Nieruchomości, lokaty czy złoto… Jak bezpiecznie inwestować?

Polacy chcą inwestować bezpiecznie. Dla przeszło 40 proc. badanych najważniejsze w lokowaniu jest właśnie bezpieczeństwo, a nie duże zyski. Najbezpieczniejszą według Polaków formą oszczędzania są nieruchomości, lokaty i złoto – wynika z badań przeprowadzonych przez Mennicę Wrocławską i Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS.

sztabka– Złoto na polskim rynku jako produkt inwestycyjny pojawiło się dość niedawno. W tej chwili taka inwestycja postrzegana jest przez większość Polaków coraz częściej jako bardzo bezpieczna.  – Złoto, do którego trzeba mieć cierpliwość jest bardzo wdzięcznym instrumentem, nie gwarantuje zysków, ale w czasie najlepiej przenosi wartość pieniądza – mówi newsrm.tv Michał Tekliński, prezes zarządu Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark.

Był taki czas na rynku złota, w którym zyski można było rozliczać z miesiąca, na miesiąc. Natomiast takie sytuacje zdarzają się niezmiernie rzadko i są bardzo niebezpieczne zauważa Michał Tekliński. Powód? Szybko wzrastająca wartość prowadzi do bańki, która później pęka i nagle można bardzo dużo stracić. Tak jest też z każdym środkiem finansowym.

– Polski rynek złota rośnie od 2010 roku.  Wtedy zaczynaliśmy od sprzedaży 4 ton rocznie, teraz jest to już dwukrotnie więcej – dodaje Michał Tekliński – Fenomen złota polega także na tym, że po pierwsze może je kupić każdy. Można kupić sztabkę w różnych gramaturach i cenach.  To, co złoto niemalże każdemu swojemu posiadaczowi gwarantuje to  bezpieczeństwo. Na złocie w dłuższej perspektywie czasu właściwe się nie traci. Zdarzają się wahania na rynku, jak z każdym instrumentem. Natomiast w dłuższej perspektywie złoto jest bardzo bezpiecznym środkiem. Do lokowania pieniędzy. Przenosi wartość pieniędzy w czasie.

Dla przeszło 40 proc. badanych najważniejsze w lokowaniu jest bezpieczeństwo. To przecież wyklucza, a na pewno w bardzo dużym stopniu ogranicza możliwość pomnażania kapitału. Jest to widoczne szczególnie w dzisiejszych czasach rekordowo niskich stóp procentowych. Jeśli jednak prześledzimy podobne badania z ostatnich lat, to możemy dostrzec pewne pozytywne zmiany. W wielu badaniach „bezpieczeństwo środków” i „gwarancja zysków” były wymieniane równie często. W badaniu na zlecenie Mennicy Wrocławskiej „bezpieczeństwo środków” zdecydowanie dominuje nad „gwarancją zysków” co może świadczyć o pewnym wzroście świadomości finansowej Polaków.

Smart City jednym z wiodących tematów VI Forum Rozwoju Mazowsza

Inteligentne miasto było jednym z wiodących tematów VI Forum Rozwoju Mazowsza, które w dniach 7-9 października odbyło się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Partnerzy strefy „Smart City” zaprezentowali wiele nowatorskich idei i rozwiązań nastawionych na podnoszenie jakości życia mieszkańców ośrodków miejskich w oparciu o efektywne, ekologiczne zarządzanie. W ramach przeprowadzonych sesji networkingowych, warsztatów, paneli i prezentacji uczestnicy pogłębiali wiedzę i dzielili się najlepszymi praktykami.

Tegoroczna szósta edycja Forum Rozwoju Mazowsza, promująca nowy okres programowania funduszy unijnych na lata 2014-2020, poświęcona była popularyzacji szeroko pojętej innowacyjności i przedsiębiorczości w województwie mazowieckim. Wśród wystawców i gości znalazły się publiczne i prywatne podmioty, którym bliskie są idee wykorzystania synergii nowoczesnych ekologicznych, oszczędnych i efektywnych rozwiązań na rzecz podnoszenia komfortu życia mieszkańców i jakości otaczającego ich środowiska naturalnego.

Liderem strefy „Smart City” było międzynarodowe biuro projektowe BuroHappold Engineering, które z od lat wielkim sukcesem realizuje multidyscyplinarne projekty cechujące się innowacyjnymi rozwiązaniami. Wraz z Bluevine Consulting, koordynatorem aktywności w strefie oraz partnerami wśród których znalazły się BASF, BNP Paribas Real Estate Poland, Florabo₂, Kampus+, Philips Lighting i Platforma Efektywność Energetyczna w Budynkach (EEB) a także miasta partnerskie – Ciechanów, Grodzisk Mazowiecki, Ostrołęka, Płock, Radom, Siedlce i Warszawa – eksperci z BuroHappold zachęcali do podnoszenia jakości życia, zdrowia i produktywności ludzi poprzez stosowanie najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych i modernizację istniejącej infrastruktury biurowej. Od Katarzyny Chwalbińskiej-Kusek, Associate/Marketing & Business Development Manager w BuroHappold goście dowiedzieli się, że można i trzeba mierzyć wpływ budynków na zdrowie pracowników oraz zapoznali się z metodami dokonywania pomiarów.

Przy stole z żywej trawy Halina Kamińska z Florabo₂ poprowadziła warsztaty na temat roli aktywnego udziału roślinności w codziennym życiu, zwłaszcza w środowiskach wewnątrz klimatyzowanych konglomeratów biurowych. W trosce o poprawę jakości środowiska pracy, satysfakcji i efektywności pracowników, Florabo₂ tworzy oczyszczające powietrze zielone rozwiązania, które stanowiąc alternatywę dla „miejskich plantacji” niwelują negatywny wpływ klimatyzowanych biurowców na pracowników. Cel ten osiągany jest dzięki wykorzystaniu naturalnej zdolności pewnych gatunków roślin do oczyszczania powietrza z toksycznych substancji.

Na przykładzie Berlina i projektu BeMobility zaprezentowano jak w modelowy sposób przebiegać powinien proces uzdrawiania i unowocześniania miasta, w którym kluczową rolę odgrywa integracja elektrycznej mobilności, enrgooszczędnego transportu publicznego wraz odnawialnymi źródłami energii. „Transport zmienia się w bardzo szybkim tempie – potrzeba mobilności stale się zwiększa wraz z ekonomicznym rozwojem społeczeństwa, potrzebą efektywności energetycznej oraz coraz to łatwiejszym dostępem do nowych technologii. Dziś już wiemy, iż aby sprostać tym potrzebom w przyszłości pojawią się nowe rodzaje transportu. Miasta muszą zatem dysponować nowymi, innowacyjnymi rozwiązaniami w zakresie mobilności.” – podkreśla Sebastian Seeling, odpowiedzialny w BuroHappold Engineering za strategie miejskie. Ekspert BuroHappold Engineering dodał również, iż obecnie prowadzone projekty dla miast, oparte na koncepcji smart city przewidują, iż transport powinien być dostępny na zawołanie: rowery, samochody oraz inne pojazdy elektryczne będą do dyspozycji mieszkańców w ramach jednego pakietu. Mobilność będzie usługą wspieraną przez inteligentne aplikacje oraz infrastrukturę. Wymaga to całościowego podejścia do planowania transportu w mieście, zrozumienia tkanki miejskiej, mieszkańców i ich zachowań oraz co ważne, zintegrowanego systemu mobilności.

Najobszerniejszym punktem programu był panel ekspercki „Smart City na podstawie dobrych praktyk z miasta Płock”, który poprowadziła Aneta Kłodaś, Dyrektor Zarządzająca, Bluevine Consulting. Na początek Jacek Terebus, Zastępca Prezydenta Miasta Płocka ds. Rozwoju i Inwestycji opowiedział o konieczności otwierania miast na potrzeby mieszkańców i sięgania po najnowsze technologie na rzecz zwiększenia interaktywności. Przedstwił również główne założenia projektu SmartPłock, na który składa się cały szereg inicjatyw i realizowanych inwestycji, przyczyniających się poprawy jakości życia i bezpieczeństwa mieszkańców, ograniczenia barier dla osób niepełnosprawnych i zwiększenia aktywności obywatelskiej. W ramach idei „smart” miasto oprócz rewitalizacji budynków i modernizacji infrastruktury wdraża cały szereg nowoczesnych rozwiązań jak system dynamicznej informacji pasażerskiej i inteligentny system sterowania miasta.

„Idea smart od dawna przyświecała wszystkim naszym działaniom w Płocku, tylko kiedyś ukrywała się pod innymi pojęciami: gospodarność, oszczędność i efektywność.” – powiedział Janusz Majchrzak, Prezes Zarządu, Komunikacja Miejska Płock.

Aleksandra Nocoń, Manager ds. Zrównowazonego Rozwoju z firmy BASF zwróciła uwagę na szczególną rolę jaką w skutecznym wdrażaniu innowacyjnych idei odgrywa współdziałanie. Integracja, u podłoża której leżą wiedza, zrozumienie i przychylność, jest niezbędna do przynoszącego pozytywne rezultaty działania w obszarach zwiazanych z ekologią i zrównoważonym rozwojem.

Inteligentne miasto to również zielony transport, mający na celu dbanie o środowisko naturalne poprzez redukcję emisji spalin. Katarzyna Lemańska, Dyrektor Marketingu i PR, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland wskazała na ekonomiczne aspekty popularyzacji mobilności elektrycznej w Polsce. Brak wsparcia finansowego, ulg, dotacji i przywilejów dla użytkowników pojazdów elektrycznych skutecznie spowalnia tempo jej rozwoju.

„W Polsce, wzorem innych krajów europejskich, musimy wesprzeć rozwój mobilności elektrycznej poprzez uchwalenie konkretnych ustaw i wprowadznie przepisów gwarantujących przywileje użytkownikom aut bezemisyjnych. To zadanie dla organów władzy państwowej i jednostek samorządu terytorialnego.” – podsumowała Katarzyna Lemańska.

W Polsce koncepcja „inteligentnego miasta” jest obecnie w początkowej fazie rozwoju, ale dzięki dofinansowaniom unijnym rośnie zainteresowanie ideą smart city, a miasta zdobywają środki na realizację kolejnych przedsięwzięć.

Remontowa Shipbuilding zbuduje w tym roku 9 statków

CEO Magazyn Polska

Gdańska spółka Remontowa Shipbuilding rocznie woduje około 10 nowych jednostek. Ostatnio zainwestowała w park maszynowy do budowy promów pasażerskich. Mimo gorszej lokalizacji niż stocznie Europy Zachodniej polskie prywatne stocznie konkurują przede wszystkim wysoką jakością usług i terminowością dostaw. Polski przemysł remontu statków i obiektów pływających znajduje się na trzecim miejscu w Europie pod względem przychodów. Rocznie w naszym kraju obsługiwane jest około 600 jednostek, z czego ponad połowa przypada na stocznie z Holdingu Remontowa.

– Holding Remontowa w ostatnim czasie zainwestował kilkadziesiąt milionów złotych w infrastrukturę produkcyjną, która w zasadzie natychmiast zaczyna pracować i zarabiać na siebie przy realizacji zakontraktowanych statków – mówi w Andrzej Wojtkiewicz, prezes Forum Okrętowego i stoczni Remontowa Shipbuilding.

Przykładem ostatnich inwestycji jest nowa linia montażowa do budowy promów na zlecenie kanadyjskiego zamawiającego. Obecnie realizowana jest budowa trzech promów pasażersko-samochodowych zasilanych gazem dla tego armatora. Oprócz tego dokonano szeregu inwestycji związanych z obsługą zleceń dla Marynarki Wojennej RP.

– Stocznia uczestniczy w procesie modernizacji, budując pierwszy nowoczesny niszczyciel min, który cechują bardzo specyficzne i skomplikowane technologie materiałowe. One też wymagały sporych nakładów inwestycyjnych i inwestycji w bardzo unikalne technologie w skali świata – wyjaśnia Wojtkiewicz.

Stocznię Remontowa Shipbuilding opuszcza rocznie około 10 w pełni wyposażonych statków, w tym jednostki związane z przemysłem wydobywczym, promy czy nawet statki przeznaczone do zaopatrywania rejonów arktycznych.

– W naszej ofercie są także jednostki o przeznaczeniu polarnym, pięć takich jednostek jest budowanych w tej chwili w grupie Remontowa. Bliski wodowania jest także żaglowiec trójmasztowy wielkości znanego wszystkim „Daru młodzieży” – dodaje prezes Stoczni Remontowa Shipbuilding.

Jak zaznacza rozmówca, dzięki 70-letniemu doświadczeniu gdańskiej stoczni możliwe jest realizowanie szerokiego wachlarza zamówień. W zależności od rozmiaru i typu jednostki statek kosztuje od 20 mln do ponad 100 mln euro.

Grupa Remontowa zajmuje się także remontami statków, których wykonuje ponad 300 rocznie. Remonty obejmują zarówno niewielki zakres prac, których wykonanie trwa zaledwie kilka dni, jak i większe zadania, takie jak remonty klasowe, a nawet kompletne przebudowy, które trwają nawet kilka lat.

– W 2014 roku zbudowaliśmy 11 nowych statków, natomiast wyremontowano w całej Polsce około 600. Przy czym pod względem wartości 2/3 całej polskiej sprzedaży realizują firmy zrzeszone w Forum Okrętowym – informuje Jerzy Czuczman, dyrektor Związku Pracodawców Forum Okrętowego.

Stocznia Remontowa jest liderem nie tylko krajowego przemysłu stoczniowego, lecz także największą stocznią remontową w Europie i pomimo gorszego położenia geograficznego jest w stanie konkurować z praktycznie wszystkimi europejskimi stoczniami, np. z Portugalii.

– Jeżeli popatrzymy na położenie, to stocznie z Portugalii są blisko hubów europejskich, takich jak np. Amsterdam czy Antwerpia, a wprowadzenie statku do remontu na Bałtyk to jest strata 2-3 dni – mówi Czuczman. – Mimo to konkurujemy z nimi, a to oznacza, że jesteśmy po prostu lepsi.

Jak dodaje, Polska zajmuje trzecie miejsce w Europie (za Niemcami i Holandią) pod względem wartości prowadzonych remontów statków, w 2014 roku za prawie pół miliarda dolarów.

Jarosław Antonik (KBC TFI): Inwestorzy powinni zwrócić uwagę na małe i średnie spółki. Wracają nadzieje na wzrosty za oceanem

CEO Magazyn Polska

Większa odporność na decyzje polityczne, możliwość korzystania z niższych cen surowców oraz konkurencyjność na obcych rynkach sprawiają, że w najbliższym czasie małe i średnie spółki będą lepszym wyborem dla inwestorów niż blue chipy. Szanse na zyski stwarza odbicie na giełdach amerykańskich.

W naszej opinii małe i średnie spółki są o tyle lepszym rozwiązaniem dla inwestora, że ich wyceny są bardzo atrakcyjne, w szczególności po ostatnich zawirowaniach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jarosław Antonik, członek zarządu odpowiedzialny za inwestycje i rozwój produktów w KBC TFI. – Dodatkowo są one mniej podatne na pomysły rozwiązań politycznych. To nie są spółki ani z sektora energetycznego, ani z sektora bankowego.

Kursami dużych spółek z sektora bankowego wahały w tym roku takie polityczne propozycje, jak wprowadzenie kolejnych podatków bankowych czy przewalutowanie kredytów we frankach. Z kolei spółki z sektora energetycznego wrażliwe są na pomysły związane z kosztowną i niepewną restrukturyzacją górnictwa. Tu narażone są także banki państwowe, które mogą być zachęcane przez państwo do jej finansowania.

Z drugiej strony część z małych i średnich spółek, w które warto zainwestować, to firmy, które korzystają obecnie z niższych cen surowców. Stąd bez wątpienia mogą nadrobić na większych marżach. Przykładowo, baryłka ropy WTI kosztuje poniżej 50 dolarów, czyli o przeszło 40 proc. mniej niż przed rokiem.

Małe i średnie spółki mają też często ciekawy model biznesowy. Ich pozycja konkurencyjna jest na tyle silna, że pozwala też myśleć o ekspansji na rynki ościenne, głównie oczywiście chodzi o strefę euro i Europę Centralną – twierdzi Jarosław Antonik.

Inwestorzy powinny też zwrócić uwagę na rynki zagraniczne. Według niego obecnie najbardziej stabilną gospodarką jest amerykańska, m.in. z powodu w miarę stabilnego wzrostu gospodarczego i mocnej konsumpcji.

Tam wzrost gospodarczy – oczywiście z pewnymi wahaniami – w ostatnim czasie jest jednak dosyć wysoki i wiele wskazuje na to, że utrzyma się przy obecnych poziomach – twierdzi Jarosław Antonik. – Aczkolwiek występują pewne wahania sezonowe i amerykańska gospodarka jest podatna chociażby na sytuację w Chinach – dodaje.

Jednak choć chińskie osłabienie oddziałuje nawet na tak potężny rynek jak amerykański, to Stany Zjednoczone są gospodarką w dużym stopniu samowystarczalną, bo uzależnioną od popytu konsumpcyjnego własnych obywateli, a nie od eksportu.

Jest to gospodarka zamknięta, głównie bazująca na popycie konsumpcyjnym, eksport do Chin odgrywa tam marginalną rolę i tania ropa to jest bardzo dobre środowisko właśnie dla utrzymania się dobrej dynamiki popytu konsumpcyjnego – wyjaśnia Antonik. – Oczywiście po silnej fali wzrostowej mieliśmy korektę, ale jest to całkiem naturalna rzecz na rynku giełdowym. Po jej zakończeniu będzie to rynek dość ciekawy, jeśli chodzi o możliwość osiągnięcia dobrej stopy zwrotu.

E. Mączyńska (PTE): Deflacja utrzyma się jeszcze przez dłuższy czas. Powodem jest słabość konsumentów oraz nadpodaż po stronie produkcji

CEO Magazyn Polska

Inflacja we wrześniu 2015 roku wyniosła -0,8 proc. w ujęciu rocznym i był to piętnasty miesiąc z rzędu, w którym przeciętny poziom cen w polskiej gospodarce był niższy niż rok wcześniej. Zdaniem prof. Elżbiety Mączyńskiej deflacja w naszym kraju potrwa dłużej, niż przewiduje to większość ekonomistów. Powodem są przede wszystkim nadprodukcja dóbr oraz silny opór popytu. Sytuację dodatkowo komplikują czynniki demograficzne.

Problem deflacji nie ogranicza się jedynie do Polski. Spadek przeciętnego poziomu cen ma obecnie miejsce także w innych krajach regionu. Natomiast w strefie euro i Stanach Zjednoczonych obecnie inflacja wynosi tylko 0,1-0,2 proc., a we wrześniu poziom cen konsumenckich nie zmienił się wobec września 2014 roku.

– Deflacja oznacza obniżenie cen, więc konsument może zapytać, dlaczego ma się martwić obniżeniem cen, przecież może więcej kupować. To jest rzeczywiście świetnie, ale na krótką metę, bo jeżeli deflacja by się utrzymywała w dłuższym okresie, to przedsiębiorcy stracą motywację do inwestowania – tłumaczy profesor Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Głównym powodem zmniejszenia aktywności wśród producentów jest spadek cen oferowanych przez nich dóbr. Skutkuje to niższymi przychodami ze sprzedaży i w dłuższym terminie wymusza oszczędności. Jednym z podstawowych źródeł pozwalających na obniżkę kosztów działalności jest natomiast redukcja zatrudnienia. To z kolei przekłada się na spadek możliwości nabywczych obywateli.

– Deflacja to jest taki usypiacz gospodarki. Inflacja jest tak jak kawa albo koniak – pobudza, ale w małych ilościach, bo w dużych może zabić. A deflacja przeciwnie, deflacja to środek usypiający gospodarkę – wyjaśnia prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Rozmówczyni zaznacza jednak, że wpływ deflacji na gospodarkę zależy od jej rodzaju. W przypadku postępu technologicznego np. w branży IT  spadek cen może być dobrą oznaką.

– Natomiast jeżeli deflacja wynika z barier popytu, czyli produkcja wyprzedza popyt i mamy gospodarkę nadmiaru, a takie cechy występują obecnie w wielu krajach, to wówczas to jest wielki problem – ostrzega prof. Mączyńska.

W jej opinii obecna deflacja utrzyma się dłużej, niż przewiduje to większość ekonomistów. Powodem jest zagrożenie światowej gospodarki tzw. sekularną stagnacją. Jest to zjawisko długookresowej stagnacji spowodowanej bardzo silnymi barierami ze strony popytu.

– Produkcja wskutek postępu technologicznego tak szybko się rozwija, że rośnie szybko, a znacznie trudniej jest znaleźć nabywców na te produkty. Stąd takie męczenie nas reklamą, często bardzo natrętną, która uprzykrza nam życie i niszczy przyrodę, środowisko – zauważa prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Wymienione czynniki powodują, że na świecie występuje wyraźna nadprodukcja dóbr czy usług. W przypadku Polski bariera popytu jest jeszcze silniejsza, gdyż przeciętne płace w polskiej gospodarce są relatywnie niższe niż w krajach zachodnich.

– Niestety, sytuacja demograficzna działa na rzecz ograniczenia popytu, bo najbardziej atrakcyjnym klientem na rynku są ludzie młodzi, którzy mają rodziny, dzieci – zauważa prof. Mączyńska. – Oni kupują nie tylko dla siebie, tak jak single czy osoby starsze, ale i dla dzieci, w związku z tym mają większe potrzeby.

Niski przyrost naturalny i ogólne starzenie się społeczeństwa negatywnie rzutują na siłę popytu. Ekonomistka jest zdania, że wyjście na ścieżkę inflacji zajmie nie tylko w Polsce jeszcze trochę czasu. Skomplikowana sytuacja panuje także na rynku pieniądza. Mimo niskich, a niekiedy nawet ujemnych stóp procentowych brakuje chętnych do zaciąganie kredytów.

– Dlaczego się nie inwestuje, skoro jest tani kredyt? Bo producenci nie widzą perspektyw na dalszy rozwój w związku właśnie z deflacją i ograniczeniami popytu – wyjaśnia.

W. Karpiński: Przejęcie kopalni Bogdanka przez Eneę zwiększy bezpieczeństwo energetyczne Polski

CEO Magazyn Polska

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na przejęcie kopalni Bogdanka przez Eneę. Był to ostatni warunek pozwalający na finalizację transakcji. Zdaniem Włodzimierza Karpińskiego, byłego ministra skarbu państwa, przejęcie Bogdanki przez Eneę jest uzasadnione ekonomicznie i zwiększy bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Enea w ogłoszonym wezwaniu oferuje cenę 67,39 zł za jedną akcję Bogdanki. Łącznie z posiadanymi dotychczas udziałami będzie kontrolowała 66 proc. kapitału lubelskiej kopalni.

– Budowa silnych grup paliwowo-energetycznych w naszym otoczeniu geopolitycznym jest niezwykle ważna z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego państwa. Dzisiaj Enea tworzy największy w Europie blok energetyczny zasilany i opalany węglem z Bogdanki, a więc wydłuża łańcuch produkcyjny, co stanowi o jej bezpieczeństwie – uważa Włodzimierz Karpiński, były minister Skarbu Państwa

Nowy blok w elektrowni Kozienice ma być oddany do użytku najpóźniej w lipcu 2017 roku. Będzie to jedna z najbardziej zaawansowanych technologicznie inwestycji w branży energetycznej w naszym kraju. Zasilany węglem kamiennym blok będzie dysponował mocą 1075 MW.

– Sojusz Bogdanki i Enei ma biznesowe uzasadnienie, a ja z punktu widzenia odpowiedzialności za bezpieczeństwo energetyczne Polski mogę powiedzieć, że to doskonale wpisuje się w budowę silnego systemu bezpieczeństwa energetycznego Polski – ocenia Włodzimierz Karpiński.

Współpraca pomiędzy Eneą a Bogdanką stanowi w opinii byłego ministra gwarancję stabilności dostaw energii zarówno dla polskich gospodarstw domowych, jak i dla biznesu. Dzięki  wysokiej efektywności wydobycia węgla osiąganej przez Bogdankę sektor energetyczny zyska dostęp do surowca po optymalnych cenach. Pomoże to w budowie przewagi konkurencyjnej nie tylko regionu, lecz także całego kraju.

– Bogdanka to najefektywniejsza kopalnia, która znakomicie sobie radzi. Mimo że przez półtora roku ceny węgla spadły o ponad 50 proc., widać, że cały czas generuje zyski, sama utrzymuje ponad 4 tys. miejsc pracy, a około 10 tys. miejsc pracy razem z firmami, które z nią współpracują. To jest bardzo istotne dla regionu. Dzięki fuzji z Eneą Bogdanka będzie miała stabilne perspektywy rozwoju, dzięki czemu miejsca pracy będą bezpieczne – tłumaczy polityk w rozmowie z agencją Newseria.

Włodzimierz Karpiński zwraca także uwagę na kwestię programu operacyjnego Polska Wschodnia, który realizowany jest na obszarze pięciu województw: lubelskiego, podlaskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego oraz warmińsko-mazurskiego.

– Dzisiaj kończymy z perspektywą rozwoju gospodarczego, który konkuruje niskimi płacami. Chcemy, aby myśl technologiczna była przetworzona, a przez to nasza gospodarka była bardziej konkurencyjna i efektywna – tłumaczy Karpiński.

Program w perspektywie na lata 2014–2020 będzie dysponował budżetem wynoszącym ponad 2,1 mld zł. Głównym celem RPO Polska Wschodnia jest wzrost konkurencyjności i innowacyjności wschodnich województw naszego kraju. Rząd przed rokiem podjął decyzję o kontynuacji programu Rozwój Polski Wschodniej z poprzedniej perspektywy.

– To jest ponad 1800 miejsc pracy, to są także bardzo przyjazne środowisku interdyscyplinarne kwestie związane z komunikacją publiczną. To jest ponad 2 tys. sfinansowanych bądź współfinansowanych działań w zakresie badań i rozwoju. To jest stworzenie bądź modernizacja 650 laboratoriów, które mają służyć przemysłowi – wylicza były minister.

Jak podkreśla Karpiński, program przyczynił się do wzrostu zdolności eksportowych lokalnych przedsiębiorców o 40 proc., a przychodów o 20 proc. Priorytetem dla rozwoju regionu pozostaje modernizacja przemysłu w oparciu o nowe technologie, budowa wysoko konkurencyjnych przedsiębiorstw oraz wsparcie podmiotów o słabszej kondycji ekonomicznej.

– Mamy tu kanony rozwoju gospodarczego i przemysłowego z jednej strony, a z drugiej strony potężny kapitał intelektualny zgromadzony w środowisku akademickim Lubelszczyzny, a to wszystko w bardzo przyjaznej atmosferze dobrego i zdrowego środowiska, dlatego też te linie programowe dotyczą m.in. przyjaznych środowisku kompleksów komunikacji publicznej – podsumowuje.

Polska Agencja Kosmiczna chce wspierać transfer nowoczesnych technologii z nauki do przemysłu. Budżet Agencji wynosi 10 mln zł

Polscy naukowcy mają coraz większy udział w badaniach przestrzeni pozaziemskiej. Korzyści z tego nie powinny jednak dotyczyć jedynie świata nauki. Polska Agencja Kosmiczna chce wspierać transfer nowoczesnych technologii z tego sektora do krajowego przemysłu.

Nie jest wykluczone, że od przyszłego roku będziemy w pełnym rozpędzie. Na pewno przydałby nam się większy budżet, głównie po to, żeby wspierać polskie podmioty działające w sektorze kosmicznym – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria prof. Marek Banaszkiewicz, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. – Obecnie mamy 10 mln zł, ale tak naprawdę dopiero zaczynamy działalność. W tym roku będziemy mieli pewnie nieco mniej wydatków niż zakłada budżet, ale gdyby budżet wynosił 15 mln zł, to bylibyśmy bardzo szczęśliwi.

Jesienią 2012 roku Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej (European Space Agency, w skrócie ESA). Dzięki temu krajowe środowisko naukowe uzyskało dostęp do nowoczesnych instrumentów badawczych, a polskie przedsiębiorstwa do europejskiego rynku lotniczo-kosmicznego. Możliwości związane z programami prowadzonymi przez ESA stały się elementem pobudzającym firmy do innowacyjności. Roczny budżet tej organizacji wynosi bowiem 4 mld euro.

Polska nauka ma bardzo dobre rozwiązania w projektach, zastosowaniach i technologiach kosmicznych – tłumaczy prof. Marek Banaszkiewicz. – Agencja będzie więc bardzo wspierać współdziałanie nauki z przemysłem, bo to jedna z dróg transferu. Problemem jest z zachowaniem wszelkich praw autorskich, benefitów związanych z tym, że ktoś już nad czymś pracował. Chodzi o to, by jednak przekazywać technologię. Będziemy myśleć o rozwiązaniach prawnych, formalnych.

W każdym z programów ESA, w których uczestniczy Polska, pojawiają się dobrze oceniane krajowe rozwiązania. W zakresie technologii kosmicznych są to prace wykonane w ramach misji sondy kosmicznej Rosetta (jej zadaniem było wejście na orbitę wokół jądra komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko i osadzenie tam lądownika). Wysoko oceniana jest również grupa z Centrum Badań Kosmicznych związana z rentgenowskimi obserwacjami słońca. W dziedzinie zastosowań technologii kosmicznych dużą renomą cieszą się prace z zakresu teledetekcji. Dobre osiągnięcia ma także zespół nawigacji satelitarnej, choć zdaniem prof. Marka Banaszkiewicza mogłyby być większe.

Nasza aktywność trochę zależy od tego, w czym polskie przedsiębiorstwa okażą się najmocniejsze – podkreśla prezes Polskiej Agencji Kosmicznej. Wydaje mi się, że nisze są w aplikacjach i technologiach, czyli tam, gdzie już zdobyliśmy przyczółki. Na pewno nie chcemy zaniedbywać nowych dziedzin, tzn. takich, które się wyłaniają w polskich przedsiębiorstwach czy konsorcjach naukowo-przemysłowych i mogą konkurować z rozwiązaniami europejskimi. Będziemy je bardzo wspierać.

Centralny Szpital Kliniczny na Banacha kupił za 4,7 mln zł najnowocześniejszy w Polsce dwupłaszczyznowy angiograf. Ma on znacznie przyspieszyć diagnozę pacjentów

CEO Magazyn Polska

W warszawskim szpitalu na Banacha otwarto salę z najnowocześniejszym sprzętem do diagnostyki i interwencji wewnątrznaczyniowych. Nowy system angiograficzny pozwoli znacznie skrócić kolejki pacjentów oczekujących na zabiegi związane z leczeniem tętniaków mózgu, udarów czy z malformacjami naczyniowymi. Dzięki rozwiązaniom zastosowanym w nowym systemie dawka promieniowania rentgenowskiego, na którą narażani są pacjenci, została zredukowana nawet o 80 proc.

Mamy nadzieję, że uruchomienie tej pracowni znacznie skróci czas oczekiwania pacjentów na wykonywanie zabiegów wewnątrznaczyniowych, szczególnie w grupie pacjentów z patologią neurologiczną. Będą to pacjenci z tętniakami mózgu, malformacjami naczyniowymi mózgu czy pacjenci udarowi – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes profesor Olgierd Rowiński, kierownik II Zakładu Radiologii Klinicznej.

Angiografy dwupłaszczyznowe należą do najnowocześniejszych głównie z powodu możliwości pokazywania trójwymiarowego obrazu w czasie rzeczywistym. Dzięki temu lekarz jest w stanie z dokładnością do milimetra zlokalizować dane schorzenie czy problem i od razu próbować je leczyć. Pracownia ta jest jedną z najlepiej wyposażonych i najnowocześniejszych sal zabiegowych w Polsce.

Razem z dyrekcją staraliśmy się, by po ośmiu latach eksploatacji sprzętu angiograficznego stanął tu drugi stół angiograficzny, ponieważ w naszym szpitalu wykonywanych jest bardzo wiele tych zabiegów – tłumaczy Ewa Pełszyńska, dyrektor naczelny Samodzielnego Publicznego Centralnego Szpitala Klinicznego. – Jest to najnowocześniejszy dwupłaszczyznowy angiograf w Polsce – dodaje.

– Zastosowane w urządzeniu rozwiązanie pozwala nie tylko na trójwymiarowe pokazywanie struktur naczyniowych i tętnic wieńcowych, lecz także skutkuje ograniczeniem czasu trwania badania, dawki promieniowania rentgenowskiego i ilości podanego środka kontrastowego, czyli wpływa bezpośrednio na bezpieczeństwo pacjenta – mówi Wiesław Klatt, dyrektor linii biznesowej X ray Philips Healthcare w Polsce i krajach bałtyckich.

– To są zabiegi, które wykonuje się z maleńkiego nakłucia tętnicy udowej bądź żyły udowej lub każdego innego drobnego naczynia dostępnego na obwodzie – mówi prof. Olgierd Rowiński. – Możemy dostać się do naczyń z tętnicy promieniowej na rożne sposoby. A kiedy się do tego układu naczyniowego dostaniemy, możemy nawigować w nim tak, jak chcemy, i z tej tętnicy udowej przez aortę, przez tętnicę szyjną wejść do naczyń wewnątrzmózgowych.

Jak zapewnia prof. Olgierd Rowiński, promieniowanie, na jakie narażony jest pacjent podczas zabiegu, może być dzięki nowej pracowni zredukowane nawet o 80 proc.

Często są to długie zabiegi, w związku z tym jest bardzo ważne, żeby ratując życie pacjentowi, nie narażać go dodatkowo na negatywne skutki promieniowania rentgenowskiego – twierdzi Jarosław Lange, dyrektor generalny Philips Healthcare w Polsce i krajach bałtyckich. – Taki aparat pozwala na ograniczenie emisji, więc pacjent nie tylko może być tutaj skutecznie leczony, lecz także znacznie bezpieczniej.

Nowa pracownia z systemem dwupłaszczyznowym daje możliwość stworzenia placówki czynnej całą dobę, która pozwalałaby na natychmiastową interwencję i zamknięcie się w sześciu godzinach od momentu wystąpienia udaru. Wybudowanie nowej sali zabiegowej z dwupłaszczyznowym systemem angiograficznym Allura FD20/20 Philips kosztowało 4,7 mln zł. Środki zostały pozyskane dzięki funduszom unijnym.

 

Rośnie rola działów HR w firmach. W zarządzanie zasobami ludzkimi inwestują nie tylko wielkie korporacje

CEO Magazyn Polska

Działy HR coraz częściej włączane są do procesów zarządzania przedsiębiorstwami. Zyskują wpływ na strategię firmy, wyznaczają cele i dostosowują misję organizacji do sposobu zarządzania personelem. Trend ten będzie coraz wyraźniejszy, bo rynek pracy powoli staje się rynkiem pracownika. Zaawansowanie strategie HR, które dotychczas były domeną największych przedsiębiorstw, stosują coraz mniejsze organizacje.

HR przechodzi transformację. Jest to kolejny obszar, którego w najbliższych latach będzie dotyczyć wiele zmian – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Wierzbicki, dyrektor w firmie doradztwa personalnego Michael Page. – HR zaczyna być coraz bardziej widoczny w organizacjach.

Zdaniem Pawła Wierzbickiego pierwszym, nowym elementem na rynku zarządzania zasobami ludzkimi jest wzmocnienie pozycji działów HR w organizacjach.

Do tej pory rzeczywiście w wielu firmach była to taka komórka, którą bardziej postrzegano jako kadry, płace, czyli dział, który nie miał specjalnie istotnego wpływu na to, co się działo po stronie przychodowej organizacji – tłumaczy Paweł Wierzbicki. – Obecnie na HR patrzy się coraz łaskawiej. Zarządy dostrzegają, że jest to komórka, która może wnieść wartość do firmy.

Jak wynika z globalnej ankiety firmy Michael Page „Barometr Rynku HR 2015” rośnie strategiczna rola lidera HR w organizacjach. Tego rodzaju działy zajmują się najczęściej pozyskiwaniem talentów i rekrutacją (86 proc.), opracowaniem polityki zarządzania zasobami ludzkimi (83 proc.), kształtowaniem właściwych relacji między pracownikami (81 proc.). Na pozostałych miejscach listy priorytetów znalazła się organizacja szkoleń i dbanie o rozwój zatrudnionych oraz zarządzanie wydajnością i talentami.

Z jednej strony do firm wchodzi outsourcing, firmy zlecają na zewnątrz podstawową działalność w obszarze kadr, płac i zarządzania dokumentacjami pracowniczymi – zauważa Paweł Wierzbicki. – Z drugiej strony w organizacjach rośnie właśnie aspekt HR-u jako działu strategicznego i tzw. HR Business Partneringu (HRBP).

Wdrożenie takiego modelu w firmie oznacza włączenie HR w obszar decydowania o przedsiębiorstwie i dostosowania misji firmy do sposobu zarządzania personelem. HRBP pełni rolę partnera biznesu poprzez merytoryczne wsparcie, inicjowanie zmian oraz planowanie rozwoju zasobów ludzkich.

Business Partnering to dzisiaj słowo klucz – uważa Paweł Wierzbicki. – Coraz więcej organizacji wdraża taki model, gdzie HR, wspierając zarząd i kluczowe osoby, doradza w skutecznym zarządzaniu organizacją.

Istotną zaletą HRBP, jak tłumaczy Wierzbicki, jest zarządzanie kompetencjami, patrzenie z punktu widzenia HR na średnio i długofalową strategię firmy, przegląd aktualnych kompetencji, określenie tego, jakie umiejętności będą konieczne w przyszłości, i oszacowanie nakładów, jakie organizacja powinna ponieść, aby je zdobyć.

Środkiem do osiągnięcia tego celu może być dopasowanie systemów retencyjnych i rozwoju talentów, planów sukcesji, rekrutacji oraz akwizycji zewnętrznej, a następnie stworzenie systemów zarządzania pracownikami poprzez budowanie zaangażowania, motywacji,\ i nowoczesny system wynagrodzeń, który buduje ducha zespołu i pozwala firmie rosnąć.

Widzimy, że coraz więcej mniejszych organizacji, choć może nie tych najmniejszych, próbuje ten model implementować. Do tej pory była to domena globalnych firm FMCG, instytucji finansowych czy telekomów. Obecnie zaawansowane systemy HR schodzą piętro niżej – do firm, które mają 250, 300 czy 500 pracowników. To zjawisko jest dzisiaj zdecydowanie jednym z najważniejszych na rynku – uważa Paweł Wierzbicki.

Michael Page jest firmą doradztwa personalnego i rekrutacji, ma 155 oddziałów i prowadzi działalność w 36 krajach świata. Specjalizuje się w pozyskiwaniu wysokiej klasy specjalistów oraz średniej i wyższej kadry zarządzającej.

Obecność w mediach wydawnictw literackich wyceniana na 360 mln zł. Ponad 100 tys. publikacji od początku roku

0

CEO Magazyn Polska

Wydawcy książek mają dobra prasę. W mediach mówi się o nich sporo i raczej pozytywnie. Szczególnie media społecznościowe poświęcają wydawnictwom dużą uwagę i spełniają ważną rolę promocyjną. Instytut Monitorowania Mediów sprawdził, że w tym roku o nowych książkach pisano ponad 100 tys. razy, a jak ocenia, publikacje te mają wymierną wartość.

Sprawdziliśmy, jak wydawnictwa zaprezentowały się w mediach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Monika Tomsia specjalista ds. PR Instytutu Monitorowania Mediów. Jak się okazało, wypadły bardzo dobrze, ponieważ od początku 2015 roku do drugiej połowy września ukazało się aż ponad sto tysięcy publikacji na temat wydawnictw literackich. Wartość ekwiwalentu reklamowego publikacji wynosi ponad 360 mln złotych.

To dobra wiadomość dla wydawców w tygodniu rozpoczęcia Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, które potrwają od czwartku do niedzieli. W medialnych informacjach o rynku wydawniczym w centrum uwagi jest na ogół książka i jej autor. Autorzy wzmianek na ogół pamiętają też o przywołaniu nazwy wydawnictwa, dzięki któremu dana książka została opublikowana. Niemal 43 proc. wskazań zgarnęło pięć wydawnictw.

Liderami w rankingu najbardziej popularnych wydawnictw literackich są kolejno pod względem liczby publikacji: Znak, Świat Książki i Wydawnictwo Literackie informuje Monika Tomsia. Pod względem wartości ekwiwalentu reklamowego, pierwsze miejsce utrzymuje Znak, na drugim jest natomiast Wydawnictwo Literackie, a na trzecim wydawnictwo W.A.B.

35 proc. publikacji spośród pierwszej piątki odnosiło się do książek Wydawnictwa Znak , 19 proc. – Świata Książki, 17 proc. – Wydawnictwa Literackiego, 16 proc. wydawnictwa Prószyński i S-ka, zaś 13 proc. – wydawnictwa Zysk i S-ka 13 proc. Ekwiwalent reklamowy Znaku sięgnął 66 mln zł, Wydawnictwa Literackiego – 36 mln zł, a wydawnictwa W.A.B. – 23 mln zł. Na kolejnych miejscach znalazły się Prószyński i S-ka z 21 mln zł oraz Dom Wydawniczy Rebis z 19 mln zł.

O tym, jak ważne dla Polaków są książki, świadczy uwaga, jaką poświęcają im czytelnicy. Jak mówi specjalistka ds. PR IMM, najczęściej o wydawnictwach mówi się w mediach społecznościowych.

Tam ukazało się aż 73 tys. wzmianek. Internauci mówią o wydawnictwach przede wszystkim w kontekście nowości wydawniczych, ulubionych książek, cytatów z tych książek, powołują się na linki z recenzjami, chętnie wyrażają także swoje opinie na temat książek i wydawnictw. Sami piszą swoje zapowiedzi i minirecenzje i chętnie informują się nawzajem o bieżących promocjach.

Monika Tomsia z Instytutu Monitorowania Mediów zwraca uwagę na to,  że medialne dyskusje na temat wydawnictw są z reguły bardzo pozytywne.  Ze 100 tys. wzmianek tylko tysiąc miało wydźwięk negatywny, aż 9 razy więcej pozytywny, a pozostałe neutralny.

Zdecydowanie najczęściej o wydawnictwach literackich mówi się na Facebooku. Tam pojawiło się aż 85 proc. wszystkich wzmianek na temat wydawnictw literackich. Na drugim miejscu znalazł się Google+, na trzecim Twitter. Okazuje się, że Facebook jest bardzo ważnym miejscem komunikacji dla wszystkich wydawców, zarówno pod względem czerpania informacji na temat odbiorców, jak i przekazywania im informacji.

Lekarstwo na jesienną chandrę kosztuje średnio 450 zł. Najczęściej są to rozrywki, sport lub zakupy

CEO Magazyn Polska

Z badan wynika, że im niższe zarobki, tym większe pogorszenie nastroju jesienią. Najmniej zarabiający Polacy są przy tym przekonani, że do poprawy nastroju potrzeba im aż 1500 zł. Natomiast osobom lepiej zarabiających wystarcza na ten cel średnio jedynie 450 zł.

– Okazuje się, że zmiana nastrojów jesienią jest wysoce powiązana z tym, ile zarabiamy. Osoby najmniej zarabiające najczęściej deklarują pogorszenie nastroju, a osoby lepiej zarabiające rzadziej przyznają się do tego faktu – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Przemysław Kasza z działu analiz Provident Polska.  – Wynika to najprawdopodobniej z faktu, że osoby lepiej zarabiające przygotowały się do okresu jesiennego, były na urlopach, intensywnie, aktywnie spędziły czas poprzedzający jesienną chandrę – dodaje.

Według Barometru Providenta, cyklicznego badania zachowań i decyzji finansowych Polaków, 63 proc. osób, które nie mają problemów z jesienną chandrą, nie podejmuje żadnych aktywności związanych z ewentualnym pogorszeniem nastroju.

34 proc. Polaków natomiast przyznaje, że jesienią humory im się psują. Zjawisko to częściej dotyka kobiet (42 proc.) niż mężczyzn (25 proc). Gorszy nastrój ma też sporo wspólnego z wiekiem. Jedynie 17 proc. osób w wieku do 24 lat przyznaje, że ma takie problemy. Wśród ludzi powyżej 59 lat ten odsetek to już 47 proc.

Wśród tych, którzy walczą z jesiennym przesileniem poprzez działania poprawiające humor, najczęściej preferowane są rozrywki, sport bądź zakupy. Na ten cel respondenci średnio wydają około 450 zł.

– Osoby, które przeżywają taki nastrój i szacują, ile by musiały zapłacić za działania, które miałyby poprawić im nastrój, deklarują, że jest to kwota ok. 1500 zł, czyli ponadtrzykrotnie przewartościowują koszty działań mających na celu poprawę nastroju – wyjaśnia Przemysław Kasza.

Polacy, by walczyć z jesienną depresją, najczęściej deklarują chęć wyjazdu, najlepiej za granicę.

– Najchętniej oczywiście byłyby to wakacje w ciepłych krajach, w przyjemnym miejscu, lub choćby weekend – twierdzi Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji Provident Polska. – Oprócz tego dużo osób poprawia sobie nastrój, zaczynając chodzić na zajęcia sportowe, rozwijając swoje hobby, swoje zainteresowania, które czasem związane są właśnie ze sportem.

Jak dodaje Karolina Łuczak, spora część pytanych uważa, że dobrą receptą na jesienne pogorszenie nastroju są zakupy.

– Warto jednak o tym pamiętać, że święta są coraz bliżej i nie warto zupełnie wszystkiego wydawać na drobne przyjemności – podkreśla Karolina Łuczak. – Powinniśmy ostrożni wydawać pieniądze, tak żeby starczyło ich i na przygotowanie świąt, i na poprawę nastroju.

Popołudniowy komentarz walutowy z 19.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 19.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Strefy ekonomiczne poprawiają zatrudnienie

Seminarium zorganizowane przez Instytut Ekonomiczny NBP w dn. 18.10.2015, poświęcone wpływowi specjalnych stref ekonomicznych na poziom zatrudnienia i inwestycji.

Praca w BPO/SSC szansą dla młodych

Działający od ponad 8 lat w Polsce sektor BPO/SSC tworzony jest przez outsourcingowe centra obsługi, oferujące wsparcie firmom w kraju, jak i klientom na całym świecie. W branży tej pracuje obecnie blisko 150 000 Polaków.[1] Zdaniem ekspertów, z roku na rok dobra passa sektora będzie wzrastać, zwiększając tę pulę o około 20% nowych miejsc pracy. Zatrudnienie w nim jest szansą poznania pracy w wielokulturowym środowisku, korporacyjnego stylu działania i zarządzania. Przede wszystkim jednak stanowi możliwość zdobycia unikatowych dla kandydatów kompetencji.


Warszawa, 19 października 2015 r. –
Polska przestała być krajem kojarzonym z inwestycjami w procesy produkcyjne. Od ponad 8 lat firmy zagraniczne poszukują w naszym kraju wsparcia w postaci kapitału ludzkiego. Liczy się dla nich jakość usług, poziom wiedzy i doświadczenie pracowników. Wraz z korzystnymi warunkami społeczno-gospodarczo-ekonomicznymi, czynniki te przyczyniły się do rozwoju u nas sektora outsourcingowych centrów obsługi, w którym zajmujemy obecnie 3. miejsce na mapie świata. W firmach branży BPO/SSC istnieje też większa, niż w innych przedsiębiorstwach, możliwość rozwoju międzynarodowego. To zwykle duże korporacje o uznanej na świecie reputacji, które świadczą swoje usługi klientom biznesowym z różnych stron świata, kręgów kulturowych, a także branż. Dla zatrudnionych oznacza to pracę w jednym z obszarów, na które składają się zwykle IT, księgowość, finanse, zakupy, usługi prawne, farmaceutyka, HR czy też konsulting.

  Pracodawcy z sektora BPO/SSC często stawiają na zatrudnianie młodych i ambitnych osób z wykształceniem, które dopiero w ich strukturach uczą się wykonywanej profesji. Praca w tej branży może być więc dobrym początkiem kariery zawodowej dla osób, które nie posiadają jeszcze doświadczenia, – komentuje Justyna Skopińska, Project Manager w ManpowerGroup Solutions, firmie doradztwa personalnego. – Podstawowym wymogiem dla szukających zatrudnienia jest znajomość języka angielskiego w stopniu umożliwiającym swobodą komunikację. Ma to swoje uzasadnienie w specyfice wykonywanych działań, bo cała codzienna komunikacja odbywa się właśnie po angielsku. Coraz częściej ceni się też znajomość drugiego języka obcego. Do najbardziej pożądanych należą tu francuski, niemiecki, hiszpański,  włoski czy bardziej egzotyczne, jak szwedzki lub holenderski. Czasem dodatkowym wymaganiem jest wykształcenie kierunkowe. Spełnienie go zależy jednak od stanowiska, na które aplikujemy i nie zawsze jest konieczne. Zawsze natomiast liczy się motywacja i zaangażowanie w wykonywane obowiązki, co jest sprawdzane już na etapie procesu rekrutacyjnego. Pracodawcy cenią też u kandydatów takie cechy jak umiejętność pracy w zespole oraz zorientowanie na klienta i realizację celów, – dodaje Justyna Skopińska.

Szukający pracy w sektorze BPO/SSC mogą liczyć na stabilne zatrudnienie. Branża jest zainteresowana dłuższą współpracą z pracownikami i często od razu oferuje umowę o pracę. Dba również o wynagrodzenie. Średnia stawka dla osoby rozpoczynającej karierę na stanowisku specjalistycznym jest wyższa od proponowanej w innych sektorach. Waha się ona między 3 000 a 4 000 zł brutto w zależności od umiejętności lub doświadczenia kandydata oraz lokalizacji firmy. Dodatkowym bonusem są oferowane benefity pozapłacowe. Najbardziej popularne z nich to pakiety medyczne, karty sportowe, dofinasowania posiłków, dodatkowe ubezpieczenia na życie, pakiety relokacyjne czy dofinasowania do certyfikatów specjalistycznych. Z racji konieczności pracy w języku obcym, firmy często finansują swoim pracownikom również kursy języków obcych.

–  Praca w BPO/SSC wciąż jeszcze kojarzona jest niekiedy z zatrudnieniem w call center, w którym niewiele można się nauczyć, ale to błędne wyobrażenie, – przekonuje Justyna Skopińska. – Nie rzadko już na samym starcie nowi pracownicy wysyłani są na szkolenia zagraniczne, by poznać kulturę organizacyjną firmy od starszych kolegów z jej siedziby macierzystej. Dzięki temu pracownik ma możliwość odbywania podróży zagranicznych ucząc się pracy od osoby bezpośrednio wykonującej obowiązki, które czekają go po powrocie.  Szkolenie takie, w zależności od sprawowanej przez pracownika roli, może trwać od tygodnia do ponad miesiąca, a czasem nawet dłużej. Również później pracodawcy często zapewniają szereg szkoleń, treningów, warsztatów, które pozwalają na przyswojenie specjalistycznej wiedzy. W ten sposób stawiamy pierwszy krok w naszej karierze zawodowej, – dodaje ekspert ManpowerGroup Solutions.

Szukając pracy warto korzystać z ofert doświadczonych firm doradztwa personalnego, takich jak ManpowerGroup Solutions. Współpracując z pracodawcami z różnych branż, ManpowerGroup Solutions udziela dostępu do wielu ofert pracy, ułatwiając kandydatom jej szybsze znalezienie

[1]   Źródło: dane Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce (Association of Business Service Leaders in Poland), którego członkiem wspierającym jest firma doradztwa personalnego ManpowerGroup.

Etyka w wielkim biznesie

Jak wynika z badań Instytutu CIMA (Chartered Institute of Management Accountants) niemal 1/3 osób zgłaszających nieprofesjonalne zachowania w pracy spotyka się z ostracyzmem i zyskuje miano intrygantów. Co więcej, aż 40% zatrudnionych przyznaje, że czuje presję ze strony współpracowników, by naginać standardy etyczne obowiązujące w firmie. Złe praktyki zaobserwowano głównie w obszarach obsługi klienta, terminowego raportowania, zarządzania zespołem czy kooperacji z pracownikami wywodzącymi się z innych kręgów kulturowych.

Problem etyki w biznesie stał się szczególnie odczuwalny w 2008 roku, kiedy to na fali kryzysu finansowego kwestia wprowadzenia i usankcjonowania w firmach dobrych praktyk wysunęła się na listę priorytetów niejednego zarządu. Przyczyniły się do tego nastroje opinii publicznej, która zaczęła domagać się większej przejrzystości działań przedsiębiorstw. Wiele organizacji postanowiło odnieść się do tego problemu, wprowadzając kompleksowe kodeksy postępowania. Obecnie posługuje się nimi aż 93% korporacji.

Etyka w praktyce

Potrzeba stworzenia efektywnie funkcjonującego środowiska, które propaguje wysokie etyczne standardy stanowi więc jeden z priorytetów i wchodzi w zakres obowiązków kadr kierowniczych. Przykładem może być firma Capgemini, która już trzeci rok z rzędu znalazła się w gronie laureatów nagrody 2015 World’s Most Ethical Company, przyznawanej przez Ethisphere Institute, będącej wyrazem uznania dla stosowania etycznych wartości w biznesie i wyznaczania standardów takiego przywództwa.

Etyka w biznesie to pojęcie dwuwymiarowe. Zasady etycznej i przejrzystej współpracy w Capgemini obowiązują nie tylko wewnątrz organizacji, ale także we współpracy z klientami i partnerami biznesowymi. Kodeks etyczny to dokument, który trafia w ręce pracowników w pierwszych dniach pracy, stale przypominamy o jego zasadach poprzez obowiązkowe e-learningi, a także umieszczamy je wśród warunków współpracy z kontrahentami – komentuje Karolina Długosz, CSR Manager w Capgemini Polska.

Zwłaszcza, że środowiska zewnętrzne jak nigdy dotąd zwracają uwagę na prawa człowieka, ład korporacyjny czy problem walki z korupcją. Potrzeba pogodzenia biznesu z etyką to już nie tylko moda, a konieczność podyktowana realiami rynku.

– Utrata reputacji może przyczynić się do nagłego upadku przedsiębiorstwa. Aby ustrzec się przed takim niebezpieczeństwem, należy gromadzić i sprawnie interpretować informacje na temat wzorców postępowania wewnątrz organizacji. Mimo że gros firm biorących udział w naszym badaniu posiada własne kodeksy etyki, zaledwie 36% z nich monitoruje normy zachowań swoich pracowników i poddaje analizie zaobserwowane praktyki. W tej sytuacji pomocne mogłoby okazać się propagowane przez Instytut CIMA raportowanie zintegrowane, które dostarcza kompleksowych informacji, m.in. z obszaru etyki, zarówno kadrze menadżerskiej, jak i pozostałym interesariuszom – dodaje Jakub Bejnarowicz, Szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Na prawną stronę etyki w biznesie zwraca uwagę Michał Rybicki, współzałożyciel Forum dla Wolności i Rozwoju, Law4Growth.

 Problem etyki w biznesie związany jest także z relacją państwo-przedsiębiorca, którą kreuje de facto prawo. Jednym z kluczowych obszarów, będących źródłem nadużyć, są podatki. Ilość interpretacji indywidualnych przekracza ostatnio każdego roku liczbę 35 tysięcy. Wprowadzenie przyjaznego i przejrzystego dla podatników systemu rozliczania może nie tylko zwiększyć ściągalność podatków, ale i zmienić nastawienie podmiotów gospodarczych, które póki co oceniają polski system na 2,4 pkt. w 5-stopniowej skali satysfakcji – komentuje.

Kwestie etyczne w tandemie z operacjami biznesowymi stały się priorytetem wpływającym na długoterminową wartość marek oraz dochody przedsiębiorstw. Pułapkę fasadowej odpowiedzialności biznesu obserwują jego najważniejsi interesariusze: inwestorzy, instytucje kontroli, organy ścigania, rządy, NGO i – przede wszystkim – społeczeństwo. Era pozornego CSR (corporate social responsibility) i „etyki na papierze” dobiegła końca. Teraz słowa muszą zostać podparte działaniami.

– Firmy, zwłaszcza te z sektora usług dla biznesu, chętnie dzielą się najlepszymi praktykami i wiedzą, dyskutując, jak wprowadzać w życie kodeksy etyki, które inicjatywy sprawdzają się najlepiej i jak angażować w takie działania swoich pracowników. Etyka zawsze była częścią biznesu, a dziś firmy kładą na nią coraz większy nacisk – mówi Paweł Panczyj, Dyrektor Zarządzający ABSL.

 „Skarżypyta” na cenzurowanym

Pomimo podjętych działań tylko na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy jeden na czterech respondentów biorących udział w badaniu Instytutu CIMA zaobserwował przypadki łamania prawa lub zaniżania standardów etycznych panujących w organizacjach. Większość z nich zrezygnowała jednak ze zgłoszenia wykrytego problemu w obawie przed negatywnymi reakcjami współpracowników i managerów. 26% badanych tłumaczy, że informowanie przełożonych o nieodpowiednich zachowaniach innych pracowników postrzegane jest jako intryganctwo. Nie zmienia to jednak faktu, że aż 3/4 respondentów uważa, że ich zwierzchnicy wyznaczają wysokie standardy etyczne, a według 72% osób biorących udział w badaniach ich pracodawcy wyciągają surowe konsekwencje z nagannych praktyk, których dopuścili się ich podwładni.

Problem etyki nie dotyczy jednak tylko struktur wewnątrzorganizacyjnych. Według barometru Edelman Trust 2015 opinia publiczna nie ma zaufania do świata biznesu. Badania te uzupełnia tegoroczny raport CIMA dotyczący nadużywania przez organizacje słowa „zaufanie” w komunikacji z odbiorcami. Wykorzystanie tego słowa-wytrychu wzrosło aż ośmiokrotnie na przestrzeni ostatniej dekady, wskazując na coraz bardziej widoczną obsesję organizacji na punkcie wiarygodności.

Wewnątrzfirmową niechęć do raportowania nagannych praktyk firmy starają się przełamać także na inne sposoby, m.in. poprzez szkolenia czy uruchamianie telefonów zaufania oraz poradni specjalizujących się w etyce pracy. Według Instytutu CIMA rozwiązania te wdrożyło już 83% przedsiębiorstw. Ponad połowa z badanych przyznaje też, że dokonuje regularnego monitoringu zachowań swoich pracowników.

Monitoring pracowników nie musi oznaczać wcale, że pracodawca chce kontrolować każdy ruch swoich podwładnych. Ważne jest jednak, żeby wprowadzenie takiej praktyki poprzedzała intensywna kampania informacyjna, która uspokoi  obawy zatrudnionych. Coraz częściej firmy decydują się na zastosowanie np. technologii GPS, dzięki której pracodawca może odpowiednio gratyfikować uczciwe postawy swoich podwładnych – mówi Bartłomiej Dębski, Prezes Zarządu w Cartrack Polska.

W różnorodności siła

Jednym z coraz istotniejszych aspektów etyki w biznesie jest idea różnorodności, tzw. diversity. Dla przykładu, w Infosys BPO Poland z inicjatywy pracowników a przy wsparciu operacyjnym i zarządczym działu HR oraz Zarządu powstał specjalny zespół Diversity Team, którego zadaniem jest integracja wszystkich pracowników Infosys oraz poprzez działania zespołu – promocja i rozwijanie idei różnorodności w firmie i poza nią.

Stale powiększający się zespół obecnie złożony z prawie 20 osób organizuje akcje charytatywne oraz edukacyjne dla dzieci z domów dziecka, domów opiekuńczych oraz firmowego przedszkola, prowadząc zajęcia związane z tematyką różnorodności. Ponadto, każdego roku Diversity Team organizuje specjalne wydarzenie – Global Village, czyli multikulturowe święto, podczas którego nasz zespół może poznawać kulturową i etniczną różnorodność swoich kolegów z pracy – mówi Magdalena Jóźwiak, Dyrektor ds. HR w Infosys BPO Poland.

Galeco – 100% PL

Kiedy w 1996 roku w podkrakowskich Balicach powstawała firma Galeco, jej kapitał mieścił się w dwóch wynajętych pokojach. Prawie dwie dekady później przedsiębiorstwo Szczepana Buryło jest jednym z liderów na rynku systemów rynnowych, jedynym w 100 procentach polskim. Jak firmie, która – mimo międzynarodowej już skali działalności – nigdy nie rozważała przeniesienia produkcji do Azji, udaje się konkurować z globalnymi gigantami?

Szczepan_BuryloUczciwie. Stawiając niezmiennie na najwyższą jakość, której – jak wierzą założyciele Galeco – nie da się dopilnować zdalnie. Proces wytworzenia systemów rynnowych Galeco zaczyna się więc i kończy w Polsce, co – oprócz gwarancji utrzymania odpowiednich standardów – daje korzyści w postaci pozytywnego wpływu na polską gospodarkę.

Dla Szczepana Buryło, który swoją przygodę z biznesem zaczynał w trudnych czasach transformacji to szczególnie ważne. Z własnego doświadczenia zna okoliczności, w jakich wykuwał się polski kapitalizm. Choć przyznaje, że wtedy śmiała wizja i odwaga były całkiem sporym kapitałem wyjściowym, pamięta też, że polskie towary nie cieszyły się dobrą opinią na świecie. Jako początkujący wtedy przedsiębiorca, postanowił to zmienić.

W pierwszych latach działalności Galeco musiało jednak zarobić na sfinansowanie swoich planów. Baliccy przedsiębiorcy rynku systemów rynnowych postanowili nauczyć się od największych, importując systemy PVC od zagranicznych partnerów. Ale już 1998 roku, po przejęciu firmy Tredeo Puławy, Galeco otworzyło pierwsze firmowe biuro handlowe,  w Puławach. Jeszcze w tym samym roku powstało kolejne – we Wrocławiu, a rok później w Gdyni.

Ambicje Szczepana Buryło i jego dynamicznie powiększającego się zespołu nie ograniczały się jednak tylko do Polski. By zrealizować plany zagranicznej ekspansji, firma potrzebowała jednak nowatorskiego produktu, który jakością przewyższałby zagraniczne. Tylko w ten sposób miał szansę przebić się na rynkach, na których etykietka „made in Poland” nie była dobrą rekomendacją.

Dzisiaj Galeco z powodzeniem działa na Węgrzech, Ukrainie, Słowacji i na Białorusi, ale jej produkty obecne są szerzej, także w Bułgarii, Czechach, Rumunii, Mołdawii, na Litwie, Łotwie, w Rosji, Kazachstanie, Turcji, Islandii, Słowenii i Kanadzie… Jak to się udało?

Dzięki innowacjom. Pod koniec 2000 roku firma Galeco opatentowała nowatorski profil rynnowy, który zapobiega przelewaniu się wody podczas intensywnych opadów deszczu, dzięki brzegom wywiniętym do wewnątrz… Polska firma zdeklasowała konkurentów nie ceną, ale jakością i pomysłem. Pomysłem, który był prostą odpowiedzią na potrzeby klientów.

Galeco konsekwentnie realizuje tę sprawdzoną strategię, stale poszerzając ofertę produktową, która dzisiaj kierowana jest nie tylko do klienta końcowego, ale i do architektów oraz deweloperów.

Międzynarodowe sukcesy, wyczucie rynku i odwaga w podejmowaniu ryzyka, pozwoliły Galeco w 2008 roku wybudować nową siedzibę, dając tym samym zatrudnienie 140 pracownikom. Gdzie? W podkrakowskich Balicach oczywiście.

Bo w ciągu prawie już dwudziestu lat w Galeco zmieniło się więc prawie wszystko – skala działania, forma prawna, gama produktów, liczebność zespołu… – ale jedno pozostało bez zmian. Galeco Sp z. o.o.to ciągle w 100 procentach polska firma, która z Polską wiąże swoją przyszłość i z Polski realizuje globalne plany, dając tym samym powód do dumy. I uśmiechu.

 

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 19.10.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Kierunki szyte na miarę biznesu

 U podstaw rozwoju każdego biznesu leży dostęp do wykwalifikowanych kadr. Kluczem do stworzenia oferty edukacyjnej odpowiadającej potrzebom współczesnego rynku pracy jest ścisła kooperacja samorządów, biznesu i szkolnictwa wyższego. Część polskich ośrodków akademickich odrobiła lekcje.

 Złoty trójkąt

Kierunki_szyte_na_miare_biznesuWedług danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Polska to czwarty, co do wielkości, ośrodek akademicki w Europie. Co dziesiąty student w UE wybiera polskie uczelnie – w roku 2013/2014 studiowało tu 1,55 mln osób. Ostatnia dekada pokazuje otwartość szkół wyższych na poszerzanie oferty dydaktycznej i dostosowywanie jej do wymogów nakładanych przez świat biznesu. Nowe specjalności i kierunki powstają często w wyniku trójstronnej współpracy szkół wyższych, samorządów oraz prywatnych przedsiębiorstw, czyli tzw. „złotego trójkąta”. Jedną z branż, która najsilniej wpływa na zmiany w polskich uczelniach jest sektor outsourcingu i nowoczesnych usług dla biznesu, który notuje kilkunastoprocentowy wzrost rok do roku – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Owocna współpraca

Silne związki pomiędzy władzami lokalnymi, uczelniami i biznesem widocznie wpływają na stały rozwój rynku pracy. Dobrym przykładem jest Poznań, gdzie bezrobocie w czerwcu 2015 roku spadło do 2,9% i jest obecnie najniższe w kraju. W stolicy Wielkopolski realizowany jest program WorkGate Poznań, za który miasto zostało wyróżnione w prestiżowym konkursie Outsourcing Stars w 2013 i 2014 roku. W ramach projektu poznańscy studenci i absolwenci są z sukcesem wprowadzani w świat sektora usług dla biznesu. Podobnie rzecz ma się w Trójmieście, gdzie lokalne uczelnie modernizują model nauczania wychodząc naprzeciw potrzebom sektora usługowego (zatrudnienie w tej branży przekroczyło w Trójmieście 18 000 osób). Przykładem może być kierunek Aplikacje informatyczne w biznesie na Uniwersytecie Gdańskim, prowadzony w ścisłej kooperacji m.in. z Intelem, Lufthansa Systems, Jeppesen by Boeing, Acxiom, Goyello, YDP czy Speednetem. Przykładem dobrych relacji na linii samorząd-edukacja-biznes jest również program Młodzi w Łodzi czy projekt Szczecin_Twoje_Miasto_Twoja_Przyszłość realizowany przez władze miasta we współpracy ze stowarzyszeniem NOBIS, zrzeszającym firmy BPO, ITO i SSC ze Szczecina.

Nie tylko najwięksi

W potrzeby biznesu wsłuchują się nie tylko największe ośrodki biznesowe, ale również te nieco mniejsze, chcące zaznaczyć swoją obecność na akademickiej mapie Polski. Do dobrych przykładów zaliczyć można specjalność Zarządzanie Usługami Outsourcingu w Elbląskiej Uczelni Humanistyczno-Ekonomicznej czy specjalność Księgowość w centrach usług wspólnych na Politechnice Częstochowskiej. W Pile z kolei mocno rozwinięte są studia dualne, czyli takie, gdzie szkoła wyższa blisko współpracuje z firmami prywatnymi oraz dostarcza programy praktyk i staży. W przypadku Wyższej Szkoły Zawodowej w Pile jest to wymóg 3 miesięcy praktyk na każdego studenta. Absolwenci nowych, ciekawych kierunków nauczania znacznie zwiększają atrakcyjność inwestycyjną polskich miast. Badania wskazują, że to właśnie kapitał ludzki jest czynnikiem najsilniej przyciągającym inwestorów. Coraz więcej samorządów oraz uczelni wyższych ma tego świadomość. Warto, aby za tym przykładem poszli również inni – mówi Prezes Fundacji Pro Progressio.

Zimowy Narodowy z międzynarodowymi nagrodami!

Projekt Zimowy Narodowy, największe Zimowe Miasteczko w Polsce, w ostatnim czasie został wyróżniony dwiema międzynarodowymi nagrodami. 28 września Testa Communications odebrała Ipra Golden World Awards 2015, a 14 października Zimowy Narodowy zdobył nagrodę Galaxy Awards 2015!

 zimowy narodowyZimowy Narodowy to największe w tej części świata Zimowe Miasteczko, które już od dwóch sezonów powstaje na płycie PGE Narodowego. 5000 m2 lodu, trzy lodowiska i najwyższa na świecie górka lodowa do zjeżdżania na pontonach, skate park i ice bar, to tylko część atrakcji z których goście mogli skorzystać w ubiegłym sezonie.

O sukcesie Zimowego Narodowego świadczy ogromne zainteresowanie gości. Tylko w ubiegłym sezonie z atrakcji Zimowego Miasteczka skorzystało pół miliona gości! 19 tysięcy osób obejrzało show lodowe „Kings On Ice”, które było finałem Zimowego Narodowego. Projekt wpisał się już w zimowy pejzaż atrakcji Warszawy, zyskał uznanie warszawiaków i gości odwiedzających stolicę, a także ekspertów od komunikacji i marketingu.

28 września Testa Communications, w Johannesburgu w RPA, odebrała nagrodę Ipra Golden World Awards 2015 w kategorii Consumer PR for an existing service, z kolei w 14 października Zimowy Narodowy zdobył nagrodę Galaxy Awards 2015 w kategorii Public Relations: Event Marketing.

O sukcesie Zimowego Narodowego świadczy przede wszystkim frekwencja. Cieszę się, że goście chcą spędzać czas na lodowiskach, aktywnie i rodzinnie, ale również jest mi niezmiernie miło, że branża doceniła naszą pracę, czego potwierdzeniem są przyznane w ostatnim czasie nagrody. Nie spoczywamy na laurach, kolejna edycja Zimowego Narodowego startuje już 28 listopada i z pewnością po raz kolejny zaskoczymy naszych gości przygotowanymi atrakcjami – mówi CEO Testa Communications, Katarzyna Ziemska.

Autorem strategii komunikacji Zimowego Narodowego jest Katarzyna Tyska, Project Managerem Natalia Bonder. Organizatorami Zimowego Narodowego są Testa Communications i PL.2012+, operator Stadionu Narodowego.

Komentarz walutowy z 19.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Komentarz walutowy z 19.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Złoty liderem rynków wschodzących

Gospodarki wschodzące przeżywają obecnie trudne chwile. Symptomem poważnych problemów jest załamanie kursów walutowych. Stosunkowo dobre wyniki złotego świadczą o odporności polskiej gospodarki. To przybliża nasz kraj do awansu do grona krajów rozwiniętych – pisze Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Piotr_LonczakPonad pięć lat temu grupa BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i później RPA) rozpoczęła formalne spotkania. Był to wynik przekonania, że kraje rozwijające się czeka znakomita przyszłość. W tamtym czasie, dzięki rosnącym cenom surowców, gospodarki wschodzące notowały zdecydowanie lepsze wyniki niż rynki rozwinięte. Mówiono wtedy nawet, że państwa BRICS niedługo przejmą pozycję Stanów Zjednoczonych oraz najważniejszych krajów Unii Europejskiej.

Prognoza okazała się całkowicie nietrafiona, a obecnie większość państw członkowskich BRICS jest w głębokim kryzysie. Fundamentem rozwoju gospodarek wschodzących był eksport surowców. Dzisiaj wiemy, że postawienie na taki model wzrostu było błędem. Wysokie ceny ropy naftowej, żywności i metali w dużym stopniu były napędzane przez antykryzysową politykę zerowych stóp procentowych, prowadzoną przez Rezerwę Federalną oraz pozostałe najważniejsze banki centralne. Dlatego wzrost cen towarów był w dużym stopniu uzależniony od tego, czy amerykański bank centralny będzie dalej drukował pieniądze. Równie duże znaczenie miał popyt Chin na metale i ropę naftową.

Nie tylko Fed

Po raz pierwszy negatywny wpływ Fedu na gospodarki rozwijające się był odczuwalny w połowie 2013 r. Wtedy Ben Bernanke, ówczesny prezes Rezerwy Federalnej, zasugerował możliwość odejścia od antykryzysowej polityki. Kolejnym ciosem była wypowiedź szefowej Fed Janet Yellen na początku 2014 r. Tuż po objęciu stanowiska prezesa banku centralnego mówiła ona o możliwości podwyżki stóp procentowych sześć miesięcy po zakończeniu skupu aktywów. Po tych komentarzach rynki wschodzące przeżywały bardzo ciężkie chwile.

Obecna sytuacja jest bardzo podobna. Pod koniec września, prezes Janet Yellen, postawiła sprawę jasno. Jej zdaniem Fed zamierza podnieść stopy procentowe do końca roku. Zapowiedź miała miejsce w czasie nasilenia się presji na gospodarki rozwijające się. Dane pokazały, że w trzecim kwartale tego roku odpływ kapitału z rynków wschodzących, był największy od końca lat 80.

Odpowiedzialność Fedu za załamanie jest tylko częściowa. Obawy wynikające z zacieśnienia polityki pieniężnej przez Amerykanów, miały jedynie przejściowy wpływ na rynki wschodzące. W rzeczywistości znacznie większe znaczenie mają wewnętrzne słabości tych gospodarek.

Wady krajów rozwijających się, to zorientowanie na eksport nisko przetworzonych produktów i surowców, mała wydajność pracy i słabe wykształcenie pracowników. Nie bez znaczenia jest także korupcja i niestabilność polityczna. Kraje wytwarzające ropę naftową, nie oszacowały właściwie potencjału amerykańskiej rewolucji łupkowej oraz jej wpływu na ceny surowca. Istotne znaczenie mają także postępujące ograniczenia zużycia paliw kopalnianych, ze względu na większą efektywność oraz wykorzystywanie odnawialnych źródeł energii.

Mają miejsce także specyficzne problemy, które dotyczą poszczególnych państw. Rosja zaangażowała się w kryzys na Ukrainie, czego konsekwencją są kosztowne sankcje. Turcja zmaga się z konfliktami na wschodzie swojego terytorium. Brazylia jest wstrząsana skandalami korupcyjnymi. Zasadnicze znaczenie ma jednak załamanie cen surowców, które jest potęgowane przez spowolnienie Chin. Państwo Środka może potrzebować obecnie mniej towarów, niż było to w czasach rekordowo wysokich cen.

Polska z szansą na awans

Jednym z przejawów spadku zaufania do krajów rozwijających się, jest załamanie kursu walutowego. Taki scenariusz był obserwowany ostatnio w przypadku Rosji i Brazylii. W niewiele mniejszym stopniu problemy dotyczą Turcji czy RPA.

Z kolei złoty prezentuje się znacznie lepiej na tle innych walut z grupy rynków wschodzących. Od początku 2013 r., czyli momentu rozpoczęcia dyskusji o możliwym odejściu Fedu od polityki antykryzysowej, indeks złożony z najważniejszych walut krajów z koszyka krajów rozwijających się, osłabił się o ponad 32 proc. w relacji do dolara. W tym czasie złoty został przeceniony wobec amerykańskiej waluty o ponad 16 proc.

Zdecydowanie lepsza postawa złotego wynika z faktu, że Polska jest bardziej zdywersyfikowana niż kraje nastawione na produkcję ropy naftowej lub surowców rolnych. Eksportujemy towary przetworzone (motoryzacja i przemysł elektromaszynowy), dlatego spadki cen na światowych rynkach to pozytywny impuls dla polskiej gospodarki.

Najświeższym dowodem wzrostu zaufania wobec Polski, jest podwyżka perspektywy ratingu przez agencję Moody’s pod koniec września. Przez ostatnie lata państwo zrobiło olbrzymie postępy, podczas gdy większość gospodarek rozwijających się zmarnowało szansę. Nasz kraj ma zatem szansę na ugruntowanie swojej pozycji, jako lider rynków wschodzących, aspirujący do awansowania do grona krajów rozwiniętych.

Jak będą wyglądały galerie handlowe przyszłości?

Interaktywne półki, wielkie ekrany ścienne – tak już niebawem będą wyglądały galerie handlowe. Eksperci już przewidują, że kończy się era małych monitorów. Reklamy i informacje staną się bardziej spektakularne.

Przemysław Świderski.– Wiele firm wprowadza nowe rozwiązania technologiczne do galerii handlowych. Są to takie nowości jak półki interaktywne, które można już zobaczyć na świecie – mówi newsrm.tv Przemysław Świderski, Dyrektor ds. New Business, Doradca Zarządu IMSWidać zainteresowanie ekranami ledowymi lub wall-ami, które są zbudowane z wielu monitorów cienkoramkowych. Ma to na celu pokazanie dobrej treści w dobrym miejscu i o dobrej jakości.

Reklama i informacja stają się coraz większe i dlatego wykorzystywane są wielkie powierzchnie, w których kiedyś było coś innego. – Wykorzystujemy szyby windowe i na nich umieszczamy ekrany ledowe. Przykładem może być Klif w Gdyni. Tam na wall-u znalazły się 24 monitory – dodaje Przemysław Świderski.

Żeby wprowadzenie nowych systemów Digital Signage miało sens muszą one być spektakularne. Muszą zaskakiwać klientów swoją innowacyjnością, wielkością jak i również tym, co na nich jest wyświetlane. Znajdują się tam różne treści od informacji handlowej, aż do informacji ważnej, którą chce zarządzający przekazać swoim klientom.

Eksperci oceniają, że nowe technologie mogą także pomóc klientom przy robieniu zakupów. Nowe technologie i nowe systemy Digital Signage w łatwy i przyjemny sposób przedstawią wiedzę o produkcie i usłudze, która jest dostępna w miejscu, w którym klient przebywa.

Nadchodzące wybory osłabiają złotego

Na rynku złotego w tej chwili dominują dwa tematy. Problemy Chin i powiązane z tym opóźnienie podwyżki stóp procentowych w USA oraz nadchodzące wybory parlamentarne w Polsce. Analitycy nie do końca wiedzą, które deklaracje są tylko obietnicami wyborczymi, a które mogą zostać realnie wykonane, co powoduje wzrost ryzyka a tym samym osłabia złotego.

W nocy poznaliśmy dane na temat chińskiego PKB. Wynik 6,9% jest ciężki w interpretacji. Z jednej strony to mniej niż docelowe 7%, do którego dąży tamtejsza władza. Z drugiej strony analitycy spodziewali się, że do wymarzonego przez partię poziomu zabraknie 0,1% więcej. Za wzrost gospodarczy coraz bardziej odpowiada konsumpcja wewnętrzna niż eksport. Potwierdzają to pozostałe dane. Sprzedaż detaliczna rośnie o 10,9% wobec oczekiwań o 10,8%. Z drugiej strony produkcja przemysłowa wzrosła zaledwie o 5,7% wobec oczekiwań o 6%. Dane te uważane są za lepsze od oczekiwań, aczkolwiek trafniejszym określeniem w tym wypadku jest mniej złe. Po publikacji na rynkach głównych efektem było wstrzymanie spadków cen surowców. Dane te nie są jednak na tyle dobre by samodzielnie przełamać obecny trend.

W weekend odbędą się w Polsce wybory. Ciężko obecnie stwierdzić jak zachowa się złoty po wyborach. Z jednej strony, obecne ryzyko polityczne ciąży złotemu, który umacnia się wobec głównych walut mniej niż pozostałe waluty naszego regionu. Z drugiej strony wcale ogłoszenie wyników nie musi umocnić rodzimej waluty. Obecnie faktycznie złotemu ciąży strach przed realizacją obietnic wyborczych potencjalnego zwycięzcy/zwycięzców. Nie wykluczone jednak, że sam fakt zakończenia stanu niepewności nie zlikwiduje tego czynnika. Często jest tak, że część z instytucji do końca łudzi się, że wyniki wyborów nie będą takie jak mówią sondaże, czego doskonałym dowodem były wybory prezydenckie. Po ogłoszeniu wyników rynki gwałtownie osłabiły złotego pomimo tego, że patrząc na badania opinii publicznej wynik nie mógł być zaskoczeniem.

Dodatkowym problemem jest typowe przed wyborami podnoszenie poprzeczki. Dobrym przykładem jest tutaj prezydent, który właśnie obiecał “rozsądne rozwiązanie dla kredytobiorców frankowych”. Nie ma oczywiście żadnych detali tego projektu, wiemy tylko, ze pomysły rządu są bardzo złe i nie jest on w stanie rozwiązać tego problemu. Projekt w deklaracjach jest oczywiście absolutnie sprzeczny. Z jednej strony padło zapewnienie, że kredytobiorcy frankowi nie znajdą się w lepszej sytuacji niż złotowi. Z drugiej strony padła zapowiedź, że projekt nie będzie tak nieopłacalny ani dla banków ani dla kredytobiorców jak rozważane propozycje 50/50 czy 90/10. Tak naprawdę ta ostatnia deklaracja ma największy wpływ na rynki finansowe. Skoro już rozwiązanie 50/50 silnie uderza w banki to aż strach pomyśleć czym jest owy “kompromis”. Im więcej tego typu potencjalnie ryzykownych finansowo pomysłów usłyszymy przed wyborami ze wszystkich stron, tym słabszy powinien być złoty.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

14:00 – Polska – sprzedaż detaliczna oraz produkcja przemysłowa,

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs EUR/PLN od połowy sierpnia znajduje się w trendzie bocznym. Po osiągnięciu maksimum na poziomie 4,2600, przeszedł w fazę korekty po czym znów zawraca. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2600 gdzie znajdowało się ostatnie maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9400 gdzie znajdują się ostatnie ważne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs USD/PLN Znajduje się w trendzie bocznym. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest linia łącząca ostatnie maksima na 3,8100. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 19.07.2015 do 19.10.2015

Kurs GBP/PLN podąża w krótkoterminowym trendzie spadkowym. Najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są jest linia łącząca maksima lokalne na 5,7650. W przypadku dalszych  spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Czy dotacje unijne osłabią leasing?

Producenci maszyn i urządzeń zacierają ręce i zwiększają produkcję w związku z uruchomieniem funduszy unijnych. Ruszyła perspektywa PROW 2014-2020, programy dotacji na kolejne lata prowadzą nabór wniosków. Unijny zastrzyk gotówki może stać się dla polskich rolników motorem do dalszych inwestycji w modernizację gospodarstw. Czy firmy leasingowe i banki mają się czego obawiać?

 Głównym motorem wzrostu leasingu w pierwszym półroczu 2015 r. były maszyny i urządzenia. Finansowane aktywa w tej kategorii wzrosły aż o 17% w odniesieniu do zeszłego roku, jak wynika z danych ZPL. Dla porównania w roku 2014 roku sprzęt rolniczy sfinansowany za pośrednictwem leasingu wzrósł o prawie 9% w stosunku do roku poprzedniego, osiągając sumę 3,4 mld zł. Jeszcze lepsze wyniki zanotowano w kategorii pożyczek. Aż 37% maszyn oddawanych do użytku przez firmy leasingowe jest finansowanych w ten sposób. Dynamika wzrostu w 2015 roku wynosi tutaj prawie 30%. Główne powody poprawy sprzedaży to stabilny rozwój gospodarki, duży popyt inwestycyjny w rolnictwie oraz wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych w firmach.

Na razie nie udało się pobić rekordu z 2012 roku, kiedy zarejestrowano w Polsce prawie 20 tys. nowych ciągników. Jednak – według ekspertów – zainteresowanie maszynami rolniczymi jeszcze wzrośnie. Właśnie domknięto i rozliczono inwestycje sfinansowane w ramach perspektywy unijnej 2007-2013. Na II połowę 2015 roku planowane są ogłoszenia i nabory wniosków do współfinansowania przez UE w ramach perspektywy PROW na lata 2014-2020. Czy pieniądze dla rolników z unijnych źródeł okażą się przeszkodą dla dalszego wzrostu popytu na leasing, kredyty i inne produkty instytucji finansowych? Po co inwestować w finansowanie, jeżeli możliwe jest bezzwrotne wsparcie ze strony UE?

Wbrew pozorom unijne środki nie muszą jednak konkurować z produktami finansowymi, takimi jak leasing czy kredyty. Bardzo często leasing spłacany jest właśnie z unijnych pieniędzy, a rolnik, zachęcony efektami zrealizowanej dotacji, sięga po kolejne ułatwienia w rozwijaniu swojej działalności. Dlatego leasingodawcy coraz częściej planują działania przeznaczone specjalnie dla klientów z branży agro, sprzężone z dotacjami z UE. Pojawiają się liczne oferty skierowane do rolników i dopasowane do ich potrzeb. Jest o co walczyć. W latach 2014-2020 na realizację Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich przeznaczonych zostanie 13,5 mld euro.

Leasing czy pożyczki i dotacje unijne uzupełniają się nawzajem. Zastrzyk gotówki dla rolnika wcale nie oznacza, że finansowanie leasingiem nie jest już konieczne – mówi Marcin Hałaj, Dyrektor ds. Rozwoju Rynku Rolniczego w Raiffeisen-Leasing Polska S.A. – Oferujemy zarówno leasing, jak i kredyty czy programy gwarancyjne RSI i CIP, przygotowane między innymi dla korzystających z unijnych dotacji. Dzięki gwarancjom od Europejskiego Banku Inwestycyjnego możemy zmniejszyć ryzyko związane z konkretną transakcją i dać klientowi lepszą ofertę, korzystniejszą strukturę transakcji lub zrezygnować z dodatkowych zabezpieczeń. Klient korzystający z grantów czy dopłat może wówczas liczyć na korzystniejsze warunki finansowania i kompleksową ofertę dodaje ekspert.

Chociaż nowe programy unijne są bardziej nastawione na inwestycje w infrastrukturę niż w maszyny, to rynek rolniczy w Polce nadal nie jest całkowicie nasycony. Konieczne do gospodarowania sprzęty rolnicy często kupili już w poprzednich latach, ale jak w każdym biznesie, tak i tutaj istotne jest zachowanie konkurencyjności. A ta – jak wiadomo – polega m.in. na wymianie starych maszyn na nowe, często bardziej wydajne lub ekologiczne, a w efekcie opłacalne. Na takie inwestycje z pewnością zostanie przeznaczona spora część dotacji w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2014-2020. Eksperci liczą też na szczególne zainteresowanie programem „Młody Rolnik”.

Produkcja rolnicza w Polsce nadal jest rozumiana jako produkcja dóbr nieprzetworzonych – wyjaśnia Marcin Hałaj z Raiffeisen-Leasing Polska S.A. – Tymczasem aktualny trend nie polega wcale na tym, żeby rolnictwo dostarczało surowców, włókien roślinnych, mleka lub mięsa. Promowany jest obecnie nowy model ekonomiczny gospodarowania, gdzie rolnik surowce produkowane przez siebie także wstępnie przetwarza – dodaje ekspert.

Zwiększenie dochodowości można uzyskać m.in. poprzez sprzedaż gotowych już serów, przetworów mlecznych lub owocowych, wędlin. Taki sposób produkcji znacząco wypłynie także na rynek poprzez wysoką jakość towarów, firmowanych przez niewielkie, ale prężnie rozwijające się gospodarstwa. Obecny popyt na ekologiczne i zdrowe produkty nadal czeka na zaspokojenie. Rolnicy świetnie zdają sobie z tego sprawę, dlatego na polskiej wsi już widać konsekwentnie realizowane inwestycje, które wpływają na wzrost efektywności i dochodowości całego sektora.

Ekspansja, czyli rozwój. Czy szanse polskich firm na podbój światowych rynków rosną?

Polskie firmy coraz chętniej wchodzą na rynki zagraniczne. Z najnowszego podsumowania Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości wynika, że od 2010 r. stale rośnie liczba eksporterów, a wśród nich coraz większy udział zdobywają małe i średnie przedsiębiorstwa. Średnioroczny przyrost wartości sprzedaży zagranicznej do 2013 r. wyniósł około  2,9%, a mikrofirmy stanowiły już  63,2% wszystkich polskich eksporterów wyrobów do UE i 52% podmiotów operujących poza UE[1]. GUS w podsumowaniu pierwszych siedmiu miesięcy bieżącego roku odnotował zaś, że wartość polskiego eksportu wzrosła o 6,2% w porównaniu z podobnym okresem z 2014 r. i wyniosła 101,5 mld euro[2]. Prognozy na przyszłość są dość optymistyczne: Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych szacuje, że w przyszłym roku polski eksport wzrośnie nawet o 9,1%[3], a BZ WBK zapowiada, że wartość samego eksportu rolno-spożywczego może wzrosnąć o 6%[4]. Jakie wyzwania i przeszkody stoją przed tymi, którzy chcą podbijać świat? Czy państwo i my sami możemy im w tym pomóc?

Jak wynika z badań Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, niemal połowa firm działających za granicą prowadzi biznes w co najmniej trzech krajach[5]. Wielu polskich przedsiębiorców uważa, że ekspansja zagraniczna to warunek pomyślnego rozwoju firmy, dlatego decydują się na coraz odważniejsze działania. Przykładem może być Mikomax Smart Office, firma rodzinna, która 50% swojej sprzedaży – wysokiej jakości nowoczesnych systemów i mebli biurowych – realizuje za granicą. Produkty firmy zostały docenione przez światowych gigantów w Polsce i na arenie międzynarodowej, np. EY, Marks & Spencer czy Qatar Airlines. „Jesteśmy obecni na kilkudziesięciu rynkach świata, m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Holandii. Zawsze staramy się podkreślać, że nasze meble produkujemy w Polsce i to stąd pochodzą wszystkie nasze innowacje i projekty. Z perspektywy niemal 25 lat obecności na rynku widzimy, że strategia promująca polskość naszej marki się opłaciła, przyczyniając się zarówno do sukcesu krajowego, jak i międzynarodowego“, mówi Zuzanna Mikołajczyk, dyrektor ds. handlu i marketingu Mikomax Smart Office. Na podbicie rynków zagranicznych nie ma jednak jednolitej recepty. Większość polskich przedsiębiorców swoją ekspansję zaczyna od państw „bezpiecznych“, tzn. takich, które mają podobne regulacje prawne i kulturę biznesową.

Uczestnicy seminariów „Ekspansja zagraniczna polskich przedsiębiorstw”, zorganizowanych w kwietniu tego roku przez Baker Tilly, mogli usłyszeć, że polscy przedsiębiorcy wciąż najpewniej czują się w krajach sąsiednich, takich jak Niemcy, Czechy, czy Słowacja, a także w tzw. krajach starej Unii. Z raportu PARP wynika jednak, że wskaźniki eksportu dóbr i usług poza UE wciąż rosną, w przeciwieństwie do analogicznych wskaźników importu. Szczególnie mikroprzedsiębiorstwa sprzedają dziś więcej na rynkach pozaunijnych niż unijnych, wchodząc na wymagające, ale jednocześnie dość przyjazne inwestorowi zagranicznemu rynki, m.in. amerykański (gdzie ostatnio wzrósł eksport polskiej wieprzowiny) czy kanadyjski. Ciekawy i dochodowy może być również rynek chiński, pomimo wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego w ostatnich latach. Tutaj jednak pomóc może głównie znajomość miejscowego prawa, ale i posiadanie wiarygodnego partnera biznesowego. Na przykład zakładając w Zjednoczonych Emiratach Arabskich spółkę z o.o. musimy pamiętać, że 51% jej udziałów musi należeć do osoby, która jest obywatelem tego kraju (nie dotyczy to strefy wolnocłowej).

„Wejście na bardziej ryzykowne rynki wymaga dobrego przygotowania, ale zapewnia też wysokie stopy zwrotu. Polscy przedsiębiorcy powinni pamiętać, że poprzez wybór charakteru swojej działalności w danym kraju, od eksportu do tego kraju aż do założenia spółki, mogą zarządzać poziomem niepewności. Taka ekspansja wymaga też od menedżerów doświadczenia w zarządzaniu wielokulturowymi zespołami. Brak takich umiejętności może być źródłem porażki“, mówi Tomasz Taff, Dyrektor Doradztwa Strategicznego w Baker Tilly.

Czego nam brakuje?

Choć polskie firmy radzą sobie coraz lepiej za granicami kraju, tylko nieliczne branże i podmioty torują sobie drogę do podboju globalnych rynków w większej skali. Dlaczego tak jest? Na konkurencyjność polskiej gospodarki za granicą w dużej mierze wpływa jej innowacyjność. Jednak zdaniem ekspertów z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, którzy cyklicznie monitorują aktywność polskich firm w tym zakresie, nakłady firm na innowacje wciąż nie wzrastają w takim tempie jak za naszą zachodnią granicą. (choć pojawia się coraz liczniejsza grupa przedsiębiorstw, która staje w opozycji do tego trendu)[6]. Jest to jedną z głównych przeszkód w skutecznym wprowadzeniu swojego produktu lub usługi na globalne rynki. Brakuje też rozwiązań systemowych, które mogłyby wspomóc konkurencyjność polskich marek na arenie międzynarodowej. Według stanowiska opublikowanego przez Radę Podatkową Konfederacji Lewiatan, jesteśmy jedną z trzech gospodarek w Europie, gdzie nie istnieją żadne zachęty podatkowe dla inwestycji badawczo-rozwojowych[7]. Autorzy raportu „Wspólnie budujemy naszą zamożność”, opublikowanego przez Fundację Pomyśl o Przyszłości[8], dochodzą do podobnych wniosków. Proponują rozwiązania takie, jak premiowanie przedsiębiorców inwestujących w rozwój i obciążenie wyższymi podatkami tych, którzy skupiają się na konsumpcji zysku. Krytykują również nieprecyzyjność polskiego prawa gospodarczego i zachęcają do zmiany nawyków konsumenckich w kierunku większego patriotyzmu ekonomicznego.

„Naszymi wyborami często przyczyniamy się do rozwoju polskich firm, czyli polskiej gospodarki“,  podkreśla Ryszard Florek, współzałożyciel i prezes firmy FAKRO oraz założyciel Fundacji Pomyśl o Przyszłości. „Zagraniczne korporacje wchodząc na polski rynek czasami przez wiele lat dopłacają do sprzedaży. Firmy te nie dość, że posiadają korzyści z tytułu efektu skali i lepsze warunki do inwestowania w Polsce od rodzimych firm, to dysponują też wielokrotnie większym od polskich konkurentów kapitałem niezbędnym do zbudowania sieci dystrybucji, świadomosci marki na danym rynku, a tym samym powiększenia korzyści z tytułu efektu skali również w dystrybucji. Niska cena uwodzi konsumentów, dlatego wybierają produkty zagranicznych koncernów. To powoduje że polskim producentom ciężko jest się utrzymać na ich rodzimym rynku, a co dopiero zaistnieć za granicą. Gdyby polski konsument wspierał swoimi wyborami rodzime przedsiębiorstwa, pomógłby im zwiększyć efekt skali, obniżać koszty, pozwalając zainwestować także w ekspansję zagraniczną i innowacje. Jeśli będziemy stawiać, tak jak dziś, głównie na zagraniczny kapitał, to wkrótce przestaniemy się rozwijać i nigdy nie dogonimy Zachodu pod względem wzrostu gospodarczego, poziomu życia czy zarobków“, wyjaśnia.

 Razem można więcej

Coraz częściej mówi się także o tym, że współpraca oparta na wzajemnym zaufaniu może ułatwić konsolidację działań na rynkach innych niż polski. Niestety z badań Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, Rzetelnej Firmy oraz Uniwersytetu Vistula w Warszawie[9] wynika, że polscy przedsiębiorcy wykazują postawy świadczące o dużej nieufności w biznesie. Są często przekonani o nieuczciwości kontrahentów i nad wyraz ostrożni przy wchodzeniu w nowe relacje biznesowe. Ci, którzy nie dają się ponieść takim nastrojom, wygrywają walkę nawet o najbardziej wymagającego klienta.

Współpracując można zdziałać więcej, czego przykładem jest  spółka Appolonia, zrzeszająca ponad 19 podmiotów sadowniczych. „Firmy zrzeszone w konsorcjum dzięki koncentracji podaży są w stanie zaspokoić potrzeby lokalnych sieci handlowych oraz realizować duże zamówienia eksportowe. Wymiana doświadczeń i wzajemne wsparcie pozwoliło im lepiej przygotować się do wejścia na rynek chiński, promując swoją markę jako markę jabłek z Polski. Wolumen zamówień z Chin znacznie przewyższa możliwości produkcyjne pojedynczych spółek. Dopiero konsolidacja pozwala stać się wystarczająco dużym partnerem dla chińskiego odbiorcy”, komentuje Bartek Ziółek z firmy Amber Global Consulting, specjalizującej się w doradzaniu firmom, które chcą wejść na rynek chiński.

To zresztą nie pierwszy przypadek konsolidacji w tym sektorze: już wcześniej wysiłki polskich sadowników umożliwiły ominięcie rosyjskiego embarga, za sprawą zastąpienia jabłek koncentratem jabłkowym i zwiększenia jego podaży. Eksport rolno-spożywczy ma dobrą passę: analizy BZ WBK dla „Rzeszpospolitej“ mówią, że w 2016 r. nasze firmy mogą zarobić nawet 25 mld euro.

Wspierając rodzimy biznes

Rządy europejskich państw od dawna prowadzą aktywną politykę, wspierającą swoich przedsiębiorców za granicą. Polska również zaczyna tworzyć konkretne instrumenty wsparcia dla rodzimych przedsiębiorców. Bank Gospodarki Krajowej na początku 2015 r. powołał Fundusz Ekspansji Zagranicznej, którego celem jest finansowe wspieranie ekspansji polskich podmiotów na obcych rynkach. Mowa tu o kwotach od 5 do nawet 50 mln zł, dzięki którym łatwiej będzie uzyskać dostęp do surowców, podzespołów lub technologii, ulokować działalność bliżej nowych klientów, czy też po prostu przejąć marki swoich konkurentów. Pomocny może się okazać również fundusz ARP Venture, powołany przez Agencję Rozwoju Przemysłu z myślą o sektorze MŚP. Dzięki pomocy finansowej dla tzw. funduszy kapitału zalążkowego i wsparciu ze strony Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, możliwe będzie inwestowanie w innowacyjne i perspektywiczne projekty. Fundusz jest skłonny zainwestować nie tylko w „zalążek”, czyli proces zakładania i planowania działalności, ale również dostarczyć firmom kapitał potrzebny na wytworzenie pierwszych gotowych produktów.

Samo wsparcie finansowe nie wystarczy, jeśli państwo nie stworzy przyjaznych przedsiębiorcom rozwiązań systemowych. To myśl, która przyświeca pierwszej edycji Forum dla Wolności i Rozwoju Law4Growth, współorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą, Miasto Katowice, Instytut Wolności i Prawo dla Rozwoju. Przez ostatnich kilka miesięcy, we współpracy z ponad 50 kancelariami z krajów Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, eksperci Forum analizowali przepisy i rozwiązania, które sprawdziły się w państwach regionu i które można zaimplementować również w Polsce. Najciekawsze z nich zostaną przedyskutowane podczas blisko 20 specjalistycznych warsztatów z udziałem ponad 200 ekspertów, m.in. Stefana Kawalca – Ministra Finansów RP w latach 1992 – 1994, Jerzego Hausnera – członka Rady Polityki Pieniężnej, prof. Witolda Bieleckiego – Rektora Akademii Leona Koźmińskiego, Marcin Krupy – Prezydenta Miasta Katowice, Henryka Siodmoka – Prezesa Grupy Atlas, Ryszarda Florka – Prezesa Fakro, Mateusza Morawieckiego – Prezesa Banku Zachodniego WBK, Andrzeja Klesyka – Prezesa PZU, Izabeli Kloc – senatora RP, Henri Malosse – Przewodniczącego Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, Andrzeja Arendarskiego, Prezesa Krajowej Izby Gospodarczej i wielu innych. Wydarzenie ma na celu stworzenie szkiców konkretnych ustaw, które zostaną przedłożone Prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie i innym decydentom ustawodawczym w kraju. Wymiana doświadczeń w obrębie regionu pomoże w ustaleniu tego, które rozwiązania prawne tworzą najlepszy klimat dla rozwoju rodzimego biznesu oraz jego zagranicznej ekspansji.

Potrzebujemy zachęt do rozwoju, by móc myśleć o ekspansji: wprowadzenia ulg inwestycyjnych i jednolitego prawa w regionie środkowowschodnim. Rodzime globalne firmy, które mogą konkurować na rynku międzynarodowym, budują siłę gospodarki danego kraju. Jak pokazują przykłady Austrii, Szwecji, Holandii czy Szwajcarii, duża liczba przedsiębiorstw międzynarodowych pochodzących z danego kraju koreluje z wyższymi średnimi zarobkami jego obywateli. Firmy globalne, sprzedając wytworzone przez siebie dobra i usługi za granicę, powodują, że do Polski napływa kapitał, który stwarza przestrzeń do rozwoju i zaspokajania potrzeb społeczeństwa“, podsumowuje Michał Rybicki, współzałożyciel Forum Law4Growth.

[1] „Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce w latach 2013–2014”, PARP 2015
http://badania.parp.gov.pl/images/badania/ROSS_2013_2014.pdf

[2] http://www.mg.gov.pl/node/24927

[3] http://www.kuke.com.pl/prognoza_eksportu.php

[4] http://www4.rp.pl/Przemysl-spozywczy/310159823-Rekordowy-eksport-zywnosci.html

[5] „Jak konkurować na rynkach zagranicznych“, Fundacja Kronenbera przy Citi Handlowy, 2015

http://www.citibank.pl/poland/kronenberg/polish/files/badanie_nemc_2015.pdf

[6] Innowacyjna przedsiębiorczość w Polsce. Odkryty i ukryty potencjał polskiej innowacyjności, PARP 2015

http://badania.parp.gov.pl/files/74/75/76/479/22512.pdf

[7] „Bez ulgi na inwestycje w badania i rozwój nie zwiększymy konkurencyjności gospodarki”
http://www.radapodatkowa.pl/pl/a/Bez-ulgi-na-inwestycje-w-badania-i-rozwoj-nie-zwiekszymy-konkurencyjnosci-gospodarki

[8] Wspólnie budujemy naszą zamożność
http://www.pomysloprzyszlosci.org/raport/

[9] http://www2.krd.pl/Centrum-prasowe/Informacje-prasowe/2015/Firmy-z-polnocnego-zachodu-Polski-ufaja-najmniej

Bezpieczne zakupy w e-sklepie

Wedle przeprowadzanych w ostatnich latach badań rynku, już około 15 mln Polaków przynajmniej raz w życiu zrobiło zakupy przez Internet. Dawne obawy wirtualnych klientów zastępowane są przekonaniem o wygodzie, szybkim czasie i atrakcyjnych warunkach cenowych e-sprawunków. Sytuację nabywców poprawiła również obowiązująca od niemal roku nowa ustawa o prawach konsumenta, która zakłada m.in. konieczność posiadania przejrzystego regulaminu e-sklepu.

W związku z komputeryzacją i wirtualizacją życia codziennego, coraz większą popularnością cieszą się sklepy internetowe. Proponują nieograniczone możliwości zakupów, oferując różnorodne produkty i usługi. Jako że zawarcie takiej umowy kupna-sprzedaży odbywa się bez fizycznej obecności stron, ale za to przy pomocy różnorodnych instrumentów (tzw. aplikacji), które umożliwiają dokonanie wyboru produktu, jego kupna i ostatecznego sfinalizowania umowy, konieczne stało się zastosowanie szczególnych wymagań w tym zakresie.

Aktualnie obowiązująca ustawa wprowadziła do przepisów dotychczas obowiązującego prawa liczne udogodnienia dla klientów i jednocześnie nałożyła na podmioty prowadzące sklepy internetowe wiele zadań – w tym obowiązek dostosowania regulaminu do nowego stanu prawnego – mówi Adam Puchacz, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu.

Regulamin zgodny z zasadami

Regulamin sklepu internetowego powinien być zgodny z aktualnym stanem prawnym. Jednak mimo upływu dość długiego czasu od wejścia w życie ustawy o prawach konsumenta, wciąż często mają miejsce przypadki niedostosowania regulaminu do aktualnie obowiązujących przepisów.

Po pierwsze, dzięki ustawie większe są obowiązki informacyjne sprzedawców wobec konsumentów. Klienci powinni uzyskać wszelkie informacje dotyczące przedmiotu umowy najpóźniej do chwili wyrażenia woli związania się umową. Informacje w języku polskim powinny być przekazane w sposób jasny, zrozumiały i niewprowadzający w błąd. Istotnym punktem regulaminów powinny być również dokładnie określone prawa konsumenta, w tym prawo odstąpienia od umowy wraz z procedurą takiego postępowania. Co ważne, wszelkie informacje dotyczące transakcji, w tym regulamin sklepu, muszą zostać przedstawione konsumentowi na trwałym nośniku, takim jak wydruk, nagrana płyta CD lub pendrive. Nie może to nastąpić później niż w chwili dostarczenia produktu lub przed rozpoczęciem świadczenia usługi.

Zwiększone obowiązki informacyjne przejawiają się również w dokładnym opisaniu przedmiotu umowy. – Sprzedawca musi podać główne cechy świadczenia (z uwzględnieniem przedmiotu świadczenia oraz sposobu porozumiewania się z konsumentem), swoje dane (np. adres, numer telefonu), łączną cenę za świadczenie (lub sposób, w jaki cena zostanie ustalona) oraz informacje dotyczące sposobu zapłaty, terminu realizacji i czasu trwania umowy – mówi Adam Puchacz z kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu. – Oczywiście liczba kryteriów, które należy podać zależna jest od przedmiotu umowy – dodaje ekspert.

Najważniejsze zmiany na korzyść klienta

Ustawa o prawach konsumenta wprowadziła szereg zmian, które sprzedawca powinien uwzględnić we własnym regulaminie. Poniżej wymieniamy najważniejsze z nich.

Odstąpienie od umowy

Wydłużony został termin na odstąpienie konsumenta od umowy bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów takiego odstąpienia. Wyjątkiem są wydatki takie, jak wybrany przez klienta koszt sposobu dostarczenia rzeczy czy zapłata za świadczenia spełnione do chwili odstąpienia od umowy. Obecnie termin na odstąpienie od umowy wynosi 14 dni.

Odesłanie towaru

Koszt odesłania towaru, np. w razie odstąpienia od umowy, ponosi kupujący. Oczywiście możliwe jest odrębne uregulowanie powyżej kwestii między stronami w drodze umowy.

Reklamacje

Istotną zmianą jest przemodelowanie procedury reklamacyjnej. Zmiana wiąże się z wadliwością towaru. Szczególnie ważnym jest wydłużenie z 6 do 12 miesięcy okresu domniemania, że wada towaru występowała już podczas jego wydania.

Stosowanie poprzedniego regulaminu

W uaktualnionym regulaminie powinien znaleźć się zapis, iż do umów zawartych przed dniem wejścia w życie ustawy o prawach konsumenta stosuje się przepisy, które obowiązywały w momencie zawarcia umowy.

Kara grzywny

Ustawodawca umożliwia karanie przedsiębiorców, którzy nie spełniają wymagań dotyczących udzielenia informacji lub wydania dokumentów poprzez możliwość nałożenia na nich grzywny w wysokości do 5.000 zł.

Uwaga na klauzule niedozwolone

Podczas tworzenia regulaminu, należy zwrócić szczególną uwagę na jego zgodność z obowiązującym prawem. Bardzo często jego naruszenie polega na zamieszczaniu formuł, które określane są jako tzw. klauzule niedozwolone (klauzule abuzywne). Są to postanowienia, które nie zostały indywidualnie uzgodnione z konsumentem i które kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interes. Skutkiem wystąpienia takiej formuły jest jej niewiążący charakter.

Rejestr klauzul niedozwolonych prowadzony jest przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W razie stwierdzenia, iż dany zapis umowy (regulaminu) narusza interes konsumenta, Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Warszawie wydaje wyrok, na podstawie którego wpisywany jest on do publicznego rejestru, dostępnego dla każdego (na stronie https://uokik.gov.pl/). – Mnogość klauzul sprawia, że nie jest możliwe przytoczenie ich wszystkich, jednak należy zdawać sobie sprawę, iż w rejestrze bardzo często znajdują się wpisy postanowień, które pojawiają się w większości regulaminów tworzonych na bazie wzorów internetowych bez uprzedniej konsultacji z prawnikiem – tłumaczy ekspert kancelarii JKP Adwokaci.

Przykładowe klauzule niedozwolone:

„Zwracany towar nie może nosić śladów użycia i musi posiadać nienaruszone oryginalne opakowanie. Razem ze zwracanym produktem należy przesłać kopię faktury.”

„Artykuły zamówione przez stronę www i odebrane osobiście nie podlegają zwrotowi.”

„Składając reklamację, Kupujący powinien dostarczyć reklamowany towar należycie zapakowany, wraz z wszelkimi dokumentami wydanymi przy zakupie towaru.”

Polacy rejestrują coraz więcej „anglików”

Od przeszło dwóch miesięcy można w Polsce zarejestrować tzw. anglika. Z dniem 15 sierpnia br. weszło w życie rozporządzenie Ministra Infrastruktury i Rozwoju, które zezwoliło na rejestrację pojazdów z kierownicą zamontowaną po prawej stornie bez konieczności jej przenoszenia. Czy zniesienie tego dotychczasowego wymogu sprawiło, że Polacy zaczęli chętniej sprowadzać auta z Wielkiej Brytanii i Irlandii?Vauxhall Insignia Hatchback

Zmiana przepisów wymuszona przez Unię Europejską

Władze państwowe od samego początku odnosiły się bardzo krytycznie do możliwości rejestracji „anglików” bez tzw. przekładki, czyli dokonania zmiany położenia układu kierowniczego. Niechęć wobec takiej możliwości argumentowano przede wszystkim względami bezpieczeństwa (np. problem z wyprzedzaniem na typowej w polskich warunkach drodze z jednym pasem ruchu w każdym kierunku) i nieprzystosowaną infrastrukturą (np. obsługa szlabanów i bramek autostradowych).

Zmianę w tym względzie przyniosło orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z marca 2014 roku. Wymusiło ono nowelizację przepisów, gdyż – jak stwierdzono – dotychczasowy wymóg przeniesienia kierownicy był niezgodny z unijnym prawem i zarazem ograniczał swobodę przepływu towarów wewnątrz UE. We wrześniu 2014 roku w resorcie infrastruktury ruszyły prace legislacyjne nad zmianą uregulowań prawnych, które ostatecznie zakończono 31 lipca br. opublikowaniem w Dzienniku Ustaw stosownych rozporządzeń.

Ile kosztuje dostosowanie „anglika” do ruchu prawostronnego?

Zgodnie z nowymi przepisami pojazd wyposażony w kierownicę po prawej stronie może zostać zarejestrowany pod warunkiem, że zostanie odpowiednio dostosowany do ruchu prawostronnego i poruszania się po polskich drogach. Najważniejsze są w tym względzie trzy elementy: przednie reflektory (i ewentualnie przeniesienie tylnego światła przeciwmgielnego na lewą stronę), lusterka wsteczne i zegary pokazujące prędkość w kilometrach (a nie milach) na godzinę.

Jak obliczono, takie przeróbki mogą wiązać się z wydatkiem od 700 do 1,5 tys. złotych. Oznacza to dużą oszczędność, gdyż koszt wymaganego dotąd przełożenia układu kierowniczego z prawej strony na lewą i dostosowania innych elementów waha się od 5 do 10 tys. złotych w zależności od modelu pojazdu.

Jak kształtują się pozostałe opłaty związane z rejestracją „anglików”? Za wydanie dowodu rejestracyjnego w wydziale komunikacji urzędu gminy zapłacimy tyle samo, jak w przypadku „europejczyków”, czyli 256 złotych. Koszt obowiązkowego ubezpieczenia OC jest natomiast w pełni uzależniony od firmy ubezpieczeniowej i przez to bardzo zróżnicowany. Niektóre agencje podnoszą cenę polisy dla „anglików” nawet trzykrotnie, ale można znaleźć też takiego ubezpieczyciela, który oferuje jednakową cenę zarówno dla typowych pojazdów z kierownicą po lewej stronie, jak i tych w wersji angielskiej.

Niewielki, ale systematyczny wzrost zainteresowania rejestracją „anglików”

Chociaż od momentu zmiany przepisów nie zaobserwowano wielkiego boomu w sprowadzaniu aut z Wielkiej Brytanii i Irlandii, to jednak z dnia na dzień systematycznie zwiększa się zainteresowanie ich rejestracją. Eksperci rynku motoryzacyjnego zauważają, że na największych stronach motoryzacyjnych pojawia się coraz więcej ogłoszeń dotyczących sprzedaży „anglików”.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nasi wykwalifikowani tłumacze przysięgli zaobserwowali wzrost zleceń na przekłady dokumentów samochodowych – mówi przedstawiciel Biura Tłumaczeń 123tłumacz.pl. Największą grupę w obrębie tego rodzaju dokumentacji stanowią dowody rejestracyjne, akty własności, certyfikaty kontroli technicznej i karty pojazdów pochodzących z Wielkiej Brytanii i Irlandii. To pokazuje, że rośnie zapotrzebowanie na profesjonalne tłumaczenia przysięgłe w związku z wprowadzoną niedawno możliwością zarejestrowania samochodów z kierownicą po prawej stronie – dodaje ekspert.

Analitycy rynku motoryzacyjnego zauważyli, że dotąd z Wysp Brytyjskich sprowadzano najczęściej samochody marki Land Rover. Praktyka pokazała, że przeniesienie w nich kierownicy z prawej na lewą stronę nie stanowiło większego kłopotu i było stosunkowo tanie. Okazuje się, że zmiana przepisów przyniosła również zmianę preferencji klientów z Polski. Obecnie wśród używanych „anglików” najbardziej poszukiwane są średnio 10-letnie samochody, głównie produkcji niemieckiej – Volkswagen, Audi, Opel i BMW. Eksperci przekonują, że można je kupić nawet o 8–10 tys. złotych taniej w porównaniu do tych, które są dostępne na rynku europejskim. Należy jednak pamiętać, że sprowadzenie samochodu z Wysp Brytyjskich to dość skomplikowana operacja, która ze względu na duży dystans do pokonania może kosztować nawet 3 tys. złotych. Oznacza to, że cena tej usługi staje się nawet trzykrotnie wyższa, niż w przypadku „ściągnięcia” używanego auta z Niemiec czy Francji.

Źródło: Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl

APS Energia czeka na otwarcie rynku irańskiego, chce też otworzyć spółkę w Stanach Zjednoczonych

CEO Magazyn Polska

Zajmująca się produkcją i instalacją przemysłowych systemów zasilania awaryjnego APS Energia jeszcze w tym roku utworzy spółki zależne w Turcji, dzięki którym będzie obsługiwać od przyszłego roku rynek irański. Trwają także intensywne prace nad wejściem na rynek amerykański, który ma szczególny potencjał. Ocenia się, że do 2018 roku rynki europejski i amerykański wygenerują aż 45 proc. przychodów firm produkujących przemysłowe awaryjne systemy zasilania.

Jeszcze w tym roku planujemy otworzyć spółki w Turcji. W związku z potencjalnym otwarciem rynku irańskiego w styczniu przyszłego roku i dołączeniem irańskich banków do systemu SWIFT obsługiwalibyśmy ten rynek poprzez spółki w Turcji – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Szewczyk, prezes zarządu APS Energia. – Jeśli to nie byłoby możliwe, planujemy otworzyć organizację APS Energia w Dubaju.

Jak dodaje, spółka intensywnie pracuje nad wejściem na rynek amerykański. W tym momencie trwa proces certyfikacji urządzeń w systemie UL.

Analizując inwestycje w nafcie i gazie, niewątpliwie w polu naszych zainteresowań będzie Bliski Wschód i oczywiście Ameryka Północna – Stany Zjednoczone i Kanada – wymienia prezes APS Energia – Ale nie uciekamy od obecności na rynkach zachodnich. Są tam pewne problemy związane z barierą wejścia na te rynki, ale mam nadzieję, że sobie z tym poradzimy – dodaje.

Według danych z raportu Frost & Sullivan coraz więcej firm będzie inwestować w przemysłowe zasilacze awaryjne, które ograniczają braki w dostawach energii. Światowy rynek wyceniany jest na 1,13 mld dol., a do 2018 roku ma być warty 1,38 mld dol.

Raport Frost & Sullivan wskazuje, że właśnie z powodu niskiego zasilania i braku w jego dostawach europejskie firmy tracą nawet do 150 mld euro rocznie. W Stanach Zjednoczonych jest to nawet 188 mld dol. rocznie. Do 2018 roku rynki europejski i amerykański będą generowały 45 proc. zapotrzebowania na przemysłowe systemy awaryjnego zasilania, zaś region Azji i Pacyfiku 26 proc.

Firma APS Energia już teraz działa na wielu zagranicznych rynkach. W wielu przypadkach poprzez filie, partnerów handlowych, ale także poprzez spółki zależne: OOO APS Energia RUS, APS Energia Caucasus LLC działająca w Azerbejdżanie, TOO APS Energia Kazachstan, APS Energia Czech s.r.o. oraz OOO APS Energia Ukraina.

W Rosji spółka APS Energia ma 10 proc. udziału w całym rynku, który wart jest nawet 500 mln zł rocznie. W 2015 roku całkowity eksport APS Energia powinien osiągnąć około 50 proc. przychodów.

Eksport w tym roku nie stanowi tak dużej wartości jak chociażby w roku poprzednim. Wynika to z tego, że w Polsce jest teraz bardzo dużo inwestycji w energetyce i zarówno APS Energia w dziedzinie systemów zasilania, jak i nasza spółka portfelowa ENAP SA mają bardzo dobre wyniki i dużo projektów do zrealizowania – wyjaśnia Piotr Szewczyk.

Szacunkowa wartość polskiego rynku zasilania awaryjnego waha się w zależności od roku między 25 a 40 mln zł. W ostatnich latach oscyluje jednak wokół górnej granicy, głównie z powodu apogeum inwestycji w dużej energetyce systemowej.

Złoty umocni się po wyborach. Reformy w Chinach i opóźnienie podwyżki stóp w USA powinny wesprzeć polską walutę

CEO Magazyn Polska

Odsunięcie podwyżek stóp procentowych w USA oraz reformy gospodarcze zapowiadane przez chińskie władze powinny w najbliższych tygodniach wspomagać waluty rynków wschodzących. W tej grupie znajduje się także polski złoty, który jest jednak dodatkowo obarczony czynnikiem ryzyka politycznego. Po ogłoszeniu wyniku wyborów i strategii nowego rządu niepokój wokół złotego powinien zniknąć, gdyż obietnice wyborcze zwykle przegrywają z realiami ekonomicznymi.

– Wartość złotego obecnie kształtują trzy główne czynniki. Pierwszym jest tempo wzrostu gospodarczego na świecie, drugim polityka pieniężna Rezerwy Federalnej oraz ECB, a trzecim wybory parlamentarne w Polsce – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Boniecki, prezes zarządu Wspólnego Rynku, organizatora społecznościowej wymiany walut dla firm.

Polski złoty w dalszym ciągu zaliczany jest przez inwestorów do kategorii walut rynków wschodzących. Sprawia to, że wszelkie międzynarodowe zawirowania negatywnie odbijają się na jego wartości. Takim negatywnym czynnikiem były ostatnio chociażby pogarszające się dane płynące z chińskiej gospodarki.

– Chiny są importerem netto wielu surowców i ropy. Osłabienie importu spowodowało na tych rynkach spadek cen, który uderzył w gospodarki rynków wschodzących. Z kolei w USA wzrost gospodarczy spowodował ożywienie oczekiwań na wzrost stóp procentowych, co grozi wzrostem kosztów obsługi zadłużenia krajów rynków wschodzących – wyjaśnia Boniecki.

Z najnowszych danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynika, że w 2015 roku z rynków wschodzących odpłynie netto 540 mld dol. kapitału, co oznacza pierwszy ujemny bilans od lat 80. Dodatkowo MFW stwierdził, że firmy prywatne w tych krajach mają zadłużenie przekraczające bezpieczny poziom o 3 bln dol.

Z drugiej strony prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych uległo ostatnio przesunięciu na początek przyszłego roku. Powodem są zarówno gorsze od oczekiwań dane z tamtejszego rynku pracy i niska inflacja, jak i negatywny wpływ globalnego spowolnienia gospodarczego i zawirowań na rynkach finansowych.

– Ważne jest również to, że rząd Chin zapowiada też nowy pakiet reform, który ma uchronić ten kraj przed spadkiem wzrostu gospodarczego. Te zapowiedzi i oczekiwania, jeżeli się zmaterializują, a myślę, że prawdopodobieństwo realizacji takiego scenariusza jest obecnie relatywnie wysokie, to mogą uchronić rynki wschodzące od dalszego odpływu kapitału – ocenia prezes firmy Wspólny Rynek.

Realizację tegorocznych celów gospodarczych chińskich władz wspierają ostanie prognozy banku Goldman Sachs i Deutsche Banku. Taki scenariusz byłby pozytywny dla notowań polskiej waluty, która w przeciągu najbliższych tygodni może zyskać na wartości. Pozytywnym czynnikiem będzie także rozstrzygnięcie wyborów parlamentarnych i zmniejszenie presji związanej z niepewnością dotyczącą polityki gospodarczej nowego rządu.

– W tej chwili panuje duża niepewność związana z wieloma obietnicami wyborczymi, które padają z ust różnych partii. To powoduje wzrost ryzyka wokół naszego kraju – twierdzi Boniecki.

Dlatego jego zdaniem polski złoty praktycznie w ogóle nie wziął udziału w ostatnim umocnieniu walut rynków wschodzących i na tle chociażby węgierskiego forinta czy czeskiej korony pozostaje w ostatnich dniach relatywnie słaby. Powodem są właśnie nadchodzące wybory.

– Zmniejszenie tej niepewności i podanie większej liczby konkretów na temat przyszłej polityki nowego rządu rozwieje wiele wątpliwości i zmniejszy tę niepewność, co może dobrze wpłynąć na złotego – podsumowuje Boniecki.

Michael Page: Nadchodzą dobre czasy dla firm zawodowo rekrutujących pracowników dla innych podmiotów

CEO Magazyn Polska

Już 14,7 proc. pracodawców deklaruje zwiększenie poziomu zatrudnienia w ciągu najbliższych 3 miesięcy – wynika z raportu „Barometr Rynku Pracy 4”. Rosnący popyt na pracowników stwarza pole do rozwoju dla firm wyspecjalizowanych w prowadzeniu rekrutacji, takich jak Page Group. Grupa świadczy swoje usługi na wszystkich szczeblach zawodowych – począwszy od absolwentów, a skończywszy na wyższej kadrze menadżerskiej.  

– Warszawskie biuro otworzyliśmy jako pierwsze w Polsce w 2005 roku. To były nasze początki. Z drugiej strony jesteśmy firmą globalną, która działa na rynku już niemal 40 lat. Know-how, z którym weszliśmy, rzeczywiście pozwolił nam osiągnąć wiele sukcesów w stosunkowo krótkim czasie – mówi Paweł Wierzbicki, dyrektor w Michael Page, jednym z trzech brandów Page Group w Polsce.

Mimo kryzysu, który przypadł na pierwsze lata działalności w Polsce, firma Michael Page skutecznie obsłużyła blisko 2 tysiące organizacji, zarówno z kapitałem krajowym, jak i firm międzynarodowych, mających w Polsce swoje oddziały.

– Dzisiaj mamy biura w Warszawie, Katowicach i we Wrocławiu. Planujemy też otwarcie kolejnych, ale jeszcze nie mogę podać szczegółów. Zatrudniamy już kilkudziesięciu konsultantów w kilkunastu dywizjach i z dużą nadzieją patrzymy w przyszłość – tłumaczy Wierzbicki.

W ocenie dyrektora Michael Page Polska jest dla firm z branży rekrutacyjnej bardzo atrakcyjnym miejscem. W porównaniu do innych europejskich państw rynek ten cechuje się stabilną gospodarką i dynamicznym wzrostem.

– Cały polski rynek rekrutacyjny będzie rósł. Obserwujemy, że za granicą, we Francji czy w Niemczech, firmom rekrutacyjnym powierza się w zasadzie około 45 proc. rekrutacji w gospodarce. W Polsce jest to około 20 proc., takie są szacunki – prognozuje Wierzbicki.

Michael Page International rozpoczął swoją działalność w Polsce od świadczenia usług rekrutacji finansowo-księgowych. Oprócz tego spółka zajmuje się procesem rekrutacji dla instytucji finansowych, banków czy w obszarze sprzedaży i marketingu, zakupów i logistyki. Dodatkowo od dwóch lat obsługiwane są także spółki z sektora IT.

– Jeżeli chodzi o nasz zakres usług, to dziś jest to pozyskiwanie i selekcja. Mamy dość unikalny i ciekawy model biznesowy, ponieważ oprócz tych specjalizacji merytorycznych, mamy także trzy brandy w Polsce – wyjaśnia dyrektor Michael Page International.

Pierwszą z marek jest Page Personnel – zajmująca się rekrutacjami na poziomie specjalistycznym. Usługami tego typu objęci są głównie absolwenci uczelni wyższych z co najmniej rocznym doświadczeniem zawodowym. Po kilku latach zdobywania doświadczeń zawodowych i przejściu na szczebel menedżerski trafiają pod opiekę zespołu Michael Page.

– Kiedy pracownik dochodzi do najwyższych pozycji zarządczych, wchodzi pod skrzydła naszego zespołu Page Executive. Dzisiaj mamy trzy brandy w Polsce, trzy biura i grupę kilkudziesięciu konsultantów – dodaje Wierzbicki.

Michael Page to międzynarodowa spółka z główną siedzibą w Wielkiej Brytanii. Firma została założona w 1976 roku. Obecnie osiąga przychody przekraczające 1 miliard funtów rocznie. Akcjami spółki można handlować na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych (LSE).

Nowa zapora na Wiśle zwiększy bezpieczeństwo energetyczne i przeciwpowodziowe Polski

CEO Magazyn Polska

Budowa drugiego stopnia wraz z elektrownią wodną na Wiśle, a docelowo postulowana przez ekspertów kaskada Dolnej Wisły znacząco zwiększą bezpieczeństwo energetyczne i przeciwpowodziowe. Budowa II stopnia wodnego w okolicach Ciechocinka mogłaby się rozpocząć w ciągu 3 lat od uzyskania prawomocnej decyzji środowiskowej. Jest ona bardzo ważna dla regionu Kujaw i Pomorza, którym przyniesie wiele korzyści gospodarczych i społecznych.

– Projekt stworzenia drugiego stopnia na Wiśle jest obecnie na etapie procedury środowiskowej. Raport o oddziaływaniu inwestycji na środowisko został złożony w lutym tego roku w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Do końca października złożymy uzupełnienie i jeszcze w tym roku powinna zostać wydana decyzja, która umożliwi rozpoczęcie etapu projektowania. Ukończenie budowy II stopnia na Wiśle jest możliwe w ciągu 9-10 lat od uzyskania prawomocnej decyzji środowiskowej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Granatowicz, dyrektor Projektu Wisła w Energa Invest SA.

Planowany drugi stopień wodny ma być zlokalizowany w miejscowości Siarzewo koło Ciechocinka, około 30 km od Włocławka, gdzie znajduje się pierwsza zapora na Wiśle. Według planów powstanie tam elektrownia wodna o mocy ok. 80 MW, co pozwoli na wyprodukowanie nawet 350-400 GWh zielonej energii rocznie.

Cel drugi to bezpieczeństwo Doliny Włocławsko-Ciechocińskiej. Na tym odcinku będziemy mieli pełne bezpieczeństwo powodziowe. Dzięki podniesieniu poziomu wody o 3 metry poprawi się także bezpieczeństwo zapory i elektrowni wodnej we Włocławku, której stabilność może być zagrożona – wskazuje Granatowicz.

Inne ważne korzyści to poprawa stabilności i bezpieczeństwa krajowego systemu energetycznego. W sierpniu 2015 r. z uwagi na wielodniową falę upałów PSE na kilka dni wprowadziło najwyższy, 20. poziom zasilania, który oznacza rosnące ryzyko wystąpienia krytycznej awarii krajowego systemu elektroenergetycznego (blackoutu). Efektywne działanie polskich elektrowni było zagrożone, ponieważ poziom wody w rzekach był zbyt niski.

Działająca elektrownia wodna we Włocławku o mocy 160 MW ma zawartą umowę na podniesienie czterech elektrowni systemowych: Pątnowa, Adamowa, Konina i Bełchatowa. Według Polskich Sieci Elektroenergetycznych jest ona ważnym elementem bezpieczeństwa energetycznego Polski. Powstanie drugiego takiego źródła – jak stopień i elektrownia w Siarzewie – dodatkowo poprawi sytuacje na tym obszarze – twierdzi dyrektor Energa Invest SA.

II stopień na Wiśle wraz z elektrownią wodną w pobliżu Ciechocinka będzie nie tylko pozytywnym impulsem dla energetyki i przemysłu w dolnej części Wisły, lecz także ważnym wsparciem dla rolnictwa. Obecnie na terenie Kujaw poważnym problemem jest niedobór wody. Skutkuje to stepowieniem dużych obszarów, co prowadzi do spadku jakości gleb i dalszych niekorzystnych zmian w ekosystemach.

– Oczywiście inwestycja pozwoli niwelować też takie sytuacje, jakie wystąpiły w tym roku m.in. na Wiśle, czyli obniżenie poziomu wody do rzadko spotykanych stanów. Trzeba pamiętać, że niesie to ze sobą wiele negatywnych skutków, a odpowiednie zagospodarowania Wisły pozwala temu przeciwdziałać – mówi dyrektor Granatowicz.

Funkcjonująca zapora we Włocławku oraz planowany II stopień w okolicy Ciechocinka wpisują się w postulowaną przez ekspertów koncepcję budowy kaskady na Wiśle. Byłby to system kilku kolejnych stopni wodnych, który podniesie poziom wody na rzece i tym samym umożliwi jej wszechstronne wykorzystanie, m.in. do żeglugi, nawodnień rolniczych czy produkcji energii. Taka kaskada na Dolnej Wiśle mogłaby przynieść ogromne korzyści gospodarcze, środowiskowe i społeczne. Jako przykład może posłużyć polityka UE w dziedzinie transportu, która premiuje zwiększenie udziału alternatywnych rodzajów transportu wobec drogowego. Biała księga KE ds. transportu z 2011 r. zawiera cel w postaci przeniesienia do 2050 r. 50 proc. transportu towarów na dalekie odległości z dróg na inne rodzaje transportu. Budowa kaskady na Wiśle w kontekście europejskiej polityki transportowej jest zatem koniecznym minimum.

Dzięki wspomnianej kaskadzie na Wiśle powstanie droga wodna klasy międzynarodowej, która pozwoli na przeniesienie dużej części transportu drogowego na wodę. Oczywiście tego typu inwestycja to ważny gospodarczo i strategicznie dla Polski projekt. Jednym z jego pozytywnych skutków będą miejsca pracy. Eksperci szacują, że na stałe, oprócz etapu budowy, co najmniej 10 tys. osób będzie miało zatrudnienie tylko przy obsłudze gospodarczej portów, które się rozwiną, stoczni, oraz całego przemysłu transportowo-wytwórczego – wymienia Granatowicz.

J. Granatowicz (Energa Invest): Nowa zapora na Wiśle zwiększy bezpieczeństwo energetyczne i przeciwpowodziowe Polski

CEO Magazyn Polska

Budowa drugiego stopnia wraz z elektrownią wodną na Wiśle, a docelowo postulowana przez ekspertów kaskada Dolnej Wisły znacząco zwiększą bezpieczeństwo energetyczne i przeciwpowodziowe. Budowa II stopnia wodnego w okolicach Ciechocinka mogłaby się rozpocząć w ciągu 3 lat od uzyskania prawomocnej decyzji środowiskowej. Jest ona bardzo ważna dla regionu Kujaw i Pomorza, którym przyniesie wiele korzyści gospodarczych i społecznych.

– Projekt stworzenia drugiego stopnia na Wiśle jest obecnie na etapie procedury środowiskowej. Raport o oddziaływaniu inwestycji na środowisko został złożony w lutym tego roku w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Bydgoszczy. Do końca października złożymy uzupełnienie i jeszcze w tym roku powinna zostać wydana decyzja, która umożliwi rozpoczęcie etapu projektowania. Ukończenie budowy II stopnia na Wiśle jest możliwe w ciągu 9-10 lat od uzyskania prawomocnej decyzji środowiskowej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Janusz Granatowicz, dyrektor Projektu Wisła w Energa Invest SA.

Planowany drugi stopień wodny ma być zlokalizowany w miejscowości Siarzewo koło Ciechocinka, około 30 km od Włocławka, gdzie znajduje się pierwsza zapora na Wiśle. Według planów powstanie tam elektrownia wodna o mocy ok. 80 MW, co pozwoli na wyprodukowanie nawet 350-400 GWh zielonej energii rocznie.

Cel drugi to bezpieczeństwo Doliny Włocławsko-Ciechocińskiej. Na tym odcinku będziemy mieli pełne bezpieczeństwo powodziowe. Dzięki podniesieniu poziomu wody o 3 metry poprawi się także bezpieczeństwo zapory i elektrowni wodnej we Włocławku, której stabilność może być zagrożona – wskazuje Granatowicz.

Inne ważne korzyści to poprawa stabilności i bezpieczeństwa krajowego systemu energetycznego. W sierpniu 2015 r. z uwagi na wielodniową falę upałów PSE na kilka dni wprowadziło najwyższy, 20. poziom zasilania, który oznacza rosnące ryzyko wystąpienia krytycznej awarii krajowego systemu elektroenergetycznego (blackoutu). Efektywne działanie polskich elektrowni było zagrożone, ponieważ poziom wody w rzekach był zbyt niski.

Działająca elektrownia wodna we Włocławku o mocy 160 MW ma zawartą umowę na podniesienie czterech elektrowni systemowych: Pątnowa, Adamowa, Konina i Bełchatowa. Według Polskich Sieci Elektroenergetycznych jest ona ważnym elementem bezpieczeństwa energetycznego Polski. Powstanie drugiego takiego źródła – jak stopień i elektrownia w Siarzewie – dodatkowo poprawi sytuacje na tym obszarze – twierdzi dyrektor Energa Invest SA.

II stopień na Wiśle wraz z elektrownią wodną w pobliżu Ciechocinka będzie nie tylko pozytywnym impulsem dla energetyki i przemysłu w dolnej części Wisły, lecz także ważnym wsparciem dla rolnictwa. Obecnie na terenie Kujaw poważnym problemem jest niedobór wody. Skutkuje to stepowieniem dużych obszarów, co prowadzi do spadku jakości gleb i dalszych niekorzystnych zmian w ekosystemach.

– Oczywiście inwestycja pozwoli niwelować też takie sytuacje, jakie wystąpiły w tym roku m.in. na Wiśle, czyli obniżenie poziomu wody do rzadko spotykanych stanów. Trzeba pamiętać, że niesie to ze sobą wiele negatywnych skutków, a odpowiednie zagospodarowania Wisły pozwala temu przeciwdziałać – mówi dyrektor Granatowicz.

Funkcjonująca zapora we Włocławku oraz planowany II stopień w okolicy Ciechocinka wpisują się w postulowaną przez ekspertów koncepcję budowy kaskady na Wiśle. Byłby to system kilku kolejnych stopni wodnych, który podniesie poziom wody na rzece i tym samym umożliwi jej wszechstronne wykorzystanie, m.in. do żeglugi, nawodnień rolniczych czy produkcji energii. Taka kaskada na Dolnej Wiśle mogłaby przynieść ogromne korzyści gospodarcze, środowiskowe i społeczne. Jako przykład może posłużyć polityka UE w dziedzinie transportu, która premiuje zwiększenie udziału alternatywnych rodzajów transportu wobec drogowego. Biała księga KE ds. transportu z 2011 r. zawiera cel w postaci przeniesienia do 2050 r. 50 proc. transportu towarów na dalekie odległości z dróg na inne rodzaje transportu. Budowa kaskady na Wiśle w kontekście europejskiej polityki transportowej jest zatem koniecznym minimum.

Dzięki wspomnianej kaskadzie na Wiśle powstanie droga wodna klasy międzynarodowej, która pozwoli na przeniesienie dużej części transportu drogowego na wodę. Oczywiście tego typu inwestycja to ważny gospodarczo i strategicznie dla Polski projekt. Jednym z jego pozytywnych skutków będą miejsca pracy. Eksperci szacują, że na stałe, oprócz etapu budowy, co najmniej 10 tys. osób będzie miało zatrudnienie tylko przy obsłudze gospodarczej portów, które się rozwiną, stoczni, oraz całego przemysłu transportowo-wytwórczego – wymienia Granatowicz.

Skomplikowane bariery prawne największą barierą rozwojową dla małych i średnich firm

CEO Magazyn Polska

W Polsce zarejestrowanych jest około 1,8 mln firm, z czego 99,8 proc. stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa. Ten sektor tworzy ponad 6 mln miejsc pracy i wytwarza blisko połowę polskiego PKB. Jak wynika z raportu czasopisma „My Company Polska”, sektor napotyka liczne bariery rozwoju, z których największą są skomplikowane regulacje prawne. Na kolejnych miejscach znalazły się wysokie koszty pracy, podatki i biurokracja.

Małe i średnie przedsiębiorstwa to jest fundamentalna sprawa dla każdej gospodarki, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. To są gazele gospodarki, przedsiębiorstwa sprytne, które wciskają się w takie obszary i nisze, co do których wielkie przedsiębiorstwo się nie wciśnie – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Jak zaznacza prof. Mączyńska, silny sektor MŚP jest podstawą zachowania zasady konkurencji, która nie pozwala na pełne zdominowanie rynku przez duże korporacje. To fundament gospodarki rynkowej. Cechą dobrze zarządzanej gospodarki jest istnienie systemu reguł prawnych, który wspiera działanie MSP.

Małe i średnie przedsiębiorstwa napotykają bariery w rozwoju. Z badania „Biznes a polityka” zrealizowanego na zlecenie czasopisma „My Company Polska” wynika, że tych barier rozwojowych jest wiele – zauważa prof. Mączyńska.

52 proc. małych i średnich firm wskazało, że największą z barier są niejasne reguły prawne.

Przedsiębiorstwa małe czują się dyskryminowane w związku z tym, jak w Polsce funkcjonuje prawo. Małe przedsiębiorstwa nie mogą sobie pozwolić na to, na co stać wielkie przedsiębiorstwa, a mianowicie na bardzo rozbudowaną profesjonalną obsługę prawną – wyjaśnia prezes PTE.

Skomplikowane otoczenie prawne, w którym funkcjonuje przedsiębiorstwo, przekłada się na wzrost kosztów zarządzania. Wynika to ze znacznych nakładów czasu i środków finansowych koniecznych do przebrnięcia przez szereg aktów prawnych.

W skrajnym przypadku te zawiłości prawa mogą prowadzić do upadłości. Wiele mamy takich przypadków, że przedsiębiorstwo wskutek niezrozumienia rozwiązań w VAT albo niewłaściwej ich interpretacji po latach muszą płacić ogromne odsetki, na które je nie stać. Wtedy dochodzi do upadłości – tłumaczy prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Blisko połowa małych i średnich przedsiębiorców wskazała, że rozwój biznesu w Polsce hamują wysokie koszty pracy i biurokracja. 42 proc. podkreśliło, że przeszkodą są wysokie podatki. Co trzeciemu przeszkadza uznaniowość interpretacji prawa.

W ocenie profesor Mączyńskiej w Europie przykładem modelowego wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw są Niemcy. Nasi zachodni sąsiedzi rozwinęli odpowiednie systemy pomocowe dla sektora w formie kredytów czy poręczeń majątkowych.

Charakterystyczne jest to, że w Niemczech istnieją do tej pory środki z Funduszu Marshalla, tyle lat po wojnie. Bo udziela się pomocy na zasadzie zwrotnej, czyli te pieniądze ciągle są wykorzystywane na pomoc, a równocześnie są zwracane – tłumaczy ekonomistka. – Moim zdaniem darowane jest nieszanowane i tym bardziej trzeba znaleźć środki pomocowe, które by mobilizowały przedsiębiorstwa do racjonalnych działań i odpowiedzialności.

Oprócz form wsparcia materialnego niemieckie przedsiębiorstwa mogą liczyć także na pomoc prawną. Przykładem jest instytut działający przy Uniwersytecie w Mannheim. Jednostka we współpracy z izbami handlowo-przemysłowymi zajmuje się badaniem barier rozwojowych, które napotyka rodzimy biznes, i pracują nad ich rozwiązaniem.

To jest też odpowiedź na pytanie, dlaczego Niemcom udaje się przeciwdziałać różnym nieprawidłowościom w gospodarce i dlaczego w stosunkowo niewielkim stopniu gospodarka niemiecka ucierpiała z powodu kryzysu globalnego. Dużą rolę w tym odgrywają właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa – podsumowuje prof. Elżbieta Mączyńska.

Ugoda coraz popularniejszym i bardziej skutecznym rozwiązaniem na rynku zarządzania wierzytelnościami

0

CEO Magazyn Polska

Tylko 2–3 proc. osób, które utraciły płynność finansową, jest w stanie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy spłacić swoje zobowiązania. Pozostała grupa przestaje regularnie spłacać zadłużenie. Uruchomienie procedury sądowej lub komorniczej wobec takich osób generuje dodatkowe koszty, więc szanse na spłatę zobowiązań jeszcze maleją. Dlatego firmy zarządzające wierzytelnościami starają się dążyć do ugody, która skutkuje np. rozłożeniem zobowiązań na mniejsze raty i wydłużeniem okresu spłaty.

Zarządzanie wierzytelnościami na przestrzeni lat bardzo się zmieniło. Dzisiaj polska branża zajmująca się obrotem bardzo stara się wpasować w trendy obecne już od wielu lat na rynkach zachodnich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Różycki z firmy Casus Finanse.

Ekspert zwraca uwagę na zmianę mentalności w postrzeganiu zadłużonej osoby. Dziś mowa jest raczej o konsumencie, który z różnych przyczyn stracił płynność finansową, a nie o osobie, która z pełną świadomością unika regulacji zaciągniętych zobowiązań.

Tym bardziej że na utratę możliwości wywiązania się z zaciągniętych zobowiązań wpływa wiele różnych czynników. Należą do nich m.in. utrata pracy, kwestie zdrowotne czy problemy rodzinne. Choć dłużnik nie ma obowiązku informowania o przyczynach trudnej sytuacji, to negocjator firmy zarządzającej wierzytelnościami wspiera konsumentów, którzy potrafią przyznać się do problemów i zadeklarować chęć współpracy.

– Naszym celem jest zbudowanie w społeczeństwie świadomości, że w nowoczesnym zarządzaniu wierzytelnościami najbardziej liczy się stały kontakt i współpraca między osobą, która ma problemy finansowe, a wierzycielem – wyjaśnia Różycki.

Najpopularniejszym narzędziem wykorzystywanym na polskim i europejskim rynku wierzytelności jest ugoda. Dzięki niej możliwe jest utrzymanie dobrego kontaktu pomiędzy stronami oraz możliwie szybkie doprowadzenie do zakończenia sprawy i spłaty zobowiązania.

Ugoda jest uniwersalna z dwóch powodów: zapewnia poczucie szacunku, godności, dzięki wywiązaniu się ze zobowiązania, a jednocześnie daje pewność, że tak długo, jak klient realizuje postanowienia ugody, nie spotka go żadna przykrość w postaci działań sądowych czy komorniczych – tłumaczy przedstawiciel Casus Finanse.

Z badań wynika, że ponad 90 proc. osób, które straciły płynność finansową, nie jest w stanie w krótkim czasie spłacić zadłużenia.

Przymuszanie sądowne czy egzekucyjne generuje tylko jeszcze wyższe koszty po stronie konsumenta, a nie przynosi nikomu tak naprawdę szybkiej korzyści. Tą szybką korzyścią dla obu stron jest ugoda. Daje gwarancję, daje bezpieczeństwo, ale też daje stabilizację branży – ocenia Krzysztof Różycki.

Koniecznym czynnikiem jest jednak dobra wola zadłużonego. W przypadku braku kontaktu z jego strony jedynym rozwiązaniem pozostaje ścieżka formalna, na drodze powództwa sądowego czy późniejszej egzekucji komorniczej.

Najważniejsze dla Grupy Casus Finanse, podobnie jak dla całej branży, jest nakłonienie i przekonanie wszystkich konsumentów, którzy mają problemy finansowe, do tego, że kontakt z wierzycielem to szansa na spokojne i najtańsze rozwiązanie problemu – zaznacza dyrektor operacyjny wrocławskiej firmy.

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez firmę Casus Finanse przeciętny polski dłużnik to mężczyzna w średnim wieku, a przeciętna kwota niespłaconego zobowiązania wynosi około 5900 zł.

Eksperci Casus Finanse przeanalizowali też wybraną pulę 33 tys. obsługiwanych spraw z sześciu kwartałów kończących się ugodą. Są to sprawy dotyczące zobowiązań finansowych wobec banków, firm pożyczkowych, telekomów i dostawców energii.

Jak wynika z analizy, najwięcej spraw kończących się ugodą dotyczy zobowiązań bankowych. Stanowią one 48 proc. wszystkich spraw doprowadzonych do ugody. Drugie miejsce zajmują firmy pożyczkowe, stanowiąc 40 proc. całości. Ugody związane ze zobowiązaniami wobec dostawców usług telefonicznych i energii mieszczą się w pozostałych 12 proc. Pokazuje to, że osoby ze zobowiązaniem dłużnym najchętniej decydują się na porozumienie z instytucjami, w których mają największe zaległości w spłacie – faktem jest bowiem, że sprawy z banków lub parabanków są najczęściej wyższe kwotowo niż zaległe rachunki za telefony czy energię.

Ruszyła nowa akcja w ramach programu Polskie Nadzieje Olimpijskie. Zebrane środki zostaną przeznaczone na rozwój młodych sportowców i pomoc dzieciom niepełnosprawnym

0

CEO Magazyn Polska

Do końca roku kupując określone produkty Procter & Gamble w sklepach sieci Eurocash oraz Piotr i Paweł, można wesprzeć młodych sportowców i rozwój dzieci chorych i niepełnosprawnych. Ambasadorką akcji została Otylia Jędrzejczak.

Polskie Nadzieje Olimpijskie to program prowadzony przez Polską Fundację Olimpijską przy PKOL oraz Fundację Polsat we współpracy z Procter & Gamble, Telewizją Polsat, PGNIG i Grey Group. Właśnie ruszyła nowa akcja na rzecz programu, trwająca do końca grudnia br., do której włączyli się także klienci P&G – firmy Eurocash i Piotr i Paweł.

Dzięki współpracy z firmami Eurocash, Procter & Gamble oraz Piotr i Paweł klienci, kupując wybrane produkty, będą wspierali akcję Polskie Nadzieje Olimpijskie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Włodzimierz Kleniewski, dyrektor Polskiej Fundacji Olimpijskiej. – Zebrane fundusze trafią do Polskiej Fundacji Olimpijskiej i Fundacji Polsat. W ciągu dwóch lat trwania programu przekazano 22 granty instytucjom, które organizują zajęcia sportowe dla dzieci i młodzieży w całej Polsce.

Program Polskie Nadzieje Olimpijskie wspiera nie tylko młodych sportowców, lecz także pomaga niepełnosprawnym i chorym dzieciom, dla których sport jest formą rehabilitacji i szansą na uczestnictwo w życiu publicznym.

Obecnie 20 proc. pieniędzy z programu trafia do dzieci niepełnosprawnych – zaznacza Krystyna Aldridge-Holc, prezes Fundacji Polsat. To już kolejny projekt, w którym współpracujemy z firmą Procter & Gamble – dodaje.

Procter & Gamble jest jednym z założycieli programu i od kilku lat angażuje się w inicjatywy związane ze sportem. Jako globalny partner Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego jest sponsorem Igrzysk Olimpijskich, podczas których prowadzi kampanię „Dziękuję Ci, Mamo”, mającą na celu nie tylko wsparcie sportowców, lecz także będącą ukłonem w stronę ich mam.

Zostaliśmy partnerem-współzałożycielem programu „Polskie Nadzieje Olimpijskie, bo jako firmie odpowiedzialnej społecznie zależy nam na tym, żeby wspierać młodych sportowców w rozwoju ich profesjonalnej kariery i żeby pomagać dzieciom poprzez sport w rehabilitacji – podkreśla Justyna Rymkiewicz, manager komunikacji korporacyjnej Procter & Gamble Polska.

W październiku ruszyła akcja na rzecz programu prowadzona w sklepach sieci Piotr i Paweł oraz Eurocash. Może dołączyć do niej każdy, kto do końca roku odwiedzi sklepy i kupi wybrane produkty marek P&G – produkty dla kobiet marki Always, Discreet, Naturella i Gillette Venus, pieluszki i chusteczki Pampers, produkty do pielęgnacji włosów Head & Shoulders, Pantene i Wella, środki do pielęgnacji tkanin Ariel, Bonux, Vizir, Lenor, Fairy, odświeżacze Ambi Pur, produkty dla mężczyzn Gillette i Old Spice, środki do higieny jamy ustnej Oral-B i Blend-a-med i produkty Duracell.

Znając potrzeby polskiego sportu i jego znaczenie w rozwoju dzieci niepełnosprawnych, postanowiliśmy nadać programowi większą skalę. Dlatego włączyliśmy w to naszych partnerów handlowych, chcieliśmy zaangażować również konsumentów i dać im możliwość włączenia się w sposób czynny we wspieranie polskiego sportu oraz dzieci i młodzieży, której sport potrzebny jest do rehabilitacji – tłumaczy Rymkiewicz.

– Programy takie jak ten zasługują na szczególną uwagę. Prosty mechanizm akcji (wystarczy kupić wybrane produkty w odpowiednim sklepie) pomoże dzieciom najbardziej utalentowanym w ich sportowym rozwoju, a one któregoś dnia sięgną po medale – mówi Otylia Jędrzejczak, ambasadorka programu. – Każdy może być częścią programu Polskie Nadzieje Olimpijskie. Kupując produkty, może pomóc spełnić zawodnikom ich marzenia o medalach – dodaje.

Polacy chętnie sięgają po leki bez recepty. Często jednak nie stosują się do zasad odpowiedzialnego samoleczenia

CEO Magazyn Polska

Polacy są zainteresowani samoleczeniem. Ponad 90 proc. Polaków co najmniej raz stosowało leki bez recepty. Niestety, większość pacjentów nie czyta ulotek albo nie zawsze stosuje się do zawartych w niej zaleceń. Dlatego Polski Związek Producentów Leków bez Recepty rozpoczął kampanię edukacyjną „Lecz się odpowiedzialnie”.

W samoleczeniu ważne są trzy zasady. Po pierwsze stosujemy leki bez recepty, które zawierają substancje czynne o udowodnionym wysokim profilu bezpieczeństwa stosowania. Po drugie leki te stosujemy w leczeniu problemów zdrowotnych, które są łatwe do zdiagnozowania. Po trzecie, na co pacjent ma największy wpływ, nie przedłużamy czasu terapii, czyli nie stosujemy leku dłużej niż to jest zalecane w ulotce. Jeżeli te zasady są stosowane, to ryzyka dla zdrowia w przypadku samoleczenia nie ma – mówi agencji Newseria Biznes Ewa Jankowska, prezes Polskiego Związku Producentów Leków Bez Recepty.

W 2014 roku wartość sprzedaży aptecznej według IMS Health wyniosła 8,975 mld zł, co oznacza wzrost o 2,9 proc. w stosunku do 2013 roku. Wartość segmentu produktów bez recepty w aptekach w 2014 r. osiągnęła 11,430 mld zł (liczone w cenach detalicznych brutto). Do sprzedaży tego segmentu zaliczane są leki OTC, suplementy diety, artykuły medyczne oraz kosmetyki apteczne. Segment ten w 2014 roku miał prawie 42 proc. udziału wartościowego w całym rynku farmaceutycznym w Polsce, z tego leki OTC stanowiły ok. 21 proc.

Nie odbiegamy statystycznie od Europejczyków. Jesteśmy w pierwszej grupie społeczeństw, które używają leków bez recepty, ale nie jesteśmy liderami. Zainteresowanie samoleczeniem ma dużo głębsze podłoże. Wynika ono z rosnącej świadomości zdrowotnej Polaków i jest to zgodne z obserwowanym w świecie trendem świadomego podejścia do zdrowia i zarządzania swoim życiem – tłumaczy Ewa Jankowska.

Wedle obliczeń kanadyjskiego lekarza Marca Lalonde długość i jakość życia w dużej mierze (56 proc.) zależą od stylu życia. Genetyka, medycyna kliniczna i wpływ środowiska mają mniejsze znaczenie. Polacy coraz częściej pamiętają o zdrowym odżywianiu oraz aktywności fizycznej i – jak podkreśla Jankowska – świadomie wpływają na zachowanie prozdrowotne i uczestniczą w procesie samoleczenia. Często jednak stosują leki bez dokładnego sprawdzenia ich składu czy sposobu stosowania.

Pacjent nie powinien nigdy używać leku, jeśli nie wie do końca, jaki problem zdrowotny u niego występuje. Przede wszystkim musi wiedzieć, co mu jest, musi zdiagnozować swoje objawy i zastosować lek, który na te objawy najlepiej pomoże. Poza tym powinien przeczytać ulotkę. Polacy mówią co prawda, że czytają ulotki, natomiast w praktyce nie czytają albo czytają niedokładnie – wskazuje Jankowska.

Część nie pamięta również, że najważniejsza w każdym leku jest substancja czynna, a zakupy robi, kierując się reklamą.

Tymczasem jeśli pacjenci chcą użyć kilku leków na raz, muszą zweryfikować, czy dana substancja czynna nie znajduje się również w innych lekach. Jest to o tyle ważne, żeby nie zwiększyć i nie skumulować dawki dobowej, która jest istotna dla bezpieczeństwa stosowania leku – przekonuje prezes PASMI.

Dlatego konieczna jest edukacja społeczeństwa. 5 października PASMI rozpoczęło kampanię „Lecz się odpowiedzialnie”. Przez trzy miesiące na kanale YouTube będzie można obejrzeć serię czterech filmów pokazujących najczęstsze sytuacje, w których pacjenci podejmują decyzje odnośnie do swojego zdrowia.

Najważniejsze jest to, aby pacjenci zapamiętali, że nie należy leczyć się samemu, jeżeli nie wiemy, co nam dolega. Zawsze powinniśmy sprawdzać skład leku, aby nie przekroczyć dobowej dozwolonej dawki danej substancji czynnej. Jeżeli terapia nie skutkuje przez 3-5 dni, to powinniśmy udać się do lekarza. Ulotka jest dla pacjenta najważniejszym źródłem informacji o leku, dlatego powinniśmy ją przeczytać, aby prawidłowo zażywać lek – podkreśla Jankowska.

Polskie firmy coraz częściej inwestują w testy bezpieczeństwa systemów informatycznych

CEO Magazyn Polska

Wartość rynku związanego z bezpieczeństwem IT w ubiegłym roku wzrosła w Polsce o 8 proc. i przekroczyła 300 mln dol. Przedsiębiorcy wiedzą, że na inwestycjach w zabezpieczenia systemów informatycznych nie warto oszczędzać. Wydatki te w niektórych firmach stanowią nawet 30 proc. całego budżetu IT.

Są firmy, które wykonują testy bezpieczeństwa nie dlatego, że się coś stało, tylko dlatego, że chcą przetestować, jak wygląda ich infrastruktura z punktu widzenia osoby trzeciej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paula Januszkiewicz, ekspert Hexcode i Cqure w zakresie bezpieczeństwa IT. – Polski rynek dojrzewa i zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że bezpieczeństwo jest jednak ważne.

Według raportu IDC w 2014 roku rynku usług i produktów związanych z zabezpieczeniem systemów informatycznych w Polsce wart był ponad 300 mln dol. To o niemalże 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Do 2019 roku trend ma się utrzymać na poziomie siedmioprocentowego wzrostu rocznie. Jak podkreśla Januszkiewicz, firmom oferującym rozwiązania związane z bezpieczeństwem IT łatwiej pozyskiwać klientów, a często to klienci sami szukają dostawców tego typu usług i sprzętu.

Do tej pory jednak bezpieczeństwo sprzedawało się słabo – mówi ekspertka.

Najbardziej zainteresowane są firm z branży finansowej i podmioty współpracujące z sektorem publicznym.

To często wynika z jakichś wymagań strony publicznej, czyli np. jakaś organizacja rządowa zleca firmie, z którą współpracuje, wykonanie właśnie takich testów wewnętrznych lub zewnętrznych. Mogą to być testy typu web, czyli sprawdzanie, czy strona internetowa jest bezpieczna – wyjaśnia Paula Januszkiewicz.

W Polsce wydatki firm na bezpieczeństwo IT nie są tak wysokie jak za granicą, a rynek audytów dopiero raczkuje. Jednak zarówno w kraju, jak i na innych rynkach widać, że firmy coraz większą wagę przywiązują do kwestii cyberbezpieczeństwa. Zmiana podejścia dotyczy zarówno dużych korporacji, jak i małych i średnich podmiotów. W niektórych przedsiębiorstwach wydatki na oprogramowanie i usługi wynoszą nawet 30 proc. całego budżetu IT.

Bardzo często zdarza się, że w firmach w Polsce i za granicą popełniane są te same błędy. Wynikają one z braku skupienia się na szczegółach. Ktoś nie uczestniczył w jakimś szkoleniu związanym z naprawą tych błędów i one są powtarzane. Dlatego tak ważny jest udział w szkoleniach – twierdzi Paula Januszkiewicz. – Technologie cały czas się zmieniają, pojawiają się nowe zagrożenia, które powinny zostać rozłożone na czynniki pierwsze, zrozumiane, a procedury przeciwdziałania wdrożone.

Konieczność inwestycji w bezpieczeństwo IT potwierdzają dane PwC. W ubiegłym roku światowe firmy straciły z powodu ataków hakerskich nawet do 575 mld dol. W 2014 roku ich liczba wzrosła o około połowę. Oznacza to 117 tys. cyberataków dziennie.

Podsumowanie – Targi Outsourcingu – Innowacje dla Twojego Biznesu

W dniach 14–15 października 2015 r. w EXPO XXI w Warszawie. odbyła się III edycja Targów Outsourcingu – Innowacje dla Twojego Biznesu. Wydarzenie to zgromadziło ponad 70 wystawców, którzy reprezentowali usługi z sektora CMF, TSL, Biuro, Doradztwo i Konsulting, Finanse i Rachunkowość, Marketing, Sprzedaż, HR, IT, Call Center, Travel Management, BPO. Targi Outsourcingu stały się jedynym tego typu wydarzeniem w Polsce, które gromadzi całą branżę outsourcingu, a dzięki swojej formule dostarcza konkretnych rozwiązań optymalizacji procesów swojej działalności oraz wpływa na podwyższenia wiedzy i kwalifikacji.

Po zakończeniu dnia montażowego Wystawcy spotkali się na Before Party. Z tego miejsca chcemy serdecznie podziękować firmie Art Cake za przepyszne i piękne babeczki z logotypem Targów Outsourcingu, oraz Doctor Brew za pyszne piwo.

Pierwszy dzień Targów rozpoczęło Śniadanie Biznesowe poprowadzone przez Gościa Honorowego targów – Joannę Jabłczyńską – radcę prawnego Kancelarii Prawnej Clever One oraz Roberta Składowskiego i Piotra Górskiego. To wydarzenie towarzyszące z pewnością przyniosło wiele użytecznej wiedzy i nowych kontaktów biznesowych.

Podczas dwóch dni biznesowych odbywały się prelekcje prowadzone w ramach Konferencji „Zostań Superprzedsiębiorcą” oraz panele dyskusyjne prowadzone przez czołowych przedstawicieli branży. Pierwszego dnia konferencję rozpoczął Eryk Skłodowski, członek zarządu Skłodowscy Sp. z o. o., który przedstawił temat „Bałagan w papierach? Czy to możliwe?”. Następnie wystąpiła Martyna Horęda wypowiadając się na temat złotej zasady Henry’ego Forda z 1923 r. Jarosław Witkowski, Dyrektor Zarządzający A-Trybut – Polski HR S.A. opowiedział o innowacjach, które pojawiają się w sektorze HR. Współwłaściciel Biura Kompleksowej Obsługi Firm „J&J” s.c. w Malborku – Jarosław Filipczak przekazał cenną wiedzę o modelach bezpieczeństwa na podstawie doświadczenia firmy oraz innowacyjnym rozwiązaniu Audit 24. Na podstawie case studies Coca-Coli Prezes Zarządu XBS Group – Jean-Francois Faucher przekazał  cenną widzę o optymalizacji łańcucha dostaw. Ostatni wykład należał do firmy Billennium. Pan Paweł Olejniczak, Dyrektor handlowy outsourcing & custom-made solution wraz z Panią Dorotą Banaszak przedstawił outsourcingowe modele przyszłości.

Pierwszy dzień zakończyła Gala Złotych Puzzli Outsourcingu podczas której zostały wręczone nagrody za Innowacyjny Produkt/Usługę Roku. Kapituła w składzie: Michał Pajdak (przewodniczący Kapituły) , Tomasz Lis i Piotr Polak, wyłoniła następujących laureatów w poniższych kategoriach:

  1. Sektor Biuro – Iron Mountain Polska
  2. Sektor BPO – UCMS Group Poland
  3. Sektor HR – IRA NET Sp. z o.o.
  4. Sektor IT – WBT-IT Sp.z o.o.
  5. Sektor Marketing – Take Task
  6. Sektor Sprzedaż – Pro Business
  7. Sektor TSL – Shipbooster sp z o.o
  8. Sektor Finanse – Suisse Légiste Sp. z o.o.
  9. Sektor Travel Management – SuperTour
  10. Sektor Doradztwo – Biuro Kompleksowej Obsługi Firm „J&J” s.c.

Niespodziankę dla licznie zgromadzonych uczestników wydarzenia zorganizował Partner gali – Spa Spearside. W loterii wizytówkowej wyłoniona została jedna osoba, która otrzymała nagrodę – jeden dzień w SPA z osobą towarzyszącą.

Po zakończeniu Gali Złotych Puzzli Outsourcingu Partnerzy Gali – Royal Catering oraz J.A. Baczewski zapewniły przepyszny poczęstunek oraz napoje alkoholowe dla Gości.

Drugi dzień konferencyjny rozpoczął występujący podczas pierwszego dnia Jarosław Filipczak, współwłaściciel Biura Kompleksowej Obsługi Firm „J&J” s.c. w Malborku. Kolejne wystąpienie należało do Joanny Jabłczyńskiej – radcy prawnego Kancelarii Prawnej Clever One, Roberta Składowskiego – Prezesa Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców – Przedsiębiorcy.pl oraz Piotra Podgórskiego – Wiceprezesa Ogólnopolskiej Federacji Przedsiębiorców i Pracodawców – Przedsiębiorcy.pl. Dowiedzieliśmy się jak budować konkurencyjność sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Polsce. Zastępca Dyrektora działu powierzchni biurowych w CBRE, Kamil Tyszkiewicz, przekazał cenną wiedzę na temat optymalizacji najmu powierzchni biurowej. Polak – Chartered Institute of Cooperation, poprowadził ciekawe wystąpienie na temat Vastes Oustourcing. Maciej Buś reprezentujący firmę Forum Call Center poruszył temat nowego podejścia do komunikacji z klientem (od call center do omnichannel center). Radosław Oleszkowicz z firmy Smart Media opowiedział o nowoczesnej inwentaryzacji.

Podczas konferencji doświadczeni prelegenci dostarczyli słuchaczom unikatowej wiedzy oraz popularyzowali usługi outsourcingowe.

Odwiedzającymi Targów Outsourcingu byli przede wszystkim właściciele oraz przedstawiciele i kadra kierownicza firm działających w każdym sektorze, poszukujący zmian strukturalnych, innowacji oraz zminimalizowania kosztów. Wśród odwiedzających można było wyodrębnić przedstawicieli firm, którzy byli zainteresowani konkretnymi prezentowanymi rozwiązaniami, poszukujący precyzyjnych rozwiązań nowoczesnych usług biznesowych. Zaproponowana przez nas formuła miała na celu nawiązanie relacji biznesowych, prezentacje usług, promowanie marki, jak również poszerzenie wiedzy. Była to ogromna szansa spotkania się w jednym miejscu reprezentantów firm. Jesteśmy przekonani, że pozyskane kontakty rozpoczną efektywne i owocną współpracę biznesową.

 

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl