Popołudniowy komentarz walutowy z 16.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 16.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W. Karpiński: Ratunek dla polskiego górnictwa, rozwój LOT-u i konsolidacja banków to zadania dla kolejnego ministra skarbu

Włodzimierz Karpiński, ustępujący minister skarbu państwa
Włodzimierz Karpiński, ustępujący minister skarbu państwa

Ustępujący po ponad dwóch latach urzędowania minister skarbu państwa Włodzimierz Karpiński ma na swoim koncie restrukturyzację PLL LOT i Stoczni Gdańsk. Za jego kadencji do budżetu wpłynęło 10 mld zł dywidend, a ponad 4 mld pozyskano z prywatyzacji. Następca Karpińskiego – Andrzej Czerwiński – będzie musiał natomiast stawić czoła sytuacji w górnictwie oraz przygotować IPO Poczty Polskiej i Banku Pocztowego.

– Moim zdaniem największe wyzwania dla mojego następcy to zdecydowanie sprawy górnictwa, czyli dokończenie procesu budowy nowej Kompanii Węglowej, wspieranie procesu konsolidacji banków polskich przez polski podmiot, aby decyzje biznesowe, finansowe, w jeszcze jednym silnym podmiocie zapadały na terenie Polski, a także bardzo ciekawy projekt IPO Banku Pocztowego, który jest rozwiązaniem dla osób narażonych na ewentualne turbulencje w SKOK-ach oraz przygotowanie procesu IPO Poczty Polskiej, która ma przejść pod nadzór ministra skarbu – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria ustępujący minister skarbu Włodzimierz Karpiński.

Włodzimierz Karpiński stał na czele resortu skarbu 778 dni. W tym czasie ministerstwu udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza, przed jakim stały Polskie Linie Lotnicze LOT, scenariusza bankructwa. Wypracowanie i wdrożenie we współpracy z Komisją Europejską planu restrukturyzacji sprawiło, że spółka po raz pierwszy od siedmiu lat wypracowała zysk na działalności podstawowej. Dziś minister Karpiński, oceniając te działania, zwraca uwagę na to, że dzięki programowi udało się uratować kilkanaście tysięcy miejsc pracy.

– Stocznia Gdańsk to kolebka naszej wolności w sensie politycznym, a także określony podmiot gospodarczy, który wpisuje się w dobry rozwój przemysłu okrętowego czy przemysłu stoczniowego. Przez ostatnie 6 lat w tym przemyśle przybyło 8 tys. miejsc pracy – mówi Karpiński.

Jak podkreśla minister, okres jego urzędowania to kontynuacja wielkiego procesu prywatyzacyjnego, gdy co roku prywatyzacją objętych było około 150 spółek. Ale ostatnie lata w spółkach nadzorowanych przez Skarb Państwa stała bardziej pod znakiem polityki dywidendowej.

Spółki Skarbu Państwa zasiliły budżet kwotą 10 mld 200 mln zł, a jednocześnie podniosły swoją wartość, czyli ta roztropna polityka dywidendowa spowodowała, że właściciel zyskiwał, a spółki się rozwijały – mówi Karpiński.

Szef resortu szacuje, że tylko w 2014 roku wartość spółek na giełdzie, które nadzoruje MSP, wzrosła o 2,5 mld zł. W kolejnych latach ich wartość może dalej rosnąć, między innymi przez rozpoczęty ogromny program inwestycyjny w energetyce. Według tego planu do 2020 roku spółki energetyczne zrealizują projekty inwestycyjne o wartości około 100 mld zł. To budowa między innymi nowych bloków energetycznych w Turowie, Opolu, Stalowej Woli, Jaworznie czy Zakładów Chemicznych w Policach.

– Te projekty oprócz swojej imponującej wartości dają tysiące miejsc pracy, a więc oddziałują na rynek pracy. Podnoszenie wartości tych spółek z dobrym, mądrym planem inwestycyjnym powoduje, że jesteśmy liderem czy największym placem budowy, a także najsilniej rozwijającą się gospodarką w Unii Europejskiej – mówi Karpiński.

SAP Polska: międzynarodowe sukcesy polskich firm dzięki pracownikom i kadrze menadżerskiej z sektora nowych technologii

0
Kinga Piecuch, prezes SAP Polska
Kinga Piecuch, prezes SAP Polska

Menedżerowie są jednym z najcenniejszych zasobów polskich firm. Dzięki dobrze wykształconej kadrze są one w stanie sprawnie wprowadzać najnowsze rozwiązania i strategie biznesowe. To pozwala im odnosić sukces w świecie, w którym liczą się ci, którzy są w stanie dotrzymać tempa rozwojowi technologicznemu i dynamicznie zmieniającym się oczekiwaniom rynku.

Mamy świetnych menadżerów i to jest na pewno bardzo duży kapitał, bo firma to ludzie i na to bym stawiała – mówi agencji informacyjnej Newseria Kinga Piecuch, prezes SAP Polska podczas SAP Forum 2015. – Mamy menadżerów sprawnych, bystrych bardzo dobrze przygotowanych do prowadzenia biznesu, także od strony technologicznej, innowacyjnej. Jesteśmy rynkiem, gdzie po ludzi specjalizujących się w nowoczesnych technologiach sięga rynek amerykański, sięgają rynki międzynarodowe. To pokazuje, jak dobrze mamy wykształconych ludzi, którzy na tych technologiach się znają.

Kadra menadżerska to kapitał, który polskie firmy zgromadziły przez ostatnie lata. Nie tylko procentuje on dziś, lecz także jak ocenia prezes Kinga Piecuch z SAP Polska pozwoli im zmierzyć się z wyzwaniami w przyszłości.

– Jesteśmy moim zdaniem sprawni od strony menadżerskiej, żeby wdrażać technologie, tak by pomagały w funkcjonowaniu naszego biznesu. Myślę, że mamy też przed sobą parę wyzwań w tych obszarach gospodarki, które zależą od sytuacji geopolitycznej w naszym kraju.

O tym, jak dobrze radzą sobie polskie firmy, świadczy systematyczny wzrost PKB. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w pierwszym kwartale wzrosło ono o 3,6 proc. Takie wyniki udaje się osiągnąć m.in. dzięki eksporterom, którzy  jak szacuje Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych w kwietniu zwiększyli sprzedaż zagraniczną o 8,7 proc. W ocenie SAP Polska, specjalizującej się w dostarczaniu nowoczesnego oprogramowania dla przedsiębiorstw polskim firmom w sukcesach bardzo pomaga umiejętność sprawnego wprowadzania najnowszych rozwiązań technologicznych.

– Na tym konkurencyjnym rynku, nie tyle trudnym, co wymagającym, z bardzo wymagającymi klientami, niezwykle dobrze wyedukowanymi, przedsiębiorczymi, jesteśmy bliżej, mamy większe szanse być konkurencyjni i realizować swoje cele biznesowe mówi Kinga Piecuch.

W praktyce sprawne korzystanie z nowoczesnych rozwiązań pozwala polskim firmom radzić sobie z poważną bolączką współczesnej gospodarki, czyli nadmiernym skomplikowaniem prowadzenia biznesu. Technologie pozwalają uprościć procedury i dzięki nim przedsiębiorcy mogą działać sprawniej i szybciej podejmować istotne dla prowadzenia biznesu decyzje podkreśla Kinga Piecuch.

– Nadmiernego skomplikowania biznesu nie traktujemy jako bolączki, jest to dla nas raczej wyzwanie, które dzisiaj stawiają przed nami rynki międzynarodowe i polskie. To jest taka pozytywna bolączka, bo motywuje do gonitwy za klientem, rynkiem i realizacją celów. Jeśli spojrzymy na możliwości innowacyjne i technologiczne, to niewątpliwie rozwój technologii sprawia, że jesteśmy bliżej klienta i że jesteśmy w stanie konkurować na rynku.

Drony mają coraz więcej zastosowań. Za ich pomocą polska firma będzie kontrolować czystość powietrza

Tomasz Kierul, prokurent w Softblue
Tomasz Kierul, prokurent w Softblue

Poszerza się zakres wykorzystania dronów w codziennym życiu. Specjalizująca się w komercjalizacji efektów badań naukowych firma Softblue wprowadza na rynek bezzałogowca, który zanalizuje skład dymu pod kątem spalanych w piecach substancji. Takim rozwiązaniem jest zainteresowanych wiele polskich miast, co jest dobrą informacją dla spółki przed jej debiutem na NewConnect.

W zeszłym roku odezwało się do nas kilkanaście miast w Polsce, które są zainteresowane testowaniem naszego urządzenia i wdrożeniem u siebie. Jest wśród nich kilka dużych miast powyżej 300 tys. osób – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Kierul, prokurent w Softblue.

To urządzenie to AirDron, czyli dron, który umożliwia analizę składu dymu z kominów. Pozwala to na szybką identyfikację osób czy zakładów przemysłowych spalających zabronione materiały. Jak przypomina Tomasz Kierul, około 5 proc. tego, czym pali się w polskich piecach, to substancje zakazane .

AirDron jest efektem współpracy z Uniwersytetem Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy i docelowo ma pozwolić na zdalne i natychmiastowe badanie składu dymu. Dzięki temu możliwe będzie skuteczniejsze egzekwowanie prawa dotyczącego spalania szkodliwych substancji – do tej pory jedyną bronią w walce z trucicielami były wizyty funkcjonariuszy straży miejskiej w prywatnych domach.

Kierul podkreśla, że to unikalny na skalę europejską produkt, ponieważ dotychczas większość firm produkujących drony skupiała się na możliwościach wykorzystania ich w wojsku.

W Polsce Narodowy Fundusz Zdrowia wydaje około 1,5 mld zł na leczenie chorób wynikających z zanieczyszczeń powietrza. Co roku z ich powodu umiera około 28 tys. osób. W całej Europie ta liczba wynosi około 600 tys. Łącznie straty gospodarki 53 państw europejskich są szacowane na około 1,6 bln dol. Można więc sobie wyobrazić, jaki jest potencjał zastosowania tego urządzenia w Europie – przekonuje Kierul.

Podkreśla jednocześnie, że spółka ma już podpisane pierwsze listy intencyjne z władzami miast i komendantami straży miejskich dotyczące testowania systemu AirDron. Duże zainteresowanie to dobra wiadomość dla spółki, która liczy, że sukces jednego z jej flagowych rozwiązań przełoży się na zainteresowanie inwestorów podczas planowanego debiutu na NewConnect.

Już w kwietniu Softblue zebrało od funduszy inwestycyjnych 10 mln zł w zamian za 22,55 proc. akcji spółki. Między innymi dzięki tym środkom firma chce rozwinąć i ustabilizować działalność, a potem zadebiutować na alternatywnym rynku GPW. Spółka liczy, że dzięki obecności na NewConnect łatwiej będzie jej pozyskiwać kapitał na dalsze badania i innowacje.

W ofercie Softblue – poza AirDronem – są też inne drony, m.in. ForestDron umożliwiający np. wykrycie pożaru w lesie, a także oprogramowanie komputerowe, technologie medyczne czy usługi konsultingowe.

Konsumenci chętniej sięgają po smakowe alkohole o mniejszych pojemnościach. Prawdziwym hitem ostatnich lat są jednak nalewki

Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International
Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International

Polacy kupują coraz mniej tradycyjnej czystej wódki. Choć wciąż jesteśmy w czołówce pod względem jej spożycia, większą popularnością cieszą się alkohole smakowe o mniejszej objętości. Ważnym segmentem rynku stają się gatunkowe, importowane napoje alkoholowe, jak whisky czy burbon. Coraz częściej konsumenci sięgają też po nalewki, a producenci liczą na większą konsumpcję nie tylko w kraju, lecz także na zagranicznych rynkach.

Obserwujemy większą popularność alkoholi o mniejszej zawartości procentów oraz mniejszej pojemności. Polscy konsumenci nie sięgają już tak często po półlitrowe butelki, ale chętnie kupują te 100 czy 200 ml – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Kouyoumdjian, dyrektor ds. relacji zewnętrznych CEDC International, jednego z największych producentów wódki oraz dystrybutorów alkoholu.

Wódka niezmiennie cieszy się dużym zainteresowaniem Polaków, jest drugim po piwie najchętniej spożywanym alkoholem. W ubiegłym roku jej sprzedaż jednak zmalała, liczona w litrach o ok. 4 proc. O ile jednak popyt na tradycyjną czystą wódkę spada, o tyle w ubiegłym roku sprzedaż smakowych wódek w mniejszych pojemnościach – 100 czy 200 ml – zanotowała 4-proc. wzrost  (dane CMR).

Konsumenci odkrywają również importowane napoje spirytusowe, whisky i burbon, które jeszcze kilka lat temu były niszowymi alkoholami.

Polacy w ramach budowania pewnego poziomu zamożności, ale też edukacji i przyswajania stylu życia, zwiększają konsumpcję alkoholi tzw. brand spirit, czyli whisky, burbona. Widać to w wynikach sprzedażowych. Nawet na półkach dyskontów, czyli sklepów nastawionych na mniej zamożnych klientów, zaczęły się pojawiać marki whisky, czyli alkoholu z tego nieco wyższego segmentu – ocenia ekspert.

Z raportu KPMG „Rynek napojów alkoholowych w Polsce 2014” wynika, że w 2013 roku sprzedano 19 mln litrów whisky o wartości 1,8 mld zł, sześciokrotnie więcej niż w 2004 roku pod względem wolumenu sprzedaży i pięciokrotnie pod względem wartości. W tym roku spodziewany jest dalszy wzrost, nawet ok. 10 proc. Mimo to – zdaniem Kouyoumdjiana – mocne alkohole i czyste wódki mają niezagrożoną pozycję.

Polska jest w trójce największych rynków, jeśli chodzi o konsumpcję czystej wódki, alkoholi 40-proc. na całym świecie. Te firmy, które mają mocną pozycję na rynku polskim, siłą rzeczy są także liczącą się siłą na rynku światowym – mówi ekspert i przypomina, że wedle danych sprzedażowych za 2014 rok, Żubrówka jest siódmą największą marką sprzedających się wódek. – To pokazuje, że mimo zmieniających się trendów i tego, że Polacy chętniej eksplorują nowe alkohole o mniejszej zawartości procentów, jak whisky czy wina, to nadal jest to rynek, w którym mocną pozycję mają czyste wódki.

Polacy polubili nowe smaki, w miesiącach letnich dużą popularnością cieszą się wina musujące i słabsze smakowe alkohole. Prawdziwym odkryciem ostatnich lat są jednak nalewki, napoje oparte na spirytusie i owocach. Część osób produkuje je samodzielnie na własne potrzeby, chętnie kupowane są też nalewki dostępne na sklepowych półkach. Trend zauważyli producenci alkoholi, Soplica ma już blisko 10 smaków nalewek, niedawno na rynek trafił kolejny.

Myślę, że to może być pewnego rodzaju polska specyfika. Z jednej strony nalewki znajdują bardzo wielu konsumentów na rynku rodzimym, z drugiej strony stwarzają dobre perspektywy dla eksportu na rynki zagraniczne – podkreśla Krzysztof Kouyoumdjian.

Meksyk, Kenia, Kuba, Majorka, Seszele i Turcja Egejska to najatrakcyjniejsze kierunki podróży poślubnej

Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik prasowy Neckermann Polska
Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik prasowy Neckermann Polska

To nie są zwykłe wakacje, ale podróż, która zostaje w pamięci na całe życie – kierując się tą dewizą, nowożeńcy wybierają najbardziej atrakcyjne zakątki świata i nie szczędzą pieniędzy na przyjemności. Liczy się błogi odpoczynek, niezapomniane wrażenia i czas miło spędzony we dwoje. Poza Majorką, Cyprem czy Wyspami Kanaryjskimi dużym zainteresowaniem cieszą się bardziej odległe miejsca, jak Meksyk, Kuba, Kenia czy Bali.

Te wyjątkowe chwile nowożeńcy chcą spędzić w sposób szczególny, w wymarzonym miejscu. Dlatego z reguły tego typu podróż jest planowana na kilka miesięcy przed wyjazdem. Turkusowe morze, piaszczysta plaża i piękne widoki to nieodzowna sceneria romantycznych podróży we dwoje. Planując podróż poślubną, młode pary są skłonne zazwyczaj wydać więcej niż w przypadku standardowych wakacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Magda Plutecka-Dydoń, rzecznik prasowy Neckermann Polska.

Kolorowe katalogi kuszą atrakcyjnymi zdjęciami i rzeczywiście wybór ofert jest ogromny, natomiast pracownicy biur podróży zdecydowanie nie polecają nowożeńcom wczasów typu last minute. Nie zawsze spełniają one oczekiwania i często tylko z pozoru są najtańsze. Podróż poślubna powinna być dobrze przemyślana i zaplanowana.

Dużym zainteresowaniem cieszą się Wyspy Kanaryjskie, malownicza Majorka, Cypr uważany za jedno z najbardziej romantycznych miejsc na świecie, bo tu narodziła się bogini miłości Afrodyta. Popularne są także wyspy greckie i Turcja Egejska, która jest uważana za jeden z najpiękniejszych zakątków Turcji – podkreśla Magda Plutecka-Dydoń.

Tygodniowe wakacje w tych rejonach, w czterogwiazdkowym hotelu z wyżywieniem all inclusive to koszt rzędu około 1,5 tys. zł, w bardziej komfortowym hotelu – od 2,5 do 3 tys. zł.

Coraz częściej na podróże poślubne wybieramy również dalekie egzotyczne zakątki świata. Kenia, Dominikana, Meksyk czy Kuba to miejsca najchętniej wybierane na romantyczne wyjazdy. Tygodniowe wyjazdy na Dominikanę z pobytem w czterogwiazdkowym hotelu z all inclusive będzie kosztować nas od około 5 tys. zł. wzwyż. Notujemy również wzrost zainteresowania wyjazdami do miejsc uważane za luksusowe – Malediwy, Seszele, Małe Antyle czy Bali – mówi Magda Plutecka-Dydoń.

W przypadku podróży poślubnej wybór hotelu ma duże znaczenie. Musi to być obiekt, który gwarantuje relaks i dobrą zabawę – najlepiej tylko dla dorosłych.

– Wyselekcjonowaliśmy specjalne hotele dla nowożeńców, które charakteryzują się bardzo dobrą lokalizacją, kuchnią, bogatym pakietem zajęć dodatkowych, a przede wszystkim te, które oferują zniżki dla młodych par, sięgające nawet 30 proc. Kolacja przy świecach, specjalnie udekorowany pokój czy butelka szampana na przywitanie to atrakcje, na jakie nowożeńcy mogą liczyć w tego typu obiektach – tłumaczy Magda Plutecka-Dydoń.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Boryszew S.A. zawarł umowę kredytu z Bankiem Gospodarstwa Krajowego na kwotę EUR 10.000.000

Finansowanie udzielone przez BGK wspiera strategiczny kierunek rozwoju Grupy Boryszew, jakim jest dalsze zwiększanie obecności w sektorze automotive. Zgodnie ze światowymi trendami firmy dostarczające komponenty dla koncernów samochodowych, takich jak Volkswagen czy GM, globalizują się wraz z ekspansją geograficzną swoich klientów.

Wiceprezes Zarządu Boryszew S.A. Cezary Pyszkowski
Wiceprezes Zarządu Boryszew S.A. Cezary Pyszkowski

Decyzja o budowie zakładu produkcyjnego w Meksyku jest konsekwencją przyjętej przez nas drogi rozwoju. Chcemy być blisko naszych kluczowych partnerów biznesowych na najbardziej perspektywicznych rynkach motoryzacyjnych. Meksyk jest dla nas bramą do krajów NAFTY, których potencjał trudno oszacować. – mówi Wiceprezes Zarządu Boryszew S.A. Cezary Pyszkowski. Planujemy także znaczącą rozbudowę mocy produkcyjnych w naszych zakładach w Indiach i Chinach. Pozyskane w ostatnich latach kontrakty, między innymi dla BMW zaczynają wchodzić w fazę produkcji seryjnej i w najbliższych kwartałach będą widoczne w naszych wynikach finansowych. – dodaje Wiceprezes Boryszewa.

Struktura finansowania zastosowana przy tej transakcji jest pierwszą tego typu w Polsce. Kredytobiorcą jest polska firma – Boryszew S.A., ale zabezpieczenie kredytu w całości opiera się na aktywach zagranicznych. Taka struktura finansowania nie była dotychczas stosowana przez banki działające w Polsce, które co do zasady oczekują zabezpieczenia finansowania długoterminowego na aktywach znajdujących się w Polsce.

– Udzielając finansowania jednej z największych polskich grup przemysłowych, jaką jest Boryszew, liczymy na długoterminową współpracę, która zaowocuje w przyszłości kolejnymi kredytami przeznaczonymi na rozwój działalności Grupy, zarówno w kraju jak i zagranicą. Należy przy tym podkreślić, że wieloletni kredyt oparty jedynie na aktywach zagranicznych, bez ubezpieczenia KUKE S.A., stanowi nowy rozdział w historii wspierania szeroko rozumianego eksportu. Jest to kolejna transakcja, po kredytach dla Inpost Canada i Wielton S.A., w której BGK stosuje innowacyjne rozwiązania nakierowane na wsparcie operacji zagranicznych polskich spółek. Potwierdzamy tym samym naszą rolę banku rozwoju, będącego partnerem pierwszego wyboru dla spółek chcących rozwijać swoją działalność zagraniczną – powiedział Dariusz Kacprzyk, prezes Zarządu BGK.

Grupa Boryszew to jedna z największych Grup przemysłowych w Polsce z zakładami produkcyjnymi zlokalizowanych w 13 krajach na 3 kontynentach i zatrudniająca ponad 8 000 pracowników. Grupa specjalizuje się w produkcji komponentów do produkcji samochodów oraz przetwórstwie metali nieżelaznych. W 2014 r Grupa miała ponad 5 mld zł przychodów a zysk netto przekroczył 155 mln zł.

Bank Gospodarstwa Krajowego to państwowy bank rozwoju, który inicjuje i realizuje programy służące wzrostowi ekonomicznemu Polski. Stanowi centrum kompetencyjne w finansowaniu projektów infrastrukturalnych, eksportu, spółek komunalnych i samorządów. Rozwija systemy poręczeń i gwarancji mające na celu pobudzanie przedsiębiorczości. Angażuje się w programy służące poprawie sytuacji na rynku mieszkaniowym i dostępu Polaków do mieszkań. Zarządza programami europejskimi i dystrybuuje środki unijne w skali krajowej i regionalnej. Jest instytucją wiodąca w procesie konsolidacji finansów publicznych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 11.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 11.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

W przyszłym roku wiele zmian w urzędach skarbowych. Lepsza obsługa podatników i jednolite interpretacje

0
Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów
Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

W Senacie trwają prace nad ustawą o administracji podatkowej. Ma ona wprowadzić od przyszłego roku nowy system obsługi i wsparcia podatnika w urzędach skarbowych. Na dodatkową pomoc asystenta będą mogły liczyć m.in. osoby rozpoczynające działalność gospodarczą. Dzięki specjalizacji biur Krajowej Informacji Podatkowej zwiększyć ma się jednolitość wydawanych interpretacji. Zmiany powinny zakończyć się do końca 2016 roku.

W kwietniu weszła w życie zmiana ustawy o urzędach i izbach skarbowych, która wprowadziła konsolidację procesów pomocniczych, czyli kadrowych, finansowo-księgowych i logistycznych na poziomie izby skarbowej. Izby i urzędy stały się jednostką budżetową, co pozwala nam ograniczyć liczbę osób zaangażowanych w proces, a jednocześnie przesunąć je do obsługi klienta. Ten proces trwa, monitorujemy go i będziemy wyciągali z niego wnioski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Kapica, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Nowelizacja ustawy o urzędach i izbach skarbowych przyczyniła się do zmniejszenia liczby pracowników biurokracji wewnętrznej. Z danych resortu finansów wynika, że dzięki temu prawie 2 tys. osób zostało przeniesionych do obsługi podatnika.

To tylko początek zmian w urzędach skarbowych. W Senacie trwają prace nad przyjętą 27 maja przez Sejm ustawą o administracji podatkowej. Kapica podkreśla, że nakłada ona obowiązek odpowiedniego podejścia do podatnika we wszystkich urzędach. Standardy obsługi bezpośredniej mają zostać ujednolicone w całej administracji. Ponadto urzędy mają odpowiadać na potrzeby indywidualnych klientów, dlatego będą funkcjonować stanowiska do obsługi i wsparcia podatnika, tylko dla konkretnych grup.

Wiąże się z tym utworzenie funkcji asystenta podatnika dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą. To także inna forma obsługi w centrach, gdzie chcemy koncentrować obsługę podatnika nie tylko w zakresie podatków, lecz także w przyszłości w zakresie akcyzy i płatności składek dla ZUS. Ten proces będzie trwał cały rok – zapowiada Kapica.

Od września ma działać Centralny Rejestr Danych Podatkowych, ma też zostać utworzony wspólny rachunek bankowy do poboru podatków i innych należności.

Nowa ustawa wzmacnia też funkcje informacyjne administracji podatkowej. Stworzony zostanie nowy organ, który zapewni powszechnie dostępną informację podatkową. Większy ma być też nadzór nad prezentowaną treścią w różnych kanałach komunikacji. W tym celu z izb skarbowych mają zostać wyodrębnione biura Krajowej Informacji Podatkowej, zostanie także utworzony nowy organ – Dyrektor Biura Krajowej Informacji Podatkowej.

Nastąpi specjalizacja biur na odpowiednich podatkach. W związku z tym większa będzie jednolitość i prawidłowość wydawanych interpretacji – wskazuje ekspert Ministerstwa Finansów.

Zmiany w administracji podatkowej, które stopniowo wprowadzane są od 2013 roku, powinny zakończyć się pod koniec przyszłego roku.

Wysokie koszty pracy hamują innowacyjność, szczególnie w małych i średnich firmach

Władysław Halbersztadt, założyciel i członek zarządu Grupy Investin
Władysław Halbersztadt, założyciel i członek zarządu Grupy Investin

Nawet 2/3 kosztów kwalifikowanych przez firmy jako wydatki na badania i rozwój mogą stanowić koszty osobowe. Tym bardziej że wysoko wykwalifikowani pracownicy to podstawa tego typu działalności. Dlatego obniżenie kosztów zatrudnienia może zwiększyć polską innowacyjność, która dziś nie wygląda najlepiej na tle krajów UE. Pomóc mogłoby też wprowadzenie ulg podatkowych.

Innowacyjność i komercjalizacja wyników prac badawczo-rozwojowych to w dużym stopniu praca ludzi, a kluczowym elementem są koszty pracy. Wydatki na badania i rozwój to przede wszystkim wynagrodzenia wysoko wykwalifikowanego personelu: inżynierów, programistów, informatyków, specjalistów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Władysław Halbersztadt, założyciel i członek zarządu Grupy Investin, która finansuje i rozwija zaawansowane technologie, partner zarządzający w Pitango Investin Ventures.

Koszty pracy w Polsce utrzymują się na wysokim poziomie – podatek dochodowy i składki na ZUS stanowią blisko 70 proc. pensji netto. To oznacza, że na każdy 1 tys. zł, który pracownik dostaje do ręki, 700 zł pracodawca dopłaca państwu. To problem przede wszystkim dla mniejszych firm, które żeby się rozwijać, muszą zatrudniać, a wysokie koszty pracy sprawiają, że często rezygnują z zatrudniania nowych pracowników.

Co najmniej 2/3 kosztów, które ostatecznie firmy zakwalifikują jako wydatki na B+R, to koszty osobowe. Pozostała 1/3 to koszty ogólnego zarządu, marketingu, business developmentu. Jeżeli firma ma zatrudnić programistów czy inżynierów do pracy nad nowym produktem, to nie jest to działalność, którą można wykonać w trzy miesiące. To kwestia inwestycji na rok, dwa czy nawet trzy lata – tłumaczy ekspert.

Przekonuje, że wysokie koszty pracy przekładają się na wydatki na badania i rozwój. W rankingu Komisji Europejskiej zajmujemy 25. miejsce pod względem innowacyjności wśród państw UE. Jeszcze gorzej wypadamy pod względem zgłoszeń patentowych – 12 na milion przy unijnej średniej 131 zgłoszeń plasują nas na 28. pozycji w Europie. W Globalnym Rankingu Innowacyjności, wspólnym raporcie Cornell University, INSEAD oraz WIPO, Polska zajęła 45. miejsce, m.in. za takimi krajami jak Mołdawia czy Barbados.

Skoro chcemy wspierać innowacyjność to wszystkie rozwiązania systemowe powinny być nakierowane na to, żeby młodym i dużym przedsiębiorstwom, które autentycznie inwestują w badania i rozwój, zmniejszyć koszty pracy pracowników, którzy te prace prowadzą. Z drugiej strony mowa też o różnego rodzaju ulgach podatkowych, zwłaszcza ulgach w CIT – podkreśla Halbersztadt.

Wyjaśnia, że podobne rozwiązania funkcjonują już w innych krajach europejskich. We Francji, Belgii czy Niemczech przedsiębiorcy nawet przez kilka lat albo nie płacą składek na ZUS, albo płacą je niższe za wysoko wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych przy pracach badawczo-rozwojowych.

W naszym kraju wciąż takich udogodnień brakuje. Przygotowana przez prezydenta ustawa o wspieraniu innowacyjności jest krokiem w dobrym kierunku, jednak zdaniem Halbersztadta niewystarczającym. Ustawa proponuje ulgę podatkową na innowację. Mali i średni przedsiębiorcy, którzy wydaliby na ten cel 100 tys. zł, mogliby odliczyć od przychodu 150 tys. zł. W przypadku dużych firm byłoby to 120 tys. zł odliczenia.

W mojej ocenie to minimalne korekty w zakresie wspierania innowacyjności – mówi ekspert. – Mam jednak nadzieję, że pojawią się takie rozwiązania jak w Europie Zachodniej. Na razie jestem umiarkowanym optymistą, widząc jak zachowawczą postawę przyjmuje Ministerstwo Finansów i inne ośrodki – podkreśla założyciel i członek zarządu Grupy Investin.

Co godzinę na świecie dochodzi do ponad 100 nowych cyberataków na firmy. Skala zagrożeń drastycznie rośnie

Krzysztof Wójtowicz, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce
Krzysztof Wójtowicz, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce

Istotnie zwiększyła się liczba i skala cyberzagrożeń. Z raportu Check Point wynika, że w ciągu godziny przeprowadzanych jest 106 ataków na firmy i instytucje za pomocą nieznanego dotąd złośliwego oprogramowania. To 48 razy więcej niż przed rokiem. Większość badanych firm odnotowała w ubiegłym roku incydenty związane z utratą danych.

Po raz trzeci przygotowaliśmy Security Report o zagrożeniach w cyberprzestrzeni. Po tegorocznym raporcie widać, że nastąpiły wzrosty i to niebagatelne – informuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Wójtowicz, country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Jak wynika z Security Report 2015, drastycznie rośnie liczba ataków hakerskich z użyciem nieznanego dotąd złośliwego oprogramowania. W ciągu każdej godziny przeprowadzanych jest na świecie 106 różnego rodzaju działań wymierzonych w firmę lub organizację. W stosunku do 2013 roku ich liczba wzrosła 48-krotnie.

W tym roku dominują zdecydowanie ataki APT, czyli ataki kierowane, z wykorzystaniem malware’u, którego sygnatury nie są znane. Czyli dominują zagrożenia, na które jeszcze nie ma szczepionki. Co miesiąc powstają wielkie liczby nowych wirusów, z którymi obecne systemy sobie nie radzą – mówi Wójtowicz.

Cyberprzestępcy coraz częściej korzystają z aplikacji antywirusowych lub działających automatycznie programów typu bot w celu pozyskania poufnych danych. W ubiegłym roku 83 proc. firm padło ofiarą tego rodzaju ataków. Drugim poważnym zagrożeniem są stosowane przez pracowników urządzenia mobilne, do których równie łatwo się włamać, jak do zwykłego komputera. W 2014 roku 42 proc. firm padło ofiarami ataków BYOD (wykorzystujących słabe zabezpieczenie urządzeń mobilnych), które kosztowały je każdorazowo ponad 250 tys. dolarów.

Przed zagrożeniami trzeba chronić się przede wszystkim wielopłaszczyznowo – wskazuje Krzysztof Wójtowicz. – Choć coraz częściej mamy do czynienia z nowymi wirusami, to wcale nie oznacza, że stara technologia, czyli antywirusy czy systemy intrusion prevention, mogą pójść w zapomnienie.

Cyberprzestępcy co godzinę dokonują 12,7 ataków na firmowe aplikacje, jak np. zdalny dostęp administratora (RATs) czy programy przechowania danych. Wiele organizacji jest narażonych na zagrożenia na skutek błędów pracowników. To nie tylko podłączanie do sieci urządzeń mobilnych, lecz także korzystanie z niezabezpieczonych aplikacji. Analitycy Check Point wskazują, że 81 proc. firm zanotowało w ubiegłym roku incydenty utraty danych na skutek wewnętrznych problemów sieci lub braku przestrzegania zasad bezpieczeństwa przez pracowników. To o 41 proc. więcej niż w 2013 roku.

72 proc. firm na świecie uznało poufne dane firmowe za najbardziej wrażliwy i zagrożony ze strony cyberprzestepców element.

Ostatnio podano, że w USA doszło do wycieku 4 mln danych osobowych. Były to informacje dotyczące urzędników, a więc pozyskane zostały w ten sposób także dane, które są klasyfikowane jako ściśle tajne albo tajne. Za tego typu informacje można uzyskać duże pieniądze – tłumaczy country manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Najbardziej narażone na ataki są jednak instytucje finansowe.

Jak prognozuje Krzysztof Wójtowicz, z roku na rok skala zagrożeń będzie rosła.

W ubiegłym roku ataki typu DDoS, które zablokowały kilka polskich banków czy stron aukcyjnych, były zrealizowane za pomocą dość skomplikowanych systemów, a teraz tego typu atak można za parę dolarów kupić sobie w sklepach internetowych – twierdzi Wójtowicz. – To pokazuje skalę zagrożenia.

Unilever wprowadził rozwiązania przyjazne środowisku. W skali globalnej dały one koncernowi 400 mln euro oszczędności

0
Harm Goossens, prezes zarządu Unilever w Europie Środkowo-Wschodniej
Harm Goossens, prezes zarządu Unilever w Europie Środkowo-Wschodniej

Zrównoważony rozwój to dla firm nie tylko sposób na osiągniecie korzyści wizerunkowych, lecz także wymiernych korzyści finansowych. Unilever dzięki ekorozwiązaniom stosowanym w produkcji od 2008 roku ograniczył koszty o 400 mln euro w skali globalnej. Marki koncernu, które realizują cele społeczne, rosną dwukrotnie szybciej niż pozostałe.

Unilever od czterech lat realizuje globalny plan „Życie w sposób zrównoważony”, który zakłada dwukrotny wzrost biznesu, przy jednoczesnym zmniejszeniu negatywnego wpływu firmy na środowisko i zwiększeniu pozytywnego wpływu społecznego. W Polsce koncern zdołał podnieść efektywność ekologiczną we wszystkich czterech zakładach produkcyjnych przy jednoczesnej redukcji emisji dwutlenku węgla na tonę produkcji o 14 proc. w porównaniu z 2013 rokiem i o 72 proc. od 2008 roku.

Jako globalna firma staramy się działać odpowiedzialnie, by zmniejszyć wpływ naszej działalności na środowisko – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Harm Goossens, prezes zarządu Unilever w Europie Środkowo-Wschodniej. – Po drugie, rozwijamy się szybciej dzięki zrównoważonemu podejściu, a nasze koszty spadają. Myślę więc, że taka działalność jest dobra dla środowiska, a przy tym korzystna dla naszego rozwoju i naszych pracowników.

Dzięki podejmowanym inicjatywom koncern zwiększył efektywność swojego transportu. Przykładowo, w efekcie projektu przeprowadzonego w dziale sprzedaży średnio o 12 proc. zmniejszył się dystans przemierzany przez agentów handlowych firmy na polskich drogach. Jednocześnie o 60 proc. wzrosła liczba odwiedzanych klientów.

– Promujemy zrównoważony rozwój w markach Dove, Flora czy Domestos i widzimy ich szybki wzrost – deklaruje Harm Goossens.

To przykłady marek, które realizują określone cele społeczne. Program „Proaktywnie dla serca” Flory pro.activ pomaga Polakom w walce z wysokim poziomem cholesterolu. Z bezpłatnych badań skorzystało prawie 45 tys. osób, a ponad 850 tys. sięgnęło po pakiet startowy, chcąc pozyskać więcej informacji na temat profilaktyki chorób serca. Z kolei projekt edukacyjny „Wzorowa łazienka” marki Domestos miał zachęcić najmłodszych do dbania o higienę i czystość w szkolnych toaletach. W skali światowej marki rozwijane zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju odnotowują dwukrotnie wyższe wzrosty.

Unilever prowadzi też program Lamplighter skierowany do pracowników we wszystkich oddziałach koncernu. Mogą oni skorzystać z badań lekarskich, porad lekarzy, fizjoterapeutów, dietetyków oraz warsztatów zdrowotnych.

Odpowiedzialny biznes daje szereg korzyści. Najbardziej znane są te wizerunkowe, ale nie są one jedyne.

Poczyniliśmy duże postępy pod względem zarówno wzrostu, jak i kosztów. Od 2008 roku, dzięki skoncentrowaniu się na zrównoważonym rozwoju, zaoszczędziliśmy 400 milionów euro w naszych zakładach produkcyjnych na całym świecie – mówi Goossens.

W ten sposób biznes prowadzi coraz więcej firm. Okazuje się, że jest to także zyskowne. To pewna filozofia zarządzania, którą największe światowe firmy umieszczają w swoich strategiach i starają się w jak najlepszy sposób przestrzegać i wykonywać. Dla firmy to często oszczędność, lepsze wykorzystanie zasobów, ale przede wszystkim pobudzenie innowacyjności, czyli tego, co najbardziej się liczy, żeby istnieć na rynku i być coraz bardziej konkurencyjnym. Innowacyjność bardzo często wypływa właśnie z takiego myślenia o tym, w jaki sposób rozwiązać największe problemy, przed którymi stoimy jako społeczeństwa – mówi Mirella Panek-Owsiańska, prezes zarządu Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Idea zrównoważonego rozwoju jest coraz ważniejsza dla konsumentów na całym świecie. Wielu z nich zwraca uwagę na to, w jaki sposób był wyprodukowany towar. Zanim dokonają zakupu, upewniają się, czy jest on przyjazny dla środowiska oraz czy przy jego produkcji nie były łamane prawa człowieka.

Prowadzenie biznesu w sposób zrównoważony oznacza, że firma bierze odpowiedzialność za swój wpływ na ludzi i środowisko naturalne. Unilever ma bardzo ambitny globalny plan, w jaki sposób zwiększyć swoją firmę dwukrotnie i jej pozytywny wpływ społeczny, a jednocześnie zniwelować negatywny wpływ na środowisko. Plan jest rozpisany, ma swoje mierniki, swoje określone cele i jest planem bardzo ambitnym – dodaje Panek-Owsiańska.

Przełom w leczeniu raka skóry. Chorym w późnym stadium czerniaka skóry z mutacją genu BRAF pomóc może terapia celowana w skojarzeniu

Iwona Ługowska, lekarz onkolog z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie
Iwona Ługowska, lekarz onkolog z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie

Onkolodzy mówią o przełomie w leczeniu czerniaka skóry. Terapie celowane w skojarzeniu są w stanie znacznie wydłużyć życie chorych w zaawansowanym stadium choroby oraz poprawić jego jakość. Dotyczy to pacjentów posiadających mutację genu BRAF, czyli połowy chorych na czerniaka. W Polsce co roku odnotowywanych jest 3 tys. nowych przypadków czerniaka.

Czerniak skóry to złośliwy nowotwór. Czynniki sprzyjające jego tworzeniu to: predyspozycje genetyczne, np. rodzinny zespół znamion atopowych, intensywne eksponowanie skóry na działanie promieniowania ultrafioletowego, zarówno naturalne, jak i sztuczne (np. w solariach), czy niski poziom barwnika w skórze.

– Ok. 3 tys. osób to populacja, która jest rokrocznie rozpoznawana w Polsce. Niepokojące jest to, że co 10 lat ta liczba się podwaja – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Iwona Ługowska, lekarz onkolog z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich Kości i Czerniaków z Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Jeszcze kilka lat temu leczenie pacjentów chorych na czerniaki w stadium rozsiewu ograniczało się do chemioterapii, która nie dawała zbyt dobrych wyników. Opracowanie nowoczesnych terapii możliwe było dzięki odkryciu mutacji genu BRAF, upośledzającej funkcję białka odpowiedzialnego za wzrost komórek. Prowadzi ona do niekontrolowanego podziału komórek i szybkiego wzrostu nowotworu. Leki molekularne hamują aktywność nieprawidłowego białka, a tym samym nie dopuszczają do szybkiego wzrostu nowotworu. Mutacja ta występuje u połowy chorych na czerniaka skóry.

Musimy najpierw zweryfikować, czy ta mutacja jest, czy jej nie ma. Chorzy, którzy mają mutację, będą kandydatami do leczenia ukierunkowanego molekularnie z inhibitorami BRAF – mówi Iwona Ługowska.

Chorzy z tą mutacją w Polsce mają obecnie dostęp do jednej monoterapii celowanej, jednak przyszłością dla pacjentów z mutacją BRAF jest terapia celowana w skojarzeniu. Podczas tegorocznego ASCO (spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej) przedstawiono m.in. wyniki badań porównujące skuteczność monoterapii celowanej z terapią celowaną skojarzoną. W przypadku leczenia skojarzonego, czyli działania jednocześnie na dwa inhibitory BRAF oraz MEK, wykazano istotne statystycznie wydłużenie czasu przeżycia całkowitego nawet o średnio 2 lata.

– Najnowsze wyniki badania (COMBI-d), które przedstawiono na tegorocznym kongresie ASCO, wykazały, że u chorych na przerzutowe czerniaki z obecnością mutacji BRAF zastosowanie kombinacji inhibitora BRAF i MEK (dabrafenib z trametynibem) przynosi lepsze efekty niż monoterapia inhibitorem BRAF bez zwiększenia toksyczności. Mediana przeżyć przy kombinacji tych leków wydłużyła się do ok. 25 miesięcy (czyli około 2 lat), a jeszcze trzy lata temu wynosiła 6 miesięcy – mówi prof. dr hab. n.med. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Badania pokazują, że zastosowanie celowanej terapii molekularnej w skojarzeniu pozwala zahamować wzrost nowotworu u około 70 proc. chorych z mutacją BRAF. W Polsce refundowany jest tylko jeden lek w monoterapii, w dodatku dostępny tylko w pierwszej linii leczenia. Zarówno pacjenci, jak i lekarze czekają na poszerzenie wachlarza terapii, a przede wszystkim na dostępność terapii skojarzonej.

Konieczne jest oznaczenie statusu mutacji BRAF w każdym przypadku przerzutowego czerniaka (stopnie IIIC-IV) i zapewnienie polskim chorym dostępności kombinacji inhibitora BRAF i MEK w sytuacji stwierdzenia przerzutowego czerniaka z obecnością mutacji BRAF – podkreśla prof. Piotr Rutkowski.

Nowoczesne leki molekularne są w stanie nie tylko w znaczący sposób przedłużyć życie pacjentów z zaawansowanym czerniakiem, lecz także ze względu na dobrą tolerancję przez organizm ludzki w znacznym stopniu poprawić jakość życia chorych.

Golf sprzyja nawiązywaniu relacji biznesowych. W Polsce szybko przybywa graczy

Robert Zagożdżon, właściciel spółki Energia dla Firm
Robert Zagożdżon, właściciel spółki Energia dla Firm

Spędzają na grze kilka godzin i to w terenach, których inni sportowcy mogą im tylko pozazdrościć. Z pola schodzą wypoczęci, zrelaksowani i często bogatsi o nowe, cenne znajomości, również biznesowe. Z roku na rok na polskich polach jest coraz więcej golfistów. Ci, którzy już dołączyli do klubów golfowych, przekonują, że wbrew pozorom wcale nie jest to sport tylko dla wybranych. 

Duża grupa golfistów to biznesmeni i właściciele firm. To często osoby, które wiedzą, że czas to pieniądz. Dlatego świadomie wybierają właśnie tę dyscyplinę, bo czas spędzony na polu nie jest – ich zdaniem – czasem straconym. Pozwala się zrelaksować i uczy cierpliwości.

Mówi się, że golf jest sportem managementu czy biznesmenów właśnie z tego względu, że oni jednocześnie prowadzą wiele projektów, które trwają czasami przez kilka miesięcy. Trudno zamknąć choćby część prac wraz z zakończeniem dnia. A w golfie każde uderzenie jest zamkniętą historią. I dlatego golf jest tak ceniony przez tych ludzi – tłumaczy biznesmen, coach i wieloletni golfista Robert Zagożdżon, właściciel spółki Energia dla Firm.

W ten sposób na polu często spotykają się osoby nie tylko o podobnych zainteresowaniach, lecz także pracujące w podobnych branżach. To pozwala na łatwe nawiązanie znajomości, które mogą zakończyć się współpracą biznesową. Tym bardziej że czas spędzony na polu golfowym to najczęściej kilka godzin.

W ciągu tych 4-5 godzin, kiedy gram z daną osobą, kiedy podejmujemy różnego rodzaju decyzje, doskonale się poznajemy. Golf świetnie pokazuje wartości, jakimi kierujemy się w życiu i zdolność, np. do podejmowania ryzyka. To ważne informacje o partnerze biznesowym czy życiowym – mówi Robert Zagożdżon.

W Polsce Golf niewątpliwie bardzo szybko się rozwija. Z roku na rok przybywa nam graczy, a dynamika ta jest coraz większa. Pole golfowe to wyjątkowe miejsce do odpoczynku i rozmów na naprawdę różne tematy. Niektórzy cenią rzeczywiście to miejsce również pod kątem rozmów biznesowych – mówi Piotr Szymański, dyrektor pola golfowego Sobienie Królewskie Golf & Country Club, gdzie w pierwszy weekend czerwca odbył się turniej PZU Press Golf Cup 2015.

Polski Związek Golfowy skupia w swoich szeregach ponad 3,8 tys. golfistów i prawie 70 klubów golfowych. Ale zainteresowanych tym sportem jest znacznie więcej, bo coraz więcej osób dostrzega, że wbrew powszechnym opiniom nie jest to drogi sport. Wydatki związane z przygotowaniem do wejścia na pole często porównywane są do kosztów, jakie tenisiści muszą ponieść na rakietę, ubranie i dostęp do kortu. Tym samym koszty przygotowania się do gry w golfa to na początek około kilkuset złotych.

Jedna gra, w której gracze muszą trafić do osiemnastu dołków, to koszt wynajęcia pola za kwotę około 120 złotych. Taka cena sprawia, że golf może być alternatywą dla wyjścia do kina czy spędzenia czasu w kawiarni.

Staramy się popularyzować golfa, żeby odczarować powszechny mit, że jest to sport jedynie dla biznesmenów. Dzisiaj grają tu dziennikarze z bardzo różnych redakcji. To druga edycja turnieju golfowego PZU Press Golf Cup i cieszy nas, że z roku na rok rośnie zainteresowanie uczestnictwem w tym wydarzeniu czy samą nauką gry, bo taką możliwość też stwarzamy w trakcie tego spotkania – mówi Bartosz Soja, dyrektor marketingu miesięcznika „Press”.

Często w pobliżu ogólnodostępnych pól golfowych funkcjonują także kluby golfowe. W zależności od klubu koszt członkostwa to średnio 4 500 zł dla dorosłych bądź około 1 500 zł dla dzieci (w zależności od wieku). Dostępne są również karnety rodzinne – koszt około 7 500 zł. Klubowicze oprócz zniżki na korzystanie z pól mogą także uczestniczyć w cyklicznych turniejach.

Wyniki prac badawczych, umiejętność ich wdrażania i pozyskiwanie finansowania coraz ważniejsze dla pozycji uczelni na rynku

Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy
Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy

Już nie same warunki kształcenia, kadra naukowa i wyniki absolwentów na rynku pracy decydują o wysokiej pozycji danej uczelni. Coraz większa waga przykładana jest do innowacyjności, czyli liczby patentów i licencji, umiejętności wdrażania rezultatów badań czy pozyskiwania środków zewnętrznych. W najnowszym rankingu szkół wyższych Perspektywy 2015 liderami zostały Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski.

Uczelnia warszawska i krakowska znalazły się ex aequo na pierwszym miejscu zestawienia. Na podium znalazł się jeszcze Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Za pierwszą trójką notowane są najlepsze politechniki, czyli ex aequo Politechnika Warszawska i Politechnika Wrocławska, a na szóstym miejscu Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie.

Bierzemy pod uwagę wszystkie elementy, które zdaniem kapituły, a również zgodnie z praktyką światową, są kluczowe dla oceny jakości pracy uczelni. To jest grupa kryteriów naukowych: mamy i potencjał naukowy, i efekty prac, bo nie ma uczelni bez działalności naukowej – mówi agencji Newseria Biznes Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy, która tworzy polskie rankingi edukacyjne. – Jest także grupa kryteriów związanych z prestiżem, czyli tego, jak nas oceniają pracodawcy, kadra akademicka, jak nas oceniają na świecie.

Szczególnie istotne jest postrzeganie uczelni przez pracodawców, czyli przez odbiorców „produktów” danej placówki. Dla studentów przy wyborze szkoły ważne są warunki kształcenia, czyli m.in. dostępność kadry naukowej i zbiorów bibliotecznych. Z tym wiąże się także kolejne kryterium, czyli umiędzynarodowienie uczelni.

Kończąc uczelnię, chcielibyśmy być przygotowani do robienia kariery globalnej, do działania na arenie międzynarodowej. Im więcej jest studentów zagranicznych, profesury zagranicznej, programów studiów w językach obcych, kontaktów międzynarodowych, tym lepiej dla naszego późniejszego skutecznego poruszania się w świecie – mówi Siwiński.

W ostatnich latach przy ocenie uczelni wyższych coraz większego znaczenia nabiera nowa grupa kryteriów, związana z innowacyjności.

Chodzi m.in. o to, jak uczelnia kontaktuje się z otoczeniem, jak rezultaty badań i działań uczelni są wdrażane w otoczeniu, czyli patenty, licencje, pozyskiwanie środków zewnętrznych – w rankingu uwzględniamy 31 wskaźników. To jest tak, jakbyśmy patrzyli na jakieś zjawisko pod tyloma kątami. To daje nam szansę przygotowania prawidłowego przestrzennego obrazu – podkreśla prezes Fundacji Edukacyjnej Perspektywy.

Akademia Leona Koźmińskiego w tym roku obroniła tytuł najlepszej niepublicznej uczelni w Polsce. Na kolejnych miejscach znalazły się warszawskie SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny oraz Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych.

Uczelnie niepubliczne, te dobre, z uprawnieniami akademickimi, są bardzo istotne, dlatego że one po pierwsze tworzą konkurencję dla uczelni publicznych, dlatego że publicznym uczelniom łatwiej jest o środki. Po drugie istotnie wzbogacają ofertę edukacyjną. Są szybsze we wprowadzaniu różnych innowacji edukacyjnych, szybsze w wyciąganiu wniosków i we wprowadzaniu korekt – podkreśla Waldemar Siwiński.

Kapituła przyznała w tym roku nagrodę specjalną Kuźnia Kadr 2015 dla uczelni, która zanotowała największe postępy w kształceniu kadr naukowych. Zdobyła ją Akademia Obrony Narodowej.

Kapituła oceniła 87 uczelni akademickich, 70 magisterskich uczelni niepublicznych, 30 państwowych wyższych szkół zawodowych oraz 43 kierunki studiów. Ranking Perspektywy 2015 ma służyć maturzystom przy wyborze dalszej drogi edukacyjnej.

Hoteliki, moteluksy czy pensjonaciki mogą nie spełniać określonych w prawie standardów. Sama liczba gwiazdek też nie powinna turystom wystarczać

Dariusz Łomowski, zastępca dyrektora departamentu Inspekcji Handlowej w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów
Dariusz Łomowski, zastępca dyrektora departamentu Inspekcji Handlowej w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Gwiazdki to nie wszystko – rezerwując miejsce noclegowe, turyści powinni pamiętać o tym, że system ocen jest różny w różnych krajach. Eksperci radzą, by w Polsce unikać obiektów typu hoteliki, pensjonaciki czy moteluksy – w prawie nie ma bowiem określonych kryteriów, które muszą one spełniać.

Organizując wyjazd bez pomocy biura podróży, należy dokładnie sprawdzić ofertę wybranego miejsca noclegowego. O standardzie hoteli, moteli, pensjonatów, kempingów i pól biwakowych turystów informują gwiazdki, natomiast jakość schronisk, także młodzieżowych, i domów wycieczkowych określają cyfry rzymskie. Warto jednak pamiętać o tym, że w każdym kraju wymagania, którym muszą sprostać hotele lub pensjonaty, są inne.

 System gwiazdek i kategorii, jaki mamy w kraju, jest właściwy tylko dla polskich obiektów. W każdym innym kraju oznaczenia gwiazdkami są inne. We Włoszech kategoryzacja jest w relacji do polskiej nieco zaniżona, więc tam hotele 5-gwiazdkowe są takie jak u nas 3-gwiazdkowe. Natomiast są kraje, gdzie to wahadło idzie w drugą stronę – mówi agencji informacyjnej Newseria Dariusz Łomowski, zastępca dyrektora departamentu Inspekcji Handlowej w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Zgodnie z wymogami prawa w hotelach i motelach powyżej dwóch gwiazdek w każdym pokoju musi znajdować się łazienka. Tylko cztero- i pięciogwiazdkowe hotele oraz wszystkie motele muszą zapewnić klientowi parking strzeżony, garaż strzeżony bądź strzeżone miejsce parkingowe. Podstawowe wymogi dla wszystkich kempingów to całodobowy dozór i urządzenia sanitarne zlokalizowane nie dalej niż 100 m od miejsca noclegu. Dodatkowo w kempingu czterogwiazdkowym musi znajdować się jeden natrysk z ciepłą wodą na 50 osób, dostępny całą dobę.

W Polsce przyjmuje się, że hotele, motele, pensjonaty i domy wypoczynkowe – te wszystkie obiekty grupowane pod nazwą obiekty hotelarskie – muszą mieć określony standard. Jest specyficzne rozporządzenie na ten temat, gdzie wskazuje się, że np. minimalna wielkość pokoju w hotelu 1-gwiazdkowym to 10 mkw. Wszystkie hotele 1-gwiazdkowe w Polsce powinny tego rodzaju standard spełniać. Jeżeli go nie spełniają, wówczas nie mają prawa nazywać się hotelami 1-gwiazdkowymi – mówi Dariusz Łomowski.

Powierzchnia pokoju dwuosobowego w hotelu 5-gwiazdkowym to minimum 18 mkw., a łóżko dwuosobowe powinno mieć wymiary przynajmniej 140×200 cm. W pokoju musi znajdować się szafa, co najmniej dwa fotele lub kanapa, lampka nocna, a nawet szklanki. W hotelach, motelach i pensjonatach 5-, 4- i 3-gwiazdkowych musi też być akceptowana płatność kartą płatniczą.

Na rynku istnieją jednak także tzw. inne obiekty hotelarskie. Nie muszą one spełniać określonych w przepisach wymagań, a jedynie minimalne warunki, np. muszą posiadać łazienkę, choć niekoniecznie zlokalizowaną w pokoju. Tego typu miejsca noclegowe mają bardzo często nazwy świadomie wprowadzające klientów w błąd.

Uwaga do konsumentów, że jeżeli zobaczą nazwy takie, jak hotelik, motelux czy pensjonacik, to już powinni zwrócić na to uwagę. Nazwa hotelik może sugerować, że dany obiekt to po prostu mały hotel, ale zdarza się także, że przedsiębiorcy w ten sposób ukrywają fakt, że ten obiekt nie ma nic wspólnego z hotelem – mówi Dariusz Łomowski.

Turyści przed rezerwacją noclegu mogą sprawdzić wybrane miejsce w specjalnym rejestrze. Zaszeregowania do odpowiedniego rodzaju i kategorii dokonuje marszałek danego województwa, który również sprawdza, czy przedsiębiorcy przestrzegają określonych wymagań.

Jeśli standard w obiekcie hotelarskim odbiega od zamówionego, to klient ma prawo złożyć reklamację. Jeżeli właściciel obiektu nie naprawi uchybienia w określonym czasie, turysta może domagać się zmniejszenia ceny za wynajęcie, a nawet może odstąpić od umowy.

Zmieniają się zwyczaje zakupowe Polek i Polaków. Kobiety odpowiadają za większość wydatków w rodzinie

Joanna Stopyra z firmy Beauty Management PR & Marketing to Women
Joanna Stopyra z firmy Beauty Management PR & Marketing to Women

Kobiety zarabiają coraz więcej i coraz chętniej robią zakupy w branżach dotąd postrzeganych jako męskie, czyli w motoryzacji, nieruchomościach oraz finansach. Współczesna kobieta często odpowiada za większość wydatków w rodzinie. Z kolei mężczyźni coraz lepiej radzą w branżach typowo kobiecych, czyli modzie i kosmetykach. Zmiany w zwyczajach zakupowych powinni brać pod uwagę reklamodawcy.

Preferencje zakupowe Polek i Polaków bardzo się zmieniają – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Stopyra z firmy Beauty Management PR & Marketing to Women. –  Trend jest taki, że kobiety ze swoim portfelem wchodzą w branże stereotypowo uznane za męskie, czyli motoryzację czy elektronikę. Z kolei panowie coraz większy mają udział na rynkach uznawanych za kobiece, czyli modzie, kosmetykach, kuchni oraz produktach dla dzieci.

Według raportu „Gender Factor. Męskie branże w kobiecych rękach” współczesny młody mężczyzna w wieku 25-34 lata to modny wrażliwiec, który coraz większą wagę przywiązuje do tego, jak wygląda i co kupuje. Bardzo często podejmuje decyzje zakupowe podobnie jak kobieta, czyli pod wpływem impulsu, mody i trendów. Natomiast konsumentka z tej samej grupy wiekowej to Zosia Samosia, która coraz więcej zarabia, zdobywa wykształcenie i decyduje o wydatkach w rodzinie.

Jak twierdzą autorzy raportu, siłę zakupową młodych kobiet można określić paliwem napędowym współczesnej gospodarki. Zwłaszcza że w Polsce rośnie liczba samotnych matek oraz kobiet, które są żywicielkami rodziny. Według Głównego Urzędu Statystycznego obecnie 4,5 mln pań odgrywa takie role, czyli prawie ćwierć miliona więcej niż przed czterema laty.

Współczesna Polka to też kobieta, która stawia na edukację. A ciągła edukacja wraz z coraz większymi zarobkami zwiększają siłę zakupową kobiet na przyszłość – mówi Stopyra.

Ogólnie najwięcej zakupów dokonują kobiety w wieku od 25 do 34 lat oraz po 55. roku życia. Wspólnym ich mianownikiem jest to, że mają przestrzeń, żeby realizować swoje pragnienia i potrzeby. Współczesna, statystyczna Polka rodzi pierwsze dziecko między 27 a 29. rokiem życia. Do tego czasu zarobione pieniądze może przeznaczać wyłącznie na siebie. Jedna czwarta przy tym otrzymuje dodatkowe środki od rodziny przed ukończeniem 26 lat. Kobiety z pokolenia 55+ natomiast odchowały już dzieci, a tym samym zakończyły proces ich finansowania i również więcej pieniędzy mogą już przeznaczać na własne potrzeby.

To, że płeć żeńska jawi się jako rosnąca siła zakupowa, jest trendem globalnym – twierdzi Joanna Stopyra. – To oznacza, że żadna branża, w tym finansowa czy nieruchomościowa, nie powinny dziś tego faktu lekceważyć.

Jak wynika z raportu, przedstawiciele obu płci uważają, że ich wizerunek w reklamach jest oparty na stereotypach. Do konsumentek nie przemawia komunikacja produktów finansowych (32 proc.), nieruchomości (29 proc.), ubezpieczeń (28 proc.), alkoholi (24 proc.) i erotyki (28 proc.). Co ciekawe, na branżę motoryzacyjną wskazało tylko 19 proc. kobiet, co przy innych wynikach jest wskaźnikiem niskim jak na sektor uznawany za typowo męski.

Na przestrzeni ostatnich lat sektor motoryzacyjny odrobił lekcję i coraz więcej skutecznych kampanii reklamowych kieruje również do kobiet – ocenia Joanna Stopyra. – Znacznie gorzej pod tym względem wypadają finanse, nieruchomości czy ubezpieczenia. To branże najczęściej wskazywane są przez kobiety jako te, których komunikacja do nich nie przemawia.

Z kolei branżą, której komunikacja w największym stopniu nie odnosi się do mężczyzn, są produkty dla dzieci (24 proc.).

Wśród najważniejszych czynników wpływających na wybory konsumenckie kobiety zaliczają kolejno cenę, jakość oraz wartości reprezentowane przez markę. Zaś dla mężczyzn na pierwszym miejscu jest jakość, potem cena, a na trzecim – rozpoznawalność logotypu.

Według autorów raportu płeć różnicuje także stosunek do zakupów. Dla kobiet zdecydowanie częściej jest to przyjemność, dla mężczyzn – raczej zadanie i obowiązek. Duża grupa konsumentów obu płci uznaje przy tym zakupy za coś w rodzaju polowania, ale w grupie męskiej to młodzi panowie w wieku od 18 do 24 lat znacznie zawyżają ten wynik. Oznacza to, jak tłumaczą analitycy, że mężczyźni stają się coraz bardziej wrażliwi na wszelkiego rodzaju promocje, kupony, rabaty czy oferty specjalne.

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 9.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Kantory internetowe w opinii klientów — raport Opineo

Atrakcyjne ceny, bezpieczeństwo i szybkość transakcji — tego od kantorów internetowych oczekują konsumenci. A na co najczęściej narzekają? Serwis Opineo sprawdził, jak po pięciu latach obecności na polskim rynku, internetowe platformy wymiany walut są oceniane przez klientów. Poddał analizie opinie o e-kantorach i spytał konsumentów, co jest dla nich ważne.

Kantory internetowe poprawiły jakość naszego życia: turyści z ich pomocą zaopatrują się w walutę potrzebną na wyjazd; kredytobiorcy zadłużeni w obcych walutach mogą dzięki nim znacznie obniżyć wysokość rat; przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność eksportową lub importową, za pomocą kantorów szybko i sprawnie realizują transakcje z zagranicznymi kontrahentami. Kantory internetowe to wygodna, tania i bezpieczna alternatywa dla tradycyjnej wymiany walut.

Niemniej jednak powierzenie dużej ilości pieniędzy instytucji pozabankowej w wielu konsumentach budzi niepokój. Zanim zdecydują się oni na korzystanie z usług e-kantoru, dokładnie go sprawdzają. Ankieta przeprowadzona przez serwis Opineo w marcu 2015 na grupie 2,5 tysiąca użytkowników e-kantorów pokazuje, że 38% respondentów, sprawdzając wiarygodność e-kantoru, w pierwszej kolejności szuka o nim opinii. Co trzeci ankietowany przynajmniej raz zrezygnował z usług kantoru internetowego, gdy poznał negatywne opinie na jego temat.

Analiza opinii o e-kantorach

Jak się jednak okazuje, klienci częściej polecają innym użytkownikom kantor internetowy, niż odradzają. Tych negatywnych komentarzy konsumenckich jest znacznie mniej — na korzyść pozytywnych.

Z analizy pół miliona opinii o kantorach internetowych wyłania się bardzo dobra ocena. Ponad 90% użytkowników Opineo oceniających e-kantory deklaruje, że poleciłoby ich usługi swoim znajomym. To bardzo dużo, zważywszy, że rekomendacja w świecie e-commerce jest jak wirtualna waluta, za którą można kupić pierwszą wizytę klienta — mówi Paweł Kucharzak, prezes zarządu Opineo.

Kantory internetowe nie tylko muszą zdobyć klienta, ale też go zatrzymać. Mają wszelkie predyspozycje do tego, by taką lojalność budować. Zadowolony użytkownik niechętnie zmienia wypróbowaną platformę wymiany walut, na której jest zarejestrowany, udostępnił swoje dane, zna jej pełną funkcjonalność oraz warunki współpracy. Dodatkowym wabikiem są oczywiście wszelkie programy lojalnościowe i zniżki, które jeszcze bardziej motywują klienta do powrotu.

Klienci nie tylko polecają kantory internetowe, ale też są skłonni wybaczyć im drobne przewinienia. Sporo, bo aż 60% klientów nigdy nie doświadczyło niedogodności ze strony e-kantoru, twierdząc, że kantory internetowe działają raczej sprawnie i fachowo. Jednocześnie 28% użytkowników przepytanych przez Opineo potwierdza, że niedogodności się zdarzają, ale w ramach rekompensaty oczekują oni od kantoru internetowego rabatu na kolejne usługi, co oznacza, że nie zrażają się do e-kantoru, tylko są gotowi mu wybaczyć i nadal korzystać z jego usług.

Raport: Kantory internetowe w opinii klientów

Plusy i minusy

Jak pokazują pozytywne opinie, klientów przyciąga wygoda, funkcjonalność, oszczędności, możliwość samodzielnego decydowania o swoich finansach itd. Kantory też bardzo dobrze radzą sobie z obsługą klienta.

Ponadto, wymiana wysokich kwot pieniędzy jest bezpieczniejsza niż wizyta w kantorze stacjonarnym (pod warunkiem, że wszystkie operacje elektroniczne odbywają się w szyfrowanych połączeniach), bo nie trzeba nosić przy sobie sporej ilości gotówki.

Wyraźnie chwalone są te kantory internetowe, które mają konta w wielu bankach i które nie pobierają dodatkowych opłat.

Wśród opinii zdarzają się też negatywne oceny. Dotyczą głównie wysokości kursów, które mogłyby być bardziej atrakcyjne lub które powinny być gwarantowane. Wadą wielu kantorów internetowych, według konsumentów, jest brak całodobowej obsługi — infolinia i obsługa kantoru odbywa się tylko w dni robocze (nie wszystkie kantory internetowe umożliwiają transakcje 24h). Do minusów klienci zaliczają też zbyt długie oczekiwanie na zaksięgowanie kwoty (czas realizacji transakcji jest indywidualnie przypisany do każdej wymiany, zależy on przede wszystkim od tego, w ramach jakiego banku jest ona przeprowadzana).

W swoich opiniach konsumenci narzekają na problemy techniczne lub zwracają uwagę na złą konstrukcję samego serwisu (brak intuicyjności itp.). Doceniają jednak fakt, że w razie wątpliwości — w porę otrzymują od kantoru internetowego rzeczową informację, wskazówkę.

Przykładowe opinie:

  1. dobre kursy i b. szybka wymiana – w ciągu pół godziny franki były na moim koncie. Preferuję ten kantor również ze względu na fakt, iż nie trzeba mieć środków na koncie w Liderwalut.pl, aby wykonać transakcję zakupu waluty (Stan, marzec 2015)*

Profesjonalne podejście do rozmów z Klientem. Obietnice pokrywają się z późniejszą realizacją. Szybka realizacja zleceń. Elastyczna polityka współpracy. POLECAM!!! (Robert, styczeń 2011)*

Do tej pory byłem zadowolony z serwisu. Chciałem jednak skorzystać z serwisu w większym zakresie i tutaj spotkał mnie zawód: 1. Przy wysyłaniu przelewu w walucie do innego banku nie mam możliwości wpisania opisu za co to jest – to jest spore ograniczenie, które coraz bardziej mi doskwiera 2. Przy wysłaniu przelewu w walucie serwis pobrał prowizję, nie informując mnie o tym na ekranie wpisywania kwoty do przelewu. W związku z tym kwota przelewu jest nie taka, jaką chciałem (pomniejszona o prowizję). (mko, grudzień 2014)*

Walka na trzech frontach

Zdaniem Darka Modzelewskiego, członka zarządu Liderwalut.pl, chcąc zachować konkurencyjność, kantory internetowe muszą działać na trzech frontach: rywalizować wewnątrz branży, walczyć z hegemonią banków i mierzyć się z kantorami stacjonarnymi, które próbują swej działalności w sieci. — Branża jest tak dynamiczna, jak dynamiczne są wahania kursów walut. Na rynku pozostaną tylko te kantory, które będą płynnie reagować na wszelkie zmiany. Kluczem do sukcesu jest oferowanie usług szybkich i bezpiecznych, a przy tym prostych i przejrzystych dla klientów, bez haczyków marketingowych — podsumowuje Darek Modzelewski.

Eksperci prognozują, że rynek kantorów internetowych będzie się rozwijał: — Wciąż można jeszcze szacować, że w przyszłości dojdą kolejne podmioty. Można tu zastosować analogię do branży pożyczek pozabankowych: jeszcze kilka lat temu wydawało się, że rynek już się nasycił, tymczasem wchodzą nań nowe firmy — uważa Dominik Balawender z serwisu Inwestycje.pl — Oczywiście coraz bliższa jest sytuacja, w której kantory nie będą mogły się już ścigać na atrakcyjne kursy wymiany, a wówczas klienci zaczną szukać takich, gdzie będzie się liczyć też wartość dodana w postaci atrakcyjnych bonusów lojalnościowych — dodaje.

Obecnie najistotniejsze dla klientów są przede wszystkim: atrakcyjne ceny (31%), bezpieczeństwo (29%) i szybkość transakcji (26%). „Szybkość” jest zresztą tematem co drugiej opinii — w 2014 roku ta kwestia została poruszona przez klientów kantorów internetowych blisko 160 tysięcy razy.

Czas to pieniądz… w obcej walucie

Silna konkurencja ze strony e-kantorów już zmusiła niektóre banki do zmiany praktyk — wiele z nich znacząco zmniejszyło swój spread walutowy. Rywalizację można też zauważyć wśród samych kantorów internetowych, które starają się budować swoją pozycję na rynku nie tylko poprzez sukcesywne zwiększanie zasięgu, ale również urozmaicanie oferty. Systematycznie poszerza się wybór walut znajdujących się w ofercie e-kantorów, zmniejsza się także czas oczekiwania na przelew.

E-kantory chcą być coraz bardziej przyjazne użytkownikom. Zmianom ulega nie tylko szata graficzna serwisów, ale również poszczególne usługi. Dodatkowym udogodnieniem jest np. SMS potwierdzający zawarcie transakcji czy choćby opcja z płaceniem za pomocą kodu QR w aplikacji mobilnej. Wśród innych funkcjonalności warto wymienić możliwość definiowania odbiorcy przelewu i podawania w jego tytule ważnych informacji, jak np. numer faktury. Ogromną oszczędność dają również darmowe przelewy zagraniczne, za które banki wciąż naliczają odczuwalną dla portfela prowizję.

Wydaje się, że największym wyzwaniem, jakie stoi przed rynkiem e-wymiany walut, jest przekonanie do siebie tych konsumentów, którzy wciąż sceptycznie podchodzą do płatności przez Internet. Pomocne w tym są bez wątpienia wiarygodne opinie dotychczasowych klientów, których z roku na rok przybywa i które w przejrzysty sposób obrazują poziom świadczonych usług, obsługę klienta i terminowość realizacji transakcji.

Raport: Kantory internetowe w opinii klientów

Pełen raport „Kantory internetowe w opinii klientów” dostępny jest na www.opineo.pl

*Wszystkie opinie pochodzą z serwisu Opineo.pl

Coface – Upadłości w Europie Środkowej i Wschodniej w 2014 r. Poprawa perspektyw gospodarczych

Poprawa sytuacji makroekonomicznej polskiej gospodarki na przestrzeni 2014 roku przełożyła się na ograniczenie liczby upadłości krajowych firm i zahamowanie rosnącego trendu bankructw. Na tle statystyk upadłościowych regionu Europy Środkowo-Wschodniej, Polska wyróżnia się jako jeden z pięciu krajów, gdzie obniżyła się liczba bankructw. Zanotowano tu także jest najniższy wskaźnik upadłości przedsiębiorstw – w zeszłym roku zbankrutowało zaledwie 5 firm na 100 prowadzących działalność gospodarczą. Pomimo szybszego tempa wzrostu gospodarczego i mniejszej liczby upadłości, ich nominalny poziom jest jednak dwukrotnie wyższy niż w przedkryzysowym 2008 roku – powiedział Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej.

Ostatnie lata to burzliwy okres dla przedsiębiorstw w regionie Europy Środkowej i Wschodniej (CEE). Gospodarki stanęły przed spadkiem konsumpcji prywatnej spowodowanym wzrostem bezrobocia i trwającym procesem delewarowania. Wpływ na nie miała także recesja ich głównego partnera handlowego – strefy euro. W 2014 r. sytuacja większości gospodarek w regionie CEE uległa poprawie. Średnie tempo wzrostu PKB zwiększyło się z 1,3 proc. w 2013 r. do 2,5 proc. w 2014 r. Wzrost gospodarczy napędzany był przez popyt wewnętrzny, co jest szczególnie widoczne w odniesieniu do konsumpcji gospodarstw domowych, na którą korzystnie wpływały niższe stopy bezrobocia, rosnące płace i wyższe zaufanie konsumentów. Wiele gospodarek w regionie odnotowało niską inflację, a nawet deflację. Przyczyną tej sytuacji były głównie czynniki zewnętrzne, np. niższe ceny towarów. Lepsze perspektywy gospodarcze doprowadziły do stabilizacji liczby upadłości z niewielkim spadkiem o -0,5 proc. w 2014 r. (w porównaniu z +7 proc. w 2013 r.).

Mimo nieznacznej poprawy, liczba upadłości jest wciąż spora – w zeszłym roku upadłość ogłosiło ponad 65 000 spółek. Wzrost konsumpcji wewnętrznej nie był wystarczającym czynnikiem, aby ograniczyć liczbę bankructw do poziomu sprzed kryzysu. Biorąc pod uwagę prognozowany wzrost PKB na poziomie 2,7 proc., jesteśmy przekonani, że trend spadkowy w zakresie liczby upadłości utrzyma się. Zanim spółki będą mogły w pełni skorzystać z ożywienia gospodarczego upłynie jednak trochę czasu. Odbicie po spadku wymaga dużo dłuższego czasu niż odwrotna zmiana (gwałtowny spadek aktywności gospodarczej na skutek pogorszenia warunków rynkowych) – wyjaśnia Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej.

Zróżnicowana sytuacja w Europie Środkowej i Wschodniej

W poszczególnych gospodarkach regionu CEE obserwuje się różną dynamikę upadłości odpowiadającą sytuacji ekonomicznej. Zdecydowany wzrost liczby upadłości odnotowano w Słowenii i na Węgrzech. Chociaż w 2014 r. Słowenia wykazała konkretną stopę wzrostu PKB na poziomie 2,5 proc., słoweńskie spółki nie stwierdziły wyraźnej poprawy w swojej działalności. Liczba upadłości w tym kraju wzrosła o 44,7 proc., co stanowi najwyższy wskaźnik w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Nieodpowiednie decyzje inwestycyjne, niedostosowanie do obecnych warunków gospodarczych i wysokie zadłużenie spółek były wskazywane najczęściej jako przyczyny upadłości podmiotów. W 2014 r. do znacznego – o 29,4 proc. – wzrostu liczby bankructw na Węgrzech przyczyniło się zmieniające się środowisko prawne.
Serbia i Rumunia odnotowały dużo niższą liczbę upadłości niż w zeszłym roku. Dzięki zmianom serbskiej Ustawy o upadłościach wprowadzonej w sierpniu 2014 r., liczba upadłości spółek w zeszłym roku obniżyła się o 43,8 proc. Stabilna aktywność gospodarcza w Rumunii, wspierana przez wyższą konsumpcję gospodarstw domowych i zwiększone wykorzystanie funduszy unijnych, również przełożyła się na poprawę sytuacji po stronie przedsiębiorstw. Liczba bankructw obniżyła się o 28 proc.

Pozytywna perspektywa: liczba upadłości będzie dalej spadać

Liczba upadłości spółek w regionie Europy Środkowej i Wschodniej będzie w dalszym ciągu poprawiać się, a Coface prognozuje, że na koniec 2015 r. liczba upadłości obniży się o 6 proc. Konsumpcja gospodarstw domowych pozostanie głównym czynnikiem napędowym większości gospodarek. W związku z tym perspektywy sektorów powinny być lepsze, w zależności od popytu ze strony konsumentów.
Jeżeli chodzi o eksport, rosyjskie embargo nałożone w zeszłym roku było istotnym czynnikiem negatywnym, w szczególności dla sektora rolno-spożywczego. Zachęciło ono jednak spółki z Europy Środkowej i Wschodniej do poszukiwania rynków alternatywnych i zaspokajania rosnącego popytu lokalnego. Gospodarki CEE korzystają z wyższych wolumenów handlu zagranicznego ze strefą euro, ponieważ wiele krajów w Europie Zachodniej obserwuje wyraźniejsze sygnały ożywienia.

Kiedy kierowca może zlikwidować szkodę u swojego ubezpieczyciela?

Właściciele samochodów osobowych, którzy posiadają ubezpieczenie OC w towarzystwie świadczącym usługę bezpośredniej likwidacji szkód (BLS), w sytuacji wystąpienia szkody nie muszą szukać ubezpieczyciela sprawcy. Naprawą samochodu lub wypłatą odszkodowania zajmie się towarzystwo, w którym poszkodowany wykupił OC. Jednak eksperci Gothaer zwracają uwagę, że nie zawsze skorzystanie z BLS jest możliwe. Warto wiedzieć, kiedy to rozwiązanie działa, a kiedy nie.

Do tej pory było tak, że w momencie wystąpienia kolizji drogowej, obowiązkiem poszkodowanego było zgłoszenie szkody rzeczowej do ubezpieczyciela, u którego wykupioną polisę komunikacyjnego OC miał sprawca kolizji. Wraz z wprowadzeniem bezpośredniej likwidacji szkód ten stan rzeczy ulega zmianie. Teraz, w sytuacji wystąpienia zdarzenia drogowego, zamiast szukać zakładu ubezpieczeniowego sprawcy, poszkodowany zostanie kompleksowo obsłużony przez swojego ubezpieczyciela. To on wypłaci mu należne odszkodowanie i przejmie dochodzenie jego zwrotu od towarzystwa ubezpieczeniowego, u którego polisę OC miał wykupioną sprawca.

– BLS ma jednak swoje ograniczenia. W ramach tego rozwiązania można zlikwidować szkody, które łącznie spełniają kilka kryteriów. Brak choćby jednego z nich, uniemożliwia skorzystanie z bezpośredniej likwidacji szkód – podkreśla Marek Dmytryk, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Detalicznych Gothaer TU S.A.

Po pierwsze, nie informujemy ubezpieczyciela sprawcy

Z BLS nie mogą skorzystać osoby, które zgłosiły zdarzenie do towarzystwa ubezpieczeniowego sprawcy. W takiej sytuacji zostanie rozpoczęta standardowa ścieżka likwidacji szkody. Aby móc skorzystać z procesu likwidacji szkody w ramach BLS należy zawiadomić swojego ubezpieczyciela, który przekaże najważniejsze informacje i wskazówki dotyczące dalszego postępowania. On wypłaci nam, jako poszkodowanej osobie, należne odszkodowanie i weźmie na siebie dochodzenie jego zwrotu od towarzystwa ubezpieczeniowego, u którego polisę OC miał wykupioną sprawca.    

Po drugie, liczy się zderzenie 2 pojazdów

Z bezpośredniej likwidacji szkód poszkodowany kierowca może skorzystać tylko wtedy, kiedy doszło do zderzenia wyłącznie 2 pojazdów. Ani mniej ani więcej. Ubezpieczyciel nie rozpocznie procedury BLS, jeśli samochód osobowy uległ zniszczeniu na przykład w wyniku uderzenia w przydrożny słup czy drzewo. Kierowca będzie musiał skorzystać z dotychczasowej ścieżki likwidacji szkód, czyli poprzez ubezpieczyciela sprawcy, jeśli jego cztery kółka ucierpiały w kolizji trzech lub więcej samochodów.

Po trzecie, szkoda musi mieć miejsce w Polsce

BLS zadziała wówczas, jeśli do zderzenia dwóch samochodów osobowych doszło na terytorium Polski, a jego uczestnicy posiadają ubezpieczenie krajowe. To oznacza, że szkody u swojego ubezpieczyciela poszkodowany nie zlikwiduje, gdy miał kolizję w Niemczach czy Czechach. Co więcej, jeśli poszkodowany posiada wykupione ubezpieczenie w towarzystwie krajowym, a sprawca w towarzystwie działającym tylko za granicą, nie ma także możliwości skorzystania z tego rozwiązania.

Po czwarte, mienie a nie osoby

BLS dotyczy wyłącznie szkód zaistniałych w pojeździe i w mieniu w nim się znajdującym pod warunkiem, że stanowi ono własność poszkodowanego. Nie ma możliwości dochodzenia zadośćuczynienia za szkody osobowe. W praktyce oznacza to, że odszkodowanie od swojego ubezpieczyciela kierowca może otrzymać na przykład za uszkodzenie samochodu czy też zniszczenie fotelika lub wózka dziecięcego przewożonego w pojeździe, który uległ wypadkowi. Do procedury BLS nie kwalifikują się także zdarzenia, w wyniku których są osoby ranne. W takich sytuacjach szkodę należy zgłosić do zakładu ubezpieczeń sprawcy.

Po piąte, potrzebne oświadczenie lub mandat

Niezależnie, czy mamy do czynienia z bezpośrednią czy też standardową likwidacją szkód, każdy poszkodowany kierowca powinien pamiętać o udokumentowaniu zaistniałej sytuacji. W przypadku BLS, ubezpieczyciel będzie oczekiwał od swojego klienta oświadczenia sporządzonego przez sprawcę zdarzenia. Jeśli natomiast została wezwana policja, która wskazała sprawcę, wówczas wystarczającym jest przekazanie informacji, że sprawca zdarzenia został ukarany mandatem za spowodowanie kolizji.

– Bezpośrednia likwidacja szkód to rozwiązanie bardzo korzystne dla klientów. Osoba ubezpieczona,
w trudnej dla niej sytuacji, jaką jest zaistnienie zdarzenia szkodowego, może skorzystać ze wsparcia firmy, którą zna, i którą sama wybrała. W konsekwencji, oznacza to przede wszystkim uproszczenie procesu likwidacji szkody oraz możliwość docenienia jakości i profesjonalizmu obsługi swojego ubezpieczyciela.. Dlatego mamy nadzieję, że podobnie jak ma to miejsce już od kilkudziesięciu lat w zachodniej części Europy, przy wyborze polisy komunikacyjnej kryterium wyboru będzie nie tylko sama cena, ale także jakość procesu likwidacji szkód
– podkreśla Marek Dmytryk z Gothaer TU S.A.

Rynek budownictwa kolejowego w 2015 r. przekroczy 6 mld zł

Wraz z nowym budżetem unijnym, rynek budownictwa kolejowego w Polsce staje przed nowymi wyzwaniami. Wprawdzie PKP PLK nie uporały się jeszcze ze wszystkimi projektami z poprzedniego budżetu, jednak nieubłaganie zbliża się moment, w którym trzeba rozpocząć z większą dynamiką akcję przetargową dla inwestycji finansowanych z budżetu 2014-2020.

Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR zatytułowanego „Budownictwo kolejowe w Polsce 2015-2020. Inwestycje – Firmy – Statystyki – Prognozy – Ceny”, po dynamicznych wzrostach o blisko jedną trzecią w latach 2013-2014, także w 2015 r. wartość produkcji budowlano-montażowej z tytułu budownictwa kolejowego odnotuje dwucyfrowy wzrost, przekraczając po raz pierwszy wartość 6 mld zł. Jednak w wyniku powolnego rozpoczynania inwestycji z nowego budżetu unijnego, w 2016 r. bardzo prawdopodobne są spadki w tym segmencie budownictwa.Rynek budownictwa kolejowego w 2015 r. przekroczy 6 mld zł

Jak zauważają autorzy raportu, pomimo mających miejsce w minionych latach licznych problemów realizacyjnych, na uwagę zasługuje duży wysiłek jaki spółka PKP PLK włożyła w próby usystematyzowania procesu inwestycyjnego w zakresie swoich obowiązków i kompetencji. Wprowadzono wiele podstawowych zmian, takich jak wcześniejsze przygotowanie oficjalnych planów inwestycji, wzmocnienie nadzoru nad procesem projektowym czy zwiększenie udziału inwestora w procedurach uzyskiwania decyzji administracyjnych.

W rezultacie, w najbliższych latach spora grupa przedsięwzięć będzie polegała na pracach przygotowawczych, co może opóźnić początek realnej realizacji wielu zaplanowanych inwestycji. Wieloletni Program Inwestycji Kolejowych obejmuje aż 32 przedsięwzięcia przygotowawcze.

Są to zadania polegające na opracowaniu studiów wykonalności dla 23 inwestycji, inwentaryzacji środowiskowych (15 inwestycji) czy dokumentacji projektowej (2 przypadki). Wartość tych prac to ponad 500 mln zł, co w późniejszych latach przełoży się na budowy na blisko 7 tys. km tras kolejowych.

Jeśli chodzi o planowane roboty budowlane, plany na lata 2014-2020 zakładają zwiększenie roli inwestycji o charakterze rewitalizacyjnym. Pod kątem ilościowym będzie to najliczniejsza grupa (aż 36 inwestycji), które jednak z uwagi na niższą kapitałochłonność będą odpowiadały za ok. jedną czwartą planowanych wydatków. Projekty te z punktu widzenia organizacyjnego są tańsze i szybsze w realizacji, chociaż ich wymiar rzeczowy nie jest zbyt rozwojowy. Prace tego typu przywracają bowiem sprawność linii, ale nie podnoszą jej pierwotnie zakładanych parametrów technicznych. Jednak w polskiej rzeczywistości, gdzie ogromna liczba tras jest po prostu zdewastowana, nawet takie poważniejsze remonty znacznie poprawią jakość podróżowania.Rynek budownictwa kolejowego w 2015 r. przekroczy 6 mld zł

Projekty rewitalizacyjne pod kątem wartościowym są prawie czterokrotnie tańsze niż projekty modernizacyjne i aż siedmiokrotnie tańsze w odniesieniu do budowy nowej infrastruktury. Dlatego też, dodatkowym aspektem inwestycji rewitalizacyjnych jest aktywizacja większej liczby średniej wielkości firm wykonawczych. W wielu przypadkach firmy te do przetargów rewitalizacyjnych będą mogły stawać jako główni oferenci, a nie tylko jako partnerzy konsorcjów czy podwykonawcy.

Do przedsięwzięć o kluczowym znaczeniu i odpowiednio większych wartościach przygotowują się natomiast większe firmy wykonawcze. Największe fronty robót w najbliższych latach spodziewane są na Mazowszu (11 mld zł) i Śląsku (9,4 mld zł). Natomiast po drugiej stronie skali znajdują się województwa podkarpackie i warmińsko-mazurskie, które w dużej mierze będą korzystać ze specjalnego programu dedykowanemu makroregionowi Polska Wschodnia.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Budownictwo kolejowe w Polsce 2015-2020.

Autor raportu i informacji prasowej:
Bartłomiej Sosna

Raport o podejściu do rozwoju osobistego i zawodowego różnych pokoleń Polaków

Jak Polacy definiują rozwój osobisty i zawodowy? Jakie działania podejmują dla rozwoju? Benefit Systems przygotował raport poświęcony rozwojowi osobistemu i zawodowemu Polaków.

Zarobki, chociaż już nie wystarczające, nadal są najważniejsze

Choć pojawia się na rynku coraz więcej badań dotyczących oczekiwań pracowników wobec pracodawców, które pokazują, że pensja to nie wszystko – liczą się dodatkowe benefity, dla większości badanych najważniejszymi aspektami pracy zawodowej okazały się zarobki (45%) oraz atmosfera (32%). Szczególnie ważne są te aspekty dla młodych Polaków w wieku do 34 lat. W dalszej kolejności badani wymieniali rzetelność i profesjonalizm (28%) oraz dogodne godziny pracy (13%). Rozwój zawodowy wymienia jedynie 4% ogółu badanych – 1% mieszkańców wsi, ale już 13% mieszkańców największych miast. Dla osób w wieku 18-24 lata bardzo ważne jest również podejście przełożonego – wskazuje na nie aż 35% badanych z tego przedziału, podczas gdy jedynie 12% ogółu Polaków uważa ten aspekt za ważny.

Badanie pokazało, że rozwój zawodowy to dla Polaków przede wszystkim podnoszenie kwalifikacji oraz zdobywanie nowych umiejętności – tak wskazało aż 63% badanych, w dalszej kolejności wymieniany był również awans – 21% oraz zdobywanie dodatkowych przywilejów w pracy – 18%. Blisko połowa Polaków (43%) nie podjęła w ciągu ostatniego roku żadnych działań na rzecz rozwoju umiejętności potrzebnych w pracy zawodowej.

W życiu osobistym liczą się rodzina, dzieci i związek

W życiu pozazawodowym zdecydowanie najważniejsze dla Polaków są rodzina, dzieci, związek – spontanicznie wymienia je 72% badanych. Co trzecia osoba w tym kontekście wymienia także odpoczynek, zainteresowania i hobby, a także zdrowie. Dla mieszkańców głównych miast oraz osób pracujących w firmach 10+ kwestie relacji rodzinnych oraz odpoczynku są szczególnie istotne. Rozwój osobisty jako ważny aspekt życia pozazawodowego wymienia 4% badanych, a wśród najmłodszych (do 24 r.ż.) nawet 18%.

Rozwój osobisty nie ma jednoznacznej definicji – spontanicznie badani wymieniają wiele określeń, a co trzecia osoba w ogóle nie potrafi określić, czym jest dla niej rozwój osobisty. Najczęstsze definicje rozwoju osobistego to zdobywanie nowych umiejętności (23%), realizowanie marzeń i celów (17%) czy dbanie o relacje z innymi ludźmi i dbanie o rodzinę (po 12%). Co trzeci Polak nie podjął w ciągu ostatniego roku działań na rzecz swojego rozwoju osobistego. Wśród najczęściej wymienianych aktywności znalazły się aktywności sportowe oraz czytanie książek i różnego rodzaju kursy i szkolenia.

Co jest ważniejsze – rozwój osobisty czy zawodowy?

Większość Polaków przyznaje, że obie sfery rozwoju są dla nich ważne (59%), dla co trzeciego (34%) ważniejsza jest sfera osobista, a jedynie dla 5% – zawodowa. Rodzina i przyjaciele to główne osoby wspierające Polaków w rozwoju – 87% badanych wymienia ich wśród najważniejszych osób, szczególnie wsparcie ze strony rodziny dostrzegają kobiety. Głównymi utrudnieniami w rozwoju, jakie spontanicznie wymieniają badani, są brak pieniędzy (18%) i brak czasu (14%).

Zdecydowana większość Polaków przyznaje, że rozwijają się po to, aby być lepszymi ludźmi (82%) oraz aby być coraz lepszymi w tym, co robią (77%). Większość jest też zdania, że rozwój wymaga dużo samodyscypliny (76%), ale z drugiej strony traktują rozwój jako przyjemność (76%). Młodzi są nieco bardziej idealistyczni w swoim podejściu do rozwoju – częściej deklarują rozwój po, to aby się doskonalić (92%), z kolei osoby w wieku 44-59 częściej przyznają, że odczuwają presję na rozwój zawodowy (33%), a osoby w wieku 35-44 lata częściej są zdania, że rozwój wymaga dużych pieniędzy (39%).

Różne pokolenia – rożne nastawienie

Na rynku pracy pojawiają się przedstawiciele kolejnych pokoleń, których podejście do pracy, rozwoju oraz życia, a także oczekiwania różnią się diametralnie od podejścia ich starszych współpracowników. To wielkie wyzwanie dla pracodawców i działów HR, by dostosować politykę firmy do coraz większej różnorodności.

– Młodsze pokolenia zwracają większą uwagę na takie sprawy jak podejście przełożonego, czy dogodne godziny pracy. Dla nich także ważniejsza jest atmosfera. Nie dziwią zatem zmiany, które wprowadzają pracodawcy w swoich firmach – większe nastawienie na rozwój, atmosferę, zdrowie pracowników, ciekawe i inspirujące benefity, pokoje relaksu czy drzemki w pracy – mówi Izabela Pipka, Dyrektor HR w Benefit Systems.

Z badania „Polacy a rozwój”  wynika, że dla osób powyżej 45 r.ż. ważne jest wynagrodzenie (38%) oraz rzetelność i profesjonalizm (32%). Dla przedstawicieli pokolenia X (wiek 35+) liczą się zarobki (47%), atmosfera (36%) oraz rzetelność i profesjonalizm (31%).  Największe różnice widać w podejściu najmłodszego pokolenia pracowników. Badani w wieku 18-24 lata doceniają przede wszystkim zarobki (60%), atmosferę (50%) i podejście przełożonego (35%), a w wieku 25-34 lat – zarobki (46%), atmosfera (41%) i… dogodne godziny pracy (23%).

W tym roku przychody z gier mobilnych przewyższą te z gier konsolowych

Rynek gier w końcu przestaje kojarzyć się z domeną „dziecinnej rozrywki”. Wirtualny świat stopniowo przeistacza się w pole całkiem realnej biznesowej walki o gracza-klienta. W siłę rośnie dziś zwłaszcza segment gier mobilnych, dla którego ten rok będzie przełomowy. Według analiz Newzoo rynek gier mobilnych wygeneruje około 30,3 mld USD przychodów. To o ponad 5 mld USD więcej niż w ubiegłym roku. Oznacza to, że produkcje mobilne wyprzedzą nawet rynek gier konsolowych i staną się najbardziej dochodowym segmentem rynku gamingowego na świecie. W Polsce gra w nie ponad połowa użytkowników Facebooka.

– Ciekawostką jest, że za ponad 90 proc. przychodów z gier mobilnych odpowiadają gry w modelu freemium. Są one dostępne do pobrania za darmo, ale zarabiają na siebie poprzez dodatkowo płatne pakiety (add-ons) rozbudowujące rozgrywkę lub poprzez dyskretne, spersonalizowane reklamy, wyświetlane użytkownikom poza obszarem gry – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, szef największej platformy Big Data w Polsce i firmy dostarczającej narzędzia do personalizowania reklam w Sieci – Według danych eMarketera przychody z takich reklam wyświetlanych graczom z USA podczas rozgrywki w ubiegłym roku wyniosły 373 mln USD. W tym roku mają już osiągnąć poziom 478 mln USD, stanowiąc tym samym ponad 17 proc. całości przychodów w tej branży. Rynek reklam mobilnych już dziś stanowi ¼ globalnego rynku reklamowy digitalowej – dodaje Piotr Prajsnar.

Prawdziwym Eldorado dla wydawców gier mobilnych są dziś rynki Azji Południowo-Wschodniej. Prym wiodą tu Chiny z imponującym wzrostem szacowanym przez Newzoo na poziomie +86 proc. Jak podaje App Annie aktualnie to właśnie gracze z Państwa Środka są największą globalną „pobieralnią gier” z App Store. Na początku tego roku wyprzedzili graczy z USA. Sęk w tym, że raptem 8 proc. gier w Chinach udaje się zmonetyzować, czyli wygenerować z nich dochód. Właśnie dlatego to wciąż rynek północno-amerykański pozostaje główną żyłą złota – z roku na rok jego wartość rośnie o 51 proc., a w gry mobilne według eMarketera gra tu co drugi posiadacz smartfona. Bardzo dobrze wypada także rynek Europy Wschodniej, który rok do roku powiększa swoją wartość o 47 proc.

Również Polacy pokochali gry mobilne. Jak wynika z badania Catvertiser.com ponad połowa użytkowników polskiej odsłony Facebooka (7,8 mln osób) to zapaleni gracze. A raczej: graczki, ponieważ nieco ponad 51 proc., czyli około 4 mln użytkowniczek, stanowią właśnie kobiety. Tylko w ciągu ostatniego tygodnia grami umilało sobie czas ponad 1,8 mln fejsbukowiczów znad Wisły.

– Warto podkreślić, że nie jesteśmy wyłącznie konsumentami cyfrowej rozrywki, lecz także jej twórcami. Najświeższym przykładem jest choćby nasza pierwsza gra mobilna Bouncing Ball. W pierwsze trzy tygodnie po debiucie na App Store skacząca kulka zanotowała ponad 3,5 mln pobrań na systemy iOS, bijąc na głowę konkurencyjne produkcje i stając się numerem 1. na rynku w USA. Apple umieścił naszą grę w zakładce „polecane” („Featured by Apple”) – mówi Piotr Prajsnar, szef Cloud Technologies.

Na grach zarabiają nie tylko deweloperzy. O tym, że gracze mobilni to kopalnia biznesowych diamentów wiedzą już marketingowcy. Użytkownicy mobilni są głównymi generatorami danych. Warte odnotować, że są to dane znacznie bardziej wartościowe i precyzyjne, niż dane „stacjonarne”. Dlatego gracze stają się coraz ważniejszą grupą dla biznesu reklamowego, ponieważ to oni są głównymi generatorami Big Data na urządzeniach mobilnych. Przeanalizowanie tych danych pozwoli na lepsze dopasowanie reklam w Sieci i na smartfonach.

– Dziennie użytkownicy smartfonów generują już około 5,2 PB (Petabajtów) danych. Dlatego trafnie powiadają w IBM: „Mobile to nie urządzenie – mobile to dane (data)”. Lawinowo rosnąca ilość Big Data generowanych przez posiadaczy smartfonów, w tym zwłaszcza graczy, staje się wyzwaniem dla analityków internetowych oraz badaczy danych, którzy będą musieli znaleźć sposób na ich analizę i powiązanie, tak aby zyskały one biznesową wartość. Dla użytkowników najbardziej odczuwalnym skutkiem analizy mobilnego Big Data, będą lepiej spersonalizowane reklamy na naszych smartfonach – mówi Piotr Prajsnar.

– Cyfrowe, anonimowe ślady, pozostawione przez graczy w sieci, są cenne przede wszystkim dla mobilnych reklamodawców. Dzięki analizie danych mogą oni rozeznać się w kwestii preferencji graczy, a tym samym skierować do nich komunikat skrojony na miarę ich potrzeb – dodaje Łukasz Kapuśniak, Chief Big Data Officer w Cloud Technologies. Warszawska spółka opracowała największy w tej części Europy silnik behawioralny, dzięki któremu internautom wyświetlają się spersonalizowane reklamy.

Biznes ma o co walczyć: aż 58 proc. konsumentów deklaruje, że reklamy na urządzeniach mobilnych kompletnie rozmijają się z ich zainteresowaniami i o wiele bardziej przychylnie patrzyliby na oferty spersonalizowane. Statystyki pokazują jak na dłoni, że rynek gier mobilnych to dziś nie tylko żyła złota dla producentów gier, lecz także żyła Big Data dla badaczy danych. Te dwa obszary idą ze sobą w parze. Biznes nie będzie wiec czekał na czerwoną kartę od graczy, na mobilne „Game Over”, lecz włączy się do gry, ponieważ jej stawka jest naprawdę wysoka.

BMW, Toyota i Daimler najbardziej ekologicznymi producentami samochodów wg Newsweeka

Newsweek opublikował coroczny ranking 500 najbardziej ekologicznych globalnych przedsiębiorstw. Na liście znalazło się 13 producentów samochodów. BMW, Toyota i Daimler zmieściły się w pierwszej setce.

Newsweek we współpracy z Corporate Knights Capital i HIP Investor ocenili największe przedsiębiorstwa na świecie wg Bloomberga pod kątem wpływu ich działalności na środowisko. W raporcie wzięto pod uwagę 8 czynników, m.in. zużycie energii, emisję gazów cieplarnianych, zużycie wody, produkcję odpadów oraz udział w ogólnej działalności firmy produktów i usług, które mają pozytywny wpływ na środowisko i na zdrowie publiczne.

Najbardziej ekologicznym producentem samochodów okazało się BMW, choć w rankingu ogólnym spadło z 16 na 26 pozycję. Największy wzrost zanotowała Toyota (skok o 57 pozycji na 35. miejsce w rankingu ogólnym), która prześcignęła Daimlera i zajęła 2. miejsce w branży. Toyota została doceniona m.in. za wprowadzenie na rynek Mirai — pierwszego seryjnego modelu na wodorowe ogniwa paliwowe, który emituje wyłącznie wodę. Swoją pozycję w rankingu poprawiły również General Motors i Honda.

W rankingu zadebiutowała Tesla, która zajęła 431. miejsce wśród wszystkich przedsiębiorstw i 12. pozycję wśród firm motoryzacyjnych. Amerykański producent aut elektrycznych zastąpił w zestawieniu branżowym Renault, który znalazł się poza listą 500. W 2014 roku francuski producent zajmował 131 pozycję, zatem w tym roku zanotował spadek o co najmniej 370 miejsc.

Union Investment TFI rozwija kompetencję asset allocation

Już 1 lipca do sprzedaży wejdzie subfundusz realizujący strategię asset allocation, tj. aktywnej alokacji aktywów – UniDynamiczna Alokacja Aktywów. Nowy produkt to jednak dopiero początek rozbudowy działu Union Investment TFI odpowiadającego za inwestycje globalne. Kompetencja asset allocation będzie wykorzystywana również do rozwoju usługi asset management i doradztwa inwestycyjnego.

W ostatnich latach fundusze inwestycyjne o strategii asset allocation zdobywają na świecie coraz większą popularność. Dla przykładu, Grupa Union Investment, jako jeden z liderów tego segmentu w Niemczech, wdrożyła paletę tego typu rozwiązań już w 2010 r. Od tamtej pory fundusze te zdobyły zaufanie ponad 200 000 klientów, którzy ulokowali w nich ponad 8,3 mld euro, czyli w przeliczeniu ok. 34 mld złotych. Trend na inwestowanie na światowych rynkach jest coraz bardziej widoczny również w Polsce. W kwietniu tego roku dział asset allocation utworzyło Union Investment TFI. Nad jego rozwojem czuwa doświadczony zarządzający – Radosław Piotrowski.

Czym jest asset allocation? – To strategia zakładająca lokowanie kapitału na wybranych globalnych rynkach finansowych, przy wykorzystaniu klasycznych, jak i alternatywnych klas aktywów. Jest to proces dynamiczny, w którym proporcje wybranych klas aktywów i konkretnych rynków w portfelu są dostosowywane w zależności od zmieniających się warunków i perspektyw dla tych klas i rynków. Nowa kompetencja będzie podstawą dla nowej grupy funduszy inwestycyjnych oraz zostanie wykorzystana do rozwoju usług zarządzania aktywami i doradztwa inwestycyjnego w naszym TFI – mówi Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI.

Komórka asset allocation będzie sukcesywnie rozwijana i powiększana o nowych ekspertów. Już w lipcu dołączy do niej osoba odpowiedzialna m.in. za doradztwo inwestycyjne i asset management. W procesie inwestycyjnym czynny udział będą miały również pozostałe zespoły zarządzających Union Investment TFI: akcyjny, dłużny oraz ilościowy. W ramach wymiany doświadczeń, nowy dział inwestujący na globalnych rynkach skorzysta też z wiedzy spółki-matki z Frankfurtu.

Światowe rynki w jednym funduszu

Subfundusz UniDynamiczna Alokacja Aktywów (UniFundusze SFIO) to otwarty globalny fundusz aktywnej alokacji aktywów stosujący limity inwestycyjne FIZ. Jego model inwestycyjny opiera się w minimum 70% na tradycyjnych (akcje, obligacje) i alternatywnych (towary, waluty) klasach aktywów. Część portfela mogą stanowić tzw. pomysły inwestycyjne.

– Poprzez pomysły inwestycyjne, wyróżniające subfundusz UniDynamiczna Alokacja Aktywów na tle rynku, rozumiemy nadzwyczajne okazje rynkowe o charakterze market neutral, pozwalające na wypracowanie dodatkowego zysku. Przykładowo może to być jednoczesne zajęcie długiej pozycji na koszyku spółek korzystających na osłabieniu się euro i zajęcie krótkiej pozycji na indeksie STOXX Euro 600 – wyjaśnia Radosław Piotrowski.

Warto podkreślić, że portfel subfunduszu nie będzie opierał się na selekcji pojedynczych spółek czy instrumentów finansowych. – Głównym filarem polityki inwestycyjnej jest alokacja taktyczna polegająca na przeważaniu względem ustalonego wzorca (tzw. alokacji strategicznej/modelowej) konkretnych klas i subklas aktywów w ujęciu geograficznym lub sektorowym, które naszym zdaniem w danym momencie oferują najwyższy potencjał zysku – mówi Radosław Piotrowski.

Dodatkowo, jako że subfundusz UniDynamiczna Alokacja Aktywów nie posiada benchmarku, bardzo istotną rolę w modelu inwestycyjnym odgrywa kontrola ryzyka.

– Ryzyko będzie kontrolowane, m.in., poprzez pomiar wartości zagrożonej (ang. VaR – Value at Risk) i obliczane oddzielnie dla konkretnych klas aktywów, pomysłów inwestycyjnych oraz całego portfela – wyjaśnia Waldemar Wołos.

Pod względem zyskowności, celem jest wypracowywanie w założonym, 5-letnim, horyzoncie inwestycyjnym dodatniej średniorocznej stopy zwrotu.

– Chcemy, by średnioroczna stopa zwrotu we wspomnianym okresie nie była niższa niż dwukrotność stawki WIBID, ale naszym celem inwestycyjnym jest czterokrotność tej stawki – mówi Radosław Piotrowski.

Subfundusz UniDynamiczna Alokacja Aktywów wchodzi do sprzedaży 1 lipca. Minimalna pierwsza wpłata to równowartość w PLN 40 000 EUR dla osób fizycznych i 1000 PLN dla osób prawnych.

Dla kogo jest przeznaczony ten produkt?
Pod względem poziomu ryzyka, subfundusz UniDynamiczna Alokacja Aktywów plasuje się pomiędzy funduszami zrównoważonymi a akcyjnymi. Polecany jest inwestorom o co najmniej 5-letnim horyzoncie inwestycyjnym, którzy poszukują alternatywy dla klasycznych klas aktywów, a jednocześnie chcą wykorzystać potencjał najbardziej perspektywicznych światowych rynków.

– Nasza nowa propozycja oferuje inwestorom potencjał wielu klas aktywów, które mają najlepsze perspektywy zysku oraz pełną dywersyfikację portfela. Wyróżnikiem subfunduszu na tle tradycyjnych rozwiązań są „pomysły inwestycyjne“, dzięki którym inwestor ma szanse na dodatkowy zysk. Niezwykle istotne jest również zespołowe podejście do zarządzania portfelem, jako że udział wszystkich działów zarządzania zwiększa pewność i trafność podejmowanych decyzji – dodaje Waldemar Wołos.

Polki nadal niedoceniane w biznesie

Euro 2012 wciąż trwa. Oto inwestycje, których nie ukończono

Co najmniej 29 ważnych inwestycji, które miały być gotowe na Euro 2012, cały czas jeszcze powstaje albo ich budowa nie ruszyła – wynika z raportu Money.pl. Nawet rezerwowy Stadion Śląski w Chorzowie nadal nie jest oddany do użytku. Podobnie jest z autostradami A1 czy A4.

8 czerwca mijają trzy lata od pierwszego dnia Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie. Impreza udała się pod względem organizacyjnym, nieco gorzej wypadła nasza reprezentacja. Jednak mistrzostwa nadal trwają – przynajmniej, jeśli chodzi o ich infrastrukturalną część. Jak ustalił portal Money.pl, z planów snutych w rządowych rozporządzeniach, samorządowych koncepcjach i dokumentach spółki PL.2012 wynika, że cały czas nie dokończono blisko 30 inwestycji.

Na liście jest m.in. słynne rondo Kaponiera w Poznaniu, z którego w Wielkopolsce śmieją się, że jego remont trwa dłużej niż II wojna światowa czy budowana blisko siódmy rok autostrada A4. Ta ostatnia inwestycja oddana ma być jednak „już” w połowie przyszłego roku. Dzięki temu autostradą będzie można przejechać od granicy z Niemcami aż do Ukrainy, z którą organizowaliśmy mistrzostwa.

 

Co jeszcze buduje się na Euro 2012?
inwestycja rozpoczęcie prac planowany koniec Koszt (mln zł)
1 Stadiony Śląski w Chorzowie luty, 2009 2016 572,5
2 Lotnisko w Modlinie 2005 III kw. 2015 323,8
3 Lotnisko Gdynia-Kosakowo czerwiec, 2009 ? 91,7
4 Tunel pod Martwą Wisłą październik, 2011 koniec 2015 1 143,70
5 Torowiska tramwajowe na Przeróbce w Poznaniu I kw. 2014 30 września 2015 65,6
6 Dojazdy do Pomorskiej Kolei Metropolitalnej I kw. 2014 30 września 2015 36,3
7 System Tristart – Trójmiasto I kw. 2011 czerwiec 2015 133
8 Budowa Kolei Metropolitalnej w Trójmieście I kw. 2013 1 września 2015 716,1
9 Linia energetyczna 110 kV Błonia – Pruszcz Gd. pozwolenie na budowę koniec 2017 ?
10 Budowa GPZ Pruszcz Południe ? koniec 2018 ?
11 System elektroenergetyczny Wrocławia IV kw. 2010 III kw. 2015 80
12 Budowa obwodnicy śródmiejskiej w Warszawie nierozpoczęte ? ?
13 Budowa ul.Tysiąclecia w Warszawie nierozpoczęte ? ?
14 Przebudowa ul. św. Wincenta w Warszawie nierozpoczęte ? ?
15 Trasa Świętokrzyska w Warszawie nierozpoczęte ? ?
16 Budowa centrum handlowego nierozpoczęte ? ?
17 Przebudowa węzła Gdańsk Śródmieście nierozpoczęte ? ?
18 Przebudowa węzła komunikacyjnego Rondo Kaponiera I kw. 2011 2016 360
19 A1 Stryków – Tuszyn IV kw. 2010 III kw. 2016 726
20 A1 Tuszyn – granica województwa łódzkiego nierozpoczęte ?? ?
21 A1 granica województwa – Pyrzowice procedura przetargowa I kw. 2018 ?
22 A18 – jezdnia południowa nie rozpoczęte ?? ?
23 A4 – brakujące fragmenty IV kw. 2009 czerwiec 2016 719
24 ekspresówka S5 IV kw. 2015 2019 ?
25 ekspresówka S8/S7 – Warszawa – Opacz I kw. 2013 IV kw. 2015 565
26 ekspresówka S7 – Gdańsk – Elbląg procedura przetargowa ? III kw. 2018
27 Linia kolejowa Warszawa-Gdańsk – modernizacja 2008 koniec 2015 ?
28 Linia nr 1 Warszawa – Łódź – modernizacja 2009 koniec 2015 2 215,30
29 Linia kolejowa Kraków – Mydlniki – Balice 2014 III kwartał 2015 240,6
Dane: informacje Money.pl, strony internetowe inwestorów i wykonawców, plany PKP, GDDKiA oraz samorządów. Znak „?” oznacza brak danych.

 

Nie ma nadal terminu zakończenia budowy bursztynowej A1. Wprawdzie z problemami, ale trwają prace w ciągu tej trasy na wschodniej obwodnicy Łodzi (planowane ukończenie to III kwartał 2016 roku), a w przypadku odcinka Pyrzowice – Częstochowa toczy się procedura przetargowa. Otwartą pozostaje kwestia tego, kiedy załatana zostanie ok. 100-kilometrowa „dziura” pomiędzy Tuszynem, a granicą województwa łódzkiego. Tu nikt nie chce podać żadnej daty.

Problemy są też z ekspresówkami, które miały połączyć w 2012 roku miasta-gospodarzy Euro 2012. Ciągle trwa przetarg na przebudowę drogi krajowej nr 7 między Gdańskiem a Elblągiem. Trasa według planów ma zostać oddana dopiero w drugiej połowie 2018 roku. A więc ponad sześć lat po imprezie.

Jak pisze Money.pl, nie lepiej z planowanych inwestycji wywiązały się samorządy. W samym Gdańsku nie ma nadal całej Trasy Słowackiego, bo nie otwarto jeszcze tunelu pod Martwą Wisłą. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Warszawie. Tu władze zobowiązały się do stworzenia po wschodniej stronie Wisły, a więc tam gdzie znajduje się Stadion Narodowy, obwodnicy śródmiejskiej i kilku innych ważnych tras. Na razie na żadnej nie toczy się nie tylko budowa, ale brak nawet procedur przetargowych.

Na tym tle najlepiej spośród miast Euro 2012 wypada Wrocław, gdzie dziś w zasadzie wszystkie zaplanowane inwestycje zostały ukończone. Nie obyło się jednak bez wpadek. Szumnie ogłaszany projekt Tramwaju Plus, który miał być czymś na kształt szybkiej kolei miejskiej, stracił już z nazwy „plusa”, bo okazał się za wolny. Z projektu zostały jedynie pojazdy, które dość nietypowo mają drzwi po obu stronach.

Cały czas trwają też prace na lotniskach. Na przykład w Modlinie dopiero kończy się procedura zamawiania rentgenowskiego systemu bezpieczeństwa czy infrastruktury do czyszczenia sanitariatów w samolotach. Kompletną klapą okazał się projekt budowy lotniska Gdynia-Kosakowo. Choć prace na nim już się zaczęły, to przed dwoma laty robotnicy zeszli z placu. Powodem było odcięcie finansowania z Unii Europejskiej. Ta stwierdziła, że projekt nie spełnia jej wymogów. Lotniska więc nie ma, jest za to sprawa w sądzie. Samorząd chce dzięki niej udowodnić, że to on w tym sporze ma rację.

Na liście nieskończonych inwestycji są też takie rarytasy, jak linie energetyczne na Pomorzu czy Dolnym Śląsku. Co one miały mieć wspólnego z Euro 2012? Niby niewiele, ale zawsze można było powiedzieć, że przecież prąd jest niezbędny do organizacji imprezy. A wpisanie do rządowego rozporządzenia zmniejszało liczbę papierkowej roboty. Nawet i to nie pomogło w przyspieszeniu prac.

Co jest sukcesem? Niewątpliwie po Euro 2012 przyjeżdża do nas więcej turystów. Według danych Ministerstwa Sportu w 2011 roku było ich u nas 13 mln 350 tys. W zeszłym roku, a więc dwa lata po mistrzostwach, nasz kraj odwiedziło równe 16 mln osób. Sam wzrost rok do roku nie był jednak gigantyczny i wyniósł już tylko 1,3 proc. Tak dynamiczna tendencja wzrostowa po mistrzostwach jest więc trudna do utrzymania na dłuższą metę.

Dla porównania, jak podaje Money.pl, w 2011 roku przyjechało do Polski o 7 proc. więcej turystów niż rok wcześniej, ale trzeba pamiętać, że wtedy wzrost wynikał z niskiej bazy związanej z kryzysem finansowym i nagłym spadkiem ruchu turystycznego w latach 2008-2009. Dlatego dr Adam Czerniak przekonuje, że blisko 3 mln więcej gości z zagranicy to efekt Euro 2012.

– Pamiętam, jak nasze prognozy były krytykowane jako zbyt optymistyczne. Sugerowano, że raport powstał pod dyktando spółki PL.2012. Czas pokazał, że założenia były niedoszacowane. Liczba turystów wzrasta, a dużo lepiej niż oczekiwaliśmy prezentuje się też marka Polska. Euro 2012 sprawiło, że przestaliśmy być kojarzeni jako kraj postsocjalistyczny, na którego ulicach biegają białe niedźwiedzie – mówi nam ekonomista.

Największe wzrosty zanotowano wśród turystów z Niemiec, Włoch czy Francji. Polskę zaczęli odwiedzać też mieszkańcy mniejszych unijnych krajów. Liczniejsze wśród zwiedzających jest grono obywateli USA.

Kto odwiedza Polskę po Euro 2012?
  Liczba turystów w 2011(w tys.) Zmiana 2010/2011 (%) Liczba turystów w 2014 ( w tys.) Zmiana 2013/2014 (%)
Ogółem 13 350 7 16 000 1,3
27 krajów Unii Europejskiej 8770 3 11 379 15,5
Stara UE 7045 2 9 397 17,2
w tym:
Niemcy 4590 2 5 743 8,8
Wielka Brytania 460 -5 664 16,5
Niderlandy 350 4 399 9,3
Austria 315 2 355 9,3
Włochy 285 8 398 28,4
Francja 240 7 427 55,3
Szwecja 160 7 257 38,9
Inne kraje UE 645 10 1 154 63,7
USA 250 4 394 33,6
źródło: Money.pl na podstawie danych Instytutu Turystyki, GUS, MSiT

 

Co ważne: wszyscy turyści wydają u nas coraz więcej. W zeszłym roku zostawili już ponad 7 mld dolarów. A przeciętny obcokrajowiec kupował towary i usługi za 200 dolarów więcej niż trzy lata wcześniej.

– Z liczbami się nie dyskutuje – to jest efekt Euro 2012. Część osób się bało, że to będzie szczyt. A liczba turystów stale rośnie – mówi Money.pl Rafał Szmytke, szef Polskiej Organizacji Turystycznej. I przypomina, że z ankiet przeprowadzonych w trakcie imprezy 79 proc. kibiców deklarowało, że chętnie wróci do Polski. 92 proc. twierdziło, że poleciłoby nasz kraj swoim znajomym.

Amica: Polska może stać się europejskim potentatem w produkcji AGD. Spółka inwestuje w rozwój, by umocnić swoją pozycję na tym rynku

0
Wojciech Kocikowski, wiceprezes zarządu Amica ds. finansowych
Wojciech Kocikowski, wiceprezes zarządu Amica ds. finansowych

Amica zapowiada inwestycje i w ciągu ośmiu lat zamierza podwoić swoje moce produkcyjne. Planuje też przejęcia europejskich firm z branży i może na ten cel wydać nawet 300 mln zł. Firma z Wronek ocenia, że Polska w najbliższych latach może stać się europejskim liderem w produkcji AGD.

Amica podkreśla, że ma ambitne plany długoterminowe. Do 2023 roku zamierza produkować 2,5 mln kuchenek rocznie, podczas gdy dziś z jej taśm montażowych zjeżdża co roku 1,3 mln sztuk kuchni.

– Chcieliśmy osiągnąć w 2023 roku 1,2 mld euro obrotów i cały czas tej strategii nie zmieniamy. Ten rok to jest właśnie okres, w którym zmierzamy w tym kierunku długoterminowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wojciech Kocikowski, wiceprezes zarządu Amica ds. finansowych. – Na razie nasze plany są niezmienne. Zamierzamy pozyskiwać nowe spółki w Europie Zachodniej, pracujemy nad kilkoma akwizycjami, chcemy inwestować w rozwój produkcji i samych produktów i to wszystko realizujemy w tym roku.

Amica w rankingu Związku Pracodawców AGD jest największym producentem działającym w tej branży w Polsce. W zeszłym roku miała 16 proc. udziału w rynku. Po I kwartale umocniła swoją pozycję, bowiem jej przychody wzrosły o ponad 50 mln zł, przekraczając 475 mln. Zysk netto bliski był 22 mln zł wobec przeszło 13 mln zł rok wcześniej. Dzięki tak dobrym wynikom spółka może spokojne myśleć o kolejnych inwestycjach.

Przede wszystkim będziemy inwestować w rozwój mocy produkcyjnych zapowiada Wojciech Kocikowski. – Słyszymy, że inni gracze inwestują, również Amica będzie w najbliższych latach zwiększała moce produkcyjne. Utworzyliśmy specjalną strefę ekonomiczną we Wronkach, w związku z tym możemy też liczyć na preferencje związane z tymi wydatkami. Podobnie działają inni gracze i wydaje się, że Polska będzie tym centrum produkcji AGD w Europie w najbliższych latach, być może zostanie nawet liderem. Dzisiaj takim drugim centrum jest Turcja.

Wiceprezes podkreśla, że spółka pracuje nad kilkoma projektami związanymi z przejęciami i ma nadzieję, że w tym roku będzie mogła o co najmniej dwóch takich operacjach powiedzieć oficjalnie.

W strategii założyliśmy, że relacja długu do EBITDY w spółce nie powinna przekroczyć 2. Ponieważ dzisiaj mamy poziom około 0, to można powiedzieć, że jesteśmy w stanie dwukrotność tej EBITDY wydać, to oznacza kwotę nawet 300 mln zł. Natomiast nie mamy dzisiaj na horyzoncie takich planów, więc pewnie będzie to znacznie mniejsza kwota.

W ubiegłym roku Amica Wronki zwiększyła przychody o ok. 238 mln zł i były one bliskie 1,5 mld zł. Zysk netto przypadający akcjonariuszom spółki przekraczał 56 mln i był o prawie 40 mln niższy niż rok wcześniej. Mimo to spółka zamierza wypłacić udziałowcom dywidendę.

W strategii mówiliśmy o tym, że chcielibyśmy się dzielić z akcjonariuszami naszymi zyskami przypomina wiceprezes Amica Wojciech Kocikowski.  W tym roku właśnie to robimy. 3 zł za akcję to już jest rekomendacja zarówno zarządu, jak i rady nadzorczej. Mam nadzieję, że walne zgromadzenie to zatwierdzi. Jeżeli nie będziemy przekraczać tego poziom 2 długu do EBITDA, to będziemy mogli zawsze myśleć o dywidendzie dla akcjonariuszy.