Inwestycja we własną instalację fotowoltaiczną może uchronić małe i średnie firmy przed wzrostem wydatków na zakup i dystrybucję energii

CEO Magazyn Polska

Choć zakup instalacji fotowoltaicznej to koszt rzędu 200–300 tys. zł, to inwestycja pozwala zmniejszyć ryzyko wzrostu kosztów sprzedaży i dystrybucji energii elektrycznej w przyszłości. Na rynku istnieje wiele form dofinansowania inwestycji tego typu. Zainteresowani mogą skorzystać z tradycyjnych narzędzi, jak np. leasing, oraz z programów Bocian i Prosument prowadzonych przez NFOŚiGW.

Coraz więcej firm dostrzega korzyści płynące z posiadania własnej instalacji fotowoltaicznej. Inwestycja we własne panele słoneczne zabezpiecza przed ryzykiem wzrostu kosztów sprzedaży i dystrybucji energii elektrycznej w przyszłości.

– Koszty dystrybucji rosną rokrocznie o 1 do nawet 3 proc., więc w skali 30 lat, bo taki jest cykl życia instalacji fotowoltaicznej, daje to do dość duże oszczędności. W związku z tym firmy, kupując instalację fotowoltaiczną, mogą zabezpieczyć swoją produkcję poprzez odbiór energii po z góry znanej cenie – tłumaczy Paweł Owczarski, prezes firmy Polski Prąd.

Spółka uruchomiła w sierpniu sprzedaż instalacji fotowoltaicznych dla małych i średnich firm. W ciągu dwóch miesięcy zgłosiło się do niej około 40 firm, które złożyły zamówienia na instalacje za łącznie 5 mln zł.

Koszt instalacji fotowoltaicznej o mocy 40 kW to wydatek 200–300 tys. zł. Jak jednak podkreśla Paweł Owczarski, na rynku istnieje wiele możliwości dofinansowania tego typy inwestycji. W tym celu przedsiębiorcy mogą skorzystać zarówno z takich rozwiązań, jak np. leasing, jak i z programów prowadzonych przez wojewódzkie fundusze ochrony środowiska.

– Większość naszych klientów korzysta właśnie albo z leasingu, albo z kredytów, które oferuje Bank Ochrony Środowiska także we współpracy z WFOŚiGW. Bocian to  program dla dużych instalacji, powyżej 41 kW, więc siłą rzeczy niewielu klientów z niego korzysta – mówi prezes spółki Polski Prąd.

W ramach programu Bocian, prowadzonego przez NFOŚiGW, można uzyskać pożyczkę nawet do 85 proc. kosztów kwalifikowanych inwestycji, jest on jednak skierowany do większych odbiorców. Dla małych i średnich firm przygotowano program Prosument, w którym można liczyć na kredyt preferencyjny i dotację w wysokości 20 lub 40 proc. Jest to linia dofinansowania na zakup i montaż mikroinstalacji odnawialnych ze źródłem energii o mocy do 40 kW. Budżet na latach 2014–2022 wynosi 800 mln zł. W pierwszym naborze, zakończonym w lipcu, do NFOŚiGW wpłynęło ponad 4,3 tys. wniosków o łącznej wartości ponad 244,7 mln zł. Drugi nabór powinien rozpocząć się niebawem. Tak jak w pierwszym jedynym współpracującym z programem bankiem będzie BOŚ. Nabór dla banków zakończył się z końcem września.

Jakub Borowski, Crédit Agricole: Od przyszłego roku ceny w Polsce zaczną rosnąć. Inflacja w przyszłym roku wyniesie ok. 1 proc.

CEO Magazyn Polska

Od początku przyszłego roku można oczekiwać powolnego powrotu inflacji. Nie znaczy to, że ceny w Polsce zaczną gwałtownie rosnąć. Na razie raczej ustabilizują się na niskim poziomie, a w perspektywie kolejnych miesięcy będą rosły o ok. 1 proc.

Czynnikami, które oddziałują w kierunku spadku cen w ujęciu rok do roku, są oczywiście ceny żywności – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole. Ten spadek będzie wyhamowywał, dlatego że będziemy się porównywać z bardzo niskimi poziomami cen żywności z ubiegłego roku. Pamiętamy, one były efektem wprowadzenia embarga rosyjskiego na import żywności z krajów Unii Europejskiej. Do tego dochodzą ceny paliw, które oczywiście są silnie powiązane z notowaniami cen ropy i kursu złotego.

Ceny w Polsce zaczęły maleć w połowie zeszłego roku, a między styczniem a kwietniem deflacja przekraczała 1 proc. We wrześniu, jak podał Główny Urząd Statystyczny w szybkim szacunku, była nawet głębsza niż w dwóch poprzednich miesiącach i sięgała 08 proc. rok do roku. Niskie ceny to efekt wzajemnych sankcji między Rosją a Unią Europejską, które doprowadziły do radykalnego ograniczenia eksportu polskiej żywności na Wschód. W rezultacie jej ceny na krajowym rynku spadły. Spadły też ceny paliw, gdy Stany Zjednoczone ograniczyły rosyjskie zyski z handlu ropą, zwiększając wydobycie i sprzedaż tego surowca.

Spodziewamy się, że w najbliższych miesiącach deflacja będzie coraz płytsza – prognozuje Jakub Borowski. – Będziemy zmierzać w kierunku dodatniego wskaźnika inflacji i ten dodatni wskaźnik inflacji osiągniemy w grudniu, najdalej w I kw. przyszłego roku. Potem inflacja będzie po takim dość wyraźnym wzroście utrzymywać się na poziomie zbliżonym do 1 proc. przez dłuższy czas.

Nadal można jednak oczekiwać, że inflacja będzie hamowana przez niskie i stabilne ceny paliw i żywności – to będą te dwa podstawowe czynniki, które sprawią, że nawet przy dość wyraźnej poprawie koniunktury obserwowanej w ostatnich kwartałach i wciąż dobrej sytuacji na rynku pracy w perspektywie najbliższych kilku kwartałów trudno będzie oczekiwać jakiegoś wyraźnego przyspieszenia inflacji.

Przy umiarkowanie stabilnym kursie złotego i stabilnych cenach paliw w najbliższych miesiącach, kwartałach, bo takie mamy założenia, ten deflacyjny wpływ cen paliw będzie stopniowo wygasał ocenia główny ekonomista Crédit Agricole. Natomiast, jeśli miałbym wskazać czynniki ryzyka dla tego scenariusza, to te czynniki ryzyka są ewidentnie w dół. One się wiążą głównie z sytuacją gospodarczą w Chinach, tu zakładamy lekkie spowolnienie wzrostu gospodarczego.

Jeżeli chińska gospodarka będzie się rozwijać wolniej, niż zakładano, spadnie eksport surowców do tego kraju. To będzie oznaczało spadki cen na światowych rynkach, a także w Polsce. Tymczasem wiele wskazuje na to, że wzrost PKB w Chinach nie osiągnie nawet zakładanych na ten rok 7 proc.

Wzrost będzie niższy, spodziewamy się, że to będzie 6,8 procmówi Jakub Borowski z Crédit Agricole. – Ale ta prognoza też jest obciążona ryzykiem w dół, tzn. istnieje niemałe prawdopodobieństwo, że gospodarka chińska wyhamuje silniej, a to będzie miało przełożenie na ceny surowców i wtedy ta deflacja utrzymywać się będzie nieco dłużej i będziemy mogli zobaczyć w Polsce kolejne spadki cen paliw.

Analitycy prognozują lepsze czasy dla spółek z polskiej giełdy. Poprawy można oczekiwać w branży budowlanej i deweloperskiej, handlu, sektorze bankowym i części spółek surowcowych

CEO Magazyn Polska

Dla dużych spółek na polskiej giełdzie wkrótce mogą nastać lepsze czasy. Analitycy oceniają, że np. kosztowne pomysły polityków dotyczące sektora bankowego mogą po wyborach zostać złagodzone. Koniunkturze w Polsce sprzyjają też inwestycje z budżetu Unii Europejskiej oraz możliwe odbicie światowych cen surowców. Natomiast wciąż niepewny jest los dużych spółek energetycznych.

Ceny miedzi na międzynarodowych rynkach spadają od czterech lat i tylko w ciągu ostatniego roku cena tego surowca spadła o ponad 22 proc. W rezultacie akcje KGHM-u, które trzy lata temu kosztowały niemal 200 zł, dziś można kupić za 90 zł. Sytuacja miedziowej spółki ma się jednak poprawić, bo niebawem może nastąpić odbicie na rynku surowców.

– W ostatnim czasie mieliśmy też spadki zapasów, czy to tych rejestrowanych przez giełdy, czy tych nierejestrowanych w Chinach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jarosław Antonik, członek zarządu odpowiedzialny za inwestycje i rozwój produktów KBC TFI. –  Wcześniej, przypomnę, miedź była używana też do takich swoistych transakcji finansowych. W związku z tym zapotrzebowanie na dodatkowe finansowanie ze strony przedsiębiorstw skutkowało tym, że rosły zapasy miedzi. Teraz te zapasy się wyraźnie skurczyły.

Problemy Polskiej Miedzi bledną jednak przy kłopotach światowego giganta wydobywczego, koncernu Glencore. Niskie ceny surowców połączone z nadmiernym wydobyciem sprawiają, że akcje firmy spadły w tym roku o blisko 70 proc. Część analityków obawia się, że ta jedna z największych na świecie firm wydobywczych może nawet upaść.

Jeśli chodzi o spółki czy sektory na polskim rynku, to obok zawirowań na rynkach światowych ogromny wpływ na ich notowania ma tocząca się kampania wyborcza. W ocenie Jarosława Antonika różne pomysły polityków, które wpływały ostatnio na spółki giełdowe, wraz ze zbliżającym się rozstrzygnięciem zaczynają łagodnieć.

– Wiele wskazuje na to, że takie drastyczne rozwiązania np. dla sektora bankowego się nie zadzieją. Mamy przesunięcie w kierunku chociażby podatku od transakcji finansowych, od opodatkowania banków jako takich. To jest znacznie lepsze rozwiązanie dla sektora bankowego, dlatego oczekiwałbym już pewnej stabilizacji tego sektora.

Niejasna jest natomiast przyszłość kosztownego dla branży energetycznej pomysłu, by ratowała ona polskie nierentowne górnictwo. Po zapowiedzi, że w miarę ostrożne rozwiązanie przyjęte przez rząd nie będzie akceptowane przez Unię Europejską, powstała obawa, że może zostać wybrane rozwiązanie jeszcze kosztowniejsze.

– Pojawiły się obawy, że jednak energetyka będzie musiała ponieść dość duży ciężar ratowania górnictwa – mówi członek zarządu odpowiedzialny za inwestycje i rozwój produktów KBC TFI. –  Oczywiście w długim terminie prawdopodobnie tak się skończy, że kopalnie zostaną zintegrowane z elektrowniami, co oczywiście po okresie restrukturyzacji nie musi być złym rozwiązaniem, ale po drodze na pewne wywoła to pewne turbulencje.

Zdaniem Antonika spółki, które zajmują się handlem detalicznym, powinny być teraz stabilne. Ciekawym sektorem powinno być też budownictwo, bo pieniądze unijne na inwestycje nadal szerokim strumieniem będą płynąć do Polski. Obecnie kończy się wydawanie środków z poprzedniej perspektywy, czyli unijnego budżetu na lata 2007–2013, a zaczyna z kolejnej, sięgającą roku 2020.

– Jeśli chodzi o wydatki chociażby na infrastrukturę, to nadal będą one duże i spółki budowlane będą na tym korzystały ocenia Jarosław Antonik z KBC TFI. – Dobra jest także sytuacja w budownictwie mieszkaniowym, deweloperzy nie mają problemu ze sprzedażą mieszkań, czemu służą chociażby niskie stopy procentowe. Tutaj też widzimy dobre perspektywy, zarówno dla tego segmentu deweloperskiego, jak i dla segmentu budownictwa.

Mniej niż połowa Polaków w grupie 55+ jest aktywna zawodowo. Obniżenie wieku emerytalnego jeszcze zmniejszy ten odsetek

CEO Magazyn Polska

Niecałe 44 proc. osób w wieku 55-64 lata jest aktywnych na rynku pracy. To jeden z niższych wskaźników w Europie. Obniżenie wieku emerytalnego może sprawić, że aktywnych zawodowo będzie jeszcze mniej. Stracą przede wszystkim kobiety. W efekcie zmian skurczy się liczba pracujących  do 14 mln w 2038 roku i 11 mln w 2060 roku. Mniejsze będą też wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury. Rocznie obniżenie wieku emerytalnego może kosztować Polskę nawet 20 mld zł.

Uważam, że prezydent Duda, powstrzymując podnoszenie wieku emerytalnego, robi niedźwiedzią przysługę przede wszystkim kobietom. Utrzymywanie zróżnicowanego wieku emerytalnego, 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, prowadzi do dyskryminacji kobiet na rynku pracy. Wpadają one w swego rodzaju pułapkę – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Dla pracodawców bardziej opłacalne staje się wówczas inwestowanie w mężczyzn, którzy na rynku pracy pozostaną kilka lat dłużej. Kobiety nie są wysyłane na szkolenia, w związku z tym stają się mniej atrakcyjne dla innego potencjalnego pracodawcy. Ekspert przewiduje, że mimo osiągnięcia wieku emerytalnego 60 lat, kobietom będzie zależeć na dalszej pracy. To efekt bardzo niskiej wyliczonej emerytury, głównie ze względu na długi przewidywany średni czas życia.

Kapitał jest podzielony na wiele miesięcy. Kobieta chciałaby wrócić do pracy, ale ma już zdezaktualizowane kwalifikacje, a pracodawca nie chce jej zatrudnić, ponieważ się nie doszkalała. Pracodawca, który sam nie wysyłał jej na kursy pozwalające podnieść kwalifikacje, woli zatrudnić osoby młodsze albo mężczyzn – tłumaczy Mordasewicz.

W efekcie wskaźnik zatrudnienia u osób w wieku 55-64 lata będzie coraz niższy. Z danych GUS-u wynika, że teraz pracuje co drugi mężczyzna i co trzecia kobieta i łączny wskaźnik zatrudnienia nie przekracza 50 proc. Dla porównania w Niemczech to ponad 65 proc., a w Szwecji – ponad 75 proc.

Obecnie wysokość emerytur jest uzależniona od sumy opłaconych składek na ubezpieczenie emerytalne i przeciętnego okresu pobierania świadczenia. Przy obniżonym wieku emerytalnym składek będzie mniej, a okres pobierania świadczenia dłuższy, dlatego emerytura będzie znacznie niższa niż przy wydłużonym wieku emerytalnym.

Kobieta w wieku 60 lat ma przed sobą jeszcze 23 lata życia. Jej kapitał dzieli się przez znacznie więcej miesięcy niż w przypadku 65-letniego mężczyzny. W starym systemie opłacało się przechodzić na wcześniejsze emerytury, ponieważ kobieta, która opóźniła przejście na emeryturę z 60 do 65 lat, dostałaby tylko o 10 proc. wyższą emeryturę. W nowym systemie kobieta może liczyć na emeryturę o 50 proc. wyższą – wskazuje ekspert Konfederacji Lewiatan.

Z danych Pracodawców RP wynika, że w przypadku pensji minimalnej (obecnie 1750 zł) emerytura wyniesie 954 zł, zaś po obniżeniu wieku emerytalnego – 880 zł. Im wyższe zarobki, tym większa różnica w świadczeniu. Przy pensji 2,5 tys. zł brutto emerytura wyniesie 1363 zł, po obniżeniu wieku – 1196 dla mężczyzny i 886 zł dla kobiety. Przy obecnej średniej krajowej (ok. 4 tys. zł brutto) świadczenie wyniesie 2181 zł. Przy wcześniejszym przejściu na emeryturę będzie to odpowiednio dla mężczyzn – 1913 zł, dla kobiety – 1385 zł.

Mordasewicz przekonuje, że niższy wiek emerytalny oznacza nie tylko niższe świadczenia, lecz także wymierne straty dla całej gospodarki.

Będziemy mieć mniejszą liczbę pracujących. W związku z tym zmniejszą się wpływy z podatków i składek na ubezpieczenia społeczne. Jednocześnie wrosną koszty, bo zwiększy się liczba osób pobierających emeryturę i wydatki na emerytury. W krótkim okresie może to być koszt rzędu 4 mld zł wynikający z tego, że około 100 tys. osób przeszłoby z grona pracujących do grona pobierających świadczenia – mówi Mordasewicz.

Obecnie na jednego emeryta przypada przeciętnie 3,9 osób w wieku produkcyjnym, w 2050 roku wskaźnik wyniesie 1,9. Mniejsza liczba pracujących to mniejsze wpływy do FUS. W ostatnich kilku latach dotacje do FUS wyniosły ok. 30 mld zł, po odwróceniu reformy emerytalnej – wydatki wzrosłyby do 140 mld zł w 2025 roku i 381 mld zł w 2035 roku.

Należy się spodziewać kosztów w wysokości 20 mld zł rocznie. Emerytury będą niższe, mniej osób będzie pracowało, a ogromna rzesza kobiet przechodzących w wieku 60 lat na emeryturę nie zgromadzi składek nawet na emeryturę minimalną. To oznacza, że wszyscy, jako podatnicy, będziemy musieli do tych osób dołożyć – tłumaczy ekspert.

Wyliczenia Konfederacji pokazują, że przy wieku emerytalnym 67 lat dla kobiet i mężczyzn w 2020 roku na rynku pracy może być o 1 mln osób więcej, a w 2040 roku – 2 mln. Po obniżeniu wieku do 60 i 65 lat w 2038 roku będzie pracować 14 mln i 11 mln w 2060 roku.

Samodzielne inwestowanie na rynku walutowym nie musi być trudne. Wystarczy uważna obserwacja trendów rynkowych

CEO Magazyn Polska

Inwestycje na Foreksie są łatwe – zapewniają przedstawiciele platform transakcyjnych. Wymagają tylko uważnej obserwacji rynku i umiejętności wyciągania celnych wniosków na temat panujących na nim trendów. Forex jest dostępny dla każdego, pozwala obracać pieniędzmi niemal bez przerwy, a dzięki nowoczesnym technologiom korzystać z jego możliwości można praktycznie wszędzie.  

Zasada jest prosta: kupować tanio i sprzedawać drogo. Handel na Foreksie, podobnie jak na giełdzie, opiera się na tym samym założeniu. Ponieważ walutami handluje się na całym świecie, a nowoczesne technologie zlikwidowały bariery dostępowe, to handel trwa prawie cały tydzień. Kluczowa jest umiejętność obserwowania trendów na rynku.

– Rynki poruszają się zgodnie z trendami – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Tomasz Uściński, dyrektor zarządzający HFT Brokers. Jeżeli widzimy, że dany wykres podąża w górę, to być może jest to dobry moment do tego, żeby zakupić dany instrument finansowy i popatrzeć, jak on się zachowa w przyszłości. Jeżeli obserwujemy trend spadkowy, to można zagrać, zajmując pozycję sprzedaży i po jakimś czasie zobaczyć, jaki to przyniosło efekt.

Jak podkreśla, Forex jest dla każdego, kto chce pomnażać swoje środki finansowe. Do gry może przystąpić każdy. Pierwszym krokiem powinno być poznanie działania platformy transakcyjnej. Dzięki rozwojowi nowoczesnych technologii platformy są dostępne zarówno w wersji stacjonarnej  na komputery, jak i mobilnej  na smartfony i tablety, co umożliwia śledzenie rynku i podejmowanie decyzji inwestycyjnych niemal bez przerwy.

Rynek praktycznie nie śpi – podkreśla dyrektor zarządzający HFT Brokers. – Notowania rozpoczynają się w niedzielę w godzinach wieczornych i kończą się w piątek wieczorem, zatem inwestorzy mogą skorzystać z możliwości inwestycyjnych, które pojawiają się na całym świecie w każdej strefie czasowej.

Drugim ważnym krokiem jest uważne śledzenie trendów na rynku.

– Na samym początku warto śledzić informacje ekonomiczne, które docierają do nas z portali internetowych czy wiadomości ekonomicznych – mówi Uściński. – Na tej podstawie można próbować wyrobić sobie własne zdanie na temat tego, czy opinia ekonomistów i analityków na temat tego, czy euro się będzie umacniało czy osłabiało, ma uzasadnienie, jeśli tak, to przeprowadzić odpowiednią transakcję. Z czasem ta wiedza powinna być uzupełniana o bardziej praktyczną i rozbudowaną wiedzę, która pozwoli nam zbudować własny algorytm podejmowania decyzji. Konsekwencja to podstawa sukcesu w inwestowaniu.

Dla osób, które chcą sprawdzić się w inwestowaniu z Foreksem, HFT Brokers uruchamia konkurs „Przewaga na starcie”. Przyszli inwestorzy mogą lokować w nim wirtualne środki – 10 tys. zł.

– Podstawowym celem konkursu jest pokazanie przyszłym inwestorom, że samodzielne inwestowanie nie jest wcale sprawą trudną – przekonuje Tomasz Uściński. – Do każdego z nas docierają informacje o zmieniających się cenach walut, kursach indeksów giełdowych czy podstawowych kruszców, jak złoto i srebro. Dlaczego nie wykorzystać tej wiedzy i nie spróbować swoich sił w konkursowym rachunku demonstracyjnym, który zasilony jest kwotą wirtualnych 10 tys. zł, co pozwoli każdemu początkującemu rozpocząć przygodę z rynkiem praktycznie bez żadnego ryzyka finansowego.

Osoba, która zarobi najwięcej, może wygrać samochód BMW i8. Wśród innych nagród jest wyjazd na wyścig finałowy Formuły 1 w Abu Zabi albo na imprezę organizowaną przez BMW. Prawdziwym zyskiem uczestników konkursu jest jednak wiedza i praktyka, która pozwoli im pomnażać zyski na Foreksie.

– Bardzo ważnym elementem naszego konkursu jest misja edukacyjna. Ponieważ każdemu, kto chce poznać zasady rynków finansowych, mamy do zaoferowania w miesiącu kilkadziesiąt szkoleń o różnej tematyce. Zarówno dla osób zupełnie początkujących, które chcą się dowiedzieć, na czym polega zmiana kursu np. pary walutowej euro-złoty, jak i dla osób nieco bardziej zaawansowanych, które chcą się dowiedzieć, w jaki sposób, korzystając z analizy technicznej, podejmować decyzje inwestycyjne wyjaśnia dyrektor zarządzający HFT Brokers.

Konkurs rozpocznie się 18 października, ale przyjmowanie zgłoszeń już ruszyło. Przez te kilka dni uczestnicy mają możliwość zapoznania się na sucho z funkcjonowaniem konkursowej platformy.

Blisko 60 proc. firm w odpowiedni sposób niszczy ważne dokumenty. Pozostałe narażają się na wyciek poufnych danych

CEO Magazyn Polska

59 proc. przedsiębiorstw niszczy dokumenty według norm uniemożliwiających wyciek danych. 15 proc. zleca to firmom zewnętrznym, a 8 proc. dokumenty w formie papierowej i cyfrowej traktuje jak zwykłe odpady komunalne. Niestety, to zwiększa ryzyko wycieku poufnych danych. W Polsce brakuje odpowiednich regulacji, które wskazywałby, w jaki sposób te materiały powinny być niszczone.

Według badania HSM Polska 53 proc. respondentów korzysta z niszczarek biurowych służących do utylizacji papierowych dokumentów. 70 proc. firm nie słyszało jednak nigdy o istnieniu polityki bezpieczeństwa informacji w związku z ich utylizacją.

Z jednej strony firmy coraz częściej są świadome, że dokumenty – zarówno papierowe, jak i w formie cyfrowej – należy niszczyć. Coraz więcej firm jest wyposażona w urządzenia do niszczenia dokumentów – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Sobaniec, ekspert z HSM Polska. – Z drugiej strony świadomość wśród ich użytkowników wciąż jest stosunkowo niska.

Tylko w 39 proc. firm znajdują się niszczarki do cyfrowych nośników danych (płyt CD/ DVD, twardych dysków i pendrive&HASH39;ów). Według respondentów aż w 76 proc. przypadków na takich nośnikach znajdują się poufne dane. 48 proc. respondentów zdarzyło się taki nośnik zgubić.

Niski stan świadomości przedsiębiorców i ich pracowników wynika przede wszystkim z braku jakichkolwiek regulacji dotyczących ochrony poufnych danych podczas utylizacji dokumentów. Z tego powodu dochodzi do niedopuszczalnych sytuacji, jak na przykład umieszczania niszczarki w ogólnodostępnych pomieszczeniach, zlecania utylizacji firmom outsourcingowym czy traktowania starych dokumentów jak zwykłych śmieci.

Zarówno ustawa o ochronie danych osobowych, jak i inne ustawy, które mówią o ochronie tajemnicy, nie wskazują wprost, w jaki sposób przedsiębiorca czy osoba prywatna mają się zabezpieczyć przed wyciekiem danych – tłumaczy Marcin Sobaniec. – Stąd też przedsiębiorcy czy osoby prywatne są zdani na swoją interpretację albo doradztwo producentów urządzeń do niszczenia dokumentów.

Póki takie wytyczne nie zostaną z góry narzucone, dobrą praktyką może być kierowanie się zachodnimi wzorcami. Na przykład niemieckimi normami DIN 66399, które dokładnie określają, w jaki sposób mają być utylizowane dokumenty oraz cyfrowe nośniki danych.

W najbliższych latach nacisk powinien być położony na to, aby edukować szeregowych pracowników, którzy odpowiedzialni są za bezpieczeństwo firmy – twierdzi Marcin Sobaniec. – Badania wskazują, że ponad połowa wszystkich wycieków danych, jakie mają miejsce na świecie, jest powodowana właśnie przez szeregowych pracowników, przez ich niewiedzę lub niedbalstwo.

Sprzedaż znaczków w sklepie filatelistycznym Poczty Polskiej rośnie o ponad 10 proc. rocznie. Dużą popularnością cieszą się specjalne wydania, np. z Janem Pawłem II

0

CEO Magazyn Polska

Co miesiąc do sklepu filatelistycznego Poczty Polskiej wpływa 25-30 tys. zamówień. Sprzedaż znaczków co roku rośnie o 10 proc. Niektóre wydania – upamiętniające ważne wydarzenie czy osoby – mają nie tylko wartość filatelistyczną, lecz także narodową. Przygotowywanie okolicznościowych edycji to dodatkowa aktywność Poczty Polskiej, która jest doceniana i w Polsce, i na całym świecie – podkreśla minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki.

Bardzo się cieszę, że Poczta Polska – niezależnie od tego, że bardzo dobrze sobie radzi na najbardziej zliberalizowanym w Europie rynku pocztowym – przypomina także Polakom o ważnych wydarzeniach historycznych, ważnych postaciach i datach, czyli wypełnia misję wynikającą ze statusu narodowego operatora – powiedział Andrzej Halicki podczas otwarcia wystawy filatelistycznej „Święty Jan Paweł II na znaczkach Poczty Polskiej” w warszawskim kościele św. Anny.

Jak podkreśla, Poczta Polska ma do tego odpowiednie narzędzie, jakim jest znaczek pocztowy. W sklepie filatelistycznym spółki aktywne konta ma blisko 40 tys. użytkowników. Miesięcznie kupują 25-30 tys. znaczków. Z roku na rok sprzedaż rośnie o ponad 10 proc.

Specjalne serie wydawane są najczęściej z okazji ważnych dla kraju wydarzeniach – ostatnio był to np. znaczek z okazji Oskara dla filmu „Ida” czy kanonizacji Jana Pawła II. Jak podkreśla Halicki, tę aktywność Poczty Polskiej doceniają nie tylko krajowi, lecz także zagraniczni miłośnicy filatelistyki i kolekcjonerzy.

– To są znaczki uważane za najpiękniejsze, a jednocześnie bardzo wartościowe, dla kolekcjonerów również, bo są to limitowane serie. Ale myślę, że niezależnie od tej filatelistycznej wartości godna podkreślenia jest także ta narodowa – dodaje minister administracji i cyfryzacji, który odpowiada za rynek pocztowy.

Na wystawie „Święty Jan Paweł II na znaczkach Poczty Polskiej” można zobaczyć fragmenty albumu zawierającego wszystkie emisje znaczkowe poświęcone papieżowi, jakie wykonano w ciągu ostatnich 35 lat. Za ten album spółka otrzymała godło „Teraz Polska”. Wystawę można oglądać w sanktuariach w Warszawie, Częstochowie, Wrocławiu i Krakowie. W oficjalnym otwarciu wystawy w warszawskim kościele św. Anny udział wziął kardynał Kazimierz Nycz, metropolita warszawski.

Istotą naszej misji jest również kultywowanie pamięci o ważnych dla narodu wydarzeniach i osobach. Niewątpliwie taką postacią jest papież Jan Paweł II, któremu staraliśmy się jako Poczta Polska towarzyszyć od samego początku jego pontyfikatu – mówi Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

Emisję „Kanonizacja Papieża Jana Pawła II” uznano w ubiegłym roku za najpiękniejszy na świecie znaczek poświęcony tematyce sakralnej. Wcześniej wyróżnienie św. Gabriela Poczta Polska otrzymała za emisje „Beatyfikacja Papieża Jana Pawła II” z 2011 roku i „25. rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki” z 2009 roku.

Nabywcy mieszkań coraz częściej wybierają kamienice. Kusi ich historia i klimat takich budynków

CEO Magazyn Polska

Osoby planujące zakup mieszkania coraz częściej szukają lokum w kamienicach. Kuszeni dobrą jakością wykonania, unikalnym klimatem, a także atrakcyjnymi cenami przechodzą z rynku pierwotnego na rynek wtórny. Trend ten chce wykorzystać spółka 2C Partners zajmująca się rewitalizacją starych kamienic, która w ciągu roku zwiększyła zysk netto o ponad tysiąc procent.

– Cały czas obserwujemy pozytywne dla nas zjawisko, kiedy klienci nauczeni doświadczeniami z mieszkań kupowanych u deweloperów chcą przenieść się jednak do starych, grubych murów, bardziej dźwiękoszczelnych – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Łukasz Tylec, prezes zarządu 2C Partners, spółki zajmującej się rewitalizacją i restrukturyzacją kamienic. – Klienci coraz częściej preferują mniejsze budynki z historią i klimatem.

Według danych serwisu Domy.pl 74 proc. osób szukających własnego M preferuje budynki zbudowane z cegły. 18 proc. klientów natomiast szuka mieszkania w blokach z wielkiej płyty. Ośmioprocentową popularnością cieszą się natomiast mieszkania zbudowane w technologii ramy H, czyli opartej na żelbetonowej konstrukcji wypełnionej cegłami lub pustakami.

Coraz większe zainteresowanie mieszkaniami w kamienicach widać po wynikach spółki 2C Partners, która w zeszłym roku sprzedała 41 lokali w odremontowanych kamienicach w porównaniu z 17 sprzedanymi rok wcześniej. Dzięki większej sprzedaży w 2014 roku przychody spółki wzrosły o 139 proc. do 9,5 mln zł, a zysk netto do 4,9 mln zł, czyli o 1070 proc. w porównaniu z 2013 rokiem.

Swój wybór klienci najczęściej tłumaczą solidnością wykonania. Ściany w budynkach z cegły są grubsze, stąd lepiej trzymają temperaturę i są bardziej dźwiękoszczelne. Atrakcyjności takim mieszkaniom dodaje często dobra cena. Taki lokal na warszawskiej Pradze można kupić już nawet za 6-7 tys. zł za metr kwadratowy.

– Najczęściej kupują od nas mieszkania osoby, które chcą w nich po prostu zamieszkać. Następną grupą klientów są osoby kupujące pod wynajem – mówi Łukasz Tylec. – Zdarza się też, że inwestorzy kupują je we wczesnym stadium renowacji, by później sprzedać. Ich jednak jest najmniej.

Podobnie jak na rynku pierwotnym największym zainteresowaniem cieszą się mieszkania małe i średnie, o powierzchni 40-50 mkw.

– Zdarza nam się zmieniać układ mieszkań z tego względu, że historycznie mieszkania były kiedyś budowane w trochę innym rozkładzie, mniej dopasowane do potrzeb aktualnego klienta i jeżeli jest taka potrzeba, to zmieniamy – wyjaśnia Tylec.

Na przyszły rok 2C Partners zapowiada projekty rewitalizacyjne na powierzchni około 5,6 tys. mkw. Rynek jest perspektywiczny, bo w stolicy jest kilkanaście tysięcy nieruchomości, które wrócą w najbliższych latach do swoich dawnych właścicieli.

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 14.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Urządzenia Surface dla biznesu

W ostatniej dekadzie nowe kategorie urządzeń mobilnych diametralnie odmieniły sposób pracy. Z badań przeprowadzonych przez Ipsos Mori na zlecenie firmy Microsoft wynika, że polscy managerowie zmieniają swoje przyzwyczajenia, a 55% z nich uważa, że technologie mobilne pozwalają oszczędzić czas i wpływają na wzrost produktywności. Ta zmiana przyzwyczajeń i sposobu pracy jest ważna o tyle, że w kontekście produktywności polskie przedsiębiorstwa wypadają blado na tle europejskich konkurentów. Komputery Microsoft Surface 3 i Microsoft Surface 4 Pro wychodzą naprzeciw tym zmianom.

Wybór

Do Polski urządzenia linii Surface firmy Microsoft trafią już w listopadzie tego roku. Z badań przeprowadzonych przez Microsoft wśród użytkowników tej linii wynika, że aż 98 procent poleca te komputery swoim znajomym i współpracownikom.

Laptop czy tablet?

Do niedawna wielu managerów stawało przed wyborem jakie urządzenie wybrać do codziennej pracy – tablet czy laptop. W konsekwencji rezygnowali z niektórych funkcjonalności lub kupowali oba urządzenia. Dla producentów sprzętu największym wyzwaniem było więc połączenie mobilności z wydajnością i możliwościami tworzenia treści. Wraz z pojawieniem się takich urządzeń jak Microsoft Surface zmienił się także model pracy – pozwalający nie tylko na konsumpcję treści, ale także pisanie, tworzenie dokumentów, opracowanie materiałów graficznych czy pracę z wymagającymi aplikacjami jak Photoshop czy AutoCAD.

Microsoft od dawna obserwował przyzwyczajenia managerów i analizował ich potrzeby. Dlatego stworzył linię Surface – rozwiązań, które zastępują laptop w codziennej pracy. To urządzenia, które korzystają z całego „software’owego dziedzictwa” środowiska Windows. Pozwalają one na wykorzystanie z klasycznego oprogramowania oraz dedykowanych aplikacji mobilnych, co jest kluczowe z punktu widzenia managera, który chce mieć dostęp do swojego pakietu Office, chmury OneDrive czy dedykowanych firmowych aplikacji klasy CRM czy ERP.” – twierdzi Sebastian Pawłowski z polskiego oddziału Microsoft.

laptop czy tablet

Ergonomia a efektywność biznesowa

W codziennej pracy bardzo ważna jest ergonomia. Urządzenia z linii Surface zostały wyposażone w pełnowymiarowe porty USB 3.0, micro USB, czy opcjonalną stację dokującą, pozwalającą na podłączenie urządzenie do dużego zewnętrznego wyświetlacza o wysokiej rozdzielczości i licznych akcesoriów. Dodatkowo wszystkie modele tej serii posiadają zintegrowaną podpórkę, wygodną klawiaturę i specjalnie zaprojektowane pióro, aby korzystanie z niego przypominało pisanie piórem na papierze. W komputerze Surface Pro 4 pióro Surface nowej generacji identyfikuje 1024 poziomy nacisku i charakteryzuje się niewielkim opóźnieniem, dzięki czemu użytkownik ma wrażenie, że pisze dobrej jakości długopisem po kartce papieru. Pióro posiada także gumkę oraz dedykowany przycisk do uruchamiania aplikacji do tworzenia rozbudowanych notatek OneNote.  Jeśli dodamy do tego wydajne procesory Intel (Atom x7 w Surface 3 i Core 6. generacji i5/i7 w Surface Pro 4) oraz 9/10-godzinny czas pracy na baterii to otrzymamy potężny i wydajny komputer, z którego można korzystać w biurze jak
i poza nim.

Rozwiązania klasy enterprise

Urządzenia linii Surface (Surface 3 oraz Surface Pro 4) w łatwy sposób dopasowują się do istniejącej infrastruktury, a system Windows 10 pomaga chronić przed współczesnymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa. Dział IT może skonfigurować urządzenie Surface tak, jak inne komputery PC, przyłączając je do domeny i zarządzając nim za pomocą już istniejących narzędzi. Układ TPM umożliwia korzystanie ze wszystkich zaawansowanych funkcji zabezpieczeń, takich jak szyfrowanie dysków funkcją BitLocker.  Jeśli dodamy do tego bezpieczne i wygodne narzędzia do pracy w chmurze jak OneDrive, wielu managerów i działów IT przekona się, że nowa kategoria urządzeń pozwoli na jeszcze lepsze wykorzystanie infrastruktury informatycznej oraz podniesienie efektywności pracy.

rozwiazania klasy enterpriseModel sprzedaży

Urządzenia Microsoft Surface 3 oraz Surface Pro 4 skierowane do Klientów biznesowych dostępne będą już w listopadzie u dedykowanych partnerów handlowych. Za dystrybucję komercyjną w Polsce odpowiadać będą autoryzowani dystrybutorzy produktów kategorii Microsoft Surface – Action S.A. oraz Tech Data Polska Sp. z o.o.

Ryszard Rusak: Rynkom należy się odreagowanie

Sytuacja na światowych giełdach jest ostatnimi czasy bardzo nerwowa. Rynek zdyskontował już sporą część negatywnych informacji, a z drugiej strony wciąż nie brakuje czynników stanowiących zagrożenie dla akcji. Spowolnienie światowej gospodarki czy problemy Volkswagena mogą wywołać efekt domina i zburzyć spokój na wielu rynkach. Jednocześnie sierpniowo-wrześniowe spadki sprowadziły światowe indeksy giełdowe do takich poziomów, gdzie pojawiło się dużo miejsca na przynajmniej krótkoterminowe odreagowanie.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Także na naszym lokalnym podwórku negatywne informacje w dużym stopniu znajdują odzwierciedlenie w cenach akcji. To jednak nie oznacza, że nagle polskie akcje zaczną być gwałtownie rozchwytywane. Należy zwrócić uwagę na fakt, że małe i średnie spółki wytraciły swój wcześniejszy impet.

Im gorzej, tym lepiej

Fed wciąż wstrzymuje decyzję o podwyżkach, co oczywiście rodzi pewne obawy o trwałość wzrostu amerykańskiej gospodarki. Jednocześnie zasada „im gorzej, tym lepiej” ponownie obowiązuje w odniesieniu do rynków wschodzących (takich jak Turcja). W ostatnich miesiącach turecka lira bardzo mocno się osłabiła w stosunku do głównych walut (przede wszystkim dolara), ale po spadkach na indeksie BIST 100 waluacje na giełdzie w Stambule obniżyły się do bardzo atrakcyjnych poziomów. Jeśli dodamy do tego akumulację tureckich akcji i umocnienie się liry w ostatnich dniach, Turcja prezentuje się coraz atrakcyjniej. Jak pokazuje wieloletnia historia tego rynku, najlepszym czasem na kupowanie tureckich akcji były momenty, w których na rynku „lała się krew”. Niewykluczone, że jesteśmy świadkami odbudowywania się trendu wzrostowego – na razie niepopartego żadnymi pozytywnymi informacjami.

Audyt gospodarki odpadami kluczem do jej optymalizacji

Pierwszym krokiem do optymalizacji systemu gospodarki odpadami w przedsiębiorstwie jest przeprowadzenie analizy systemu zarządzania odpadami. Dzięki niej możliwe jest wdrożenie optymalnych rozwiązań.

– Aby zaprezentować przedsiębiorcy kompleksowe rozwiązanie w obszarze gospodarki odpadami bardzo ważne jest, żeby zacząć od przeprowadzenia audytu odpadowego, takiego, który pozwoli nam na zdiagnozowanie sytuacji aktualnej i zaproponowanie najlepszego możliwego rozwiązania – mówi Anna Nowakowska, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Stena Recycling.

Audyt systemu zarządzania odpadami w przedsiębiorstwie obejmuje szereg działań. Realizowany jest wywiad na temat procesów produkcyjnych oraz analizowana sytuacja prawna. Sprawdzane są również miejsca, w których generowane są odpady, analizowana wewnętrzna logistyka przepływu oraz sposobu gromadzenia i wywożenia odpadów. Pod uwagę brany jest m.in. używany sprzęt, pojemność kontenerów i częstotliwość wywozu odpadów.

– Im audyt jest szerszy, tym lepsze rozwiązania mogą zostać zaproponowane. W całym łańcuchu gospodarowania odpadami jest wiele elementów, które można poprawić – wyjaśnia Nowakowska.

W ramach optymalizacji gospodarowania odpadami możliwe jest m.in. usprawnienie systemu sortowania odpadów. Wydzielenie dodatkowych frakcji pozwala na podniesienie wskaźnika recyklingu i ograniczenie liczby odpadów jakie trafiają na składowiska. Istotną rolę odgrywa również skrócenie drogi jaką odpady pokonują od miejsca ich generowania do miejsca gromadzenia oraz zastosowanie prasokontenerów, które pozwalają zmniejszyć objętość odpadów. – Z naszych doświadczeń wynika, że poprzez kompaktowanie odpadów można zmniejszyć ilość transportów nawet do 80 proc., a dzięki lepszemu wysortowaniu surowców obniżyć koszty gospodarowania odpadami o nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie – mówi ekspertka Stena Recycling.

Licznik rynku InfoPraca – III kwartał 2015 r.

W trzecim kwartale 2015 r. najwięcej ofert można było znaleźć w sprzedaży, wzrosty zanotowały m.in. branża produkcyjna, instalacyjna i logistyczna. Licznik rynku InfoPraca pokazuje, że kandydaci chętniej decydowali się aplikować za granicę.Licznik rynku InfoPraca III kwartał 2015

Najpopularniejsze branże  

Trzeci kwartał ustąpił pola drugiemu o 7 proc. Miano lidera zachowały kategorie sprzedażowe – 6974. Na ten wynik składa się sprzedaż detaliczna (2275) oraz oferty dla przedstawicieli handlowych, account managerów i telemarketingu (4699). Poziom 6000 ofert przekroczyła branża produkcyjna (6209), co okazało się lepszym wynikiem o 7,2 proc. Niezmienne jest zapotrzebowanie na specjalistów branży IT (4746) i pracowników budowlanych (1979), a także do obsługi klienta/call centre (1845). Lepsze wskaźniki uzyskała branża instalacyjna/utrzymanie/serwis (1636, czyli + 118). Na nieco mniejszą skalę (o 4,7 proc.) wzrosło zapotrzebowanie na osoby zajmujące się logistyką (1459). Z kolei dla kandydatów zainteresowanych finansami pojawiło się 1212 ofert, co oznacza spadek o 26 proc., podobnie jak dla księgowych. Ofert w administracji ubyło o 7 proc., osiągając wynik 1324. Niespodziewanie, z ograniczeniem ofert o 15 proc. spotkali się chętni do pracy w restauracjach i cateringu.  Z wyjątkiem IV kwartału 2014 r., na podobnym poziomie utrzymuje się liczba ofert dla osób do działów HR – ok. 1100.

Gdzie po pracę?

W zeszłym kwartale niemal we wszystkich województwach przybyło ofert pracy. Tym razem ubyło ich o 9 proc. Na najwięcej ofert pracy można było liczyć w województwie mazowieckim – z górą 10,5 tysiąca. Przeszło 5,3 tysiąca czekało w województwie śląskim, niemal 4,5 tysiąca w dolnośląskim, 4 tysiące w małopolskim, 2,6 tysiąca w wielkopolskim, ponad 2,1 tysiąca w łódzkim, a 1,6 tysiąca w pomorskim. Znaczący wzrost ofert pracy dotyczy zagranicy – 3133 to wynik o 372 oferty lepszy niż w II kwartale, a jednocześnie lider wzrostów procentowych – o 13 proc. Największy spadek zanotowano w przypadku województwa pomorskiego – 22 proc.

Kto szuka pracy?

Uwagę zwraca zainteresowanie kandydatów ofertami pracy zza granicy. Przypada na nią ponad 40 proc. wszystkich aplikacji w branży budowlanej. Z Mazowsza wpłynęło 13,3 proc. aplikacji, a ze Śląska – 12,1 proc. W branży produkcyjnej udział zagranicy wynosi 26,6 proc. Nieco mniej, bo 24,6 proc. przypadło na śląskie, a na łódzkie 9,14 proc. Kandydaci preferują oferty spoza Polski także w branży instalacyjnej/utrzymanie/serwis – 27,4 proc. i rolnictwie – 47 proc. Najczęstsze aplikacje pochodzące z Mazowsza to te związane z pracą w administracji – 30 proc., na stanowisko przedstawiciela handlowego – 26,5 proc., sekretarki/asystentki – 37,7 proc., dotyczące sprzedaży detalicznej – 27,1 proc. czy też obsługi klienta/call centre – 31,2 proc. i w finansach – 30,1 proc. Śląsk lideruje w branży logistycznej – 22 proc., inżynierskiej – 26,2 proc., transportowej i dystrybucyjnej – 24,5 proc., działach jakości – 22,8 proc. Utrzymuje się dysproporcja między popytem na programistów IT a podażą. Zgodnie z Licznikiem rynku InfoPraca, w trzecim kwartale 2015 r. w tej kategorii 28,5 proc. aplikacji pochodzi z Mazowsza, 25,4 proc. z Małopolski, 15 proc. z Dolnego Śląska, a ok. 14 proc. ze Śląska. Mazowsze prowadzi w rankingu województw o największej ilości aplikacji – przypada na nie 24 proc. całości. Za Mazowszem uplasowało się województwo śląskie – 17,8 proc., małopolskie – 12,5 proc., zagranica – 11 proc., dolnośląskie – 9,2 proc., wielkopolskie – 6,9 proc., łódzkie – 5 proc., kujawsko-pomorskie – 2,6 proc., pomorskie – 2 proc., lubelskie – 1,7 proc., zachodniopomorskie – 1,4 proc., podkarpackie – 1,3 proc., świętokrzyskie – 1,1 proc., lubuskie – 1 proc., warmińsko-mazurskie – 0,9 proc., opolskie – 0,7 proc., podlaskie – 0,5 proc.

Marek Jurkiewicz, prezes infoPraca
Marek Jurkiewicz, prezes infoPraca

Trzeci kwartał roku upłynął pod znakiem wyjazdów wakacyjnych, a to nie sprzyjało pojawieniu się większej ilości ofert pracy. Skorzystać mogli zainteresowani pracami na zastępstwo, tymczasowymi  związanymi z obsługą turystyczną. Cieszy dobra kondycja branży produkcyjnej i stabilna pozycja IT, sprzedaży czy administracji. Na znaczeniu ponownie zyskuje oferta płynąca zza granicy. Nie jest to korzystna tendencja, gdyż pociąga za sobą kolejny odpływ specjalistów. Po czwartym kwartale roku spodziewamy się wyników zbliżonych bardziej do drugiego kwartału niż do trzeciego – komentuje Marek Jurkiewicz, dyrektor serwisu InfoPraca.

Rosnące znaczenie wkładu własnego

Czy lepiej oszczędzać na większy wkład własny czy od razu brać kredyt i go spłacać? O zaletach i wadach obu wyborów opowiada Mikołaj Fidziński z Comperia.pl
Utrzymanie stóp procentowych na niskim poziomie zachęca Polaków do zaciągania kredytów hipotecznych. Niestety wielu z nich nie stać na wpłacenie wymaganego wkładu własnego, który od stycznia tego roku wynosi 10% wartości mieszkania. Z początkiem przyszłego roku wymóg ten wzrośnie do co najmniej 15%, dochodząc do 20% w 2017 r. Dlaczego tak ważne jest posiadanie wkładu własnego?

Oszczędzanie – dobry wstęp do kredytu

Regularne spłacanie kredytu jest jak oszczędzanie, co pewien czas staramy się odłożyć daną kwotę do skarbonki lub na dedykowane konto oszczędnościowe. Jeżeli nie umiemy regularnie oszczędzać to jak wyobrażamy sobie spłacać kredyt przez 20 czy 30 lat? Umiejętność zebrania wymaganego wkładu własnego jest oznaką dobrego zarządzania domowym budżetem. – Przez rok czy dwa spróbujmy miesięcznie odłożyć z wypłaty 500 czy 1000 zł i odkładać je np. na koncie oszczędnościowym. Sprawdźmy, jak nam się z tym żyje. Dokładnie to samo zamierzamy przecież robić przez kolejne lata, z tą różnicą, że wtedy pieniądze będą trafiać na rachunek banku w celu spłaty zaciągniętego kredytu – radzi Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl – Zamiast od razu rzucać się na głęboką wodę rat, lepiej powoli sprawdzać swoje możliwości. Jeśli nigdy nie analizowaliśmy wydatków domowych może się wydawać, że poradzimy sobie np. z ratą do 1500 zł, a w praktyce może się okazać, że z trudem odłożymy 1200 zł – dodaje. Pamiętajmy, że w przypadku oszczędzania możemy sobie popuścić pasa, z kolei bank nie zadowoli się połową raty.

Im większy wkład własny, tym mniejszy kredyt i niższe oprocentowanie

Im więcej pieniędzy wpłacimy podczas zakupu mieszkania, tym mniejszy kredyt będziemy musieli zaciągnąć. A przelicznik tutaj jest bezlitosny – każde kolejne pożyczone 1000 zł to, wg wyliczeń Comperia.pl, 1400-1800 zł do oddania, czyli dodatkowe 400-800 zł odsetek.

Jaką wartość ma 1 tys. zł kredytu?
Oprocentowanie 5,0% na 15 lat 1 423,00 zł
Oprocentowanie 5,5% na 25 lat 1 842,00 zł

 

Klientom z wyższym wkładem własnym oferowane jest niższe oprocentowanie kredytów. – W przypadku 30-letniego kredytu w kwocie 270 tys. zł na mieszkanie o wartości 300 tys. zł (zatem 10 proc. wkładu własnego, czyli 30 tys. zł) obecnie średnia marża wynosi 2,24 proc. Przy 20 proc. wkładzie własnym, czyli 60 tys. zł wkładu, kredyt na 240 tys. zł, marża to już 2,07 proc. Ta, z pozoru niewielka różnica 0,17 p.p. w skali całego 25-letniego kredytu okaże się warta ok. 7500 zł. Mowa tu tylko o odsetkach. Oczywiście dodatkowo dochodzi ponad 700 zł za każdy kolejny 1000 zł kredytu, czyli grubo ponad 20 tys. zł – wylicza Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Im większy wkład własny, tym mniej zabezpieczeń

Najlepszym zabezpieczeniem jest wkład własny w wysokości 20 proc. Obecnie wymagany wkład to 10 proc. wartości mieszkania, przez co niektóre banki obarczają kredytobiorców dodatkowym kosztem – ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego. – Obecnie jest one zwykle pobierane jako czasowe podwyższenie standardowej marży o 0,2-0,3 p.p. Przy kredycie zaciągniętym na 25 lat, w kwocie 270 tys. zł (wartość nieruchomości 300 tys. zł, więc wkład własny 30 tys. zł) ubezpieczenie będzie funkcjonować przez ok. 5 lat i łącznie pochłonie ok. 2-2,5 tys. zł. Alternatywą dla ubezpieczenia będzie zabezpieczenie w formie blokady środków na rachunku bankowym lub zastaw na denominowanych w złotych dłużnych papierach wartościowych Skarbu Państwa lub NBP. Ale to w praktyce oznacza, że kredytobiorca posiada te środki, tylko po prostu nie chce ich angażować w kredyt – tłumaczy Mikołaj Fidziński, Comperia.pl.

Twoja finansowa poduszka

Zgromadzone oszczędności możemy przeznaczyć na wkład własny, wyremontowanie nowego mieszkania lub też wykorzystać je jako poduszkę finansową, kiedy padniemy ofiarą nieprzewidzianych sytuacji, jak np. strata pracy. Najlepiej gdyby sięgały one 6-krotności miesięcznych wydatków, czyli pozwoliły przetrwać 6 miesięcy bez dochodów. Stosowna poduszka finansowa przyda się w szczególności w sytuacji tak poważnego zobowiązania jakim jest kredyt mieszkaniowy.

10 trendów w video marketingu na polskim rynku

Trend video to kolejne po roku mobile hasło odbijające się szerokim echem wśród reklamodawców, nadawców telewizyjnych i dostawców contentu. Eksperci z agencji badawczej IRCenter dzielą się wnioskami z analizy kluczowych zmian w korzystaniu z mediów przez konsumentów w kontekście rosnącej roli treści video.marketing

  1. Video jest już coraz częściej oglądane na urządzeniach mobilnych. Rośnie liczba młodych osób oglądających treści video na smartfonach i tabletach (każde urządzenie służy do czego innego). Nie są to zresztą tylko najmłodsi. Z biegiem czasu konsumenci coraz bardziej będą się przyzwyczajać do oglądania treści zmieniając przy tym ekrany. Wydawcy będą musieli zatem publikować content video wielokanałowo (przez strony WWW, aplikacje mobilne, TV i inne).
  2. Zaciera się różnica pomiędzy wydawcami telewizyjnymi i internetowymi. Content video publikują i telewizje i wydawcy internetowi; jedni i drudzy publikują go zarówno online jak i offline. W praktyce oznacza to wzrost produkcji video dedykowanych do internetu i podniesienie ich jakości. W dalekiej konsekwencji zrobienie dobrego video dalej będzie bardzo drogie.
  3. Podstawowym źródłem publikowanych treści video są i pozostaną platformy VoD, które sprofesjonalizują się w przeciągu najbliższych lat. Zaczynają się wokół nich pojawiać kolejne systemy analityczne (tak jak ostatnio do Facebooka; Youtube także udostępnia coraz więcej danych). Rynek obecnie zaczyna uczyć się tych platform i myśleć o tym, jak włączyć je w całościową strategię mediową.
  4. Włączenie contentu video do pomiaru mierzonego zachowaniem w ramach kampanii (CTR, sprzedaż itp.). W działaniach digitalowych kluczowym problemem jest przełożenie oglądalności video na bezpośrednie efekty (kliki, wypełnienia formularzy, zakupy). Dotychczasowe powszechnie stosowane modele ekonometryczne są niewystarczająco precyzyjne do tego zadania. Niektórzy na pewno będą śledzić efektywność video zwykłymi CTRami. W efekcie rozwiną się systemy do analityki reklamowej video.
  5. Profesjonalizacja vlogosfery. Teraz każdy może być nadawcą video: od nastolatka po prezydenta. Młodzi twórcy video już się zrzeszyli wobec reklamodawców i nauczyli, czym jest dla nich efektywność. W rezultacie będą coraz bardziej profesjonalizować swoje produkcje, za które częściowo zapłacą reklamodawcy. Dla twórców rynek bardzo szybko stanie się bardzo ciasny.
  6. Wzrost znaczenia formatów video w reklamie banerowej – na serwisach i portalach będzie się pojawiać coraz więcej displayowych reklam video (o wiele więcej niż teraz), które będą rozliczane bezpośrednio za obejrzenia do końca. Agencje reklamowe zacierają ręce, pojawią się nowe miejsca w budżetach dużych kampanii.
  7. Telewizyjna reklama video zacznie się uczyć od internetowej – wydawcy video już wiedzą, że do internetu trzeba puszczać dedykowany materiał (np.unboxing). Niedługo uświadomią sobie, że tradycyjna reklama telewizyjna też będzie się musiała zmienić. Na zachodzie „na dużym telewizorze” już są emitowane unboxingi z Youtube’a, a u nas w takich reklamach występuje Radek Kotarski.
  8. Do spójnego pomiaru video jeszcze bardzo daleka droga. Na razie nie widać sensownego rozwiązania do mierzenia oglądalności tego samego contentu video na telewizorze i online. Rozwiązania oferowane przez największych dostawców z rynku paneli badawczych opierają się wciąż na bardzo dużych estymacjach. Nie ma również przejrzystych danych na temat popularności contentu video na platformach VoD; powszechnie dostępne są tylko dane z Megapanelu, które o poszczególnych tytułach nic nie mówią.
  9. Big Data w video jeszcze przed nami. Tak naprawdę powszechnie dostępne są już zaawansowane systemy do pomiaru popularności treści video mierzące atrakcyjność sekunda po sekundzie, analizujące wzorce zachowań i atrybuty filmów. Tego typu systemy zostały m.in. wykorzystane do stworzenia serialu Netflixa „House of Cards” i mogą być stosowane przez każdego polskiego wydawcę. Są jednak na tyle drogie, że ich integracja w pozostałe systemy analityczne jeszcze przez jakiś czas nie będzie się nikomu w Polsce opłacała.
  10. Wygrają ci, którzy będą potrafili zintegrować video ze swoimi pozostałymi kanałami komunikacji i stworzyć przy tym spójną strategię, gdzie video będzie rozliczane na równi z innymi mediami. Na razie wiadomo, że w miarę rzetelny pomiar efektywności można przeprowadzić przede wszystkim wewnątrz ekosystemu cyfrowego. Sensownie będą mogły do tego podejść podmioty stricte internetowe (głównie e-commerce), dla których video to jeden z kilku różnych sposobów komunikacji. Telewizje natomiast zaczną uczyć się digitalu.

Więcej obserwacji na temat kluczowych zmian na rynku video w Polsce oraz wybór danych dotyczących zagranicznych rynków video dostępny jest na stronie IRCenter. Agencja już teraz oferuje narzędzia analityczne i badawcze do pomiaru treści video i telewizyjnych.

Środkowoeuropejskie pokolenie Y gotowe do wejścia na rynek pracy

Siedmiu na dziesięciu studentów z Europy Środkowej podejmowało pierwszą pracę w zawodzie już podczas nauki, a z największym doświadczeniem na starcie swojej ścieżki zawodowej wkraczają studenci z Polski – wynika z czwartej edycji badania „First Steps into the Labour Market”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w ośmiu krajach regionu Europy Środkowej. Aż 75 proc. młodych Europejczyków ocenia swoje umiejętności i kompetencje jako dobre lub bardzo dobre. To dzięki nim chcą szybko znaleźć satysfakcjonujące zajęcie na rynku pracy, który oceniają jako trudny.

Jak najkorzystniej sfinansować studiaW badaniu przeprowadzonym przez Deloitte wzięło udział 2,4 tys. studentów i absolwentów szkół wyższych z Albanii, Chorwacji, Czech, Węgier, Litwy, Polski, Słowacji oraz Słowenii. Średnia wieku ankietowanych wyniosła 23,2 lata. Ankieta on-line została przeprowadzona w IIQ2015.

Aż 71 proc. badanych przyznała, że ma doświadczenie zawodowe związane z wybranym kierunkiem nauki, które zdobyła podczas studiów. „W Polsce ten odsetek jest wyższy o 10 p.p. Można przypuszczać, że nasi studenci bardziej niż ich koledzy z innych krajów regionu są skoncentrowani na rozwoju swojej kariery i zdobywania doświadczenia. Aż 15,7 proc. z nich chce iść na studia podyplomowe i kursy specjalistyczne, podczas gdy średnia dla całego regionu wynosi 5,5 proc.” – mówi Halina Frańczak, Dyrektor Clients & Markets na Polskę oraz Europę Środkową, Deloitte. W zdobywaniu doświadczenia aktywnie pomagają pracodawcy. Aż 63,4 proc. respondentów z Polski uczestniczyło w programach edukacyjnych organizowanych przez firmy, podczas gdy średnia dla całego regionu wynosi 44 proc.

Rynek trudny, ale o pracę łatwo

Jedynie czterech na dziesięciu studentów i młodych absolwentów ocenia sytuację ekonomiczną w swoich krajach jako dobrą lub bardzo dobrą. Najbardziej optymistyczne spojrzenie mają na tę kwestię Czesi.

Jeszcze gorzej ankietowani oceniają rynek pracy – tylko 20 proc. badanych (średnia dla regionu) uważa, że panująca na nim sytuacja jest pozytywna. Polacy, spośród których 36 proc. ocenia sytuację na rynku pracy jako złą, są pod tym względem bardziej optymistyczni niż Słowacy, Chorwaci czy Słoweńcy, ale pozostają w tyle za Czechami, wśród których tylko 23 proc. wskazało na taką odpowiedź.

Jednak i tak, mimo pesymistycznego spojrzenia na rynek pracy, ankietowani studenci w badanych krajach wierzą, że są w stanie znaleźć satysfakcjonujące ich zajęcie już w ciągu trzech miesięcy (73 proc.).

To przekonanie wynika głównie z wiary we własne umiejętności. Aż trzy czwarte badanych ocenia je jako wysokie lub bardzo wysokie. W tej grupie są również Polacy, którzy jednak nieco bardziej krytycznie oceniają swoje umiejętności w zakresie uczenia się (o swojej zdolności do szybkiego uczenia się przekonanych jest 74 proc. studentów z regionu i 69 proc. z Polski), pracy zespołowej (67 proc. w regionie i 65 proc. w Polsce), przywództwa, rozwiązywania konfliktów, delegowania i rozwiązywania problemów.

Studenci uważają, że potrafią myśleć analitycznie (70 proc. – tyle samo w regionie i w Polsce).

Najgorzej oceniają swoją odporność na stres. Tylko 45 proc. studentów w Europie Środkowej ocenia tę umiejętność na wysokim poziomie. W Polsce ten odsetek jest jeszcze niższy i wynosi 37 proc.

Rozwój ważniejszy niż pieniądze

Jakimi czynnikami kierują się młodzi mieszkańcy Europy Środkowej przy wyborze pracy? Dla 36 proc. (42 proc. w Polsce) odpowiedzią pierwszego wyboru była możliwość rozwoju i zdobywania nowych umiejętności, a dla 13 proc. (16 proc. w Polsce) atrakcyjne wynagrodzenie.

Największe oczekiwania mają pod tym względem młodzi Słoweńcy, którzy chcieliby zarabiać średnio 1500 euro miesięcznie (pierwsza praca na etacie). Tysiąc euro pensji miesięcznie to marzenie młodych Słowaków i Litwinów. Polacy chcieliby zarabiać średnio 776 euro miesięcznie.

Z badania Deloitte wynika, że 42,3 proc. badanych marzy o pracy w dużej międzynarodowej korporacji. Tylko co dziesiąty ankietowany (średnia dla regionu) planuje założenie własnego biznesu. W Polsce takich osób było 10,6 proc. Marzenia o własnej firmie wyraża 15,9 proc. Litwinów i 15,6 proc. Chorwatów. To najlepsze wyniki w całym regionie.

Praca jest dużą wartością dla studiujących przedstawicieli pokolenia Y. Aż 87 proc. pracowałoby, nawet gdyby nie potrzebowało pieniędzy. W Polsce taką odpowiedź wybrało 86 proc. ankietowanych.

Lider myśli strategicznie

Młodzi mieszkańcy Europy Środkowej oczekują, że liderzy będą charakteryzować się umiejętnością strategicznego myślenia (62,6 proc.), charyzmą (48,6 proc.) oraz zdecydowaniem (47,4 proc.). W Polsce wyniki te wyglądają odpowiednio: 71,3 proc., 63 proc. oraz 45,2 proc. Częściej niż pozostali studenci, Polacy oczekują inspirowania innych (50,5 proc. w porównaniu do 46,9 proc.). „To pokazuje, że młodzi Polacy mają dosyć wygórowane oczekiwania wobec swoich przyszłych szefów. W ich opinii podstawowym zadaniem lidera jest zabezpieczenie przyszłości firmy w długoterminowej perspektywie” – wyjaśnia Gavin Flook, Partner, Talent Leader Deloitte Central Europe. Ankietowani, podobnie jak w ocenie własnych umiejętności, wysoko plasują także swoje kompetencje przywódcze. Prawie 73 proc. badanych na pytanie o to czy ich koledzy postrzegają ich jako liderów odpowiedziało, że „tak” lub „raczej tak”.

Respondenci nie mają nic przeciwko współpracy z przedstawicielami innych generacji. Dla aż 90 proc. z nich mogą być oni źródłem wiedzy, a 80 proc. uważa, że znalazłoby z nimi płaszczyznę porozumienia. Najwięcej osób (45 proc.) preferowałoby przełożonego w wieku 36-50 lat. W Polsce odsetek ten wynosi 42 proc. Wiek szefa jest nieistotny dla 32,2 proc. ankietowanych (w Polsce dla 36 proc.).

Hybrydy stanowią już 23% całkowitej sprzedaży Toyoty i Lexusa w Europie; wzrost o 3 punkty procentowe

Sprzedaż modeli hybrydowych Toyoty i Lexusa sięgnęła 152 tys. egzemplarzy w ciągu trzech pierwszych kwartałów br. i stanowi obecnie niemal ¼ całkowitej sprzedaży w Europie. W krajach Europy Zachodniej już co trzeci samochód japońskiego producenta jest hybrydą.

Toyota po raz kolejny znalazła się na szczycie listy najcenniejszych marek motoryzacyjnych w rankingu BrandZ™ 100 Most Valuable Global Brands 2015. Badanie przeprowadziła firma Millward Brown Optimor, która wyceniła markę Toyoty na 28,9 mld dolarów (26,5 mld Euro). Lexus awansował w rankingu na 10. pozycję, w porównaniu do 11. miejsca w ubiegłym roku. Zdecydowały o tym systematyczne podnoszenie jakości produktów i szeroka gama odnowionych modeli. Wartość Lexusa wyceniono na 4,3 mld dolarów (3,9 mld Euro). Ranking BrandZ™ ukazuje się od 10 lat. W tym czasie Toyota okazała się liderem branży motoryzacyjnej 8 razy. O dominującej pozycji marki decyduje innowacyjność firmy, wynikająca z szeroko zakrojonych badań nad nowymi technologiami, odważna polityka, najwyższa jakość i trwałość jej produktów oraz ogromny wkład we wdrażanie wizji zrównoważonej, świadomej mobilności. W 2014 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe - model Mirai. Nowatorski sedan jest już dostępny w Japonii. Na rynku europejskim i amerykańskim pojawi się w drugiej połowie tego roku. Toyota okazała się pionierem nowej technologii już po raz drugi. W 1997 roku firma wprowadziła na rynek Toyotę Prius, pierwszy seryjny samochód hybrydowy. Od tamtej pory Toyota sprzedała na całym świecie ponad 7 milionów hybryd. Europejscy kierowcy mogą wybierać spośród 15 modeli Toyoty i Lexusa. Toyota jest największym producentem samochodów na świecie. W 2014 roku koncern zwiększył sprzedaż o 2,5% do poziomu 10,2 milionów samochodów, co także pozytywnie wpłynęło na wartość marki w tegorocznym zestawieniu. BrandZ™ Top 100 Most Valuable Global Brands 2015 to jedyne badanie mierzące postrzeganie marki na podstawie wywiadów z około 2 milionami konsumentów w 30 krajach na temat tysięcy marek oferujących produkty klientom indywidualnym. Według autorów raportu postrzeganie marki przez konsumentów ma kluczowe znaczenie w ocenie jej wartości. Ich zdaniem na budowanie marki składają się przede wszystkim: sposób funkcjonowania firmy, jakość dostarczanego produktu, przejrzystość pozycjonowania na rynku i silne przywództwo.Wzrost sprzedaży hybryd o 16% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku potwierdza coraz większą popularność alternatywnych napędów w Europie. Całkowita sprzedaż hybryd Toyoty i Lexusa na kontynencie zamknie się w tym roku liczbą 200 tys. samochodów, podczas gdy jeszcze w 2010 roku wynosiła zaledwie 70 tys. aut.

„Europejscy klienci są coraz bardziej świadomi przewag napędu hybrydowego nad konwencjonalnym – powiedział Karl Schlicht, Executive Vice-President Toyota Motor Europe. – Już niedługo nasza oferta rozszerzy się do 16 modeli hybrydowych, należących do 60% obecnych na rynku segmentów. Jesteśmy przygotowani na zaspokojenie potrzeb różnych kierowców. Niedawno łączna sprzedaż hybryd Toyoty w Europie przekroczyła milion egzemplarzy, zaś na świecie 8 milionów. Auta hybrydowe stanowią siłę napędową naszego stabilnego wzrostu na kontynencie, szczególnie w Europie Zachodniej i Centralnej”.

Toyota odnotowała także znaczący wzrost całkowitej sprzedaży wszystkich swoich modeli. Liczba 662 tys. samochodów sprzedanych w ciągu 9 miesięcy 2015 roku oznacza wzrost o 4,7% w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego. W państwach Europy Centralnej sprzedaż zwiększyła się aż o 10%.

 

Modele hybrydowe na runku europejskim

Hybrydy stanowią obecnie 23% całkowitej sprzedaży Toyoty i Lexusa na europejskim rynku. W analogicznym okresie poprzedniego roku ich udział wynosił 20%.

Ogromny wzrost popularności – aż o 25% – zanotował Yaris Hybrid. Po 9 miesiącach model osiągnął 53 tys. sprzedanych egzemplarzy. Już co trzeci Yaris kupowany w Europie jest hybrydą.

W tym roku hybrydowa oferta Toyoty zostanie rozszerzona o kolejne  przełomowe rozwiązanie w dziedzinie nowoczesnych napędów. W Niemczech, Danii i Wielkiej Brytanii debiutuje właśnie Toyota Mirai, pierwszy seryjny samochód napędzany wodorowymi ogniwami paliwowymi. Wprowadzając na rynek tę wyprzedzającą swoje czasy technologię Toyota przyspiesza nadejście epoki czystej, przyjaznej motoryzacji. Japoński producent kontynuuje ścieżkę technologicznego rozwoju obraną 18 lat temu, wraz z debiutem hybrydowej Toyoty Prius.

Hybrydy Toyoty w Polsce – kolejny rok wzrostu

Samochody hybrydowe Toyoty cieszą się rosnącą popularnością także w Polsce. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2015 roku Polacy kupili  2223 egzemplarze Toyoty Auris z napędem hybrydowym, co stanowi 26% dotychczasowej całkowitej sprzedaży Aurisów (8392 egzemplarze). „Jeśli odniesiemy je do zeszłorocznych wyników w całym roku (1636 sprzedanych kompaktowych hybryd Toyoty), zrozumiemy, że jest to ogromny wzrost, który do końca 2015 roku przekroczy 35%”- twierdzi Robert Mularczyk, PR Manager Toyoty Motor Poland odpowiedzialny za program rozwoju hybryd w polskim oddziale koncernu. Wersja hybrydowa tego modelu po faceliftingu, dostępna od lipca 2015 roku, cieszy się jeszcze większą popularnością wśród klientów indywidualnych i małych firm – co drugi sprzedany Auris to hybryda. „Dlatego śmiało prognozujemy sprzedać do końca roku rekordową liczbę 2700 Aurisów Hybrid” – kontynuuje Mularczyk.

Hybrydowy Yaris znalazł 877 nabywców, co stanowi 10% całkowitej sprzedaży tego modelu, która wyniosła 8951 aut.  Aż 16% miejskich Toyot, które trafiły do klientów indywidualnych i małych firm, miały napęd hybrydowy. W ubiegłym roku salony opuściło 680 hybrydowych Yarisów. W tym roku Toyota zamierza podwoić ten wynik, osiągając pułap 1100 egzemplarzy.

Dotychczasowy poziom sprzedaży dwóch najważniejszych w Polsce modeli hybrydowych już przekroczył wyniki uzyskane w ubiegłym roku. Oznacza to, że 2015 będzie kolejnym rekordowym rokiem wzrostu popularności hybryd w Polsce.

Sprzedaż hybryd Toyoty w Europie od stycznia do września 2015 roku
Yaris (w tym Hybrid) 152 566  
   Yaris Hybrid 52 893 (35%)  
Auris i Auris TS (w tym Hybrid) 104 537  
   Auris Hybrid 55 466 (53%)  
Rodzina Priusów 12 972  
Prius 6 135  
Prius+ 6 164  
Prius Plug-in Hybrid 673  

 

Sprzedaż hybryd Toyoty w Polsce od stycznia do września 2015 roku  
Yaris (w tym Hybrid) 8 951
   Yaris Hybrid 877 (10%)
Auris i Auris TS (w tym Hybrid) 8 392
   Auris Hybrid 2 223 (26%)

P. Szewczyk (APS Energia): Polski przemysł rozwija się bardzo dobrze, ale myślimy też o zagranicznych przejęciach

CEO Magazyn Polska

Rosnące obawy przed tzw. blackoutami w Polsce skłaniają coraz więcej firm przemysłowych do inwestycji w systemy zasilania awaryjnego. Branża energetyczna stara się nadrobić wieloletnie zaniedbania w działalności inwestycyjnej  w II kwartale br. zwiększyła nakłady na inwestycje o 40 proc. Producent urządzeń zasilających APS Energia chce wykorzystać tę dobrą koniunkturę i umocnić swoją pozycję na rynku, dlatego środki z debiutu na GPW przeznaczy na innowacje.

Przemysł w Polsce rozwija się bardzo dobrze. Jesteśmy umiejscowieni w trendach wzrostowych, głównie w inwestycjach w energetyce, zarówno na poziomie wytwarzania, przesyłu, czyli głównie PSE, jak i na poziomie dystrybucji, czyli w zakłady energetyczne. I oczywiście branża naftowo-gazowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szewczyk, prezes zarządu APS Energia.

Drugi kwartał 2015 r. był już piątym z kolei, kiedy dynamika nakładów w branży energetycznej rosła w tempie dwucyfrowym. Jak wynika z danych GUS, po świetnym pierwszym kwartale br. (wzrost nakładów o 76 proc. rok do roku), inwestycje w wytwarzanie i zaopatrywanie w energię elektryczną, gaz, parę wodną i gorącą wodę wzrosły o niemal 40 proc. rok do roku.

Poza spółkami prowadzącymi budowę bloków energetycznych w elektrowniach i modernizującymi infrastrukturę przesyłową popyt na urządzenia zasilania awaryjnego zgłaszają przemysł i armia. W sierpniu br. wskutek fali upałów wystąpiły okresowe ograniczenia w dostarczanej mocy do odbiorców przemysłowych, co mogło skłonić część z nich do ograniczenia ryzyka wystąpienia podobnych trudności w przyszłości. APS Energia aktywnie pozyskuje klientów również na rynkach wschodnich, dzięki czemu zarząd spółki podtrzymuje swoje dotychczasowe oczekiwania wzrostu sprzedaży.

Mogę potwierdzić cel strategiczny, który dotyczy 20-proc. wzrostu sprzedaży rok do roku, tak aby zrealizować najważniejszy cel, jakim jest osiągnięcie odpowiedniego strumienia przychodów w 2020 roku – wyjaśnia prezes APS Energia.

Po blisko 20-letniej działalności APS Energia zadebiutowała na głównym parkiecie GPW w Warszawie. Spółka pozyskała z rynku około 7,79 mln zł, co zdaniem zarządu spółki świadczy o dużym zaufaniu inwestorów. Pozyskane środki emitent planuje przeznaczyć na realizację drugiego i ostatniego etapu budowy nowej siedziby w Stanisławowie Pierwszym pod Warszawą. Obok emisji akcji finansowanie ma pochodzić z kredytów bankowych, środków własnych lub emisji obligacji.

Ta siedziba pozwoli na zwiększenie zasobów produkcyjnych o 150 proc. w stosunku do aktualnej siedziby. Pozwoli nam na opracowanie nowych urządzeń, zatrudnienie bardzo silnych kadr, głównie w dziale R&D – twierdzi Szewczyk.

APS Energia pracuje nad nowymi rynkami – jednym z najbardziej perspektywicznych jest kolej, której może zaoferować m.in. specjalne ładowarki baterii do pojazdów szynowych. W wymiarze geograficznym spółka poszukuje możliwości wzrostu poprzez przejęcia.

Rozmawiamy z dwiema spółkami w Polsce, również myślimy o zakupach akwizycyjnych za granicą, niestety, w związku z podpisanymi umowami nic nie mogę powiedzieć. Jeden z tych projektów jest bardzo realny – ocenia Piotr Szewczyk.

Od początku października ropa lekko podrożała. Możliwe są dalsze wzrosty

CEO Magazyn Polska

W ciągu ostatniego miesiąca cena ropy Brent wzrosła o ponad 7 proc. Oprócz poniedziałkowej realizacji zysków i wtorkowych słabych danych o chińskim imporcie rynki otrzymały też sygnał o możliwym wzroście popytu. Dlatego w najbliższych dniach kontynuacja wzrostów jest prawdopodobna, ale ich skala nie będzie duża. Na ubiegłotygodniową aprecjację największy wpływ miało zaangażowanie się krajów produkujących ropę naftową w syryjski konflikt oraz spadek produkcji ze źródeł niekonwencjonalnych w Stanach Zjednoczonych. 

Na londyńskiej giełdzie zobaczyliśmy podbicie cen ropy z poziomu poniżej 50 dol. za baryłkę do mniej więcej 52 dol. – mówi o ubiegłotygodniowych wzrostach cen ropy Jakub Bogucki, analityk rynku paliw platformy e-petrol.pl. – To duża zmiana, która nastąpiła tak naprawdę w ciągu jednego dnia. Wydaje się więc mocno prawdopodobne, że w najbliższym czasie ten ruch wzrostowy będzie miał swój dalszy ciąg.

Jak wynika z analizy platformy e-petrol.pl, surowiec w ubiegły poniedziałek kosztował około 49 dol. za baryłkę, podczas gdy pod koniec tygodnia jego cena sięgała już 54 dol. Na tak szybką aprecjację wpływ miało – zdaniem analityków – zaangażowanie się w syryjską wojnę domową jednostek wojskowych Federacji Rosyjskiej. Do tego doszła informacja o nieznacznym spadku amerykańskiego eksportu i zmniejszeniu liczby wiertni oraz spadku produkcji przemysłowej w Niemczech, kluczowej gospodarce Starego Kontynentu.

Obecność w Syrii krajów naftowych, które mają tam swoje interesy, takich jak Iran, Arabia Saudyjska czy Rosja, wywołuje duże zaniepokojenie inwestorów odnośnie do stabilności rynku w regionie bliskowschodnim – tłumaczy Jakub Bogucki. – Warto również zwrócić uwagę na to, że w Stanach Zjednoczonych produkcja ropy w ostatnim czasie malała, zwłaszcza surowca pochodzącego ze źródeł niekonwencjonalnych, czyli głównie łupkowych.

Zdaniem analityków e-petrol.pl dalszy kierunek zmian nie musi jednak być jednoznaczny. OPEC podał, że w 2016 r. spodziewa się znacząco większego popytu na ropę naftową z krajów OPEC, niż wcześniej szacował, co jest czynnikiem prowzrostowym. Z tego właśnie powodu kartel ogłosił jednak, że nie ma zamiaru ograniczać produkcji ropy naftowej, a to oznacza utrzymanie wysokiej podaży i możliwy spadek cen.

W ostatnich dniach zobaczyliśmy wzrost cen ropy, ale na pewno nie do poziomów takich, które widzieliśmy jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu, czyli na poziomie ponadstudolarowym – uważa Jakub Bogucki. – Takie wyceny na pewno na razie należą do historii. Najbliższe możliwe ruchy ropy to wzrosty o kilka dol.

W poniedziałek ropa znów potaniała o 2 dolary, choć bez wyraźniej rynkowej przyczyny. Raczej było to odbicie od oporu na granicy 50 dolarów w przypadku ropy Crude i realizacja zysków po dobrych ubiegłotygodniowych wzrostach.

Ruch spadkowy, wynikający po części też z danych dot. sytuacji w Chinach i możliwego kompromisu związanego z Iranem i powrotem jego surowca na globalny rynek, może chwilowo korygować nastrój wzrostowy, ale ogólnie nie ma jeszcze w najbliższych tygodniach szans na większe zmiany, czyli dłuższe wyjście ceny baryłki z przedziału 47–53 dol. Jeśli zaś chodzi o skutki, jakie niesie to dla rynku polskiego, to na razie nie zanosi się na istotną zmianę tendencji.

P3 Logistic Parks chce powiększać swoje powierzchnie magazynowe w Europie Środkowo-Wschodniej. Po intensywnym wzroście w Czechach i Polsce w centrum zainteresowania jest Słowacja

CEO Magazyn Polska

Deweloper powierzchni logistycznych P3 Logistic Parks ma za sobą półtoraroczny okres intensywnego rozwoju. W portfelu firmy jest teraz 1,8 mln mkw. powierzchni w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (wzrost o 200 proc.). Najdynamiczniej rozrastały się inwestycje w Polsce i Czechach. W Polsce w pierwszych trzech kwartałach br. P3 wynajęła ponad 105,000 mkw. powierzchni. Silna jest również pozycja firmy na Słowacji oraz w Rumunii.

– W przypadku polskiego rynku w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku P3 podpisała umowy na wynajem łącznie 105,000 mkw. powierzchni logistycznej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Peter Bečár, dyrektor zrządzający P3 na Europę Środkowo-Wschodnią. We wszystkich tych krajach mamy 22 lokalizacje, w Czechach jest 13, w Polsce są cztery.

P3 jest aktywna także w innych krajach regionu – powierzchnie magazynowe posiada również na Słowacji oraz w Rumunii. Ma też zakupione grunty w Serbii i Bułgarii. Obecnie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej firma obsługuje ponad 230 klientów.

Jako P3 koncentrujemy się na firmach logistycznych, ale jest też produkcja, montaż i użytkownicy końcowi. Wśród naszych klientów są DHL, Metro czy korporacja VF, jeden z naszych najnowszych nabytków w naszym portfelu w Czechach – wylicza Peter Bečár.

Rozmówca zaznacza, że w stosunku do krajów Europy Zachodniej nasz region jest miejscem bardziej optymalnym kosztowo, gdzie koszty siły roboczej są niższe. Jednocześnie skala nasycenia rynku jest istotnie mniejsza, co daje możliwość rozbudowania biznesu.

Na pewno planujemy wzrost, koncentrujemy się na budowaniu nowej części naszego portfela, skupiamy się na wszystkich czterech krajach, to znaczy na Czechach, Polsce, Słowacji i Rumunii, mamy również grunty w Serbii i Bułgarii tłumaczy dyrektor Bečár pytany o politykę inwestycyjną P3 wobec krajów regionu w nadchodzących miesiącach.

Dyrektor liczy na utrzymanie korzystnych tendencji w rozwoju firmy, które widoczne były w skali ostatnich 18 miesięcy. Wielkość powierzchni w portfelu P3 wzrosła w tym okresie trzykrotnie, do 1,8 mln mkw.

Dla nas przez 18 miesięcy zdecydowanie Czechy i Polska były tymi rynkami, które odnotowały największy wzrost w regionie podkreśla.

Spore możliwości niosą także inwestycje na Słowacji i w Rumunii. Peter Bečár mówi, że w tych krajach rośnie popyt na usługi świadczone przez P3.

Piotr Wąs, dyrektor P3 Logistic Parks ds. leasingu i rozwoju w Polsce, potwierdza, że P3 ma silną pozycję zarówno w Czechach, jak i na Słowacji oraz w Rumunii.

W przypadku Czech nasza obecność jest, podobnie zresztą jak w przypadku Słowacji, obecnością historyczną, bo to tam zaczynała się cała firma, jeżeli weźmiemy pod uwagę nasze korzenie tłumaczy.

Na skutek rekordowego zakupu magazynów od VGP znacznie zwiększyła się ekspozycja firmy na rynek czeski. Przed rokiem P3 nabyło za 530 mln euro powierzchnie logistyczne o wielkości 630 tys. mkw. Z kolei na rynku rumuńskim spółka zaistniała w wyniku przejęcia od firmy CA Immobilien Anlagen parku logistycznego o powierzchni 215 tys. mkw.

 Na Słowacji również mamy wiodącą pozycję, jesteśmy jednym z liderów rynku ze znaczącymi umowami najmu, które podpisywaliśmy w tym kraju. Cały czas, zwłaszcza w przypadku Słowacji, rozważamy możliwość kolejnych lokalizacji – deklaruje Piotr Wąs.

P3 Logistic Parks to zarządca, właściciel i deweloper obiektów logistycznych na terenie całej Europy. Firma została założona w Czechach w 2001 roku. W bazie obiektów firmy jest ponad 140 obiektów o łącznej powierzchni 3 mln mkw.

Nawet duża liczba imigrantów nie wpłynie znacząco na polski rynek pracy

CEO Magazyn Polska

Przyjęcie przez Polskę uchodźców nie przełoży się w dużym stopniu na rynek pracy. Przede wszystkim sama procedura nadania statusu uchodźcy jest czasochłonna. Teoretycznie nie powinna zająć więcej niż pół roku, jednak w praktyce często przeciąga się do ponad dwóch lat. Uchodźcy mają takie same prawa na rynku pracy jak polscy obywatele, a pracodawcy nie otrzymują żadnych benefitów czy zachęt, by ich zatrudniać.

Nie należy się spodziewać, że przyjazd uchodźców z Bliskiego Wschodu do Polski wpłynie znacząco na polski rynek pracy. Przede wszystkim dlatego, że uzyskanie statusu uchodźcy wiąże się z przebyciem długotrwałej i bardzo sformalizowanej procedury, która niekiedy trwa nawet 2 lata – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Monika Kolasińska, radca prawny z Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Wnioski o nadanie statusu uchodźcy rozpatrywane są Urząd ds. Cudzoziemców. Podczas wywiadu statusowego ustalane są okoliczności wyjazdu cudzoziemca z kraju pochodzenia i powody, dla których prosi on o status uchodźcy. Decyzja powinna zapaść w ciągu 6 miesięcy od momentu złożenia wniosku, jednak może trwać znacznie dłużej.

Urząd prowadzi procedurę potwierdzającą wszystkie dokumenty złożone przez uchodźcę razem z wnioskiem i dokumentami potwierdzającymi tożsamość. Bada, czy dana osoba, która złożyła wniosek, była wcześniej karana, czy nie jest ścigana przez polskie i międzynarodowe organy ścigania – tłumaczy ekspertka.

Z danych Urzędu ds. Cudzoziemców wynika, że w Polsce najczęściej o nadanie statusu uchodźcy ubiegają się Rosjanie o narodowości czeczeńskiej, rośnie też liczba Ukraińców. W ubiegłym roku na 8 tys. wniosków status otrzymały 262 osoby. Do końca sierpnia tego roku wniosków było już 7 tys., z czego 250 rozpatrzono pozytywnie. Liczba ta będzie jednak rosła, zwłaszcza że na szczycie szefów MSW w Brukseli ustalono, że łącznie do Polski w najbliższym czasie może trafić 11 tys. osób. Zdaniem Kolasińskiej większy napływy imigrantów nie sprawi, że pracodawcy automatycznie będą ich chętniej zatrudniać.

Polskiemu pracodawcy przepisy nie przyznają żadnych szczególnych profitów wynikających z zatrudnienia uchodźcy. Nie jest przewidziane żadne wsparcie w zakresie dopłat do wynagrodzenia czy opłacania składek z tytułu ubezpieczenia społecznego i ubezpieczenia zdrowotnego – wskazuje radca prawny. – Bardzo duże znaczenie w przypadku podejmowania przez pracodawcę decyzji o tym, czy przyjąć uchodźcę czy polskiego pracownika, mają różnice kulturowe, przede wszystkim ze względu na bariery językowe.

Na części stanowisk brak znajomości języka polskiego może być przeszkodą nie do przejścia. Ekspertka przypomina, że ze względu na różnice religijne, polscy pracodawcy przy zatrudnieniu obcokrajowców muszą również zapewnić im czas i miejsce na modlitwę oraz dostosować się do dni świątecznych.

Osoby, którym zostanie przyznany status uchodźcy, nie są traktowane w żaden sposób lepiej ani gorzej niż polscy obywatele. Nie należy się więc spodziewać, że pracodawcy będą zatrudniali ich chętniej ze względu na uwarunkowania prawne związane z ich zatrudnieniem – ocenia Kolasińska.

Cudzoziemiec, który złoży wniosek o status uchodźcy, ma prawo do darmowej opieki medycznej, zakwaterowania i wyżywienia. Urząd zapewnia też środki na zakup odzieży oraz niewielkie miesięczne kieszonkowe. Zdaniem ekspertki nie należy się obawiać wyłudzania przez imigrantów zasiłków. Zwłaszcza że aby je dostać, będą musieli spełnić szereg warunków, podobnie jak Polacy. Na zasiłek dla bezrobotnych można liczyć tylko wówczas, gdy przedstawi się historię zatrudnienia.

Musi wykazać swoje nieprzerwane zatrudnienie w Polsce w okresie co najmniej 6 miesięcy. Dlatego dla uchodźcy otrzymanie zasiłku będzie równie trudne, jak uzyskanie go przez Polaka – przekonuje Monika Kolasińska.

Przybywa mikroinstalacji fotowoltaicznych. Do 2018 r. będzie ich ponad 200 tysięcy

CEO Magazyn Polska

Według danych firmy konsultingowej IHS średnie ceny paneli fotowoltaicznych od 2009 roku obniżyły się nawet o 80 proc. Do końca dekady koszt instalacji ma spaść o kolejne 27 proc. Ceny spadają również w Polsce. W połączeniu z coraz łatwiejszym dostępem do finansowania (np. przez uruchamiane programy) wpływa to na ożywienie tego segmentu energetyki odnawialnej. Eksperci oceniają, że już od 2016 roku czekają nas co najmniej dwa lata rozkwitu. Do 2018 liczba mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce ma wzrosnąć do 200 tys.

Począwszy od 2016 roku, staniemy przed dwu-, trzyletnim okresem rozkwitu energetyki fotowoltaicznej w Polsce w schemacie mikrogeneracji – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Paweł Owczarski, prezes spółki Polski Prąd.

Ekspert jest zdania, że Polska podąży taką samą drogą, jak Niemcy, Czesi, Bułgarzy czy Włosi. Dzięki stopniowym spadkom cen paneli fotowoltaicznych, można przewidywać, że popyt na tego typu instalacje w naszym kraju w najbliższym czasie znacząco się zwiększy.

Prognozy mówią o tym, że do końca 2017 roku w Polsce ma być 200 tys. mikroinstalacji fotowoltaicznych. Myślę, że jest na to rynek stworzony przez zainteresowanych tymi rozwiązaniami klientów – wyjaśnia Owczarski.

Prezes Polskiego Prądu ocenia, że barierą dla wzrostu mogą być ograniczone możliwości przerobowe instalatorów. Jeśli jednak podaż będzie w stanie sprostać zgłaszanemu zapotrzebowaniu, to realizacja prognoz wydaje się być jak najbardziej realna. O ile nie będzie żadnych utrudnień w dostępie do finansowania.

Proszę spojrzeć na to, co się stało z programem Prosument w tym roku. Jeśli ten program działałby tak, jak zamierzono, to pewnie już w tym roku mielibyśmy w Polsce 30-50 tys. sprzedanych i zaprojektowanych instalacji fotowoltaicznych – tłumaczy Owczarski.

Problemy z przyjmowaniem nowych wniosków pojawiły się w czerwcu bieżącego roku. Bank Ochrony Środowiska – instytucja współpracująca z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarski Wodnej – ogłosił wówczas tymczasowe wstrzymanie naboru nowych wniosków. Jako powód podano zmiany w programie priorytetowym NFOŚiGW.

Dopóki szybka ścieżka dla klientów indywidualnych się nie odbuduje, BOŚ nie uprości swoich własnych procedur lub nie pojawi się alternatywa w innym banku, dopóty trudno się spodziewać lawinowego przyrostu instalacji konsumenckich – przewiduje prezes spółki Polski Prąd.

Całkowity budżet programu Prosument wynosi 800 mln zł, z czego pula przewidziana dla banków na ten rok to w sumie 200 mln zł. Krótko po uruchomieniu wiosennego naboru do Banku Ochrony Środowiska wpłynęło 1600 wniosków na sumę około 60 mln zł, przy czym pula dostępna w pierwszej transzy wynosiła jedynie 20 mln zł.

Patrząc na liczbę wniosków czy na łączną wartość wniosków złożonych do BOŚ, jasne jest, że ten popyt jest i czeka, aż zostanie uwolniony – podsumowuje Paweł Owczarski.

Ustawa o odnawialnych źródłach energii mówi, że mikroinstalacja to źródło odnawialnej energii o mocy zainstalowanej nie wyższej niż 40 kW.

Polacy wydają coraz więcej na naprawę sprzętu informatycznego i ochronę przed cyberzagrożeniami. Rośnie też popularność konsultacji IT

CEO Magazyn Polska

Duża liczba potencjalnych ofiar, mała świadomość zagrożenia i znaczące potencjalne zyski – to powoduje, że przestępcy coraz chętniej przenoszą się do internetu. Z racji tego, że częstotliwość ataków w sieci rośnie, użytkownicy coraz więcej wydają na zabezpieczenia przed wirusami. Częściej też zwracają się o pomoc do fachowców. Konsultanci IT, dostępni całą dobę, pomogą nie tylko w przypadku ataku wirusów, lecz także problemów technicznych ze sprzętem.

Dzisiaj wielu przestępców przeniosło się do świata wirtualnego. To tam szukają swoich ofiar, tam dokonują kradzieży, oszustw, tam wyłudzają dane – mówi agencji Newseria dr Mariusz Sokołowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Z punktu widzenia przestępcy atutem świata wirtualnego jest możliwość łatwego ukrycia swojej prawdziwej tożsamości. Nie istnieje także problem odległości. Siedząc przed komputerem na jednym krańcu świata, możliwa jest kradzież danych z komputera oddalonego o setki kilometrów.

Każdego dnia toczy się walka pomiędzy tymi, którzy zabezpieczają nasze dane, nasz komputer, a tymi, którzy starają się te zabezpieczenia złamać po to, żeby dostać się do tego, co jest dla nas cenne – zauważa Sokołowski.

Sokołowski dostrzega konieczność szczególnej ochrony komputera. Stanowi on bowiem połączenie archiwum dokumentów oraz portfela. Starty mogą więc być znaczące. To powoduje, że zarówno firmy, jak i osoby indywidualne coraz więcej wydają na zabezpieczenia przed cyberzagrożeniami. Coraz częściej szukają też wsparcia fachowców – konsultacji dostępnych przez całą dobę, siedem dni w tygodniu i 365 dni w roku.

Pracujemy w Polsce w tym modelu jako jedni z pierwszych. Potrzeba wsparcia w każdej chwili funkcjonuje od wielu lat  wszyscy przecież funkcjonujemy w całodobowym cyklu, nasza praca nie kończy się o godzinie 18, bardzo często przynosimy ją do domu i pracujemy w nocy. W normalnym, domowym użytkowaniu też potrzebne jest wsparcie – wyjaśnia Artur Sikorski ze spółki ITC, odpowiedzialny za usługę iMe, narzędzie do zdalnej konsultacji IT, zarówno dla indywidualnych użytkowników, jak i dla biznesu.

Konsultacje te służą nie tylko w przypadku ataku wirusów, lecz także przy problemach technicznych. Te nie są rzadkością. Z danych przytaczanych przez ekspertów iMe wynika, że w ubiegłym roku na naprawę komputerów, tabletów czy smartfonów Polacy wydali ponad 1,5 mld, przyjmując, że średni koszt naprawy to 250 zł.

iMe umożliwia naprawę zdalnie – specjaliści są w stanie dzięki zainstalowanemu oprogramowaniu uzyskać dostęp do komputera i na życzenie usunąć usterki, dodatkowo instruując użytkownika, jak sobie z tym radzić w przyszłości.

90 proc. problemów, z którymi się spotykamy w firmach, to kwestie bardzo klasyczne i prozaiczne – od problemów z podłączeniem drukarki czy innego urządzenia peryferyjnego po konfigurację poczty czy odzyskanie hasła. Problemy duże, globalne, w przypadku firm tzw. krytyczne, stanowią niewielki procent dziennych operacji – mówi Artur Sikorski.

Wyjaśnia, że przyjęcie przez iMe zgłoszenia trwa średnio ok. 20 sekund, a rozwiązanie problemu – ok. 12 minut. iMe w zakresie bezpieczeństwa jest liderem rynku i ma certyfikaty ISO, definiujące poszczególne obszary każdej działalności. Wszystkie wewnętrzne procesy i interakcje z klientami są rejestrowane.

Pracujemy na bazie szeregu algorytmów, które pilnują tego, co się faktycznie dzieje, i wszelkie rzeczy, które mogą wykraczać poza margines, są z automatu zgłaszane jako alerty, które następnie są każdorazowo weryfikowane. Nic, co dotyczy cudzego komputera, nie dzieje się bez wiedzy właściciela – podsumowuje Artur Sikorski.

Krajowy rynek kosmetyczny wart jest 3,4 mld euro. Polska liderem na skalę europejską

CEO Magazyn Polska

Wzrost produkcji i sprzedaży kosmetyków w ostatnich latach oscylował wokół 10-12 proc. Dziś tempo nieco wyhamowało, ale i tak polski rynek jest jednym z szybciej rozwijających się w Europie. W ubiegłym roku, jak podaje resort gospodarki, wart był 3,4 mld euro. Zmiana preferencji klientów powoduje, że producenci w Polsce szukają naturalnych surowców do wytwarzania kosmetyków.

W Polsce w ciągu roku produkuje się kosmetyki za około 3,4 mld euro. To znacząca kwota, dlatego branża kosmetyczna jest ważna dla przemysłu w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Sikorski, kosmetolog.

W Polsce działa około 100 dużych i średnich oraz ponad 300 małych i bardzo małych producentów kosmetyków, a także setki laboratoriów, firm badawczych, chemicznych, biotechnologicznych oraz producentów opakowań. Pozwala to polskim firmom na umiejscowienie w kraju całego procesu produkcyjnego – od pomysłu, przez badania i testy, po produkcję i powstanie finalnego produktu. Największą część rynku stanowią kosmetyki do pielęgnacji włosów i skóry – ponad 35 proc. Kolejne miejsca zajmują:  perfumy (13,5 proc.), akcesoria do golenia i kosmetyki męskie (10,5 proc.) oraz kosmetyki do makijażu (9,7 proc.).

Kiedy na początku lat 90. na polskim rynku pojawiły się międzynarodowe koncerny kosmetyczne, lokalni producenci, chcąc pozostać w grze, musieli zainwestować w nowe technologie, działy badań i doskonalenie kadr. Z czasem przełożyło się to na wyższą jakość kosmetyków, a pozycja polskich producentów mimo silnej konkurencji ze strony światowych marek się umocniła. To unikalne zjawisko w skali europejskiej.

Polacy kupują polskie kosmetyki głównie dlatego, że są przekonani o tym, że są dobre, że są kosmetykami sprawdzonymi, bezpiecznymi i że polskie firmy kosmetyczne, działając zespołowo, wybijają się na tym rynku – wyjaśnia Sikorski.

Dzięki temu na przykład polski rynek kosmetyki pielęgnacyjnej ciała i twarzy aż w 50 proc. należy do rodzimych marek. Producenci wciąż podnoszą poprzeczkę coraz wyżej, nie przestają eksperymentować i szukać nowych surowców o unikalnych właściwościach.

Jeszcze nie jesteśmy liderem w produkcji i wykorzystaniu różnych ciekawych surowców kosmetycznych, ale coraz więcej polskich firm zainteresowanych jest produkcją takich surowców – mówi kosmetolog. – Polacy szukają kosmetyków, które mają składniki z tzw. zielonej chemii, ekologicznych, które pochodzą z ekologicznych upraw, które nie stwarzają naszej Ziemi kłopotów, nie przyczyniają się do wzrostu zanieczyszczenia czy ubytków.

Jednym z przykładów jest aktywny węgiel drzewny.

Węgiel drzewny jak na razie nie jest powszechnie stosowany w kosmetykach. Nowe marki dopiero zaczynają go wykorzystywać. Jest to surowiec, który celuje w kosmetyki przeznaczone głównie dla mężczyzn ze względu na swoje własności oczyszczające – tłumaczy Andrzej Sikorski.

Węgiel drzewny ma silne właściwości oczyszczające i odświeżające, pochłania i neutralizuje toksyny, odblokowuje pory, usuwa nadmiar sebum, chroni przed wolnymi rodnikami, usuwa przykry zapach i nie powoduje podrażnień. Serię kosmetyków na bazie węgla drzewnego z Bieszczad wprowadziła właśnie na rynek nowa polska marka kosmetyczna ZEW for men. W skład linii kosmetyków wchodzi pięć produktów dla mężczyzn o różnym przeznaczeniu: mydło do włosów, mydło do twarzy i ciała, mydło do golenia, mydło do brody oraz mydło 3 w 1 do twarzy, ciała i włosów w postaci wygodnego sztyftu.

Poczta Polska ze znaczkami poświęconymi Janowi Pawłowi II. Znaczek pocztowy może być miniaturowym dziełem sztuki

Znaczek to nie tylko potwierdzenie opłaty pocztowej, lecz także miniaturowe dzieło sztuki – przekonują przedstawiciele Poczty Polskiej. Zainteresowanie specjalnymi wydaniami znaczków nie słabnie. Co więcej, polskie emisje znajdują uznanie na świecie.

Jedną z ostatnich inicjatyw popularyzujących filatelistykę wśród Polaków jest wystawa „Święty Jan Paweł II na znaczkach Poczty Polskiej”. Organizatorzy zebrali łącznie kilkadziesiąt emisji i ponad sto unikatowych znaczków wydanych od czasu pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 roku.

Chcielibyśmy popularyzować znaczki, bo to jest sztuka, którą każdy może mieć w swoim domu. Ludzie zachwycają się pięknymi obrazami, zdjęciami, teatrem, sztuką, a za niewielkie pieniądze można stworzyć swoją własną, niepowtarzalną kolekcję miniaturowych dzieł sztuki – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Włoch, członek zarządu Poczty Polskiej.

Znaczki były wydawane przy okazji różnych wydarzeń. Były to pielgrzymki Jana Pawła II, Dni Papieskie, Światowe Dni Młodzieży, rocznice pontyfikatów, i urodziny Jana Pawła II. Wiele było takich okazji, z racji których te znaczki wydawaliśmy – wylicza Agnieszka Kłoda-Dębska, zastępca dyrektora biura marketingu i filatelistyki Poczty Polskiej.

Emisja powstała we współpracy Poczty Polskiej oraz Poczty Watykanu. Ekspozycję będzie można oglądać w czterech polskich miastach: Częstochowie, Warszawie, Wrocławiu oraz Krakowie.

Na pewno edycje znaczków, jak poświęcona Janowi Pawłowi II czy innym wybitnym postaciom, cieszą się znacznie większą popularnością. Istotne jest to, abyśmy potrafili doceniać nie tylko walory filatelistyczne, lecz także historię, jaka kryje się za każdym znaczkiem – zauważa Paweł Włoch.

Zdaniem Agnieszki Kłody-Dębskiej Polacy najczęściej kupują znaczki, które mają dla nich pewną wartość sentymentalną. Dlatego tak dużym zainteresowaniem cieszą się emisje z papieżem Janem Pawłem II.

Serie związane ze świętym Janem Pawłem II są szczególnie cenne, ponieważ to jest nasz wielki Polak, z którego jesteśmy bardzo dumni. Osoby, które posiadają pojedyncze znaczki z papieżem, dziś chcą te znaczki dobierać, żeby mieć kompletne serie – wyjaśnia Kłoda-Dębska.

Inne przykłady popularnych serii to emisje poświęcone polskim olimpijczykom czy znaczek wydany na część Oscara dla filmu „Ida”.

Bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się także znaczki świąteczne, z okazji Wielkanocy i Bożego Narodzenia – stwierdza Agnieszka Kłoda-Dębska. – Może to świadczyć o tym, że część osób pielęgnuje tradycję wysyłania listów i kartek zamiast SMS-ów.

Specjalne emisje znaczków Poczty Polskiej znajdują nie tylko uznanie wśród Polaków. Ich walory artystyczne doceniono również za granicą. Emisja pt. „Kanonizacja Papieża Jana Pawła II” została uznana za najpiękniejszy znaczek świata o tematyce sakralnej 2014 roku. Przyznany za to dokonanie medal św. Gabriela jest już trzecim odznaczeniem dla polskiego znaczka w ciągu ostatnich 6 lat.

Poczta Polska w październiku została ponadto uhonorowana prestiżowa nagrodą Totus 2015. Wyróżnienie dotyczyło kategorii „Propagowanie nauczania Ojca Świętego Jana Pawła II”. Działalność poczty o charakterze edukacyjnym, kulturalnym, społecznym została również doceniona godłem „Teraz Polska”. Spółka otrzymała nagrodę za album „Jan Paweł II na znaczkach Poczty Polskiej”.

Centra outletowe w Polsce przyciągają coraz więcej klientów. Głównie za sprawą dobrej oferty modowej

0

CEO Magazyn Polska

Polska jest outletową potęgą w Europie Środkowo-Wschodniej. Nasycenie powierzchnią na poziomie 5 mkw. na tysiąc mieszkańców plasuje nasz kraj wyżej niż Niemcy. W Polsce działa 13 centrów outletowych, które przyciągają coraz więcej klientów. Kluczem do sukcesu jest właściwy dobór najemców.

Polski rynek centrów outletowych jest najbardziej nasyconym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej, ale brakuje nam oczywiście bardzo dużo do tak dojrzałych rynków, jak Wielka Brytania, Francja czy Włochy. Nie pozostajemy jednak w tyle. Pod względem nasycenia wyprzedzamy nawet Niemcy – mówi agencji Newseria Monika Olejnik-Okuniewska, Business Development Marketing Director w Neinver Polska.

Raport firmy JLL „Rynek handlowy w Polsce” wskazuje, że na koniec II kw. 2015 roku powierzchnia centrów wyprzedażowych wyniosła 0,19 mln mkw. Choć w porównaniu do centrów handlowych to niewiele (blisko 9 mln mkw.), to centra outletowe rosną w siłę. Obecnie w Polsce działa 13 takich obiektów, a z danych firmy CBRE wynika, że nasycenie powierzchnią wynosi 5 mkw. na tysiąc mieszkańców. Dla porównania w Szwajcarii wskaźnik ten wynosi 9,6 mkw., ale już w Niemczech – 1,8 mkw.

Obowiązuje tam dosyć restrykcyjne prawo, które nie pozwala budować poza centrami miast, a cały proces inwestycyjny trwa dużo dłużej. W Niemczech mamy swój jeden outlet, widzimy że ten rynek z roku na rok się ożywia, jest więc szansa, że będzie ich tam coraz więcej – ocenia Olejnik-Okuniewska.

W Polsce pod marką Neinver działa pięć centrów: w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i Krakowie. W ubiegłym roku odwiedziło je 13 mln klientów, w pierwszym półroczu 2015 roku zakupy zrobiło już o 0,5 mln osób więcej niż w analogicznym okresie 2014 roku. Zdaniem przedstawicielki spółki w dużej mierze to zasługa modelu sprzedaży opartego na znacznie niższych cenach i właściwego doboru najemców.

Wiemy, że nie każda sieć działająca na terenie Polski jest gotowa na to, żeby wejść do centrum outletowego. Nie ma towaru, którym mogłaby na co dzień zapełniać półki takiego sklepu. Jest to pewna forma porozumienia i konsensusu pomiędzy deweloperem i zarządcą a najemcami – tłumaczy Olejnik-Okuniewska.

Obecnie na 84,5 tys. mkw. powierzchni handlowej działa 472 sklepów 250 marek. Firma chce rozszerzyć ofertę modową z różnych segmentów, tak by przyciągnąć jak najwięcej klientów. Ceny obniżone o 30, a nawet 70 proc. sprawiają, że Polacy w outletach kupują też produkty marek uznawanych w Polsce za marki premium.

Potencjał tkwi w markach modowych bardzo przystępnych cenowo dla polskiego klienta. Widzimy też coraz większe zainteresowanie markami ze średniej półki, a na polskim rynku można powiedzieć, że jest to półka premium, czyli Calvin Klein, Tommy Hilfiger czy Geox, który niedawno został otwarty w Factory Ursus – wskazuje Monika Olejnik-Okuniewska.

Fundusz MCI.TechVentures inwestuje w iZettle

0

MCI.TechVentures 1.0, fundusz zarządzany przez Grupę Kapitałową Private Equity Managers zainwestował w iZettle, lidera na europejskim rynku akceptacji płatności mobilnych dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Fundusz MCI.TechVentures inwestujący w europejskie spółki technologiczne na etapie wzrostu (growth) dokonał kolejnej inwestycji w segmencie fintech (financial technologies), angażując się kapitałowo w szwedzki iZettle. Spółka jest liderem rynku rozwiązań do akceptacji płatności kartowych oraz mobilnych (mPOS) dla MŚP w Europie i Ameryce Łacińskiej, oferując swoje usługi w 11 krajach: Szwecji, Norwegii, Danii, Finlandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Holandii, Meksyku i Brazylii.

Najnowsza inwestycja funduszu jest elementem rundy finansowania pozyskanej przez iZettle w połowie 2015 roku na rozwój prowadzonej działalności oraz wprowadzenie nowych produktów. W lipcu br. spółka zamknęła rundę D finansowania o wartości 60 mln euro, prowadzoną przez Intel Capital i Zouk Capital. W rundzie uczestniczyli też inni inwestorzy spółki – fundusze, Index Ventures, Northzone, Creandum, Dawn Capital oraz 83North (poprzednio Greylock).

Dzięki mobilnym terminalom, iZettle pozwala małym przedsiębiorcom na szybką i łatwą akceptację płatności kartą, w tym płatności zbliżeniowych w technologii NFC, a także płatności mobilnych. Już w maju tego roku spółka, jako pierwsza w Wielkiej Brytanii, wprowadziła na rynek czytnik kart obsługujący również system Apple Pay oraz inne systemy płatności mobilnych jak Samsung Pay.

Obok usług płatniczych, iZettle rozwija również nowe produkty. Przed dwoma miesiącami spółka ogłosiła uruchomienie usługi iZettle Advance – linii kredytowej dla przedsiębiorców przyjmujących płatności przez terminale iZettle. Nowa usługa zapewni klientom iZettle szybki dostęp do kapitału obrotowego, jak i usprawnienie zarządzania rozliczeniami z kontrahentami.

iZettle jest trzecią inwestycją w segmencie fintech zrealizowaną w 2015 przez fundusze zarządzane przez Grupę Private Equity Managers. Wcześniej fundusz MCI.TechVentures zainwestował w Azimo, spółkę z Wielkiej Brytanii realizującą międzynarodowe transfery pieniężne, a fundusz MCI.EuroVentures dokonał inwestycji w eCard (operatora płatności online).

Fundusz MCI.Techventures inwestuje w europejskich liderów wybranych segmentów online i mobile, charakteryzujących się znaczącym potencjałem wzrostu, z tego względu zdecydowaliśmy się dokonać inwestycji w iZettle. Spółkę wyróżnia to, że jako pierwsza na rynku europejskim wprowadza innowacyjne rozwiązania techniczne w zakresie płatności, a jej produkty zmieniają obecnie funkcjonujące modele biznesowe na rynku finansowym i usług bankowych. Aktywnie szukamy możłiwości inwestycyjnych w segmencie fintech, koncentrując się na tych spółkach, które dostarczają nową jakość dla klientów zasadniczo zmieniając sposób korzystania z usług finansowych“ – powiedział Sylwester Janik, zarządający funduszem MCI.TechVentures.

O iZettle:

iZettle jest liderem rynku akceptacji płatności mobilnych w Europie i Ameryce Łacińskiej. Wszystkie rozwiązania oferowane przez iZettle, począwszy od czytników kart dla smartfonów i tabletów, poprzez kasy fiskalne oparte na tabletach, a na narzędziach sprzedażowych i produktach kredytowych kończąc, są proste w obsłudze, bardzo bezpieczne i zaprojektowane z myślą o rozwoju małych firm. Założona w 2010 roku z siedzibą w Sztokholmie firma jest obecna w 11 krajach na całym świecie. Inwestorami iZettle są: 83North (dawniej Greylock), American Express, Creandum, Dawn Capital, Index Ventures, Intel Capital, MCI.TechVentures (zarządzany przez Grupę PEManagers), Northzone, Santander Innoventures, SEB Private Equity i Zouk Capital.

Asseco Western Europe sprzedaje Matrix42

0

Asseco Western Europe podpisało umowę warunkową sprzedaży wszystkich posiadanych przez siebie akcji spółki Matrix42. Transakcja ma mieć charakter wykupu menedżerskiego i odbędzie się we współpracy z funduszem private equity – EMERAM Capital Partners GmbH. Strony nie ujawniają wartości transakcji.

Matrix42 AG to spółka należąca dotąd do Asseco Western Europe, działająca przede wszystkim na terenie Niemiec, Austrii, Szwajcarii (DACH) oraz Australii, która oferuje aplikacje do zarządzania cyklem życia produktów oraz oprogramowanie wspomagające zarządzanie zasobami IT (IT SM). Jej produkty są skierowane do średnich przedsiębiorstw. Matrix42 jest liderem w tej klasie oprogramowania na rynku niemieckim. Dotychczasowi menedżerowie spółki zwrócili się do Asseco z propozycją wykupu menedżerskiego – Asseco posiada 97,2% akcji Matrix42.

Biorąc pod uwagę naszą strategię oraz plany rozwoju na rynkach wschodzących, wyraziliśmy przychylność dla idei wykupu akcji spółki Matrix42 przez jej menedżerów oraz wsparliśmy ich w tym procesie – powiedział Jacek Duch, Przewodniczący Rady Nadzorczej Asseco Poland. Matrix42 będzie nadal w bardzo dobrych rękach i będzie zarządzany przez doświadczonych menedżerów, którzy bardzo dobrze znają tę spółkę oraz mają wizję tego, jak ją dalej rozwijać – dodał.

Od 2008 roku, gdy Matrix42 stał się częścią Grupy Asseco, konsekwentnie rozwijaliśmy swoją działalność. Czuliśmy się bardzo komfortowo, będąc członkiem Grupy Asseco, a nasza współpraca była oparta na dużym zaufaniu. Matrix42 znalazł w EMERAM partnera, który przyczyni się do dalszego rozwoju firmy na kluczowych dla niej rynkach, jak również do jej międzynarodowej ekspansji. Dzięki temu, że w trakcie realizacji procesu sprzedaży spółki, wybraliśmy EMERAM, osiągniemy jeszcze większe sukcesy w przyszłości. EMERAM, posiadając międzynarodową sieć współpracowników oraz wiedzę branżową, pomoże Matrix42 uwolnić dotychczas niewykorzystywany potencjał – powiedział Jochen Jaser, Prezes Matrix42.

Matrix42 działa na dynamicznym i ciekawym rynku, dostarczając przyszłościowe rozwiązania klasy Workplace Management. Innowacyjne usługi, oferowane przez firmę, zapewniają jej szerokie możliwości ekspansji. Będąc partnerem Matrix42, zamierzamy wspierać jej Zarząd w realizacji powyższych zadań i kontynuacji rozwoju firmy – powiedział Kai Köppen, Współzałożyciel EMERAM Capital Partners.

Sprzedaż Matrix42 będzie kolejnym krokiem w reorganizacji struktury Grupy Asseco. W 2014 roku sprzedano udziały w słowackiej firmie telekomunikacyjnej Slovanet. Ponadto w lipcu br. Grupie Sapiens sprzedano, działającą na rynku polskim, spółkę ubezpieczeniową Insseco. Również w tym roku, na bazie kompetencji sześciu polskich firm z Grupy, powołano jedną dużą spółkę – Asseco Data Systems. W ostatnim czasie Asseco przeprowadzało też nowe akwizycje, mające na celu rozwój kompetencji i nowych rynków – we wrześniu podpisało umowę nabycia za 21,5 mln euro, pakietu większościowego akcji w portugalskiej spółce informatycznej Exictos, która obsługuje klientów m.in. z sektora bankowego i koncentruje swoją działalność na rynkach afrykańskich. W tym samym miesiącu Asseco podpisało także z głównymi akcjonariuszami polskiej spółki Infovide-Matrix porozumienie dotyczące nabycia większościowego pakietu akcji oraz ogłosiło wezwanie na wszystkie akcje.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Polska gospodarka nie jest gotowa na nowe pokolenia pracowników

 

Firmy nie są przygotowane na walkę o młode talenty na rynku pracy. Jak wynika z najnowszego raportu „Postawy Polaków wobec rynku pracy” przygotowanego przez Work Service S.A., wśród pracowników niezadowolonych ze swojej pracy, aż 60% wskazuje na brak możliwości realizowania zawodowych ambicji, a ponad 37% uważa, że ich pracodawca nie zapewnia im możliwości rozwoju. Jednocześnie prawie 40% badanych twierdzi, że nie mają szans na awans, ponieważ w ich miejscu pracy stanowiska na wysokich szczeblach są zablokowane przez obecnych menedżerów.

Główną przyczyną niezadowolenia Polaków z pracy nie są niskie zarobki, czy konieczność pracy po godzinach. Wśród osób negatywnie oceniających swoje miejsca zatrudnienia w Polsce, aż 60% wskazuje brak możliwości realizacji ambicji zawodowych. Dodatkowo ponad 37% badanych pracowników uważa, że pracodawca nie zapewnia im rozwoju oraz jasnej ścieżki kariery. Zamknięte drzwi do rozwijania kariery mają w swoim miejscu pracy najczęściej osoby zarabiające najmniej – 56% osób o dochodach poniżej 2 tys. netto miesięcznie i tylko 10 % zarabiających ponad 3 999 zł.

 

CEO MAGAZYN POLSKA Work Service: bezrobocie zaczęło się zmniejszać. W ciągu kilku lat może spaść poniżej 10 proc. – Odzwierciedleniem braku pomysłu na zarządzanie różnorodnością w polskich przedsiębiorstwach jest niezadowolenie z wykonywanej pracy wśród młodych pracowników, dopiero rozpoczynających karierę zawodową. Nie widzą oni dla siebie perspektyw rozwoju i potencjału do awansów, co pokazuje jak silnie mamy zabetonowany dziś rynek pracy – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Nieznajomość oczekiwań młodego pokolenia przekłada się na nieumiejętne motywowanie pracowników z generacji Y. Pracodawcy powinni jak najszybciej odrobić tę lekcję i dostosować politykę HR w swoich firmach tak, aby budując zespoły różnorodne, każdy pracownik, bez względu na wiek miał indywidualną ścieżkę rozwoju i system motywacyjny dostosowany do swoich oczekiwań – dodaje Tomasz Hanczarek

W raporcie „Postawy Polaków wobec rynku pracy”, przygotowanym przez Work Service, ponad 1/3 pracowników (37%) negatywnie ocenia szanse na rozwój w swoim zakładzie pracy. W tym gronie, niemal co drugi pracownik wskazuje, że w jego firmie nie ma jasnych kryteriów awansu. Prawie 40% zauważa, że stanowiska na wysokich szczeblach są zablokowane przez obecnych menedżerów i dlatego nie mają szans na wspinanie się po drabinie kariery, a co trzeci pracownik twierdzi, że w jego miejscu pracy brakuje procesu doszkalania pracowników.

Jak podkreśla Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A., w dobie rynku pracownika jasne kryteria awansów i możliwości rozwoju staną się jednym z głównych elementów przyciągania najlepszych kandydatów. Szczególnie, że na rynek pracy wchodzi nowe pokolenie.

– Millenialsi czyli młode pokolenia Y i Z, to grupa o konkretnych oczekiwaniach w stosunku do pracy. Są mocno nastawieni na rozwój osobisty, realizowanie pasji oraz podążanie za swoimi wartościami. Stawiają przede wszystkim na rozwój kompetencji, samodoskonalenie i płynne łączenie życia zawodowego z prywatnym. Dlatego tak cenne są dla nich elastyczne godziny pracy, kultura organizacyjna oparta na współpracy, a także pakiety szkoleń. W naszym badaniu co trzecia osoba wskazała na potrzebę dofinansowania nauki w ramach systemów motywacyjnych. To pokolenie, które z pasją i zapałem podchodzi do swojej pracy jest niezwykle cenną inwestycją na przyszłość. Dlatego firmy chcąc konkurować o największe młode talenty będą musiały dostosowywać się do ich oczekiwań i umożliwiać im ścieżkę rozwoju – dodaje Inglot.

Recesja czy boom? Co czeka rynek biurowy po 2016 roku

O przyszłości rynku biurowego w Polsce eksperci dyskutować będą na konferencji Eurobuild Conferences – Rynek powierzchni biurowych  i zielone rozwiązania – która odbędzie się 14. października br. w Warszawie

Mateusz StrzeleckiPanel poświęcony warszawskiemu rynkowi biurowemu po 2016 roku poprowadzi Mateusz Strzelecki z firmy doradczej Walter Herz. Specjaliści z branży, którzy wezmą udział w spotkaniu wyrażą swoje opinie na temat kierunku rozwoju największego w kraju rynku powierzchni biurowych. Komentatorzy wymienią poglądy, poszukując m.in. odpowiedzi na pytania: czy w 2017 roku jedna piąta warszawskich biur będzie oczekiwała na najemców, a firmy deweloperskie zaczną się konsolidować lub ogłaszać upadłość? Czy może wręcz przeciwnie, lawinowy napływ nowych firm spowoduje dynamiczny rozkwit rynku biurowego w stolicy? A notowany obecnie szybki wzrost podaży powierzchni biurowej zrównoważy wysoki popyt? Starcie przeciwstawnych wizji pozwoli uzyskać odpowiedź na te pytania.

W czasie konferencji poruszonych zostanie wiele istotnych zagadnień dotyczących segmentu biurowego w Polsce. Obserwatorzy rynku, reprezentujący wiodące firmy z branży, dyskutować będą o sposobach przyciągnięcia do naszego kraju firm z sektora BPO/SSC, które stały się już dominującym najemcą na rynkach regionalnych. Eksperci przedstawią ofertę miast regionalnych skierowaną do deweloperów i inwestorów, wskazując nowe lokalizacje biurowe na mapie Polski.

Spotkanie stanie się okazją do poruszenia tematu relokacji biura oraz oferowanych przez nowoczesne obiekty usług i udogodnień. Prezentacje dotyczyć będą także kwestii związanych z wymaganiami najemców z poszczególnych branż oraz aranżacją przestrzeni biurowej.

Podczas meetingu omówiona zostanie kwestia zainteresowania polskim rynkiem biurowym zgłaszanym ze strony inwestorów zagranicznych. Jednym z tematów będzie również eko-rewitalizacja. Uczestnicy konferencji dowiedzą się, jakie korzyści przynosi wdrożenie zielonych rozwiązań w istniejących budynkach i jak wiele można dzięki niemu zaoszczędzić.

W spotkaniu polskiego sektora nieruchomości komercyjnych wezmą udział przedstawiciele wielu wiodących na rynku firm doradczych, deweloperskich oraz firm współpracujących z branżą. Wśród kilkudziesięciu prelegentów, moderatorów dyskusji i panelistów znajdą się uznani analitycy oraz przedstawiciele największych rynkowych graczy.

Autor: Walter Herz

Przedwyborczy przystanek zimowej hossy

Lukasz Bugaj, analityk DM BOS
Lukasz Bugaj, analityk DM BOS

Miniony tydzień był praktycznie dla wszystkich parkietów bardzo udany. Na szczególną uwagę zasłużyły jednak rynki rozwijające się, nad którymi po raz pierwszy po dłuższej przerwie ponownie zaświeciło słońce. Poprawa sentymentu była wielopłaszczyznowa i dotyczyła nie tylko akcji, ale również surowców oraz walut. Wszystkie elementy układanki łączyły się w pozytywną całość, która ostatecznie wyniosła indeks MSCI Emerging Markets ponad wrześniowe maksima. Tym samym wykreślona została formacja podwójnego dna z klarownym dla wszystkich sygnałem kupna. Szczególnie nim dotknięta została strona grająca na spadki i w związku z tym za niemałą część popytu stali inwestorzy likwidujący krótkie pozycje. Same napływy świeżego kapitału na przecenione parkiety jeszcze nie ruszyły i to zapewnia pokaźny bufor do dalszych wzrostów. Tym samym ostatni kwartał roku ma szansę wypełnić swoją modelową udaną formę. Na kanwie zwiększającego się optymizmu na początku przyszłego roku pojawią się nieco lepsze prognozy co do rozwoju gospodarczego świata. Tak samo zresztą dzieje co roku i tylko po to, by po kilku miesiącach obserwować rewizje tych prognoz w dół. Ośrodki analityczne przez tyle lat i aż nadto nieudanych prób zauważalnego przyspieszenia globalnego wzrostu nie są w stanie zrozumieć, że fundamenty wciąż są na tyle słabe, iż o przyspieszeniu cały czasu możemy co najwyżej pomarzyć. Zresztą aktualna poprawa sentymentu nie tyle wynika z lepszych perspektyw na przyszłość, ale z ich nadmiernego przeszacowania w dół w ostatnich tygodniach. Ważnym składowym układanki jest również nadzieja na utrzymanie polityki zerowych stóp procentowych na dłużej. Jedynym realnym zagrożeniem dla trwałości wzrostów jest dość szybka zmiana konsensusu na pozytywny. Wydaje się, że za szybko pesymiści zmienili front na optymistów i dlatego nie można wykluczyć zatrzymania, które powinno zasiać wymaganą dla dalszych zwyżek wątpliwość. Jak pokazuje bowiem historia, nic tak nie mobilizuje popyt jak ściana strachu, po której można się wspinać. Aktualnie zagrożeń nie brakuje, więc ściana na miejscu z pewnością jest. Są jednak potrzebni pesymiści, którzy dopiero zaczną zmieniać się w optymistów, i za tym ruchem pójdą przepływy kapitału. Lokalnie ewentualny przystanek dość dobrze współgrałbym z przedwyborczym zawahaniem, które zniknie z końcem miesiąca. Jaka każdy obywatel dobrze przecież wie, obietnice wyborcze rzadko implementowane są w swojej pełnej krasie. Teraz tylko inwestorzy dojrzeć muszą do podobnego rozumowania.

Toyota Highway Teammate – Inteligencja interakcji

Toyota przedstawiła wyniki drogowych prób samochodu testowego Highway Teammate – zmodyfikowanego Lexusa GS – będącego demonstratorem technologii automatycznego prowadzenia pojazdów, które mają trafić na rynek już około roku 2020.

Projekt jest częścią szerszej koncepcji Mobility Teammate, interaktywnego samochodu przyszłości, który ułatwia bezpieczne i sprawne przemieszczanie się z wykorzystaniem mechanizmów sztucznej inteligencji.

Highway Teammate testowany był w rzeczywistym ruchu drogowym na drogach szybkiego ruchu wokół Tokio tworzących sieć Shuto Expressway. Wyposażony w specjalny sprzęt i oprogramowanie Lexus GS samodzielnie wykonywał wszystkie manewry związane z poruszaniem się po drogach ekspresowych, od włączania się do ruchu, przez jazdę z zachowaniem bezpiecznych odstępów od innych pojazdów, zmianę pasów ruchu i wyprzedzanie, po opuszczanie drogi przez odpowiednie zjazdy.

Do jazdy w trybie automatycznym system wykorzystuje precyzyjną cyfrową mapę oraz szereg czujników, w tym czujnik radarowy, kamery oraz czujnik laserowy. Określając w ten sposób swą pozycję w przestrzeni oraz w stosunku do przeszkód i innych pojazdów, Highway Teammate samoczynnie steruje kierownicą, napędem i hamulcami, zapewniając sprawne i bezpieczne prowadzenie samochodu nie gorzej, niż zrobiłby to człowiek.

Toyota wskazuje trzy zasadnicze elementy, składające się na koncepcję Mobility Teammate. Są to inteligencja prowadzenia, inteligencja interakcji i inteligencja w sieci. Inteligencja prowadzenia obejmuje rozpoznawanie otoczenia i automatyczne kierowania pojazdem w oparciu o prognozy zmian sytuacji i decyzje podejmowane przez mechanizmy sztucznej inteligencji. Inteligencja interakcji to całość zagadnień związanych z komunikacją człowieka z maszyną, w tym rozpoznawanie stanu kierowcy. Inteligencja w sieci to komunikacja z otoczeniem, w tym z infrastrukturą drogową i innymi pojazdami.

Celem rozwijania tych technologii jest stworzenie środków transportu indywidualnego, umożliwiających bezpieczne i efektywne przemieszczanie się na mniejsze i większe odległości przy zapewnieniu maksimum swobody.

Jest decyzja strony niemieckiej w sprawie MiLoG

Niemiecki Urząd Celny poinformował, w jaki sposób zagraniczne firmy mają rozliczać swoich kierowców na terenie RFN. Ze względu na mnogość interpretacji zapisów MiLoG na tę informację czekały nie tylko polskie firmy, ale również przedsiębiorstwa z innych państw europejskich. Tymczasem, jak podaje PAP, Komisja Europejska planuje „MiLoG” w całej Europie.

Jest decyzja strony niemieckiej w sprawie MiLoGW styczniu tego roku weszła w życie ustawa o płacy minimalnej w Niemczech. Od samego początku budziła ona kontrowersje ze względu na konieczność wypłacania kierowcom wykonującym transport na terenie RFN niemieckiej płacy minimalnej wynoszącej 8,5 euro na godzinę. Stawki te mogły stanowić poważne wyzwanie dla przedsiębiorstw wykonujących przejazdy do lub przez Niemcy, dlatego do Komisji Europejskiej wpłynęła skarga w tej sprawie. – Informacje z niemieckiego Urzędu Celnego potwierdziły stanowisko OCRK, że diety i ryczałty mogą być składnikiem wynagrodzenia, ponieważ wynika to z dyrektywy unijnej. MiLoG oczywiście stanowi problem dla polskiej branży transportowej, ale poprzez dobrą organizację firmy transportowej można zminimalizować koszty, a jednocześnie prawidłowo rozliczać czas pracy kierowców – tłumaczy Bartosz Najman, prezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Część ekspertów twierdziła, że dodatki właściwe delegacji pracownika, tj. diety czy ryczałty noclegowe, nie mogą zostać uznane jako składnik płacy minimalnej. To z kolei przekładało się na znaczny wzrost kosztów pracy. – W tej chwili wiemy już, że obawy te były bezpodstawne, a Niemiecki Urząd Celny w pełni zaakceptował praktykę wliczania do płacy minimalnej ryczałtu noclegowego oraz diety pomniejszonej stosownie wg wytycznych niemieckiego Ministerstwa Finansów, kończąc kontrolę bez nakładania kary finansowej na polskiego przewoźnika – mówi Bartosz Najman. – To bardzo dobra wiadomość dla całej branży transportowej – dodaje.

Tymczasem problem płacy minimalnej w krótkim czasie może rozprzestrzenić się na całą Europę. Nie jest tajemnicą, że inne państwa mają zamiar wprowadzić niemieckie rozwiązania. Ratunkiem do tej pory była Komisja Europejska. Polska upatrywała w działaniach organu wykonawczego UE szansy na ukaranie Niemiec i cofnięcie przez zachodniego sąsiada szkodliwej ustawy. Jednak, jak podała Polska Agencja Prasowa, komisarz ds. zatrudnienia i spraw socjalnych Marianne Thyssen zapowiedziała rewizję dyrektywy o pracownikach delegowanych w UE. Nowe prawo miałoby gwarantować takie samo wynagrodzenie za taką samą pracę na danym terytorium. Skutkiem tych działań będzie wprowadzenie regulacji o wynagrodzeniu minimalnym dla kierowców w całej Europie.

Fracht lotniczy Dachser dla Ameryki Łacińskiej

Globalny operator logistyczny – firma Dachser oferuje nową usługę frachtu lotniczego, łączącą przez lotnisko w  Miami na Florydzie ogólnoświatową sieć transportową z Ameryką Łacińską.

Dachser_Air-Sea_LogisticsDzięki nowemu połączeniu, Dachser sprawnie konsoliduje fracht lotniczy z Europy, Azji oraz Ameryki Północnej i oferuje regularne usługi transportowe do wszystkich głównych portów lotniczych w Argentynie, Brazylii, Chile, Kolumbii, Meksyku i Peru.

Dzięki temu rozwiązaniu będziemy mogli jeszcze lepiej optymalizować połączenia w ramach naszej globalnej sieci Air & Sea Logistics. Ze zwiększonymi możliwościami transportowymi, w połączeniu z konkurencyjnymi cenami i elastycznością, wychodzimy naprzeciw rosnącym wymaganiom naszych klientów – mówi Guido Gries, dyrektor zarządzający Air & Sea Logistics Americas. Dzięki własnej kontroli przesyłek w punktach przeładunkowych, zapewniamy również wysoki poziom jakości usług. Jest to bardzo istotne dla naszych klientów oraz idzie w parze z naszym zaangażowaniem w jakość – dodaje. Dachser oprócz klasycznych usług transportu lotniczego i morskiego oferuje również ich innowacyjne połączenie, realizowane przez  lotnisko w Miami.

Międzynarodowe lotnisko w Miami odgrywa coraz większą rolę w globalnym handlu  oraz jest głównym punktem przeładunkowym do Karaibów i Ameryki Łacińskiej, do których w ostatnich latach transport lotniczy dynamicznie rośnie. Jest to największy port lotniczy w Stanach Zjednoczonych, przez który w 2014 roku przetransportowano 1,9 mln ton przesyłek i 9. wśród lotnisk na świecie. Lotnisko w Miami posiada największą liczbę regularnych lotów do Ameryki Łacińskiej. Około 80 procent tego frachtu lotniczego trafia na południe kontynentu.

 

,,Diamenty Polskiej Chemii” rozdane. Po ,,Chemical Industry Summit & Awards Gala” w Warszawie

Wczoraj zakończył się międzynarodowy szczyt chemiczny w Warszawie organizowany przez Executive Club we współpracy z PwC Polska. W czasie Gali wieńczącej konferencję wręczono nagrody dla najbardziej wyróżniających się podmiotów w branży.

Diamenty Polskiej ChemiiCeremonię wręczenia ,,Diamentów Polskiej Chemii” poprowadzili: Odeta Moro – prezenterka TVP1 i TVN oraz Jacek Socha – Partner PwC w Polsce. Nagrody wręczono w 11 kategoriach. Kapituła Konkursowa zdecydowała w tym roku przyznać również dwie nagrody dodatkowe: pośmiertnie – dla śp. Jana Kulczyka za wybitny wkład w rozwój polskiej chemii oraz nagrodę za wybitne zasługi dla rozwoju przemysłu chemicznego w Polsce dla BASF Polska. W czasie uroczystości Prezes Beata Radomska wykonała specjalny ukłon w kierunku firmy BASF Polska, podkreślając ogromne znaczenie przedsiębiorstwa w budowaniu światowego przemysłu chemicznego i wręczyła dyplom z gratulacjami z okazji 150-lecia firmy.

Wyniki konkursu ,,Diamenty Polskiej Chemii” w 11 kategoriach:

  1. LIDER CSR – ANWIL
  2. LIDER EKOLOGII – ALWERNIA
  3. PRODUKT ROKU – DOW POLSKA
  4. LIDER INNOWACJI ROKU – Grupa Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn
  5. PODMIOT FINANSUJĄCY ROKU – PKO Bank Polski
  6. INWESTOR W KAPITAŁ LUDZKI – FLUOR S.A.
  7. DORADCA STRATEGICZNY ROKU – PwC Polska
  8. DORADCA PRAWNY ROKU – CMS
  9. INWESTYCJA ROKU – Grupa Azoty Zakłady Azotowe „Puławy”
  10. OSOBOWOŚĆ ROKU – Michał Sołowow
  11. TOP EXECUTIVE ROKU – Paweł Jarczewski