Nowa ustawa o obligacjach szansą na rozwój

0

1 lipca tego roku w życie wchodzi nowa ustawa o obligacjach, która ma wesprzeć rozwój rynku długoterminowych nieskarbowych papierów dłużnych, emitowanych przez jednostki samorządu terytorialnego, przedsiębiorstwa oraz banki. Zdaniem prawników Kancelarii Deloitte Legal nowe, bardziej przejrzyste oraz dokładniejsze przepisy sprawią, że obligacje mają szansę stać się istotnym i komplementarnym do kredytów bankowych źródłem pozyskiwania kapitału. Zmiany w prawie wymagają jednak innego podejścia do organizacji emisji obligacji oraz świadomości skutków wprowadzenia nowych rozwiązań.

Ustawa o obligacjach została uchwalona w styczniu 2015 roku. Najważniejsze zmiany, które wprowadza nowe prawo, to:

  • rozszerzenie katalogu emitentów,
  • wprowadzenie nowych rodzajów obligacji,
  • uregulowanie zasad dokonywania zmian w warunkach emisji m.in. poprzez wprowadzenie instytucji zgromadzenia obligatariuszy; a także
  • rozstrzygnięcie wątpliwości towarzyszących obowiązującym regulacjom.

Największymi beneficjentami nowej ustawy mogą okazać się jednostki samorządu terytorialnego. Do tej pory mogły one co prawda emitować obligacje przychodowe, czyli uprawniające obligatariusza do zaspokojenia roszczeń z pierwszeństwem przed innymi wierzycielami emitenta, ale nie korzystały z tego przywileju zbyt często, m.in. z uwagi na wąski krąg podmiotów, które mogły przeprowadzać tego typu emisje. Pod rządami starej ustawy doszło w Polsce jedynie do sześciu takich emisji i to mimo że rozwiązanie to cechowało kilka zalet. „Przede wszystkim chodzi o brak konieczności stosowania prawa zamówień publicznych do zamówień, których przedmiotem były usługi finansowe związane z emisją, sprzedażą i kupnem obligacji. Poza tym zobowiązań wynikających z tych obligacji nie uwzględniało się przy ustalaniu ograniczeń zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego. Nowa ustawa utrzymuje te zalety” – wyjaśnia Tomasz Rutkowski, radca prawny, managing associate w Kancelarii Deloitte Legal. Nowa ustawa rozszerza krąg podmiotów, które będą mogły wyemitować tego typu obligacje, m.in. o spółki utworzone przez kilka sąsiadujących ze sobą jednostek samorządu terytorialnego w celu sfinansowania wspólnej inwestycji. Poza tym nowe przepisy usuwają wątpliwości, co do zakresu odpowiedzialności emitenta, wskazując, że mogą istnieć obligacje przychodowe, za które emitent przyjął odpowiedzialność całym swoim majątkiem. Wart odnotowania jest także fakt pojawienia się możliwości nadania obligatariuszom pierwszeństwa do zaspokojenia roszczeń z przychodów i majątku przedsięwzięć, sfinansowanych tylko w części ze środków uzyskanych z emisji obligacji.

Zdaniem ekspertów Deloitte wśród zalet obligacji przychodowych należy wymienić: ich przejrzystą konstrukcję,  mechanizm gromadzenia przychodów, a także to, że emisja obligacji przychodowych nie zwiększa długu jednostek samorządu terytorialnego. A wady? „Największą barierą w rozpowszechnieniu emisji obligacji przychodowych może być nieumiejętność stosowania regulacji (zarówno dotychczasowych, jak i nowych) przez jednostki samorządu terytorialnego, dla których proces ten może okazać się zbyt skomplikowany.” – mówi Tomasz Rutkowski.

Ustawa o obligacjach zmienia także sytuację przedsiębiorców, którzy otrzymają do dyspozycji narzędzia, pozwalające dokonywać im zmian w warunkach emisji.  W obecnym stanie prawnym najkorzystniej uzyskać zgodę wszystkich obligatariuszy albo  wykupić obligacje i wyemitować w ich miejsce nowe, albo też zawrzeć w pierwotnych warunkach emisji zapisy o ewentualnych późniejszych zmianach. Od lipca, aby zmienić warunki emisji obligacji, potrzebna będzie zgoda zgromadzenia obligatariuszy lub jednobrzmiące porozumienia zawarte przez emitenta z każdym z obligatariuszy. „W obecnym stanie prawnym jakakolwiek zmiana warunków emisji obarczona jest ryzykiem prawnym, a to z uwagi na brak właściwych regulacji ustawowych w tym zakresie. Trudno jednak powiedzieć czy zgromadzenie obligatariuszy stanie się instytucją stosowaną często w praktyce przez emitentów, skoro niektóre z dotyczących go zapisów budzą dosyć znaczące wątpliwości prawne” – mówi Agata Jankowska-Galińska, radca prawny, managing associate w Kancelarii Deloitte Legal. Te wątpliwości dotyczą, m.in. obowiązku pokrycia kosztów związanych ze zwołaniem oraz przeprowadzeniem zgromadzenia obligatariuszy. Zdaniem prawników Deloitte Legal nowa ustawa o obligacjach w przypadku przedsiębiorców oznaczać może też mniejszą elastyczność co do zasad emisji obligacji korporacyjnych.

Z kolei bankom ustawa o obligacjach daje wprost możliwość emitowania dwóch nowych rodzajów obligacji: wieczystych i podporządkowanych. W przypadku obligacji podporządkowanych wierzytelności z nich wynikające, w razie upadłości lub likwidacji, będą regulowane po zaspokojeniu wszystkich innych wierzytelności przysługujących wierzycielom wobec emitenta. Z kolei obligacje wieczyste są to takie papiery dłużne, dla których nie określono daty wykupu, a świadczenie emitenta względem obligatariuszy polega przede wszystkim na spłacie odsetek. Zdaniem prawników Deloitte Legal ustanowienie dwóch nowych rodzajów obligacji może posłużyć jako instrument umożliwiający bankom spełnienie wymogów dotyczących płynności i kapitałów własnych.

Wchodzące w życie przepisy nowej ustawy umożliwiają także emisję obligacji przez podmiot nowoutworzony. Dotyczy to także obligacji projektowych. Ich idea opiera się na tym, że podmiot publiczny wnosi do spółki celowej środki publiczne jako dług podporządkowany, co podnosi wiarygodność emitowanych obligacji. Ich celem jest sfinansowanie kluczowych projektów, np. z zakresu energetyki, transportu, technologii informatycznych czy komunikacyjnych. Obligacje projektowe pojawiły się w projekcie pilotażowym Strategia Europa 2020

Zachowania i preferencje wyborcze Polaków w kwietniu 2015

Gdyby wybory parlamentarne miały odbyć się w kwietniu, to wzięłaby w nich udział ponad połowa dorosłych Polaków (63 proc.). Najwięcej głosów otrzymałaby Platforma Obywatelska (45 proc.) oraz Prawo i Sprawiedliwość z Solidarną Polską i Polską Razem (36 proc.) – wyniki kwietniowej fali badania* GfK na temat preferencji partyjnych Polaków.
Grafiki_preferencje_wyborcze_Polakow_04_2015.png
W porównaniu z marcową falą badania notowania PO spadły o 1,4 punktu proc. do 44,7 proc., a notowania PiS+SP+PR wzrosły o 1,7 punktu proc. do 36,3 proc. Ponad progiem wyborczym znalazł się jeszcze Sojusz Lewicy Demokratycznej z wynikiem 5,6 proc. (+1 punkt proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem).
Poza parlamentem znalazłyby się: Polskie Stronnictwo Ludowe (4,4 proc.), Korwin (2,5 proc.), Kongres Nowej Prawicy (1,1 proc.), Twój Ruch (1 proc.), Ruch Narodowy (z Unią Polityki Realnej) 1 proc., Liga Polskich Rodzin (0,7 proc.), Unia Pracy (0,6 proc.), Stronnictwo Demokratyczne (0,4 proc.), Samoobrona (0,4 proc.), Partia Kobiet (0,2 proc.), Zieloni (0,2 proc.), Demokracja Bezpośrednia (0,1 proc.), Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (0,1 proc.). Powyższy procentowy rozkład głosów uwzględnia także kategorię „inna partia”, na którą wskazało 0,8 proc. respondentów. Prezentowane wyniki preferencji wyborczych obliczono na podstawie połączonych dwóch kategorii respondentów, którzy zadeklarowali swój udział w wyborach – tych, którzy wskazali jakąś partię oraz tych, którzy jeszcze się wahają, na jakie ugrupowanie głosować (wynik imputowany**).
Grafiki_preferencje_wyborcze_Polakow_04_2015_trend_PO_PiS.png
Frekwencja
W kwietniu 63 proc. respondentów deklaruje, że wzięłoby udział w wyborach (26 proc. zdecydowanie tak; 37 proc. raczej tak). W wyborach nie wzięłoby udziału 28 proc. respondentów (20 proc. zdecydowanie nie; 8 proc. raczej nie). 9 proc. Polaków nie jest pewnych udziału w wyborach.
Wyborcy niezdecydowani
Wśród respondentów, którzy deklarują chęć udziału w wyborach, ponad 15 proc. jest niezdecydowanych, na którą partię głosować. W porównaniu z badaniem marcowym odsetek wyborców wahających się spadł w kwietniu o 3 punkty proc.
W poniższej tabeli przedstawiono wyniki preferencji wyborczych Polaków, w których w podstawie procentowania uwzględniono odsetek respondentów niezdecydowanych (15,2 proc.). W takim ujęciu najwięcej głosów otrzymałaby PO (34 proc.) i PiS+SP+PR (26,6 proc.).
Pod progiem znalazły się: Sojusz Lewicy Demokratycznej (4,7 proc.), Polskie Stronnictwo Ludowe (3,4 proc.), Korwin (2,3 proc.), Kongres Nowej Prawicy (1,1 proc), Twój Ruch (1 proc.), Ruch Narodowy (z Unią Polityki Realnej) 1 proc., Liga Polskich Rodzin (0,6 proc.), Stronnictwo Demokratyczne (0,4 proc.), Unia Pracy (0,4 proc.), Samoobrona (0,4 proc.), Partia Kobiet (0,2 proc.), Zieloni (0,2 proc.), Demokracja Bezpośrednia (0,1 proc.), Krajowa Partia Emerytów i Rencistów (0,1 proc.).
Grafiki_preferencje_wyborcze_Polakow_04_2015_DK.png
Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych**
Prognoza rozkładu głosów wśród osób niezdecydowanych wskazuje, iż obecnie większość ich głosów otrzymałaby PO (46 proc.) oraz PiS+SP+PR (42 proc.). Polskie Stronnictwo Ludowe otrzymałoby 4,2 proc. głosów, Sojusz Lewicy Demokratycznej 4 proc., Unia Pracy 1 proc., Korwin 0,6 proc., Liga Polskich Rodzin 0,4 proc.
Grafiki_preferencje_wyborcze_Polakow_04_2015_imputowani.png
Dodatkowe informacje o badaniu
Badanie zachowań i preferencji wyborczych jest prowadzone przez instytut GfK Polonia od 2005 roku na potrzeby partii politycznych, organizacji społecznych, administracji publicznej i rządowej.
* kwietniowa fala badania została przeprowadzona w dniach 9-13 kwietnia 2015 r. metodą wywiadów bezpośrednich w domach respondentów w ramach badania omnibus CAPI na podstawie reprezentatywnej imiennej próby pełnoletnich Polaków wylosowanej z bazy PESEL. Osoby celowe zostały wybrane w oparciu o dwustopniowy stratyfikowany schemat losowania z całkowitą liczbą realizowanych wywiadów n=1020.
** Rozkład głosów oddanych na partie dla osób niezdecydowanych, rejestrowany w pytaniu o preferowaną partię, został zaimputowany (odtworzony) za pomocą wielomianowego modelu regresji logistycznej, oszacowanego w oparciu o szczegółowe cechy społeczno-demograficzne badanego respondenta.
Przedziały ufności
Badanie preferencji wyborczych to estymacja przedziałowa, której wynikiem nie jest ocena punktowa, czyli konkretna wartość, ale pewien przedział, do którego z określonym prawdopodobieństwem (zwykle 95 proc.) należy szacowana wartość parametru (w tym przypadku głosowanie na konkretną partię). Podstawowym pojęciem estymacji przedziałowej jest przedział ufności. Prezentowane przedziały ufności zostały obliczone w oparciu o nieparametryczną metodę estymacji bootstrap uwzględniającą dwustopniowy schemat konstrukcji próby (w przypadku złożonych schematów losowania, a takie stosuje się w tym i podobnych badaniach typu face-to-face, klasyczne metody obliczania przedziałów ufności oparte na Centralnym Twierdzeniu Granicznym byłyby niepoprawne).
Ilość replikacji została ustalona na poziomie i=1000.
Grafiki_preferencje_wyborcze_Polakow_04_2015_przedziały.png

Kwietniowy spadek oprocentowania lokat

Dzięki temu, że mamy rekordowo niskie stopy procentowe, kredyty stały się dość tanie i stosunkowo łatwo dostępne. Jednak ceną za to jest bardzo niskie oprocentowanie lokat. W ofercie 30 przeanalizowanych przez nas banków zostały już tylko dwie, które gwarantują zarobek w wysokości 3%. Mówimy o produktach bez gwiazdek, czyli przeznaczonych zarówno dla nowych, jak i stałych klientów. Te wyjątkowe propozycje to nie depozyty długoterminowe, choć w ostatnich miesiącach najwyższe oprocentowanie dawały lokaty roczne i dwuletnie. Tymczasem na odsetki na poziomie 3% (w skali roku) możemy liczyć na depozytach 3-miesięcznych (w BOŚ i Banku Smart).

Te oferty można określić mianem wyjątków potwierdzających regułę. Średnie oprocentowanie jest bowiem najwyższe dla lokat dwuletnich (1,86%), a najniższe dla 3-miesięcznych (1,50%). Dzieje się tak, ponieważ bankom zależy na tym, abyśmy pieniądze wpłacali na jak najdłuższy czas. Dzięki temu instytucje zapewniają sobie większą stabilność w zarządzaniu kapitałem. Trzeba pamiętać, że z tych środków udzielają one kredytów, które zwykle obejmują okres dłuższy niż kilka miesięcy.

Przyczyną niskiej średniej dla lokat 3-miesięcznych jest przede wszystkim to, że ponad jedna trzecia tego typu ofert ma oprocentowanie wynoszące 1% lub mniej. W przypadku najmniej atrakcyjnych depozytów jest ono niewiele wyższe od zera. Nasuwa się tu wręcz pytanie: czy warto korzystać z lokaty, przynoszącej po 3 miesiącach zysk wynoszący zaledwie 5 zł od kwoty 10 000 zł? Jeśli będziemy chcieli ją założyć w oddziale, to więcej niż uzyskane odsetki możemy wydać na paliwo czy bilet komunikacji miejskiej.

Mniej promocji na 4%

Wciąż możemy jednak znaleźć oferty promocyjne gwarantujące oprocentowanie sięgające 4% czy nawet 5%. Zwykle są to lokaty dostępne tylko dla nowych klientów. W dodatku z takich depozytów można skorzystać jednorazowo. W ostatnim czasie część z nich uległa pogorszeniu. Meritum Bank zmniejszył oprocentowanie z 5% do 4%. Obniżkę wprowadziły również Orange Finanse (z 4% do 3,9%) oraz Getin Online (z 4% do 3,5%). Tym samym wypadły one z naszego zestawienia lokat promocyjnych dających oprocentowanie wynoszące 4% i więcej. Na 5% możemy więc liczyć już tylko w Deutsche Banku, ale pod warunkiem, że otworzymy tam konto.

Expander

Poważne konsekwencje drobnych błędów w oprogramowaniu

Postęp technologiczny, o którym słyszy się na co dzień przejawia się w większym stopniu w stale rosnącej puli otaczającego nas oprogramowania, niż w wykorzystaniu nowych materiałów i oryginalnych koncepcjach konstrukcyjnych. Niezawodność nowoczesnych urządzeń uzależniona jest jednak od czynnika ludzkiego, jakim niewątpliwie są osoby tworzące oprogramowanie. Pisaniem software’u zajmują się jednak profesjonaliści. Co więc sprawia, że wciąż odkrywane są kolejne błędy?

„Za błędy w oprogramowaniu często winą obarczyć można krótkodystansowe cele biznesowe. Zamówione oprogramowanie ma być bowiem dostarczone na czas i ma działać. Testuje się jednak tylko tę nową funkcjonalność, nie sięgając po profesjonalny audyt całego kodu. To nie do przyjęcia w branży IT Security, w której działa Wheel Systems.” – zauważa Paweł Dawidek, dyr. ds. technicznych i oprogramowania w WHEEL Systems – „Co więcej, nikt też nie patrzy na jakość kodu, a co za tym idzie, na łatwość utrzymania i rozwijania oprogramowania. Im gorsza jego jakość, im kod jest bardziej skomplikowany i nieczytelny tym więcej ma błędów i są one trudniejsze do znalezienia podczas testów. Sprawia to, że dużo łatwiej jest wprowadzić nowe błędy podczas rozwoju tak skonstruowanego oprogramowania. Poza tym, im czystszy kod, tym ewentualne błędy prostsze w naprawie. Bo skomplikowane rzeczy psują się w skomplikowany sposób.”

Na to natomiast, że błędy w oprogramowaniu potrafią doprowadzić nie tylko do wyświetlenia legendarnego błękitnego ekranu, ale i do znacznie poważniejszych konsekwencji – liczonych ludzkim życiem i miliardami dolarów – dowodów nie brak.

Mateusz Kocielski, odpowiedzialny w LogicalTrust za testy bezpieczeństwa twierdzi, że „błędy w są wszędzie, ponieważ oprogramowanie jest wszędzie” i wymienia kilka przykładów, w których niewielkie przeoczenia programistów, chęć zaoszczędzenia czasu, czy też zwyczajny brak możliwości przewidzenia wszystkich ewentualności, doprowadziły do opłakanych skutków.

  1. Therac-25

Między 1985 a 1987 rokiem 6 osób uległo poparzeniu w wyniku naświetlań maszyną Therac-25. Trzy z nich zmarły w następstwie wypadku.

W trakcie pierwszego wypadku, w wyniku którego pacjentka straciła pierś i czucie w ręce, okazało się, że automat zaaplikował ok. 100 razy większą dawkę promieniowania, niż wynikało ze zlecenia. Producent, firma AECL uznała jednak, że to niemożliwe, nie podjęto więc żadnych działań.

Jeszcze w tym samym roku – w 1985 r. – inna maszyna uległa awarii, wyświetlając komunikat o błędzie i niepodjęciu naświetlania. Operator, przyzwyczajony do humorów urządzenia, wymusił wykonanie procedury. Maszyna pięciokrotnie podejmowała próbę wykonania naświetlenia, po czym zupełnie odmówiła posłuszeństwa. 3 miesiące później pacjent, który brał udział w zabiegu, zmarł w związku z powikłaniami napromieniowania.

AECL bardzo długo wypierało się winy, uznając, że nie istnieje możliwość, aby Therac-25 mylił dawki, albo wykonał naświetlania mimo przeczącego temu komunikatowi. Mimo to poparzeniom uległo jeszcze kilka osób, a sprawa trafiła do sądu. W toku postępowania, rzecznik AECL przyznał, że wykonano ”małą liczbę” testów urządzenia nim trafiło na rynek.

Jak się okazało, wart ponad 1 mln dolarów automat został wyposażony w napisane w assemblerze oprogramowanie, stworzone przez jedną osobę. Wypadki powodowały dwa drobne przeoczenia programisty. Ogółem jednak, zabrakło jednego, jak się okazało, niezmiernie istotnego wiersza kodu. Raptem kilkudziesięciu znaków.

Z drugiej strony, błąd z dużym prawdopodobieństwem zostałby wychwycony przed wprowadzeniem produktu na rynek, gdyby nie zabrakło rzetelniejszej procedury testowej.

  1. Patriot

Podczas Wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku iracka rakieta scud trafiła w amerykańskie baraki w Dhahran, zabijając 28 osób i raniąc ponad 100. Doszło do tragedii, mimo iż bezpieczeństwa bazy pilnowało aż 6 baterii systemu przeciwrakietowego Patriot.

Wyjaśniając kulisy wypadku należy podkreślić, że Patriot stworzono w latach 70 tych, w celu zwalczania radzieckich rakiet, poruszających się przeciętnie z prędkością około 2 MACH. Dodatkowo, w założeniach, system miał być wysoce mobilny. Czas ciągłej pracy przewidywano więc na nie więcej niż 8 godzin. Po tym okresie miał on być dezaktywowany, przewożony i uruchomiany ponownie w nowym miejscu.

Jak się okazało, w związku z długim procesem aktywowania się systemu (60-90 sekund), amerykańskie baterie w Iraku działały bez przerwy nawet ponad 100 godzin. Nie byłoby to problemem, gdyby nie fakt, że system wykorzystywał w procesie namierzania pocisków wroga własny czas pracy w sekundach. Niestety, z pewnych względów, dokładność obliczeń zmiennoprzecinkowych, wykonywana w tym celu, była daleka od ideału. W efekcie, 1 sekunda wyliczana przez baterię nie była równa rzeczywistej sekundzie. Po 100 godzinach pracy, system mylił się już o 0,34 sekundy.

Pomyłka ta okazała się wystarczająca, aby pozwolić wymknąć się lecącej z prędkością aż 5 MACH irackiej rakiecie scud, mimo wychwycenia jej na planie nieba, a następnie namierzeniu w pierwszej fazie celowania. Posługując się niedokładnym zegarem, system błędnie wyliczył okno, w którym powinna się pojawić wroga rakieta w drugiej fazie namierzania. Nie zastawszy w nim oczekiwanego obiektu, Patriot nie podjął żadnych działań, uznając, że to fałszywy alarm. W efekcie dopuszczając do tragedii.

Oficjalną przyczyną incydentu jest niewłaściwa eksploatacja systemu Patriot. Nie przewidziano, że baterie będą aktywne przez 100 godzin bez przerwy. Wina leży jednak także po stronie programistów, którzy o powstającym odchyleniu czasu dowiedzieli się dopiero na krótko przed wydarzeniami w Dhahran.

  1. Ariane-5

10 lat i 7 miliardów dolarów. Tyle trwał i kosztował projekt budowy rakiety Ariane-5, która przez błąd w oprogramowaniu rozpadła się na oczach zaskoczonych widzów, kilkadziesiąt sekund po starcie. Europejska Agencja Kosmiczna postanowiła zbudować rakietę większą, szybszą i lepszą od poprzedniczki – Ariane-4. Właśnie to dziedzictwo zaważyło na katastrofie. Okazało się, że część oprogramowania nowej rakiety skopiowano ze starej. W trakcie lotu jedna z funkcji pochodzących z Ariane-4, a w nowej rakiecie zupełnie zbędna, zgłosiła błąd. Jego interpretacja wprowadziła z kolei w błąd wewnętrzny system nawigacji rakiety, doprowadzając tym samym do wydania przez główny komputer polecenia wykonania nagłego zwrotu o 20 stopni. W tym wypadku nie pomógł nawet awaryjny system, ponieważ kiedy główny komputer, w wyniku błędu, wyłączył się, zapasowy obwód, który powinien przejąć jego zadania, też już nie działał.

W toku śledztwa wyszło na jaw, że nie sprawdzono dokładnie założeń oprogramowania Ariane-4, na którym budowano software do Ariane-5. Nie było też systemu testów, ani nie przeprowadzono symulacji programowej.

  1. NASA Mars Climate Orbiter

Po 10 miesiącach lotu, 23 września 1999 roku sonda warta około 700 mln dolarów dotarła w pobliże Marsa. O godzinie 8.41 UTC rozpoczęto manewr wchodzenia na orbitę planety. O 9.04, zgodnie z planem, sonda znalazła się po drugiej stronie Marsa, tracąc chwilowo kontakt z kontrolą lotów. Połączenie nie zostało już jednak nigdy odzyskane, ponieważ MCO spłonęła w atmosferze planety. 25 września NASA przyznała się do niepowodzenia.

Śledztwo wykazało, że wątpliwości dotyczące powodzenia misji MCO pojawiły się już wcześniej, ale zostały zignorowane. Bezpośrednim powodem porażki okazał się jednak brak komunikacji między zespołami, tworzącymi oprogramowanie do MCO. Fragment softwareu, tworzony w Anglii na zlecenie Lockheed Martin pisany był bowiem w oparciu o inne jednostki metryczne, niż część opracowana w USA przez NASA. Kiedy wychwycono niespójność jednostek, alarm został zignorowany. Błąd okazał się jednak o tyle poważny, że doprowadził do nieprawidłowej pracy dopalaczy lądownika. Konsekwencją tego było zbyt bliskie podejście, a co za tym idzie, spalenie się sondy w atmosferze Marsa.

Czy błędów w oprogramowaniu będzie coraz więcej?

To tylko cztery spektakularne przykłady, ilustrujące do czego mogą doprowadzić nawet drobne błędy i przeoczenia w oprogramowaniu. Tragedie w przeróżnej skali wydarzają się codziennie. Ofiarami słabej jakości kodu padają miliony ludzi, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy, a liczba ta wciąż rośnie. Wynika to z prostego faktu – otacza nas coraz więcej oprogramowania i nic nie zapowiada, aby ten trend miał się zmienić. Tym bardziej, że prawie każdy nosi w kieszeni kilka milionów linii kodu – telefon komórkowy.

Szybszy wzrost PKB i powrót do wzrostu cen

Poprawiają się perspektywy dla polskiej gospodarki. W całym 2015 r. dynamika PKB powinna osiągnąć 3,8%. Spadek cen utrzymujący się przez ostatnie miesiące osiągnął już dno, a cykl łagodzenia polityki pieniężnej został zakończony. Rekordowo niskie stopy procentowe ograniczają jednak skłonność do oszczędzania, a odbicie w gospodarce wciąż nie przekłada się na zyski na rynkach akcji.

Dzięki dobrym danym płynącym z polskiej gospodarki poprawiają się perspektywy wzrostu PKB w tym roku. Ekonomiści PKO Banku zrewidowali prognozy dynamiki PKB w całym roku z 3,6 do 3,8%. Przyspieszeniu wzrostu PKB w Polsce w tym roku sprzyjać będzie ożywienie w strefie euro, niskie ceny ropy, inwestycje publiczne oraz niskie stopy procentowe – trzy ostatnie „specjalne czynniki” mogą dodać do dynamiki PKB w tym roku aż +1,5pp. W przeciwnym kierunku działa konflikt na Ukrainie i recesja w Rosji, co podobnie jak w poprzednim roku może odjąć -0,6pp od tegorocznej dynamiki PKB.

-Będzie to rok kontynuacji ekspansji gospodarczej. Jesteśmy pozytywnie nastawieni do perspektyw wzrostu. Będziemy mieć do czynienia z sytuacją, w której dynamika inflacji będzie niska, przez większą cześć roku ujemna, co wspiera realne dochody, przyczynia się do nakręcania wzrostu- mówi Radosław Bodys, Główny Ekonomista PKO Banku Polskiego.

Deflacja wyhamuje

Deflacja osiągnęła „dno” w 1 kwartale br., a spadek cen będzie stopniowo wytracał tempo. Ekonomiści PKO Banku Polskiego przewidują, że powrót inflacji CPI powyżej zera jest możliwy w 4 kwartale, a na koniec roku inflacja CPI wyniesie 0,5% r/r. Takie oczekiwania wpisują się w decyzje RPP, która po obniżce stóp NBP o 50pb w marcu, zadeklarowała zakończenie cyklu łagodzenia polityki pieniężnej. Jego wznowienie mogłoby zostać wywołane tylko znacznym spowolnieniem wzrostu PKB (do 2,5% lub niżej) i/lub wydłużeniem się okresu deflacji.

Potrzeba wzrostu oszczędności

Przy utrzymaniu przeciętnego tempa wzrostu gospodarczego Polski i UE z ostatnich 10 lat, poziom dochodów w Polsce (PKB per capita) zrównałby się ze średnim unijnym poziomem za ok. 15 lat. Wzrost zamożności będzie przekładać się na wzrost skłonności do oszczędzania oraz ubankowienia w Polsce, które wzrosło z 55,5% w 2003 r. do 81% w 2013 r., ale pozostaje poniżej przeszło 90% dla Wielkiej Brytanii i blisko 100% dla Niemiec.  Czynnikiem ograniczającym skłonność do oszczędzania jest spadek stóp procentowych do rekordowo niskich poziomów.

Polityka „zerowych stóp procentowych” ma większe uzasadnienie w krajach o nadwyżce oszczędności (tzw. savings glut) i niskim wzroście PKB. Polska potrzebuje zrównoważonego podejścia do kształtowania stopy procentowej na poziomie pozwalającym na wzrost – zwłaszcza długoterminowych – oszczędności celem finansowania prorozwojowych inwestycji.

-Gospodarstwa domowe są bardziej zasobne, tempo wzrostu oszczędności gospodarstw domowych ciągle rośnie. Wszyscy się zastanawiają, jak te pieniądze najlepiej inwestować. Klientów nie do końca już satysfakcjonują oferty depozytowe, w związku z tym zaczynają podnosić swój poziom akceptacji ryzyka i coraz śmielej inwestują, co widać po strukturze przepływów w funduszach inwestycyjnych – uwidacznia się tam zwrot w kierunku funduszy akcyjnych – mówi Rafał Madej – Dyrektor Departamentu Produktów Inwestycyjnych i Ubezpieczeniowych

Rynek akcji sceptyczny

W obliczu rosnącego ryzyka politycznego, związanego szczególnie z ekspozycją banków na kredyty denominowane w CHF, stopa zwrotu z polskiego rynku akcji była niższa od MSCI Europe o 6,5pp, a od MSCI EM o 8,0pp. Ogólne odbicie w gospodarce wciąż nie jest widoczne na rynku akcji ani w zyskach przedsiębiorstw. Konsensus rynkowy oczekiwań 12-miesięcznych zysków indeksu WIG wzrósł co prawda o 7,6% w ciągu ostatnich 2 lat, ale w tym samym okresie konsensus dotyczący zysków indeksu WIG20 obniżył się o 6,8%. Analitycy PKO Banku Polskiego oczekują zwrotu w granicach od 0% do 6% w ciągu kolejnych trzech miesięcy.

-Rynek akcji polskich wydaje się w tej chwili atrakcyjny, można wybrać ciekawe spółki, jeśli podejdziemy do nich z selekcją, zdecydowanie można znaleźć dobre i ciekawe okazje inwestycyjne – mówi Artur Iwański, Dyrektor Biura Analiz Rynkowych Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego.

Przyznano nagrody w I edycji konkursu „zaREklamuj swój biznes”, zorganizowanej przez HTC i T-Mobile.

Ile czasu trzeba poświęcić, aby zarobić 5 tysięcy euro? Dokładnie 15 sekund. Trzeba jeszcze, co prawda, wykazać się kreatywnością i wyczuciem, aby zmieścić w tym czasie całą specyfikę swojej działalności i jej niepowatarzalny charakter. Wedle założeń konkursu, zgłoszone materiały musiały nie tylko zaprezentować czym zajmuje się firma, ale także zrobić to w odpowiedni sposób, łącząc oryginalne podejście do tematu z umiejętnym dopasowaniem środków przekazu. Oprócz techniki, kluczowa była klarowność przekazu stworzonej „mikroREklamy”. Gotowy materiał należało zawiesić na Instagramie z tagiem #zareklamujswojbiznes.

– „Zdawaliśmy sobie sprawę, że 15 sekund to za mało, na pełną prezentację firmy. Te kilkanaście sekund miało wymóc na uczestnikach kreatywne podejście i pokazać ich twórczy potencjał.”powiedziała Sylwia Kawalerowicz, redaktorka naczelna miesięcznika Aktivist, członkini jury„Spodziewałam się ciekawych zgłoszeń i nie zawiodłam się. Polscy mikroprzedsiębiorcy są mistrzami mikroREklamy.”

O tym, że stworzenie takiego materiału nie jest łatwym zadaniem, przekonali się finaliści pierwszej edycji konkursu „zaREklamuj swój biznes”, zorganizowanego przez HTC Polska oraz T-Mobile. Na szczeście, podjęcie artystycznego trudu w pełni rekompensują przyznawane w konkursie nagrody. Zwycięzca otrzyma ekwiwalent 5 tysiecy euro na wsparcie działalności – tryumfator sam decyduje na co dokładnie przeznaczy wygraną.

Finaliści otrzymają także pakiety usług od T-Mobile i szerokokątne kamery HTC RE, za pomocą których zrealizują zarówno te najbardziej szalone i kreatywne filmy promocyjne, jak i zdjęcia prezentujące codzienną ofertę produktową firmy. Oprócz nagród rzeczowych, wszyscy uczestnicy konkursu zyskują jednak coś jeszcze – odwagę, aby kreatywnie promować swoją działalność, bez względu, czy mowa o drobnym rękodziele, czy też o większym butiku z autorską kolekcją odzieży. Skłonienie polskich mikroprzedsiębiorców do natuaralnego sięgnięcia, w ramach promocji firmy, do ich codziennego narzędzia pracy, czyli do kreatywności właśnie, było jednym z głównych celów, które stały za zorganizowaniem konkursu zaREklamuj swój biznes.

Mistrzowie mikroREklamy

Spośród wszystkich zgłoszonych materiałów jury konkursowe wybrało około 160 filmów, które w największym stopniu łączyły kreatywne podejście z klarownością przekazu. Z puli tej następnie, wyłoniono trzy firmy-laureatów konkursu:

  • Nagrodę główną przyznano Targom Plac Nowy – cyklicznemu, comiesięcznemu i całorocznemu targowi lokalnego dizajnu i jedzenia w Krakowie.
  • II nagroda powędrowała do HELLO calligraphy – nowoczesnego, acz pełnego magii studia liter, kaligrafii i papeterii.
  • III nagroda trafiła w ręce Mamapiki – marki modowej tworzonej przez dziewczyny, z myślą o dziewczynach: współczesnych, aktywnych, niezależnych, pewnych siebie.

HTC Polska postanowiło również przyznać jedno wyróżnienie. Przypadło ono w udziale firmie Vintage Store, niepowtarzalnemu, rodzinnemu sklepowi z oryginalną odzieżą z lat 70 i 80.

Wyniki konkursu skomentowała także Aleksandra Grzybowska, Head of Marketing HTC Poland:

– „Przyznam, że ilość oraz poziom zgłoszeń konkursowych pozytywnie nas zaskoczyła. Uczestnicy wykazali się nieprzeciętną kreatywnością i nieszablonowym podejściem do tematu, które nieraz budziło nasz podziw i zachwyt. Żałujemy, że nie możemy nagrodzić wszystkich. Teraz, jednak, kiedy pierwsza edycja już za nami, pragnę zapewnić, że wkrótce damy mikroprzedsiębiorcom możliwość ponownego wykazania się pomysłowością, przy okazji drugiej edycji konkursu „zaREklamuj swój biznes”. Więcej szczegółów już niebawem.”

Szczegółowe informacje oraz filmy zgłoszone do konkursu znajdują się na stronie ZaREklamuj swój biznes.

Czy rekordowa sprzedaż nowych mieszkań wpłynie na ceny?

Sprzedaż mieszkań idzie najlepiej od 8 lat. Nowe mieszkania sprzedają się dobrze we wszystkich aglomeracjach w kraju. Największe żniwa mają deweloperzy w Krakowie, Gdańsku i Warszawie. Wbrew oczekiwaniom niektórych obserwatorów rynku, wymóg posiadania co najmniej 10 procentowego wkładu własnego do zaciąganego kredytu nie okazał się przeszkodą w zakupie mieszkań.

Jak podaje w swoim najnowszym raporcie firma Reas, w pierwszych trzech miesiącach tego roku w sześciu głównych miastach – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi – deweloperzy sprzedali rekordową ilość – 11,5 tys. lokali. W tym czasie weszła do sprzedaży podobna liczba mieszkań (11,3 tys.), ale to jedna piąta więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej.

Ile się buduje, tyle się sprzedaje

Pierwszy kwartał nie jest w cale wyjątkowy pod względem ilości rozpoczynanych budów. Już w ubiegłym roku firmy wprowadziły dużą liczbę nowych projektów. W 2014 roku weszła do sprzedaży zbliżona ilość mieszkań, jak w rekordowym pod tym względem 2007 roku. Oferta jednak nie rośnie, bo mieszkania szybko znajdują nabywców. W sześciu największych miastach pod koniec marca było w sprzedaży 47,7 tys. mieszkań. To prawie tyle samo jak w końcówce 2014 roku.

Jak obliczają analitycy, biorąc pod uwagę obecne tempo sprzedaży najszybciej wyprzedałyby się lokale dostępne w Gdańsku. Wystarczyłby na to niespełna rok. W Warszawie, Krakowie i Poznaniu, wyprzedaż lokali deweloperskich zajęłaby ponad rok, a we Wrocławiu i Łodzi firmy potrzebowałyby pięciu kwartałów. To niedługo, co świadczy o równowadze podaży i popytu.

Mieszkania idą na pniu. W konsekwencji w ofercie deweloperskiej ubywa także gotowych lokali. Według danych Reas największy spadek liczby ukończonych mieszkań miał miejsce na rynku warszawskim. Odsetek dostępnych lokali w budynkach, których budowa dobiegła końca, spadł w Warszawie do ok. 17 proc.

Coraz więcej chętnych na dopłaty do kredytu

Analitycy zwracają uwagę, że w tym roku osoby kupujące mieszkania coraz chętniej sięgają po rządowe dopłaty do kredytów. W pierwszym kwartale br. we wszystkich aglomeracjach zwiększyła się ilość złożonych wniosków o subwencję. Najbardziej wzrosła ich liczba w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu. Tylko w Krakowie program dopłat funkcjonuje słabo, bo limit cenowy ustawiony jest za wysoko i nie przystaje do cen rynkowych.

 

Większe zainteresowania dopłatami daje się wyraźnie zauważyć w biurach sprzedaży deweloperów. – W tym roku popularność programu Mieszkanie dla młodych jest jeszcze większa niż w ostatnich miesiącach roku ubiegłego. Zdecydowana większość osób, które kupują mieszkania w naszej warszawskiej inwestycji Tarasy Dionizosa korzysta z dopłat. Wybór jest duży, bo wszystkie z oferowanych w tym osiedlu mieszkań można kupić z dopłatą. W połowie roku czeka nas jeszcze zmiana przepisów związanych z przyznawaniem dofinansowania. Kredytobiorcy z dziećmi dostaną jeszcze większe dopłaty. Chętnych do zakupu mieszkań w ramach programu prawdopodobnie jeszcze przybędzie – uważa Wojciech Stisz z Barc Warszawa SA.

 

W Warszawie i Krakowie ceny mieszkań lekko w górę

 

Duży popyt na lokale deweloperskie wpłynął na lekki wzrost cen w niektórych aglomeracjach. W kilku miastach z kolei średnie stawki na rynku pierwotnym nieco się obniżyły. Nowe mieszkania podrożały w Warszawie i Krakowie.

 

W Warszawie średnia cena metra skoczyła w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku o niespełna 200 zł/mkw. (wzrost 2,3 proc.). Jak podaje Reas, pod koniec 2014 roku lokale oferowane na warszawskim rynku pierwotnym kosztowały średnio 7815 zł, a pod koniec marca 2015 roku deweloperzy chcieli za metr przeciętnie 7993 zł.

 

W Krakowie ceny nowych mieszkań zwiększyły się w tym czasie średnio o 1,1 proc. Stawka wzrosła do 6761 zł/mkw. W Łodzi i Trójmieście ceny ofertowe pozostały praktycznie na tym samym poziomie, zaś w Poznaniu i Wrocławiu nieznacznie spadły.

USD potrzebuje wsparcia ze strony FOMC

USD pozostaje słabszy w parach walutowych w efekcie oczekiwań związanych z jutrzejszym posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Powszechnie przyjmuje się, że Fed odpowiada rynkowa ocena przyszłej trajektorii stóp Fed, tj. że w ciągu najbliższych 12 miesięcy podwyżka stóp wyniesie jedynie ok. 50 punktów bazowych.

Trudno zakładać jeszcze bardziej umiarkowany scenariusz, jednak równie trudno jest brać pod uwagę jakikolwiek dramatycznie agresywny obrót spraw po ostatniej serii słabych danych (w szczególności w przypadku, gdyby jutrzejszy odczyt PKB okazał się wyjątkowo słaby). W takiej sytuacji bierny komunikat oznaczałby, że wszystko zależy od pozycjonowania na rynku i przekonania co do trendu kursu USD. Podejrzewam, że USD ostatecznie się umocni, natomiast znaczna niepewność wiąże się z pytaniem, czy nastąpi to jutro, czy też dopiero za tydzień lub później.

W nocy odbyło się wystąpienie prezesa Reserve Bank of Australia, Glenna Stevensa, i biorąc pod uwagę nocną akcję w parach z AUD, można by sądzić, że mówił interesujące rzeczy. Niestety, w wystąpieniu skupił się na zagrożeniach dla australijskiego systemu finansowego, a samo wystąpienie miało miejsce podczas „Szczytu Bankowości i Majątku” i nie zawierało żadnych istotnych wskazówek co do przyszłej polityki pieniężnej.

Umocnienie się pary AUD/NZD powyżej poziomu 1,0300 wydaje się interesujące, jednak do czasu posiedzenia Reserve Bank of New Zealand w ten czwartek nic jeszcze nie jest przesądzone.

Odporność EUR w parze EUR/USD i wczorajsze gwałtowne umocnienie w parze EUR/CHF mogą w znacznym stopniu być wynikiem ostatnich doniesień z Grecji. Premier Tsipras z jednej strony zagroził rozpisaniem narodowego referendum w przypadku, gdyby wierzyciele Grecji nie poszli na ustępstwa w zasadniczych kwestiach, z drugiej strony jednak oświadczył, że spodziewa się osiągnięcia porozumienia do 9 maja.

Według agencji Reuters,  dzień po tym, jak agencja ratingowa Fitch obniżyła rating kredytowy Japonii, japoński minister gospodarki, Amari, zapowiedział, że rząd planuje wdrożenie „zdecydowanej dyscypliny fiskalnej w celu podtrzymania zaufania rynku”. Na czym może polegać ten plan? Sytuacja finansowa Japonii pozostaje chaotyczna, a następna podwyżka VAT została przesunięta w czasie do końca przyszłego roku. Wszelkie działania oszczędnościowe natychmiast zrujnowałyby i tak już delikatną japońską gospodarkę.

Wykres: AUD/USD

Trudno zbyt wiele wywnioskować po parze AUD/USD, która znajduje się lekko powyżej ostatniego maksimum, ponieważ pozostaje nam do pokonania spory obszar przedziału do poziomu 0,7940, a także czekamy na posiedzenie FOMC (ponadto 100-dniowa średnia ruchoma, która pojawia się wówczas, gdy 200-dniowa średnia ruchoma zbytnio się oddali, plasuje się w okolicach maksimów z ubiegłej nocy, tj. rejonów 0,7880+).

Wykres: AUD/NZD 

Akcja w parze AUD/NZD nabiera tempa przed posiedzeniem RBNZ, które odbędzie się jutrzejszej nocy (lub w czwartek w przypadku azjatyckich stref czasowych). Niedźwiedzie dążące do parytetu zostały wypchnięte ze swoich pozycji w miarę, jak rynek zaczyna dostrzegać potencjał dalszych umiarkowanych wytycznych ze strony RBNZ.

Ruch powyżej istotnego obszaru 1,0300 byłby interesujący pod względem technicznym, mimo iż pełne potwierdzenie otrzymamy w przypadku łagodnej retoryki RBNZ. Ruch w rejony 1,0500+ sugerowałby koniec lokalnej bessy trwającej od końca 2014 r.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: waluta znajduje się w defensywie przed posiedzeniem FOMC. W zależności od retoryki Fed, zarówno pozytywne, jak i negatywne reakcje mogą być szeroko zakrojone.

EUR: wczorajsza próba odnotowania nowych maksimów zakończyła się niepowodzeniem i kolejny ruch wiadomy będzie dopiero po posiedzeniu FOMC. Wszystko zależy od oporu na poziomie 1,1000/25 lub od tego, czy niedźwiedzie ponownie wejdą do gry

JPY: długie pozycje w JPY w takich parach, jak EUR/JPY, wydają się interesujące, jednak mogą być uzależnione od ewentualnej walki USD i od tego, czy JPY w dalszym ciągu będzie odzwierciedlać ruchy USD jako niższa beta. Wyjątkowo słaby odczyt handlu detalicznego jest wynikiem podwyżki VAT w kwietniu ubiegłego roku.

GBP: przewiduje się, że dzisiejszy odczyt brytyjskiego PKB w I kwartale będzie mocny, przez co rośnie liczba długich pozycji w parze GBP/USD; niepewność związana z wyborami poszła w odstawkę, a ponadto zakłada się, że jutrzejszy odczyt PKB w Stanach Zjednoczonych będzie słaby, a następujący po nim komunikat FOMC nie wniesie nic nowego. Istnieje potencjał dalszego wzrostu z punktu widzenia rozpiętości stóp procentowych, w szczególności w przypadku, gdyby Fed jutro okazała się wyjątkowo ostrożna, mimo iż z każdym kolejnym umocnieniem jestem coraz bardziej sceptyczny.

CHF: para EUR/CHF kontynuuje rajd w reakcji na wczorajsze zmniejszenie spreadów w UE i spadek rentowności greckich obligacji. W przypadku, gdyby w nadchodzących dniach/tygodniach doszło do nowego porozumienia w sprawie Grecji, istnieje jeszcze większy potencjał do umocnienia. Pierwszą przeszkodą na drodze umocnienia jest poziom 1,0425. Przy okazji, wsparcie w parze USD/CHF nadal plasuje się na poziomie 0,9500.

AUD: waluta pozostaje odporna i stopniowo się umacnia przed jutrzejszym posiedzeniem FOMC oraz w efekcie wzrostu cen rudy żelaza. Największy potencjał ma para AUD/NZD, ale również i para AUD/USD być może przełamie górną granicę przedziału powyżej poziomu 0,7900. Kluczowa pod tym względem będzie akcja po posiedzeniu FOMC.

NZD: w środę wieczorem/w czwartek rano, w zależności od strefy czasowej, odbędzie się kluczowe posiedzenie RBNZ; w przypadku złagodzenia wytycznych istnieje potencjał dalszych spadków.

SEK: jutro odbędzie się posiedzenie Riksbank, z którym wiąże się znaczne ryzyko luki bez względu na wynik. Bank chciałby uniknąć jakichkolwiek reakcji skutkujących umocnieniem SEK, co miało miejsce po posiedzeniu w lutym, jednak może to być konieczne.

NOK: para EUR/NOK traci na wartości, jednak do testu minimów przedziału może być konieczne zdecydowane umocnienie cen ropy.

Najważniejsze dane ekonomiczne

  • Japonia: sprzedaż detaliczna w marcu wykazała -1,9% m/m w porównaniu z przewidywanym wynikiem +0,6%
  • Japonia: handel detaliczny w marcu wykazał -9,7% r/r w porównaniu z przewidywanym wynikiem -7,5%
  • Japonia: wskaźnik zaufania małych przedsiębiorstw w kwietniu wyniósł 47,4 w porównaniu z przewidywanym 49,0 oraz z odnotowanym w marcu 49,8

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Wielka Brytania: szacunkowy PKB w I kw. (08:30)
  • Kanada: wystąpienie Poloza z Bank of Canada (12:45)
  • Stany Zjednoczone: indeks cen domów S&P CaseShiller w lutym (13:00)
  • Stany Zjednoczone: wskaźnik zaufania konsumentów w kwietniu (14:00)
  • Stany Zjednoczone: indeks sektora wytwórczego Rezerwy Federalnej z Richmond w kwietniu (14:00)
  • Strefa euro: wystąpienie Weidmanna z EBC (17:30)
  • Nowa Zelandia: bilans handlowy w marcu (22:45)
  • Nowa Zelandia: prognoza aktywności i zaufania przedsiębiorców ANZ w kwietniu (01:00)

John J Hardy, Saxo Bank

W oczekiwaniu na decyzję Fed

Oczekiwanie na zakończenie negocjacji pomiędzy Grecją a unijnymi kredytodawcami w negatywny sposób wpływa na sytuację panującą w całym regionie, przyczyniając się do zniżek na większości europejskich parkietów – niemiecki indeks DAX zakończył wczorajszą sesją z wynikiem -1.89%, podczas gdy francuski CAC 40 zniżkował o 1.81%.

Tymczasem, w celu „lepszej komunikacji” z Brukselą na początku tygodnia rząd premiera Aleksisa Tsiprasa podjął decyzję o zmianie składu osobowego grona ekspertów negocjujących warunki przedłużenia programu pomocy finansowej. W oświadczeniu wygłoszonym we wtorek premier dał także do zrozumienia, że jest gotowy pójść na kompromis, decydując się np. na prywatyzację części gospodarki. Zaznaczył jednak, że w przypadku otrzymania propozycji sprzecznej z programem wyborczym jego partii, konieczne będzie przeprowadzenie referendum.

Nie ulega wątpliwości, że najważniejszym wydarzeniem dzisiejszej sesji będzie popołudniowa publikacja protokołu z posiedzenia Fed. Zanim do tego dojdzie, uwagę inwestorów przyciągną jednak informacje o dynamice inflacji HIPC (prognoza -0.1% m/m i 0.2% r/r) oraz CPI (prognoza -0.1% m/m i 0.4% r/r) w Niemczech, a także amerykańskim PKB w I kwartale (prognoza 0.4% k/k).

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

Dobre warunki do inwestowania w mieszkanie na wynajem

Oczekiwana rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem nadal utrzymuje się na atrakcyjnym poziomie. Według najnowszych danych największy potencjał ma zakup nieruchomości inwestycyjnej w Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu.

Z danych Domiporta.pl oraz Home Brokera wynika, że w największych miastach Polski nadal można kupić mieszkanie na wynajem, które będzie generować atrakcyjną stopę zwrotu. Przeciętna oczekiwana rentowność takiej inwestycji w ujęciu netto wynosi dla siedmiu badanych rynków 4,31 proc. w skali roku. Oczywiście w poszczególnych miastach mediany stawek są zróżnicowane, trzeba też pamiętać o tym, że każdą inwestycję powinniśmy rozpatrywać inaczej, biorąc pod uwagę zapłaconą za mieszkanie kwotę, zainwestowane w nie pieniądze w urządzenie i wyposażenie oraz czas potrzebny na znalezienie najemców.

Przeciętna rentowność najmu netto w okresie maj 2010 – marzec 2015
CEO Magazyn PolskaŹródło: ceny transakcyjne Home Broker i Open Finance z marca 2015 r.;
oferty najmu z serwisu Domiporta.pl z marca 2015 r. obniżone o 5 proc.

Według najnowszego raportu, średnio rzecz ujmując, najbardziej zyskowna jest inwestycja w mieszkanie na wynajem w Gdańsku, gdzie po uwzględnieniu wszystkich kosztów można przeciętnie liczyć na nieco ponad 5 proc. w skali roku. Jest to jedyne z badanych miast, gdzie oczekiwana rentowność najmu netto przekracza 5 proc. rocznie. Za metr kwadratowy mieszkania w Gdańsku trzeba zapłacić 4993 zł (to mediana cen pochodząca z transakcji dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance), a za wynajęcie go można dostać 32,3 zł. Trzeba jednak pamiętać, że Gdańsk jest bardzo zróżnicowanym miastem pod względem cen nieruchomości. Mieszkania w najlepszych lokalizacjach (blisko morza bądź w okolicy Starówki) i wysokim standardzie kosztują często ponad 10 tys. zł za mkw., podczas gdy starsze nieruchomości w mniej prestiżowych dzielnicach da się znaleźć w cenie poniżej 3 tys. za mkw. Podobne różnice występują jeśli chodzi o stawki najmu. Uśredniając (za pomocą median) wnioski są jednak optymistyczne – inwestycja w mieszkanie na wynajem w Gdańsku rokuje całkiem dobrze.

Różne zyski w poszczególnych miastach

Co ciekawe, nie sposób tego powiedzieć o Gdyni, gdzie oczekiwana rentowność najmu wynosi 4,1 proc. netto w skali roku. Ceny zakupu mieszkań w Gdyni są o 6 proc. niższe od tych w Gdańsku, podczas gdy stawki najmu aż o 19 proc. Stąd taka dysproporcja pomiędzy sąsiadującymi miastami.

Niezmiennie wysoko na liście miast z największą oczekiwaną rentownością najmu jest Warszawa. To największy i najbardziej stabilny rynek nieruchomości w kraju. Jak spojrzeć na historyczne dane, to przez ostatnie dwa lata różnica pomiędzy najwyższą a najniższą rentownością najmu dla Warszawy nie przekracza 0,5 pkt proc., a w niektórych innych ośrodkach (np. Gdańsku i Wrocławiu) jest to ponad 1 pkt proc. Obecnie stawki cenowe za metr kwadratowy kupowanego (7233 zł) i wynajmowanego (44,3 zł) mieszkania sprawiają, że w stolicy można liczyć na zwrot z inwestycji na poziomie przekraczający 4,7 proc. netto w skali roku.

Z badanych siedmiu miast najniższe zyski zapowiadają się w Poznaniu (3,51 proc.) i Krakowie (3,93 proc.) – to dwa miasta, w których oczekiwana rentowność najmu netto jest niższa niż 4 proc. w skali roku. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że na tle innych sposobów lokowania pieniędzy uważanych za bezpieczne, zakup mieszkania rokuje bardzo dobrze. W aktualnych warunkach rynkowych zakładając lokatę na większą kwotę (np. 100 tys. zł) na rok nie sposób liczyć na więcej niż 2,2-2,3 proc. netto. Z tej perspektywy nawet najmniej rentowny Poznań wygląda atrakcyjnie.

Nie każdy zarobi tyle samo

Trzeba jednak dodać, że wyższe niż na lokatach i obligacjach zyski wiążą się z ryzykiem, bo nie każdy zarobi tyle co średnia rynkowa lub więcej. Na dodatek należy pamiętać o większym zaangażowaniu. Założenie lokaty zajmuje kilka minut przed komputerem, w przypadku zakupu mieszkania potrzeba znacznie więcej zachodu, a potem nieruchomość trzeba jeszcze przygotować do najmu, a przede wszystkim znaleźć na nie chętnych. Gdy poszukiwania nie przyniosą szybkiego efektu, rentowność z inwestycji zacznie spadać. Ale za to można znacznie więcej zarobić, a w długiej perspektywie jeszcze liczyć na wzrost wartości samego mieszkania.

Obliczenia dotyczące rentowności inwestycji w mieszkanie na wynajem opierają się na medianach cen transakcyjnych i ofert najmu. To oznacza, że wśród inwestorów będą osoby, które zarobią więcej i takie, których zysk będzie niższy. Rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem zależy zarówno od samego mieszkania, jak i inwestora. Wszak znalezienie najemcy i wybór odpowiedniej osoby to niełatwa sztuka, a efekty tych działań bezpośrednio przekładają się na opłacalność całej operacji. Także stawki zakupu i najmu będą się mocno różnić w danym mieście w zależności od standardu nieruchomości oraz jej lokalizacji. W przypadku lokat bankowych z góry wiemy kiedy lokata się zakończy i jaki przyniesie zysk.

Podaż spada, a popyt rośnie

Z analizy ofert na portalu Domiporta.pl wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy liczba ogłoszeń najmu w siedmiu badanych miastach spadła o 36 proc. Dotyczy to wolumenu mieszkań w najbardziej popularnych segmentach, czyli , jedno-, dwu- i trzypokojowych. – Największe ubytki w ilości ofert zanotowaliśmy kategorii kawalerek, których podaż w Warszawie, Gdyni i Poznaniu spadła o ok. 39 proc. – mówi Maciej Górka z Domiporta.pl. – Najmniej kawalerek ubyło w Krakowie, tam różnica nie przekroczyła 13 proc. – dodaje. Co ciekawe, mimo niższej podaży, Domiporta.pl nie zanotowała spadku zainteresowania tego rodzaju mieszkaniami. Zapytania o kawalerki niezmiennie stanowią około 12 proc. wszystkich jakie zadają użytkownicy strony.

– Trend spadkowy odczytaliśmy także w najbardziej popularnym segmencie mieszkań do wynajęcia, czyli dwupokojowych. Tu największe straty zaliczyły Gdańsk, Gdynia i Poznań, w których podaż zmalała o jedną czwartą – zauważa Górka. Spadkowego trendu w Poznaniu nie uratowało wprowadzenie na rynek najmu kilkudziesięciu mieszkań w ramach Funduszu Mieszkań na Wynajem realizowanego przez BGK.

Dane popytowe pokazują, że rośnie zainteresowanie wynajmem w tej kategorii, na przestrzeni 12 miesięcy liczba zapytań zwiększyła się o ok. 14 proc. Można postawić tezę, że rośnie popularność najmu, bo Polski rynek wszedł w fazę, którą 20 lat temu przeszły kraje zachodnie. Jest to dobra informacja dla inwestorów, bo potencjał rynku najmu w Polsce jest duży. Wg Eurostatu w Polsce tylko 4 proc. osób mieszka w mieszkaniu wynajętym na warunkach rynkowych W porównaniu do krajów „starej Unii” to bardzo niewiele. W Holandii, Danii i Niemczech odsetek ten wynosi 30-40 proc., a w Szwajcarii ponad 50 proc.

Jak liczona jest rentowność najmu?

Oczekiwana rentowność z inwestycji w mieszkanie na wynajem liczona jest na podstawie cen transakcyjnych mieszkań (z transakcji dokonanych przez klientów Home Broker i Open Finance) oraz ofert na wynajem zamieszczonych na stronach portalu Domiporta.pl. Stawki ofertowe najmu zostały do obliczeń obniżone o 5 proc. W wyliczeniach uwzględniano dane z siedmiu rynków nieruchomości: Gdańska, Gdyni, Krakowa, Łodzi, Poznania, Warszawy i Wrocławia. Pod uwagę bierzemy medianę, która urealnia dane zmniejszając wagę ofert znacząco odstających od przeciętnych.

Rentowność netto uwzględnia 10,5-miesięczny okres wynajmu mieszkania, 5 PLN za metr miesięcznego czynszu dla administracji płaconego przez właściciela (6 PLN w Krakowie i Wrocławiu oraz 7 PLN w Warszawie) oraz podatek ryczałtowy od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5 proc.

Marcin Krasoń, Home Broker
Maciej Górka, Domiporta.pl

 

Hawe liczy na jeszcze wyższe przychody w 2015 roku. W ciągu 6 miesięcy zakończy się projekt realizowany przez Ogólnopolskie Regionalne Sieci Szerokopasmowe

0

CEO Magazyn Polska

Operator telekomunikacyjny Hawe w 2015 roku chce istotnie zwiększyć przychody dzięki efektywnemu wykorzystaniu prawie 4 tys. km sieci światłowodowej. Drugim celem spółki jest dokończenie jesienią tego roku budowy sieci szerokopasmowych w województwach podkarpackim i warmińsko-mazurskim przez spółkę Ogólnopolskie Regionalne Sieci Szerokopasmowe (ORSS). Inwestycja o wartości 626 mln, finansowana ze środków europejskich, wpisuje się w rządowe działania przeciwko wykluczeniu cyfrowemu. Zarząd Hawe chce kontynuować wcześniej obraną strategię, a najważniejszym celem finansowym na 2015 rok będzie zmiana zadłużenia krótkoterminowego w długoterminowe. 

– Doszliśmy do momentu, kiedy mamy zamkniętą budowę sieci, naszej głównej infrastruktury szkieletowej spółki Hawe. W tym roku będziemy koncentrowali się głównie na zwiększeniu sprzedaży. Tym samym będzie to widoczne w wynikach finansowych spółki na koniec roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Paweł Paluchowski, wiceprezes zarządu Hawe SA i prezes zarządu spółki zależnej Mediatel SA.

Głównym celem spółki jest dalszy wzrost sprzedaży (w 2014 roku przychody w ujęciu rocznym wzrosły o 90 proc.) na bazie infrastruktury, którą już Hawe posiada. Chodzi o 4 tys. km światłowodów w Polsce, które są punktami styku w pasie wschód-zachód.

– To jest nasza przewaga, to będziemy rozwijali i na tym będziemy się skupiali, a także na zakończeniu etapu budowy sieci Ogólnopolskich Regionalnych Sieci Szerokopasmowych i ich przejścia w etap operacyjny, który nastąpi 1 stycznia 2016 roku – tłumaczy Paweł Paluchowski.

Spółka ORSS, należąca do grupy Hawe, realizuje projekt budowy, a następnie eksploatacji i zarządzania siecią szerokopasmową o długości ponad 2278 km w województwie warmińsko-mazurskim i 2006 km w podkarpackim. Projekty są współfinansowane przez UE ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Sieć Szerokopasmowa Polski Wschodniej. Realizacja projektów zakończy się jesienią tego roku. Paluchowski zapewnia, że wykonanie inwestycji w chwili obecnej nie jest zagrożone.

– W tym roku te dwa projekty się kończą, to jeden z naszych głównych celów – mówi Paluchowski.

Hawe oczekuje wzmocnienia pozycji spółki jako dostawcy infrastruktury transgranicznej. Ma się to przejawiać pozyskaniem pierwszych klientów z Ukrainy. Na to jednak decydujący wpływ wywiera geopolityczna sytuacja kryzysowa za wschodnią granicą.

– Oczywiście cały czas prowadzimy rozmowy z naszymi potencjalnymi klientami zza wschodniej granicy, którzy są zainteresowani ruchem transgranicznym. Natomiast są to projekty dość długoterminowe, sytuacja geopolityczna również nie ułatwia działalności – przekonuje wiceprezes zarządu Hawe SA. – Trudno mi określić, czy na pewno w tym roku nastąpi znaczący wzrost przychodów zza wschodniej granicy.

Walne Zgromadzenie Hawe 13 maja może podjąć m.in. uchwałę w sprawie ewentualnej zgody na emisję 10 mln nowych akcji, dzięki której spółka pozyska min. 30 mln zł, oraz warrantów subskrypcyjnych uprawniających do ich objęcia. Deklarację w sprawie objęcia nowych walorów złożył już fundusz Whitestone Capital, który wspiera szefów spółki w wykupie menadżerskim.

Nasze przychody w 2014 roku znacząco wzrosły. W ubiegłym roku zobowiązania spółki zostały spłacone w kwocie prawie 45 mln zł. Spółka cały czas jest na etapie bardzo pozytywnego rozwoju i ma stabilną pozycję – podkreśla Paweł Paluchowski.

Przychody Hawe w ubiegłym roku były wyższe w ujęciu rocznym o 90 proc. i wyniosły 332,73 mln zł dzięki realizacji projektów partnerstwa publiczno-prywatnego. Wynik na poziomie netto i EBITDA to odpowiednio 54,36 mln zł i 29,40 mln zł (w 2013 roku wartości te wyniosły odpowiednio 50,8 i 76,5 mln zł). Spółka na koniec 2014 roku miała zadłużenie długoterminowe w wysokości 45,47 mln zł i krótkoterminowe rzędu 99,38 mln zł.

– Na ten rok przewidujemy ryzyko związane ze zmianą zadłużenia spółki z krótkoterminowego na długoterminowe i to jest główny cel, jeśli mówimy o sytuacji finansowej – wyjaśnia wiceprezes zarządu Hawe SA.

Paweł Paluchowski zwraca uwagę na to, że Hawe nie wyklucza działań akwizycyjnych w 2015 roku – w chwili obecnej spółka obserwuje rynek w poszukiwaniu interesujących okazji.

– W toku jest proces sprzedaży TK Telekom, o którym rynek na bieżąco informuje. Natomiast nie mamy dzisiaj żadnego listu intencyjnego ani żadnej wiążącej umowy, która wskazywałaby na działania idące w kierunku przejęcia konkretnej spółki z rynku – podsumowuje Paweł Paluchowski.

Należąca do Vienna Insurance Group Compensa liczy na dwucyfrowy wzrost w ubezpieczeniach niekomunikacyjnych. W tym roku chce wydzielić spółkę dla krajów bałtyckich

CEO Magazyn Polska

Po wskoczeniu do pierwszej piątki w ubezpieczeniach majątkowych Compensa chce zwiększyć przypis składki dwucyfrowo w segmencie ubezpieczeń niekomunikacyjnych. Majątkowa część grupy zamierza wydzielić do końca roku spółkę dla krajów bałtyckich.

– Mamy w tym roku ambicje dalszego wzrostu w Polsce, szczególnie w ubezpieczeniach niekomunikacyjnych, chcemy tam mieć wzrost dwucyfrowy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Artur Borowiński, prezes zarządu Compensa Życie i Compensa Majątek. – 2014 rok zakończył się ogromnym sukcesem Compensy majątkowej. W ciągu roku przesunęliśmy się z pozycji numer siedem jako indywidualna spółka na pozycję numer pięć, czyli aż o dwie pozycje, osiągnęliśmy prawie 1,1 mld zł składki.

Spółka sfinalizowała też fuzję z towarzystwem Benefia Życie. Jak podkreśla Artur Borowiński, model biznesowy grupy został przejrzany, wszystkie obszary zostały uwspólnione, a obecnie trwają prace nad zmniejszeniem liczby systemów informatycznych w spółce.

Jednym z wyzwań, jakie stoją w tym roku przed ubezpieczyciele, jest projekt wydzielenia z majątkowej części towarzystwa spółki bałtyckiej, która będzie sprzedawać ubezpieczenia w Estonii, na Łotwie i Litwie.

Mało kto wie, że Compensa majątkowa w Polsce jest jedyną firmą, która ma oddziały poza granicami kraju zwraca uwagę prezes Artur Borowiński z Compensy. My akurat mamy w krajach bałtyckich, więc do końca roku chcemy wydzielić te operacje, zakładając oddzielną spółkę na Litwie bezpośrednio powiązaną z naszym głównym akcjonariuszem Vienna Insurance Group, ale działającą pod nazwą Compensa.

Prezes ma nadzieję, że do Polski wejdzie austriacki bank z Grupy Erste. Compensa szuka bowiem partnera na rynku bankowym i współpracuje z bankami działającymi na polskim rynku. Tymczasem w naszym kraju grupę te reprezentuje na razie tylko dom brokerski Erste Securities Polska.

– Vienna Insurance Group ma alians strategiczny z Grupą Erste. Jest to grupa, która jest obecna również w wielu krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Niestety, nasi partnerzy z Erste nie są jeszcze obecni w Polsce, mimo że są liderem na wielu rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, m.in. w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunia i oczywiście Austrii. Więc czekamy tutaj na Erste w Polsce, a w międzyczasie współpracujemy z Grupą BRE, czyli z Commerzbankiem, oraz z innymi, mniejszymi bankami.

Compensa deklaruje, że o powrocie na warszawski parkiet nie myśli. Akcje spółki zostały wycofane z obrotu giełdowego ponad 10 lat temu. Jednak zdaniem Artura Borowińskiego debiut na GPW austriackiego właściciela wydaje się naturalnym kierunkiem rozwoju.

Nie wykluczam, ale to pytanie do prezesa Hagena, prezesa VIG-u, czy pewnego dnia będzie on również notowany na giełdzie warszawskiej mówi prezes zarządu Compensa Życie i Compensa Majątek. – Obecnie VIG jest notowany na giełdzie austriackiej w Wiedniu i na giełdzie w Pradze. Więc naturalne wydaje się, że największa giełda w regionie, czyli giełda warszawska, zainteresuje spółkę – to kwestia dwóch, trzech czy czterech lat i myślę, że VIG rozważy taką możliwość debiutu na polskiej giełdzie.

Makarony Polskie inwestują, zatrudniają i restrukturyzują. Planują wydać ponad 44 mln zł

CEO Magazyn Polska

Ponad 44 mln zł w unowocześnienie produkcji planują zainwestować Makarony Polskie. Spółka zatrudnia nowych pracowników i rozważa kolejne akwizycje. Zamierza też uzdrowić sytuację w przejętej trzy lata temu spółce Stoczek.

– W naszym modelu biznesowym zmienia się przede wszystkim nasza zdolność do elastycznego reagowania na zapytania odbiorców mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zenon Daniłowski, prezes zarządu Makarony Polskie. – Obecnie w Rzeszowie mamy zainstalowane dwie linie do produkcji form krótkich, dlatego możemy bardziej elastycznie reagować na potrzeby. Równolegle możemy produkować i świderek, i penne. Możemy również eksperymentować na makaronach innowacyjnych, prozdrowotnych, jak makarony orkiszowe czy razowe.

W spółce rośnie zatrudnienie, w Rzeszowie np. o około 10 proc. Makarony Polskie również cały czas inwestują. Fabryka w Częstochowie zmienia system suszenia na bardziej niezawodny, zapewniający większą powtarzalność produktu i jego stałą jakość. Jak podkreśla Zenon Daniłowski, trwają też prace nad projektami innowacyjnymi, które można realizować przy wsparciu funduszy europejskich.

Program inwestycyjny, który jest przygotowywany dla Rzeszowa, jest na poziomie 36 mln zł. Program, który jest przygotowany dla Częstochowy, jest na poziomie 8 mln zł. Również zamierzamy inwestować w Stoczek. Przy czym, na co chciałem jeszcze raz zwrócić uwagę, te inwestycje muszą być bardzo mocno skorelowane z innowacyjnością, nauką i trudno dzisiaj tak powiedzieć jeszcze do końca, jak poszczególne projekty będą wyglądały.

Fabryka dań gotowych w Stoczku to dziś jedno z największych wyzwań jakie stoją przed firmą. Jej spółka zależna nie radzi sobie najlepiej, ale w tym roku prezes Makaronów Polskich ma nadzieję na poprawę.

Najważniejsze plany na ten rok to przede wszystkim praca nad podniesieniem Stoczka. Na razie Stoczek, który jest producentem dań gotowych, dżemów oraz produktów warzywnych, ma zbyt rozbudowane portfolio produktów. Chcemy je zawęzić, ponieważ zbyt rozdrobniona produkcja, niestety, generuje zbyt wysokie koszty i to przedsiębiorstwo wymaga jeszcze wiele pracy, aby dorównać np. naszej części makaronowej.

W zeszłym roku przychody Makaronów Polskich spadły o ponad 10 mln zł, przekraczając 117 mln. Zysk netto był jednak dwa razy wyższy niż w roku 2013 i sięgał 4 mln zł. Sytuacja spółki pozwala więc na akwizycje i jej zarząd rozważa różne możliwości, choć bez entuzjazmu. Obecnie firma zalicza się do sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Po wchłonięciu kolejnej spółki – już nie.

Kryterium MŚP jest bardzo istotne, aby móc skorzystać ze środków europejskich – zwraca uwagę prezes Zenon Daniłowski z Makaronów Polskich. Przed akcjonariuszami staje więc pytanie, czy lepiej rozwijać się poprzez inwestycje w innowacje ze wsparciem środków europejskich, czy lepiej jest rozwijać się poprzez akwizycję. Wejście w akwizycję spowodowałoby, że nie moglibyśmy uczestniczyć w ubieganiu się o środki na innowacje, ponieważ przeszlibyśmy do drugiej grupy przedsiębiorstw, czyli już wielkich przedsiębiorstw.

Spotkanie nt. przyszłości jednolitego rynku i integracji strefy euro

Prawidłowo funkcjonujące rynki finansowe są podstawą sukcesu gospodarczego. Dzięki nim można podejmować takie decyzje inwestycyjne, które służą tworzeniu miejsc pracy i zwiększeniu wzrostu gospodarczego – ocenił minister finansów Mateusz Szczurek podczas seminarium Eurofi, które odbyło się 24 kwietnia 2015 r. w Rydze. Eurofi  to europejski ośrodek zajmujący się kwestiami regulacji finansowych i nadzoru. Stanowi platformę wymiany doświadczeń między sektorem finansowym i władzami publicznymi.

Minister Szczurek wziął udział obok przewodniczącego Eurofi Jacquesa de Larosière’a w końcowej sesji poświęconej przyszłości jednolitego rynku i dalszej integracji strefy euro. Minister przypomniał, że Polska przeprowadziła i nadal realizuje szereg reform, które mają zwiększyć elastyczność gospodarki i konkurencyjność polskiego eksportu. Służą one także poprawie sytuacji finansów publicznych, co powinno doprowadzić do zdjęcia z Polski jeszcze w tym roku procedury nadmiernego deficytu. Jednym z głównych wyzwań w Europie pozostaje zwiększenie poziomu inwestycji. Polsce udaje się wygospodarować środki na ten cel, pomimo obniżania wydatków publicznych. Rolę wspomagającą pełnią także fundusze strukturalne. Potrzebne są jednak dalsze działania służące zrównoważeniu polskiej gospodarki, w tym zwiększeniu produktywności.

Plan Inwestycyjny dla Europy

Mateusz Szczurek przyznał również, że chociaż Plan inwestycyjny dla Europy jest ważnym czynnikiem służącym rozwiązaniu kwestii niedostatku inwestycji w UE, to skala tego impulsu może okazać się niewystarczająca do osiągnięcia zakładanego celu. Plan może jednak stymulować i zachęcać do wykorzystania nowych mechanizmów finansowych. Bardzo ważne jest zaangażowanie kapitału prywatnego. Sukces realizacji Planu będzie zależał także od zaangażowania państw członkowskich w jego realizację. Dlatego też Polska już teraz włączyła się do działań, by aktywizować inwestycje w Polsce. Instytucje partnerskie dla Europejskiego Banku Inwestycyjnego w realizacji Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFIS), czyli Bank Gospodarstwa Krajowego oraz Polskie Inwestycje Rozwojowe S.A., zaangażują środki w wysokości do 8 mld euro w inwestycje, które mogą skorzystać z dodatkowego wsparcia EFIS.

Polska droga do euro

Minister Szczurek przypomniał także filary rządowej strategii dot. drogi do euro. Wskazał, że problemy w strefie euro, które nadal nie zostały rozwiązane, oraz utrzymujące się widmo kryzysu nie są czynnikiem zachęcającym do silnego poparcia wspólnej waluty. Musimy mieć jasność co do tego, dokąd zmierza strefa euro. Polska przygotowuje się, by spełnić warunki członkostwa i działa dalej, by wzmocnić polską gospodarkę, lepiej ją zintegrować oraz poprawić dostęp do finansowania. Potrzebne są dalsze analizy dotyczące kosztów i korzyści przystąpienia do strefy euro, w tym zmian w gospodarce oraz reagowania na asymetryczne szoki. Istotnym elementem procesu są także przygotowania techniczne, która muszą być w pełni wyjaśnione, by nie stanowiły przeszkód utrudniających przyjęcie wspólnej waluty.

Konieczny powrót strefy euro na ścieżkę wzrostu

W odniesieniu do integracji Unii Gospodarczej i Walutowej Mateusz Szczurek stwierdził, że należy odpowiednio zrównoważyć interesy państw strefy euro i pozostających poza nią. Wzmocnienie strefy nie może odbyć się kosztem państw członkowskich spoza obszaru wspólnej waluty, a nowe rozwiązania nie mogą prowadzić do tworzenia barier. Bardzo ważny jest też powrót strefy euro na ścieżkę wzrostu. Należy jednak pamiętać, że UE jest bardzo zintegrowaną grupą państw, a nowe regulacje mogą przynieść dodatkowe korzyści wzmacniające jednolity rynek. Integracja w ramach tzw. unii rynków kapitałowych musi mieć określony cel. Minister ocenił, że korzyść z uzyskania dostępu do finansowania na jednolitym rynku nie może być hamowana barierami w lokalnych zasadach dotyczących korzystania z kapitału. Ważne, by tworzyć bodźce do tworzenia dobrych polityk na szczeblu państw członkowskich.

Młodzi na rynku pracy

Jak wynika z badania Pracuj.pl Studenci i absolwenci na rynku pracy już w trakcie studiów ponad połowa respondentów pracowała bądź pracuje zawodowo. Jak wynika z danych Pracuj.pl za pierwszy kwartał 2015 r., osobom o najkrótszym stażu zawodowym dedykowano o 8,4% więcej ogłoszeń niż w analogicznym okresie roku minionego. W pierwszym kwartale 2015 r. największe zapotrzebowanie na pracowników z najkrótszym stażem pracy zgłosiły takie branże jak handel i sprzedaż, bankowość i finanse oraz budownictwo i nieruchomości.

Jak wynika z danych Eurostatu, rynek pracy w Polsce nie jest zbyt łaskawy dla jego najmłodszych uczestników; w lutym 2015 r. stopa bezrobocia wśród osób poniżej 25 roku życia wyniosła 20,8%. Dla porównania dla całego rynku pracy w Polsce było to 7,8%. Jednak dokładniejsza analiza pokazuje, że na tle Europy nie wypadamy najgorzej, bo dla przykładu w Hiszpanii bez pracy pozostaje połowa uczestników rynku pracy poniżej 25 roku życia. Co więcej, porównanie danych rok do roku może napawać pewnym optymizmem, ponieważ okazuje się, że bezrobocie w najmłodszej grupie spadło w Polsce o niemal pięć punktów procentowych (w lutym 2014 r. – było to 25,7%).

Badania portalu Pracuj.pl pokazują, że młodzi ludzie już na etapie studiów poszukują pracy i pracują, a zestawienia miesięczne i kwartalne wskazują, że rynek pracy otwiera się także na młodego pracownika.

Młodzi, wykształceni – wchodzą na rynek pracy

Jak się pokazuje badanie Pracuj.pl Studenci i absolwenci na rynku pracy, ponad połowa badanych podejmuje pracę zawodową w trakcie studiów. W grupie osób poniżej 25 roku życia – 62% respondentów zadeklarowało, że pracuje bądź pracowało zawodowo. Niemal połowa osób w wieku 22-25 lat podjęła pracę związaną z kierunkiem studiów (43% badanych). Jak wynika z analiz, najtrudniej o pracę zgodną z profilem wykształcenia studentom i absolwentom kierunków przyrodniczych – zaledwie 20% badanych z tej grupy zadeklarowało, że pracuje zgodnie z profilem wykształcenia; także humaniści w większości podejmują wyzwania zawodowe spoza obszaru zdobywanych kompetencji – tylko 33% twierdzi, że pracuje bądź pracowało zgodnie z kierunkiem w którym się kształcili. Natomiast wśród respondentów z uczelni o profilu ekonomicznym, technicznym/ścisłym i medycznym ponad 40% twierdziło, że pracuje zgodnie z profilem wykształcenia.

 Rynek pracy dla młodych w pierwszym kwartale 2015 r.

Jak pokazuje analiza ogłoszeń opublikowanych na portalu Pracuj.pl skierowanych do osób z najkrótszym stażem pracy w pierwszym kwartale 2015 r. do asystentów skierowano 4 678 ogłoszeń o pracę, co oznacza 8,4% wzrostu rok do roku oraz 4% wzrostu kwartał do kwartału. Najwięcej ofert pracy dla asystentów opublikowały następujące branże – handel i sprzedaż – były to 923 ogłoszenia (19,7% wszystkich ogłoszeń z I kwartału 2015 r.), bankowość, finanse, ubezpieczenia (13,2% udziału w całości) oraz budownictwo i nieruchomości.

Najdynamiczniej rosło zapotrzebowanie na asystentów w branży produkcja dóbr szybkozbywalnych – wzrost o 30,6% rok do roku oraz w budownictwie i nieruchomościach – 21,8% wzrostu rok do roku. Sporym dynamizmem wykazała się także branża IT w której wzrost rok do roku wyniósł 15,6%. W pierwszym kwartale 2015 r. firmy najchętniej zatrudniały asystentów do działów odpowiedzialnych za handel i sprzedaż – 1043 ogłoszeń (22% wszystkich ogłoszeń skierowanych do asystentów w pierwszym kwartale 2015 r.), obsługę klienta – 927 ofert pracy (19,8% całości) oraz za finanse – 743 ogłoszeń (15,8% całości).

Najwięcej pracy dla osób z najkrótszym stażem pracy jest w województwach: mazowieckim – 1704 ofert pracy dla asystentów w pierwszym kwartale 2015 r. (36,4% – wszystkich ogłoszeń z omawianego okresu), wielkopolskim – było to 12% udziału w całości oraz małopolskiego – udział wyniósł 8,7%. Najdynamiczniej liczba ogłoszeń dedykowanych asystentom przyrastała w województwie dolnośląskim, o ponad jedną piątą rok do roku (23,8%) oraz w województwie mazowieckim (20,5% wzrostu rok do roku) i wielkopolskim (17,5% przyrostu rok do roku).

Badanie Pracuj.pl Studenci i absolwenci na rynku pracy, przeprowadzone przez Pracuj.pl metodą ankiety dostępnej online na grupie 2746, będących studentami bądź absolwentami uczelni wyższych.

Polski przemysł zbrojeniowy może odegrać znaczącą rolę w modernizacji polskiej armii

CEO Magazyn Polska

Konsolidacja polskiej branży zbrojeniowej została formalnie zakończona. W Polskiej Grupie Zbrojeniowej znajduje się ponad 30 podmiotów z rocznymi obrotami na poziomie 5 mld zł. Trwają prace nad strategią grupy, która pozwoli na jak największy udział w wartej 130 mld zł modernizacji polskiej armii. PGZ, pozostająca w rękach państwa, stała się największym producentem uzbrojenia w tej części Europy.

Konsolidacja polskiego przemysłu zbrojeniowego, zapoczątkowana jesienią 2013 roku, została zakończona sukcesem – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Zdzisław Gawlik, wiceminister Skarbu Państwa. – Mamy grupę, której kapitalizacja przekracza 5 mld zł. Przed nami dalsze wyzwania, czyli takie zrestrukturyzowanie grupy kapitałowej, żeby to w głównej mierze ona stała za modernizacją polskich sił zbrojnych. Musimy zaproponować takie produkty, które będą konkurencyjne i którymi polska armia będzie zainteresowana.

Na modernizację techniczną polskiej armii do 2022 roku MON przeznaczy ok. 130 mld zł. Realizowanych jest 14 programów operacyjnych, najwięcej (ponad 26 mld zł) ministerstwo przeznaczy na system obrony powietrznej. Jak podkreśla Gawlik, w każdym z nich mają uczestniczyć polskie przedsiębiorstwa przemysłu obronnego. Wiadomo, że programie Wisła (w zakresie obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej średniego zasięgu) polskie firmy nie będą liderem.

Jesteśmy w kontakcie z liderem wybranego konsorcjum i zakładamy, że duży udział dostaw niezbędnych do realizacji tego projektu będzie pochodził od przedsiębiorstw z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Mam nadzieję, że polskie przedsiębiorstwa  będą taż miały znaczący udział w programie Narew, dotyczącym ochrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu. Jestem przekonany, że tak jak dzisiaj liderem w projekcie Wisła jest Raytheon, tak w przypadku Narwi będzie to PGZ – mówi wiceminister.

W PGZ skonsolidowanych jest ok. 30 podmiotów, a ich roczne obroty przekraczają 5 mld zł. To sprawia, że grupa stała się największym producentem zbrojeniowym w regionie. W dużej mierze to efekt zachowania kontroli nad sektorem przez państwo i odpowiedniego zarządzania nim.

Kiedyś minister skarbu był nadzorcą prywatyzacji, dzisiaj dba o rozwój spółek, tak żeby intensywniej budować ich wartość – tłumaczy Gawlik.

Z 8,5 tys. przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji Skarb Państwa zachował kontrolę nad branżami kluczowymi dla polskiej gospodarki, m.in. zbrojeniową, energetyczną czy chemiczną. Utworzony w ramach aktywnego zarządzania „Program koordynacji projektów strategicznych” inicjuje współpracę między spółkami i zapewnia wymianę doświadczeń. W efekcie powstają czempiony – spółki, które z powodzeniem są w stanie konkurować z zachodnimi koncernami.

Ostatnie 25 lat procesów przemian własnościowych w Polsce było czasem dobrze wykorzystanym przez państwo i przedsiębiorstwa – podkreśla Gawlik. – Proces prywatyzacji jeszcze się nie zakończył, są obszary działalności gospodarczej, w których Skarb Państwa pozostaje właścicielem, ale powinien z nich stopniowo wychodzić.

Na prywatyzację wciąż czeka jeszcze ok. 3 proc. przedsiębiorstw. To przede wszystkim małe podmioty z branży turystycznej i komunikacji samochodowej. Z prywatyzacji do budżetu państwa już wpłynęło 152 mld zł, jednak gospodarka zyskała znacznie więcej. Napływ zagranicznych inwestorów sprawił, że polskie firmy stały się bardziej innowacyjne. Przykładem udanych zmian jest m.in. Dolina Lotnicza na Podkarpaciu.

Te przemiany własnościowe dały możliwość uruchomienia nowych obszarów działalności gospodarczej, a sama gospodarka stała się konkurencyjna. Dzięki nim wielu ludziom żyje się lepiej – podkreśla Gawlik.

Wiceminister przyznaje, że spółki Skarbu Państwa pracują nad różnymi pomysłami na wzrost i rozszerzenie obszaru działalności gospodarczej zarówno w Polsce, jak i na świecie. Nie chce jednak zdradzać żadnych konkretów.

Mogę powiedzieć, że trzy największe spółki, które wyjątkowo intensywnie prowadzą taką działalność, na pewno nie zakończyły projektów akwizycyjnych w Europie i na świecie – wyjaśnia Zdzisław Gawlik.

Unijne wsparcie może wpłynąć na większą liczbę debiutów na GPW

CEO Magazyn Polska

Rok 2015 powinien przynieść wzrost liczby giełdowych debiutów w Polsce. Po słabym 2014 roku, kiedy liczba IPO zmniejszyła się o 35 proc., do poprawy sytuacji na warszawskim parkiecie może przyczynić się coraz lepsza kondycja krajowej gospodarki. Poza tym firmy, które chcą szukać inwestorów na giełdzie, mogą liczyć na wsparcie unijne.

Zeszły rok pod względem debiutów w Europie był wyjątkowy. Ich łączna wartość wyniosła prawie 50 mld euro i była najwyższa od momentu rozpoczęcia kryzysu finansowego. W porównaniu z 2013 rokiem był to dwukrotny wzrost. Jak wynika z danych PwC, łącznie w 2014 roku w Europie przeprowadzono 375 ofert pierwotnych.

W Polsce łączna wartość debiutów w 2014 roku przekroczyła 300 mln euro i była niższa o 35 proc. w stosunku do debiutów w 2013 roku. Z tego 13 debiutów odbyło się na Giełdzie Papierów Wartościowych, a 22 na NewConnect – mówi agencji informacyjnej Newseria Mateusz Skonieczny, ekspert w dziedzinie controllingu strategicznego, planowania finansowego i business intelligence.

Ich łączna wartość spadła o 72 proc., do poziomu 313 mln euro. Wśród największych debiutów znalazły się oferty takich spółek, jak Alumetal, Prime Car Management i Torpol (odpowiednio 71 mln, 50 mln i 44 mln euro).

W 2013 roku duży wpływ na aktywność w zakresie debiutów na giełdzie miał Skarb Państwa, przyczyniły się też do tego procesy prywatyzacyjne, a w 2014 roku tej aktywności zabrakło. W tym roku już wiemy o kilkunastu przewidywanych debiutach. Wszystko wskazuje na to, że wartość tych debiutów będzie wyższa niż w 2014 roku – mówi Mateusz Skonieczny.

Na warszawski parkiet wybiera się m.in. Hortex i Grupa Wirtualna Polska. Zdaniem Skoniecznego inwestorzy powinni zwrócić uwagę na debiuty z branż ICT oraz deweloperskiej.

Na lepsze wyniki w tym roku powinny wpłynąć pozytywne perspektywy dla polskiej gospodarki. Ruszają wielkie inwestycje finansowane ze środków unijnych, a  polskie firmy coraz sprawniej radzą sobie ze sprzedażą swoich towarów za granicą. Rosną płace i spada bezrobocie, a i niskie stopy procentowe powinny zniechęcić część inwestorów do trzymania pieniędzy na bankowych lokatach i skłonić ich do zakupu akcji.

Debiutom giełdowym sprzyjać będzie to, że w nowej perspektywie 2014-2020 przewidziane są środki na współfinansowanie kosztów przygotowań do debiutów giełdowych, co obecnie jest jedną z głównych barier w wejściu na GPW – ocenia Mateusz Skonieczny.

 

Polska ma szansę w ciągu kolejnej dekady podwoić eksport żywności

CEO Magazyn Polska

Krajowi producenci żywności mogą zwiększyć sprzedaż do krajów Afryki Północnej oraz Chin. Algieria zainteresowana jest współpracą w zakresie wymiany towarowej, a także nasiennictwa, hodowli, genetyki, systemów magazynowania oraz przetwórstwa. Na początku maja polska delegacja jedzie do Chin, gdzie także wzrasta zainteresowanie polską żywnością. Resort rolnictwa liczy na co najmniej podwojenie eksportu w ciągu najbliższej dekady.

Afryka Północna to coraz bardziej atrakcyjny rynek dla polskiej żywności. Według Agencji Rynku Rolnego wartość eksportu polskich produktów rolno-spożywczych do Algierii w 2014 r. wyniosła 283 mln dol. wobec 110 mln w 2013 r.

Miejmy nadzieję, że taki wzrost eksportu utrzyma się także w tym roku, bo dane za pierwszy kwartał są zadowalające – mówi Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi. – Duża dynamika dotyczy przede wszystkim produktów mleczarskich, spore jest także zainteresowanie owocami i warzywami oraz polską wołowiną i drobiem. W sprawie wołowiny być może uda się zorganizować dłuższy program naukowo-promocyjny.

Według ARR największy dział w eksporcie do tego kraju miał w ubiegłym roku sektor mleczarski (66 proc.) oraz producenci zbóż (22 proc.). Znacząco wzrosło zainteresowanie polskimi jabłkami, przy czym najchętniej importowane były te odmiany idared, które wcześniej Polska wysyłała m.in. do Rosji. W całej Afryce Północnej coraz silniejszą pozycję zdobywają krajowe słodycze oraz wyroby cukiernicze.

Algieria jest państwem prawie osiem razy większym od Polski, ale pod względem liczby ludności bardzo podobnym (około 40 mln mieszkańców). Eksport do tego kraju to również szansa na zdobycie sąsiednich rynków.

Polscy producenci promowali się w Algierii podczas międzynarodowych targów Djazagro.

To jedna z największych imprez wystawienniczych w Afryce Północnej, organizowana co roku – podkreśla Sawicki. – Są to targi z serii imprez międzynarodowych SIAL organizowanych przez grupę francuską. W tym roku wzięło w nich udział ponad 200 firm z 36 państw świata. Polskę reprezentowało 19 przedsiębiorstw, które prawie przez cały tydzień eksponowały swoje produkty w centrum wystawienniczym.

Podczas wizyty w Algierii prócz zobowiązań dotyczących wymiany towarowej zostały także ustalone zasady współpracy w zakresie rozwoju rolnictwa, w sprawach związanych z nasiennictwem, hodowlą, genetyką, systemami przechowalnictwa oraz przetwórstwa.

Gdybyśmy weszli do Algierii nieco głębiej poprzez wspólne inwestycje, to jest szansa na to, by polska żywność zagościła w tym kraju na dłużej – mówi minister.

Ale to nie jest jedyny obszar geograficzny, który interesuje polskich producentów. W pierwszej połowie maja duża grupa przedsiębiorców uda się do Chin na targi żywności międzynarodowej serii SIAL. Tamtejszy rynek, choć ze znacznie większym potencjałem, odebrał w ubiegłym roku mniej towarów z Polski niż Algieria.

W zwiększeniu wymiany z Chinami przeszkadza nam zbytnie konkurowanie polskich firm między sobą i zamknięte możliwości dotyczące wieprzowiny – wyjaśnia Sawicki. – Miejmy nadzieję, że moja wizyta po targach w tamtejszej inspekcji bezpieczeństwa żywności, która organizuje spotkanie z ministrami rolnictwa na tzw. nowym szlaku jedwabnym, przyczyni się do łagodniejszego traktowania pod tym względem Polski.

Wartość eksportu polskiej żywności w 2006 roku wyniosła zaledwie 8,6 mld dol. W ubiegłym roku natomiast około 20 mld zł. Jak podkreśla minister w ciągu kolejnej dekady powinniśmy podwoić sprzedaż zagraniczną. Możliwości ku temu są, ponieważ – jak dodaje Sawicki – potencjał surowcowy i przetwórczy polskiego rolnictwa jest wykorzystywany w zaledwie 60-65 proc.

Wszystko zależy od koniunktury na rynkach zewnętrznych oraz sposobu sprzedaży. Musimy od nowa, Polacy, polskie przedsiębiorstwa, polscy handlowcy nauczyć się sprzedawać polską żywność, bo jest to żywność wysokiej jakości i to na świecie jest już dostrzegane. Natomiast sprzedajemy indywidualnie, nie jesteśmy jeszcze na tyle zorganizowani, żeby z naszą polską ofertą wchodzić na ten rynek zespołowo – podkreśla minister rolnictwa i rozwoju wsi.

W Przeciszowie powstanie kopalnia, która ma przynosić zyski

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku – zgodnie z planem – ma ruszyć budowa kopalni węgla kamiennego w Przeciszowie. Jak zapewnia budujący ją Kopex, będzie ona bezpieczna dla górników, niezagrażająca otoczeniu i – co najważniejsze – zyskowna. Węgiel z Przeciszowa ma konkurować z importowanym z Rosji surowcem o odbiorców indywidualnych.

Nowa kopalnia powstanie na złożu Oświęcim – Polanka 1. W Przeciszowie będzie centralne miejsce kopalni, czyli zakład przeróbczy. Jeszcze w tym roku inwestor, czyli należąca do Grupy Kapitałowej Kopex spółka Kopex Ex-Coal, planuje pozyskanie koncesji na eksploatację węgla. Zgodnie z harmonogramem rozpoczęcie budowy po zgromadzeniu pełnej dokumentacji zaplanowano na przyszły rok.

Udokumentowane złoża bilansowe to 423 mln ton – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Uszko, Agnieszka Bulik,prezes spółki Kopex Ex-Coal. – Mamy wykonany zatwierdzony przez Ministerstwo Środowiska projekt zagospodarowania tego złoża, który zakłada eksploatację prawie 100 mln ton w bardzo atrakcyjnych dla górnika warunkach, czyli złoże bez zagrożeń, bardzo wydajne, w bardzo dobrej lokalizacji, która nie będzie wpływała na szkody górnicze. Na powierzchni mamy tereny rolne, tak że będzie bardzo mała ingerencja w środowisko.

Atrakcyjne położenie złoża i bardzo dobre warunki geologiczno-górnicze pozwalają zbudować od podstaw bardzo nowoczesną kopalnię, która będzie miała zaprojektowane nietypowe dla górnictwa udostępnienie tego złoża upadówkami, czyli korytarzami wykonanymi w technologii tunelowej.

To w przyszłości bardzo ograniczy koszty eksploatacji tej kopalni, a jednocześnie będzie miało bardzo duży wpływ na produkcję węgla grubego – podkreśla Marek Uszko. – Ponad 40 proc., takie mamy szacunki na dzisiaj, to będzie rynek węgla grubego, na którym jest bardzo dobra marża. Natomiast reszta, czyli miał energetyczny, który sprzedawany jest już z mniejszą marżą, będzie lokowany na pewno w spółkach energetycznych.

Większość węgla z przeciszowskiej kopalni trafiać ma do energetyki zawodowej, natomiast ok. 40 proc. do odbiorców indywidualnych.

To jest rynek, który w Polsce jest chłonny na około 12 mln ton i właśnie na ten rynek wpływa węgiel importowany, węgiel rosyjski. My z tym węglem będziemy konkurować i mam nadzieję, że w polskich domach będzie spalany polski węgiel – podkreśla Uszko.

Projekt finansowania inwestycji nie zakłada poszukiwania pieniędzy na warszawskim parkiecie czy pozyskanie środków przez kredyt. Spółka liczy na duże zainteresowanie inwestorów projektem.

Mamy w planach założenie spółki na bazie spółki Ex-Coal, spółki celowej, pozyskanie finansowania dłużnego i w ciągu pięciu lat uruchomienie kopalni – zapowiada prezes Marek Uszko w rozmowie przeprowadzonej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. – Zespół nabierze kompetencji po to, żeby realizować podobne inwestycje w innych miejscach w kraju i za granicą, na całym świecie.

Polacy gotowi na przeprowadzkę w związku ze zmianą pracy

CEO Magazyn Polska

Polacy stają się coraz bardziej mobilni zawodowo. Rośnie liczba osób, które deklarują gotowość przeprowadzki w związku ze zmianą pracy. Indeks mobilności w naszym kraju wynosi 108 punktów i jest wyższy od średniej europejskiej. Decyzja o zmianie miejsca pracy to coraz częściej wybór pracownika, a nie pracodawcy.

Indeks mobilności, czyli otwartości na możliwość zmiany pracy, wynosi w Polsce 108 punktów, przy średniej unijnej 101. Okazuje się, że Polacy ze zrozumieniem przyjmują sytuację, w której muszą udać się gdzieś za pracą, zaakceptować zmiany – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Agnieszka Bulik, dyrektor ds. prawnych i public affairs agencji doradztwa personalnego Randstad.

Jak wynika z badania Monitor Rynku Pracy Instytutu Badawczego Randstad przeprowadzonego na osobach pracujących co najmniej 24 godziny w tygodniu, nie tylko rośnie gotowość na zmianę pracy, lecz także faktyczny poziom rotacji między stanowiskami. Polska jest w czołówce krajów europejskich pod względem poziomu rotacji (22 proc. przy średniej unijnej 18 proc.).

W ostatnim półroczu tylko we Francji był wyższy odsetek tych, którzy zmieniali pracę. Chodzi o pozytywne przyczyny, osobiste, a nie wynikające z decyzji pracodawcy – podkreśla Bulik.

Rośnie liczba tych, dla których powodem zmiany pracy jest chęć polepszenia warunków zatrudnienia (45 proc.). Co trzeci badany wskazuje, że motywacją jest też osobiste pragnienie zmiany.

Rekordowo wysokie jest również przekonanie o dostępności pracy. 72 proc. badanych uważa, że w razie potrzeby w ciągu pół roku znajdzie porównywalną pracę (wzrost o 7 pkt proc.). Rośnie też wiara, że uda się znaleźć jakąkolwiek pracę (81 proc.). To efekt coraz lepszej sytuacji na rynku pracy. Bezrobocie w marcu spadło do 11,7 proc. (z 12 proc. w lutym).

Mimo lepszych wskaźników rośnie też liczba osób, które obawiają się utraty pracy.

 Dotyczy to nie tylko osób młodych bądź powyżej 55. roku życia. Taki lęk na wysokim poziomie przejawiają również osoby w przedziale wiekowym 35-44, które mają stabilne zatrudnienie, dobrą pracę, jednak widzą, że wszystko się zmienia i że praca nie jest dana raz na zawsze – wskazuje ekspertka.

Obecnie już 36 proc. osób ocenia, że nie ma pewności, czy uda im się utrzymać pracę. To wzrost o 3 pkt proc. względem poprzedniego badania i jeden z najwyższych wskaźników ze wszystkich edycji.

Zdaniem Bulik to efekt przede wszystkim postępującej automatyzacji. Część obowiązków może przejąć komputer, a w części branży ludzi łatwiej jest zastąpić. Obawy towarzyszą również pracownikom biurowym, którzy dotychczas byli przekonani, że ich stanowisko jest bezpieczne.

Coraz częściej mamy do czynienia z fakturami elektronicznymi, z innym przepływem dokumentacji. To wymusza zmiany w strukturze zatrudnienia i z tym każdy musi się liczyć – przekonuje Agnieszka Bulik. – Może to wywoływać niepokój, że jednak rynek pracy nie jest do końca stabilny.

Producenci wódki wciąż odczuwają skutki podwyżki akcyzy

Polska branża spirytusowa wciąż odczuwa skutki ubiegłorocznej podwyżki akcyzy na wódkę. Sprzedaż tego alkoholu spadła w porównaniu z okresem sprzed wzrostu podatku o ponad 20 proc., a kurczący się rynek skłonił producentów do rozpoczęcia wojny cenowej. Ten rok ma być testem dla kondycji branży. Producenci liczą też na coraz większy eksport.

2014 rok był okresem zapaści na rynku wódki, a wynikało to z niedyskutowanej i niekonsultowanej z branżą spirytusową decyzji ministra finansów dotyczącej podniesienia podatku akcyzowego o 15 proc. od 1 stycznia 2014 roku. Ten rok będzie pokaże, jaka jest kondycja branży wódczanej, branży spirytusowej, a powiedzmy sobie szczerze, polska wódką stoi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka.

Jak wynika z danych Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Spirytusowego, w okresie 14 miesięcy po podwyżce akcyzy produkcja mocnych alkoholi zmalała w Polsce o 24 proc. w porównaniu do takiego samego okresu sprzed wzrostu podatku. To więcej niż najgorsze przewidywania. Ministerstwo Finansów szacowało, że rynek skurczy się o 3 proc. przez wzrost cen, a branża oczekiwała 10-proc. spadku.

Szumowski zwraca uwagę na to, że skutki podwyżki cały czas są odczuwalne, ale w tym roku statystyki powinny dać bardziej rzeczywisty obraz kondycji branży. Zastrzega, że przemysł spirytusowy pozostaje bardzo wrażliwy na zmiany obciążeń podatkowych i kolejne wzrosty akcyzy lub inne restrykcje, chociażby wynikające z ustawy o wychowaniu w trzeźwości, które mogą bardzo zaszkodzić temu rynkowi.

Ceny rosły w ubiegłym roku, nie od początku, bo magazyny były zapełnione alkoholami mocnymi dostarczonymi do hurtowni, sieci i finalnych konsumentów jeszcze przed wejściem w życie decyzji o podatku akcyzowym. Nie jest dobrze i nie byłoby dobrze, gdyby trwała wojna cenowa, a ona była niestety elementem działania branży w 2014 roku. Powinniśmy być przede wszystkim odpowiedzialni za przyszłość i rywalizować, ale w sposób mądry i przemyślany – mówi Andrzej Szumowski.

Szansą na odbicie jest wzrost eksportu. Jak podkreśla Szumowski, w przeciwieństwie do innych typowych alkoholi regionalnych, takich jak szkocka whisky czy francuski koniak, polska wódka jest w tej chwili sprzedawana przede wszystkim na rynku krajowym. Eksport jednak powoli rośnie – w 2013 r. wyniósł 151,3 mln euro, co stanowiło wzrost o ponad 8 proc. rok do roku. Podstawą rosnącego eksportu musi być jednak silny rynek krajowy.

Mówi się dużo o patriotyzmie gospodarczym, a ja bym użył na potrzeby branży rolno-spożywczej określenia patriotyzm konsumpcyjny. Chciałbym, żeby Polacy mieli świadomość, że eksport będzie tym efektywniejszy, im bardziej polskie produkty będą zakorzenione w polskiej tradycji i na polskim stole – podkreśla Szumowski.

Zauważa jednak, że choć polscy konsumenci ogólnie są lojalni, a ich przyzwyczajenia trudno zmienić, to coraz częściej szukają oni nowości. Szczególnie osoby jeżdżące za granicę oraz osoby młode zwracają uwagę na nowości znane z innych krajów. W połączeniu z rosnącą zamożnością Polaków i coraz większymi wydatkami konsumpcyjnymi wymusza to na producentach wódki opracowywanie nowych produktów.

Dodatkowe ubezpieczenia mało popularne wśród Polaków

CEO Magazyn Polska

Co trzeci Polak wyjeżdża na urlop bez ubezpieczenia turystycznego. Większość liczy na to, że w razie wypadku lub choroby wystarczy im Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego. Nie pokrywa ona jednak wszystkich kosztów leczenia. Dodatkowe polisy zapewniają nie tylko pomoc lekarską i zwrot kosztów leczenia, lecz także ubezpieczenie OC oraz pomoc w razie utraty bagażu czy zniszczenia sprzętu sportowego.

Polacy wciąż sceptycznie podchodzą do nieobowiązkowych ubezpieczeń. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że tylko co czwarty kierowca, który kupił obowiązkową polisę OC, decyduje się także na nieobowiązkowe AC. Badania TNS pokazują natomiast, że połowa Polaków nie ma polisy na wypadek śmierci lub kalectwa, a dwie trzecie – ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków. Polacy nie ubezpieczają także nieruchomości, chyba że wymaga tego umowa kredytowa z bankiem.

– Przede wszystkim Polacy ubezpieczają swoje samochody. Ubezpieczenia dobrowolne, ubezpieczenia mienia, ubezpieczenia związane z codziennym życiem wybierane są coraz chętniej, aczkolwiek ich zakres jest ciągle jeszcze dość wąski, a sumy ubezpieczenia relatywnie niskie. O ubezpieczeniach dobrowolnych myślimy bardzo często w momencie, kiedy powstaje pewne zagrożenie. Majówka jest powodem do tego, aby myśleć o bezpieczeństwie swojego otoczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes zarządu firmy ubezpieczeniowej Gothaer.

Ubezpieczenia turystyczne nie cieszą się jednak popularnością wśród Polaków. Z danych KNF wynika, że bez dodatkowej polisy za granicę wyjeżdża co trzeci Polak. Jednocześnie rośnie zainteresowanie Europejskimi Kartami Ubezpieczenia Zdrowotnego. Większość Polaków nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że karty EKUZ pokrywają tylko 80 proc. kosztów leczenia za granicą i nie obejmują kosztów transportu medycznego, które mogą wynosić nawet kilka tysięcy złotych. Dodatkowe ubezpieczenie turystyczne obejmują nie tylko ochronę zdrowia, lecz także pokrywają m.in. koszty transportu czy utraty bagażu.

Decydując się na wyjazd, powinniśmy myśleć o naszym bezpieczeństwie, bo praktycznie wszystko może się zdarzyć. W zależności od rodzaju wyjazdu powinniśmy skorzystać z takiej polisy, która zabezpiecza nas właściwie na każdy wypadek. Jesteśmy w stanie zaproponować ofertę zarówno tym, którzy wyjeżdżają rekreacyjnie na wakacje, jak i tym, którzy uprawiają konkretny rodzaj sportów, jak sporty wodne, narciarstwo czy sporty ekstremalne – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Zdaniem ekspertów podstawowa polisa osoby wyjeżdżającej na wakacje powinno zawierać ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków, kosztów leczenia za granicą, assistance, kosztów akcji ratowniczej lub poszukiwawczej, odpowiedzialności cywilnej oraz ubezpieczenie bagażu bądź sprzętu sportowego. To niezbędne minimum może być rozbudowane o dodatkowe polisy.

Koszt ubezpieczenia turystycznego zależny jest od zakresu i kwoty polisy, zazwyczaj zaczyna się jednak od kilku złotych za dzień wyjazdu. Decydując się na polisę turystyczną, należy zwrócić uwagę na to, czy zakres ubezpieczenia obejmuje wszystkie aktywności, które planuje się wykonywać podczas wyjazdu.

Powinniśmy zwrócić uwagę na sposób zgłoszenia likwidacji szkód: czy jest on prosty, czy daje nam poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Dzisiaj zakłady ubezpieczeń oferują szereg udogodnień swoim klientom, chociażby to, że klient otrzymuje odpowiednie powiadomienia na telefon komórkowy tak, żeby numer polisy i numer centrum alarmowego były zawsze pod ręką i były do wykorzystania w momencie, kiedy się pojawia taka potrzeba. Ale przede wszystkim ważny jest zakres ubezpieczenia – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Na czas wyjazdu warto także ubezpieczyć mieszkanie lub dom. Pod nieobecność właścicieli zwiększa się ryzyko włamania z kradzieżą, możliwe jest także zalanie lub zniszczenie na skutek niekorzystnych warunków atmosferycznych, jak wichury czy ulewy. Firmy ubezpieczeniowe dają obecnie możliwość wykupienia tego typu polisy nie tylko właścicielom nieruchomości, lecz także osobom wynajmującym mieszkanie lub budującym dom.

Polacy nadal wybierają samochody używane

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku na rynku aut używanych przeprowadzono 1,7 mln transakcji. Kolejne 700 tys. samochodów to import indywidualny. Sprzedaż aut używanych wygląda w kraju podobnie jak 25 lat temu, jednak kupujący mają coraz więcej oczekiwań, zarówno co do standardu wybieranych pojazdów, jak i jakości obsługi.

Rynek samochodów używanych jest często niedoceniany przez ekonomistów i polityków. Tymczasem jest to znacząca część polskiej gospodarki.

W 2014 roku w Polsce sprzedano ponad trzysta tysięcy samochodów nowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Vonau, dyrektor generalny AAA AUTO w Polsce. –  Jednocześnie liczba transakcji na rynku samochodów używanych wyniosła 1,7 mln, a 700 tys. samochodów wjechało do Polski jako import indywidualny. Mówimy więc o 2,4 mln sztuk samochodów, które zmieniły właściciela w Polsce.

Holenderska grupa AAA AUTO należy do europejskich liderów w handlu używanymi samochodami. W kwietniu otworzyła pierwszy salon sprzedaży w Polsce – w Piasecznie koło Warszawy. Jak podkreśla Vonau, upodobania Polaków i kondycja rynku pozwalają firmie oczekiwać dobrych wyników sprzedażowych.

Klienci szukają wozów lepszej klasy, lepiej wyposażonych, w lepszym stanie technicznym i prawidłowym stanie prawnym.

Rynek się rozwija bardzo podobnie do ogólnej sytuacji gospodarczej kraju – mówi  Przemysław Vonau. – Cały czas widać lekki wzrost średniej ceny samochodów używanych oraz wymagań klientów zarówno co do standardu wybieranych pojazdów, jak i jakości obsługi.

Jego zdaniem polski rynek handlu używanymi samochodami zmienia się bardzo niewiele. W jego ocenie działające w Polsce firmy niewiele robią, by poprawić jakość swojej oferty.

W handlu spożywczym, bankowości czy komunikacji przez 25 lat zaszły ogromne zmiany, a handel używanymi samochodami wygląda dzisiaj dokładnie tak, jak 25 lat temu. Jesteśmy przekonani, że polski klient oczekuje od firm, które działają na tym rynku, czegoś więcej. Będziemy bardzo się starać, żeby klient mógł kupować u nas w warunkach, z jakimi ma do czynienia w innych branżach – mówi dyrektor generalny AAA Auto.

AAA Auto sprzedaje najczęściej samochody po pierwszym lub drugim właścicielu, z udokumentowaną historią serwisową i dożywotnią gwarancją legalnego pochodzenia. Firma deklaruje, że każde zakupione auto przechodzi szczegółową kontrolę. Z powodu wykrytych wad mechanicznych lub prawnych, firma rezygnuje z zakupu aż 65-70 proc. samochodów.

Polska jest czwartym, po Węgrzech, Czechach i Słowacji, rynkiem Europy Środkowej, na którym firma rozpoczęła działalność. Obroty firmy w 2013 roku przekraczały 379 mln euro. W ubiegłym roku sprzedaż wyniosła ponad 63,6 tys. aut, a w tym ma sięgnąć 70 tys.

W tym roku firma chce otworzyć jeszcze jeden salon w Polsce – w Katowicach. A od przyszłego roku planuje otwierać do pięciu salonów rocznie. Uruchomienia każdego autocentrum to koszt ok. 2 mln euro (łącznie z kosztem zakupu samochodów).

Udział sprzedaży bezpośredniej w handlu to 1 procent

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku sprzedaż bezpośrednia wzrosła o 4 proc. i wyniosła blisko 3 mld zł. Wciąż jednak stanowi zaledwie 1 proc. handlu detalicznego. Doświadczenia rynków Europy Zachodniej pokazują, że potencjał jest dużo większy. Najczęściej klienci kupują w ten sposób kosmetyki, ale rośnie udział sprzedaży suplementów diety, artykułów gospodarstwa domowego i usług.

W Polsce obroty sprzedaży bezpośredniej to mniej więcej 1 proc. obrotów handlu detalicznego, natomiast w Europie Zachodniej to ok. 3-6 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej (PSSB). – Wygląda na to, że tendencje rozwojowe u nas są bardzo podobne do tych, jakie były kilka czy kilkanaście lat temu w Europie Zachodniej. Wszystko wskazuje na to, że jest jeszcze pole do rozwoju.

Sprzedaż netto sektora sprzedaży bezpośredniej w ubiegłym roku wzrosła o 4 proc. w ujęciu rocznym i przekroczyła wartość 2,8 mld zł. Liczba osób współpracujących z firmami sprzedaży bezpośredniej wzrosła o 10 tys. do poziomu 910 tys., a łączna liczba zamówień sięgnęła 35 mln zł. Zdecydowana większość z nich to zamówienia indywidualne.

– Rynek w Polsce jest jak dotąd dosyć monotematyczny asortymentowo. Przeważają kosmetyki, które w ubiegłym roku odpowiadały za 67 proc. całego obrotu. Ich udział zapewne będzie spadał, bo na świecie stanowią one 30-40 proc. – uważa Mirosław Luboń.

Spośród dziewięciu kategorii produktowych w ubiegłym roku pięć odnotowało tendencję wzrostową. Na kolejnych pozycjach za kosmetykami znalazły się: suplementy diety (10 proc.), AGD (8 proc.) oraz odzież i akcesoria (6 proc.). Nową kategoria jest chemia gospodarcza.

Rozwija się też sprzedaż usług, zwłaszcza telekomunikacyjnych oraz dostaw elektryczności i gazu. Jeśli będzie kiedyś prawdziwa deregulacja rynku tych mediów, to myślę, że będzie spore pole do popisu dla firm sprzedaży bezpośredniej – mówi Luboń. – Być może czeka nas też wprowadzenie nowych produktów, bo na świecie sprzedaje się bardzo wiele, nawet najdziwniejszych rzeczy, jak zdjęcia satelitarne lub samochody.

Według organizacji Instytut Biznesu roczna wartość sprzedaży bezpośredniej w Unii Europejskiej w ubiegłym roku wyniosła prawie 25 mld euro.

Branży nie zaszkodził nawet szybki rozwój handlu internetowego. Jak wynika z raportu badającej ten sektor firmy Gemius, ubiegłoroczne obroty e-commerce wyniosły przeszło 27 mld zł i były o około 15 proc. większe niż w 2013 roku.

Sytuacja jest podobna jak kiedyś z filmem – uważa Mirosław Luboń. – Gdy pojawiła się telewizja, to wróżono, że film umrze śmiercią naturalną, bo kto będzie oglądał seanse w kinie? Nic takiego się nie zdarzyło. W przypadku sprzedaży bezpośredniej jest podobnie.

Dodaje, że firmy zaadaptowały internet do swoich celów i większość z nich prowadzi handel wielokanałowy: zarówno poprzez sieć konsultantów, jak i sklepy internetowe.

Komunikacja między konsultantami a firmami sprzedaży bezpośredniej odbywa się już prawie wyłącznie przy udziale nowych narzędzi – zauważa Luboń. – Podobnie bywa z klientami. Pierwszy kontakt zazwyczaj nawiązywany jest osobiście, ale potem, gdy transakcja ma być powtórzona, odbywa się już przez internet.

Klientom zależy nie tylko na sprawnej obsłudze i szybkiej dostawie produktów. Ważne jest także bezpieczeństwo transakcji.

 Dla kupujących ważne jest przede wszystkim to, by towar był dobry i żeby respektowane były wszystkie prawa konsumenta. To bardzo istotne w sytuacji, gdy na rynku pojawia się sporo nieuczciwych firm krzaków, które naciągają klientów, sprzedając kiepskiej jakości produkty, albo wywierają presję – mówi prezes PSSB.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Komentarz walutowy z 29 04 2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz pl

Wyczekiwanie na dane z USA oraz posiedzenie Rezerwy Federalnej. Odczyty zza oceanu – nastawienie Fedu ważne również dla złotego.

 

Od 4 lat Polacy wybierają niemiecki rynek pracy

1 maja 2015 r. miną cztery lata od otwarcia niemieckiego rynku pracy dla Polaków. Obecnie w Niemczech mieszka już ponad 670 tys. naszych rodaków i tylko w 2014 roku wybrało ten rynek ponad 64 tys. osób. Liczba polskich emigrantów będzie prawdopodobnie rosła w ciągu kolejnych lat – na niemieckim rynku są wysokie deficyty pracownicze, a Polacy deklarują, że jest to nadal najbardziej preferowany kierunek emigracji.

Rynek niemiecki od kilku lat cierpi na brak pracowników w wybranych grupach zawodowych. Pomimo zdecydowanego otwarcia na imigrantów i promowania zatrudnienia wśród wykwalifikowanych pracowników zza granicy, niedobory kadrowe będą z roku na rok coraz bardziej dotkliwe dla tamtejszych pracodawców. Pojawiają się głosy analityków rynku pracy, którzy twierdzą, że otwarcie niemieckiego rynku pracy dla imigrantów ze Wschodu nastąpiło zbyt późno – chętni pracować za granicą już dawno wyemigrowali z kraju pochodzenia, a pozostali nie są w stanie wypełnić tak dużej luki pracowniczej. Według prognoz Boston Consulting Group w 2020 roku niemieckiej gospodarce będzie potrzeba 2,4 mln pracowników, a w 2030 – już 10 mln. Jest to z jednej strony efekt niskiego przyrostu naturalnego, z drugiej zaś – wynik braku zainteresowania podejmowaniem pracy wśród wykształconych zawodowo Niemców.

Niemcy są przykładem rynku obrazującego przepowiednie, którymi od lat straszyli nas demografowie – podaż pracy kurczy się, a popyt na pracowników rośnie. Jest to jeden z najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajów świata, więc zapotrzebowanie na pracowników będzie coraz wyższe. Problem niemiecki powoli zaczyna dotyczyć także innych krajów europejskich, w tym m.in. Polski. Im więcej naszych pracowników wyjedzie pracować za wyższe wynagrodzenie za zachodnią granicę, tym bardziej będziemy potrzebować uzupełnienia luki pracowniczej imigrantami ze Wschodu – komentuje Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Polacy stanowią w Niemczech drugą najliczniej reprezentowaną cudzoziemską społeczność. Wedle danych niemieckiego Centrum Rejestracji Cudzoziemców (AZR) w 2014 roku liczba polskich imigrantów w Niemczech wynosiła 674,2 tys. osób. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny przed otwarciem niemieckiego rynku pracy w 2010 r. liczba Polaków, którzy wyemigrowali do Niemiec wynosiła zaledwie 440 tys. osób.

Z naszych badań wynika, że 26% Polaków planujących emigrację zarobkową wybiera kierunek niemiecki. Najniższy od dwóch dekad 6,5-procentowy poziom bezrobocia, bliskość geograficzna oraz możliwość regularnych przyjazdów do kraju zachęcają do wyboru naszych zachodnich sąsiadów, jako miejsca na realizowanie swojej ścieżki kariery – mówi Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A. Warto podkreślić, że z uwagi na sąsiedztwo, dobrą komunikację i otwarte granice Polacy zamieszkujący zachodnie tereny Polski nie muszą na stałe emigrować z kraju, żeby pracować w Niemczech – dodaje Krzysztof Inglot.

Najczęściej polscy pracownicy uzupełniają deficyty kadrowe w grupach zawodowych takich jak: lekarze, opiekunowie osób starszych i dzieci, pracownicy budowlani, pracownicy produkcyjni, ślusarze, czy hydraulicy. Dziś niemieckie firmy szukają w Polsce przedstawicieli niemal wszystkich zawodów, oferując im nie tylko atrakcyjne wynagrodzenie, ale także zakwaterowanie, czy sfinansowanie dojazdów do miejsca pracy.

Wśród ofert pracy można znaleźć zarówno profesje nie wymagające znajomości języka niemieckiego czy doświadczenia (np. pracownicy magazynowi, produkcyjni, pakowacze, spawacze, lakiernicy, ślusarze), jak i prace specjalistyczne (np.  inżynierowie, inżynierowie mechatroniki, specjaliści IT, pielęgniarki, opiekunowie osób starszych, pracownicy branży hotelarskiej, gastronomicznej, logistycznej, spawacze MIG MAG). Średnia miesięczna pensja w Niemczech jest niemal czterokrotnie wyższa niż w Polsce i wynosi ponad 3400 euro brutto, a minimalna stawka wynagrodzenia za godzinę pracy wynosi 8,5 euro brutto.

O ile z zadowoleniem obserwujemy chęć i ambicje Polaków do szukania możliwości rozwoju zawodowego za granicą, o tyle w wybranych grupach zawodowych takie plany mogą być niepokojące. Nadal chętnie wyjeżdżają polskie pielęgniarki, lekarze, czy wykwalifikowani pracownicy budowlani, którzy są równie potrzebni na polskim rynku pracy – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Rząd przyjął Wieloletni Plan Finansowy Państwa

Wzrost gospodarczy w 2015 r. wyniesie 3,4% i będzie przyspieszać w kolejnych latach. W 2018 r. osiągnie 4%, a podstawowym czynnikiem wzrostu pozostanie prywatny popyt krajowy. Poprawi się też sytuacja na rynku pracy i w sektorze finansów publicznych – deficyt spadnie z 2,7% w 2015 r. do 1,2 % PKB w 2018 r. To najważniejsze założenia Wieloletniego Planu Finansowego Państwa (WPFP) na lata 2015-2018, przyjętego przez Radę Ministrów 28 kwietnia br.

WPFP, zgodnie z wymogami ustawy o finansach publicznych, składa się  z dwóch części: Programu konwergencji oraz określenia celów głównych funkcji państwa wraz z miernikami stopnia ich realizacji.

Program konwergencji. Aktualizacja 2015 zawiera prognozę kształtowania się podstawowych zmiennych makroekonomicznych i fiskalnych do 2018 r., prezentuje główne cele polityki gospodarczej rządu i działania służące ich realizacji. Dokument przedstawia też działania dla zlikwidowania nadmiernego deficytu zgodnie z rekomendacjami Rady Ecofin z 10 grudnia 2013 r. W Programie założono, że wzrost gospodarczy w 2015 r. wyniesie 3,4%. Podstawowym czynnikiem wzrostu pozostanie prywatny popyt krajowy. Prognozuje się, że w kolejnych latach realne tempo wzrostu PKB będzie stopniowo przyspieszać i wyniesie 3,8% w 2016 r., 3,9% w 2017 r. i 4,0% w 2018 r.

Inflacja i bezrobocie

Po wyraźnym spadku inflacji w końcu 2014 r., również w roku bieżącym presja inflacyjna będzie bardzo ograniczona. W związku z tym oczekuje się, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadną w 2015  r. średnio o 0,2%, a w latach kolejnych inflacja będzie stopniowo przyspieszać i wskaźnik CPI ukształtuje się na poziomie 1,7% w 2016 r., 1,8% w 2017 r. i 2,5% w 2018 r.

Poprawa sytuacji gospodarczej, w tym wyraźne przyspieszenie tempa wzrostu inwestycji, przełożyła się na poprawę sytuacji na rynku pracy. W związku z tym szacuje się, że w 2015 r. stopa bezrobocia spadnie do 8,2%. W 2016 r. ukształtuje się ona na poziomie 7,6%, by w okresie do 2018 r. zmniejszyć się do 6,5%.

Wyjście z procedury nadmiernego deficytu

W 2014 r., w efekcie wprowadzonych działań konsolidacyjnych oraz dzięki korzystnej dla finansów publicznych strukturze wzrostu gospodarczego, deficyt nominalny sektora instytucji rządowych i samorządowych został ograniczony o 0,8 pkt. proc. i ukształtował się na poziomie 3,2% PKB. To dużo poniżej rekomendowanego przez Radę Ecofin celu 3,9% PKB. Przy uwzględnieniu wciąż ponoszonych w I poł. 2014 r. kosztów systemowej reformy emerytalnej (wprowadzonej w 1999 r.) w wysokości 0,4% PKB, deficyt skorygowany w ten sposób (tj. porównywalny z krajami, które nie wdrożyły emerytalnego systemu kapitałowego) wyniósł 2,8% PKB. Tym samym został zredukowany do poziomu, który pozwala Polsce na oczekiwane zakończenie procedury nadmiernego deficytu.

„Tylko trzy razy w ciągu minionych 20 lat Polska miała niższy deficyt sektora finansów publicznych. Warto podkreślić, że osiągnięcie tak niskiego deficytu w 2014 r. zostało dokonane dzięki realizacji strategii konsolidacji przyjaznej wzrostowi gospodarczemu. Liczymy na to, że podjęte przez Polskę działania zostaną pozytywnie ocenione przez Komisję Europejską i że już tej wiosny Komisja Europejska uzna, że Polska trwale zredukowała nadmierny deficyt” – powiedział minister finansów Mateusz Szczurek.

W latach 2015-2018 przewiduje się dalszą konsolidację finansów publicznych. Prognozuje się, że deficyt sektora spadnie odpowiednio do poziomu 2,7% PKB, 2,3% PKB, 1,8% PKB i 1,2% PKB. Po zakończeniu procedury nadmiernego deficytu Polska zacznie podlegać przepisom części prewencyjnej Paktu Stabilności i Wzrostu, zgodnie z którymi celem polityki fiskalnej będzie dążenie do średniookresowego celu budżetowego (MTO), czyli deficytu strukturalnego na poziomie 1% PKB. Osiągnięcie MTO i utrzymanie długu sektora instytucji rządowych i samorządowych znacznie poniżej wartości referencyjnej 60% PKB zostanie zapewnione w szczególności przez przestrzeganie stabilizującej reguły wydatkowej.

Koordynacja polityki gospodarczej i budżetowej w UE

Przygotowanie Programu konwergencji i jego coroczna aktualizacja są elementem procesu nadzoru budżetowego w UE i obowiązkiem wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej spoza strefy euro.Program konwergencji. Aktualizacja 2015 został przygotowany zgodnie z wytycznymi dotyczącymi programów stabilności i konwergencji państw członkowskich UE.

Obecna aktualizacja Programu powstawała równolegle z tegoroczną edycją Krajowego Programu Reform, również przyjętego 28 kwietnia br. przez Radę Ministrów. Program konwergencji. Aktualizacja 2015 oraz Krajowy Program Reform na rzecz realizacji strategii „Europa 2020″ – Aktualizacja 2015/2016zostaną w kwietniu przekazane Komisji Europejskiej oraz Radzie Ecofin w ramach semestru europejskiego (tj. procesu koordynacji polityki gospodarczej i budżetowej w UE). Zalecenia Rady Ecofin wydane na podstawie oceny obu programów powinny zostać uwzględnione przed podjęciem kluczowych decyzji w sprawie budżetu na przyszły rok.

Projekt ustawy o zdrowiu publicznym

W projekcie ustawy o zdrowiu publicznym zabrakło wskazania, kto będzie odpowiedzialny za jej realizację. Rola pełnomocnika ds. Zdrowia Publicznego została de facto ograniczona do funkcji monitorowania, a nie koordynowania różnych działań. Tymczasem zdrowie publiczne to nie tylko opieka zdrowotna, ale również edukacja czy pomoc socjalna – uważa Konfederacja Lewiatan.

– Zasadniczo projekt ustawy o zdrowiu publicznym oceniamy pozytywnie. Nasze obawy budzi jednak brak wskazania podmiotów odpowiedzialnych za realizację ustawy. Zabrakło przepisów wskazujących, że to pełnomocnik ds. Zdrowia Publicznego pełni rolę koordynatora wszystkich działań z zakresu zdrowia publicznego, a inne organy czy instytucje uzgadniają z nim swoje przedsięwzięcia – mówi dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Zdrowie publiczne to nie tylko opieka zdrowotna, ale również (a może przede wszystkim) edukacja czy pomoc socjalna. Stan zdrowia nie jest bowiem zależny wyłącznie od dostępu do usług medycznych, ale przede wszystkim od warunków socjoekonomicznych (POLA LALONDA: 50 proc. styl życia, 20 proc. środowisko, 20 proc. genetyka i 10 proc. opieka medyczna).

– Należałoby zatem w projekcie szerzej uwzględnić konieczność współpracy poszczególnych instytucji, aby podejmowane działania były skoordynowane, a środki publiczne wydatkowane jak najefektywniej – dodaje Dobrawa Biadun.

Wątpliwości Lewiatana budzi również proponowana liczba powoływanych ciał doradczych – Rada do Spraw Zdrowia, Komitet Sterujący Narodowego Programu Zdrowia oraz możliwość powoływania zespołów ad hoc do oceny bądź przygotowania poszczególnych zagadnień. Jedno ciało opiniodawczo-doradcze plus możliwość powoływania zespołów są całkowicie wystarczające.

Konfederacja Lewiatan postuluje także uwzględnienie organizacji pracodawców, którzy odkrywają ważną rolę, szczególnie w zakresie medycyny pracy.

– Niepokoi zupełne pominięcie farmaceutów i ich roli, którą mogą spełniać w zakresie profilaktyki czy edukacji prozdrowotnej. Apteki mogłyby odciążyć w pewnych aspektach pracę podstawowej opieki zdrowotnej. Wiele obaw budzi bowiem potencjalne nadmierne obciążanie podmiotów leczniczych realizujących świadczenia poprzez nałożenie przez Narodowy Fundusz Zdrowia ewentualnych dalszych obowiązków związanych z profilaktyką zdrowia – mówi Dobrawa Biadun.

Konfederacja Lewiatan

 

Stabilność polskiego rynku pracy powodem do optymizmu

Wystarczy się trochę rozejrzeć, by znaleźć zatrudnienie – wynika z najnowszego badania „Monitor Rynku Pracy”. Liczba Polaków aktywnie poszukujących pracy spadła do 9%. Jeszcze rok temu było ich 17%. Mimo panującego optymizmu jest grono pracowników, którzy obawiają się zwolnienia.

Statystyki pokazują, że bezrobocie w Polsce spada. Wybór ofert pracy jest coraz większy. 22% osób biorących udział w badaniu zmieniło w ostatnim kwartale pracodawcę. Dla 45% respondentów głównym powodem zmiany pracy jest chęć poprawy pozycji zawodowej i warunków życia. Z kolei 72% z nas twierdzi, że byłoby w stanie znaleźć zatrudnienie w okresie maksymalnie sześciu miesięcy.

„Polacy są otwarci na zmianę miejsca pracy. Akceptują fakt, że być może będą musieli poszukać jej gdzie indziej, że trzeba będzie wyjechać” – mówi serwisowi infoWire.pl Agnieszka Bulik z agencji pracy tymczasowej i doradztwa personalnego Randstad. Indeks mobilności dla Polski wynosi 108 punktów i jest jednym z najwyższych w Unii Europejskiej.

Polscy pracownicy są optymistami, ale nie wszyscy. Powiększa się grupa osób, która nie wie, czy uda się jej utrzymać obecną posadę (36%). „Najczęściej obawy zgłaszają ludzie młodzi i osoby powyżej 55. roku życia, choć niepokój odczuwa też 30% pracowników w wieku 35–44 lat” – zaznacza ekspertka. Ich lęk dotyczy jednak bardziej trudności ze znalezieniem pracy, która daje im satysfakcję i odpowiednie zarobki.

Nowe zachodnie połączenie Dachser

Dachser uruchomił kolejne codzienne połączenie do Niemiec, do Dortmundu i Neuss niedaleko Dusseldorfu. Dzięki zwiększeniu liczby połączeń na zachód, operator zwiększa  możliwości eksportowe nie tylko do Niemiec, ale także do Francji, krajów Beneluxu, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Hiszpanii i Portugalii.

Połączenie do Dortmundu i Neuss jest już kolejnym codziennym połączeniem realizowanym przez Dachser z Polski do Niemiec. Uruchamianie nowych regularnych linii transportowych wiąże się z rosnącym wolumenem przesyłek, które obsługujemy. To z kolei wynik naszego rozwoju, czyli pozyskania nowych kontraktów, ale także ekspansji naszych klientów, którzy z miesiąca na miesiąc zwiększają liczbę swoich eksportowych przesyłek – mówi Grzegorz Lichocik, prezes Dachser w Polsce. Dynamiczny wzrost liczby przesyłek na rynek niemiecki i do innych krajów Europy Zachodniej niejako wymusza na nas inwestycje w infrastrukturę, a także zobowiązuje do utrzymywania wysokiej jakości usług, z której Dachser jest znany – podkreśla Grzegorz Lichocik.

Dachser posiada obecnie jedną z najbardziej rozbudowanych i wydajnych sieci transportowych w Europie. W Polsce firma ma 8 oddziałów (2 w Warszawie oraz po jednym w Strykowie, Szczecinie, Wrocławiu, Gądkach k. Poznania, Sosnowcu k. Katowic i Gdańsku). Terminal w Strykowie, dzięki swojemu centralnemu położeniu na mapie Polski, jest głównym punktem przeładunkowym między zachodem i wschodem Europy. Dachser w Polsce realizuje codzienne linie drobnicowe w eksporcie i imporcie do i z większością krajów europejskich, obecnie jest to już ponad 20 połączeń.

Umowa o dzieło – kto i na jakich warunkach może od niej odstąpić?

Umowa o dzieło jest stosunkiem cywilnoprawnym, w którym przyjmujący zamówienie zobowiązuje się do wykonania oznaczonego dzieła, a zamawiający do zapłaty ustalonego wynagrodzenia. Jej celem jest więc uzyskanie konkretnego efektu działań, a do jego osiągnięcia zobowiązuje się przyjmujący zamówienie. Właśnie ze względu na ów wynik, odstąpienie od tego typu umowy w praktyce wygląda inaczej niż choćby w przypadku umowy zlecenia. Jak? – wyjaśnia Bartosz Jaśkowiak, adwokat w kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu.

Przed ukończeniem dzieła

W sytuacjach określonych w Kodeksie cywilnym lub wynikających z umowy o dzieło, może dojść do wcześniejszego ustania tego stosunku, w szczególności w wyniku zrealizowania prawa odstąpienia przewidzianego w art. 644 k.c. Zgodnie ze wskazaną normą prawną, dopóki dzieło nie zostało ukończone, zamawiający może w każdej chwili od umowy odstąpić, płacąc umówione wynagrodzenie. W takim wypadku zamawiający może odliczyć to, co przyjmujący zamówienie oszczędził z powodu niewykonania dzieła.

Prawo do odstąpienia na podstawie art. 644 k.c., przysługuje zamawiającemu aż do momentu ukończenia dzieła. Aby to zrobić, musi on złożyć jednostronne oświadczenie woli. Warto pamiętać, że za nieukończone należy traktować dzieło, które nie nadaje się do wydania i odbioru. Z tego względu uprawnienie zamawiającego do odstąpienia od umowy wygasa w chwili, gdy przyjmujący zamówienie umożliwi mu odbiór ukończonego dzieła.

Co z wynagrodzeniem?

W przypadku odstąpienia od umowy o dzieło na podstawie art. 644 k.c., zamawiający jest jednocześnie zobligowany do zapłaty wynagrodzenia określonego w tej umowie. Co ważne, obowiązek ten odróżnia odstąpienie na podstawie art. 644 k.c. od klasycznego odstąpienia, gdyż jest szczególnego rodzaju konstrukcją prawną, która zakłada konieczność zapłaty „umówionego wynagrodzenia” za nieukończone dzieło jako świadczenia należnego.

W tej sytuacji, od wskazanego w umowie wynagrodzenia zamawiający może jednak odliczyć to, co przyjmujący zamówienie zaoszczędził z powodu niewykonania dzieła. Oszczędnością może być w tym wypadku na przykład wartość materiałów, jakimi przyjmujący zamówienie posłużyłby się do wykonania dzieła, a co w wyniku zaniechania wykonywania dzieła może wykorzystać zarobkowo w inny sposób.

Odstąpienie nie jedno ma imię

Poza regulacją zawartą w art. 644 k.c. istnieją też inne – bardziej klasyczne możliwości odstąpienia od umowy o dzieło. Przybierają one postać jednostronnych czynności prawnych. Pierwsza z nich jest przewidziana w art. 631 k.c., który stanowi, że gdyby zaszła konieczność podwyższenia wynagrodzenia w związku z przeprowadzeniem prac, które nie były przewidziane w umowie, to w takim wypadku można odstąpić od umowy o dzieło.

Jeszcze inną ścieżkę wskazuje art. 635 k.c., zgodnie z którym, jeżeli przyjmujący zamówienie opóźnia się z rozpoczęciem lub wykończeniem dzieła tak dalece, że nie jest prawdopodobne, żeby zdołał je ukończyć w czasie umówionym, zamawiający może bez wyznaczenia terminu dodatkowego od umowy odstąpić jeszcze przed upływem terminu do wykonania dzieła.

W sytuacji, gdy przyjmujący zamówienie wykonał dzieło w sposób wadliwy albo sprzeczny z umową, zamawiający może wezwać go do zmiany sposobu wykonania i wyznaczyć mu w tym celu odpowiedni termin (art. 636 k.c.). Po jego bezskutecznym upływie zamawiający może od umowy odstąpić albo powierzyć poprawienie lub dalsze wykonanie dzieła innej osobie, oczywiście na koszt i odpowiedzialność przyjmującego zamówienie.

Chroniony nie tylko zamawiający

Również przyjmujący zamówienie ma możliwość odstąpienia od umowy o dzieło, jednak aby do tego doszło, spełnione muszą zostać odpowiednie przesłanki. Podstawą w tym przypadku będzie art. 640 k.c., który stanowi, że gdy do wykonania dzieła potrzebne jest współdziałanie zamawiającego, a tego współdziałania brak (art. 640 k.c.), przyjmujący zamówienie może wyznaczyć zamawiającemu odpowiedni termin z zastrzeżeniem, iż po jego bezskutecznym upływie, wykonawca będzie uprawniony do odstąpienia od umowy.

Zamówienia na usługi muszą uwzględniać ozusowane umowy zlecenia

Mimo, że umowy zlecenia – zgodnie z postulatami związków zawodowych i przedstawicieli przedsiębiorców – zostaną objęte obowiązkową składką ZUS od 1 stycznia 2016 roku, czasu na odpowiednie przygotowanie się do nowych warunków pozostało niewiele. Absolutną koniecznością, zarówno w przypadku sektora prywatnego, jak i rynku zamówień publicznych, staje się uwzględnienie w budżetach dodatkowych kosztów pracy – uważa Konfederacja Lewiatan.

Zmiany w sposobie zatrudnienia są oczywiście pozytywne – potwierdzają to zarówno przedstawiciele przedsiębiorstw, jak i związków zawodowych. Ważne jednak, aby intencja ustawodawcy obowiązywała bez wyjątków od 1 stycznia 2016 roku – zwłaszcza w kontekście zamówień na usługi, gdzie koszty wynagrodzeń stanowią większość budżetu.

Usługi stanowią istotny element zamówień zarówno w sferze publicznej, jak i na rzecz sektora prywatnego. Wojsko Polskie, policja czy samorządy korzystają w swoich obiektach z usług zewnętrznych, i certyfikowanym firm. Wieloletnie kontrakty pozwalają m.in. na właściwe zabezpieczenie ruchomości należących do armii przed niepożądanym dostępem niepowołanych osób czy służb wywiadowczych. Na outsourcing usług zapewniających czystość, a tym samym także bezpieczeństwo obiektów, bardzo często decydują się z kolei szpitale czy galerie handlowe i supermarkety.

– Ewentualne niedoszacowanie budżetów przeznaczonych na usługi w takich podmiotach jak: szpitale, lotniska czy obiekty wojskowe, może nieść ze sobą ogromne zagrożenie. Nawet najlepiej wyposażone jednostki, posiadające wykwalifikowany personel i opierające swoją działalność na najnowszych technologiach, nie będą funkcjonowały prawidłowo bez bazy, jaką stanowią pracownicy odpowiedzialni za bezpieczeństwo i czystość obiektów. Co warte podkreślenia – problem jak najszybszego dostosowania się do nowych warunków rynkowych – renegocjacji umów będących w toku i waloryzacji kontraktów, dotyczy nie tylko usług realizowanych w ramach zamówień publicznych. Odpowiednie kalkulacje budżetowe powinny być przedmiotem działań także w sektorze prywatnym. Jestem przekonany, że tak kompleksowe podejście zmniejszy ryzyko występowania negatywnych skutków – jeżeli partnerzy biznesowi będą współpracować, to osiągniemy długo oczekiwany efekt: systematyczne, lecz istotne uzdrowienie rynku pracy – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Rady Zamówień Publicznych przy Konfederacji Lewiatan.

Zasadnicze zagrożenie dla podmiotów z branży usługowej stanowi systematyczny spadek stawek za godzinę, które obecnie kształtują się w granicach 8-12 złotych brutto . Za taką kwotę nie ma już możliwości zatrudnienia na umowę o pracę certyfikowanego pracownika nawet na poziomie minimalnego wynagrodzenia. W momencie wejścia w życia ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych warunki dotychczas realizowanych kontraktów ulegną zasadniczemu przewartościowaniu. Istotnie wzrosną obciążenia firm, a w obliczu utrzymania dotychczasowych ustaleń kontraktowych, wykonawcy i pracownicy znajdą się w trudnym położeniu.

Uwzględnienie kosztów ozusowania umów zleceń w budżetach i kalkulacjach zamawiających jest więc niezbędnym krokiem, na którym skorzystają wszyscy uczestnicy rynku pracy. Istotne w tym zakresie będzie doprowadzenie do pełnej waloryzacji – Zamawiający muszą dokonywać waloryzacji w oparciu o stawki brutto. Koszt wynagrodzenia obejmuje bowiem nie tylko kwotę wypłacaną pracownikowi, ale także odprowadzane podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. Ma to szczególne znaczenie w zamówieniach, w których większość kosztów stanowią wynagrodzenia pracowników – czyli w branżach usługowych. Nie można bowiem dopuścić do sytuacji, gdy wzrost obciążeń fiskalnych obniży pensję, jaką pracownik otrzymuje do ręki. Zamawiający zawsze powinien wkalkulować w budżecie wynagrodzenia pracowników z uwzględnieniem podatków, składek na ubezpieczenia – także w tej części, którą obowiązkowo odprowadza pracownik.

Dzięki temu możliwe będzie odejście od patologii na rynku zamówień publicznych, gdzie instytucje państwowe wybierały oferty ze stawkami w granicach 5-7 zł za godzinę brutto – czyli nawet połowę niższymi niż minimalne krajowe wynagrodzenie.

– Koszt zatrudnienia pracownika znacząco się zwiększy, dlatego waloryzacja umów, powinna stanowić pierwszy krok. Rozmowy należy rozpocząć już teraz, bo z całą pewnością nie zabraknie kwestii, które będą wymagały dokładniejszej analizy. Dotyczy to także nowych budżetów – muszą one uwzględniać koszty ozusowania umów zleceń. Tylko w taki sposób zagwarantowane zostanie bezpieczeństwo na rynku pracy – dodaje Marek Kowalski.
Ozusowanie umów zleceń w istotny sposób wpływa na bilansowanie kontraktów dotyczących usług – ich obecna zyskowność oscyluje na poziomie 5%, po 1 stycznia 2016 roku spadnie ona o 10 punktów procentowych i de facto kontrakt będzie generować straty.

Źródło: Raport WISE (Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych w oparciu o dane LEWIATAN)
Podstawową intencją ustawodawcy, który wprowadził obowiązek opłacania składki ZUS w umowach zleceniach z ponad rocznym vacatio legis, było zagwarantowanie przedsiębiorcom oraz ich klientom odpowiedniego czasu właśnie na zmianę kalkulacji budżetów – w przypadku nowych kontraktów (na rynku ZP oraz w sektorze prywatnym) – i renegocjację umów będących w toku.
Zdaniem ekspertów rynku pracy, a także ustawodawcy, taka strategia wpłynie pozytywnie na warunki zatrudnienia – zwłaszcza dla osób najniżej zarabiających, a docelowo ma szansę doprowadzić do spadku poziomu bezrobocia i zmniejszenia się szarej strefy.

 

Konfederacja Lewiatan

 

Spotkanie ministrów finansów Polski i Niemiec

Ministrowie finansów Mateusz Szczurek oraz Wolfgang Schäuble rozmawiali w Warszawie o intensyfikacji polsko-niemieckiej współpracy dwustronnej oraz na forum Unii Europejskiej. Spotkanie odbyło się  w ramach Polsko-Niemieckich Konsultacji Międzyrządowych, które odbyły się 27 kwietnia w Warszawie.

Rozmowa dotyczyła sytuacji gospodarczej w UE i perspektyw wzrostu gospodarczego dla Polski i Niemiec jak również zmian, jakie czekają architekturę Unii Gospodarczej i Walutowej w kontekście prac prowadzonych aktualnie na forum UE. Minister Szczurek przedstawił także polskie działania na rzecz wspierania reform na Ukrainie, w tym przede wszystkim prowadzone przez pełnomocnika rządu ds. wspierania reform na Ukrainie Artura Radziwiłła. Strony zbadają możliwości współpracy polsko-niemieckiej w odpowiedzi na potrzeby zgłoszone już przez stronę ukraińską.

Ministrowie dyskutowali także na temat znaczenia inwestycji w Europie i w swoich krajach oraz wymienili się doświadczeniami w zakresie realizacji Planu Inwestycyjnego dla Europy. Oba kraje zapowiedziały gotowość przeznaczenia, poprzez krajowe banki rozwoju i podobne instytucje (w przypadku Polski poprzez BGK oraz PIR S.A), do 8 mld euro na realizację krajowych inwestycji, które potencjalnie będą mogły uzyskać wsparcie z nowotworzonego Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych. Zadeklarowali też, że Polska i Niemcy podejmą próbę wypracowania wspólnych projektów.

Oba ministerstwa pogłębią również współpracę na szczeblu eksperckim, obejmującą m.in. obszar podatkowy oraz budżetowy, w tym przegląd wydatków. Ministrowie wyrazili także wolę zacieśnienia współpracy w szerszym (wraz z Francją) formacie Trójkąta Weimarskiego w obszarze ekonomiczno-finansowym. Prowadzone są obecnie przygotowania do spotkania ministrów Trójkąta w najbliższym czasie w Warszawie.

Komisja Europejska zezwala na dalsze prace nad ustawą ograniczającą wywóz leków z Polski

Komisja Europejska poinformowała o zakończeniu okresu zawieszenia (standstill) poselskiego projektu nowelizacji ustawy – Prawo farmaceutyczne. Decyzja KE umożliwia powrót do prac parlamentarnych nad regulacjami mającymi ograniczyć nadmierny wywóz leków i wejście w życie ustawy. Możliwość pilnych prac nad ustawą jest efektem przychylenia się Komisji do wniosku Polski o pilny tryb notyfikacji.

Komisja Europejska dała „zielone światło” dalszym pilnym pracom nad regulacjami dotyczącymi ograniczenia wywozu leków z Polski. Oznacza to, że ustawa o zmianie ustawy – Prawo farmaceutyczne oraz zmianie niektórych innych ustaw może wejść w życie w obecnym kształcie, bez naruszenia procedur europejskich. Jednocześnie ewentualne późniejsze uwagi do ustawy mogą być uwzględnione przez Polskę już w trybie nowelizacji obowiązującego prawa. Decyzja Komisji umożliwia kontynuowanie pilnych prac nad ustawą bez naruszenia przepisów UE.

Decyzja Komisji Europejskiej i tryb rozpatrzenia wniosku stanowią potwierdzenie skali problemu, jakim jest nadmierny wywóz leków z Polski. Koniec zawieszenia prac nad nowelizacją ustawy – Prawo farmaceutyczne to dobra wiadomość dla pacjentów, lekarzy i aptekarzy. Jesteśmy zdecydowanie bliżej zagwarantowania chorym pełnego dostępu do leków ratujących życie i zdrowie” – stwierdził Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA.

Wniosek Projektodawców o zastosowanie trybu pilnego procedury notyfikacyjnej złożony pod koniec marca został rozpatrzony pozytywnie przez Komisję Europejską. W uzasadnieniu notyfikacji Projektodawcy podkreślili, iż nadmierny wywóz leków i wynikające z niego braki stanowią bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia pacjentów w Polsce. Szybka i pozytywna decyzja Komisji wskazuje, że również z perspektywy Brukseli problem, jakim stał się masowy legalny i nielegalny eksport leków wymaga szybkiej regulacji.

BZ WBK chce w tym roku zwiększyć liczbę klientów korzystających z bankowości mobilnej do miliona

CEO Magazyn Polska

Przeszło pół miliona klientów Banku Zachodniego WBK korzysta już z mobilnej aplikacji tej instytucji. W tym roku bank chce zwiększyć liczbę swoich klientów korzystających z bankowości mobilnej do miliona. Co dziesiąty z nich ma aktywnie używać polskiego standardu płatności mobilnych BLIK.

W zakresie bankowości mobilnej oczekujemy, że utrzymamy bardzo dużą dynamikę przyrostu klientów – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Niewiedział, dyrektor Obszaru Bankowości Mobilnej i Internetowej BZ WBK. – W ubiegłym roku podwoiliśmy liczbę klientów w tym segmencie, mamy ich w tej chwili blisko 550 tys. W br. chcielibyśmy dojść do miliona aktywnych użytkowników.

Jak mówi Niewiedział, BZ WBK jako pierwszy bank w Polsce zapewnił swoim klientom dostęp przez aplikację mobilną do doradcy online, czyli połączenia wideo z contact center. Obecnie prowadzone są prace nad dalszym rozwojem aplikacji mobilnej, która ma obsługiwać np. płatności HCE (Host Card Emulation) w chmurze. To technologia pozwalająca na mobilne płatności zbliżeniowe bez użycia internetu.

Cały czas przede wszystkim pracujemy nad nowymi rozwiązaniami – zapewnia Tomasz Niewiedział. – Wprowadziliśmy bardzo duży pakiet takich założeń pod koniec ubiegłego roku. To rozwiązania, które umożliwiają jeszcze łatwiejszy dostęp do danych o rachunku. Informacja o saldzie i ostatniej transakcji jest obecnie pod kciukiem.

W wariancie tego rozwiązania przyjętym przez BZ WBK klient nie musi wiązać się także z konkretnym operatorem komórkowym. Dane jego karty przechowywane będą na serwerach banku z pominięciem SIM operatora. Bank przygotowuje także możliwość założenia Konta Godnego Polecenia z poziomu tabletu lub smartfonu.

Są banki, które podobne rozwiązania już oferują – przyznaje Niewiedział. – Natomiast, co jest istotne, nasza funkcjonalność od początku do końca będzie umożliwiała założenie rachunku w aplikacji mobilnej.

BZ WBK wiąże także duże nadzieje z polskim systemem płatności BLIK, którego – obok Alior Banku, Millennium, ING Banku Śląskiego, mBanku, Orange Finanse oraz PKO Banku Polskiego i Inteligo – jest jednym z założycieli. Do końca br. z tego rozwiązania korzystać powinno 100 tys. klientów banku. Aplikacja jest już dostępna na trzy najbardziej popularne systemy operacyjne, czyli iOS, Android i Windows Phone.

Wierzymy, że bankowość mobilna to przyszłość, więc klienci coraz bardziej będą się przyzwyczajać do płatności z wykorzystaniem systemu BLIK – prognozuje Niewiedział. – Już obecnie w naszej ofercie znajduje się wypłata gotówki w bankomacie, płatności w sklepie i internecie z kodem BLIK. W przyszłości wprowadzimy także możliwość przelewu na numer telefonu do banków, które w tym systemie będą uczestniczyły.

Polski system płatności mobilnych BLIK umożliwia płatność telefonem w sklepach, punktach usługowych i gastronomicznych, a także wypłatę za jego pomocą gotówki z bankomatu czy dokonywanie przelewów.

152 mld zł wpływów z prywatyzacji w ciągu 25 lat

CEO Magazyn Polska

W ciągu 25 lat do budżetu państwa z prywatyzacji wpłynęło ponad 152 mld zł. Z 8,5 tys. państwowych przedsiębiorstw na sprzedaż czeka już tylko 3 proc. Mimo prywatyzacji na szeroką skalę państwo zachowało kontrolę nad takimi sektorami, jak energetyka czy chemia. Pozostające częściowo w rękach MSP spółki – dzięki konsolidacji i realizacji wspólnych projektów – dziś napędzają krajową gospodarkę.

Z jednej strony kończymy procesy prywatyzacyjne, a z drugiej strony wchodzimy w rolę efektywnego zarządcy, który ma pomnażać wartości spółek Skarbu Państwa i wpływać na ich strategie, które mają zapewnić m.in. bezpieczeństwo energetyczne czy bezpieczeństwo finansowe wszystkim obywatelom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Karpiński, minister Skarbu Państwa.

To dlatego z 8,5 tys. państwowych przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji Skarb Państwa zachował kontrolę nad kluczowymi z punktu widzenia gospodarki, m.in. w branży energetycznej, chemicznej czy surowcowej. W ramach tego aktywnego zarządu stworzono „Program koordynacji projektów strategicznych”, który ma służyć inicjowaniu współpracy między państwowymi spółkami oraz ma zapewniać wymianę wiedzy i doświadczeń między nimi. Program zakłada również nadzór nad inwestycjami 16 kluczowych spółek Skarbu Państwa w perspektywie do 2027 roku. MSP identyfikuje 132 takie projekty prowadzone lub planowane w całym kraju, których wartość przekracza 177 mld zł.

Z jednej strony to jest potężny zastrzyk inwestycyjny dla naszej gospodarki – mówi Karpiński. – Z drugiej strony bardzo mocny nacisk kładziemy na wprowadzanie nowych technologii, innowacyjną organizację pracy i realizację projektów innowacyjnych. Liczymy na bardzo aktywne wykorzystanie środków unijnych, co powinno utrzymać najwyższą konkurencyjność naszej gospodarki i wzrost gospodarczy na poziomie ponad 4 proc., a to dałoby nam na koniec tego dziesięciolecia pozycję wśród najbogatszych krajów Unii Europejskiej.

Spółki pozostające w rękach państwa stają się narodowymi czempionami. Pomogły w tym procesy konsolidacyjne – takim firmom, jak Grupa Azoty, KGHM, Orlen czy PGNiG dały pozycję, dzięki której coraz śmielej wchodzą na rynki zagraniczne, inwestują w Ameryce Południowej i Północnej, Azji oraz Afryce.

– Ta polityka konsolidacji – dająca większą siłę inwestycyjną i akwizycyjną polskich podmiotom  pomnaża wartość tych spółek – ocenia Włodzimierz Karpiński. – Z drugiej strony poprzez aktywa gospodarcze buduje Polsce markę. Najlepszą reklamą Polski jest siła jej gospodarki, która przekracza nasze granice. Oczekuję pogłębienia tych procesów, bo Polska zasługuje na to, żeby być dumna z pracowitości swoich obywateli, mądrości swoich naukowców i dobrej organizacji pracy, co służy rozwojowi gospodarczemu.

Kolejnym sektorem poddawanym obecnie konsolidacji jest zbrojeniówka. Minister skarbu państwa liczy tu na podobny efekt jak w innych branżach, którym połączenie różnych spółek w grupy dało impuls do rozwoju.

Konsolidacja, która się dokonała formalnie, operacyjnie trwa cały czas. Polska Grupa Zbrojeniowa skupia ponad 30 kluczowych spółek z sektora obronnego, stoczniowego, off-shore i nowych technologii, które zatrudniają przeszło 19 tys. pracowników i wypracowują rocznie ponad 5 mld zł obrotów. Na całym świecie to jest sektor, który najefektywniej wchłania najnowocześniejsze rozwiązania, które następnie można stosować w segmencie obronnym, wojskowym i cywilnym, są to tzw. technologie podwójnego zastosowania. To z kolei może przyczynić się do rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, które będą się specjalizowały właśnie we wdrażaniu tych nowych technologii – podkreśla minister Skarbu Państwa.

W najbliższych miesiącach nastąpić powinny kolejne debiuty spółek Skarbu Państwa. Akcjonariusze Banku Pocztowego, czyli Poczta Polska i PKO BP, zadeklarowali, że dołożą wszelkich starań, by jeszcze w tym roku akcje banku trafiły do publicznego obrotu. Resort skarbu popiera także plan upublicznienia akcji Poczty Polskiej.

Minister zwraca uwagę na to, że 25 lat przemian w Polsce pokazało, że na prywatyzacji zyskali wszyscy. Firmy pozyskały know-how i kapitał niezbędny do rozwoju, giełda nowe spółki, a Polacy stali się właścicielami akcji.

24 lata temu miało miejsce pierwsze notowanie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie – w tamtym roku kapitalizacja notowanych spółek była na poziomie 160 mln zł. Dzisiaj kapitalizacja wszystkich spółek na Giełdzie Papierów Wartościowych to jest 1,3 bln zł, z czego tylko spółki krajowe to 630 mld zł. To najlepiej pokazuje, z jakim rozmachem dokonywaliśmy tej transpozycji z gospodarki centralnie sterowanej do gospodarki rynkowej – dodaje Włodzimierz Karpiński.