“The Independent” opublikował sondaż mówiący o przewadze zwolenników separacji z Unią Europejską. Słabsze dane z USA nie zmieniają ogólnej tendencji rynków. Znów gorąco na wschodzie Ukrainy.
Wczorajsze dane z USA wypadły raczej słabo. Sprzedaż domów na rynku wtórnym spadła powyżej oczekiwań do 5,36 mln, zamiast spodziewanych 5,4 mln. Gorzej wypadł też wstępny indeks PMI dla przemysłu. Wynik 52,6 pkt jest obiektywnie dobrym poziomem. Problem w tym, że oczekiwania analityków były aż o 1,3 pkt wyższe. Dane te przełożyły się oczywiście na umacnianie się euro wobec dolara. Ruch ten jednak szybko się zakończył a inwestorzy wykorzystali powstałą górkę, by ponownie pozbyć się euro i nabyć dolary.
Jeżeli wierzyć rynkowi kontraktów terminowych, to prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki stóp w USA rośnie. Obecnie szacowane jest już w okolicach 70%. Jest to dość wiarygodny sondaż, gdyż inwestorzy kupujący określone kontrakty “głosują” własnymi pieniędzmi. Oprócz dobrych danych, które w ostatnim czasie dominowały z USA za podwyżką mogą przemawiać kwestie ambicjonalne w samym FED. Prezes Janet Yellen wielokrotnie mówiła o podniesieniu stóp do końca roku. Z drugiej strony niewykluczone, że FED jak wiele banków centralnych dokona najpierw bardzo mocnej deklaracji, by dać czas przygotować się rynkom.
Nie zmienia to faktu, że zapowiadana podwyżka stóp nie wróży dobrze złotemu. Szczególnie wobec dolara. Już wczoraj oglądaliśmy przebicie poziomu 4 zł, a biorąc pod uwagę obecną tendencję to może być nie koniec ruchu wzrostowego. Z drugiej strony spora część inwestorów już jest przygotowana na zmiany stóp, kontrakty wskazują, że większość zajęła już pozycje. To z kolei może wskazywać, że sama skala ewentualnego ruchu wcale nie będzie taka duża.
Znów robi się gorąco na wschodniej granicy Ukrainy, a nawet wewnątrz, patrząc na oficjalne mapy. “Nieznani sprawcy” wysadzili linie wysokiego napięcia, którą zasilany był Półwysep Krymski. Problem polega na tym, że generatory znajdujące się na miejscu pokrywają zaledwie 30% zapotrzebowania, co jak łatwo policzyć powoduje, że większość mieszkańców nie ma prądu. Nie jest to pierwsze odcięcie elektryczności dla tego rejonu, ale pokazuje bezradność Rosji w tym temacie.
W Wielkiej Brytanii w sondażu dla “The Independent” większość uzyskali zwolennicy separacji z UE. Na razie procent jest niewielki, ale pokazuje niebezpieczną tendencję. Wielu obserwatorów uważa tą zmianę nastrojów za efekt zamachów z Paryża. Gdyby ta tendencja się utrzymała możemy mieć interesujące tygodnie na parach walutowych z funtem.
Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:
10:00 – Niemcy – indeks instytutu IFO,
14:30 – USA – zrewidowane dane na temat PKB.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 24.08.2015 do 24.11.2015
Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2150 a następnie minima w okolicach 4,1800.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 24.08.2015 do 24.11.2015
Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9050.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 24.08.2015 do 24.11.2015
Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0050. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9650.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 24.08.2015 do 24.11.2015
Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0700. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.
Serce statystycznego Polaka jest średnio o 6 lat starsze od niego samego. Wyniki raportu zostały ogłoszone 20 listopada podczas gali Heart Forum w Krakowie – spotkania podsumowującego 3 lata kampanii „Ciśnienie na Życie”.
– Polacy żyją 7 lat krócej niż np. mieszkańcy Szwecji, Polki żyją 4 lata krócej. W przeważającej mierze odpowiadają za to choroby układu krążenia: zawały serca, udary mózgów. Bardzo mało osób wie o tym, że ma czynniki ryzyka takie, jak nadciśnienie, za wysoki cholesterol – mówi newsrm.tv prof. Tomasz Zdrojewski. Klinika Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii. Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Na podstawie danych zebranych w trakcie trwania trzech edycji kampanii zespół badawczy z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego ocenił rozpowszechnienie czynników ryzyka chorób układu krwionośnego w społeczeństwie oraz statystyczny wiek serca mieszkańca Polski. Jak wynika z badań, wiek serca statystycznej Polki przewyższa jej wiek metrykalny o 4,5 roku. Wiek serca statystycznego Polaka to aż 7 lat więcej niż wskazuje metryka. Uzasadnieniem różnicy wieku serca występującej w zależności od płci jest m.in. większe zainteresowanie swoim zdrowiem u pań. 55,4% przebadanych osób to płeć piękna. Zgodnie z raportem panie lepiej dbają o linię – osoby, u których zdiagnozowano nadwagę, to w przewadze mężczyźni. „Nadwaga i otyłość mają silny związek z ryzykiem nadciśnienia. Wśród osób ważących ponad normę, ze wskaźnikiem masy ciała 30 i więcej, odsetek cierpiących na nadciśnienie wynosi ponad 42%, podczas gdy w grupie osób ważących prawidłowo – nieco powyżej 15%. Trzeba pamiętać, że podwyższony wiek serca to nie wyrok. Drogą do obniżenia wieku serca jest wyeliminowanie czynników ryzyka sercowo-naczyniowego, w tym nadwagi” – mówi prof. Tomasz Zdrojewski kierownik Zakładu Prewencji Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Rady Ekspertów kampanii „Ciśnienie na Życie”.
– Raport jasno pokazał jak w zależności od miejsca przeprowadzenia badań różnią się wyniki. Okazuje się, że pielgrzymi są bardzo zdrową grupą i ich wiek serca nie jest znacząco wyższy niż ich wiek metrykalny. Natomiast podczas składania zeznań podatkowych, w Urzędach Skarbowych, ciśnienie niestety nam skacze – Paulina Pol, specjalista ds. PR, Polpharma.
Do podwyższonego wieku serca panów niewątpliwie przykłada się także zgubny nałóg palenia tytoniu – ponad 27% zbadanych mężczyzn przyznało się do uzależnienia. Wywiady medyczne przeprowadzone w trakcie trwania kampanii pokazały, że to jednak panowie lepiej przestrzegają zaleceń lekarskich w terapii nieprawidłowych wartości ciśnienia krwi. Ponad połowie mężczyzn udaje się dobrze kontrolować zdiagnozowane wcześniej nadciśnienie tętnicze.
Głównym założeniem kampanii „Ciśnienie na Życie” jest przekonanie Polaków do dbania o swoje zdrowie, szczególnie w kontekście zdarzeń kardiologicznych oraz zachęcenie ich do regularnej kontroli ciśnienia tętniczego krwi. Od grudnia 2012 r. kampania „Ciśnienie na Życie” odwiedziła niemalże całą Polskę, oferując pomiary ciśnienia tętniczego krwi oraz badania wieku serca mieszkańcom ponad 120 miast. Zmierzenie parametrów takich jak ciśnienie tętnicze krwi, waga, obwód talii oraz uwzględnienie informacji na temat przebytych chorób i przyjmowanych leków, pozwoliło określić wiek serca pacjenta. Stworzona w tym celu aplikacja „Wiek Serca” dała szansę nie tylko na obrazowe przedstawienie pacjentowi jego stanu zdrowia, ale także dostarczyła danych do raportu „Wiek serca Polaków”.
Większość banków, udzielając kredytu o znacznej wartości, proponuje jego ubezpieczenie lub wręcz go wymaga, niezależnie od innych zabezpieczeń, jak np. hipoteki. Ma to zapewnić spłatę kredytu i zabezpieczyć przed problemami finansowymi nas oraz naszą rodzinę. W zależności od typu ubezpieczenia może ono chronić na wypadek długotrwałej choroby uniemożliwiającej zarobkowanie, straty pracy czy śmierci. Podpisując umowę, warto jednak pamiętać, że każde ubezpieczenie zawiera wykluczenia. Mogą one spowodować, że odszkodowanie nie zostanie wypłacone.
Ubiegając się o kredyt na większą kwotę, musimy pamiętać, że bank będzie wymagał od nas zabezpieczenia. Analizie poddane zostaną nasze dochody i historia kredytowa. O ile prosty kredyt konsumpcyjny może nie wymagać ochrony, o tyle udzielając kredytu hipotecznego, oprócz zabezpieczenia na nieruchomości bank może wymagać dodatkowych gwarancji. W niektórych instytucjach zostaniemy poproszeni o udział żyrantów. Popularnym narzędziem jest też ubezpieczenie oferowane przez bank. Takie świadczenie zapewni spłatę długu w części lub całości w razie zdarzeń losowych, które mogą dotknąć każdego z nas. Ważne, aby zwrócić uwagę na zakres i wykluczenia oferowanego ubezpieczenia. Wszystkie informacje są umieszczone w ogólnych warunkach ubezpieczenia. Oto na co warto zwrócić szczególną uwagę.
Ubezpieczenie nie od pierwszego dnia
Po pierwsze sprawdźmy, czy ubezpieczenie ma okres karencji. Jest to czas od zawarcia umowy do momentu, w którym zaczyna się ochrona ubezpieczeniowa. Karencja ma zabezpieczyć ubezpieczyciela przed przypadkami zawarcia umowy po wystąpieniu szkody oraz jej wystąpienia zaraz po zawarciu umowy. Takie wyłączenie może trwać nawet 2 miesiące. Jeśli przytrafi się nam wypadek lub stracimy pracę w tym okresie, to ubezpieczenie nie ochroni nas przed negatywnymi skutkami tego zdarzenia.
Przewlekłe choroby mogą oznaczać brak wypłaty
Kiedy kupujemy prywatną polisę na życie, ubezpieczyciel zazwyczaj sprawdza stan naszego zdrowia. W bankach, które „życiówki” sprzedają w pakiecie z produktem kredytowym, nie jest to powszechną praktyką. Umowę podpiszemy bez badań i wywiadu lekarskiego. Jednak stan naszego zdrowia w momencie jej zawierania ma niebagatelny wpływ na to, czy odszkodowanie zostanie wypłacone. Wyłączeniu w większości ubezpieczeń podlegać będzie np. choroba, którą zdiagnozowano przed zawarciem umowy. Jeśli chorujemy przewlekle, powinniśmy szukać oferty, która nie wyklucza wypłaty ubezpieczenia w tego typu przypadkach.
Gdy stracimy pracę
Wykluczenia dotyczą również ubezpieczeń mających zapewnić nam środki na spłatę rat w wypadku utraty pracy. Kredyt nie będzie spłacany przez ubezpieczyciela, jeśli umowę o pracę rozwiążemy za porozumieniem stron albo stracimy pracę w wyniku zwolnienia dyscyplinarnego. Ubezpieczenie zazwyczaj obejmuje zwolnienia grupowe, warto jednak prześledzić wszystkie warunki. W ogólnych warunkach ubezpieczenia warto też sprawdzić, przez jaki czas ubezpieczyciel będzie opłacał nasze zobowiązanie. Okres ten może wynosić minimalnie miesiąc, a maksymalnie rok.
Siła wyższa
Jak w większości ubezpieczeń sytuacją wykluczającą wypłatę odszkodowania będzie z dużym prawdopodobieństwem stan wyjątkowy, stan wojny, udział w zamieszkach, zamach terrorystyczny czy samobójstwo. Ubezpieczenie nie będzie działać, jeśli sami naraziliśmy się na udział w takich zdarzeniach, np. wybierając się na wakacje w rejon objęty zagrożeniem terrorystycznym. Nie możemy również liczyć na rekompensatę, gdy sami przyczyniliśmy się do wypadku, np. wykonywaliśmy swoją pracę, nie przestrzegając zasad BHP, lub byliśmy pod wpływem substancji psychoaktywnych.
Gdzie szukać pomocy?
Wyjątków jest wiele i może się zdarzyć, że ubezpieczyciel, powołując się na nie, odmówi wypłaty odszkodowania. Wtedy czeka nas długa sądowa batalia, która niekoniecznie zakończy się sukcesem. Dlatego przy wyborze oferty warto skonsultować się z doradcą, który pomoże wybrać tę najbardziej odpowiadającą naszym potrzebom. Dzięki temu w razie problemów kredyt nie stanie się kolejnym zmartwieniem.
JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., rozwija swój segment biznesowy OZE, a Spółka Columbus Energy S.A. osiąga coraz lepsze wyniki finansowe. Podmiot ten przybliża się również do połączenia z notowaną na rynku NewConnect Spółką COLUMBUS CAPITAL S.A.
W październiku 2015 r. Columbus Energy S.A. zanotowała przychody brutto w wysokości 3.165 tys. zł, a zysk brutto sięgnął prawie 819 tys. zł. Od początku tego roku wartość sprzedaży Spółki wyniosła 7.323 tys. zł, a jej zysk brutto przekracza 1.154 tys. zł. Warto również dodać, że Columbus Energy S.A. prowadzi swoją działalność operacyjną, a więc montaże instalacji fotowoltaicznych, dopiero od lipca 2015 r.
„Columbus Energy S.A. w październiku skupiła się na realizacji kontraktów i osiąganiu jak najlepszych wyników finansowych jeszcze w sezonie montażowym. Zwiększone zostało także zaplecze montażowe o kolejne ekipy, które zostały przeszkolone, wdrożone w procesy firmy i które pod nadzorem Spółki wykonały swoje pierwsze montaże. Aktualnie Columbus Energy S.A. dysponuje zasobami ekip montażowych, które są w stanie zrealizować ponad 300 instalacji miesięcznie i cały czas rozwija swoje struktury montażowe. W październiku Spółka zacieśniła także współpracę jej obecnymi dostawcami komponentów i rozpoczęła organizację centralnej bazy magazynowej w Krakowie. Z kolei w listopadzie Columbus Energy S.A. będzie starała się wykonać tyle instalacji, na ile pozwoli pogoda. Natomiast w nadchodzących tygodniach rozpoczęta zostanie ponownie sprzedaż montażu instalacji fotowoltaicznych z dotacją z Programu PROSUMENT.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu JR HOLDING S.A.
Columbus Energy S.A. przygotowuje się również do połączenia ze Spółką COLUMBUS CAPITAL S.A., która jest notowana na rynku NewConnect. Sąd Rejestrowy przyjął już do akt rejestrowych plan połączenia obu spółek oraz wyznaczył biegłego sądowego do jego zbadania w zakresie poprawności i rzetelności. Planowana fuzja będzie miała istotny wpływ na dalszy rozwój nowopowstałego podmiotu i pozwoli efektywniej realizować przyjęty plan rozwoju. Spółka będzie także dążyła do przeniesienia notowań jej akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie.
„Przyjęcie przez Sąd planu połączenia spółek oraz wyznaczenie biegłego do jego zbadania to kolejny etap, który przybliża nas do finalnego połączenia. Columbus Energy S.A. oferuje rozwiązania zarówno w formule możliwości skorzystania z nowej Ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii, czyli z Taryf Gwarantowanych lub z Programu PROSUMENT, a więc oferta spółki jest kompletna i każdy klient może wybrać rozwiązanie, które najlepiej pasuje do jego specyfiki konsumpcji energii w domu. Liczymy na to, że przyszły 2016 r. będzie rokiem Columbus Energy jako lidera sprzedaży i montażu mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Przełoży się to oczywiście na wyniki finansowe naszej Grupy Kapitałowej.” – podsumowuje Prezes Ciszewski.
JR HOLDING S.A. zanotowała w 3 kw. 2015 r. skonsolidowany zysk netto w wysokości 2.193 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 1.145 tys. zł. Narastająco, skonsolidowany zysk netto Emitenta wynosi już w tym roku ponad 2.154 tys. zł, a wartość przychodów sięga 3.388 tys. zł. JR HOLDING S.A. wraz z podmiotami powiązanymi posiada akcje stanowiące 49,5% udziałów w kapitale zakładowym Columbus Energy S.A. Emitent znajduje się także od dnia 01.10.2015 r. w segmencie NewConnect Lead, grupującym 26 największych i najpłynniejszych spółek z alternatywnego rynku.
W skład Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. wchodzą głównie podmioty działające na rynku nieruchomości komercyjnych. Ich głównym przedmiotem działalności jest nabywanie nieruchomości w atrakcyjnych cenach, a następnie ich modernizacja oraz zmiana struktury najemców, co pozwala na wzrost generowanych przychodów i uzyskiwanie wyższej kwoty ze sprzedaży tak zrestrukturyzowanych budynków. JR HOLDING S.A. poszerzył również prowadzoną działalność poprzez zwiększenie zaangażowania kapitałowego w branżę OZE.
Większa stabilność polityczna, reformy gospodarcze i inwestycje zagraniczne stymulują ożywienie gospodarcze Egiptu
Coface przewiduje, że wzrost gospodarczy wyniesie 4,4 proc.
Egipt w dalszym ciągu uzależniony jest od dotacji i BIZ z krajów Zatoki Perskiej
Nieznaczne ożywienie w sektorze turystycznym i motoryzacyjnym
Lepsza prognoza dla gospodarki
Po poważnym wstrząsie spowodowanym niepokojami społecznymi i przemocą w związku z rewolucją w 2011 r. egipska gospodarka powraca do poprzedniego stanu dzięki stabilizacji sytuacji politycznej, reformom gospodarczym oraz inwestycjom zagranicznym. Władze niedawno ogłosiły, że faktyczny poziom wzrostu wyniósł 4,1 proc. w roku 2014/2015 (rok obrotowy od lipca do czerwca) w porównaniu z 2,2 proc. za rok 2013/2014 – co z kolei stanowiło nieznaczną poprawę w porównaniu ze wzrostem wynoszącym 2 proc. w latach 2011-2013. Za wyniki te odpowiada głównie wzrost w sektorze produkcji, wyższe dochody z turystyki (po spadku wskutek niepokojów) oraz korzystny efekt bazy. Po stronie popytu głównym czynnikiem zwiększającym wzrost była konsumpcja prywatna. Coface szacuje, że wzrost przyspieszy do 4,4 proc. w roku obrotowym 2015/2016.
Powolne ożywienie
Mimo, iż wzrost konsumpcji publicznej i prywatnej powinien się utrzymywać, jego tempo będzie ograniczone z powodu wysokiego bezrobocia oraz reform w zakresie dotacji, mających ograniczyć deficyt budżetowy. Pomimo poprawy sytuacji fiskalnej Egiptu deficyt budżetowy utrzymuje się na poziomie powyżej 10 proc. PKB. Dodatkowo Egipt wciąż zmaga się z luką w finansowaniu zewnętrznym, słabą infrastrukturą, zniekształceniami mikroekonomicznymi i niską konkurencyjnością. W roku obrotowym 2014/2015 deficyt obrotów bieżących wzrósł do 12,2 mld USD (rok wcześniej wynosił 2,7 mld USD), głównie z powodu większego deficytu w wymianie handlowej. Jeżeli ceny ropy utrzymają się na niskim poziomie, może to spowodować spadek BIZ, dotacji i przelewów z krajów Zatoki Perskiej, które są jednym z głównych czynników napędzających wzrost Egiptu. Ograniczyłoby to środki na niezwykle potrzebne inwestycje w egipską infrastrukturę.
Krajowe i regionalne ryzyko w zakresie bezpieczeństwa wywiera wpływ na otoczenie biznesowe oraz na ożywienie w sektorze turystycznym (który odpowiada za ok. 20 proc. zysków dewizowych kraju). Odpływ kapitału z powodu problemów z bezpieczeństwem i niepewności politycznej spowodował spadek rezerw walutowych. Wywiera to szczególny wpływ na małych i średnich producentów, ponieważ brakuje im gotówki na import maszyn i surowców.
Egipt – makrowskaźniki
2014 r.
2015e
2016e
PKB (proc.)
2,2 proc.
4,1 proc.
4,4 proc.
Saldo obrotów bieżących (1)
0,8 proc.
-3,3 proc.
-4,2 proc.
Saldo budżetowe (1)
13,6 proc.
-11 proc.
-9,9 proc.
Dług publiczny (1)
90,5 proc.
91 proc.
89 proc.
(1) Proc. PKB, saldo obrotów bieżących z wyłączeniem dotacji wyniosło -5 proc. PKB
Źródło: Oficjalne dane statystyczne, MFW, BMI, Coface
Większa stabilność polityczna i zaangażowanie władz w reformy strukturalne poprawiają wyniki gospodarcze w Egipcie – mówi Seltem Iyigun, ekonomistka Coface na Bliski Wschód i Afrykę Północną. Międzynarodowa pomoc finansowa stanowi istotny filar wzrostu kraju. Prognozujemy, że ożywienie gospodarcze skorzysta także na wzroście stałych inwestycji. Ożywienie gospodarcze i stabilność polityczna niwelują nierównowagę budżetową.Niezależnie od tego zrównoważony wzrost będzie zależeć od dalszych postępów reform gospodarczych oraz większej stabilności politycznej. Pomimo poprawy, słabości strukturalne ciągle są obecne w egipskiej gospodarce i w dalszym ciągu mają wpływ na wzrost sektora prywatnego. Nadal stoją przed nami trudne wyzwania – w tym narażone rachunki zewnętrzne, niska konkurencyjność i ryzyko w zakresie bezpieczeństwa – dodaje Seltem Iyigun.
Ostrożne ożywienie w sektorach
Turystyka: Po zamieszkach i niepewności politycznej związanych z rewolucją w 2011 r. sektor turystyczny przechodzi nieznaczne ożywienie, głównie dzięki większej stabilności politycznej. W pierwszej połowie 2015 r. liczba turystów odwiedzających Egipt wzrosła o 8,2 proc. w stosunku do roku poprzedniego, osiągając poziom 4,8 mln. Rząd przewiduje, że liczba turystów na przestrzeni 2015 r. sięgnie 10 mln, a łączne przychody z turystyki wyniosą 7,5–8 mld USD. Przewiduje się, że liczba hoteli i noclegów nieznacznie przekroczy poziom z 2012 r., sięgając 1140 w 2015 r. Pomimo wszystkich zmian na lepsze powrót egipskiego sektora turystycznego do stanu sprzed zawirowań jeszcze trochę potrwa ze względu na problemy z bezpieczeństwem.
Sektor motoryzacyjny: Sektor motoryzacyjny także korzysta na ożywieniu po okresie Arabskiej Wiosny, który spowodował spadek popytu. Sprzedaż samochodów osobowych wzrosła gwałtownie w 2014 r. – o 55,5 proc. w stosunku do 2013 r. Ożywienie gospodarcze oraz większa stabilność polityczna powinny wspomóc sprzedaż w nadchodzącym okresie. Mimo to sektor zmaga się z ograniczeniami. Niektóre firmy zmuszone są do opuszczenia Egiptu z powodu niedoborów gotówki, niejasnej strategii przemysłowej oraz wzmocnienia sektora motoryzacyjnego w sąsiednich państwach.
Kluczowe wskaźniki makroekonomiczne wskazują na zdrową kondycję polskiej gospodarki, ze wzrostem produkcji przekraczającym 3% w skali roku i dalszym silnym wzrostem sygnalizowanym przez Komisję Europejską. Globalny proces hamowania inflacji i niskie koszty energii powinny upewnić bank centralny w decyzji o utrzymaniu na rekordowo niskim poziomie do następnego roku głównych stóp procentowych. Spadek ceny ropy naftowej i znaczący wzrost zatrudnienia odnotowany w ostatnich dwunastu miesiącach powinny z kolei korzystnie wpłynąć na konsumpcję na poziomie gospodarstw domowych.
Po raz kolejny jednak ten pozytywny obraz polskiej gospodarki pozostaje w sprzeczności z łagodnie pesymistycznym przekazem kwartalnego badania RICS dotyczącego nastrojów na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce (RICS Poland Commercial Property Monitor).
Jak sugerują wyniki badania źródłem negatywnych nastrojów są lekko zawyżone, zdaniem ankietowanych, ceny nieruchomości komercyjnych oraz wciąż słabszy, mimo delikatnej poprawy, wzrost popytu ze strony najemców i inwestorów w porównaniu do wzrostu podaży powierzchni, prowadzący do zniżkowej presji na czynsze i wartość aktywów. Trend ten jest najbardziej widoczny w sektorze powierzchni biurowych.
Charakterystyka nastrojów na rynku najemców
Wskaźnik nastrojów najemców przez cały miniony kwartał pozostał niezmieniony i osiągnął (-19), pozostając w negatywnym obszarze czternasty kwartał z rzędu.
Popyt ze strony najemców znacznie wzrósł w sektorze magazynów i spadł marginalnie w odniesieniu do powierzchni biurowych i handlowych.
Dostępność wolnej powierzchni wzrosła we wszystkich sektorach rynku podobnie jak wartość pakietów zachęt oferowanych przez właścicieli budynków, najsilniej w sektorze biurowym.
Nadpodaż wolnej powierzchni nadal ciąży na oczekiwaniach odnośnie do czynszów, które pozostają negatywne zarówno dla obiektów biurowych jak i magazynowych i neutralne w odniesieniu do obiektów handlowych. Ten trend jest odzwierciedlony zarówno w trzy jak i dwunastomiesięcznym horyzoncie czasowym.
Rynek inwestorów
Wskaźnik nastrojów inwestorów wzrósł do (+10) sygnalizując delikatny wzrost w zakresie poprawy warunków na rynku inwestycyjnym w trzecim kwartale.
Popyt ze strony inwestorów wzrósł w znacznym tempie we wszystkich sektorach rynku, z zauważalnym silnym wzrostem liczby zapytań ze strony zagranicznych inwestorów.
Podaż nieruchomości na sprzedaż wzrosła w każdym sektorze, choć tylko nieznacznie w segmencie magazynów.
48% respondentów zwraca uwagę na to, że nieruchomości komercyjne w Polsce są aktualnie do pewnego stopnia przecenione. Jest to prawdopodobnie odzwierciedlenie miękkich fundamentów rynku najemcy i panującego powszechnie przekonania o podniesionym poziomie wskaźnika pustostanów, szczególnie w sektorze biurowym.
Poczucie, że rynek jest aktualnie drogi, ciąży na oczekiwaniach odnośnie do wartości aktywów. I tak w nadchodzących dwunastu miesiącach wzrost oczekiwany jest wyłącznie w odniesieniu do najlepszych nieruchomości magazynowych i handlowych.
Komentarze ekspertów RICS
„Zdecydowanie centrum Warszawy już od jakiegoś czasu notuje bardzo szybki przyrost dostępnej powierzchni biurowej, i co ciekawe, nadal nie brakuje budowanych i planowanych obiektów. Deweloperzy w trakcie realizacji projektów muszą z dużo większym zaangażowaniem zabiegać o potencjalnych najemców, więc pomimo, iż spadek czynszów ofertowych nie jest dramatyczny, to już znaczące obniżki obserwuje się na poziomie czynszów efektywnych. Trend ten będzie zapewne postępował nie tylko z racji wzrastającej konkurencji nowej powierzchni biurowej, ale będzie też efektem nowych zachowań samych najemców. Zmiana powierzchni biurowej staje się dobrym przyczynkiem do wdrożenia w koncepcji Work&Place, czyli nowego podejścia do miejsca pracy i jej standardów. Głównym przesłaniem tej koncepcji, uderzającym niestety w deweloperów, jest ograniczanie powierzchni najmu do minimum. Mobilność pracowników, sprzyjające ku temu systemy komunikacji z każdego miejsca, o każdej porze oraz wdrażana koncepcja elastycznego czasu pracy sprawiają, że dziś już mało kto chce i potrafi spędzać 8 godzin za biurkiem w biurze.Z drugiej strony, jak pokazuje badanie, inwestorzy nadal interesują się polskim rynkiem nieruchomości. Przyciąga ich jego stabilność oraz wciąż niższe ceny niż na rynkach Europy zachodniej, ale odstrasza zapewne brak wyboru projektów dostępnych do zakupu. Obawiam się, że inwestorzy mogą stracić cierpliwość i zaczną przenosić swoje zakupy do innych państw regionu CEE. Tam przy akceptacji nieco większego ryzyka mają szansę na szybkie przyrosty wartości, a jak pokazują wyniki badania, perspektywy dalszego rozwoju są dla tych rynków pozytywne” – Marta Kamionowska, MRICS, członek zarządu RICS w Polsce, Dyrektor działu doradztwa finansowego w Deloitte Advisory Sp. z o.o.
„Jak widać, trzeci kwartał tego roku dalej należy do najemców. Najem utrzymuje się na podobnym poziomie jak w drugim kwartale i tak samo jak w poprzednim badanym okresie podaż dostępnej powierzchni jest wciąż wysoka; z kolei w obszarze inwestycji w nieruchomości komercyjne widać niewielki wzrost. Mimo, iż podzielam zdanie ankietowanych, że powodem tego stanu rzeczy są wciąż zbyt wysokie ceny nieruchomości w Polsce, uważam, że rynek ten nadal jest dobrym miejscem do inwestycji w nieruchomości komercyjne. Dowodzi tego badanie postrzegania wyceny zawarte w raporcie RICS Global dotyczącym całego świata, w którym Polska plasuje się dokładnie w środku zestawienia 29 najdroższych i najtańszych miejsc do tego typu inwestycji na całym świecie” – Nigel Wade MRICS, członek zarządu RICS w Polsce, Prezes zarządu Commerson Real Estate Sp. z o.o.
Już nie tylko korporacje, lecz także małe i średnie firmy z Belgii są zainteresowane inwestowaniem w Polsce. Według Belgijskiej Izby Gospodarczej tamtejsi przedsiębiorcy cenią sobie w Polsce duży, dynamiczny rynek i jej znakomite położenie z łatwym dostępem do pozostałych rynków Europy Środkowej i Wschodniej.
– Polska to po pierwsze, duży rynek i pokaźna populacja – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bruno Lambrecht, prezes Belgijskiej Izby Gospodarczej, prezes firmy CFE Polska. – Wejście belgijskich firm do Polski oznacza więc dla nich otwarcie stosunkowo dużego rynku.
Według Belgijskiej Izby Gospodarczej w ciągu ostatnich pięciu lat wymiana handlowa między Polską a Belgią wzrosła o około 60 proc. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego w ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. obroty handlu zagranicznego między tymi dwoma krajami przekroczyły cztery mld euro, przy czym eksport z Polski był nieco mniejszy od importu.
Zdaniem Brunona Lambrechta ważnym czynnikiem decydującym o dynamice wzrostu eksportu belgijskich przedsiębiorstw jest także korzystne położenie Polski. Nawiązanie współpracy z nadwiślańskim partnerem otwiera bowiem dostęp do innych rynków Europy Środkowej i Wschodniej. Trzecim czynnikiem jest względnie młoda i dynamiczna populacja z dużym potencjałem.
– Belgów przyciągają możliwości wzrostu, więc w Brukseli widać rosnące zainteresowanie Polską – przekonuje Bruno Lambrecht. – Belgowie najbardziej aktywni są na polskim rynku nieruchomości. Postawili wiele budynków składających się na warszawską panoramę. Przykładem jest biurowiec Warsaw Spire, który został zaprojektowany i zbudowany przez belgijską firmę Ghelamco. Zarówno w stolicy, jak i w innych miastach jest jednak więcej takich inwestycji.
Co więcej, Polska to atrakcyjny rynek nie tylko dla dużych firm z rynku nieruchomości, lecz także dla małych i średnich belgijskich przedsiębiorstw.
– Belgia jest znana z tego, że także tam funkcjonuje bardzo wiele małych i średnich przedsiębiorstw – zauważa Bruno Lambrecht. – Polski rynek, na którym dominują raczej firmy mikro, jest dla belgijskich MŚP bardzo atrakcyjny. Wiele średnich przedsiębiorstw, już nie tylko korporacje, zaczyna interesować się Polską i myśli o tym, by rozpocząć tutaj działalność.
Według Izby największe belgijskie przedsięwzięcia nad Wisłą to bank BGŻ BNP Paribas, Ghelamco oraz spółka budowlana CFE Polska.
– W komunikacji i stylu zarządzania Belgowie są bardzo bezpośredni – zachwala Bruno Lambrecht. – Znajduje to odzwierciedlenie w firmach: nie mamy rozbudowanej administracji, więc decyzje mogą być podejmowane bardzo szybko. Taka struktura jest bardzo elastyczna i może dawać przewagę konkurencyjną. Pozwala na szybie podejmowanie decyzji i natychmiastowe dostosowywanie do nowych warunków, jeśli zachodzi taka potrzeba.
Spółka zapowiada wypłatę dywidendy wyższej – zarówno pod względem kwoty, jak i pod względem procentowym – od ubiegłorocznej. Pozwoli im na to wzrost rentowności. Grupa po trzech kwartałach zwiększyła przychody jednocyfrowo, a zysk netto niemal o połowę.
– Mamy jasną politykę dywidendową, dywidenda z roku na rok rośnie i wartościowo, i procentowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Robert Duszkiewicz, wiceprezes zarządu ds. finansowych Zakładów Magnezytowych Ropczyce. – Jeśli wszystko będzie się toczyło tak jak do tej pory w ciągu trzech kwartałów tego roku, to dywidenda za rok 2015 powinna być kolejny raz wyższa niż za rok poprzedni wypłacona w 2016 roku.
Zakłady Magnezytowe Ropczyce wypracowały w ciągu trzech kwartałów 2015 roku prawie 11 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Przychody ze sprzedaży firmy wyniosły 172 mln zł, co oznacza wzrost o 8,3 proc.
– Jesteśmy zadowoleni z tych wyników, wynik netto wzrósł o prawie 50 proc. przy 8-proc. wzroście sprzedaży, więc trudno nie być zadowolonym z tych wyników w tak trudnym otoczeniu makroekonomicznym, ale apetyt na więcej jak zawsze jest – podkreśla wiceprezes zarządu ds. finansowych Zakładów Magnezytowych Ropczyce.
Firma specjalizuje się w produkcji materiałów ogniotrwałych, które stanowią niezbędny element wyłożeń pieców i urządzeń cieplnych pracujących w wysokich temperaturach. Swoje wyroby sprzedają zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ich odbiorcami było głównie hutnictwo, ale spółka stara się poszerzać krąg odbiorców, tworząc produkty poszukiwane także przez inne branże.
– Stawiamy na kilka rynków, przede wszystkim segment metali nieżelaznych – mówi Robert Duszkiewicz. – Miedź, ale również srebro, również inne metale, oraz przemysł cementowo-wapienniczy. Na pewno na te dwa segmenty będziemy mocno stawiać. Nie rezygnujemy jednak z naszego głównego pola działalności, czyli hutnictwa żelaza i stali. Wchodzimy również w nowe segmenty, czyli recykling i przemysł szklarski.
Robert Duszkiewicz podkreśla, że nowe rynki szybko się rozwijają. Na przykład przemysł cementowo-wapienniczy miał w 2008 roku 8 proc. udziału w sprzedaży Ropczyc, a dziś kształtuje się na poziomie 19 proc. Podobnie jest z przemysłem metali nieżelaznych, którego udział również sięga 20 proc., a w 2008 roku wynosił kilkanaście.
– Te przemysły generują też bardzo satysfakcjonujące nas marże. Produkujemy tam wyroby, które są nieosiągalne w produkcji dla producentów tanich, ilościowych ze Wschodu, Dalekiego Wschodu i Bliskiego Wschodu, konkurencja tutaj jeszcze nie jest tak duża jak np. w przemyśle hutnictwa i żelaza, więc jest to naprawdę dla nas ważny segment w naszej ofercie.
By poprawiać swe produkty, firma inwestuje w prace badawczo-rozwojowe. W ostatnich latach zrealizowała kilka projektów innowacyjnych o wartości, w sumie ponad 40 mln zł, z czego prawie 18 mln zł uzyskała ze środków Unii Europejskiej.
– Te projekty już w większości zakończyły się w roku 2014 i 2015 – informuje wiceprezes Robert Duszkiewicz z Zakładów Magnezytowych Ropczyce. –W IV kw. tego roku chcemy zakończyć najmniejszy projekt opiewający na kwotę 1,7 mln zł, z czego dofinansowanie stanowi 0,8 mln zł. Jest to projekt polegający na ulepszeniu własności form stosowanych do wyrobu materiałów ogniotrwałych, co pozwoli zwiększyć ich żywotność, a tym samym obniżyć koszty.
Producent aparatury kontrolno-pomiarowej Aplisens odnotował mniejszy zysk niż przed rokiem. Eksport do krajów WNP spadł w ciągu trzech kwartałów o jedną czwartą. By odrobić mniejsze zyski, spółka planuje znalezienie nowych rynków zbytu i zwiększanie eksport na Zachód.
– Na rynku europejskim sytuacje nie jest specjalnie dobra. Udało nam się jednak w tym roku zwiększyć sprzedaż na rynku niemieckim o 26 proc., to dużo więcej niż w całej Unii Europejskiej. Cały czas na ten rynek liczymy, to jest nasz największy rynek, ponad 25 proc. sprzedaży do Unii Europejskiej – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Żurawski, prezes zarządu Aplisens.
Producent aparatury kontrolno-pomiarowej po pierwszych trzech kwartałach w całej Unii Europejskiej zwiększył sprzedaż o 14 proc., do 10,54 mln zł, w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. W Polsce wzrosła o 16 proc. W krajach WNP natomiast sprzedaż spadła o 25 proc.
– Liczymy, że sprzedaż w Unii będzie dalej rosła. Dostarczamy głównie urządzenia do eksporterów niemieckich. Niestety, sytuacja w Rosji i Chinach powoduje, że mają oni teraz pewne problemy – tłumaczy Adam Żurawski. – Nasz udział w rynku jest jednak relatywnie niski, więc mimo tak trudnej sytuacji zakładamy, że będziemy na tym rynku rośli zdecydowanie szybciej – dodaje.
Całkowity udział spółki na rynku Unii Europejskiej stanowi jednak jedynie 0,2 proc. rynku. Stąd, jak zapowiada Żurawski, jest jeszcze sporo miejsca, by zacząć odnotowywać dużo szybszy wzrost sprzedaży.
– Cały czas rozszerzamy swój asortyment, stopniowo wprowadzamy na rynki eksportowe nowe produkty. Planujemy , że w kolejnych latach będziemy na tym rynku sprzedawali coraz więcej produktów. I to nam również pomoże na tym rynku urosnąć – twierdzi prezes zarządu. – Nasze nakłady na badania i rozwój są relatywnie duże i co roku wynoszą one od 1,5 do 2 mln zł. To przyczynia się do tworzenia nowych produktów, które cały czas staramy się umieszczać głównie na rynku polskim, a potem także na rynkach eksportowych.
Po 9 miesiącach 2015 roku grupa Aplisens odnotowała 10,4 mln zł zysku netto, w porównaniu do 10,7 mln zł rok wcześniej. Zysk operacyjny wyniósł 13,06 mln wobec 13,92 mln zł rok wcześniej. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 65,4 mln zł wobec 67,04 mln zł przed rokiem.
– Obecniesprzedajemy do ponad 80 krajów na świecie. Szukamy raczej nowych krajów, nowych rynków, gdzie moglibyśmy się pojawić z naszą ofertą. Z jednej strony promujemy się przez internet, z drugiej strony są liczne wystawy międzynarodowe i praca u podstaw. Jeździmy do klientów, rozmawiamy z nimi ,nie tylko tutaj w kraju, lecz także przez nasze spółki zależne i naszych partnerów na świecie – opowiada Adam Żurawski.
Dyrektorzy finansowi zrzeszeni w ACCA oceniają, że teraz nie jest dobry czas na rozwijanie swoich firm i inwestowanie. Ekspert analizujący koniunkturę gospodarczą dla największych globalnych koncernów jest jednak znacznie bardziej optymistycznie nastawiony do naszego regionu.
Daniel Thorniley, współpracujący z 300 korporacyjnymi klientami analityk specjalizujący się w makroregionie Europy Środkowej, Wschodniej, Afryki i Bliskiego Wschodu, twierdzi, że na tle gospodarki globalnej sytuacja w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech będzie wyraźnie lepsza niż w innych gospodarkach rozwijających się.
Wzrosty PKB w regionie są dwukrotnie wyższe niż w zachodniej Europie. W III kwartale Czechy rozwijały się w tempie 4,3 proc., a Rumunia i Słowacja – 3,6 proc. PKB Polski wzrosło o 3,4 proc., a Węgier – o 2,3 proc. Według prognoz Banku Światowego państwa regionu Europy Środkowej osiągną w tym roku wzrost PKB na poziomie 3,3 procent. To znacznie więcej niż w rozwijających się krajach Ameryki Łacińskiej. Spośród tamtejszych państw w najgorszej sytuacji znajduje się Wenezuela, która może w tym roku zanotować ok. 10-proc. spadek PKB.
– Z biznesowego punktu widzenia zarządzania ryzykiem rynki Europy Środkowej są bardzo ciekawe. Polska to wprawdzie duży rynek, ale najlepszym rozwiązaniem byłoby połączenie tych pięciu rynków w klaster. Mogłoby to zrekompensować skutki kryzysu, który ma miejsce w Rosji, na Ukrainie, a nawet w Turcji – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Daniel Thorniley, prezes zarządu DT-Global Business Consulting.
W ocenie Daniela Thornileya, który gościł jako jeden z głównych mówców na konferencji European CFO Summit, zorganizowanej przez ACCA Polska, nasz kraj ma wiele do zaoferowania. Silny sektor MŚP oraz rosnąca liczba firm rodzinnych sprawiają, że inwestorzy zagraniczni coraz uważniej przyglądają się polskiemu rynkowi.
– W Polsce prawie w ogóle nie ma programów oszczędnościowych, a polski sektor bankowy działa lepiej niż wiele innych. Polskie firmy inwestują nieco więcej niż inne firmy na całym świecie, a z zagranicy płyną przekazy pieniężne od Polaków pracujących w zachodniej Europie i w innych częściach świata. To również są pozytywne czynniki dla gospodarki – mówi dr Daniel Thorniley. – To oczywiście nie znaczy, że Polska jest łatwym rynkiem i że nie ma tu żadnych problemów. Ponieważ jest to rynek atrakcyjny, staje się również brutalnie konkurencyjny, co wpływa na walkę cenową. Ludzie chcą tu być, coraz więcej osób tu przyjeżdża, ale nadal ten rynek jest bardzo napięty, konkurencyjny i pełny wyzwań – wyjaśnia.
Zdaniem Thornileya konflikt ukraińsko-rosyjski nie wywarł większego wpływu na gospodarki Europy Środkowej i Wschodniej.
– Jeszcze kilka lat temu takie rynki jak Czechy czy Węgry, które były wówczas w recesji, odczułyby to bardzo boleśnie. Teraz, kiedy większość z tych rynków, w tym Polska, odnotowuje wzrost wynoszący między 2,5 a 3,3 procent, minimalna utrata PKB nie jest znacząca – ocenia Thorniley.
Znacznie gorszy obraz rysuje się dla państw starej Unii Europejskiej, w szczególności strefy euro. Potwierdzają to wyniki badania opinii dyrektorów finansowych i członków ACCA. Indeks GECS (Global Economic Conditions Survey), który od końca 2012 roku systematycznie się poprawiał, pod koniec drugiego kwartału 2015 r. osiągnął wartość 0, a niespełna trzy miesiące później znów spadł do poziomu –25 punktów.
Spadek optymizmu ma wpływ na działania firm. W III kwartale br. 40 proc. dyrektorów finansowych światowych firm zdecydowało się na ograniczenie inwestycji. Podobny był odsetek menadżerów, którzy wstrzymali nabór nowych pracowników lub rozpoczęli redukcję zatrudnienia. Duża grupa CFO dostrzega także istotny spadek dochodów przy równoczesnym wzrośnie kosztów działalności.
Brak inwestycji i odkładanie zysków na kontach bankowych jest jednym z podstawowych problemów największych gospodarek strefy euro.
– Strefa euro w tym roku może osiągnąć 1,5-proc. wzrost. Wprawdzie ten rok jest najlepszym od pewnego czasu pod względem ekonomicznym, bo spadły ceny ropy, nastąpił wzrost konsumpcji, obniżył się kurs euro, to jednak ten wynik nie oznacza, że strefa euro radzi sobie dobrze, tym bardziej biorąc pod uwagę tragiczne wydarzenia w Paryżu, wyzwania migracyjne czy sytuację Volkswagena – podkreśla Thorniley.
Konferencja European CFO Summit, podczas której gościł Daniel Thorniley, odbyła się 19 listopada 2015 roku w Warszawie.
W tym roku do ZUS wpłynęło ponad 37 tys. wniosków o rozłożenie należności na raty. Bez rozpoznania pozostawiono ok. 40 proc., m.in. ze względu na nieprawidłowości w dokumentacji. Aby ograniczyć liczbę błędnych wniosków, ZUS od przyszłego roku wesprze przedsiębiorców poprzez doradców ds. ulg i umorzeń. Na podstawie informacji przedstawionych przez klienta wskażą oni najdogodniejsze formy uregulowania zobowiązań. Z pomocy będzie można skorzystać nie tylko w oddziałach, lecz także zdalnie.
– Doradcy ds. ulg i umorzeń to nowa usługa uruchamiana w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w przyszłym roku. To pomocna dłoń dla klientów, którzy mają kłopoty finansowe i z tego tytułu nie opłacali składki na ubezpieczenie społeczne. Doradca jest osobą, która pomoże im zawnioskować o układ ratalny, przeprowadzi przez cały proces aplikowania i będzie służyć pomocą także w trakcie realizacji układu ratalnego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Wiśniewska-Półtorak, dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w ZUS.
Dzięki doradcy więcej należności może być objętych dobrowolnymi formami spłaty, a efektywność rozpatrywania spraw o udzielenie ulgi ma wzrosnąć. ZUS liczy, że skróceniu ulegnie czas podjęcia rozstrzygnięcia od momentu złożenia przez dłużnika wniosku do udzielenia ulgi.
Z danych ZUS wynika, że do końca III kw. tego roku wpłynęło ponad 37,5 tys. wniosków, z czego pozytywnie rozpatrzono 57 proc., zaś negatywnie 2,8 proc. Bez rozpoznania pozostawiono 40 proc. wniosków, co czwarty z przyczyn niezależnych od Zakładu. Nieuregulowanie składek bieżących i należności niepodlegających uldze, czyli finansowanych przez ubezpieczonego, było przyczyną nierozpatrzenia 20 proc. wniosków.
– Z usługi doradcy może skorzystać nie tylko każdy przedsiębiorca, który ma kłopoty finansowe i zadłużenia z tytułu składek, lecz także ci, którzy wiedzą, że w najbliższym czasie nie będą mieli środków na bieżące opłacanie składek. Już wtedy powinni się kontaktować z naszymi doradcami. Część zadłużenia oczywiście może nie zostać spłacona, jeśli klient w ogóle nie ma środków. Zależy nam na tym, żeby zadłużenie było spłacane dobrowolnie w ramach układu ratalnego, który jest dostosowywany do możliwości płatniczych klienta – wskazuje Wiśniewska-Półtorak.
Doradca na podstawie informacji przedstawionych przez klienta wskaże najdogodniejsze formy uregulowania zobowiązań – układ warunkowy czy zawieszenie postępowania egzekucyjnego. Pracownik ma wspierać klientów na etapie kompletowania wniosku, wskaże zakres wymaganej dokumentacji, objaśni też aktualne druki i formularze oraz pomoże przy wypełnieniu oświadczeń niezbędnych do rozpatrzenia wniosku.
W momencie zgłaszania się klienta uzyskane dane będą weryfikowane z tymi, które ZUS już posiada.
– Przedsiębiorca może wnioskować o układ ratalny w momencie, kiedy ma zadłużenie. Może też wnioskować o odroczenie terminu płatności, kiedy nie ma jeszcze zadłużenia, ale wie, że nie jest w stanie zapłacić najbliższej składki. Osoby, które opłacają składki same za siebie i nie mają środków finansowych, mogą wnioskować o umorzenie należności. Są to jednak sytuacje sporadyczne, ponieważ kwestia umorzenia należności w przypadku takich osób ma przełożenie na prawo do jego świadczeń – tłumaczy Wiśniewska-Półtorak.
Wskazówki doradców mogą być bardzo pomocne. Część klientów nie wie, które składki podlegają umorzeniu, a od grudnia wejdzie w życie zmiana ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, która te zasady zmieni. Obecnie nie można rozkładać na raty składek finansowanych przez ubezpieczonych, którzy nie są płatnikami składek. Nowe przepisy umożliwią odroczenie terminu płatności lub rozłożenie na raty składek finansowanych również przez takich ubezpieczonych.
Ekspertka ZUS podkreśla, że aby skorzystać z pomocy doradców, nie trzeba odwiedzać placówki ZUS.
– Można to zrobić również zdalnie, czyli mailowo lub telefonicznie, albo po prostu skorzystać z komunikatorów, takich jak chat. Wówczas bezpośrednio, ale już u siebie w domu ma się łączność z doradcą, który przeprowadzi przez cały proces, podpowie, jak zawnioskować o układ ratalny, czy klient ma szansę, żeby z niego skorzystać – tłumaczy Agata Wiśniewska-Półtorak.
Firmy leasingowe otwierają się na konsumentów indywidualnych. Niektóre z nich pracują nad rozwojem oferty leasingu konsumenckiego, dzięki któremu osoby prywatne będą mogły sfinansować na przykład kupno samochodu. W Europie leasing konsumencki stanowi nawet 30 proc. biznesu firm działających w tej branży.
– W niektórych firmach trwają prace nad rozwojem leasingu konsumenckiego – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Rybak, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu. – Niebawem może to być najbardziej perspektywiczny segment leasingu. Dzisiaj w zasadzie on nie występuje w Polsce, a klienci indywidualni finansują swoje potrzeby głównie kredytem. W perspektywie kilku lat spodziewam się jednak, że rynek ten będzie rósł, chociaż trudno oszacować do jakiego poziomu.
Jak wynika z danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL), po trzech kwartałach br. wartość nowych kontraktów leasingowych wyniosła 35,9 mld zł i była o 15,7 proc. wyższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Ten instrument finansowy odegrał kluczową rolę w inwestycjach przedsiębiorstw. Udział firm leasingowych w rejestracjach pojazdów ciężarowych (o wadze powyżej 3,5 tony) w połowie roku wyniósł 70,9 proc., naczep i przyczep (powyżej 3,5 tony) – 64,4 proc., a nowych autobusów (powyżej 3,5 tony) – 33,9 proc.
W Europie, jak zauważa Wojciech Rybak, leasing konsumencki jest bardzo istotnym elementem branży, odpowiadającym nawet za jedną trzecią biznesu firm leasingowych. Jego zdaniem w średnim okresie perspektywa rozwoju tego segmentu w Polsce jest znacząca.
– W przyszłym roku spodziewamy się, że zostaną mniej więcej zachowane proporcje wzrostu we wszystkich podstawowych grupach przedmiotowych z zaznaczeniem, że wchodzimy w kolejny okres wykorzystania środków unijnych, co na pewno spowoduje większą dynamikę w branżach tradycyjnie korzystających z dopłat – prognozuje Wojciech Rybak.
Taką branżą jest m.in. rolnictwo. W ocenie Rybaka w przyszłym roku branża leasingowa będzie ułatwiać przedsiębiorcom dostęp do nowoczesnych technologii.
– Z drugiej strony widzimy też rosnącą rolę produktów związanych z zarządzaniem i umożliwieniem klientowi posiadania, ale niekoniecznie poprzez zobowiązanie do kupna przedmiotu leasingu – podkreśla przedstawiciel ZPL.
Perspektywa najbliższych miesięcy, podobnie jak cały przyszły rok, zdaniem Wojciecha Rybaka jest dla branży leasingowej korzystna.
– Obecne dwanaście miesięcy – dzisiaj możemy to już powiedzieć – będzie bardzo dobre – przekonuje Wojciech Rybak. – Jeżeli trend z trzeciego kwartału zostanie zachowany, to ostatnie trzy miesiące roku tradycyjnie będą najlepsze i powinny nam dać w skali roku nową produkcję w branży leasingowej na poziomie około 50 mld zł. Zakładam, że w przyszłym roku nie będzie dramatycznych zmian w kierunkach rozwoju. Tempo jednak określimy po czwartym kwartale.
Chmura obliczeniowa zyskuje coraz więcej użytkowników wśród małych i średnich firm. W ubiegłym roku wydatki na takie rozwiązania w Polsce rosły siedem razy szybciej niż na tradycyjne IT i wyniosły 130,3 mln dol. – wynika z danych IDC. Rozwiązania chmurowe to dla firm oszczędności i usprawnienie pracy. Umożliwiają one dostęp do zasobów firmy z dowolnego miejsca na świecie i na dowolnym urządzeniu.
– Główne zalety przeniesienie środowiska firmowego do chmury to obniżenie kosztów, zwiększenie bezpieczeństwa oraz zwiększenie mobilności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Smirnow, menadżer ds. rozwoju w firmie Onex Group, oferującej rozwiązania Microsoft i szkolenia z zakresu ich wykorzystania.
Jak podkreśla, swoje zasoby do chmury przenosi coraz więcej firm z sektora MŚP. Tego typu rozwiązania umożliwiają dostęp do zasobów firmy z każdego miejsca na świecie i z każdego urządzenia, które jest podłączone do sieci. To znacząco wpływa na usprawnienie pracy. Poza tym coraz więcej firm wybiera chmurę ze względu na kwestie bezpieczeństwa. Tym bardziej że małe i średnie firmy rzadko kiedy same mogą sobie pozwolić na duże nakłady na zabezpieczenia przed cyberzagrożeniami.
– Dodatkowo chmura to rozwiązanie dużo tańsze, gdyż firmy mają możliwość rezygnacji z lokalnej infrastruktury serwerowej i przekierowania części swoich rozwiązań biurowych do chmury, co jest zdecydowanie lepszym i łatwiejszym sposobem utrzymania tego typu infrastruktury. Jest to po prostu oszczędność dla firm – mówi Tomasz Smirnow.
Jak wynika z najnowszego raportu firmy analitycznej International Data Corporation (IDC) rynek usług informatycznych w chmurze był jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów IT, rósł blisko siedem razy szybciej od sektora tradycyjnego. W 2014 r. wydatki na chmurę publiczną i prywatną w Polsce wyniosły 130,3 mln dol. i były o 30,2 proc. wyższe niż dwa lata temu.
– Najlepiej sprzedają się najnowsze rozwiązania Microsoftu, które opierają się na technologii w chmurze. Mam tu głównie na myśli Office 365 w różnych wersjach, jak również Microsoft Azure, czyli mówimy o serwerach hostowanych w chmurze – mówi przedstawiciel Onex Group. – Zauważyliśmy dużą tendencję zwyżkową, jeżeli chodzi o zainteresowanie rozwiązaniami Office 365. W II kwartale tego roku sprzedaliśmy ponad 800 licencji tego rozwiązania. Klienci są zainteresowani przechodzeniem do chmury, coraz bardziej się do tego przekonują.
Klientów interesuje przede wszystkim model subskrypcyjny – w ramach stałej okresowej opłaty mają oni dostęp do najnowszej wersji pakietu oraz możliwość wyboru aplikacji, z których chcą korzystać.
– Jest możliwość instalacji oprogramowania na pięciu urządzeniach osobistych, dodatkowo w ramach umowy rocznej ma się gwarancję zawsze najnowszego oprogramowania. Jest to dużo korzystniejsze dla firm, szczególnie małych, kiedy dana osoba może pracować na laptopie, PC, dodatkowo może mieć jeszcze tablet. We wszystkich urządzeniach w ramach jednej licencji można zainstalować takie rozwiązania – mówi Tomasz Smirnow.
Zdaniem eksperta przedsiębiorstwa coraz bardziej będą się skłaniać do większości rozwiązań hostowanych w chmurze, co umożliwia na przykład Microsoft Azure. Pozwalają one bowiem na ograniczenie lub nawet rezygnację z lokalnych serwerów, regularne przeprowadzenie backupów i wydajne rozwiązania pocztowe oraz bazy danych.
– Coraz więcej poważnych firm decyduje się na takie działanie ze względu na usprawnienie pracy – przekonuje Tomasz Smirnow. – Przykładem mogą być niektóre uczelnie, które zdecydowały się na przeniesienie części swoich serwerów do chmury podczas rekrutacji. Od początku sierpnia do końca września na stronach uniwersytetów oraz uczelni wyższych trwa wzmożony ruch. Dzięki skierowaniu go do chmury serwery stacjonarne się nie zatykają i wszyscy sprawnie mogą wprowadzać swoje dane oraz przeprowadzać inne operacje w systemie rekrutacyjnym.
Według prognoz IDC w 2019 roku wartość rynku usług w chmurze prywatnej i publicznej przekroczy w Polsce 450 mln dol., co będzie stanowić blisko 11 proc. całego rynku usług IT (obecnie jest to około 4 proc.). Autorzy raportu zwracają uwagę na to, że w miarę rozwoju rynku coraz mniej istotne będą usługi jako takie. Rosnąć będzie natomiast zapotrzebowanie na chmurę jako platformę wspierającą rozwój nowych rozwiązań IT łączących Big Data (duże zbiory informacji), mobilność i media społecznościowe.
Brakuje chętnych do sezonowej pracy w okresie przedświątecznym. Poszukiwani są zwłaszcza kurierzy, sprzedawcy oraz osoby wcielające się w rolę św. mikołaja czy śnieżynki. Zdaniem ekspertów niska podaż pracowników spowoduje wzrost stawek za tego typu usługi nawet o 10 proc. Obecnie mikołaj może zarobić od 20 do 300 zł za godzinę, w zależności od rodzaju obowiązków oraz wyprzedzenia, z jakim składane jest zamówienie.
W okresie przedświątecznym co roku wiele branż przeżywa wzmożone zainteresowanie swoimi usługami. Rośnie tym samym zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych. Większy popyt dotyczy hostess, kurierów, listonoszy, magazynierów, sprzedawców na świątecznych straganach, a przede wszystkim mikołajów. Na tych ostatnich czekają dwa rodzaje obowiązków: roznoszenie ulotek oraz uatrakcyjnianie bożonarodzeniowych wydarzeń i imprez. Najbardziej poszukiwane są osoby empatyczne, łatwo nawiązujące kontakt z ludźmi, uzdolnione artystycznie, posiadające własny strój oraz prawo jazdy kat. B. Te same wymagania dotyczą elfów i śnieżynek.
– Nie można wyobrazić sobie świąt bez mikołaja i święta w tej kwestii rozpoczynają się stosunkowo wcześnie. To są ci mikołajowie, których możemy spotkać niemal wszędzie – w galeriach handlowych, na imprezach, roznoszących ulotki. Ten okres gorączki przedświątecznej zaczyna się zaraz po 5–6 listopada – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Jurkiewicz, dyrektor generalny infoPraca.
Popyt na tego rodzaju usługi zwiększa się wraz z rosnącym poziomem konsumpcji. W tym roku jednak popytowi nie odpowiada podaż – coraz mniej jest osób chętnych, by podjąć przedświąteczną i świąteczną pracę. Według ekspertów nawet wśród studentów i licealistów zainteresowanie nie będzie na tyle wysokie, by usatysfakcjonować pracodawców. Powodem jest m.in. zmniejszające się bezrobocie – według wstępnych danych w październiku spadło ono do 9,6 proc. Praca mikołaja niesie też ryzyko dla zdrowia – ciężar worka z prezentami niekorzystnie wpływa na stan pleców, a ciasne ubranie powoduje dyskomfort, a nawet omdlenia.
– Gdybyśmy porównywali rok 2014 z 2015 zauważalna jest mniejsza podaż pracowników. Trudniej znaleźć osoby, które chciałyby się zająć pracą dorywczą, bo jednak jest to praca sezonowa. Oczywiście, można zarobić całkiem przyjemne pieniądze, natomiast jest ona określona w czasie i ludzie są bardziej zainteresowani tym, żeby podjąć jakąś pracę na stałe – mówi Marek Jurkiewicz.
Eksperci są zdania, że w związku z brakiem chętnych do tego rodzaju pracy, należy spodziewać się wzrostu stawek o przynajmniej 10 proc. Obecnie wynagrodzenie dla św. Mikołaja w okresie przedświątecznym to ok. 20-30 zł za godzinę, w okresie świątecznym 50-300 zł za godzinę. Śnieżynka może zarobić od 70 zł za godzinę pracy w charakterze pomocy św. Mikołaja do 400 zł za kilka godzin pracy na imprezie dla dzieci. Bezpośrednia sprzedaż opłatka daje 7-10 zł za godzinę, pakowanie prezentów i przesyłek – 9-13 zł za godzinę, a sprzedaż karpia i ozdób świątecznych – 8-15 zł za godzinę. W okresie przedświątecznym na dobry zarobek mogą też liczyć osoby przedsiębiorcze, które potrafią wykorzystać aktualne potrzeby rynku.
– Mogą zarobić, wykazując umiejętności w tym, jak pomóc przygotować święta. Ludzie są zabiegani i korzystają z usług chociażby przy organizacji świat, dochodzi do tego jeszcze catering i wszystkie usługi, które są związane z żywnością. Nie każdy ma czas na przygotowanie Wigilii, w związku z tym zapotrzebowanie na tego typu usługi rośnie – mówi Marek Jurkiewicz.
Osoby zainteresowane pracą dorywczą w okresie przedświątecznym muszą pamiętać, że rządzi się ona swoją własną specyfiką – wakaty pojawiają się i szybko znikają. Trzeba więc na bieżąco śledzić ogłoszenia lub ustawić odpowiednie powiadomienia w internetowych serwisach, by żadna oferta nie umknęła uwadze potencjalnego pracownika.
Choć większość właścicieli aut wie, że żarówki samochodowe mają różne właściwości i parametry, to jednak niewielu potrafi dobrać odpowiednie oświetlenie. Częstym problemem jest także niewłaściwe ustawienie reflektorów, przez co oślepia się kierowców jadących z naprzeciwka i ogranicza widoczność pobocza. Bardzo duże znaczenie ma także barwa światła. Najlepszy kontrast daje odcień biało-niebieski, jednak podczas zakładania filtrów trzeba pamiętać o tym, by nie były one zbyt mocne.
Z badań przeprowadzonych na zlecenie firmy OSRAM wynika, że przy zakupie żarówek 39 proc. kierowców kieruje się wcześniejszym doświadczeniem, a 33 proc. – ceną. Jedynie połowa kierowców zwraca uwagę na to, czy kupowany produkt jest dopuszczony do użytku.
– Oświetlenie jest bardzo ważnym elementem, to są oczy samochodu, dlatego bardzo istotne są jego parametry i zasięg. Wielu kierowców montuje oświetlenie, nie zastanawiając się nad tym. Markowe produkty gwarantują nam prawidłowy rozsył światła tak, żeby oświetlić prawe pobocze, a nie oślepiać kierowców nadjeżdżających z lewej strony – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle Magdalena Bogusz, marketing manager speciality lighting w OSRAM.
Wielu właścicieli aut nie przywiązuje jednak zbyt dużej wagi do tego, czy reflektory w samochodzie są ustawione prawidłowo. Tylko 36 proc. kierowców sprawdza je po każdej wymianie żarówki – 44 proc. dokonuje kontroli w stacji diagnostycznej lub serwisie, a ponad 1/3 robi to samodzielnie. W ostatnim przypadku nietrudno więc o błąd.
– Jeżeli kierowca widzi zbyt dużo światła tuż przed maską, to jest to wręcz niebezpieczne, bo jego źrenice się zwężają i w konsekwencji nie widzi tego, co jest dalej, a wtedy do wypadku jest już naprawdę tylko chwila. Dlatego markowe źródła światła stawiają na oświetlenie tych punktów, w których możemy zauważyć przeszkody odpowiednio wcześnie, żeby móc zareagować. Mierzymy takie punkty na drodze, które są w odległości 50 i 75 metrów z prawej strony i 50 metrów przed samochodem – tłumaczy Magdalena Bogusz.
Zaledwie co czwarty kierowca zwraca uwagę na parametry żarówek, czyli ilość światła, zasięg i barwę.
– Kierowcy dążą do tego, żeby światła wyglądały tak jak ksenony, wytwarzały biało-niebieskie światło. I to jest właściwy kierunek, ponieważ daje nam ono lepszy kontrast i lepiej widzimy przeszkody – wyjaśnia Magdalena Bogusz – Bardziej białe oświetlenie osiąga się poprzez nałożenie niebieskiego filtra na żarówkę, ale oczywiście są granice rozsądku. Ten filtr nie może być zbyt mocny. Dlatego kierowcy powinni także na to zwrócić uwagę, żeby w pogoni za tym ksenonowym wyglądem nie rezygnować z ilości światła.
W nocy czas reakcji kierowcy jest trzykrotnie dłuższy niż w dzień. Wtedy też ma miejsce o 30 proc. więcej wypadków. Właściciele aut postrzegają oświetlenie jako trzeci pod względem bezpieczeństwa element w samochodzie – po układzie hamulcowym i kierowniczym, a przed pasami i poduszkami bezpieczeństwa.
USD otrząsnął się z negatywnego wpływu redukcji pozycji i ponownie zyskuje na wartości wobec pozostałych walut G10. Oczekiwania względem jastrzębiość Fed nie mogły być ignorowane dłużej, szczególnie w kontraście do polityki ECB. Dziś w nocy EUR/USD zszedł w okolice 1,06, czyli do najniższego poziomu od kwietnia tego roku.
Pod koniec ubiegłego tygodnia przestrzegaliśmy, że fundamenty w dalszym ciągu premiują USD, a to, co obserwowaliśmy przed weekendem było wyłącznie technicznym odreagowaniem i upłynnieniem zysków przez część inwestorów. Jakkolwiek można mieć wątpliwości, czy w wycenie USD nie została już w pełni zdyskontowana grudniowa podwyżka stóp procentowych, tak patrząc dalej w przyszłość rynek wciąż jest bardziej gołębi niż komunikuje to Fed. Według ostatniego „dot chart” z września członkowie FOMC spodziewają się około czterech podwyżek w ciągu 2016 r. Tymczasem rynek pieniężny wycenia zaledwie dwie. To oferuje pole do podtrzymania popytu na USD, mimo że sam wydźwięk konferencji prezes Fed Yellen po grudniowym posiedzeniu raczej będzie utrzymany w gołębim tonie (by nie zszokować rynku i ograniczyć negatywną dla gospodarki aprecjację USD).
Handel na USD zaczyna być coraz trudniejszy i należy ostrożnie dobierać drugą stronę transakcji. Świeży 7-miesięczny dołek EUR/USD słusznie wskazuje drogę, gdyż kontrast w prowadzonej polityce monetarnej nigdzie nie będzie wyraźniejszy, jak na linii Fed-ECB. W piątek prezes ECB Mario Draghi kolejny raz zasugerował, że 3 grudnia ECB dokona rozszerzenia luzowania monetarnego. Niezależnie, czy to będzie obniżka stóp procentowych, czy rozszerzenie QE, celem banku będzie osłabienie EUR. Realizacja zysków po decyzji ECB będzie raczej szybka i wyraźna, ale nim to tego dojdzie 1,05 EUR/USD powinno być zaatakowane.
Drugą „ofiarą” powrotu popytu na USD stają się waluty surowcowe. Podwyższony apetyt na ryzyko pomagał im opierać się negatywnym impulsów ze strony dołujących cen towarów, ale teraz, gdy USD odzyskuje blask, będzie to coraz trudniejsze. Notowania miedzi dotarły w nocy w okolice 200 centów za funt, kolejny dzień poprawiając 6-letnie minima. Presja spadkowa nie odpuszcza też w przypadku złota oraz ropy naftowej i dziś AUD, NZD, NOK i CAD są najsłabszymi walutami w G10. W tym tygodniu na największe ryzyko narażony jest dolar australijski. Prezes RBA Stevens występując we wtorek może zabrzmieć gołębio w rezultacie frustracji z braku spadków AUD/USD, na które bank centralny po cichu liczył. W czwartek prognozy wydatków inwestycyjnych przedsiębiorstw z Australii, jeśli wykażą negatywne rewizje pod wpływem spadków cen surowców, mogą obniżyć poprzeczkę dla powrotu RBA do luzowania.
Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny to właściwie tylko indeksy PMI. Wstępne odczyty dla Francji, Niemiec oraz strefy euro będą miały miejsce odpowiednio o 9:00, 9:30 i 10:00. Konsensusy w każdym przypadku zakładają kosmetyczną zmianę w stosunku do października, więc publikacje nie powinny przełożyć się na duży wzrost zmienności na rynkach.
Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.
Od stycznia 2016 r. lekarze zaczną wystawiać elektroniczne zwolnienia lekarskie (e-ZLA). Ich wprowadzenie to spore ułatwienie zarówno dla pracowników, jak i firm. Jednak aby móc korzystać ze zwolnień elektronicznych, muszą oni spełnić pewne wymagania.
Pracodawcy, którzy rozliczają składki za więcej niż pięć osób, są zobowiązani założyć do końca 2015 r. konto na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (dzięki temu będą otrzymywać zwolnienia lekarskie drogą elektroniczną). „Pozostali przedsiębiorcy mają na to czas do końca 2017 r.” – mówi w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Piotr Kister, aplikant radcowski z kancelarii prawnej Rachelski & Wspólnicy.
„Jeśli pracodawca nie założy w okresie przejściowym konta na platformie, będzie musiał do końca grudnia 2015 r. poinformować w formie pisemnej swoich pracowników o obowiązku dostarczania od nowego roku wydruków e-ZLA” – dodaje ekspert.
Na wprowadzeniu e-zwolnień skorzystają nie tylko firmy, lecz także pracownicy. Podczas wizyty lekarskiej nie będzie trzeba już podawać numeru NIP pracodawcy. Wystarczy, że lekarz wypełniający zwolnienie wpisze w systemie PESEL, a pozostałe dane identyfikacyjne zostaną uzupełnione automatycznie. Ponadto lekarz będzie miał wgląd do historii zwolnień, co ukróci przypadki ich wyłudzania.
Tradycyjne, papierowe L-4 zostaną wycofane z początkiem 2018 r.
Zainteresowanie zakupem nowych mieszkań jest w tym roku wyjątkowo duże, a oferta deweloperska coraz szersza. Czy ceny budowanych mieszkań pozostają stabilne? Portal nieruchomości dompress.pl prezentuje wyniki sondy przeprowadzonej wśród deweloperów
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
Zmiany cen mieszkań spowodowane są głównie ruchami poziomu kosztów budowy, zakupu działek, jak również zmianą struktury oferty, np. w ostatnim czasie pojawia się więcej projektów w centrach miast, w wyższych cenach. Większość naszych osiedli to inwestycje kilkuetapowe. Utrzymujemy atrakcyjny poziom cen z jednoczesnym przyśpieszeniem realizacji kolejnych etapów, np. w inwestycji 5 Dzielnica w Krakowie, Graniczna we Wrocławiu, czy Mała Praga w Warszawie. Zdarzają się inwestycje, w których podnosimy ceny z uwagi na dużą dynamikę sprzedaży i szybko kurczącą się ofertę, jak np. w Osiedlu Promenady w Warszawie, czy Grzegórzecka 77 w Krakowie. Podwyżki cen wybranych mieszkań sięgają 2-3 proc.
Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.
Na rynku wrocławskim obserwujemy wzrost liczby sprzedawanych mieszkań. Obserwujemy niewielki, ale stabilny wzrost cen mieszkań, który wynosi ok. 2-3 proc. rocznie. Ceny w naszych projektach odzwierciedlają zmiany zachodzące na rynku. Bardzo dobra sprzedaż pokazuje, że proponowane przez nas ceny są atrakcyjne dla klientów i pozwalają jednocześnie na realizację marż na poziomie satysfakcjonującym dla akcjonariuszy.
Realizujemy obecnie 9 inwestycji w różnych częściach Wrocławia, trafiamy do zróżnicowanego grona klientów. W sprzedaży mamy mieszkania, których ceny zaczynają się od 5000 zł/m kw., jak i prestiżowe apartamenty.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
Rynek znajduje się w stanie względnej równowagi, choć w ostatnim okresie bieżącego roku widać już lekką przewagę podaży nad popytem. Sądzę, że ceny w nadchodzącym roku pozostaną na stabilnym poziomie, a ewentualne korekty nie będą dotyczyć projektów w dobrych lokalizacjach i dobrej jakości. Rynek będzie należał do najlepszych deweloperów, starannie rozwijających swoją ofertę. Ceny w naszych projektach pozostają na stabilnym poziomie i nie zakładamy żadnych zmian cennika w realizowanych już inwestycjach.
Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord
Przez ostatnie miesiące obserwowaliśmy na rynku łagodny wzrost cen mieszkań w porównaniu do kwot odnotowanych na koniec 2014 roku. Dokonywane przez Polnord korekty cen wpisują się w ten trend.
Żaneta Bratkowska, reprezentująca Vastbouw Polska
Budynki mieszkalne budowane przez Vastbouw Polska realizowane są metodą tradycyjną z wykorzystaniem wysokiej jakości sprawdzonych materiałów i komponentów budowlanych. Głównym atutem jest wykorzystanie do budowy cegły Porotherm, wysokiej jakości okien 3-szybowych, dachówki betonowej, jako nieliczni na rynku szczecińskim w kondygnacji podziemnej budujemy garaże, a nie miejsca postojowe. Chcąc zachować wysokie standardy musieliśmy nieznacznie podnieść ceny metra kwadratowego nieruchomości. W chwili obecnej ceny mieszkań wahają się od 4200 zł/m kw. do 4850 zł/m kw.
Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
Mieszkania sprzedają się tak szybko, że nie mamy czasu na obniżki. A mówiąc poważnie, ze względu na ogromne zainteresowanie naszymi projektami nie musimy obniżać cen, żeby skłonić klientów do zakupu. Staramy się zachęcać promocjami związanymi z dodatkowymi możliwościami, czy udogodnieniami, jak np. bezpłatne konsultacje z architektem wnętrz.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Przy obecnym popycie i dobrym poziomie sprzedaży na rynku pierwotnym obserwujemy stabilne ceny mieszkań z lekką tendencją wzrostową. Dziś wiele osób powraca do lokowania pieniędzy właśnie na rynku nieruchomości. Niskie stopy procentowe powodują, że jest to dobry moment na wybór alternatywnych form inwestowania kapitału, jak zakup mieszkania.
Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest
Ceny oferowanych przez nas mieszkań kształtują się na stałym poziomie i nie są wynikową tendencji rynkowych. Każda z naszych inwestycji jest dokładnie kosztorysowana. Z uwagi na długoletnie doświadczenie budżet inwestycji jest bardzo skrupulatnie określony. Cena jest raczej kwestią stałą, wynikową jakości wykonania, lokalizacji i parametrów mieszkań.
Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper
Ceny mieszkań w naszych osiedlach są stabilne. Także nowe mieszkania wprowadzane do sprzedaży będą miały stawki podobne do aktualnej oferty. Taka polityka cenowa wynika z pozytywnej i wieloletniej współpracy z podwykonawcami oraz instytucjami finansującymi nasze inwestycje. Niewielki wzrost cen mieszkań pojawia się tylko w bardziej zaawansowanej fazie budowy danego osiedla.
Marta Ulbrych, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Neocity Polska
Jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedaży i nie wprowadzamy żadnych korekt cen mieszkań. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów, którzy często pytają o mieszkania pod klucz, w osiedlu Intenso wprowadziliśmy promocję na wykończenie w cenie 299 zł/m kw.
Marcin Zaremba-Śmietański, główny analityk i członek Zarządu Operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO
W ostatnich latach możemy obserwować wzmożone zainteresowanie zakupem mieszkań. Reakcją rynku na rosnący popyt był wzrost podaży, co pozwoliło utrzymać ceny na względnie stabilnym poziomie. Nie przewidujemy w tym zakresie wyraźnych zmian w kolejnych miesiącach. W naszych inwestycjach nie wprowadzaliśmy ostatnio korekt stawek, były natomiast specjalne, czasowe oferty promocyjne. Dotyczyły dwóch osiedli: Nowy Horyzont we Wrocławiu i Biała Polana w Krakowie, w których w związku ze startem kolejnych etapów, obniżyliśmy ceny kilku mieszkań z etapów poprzednich.
Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates
Niskie stopy procentowe zachęcają do zakupów mieszkań na wynajem. Popytowi sprzyja dostępność kredytów i ich stosunkowo niski koszt. Niektórzy klienci chcą też zdążyć z zakupem mieszkania przed 1. stycznia 2016 r., od kiedy wymagana wysokość wkładu własnego wzrośnie do 15 proc. Wreszcie, koniunkturę wspierają też wyższe limity cenowe dla mieszkań kupowanych w ramach programu MdM.
Przeciwnie do rynkowego trendu, związanego z popytem, obniżyliśmy ostatnio ceny mieszkań. Ma to związek z faktem, że w gotowych warszawskich inwestycjach, tj. w Capital Art Apartments, Apartamentach przy Krasińskiego i ConceptHouse Mokotów w ofercie mamy już ostatnie, pojedyncze lokale. W związku z tym przygotowaliśmy kilkuprocentowe obniżki cen mieszkań trzypokojowych oraz promocję – Ostateczna wyprzedaż – na lokale dwupoziomowe w ConceptHouse Mokotów, których ceny są niższe nawet o kilkanaście procent.
Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.
W każdej inwestycji wprowadzamy korekty cen związane z zaawansowaniem prac budowlanych. Im bardziej zaawansowana budowa i bliższy termin odbioru mieszakań, tym wyższe ceny. Podwyżki obejmują większość lokali, a największe korekty dotyczą mieszkań położonych na piętrach o powierzchni do 50 m kw.
Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa
Niesłabnące od wielu miesięcy zainteresowanie naszą ofertą sprawia, że możemy utrzymywać ceny mieszkań na stabilnym poziomie. Stale monitorujemy rynek, działania konkurencji, a przede wszystkim analizujemy dotychczasowe wyniki sprzedażowe. Wprowadzając nowe rozwiązanie, w tym również nieznaczne modyfikacje cenowe, zawsze na pierwszym miejscu stawiamy oczekiwania klientów.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
W tym roku już kilkakrotnie podnosiliśmy ceny mieszkań w wielu naszych inwestycjach. Podwyżki wynosiły średnio około 1 proc. na kwartał. Klienci, którzy podejmują decyzję o zakupie naszych lokali jeszcze w fazie projektowej mogą cieszyć się oszczędnościami.
Wojciech Stisz, reprezentujący Barc Warszawa S.A.
Ceny mieszkań w naszych inwestycjach w ostatnim czasie nie zmieniły się. Poziom sprzedaży jest zadawalający. Chętnych nie brakuje, m.in. ze względu na to, że oferujemy mieszkania w MdM, a wiele osób planuje skorzystać z dopłat. W naszej warszawskiej inwestycji Tarasy Dionizosa mamy w ofercie mieszkania w cenie od 5500 zł/m kw., dopłatą można objąć także miejsce postojowe i wykończenie.
Marta Jagłowska, marketing manager w firmie Marvipol
Korekty stawek wprowadziliśmy w ostatnim czasie w inwestycji Central Park Ursynów, ze względu na zmianę limitu dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych. Chcieliśmy umożliwić większej liczbie klientów zakup naszych mieszkań w tej nwestycji. Jest to bowiem projekt skierowany szczególnie do młodych ludzi, ceniących wielkomiejski styl życia. W pozostałych osiedlach budowanych przez Marvipol, ceny utrzymane są na stabilnym poziomie. To wysoka jakość mieszkań, gwarantowana przez Marvipol jest czynnikiem, dla którego klienci decydują się na zakup mieszkań w naszych inwestycjach, nie cena.
W środę 25 listopada mija siedem lat od kiedy Marcin Beme założył Audiotekę i zaczął budować w Polsce rynek audiobooków. Do dziś sprzedano ich ponad 25 mln, a rynek nadal rośnie. „Audiobooki są odpowiedzią na potrzeby Polaków związane z łatwiejszym dostępem do literatury, w czasach, gdy trudno jest znaleźć chwilę na przyjemność czytania” – podkreśla Beme. Szacuje się, że w 2015 roku sprzedaż audioooków w Polsce osiągnie wartość 50’000’000 zł, a rekord sprzedaży, jak co roku, padnie 25 i 26 listopada.
Stały wzrost i pozytywne prognozy
W 2008 roku rynek audobooków w Polsce w zasadzie nie istniał. Obecnie jego wartość eksperci branży szacują na 50 mln złotych. Jeszcze dynamiczniej biznes ten rozwija się na świecie – w USA jego wartość przekracza już 1 mld dolarów, w Wielkiej Brytanii sięga 80 mln funtów, a w Niemczech – ponad 200 mln euro. Wszystko wskazuje na to, że popularność audiobooków będzie rosła, ponieważ są one odpowiedzią na potrzebę kontaktu ludzi z literaturą przy zmieniającym się stylu życia.
Jak zauważa Marcin Beme, założyciel Audioteki – „Obecnie znajdujemy coraz mniej czasu, na tradycyjne czytanie książek. Rozsiąść się w przysłowiowym fotelu przy kominku z kubkiem herbaty i z książką w ręku, aby oddać się lekturze, to często zbyt duży luksus. Jednak nie chcemy rezygnować z przyjemności, jaką dają książki oraz zawartej w nich wiedzy. I tutaj pojawia się przestrzeń dla audiobooków. Dlatego od siedmiu lat Audioteka przywraca literaturę ludziom, którzy nie mają czasu na tradycyjne czytanie książek.” – i dodaje – „Na naszym koncie mamy już 5000 wydanych audiobooków z czego 15 to superprodukcje. 25 mln sprzedanych plików i 4 mln użytkowników korzystających z aplikacji do słuchania naszych historii – to bardzo dobry wynik po siedmiu latach na rynku. Wszystko wskazuje na to, że popularność audiobooków będzie nadal rosła. Dlatego nie dziwi nas, że co roku 25 i 26 listopada – gdy przygotowujemy urodzinową promocję – odnotowujemy rekordy sprzedaży. W 2014 roku tylko pierwszego dnia promocji sprzedaliśmy kilkanaście tysięcy audiobooków. Myślę, że w tym roku pobijemy kolejny rekord.”
Kto w Polsce słucha książek?
Słuchacze audiobooków to głównie osoby młode, posiadające wyższe lub średnie wykształcenie, zamieszkujący duże miasta. Wśród internautów i posiadaczy urządzeń mobilnych tj. laptopów, tabletów, smartfonów udział ludzi korzystających z audiobooków jest prawie dziesięciokrotnie wyższy. 60% polskich słuchaczy audiobooków stanowią mężczyźni.
10 nowoczesnych i kompleksowych centrów seniora powstanie w ciągu pięciu lat w Polsce. Inwestycje pochłoną 120 mln euro. To ambitne plany zagranicznych inwestorów – Angel Poland Group oraz MD Nursing. Pierwsze centrum Angel Care powstaje we Wrocławiu.
W Angel Care zainwestowała grupa deweloperska Angel Poland Group i operator centrów opieki nad osobami starszymi o wysokim standardzie MD Nursing. Inwestor zamierza w ciągu pięciu lat wybudować w Polsce aż 10 kompleksowych ośrodków dla osób starszych. Pierwszy powstaje we Wrocławiu.
– W Polsce jesteśmy pionierami, a wrocławskie Angel Care pierwszą tego rodzaju inwestycją w kraju – mówi Ron Ben Shahar, partner grupy deweloperskiej Angel Poland Group. – W pierwszy ośrodek Angel Care zainwestowaliśmy 50 milionów złotych. Łączny koszt wszystkich inwestycji szacujemy na ok. 120 mln euro.
Dla kolejnych centrów seniora inwestorzy szukają lokalizacji głównie w dużych miastach, takich jak Poznań, Warszawa, Łódź czy Kraków. – Nie wykluczamy, że w jednym mieście może powstać nawet kilka ośrodków, wszystko zależy od zapotrzebowania. Wrocławskie centrum jest pierwszym punktem na mapie sieci nowoczesnych ośrodków z kompleksowymi usługami. Drugie centrum powstanie w Krakowie – mówi Ron Ben Shahar.
Angel Poland Group to duża grupa deweloperska z kilkunastoletnim doświadczeniem na polskim rynku nieruchomości. Specjalizuje się w inwestycjach luksusowych, budując ekskluzywne apartamenty i hotele, w tym tak prestiżowe realizacje, jak Angel City oraz Angel Wawel w Krakowie, hotel The Granary we Wrocławiu i powstający OVO Wrocław.
Grupa zamierza stworzyć i obsługiwać ok. 1800-2000 miejsc. Wszystkie centra seniorów będą działały na zasadzie wrocławskiego wzorca. Jak dokładnie? Angel Care dzieli się na niezależne części: Apartamenty Chronione oraz Dom Opieki z rozbudowanym Centrum Chorób Demencyjnych. Dla komfortu mieszkańców wszystkie części działają w obrębie jednego kampusu, ale do każdej prowadzi osobne wejście.
Centrum seniora Angel Care jest w trakcie realizacji, która zakończy się wiosną 2016 roku. Niemniej gotowy jest już jeden apartament chroniony. To mieszkanie wzorcowe, dzięki któremu można poznać ideę nowoczesnego
i kompleksowego domu seniora.
– Główną wartością centrum seniora Angel Care są kompleksowe usługi. Naszym celem jest zapewnienie takich warunków, które w efekcie dadzą mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa, aktywność fizyczną oraz intelektualną, a także komfort. To nowy styl życia, do tej pory niedostępny w Polsce – mówi Michał Kowalski, dyrektor generalny Angel Care.
Od tradycyjnych mieszkań apartament różni się tym, że jest pozbawiony barier architektonicznych i w pełni przystosowany do potrzeb seniorów. Jego mieszkaniec ma dostęp do wielu usług, m.in. całodobowej opieki medycznej, koordynacji wizyt lekarzy specjalistów, regularnego sprzątania czy zakupów na życzenie. Udostępniane są także przestrzenie wspólne, w tym pokoje spotkań, biblioteka, sala fitness, pracownia działań twórczych czy zielony ogród na dziedzińcu.
Apartament chroniony Angel Care nie jest na sprzedaż. Ale należy go traktować jak własny dom i jeden z elementów pakietu wysokiej jakości usług dla mieszkańców. Apartament jednoosobowy to koszt od 4,5 tys. zł, dwuosobowy: od 5,9 tys. zł (2950 zł na jedną osobę) – takie mieszkanie może na przykład wynająć małżeństwo lub inne bliskie sobie osoby. Angel Care podpisało już kilkanaście umów rezerwacyjnych na apartamenty chronione, wciąż dostępne są wolne miejsca.
Centrum seniora Angel Care we Wrocławiu powstaje przy ulicy Dyrekcyjnej 5-7, w budynkach po szpitalu, który dawniej tu funkcjonował. Realizacja zakończy się w pierwszym kwartale 2016 roku.
Problem z właścicielami, którzy nie płacą zaliczek związanych z lokalem oraz utrzymaniem części wspólnych, to – wbrew pozorom – dość częste zjawisko. Zmaga się z nim wiele wspólnot mieszkaniowych. Warto jednak wiedzieć, iż wspólnota może podjąć kroki, które doprowadzą do wyeliminowania problemu.
Zgodnie z art. 12 punkt 2 Ustawy o własności lokali właściciel ponosi wydatki związane z utrzymaniem jego lokalu, jest obowiązany utrzymywać swój lokal w należytym stanie, przestrzegać porządku domowego, uczestniczyć w kosztach zarządu związanych z utrzymaniem nieruchomości wspólnej, korzystać z niej w sposób nie utrudniający korzystania przez innych współwłaścicieli oraz współdziałać z nimi w ochronie wspólnego dobra. Wspomniane koszty powinny być regulowane przez właścicieli do 10. dnia każdego miesiąca w formie zaliczek proporcjonalnych do wielkości swoich udziałów w nieruchomości wspólnej.
Mogłoby się wydawać, że jeden właściciel, który nie płaci zaliczek to nie problem. To jednak błędne myślenie. – Konsekwencje, jakie wynikają z niepłacenia zaliczek przez członka wspólnoty mieszkaniowej oraz utraty płynności finansowej wspólnoty, poniosą pozostali właściciele – zaznacza Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus. – Nienaprawiona usterka, rzadsze sprzątanie to tylko niektóre z uciążliwości, jakie czekają pozostałych mieszkańców. Trzeba także liczyć się z tym, że należności z tytułu mediów zostaną pośrednio rozdzielone na pozostałych właścicieli, a to prowadzi do wzrostu kosztów utrzymania lokalu – dodaje Łubiński.
Oczywiście kilkudniowa zwłoka w płatności nie zaburzy działania wspólnoty, ale już brak zaliczek za kilka miesięcy to dla wspólnoty problem, który może mieć poważne konsekwencje.
Dlatego też brak uiszczania zaliczek jest – zgodnie art.15, ust.2 ustawy – podstawą dla zarządu wspólnoty do podjęcia odpowiednich działań. Warto podkreślić, że działania mające na celu rozwiązanie problemu powinny zostać podjęte jak najszybciej, bowiem po trzech latach od daty wymagalności roszczenia się przedawniają, a dłużnik może wygrać sprawę w sądzie.
W pierwszej kolejności zarząd lub zarządca powinien podjąć kroki mające na celu dobrowolne uregulowanie długów przez właściciela lokalu. W skrócie – powinien poinformować dłużnika o wysokości zadłużenia, wyjaśnić, skąd ono wynika oraz wezwać go do uiszczenia zaległości wyznaczając termin, w jakim dług powinien zostać uregulowany. Najczęściej jest to okres dwóch tygodni. – Praktyka pokazuje, że większość zarządców szuka polubownego załatwienia sprawy, a w miarę możliwości ułatwia dłużnikowi spłatę zobowiązania np. poprzez rozłożenie go na raty – mówi Mariusz Łubiński. Jeśli jednak takie działania nie przyniosą skutku, zarząd wspólnoty może dochodzić zapłaty w postępowaniu upominawczym, które regulowane jest przepisami kodeksu cywilnego. W wyniku takich działań sąd może wydać nakaz zapłaty, na podstawie którego pozwany powinien w ciągu 14 dni od daty otrzymania nakazu uregulować swoje zobowiązania wobec wspólnoty mieszkaniowej.
W przypadku braku zapłaty na podstawie wydanego nakazu wspólnota może wystąpić do komornika o wszczęcie postępowania egzekucyjnego. W przypadku długotrwałego zalegania z opłatami wspólnota może również od razu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji. Takie prawo przysługuje wspólnocie zgodnie z art. 16 ust.1 ustawy o własności lokali, który dopuszcza takie działania, jeżeli właściciel lokalu zalega długotrwale z zapłatą należnych od niego opłat lub wykracza w sposób rażący lub uporczywy przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu. – Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku powództwa o upoważnienie do sprzedaży lokalu w drodze licytacji konieczna jest uchwała wspólnoty, która upoważni zarząd do jego wytoczenia, gdyż działanie to przekracza zakres zwykłego zarządu – podkreśla Mariusz Łubiński. W trakcie procesu wspólnota będzie musiała wykazać, że doszło do zaległości opłat i, że jest to stan długotrwały. Warto dodać, że właścicielowi, którego lokal zlicytowano nie przysługuje prawo do lokalu zamiennego.
Oczywiście sprzedaż lokalu w drodze licytacji to działanie ostateczne. Często jednak jedyne skuteczne, gdy wszystkie inne rozwiązania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, a zobowiązania właściciela wobec wspólnoty stale rosną. Radykalne kroki pozwolą wspólnocie na prawidłowe funkcjonowanie i odzyskanie należności.
Premiery routerów FRITZ!Box podczas konferencji KIKE 2015
Najnowszy router FRITZ!Box 5490 dla sieci światłowodowych
Nowy FRITZ!Box 7430 – specjalista dla szybkich dostępów IP
Premierowy FRITZ!Box 6820 LTE – idealny partner do obsługi LTE oraz 3G
Oprogramowanie FRITZ!OS: dodatkowe funkcje i możliwości oraz nowy interfejs do swobodnej obsługi
AVM, niemiecki producent urządzeń sieciowych, już po raz kolejny został srebrnym partnerem konferencji KIKE. Podczas tegorocznej XVII edycji KIKE (odbywającej się 25-26.11.2015 w Serocku) krajowi operatorzy będą mogli po raz pierwszy w Polsce zobaczyć najnowsze rozwiązania FRITZ!. To właśnie z myślą o polskich operatorach, AVM zaprezentuje uczestnikom KIKE: premierowy router FRITZ!Box 5490 dla sieci światłowodowych, FRITZ!Box 7430 dla szybkich sieci IP oraz FRITZ!Box 6820 LTE do obsługi mobilnego internetu.
FRITZ!Box 5490: Zawrotne prędkości transferu na łączach światłowodowych
Jednym z premierowych routerów FRITZ!Box, który będą mogli po raz pierwszy w Polsce zobaczyć uczestnicy KIKE, jest model routera FRITZ!Box 5490 dla sieci światłowodowych. Pozwala on na bezpośredni dostęp do aktywnej sieci światłowodowej (AON) – technologia punkt-punkt. Co ciekawe, router ma wbudowaną wkładkę SFP. FRITZ!Box 5490 w pełni obsługuje mechanizmy provisioningu na bazie protokołu CPE WAN Management (TR-069/TR-104), dzięki czemu operatorzy mogą zdalnie konfigurować i kontrolować pracę urządzenia abonenckiego. Prezentowany FRITZ!Box 5490 dla sieci światłowodowych łączy w sobie wszystko co najlepsze z rodziny produktów FRITZ!: gigabitową prędkość, najnowszą platformę sprzętową oraz bogactwo funkcji systemu FRITZ!OS. Aby zapewnić najwyższą prędkość oraz duży zasięg sieci domowej, FRITZ!Box 5490 korzysta z technologii Wireless AC, oferującej szybkość transferu do 1300 Mbit/s oraz Wireless N osiągającej prędkość do 450 Mbit/s. Natomiast w celu obsługi połączeń telefonicznych w jakości HD, FRITZ!Box 5490 został wyposażony w centralkę telefoniczną z automatyczną sekretarką z bazą DECT dla sześciu aparatów bezprzewodowych i możliwością podłączenia telefonów analogowych, ISDN oraz IP. Model ten posiada także wbudowany wydajny serwer multimediów, który umożliwia streaming muzyki, zdjęć i wideo w całej sieci domowej. Natomiast dodatkowe funkcje inteligentnego domu Smart Home uzupełniają szerokie spektrum możliwości i funkcjonalności tego urządzenia.
Kolejnym z prezentowanych przez AVM specjalistów od szybkich połączeń internetowych jest nowy FRITZ!Box 7430, który oferuje dostęp do Internetu za pomocą nowoczesnych łączy opartych na protokole IP. Model FRITZ!Box 7430 oferuje szybką sieć Wireless N w paśmie 2.4 GHz o prędkości 450 Mbit/s, wbudowaną bazę DECT z funkcjami centralki abonenckiej oraz rozbudowany system FRITZ!OS z wieloma dodatkowymi funkcjami, co czyni z niego kompleksowe rozwiązanie dla klientów indywidualnych, korzystających z sieci IP.
FRITZ!Box 6820 LTE — idealny partner do mobilnego internetu
Wśród premierowych routerów FRITZ!Box na KIKE nie mogło także zabraknąć specjalisty od mobilnego internetu LTE. Nowy FRITZ!Box 6820 LTE, bo to o nim mowa sprawia, że mobilny dostęp do Internetu przez LTE staje się bardziej stacjonarny, pozwalając zastąpić łącze stacjonarne. FRITZ!Box 6820 LTE zapewnia szybki dostęp do Internetu z prędkością do 150 Mbit/s przy pobieraniu i 50 Mbit/s przy wysyłaniu danych (CAT 4). Dzięki obsłudze wielu zakresów radiowych (4G/3G) dla czterech pasm LTE (również licytowane ostatnio pasma 800 i 2600MHz), jak również trzech zakresów UMTS, model ten może być zastosowany wszędzie tam, gdzie tylko jest zasięg sieci komórkowej. Model FRITZ!Box 6820 LTE obsługuje roaming, dzięki czemu użytkownicy mogą korzystać z dostępu do Internetu nawet wtedy, gdy nie znajdują się w zasięgu LTE swojego macierzystego operatora. Ponadto router ten oferuje szybką technologię Wireless N w paśmie 2,4 GHz z przepustowością rzędu 450 Mbit/s, 1 gigabitowy port LAN oraz rozbudowany system operacyjny FRITZ!OS, umożliwiający korzystanie z bezprzewodowego dostępu dla gości, kontroli rodzicielskiej, VPN i innych komfortowych funkcji sieci domowej.
Wszystkie najnowsze rozwiązania FRITZ! będzie można zobaczyć i sprawdzić ich działanie na stoisku firmy AVM podczas konferencji KIKE odbywającej się w Serocku w dniach 25.11 – 26.11.2015.
Krzysztof Izdebski, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI
W minionym tygodniu prezydent Andrzej Duda powołał nowy rząd. W tym kontekście rodzi się pytanie, jakie skutki dla polskich obligacji może mieć obecny układ na scenie politycznej w Polsce. Spodziewam się, że w rezultacie działań nowego rządu na rynku pojawi się więcej polskich obligacji skarbowych. Zasadniczo to dobrze, bo aktualnie cieszą się one bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów. Istnieje jedynie obawa, że wraz z kolejnymi emisjami rentowności obligacji będą stopniowo rosły (ceny będą spadać) z uwagi na zwiększający się deficyt budżetowy Polski. Jednak biorąc pod uwagę wspomniany wcześniej duży popyt na polski dług skarbowy, niewykluczone, że w naszym kraju powtórzy się scenariusz obserwowany na Węgrzech. Tam rentowność obligacji rządowych o krótkim terminie zapadalności okazuje się niższa niż w Polsce (ok. 1%), a papierów 10-letnich – wyższa (ok. 3,4%). W Polsce jest to odpowiednio ok. 1,5% i 2,75%.
Pole do spadku rentowności polskich obligacji skarbowych niewątpliwie istnieje. Choć część tego ruchu już się dokonała na fali przekonania, że nowa Rada Polityki Pieniężnej pomiędzy marcem a majem przyszłego roku obniży stopy procentowe w Polsce o 50 punktów bazowych. Najważniejsza w tym kontekście stanie się dynamika wzrostu inflacji. Jeśli będzie ona rosła wolniej od oczekiwań, cięcie stóp jest realne. Jeśli zaś szybciej, RPP stanie przed dylematem.
W listopadzie wszyscy miłośnicy „białego szaleństwa”, intensywnie myślą o planach na nadchodzący sezon narciarski. Wielu narciarzy prócz stoków i tras, wybiera również specjalne ubezpieczenia. Nie można jednak powiedzieć, że takie polisy są już powszechnie znane. W związku z tym, warto zaprezentować najważniejsze i najbardziej przydatne informacje na temat ubezpieczeń dla narciarzy. Taki ubezpieczeniowy przewodnik może być przydatny również dla osób, które już wcześniej wykupiły jakąś polisę narciarską.
Bez ubezpieczenia zagraniczne leczenie będzie kosztowne
Na wstępie warto nadmienić, że narciarstwo jest jednym ze sportów, które najczęściej skutkują kontuzjami. Szusowanie na nartach staje się coraz bardziej popularne, więc ubezpieczyciele przygotowali specjalną ofertę dla narciarzy wyjeżdzających za granicę. Ubezpieczenia oferowane z myślą o takich osobach, zapewniają przede wszystkim zwrot kosztów zagranicznego leczenia. Dodatkowym elementem pakietów, jest ochrona przed następstwami nieszczęśliwych wypadków (NNW) oraz ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone innym osobom (np. podczas zderzenia na stoku). „Najbardziej wymagający klienci, dodatkowo mogą wykupić ubezpieczenie sprzętu narciarskiego lub przedmiotów pozostawionych w domu” – dodaje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Polisy dla narciarzy wybierających polskie stoki, nie zapewniają zwrotu kosztów leczenia, gdyż taka ochrona jest niepotrzebna osobom ubezpieczonym w Narodowym Funduszu Zdrowia. Klienci wyjeżdzający do krajowych ośrodków narciarskich mogą natomiast wykupić ubezpieczenie NNW, polisę OC oraz ubezpieczenie sprzętu.
Nina Kuczyńska zaznacza, że polisa narciarska ma wiele wspólnych cech z innymi ubezpieczeniami turystycznymi. Jedna z różnic, polega na nieco wyższym poziomie ryzyka wypadkowego wśród narciarzy. Czasem polisy narciarskie są oferowane jako zupełnie osobny produkt. Oddzielna sprzedaż ubezpieczeń narciarskich i pozostałych polis turystycznych, może wynikać ze względów marketingowych. Spore zainteresowanie polisami chroniącymi narciarzy, jest widoczne tylko w sezonie zimowym. Ubezpieczenia dla innych wycieczkowiczów notują rekordy sprzedaży podczas wakacyjnych miesięcy.
Nina Kuczyńska informuje, że polisy narciarskie kupują głównie osoby, które wybrały zagraniczne stoki. W przypadku wyjazdu poza granice Polski, główną motywacją do zakupu ubezpieczeń, są wysokie koszty leczenia i usług medycznych (patrz poniższa tabela). W tym kontekście warto pamiętać, że polski narciarz nawet po okazaniu Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), nie może liczyć na szczególne przywileje. Taka osoba zapłaci za wszystkie procedury medyczne i zabiegi, które nie są darmowe dla obywateli danego kraju. Przykładowo w Austrii, polski turysta musi ponieść koszt pierwszych 28 dni hospitalizacji (opłata dobowa od 12,00 euro do 20,10 euro). Na wydatki muszą przygotować się również polscy narciarze, którzy bez ubezpieczenia wyjeżdżają do takich krajów jak Czechy, Francja, Niemcy, Słowacja, Szwajcaria i Włochy. „Warto zwrócić uwagę, że wspomniane państwa zwykle nie finansują akcji pogotowia górskiego, które wezwał polski turysta i kosztów związanych z transportem chorego do kraju. Właśnie takie usługi medyczne mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy euro. Dlatego przed zakupem polisy narciarskiej warto upewnić się, że to ubezpieczenie pokrywa koszty najdroższych usług medycznych” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.
Koszty leczenia w krajach, do których chętnie wyjeżdżają polscy narciarze
Nazwa kraju
Przykłady kosztów, które w ramach publicznego systemu opieki zdrowotnej, musi ponieść polski turysta (w tym również osoba posiadająca kartę EKUZ)
Austria
Odpłatny jest każdy dzień pobytu w szpitalu (dzienna opłata od 12,00 euro do 20,10 euro). Odpłatność dotyczy okresu nie dłuższego niż 28 dni w roku.
Za akcję pogotowia górskiego, obowiązuje pełna odpłatność.
Poszkodowana osoba zwykle musi samodzielnie pokryć koszty transportu medycznego do Polski.
Czechy
Wizyta w ambulatorium kosztuje 90 koron czeskich.
Ponadstandardowe leczenie stomatologiczne wymaga dopłaty pacjenta.
W przypadku akcji pogotowia górskiego, obowiązuje pełna odpłatność.
Poszkodowana osoba zwykle musi samodzielnie pokryć koszty transportu medycznego do Polski.
Francja
Państwo zwraca 70% kosztów wizyty u lekarza pierwszego kontaktu (70% z 23 euro), dentysty (70% z 23 euro) i specjalisty (70% z 25 euro).
Refundacja kasy chorych dotyczy również leczenia w szpitalu. Państwo zwraca 80% lub 100% kosztów hospitalizacji. Przy refundacji wynoszącej 100%, pacjent musi jednak zapłacić 18 euro/dzień.
Poszkodowana osoba zwykle musi samodzielnie pokryć koszty transportu medycznego do Polski.
Niemcy
ü Odpłatny jest każdy dzień pobytu w szpitalu (dzienna opłata: 10 euro). Odpłatność dotyczy okresu nie dłuższego niż 28 dni w roku.
ü Poszkodowana osoba zwykle musi samodzielnie pokryć koszty transportu medycznego do Polski.
Słowacja
Leczenie ambulatoryjne kosztuje 1,99 euro.
W przypadku akcji pogotowia górskiego, obowiązuje pełna odpłatność.
Poszkodowana osoba zwykle musi samodzielnie pokryć koszty transportu medycznego do Polski.
Szwajcaria
Pacjent zapłaci za wizytę u lekarza (standardowa stawka to 92 CHF) i pobyt w szpitalu (standardowa stawka: 92 CHF + 15 CHF/dzień).
W przypadku akcji pogotowia górskiego, obowiązuje odpłatność 50% (powyżej kwoty 5000 franków szwajcarskich).
Poszkodowana osoba zwykle musi samodzielnie pokryć koszty transportu medycznego do Polski.
Włochy
Pacjent poniesie koszt wizyty u lekarza i leczenia stomatologicznego (opłata do 36,15 euro).
Poszkodowana osoba zwykle musi samodzielnie pokryć koszty transportu medycznego do Polski.
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych NFZ (z 13 listopada 2015 r.)
Odszkodowania nie otrzyma m.in. nietrzeźwy narciarz …
Nina Kuczyńska wyjaśnia, że polisy narciarskie, podobnie jak wszystkie inne ubezpieczenia, cechują się pewnym zakresem standardowych wyłączeń ochrony. Po przejrzeniu kilku ogólnych warunków ubezpieczenia (tzw. OWU) można wskazać następujące sytuacje, w których ubezpieczyciel na pewno będzie zwolniony z odpowiedzialności:
wypadek na stoku, który był związany ze stanem nietrzeźwości ubezpieczonego lub użyciem narkotyków
udział ubezpieczonego w bójce lub próba popełnienia przestępstwa przez taką osobę
uprawianie ekstremalnych form narciarstwa (o ile takie ryzyko nie zostało uwzględnione w składce)
szkody spowodowane umyślnie przez ubezpieczonego lub związane z jego rażącym niedbalstwem
Warto również pamiętać, że ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania, jeżeli zabieg medyczny, bez żadnego uszczerbku na zdrowiu ubezpieczonego, mógł zostać wykonany po powrocie do Polski. „W typowej umowie ubezpieczenia narciarskiego można znaleźć więcej wyłączeń ochrony. Dlatego bardzo ważne jest przeczytanie tego dokumentu oraz ogólnych warunków ubezpieczenia” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl.
W miniony piątek, 20 listopada w siedzibie Google Polska zakończył się Google Rising Stars. Przedstawiciele agencji Result Media odebrali gratulacje oraz dyplom ukończenia tego prestiżowego programu Google.
Program prowadzony był od kwietnia, a do udziału zaproszonych zostało 26 agencji – certyfikowanych partnerów Google. Natomiast z tej grupy do drugiego etapu przeszło już tylko 10 najlepszych agencji, wśród których znalazła się Result Media.
W trakcie programu przedstawiciele agencji zdobyli najwyższej jakości wiedzę i umiejętności, dzięki której mogą prowadzić bardzo zaawansowane kampanie reklamowe dla najbardziej wymagających klientów. – „Ukończenie programu pozwoliło nam rozwinąć nasz zespół realizacji kampanii, a także wprowadza naszą agencję na nową ścieżkę dynamicznego rozwoju” – mówi Konrad Spoczyński – CEO agencji Result Media.
Program w postaci warsztatów i szkoleń, prowadzony był w siedzibie Google Polska, niemniej jednak w jego trakcie przedstawiciele Google odwiedzili siedzibę agencji, badając jej procesy i jakość prowadzonych kampanii.
26 października br. prezydent podpisał nowelizację ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Według danych z serwisu WatchDog PFRON wraz wejściem w życie proponowanych zmian, pracę może stracić aż 15 tys. osób[1]. Niezależnie od tego, już dziś sytuacja na rynku pracy niepełnosprawnych nie wygląda najlepiej. W pierwszych miesiącach tego roku spadł współczynnik aktywności zawodowej osób z niepełnosprawnością w wieku 18-64 lat – w 2014 roku wyniósł on 27,1%, natomiast w I kwartale 2015 r. już 26,2%[2]. Zmniejszył się też wskaźnik zatrudnienia niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy – z 22,8% w 2014 roku do 22%. Jest to stała tendencja, która utrzymuje się od października 2013 roku.
-„Wrześniowa nowela w sprawie ulg na PFRON spotkała się z wieloma krytycznymi uwagami ze strony osób niepełnosprawnych jeszcze przed jej uchwaleniem. WatchDog PFRON szacuje, że wdrożenie tych zmian spowoduje upadek ok. 490 małych i średnich firm w ciągu kilkunastu miesięcy, a to wszystko dlatego, że ulgi we wpłatach do PFRON zmniejszą się z 80% do 50%. W efekcie z 39 tys. osób pracujących w ramach tzw. „grup specjalnych”, które miały pracę dzięki ulgom, około 15 tysięcy osób straci swoje posady. Oczywiste jest, że w obliczu nadużyć ze strony nieuczciwych podmiotów system wpłat na PFRON powinien zostać zmodernizowany i stać się bardziej transparentny. Zmiany, które wejdą w życie w lipcu 2016 roku nie są jednak korzystne dla osób niepełnosprawnych i nie przełożą się na ich aktywizację zawodową. Nowelizacja ustawy osłabia podmioty uprawnione do udzielania ulg. Wśród sporej części firm sposobem na optymalizację kosztów PFRON stanie się bezpośrednie zatrudnianie niepełnosprawnych. Dla wielu przedsiębiorców jest to jednak nowy i trudny proces. Pojawia się potrzeba przełamywania barier i strachu przez zatrudnianiem niepełnosprawnych. Rozwiązaniem może być model zatrudnienia wspomaganego, który zakłada w tym obszarze wsparcie specjalistów” – mówi Bartosz Kaczmarczyk, Prezes Grupy Kapitałowej Loyd.
Dane statystyczne z ostatnich lat pokazują, że wskaźnik zatrudnienia niepełnosprawnych jest wciąż za niski. To powinno skłonić pracodawców do działania i spojrzenia na te osoby w sposób obiektywny, jako na swoich przyszłych pełnosprawnych pracowników. – „Pracodawcy często nie wiedzą, jak przeprowadzić rekrutację, w której biorą udział osoby niepełnosprawne oraz w jaki sposób przebrnąć przez rozliczne procedury biurokratyczne związane z ubieganiem się o dofinansowanie. Dodatkowo firmy często obawiają się alienacji osób z niepełnosprawnościami w zespołach pracowników. W tym kontekście kluczowe stają się szkolenia i wszelkie programy edukacyjne, skierowane zarówno do przedsiębiorców jak i pracowników. Dobrze sprawdzi się także model zatrudnienia wspomaganego, który zakłada wsparcie agencji w czasie całego procesu wdrażania niepełnosprawnego pracownika do danego przedsiębiorstwa. Agencja zatrudnienia wspomaganego zatrudnia pracowników niepełnosprawnych i oddelegowuje ich do pracodawców na zasadach outsourcingu personalnego. Przy wsparciu agencji obie strony poznają się i uczą, jak wspólnie funkcjonować i kooperować w środowisku danej firmy. W ten sposób pracodawca zyskuje efektywnych i zaangażowanych pracowników, a także oszczędza środki poprzez optymalizację kosztów PFRON”– tłumaczy Jarosław Witkowski z firmy A-trybut – Polski HR, zajmującej się rekrutacją i doradztwem w zakresie zatrudniania osób niepełnosprawnych.
Warto zauważyć, że osoby niepełnosprawne pozostające długotrwale bez pracy są szczególnie narażone na wykluczenia, co w konsekwencji uniemożliwia im realizowanie podstawowych ról społecznych. Prowadzi to do poczucia niespełnienia i znacznego obniżenia ich jakości życia. – „Niepełnosprawność dotyczy nie tylko jednostek, to także ważny problem globalny, który przekłada się na sytuację ekonomiczną, gospodarczą i społeczną w całym regionie czy kraju. Polsce daleko jeszcze do zachodnich standardów – dla przykładu: w Szwecji współczynnik aktywności zawodowej niepełnosprawnych utrzymuje się na poziomie około 60 proc. W Polsce dwukrotny wzrost w tym obszarze wydaje się być nierealny, jednak pamiętajmy, że jeszcze dekadę temu wskaźnik ten wynosił w naszym kraju jedynie 16%. Nie możemy jednak stać w miejscu, narzędzia skuteczne dziesięć lat temu nie sprawdzą się w obecnej sytuacji. Dlatego tak ważne jest aktywne wsparcie osób niepełnosprawnych, umożliwienie im normalnego życia w społeczeństwie oraz przeciwdziałanie ich wykluczeniu, a także bezrobociu i ubóstwu. Do tego potrzebne są odpowiednie regulacje prawne, ale także systematyczna edukacja rynku pracy. Bez tych dwóch czynników nie ruszymy do przodu” – podsumowuje Jarosław Witkowski.
Ruckus Wireless, Inc. (NYSE: RKUS) przedstawił pierwszą na rynku zwirtualizowaną warstwę „data-plane” dla sieci Wi-Fi, umożliwiającą oddzielenie warstwy transmisji danych od warstwy kontrolnej w dużych sieciach bezprzewodowych. Operatorzy i przedsiębiorstwa zyskają maksymalną elastyczność w zakresie budowy sieci WI-FI poprzez możliwość rozproszenia warstwy wymiany danych w sieci, tak aby optymalizować koszty i pojemność systemu, wraz ze wzrostem zapotrzebowania użytkowników.
Nowe oprogramowanie – Virtual SmartZone ™ Data Plane (vSZ-D) – współpracuje z kontrolerami wirtualnymi SmartZone firmy Ruckus Wireless, które zapewniają zarządzanie sieciami bezprzewodowymi. Kontroler wirtualny SmartZone osiągnął silną pozycję na rynku w ciągu zaledwie jednego roku. Na dzień dzisiejszy ponad 700 klientów używa platformy kontrolera wirtualnego SmartZone, do zarządzania ponad 200 000 punktami dostępowymi. Virtual SmartZone jest znaczącym krokiem naprzód w zakresie budowy sieci zgodnej z architekturą Network Functions Virtualization (NFV), która przenosi kluczowe elementy sieciowe do warstwy programowej, umożliwiając ich uruchomienie na serwerach klasy enterprise.
„Ruckus po raz kolejny toruje drogę innowacjom Wi-Fi, dzięki czemu dostawcy i przedsiębiorstwa mogą łatwiej wirtualizować i optymalizować swoje sieci”, powiedział Greg Beach, wiceprezes ds. zarządzania produktami w Ruckus Wireless. „Oddzielenie warstwy kontrolnej i transmisji danych zapewnia znaczącą elastyczność, przewagę kosztową i wydajnościową dla sieci WI-FI, które obsługują tysiące urządzeń i punktów dostępowych.”
Virtual SmartZone Data Plane zapewnia elastyczne i ekonomiczne podejście do agregacji i tunelowania danych dla potrzeb określonych aplikacji lub polityk bezpieczeństwa. Tradycyjny model tunelowania oparty o dedykowane rozwiązania wbudowane w funkcjonalność kontrolera sieci WI-FI wymaga zastosowania drogich kontrolerów fizycznych, które trzeba replikować w każdej lokalizacji. Prowadzi to do wzrostu kosztu rozwiązania i kompleksowych zmian w zakresie konfiguracji elementów sieciowych przedsiębiorstwa. W przeciwieństwie do tradycyjnego drogiego i skomplikowanego w rozwoju systemu tunelowania w oparciu o tradycyjne kontrolery, vSZ-D wirtualizuje funkcjonalność warstwy tunelowania i kontroli danych umożliwiając elastyczne uruchomienie tunelowania w zależności od potrzeb przedsiębiorstwa.
Funkcjonalnie, wirtualna warstwa transmisji danych vSZ-D jest zarządzana przez kontroler Virtual SmartZone, umożliwiając niezależne skalowanie warstwy kontrolnej i transmisji danych. vSZ-D mogą być wdrażane w rozproszonych lokalizacjach lub centralnie, pozwalając na maksymalną elastyczność w budowaniu i transmisji danych w sieci WI-FI. Projekt oparty na NFV eliminuje ograniczenia fizycznego sprzętu i położenia geograficznego.
Kontrolery Virtual SmartZone oferują ogromną elastyczność: skalowalność do 300 000 podłączonych urządzeń, zapewniają obsługę na jednej platformie wielu osobnych przedsiębiorstw w trybie multi-tenant, a elastyczny model licencjonowania pozwala na stopniową rozbudowę systemu (WiFi-as-you–grow), tak by dostosować go do zmieniających się potrzeb biznesowych. Oprogramowanie kontrolera SmartZone obsługuje wszystkie wewnętrzne i zewnętrzne bezprzewodowe punkty dostępu Ruckus ZoneFlexTM.
Kluczowe cechy vSZ-D to:
Tunelowanie danych z możliwością szyfrowania warstwy transmisyjnej: Możliwość szyfrowania ruchu dla każdego rodzaju tunelowania transmisji danych, w tym enkrypcję ruchu typu gościnnego; szyfrowane ruchu z urządzeń typu Point-of-Sale dla osiągnięcia zgodności z PCI; ruchu VoIP oraz ruchu wymiany danych podczas przełączania użytkownika pomiędzy punktami dostępowymi ( ang. roaming)
Dynamiczne skalowanie warstwy transmisji danych: Zapewnia skalowalność i elastyczność dla dużych sieci wymagających transmisji danych na poziomie 1Gbps, 10Gbps lub większej. System zapewnia automatyczne dostosowanie się do potrzeb transmisji danych z dynamiczną alokacją zasobów wraz ze wzrostem przepustowości.
Architektura klastrowa: Zapewnia skalowalność i elastyczność dla wdrożeń obsługujących do 30 000 punktów dostępu i 300 000 urządzeń. Pojedynczy kontroler Virtual SmartZone może zarządzać maksymalnie dwoma instancjami vSZ-D, a klaster czterech kontrolerów może obsługiwać do 8 instancji vSZ-D.
Wsparcie wielu hypervisor’ów Oprogramowanie vSZ-D może być uruchomione na hypervisorze VMware vSphere i KVM (OpenStack). vSZ-D jest dostępny jako rozszerzenie istniejących kontrolerów Virtual SmartZone z portfolio Ruckusa – oferowanych w wersji „high-scale” (vSZ-H) dla operatorów i dużych przedsiębiorstw, oraz w wersji „essential” (vSZ-E) dla dużych i średniej wielkości przedsiębiorstw. Oprogramowanie vSZ-D wymaga wersji 3.2 kontrolera vSZ-H lub vSZ-E. Ceny vSZ-D zaczynają się od 995 USD za instancję obsługującą do 1 Gbps transmisji danych. Oprogramowanie Virtual SmartZone rozszerza technologię Smart Wi-Fi, która przyczyniła się do sukcesu marki Ruckus, w tym BeamFlex™+ unikalnej technologii anten adaptacyjnych, ChannelFly™ predykcyjnego doboru optymalnego kanału pracy punktu dostępowego, SmartMesh™ samo-organizujących się sieci kratowych oraz funkcjonalności Dynamic PSK™. Rozwiązania te pomagają Ruckusowi dostarczać wydajną, niezawodną, skalowalną i bezpieczną bezprzewodową sieć Wi-Fi dla operatorów i przedsiębiorstw.
Toyota Mirai, najbardziej przełomowy pojazd dekady, przyjechał do Warszawy. Samochód wyposażony we własną małą elektrownię, który emituje wyłącznie wodę, to najnowocześniejszy pojazd na świecie. Już dziś Polacy mogą się przekonać, jaką przyszłość motoryzacji Toyota kreuje na następne 100 lat.
Mirai będzie bohaterem dzisiejszej konferencji poświęconej europejskiemu projektowi HIT-2-Corridors. Projekt powstał w celu zbudowania w Europie zintegrowanej sieci infrastruktury tankowania wodoru. Jednym z omawianych zagadnień będą perspektywy rozwoju tej technologii na polskim rynku. Konferencja odbędzie się w siedzibie Instytutu Transportu Samochodowego przy ul. Jagiellońskiej 80 w Warszawie. Wezmą w niej udział przedstawiciele rządu, Sejmu oraz specjaliści różnych branż.
We wtorek Mirai uświetni stanowisko Toyoty podczas ogólnopolskich targów Fleet Market, corocznej imprezy adresowanej do przedsiębiorców, managerów flotowych oraz specjalistów w dziedzinie flot samochodowych.
Mirai jest pierwszym samochodem seryjnym Toyoty wykorzystującym wodorowe ogniwa paliwowe. Pobierany z baku wodór podlega w nich reakcji z tlenem, dając prąd służący do zasilania silnika elektrycznego. W ten sposób likwidujemy problemy znane z dotychczasowych aut elektrycznych – długi czas ładowania akumulatorów (bak Mirai tankujemy do pełna w czasie zaledwie 3 minut), zdecydowanie poprawiamy zasięg (od 500 do 700 km) oraz zapewniamy taką samą jak w autach konwencjonalnych funkcjonalność (brak dodatkowych akumulatorów pozwala skorzystać z pełnowymiarowego bagażnika oraz przestronnego przedziału pasażerskiego). Jest to przełomowe rozwiązanie. Mirai nie emituje żadnych spalin i zapewnia zasięg, komfort jazdy oraz wygodę obsługi na takim samym poziomie jak konwencjonalne samochody klasy średniej z automatyczną skrzynią biegów. Auto prowadzi się bardzo płynnie i pewnie, dzięki maksymalnej mocy 155 KM zapewnia wysoką dynamikę (0 – 100 km/h w 9,6 s), a dostępny w każdym zakresie obrotów maskymalny moment obrotowy pozwala nim bardzo pewnie wyprzedzać.
Ogniwa paliwowe
Nazwa
Zespół ogniw paliwowych Toyoty
Typ
Ogniwa paliwowe z elektrolitem polimerowym
Gęstość mocy
3,1 kW/L
Moc maksymalna
114 kW (155 KM)
System nawilżania
Wewnętrzna cyrkulacja (bez nawilżacza)
Zbiorniki sprężonego wodoru
Liczba zbiorników
2
Ciśnienie wodoru
70 MPa (ok. 700 barów)
Procentowe stężenie wagowe
5,7 wt%
Wewnętrzna pojemność zbiorników
122,4 l (zbiornik przedni: 60 l; zbiornik tylny: 62,4 l)
Najważniejszym tematem na rynkach są obecnie spekulacje na temat dwóch, wydaje się pewnych, wydarzeń: wzrostu stóp procentowych w USA oraz zwiększenia luzowania ilościowego w strefie euro. To w oczekiwaniu na nie euro od miesięcy traci wobec dolara.
Piątkowe popołudnie upłynęło na wysłuchiwaniu komunikatów członków zarządów banków centralnych. Dlaczego te konferencje prasowe są takie ważne? Nad rynkami wiszą dwa ważne wydarzenia. Jest to wzrost stóp procentowych w USA oraz zwiększenie skali luzowania ilościowego. Większość analityków jest zgodna, że nastąpią one w niedalekiej przyszłości. To co różni poglądy ekspertów to termin wejścia w życie oraz skala tych zjawisk. Zarówno w przypadku wzrostu stóp procentowych, jak i drukowania euro głównym efektem będzie dalsze umacnianie się euro wobec dolara.
Już teraz kurs głównej pary walutowej znajduje się 25% niżej niż półtora roku temu. Tak silny spadek wynika przede wszystkim z różnicy w konkurencyjności obydwóch organizmów gospodarczych. USA szybciej wyszły z najgłębszej fazy kryzysu i zakończyły druk dolarów. Unia Europejska dopiero jest na tym etapie. Słabsza waluta wspiera gospodarkę, natomiast pomimo tak silnego osłabienia strefa euro dalej nie jest wystarczająco konkurencyjna. Główne pytanie, które zadają sobie analitycy teraz to: jak daleko może się euro osłabić wobec dolara, jeżeli dojdzie do wzrostu stóp procentowych w USA i wprowadzi się luzowanie ilościowe w Europie. Z jednej strony wszyscy są godni, że to ważne wydarzenia na rynku, z drugiej strony rynki od miesięcy podążają, przewidując te wydarzenia. W rezultacie może się okazać, że jak w końcu dojdzie do podwyżki stóp/zwiększenia luzowania, a zdarzenie to będzie słabe, rynki mogą nie zareagować lub wręcz doprowadzić do umocnienia euro. Np. jeżeli teraz w cenach jest wyraźny wzrost stóp procentowych a podwyżka będzie minimalna z jasnym komunikatem, że to koniec cyklu na najbliższe pół roku mogłoby dojść do umacniania się europejskiej waluty.
Dzisiaj od rana obserwujemy publikacje wstępnych wyników indeksów PMI. Łączny indeks dla strefy euro wyniósł 52,8 punktów wobec oczekiwanych 52,2 punktów. Głównym sprawcą tej miłej niespodzianki są Niemcy. Tamtejszy indeks okazał się lepszy od oczekiwań również o 0,6 pkt. Francja wypadła minimalnie powyżej oczekiwań. Indeks dla usług również był o 0,6 pkt lepszy dla całej strefy euro i ponownie zawdzięczamy to głównie wynikowi Niemiec.
Dzisiaj w Japonii odbywa się Święto Dziękczynienia za Pracę. Jest to dzień wolny, co wpływa na mniejszą liczbę publikacji. Dzisiaj oprócz licznych wystąpień członków banków centralnych warto zwrócić uwagę na dane z USA. O 15:45 poznamy wstępny odczyt indeksu PMI dla przemysłu.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 23.08.2015 do 23.11.2015
Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2150 a następnie minima w okolicach 4,1800.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 23.08.2015 do 23.11.2015
Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9050.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 23.08.2015 do 23.11.2015
Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9950. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9650.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 23.08.2015 do 23.11.2015
Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0700. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.
Droga do problemów z płynnością finansową jest znacznie krótsza, niż mogłoby się wydawać. Taka sytuacja może przytrafić się każdemu i wbrew pozorom nie dotyczy ona tylko firm, ale też osób prywatnych. Często zaczyna się od szybkiej pożyczki gotówkowej, która nie wystarcza jednak na niezaplanowany wydatek, np. naprawę samochodu. To sprawia, że zaczynamy myśleć o kolejnej pożyczce, na „podreperowanie” domowego budżetu. Kiedy w skrzynce znajdujemy listy z wezwaniem do zapłaty, ogarnia nas przerażenie. Co robić w takiej sytuacji? Jak wydostać się z pętli zaciągania kolejnych zobowiązań? Eksperci Grupy Casus Finanse, należącej do międzynarodowej Grupy Lindorff, podpowiadają, jak najlepiej poradzić sobie w takiej sytuacji.
Przeanalizuj swój budżet
Przede wszystkim, przy podejmowaniu finansowych zobowiązań nie działajmy pochopnie – pośpiech jest złym doradcą. Jeśli potrzebujemy dodatkowej gotówki, warto odpowiedzieć sobie na pytanie – czy mnie na nią stać? Zróbmy więc analizę naszego budżetu, tworząc listę miesięcznych wydatków. Powinny znaleźć się na niej opłaty za mieszkanie, jedzenie, rachunki i inne koszty, jak np. te związane z użytkowaniem samochodu. Nawet jeżeli po ich podliczeniu wychodzimy na plus, nie oznacza to jeszcze, że jesteśmy w stanie wziąć kolejny kredyt czy pożyczkę. Należy mieć także na uwadze niespodziewane wydatki, takie jak leki, naprawa samochodu czy awarie w mieszkaniu. Eksperci radzą, aby przeznaczyć na nie ok. 30% kwoty, która zostaje nam po odliczeniu miesięcznych kosztów stałych. Dopiero pozostałe na koncie środki możemy uznać za nadwyżkę, z której – w przypadku zaciągnięcia kredytu – bez problemu opłacimy ratę. Analiza domowego budżetu wymaga wprawdzie czasu, skupienia i skrupulatności, ale jest niezbędna, ponieważ może nas ustrzec przed niebezpieczną pętlą zaciągania kolejnych zobowiązań. Dla osób, które mają już nieuregulowane płatności, taka analiza może przynieść dodatkowe korzyści i wskazać, z których niepotrzebnych wydatków warto zrezygnować, aby spłacić nasze należności.
Informuj o kłopotach
Jeśli mamy już zaciągnięte zobowiązanie, którego nie jesteśmy w stanie spłacać, w pierwszej kolejności powinniśmy poinformować o naszym kłopocie i jego przyczynie naszego wierzyciela (bank, firmę pożyczkową lub firmę zarządzającą wierzytelnościami, jeśli nasze zobowiązanie jest już w jej obsłudze). Szybkie działanie znacząco zwiększa szanse kredytobiorcy na znalezienie wspólnie z wierzycielem satysfakcjonującego dla obu stron rozwiązania. Wiele spraw udaje się rozwiązać na drodze negocjacji. Jak informują eksperci Grupy Casus Finanse, należącej do międzynarodowej Grupy Lindorff, ukrywanie kłopotów finansowych nie pomaga w rozwiązaniu sytuacji. Jeśli doprowadzimy do opóźnienia w spłacie pożyczki lub kredytu, zostaną doliczone odsetki, rosnące z każdym kolejnym miesiącem i powiększające nasze zobowiązanie. Warto więc reagować na kontakt ze strony negocjatora. Jeśli natomiast w naszej skrzynce znajdują się wezwania do zapłaty – nie ignorujmy ich. Podjęcie dialogu daje możliwości wyjścia z trudnej sytuacji, zawsze jest bowiem szansa na wydłużenie terminu płatności czy zmniejszenie wysokości miesięcznej raty.
Pomyśl o ugodzie
Najlepszym wyjściem z sytuacji przeterminowanych zobowiązań może okazać się ugoda. To coraz bardziej popularne rozwiązanie, na jakie decydują się osoby ze zobowiązaniem dłużnym. Jest porozumieniem pomiędzy osobą z nieuregulowanymi należnościami a wierzycielem, które zmienia postanowienia pierwotnej umowy pożyczkowej lub kredytowej. Po jego podpisaniu strony obowiązują nowe ustalenia dotyczące np. miesięcznej wysokości raty czy łącznej ich liczby. Ugoda jest uniwersalna z dwóch powodów: przywraca poczucie godności, ponieważ osoba z nieuregulowanymi płatnościami zaczyna wywiązywać się ze swoich zobowiązań, a jednocześnie daje pewność, że tak długo jak realizuje ona postanowienia ugody, nie spotka jej żadna przykrość w postaci działań sądowych czy komorniczych. Przymuszanie sądowne czy egzekucyjne generuje tylko jeszcze wyższe koszty po stronie klienta, a nie przynosi nikomu tak naprawdę szybkiej korzyści. Tą szybką korzyścią dla obu stron jest ugoda, która daje gwarancję i bezpieczeństwo.
Każdy z nas narażony jest na utratę płynności finansowej. Brak pracy, problemy rodzinne czy zdrowotne – ich konsekwencją mogą być właśnie trudności w regulowaniu zobowiązań w terminie. Dlatego najważniejsze jest działanie – udawanie, że problemu nie ma lub zniknie sam nic nie da. Natomiast szczera i szybka reakcja może sprawić, że zaczniemy znowu regularnie spłacać raty – tym samym będziemy mogli odetchnąć z ulgą.
Niebawem zlikwidowana zostanie luka prawna, która dotychczas pozwalała „przedsiębiorczym” przyszłym mamom w łatwy sposób uzyskać bardzo wysoki zasiłek macierzyński. Niestety okazało się, że potrzebne zmiany uderzyły również w osoby uczciwie prowadzące własny biznes. Wydaje się jednak, że znaleziono rozwiązanie tego problemu.
Tomasz Kaczorowski, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu Adam Puchacz, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Do tej pory, zakładając działalność gospodarczą nawet na miesiąc przed porodem i uiszczając jednocześnie najwyższą składkę chorobową w wysokości 3.666,34 zł, „przedsiębiorcze” przyszłe mamy mogły liczyć na wypłacany przez rok zasiłek macierzyński w wysokości około 6 tys. zł miesięcznie. W ten sposób, inwestując jednorazowo nieco ponad 3,5 tys. zł, można było uzyskać nawet 72 tys. zł w ciągu roku. Wszystko to działo się zgodnie z prawem. Jednak już niebawem nie będzie to możliwe.
Nim wejdą zmiany
Do momentu wejścia w życia zmian, podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego dla kobiet-przedsiębiorców stanowi zadeklarowana miesięcznie kwota składki. Nie może być ona wyższa niż 250% ani niższa niż 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia za okres 12 miesięcy kalendarzowych poprzedzających miesiąc porodu. Oznacza to zatem, że musi zmieścić się w przedziale 2 247,60 zł – 9 365 zł. Podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego przedsiębiorcy oblicza się jednak uwzględniając jedynie okres nieprzerwanego ubezpieczenia chorobowego z tytułu działalności gospodarczej. Sam zasiłek przysługuje natomiast już bez okresu wyczekiwania, czyli od pierwszego dnia ubezpieczenia.
Ponieważ podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego w przypadku zgłoszenia do ubezpieczenia chorobowego krótszego niż 12 miesięcy stanowiły do tej pory jedynie składki za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia, dotychczasowa konstrukcja prawna dawała możliwość otrzymania bardzo wysokiego miesięcznego zasiłku macierzyńskiego przy opłaceniu relatywnie niskich składek.
Na dotychczasowych zasadach
Przykład 1
Kobieta prowadząca działalność gospodarczą, która do tej pory nie zdecydowała się na opłacanie składek na dobrowolne ubezpieczenie chorobowe, zgłosiła się do tegoż ubezpieczenia na pełny miesiąc kalendarzowy przed porodem, a jako podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne (w tym ubezpieczenie chorobowe) zadeklarowała kwotę 250% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia. Wówczas otrzyma ona od ZUS-u (po potrąceniu kwoty odpowiadającej 13,71% podstawy wymiaru składki oraz 18% zaliczki na podatek dochodowy) zasiłek macierzyński w wysokości 7 003,25 zł przez okres 26 tygodni.
Przykład 2
Kobieta, która wcześniej zgłosiła się do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego, opłacając jednocześnie składki na ubezpieczenia społeczne w najniższej z dostępnych wysokości, miała możliwość uzyskania zasiłku macierzyńskiego w wysokości 7 003,25 zł. W tym celu musiała jednak wyrejestrować się z dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego na co najmniej 31 dni, a następnie ponownie przystąpić do tego ubezpieczenia i opłacić minimum jedną składkę od maksymalnej podstawy.
W obu powyższych przypadkach dotychczas nie można było mówić o wyłudzaniu czy nadużyciach, ponieważ wysokość obliczonego zasiłku wynikała z obowiązujących przepisów. Potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z 12 kwietnia 2012 r. (I UK 350/11) stwierdzając, że ZUS nie może ingerować w wysokość deklarowanej przez ubezpieczonego podstawy wymiaru składek, jeżeli mieści się ona w granicach ustawowych.
Od kiedy zmiany
Mimo, że przedstawione działania przyszłych matek były legalne, Zakład Ubezpieczeń Społecznych dążył do ich zanegowania. Dlatego dotychczasową praktykę przedsiębiorców zmieni nowelizacja ustawy z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, której wejście w życie planowano na 1 listopada 2015 r. Jednak ze względu na sprzeciw środowiska reprezentującego prowadzące działalność przyszłe matki, ówczesny Minister Pracy i Polityki Społecznej zobowiązał się do wdrożenia działań umożliwiających przedłużenie vacatio legis o dwa miesiące, czyli do 1 stycznia 2016 roku. Okazało się bowiem, że wprowadzane zmiany – choć niezbędne, bo blokujące możliwość wyłudzania świadczeń przez nieuczciwe kobiety, które zakładały firmy tuż przed porodem – uderzają również w osoby, które uczciwie prowadzą działalność oraz odprowadzają z tego tytułu regularne składki, ale nie zdążą urodzić przed wejściem w życie nowych przepisów. I tak, kobiety opłacające składki w wysokości preferencyjnej, po odprowadzaniu ich przez okres krótszy niż dwa lata, otrzymałyby świadczenie w kwocie 17,77 zł miesięcznie.
Zgodnie z obietnicami ministerstwa złożonymi podczas sierpniowych spotkań z przedstawicielkami kobiet prowadzących działalność, we wrześniu przez parlament pomyślnie przeszedł projekt ustawy umożliwiającej wydłużenie vacatio legis i przesunięcie wejścia w życie zmian o 2 miesiące. Dokument podpisał też prezydent, nowe przepisy zaczną więc obowiązywać 1 stycznia 2016 r., czyli razem z nowelizacją ustawy o świadczeniach rodzinnych, która przewiduje wypłatę świadczenia rodzicielskiego w wysokości 1 tys. zł miesięcznie wszystkim (także nieubezpieczonym) rodzicom, którym urodzi się dziecko. Dzięki tym zmianom, w sytuacji, w której zasiłek macierzyński będzie niższy niż świadczenie rodzicielskie, wprowadzona zostanie minimalna wysokość netto zasiłku macierzyńskiego na poziomie 1 tys. zł.
Jak będzie po zmianach
Po wejściu w życie zmian, podstawę wymiaru zasiłku macierzyńskiego przedsiębiorcy, który podlegał ubezpieczeniu chorobowemu krócej niż 12 miesięcy kalendarzowych, będzie stanowiła suma:
1) przeciętnej miesięcznej najniższej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe (60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego) po odliczeniu 13,71% podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie chorobowe, za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia, z których przychód podlega uwzględnieniu w podstawie wymiaru zasiłku, oraz
2) kwoty stanowiącej iloczyn 1/12 przeciętnej kwoty zadeklarowanej jako podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, w części przewyższającej najniższą podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie chorobowe, po odliczeniu 13,71% podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie chorobowe, za pełne miesiące kalendarzowe ubezpieczenia, z których przychód podlega uwzględnieniu w podstawie wymiaru zasiłku, oraz liczby tych miesięcy.
Kogo obejmą nowe zasady?
O tym, czy kobieta będzie podlegała nowym czy jeszcze obowiązującym przepisom, zdecyduje dzień urodzenia dziecka, czyli moment nabycia prawa do zasiłku macierzyńskiego. Zgodnie z art. 22 ustawy nowelizującej, jeżeli kobieta urodzi dziecko przed wejściem w życie zmian, obliczanie i wypłata zasiłku macierzyńskiego nastąpi według dotychczasowych zasad przez cały okres jego pobierania.
Warto również pamiętać, że omawiane zasady nie będą obejmować osób, które zatrudnione są na etacie i równocześnie prowadzą działalność gospodarczą. W ich przypadku zasiłek macierzyński wypłacany jest i będzie włącznie z tytułu umowy o pracę.
Medyczna grupa Neuca deklaruje, że w tym roku zrealizuje zaplanowany w strategii zysk. Spółka miała dobre trzy pierwsze kwartały, po których udało jej się przekroczyć 10-proc. poziom marży brutto. Zapowiada także dalszy wzrost rentowności, choć tempo rozwoju rynku hurtu aptecznego słabnie.
Neuca tworzy w Polsce sieć przychodni, zarządza własnymi markami produktów farmaceutycznych, świadczy usługi reklamowe i tworzy systemy informatyczne na rynku ochrony zdrowia. Jej główna działalność związana jest ze sprzedażą hurtowa farmaceutyków. W zeszłym roku za ponad 200 mln zł spółka przejęła sieć hurtowni ACP Pharma.
– Od dłuższego czasu, po akwizycji grupa ACP Pharma, pozostajemy na poziomie blisko 29 proc. udziału w rynku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Dzik, wiceprezes zarządu ds. finansowych Neuca. – Natomiast naszym priorytetem jest praca nad zwiększeniem marży. Po III kw. tego roku udało nam się zrealizować rekordowe w skali dotychczasowych doświadczeń firmy poziomy marży brutto przekraczające 10 proc. i to pozostaje naszym priorytetem.
Marża brutto na sprzedaży w trzech kwartałach wyniosła 9,64 proc., a w III kw. już 10,11 proc. Spółka wypracowała w tym czasie 24,8 mln zł zysku netto, o 105 proc. więcej niż przed rokiem, a bez uwzględnienia zdarzeń jednorazowych wynik netto wzrósł o 75 proc. Po trzech kwartałach grupa zarobiła niemal 78,4 mln zł, o jedną trzecią więcej niż przed rokiem. Skokowy wzrost wyników to w dużej mierze efekt pełnego wykorzystania korzyści z integracji z ACP Pharma, zwiększającej się wartości rynku oraz rosnących zysków ze sprzedaży produktów własnych. Jednocześnie wynik oznacza, że w trzy kwartały Neuca zrealizowała 79,2 proc. prognozy finansowej na cały rok.
– Te wyniki, które pokazaliśmy po III kw., bardzo dobrze predestynują nas do tego, żeby potwierdzić realizację prognozy na niezmienionym poziomie– mówi Grzegorz Dzik. – Po raz kolejny uzyskaliśmy najwyższe wyniki w historii w ujęciu narastającym po trzech kwartałach. Na poziomie zysku netto zrealizowaliśmy blisko 80 mln zł i jesteśmy coraz bliżsi realizacji naszej rocznej prognozy finansowej na poziomie 100 mln zł netto na koniec roku.
Na wyniki firmy wpłynęła dobra koniunktura na rynku hurtu aptecznego. Perspektywy na następny rok dla tego rynku nie są już jednak tak imponujące – ocenia wiceprezes zarządu ds. finansowych Neuca.
– W ujęciu narastającym po trzech kwartałach rynek urósł w tym roku o 6,5 proc. natomiast z kwartału na kwartał obserwowaliśmy zmniejszoną dynamikę wzrostu tego rynku. W III kw. było to nieco powyżej 3 proc. Spodziewamy się, że IV kw. przyniesie jeszcze mniejszy wzrost rynku rok do roku na poziomie między 2 a 3 proc. Myślę, że rok zamkniemy skalą wzrostu na poziomie między 4 a 5 proc. rok do roku.