Towarowa Giełda Energii będzie w tym roku napędzać wzrost Grupy GPW. Pomoże w tym uruchomienie rynku finansowego na towary

Jeszcze w tym roku na Towarowej Giełdzie Energii będzie można handlować instrumentami pochodnymi opartymi o ceny energii elektrycznej. W przyszłym roku powinna pojawić się możliwość zakupu kontraktu na gaz. Te instrumenty mają wspomóc rolę rynku towarowego we wzroście Grupy GPW.

Należąca do Grupy GPW Towarowa Giełda Energii zajmuje się obrotem energią elektryczną, gazem, limitami wielkości emisji zanieczyszczeń oraz prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia energii elektrycznej i biogazu, a także świadectw efektywności energetycznej.

– W tym roku liczymy na to, że ta część naszej działalności w dalszym ciągu będzie takim silnikiem wzrostu mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Tamborski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Dzięki wzrostowej aktywności Towarowej Giełdy Energii my, jako grupa, dzisiaj rośniemy. To będzie bardzo ciekawy rok dla tej naszej sfery działalności.

Już w I kwartale tego roku przychody GPW z Towarowej Giełdy Energii przekraczały 37 mln zł i były o ponad 7 mln zł wyższe niż przed rokiem. Na koniec marca 2015 r. stanowiły one 42,4 proc. przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, podczas gdy rok wcześniej ich udział wyniósł 34,8 proc.

Dokładamy nowy segment do rynku energii, będą to instrumenty finansowe pochodne oparte o ceny energii elektrycznej, a w przyszłości również o ceny gazu zapowiada Paweł Tamborski. – Myślę, że to będzie kolejny element, który – mam nadzieję – przyłoży się do rozwoju tego segmentu naszej działalności.

Zysk netto całej Grupy GPW wyniósł w I kwartale 2015 roku 38,4 mln zł, co oznacza wzrost o 2,1 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Warszawska Giełda Papierów Wartościowych ma nadzieję, że nowe instrumenty jeszcze bardziej poprawią te wyniki.

Dokładamy kolejne instrumenty, kolejne sfery naszej działalności, budując podstawowe dziedziny naszej aktywności podkreśla prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Towarowa Giełda Energii 23 lutego otrzymała zgodę resortu finansów na uruchomienie obrotu instrumentami pochodnymi na towary na należącym do niej rynku instrumentów finansowych. To oznacza, że w ciągu roku taki obrót powinien się rozpocząć. Kontrakty na energię elektryczną pojawią się prawdopodobnie jesienią.

Więcej „czerwonych świateł” na drogach od 17 maja

0

Rządowe Centrum Legislacji opublikowało nowelizację kodeksu karnego, na mocy której od 17 maja wchodzą w życie nowe przepisy. Wiązać się to będzie przede wszystkim z surowymi karami dla piratów drogowych i nietrzeźwych kierowców. Kto zyska, kto straci ?

Każdy z uczestników w ruchu drogowym po przekroczeniu dozwolonej prędkości w obszarze zabudowanym o minimum 50 km/h straci prawo jazdy na okres trzech miesięcy. Drakońskie kary czekają kierowców pod wpływem alkoholu lub środków odurzających. W przypadku gdy zostaną złapani po raz pierwszy, utracą prawo jazdy na 3 do 15 lat, recydywiści – dożywotnio. Do tego dochodzą kary finansowe, kierowcy złapani po raz pierwszy zapłacą co najmniej 5 tys. zł, zaś recydywiści min.10 tys. zł. Eksperci oceniają, że najbardziej korzystnym rozwiązaniem w walce ze zwiększeniem bezpieczeństwa życia i zdrowia, może okazać się obowiązek montowania w autach blokady alkoholowej. Dotyczy to kierowców, którzy zostali już skazani za jazdę na „podwójnym gazie”.

Osoba wsiadająca do pojazdu poddaje się próbie na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Jeżeli urządzenie pokaże przekroczenie dozwolonej wartości w Polsce wówczas nie będzie można uruchomić pojazdu. Sięgnę po przykłady z innych krajów, gdzie istnieją środki tego typu i z powodzeniem funkcjonują, np. w Skandynawii. Urządzenia te są już bardzo szeroko stosowane. Niektóre kraje z zastosowaniem alcolocków poszły o krok dalej. W Szwecji wszystkie samochody wyprodukowane po 2014 roku muszą być wyposażone w blokady antyalkoholowe.” mówi Bartłomiej Czernecki, Dyrektor Zarządzający Noidss Sp. Z o.o.

 Na takim rozwiązaniu nie muszą wcale tracić przedsiębiorcy, którzy zatrudniają recydywistów. Kierowcy taksówek, firm logistycznych, czy aut służbowych stanowią przeważający procent ruchu drogowego, automatycznie stwarzają też największe zagrożenie.

Firmy zatrudniające profesjonalnych kierowców, którzy spędzają za kółkiem wiele godzin dziennie są narażone na sytuacje znalezienia się osoby za kierownicą bez stuprocentowej pewności trzeźwości.

– „W przypadku firm, zastosowanie blokady alkoholowej przekłada się również na oszczędności i zyski. Firma transportowa na przykład może dzięki niemu nie tylko obniżyć koszty likwidacji zniszczeń środków transportu, napraw blacharsko-lakierniczych pojazdu uszkodzonego przez pijanego kierowcę, czy zadośćuczynień dla poszkodowanych. Zwiększa też terminowość dostaw i zainteresowanie swoimi usługami poprzez zwiększenie swojej wiarygodności. Jest postrzegana jako bardziej odpowiedzialna.” – podkreśla Czernecki.

 Pijani kierowcy przestaną być też anonimowi. Sądy będą mogły podawać wyroki w sprawach pijanych kierowców do publicznej wiadomości, poprzez ogłoszenie w Biuletynach Informacji Publicznej sądów.

 

Alfa Star dzięki współpracy z nowym inwestorem rozwija ofertę dla turystów w Egipcie. Spółka planuje przejście na główny rynek GPW

0

CEO Magazyn Polska

Biuro turystyczne z Radomia – Alfa Star – kilka tygodni temu sprzedało większość udziałów inwestorowi Lawson Investments i podpisało umowę o współpracy na rynku egipskim, bo planuje skupić się na ofercie wyjazdów do Egiptu. Alfa Star chce także rozwijać takie kierunki urlopowe, jak Turcja, Bułgaria i Grecja. Obecna na NewConnect spółka przymierza się też do przejścia na parkiet główny GPW.

Prawdopodobnie jeszcze w tym roku znajdziemy się na GPW. Zobaczymy jeszcze kiedy, bo uchwała zarządu z tamtego roku obliguje, że mamy wejść w niedługim czasie, w ten sposób też można pozyskać trochę środków – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Sylwester Krzysztof Strzylak, prezes zarządu biura turystycznego Alfa Star. – Nie odczuwaliśmy dużych problemów finansowych, niemniej pozyskanie nowego inwestora strategicznego, który będzie jednocześnie współudziałowcem w firmie, pozwoli nam myśleć szerzej i po prostu się rozwija. Środki, które zainwestuje firma Lawson, wspomogą dalszy rozwój biura Alfa Star.

W połowie marca spółka poinformowała o zbyciu przez większościowych akcjonariuszy 60 proc. udziału w kapitale zakładowym na rzecz Lawson International Investments Limited, spółki powiązanej z Travco Group. Ten sam podmiot (największa firma z branży turystycznej w Egipcie) podpisał 26 stycznia z Alfa Star umowę o współpracy na egipskim rynku turystycznym na okres od 1 lutego 2015 roku do 31 grudnia 2018 roku.

 Nasi turyści przede wszystkim otrzymują świetne hotele i transfery, dlatego teraz w Alfie będzie już tylko lepiej – przekonuje Strzylak. – Egipt jest ulubionym kierunkiem całorocznym Polaków, który stanowi najlepszy stosunek ceny do jakości. Polacy lubią wypoczywać, tam nie ma problemu, jak się dzisiaj ubrać, nie trzeba się martwić o pogodę, a cena wyjazdu jest dosyć przystępna – tłumaczy Sylwester Strzylak.

Klienci Alfa Star w drugiej kolejności wybierają na miejsce wypoczynku Turcję, następnie Bułgarię i Grecję. Zdaniem Strzylaka, w istotnym stopniu na popularność konkretnych kierunków wyjazdów wpływa bezpieczeństwo, szczególnie w krajach arabskich.

Cały czas obserwuję, co się dzieje na świecie. Turystyka jest bardzo wrażliwa na sytuację na świecie, a dywersyfikacja kierunków pozwala nam spać spokojnie – zapewnia prezes biura turystycznego.

Zdaniem Strzylaka dywersyfikacja kierunków sprzyja nie tylko spółce Alfa Star, lecz także jej klientom, którzy coraz bardziej przyzwyczajają się do tanich lotów i kupowania swoich podróży przez internet.

 W tym sezonie po Alfa Star spodziewam się dużej stabilizacji i dobrej współpracy z agentami. Dajemy klientom bardzo dobry produkt, szybko podmieniliśmy produkt w Egipcie, gdzie firma Travco gwarantuje bardzo dobrą sieć hoteli Solimar, Steigenberger, które Polacy znają i chętnie tam wypoczywają – wyjaśnia prezes Alfa Star.

Lewiatan apeluje do niemieckich pracodawców w sprawie płacy minimalnej

0

Konfederacja Lewiatan w liście do niemieckich organizacji pracodawców Bundesverband der Deutschen Industrie eV i Bundesvereinigung der Deutschen Arbeitgeberverbände apeluje o wspólne podjęcie działań mających na celu przekonanie rządu Niemiec do zweryfikowania stanowiska w sprawie stosowania ustawy o płacy minimalnej dla kierowców i ochronę wspólnego rynku UE.

Eksport usług ma strategiczne znaczenie dla polskiej gospodarki, podobnie jak eksport wina dla Francji lub kwiatów dla Holandii. Nasze firmy usługowe szybko stały się europejskim liderem w zakresie transgranicznego świadczenia usług. Na ok. 1,2 miliona delegowanych pracowników, co najmniej 250 tysięcy pochodzi z Polski. Daje nam to pierwsze miejsce przed Francją i Niemcami.

Lewiatan jest zaniepokojony ostatnimi wydarzeniami w wielu krajach UE, polegającymi na tworzeniu nowych przeszkód dla świadczenia usług międzynarodowych, zwłaszcza w transporcie międzynarodowym.

Szczególnym przypadkiem jest stosowanie przez Niemcy ustawy o płacy minimalnej (Mindestlohngesetz), z której wynika, że zagraniczna firma transportowa musi przestrzegać niemieckiej płacy minimalnej w czasie przebywania pracownika, np. kierowcy na terytorium Niemiec. Ponadto, firmy transportowe i logistyczne są zobowiązane do informowania z wyprzedzeniem, niemieckich organów celnych, że pracownik będzie przebywał na terytorium Niemiec i jak długo , a także do prowadzenia oddzielnej ewidencji czasu pracy pracowników w języku niemieckim.

Konfederacja Lewiatan uważa, że taka interpretacja nowych przepisów będzie miała bardzo negatywny i być może nieodwracalny wpływ na rynek wewnętrzny Unii Europejskiej, w szczególności na rozwój sektora transportu. Chociaż z zadowoleniem przyjmujemy decyzję rządu Niemiec o zawieszeniu stosowania minimalnych wynagrodzeń do przejazdów tranzytowych, to powinniśmy pamiętać, że ustawa ta obejmuje również przewozy międzynarodowe do i z Niemiec ( towarów i pasażerów) i kabotażu. Ponadto, należy zauważyć, że podobne pytania mogą powstać w związku z innymi środkami transportu, np. żeglugą śródlądową.

Konfederacja Lewiatan

 

Przemysł ma się dobrze

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wyniósł w kwietniu 54 pkt, wobec 54,8 pkt w marcu br. – podał HSBC.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przemysł ciągle ma się dobrze, aczkolwiek nowe zamówienia krajowe nie rosną już tak dynamicznie jak przed miesiącem. Ważne, że nie maleje tempo wzrostu nowych zamówień eksportowych, a firmy wprowadzają na rynek nowe produkty i zdobywają nowych klientów.
Rośnie również wydajność pracy, co zapewne nieco osłabia wzrost zatrudnienia. Przedsiębiorstwa wyraźnie sygnalizują wpływ kursu dolara i euro na koszty produkcji. Ci, którzy importują i rozliczają się w dolarach muszą akceptować wyższe koszty, ponieważ dolar jest mocny. Z kolei ci, którzy importują i rozliczają się w euro mają dodatkowy „bonus” ze względu na niższy kurs euro.

Sytuacja w przemyśle ustabilizowała się na wysokim poziomie. Już tak silnie nie rośnie ilość zakupionych środków produkcji, a jednocześnie maleją zapasy, co oznacza, że firmy znalazły złoty środek do zarządzania nimi, co ma szczególne znaczenie przy ciągle malejących cenach producentów. Większą produkcję „obsługują” nierosnącymi zapasami i dzięki temu pozytywnie oddziałują na płynność finansową.

Firmy przemysłowe zwiększają zatem swoje finansowe bezpieczeństwo, zwiększają produkcję, w tym na rynki zewnętrzne, zwiększają także zatrudnienie (ale już nie tak „silnie” jak w poprzednich miesiącach).
Kwietniowy wskaźnik PMI daje nadzieję na wyższy niż w I kwartale wzrost PKB w II kwartale br.

Konfederacja Lewiatan

Zintegrowany System Informacyjny Resortu Finansów – Strategia 2020

„Zapewnienie bezpieczeństwa finansów publicznych,  sprawne zarządzanie finansami państwa  i wysoka jakość świadczonych usług” -(misja Ministerstwa Finansów)

Minister Finansów podpisał 28 kwietnia 2015 r. Zarządzenie nr 28 w sprawie zatwierdzenia „Zintegrowanego Systemu Informacyjnego Resortu Finansów – Strategia 2020″.

Celem Zintegrowanego Systemu Informacyjnego Resortu Finansów – Strategia 2020 jest przedstawienie wizji zmian w resorcie finansów, związanych z budowaniem zintegrowanego systemu informacyjnego resortu, które zostaną przeprowadzone w latach 2015 – 2020.

Resort finansów, którego istotą działania jest świadczenie usług publicznych dla obywateli, przedsiębiorców i administracji, stale rozwija i doskonali dostarczane usługi, w szczególności dąży do oferowania coraz nowocześniejszych usług elektronicznych (tzw. e-usług). Dążenie to wymaga osiągnięcia wysokiego poziomu dojrzałości oraz integracji systemów informacyjnych, które obecnie są oferowane kluczowym interesariuszom resortu.

NIK o inwestycjach energooszczędnych w budynkach użyteczności publicznej

Inwestycje energooszczędne w budynkach użyteczności publicznej spełniają swoje zadanie: przyczyniają się do zmniejszenia zużycia energii, a tym samym do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Obniżają też koszty eksploatacji. NIK stwierdziła jednak, że efekty ekologiczne inwestycji mogłyby być większe niż osiągane do tej pory i proponuje preferowanie innowacyjnych metod termomodernizacji podczas organizacji konkursów projektów oraz usprawnienie procedur.

Inwestycje energooszczędne  finansowane są m.in. ze środków ze sprzedaży kontrahentom zagranicznym jednostek przyznanej Polsce emisji CO2.  Pozyskanymi w ten sposób środkami zarządza Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W  latach 2010 – 2014 Fundusz sfinansował lub wsparł 296 przedsięwzięć dotacjami na kwotę 480,3 mln zł. NIK sprawdziła sposób realizacji inwestycji w budynkach użyteczności publicznej (14 beneficjentów / 15 projektów) , które powinny  być przykładem do naśladowania w promowaniu działań poprawiających efektywność energetyczną.

Inwestycje energooszczędne przyczyniają się do zmniejszenia zużycia energii i ograniczenia emisji  CO2. Dzięki nowym  systemom  grzewczym i wentylacyjnym, ocieplonym ścianom i dachom czy  wymianie okien, drzwi lub oświetlenia poprawia  się też komfort  użytkowania szpitali, szkół czy przedszkoli. Zmniejszają  się zarazem koszty eksploatacji tych budynków.

Podczas kontroli NIK stwierdziła, że nie można określić skali rzeczywistych oszczędności, gdyż brakuje miarodajnego sposobu pomiaru. Obecnie porównywane są teoretyczne dane dot. wielkości zapotrzebowania na energię budynku sprzed termomodernizacji  z faktycznym zużyciem energii po zakończeniu inwestycji. Jednak wnikliwe badanie wykonane przez kontrolerów NIK pokazało, że wyjściowe dane teoretyczne bywają nawet  kilkakrotnie zawyżone, dlatego porównanie z pomiarem wykonanym już po zakończeniu inwestycji pokazuje tak korzystne  – zdaniem NIK zbyt optymistyczne – efekty termomodernizacji.

Dlatego szacowana opłacalność inwestycji nie miała uzasadnienia w rzeczywistych oszczędnościach na kosztach eksploatacyjnych. Średni okresu zwrotu nakładów inwestycyjnych oparty na danych rzeczywistych dla badanych inwestycji wynosił ok. 65 lat. NIK proponuje, aby Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska  poprawił metody mierzenia  efektów ekologicznych inwestycji.

W trakcie kontroli kontrolerzy uznali, że istnieją możliwości, aby inwestycje energooszczędne były bardziej efektywne. W tym celu NIK proponuje przede wszystkim:

  • zmiany w regulaminach konkursów na takie, które preferowałyby technologie innowacyjne. Zastosowanie automatyki, pomp cieplnych czy nowoczesnych systemów poboru energii co prawda wymaga większych nakładów finansowych na etapie inwestycji, jednak efekty są trwalsze, a oszczędności długofalowe;
  • usprawnienie procedur rozpatrywania wniosków o dofinansowanie inwestycji. W pierwszych konkursach (w latach 2010-2012) od złożenia wniosku do podpisania umowy  mijało od siedmiu miesięcy do półtora roku. Pracownicy Funduszu nie byli w stanie szybko analizować obszernej dokumentacji,  wymaganej już  na etapie składania wniosków.  Z kolei konieczność przygotowania wielu dokumentów  zniechęca potencjalnych inwestorów.

Po kontroli Fundusz zadeklarował m.in., że wprowadzi usprawnienia w procedurach konkursów, także innych prowadzonych przez Fundusz, a system monitorowania i rozliczania ekologicznych efektów inwestycji zostanie usprawniony.

Fundusze private equity chętnie inwestują w Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Polska należy do najatrakcyjniejszych rynków do inwestowania dla funduszy private equity. Stopy zwrotu należą tu do najwyższych w regionie, a nasycenie inwestycjami jest trzy razy niższe niż na Zachodzie. Do tego odpadła konkurencja, czyli fundusze emerytalne.

– Funduszom wręcz zaczęło pomagać to, że zakończyła się konkurencja ze strony funduszy emerytalnych, które dotychczas konkurowały z firmami private equity, jeśli chodzi o podmioty, które szukały kapitału mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Michał Karwacki, partner Squire Patton Boggs. – Kiedyś było tak, że takie podmioty decydowały się wejść na giełdę, ponieważ tam była kolejka funduszy emerytalnych, które zawsze chciały kupić akcje, co utrudniało ścieżkę negocjacji w pozyskiwaniu kapitału alternatywnego, kapitału do funduszy private equity. A teraz, jak wiemy, tej konkurencji nie ma, co jest dobrym znakiem dla funduszy private equity.

Celem funduszy private equity są rozwijające się firmy, takie których wzrost można przyspieszyć dzięki zastrzykowi kapitału oraz wsparciu menadżerskiemu. Wśród atutów polskich firm inwestorzy dostrzegają zarówno bardzo dobrze wykształconych pracowników oraz spore możliwości rozwoju, gdyż przedsiębiorstwa tu cały czas rozwijają się dużo szybciej niż firmy na Zachodzie, bo mają co nadrabiać.

– Można powiedzieć, że Polska jest najlepszym rynkiem do inwestowania można powiedzieć w całej Europie Środkowo-Wschodniej – podkreśla Michał Karwacki. Najwyższe stopy zwrotu w ciągu ostatnich 10 lat były właśnie w tym regionie, przede wszystkim w Polsce oraz Rosji. W związku z czym to jest najlepsza odpowiedź na to, czy warto inwestować w Polsce.

Fundusze private equity szukają firm, które się rozwijają w szybkim tempie i które gwarantują wysoką stopę zwrotu. Preferują takie, które świadczą usługi związane z internetem, szeroko pojęta ochrona zdrowia, związane ze starzejącym się społeczeństwem oraz tradycyjne sektory, takie jak żywnościowy czy produkcyjny.

Myślę, że jest ogromny potencjał do rozwoju ocenia partner Squire Patton Boggs. – Cały czas z punktu widzenia PKB zainwestowano w Polsce trzykrotnie mniej niż w Europie Zachodniej. To powoduje, że trzeba na to popatrzeć jako na szansę do dalszego rozwoju, że jeszcze jest dużo do osiągnięcia w tym zakresie zarówno przez fundusze, jak i przez darczyńców kapitału, dawców.

Celem funduszy jest inwestowanie pieniędzy w ciekawe firmy, by po jakimś czasie wycofać je z zyskiem. Dlatego zdaniem Michała Karwackiego na środki mogą liczyć te firmy, które mają przed sobą okres intensywnego rozwoju i będą pomnażać swoją wartość. Wsparcie finansowe to tylko jedyna z korzyści, którą uzyskują od funduszu.

Oprócz kapitału taki fundusz wnosi doświadczenie w różnych sytuacjach kryzysowych, ponieważ z reguły inwestował już wcześniej w podobne spółki zwraca uwagę Michał Karwacki z Squire Patton Boggs. – Ma również doskonałe relacje z przedstawicielami handlowymi innych stron, a przede wszystkim doświadczenie w doborze właściwej kadry menadżerskiej. Czasami do różnych projektów potrzebni różni menadżerowie i wtedy taki fundusz, który też w tym zakresie ma bardzo szerokie doświadczenie, podpowiada.

Specjalne fundusze pomogą w restrukturyzacji europejskich banków

CEO Magazyn Polska

W państwach członkowskich UE trwają prace nad zmianami dotyczącymi uporządkowanego systemu restrukturyzacji i likwidacji banków. Unijne regulacje zakładają m.in. stworzenie specjalnych funduszy, które w razie kryzysu finansowałyby programy naprawcze w bankach. Ostatni kryzys finansowy pokazał, że pod względem prawnym i praktycznym sektor nie jest przygotowany na upadłości.

W Polsce trwają prace nad nowymi przepisami dotyczącymi nadzoru makroostrożnościowego nad systemem finansowym, dzięki którym możliwe będzie monitorowanie i ograniczenia ryzyka systemowego w sektorze finansowym, m.in. przez powołanie Rady ds. Ryzyka Systemowego. Ustawa ma również wdrożyć do polskiego prawa część z przepisów dyrektywy CRD IV (ws. warunków dopuszczenia instytucji kredytowych do działalności oraz nadzoru ostrożnościowego nad instytucjami kredytowymi i firmami inwestycyjnymi).

Ale to nie są jedyne zmiany, jakie czekają sektor finansowy w Polsce i innych krajach członkowskich UE.

– Bardzo istotne rzeczy dzieją się w obszarze uporządkowanej restrukturyzacji banków – mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Reich, dyrektor Departamentu Regulacji Bankowych, Instytucji Płatniczych i Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych w Urzędzie Komisji Nadzoru Finansowego. – Ten obszar jest rzeczywiście bardzo ważny. Kryzys pokazał, że pod tym względem sfera regulacyjna jest bardzo zaniedbana – banki właściwie nie są przygotowane na proces upadłości, a władze regulacyjne, nadzorcze – na jego przeprowadzenie.

Dlatego urzędnicy zarówno instytucji UE, jak i państw członkowskich kontynuują prace nad wypracowaniem szczegółów dotyczących procedur uporządkowanej naprawy lub likwidacji banków.

Musimy mieć narzędzia i rozwiązania prawne, które pozwolą doprowadzić do tego, by to, czego się nie da naprawić, zostało zlikwidowane jak najmniejszym kosztem, a to, co daje się naprawić, zostało naprawione – wyjaśnia Reich. – To jest ta najważniejsza rzecz, z którą w tej chwili będziemy mieli do czynienia.

Prace nad opracowaniem takich narzędzi toczą się również w Polsce. Jak wyjaśniono w uzasadnieniu do projektu ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji, przez brak tego typu skutecznych instrumentów podczas ostatniego kryzysu konieczne było zaangażowanie pieniędzy z budżetów państw członkowskich UE, co doprowadziło do kryzysu fiskalnego. Uruchomione w latach 2008-2012 wsparcie publiczne w całej Unii wyniosło ponad 2 bln euro. Interwencjonizm państwa rozpowszechnił przekonanie, że są banki „zbyt duże, aby upaść”.

Założenie jest takie, że banki mają być ratowane środkami prywatnymi, aby nie dopuścić do sytuacji, jaka miała miejsce chociażby w Anglii, gdzie doszło do nacjonalizacji największych banków. W funduszach jednego z banków udział państwa sięgnął 90 procent. Bez tego bank by upadł. Chodzi o to, aby nie dopuszczać do takich sytuacji – mówi ekspert z KNF.

Dlatego instytucje UE rozpoczęły prace nad odpowiednimi ramami prawnymi prowadzenia przymusowej restrukturyzacji instytucji finansowych zagrożonych niewypłacalnością, bez względy na ich wielkość i powiązania rynkowe, dzięki czemu ograniczone mają być negatywne konsekwencje dla całego sektora finansowego.

Zgodnie z unijnymi przepisami ze składek banków powstać mają specjalne fundusze, które sfinansują w razie potrzeby proces restrukturyzacji. UE chce, by do końca 2024 roku te instrumenty finansowania posiadały środki w wysokości co najmniej 1 proc. kwoty depozytów gwarantowanych wszystkich instytucji, które uzyskały zezwolenie na prowadzenie działalności na terytorium danego państwa. Propozycje polskich władz zakładają wyższy próg – 1,4 proc., jednak prace nad ostatecznym kształtem przepisów jeszcze trwają.

W przypadku banków, które chcemy ratować, muszą być środki, które pozwolą pokryć straty. Po zakończeniu tego procesu mielibyśmy dysponować bankiem, który będzie dokapitalizowany i będzie w stanie prowadzić działalność. To jest najtańsze i najbardziej skuteczne rozwiązanie, ale aby je mieć, banki muszą mieć odpowiednie zaplecze kapitałowe – mówi Andrzej Reich.

Uporządkowana likwidacja banków i związane z tym regulacje są również jednym z trzech filarów unii bankowej, która w pełni ma zacząć działać w 2016 roku. Banki prowadzące działalność w krajach strefy euro i spoza niej, które przystąpią do unii bankowej, będą odprowadzać składki do specjalnego funduszu tzw. Single Resolution Fund.

LOT pracuje nad nową siatką połączeń od 2016 roku, MSP – nad pozyskaniem kapitału na dalszy rozwój spółki

0

CEO Magazyn Polska

Udana restrukturyzacja LOT-u i ustabilizowanie sytuacji w spółce to nie koniec wyzwań dla zarządu przewoźnika. Od początku przyszłego roku linia będzie już mogła uruchamiać nowe trasy, a Ministerstwo Skarbu Państwa oczekuje aktywności na poziomie kilkunastu nowych połączeń rocznie. Spółka cały czas szuka kapitału na dalszy rozwój. Chce go pozyskać od inwestora lub z giełdy.

Spółka przy odpowiedniej determinacji potrafiła się na tyle naprawić, żeby zarabiać. Dlatego możemy mówić o stabilnej sytuacji w samej firmie. Natomiast to nie zwalnia ani spółki, ani ministra z szukania dalszego impulsu do rozwoju. Zarówno w spółce, jak i w ministerstwie pracują zespoły, które prowadzą proces restrukturyzacji, jednocześnie działa zespół, który myśli o dalszym rozwoju LOT-u – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Rafał Baniak, wiceminister skarbu państwa.

Ubiegły rok był pierwszym od siedmiu lat, kiedy LOT osiągnął zysk z działalności podstawowej. Przewoźnik zyskał 99,4 mln zł. Było to o niemal 30 mln zł więcej, niż zakładał plan restrukturyzacji złożony do Komisji Europejskiej. W tym roku LOT chce wypracować zysk z działalności podstawowej na poziomie 126 mln zł.

Prawdziwym testem dla LOT-u będzie jednak przyszły rok. Od stycznia linia będzie mogła bowiem uruchamiać nowe połączenia lotnicze. Obecnie nie może tego robić, gdyż takie ograniczenie nałożyła Komisja Europejska w zamian za zgodę na udzielenie pomocy publicznej (w wysokości 527 mln zł).

W 2016 roku będzie można myśleć o nowej siatce, nowym modelu biznesowym i o dalszym rozwoju spółki – tłumaczy Baniak. – Oczekujemy, że LOT będzie rozwijał swoją działalność, i zakładamy, że będzie to przynajmniej kilkanaście nowych połączeń w nowym roku. Już pracuje specjalny zespół, który przygotowuje taką siatkę, na której będzie można zarabiać i która będzie kompatybilna z dzisiejszym modelem biznesowym.

Wiceminister zwraca uwagę na to, że podczas restrukturyzacji LOT-u rynek lotniczy cały czas się rozwijał. O ile w 2012 r., gdy LOT zwrócił się o pomoc publiczną, na lotniskach w całym kraju obsłużonych zostało 24,4 mln pasażerów, o tyle w 2014 r. liczba ta wzrosła do 27 mln, czyli o ponad 10 proc.

Teraz LOT musi dogonić konkurentów. Dzięki rozwojowi przewoźnika znaczenie lotniska w Warszawie na lotniczej mapie Europy może wzrosnąć. Na rozwój spółki potrzebny jest jednak ogromny kapitał, jak przyznaje Baniak, setki milionów złotych. Zapewnia jednak, że cały czas trwają poszukiwania możliwości sfinansowania rozwoju LOT-u. Najbardziej prawdopodobne drogi to pozyskanie inwestora lub wprowadzenie linii na giełdę.

Istotne dla ministra jest to, żeby była gwarancja siedziby spółki w Warszawie i utrzymania marki LOT-u. Nie należy wykluczać, i na ten scenariusz też jesteśmy otwarci i nad nim pracujemy, pozyskania w przyszłości kapitału w drodze IPO, czyli publicznego debiutu spółki na warszawskiej giełdzie. To też jest ścieżka rozwoju organicznego, rozwoju opartego o kapitał pozyskany na rynku – tłumaczy Baniak.

Wśród dużych europejskich linii lotniczych notowanych na giełdzie z rozproszonym akcjonariatem znajdują się m.in. Lufthansa, Air France-KLM, SAS czy koncern IAG (British Airways, Iberia i Vueling). Notowane są też spółki, które pozyskały wiodących inwestorów, jak chociażby niemiecki Air Berlin (29,2 proc. ma arabska spółka Etihad Airways) czy włoska Alitalia (49 proc. akcji należy do Etihad Airways).

Ustawa krajobrazowa może spowodować wzrost ceny reklamy outdoorowej i pozbawić części dochodów wspólnoty mieszkaniowe

0

CEO Magazyn Polska

Wejście w życie ustawy krajobrazowej może spowodować wzrost cen reklamy wielkoformatowej, a w niektórych gminach nawet zupełne jej wyeliminowanie – podkreślają przedstawiciele branży outdoorowej. Stracić na tym mogą m.in. wspólnoty mieszkaniowe, które część dochodów czerpią z ich ekspozycji. Branża reklamowa zgadza się, że należy uporządkować przestrzeń i zlikwidować nielegalne reklamy. Proponuje wprowadzenie ustandaryzowanych, nowoczesnych nośników w miejscach mających społeczną akceptację.

W Polsce często popadamy ze skrajności w skrajność. W tej chwili jest rzeczywiście źle, ponieważ samowolka reklamowa jest bardzo duża, przez co jest bardzo dużo nielegalnych reklam. Jednak ustawa, która właściwie wycina kompletnie wszystkie nośniki outdoorowe, to ogromny cios dla branży reklamowej, reklamodawców oraz wielu mieszkańców i wspólnot mieszkaniowych, które będą musiały w inny sposób pozyskiwać pieniądze na remonty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Filip Gieleciński, dyrektor w agencji reklamowej Posterscope Polska.

W walce z nielegalnymi reklamami i samowolką pomóc ma nowa ustawa krajobrazowa, którą po licznych poprawkach Senatu Sejm przyjął 24 kwietnia. Zgodnie z nowymi przepisami to samorządy będą decydować o sytuowaniu tablic i urządzeń reklamowych na terenie gminy. Będą też ustalać opłaty od reklam – ich wysokość będzie uzależniona od lokalizacji, wielkości i rodzaju tablicy lub urządzenia. Zwolnione z opłat mają być reklamy niewidoczne z przestrzeni dostępnych publicznie oraz niewielkie szyldy – tablice informacyjne o działalności gospodarczej prowadzonej na danej nieruchomości.

Nowe regulacje mają też pomóc samorządom w walce z nielegalnymi reklamami. Władze niektórych miast już zapowiadają ostrą walkę z reklamowym chaosem.

To zrozumiałe i co do zasady słuszne, że samorządy chcą za wszelką cenę walczyć z nielegalną reklamą. Natomiast powstaje pytanie, jak to będzie wyglądać w praktyce. Ustawa pozwala samorządom na dużą swobodę w zakresie regulowania kwestii reklamy outdoorowej w danej gminie. Powstaje zatem pytanie, co konkretny samorząd z tą ustawą zrobi i jakie będą przepisy wykonawcze do niej – mówi Filip Gieleciński.

Kara za każdy dzień będzie obliczana jako iloczyn powierzchni tablicy reklamowej oraz 40-krotności ustalonej przez gminę części zmiennej opłaty reklamowej. Do tego doliczana będzie jeszcze 40-krotność stawki części stałej tej opłaty. Kara będzie nakładana na podmiot, który umieścił reklamę, a jeśli nie uda się go ustalić, to zapłacą właściciele nieruchomości, na której stoi reklama.

Zdaniem eksperta nowe regulacje doprowadzą do wzrostu cen reklamy outdoorowej.

Samorządy na pewno narzucą dodatkowe opłaty i zaczną likwidować nielegalne reklamy. Pytanie tylko w jakim stopniu i jak duży to będzie miało wpływ na rozwój outdooru w Polsce – mówi Gieleciński. – Zamiast likwidować brzydkie, stare tablice i zamieniać je na coś ustandaryzowanego, prawdopodobnie w niektórych gminach nastąpi totalne wycięcie reklamy outdoorowej, a w innych może tylko nastąpić wzrost ceny. Mogą się zmienić proporcje w różnych regionach kraju i to jest niebezpieczne.

Do tej pory często usuwanie nielegalnych, traktowanych jako samowola budowlana, płat wielkoformatowych trwało latami. Reklamy znikały na chwilę, a kiedy wracały, to całą procedurę trzeba było rozpocząć od nowa, bo zgodnie z przyjętą interpretacją przepisów nowa reklama stanowiła następną samowolę budowlaną, którą trzeba było likwidować od początku.

Walka z nielegalną reklamą jest pomyślna dla nas wszystkich. Każdy z nas chce ograniczyć wielkie płachty, zwłaszcza na budynkach mieszkalnych. Często właściciele siatek wielkoformatowych dogadują się ze wspólnotami, ale mieszkańcom to bardzo przeszkadza. Znowu z drugiej strony nie możemy popaść w skrajność. Przecież często siatki wielkoformatowe to dodatkowy zastrzyk pieniędzy dla właścicieli starych budynków i wspólnot mieszkaniowych choćby na to, żeby je wyremontować – mówi Filip Gieleciński.

Jak podkreśla, branża reklamowa zdaje sobie sprawę z potrzeby rozwiązania problemu nielegalnych reklam. Powinno to jednak przebiegać w sposób przemyślany, który nie zniszczy firm działających na tym rynku.

Jeśli zostanie do tego zaangażowana branża reklamowa i czynnik społeczny, jeśli wszyscy wspólnie stwierdzimy, że usuniemy połowę tablic, ale damy branży reklamowej się dalej rozwijać, zrobimy ustandaryzowane nośniki dobrej jakości i umieścimy je w takich miejscach, które będą dobre zarówno dla społeczeństwa, jak i dla miast, to wszyscy powinni być zadowoleni – twierdzi Gieleciński.

W Polsce brakuje chętnych, by pracować przy zbiorach

CEO Magazyn Polska

Firmy przetwórstwa rolno-spożywczego obawiają się ograniczonych dostaw surowca. Powodem są coraz większe problemy rolników z pozyskaniem pracowników sezonowych. Z roku na rok dostępność siły roboczej jest coraz mniejsza.

Biorąc pod uwagę to, co się dzieje na Wschodzie i związane z tym zagrożenia, które mogły spowodować zmniejszenie eksportu na tamte rynki, oceniamy ten rok bardzo dobrze. Zagrożeniem mogą być jednak trudności z dostępem do surowca. Jest to podstawowy problem w naszej branży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Józef Rolnik, właściciel firmy handlowej Rolnik.

Embargo rosyjskie nie miało bezpośredniego wpływu na działalność takich firm jak Rolnik, ponieważ nie dotyczy ono żywności przetworzonej termicznie. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, eksport polskich przetworów wzrósł w ubiegłym roku o 7,1 proc. Jego wartość przekraczała 7 mld euro.

Obawy o dostawy surowca wynikają z problemów związanych z rynkiem pracy. Rolnicy mają z roku na rok coraz większe trudności, by znaleźć pracowników sezonowych, a zapotrzebowanie na dodatkową siłę roboczą w okresie zbiorów znacząco rośnie.

Nasze czołowe produkty produkowane są z warzyw, np. papryki czy ogórków, a tu udział siły roboczej jest bardzo duży – zwraca uwagę Józef Rolnik. – Niestety, z roku na rok obserwujemy, że dostępność siły roboczej jest tu coraz mniejsza. To ma bardzo duży wpływ na dostępność surowca. Słyszałem, że niektórzy rolnicy nawet ograniczają areały upraw, bo mają bardzo duże obawy, czy znajdą kogoś do zbiorów płodów rolnych.

Dla przetwórni oznacza to, że coraz trudniej kupić na rynku surowiec za niską cenę. Dostawcy nie są skłonni do obniżek i oczekują cen rynkowych.

Trudności w pozyskaniu surowca mogą mieć w długiej perspektywie wpływ na konkurencję z przetwórcami z innych krajów.

Dużym producentem ogórka konserwowego są Niemcy. Tam płace poszły do góry [w konsekwencji wprowadzenia płacy minimalnej – red.], więc ze strony sprzedażowej mogą stać się krajem zakupowym. To może wpłynąć na konkurencję na rynku – przyznaje Józef Rolnik w rozmowie przeprowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Aplikacje mobilne w bankowości i usługi łączone napędzają sektor IT

CEO Magazyn Polska

Poszerza się katalog usług dostępnych w aplikacjach mobilnych banków. Klienci na swoich urządzeniach przenośnych chcą już nie tylko mieć swobodny dostęp do swoich środków, lecz także móc lepiej zarządzać wydatkami i domowym budżetem. Tego typu aplikacje dostarczają coraz częściej inne firmy niż banki, bo informatyzacja sprzyja łączeniu oferty z różnych sektorów.

Nasza uwaga przenosi się na aplikacje, które pomogą nam zarządzać domowym budżetem, pozwolą wygodnie kupować, a także pilnować naszych aktywów. Te rozwiązania niekoniecznie muszą dostarczać banki – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Borys Stokalski, prezes zarządu Infovide-Matrix. – Cały obszar konsumeryzacji technologii, tego, że ona staje się wszechobecna i naturalna, również dla młodych pokoleń, jest dziś jedną z największych sił wywierających presję na rozwój zastosowań informatycznych.

Jak podkreśla Stokalski, rozwiązania IT stały się w ostatnich latach bardzo ważnym elementem codziennego życia. Własne aplikacje mobilne i zaawansowane systemy informatyczne mają firmy z niemal wszystkich sektorów gospodarki. Wynika to ze zmiany preferencji konsumentów – coraz rzadziej odwiedzają oni fizyczne sklepy i instytucje, zastępując je dostępnymi cały czas rozwiązania IT.

Doskonale widać to w bankowości. Stokalski zwraca uwagę na to, że konsumenci coraz rzadziej potrzebują banku jako instytucji. Usługi bankowe są zwykle środkiem do celu wymagającego finansowania i z punktu widzenia klienta mogą być całkowicie transparentne tak długo, jak zapewniają swobodny dostęp do własnych środków i wygodne usługi pozwalające nimi zarządzać. Inaczej jest jedynie w sektorze bankowości korporacyjnej, bo przedsiębiorcy wciąż jeszcze potrzebują usług doradców bankowych.

Banki mają świadomość, że indywidualni klienci korzystają z ich usług poprzez urządzenia, które mają przy sobie. To oczywiście wciąż często jest komputer, ale coraz częściej sięgamy po tablet czy telefon komórkowy, a do banku wchodzić nie chcemy – podkreśla Stokalski. – W sferze korporacyjnej bank jest ważnym partnerem, bo też potrzeby instytucji i firm w zakresie finansowania i instrumentów finansowych są znacznie bardziej wyrafinowane i wymagają współpracy z doradcami.

Dodaje, że informatyzacja nie jest już tylko domeną największych banków, firm energetycznych czy telekomunikacyjnych. Duże środki na inwestycje w rozwiązania IT ma sektor publiczny, ale również małe i średnie przedsiębiorstwa rozumieją znaczenie takich technologii.

Dzięki temu, że informatyzacja postępuje we wszystkich sektorach gospodarki, coraz częściej możliwe staje się budowanie kompleksowych ofert łączących różne usługi. Stokalski przypomina o tym, że blisko współpracują z sobą już m.in. banki i telekomy, które powoli stają się firmami technologicznymi.

Ten biznes zaczyna być konwergentny. Z różnych powodów dzisiaj firmy zaczynają budować ofertę łączącą kompetencje różnych branż w pakiety usług, które mogłyby być atrakcyjne dla klienta końcowego. To jest dopiero początek tego zjawiska, która zacznie nas otaczać coraz bardziej w kolejnych latach. Myślę, że również w tym zakresie firmy informatyczne i technologiczne będą miały coraz więcej do zrobienia – prognozuje prezes zarządu Infovide-Matrix.

Presję na szersze zastosowanie rozwiązań informatycznych wywiera również rosnąca liczba urządzeń. Jak zwraca uwagę Stokalski, konsumenci są w tej chwili otoczeni multimedialnymi sprzętami, które mogą być wykorzystane przez dostawców usług. Dotyczy to zarówno tradycyjnych komputerów oraz smartfonów, jak i niewielkich urządzeń, takich jak choćby dekodery telewizji cyfrowej.

Do tego rosną także możliwości technologiczne. Stokalski twierdzi, że co ok. 1,5 roku podwaja się moc obliczeniowa technologii IT na całym świecie, więc cały czas tworzone mogą i muszą być nowe usługi. Rynek napędza także konkurencja, która pomimo malejącej liczby nowych absolwentów kierunków informatycznych na rynku wciąż jest bardzo duża.

Cały czas jest to rynek, w którym jest duża podaż rozwiązań i usług w stosunku do potrzeb klientów. W związku z czym konkurencyjność jest cechą najważniejszą – ocenia prezes zarządu. – Z drugiej strony widać wyraźnie, że ten obszar informatyki zaczyna się powoli przenosić do chmury i za 5-6 lat to wybór usług w chmurze będzie zupełnie naturalną decyzją.

Instalacje LPG coraz popularniejsze w autach nowych i z silnikami diesla

CEO Magazyn Polska

Dynamicznie rośnie liczba aut napędzanych LPG. Po Polsce jeździ już 3 mln takich pojazdów. Coraz częściej instalacje gazowe są oferowane w nowych samochodach. Paliwo to zyskuje na popularności także wśród użytkowników diesli, również w ciężarówkach i traktorach. Rozwoju rynku nie spowolniła nawet podwyżka opodatkowania gazu.

Polski rynek gazu LPG to jeden z największych rynków w Europie i na świecie, mimo że jest stosunkowo młody – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Jarzyński, prezes Elpigazu i przewodniczący komisji ds. autogazu w Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. – Do niedawna propan-butan używany był tylko w domach, dopiero niespełna 25 lat temu zaczęliśmy go stosować w pojazdach, a dzisiaj mamy flotę sięgającą prawie 3 mln pojazdów zasilanych gazem.

Jak tłumaczy Jarzyński, na początku instalacje gazowe montowano jedynie w używanych samochodach. Jednak wzrost popularności tego paliwa spowodował, że coraz częściej można kupić także nowy pojazd na LPG. Gaz jest także coraz popularniejszy wśród właścicieli pojazdów z silnikami diesla. To właśnie wzrost popularności instalacji gazowych w silnikach wysokoprężnych napędza teraz rynek.

Przyszłość to przede wszystkim instalacje dostosowane do samochodów z silnikami wysokoprężnymi. Rynek zwiększy się znacząco, ponieważ instalacja LPG pojawi się także w samochodach ciężarowych i dostawczych oraz ciągnikach rolniczych – prognozuje Jarzyński.

Rocznie w Polsce przybywa średnio około 100 tys. pojazdów z instalacją gazową. Tempo rozwoju tego rynku w dużej mierze zależy od różnicy w cenie pomiędzy gazem, benzyną i olejem napędowym.

Jak podkreśla Jarzyński, choć od początku roku wzrosło opodatkowanie gazu LPG w Polsce, to jest on wciąż ponaddwukrotnie tańszy niż tradycyjne paliwa. Jak wynika z danych Polskiej Izby Paliw Płynnych, pod koniec kwietnia średnia cena litra gazu LPG na stacjach w Polsce wynosiła 1,99 zł, podczas gdy za benzynę bezołowiową 95-oktanową kierowcy płacili 4,75 zł za litr, a za olej napędowy – 4,67 zł za litr.

Gaz jest ponadto paliwem znacznie bardziej przyjaznym środowisku, co dla wielu kierowców ma spore znaczenie.

W 2014 roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem zużycia LPG. Mamy też przyrost samochodów zasilanych gazem. W związku z wprowadzeniem nowych technologii, czyli m.in. zastosowaniem gazu w autach z silnikami wysokoprężnymi, na pewno nastąpi wzrost liczby pojazdów i wzrost zużycia gazu – zapewnia Jarzyński.

Dodaje jednak, że rynkowi autogazu pomogłoby wsparcie ze strony państwa. Branża oczekuje przede wszystkim stabilizacji podatku na obecnym poziomie, który i tak należy już do najwyższych w Europie. Dostawcy LPG i instalacji gazowej z ulgą przyjęli rezygnację z unijnych planów zwiększenia opodatkowania wszystkich typów paliwa.

Potrzebna jest także edukacja, ponieważ wielu kierowców wciąż obawia się spadku mocy lub żywotności silnika po zamontowaniu instalacji gazowej. Jarzyński podkreśla, że nic takiego nie ma miejsca, a dzięki nowym technologiom instalacje gazowe zajmują coraz mniej miejsca w samochodach.

Jedynym kosztem wynikającym z przejścia na autogaz jest montaż instalacji gazowej – podkreśla Jarzyński. Dostawcy instalacji nie mogą jednak zbytnio podnieść cen bez szkody dla rynku.

Jeżeli instalacja będzie zbyt droga, to nie będzie przywoływała nowych aplikacji, ale jeżeli gaz będzie zbyt drogi, to też nie będziemy mieli nowych klientów – podkreśla.

Wynajem mieszkań daje większe zyski od lokat bankowych

CEO Magazyn Polska

Mieszkanie na wynajem to dobry sposób na prywatny fundusz emerytalny i atrakcyjna alternatywa dla coraz niżej oprocentowanych lokat bankowych. Dobrze wybrane lokale z samego czynszu mogą dawać nawet 5 proc. zwrotu rocznie. Najbardziej opłacają się inwestycje w małe kawalerki.

Narodowy Bank Polski szacuje, że w ostatnim kwartale 2014 roku znacząco wzrosła liczba mieszkań kupowanych przez Polaków za gotówkę. Pod koniec 2014 roku w siedmiu największych polskich miastach 63 proc. wartości sprzedanych mieszkań nie było finansowane kredytem. Kwartał wcześniej gotówką płacono za 55 proc. kupowanych mieszkań. To może oznaczać, że Polacy wycofują pieniądze z coraz niżej oprocentowanych lokat i inwestują je w mieszkania do wynajęcia.

– Średnio zwrot z najmu w Polsce wynosi około 4 proc. rocznie, czyli po zainwestowaniu 100 tys. zł można 4 tys. zł uzyskiwać w czynszu najmu co roku mówi agencji informacyjnej Newseria Sławek Muturi, założyciel i współwłaściciel Mzuri oraz Mzuri Investments i Mzuri CFI. – To jest średnia. Zwrot jest wyższy dla mniejszych mieszkań, np. kawalerek, bo w przypadku domów czy dużych luksusowych apartamentów rzadko można osiągnąć 2-proc. zwrot. Dla nich to jest 2 proc., a dla kawalerek to ok. 5 proc.

Jak podkreśla, paradoksalnie lepiej nie inwestować tam, gdzie czynsze są najwyższe. W takich miastach jak Warszawa, Kraków czy Wrocław dochody z wynajmu są wprawdzie spore, ale i za mieszkanie zapłacić trzeba najwięcej. Lepiej wybrać Katowice, Łódź, Radom lub np. Częstochowę. Mieszkania są tam tańsze, a czynsze niewiele niższe. Warto też pamiętać o tym, że kawalerka kawalerce nierówna, bo tej o metrażu 35 mkw. nie wynajmie się dwa razy drożej niż 17-metrowej, a zapłacić trzeba za nią dwa razy tyle.

Inwestorzy indywidualni to panowie Nowakowie i panie Kowalskie, którzy chcą zbudować sobie swój własny fundusz emerytalny lub kupić jedno, dwa, pięć lub więcej mieszkań i potem utrzymywać się z najmu. Chcą osiągnąć wolność finansową, przyspieszyć swoją emeryturę albo traktują to jako dodatek do emerytury mówi Sławek Muturi, podkreślając, że dla tych inwestorów na razie nie ma w Polsce konkurencji ze strony inwestorów instytucjonalnych. Nie mamy jeszcze dużych funduszy, najczęściej zagranicznych funduszy emerytalnych czy inwestycyjnych, które kupują po dziesiątki tysięcy czy nawet setki tysięcy mieszkań w Hiszpanii, Niemczech czy innych krajach. Pewnie kiedyś zainteresują się Polską. Mam nadzieję, że do tego czasu my, Polacy i Polki, zdążymy zbudować swoje własne, prywatne, małe fundusze emerytalne.

Wynajem mieszkań w Polsce w przeciwieństwie do innych europejskich krajów nie jest popularny. Współwłaściciel funduszy Mzuri specjalizujących się w inwestycjach w lokale do wynajęcia zwraca uwagę na to, że w Polsce kupienie własnego mieszkania jest traktowane jako synonim sukcesu, zaś na najem decydujemy się niejako z przymusu. Podejście Polaków do wynajmu zaczyna się jednak zmieniać. Szczególnie młodzi ludzie zaczynają dostrzegać, że własne mieszkania to też obciążenie.

Posiadanie mieszkania to nie jest tylko przywilej własności, lecz także wiążą się z tym obowiązki właściciela – tłumaczył Muturi w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach – Jak cieknie dach, to trzeba zreperować, a przy wynajmie zgłasza się to do właściciela mieszkania. To nie jest problem najemcy. Poza tym jak ktoś w wieku 25-30 kupi mieszkanie na kredyt zaciągnięty na kolejne 30 lat, to właściwie zbudował sobie bardzo dużą i ciężką kulę u nogi, która utrudnia przeniesienie się do innego miasta, nawet jak dostanie lepszą ofertę pracy czy zmienienia mieszkania na większe albo mniejsze, bo zmieniła się sytuacja życiowa.

Branża mleczarska pozyskuje nowe rynki zagraniczne

CEO Magazyn Polska

Sektor mleczarski dzięki dywersyfikacji rynków zbytu ograniczył spadek eksportu swoich produktów do Rosji. Organizacje branżowe oraz ministerstwa promują polskie wyroby na afrykańskich i dalekowschodnich, co owocuje rosnącym zainteresowaniem m.in. w Indiach, Wietnamie czy Japonii. Eksperci podkreślają, że równie istotne jest wspieranie krajowej konsumpcji wyrobów mleczarskich, które nadal w ponad 2/3 trafiają do polskich konsumentów. 

– Wszyscy przetwórcy, którzy mieli kontrakty na rynku rosyjskim, w znaczący sposób odczuli wprowadzenie embarga. Na szczęście działania, które są prowadzone od kilku dobrych miesięcy, wskazują na to, że udało nam się dość swobodnie tę trudną sytuację kryzysową przejść – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Maliszewska, dyrektor biura Polskiej Izby Mleka.

Wskazuje, że przyczyną tego jest dywersyfikacja rynków, w tym większe otwarcie się na rynek chiński. Producenci szukają nowych odbiorców nie tylko na mleko w proszku, lecz także mleko UHT i sery. Szereg działań podejmują sami producenci i przetwórcy, wspierani przez ministerstwa, instytucje rządowe i organizacje branżowe.

– Stajemy się tygrysem branży mleczarskiej, aczkolwiek cały czas brakuje nam bardzo silnego wsparcia promocyjnego. Tu ukłon w stronę ministra rolnictwa, który prowadzi tego typu działania, oraz w stronę Agencji Rynku Rolnego, która z kolei dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi, tak samo jak Ministerstwo Gospodarki i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Liczymy na bardzo silne wsparcie branży mleczarskiej, bo to pozwoli promować polskie produkty mleczarskie w bardzo odległych krajach świata – mówi dyrektor biura Polskiej Izby Mleka.

Polska branża produkcji żywności stara się zaistnieć na trudnych rynkach afrykańskich oraz dalekowschodnich.

– Jesteśmy w trakcie realizacji kampanii na rynku chińskim, gdzie promujemy europejskie, a przede wszystkim polskie produkty mleczarskie. Nasze firmy będą uczestniczyć w targach i spotkaniach biznesowe – mówi Agnieszka Maliszewska. – Jesteśmy cały czas aktywni właśnie tam, bo wiemy, że to jest bardzo perspektywiczny i obiecujący rynek.

Jedną z najbliższych inicjatyw promocyjnych będzie uczestnictwo polskich przetwórców w targach SIAL China, które odbywają się 6-8 maja w Szanghaju i są organizowane dla firm z branży rolno-spożywczej. W 2014 roku w targach wzięło udział ponad 2300 wystawców i prawie 50 tys. zwiedzających.

– Polscy producenci zdecydowanie są przygotowani do zdobywania nowych rynków, dlatego że nasze zakłady są w większości dobrze zarządzane przez bardzo dobrą kadrę menadżerską – podkreśla Maliszewska.

Z drugiej strony świat coraz bardziej otwiera się na polskie produkty, docenia je, ponieważ prezentują one wysoką jakość. Drugą istotną cechą są przystępne ceny polskich produktów w stosunku do prezentowanej jakości.

– Dziś z tak dalekich i odległych krajów, jak Indie, Wietnam, Chiny czy Japonia, nasi przetwórcy dostają bardzo dużo zapytań o konkretne towary –tłumaczy dyrektor PIM. – Odbiorcy z tych krajów są otwarci na sprzedaż naszych towarów na tamtejszych rynkach, a w niektórych przypadkach chcą także reeksportować polskie towary na kolejne rynki – tam, gdzie Polska nie ma jeszcze uprawnień i uzgodnienia świadectw weterynaryjnych.

Nadal jednak 70 proc. produkcji mleka trafia na rynek krajowy. Dlatego zadaniem organizacji branżowych jest nie tylko wspieranie eksportu, lecz także zachęcanie do większej konsumpcji wewnętrznej. Mimo że rośnie ona o ok. 2 proc. rocznie, nadal jest dużo niższa niż we Francji czy krajach skandynawskich.

– Zachęcam do czytania opakowań, śledzenia miejsca produkcji produktów i kupowania tych produkowanych w Polsce. Musimy pobudzać konsumpcję już u najmłodszych konsumentów – podsumowuje Maliszewska.

Blended learning, czyli połączenie e-learningu i tradycyjnych lekcji, coraz popularniejszy w nauce języków

CEO Magazyn Polska

Blended learning zyskuje coraz większą popularność wśród osób uczących się języków obcych. Metoda ta łączy lekcje przez internet z tradycyjnymi spotkaniami z lektorem. Pozwala ona na zindywidualizowanie nauki i dostosowanie jej do konkretnych potrzeb ucznia, jest jednak znacznie tańsza niż indywidualne kursy z lektorem.

Nowoczesna technologia znacznie poszerza możliwości nauki języków obcych. Oprócz tradycyjnych kursów z lektorem lub native speakerem można obecnie zdecydować się także na e-learning, czyli naukę przez internet. Metoda ta zyskuje coraz większą popularność, przestaje też być traktowana jedynie jako uzupełnienie tradycyjnego sposobu nauczania. Kursy e-learningowe do swojej oferty wprowadzają już nie tylko prywatne firmy, lecz także uczelnie wyższe. Niska popularność tego typu kursów wynikała kiedyś przede wszystkim z ich niskiej jakości większość miała bardzo prostą formę slajdów i mało angażującą ucznia zawartość merytoryczną. Rezultaty nauki były niewielkie, a uczeń szybko tracił motywację. Obecnie większość platform e-learnigowych cechuje się interaktywnością i coraz bogatszym materiałem.

– W nauce języka nie wystarczy tylko słuchać i czytać, potrzebne jest ćwiczenie wszystkich sprawności językowych, czyli również mówienia i pisania. Warto więc wybrać taką platformę, która np. umożliwia system rozpoznawania mowy, na którym możemy ćwiczyć wypowiadanie się w języku obcym mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Marcinkowska, menadżer w Szkole Językowej Skrivanek.

Wiele osób podchodzi też nieufnie do e-learningu ze względu na brak kontaktu z lektorem. Dla nich alternatywę stanowić może nauka metodą blended learning, która łączy spotkań z lektorem z kursem online. W ramach tej metody uczeń uczestniczy w bezpośrednich spotkaniach z nauczycielem na zajęciach lekcyjnych, a jednocześnie bierze udział w indywidualnym kursie online. Kurs internetowy dostępny jest 24 godz. na dobę, przez 7 dni w tygodniu.

– Z kolei częstotliwość spotkań z lektorem zwykle dostosowywana jest do indywidualnych potrzeb uczestnika. Z badań wynika, że takie spotkania dwa razy w miesiącu przy jednoczesnej indywidualnej pracy na platformie są optymalne i zupełnie wystarczające. Oczywiście w zależności od tego, jak szybko chcemy zdobyć jakieś umiejętności, bo oczywiście spotkania można intensyfikować – mówi Magdalena Marcinkowska.

Zdaniem Marcinkowskiej ta metoda pozwala z jednej strony zindywidualizować proces nauczania i dostosować go do konkretnych potrzeb ucznia, a z drugiej nie jest tak kosztowna jak tradycyjne kursy w szkołach językowych czy z native speakerem.

– Dla osób wybierających kurs językowy i zastanawiających się nad tym, którą metodę wybrać, często ważnym kryterium jest cena. Kursy e-learningowe są najpewniej najtańszą opcją, kursy tradycyjne z lektorem zaś najdroższą, a blended learning pozwala zoptymalizować koszty szkolenia – mówi Magdalena Marcinkowska.

Metoda ta polecana jest przede wszystkim osobom, które choć cenią nowoczesne technologie, to chcą je łączyć z tradycyjnymi metodami nauczania. Sprawdzi się ona także w przypadku uczniów poszukujących w kursach językowych elastyczności i indywidualnego podejścia do własnych potrzeb. W przypadku właścicieli firm blended learning jest znacznie bardziej korzystny niż e-learning, pozwala bowiem na większą kontrolę przebiegu szkolenia pracowników.

Metodą blended learning można prowadzić zarówno podstawowe kursy językowe, jak i specjalistyczne, np. kurs języka biznesowego lub kursy przygotowujące do egzaminów.

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.04.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.04.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Maj rekordowy pod względem szkód z ubezpieczeń komunikacyjnych

Maj jest rekordowy, jeśli chodzi liczbę szkód zgłaszanych do ubezpieczycieli za wypadki drogowe które wydarzyły się w danym miesiącu – wynika z raportu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, przygotowanego na podstawie danych z ogólnopolskiej bazy polis komunikacyjnych*. Opracowanie UFG, pokazuje też – dotychczas nie publikowane dane – obrazujące jak bardzo Polacy zaczęli cenić własne życie, zgłaszając coraz wyższe roszczenia za szkody osobowe i otrzymując za to coraz wyższe świadczenia.

Za wypadki drogowe, które wydarzyły się w maju 2014 roku, firmy ubezpieczeniowe przyjęły zgłoszenia łącznie 74 tys. szkód polis OC i 58 tys. szkód z AC. Dla porównania najmniej wypadków, z których zgłoszone zostało roszczenie – wydarzyło się w listopadzie minionego roku: z OC – 61 tys., a z AC – 47 tys. szkód, odpowiednio. W 2014 roku za wszystkie wypadki drogowe towarzystwa wypłaciły łącznie 7,4 mld złotych odszkodowań.

Raport UFG – po raz pierwszy – pokazuje też jak bardzo Polacy zaczęli cenić własne życie i zdrowie. W minionym roku wypłaty za szkody osobowe poniesione w wypadkach drogowych przekroczyły 25 procent ogółu wypłat z komunikacyjnego OC. Tymczasem jeszcze w 2008 roku było to zaledwie 15 procent, a zdecydowana większość wypłacanych odszkodowań dotyczyła strat materialnych (głównie za zniszczone auta). W całym 2014 roku ubezpieczyciele komunikacyjni wypłacili świadczenia za 155 tysięcy szkód osobowych na łącznie ponad 1,04 mld złotych, to jest o 16 proc więcej niż rok wcześniej.

Liczby te wyraźnie pokazują, że przy spadającej od kilku lat liczbie wypadków drogowych rośnie równocześnie liczba zgłaszanych szkód osobowych i wypłaconych z nich świadczeń – zwraca uwagę Sława Cwalińska Weychert, wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Jej zdaniem powodów takiej sytuacji można upatrywać w przynajmniej trzech nowych zjawiskach. – Przede wszystkim jest to rosnąca świadomość Polaków odnośnie prawa do rekompensaty za szkody osobowe w wypadkach komunikacyjnych. W efekcie zdrowie i życie staje się coraz ważniejsze i powoli zaczyna być cenniejsze niż samochód – mówi wiceprezes.

Jako drugie – wymienia zmianę regulacji prawnych, które sprzyjają rozszerzeniu katalogu roszczeń za szkody osobowe. Chodzi m.in. zapisy kodeksu cywilnego (art. 446 § 4 z 2008 roku), wprowadzające zadośćuczynienie za ból i cierpienie po śmierci osoby bliskiej, czy też obowiązująca od 2010 roku interpretacja art. 448 kc, rozszerzająca katalog dóbr osobistych (naruszonych czynem niedozwolonym i wymagających zadośćuczynienia) o śmierć osoby bliskiej. Równolegle, znaczący wpływ na skalę i wielkość wypłat dokonywanych w ostatnich latach przez ubezpieczycieli z tytułu szkód osobowych – ma wprowadzony w 2007 roku 20-letni okres przedawnienia roszczeń. Umożliwił on bowiem sięganie do szkód nieprzedawnionych w 2007 roku, nawet jeśli powstały w zdarzeniach sprzed 10 lat.

Należy jednak pamiętać, że w odniesieniu do wszystkich zdarzeń z przeszłości zgłaszane dziśroszczenia,a w efekcie wszystkie wypłaty za szkody osobowe nawet sprzed kilkunastu lat – finansowane są wyłącznie z bieżącej składki za komunikacyjne OC– zwraca uwagę Sława Cwalińska Weychert. Oznacza to, że mimo malejącej liczby ofiar śmiertelnych i rannych w wypadkach drogowych – i tak posiadacze samochodów będą musieli zapłacić wyższą składkę za swoje ubezpieczenie OC (dla sfinansowania zgłaszanych dziś roszczeń do wypadków sprzed kilkunastu lat). Ówcześnie nie były one bowiem objęte odpowiedzialnością sprawców wypadków, a co za tym idzie wliczone w pobieraną wtedy składkę za OC posiadaczy pojazdów.

Z informacji zgromadzonych w bazie polis komunikacyjnych OI UFG wynika, że na koniec 2014 roku aktywnych było 20,9 mln polis OC i 4,5 mln polis AC.

Wiceprezes PKO Banku Polskiego w Radzie Dyrektorów Visa Europe

Przedstawiciel PKO Banku Polskiego będzie reprezentować w Radzie Dyrektorów Visa Europe banki oraz instytucje finansowe z dziewięciu krajów europejskich.

BARTOSZ DRABIKOWSKI, WICEPREZES ZARZĄDU BANKU ODPOWIEDZIALNY ZA OBSZAR FINANSÓW I RACHUNKOWOŚCI Nowym członkiem Rady Dyrektorów Visa Europe, czołowego europejskiego systemu płatniczego, został Bartosz Drabikowski, wiceprezes zarządu PKO Banku Polskiego, jednego z 25 największych wydawców kart Visa w Europie. Wybór ten odzwierciedla znaczenie Polski i polskich banków wśród ponad 3 tys. instytucji członkowskich Visa Europe z 37 krajów w Europie.

Rada Dyrektorów, która reprezentuje instytucje członkowskie Visa Europe, zajmuje się takimi kluczowymi sprawami, jak ustalanie strategii oraz planów działań operacyjnych. W skład Rady wchodzi 17 dyrektorów, którzy są wybierani lub mianowani przez banki członkowskie Visa Europe. W Radzie Dyrektorów Visa Europe zasiada również reprezentant zarządu Visa, niezależny przewodniczący Rady, a także dwóch niezależnych dyrektorów.

W tym roku skład Rady został odnowiony poprzez wybór pięciu nowych dyrektorów w głosowaniu instytucji członkowskich. W tym gronie znalazł się Bartosz Drabikowski, wiceprezes zarządu ds. finansowych w PKO Banku Polskim, który będzie reprezentował nie tylko potrzeby i interesy banków członkowskich z Polski, ale również ze wszystkich dziewięciu krajów subregionu Visa Europe obejmującego Austrię, Bułgarię, Chorwację, Czechy, Polskę, Rumunię, Słowację, Słowenię oraz Węgry.

PKO Bank Polski jest największym wydawcą kart Visa w subregionie i znajduje się w grupie 25 największych emitentów tych kart wśród banków członkowskich Visa Europe. Liczba kart Visa wydanych przez PKO Bank Polski wynosi 6,4 mln.

„Dziękujemy za ten wyraz uznania dla PKO Banku Polskiego i ponowny wybór naszego przedstawiciela do najważniejszego gremium decyzyjnego organizacji Visa Europe z zadaniem reprezentowania w Radzie Dyrektorów instytucji członkowskich aż dziewięciu krajów” – skomentował Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO Banku Polskiego, największego banku w Polsce.

„Podejmując się pełnienia funkcji w Radzie Dyrektorów organizacji Visa Europe, będę reprezentować interesy wszystkich banków z krajów naszego subregionu, z których osiem to nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej, mierzące się ze wspólnymi wyzwaniami w zakresie budowy obrotu bezgotówkowego” – stwierdził Bartosz Drabikowski, nowo wybrany członek Rady Dyrektorów Visa Europe, wiceprezes zarządu PKO Banku Polskiego.

„Gratulujemy PKO Bankowi Polskiemu wyboru jego przedstawiciela, Bartosza Drabikowskiego, na jedno z kluczowych stanowisk w strukturze zarządzania Visa Europe. Jednocześnie dziękujemy czterem ustępującym członkom Rady Dyrektorów, w tym Piotrowi Alickiemu, za ich wkład w rozwój płatności bezgotówkowych Visa w Europie” – stwierdził Nicolas Huss, prezes Visa Europe. Piotr Alicki jest wiceprezesem zarządu PKO Banku Polskiego, odpowiedzialnym za Obszar Informatyki i Usług.

„Visa Europe stanowi własność i jest pod nadzorem europejskich instytucji członkowskich z 37 krajów, takich jak banki oraz inne firmy świadczące usługi płatnicze. Naszą strategią jest dostarczanie organizacjom członkowskim wyjątkowych wartości poprzez wzmacnianie pozycji lokalnych rynków i przekazywanie większych uprawnień decyzyjnych regionom” – dodał Nicolas Huss.

W Europie zostało wydanych ponad 500 milionów kart Visa, którymi jest już opłacane jedno na każde 6 euro wydawane w Europie na konsumpcję. Całkowita wartość transakcji z użyciem kart Visa na całym kontynencie przekracza poziom 2 bilionów euro rocznie, z czego płatności w punktach handlowo-usługowych wynoszą 1,5 biliona euro.

Visa Europe jest również największym w Europie dostawcą usług przetwarzania danych transakcji, który obsługuje ponad 16 miliardów transakcji rocznie, osiągając w okresie szczytu zakupów liczbę 1622 transakcji na sekundę.

Komentarz INFARMY do majowej listy leków refundowanych

Wśród nowych produktów wpisanych na majową listę refundacyjną znajdują się zaledwie 3 leki innowacyjne. Wszystkie dostępne będą wyłącznie dla wąskich grup pacjentów, w ramach lecznictwa zamkniętego. Utworzony został jeden nowy program lekowy, uwzględniający wykorzystanie innowacyjnych molekuł – afliberceptu oraz ranibizumabu – w leczeniu wysiękowej postaci zwyrodnienia plamki żółtej. Refundacją objęto również simeprevir w leczeniu przewlekłego WZW typu C.

Analiza zmian na liście leków refundowanych, jakie mają miejsce od początku 2015 roku, skłania do zadania pytania o kierunek polityki lekowej prowadzonej przez Ministerstwo Zdrowia. Ostatnie 12 miesięcy nie przyniosło zmian, które wpłynęłyby na realny dostęp pacjentów do innowacji. W tym okresie refundacją na rynku aptecznym objęto zaledwie 4 nowe substancje czynne. Kształt majowego obwieszczenia jest dowodem na kontynuację tej polityki. Wśród 68 nowych produktów wszystkie stanowią odpowiedniki leków już refundowanych.

Wprowadzenie innowacyjnych molekuł ograniczone jest wyłącznie do lecznictwa zamkniętego, co oznacza, że skorzystać z nich będzie mogła wyłącznie wąska grupa pacjentów. Utworzenie nowego programu lekowego – leczenie wysiękowej postaci zwyrodnienia plamki żółtej związanego z wiekiem (AMD) – należy ocenić jako wyjście naprzeciw od dawna zgłaszanym przez pacjentów potrzebom. Jednocześnie należy podkreślić, że oba objęte refundacją leki innowacyjne, aflibercept oraz ranibizumab, były już dostępne w ramach procedury leczenia jednorodnych grup pacjentów. Trzecia z nowych substancji – simeprevir, stanowi dodatkową opcję terapeutyczną w leczeniu przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby typu C.

Mimo rosnących wydatków na innowacyjne molekuły, wciąż jesteśmy dalecy od realizacji celów, jakie dla systemu ochrony zdrowia wyznaczyła ustawa o refundacji leków. W 2014 roku NFZ przeznaczył na ten cel zaledwie 350 mln zł, czyli niespełna 3,5% całego budżetu na refundację leków. Warto podkreślić, że skumulowane wydatki płatnika na innowacje wprowadzone na wykazy apteczne przez 3 lata wynoszą 483 mln zł, czyli mniej niż suma oszczędności Narodowego Funduszu Zdrowia w samym tylko 2014 roku.

Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA reprezentuje 29 działających w Polsce wiodących firm sektora farmaceutycznego, prowadzących działalność badawczo-rozwojową i produkujących leki innowacyjne, w tym biotechnologiczne. INFARMA jest członkiem European Federation of the Pharmaceutical Industries and Associations (EFPIA).

 

Które banki w Polsce obsługują najwięcej klientów?

Z danych zebranych przez PRNews.pl i Bankier.pl wynika, że banki w Polsce obsługują ponad 40 mln klientów. Najwięcej klientów ma PKO BP, na drugim miejscu jest Pekao, a za nim znajduje się mBank.

Na ankietę odpowiedziało 17 banków, które łącznie prowadzą 37 mln rachunków. Dużym bankiem nieobecnym w zestawieniu jest BZ WBK, który nie chce się dzielić takimi informacjami z mediami. Podczas fuzji z Kredyt Bankiem podawał jednak, że ma około 3,5 mln klientów. Zestawienie nie uwzględnia także kilku mniejszych banków, m.in. BPH, Meritum Banku czy banków samochodowych.

– Liczby klientów w bankach nie można porównywać bezpośrednio z liczbą mieszkańców Polski. Klient banku to nie tylko osoba fizyczna, ale także firmy, szkoły, miasta, czy gminy. Z kolei znaczna część osób fizycznych to klienci kilku banków równocześnie – zaznacza Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Czternaście banków podało informacje o liczbie klientów detalicznych. Łącznie obsługują 32 mln klientów w tym segmencie. W niektórych bankach liczba klientów detalicznych jest zbliżona do liczby klientów ogółem. Nie wszystkie banki mają bowiem rozbudowaną ofertę dla podmiotów biznesowych, gmin, czy stowarzyszeń.

Liderem jest PKO

Poprzednie badanie przeprowadzone przez serwisy PRNews.pl i Bankier.pl wskazuje natomiast, że na koniec ubiegłego roku 20 banków uniwersalnych prowadziło łącznie 28,5 mln kont osobistych. Najwięcej ROR-ów prowadzi PKO Bank Polski (6,6 mln), drugie miejsce zajmuje Bank Pekao SA (3,6 mln), a trzecie BZ WBK (2,9 mln).

– Analitycy są pewni, że wraz ze wzrostem zamożności kraju będzie się zwiększać liczba Polaków korzystających z banków. Płace rosną u nas względnie wolno, ale wiele wskazuje na to, że w najbliższych latach ich podniesienie będzie priorytetem. Im będziemy mieli więcej pieniędzy, tym większy będzie stopień ubankowienia, który w tym momencie wynosi nieco ponad 81%. Przykładowo, dla Wielkiej Brytanii wynosi on ponad 90%. Banki mają coraz wyżej podniesioną poprzeczkę. Dla klientów to dobra wiadomość, bo większa konkurencja na rynku sprawi, że pojawią się nowe produkty i usługi o wyższej jakości. Niestety, to wcale nie znaczy, że będą one darmowe – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

 

 

Wyniki Bogdanka S.A. po pierwszym kwartale 2015

W I kwartale 2015 roku LW BOGDANKA osiągnęła przychody w wysokości 428,3 mln zł, czyli o 11,1% niższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. Około 95% ze zrealizowanej sprzedaży węgla (w ujęciu wartościowym) w omawianym okresie odbywało się na podstawie długoterminowych umów handlowych zawartych między LW BOGDANKA S.A. a jej głównymi odbiorcami, tj. Elektrownią „Kozienice” S.A., GDF Suez Energia Polska S.A., ENERGĄ Elektrownie Ostrołęka S.A., PGNiG Termika S.A., Grupą Azoty Zakładami Azotowymi Puławy S.A. i EDF Paliwa Sp. z o.o.

Wypracowane w I kwartale 2015 roku wyniki finansowe pozostają pod wpływem sytuacji rynkowej i związanej z tym konieczności dostosowania poziomu produkcji do możliwości sprzedaży na rynku.

Spółka kontynuuje działania mające na celu redukcję kosztów działalności. W efekcie w I kwartale koszty rodzajowe spadły o 9,7%, w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej. Wyłączając koszty związane z amortyzacją, spadek kosztów rodzajowych wyniósł aż 13,6%, przy spadku wydobycia brutto o 11%, spadku ilości robót przygotowawczych o 44,1%.

Wynik EBITDA wyniósł 144,4 mln zł, EBIT sięgnął 48,2 mln zł, a zysk netto: 32,7 mln zł. Osiągnięte wyniki, choć wyróżniające Spółkę pozytywnie na tle branży, są niższe niż wypracowane w tym samym okresie rok wcześniej, co jest konsekwencją konieczności dostosowania harmonogramu produkcji do obecnych możliwości sprzedaży węgla na rynku.

Poziom produkcji węgla handlowego w I kwartale 2015 roku sięgnął 1,99 mln ton, czyli był niższy o 11,1% od osiągniętego w I kwartale 2014 roku (2,24 mln ton). Zrealizowane wydobycie było zgodne z tegorocznym harmonogramem dostaw do klientów, na który wpływ miała lekka zima i duże zapasy węgla na zwałach. Zrealizowana w I kwartale 2015 roku sprzedaż wyniosła 1,95 mln ton, wobec 2,23 mln ton rok wcześniej. Pomimo spadku cen na rynku, Spółka utrzymała w I kwartale cenę węgla za tonę na poziomie zbliżonym do średniej z 2014 roku, dzięki wyższej kaloryczności sprzedawanego węgla.

W efekcie prowadzonych działań, w I kwartale 2015 koszty rodzajowe spadły o 9,7%, w porównaniu do analogicznego okresu 2014 roku. Jednocześnie Spółka obniżyła plan inwestycyjny na ten rok o 77,6 mln zł.

Po przeanalizowaniu sytuacji rynkowej oraz sytuacji w Spółce, Zarząd podjął decyzję o rekomendacji przeznaczenia na wypłatę dywidendy 37,5% skonsolidowanego zysku netto za 2014 rok, czyli 102 mln zł. Oznacza to wypłatę w wysokości 3 zł na akcję i stopę dywidendy na poziomie 3,5%. W ocenie Zarządu zarekomendowany poziom dywidendy pozwoli na utrzymanie niezbędnego poziomu gotówki w Spółce w celu zabezpieczenia stabilności i wiarygodności finansowej.

Miniony kwartał pozostawał pod wpływem trudnej sytuacji na rynku węgla, która spowodowała konieczność dostosowania naszej produkcji do możliwości sprzedaży na rynku. Oprócz wysokich zapasów węgla na zwałach (7,5 mln ton na koniec 2014 roku, 8,5 mln ton na koniec lutego 2015) do przesunięć w harmonogramach dostaw do klientów przyczyniła się lekka zima. Podtrzymujemy nasze założenia sprzedażowe na 2015 rok na poziomie 9,3 – 9,5 mln ton węgla. Spodziewamy się, że produkcja w drugim półroczu będzie się odbywać z wykorzystaniem pełnych mocy produkcyjnych, co oznacza, że może być zbliżona do osiągniętej w IV kwartale minionego roku. Naszym priorytetem jest obecnie optymalizacja struktury i poziomu wydobycia, oraz dalsza redukcja kosztów działalności i programu inwestycyjnego, tak aby dostosować Spółkę do działalności w obecnych i spodziewanych trudnych warunkach rynkowych – od stycznia 2013 roku ceny miałów energetycznych dla energetyki zawodowej spadły o ponad 20% – powiedział Zbigniew Stopa, Prezes Zarządu LW BOGDANKA S.A.

Po przeanalizowaniu obecnej sytuacji rynkowej oraz sytuacji w Spółce, Zarząd podjął decyzję o rekomendowaniu dywidendy na poziomie 37,5% skonsolidowanego zysku netto za 2014 rok, czyli niższej niż przewidziana we wcześniej obowiązującej i obecnie aktualizowanej strategii. Oceniamy, że taki poziom dywidendy pozwoli na utrzymanie niezbędnego poziomu gotówki w Spółce – zabezpieczenie płynności i stabilności finansowej Spółki traktujemy jako priorytet – dodał Zbigniew Stopa.

Rośnie znaczenie Big Data i zaawansowanych narzędzi analitycznych w obszarze HR

W ciągu najbliższych trzech lat 70% firm planuje rozpocząć lub rozszerzyć zakres stosowania zaawansowanych narzędzi analitycznych oraz Big Data w działach HR. Wykorzystanie analizy wielkich zbiorów danych i badań (tzw. evidence-based HR) pozwala na nowo zrozumieć związek między sposobem zarządzania personelem a wynikami biznesowymi wyrażającymi się w takich wskaźnikach, jak rentowność, satysfakcja klienta czy jakość świadczonych usług – wynika z najnowszego badania globalnego KPMG.

Wykorzystywanie narzędzi evidence-based HR (zarządzanie strategiczne HR w formule opartej na wielkich zbiorach danych, ang. Big Data) jest nadal na wczesnym, pionierskim etapie rozwoju, jednak obserwując zmiany zachodzące w innych funkcjach przedsiębiorstw, szefowie działów HR powinni zacząć uwzględniać je w swojej pracy. W porównaniu z badaniem przeprowadzonym przez KPMG w 2012 roku, wzrósł odsetek respondentów przekonanych, że działy HR dobrze radzą sobie z dostarczaniem pogłębionych i prognostycznych danych analitycznych (wzrost pozytywnych wskazań z 15% do 23%) oraz w sposób mierzalny wpływają na działalność biznesową firmy (z 17% do 25%). Poziom ten jednak wciąż nie jest zadowalający.[quote_box_center]Mimo tak wczesnej fazy rozwoju narzędzi evidence-based HR firmy stosujące je osiągają bardzo pozytywne wyniki, szczególnie w zakresie procesów rekrutacji (identyfikacja najlepiej dopasowanych do organizacji profili kandydatów) i retencji pracowników (profile pracowników o największym ryzyku odejścia). Pozwoliły one również na wskazanie relacji pomiędzy satysfakcją klientów i poziomem sprzedaży a takimi czynnikami, jak profil wiekowy członków zespołów lub poziom ich wiary w przewagę konkurencyjną pracodawcy
[/quote_box_center]

– mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych dla sektora nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce.

Ponad połowa respondentów (55%) ma wątpliwości, czy narzędzia tego typu pozwolą na wprowadzanie istotnych zmian w działach HR. Wątpliwości te mogą znacząco wpływać na tempo i efektywność wprowadzania zmian w funkcji HR. Zdaniem respondentów największą przeszkodą w stosowaniu danych analitycznych w zarządzaniu personelem jest: kultura korporacyjna (32% wskazań), brak odpowiednich umiejętności i zasobów (30%) oraz jakość danych (29%). Z drugiej strony zdecydowana większość z tych sceptycznych respondentów (82%) mimo wszystko przewiduje wprowadzanie i rozwijanie w najbliższej przyszłości zaawansowanych narzędzi analitycznych.

Evidence-based HR jest olbrzymią szansą dla HR, ale jeszcze większym wyzwaniem. Kierownictwo firm obawia się efektów zastosowania tych narzędzi przez działy personalne. Wynika to głównie z obecnego postrzegania funkcji HR, jako wnoszącej pozytywny wpływ na osiąganie celów biznesowych (85% wskazań), ale niewyposażonej w wymagane do evidence-based HR zasoby i kompetencje – mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych dla sektora nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce.

Pomimo wątpliwości zdecydowana większość respondentów oczekuje, że większy zakres korzystania z danych analitycznych w działach HR będzie mieć pozytywny wpływ na rentowność firmy w kolejnych 3 latach – 91% respondentów z branży IT oraz technologicznej, 81% respondentów z branży biotechnologicznej oraz 70% respondentów z branży finansowej oraz ochrony zdrowia.

Poczta Polska: w 1. kwartale 2015 roku wysłaliśmy o 21 procent więcej paczek w Polsce

Poczta Polska, czołowy operator paczkowy dla segmentu eCommerce, doręczyła w 1. kwartale 2015 roku ponad 20 procent paczek więcej niż w tym samym okresie 2014 roku. Poczta zaobserwowała mocny ruch paczkowy już na początku stycznia, gdy klienci zwracali prezenty kupione na Gwiazdkę, drugi szczyt paczkowy przypadł w drugiej połowie marca i miał związek z zakupami przedświątecznymi. Po raz pierwszy publikujemy także informację o ruchu paczkowym za granicę Polski.

Barometr paczkowy Poczty Polskiej to jedyne na rynku narzędzie mierzące kondycję handlu w internecie. To także barometr polskiej gospodarki on-line – na jego podstawie możemy oceniać, czy Polacy chcą wydawać pieniądze w sieci. Zakupy w internecie są już tak duże, że większość firm handlujących w „realu”, chcąc dalej się rozwijać, musi inwestować w rozwiązania eCommerce.

W 1. kwartale 2015 roku Poczta Polska zanotowała wzrost liczby wysyłanych paczek o 21 procent więcej niż w tym samym okresie 2014 roku. W pierwszym kwartale, po zwrotach prezentów gwiazdkowych, prym wiodły platformy sklepowe z konfekcją i sprzętem sportowym. Kupujemy w internecie, bo tak jest wygodniej, szybciej i mamy większy wybór niż w trakcie tradycyjnych zakupów.

Mamy strategię rozwoju ściśle związaną z obsługą rynku eCommerce. Motorem wzrostu Grupy Poczty Polskiej będą usługi paczkowe i kurierskie. Oznacza to dwukrotny wzrost przychodu z paczek i łańcucha usług dla eCommerce: powyżej 1,5 mld zł – mówi Sławomir Żurawski odpowiedzialny w Poczcie Polskiej za rozwój segmentu paczkowo-kurierskiego oraz eCommerce. Dla Poczty rynek paczkowy to priorytet. Spółka chce być możliwie najbardziej dostępna ze swoimi usługami dla klientów, którzy dzisiaj oczekują jak najszerszego wyboru sposobu otrzymania przesyłki.
Przykładem budowy szerokiego dostępu do usług Poczty Polskiej jest strategiczna współpraca z operatorem Stacja z Paczką. Klienci biznesowi Poczty Polskiej mogą już nadawać przesyłki z możliwością ich odbioru na około 900 stacjach paliw ORLEN, które stanowią równomiernie rozmieszczoną w kraju sieć punktów odbiorczych.

Za granicę wysyłamy coraz więcej

Barometr paczkowy również pokazuje, że wysyłamy więcej towarów Pocztą Polską za granicę o blisko 10 proc. przez dwa miesiące 2015 roku w porównaniu do tego samego okresu w 2014 roku. Zdecydowanym liderem są Chiny – to wzrost o prawie 60 proc. i Niemcy – ponad 11 proc..

Na drugim biegunie znalazła się Rosja – widać wpływ związany z obecną sytuacją polityczną i spadek liczby paczek wysyłanych tym kierunku o 41 proc. – Patrząc jednak na wszystkie kraje do których Polacy wysyłają paczki, to w ruchu wychodzącym mamy dodatnią dynamikę. Świadczy to o tym, że na innych krajach nie tylko nadrabiamy spadki z Rosją, ale robimy jeszcze wzrost ponad ogólną średnią rynkową. – mówi Sławomir Żurawski z Poczty Polskiej.

Z badań Poczty Polskiej wynika, że klienci wybierający operatora logistycznego najczęściej zwracają uwagę na terminowość i ceny. Od operatora logistycznego wymagają elastycznej oferty dostarczania paczek. Doceniają także serwis paczkowy dający pełną wiedzę on-line o przesyłanym produkcie.

Stanowisko FM Banku PBP SA w sprawie nowego inwestora

FM Bank PBP SA z dużym zadowoleniem i satysfakcją przyjmuje decyzję swojego dotychczasowego właściciela, funduszu Abris Capital, o podpisaniu z brytyjskim funduszem private equity AnaCap umowy, której celem jest sprzedaż większościowego pakietu akcji w banku, po spełnieniu opisanych w umowie warunków (w tym, między innymi, uzyskaniu zgody KNF).

Taki inwestor, jak AnaCap to dla naszego banku doskonały wybór – dowodzą tego dotychczasowe doświadczenia AnaCap, jak i lista jego obecnych i byłych spółek portfelowych. To idealny właściciel dla FM Banku PBP, natomiast FM Bank PBP to, z punktu widzenia AnaCap, wyjątkowo trafny decyzja inwestycyjna.

 

Fundusz AnaCap to instytucja posiadająca ogromne doświadczenie w inwestowaniu w nowopowstałe podmioty sektora finansowego, tzw. start-upy i mogąca pochwalić się wymiernymi sukcesami. Na przykład bank Aldermore, jedna ze spółek portfelowych AnaCap, to nie tylko ważny podmiot na brytyjskim rynku finansowym, ale jeden z prekursorów nowego trendu w tamtejszym sektorze bankowym. Mowa o coraz bardziej widocznej grupie tzw. challenger banks – nowatorskich instytucji finansowych skutecznie podważających dotychczasową dominację konserwatywnych grup bankowych i ich praktyk biznesowych.

 

Podobny cel przyświeca FM Bankowi PBP, właścicielowi marek handlowych BIZ Bank i Bank SMART: naszą ambicją jest, aby – dzięki wprowadzaniu przełomowych innowacji oraz wspieraniu śmiałych przedsięwzięć biznesowych – rzucić wyzwanie dotychczasowym rozwiązaniom i zmienić oblicze współczesnej bankowości w taki sposób, aby najlepiej zaspokajać zmieniające się potrzeby coraz bardziej wymagających klientów.

 

– Taki partner, jak AnaCap, to wymarzony inwestor dla FM Banku PBP – powiedział prezes Zarządu Sławomir Lachowski zauważając, że chociaż na liście chętnych na zakup FM Banku PBP znalazły się same renomowane instytucje finansowe, to wybór AnaCap jest dla wszystkich wyborem optymalnym. Dodał, że decyzja funduszu, aby zainwestować w FM Bank PBP, jest jednocześnie dowodem, że doceniony został nasz model biznesowy i zaplanowana na najbliższe lata ścieżka rozwoju.

– Jesteśmy przekonani, że taki inwestor, jak AnaCap, zapewni bankowi niezależność i zagwarantuje dalszy dynamiczny rozwój oraz zrealizowanie naszego celu strategicznego aby w ciągu następnych kilku lat stać się średniej wielkości bankiem notowanym na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie – powiedział.

 

Szybszy wzrost PKB i powrót do wzrostu cen – prognozy PKO Banku Polskiego

Poprawiają się perspektywy dla polskiej gospodarki. W całym 2015 r. dynamika PKB powinna osiągnąć 3,8%. Spadek cen utrzymujący się przez ostatnie miesiące osiągnął już dno, a cykl łagodzenia polityki pieniężnej został zakończony. Rekordowo niskie stopy procentowe ograniczają jednak skłonność do oszczędzania, a odbicie w gospodarce wciąż nie przekłada się na zyski na rynkach akcji.

Dzięki dobrym danym płynącym z polskiej gospodarki poprawiają się perspektywy wzrostu PKB w tym roku. Ekonomiści PKO Banku zrewidowali prognozy dynamiki PKB w całym roku z 3,6 do 3,8%. Przyspieszeniu wzrostu PKB w Polsce w tym roku sprzyjać będzie ożywienie w strefie euro, niskie ceny ropy, inwestycje publiczne oraz niskie stopy procentowe – trzy ostatnie „specjalne czynniki” mogą dodać do dynamiki PKB w tym roku aż 1,5pp. W przeciwnym kierunku działa konflikt na Ukrainie i recesja w Rosji, co podobnie jak w poprzednim roku może odjąć -0,6pp od tegorocznej dynamiki PKB.

Będzie to rok kontynuacji ekspansji gospodarczej. Jesteśmy pozytywnie nastawieni do perspektyw wzrostu. Będziemy mieć do czynienia z sytuacją, w której dynamika inflacji będzie niska, przez większą cześć roku ujemna, co wspiera realne dochody, przyczynia się do nakręcania wzrostu- mówi Radosław Bodys, Główny Ekonomista PKO Banku Polskiego.

Deflacja wyhamuje
Deflacja osiągnęła „dno” w 1 kwartale br., a spadek cen będzie stopniowo wytracał tempo. Ekonomiści PKO Banku Polskiego przewidują, że powrót inflacji CPI powyżej zera jest możliwy w 4 kwartale, a na koniec roku inflacja CPI wyniesie 0,5% r/r. Takie oczekiwania wpisują się w decyzje RPP, która po obniżce stóp NBP o 50pb w marcu, zadeklarowała zakończenie cyklu łagodzenia polityki pieniężnej. Jego wznowienie mogłoby zostać wywołane tylko znacznym spowolnieniem wzrostu PKB (do 2,5% lub niżej) i/lub wydłużeniem się okresu deflacji.

Potrzeba wzrostu oszczędności
Przy utrzymaniu przeciętnego tempa wzrostu gospodarczego Polski i UE z ostatnich 10 lat, poziom dochodów w Polsce (PKB per capita) zrównałby się ze średnim unijnym poziomem za ok. 15 lat. Wzrost zamożności będzie przekładać się na wzrost skłonności do oszczędzania oraz ubankowienia w Polsce, które wzrosło z 55,5% w 2003 r. do 81% w 2013 r., ale pozostaje poniżej przeszło 90% dla Wielkiej Brytanii i blisko 100% dla Niemiec. Czynnikiem ograniczającym skłonność do oszczędzania jest spadek stóp procentowych do rekordowo niskich poziomów. Polityka „zerowych stóp procentowych” ma większe uzasadnienie w krajach o nadwyżce oszczędności (tzw. savings glut) i niskim wzroście PKB. Polska potrzebuje zrównoważonego podejścia do kształtowania stopy procentowej na poziomie pozwalającym na wzrost – zwłaszcza długoterminowych – oszczędności celem finansowania prorozwojowych inwestycji.

Gospodarstwa domowe są bardziej zasobne, tempo wzrostu oszczędności gospodarstw domowych ciągle rośnie. Wszyscy się zastanawiają, jak te pieniądze najlepiej inwestować. Klientów nie do końca już satysfakcjonują oferty depozytowe, w związku z tym zaczynają podnosić swój poziom akceptacji ryzyka i coraz śmielej inwestują, co widać po strukturze przepływów w funduszach inwestycyjnych – uwidacznia się tam zwrot w kierunku funduszy akcyjnych – mówi Rafał Madej – Dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych

Rynek akcji sceptyczny
W obliczu rosnącego ryzyka politycznego, związanego szczególnie z ekspozycją banków na kredyty denominowane w CHF, stopa zwrotu z polskiego rynku akcji była niższa od MSCI Europe o 6,5pp, a od MSCI EM o 8,0pp. Ogólne odbicie w gospodarce wciąż nie jest widoczne na rynku akcji ani w zyskach przedsiębiorstw. Konsensus rynkowy oczekiwań 12-miesięcznych zysków indeksu WIG wzrósł co prawda o 7,6% w ciągu ostatnich 2 lat, ale w tym samym okresie konsensus dotyczący zysków indeksu WIG20 obniżył się o 6,8%. Analitycy PKO Banku Polskiego oczekują zwrotu w granicach od 0% do 6% w ciągu kolejnych trzech miesięcy.

Rynek akcji polskich wydaje się w tej chwili atrakcyjny, można wybrać ciekawe spółki, jeśli podejdziemy do nich z selekcją, zdecydowanie można znaleźć dobre i ciekawe okazje inwestycyjne – mówi Artur Iwański, Dyrektor Biura Analiz Rynkowych Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego
Rekomendacje i perspektywy dla poszczególnych sektorów, a także szczegółowe prognozy makroekonomiczne oraz oczekiwania dotyczące rynków stopy procentowej i walut prezentujemy w analizach i komentarzach wideo.

Pozytywne zmiany na rynku powierzchni przemysłowych w Polsce

Stopa pustostanów i podaż

Po rekordowym roku 2014, I kwartał 2015 r. przyniósł dalszą poprawę sytuacji na rynku przemysłowo-magazynowym w Polsce. Stopa pustostanów w Polsce ponownie spadła, osiągając na koniec marca poziom 5,5%. Do regionów, w których nastąpił największy spadek stopy pustostanów, należą Centralna Polska, Górny i Dolny Śląsk, Rzeszów, Lublin oraz Trójmiasto.

Całkowita podaż sektorze nowoczesnej powierzchni przemysłowo-magazynowej przekroczyła 9 mln m kw., a na rynek dostarczono ponad 300 tys. m kw. nowej powierzchni. Podpisano też umowy najmu dotyczące ok. 700 tys. m kw. powierzchni. Biorąc pod uwagę fakt, że w pierwszym kwartale 2015 wynajęta powierzchnia była o ok. 200 tys. m kw. większa od analogicznego okresu 2014 roku, można spodziewać się dalszego wzrostu popytu w kolejnych kwartałach tego roku.

Zauważalny jest wzrost dynamiki rynkowej, co odzwierciedlone jest większą liczbą nowych umów najmu dotyczących mniejszych powierzchni przemysłowo-magazynowych. W zachodniej i południowo-zachodniej Polsce (Wrocław, Poznań i Śląsk) szczególnie chętnie inwestują firmy z Niemiec, które przenoszą tu produkcję. Z drugiej strony obserwujemy wzrost zainteresowania inwestorów zagranicznych Polską wschodnią (zwłaszcza Lublinem i Rzeszowem) — region ten zapewnia dostęp do dużych rynków zbytu (Ukraina, Rosja), gwarantując jednocześnie stabilność i bezpieczeństwo kraju członkowskiego UE. Ze względu na sytuację w Rosji i na Ukrainie rośnie też popularność Trójmiasta, z Gdańskiem jako najbardziej wysuniętym na wschód portem w regionie, który odgrywa niezwykle ważną rolę zarówno dla importu, jak i w tranzycie dóbr do Rosji.

Nowe projekty przemysłowo-magazynowe

Dzięki dobrej sytuacji gospodarczej Polska i rosnącemu popytowi na powierzchnie przemysłowo-magazynowe rośnie również liczba nowych inwestycji. Większość nowo realizowanych projektów to wciąż budynki typu built-to-suit. Dotyczy to zwłaszcza takich regionów jak Poznań, Wrocław czy Łódź, gdzie niemal 100% potrzebnej powierzchni przemysłowej trzeba stworzyć od zera, co może prowadzić do budowy spekulacyjnej.

Rynek napędzany jest obecnie głównie przez obiekty typu „big box” (dużo powierzchnie przemysłowe, nawet do 20-50 tys. m kw.), a także produkcję i przemysł lekki.

— Dane za pierwszy kwartał zapowiadają kolejny dobry rok w sektorze powierzchni przemysłowych polskiego rynku nieruchomości. Wolumen transakcji utrzymuje się na stałym poziomie, ale zaobserwowaliśmy zwiększone zainteresowanie inwestorów, co przekłada się na rosnącą dynamikę na rynku. Coraz większa liczba inwestorów zagranicznych, zarówno przemysłowych, jak i finansowych, pozwala oczekiwać, że utrzymywał się będzie pozytywny trend zapoczątkowany w 2014 roku — mówi Marc Le Bozec, Dyrektor Zespołu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych w DTZ.

NIK o egzaminach maturalnych i gimnazjalnych

Po kontroli NIK na stronie internetowej Centralnej Komisji Egzaminacyjnej opublikowano „Zasady organizowania i przeprowadzania wglądu do pracy egzaminacyjnej”. Uczniowie i rodzice w całej Polsce uzyskali jednolite prawa.

Zgodnie z nimi:

  • wgląd do pracy egzaminacyjnej przysługuje uczniowi, rodzicom (prawnym opiekunom), zdającemu na pisemny wniosek składany do dyrektora okręgowej komisji egzaminacyjnej od dnia ogłoszenia wyników danego egzaminu do 6 miesięcy od dnia ich ogłoszenia;
  • czas wglądu do pracy określany jest przez dyrektora okręgowej komisji egzaminacyjnej, jednak nie może on trwać krócej niż 30 minut;
  • praca nie może być kopiowana ani powielana w jakikolwiek sposób, w tym poprzez robienie zdjęć – dopuszczone jest robienie notatek;
  • w ciągu dwóch dni roboczych po dokonaniu wglądu można złożyć wniosek o weryfikację sumy punktów;
  • w sytuacji podwyższenia wyniku egzaminu, m.in. zdającemu wydaje się nowy odpowiedni dokument, np. zaświadczenie, świadectwo.
    Sprawy te zostały również uregulowane w rozdziale 3b ustawy o systemie oświaty, który ma zacząć obowiązywać od roku szkolnego 2015/2016. Zgodnie z art. 44zzz ustawy o systemie oświaty, który wejdzie w życie w dniu 1 września 2015 r.:
  • uczeń, jego rodzice, słuchacz lub absolwent będzie miał prawo wystąpić, w ciągu sześciu miesięcy od dnia wydania przez okręgową komisję egzaminacyjną m.in. zaświadczenia o wynikach sprawdzianu, egzaminu gimnazjalnego, świadectwa dojrzałości, o wgląd do sprawdzonej i ocenionej pracy egzaminacyjnej w miejscu i czasie wskazanym przez dyrektora okręgowej komisji egzaminacyjnej (ust. 1);
  • podczas dokonywania wglądu będzie mógł zapoznać się z zasadami oceniania (ust. 2);
  • w terminie dwóch dni roboczych od dokonania wglądu będzie mógł zwrócić się o weryfikację sumy punktów, która będzie dokonana w ciągu siedmiu dni od dnia otrzymania wniosku (ust. 3 i 4).
  • dyrektor okręgowej komisji egzaminacyjnej będzie zobowiązany, w terminie 14 dni od dnia otrzymania wniosku o weryfikacje sumy punktów, do poinformowania ucznia, jego rodziców, słuchacza lub absolwenta o wyniku weryfikacji (art. 44zzz ust. 5);
  • w sytuacji podwyższenia sumy punktów dyrektor okręgowej komisji egzaminacyjnej ustali nowe wyniki sprawdzianu lub egzaminu oraz anuluje dotychczasowy odpowiedni dokument (zaświadczenie lub świadectwo) i wyda nowy.

Enea wykonała ponad połowę prac w zakresie budowy bloku energetycznego w Kozienicach. Grupa rozważa kolejne akwizycje farm wiatrowych i dalej inwestuje w poprawę sieci dystrybucji

CEO Magazyn Polska

Enea, jedna z czterech największych grup energetycznych w Polsce, jest coraz bliżej ukończenia nowego bloku w elektrowni w Kozienicach. Firma wydała już ponad 3 mld zł i oczekuje oddania inwestycji do użytku zgodnie z planem w 2017 roku. W tym roku zakładane jest dokonanie najważniejszych prac operacyjnych. Prezes Krzysztof Zamasz zapowiada ogłoszenie w 2015 roku przejęcia kilku farm wiatrowych z rynku wtórnego.

– W Kozienicach obecnie mamy 1,2 tys. osób. Rok 2015 będzie okresem krytycznym dla inwestycji z racji największego zaangażowania sił i organizacji. Wydaliśmy już ponad 3 mld zł, czyli nawet już przekroczyliśmy 50 proc. – mówi agencji Newseria Inwestor Krzysztof Zamasz, prezes zarządu Enea SA. –  Rok 2016 to już składanie tego wszystkiego od strony AKPiA [aparatura kontrolno-pomiarowa i automatyka – red.]. Zakładamy, że w 2017 roku szczęśliwie uruchomimy tę inwestycję.

Inwestycja w Kozienicach dotyczy oddania do użytku nowego bloku energetycznego o mocy 1075 MW (docelowo zwiększy to moc elektrowni do 4 tys. MW), opalanego węglem kamiennym. Wartość inwestycji to 6,4 mld zł brutto, a jej oddanie zakładane jest na lipiec 2017 roku. Jej sprawność będzie wynosić ok. 46 proc., co będzie jednym z najlepszych wyników w Europie.

– W obszarze dystrybucji rok do roku grupa wydaje około 900 mln zł capeksu [nakłady inwestycyjne]. Oczywiście jest to capex regulowany, ze względu na przepisy Urzędu Regulacji Energetyki – tłumaczy prezes zarządu Enei.

Nakłady inwestycyjne w segmencie dystrybucji w Grupie Enea dotyczą przede wszystkim poprawy niezawodności i obniżenia awaryjności sieci, poprawy wskaźników SAIDI i SAIFI (wskaźniki trwania przerw w dostawie energii) oraz rozwoju narzędzi informatycznych wspomagających zarządzanie siecią.

– W segmencie farm wiatrowych sporo mamy ofert z rynku wtórnego i te oferty na etapie deweloperskim bądź już istniejącym analizujemy. Grupa w tym roku zamierza również dokonać kilku przejęć, ale to wszystko pozostaje na etapie finalnych negocjacji – zwraca uwagę Krzysztof Zamasz.

Krzysztof Zamasz podkreśla, że Enea jest sprzedawcą energii bezpośrednio do klientów i jest to optymalny model biznesowy, w którym prezes zarządu (razem z zastępcami i zespołem handlowców) bezpośrednio zarządza sprzedażą. Dodaje, że konkurencja dla Enei nie jest zagrożeniem, nawet ta wchodząca do Polski.

– Oczywiście cieszymy się z konkurencji, bo ona nas mobilizuje i aktywizuje, natomiast nie widzimy w krótkotrwałym horyzoncie jakiegokolwiek większego ryzyka z jej strony – podkreśla Zamasz. – Wręcz odwrotnie, konkurencja nas bardzo motywuje do jeszcze większej pracy i większych działań.

Grupa PEManagers inwestuje 20 mln dolarów w GetTaxi

MCI.TechVentures1.0, subfundusz zarządzany przez Grupę Kapitałową Private Equity Managers S.A. (Grupa PEManagers), obejmie za 20 mln dolarów mniejszościowy pakiet akcji spółki GetTaxi, lidera europejskiego rynku usług transportowych na żądanie i światowego lidera w segmencie B2B. Get Taxi pozyskała do tej pory ponad 200 mln dolarów na budowanie silnej pozycji konkurencyjnej na rynkach Wielkiej Brytanii, USA oraz w największych krajach UE.

GetTaxi, izraelska spółka, będąca liderem w Europie i światowym liderem w segmencie B2B rynku usług transportowych na żądanie pozyskała dotychczas ponad 200 mln dolarów finansowania. Nowe środki zostaną przeznaczone na umocnienie pozycji w Wielkiej Brytanii, USA i największych rynkach Unii Europejskiej, w tym potencjalne transakcje przejęć w branży. Mniejszościowy pakiet akcji o wartości 20 mln dolarów objął fundusz MCI.TechVentures 1.0, subfundusz spółek wzrostowych zarządzany przez Grupę PEManagers.

– Inwestycja w GetTaxi wynika ze strategii funduszu, która zakłada inwestowanie we wzrostowe spółki technologiczne m.in. z sektora digital disruption. Spółka jest największym graczem na rynku przewozu osób poza USA, posiada wiodącą pozycję na największych rynkach Europy. Dzięki wysokim kompetencjom zespołu zarządzającego, innowacyjnej aplikacji i modelowi biznesowemu spółka rosła ponad 300% rocznie i wszystko wskazuje na to, że jest w stanie utrzymać takie tempo wzrostu – skomentował Maciej Kowalski, Partner Inwestycyjny w Grupie PEManagers. – Get Taxi posiada wszystkie zalety globalnego lidera Uber, ale pozbawiona jest jego wad. W przeciwieństwie do swojego konkurenta współpracuje tylko z licencjonowanymi kierowcami, co eliminuje istotne ryzyko tej działalności – dodał Maciej Kowalski.

-Inwestycja w GetTaxi potwierdza pozycję Private Equity Managers jako pożądanego inwestora Venture Capital w regionie z cenionymi kompetencjami w obszarach e-commerce oraz usług mobilnych. Cieszymy się, że jesteśmy postrzegani jako „smart money”, czyli fundusz skutecznie wspierający firmę nie tylko inwestycyjnie, ale również strategicznie i operacyjnie – mówi Tomasz Danis Partner Inwestycyjny w Grupie PEManagers.

Założona w 2010 r. GetTaxi to największa i najszybciej rosnąca poza USA spółka oferująca profesjonalne usługi przewozu osób. Jest najszybciej rosnącym graczem na rynku w Wielkiej Brytanii, wyraźnym liderem w Rosji (największy rynek w Europie) oraz Izraelu. W ubiegłym roku rozpoczęła działalność w USA, dzięki czemu jest teraz obecna na największych rynkach usług taxi na świecie: Moskwa, Londyn, St. Petersburg i Nowy Jork. GetTaxi większość przychodów generuje z usług B2C, natomiast istotną przewagą jej modelu biznesowego są usługi B2B. Dzięki zasięgowi i jakości obsługi, GetTaxi współpracuje z ponad 2 tysiącami globalnych przedsiębiorstw, wśród których są największe korporacje na świecie.

– O sile GetTaxi stanowi nie tylko bardzo dynamicznie rosnąca baza klientów indywidualnych, ale też fakt, że ze spółką współpracują największe korporacje, banki, kancelarie prawnicze i firmy doradcze na świecie – powiedział Maciej Kowalski.

Grupa SMT zmienia zakres świadczonych usług i stawia na rozwój spółki zależnej iAlbatros dostarczającej hotelowe systemy rezerwacyjne. Za dwa tygodnie WZA w tej sprawie

CEO Magazyn Polska

Dostawca rozwiązań informatycznych Grupa SMT, dostrzegając potencjał korporacyjnych systemów rezerwacji hoteli, zamierza rozwijać spółkę iAlbatros, która w ciągu kilku ma stać się głównym podmiotem SMT. Spółka już teraz oferuje dostęp do 250 tys. hoteli na świecie. Zarząd szacuje, że w 2019 roku iAlbatros będzie w stanie generować blisko 700 mln zł przychodów na rynku, który tylko we Francji i Włoszech jest wart 12 mld dolarów.

– iAlbatros w odróżnieniu od pozostałych spółek z grupy to biznes, który rozpoczęliśmy we Francji i głównie tam go kontynuujemy, czyli tam zarabiamy pieniądze. Spółka dostarcza technologie dużym korporacjom po to, aby mogły one optymalizować koszty swoich podróży służbowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Konrad Pankiewicz, prezes SMT SA, dostawcy produktów i usług z branży IT.

iAlbatros, spółka z Grupy SMT, oferuje swoim klientom dostęp do 250 tys. hoteli na całym świecie. Obecnie łączna wartość rocznych budżetów hotelowych, które wynikają z podpisanych umów, wynosi przeszło 440 mln zł, z czego prawie 370 mln zł jest na etapie kontraktacji (trwają negocjacje z takimi klientami, jak AMUE, GDF, Technip).

Jak dodaje Pankiewicz, w Polsce biznes oparty na systemach wspomagających rezerwację podróży służbowych nadal jest niszą, choć można mówić o jego ogromnym potencjale, bo np. we Francji tylko wydatki na hotele ze strony klientów korporacyjnych to ok. 12 mld dolarów rocznie.

– Europejski biznes travel to ogromny rynek, w którym jesteśmy w stanie generować miliardy przychodów, a w ten sposób gigantyczne zyski – podkreśla Konrad Pankiewicz.

iAlbatros w 2014 roku osiągnął przychody ze sprzedaży rzędu 64 mln zł (rok wcześniej 36 mln zł). W tym roku SMT szacuje sprzedaż w spółce na poziomie 11,3 mln zł oraz wynik EBITDA i netto odpowiednio 3,6 i 1,8 mln zł. W 2019 roku wartości te mają wzrosnąć odpowiednio do 695,1 mln zł, 39,6 mln zł oraz 28 mln zł.

 Ogłoszona prognoza jest prognozą tylko dla iAlbatrosa i należy na nią patrzeć wyłącznie przez pryzmat jednej spółki. Chcemy pokazać, że skupienie się na tym aktywie da najlepszą wartość grupie – przekonuje prezes SMT SA. – Chcemy konsolidować nasze biznesy oraz sprawić, aby grupa działała już pod marką iAlbatros i była spółką globalną.

Firma SMT na początku kwietnia ogłosiła nową strategię opierającą się głównie na rozwoju spółki zależnej iAlbatros SA, która stanie się główną marką SMT Dlatego podmiot chce zwiększyć swoje zaangażowanie w tej spółce z 61 do 100 proc. do końca września br. i tym w celu zamierza wyemitować 350 tys. akcji oraz dokonać wykupu od akcjonariuszy mniejszościowych. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy ma podjąć decyzję w tej sprawie 20 maja.

– Chcemy mówić o SMT, a docelowo o firmie iAlbatros SA notowanej na GPW jako o spółce globalnej, która zarabia najpierw w Europie – podkreśla Pankiewicz. – W związku z tym wchodzimy na bardzo duży rynek. Już w tej chwili nasze kontrakty we Francji i po części trochę we Włoszech, bo tam również zaczęliśmy działalność, to 400 mln euro podpisane na najbliższe kilka lat. Wydaje się rzeczywiście, że zaczynamy bardzo mocno.

Obecnie jeszcze biznes związany z outsourcingiem sprzedaży oraz z kadr IT kontrybuuje w największy sposób nasze przychody, natomiast to się szybko zmienia na korzyść iAlbatrosa.

SMT sprzedaje swoje produkty i usługi w ramach outsourcingu technologicznego, sprzedaży i procesowego. Ten ostatni (którego większość obrotów generuje spółka iAlbatros) w 2013 roku stanowił prawie 19 proc. przychodów (36,83 mln zł z 196,47 mln zł), a już rok później stał się głównym segmentem z 31 proc. w sprzedaży (73,56 mln zł z 236,82 mln zł).

SMT (wywodzi się z Grupy ADV powstałej w 2000 roku) działa od 2013 roku i jest holdingiem takich spółek, jak SMT Software, Satis, iAlbatros, Sorcesoft, Codemedia i TradeTracker Poland.

Studiujący rodzice mogą liczyć na pomoc w opiece nad dzieckiem

0

NIK o kąpieliskach

Stan kąpielisk i miejsc wykorzystywanych do kąpieli w Polsce poprawia się z roku na rok. Kontrola NIK ujawniła jednak sporo nieprawidłowości. W niektórych gminach na terenie obszarów wodnych brakowało ratowników, a oznakowanie miejsc niebezpiecznych było niepełne. Zdarzało się, że wykonywano mniej badań jakości wody niż wymagają tego przepisy albo nie wykonywano ich wcale. Internetowy Serwis Kąpieliskowy zawierał niekompletne i nieaktualne dane, co sprawiało, że osoby planujące wypoczynek nad wodą nie wiedziały, jakich warunków kąpieli się spodziewać.

Jakość wody w kąpieliskach i miejscach wykorzystywanych do kąpieli stale się poprawia. Liczba obiektów wyróżnionych Błękitną Flagą wzrosła w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat z 21 do 29. Wszystkie kąpieliska zarekomendowane do wyróżnienia Błękitną Flagą przez polską komisję oceniającą zostały przyjęte przez jury międzynarodowe.

Tabela: Liczba kąpielisk wyróżnionych Błękitną Flagą w wybranych państwach europejskich w 2014 r.

Kraj Liczba kąpielisk wyróżnionych Błękitną Flagą w 2014 r. Powierzchnia kraju (tys. km) Liczba kąpielisk z Błękitną Flagą przypadająca na 10 tys. km powierzchni kraju Długość morskiej linii brzegowej (tys. km) Liczba kąpielisk z Błękitną Flagą przypadająca na 100 km morskiej linii brzegowej
Belgia 12 30,5 3,9 0,06 20,0
Chorwacja 97 56,5 17,2 5,8 1,7
Dania 244 43,1 56,6 7,3 3,3
Francja 363 551,5 6,6 4,7 7,7
Grecja 360 132,0 27,3 13,7 2,6
Hiszpania 561 504,8 11,1 6,8 8,3
Holandia 58 41,5 14,0 0,8 7,3
Irlandia 84 70,3 11,9 1,4 6,0
Litwa 3 65,2 0,5 0,09 3,3
Łotwa 12 64,6 1,9 0,5 2,4
Niemcy 41 357,0 1,1 2,4 1,7
Norwegia 12 323,9 0,4 25,1 0,05
Polska 29 312,7 0,9 0,8 3,6
Portugalia 291 92,4 31,5 2,7 10,8
Słowenia 12 20,3 5,9 0,07 17,1
Szwecja 6 450,0 0,1 3,2 0,2
Wlk. Brytania 55 244,1 2,3 12,4 0,4
Włochy 268 301,3 8,9 7,6 3,5

Bezpieczeństwo korzystających z kąpieli

W większości skontrolowanych gmin, wójtowie, burmistrzowie lub prezydenci miast zapewnili bezpieczeństwo osób wypoczywających na terenie kąpielisk i miejsc wykorzystywanych do kąpieli: ustawili tablice informacyjne na terenie tych obiektów, oznakowali strefy dla umiejących i nieumiejących pływać, zatrudnili ratowników wodnych, zapewnili sprzęt ratunkowy i pomocniczy, urządzenia sygnalizacyjne i ostrzegawcze,  a także sprzęt medyczny, leki i artykuły sanitarne.

W połowie gmin objętych kontrolą NIK przedstawiciele urzędów gmin i miejskich ośrodków sportu i rekreacji we współpracy z Policją, Strażą Miejską i Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym identyfikowali miejsca niebezpieczne na obszarach wodnych gminy. W części gmin Policja patrolowała takie miejsca łodziami motorowymi. Część gmin (np. Mielno i Miłki) organizowała akcje na rzecz poprawy bezpieczeństwa na terenie obszarów wodnych.

W niektórych gminach stwierdzono nieprawidłowości dotyczące miejsc wykorzystywanych do kąpieli:

  • Np. w gminach Płaska i Miłki na obszarze 6 obiektów nie zapewniono ratowników wodnych, ani wyposażenia w sprzęt ratunkowy i medyczny, urządzenia sygnalizacyjne i ostrzegawcze oraz leki i artykuły sanitarne. Ponadto, w Sieciechowie na terenie 1 obiektu brakowało niektórych urządzeń i leków;
  • Np. Węgorzewie i Sieciechowie nie analizowano zagrożeń dotyczących korzystania z obszarów wodnych. W wyjaśnieniach przedstawiciele dwóch gmin podawali, że wykonywanie takich analiz nie było konieczne, ponieważ nie dochodziło tam do wypadków;
  • W kilkudziesięciu miejscach nie umieszczono tablic informacyjnych i nie oznakowano stref dla umiejących i nieumiejących pływać.

NIK podkreśla, że niezależnie od przyczyn – niezapewnienie ochrony ratownika, braki w oznakowaniu kąpieliska, czy niepełne wyposażenie mogą skutkować zagrożeniem dla zdrowia i życia osób korzystających z kąpieli.

Nadzór nad jakością wody

Przedstawiciele gmin objętych kontrolą NIK, we współpracy z organizatorami obszarów wodnych i z ratownikami WOPR, sprawowali nadzór nad jakością wody, m.in. samodzielnie odwiedzając kąpieliska i sprawdzając czystość wody. W przypadku zgłoszeń o zanieczyszczeniu powiadamiano właściwego państwowego powiatowego inspektora sanitarnego (ppis) i podejmowano natychmiastowe działania w celu odpowiedniego oznakowania obiektu, poinformowania kąpiących się oraz usunięcia zanieczyszczenia.

Ponad 30 proc. gmin podejmowało działania mające na celu poprawę jakości wody w kąpieliskach i miejscach wykorzystywanych do kąpieli. Np. w Mielnie wybudowano kanalizację sanitarną, a także udzielano dotacji organizatorom kąpielisk na utrzymanie czystości i porządku na plażach. W Sopocie władze gminy zrealizowały projekt współfinansowany ze środków unijnych, w ramach którego m.in. przeprowadzono modernizację i oczyszczanie zbiorników retencyjnych, a w Siemiatyczach prowadzono zabiegi mające m.in. na celu oczyszczanie i napowietrzanie wody.

Jednocześnie kontrola NIK wykazała nieprawidłowości w zakresie nadzoru nad jakością wody:

  • w niektórych gminach (np. gmina Miłki) w kilku miejscach wykorzystywanych do kąpieli w ogóle nie badano jakości wody;
  • w innych gminach liczba badań jakości wody w kąpieliskach i miejscach wykorzystywanych do kąpieli była mniejsza niż wymagana przepisami. (np. w Węgorzewie) NIK zauważyła, że organizatorzy kąpielisk i miejsc wykorzystywanych do kąpieli ustalali liczbę badań do wykonania z państwowymi powiatowymi inspektorami sanitarnymi, którzy z kolei działali zgodnie z wytycznymi Głównego Inspektora Sanitarnego (GIS), a te były sprzeczne z przepisami. Wytyczne wydane przez GIS w 2012 r. zawierały bowiem wymóg wykonywania czterech zamiast pięciu badań wody w kąpieliskach, co było niezgodne z postanowieniami ustawy – Prawo wodne;
  • w kilku przypadkach (m.in. na terenie kąpieliska w Kozienicach i w 3 miejscach wykorzystywanych  do kąpieli w Płaskiej) próbkę wody do badania pobierano w jednym miejscu zamiast w dwóch. Takie postępowanie wynikało z zaleceń GIS, które w ocenie NIK były niezgodne z rozporządzeniem Ministra Zdrowia w sprawie prowadzenia nadzoru nad jakością wody w kąpielisku i miejscu wykorzystywanym do kąpieli;
  • organizatorzy kąpielisk z opóźnieniami przekazywali powiatowym inspektorom sanitarnym wyniki badań jakości wody (w skrajnych przypadkach po 11 dniach od pobrania próbek wody), którzy z kolei nie wydawali bieżących ocen jakości wody w kąpieliskach lub robili to ze zwłoką. W niektórych przypadkach opóźnienia sięgały 35 dni.

W ocenie NIK zaniedbania te powodują osłabienie nadzoru nad jakością wody w kąpieliskach i miejscach wykorzystywanych do kąpieli. Sprawiają one, że osoby planujące wypoczynek nad wodą nie wiedzą, jakie warunki panują na kąpielisku, co oznacza dla nich ryzyko kąpieli w zanieczyszczonej wodzie.

W wyniku przeprowadzonej kontroli Izba wystosowała następujące wnioski:

  • do Ministra Środowiska o podjęcie działań w celu nowelizacji ustawy – Prawo wodne m.in. w zakresie:
    • zobowiązania organizatorów miejsc wykorzystywanych do kąpieli do przekazywania ppis informacji o planowanych terminach wykonywania badań jakości wody w miejscach wykorzystywanych do kąpieli;
    • określenia terminu, do którego organy wykonawcze gmin obowiązane są przekazywać ppis informacje o liczbie kąpielisk i przyczynach jej zmian w odniesieniu do poprzedniego sezonu kąpielowego wraz z wykazem kąpielisk.
  • Głównego Inspektora Sanitarnego m.in. o podjęcie działań w celu:
    • zwiększenia nadzoru merytorycznego nad państwowymi powiatowymi inspektorami sanitarnymi w zakresie prowadzenia nadzoru nad jakością wody w kąpieliskach i miejscach wykorzystywanych do kąpieli,
    • pozyskiwania pełnych i aktualnych danych do Serwisu kąpieliskowego oraz dla potrzeb realizacji obowiązków sprawozdawczych wobec Komisji Europejskiej,
    • ułatwienia społeczeństwu dostępu do danych Serwisu kąpieliskowego;
  • do państwowych powiatowych inspektorów sanitarnych m.in. o podjęcie działań w celu:
    • rzetelnego opiniowania projektów uchwał gmin w sprawie wykazu kąpielisk;
    • skutecznego egzekwowania od organów wykonawczych gmin informacji o liczbie kąpielisk, przyczynach jej zmian w odniesieniu do poprzedniego sezonu kąpielowego oraz wykazu kąpielisk, po podjęciu uchwały w sprawie wykazu kąpielisk;
    • skutecznego egzekwowania od organizatorów kąpielisk i miejsc wykorzystywanych do kąpieli, w tym także przez nakładanie mandatów karnych, niezwłocznego przekazywania wyników badań wody wykonywanych w ramach kontroli wewnętrznej organizatora;
    • niezwłocznego przekazywania organom wykonawczym gmin oraz organizatorom kąpielisk i miejsc wykorzystywanych do kąpieli, ocen jakości wody w tych obiektach.

Według definicji zawartej w ustawie – Prawo wodne, zarówno kąpielisko jak i miejsce wykorzystywane do kąpieli to „wydzielony i oznakowany fragment wód powierzchniowych”, czyli fragment morza, rzeki lub jeziora odpowiednio oznaczony i udostępniony kąpiącym się. Różnica polega na tym, że kąpieliska są umocowane uchwałą rady gminy.

Zgodnie z ustawą – Prawo wodne badania jakości wody są wykonywane przez organizatorów obszarów wodnych. W przypadku miejsc wykorzystywanych do kąpieli konieczna jest jedna kontrola przed otwarciem obiektu, oraz co najmniej jedna w trakcie jego funkcjonowania w sezonie kąpielowym. W przypadku kąpielisk ustawa wymaga jednej kontroli przed sezonem i czterech w trakcie sezonu. Organy wykonawcze gmin mają obowiązek przekazywać wyniki badań, jak również wszelkie informacje o czynnikach mogących mieć wpływ na pogorszenie jakości wody do powiatowych inspektorów sanitarnych. Jeśli woda nie spełnia wymogów sanitarnych, wówczas kąpielisko lub miejsce wykorzystywane do kąpieli jest sprawdzane przez państwowego powiatowego inspektora sanitarnego w ramach kontroli urzędowej. Zgodnie z wymogami ustawowymi inspektor  sanitarny jest zobowiązany do nieodpłatnego, niezwłocznego przekazywania organom wykonawczym gmin – wójtowi, burmistrzowi lub prezydentowi miasta – wyników oceny jakości wody w tych obiektach. Dalsze funkcjonowanie kąpieliska, jak i miejsca wykorzystywanego do kąpieli jest możliwe, o ile jakość wody zakwalifikowano co najmniej jako dostateczną. Jeśli woda w kąpielisku nie spełnia wymagań, konieczne może być zamknięcie obiektu do czasu poprawy jakości wody.

Pierwsza podwyżka stóp procentowych w USA najwcześniej jesienią

CEO Magazyn Polska

Słaby wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych nie przyspieszy podniesienia tamtejszych stóp procentowych. Po ostatnich zaskakująco niekorzystnych danych z amerykańskiej gospodarki i komunikacie Fed ekonomiści spodziewają się podwyżek najwcześniej jesienią. To może oznaczać, że na razie dolar będzie słabszy, akcje na giełdzie amerykańskiej podrożeją, a na europejskich potanieją.

Obecnie za euro trzeba zapłacić ponad 1,11 dolara, gdy jeszcze w połowie kwietnia europejska waluta kosztowała mniej niż 1,06 dolara. I tak jest jednak o jedną piątą słabsza niż rok temu.

Już od ponad roku widać bardzo silny wpływ umacniającego się dolara na rynki finansowe przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Stefaniak, główny dealer walutowy DMK.– I gdy dolar amerykański się umacnia, występują bardzo silne wzrosty indeksów giełdowych, co jest szczególnie widoczne na rynku europejskim. Wynika to z tego, że osłabienie się europejskiej waluty w stosunku do dolara zwiększa atrakcyjność i opłacalność eksportu, zwłaszcza niemieckiego, co wpływa na rentowność przedsiębiorstw i wyższą wycenę ich akcji.

Od dwóch miesięcy dolar się jednak cofa. Wszystko przez dane z amerykańskiej gospodarki, której tempo zdrowienia zdaje się wyhamowywać. Wzrost o 0,2 proc. amerykańskiego produktu krajowego brutto w I kwartale to mniej niż prognozowany przez analityków 1 proc. i znacznie mniej niż 2,2 proc. wzrostu, jaki gospodarka USA osiągnęła w ostatnim kwartale poprzedniego roku. Skutki związanego z tym korzystnego dla eksporterów zza oceanu osłabienia amerykańskiej waluty już widać na światowych parkietach. Niemiecki indeks giełdowy DAX od początku tygodnia stracił prawie 5 proc., amerykański Dow Jones pozostaje zaś na podobnym poziomie jak tydzień temu.

– To będzie skutkowało dość wyraźnym wpływem głównie na rynek akcji, który będzie pod wpływem czynników sprzyjających wzrostom cen akcji w USA. Natomiast dolar powinien się konsolidować bądź lekko się osłabić – przewiduje Andrzej Stefaniak.

Słabsze dane sprzyjają oddaleniu perspektywy podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych z czerwca na wrzesień bądź jeszcze dalej, choć oficjalnie Fed takiej deklaracji nie złożył. Ekonomiści jednak są coraz mocniej przekonani, że cykl podwyżek amerykańskich stóp procentowych rozpocznie się pod koniec tego roku i potrwa około 18 miesięcy. To by oznaczało, że zakończy się w 2017 roku.

– Najbardziej prawdopodobny scenariusz to bardzo stopniowe podnoszenie stóp procentowych prognozuje główny dealer walutowy DMK. – Wszystko ze względu na to, że rynek jest przyzwyczajony do stóp na bardzo niskim, bliskim zera poziomie i gwałtowne podwyższanie stóp procentowych mogłoby wywołać szok w gospodarce i na rynkach finansowych, a tego Fed prawdopodobnie nie chce. Nie zależy mu na tym, dlatego należy się spodziewać raz na kwartał malutkiej podwyżki o 25 punktów bazowych, tak żeby w okolicach 2016 roku albo pod koniec tego roku stopy osiągnęły poziom około 2 proc.

Wraz ze wzrostem stóp w USA wzmacniać będzie się dolar, a to przyniesie wzrosty cen na europejskich giełdach. Dla europejskich firm mocna waluta w Stanach Zjednoczonych oznacza wyższe zyski z eksportu. Osiągnięcia parytetu, czyli sytuacji, gdy 1 euro kosztuje 1 dolara, oczekiwać można jeszcze w tym roku.

Jeżeli tak będzie, to wtedy należy założyć, że kurs dolar/złoty będzie równy kursowi euro/złoty ocenia Andrzej Stefaniak z DMK. – Czyli można się spodziewać zrównania par złotówkowych. Myślę, że to jest scenariusz bazowy i im bliżej końca roku, tym jest większe prawdopodobieństwo, że tak będzie.

DPD Polska: w tym roku osiągniemy 1,1-1,2 mld zł obrotów

0

CEO Magazyn Polska

DPD Polska po przejęciu firmy kurierskiej Siódemka chce wykorzystać efekt skali. Kupiony podmiot, inaczej niż DPD, specjalizuje się w obsłudze dużej liczby mniejszych przedsiębiorstw i osób prywatnych. Po połączeniu potencjałów przedsiębiorstwo będzie obsługiwało wszystkie grupy klientów, co da mu niemal jedną czwartą krajowego rynku ekspresowych przesyłek i paczek. Przychody firmy w br. powinny dwucyfrowo przekroczyć miliard złotych.

W wyniku fuzji z Siódemką powstała duża firma z bardzo pokaźną ekonomią skali – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Rafał Nawłoka, prezes DPD Polska. – Obecnie przedsiębiorstwo jest w stanie być liderem zarówno w przesyłkach biznesowych, jak i przesyłkach do osób prywatnych.

Umowa kupna od Abris Capital Partners 100 proc. akcji firmy kurierskiej Siódemka przez należącą do francuskiej grupy GeoPost spółkę DPD Polska została podpisana na początku października ubiegłego roku. W wyniku transakcji powstał podmiot kontrolujący około 20 proc. rynku usług ekspresowego doręczania przesyłek i paczek w Polsce. DPD powstało, jak przypomina prezes Nawłoka, jako firma obsługująca przede wszystkim duże przedsiębiorstwa. Siódemka natomiast była nastawiona na świadczenie usług dużej liczbie mniejszych podmiotów, w tym małych i średnich przedsiębiorstw oraz osób prywatnych.

Połączenie tych obszarów daje dosyć ciekawy obraz – ocenia prezes Nawłoka. – Obecnie jesteśmy praktycznie wszędzie. Tegoroczne obroty powinny przekroczyć miliard zł być może nawet o 10-20 proc.

DPD Polska, jak informuje szef tego przedsiębiorstwa, należy do grona najwięcej inwestujących firm kurierskich. Pod koniec 2012 roku w Strykowie koło Łodzi, w miejscu krzyżowania się największych szlaków komunikacyjnych, powstała nowa sortowania, jedna z największych tego rodzaju placówek w Europie (blisko 14 tys. mkw.). W br. planowane jest uruchomienie baz (tzw. depotów) w Poznaniu i okręgu katowickim. Trwa także modernizacja takiej placówki w Gdańsku.

Inwestycje idą więc wraz z rozwojem sieci i wolumenów – zauważa Rafał Nawłoka. – Również całkiem sporo zatrudniamy. W tej chwili mamy przeszło dwa tysiące pracowników oraz pięć tysięcy kurierów. Tego rodzaju firma to przede wszystkim człowiek, ktoś, kto paczki obrabia, doręcza, zajmuje się nimi w magazynie. W branży jest więc bardzo proste przełożenie: im więcej paczek, tym szybciej musi przybywać ludzi.

Jeden kurier doręcza dziennie około 100 paczek. Przyrost wolumenu w takiej wielkości oznacza zatem zatrudnienie nowego pracownika na tym stanowisku. Jeszcze kilka lat temu DPD obsługiwała około 150 tys. paczek. W tej chwili ma ich blisko pół miliona, co oznacza wzrost przeszło trzykrotny.

W tym roku chcemy powiększyć się o około 15 proc. – prognozuje prezes Nawłoka. – O tyle więc musimy zwiększyć zatrudnienie kurierów, magazynierów oraz osób, które pracują z klientami.

Rynek jednak w ostatnich latach, jak wskazuje prezes, znacząco się zmienił. W sprawie nowych produktów i usług spółka wcześniej rozmawiała głównie z nadawcami przesyłek. Obecnie kładzie nacisk na postrzeganie usług głównie przez odbiorców.

E-commerce wciąż dominuje, wprowadzamy więc produkty, które są w jego stronę ukłonem – podsumowuje prezes Nawłoka. – Jednym z nich jest Predict, który pozwala na zawężenie czasu dostawy do dwóch godzin. Także PickUp [sieć miejskich placówek umożliwiających nadania i odbiory paczek w wygodnych lokalizacjach – red.] jest bardzo blisko konsumenta.

Warunki zatrudnienia pracowników coraz ważniejsze przy zamówieniach publicznych

CEO Magazyn Polska

Zamawiający przy wyborze oferty powinien brać pod uwagę nie tylko cenę, lecz także warunki zatrudnienia jakie są w danej firmie, np. liczbę zatrudnionych na etacie – uważa minister pracy i apeluje o zmianę podejścia w zamówieniach publicznych. Jego zdaniem coraz lepsza sytuacja na rynku pracy powinna skutkować również poprawą jakości zatrudnienia.

Dokonujemy zmian, żeby umowy terminowe nie trwały wiecznie – w ograniczeniu do 33 miesięcy sumy wszystkich umów, jak również zrównanie okresów wypowiedzeń, czyli podniesienie okresów wypowiedzeń dla umów na czas określony. To jest wzmocnienie pozycji pracownika – mówi agencji Newseria Biznes minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Rząd przyjął nowelizację Kodeksu pracy dotyczącą warunków zatrudnienia na czas określony pod koniec marca. Po pierwszym czytaniu w Sejmie projekt trafił do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Zmiany zakładają ograniczenie czasu trwania umów terminowych do maksymalnie 33 miesięcy. Dotychczasowy okres wypowiedzenia w umowie na czas określony wynoszący dwa tygodnie zostanie zrównany z czasem przewidzianym dla umów na czas nieokreślony. Jeśli staż pracy przekroczył pół roku, to pracownik objęty zostanie miesięcznym okresem wypowiedzenia, w przypadku umowy trwającej co najmniej 3 lata będą to trzy miesiące.

Jakość zatrudnienia powinna poprawiać się wraz z coraz lepszą sytuacją na rynku pracy. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec ubiegłego roku całkowita liczba osób zatrudnionych w gospodarce narodowej przekroczyła 16 milionów osób. W tym roku bezrobocie ma w dalszym ciągu spadać, dzięki 5,5 mld zł jakie resort pracy przeznaczył w tym roku na aktywizację osób poszukujących pracy.

Jak podkreśla minister pracy, do poprawy sytuacji pracowników może przyczynić się również zmiana filozofii w zamówieniach publicznych.

Bardzo ważne jest wykorzystanie klauzuli społecznej w zamówieniach publicznych – nie tylko wartość oferty i cena powinny odgrywać najważniejszą rolę, lecz także jakość zatrudnienia, czyli to, czy oferujący zatrudnia na umowę o pracę, czy oferowane płace są gwarantowane przynajmniej na poziomie minimalnym w ramach zamówienia – wyjaśnia minister.

Klauzula społeczna przy zamówieniach publicznych umożliwia umieszczenie w specyfikacji określonych wymagań społecznych stawianych wykonawcy. Zapisy mogą dotyczyć między innymi wymogu zatrudnienia osoby niepełnosprawnej lub bezrobotnej. Klauzula to rozwiązanie obecne zarówno w prawie unijnym, jak i polskim Prawie zamówień publicznych.

Udało się to już zrobić w resorcie pracy – w przetargach na usługi ochroniarskie czy usługi związane z dbaniem o czystość wpisujemy obowiązek zatrudniania na etacie – mówi Kosiniak-Kamysz. – Będę zachęcał wszystkich partnerów w rządzie i wszystkie instytucje do stosowania klauzuli społecznej. Taka promocja jest bardzo potrzebna. Będę zachęcał partnerów samorządowych, korporacje samorządowe, władze województw, gmin, wszystkich samorządowców ze szczególnym uwzględnieniem marszałków, bo tam będzie dużo przetargów w związku z inwestycjami unijnymi – wylicza.

Biurokracja jednym z głównym hamulców polskiego wzrostu gospodarczego

CEO Magazyn Polska

Ograniczenie biurokracji i zmiana struktury eksportu są konieczne do utrzymania rozwoju gospodarczego w kolejnych latach. To szczególnie ważne dla małych i średnich przedsiębiorstw, które są mocno obciążone podatkami. Bez redukcji ograniczeń biurokratycznych w sytuacji kończącego się wsparcia unijnego sektor ten może mieć kłopoty z dalszym wzrostem.

Na rozwoju gospodarczy Polski największy wpływ mają małe i średnie przedsiębiorstwa. Dlatego należy robić wszystko, aby ograniczać bariery rozwoju tych firm – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. nadzw. dr hab. Sławomir Jankiewicz, dyrektor Instytutu Nauk Ekonomicznych w Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu. – Podstawową barierą jest biurokracja. Wskazywana jest ona zarówno przez Unię Europejską, naukowców, jak i przez samych przedsiębiorców.

Taki wniosek płynie również z najnowszego raportu OECD na temat wzrostu gospodarczego. Zniesienie barier w administracji i ograniczenie kosztów jest według ekonomistów tej organizacji jednym z koniecznych warunków przyspieszenia rozwoju polskiej gospodarki i tworzenia nowych miejsc pracy.

Jankiewicz podkreśla, że małe i średnie firmy mają największe znaczenie dla polskiego rozwoju gospodarczego. Odpowiadają one za niemal połowę polskiego PKB oraz zatrudniają niemal 6 mln osób.

Drugim z czynników napędzających polską gospodarkę jest eksport. Dynamika wzrostu sprzedaży zagranicznej w ostatnich latach utrzymuje się na wysokim poziomie, chociaż stopniowo maleje. Jeszcze w 2010 i 2011 r. dynamika rocznego wzrostu eksportu była dwucyfrowa, ale w 2014 r. sprzedaż zagraniczna wzrosła tylko o 5,3 proc. rok do roku.

Jak podkreśla prof. Jankiewicz, polski rząd musi rozpocząć działania mające na celu poprawę sytuacji małych i średnich firm, a w szczególności tych sprzedających za granicę.

Wojna na Ukrainie, aneksja Krymu przez Rosję i embargo nałożone na Rosję spowodowały, że w Polsce załamał się eksport. Problemy eksportu krótkookresowo zostały dzięki przedsiębiorczości eksporterów zniwelowane. Niemniej trzeba zwrócić uwagę, że długookresowo nie uda się utrzymać takiej dynamiki eksportu, jeżeli nie zmienimy jego struktury – podkreśla prof. Jankiewicz.

Według niego potrzebne jest zwiększenie udziału sprzedaży produktów przetworzonych, a nie tylko surowców w eksporcie. To jednak wymaga wsparcia ze strony państwa. Rząd musi także skupić się na ułatwieniach administracyjnych oraz fiskalnych.

To wymaga przemyślanej i konsekwentnie realizowanej polityki ze strony państwa oraz zmiany w podejściu biurokratycznym. Można podać przykład chociażby wysokiego wysokiego opodatkowania płacy minimalnej, które jest wyższe niż np. we Francji czy Wielkiej Brytanii – mówi prof. Jankiewicz.

Zwraca uwagę również na to, że źródłem problemów jest wysoki dług publiczny. Rząd, starając się zmniejszyć zadłużenie, sięga do kieszeni małych i średnich przedsiębiorców. Prof. Jankiewicz tłumaczy, że dzieje się to na dwa sposoby – po pierwsze, państwo ogranicza dostępność finansowania zewnętrznego, a po drugie, podnosi podatki.

Sytuacji nie są w stanie naprawić niskie stopy procentowe, bo banki komercyjne nie zawsze całkowicie dostosowują się do stawek ustalonych przez Radę Polityki Pieniężnej. Do tego nawet nisko oprocentowane kredyty są obciążane wysokimi marżami.

Trzeba także pamiętać o tym, że większość przedsiębiorstw w Polsce to małe i średnie przedsiębiorstwa, które w ograniczonym zakresie korzystają z finansowania zewnętrznego – dodaje prof. Jankiewicz.

Według niego nawet środki unijne tylko w ograniczonym stopniu sprzyjają małym i średnim przedsiębiorstwom. Fundusze z UE trafiły w Polsce przede wszystkim na infrastrukturę oraz innowacyjność, a te przedsiębiorstwa, które prowadzą działalność w pozostałych sektorach gospodarki, nie mogą liczyć na duże wsparcie. Prof. Jankiewicz dodaje, że sytuacja stanie się jeszcze trudniejsza po 2020 r., bo wtedy znacznie zmaleją dopłaty z Brukseli dla polskiej gospodarki.