbowe nieodłącznym elementem pracy ponad połowy mikro-, małych i średnich firm. To sposób na pozyskiwanie nowych klientów

0

CEO Magazyn Polska

Ponad 60 proc. mikro-, małych i średnich firm jako najważniejsze wyzwanie na 2016 rok wskazuje zdobywanie nowych klientów – wynika z badania Diners Club Polska. Podróże służbowe są w tym pomocne – regularnie wyjazdy organizuje ponad połowa firm. Co trzeci przedsiębiorca podróżuje raz w tygodniu lub częściej. W delegacje najczęściej jeżdżą samochodem, a pobyt opłacają gotówką. Jedynie 10 proc. wyjazdów rozlicza się w ramach karty służbowej.

Ponad 60 proc. przedsiębiorców uważa, że priorytetem będzie zdobywanie nowych klientów. 23 proc. z nich chciałoby się skoncentrować na utrzymaniu dotychczasowego portfela swoich klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Fatyga, dyrektor generalny Diners Club Polska.

Zdobywanie nowych rynków jest kluczowe dla 58 proc. firm małych i 54 proc. średnich. Takie starania deklaruje prawie połowa przedsiębiorców z branży produkcyjnej i usługowej. Te plany mogą się przełożyć na rynek podróży służbowych. Prognozy mówią o 5-proc. wzroście w przyszłym roku.

Dziś w podróże służbowe udaje się ponad połowa przedsiębiorców z sektora MŚP. Wśród reprezentantów firm średnich odsetek ten wynosi 92 proc., a w mikrofirmach – ok. 25 proc.

W jednej trzeciej firm wyjazdy służbowe zdarzają się raz na tydzień lub częściej, a w co czwartej kilka razy w miesiącu – mówi Katarzyna Fatyga.

35 proc. organizuje wyjazdy służbowe raz w miesiącu, a tylko 10 proc. rzadziej. Częstotliwość wyjazdów zależy głównie od wielkości firmy i branży, w której działa.

Ponad 50 proc. badanych firm z sektora MŚP zatrudnia pracownika, którego zadaniem jest organizacja podróży służbowych. W 45 proc. firm każdy pracownik organizuje swój wyjazd samodzielnie. Na rynku pojawia się więc coraz więcej narzędzi do samodzielnej rezerwacji podróży służbowych.

Dominującą formą rozliczenia kosztów delegacji pozostaje gotówka.

Ponad 80 proc. ankietowanych przez nas firm deklaruje, że koszty podróży służbowych opłaca pracownik z prywatnych środków lub z pobranej zaliczki, które następnie są rozliczane – tłumaczy Katarzyna Fatyga.

Tylko 10 proc. wyjazdów opłacane jest za pomocą karty służbowej. Najczęściej z tej opcji korzystają małe i średnie przedsiębiorstwa. Wśród poszczególnych sektorów gospodarki z karty najczęściej korzystają firmy związane z handlem (40 proc. ogółu) oraz produkcją i przemysłem (29 proc. badanych). Jak podkreśla dyrektor Diners Club Polska, niewielka skala wykorzystania takiej formy rozliczeń może dziwić, bo to wygodniejszy sposób niż gotówka, pozwalający zaoszczędzić czas i biurokrację. Tym bardziej w firmach, gdzie jest duża częstotliwość wyjazdów.

75 proc. wyjazdów służbowych to podróże samochodem firmowym bądź prywatnym, 15 proc. to podróże koleją i tylko 5 proc. to podróże lotnicze – wylicza dyrektor generalny Diners Club Polska.

Biznesowe wyjazdy MŚP trwają średnio do dwóch dni. Długość wyjazdów nie zależy od branży, w której działa firma, ale koreluje z wielkością przedsiębiorstw – w małych i średnich firmach średni czas podróży służbowej jest dłuższy (dwa dni) niż w mikrofirmach, w których wyjazdy trwają zwykle jeden dzień.

Badanie „Podróże służbowe i kondycja polskich firm” zostało przeprowadzone na grupie 500 mikro-, małych i średnich firm z obszaru całej Polski. Raport na zlecenie Diners Club Polska został zrealizowany przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Prawo pozwala bezpiecznie korzystać z chmury obliczeniowej

Chmura obliczeniowa stała się dziś nieodzownym elementem rozwoju nowoczesnej firmy. Rynek cloud computingu rośnie więc w Polsce w tempie dwucyfrowym, a do grona firm wykorzystujących tę technologię dołączają coraz większe podmioty. Wciąż jednak tematyka chmury obrośnięta jest mitami i fałszywymi przekonaniami. Dziś postaramy się je rozwiać.

Chmura obliczeniowa pozwala na outsourcing procesów IT poza własne przedsiębiorstwo. W tym modelu biznesowym, w zależności od rodzaju usługi, użytkownik otrzymuje zdalny dostęp do wirtualnego sprzętu, środowiska czy aplikacji, których zakres może określać samodzielnie, dynamicznie i elastycznie. Chmura pozwala więc na rezygnację z własnej infrastruktury IT, co oznacza wymierne korzyści ekonomiczne.

W Polsce nie ma prawnej definicji chmury obliczeniowej (z ang. cloud computing), jednak obowiązujące przepisy, co do zasady, pozwalają na jej wykorzystanie. To – poza innymi benefitami – sprawia, że usługa w modelu cloud cieszy się rosnącym uznaniem wśród coraz większego grona polskich firm, w tym tych zatrudniających powyżej 500 pracowników.

Rynkowe trendy odzwierciedlają wyniki corocznego badania satysfakcji klientów Oktawave, polskiej chmury obliczeniowej dla biznesu. Badanie wykazało, że liczba firm z tego sektora, które wybrały chmurę, zwiększyła się o ponad 100% rok do roku. Innym ważnym wnioskiem płynącym z ankiety jest fakt, że bezpieczeństwo okazało się jednym z trzech strategicznych czynników, obok stabilności i skalowalności, wpływających na wybór rodzimego rozwiązania.

Identyczne przepisy

Fakt, że chmura jest modelem biznesowym, zakładającym korzystanie z różnorodnych usług dostarczanych przez podmiot zewnętrzny, najczęściej generuje pytania odnoszące się do takich zagadnień jak:

  • ochrona danych osobowych (np. obowiązki administratora, lokalizacja zbioru danych, zasady powierzenia czy podpowierzenia danych),
  • prawa autorskie (np. zakres/konieczność wzajemnego udzielania sobie licencji do określonych treści przez strony umowy, co może powodować konsekwencje podatkowe),
  • własność i bezpieczeństwo informacji umieszczonych w chmurze, bądź w niej stworzonych/ wygenerowanych.

Jako że żaden z tych obszarów nie został na chwilę obecną odrębnie uregulowany w kontekście chmury, znajdują zastosowanie te same przepisy, co w przypadku >>tradycyjnych<< technologii – mówi Grzegorz Leśniewski, prawnik i manager zarządzający warszawskim biurem Kancelarii Olesiński & Wspólnicy. „Innymi słowy, praktyka z powodzeniem zaadaptowała się do istniejącej rzeczywistości prawnej[1].

Łatwiej w Polsce

Zwykle dużo prościej wypracować umowę dopasowaną do specyficznych potrzeb klienta z partnerem, który funkcjonuje w tym samym (Polska) albo zbliżonym (Europejski Obszar Gospodarczy – EOG) otoczeniu prawnym. Obu stronom zależy wówczas na zrealizowaniu tych samych lub podobnych obowiązków, wynikających z tych samych lub pokrewnych przepisów.

Powierzenie danych osobowych do przetwarzania w ramach EOG zwykle jest dla administratora przetwarzającego dane czy mającego siedzibę w EOG łatwiejsze. Oznacza to, że firmom działającym w Polsce łatwiej jest zrealizować ich prawne obowiązki w przypadku powierzenia danych „polskiej chmurze”, niż w przypadku ich wysyłania „za ocean”, ponieważ zlokalizowani w EOG kontrahenci poruszają się w podobnych realiach prawnych – tłumaczy Grzegorz Leśniewski.

Powyższa zasada oczywiście może ulegać ograniczeniu, jeżeli usługodawca jest globalną korporacją, w której procesy decyzyjne, w zakresie zmiany wypracowanych wzorców umownych, są bardzo złożone.

 Warto także zaznaczyć, że pod względem przechowywania danych osobowych, polskie prawo jest zwykle bardziej restrykcyjne, niż prawo Unii Europejskiej, zaś unijne regulacje są z kolei bardziej restrykcyjne niż amerykańskie – dodaje Grzegorz Leśniewski.

 W taki sposób funkcjonuje przykładowo Oktawave, jeden z największych polskich dostawców usług w chmurze obliczeniowej. Oktawave stosuje w praktyce polskie i unijne realia prawne świadczenia tego typu usług, uwzględniając przy tym indywidualne potrzeby prawne klientów i oferując chmurę obliczeniową, która:

  • spełnia wymogi GIODO w zakresie ochrony danych osobowych, wymagających zabezpieczenia określonych warunków przez urządzenia, infrastrukturę i dostarczaną usługę,
  • przechowuje i przetwarza dane klientów na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w profesjonalnym centrum danych, które posiada najwyższy w kraju współczynnik dla Data Center – Tier 3+,
  • oferuje starannie zaprojektowaną i wielopoziomową architekturę przechowywania danych, zabezpieczoną w stopniu możliwie najbardziej zaawansowanym i odporną na awarie dzięki  pełnej redundancji (co najmniej podwajanie niezbędnych elementów infrastruktury, tak aby w wypadku awarii jednego z nich nadal możliwe było zachowanie ciągłości prawidłowego działania całości),
  • kieruje się zasadą pełnej odpowiedzialności za cały proces, tj. przechowywania, pilnowania oraz – na życzenie klienta – całkowitego usunięcia danych, tym samym zapobiegając przedostaniu się informacji w niepowołane ręce.

Należy sobie zadać pytanie, gdzie nasze dane są rzeczywiście bezpieczne? – mówi Dariusz Nawojczyk, CMO w firmie Oktawave. „Czy w siedzibie naszej firmy czy w profesjonalnym centrum danych? Czy we własnej siedzibie dysponujemy redundantną infrastrukturą, zapewniającą odpowiednie zasoby dyskowe i obliczeniowe, awaryjnymi łączami internetowymi oraz energetycznymi, co przekłada się i na bezpieczeństwo i na wydajność, wreszcie – czy działanie firmowej serwerowni zabezpiecza monitoring działający w trybie 24/7/365 oraz systemy przeciwpożarowe?” – dodaje.

Chmura umową stoi

Podobnie jak w przypadku wspomnianego outsourcingu proces przeniesienia danych do chmury powinna poprzedzić rzetelna analiza skutków takiej operacji, nie tylko od strony rachunku ekonomicznego. Jak każde działanie w życiu gospodarczym, chmura obliczeniowa – poza profitami – może wygenerować nowe wyzwania i obowiązki zarówno po stronie usługobiorcy, jak i usługodawcy. Ich prawidłowe rozpoznanie pozwoli na wypracowanie możliwie bezpiecznego modelu współpracy, a także odpowiednią aktualizację wewnętrznych firmowych procedur czy instrukcji.

W obustronnej umowie, w ramach tzw. zasady swobody umów, między dostawcą a klientem regulowane są takie zagadnienia jak kwestie praw autorskich czy własności oraz bezpieczeństwa informacji. Zapisy umowy regulują, co zostanie wysłane do chmury, kto komu i na jakich polach eksploatacji powinien udzielić licencji oraz czy skorzystanie z tego typu usług będzie wiązało się z koniecznością np. zawarcia dodatkowych umów, zmiany wewnętrznych procedur lub poinformowania o tym fakcie określonych podmiotów – dodaje Grzegorz Leśniewski.

Oczywiście, są branże, takie jak np. służba zdrowia, sektor bankowy czy ubezpieczeniowy, które wdrażając rozwiązania oparte o cloud computing, muszą dochować szczególnej staranności i mogą napotkać dodatkowe wymagania czy ograniczenia. Trzeba jednak mieć świadomość, że wynika to przede wszystkim ze specyfiki działalności tych sektorów. Z uwagi na szczególne znaczenie dla społeczeństwa i państwa są to branże ściśle regulowane. Jednak generalnie sama regulacja nie wyłącza możliwości wykorzystania chmury obliczeniowej.

Potrzeba matką ewolucji

Konieczność spełniania dodatkowych wymogów przy outsourcingu części ich aktywności branży ściśle regulowanych (takich jak wspomniane wyżej) nie jest niczym nowym i raczej nie należy spodziewać się, że wymogi te znikną tylko w odniesieniu do chmury obliczeniowej.

Obserwując funkcjonujące na poziomie UE trendy, można natomiast spodziewać się dalszej rozbudowy systemów certyfikacji chmur obliczeniowych, a więc potwierdzania przez niezależne instytucje poziomu bezpieczeństwa chmur lub zgodności ich funkcjonowania z określonymi przepisami czy standardami. Przykładowo, lista takich schematów certyfikacyjnych dla chmur obliczeniowych (CCSL) została opracowana przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Sieci i Informacji (ENISA). W przyszłości systemy certyfikacji mogą zostać powiązane z regulacjami prawnymi np. poprzez zróżnicowanie zakresów obowiązków administratorów danych powierzonych certyfikowanemu vs niecertyfikowanemu dostawcy.

Korzystajmy z chmur

Warto pamiętać, że samo pojawienie się nowej technologii zwykle nie powoduje potrzeby istotnych (gruntownych) zmian w porządku prawnym. Normy zapisane w ustawach z założenia mają bowiem na tyle ogólny i abstrakcyjny charakter, że mogą być stosowane również w odniesieniu do sytuacji, których ustawodawca nie tylko nie wyobrażał sobie w momencie ich tworzenia, ale nawet takich, które w momencie tworzenia danego przepisu jeszcze nie istniały. Podobnie więc jak pojawienie się Internetu nie spowodowało konieczności przeprojektowania całego systemu prawa w Polsce, tak i cloud computing nie doprowadzi do prawnej rewolucji, a jedynie do ewoluowania istniejących lub pojawienia się nowych, spójnych z istniejącym systemem, norm.

Korzystajmy więc z chmur, ponieważ niosą one wymierne korzyści biznesowe, dbając przy tym o właściwe procedury i zapisy umowne.

Dariusz Nawojczyk, CMO, Oktawave.

Od ponad 10 lat buduje strategie marketingowe, biznesowe oraz komunikacyjne dla branży B2B: hostingowej, outsourcingu usług IT oraz chmury obliczeniowej w Polsce. Pasjonat nowych technologii i nowych mediów, a także sztucznej inteligencji i teorii komunikacji.

Swoją przygodę z informatyką zaczął od programu rysującego choinkę napisanego w języku BASIC na ZX Spectrum z gumową klawiaturą. Wierzy, że komunikacja to czynienie rzeczy zrozumiałymi, piękno jest obiektywne, a wspinaczka tradowa wykuwa odwagę.

Bloger na łamach Harvard Business Review Polska (http://blogi.hbrp.pl/blog-biznesowy/author/dnawojczyk/) oraz Spider’s Web (http://www.spidersweb.pl/author/dariusz-nawojczyk), autor książki „Start-up po polsku. Jak założyć i rozwinąć dochodowy e-biznes”.

[1] Przykładowo, w kontekście danych osobowych, istnieje szereg dokumentów o charakterze doradczym, które pomagają zidentyfikować i zabezpieczyć potencjalne wątpliwości – w szczególności „Opinia 5/2012 w sprawie przetwarzania danych w chmurze obliczeniowej” przyjęta 1 lipca 2013 r.

Co istotne, pojęcie „chmury obliczeniowej” występuje też w licznych dokumentach programowych i opiniach wydawanych przez różne organy krajowe i międzynarodowe, mające bezpośredni wpływ na tworzenie prawa. Sztandarowym przykładem jest tutaj np. komunikat Komisji Europejskiej z 27 września 2012 r. (COM(2012) 529 final) „Wykorzystanie potencjału chmury obliczeniowej w Europie”.

Wskazane dokumenty  dowodzą przychylnego stosunku władz publicznych względem chmury obliczeniowej  Pozwalają na stwierdzenie, że ustawodawca również podejdzie przychylnie do przetwarzania w chmurze, gdy zdecyduje się na jego szczegółowe, prawne uregulowanie. Ma to znaczenie chociażby w kontekście przygotowywanej od dłuższego czasu reformy unijnego prawa o ochronie danych osobowych (procesowany obecnie projekt rozporządzenia UE).

 

Biznes po prostu: o roli optymalizacji procesów jako czynnika strategicznego

Rosnąca w siłę firma z czasem zaczyna się uginać pod ciężarem złożonych procesów biznesowych, schematów kompetencji i nadmiaru biurokracji. A gdyby tak uprościć i skrócić najbardziej newralgiczne ścieżki, robiąc miejsce dla pozytywnych zmian? Kilka dobrych praktyk przy wdrażaniu systemów IT wspomagających zarządzanie.

We współczesnym biznesie możliwość skrócenia jakiegokolwiek procesu bywa niemałym osiągnięciem. Nawet w niewielkich przedsiębiorstwach można spotkać się z nadmierną złożonością obiegu dokumentów czy procedur funkcjonujących w różnych obszarach działalności. Taki stan to swego rodzaju cena za możliwości intensywnego rozwoju i ekspansji. W badaniu „Przyszłość uproszczenia procesów w biznesie” zrealizowanym przez Knowledge@Wharton na zlecenie SAP, 74 procent ankietowanych wskazywało nadmierną złożoność procesów biznesowych i podejmowania decyzji jako czynnik ograniczający osiąganie założonych celów. Jakie aspekty mogą mieć największy wpływ na obciążenie procesowe?

W pierwszej kolejności warto przytoczyć choćby działalność poza granicami kraju. Współpraca z kontrahentami czy oddziałami firmy za granicą wymaga dostosowania pewnych procedur (np. księgowych) do warunków prawno-finansowych, co zazwyczaj owocuje skomplikowanymi ścieżkami obiegu dokumentów i ich akceptacji.

Także wielokanałowość biznesu, która z jeden strony jest jego siłą napędową, w niektórych aspektach może okazać się pewnym ciężarem. Łączenie np. sprzedaży w punktach stacjonarnych z działalnością online i np. końcówkami mobilnymi wymaga jednoczesnego zarządzania wieloma platformami, szybkiej wymiany danych i informacji. Warto tu także wspomnieć o outsourcingu: przy przenoszeniu części niszowych kompetencji firmy (np. informatycznych, księgowych) na zewnątrz może dojść do dalszego skomplikowania procesów biznesowych – mówi Michał Guzek, Managing Partner w Hicron, integratorze systemów IT.

Plan zmian

Naturalną odpowiedzią na rosnące potrzeby uporządkowania tych kwestii wydaje się być zmiana modelu funkcjonowania poparta odpowiednimi narzędziami, np. informatycznymi systemami zarządzania. Jednak, aby przyniosło to oczekiwane efekty, warto dobrze zaplanować zmiany. Ten proces zaczyna się od wnikliwej identyfikacji słabych punktów, potrzeb i obszarów wymagających usprawnienia. Częstym błędem jest wdrażanie narzędzia, w którym pokładane są nadzieje niemal samoistnego uporządkowania funkcjonowania firmy, bez uwzględnienia potrzeb użytkowników końcowych, czy odpowiedniej metodologii. To jednak nomen omen – złożony proces.

Ważnym aspektem upraszczania procesów jest ich prawidłowa identyfikacja. Nie można przy tym zapomnieć o długoterminowych celach, jakie mają zostać osiągnięte dzięki optymalizacji. Wyznaczenie tylko bieżących potrzeb i nieprzystosowanie ich do możliwych zmian np. w strukturze przedsiębiorstwa może zaowocować nieskutecznością danego uproszczenia, a wręcz wywołać efekt odwrotny.

Często oczekuje się, że złożony system informatyczny wykona za nas całą pracę i to od razu. Warto jednak rozłożyć strategię wdrożeniową na łatwiejsze do osiągnięcia, mniejsze cele prowadzące do systematycznego podnoszenia efektywności przedsiębiorstwa. Implementacja systemu, który w jednym momencie obejmie wszystkie procesy może skutkować wręcz paraliżem decyzyjnym i w dalszej kolejności jeszcze bardziej skomplikować przetwarzanie nawet podstawowych procesów.

Dlatego tak często podkreśla się wartość proaktywnego działania, zmierzającego do ciągłego doskonalenia kształtu procesów biznesowych i ich systematycznej optymalizacji, nie zaś zatrzymywaniu się na status quo, działając zgodnie z filozofią „lepsze jest wrogiem dobrego”. Pozwoli to wyprzedzić możliwe niepowodzenia, a także mieć stałą kontrolę nad rozwojem biznesu i korelację planów działania z systemem ERP.

Korzyści na start

Według 62 procent ankietowanych uproszczenia procesów biznesowych w wyraźny sposób poprawiły wydajność i produktywność biznesu. I choć sam proces implementacji zmian jest dość złożony, to jednak w dalszej perspektywie przynosi on konkretne profity:

  • Zmniejszenie użycia zasobów dzięki lepszej organizacji. Mowa tutaj zarówno o zarządzaniu zleceniami produkcyjnymi, logistyką jak i obciążeniem pracowników nadmiarem zadań.
  • Osiąganie założonych celów biznesowych poprzez ich systematyczną kontrolę oraz dostęp do zaawansowanych narzędzi analitycznych i skupienie się na najważniejszych celach biznesowych.
  • Przeniesienie procesów na grunt jednego, zintegrowanego systemu IT to jednocześnie mniej biurokracji i mniejsza szansa na pomyłki.
  • Przeniesienie nacisku z obsługi procesów na większą orientację na klientów: ich potrzeby i obsługę, co w prostej linii prowadzi do zwiększenia przychodu, większej retencji, a tym samym obniżenia kosztów prowadzenia działalności.
  • Dobrze zarządzane procesy biznesowe to także szansa na szybszą reakcję na zmiany zachodzące na rynku i możliwość np. elastycznego planowania produkcji, krótszą reakcję na zmiany w sytuacji rynkowej.
  • Automatyzacja procesów skraca czas ich przetwarzania, eliminuje pomyłki, umożliwiając np. płynne generowanie dokumentów czy przyspieszenie workflow nawet w najbardziej złożonej organizacji.

Lider: niezbędne ogniwo zmian

W tak złożonym działaniu, jakim jest uproszczenie i uporządkowanie procesów, szczególnego znaczenia nabiera rola lidera tych zmian. Zazwyczaj potrzeba ewolucji pojawia się wśród pracowników, lecz to właśnie CEO powinien być inicjatorem ewolucji w kierunku ułatwienia przepływu informacji i optymalizacji pracy, a także jej kosztów. Pracownicy stanowią trzon wspierający: będąc użytkownikami procesów, są w stanie bezbłędnie wskazać te, które wymagają uproszczenia, lecz w toku codziennej pracy zazwyczaj nie mają możliwości zasygnalizować tego faktu przełożonym.

Strategię zmian warto przeprowadzić metodą małych kroków. Wskazanie najbardziej newralgicznych obszarów pomoże w sprawnym przeprowadzeniu tego procesu; dodatkowo unikniemy sytuacji, kiedy nagłe wprowadzenie wielu modyfikacji sparaliżuje większość procesów.

Zaangażowanie całego zespołu jest niezwykle ważnym elementem. Korzyści ze zmian odniesie cała firma, warto jednak zadbać o kompleksową komunikację tego procesu. We wspominanych wyżej plusach z ewolucji na wysokim miejscu znajduje się automatyzacja procesów oraz zmniejszenie obciążenia zespołu. Przy tej okazji kluczową rolą lidera jest zapewnienie pracowników, że planowane optymalizacji mają usprawnić funkcjonowanie firmy, a ich celem jest zmniejszenie zatrudnienia. Pracownicy świadomi tego faktu będą chętniej angażować się w proces zmian i czynnie w nim uczestniczyć – mówi Michał Guzek.

W podejmowaniu decyzji biznesowych i proaktywnym działaniu przedsiębiorstwa z pomocą przychodzą zaawansowane narzędzia analityczne, często będące elementem zintegrowanych systemów zarządzania klasy ERP. Moduły te dają kadrze zarządzającej dostęp do raportów i analiz w trybie samoobsługowym, bez konieczności oczekiwania na kluczowe dane pozyskiwane z poszczególnych działów. Według badań Knowledge@Wharton i SAP w tej chwili tylko 17% osób decyzyjnych ma dostęp po takich narzędzi. To element procesu upraszczania, który nabiera znaczenia. W ciągu trzech lat powyższy wskaźnik zwiększy się do 45%.

Nie upraszczaj na siłę

Upraszczanie procesów biznesowych wydaje się być uniwersalnym rozwiązaniem, wręcz receptą na problemy organizacyjne wielu firm. Czy jest to jednak złoty środek? Nadmierna symplifikacja, zamiast przynieść szereg korzyści, może „zabić ducha firmy” i zepchnąć na margines potrzebę kreatywnego rozwoju, wdrażania innowacyjnych rozwiązań i inicjowania zmian poprzez pracowników niższego szczebla. Nadmierna formalizacja i automatyzacja może uczynić organizację pustą, ściśle podporządkowaną procedurom, które paradoksalnie trudno będzie zmienić w zależności od potrzeb.

Dlatego tak ważne jest dokładne zaplanowanie zmian i wdrożenie tych, które spowodują korzyści, nie zaś zaszkodzą rozwojowi biznesu. Warto tutaj podeprzeć się narzędziami informatycznymi, które w stosunkowo krótkim czasie pozwolą osiągnąć zamierzone efekty i podnieść wydajność przedsiębiorstwa.

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ogłasza konkurs „ScaleMeGlobal”

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości zaprasza na największą organizowaną przez polską administrację konferencją poświęconą rozwojowi przedsiębiorczości start-upowej – Startup Summit, która odbędzie się 3 i 4 grudnia 2015 roku na stadionie PGE Narodowy w Warszawie. W ramach wydarzenia zaplanowana została premiera programu akceleracyjnego „Platformy Startowe dla nowych pomysłów”, realizowanego przez PARP w ramach Programu Operacyjnego Polska Wschodnia. Wydarzenie poprzedza konkurs ScaleMeGlobal!, w którym wyłonione zostaną najbardziej innowacyjne przedsięwzięcia z zakresu nowych technologii.

Konkurs ScaleMeGlobal! dedykowany jest startupom i pomysłodawcom  biznesów z globalnym potencjałem.  Projekt wpisuje się w działania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, zmierzające do tworzenia warunków sprzyjających powstawaniu i rozwijaniu innowacyjnych przedsiębiorstw. Jego celem jest odkrycie potencjału drzemiącego w młodych przedsiębiorcach, weryfikacja pod kątem szans rynkowych oraz wsparcie we właściwym wyborze modelu biznesowego oraz pokierowaniu ich dalszym rozwojem.

Warunkiem uczestnictwa jest przedstawienie pomysłu na start-up, zawierający opis innowacyjności projektu, model biznesowy oraz możliwości wdrożenia na rynku globalnym wraz z subiektywną oceną potencjalnych korzyści biznesowych. W kategorii specjalnej, której patronuje Microsoft, niezbędne jest również przedstawienie propozycji zastosowania rozwiązania Continuum przez start-up będący autorem projektu.

Konkurs składa się z dwóch etapów. W pierwszym Kapituła Konkursowa, kierując się oceną innowacyjności projektu, możliwości globalnej ekspansji oraz potencjalnych korzyści z jego wdrożenia,  wyłania 10 finalistów, którzy będą mieli możliwość zaprezentowania projektu podczas konferencji Startup Summit przed jury złożonym ze specjalistów z zakresu inwestycji, marketingu oraz przedstawicieli mediów.
Nagrodę główną w konkursie ufunduje firma Google Campus. W ramach konkursu zostanie również przyznana Nagroda Publiczności.

Konferencja Startup Summit

Konferencja Startup Summit, która odbędzie się 3 i 4 grudnia 2015 roku na stadionie PGE Narodowy w Warszawie, jest jednym z najważniejszych wydarzeń służących budowaniu społeczności startupowej w Polsce. Będąc jednocześnie premierą programu akceleracyjnego „Platformy Startowe dla nowych pomysłów”, stanowi doskonałą okazję do budowania mechanizmu ekosystemu, wspierającego trwałą, stabilną ekspansję zagraniczną młodych przedsiębiorców, szczególnie tych z województw lubelskiego, podlaskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego. W ramach ubiegłorocznej edycji (pod nazwą ICT Summit) odbyło się 60 prelekcji w ramach pięciu ścieżek tematycznych, w których uczestniczyło 30 światowych inwestorów i 50 prelegentów oraz przeszło 800 gości z Polski i świata, a także 28 000 osób na pośrednictwem internetu. W tym roku swój udział zapowiedzieli uznani światowi eksperci z dziedziny nowych technologii oraz praktycy globalnego biznesu, m.in. Carlo Carlutti, Marcin Piątkowski, David Bizer, Kamil Adamczyk, Eliza Kruczkowska, Mike Bradshaw, Mick Griffin czy Marek Cieśla.

Lista prelegentów oraz program są na bieżąco aktualizowane na stronie wydarzenia, na której można również zgłosić chęć uczestnictwa w konferencji.

Platformy startowe dla nowych pomysłów

„Platformy startowe dla nowych pomysłów” to program akceleracyjny realizowany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach Programu Operacyjnego „Polska Wschodnia”. To innowacyjne działanie, które pozwoli na zapewnienie indywidualnego, kompleksowego wsparcia dla młodych przedsiębiorców z Polski Wschodniej oraz stworzenie systemu powiązań start-upów z władzami samorządowymi, doświadczonymi przedsiębiorcami (w roli ekspertów i mentorów), uczelniami, organizacjami pozarządowymi oraz innymi instytucjami z sektora IOB. Pomysłodawcy wyselekcjonowani przez biznesowych ekspertów oraz doświadczonych inwestorów trafią pod opiekę „Platformy Startowej” – stworzonego na potrzeby projektu ośrodka innowacji, wykorzystującego zasoby inkubatorów przedsiębiorczości oraz parków naukowo-technologicznych w Polsce Wschodniej. W pierwszym etapie wsparcie dla start-upów przekazywane będzie w formie usług biznesowych, marketingowych
i technologicznych, które umożliwią wyznaczenie właściwej ścieżki wdrożenia pomysłu i skutecznego funkcjonowania w warunkach konkurencji rynkowej. Mając dopracowany innowacyjny produkt (usługę) i przygotowany model biznesowy, przedsiębiorca będzie mógł ubiegać się o bezzwrotną dotację na wejście na rynek i początkową fazę funkcjonowania start-upu. Opracowane specjalnie dla młodych ludzi narzędzie ma na celu zwiększenie szans na sukces nowego produktu i nowej firmy, eliminując jednocześnie zagrożenie wynikające ze złego gospodarowania czasem czy niewłaściwego wykorzystania pieniędzy potencjalnych przedsiębiorców. Celem programu „Platformy startowe dla nowych pomysłów” jest utworzenie w Polsce Wschodniej środowiska (ekosystemu) sprzyjającego sprawnemu transferowi wiedzy oraz rozwojowi startupów, również na rynku globalnym.

Mniejsze spółki wspierane przez rządowe obietnice i słabą walutę

Robert Burdach, zarządzający funduszami akcji Union Investment TFI

Robert BurdachZa nami exposé premier Beaty Szydło. Pomysły nowego rządu na polską gospodarkę w nim przedstawione, a także późniejsze wypowiedzi nowych ministrów nie były zaskoczeniem. W większości potwierdziły się przedwyborcze zapowiedzi, co generalnie oznacza niezbyt optymistyczne perspektywy dla wielu spółek z indeksu WIG20 – przynajmniej na jakiś czas. Chodzi przede wszystkim o banki (które najpewniej już w przyszłym roku zostaną obłożone podatkiem) oraz sektor energetyczny. Sygnalizowany przez nową premier nacisk na bezpieczeństwo energetyczne Polski oznacza de facto doinwestowanie górnictwa, w czym znaczącą rolę mogą odegrać spółki energetyczne notowane na GPW – TAURON, PGE, Energa i Enea.

Dużo lepiej prezentują się perspektywy dla małych i średnich spółek

W ich gronie znajduje się spora liczba eksporterów, których biznes jest powiązany z gospodarkami strefy euro, w tym Niemiec. Obecna słabość złotego dodatkowo podniesie atrakcyjność polskich firm. Po drugie, za mniejszymi spółkami przemawiają obietnice złożone w exposé. W planach jest m.in. obniżenie podatku CIT do 15% oraz podwójny odpis inwestycyjny dla przedsiębiorców, dzięki któremu firmy będą mogły reinwestować zyski w rozwój swoich firm. Pamiętajmy też, że sporo „misiów” korzysta na wzroście konsumpcji prywatnej. Dodatkowe pieniądze przekazane przez rząd, np. rodzinom z dziećmi, w części wrócą na rynek, generując popyt na towary i usługi, a tym samym zwiększając zyski firm.

Polskie LTRO

Polski rząd zapowiedział też wprowadzenie w Polsce nisko oprocentowanych pożyczek dla przedsiębiorstw, na wzór instrumentów stosowanych przez Europejski Bank Centralny, tzw. LTRO. Rodzi się jednak pytanie, czy tego typu operacja ma szansę pobudzić polską gospodarkę i przełożyć się na wzrosty cen akcji. Patrząc na efektywność LTRO w Europie, jest ona dyskusyjna i trudna do jednoznacznej oceny. Ceny akcji na europejskich parkietach rzeczywiście wzrosły, weźmy jednak pod uwagę, że wcześniej przez dwa–trzy lata wyniki spółek były słabsze. Także gospodarka strefy euro nie znajdowała się w najlepszej kondycji. Nie można wykluczyć, że uruchomienie programu LTRO przez Europejski Bank Centralny zbiegło się w czasie z odbiciem w sferze realnej, co przełożyło się na poprawę zysków spółek. Pewne jest natomiast, że pieniądze wpompowane w gospodarkę poprzez system bankowy wpłynęły na osłabienie euro. To pomogło europejskim spółkom eksportowym i docelowo przyczyniło się do zwyżek na giełdach. W tym kontekście oczywiście można się doszukiwać podobieństw na gruncie lokalnym. Jak wspomniałem, w ostatnim czasie polski złoty osłabił się istotnie w relacji do głównych walut i wiele wskazuje na to, że ta słabość się utrzyma. W takim środowisku spółki eksportowe powinny radzić sobie dużo lepiej niż pozostałe spółki notowane w indeksie WIG.

 

Dolar po 4 złote, co dalej?

Stało się nieuniknione, po raz pierwszy od 11 lat przy kursie dolara zobaczymy „4” z przodu. Od wielu miesięcy zdecydowana większość prognoz dla złotego zakładała taki scenariusz, dlatego o zaskoczeniu nie ma mowy. Skoro cel został osiągnięty, to warto pomyśleć o tym co dalej i jak rysuje się przyszłość polskiej waluty w średnim terminie.

Na wstępie warto podkreślić, że kurs USDPLN nie wynika ze słabości polskiej waluty, a tym bardziej jakichkolwiek czynników politycznych. Na tle walut regionu złoty zachowuje się bardzo dobrze, co kontrastuje na przykład z naszą giełdą, która w tym roku należy do ścisłej czołówki najgorszych parkietów na świecie (patrząc tylko na WIG20). Kurs USDPLN jest zatem zależny od notowań amerykańskiej waluty na globalnych rynkach, przede wszystkim względem euro.

Dolar zyskuje ze względu na niemal pewną podwyżkę stóp procentowych w grudniu, zaś euro traci ze względu na niemal pewne luzowanie polityki monetarnej przez EBC w tym samym miesiącu. W naszej prognozie zakładamy, że oba wydarzenia będą miały miejsce, ponieważ komunikacja ze strony banków centralnych jest jednoznaczna. Gdyby, któreś z tych wydarzeń nie nastąpiło, to kurs USDPLN szybko mógłby spaść o ponad 10 groszy i zmierzać nawet w kierunku 3,80 jednak nie jest to scenariusz bazowy.

Jeżeli oba wydarzenia nastąpią, to za dolara powinniśmy płacić jeszcze więcej, ale wzrosty nie muszą być już tak dynamiczne. Złoty może stracić kolejne 5 groszy względem dolara do końca roku, ale potem powinien nastąpić okres stabilizacji w okolicy 4 zł ze względu na to, że kluczowe wydarzenia nastąpią i rynek będzie je mógł zdyskontować w 100%.

FED przy okazji podwyżki stóp procentowych najprawdopodobniej zakomunikuje, że ścieżka podwyżek będzie powolna i będzie chciał zbadać reakcję gospodarki na pierwsze działania. To oznacza nawet pół roku przerwy do kolejnej podwyżki i właśnie w tym okresie złoty może nieco zyskać względem dolara. Kolejna podwyżka w USA może nastąpić w okolicy połowy przyszłego roku, dlatego już drugi kwartał powinien być mniej udany dla polskiej waluty i kurs USDPLN powinien znaleźć się bliżej poziomu 4,10. Na większe umocnienie złotego względem dolara na razie nie ma co liczyć, chyba, że banki centralne postanowią mocno zaskoczyć inwestorów.

PGE razem z PayU – nowy sposób płatności już dostępny w elektronicznym Biurze Obsługi Klienta PGE (eBOK)

Lider na rynku energetyki korzystając z usługi PayU | Mass Collect oferuje swoim klientom możliwość szybkiego i łatwego w obsłudze sposobu regulowania rachunków za energię.  Dla klientów to znaczne udogodnienie, a dla PGE Obrót SA optymalne zarządzanie wpływami z płatności. 

Ponad 5 milionów klientów, którym spółka PGE Obrót dostarcza energię elektryczną, może już korzystać z nowej formy płatności. Wystarczy, że klient, który ma do opłacenia fakturę za energię, zaloguje się do PGE eBOK (ebok.gkpge.pl) i po wybraniu faktury kliknie przycisk Zapłać przez PayU.

Firmom takim jak PGE Obrót, która wystawia miliony faktur miesięcznie, nasze rozwiązanie daje wiele korzyści: od obniżenia kosztów obsługi, przez szybkie zbiorcze księgowanie wpływów na rachunku dostawcy energii, po ograniczenie liczby reklamacji związanych np. z wyeliminowaniem ryzyka dokonania błędnej wpłaty przez klienta. mówi Sylwia Bilska, Członek Zarządu PayU SA. PayU, jako lider rynku, może zapewnić skalę i stabilność obsługi transakcji dla dużego partnera biznesowego pokroju  PGE.

Nowa usługa płatności dostępna w PGE eBOK oparta jest o indywidualne numery rachunków, dzięki czemu możliwe jest sprawne i jednoznacznie zidentyfikowanie każdego klienta.

Dzięki rozwiązaniu PayU w PGE eBOK nasi klienci w łatwy i szybki sposób mogą uregulować swoje rachunki. Jest to wygodny i bezpieczny sposób, gwarantujący bezbłędne opłacenie należności, a dodatkowo, po zalogowaniu do eBOKa, nasi klienci mają stały dostęp do historii wpłatmówi Agnieszka Szczekala, rzecznik prasowy PGE Obrót S.A.

Jak zapłacić za prąd korzystając z indywidualnego rachunku?

Aby opłacić rachunek za prąd, wystarczy zalogować się do PGE eBOK dostępnego pod adresem ebok.gkpge.pl, wybrać właściwą fakturę do opłacenia i kliknąć przycisk Zapłać przez PayU. Następnie należy wybrać płatność kartą lub e-przelewem (tzw. pay-by-link) – najczęściej wybieraną metodą płatności w Internecie. PayU natychmiast przelewa środki na rachunek przypisany do konkretnego płatnika u dostawcy energii. Następnie system billingowy po stronie PGE księguje wpływ środków.

Zastosowane rozwiązanie pozwala na zoptymalizowanie procesu płatności i księgowania. Usprawnia  także nadzór nad terminowością regulowania zobowiązań przez płatników.

Usługę PayU I Mass Collect można dostosować do indywidualnych potrzeb każdej firmy sprzedającej towary lub usługi masowemu odbiorcy. Rozwiązanie polecane jest firmom telekomunikacyjnym, operatorom telewizji kablowych, dostawcom energii elektrycznej, a także spółdzielniom mieszkaniowym i zarządcom wspólnot mieszkaniowych. Jest to również odpowiedź na potrzeby firm leasingowych i ubezpieczeniowych, hurtowni, a także szkół i uczelni w zakresie przyjmowania wpłat czesnego.

PGE Obrót SA wchodzi w skład Grupy Kapitałowej PGE – największej grupy energetycznej w Polsce i jednej z największych firm energetycznych w Europie Środkowej. Spółka sprzedaje energię do ponad  5,1 mln odbiorców – firm, instytucji i gospodarstw domowych. Podstawowym celem strategii marketingowej PGE Obrót SA jest stałe doskonalenie standardów obsługi klienta, poprzez wdrażanie nowoczesnych rozwiązań i stałą poprawę jakości świadczonych usług. A także dostosowanie oferty do zmieniających się potrzeb klientów i wymogów rynku. Spółka dąży do rozszerzenia oferty świadczonych usług w oparciu o produkty PGE.

 PayU to globalny dostawca usług płatniczych. Oferuje ponad 250 kanałów płatności oraz usługi typu eWallet. Właścicielem międzynarodowej grupy PayU, działającej w 16 krajach na 4 kontynentach, jest południowoafrykański koncern Naspers, który pod względem liczby użytkowników w e-commerce zajmuje trzecią pozycję na świecie i charakteryzuje się największą dynamiką wzrostu. PayU jest liderem rynku płatności internetowych na wielu lokalnych rynkach, w tym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Czechy, Węgry, Rumunia, Rosja), gdzie procesuje transakcje dla kilkudziesięciu tysięcy merchantów. W listopadzie 2012 r. spółka PayU S.A., jako pierwsza w Polsce, uzyskała licencję instytucji płatniczej i podlega w związku z tym nadzorowi KNF.

Sposób na tanie oryginalne oprogramowanie dla firmy

oprogramowanie

Prowadzenie firmy zawsze oznacza spore wydatki. Istnieją jednak rozwiązania, dzięki którym właściciele przedsiębiorstw mogą nieco zaoszczędzić. Jednym z nich jest możliwość odsprzedaży niewykorzystanego przez firmę oprogramowania lub nabycia oprogramowania używanego.

– Wiele firm nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile oszczędności mogą znaleźć, dzięki odsprzedaży niewykorzystywanego oprogramowania – mówi newsrm.tv Marcin Maruta, kancelaria MARUTA WACHTA SP.J – Sporą optymalizację można również uzyskać, dzięki zakupom używanego oprogramowania.

Ekspert podkreśla, że takie działanie jest w pełni legalne i spełnia wymogi Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Co istotne, daje ono korzyści finansowe zarówno stronie kupującej, jak i sprzedającej.

Jednym ze scenariuszy jest sytuacja, w której posiadamy zbędne, niewykorzystywane licencje, ponieważ migrujemy do rozwiązań chmurowych takich, jak na przykład Office 365. Wówczas poprzednio podpisany kontrakt staje się nadmiarowy i gotowy do odsprzedaży – mówi Stefan Buschkühler, Sales Director International Business w ReLicence AG – Innym scenariuszem jest sytuacja, w której chcą Państwo kupić używane oprogramowanie, licencje grupowe.

Stefan Buschkühler podkreśla, że oszczędności związane z kupnem używanego oprogramowania wynoszą 30-40% kosztów licencji grupowych. – W przybliżeniu możemy przyjąć, że rynek na używane oprogramowanie Microsoft w Europie wynosi około 10 miliardów euro. Oczywiście trzeba odliczyć pewne kwoty, ponieważ rzeczywisty i praktyczny rynek second hand software wynosi około 1 miliarda euro rocznie na używane oprogramowanie dla firm – dodaje Stefan Buschkühler, Sales Director International Business w ReLicence AG.

Nowe warunki kredytowe nie załamią popytu na mieszkania

Od przyszłego roku zaostrzą się kryteria udzielania kredytów hipotecznych. Jednak banki mają sposoby na ich obejście. W efekcie popyt na mieszkania nadal będzie duży.

Zgodnie z rekomendacją „S” Komisji Nadzoru Finansowego, od początku 2014 r. osoby kupujące lokale na kredyt muszą posiadać wkład własny, który z roku na rok jest coraz wyższy. Obecnie wynosi on minimum 10 proc. wartości transakcji, a w 2016 r. próg ten zwiększy się o kolejne 5 proc. ‑ Rekomendacja „S” ma na celu zmniejszenie ryzyka niemożności spłaty rat przez kredytobiorców. Jednak osoby, które nie zdołają uzbierać wymaganej gotówki, będą mogły skorzystać z dodatkowych możliwości akceptowanych przez banki, czyli np. ubezpieczenia wkładu własnego, blokady środków na rachunku bankowym lub zastawu na obligacjach skarbowych – zauważa Wioletta Kleniewska, dyrektor sprzedaży i marketingu w Polnordzie.

 Chętnych nie brakuje

Perspektywa podwyższenia wymaganego wkładu własnego może w najbliższym czasie podgrzać rynek sprzedaży mieszkań – Koniec roku i jakiekolwiek zmiany na rynku kredytowym czy mieszkaniowym zawsze były czynnikami stymulującymi rynek. W tym czasie osoby kupujące lokale finalizowały swoje poszukiwania i decydowały się na podpisywanie umów oraz składanie wniosków kredytowych. Zatem wprowadzenie zmian na rynku kredytowym dla części potencjalnych nabywców jest na pewno czynnikiem, który powoduje zwiększenie zainteresowania zakupem nieruchomości – tłumaczy Michał Krajkowski, główny analityk w Notus Doradcy Finansowi.

Zdaniem Wioletty Kleniewskiej sporo osób, które do tej pory wahały się z podjęciem decyzji o kupnie wymarzonego „M”, jeszcze w tym roku podpisze umowę z deweloperem.  – Widzimy rosnący popyt zarówno na nasze oferty w ukończonych inwestycjach – np. w projektach 2 Potoki czy Dwa Tarasy w Gdańsku, jak i mieszkania, które będą oddawane w kolejnych latach, m.in. w projekcie Brzozowy Zakątek, powstającym w warszawskim Wilanowie – mówi.

Na gdańskim osiedlu 2 Potoki przy ul. Guderskiego mieszkania można kupić już od 4100 zł za mkw., co oznacza, że dwa pokoje z balkonem lub ogródkiem kosztują zaledwie 156 tys. zł. Natomiast w Dwóch Tarasach przy ul. Płockiej ceny lokali zaczynają się od 4820 zł za mkw., dzięki czemu wiele z nich można nabyć z rządową dopłatą MdM. Z kolei w Warszawie, w jednym z najnowszych projektów Polnordu o nazwie Wilanów Brzozowy Zakątek, realizowanym między ulicą Zdrową a Branickiego, na klientów czekają funkcjonalne mieszkania w cenach od 6575 zł brutto za mkw.

Z drugiej strony, jak podkreśla Michał Krajkowski, obecnie wiele osób dysponuje dużym wkładem własnym lub kupuje mieszkania za gotówkę. – W przypadku tych nabywców zmiany dotyczące wkładu własnego nie mają znaczenia – zapewnia analityk.

Z dodatkowym ubezpieczeniem

Wprawdzie rekomendacja „S” wymaga, aby kwota udzielonego kredytu w 2016 r. nie była wyższa niż 85 proc. wartości transakcji, jednak uwzględnia możliwość udzielenia wsparcia finansowego o wartości 90 proc. zakupu. Wówczas warunkiem uzyskania kredytu jest dodatkowe ubezpieczenie wkładu własnego lub przedłożenie przez kredytobiorcę zabezpieczeń np. w formie blokady środków na rachunku bankowym czy zastawu na obligacjach skarbowych.

Część banków już dziś wykorzystuje tego typu zabezpieczenia, więc nie są one nowością na rynku – dodaje Wioletta Kleniewska. Można więc założyć, że część kredytodawców zabezpieczy kredyt i nadal będzie finansować zakup mieszkania z 10-procentowym wkładem własnym. Z punktu widzenia kredytobiorcy przyszły rok w wielu bankach będzie wyglądał podobnie do roku bieżącego – prognozuje Michał Krajkowski.

Ponadto kluczowym czynnikiem, który decyduje o kosztach kredytu hipotecznego i zarazem stymuluje popyt na mieszkania, jest stawka WIBOR, nierozerwalnie związana z poziomem stóp procentowych w Polsce ustalanych przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP). Jak wyliczają przedstawiciele Lion’s Bank, w listopadzie 2012 r. główna stopa procentowa była na poziomie 4,75 proc., a w marcu 2015 r. wyniosła zaledwie 1,5 proc., była więc o ponad dwie trzecie niższa względem poziomu sprzed serii obniżek. Miało to niebagatelne znaczenie dla całego rynku mieszkaniowego. I choć w połowie maja br. WIBOR 3M zaczął powoli rosnąć, zdaniem analityków Lion’s Bank ruch ten nie będzie kontynuowany. – Najnowsze prognozy dotyczące zmian poziomu WIBOR-u mogą napawać kredytobiorców optymizmem. Sugerują bowiem, że na podwyżki stóp procentowych przyjdzie poczekać ponad dwa lata, a bieżący poziom WIBOR-u w najbliższych miesiącach nawet kosmetycznie spadnie. Z drugiej strony, jeszcze w czerwcu br. najbardziej prawdopodobny scenariusz zakładał podwyżkę stóp procentowych na przełomie 2015/16, co pokazuje jak zmienne są te prognozy –oceniają eksperci Lion’s Bank.