Ważne dane z Chin tuż po weekendzie

W poniedziałek o godz. 4:00 na rynek napłyną dane o PKB z Chin. Konsensus zakłada, że chińska gospodarka rozwijała się w III kwartale w tempie 6,8 proc. r/r. Będzie to pierwszy raport dotyczący PKB według międzynarodowej metodologii, co rodzi pewne obawy. Istnieje więc duże ryzyko negatywnego rozczarowania i odczytu poniżej konsensusu, jednak z drugiej strony cześć tych obaw jest już zawarta w dość pesymistycznych prognozach, które zakładają najniższe tempo wzrostu od 2009 roku. Jeżeli jednak miałoby miejsce pozytywne zaskoczenie to wydaje się, że reakcja rynków będzie silniejsze niż w przypadku umiarkowanie negatywnego. Będzie to przejawiać w rajdzie ryzykownych aktywów, od akcji przez waluty Antypodów po waluty krajów EM.

Druga umowa z NBP. Sygnity konsekwentnie rozbudowuje portfel zamówień w sektorze bankowo-finansowym.

Sygnity S.A. podpisała drugą umowę w sektorze bankowo-finansowym z Narodowym Bankiem Polskim. Konsekwentny rozwój zamówień to realizacja dotychczasowej strategii biznesowej, która zakłada wzmocnienie pozycji firmy w tym obszarze biznesowym.

Umowa została zawarta 5 października br., będzie realizowana do 31 marca 2020 roku i obejmuje swym zakresem upgrade Systemu Gospodarki Własnej do wersji 12R. To System oparty na rozwiązaniu Oracle – e-Business Suite wdrożonego wraz z dedykowanymi kastomizacjami i serwisowanego od lat przez zespoły konsultantów Sygnity. Wartość umowy to 5.9 mln PLN netto. Realizacja projektu pozwoli Klientowi na korzystanie z wersji oprogramowania objętego asystą techniczną producenta oraz na użytkowanie systemu w wersji zbliżonej do standardu oraz uspójnionej platformy integracyjnej.

30 września Sygnity podpisało z NBP umowę znaczącą, która została dotyczy świadczenia usług serwisowych (podstawowych i rozszerzonych) oraz usług dodatkowych dla Podsystemów Zintegrowanego Systemu Księgowego tegoż banku. Wartość wynagrodzenia dla Sygnity S.A. z tytułu realizacji tej umowy nie przekroczy kwoty 26.703.000 PLN netto w okresie 1 października 2015 – 30 września 2018.

Umowa obejmuje usługi w zakresie utrzymania i eksploatacji systemów Zintegrowanego Systemu Księgowego oraz ich rozwoju i modernizacji. ZSK jest kluczowym elementem architektury informatycznej banku, odpowiada za działalność operacyjną i księgową. System ZSK jest odpowiedzialny m.in. za bankową obsługę centralnego bieżącego rachunku budżetu w tym obsługę rachunków budżetowych kluczowych instytucji państwa polskiego.

 Wybór dokonany przez naszego Klienta potwierdza kompetencje Sygnity w obszarze aplikacji ERP komentuje Bogdan Zborowski, Wiceprezes Zarządu ds. Komercyjnych w Sygnity S.A., odpowiedzialny m.in. za sprzedaż w sektorach bankowo-finansowym i publicznym. To doświadczenie wykorzystujemy budując wartość dla Klientów we wszystkich kluczowych sektorach bankowo-finansowym, publicznym, utilities, telekomunikacyjnym oraz przemyśle.

Rekordowa liczba umów terminowych w Polsce

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2014 roku w Polsce 28,4% zatrudnionych wykonywało swoją pracę na podstawie umowy terminowej. To najwyższy wskaźnik wśród wszystkich państw Unii Europejskiej. Dostępne dane pochodzące z lat 2007-2014 wskazują również na to, że odsetek pracujących na czas określony w naszym kraju był w ubiegłym roku najwyższy od siedmiu lat.

Na drugim miejscu pod względem odsetka pracujących na podstawie umów terminowych znalazła się Hiszpania (24,0%), a trzecia Holandia (21,5%). Najmniejszym procentem takich pracowników charakteryzowała się Rumunia (1,5%). Średnia unijna wyniosła 14%.

Pracujący na podstawie umów terminowych jako odsetek wszystkich zatrudnionych w krajach Unii Europejskiej w 2014 roku (w %)

Pracujący na podstawie umów terminowych

Czy EBC zwiększy „dodruk euro”?

W Polsce wciąż deflacja. Lepsze dane z USA. Spekulacje na temat dodruku euro przez EBC na grudniowym posiedzeniu. Ustawowy zakaz deficytu w Wielkiej Brytanii.

Wczoraj poznaliśmy inflację z Polski. Kolejny miesiąc jest ona ujemna, zatem należy już powoli mówić o wskaźniku deflacji. Wynik -0,3% w ujęciu miesięcznym był o 0,1% gorszy od oczekiwań. W ujęciu rocznym deflacja wynosi -0,8% i była zgodna z oczekiwaniami. Kiedy inflacja wróci ponad kreskę? Wydawać by się mogło, że skoro w zeszłym roku już mieliśmy efekt spadków cen surowców to teraz powinniśmy wrócić do “normy” czyli mniej więcej 2% w skali roku. Wpływ zmian cen surowców a właściwie głównie ropy, przekładający się na zmianę kosztów transportu jest jednak znacznie bardziej rozłożony w czasie. W rezultacie od razu nie odczuliśmy pełnych zmian i są one rozłożone w czasie. Należy pamiętać, że gdy/jeżeli ropa naftowa i inne surowce wystrzelą w górę deflacja skończy się niemal od razu. Z tego też powodu RPP nie interweniuje obniżaniem stóp procentowych.

Dane makroekonomiczne z USA okazały się lepsze od oczekiwań. Inflacja wyniosła dokładnie 0% co jest wynikiem lepszym od oczekiwań, bo spodziewano się symbolicznej deflacji. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych okazała się niższa od oczekiwań. Dane te przyczyniły się do umacniania się dolara względem innych walut.

Na rynkach coraz popularniejsza jest koncepcja, według której jeszcze w tym roku EBC zwiększy stymulowanie gospodarki. Najpoważniejsza taka prognoza pochodzi z ostatniego raportu Bank of America Merill Lynch. Przewidują oni podjęcie decyzji o rozszerzeniu i wydłużeniu program na posiedzeniu 3 grudnia. Z jednej strony słuszne jest zdanie, że obecny program skupu warty 60 mld miesięcznie nie przynosi powalających rezultatów. Z drugiej strony nie da się jednoznacznie udowodnić, że nie zamortyzował on skutków kryzysu surowcowego i spowolnienia w Chinach. Z drugiej strony drukowanie pieniądza tak długo aż to pomoże nie wydaje się najlogiczniejszym rozwiązaniem, przynajmniej dla obywateli. Sektor finansowy widzi to inaczej. Jaki wpływ ta decyzja będzie mieć na rynki? Im więcej pustego euro na rynku, tym słabsza ta waluta. Większy dodruk osłabi zatem euro względem innych walut.

Są czasem takie ustawy, których zazdrościmy innym krajom. Dotyczą one różnych sfer życia. Obecnie jeden z takich projektów został przyjęty w Wielkiej Brytanii. Rządowi nie wolno planować wydatków państwa przekraczających przychodów. Co to oznacza? Właśnie zlikwidowano deficyt budżetowy, aby dopłacić różnym grupom roszczeniowym nie można się w tym celu zadłużyć a trzeba znaleźć źródło finansowania. Taka ustawa byłaby pożądana dla Polski nie tylko na lata wyborcze.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

14:00 – Polska – przeciętne zatrudnienie i wynagrodzenie,

15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 16.07.2015 do 16.10.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 16.07.2015 do 16.10.2015

Kurs EUR/PLN od połowy lipca znajduje się w trendzie wzrostowym. Po osiągnięciu maksimum na poziomie 4,2600, przeszedł w fazę korekty po czym znów zawraca. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2600 gdzie znajdowało się ostatnie maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

chfWykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 16.07.2015 do 16.10.2015

Kurs CHF/PLN jeszcze w tym tygodniu znajdował się w trendzie spadkowym. Po przebicia testowanej wczoraj  linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9400 gdzie znajdują się ostatnie ważne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.07.2015 do 16.10.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 16.07.2015 do 16.10.2015

Kurs USD/PLN Znajduje się w trendzie bocznym. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest linia łącząca ostatnie maksima na 3,8100. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 16.07.2015 do 16.10.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 16.07.2015 do 16.10.2015

Kurs GBP/PLN podąża w krótkoterminowym trendzie spadkowym. Najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są jest linia łącząca maksima lokalne na 5,7550. W przypadku dalszych  spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Etyka w finansach? To się opłaca!

Jak przełamać negatywny stereotyp doradcy finansowego, zakorzeniony od lat w świadomości Polaków? Zdaniem Roberta Czerwińskiego, wiceprezesa Alex T. Great, najlepszym rozwiązaniem jest praca u podstaw i etyka w biznesie.

Robert Czerwiński - wiceprezes Zarządu Alex T. Great Doradcy Finansowi – Czy uczciwość w finansach rzeczywiście się opłaca? Przecież w praktyce oznacza ona zwykle znacznie niższy zysk…

Robert Czerwiński, wiceprezes Alex T. Great Doradcy Finansowi: – Teoretycznie mogłoby się tak wydawać, ale praktyka mówi coś zupełnie przeciwnego. Nasze wieloletnie doświadczenia pokazują, że klient, który otrzymuje profesjonalną pomoc doradcy, łącznie z pakietem trafionych, dobrze dopasowanych produktów finansowych, po prostu z nami zostaje. A to oznacza, że nie jest on klientem „jednorazowym”, a staje się naszym partnerem w biznesie. Ufa nam, powierza kolejne obowiązki, zleca kolejne usługi, zadania, staje się z nami coraz silniej związany. To oczywiście ogromna odpowiedzialność dla nas, doradców, by takiego zaufania nie zawieść, ale jednocześnie taka sytuacja daje nam pewność, że zadowolony klient staje się osobą, na którą my także możemy liczyć. Jeśli tylko za fachową obsługą stoi korzystna i uczciwa oferta, to taka sytuacja jest gwarancją udanej i trwałej wieloletniej współpracy na linii doradca-klient. A przecież o to chodzi w biznesie, czyż nie?

– A jednak na rynku wciąż znaleźć można całą rzeszę firm, które działają na granicy prawa, swojej szansy upatrując w szybkiej, często nietrafionej sprzedaży.

  1. C.: – Rzeczywiście, ale powinien pan dodać, że takie działanie ma wyjątkowo „krótkie nogi”. Sprawdzi się w perspektywie jednego roku, pozwalając jednorazowo zmaksymalizować zyski przedsiębiorstwa. A co dalej? Budowa firmy doradztwa finansowego to zbyt czasochłonne zajęcie, by zapominać o tym, co w przypadku nieuczciwej, nierzetelnej działalności przyniosą kolejne lata funkcjonowania. A przynieść mogą jedynie rozczarowanie klientów i szybką biznesową śmierć. Takie przykłady można mnożyć, wiele z nich znaleźć można choćby na stronach UOKiK, który stara się piętnować tego typu praktyki. Na szczęście na rynku działają też rzetelne firmy. Za przykład niech posłuży choćby badanie jakości usług firm doradztwa finansowego, jakie przeprowadzono w jednym z największych polskich banków w 2014 roku. Otóż, aż 82 procent ankietowanych w tym badaniu osób odpowiedziało, że trafiło do naszych doradców, doradców Alexa, dzięki rekomendacjom i poleceniom. Co więcej, w tym samym badaniu aż 98 procent osób oświadczyło, że chętnie skorzysta z naszej pomocy ponownie. I to właśnie najlepszy dowód, że etyka w naszym biznesie rzeczywiście się opłaca. Ba, ona opłaca się w każdym biznesie! To właśnie tak buduje się naprawdę dobre wzajemne relacje, które wiążą odbiorców z firmą w sposób trwały i wieloletni. A mając dobre relacje z klientami, można poważnie myśleć o dalszym rozwoju firmy.

– Czy mam przez to rozumieć, że jest pan przeciwnikiem odgórnych regulacji wprowadzanych przez państwo, mających za cel ograniczenie działań typu misseling i nieuczciwych praktyk?

  1. C.: – Jestem za racjonalnym wprowadzaniem takich zasad. Mówiąc wprost, regulacja tak, ale przeregulowania już nie. Idąc za tą myślą, w Polsce już niebawem takie unormowania się pojawią, a podstawą do ich opracowania będzie dyrektywa o kredycie hipotecznym, którą implementować ma na nasz grunt Ministerstwo Finansów. Wierzę, że wprowadzone zapisy wymuszą wysoki standard pracy doradcy finansowego, niezbędny, by na nowo odzyskać zaufanie klientów do naszego sektora. Ważne jest też usystematyzowanie struktury branży, dzięki czemu klient będzie w końcu wiedział, czy trafia do pośrednika, czy rzeczywiście do kogoś, kto świadczy profesjonalną pomoc doradczą. Pamiętajmy, że takie zmiany możliwe będą wyłącznie w przypadku ścisłej współpracy całego sektora: banków, instytucji ubezpieczeniowych i rzetelnych firm działających w sektorze doradztwa i pośrednictwa finansowego. Niebagatelna będzie tu też rola mediów, które, w co głęboko wierzę, dostrzegą zmiany, jakie wymuszą na rynku nowe regulacje i zaczną o nich głośno mówić.

– I myśli pan, że taka filozofia przemówi do pozostałych? Że satysfakcja z fachowości, uczciwości będzie w stanie wygrać z potrzebą szybkiego zysku?

  1. C.: – Bardzo chciałbym, żeby na rynku pozostały jedynie te firmy, które szukają zrównoważonego biznesu. Co więcej, jestem pewien, że wielu moich kolegów z branży gotowych jest już dziś zacząć pracować z relacjami, godząc się na niższy przychód, ale długofalowy zysk. Oczywiście, nie jestem aż takim idealistą, by wierzyć, że dotyczyć to będzie wszystkich, stąd właśnie potrzeba pewnych prawnych ram, które pozwolą lepiej poukładać rynek. Idzie o to, by wprowadzić jak najwięcej narzędzi, które będą skutecznie bronić klientów przed pseudodoradcami. Pozostali poradzą sobie bez niepotrzebnych przeregulowań, wystarczy wyznaczyć właściwy kierunek. Bo z etycznego działania można i należy być dumnym. My jesteśmy, czego najlepszym dowodem jest dokument opracowany wspólnie przez członków Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych o nazwie „Zasady Dobrych Praktyk”, który niedawno podpisaliśmy, a który także współtworzyliśmy. ZDP bardzo precyzyjnie określa zasady, jakie zobowiązują się wyznawać i stosować firmy pośrednictwa finansowego. W myśl tego dokumentu każdy specjalista z naszej branży powinien działać przejrzyście, czytelnie i etycznie, bo tylko w ten sposób da się poprawić i na nowo nakreślić wizerunek doradcy finansowego. A skoro tak, mieliśmy wręcz obowiązek podpisać się pod ZDP, zwłaszcza, że cała polityka naszej działalności jest spójna ze wszystkimi jego zapisami. Alex nie modeluje sprzedaży, my nie układamy systemu wynagrodzeń w oparciu o te produkty, za które nasi kontrahenci gotowi są zapłacić najwięcej. W naszym wypadku wszystko wyznacza potrzeba klienta, to on jest w centrum zainteresowania. Edukujemy go, dzięki czemu ma pełną świadomość wartości produktu, który kupuje. W efekcie, idąc do banku, jest już klientem z kompletną wiedzą, zna zalety i wady produktu, który chce nabyć, co znacznie ułatwia pracę bankowcom. Wie pan, co to oznacza? Że to właśnie nasze wnioski kredytowe pracownicy banków gotowi są rozpatrywać i oceniać w pierwszej kolejności. Co więcej, zdecydowana większość z nich pozytywnie przechodzi cały proces weryfikacji. Dobra jakość pracy naszych pracowników i solidnie przygotowane wnioski kredytowe gwarantują wysoką jakość procesowania, a dzięki temu mniej pracy mają analitycy, którzy po prostu lubią naszych doradców i wzajemnie ich sobie polecają. I widzi pan? Znów pojawiają się polecenia, o których mówiłem wcześniej. To właśnie oznacza pracę na dobrych relacjach. Relacjach z partnerami, z kontrahentami, a przede wszystkim z klientami, którzy doceniają sposób, w jaki są przez nas traktowani. Oni najlepiej czują, że działamy wobec nich uczciwe, rzetelnie, a przy tym fachowo i skutecznie. To właśnie mam na myśli, mówiąc o etyce w naszej branży i do takich działań, uczciwych i przejrzystych, będę wszystkich zawsze zachęcał.

Green Caffè Nero: kawiarnia ma szansę na osiągnięcie rentowności przy minimum 300 klientach dziennie

0

CEO Magazyn Polska

Sieć kawiarni to bardzo ryzykowny biznes, podkreśla współwłaściciel i prezes Green Caffè Nero. Kawiarnie, by zarobić, muszą codziennie ściągać co najmniej 300 klientów. Wymagają zatem dobrych lokalizacji, a więc bardzo drogich, co sprawia, że udział czynszu w kosztach rośnie, a wraz z nim koszt ryzyka nietrafionej lokalizacji.

Green Caffè Nero to sieć ponad 30 warszawskich kawiarni, zlokalizowanych głównie w centrum, przy głównych ulicach oraz w prestiżowych centrach handlowych i biurowcach. Specjalizuje się w produktach wysokiej jakości, sprzedaje wyłącznie własne wypieki i samodzielnie sprowadzaną kawę.

Kawa jest głównie z Ameryki Środkowej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Ringer, prezes Green Caffè Nero. – Kawę mamy z Caffè Nero, którą kontraktuje na plantacjach: częściowo mamy kawę z palarni własnej Nero, a częściowo palimy ją u siebie w kawiarniach. Kiedyś mieliśmy plany, żeby palić w każdej lokalizacji, ale okazuje się, że trudno dostać zezwolenia, więc musieliśmy z tego zrezygnować.

Taka strategia firmy generuje spore koszty. Nie tylko wymaga inwestycji w drogie lokale i kosztowne produkty. Wiąże się też ze sporym ryzykiem kursowym, bowiem duża część tego, za co firma płaci, wyliczana jest w obcych walutach.

Nasze czynsze są bardzo często wyrażone w euro – podkreśla Adam Ringer. – Więc, jeżeli złoty, np. przez jakieś machinacje polityczne, spadnie, to my to natychmiast odczujemy. Za maszyny, które zakupujemy, płacimy w euro, rzadziej w dolarach. Kawa, którą zakupujemy, jest albo w euro, albo w dolarach, albo w funtach. Jeżeli tutaj zacznie się coś złego dziać, to my przecież nie podwyższymy cen, żeby zrekompensować koszty.

Jeżeli wszystko idzie bardzo dobrze, to – jak informuje prezes Green Caffè Nero – sieć osiąga zysk EBITDA na poziomie 8-10 proc. Warunkiem powodzenia jest odpowiednia frekwencja w kawiarniach, a liczba klientów musi być znacznie wyższa niż np. w restauracji.

Restauracja może żyć z 80-90 klientów, poza tym taki lokal jest bardzo często punktem docelowym. Jak restauracja jest dobra, to nawet jeśli znajduje się w zaułku, klient ją znajdzie i przyjdzie. My, żeby to się kręciło, musimy mieć minimum 300 rachunków dziennie, czyli tutaj zarabia się na liczbie klientów, a to oczywiście oznacza, że musimy mieć lokale tam, gdzie tych klientów jest dużo. W związku z tym płacimy wysokie czynsze, bo za dobrą lokalizację trzeba sporo zapłacić.

W przychodach Green Caffè Nero 45-50 proc. to kawa, a kolejne 45 proc. to  jedzenie, głównie własne wypieki i kanapki. Nie jest to struktura korzystna, bo jak mówi Adam Ringer, na kawie zarabia się znacznie lepiej niż na ciastach. Przyznaje jednak, że od 10 lat ten udział kawy w przychodach jest mniej więcej taki sam. Firma chciałaby go zwiększyć, jednak jak mówi prezes sieci, to klient wybiera i jeżeli lubi serwowane w sieci jedzenie, to nie ma powodu, żeby to zmieniać.

Kiedy się rozwijaliśmy, to myślałem, że jak będziemy mieli 6-7 kawiarni, to ja będę miał na emeryturę. Jak mieliśmy 6-7 kawiarni, to mimo że lokale były pełne ludzi, pieniędzy nie było z tego żadnych. Myślałem, że jak będzie 10-15 to wszystko będzie dobrze, ale okazało się, że i to było źle policzone, bo ekonomia małej, prywatnej kawiarni, gdzie mąż robi kawę albo dwaj przyjaciele czy przyjaciółki i jeden stoi na kasie, jest zupełnie inna niż sieci.

Polski przemysł czeka kilka kwartałów wolniejszego rozwoju. Spowolnienie najmocniej odczują eksporterzy

CEO Magazyn Polska

Spadek zamówień w niemieckim przemyśle i coraz słabsza koniunktura w Chinach mogą odbić się na kondycji polskiego przemysłu. Już wrześniowy odczyt wskaźnika PMI dla polskiego sektora przemysłowego wyniósł tylko 0,9 pkt i choć był to dwunasty miesiąc z rzędu, kiedy indeks sygnalizował ożywienie w gospodarce, to wynik okazał się zdecydowanie gorszy od oczekiwanego.

– To jest wciąż niezła kondycja, cały czas mamy do czynienia ze wzrostem aktywności. Natomiast to, co może niepokoić, to spadek zamówień eksportowych po raz pierwszy od wielu miesięcy i wyraźne spowolnienie zamówień ogółem. To sygnalizuje, że w najbliższych miesiącach możemy mieć do czynienia z pogorszeniem aktywności w polskim przetwórstwie przemysłowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista, Credit Agricole.

Ekspert tłumaczy, że słabszy odczyt wskaźnika PMI wynika m.in. ze spadku zamówień w niemieckim przemyśle. Dane opublikowane we wrześniu przez urząd statystyczny Destatis pokazały spadek o 1,8 proc. w stosunku do sierpnia wobec oczekiwanego wzrostu na poziomie 0,5 proc.

– To znajduje odzwierciedlenie również w wynikach koniunktury polskiego przetwórstwa. Ale to, co do tej pory napędzało i wspierało aktywność w polskim przetwórstwie, to był wzrost prywatnych inwestycji przedsiębiorstw. Pierwsze półrocze było pod tym względem bardzo dobre – tłumaczy Borowski.

Analityk w najbliższych kwartałach spodziewa się spadku dynamiki inwestycji w polskiej gospodarce. Choć przyszłoroczne odczyty nadal pokażą wzrost, to jednak będzie on wyraźnie mniejszy niż na początku 2015 roku. W I kwartale bieżącego roku dynamika inwestycji wyniosła nawet 11,4 proc. w ujęciu rocznym.

– Popyt na produkty, które wytwarza polskie przetwórstwo będzie niższy. Należy zatem moim zdaniem oczekiwać scenariusza, w którym ten wzrost aktywności będzie się utrzymywał, ale będzie wyraźnie wolniejszy niż w I połowie roku, co wiąże się przede wszystkim z pogorszeniem koniunktury w gospodarce niemieckiej – prognozuje główny ekonomista Credit Agricole.

Polska gospodarka narażona jest także na zagrożenia zewnętrzne. Jakub Borowski zwraca tu uwagę głównie na spadek dynamiki przetwórstwa przemysłowego w Chinach. Może to przełożyć się na spadek importu oraz pośrednio poprzez gospodarkę Niemiec wpłynąć także na Polskę.

– Spodziewam się, że w najbliższych miesiącach wzrost produkcji przemysłowej będzie kilkuprocentowy, ale raczej będzie to wzrost w okolicach 3–4 proc. niż powyżej 5 proc. W związku z tym moim zdaniem są małe szanse na to, żebyśmy w IV kw. odnotowali wzrost gospodarczy powyżej 3,5 proc. – przewiduje Borowski.

Przy takiej dynamice produkcji przemysłowej należy według niego oczekiwać raczej tempa wzrostu PKB w okolicach 3,0 proc. Rozmówca zwraca uwagę na to, że jest to w dalszym ciągu bardzo dobry wynik, który pozwala na zmniejszenie dystansu do najwyżej rozwiniętych krajów.

– Najbardziej zagrożone są te branże, które z jednej strony dużo eksportują, a z drugiej strony bardzo dużo inwestowały, a to dlatego że przede wszystkim to spowolnienie przychodzi do nas – jak zwykle w takich przypadkach – z zewnątrz – zauważa.

Ekonomista wskazuje także na branże, które w przypadku spowolnienia pozostaną relatywnie silne. W tej grupie znajduje się m.in. budownictwo i jego poddostawcy. Odporność branży wiąże się z faktem, że jej przychody niemal w całości zależą od krajowego popytu, a ten reaguje z pewnym opóźnieniem w stosunku do czynników z zewnątrz.

J. Chwedoruk (Rothschild): Banki rozwijają ofertę dodatkowych produktów i usług. Wycena niektórych instytucji jest atrakcyjna

CEO Magazyn Polska

Notowania banków na warszawskiej giełdzie pokazują wyraźnie, że inwestorzy nie spodziewają się tam wysokich zysków. Powodem są rekordowo niskie stopy procentowe, słaby wzrost popytu na kredyt oraz zwiększone ryzyko polityczne. To dlatego banki oferują coraz więcej dodatkowych produktów do kredytów, rachunków oszczędnościowych czy inwestycyjnych. Akcje tych instytucji, które sprawnie pozyskują przychody z prowizji, mogą być atrakcyjną lokatą kapitału.

– Potencjał cross-sellingu cały czas jeszcze istnieje i banki, które sobie z tym dobrze radzą, na pewno uzyskują wyższe wyniki z przychodów nieodsetkowych. Proporcjonalnie można powiedzieć, że do tej pory banki miały około 20-30 proc. dochodów nieodsetkowych, w tej chwili lepsze banki zbliżają się do 50 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Chwedoruk, dyrektor zarządzający warszawskim biurem Rothschilda.

Sektor bankowy w Polsce dostosowuje się do otoczenia w postaci niskich stóp procentowych, które są obecnie na historycznie niskim poziomie stopa referencyjna NBP wynosi 1,5 proc. Poza poprawiającą się sytuacją na rynku pracy (stopa bezrobocia rejestrowanego spadła we wrześniu do 9,9 proc., a to najmniej od 7 lat), na razie nie widać w polskiej gospodarce istotnych czynników, które mogłyby zwiększyć dynamikę cen, a w konsekwencji wpłynąć na koszt pieniądza.

To jednak zjawisko ogólnoświatowe – najważniejsze banki centralne świata wciąż utrzymują główne stopy procentowe na poziomie bliskim zera, co również wpływa na politykę monetarną w mniejszych gospodarkach takich jak Polska. Część ekonomistów uważa nawet, że zerowe stopy procentowe utrzymają się przez bardzo długi okres w rozwiniętych gospodarkach, co wynika z mniejszego potencjału wzrostu PKB.

– Banki od wielu lat właściwie spodziewały się obniżenia stóp procentowych, w Polsce to był trend. Tak więc przede wszystkim chciały podwyższać swoje dochody prowizyjne – zauważa Chwedoruk.

Jak podała KNF, w ciągu ośmiu miesięcy 2015 roku wynik odsetkowy banków w Polsce spadł o 8,4 proc. w ujęciu rocznym, wynik z całej działalności bankowej zmniejszył się o 5,8 proc., zaś wynik z prowizji był niższy tylko o 2,9 proc. Netto banki zarobiły o 11,7 proc. mniej niż rok wcześniej.

Wyższej inflacji w najbliższych kwartałach nie zapowiada także bardzo umiarkowany popyt na kredyt. W efekcie banki nie mogą liczyć na istotne skompensowanie sobie niższej marży odsetkowej (wynikającej z niskich stóp procentowych) wzrostem wartości udzielonych kredytów. Jak wynika z ankiety NBP wśród przedstawicieli sektora bankowego, w III kwartale 2015 roku zanotowano niewielki wzrost sprzedaży kredytów dla firm i kredytów konsumpcyjnych, ale silnie spadła sprzedaż kredytów mieszkaniowych.

Widząc słaby popyt lub niewielką zyskowność ze zwiększania akcji kredytowej, banki celują w zwiększania dochodów z prowizji, oferując wraz z kredytem lub otwarciem rachunku dodatkowe, powiązane z nimi produkty (tzw. cross-selling).

– Banki starają się zwiększać gamę produktów dostępnych dla firm, tych produktów niekredytowych, niezależnych od działalności pożyczkowej. Dlatego są różne propozycje zarządzania gotówką, propozycje transakcji strukturyzowanych, zabezpieczeń, hedgingów, foreksu – tutaj banki się uaktywniły. Jeżeli chodzi o sektor detaliczny, to np. pośrednictwo w sprzedaży funduszy inwestycyjnych, pośrednictwo w sprzedaży ubezpieczeń – to były dochody stosunkowo łatwe dla banków, praktycznie bez ryzyka – uważa dyrektor zarządzający warszawskim biurem Rothschilda.

Innym problemem, z jakim muszą się zmierzyć banki działające w Polsce, jest wciąż nierozwiązany problem kredytów walutowych. Na to nakłada się ryzyko związane z wyborami parlamentarnymi, w których wygrana opozycji może skutkować wprowadzeniem podatku od wartości aktywów bankowych, co dodatkowo ograniczy rentowność instytucji finansowych. Niekorzystne otoczenie oraz perspektywa strat z tytułu kredytów walutowych powodują, że banki (indeks WIG-banki) są wyceniane najniżej od 2 lat.

– Niestety, już od paru lat banki nie są dobrą inwestycją. Wynika to z ich przeregulowania i w związku z tym nieprzewidywalności, więc trzeba bardzo selektywnie patrzeć na banki. Sektor jako taki będzie dalej podlegał zwiększonym wymaganiom kapitałowym, i na świecie, i w Polsce. I to będzie zmniejszało potencjał do wypłaty dywidendy przez banki. Natomiast są banki, które są w tej chwili mocno przecenione, a pokazywały do tej pory dużą zdolność wzrostową – ocenia Jacek Chwedoruk.

A. Macierewicz: 130 mld zł przeznaczone na modernizację armii może i powinno być w większości wydane w Polsce

CEO Magazyn Polska

Zamówienia resortu obrony narodowej na sprzęt dla polskiej armii powinny w jak największej części trafiać do polskich fabryk – ocenia Antoni Macierewicz. Jego zdaniem krajowy przemysł ma potencjał, by dostarczyć większość wyposażenia i uzbrojenia, które zamierza kupić wojsko. – To będzie główna rola przyszłego ministra obrony – ocenia Jarosław Gowin, typowany przez PiS na to stanowisko. Zaplanowany na lata 2013–2022 budżet na modernizację armii wynosi 130 mld zł.

Pierwszy warunek – prosty intelektualnie, trudny do realizacji – to skierować polskie pieniądze do polskiego przemysłu, tam gdzie jest on zdolny produkować potrzebne nam uzbrojenie – mówi Antoni Macierewicz, poseł PiS i były wiceminister obrony narodowej. – 130 mld zł, które ma być wydane w najbliższym czasie na armię, w większości może i powinno być wydane w Polsce.

Jak podkreśla, polski przemysł nie dysponuje wszystkimi niezbędnymi technologiami, które są potrzebne armii, przykładem jest chociażby budowa systemu obrony przeciwrakietowej, ale ma potencjał, by dostarczyć większość z nich.

Klasycznym przykładem jest sprawa marnotrawstwa ponad 13 mld zł, które popłyną do francuskiego przemysłu za śmigłowiec, który już nie lata w armii francuskiej, bo jest przestarzały. Francuscy żołnierze latają nowoczesnymi maszynami, a nam chcą sprzedać przestarzały produkt. Niestety, Platforma Obywatelska chce go nabyć – podkreśla Macierewicz.

Jego zdaniem gdyby te pieniądze trafiły do zakładów w Świdniku lub Mielcu, których właściciele również startowali w przetargu, toby był pierwszy krok wzmacniający polski przemysł zbrojeniowy.

Ten przetarg to jest przykład patologii, której eliminacja jest bardzo trudna. Nie możemy marnować polskiego wysiłku, potu, polskich pieniędzy, tylko musimy inwestować w polski przemysł zbrojeniowy. Oczywiście tam, gdzie jest on zdolny do produkcji nowoczesnego, pełnowartościowego sprzętu, a w przypadku śmigłowców mamy takie możliwości – mówi Macierewicz.

Jarosław Gowin podkreśla, że wyjaśnienie wątpliwości wokół wyboru modelu Caracal będzie jednym z najważniejszych i najpilniejszych zadań nowego ministra obrony narodowej. Rolą przyszłego szefa resortu będzie stopniowe zwiększanie środków na modernizację armii i zapewnienie, by jak największa ich część trafiała do polskich zakładów.

Musimy rozwijać polski przemysł zbrojeniowy. Oczywiście we współczesnym świecie nie można być bezpiecznym, jeśli nie ma się trwałych sojuszy i będziemy te sojusze wzmacniać, choćby przez przyszłoroczny szczyt NATO w Warszawie. Ale sojusze zapewniają bezpieczeństwo tylko tym, którzy sami potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo, dlatego musimy zwiększać potencjał polskiej armii zarówno jeśli chodzi o jej liczebność, jak i o poziom zbrojenia – podkreśla Jarosław Gowin.

O potencjale polskiego przemysłu zbrojeniowego i procesie modernizacji armii politycy, przedstawiciele branży i eksperci rozmawiali podczas debaty „Gazety Polskiej” pt. „COP XXI wieku: jak odbudować polski przemysł obronny”.

Polskie prywatne stocznie w świetnej kondycji. Często wygrywają konkurencję ze skandynawskimi i azjatyckimi

CEO Magazyn Polska

Inwestycje polskich prywatnych stoczni liczone są w dziesiątkach milionów złotych. Z tanią, masową produkcją statków w Azji wygrywają jakością. Z kolei w konkurencji z norweskimi producentami pomaga elastyczność i umiejętność znalezienia nisz rynkowych. Dużym wyzwaniem jest przyciąganie do przemysłu stoczniowego młodej kadry.

Kondycja stoczni prywatnych jest bardzo dobra. Oferują od fragmentów konstrukcji stalowych wykorzystywanych w instalacjach wydobywczych na morzu po w pełni wyposażone statki o bardzo wysokiej wartości dodanej realizujące skomplikowane zadania na Morzu Północnym czy innych akwenach na całym świecie. Inwestycje to kwoty idące w dziesiątki milionów złotych – mówi agencji Newseria Andrzej Wojtkiewicz, prezes Związku Pracodawców Forum Okrętowe oraz stoczni Remontowa Shipbuilding podczas gdyńskiego Forum Gospodarki Morskiej.

Przez ostatnie 10 lat prywatne polskie stocznie zdobyły na świecie pozycję firm wszechstronnych, wysoko wyspecjalizowanych i z relatywnie dobrym poziomem cenowym w porównaniu z krajami ze Skandynawii. Nie są w stanie konkurować ceną z producentami z Azji, ale na brak zamówień nie narzekają. Wojtkiewicz podkreśla, że produkowane w Polsce statki wyróżniają się jakością, a klientami są wymagający armatorzy.

Coraz trudniej buduje się skomplikowane jednostki na świecie. Rynek azjatycki oferuje statki tanie, gdzie cenę przedkłada się nad jakość. Nie są to statki tak skomplikowane technicznie, jak statki budowane w Europie do produkcji jednostkowej, do realizacji prototypów bardzo skomplikowanych technologicznie – podkreśla Andrzej Wojtkiewicz.

Z kolei konkurencję z europejskimi producentami krajowe stocznie wygrywają dzięki elastyczności i umiejętności szybkiej reakcji na zmieniające się realia w branży. Sytuacja na światowych rynkach surowców spowodowała spowolnienie w segmencie wydobywczym, to zaś przełożyło się na kłopoty producentów jednostek pływających dla przemysłu wydobywczego. Najmocniej odczuli to Norwegowie. Polskie stocznie też specjalizują się w tego typu jednostkach, jednak mimo chwilowego braku nowych zamówień w tym segmencie rynku istniejące zamówienia są na bieżąco realizowane i nie odbija się to na kondycji stoczni.

Kiedy dramatycznie mocno spadły ceny surowców energetycznych, to wiele firm zaczęło rozkładać ręce, mówiąc o problemach. Natomiast firmy działające prężnie na rynku mówią: „To jest nowe wyzwanie, szukamy nowych rynków i nisz” – mówi Jerzy Czuczman, dyrektor Biura Związku Pracodawców Forum Okrętowe.

Jednym z nowych kierunków, jak wyjaśnia Czuczman, jest Arktyka. W produkcji jednostek klasy lodowej przodują Finowie, ale Polacy zaczynają wchodzić w ten segment rynku.

Globalne ocieplenie spowodowało, że zaczynamy coraz częściej mówić o północnych drogach transportu między Europą a Azją. Polskie stocznie mają już np. jednostki arktyczne dla Grenlandii. To są specjalistyczne jednostki, które muszą pracować w krainie lodowej, a my musieliśmy nauczyć się technologii spawania blach pracujących później przy mrozach sięgających nawet 40 stopni poniżej zera – mówi Jerzy Czuczman.

Andrzej Wojtkiewicz przyznaje, że specjalizacja jest ważna, ale nie może być zbyt wąska.

Stocznia musi być elastyczna, nowoczesna i mieć duży portfel oferowanych produktów. Trzeba stać twardo na 2-3 albo i 4 nogach, jeżeli to tylko jest możliwe. Bardzo ważne jest posiadanie dobrego zaplecza projektowego, które może zaoferować szybko inne produkty, które znajdą swoich odbiorców w momencie, kiedy ten podstawowy produkt nie znajduje chwilowo zapotrzebowania – podkreśla prezes Forum Okrętowego i stoczni Remontowa Shipbuilding.

Eksperci przyznają, że atutem polskich stoczni jest kadra – wysoko wykwalifikowani pracownicy zarówno z biur projektowych, jak i hal produkcyjnych. Dzięki nim firmy potrafią szybko dostosować się do zmieniających się warunków rynkowych i budować nowoczesne statki, na które pojawia się zapotrzebowanie. Utrzymywanie tego stanu rzeczy może się jednak stać dużym wyzwaniem. Zdaniem Czuczmana przemysł stoczniowy jest nadal niedocenianym pracodawcą.

Problem leży w wizerunku, który należy stale budować, pokazując młodym ludziom, że warto wchodzić w ten przemysł, że tu są dobrze płatne miejsca pracy i umowy o pracę. Tu nie ma konfliktów społecznych, nie ma problemów z partnerem społecznym – zapewnia dyrektor biura Forum Okrętowego. – Jeżeli nie będzie napływu nowych młodych ludzi chętnych do pracy, to – zgodnie z zasadą, że gospodarka nie zna próżni – być może pojawią się, jak w innych sektorach, pracownicy z ościennych krajów, np. z Ukrainy.

Stoczniowcy przyznają, że zagrożeniem dla branży są wszelkie próby ingerencji w wolny rynek ze strony państwa. Czuczman podkreśla, że prywatne podmioty, które muszą radzić sobie w trudnych warunkach bez pomocy państwa, są dzięki temu silniejsze i bardziej konkurencyjne w skali światowej, gotowe przetrwać nawet najtrudniejszy kryzys.

Te, które sobie nie umieją radzić na rynku i wyciągają rękę po państwowe pieniądze, niestety, w dłuższej perspektywie z tą ręką wyciągniętą zostają. Szukają nie tam gdzie trzeba. Od przynajmniej 10 lat mamy coraz silniejszy przemysł, który po prostu liczy na siebie, szuka zleceń i nie obwinia ani kursu dolara, ani ceny materiałów, ani jakiejś siły zewnętrznej – mówi Jerzy Czuczman.

Rentę rodzinną z ZUS pobiera ponad 1,2 mln osób. Średnie świadczenie przekracza 1,8 tys. zł

CEO Magazyn Polska

Rentę rodzinną pobiera obecnie w Polsce 1,27 mln osób, najczęściej kobiety. W ubiegłym roku ZUS przyznał ponad 42 tys. nowych świadczeń. Na rentę mogą liczyć członkowie rodziny zmarłego, przede wszystkim małżonkowie i dzieci, który w chwili śmierci miał ustalone prawo do emerytury lub renty z tytułu niezdolności do pracy albo tylko spełniał warunki do ich przyznania. Wysokość renty uzależniona jest od liczby osób, które są uprawnione do jej pobierania i wynosi od 85 do 95 proc. świadczenia, jakie pobierał zmarły.

Renta rodzinna przysługuje uprawnionym członkom rodziny osoby zmarłej, która w chwili śmierci miała ustalone prawo do emerytury, w tym emerytury pomostowej, oraz prawo do renty z tytułu niezdolności do pracy. Jeżeli nie miała ona ustalonego prawa do tych świadczeń, to wystarczy, że spełniała warunki do ich przyznania – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Czerwińska, radca prawny w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Do renty rodzinnej uprawniona jest także rodzina tej osoby, która w chwili śmierci pobierała zasiłek przedemerytalny, świadczenie przedemerytalne lub nauczycielskie świadczenie kompensacyjne. W takiej sytuacji uznaje się, że spełniła wówczas warunki konieczne do uzyskania renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy.

Ustawa wyraźnie też wskazuje, którzy członkowie rodziny zmarłego mogą liczyć na rentę.

To przede wszystkim dzieci własne, dzieci małżonka albo dzieci przysposobione do ukończenia 16 roku życia. Jeśli dziecko uczy się w szkole, wtedy to prawo przysługuje do ukończenia 25 roku życia, przy czym jeśli 25 lat kończy na ostatnim roku nauki, to okres pobierania renty rodzinnej wydłuża się do zakończenia nauki – mówi Czerwińska.

Świadczenie mogą otrzymać też małżonkowie zmarłego, jednak w ich przypadku warunek jego uzyskania podlega pewnym obostrzeniom. W chwili śmierci męża wdowa (przepisy stosuje się również w stosunku do wdowca) musi mieć ukończone 50 lat lub być niezdolna do pracy. Jeśli tego warunku nie spełnia, musi wychowywać co najmniej jedno z dzieci, wnuków lub rodzeństwa uprawnionych do renty, które nie ukończyły 16 lat. Jeśli przynajmniej jeden z tych warunków wdowa spełni w ciągu pięciu lat od śmierci męża, również otrzyma świadczenie.

Prawo do renty rodzinnej przysługuje również małżonce i małżonkowi rozwiedzionemu, o ile ma ustalone prawo do alimentów określone w wyroku sądu lub w ugodzie sądowej. Małżonce rozwiedzionej przysługuje również prawo do renty rodzinnej, o ile między małżonkami była zawarta indywidualna umowa – zaznacza Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Centrali ZUS.

Ekspertka przypomina również, że osoba pobierająca rentę rodzinną może pracować. Jeśli wysokość zarobków nie przekroczy 70 proc. przeciętnego krajowego wynagrodzenia, świadczenie nie zostanie pomniejszone. W przypadku zarobków wyższych niż 70 proc., ale nie wyższych niż 130 proc., renta rodzinna dla jednej osoby ulegnie zmniejszeniu o kwotę przekroczenia, nie więcej jednak niż o kwotę maksymalnego zmniejszenia. Od 1 marca 2015 to 477,47 zł. Jeśli dana osoba zarabia więcej niż 130 proc. średniego wynagrodzenia, renta ulega zawieszeniu.

Na zawieszalność mają wpływ tylko te przychody, od których odprowadzana jest składka emerytalno-rentowa. Głównie są to umowy o pracę i umowy-zlecenia. Należy powiadomić ZUS o podjęciu zatrudnienia. Do końca lutego każdego roku kalendarzowego należy powiadomić o dochodach osiąganych w roku poprzednim – wyjaśnia Lempska.

Dane ZUS wskazują, że w lipcu rentę rodzinną pobierało 1,27 mln osób, a jej średnia wysokość wyniosła 1,8 tys. zł. Łącznie na ten cel FUS rozdysponował 2,32 mld zł. W 2014 r. złożono ponad 99 tys. wniosków o renty rodzinne. Ponad 88 proc. wszystkich rent rodzinnych pobierały kobiety, a 11,7 proc. – mężczyźni. Średni wiek osoby pobierającej świadczenie jest znacznie wyższy w przypadku kobiet (68,9 lat) niż u mężczyzn (34,2).

W przypadku jednej osoby renta wypłacana jest w wysokości 85 proc. świadczenia, jakie pobierał zmarły. Jeśli są to dwie osoby, to 90 proc. świadczenia, a przy trzech osobach – 95 proc. świadczenia. Wówczas renta jest proporcjonalnie dzielona pomiędzy te osoby – wskazuje Małgorzata Czerwińska.

W ubiegłym roku ZUS przyznał ponad 42 tys. nowych rent rodzinnych. W blisko 95 proc. do renty rodzinnej była uprawniona tylko jedna osoba, w 3,8 proc. – dwie, a tylko w 1,1 proc. – trzy osoby.

Przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie powstał hotel dla rodzin małych pacjentów. Wybudowała go Fundacja Ronalda McDonalda

CEO Magazyn Polska

Na krakowskim Prokocimiu wybudowano pierwszy w Polsce Dom Ronalda McDonalda. Z nowoczesnego hotelu liczącego 20 pokoi będą mogli bezpłatnie korzystać rodzice i opiekunowie pacjentów Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego. Nowoczesny obiekt pozwoli zapewnić młodym pacjentom zupełnie nowy rodzaj opieki – podkreślają przedstawiciele szpitala. Na całym świecie Fundacja Ronalda McDonalda wybudowała ponad 350 takich domów.

Rodzice naszych pacjentów, zwłaszcza tych długo chorujących i długotrwale przebywających w szpitalu, zyskają komfortowe warunki. Zbudowanie pierwszego takiego domu w Krakowie otwiera drogę do zupełnie nowego typu opieki nad dziećmi w Polsce, ponieważ wierzymy w to, że ta inwestycja to dopiero początek takich działań w Polsce – mówi agencji Newseria dr hab. med. Maciej Kowalczyk, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

Pierwszy w Polsce Dom poza domem rozpoczął działalność 14 października w Krakowie-Prokocimiu. Powstał z inicjatywy i środków finansowych Fundacji Ronalda McDonalda. Hotel będzie dostępny dla rodzin pacjentów bezpłatnie. Nowo powstały hotel to obiekt o blisko 1400 mkw. powierzchni. Poza 20 pokojami posiada również przestrzeń wspólną: kuchnię, jadalnie i pokój zabaw.

– Żeby uzyskać licencję w danym kraju na budowę takiego domu i jej wsparcie przez organizację centralną, trzeba spełnić tylko jeden wymóg: dom musi być blisko szpitala, na odległość spaceru rodziców, żeby nie musieli korzystać ze środków komunikacji miejskiej, gdzie jest możliwość zakażeń, poza tym to dodatkowa uciążliwość – mówi Adam Jelonek, prezes Fundacji Ronalda McDonalda w Polsce.

Ideą powstania Domu Ronalda McDonalda jest zapewnienie rodzinom komfortu i bliskości, co często pomaga w długotrwałym leczeniu dzieci.

Rodzice i opiekunowie, szczególni ci z dalekich stron, teraz będą mogli zamieszkać w tym domu i być blisko dzieci. Jest to rzecz nie do przecenienia przy tego typu leczeniu, jakie stosujemy – podkreśla dr Kowalczyk.

Rodzice, często porażeni faktem choroby dziecka, muszą mieć warunki, w których mogą czuć serdeczność otoczenia, ciepło, gdzie mogą zbierać siły do zmagania się z tą chorobą. Tak jak silni będą rodzice i opiekunowie, tak mocno będą w stanie wspierać dziecko, które musi się zmagać z tą chorobą, często bardzo ciężką i długotrwałą – mówi prof. Piotr Laidler, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum.

Uruchomienie Domu Ronalda McDonalda na Prokocimiu było możliwe dzięki współpracy Fundacji Ronalda McDonalda ze szpitalem oraz Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Zaoferowaliśmy działkę, na której ten dom został wybudowany. To jest nasz materialny wkład. W ten proces ze strony Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego zaangażowani byli również pracownicy Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. To dzieło, które będzie mieć ogromne znaczenie dla standardu obchodzenia się z pacjentem i jego najbliższymi – mówi Piotr Laidler.

To była oczywista decyzja władz UJ Collegium Medicum, również decyzja senatu Komisji Majątku i Finansów była tak samo jednomyślna. To są dla nas sprawy jednoznaczne – mówi prof. Wojciech Nowak, rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Do wybudowania Domu Ronalda McDonalda przyczynili się również inni darczyńcy. Blisko 100 firm z całego kraju przekazało na budowę swoje produkty, usługi i środki finansowe. Koszt inwestycji wyniósł 7,5 mln zł.

Udało nam się uzyskać bardzo dużo. Sądzę, że sama idea Domu Ronalda McDonalda przemawia do wszystkich potencjalnych darczyńców, bo wiedzą, że to jest coś konkretnego, co świadczy o uhonorowaniu rodziców dzieci chorych i umożliwia im przebywanie blisko dzieci. Nie muszę tłumaczyć nikomu, jak ogromne znaczenie ma to dla procesu zdrowienia tych dzieci i poczucia bezpieczeństwa – podkreśla Adam Jelonek.

Dom został wybudowany w taki sposób, by koszty jego utrzymania były jak najniższe. Dzięki instalacji paneli fotowoltaicznych i nowoczesnej izolacji cieplnej będzie on energooszczędny. Jelonek podkreśla, że Fundacja będzie zabezpieczać środki na utrzymanie domu, ale jednocześnie część z nich będzie odkładana na nowe obiekty.

Na całym świecie Fundacja Ronalda McDonalda wybudowała 352 takie obiekty. W Polsce organizacja ta działa od 2002 roku i koncentruje się na profilaktyce onkologicznej.

Firmy czeka walka o pracowników. Orężem będą bonusy pozapłacowe

CEO Magazyn Polska

We wrześniu – jak wskazuje resort pracy – stopa bezrobocia w Polsce po raz pierwszy od siedmiu lat osiągnęła poziom jednocyfrowy. Firmy będą więc musiały coraz bardziej zabiegać o pracowników. Eksperci prognozują, że czeka nas walka o talenty. Działy HR powinny postawić na programy motywujące budujące lojalność, w tym na bonusy pozapłacowe.

Szykuje się druga wojna o talenty – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Paweł Wierzbicki, dyrektor w firmie doradztwa personalnego Michael Page. – Powodem są procesy demograficzne i gospodarka wchodząca powoli w stabilną fazę niewielkiego, ale jednak wzrostu. Zaczynamy dostrzegać, że coraz więcej organizacji ma problem z pozyskiwaniem talentów.

Pierwsza wojna o talenty miała miejsce w okresie gwałtownego rozwoju technologii późnych lat 90. XX wieku. Na pierwszej linii frontu tej wojny będzie branża technologiczna i powiązane z nią sektory. Problem szybko zacznie być jednak odczuwalny również w innych segmentach gospodarki.

Zdaniem Pawła Wierzbickiego coraz większe znaczenie w procesach zarządzania zasobami ludzkimi będzie mieć budowanie zaangażowania pracowników, motywowanie oraz rozwiązywanie problemu retencji (przechodzenia zatrudnionych do innych, oferujących lepsze warunki pracy organizacji).

To tematy, oczywiście, stare jak świat, funkcjonują odkąd istnieją firmy. Natomiast myślę, że niebawem nabiorą one podwójnego znaczenia – zauważa Paweł Wierzbicki. – Większość dyrektorów personalnych w zasadzie na wszystkich kontynentach tak odpowiedziała.

Jak wynika z globalnej ankiety firmy Michael Page „Barometr rynku HR”, w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy 48 proc. dyrektorów personalnych spodziewa się wzrostu zatrudnienia, a blisko co trzecia organizacja (27 proc.) zwiększyła budżet przeznaczony na rekrutację. Wśród tegorocznych priorytetów działów HR najczęściej wymieniano zarządzanie talentami (33 proc.), szkolenia i rozwój (33 proc.) oraz pozyskiwanie szczególnie uzdolnionych pracowników i rekrutacja (32 proc.).

Coraz więcej firm myśli o zmianie i unowocześnieniu swoich systemów i polityk dotyczących wynagrodzeń oraz benefitów – wskazuje Paweł Wierzbicki. – Rynek dobrze odpowiada na to zapotrzebowanie. Pojawiają się nowe produkty i usługi związane z możliwościami wynagradzania pracowników, nie tylko finansowego w postaci pensji podstawowej, lecz także bonusowego.

Według Pawła Wierzbickiego ważne jest, aby dyrektorzy personalni wdrażali nowe, ciekawe systemy, które będą rzeczywiście motywować pracowników, takie jak choćby MBO (z ang. Management by Objectives – zarządzanie przez cele), którego istotą jest wspólne z zatrudnionymi określanie kierunku rozwoju organizacji, sposobu podejmowania decyzji i oceny wyników.

Pomocne w HR, na rynku pracy coraz bardziej należącym do zatrudnionych, zdaniem Pawła Wierzbickiego może być również określenie KPI (z ang. Key Performance Indicators – Kluczowe Wskaźniki Efektywności). Takie działanie także wspiera osiąganie celów operacyjnych i strategicznych przez organizację.

Istotne jest wdrażanie takich programów, które naprawdę będą pomagać, wiązać cele firmy z celami pracowników i na tej bazie wynagradzać zatrudnionych w postaci bonusów, nie tylko pieniężnych, lecz także pozapłacowych – precyzuje Paweł Wierzbicki. – To kolejne wyzwanie. Chodzi o to, aby rzeczywiście każdy zatrudniony czuł, że funkcjonuje w grupie, a cała organizacja ma wspólny cel, którego osiągnięcie gwarantuje wszystkim określone benefity.

Wyzwania te powodują, że rola działów HR w firmach będzie coraz ważniejsza. Stają się one motorem wzrostu i strategicznym partnerem zarządu. Świadczy o tym m.in. fakt, że 63 proc. dyrektorów HR podlega bezpośrednio pod członka najwyższej kadry zarządzającej.

Polisy na drony, jachty czy farmy wiatrowe. Klienci szukają nowych produktów ubezpieczeniowych

CEO Magazyn Polska

W II kwartale wartość składek z ubezpieczeń majątkowych (bez komunikacyjnych) wyniosła 6,9 mld zł i była o 3 proc. wyższa niż rok temu. Największy udział mają ubezpieczenia od ognia i innych żywiołów, ale stopniowo się to zmniejsza. Klienci szukają coraz to nowych produktów – chcą ubezpieczyć swoje drony, jachty czy kolektory słoneczne.

– Wobec zmian klimatycznych, które mamy okazję obserwować, rosną obawy klientów. Towarzystwa ubezpieczeniowe wychodzą temu naprzeciw i uaktualniają zakresy ochrony w swoich produktach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Burzyńska-Janiec, regionalny kierownik sprzedaży CUK Ubezpieczenia. – Możemy skorzystać z produktów, które chronią nas przed takimi zjawiskami pogodowymi, jak tornada, gwałtowne podniesienie się poziomu wód gruntowych, powodzie czy susze.

W II kwartale br. 1,66 mld zł składki na rynku majątkowym stanowiły ubezpieczenia od ognia i innych żywiołów. Udział ten był o 2 proc. niższy niż w II kwartale 2014 roku. Składki z ubezpieczeń majątkowych (nie licząc polis OC i AC) wyniosły blisko 7 mld zł (3-proc. wzrost rok do roku).

Klienci coraz częściej pytają o ubezpieczenia smartfonów, ubezpieczenia drogich instrumentów muzycznych czy innego sprzętu elektronicznego – mówi Agnieszka Burzyńska-Janiec. – Motocykliści poszukują z kolei ubezpieczeń dla ich specjalistycznej odzieży. Inni chcą się zabezpieczyć się przed kradzieżą kolektorów słonecznych.

Jak podkreśla, klienci coraz częściej pytają o ubezpieczenie lotnicze i morskie. Chcą ubezpieczyć drony, jachty czy farmy wiatrowe.

Biorąc pod uwagę coraz większe zainteresowanie różnymi produktami ubezpieczeniowymi oraz rosnącą świadomość Polaków, myślę, że ten segment będzie jak najbardziej rentowny dla ubezpieczycieli – mówi Burzyńska-Janiec.

Wiele osób pyta też o polisy od następstw nieszczęśliwych wypadków w miejscu pracy, na uczelni czy w trakcie badań laboratoryjnych.

Ceny ubezpieczeń majątkowych są stabilne, nie obserwujemy żadnych gwałtownych skoków – zachęca Agnieszka Burzyńska-Janiec. – Natomiast każdorazowo przed zakupem jakiejkolwiek polisy, również majątkowej, polecam zainteresowany, żeby sprawdzili, jak wyglądają składki w różnych towarzystwach ubezpieczeniowych po to, by nie przepłacać.

Polacy coraz chętniej kupują przez urządzenia mobilne

Polacy coraz chętniej sięgają po nowinki technologiczne. Surfowanie po Internecie za pomocą laptopa, tabletu czy smartfona stało się nieodłącznym elementem każdego dnia. Internet wywrócił do góry nogami prawie wszystkie sfery życia, od taksówek po bankowość, w tym sposób, w jaki kupujemy oferty turystyczne. Badanie* przeprowadzone we wrześniu przez Ipsos na zlecenie Groupon Polska pokazuje główne tendencje w handlu ofertami podróży online.

Na jakich urządzeniach kupujemy oferty turystyczne?

Niemal wszyscy, bo aż 99% badanych korzysta z Internetu za pośrednictwem komputera, przy czym częściej, bo w 84% przypadków, jest to laptop, a dopiero później komputer stacjonarny (51%). Co druga badana osoba sięga po smartfona, który stał się równie popularny jak komputer stacjonarny. Najmniejszą popularnością cieszą się tablety, jednak ich pozycja nie jest zagrożona, korzysta z nich niemal 1/3 ankietowanych.

Zakupy przez komputer vs smartfon

Nie ma wątpliwości, że zakupy przez Internet są bardziej komfortowe, zajmują mniej czasu i można je zrobić nie wychodząc z domu. Zdecydowana większość (97%) preferuje w tym celu korzystanie z komputera. Tendencja ta dotyczy także zakupu ofert podróży. Nieco inaczej sprawy się mają w przypadku zakupów przez urządzenia mobilne. Łącznie – na wszelkiego rodzaju zakupy za pomocą smartfona czy tabletu – decyduje się 76% ankietowanych, jednak prawie połowa badanych nigdy nie zdecydowała się na zakup oferty turystycznej za pośrednictwem urządzeń mobilnych.

Wychodząc naprzeciw najnowszym trendom, kilka lat temu firma Groupon uruchomiła dedykowaną aplikację na urządzenia mobilne, za pomocą której użytkownicy mogą dokonywać zakupów w dowolnym miejscu i czasie. Aplikacja ma już blisko 110 milionów pobrań na całym świecie i plasuje się wśród trzech najlepiej ocenianych przez użytkowników aplikacji detalicznych, opartych na systemie Android i iOS*. Aplikacja została stworzona z myślą o potrzebach klientów, którzy szukają sprofilowanych ofert zarówno pod kątem swoich preferencji, jak i lokalizacji.

Główne bariery w korzystaniu z urządzeń mobilnych

Mniejsza popularność zakupu ofert podróży przez urządzenia mobilne nie jest przypadkowa. Istotną przeszkodą w tym sposobie realizacji swoich wakacyjnych planów jest zbyt mały ekran, który utrudnia dokładne zapoznanie się z ofertą oraz szybkie i sprawne dokonanie zakupu. Inne przyczyny to ograniczona liczba funkcji dostępnych w takich aplikacjach, mniejszy wybór ofert, a także brak zainstalowanej aplikacji banku, przez którą mogłyby być dokonane płatności. Część badanych obawia się o bezpieczeństwo transakcji przeprowadzanych na smartfonie czy tablecie.

Zdarza się czasami, że klienci chcą przejść cały proces zakupu na urządzeniu mobilnym, jednak w pewnym momencie występują problemy, które zmuszają ich do dokończenia transakcji na komputerze. To ważny sygnał dla branży e-commerce, który powinien skłonić e-przedsiębiorstwa do skupienia się na technologicznych aspektach aplikacji mobilnej. Dlaczego? Po wypełnieniu wszystkich pól, i przejściu kilku etapów zakupu, w przypadku błędu nie zawsze starczy  motywacji i cierpliwości, aby wznowić proces na komputerze. Firmy, które do tej pory nie dostosowały swoich witryn do przeglądania na urządzeniach mobilnych, mogą zacząć liczyć straty.

Gwałtownie rosnąca liczba smartfonów, młodzi konsumenci wychowani w erze cyfrowej i dynamicznie rozwijające się nowe technologie w obszarze płatności to główne czynniki wpływające na rosnące znaczenie kanałów mobilnych. Dostosowanie strony, oferty oraz sposobu sprzedaży produktów do mobile, jest niezbędnym czynnikiem sukcesu. Jednak nie jest to łatwe – nawet tak duża platforma jak Groupon przygotowywała się do tego przez wiele miesięcy. Posiadanie wersji mobilnej biznesu niesie ze sobą szereg korzyści i odpowiednio wykorzystana przełoży się na wzrost wyników sprzedaży – powiedziała Aniela Hejnowska, Dyrektor Zarządzająca Groupon Polska.

Badani, którzy mają za sobą złe doświadczenia z wykonywaniem transakcji na smartfonie czy tablecie zrezygnowali z podejmowania kolejnych prób i nie są świadomi zmian, jakie w ostatnim czasie miały miejsce. Aż 37% ankietowanych przyznaje, że aplikacje mobilne są teraz bardziej przyjazne w obsłudze i liczba dostępnych funkcji wzrosła. Z pewnością miało to wpływ na wzrost częstotliwości zakupu ofert podróży przez urządzenia mobilne w porównaniu do poprzedniego roku, jak deklaruje 54% badanych.

Co ciekawe, chociaż urządzenia mobilne są uważane za bardziej kłopotliwe w obsłudze, aż 85% ankietowanych, zanim przesiądzie się do komputera, by dokonać transakcji przez internet, wstępnie zapoznaje się z dostępną ofertą właśnie za pomocą tabletu lub smartfona. W przypadku ofert podróży odsetek ten jest nieco mniejszy, ale nadal istotny (68%).

Aplikacja mobilna Groupon posiada m.in. przydatną opcję geolokalizacji, pozwalającą na dostosowanie ofert interesujących dla klienta pod kątem miejsca, w którym aktualnie przebywa. W połączeniu z szybkością dotarcia do klienta są to kluczowe czynniki skłaniające współczesnego konsumenta do zakupów w kanale mobilnym. Najważniejszą kwestią jest też wolumen i dostępność i tzw. „ease of use” (łatwość użytkowania). Aby klient kupował mobilnie, musi mieć dostęp do usługi lub towaru „tu” i „teraz” i za jednym kliknięciem. Gdy liderzy rynku zaczną skutecznie łączyć geolokalizację z unikalnymi ofertami, a klienci zaufają płatnościom mobilnym, będziemy świadkami dynamicznego wzrostu sektora m-commerce – dodała Aniela Hejnowska.

Groupon zachęca swoich klientów do kupowania przez mobile, wysyłając do użytkowników informacje na temat kodów promocyjnych właśnie na aplikację mobilną.

Najchętniej kupowane oferty przez Internet

Według deklaracji badanych wśród zakupów ofert podróży dokonanych w ciągu ostatniego roku 2/3 stanowiły zakupy przez Internet. Najczęściej były to noclegi w hotelu. Wysoko uplasowały się również bilety kolejowe i autokarowe, pomimo że są one równie często kupowane w stacjonarnych punktach sprzedaży. Nie ma to zastosowania w przypadku biletów lotniczych, które przez Internet kupowane są przez 39% badanych – prawie cztery razy częściej niż offline. Bardzo możliwe, że wpływ na ten fakt miały specjalne oferty cenowe przygotowane przez linie lotnicze, w przypadku gdy bilet kupowany jest z odpowiednim wyprzedzeniem. Kupując bilet na lotnisku w dniu lotu, można się spodziewać nawet kilkanaście razy wyższej taryfy. Również wycieczki i wakacje ponad dwa razy częściej kupowane są przez internet niż w biurach podróży, gdzie na zakup decyduje się 15%.

 *O badaniu

Badanie przeprowadzone przez Ipsos na zlecenie Groupon Polska metodą CAWI we wrześniu 2015, n=150, próba reprezentatywna użytkowników Internetu w wieku 18-55, którzy w ciągu ostatniego roku kupili jakiekolwiek oferty/usługi podróży przez Internet.

BVT S.A. prognozuje 2,5 mln zł zysku netto w 2015 r.

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, prognozuje osiągnięcie w 2015 r. zysku netto w kwocie 2,5 mln zł. W pierwszym półroczu br. Emitent miał 1,18 mln zł zysku netto przy przychodach na poziomie 3,34 mln zł.

Prognoza finansowa Spółki na 2015 r. przedstawiona przez jej Zarząd zakłada wypracowanie 2,5 mln zł zysku netto. Została ona oparta na osiąganych przychodach finansowych netto, wartościach i planowanej rentowności nabywanych pakietów wierzytelności oraz na przewidywanym rozwoju i efekcie skali działalności BVT S.A. Spółka będzie na bieżąco analizowała możliwości realizacji założeń prognozy oraz dokonywała ewentualnych korekt w tym zakresie.

„Bardzo pozytywne wyniki finansowe, jakie osiągnęliśmy w pierwszym półroczu br. wskazują jednoznacznie, że realizowana przez Zarząd strategia prowadzenia Spółki jest prawidłowa i efektywna. W oparciu o sprawozdanie finansowe za 6 miesięcy 2015 roku oraz przy realizacji umów zakupów nowych pakietów wierzytelności można założyć permanentny wzrost zysku netto osiąganego przez BVT SA w kolejnych miesiącach, aż do poziomu 2,5 mln zł na koniec roku. Oczywiście w momencie pojawienia się zdarzeń istotnych dla nas z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej, które mogłyby w sposób niekorzystny wpłynąć na wynik finansowy, Zarząd zweryfikuje założenia prognozy oraz podejmie działania zapobiegające negatywnemu wpływowi tych zdarzeń na sytuację Spółki.” – ocenia Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

BVT S.A. zadebiutowało na rynku NewConnect pod koniec września br., wprowadzając do obrotu 1.000.000 akcji serii C. Z oferty prywatnej Spółka pozyskała 800 tys. zł., które przeznaczyła m.in. na nabywanie kolejnych pakietów wierzytelności oraz obsługę już wcześniej zakupionych. Prowadzone działania przełożyły się na bardzo dobre wyniki finansowe w 2 kw. br., w którym to Emitent osiągnął 608 tys. zł zysku netto przy przychodach sięgających 1.674 tys. zł.

Spółka otrzymała również informację o przyjęciu złożonej przez nią oferty na zakup pakietu wierzytelności pochodzącego od polskiego operatora telekomunikacyjnego. Jego wartość nominalna wynosi blisko 5,8 mln złotych. We wrześniu br. BVT S.A. zakupiło pierwszy pakiet wierzytelności z nowej branży – telekomunikacji, którego łączna wartość nominalna sięga prawie 3,22 mln zł.

„Zgodnie z wcześniejszymi założeniami dotyczącymi rozwoju Spółki oraz z wejściem w nowe obszary wierzytelności, Zarząd podjął decyzję o zakupie kolejnego pakietu wierzytelności telekomunikacyjnych. Nabycie tego pakietu jest nowością dla Spółki mimo posiadanych już wcześniej wierzytelności z obszaru telekomunikacyjnego, ponieważ związany jest on z usługami IT. Pakiet ten ma wartość nominalną bliską 5,8 mln złotych. Zgodnie z przyjętym schematem działania Spółka ma zaplanowane etapy działań związane z windykacją tych należności. Założyliśmy także bieżącą weryfikację planu działania na etapie podejmowania decyzji cząstkowych, tak aby zminimalizować ryzyko związane z rentownością.” – podsumowuje Szuba.

BVT S.A. specjalizuje się w nabywaniu i obsłudze pakietów wierzytelności masowych o dużej dywersyfikacji dłużników, a ich zlokalizowanie obejmuje swoim zasięgiem teren całego kraju. Nabyte przez Spółkę pakiety wierzytelności zlecane są do windykacji firmie prowadzącej działalność w tym zakresie. Emitent specjalizuje się obecnie w obsłudze wierzytelności związanych z przedsiębiorstwami z branży transportu kolejowego.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A., która posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A.

BVT S.A. zakończyło 2014 r. zyskiem netto w wysokości 822 tys. zł oraz przychodami na poziomie 2.536 tys. zł. Akcjonariusze Spółki otrzymali również dywidendę z zysku wypracowanego w 2014 r. w łącznej kwocie 532 tys. zł, co stanowiło blisko 65% całego osiągniętego zysku.

Pięć trendów IT wpływających na bezpieczeństwo

Eksperci firmy Balabit zdefiniowali najważniejsze zagrożenia i technologie, które w najbliższym czasie będą miały olbrzymi wpływ na bezpieczeństwo IT.

1. Stare dobre aplikacje bazowe używane na całym świecie (wykorzystujące np. SSL czy Bash) – największym zagrożeniem w obecnych systemach firmowych są właśnie luki w tych aplikacjach bazowych. Są one wykorzystywane wszędzie nawet w produktach bezpieczeństwa. „Firmy muszą się przygotować do szybkiej modernizacji swoich istotnych systemów, ponieważ w najbliższym czasie będą się pojawiać coraz bardziej niebezpieczne wirusy i zagrożenia, wykorzystujące nowe i stare zaniedbane błędy i luki. – mówi Csaba Krasznay, Product manager of Shell Control Box, Balabit.

2. Analityka behawioralna – narzędzie wykorzystywane przez technologię Big Data, teraz jest stosowana w obszarze bezpieczeństwa i innych rozwiązań IT. Producenci będą coraz szerzej wykorzystywać tego typu analizy w swoich rozwiązaniach.

Dzięki analizie behawioralnej użytkowników, system może rozpoznawać konkretnych użytkowników po ich aktywności. Każdy porusza się w konkretnym środowisku IT w specyficzny sposób, który staje się jego charakterystycznym śladem cyfrowym. Po ustaleniu bazowych danych narzędzia UBA (User Behavior Analytics) są w stanie porównać bieżącą aktywność użytkownika do jego zwykłego zachowania i zidentyfikować nietypowe działania w czasie rzeczywistym. Atakujący będzie współdziałać z systemem inaczej niż zwykły użytkownik. Te anomalia można wychwycić w czasie rzeczywistym, w momencie gdy są realizowane. Dlatego też analiza behawioralna zastosowana w rozwiązaniach zabezpieczających zapewnia:

– zmniejszenie prawdopodobieństwa i skutków wycieku danych,
– identyfikowanie podejrzanych działań i wykrywanie nieznanych zagrożeń pochodzących zarówno z wewnątrz jak i zewnątrz organizacji,
– zwiększenie efektywności zespołu bezpieczeństwa,
– zwiększenie elastyczności biznesu wraz z poprawą bezpieczeństwa.

Poprzez wykrywanie odchyleń od normalnego zachowania, rozwiązania analizy behawioralnej użytkownika pomagają firmom skupić swoje zasoby zabezpieczeń na ważnych wydarzeniach, a także umożliwić im aktualizację i optymalizację narzędzi kontroli, uzyskując przy tym większą wydajność pracy całej organizacji.

3. Wewnętrzni użytkownicy groźniejsi niż zewnętrzne zagrożenia – firmy wciąż przeceniają ryzyko ataków zewnętrznych w stosunku do wewnętrznych zagrożeń. Przeznaczają swój budżet na ochronę swojej infrastruktury przed takimi atakami, przede wszystkim koncentrując swoje wysiłki na zatrzymaniu cyberprzestępców przed włamaniem się do ich systemu. Prowadzi to do niezrównoważonej architektury bezpieczeństwa, która stara się chronić infrastrukturę firmy z wykorzystaniem technik zapobiegawczych, takich jak zapory i skanowania w poszukiwaniu wirusów i trojanów, zaniedbując drugą linię obrony, czyli monitorowania aktywności użytkowników wewnątrz systemu informatycznego. – tłumaczy Márton Illés, Product Evangelist, BalaBit.

4. Nie ma 100 % bezpieczeństwa – ataki APT (Advanced Persistent Threats) zmieniają podejście firm do podstawowej zasady bezpieczeństwa: nie ma bezpieczeństwa w 100% i nie można w 100% zapobiec atakom cyberprzestępców. To zmusza firmy do równoważenia wysiłków w celu wykrycia zarówno wewnętrznych i zewnętrznych ataków. Nie wystarczą tradycyjne zabezpieczenia, bo atak i tak może dojść do skutku. Potrzebny jest też efektywny system monitorowania użytkowników i ruchu sieciowego, który zwiększa szansę na szybkie wykrycie działalności cyberprzestępców i wzmocnienie istniejącej architektury opartej na prewencji.

5. Konieczność skrócenia czasu reakcji na atak – według najnowszych badań i raportów m.in. Verizona Data Breach Investigating Report 2015 przedstawia, że w 60 % przypadków cyberprzestępcy są w stanie zagrozić organizacji w ciągu kilku minut, więc czas reakcji jest kluczowy w podobnych sytuacjach. Od niego zależy, czy i jakie straty poniesie dana firma – ofiara. Można przyspieszyć czas reakcji poprzez skuteczne wykrywanie ataków i ich blokowanie w czasie rzeczywistym za pomocą odpowiednich rozwiązań monitoringu i zabezpieczeń.

Wszyscy wiemy, że czas reakcji przeciążonego zespołu jest daleki od ideału, dlatego jest bardzo ważne, aby mieć systemy, które nadają priorytety alertom i przypisują oceny ryzyka w zależności od kontekstu do każdego alarmu, tak aby zespoły bezpieczeństwa mogły skupić się na tym, co naprawdę ważne. – komentuje István Szabó, Product Manager of syslog-ng, Balabit.

 

Biedronka w prasie, Tesco w internecie – ranking marek sieci handlowych

Biedronka trzeci raz z rzędu została najpopularniejszą siecią handlową i nadal utrzymuje wyraźną przewagę nad konkurentami. Na podium znalazły się także Tesco i Carrefour – wynika z rankingu Top Marka, przygotowanego przez magazyn „Press” i „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Biedronka zdominowała zestawienie na temat medialności sieci handlowych – osiągnęła dwukrotnie wyższy wynik niż marka, która zajęła drugie miejsce. Dzięki największej liczbie punktów przyznanych za liczbę publikacji oraz zasięg Biedronka uplasowała się przed brandami: Tesco (różnica aż 60 punktów), Carrefour, Lidl i Społem. Jednak to Carrefour otrzymał największą notę za wydźwięk materiałów – aż 29 proc. z nich miało pozytywne nacechowanie. O sieci handlowej pisano głównie w nawiązaniu do otwarć nowych placówek oraz modernizacji już istniejących. Z kolei liderowi raportu dziennikarze dużo miejsca poświęcili w kontekście procesów deflacyjnych oraz pogarszającej się kondycji finansowej. Nie brakowało także informacji o ogólnopolskiej kampanii wizerunkowej czy obchodach jubileuszu 20-lecia.

Wykres 1. Top 5 marek sieci handlowych w prasie
Wykres 1. Top 5 marek sieci handlowych w prasie

Analizowane materiały zostały oszacowane pod kątem ekwiwalentu reklamowego. Kwota, jaką Biedronka musiałby wydać, gdyby publikacje w prasie były reklamą, przekroczyła 215 mln złotych. AVE dla Tesco wyniosło ponad 125 mln złotych, a dla Carrefour 36 mln złotych mniej.

Pod względem liczby publikacji w internecie na prowadzenie wysunęło się Tesco (28,5 tys. materiałów), które uplasowało się przed Biedronką (23,5 tys.) oraz Lidlem (11,3 tys.). W topowej piątce nie zabrakło sieci Auchan oraz Carrefour.

Wykres 2. Top 5 marek sieci handlowych w internecie
Wykres 2. Top 5 marek sieci handlowych w internecie

Najwyższy odsetek doniesień medialnych zamieszczonych na portalach regionalnych odnotowano w przypadku Tesco (70 proc.). Serwisy specjalistyczne najwięcej uwagi poświęciły brandom Auchan (41 proc.) i Carrefour (43 proc). Z kolei na blogach najczęściej można było znaleźć informacje na temat Lidla (14 proc.) i Biedronki (12 proc.).

Tesco było też najpopularniejszą siecią handlową w mediach społecznościowych. Na temat marki ukazało się 282,5 tys. wpisów i komentarzy, z czego 60,5 proc. na Facebooku, a 31,5 proc. na Twitterze. Biedronka była nieco mniej popularna w social media – 187,3 tys. materiałów. Tuż za podium znalazły się Lidl (95,7 tys.) i Carrefour (56,4 tys.). Zestawienie pięciu najczęściej wzmiankowanych brandów zamyka Żabka z wynikiem 51,8 tys.

Wykres 3. Top 5 marek sieci handlowych w social media
Wykres 3. Top 5 marek sieci handlowych w social media

Więcej na temat wyników badania Top Marka 2015

Przyszłość motoryzacji wg Toyoty

Toyota wprowadza na najbliższe 35 lat ambitny sześciopunktowy plan popularyzacji energetyki i motoryzacji opartej na wodorowych ogniwach paliwowych oraz maksymalnego ograniczania wpływu swojej działalności na środowisko.

Toyota Motor Corporation ogłosiła, że do 2050 roku zamierza wyeliminować z procesu produkcji emisję CO2 oraz ograniczyć o 90% emisję spalin swoich nowych samochodów. Kluczem do realizacji tego celu jest popularyzacja samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe oraz oparcie działalności na odnawialnych źródłach energii, energetyce wodorowej i recyclingu surowców. Ponadto Toyota zamierza radykalnie  ograniczyć zużycie wody w procesie produkcji.

Do 2020 roku firma zamierza osiągnąć roczny poziom sprzedaży 30 tys. samochodów na ogniwa paliwowe oraz 1,5 mln hybryd. Obecnie łączna sprzedaż samochodów hybrydowych wynosi ponad 8 mln – za 5 lat ma przekroczyć 15 mln. W 2017 roku Toyota rozpocznie sprzedaż autobusów napędzanych wodorem. Do 2020 roku, przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Tokio, w systemie komunikacji miejskiej stolicy będzie działało 100 takich pojazdów.

W dłuższej perspektywie Toyota zamierza skupić się na poprawie efektywności silników elektrycznych, dalszym rozwoju ogniw paliwowych oraz na rozbudowie oferty modeli napędzanych wodorem. Eliminacja emisji CO2 ma objąć wszystkie etapy życia samochodu – od pozyskiwania surowców i energii, przez tworzenie materiałów i części, montaż, transport gotowych samochodów, po ich utylizację i recycling.

„Blog + video = biznes?”

Po co firmie blog? Czy każda firma powinna prowadzić bloga? Jak ważne jest wideo w prowadzeniu bloga? Jak sprawić, żeby blog był popularny? Jakie musi być wideo, żeby zaciekawiło odbiorców? Na te i inne pytanie znajdą Państwo odpowiedź biorąc udział w szkoleniu „Blog + video = biznes?”.

Podstawą, o której należy pamiętać jest to, że na bloga należy mieć pomysł. Powinien być on ciekawy i oryginalny. Bardzo ważna jest również aktualizacja wpisów. Pisanie na każdy temat, w nieregularnych odstępach czasu nie zachęca czytelników do śledzenia postów.  Blog firmowy powinien dostarczać merytorycznej wiedzy z danej dziedziny w ciekawy sposób. Warto urozmaicać treść dodając do niego zdjęcia, grafikę, wykres czy wideo. Niezwykle istotna jest również jakość wpisów, poprawność i jasność przekazu. Czytelnicy, którzy naprawdę dowiedzą się czegoś ciekawego, chętniej wrócą na naszą stronę lub będą stale śledzili wpisy na blogu.

Blog powinien być spójny z wizerunkiem firmy. Dobrze gdyby komponował się ze stroną internetową firmy, należy zatem dobrać odpowiednia grafikę, dodać logo. Istotna jest również promocja. Można zacząć od wpisu na stronie internetowej informującego o nowo powstałym blogu. Nie wolno zapomnieć o mocy jaką posiadają serwisy społecznościowe. W imieniu naszej firmy, na Facebooku, Twitterze itd. powinniśmy zaprosić internautów, którzy obserwują nasze aktywności na bloga.

Liczba blogerów, vlogerów stale rośnie. Firmy decydują się zakładać swoje blogi. Procontent Communication organizuje szkolenie „Blog + Video = Biznes?”, aby rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące blogosfery i podpowiedzieć w jaki sposób efektywnie prowadzić bloga firmowego.    Szkolenie adresowane jest do pracowników działów komunikacji i PR, blogerów, vlogerów oraz wszystkich tych dla których przygoda z blogowaniem dopiero się zaczyna i chcą odnieść sukces w sieci. Nasze szkolenie to nie tylko teoria, uważamy, że praktyka czyni mistrza. Umożliwimy Państwu pracę z kamerą oraz przekażemy wiedzę, w jaki sposób wybrać odpowiedni sprzęt, miejsce, kadr i światło na nagranie. Z pomocą naszych ekspertów Państwa sukces gwarantowany!

Iwona Kubicz, prezes Procontent Communication
Iwona Kubicz, prezes Procontent Communication
Karina Nowak, założycielka bloga „Art You Ready by Kari”
Karina Nowak, założycielka bloga „Art You Ready by Kari”

Szkolenie przeprowadzą: Iwona Kubicz, prezes Procontent Communication, Karina Nowak, założycielka bloga „Art You Ready by Kari”, Łukasz Zborowski, operator, reżyser oraz Małgorzata Twardochleb, Newsrm.tv.

Wynagrodzenia członków zarządów i rad nadzorczych rosną powoli

Warszawa, 15 października 2015. – Poziom wynagrodzeń najwyższej kadry zarządzającej jest odzwierciedleniem sytuacji gospodarczej i wyników spółek, które kolejny rok utrzymują się na stabilnym poziomie. Łączne wynagrodzenie krótkoterminowe osób zarządzających spółkami wzrosło przeciętnie o ok. 3% w stosunku do 2013 roku. Wynagrodzenie członków rad nadzorczych również utrzymuje się na stabilnym poziomie, choć w porównaniu z wynagrodzeniami zarządów jest to poziom dość niski, wynika z najnowszego raportu PwC „Wynagrodzenia zarządów i rad nadzorczych największych spółek giełdowych w 2014 roku”.

 Wynagrodzenia zarządów spółek giełdowych

„Już od sześciu lat PwC publikuje raporty dotyczące wynagrodzeń członków zarządów największych spółek giełdowych. Od 2011 roku analizujemy również trendy dotyczące wynagrodzeń członków rad nadzorczych. W tym roku po raz pierwszy pokazujemy zbiorczo informacje na temat poziomu wynagrodzeń obu tych grup” – podkreśla Tomasz Barańczyk, partner zarządzający działem prawno-podatkowym PwC

Poziom wynagrodzeń najwyższej kadry zarządzającej jest odzwierciedleniem sytuacji gospodarczej i wyników spółek, które kolejny rok utrzymują się na stabilnym poziomie. Łączne wynagrodzenie krótkoterminowe osób zarządzających spółkami wzrosło przeciętnie o ok. 3% w stosunku do 2013 roku. Obserwowana już w poprzednich latach stabilizacja dotyczy nie tylko poziomów, ale także struktury pakietu wynagrodzeń krótkoterminowych członków zarządów największych spółek giełdowych. Udział płacy zasadniczej i premii w całkowitym pakiecie wynagrodzeń krótkoterminowych pozostaje na podobnym poziomie, choć zauważalny jest spadek udziału premii do 25%.

Mimo rosnącej presji regulacyjnej skoncentrowanej m.in. na corporate governance w zarządzaniu wynagrodzeniami członków zarządów, nie poprawia się jakość danych ujawnianych przez polskie spółki giełdowe. Wciąż tylko 30% spółek podaje informacje o wynagrodzeniach w podziale na poszczególne składniki.

W 2014 roku, podobnie jak w latach ubiegłych, raptem jedna trzecia (ok. 35%) analizowanych spółek oferowała osobom zarządzającym udział w długookresowych programach motywacyjnych (ang. Long Term Incentive Plan, LTIP). W roku 2014 roku nastąpił wzrost udziału opcji i warrantów oraz akcji fantomowych kosztem akcji i innych instrumentów finansowych. Wciąż niska popularność LTIPów może budzić pewne zaniepokojenie akcjonariuszy, gdyż dobrze skonstruowany plan długoterminowy ogranicza ryzyka, które niesie motywacja kadry zarządzającej w krótkim okresie – np. ryzyko skoncentrowania się na bieżącym roku kosztem stabilnego rozwoju w długim horyzoncie czasowym.

W 2014 roku w pierwszej dziesiątce najlepiej płacących branż znajdują się praktycznie te same sektory, co w latach ubiegłych. Liderem pod względem wysokości przeciętnego wynagrodzenia krótkoterminowego członków zarządu od lat pozostaje branża mediowa (w tym roku formalnie na drugim miejscu za sektorem drzewnym, reprezentowanym jednak jedynie przez dwie spółki). W pierwszej piątce uplasowała się także branża telekomunikacyjna i ubezpieczeniowa (jednak występowała z pojedynczymi reprezentantami w badanej grupie) oraz banki.

Przeciętne wynagrodzenie dziesięciu najlepiej zarabiających prezesów za rok 2014 jest blisko czterokrotnie wyższe od średniej wśród prezesów zarządów w całej badanej próbie. Maksymalne wynagrodzenie wypłacone prezesowi zarządu, tj. ok. 8,13 mln zł w roku 2014, pozostało na zbliżonym poziomie do roku 2013 (ok. 8,10 mln zł). Pierwszy raz w rankingu „Top 10” najlepiej zarabiających prezesów znalazła się kobieta.

Już kilka lat temu wskazywaliśmy w raporcie dotyczącym wynagrodzeń członków zarządów, że jest kilka obszarów w polskiej praktyce, które powinny się zdecydowanie zmienić (patrząc z perspektywy akcjonariuszy). Były to kwestie dotyczące m.in. niskiego poziomu ujawniania danych płacowych, niewielkiej popularności długoterminowych systemów premiowych czy też wyraźnej dysproporcji wynagrodzeń członków zarządów spółek ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa wobec tych całkowicie prywatnych. Pisaliśmy także o tym, że zmiany w tych obszarach będą postępowały powoli, nie należy oczekiwać istotnych zmian w perspektywie roku czy dwóch – ale w końcu się zadzieją. Ze szczerą satysfakcją odnotowaliśmy, iż – po raz pierwszy od momentu uruchomienia badania – wynagrodzenia członków zarządów spółek ze znaczącym udziałem Skarbu Państwa generalnie zrównały się z tymi z tych całkowicie prywatnych. Na razie dotyczy to jedynie indeksu WIG20, ale rozszerzenie na pozostałe indeksy jest już tylko kwestią czasu – podobnie jak zmiany w pozostałych obszarach” – mówi Robert Kujoth, menedżer w dziale prawno-podatkowym PwC.

Wynagrodzenia rad nadzorczych w spółkach giełdowych

Poziomy wynagrodzeń zarządów i rad nadzorczych dziś to dwa różne światy. O ile wysokie poziomy wynagrodzeń zarządów, pomimo częstych kontrowersji, czy krytyki społecznej, są powszechnie akceptowane, o tyle brakuje takiego przekonania jeśli chodzi o przewodniczących i członków rad nadzorczych.

Przewodniczący rad nadzorczych zarobili średnio po ok. 166 tys. złotych, a ich wynagrodzenia były prawie dwukrotnie wyższe niż pozostałych osób zasiadających w radach nadzorczych. Rady nadzorcze najlepiej opłacane były przez spółki.

Zdecydowana większość składów rad nadzorczych to osoby w wieku 40-50 lat i 50+. Na przestrzeni ostatnich lat można zauważyć, że średnia wieku członków rad nadzorczych co roku wzrasta. Ich przeciętne wynagrodzenia rosną także proporcjonalnie do ich wieku, co może świadczyć, że doceniane i nagradzane jest doświadczenie i wiedza biznesowa. Maksymalne łączne wynagrodzenie wypłacone całej radzie nadzorczej w 2014 roku wynosiło blisko 5 mln zł, przy średnim całościowym wynagrodzeniu na poziomie 602 tys. zł. Przeciętne roczne wynagrodzenie członka rady nadzorczej dziesięciu najlepiej płacących spółek w 2014 roku mieściło się w przedziale od ok. 266 tys. zł do ok. 959 tys. zł, w tym tylko w 3 spółkach przeciętne wynagrodzenie przekroczyło 500 tys. zł.

Rynek nadal nie płaci radom nadzorczym dobrze, co wynika głównie z percepcji wartości wnoszonej przez rady. Praca w radzie nadzorczej lub nawet w trzech nie jest obecnie atrakcyjną alternatywą do pracy w zarządzie, a to właśnie byli członkowie zarządów z doświadczeniem w biznesie są w stanie wnieść najwyższą wartość i być godnym partnerem dla zarządu i właścicieli. Oceniam jednak, że powoli idziemy w dobrym kierunku. Polskie spółki, w tym z istotnym akcjonariuszem prywatnym coraz częściej zatrudniają w radach wysokiej klasy specjalistów, za których usługi są w stanie zapłacić. Proponowane zmiany w dobrych praktykach również spowodują powolne zmiany w tym obszarze” – twierdzi Krzysztof Szułdrzyński, partner zarządzający działem audytu PwC.

Komentarz PwC dotyczący przyjęcia Kodeksu Dobrych Praktyk GPW

„Dążenie do ciągłego zwiększania standardów nadzoru w spółkach publicznych znajduje odzwierciedlenie w opublikowanym wczoraj przez Giełdę Papierów Wartościowych zmienionym kodeksie „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW”. Największym wyzwaniem pozostaje teraz skuteczne wdrożenie zmian, co oznacza, że zarówno spółki będą stosowały się do obowiązujących dobrych praktyk, jak i inwestorzy będą przywiązywali większą wagę do faktu stosowania przez spółki zasad corporate governance.  W treści Dobrych Praktyk pojawi się kilka istotnych zmian z punktu widzenia rad nadzorczych. W szczególności zapisy dotyczące pracy rady nadzorczej i zarządu zostaną rozszerzone i ujęte w jednym rozdziale, co jest ruchem dosyć naturalnym biorąc pod uwagę ścisłą współpracę pomiędzy zarządem i radą. Uwypuklona zostanie rola dobrego systemu kontroli wewnętrznej w spółce – wprowadzony zostanie nowy rozdział poświęcony systemowi kontroli wewnętrznej, zarządzaniu ryzykiem i audytowi wewnętrznemu, w szczególności ich podległości w ramach spółki, liniach raportowania oraz roli rady w ich monitorowaniu. Zgodnie z podobnymi trendami na świecie duży nacisk położony został na uspójnienie polityki wynagrodzeń ze strategią spółki, uzależnienie wysokości wynagrodzeń od długoterminowych wyników i pełnionej roli przez członków zarządu i rady. Na uwagę również zasługuje znaczne poszerzenie zapisów dotyczących konfliktu interesów i transakcji z podmiotami powiązanymi, co powinno przyczynić się do lepszego zabezpieczenia interesów spółki”.

Krzysztof Szuldrzyński, partner zarządzający działem audytu w PwC, członek komitetu konsultacyjnego GPW ds. dobrych praktyk

Europa mocniej w stronę wspólnych podatków

Komisja Europejska (KE) zapowiedziała szerokie konsultacje społeczne w sprawie jednolitej polityki podatkowej państw członkowskich[1]. Intencją KE jest ukrócenie procederu unikania podatków np. przy transakcjach międzynarodowych. Swoje pomysły na uszczelnienie systemu podatkowego na świecie zaproponowała również OECD[2], do której zaleceń już w tej chwili stosuje się polski rząd. Nad tym, w jaki sposób tendencje te wpłyną na polskich podatników i całą gospodarkę będą dyskutować przedsiębiorcy i eksperci na Forum Law4Growth 28-30 października w Katowicach. Wydarzenie zostało objęte patronatem Prezydenta RP.

OECD szacuje, że państwa świata tracą rocznie nawet do 240 mld dolarów z powodu dziur fiskalnych i praktyk związanych z tzw. optymalizacją podatkową[3]. Komisja Europejska uważa, że nastał dobry czas, by znów rozmawiać o zarzuconej w 2011 roku jednolitej polityce podatkowej, która wg KE powinna ukrócić złe praktyki i zniwelować przestrzeń sprzyjającą oszustwom fiskalnym.

Taxud[4] zapowiedziała szerokie konsultacje społeczne w sprawie ewentualnego przyjęcia dyrektywy CCCTB (wspólnej, skonsolidowanej podstawy opodatkowania osób prawnych) przez państwa członkowskie i wprowadzenia obowiązku stosowania się do niej dla przedsiębiorstw. W założeniu CCCTB ma być wspólnym zbiorem zasad wyliczania podatku. Dzięki niemu firma będzie mogła np. wypełnić ujednoliconą deklarację obejmującą jej całą działalnośc od razu na terenie całej Unii Europejskiej. Wspólna polityka zakłada „zbliżenie“ opodatkowania zysków do miejsca ich generowania, a jej celem jest przeciwdziałanie oszustwom podatkowym, do których okazję stwarzają rozbieżności w polityce poszczegolnych krajów.

Pierwszy etap negocjacji powinien zakończyć się konsensusem w sprawie wspólnej podstawy opodatkowania – jego ważną częścią będzie wspólne uzgodnienie tego pojęcia. Drugi zaś zmierzać będzie do konsolidacji i ustalenia przez państwa członkowskie stawek CIT. Wyniki konsultacji i to, jakie decyzje zapadną w tej sprawie, powinniśmy poznać w 2016 roku.

Komisja twierdzi, że za pomocą podobnych działań chce zwiększyć transparentność systemu, skończyć z rywalizacją za pomocą stawek podatkowych i doprowadzić do stworzenia jednolitego rynku europejskiego. Eksperci mają jednak wątpliwości, czy jednolity system w jednoznaczny sposób przysłuży się polskiej gospodarce.

„Nie ma nic złego w tym, że kraje rywalizują pomiędzy sobą – oczywiście w granicach pewnych zasad – również na polu atrakcyjności swoich systemów fiskalnych. Dalsze ujednolicanie podatków w UE, idące zwykle w jednym kierunku – podnoszenia obciążeń i wzrostu regulacji, może być dla Polski szkodliwe“ – komentuje dr Marian Szołucha, ekonomista z Centrum im. W. Grabskiego.

Uszczelniać, czy zmieniać system?

Zbieżne z tą ideą wydają się pomysły OECD, zakładające m.in. stworzenie kryteriów tzw. istotnej obecności przedsiębiorcy w danym państwie. Ma to pozwolić na określenie czy dana firma faktycznie działa w danym kraju, a więc powinna płacić w nim podatek (nawet jeśli nie ma w nim siedziby). To ważne np. w przypadku różnych stawek VAT. Tutaj Unia Europejska poczyniła już pierwsze kroki. 1 stycznia br. weszła w życie nowelizacja przepisów dotyczących przedsiębiorców świadczących „usługi elektroniczne, nadawcze i telekomunikacyjne na odległość w ramach UE. Są oni zobowiązani do rozliczania VAT w krajach, w których przebywają ich konsumenci. Obecnie pojawiają się postulaty rozszerzenia systemu na różnego typu produkty i jak największą liczbę krajów, także poza Europą. Na razie jednak rozwiązanie spotyka się z krytyką sektora MŚP. „W Polsce dominują mali i średni przedsiębiorcy. Takim przedsiębiorcom bardzo ciężko jest śledzić ciągle zmieniający się stan prawny oraz dostosować się do nowych przepisów ze względu na trudności jakie napotykają przy wypełnianiu obciążeń administracyjnych. Część z nich w ogóle pewnie nie posiada wiedzy o zmianach. Podmioty, które zmianę przepisów „zanotowały”, zgłaszają inną trudność. Nie mają wiedzy w zakresie stawek podatku VAT obowiązujących w innych niż polska krajach unijnych. Niestety muszę stwierdzić, że urzędnicy europejscy odpowiedzialni za kształt tych przepisów, nie wzięli pod uwagę jak dramatyczne w skutkach mogą być nowe regulacje”, komentuje Łukasz Mazur, ekspert od prawa podatkowego. Obowiązek płacenia VAT w kraju pochodzenia konsumenta paraliżuje np. rozwój polskich start-upów na europejskim rynku.

OECD chce również nowych zasad dokumentacji cen transferowych, obciążając obowiązkiem ich sporządzania spółki zależne o różnych progach dochodów, zwalniając przy tym z tego obowiązku spółki, których przychód nie przekracza 2 mln euro rocznie. Nowelizację przepisów w tym duchu zapowiada polski rząd.

Poprawić system podatkowy w Polsce

Polski system administracji podatkowej jest nieefektywny w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Koszty egzekucji należności fiskalnych należą do najwyższych na całym kontynencie, zaś według analiz Klubu Jagiellońskiego, nasz budżet traci ok. 10 mld zlotych rocznie z powodu unikania obowiązków podatkowych przez niektóre podmioty[5]. Jednocześnie nasz system podatkowy jest jednym z najbardziej skomplikowanych i niestabilnych w Europie, zaś przedsiębiorcy są zmuszeni do poświęcania około 260 godzin rocznie na samo załatwianie spraw podatkowych. Nie wiadomo jednak czy unijne regulacje, obciążające nas jeszcze większą ilością biurokracji i przymusem sprawozdawczości, nie spowodują wyraźnego wyhamowania polskiej gospodarki. Eksperci zgadzają się, że warto uszczelniać system podatkowy, bo leży to w interesie nas wszystkich. Pojawiają się jednak głosy, że warto trzymać się jednak najprostszych rozwiązań i pilnować przede wszystkim korzyści dla naszego kraju.

„Nowe propozycje rządu na uszczelnienie systemu, będące odpowiedzią na niską ściągalność podatków, nie wydają się wystarczające. Rozwiązaniem może być podatek obrotowy lub mieszany. Całą Polskę można przekształcić w specjalną strefę ekonomiczną. Jest to tym bardziej możliwe, że CIT stanowi niewielką część przychodów budżetowych (8-9%), co stwarza niepowtarzalną szansę dla powodzenia takiego zamiaru. Wówczas kapitał kierowałby się do Polski”, mówi Henryk Siodmok, prezes zarządu Grupy Atlas i jeden z inicjatorów Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth, którego celem jest wyróżnienie praktyk prawnych sprzyjających rozwojowi gospodarczemu.

Podczas konferencji w ramach Forum, która odbędzie się w dniach 28-30 października w Katowicach, przedsiębiorcy, prawnicy, politycy i eksperci z rożnych krajów będą starali się wyłonić najlepsze regulacje, sprzyjające przedsiebiorczości. To największa inicjatywa w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej, podczas której powstaną gotowe propozycje nowelizacji ustaw. Te ostatnie uczestnicy Forum przedłożą Prezydentowi RP w drugim dniu konferencji.

[1] http://europa.eu/rapid/press-release_IP-15-5796_en.htm

[2] http://www.oecd.org/ctp/aggressive/beps-actions.htm

[3] http://www.oecd.org/ctp/oecd-presents-outputs-of-oecd-g20-beps-project-for-discussion-at-g20-finance-ministers-meeting.htm

[4] Dyrekcja Generalna ds. Podatków i Unii Celnej

[5] „Znikające miliardy. Jak transfer dochodów za granicę drenuje polski budżet?”, Klub Jagielloński, 2015

 

Sceptyczne podejście sektora MMŚP do prezydenta i spodziewanych zmian w rządzie

Blisko połowa małych i mikroprzedsiębiorstw nie ma zaufania do decyzji prezydenta Andrzeja Dudy. Równie sceptycznie przedsiębiorcy podchodzą do ewentualnej zmiany partii rządzącej w jesiennych wyborach parlamentarnych – nie wierzą w poprawę swojej sytuacji, ale jednocześnie równie krytycznie oceniają obecny rząd. To wnioski z badania Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wnioski z piątego badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Oprócz badania dot. poziomu ich zaufania do polityków, zawiera on także m.in. ocenę minionego półrocza przez przedsiębiorców oraz prognozy na drugą połowę 2015 roku.

Brak zaufania przedsiębiorców do nowo wybranego prezydenta

W badaniu przedsiębiorcy odpowiadali na pytanie, czy wybór nowej głowy państwa spotkał się z ich aprobatą i czy ufają jego decyzjom związanym z funkcjonowaniem polskiej gospodarki i ich wpływu na prowadzenie własnej firmy. Blisko połowa przedsiębiorców (47,2 proc.) z sektora MMŚP zadeklarowała brak zaufania do nowo wybranego prezydenta. Tylko niespełna co piąty badany nie ma zastrzeżeń do decyzji nowej głowy państwa związanych z warunkami prowadzenia biznesu (17,9 proc.).

 

Zaufanie przedsiębiorców do prezydenta Andrzej Dudy
Zaufanie przedsiębiorców do prezydenta Andrzej Dudy

Przyszłe wybory parlamentarne oczami przedsiębiorców

Sytuacja przedstawia się podobnie, jeśli chodzi o ewentualne zmiany w sejmie, obejmujące wybór nowej partii rządzącej w jesiennych wyborach parlamentarnych. Przedsiębiorcy odpowiadali na pytanie, czy ewentualna zmiana w obozie władzy wpłynie pozytywnie na warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce oraz funkcjonowanie polskiej gospodarki. Negatywnego zdania była ponad połowa respondentów (52,7 proc.), w tym co piąty był zdecydowanie pewny swojej opinii (21,1 proc.), w stosunku do grupy zwolenników zmian (30,1 proc.).

Rys. 2 - „Czy ewentualna zmiana partii rządzącej w jesiennych wyborach parlamentarnych wpłynie pozytywnie na funkcjonowanie polskiej gospodarki i prowadzenie własnej firmy?”
Rys. 2 – „Czy ewentualna zmiana partii rządzącej w jesiennych wyborach parlamentarnych wpłynie pozytywnie na funkcjonowanie polskiej gospodarki i prowadzenie własnej firmy?”

Warto jednak przypomnieć, że i obecny rząd nie cieszy się zaufaniem ze strony małych przedsiębiorstw. W badaniu z grudnia 2014 roku ponad połowa z nich (53,1 proc.) zadeklarowała brak zaufania do decyzji, jakie rząd podjął w sprawach związanych z ich działalnością w II połowie 2014 r. Tylko co dziesiąty przedsiębiorca był zadowolony z decyzji władz rządowych. Trudność w ocenie działań rządu miało 37 proc. firm.

Komentarz:

„Budowanie konkurencyjności przedsiębiorstw jest procesem złożonym. Uczestnikami tego procesu są nie tylko przedsiębiorstwa, lecz również ich otoczenie, w tym także instytucje państwa. Państwo swoimi decyzjami może zlikwidować lub ograniczyć wiele barier utrudniających małym firmom funkcjonowanie na rynku, w tym przede wszystkim duże obciążenia finansowe związane z ZUS i podatkami. Niestety do tej pory żadnej pomocy ze strony Państwa mali przedsiębiorcy nie zauważyli, pomimo wielu wcześniejszych obietnic. Dlatego teraz nie wierzą w to, co mówią politycy w kampanii wyborczej. Przedsiębiorcy nie ufają partii rządzącej, niczego dobrego nie spodziewają się też po głównej partii opozycyjnej i prezydencie. Ten brak zaufania mogą zmienić tylko konkretne działania, nie słowa” – komentuje Michał Kurczycki z portalu Firmy.net.

Informacje o badaniu

Badanie nastrojów gospodarczych zostało przeprowadzone po raz piąty w czerwcu 2015 r. z zastosowaniem techniki CAWI przez Instytut Badań i Analiz OSB. W badaniu wzięło udział 1419 przedstawicieli małych firm (50,3 proc. firm jednoosobowych, 43,2 proc. mikro firm, zatrudniających od 1 do 9 pracowników, oraz 6,5 proc. małych firm, zatrudniających od 10 do 49 osób), które są zarejestrowane w wyszukiwarce firm Firmy.net. Wśród ankietowanych większość zajmuje się działalnością usługową (68,1 proc.), 19,6 proc. – handlową, 6,8 proc. – budowlaną, 5 proc. – przemysłowo-produkcyjną, a około 0,5 proc. działa w branży rolnej. Z uwagi na liczbę i strukturę respondentów wyniki badania mają charakter reprezentatywny.

Akademie Biznesu – pierwszy krok ku wielkiej karierze

Warszawa, 15 października 2015r. – Ponad 80 proc. studentów, którzy wzięli udział w tegorocznym badaniu Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy” zdobyło bądź właśnie jest w trakcie nabywania doświadczeń zawodowych, często godząc studia z pracą. Szukając doświadczeń, studenci chętnie biorą udział w programach edukacyjnych oferowanych przez pracodawców czy też specjalistycznych warsztatach. Firma Deloitte, organizująca od dziesięciu lat Akademię Biznesu, w tym roku akademickim po raz kolejny otwiera się na ich potrzeby i dzieli się z nimi swoją wiedzą.

 W ramach bezpłatnych warsztatów Akademii Biznesu działają Akademia Rachunkowości, Akademia Podatkowa, Akademia Konsultingu, Cyber Academy, Quants Academy, a także Akademia Dealmaker. „W ciągu roku na Akademię Biznesu aplikuje łącznie ponad 3 tys. studentów. Prowadzimy ponad 50 warsztatów rocznie w dziewięciu miastach w Polsce. Na warsztatach jest obecnych ponad 700 studentów. To przedsięwzięcie na naprawdę dużą skalę, które pozwala nam nawiązać kontakty z potencjalnymi pracownikami, a studentom zdobyć praktyczną wiedzę na temat doradztwa biznesowego” – mówi Joanna Tonkowicz, Menedżer do spraw Employer Brandingu w dziale HR Deloitte.

Joanna_Tonkowicz_DeloitteAkademie Biznesu są przeznaczone dla studentów III roku studiów licencjackich oraz I i II roku studiów magisterskich. W zależności od jej rodzaju, kierowane są do osób studiujących ekonomię i finanse, prawo, kierunki informatyczne, ekonomiczne czy matematyczne. Przede wszystkim jednak, aby stać się uczestnikiem Akademii Biznesu, bardziej niż konkretny kierunek studiów, pożądane są umiejętności analityczne, otwarty umysł i dobra znajomość języka angielskiego.

Wykładowcami Akademii Biznesu są najlepsi menedżerowie i praktycy Deloitte, którzy dzielą się ze studentami swoją wiedzą i doświadczeniem. Najczęściej są to ludzie młodzi, którzy sami jeszcze niedawno zmagali się z podobnymi wyborami, przed którymi stoją dziś uczestnicy warsztatów. Zajęcia mają charakter interaktywny i praktyczny, co różni je od wykładów akademickich. Studenci pracują na realnych zadaniach, jakie mają w swojej pracy doradcy biznesowi i wcielają się w ich rolę, przygotowując rozwiązania. Młodzi ludzie mają więc doskonałą okazję, żeby lepiej zrozumieć na czym polega praca w Deloitte.„Z naszych doświadczeń wynika, że wyobrażenia studentów na temat konkretnej specjalizacji, takiej jak doradztwo finansowe, konsulting czy audyt, często odległe są od rzeczywistości. Akademia Biznesu wypełnia tę lukę i wzbogaca ofertę edukacyjną polskich uczelni wyższych o praktyczny aspekt wiedzy” – wyjaśnia Joanna Tonkowicz.

Jako pierwsze w tym roku akademickim ruszyły: Akademia Rachunkowości, Akademia Dealmaker i Akademia Konsultingu.  Aplikować można do 8 listopada poprzez stronę internetową.

Podczas 11. już edycji Akademii Rachunkowości studenci będą mieli okazję poznać tajniki pracy w audycie. W październiku można zapisywać się na warsztaty w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi.

„Udział w Akademii Rachunkowości pozwolił mi wybrać konkretny dział, w którym potem chciałabym pracować, czyli audyt. Poprzez spotkania z menedżerami z tego pionu poznałam specyfikę pracy. Akademia Biznesu wiąże się też z bardzo praktycznymi korzyściami. Informację o przyjęciu na praktyki w Deloitte otrzymałam z ponad półrocznym wyprzedzeniem. Pozwoliło mi to dobrze zaplanować sobie swój czas” – mówi Sternik Małgorzata, praktykantka w dziale Audytu

W tegorocznej Akademii Konsultingu w Warszawie tematem przewodnim będzie sektor bankowy w wymiarze biznesowym lub technologicznym. Studenci zmierzą się z wyzwaniami stawianymi naszym konsultantom przez największe banki. Będą między innymi poznawać specyfikę powiązań skomplikowanych systemów informatycznych banku. Na podstawie zebranych wymagań, będą projektować architekturę rozwiązania integrującą istniejące systemy z nowymi elementami wspierającymi wybrany proces bankowy. Wykonają również plan implementacji nowego rozwiązania wraz z wyborem odpowiedniej technologii, w której dane rozwiązanie będzie zaimplementowane.

Dla osób zainteresowanych fuzjami i przejęciami kierujemy ofertę Akademii Dealmaker prowadzoną przez specjalistów z działu Doradztwa Finansowego. Jest to cykl interaktywnych warsztatów i case studies, podczas których studenci przeprowadzą wycenę przedsiębiorstwa oraz będą uczestniczyć w negocjacjach z inwestorami podczas transakcji kupna i sprzedaży spółki.

W dziele Doradztwa Finansowego Deloitte  pracuję już od 3 lat. Z mojej obserwacji wynika, że wiedza jaką zdobywam pracując w tym dziale jest unikatowa i trudno zdobyć ją na studiach. Zdecydowałam się na zaangażowanie w tworzenie programu warsztatów Dealmaker, bo lubię dzielić się wiedzą i daje mi to dużą satysfakcję. W Deloitte, jesteśmy zachęcani, aby pomagać innym w zdobywaniu nowych umiejętności – taką mamy kulturę korporacyjną. – mówi Katarzyna Wawrzyniak, Menedżer  w dziale Doradztwa Finansowego, wykładowca podczas warsztatów Dealmaker.

Aplikować do Akademii Biznesu można do 8 listopada za pośrednictwem strony internetowej www.deloitte.com/pl/akademiabiznesu

Kandydaci, którzy chcą spróbować swoich sił w Akademii Biznesu, przechodzą internetowe testy kwalifikacyjne oraz językowe, podobne do tych, do których przystępują osoby chcące wziąć udział w programie płatnych praktyk w Deloitte. Spośród studentów, którzy najlepiej przeszli testy, formowane są grupy zajęciowe. Cykl warsztatów wieńczy sprawdzian, polegający na rozwiązaniu case study. Najlepsi studenci po ukończeniu Akademii Biznesu mogą liczyć na ofertę praktyk oraz pracy w dziewięciu oddziałach Deloitte w całej Polsce. Niektórzy z absolwentów wcześniejszych edycji Akademii Biznesu pracują w Deloitte już od kilku lat.

Dzięki Akademii Biznesu firma Deloitte ma szansę dotrzeć do grupy najbardziej utalentowanych i najlepiej rokujących studentów, którzy w przyszłości zyskają możliwość rozwoju zawodowego.. Podczas warsztatów studenci, oprócz wiedzy merytorycznej, rozwijają również swoje zdolności interpersonalne oraz uczą się pracować w zespole pod presją czasu. Poprzez kontakt z praktykami mogą dowiedzieć się, na czym naprawdę polega praca w tak dużej firmie i „odczarować” mity, które narosły wokół funkcjonowania korporacji.

Na wiosnę 2016 roku planowane są także: Akademia Podatkowa, Cyber Academy i  Quants Academy. Akademia Podatkowa prowadzona jest przez specjalistów z zespołu Doradztwa Podatkowego i pokazuje praktyczne aspekty ich pracy. Akademia Cyber będzie poświęcona wpływowi współczesnych technologii i usług na bezpieczeństwo ludzi, firm oraz państw. W trakcie spotkań przedstawione zostaną główne czynniki ewolucji zagrożeń bezpieczeństwa informacji oraz ich uzasadnienie ekonomiczne. Z kolei Quants Academy to cykl warsztatów przeznaczonych dla osób, które najlepiej czują się w pracy z liczbami, a analiza i rozwiązywanie skomplikowanych problemów matematycznych to wyzwania, z którymi chętnie się mierzą. Biorąc udział w Quants Academy można poznać metody matematyczne i statystyczne stosowane w doradztwie biznesowym.

Hellabytes, czyli piekielnie duża Big Data

„Hellabytes”, czyli hell-a-lot-of-bytes, w wolnym tłumaczeniu oznacza „piekielnie dużo bajtów”. W tak ironiczny sposób brytyjscy analitycy internetowi odpowiadają na pytanie, ile danych jest obecnie w Sieci. Oracle precyzuje twierdząc, że Sieć aktualnie liczy ponad 6 ZB (zettabajtów) danych. Po przeczytaniu tego tekstu Internet rozrośnie się o kilkanaście petabajtów.

Zetta, Yotta, Hella – czyli Sieć w bajtach danych

Big Data to termin, który był w zeszłym roku na ustach wszystkich marketerów i analityków internetowych. W tym roku będzie podobnie. W ramach ankiety TimesJobs Job Outlook Survey 2015, rok 2015 określili oni mianem „roku Big Data”, zaś zawód badacza danych (data scientist) uznali za „najlepszą profesję tego roku” oraz „najbardziej perspektywiczny zawód”. Podkreślali przy tym dojmujący deficyt profesjonalnych badaczy danych na rynku.

Jak mantrę powtarza się dziś konieczność analizy i konwersji wielkich zbiorów danych, pozostawianych w Sieci przez internautów, upatrując w tym rozwiązania wielu kłopotów branży marketingowej oraz sektora e-commerce. I słusznie. Choć Big Data nie jest może „lekiem na całe zło” dzisiejszego marketingu, to nie jest też placebo, ponieważ daje wymierne efekty zwłaszcza w sektorze e-handlu czy bankowości.

W międzyczasie rosną zarówno wydatki na reklamę personalizowaną, jak i technologię sprzedaży RTB. Ilość danych w Sieci rośnie w błyskawicznym tempie, więc należy podejrzewać, że kolejne lata upłyną pod znakiem nie tyle Big, co Huge Data.

Ile waży Big Data?

Dane ważą całkiem sporo. Według analityków internetowych licząc od samego początku istnienia Sieci, wygenerowaliśmy już ponad 6 zettabajtów danych. Żeby uzmysłowić sobie wielkość tej liczby należałoby do niej dopisać 21 zer. Big Data nie jest już „big”. Dzisiaj powinniśmy raczej mówić już o „Huge Data”. Tym bardziej, że ilość danych w Sieci zbliża się do nowej jednostki – yottabajta (1 YB to 1024 bajtów). Jaka będzie kolejna jednostka? Angielscy komentatorzy już wiedzą i piszą żartobliwie o „hellabytes”, czyli: „hell of a lot of bytes”. Sugerują w ten sposób, że danych w Sieci jest po prostu dużo, a nawet: za dużo. Te dane przyprawiają o zawrót głowy.

– W ciągu minuty w Internecie wysyłanych jest blisko 200 mln maili, a w wyszukiwarce Google’a wpisywanych jest 4 mln zapytań. Na Facebooku udostępniamy ponad 2,5 mln różnych treści. Sieć multiplikuje się w tempie 5 terabajtów surowych danych na dobę. Ilość informacji jest olbrzymia. Potencjalnie w trakcie dnia dociera do internauty tyle informacji, ile jego dziadkowie konsumowali przez całe swoje życie. Na jednego internautę przypada dziś mniej więcej tyle danych, ile mieści się w ludzkim DNA – mówi Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, największej hurtowni Big Data w Polsce.

Metafora kodu DNA nie jest tu przypadkowa. Trudno bowiem wyobrazić sobie lepszą identyfikację konkretnej osoby niż jej DNA. W tej helisie krzyżujących się ze sobą kodów zawarte są informacje nadające unikatowość i indywidualność każdemu człowiekowi. Podobnie rzecz ma się z kodem danych, na który składają się krzyżujące się ze sobą pliki cookies, pochodzące z różnych źródeł. Każdy użytkownik Sieci posiada swój profil behawioralny, czyli pewien wzorzec zachowań, osobiste internetowe DNA, wyróżniające go spośród tłumu innych internautów.

Look alike modeling

Jeszcze 30 lat temu, w 1986 roku, gdy nikt nie słyszał o czymś takim jak „Big Data”, jedynie 6 proc. materiałów światowej kultury występowało w postaci cyfrowej. Dzisiaj już gros naszej kultury i naszego życia toczy się (również) w formie cyfrowej. Digitalizacja to słowo-klucz do zrozumienia naszych czasów.

Czy jednak danych używamy w takim stopniu, w jakim moglibyśmy ich używać? Według ekspertów z branży analityki internetowej nie do końca wykorzystujemy wszystkie możliwości oferowane przez dane.

Marketerzy sięgają dziś po dane głównie wtedy, gdy potrzebuję przeprowadzić kampanię reklamową w Sieci i dotrzeć do konkretnej grupy docelowej. Taka strategia pozwala ograniczyć stratę mediową i dotrzeć do targetu w bardziej efektywny sposób. Pytanie jednak brzmi: czy to jest wszystko, co możemy z nimi zrobić?

Według niej nie wystarczy tylko docierać na podstawie danych do konkretnej grupy docelowej. Warto przede wszystkim optymalizować dane, tzn. analizować zachowania użytkowników na naszej witrynie, szacować potencjał konwersji, a następnie wykorzystywać te dane do optymalizacji całych kampanii reklamowych. W optymalizacji danych pomocne okazują się nie tylko informacje zawarte w plikach cookies, ale przede wszystkim różne sygnały dostarczane przez platformy typu DSP (Demand Side Platforms).

W przypadku optymalizacji konwersji całej kampanii reklamowej warto wspomnieć o trendzie zwanym „look alike modeling”. Ta strategia jest opłacalna zwłaszcza wówczas, gdy mamy niski wolumen cookiesów, tzn. gdy targetujemy na cookiesy, których mamy bardzo mało. Problemem jest wyrobienie budżetu czy ilości zaplanowanych odsłon. Dzięki „look alike modeling” możemy znacząco rozszerzyć target kampanii. Wyszukujemy bowiem dodatkowych użytkowników, którzy zachowują się w Sieci podobnie do tych z naszej grupy docelowej, mających dodatkowo żądaną przez nas intencję zakupową. Wówczas nie tylko rozbudowujemy target, lecz także zwiększamy szansę na wzrost współczynnika konwersji – tłumaczy Piotr Prajsnar.             

Big Data otwiera oczy reklamodawcom

Dane to nie tylko nitka do kłębka, jakim jest użytkownik. Pozwalają nie tylko go odnaleźć i dotrzeć do niego, lecz także zweryfikować, czy grupa docelowa została zdefiniowana przez reklamodawcę w sposób prawidłowy. Często bowiem okazuje się, że reklamodawcy mylnie określili swój target.

Czasami może się zdarzyć, że nasz klient wychodzi od bardzo sztywnych ram kampanii, np. definiuje swój target w sposób sztywny, nie zdając sobie sprawy z tego, że robi błąd. Wtedy warto mu wcześniej przedstawić symulację, coś w rodzaju kampanii testowej, powołując się dodatkowo np. na poprzedni case i powiedzieć: „Słuchaj, to się nie sprawdzi. Trzeba albo zastanowić się nad rozszerzeniem grupy docelowej, albo nad jej całkowitą zmianą. Być może warto byłoby przeznaczyć część budżetu na przeszukanie nowych segmentów użytkowników po to, by znaleźć ten, który „zaskoczy”. Wówczas Big Data okazuje się również skutecznym narzędziem retargetingowym – przekonuje Bartłomiej Malinowski, Business Development Director w Adform.

Pierwsze efekty popularyzacji zastosowań Big Data powoli stają się widoczne. Coraz więcej witryn korzysta z danych personalizując i targetując reklamy pod konkretnych użytkowników, czyli konkretne pliki cookies.

Do tej pory zrealizowaliśmy przy użyciu danych około 500 kampanii reklamowych. Aktualnie mamy aktywnych 80 kampanii reklamowych. W przypadku zastosowania Big Data w kampaniach wzrosty oscylują w granicach od 20 proc. do nawet 120 proc. Otwieramy nową epokę, jeśli chodzi o reklamę w Internecie: Big Data Marketing. Kończy się era masowych ataków reklamowych i  strzelania na oślep, gdzie popadnie, a nóż widelec przypadkiem trafi się jakiegoś internautę – tłumaczy Łukasz Kapuśniak, Big Data Chief Officer w Cloud Technologies.

Michał Anioł Big Data

Big Data jest w stanie posprzątać śmietnik w internecie, tworzony przez reklamy masowe. Reklama wykorzystująca dane jest też mniej inwazyjna, a bardziej dyskretna i pomocna. Trzeba jednak pamiętać o tym, że Big Data nie jest źródłem wszelkiego dobra w marketingu internetowym, nie jest też rozwiązaniem wszelkich jego problemów. Na pewno jednak jest odpowiedzią na te, które trapią go najbardziej.

Nie jest istotne to, czy będziemy mieli do czynienia z zetta-, yotta- czy nawet hellabajtami, póki nie będziemy dysponować odpowiednimi narzędziami analitycznymi, które pozwolą z tych danych zrobić jakiś użytek, gdy ilość danych przełoży się na ich jakość. Wszystko jest zatem kwestią pewnego specyficznego spojrzenia rozłączającego i łączącego zarazem, spojrzenia analityczno-holistycznego. Niektórzy w nieociosanej, kamiennej bryle nie zobaczą nic, poza zimną i nieforemną fakturą. Ale artysta-rzeźbiarz, obdarzony takim spojrzeniem i wyposażony w odpowiednie narzędzia, będzie w stanie zobaczyć w tej bryle coś innego – i przekuje ją w dzieło sztuki. Big Data jest takim kamieniem.

Najwyższa pora wyrzeźbić z niego coś więcej.

PageGroup „Najbardziej zaangażowaną w komunikację firmą rekrutacyjną” według rankingu LinkedIn

LinkedIn zaprezentował listę 25 firm rekrutacyjnych, których jakość komunikacji w społeczności profesjonalistów zasłużyła na wyróżnienie. Na pierwszym miejscu tego rankingu znalazła się PageGroup, nagrodzona za aktywną obecność w serwisie LinkedIn trzech swoich marek – Page Executive, Michael Page oraz Page Personnel, i uznana za „Najbardziej zaangażowaną w komunikację firmę rekrutacyjną na świecie”.

„Firmy takie jak PageGroup prowadzą na LinkedIn precyzyjnie targetowane kampanie marketingowe, w oparciu o regionalne strategie komunikacyjne. Ustalają, na czym zależy odbiorcom i przygotowują zgodną z ich oczekiwaniami treść. Im lepiej jest ona dopasowana, tym bardziej prawdopodobne, że będzie wartościowa dla odbiorców i zainspiruje ich do działania” – napisała na firmowym blogu Angela Bertolo, Senior Marketing Manager w LinkedIn.

Tworząc ranking, LinkedIn brał pod uwagę wiele czynników, w tym: zasięg komunikacji, zaangażowanie, wskaźnik talent brand oraz siłę content marketingu, prowadzonego w tej społeczności. Działania użytkowników obserwujących profil firmy oraz aktywność jej własnych pracowników miały także kluczowe znaczenie.

Yannick Coulange, CEO PageGroup w Polsce, powiedział: „Nieustannie szukamy nowych sposobów na wykorzystanie nowoczesnych technologii, a LinkedIn stanowi kluczowy element naszej strategii komunikacyjnej. Stworzenie profilu w tym serwisie pozwoliło nam zbliżyć się do klientów i kandydatów. Dzięki niemu możemy na bieżąco dostarczać im informacje o trendach w branży i na rynku pracy, porady zawodowe, ogłoszenia o pracy oraz usługi rekrutacyjne. Ogromnie cieszy nas uznanie ze strony LinkedIn, a otrzymana nagroda jest świadectwem najwyższego zaangażowania całego zespołu marketingowego PageGroup.”

PageGroup

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Bezpieczne rezerwy. Historia polskiego złota (z napisami)

0

Film przedstawia losy polskich rezerw złota, ewakuowanych we wrześniu 1939 r. ze skarbców Banku Polskiego. Opowiadają o tym m.in. prof. Wojciech Rojek, historyk, prof. Witold Kieżun, ekonomista i były pracownik NBP, prof. Andrzej Sławiński, dyrektor generalny Instytutu Ekonomicznego NBP, dr Cecylia Leszczyńska, historyk gospodarki, autorka publikacji poświęconych historii bankowości, oraz Donald Malicki, dyrektor Departamentu Operacji Zagranicznych NBP.

Wigilia firmowa – jak nie zrazić do niej pracowników?

Imprezy bożonarodzeniowe w firmie zamiast być okazją do zintegrowania zespołu, bywają przykrym obowiązkiem. Sztywna atmosfera, patetyczna przemowa prezesa i uścisk jego ręki to relikt dawnej epoki. Jak sprawić, by firmowa wigilia była miłym przeżyciem dla całego zespołu pracowników?

 Mikolaje24.pPrzymusowe łamanie się opłatkiem, smętny karp w galarecie i barszcz wigilijny w kubku od kawy to niestety jeszcze w wielu firmach coroczna tradycja. Według ubiegłorocznego badania Monster Polska impreza wigilijna jest karą w odczuciu mieszkańców dużych miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) i pracowników mających małe dzieci. Choć zmieniają się realia, kwestie organizacji imprezy świątecznej z pomysłem to dla wielu firm wciąż nie lada problem.

– Dobry pracodawca wie, że okres poprzedzający Święta Bożego Narodzenia to dla pracowników czas niełatwy i wypełniony po brzegi domowymi obowiązkami. Zdaje sobie sprawę, że w przedświątecznej bieganinie pracownikom przyda się odstresowanie w przyjaznej atmosferze i z poczuciem humoru – mówi Kuba Marjański, dyrektor Biura Turystyki Aktywnej Kompas, organizatora firmowych imprez świątecznych Mikolaje24.pl. W ciągu 9 lat działania zorganizowano ponad tysiąc wizyt Świętego Mikołaja oraz eventów świątecznych dla rożnych instytucji. Wśród firm korzystających z tych usług są centra handlowe (najliczniejsza grupa), firmy z branż budowlanej, hotelowej, architektonicznej, paliwowej, energetycznej czy farmaceutycznej.

Firmy, którym zależy na integracji pracowników podczas takich imprez, sięgają po nietypowe scenariusze. Nieszablonowe podejście do organizacji imprez pokazuje kreatywnego ducha firmy i jest milej wspominane przez pracowników. – Dostosowujemy konwencję spotkania do wizji klienta, a także wymyślamy niebanalne scenariusze. Zdarzało się, że klient chciał zorganizować wizytę Mikołaja w Hiszpanii, czy też życzył sobie, by Mikołaj miał na sobie szkocki kilt – opowiada Marjański z Mikolaje24.pl.

Choć sezon na rezerwacje atrakcji na imprezę świąteczną zaczyna się w październiku, część firm rezerwuje terminy wiele miesięcy przed tym czasem. Niektóre firmy z usług Mikolaje24.pl korzystały np. już w czerwcu, przy okazji kręcenia swoich materiałów promocyjnych.

Dobrze zorganizowane świąteczne imprezy firmowe przekładają się na tworzenie przyjaznej atmosfery pracy, co sprzyja zwiększaniu motywacji i zaangażowania zatrudnionych ludzi. Zauważalnym trendem imprez świątecznych jest organizacja plebiscytów pracowniczych, w których głosuje się np. na najbardziej kreatywnych, skutecznych, sympatycznych pracowników. Na imprezie następuje rozstrzygnięcie plebiscytu. – To dobra okazja, by docenić pracownika za wkład pracy, pomysłowość i wyniki jego działań – dopowiada Kuba Marjański.

Microsoft Dynamics NAV 2016 został oficjalnie zaprezentowany podczas największego wydarzenia dla partnerów technologicznych Microsoft

W trakcie odbywającej się w dniach 5-7 października w Mannheim konferencji Directions EMEA dla Partnerów, firma Microsoft zaprezentowała najnowszą wersję systemu klasy ERP dla małych i średnich przedsiębiorstw. Najnowsza wersja Microsoft Dynamics NAV 2016 to kamień milowy w rozwoju systemów wspomagających zarządzanie. Rozwiązanie zapewnia nowe możliwości w obszarze mobilności, wykorzystania potencjału chmury oraz analizy procesów biznesowych i kondycji przedsiębiorstwa. Usprawnienia dotyczą również lepszej współpracy z platformą usług Microsoft Azure, systemem Microsoft Dynamics CRM oraz środowiskiem Office 365.

Microsoft - Windows 10„Wraz z postępującą cyfryzacją, biznes każdej wielkości powinien dopasować się do technologicznej rewolucji. Dzięki temu przedsiębiorstwa będą mogły zwiększyć efektywność swoich działań i uzyskać wyraźną przewagę rynkową. Zastosowanie technologii chmury obliczeniowej pozwala firmom nie tylko na udostępnianie pracownikom niezbędnych danych w dowolnym miejscu na dowolnym urządzeniu mobilnym, ale zapewnia także możliwość sprawnego i bezpiecznego oferowania swoich rozwiązań w modelu usługowym” – mówi Paweł Jędrusik, Dyrektor Działu Aplikacji Biznesowych Microsoft Dynamics.

Najnowsza edycja Microsoft Dynamics NAV 2016 to także dalszy rozwój w kierunku mobilności. Użytkownicy systemu mogą pracować na dowolnie wybranym przez siebie urządzeniu – smartfonie, tablecie, czy urządzeniu 2w1, działającym na popularnych systemach operacyjnych – Android, iOS czy Windows. Integracja z rozwiązaniem Microsoft Power BI zapewnia natychmiastowy i stały dostęp do kluczowych wskaźników wydajności przedsiębiorstwa.

W celu poprawy procesów obsługi klienta oraz usprawnienia strategii sprzedaży, system ERP został zintegrowany z usługą Microsoft Dynamics CRM Online. Podobne jak w przypadku złożonych rozwiązań klasy Enterprise, nowa wersja zapewnia bezpieczne skalowanie aplikacji w oparciu o chmurę Azure przy wykorzystaniu Microsoft Azure SQL Database. Pozostałe nowości, które usprawnią realizację zadań i automatyzację procesów to m.in. rozszerzone możliwości obiegu dokumentów (workflow) oraz rozpoznawanie tekstu w skanowanych dokumentach (OCR).

„Dzięki wykorzystaniu mocy obliczeniowej chmury, partnerzy technologiczni będą w stanie zaoferować swoim klientom lepsze możliwości integracji systemu z innymi usługami działającymi w ich przedsiębiorstwach, które również wykorzystują potencjał modelu Cloud” – przekonuje Paweł Jędrusik.

Premiera rozwiązania odbyła się w trakcie Directions EMEA, największej niezależnej konferencji skupiającej partnerów Microsoft Dymamics NAV. W tegorocznej edycji wydarzenia wzięło udział ponad 1300 osób – deweloperów, wdrożeniowców czy specjalistów branżowych i ekspertów CRM z różnych krajów europejskich, w tym 30 reprezentantów firm partnerskich z Polski.

Ranking kont oszczędnościowych, czyli gdzie warto oszczędzać

Ledwo odetchnęliśmy po wakacyjnych wydatkach, a już wielkimi krokami zbliża się sezon kupowania świątecznych prezentów. Sprawdź, gdzie i komu w październiku warto powierzyć swoje pieniądze.

Konta oszczędnościowe to jedne z najlepszych i najpopularniejszych rozwiązań do regularnego odkładania pieniędzy. Po pierwsze, rachunki te można swobodnie oraz bez żadnych obostrzeń zasilać gotówką. Po drugie, oferują one atrakcyjne oprocentowanie – najlepsze produkty nawet 4 proc. w skali roku. Po trzecie, zdeponowane na nich pieniądze są zawsze do dyspozycji klienta.

Gdzie po konto oszczędnościowe?

Najatrakcyjniejsze rachunki oszczędnościowe są oferowane w połączeniu z tradycyjnymi ROR-ami. – Banki za udostępnienie atrakcyjnego oprocentowania wymagają od klienta zakupu także innego, oferowanego przez siebie produktu. Dzięki temu zwiększa się szansa, że dany konsument zostanie z nimi na dłużej niż tylko na okres obowiązywania podwyższonego oprocentowania konta oszczędnościowego. Ważną kwestią jest to, że wysokie oprocentowanie kont oszczędnościowych obowiązuje wyłącznie przez pewien czas. Najczęściej przez trzy miesiące, licząc od chwili otwarcia danego rachunku – mówi Jacek Kasperczyk, analityki porównywarki finansowej Comperia.pl.

Ranking najlepszych kont oszczędnościowych na dzień 15.10.2015 r.

Najlepsze konta oszczędnościowe
Bank Nazwa oferty Oprocentowanie Wymagane konto
Getin Online / Getin Noble Bank Konto oszczędnościowe (oferta dla aktywnych klientów) 4,00% tak
BOŚ Konto Więcej za Mniej 4,00% tak
Orange Finanse Konto oszczędnościowe 3,50% tak
Bank SMART SMART Procent 3,00% tak
BIZ Bank Rachunek oszczędnościowy BIZ 3,00% nie
Idea Bank Konto Zośka 3,00% tak
Idea Bank Konto Zyskowne

(dla aktywnego klienta)

3,00% tak
Bank Millennium Konto oszczędnościowe (nowe środki) 3,00% tak
Źródło: opracowanie ważne na dzień 15.10.2015 r., stworzone przez Comperia.pl

 

Najlepsze konta oszczędnościowe są dostępne w podmiotach z Grupy Getin oraz w BOŚ Banku. Promocyjne oprocentowanie tych produktów wynosi aż 4 proc. w skali roku, co na tle średniej rynkowej (1,64 proc.) dotyczącej tych produktów wygląda nad wyraz atrakcyjnie – zauważa Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl.

Średnie oprocentowanie kont oszczędnościowych

Ostatnie miejsce na podium zajęła propozycja Orange Finanse, na której osoba dysponująca nadwyżkami finansowymi może liczyć na oprocentowanie w wysokości 3,50 proc. w skali roku. – Październikowe zestawienie najlepszych rachunków zamykają produkty z oprocentowaniem wynoszącym równe 3 proc. w skali roku. Rozwiązania z taką wysokością tego parametru można znaleźć w Banku Millennium, Idea Banku, Banku SMART oraz BIZ Banku. Co ciekawe, tylko w ostatniej wymienionej instytucji nie jest wymagane otwarcie konta osobistego. – podsumowuje Jacek Kasperczyk, Comperia.pl.

Zmiany w podatku od nieruchomości

Wraz z nowym rokiem z definicji nieruchomości związanych z prowadzeniem firmy znika zapis o tzw. „względach technicznych”. Z jednej strony ograniczy to spory dotyczące interpretacji powyższego zwrotu, jednak z drugiej strony – przedsiębiorcy stracą szansę na optymalizację podatkową stosowaną do tej pory w odniesieniu do budynku w złym stanie technicznym. Zmienione zostaną także zasady opodatkowania części wspólnych budynków. Jakie konsekwencje niesie to dla właścicieli nieruchomości?  

podatkiPrzedsiębiorca płaci wyższy podatek od nieruchomości niż osoba prywatna. – Jeśli daną nieruchomość w postaci mieszkania, domu czy ziemi wykorzystujemy na potrzeby związane z prowadzeniem firmy, jesteśmy zobowiązani do płacenia wyższych, nawet kilkadziesiąt razy wyższych stawek podatkowych, aniżeli te odprowadzane od np. budynków mieszkalnych. Oczywiście, w zależności od gminy, wysokość tych stawek jest różna. Ustawodawca precyzuje tylko górne graniczne wartości, których rada gminy, uchwalając wysokość podatków i opłat lokalnych, przekroczyć nie może – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Aktualne stawki podatku od nieruchomości wyznaczone przez ustawodawcę w 2015 r. wynoszą:

  • 23,13 zł od 1 mkw. powierzchni użytkowej za rok – od budynku związanego z prowadzeniem działalności gospodarczej,
  • 0,75 zł od 1 mkw. powierzchni użytkowej za rok – od budynku mieszkalnego
  • 0,90 zł od 1 mkw. powierzchni za rok – od gruntu pod działalność gospodarczą,
  • 0,47 zł od 1 mkw. powierzchni za rok – od gruntu pod budynek mieszkalny.

Przykład:

Mieszkaniec Poznania obecnie płaci 0,75 zł od 1 mkw. od budynków mieszkalnych, ale już od nieruchomości, bądź jej części przeznaczonej na działalność gospodarczą zapłaci 23,13 zł od 1 mkw. Zatem właściciel mieszkania, o powierzchni użytkowej 100 mkw. w bieżącym roku z tytułu podatku od nieruchomości zapłaci w sumie 75 zł. Ale jeśli całą tą przestrzeń wykorzystywał będzie do celów związanych z prowadzeniem firmy, zapłaci znacznie więcej, bo aż 2 313 zł.

Rozbiórka a nie „względy techniczne”

Do tej pory przedsiębiorcy mieli szansę na znaczne obniżenie stawki podatku od nieruchomości znajdującej się w złym stanie technicznym. Jednak to, czym jest ten „zły stan techniczny” rodziło wiele sporów pomiędzy podatnikami, a organami podatkowymi. – Nowelizacja przepisów „zły stan techniczny” wiąże z pewną obiektywną kategorią, którą stanowi ostateczna decyzja organu nadzoru budowlanego, nakazująca rozbiórkę budynku oraz uporządkowanie terenu. Takie zawężenie normy prawnej jest na pewno niekorzystne dla przedsiębiorcy, gdyż ogranicza szansę podatkowej optymalizacji – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Podatek za garaż i korytarz

W 2016 r. wprowadzona zostanie także korzystna zmiana dla wszystkich właścicieli mieszkań, którzy posiadają miejsca parkingowe w garażu podziemnym. Zgodnie z nowymi przepisami zapłacą oni podatek wyłącznie za swoje miejsce postojowe, a nie jak było do tej pory – za całą powierzchnię użytkową garażu w budynku.

Jednak niekorzystna zmiana dotyczyć będzie podatku od tzw. powierzchni wspólnych budynku. Najmocniej skutki tego odczują właściciele centrów handlowych. Stracą też właściciele mieszkań w blokach, kamienicach i innych budynkach, w których wyodrębniono lokale. Dla nich jednak podwyżka nie będzie tak dotkliwa jak dla właścicieli budynków firmowych. Wyniesie kilka złotych w skali roku

Do 100 zł bez rat

Nowelizacja przewiduje także zmianę zasad płacenia danin lokalnych. Podatek od nieruchomości, który nie przekroczy 100 zł będzie płatny jednorazowo. – Obecnie osoby fizyczne, bez względu na wysokość podatku od nieruchomości, mają obowiązek opłacania go w czterech ratach. Jednak zgodnie z nowymi przepisami, podatek powyżej 100 zł będzie można płacić ratalnie. Takie rozwiązanie pomoże uprościć procedury oraz zmniejszyć koszty administracyjne, związane z koniecznością dzielenie podatku – zaznacza Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

XVI Ogólnopolskie Forum Prawa Pracy: nowe wyzwania przed pracodawcami w 2016 roku

13 października 2015 roku w Warszawie odbyło się XVI Ogólnopolskie Forum Prawa Pracy poświęcone analizie uchwalonych zmian Kodeksu pracy w zakresie stosowania umów terminowych, a także kontrowersjom przy kontrolowaniu przez ZUS zasadności zawierania umów o dzieło. W Forum wzięło udział ponad 200 osób, reprezentujących służby kadrowe pracodawców z różnych sektorów. Była to doskonała okazja do poznania opinii ekspertów reprezentujących wszystkie zainteresowane strony: pracodawców, związki zawodowe, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Państwową Inspekcję Pracy.

XVI_OFPPOrganizatorem Forum była SEKA SA, firma działająca od 1988 roku, świadcząca usługi m.in. doradztwa w zakresie prawa pracy i szkoleń, która od kilku lat organizuje coroczne Forum, na którym poruszane są aktualne kwestie ważne dla każdego pracodawcy.

W pierwszej części spotkania skupiono się na kwestii nowelizacji Kodeksu pracy w zakresie tzw. umów terminowych. Słowo wstępne wygłosiła Anita Gwarek, Dyrektor Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej. Zwróciła uwagę na 3 przesłanki zmian, mianowicie: wszczęcie postępowania przez Komisję Europejską w zakresie uspójnienia okresów wypowiedzenia obowiązujących w przypadku umów o pracę na czas nieokreślony i określony; wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz działania rządu polskiego mające na celu przeciwdziałanie nadużyciom stosowania umów terminowych. W efekcie prowadzonych prac, znowelizowane przepisy Kodeksu Pracy będą obowiązywać od 22 lutego 2016 roku, w 6 miesięcy od daty opublikowania podpisanej ustawy.

W dalszej kolejności punkt widzenia pracodawców oraz konsekwencje zmian  zaprezentował Robert Maliszewski, Dyrektor Działu Prawnego w SEKA SA, a następnie Paweł Śmigielski, reprezentujący środowisko pracowników z ramienia OPZZ. Obaj mówcy wskazali na kompleksowość nowych rozwiązań oraz na fakt trudności pogodzenia różnych stanowisk. Najwięcej czasu poświęcono na omówienie tzw. przepisów przejściowych i ich interpretację.

Z dniem 22 lutego 2016 roku pracodawcy będą mogli zawierać jedynie trzy rodzaje umów z pracownikami: umowy na czas próbny oraz umowy na czas określony i nieokreślony. Jednak zmienione zostaną warunki obowiązywania umów na czas określony. Z punktu widzenia pracodawców najważniejsze zmiany Kodeksu pracy dotyczą: wyeliminowania umów na czas wykonywania określonej pracy; wprowadzenie zaostrzonych limitów dotyczących zawierania umów na czas określony; znacznego  wydłużenia okresów wypowiedzenia umów na czas określony oraz  wprowadzenia formalnej podstawy prawnej do zwolnienia pracownika w okresie wypowiedzenia z obowiązku świadczenia pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia.

Okres zatrudnienia na podstawie umowy o pracę na czas określony oraz łączny okres zatrudnienia na podstawie takich umów zawieranych między tymi samymi stronami nie będzie mógł przekraczać 33 miesięcy, a łączna liczba tych umów nie będzie mogła przekraczać trzech. Obecnie strony, tj. pracownik i pracodawca mogą zawrzeć maksymalnie dwie umowy na czas określony, a kolejna staje się automatycznie umową na czas nieokreślony. Jednak ten przepis obecnie doznaje wyjątku  jeśli przerwa w zatrudnieniu pomiędzy umowami wynosi więcej niż 1 miesiąc, Nowelizacja znosi taką możliwość .

Forum Prawa PracyW ramach umów na czas określony, poza limitami,  będą mogły być zawierane umowy na zastępstwo, na czas kadencji oraz na wykonanie prac sezonowych i dorywczych. Ustawodawca przewidział także 4. wyjątek , mianowicie pracodawcy będą mogli skorzystać z umowy na czas określony nie bacząc na limity  w przypadkach  uzasadnionych przyczynami obiektywnymi leżącymi  po jego stronie  (np. terminowy  projekt naukowy finansowany z grantów). Przesłanka ta w ocenie Dyrektora Roberta Maliszewskiego  będzie rodzić w przyszłości duże wątpliwości interpretacyjne.

Pierwszą część spotkania zakończyła dyskusja z udziałem zaproszonych ekspertów, takich jak: dr Grażyna Spytek-Bandurska, Ekspert Departamentu Dialogu Społecznego i Stosunków Pracy  Konfederacji Lewiatan; Anita Gwarek z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, Anna Martuszewicz z Głównego Inspektoratu Pracy oraz Robert Maliszewski z firmy SEKA i Paweł Śmigielski z ramienia OPZZ.

W części popołudniowej omówiono kwestie kontroli przeprowadzanych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych w zakresie stosowania umów o dzieło. Niestety przedstawiciel ZUS nie przyjął zaproszenia do debaty, zatem dyskusja była prowadzona jedynie w gronie pracodawców i ekspertów. Zwrócono uwagę na rosnącą liczbę kontroli oraz na fakt niejednolitego  interpretowania przepisów dotyczących umów o dzieło  Kontrowersje wynikają przede wszystkim  z różnego definiowania czym jest dzieło oraz jakie przesłanki prawne determinują czy dane zadanie jest dziełem (umowa rezultatu) a nie zleceniem (umowa starannego działania ). Wątpliwości, te wykorzystywane są  w takcie kontroli ZUS, w efekcie czego, często w sposób kontrowersyjny, dochodzi do obciążania przedsiębiorców zaległymi składkami na ubezpieczenia społeczne.

Tak duże wątpliwości  dotyczące umów o dzieło i ich kontroli w sferze ubezpieczeń społecznych, stały się powodem podjętych niedawno rozmów pomiędzy Konfederacją Lewiatan a Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Mają one na celu działania edukacyjno-prewencyjne tj. uporządkowanie interpretacji prawnych oraz zmianę nastawienia urzędników do pracodawców, tym samym zagwarantowanie równego traktowania wszystkich podmiotów kontrolowanych przez ZUS.

W dalszej części wysłuchano opinii zaproszonych pracodawców, którzy od lat są kontrolowani przez ZUS oraz przedstawicieli prawa – naukowców i praktyków. Wskazali oni w aspekcie prowadzonych postępowań kontrolnych na niespójność przepisów wynikających m.in. ze stosowania dwóch różnych źródeł: Kodeksu Cywilnego oraz Kodeksu Postępowania Cywilnego , a także  Kodeksu Postępowania Administracyjnego oraz na fakt odmiennych zasad oskładkowania  umów o dzieło i umów zlecenia. Zgodnie przyznano, że należy dążyć do uproszczenia regulacji prawnych, wskazywania jednolitej drogi interpretacji prawa co sprzyja stabilizacji prowadzenia działalności  przez przedsiębiorców.

Nawet tajski lub wietnamski, ale tylko biegle

Język angielski, bez względu na stopień znajomości, wymagany jest w ponad 60 proc. procesów rekrutacyjnych, niemiecki w prawie 20 proc. Coraz częściej pracodawcy szukają kandydatów znających języki bardziej egzotyczne, ale niezbędna jest ich biegła znajomość.

Z analiz Wyszukiwarki Kandydatów GoldenLine, w której rekruterzy wyszukują kandydatów według interesujących ich kryteriów wynika, że oczekiwania co do znajomości najpopularniejszych na polskim rynku pracy języków, czyli angielskiego i niemieckiego, są coraz wyższe. Dodatkowo, pracodawcy coraz częściej szukają specjalistów ze znajomością innych języków obcych.

Poziomy znajomości

Rekruterzy poszukują kandydatów ze znajomością języka angielskiego w stopniu dobrym w 36 proc. wyszukiwań a z biegłą już w 19 proc. Z kolei w przypadku języka niemieckiego ta różnica jest już niewielka – 9 proc. szuka u kandydata znajomości dobrej, a 8 proc. biegłej.

Nie tylko angielski lub niemiecki

Oprócz najpopularniejszego angielskiego (61 proc.) na drugim miejscu szuka się pracowników ze znajomością języka niemieckiego (19 proc.). Coraz częściej poszukiwani są kandydaci z innymi językami. Są to w kolejności: francuski (6 proc.), włoski (3 proc.), hiszpański (3 proc.), rosyjski (2 proc.), czeski (2 proc.), szwedzki (2 proc.). Dalej rekruterzy szukają niderlandzkiego, portugalskiego, norweskiego, duńskiego, węgierskiego, słowackiego, fińskiego czy tureckiego. Znajomość takich kolejnych języków rekruterzy definiują przede wszystkim jako biegłą lub dobrą. Co ciekawe, w procesach rekrutacyjnych coraz częściej szuka się osób ze znajomością japońskiego, chorwackiego czy bułgarskiego. Zdarzają się także wyszukiwania kandydatów znających np. albański, wietnamski lub tajski. Jednak w przypadku tych najmniej popularnych języków rekruterzy wymagają ich biegłej znajomości.