Eksport węgla na Ukrainę to za mało, by poprawić sytuację śląskich kopalń

CEO Magazyn Polska

Katowicki Holding Węglowy jest ponoć bliski podpisania kontraktu na dostawy węgla na Ukrainę. Klientów zza wschodniej granicy może niedługo pozyskać także Węglokoks, co pomogłoby zmniejszyć przekraczające 8 mln ton zapasy węgla, na które nie ma chętnych. Nawet jeśli dojdzie do podpisania umów, szansa na to, że cena sprzedaży będzie znacząco wyższa od obecnych niskich cen światowych jest mała – ocenia analityk UniCredit CAIB Polska.

Polska jest tym krajem, z którego logistycznie najłatwiej jest wyeksportować węgiel na Ukrainę. Jest to dosyć tani surowiec, wobec czego koszty logistyki odgrywają istotną rolę. Im są niższe, tym większy sens ma eksport – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska.

Niemal cały zużywany na Ukrainie węgiel pochodzi z Donbasu, gdzie mimo ogłoszenia rozejmu sytuacja jest bardzo daleka od uspokojenia. Z powodu walk wydobycie w donieckim zagłębiu spadło o blisko 20 proc. Ze względu na sytuację polityczną oraz uszkodzoną infrastrukturę import taniego węgla z Rosji jest praktycznie niemożliwy. To może być szansa dla śląskich kopalń, które są w skrajnie trudnej sytuacji finansowej, czego wyrazem jest m.in. 8,3 mln ton zapasów węgla, na które nie ma popytu.

Pojawiają się już zapytania ofertowe ze strony ukraińskich firm. Z tego, co mi wiadomo, otrzymał je chociażby Węglokoks, który obsługuje ten eksport węgla z Polski – mówi Gątarz.

Bliski podpisania kontraktu na eksport węgla na Ukrainę jest także Katowicki Holding Węglowy – poinformował 9 września br. rzecznik spółki. W dłuższym okresie w grę mogą wchodzić dostawy o wielkości 1,2 mln ton, co stanowiłoby większość z 1,8 mln ton węgla zalegającego w składach spółki – dowiedziała się „Rzeczpospolita”. Holding zdementował jednak w czwartek informację o tym, że do podpisania umowy już doszło. Niewielkie ilości polskiego węgla jednak już trafiają na ukraiński rynek, o czym informowało niedawno PKP Cargo, które realizuje dostawy.

To nowa sytuacja, gdyż do momentu wybuchu wojny na wschodniej Ukrainie to Polska była importerem węgla z Donbasu. Jeżeli Kijów, Moskwa oraz prorosyjscy rebelianci nie wypracują trwałego pokojowego rozwiązania, to śląskie kopalnie mogą zyskać nowy rynek zbytu na dłuższy czas.

Jeśli kopalnie będą zamknięte przez dłuższy okres, wówczas bardzo możliwe jest to, że pojawią się problemy z wydobyciem w dłuższym terminie. Potrzebne są jednak pewne prace, chociażby w celu utrzymania ruchu w kopalniach – zauważa analityk UniCredit CAIB Polska.

Transport węgla na Ukrainę ułatwia szerokotorowa Linia Hutniczo-Siarkowa, która biegnie od granicy z Ukrainą w rejonie Hrubieszowa do Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. To zmniejszy koszty dostaw, ale zdaniem części ekspertów Ukraina nie będzie w stanie zapłacić za import węgla bez pomocy ze strony MFW lub UE.

Choć dostawy węgla na Ukrainę mogą zmniejszyć zapasy tego surowca, to nie wystarczy, aby rozwiązać problemy polskiego górnictwa. To dlatego, że ceny eksportowanego węgla będą najprawdopodobniej oparte o notowania w portach ARA (Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) z korektą ze względu na koszty transportu lub też będą bliskie bieżącym cenom na polskim rynku. A te w przypadku wielu śląskich kopalń nie pozwalają na pokrycie kosztów produkcji.

Pewnie nie mówilibyśmy tutaj o bezpośrednim wpływie na ceny na rynku polskim, raczej pomogłoby to ustabilizować sytuację popytowo-podażową w Polsce, a tym samym wspierałoby ceny w przyszłych okresach. Natomiast w 2015 r. polskie kopalnie nie powinny liczyć na nic więcej niż ewentualnie małe, jednocyfrowe wzrosty cen – uważa Marcin Gątarz.

Wielton chce zwiększyć produkcję w Rosji. W ten sposób uchroni się przed ewentualnymi sankcjami

0

 

Producent naczep i wywrotek Wielton chce zwiększyć produkcję w montowni w Rosji mimo spadku sprzedaży o 20 proc. w ostatnim półroczu. Skłaniają go do tego wysokie marże oraz silna pozycji spółki na rynku rosyjskim. Ten ruch może także uchronić Wielton przed skutkami ewentualnego zaostrzenia sankcji, ponieważ nie dotkną one firm produkujących nad Wołgą – przewiduje prezes spółki.

Prognozy globalnych graczy, jak Scania, Volvo czy dostawców osi, jednoznacznie wskazują na to, że w najbliższych dwóch latach możemy oczekiwać wzrostów na poziomie około 5-proc. na rynku europejskim, a jeszcze większych w Europie Środkowej. Widać wyraźnie tendencję wzrostową – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Andrzej Szczepek, prezes zarządu Wielton.

Pozytywne wyniki za I półrocze 2014 r. wskazują, że Wielton może sprzedać w tym roku więcej sztuk pojazdów niż w 2013 r. – napisali analitycy BM BPH. Według spółki na przychody pozytywnie będzie oddziaływać także wzrost marży.

W Polsce mamy prawie 50-proc. wzrost. Wydaje się to niemożliwe, ale to m.in. efekt wprowadzenia przez nas nowej grupy wywrotek aluminiowych, które są bardzo udanym przedsięwzięciem. Klient ma możliwość partycypacji w przygotowaniu tego produktu, co spowodowało bardzo duży wzrost sprzedaży tego rodzaju produktów – tłumaczy Szczepek.

Dobre perspektywy dla rynku naczep i przyczep w Polsce to efekt m.in. wciąż mało konkurencyjnych przewozów kolejowych ze względu na liczne ograniczenia prędkości spowodowane złym stanem technicznym torów lub trwającą właśnie modernizacją. Z drugiej strony, powiększająca się sukcesywnie sieć autostrad i dróg ekspresowych sprzyja dalszemu rozwojowi transportu drogowego.

Oczywiście, jeżeli uda się w Polsce zwiększyć szybkość dostaw kolejowych, a to będzie możliwe tylko wtedy, kiedy średnia pociągu towarowego będzie wynosić nie 28 kilometrów [na godzinę], lecz więcej, to wtedy kolej może być realną alternatywą – uważa Szczepek.

Wielton ma ponad 20 proc. udziału w polskim rynku i koncentruje się na sprzedaży pojazdów specjalistycznych, takich jak wywrotki aluminiowe czy stalowe. Dobrą sprzedażą w Polsce odnotował także segment tradycyjnych naczep.

Dobre wyniki za I i II kwartał br. to przede wszystkim zasługa polskiego rynku, ponieważ sprzedaż w Rosji spadła o 20 proc. rok do roku. Z kolei sprzedaż na Ukrainie – ze względu na niewielką skalę – nie miała istotnego wpływu na wyniki – twierdzi prezes Wieltonu. Spadek sprzedaży to przede wszystkim skutek trwającej wojny, która pogłębia gospodarcze problemy Rosji i Ukrainy. Dodatkowym negatywnym czynnikiem są sankcje oraz możliwość ich rozszerzenia, co zwiększa niepewność, a w konsekwencji wstrzymuje wydatki tamtejszych firm. Odpływający kapitał przyczynia się także do deprecjacji lokalnych walut – rubla i hrywny, przez co ceny produktów spółki rosną.

Sankcje powodują, że klienci odkładają decyzje inwestycyjne. I to widać na tych rynkach. Oczywiście pogłębienie sankcji będzie powodowało także pogłębienie sytuacji kryzysowej. Jesteśmy jednak przekonani, że w układzie długookresowym rynek rosyjski jest dla nas bardzo ważny – wyjaśnia Szczepek.

Z tego względu Wielton nie ogranicza produkcji w rosyjskiej montowni, lecz chce ją nawet rozwijać. Spółka spodziewa się, że ewentualne zaostrzenie sankcji nie dotknie firm produkujących na terenie Rosji.

Trzeba też pamiętać o dywersyfikacji i stąd nasze zakupy we Francji i większa aktywność w Europie Zachodniej. Ryzyko trzeba dywersyfikować, ale nie można rezygnować w chwili kryzysu z rynków, które są dobre, marżowe, lecz trzeba patrzeć na nie perspektywicznie – podsumowuje Jarosław Andrzej Szczepek.

S. Niesiołowski (PO): Polska ma wystarczające zapasy gazu, nie ma zagrożenia

CEO Magazyn Polska

W ciągu ostatniej doby napływ rosyjskiego gazu do Polski spadł o 45 proc. w stosunku do zamówień złożonych przez PGNiG – informuje spółka. Jej zarząd oraz politycy przekonują, że Polska jest dobrze zabezpieczona przed ewentualnym dalszym ograniczeniem dostaw. Zbiorniki gazu są niemal pełne, ponadto istnieje możliwość importu surowca od zachodnich i południowych sąsiadów.

W poniedziałek dostawy gazu były mniejsze w stosunku do zamówionych o 20 proc., we wtorek – o 24 proc., w środę już o 45 proc.

Pozostaje pytanie,na jak długo Gazprom przykręcił kurek i co za tym się kryje. Mamy jednak wystarczające zapasy gazu, nic nam nie grozi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stefan Niesiołowski, poseł PO.

Fakt mniejszych dostaw gazu do Polski w stosunku do ostatnich zamówień potwierdził w czwartek rzecznik Gazpromu. W rozmowie z Polskim Radiem zaprzeczył jednocześnie, że strona rosyjska złamała postanowienia kontraktu, bo dopuszcza on pewien margines wahań w dostawach. Jego zdaniem ograniczenia w przesyle gazu do Polski nie mają związku z rewersem na Ukrainę.

Problem dostaw surowca nie dotyczy jednak tylko Polski i Ukrainy. W czwartek również niemiecki koncern gazowy E.ON poinformował o zmniejszonych dostawach błękitnego paliwa od Gazpromu. To nasila liczbę komentarzy wśród polityków i ekspertów, że Kreml stara się w ten sposób wywrzeć nacisk na całą UE, by ta nie zatwierdziła kolejnej rundy sankcji.

W czwartek ambasadorowie krajów UE uzgodnili jednak, że wejdą one w życie nazajutrz. To kolejne restrykcje wymierzone w rosyjski sektor finansowy, energetyczny oraz zbrojeniowy. Obok gróźb ze strony Moskwy, opóźnienie w ich ostatecznym zatwierdzeniu mogło wynikać z braku konsensusu, gdyż sprzeciw wyraziły Węgry, Słowacja oraz Czechy, które są mocno uzależnione od dostaw gazu z Rosji.

Zdaniem części komentatorów brak zdecydowania po stronie Zachodu zachęca Władimira Putina do jeszcze bardziej agresywnej polityki wobec sąsiednich państw. Stefan Niesiołowski nie zgadza się jednak z często formułowaną oceną, że postawa państw UE przypomina ustępstwa wobec Hitlera w 1938 r. i może doprowadzić do eskalacji żądań, w tym terytorialnych.

Nie ma żadnych kolejnych podbojów, Rosja wywiera nacisk na Ukrainę, nie bardzo jest jasne, co chce w ten sposób osiągnąć. Czy chce oderwać część terytorium, zmienić rząd w Kijowie na sobie przyjazny, a może jeszcze coś innego. Wydaje mi się jednak, że to napięcie, ta presja Rosji na Ukrainę, szybko się nie skończy – twierdzi były marszałek Sejmu.

Według polityka PO, Polska nie może sobie pozwolić w obecnej sytuacji na samodzielną politykę wobec Rosji. Rozwiązanie konfliktu na Ukrainie powinno być w jego ocenie domeną mocarstw, czyli całej UE i USA. Kilka dni temu Waszyngton ogłosił, że pracuje nad kolejnymi sankcjami, które mają dotknąć wrażliwe punkty rosyjskiej gospodarki.

Nie jest w polskiej mocy to przerwać, my nie możemy i nie powinniśmy prowadzić polityki samodzielnej wbrew polityce Unii. Polska polityka wschodnia to polityka Unii, bardzo dobra, słuszna. Polsce nic nie grozi, z Ukrainą mamy jak najlepsze stosunki, z Rosją złe, ale to nie jest nasza wina – podsumowuje Niesiołowski.

Powstanie Polska Grupa Zbrojeniowa. To szansa na zbliżenie zagranicznych firm do polskiego sektora zbrojeniowego

CEO Magazyn Polska

Na powstaniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej skorzystają nie tylko polscy producenci z sektora zbrojeniowego, lecz przede wszystkim polska armia. Poza wzmocnieniem pozycji eksportowej zbrojeniówki konsolidacja sektora pozwoli na opracowanie nowoczesnych technologii pod wymagania polskiej armii. Polska zyska nawet na tych technologiach, które będą pochodzić z zagranicy.

Duży może więcej, więc automatycznie jako polski przemysł mamy więcej do zaproponowania firmom zachodnim – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Beata Oczkowicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. ‒ Dlaczego te firmy nie miałyby produkować podzespołów lub tworzyć całej oferty późniejszej obsługi sprzętu w Polsce. To dla nas będzie również rodziło nowe miejsca pracy i takie uwarunkowania w umowach przetargowych na pewno się znajdą.

Decyzja o powołaniu Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PeGaZ) zapadła już w 2013 r. Grupa rozpoczęła działalność na początku września br., a do końca roku ma skonsolidować ponad 30 firm. Zgodnie z planami roczne obroty grupy mają sięgać 4,5 mld zł.

Widzimy trend, że firmy zachodnie, które chciałyby z polskim przemysłem współpracować, wnoszą kompetencje, których my nie posiadamy. Ale wnoszą te kompetencje w taki sposób, że nie będziemy montownią, lecz będziemy mieć technologię i know-how przynajmniej w 50 proc. – zapowiada gen. Mieczysław Bieniek, były zastępca dowódcy strategicznego NATO.

Oczkowicz podkreśla, że dzięki powołaniu PeGaZa wzrosną możliwości składania zamówień przez polską armię w Polsce. Będą one realizowane w kraju, a skonsolidowane w ramach grupy spółki będą nastawione na współpracę, a nie na rywalizację. Połączenie firm z sektora zbrojeniowego umożliwi też restrukturyzację, dzięki czemu będą one bardziej konkurencyjne.

Dzięki wykorzystaniu produktów PeGaZa w polskiej armii otworzy się też dostęp do rynków zagranicznych.

Nie widzę możliwości eksportu produktu, jeśli polskie siły zbrojne go nie eksploatują. Ale mamy coraz więcej dobrych produktów, takich jak: radary, wozy Rosomak, wyrzutnie przeciwpancernych pocisków krótkiego zasięgu Grom, a wkrótce Piorun. Mamy kilka takich produktów, które mogą być hitem, a we współpracy z przemysłem zachodnioeuropejskim bądź amerykańskim kolejne nowe technologie mają szansę znaleźć miejsce w naszym przemyśle obronnym i wzmocnić nasz potencjał – podkreśla gen. Bieniek.

Choć PeGaZ dopiero rozpoczyna działalność, polska zbrojeniówka już rusza z ofensywą produktową. Zakłady Mechaniczne Tarnów, spółka Polskiego Holdingu Obronnego, wprowadziły na rynek kontener LOOK, który może być wykorzystywany nie tylko przez wojskowych. Kontenery są produkowane w całości z polskich komponentów przy współudziale PCO, firmy dostarczającej systemy optyczne, oraz producentów szyb pancernych.

Jak podkreśla Tomasz Berezowski, dyrektor handlowy ZM Tarnów, taki produkt może okazać się hitem na rynkach zagranicznych.

To może być wartownia, punkt obserwacyjny, ale też bezpieczne biuro dla przedsiębiorstwa w strefie niebezpiecznej, oczywiście bez urządzeń związanych z uzbrojeniem. To może być bezpieczny punkt socjalny, bezpieczne pomieszczenie do odpoczynku. Mamy już podpisane wstępne umowy na dostawy konfiguracji dla przedsiębiorstw budowlanych – zdradza Berezowski.

Polski Holding Obronny zaproponuje polskiej armii dwa pojazdy oparte o komponenty popularnej Toyoty Hilux – to również efekty współpracy polskiego sektora zbrojeniowego. Jeden to lekki pojazd uderzeniowy „Wirus”, a drugi – pojazd terenowy „Łomot”. Ten pierwszy może być wykorzystywany przez pododdziały rozpoznawcze, aeromobilne i specjalne. Możliwy jest transport helikopterami lub samolotami, a pomimo niewielkiej masy wynoszącej jedynie 1,7 tony, pojazd jest silnie uzbrojony.

Ta rodzina pojazdów została stworzona przez konsorcjum zawiązane przez Polski Holding Obronny. W tym konsorcjum znajdują się firmy Maskpol, Tarnów, Koncept – wylicza Wojciech Pałka, dyrektor działu klienta strategicznego w PHO. ‒ Pojazd jest bardzo użyteczny w Azji, Afryce i innych zakątkach świata dzięki temu, że ma wspólną bazę logistyczną z Hiluxem. Natomiast naszym głównym partnerem, odbiorcą i klientem, z którym wiążemy największe nadzieje, jest polska armia.

Preferowany przez Polskę model finansowania elektrowni atomowej pod lupą Komisji Europejskiej

CEO Magazyn Polska

Preferowany przez polskie władze model finansowania polskiej elektrowni atomowej budzi zastrzeżenia Komisji Europejskiej. Długoterminowe kontrakty różnicowe jako pierwsza chce zastosować Wielka Brytania, ale Bruksela ocenia, że stała cena zakupu energii zagwarantowana inwestorowi na 35 lat może oznaczać niepotrzebny wydatek nawet 17,6 mld funtów (ponad 90 mld zł).

Brytyjczycy uważają, że same firmy nie podejmą w tej chwili takiego ryzyka, potrzebne jest długoterminowe wsparcie i gwarancja ceny dla inwestora., czyli kontrakty różnicowe. Państwo obiecało firmie-inwestorowi, że przez 35 lat będzie wyrównywało cenę, tzn. będzie dopłacało, gdy cena rynkowa za sprzedaną energię z elektrowni jądrowej będzie za niska. Komisja sprawdza, czy to jest zgodne z zasadami konkurencji Unii Europejskiej – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksandra Gawlikowska-Fyk, kierownik projektu Energia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.

Choć oficjalnie model finansowania pierwszej polskiej elektrowni jądrowej nie został jeszcze wybrany, Gawlikowska-Fyk przypomina, że zarówno Ministerstwo Gospodarki, jak i Polska Grupa Energetyczna wyrażały zainteresowanie rozwiązaniem wybranym przez Londyn, o ile zgodzi się na nie Komisja Europejska.

Elektrownię Hinkley Point C zbuduje francuski państwowy koncern EDF. Zakład, który docelowo może produkować nawet 7 proc. energii dla Wielkiej Brytanii, ma ruszyć w 2023 r. Londyn chce zagwarantować EDF 35-letni kontrakt, w ramach którego państwo dopłaci koncernowi do ustalonej ceny 92,50 funta za megawatogodzinę. Jeśli rynkowa cena energii wzrośnie powyżej tego poziomu, inwestor odda nadwyżkę do budżetu.

Komisja Europejska bada jednak, czy takie rozwiązanie jest zgodne z zasadami pomocy publicznej w UE. Postępowanie rozpoczęło się w grudniu ubiegłego roku. We wstępnym raporcie Bruksela oceniła, że wybrany przez Londyn model może doprowadzić do niepotrzebnego wydania nawet 17,6 mld funtów z państwowej kasy. Komisja zwróciła uwagę na to, że projekt w długim okresie byłby opłacalny dla inwestora nawet bez żadnego wsparcia publicznego, a ustalone warunki niemal całkowicie chronią EDF przed jakimkolwiek ryzykiem.

Trzeba pamiętać o tym, że przy elektrowni jądrowej największym problemem jest finansowanie na początku, są to bardzo duże i drogie inwestycje. Koszty pierwszej polskiej elektrowni jądrowej są szacowane na od 40 do 50 mld zł, nawet do 60, w związku z tym trzeba zapewnić pewne gwarancje inwestorowi, żeby on taką elektrownię wybudował – podkreśla Gawlikowska-Fyk.

Model finansowania musi być wybrany przed pozyskaniem zagranicznego, strategicznego inwestora. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynął już wniosek o zgodę na koncentrację – po jego wydaniu po 10 proc. udziałów w spółce celowej PGE EJ 1 obejmą Enea, Tauron oraz KGHM. Większościowym udziałowcem pozostanie PGE, ale wybór strategicznego partnera wymaga dalszego sprecyzowania warunków.

Muszą być określone warunki, również takie, które umożliwiają zbudowanie finansowania, aby inwestor wiedział, czego może się spodziewać. Potrzebne jest do tego ogłoszenie przetargu zintegrowanego – mówi Gawlikowska-Fyk.

Dodaje, że jeśli wybrany zostanie model finansowania poprzez kontrakty długoterminowe, to zapłacą wszyscy odbiorcy energii. Dopłaty wyrównujące cenę energii nie będą pochodzić bezpośrednio z budżetu, lecz z opłat za energię. W Polsce nie ma możliwości zróżnicowania ceny energii dla odbiorców w zależności od jej źródła.

Gawlikowska-Fyk podkreśla, że argumentem przemawiającym za wsparciem publicznym dla inwestycji jest bezpieczeństwo energetyczne i konieczność szybkiego zapewnienia nowych źródeł energii. Sama produkcja energii jądrowej jest tania, paliwo można importować z wielu źródeł, co uniezależni Polskę, a do tego zapasy uranu można zgromadzić nawet na kilka lat.

Argument o niezależności w Polsce, która ma bardzo bogate zasoby węgla kamiennego i brunatnego, nie jest tak łatwo przyjmowany, jak w innych krajach. Natomiast dostawy uranu pochodzą z bardzo zdywersyfikowanych źródeł i, co się podkreśla, z państw bardziej stabilnych politycznie niż dostawy innych surowców, jak ropa czy gaz – wyjaśnia ekspertka PISM.

Konspol planuje otworzyć zakłady produkcyjne w Azji

0

CEO Magazyn Polska

Konspol rozpocznie wkrótce dostawy drobiu do Japonii i pracuje nad kolejnymi azjatyckimi rynkami. Plany nie ograniczają się tylko do eksportu – spółka chce otworzyć zakłady produkcyjne w Azji. Polski rynek nadal będzie jednak bardzo ważny dla Konspolu, ponieważ coraz większe wymagania konsumentów i silna konkurencja w branży zachęcają do ciągłego rozwoju technologii i wiedzy. A to podstawa sukcesu na świecie – ocenia Kazimierz Pazgan, prezes Konspolu.

Spółka ma już kontrakt na dostawy do Japonii, obecnie pracuje nad innymi rynkami azjatyckimi.

To jest niewyobrażalnie fantastyczny, wręcz wymarzony rynek. Azja to 4 mld ludzi, rynek o ogromnym potencjale konsumpcyjnym, gdzie ludzie są coraz bardziej zamożni, chcą coraz lepiej, smaczniej i zdrowiej jeść. I to jest właśnie dla nas rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kazimierz Pazgan, prezes zarządu Konspol Holding.

Uruchomienie produkcji w Azji pozwoli ograniczyć ryzyko kursowe, które spółka ocenia jako wciąż wysokie. Przede wszystkim z tego powodu Konspol nie zwiększa udziału eksportu w przychodach ze sprzedaży ponad próg 30 proc.

Dzisiaj moglibyśmy wszystko sprzedać za granicę, nie ma problemu. Ale uważam, że rynek polski jest rynkiem bardzo ważnym, bardzo wymagającym, na którym panuje ogromna konkurencja, a to pozwala nam się koncentrować na jakości, na nowych wyzwaniach technologicznych i rozwiązaniach produkcyjnych – podkreśla prezes Konspolu.

Według Pazgana coraz większe wymagania ze strony polskich konsumentów i rosnąca konkurencja między producentami pozwoliły dokonać w ostatnich 20 latach ogromnego skoku w branży spożywczej w zakresie technologii i organizacji produkcji.

Konspol ma bardzo wielki potencjał produkcyjny, na dzisiaj to ponad 15 tys. ton wyrobów gotowych miesięcznie, bardzo szeroka gama różnych produktów. Cały czas staramy się rozwijać, dopracowywać jakość, bo tylko dzięki jakości i kosztom możemy konkurować na rynkach zagranicznych. Przymierzamy się również do budowania tych ognisk na świecie, żeby być firmą globalną. Bo wiemy, że tylko będąc taką firmą mamy rację bytu – podkreśla prezes zarządu Konspol Holding.

Producent wyrobów z drobiu eksportuje obecnie na rynki Wielkiej Brytanii, Irlandii, Słowacji, Szwajcarii, Niemiec, Francji oraz do krajów skandynawskich. Dzięki temu Konspol uniknął załamania eksportu na rynki wschodnie, w tym embarga ze strony Rosji.

J. Wolski (Kopex): Polskie górnictwo nie ma środków na nowe maszyny i urządzenia. Pracujemy nad wzrostem eksportu na rynek argentyński i chiński

CEO Magazyn Polska

W II kwartale 2014 r. wydobycie węgla kamiennego w Polsce było najniższe od blisko pięciu lat. Popyt na węgiel jest słaby, przez co będące w trudnej sytuacji spółki górnicze wstrzymują inwestycje. Kopex poprawił jednak wyniki finansowe w II kwartale, mimo że na rynki zagraniczne przypada mniej niż połowa sprzedaży. Spółka nie spodziewa się jednak poprawy sytuacji w polskim górnictwie w najbliższym czasie, dlatego pracuje nad rozwojem swojego eksportu.

Polskie górnictwo nie będzie miało środków na inwestowanie w nowe maszyny i urządzenia, dlatego będzie starało się remontować te maszyny, które ma. W związku z tym musimy się skupić się na eksporcie, duże nadzieje wiążemy z rynkiem argentyńskim i chińskim, choć tam jest pewne zahamowanie wydatków inwestycyjnych. Liczymy również na współpracę w tym zakresie z naszymi firmami, które funkcjonują na rynku chińskim. Wierzymy również, że wreszcie drgnie rynek rosyjski – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Józef Wolski, prezes zarządu Kopex.

II kwartał 2014 r. był kolejnym trudnym dla polskiego górnictwa węgla kamiennego. Wydobycie wyniosło 16,9 mln ton i było o 6,8 proc. niższe w ujęciu rocznym, równocześnie zwiększyła się wielkość zapasów węgla do 8,9 mln ton (+15,6 proc. rok do roku). Inwestycje producentów węgla w Polsce obniżyły się w II kwartale o 9,9 proc. rok do roku do poziomu 648 mln zł – wynika z obliczeń Kopeksu.

Spółka produkująca maszyny górnicze odnotowała jednak blisko 13-krotny wzrost zysku netto w II kwartale do poziomu 32,7 mln zł. EBITDA wyniosła 78,1 mln zł, co stanowi wzrost rok do roku o 98 proc. Przychody ze sprzedaży zwiększyły się o 24 proc. i wyniosły 373,3 mln zł. Udział sprzedaży na rynki zagraniczne wyniósł 43 proc.

W II kwartale udało nam się uzyskać, jak na warunki rynkowe, bardzo dobre wyniki zarówno w wielkości przychodów ze sprzedaży, jak i rentowności. Uzyskaliśmy znaczącą poprawę rentowności wszystkich naszych podstawowych segmentów. Udało nam się również utrzymać bardzo dobry wskaźnik długu netto do EBITDY, wskaźnik, który uzyskaliśmy na koniec okresu to 1,36 – mówi Wolski.

Portfel zamówień (backlog) na koniec II kwartału 2014 r. był wart 1,458 mld zł, co stanowi spadek o 14 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 4 proc. w ujęciu rocznym.

Jesteśmy zadowoleni z poszczególnych segmentów. W backlogu jedyny segment, nad którym musimy popracować, to segment usług i produktów dla maszyn i urządzeń dla górnictwa podziemnego – wskazuje prezes Kopeksu.

Spadek w tym segmencie wyniósł 24 proc. kwartał do kwartału oraz 34 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Prezes Kopeksu zapowiada, że w najbliższym czasie poinformuje rynek o nowych umowach z KGHM.

Na pewno będziemy współpracować w zakresie półproduktów i produktów z blach trudnościeralnych. Myślę, że uda nas się nawiązać współpracę w zakresie wykonawstwa robót poziomych; to, co robi nasz PBSz [Przedsiębiorstwo Budowy Szybów – red.]. Mamy jeszcze szereg innych możliwości, np. w segmencie urządzeń elektrycznych, klimatyzacji – mówi Józef Wolski.

Telewizor staje się narzędziem rozrywki. Wielu Polaków za jego pomocą surfuje po internecie i komunikuje się z przyjaciółmi

CEO Magazyn Polska

Polacy nadal chętnie oglądają telewizję. Ponad 70 proc. osób ankietowanych przez firmę Sony przyznało, że przed telewizorem spędza od jednej do trzech godzin dziennie. Mimo ogromnej popularności laptopów i tabletów, Polacy zdecydowanie preferują oglądanie telewizji w telewizorach. Chętnie też wykorzystują ich najnowsze funkcje pozwalające surfować po internecie czy komunikować się z przyjaciółmi.

Badania pokazały, że choć tylko 15 proc. respondentów przyznało, że telewizja jest ich głównym narzędziem rozrywki, to ponad 70 proc. z nich ogląda ją każdego dnia.

Niektórzy twierdzą, że oglądanie telewizji to przeżytek, natomiast z naszego badania wynika, że wcale tak nie jest. W dalszym ciągu 7 na 10 badanych ogląda telewizję codziennie, a wśród nich 76 proc. spędza przed telewizorem od 1 do 3 godzin. Biorąc pod uwagę to, że osiem godzin w ciągu doby dorosły człowiek śpi, osiem godzin poświęca na pracę, to te trzy godziny to już jest całkiem sporo – mówi Katarzyna Gołębiewska z TNS Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Mimo rozwoju technologii i urządzeń mobilnych pozwalających na oglądanie telewizji w dowolnym miejscu, telewizor wciąż ma się dobrze w polskim domu. Ponad połowa badanych przez Sony przyznała, że kupując telewizor, zwraca szczególną uwagę na jego wygląd. Zdecydowana większość respondentów uważa, że znacznie ważniejsze są jednak jego parametry techniczne.

– Połowa badanych twierdzi, że wygląd telewizora ma znaczenie. Nic w tym dziwnego, ponieważ telewizory w dalszym ciągu stoją w centrum naszych salonów. Zdecydowanie ważniejszy jest jednak dźwięk i jakość obrazu tak przyznało 97 proc. badanych – mówi Katarzyna Gołębiewska.

Dla ponad połowy ankietowanych istotne są także dodatkowe funkcje telewizorów. 58 proc. badanych powiedziało, że używa aplikacji, które oferują producenci telewizorów. Polacy wykorzystują głównie te, które pozwalają surfować po internecie lub komunikować się z rodziną lub przyjaciółmi. 14 proc. badanych przyznało, że uruchamia je  codziennie, natomiast 30 proc. raz w tygodniu.

Dla producentów soków rosyjskie embargo nie tak dotkliwe. Martwi ich jednak spadek ich spożycia w Europie Zachodniej

CEO Magazyn Polska

W Polsce produkuje się od 215 tys. a 300 tys. litrów zagęszczonego soku jabłkowego rocznie – na ten cel trafia co najmniej 1,5 mln ton jabłek. W związku jednak ze słabnącym od lat popytem na soki i nektary w Europie Zachodniej, czyli u głównych odbiorców pochodzącego z Polski półproduktu, zmniejsza się również zapotrzebowanie w kraju na owoce do przetworzenia.

W tym roku zbiory jabłek mogą wynieść 3,2 mln ton, nieco więcej niż przed rokiem. Ten rok będzie dla producentów wyjątkowo trudny ze względu na rosyjskie embargo – do Rosji trafiało co roku ok. 70 proc. eksportu tych owoców. Producenci jabłek liczą przede wszystkim na nowe rynki zbytu, a także na większą sprzedaż w związku z rozpoczęciem sezonu, czyli pojawieniem się w sprzedaży większego wyboru odmian.

Jak podkreśla Julian Pawlak, prezes Stowarzyszenia Krajowej Unii Producentów Soków, embargo nie dotyka w dużym stopniu producentów soku zagęszczonego i soków pitnych, bo głównym kierunkiem eksportu jest dla nich Europa Zachodnia.

Ponad 90 proc. stanowi eksport do krajów Europy Zachodniej i tu jednak też widać recesję w ostatnich lat. Od 2010 r. rynek soków i nektarów w UE odnotował spadek około 12 proc., w Polsce w tym czasie zmniejszył się on 17-18 proc. – wyjaśnia Julian Pawlak w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

Wraz ze spadającym popytem na soki i nektary spadło również zapotrzebowanie na półprodukt, dlatego producenci obawiają się mniejszego popytu na jabłka do przetwórstwa oraz na zagęszczony sok jabłkowy.

W Polsce około 50 proc. jabłek jest przetwarzanych na zagęszczony sok jabłkowy. To jest 1,5-2,1 mln ton rocznie. W zależności od urodzaju rocznie wytwarzamy od 215 tys. do 300 tys. ton soku. To daje nam pozycje drugiego – zaraz po Chinach – producenta na świecie. A ponieważ w Polsce zużywamy ok. 35 tys. ton soku, to gros idzie na eksport – podkreśla prezes KUPS.

Kondycja polskich przetwórni nie jest imponująca. Jak podaje Pawlak, średnia rentowność netto większości firm zajmujących się przerobem jabłek na zagęszczony sok waha się w granicach zera. Różnie radzą sobie również producenci soków pitnych. Prezes KUPS przypomina, że trzej czołowi producenci na tym rynku mają w nim blisko 60-proc. udział. Pozostałe firmy szukają dla siebie szansy tworząc niszowe produkty, np. soki jednodniowe lub soki warzywne.

Sok jabłkowy jest drugim, zaraz po pomarańczowym, najchętniej wybieranym smakiem przez Polaków. Rocznie wypijamy ok. 3 litrów soków i nektarów jabłkowych. Do produkcji tych napojów wykorzystywane jest 140 tys. ton jabłek (do produkcji napojów kolejne 120 tys. ton). Według przedstawicieli KUPS trzeba zachęcać konsumentów nie tylko do jedzenia jabłek, lecz także do spożywania innych produktów jabłkowych. Zwiększenie konsumpcji soków z jabłek mogłoby zagospodarować część z tych owoców, które pozostaną w kraju przez rosyjskie embargo (podwojenie spożycia wygenerowałoby zapotrzebowania na ok. 140 tys. ton jabłek). Jak podaje Stowarzyszenie rynek soków od kilku lat zmniejsza się. Polak wypija rocznie ok. 11,7 litrów soków (32 mln dziennie). Średnia dla UE to nieco ponad 13 litrów (dla soków i nektarów – ok. 21 litrów).

Domy w USA drożeją, ale coraz wolniej. Powodem są rosnące koszty kredytu i polityka Fed

CEO Magazyn Polska

Mieszkania i domy w 20 metropoliach USA podrożały w czerwcu o blisko 8 proc. w ujęciu rocznym. Coraz mniej analityków ostrzega jednak przed bańką spekulacyjną, ponieważ jeszcze w 2013 r. nieruchomości drożały w tempie 13 proc. rok do roku. Wyhamowanie wzrostu cen to rezultat wyższego oprocentowania kredytów hipotecznych oraz coraz mniejszego wsparcia rynku nieruchomości ze strony banku centralnego.

To jest odbicie po kryzysie, który był spowodowany kredytami hipotecznymi. Teraz z kolei ekonomiści wyrażają obawy, że zwalnia wzrost cen domów w Stanach Zjednoczonych, a z kolei inni twierdzą, że to jest nawet dobry sygnał, ponieważ zakończyliśmy taki okres, gdzie ceny szły w górę i w dół bardzo mocno, bo były wynikiem różnego rodzaju kryzysów. To spowolnienie wzrostów w tej chwili może być oznaką tego, że znowu przywracana jest normalność – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Roman Rewald, adwokat, partner Weil, Gotshal & Manges.

Według ostatniego dostępnego odczytu wskaźnika S&P Case-Shiller dla 20 amerykańskich metropolii ceny nieruchomości urosły w czerwcu 2014 r. o 8,1 proc. rok do roku. To wyraźnie wolniejsza dynamika od obserwowanej przez większość 2013 r., kiedy ceny rosły w tempie ponad 10 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem.

Z kolei z danych Departamentu Handlu o sprzedaży nowych domów wynika, że w lipcu ceny domów jednorodzinnych były wyższe od tych sprzed roku średnio o 5 proc. (339,1 tys. dolarów w lipcu 2014 r. wobec 322,7 tys. dolarów w lipcu 2013 r.).

Ekonomiści wskazują, że przyczyną schłodzenia rynku nieruchomości jest wzrost długoterminowych stóp procentowych w USA, które wprost determinują oprocentowanie kredytów hipotecznych. Do połowy ubiegłego roku rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA nie przekraczały 2 proc., z kolei obecnie wahają się w przedziale 2,4-2,5 proc. Wolniejszy wzrost cen domów i apartamentów to także skutek stopniowego wygaszania programu pomocowego QE3 przez Fed, w ramach którego amerykański bank centralny prowadzi skup obligacji rządowych oraz papierów zabezpieczonych hipotekami (mortgage-backed securities).

Popyt na domy wskazuje na dobrobyt i wartość ekonomii w danym stanie czy w całych Stanach Zjednoczonych. To jest również odzwierciedlone we wzroście indeksów zaufania konsumentów co do przyszłości gospodarki – wskazuje Roman Rewald.

Ryzyko powstania kolejnej bańki na rynku nieruchomości jest obecnie niższe także z powodu utrzymującej się wysokiej liczby właścicieli, którzy ponieśli stratę na inwestycji w dom, ponieważ jego obecna cena rynkowa jest niższa od wartości długu hipotecznego. Według amerykańskiej firmy CoreLogic, badającej rynek nieruchomości, ten problem może dotyczyć nawet 6,3 mln gospodarstw domowych w USA, co odpowiada 12,7 proc. domów z ustanowioną hipoteką.

Część analityków spodziewa się teraz wzrostu cen najmu, które będą konsekwencją wcześniejszych wzrostów wartości nieruchomości. W pierwszej kolejności ten proces ma dotyczyć nieruchomości mieszkaniowych, a jego efektem będzie wzrost kosztów utrzymania gospodarstw domowych, co w dalszej perspektywie może zwiększyć inflację w USA.

A jak to będzie wpływało na biura czy infrastrukturę, to nie jest jeszcze takie pewne, nie można tego tak bezpośrednio przełożyć. Na pewno jednak wzrost wartości nieruchomości mieszkaniowych nie będzie miał złego wpływu na wzrost wartości innych nieruchomości – ocenia Rewald.

Tylko niektóre wizy pozwalają cudzoziemcom na pracę w Polsce. Za nielegalne zatrudnienie kara grozi pracownikowi i pracodawcy

CEO Magazyn Polska

Od początku roku wyraźnie rośnie liczba wniosków o zezwolenie na pobyt czasowy cudzoziemców w Polsce – wynika z danych Urzędu ds. Cudzoziemców. Głównie z powodu łatwiejszych procedur, które wprowadziła w maju nowelizacja prawa imigracyjnego, oraz sytuacji politycznej na Ukrainie. Z Ukrainy napływa też więcej wniosków o nadanie statusu uchodźcy. Eksperci przypominają, że dopóki procedura nadania tego statusu trwa, dana osoba nie może legalnie podjąć zatrudnienia w Polsce.

Legalnie pracę w Polsce może podjąć tylko część cudzoziemców, w zależności od wydanej wizy oraz charakteru pobytu.

Może to być wiza ze względu na pracę lub ze względu na podejmowanie tutaj studiów stacjonarnych (pracę można wtedy podjąć tylko w okresie wakacyjnym). Natomiast w przypadku niektórych rodzajów wiz podejmowanie pracy jest kategorycznie niedozwolone, np. mając wizę o charakterze turystycznym. Osoby ubiegające się dopiero o nadanie statusu uchodźcy i oczekujące na decyzję końcową w ich sprawie, w zależności od okresu oczekiwania na wydanie decyzji, mogą mieć możliwość podjęcia zatrudnienia – mówi agencji Newseria Biznes Magda Karwowska, prawnik z Centrum Pomocy Cudzoziemcom.

Po uzyskaniu statusu uchodźcy lub objęciu ochroną międzynarodową dana osoba może legalnie podjąć pracę, nie jest w tym wypadku wymagane posiadanie pozwolenia. Takiej możliwości nie mają osoby, wobec których taka procedura jeszcze trwa. Jeśli decyzji ws. statusu lub ochrony nie uzyskają w ciągu sześciu miesięcy, mogą podjąć pracę na podstawie zaświadczenia szefa Urzędu ds. Cudzoziemców.

Dane Urzędu ds. Cudzoziemców wskazują, że w ubiegłym roku ponad 15 tys. osób złożyło wniosek o przyznanie statusu uchodźcy. Oznacza to wzrost o 40 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W tym roku do 7 września ponad 4,1 tys. osób złożyło taki wniosek, z czego 1,4 tys. to obywatele Ukrainy.

–  Osoby te nie zawsze zdają sobie z tego sprawę i podejmują zatrudnienie. Tym bardziej że – z racji samej podstawy, dla której tutaj przebywają – z reguły mają niewielkie środki finansowe do życia – mówi Karwowska.

Pracę w Polsce bez osobnego zezwolenia mogą podjąć m.in. obywatele UE i EOG. Część musi posiadać specjalne zezwolenie wydawane przez wojewodę właściwego ze względu na miejsce zamieszkania cudzoziemca. W ubiegłym roku urzędy wydały ok. 39 tys. zezwoleń, ponad połowę z nich (20 tys.) dla Ukraińców.

Część obcokrajowców może korzystać z uproszczonej procedury, ale odnosi się to tylko do obywateli niektórych krajów. Wówczas taka osoba może pracować legalnie tylko przez pół roku w ciągu całego roku kalendarzowego w Polsce – podkreśla Magda Karwowska.

Na podstawie procedury oświadczeń mogą zostać zatrudnieni obywatele Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy. W 2013 roku pracodawcy zdecydowali się w ten sposób zatrudnić 235 tys. osób – wskaźnik ten od kilku lat utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Warunkiem legalnego wykonywania pracy jest wówczas zawarcie pisemnej umowy o pracę (lub umowy cywilnoprawnej).

Pracodawca zatrudniający cudzoziemca ma prawo pytać o podstawę prawną, na jakiej obcokrajowiec przebywa w Polsce. Jak zaznacza ekspertka, ma to jednak granice, np. gdy danej osobie została przyznana ochrona na terytorium naszego kraju.

To są kwestie bardzo intymne, dużo bardziej newralgiczne i budzące więcej emocji od już powszechnie krytykowanych pytań o rodzinę czy preferencje seksualne. Nie należy pytać osoby o statusie uchodźcy o to, dlaczego uciekła z kraju pochodzenia – komentuje Karwowska.

Ekspertka zaznacza, by przed podjęciem zatrudnienia każdy obcokrajowiec skonsultował swoją sytuację z prawnikiem. Kara za nielegalne podjęcie pracy to minimum 1 tys. zł, ale konsekwencje mogą być gorsze.

Bardzo ważne jest, żeby nie podejmować zatrudnienia w sposób nielegalny, bo to się wiąże z poważnymi konsekwencjami prawnymi. W skrajnym przypadku, w zależności od podstawy prawnej, na jakiej cudzoziemiec znajduje się na terytorium Polski, może zostać deportowanym do kraju pochodzenia z zakazem wjazdu określonym w miesiącach bądź w latach – podkreśla Karwowska.

Jak wynika z danych Państwowej Inspekcji Pracy, w 2013 roku na nielegalnej pracy złapano 494 osoby (rok wcześniej 644). Eksperci jednak oceniają, że nielegalnie zatrudnionych cudzoziemców jest znacznie więcej. Inspektorzy PIP sprawdzili blisko 2 tys. firm zatrudniających 13,5 tys. obcokrajowców. Najczęściej na czarno zatrudniały małe firmy (do 9 pracowników). Pracodawca, u którego imigrant pracuje nielegalnie, musi liczyć się z karą finansową (od 3-5 tys. zł), w przypadku uporczywego naruszania przepisów – 10 tys. zł lub nawet karą ograniczenia wolności.

Jest zgoda Urzędu Transportu Kolejowego na przewozy Pendolino w Polsce

Urząd Transportu Kolejowego wydał zgodę na eksploatację pociągów Pendolino w Polsce.

Producent Pendolino uzyskał decyzję Urzędu Transportu Kolejowego umożliwiającą eksploatację pojazdów na terenie Polski. Dzięki temu PKP Intercity może rozpocząć odbiory końcowe pociągów.

Obecnie w Polsce znajduje się 14 z 20 składów. Pierwotny harmonogram projektu przewidywał przekazanie przez producenta pierwszych pociągów z pełną dokumentacją (czyli homologacją UTK) 6 maja, czyli zakładał 7 miesięcy na przygotowanie składów do jazdy z pasażerami. Obecnie czas ten skrócił się do niespełna 100 dni – informuje przewoźnik

Jak zapewnia, spółki z Grupy PKP pracują nad tym, aby 14 grudnia wdrożyć pociąg do ruchu pasażerskiego. PKP Intercity przygotowało rozwiązanie zakładające wykorzystanie 18 pojazdów. Pociągi pojadą we wszystkich planowanych relacjach, czyli z Warszawy do Trójmiasta, Krakowa, Katowic i Wrocławia.

Bakalland uzgodnił szczegóły przejęcia Delecty

0

10 września uzgodniony został plan połączenia Bakallandu ze spółką Innova Phoenix. W wyniku planowanego połączenia Bakalland przejmie kontrolę nad Rieber Foods Polska, właścicielem marki Delecta. 

Spółka przejmowana jest właścicielem 100 proc. akcji właściciela Delecty i akcje te stanowią jedyne istotne aktywo spółki przejmowanej. Połączenie spółek nastąpi poprzez przeniesienie całego majątku Innova Phoenix na Bakalland w zamian za akcje zwykłe na okaziciela, które Bakalland wyda jedynemu wspólnikowi spółki przejmowanej, tj. spółce Innova Phoenix S.à r.l., z siedzibą w Luksemburgu.

W związku z planowanym połączeniem dojdzie do podwyższenia kapitału zakładowego Bakalland o kwotę 1 607 142,80 złotych w wyniku emisji 16 071 428 akcji emisji połączeniowej o wartości nominalnej 0,1 zł każda. Te akcje, warte według notowań z 22 września 2014 ok. 44,5 mln zł, w zamian za Rieber Foods Polska otrzyma dotychczasowy właściciel, czyli Innova Phoenix S.à r.l.

Za Rieber Foods Polska Innova Phoenix S.à r.l., zapłacił 8 sierpnia 2014 r. 100 mln zł. Bakalland przejmuje jednak spółkę, której majątek obciąża 55 mln zł pożyczki na zakup akcji Delecta.

Połączenie stanowi element strategii rozwoju grupy kapitałowej Bakalland, przewidującej stworzenie silnego (zarówno na rynku polskim, jak i w regionie) podmiotu konsolidującego rozpoznawalne marki detaliczne z szeroko rozumianej branży spożywczej z uwzględnieniem produktów z kategorii wprowadzanej do obrotu przez Delectę – podkreślono w komunikacie. – Długookresowym celem planowanego połączenia jest uzyskanie efektów synergii, poprawa wyników oraz rozszerzenie rynków, na jakich działa grupa kapitałowa Bakalland.

Przewidywanym efektem połączenia ma być m.in. poprawa efektywności, dostęp do kapitału na korzystniejszych warunkach, możliwości realizacji przedsięwzięć o szerszym zakresie, w tym w ramach wspólnych kontraktów zakupowych, dystrybucyjnych, sprzedażowych oraz skuteczniejsze wykorzystanie potencjału marek podmiotów podlegających łączeniu.

Na co zwrócić uwagę, wybierając wykonawcę strony WWW

Czynna 24 godziny na dobę, bez urlopu i przerw na lunch, potrafiąca rozwiać każdą wątpliwość, a przy tym atrakcyjna wizualnie – lista wymagań co do profesjonalnej strony WWW jest dość długa. Pamiętając, że jest to jedna ze najskuteczniejszych form promocji
i najlepszy kanał komunikacji z potencjalnymi klientami, warto wiedzieć, czym kierować się przy wyborze specjalistów, którzy będą ją dla nas przygotowywać.

O tym, jak powinna wyglądać współpraca na linii klient – agencja podczas tworzenia strony internetowej opowiada Błażej Piotrowski, szef agencji interaktywnej Jeden.pl

Informatyk dobrze ukryty

Według powszechnienie znanej zasady, jeśli nie ma Cię w Internecie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ogóle nie istniejesz. Jednak w czasach, gdzie rytm niemal każdego dnia wyznaczają działania online, samo „bycie” w sieci to zdecydowanie za mało. Jak dobrze wiemy, konkurencja nigdy nie śpi, a twoja wirtualna wizytówka, czyli profesjonalnie przygotowana strona internetowa, powinna, tak jak biznes, który prowadzisz, nieustannie się rozwijać.

Zadanie to, pozornie proste, bo wymagające „jedynie” przygotowania dobrego planu
i konsekwentnej realizacji, staje się niemal niemożliwe do wykonania, gdy informatyk, odpowiedzialny za obsługę strony przepadł i słuch po nim dawno zaginął.

Brak kontaktu telefonicznego bądź e-mailowego oznacza brak możliwości zmian, co prowadzi do braku zauważalnego (przynajmniej online) rozwoju firmy i otwiera potencjalnej konkurencji możliwość przejęcia Twoich klientów.

Zlecenie przygotowania strony internetowej jest po pierwsze kluczowe dla wizerunku firmy,
a po drugie wiąże się z kosztami. Dlatego, wybierając agencję, która będzie odpowiedzialna za stronę WWW warto już od samego początku zwrócić uwagę na jakość kontaktu.

Customer relationship management

Jedna z definicji CRM, czyli zarządzania relacjami z klientem, mówi, że jest to zestaw narzędzi i wypracowanych zasad w zarządzaniu kontaktem z klientami, ze szczególnym uwzględnieniem wykształconych kulturowo wzorców zachowań. Budowanie odpowiednich relacji, już od początku owocuje zadowoleniem obu stron – agencja, poznając potrzeby klienta, jest w stanie zaoferować mu najlepsze rozwiązania i narzędzia marketingowe, a dzięki temu rozpocząć stałą współpracę.

Czy na etapie wybierania wykonawcy strony internetowej podczas pierwszego kontaktu można określić jakość obsługi klienta? Zdecydowanie tak. Pierwszy kontakt z potencjalnym wykonawcą strony może dużo powiedzieć o tym, jak będzie wyglądać przyszła współpraca. Należy już na samym początku zwrócić uwagę na czas, w jakim została udzielona odpowiedź na pierwsze zapytanie – kontakt powinien nastąpić w przeciągu kolejnego dnia roboczego.

Czego należy się spodziewać? Po pierwsze ze strony agencji powinny paść konkretne odpowiedzi na zapytania, a po drugie… kolejne pytania. Jakich pytań się spodziewać? Na pewno takich, które pozwolą potencjalnemu wykonawcy strony dobrać odpowiednie narzędzia, na przykład:

  1. Jaki jest główny cel strony – wizerunkowy, budujący pozycję eksperta, sprzedażowy, informacyjny?
  2. Czego oczekujesz od swoich klientów? – inny mechanizm powinien być zastosowany
    w przypadku, gdy chcesz, by Twoi klienci zdecydowali się na zakup konkretnego produktu, inny, gdy chcesz, by zdobyli nowe informacje o Twojej działalności.
  3. Porównanie konkurencji – czy w Twojej branży są firmy, które według Ciebie „robią to dobrze”?

Pierwszeństwo planowania

Jednym z wyznaczników każdego dobrze prosperującego biznesu jest planowanie. I to niezależnie od tego, czy mówimy o przeprowadzeniu małego projektu, czy zbudowaniu strony internetowej. Ta sama zasada powinna dotyczyć pracowników agencji, która ową stronę będzie przygotowywać. Takie działania pozwalają zaoszczędzić czas, nerwy i pieniądze.

Podwykonawca strony internetowej, jeszcze przed rozpoczęciem jej tworzenia, powinien przedstawić plan działania. Tu kluczowym elementem jest makieta, czyli projekt funkcjonalny strony tj. układ menu, boksów i innych elementów.

Makieta, które powstaje przed pracą grafika i zaawansowanym programowaniem, pozwala dobrze zrozumieć się z agencją, daje wiedzę, czego oczekujemy od użytkownika. Makieta pozwala uniknąć nieporozumień, które, jeśli zostaną od razu wyjaśnione, nie będą łączyć się
z dodatkową pracą grafika i programisty, za która trzeba będzie zapewne dodatkowo zapłacić.

Wybierz najlepsze opcje

Agencja, która jest odpowiedzialna za przygotowanie strony powinna od początku współpracy w sposób jasny odpowiadać na każde zapytanie klienta. Systematycznie również powinna proponować rozwiązania i narzędzia, które nie tylko pomogą „zaistnieć” w sieci, ale także ugruntują pozycję firmy online.

Zadaniem specjalistów nie jest proponowanie wszystkich dostępnych w ofercie agencji działań, tylko tych, które naprawdę, bazując na doświadczeniu agencji, będą przydatne
w przypadku konkretnego klienta. Biorąc pod uwagę, że wachlarz możliwości promocji nieustannie się rozwija: SEO, SEM czy szeroko rozumiane działania marketingowo-pr’owe, jest to jeden z kluczowych wyznaczników współpracy.

Kolejnym ważnym wyznacznikiem jest „przekazanie władzy nad stroną”. Wdrożone systemy
i rozwiązania powinny bez większych problemów pozwalać klientowi na samodzielne aktualizacje i modyfikacje treści w późniejszym czasie. Dlatego tak ważne jest, aby w ramach pakietu „tworzenie strony” mieściły się również mini szkolenia z obsługi CMS (bez dodatkowych kosztów).

Najpierw się poznajmy

Wybierając wykonawcę swojej strony, jeszcze przed rozpoczęciem współpracy, powinno się zwrócić uwagę na jego portfolio. Po pierwsze czy jest aktualne, a po drugie atrakcyjne. Jeśli ostatni projekt, o którym możesz przeczytać pamięta czasy, kiedy po odręcznym szkicu, projekt z namaszczeniem był przenoszony do jednego z programów graficznych, by potem zamienić się w setki linijek kodu HTML & CSS, a finalny efekt spokojnie można opatrzyć mianem „mistrzostwo Paint’a”, lepiej jeszcze dwa (albo dwadzieścia dwa) razy przemyśl swoją decyzję.

Do przedstawionych projektów powinny być również dołączone referencje od Klientów, najlepiej w formie skanów z widocznym podpisem zleceniodawcy. Ważnym wyznacznikiem jest także czas współpracy. Jeśli agencja ma w swoim portfolio klientów, z którymi współpracuje dłużej niż 2 lata, to jest to kolejny argument, skłaniający do podjęcia decyzji
o wyborze podwykonawcy. Nie bez znaczenie pozostaje również autoprezentacja agencji tj. informacje o jej misji, osiągnięciach czy zespole, który będzie dla Ciebie pracować.

Błażej Piotrowski – szef agencji interaktywnej Jeden.pl, specjalizującej się w profesjonalnym tworzeniu stron internetowych. W branży od 1996 roku. Zwolennik łączenia SEO i SEM
z szeroko rozumianymi działaniami marketingowymi i e-pr’owymi.

Amerykanie zainteresowani rozwojem polskich proppantów ceramicznych

0

Baltic Ceramics Investments S.A., spółka specjalizująca się w wytwarzaniu proppantów ceramicznych wykorzystywanych do poszukiwania oraz wydobycia gazu i ropy naftowej, odbyła szereg rozmów z przedstawicielami najważniejszych amerykańskich firm i instytucji, skupionych wokół sektora energetycznego. Tematem prowadzonych rozmów było możliwe wsparcie dla powstającego z inicjatywy Baltic Ceraimcs Investments, jedynej na terenie Unii Europejskiej fabryki oraz ośrodka rozwoju technologii produkcji proppantów ceramicznych w Lubsku (woj. Lubuskie).

W spotkaniach, które odbyły się w Waszyngtonie, uczestniczyli m.in. przedstawiciele The United States Department of Energy, The United States Energy Association, funduszu private equity i firmy doradczej związanych z amerykańskim sektorem energetycznym. Celem spotkań było przedstawienie bieżącej sytuacji w zakresie poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego w Polsce i regionie EMEA, omówienie obowiązujących uwarunkowań prawnych i potencjału wykorzystania proppantów ceramicznych do wydobycia węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych.

W efekcie przeprowadzonych rozmów nakreślone zostały potencjalne pola współpracy i wsparcia dla inwestycji realizowanej przez Baltic Ceramics Investments. Strony zainteresowane są m.in. nawiązaniem współpracy szkoleniowej w zakresie geologicznych zagadnień związanych z wykorzystaniem proppantów ceramicznych do poszukiwania i wydobycia węglowodorów oraz realizowania procesu szczelinowania w odwiertach pionowych i poziomych. Innym obszarem dla wspólnej kooperacji jest możliwość udziału w pracach rozwojowych w ośrodkach naukowych i R&D w USA oraz wsparcie w pozyskaniu finansowania dla technologii związanych z produkcją, rozwojem i badaniem proppantów ceramicznych.

Seria spotkań, w których uczestniczyliśmy, potwierdza zainteresowanie amerykańskich partnerów rozwojem technologii związanej z wydobyciem ropy oraz gazu, a w szczególności ze złóż skał łupkowych. Stany Zjednoczone są pionierem w komercyjnym wykorzystywaniu niekonwencjonalnych źródeł węglowodorów, a nasza inwestycja w Centrum Badań i Rozwoju Proppantów Ceramicznych oraz zakład produkcyjny w Lubsku doskonale wpisuje się w długoterminową strategię zwiększania efektywności wydobycia tych zasobów – mówi Dariusz Janus, prezes zarządu Baltic Ceramics Investments S.A. – Spotkania, w których uczestniczyliśmy są początkiem dalszej, długofalowej współpracy. Liczymy na to, że ich wynikiem będzie nawiązanie partnerstwa na rzecz rozwoju nie tylko zaawansowanych technologicznie proppantów ceramicznych, ale również wyspecjalizowanych w tym obszarze kadr. Doświadczenia amerykańskiej branży wydobywczej są dla nas niezwykle cenne i bez wątpienia warto z nich korzystać – dodaje.

The United States Department of Energy („US DOE”) to urząd federalnego rządu Stanów Zjednoczonych, zajmujący się szeroko pojętymi problemami energii. US DOE zajmuje się m.in. zagadnieniami związanymi z poszukiwaniem i wydobyciem węglowodorów ze źródeł niekonwencjonalnych, w tym gazu łupkowego. W przeszłości US DOE jako pierwszy wsparł rozwój technologii szczelinowania hydraulicznego skał łupkowych oraz wykorzystanie do tego celu proppantów ceramicznych.

The United States Energy Association („USEA”) to stowarzyszenie publicznych i prywatnych organizacji, korporacji i amerykańskich agencji rządowych związanych z energetyką. USEA reprezentuje interes amerykańskiego sektora energetycznego, którego priorytetem jest wzrost świadomości dla znaczenia kwestii związanych z energią zarówno na terytorium USA jak i na całym świecie.

Notowana na NewConnect spółka Baltic Ceramics Investments tworzy w Lubsku jedyny na terenie Unii Europejskiej ośrodek rozwoju technologii produkcji proppantów ceramicznych. W ramach tej inwestycji powstanie Centrum Badań i Rozwoju Proppantów Ceramicznych oraz zakład produkcyjny, który będzie produkował w momencie uruchomienia 60 tys. ton, a docelowo 135 tys. ton proppantów rocznie, co odpowiadać będzie ok. 5% światowego zapotrzebowania na ten materiał. Na te cele spółka otrzymała dofinansowanie ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z programów Blue Gas oraz DEMONSTRATOR+ oraz z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Łączna kwota przyznanego dofinansowania wyniosła ponad 46 mln zł. Uruchomienie produkcji na skalę przemysłową planowane jest na III kwartał 2015 r.

Coraz więcej klientów assistance

Świadomość usług assistance wśród klientów polskiego rynku finansowego rośnie z roku na rok. Przeprowadzane badania wykazują, że już ponad połowa zapytanych prawidłowo kojarzy istotę usług assistance, a ich posiadanie deklaruje 1/3 z nich.

Niemal wszyscy z tych (ponad 90%), którzy zdecydowali się na ten typ ochrony, ma w swoim portfelu assistance samochodowy. Dominacja tego rodzaju usług wynika przede wszystkim z faktu, iż zawierając umowę obowiązkowego ubezpieczenia OC lub autocasco, w większości przypadków klienci otrzymują assistance, od swojego ubezpieczyciela, jako część składową kupowanego pakietu. Nie ponoszą przy tym odczuwalnych, dodatkowych wydatków.

W razie wypadku

Zakres takiej podstawowej ochrony jest jednak ograniczony i sprowadza się zazwyczaj do próby naprawy pojazdu na miejscu zdarzenia lub odholowania go do najbliższego zakładu, gdy taka naprawa okaże się niemożliwa. Istotnym ograniczeniem jest przy tym, minimalna odległość miejsca zdarzenia od miejsca zamieszkania klienta. Może ona dochodzić nawet do 50 km, co często uniemożliwia nieodpłatne skorzystanie z usług pomocowych, np. w trakcie stłuczki przed domem. Do pozostałych ograniczeń można także zaliczyć zakres terytorialny (w większości przypadków zawężony do obszaru RP) oraz listę zdarzeń umożliwiających wykorzystanie assistance – sprowadzoną wyłącznie do wypadku drogowego, co w konsekwencji ogranicza możliwości skorzystania z pomocy w przypadku awarii. Można jednak dokupić assistance o rozszerzonym zakresie ochrony.

Pomoc serwisowa

Pomimo, że wciąż duża część polskich kierowców, w razie wypadku lub awarii, liczy na pomoc bliskich, rośnie odsetek klientów, którzy mają świadomość potrzeby posiadania dodatkowej ochrony assistance. Badania potwierdzają, że ponad 90% klientów, którzy przynajmniej raz mieli okazję skorzystać z assistance, jest zadowolonych z otrzymanej pomocy i bez wahania, w większości przypadków, decydują się oni na zakup wariantu rozszerzonego. Dzięki niemu uzyskują m.in. bardziej kompleksową pomoc serwisową (np. dostarczenie paliwa w przypadku jego braku na drodze lub otwarcie pojazdu po zatrząśnięciu w nim kluczyków) czy pomoc w podróży (pojazd zastępczy, zakwaterowanie, pomoc w powrocie do domu lub transport do placówki medycznej). Ponadto pomoc, w większości przypadków, jest świadczona nie tylko w Polsce ale również poza jej granicami.

Cena zależy od zakresu usług

Cena assistance jest uzależniona od zakresu oferowanych w jego ramach usług. Przeciętny roczny koszt ubezpieczenia waha się w przedziale od 50 zł do 400 zł, przy czym szeroki zakres assistance wcale nie musi być drogi. Dla przykładu, w Proama, klient za 169 zł otrzymuje pomoc serwisową, na którą oprócz holowania z limitem do 400 km i naprawy składają się usługi dodatkowe, jak dostarczenie paliwa, otwarcie pojazdu czy też dostawa części niezbędnych do naprawy; pomoc w podróży, jak np. zakwaterowanie, pojazd zastępczy do 7 dni czy też pomoc medyczna w przypadku nagłego zachorowania; pomoc informacyjną – w tym dostęp do infolinii medycznej oraz usługi tłumacza.

Nowością jest zwrot kosztów przejazdów taksówką. Jest to elastyczne rozwiązanie – stanowiące alternatywę do pojazdu zastępczego – skierowane przede wszystkim do grona klientów, którzy wykorzystują swoje cztery kółka przede wszystkim do dojazdów do pracy. Decydując się na tę usługę, w odróżnieniu od pojazdu zastępczego, nie ponoszą oni kosztów paliwa, nie muszą się również martwić np. o znalezienie miejsca parkingowego. W Proama usługi są świadczone w większości krajów europejskich bez ograniczenia w postaci minimalnej odległości od miejsca zamieszkania.

Szeroki zakres coraz bardziej pożądany

Niewielki koszt ubezpieczenia – statystyki potwierdzają, że wydana kwota zwraca się już przy pierwszym nieprzewidzianym zdarzeniu na drodze – sprawia, że assistance jest ubezpieczeniem coraz częściej świadomie wybieranym przez konsumentów. Jeszcze w 2009 r. niespełna 15% ubezpieczonych korzystało z usług assistance przy czym obecnie szacuje się, że liczba ta się podwoiła. Do 40% wzrósł również odsetek klientów, którzy są zdecydowani na odpłatny zakup rozszerzonego wariantu assistance samochodowego.

Wzmożony popyt na usługi assistance determinuje ciągły rozwój tego produktu. Ma on również odzwierciedlenie w poziomie cen oferowanych przez poszczególnych ubezpieczycieli. Rozbudowane warianty assistance stały się dostępne dla przeciętnego Kowalskiego, który bez większych problemów może wybrać zakres usług odpowiadający jego potrzebom, płacąc przy tym niewygórowaną cenę. Warianty rozszerzone assistance w Proama dedykowane są klientom, którzy zdecydowali się nabyć ubezpieczenie OC posiadaczy pojazdów mechanicznych lub jeden z pakietów casco.

Łukasz Kuryłowicz, kierownik ds. ubezpieczeń komunikacyjnych w Proama

Unibep kupił za 14 mln zł grunt pod budowę kompleksu usługowo-handlowo-mieszkalnego

0

Unibep kupił prawo użytkowania wieczystego gruntu przy ul. Kondratowicza na warszawskim Bródnie. Zbuduje na nim kompleks usługowo-handlowo-mieszkalny.

Teren o powierzchni 7 481 mkw. znajduje się przy ul. Kondratowicza w Warszawie.

Cena zakupu nieruchomości ustalona w umowie wynosi 14 000 000 złotych netto – podała spółka.

Na działce powstanie budynek usługowo-handlowo-mieszkalny z lokalami usługowymi o łącznej powierzchni sprzedażowej ok.12 000 mkw. Budynek dysponować będzie garażem podziemnym. Początek sprzedaży lokali w inwestycji przewidywany jest na III kw. 2015 r.

Komercjalizacją osiedla zajmie się spółka deweloperska z Grupy Unibep – Unidevelopment S.A.

Cushman & Wakefield: Polska liderem na rynku nieruchomości magazynowych w Europie Środkowej

Rynek nieruchomości magazynowych w Europie Środkowej rozwija się dwukrotnie szybciej niż w ubiegłym roku – wynika z raportu  firmy doradczej Cushman & Wakefield. Polska jest tu zdecydowanym liderem.

W pierwszym półroczu  wybudowano w regionie ponad 0,5 mln mkw. powierzchni magazynowej w porównaniu z 260 tys. mkw. rok wcześniej. W Polsce ukończono w tym czasie budowę 340 tys. mkw. powierzchni magazynowych, niemal tyle, ile w całym roku 2013. Większość nowych obiektów w Europie Środkowej wybudowali czterej deweloperzy: Panattoni, PointPark Properties, Prologis i MLP Group. Jednocześnie wolumen transakcji najmu wyniósł prawie 2 mln mkw., wskutek czego średni wskaźnik pustostanów nie przekracza obecnie 10 proc.

– Popyt na nową powierzchnię magazynową jest tak duży, że prawie cała podaż znajduje najemców jeszcze przed rozpoczęciem budowy i z tego względu inwestycje spekulacyjne należą obecnie do rzadkości  mówi Ferdinand Hlobil, dyrektor działu powierzchni przemysłowych i magazynowych na Europę Środkową firmy Cushman & Wakefield. – Trend ten jest szczególnie silny w Polsce i Czechach.

Największe zainteresowanie powierzchnią magazynową zgłasza sektor motoryzacyjny. Rośnie też popyt na magazyny firm specjalizujących się w sprzedaży internetowej.

– Rynek nieruchomości magazynowych w Polsce rozwija się najszybciej spośród państw Europy Środkowo-Wschodniej zarówno pod względem nowych inwestycji, jak i wolumenu transakcji – podkreśla Tom Listowski z Cushman & Wakefield. – Dane o powierzchni magazynowej pozostającej obecnie w budowie pozwalają przypuszczać, że ilość powierzchni dostarczonej na rynek w 2014 r. osiągnie najwyższy poziom od pięciu lat.

Wolumen transakcji zawartych w pierwszej połowie 2014 r. wzrósł o 20 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku i prawdopodobnie utrzyma się na wysokim poziomie w skali całego roku. Deweloperzy planujący kolejne inwestycje interesują się także miastami małymi i średniej wielkości w pobliżu dużych konurbacji.

W Polsce odnotowano też w pierwszym półroczu największy, przekraczający 1 mln mkw. popyt na powierzchnie magazynowe. Stopa pustostanów spadła u nas  z 10,9 proc. na koniec zeszłego roku do 8,8 proc. na koniec czerwca 2014. Świadczy to o dalszym rozwoju rynku nieruchomości magazynowych – ocenia w raporcie Cushman & Wakefield.

– Od dziesięciu lat najwięcej nowych obiektów magazynowych powstaje w Polsce, która utrzyma pozycję rynku o największej aktywności deweloperskiej nie tylko w Europie Środkowej, lecz także w skali całego kontynentu – podkreślił Ferdinand Hlobil. – Wynika to przede wszystkim z nieprzerwanego wzrostu polskiej gospodarki oraz aktywnej polityki rządu.

Rynek produktów mrożonych w Polsce

Rynek produktów mrożonych w Polsce jest wart rocznie 2,1 mld zł. Z danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, iż w okresie ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe przeznaczyły na zakupy kategorii produktów mrożonych łączną kwotę 2,1 mld zł. Wartość ta wzrosła o 3,1 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w latach ubiegłych.

Analizowana kategoria produktów mrożonych obejmuje: produkty mączne i ziemniaczane, dania gotowe, warzywa, owoce, ciasta, mięso oraz ryby.

W okresie od sierpnia 2013 roku do lipca 2014 roku największy udział w rynku produktów mrożonych w ujęciu wartościowym miały podkategorie ryb, warzyw, dań gotowych, produktów mącznych i ziemniaczanych oraz frytek. Wyniósł on łącznie ponad 95 proc.

W ujęciu ilościowym w ciągu ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe kupowały przede wszystkim: warzywa (31,3 proc.), ryby (25,7 proc.), produkty mączne i ziemniaczane (14,9 proc.), frytki (13,8 proc.) oraz dania gotowe (10,8 proc.).

W podkategorii ryb w największym stopniu kupowano mintaja (34 proc.) i pangę (13 proc.). W przypadku warzyw były to mieszanki (44 proc.), zupy (19 proc.) oraz szpinak (11 proc.). W podkategorii dań gotowych kupowano przede wszystkim pizzę (65 proc.), zapiekanki (8 proc.) i kotlety (6 proc.), a spośród produktów mącznych i ziemniaczanych – pierogi i pyzy (83 proc.).

W ujęciu ilościowym 68 proc. zakupionych produktów było produktami pakowanymi. Pozostałe 32 proc. to produkty mrożone na wagę, w tym największa podkategoria ryb (78 proc.), a najmniejsza warzyw (11 proc.) i frytek (6 proc.).

Wśród marek własnych sieci liderami na rynku mrożonych produktów pakowanych były produkty sieci Biedronka i Lidl (dla wszystkich podkategorii).

Z kolei spośród produktów markowych największe udziały miały produkty marek Abramczyk i Frosta (ryby), Hortex (warzywa), Dr. Oetker (dania gotowe) oraz Anita (produkty mączne i ziemniaczane).

Biorąc pod uwagę miejsca zakupu i kanały sprzedaży, największy udział w zakupach mrożonek miał handel nowoczesny – 64 proc. udziału w ujęciu wartościowym i 72 proc. w ujęciu ilościowym. Agata Wesołowska-Surma, analityk kategorii w Panelu Gospodarstw Domowych GfK, komentuje: „Największe udziały w zakupach mrożonek odnotowały dyskonty (29 proc. w ujęciu wartościowym i 38 proc. w ujęciu ilościowym). Jednocześnie widoczny jest systematyczny spadek znaczenia handlu tradycyjnego w porównaniu do analogicznego okresu w latach ubiegłych – o 2,6 proc. w ujęciu wartościowym i o 2,1 proc. w ujęciu ilościowym”.

Uwagi Konfederacji Lewiatan do art. 17 projektu rozporządzenia o ochronie danych osobowy

0

Prawo do bycia zapomnianym jest potrzebne, ale należy skonstruować je na nowo, w sposób odpowiadający realiom Internetu. Prawo w kształcie zaproponowanym przez Trybunał Sprawiedliwości nie spełnia tego warunku. Jego skuteczna realizacja byłaby niemożliwa lub wymagałaby niewspółmiernych do tego celu środków i mogłaby naruszać interes publiczny – uważa Konfederacja Lewiatan.

Lewiatan przygotował uwagi do art. 17 projektu rozporządzenia o ochronie danych osobowych z uwzględnieniem tez wyroku Trybunału Sprawiedliwości w sprawie C-131/12 Costeja . szerzej znanemu jako wyrok w sprawie „Prawa do bycia zapomnianym”.

– Usuwanie danych osobowych przez podmiot, który nie decydował o ich upublicznieniu (operatora wyszukiwarki) rodzi ryzyko naruszenia interesów podmiotów, odpowiedzialnych za publikację takich informacji (wydawców). Ma to szczególne znaczenie, w przypadku prasy i serwisów informacyjnych, których działalność powinna być chroniona zgodnie z art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Taka ochrona powinna co do zasady, obejmować nie tylko stronę własną „wydawcy”, ale także strony, które ułatwiają dostęp do informacji prasowych (w tym wypadku strony operatora wyszukiwarki zawierające linki do tych stron) – mówi Magdalena Piech, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Niewłaściwe ważenie interesów

Zdaniem Konfederacji Lewiatan krytycznie należy ocenić dokonane przez Trybunał ważenie interesów. Nadmiernym uproszczeniem jest stwierdzenie, że co do zasady prawo do prywatności powinno przeważać nad innymi prawami. Takie podejście nie uwzględnia konieczności zapewnienia wolności prasy i może ograniczać dostęp do istotnych z punktu widzenia interesu publicznego informacji. Niesłuszne jest też twierdzenie Trybunału, że interes społeczny może przeważać jedynie w szczególnych sytuacjach, w odniesieniu do osób publicznych. Bardzo często uzasadnione jest rozpowszechnianie informacji o osobie, która nie jest szeroko znana, np. w celu ochrony społeczeństwa przed nieuczciwymi, niebezpiecznymi działaniami.

Uwzględnić specyfikę działalności operatora wyszukiwarki

Błędne jest uznanie operatora wyszukiwarki za administratora indeksowanych przez nią danych. Choć zaangażowanie także takich podmiotów w zapewnienie ochrony danych osobowych jest zasadne, nie należy zrównywać ich roli z rolą podmiotu odpowiedzialnego za publikację danych.

Umożliwić wydawcom treści sprzeciw wobec usuwania linków do publikowanych przez nich danych

Zdaniem Konfederacji Lewiatan racjonalne jest, by to wydawcy byli pierwszym adresatem żądania usunięcia danych. To oni celowo umieszczają informacje o podmiocie danych i znają kontekst umieszczanych treści. W sytuacji gdy podmiot danych zdecyduje się zwrócić bezpośrednio do wyszukiwarki, zasadne jest zaangażowanie podmiotów odpowiedzialnych za publikację treści w procedurę usuwania linków. Niezależnie od tego, że w takiej sytuacji do wyszukiwarki będzie należała decyzja co do usunięcia treści, podmiot, który opublikował dane powinien otrzymać informację o usunięciu. Powinien mieć także możliwość wskazania operatorowi wyszukiwarki względów, które przemawiają za nie usuwaniem linków do jego stron i zakwestionowania decyzji o usunięciu przed organem ds. ochrony danych.

Zapewnić ochronę legalnych danych w Internecie

Krytycznie należy ocenić przyznanie przez Trybunał prawa usuwania z wyników wyszukiwania linków do legalnych treści. Linki, jako takie, były już dotychczas usuwane, ale w sytuacjach, kiedy uznano je za bezprawne. Co do zasady linki, jako przedłużenie stron z legalnymi informacjami źródłowymi nie powinny być usuwane. Podstawą usunięcia „legalnych” linków powinno być rozstrzygnięcie organu lub sądu, a nie uznaniowa decyzja podmiotu prywatnego. Należy rozważyć ukształtowanie tej procedury na wzór dyskutowanej przy okazji dyrektywy o handlu elektronicznym procedury notice and take down.

Wyznaczyć jasne i precyzyjne przepisy

Rozporządzenie musi wyznaczyć ramy prawa do bycia zapomnianym, tak by zapewnić jasny i uwzględniający rolę poszczególnych podmiotów, podział ról. Konieczne jest precyzyjne wskazanie zakresu praw podmiotów danych i obowiązków administratorów. Rozporządzenie nie powinno jednak zbyt szczegółowo regulować całej procedury. Tryb realizacji tego prawa, uwzględniający specyfikę branży i rozwój technologii, mógłby zostać uregulowany np. w kodeksach dobrych praktyk zatwierdzanych zgodnie z art. 38 projektu.

Konfederacja Lewiatan

Sieć, jako źródło wiedzy o lekarstwach

Nie bez powodu Google w mowie potocznej określany bywa mianem „doktora”. W internecie można znaleźć chyba wszystko, także na temat zdrowia. Choć na szczęście w tym wypadku samodiagnoza dokonana przy wykorzystaniu informacji z sieci okazuje się zazwyczaj nieprawdziwa i przesadzona. Samej branży medycznej internet służy jednak świetnie. To wręcz doskonałe dla niej narzędzie marketingowe. Wzrosty mówią same za siebie.

Według wyników ostatnich badań przeprowadzonych przez IAB Polska, dynamika segmentu „Zdrowie” we wzroście wydatków reklamowych w sieci oscyluje rok do roku nawet w okolicach trzydziestu procent. W prawdzie sama reklama leków rządzi się w pewnym sensie innymi niż pozostałe prawami (obostrzenia nałożone przez przepisy), nie mniej jednak wypełnia znaczną część przestrzeni reklamowej w każdym medium, a sam segment „Zdrowie” to oczywiście nie tylko reklama leków.

Zgodnie z raportem IAB Polska, 12 % badanych dokonuje zakupu lekarstw i innych artykułów medycznych przez internet (tylko w ten sposób lub łącząc z innymi sposobami zakupów). Znaczna część badych wysoko ocenia też przydatność internetu niemal na każdym etapie procesu zakupowego. Sieć, jako źródło wiedzy o lekarstwach, produktach medycznych, zdrowiu i diecie wyprzedza telewizję. Wyżej ujęto tylko znajomych i rodzinę. Internauci korzystają w tym zakresie przede wszystkim z wyszukiwarek, forów, grup dyskusyjnych, portali internetowych i stron www producentów. Wiele osób sięga również do specjalistycznych serwisów internetowych i e-sklepów, czyta opinie na blogach i informacje zamieszczone na portalach społecznościowych.

Jak pokazują raporty, branża farmaceutyczna nie może w procesie planowania działań marketingowych pomijać sieci. Pomimo nawet, że ciążą na niej specyficzne obostrzenia reklamowe, a na przykład leków na receptę nie da się przecież kupić tą drogą. Internet to jednak ogromnie popularne źródło wiedzy, dzielenia się opiniami i doświadczeniami. Monitoring sieci i duża aktywność w tym kanale jest zatem obowiązkowym obszarem działań marketerów pracujących dla firm z segmentu zdrowiakomentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Key Account Manager GRUPA 365 NET.

Polwax opublikował prospekt emisyjny. W październiku planuje debiut na GPW

0

Polwax rozpoczyna ofertę publiczną podczas której chce sprzedać ponad 38 proc. akcji. Spółka opublikowała prospekt emisyjny i zamierza ubiegać się o wejście na warszawską giełdę. Debiut planuje 6 października 2014.

Polwax S.A. w ramach oferty publicznej chce sprzedać akcje stanowiące do 38,20 proc. kapitału zakładowego spółki (dających 32,02 proc. głosów na Walnym Zgromadzeniu). Planowana oferta publiczna obejmować będzie wyłącznie akcje sprzedawane przez pięciu akcjonariuszy spółki.

– Polwax to spółka o ugruntowanej pozycji rynkowej działająca w oparciu o stabilny i rentowny model biznesowy. Giełda to dla nas naturalny krok w rozwoju i możliwość zbudowania stabilnego długoterminowego akcjonariatu – mówi Dominik Tomczyk, prezes zarządu spółki. – Jako jedna z niewielu spółek na warszawskim parkiecie prowadzimy politykę regularnej wypłaty dywidendy, kontynuując tradycję dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami zapoczątkowaną przed laty.

Oferta będzie skierowana do inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych. Inwestorzy indywidualni będą mogli składać zapisy w dniach od 15 do 18 września. W tym samym okresie odbywać się będzie proces budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych. Zapisy dla tej grupy inwestorów będą przyjmowane w dniach od 19 do 24 września.

W ramach oferty publicznej akcjonariusze sprzedający: Krokus Chem S.a r.l., Dominik Tomczyk, Iwar Przyklang, Vataro Holdings Ltd oraz Patrycja Stokłosa zamierzają sprzedać do 3 819 865 akcji. Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie swoich akcji do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych.

– Oferta publiczna, a w następnej kolejności debiut giełdowy, są symbolicznym ukoronowaniem drogi jaką fundusz Krokus Private Equity przeszedł razem z zarządzającymi, którzy wzięli udział w transakcji wykupu – komentuje Robert Bożyk, wiceprezes Krokus PE i przewodniczący rady nadzorczej spółki. – Jesteśmy przekonani, że wejście na giełdę będzie kolejnym impulsem do dalszego rozwoju spółki.

Polwax S.A. jest producentem i dystrybutorem rafinowanych i odwanianych parafin oraz wosków parafinowych. W Jaśle ma zakład produkcyjny zajmujący się produkcją parafin, natomiast w Czechowicach-Dziedzicach oprócz produkcji parafin wytwarza także znicze i świece.

W latach 2004–2011 spółka funkcjonowała w strukturach grupy LOTOS jako LOTOS Parafiny. Na początku 2012 roku miał miejsce wykup menedżerski, w którym wzięli udział menedżerowie firmy, inwestorzy pasywni oraz fundusz Krokus Private Equity.

Za okres sześciu miesięcy zakończonych 30 czerwca 2014 Polwax miał 95,6 mln zł przychodów ze sprzedaży. EBITDA w tym okresie wyniosła 12,2 mln zł, a zysk netto 8,4 mln zł. Rok wcześniej półroczne przychody spółki osiągnęły wartość 85,8 mln zł, EBITDA wyniosła 9,4 mln zł, a zysk netto 5,9 mln zł.

Polimex-Mostostal sprzeda nieruchomości w Szczecinie za 3,8 mln zł

0

Polimex-Mostostal zawarł warunkową umowę sprzedaży gruntów i nieruchomości w Szczecinie. Nabywcą jest spółka  Molina Sp. z o.o. 5 S.K.A. Wartość umowy to 3,8 mln zł brutto.

Jak podaje spółka, przedmiotem umowy jest nieruchomość gruntowa położona w Szczecinie przy ulicy Pomorskiej 34 oraz stanowiących odrębne nieruchomości budynku biurowego i budynku niemieszkalnego oraz nieruchomość gruntowa położona w województwie zachodniopomorskim, w Szczecinie przy ulicy Pomorskiej 34C i 35 oraz stanowiących odrębne nieruchomości budynku biurowego i budynku magazynowego.

Łączna cena za wszystkie nieruchomości wynosi 3 813 000 złotych brutto.

Zawarcie umowy przenoszącej nastąpi w ciągu 10 dni od spełnienia się warunków przewidzianych w umowie warunkowej, m.in. potwierdzenia przez kancelarię prawną otrzymania kopii dokumentów wystawionych przez wszystkich wierzycieli hipotecznych posiadających zabezpieczenia w postaci hipotek na przedmiotach umowy, zawierających zgody na zwolnienie nieruchomości ze wszystkich hipotek obciążających i wykreślenia tych hipotek z ksiąg wieczystych prowadzonych dla przedmiotów umowy.

Podpisanie Umowy warunkowej jest elementem realizacji restrukturyzacji operacyjnej.

Spekulanci zaatakują kurs franka

0

Kurs franka zniewolony przez sztywny parytet wymiany do euro już wkrótce może stać się bohaterem spektaklu, który zainteresuje cały świat. Bankier.pl ocenia, że panują idealne warunki do przeprowadzenia spekulacyjnego ataku na szwajcarską walutę. To może bardzo negatywnie odbić się na polskich kredytobiorcach zadłużonych we franku.

Latem 2011 roku spanikowany kapitał uciekał z zagrożonego bankructwem południa strefy euro i szukał bezpiecznego schronienia w Szwajcarii. Spowodowało to potężną aprecjację szwajcarskiej waluty, co doskonale pamiętają też polscy dłużnicy hipoteczni. Kurs euro w szybkim tempie zmierzał do parytetu 1:1 z frankiem (najniższy kurs wyniósł 1,0068), który w Polsce kosztował w porywach ponad 4 złote.

– By zapobiec nadmiernemu i gwałtownemu umocnieniu franka SNB zdecydował się użyć „broni atomowej” wprowadzając minimalny kurs wymiany na poziomie 1,20 franka za euro. Zejście nawet w pobliże tego poziomu oznaczało automatyczne interwencje SNB, który rzucał na rynek potężne zlecenia kupna euro w zamian za franki. Rynek grzecznie usłuchał i po kilku niezbyt zdecydowanych próbach odpuścił i kurs EUR/CHF nigdy później nie spadł poniżej 1,20 – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Szwajcarzy będą bronić franka jak niepodległości

Szwajcarzy kupowali głównie niemieckie obligacje, sprowadzając ich rentowność poniżej zera. Obecnie niemieckie papiery skarbowe do dwuletnich włącznie mają ujemną rentowność. Oznacza to, że ich posiadacz płaci rządowi RFN, aby ten przechował jego pieniądze. Dla SNB są to koszty liczone w milionach.

– Obecnie mało kto liczy się z możliwością zaniechania przez SNB obrony parytetu i spadkiem kursu euro poniżej 1,20 za franka. Ale rynek wie swoje i w głowach niektórych finansistów zapewne już tlą się plany „ataku na franka” – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.

Amunicji może dostarczyć Europejski Bank Centralny, który wprowadzając ujemną stopę depozytowąfaktycznie obłożył dodatkowym podatkiem banki ze strefy euro. Ten sam EBC jeszcze we wrześniu uruchomi pierwszą pulę TLRO, w ramach których wpompuje w system bankowy kilka setek miliardów euro. A już w październiku EBC uruchomi „ilościowe poluzowanie” (ang. quantitative easing – QE), kupując obligacje zabezpieczone aktywami za nowo wykreowane pieniądze. Skalę europejskiego QE analitycy szacują na 500 mld euro.

O ile sytuacja Szwajcarów jest skomplikowana, to jeszcze gorsza jest pozycja tych mieszkańców Polski, którzy na zakup nieruchomości zadłużyli się w helweckiej walucie. Ewentualne zrównanie się kursu franka i euro oznaczałoby CHF po przeszło cztery złote – czyli powrót do paniki sprzed trzech lat. W polskich bankach nieoficjalnie mówi się, że dopiero trwałe przekroczenie poziomu 4,50 zł za franka byłoby niebezpieczne dla kredytobiorców. Na razie pozostaje więc liczyć na spryt i dobrą taktykę Szwajcarów.

ZUS daje pieniądze dla firm

Zakład Ubezpieczeń Społecznych po raz kolejny daje możliwość ubiegania się o środki pomocowe na inwestycje związane z poprawą BHP w firmach. Dla przedsiębiorców, wciąż czekających na uruchomienie dotacji unijnych z nowego budżetu na lata 2014-2020, może to być ostatnia okazja na zdobycie wsparcia finansowego swoich inwestycji jeszcze w tym roku. Wnioski można już składać – w puli czekają ponad 32 mln złotych. A ZUS obiecuje, że dla nikogo ich nie zabraknie.

Tylko w pierwszym kwartale 2014 roku wypadkom przy pracy w Polsce uległo 18 250 osób, a poszkodowani w nim pracownicy przez średnio 26 dni pozostawali niezdolni do wykonywania swojego zajęcia. Każdy wypadek generuje ogromne straty dla firmy, dziwi więc, do tej pory niewielkie, zainteresowanie przedsiębiorców dotacjami z ZUS na zakup produktów i usług związanych z ochroną zdrowia. O dofinansowanie działalności prewencyjnej ze środków krajowych ubiegać się mogą wszakże zarówno mikro, małe, średnie, jak i duże przedsiębiorstwa z całego kraju. Warunkiem przystąpienia do programu jest opłacanie składek na ubezpieczenie wypadkowe oraz uregulowanie należności wobec ZUS-u. Przedsiębiorcy mogą otrzymać pieniądze na projekty zarówno o charakterze doradczym, inwestycyjnym, jak i doradczo-inwestycyjnym, służące poprawie bezpieczeństwa pracy. Preferowane będą jednak zgłoszenia dotyczące branż należących, zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, do wyższych kategorii ryzyka (6 lub więcej). – Sposób przeprowadzania konkursu i zasady otrzymania dotacji są bardzo korzystne dla beneficjenta. ZUS nie wyznaczył końcowego terminu składania wniosków – w założeniu budżet ma pokryć wszystkie projekty, które zostaną rozpatrzone pozytywnie. Ponadto po zakwalifikowaniu pomysłu do dotacji, aż połowę zaplanowanych środków otrzymamy jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji, a druga połowa trafi do nas nie później niż w miesiąc od ukończenia i odbioru projektu.mówi Maciej Giebień, Konsultant ds. Funduszy UE z ECDF.

ZUS odda nawet 90% wydatków

Ostateczna wysokość dofinansowania zależeć będzie od wielkości przedsiębiorstwa oraz rodzaju projektu, który chce ono zrealizować. Najwięcej zyskać mogą firmy, zatrudniające mniej niż  10 pracowników. Maksymalna wysokość dotacji wypłacanej przez ZUS w przypadku projektów doradczo-inwestycyjnych dla tych przedsiębiorstw to 100 tys. zł, co stanowi aż 90% wydatków kwalifikowanych projektu. Wraz ze wzrostem liczby pracowników wzrasta maksymalna kwota dofinansowania, ale także obowiązkowy do wniesienia wkład własny firmy. Małe przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o dopłatę w wysokości do 150 tys. zł przy dofinansowaniu na poziomie 80%. Natomiast duże firmy dostaną nawet 400 tys. zł, o ile nie przekroczy to 20% budżetu projektu podlegającego dofinansowaniu.

W ramach projektów doradczych firmy mogą otrzymać wsparcie finansowe m.in. na przeprowadzenie identyfikacji zagrożeń w miejscu pracy i ocenę ryzyka zawodowego związanego z tymi zagrożeniami, wykonanie oceny bezpieczeństwa maszyn i instalacji technicznych czy przeprowadzenie analizy i oceny ergonomiczności miejsc pracy. Do projektów inwestycyjnych zaliczamy zakup i instalację już konkretnych urządzeń i rozwiązań, bezpośrednio wpływających na podniesienie poziomu bezpieczeństwa pracownika. Może to być na przykład centrala wentylacyjna wraz z kanałami wentylacyjnymi oraz kurtyny powietrzne, wyciągnik elektryczny służący ograniczeniu obciążenia układu mięśniowo-szkieletowego przy pracach ręcznych czy bramki świetlne zabezpieczające maszynę CNC.

Biurokratyczne zawiłości

Przedsiębiorcy zainteresowani pozyskaniem dotacji muszą pamiętać o rzetelnym przygotowaniu wniosku o dofinansowanie. Niestety, część podań zostaje przez ZUS odrzucona ze względu na niespełnione wymogi formalne. – Musimy pamiętać, że eksperci ZUS dokonują oceny na podstawie przesłanego wniosku wraz z załącznikami. – mówi Maciej Giebień z ECDF. – Wnioskodawca musi udokumentować koszty projektu poprzez przesłanie ofert od potencjalnych wykonawców, specyfikacji technicznej urządzeń, które planuje zakupić, oraz kosztorysu montażu. Przy projektach inwestycyjnych należy przedstawić dokumenty poświadczające aktualny stan bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowiskach, które zostaną objęte projektem. Najważniejsze jest jednak określenie konkretnych działań, które mogą otrzymać dotację w ramach projektu. To, czy poszczególne wydatki kwalifikują się do dofinansowania, warto ustalić chociażby podczas rozmowy telefonicznej z pracownikami ZUS, którzy udzielają porad odnośnie wniosków poprzez dedykowaną infolinię. Dobrze przygotowana dokumentacja pozwoli wszakże zrealizować ze środków krajowych inwestycję w zdrowie i bezpieczeństwo pracowników – wartości w firmie bezcenne.

 

PZPM: Do końca sierpnia w Polsce zarejestrowano 1006 nowych autobusów, o 28 proc. więcej niż rok wcześniej

W ciągu 8 miesięcy 2014 roku polscy przewoźnicy zarejestrowali 1006 nowych autobusów. To wynik zdecydowanie lepszy niż przed rokiem  informuje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego.

Osiągnięty wynik jest lepszy od zeszłorocznego o 28,2 proc.

– Dynamika wzrostu po siedmiu miesiącach była w skali roku nieco niższa niż po ośmiu, co oznacza, że autobusy są na fali wznoszącej i wakacyjne miesiące były dla branży bardzo pracowite – podkreślono w komunikacie. – Najnowsze dane pokazują, że polski rynek dysponuje w tym roku sporym potencjałem i po słabym czerwcu, kiedy zakupiono tylko 88 autobusów wobec 148 szt. rok wcześniej (spadek o 41 proc.), teraz ponownie wraca on do dobrej formy – informuje PZPM.

Najwięcej polscy przewoźnicy kupili w tym roku autobusów miejskich, w sumie 335 szt., o 11,3 proc. więcej niż rok wcześniej.  W lipcu najwięcej tego typu pojazdów odebrał Kraków, gdzie 1 sierpnia prywatna firma rozpoczęła obsługę wybranych linii. Z kolei w sierpniu swój tabor uzupełniała Bydgoszcz, gdzie nowy przewoźnik odebrał partię 36 autobusów marki Solbus. Nowe autobusy kupowały też w tym roku Wrocław, Częstochowa i Gliwice. Stolica Dolnego Śląska do listopada chce wzmocnić flotę o 57 nowych autobusów marki Solaris.

W ciągu 8 miesięcy 2014 r. polscy przewoźnicy zarejestrowali też łącznie 197 autokarów turystycznych o 24,7 proc. więcej niż przed rokiem.

Posnet Polska kupił Lubelską Fabrykę Wag FAWAG

0

Spółka FS Nieruchomości należąca do Funduszu Inwestycyjnego Zamkniętego MARS sprzedała Lubelską Fabrykę Wag FAWAG. Nowym właścicielem firmy została spółka Posnet Polska.

Strony transakcji nie ujawniają, ile kosztował FAWAG.

Lubelskie Fabryki Wag FAWAG to jeden z najstarszych producentów wag w Europie. Produkuje nowoczesne wagi elektroniczne znajdujące zastosowanie w wielu sektorach gospodarki. W 2010 r. właścicielem spółki został Fundusz MARS, który przystąpił do restrukturyzacji przedsiębiorstwa, uporządkowania aktywów i optymalizacji działalności.

Przygotowaliśmy firmę, która może skutecznie konkurować na ciężkim, bardzo konkurencyjnym rynku. Kluczem pozostawało znalezienie inwestora, któremu zależało na rozwoju jej działalności. Spółka trafiła w ręce lidera rynku, który planuje wykorzystać doświadczenie pracowników FAWAG oraz zgromadzony know-how do rozwoju swojej działalności o kolejne segmenty – mówi Piotr Słupski, prezes MS Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, zarządzającego Funduszem Inwestycyjnym Zamkniętym MARS.

Transakcja sprzedaży Lubelskich Fabryk Wag FAWAG została sfinalizowana 9 września. Posnet Polska, który kupił 100 proc udziałów w spółce będzie kontynuowała produkcję wag, a zmiany właścicielskie nie wpłyną na poziom zatrudnienia.

Cieszymy się, że jako lider rynku urządzeń fiskalnych będziemy mogli rozszerzyć zakres swojej działalności i rozbudować portfolio o produkty, które w połączeniu z naszymi dotychczasowymi urządzeniami stanowić będą ofertę niespotykaną na całym rynku – mówi Robert Abramczuk, prezes Posnet Polska.

Nowy właściciel planuje rozwój kupionego zakładu oraz poszerzenie zakresu swej dotychczasowej działalności o branżę wagową.

Małe firmy nie planują korzystać z pomocy UE

Tylko 12,6 proc. mikro- i małych firm będzie starało się pozyskać fundusze z Unii Europejskiej w latach 2014-2020. Zniechęca ich brak odpowiednich programów oraz skomplikowane procedury. Jednocześnie ponad połowa przedsiębiorców pozytywnie ocenia zmiany, jakie zaszły w Polsce w ciągu 10 lat naszej obecności w UE – ujawniło badanie Instytutu Badań i Analiz OSB oraz portalu Firmy.net.

Firmy.net zaprezentował wyniki badania polskich mikro- i małych firm w raporcie „Jak w Polsce prowadzi się własny biznes”. Zawiera on m.in. ocenę właścicieli  mikro- i małych firm odnośnie wpływu UE na prowadzenie biznesu w Polsce, a także analizę ich planów dot. pozyskiwania funduszy unijnych w latach 2014-2020.

UE pomogła naszemu biznesowi

Ponad połowa przedsiębiorców (50,5 proc.) uważa, że wejście Polski do Unii Europejskiej pozytywnie wpłynęło na prowadzenie działalności biznesowej. Wśród pozostałych przedsiębiorców częściej dominowały poglądy o braku wpływu UE na działalność biznesową (29,7 proc.) nad głosami o jej negatywnym wpływie (19,8 proc.). Bardzo nieliczna grupa przedstawicieli firm nie potrafiła dokonać takiej oceny.

Ocena zmian według sektorów

We wszystkich sektorach gospodarki najliczniejszą grupę stanowili przedsiębiorcy, według których zachodzące w ciągu ostatnich 10 lat zmiany wpłynęły pozytywnie na prowadzenie działalności biznesowej. W sektorze rolnictwa (w tym leśnictwa, łowiectwa i rybactwa) nie brakowało jednak osób, których zdaniem zmiany te miały negatywny wpływ na prowadzenie działalności.

W przypadku sektora przemysłu przedsiębiorcy równie często wskazywali brak wpływu wejścia Polski do UE, jak również dostrzegali negatywny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej. Z kolei w sektorze usług, handlu i budownictwa przeważali przedsiębiorcy, którzy nie dostrzegają wpływu zmian związanych z UE.

Plany wykorzystania środków z UE w latach 2014-2020

Stosunkowo wysoka, pozytywna ocena wpływu zmian zachodzących po wejściu do UE, nie znajduje odzwierciedlenia w planach korzystania z dostępnych funduszy pomocowych. Ponad połowa przedsiębiorców (55,9 proc.) nie wie, czy będzie korzystała ze środków unijnych w latach 2014-2020. W grupie pozostałych znacząco przeważają przedsiębiorcy, którzy nie zamierzają aplikować o wsparcie na rozwój swoich firm (31,4 proc.). Zaledwie 12,6 proc. stanowią przedstawiciele firm, którzy zamierzają rozwijać je  dzięki środkom z Unii Europejskiej.

Najwięcej firm zdecydowanych, aby nie starać się o środki unijne, znajduje się w sektorze rolnictwa (w tym leśnictwa, łowiectwa i rybactwa). Z kolei w sektorze przemysłu, budownictwa, handlu i usług charakterystyczna jest tendencja niezdecydowania, czy podejmą oni starania o dotacje.

Cel wykorzystania dotacji w latach 2014-2020

Przedsiębiorcy planujący aplikować o fundusze unijne chcą je pozyskać z Programów Operacyjnych, właściwych dla danego województwa. Zgodnie z deklaracjami badanych pozostałe programy cieszyć się będą dużo mniejszym zainteresowaniem.

Z Programu Pomoc Techniczna planują skorzystać nieliczni przedsiębiorcy z sektora usług i budownictwa. Z kolei wsparciem z Programu Inteligentny Rozwój 2014-2020 mogą być zainteresowani niektórzy przedstawiciele przemysłu, handlu i usług. Ze wsparcia z Programu Wiedza Edukacja Rozwój planują skorzystać przedsiębiorcy z sektora przemysłu i usług. W ramach realizacji Programu Polska Cyfrowa wsparcia poszukiwać będą przedstawiciele sektora przemysłu i handlu. Natomiast wsparciem z Programu Rozwój Obszarów Wiejskich 2014-2020 zainteresowani będą przedstawiciele sektora przemysłu, budownictwa, handlu i usług.

Przyczyny nieaplikowania o środki z UE

Najczęściej wskazywanym powodem braku planów aplikowania o środki z UE było przekonanie o braku odpowiednich programów, do których firma może się zakwalifikować, a także skomplikowane procedury i trudności związane z przyznaniem dotacji.

 

Nie miałeś odblasku? Odszkodowanie może być niższe

Ubezpieczyciel ma prawo zmniejszyć wysokość odszkodowania z polisy OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, jeżeli uzna, że pieszy przyczynił się do wypadku, ponieważ nie posiadał elementów odblaskowych, od niedawna wymaganych prawem w terenie niezabudowanym po zmroku.

Pieszy może również ubezpieczyć się sam od wypadku. – Ubezpieczenia wypadkowe są w Polsce dosyć znane. Najczęściej kupujemy NNW komunikacyjne wraz z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych lub autocasco, ale często spotykamy się również z ubezpieczeniami wypadkowymi, np. dodawanymi do produktów bankowych. Coraz częściej decydujemy się również na zakup ich indywidualnie – mówi serwisowi infoWire.pl Justyna Szafraniec z Proama.

Mając ubezpieczenie NNW w razie wypadku komunikacyjnego pieszy może liczyć na odszkodowanie i z polisy wypadkowej i z polisy OC sprawcy wypadku. Lepiej jest jednak unikać tego typu zdarzeń, dlatego ostatnio weszły w życie przepisy, które mają na celu poprawę bezpieczeństwa pieszych – obowiązek noszenia przez nich elementów odblaskowych po zmroku w terenie niezabudowanym. Jeśli pieszy nie dostosuje się do tego przepisu, a zostanie potrącony przez pojazd, ubezpieczyciel ma prawo zmniejszyć wysokość odszkodowania z OC sprawcy wypadku, bo poszkodowany przyczynił się do jego powstania.

Warto o tym pamiętać i nosić odblaski nie tylko na drodze poza obszarem zabudowanym, ale też w miastach. Elementy fluorescencyjne można otrzymać bezpłatnie po zarejestrowaniu się na stronie internetowej kampanii „Wrzucam na luz”.

FADESA POLNORD POLSKA (FPP) przekazała klucze do 2.000 mieszkań

Spółka FADESA POLNORD POLSKA (FPP) w projektach realizowanych w Warszawie i we Wrocławiu  wydała klientom już 2.000 mieszkań

– Przekazanie 2.000 mieszkań jest dla nas źródłem ogromnej satysfakcji, przede wszystkim dlatego że to dowód zaufania ze strony klientów. Chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim, którzy zdecydowali się zamieszkać na jednym z osiedli wybudowanych przez FPP – mówi Małgorzata Gryc, dyrektor sprzedaży i marketingu w firmie Fadesa Polnord Polska.

Sukces, jaki FPP odniosła zarówno na warszawskim, jak i wrocławskim rynku był możliwy dzięki dobrej lokalizacji projektów, zastosowaniu nowatorskich i funkcjonalnych rozwiązań architektonicznych, jak również wybiegającemu w przyszłość standardowi osiedli. – Dzięki perspektywicznemu planowaniu inwestycji oraz ich kompleksowej aranżacji możliwe było stworzenie przestrzeni przyjaznej mieszkańcom, co znalazło uznanie wśród naszych klientów – podkreśla Małgorzata Gryc.

Wszystkie inwestycje firmy zapewniają bezpośredni dostęp do terenów zielonych i charakteryzują się niezwykle starannym rozplanowaniem przestrzeni wspólnych. W obrębie każdego osiedla znajdują się liczne alejki spacerowe i tereny rekreacyjne. Znakiem rozpoznawczym projektów Fadesy jest rozbudowana infrastruktura dla rodzin z dziećmi. W inwestycji Ostoja Wilanów znajdują się tereny zielone o powierzchni ponad 5 ha  przeznaczone do wyłącznego użytku mieszkańców, w wśród nich parki, jeziorko, place zabaw i boisko.

Wyższy komfort życia zapewniają również w przemyślany sposób ulokowane w budynkach pomieszczenia zapewniające dodatkową przestrzeń do przechowywania oraz boksy na rowery i wózki dziecięce. Wygodzie mieszkańców służą także, znajdujące się na terenie inwestycji, lokale handlowo-usługowe i placówki użyteczności publicznej, jak np. przedszkola. Kluczowym założeniem dewelopera jest dostarczanie mieszkań, w których chce się żyć.

Hiszpańsko-polska spółka Fadesa Polnord Polska, od rozpoczęcia działalności na rynku polskim w 2005 roku do połowy bieżącego roku, sprzedała ponad 2.150 mieszkań. Spółka osiągnęła w ostatnim czasie wynik 500 mieszkań w przedsprzedaży w swoich projektach zlokalizowanych we Wrocławiu (Osiedle Innova i Osiedle Moderno).

Firma charakteryzuje się stabilną sytuacją finansową. W pierwszych sześciu miesiacach 2014 roku przychody ze sprzedaży wyniosły 123,67 mln zł. W końcu czerwca bieżącego roku spółka posiadała kapitał własny w wysokości 95,59 mln zł, a zobowiązania z tytułu kredytów wynosiły zaledwie 3,85 mln zł.

Długofalowa strategia Fadesy przewiduje umacnianie pozycji firmy na rynku i sukcesywny rozwój działalności na terenie Polski. Deweloper posiada grunty pozwalające na wybudowanie ponad 1.000 mieszkań.

Projekty w trakcie realizacji

Ostoja Wilanów

Inwestycja Ostoja Wilanów (www.ostoja-wilanow.com) położona jest na rozległym obszarze 17 ha w warszawskim Miasteczku Wilanów, między ulicami Klimczaka, Zdrową i Hlonda, niedaleko al. Rzeczypospolitej. Prowadzona jest w 8 etapach, w których powstanie łącznie 31 nowoczesnych, 4-piętrowych budynków. Ponad 5 ha na obszarze osiedla zajmują atrakcyjnie zagospodarowane tereny rekreacyjne. Znajdują się wśród nich m.in.: park leśny o pow. 2 ha, park centralny z jeziorkiem (długości 300 m.) z drewnianymi mostkami i biegnącymi wokół alejkami spacerowymi oraz oświetlone po zmroku boisko sportowe i tereny zabaw dla dzieci. Obecnie w Ostoi Wilanów prowadzona jest budowa dwóch z pięciu ostatnich budynków w inwestycji.

Osiedle Innova (www.osiedle-innova.com) znajduje się we wrocławskiej dzielnicy Krzyki, u zbiegu ulic Nyskiej, Pięknej i Jesionowej. Poza doskonałym usytuowaniem, które zapewnia dostęp do pełnej infrastruktury miejskiej, inwestycję wyróżnia nowoczesny design budynków. Lokalizacja inwestycji na mapie akustycznej Wrocławia to jedno z najcichszych miejsc w mieście. Osiedle Innova oferuje ciekawe, niejednokrotnie nagradzane rozwiązania architektoniczne oraz wysoką jakość wykończenia. Projekt składa się z 9 eleganckich, klasycznych budynków. Obecnie realizowany jest ostatni etap inwestycji, w którym powstanie 112 mieszkań.

Osiedle Moderno

Budowa Osiedla Moderno (www.osiedlemoderno.pl) zlokalizowanego przy ulicy Pięknej we wrocławskich Krzykach, usytuowanego w bezpośrednim sąsiedztwie Osiedla Innova, rozpoczęła się w marcu tego roku. Inwestycja składa się ze 158 mieszkań znajdujących się w 4-piętrowym budynku. W obrębie osiedla znajdują się tereny rekreacyjne, plac zabaw dla dzieci i strefy wyposażone w sprzęt do ćwiczeń dla dorosłych.

Apartamenty Innova

Przygotowywana inwestycja we wrocławskich Krzykach ma stanowić kontynuację i rozbudowę Osiedla Innova i Osiedla Moderno. Apartamenty charakteryzować się będą dużymi, wygodnymi tarasami, przestronnymi i funkcjonalnymi wnętrzami, otwartymi widokami z okna na okolicę. Osiedle ma współgrać z nowoczesnym i dynamicznym charakterem miasta Wrocław.

Villa Botanica

Villa Botanica to inwestycja w fazie przygotowania do budowy. Ten wyjątkowy projekt harmonijnie wpisuje się w sielską atmosferę warszawskiego Powsina. W ramach inwestycji powstanie kompleks willi miejskich i stylowych kamieniczek.

PCC EXOL zawarł z PKN Orlen umowę na dostawę tlenku etylenu za 2 mld zł

0

Spółka PCC EXOL poinformowała o zawarciu umowy o współpracy przy dostawie tlenku etylenu z Polskim Koncernem Naftowym Orlen. Wartość umowy szacowana jest na ponad 2 mld brutto (1,67 mld zł netto). 

Cena zakupu produktu obliczana jest na podstawie uzgodnionych przez strony formuł cenowych. Umowa została zawarta na czas określony – do 31 grudnia 2023 roku.

Umowa oznacza  kontynuację współpracy z PKN Orlen, określonej w umowie zawartej w sierpniu 2011.

Umowa dopuszcza przeprowadzenie przez każdą ze stron procedury wypowiedzenia umowy trwającej 12 miesięcy. Pierwszy możliwy termin uruchomienia procedury wypowiedzenia umowy to 1 stycznia 2017 roku.

Piotr Kubaszewski nowym prezesem grupy Hawe

0

Rada nadzorcza spółki powołała Piotra Kubaszewskiego na stanowisko prezesa zarządu Hawe S.A. Zastąpił on na tym stanowisku Krzysztofa Witonia.

Pan Piotr Kubaszewski doskonale zna grupę Hawe oraz wyzwania przed nią stojące. Dzięki doświadczeniom zebranym zarówno w grupie, jak i innych spółkach jest doskonałym kandydatem na prezesa Hawe – powiedział przewodniczący rady nadzorczej spółki Grzegorz Kuczyński.

Nowy prezes funkcję wiceprezesa ds. finansowych pełnił w spółce oraz jej spółkach zależnych w latach 2006–2012.

Cieszę się z nowego wyzwania, które postawiła przede mną Rada Nadzorcza. Jestem przekonany, że grupa posiada ogromny potencjał rozwoju i będzie go skutecznie realizować – podkreślił Piotr Kubaszewski.

W I półroczu skonsolidowane przychody grupy Hawe wzrosły o 68 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku i wyniosły 138,19 mln zł. Wynik EBITDA wyniósł 29,93 mln zł, a zysk netto 17,76 mln zł.

Hawe realizuje m.in. projekty budowy, a następnie eksploatacji i zarządzania siecią szerokopasmową, w tym w województwie warmińsko-mazurskim o długości ponad 2,2 tys. km oraz  w województwie podkarpackim o długości ponad 2 tys. km.

Astaldi zbuduje odcinek drogi ekspresowej S5

0

Podpisano umowę na realizację, blisko 20-kilometrowego odcinka drogi ekspresowej S5 do Wrocławia. Drogę zbuduje firma Astaldi za kwotę 597,6 mln zł brutto.

Jak podała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, w ciągu 14 dni nastąpi przekazanie placu budowy. Oddanie do ruchu gotowego fragmentu trasy planowane jest w grudniu 2017. Okres udzielonej gwarancji przez wykonawcę wynosi 10 lat.

Umowa obejmuje budowę trasy S5 od miejscowości Marcinowo do węzła Wrocław Północ (A8). Projekt będzie zrealizowany w systemie Projektuj i Buduj.

W ramach inwestycji powstaną dwa węzły drogowe: Trzebnica, Kryniczno oraz rozbudowany zostanie węzeł Wrocław Północ. Ponadto powstaną wiadukty, przejścia dla dzikich zwierząt oraz Miejsca Obsługi Podróżnych (Morzęcina Wchód, Morzęcino Zachód, Wisznia Mała Wschód, Wisznia Mała Zachód).

Termin realizacji wynosi 30 miesięcy od podpisania umowy z wyłączeniem okresów zimowych (15 grudnia do 15 marca).

PGNiG: W środę dostawy gazu z kierunku wschodniego o 45 proc. niższe od zakontraktowanych

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo zakomunikowało, że w środę dostawy gazu z kierunku wschodniego były o 45 proc. niższe od ustalonych.

PGNiG poinformował w czwartek, że dostawy gazu ziemnego w ramach obowiązującego Kontraktu Jamalskiego na połączeniach międzysystemowych w Drozdowiczach (Ukraina), Kondratkach (Białoruś) i Wysokoje (Białoruś) nadal nie są realizowane zgodnie ze składanymi przez spółkę nominacjami. Deficyt dostaw w dniu 10.09.2014 r. wyniósł ok. 45 proc. Wcześniej spółka podawała, że w poniedziałek deficyt w dostawach gazu był niższy o 20 proc., a we wtorek – o 24 proc.

Zgodnie z Kontraktem Jamalskim, PGNiG ma prawo odbierać ilości mniejsze bądź równe maksymalnej dobie kontraktowej określonej dla poszczególnych punktów wejścia, na których realizowane są dostawy. Wolumeny zamówione przez PGNiG były mniejsze od ilości maksymalnych – czyli zgodne z kontraktem. Mimo to, nie zostały zrealizowane przez OOO Gazprom Eksport – napisała spółka w komunikacie.

PGNiG podjęło decyzję o realizacji dostaw uzupełniających przez punkty Lasów (Niemcy) oraz Cieszyn (Czechy). Dodatkowo, od dnia 11.09.2014 r. uruchomione zostały dostawy gazu przez punkt Mallnow (Niemcy).

Trwa wyjaśnianie przyczyn zmniejszenia dostaw gazu z kierunku wschodniego, w szczególności czy mają one charakter techniczny, czy handlowy. PGNiG nie otrzymało do chwili obecnej żadnej informacji ze strony Gazpromu o powodach zmniejszenia dostaw gazu do Polski.

Dostawy gazu ziemnego do odbiorców PGNiG przebiegają bez zakłóceń, podaje PGNiG. Nie ma obecnie konieczności uruchamiania odbioru gazu z podziemnych magazynów gazu, które przed sezonem zimowym zostały w pełni zatłoczone. Aktualny stan napełnienia magazynów wynosi ok. 2,6 mld metrów sześciennych.

Konflikt na Wschodzie nie wpływa na branżę motoryzacyjną w Polsce, coraz więcej eksportujemy do Czech i na Węgry

Samochody i części produkowane w Polsce w 80% są eksportowane do państw Unii Europejskiej, głównie do Niemiec. Ale ostatnie dane pokazują spory wzrost zamówień ze strony obiorców z Europy Środkowo-Wschodniej, wśród których na pierwszy plan wysunęły się Czechy i Węgry. Mamy także odbiorców za naszą wschodnią granicą, ale jak podkreślają przedstawiciele Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, ich liczba relatywnie jest niewielka i przynajmniej w najbliższych miesiącach nie wpłynie istotnie na kondycję producentów motoryzacyjnych w Polsce.

Wyniki eksportu polskiej motoryzacji za maj (ostatnie dostępne dane) pokazują, że wolumenowo naszym największym odbiorcą z ponad 30% udziałem nadal pozostają Niemcy (0,5 mld PLN). Jednak jeśli spojrzymy na dynamikę rok do roku, to coraz więcej towarów motoryzacyjnych wysyłamy do Węgier i Czech – odpowiednio +41% r/r i +22% r/r. Takie wyniki odnotowujemy już od kilku miesięcy i spodziewamy się, że kilkudziesięcioprocentowe wzrosty rok do roku naszego eksportu motoryzacyjnego do tych państw powinny utrzymać się przynajmniej do końca tego roku – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, ekspert Polskiej Izby Motoryzacji.

Kierunek: Czechy i Węgry

Skąd rosnący udział państw Europy Środkowo-Wschodniej? Wynika to z kilku przyczyn. Po pierwsze, w UE od prawie roku nieprzerwanie rośnie sprzedaż samochodów osobowych. Po drugie, coraz więcej producentów aut i części do nich swoje zakłady lokuje właśnie
w Czechach i na Węgrzech, do których z kolei części i podzespoły dostarczają również polskie fabryki. W czerwcu na lokalizację swojej fabryki w Czechach zdecydował się Nexen Tire Corp, koreański producent opon, a w lipcu Hyundai Mobis, który u naszego południowego sąsiada będzie produkował reflektory. W obu przypadkach rywalizację o koreańskie inwestycje przegrała Polska, a jako powód takiej decyzji inwestorzy wskazali na bliskość własnych fabryk, siłę czeskiej gospodarki oraz bardzo atrakcyjne warunki zaproponowane przez czeski rząd – mówi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Decyzjom koreańskich producentów motoryzacyjnych towarzyszyły inwestycje koreańskich producentów podzespołów i komponentów. Jednak one tylko częściowo zaspokoiły zapotrzebowanie montowni samochodowych w Czechach, zlecenia na produkcję pozostałych części otrzymały firmy lokalne oraz polskie zakłady, które eksportują do Czech – dodaje Opala.

Rosnący udział Czech w branży motoryzacyjnej potwierdzają także wyniki sprzedaży Exact Systems. W pierwszym półroczu tego roku w Czechach potroiliśmy liczbę skontrolowanych części w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku – mówi Gos.

Przedstawiciele AKCENTY, czeskiej instytucji płatniczej obsługującej transakcje walutowe eksporterów i importerów z Europy Środkowo-Wschodniej, wskazują, że uzależnienie gospodarki Czech od przemysłu motoryzacyjnego jest coraz większe. W 2008 r. eksport pojazdów silnikowych stanowił zaledwie 15 proc. całego czeskiego eksportu, w kolejnych latach – 17 proc., zaś obecnie – 20 proc. (58 mld CZK, czyli 8,8 mld PLN). Największym producentem samochodów w Czechach pozostaje Škoda Auto, która planuje osiągnąć poziom 1,5 mln pojazdów w 2018 r. Nowy zakład otworzyła w Czechach także amerykańska grupa Johnson Control dostarczająca plastikowe pojemniki oraz pokrywy na akumulatory. Te inwestycje, tak samo jak plany Hyundai Mobis i Nexen Tire Corp, są bardzo dobrym sygnałem dla polskich producentów i eksporterów części, oznaczającym potencjalne zamówienia z czeskich fabryk – wskazuje Radosław Jarema, dyrektor zarządzający AKCENTY w Polsce.

Niewielki wpływ konfliktu ukraińsko-rosyjskiego na motoryzację

W związku z toczącym się konfliktem ukraińsko-rosyjskim, wśród obywateli obu Państw panuje niepewność, co do ich przyszłości, która wstrzymuje ich decyzje zakupowe, m.in. dotyczące nowego samochodu. W Rosji, tylko w sierpniu sprzedano o 26% aut mniej niż rok temu. Jednak spadek wolumenu sprzedaży aut w tych krajach nie ma dużego wpływu na branżę motoryzacyjną w Polsce. Tylko kilka procent wytworzonej w naszym kraju produkcji motoryzacyjnej jedzie do odbiorców spoza Unii Europejskiej, w tym do Rosji. Mamy wśród naszych klientów fabryki, które dostarczają komponenty do ich siostrzanych zakładów w Rosji.
I choć w ostatnich miesiącach odnotowali oni spadki dostaw o ok. 20%, to ze względu na niski wolumen eksportu, praktycznie tego nie odczuli
– mówi Jacek Opala z Exact Systems.

DM BDM zaczyna rekomendacje dla Stalproduktu od "kupuj" z ceną docelową 292,1 zł

0

Dom Maklerski BDM rekomenduje: kupuj Stalprodukt z ceną docelową 292,1 zł. To oznacza potencjał wzrostu cen akcji spółki o 27 proc.

– Stalprodukt jest naszym faworytem z szerokiego obszaru przemysłu i decydujemy się na rozpoczęcie wydawania zaleceń dla spółki od rekomendacji kupuj – piszą w komunikacie analitycy DM BDM. – Na podstawie naszych założeń wyceniamy spółkę na poziomie 292,1 zł za akcję, co oznacza potencjał do wzrostu o ok. 27 proc.

Wyniki spółki w II kwartale 2014 były lepsze od oczekiwań analityków. Ogółem skonsolidowane przychody Stalproduktu wzrosły do 693,4 mln zł, o ponad 5 proc. porównując z II kwartałem 2013 roku. Poprawa wyników we wszystkich segmentach pozwoliła na wykazanie zysku EBITDA na poziomie 73,1 mln zł, a EBIT na pułapie 40,4 mln zł.

Tym samym spółka zapoczątkowała, jako oceniono w rekomendacji, okres, kiedy przez kilka kolejnych kwartałów powinna już wykazywać dodatnią dynamikę wzrostu zysków w ujęciu rocznym.

 

M. Gątarz (UniCredit CAIB Polska): Nie będzie głębokiej restrukturyzacji w Kompanii Węglowej, bo rząd obawia się protestów górników

CEO Magazyn Polska

Związki zawodowe w Kompanii Węglowej nie akceptują planu naprawczego przygotowanego przez zarząd. Jego wdrożenie jest jednak koniecznie, by uratować 54 tys. miejsc pracy i uniknąć upadłości – ostrzegał niedawno prezes KW Mirosław Taras.  Związkowcy naciskają na sprzedaż części kopalń i integrację ze spółkami energetycznymi. Taki scenariusz staje się coraz bardziej realny, bo rząd nie chce wchodzić z nimi w konflikt.

Kompania Węglowa tak naprawdę walczy o przeżycie, więc nie mówimy już tutaj jedynie o słabych wynikach finansowych czy stratach, jakie generuje ta spółka, lecz o zagrożonej egzystencji Kompanii Węglowej, jeśli nie nastąpią żadne zmiany w tejże organizacji. O tym tak naprawdę mówią otwarcie przedstawiciele zarządu tej spółki – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Gątarz, analityk UniCredit CAIB Polska.

Na początku września prezes Kompanii Węglowej Mirosław Taras powiedział dziennikarzom, że bez wdrożenia planu naprawczego na lata 2014-2020 spółkę czeka w niedługim czasie upadłość. W pierwszej połowie 2014 r. KW zanotowała stratę netto w wysokości 342,3 mln zł wobec 228,7 mln zł straty przed rokiem.

Plan naprawczy przedstawiony przez zarząd zakłada m.in. ograniczenie kosztów wynagrodzeń, zmianę organizacji produkcji oraz sprzedaż kilku kopalń. Mimo że część kopalń w KW przynosi wysokie straty, nie zostaną one zamknięte, o czym zapewniał wcześniej także premier Donald Tusk. W pierwszym półroczu 2014 r. na 14 kopalń jedynie 3 były rentowne.

Dzisiaj wydaje się, że coraz bardziej prawdopodobną opcją jest podział Kompanii, integracja z jakimś innym podmiotem bądź sprzedaż poszczególnych kopalni do Węglokoksu. Mówi się też o pewnych potencjalnych związkach z energetyką, więc tak naprawdę taka długa, organiczna restrukturyzacja wydaje się coraz mniej prawdopodobna, bo po prostu Kompania Węglowa nie ma na to czasu – uważa Gątarz.

W celu ratowania płynności finansowej KW sprzedała Jastrzębskiej Spółce Węglowej kopalnię Knurów-Szczygłowice za 1,49 mld zł oraz uzyskała od PGE przedpłatę za dostawy węgla. Na integrację Kompanii Węglowej oraz ograniczenie roli pośredników w sprzedaży węgla naciskają związki zawodowe, które sprzeciwiają się nie tylko likwidacji kopalń i ograniczeniu zatrudnienia, lecz także spadkowi wynagrodzeń i redukcji premii. W ocenie analityka UniCredit CAIB Polska rząd akceptuje większość argumentów związkowców, gdyż obawia się strajków i związanych z tym politycznych kosztów.

Taka głęboka restrukturyzacja, która pewnie wiązałaby się z istotnym ograniczeniem kosztów, w tym także kosztów osobowych, mogłaby prowadzić do pewnych niepokojów. Natomiast wydaje się, że jednak działania polityczne prowadzone są tak, żeby tych niepokojów i manifestacji niezadowolenia uniknąć – ocenia Marcin Gątarz.

DM BDM: rekomendacja „trzymaj” dla Budimexu z niższą ceną docelową

0

Dom Maklerski BDM pozostaje przy zaleceniu trzymaj dla akcji Budimexu. Obniża jednak ich cenę docelową z 128,9 zł do 125,6 zł.

– Po nieznacznej korekcie założeń finansowych oraz spadku wyceny porównawczej korygujemy cenę docelową z 128,9 zł do 125,6 zł i pozostajemy przy zaleceniu trzymaj – napisano w rekomendacji DM BDM.

Analitycy zwracają uwagę, że portfel zamówień spółki po II kwartale 2014 spadł poniżej 4 mld zł (po raz pierwszy od 2009 roku).

Jednak – jak piszą dalej – kontraktacja na przestrzeni wakacji (m.in. umowa na Turów) oraz oczekujące na podpisanie zlecenia z GDDKiA powinny zacząć zmieniać obraz sytuacji w najbliższym czasie. Wyniki II kwartału wypadły lepiej od oczekiwań na poziomie przychodów, słabsze okazała się jednak marżowość.

W rekomendacji zwrócono też uwagę, że spółka korzysta z dużo mniejszej ostatnio konkurencji na przetargach drogowych. Obecnie oferty cenowe składane są tam przez 4-6 podmiotów, a przetargi rozstrzygane w krótkim czasie. W rezultacie, jak oceniają analitycy, Budimex i grupa Strabag są na dobrej drodze do pozyskania prawie połowy kontraktów z nowego rozdania środków unijnych.

Dłużej natomiast trwa ostateczna realizacja kontraktów drogowych. Jak piszą autorzy rekomendacji, istnieje obawa, że może przełożyć się to na przesunięcie mocniejszego skoku w wynikach Budimexu z 2015 na 2016 rok.

T. Lehmann (Libet): Dobry rok dla branży budowlanej. Pomaga pogoda oraz przedwyborcze inwestycje

0

Produkujący kostkę brukową Libet miał o 60 proc. wyższą sprzedaż w pierwszej połowie 2014 r niż w ubiegłym roku. To efekt łagodnej zimy oraz wzrostu inwestycji samorządowych przed jesiennymi wyborami – tłumaczy prezes spółki. W najbliższych kwartałach szczególnie silny wzrost sprzedaży zanotuje segment premium, dlatego Libet rozwija linię produktów pod własną marką. Spółka przygląda się także możliwościom przejęć.

Zawsze rok wyborczy w naszej branży jest dobrym rokiem i to też widzimy teraz po inwestycjach, że w II kwartale mieliśmy bardzo duże inwestycje przedwyborcze. Ogólnie ten rok chyba dla całej branży budowlanej jest dobrym rokiem, nie tylko Libet ma duże wzrosty. Zawsze patrzymy na branże cementowe, a tam również widzimy, że ten rok jest o 20-25 proc. lepszy niż ubiegły. Libet mamy wzrost w sprzedaży o 60 proc. lepszy niż w ubiegłym roku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Thomas Lehmann, prezes zarządu Libet SA.

W pierwszej połowie 2014 r. Libet odnotował 2,43 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej wobec 0,18 mln zł zysku rok wcześniej. Zysk operacyjny wyniósł 7,21 mln zł wobec 3,57 mln zł zysku w pierwszej połowie 2013 r. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 117,81 mln zł w pierwszej połowie 2014 r. wobec 73,56 mln zł rok wcześniej.

Dobre wyniki w pierwszym kwartale 2014 r. to w dużym stopniu zasługa łagodnej zimy, choć Libet dostrzega też ożywienie w branży budowlanej i deweloperskiej.

Sektor mieszkaniowy i deweloperski rozpoczyna teraz dużo nowych inwestycji, a tam zawsze jesteśmy na końcu procesu. Budowy, które rozpoczynano 4-5 lat temu, teraz będą kończone, a dzięki czemu będziemy mieć duży popyt na kostkę brukową, co powoduje, że patrzymy na rynek z optymizmem. Następne dwa lata również dają duże szanse na to, że popyt w naszej branży dalej będzie rósł – uważa Lehmann.

Producent kostki brukowej i betonowych nawierzchni szuka obecnie możliwości przejęcia zakładów produkcyjnych oraz kopalń żwiru. Prezes Libetu informował, że transakcje mogą mieć miejsce jeszcze w tym roku.

Do priorytetów spółki należy także rozwój segmentu premium, który oferuje najwyższe marże i jednocześnie ma najszybciej rosnąć, ponieważ zwiększają się wymagania klientów. Zdaniem Lehmanna spółka może w ten sposób wykorzystać siłę własnej marki. Wraz z rozwojem produktów pod własną marką Libet chce rozbudowywać również własny kanał dystrybucji.

Budujemy dalej nowe linie produktowe. Oferujemy jednak nie tylko produkty, które sami produkujemy, lecz także coraz więcej bardzo luksusowych produktów, które tylko sprzedajemy pod marką Libet. Stworzyliśmy nowe linie: Libet Ceramika, Libet Fasady i Libet Płyty. To są wszystko nowe rzeczy, których do tej pory nie było w naszej ofercie – podkreśla Thomas Lehmann.

PHN chce do 2023 roku zwiększyć aktywa o 75 proc.

0

PHN stawia sobie za cel zwiększenie do 2023 roku wartości aktywów netto spółki o blisko 75 proc., z czego – jak zadeklarowano – ponad połowa mogłaby być wypłacona w formie dywidendy.

Zapowiedziano dalszą poprawę jakość portfela oraz skuteczności zarządzania aktywami, które będą stanowiły bazę wzrostu zysków kapitałowych dla akcjonariuszy. Do końca 2015 PHN chce zakończyć proces restrukturyzacji, a do 2023 – przebudowę portfela inwestycyjnego.

W rezultacie realizacji swej strategii PHN planuje do 2023 roku m.in. zwiększenie wartości portfela nieruchomości z 2 do 5,7 mld zł, co oznacza wzrost o 185 proc. Zamierza też podnieść dochodowość portfela nieruchomości (yield) do poziomu 6 proc, a  poziom finansowania zewnętrznego LTV zwiększyć do ok. 50 proc.

Spółka zapowiada, że większość jej portfela nieruchomości stanowić będą powierzchnie biurowe. Planuje też inwestycje w nieruchomości handlowe oraz działalność deweloperską i udział w inwestycjach logistycznych z międzynarodowymi partnetrami.

W tym celu – jak poinformowano – rozpoczęto proces akwizycji nowoczesnych powierzchni biurowych, generujących przychody z najmu. Trwa też analiza ponad 35 nieruchomości komercyjnych zlokalizowanych w Warszawie i głównych miastach regionalnych. Złożone pierwsze oferty i dalsze negocjacje są w toku.

Program inwestycyjny PHN obejmuje 12 projektów komercyjnych, zabudowy działek gruntowych i zastąpieniu istniejących obiektów nowymi projektami inwestycyjnymi. Aktualnie – jak podkreślono – 2 projekty są zakończone, 2 projekty w realizacji, 4 projekty w przygotowaniu oraz 4 projekty planowane. PHN planuje przeznaczyć  też ponad 1 mld zł na zakup nowoczesnych powierzchni biurowych generujących przychody z najmu.

PHN poinformował też, że zamierza pozbyć się nieruchomości zbędnych. Program dezinwestycyjny objął 112 nieruchomości o niskiej dochodowości lub niezwiązanych z docelowym profilem działalności grupy, których łączna wartości sięga 770 mln zł .

Z tego sprzedano już 8 nieruchomości za cenę przewyższającą wartość księgową (55 mln zł), do czynnej sprzedaży skierowano 63 nieruchomości (warte 374 mln zł), w trakcie działań optymalizacyjnych i analiz jest 41 nieruchomości (o wartości 339 mln zł).