Toyota ponownie zwycięzcą w rankingu niezawodności Consumer Reports

Consumer Reports, wpływowa amerykańska organizacja konsumencka, opublikowała raport „Most and Least Reliable Cars”. Toyota ponownie jest niekwestionowanym liderem tego zestawienia, umieszczając łącznie 19 aut (Toyota i Lexus) w 14 kategoriach. To kolejne potwierdzenie opinii o marce od lat wyróżniającej się jakością i niezawodnością swoich aut.

 W zestawieniu najbardziej niezawodnych marek Lexus i Toyota zajęły odpowiednio pierwsze i drugie miejsce. Wśród 38 modeli z różnych segmentów, uznanych przez Consumer Reports za najbardziej niezawodne, 19 to modele Toyoty i Lexusa. Marka Toyota zdecydowanie dominuje nad wszystkimi innymi producentami pod względem liczby najbardziej bezawaryjnych modeli. Doskonały wynik uzyskał także Lexus – Consumer Reports zaliczył wszystkie zbadane modele tej marki do najlepszych samochodów pod względem bezawaryjności.

Spośród 14 wyróżnionych kategorii samochody Toyoty bądź Lexusa znalazły się wśród najbardziej niezawodnych modeli w 13 z nich. W 4 segmentach bezawaryjne okazały się wyłącznie modele tych dwóch marek – japoński producent zdominował kategorie samochodów hybrydowych i elektrycznych, średnich i dużych samochodów luksusowych, średnich i dużych luksusowych SUV-ów oraz pickupów.

Consumer Reports co roku zbiera opinie kierowców w Stanach Zjednoczonych o użytkowanych samochodach. W tegorocznej edycji rankingu oceniono 740 tys. samochodów, co czyni go największym badaniem tego rodzaju w Ameryce i zarazem najbardziej reprezentatywnym źródłem informacji konsumenckiej o eksploatacji samochodów. Respondenci uwzględniają w ankietach on-line nie tylko opinię o pojeździe wynikającą z doświadczeń eksploatacyjnych, ale także pełne zestawienie usterek i dokonanych napraw.

Consumer Reports

*Niebieskie belki pokazują rozpiętość między najbardziej i najmniej niezawodnym modelem marki. Żółte kropki oznaczają średnią trwałość modeli danej marki. Liczby w nawiasach oznaczają liczbę zbadanych modeli. W rankingu zostały pominięte Jaguar, Land Rover, Mitsubishi, Scion, Smart i Tesla, gdyż dwa lub więcej modeli tych marek nie zostały ocenione przez respondentów Consumer Reports.

Ranking marek ze względu na liczbę najbardziej niezawodnych modeli według Consumer Reports

Marka Liczba najbardziej niezawodnych modeli
Toyota 12
Lexus 7
Subaru 4
Audi 3
Kia 3
Hyundai 2
Nissan 2
BMW 1
Buick 1
Ford 1
Honda 1
Mazda 1

 

Modele Toyoty i Lexusa wśród najbardziej niezawodnych modeli według Consumer Reports

Segment Modele
Samochody kompaktowe i subkompaktowe Toyota Corolla
Hybrydy i samochody elektryczne Toyota Prius C, Toyota Prius, Toyota Prius V
Samochody średnie Toyota Camry
Samochody duże Toyota Avalon
Luksusowe kompakty Lexus CT 200h, Lexus IS
Średnie i duże samochody luksusowe Lexus ES, Lexus GS, Lexus LS
Kombi i minivany Toyota Sienna
Małe SUV-y Toyota RAV4
Średnie SUV-y Toyota Highlander, Toyota 4Runner
Duże SUV-y Toyota Sequoia
Kompaktowe SUV-y luksusowe Lexus NX
Średnie i duże SUV-y luksusowe Lexus GX
Pickupy Toyota Tundra

LS Tech-Homes S.A. oczekuje wysokiej sprzedaży

LS Tech-Homes S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2012 r., liczy na dobre wyniki sprzedażowe w nadchodzących kwartałach. Emitent realizuje obecnie kilka znaczących kontraktów handlowych, które powinny przełożyć się na wysoką wartość przychodów i wykonanie założonych planów sprzedażowych.

 Jednym z istotniejszych projektów prowadzonych przez LS Tech-Homes S.A. w 2015 r. jest dostawa domów mobilnych wykonanych z magnezowych paneli kompozytowych MgO Green dla chorwackiego partnera handlowego – firmy Casa Mobile. W tym roku podmiot ten zamówił oraz odebrał 40 tego typu obiektów, a w przyszłym roku planowane jest dostarczenie 50 domów. Zamówione domy o powierzchni 30-40 m2 są wykorzystane jako domy na wynajem w chorwackich ośrodkach kempingowych, m.in. w okolicach Sibenika. Wysokie obłożenie obiektów oraz zadowolenie klientów z ich użytkowaniu sprawiło, że Casa Mobile zakłada rozbudowę swojej ofertę domów kempingowych do minimum 260 tego typu obiektów na wynajem w 2019 r. Zbudowane w technologii SIP domy znacząco przewyższają swoją charakterystyką konstrukcyjną i użytkową, a także standardem wyposażenia, domy kempingowe znajdujące się aktualnie w ofercie na rynku chorwackim.

„Spodziewaliśmy się, że oferta domów w wersji klasycznej, modularnej i mobilnej spotka się z zainteresowaniem klientów nie tylko na naszym kontynencie. Stąd też nasza inwestycja w hale z linią montażową do produkcji ścian, stropów i modułów przestrzennych, umożliwiających realizację zamówień dla dużych projektów takich jak np. Chorwacja, Angola czy obiekty wojskowe. Obecnie rozmawiamy również z partnerami z krajów skandynawskich na dostawę różnych rozwiązań obiektów mieszkalnych w tamtym rejonie. Liczymy także na pozytywne reakcje na naszą nową ofertę domów dla uchodźców i mieszkańców terenów katastroficznych. Lokalizacja hali do produkcji modułów domów na Północy kraju wybrana została właśnie dla usprawnienia dostaw naszych produktów drogą morską. Należy pamiętać, iż wszystkie tego typu projekty to duże i wieloletnie zamówienia, dlatego też trafna była podjęta decyzja o zwiększeniu naszych mocy produkcyjnych.” – komentuje Leszek Surowiec, Prezes Zarządu Spółki LS Tech-Homes S.A.

Bardzo ważne znaczenie dla wartości przychodów LS Tech-Homes S.A. w kolejnych latach oraz wypełniania założeń sprzedażowych będzie miał kontrakt budowy pierwszej partii obiektów do montażu przenośnych baraków wojskowych o przeznaczeniu mieszkalnym, sanitarnym, sztabowym, itp., którego wartość może sięgnąć 72 mln zł. Emitent jest członkiem Konsorcjum, które we wrześniu br. zawarło wstępne porozumienie odnośnie warunków tego kontraktu. Spółka opracowała także projekt oraz prototyp do prezentacji domów dla uchodźców. Zarząd LS Tech-Homes S.A. wiąże spore nadzieje z tym przedsięwzięciem z w związku z narastającym kryzysem imigracyjnym, które będzie zmuszał kraje do poszukiwania nowoczesnych i innowacyjnych form osiedlania imigrantów.

Spółka rozwija również swój nowy produkt – okładzinę typu GRID-ALWA, innowacyjne rozwiązanie dla branży górnictwa, które znacząco poprawia wydajność wydobycia. Stwarza ona możliwość zmiany dotychczas stosowanych technologii, będąc bardzo atrakcyjną i tanią alternatywę dla metody tradycyjnej. Emitent wspólnie z Politechniką Śląską i Głównym Instytutem Górnictwa (GIG) opracowała program badawczy związany z zastosowaniem tej okładziny w górnictwie. Spółka, dbając o kwestię bezpieczeństwa, jako jedyna na rynku polskim podjęła decyzję o poddaniu materiału kompleksowym badaniom w wyspecjalizowanych laboratoriach Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach, które zakończyły się doskonałymi wynikami i uzyskaniem certyfikatu, wydanego przez tą cenioną w branży Instytucję. Obecnie okładzina GRID-ALWA przechodzi fazę testów na kilkukilometrowym odcinku w jednej z kopalń węgla na Śląsku.

 „Technologia pultruzji – wyroby z żywic i włókna szklanego – to niejako druga noga naszej produkcji. Widzimy tutaj duże możliwości zarówno w Polsce, gdzie tego typu produkty to jeszcze nowość, jak i w Europie. Jako pionierzy przeszliśmy już wiele testów oraz badań naukowych, tak aby oferowany produkt był wysokiej jakości i spełniał wszelkie wymogi normowe. Dotychczasowe testy oraz wyroby prototypowe zadowalają naszych potencjalnych klientów w kraju, a także zagranicą. Wspomniana tutaj okładzina to wielki krok w kierunku poprawy bezpieczeństwa i wydajności pracy w kopalniach. Wykonaliśmy również prototypowe rozwiązania dla innych gałęzi przemysłu. Wiemy z pewnością, że technologia pultruzji jest opanowana przez naszą załogę i możemy już być konkurencyjni nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Pojawili się już potencjalni klienci i bardzo liczymy na tę branżę, gdyż zamówienia tutaj są najczęściej wieloletnie, a jak wcześniej zaznaczyłem, jesteśmy pionierami, ale już z dużym doświadczeniem. Wspierani przez instytuty naukowe, z którymi współpracujemy, nie boimy się wyzwań.” – zakończył Surowiec.

Spółka realizuje aktualnie budowę trzech nowych obiektów produkcyjnych w Koniecwałdzie i Studzienicach. Prowadzone prace znajdują się na bardzo zaawansowanym etapie, a oddanie nowych hal powinno nastąpić do końca 2015 r. Po ich budowie LS Tech-Homes S.A. będzie posiadał łącznie ponad 9.000 m2 powierzchni produkcyjnej, na którą będą się składały 3 linie do produkcji paneli, 2 linie pultruzji oraz 1 linia laminacji, a także kompletna linia do montażu ścian i modułów 3D. Dzięki temu Spółka 3-krotnie zwiększy swoją wydajność oraz będzie mogła realizować duże projekty.

LS Tech-Homes S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od czerwca 2012 r. Zajmuje się ona wdrażaniem nowoczesnych technologii kompozytowych dla różnych gałęzi przemysłu. Głównymi produktami Spółki są płyty magnezowe MgO GREEN oraz płyty kompozytowe – SIP MgO GREEN

Szpitale niepubliczne działające w Polsce – nasycenie rynku oraz kontrakty zawierane z NFZ

Na polskim rynku szpitali niepublicznych wyróżniamy dwa rodzaje szpitali: szpitale prywatne oraz szpitale niepubliczne powstałe po przekształceniach (najczęściej z udziałem samorządu terytorialnego, ale w których udział, nawet 100%, może mieć też podmiot prywatny).

Warto podkreślić, że do szpitali niepublicznych powstałych po przekształceniach najczęściej nie można odnosić w pełni zalet i szans związanych z działalnością prywatną, gdyż często te placówki muszą realizować zadania w zakresie ochrony zdrowia społeczności lokalnej. Szpitale niepubliczne powstałe po przekształceniach mogą jednak świadczyć usługi płatne z własnej kieszeni pacjentów. Mogą również zostać przejęte przez podmiot prywatny.

Liczba szpitali niepublicznych w Polsce

Jak wynika z raportu PMR pt. „Rynek szpitali niepublicznych w Polsce 2015. Analiza porównawcza województw i perspektywy rozwoju”, w Polsce działa około 560 niepublicznych szpitali liczących 5 łóżek i więcej, wyłączając szpitale o charakterze wyłącznie uzdrowiskowym, rehabilitacyjnym, sanatoryjnym, opiekuńczym, leczenia uzależnień, nefrologicznym itp. Liczba placówek wzrosła w porównaniu ze styczniem 2014 r., co wynikało z otwierania nowych placówek, wzrostu liczby łóżek do pięciu i więcej w istniejących placówkach oraz przekształceń własnościowych.

5 największych szpitali niepublicznychW województwie śląskim znajduje się najwięcej – spośród wszystkich województw – szpitali niepublicznych w Polsce (ponad 100) oraz najwięcej łóżek w takich placówkach (8,3 tys.).Największe nasycenie łóżkami w szpitalach niepublicznych w Polsce występuje w województwie lubuskim, gdzie bardzo aktywne są niepubliczne grupy szpitalne (np. Grupa Nowy Szpital) oraz w województwie pomorskim, gdzie w latach 2013-2015 przekształciła się znaczna liczba szpitali.

Kontrakty szpitali niepublicznych z NFZ

Zdecydowana większość szpitali niepublicznych w Polsce oferuje świadczenia w ramach kontraktów z NFZ. W Polsce wciąż niewielu pacjentów stać na opłacanie drogich świadczeń szpitalnych z własnej kieszeni, stąd podpisanie kontraktu z NFZ jest dla placówki niepublicznej gwarantem pewnego pułapu przychodów i pewnej liczby pacjentów. Dlatego też nawet szpitale prywatne, które początkowo nastawiały się wyłącznie na pacjentów komercyjnych (np. Szpital Medicover), decydują się na podpisywanie kontraktów z NFZ na część oferowanych świadczeń. W przypadku szpitali powstałych z przekształcenia SP ZOZ w spółki prawa handlowego, świadczenia komercyjne stanowią również margines przychodów.Spośród szpitali przeanalizowanych przez PMR, w 2015 r. tylko około 19% nie miało podpisanego kontraktu z NFZ na leczenie szpitalne. Odsetek szpitali posiadających kontrakt z NFZ wahał się od 67% w województwie mazowieckim do 92% w województwach łódzkim i opolskim oraz 100% w województwie kujawsko-pomorskim. Łączna wartość kontraktów na leczenie szpitalne w szpitalach niepublicznych w Polsce w 2015 r. wyniosła blisko 6,3 mld zł (dla porównania w 2013 r. było to 5,6 mld zł).

Kontrakty na leczenie szpitalne na 2015 r. były aneksowane, bez podpisywania nowych umów. Oznacza to, że zablokowana została możliwość wejścia nowych podmiotów na rynek świadczeń finansowanych przez NFZ.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek szpitali niepublicznych w Polsce 2015.

Autor raportu: Agnieszka Skonieczna

Elżbieta Mączyńska (Polskie Towarzystwo Ekonomiczne): Polska ma szansę na 3-proc. wzrost gospodarczy w tym i przyszłym roku

CEO Magazyn Polska

Polska gospodarka wciąż ma szansę na 3-proc. wzrost PKB w 2015 i 2016 roku. Niepewna sytuacja międzynarodowa zarówno w gospodarce, jak i polityce może jednak sprawić, że wszystkie obecne prognozy okażą się przeszacowane. 

Polska jest krajem o ogromnych i wciąż jeszcze niewykorzystanych możliwościach, ale światowe zagrożenia oczywiście w pełni dotyczą także naszego kraju – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – I teraz potrzeba bardzo mądrej polityki, nastawionej na inkluzję, czyli maksymalne włączanie wszystkich zasobów ludzkich i materialnych, żeby następował wzrost – dodaje.

Jak podkreśla Elżbieta Mączyńska, jeśli nie nastąpią nieoczekiwane wydarzenia, to w 2015 roku polskie PKB urośnie około o 3 proc.

To dość ostrożne prognozy, gdyż w założeniach do przyszłorocznego budżetu opublikowanych w czerwcu przewidywany jest wzrost gospodarczy za 2015 rok na poziomie 3,4 proc., a na przyszły rok – 3,8 proc. Z kolei Międzynarodowy Fundusz Walutowy zakłada w obydwu latach wzrost dla Polski na poziomie 3,5 proc.

Oczy polityków i ekonomistów wciąż jednak są zwrócone w stronę Chin. Jeśli w dalszym ciągu tamtejsza gospodarka będzie hamować, to z pewnością odbije się to na ekonomii europejskich krajów. Dla Polski najistotniejsze w tym wypadku będą dane makroekonomiczne z Niemiec, gdzie trafia ponad 27 proc. eksportu znad Wisły.

To właśnie dane z niemieckiej gospodarki były w ostatnich tygodniach wyjątkowo niepokojące. Na początku października opublikowano dane za sierpień, w którym zamówienia na towary produkowane w Niemczech zmniejszyły się o 1,8 proc. w porównaniu z lipcem. Produkcja przemysłowa spadła o 1,2 proc., eksport natomiast skurczył się o 5,2 proc, czyli najwięcej od 2009 roku. Ceny producentów we wrześniu spadły mocniej niż oczekiwano. Pogorszyły się też nastroje wśród analityków i inwestorów instytucjonalnych. Obrazujący je indeks ZEW spadł w październiku do poziomu 1,9 z przeszło 12 we wrześniu (prognoza 6).

Oprócz zewnętrznej sytuacji gospodarczej wpływ na PKB Polski w 2016 roku mogą mieć również nieoczekiwane zjawiska polityczne i społeczne.

Jest wiele zagrożeń i znaków zapytania, na przykład imigracyjnych i demograficznych. Sytuacja nie jest również najlepsza pod względem bezpieczeństwa międzynarodowego, dlatego trudno o stanowczą odpowiedź – uważa prof. Elżbieta Mączyńska. – Myślę jednak, że wciąż mamy szansę na ten około trzyprocentowy wzrost PKB w przyszłym roku – dodaje.

Victoria Dom zamierza podwoić swoje przychody w ciągu kilku najbliższych lat. Rozważa też wejście na giełdę

CEO Magazyn Polska

Warszawski deweloper Victoria Dom rozważa wejście na giełdę w perspektywie najbliższych lat. Spółka, która na razie jest uczestnikiem rynku Catalyst, intensywnie inwestuje i ma w planach emisje kolejnych obligacji na potrzeby sfinansowania nowych projektów. Deklaruje, że w kolejnych latach podwoi swoje przychody, a rentowność utrzyma na poziomie kilkunastu procent.

Kondycja spółki Victoria Dom jest bardzo dobra, jesteśmy spółką rodzinną, która systematycznie i dynamicznie się rozwija – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom. Planujemy w tym roku osiągnąć poziom około 100 mln zł przychodów ze sprzedaży przy bardzo dobrej rentowności na poziomie kilkunastu milionów złotych. W kolejnych latach w związku z dużą liczbą projektów, które realizujemy, nastąpi znacząca poprawa tych wyników.

Przez pierwszych dziewięć miesięcy tego roku deweloper sprzedał łącznie 365 mieszań oraz domów. Victoria Dom ma obecnie w ofercie 6 warszawskich inwestycji, wśród których są zarówno osiedla mieszkań, jak i domy. Część z tych projektów jest już sprzedana i te mieszkania zostaną oddane właścicielom w 2016 roku. Spółka buduje i sprzedaje kolejne mieszkania i domy, których oddanie planuje w 2016 i 2017 roku. Victoria Dom ma w swoim banku ziemi projekty, które będą realizowane zarówno na warszawskiej Białołęce, jak i na Woli i Pradze, planuje też zakup kolejnych gruntów w pozostałych częściach Warszawy tak, aby te projekty uzupełniały się i dawały możliwość zakupu mieszkań klientom na terenie całej aglomeracji warszawskiej.

Waldemar Wasiluk deklaruje, że jego spółka zamierza w przyszłości sprzedawać od 700 do 1000 mieszkań rocznie, osiągając przychody na poziomie 200 mln zł i ponadprzeciętną rentowność na sprzedaży.

– Chcemy, aby nasza rentowność na poziomie wyniku netto była dwucyfrowa, ok. kilkunastu procent – mówi.

Wiceprezes Victoria Dom zwraca uwagę na to, że spółka ma bardzo dobrą grupę partnerów biznesowych, z którymi prowadzi swoje projekty.

– Udaje nam się z sukcesem lokować na rynku finansowym nasze obligacje, które pozwalają nam efektywnie zwiększać skalę naszej działalności, i to jest główny element. Oczywiście niezależnie od tego mamy bardzo dobrze wyselekcjonowane lokalizacje, w których budujemy mieszkania na poziomie cenowym akceptowalnym dla klientów i w bardzo dobrej jakości.

Spółka swoje plany na przyszłość opiera na coraz lepszej koniunkturze, jaka panuje w polskim sektorze budowlanym. Główny Urząd Statystyczny podaje, że w tym roku do sierpnia liczba wydanych w Polsce pozwoleń na budowę wzrosła o 12,7 proc., zaś o 11,3 proc. wzrosła liczba rozpoczętych budów. Licząc na hossę na rynku, Victoria Dom rozważa różne sposoby pozyskania kapitału na swoje inwestycje.

Systematycznie wychodzimy na rynek, gdy potrzebujemy dodatkowych środków na realizację projektów, czy to w postaci kredytów inwestycyjnych, czy w postaci emisji papierów wartościowych, jakimi są obligacje deklaruje Waldemar Wasiluk ze spółki Victoria Dom. Rozważamy również możliwość upublicznienia spółki w perspektywie najbliższych kilku lat i pozyskanie środków na rynku publicznym.

Indos przeznaczy 2 mln zł z giełdy na inwestycje w wierzytelności. Akcje spółki mają w październiku zadebiutować na NewConnect

0

Ponad 2 mln zł, które z emisji akcji pozyskała faktoringowa spółka Indos, zostanie przeznaczone na wzmocnienie oferty oraz zakup wierzytelności dla należącego do niej funduszu sekurytyzacyjnego. Debiut akcji na NewConnect zaplanowano jeszcze na październik.

– Będziemy debiutować na rynku alternatywnym NewConnect, mam nadzieję, że jeszcze w październiku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Ireneusz Glensczyk, prezes zarządu Indos SA. Jest to związane z tym, że uplasowaliśmy w końcu czerwca emisję akcji serii B.

Indos działa na rynku od 24 lat i specjalizuje się w ułatwianiu firmom odzyskiwania płatności za wystawione faktury. Firma zajmuje się też wierzytelnościami oraz ich windykacją. Świadczy usługi głównie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Liczy na to, że wejście na giełdę da jej lepsze perspektywy rozwojowe. Jako spółka publiczna objęta obowiązkiem informacyjnym będzie m.in. lepiej rozpoznawalna przez rynek, a transparentność pozwoli jej pokazać, że opiera się na zdrowych zasadach.

Była to emisja prywatna podkreśla Ireneusz Glensczyk.   Uplasowaliśmy przeszło 460 tys. akcji, z których każda miała wartość nominalną 1 zł z ceną emisyjną 5 zł. Uzyskaliśmy z tego przeszło 2,3 mln zł, które chcemy przeznaczyć przede wszystkim na wzmocnienie naszej oferty faktoringowej, ale też nie jest wykluczone, że część tych środków zostanie zainwestowana w wierzytelności związane z funduszem sekurytyzacyjnym prowadzonym przez naszą spółkę.

Jak informuje spółka, wierzytelności gospodarcze, na których się koncentruje, są najszybciej rosnącym segmentem rynku. Od roku 2012 do końca 2014 roku wartość wierzytelności obsługiwanych przez firmy zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce na rzecz funduszy sekurytyzacyjnych własnych wzrosła z 16 do niemal 36 mld zł.

Sam Indos miał w I półroczu przychody przekraczające 6,8 mln zł. Było to o 14,5 proc. mniej niż rok wcześniej i przyniosło niemal 2 mln zł zysku przy ponad 3 mln w 2014 roku. Spółka tłumaczy słabsze wyniki mniejszymi możliwościami finansowymi, które zmusiły ją do ograniczenia działalności faktoringowej. Sytuację powinny poprawić więc środki pozyskane z rynku. Pieniądze z giełdy pozwolą sfinalizować spółce zakup pakietu wierzytelności z branży leasingowej.

Ten leasing dotyczy przede wszystkim pojazdów samochodowych i urządzeń dla podmiotów gospodarczych mówi prezes Ireneusz Glensczyk z Indos SA. – Całkiem niedawno wygraliśmy przetarg na pakiet wierzytelności pochodzących z leasingu, jesteśmy w trakcie procedowania, przed podpisaniem umowy z podmiotem i przed zapłatą. Więc nie mogę powiedzieć, że te środki już są tam zainwestowane, ale w niedługim czasie będą.

Gdyński port zyska lepszy dostęp od strony lądu i morza. Inwestycje w infrastrukturę dostępową jednym z priorytetów władz miasta

CEO Magazyn Polska

Poprawa dostępu do portu w Gdyni od strony lądu i morza to zadanie nie tylko zarządu portu, lecz także miasta – podkreśla prezydent Gdyni. Najistotniejsze są inwestycje w połączenie portu z obwodnicą metropolii trójmiejskiej, rozbudowę infrastruktury kolejowej oraz pogłębienie torów podejściowych dla statków. Ma się to przyczynić do wzrostu konkurencyjności firm związanych z branżą morską.

Bardzo cieszymy się, że potencjał gospodarki morskiej się rozwija, że są firmy, które osiągają sukces. Na terenach dawnej Stoczni Gdynia pracuje już więcej osób niż w czasach, kiedy ona jeszcze funkcjonowała – mówi agencji Newseria Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni.

Dzięki rosnącemu sektorowi gospodarki morskiej rozwijają się nowe dziedziny, jak np. ship management (zarządzanie statkami). Działające w branży spółki zajmujące się produkcją czy projektowaniem szukają nisz rynkowych, w których mogłyby zaistnieć i skutecznie konkurować na zagranicznych rynkach. Międzynarodowych sukcesów jest coraz więcej.

To wszystko pokazuje, że gospodarka morska odzyskała swój blask, swoje siły i może stać się jednym z ciekawszych i ważniejszych obszarów rozwoju gospodarczego kraju – ocenia prezydent Szczurek.

W 2014 roku w czerech największych polskich portach przeładowano ponad 75 mln ton ładunków. Od kilku lat liczba ta systematycznie rośnie. Sprzyjają temu stabilny wzrost gospodarczy i wzrost międzynarodowej wymiany handlowej. Pomaga również coraz lepsza infrastruktura – nowe drogi i połączenia kolejowe. Jak jednak wynika z opublikowanego w czerwcu br. raportu Najwyższej Izby Kontroli, wciąż potrzebne są inwestycje w dostęp do portów.

Miasto będzie wspierać działania związane z powstawaniem infrastruktury dostępowej do portu, stąd dyskusja o Drodze Czerwonej, czyli przedłużeniu obwodnicy trójmiejskiej tak, by dojechała do gdyńskiego portu – mówi Wojciech Szczurek. – Miasto i port to właściwie jeden organizm, dwa płaty jednych płuc i dlatego muszą się rozwijać harmonijnie. Stąd polityka planistyczna zarówno na obszarze portu, jak i wokół niego musi być bardzo szczególnie obserwowana i kontrolowana przez miasto tak, by nie tylko dzisiaj, lecz także w przyszłości tworzyć warunki rozwojowe dla portu.

Oprócz rozbudowy infrastruktury drogowej plany dotyczą także poprawy dostępności dla transportu kolejowego oraz morskiego. W tym ostatnim aspekcie planowana jest budowa obrotnicy oraz pogłębienie torów podejściowych dla statków. Jak podkreślali niedawno przedstawiciele zarządu portu, w styczniu ma być ogłoszony przetarg na obwodnicę, dzięki której możliwa będzie obsługa znacznie większych kontenerowców niż dziś. To pozwoli w większym stopniu konkurować pod tym względem z portem w Gdańsku. Przez przeniesienie części masy kontenerowej do Gdańska gdyński port od początku roku zanotował spadek przeładunków o 2,8 proc. – informuje portal Gospodarkamorska.pl. Mimo to tegoroczne wyniki mają być bardzo dobre.

Zgodnie z zapowiedziami zarządu portu w latach 2015-2015 na inwestycje w rozbudowę i modernizację infrastruktury portowej trafi ponad 600 mln zł.

Przewaga gdyńskiego portu polega na większej elastyczności. Współcześnie rozwijające się firmy gospodarki morskiej szukają swoich nisz, szukają swoich potencjałów i w ten sposób uwalniają swoje możliwości i są bardziej konkurencyjne na rynku – podkreśla prezydent Gdyni.

Ranking ministrów: Na czele Tomasz Siemoniak, Władysław Kosiniak-Kamysz i Grzegorz Schetyna. Stawkę zamykają szefowie resortów zdrowia, edukacji oraz spraw wewnętrznych

0

CEO Magazyn Polska

Ministrowie obrony narodowej, pracy i polityki społecznej oraz spraw zagranicznych zostali wytypowani przez dziennikarzy „Super Expressu” jako najlepsi członkowie rządu. Redakcja doceniła Tomasza Siemoniaka, Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz Grzegorza Schetynę za określoną wizję i konsekwentną realizację przyjętych na początku ich kadencji założeń. Czerwoną kartkę od dziennikarzy dostali ministrowie zdrowia, edukacji narodowej oraz spraw wewnętrznych.

– 25 października są wybory i bez względu na to, kto je wygra, skład Rady Ministrów będzie na pewno inny, więc jest to idealny moment, żeby podsumować 4-, a tak naprawdę 8-letnią kadencję odchodzących ministrów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Hubert Biskupski, zastępca redaktora naczelnego „Super Expressu” i szef „Super Biznesu”.

Jak zaznacza, wybór pierwszej trójki nie był prosty. Wielu ministrów pełni swoje funkcje od niedawna, bo gabinet Ewy Kopacz został powołany 22 września 2014 roku, dlatego nie zdążyli się wykazać, a dziennikarze gazety chcieli ocenić w rankingu osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej.

Minister Władysław Kosiniak-Kamysz i minister Tomasz Siemoniak są dłużej ministrami, więc było nam ich dużo łatwiej podsumować, a ich osiągnięcia są całkiem spore, i to nie tylko na tle tego średniego rządu. Ogólnie trzeba przyznać, że mieli pewną wizję i dość pracowicie realizowali założenia, które sobie przyjęli na początku kadencji przyznaje Hubert Biskupski.

W ocenie dziennikarzy „Super Expressu” słabych ministrów jest w obecnym rządzie więcej niż dobrych.

Musieliśmy się zdecydować na tę najgorszą, absolutnie najgorszą trójkę – podkreśla Biskupski. Po dłuższych dyskusjach wytypowaliśmy ministra zdrowia, minister edukacji narodowej i minister spraw wewnętrznych.

Dziennikarze krytykują brak aktywności publicznej, strategii i wizji. W większości przypadków rezultaty ich prac trudno jednak oceniać, ponieważ czas kadencji jest zbyt krótki.

Są tacy ministrowie jak minister Piotrowska, o której osiągnięciach i działalności tak naprawdę nie można powiedzieć niczego mówi Hubert Biskupski. Czytelnicy, którzy będą się czuli nieusatysfakcjonowani tym, że przedstawiamy jedynie sześciu ministrów, odsyłam na naszą stronę internetową Se.pl, gdzie jest pełen skład Rady Ministrów, tam można głosować i przyznawać pozytywne bądź negatywne noty wszystkim konstytucyjnym ministrom.

 

J. Steinhoff: Uporządkowanie górnictwa ważnym zadaniem nowego rządu. Ten sektor potrzebuje całkowitej restrukturyzacji

CEO Magazyn Polska

Ważnym zadaniem nowego rządu będzie uporządkowanie sytuacji w górnictwie – podkreśla Janusz Steinhoff, były minister gospodarki. Czas kampanii nie sprzyja kontrowersyjnym propozycjom, ale zdaniem eksperta bez takich nie da się poprawić sytuacji tej branży. Część nierentownych kopalni trzeba będzie zamknąć, część wystawić na sprzedaż, a pieniądze publiczne zamiast na ratowanie tych spółek przeznaczyć na programy dobrowolnych odejść.

Nie widzę konkretnego, poważnego i skutecznego programu restrukturyzacji branży z jakiejkolwiek strony sceny politycznej. Ale rozumiem też, że kampania wyborcza nie jest czasem do wypracowywania rzetelnych programów – mówi agencji Newseria Biznes Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki. – Mam nadzieję, że po wyborach wszystkie partie bez jakiegokolwiek populizmu i nieodpowiedzialnie składanych obietnic zaczną się tym zajmować.

Jak podkreśla, potrzebne są rozważne działania. W jego ocenie program, który próbował zrealizować obecny rząd, był od początku skazany na porażkę, właśnie ze względu na okres przedwyborczy. Rządowy projekt ratowania górnictwa zakładał przejęcie przez spółkę TF Silesia 11 kopalń Kompanii Węglowej. W ten sposób miał powstać silny koncern energetyczno-paliwowy, a po wprowadzeniu zewnętrznych inwestorów miała zostać utworzona Nowa Kompania Węglowa.

Trzeba mieć świadomość, że nie da się utrzymać trwale nierentownych kopalń, one po prostu muszą zostać zlikwidowane – podkreśla Janusz Steinhoff. – Pieniądze polskiego podatnika powinny być wykorzystane do tego, by pomóc ludzi, którzy chcą dobrowolnie odejść z tej branży, czyli na uruchomienie programu dobrowolnych odejść.

Kopalni, które mają poważne problemy finansowe, nie jest dużo, ale nie mają one szans na przetrwanie w obecnych realiach rynkowych. Węgiel jest coraz tańszy. Jeszcze w 2011 roku za tonę węgla energetycznego trzeba było zapłacić 120 dolarów. Obecnie cena oscyluje ok. 50 dolarów.

Część kopalń węgla energetycznego powinna zostać sprywatyzowana, część, jeżeli znajdą się chętni, powinna zostać na warunkach rynkowych inkorporowana do spółek energetycznych, bo przecież kopalnie są zakładami nawęglania elektrowni – zaznacza ekspert. – Ale jak w przypadku Enei i Bogdanki powinno się to odbyć na zasadach rynkowych. Nie rozumiem próby przerzucenia kosztów restrukturyzacji górnictwa na barki elektroenergetyki, która ma własne problemy do rozwiązania.

Łączenie sektora węglowego i energetycznego pojawiło się wśród opublikowanych właśnie priorytetów resortu Skarbu Państwa mających przyczynić się do poprawy sytuacji w branży. Inne to restrukturyzacja spółek węglowych, zwiększanie zapotrzebowania na węgiel, zmiany w przepisach, które mogłyby ustabilizować sektor, oraz program Śląsk 2.0, który pomoże rozwinąć inne branże w regionie i doprowadzi do zwiększenia w nich zatrudnienia.

Internet nie jest wykorzystywany przez kandydatów startujących w wyborach. Profil w mediach społecznościowych ma zaledwie co ósmy polityk

CEO Magazyn Polska

Kandydaci startujący w wyborach parlamentarnych nie wykorzystują możliwości, jakie oferuje internet. Z badań przeprowadzonych przez firmę hostingową Zenbox.pl wynika, że jedynie 9 na 24 liderów regionalnych list wyborczych miało własną stronę internetową. W mediach społecznościowych obecny był zaledwie co ósmy kandydat. Brak obecności w sieci tłumaczony jest niewiedzą na temat roli internetu w kampanii wyborczej oraz obawą o negatywny odbiór polityków przez grono wyborców.

Niestety, jedynki list wyborczych niezbyt dobrze radzą sobie z internetem. Sprawdziliśmy 24 kandydatów na posłów z czterech ugrupowań: PO, PiS, Nowoczesna i Ruch Kukiz&HASH39;15, z sześciu największych polskich miast i tylko troje z tych polityków wykorzystuje wszystkie trzy najpopularniejsze narzędzia do komunikacji ze swoimi wyborcami – mówi agencji Newseria Radosław Karbowski, specjalista ds. marketingu w firmie Zenbox.pl.

Do najpopularniejszych kanałów komunikacji należy własna strona internetowa, profil na Facebooku oraz profil na Twitterze. Oprócz wymienionej trójki polityków jeszcze sześć osób mogłoby się pochwalić prowadzeniem samej strony internetowej. Pozostali kandydaci z pierwszych miejsc na listach wyborczych nie prowadzili żadnej komunikacji z wyborcami za pośrednictwem mediów elektronicznych.

Kandydaci po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, jaka moc drzemie w internecie, i nie wiedzą, że to jedyne medium za pośrednictwem którego tak małym nakładem pracy i pieniędzy można dotrzeć do dużej grupy ludzi – wyjaśnia Karbowski. – Za rzadko jest brany pod uwagę Facebook, Twitter, nie mówiąc  już o stronie internetowej, której koszt to tak naprawdę kilkaset złotych, a dzięki jej prowadzeniu można zyskać dużo więcej, niż przeznaczając te same pieniądze np. na druk ulotek. Te i tak prędzej czy później trafiają do kosza.

Inny powód to obawa kandydatów przed większym zaangażowaniem się w internecie. W przeciwieństwie do tradycyjnych mediów jak radio czy telewizja, internet umożliwia bowiem obustronną komunikację z wyborcami, której politycy prawdopodobnie się boją. Zdaniem Radosława Karbowskiego jest to błędne podejście.

Politycy mogliby na stronie WWW tworzyć ankiety i sondy, dzięki którym lepiej poznawaliby poglądy swoich wyborców. Z drugiej strony wyborcy bardziej przywiązaliby się do nich, ponieważ zauważyliby, że politycy faktycznie interesują się tym, o czym oni myślą – zwraca uwagę ekspert.

W przypadku strony internetowej możliwe byłoby nawet wykorzystanie skryptu, który dostarczałby informacji na temat profilu odwiedzających. Dzięki temu kampania wyborcza mogłaby być prowadzona efektywniej, np. skupiając się na rejonach, w których poparcie dla kandydata jest najwyższe.

Budowa silnego audytorium internetowego jest również istotna w kontekście długoterminowych relacji z wyborcami. Pokazują to przykłady zagranicznych polityków. W przypadku większości polskich polityków po zakończonych wyborach ich aktywność w sieci zanika.

W 2012 roku internet był bardzo dobrze wykorzystywany przez Baracka Obamę w trakcie kampanii wyborczej. Można powiedzieć, że wygrał wybory między innymi dlatego, że tak mocno zaangażował się w internet. Co ważne, mimo że już jest prezydentem, nie zrezygnował z działań w internecie – mówi Karbowski.

Jak podkreśla, polskich polityków do zaangażowania w internecie powinny przekonać także statystyki.

Liczba osób uprawnionych do głosowania w Polsce wynosi około 30,7 mln z czego ponad 21,6 mln jest użytkownikami internetu – mówi ekspert.

Krótki dojazd do pracy to większa wydajność. Co piąty pracownik rozważa zmianę firmy ze względu na dużą odległość

CEO Magazyn Polska

Praca blisko domu to marzenie większości pracowników – dla blisko 60 proc. Polaków atrakcyjna praca to ta, w której czas na dojazd nie przekracza 30 minut, dla 21 proc. – 15 minut. Im mniej czasu pracownik spędza na dojazdach, tym większa efektywność i szansa na zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Co piąty pracownik rozważał w ostatnich dwóch latach rezygnację z pracy właśnie ze względu na długi dojazd.

Z ankiety, którą przeprowadził portal Praca.pl, wynika, że dla 59 proc. Polaków oferta pracy jest atrakcyjna, jeśli czas dojazdu nie przekracza 30 minut, natomiast dla 21 proc. Polaków czas dojazdu powinien być krótszy niż 15 minut – mówi agencji Newseria Biznes Michał Filipkiewicz, ekspert portalu Praca.pl.

Z ubiegłorocznych badań portalu wynika, że optymalną odległością jest 5 km, kiedy dojazd – w zależności od miast i korków – zajmuje 10-25 minut. Dla blisko połowy Polaków akceptowalna jest odległość do 20 km. Im mniej czasu zajmuje dojazd, tym lepiej dla naszego zdrowia psychicznego. Zachowana jest wówczas równowaga między życiem zawodowym a osobistym. Badanie Randstad Award pokazuje, że ten właśnie element jest istotny dla 43 proc. pracowników.

Długi czas dojazdu do pracy oznacza zaburzenie tzw. work-life balance, czyli równowagi między życiem prywatnym a życiem zawodowym. Długi dojazd do pracy oznacza, że musimy wstawać wcześniej, później pojawiamy się w domu, cierpią na tym nasze relacje rodzinne, mamy mniej czasu na własne hobby. Długi czas dojazdu do pracy wiąże się też z wyższymi kosztami – tłumaczy Filipkiewicz.

Jak podkreśla, ponad połowa Polaków dojeżdża do pracy samochodem, a tylko niewielka część jako pasażerowie. Przy założeniu, że odległość do pracy wynosi 20 km, a średnie spalanie to 7 litrów na 100 km, miesięcznie za benzynę trzeba zapłacić ok. 250 zł. Koszty te rosną, kiedy droga do pracy wiąże się z dużymi korkami.

Poszukując pracy, powinniśmy zwracać uwagę na to, gdzie jest zlokalizowane nasze miejsce pracy – podkreśla Filipkiewicz.

Portal Praca.pl uruchomił mapę, która umożliwia lokalne wyszukiwanie ofert pracy we wskazanej przez użytkownika lokalizacji lub odległości od miejsca, w którym się znajduje. Na mapie widać, gdzie znajduje się potencjalne miejsce pracy.

 Z tego co obserwujemy na Praca.pl, dla coraz większej grupy osób lokalizacja miejsca pracy decyduje o przyjęciu bądź odrzuceniu danej oferty. Natomiast osobom mającym już zatrudnienie chcemy ułatwić zmianę pracy na taką, która znajduje się bliżej miejsca zamieszkania – mówi Michał Filipkiewicz.

Nawet jeśli oferta pracodawcy spełnia wymagania kandydata, a proponowane zarobki są satysfakcjonujące, zbyt duża liczba kilometrów może wpłynąć na jego odmowę. Warto również dokładnie sprawdzić możliwość dojazdu – nawet niewielka odległość nie oznacza automatycznie szybkiego dojazdu, przede wszystkim ze względu na korki.

Często zmieniamy pracę, bo nowy pracodawca oferuje nam więcej pieniędzy. Może się jednak okazać, że dłuższe dojazdy będą wiązały się z większymi wydatkami na paliwo, przez co podwyżka nie będzie już tak atrakcyjna. Poszukując pracy, nie wpisujmy tylko swojego miejsca zamieszkania, bo jeśli szukamy pracy w Warszawie, a mieszkamy na Ursynowie czy w Wilanowie, to warto rozważyć też sąsiadujące miejscowości, jak Piaseczno czy Konstancin – przekonuje ekspert portalu Praca.pl.

Z badania portalu z 2014 roku wynika, że 46 proc. osób przyjęłoby lepiej płatną pracę, jeśli dojazd nie przekraczałby 20 km. Ponad 20 proc. zgodziłoby się dojeżdżać nawet 50 km. Na dłuższym czasie spędzonym w podróży do i z pracy tracą jednak nie tylko sami pracownicy i ich rodziny, lecz także pracodawcy.

Międzynarodowe badania wykazały, że co piąty pracownik w przeciągu ostatnich 2 lat rozważał zmianę miejsca pracy z uwagi na długi dojazd. Dlatego jeżeli firma pozyskuje pracowników, którzy mieszkają daleko od miejsca pracy, to może się okazać, że taki pracownik podejmie decyzję o rezygnacji z pracy – mówi Michał Filipkiewicz.

Większość polskich projektantów pod jednym dachem. Koncept MODO Domy Mody daje szanse na zdrową rywalizację

0

CEO Magazyn Polska

W MODO Domach Mody na 16 tys. mkw. powierzchni swoje butki otworzyło 350 projektantów z Polski i z zagranicy. To miejsce mobilizuje do tego, by być jeszcze lepszym i bardziej kreatywnym, i daje szanse na zdrową rywalizację – mówi projektantka Dorota Goldpoint. Jak podkreśla, to eksperymentalny projekt, który wpisuje się w coraz popularniejszy trend slow fashion.

MODO Domy Mody to pierwsze takie przedsięwzięcie na mapie Warszawy. W jednym miejscu, na 16 tys. mkw. powierzchni, znajduje się 350 butików zarówno polskich projektantów, jak i światowych marek. Centrum mieści się przy ul. Łopuszańskiej.

– To miejsce tworzy przestrzeń do tego, żeby być jeszcze lepszym, jeszcze bardziej kreatywnym, żeby powstała taka zdrowa rywalizacja, która właściwie służy nam wszystkim. My się dzięki temu rozwijamy, a klient ma doskonały wybór. Są marki, które szyją bardzo awangardowe rzeczy, inne klasyczne, inne to łączą. Różnorodność oferowanych produktów jest wyjątkowa – mówi agencji informacyjnej Newseria Dorota Goldpoint, projektantka mody. – To jest dosyć eksperymentalny projekt, ale ja w niego wierzę.

Dorota Goldpoint podkreśla, że jest to idealne miejsce dla klientów wymagających, którzy szukają nietuzinkowych ubrań i dodatków.

Ten koncept podąża za trendem światowym, jakim jest slow fashion, czyli kupujemy mniej, ograniczamy zakupy w sieciówkach na rzecz produktów bardzo oryginalnych, wyjątkowych, nietypowych. Szukamy własnego stylu, który można znaleźć tylko u projektantów polskich czy zachodnich, ale na pewno nie w sieciówkach – zaznacza Goldpoint.

W MODO Domy Mody swoje butiki mają m.in. Łukasz Jemioł, Teresa Rosati, duet Paprocki & Brzozowski, Natasha Pavluchenko i Joanna Kruczek. Obok znanych i cenionych projektantów mają szansę zaistnieć również ci, którzy dopiero debiutują.

Mamy wspaniałych projektantów, projektantki, ludzi ogromnie twórczych. Ja zachęcałabym wszystkich, którzy lubią modę, bo trzeba być zwierzęciem modowym, którzy kochają rzeczy nowe, wyjątkowe, zaskakujące, do odwiedzenia tego miejsca. Takie osoby na pewno znajdą tu dla siebie miejsce – mówi Dorota Goldpoint.

Projektantka nie kryje satysfakcji z tego, że mogła dołączyć do prestiżowego grona w MODO.

Ofertę kupna butiku w MODO otrzymałam już w styczniu. Tego samego dnia, gdy zobaczyłam, jak wygląda cały kompleks, podpisałam umowę. Sposób zarządzania tym konceptem i jego tworzenia jest tak energetyzujący i niezwykły, że bardzo się cieszę, że do niego przystąpiłam – wspomina Dorota Goldpoint.

Kolekcje najlepszych projektantów, marki niedostępne w innych centrach handlowych, designerska przestrzeń oraz atrakcyjna lokalizacja sprawiają, że MODO Domy Mody powinno znaleźć się na mapie miłośników dobrego stylu.

Koncepcja jest fantastyczna. Wszystkie najlepsze marki są w jednym miejscu. Im więcej takich miejsc, tym lepiej, ponieważ jak jest duża konkurencja, czyli są niższe ceny – raz, a dwa, jest miejsce dla producentów z Polski – mówi aktorka Małgorzata Pieńkowska.

Deloitte Digital rozpoczyna działalność w Polsce

Deloitte Digital, globalna agencja interaktywno-konsultingowa należąca do firmy doradczej Deloitte rozpoczyna działalność na rynku środkowoeuropejskim. Zaczyna od akwizycji Digital One, jednej z najbardziej doświadczonych agencji digitalowych w Polsce. W wyniku połączenia kompetencji marketingowych i kreatywnych Digital One z wiedzą branżową i doświadczeniem w konsultingu strategicznym i technologicznym Deloitte powstaje pionierski na polskim rynku model, tworzący nową kategorię opartą na komplementarnych atrybutach agencji interaktywnej i firmy doradczej. Osiągnięcia Deloitte Digital Stanach Zjednoczonych i na świecie dowodzą skuteczności tego modelu.

Deloitte Digital, uznany przez Advertising Ageglobalny magazyn o marketingu i mediach, za drugą największą agencję interaktywną na świecie, rozpoczyna działalność w Polsce i Europie Środkowej i zaczyna od akwizycji Digital One, jednej z najbardziej doświadczonych agencji interaktywnych na polskim rynku.

“Deloitte Digital to nowy model usług na nowe czasy. Jesteśmy unikalnym połączeniem agencji interaktywnej i firmy konsultingowej, zintegrowanych w ramach jednej, globalnej praktyki. Wyposażeni w silne, zorientowane branżowo kompetencje strategiczne, wiedzę i doświadczenie we wdrażaniu nowych technologii, a także mając do dyspozycji sprawdzone kompetencje agencji interaktywnej, będziemy obsługiwać naszych klientów w sposób, jakiego nie mogą dostarczyć tradycyjne agencje digitalowe czy firmy doradcze”- mówi Zbigniew Szczerbetka, Lider Deloitte Digital w Europie Środkowej.

W wyniku połączenia, Digital One będzie działać pod marką Deloitte Digital, zaś Olgierd Cygan, założyciel i prezes Digital One dołącza do Deloitte jako Partner i będzie zarządzał częścią agencyjną Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej.

Olgierd Cygan
Olgierd Cygan

„Stajemy się częścią Deloitte Digital, bo widzimy ogromny potencjał tej współpracy. To połączenie pozwoli nam rozwijać się jeszcze szybciej niż dotychczas. W pełni utożsamiamy się z unikalnym modelem działania i nową kategorią, którą stworzył Deloitte. Marketing cyfrowy zmienia się i rozwija bardzo szybko. Ten pionierski model, łączący doradztwo strategiczne, technologię i działania kreatywne jest moim zdaniem przełomowy i definiuje nową kategorię. Chcemy być częścią tej zmiany” – mówi Olgierd Cygan.

Przejęcie Digital One, agencji zatrudniającej dziś blisko stu pracowników, zapewnia Deloitte Digital natychmiastowy dostęp do silnych i sprawdzonych kompetencji jednej z najbardziej doświadczonych agencji interaktywnych w Polsce. Jest to jednak dopiero pierwszy etap planu inwestycyjnego Deloitte Digital, który zakłada dalsze rozszerzanie zakresu usług, jak również obecności terytorialnej firmy w Europie Środkowej i poza nią, z zamiarem stworzenia dedykowanego huba, który będzie świadczył usługi z zakresu marketingu cyfrowego dla innych rynków europejskich.

W swoim podejściu do integracji nowych firm Deloitte Digital, podkreśla znaczenie zachowania kultury organizacyjnej agencji kreatywnych.

Jako Deloitte Digital jesteśmy częścią sieci Deloitte, czyli największej globalnej firmy konsultingowej. Jednak zdajemy sobie sprawę, że to, co jest często najbardziej kluczowym elementem każdej dobrej agencji kreatywnej to jej unikalna kultura. Chcemy ją zachować. Dlatego w Deloitte Digital na świecie działamy poprzez tzw. studia, czyli sieć zespołów, którym zostawiamy sporo autonomii i pozwalamy funkcjonować w ich naturalnym, niekorporacyjnym otoczeniu. Chcielibyśmy, aby zachowały kulturę startupów będąc jednocześnie częścią potężnej międzynarodowej organizacji. Podoba nam się ich nieformalność, elastyczny, pozbawiony silnej hierarchii styl działania, luźna atmosfera, ale jednocześnie bezkompromisowość co do jakości i estetyki, intensywne zaangażowanie zespołu w bliską, iteracyjną współpracę z klientami. Dla pracowników Deloitte Digital, a także dla klientów, którzy lubią w ten sposób z nami pracować to bardzo atrakcyjna wizja – mówi Zbigniew Szczerbetka.

To kolejny krok Deloitte, po niedawnym połączeniu ze Stratosferą, wiodącą firmą konsultingową specjalizującą się w pozycjonowaniu marek i marketingu strategicznym.

Popołudniowy komentarz walutowy z 21.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 21.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Wynagrodzenie członków Rad Nadzorczych w branży energetycznej – Tauron i Enea a reszta rynku

Obecny rok jest okresem ogromnych przemian w branży energetycznej, które można porównać do solidnego trzęsienia ziemi. Szczególnie dyskutowana jest sytuacja dwóch spółek: Tauronu i Enei. Ma to związek z zaangażowaniem ich przez skarb państwa w plany ratowania nierentownych zakładów górniczych. To jednak tylko spekulacje, fakty są takie, że w Enei od dnia 30 czerwca2015r. do dnia 27 lipca 2015 r.wymieniono trzech z ośmiu członków rady nadzorczej. Z pełnienia funkcji niezależnego członka zrezygnował także Marian Gorynia. W Tauronie natomiast w sierpniu odwołano czterech członków RN, a kolejny sam zrezygnował. W ich miejsce powołano pięciu nowych członków. Dodatkowo w Tauronie na początku października br. wymieniono część zarządu, w tym prezesa zarządu Dariusza Luberę.

W poniższym artykule została dokonana analiza wynagrodzeń członków rad nadzorczych tych dwóch spółek na tle reszty branży energetycznej, jak i spółek podobnych ze względu na przynależność do określonego indeksu, czy podobną wielkość zysku netto.

Co podlega analizie?

Analizie poddane zostały wynagrodzenia czterech członków rady nadzorczej w Tauron SA, oraz ośmiu członków rady nadzorczej Enea SA, którzy przepracowali cały rok 2014. Dane dotyczące wynagrodzeń pochodzą z raportów rocznych za 2014r. Dane te zostały porównane z wartościami otrzymanymi dla pozostałych spółek z branży energetycznej, jak i spółek o podobnych parametrach finansowych ujętych w raporcie Sedlak & Sedlak dotyczącym wynagrodzeń członków rad nadzorczych spółek notowanych na GPW w 2014r.

Tauron i Enea a branża energetyczna

Rysunek 1. przedstawia średnie wynagrodzenia członków rady nadzorczej spółek Tauron SA i Enea SA, którzy przepracowali cały rok 2014, na tle średniego wynagrodzenia w pozostałych spółkach z branży energetycznej. Jak widać członkowie rady nadzorczej Tauron SA zarabiali zdecydowanie lepiej niż osoby zajmujące podobne stanowiska w spółkach branży energetycznej. Ich wynagrodzenia były prawie dwa razy większe niż średnie wynagrodzenie we wszystkich spółkach tej branży. Można spekulować, że związane jest to z wielkością firmy, jaką jest Tauron. Gigant branży energetycznej wykazał w zeszłym roku ponad 18 mld PLN przychodów i prawie 1,2mldPLN zysku netto. Są to zdecydowanie wyższe wartości niż w większości pozostałych spółek branży energetycznej ujętych w raporcie (choć nadal mniej niż w PGE, które pozostaje liderem rynku). Inaczej sytuacja przedstawia się w Enei, gdzie średnie wynagrodzenie było o ponad 18 000 PLN niższe niż średnia rynkowa.

Schemat 1. Średnie wynagrodzenia członków rad nadzorczych w Tauron SA i Enea SA na tle średniego wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek z branży energetycznej

CEO Magazyn Polska

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek notowanych na GPW w 2014 roku”
oraz skonsolidowanych raportów rocznych spółek Tauron Polska Energia SA i ENEA SA

Tauron i Enea a indeksy WIG20 i mWIG40

Rysunek 2. przedstawia średnie wynagrodzenia członków rady nadzorczej spółek Tauron SA i Enea SA, którzy przepracowali cały rok 2014, na tle średniego wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek z indeksów WIG20 i mWIG40 (Enea w roku 2014 była członkiem indeksu mWIG40). Średnie wynagrodzenia w obu spółkach są niższe niż średnie wynagrodzenia dla indeksów odniesienia. Członkowie rady nadzorczej w Tauron SA zarobili o prawie 40 000 PLN mniej niż przeciętny członek w radzie nadzorczej spółki z WIG20. Natomiast w Enei członkowie rady nadzorczej zarobili tylko niecałe 33% średniego wynagrodzenia członka rady nadzorczej w  spółce z mWIG40.

Schemat 2. Średnie wynagrodzenia członków rad nadzorczych w Tauron SA i Enea SA,
a średnie wynagrodzenie członków rad nadzorczych w spółkach notowanych
w indeksach WIG20 i mWIG40

CEO Magazyn Polska

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek notowanych na GPW w 2014 roku”
oraz skonsolidowanych raportów rocznych spółek Tauron Polska Energia SA i ENEA SA

Tauron i Enea, a spółki o podobnym zysku netto

Rysunek 3. Przedstawia średnie wynagrodzenia członków rad nadzorczych w Tauron SA i Enea SA na tle średniego wynagrodzenia członków rad nadzorczych w spółkach o zysku netto od 650 mln PLN do 1,3 mld PLN. Tauron w 2014r. odnotował zysk netto na poziomie prawie 1,2 mld PLN, Enea pochwaliła się zyskiem netto na poziomie 909 mln PLN. Średnie wynagrodzenie członków rady nadzorczej w Enei jest znacząco niższe niż w Tauronie. Osoby pełniące funkcje nadzorcze w Enei zarabiały o ponad połowę mniej niż osoby zajmujące podobne stanowiska w Tauronie. Ich wynagrodzenie było też o ponad 72% mniejsze niż wynosi średnia wynagrodzenia dla członków rad nadzorczych spółek, które odnotowały zysk netto w przedziale 650 mln PLN do 1,3 mld PLN. Członkowie rady w Tauronie również zarobili mniej niż wyniosła średnia dla porównywalnych spółek. Ich wynagrodzenia były o ponad 25% niższe.

Schemat 3. Średnie wynagrodzenia członków rad nadzorczych w Tauron SA i Enea SA,
a średnie wynagrodzenia członków rad nadzorczych w spółkach
o zysku netto powyżej 100 mln PLN

CEO Magazyn Polska

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek notowanych na GPW w 2014 roku”
oraz skonsolidowanych raportów rocznych spółek Tauron Polska Energia SA i ENEA SA

Wysokość wynagrodzenia, a ilość posiedzeń rady nadzorczej

Ważnym kryterium podczas ustalania wysokości wynagrodzeń członków rad nadzorczych, jest ilość posiedzeń rady, jaka odbyła się w danym roku. Członkowie rady nadzorczej wynagradzani są zazwyczaj stałą kwotą, za każde posiedzenie w jakim wezmą udział. Zarówno w Tauronie, jak i w Enei odbyło się po osiem posiedzeń rady nadzorczej. Rada Nadzorcza Tauronu podjęła w tym czasie 84 uchwały,a rada nadzorcza Enei 58 uchwał. Z tego wynika, że członek rady nadzorczej w Tauronie, który był obecny na każdym posiedzeniu rady, otrzymał za każde spotkanie średnio 13 969 PLN. Natomiast członek rady nadzorczej w Enei, który wykazał się stuprocentową frekwencją zarobił 5182 PLN.

Wykres 1. Wysokość wynagrodzenia za jedno posiedzenie rady nadzorczej
w Tauron SA i Enea SA

CEO Magazyn Polska

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu
„Wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek notowanych na GPW w 2014 roku”
oraz sprawozdań z działalności rad nadzorczych spółek Tauron Polska Energia SA i ENEA SA

 

Podsumowanie

Analizując wynagrodzenia członków rad nadzorczych w Tauron SA i Enea SA można odnieść wrażenie, że zostały one ustalone na podstawie dwóch różnych benchmarków. Wynagrodzeniom w Tauronie zdecydowanie bliżej jestdo wynagrodzeń w innych spółkach notowanych w WIG20, czy w spółkach o zysku netto w przedziale 650 mln PLN – 1,3 mld PLN. Wynagrodzenia w Enei są natomiast bardziej zbliżone do średniej w branży energetycznej. Pomimo to, w obu spółkach średnie wynagrodzenia były niższe lub zdecydowanie niższe niż w porównywalnych spółkach.Stosunkowo niska płaca (w zestawieniu z zarobkami członków rad nadzorczych w podobnych spółkach), oferowana członkom rad nadzorczych analizowanych spółek oraz ogrom pracy z jakim będą musieli się zmierzyć w związku z nadchodzącymi przemianami, stawia pod znakiem zapytania możliwość zatrzymania w spółkach wartościowych osób na stanowiskach nadzorczych na dłuższy czas. Na koniec należy więc zadać pytanie, czy w przyszłości czekają nas kolejne zmiany w składzie osobowym rad nadzorczych w analizowanych przedsiębiorstwach?Więcej informacji na temat wynagrodzeń członków rad nadzorczych znajdą państwo w raporcie „Wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek notowanych na GPW w 2014r.” firmy Sedlak & Sedlak.

Zakupy zyskują coraz ważniejszą rolę w polskich przedsiębiorstwach

Polskie organizacje stopniowo odchodzą od transakcyjnej realizacji zamówień na rzecz partnerstwa strategicznego i generowania wartości dodanej poprzez zakupy. Z raportu KPMG wynika jednak, że ok. 75% jest nadal na dość wczesnym lub średnim etapie dojrzałości zakupowej. Największy odsetek dojrzałych zakupowo organizacji zadeklarowali przedstawiciele sektora produkcji przemysłowej oraz usług finansowych i ubezpieczeniowych (ok. 40% badanych organizacji w sektorze). Głównymi kierunkami rozwoju funkcji zakupów są obecnie strategiczne zarządzanie kategoriami uwzględniające zarządzanie dostawcami i ryzykiem w zakupach, a także realizacja dedykowanych programów szkoleniowych.

Transformacja organizacji zakupowych trwa, ale nadal wiele z nich jest na wczesnym etapie dojrzałości

 Organizacje zakupowe w Polsce przechodzą proces transformacji. Rola oraz postrzeganie funkcji stopniowo odchodzi od stereotypu obszaru wsparcia w stronę partnera dla biznesu budującego wartość dodaną dla organizacji. Strategiczna wartość funkcji zakupowej wykracza poza ramy formalnych procedur i biernej koordynacji procesu wyboru dostawców – nowoczesne zakupy wspierają decyzje produktowe, wizerunkowe oraz te, adresujące zarządzanie ryzykiem. Celem transformacji jest zatem przedefiniowanie roli obszaru zakupów i wyniesienie funkcji poza administracyjną realizację zamówień w stronę partnerstwa biznesowego, wspierającego strategiczny rozwój spółki.

W przeszłości jednostki zakupowe koncentrowały się (poziom 68-74% wskazań) na redukcji kosztów, usprawnianiu procesu zakupowego i wdrażaniu narzędzi zakupowych, dążąc do uproszczenia ścieżek decyzyjnych i zapewnienia możliwie najwyższej jakości oraz transparentności prowadzonych działań. Obecnie zarządzający funkcją zakupową adresują coraz  częściej potrzebę budowania trwałych relacji z dostawcami, definiowania efektywnych zasad tzw. governance w zakupach oraz automatyzacji czynności operacyjnych na rzecz większego skupienia na obszarach strategicznych.

Podstawą poprawnego funkcjonowania obszaru zakupów jest właściwe zrozumienie przez zespół zakupowy procesów biznesowych i celów strategicznych organizacji tak, aby przyczyniać się do ich realizacji, poprawy efektywności działania lub wdrażania rozwiązań innowacyjnych. Tylko w ten sposób funkcja zakupowa może stać się partnerem strategicznym dla biznesu – mówi  Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Niezwykle istotne jest uelastycznianie procesu zakupowego tak, aby był w stanie dostosowywać się do zachodzących w otoczeniu zewnętrznym zmian. Funkcja zakupowa musi aktywnie zarządzać ryzykiem i adaptować się do dynamiki środowiska zewnętrznego.

Wyniki badania wskazują, że określając przebieg procesów zakupowych większość organizacji (70-80% badanych jednostek) koncentruje się na czynnościach taktycznych, związanych z wyborem dostawcy. W wielu przypadkach brakuje właściwego zdefiniowania, a w konsekwencji także wdrożenia elementów zakupów strategicznych, tj. zarządzania ryzykiem w zakupach, budowania strategii zakupowych dla kategorii, czy też strategicznego kształtowania relacji z dostawcami. To m.in. te elementy powinny stanowić odpowiedź nowoczesnej funkcji zakupowej na zmienność środowiska zewnętrznego – komentuje Katarzyna Cichoń, executive consultant w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Dojrzałość zakupowa polskich organizacji nie wynika bezpośrednio z sektora działalności spółki

 Ocena dojrzałości funkcji zakupów przedsiębiorstw działających w Polsce wskazuje, że większość z nich (ok. 75%) jest na dość wczesnym lub średnim etapie dojrzałości. Dojrzałość zakupowa polskich organizacji nie wynika bezpośrednio z sektora działalności spółki, w większości sektorów można wskazać organizacje deklarujące stosowanie dobrych praktyk rynkowych w zakresie zarządzania funkcją zakupów. Największy odsetek dojrzałych zakupowo organizacji zadeklarowali przedstawiciele sektora usług finansowych i ubezpieczeniowych oraz produkcji przemysłowej (ok. 40 % badanych organizacji w sektorze).

 Znaczna część organizacji w ostatnich latach przeszła transformację z roli tzw. „koordynatora procesów zakupowych” do roli  „realizatorów inicjatyw efektywności kosztowej”. Występują jednak również liderzy rynku, głównie podmioty z sektora dóbr konsumpcyjnych, usług finansowych i ubezpieczeniowych oraz produkcji przemysłowej, którzy stopniowo przekształcają obszar zakupów w funkcję strategiczną, aktywnie zaangażowaną w projektowanie produktów i usług (etap Value of Procurement) – mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

 KPMG-ocena-zaawansowania-polskich-organizacji-zakupowych-w-sektorachKolejne etapy dojrzałości organizacji zakupowych zakładają stopniowe odejście od koncentracji wyłącznie na efektywności kosztowej i wypracowywaniu oszczędności, jako głównych celach działalności funkcji zakupów. Pojawiającymi się nowymi, dodatkowymi celami są budowa partnerstwa biznesowego wewnątrz organizacji (współpraca z innymi funkcjami i jednostkami) oraz partnerstwa strategicznego z dostawcami. Zaawansowana jednostka zakupowa wnosi wartość dodaną w ramach szerokiego spektrum inicjatyw strategicznych,  tj. innowację produkcji, rozwój nowych produktów czy transformację modelu biznesowego całej organizacji. Wiele organizacji na tym poziomie dojrzałości kładzie szczególny nacisk na elastyczność zakupów względem zmienności środowiska zewnętrznego – zarówno po stronie popytu konsumenckiego na wytwarzany produkt, jak i podaży jego surowca.

 Świadomość wyzwań i oczekiwań jest wysoka, rośnie potrzeba usprawnień

 Największy dystans do wiodących praktyk zaobserwowano w ramach zakresów wsparcia procesu zakupowego dedykowanymi narzędziami IT. Aż 62% badanych organizacji zakupowych wskazało, że stosują narzędzie na potrzeby elektronicznego składania zamówień, natomiast 58% organizacji realizuje w ten sposób aukcje elektroniczne, a 47% prowadzi agregację zapotrzebowań, wspierając funkcje planistyczne. Powyższe zakresy stanowią podstawę funkcjonowania narzędzi zakupowych. Pełniejsze pokrycie procesu zakupowego, realizowane przez ok. 40% badanych, oznacza m.in. uwzględnienie w zakresie wsparcia narzędziowego procesu wyboru dostawcy (RFx), a także jego oceny i proces komunikacji.

 Informatyzacja procesu zakupowego, zgodnie z wytycznymi Dyrektyw UE, powinna stanowić jeden z głównych kierunków rozwoju szczególnie dla jednostek objętych reżimem Prawa Zamówień Publicznych. Jak wynika z założeń planowanej nowelizacji ustawy, proces zakupowy w coraz szerszym zakresie będzie wspierany dedykowanymi rozwiązaniami systemowymi, np. poprzez wdrożenie elektronicznej komunikacji między wykonawcą i zamawiającym, składanie ofert i wniosków w postępowaniu poprzez profil nabywcy, czy elektroniczną platformę zamówień publicznych – podkreśla Katarzyna Cichoń, executive consultant w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Innym z głównych wyzwań jest budowanie właściwego postrzegania roli zakupów i sposobów, w jaki funkcja zakupowa może przyczyniać się do budowania wartości dodanej dla organizacji. Wyniki badania wskazują na potencjalne powiązanie tak stawianej tezy z faktem, że ponad 25% organizacji zakupowych nie prowadzi pomiaru efektywności funkcji zakupowej. Wiele organizacji, które prowadzi analizy efektywności procesu zakupowego, raportuje natomiast w przeważającej mierze tylko sprawność operacyjną, tj. terminowość dostaw czy skalę uzyskiwanych oszczędności. Ok. 30% organizacji prowadzących pomiary raportuje je tylko na wewnętrzne potrzeby funkcji zakupów. Potrzebna jest współodpowiedzialność obszaru zakupów za wynik całej organizacji i komunikowanie realizowanego przez zakupy wkładu do szerokiego grona interesariuszy.

Zgodnie z wynikami globalnego badania KPMG (‘Harnessing the Power of Procurement’), zaledwie 27% zarządzających spółkami postrzega zakupy jako źródło wartości dodanej dla organizacji, a tylko 40% interesariuszy wspólnie z funkcją zakupową angażuje się w realizację celów biznesowych – mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce – i dodaje – Dla budowania wartości dodanej konieczne jest wspólne uzgadnianie wskaźników podkreślających powiązanie działań jednostki zakupowej z celami i strategią całej organizacji oraz monitorowanie i komunikowanie ich wewnątrz oraz poza funkcję zakupów.

 Głównym kierunkiem rozwoju organizacji zakupowych w Polsce jest rozszerzenie podejmowanych inicjatyw o cele jakościowe, podkreślające budowanie wartości dodanej dla organizacji

 Podjęte przez organizacje w ostatnich latach inicjatywy skupiały się wokół efektywności kosztowej i centralizacji zarządzania obszarem. Kierunkami rozwoju pozostaje wdrożenie strategicznych elementów procesu zakupowego, prowadzenie dedykowanych programów szkoleniowych, zwiększenie wykorzystania funkcjonalności narzędzi zakupowych oraz pomiar i komunikowanie wartości dodanej generowanej przez funkcję zakupów – Value of Procurement.

 W strategicznym podejściu do zakupów, zgodnym z koncepcją Value of Procurement, obserwuje się dążenie do pełnej realizacji synergii wynikających ze współpracy obszaru zakupów z innymi funkcjami biznesowymi. Funkcja zakupów powinna więc odchodzić od biernej realizacji składanych zamówień na rzecz analizy szerokiego zakresu informacji, prognozowania trendów oraz wspierania decyzji biznesowych – dodaje  Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

 Ważnym jest, aby funkcję zakupową postrzegać nie z perspektywy ceny, a raczej kosztu całkowitego, uwzględniającego cykl życia produktu, koszty jego utrzymania, jak również koszty społeczne, aspekty środowiskowe i walory jakościowe. Mierząc wartość generowaną przez zakupy strategiczne nie można zatem ograniczać się wyłącznie do monitorowania uzyskiwanych redukcji kosztów. Potrzebne jest uwzględnienie realizacji celów jakościowych, efektów aktywnego zarządzania popytem, pracy nad specyfikacją zamówień oraz składanych zapotrzebowań, a nade wszystko współpraca strategiczna i partnerska realizacja celów biznesowych w organizacji.

Siła rekomendacji — dlaczego klienci wystawiają opinie o sklepach internetowych?

Pisze się je zazwyczaj w porze kolacji, mają od 2 do nawet 20 tysięcy znaków, a sklepy internetowe zyskują dzięki nim zaufanie klientów. Mowa o opiniach konsumenckich. Opineo.pl postanowiło sprawdzić, dlaczego internauci wystawiają recenzje i co zazwyczaj się w nich zawiera. Wyniki badań mogą zaskakiwać.

Opineo infografikaOpinie konsumenckie to bardzo ważne narzędzie dla e-biznesu. Dzięki nim klienci nabierają zaufania do marki, a konwersja rośnie. Według Dimensional Research już 90% internautów przed podjęciem decyzji zakupowej sprawdza, co o danym sklepie i produkcie zostało napisane w sieci. Pozytywne opinie potrafią przyciągać klientów jak magnes. Negatywne — jeśli jest ich sporo — sprawiają, że klienci rezygnują z zakupów.

Zbieranie opinii nie należy jednak do zadań prostych i przyjemnych. Wśród wszystkich użytkowników Opineo, 30% stanowią osoby, które aktywnie opiniują sklepy, produkty i usługi. Co sprawia, że klienci poświęcają wolną chwilę na napisanie recenzji?

 Wystarczy poprosić

Klienci najczęściej decydują się na wystawienie opinii, ponieważ… poprosił ich o to sprzedawca. Odpowiedź taką wskazało aż 31% respondentów badania, jakie Opineo przeprowadziło w maju i czerwcu na grupie 1200 użytkowników. Nieco mniejszą grupę – jedną czwartą ankietowanych – do napisania komentarza motywuje zadowolenie z zakupów. Rozczarowanie jest motorem do działania dla zaledwie 5% internautów. Prawie 20% recenzuje produkty i usługi po praktycznie każdym zakupie, zaś 18% przyznaje, że bardzo rzadko zdarza im się pozostawić opinię konsumencką w sieci.

Oznacza to, że internauci wciąż nie mają dostatecznego nawyku opiniowania usług i produktów. Bardzo ważnym zadaniem, przed którym stają przedsiębiorcy z obszaru e-commerce, jest więc zachęcenie konsumentów do dzielenia się swoimi doświadczeniami zakupowymi.


Polak w sieci lubi pomagać

Serwis Opineo sprawdził również, dlaczego konsumenci wystawiają opinie o sklepach internetowych. Zarówno w przypadku negatywów, jak i pozytywów powód napisania komentarza jest praktycznie ten sam – użytkownicy chcą pomóc innym kupującym. W przypadku pochlebnych recenzji powodem jest chęć nagrodzenia uczciwego sprzedawcy (43%) i pomoc innym w podjęciu właściwej decyzji zakupowej (41%). Autorzy negatywnych komentarzy chcą zaś przestrzegać konsumentów przed nierzetelnymi sklepami (58%) i służyć dobrą radą (38%).

Mechanizmy rządzące motywacją ludzi wystawiających opinie rozumie Morele.net – jeden z liderów pod względem liczby opinii w serwisie Opineo. Jego sukces w dużej mierze wynika z komunikatów wysyłanych w wiadomościach posprzedażowych. Zawarta w nich formuła „Twoje spostrzeżenia i rady sprawią, że kolejne osoby zainteresowane podobnym zakupem będą miały możliwość dokonania najlepszego wyboru” odnosi się do jednego z najczęstszych powodów wystawiania opinii przez internautów – chęci doradzenia i niesienia pomocy innym kupującym. Takie podejście zaowocowało ponad 100 tysiącami opinii, 97-procentowym zadowoleniem klientów w serwisie Opineo i tytułem najlepszego Megasklepu w Rankingu Sklepów Internetowych 2015.

Fenomen słowa „polecam”

Tendencja ta ma odzwierciedlenie również w zawartości samych komentarzy wystawianych w serwisie Opineo. Analiza blisko 7 milionów opinii wykazała, że internauci przy opisywaniu swoich doświadczeń zakupowych najczęściej używają słowa „polecam”. W pozytywnych komentarzach zostało ono użyte aż 92 tysiące razy, zaś „nie polecam” w negatywnych opiniach wystąpiło w 36 tysiącach przypadków.

Oprócz tego autorzy opinii zwracają uwagę na cechy usług i produktów: jakość, przesyłka, doradztwo, kontakt, zwroty, czas realizacji. W pozytywach lubią używać określeń: bezproblemowe, OK, dobry, serdeczny, pozytywne, zgodne, super; a w negatywach: słabe, oszustwo, negatywna, brak kontaktu, niezgodny, powolny. Dzięki nim łatwo ustalić, na jakie aspekty zakupów użytkownicy zwracają w szczególności uwagę i które elementy obsługi warto doskonalić, jeśli chce się zbierać same pozytywne komentarze.

W moc komentarzy konsumenckich wierzy już większość czołowych graczy polskiego e-commerce. Najbardziej znany e-sklep motoryzacyjny – Oponeo.pl – od lat rozwija się m.in. dzięki skrupulatnej lekturze opinii. – Dzięki komentarzom poprawiliśmy komunikację z klientem. Wypracowaliśmy m.in. system informowania mailowo i esemesowo o wszelkich opóźnieniach w realizacji zamówienia. Ponadto jeszcze częściej aktualizujemy stany magazynowe, aby klient miał dostęp do jak najbardziej aktualnych informacji – mówi Monika Siarkowska, PR & IR manager w Oponeo.pl.

Czytanie opinii konsumenckich już stało się jednym z ważniejszych etapów podejmowania decyzji zakupowej. Tendencja ta będzie się nasilać. Według ostatniego raportu Nielsena „Global Trust in Advertising” komentarze internautów są obecnie drugim najbardziej zaufanym źródłem informacji o marce i wiarę w ich rzetelność deklaruje aż 70% użytkowników sieci. Przewiduje się, że w przeciągu następnych 4 lat odsetek ten ma wzrosnąć o kolejne 15%.

Koniec mitu millenialsów. Badania VMware wykazały, że transformację cyfrową napędzają pracownicy w każdym wieku, nie tylko ci najmłodsi

71% przebadanych pracowników regionu EMEA jest zdania, że powszechne korzystanie z umiejętności cyfrowych podnosi konkurencyjność. Czy firmy rzeczywiście w pełni wykorzystują ten potencjał?

Bartłomiej Ślawski
Bartłomiej Ślawski

VMware, globalny lider w dziedzinie infrastruktury środowiska chmury i rozwiązań mobilnych dla biznesu, opublikował wyniki badań, które obalają mit millenialsów. Dowodzą one, że pracownicy – bez względu na swój wiek – mają istotny wpływ na tempo transformacji cyfrowej przedsiębiorstw oraz że zdają sobie sprawę z ważnej roli umiejętności cyfrowych* w zapewnieniu rozwoju i konkurencyjności firmy.

W badaniu wzięło udział 5700 pracowników z Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (region EMEA). Wykazało ono, że kompetencje cyfrowe są priorytetem dla wszystkich grup demograficznych – nie tylko millenialsów i osób z pokolenia Z, jak do tej pory zwykło się uważać. Ma to istotny wpływ na sposób pracy oraz działalność całych przedsiębiorstw. Prawie trzy czwarte ankietowanych (71%) uważa, że powszechne wykorzystanie umiejętności cyfrowych podnosi konkurencyjność firmy, 67% jest zdania, że umożliwiają one lepszą współpracę między pracownikami, a według dwóch trzecich (66%) badanych rozpowszechnienie wykorzystywania umiejętności cyfrowych w pracy może prowadzić do wzrostu rentowności firmy w ciągu najbliższych pięciu lat.

Fakt, że prawie dwie trzecie (64%) badanych wyraziło chęć uczenia się nowych sposobów pracy i rozwoju umiejętności cyfrowych podnoszących produktywność jasno pokazuje, że pracownicy zdają sobie sprawę z potencjału, jaki drzemie w znajomości nowych technologii oraz że chcą oni ten potencjał wykorzystać. Co więcej, starsze pokolenia pracowników dążą do rozwinięcia tego typu kompetencji także pod kątem technicznym. 39% badanych z grupy wiekowej 45-54 czynnie poszukuje możliwości zasięgnięcia porad lub odbywania szkoleń w dziedzinie projektowania i tworzenia aplikacji mobilnych, a prawie jedna trzecia (31%) osób z grupy 55+ podejmuje te same działania również w zakresie programowania i tworzenia treści online.

Pomimo wysokiej świadomości pracowników mniej niż połowa (48%) badanych wierzy, że jest w stanie w pełni wykorzystać swoje umiejętności cyfrowe w swojej organizacji. Przeszkody stojące na drodze do pełnego rozwoju potencjału zatrudnionych są wielorakie i dotyczą między innymi: braku uwzględnienia zadań cyfrowych na liście obowiązków pracowników (51%), braku środków finansowych (43%), braku odpowiedniego wsparcia ze strony zespołu IT (40%) oraz zbyt restrykcyjnych polityk przedsiębiorstw (39%).

„Zasadnicza zmiana zestawu umiejętności pracowników w obecnej epoce cyfrowej prowadzi do transformacji sposobu prowadzenia działalności w firmach oraz wpływa na proces tworzenia strategii, wyznaczania kierunków i podejmowania decyzji” – mówi Matt Crosby, Head of expertise na region Wielkiej Brytanii i Irlandii w globalnej firmie konsultingowej Hay Group. „W tej sytuacji zarówno szanse jak i wyzwania wiążą się z koordynacją pracy starszej kadry posiadającej wieloletnie doświadczenia nabyte w epoce przedcyfrowej z młodszymi pracownikami wnoszącymi do organizacji nową specjalistyczną wiedzę i umiejętności, a także posiadającymi nowe oczekiwania i reagującymi na inne źródła motywacji. Każda firma musi dołożyć starań, aby odnaleźć taki system pracy, w którym takie wielopokoleniowe zespoły będą mogły współpracować, realizując również niektóre ze „starych” zadań, takich jak rozliczanie z obowiązków czy ewaluacja wydajności i efektów, upewniając się jednocześnie, że nowe pomysły i sposoby realizacji obowiązków zawodowych mogą się swobodnie rozwijać”.

Koordynacja działań zespołu IT i starszej kadry kierowniczej powinna odgrywać znaczącą rolę w budowaniu organizacji skupionej w większym stopniu na technologiach cyfrowych. To właśnie działy IT zajęły pierwsze miejsce na liście podmiotów odpowiedzialnych za taką zmianę (w opinii 34% respondentów), lokując się ponad dyrektorami zarządzającymi i generalnymi (19%), zarządem (16%) oraz dyrektorami poszczególnych działów (13%). Jednocześnie, zdaniem wielu badanych, zmiana sposobu działalności firmy wymaga także bardziej aktywnych działań ze strony starszej kadry menadżerskiej. Jedynie połowa (50%) ankietowanych uznała, że ich przełożeni zachęcają pracowników do wdrażania nowych sposobów pracy w organizacji.

Ponadto ankietowani wskazali obszary priorytetowe dla zmiany modelu pracy: zwiększenie nakładów na szkolenia w zakresie umiejętności cyfrowych (54%), ulepszenie systemu nagród zachęcających do korzystania z umiejętności cyfrowych (47%) oraz rozwój kultury pracy, która w większym stopniu promuje korzystanie z takich umiejętności (44%).

„W dzisiejszym świecie biznesu skuteczna transformacja cyfrowa opiera się na kulturze pracy, ludziach i umiejętnościach. Duże inwestycje przedsiębiorstw w pozyskiwanie cyfrowych talentów są słusznym posunięciem, zmierzającym do wykorzystania kluczowych umiejętności, które wspomagają proces ewolucji i przyspieszają wdrażanie innowacji w organizacjach oraz umożliwiają lepszy kontakt z klientami. Wszystkie te elementy przekładają się na wyniki finansowe firm. VMware pomaga organizacjom w lepszym zrozumieniu idei nowych możliwości tkwiących w rzeczywistej transformacji modelu pracy zgodnie z wymogami epoki cyfrowej bez ryzyka związanego z obniżeniem poziomu bezpieczeństwa lub wydajności operacji. To konieczne, aby firmy mogły w pełni wykorzystać umiejętności i potencjał pracowników bez względu na ich wiek” – komentuje Bartłomiej Ślawski, Country Manager for Poland, VMware.

Czy złoty traci z powodu wyborów?

Od początku tygodnia złoty wyraźnie traci wobec pozostałych walut. Przedstawiciele Rosji dołączą dzisiaj do spotkania państw OPEC. Lepsze dane gospodarcze z USA a gorsze z Japonii.

Od kilku dni na notowaniach par złotowych ciążą nadchodzące wybory parlamentarne. Widać to wyraźnie porównując notowania złotego do innych walut naszego regionu. Złotówka od początku tygodnia straciła już niemal 1% względem euro bez wyraźnego powodu w danych makroekonomicznych. Najprawdopodobniej jest to strach przed nieznanym czy przed wynikami niedzielnych wyborów. Niewykluczone, że jeszcze przed końcem tygodnia zobaczymy korektę tego ruchu. Jeżeli okaże się, że złoty osłabi się zbyt mocno na rynku znajdą się inwestorzy chcący wykorzystać strach do osiągnięcia dodatkowych zysków. Do momentu kiedy się to nie wydarzy, zapowiada się kilka naprawdę nerwowych dni dla kredytobiorców frankowych, gdyż waluta ta zbliża się do 3-miesięcznych maksimów.

Rosja dołączy dzisiaj do technicznej narady OPEC. Stowarzyszenie debatuje co robić by ceny czarnego złota wróciły do poziomów sprzed spadków. Problemem jest to, że wydobycie i to bez powrotu Iranu na rynku rośnie szybciej niż nadmiernie optymistycznie zaprognozowana konsumpcja. Na razie nie ma chętnych by zmniejszyć wydobycie, o czym świadczą poszukiwania nowych rynków zbytu w regionach tradycyjnie zdominowanych przez inne kraje. Dobrym przykładem są dostawy z Arabii Saudyjskiej do Polski będącej dotychczas jak cały nasz region w strefie wpływów Rosji. Bardziej prawdopodobne jest to, że tego typu animozje zdominują to posiedzenie, niż że dojdzie na nim do przełomu w wydobyciu. Gdyby doszło do przełomu, głównym beneficjentem na rynku walutowym powinien być, tradycyjnie powiązany z cenami surowców energetycznych, rubel.

Wczorajsze dane z USA zostały dobrze przyjęte przez rynki. Co prawda wydano mniej od oczekiwań pozwoleń na budowę domów, ale z kolei wskaźnik rozpoczętych budów okazał się lepszy od oczekiwań. Przełożyło się to na umacnianie się dolara wobec euro, co zaszkodziło również walutom naszego regionu.

Gorsze od oczekiwań dane z Japonii powoli nie powinny już nikogo dziwić. Eksport wzrósł o 0,6% wobec oczekiwań o 3,4%. Import spadł o 11,1% co było i tak lepsze niż prognozowany spadek o 11,7%.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

16:00 – Kanada – zmiana stóp procentowych i raport na temat polityki monetarnej,

16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs EUR/PLN od połowy sierpnia znajduje się w trendzie wzrostowym. Po osiągnięciu maksimum na poziomie 4,2600, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2700 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebicia testowanej linii oporu na 3,8950 kolejnym istotnym oporem są okolice 3,9400 gdzie znajdują się ostatnie ważne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,8650, a następnie ostatnie minimum, czyli 3,8090.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs USD/PLN Znajduje się w trendzie bocznym. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest linia łącząca ostatnie maksima na 3,8100. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,6800.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.07.2015 do 20.10.2015

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze w zeszłym tygodniu w krótkoterminowym trendzie spadkowym. Wczoraj doszło do wybicia i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 5,8100. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Jak zmniejszyć świąteczne wydatki w dwa miesiące?

Co prawda święta dopiero za dwa miesiące, jednak już dziś warto zadbać o domowy budżet, by nie odczuć w grudniu pustki w portfelu.

W ubiegłym roku, wg raportu Deloitte „Zakupy świąteczne 2014″, polska rodzina na przygotowania do świąt Bożego Narodzenia wydała ok. 1158 zł. To spora kwota biorąc pod uwagę fakt, iż jest ona wydawana w krótkim czasie, zwykle tuż przed świętami. Jak bez bólu rozstać się z tymi pieniędzmi?

Jacek Kasperczyk, Comperia
Jacek Kasperczyk, Comperia

Grosz do grosza, a będzie kokosza

Jednym ze sposobów na oszczędzenie kwoty np. 1200 zł, jest ograniczenie wydatków na tzw. codzienne przyjemności, jak np. poranna kawa kupowana w drodze do pracy, czy zakup papierosów. – Przyjmijmy, że kawa to koszt ok. 9 zł, jeśli do świąt będziemy ją kupować w każdy dzień roboczy, wówczas wydamy aż 405 zł. Jeszcze większe obciążenie poniesiemy puszczając przysłowiowego dymka. Paląc 1 paczkę papierosów dziennie, która kosztuje ok. 13 zł, do wigilijnej wieczerzy spalimy 819 zł. Odmawiając sobie tych dwóch przyjemności jesteśmy w stanie odłożyć aż 1224 zł, czyli nieco więcej niż wynoszą średnie świąteczne wydatki wg raportu Deloitte – wylicza Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. Rezygnacja akurat z tych dwóch używek nie tylko wpłynie pozytywnie na nasze zdrowie, ale też na stan konta.

Czy umiem oszczędzać?

Drugim sposobem na zaoszczędzenie wspomnianej kwoty 1200 zł jest odłożenie z miesięcznych dwóch pensji kwot po 600 zł. W ten sposób w szybki sposób zaoszczędzimy pieniądze na święta, bez codziennego pilnowania się z wydatkami. Jednak czy umiemy w sposób tak drastyczny zmienić swoje przyzwyczajenia? Jest to metoda dyskusyjna, szczególnie w obliczu ostatniego badania Fundacji Kronenberga pt. „Postawy Polaków wobec oszczędzania”, z którego wynika, że tylko co ósmy Polak regularnie oszczędza pieniądze, zaś średnie oszczędności na głowę to ok. 3,5 tys. euro. – Niestety Polacy mają problem z oszczędzaniem. Większość była zmuszona do przestawienia się w tryb oszczędzania z powodu zaciągniętych kredytów np. hipotecznych. Jednak tegoroczne badanie NBP pokazuje, że tylko 55 proc. polskich dłużników odkłada pieniądze na tzw. czarną godzinę, a prawie 59 proc. z nich po odcięciu dochodów przetrwałaby tylko miesiąc – mówi Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl. Jeżeli nie wcielimy w życie oszczędzania, nie tylko nie poradzimy sobie ze świątecznymi wydatkami, ale też stracimy gwarancję tzw. poduszki finansowej, która powinna stanowić dla nas pomoc w nieoczekiwanych sytuacjach życiowych.

Gdy sam nie dam rady?

Niestety, większość z nas pomyśli o wydatkach świątecznych dopiero w grudniu, co w nie jednym portfelu spowoduje pustki. – Jednym ze sposobów rozłożenia w czasie świątecznych wydatków jest skorzystanie z pożyczki bankowej. Niestety, nie jest to dobre rozwiązanie, bowiem po pierwsze w pośpiechu zaciągnięty kredyt może wiązać się z niekorzystnym oprocentowaniem, w efekcie czego wydamy więcej pieniędzy niż zakładaliśmy. Po drugie zaś, za niespełna 4 miesiące będą nas czekać kolejne święta, na które również będą nam potrzebne pieniądze. Czy i w tym przypadku będziemy uciekać w stronę pożyczek? – komentuje Jacek Kasperczyk, analityk Comperia.pl.

Tak jak zima zaskakuje drogowców, tak świąteczne wydatki co rok sieją spustoszenie w naszych portfelach. Może jednak warto już dziś pomyśleć o świątecznym budżecie, by faktycznie nadchodzące święta spędzić nie tylko w rodzinnym gronie, ale z czystą kartą w spisie polskich dłużników.

Toyota Mirai – nowa ikona popkultury

Tak to się robi w Ameryce. Toyota zrobiła najmocniejszą premierę nowego modelu, godną samochodu przyszłości. Toyota ściągnęła z 1985 roku samego Martiego McFly. Podróżnik w czasie zjawił się nie za sprawą wehikułu czasu, lecz Toyoty Mirai, samochodu na wodór o nazwie „Przyszłość”.  

Od premiery pierwszej części serii „Powrót do przyszłości” minęły już trzy dekady. Aktorzy Michael J. Fox i Christopher Lloyd spotkali się po latach, żeby porozmawiać o tym, które przewidywania na rok 2015 z drugiego filmu serii się sprawdziły. Nagle rozmowę przerywa im szalony naukowiec, który twierdzi, że pokaże im prawdziwy samochód napędzany śmieciami, który przeniesie ich w czasie.

Toyota Mirai
Mirai wykorzystuje wodór do wytwarzania energii elektrycznej, emitując zamiast spalin parę wodną.

Czwarty film z serii „Napędzany czymkolwiek” został opublikowany w dniu premiery Toyoty Mirai w Ameryce. Data wejścia na amerykański rynek samochodu o nazwie „Przyszłość” jest nieprzypadkowa. W drugiej części słynnej serii filmowej Marty McFly wylądował wehikułem czasu w przyszłości 21 października 2015, czyli dzisiaj. Z tej okazji o 30 lat starsi Marty i doktor Brown, czyli Michael J. Fox i Christopher Lloyd, spotkali się, żeby powspominać rok 2015. Oczywiście ten z „Powrotu do przyszłości II”.
„Przez lata mieliśmy dużo zabawy, przewidując, które fikcyjne wynalazki z drugiego filmu serii rzeczywiście będą w użyciu w 2015 roku – powiedział Michael J. Fox.  – dziś, gdy naprawdę znaleźliśmy się w tym momencie, sądzę, że fani będą czerpali mnóstwo frajdy z jazdy samochodem na wodór, w którym Toyota widzi wielką szansę dla transportu. Uważam, że to naprawdę świetny pomysł”.

Dziś na ulice Kalifornii wyjadą pierwsze Toyoty Mirai, samochody napędzane wodorowymi ogniwami paliwowymi, które według Toyoty są pojazdami przyszłości. Jak pokazała kampania internetowa „Napędzany czymkolwiek”, paliwo wodorowe może być produkowane z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii, takich jak słońce, wiatr, woda czy biogaz. Samochody na wodór nie emitują żadnych spalin, a jedynie czystą wodę. Ich wielką zaletą względem aut elektrycznych jest to, że tankuje się je tylko w 3 minuty.

Internetowa kampania „Napędzany czymkolwiek” powstała po to, żeby w ciekawy i zabawny sposób pokazać ogromny potencjał tej technologii – tak dla motoryzacji, jak i dla społeczeństwa. W latach osiemdziesiątych Robert Zemeckis może przewidział produkcję biopaliwa z odpadów i latające samochody, a nawet że Toyota będzie nadal produkować wypasione pick-upy, ale napędzanie auta wodorem przerosło jego wyobrażenia. A tu – proszę. Toyota Mirai wchodzi na amerykański rynek dokładnie 21 października 2015 roku, mając już na koncie ponad 1500 zamówień od spragnionych ekologicznych nowości Kalifornijczyków.

„Od premiery Powrotu do przyszłości minęło 30 lat. Mniej więcej tyle samo czasu zajęło opracowanie rynkowej wersji samochodu napędzanego ogniwami paliwowymi – powiedział Bill Fay group vice president Toyota Motor Sales, U.S.A. – świętowanie wejścia na amerykański rynek Toyoty Mirai wraz z fanami filmu, który tak śmiało wybiegał myślą w przyszłość, to najlepszy sposób, żeby dać wyraz ekscytacji z powodu tego punktu zwrotnego w historii motoryzacji”.

Korekta deklaracji VAT bez uzasadnienia od stycznia 2016

Prezydencki projekt nowelizacji Ordynacji podatkowej wnosi kilka zmian do tego aktu prawnego. Nowością jest na przykład brak konieczności uzasadniania złożenia korekty deklaracji podatkowej. Zmiany w ustawie w tym zakresie wejdą w życie już na początku roku 2016.

Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl
Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl

Korekta deklaracji podatkowej i jej uzasadnienie

Podatnicy powinni złożyć korektę deklaracji podatkowej, jeśli w deklaracji pierwotnej znalazły się błędy. Mogą to być pomyłki:

  1. formalne – nie mają one wpływu na wysokość zobowiązania podatkowego, kwoty przeniesienia na kolejny okres rozliczeniowy lub kwoty zwrotu, ale może utrudnić identyfikację podatnika (na przykład gdy nie uzupełni on poprawnie deklaracji lub nie złoży pod nią podpisu),
  2. rachunkowe – mogą powodować poważniejsze konsekwencje, gdyż wpływają na wysokość zobowiązania podatkowego, kwotę przeniesienia na kolejny okres rozliczeniowy lub kwotę zwrotu podatku.

Jeżeli podatnik odpowiednio szybko i dobrowolnie zareaguje i dokona korekty deklaracji, nie poniesie kary za przestępstwo skarbowe, jednak tylko w sytuacji, gdy razem ze złożeniem korekty dokona wpłaty za zaległość podatkową.

Kontrola podatkowa i korekta deklaracji

Nie we wszystkich sytuacjach złożenie korekty deklaracji podatkowej będzie skuteczne –  dotyczy to przypadku, gdy podatnik złoży ją podczas trwania postępowania podatkowego lub kontroli podatkowej i gdy dotyczy ona okresu, którego dotyczy postępowanie lub kontrola. Podatnik może jednak bez przeszkód skorygować deklarację za okres, który akurat nie podlega postępowaniu podatkowemu ani kontroli.

Korekta deklaracji podatkowej i jej uzasadnienie w roku 2015

Art. 81 § 2 Ordynacji podatkowej mówi, że korekty dokonuje się poprzez złożenie deklaracji korygującej wraz z uzasadnieniem. To właśnie ono decyduje o tym, czy deklaracja zostanie skorygowana – podatnik musi wyjaśnić, dlaczego w deklaracji pierwotnej znalazły się błędy. Przedsiębiorca może także skorygować deklarację już skorygowaną.

Korekta deklaracji podatkowej i jej uzasadnienie w roku 2016

W nowelizacji Ordynacji podatkowej zrezygnowano z obowiązkowego uzasadniania korekty ze względu na trudności w wyegzekwowaniu go od składających korektę podatników. Brak uzasadnienia nie spowoduje, że korekta straci moc prawną, jednak organ podatkowy będzie mógł wezwać podatnika do uzupełnienia skorygowanej deklaracji. Jeżeli braki nie zostaną uzupełnione, organ rozpocznie postępowanie wyjaśniające, a także wyda decyzję, która określi prawidłową wysokość zobowiązania. Według twórców nowej Ordynacji wszystkie te działania wydłużają i niepotrzebnie utrudniają procedurę składania deklaracji.
W świetle nowych przepisów składanie korekty będzie o wiele prostsze – od roku 2016 do korekty deklaracji podatkowej będzie można dołączyć uzasadnienie, nie będzie to jednak obowiązkiem podatnika.

W roku 2015 wzrośnie wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce

Wg prognoz PMR opublikowanych w raporcie „Rynek telekomunikacyjny w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”, rynek usług operatorskich w Polsce wzrośnie w 2015  o 1,8%. Wartość rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce w 2014 r. wyniosła 35,5 mld zł. W porównaniu do roku wcześniejszego, wartość rynku w 2014 spadła o 1,7%. Po wyraźnie słabszym roku 2013, rok 2014 przyniósł wyhamowanie negatywnej dynamiki. 

Kluczowe znaczenie dla wyników sektora w 2014 r. miały wyniki operatorów telefonii komórkowej, których skumulowane przychody, okazały się wyższe niż rok wcześniej, choć nominalnie wzrost wyniósł zaledwie nieco ponad 200 mln zł. Warto przy tym zaznaczyć, że był to wynik uwzględniający całkowite przychody operatorów, w tym również sprzedaż urządzeń, telefonów i innego sprzętu, która towarzyszy nabywaniu usług telekomunikacyjnych. Jest to o tyle istotne, że operatorzy komórkowi w ostatnim czasie wydzielili sprzedaż sprzętu do osobnych umów decydując się na wejście w system ratalny, w przeciwieństwie do klasycznych subsydiów. Negatywnie na wynik całej branży oddziaływały spadki w sektorze telefonii stacjonarnej, gdzie po raz kolejny przychody operatorów na rynku detalicznym i hurtowym topniały w tempie dwucyfrowym. Nie było to jednak specjalnym zaskoczeniem.

Do odwrócenia trendu doszło na rynku transmisji danych i dostępu do internetu, który – według danych PMR – stracił w roku ubiegłym 1,2%. Poziom nasycenia usługami internetowymi i rywalizacja na pakiety, nie pozwoliły na wzrost skumulowanych przychodów. Na stagnację na rynku masowym nałożyły się też ostre przeceny i renegocjacje kontraktów w segmencie B2B. W efekcie rynek po raz pierwszy w historii zanotował spadek, choć w praktyce od trzech lata balansował na granicy.

wartosc rynku telekomunikacujnegoPMR prognozuje, że rynek usług operatorskich w Polsce wzrośnie w 2015 r. o 1,8%. Analizując choćby wyniki za dwa pierwsze kwartały bieżącego roku, jesteśmy zdania, że w tym roku skumulowane przychody sieci komórkowych i operatorów wirtualnych w Polsce wzrosną. Po raz pierwszy od wielu lat rynek komórkowy nie odczuje w zasadzie żadnego bezpośredniego wpływu regulatora, który w przeszłości konsekwentnie obniżał stawki MTR. Kluczowe znaczenie będą mieć czynniki stricte rynkowe i konkurencja między operatorami.

Naszym zdaniem w kolejnych latach najwięksi operatorzy pozostaną przy swoich obecnych strategiach tworzenia swojego rodzaju konglomeratów telekomunikacyjnych, oferujących klientom szeroki wachlarz usług przekrojowo z każdego segmentu rynku. Oczywiście w przypadku każdej z firm wyeksponowane zostaną przede wszystkim korzyści wynikające z charakteru prowadzonej działalności (tańsze połączenia po IP, mobilność, cyfrowa jakość odbieranego kanału itp.). Im więcej usług, tym większa możliwość dosprzedaży i większa lojalność klientów, bardzo istotna w momencie wysokiego nasycenia rynku.

Rosnące nasycenie usługami i statystyki w zakresie migracji klientów wywierają dużą presję na operatorów. Pomijając już nawet korzyści wynikające z wyższego ARPU, im większą liczbą usług operatorzy zwiążą w przyszłości swoich klientów, tym mniejsza szansa, że będą oni skłonni do zmiany. Niska rotacja bazy w sytuacji wysokiego nasycenia rynku jest sprawą o kapitalnym znaczeniu. Jest to w zasadzie główny powód – co przyznają w rozmowach sami operatorzy – który bardzo mocno scala obecne podejście i nie zachęca do gwałtownych zmian. Można się zastanawiać, na ile klienci realnie potrzebują niektórych usług, czy rzeczywiście pakiety przynoszą dodatkowe przychody, albo jak się dostawcy usług telekomunikacyjnych odnajdują w roli detalistów na rynku energii elektrycznej. Można kwestionować marżowość dodatkowych usług, które mogą przynosić 1-2% lub nawet w ogólnie nie wnosić nic z punktu widzenia czystej zyskowności. Mimo to, nadal wskaźniki dotyczące churn są i będą dla operatorów wskazówką by strategię pakietów kontynuować.

Aleksander Łaszek (Fundacja FOR): Polska gospodarka wkrótce spowolni. Wtedy problem z długiem publicznym będzie dużo poważniejszy

CEO Magazyn Polska

Wzrost polskiego długu publicznego maskowany jest w Polsce przez relatywnie wysoki wzrost gospodarczy. Jego tempo nie będzie się jednak utrzymywało w nieskończoność. Jak oceniają eksperci z FOR, kraj wkrótce czeka spowolnienie, a by zapobiec dalszemu nadmiernemu zadłużaniu się państwa, trzeba wprowadzić reformy fiskalne. Tymczasem obie główne partie startujące w wyborach deklarują większe wydatki.

– W świetle naszych badań oraz prognoz Komisji Europejskiej czy OECD Polsce w najbliższej przyszłości grozi silne spowolnienie gospodarcze. Społeczeństwo się starzeje, mało inwestujemy, a jednocześnie tempo wzrostu produktywności, która jest głównym silnikiem ekonomii, spowalnia – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksander Łaszek, członek zarządu Fundacji FOR. – Gdy mamy chroniczne problemy w finansach publicznych, które dotąd były maskowane przez relatywnie szybki wzrost, to gdy on spowolni, wtedy bardzo wzrasta zagrożenie kryzysem – dodaje.

Jak zaznacza ekspert, od 2010 roku, w którym to Fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju uruchomiła licznik długu publicznego, zadłużenie Polski wzrosło z ponad 700 mld zł do biliona zł, wciąż nie uwzględniając umorzenia części obligacyjnej środków zgromadzonych w Otwartych Funduszach Emerytalnych (153 mld zł), które miało miejsce półtora roku temu.

Czekamy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, więc na razie nie pokazujemy tego na liczniku. Istotne jest to, że dług wzrósł w relacji do PKB z 47 proc. w 2010 roku do 50 proc., jeżeli uwzględnimy skok na OFE, lub do 60 proc., jeśli go nie uwzględnimy – tłumaczy Aleksander Łaszek. – Gdyby dług publiczny pozostał na poziomie z 2010 roku, a przez ten czas nie mielibyśmy deficytu, toby obecnie był blisko 40 proc. PKB – dodaje.

To właśnie deficyt budżetowy sprawia, że polski dług publiczny wciąż rośnie. Na ten rok rząd założył, że wydatki państwa wyniosą 343,25 mld zł, przychody natomiast 297,2 mld zł. Deficyt wynosi więc 46 mld zł, czyli 15,5 proc. przychodów. Przyszłoroczny projekt zakłada dalsze powiększenie dziury budżetowej, która może sięgnąć nawet 55 mld zł.

– Jest to kwestia polityki, bo Sejm regularnie chce wydawać więcej, niż wynoszą dochody państwa, ale także zasad. Tego, jak budżet jest konstruowany, jakie reguły obowiązują. Na szczęście teraz wprowadziliśmy dobrze zapowiadającą się regułę wydatkową, która ma ograniczyć wzrost wydatków w dobrych czasach – twierdzi Aleksander Łaszek. – Gospodarka rozwija się cyklicznie. Sztuka polega na tym, żeby w momencie, kiedy czasy są dobre, umieć oszczędzać na trochę gorsze. Reguła wydatkowa ma iść w tę stronę.

Aleksander Łaszek dodaje, że potrzebne jest także opracowanie odpowiedniego pakietu reform fiskalnych, przede wszystkim skoncentrowanych na ograniczeniu nieproduktywnych wydatków publicznych.

Nie jest tak, że jak rząd zmniejsza wydatki, to gospodarka od razu musi spowalniać. Jeśli jest to celowy pakiet reform adresujących różne problemy, np. źle wydawane wydatki socjalne, to wzrost gospodarczy może przyspieszyć. To, co jest najbardziej szkodliwe dla wzrostu, to jeżeli próbujemy ograniczyć deficyt przez wzrost podatków albo ograniczenie inwestycji – twierdzi Aleksander Łaszek.

Creamfinance emituje obligacje, by podwoić wartość pożyczanych klientom pieniędzy. W razie powodzenia oferty planuje dalsze emisje

CEO Magazyn Polska

Creamfinance Poland, właściciel portali pożyczkowych, emituje obligacje, by pozyskać z rynku pieniądze na podwojenie swojej akcji kredytowej. W ramach trwających do czwartku zapisów spółka chce sprzedać papiery denominowane w złotych i euro warte ponad 4 mln zł. W razie zainteresowania inwestorów planuje kolejne emisje. Spółka zapowiada, że dzięki inwestycjom zamierza podnieść przychody w 2016 roku do 20 mln euro.

Inwestując pieniądze z obligacji, Creamfinance, do którego w Polsce należą takie portale, jak LendOn.pl, Extraportfel.pl i Retino.pl, liczy na to, że zdoła podwoić swoją akcję kredytową oraz obroty.

Zapisy trwają do 22 października, następnie obligacje zostaną wprowadzone do obrotu na Catalyst informuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Adam Dąbrowski, dyrektor zarządzający Creamfinance Poland.  Pierwsza emisja to dwie transze – jedna denominowana w złotych, druga w euro, 2 mln zł, 0,5 mln euro. Jeśli będzie sukces w tych dwóch emisjach, to będziemy kontynuować do końca roku kolejne transze.

Obligacje Creamfinance oprocentowane są na 9 proc. rocznie w złotych i na 6 proc. rocznie w przypadku euro. Spółka specjalizuje się w udzielaniu pożyczek krótkoterminowych i pożyczek ratalnych na krótki okres wyłącznie przez internet.

Na polskim rynku pełną parą następuje rewolucja technologiczna w finansach konsumenckich. Jesteśmy jedną ze spółek, które odnotowują dynamiczny wzrost w zakresie pożyczek krótkoterminowych oraz pożyczek ratalnych udzielanych wyłącznie drogą internetową deklaruje Adam Dąbrowski. – W kolejnym roku chcemy podwoić nasze obroty, udało się to w roku obecnym, a nowe finansowanie ma właśnie pomóc w realizacji tych planów podwojenia akcji kredytowej.

Do sierpnia 2015 roku spółka udzieliła pożyczki warte ponad 64 mln zł. Na jej portalach zarejestrowanych jest 250 tys. klientów. Creamfinance zakłada, że w tym roku jej zysk netto sięgnie 5,9 mln zł, a przychody przekroczą 35 mln zł.

Mamy nadzieję, że w 2016 roku nasze przychody będą na poziomie 20 mln euro deklaruje Adam Dąbrowski z Creamfinance Poland. Spółka jest na takim etapie rozwoju, że wzrost akcji kredytowej jest głównym celem, który chcemy zrealizować poprzez pozyskane środki. Jesteśmy gotowi na dalszy rozwój akcji kredytowej.

Złoty powinien zyskiwać do dolara, euro i franka. Wszystko w rękach największych banków centralnych

CEO Magazyn Polska

W najbliższym czasie złoty powinien zyskiwać na wartości w stosunku do dolara, franka i euro, ten scenariusz wymaga jednak spełnienia kilku warunków. Jeśli Europejski Bank Centralny zdecyduje się na kolejne działania stymulujące gospodarkę Eurolandu i rozszerzenie programu QE, to polska waluta umocni się o kilka groszy. Potencjał umocnienia względem dolara wynosi co najmniej 4-5 groszy i zależy od polityki monetarnej Fedu. Ograniczenie zawirowań rynkowych w przypadku stabilizacji sytuacji gospodarczej w Chinach oraz na rynkach towarowych wpłynie na stopniowe osłabienie franka do euro, co również będzie wspierać notowania złotego.

– Na rynku euro-złotego kluczowe będzie pokonanie w dół poziomu 4,20, który jest psychologiczną granicą. Będzie to także związane z tym, czy zostanie rozszerzony program QE Europejskiego Banku Centralnego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Boniecki, prezes zarządu spółki Wspólnego Rynku, organizatora rynku wymiany walut pomiędzy przedsiębiorstwami.

Ogłoszony w styczniu 2015 roku program luzowania ilościowego (QE) prowadzony przez Europejski Bank Centralny zakłada skup obligacji państw strefy euro o wartości do 60 miliardów euro miesięcznie. Według deklaracji prezesa EBC program ma być realizowany do września 2016 roku, a całkowita wartość QE szacowana jest na 1,1 biliona euro.

Rozmówca wyjaśnia, że zwiększenie, rozszerzenie i przedłużenie czasu trwania europejskiego QE, które jest związane z wyzwaniami stojącymi przed gospodarką strefy euro wynikającymi z globalnego spowolnienia gospodarczego, powinno spowodować wzrost siły polskiego złotego i obniżenie notowań euro poniżej poziomu 4,20 zł, warunkiem jest poprawa klimatu wokół rynków wschodzących.

– Na rynku dolar-złoty możemy się spodziewać spadku poniżej poziomu 3,70, a w konsekwencji również 3,66, ale to wymagałoby zmniejszenia oczekiwań na podwyżki stóp w Stanach Zjednoczonych w I kw. przyszłego roku – wyjaśnia Boniecki.

Obecnie większość analityków oczekuje, że Fed rozpocznie cykl podwyżek stóp procentowych właśnie w I kwartale 2016 roku. Ostateczna decyzja uzależniona jest jednak od kondycji amerykańskiego rynku pracy oraz danych na temat poziomu inflacji, a zgodnie z ostatnimi wypowiedziami przedstawicieli FED także zmniejszenia negatywnego wpływu globalnego spowolnienia ekonomicznego na koniunkturę w gospodarce amerykańskiej.

– Z kolei w przypadku franka szwajcarskiego sytuacja będzie pochodną zmienności na rynkach finansowych. Frank szwajcarski przez wielu inwestorów jest uznawany za bezpieczną walutę, stąd przy jakichkolwiek zawirowaniach kapitał przepływa w stronę franka szwajcarskiego – tłumaczy prezes Wspólnego Rynku.

Ekspert rynku walutowego przewiduje, że w przypadku spełnienia scenariusza bazowego frank szwajcarski będzie stopniowo tracił na wartości w stosunku do euro. Oznacza to osłabienie z obecnego poziomu wynoszącego około 1,09 franka za euro. Deprecjacja szwajcarskiej waluty przełoży się również na umocnienie polskiego złotego, który obecnie notowany jest w okolicach 3,87 zł za franka.

W kampanii wyborczej pomijana jest kwestia bezpieczeństwa energetycznego. Politykom brakuje spójnej wizji

CEO Magazyn Polska

W toczącej się kampanii parlamentarnej polscy politycy nie przykładają zbyt wielkiej wagi do kwestii bezpieczeństwa energetycznego – ocenia Instytut na rzecz Ekorozwoju. Żadna z partii nie zaprezentowała całościowej wizji rozwoju energetyki i zmian w miksie energetycznym. Niewiele mówi się o sektorze energii odnawialnej i jądrowej, a prawie zupełnie pominięto kwestie efektywności energetycznej, która ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa nie tylko energetycznego, lecz także ekonomicznego kraju.

Temat bezpieczeństwa energetycznego jest obecny w kampanii wyborczej, właściwie wszystkie partie polityczne się do tego tematu odnoszą, z tym że nie jest to główna oś debaty publicznej przed wyborami w Polsce. Pomysły są różne, ale brak jest konkretów i holistycznego podejścia do kwestii bezpieczeństwa energetycznego – ocenia kampanię w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Krzysztof Księżopolski, konsultant Instytutu na rzecz Ekorozwoju z Ośrodka Analiz Politologicznych UW.

Politycy zgodnie mówią o konieczności dywersyfikacji źródeł dostaw surowców energetycznych i miksu energetycznego. Pomijają jednak takie kwestie, jak podnoszenie efektywności energetycznej, czyli obniżanie zużycia energii pierwotnej poprzez m.in. zmiany technologiczne czy zmiany zachowań. Nie są również poruszane zagadnienia związane ze sposobami zarządzania siecią energetyczną. A jest to o tyle ważne, że oba te elementy mają również znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. W debacie brakuje także kwestii społecznych.

Świadczy to o braku głębszej analizy tego zagadnienia, które oczywiście jest bardzo trudne do przekazania wyborcom, ale taki proces społeczny powinniśmy zacząć, powinniśmy zacząć na ten temat dyskutować. Każda strategia bezpieczeństwa narodowego powinna być przedmiotem debaty publicznej i wybory są najlepszym momentem, by na ten temat rozmawiać i podejmować potem racjonalne głosowanie – mówi Księżopolski.

Partie chętnie zabierają głos w sprawie pakietu energetyczno-klimatycznego, ale opinie są sprzeczne. PiS, partia Pawła Kukiza i Zjednoczona Lewica postulują odejście od wynegocjowanych przez rząd Ewy Kopacz ustaleń. Z kolei aprobatę dla nich wyraża PO i Parta Razem.

W kwestii miksu energetycznego partie nie są zgodne. Większość z nich – w tym dwie dominujące siły PiS i PO – uważa wprawdzie, że bezpieczeństwo energetyczne musi się opierać na węglu. Brakuje jednak wytycznych, w jaki sposób trzeba ten miks dywersyfikować – jaka część energii ma powstawać z odnawialnych źródeł, ile i czy w ogóle z energetyki jądrowej.

Partie unikają takiego konkretnego stwierdzenia, jaki powinien być miks energetyczny np. w roku 2050 czy 2030 – zwraca uwagę konsultant Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Komitety, które podnoszą kwestie OZE w swoich programach, skupiają się głównie na poparciu dla programów rozwoju energetyki odnawialnej oraz zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii tak, by bardziej sprzyjała prosumentom.

Jak ocenia Księżopolski, zbyt mało mówi się także o energetyce jądrowej. Dyskusja wywołana przez premier Ewę Kopacz miała raczej charakter emocjonalny. Większość komentarzy zamiast na merytorycznej ocenie tego, czy Polsce potrzebny jest atom, skupia się na poparciu społecznym dla tego projektu.

Mało partii politycznych zwraca uwagę na kwestię efektywności energetycznej, która jest niezwykle istotna. Nie biorą pod uwagę kwestii popytowej, co uważam, że jest dosyć dużym błędem, bo redukcja strony popytowej oznacza, że nie będziemy musieli produkować tyle energii elektrycznej – wyjaśnia dr Krzysztof Księżopolski.

Efektywność energetyczna jako cel została ujęta wprost tylko w programie Zjednoczonej Lewicy. Reszta komitetów w oficjalnych materiałach wyborczych pominęła ten temat. Jak podkreśla ekspert, jest to temat niesłusznie niedoceniany przez polskich polityków,

Biorąc pod uwagę to, że Polska jest krajem bardzo słabo efektywnym energetycznie, czyli na jednostkę PKB zużywamy bardzo dużo energii, kwestia ta również będzie wpływać na konkurencyjność polskiej gospodarki – mówi dr Księżopolski. – Brak działań w zakresie efektywności energetycznej nie tylko wpływa na bezpieczeństwo energetyczne, lecz także na bezpieczeństwo ekonomiczne i o tym politycy powinni pamiętać.

Jak podkreśla autor raportu „Polityka energetyczna w kampanii wyborczej 2015”, ostrożność polityków w kwestiach energetycznych wywołują złożoność tego zagadnienia i konsekwencje różnych scenariuszy rozwoju dla poszczególnych grup społecznych. Bardziej stanowcze propozycje mogłyby skutkować utratą określonej grupy wyborców. To jednak powoduje również, że temat jest traktowany instrumentalnie, bardziej emocjonalnie niż fachowo.

Polskie firmy delegują do pracy za granicą najwięcej osób w UE. W ubiegłym roku wydano 428 tys. zaświadczeń z ZUS

CEO Magazyn Polska

Największym eksporterem usług na wewnętrznym rynku Unii Europejskiej jest Polska. W 2014 roku ZUS wydał blisko 428 tys. poświadczeń ubezpieczenia społecznego dla delegowanych pracowników. Stanowi to 36 proc. wszystkich delegowań w Unii. Dla pracowników to możliwość uzyskania wyższych zarobków przy zachowaniu możliwości pozostania w polskim systemie zabezpieczenia społecznego. Aby tak się jednak stało, musi zostać spełniony szereg warunków.

Polska jest od kilku lat niekwestionowanym liderem w Unii Europejskiej pod względem liczby osób delegowanych do pracy w innych państwach członkowskich. Ta tendencja jest rosnąca. W ubiegłym roku ZUS wydał 428 tys. poświadczeń ubezpieczenia społecznego dla pracowników delegowanych. Niektóre osoby wyjeżdżają co prawda po kilka razy w roku, ale to pokazuje skalę zjawiska – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Marek Bienio, współzałożyciel Inicjatywy Mobilności Pracy.

Polskie firmy delegują do kluczowych branż gospodarek państw unijnych zarówno pracowników sezonowych, jak i wykwalifikowanych fachowców. Najwięcej osób, bo ponad 151 tys., oddelegowano do Niemiec, zaś do Francji – 32 tys.

Jeszcze niedawno Polska była liderem usług transgranicznych ze względu na niską cenę w porównaniu z lokalnymi wykonawcami. Od kilku lat decyduje jednak jakość usług i szybkość ich świadczenia. Na tym zjawisku zyskują pracownicy, którzy dzięki delegowaniu mogą liczyć na wyższe zarobki, a jednocześnie nie muszą decydować się na migrację do innego kraju. Wówczas to właśnie w kraju, gdzie podejmują prace, podlegają ubezpieczeniu społecznemu, tam płacą podatki i wydają większość zarobionych pieniędzy.

Delegowanie jest oparte o swobodny przepływ usług, czyli pracownik zatrudniony jest przez polskiego przedsiębiorcę i jedzie wykonać pracę za granicą. Tam musi zarobić co najmniej minimalne wynagrodzenie, które jest wyższe od naszego. Natomiast składki na ubezpieczenie społeczne ze względu na tymczasowość jego pracy za granicą pozostają w polskim systemie ubezpieczenia społecznego, co chroni go przed fragmentaryzacją okresów ubezpieczeniowych. Po przejściu na emeryturę nie będzie musiał z różnych ZUS-ów w państwa UE zbierać okresów ubezpieczeniowych – tłumaczy Bienio.

Aby móc podlegać pod polski system zabezpieczenia społecznego, konieczne jest spełnienie określonych warunków. Przede wszystkim czas pracy za granicą nie może być dłuższy niż 24 miesiące, a pracownik nie może zostać oddelegowany, aby zastąpić inną osobę. Istotne jest również to, że firma, która wysyła pracowników do innego kraju, powinna w znacznej części wykonywać działalność w tym kraju, w którym ma zarejestrowaną działalność.

– Przy ocenianiu tego ostatniego kryterium bierze się pod uwagę liczbę pracowników przedsiębiorstwa, którzy wykonują pracę w Polsce oraz poza granicami, liczbę umów realizowanych w Polsce i w innych państwach, a także obroty uzyskiwane z działalności wykonywanej w Polsce i za granicą. Z przepisów o delegowaniu pracowników nie może korzystać firma, której działalność w państwie siedziby skupia się wyłącznie na zarządzaniu wewnętrznym – wyjaśnia Grzegorz Chwiejda z Departamentu Ubezpieczeń i Składek w ZUS.

Osoba, która sama założyła działalność i chce przez jakiś czas świadczyć usługi za granicą, również może pozostać w polskim systemie. W takiej sytuacji konieczne jest spełnienie kilku warunków – praca za granicą nie może przekraczać 24 miesięcy, a usługi wykonywane w innym państwie muszą być zbliżone do tych w Polsce, czyli np. dotyczyć tej samej branży.

Może to być np. branża budowlana. Nawet jeżeli usługi świadczone za granicą nie są identyczne z tymi w Polsce, ale wystarczające jest zakwalifikowanie ich do sektora budownictwo, wtedy podobny charakter działalności będzie spełniony. Ponadto dana osoba musi spełniać warunki do tego, by po powrocie do Polski móc ponownie prowadzić tu działalność. Gdyby jeden z tych warunków nie został spełniony, wówczas osoba taka podczas prowadzenia działalności w innym kraju powinna się tam ubezpieczyć – wskazuje ekspert ZUS.

Handel kontraktami CFD na waluty może dawać zyski rzędu tysięcy procent. Wiąże się jednak ze sporym ryzykiem

CEO Magazyn Polska

Rynek walutowy Forex dzięki wykorzystaniu dźwigni finansowej może oferować inwestorom zyski rzędu nawet tysięcy procent. Wiąże się to jednak także z ryzykiem poniesienia ewentualnej straty przewyższającej wartość zainwestowanych środków finansowych. Stąd początkujący dokładnie muszą określić swoje cele, zdobyć niezbędną wiedzę i doświadczenie. Wtedy inwestycja na tym rynku może okazać się dużo korzystniejsza, chociażby w porównaniu z inwestycjami na giełdach papierów wartościowych.

Zyski z rynku Forex mogą być ponadprzeciętne, gdy porównamy je z giełdami papierów wartościowych z okresu ostatnich 5 lat i ich rezultatami rzędu kilkudziesięciu procent rocznie. Na rynku Forex ze względu na to, że korzystamy z większej dźwigni finansowej, zyski mogą przekraczać paręset, a nawet parę tysięcy procent – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych HFT Brokers.

Jak dodaje, wykorzystywanie dźwigni finansowej, która wynosi w tym momencie nawet 1:100, wiąże się także z możliwością poniesienia odpowiednio wyższych strat.

Wtedy mówimy o bardzo ryzykownym handlu i tak wysokie stopy zwrotu są uzyskiwane w momencie, kiedy inwestor godzi się na podejmowanie tak wysokiego ryzyka – twierdzi Daniel Kostecki. – Nasze badania pokazały, że, jeżeli inwestorzy z góry ograniczą możliwość robienia ryzykownych transakcji, na przykład poprzez opcję w naszej aplikacji, która automatycznie zamyka transakcję w momencie, gdy inwestor poniesie określoną wstępnie stratę, to takich inwestorów jest na plusie stosunkowo więcej niż tych, którzy z tej opcji nie korzystali – dodaje.

W celu uniknięcia błędów, inwestor musi najpierw zdobyć podstawową wiedzę – nie tylko na temat funkcjonowania samego rynku Forex,lecz także innych rynków kapitałowych.

– Na rynek Forex powinni wchodzić inwestorzy, którzy mają już doświadczenie z rynkiem kapitałowym. Z pewnością także zanim podejmą decyzję o wpłacie realnych pieniędzy, warto przetestować, jak ten rynek działa na rachunkach demonstracyjnych – twierdzi Daniel Kostecki.

Oprócz zdobywania doświadczenia na wirtualnych pieniądzach w ramach rachunku demo, gdzie nie następuje rzeczywiste rozliczenie transakcji i na inwestora nie oddziaływają istotne czynniki psychologiczne, ekspert poleca specjalnie organizowane szkolenia internetowe oraz śledzenie wydarzeń ekonomicznych w mediach.

– Potrzebne będzie doświadczenie z wiedzy makroekonomicznej, ale na razie ogólnej. Istotne jest zrozumienie na początkowym etapie przykładowo takich pojęć jak inflacja, skąd ta inflacja się bierze, co na nią wpływa. Trzeba wiedzieć, jakie gospodarki są najważniejsze, jakie są zależności między tymi gospodarkami, kojarzyć możliwą politykę monetarną w tych największych gospodarkach światowych, z jakimi problemami one się borykają i tym podobne – wymienia Kostecki. – Do tego trzeba dołożyć własną dedukcję, żeby przewidzieć, jak te informacje wpłyną na kursy poszczególnych walut – dodaje.

Wysokie stopy zwrotu i możliwość używania dźwigni finansowej sprawiają, że w przeciwieństwie do innych rynków, by handlować na Foreksie nie trzeba dysponować tak dużym kapitałem początkowym.

Rynek Forex oferuje bardzo niskie progi wejścia, w związku z tym nie trzeba posiadać bardzo dużego kapitału, jak chociażby na giełdach papierów wartościowych, gdzie aby inwestować w akcje i poczuć realny zysk z tych akcji, rosnących często jedynie po kilka procent, potrzebujemy dużego kapitału – dodaje Daniel Kostecki.

Należy jednak pamiętać, że wykorzystując dźwignię finansową na transakcjach rynku Forex, nie jest możliwe osiągnięcie zysku bez ponoszenia ryzyka. Przed rozpoczęciem realnych transakcji inwestor powinien zapoznać się ze szczegółowym opisem ryzyk związanych z inwestowaniem na rynku Forex oraz specyfikacją poszczególnych instrumentów finansowych, dostępną u każdego brokera.

Kanadyjski inwestor zbuduje szpital w Żywcu i będzie w nim świadczyć usługi medyczne

CEO Magazyn Polska

Kanadyjska spółka InterHealth Canada Limited zdecydowała się podjąć budowy szpitala w Żywcu we współpracy z samorządem, co jest pozytywnym sygnałem dla potencjalnych inwestorów. Będzie odpowiadać także za świadczenie w nim usług medycznych. Budowa szpitali w Polsce do tej pory nie cieszyła się dużym zainteresowaniem wśród prywatnych inwestorów. Powodem jest nieprzewidywalna polityka NFZ i Ministerstwa Zdrowia, od których decyzji zależy w dużym stopniu zyskowność w ochronie zdrowia.

– Spółka InterHealth Canada Limited, kanadyjski inwestor, podpisała umowy kredytowe umożliwiające sfinansowanie budowy nowego szpitala powiatowego w Żywcu. Jest to projekt przełomowy, który pokazuje, że model finansowania zintegrowanego w partnerstwie publiczno-prywatnym jest możliwy również na rynku polskim, mimo że do tej pory tego typu transakcje przez wielu były uważane za niemożliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Olech, radca prawny w Kancelarii Squire Patton Boggs.

W tym modelu finansowania zintegrowanego partner prywatny odpowiada nie tylko za budowę, sfinansowanie i późniejsze zarządzanie infrastrukturą, lecz także za świadczenie usług medycznych w szpitalu.

– Do tej pory wydawało się, że ze względu na sposób finansowania polskiej służby zdrowia, w której jest duża niepewność co do kontraktowania z NFZ-u, nie ma możliwości sfinansowania poprzez kredyt bankowy tego typu projektów. Nam udało się po raz pierwszy w Polsce taki projekt zrealizować – mówi Małgorzata Olech.

W latach 2009-2014 podmioty publiczne ogłosiły 342 postępowania na wybór partnera prywatnego, ale podpisanie umowy zakończyło się zaledwie 24 proc. z nich (82 postępowania) – wynika z Raportu PPP przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Gospodarki. W samym 2014 r. wszczęto 45 postępowań w celu wyłonienia prywatnego inwestora, jednak zawarto umowę tylko w 1/3 przypadków.

Branża medyczna na pewno nie jest branżą dominującą w PPP, w tym sektorze partnerstwo publiczno-prywatne dopiero raczkuje. Ustawodawca nie przewidział zamkniętego katalogu przedsięwzięć, które mogą być realizowane w  trybie PPP. Natomiast zazwyczaj są to projekty infrastrukturalne, które wiążą się z koniecznością dużych nakładów finansowych. W modelu zbliżonym do PPP zrealizowano wiele inwestycji związanych z Euro 2012, a także budową autostrad – wskazuje radca prawny.

Kluczowym czynnikiem dla zawarcia umowy PPP jest właściwy podział ryzyka między strony oraz zaufanie. Bolączką polskiej gospodarki jest wysoka niepewność regulacyjna, a więc często zmieniające się przepisy, które zwiększają koszty oraz ryzyko inwestycji – twierdzą autorzy raportu FOR „Następne 25 lat. Jakie reformy musimy przeprowadzić, by dogonić Zachód?”. Negatywne skutki wspomnianej niepewności regulacyjnej są pogłębiane przez niewydajny wymiar sprawiedliwości, zwłaszcza w zakresie dochodzenia roszczeń i upadłości.

Wskutek tych barier w ostatniej dekadzie stopa inwestycji prywatnych w Polsce wyniosła średnio zaledwie 10,5 proc. PKB, a więc ponad 5 pkt proc. PKB mniej niż w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W przypadku ochrony zdrowia występuje osobliwa sytuacja nadmiaru regulacji i interwencjonizmu przy jednoczesnym braku kluczowych ustaw (np. w zakresie prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych), co hamuje rozwój nowych placówek i usług.

Przyczyną słabego rozwoju rynku PPP w Polsce jest prawdopodobnie także niedostatek kompetencji po stronie podmiotów publicznych, które często skłaniają się ku bezpieczniejszym (bardziej standardowym) modelom realizacji inwestycji.

Myślę, że główną barierą na polskim rynku jest jeszcze brak wiedzy i pewna nieufność ze strony zarówno partnerów publicznych, jak i społeczeństwa. W przypadku ochrony zdrowia partnerstwo publiczno-prywatne jest często mylone z prywatyzacją, co może powodować niechęć społeczną, a ze strony podmiotów publicznych partnerstwo publiczno-prywatne wiąże się z ryzykiem związanym ze stopniem skomplikowania transakcji i często brakiem przygotowania do podjęcia tego typu ryzyka – uważa radca prawny.

Trudność w realizacji projektów PPP głównie polega na wyważeniu celów w postaci ochrony interesu publicznego (w wąskim znaczeniu – majątku publicznego) oraz możliwie efektywnego podziału ryzyka i korzyści ze stroną prywatną. Przerzucenie całości ryzyka na sektor prywatny rzadko jest optymalnym rozwiązaniem, gdyż prowadzi do silnego ograniczenia puli projektów, które skłonni są podjąć inwestorzy. Biorąc pod uwagę wysokie zadłużenie wielu samorządów i konieczność znalezienia wkładu własnego na inwestycje z funduszy UE w perspektywie 2014–2020, mobilizacja prywatnego kapitału może być niekiedy jedynym rozwiązaniem.

Dla jednostki samorządu terytorialnego główną zaletą PPP jest możliwość niewliczenia zobowiązań z umowy PPP do długu publicznego. Natomiast formuła PPP zazwyczaj nie eliminuje konieczności uzyskania kredytu, jedynie zmienia się podmiot, który o ten kredyt występuje, w tym przypadku jest to podmiot prywatny – tłumaczy Małgorzata Olech.

Przedwyborcze starcia polityków żywo dyskutowane online. Internauci krytycznie ocenili debatę Szydło – Kopacz

0

CEO Magazyn Polska

Pomiędzy 16 a 20 października w internecie ukazało się ponad 53 tys. wzmianek o debacie Ewy Kopacz i Beaty Szydło, większość w social media. W dniach poprzedzających dyskusję więcej treści dotyczyło premier Kopacz. Natomiast już po zakończeniu debaty większą uwagę skupiła wiceprzewodnicząca PiS-u. Spotkanie Kopacz z Szydło wywołało burzliwe dyskusje w sieci. Internauci krytykowali głównie wartość merytoryczną debaty oraz sugerowanie domyślnych opcji politycznych.

Ostatnie dni upłynęły pod hasłem debaty pomiędzy przedstawicielkami dwóch najważniejszych partii: Ewą Kopacz i Beatą Szydło. Zgodnie z danymi Instytutu Monitorowania Mediów w odniesieniu do hasła „debata” w internecie i social mediach w okresie od 16 do 20 października pojawiło się ponad 53 tys. informacji – mówi Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Prawie 60 proc. informacji opublikowane zostało w samym dniu debaty, czyli 19 października. Dominującym kanałem przekazu były media społecznościowe, czyli Facebook oraz Twitter. W odniesieniu do dyskusji premier Kopacz z wiceprzewodniczącą PiS-u Beatą Szydło internauci najczęściej używali hashtagu „debata” oraz „404 Not Found”.

Przed samym starciem na temat Ewy Kopacz ukazało się w internecie i social mediach więcej informacji niż na temat jej konkurentki, a stosunek komentarzy wyniósł 55 proc. do 45 proc. – informuje Masalska.

Spotkanie na politycznym szczycie podzieliło internautów, którzy debacie zarzucali przede wszystkim stronniczość oraz sugerowanie określonych opcji wyborczych i oponentów politycznych. Zdaniem zarówno Barbary Nowackiej, liderki Zjednoczonej Lewicy, jak i Leszka Millera, reprezentującego SLD, wszystkie partie powinny mieć prawa do dyskusji na tych samych zasadach.

Negatywne komentarze w odniesieniu do Ewy Kopacz były adresowane bezpośrednio do niej. Natomiast te na temat Beaty Szydło odnosiły się przeważnie do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – dodaje ekspertka IMM.

Po zakończeniu debaty w mediach pojawiło się jeszcze około 10 tys. informacji na jej temat. Nieco ponad połowa nowych publikacji (51 proc.) dotyczyła posłanki PiS-u. W opinii większości internautów ogólna ocena przebiegu dyskusji była niska.

Internauci nie wypowiadali się pochlebnie o całej debacie, najczęściej używali zdań, że było słabo i że kandydatki nie mówiły na temat. Dodatkowo całe spotkanie zostało zmemowane w sieci, ale jak to się mówi: śmiech jest dobry na wszystko – podsumowuje Karolina Masalska.

Krajowa branża winiarska obawia się wzrostu akcyzy. Podatek może wzrosnąć o 400 proc.

CEO Magazyn Polska

Wzrost akcyzy o ponad 400 proc. i podwojenie ceny butelki w sklepie. Takie konsekwencje może mieć zmiana kwalifikacji wyrobów spirytusowych, do których przychyla się resort finansów. Krajowa branża winiarska podkreśla, że małe firmy mogą przez to zniknąć z rynku, a duże – zamiast z krajowych owoców zaczną produkować z importowanych.

– Planowane przez służbę celną i resort finansów przekwalifikowanie wyrobów winiarskich z rodzimych owoców do kategorii spirytusowych praktycznie wyeliminuje z rynku wyroby pochodzące z rodzimych surowców – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Jantoń, prezes zarządu w produkującej wina spółce Jantoń. – Wiąże się to bowiem ze zwiększeniem stawki podatku akcyzowego dla tych produktów ponad czterokrotnie.

Jak podkreśla, ostatnio Ministerstwo Finansów zajęło stanowisko, według którego od tych produktów wytwarzanych na bazie krajowych owoców, głównie jabłek, będzie naliczana taka sama akcyza jak od wyrobów spirytusowych. Branża podkreśla, że resort, interpretując na nowo unijne przepisy celne, chce, aby wyższe stawki obowiązywały także wstecz, nawet za ostatnie pięć lat.

Takie same, niemal identyczne wyroby, produkowane na bazie win gronowych pochodzących z importu, w dalszym ciągu mają pozostać produktami winiarskimi, z dotychczasową stawką akcyzy – zwraca uwagę Jacek Jantoń.

Dziś polska branża winiarska, jak wskazuje Jantoń, zużywa ok. 100 tys. ton jabłek rocznie, które są podstawą do produkcji różnego rodzaju wyrobów winiarskich. Gdyby stanowisko resortu finansów zostało utrzymane stracą one rynek zbytu. Tymczasem w Polsce po wprowadzeniu embarga przez Rosję, nadal utrzymuje się nadmiar owoców. W 2013 roku sadownicy i przedsiębiorstwa handlowe wysłali na tamten rynek owoce o wartości 1,3 mld euro (prawie 5,5 mld zł).

Na pewno wyeliminuje to z rynku krajowe produkty winiarskie, a silne firmy zmienią bazę surowcową. Producenci zaczną po prostu te same wyroby wytwarzać na bazie win gronowych, przez co wpływy do budżetu z tytuły akcyzy nie wzrosną. Natomiast słabe firmy znikną z rynku – przekonuje Jacek Jantoń.

Podatek akcyzowy przynosi każdego roku przeszło 60 mld zł, co stanowi około jednej piątek wszystkich wpływów budżetowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 20.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 20.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Komentarz walutowy z 20.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Komentarz walutowy z 20.10.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Rynek inwestowania grupowego w branży nieruchomości rośnie. Pojawiają się kolejne inicjatywy crowdfundingowe

Rynek nieruchomości odżywa po wakacjach. Ma to jednak związek nie tylko z rozpoczęciem roku akademickiego i zwiększonym ruchem na rynku najmu, ale również z coraz większym zainteresowaniem grupowymi inwestycjami w branży nieruchomości. Właśnie ruszyła kolejna inicjatywa – Mzuri CFI Alfa, w ramach której wszystkie wygenerowane na rynku mieszkań na wynajem zyski będą reinwestowane przez 5 lat w celu rozbudowy majątku inwestorów. Prognozowana stopa zwrotu z inwestycji wynosi ok. 10 proc. w skali roku.

Mzuri CFI Alfa to kolejna z inicjatyw crowdfunfingowych Grupy Mzuri. Mzuri CFI Alfa nabędzie portfel mieszkań na wynajem oraz będzie kupować pojedyncze mieszkania i całe kamienice w celu ich wyremontowania i sprzedania po podniesieniu ich wartości. Przez 5 lat całość zysku będzie re-inwestowana w rozbudowę portfela mieszkań na wynajem. Spodziewany wzrost wartości majątku po 5 latach może przekroczyć nawet 50 proc. Po tym okresie zyski z najmu będą regularnie wypłacane inwestorom, co przełoży się na roczny zwrot w wysokości ok. 10 proc. Mzuri CFI Alfa będzie realizować tzw. „emerytalny” model inwestycyjny. Jest to idealne narzędzie dla osób pragnących osiągnąć wolność finansową. – Naszym celem jest uświadomienie Polkom i Polakom, że rynek nieruchomości dzięki inwestycjom grupowym jest dostępny właściwie dla każdego. Nie trzeba mieć dużego kapitału, żeby inwestować w nieruchomości i czerpać z tego ponadprzeciętne zyski – komentuje Sławek Muturi, pomysłodawca i przewodniczący rady nadzorczej Mzuri CFI Alfa Sp. z o. o. – Mzuri CFI Alfa bazuje na tzw. modelu emerytalnym, co oznacza, że przez 5 lat całość zysku będzie re-inwestowana, a to z kolei pozwoli na uzyskanie ok. 50 proc. wzrostu majątku. Po tym okresie Spółka rozpocznie regularne wypłaty zysku z najmu, co przełoży się na ok. 10 proc. roczny zwrot dla inwestorów. Przy dzisiejszych, niskich stopach procentowych i niepewności na giełdzie to bardzo atrakcyjna propozycja inwestycyjna – dodaje Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri CFI Alfa Sp. z o. o..

Próg wejścia do inwestycji wynosi jedynie 10 tys. zł, maksymalny możliwy wkład to 400 tys. zł. Nabór kapitału potrwa do 15 listopada 2015, po tym terminie nabór zostanie zamknięty i nie będzie już możliwości przystępowania do Mzuri CFI Alfa. Procedura przystąpienia do spółki polega na podpisaniu Przedwstępnej Umowy Objęcia Udziałów, dokonaniu wpłaty kapitału i dostarczeniu do siedziby Mzuri CFI Alfa oryginału pełnomocnictwa.

Mzuri CFI Alfa to kolejna Spółka Grupy Mzuri uruchomiona w ramach inicjatywy Mzuri CFI opartej na idei crowdfunding’u, która umożliwia grupowe inwestowanie w mieszkania na wynajem osobom dysponującym nawet relatywnie niewielkim kapitałem. Pierwsza ze spółek, Mzuri CFI 1 cieszyła się dużym zainteresowaniem ze strony Inwestorów i pozyskała pod koniec 2014 roku ponad 1,5 mln zł na zakup i remont kamienicy w celu późniejszego sprzedania mieszkań przeznaczonych na wynajem. Udziały w Spółce objęło wówczas 64 inwestorów. Obecnie Mzuri CFI 1 jest już na etapie przygotowywania zakupionej w Łodzi kamienicy do remontu. Prognozowana stopa zwrotu z tej inwestycji wynosi 10 proc. w skali roku. Druga ze spółek – Mzuri CFI2 – dotychczas największa crowdfundingowa spółka w Polsce pozyskała już blisko 2 mln zł kapitału. Celem spółki jest zbudowanie portfela mieszkań na wynajem i regularna wypłata zysków inwestorom. Nabór kapitału do Mzuri CFI 2 ma charakter ciągły.

Odpowiedzialny biznes modernizuje gospodarki Europy Środkowej

Warszawa, 20 października 2015 r. – Coraz więcej firm w Europie Środkowej wdraża strategiczne działania, które zwiększają ich wkład w zrównoważony rozwój społeczno-gospodarczy. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w dziesięciu krajach regionu, kluczowymi korzyściami z działań CSR dla przedsiębiorstw są: wzrost zaangażowania pracowników, poprawa reputacji firmy i poprawa relacji ze społecznościami lokalnymi. Zdecydowana większość respondentów – 76 proc. – optymistycznie widzi rozwój CSR w najbliższych latach.

Badanie Deloitte zostało przeprowadzone wśród menedżerów odpowiedzialnych za CSR w Czechach, Słowenii, Bułgarii, Kosowie, Rumunii, Serbii, na Węgrzech, Słowacji, Litwie oraz Łotwie. Jest ono częścią badania Forum Odpowiedzialnego Biznesu, które w ramach obchodów 15 lat partnerstwa na rzecz CSR w Polsce przeprowadziło analogiczny przegląd wśród polskich menedżerów CSR. Zarówno badanie polskie, jak i środkowoeuropejskie pokazuje wpływ praktyków CSR na szerzenie tematyki odpowiedzialnego biznesu w firmach oraz ich obserwacje dotyczące pozytywnego oddziaływania CSR na kondycję społeczno-gospodarczą poszczególnych krajów.

Jednym z kluczowych wniosków badania jest powszechna świadomość środkowoeuropejskich menedżerów CSR (84 proc.), że biznes przyczynił się do rozwiązywania problemów społeczno-gospodarczych w poszczególnych krajach (w Polsce odsetek ten wyniósł mniej, bo 65 proc.). „Chodzi przede wszystkim o zmniejszanie negatywnego wpływu na ochronę środowiska, wspieranie edukacji i zwalczanie bezrobocia. Są to kluczowe problemy, w które biznes powinien się zdaniem badanych angażować także w przyszłości. Menedżerowie CSR oczekiwaliby natomiast większej niż dotychczas aktywności w walce z korupcją” – mówi Irena Pichola, Partner w Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

– „Zaangażowanie biznesu w rozwiązywanie problemów społecznych w Polsce w ciągu ostatnich 15 lat jest praktycznym potwierdzeniem zrozumienia, że jego powinnością poza generowaniem zysku jest budowanie wartości dla wszystkich interesariuszy. Szczęśliwie, podobne przeświadczenie panuje w jego otoczeniu, dzięki czemu coraz więcej mamy przykładów partnerstw sektorowych i międzysektorowych na rzecz określonych inicjatyw prospołecznych” – mówi Marzena Strzelczak, dyrektorka generalna Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Wśród trzech kluczowych korzyści z działań CSR, które respondenci dostrzegają w swoich firmach, znalazły się wzrost zaangażowania pracowników (65 proc.), poprawa reputacji (55 proc.) i poprawa relacji ze społecznościami lokalnymi (53 proc). Podobne wyniki uzyskano w badaniu polskim.

– „W wymiarze praktycznym doszło do zmiany w polskim CSR. Ciekawa jest lista korzyści wymienianych przez menedżerów. CSR nie jest już, jak pięć lat temu, traktowany przede wszystkim jako narzędzie komunikacji i budowy reputacji. Na pierwszym miejscu wymieniane są korzyści związane z etycznym podejściem i zaangażowaniem pracowników” – przypomina kolejne z wyników badania Marzena Strzelczak.

Z perspektywy menedżerów we wdrażaniu CSR najbardziej przydatne są narzędzia i metody uwzględniające współpracę z pracownikami: wolontariat pracowniczy (36 proc.) oraz programy etyczne dla pracowników (29 proc.). Przydatnymi instrumentami współpracy zewnętrznej w zakresie CSR są: dialog z interesariuszami (35 proc.), kampanie społeczne (29 proc.) i programy prośrodowiskowe (29 proc.). Konkluzje te są w znacznym stopniu zbieżne z wynikami uzyskanymi w polskim badaniu.

W krajach Europy Środkowej tylko nieco ponad połowa badanych (54 proc.) mierzy efekty prowadzonych przez siebie działań CSR. Najczęściej używanym narzędziem jest monitoring mediów (52 proc.), własne wskaźniki dotyczące strategii CSR (37 proc.) oraz badania opinii (34 proc.). „Pokazuje to, że eksperci CSR z Europy Środkowej mają jeszcze dość spory dystans do nadrobienia do polskich kolegów, którzy w 87 proc. rezultaty swoich działań mierzą za pomocą samodzielne opracowanych wskaźników oraz ewaluacji działań na poziomie adresatów. Taką odpowiedź wybrało 68 proc. ankietowanych” – mówi Irena Pichola.

Respondenci z regionu największych szans rozwoju społeczno-gospodarczego swoich krajów upatrują w oddziaływaniu biznesu na wzrost konkurencyjności gospodarki (96 proc.), wpływie firm na poprawę aktywności zawodowej (94 proc.) oraz ich wpływie na kształtowanie gospodarki opartej na wiedzy i kapitale intelektualnym (91 proc.). Istotnym impulsem do zmian ma być m.in. presja klientów, coraz częściej oczekujących od rynku produktów i usług społecznie odpowiedzialnych (75 proc.).

Jaka będzie przyszłość obszarów związanych z odpowiedzialnym biznesem? Jego rozwój i profesjonalizację usług przewiduje 76 proc. respondentów z Europy Środkowej. Bardzo istotną rolę do odegrania ma tu biznes, ale potrzebuje wsparcia sektora publicznego. Wskazuje na to fakt, że 52 proc. respondentów środkowoeuropejskich narzeka na brak zachęt ze strony administracji publicznej. „Powinna ona kształtować polityki ogólnokrajowe, w tym wprowadzać w życie założenia gospodarki niskoemisyjnej, cyrkularnej czy efektywności energetycznej, a także rozwoju miast i regionów w sposób zrównoważony. Widzimy tu dużą przestrzeń do współpracy i edukacji wszystkich zainteresowanych stron” – mówi Irena Pichola. Wśród pozostałych głównych barier, które w najbliższych piętnastu latach mogą pojawić się na drodze rozwoju odpowiedzialnego biznesu, menedżerowie najczęściej wskazywali na błędne postrzeganie idei CSR jako formy działań sponsoringowych (59 proc.) oraz niechęć biznesu do inwestowania funduszy w działania CSR (46 proc.). W Polsce, z kolei, główną przeszkodą wydaje się być brak zrozumienia idei CSR u kadry zarządzającej (66 proc.).

Znaczna część badanych menedżerów w Europie Środkowej optymistycznie patrzy w przyszłość CSR – niemal połowa wierzy w dalszy rozwój odpowiedzialnego biznesu oraz przyłączenie się do sieci odpowiedzialnych przedsiębiorstw kolejnych spółek (44 proc.), zaś 32 proc. respondentów sądzi, że CSR wejdzie w fazę dojrzałości, a kwestie społeczne i środowiskowe zostaną włączone do modelu biznesowego. Potwierdza to także optymistyczną wizję polskich menedżerów CSR, wśród których obydwie odpowiedzi uzyskały po około 40 proc. wskazań.

QBS został nowym dystrybutorem technologii Microsoft Dynamics na polskim rynku

QBS działa obecnie na 12 rynkach, skupiając się na tworzeniu ekosystemu wokół rozwiązań i usług dla technologii Microsoft Dynamics, Microsoft Azure czy Office 365. Wraz z wejściem na rynek polski, firma będzie pełniła rolę strategicznego dystrybutora w kanale partnerskim Microsoft.

Planowane działania firmy, a także doświadczenia z innych rynków składają się na strategię, która zakłada nie tylko dystrybucję oprogramowania, ale przede wszystkim tworzenie ekosystemu partnerów. W ramach budowania społeczności partnerów Microsoft w Polsce, QBS oferuje szereg działań kreujących nową wartość dla uczestników kanału dystrybucyjnego. Dotyczy to w szczególności obszaru działań marketingowych, szkoleń produktowych, generowania leadów, planowania biznesowego. QBS będzie także wspierał niezależnych twórców aplikacji (ISV), którzy będą zainteresowani rozwojem oprogramowania biznesowego w oparciu o technologię chmurową Microsoft Azure.

„Badania IDC wyraźnie pokazują, że już wkrótce udział projektów chmurowych będzie dynamicznie rósł. Szacunki wskazują na wzrost z 4 do 11%. Wzbogacenie struktury kanału partnerskiego o wiedzę i doświadczenia QBS z innych rynków, związanych z wykorzystaniem chmury obliczeniowej zapewnia partnerom zupełnie nowe możliwości rozwoju – mówi Paweł Jędrusik, Dyrektor Działu Aplikacji Biznesowych Microsoft Dynamics .

„Chcemy być pośrednikiem pomiędzy firmą Microsoft a siecią partnerów oferując szereg usług dodatkowych. Pełnimy rolę nie tylko dystrybutora, ale przede wszystkim budujemy pracującą wspólnie społeczność partnerów.” – mówi Nelson Tavares da Silva z firmy QBS.

Oferta firmy na polskim rynku będzie zawierała systemy klasy ERP Microsoft Dynamics NAV, Dynamics CRM oraz AX. Dodatkowo, portfolio QBS będzie zawierało rozwiązanie w chmurze dla biznesu, na które składają się usługi Office 365 oraz komponenty platformy Microsoft Azure dedykowane produktywności. Polityka firmy QBS zakłada ponadto umożliwienie, a także wsparcie partnerów w transformacji ich klientów do chmury obliczeniowej.

Firma QBS działa obecnie na 12 rynkach europejskich skupiając w swoim ekosystemie 250 partnerów, grupujących 2000 ekspertów z firm partnerskich oraz 30 tys. klientów.

„Polska jest dla nas bardzo atrakcyjnym inwestycyjnie rynkiem, dlatego tak ważna jest odpowiednia strategia wejścia oraz wartość dodana, którą chcemy dać naszym partnerom w postaci dedykowanych konsultacji oraz wsparcia działań promocyjnych i sprzedażowych” – dodaje Nelson Tavares.