Citi szuka w Polsce nowych rozwiązań dla bankowości mobilnej

CEO Magazyn Polska

Polska dołączyła do krajów, w których Citi poszukuje nowych technologii dla bankowości mobilnej, organizując otwarte konkursy. W ramach tzw. hackathonu Citi Mobile Challenge o nagrody w wysokości 100 tys. dolarów i możliwość wdrożenia pomysłu rywalizuje ponad 700 zespołów. Organizacja jednego z czterech konkursów w Warszawie to duża szansa dla krajowych start-upów.

Citi Mobile Challenge to wydarzenie o charakterze globalnym, na którym gromadzimy najlepszych programistów z całego świata, aby pomogli nam rozwiązać problemy istniejące w bankowości. Jedni proponują rozwiązania dla klientów, inni redefiniują to, w jaki sposób postrzegamy łańcuch wartości – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Heather Cox, dyrektor obsługi klienta, systemów cyfrowych i marketingu w sektorze bankowości detalicznej Citi.

Regionalny konkurs dla Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, czyli obszaru EMEA, to największy spośród organizowanych przez Citi hackathonow. Odbywa się w czterech miastach – w tym roku to Jerozolima, Londyn, Nairobi i Warszawa. W każdym z nich do finału zakwalifikowanych zostanie maksymalnie 20 zespołów lub programistów.

W konkursie biorą udział zespoły z bardzo różnymi rozwiązaniami. Wśród nich są propozycje połączenia bankowości mobilnej z popularnymi serwisami społecznościowymi oraz usługi oparte na lokalizacji telefonu komórkowego.

– Tego typu spotkania są ważne dla polskiego środowiska start-upów, innowatorów, bo pobudzają wyobraźnię i pomagają im się rozwinąć. Taki start-up wychodzi przed szereg inwestorów, przed duże przedsiębiorstwa, zderza się z tymi środowiskami, może dzięki temu skorygować, poprawić rozwiązania tak, aby można je było sprzedać – wyjaśnia Łukasz Strzałkowski z Platformy Komunikacji Rozwiązań Mobilnych.

Jego firma proponuje technologię lokalizacji w oparciu o femtokomórki, czyli niewielkie nadajniki, dzięki którym można tworzyć tanie i wydajne sieci samoorganizujące się SON (self-organising networks).

Jak wyjaśnia Eryk Szweryn z tego samego zespołu, taka usługa funkcjonuje podobnie, jak te wykorzystujące np. moduł Bluetooth, jednak pozbawiona jest wymagań technicznych związanych z konkretnym systemem. Dzięki femtokomórkom np. w momencie wejścia do banku na telefonie użytkownika może uruchomić się wprost z serwera banku określona aplikacja. Takie rozwiązania mogą być szczególnie przydatne dla osób o ograniczonej zdolności widzenia lub słyszenia.

Jednym z rywali Platformy Komunikacji Rozwiązań Mobilnych jest spółka Namu Systems, która proponuje zmianę systemu bankowości mobilnej na taki przypominający Pinterest, jeden z popularnych serwisów społecznościowych wykorzystywanych do dzielenia się zdjęciami.

Dziś młodzi ludzie, tzw. millenialsi, chętnie używają aplikacji, które umożliwiają wstawianie zdjęć, jak Facebook, Instagram czy Pinterest. Natomiast aplikacje bankowe niewiele mają z tym wspólnego. Chcemy więc zbliżyć aplikacje bankowe do aplikacji społecznościowych, poprzez dodanie obrazów, kontaktów, sfery społecznej i emocji – wyjaśnia Thomas Ko, prezes Namu Systems.

Lista zwycięzców hackathonu zostanie wyłoniona do końca maja. Cox wyraża nadzieję, że będą wśród nich polskie zespoły. Citi organizowało wcześniej podobne hackathony w Ameryce Północnej i Łacińskiej. Rozwiązania mogą zostać wcielone w życie we wszystkich oddziałach Citi na całym świecie, w tym również w polskim.

Jako start-up potrzebujemy projektu, aby go wdrożyć i zobaczyć, jak klienci korzystają z naszych rozwiązań i jakie czerpią z nich korzyści. Najlepsze możliwości tworzą właśnie duże banki, które pracują ze start-upami, dając nam możliwości eksperymentowania i wprowadzania innowacji. W Citi Mobile Challenge udowodnili, że niektórzy innowatorzy mają możliwości współpracy z tym bankiem – podkreśla Thomas Ko.

Wszystkie sądy w kraju wkrótce z takimi samymi stronami internetowymi

CEO Magazyn Polska

Resort sprawiedliwości pracuje nad stworzeniem jednolitego wortalu dla wszystkich sądów w kraju. Ma to ułatwić dostęp do wymiaru sprawiedliwości obywatelom i przedsiębiorcom. Ministerstwo uczestniczy też w projekcie budowania platformy e-usług dla obywateli. Już teraz przez sieć można uzyskać informacje m.in. z Krajowego Rejestru Sądowego i ksiąg wieczystych obydwie usługi cieszą się bardzo dużą popularnością.

Ministerstwo Sprawiedliwości dołączyło niedawno do unijnego programu e-CODEX, który ma ułatwić współpracę transgraniczną i poprawić dostęp obywateli i firm do zagranicznych wymiarów sprawiedliwości. To tylko jeden z wielu projektów, które mają ułatwić dostęp do sądów przez internet.

Dużo osób korzysta już z elektronicznego dostępu do Centralnej Bazy Danych Ksiąg Wieczystych. Popularny jest także internetowy dostęp do Krajowego Rejestru Sądowego. Wszyscy mogą za jego pomocą wyszukać podstawowe informacje o zarejestrowanych podmiotach, a przedsiębiorcy, przedstawiciele stowarzyszeń i fundacji mogą drogą internetową przesyłać niezbędne dokumenty.

Kolejnym kluczowym projektem, który chcemy rozwijać, jest wortal sądowy, w którym zunifikujemy wszystkie strony sądowe w Polsce tak, aby obywatel mógł bez najmniejszego problemu poruszać się po stronach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Eliza Wójcik, dyrektor generalny Ministerstwa Sprawiedliwości.

Resort sprawiedliwości uczestniczy też w pracach zmierzających do zwiększenia liczby usług świadczonych przez administrację państwową drogą elektroniczną.

Rusza szeroki projekt, w którym docelowo ma być uruchomionych 70 usług dla obywateli. W tej chwili przygotowujemy dwie: są to właśnie Księgi Wieczyste i Krajowy Rejestr Karny. To są najczęściej kierowane usługi do obywateli, a nie do przedsiębiorców. Przedsiębiorcy korzystają z KRS w bardzo szerokim zakresie, mówimy tu milionach informacji pobranych rocznie z rejestru sądowego – mówi Wójcik.

Z kolei dla zagranicznych podmiotów zaangażowanych w postępowania w polskich sądach oraz dla polskich firm i osób w odniesieniu do zagranicznych wymiarów sprawiedliwości dużym ułatwieniem będzie e-CODEX.

Podpisaliśmy umowę z Instytutem Logistyki i Magazynowania dotyczącą partnerstwa w projekcie e-CODEX – mówi Wójcik. – Projekt, w którym będziemy uczestniczyli, pozwala nam na współpracę na obszarze Unii Europejskiej. Dzięki niemu obywatele będą mogli pozyskiwać informacje, w jaki sposób dochodzić swoich praw na terenie Unii Europejskiej, wszystko dlatego, że pozwala on współpracować pomiędzy sądami różnych państw Unii Europejskiej. I to jest kluczowy element tego przedsięwzięcia.

e-CODEX to unijny projekt, który wystartował już w 2010 r. Koordynuje go Ministerstwo Sprawiedliwości niemieckiego regionu Nadrenia Północna-Westfalia. Budżet programu to na razie 24 mln euro, z czego połowę daje UE. e-CODEX ma umożliwić obywatelom bezpieczny dostęp do pewnych informacji oraz procedur prawnych w innych krajach UE. Ma także zwiększyć efektywność transgranicznej współpracy wymiarów sprawiedliwości.

Do tej pory Polskę w systemie e-CODEX reprezentował poznański Instytut Logistyki i Magazynowania, teraz rozwiązania wprowadzą także sądy i inne organy podległe Ministerstwu Sprawiedliwości. W ramach projektu e-CODEX rozwijane są rozwiązania techniczne, które pozwolą na komunikację z organami na terenie UE drogą elektroniczną. Przygotowywane moduły pozwolą m.in. na bezpieczną wymianę dokumentów z wykorzystaniem krajowych narzędzi elektronicznej identyfikacji.

Usługa będzie ułatwiała realizację usług transgranicznych zarówno po stronie polskich przedsiębiorców, jak i zagranicznych przedsiębiorców w kontekście spraw sądowych realizowanych w Polsce – wyjaśnia Marcin Kraska, kierownik Centrum Elektronicznej Gospodarki w Instytucie Logistyki i Magazynowania.

Od lipca koniec korekty podatku VAT w związku z upadłością kontrahenta

0

CEO Magazyn Polska

Od lipca modyfikacji ulegnie regulacja w zakresie stosowania tzw. ulgi na złe długi. Dostawcy, którzy nie otrzymali zapłaty za swój towar lub usługę, po wejściu w życie nowelizacji ustawy o podatku VAT nadal nie będą mogli dokonać korekty należnego podatku od towarów i usług w odniesieniu do dostaw wykonanych na rzecz kontrahentów w procesie likwidacji lub upadłości. Jednocześnie tacy kontrahenci nie będą zobligowania do dokonania korekty podatku VAT naliczonego.

Ta część nowelizacji, która proponuje wyłączenie z ulgi na złe długi podmiotów znajdujących się w upadłości lub likwidacji, relatywnie nie jest korzystna dla przedsiębiorców, dlatego że przesuwa skutki finansowe upadłości lub likwidacji przedsiębiorcy, który jest dłużnikiem, ze Skarbu Państwa na jego kontrahentów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes mec. Piotr Andrzejak, partner w Zespole Podatkowym Kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Znowelizowaną ustawa o podatku VAT prezydent podpisał 28 kwietnia. Nowe przepisy wejdą w życie 1 lipca br.

Nowelizacja dotyczy m.in. tzw. ulgi na złe długi, czyli przepisów dotyczących korekty VAT-u w sytuacji zaległości płatniczych lub nieuregulowania zobowiązań przez nabywcę towaru lub usługi przez okres dłuższy niż 150 dni.

W wyniku zaproponowanej zmiany podatnicy znajdujący się w stanie upadłości lub likwidacji nie będą obowiązani do korekty odliczenia podatku VAT naliczonego, a po stronie dostawców towarów i usług nie będzie uprawnienia do korekty podatku VAT należnego – wyjaśnia mec. Andrzejak.

Taka zmiana jest w praktyce korzysta wyłącznie dla fiskusa. Na upadłego lub likwidowanego dłużnika nie będzie nakładany obowiązek korekty podatku VAT naliczonego. Z kolei przedsiębiorcy, którzy sprzedali usługi lub towary firmom postawionym (choćby później) w stan upadłości lub likwidacji nie będą mogli dokonać korekty VAT należnego pomimo braku zapłaty. A w efekcie dostawcy ci, jako wierzyciele, będą mogli dochodzić roszczeń jedynie w postępowaniu upadłościowym co do całej kwoty należności (wraz z podatkiem VAT).

Co w praktyce, biorąc pod uwagę stan majątkowy kontrahenta, będzie wielce utrudnione, o ile w ogóle możliwe – zwraca uwagę mec. Andrzejak. Podkreśla: – To jest rozwiązanie, którego wcześniej w polskiej ustawie o VAT nie było.

Mec. Andrzejak zwraca również uwagę na to, że w nowelizacji znalazło się rozwiązanie rozszerzające zakres stosowania ulgi na złe długi na podmioty powiązane.

W przypadku gdy podmiot powiązany nie zapłaci za towar lub usługę w ciągu 150 dni od upływu terminu zapłaty, dostawca będzie mógł dokonać redukcji należnego podatku VAT. Do tej pory takie rozwiązanie było stosowane przy transakcjach z podmiotami niepowiązanymi.

Coraz więcej zleceń dla firm kurierskich dotyczy przesyłek międzynarodowych

CEO Magazyn Polska

Rosnący z roku na rok wolumen handlu internetowego sprawia, że przesyłki coraz częściej trafiają do klientów indywidualnych. Kolejnym coraz ważniejszym odbiorcą stają się klienci zagraniczni. Te dwa segmenty napędzają rozwój rynku firm kurierskich. Choć wciąż liczba przesyłek na osobę jest w Polsce niższa niż w innych krajach europejskich, to dorównujemy im już pod względem jakości i dostępności usług na tym rynku.

Szacowany na 5 mld zł rynek usług kurierskich w Polsce podlega w ostatnim czasie dynamicznym zmianom.

Największy wpływ na zmiany ma e-commerce i rozwój sklepów internetowych. Jeszcze do niedawna przeważali klienci biznesowi, którzy wysyłali innym klientom biznesowym, natomiast teraz rośnie liczba sprzedających przez internet klientów, którzy wysyłają do osób prywatnych – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Nawłoka, prezes DPD Polska.

Według danych za 2014 rok wartość sprzedaży internetowej w Polsce osiągnęła wartość ponad 27 mld zł. Oznacza to wzrost o 15 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Zwyżkowa tendencja charakteryzuje ten rynek już od kilku lat.

Rosnące znaczenie klientów sklepów internetowych nie jest jednak jedyną tendencją obserwowaną na polskim rynku usług kurierskich. Bardzo wyraźny jest także wzrost wolumenu sprzedaży kierowanej za granicę.

Obserwujemy wzrost aktywności polskich eksporterów. Zaczynają oni coraz więcej sprzedawać na Zachód, ponieważ mamy jedną z najlepszych sieci drogowych w Europie, to często korzystają z naszych usług. Widzimy, że ten rynek się rozwija, wzrasta liczba paczek i firmy coraz chętniej zaczynają sprzedawać do krajów ościennych – wyjaśnia Rafał Nawłoka.

Krajowe firmy kurierskie zdecydowaną większość swoich usług realizują jednak na terytorium kraju. Zagraniczne przesyłki stanowią na razie niewielki odsetek realizowanych zleceń.

To zależy od firmy. Powiedziałbym, że około 90 proc. to przesyłki krajowe, a 10 proc. – międzynarodowe, tak bardzo ostrożnie licząc – mówi Nawłoka.

Polski rynek usług kurierskich bardzo dobrze prezentuje się na tle innych krajów Europy. Według szacunków Instytutu Pocztowego w najbliższych latach liczba realizowanych przesyłek będzie rosła w dwucyfrowym tempie. Większość usług kurierskich dostępnych na Zachodzie znajduje się już także w ofercie operatorów działających w kraju.

Cały czas mamy jeszcze trochę mniej paczek na obywatela niż w krajach zachodnich i to też nakręca w jakimś stopniu rozwój rynku. Natomiast wszystkie usługi, które są dostępne na Zachodzie, zaczynają już być dostępne w Polsce – mówi prezes DPD Polska.

Dzięki rozwojowi własnej sieci oraz przejęciu w zeszłym roku Siódemki udział spółki DPD w krajowym rynku usług kurierskim wynosi obecnie 24-26 proc., a liczba klientów wzrosła do kilkunastu tysięcy. Rosnąca baza klientów wraz ze zmianą ich preferencji wymusza potrzebę szybkiej adaptacji firm kurierskich do nowego środowiska rynkowego.

Przede wszystkim trzeba być bliżej klientów. Jeżeli jeszcze do niedawna mieliśmy 3 tys. klientów, a w tej chwili mamy ich kilkanaście tysięcy, to musimy być bliżej nich, musimy do nich szybciej docierać. Musimy być nie tylko ich  partnerem, lecz także swojego rodzaju współpracownika, który pomaga im rozumieć pewne mechanizmy, doradza w niektórych kwestiach i wspiera ich rozwój – informuje prezes logistycznego operatora.

Według Rafała Nawłoki jednym z największych wyzwań dla firm kurierskich jest czas i forma dostawy towaru. W przypadku firmy DPD kompromisem pomiędzy wymaganiami klientów i ich możliwościami finansowymi jest standard, w którym towar dostarczany jest już następnego dnia od momentu nadania. Natomiast kwestia godzin dostaw przesyłek przemyślana została w ten sposób, aby maksymalnie uprościć klientowi ich odbiór.

Jak podkreśla, polski rynek usług kurierskich jest dość specyficzny. W odróżnieniu od innych krajów najczęściej wybieraną formą płatności jest zapłata gotówką przy odbiorze towaru.

Formy płatności zawsze są barierą. W Polsce dominuje gotówka, tzw. cash on delivery, czyli zapłata przy odbiorze towaru i to jest co najmniej 50 proc. wszystkich transakcji. Na razie nie zanosi się, żeby ten trend się znacząco zmienił – informuje Nawłoka.

Spółka DPD zatrudnia obecnie ponad 5500 pracowników, a za pomocą liczącej 3 tysiące pojazdów floty, dostarczane jest ponad 40 milionów paczek rocznie. Obroty firmy DPD przekraczają 1 mld zł.

W ubiegłym roku na rynku zarejestrowano rekordową liczbę luksusowych samochodów

CEO Magazyn Polska

Sytuacja na rynku samochodów z górnej półki w Polsce jeszcze nigdy nie była tak dobra. W ubiegłym roku zarejestrowano o 28 proc. więcej samochodów premium i aż o 52 proc. luksusowych. O zainteresowanie najbogatszych chce walczyć także polski producent. Arrinera jeszcze w tym roku wprowadzi na rynek pierwszy polski supersamochód w wersji wyścigowej, w przyszłym ma pojawić się wersja drogowa modelu Hussarya. Firma stawia na małe serie.

W historii segmentu supercars jeszcze nigdy nie było tak dobrego okresu, widać to po wszystkich znanych markach. Wypuszczają one małe serie, po kilkanaście czy kilkadziesiąt sztuk, i sprzedają je często w pierwszych dniach sprzedaży. Przykładem może być Lamborghini Sesto Elemento – pierwszego dnia sprzedano 20 sztuk bez homologacji, podobnie Ferrari LaFerrari czy Pagani Huayra – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Gniadek, wiceprezes zarządu Arrinera.

Raport KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” wskazuje, że samochody marek premium i luksusowych są największym segmentem tego rynku w Polsce. W 2014 roku jego wartość wyniosła 5,6 mld zł (w 2013 roku – 4,5 mld zł). Zanotowano również rekordowo wysoką liczbę rejestracji nowych samochodów marki premium (31,5 tys. – wzrost o 28 proc.) i luksusowych (94 sztuki – wzrost o 52 proc.).

Jak podkreśla ekspert, najbogatsi klienci często szukają samochodów z serii limitowanych. Zwracają też uwagę na jakość wykonania i detale.

Dlatego nasz samochód musi być dopracowany w każdym szczególe, nie ma miejsca na coś pośredniego. Musimy pokazać produkt, który będzie skończony w 100 proc. – wskazuje Gniadek.

Jeszcze w tym roku na torach wyścigowych ma pojawić się Arrinera Racing, pierwszy polski supersamochód. W 2015 roku firma chce wprowadzić pojazd w wersji drogowej – Arrinera Hussarya. Powstaną tylko 33 sztuki tego modelu. Samochód będzie kosztować ok. 500 tys. euro, skierowany będzie do kolekcjonerów, którzy szukają niepowtarzalnych pojazdów.

Jedyną możliwością, by odrodzić polską motoryzację i zapisać się na kartach historii, jest wypuszczenie małej serii – zaznacza wiceprezes Arrinery. – Następny model mamy już w planach, ale jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Najpierw musimy sprzedać pierwszy model i osiągnąć sukces, żeby myśleć o kolejnym, który będziemy wprowadzali na rynek. Interesują nas tylko małe serie i chcemy iść w tym samym kierunku, co firmy Pagani czy Koenigsegg.

Autem Arrinery, które będzie w stanie osiągnąć prędkość 340 km/h, zainteresowanie wyraziło już ponad 200 osób, w tym 38 z Polski. Arrinera szuka klientów m.in. na wielkich międzynarodowych targach samochodowych.

Chcemy też dotrzeć na rynek światowy, szukając dealerów w poszczególnych krajach, tak żeby mogli oni reprezentować naszą markę – mówi Piotr Gniadek.

Polskie e-sklepy szukają klientów za granicą

CEO Magazyn Polska

Mimo dynamicznego wzrostu e-commerce liczba e-sklepów w Polsce wciąż nie jest imponująca. Działa ich obecnie ok. 20 tys., jednak w kolejnych latach ta liczba może się podwoić. Szansą na pokonanie coraz większej konkurencji i zwiększenie rentowności są rynki zagraniczne. Answear.com, multibrandowy sklep internetowy, na razie poza Polską walczy o klientów w Czechach i na Słowacji, ale w planach jest również rynek ukraiński i rumuński.

Firma PMR w raporcie „Handel internetowy w Polsce 2014” wskazuje, że w 2014 roku wartość rynku sprzedaży internetowej przekroczyła 27,3 mld zł (rok wcześniej 23,8 mld, co oznacza 15 proc. wzrost). W tym roku dynamika wzrostu może być jeszcze większa, a obroty branży sięgną 33 mld zł.

Branża e-commerce szybko rośnie. Wszystkie prognozy mówią, że tak też będzie w najbliższych latach. Pozostaje się cieszyć i starać się zająć jak najlepszą pozycję wyjściową do dalszego rozwoju – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Bajołek, właściciel Answear.com, multibrandowego sklepu internetowego.

Zdaniem właściciela największym wyzwaniem dla przedsiębiorców działających w e-commerce jest rosnąca konkurencja. Raport Fundacji im. Lesława A. Pagi „E-commerce: Jak sprostać wyzwaniom dynamicznego rozwoju i stać się dominującym graczem?” wskazuje, że na rynku funkcjonuje obecnie ok. 20 tys. e-sklepów. Dynamika wzrostu branży powoduje jednak, że w ciągu najbliższych kilku lat ich liczba znacznie wzrośnie.

Toczy się walka o klientów i jak najlepsze miejsce na rynku. Konkurencja w e-commerce, dążenie do jak największych udziałów w rynku są rzeczywiście bardzo istotne. Przekłada się to następnie na koszty pozyskania klientów i wydatki marketingowe, które są olbrzymie w tej branży, tak by móc się rozwijać i nadążać za konkurencją – tłumaczy Bajołek.

Szansą na rozwój może być szerszy asortyment oferowanych produktów oraz wejście na rynki zagraniczne. Wciąż jednak na ekspansję zagraniczną decyduje się niewielu e-przedsiębiorców.

W e-commerce łatwo przekraczać granice i sprzedawać więcej niż tylko na jednym rynku, a trzeba to wykorzystywać. Penetracja internetu nie jest bardzo duża i choć branża rozwija się szybko, to firmy mają problem z dosyć małą skalą biznesu, co nie pomaga w osiągnięciu rentowności. Dążenie do powiększenia rynku jest dlatego czymś zupełnie naturalnym – przekonuje Krzysztof Bajołek w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Dlatego Answear.com już walczy o klientów w Czechach i na Słowacji. W tym roku planuje również otworzyć się na rynki ukraiński i rumuński.

W tym roku na wakacyjny wyjazd może wyjechać rekordowa liczba osób

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz częściej wyjeżdżają na wakacje. W ubiegłym roku na wypoczynek zdecydowało się 58 proc. osób. Ten rok może być dla branży jeszcze bardziej udany. Na czerwiec urlop zaplanowało o 10 proc. więcej osób niż w roku ubiegłym, a w przedostatnim tygodniu kwietnia liczba rezerwacji wycieczek wzrosła o 26 proc. Zdaniem ekspertów to nie tylko kwestia lepszej sytuacji gospodarstw domowych, lecz także większego poczucia bezpieczeństwa klientów.

Od kilku lat systematycznie rośnie liczba Polaków, którzy decydują się na wakacyjny wypoczynek. Z szacunków Ministerstwa Sportu i Turystyki wynika, że w 2014 roku na urlop wyjechało 58 proc. osób (w 2011 r. – 43 proc.).

Polska branża turystyczna jest w tej chwili wzmocniona. Rynek powinien być wzrostowy, myślę że tylko jakiś kataklizm związany z bezpieczeństwem w Europie czy na świecie mógłby spowodować zawirowania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sylwester Krzysztof Strzylak, prezes zarządu biura podróży Alfa Star.

Ubiegły rok był dla biur podróży wyjątkowo udany i wszystko wskazuje jednak na to, że w tym roku na wakacje wyjedzie jeszcze więcej Polaków. Z raportu Expandera i TravelPlanet.pl wynika, że np. na czerwiec urlop zaplanowało o 10 proc. więcej osób niż rok wcześniej. Podobnie może być w lipcu i sierpniu. Z ostatniego raportu Polskiego Związku Organizatorów Turystyki wynika, że w przedostatnim tygodniu kwietnia liczba rezerwacji wycieczek w biurach podróży wzrosła o nieco ponad 26 proc., a liczba klientów – o 27,2 proc.

Wciąż większość klientów poluje na oferty last minute, jednak biura podróży zauważają rosnącą liczbę wcześniejszych rezerwacji. Najpopularniejsze kierunki od lat się nie zmieniają – to Turcja, Grecja, Hiszpania i północna Afryka.

Polacy więcej podróżują i czerpią z tego dużo radości. Jest to zawsze związane z sytuacją w gospodarce. Jeśli ludzie otrzymują wypłaty na czas, to mają możliwość wyjazdu. O wypoczynku myślimy tylko wówczas, gdy wszystkie inne potrzeby mamy już zapewnione – wskazuje Strzylak.

Klienci są też lepiej chronieni przed upadłością biur. Po tym jak w 2012 roku upadło 10 biur podróży (m.in. Sky Club, Alba Tour), rok później wprowadzono wyższe minimalne kwoty gwarancyjne. Przedsiębiorcy, którzy rozpoczynają działalność turystyczną, muszą wpłacić nawet 250 tys. euro. Dla działających biur i pobierających zaliczki od klientów minimalna kwota to 12 proc. rocznego przychodu (nie mniej niż 149 tys. euro).

Klient jest naprawdę dobrze ubezpieczony, bo to my za wszystko odpowiadamy. Można czuć się bezpiecznie, szczególnie u dużych touroperatorów – podkreśla Strzylak.

Dla branży turystycznej wciąż problemem jest szara strefa, czyli podmioty, które organizują wyjazdy bez posiadania wymaganych gwarancji i zezwoleń. Jak podkreśla Strzylak, dotyczy to przede wszystkim wyjazdów dla młodzieży i wyjazdów pielgrzymkowych.

To trzeba poprawić – podkreśla prezes Alfa Star. – Nie może być tak, że ktoś prywatnie robi wycieczki dużo taniej, bo nie ubezpiecza. Niestety, takie rzeczy wychodzą dopiero, kiedy klientom przydarzy się jakieś nieszczęście – wskazuje.

Decyzje UE w sprawie GMO

Komisja Europejska proponuje zmianę przepisów rozporządzenia 1829/2003 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 września 2003 r. w sprawie genetycznie zmodyfikowanej żywności i paszy (Dz.Urz. UE L 268 z 18.10.2003, str. 1; Dz.Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 13, t. 32, str. 432).

Fot. FlagiFot. Flagi

Proponowana zmiana umożliwiać będzie państwom członkowskim wprowadzenie ograniczenia lub zakazu stosowania w części lub na całym ich terytorium GMO żywności i paszy, zatwierdzonej na poziomie Unii Europejskiej, w wyniku nadrzędnych przyczyn innych niż ryzyko dla zdrowia ludzi i zwierząt, lub środowiska – są to kryteria inne niż te oceniane przez EFSA w ocenie ryzyka.

Każde państwo członkowskie chcące wykorzystać powyższy zakaz będzie musiało przedstawić indywidualne uzasadnienie, biorąc pod uwagę dany organizm transgeniczny, typ przewidywanego środka, oraz szczególne okoliczności na poziomie krajowym i regionalnym, które mogą uzasadnić wprowadzenie takiego zakazu.

Zaproponowany system umożliwiać będzie zastosowanie uzasadnionych czynników w celu wprowadzenia zakazu, przy zachowaniu jednocześnie legalności środków względem zasad obowiązujących na rynku wewnętrznym Unii Europejskiej i instytucjonalnych unijnych ram.

Ponadto komisja zobowiązała się do przeprowadzenia przeglądu obowiązujących przepisów dotyczących autoryzacji organizmów zmodyfikowanych genetycznie mających zastosowanie w żywieniu zwierząt oraz w żywności.

W komunikacie przedstawiono wyniki przeglądu procesu decyzyjnego w sprawie zatwierdzania GMO oraz wskazano  motywy, które stoją za wnioskiem ustawodawczym przyjętym przez Komisję.

Komisja proponuje zmianę ram prawnych procesu decyzyjnego dotyczącego genetycznie zmodyfikowanej żywności i paszy.

Komisja proponuje również, by państwa członkowskie mogły z uzasadnionych względów ograniczyć stosowanie GMO lub zakazać jego stosowania na swoich terytoriach, jednocześnie zapewniając, by środki te były zgodne z przepisami dotyczącymi rynku wewnętrznego i z ramami instytucjonalnymi UE.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

W Polsce zabraknie rąk do pracy?

Z najnowszego raportu Work Service „Migracje zarobkowe Polaków” wynika, że odsetek osób rozważających emigrację zarobkową utrzymuje się na stałym wysokim poziomie. Co piąty Polak rozważa opuszczenie kraju i szukanie w najbliższym roku pracy za granicą.

Odsetek zdecydowanie planujących wyjazd z kraju wzrósł do 6,4% w tym roku, wobec 5% w 2014 r. To oznacza, że zdecydowanych na emigrację jest o 250 tys. osób więcej niż w roku ubiegłym. I na tym nie kończą się złe wiadomości. Na rynek pracy wchodzi niż demograficzny. Oba czynniki mogą oznaczać problemy dla poszukujących pracowników.

W niektórych branżach pojawią się braki jeśli chodzi o pracowników. Początkowo będzie to dotyczyło wąskich specjalizacji tj. nowe technologie, usługi medyczne –  mówi newsrm.tv Jacek Brzozowski, doradca Prezydenta Pracodawców RP.

Pustelnik: W Nepalu zaczyna się liczenie strat

Rośnie liczba ofiar tragedii w Nepalu. Najnowsze dane mówią już o ponad czterech tysiącach zabitych w wyniku sobotniego trzęsienia ziemi. Na miejscu cały czas trwa akcja ratownicza.

– Teraz trwa faza stabilizacji katastrofy. Zaczyna się liczenie strat. Przez pierwsze dwa dni największa uwaga była skupiona na dużych miastach. W nich straty ludzkie i materialne są najbardziej widoczne. Natomiast bardzo poważne straty są też w infrastrukturze wiejskiej. Nepal jest krainą bardzo górzystą. Żeby mieszkańcy mogli się przemieszczać potrzebują ogromnej liczby mostów zwodzonych, które były budowane latami. W tej chwili trwa inwentaryzacja uszkodzonych i ocalałych mostów – powiedział newsrm.tv Piotr Pustelnik, himalaista.

Sobotnie trzęsienie ziemi było najsilniejszym od 81 lat, miało siłę 7,8 stopnia w skali Richtera.

NewsrmTV

Hotele tracą na spadku rubla

Hotele w Jekaterynburgu i Petersburgu tracą na spadku wartości rubla. W tych obiektach przy niezmiennym obłożeniu, ceny pokoi – które były niższe na skutek tańszego rubla – spowodowały spadek przychodów ze sprzedaży 10 % w porównaniu z rokiem 2013 – poinformował Warimpex.

Kryzys odbił się̨ także na hotelach spoza Rosji, odwiedzanych głównie przez gości rosyjskich i ukraińskich. Najsilniej odczuł to hotel Dvorak w czeskich Karlovych Varach, który zanotował spadek sprzedaży o 20 %. W zakresie wycen, największy wpływ na wynik w Rosji miały spadki wartości nieruchomości biurowych. Ostatecznie spadł także wynik z działalności finansowej na skutek obniżenia kursu rubla.

Natomiast przyglądając się trendom można zauważyć, że jakość i marki zaczynają odgrywać coraz ważniejszą rolę przy wyborze hotelu.

– Podobnie jak w wielu innych segmentach rynku, również na rynku hoteli bardzo istotną rolę odgrywa Internet. Coraz częściej w ten sposób dokonywane są rezerwacje. Klienci też oczekują dostępu do bezprzewodowej sieci. To jest już standardem jak kiedyś telewizor – powiedział newsrm.tv Christoph Salzer, Prokurist Regional Director Warimpex.

Okazuje się też, że Polska jest bardzo aktywnym rynkiem dla branży hotelarskiej. Przez nasz kraj przemieszcza się wielu gości zagranicznych.  W  hotelach należących do Warimpex większość gości to osoby podróżujące. Mniej natomiast jest gości z Polski.

Otwarcie Światowej Wystawy EXPO 2015

W Mediolanie 1 maja 2015 r. nastąpiło uroczyste otwarcie Światowej Wystawy EXPO 2015.  Do 31 października 2015 r. zaprezentuje się  tam niemal 150 państw oraz organizacji, które przedstawią swoje osiągnięcia związane z przemysłem rolno-spożywczym. W inauguracji wydarzenia wziął udział Podsekretarz Stanu w MG Arkadiusz Bąk. 

Organizowane od 1851 roku wystawy EXPO uznawane są za najbardziej prestiżowe wydarzenia promocyjne na świecie. Tematem przewodnim tegorocznej wystawy jest hasło „Wyżywienie planety, energia dla życia”.

Na wystawie również Polska ma swój pawilon w ramach którego zaplanowano szereg wydarzeń promujących polski przemysł rolno-spożywczy, m.in. pokazy kulinarne, konferencje, debaty i spotkania promocyjne.

Pawilon Polski to czwarty co do wielkości pawilon wśród wszystkich krajów biorących udział w Wystawie. Znajduje się w samym centrum przestrzeni wystawienniczej, tuż obok pawilonu organizatora Wystawy – Włoch, a także m.in. Francji, Holandii czy Watykanu.

Zwycięski projekt został wyłoniony spośród 59 prac zgłoszonych do konkursu zorganizowanego przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Projekt architektów z warszawskiej pracowni 2pm przedstawia charakterystyczny dla polskiego krajobrazu sad jabłoni otoczony lustrami. Wnętrze kryje się  za prostą, ażurową konstrukcją, nawiązującą do drewnianych skrzynek na jabłka. Projekt w sposób twórczy wykorzystuje tradycje polskiego sektora rolno-spożywczego, budząc skojarzenia z jabłkami, jednym z eksportowych hitów polskiego rolnictwa.

Scenariusz ekspozycji

Wewnątrz Pawilonu zwiedzający zapoznają się z bogatą prezentacją uzupełnioną innowacyjną, multimedialną formą przekazu.

Prezentacja ma charakter narracji, która z jednej strony eksponuje wspólne dla Polaków i Włochów skojarzenia kulturowe, znaczenie więzów rodzinnych czy gościnność, z drugiej zaś osiągniecia polskiego przemysłu rolno-spożywczego. Wizualnym motywem przewodnim jest zaś słynna rzymska płaskorzeźba Bocca delle Verità (Usta Prawdy).

Wejście do Pawilonu Polski prowadzi przez wysoką, wąską szczelinę, która kieruje gości do sielankowego sadu jabłoni, inspirowanego obrazem Mehoffera pt. „Dziwny ogród”. W przestrzeni ogrodu pojawiają się również  audiowizualne nawiązania do szczególnie cenionej we Włoszech poezji Wisławy Szymborskiej.

Opowieść o polskim dziedzictwie spożywczym, zarówno na gruncie symboliki, wartości, tradycji, jak i na gruncie gospodarczym, jest prowadzona na niemal 1400 mkw. przestrzeni ekspozycyjnej, na której znajdą się m.in. m.in. instalacja multimedialna prezentująca polski przemysł rolno-spożywczy, przestrzeń interakcji z najmłodszymi gośćmi Pawilonu, wystaw czasowych i regionalnych, restauracja, sklep czy sala kinowa.

Udziałowi Polski w Wystawie Światowej EXPO 2015 towarzyszy program gospodarczy, który uwzględnia m.in. misje gospodarcze, udział w targach oraz wydarzeniach branżowych, konferencje naukowe czy seminaria.

Ministerstwo Gospodarki (MG)
Ministerstwo Gospodarki (MG)

Polski start-up Zencard triumfuje w Dolinie Krzemowej

Projekt Zencard okazał się najlepszy na prezentacji start-upów z krajów Grupy Wyszehradzkiej, w sercu Doliny Krzemowej w Kalifornii. Pokonał firmy technologiczne z Węgier, Czech i Słowacji. Współorganizatorem konkursu była Konfederacja Lewiatan.

Dwanaście firm technologicznych, po trzy z Polski, Węgier, Czech i Słowacji, dzięki dotacji uzyskanej z Funduszu Wyszehradzkiego oraz od partnerów prywatnych (KPMG), miało okazję odwiedzić kilka największych innowacyjnych firm Doliny Krzemowej, jak Google, Facebook i Airbnb. Na finałowej prezentacji w siedzibie GSV Labs w Redwood City amerykańskim inwestorom przedstawiono trzyminutowe prezentacje wszystkich projektów. Bezapelacyjne zwycięstwo, zdaniem zarówno publiczności, jak i głosami jury, odniósł polski projekt Zencard.

Zencard to innowacyjne na skalę światową rozwiązanie lojalnościowe. Zastępuje wszelkie karty lojalnościowe, pozwalając na jednoznaczne identyfikowanie użytkownika w chwili dokonywania zakupu na podstawie narzędzia płatniczego – karty kredytowej, debetowej działającej w dowolnym systemie lub każdego popularnego bezkartowego systemu płatności (jak ApplePay). Zencard ma już pierwszych klientów w Polsce, poszukuje partnerów biznesowych w Europie Zachodniej i w USA.

V4 TechMatch Silicon Valley to wspólny projekt czterech organizacji: Konfederacji Lewiatan (poprzez Lewiatan Business Angels ) z Polski, Startup Yard z Czech, Innovacio z Węgier i SOVVA, która jest liderem konsorcjum, ze Słowacji. Projekt wspierany jest przez Fundację grupy Wyszehradzkiej V4.

Na zdjęciu: Jarek Sygitowicz z Zencard odbiera wyróżnienie od Adiby Barney, CEO, SVForum.

Konfederacja Lewiatan

 

lewiatan

Pracodawcy nie chcą przechowywać dokumentów przez 50 lat

Wprowadzenie elektronicznej archiwizacji dokumentów pracowniczych i znaczne skrócenie okresu ich przechowywania – proponuje Konfederacja Lewiatan, oceniając projekt nowelizacji kodeksu pracy.

Projekt, który trafił do konsultacji, ma ograniczyć koszty ponoszone przez pracodawców z tytułu przechowywania dokumentacji w sprawach związanych ze stosunkiem pracy. Obowiązywać mają nowe okresy przechowywania dokumentacji, zróżnicowane w zależności od rodzaju dokumentu i jego przydatności do celów bieżących, dochodzenia roszczeń ze stosunku pracy oraz dla celów emerytalno-rentowych. Mają być więc trzy okresy:

– okres zatrudnienia (określany jako „0 lat”, tj. zniesienie obowiązku przechowywania dokumentu po zakończeniu zatrudnienia u danego pracodawcy),
– pięcioletni okres po ustaniu zatrudnienia (dla dokumentacji, która może być pomocna przy dochodzeniu roszczeń ze stosunku pracy)
– 50-letni okres po ustaniu zatrudnienia (dotyczący dokumentów gromadzonych dla celów emerytalno-rentowych).

– Naszym zdaniem zmiany są niewystarczające. Pracodawcy od dawna oczekują na wprowadzenie elektronicznej archiwizacji dokumentów Stąd postulujemy, aby nie przeprowadzać nieznaczących zmian legislacyjnych tylko wdrożyć systemowe rozwiązania, które pozwolą na alternatywne przechowywanie dokumentacji pracowniczej w postaci cyfrowej. Przyczynią się one do zmniejszenia kosztów administracyjnych pracodawców, czego konsekwencją będzie zwiększenie inwestycji – mówi dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Aktualnie obowiązujące przepisy nakładają na pracodawców wymóg przechowywania dokumentacji pracowniczej w formie tradycyjnej, czyli papierowej. Dotyczy to wszelkich dokumentów zgromadzonych zarówno w procesie rekrutacji, podczas trwania stosunku pracy, jak i wydanych w związku z zakończeniem zatrudnienia. Wywiązanie się z tego obowiązku jest nie tylko trudne do zrealizowania, ale też bardzo kosztowne dla pracodawców. Duża rotacja zatrudnienia powoduje, że z każdym rokiem przybywa archiwizowanych akt osobowych.

– Pracodawcy nie są zainteresowani pięcioletnim okresem przechowywania dokumentacji, gdyż musieliby dodatkowo angażować służby kadrowe do dokonywania weryfikacji akt dla każdego pracownika, co jest zbyt czasochłonne i mało efektywne. Tego rodzaju działania jedynie zmniejszą zawartość teczek osobowych, co pozostaje bez wpływu na ogólny koszt ich przetrzymywania – dodaje Grażyna Spytek-Bandurska.

Obecnie istnieje obowiązek przechowywania teczki osobowej z pełną dokumentacją pracownika przez okres 50 lat, pomimo że część tej dokumentacji nie jest przydatna. Lewiatan proponuje, aby ten okres znacząco skrócić.

W projekcie przewiduje się też możliwość zniszczenia dokumentacji z akt osobowych po śmierci pracownika, pod warunkiem uzyskania przez pracodawcę od organu rentowego informacji o przyznaniu renty rodzinnej po zmarłym. Ta propozycja zasługuje na poparcie, jednak powinna obejmować szerszy zakres i dotyczyć również pracowników, którzy mają ustalone prawo do świadczenia emerytalnego.

 

lewiatan

Stabilne ceny mieszkań i wysoka konkurencyjność rynku

W zorganizowanej przez Polską Federację Rynku Nieruchomości ogólnopolskiej akcji „DRZWI OTWARTE” wzięło udział ponad 200 biur nieruchomości z całego kraju. Pośrednicy służyli zainteresowanym bezpłatną fachową radą i doświadczeniem m.in. z zakresu prawa budowlanego, cywilnego, podatkowego czy rzeczoznawstwa. Konsumenci, którzy w tym roku odwiedzili pośredników, to przede wszystkim osoby zamierzające sprzedać lub wynająć mieszkanie (60 proc.) oraz ci, którzy mieszkanie chcą kupić (40 proc.). Problemy, z którymi się zgłaszali to przede wszystkim te związane z zakupem lub sprzedażą nieruchomości (50 proc.), przeniesieniem własności (27 proc.) lub skomplikowanym stanem prawnym nieruchomości (23 proc.).

Stabilny rynek wtórny

Tegoroczna akcja „DRZWI OTWARTE” odzwierciedla sytuację na rynku nieruchomości wtórnych. Utrzymująca się od kilkunastu miesięcy stabilizacja cen (średnie ceny ofertowe mieszkań w różnych miastach kraju pozostają na tym samym poziomie i wynoszą: w Warszawie – 7500 zł za m2, Krakowie – 6400 zł, Wrocławiu – 5600 zł, Poznaniu – 5100 zł, Gdańsku – 5300 zł, Lublinie – 4700 zł, Katowicach – 3900 zł) zachęca do zakupu nieruchomości. Najbliższe miesiące nie powinny przynieść większych zmian w tym zakresie. Planowana nowelizacja rządowego programu Mieszkanie dla Młodych, w tym m.in. dopłata dla rodzin wielodzietnych czy rozszerzenie katalogu osób uczestniczących w programie – zdaniem ekspertów PFRN – pozostanie bez większego wpływu na rynek nieruchomości wtórnych. 58 proc. badanych przez PFRN pośredników w obrocie nieruchomościami uważa, że odmienione MdM nie zmieni obecnej sytuacji. Ceny i poziom sprzedaży pozostaną na tym samym poziomie.

– W tej chwili MdM w wielu miastach praktycznie nie funkcjonuje, a planowane zmiany nie wydają się być na tyle istotne, aby mogły w znaczącym stopniu wpłynąć na dotychczasowe reguły gry. Dostępne w programie MdM mieszkania są często zlokalizowane na peryferiach miast, a towarzysząca im infrastruktura ma spore braki. Rynek wtórny dysponuje szeroką ofertą mieszkań tańszych, dużo lepiej zlokalizowanych i wykończonych, a więc nie wymagających dodatkowych inwestycji już na starcie – zwraca uwagę Leszek A. Hardek, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Więcej nowych mieszkań

Również dalsze ożywienie na rynku pierwotnym nie powinno w najbliższych miesiącach wpłynąć na wzrost cen mieszkań na rynku wtórnym. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w I kwartale 2015 roku rozpoczęto budowę prawie 32 tys. lokali, co oznacza, że w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku deweloperzy poprawili swój wynik o prawie 8 proc. Liczba wydanych w I kwartale pozwoleń na budowę – 16,4 tys. – jest zaś najwyższa od kwietnia 2012 roku.

– Ożywienie na rynku nieruchomości pierwotnych obserwujemy od dwóch lat. Optymistyczne dla tego rynku statystyki GUS za I kwartał 2015 roku konkretne efekty, w postaci gotowych do użytkowania lokali, przyniosą jednak dopiero za kilka czy kilkanaście miesięcy. Co najmniej do tego czasu ceny nieruchomości, a także poziom sprzedaży na rynku wtórnym powinien pozostać bez większych zmian – mówi Leszek A. Hardek.

Tańsze kredyty, większa sprzedaż

Dalszą stabilizację cen i poziomu sprzedaży na rynku wtórnym gwarantuje również wzrost dostępności kredytów hipotecznych. Zwiększenie do 10 proc. obowiązującego wkładu własnego przy zakupie nieruchomości na kredyt, zgodnie z przewidywaniami PFRN (42 proc. odpowiedzi w badaniu Federacji), nie wpłynęło znacząco na liczbę udzielanych kredytów i co za tym idzie na poziom sprzedaży mieszkań. A dodatkowy spadek oprocentowania sprawił, że liczba uzyskiwanych kredytów w zasadzie nie zmalała.
– Po pomoc w przeprowadzeniu transakcji kupna mieszkania zgłaszają się do pośredników osoby, które nie mają problemów ze zgromadzeniem większego wkładu własnego. Również spadek oprocentowania kredytów, obniżenie ich kosztów i wynikająca z tego większa dostępność wpływają na wzrost liczby transakcji w niektórych regionach, także na rynku wtórnym – tłumaczy Leszek A. Hardek.

Wiosenne podróże Polaków. Dokąd polecimy na urlop i kto odwiedzi nasz kraj?

Trzy europejskie miasta – Amsterdam, Londyn, Belgrad – znalazły się wśród najpopularniejszych wiosennych kierunków wybieranych przez Polaków, wynika z danych internetowego biura podróży Tripsta.pl. Polacy spędza w nich średnio 2 razy mniej czasu niż nasi zagraniczni turyści. Bez względu na to, którą grupę podróżujących weźmiemy pod uwagę tylko 9% wszystkich biletów na kwiecień i maj zostało zarezerwowanych przez młodych podróżujących.

Bez wątpienia święta oraz długie weekendy, których nie brak w kwietniu i maju, sprzyjają podjęciu pozytywnej decyzji o urlopie w jednym z wiosennych miesięcy. Gdzie Polacy najchętniej wyjeżdżają na pierwszy, ciepły wypoczynek? Dane Tripsta.pl wskazują, że wśród wszystkich kierunków (krajowych i zagranicznych) wybieranych przez Polaków w czołówce znalazły się europejskie miasta. Tej wiosny najczęściej będziemy latać do Amsterdamu, Londynu i Belgradu. Co ciekawe, w poprzednim roku, aż dwa miejsca w czołówce zajęły polskie miasta. Najpopularniejszym kierunkiem była Warszawa. Zaraz za nią znalazł się Zurych, a trzecie miejsce należało do Gdańska.

Jeśli pod uwagę weźmiemy tylko zagraniczne podróże Polaków to naszą uwagę przykuje fakt, że na tym polu doszło do całkowitego przetasowania. W zeszłym roku największym powodzeniem na wiosnę cieszył się Zurych, Ateny i Kopenhaga. Tym razem wybierzemy się do Amsterdamu, Londynu i Belgradu. Natomiast w przypadku lotów krajowych najwięcej biletów lotniczych, podobnie jak w ubiegłym roku, zarezerwowano do Warszawy. Do niewielkiej zmiany doszło w przypadku kolejnych miejsc. Drugim najczęściej wybieranym miastem w obecnym sezonie jest Wrocław. O jedno oczko w rankingu spadł Gdańsk, zajmując tym samym miejsce trzecie.

Słoneczne dni zachęcają do podróży nie tylko Polaków. Kwiecień i maj to również początek wyjazdów turystycznych, których miejscem docelowym są często polskie miasta. Gdzie w Polsce najczęściej lądują samoloty z zagranicznymi pasażerami na pokładzie? Najpopularniejsza wśród podróżujących jest Warszawa. Zgodnie z danymi Tripsta.pl coraz większe znaczenie ma także port lotniczy w Łodzi, który w ubiegłym roku znajdował się poza podium na miejscu czwartym, a obecnie to drugie najchętniej odwiedzane miasto. Dużą popularnością wśród zagranicznych pasażerów podobnie jak w zeszłym roku cieszy się także Kraków.

Podwójne wakacje dla gości z zagranicy

Osoby, które zdecydowały się na wiosenne wojaże, a ich miejscem wylotu jest jedno z polskich lotnisk bilety rezerwowały średnio na 32 dni przed datą wylotu. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku tych podróżujących, których miejscem docelowym jest jedno z polskich miast. Tutaj czas pomiędzy zakupem biletu, a dniem wylotu jest krótszy niemal o tydzień – bilety rezerwowano średnio na 26 dni przed wylotem.

Interesujący jest fakt, że Polacy, którzy decydują się na wiosenny odpoczynek poza granicami kraju spędzają tam średnio tydzień. Natomiast turyści zagraniczni, którzy zdecydowali się na wizytę w Polsce spędzają w naszym kraju znacznie więcej czasu. Średnio ich pobyt trwa prawie 2 razy dłużej (12 dni).

Kto podróżuje i za ile?

Niezależnie od tego, czy podróż zaczynamy w Polsce, czy to właśnie ona jest naszym celem do grupy najczęściej podróżujących należą osoby pomiędzy 25 a 44 rokiem życia. Rezerwacje przez nie dokonane na Tripsta.pl stanowią ok. 67% wszystkich wiosennych rezerwacji. Co ciekawe, tylko ok. 9% wszystkich biletów na loty w kwietniu i maju zostało zakupionych przez osoby w wieku 18-24 lat.

Średnio za bilet na lot rozpoczynający się z jednego z krajowych lotnisk podróżujący zapłacił 1 444 PLN. Pasażer, którego destynacją było jedno z polskich miast zapłacił prawie dwukrotnie mniej. Koszt takiej podróży to średnio wydatek rzędu 784 PLN. Warto jednak zwrócić uwagę, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku najtańszy bilet kosztował ok. 80 PLN. Za najdroższy lot podróżujący musiał zapłacić odpowiednio 21 180 PLN i 5 202 PLN.

Analizy dokonano na podstawie danych sprzedaży internetowego biura podróży Tripsta.pl dla rezerwacji dokonywanych od 01.04.2015 do 31.05.2015.

 

 

Stanowisko GPW w sprawie Unii Rynków Kapitałowych

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie przedstawiła swoje stanowisko w sprawie Unii Rynków Kapitałowych – koncepcji stworzenia jednolitego rynku kapitałowego w 28 krajach członkowskich UE.

Giełda jako wiodąca instytucja rynku kapitałowego w Polsce z uwagą odnosi się do propozycji zawartych w tzw. Green Paper i zamierza aktywnie uczestniczyć w dalszych konsultacjach poświęconych tej koncepcji.

„Bardzo pozytywnie odnosimy się do opisanej w tzw. Green Paper koncepcji zwiększenia znaczenia rynku kapitałowego w finansowaniu gospodarki Unii Europejskiej, zwłaszcza małych i średnich firm. W naszej opinii należy skoncentrować się przede wszystkim na inicjatywach ułatwiających dostęp do rynku, podnoszących poziom jego transparentności oraz zachęcających do średnio- i długoterminowego inwestowania. Zwracam jednak uwagę, że przy dopracowywaniu koncepcji jednolitego rynku kapitałowego należy pamiętać o znaczeniu regionalnych rynków kapitałowych dla gospodarek poszczególnych państw. Ryzykiem dla polskiego rynku kapitałowego i krajowych przedsiębiorstw byłoby stworzenie takich warunków, które wspierałyby jedynie dalszy rozwój największych giełd europejskich. Jako GPW zamierzamy aktywnie uczestniczyć w rozwijaniu przedstawionych przez Komisję Europejską koncepcji, w tym identyfikować szanse i ryzyka mogące mieć znaczenie dla rozwoju polskiego rynku kapitałowego” – powiedział Paweł Tamborski, prezes GPW.

GPW

Jedynie co piaty Polak posiada kartę kredytową

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, Polacy posiadają 6,3 mln kart kredytowych (stan na styczeń 2015 r.). O wiele większym zainteresowaniem niż karty kredytowe cieszą się karty debetowe, których wg NBP Polacy posiadali w portfelach aż 29,2 mln sztuk na koniec IV kwartału 2014 roku. Jedynie co piaty Polak posiada kartę kredytową.

Jak na ponad 30-milionową dorosłą populację, 6,3 mln kart kredytowych to niewiele, tym bardziej, że 2/3 posiadaczy korzysta z nich sporadycznie lub wcale – w każdym razie nie brali jej na zakupy świąteczne w grudniu. Z czego wynika 5-krotna różnica w liczbie kart kredytowych i debetowych?

Liczby przemawiają za tezą, że główną przyczyną niskiej popularności kart kredytowych może być ostrożność po stronie klientów banków. Wiele osób po prostu nie chce mieć kart kredytowych. Obawiają się oni zapewne ryzyka utraty kontroli nad swoimi budżetami i poddawania się atrakcyjnym ofertom sprzedawców. Mogą też obawiać się obniżenia własnej zdolności kredytowej. W równym stopniu dotyczy to mężczyzn, jak i kobiet, ale statystycznie panie, co wynika ze wszystkich analiz opracowywanych przez Biuro Informacji Kredytowej, są w swoich i rodzinnych finansach ostrożniejsze – mówi dr Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK.

Świadczy o tym m.in. porównanie zainteresowania kartami kredytowymi kobiet i mężczyzn. Jest rzeczą znaną, także bankom, że kobiety obsługują swoje zadłużenie lepiej od mężczyzn. Tymczasem kobiet, których w dorosłej populacji jest o prawie 10% więcej od mężczyzn, wśród posiadaczy kart kredytowych jest o 17% mniej. Ponadto panie mają na swych kartach znacznie mniejsze limity wydatków niż mężczyźni, co częściowo może wynikać z ich niższych zarobków. Zarabiają średnio o kilkanaście procent mniej od mężczyzn, ale na swoich kartach mają limity aż o 40% niższe. Średni limit na posiadanych przez kobiety kartach kredytowych wynosił w styczniu 2015 roku 5 365 złotych, podczas gdy na kartach mężczyzny 7 497 złotych. 11,3% mężczyzn ma na swych rachunkach kartowych opóźnienia w obsłudze powyżej 90 dni, wśród pań odsetek ten wynosi 10,9%, jest więc niższy, choć panie mają mniej rachunków kartowych ze znacznie niższymi limitami wydatków.

W styczniu 2015 r. 2 191 tysięcy kobiet miało kartę kredytową, średnio jedna kobieta miała 1,3 karty. 1 428 tysięcy kobiet używało na przełomie lat 2014/2015 posiadane karty kredytowe. Pozostałe panie trzymały karty w szufladach. 238 tysięcy pań zalegało ponad 90 dni w spłatach swych zobowiązań na rachunkach kart kredytowych.

W tym czasie 2 633 tysiące mężczyzn miało karty kredytowe, 1 673 tysiące z nich karty używało. Średnio mężczyzna posiadał, podobnie jak „statystyczna” kobieta 1,3 karty. 297 tysięcy panów miało zaległości w obsłudze swych zobowiązań na rachunkach kartowych.

Jakby nie patrzeć, panie są w prywatnych finansach ostrożniejsze od panów.

Warszawiacy i ich aktywność w kredytach mieszkaniowych

Średnie zadłużenie warszawiaków na rachunkach kredytów mieszkaniowych w końcu 2014 r. wynosiło 329 tysięcy złotych, podczas gdy mieszkańców pozostałych gmin aglomeracji warszawskiej dużo mniej –  257 tysięcy złotych. Średnia wartość dla całej aglomeracji to 303,7 tys. złotych.

Aglomerację warszawską zamieszkuje 2,5 mln dorosłych Polaków, z których 405,3 tys. posiada czynny kredyt mieszkaniowy. W samej Warszawie – centrum aglomeracji mieszka 58% mieszkańców obszaru metropolitalnego. Aktywność kredytowa w aglomeracji warszawskiej mierzona odsetkiem mieszkańców gminy posiadających kredyt mieszkaniowy jest wysoka w Warszawie oraz niektórych pobliskich gminach, zwłaszcza na południowy zachód i północny wschód od Warszawy. Najwyższy poziom tak mierzonej aktywności kredytowej (ponad 20%), występuje w gminach: Piaseczno, Lesznowola, Jabłonna, Ząbki. Wysoka aktywność kredytowa występuje także w gminach (miejskiej i wiejskiej) Mińska Mazowieckiego. Poziom aktywności w samej Warszawie jest nieco niższy – 18% jej mieszkańców obsługuje taki kredyt.

CEO Magazyn Polska

Średnio powyżej 400 tys. złotych na rachunku kredytowym pozostało  do spłacenia w aglomeracji warszawskiej mieszkańcom trzech gmin: Konstancin – Jeziornej (471 tys. zł), Podkowy Leśnej (442 tys. zł) i Izabelina (402 tys. zł). Sami warszawiacy są winni dużo mniej – średnio 329 tysięcy.

CEO Magazyn Polska

Generalnie wyższa szkodowość kredytów mieszkaniowych występuje na obrzeżach aglomeracji warszawskiej, gdzie najczęściej jest również niska aktywność kredytowa. Najniższa jakość kredytów mieszkaniowych wyróżnia mieszkańców trzech gmin – Kampinosu, Brochowa, Wiskitek.

Warszawiacy i mieszkańcy większości gmin przylegających do Warszawy (są to obszary wysokiej aktywności kredytowej) należą do grupy kredytobiorców o niskiej szkodowości kredytów mieszkaniowych. Ale są wyjątki. Bogate i aktywne kredytowo gminy Raszyn, Podkowa Leśna, Milanówek mają niską jakość kredytów mieszkaniowych, czyli opóźnienia w spłacie rat kredytów powyżej 90 dni  – mówi Prof. Waldemar Rogowski, ekspert BIK.

CEO Magazyn Polska

BIK informuje o popycie na kredyty konsumpcyjne i mieszkaniowe

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Konsumpcyjne (BIK Indeks – PKK), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów konsumpcyjnych, wyniosła +3,5% w lutym 2015r. Oznacza to, że w lutym 2015r., banki i SKOK -i przesłały do BIK zapytania o kredyty konsumpcyjne na kwotę wyższą o 3,5% w porównaniu z lutym 2014r. W styczniu 2015r. wartość indeksu wynosiła +1,7%.

W drugim miesiącu roku mamy do czynienia z pozytywną wartością dynamiki wniosków o kredyty konsumpcyjne. Oznacza to, że w pierwszym kwartale 2015r. najprawdopodobniej czeka nas kilkuprocentowy wzrost sprzedaży kredytów konsumpcyjnych w porównaniu do analogicznego kwartału roku poprzedniego – powiedział prezes BIK Mariusz Cholewa.

Kredyty konsumpcyjne to łącznie: kredyty gotówkowe, kredyty ratalne, karty kredytowe oraz limity kredytowe. Wskaźnik BIK Indeks – PKK obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy, po wyłączeniu zapytań kredytowych na kwoty powyżej 200 tys. zł.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła +2,8% w lutym 2015r. Oznacza to, że w lutym 2015r., banki i SKOK -i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 2,8% w porównaniu z lutym 2014 r. W styczniu 2015 r. wartość indeksu wynosiła -4,5%.

Pozytywną informacją jest, że w lutym 2015r. osiągnęliśmy dodatnią dynamikę wniosków o kredyty mieszkaniowe. Liczymy, że najnowszy odczyt indeksu stanowi dobry prognostyk na powrót do pozytywnych dynamik wartości sprzedaży kredytów mieszkaniowych, które w IV kwartale 2014r. były głęboko ujemne – dodaje Mariusz Cholewa

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł.

Metodyka BIK Indeks – PKK i BIK Indeks – PKM została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeksy są publikowane co miesiąc.

Ultradźwięki i prąd elektryczny receptą na tańszą żywność?

Naukowcy z Katedry Inżynierii Żywności i Organizacji Produkcji Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie pracują nad wykorzystaniem ultradźwięków oraz pola elektrycznego do wyprodukowania żywności o wyższej jakości oraz do obniżenia energochłonności podstawowych operacji i procesów występujących w technologii żywności.

„Przemysł spożywczy wykorzystuje około 10% całkowitej ilości energii zużywanej w naszym kraju, a spośród procesów i operacji jednostkowych występujących w przetwórstwie żywności największą energochłonnością charakteryzuje się suszenie oraz zamrażanie” – mówi prof. dr hab. Dorota Witrowa-Rajchert, Dziekan Wydziału Nauk o Żywności. Jak podkreśla Pani Profesor, znalezienie rozwiązań mogących skrócić czas trwania tych procesów przyczyni się zarówno do obniżenia kosztów produkcji żywności, jak i do ochrony środowiska naturalnego, a także do wytworzenia produktów o wysokiej jakości.

W chwili obecnej, ze względu na potrzebę zrównoważonego rozwoju, uwaga dużej części naukowców zajmujących się naukami o żywności na świecie skupia się na tzw. nietermicznych technologiach metodach przetwarzania żywności, czyli takich, które pozwalają osiągnąć założony cel technologiczny bez konieczności podwyższania temperatury produktu. „Wśród technologii tych największe nadzieje upatruje się w ultradźwiękach oraz pulsacyjnym polu elektrycznym” – dodaje mgr inż. Artur Wiktor, Kierownik Projektu dotyczącego zastosowania ultradźwięków oraz pulsacyjnego pola elektrycznego do wspomagania suszenia owoców i warzyw. Badania finansowane są ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu LIDER.

Na ogół ultradźwięki czy prąd elektryczny kojarzone są z pewnym niebezpieczeństwem lub czymś szkodliwym. Okazuje się jednak, że ich odpowiednie zastosowanie może wpłynąć korzystnie m.in. na zawartość substancji bioaktywnych, bardzo cennych z żywieniowego punktu widzenia.

W Katedrze, w ramach wspomnianego projektu finansowanego z środków NCBiR, prowadzi się także pionierskie badania, których celem jest m.in. zbadanie sekwencyjnej obróbki wstępnej z wykorzystaniem pulsacyjnego pola elektrycznego oraz ultradźwięków na przebieg procesu suszenia konwekcyjnego oraz mikrofalowo-konwekcyjnego tkanki roślinnej. „Badania tego typu nie były dotychczas publikowane ani w czasopismach krajowych, ani międzynarodowych. Nasza Katedra jest zatem pierwszym ośrodkiem, który pracuje nad tym zagadnieniem” – twierdzi mgr inż. Artur Wiktor.

Badania prowadzone w Katedrze Inżynierii Żywności i Organizacji Produkcji SGGW udowodniły, że dzięki wykorzystaniu tych technik możliwe jest nie tylko skrócenie czasu suszenia owoców i warzyw, ale także zmodyfikowanie ich właściwości fizykochemicznych, aby były bardziej akceptowalne przez dzisiejszych konsumentów. Dodatkowo, wyniki przeprowadzonych doświadczeń wskazują także, że technologie te mogą znaleźć zastosowanie do wspomagania innych procesów i operacji występujących w technologii żywności, np. rozdrabniania czy ekstrakcji barwników.

Pomimo że dużą część naszej uwagi skupiamy na zbadaniu możliwości zastosowania pulsacyjnego pola elektrycznego czy ultradźwięków, to interesuje nas także mechanizm oddziaływania tych technologii na komórki biologiczne” – mówi Pani Profesor Dorota Witrowa-Rajchert. W chwili obecnej prowadzimy także badania, kierowane przez mgr inż. Magdalenę Śledź i finansowane przez Narodowe Centrum Nauki w ramach programu PRELUDIUM, nad mechanizmem oddziaływania ultradźwięków przed suszeniem na wybrane gatunki ziół w porównaniu z procesem konwencjonalnym, realizowanym poprzez blanszowanie.

Warto także dodać, że w ramach grantu IUVENTUS PLUS, finansowanego przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pod kierownictwem dr inż. Małgorzaty Nowackiej, trwają prace nad zbadaniem możliwości aplikacji tych technologii w celu wspomagania procesu usuwania wody z żurawiny błotnej, której zasoby w Polsce są duże. Celem tych badań jest stworzenie technologii, zwiększającej konkurencyjność produktów uzyskanych w oparciu o krajowe surowce.

Efektem końcowym tych prac będzie stworzenie podwalin teoretyczno-praktycznych, które umożliwią opracowanie założeń technologicznych w skali półtechnicznej oraz przemysłowej. Dzięki wynikom otrzymanym przez naukowców z Katedry Inżynierii Żywności i Organizacji Produkcji SGGW możliwy będzie transfer zaawansowanej, innowacyjnej wiedzy na temat procesu suszenia wspomaganego obróbką wstępną przy użyciu innowacyjnych, niekonwencjonalnych metod.

Samsung Electronics ogłasza wyniki za pierwszy kwartał

Firma Samsung Electronics Co., Ltd. ogłosiła wyniki finansowe za I kwartał zakończony w dniu 31 marca 2015 r. Przychody Samsung w minionym kwartale wyniosły 47,12 bilionów wonów koreańskich (KRW), co stanowi spadek o 11 procent w stosunku do poprzedniego kwartału, natomiast zysk z działalności operacyjnej w tym samym czasie wyniósł 5,98 bln KRW i był wyższy o 690 mld KRW w porównaniu z IV kwartałem ubiegłego roku. W prognozie zysków opublikowanej 7 kwietnia 2015 r. Samsung szacował, że skonsolidowane przychody w I kwartale wyniosą około 47 bln KRW, a skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej osiągnie około 5,9 bln KRW.

W pierwszym kwartale odnotowano wzrost w działach Device Solutions (DS) oraz IT & Mobile Communications (IM). Jednostka Memory kontynuowała przyspieszanie migracji do technologii 20‑nanometrowej w produkcji pamięci DRAM; zwiększyła się także sprzedaż pamięci DDR4/LPDDR4 do urządzeń mobilnych i serwerów. W segmencie Display Panel odnotowano wzrost zysku dzięki większej sprzedaży paneli OLED do smartfonów i paneli LCD do telewizorów wysokiej klasy. Wzrost zysku miał miejsce także w jednostce Mobile i był związany z wyższą sprzedażą nowych smartfonów w segmentach średnim i niskim przy spadających nakładach na marketing.

W drugim kwartale firma spodziewa się wzrostu ogólnego zysku w porównaniu z poprzednim kwartałem, mimo oczekiwanego wzrostu nakładów na marketing. W związku ze szczytową fazą cyklu sprzedaży smartfonów klasy premium dział DS spodziewa się zwiększonego popytu na produkty półprzewodnikowe. Jednostka System LSI oczekuje poprawy ogólnych wyników biznesowych dzięki zwiększeniu dostaw 14‑nanometrowych procesorów aplikacyjnych. W segmencie Display Panel oczekuje się, że sprzedaż smartfonów i telewizorów spowoduje znaczący wzrost zysków ze sprzedaży paneli OLED i LCD. Rosnąca globalna sprzedaż modeli Galaxy S6 i S6 Edge powinna wpłynąć na wzrost zysków działu IM. Również w dziale Consumer Electronics (CE) spodziewana jest poprawa wyników w związku z sezonowym wzrostem sprzedaży klimatyzatorów, a także oczekiwanym wzrostem sprzedaży flagowych modeli telewizorów SUHD.

Jeżeli chodzi o dalszą część roku 2015, mimo silnej sezonowości oczekuje się zaostrzenia konkurencji w sprzedaży odbiorników. Istnieje także ryzyko spadku popytu w związku ze słabością euro oraz walut rynków wschodzących. W jednostce odpowiedzialnej za dostawy podzespołów, mimo spodziewanej stabilizacji podaży i popytu, obawiamy się, że słaby popyt na odbiorniki i wzrost popytu na panele LCD mogą negatywnie wpłynąć na poziom zysku. Mimo typowego dla branży technologii informatycznych (IT) podziału na słabą pod względem wyników pierwszą połowę roku i dużo lepszą drugą połowę roku, różnice między tymi okresami w 2015 roku mogą być mniej wyraźne.

Nakłady inwestycyjne (CAPEX) w I kwartale 2015 roku wyniosły 7,2 bln KRW, z czego 4,4 bln KRW przypadało na jednostkę Semiconductor, a 500 mld KRW na segment Display Panel. Mimo że oczekujemy, iż łączne nakłady inwestycyjne utrzymają się na podobnym poziomie jak w 2014 roku, zdecydowanie trzeba także liczyć się z możliwością ich wzrostu. CAPEX będą korygowane stosownie do sytuacji makroekonomicznej oraz sytuacji na rynkach, na których działają poszczególne jednostki firmy.

Wzmocnienie działu półprzewodników (Semiconductor) dzięki ofercie unikatowych produktów

Jednostka odpowiedzialna za półprzewodniki (Semiconductors) odnotowała w I kwartale skonsolidowane przychody w kwocie 10,27 bln KRW oraz zysk z działalności operacyjnej wynoszący 2,93 bln KRW.

Mimo że pierwszy kwartał jest zasadniczo gorszy dla produktów DRAM, popyt utrzymał się na wysokim poziomie w związku z premierami smartfonów i zapotrzebowaniem na serwery do centrów danych. Przyspieszenie migracji do technologii 20‑nanometrowej oraz sprzedaż unikatowych produktów, z DDR4 i LPDDR4 na czele, zagwarantowały rentowność.

Utrzymuje się także duży popyt na produkty NAND, wynikający z rosnącej gęstości pamięci w smartfonach oraz premier rynkowych komputerów osobistych z dyskami SSD dla najbardziej wymagających użytkowników. Firma zagwarantowała sobie konkurencyjność kosztową produktów NAND oraz zwiększoną sprzedaż rozwiązań opartych na SSD i UFS.

Mimo sezonowego spadku przychodów w jednostce System LSI poprawiła się jej rentowność w związku z uruchomieniem produkcji 14‑nanometrowych procesorów aplikacyjnych do urządzeń mobilnych.

Perspektywy wzrostu sprzedaży flagowych smartfonów są dobre. Specyfikacje smartfonów stają się coraz bardziej zaawansowane, co pozwala również oczekiwać wzrostu popytu na mikroprocesory do urządzeń mobilnych. To samo dotyczy mikroprocesorów do serwerów w związku z rozwojem nowych platform serwerowych i rosnącą popularnością dysków SSD wśród odbiorców z sektora przedsiębiorstw. Firma zamierza nadal ograniczać koszty poprzez rozszerzanie migracji do technologii 20‑nanometrowej oraz zagwarantować rentowność poprzez zwiększenie sprzedaży unikatowych produktów, takich jak pamięci DDR4/LPDDR4. Ponadto oczekuje się wzrostu konkurencyjności produktów NAND z uwagi na migrację do klasy 10‑nanometrowej, zwiększenia sprzedaży wysokopojemnych UFS do urządzeń mobilnych oraz zwiększenia sprzedaży dysków SSD opartych na technologii NAND 3D do komputerów i serwerów.

Jednostka System LSI spodziewa się natomiast zwiększenia podaży 14‑nanometrowych procesorów aplikacyjnych do urządzeń mobilnych, w tym do nowych flagowych smartfonów, oraz konieczności aktywnej reakcji na rosnący popyt na produkty LSI, w tym matryce obrazu CMOS i DDI. Jednostka System LSI będzie starała się odzyskać rentowność dzięki stabilnym dostawom produktów 14‑nanometrowych oraz zwiększonej sprzedaży wysokowartościowych produktów LSI. Będzie także pracowała nad dywersyfikacją bazy klientów zlecających produkcję układów scalonych w celu umocnienia swoich fundamentów przyszłego wzrostu.

Rozszerzenie oferty produktów premium w segmencie Display Panel

W segmencie Display Panel firma odnotowała w I kwartale skonsolidowane przychody w kwocie 6,85 bln KRW oraz zysk z działalności operacyjnej w wysokości 520 mld KRW. Mimo sezonowości oraz zmniejszenia wolumenu dostaw paneli do telewizorów, rentowność produkcji paneli LCD utrzymywała się na dobrym poziomie dzięki wzrostowi sprzedaży paneli do telewizorów wysokiej klasy, takich jak odbiorniki UHD. W porównaniu z poprzednim kwartałem poprawiły się zyski w segmencie paneli OLED w związku z rosnącą sprzedażą wyświetlaczy do smartfonów z najwyższej półki.

W drugim kwartale zyski ze sprzedaży paneli LCD powinny pozostać na wysokim poziomie ze względu na rosnącą sprzedaż produktów klasypremium, takich jak panele do telewizorów z ekranami UHD, zakrzywionymi i o przekątnej powyżej 60 cali. Mimo zwiększonego zapotrzebowania na panele OLED, wynikającego z popularności najdroższych smartfonów, zyski ze sprzedaży tych paneli nie wzrosną znacząco ze względu na niezbędne koszty związane z uruchomieniem nowej linii produkcyjnej A3.

W II połowie 2015 r. szans należy upatrywać w ewentualnym wzroście na rynku paneli UHD oraz trendach w kierunku zwiększania rozmiaru ekranów. Istnieją jednak czynniki ryzyka, takie jak wpływ zmian kursów walut na popyt wśród konsumentów na telewizory i smartfony oraz zwiększanie mocy produkcyjnych w całej branży wyświetlaczy. W odpowiedzi na tę sytuację segment Display Panel będzie starał się poprawiać rentowność poprzez wzmacnianie oferty produktów LCD klasy premium, w tym ekranów zakrzywionych i o bardzo dużej przekątnej, a także oferty produktów dla najmniej wymagających użytkowników. Można spodziewać się poprawy rentowności w segmencie paneli OLED dzięki ofercie obejmującej podzespoły do smartfonów ze wszystkich przedziałów cenowych. Firma wzmocni swoją pozycję lidera dzięki masowej produkcji elastycznych wyświetlaczy, które powinny stać się głównym motorem wzrostu w średnim i długim okresie.

Wzrost sprzedaży, niższe koszty i poprawa rentowności w dziale IM

Dział IM odnotował w I kwartale skonsolidowane przychody w kwocie 25,89 bln KRW oraz zysk z działalności operacyjnej wynoszący 2,74 bln KRW.

Wzrosła sprzedaż smartfonów w ujęciu kwartał do kwartału. Niestety spadek sprzedaży tabletów i tradycyjnych telefonów połączony z niższymi średnimi cenami sprzedaży skutkuje minimalnym obniżeniem przychodów. Poprawiły się jednak zyski – za sprawą bardziej efektywnego zarządzania nakładami na marketing, wzrostu sprzedaży smartfonów ze średniego segmentu, w tym z serii Galaxy A, oraz uatrakcyjnienia oferty w segmenciepremium w związku z wprowadzeniem modeli Galaxy S6 i S6 Edge.

W drugim kwartale popyt na smartfony i tablety powinien utrzymać się na podobnym poziomie, jak w pierwszym kwartale. Globalne wprowadzenie modeli Galaxy S6 i S6 Edge powinno przyczynić się do zwiększenia globalnej sprzedaży, tym bardziej, że obydwa modele spotkały się z pozytywnym przyjęciem na rynku. Niestety łączne dostawy smartfonów utrzymają się raczej na tym samym poziomie, co w pierwszym kwartale, z uwagi na spodziewany spadek sprzedaży w średnim i niskim segmencie oraz wzrost nakładów na marketing związany z globalnym wprowadzeniem modeli Galaxy S6 i S6 Edge.

W 2015 roku należy spodziewać się kontynuacji wzrostu za sprawą wzrostu na wschodzących rynkach smartfonów, takich jak Chiny i Indie, a także globalnej rozbudowy sieci LTE. Wyzwaniami mogą okazać się jednak zwiększona konkurencja w średnim i niskim segmencie rynku oraz ewentualny spadek popytu wynikający z niekorzystnych zmian kursów walutowych w niektórych regionach.

Dział IM będzie starał się wpłynąć na wzrost sprzedaży smartfonów w 2015 roku poprzez wzmacnianie swojej pozycji lidera w segmencie smartfonów klasy premium oraz aktywne reagowanie na wzrost w segmencie średnim i niskim poprzez udoskonalanie asortymentu produktów. Ogólna racjonalizacja kosztów we wszystkich obszarach, w tym w dziedzinie badań i rozwoju oraz marketingu, powinna przyczynić się do poprawy rentowności.

Kompleksowa oferta telewizorów UHD jako sposób na umocnienie pozycji lidera rynku

W dziale CE obejmującym jednostki Visual Display (VD), Digital Appliances (DA), Printing Solutions oraz Health and Medical Equipment (HME) firma odnotowała w I kwartale skonsolidowane przychody w kwocie 10,26 bln KRW oraz zysk z działalności operacyjnej w wysokości 140 mld KRW

Zmniejszenie popytu na płaskoekranowe telewizory w pierwszym kwartale to efekt nie tylko tradycyjnej sezonowości, ale także spadających kursów walut krajów europejskich, Rosji i Brazylii. Silny dolar i wynikający z tego wzrost kosztów materiałów dodatkowo powiększyły straty. Z kolei jednostka DA odnotowała wzrost zysku w ujęciu rok do roku dzięki zwiększeniu sprzedaży produktów klasy premium, takich jak urządzenia z serii Chef Collection.

W drugim kwartale popyt na telewizory płaskoekranowe powinien utrzymać się na niezmienionym poziomie. Oczekuje się natomiast dalszego wzrostu na rynku telewizorów UHD.

Samsung Electronics będzie zwiększał sprzedaż najwyższych modeli telewizorów SUHD, rozbudowując również ofertę modeli z ekranami UDF i zwiększając rentowność. Ponadto Samsung będzie wzbogacał regionalne oferty modeli, aktywnie reagując na popyt zgłaszany przez rynki wschodzące. Jednostka DA będzie aktywnie przygotowywała się do sezonowego szczytu sprzedaży klimatyzatorów, a nowe modele tych produktów powinny przyczynić się do poprawy jej wyników biznesowych.

# # #

* Uwaga: Szczegółowe informacje na temat inwestycji Samsung Electronics i stopy zwrotu dla akcjonariuszy zostaną opublikowane po złożeniu odpowiednich sprawozdań w krajowym organie regulacyjnym, przed telekonferencją nt. zysków w III kwartale.

 

Bank Millennium notuje rekordowy obrót faktoringowy

W I kwartale 2015 r. Bank Millennium zrealizował obrót faktoringowy na poziomie ponad 3 mld zł i odnotował wzrost 17,2% w porównaniu z wynikiem uzyskanym w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Na koniec marca br. Bank osiągnął rekordową wartość portfela aktywów faktoringowych – 1,622 mld zł.

– Kolejny wysoki wzrost obrotów faktoringowych Banku Millennium i – generalnie – dobry kwartał dla całego rynku, to nie tylko potwierdzenie pozytywnych zjawisk, jakie mają miejsce w polskiej gospodarce, ale także dobra prognoza na kolejny okres – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Departamentu Faktoringu i Finansowania Handlu w Banku Millennium.

Obroty faktoringowe Banku Millennium są lepsze niż przed rokiem (2,6 mld zł w I kw. 2014r.), przekroczyły też poziom z II kwartału 2014r. (2,9 mld zł). Obroty wszystkich firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów osiągnęły w I kwartale 2015r. rekordową wartość ponad 30 mld zł. – Polskie firmy sprzedają coraz więcej, a że jest to sprzedaż z odroczonym terminem płatności oznacza to, że bezpieczeństwo obrotu i zaufanie między kontrahentami także rośnie. Przy tym sam faktoring, który ten spływ należności niejako przyspiesza i znacznie go zabezpiecza, idealnie wpisuje się w ten schemat i elastycznie dostosowuje do potrzeb stron, pozwalając łagodnie wypełniać luki płynnościowe, jakie okresowo się pojawiają – dodaje Jerzy Dąbrowski.

Bank Millennium od lat oferuje szeroki wachlarz produktów oraz usług dodatkowych związanych z faktoringiem, współpracując z przedsiębiorcami na przejrzystych i partnerskich zasadach. Był pierwszym bankiem w Polskim Związku Faktorów (PZF), organizacji zrzeszającej największe instytucje faktoringowe w Polsce, działającej na rzecz popularyzacji faktoringu oraz gwarantowania wysokiej jakości usług.

Zysk netto Grupy GPW wyniósł 38,4 mln zł, o 2,1% więcej niż rok temu i o 58% więcej niż w poprzednim kwartale

W I kw. 2015 r. Grupa GPW osiągnęła najwyższe w historii kwartalne przychody ze sprzedaży (88,2 mln zł), które w połączeniu z wysoką dyscypliną kosztową pozwoliły wygenerować 38,4 mln zł zysku netto i 54,3 mln zł zysku EBITDA. Wzrost przychodów o 5% w stosunku do IV kw. 2014 r. jest zasługą zarówno poprawy na rynku finansowym, jak i bardzo dobrego kwartału na rynku towarowym. Średnie obroty akcjami na sesję w I kw. 2015 r. wyniosły 839 mln zł i były o 2% wyższe od średniej w 2014 r. Rynek towarowy charakteryzował się zaś wysoką aktywnością uczestników, zarówno na instrumentach związanych z energią elektryczną, gazem ziemnym, jak i na prawach majątkowych. To skutkowało wzrostem udziału tego segmentu w przychodach ze sprzedaży całej Grupy GPW do 42,4%.

– W ostatnich miesiącach intensywnie pracujemy nad wdrożeniem na poziomie operacyjnym strategii, którą zaktualizowaliśmy w IV kw. 2014 r. Koncentrujemy się zarówno na rozwoju biznesu, jak i na poprawie efektywności kosztowej oraz organizacyjnej Grupy. Kluczowe aspekty, którym poświęcamy bardzo dużo uwagi, to wspieranie płynności na rynkach akcji i kontraktów terminowych, pozyskiwanie nowych emitentów oraz zwiększanie dywersyfikacji działalności w obszarze rynku towarowego. Służą temu m.in. takie inicjatywy jak program High Volume Provider, którego celem jest aktywizacja inwestorów działających na własny rachunek i do którego pozyskaliśmy w I kw. 2015 r. kolejnych dwóch uczestników. Intensywnie promujemy za granicą polski rynek kapitałowy i notowanych na GPW emitentów, m. in. poprzez organizację lub współorganizację z brokerami konferencji i road-shows. W I kwartale byliśmy w Hongkongu oraz w Londynie, a w maju do Nowego Jorku zabieramy spółki, nie tylko te największe pod względem kapitalizacji. W kolejnych kwartałach będziemy także w Paryżu i Singapurze. Liczymy, że efekty tych działań będą widoczne jeszcze w tym roku – powiedział Paweł Tamborski, Prezes Zarządu GPW.

Najważniejszym wydarzeniem I kw. 2015 r. na rynku towarowym było uzyskanie zgody Ministerstwa Finansów na uruchomienie obrotu instrumentami pochodnymi na towary rozliczanymi finansowo (bez dostawy).

– Uruchomienie tego segmentu działalności wchodzi w zaawansowaną fazę. Promujemy go wśród inwestorów i widzimy zapotrzebowanie na taki produkt. Wierzymy, że poza uczestnikami branżowymi –członkami Towarowej Giełdy Energii – zainteresujemy nim także instytucje finansowe, zarówno z Polski, jak i z zagranicy – powiedział Ireneusz Łazor, Prezes Zarządu TGE.

W I kw. TGE podpisała ponadto umowę z Nasdaq na zakup systemu transakcyjnego. Nowe rozwiązania technologiczne umożliwią obsługę stale rosnących wolumenów obrotu, a także rozszerzenie przyszłej działalności o inne instrumenty towarowe i pochodne. Na nowy system transakcyjny dla rynku towarowego w 2015 r. zarezerwowana jest znacząca część z planowanych na 2015 r. nakładów inwestycyjnych Grupy Kapitałowej GPW w kwocie między 40 a 60 mln zł.

– Nadrzędnym celem jest dla nas rozwój biznesu, a w konsekwencji wzrost wartości dla akcjonariuszy. Temu właśnie mają służyć efekty programu oszczędnościowego, który obecnie realizujemy. Działania takie jak ograniczenie wynajmowanych powierzchni, ulokowanie całej Grupy Kapitałowej w jednej siedzibie, optymalizacja kosztów osobowych czy zmniejszenie niektórych kosztów administracyjnych i IT mają przynieść docelowo 19 mln zł rocznych oszczędności w 2017 r., co ma m.in. przyczynić się do stopniowego spadku wskaźnika cost/income, zgodnie z naszą strategią. Dzięki podejmowanym działaniom będziemy organizacją sprawniejszą, bardziej zintegrowaną, elastycznie reagującą na szybko zmieniający się świat i związane z tym wyzwania i okazje – podsumował Karol Półtorak, Wiceprezes Zarządu GPW.

Zarząd GPW zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 2,40 zł na akcję1. Wskaźnik wypłaty dywidendy za 2014 r. wynosi 89,7% skonsolidowanego zysku netto i jest zgodny z ogłoszoną w październiku 2014 r. polityką dywidendową zakładającą utrzymanie wskaźnika wypłaty dywidendy powyżej 60% skonsolidowanego zysku Grupy GPW. Stopa dywidendy w oparciu o kurs akcji z 31 marca 2015 r. wynosi 4,9%.

Wyniki finansowe Grupy GPW za I kw. 2015 r

Grupa Kapitałowa GPW w I kw. 2015 r.: obniżka kosztów operacyjnych, kwartalny zysk EBITDA najwyższy w historii. Przychody ze sprzedaży wyniosły 88,2 mln zł (wzrost o 1,9% rdr i o 5% kdk), również osiągając najwyższy poziom w historii.

Zysk netto
Zysk netto Grupy GPW w I kw. 2015 r. wyniósł 38,4 mln zł, co oznacza wynik o 58,0% wyższy niż w IV kw. 2014 r. i o 2,1% wyższy niż w I kw. 2014 r. Wzrost rok do roku to przede wszystkim efekt wyższych przychodów z rynku towarowego, który odnotował najlepszy kwartał w historii, a także efekt znaczącego obniżenia kosztów operacyjnych (o 8,8% rdr). Wzrost zysku netto w porównaniu do IV kw. 2014 r. był związany przede wszystkim z wyższymi przychodami w segmencie rynku finansowego, głównie z obsługi obrotu akcjami oraz obniżenia kosztów operacyjnych o 21,9% kdk. W efekcie zysk operacyjny w wysokości 48,1 mln zł w I kw. 2015 r. był najlepszym wynikiem w historii (wzrost o 45,2% kdk i o 14,9% rdr).

Przychody z rynku finansowego
W I kw. 2015 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 50,2 mln zł, co oznacza poprawę o 8,1% kdk i spadek o 10,2% rdr. Przychody z rynku finansowego stanowiły 57,0% całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 64,7% w I kw. 2014 r. i 55,4% w IV kw. 2014 r. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu i emitentów oraz sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym
W I kw. 2015 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 34,4 mln zł w porównaniu do 39,8 mln zł w I kw. 2014 r. i 31,1 mln zł w IV kw. 2014 r. Zmiana wobec poprzednich kwartałów wynika przed wszystkim z wysokości przychodów z obsługi obrotu akcjami, które w I kw. 2015 r. sięgnęły 26,9 mln zł. Spadek przychodów w tej linii biznesowej o 9,6% rdr i wzrost o 11,9% kdk jest efektem spadku o 13,7% rdr i wzrostu o 9,6% kdk wartości obrotów sesyjnych akcjami na Głównym Rynku. Drugą istotną przyczyną spadku przychodów z obsługi obrotu rdr był spadek przychodów z obsługi transakcji instrumentami pochodnymi.

Obsługa emitentów
W I kw. 2015 r. przychody Grupy z obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 7,2% kdk i spadek o 1,6% rdr. Wyższe przychody z tytułu opłat rocznych za notowanie to efekt rosnącej liczby emitentów na rynkach GPW i wyższej kapitalizacji spółek na koniec 2014 r., która jest podstawą do naliczania opłat w 2015 r.

Sprzedaż informacji
Przychody ze sprzedaży informacji wyniosły 9,6 mln zł w I kw. 2015 roku wobec 9,8 mln zł w I kw. 2014 r. i 9,5 mln zł w IV kw. 2014 r.

Przychody z rynku towarowego
Przychody ze sprzedaży na rynku towarowym osiągnęły rekordowy poziom 37,4 mln zł, co oznacza wzrost o 24,3% rdr i 4,5% kdk. Na koniec marca 2015 r. przychody stanowiły 42,4% przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, podczas gdy ich udział wyniósł 34,8% w I kw. 2014 r., a w IV kw. 2014 r. sięgnął 42,6%. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym
W I kw. 2015 r. przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym wzrosły o 14,8% rdr i spadły o 0,7% kdk do 18,5 mln zł. Jest to wypadkowa spadku wolumenów obrotu gazem i energią elektryczną w I kw. 2015 r. w porównaniu do IV kw. 2014 r. oraz wzrostu obrotu na rynku praw majątkowych związanego z wysokim wolumenem wystawionych zielonych świadectw oraz odbudowywaniem rynku świadectw kogeneracyjnych (po wznowieniu ustawowego wsparcia w 2014 r.).

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia
Przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 7,6 mln zł w I kw. 2015 r., co oznacza wzrost o 7,4% rdr i 29,2% kdk. Na wynik w I kw. 2015 r. wpływ miał znaczący wzrost wolumenu wystawionych i umorzonych zielonych świadectw pochodzenia energii. Łączny wolumen wystawionych i umorzonych świadectw pochodzenia energii wyniósł w I kw. 2015 r. 21,8 TWh, co oznacza wzrost o 17,9% rdr i 45,8% kdk.

Rozliczenie transakcji
Przychody z rozliczenia transakcji wyniosły w I kw. 2015 r. 11,2 mln zł wobec 6,8 mln zł w I kw. 2014 r. i 11,2 mln zł w IV kw. 2014 r. Zmiana rok do roku jest spowodowana przede wszystkim wyższymi wolumenami na wszystkich rynkach TGE, w szczególności na rynku gazu, na którym wolumen obrotu wzrósł z 1,0 TWh w I kw. 2014 r. do 35,5 TWh w I kw. 2015 r.

Koszty działalności operacyjnej
W I kw. 2015 r. znacząco obniżono koszty działalności operacyjnej (o 8,8% rdr i o 21,9% kdk) do poziomu 40,1 mln zł, co wpisuje się w program efektywnościowy przyjęty wraz z zaktualizowaną w IV kw. 2014 r. strategią Grupy GPW. Program zakłada osiągnięcie 19 mln zł oszczędności w latach 2015-2017 (bez uwzględnienia kosztów optymalizacji), z czego 10 mln zł w 2015 r.

Na wartość kosztów w I kw. 2015 r. wpływ miały przede wszystkim: istotny spadek kosztów usług obcych do 8,9 mln zł (o 8,8% rdr i 32,3% kdk), spadek kosztów osobowych do 14,7 mln zł (o 15,0% rdr i 26,8% kdk) w związku z optymalizacją zatrudnienia oraz zmianą systemu przyznawania nagród jubileuszowych i odpraw emerytalno-rentowych (co skutkuje m.in. jednorazową obniżką kosztów o 3,3 mln zł w I kw. 2015), spadek amortyzacji do 6,2 mln zł (o 13,8% rdr i 17,7% kdk). Wpływ na koszty operacyjne w I kw. 2015 r. miał także wzrost zaliczki GPW przekazywanej do KNF na poczet kosztów nadzoru – do 5,5 mln zł.

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych
W I kw. 2015 r. udział Grupy GPW w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 0,2 mln zł w porównaniu do straty w wysokości 2,2 mln zł w IV kw. 2014 r. oraz zysku w wysokości 4,0 mln zł w I kw. 2014 r. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wpływ przede wszystkim wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W I kw. 2015 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 1,6 mln zł (w całym 2014 r. było to 10,2 mln zł).

Platforma obrotu Aquis Exchange jest spółką na wczesnym etapie rozwoju i pomimo dynamicznego zwiększania udziałów w europejskim rynku akcji nie osiągnęła jeszcze progu rentowności. W I kw. 2015 r. na GPW przypadło 1,5 mln zł straty Aquis (w porównaniu do 2,1 mln zł w IV kw. 2014 r.).

 

Marek Sawicki: Czas na agroturystykę

W przededniu pierwszego, majowego weekendu minister rolnictwa i rozwoju wsi Marek Sawicki spotkał się z dziennikarzami w gospodarstwie agroturystycznym „Ziołowy Zakątek” na Podlasiu.

U progu sezonu urlopowego minister zachęcał do skorzystania z oferty gospodarstw rolnych prowadzących działalność agroturystyczną.

– Mamy w Polsce ponad 8 tysięcy takich gospodarstw, które posiadają łącznie, do dyspozycji turystów, ponad 84,5 tysiąca miejsc noclegowych – poinformował minister.

– Uważam, że jeszcze zbyt mało wykorzystujemy te możliwości wypoczynku – dodał szef resortu, zwracając jednocześnie uwagę, że choć dopiero tylko  7% stanowili turyści zagraniczni, głównie z Niemiec i Wielkiej Brytanii, to jest szansa na zwiększenie tej liczby.

– Tylko w ramach działań realizowanych w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 zrealizowano prawie 30 tys. projektów na działania związane ze wsparciem turystyki wiejskiej i agroturystyki wraz z infrastrukturą okołoturystyczną na łączną kwotę prawie 5 mld zł – dodał minister Sawicki.

Również w Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020 istnieje możliwość otrzymania wsparcia finansowego na przedsięwzięcia powiązane bezpośrednio lub pośrednio z rozwojem turystyki wiejskiej. Będzie to możliwe w ramach priorytetu 6: „Zwiększanie włączenia społecznego, ograniczanie ubóstwa i promowanie rozwoju gospodarczego na obszarach wiejskich”. Zaprojektowano m.in. trzy działania, które mogą służyć turystyce wiejskiej: Premie na rozpoczęcie działalności pozarolniczej, Podstawowe usługi i odnowa wsi na obszarach wiejskich oraz Leader.

Obecnie największą bazą dysponują województwa: małopolskie oraz podkarpackie i warmińsko-mazurskie. W roku ubiegłym z noclegów u rolników skorzystało ponad 612 tysięcy osób, wśród których

– Będziemy prowadzili kampanię promocyjną – Hity turystyki wiejskiej – poinformował minister. Kampania planowana jest na dwa miesiące i będzie zachęcała do wypoczynku na wsi. Temu tematowi poświęcona będzie specjalna konferencja przewidziana na połowę maja br.

– Agroturystyka to także turystyka kulinarna – zwrócił uwagę minister dodając, że – od pierwszego stycznia 2016 roku wejdą w życie nowe regulacje prawne dotyczące sprzedaży bezpośredniej. Dzięki temu rolnicy będą mogli sprzedawać w swoich gospodarstwach przetworzone produkty, co wzbogaci też ofertę agroturystyczną.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Bank BPH przeniesie zapasowe centrum danych Disaster Recovery do nowego ośrodka IBM

Bank BPH przeniesie zapasowe centrum danych Disaster Recovery do nowego ośrodka IBM. Nowoczesne usługi świadczone przez IBM pozwalają na ograniczenie ryzyka związanego z utratą ciągłości pracy banku i utrzymanie nieprzerwanego świadczenia usług dla klientów.

Zmieniające się wymagania branżowe i regulacyjne powodują, że właściwe podejście do zarządzania ryzykiem staje się jednym z kluczowych elementów strategii działania przedsiębiorstw. Aby sprostać tym wymaganiom, bank zdecydował o przeniesieniu dodatkowego centrum przetwarzania danych do nowego ośrodka o wysokiej jakości i dostępności, a także o większej pojemności. Przygotowanie centrum i zarządzanie świadczeniem usługi Bank BPH powierzył IBM.

Wybór firmy IBM na partnera w projekcie zarządzania usługami utrzymania ciągłości biznesowej zapewnia nam właściwą ochronę niezbędnych dla działania banku systemów informatycznych – mówi Waldemar Sadkowski, Dyrektor Zarządzający Departamentem Wsparcia Informatycznego w Banku BPH.

W ramach umowy IBM zapewni dostęp do zapasowego data center oraz usługi towarzyszące, przede wszystkim zarządzanie serwisem i utrzymanie ośrodka data center, jak również monitorowanie i raportowanie dostępności usługi (ang. SLA, Service Level Agreement). Istotnym elementem rozwiązania jest również optymalizacja kosztów posiadania obiektu data center i zarządzania nim.

Liderzy biznesowi są świadomi zagrożeń, wynikających z przerwania ciągłości działania systemów IT, takich jak awaria systemu czy utrata lub naruszenie danych klientów – mówi Paweł Bondar, Resiliency Services Sales Leader IBM Polska – Tylko podejście zgodne ze standardami i najlepszymi praktykami gwarantuje, że organizacja będzie w stanie zminimalizować ryzyko i stawić czoła trudnym do przewidzenia zdarzeniom w przyszłości – dodaje.

Umowa została podpisana na 10 lat z możliwością przedłużenia.

Obligacje korporacyjne – Taniejący kredyt nie szkodzi rynkowi długu

0

Nie sprawdzają się opinie mówiące, że obniżka oprocentowania kredytów w bankach zahamuje aktywność emitentów obligacji i rynek długu straci swoją dynamikę. Wszystko wskazuje na to, że oba segmenty finansowania firm mogą się rozwijać w sposób komplementarny.

Polski rynek obligacji firm zaczął się dynamicznie rozwijać tuż po wybuchu globalnego kryzysu finansowego, po którym banki drastycznie zaostrzyły swoją politykę kredytową, a w przypadku niektórych branż, niemal zupełnie odcięły ich przedstawicieli od finansowania. Najmocniej odczuły to firmy budowlane i deweloperzy. To z ich grona rekrutowali się najliczniej pierwsi emitenci obligacji korporacyjnych. Do dziś stanowią oni pokaźną grupę, chętnie korzystającą z finansowania ze strony prywatnych inwestorów.

 

Drugim, poza ograniczonym dostępem do kredytu, bodźcem rozwoju rynku obligacji były wysokie koszty finansowania bankowego, wynikające zarówno z poziomu stóp procentowych, jak też marż i prowizji oraz opłat dodatkowych, takich jak ubezpieczenie, czy związane z zabezpieczeniem kredytu.

 

Od tego czasu banki stopniowo zaczęły chętniej finansować firmy, a oficjalne stopy procentowe poszły mocno w dół, osiągając rekordowo niski poziom. Wydawało się więc, że wraz z poprawą sytuacji na rynku kredytowym, moda na finansowanie poprzez emisję obligacji zacznie wygasać. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca. Choć, jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, średnie oprocentowanie kredytu dla firm obniżyło się do około 4 proc., na rynku obligacji korporacyjnych wciąż panuje spory ruch. Według danych Fitch, w pierwszym kwartale 2015 r. wartość wyemitowanych pozaskarbowych papierów dłużnych była wyższa niż przed rokiem o 11,5 proc., a wartość obligacji firm wzrosła aż o 30,7 proc. i wyniosła 53,7 mld zł.

 

Można to zjawisko wyjaśnić na dwa sposoby. Po pierwsze, spadający rynkowy koszt pieniądza oraz taniejący kredyt, wpływają na dostosowanie się marż, oferowanych inwestorom przez emitentów obligacji. Takie zjawisko widoczne jest już od kilku miesięcy. Dostosowywanie się wysokości kosztów pożyczek, pochodzących z różnych źródeł, jest tendencją jak najbardziej naturalną i świadczy o prawidłowym funkcjonowaniu mechanizmów rynkowych. W przypadku obligacji firm jednak wciąż mamy do czynienia z proporcjonalną przewagą ich oprocentowania, w porównaniu z ciągle bardzo niskimi odsetkami z lokat bankowych i papierów skarbowych. Są więc one nadal atrakcyjne dla inwestorów, mimo obniżającego się oprocentowania. Z kolei z punktu widzenia emitentów, czyli firm pozyskujących w ten sposób kapitał, ten dodatkowy koszt, przewyższające nieco koszt związany z zaciągnięciem kredytu w banku, nie jest na tyle wysoki, by zniechęcać do emisji.

Z jednej strony można więc mówić, że nawet w przypadku wyrównania warunków finansowania, między kanałem bankowym, a rynkowym, ten pierwszy nie stanowi ograniczenia dla rozwoju rynku obligacji, z drugiej zaś można przypuszczać, że zawsze znajdą się firmy, które dzięki obligacjom są w stanie uzyskać warunki bardziej korzystne lub dogodne niż przy zastosowaniu finansowania bankowego. Ze średnim oprocentowaniem kredytu jest bowiem podobnie, jak z każdą inną średnią, także tą z rynku obligacji. Są kredytobiorcy, którzy z łatwością otrzymają kredyt oprocentowany poniżej średniej, ale są też tacy, którzy muszą zapłacić za niego dwukrotnie więcej. Tym drugim wciąż bardziej będzie się opłacało szukać finansowania na rynku. Z kolei przykłady firm przeprowadzających emisje obligacji, mimo że są w stanie jednocześnie tanio finansować się w bankach wskazują, że mechanizm dywersyfikacji źródeł finansowania ma dla przedsiębiorców coraz większe znaczenie. Nigdy do końca nie wiadomo, jak zmienią się warunki, a wówczas lepiej mieć do wyboru większą paletę możliwości. Firmie już obecnej i znanej na rynku obligacji łatwiej w razie potrzeby z tej możliwości skorzystać, niż nowicjuszowi.

Piotr Dziura
Członek Zarządu GERDA BROKER

 

W I kwartale małe firmy najchętniej brały kredyty o charakterze bieżącym

Rośnie popyt na kredyty wśród przedsiębiorców indywidualnych. W marcu, jak wynika z danych NBP, wartość kredytów i pożyczek udzielonych mikrofirmom wzrosła o ponad 500 mln zł, a od początku roku – o ponad 1,75 mld zł. Najszybciej rośnie portfel kredytów o charakterze bieżącym, które są ulubionym sposobem finansowania najmniejszych firm.

Na koniec marca 2015 r. wartość portfela kredytów i pożyczek udzielonych przedsiębiorcom indywidualnym wyniosła 58 754,6 mln zł – poinformował NBP. W stosunku do lutego br. oznacza to wzrost o 0,9%, zaś w stosunku do grudnia 2014 r. – 3,1%.
CEO Magazyn Polska

Źródło: NBP

Największą część portfela kredytów i pożyczek dla mikrofirm stanowią kredyty o charakterze bieżącym. Ich wartość na koniec marca wyniosła 30 735,9 mln zł. I one w tym roku rosną najszybciej – ta kategoria kredytów i pożyczek zapracowała (z niewielkim nawet okładem) na cały wzrost portfela finansowania dla przedsiębiorców indywidualnych. W stosunku do lutego powiększyły się one o ponad 532 mln zł, zaś w stosunku do grudnia – o 1,77 mld zł.

Mniejszy popyt na finansowanie zakupów nieruchomości

O ile w przypadku kredytów o charakterze bieżącym widać wyraźny wzrost, to przy kredytach inwestycyjnych od początku roku można mówić o stabilizacji z tendencją wzrostową, za to spada wartość portfela kredytów na nieruchomości. Jeśli jednak spojrzeć w perspektywie roku, widać wyraźnie, że w poprzednich 12 miesiącach w tej sferze panował spory ruch. Wartość finansowania na zakup nieruchomości od marca 2014 wzrosła o ponad 10%, tymczasem wynik dla kredytów i pożyczek o charakterze bieżącym to „zaledwie” 4,6%.

Trudno powiedzieć, czy widoczny w I kwartale spadek wartości portfela kredytów i pożyczek na nieruchomości oznacza, że przedsiębiorcy zakończyli już zakupy gruntów czy budynków, czy tylko mówimy o chwilowym spowolnieniu, wynikającym z pory roku. Na tę ostatnią możliwość wskazuje fakt, że w marcu br. doszło do spadku stóp procentowych NBP, przez co są one obecnie na rekordowo niskim poziomie.
CEO Magazyn Polska

Źródło: NBP

Depozytów ubyło z powodu rozliczeń z fiskusem

O ile w przypadku kredytów widać wyraźny wzrost, to pod względem depozytów I kwartał tego roku – podobnie jak poprzednie – upłynął pod znakiem spadków. Wprawdzie wartość lokat i innych zobowiązań banków w stosunku do przedsiębiorców indywidualnych tylko w marcu wzrosła o nieco ponad 100 mln zł, do 29,7 mld zł, to w stosunku do grudnia stopniała aż o 3,46 mld zł.

Tyle że spadek wartości depozytów w I kwartale powtarza się od lat, jako że wiąże się z rozliczeniami podatkowymi. Przedsiębiorcy pod koniec roku kumulują gotówkę na kontach, aby rozliczyć się z fiskusem. Później zazwyczaj wartość lokat mikrofirm rośnie.

Ze względu na tę sezonowość warto porównać stan rachunków oszczędnościowych przedsiębiorców na koniec marca br. z tym sprzed roku. Okazuje się, że mikrofirmy muszą sobie świetnie radzić, jako że wartość ich depozytów w ciągu roku zwiększyła się aż o 4,4 mld zł, czyli 17,5%.
CEO Magazyn Polska

Źródło: NBP

Mikrofirmy zapowiadają inwestycje

Wzrost popytu na kredyt oraz wysoki stan oszczędności na kontach najmniejszych przedsiębiorców oznaczają, że mogą one zwiększyć swoje inwestycje. A – jak wynika z przeprowadzonych przez Grupę Idea Banku w I kw. 2015 r. badań nastrojów najmniejszych przedsiębiorców – plany inwestycyjne są śmiałe. Tylko nieco ponad ankietowanych właścicieli mikrofirm stwierdziło, że nie zamierza w tym roku inwestować.
CEO Magazyn Polska

 

Źródło: Badanie Grupy Idea Banku; ankietowani mieli możliwość wybrania więcej niż jednej odpowiedzi, stąd wyniki nie sumują się do 100%

 

Ale nie tylko małe firmy zwiększają popyt na kredyt. Z danych NBP wynika, że udział kredytów dla przedsiębiorców indywidualnych w wartości kredytów dla gospodarstw domowych (bank centralny włącza kredyty dla mikrofim do danych o kredytach i pożyczkach dla gospodarstw domowych) nieco zmalał i obecnie wynosi 9,9%, podczas gdy w ubiegłym roku w niektórych miesiącach przekraczał 10%.

 

Także stosunek kredytów dla przedsiębiorców indywidualnych do portfela finansowania dla przedsiębiorstw się ustabilizował. Na koniec marca ten stosunek wynosił 22%, tymczasem w niektórych miesiącach 2014 r. był on wyższy.

CEO Magazyn Polska

 

Źródło: Wyliczenia własne na podstawie danych NBP

 

Także depozyty małych firm zaczęły maleć w stosunku do depozytów gospodarstw domowych ogółem i lokat przedsiębiorstw. Tyle że tutaj mamy raczej do czynienia ze wspomnianym już wcześniej efektem rozliczeń podatkowych. W dłuższym okresie bowiem widać wyraźny wzrost znaczenia lokat najmniejszych przedsiębiorstw w depozytach – i to zarówno gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw.

CEO Magazyn Polska

 

Źródło: Wyliczenia własne na podstawie danych NBP

 

Wzrost wartości portfela kredytów dla najmniejszych firm dobrze świadczy o nastrojach, panujących wśród mikroprzedsiębiorców. Ich skłonność do korzystania z finansowania zewnętrznego rośnie bowiem, jeśli widzą oni poprawę sytuacji swoich klientów i zamierzają zwiększać skalę swojego biznesu. Z kolei dane o rosnących depozytach te pozytywne nastroje potwierdzają, jako że są dowodem, że małe firmy dobrze sobie radzą i zwiększają swoją zdolność do generowania zysków.

Marek Siudaj, Tax Care

Wybory powszechne w Wielkiej Brytanii

[quote_right]Wybory powszechne w Wielkiej Brytanii: gdyby głosowanie cokolwiek zmieniało, byłoby nielegalne* Emma Goldman – rosyjsko-amerykańska anarchistka[/quote_right]

Najpierw w Wielkiej Brytanii mieliśmy dwie, potem trzy, a obecnie mamy aż cztery główne partie polityczne. Nie dziwi zatem, że coraz trudniej jest przewidzieć wyniki wyborów parlamentarnych. Obydwie „stare” partie odnotowują poparcie znacznie poniżej poziomów historycznych, a każde nowe wybory przyczyniają się do pogorszenia tego wyniku ze względu na pojawiające się kolejne nowe ugrupowania. Liberalni demokraci, naturalnie, są już na arenie politycznej od pewnego czasu, jednak ich wzrost w siłę w 2001 r. spowodował zawieszenie parlamentu.

Tym razem wybory zostaną zdominowane przez Szkotów, ponieważ według sondaży Szkocka Partia Narodowa (SNP) zdobędzie 41 nowych mandatów, torysi stracą 19, Partia Pracy zyska 15, a Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP) straci 32 mandatów.

W efekcie żadnej z głównych partii nie uda się zdobyć 326 mandatów umożliwiających rządy większościowe, jednak, co bardziej zadziwia, większości nie uzyskają nawet przewidywane koalicje:

torysi + LDP = 283 + 24 = 305, laburzyści + SNP = 271 + 47 = 318

Do dyspozycji pozostaje jeszcze 19 mandatów, jednak według sondaży wyniki byłyby podzielone.

Do 7 maja może się jeszcze wiele wydarzyć, jednak biorąc pod uwagę brytyjską zasadę „kto pierwszy do bramki, ten lepszy”, zmiana ogólnego procentowego rozkładu głosów bardzo rzadko wpływa na zmianę ogólnego wyniku. Zwróćmy uwagę, że Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) z 23% głosów uzyska zaledwie jeden czy dwa mandaty, natomiast liberalni demokraci przy znacznie mniejszej liczbie głosów zdobędą 18 miejsc w parlamencie. Nie dziwią zatem apele o zmianę ordynacji wyborczej w Wielkiej Brytanii.

Istnieje tendencja do opierania wyborów parlamentarnych na haśle: „gospodarka, głupcze”. Taka sytuacja ma jednak pewne wady. W Wielkiej Brytanii nazywa się to efektem roku 1945, kiedy to torysi i Churchill wygrali wojnę, jednak już w 1945 r. stracili władzę w państwie pomimo wykonanej ciężkiej pracy.

Obecnie torysi prowadzą niebezpieczną kampanię, wzywając wyborców, by „nie dopuścili do zrujnowania gospodarki przez Partię Pracy”.

Koalicja pomiędzy Partią Konserwatywną a Partią Liberalno-Demokratyczną ustabilizowała sytuację w Wielkiej Brytanii, jednak deficyt na rachunku bieżącym wyrwał się spod kontroli, co oznacza, że wszelkie zmiany na lepsze dokonywane były na kredyt. Rząd chwali się jednak wzrostem zatrudnienia, stopniowym wzrostem płac i względną poprawą PKB.

Partia Pracy sięgnęła do retoryki z lat 70. ubiegłego wieku, tj. do walki na rzecz redystrybucji majątku, opodatkowania najbogatszych oraz do wszelkich tradycyjnych kierunków polityki, które gwarantowały powodzenie w czasach wielkich korporacji, wysokich podatków, braku wzrostu gospodarczego i rynków pracy zdominowanych przez związki zawodowe. Taka strategia sugeruje, że światowy wzrost jest zerowy, a równocześnie wzywa się do redystrybucji, zamiast wytyczać nowe ścieżki wzrostu.

Laburzyści poruszają jednak problem coraz bardziej skrajnych nierówności wynikających z agresywnej polityki pieniężnej opartej na niskich stopach i wspieraniu 20% gospodarki, tj. dużych spółek notowanych na giełdach i banków. Tymczasem sytuacja 80% gospodarki, czyli małych i średnich przedsiębiorstw (MSP) oraz osób o średnich i niskich dochodach jest najgorsza od wielu lat.

Moim zdaniem wynik tych wyborów będzie zależny od dwóch kwestii: nierówności oraz liczby mandatów zdobytych przez UKIP 7 maja.

Dane dotyczące brytyjskiej gospodarki z pozoru wydają się solidne, jednak nie można ignorować problemu nierówności biorąc pod uwagę, że wspomniane 80% to najwięksi przegrani od czasu rozpoczęcia kryzysu finansowego. Główny problem torysów polega na tym, że w skład tych 80% wchodzi również klasa średnia, czyli wyborcy, którzy są zaangażowani politycznie. Czują się pozostawieni samym sobie i z pewnością sfrustrowani brakiem zmian i nadziei na przyszłość. W efekcie UKIP wydaje się interesującą alternatywą. Dla wielu wyborców jest to „partia protestu”.

Przykład Francji i Hiszpanii pokazał nam, jak partie uznawane za „skrajne” i odnotowujące stosunkowo niskie wyniki w sondażach w realnych wyborach odnoszą sukces, ponieważ wyborcy znacznie odważniej wyrażają swoje poglądy polityczne w zaciszu kabiny do głosowania.

Tabela Electoral Calculus pokazuje, że 20% liczby głosów (w ciągu ostatnich dwóch lat partia ta uzyskała w sondażach nawet 23%), UKIP może zdobyć 8 mandatów; 24% oznaczałoby 46 mandatów.

Ponadto należy wreszcie poruszyć zakazany temat, tj. fakt, iż najbliższe wybory w Wielkiej Brytanii to zaledwie punkt zwrotny przed referendum w sprawie członkostwa Zjednoczonego Królestwa w Unii Europejskiej. Scenariusz opuszczenia UE przez Wielką Brytanię to największe zagrożenie dla przyszłości Unii, i to znacznie bardziej istotne, niż ewentualny Grexit.

Wielka Brytania to fundament dla większości liberalnych państw europejskich. Na pewno dotyczy to Danii, Szwecji i Holandii. Wszyscy liczą na to, że to właśnie Wielka Brytania zaprotestuje w przypadku, gdy Bruksela i Club Med są zbyt zajęci rozdawaniem „prezentów”, za które płaci europejski podatnik. Wyjście Brytyjczyków z UE nie tylko pozbawi Europę steru, ale również oznacza, że europejski sektor finansowy będzie zmuszony do gruntownej redefinicji.

Wybory w Wielkiej Brytanii odzwierciedlają wiele wyborów w Europie od rozpoczęcia kryzysu pod względem poruszania kwestii nierówności i potrzeby protestu politycznego. Może to spowodować znaczne przesunięcia sił parlamentarnych.

Przewiduję, że liczba głosów „protestacyjnych” oddanych na Szkocką Partię Narodową i UKIP okaże się znacznie większa, niż wskazują na to ostatnie sondaże przedwyborcze.

W efekcie doprowadzi to do koalicji torysów z liberalnymi demokratami, wspieranej przez UKIP.  Wsparcie UKIP uwarunkowane będzie referendum w sprawie członkostwa w UE w 2016 r. Otworzy to puszkę Pandory, ponieważ ewentualny Grexit, Brexit i QE-exit spowoduje, że UE będzie zmuszona z całych sił walczyć o przetrwanie.

Steen Jakobsen, Saxo Bank

FOMC zmienia treść komunikatu

Zgodnie z przewidywaniami ekonomistów, podczas wczorajszego posiedzenia FOMC podjęto decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Co istotne, w kwietniowym komunikacie po raz pierwszy nie pojawiło się sformułowanie świadczące o utrzymaniu statusu quo także w następnym miesiącu.

„Komitet oczekuje, że będzie stosowne, aby podnieść docelowy przedział stopy funduszy federalnych, gdy zobaczy dalszą poprawę na rynku pracy i będzie pewny, że inflacja powróci do 2% celu w średnim terminie” – czytamy w opublikowanym w środę protokole. Mimo to, w obliczu widocznego spowolnienia amerykańskiej gospodarki, większość analityków w sceptyczny sposób odnosi się do możliwości zmiany polityki monetarnej przed II połową tego roku – jak wynika  z informacji opublikowanych wczoraj przez Biuro Analiz Gospodarczych, w I kwartale 2015 r. PKB w Stanach Zjednoczonych wzrosło zaledwie o 0.2% k/k.

Na Starym Kontynencie dzisiejsza sesja rozpoczęła się od publikacji informacji na temat aktualnej sytuacji ekonomicznej w  Niemczech oraz całej strefie euro. W ciągu dnia uwagę inwestorów przyciągną natomiast wiadomości napływające zza Oceanu, w tym dane o dynamice dochodów (prognoza 0.2% m/m) oraz wydatków (prognoza 0.5% m/m) Amerykanów.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

Kiedy płaca minimalna jest godziwa?

Istnieje wiele definicji płacy godziwej. Różne międzynarodowe organizacje przyjmują inne podejścia do tej kwestii. Rada Europy wydała Europejską Kartę Społeczną. Dokument ten określa płacę godziwą jako taką, która stanowi co najmniej 50 – 60% płacy średniej w danym państwie.

Światowa Organizacja Pracy (ILO) również uważa, że płaca minimalna, aby mogła być nazwana sprawiedliwą, musi wynosić co najmniej 50% przeciętnego wynagrodzenia. Najbardziej restrykcyjne podejście głosi Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Według niej płaca godziwa powinna być na poziomie 2/3 mediany zarobków w danym kraju, a 50% mediany płacy krajowej jest progiem ubóstwa. Zgodnie z definicją, stosowną przez Radę Europy i Światową Organizację Pracy, płaca minimalna jest zarazem godziwą jedynie w dwóch z poniższych państw. Mianowicie na Słowenii i w Luksemburgu. Stanowi ona kolejno 53,2% i 50,4% średniego wynagrodzenia w tych państwach.

Tabela 1. Płaca minimalna w wybranych krajach europejskich jako procent średniego wynagrodzenia
płaca minimalna

jako % średniego

wynagrodzenia

płaca minimalna

jako % średniego wynagrodzenia

Słowenia 53,2 Portugalia 42,9
Luksemburg 50,4 Łotwa 42,0
Litwa 48,3 Wielka Brytania 40,0
Malta 47,5 Bułgaria 38,2
Serbia 45,0 Chorwacja 37,5
Polska 44,6 Rumunia 36,3
Grecja 44,4 Hiszpania 36,1
Irlandia 43,7 Słowacja 36,0
Węgry 43,3 Estonia 34,1
Holandia 43,3 Czechy 32,5

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie Eurostatu
Najniższy odsetek płacy minimalnej jako średniego wynagrodzenia, nie przekraczający 40%, notuje się w Bułgarii, Chorwacji, Rumunii, Hiszpanii, Słowacji, Estonii i na Czechach.

Ewelina Jurczak
wynagrodzenia.pl

Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń 2014

FOMC ostrożny, BoJ wspiera JPY

Komunikat Federalnego Komitetu Otwartego Rynku okazał się zgodny z naszym najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, w ramach którego Fed wypowiadała się możliwie jak najbardziej ostrożnie i wyraźnie była skłonna do uzależnienia swoich wytycznych od napływających danych.

W wyważonym komunikacie FOMC skorygował w dół swoją ocenę stanu gospodarki, podkreślając jednak, że ma nadzieję, że był to krótki okres osłabienia prowadzący ostatecznie do umiarkowanego wzrostu. Dziś rano dwuletnie amerykańskie stopy procentowe pozostały niemal niezmienione, nie wpływając bezpośrednio na kontynuację squeeze’u długich pozycji w USD, który zyskał na intensywności po wczorajszym bardzo słabym raporcie w sprawie PKB w I kwartale.

O dziwo, pomimo faktu, iż premier Japonii Shinzo Abe jest obecnie z wizytą w Stanach Zjednoczonych, rynek był wstrząśnięty brakiem nowych bodźców ze strony Bank of Japan. Wczorajsze przemówienie Abe w Kongresie nie miało realnego przełożenia na rynki finansowe, ponieważ skupiało się na Partnerstwie Transpacyficznym.

Co do Bank of Japan, komunikat pozostał niezmieniony, a jedyny oponent, Takahide Kiuchi, kolejny raz wniósł o obniżenie poziomu skupu aktywów przez BoJ. JPY po ogólnym spadku zdecydowanie się umocnił, a w chwili, gdy to piszę, para USD/JPY ponownie napiera na poziom wsparcia, natomiast pozostałe pary z JPY wydają się interesujące pod względem technicznym w kontekście odwrócenia w dół (w tym w szczególności para NZD/JPY).

W opublikowanym dziś rano raporcie zawierającym najnowsze projekcje BoJ utrzymuje się, że cel inflacyjny na poziomie 2% zostanie osiągnięty w roku finansowym 2016.

A propos NZD, Reserve Bank of New Zealand przyjął wystarczająco łagodną retorykę, by wesprzeć dalszą wyprzedaż w parach z NZD. Prezes Graeme Wheeler wyraźnie podkreślił, że obniżenie oficjalnej stopy gotówkowej byłoby „właściwe (…) w przypadku osłabienia popytu i ukształtowania płac i cen na poziomach niższych niż zgodne z celem inflacyjnym”.

Wheeler wyraził również niezadowolenie z faktu, iż aprecjacja NZD jest „nieuzasadniona” i niemożliwa do utrzymania. W nocy para AUD/NZD osiągnęła istotny poziom 1,05000 i jest gotowa do dalszych wzrostów w przypadku, gdyby RBNZ na następnych posiedzeniach podjął decyzję o cięciu stóp, nawet jeżeli w najbliższej perspektywie nastąpi zniesienie w dół (ponieważ znaczna część łagodnej retoryki RBNZ została już uwzględniona w wycenach pary AUD/NZD przed posiedzeniem).

Dziś okaże się, czy JPY szykuje się do zdecydowanej akcji; rano para USD/JPY wyraźnie znajdowała się pod presją w związku z posiedzeniem BoJ. Okaże się również, czy w pozostałych parach z USD nastąpi konsolidacja, czy też USD podejmie nową próbę rajdu.

Zanim uzyskamy odpowiedzi na te pytanie, upłynie trochę czasu, ponieważ do przyszłego piątku i raportu w sprawie zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych opublikowanych zostanie wiele kluczowych danych, na które rynek zdecydowanie zareaguje.

Wykres: EUR/USD

Wyraźnie widać przełamanie lokalnego oporu na poziomie 1,1000/50 i jest to obecnie poziom wsparcia, jednak warto zauważyć, że poprzednie istotne minimum w okolicach poziomu 1,1100 przy zamknięciu dziennym nie poddało się bez walki. Squeeze ten utrzyma się zapewne pod warunkiem uzyskania jednoznacznie negatywnych danych ze Stanów Zjednoczonych.

Wykres: NZD/JPY

W nocy nastąpił dramatyczny spadek po tym, jak RBNZ przyjął wyraźnie łagodniejszą retorykę, natomiast BoJ z niej nie skorzystał (co zostało wcześniej uwzględnione w wycenach). To obecnie jeden z najbardziej przekonujących wykresów w kontekście dodatkowej aprecjacji JPY.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: przed posiedzeniem, FOMC nie przyspieszył panicznego squeeze’u długich pozycji w USD i najwyraźniej przyszłe osłabienie USD uzależnione jest od zdecydowanie negatywnych danych. Pierwsze dzisiejszej odczyty to inflacja PCE i liczba wniosków o zasiłki złożonych w danym tygodniu, natomiast jutro jeszcze ważniejsze wyniki badania sektora wytwórczego ISM za kwiecień.

EUR: jedynym czynnikiem wpływającym na aprecjację może być relatywny squeeze pozycjonowania w przypadku negatywnych wiadomości w odniesieniu do pozostałych walut. Obszar 1,1050/1,1000 może stanowić nową nieprzekraczalną granicę w parze EUR/USD decydującą o tym, czy umocnienie uzyska jakiekolwiek wsparcie.

JPY: ciekawe, czy JPY dokona dramatycznego zwrotu w górę biorąc pod uwagę, że kluczowe wsparcie w parze USD/JPY znalazło się pod presją. Nawet jeżeli wsparcie w parze USD/JPY się utrzyma, korelacja trendów kursu USD i JPY może spowodować, że aprecjacja JPY będzie nadal interesująca w takich parach, jak NZD/JPY i AUD/JPY.

GBP: po wczorajszym chwilowym umocnieniu do poziomu 1,5500 funt jest absurdalnie wykupywany; możliwy jest jednak test obszaru 1,5550, zanim nastąpi konsolidacja w kierunku poziomu 1,5200 bez jakiegokolwiek zagrożenia dla trendu rosnącego. Para EUR/GBP pozostaje zagadką; z pewnością zareaguje na dane z Wielkiej Brytanii w przyszłym tygodniu, ponieważ nie widać technicznego impetu spadkowego.

CHF: poziom 1,0500 okazał się barierą dla umocnienia pary EUR/CHF, natomiast w parze USD/CHF nastąpiło przełamanie techniczne poziomu 0,9500; do ponownego przyciągnięcia byków dolarowych konieczny jest powrót do tego poziomu, ponieważ przełamanie to jednak przełamanie. Nie dostrzegam większego potencjału aprecjacji CHF, chyba że sytuacja w Grecji przybierze zdecydowanie negatywny obrót.

AUD: wczoraj para AUD/USD napotkała zdecydowany opór w okolicach dawnych minimów cyklu przed poziomem 0,8100. W ujęciu lokalnym ruch ten jest imponujący, jednak co może przyczynić się do umocnienia AUD poza dalszą falą pesymizmu w Stanach Zjednoczonych? Niedźwiedzie w parze AUD/USD potrzebują spadku poniżej poziomu 0,7900, aby uzyskać wystarczające argumenty.

CAD: uwaga na dzisiejszy odczyt PKB. Poziom 1,2000 jednak zapewnił wsparcie pomimo wczorajszego znacznego obsunięcia. Jeżeli ten poziom nie wytrzyma naporu, uwaga inwestorów może się skupić na 200-dniowej średniej ruchomej w rejonach poziomu 1,1700.

NZD: waluta odniosła śmiertelny cios, a po złagodzeniu retoryki przez RBNZ najważniejszą kwestią będzie odpowiedni poziom sprzedaży. Mimo iż wydaje się, że w perspektywie krótkoterminowej para AUD/NZD będzie nadmiernie wykupywana, nadal istnieje potencjał wzrostu do rejonów 1,10+ w nadchodzących miesiącach. Jednak w najbliższym czasie można się spodziewać spadków w parze NZD/JPY, a nawet w parze NZD/USD.

SEK: reakcja na posiedzenie Riksbank skłania do przewidywania aprecjacji SEK – uwaga na wsparcie w okolicach poziomu 9,2250 w parze EUR/SEK. W takich parach, jak USD/SEK czy GBP/SEK można się spodziewać interesującej akcji, ponieważ wcześniejsze silne trendy rosnące napotkały poważne przeszkody.

NOK: waluta cieszy się niewielkim zainteresowaniem po utracie impetu spadkowego w związku ze squeezem w parze EUR/USD.

Najważniejsze dane ekonomiczne

  • Nowa Zelandia: RBNZ pozostawił oficjalną stopę gotówkową bez zmian na poziomie 3,50%, zgodnie z przewidywaniami
  • Japonia: wstępny odczyt produkcji przemysłowej w marcu wykazał -0,3% m/m i -1,2% r/r w porównaniu z przewidywanymi odpowiednio -2,3%/-3,4% oraz z odnotowanym w lutym -2,0% r/r
  • Japonia: Bank of Japan pozostawił cel podstawy monetarnej na obecnym poziomie, tj. 80 bln JPY rocznie, zgodnie z przewidywaniami

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Niemcy: zmiana bezrobocia i stopa bezrobocia w kwietniu (07:55)
  • Strefa euro: stopa bezrobocia w marcu (09:00)
  • Strefa euro: szacunkowy odczyt CPI w kwietniu (09:00)
  • Kanada: PKB w lutym (12:30)
  • Stany Zjednoczone: dochody/wydatki osobiste w marcu (12:30)
  • Stany Zjednoczone: wskaźnik inflacji PCE Deflator/Core w marcu (12:30)
  • Stany Zjednoczone: cotygodniowe dane o nowych wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych (12:30)
  • Stany Zjednoczone: wyniki badania Chicago Purchasing Manager Survey w kwietniu (13:45)
  • Australia: wskaźnik wyników sektora wytwórczego (AiG Performance of Manufacturing) w kwietniu (23:30)
  • Japonia: stopa bezrobocia w marcu (23:30)
  • Japonia: wydatki gospodarstw domowych ogółem w marcu (23:30)
  • Japonia: odczyt krajowego CPI w marcu (23:30)
  • Nowa Zelandia: indeks cen domów QV w kwietniu (00:00)
  • Chiny: odczyt PMI w sektorze wytwórczym i niewytwórczym w kwietniu (01:00)

John J Hardy, Saxo Bank

 

Komentarz walutowy z 30 04 2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz pl

Dane o PKB i komunikat Rezerwy Federalnej przedłużają perspektywę zerowych stóp procentowych w USA do września.

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 30.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Transport pojazdów importowanych do Polski

W 2014 roku w Polsce zarejestrowano ponad 2 razy więcej samochodów używanych sprowadzonych z zagranicy niż nowych aut zakupionych w kraju – podają rządowe statystyki Ministerstwa Finansów. Pojazdy przywożono najczęściej z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji – pokazuje analiza ponad 1400 zapytań ofertowych dotyczących transportu pojazdów do Polski złożonych w Oferteo.pl, serwisie łączącym osoby poszukujące produktów i usług wraz z ich dostawcami. 

Jeśli chodzi o rodzaj importowanych pojazdów, Polacy zlecają najczęściej przywiezienie do Polski samochodów, w tym osobówek (84,81% zapytań w Oferteo.pl), motocykli (5,27% osób) oraz ciągników rolniczych (3,18%).

Według danych Ministerstwa Finansów, w roku 2014 sprowadzono do Polski 748 963 używane samochody osobowe. Ponad połowa z nich miała co najmniej 10 lat (56,9%), nieco rzadziej spotykano 4-10 – letnie pojazdy (37,6%). Szacuje się, że średnia wartość importowanego pojazdu wynosiła w 2014 roku 15 tys. zł. Polacy preferują niemieckie marki, wśród najpopularniejszych wymieniane są takie jak Volkswagen, Opel, Audi, a także Ford i Renault.

Jak pokazuje analiza Oferteo.pl, pojazdy przywożone są przede wszystkim z krajów zachodniej Europy: Niemiec (37,15%), Wielkiej Brytanii (16,99%), Francji (11,6%), Włoch (9,98%) czy Belgii (5,73%). „Zdarza się również, że w serwisie poszukiwane są firmy transportowe gotowe do przywiezienia pojazdu z Norwegii czy Szwecji” – dodaje Karol Grygiel, członek Zarządu Oferteo.pl.

Ponad połowa przewożonych samochodów waży od 2 do 7,5 tony (53,94%), zaś ponad jedna trzecia ma ciężar do 2 ton (38,17%).

Osoby poszukujące w Oferteo.pl firmy transportowej do przewozu importowanego pojazdu stosunkowo późno składają zapytanie ofertowe – do tygodnia przed zaplanowanym terminem transportu (88,54% zapytań). „Składanie zapytania ofertowego z małym wyprzedzeniem jest często wynikiem szybkiej decyzji o skorzystaniu z pojawiającej się atrakcyjnej oferty zakupu” – mówi Karol Grygiel, członek Zarządu Oferteo.pl. „Dzięki złożonemu zapytaniu równie szybko można nawiązać współpracę z firmą transportową i uzgodnić szczegóły przewozu nowego nabytku” – dodaje Grygiel.

Użytkownicy Oferteo.pl przewidują najczęściej, że zlecenie zostanie zrealizowane w ciągu 2 tygodni (28,48% zapytań), nieco rzadziej ponad 3 tygodni (11,4%) lub w ciągu tygodnia (10,59%).

Przedstawione dane pochodzą z analizy 1 483 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w okresie od 1 marca 2014 do 28 lutego 2015 r. przez osoby zamierzające zlecić transport pojazdu do Polski.

Jak działa Oferteo.pl?

Za pośrednictwem www.oferteo.pl, zarejestrowani w serwisie Dostawcy towarów i Wykonawcy usług mają możliwość dotarcia do nowej grupy Klientów poszukujących konkretnej usługi lub produktu. Pozwala to zaoszczędzić cenny czas związany z poszukiwaniami i obsługą klientów.

Klienci poszukujący konkretnej usługi lub towaru, mogą w jednym miejscu, bezpłatnie złożyć zapytanie o oferty. Konsultanci pracujący w serwisie wyselekcjonują dla nich odpowiednie firmy, które zostaną powiadomione o zapytaniu z ich branży, by spośród nadesłanych ofert, Klienci mogli wybrać najlepszą dla siebie.

Polski konsument mobilny – kim jest i czego pragnie?

Już ponad połowa Polaków posiada urządzenia mobilne. Wśród osób w wieku 19-24 lat, odsetek ten wynosi ponad 70%. Potencjalni konsumenci mobilni stanowią zatem większość społeczeństwa, jednak na zakupy przy użyciu smartfona decyduje się zaledwie 35% Polaków. Jakie są tego przyczyny i jaki jest konsument mobilny?

Według najnowszych danych PayPal i Ipsos, handel mobilny rośnie w Polsce trzykrotnie szybciej niż cały sektor e-commerce, a do 2016 roku wydatki mobilne w Polsce wzrosną do prawie 3,5 miliarda złotych. M-commerce stanowi więc ogromny potencjał rozwojowy dla biznesu. Szczególnie pod kątem najmłodszej grupy konsumentów, w wieku 19-24 lat. Jak ten potencjał wykorzystać?

Kim jest konsument mobilny?

Według badania przeprowadzonego przez mShopper, konsumentem mobilnym nazywamy internautę, który w ciągu ostatnich 6 miesięcy dokonał zakupu przy użyciu urządzenia mobilnego (smartfon, tablet). Raport wykazał, że tacy konsumenci stanowią 24% spośród polskich internautów.  Natomiast wskaźnik zdeklarowanych posiadaczy urządzeń mobilnych, którzy dokonują zakupów przy ich użyciu wynosi 33%. Badacze przewidują, że do końca 2015 r. będzie ich dwa razy więcej. Już teraz czynności okołozakupowe w Intrenecie, jak wyszukiwanie informacji o produkcie, sprawdzanie lokalizacji sklepu czy showrooming, wykonuje 91% wszystkich internautów. W praktyce decyzja o tym, z jakiego urządzenia konsument dokona zakupu zależy od jego stanu posiadania oraz od tego, które z tych urządzeń jest akurat „pod ręką”. Używanie określenia konsument mobilny w odniesieniu do każdego, kto dwa razy do roku dokonał zakupu poprzez smartfona, byłoby sporym uproszczeniem. W tym wypadku bardziej stosownym określeniem jest konsument nowoczesny, multimedialny lub wielokanałowy.

Braki polskiego m-commerce

Mobilne usługi firm najczęściej kończą się na możliwości zapoznania z ofertą. W tym wypadku zakupu dokonuje się offline, co znacznie wydłuża proces zakupowy i zmniejsza szansę na dokonanie wyboru impulsywnie. Głównym problemem jest stwarzanie rozwiązań, które ułatwią konsumentowi sfinalizowanie transakcji. Odsetek firm, które oferują możliwość dokonania płatności przy użyciu smartfona wynosi zaledwie 5%. To zdecydowanie za mało, by zaspokoić popyt rosnącej liczby m-konsumentów – komentuje Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi, pierwszej w Polsce aplikacji umożliwiającej płatność za taksówkę przez aplikację – Nowoczesny konsument, przeglądając wygodnie oferty na swoim urządzeniu mobilnym, jest w pełni gotowy, żeby podjąć decyzję zakupową i dokonać płatności. Jeśli nie zaproponujemy mu rozwiązania szybkiego i wygodnego, automatycznie się zniechęci i zrezygnuje z zakupu – dodaje Krzysztof Urban.

Zakupy i metody płatności m-konsumenta

Na szczęście coraz więcej sklepów zaczyna zauważać potencjał rynku m-commerce. Według raportu mGenerator „M-commerce w praktyce”, co drugi sklep deklaruje, że zakupy mobilne stanowią 10% jego transakcji. Wśród konsumentów wielokanałowych najliczniejszą grupę stanowią osoby w wieku 25-44 lata. Najczęściej na zakupy mobilne przeznaczają kwoty od 50 zł do 150 zł. Ponad połowa z nich (54%) najchętniej korzysta z płatności szybkim przelewem, a płatność przez aplikację mobilną stanowi 19%. Popularność tych ostatnich rośnie w błyskawicznym tempie z uwagi na dużą wygodę aplikacji z płatnością mobilną, które ułatwiają życie codzienne, jak np. płatność za bilety komunikacji miejskiej, parkingi czy bilety do kina (SkyCash), zamawianie i płatność przez aplikację za taksówkę (mytaxi) czy za jedzenie z dostawą (PizzaPortal). Telefonem zapłaciło już 40% mobilnych Polaków.

W planowaniu i projektowaniu nowych rozwiązań płatniczych, niezwykle ważne jest stworzenie warunków spójnych z doświadczeniem zakupowym w świecie offline – uważa Krzysztof Urban – W tradycyjnym sklepie klient ma możliwość wyboru opcji płatniczej i nie jest przymuszany do określonego sposobu zapłaty. M-commerce również powinno pozostawiać taką wolność wyboru swojemu użytkownikowi, który bez opuszczania aplikacji z łatwością dokona zakupu w sposób, który jemu odpowiada. Dla mobilnych liczy się ruch i płynność – zarówno w świecie realnym, jak i wirtualnym. Aby osiągnąć sukces należy przede wszystkim zrozumieć te priorytety –kończy Urban.

Biznes już wie: albo Big Data – albo stagnacja

Globalny biznes nie ma złudzeń: bez Big Data daleko nie zajdzie. Według najnowszego raportu „Big & Fast Data: The Rise of Insight-Driven Business”, autorstwa Capgemini, na ponad 1000 przebadanych przedsiębiorstw aż 2/3 z nich (65 proc.) zdaje sobie sprawę, że jeśli zaniedbają wdrożenie nowych narzędzi biznesowych, służących analityce danych, to przestaną być konkurencyjne na rynku. Z cyfrowej ścieżki nie ma odwrotu: albo Big Data – albo stagnacja.

Biznes na cyfrowym dopingu

Według raportu Capgemini 64 proc. przebadanych przedsiębiorstw przyznaje, że technologia Big Data zmienia granice tradycyjnego biznesu. Po pierwsze – zdecydowanie je rozszerza, umożliwiając penetrację nowych segmentów rynkowych. Po drugie – otwiera biznes na nowe podmioty. Z kolei ponad połowa firm (53 proc.) przewiduje, że w biznesie dojdzie do zaostrzenia konkurencji, w związku ze startupami napędzanymi właśnie analityką danych.

Chcąc sprostać konkurencji ze strony małych firm z branży nowych technologii 54 proc. ankietowanych deklaruje, że w ciągu najbliższych 3 lat znacząco zwiększy swoje inwestycje w narzędzia do analityki Big Data. 6 na 10 przedsiębiorstw (61 proc.) przyznaje bowiem, że to właśnie analityka wielkich zbiorów danych stanowi dzisiaj główny motor napędowy przychodów w ich firmach i ocenia ten obszar jako wartościowy dla usprawniania ich dotychczasowych produktów i usług. Przykładem są choćby działy kadr.

– Jedna z grup kapitałowych w Polsce zatrudniająca 1000 osób tylko w obszarze HR tworzy w ciągu miesiąca aż 67 raportów. Czy menedżer jest w stanie te informacje przeanalizować? Nie. Ilość danych niestrukturalnych jest tak ogromna, że bez dedykowanych narzędzi nie jesteśmy w stanie tego oceanu informacji spożytkować. Ten kto to potrafi, może ubiec konkurencję i np. szybciej zrekrutować najlepszych kandydatów, a to tylko jeden z prostych przykładów wykorzystania danych – tłumaczy Wojciech Mularski z firmy BPSC dostarczającej systemy wspierające zarządzanie firmą.

Znaczna część przebadanych przedsiębiorstw (43 proc.) przechodzi lub w najbliższym czasie zamierza przejść restrukturyzację, pozwalającą zmaksymalizować bądź odkryć nowe możliwości, jakie oferuje biznesowa analityka Big Data.

Warunek sukcesu, warunek przeżycia

Big Data okazuje się dziś nie tylko kluczem do biznesowego sukcesu, ale może przede wszystkim: kluczem do przeżycia w tym biznesie. Prędzej niż później każda firma, chcąca liczyć się na rynku, stanie przed koniecznością wejścia na cyfrową ścieżkę danych – komentuje wyniki raportu Capgemini Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, największej platformy Big Data w Polsce, która dostarcza narzędzia do biznesowej analityki danych i personalizowania reklam w Sieci – Nie mam wątpliwości, że to właśnie dynamika rynku Big Data stanie się głównym motorem do działań dla wielu polskich firm. Priorytetem dla rodzimego biznesu powinno stać się nie tylko o wdrożenie nowych narzędzi do analityki danych, lecz także monetyzacja danych już zgromadzonych przez przedsiębiorstwa – dodaje Piotr Prajsnar.

W innym raporcie autorstwa Capgemini – „Cracking the Data Conundrum: How Successful Companies Make Big Data Operational” – organizacja szacuje, że już pod koniec 2018 roku wartość całego rynku Big Data przekroczy poziom 114 mld USD. Bardziej ostrożny w swych estymacjach jest SNS Telecom, który w raporcie „Big Data Market: 2014 – 2020 – Opportunities, Challenges, Strategies, Industry Verticals & Forecasts” prognozuje, że do końca 2020 roku rynek danych na świecie wart będzie 76 mld USD.

Te różnice w prognozach dotyczących wartości rynku Big Data spowodowane są tym, że nie jesteśmy w stanie oszacować, jaki procent całego wolumenu danych faktycznie będzie nadawał się do wykorzystania w biznesie. Inaczej rzecz ujmując: kwestią otwartą pozostaje to, w jakim stopniu badaczom danych uda się dokonać konwersji z „surowego” Big Data na biznesowo wartościowe Smart Data – tłumaczy Łukasz Kapuśniak, Chief Big Data Officer w Cloud Technologies – Według szacunków IDC obecnie wykorzystujemy jakieś 20% całego wolumenu Big Data w Sieci, który szacuje się już na ponad 5 Zettabajtów. Do 2020 roku ma to być już 30%, co mimo nieznacznej różnicy procentowej byłoby jednak znakomitym wskaźnikiem, ponieważ do tego czasu sieć powiększy ponad dziewięciokrotnie, do 45 Zettabajtów – dodaje Łukasz Kapuśniak.

IDC szacuje, że tylko w zeszłym roku globalny rynek Big Data rozwijał się w tempie sześciokrotnie szybszym niż cały sektor IT. Jeśli więc biznes chce dotrzymać kroku – nie tylko zachodniej –  konkurencji musi inwestować w analitykę danych. Dobrym przykładem korzyści może być jeden z koncernów motoryzacyjnych. Dzięki narzędziom do przetwarzania danych niestrukturalnych, firma w bardzo krótkim czasie zdiagnozowała źródła problemów technicznych, które występowały w samochodach.

–  Gdyby przeanalizowano wyłącznie dane strukturalne, firma wiedziałaby, że pewne podzespoły wymieniono, ale nie wiedziałaby dlaczego. Na tym polega różnica pomiędzy firmami, które robią użytek z danych a tymi, które ich nie wykorzystują. Te pierwsze reagują szybciej – tłumaczy Wojciech Mularski z BPSC.

W badaniu Capgemini wzięło udział ponad 1000 decydentów z 9 różnych branż i 11 rynków.

Jeden głos w wyborach na prezydenta kosztuje średnio 2 złote 30 groszy

Po 10 milionów złotych wydadzą dwie największe partie parlamentarne na kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy. O takich pieniądzach na wiece, plakaty i spoty wyborcze pozostali kandydaci mogą tylko pomarzyć. Money.pl sprawdził, ile pieniędzy na agitację mają kandydaci w tegorocznych wyborach prezydenckich. Policzyliśmy też, który z kandydatów potrzebuje najmniej pieniędzy, by uzyskać jeden wyborczy głos.

2 złote 30 groszy – średnio tyle wydają kandydaci na urząd Prezydenta RP, by uzyskać jeden głos. Money.pl przyjął na potrzeby wyliczeń, że w tych wyborach zagłosuje dokładnie tyle samo osób, co w 2010 roku, czyli 16 929 088. Na podstawie ogólnej liczby oddanych głosów i notowań kandydatów z aktualnego sondażu wyborczego IBRIS dla „Rzeczpospolitej” portal wyliczył, na ile głosów mogą liczyć poszczególni pretendenci. Najskuteczniejszy w zdobywaniu wyborców jest Paweł Kukiz. By zyskać głos musi przeznaczyć z budżetu sztabu na reklamę zaledwie 41 groszy. Niewiele gorszy jest kandydat Ruchu Narodowego – Marian Kowalski. Zdobycie głosu kosztuje go 83 grosze. Najgorzej w zestawieniu wypada Janusz Palikot, którego każdy głos kosztuje ponad 5 złotych!

Sztaby Jacka Wilka, Pawła Tanajno i Grzegorza Brauna nie odpowiedziały na pytania Money.pl, ile pieniędzy już mają i planują jeszcze uzbierać.

Budżety na kampanię prezydencką poszczególnych komitetów wyborczych i szacunkowe wyliczenie, ile pieniędzy muszą przeznaczyć, aby zyskać 1 głos
kandydat budżet koszt 1 głosu
Bronisław Komorowski 10 milionów 1 zł 39 gr      
Andrzej Duda 10 milionów 2 zł 3 gr      
Janusz Korwin-Mikke 1 milion 1 zł 51 gr      
Magdalena Ogórek 1 milion 1 zł 96 gr      
Janusz Palikot 1 milion 5 zł 37 gr      
Adam Jarubas 1 milion 3 zł 47 gr      
Paweł Kukiz 500 tysięcy 41 gr      
Marian Kowalski 50-100 tysięcy 83 gr

 

W tym roku limit wydatków na kampanię wyborczą to około 18 milionów złotych, jednak żaden ze sztabów nie bierze pod uwagę tak ogromnych nakładów. Dlaczego? Wyjaśnienia są różne – część przedstawicieli sztabów przekonuje, że nie chce szastać pieniędzmi podatników, część otwarcie przyznaje, że musi liczyć każdą złotówkę przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

W 2005 roku ogólny ustawowy limit wydatków na kampanię wynosił 13,8 mln zł, w tym ten na ścisłą reklamę kandydatów to 11,4 mln zł. Wydatki komitetu wyborczego Lecha Kaczyńskiego zamknęły się wtedy w 13 493 239 zł, z kolei na konto komitetu wpłynęło 13 500 011 zł. Pieniądze te pochodziły wyłącznie z Funduszu Wyborczego Prawa i Sprawiedliwości.

Z kolei komitet wyborczy Donalda Tuska w 2005 roku wydał na kampanię ponad 14 mln 261 tysięcy złotych i tym samym przekroczył limit o ponad 461 tysięcy. Na reklamę przeznaczył równo 14 mln złotych. To oznacza, że środki na ten cel były większe o ponad 2 miliony złotych od dozwolonego limitu.

Jakie były efekty tak bogatych kampanii dla partii, których reprezentanci dostali się do drugiej tury wyborów? Lech Kaczyński, który wygrał elekcję w 2005 roku, zdobył 8 257 468 głosów. Jak wyliczył portal Money.pl, każdy głos na Kaczyńskiego kosztował 1 złoty 61 groszy. Donald Tusk mógł liczyć na 7 022 319 głosów, więc na pozyskanie każdego wyborcy wydał 2 złote 3 grosze. To oznacza, że kampania Prawa i Sprawiedliwości z 2005 roku była nie tylko tańsza, ale również bardziej efektywna.

 

Pięć lat później ogólny ustawowy limit wydatków na kampanię wynosił 15,5 miliona złotych. Dokładnie tyle pieniędzy na promocję kandydata przeznaczył sztab wyborczy Platformy Obywatelskiej. 900 tysięcy złotych mniej (14,6 miliona złotych) miał sztab Jarosława Kaczyńskiego.

Grzegorz Napieralski z SLD i Waldemar Pawlak z PSL mieli do dyspozycji odpowiednio 3,1 miliona oraz 3,7 miliona złotych. Janusz Korwin-Mikke na kampanię mógł przeznaczyć zaledwie 200 tysięcy złotych.

Efektywność kampanii? Najlepszy w wydawaniu pieniędzy był właśnie oszczędny sztab Janusza Korwina-Mikkego. Kandydat, który był czwarty w pierwszej turze, za głos zapłacił nawet cztery razy mniej niż Komorowski, bo zaledwie 47 groszy.

Zdecydowanie gorzej wypadli kandydaci, którzy dostali się do drugiej tury wyborów. Każdy głos na Bronisława Komorowskiego kosztował 2 złote 20 groszy, na Jarosława Kaczyńskiego – 2 złote 38 groszy. Waldemar Pawlak wydał na wybory 3,5 miliona złotych, jednak dla niego kampania okazała się realnie najkosztowniejsza, bo za głos wyborcy zapłacił niemal 12 złotych.

Źródła, z których komitety wyborcze kandydatów na prezydenta mogą czerpać środki finansowe są ściśle określone w Kodeksie Wyborczym. Zgodnie z przepisami fundusze mogą pochodzić od obywateli (mających miejsce stałego zamieszkania w Polsce), z kont partii politycznych oraz z kredytów bankowych zaciągniętych przez partie.

W tym roku indywidualni wspierający nie mogą wpłacić na rzecz danego komitetu więcej niż 26 tysięcy 250 złotych. Wynika to z przepisów kodeksu wyborczego, który mówi jasno, że suma wpłat od obywateli nie może przekraczać 15-krotności minimalnego wynagrodzenia (15 x 1750 złotych). Co interesujące, kandydat na prezydenta sam może zasilić budżet kampanii, jednak jego limit jest zdecydowanie większy. Wynosi on 45-krotność minimalnego wynagrodzenia, czyli 78 tysięcy złotych.

Finansowanie kampanii wyborczej w wyborach prezydenckich jest jawne. W ciągu trzech miesięcy od dnia wyborów pełnomocnik finansowy komitetu wyborczego musi złożyć w Państwowej Komisji Wyborczej sprawozdanie finansowe, które jest weryfikowane przez komisję.

Wycena obligacji skarbowych denominowanych w CHF

Ministerstwo Finansów informuje, że dokonano wyceny 3-letnich obligacji nominowanych we frankach szwajcarskich o wartości nominalnej 580 mln CHF i terminie zapadalności w dniu 8 maja 2018 r. Obligacje wycenione na 37 punktów bazowych powyżej średniej stopy swapowej, a kupon ustalono na 0%. Cena obligacji wyniosła 100,642% wartości nominalnej obligacji, co oznacza że rentowność obligacji wyniosła -0,213%.

Obligacje zostały nabyte przez inwestorów z Polski (47%), Niemiec (34%) oraz Szwajcarii (19%).

W strukturze podmiotowej inwestorów największy udział miały banki-departamenty skarbu (49%), instytucje publiczne (34%), banki prywatne (10%) oraz fundusze inwestycyjne (7%).

Emisję przeprowadzono na podstawie programu emisji obligacji średnioterminowych na rynku europejskim (EMTN). Kierownikami konsorcjum emitującego obligacje były banki: HSBC i PKO BP.