Cena akcji Liftero w IPO ustalona na 35,00 zł. Spółka chce pozyskać 17,5 mln zł

Oferta publiczna akcji Liftero, polskiego producenta technologii napędowych do misji kosmicznych, cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem inwestorów – cena emisyjna jednej akcji w ofercie została ustalona na 35,00 zł. Spółka oferuje łącznie 500 000 szt. nowych akcji zwykłych na okaziciela serii C, co oznacza wartość oferty na poziomie 17,5 mln zł. Liftero planuje debiut giełdowy do końca II kwartału 2026 roku – stanie się wtedy jedynym przedstawicielem sektora kosmicznego notowanym na rynku NewConnect.

Wysokie zainteresowanie ofertą Liftero odbieramy jako potwierdzenie atrakcyjności naszego modelu biznesowego i opracowanej technologii. Podczas roadshow otrzymaliśmy wiele pozytywnych opinii, w tym od szerokiego grona inwestorów instytucjonalnych. Cieszy nas to i motywuje do wytężonej pracy nad dalszym rozwojem biznesu i autorskiego systemu BOOSTER. Wierzymy, że oferujemy inwestorom unikalną możliwość zajęcia ekspozycji nie tylko na sektor kosmiczny, ale również atrakcyjny i dynamicznie rosnący segment napędów kosmicznych – elementu niezbędnego dla prawie wszystkich budowanych dziś na świecie satelitów  komentuje Tomasz Palacz, CEO Liftero.

Model biznesowy Liftero opiera się na autorskim systemie napędowym BOOSTER, wykorzystującym chemiczne, nietoksyczne materiały pędne, zaprojektowanym dla satelitów klasy 30–500 kg. Rozwiązanie wyróżnia się modułową architekturą, która umożliwia dopasowanie konfiguracji, w tym całkowitego impulsu oraz liczby silników, do specyfiki danej misji.

System BOOSTER został już przetestowany w warunkach kosmicznych w ramach misji RED5 i od 2025 roku operuje na orbicie, budując dla spółki kluczowy w branży tzw. flight heritage. Dzięki optymalizacji komponentów oraz rozwijaniu kluczowych kompetencji we własnym zakresie Liftero skraca czas realizacji kontraktów i jest w stanie dostarczać systemy szybciej niż standard rynkowy, odpowiadając na rosnące globalnie zapotrzebowanie na napędy dla misji kosmicznych.

Nasza strategia zakłada zbudowanie silnej i trwałej pozycji rynkowej poprzez szybkie zwiększanie liczby silników Liftero pracujących na orbicie. Dlatego ważnym elementem celów emisji jest m.in. rozwój kolejnych wariantów systemu BOOSTER. Już niedługo będzie on wykorzystany w misji in-orbit servicing, obejmującym m.in. operacje zbliżeniowe satelitów, a także ich dokowanie i tankowanie na orbicie, ale dostosowujemy go również do innych nisz rynkowych, w tym m.in. do kapsuł deorbitacyjnych czy misji w daleki kosmos. Widzimy rosnące zapotrzebowanie rynku na tego rodzaju produkty mówi Przemysław Drożdż, COO Liftero.

Backlog Liftero, obejmujący podpisane kontrakty, wynosi obecnie 725 tys. EUR, w tym m.in. ostatnie transze płatności w ramach dwóch projektów realizowanych dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Ponadto uwzględnia zawarty w I kwartale 2026 roku kontrakt z indyjską firmą OrbitAID na dostarczenie dwóch systemów BOOSTER wyposażonych łącznie w ponad 10 silników. To dotąd największe zamówienie w historii Liftero, którego realizacja ma zapewnić w tym roku wyższe przychody niż w całym 2025 roku, gdy Spółka wygenerowała 1,7 mln zł przychodów netto ze sprzedaży produktów.

Spółka planuje zwiększenie mocy produkcyjnych do ok. 30 systemów BOOSTER rocznie, co odpowiada ok. 80 silnikom i chce osiągnąć ten poziom do końca 2027 roku. Liftero obserwuje rosnące zainteresowanie swoim produktem ze strony potencjalnych klientów, dlatego w najbliższych miesiącach zamierza usprawnić obsługę procesu ofertowania poprzez m.in. wzmocnienie zespołu i zatrudnienie dodatkowych specjalistów.

Na koniec marca br. nasz pipeline ofert przedstawionych potencjalnym klientom wyniósł ok. 115 mln EUR, co oznacza trzykrotny wzrost w ciągu ostatniego półrocza. W związku z wysokim tempem rozwoju biznesu potrzebujemy kolejnych inżynierów produkcji, mechaników, programistów, elektroników, a także sprzedawców i fachowców od marketingu. Plan do końca tego roku zakłada zwiększenie zatrudnienia z ok. 20 do ok. 40 osób – przygotowujemy się kadrowo do obsługi rosnącej liczby zamówień oraz do planowanego w kolejnych tygodniach debiutu na rynku NewConnect dodaje Tomasz Palacz.

Wzrost zainteresowania systemem BOOSTER wpisuje się w szersze trendy rynkowe – według szacunków Spółki, opartych na raporcie „Satellites to be Built and Launched” (Novaspace), adresowalna liczba satelitów dla jej napędów w latach 2026–2030 wzrośnie pięciokrotnie do ok. 17,5 tys. jednostek, przy czym według Goldman Sachs Research liczba nowych wyniesień satelitów w tym okresie może sięgnąć nawet 70 tys. sztuk, uwzględniając megakonstelacje.

W procesie trwającej oferty publicznej Spółkę wspiera cc group – Doradca Finansowy i Autoryzowany Doradca NewConnect, CK Legal – Doradca Prawny oraz Trigon Dom Maklerski S.A. – Główny Menedżer Oferty i Zarządzający Księgą Popytu.

Harmonogram oferty:

Termin (2026) Zdarzenie
04.05 Publikacja Memorandum (rozpoczęcie Oferty)
04–07.05 Road Show
05–07.05
(w dniu 07.05 do godz. 15:00)
Budowa Księgi Popytu wśród podmiotów z Transzy na Zaproszenie
07.05 Ustalenie i opublikowanie: ceny emisyjnej Akcji Oferowanych oraz ostatecznej liczby Akcji Oferowanych w poszczególnych transzach
08–14.05 Przyjmowanie zapisów na Akcje Oferowane w Transzy na Zaproszenie
08–13.05
(w dniu 13.05 zapisy do godz. 23.59)
Przyjmowanie zapisów na Akcje Oferowane w Transzy Otwartej
15.05 Przyjmowanie zapisów od Inwestorów Zastępczych
do 19.05 Przydział Akcji Oferowanych
około 4–6 tygodni od przy-działu Akcji Oferowanych Rejestracja w KRS podwyższenia kapitału zakładowego Spółki w zwiazku z emisją Akcji Oferowanych
około 2–3 tygodni od rejestracji w KRS podwyższenia kapitału zakładowego spółki Przewidywany termin wprowadzenia do obrotu oraz rozpoczęcia notowań Akcji Oferowanych w ASO na rynku NewConnect GPW

Mabion wraca do projektu CD20. Spółka podpisała list intencyjny z francuskim Oddifact

  • Mabion S.A., polska firma biotechnologiczna, podpisała list intencyjny (LOI) z francuską firmą Oddifact SAS celem wspólnego rozwoju leku MabionCD20, co otwiera drogę do wykorzystania zaawansowanej wiedzy naukowej Spółki w nowym obszarze chorób sierocych (ang. orphan diseases)
  • Współpraca z francuskim partnerem TechDev jest wynikiem konsekwentnego wdrażania nowej strategii Mabion, zakładającej m.in. rozszerzenie modelu CDMO o realizację wybranych projektów o wysokiej wartości dodanej oraz budowę portfela produktów w oparciu o własne IP
  • List intencyjny przewiduje, że w pierwszym etapie trwającym do 30 września br., strony będą wspólnie opracowywać materiały na potrzeby pozyskania finansowania, a także uczestniczyć w spotkaniach z organami regulacyjnymi w zakresie kluczowych decyzji dotyczących leku MabionCD20
  • W drugim etapie, po ustaleniu możliwości i warunków stosowania leku MabionCD20, strony ustalą dalsze kroki, w tym swój wkład materialny i finansowy, co zostanie określone w umowie o współpracy (ang. Cooperation Agreement) oraz odpowiednich SOW (ang. Statement of Work)
  • Wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI) przez Oddifact SAS w celu identyfikacji nowych wskazań klinicznych, w połączeniu z doświadczeniem Mabion, ma na celu przyspieszenie procesów regulacyjnych przed amerykańską Agencją Żywności i Leków (FDA) oraz Europejską Agencją Leków (EMA)

Współpraca pomiędzy Mabion S.A. a Oddifact SAS dotyczy zbadania i oceny możliwości zastosowania leku MabionCD20 w nowych wskazaniach klinicznych w obszarze chorób sierocych (orphan diseases). Docelowo ma ona doprowadzić do zawarcia partnerstwa oraz rejestracji MabionCD20 jako leku innowacyjnego na choroby sieroce.

MabionCD20 jest przeciwciałem monoklonalnym opracowanym przez Spółkę jako kandydat na lek biopodobny względem produktów MabThera i Rituxan (stosowanych m.in. w leczeniu chłoniaka oraz reumatoidalnego zapalenia stawów). Choć projekt ten był kluczowy dla Mabion we wcześniejszych latach, nigdy nie dotarł do etapu rejestracji w swojej pierwotnej formie. Współpraca z Oddifact SAS stanowi przełomową szansę na wznowienie tego projektu oraz jego pełną komercjalizację w nowej formule. Dzięki wykorzystaniu zgromadzonej przez lata wiedzy naukowej oraz zaawansowanych danych procesowych, Mabion zamierza wprowadzić CD20 na rynek w nowym modelu, jako innowacyjną terapię odpowiadającą na niezaspokojone potrzeby medyczne w niszowych obszarach chorób rzadkich.

Gregor Kawaletz, Prezes Zarządu Mabion S.A.
Gregor Kawaletz, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Podpisanie listu intencyjnego z Oddifact to konsekwencja skutecznego wdrażania Strategii 2025–2030, którą zaprezentowaliśmy inwestorom pod koniec ubiegłego roku. Oprócz realizacji kontraktów CDMO dla naszych Klientów, chcemy koncentrować się na projektach o wysokiej wartości dodanej, które pozwalają nam utylizować wypracowaną przez lata wiedzę naukową w Mabion. Reaktywacja projektu MabionCD20 w obszarze chorób sierocych to nie tylko szansa na jego szybką komercjalizację, ale także element budowy portfela innowacyjnych produktów, które będą generować przychody w modelu co-development, gdzie dzielimy się z partnerem ryzykiem i kosztami, a także przyszłymi zyskamikomentuje Gregor Kawaletz, Prezes Zarządu Mabion S.A.

ODDIFACT jest platformą TechDev, która przekształca pozarejestracyjne zastosowania istniejących leków w autoryzowane terapie dla pacjentów cierpiących na choroby rzadkie. Jej autorski fundament oparty na sztucznej inteligencji, S.A.V.E., identyfikuje obiecujące możliwości zastosowań pozarejestracyjnych wyłaniające się z rzeczywistej praktyki medycznej i przekształca je w kompletne „Programy Sieroce” („Orphan Programs”), które następnie są licencjonowane spółkom farmaceutycznym w celu uzyskania zgód regulacyjnych oraz komercjalizacji. Programy te obejmują oznaczenia leku sierocego, dowody kliniczne, kwestie CMC, umowy dostaw, strategię regulacyjną oraz plany wejścia na rynek.

Zgodnie ze swoją misją uwalniania niewykorzystanego potencjału badań medycznych oraz przyspieszania dostępu pacjentów do leczenia, ODDIFACT uzyskał 13 oznaczeń leku sierocego przyznanych przez FDA w okresie krótszym niż 24 miesiące, stając się jednym z najaktywniejszych na świecie podmiotów generujących oznaczenia leków sierocych oraz zapewniając szybszą, tańszą i obarczoną mniejszym ryzykiem alternatywę dla tradycyjnego rozwoju leków.

CD20 jest dokładnie takim rodzajem cząsteczki, dla którego zbudowano naszą platformę – posiada udokumentowany profil bezpieczeństwa, istniejące dane kliniczne oraz niezbadane wskazania w chorobach rzadkich. Rozpoczęcie rozmów z Mabion, referencyjnym producentem CD20, stanowi decydujący kamień milowy w procesie przyspieszania licencjonowania naszych programów sierocych partnerom farmaceutycznymmówi Pierre-Alexandre Teulié, Prezes ODDIFACT.

List intencyjny zawarty pomiędzy Mabion S.A a Oddifact SAS przewiduje dwuetapowy proces współpracy. W pierwszej fazie, którą strony zamierzają zakończyć do 30 września 2026 roku, zespół Mabion i Oddifact wspólnie przygotują strategię regulacyjną oraz materiały dla potencjalnych inwestorów i organów nadzorczych, w tym dla amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (ang. FDA). Drugi etap zakłada zawarcie wiążącej umowy o współpracy (ang. Cooperation Agreement) do końca 2026 roku, co określi ostateczny wkład materialny i finansowy obu stron w rozwój i komercjalizację leku.

Mercator Medical wprowadza biodegradowalne rękawice nitrylowe

Mercator Medical, producent rękawic jednorazowych i dystrybutor materiałów medycznych, konsekwentnie rozbudowuje swoje portfolio, odpowiadając na zmieniające się potrzeby rynku i rosnące znaczenie rozwiązań przyjaznych środowisku. Najnowszą propozycją firmy jest rękawica Mercator nitrylex® green. Produkt łączy wymogi bezpieczeństwa klinicznego i zawodowego z technologią umożliwiającą kontrolowaną biodegradację w określonych warunkach środowiskowych osiąga niemal 80% biodegradacji w ciągu 2 lat. Choć obecnie segment biodegradowalnych rękawic stanowi jeszcze niewielki udział w całkowitej sprzedaży spółki, Mercator Medical traktuje go jako ważny kierunek rozwoju. Wprowadzając innowacyjne rozwiązania, firma odpowiada na oczekiwania klientów oraz globalny trend ograniczania wpływu produktów jednorazowych na środowisko.

Rosnąca presja regulacyjna i rynkowa, a także wzrost świadomości środowiskowej odbiorców instytucjonalnych w zakresie ograniczania negatywnego wpływu produktów jednorazowych na środowisko naturalne sprzyjają pojawianiu się na rynku nowych, innowacyjnych rozwiązań. Wprowadzenie biodegradowalnej rękawicy do portfolio Mercator Medical wpisuje się w ten trend.

 – Naszym celem było opracowanie rozwiązania, które z jednej strony w pełni spełnia rygorystyczne wymagania stawiane wyrobom medycznym i środkom ochrony indywidualnej, a z drugiej odpowiada na rosnące oczekiwania rynku w zakresie ograniczania wpływu produktów jednorazowych na środowisko. W praktyce oznacza to połączenie wysokich standardów ochrony użytkownika z technologią umożliwiającą kontrolowaną biodegradację produktu w określonych warunkach środowiskowych. Widzimy, że coraz więcej klientów instytucjonalnych uwzględnia dziś aspekty środowiskowe w swoich decyzjach zakupowych, dlatego rozwój takich rozwiązań traktujemy jako naturalny kierunek ewolucji rynku jednorazowych środków ochrony – mówi Justyna Rozmus Purchasing & Product Marketing Director

Mercator nitrylex® green to jednorazowa, bezpudrowa rękawica diagnostyczno-ochronna wykonana z nitrylu. Produkt posiada podwójną klasyfikację jako wyrób medyczny klasy I, a jednocześnie to środek ochrony indywidualnej kategorii III (ochrona przed zagrożeniami wysokiego ryzyka, w tym mikrobiologicznymi i chemicznymi). Takie pozycjonowanie oznacza spełnienie równoległych wymagań regulacyjnych dotyczących zarówno bezpieczeństwa pacjenta i personelu medycznego, jak i ochrony użytkownika profesjonalnego w środowisku pracy. Rękawica posiada komplet wymaganych badań, atestów i certyfikatów w obszarach zdefiniowanego ryzyka, a jej parametry użytkowe pozostają zgodne z obowiązującymi normami dla rękawic diagnostycznych i ochronnych.

W medycynie służą ochronie pacjenta i użytkownika przed zakażeniami krzyżowymi oraz wspierają wykonywanie procedur takich jak iniekcje (dożylne, domięśniowe, dotętnicze), zmiana opatrunków, rewizja ran, usuwanie szwów, badania lekarskie czy postępowanie z materiałem skażonym. Jako ŚOI przeznaczone są dla profesjonalnych użytkowników pracujących w środowiskach wymagających ochrony dłoni przed zagrożeniami mikrobiologicznymi i chemicznymi. Dzięki podwójnej klasyfikacji znajdują zastosowanie w wielu branżach, m.in. w placówkach medycznych, stomatologii, laboratoriach diagnostycznych, sektorze beauty, HORECA oraz przetwórstwie spożywczym.

Kluczowym elementem odróżniającym Mercator nitrylex® green od konwencjonalnych rękawic nitrylowych jest zastosowanie specjalnej technologii produkcji, opartej na wzbogaconej mieszance surowcowej z dodatkiem środka bioreaktywnego. Jednocześnie sam proces produkcyjny pozostaje tożsamy z procesem stosowanym w przypadku rękawic konwencjonalnych, co umożliwia zachowanie stabilnych parametrów jakościowych oraz potencjalną skalowalność rozwiązania.

Dodany do mieszanki środek bioreaktywny aktywizuje rozkład rękawic w warunkach mikrobiologicznych (beztlenowych), np. w środowisku składowiska odpadów. Inicjuje reakcję enzymatyczną prowadzącą do rozkładu materiału na prostsze cząsteczki stanowiące pożywienie dla mikroorganizmów. Środek pozostaje neutralny wobec właściwości użytkowych rękawicy w trakcie jej eksploatacji – aktywacja następuje wyłącznie w określonych warunkach środowiskowychIwona Miąsik Senior Product Group Manager

Stopień biodegradacji został określony zgodnie z normą ASTM D5511 i potwierdzony przez niezależne laboratorium. Produkt osiąga 79,4% biodegradacji w ciągu 720 dni, dla porównania: konwencjonalna rękawica nitrylowa – 1,17% po 360 dniach. Należy podkreślić, że biodegradacji nie podlegają rękawice zakwalifikowane jako odpad medyczny, które – zgodnie z obowiązującymi przepisami lokalnymi – poddawane są odmiennym procesom utylizacji (np. spalaniu).

Jeszcze do niedawna pojęcie „biodegradowalnej rękawicy jednorazowej” było postrzegane jako wewnętrznie sprzeczne. Dominujące zastosowanie medyczne wiązało się z koniecznością traktowania zużytych rękawic jako odpadów medycznych, co praktycznie wykluczało proces biodegradacji. Zmiana nastąpiła wraz z rozszerzeniem stosowania rękawic jednorazowych w sektorach pozamedycznych oraz upowszechnieniem syntetycznych materiałów (nitryl), które cechują się niską naturalną degradacją – podkreśla Iwona Miąsik.

Mercator nitrylex® green stanowi przykład technologicznej próby pogodzenia wysokich wymagań bezpieczeństwa w sektorze medycznym i profesjonalnym pozamedycznym z potrzebą ograniczania długoterminowego obciążenia środowiska przez odpady syntetyczne. Skuteczność tej koncepcji w skali systemowej będzie jednak zależeć nie tylko od parametrów samego produktu, lecz również od rozwoju infrastruktury oraz modeli zagospodarowania odpadów.

TSL pod gigantyczną presją kosztów. „Zdarza się coraz częściej, że przewoźnicy drogowi zawieszają działalność”

Przedsiębiorcy na „paliwowej karuzeli”. Jednego dnia spokój, innego wzrosty cen i kłopoty.

– Sytuacja przewoźników drogowych jest bardzo trudna to nie budzi żadnych wątpliwości. Stabilizacja na międzynarodowych rynkach jest dość pozorna, bo cena baryłki ropy wcale nie spadła zbyt mocno od momentu zawieszenia broni między Iranem, a Stanami Zjednoczonymi. Gospodarka Europy jest mocno uzależniona od sytuacji geopolitycznej, która zdaje się być w tym momencie najbardziej nieprzewidywalną od lat – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Szukanie alternatyw i mocny wzrost cen frachtów i paliwa w transporcie drogowym i lotniczym

Hanna Mojsiuk całą sytuację nazywa „paliwową karuzelą”, a jak wiadomo od zbyt długiej jazdy na karuzeli można nabawić się bólu głowy.

– Z jednej strony docierają do nas dobre sygnały o zmianie cen hurtowych paliwa na Orlenie, co przekłada się na poprawę sytuacji kierowców indywidualnych i pośrednio przedsiębiorców. Z drugiej jednak negocjacje między USA, a Iranem i nadal rekordowe ceny ropy nie pozwalają na poczucie, że mamy spokojną sytuację. Spokój społeczny jest poniekąd efektem tarcz rządowych, a nie tego, że sytuacja światowa się uspokoiła – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Przedsiębiorcy borykają się więc ze sporymi problemami.

– Nie ma społecznej zgody na wzrosty cen wielu produktów i usług, więc przedsiębiorcy muszą tak analizować swoją działalność, by nie generować dużych obciążeń dla klientów. Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie w transporcie, budownictwie, usługach i handlu. Wzrosty cen transportu na szczeblu krajowym i międzynarodowym są odczuwalne – przyznaje Hanna Mojsiuk.

– Napięcia na Bliskim Wschodzie mają kluczowe znaczenie dla globalnych cen transportu, prowadząc do gwałtownych wzrostów stawek frachtowych oraz kosztów paliw. To wszystko bezpośrednio uderza w łańcuchy dostaw i gospodarkę europejską. W 2026 roku sytuacja ta zmusza przewoźników do szukania alternatywnych tras, co zwiększa czas i koszty transportu morskiego, lądowego i lotniczego. Nawet trudno ocenić, gdzie w tym momencie wahania się największe. Cieśnina Ormuz jest w tym momencie najbardziej newralgicznym punktem światowej logistyki, a tam sytuacja nadal jest daleka od bezpiecznej i kompromisowej – dodaje Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.

Sektor TSL w wielkim kryzysie. „Wielu przewoźników zawiesiło działalności, a jeszcze inni funkcjonują ze stratami”

Jak dodaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych ceny ropy osiągnęły już swoje maksima, a sytuacja na Bliskim Wschodzie choć jeszcze nie do końca uspokojona to nie oddziałuje na rynki międzynarodowe tak jak jeszcze w marcu czy kwietniu.

Niestety, w związku z brakiem jakiegokolwiek wsparcia, wielu przewoźników nie było wstanie przetrwać tej chwilowej bardzo trudnej sytuacji i albo zamknęło swoją działalność albo ograniczyło jej skalę. Potwierdziły się więc nasze obawy zarówno o upadłościach i redukcjach, ale także o konieczności podwyższenia cen na usługi transportowe. Początkowo szacowaliśmy, ze ceny usług transportowych dla pokrycia kosztów rosnących cen paliw powinny wzrosnąć o około 20% i takie poziomy wzrostów udało się już przewoźnikom osiągnąć, a nawet przekroczyć. Jednak pamiętajmy, że zajęło to ponad dwa miesiące. W tym czasie trzeba było sfinansować dochodzące do 50% wzrosty cen i utrzymać płynność finansową przedsiębiorstw – mówi Dariusz Matulewicz.

– Przypomnę, że branża transportowa, wiedząc, że tak wysokie wzrosty cen paliwa są tylko chwilowe, postulowała o wprowadzenie czasowych dopłat do cen paliwa dla przewoźników zawodowych co pozwoliłoby przetrwać większości firm transportowych. Co prawda krótkookresowo byłoby to rozwiązanie mniej spektakularne społecznie jednak zniwelowałoby by znaczący czynnik inflacyjny jakim są koszty transportu – dodaje ekspert.

Tanie mieszkania znikają z rynku, a ich miejsce zajmują droższe. W co grają deweloperzy?

Kwiecień pokazał, że deweloperzy prowadzą grę, która coraz wyraźniej różni się w poszczególnych metropoliach. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl jasno wynika, że w jednych zwiększają oni podaż relatywnie tańszych mieszkań, w innych – wręcz przeciwnie – wyraźnie ją ograniczają, wprowadzając na rynek głównie droższe projekty.

– Dla osób planujących zakup mieszkania nie jest to tylko ciekawostka statystyczna, ale zmiana o bardzo praktycznym znaczeniu – bo decyduje nie tylko o poziomie średnich cen, ale przede wszystkim o tym, jak duży mają oni wybór mieszkań w swoim zasięgu finansowym – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Popyt wystrzelił, ale szybko opadł

Początek 2026 r. zapowiadał bardzo silne ożywienie sprzedaży mieszkań. W Warszawie deweloperzy sprzedali w marcu 1797 lokali, a w kwietniu już 1442, co oznacza spadek o 20 proc. miesiąc do miesiąca. W Krakowie sprzedaż wyniosła 670 mieszkań wobec 714 w marcu (–6 proc.), we Wrocławiu 574 wobec 683 (–16 proc.), a w Trójmieście 544 wobec 692 (–21 proc.). Największy spadek odnotowano w Łodzi – z 548 do 402 mieszkań (–27 proc.). Jedynym rynkiem, który wyłamał się z tego trendu, były miasta Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie sprzedaż wzrosła z 451 do 462 lokali.

Należy też jednak odnotować, że – mimo tych spadków – kwietniowe wyniki sprzedażowe firm deweloperskich w większości miast pozostawały wyższe od średniej miesięcznej z 2025 r. – w Warszawie o 15 proc., w Krakowie o 18 proc., a w Poznaniu o 14 proc. Wyjątkiem było Trójmiasto, gdzie sprzedaż była o ok. 7 proc. niższa od ubiegłorocznej średniej.

Źródło marcowego ożywienia popytu dobrze widać na rynku kredytowym. Według Biura Informacji Kredytowej, w marcu liczba osób wnioskujących o kredyt hipoteczny sięgnęła 63,3 tys., podczas gdy w kwietniu spadła do 42,3 tys., czyli aż o 33 proc.

– Dlatego sprzedaż mieszkań była w kwietniu o 15 proc. niższa niż w bardzo silnym marcu, który był miesiącem wyjątkowym. Kupujący ruszyli wówczas po mieszkania, obawiając się dalszego wzrostu kosztów kredytu i spadku zdolności kredytowej. Zakładamy, że w kolejnych miesiącach popyt będzie stopniowo słabł wraz z rozładowywaniem się marcowych rezerwacji – komentuje Jan Dziekoński, główny ekonomista portalu RynekPierwotny.pl.

Ceny mieszkań-maj 2026-sprzedaż-średnia

Podaż ostrożniejsza, ale bardzo nierówna

Jak wynika z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl deweloperzy wyraźnie ograniczyli tempo wprowadzania nowych mieszkań, ale nie wszędzie w takim samym stopniu. W Warszawie liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży spadła z 1019 w marcu do 919 w kwietniu (–10 proc.). W Poznaniu spadek był znacznie głębszy – z 480 do zaledwie 141 lokali (–71 proc.). Jeszcze bardziej rzuca się w oczy Kraków, gdzie podaż skurczyła się z 1019 do 195 mieszkań, czyli aż o 81 proc.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na innych rynkach. We Wrocławiu liczba nowych mieszkań wzrosła z 494 w marcu do 935 w kwietniu (+89 proc.), w Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii – z 124 do 495 (+299 proc.), a w Trójmieście – z 468 do 549 (+17 proc.).

Co więcej, kwietniowe wyniki podażowe w części metropolii wypadają słabo także na tle średniej z 2025 r. W Krakowie do sprzedaży trafiło o ok. 70 proc. mniej mieszkań niż przeciętnie w ubiegłym roku, w Poznaniu – o ok. 62 proc. mniej, a w Warszawie – o ok. 24 proc. mniej. Są jednak wyjątki: we Wrocławiu deweloperzy wprowadzili o ok. 70 proc. więcej mieszkań niż wynosiła ubiegłoroczna średnia, a w Katowicach i pozostałych miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii – o ok. 9 proc. więcej.

– Te różnice nie są przypadkowe. Pokazują, że deweloperzy dostosowują swoją strategię do lokalnej sytuacji – poziomu sprzedaży, konkurencji i struktury oferty – tłumaczy Marek Wielgo.

Ceny mieszkań-maj 2026-podaż-średnia

Oferta rośnie, ale nie wszędzie

Efektem relacji popytu i podaży są zmiany w liczbie mieszkań dostępnych w ofercie. W kwietniu w większości metropolii oferta wzrosła. Najbardziej we Wrocławiu – z 10 tys. do 10,5 tys. mieszkań (+5 proc.). Niewielkie wzrosty odnotowano w Łodzi (z 11,3 tys. do 11,5 tys.), w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii (z 11 tys. do 11,2 tys.) oraz w Trójmieście (z 8,7 tys. do 8,8 tys.).

Jednocześnie w trzech największych rynkach, które najmocniej ograniczyły podaż, oferta się skurczyła. W Warszawie spadła z 16,8 tys. do 16,6 tys. mieszkań, w Krakowie z 12,3 tys. do 11,9 tys., a w Poznaniu z 8,1 tys. do 7,8 tys.

– To bardzo istotna informacja dla kupujących, bo właśnie na tych rynkach dostępność mieszkań zaczyna się pogarszać – komentuje Marek Wielgo.

Ceny mieszkań-maj 2026-oferta

Kluczowa zmiana: znikają najtańsze mieszkania

Największe znaczenie ma jednak to, co dzieje się w najtańszym segmencie rynku, obejmującym jedną czwartą lokali z najniższą ceną metra kwadratowego. W Warszawie poniżej górnej granicy cen wyznaczających ten segment w grudniu ubiegłego roku (14,4 tys. zł/mkw.) było ok. 4,2 tys. mieszkań, a w kwietniu – już tylko ok. 3,4 tys., czyli aż o 20 proc. mniej.

W Trójmieście oferta najtańszych lokali skurczyła się w tym czasie z 2,1 tys. do 1,9 tys. (–10 proc.), w Poznaniu – z ok. 2 tys. do 1,6 tys. (–19 proc.), a we Wrocławiu – z 2,4 tys. do 2,2 tys. (–7 proc.). W praktyce oznacza to, że lokale dostępne dla osób z ograniczoną zdolnością kredytową znikają szybciej, niż rynek jest w stanie je uzupełniać.

Odwrotna sytuacja ma miejsce w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie liczba najtańszych mieszkań wzrosła z 3 tys. do 3,2 tys. (+7 proc.), oraz w Krakowie – z 2,7 tys. do 2,8 tys. (+3 proc.), przy czym w Łodzi utrzymała się ona na poziomie ok. 2,8 tys.

Ta różnica niemal idealnie pokrywa się z tym, co dzieje się z cenami: w Warszawie ceny rosną najszybciej, w Poznaniu również widać wyraźny wzrost, a w Łodzi czy Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii pozostają praktycznie bez zmian.Ceny mieszkań-maj 2026-oferta-najtańsze lokale

Ceny: wzrost tam, gdzie znika tani segment

W Warszawie średnia cena metra kwadratowego wzrosła w kwietniu do blisko 20 tys. zł, czyli o ok. 2 proc. w porównaniu z marcem. Tym samym stolica praktycznie znalazła się na poziomie psychologicznej bariery, która jeszcze niedawno wydawała się odległa. W ujęciu rocznym oznacza to już wzrost rzędu ok. 12 proc., a skala podwyżek z pierwszych miesięcy 2026 r. przewyższa tempo obserwowane wcześniej przez blisko dwa lata.

Poza Warszawą wzrost średniej ceny metra kwadratowego odnotowano tylko w Poznaniu, gdzie wyniosła ona ok. 14,3 tys. zł (+1 proc. m/m). W pozostałych metropoliach kwiecień upłynął pod znakiem stabilizacji. W Trójmieście było to ok. 17,7 tys. zł, w Krakowie – 17,1 tys. zł, we Wrocławiu – 15,3 tys. zł, a w Łodzi – 11,5 tys. zł. W miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii kwiecień przyniósł spadek średniej o 1 proc., do ok. 11,2 tys. zł za metr.

– Jeśli z rynku znika dolna część oferty, średnia cena rośnie nawet bez podwyżek w cennikach. Dlatego Warszawa i Poznań drożeją dziś szybciej niż miasta, w których nadal dostępna jest duża liczba relatywnie tanich mieszkań – zauważa Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dodaje, że coraz większy wpływ na średnie ceny metra kwadratowego – szczególnie w Warszawie – mają inwestycje z wyższej półki cenowej.Ceny mieszkań-maj 2026-cena mkw-wprowadzone i sprzedane

Marek Wielgo zwraca uwagę, że rynku mieszkaniowego nie da się już opisać jedną, uniwersalną diagnozą. Dzieje się tak dlatego, że o realnej sytuacji kupujących w coraz większym stopniu decydują lokalne uwarunkowania.

W Warszawie, Poznaniu czy Trójmieście wybór mieszkań w segmencie dostępnych finansowo systematycznie się kurczy. Nawet przy umiarkowanych zmianach średnich cen dostępność realnie się pogarsza, bo z rynku znika część najtańszych lokali.

W Łodzi, Krakowie czy miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii sytuacja wygląda inaczej. Oferta pozostaje duża lub wręcz rośnie, liczba najtańszych mieszkań nie maleje, a ceny pozostają stabilne. To oznacza większy wybór i większą przestrzeń do negocjacji.

Krzysztof Krawczyk obejmuje udziały w G2A i staje na czele Rady Doradczej

Grupa G2A, operator jednej z największych platform marketplace dla cyfrowej rozrywki, ogłosiła, że Krzysztof Krawczyk objął mniejszościowy pakiet udziałów w spółce oraz funkcję Przewodniczącego Rady Doradczej. To krok wzmacniający kompetencje strategiczne G2A w kolejnym etapie skalowania działalności i przygotowania organizacji do operowania na poziomie instytucjonalnym. G2A rozwijała się dotychczas w oparciu o model organiczny, bez udziału kapitału zewnętrznego, osiągając roczną wartość GMV na poziomie blisko 400 mln USD. Spółka utrzymuje stabilny, dwucyfrowy wzrost rok do roku oraz EBITDA przekraczającą 20 mln USD, obsługując ponad 35 mln użytkowników w 180 krajach. Wejście inwestora z doświadczeniem private equity stanowi naturalny etap dalszej profesjonalizacji i skalowania platformy.

Inwestycja Krawczyka oraz jego wsparcie strategiczne pomogą G2A zachować niezależność, a jednocześnie przyspieszyć ekspansję międzynarodową, szczególnie w regionach i kategoriach uzupełniających obecne portfolio, a także w obszarze rozwoju agentic AI.  Krzysztof Krawczyk wnosi prawie 30 lat doświadczenia inwestycyjnego w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym jako wieloletni szef biura CVC Capital Partners w Warszawie. W trakcie swojej kariery odpowiadał za inwestycje realizowane w ramach jednego z największych globalnych funduszy private equity, zarządzającego aktywami o wartości przekraczającej 180 mld USD. Jego doświadczenie obejmuje rozwój i skalowanie spółek w modelu międzynarodowym, budowę strategii M&A oraz przygotowanie organizacji do kolejnych faz wzrostu kapitałowego.Jego kompetencje wesprą kształtowanie strategii M&A G2A, które analizuje możliwości przejęć realizujących ambicje wzrostowe firmy. Grupa koncentruje się na rentownych podmiotach o wartości od 5 mln do 350 mln USD, które pozwolą rozwinąć obecność m.in. w Azji oraz na rynkach o wysokiej dynamice wzrostu, w tym w cyfrowych kategoriach poza gamingiem.

Równolegle G2A przyspiesza transformację w kierunku organizacji AI-Native. Platforma już dziś wykorzystuje sztuczną inteligencję na wielu poziomach działalności – od zaawansowanych systemów bezpieczeństwa i przeciwdziałania nadużyciom, przez marketing oparty na danych, po automatyzację obsługi klienta, tworzenie treści oraz weryfikację sprzedawców. Wdrażanie agentic AI ma umożliwić dostarczanie spersonalizowanych doświadczeń zakupowych. Partnerstwo z Krzysztofem Krawczykiem stanowi istotne przyspieszenie rozwoju kompetencji, które już są integralną częścią platformy.

Wraz z inwestycją Krawczyk objął również stanowisko Przewodniczącego Rady Doradczej i pokieruje pracami zespołu doradzającego założycielowi G2A, Bartoszowi Skwarczkowi. To kolejny krok w kierunku wzmacniania ładu korporacyjnego oraz kompetencji strategicznych spółki, w tym budowy międzynarodowej Rady Doradczej skupiającej liderów biznesu, technologii i inwestycji.

Firma posiada huby w Hongkongu i Amsterdamie oraz zaawansowane centrum R&D w Polsce.

„Obserwuję G2A od blisko ośmiu lat z dużym zainteresowaniem. To jedna z najbardziej dynamicznych platform cyfrowych, jakie powstały w Europie, z wyraźnym potencjałem globalnym” – powiedział Krzysztof Krawczyk. „Siłą spółki jest skalowalny model marketplace. Wraz z rozszerzaniem kategorii ofertowych G2A ma bardzo dobre perspektywy dalszego wzrostu, wspieranego przez skalę, technologię, globalny zasięg oraz silne przywództwo. Priorytetem jest dziś pełne wykorzystanie tego potencjału i dalsze budowanie pozycji G2A jako codziennego miejsca zakupów cyfrowych na świecie”.

„Dołączenie Krzysztofa to ważny krok w rozwoju” – powiedział Bartosz Skwarczek, założyciel G2A. „Jego doświadczenie strategiczne oraz perspektywa inwestorska będą niezwykle cenne w dalszym skalowaniu naszej platformy, m.in. poprzez kolejny etap dywersyfikacji rynków, rozwoju oferty oraz ciągłego wdrażania i rozwijania nowych technologii. Zdolność do budowania wartości organizacyjnej oraz szeroka międzynarodowa sieć kontaktów Krzysztofa również odgrywają istotną rolę dla przyspieszenia globalnego rozwoju G2A”.

G2A wykorzystuje swoją silną pozycję w segmencie gamingowym, jednocześnie dynamicznie rozbudowując cały ekosystem handlu cyfrowego, w którym oprogramowanie, karty podarunkowe, subskrypcje i e-learning stanowią już prawie połowę biznesu firmy. W 2025 roku platforma przekroczyła 200 mln wizyt użytkowników oraz osiągnęła pułap 150 mln sprzedanych ofert od początku działalności. Spółka jest na drodze do osiągnięcia poziomu 1 mld USD GMV w ciągu najbliższych kilku lat.

Jastrzębi Glapiński, słabszy dolar i raport NFP. Co porusza rynkami w piątek?

Ostatnia sesja tygodnia to przede wszystkim echa wczorajszej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego. To także reakcje na nocne starcie Iranu z USA. No i w końcu wyczekiwanie na kluczowy odczyt z amerykańskiego rynku pracy.

Bufet otwarty

Lokalnie piątkową sesję zdominują refleksje na temat wczorajszej konferencji prasowej. Należy docenić prezesa Glapińskiego, który poprowadził ją w taki sposób, że i gołębie i jastrzębie znajdą coś dla siebie. Mieliśmy więc zwrócenie uwagi na kilka czynników, które hamują wzrost inflacji, jak choćby potencjalne problemy popytowe. Prezes zwracał też uwagę, że wyższe ceny paliw ograniczają przestrzeń do wydatków w innych segmentach konsumpcji. Analitycy PZU w komentarzu zasugerowali, że absolutnie nie ma przestrzeni do obniżek stóp procentowych w tym roku. Sam prezes Glapiński wykazał się znacznie większą wyobraźnią i zauważył, że w przypadku, gdyby „jutro” doszło do trwałego pokoju, to temat luzowania mógłby wrócić. Większość konferencji przewodniczący Rady jednak prezentował bardziej jastrzębie podejście. Wprost przyznał, że obecnie jesteśmy bliżej podwyżek niż obniżek oraz że prawdopodobieństwo podniesienia kosztu pieniądza wzrosło przez ostatni miesiąc. Podkreślił, że jeśli dynamika cen wyrwie się z przedziału odchyleń wokół celu oraz prognozy będą pokazywać, że taki stan ma się utrzymać, Rada jest gotowa do działania. Osobiście bliżej mi do stwierdzenia, że faktycznie była to bardziej jastrzębia konferencja, jednak rozumiem, że każdy w tym bufecie będzie mógł znaleźć coś dla siebie. Rynek po wczorajszym wystąpieniu nie zmienił zdania i kontrakty dalej sugerują, że czekają nas podwyżki stóp jeszcze w tym roku.

Miłosne stukanie

Niesamowicie trwałe okazuje się zawieszenie broni między USA a Iranem. Nie ruszyła go nawet regularna bitwa morska, do jakiej doszło dziś w nocy. Trzy amerykańskie okręty znalazły się pod zorganizowanym ostrzałem rakiet, dronów oraz małych łodzi szturmowych. W odpowiedzi Amerykanie ostrzelali irańskie pozycje, co również nie naruszyło monumentalnego zawieszenia broni. Patrząc na reakcje prezydenta Trumpa można mieć wrażenie, że w tych atakach nie ma złośliwości czy złych intencji. Przywódca USA określił je pieszczotliwym mianem „love tap” i uważa, że Teheran nadal pozostaje zainteresowany porozumieniem. Rynki początkowo zareagowały, mylnie biorąc ataki za eskalację konfliktu, jednak obecnie wygląda, jakby „kupiły” narrację Trumpa. Początek piątkowej sesji to delikatny odwrót od dolara, na którym korzysta też nasz złoty.

Porozmawiajmy o ekonomii

Kiedyś, w czasach, o których mało już kto pamięta, rynki oprócz bombami i postami w social mediach interesowały się także stanem gospodarki. I dziś mamy kilka figur, które rzucają trochę światła na ten aspekt. Po pierwsze Niemcy rozczarowali produkcją przemysłową, która według danych za marzec skurczyła się o blisko 3%. W ostatnim czasie mieliśmy trochę optymistycznych doniesień z największej gospodarki Unii, więc żeby nie było zbyt różowo, warto było ostudzić optymizm. Z naszego podwórka warto też zwrócić uwagę na inflację na Węgrzech, która przebiła w górę oczekiwania i wyniosła 2,1%. Bardziej może niepokoić jednak odczyt miesięcznej dynamiki – tylko w kwietniu ceny wzrosły o 0,4%. Może co nieco o stanie gospodarki powie nam także podczas swojego wystąpienia szefowa EBC. No i zdecydowanie warto śledzić doniesienia z amerykańskiego rynku pracy, dziś o 14:30 zostanie opublikowany raport NFP. Oczekiwania analityków nie są raczej wygórowane, a tegotygodniowy odczyt ADP okazał się całkiem optymistyczny, więc możliwe są tu niespodzianki, które mogą trochę rozruszać rynek.

Kurs dolara zależny od danych z rynku pracy USA. NFP może przesądzić o kierunku USD

Kluczowym wydarzeniem dnia jest publikacja raportu z amerykańskiego rynku pracy, czyli danych Nonfarm Payrolls za kwiecień. Według ankiety Reutersa ekonomiści oczekują, że gospodarka USA dodała około 62 tys. miejsc pracy, po wzroście o 178 tys. w marcu, który był najmocniejszym wynikiem od grudnia 2024 r. Taki odczyt oznaczałby wyraźne spowolnienie tempa kreacji zatrudnienia, ale jednocześnie byłby drugim z rzędu miesiącem wzrostu liczby miejsc pracy, co nie zdarzyło się od niemal roku. Rynek pracy nie wysyłałby więc sygnału gwałtownego pogorszenia koniunktury. Stopa bezrobocia ma pozostać na poziomie 4,3%, a przeciętna płaca godzinowa prawdopodobnie wzrosła w kwietniu o 0,3% miesiąc do miesiąca, po wzroście o 0,2% w marcu. W ujęciu rocznym dynamika płac mogła przyspieszyć do 3,8% z 3,5%, co sugerowałoby, że presja płacowa pozostaje obecna mimo wolniejszego przyrostu zatrudnienia.

Największym wsparciem dla rynku pracy pozostają prawdopodobnie ochrona zdrowia i pomoc społeczna, czyli sektory relatywnie odporne na pogorszenie cyklu gospodarczego. Zatrudnienie w przemyśle mogło ponownie wzrosnąć, co byłoby pozytywnym sygnałem dla sektora produkcyjnego, choć częściowo mogło wynikać z wcześniejszego gromadzenia zamówień w obawie przed zakłóceniami podażowymi. Słabiej mógł natomiast wyglądać sektor publiczny, gdzie oczekiwany jest dalszy spadek zatrudnienia. Bezpośredni wpływ konfliktu USA-Izrael vs.Iran na zatrudnienie może być jeszcze trudny do jednoznacznego uchwycenia w danych, choć jego konsekwencje dla cen surowców i paliw są już istotnym elementem otoczenia makroekonomicznego.

Oczekiwane dane powinny więc pokazać gospodarkę, która stopniowo traci impet, ale nie wchodzi w fazę gwałtownego osłabienia. Niższy przyrost zatrudnienia potwierdzałby chłodzenie aktywności, jednak stabilne bezrobocie i nadal solidny wzrost płac sugerowałyby, że sytuacja pracowników pozostaje relatywnie dobra. Dla Rezerwy Federalnej taki zestaw danych może być argumentem za ostrożnością, ponieważ rynek pracy słabnie, ale nie na tyle, aby jednoznacznie wymuszać szybkie łagodzenie polityki pieniężnej, zwłaszcza że ceny energii pozostają ważnym źródłem ryzyka inflacyjnego. Przed publikacją danych dolar osłabia się względem większości walut, indeks dolara (DXY) testuje okolice 97,90 pkt, a EUR/USD rośnie w okolicę 1,1760. Oznaki deeskalacji konfliktu mogłyby obniżać obawy o inflacyjny wpływ cen ropy i wspierać oczekiwania na powrót do luzowania polityki pieniężnej, co działałoby negatywnie na USD. Słaby odczyt NFP wzmacniałby tę argumentację, natomiast wynik wyraźnie powyżej konsensusu, zwłaszcza przy utrzymujących się wysokich cenach energii, mógłby ponownie ożywić bardziej „jastrzębią” dyskusję wewnątrz Fed, co mogłoby przełożyć się z powrotem na umacniającego się dolara amerykańskiego.

Jak opinie klientów pomagają zdobywać ruch z Google i narzędzi AI?

Poza klasycznym pozycjonowaniem pod słowa kluczowe, widoczność w wyszukiwarkach oraz w tworzonych przez AI odpowiedziach budują również doświadczenia klientów. Na podstawie dostępnych w sieci, zweryfikowanych recenzji, ChatGPT czy Gemini tworzą opinie o markach, co nie pozostaje bez wpływu na ich wizerunek.

GEO, czyli optymalizacja pod AI

GEO (Generative Engine Optimization) to nowe zjawisko. Pod tym pojęciem kryją się wszystkie działania, zmierzające do zwiększenia widoczności marki i cytowań treści w odpowiedziach generowanych przez sztuczną inteligencję. Z prognoz serwisów monitorujących ruch wynika, że w najbliższej przyszłości AI Overviews przyczyni się do ograniczenia ruchu z klasycznego wyszukiwania o 25-70 %. Oznacza to, że nie warto zwlekać z wykorzystywaniem opinii swoich klientów w przyjętej strategii marketingowej.

Sztuczna inteligencja analizuje kontekst, emocje i szczegółowość recenzji. Krótkie, ogólne komentarze nie stanowią dużej wartości dla modeli generatywnych. Regularnie dodawane, opisowe opinie uznawane są za najcenniejsze. Narzędzia oparte na AI poddają analizie język klientów i powtarzające się zalety lub problemy. Wszystko po to, by lepiej zrozumieć, czym zajmuje się firma i do kogo skierowana jest jej oferta.

Dlaczego recenzje są tak ważne dla widoczności w sieci?

Pozyskiwanie opinii od klientów w sposób ciągły to dla algorytmów Google oraz narzędzi AI sygnał, że firma działa, a przy tym dba o doświadczenia swoich odbiorców. Ocenie i analizie podlega nie tylko liczba gwiazdek i treść recenzji, ale też tempo ich pozyskiwania, czas wystawienia czy różnorodność. Opinie klientów należą obecnie do najważniejszych czynników rankingowych zarówno w lokalnych wynikach, jak i w odpowiedziach generatywnych.

Warto także wiedzieć, że recenzje zwiększają CTR (Click-Through Rate), czyli przyciągają kliknięcia. Wyższy współczynnik klikalności oznacza dla Google większą trafność wyniku, co nie pozostaje bez wpływu na pozycję firmy w wyszukiwarce.

Jak wykorzystać opinie w strategii marketingowej?

Aby w pełni wykorzystać potencjał pozyskiwanych od klientów opinii, należy zachęcać ich do wystawiania recenzji. Przydatne jest także zadawanie pytań pomocniczych, by zyskać oceny o opisowym charakterze. Warto przy tym reagować na nie, niezależnie od tego, czy są to skargi, czy pochwały. Aktywność właściciela pokazuje algorytmom, że firma dba o klientów i jest otwarta na dialog. To także dodatkowa szansa na umieszczenie fraz kluczowych w publicznej odpowiedzi. Co jeszcze? Dobrym pomysłem jest integrowanie pozyskanych recenzji z innymi treściami marki, np. cytowanie pozytywnych opinii w postach blogowych czy w newsletterach.

Systemy do zbierania opinii i ich wykorzystanie

System do zbierania opinii sprzyja usprawnieniu ich pozyskiwania. Tego typu rozwiązanie oferuje TrustMate. Integrując się z popularnymi platformami e-commerce, np. Shopify, Shoper, WooCommerce czy PrestaShop, system automatyzuje proces zbierania opinii, a jednocześnie ułatwia dbanie o ich długość i jakość. Korzystanie z systemów takich jak TrustMate jest szczególnie przydatne dla branż, w których zaufanie klienta odgrywa dużą rolę – np. w sklepach ogrodniczych czy branży home & garden. Dzięki automatycznemu zbieraniu i weryfikowaniu opinii, sklepy mogą wykorzystać je do budowania wizerunku marki i zwiększania ruchu z wyszukiwarek.

TrustMate oferuje narzędzie użyteczne nie tylko właścicielom e-commerce, ale też konsumentom. Przykładowo, mogą oni błyskawicznie odszukać najlepsze sklepy ogrodnicze online, wyświetlając ich ranking i bez trudu znaleźć te, które cieszą się największym zaufaniem w sieci.

Podsumowując, nie ulega wątpliwości, że opinie klientów stanowią obecnie cenny zasób marketingowy w e-commerce, a nowoczesne systemy, takie jak TrustMate automatyzują proces pozyskiwania i publikowania recenzji, a także dbają o ich długość i zawartość merytoryczną, dzięki czemu stają się one bardziej atrakcyjne dla algorytmów Google i użytkowników. Warto więc zintegrować zbieranie i analizę recenzji z całą strategią SEO i marketingu, bo w erze GEO to właśnie głos klientów decyduje o pozycji marki.

Farada Group wchodzi w segment dronów morskich we współpracy z Łukasiewicz – Warszawskim Instytutem Technologicznym

Farada Group, spółka portfelowa, notowanej na GPW JRH ASI S.A. informuje o podpisaniu umowy o współpracy z Łukasiewicz – Warszawskim Instytutem Technologicznym w związku z rozpoczęciem współpracy w zakresie morskich systemów bezzałogowych. Porozumienie otwiera Farada Group drogę do przygotowania i analizy modelu komercjalizacji oraz sprzedaży (lub pośrednictwa sprzedaży) morskiego drona Manta USV na rynkach zagranicznych.

Do podpisania dokumentu doszło w drugim dniu Defence24 Days, ze strony Sieć Badawcza Łukasiewicz – Warszawskiego Instytutu Technologicznego umowę podpisał Dyrektor Instytutu, dr hab. Grzegorz Gudzbeler, a ze strony Farada Group Prezes Zarządu spółki Szymon Kupaj. Zakres porozumienia obejmuje wymianę informacji niezbędnych do wypracowania modelu komercjalizacji polskiego drona Manta USV oraz oceny możliwych form jego sprzedaży i dystrybucji poza granicami Polski. Strony zakładają, że Farada Group, posiadając doświadczenie międzynarodowe oraz sieć partnerów zagranicznych w sektorze systemów bezzałogowych, może wesprzeć Instytut w przygotowaniu rozwiązania do wejścia na rynki międzynarodowe.

(Manta USV fot. Ł – WIT)
(Manta USV fot. Ł – WIT)

Manta USV to opracowywana w Sieć Badawcza Łukasiewicz – Warszawskim Instytucie Technologicznym kompaktowa platforma nawodna, projektowana z myślą o ciągłym monitoringu infrastruktury krytycznej, w tym morskich farm wiatrowych i instalacji sektora paliwowego, a także obszarów istotnych dla wojska i służb takich jak Straż Graniczna. Konstrukcja o wymiarach 180 na 70 cm wykorzystuje kompozyty szklane oraz technologię hydrofoili, czyli zanurzonych płatów nośnych unoszących kadłub nad powierzchnią wody, co istotnie ogranicza ślad torowy nawet przy prędkości dochodzącej do 30 węzłów. Platforma może działać w trybie zdalnym, półautonomicznym oraz autonomicznym i jest odporna na zakłócenia elektroniczne, a w razie utraty łączności samoczynnie osiada na hydrofoilach i oczekuje na jej przywrócenie lub kontynuuje misję autonomicznie.

– „Farada Group poza dronami latającymi obecnie jest producentem poduszkowców na bazie licencji Instytutu Lotnictwa Sieć Badawcza Łukasiewicz, a teraz dzięki zawartemu porozumieniu wchodzimy mocno w bezzałogowy segment wodny. Tym samym budujemy ofertę obejmującą systemy bezzałogowe i pojazdy specjalne pracujące w różnych środowiskach, co istotnie zwiększa nasze możliwości w odpowiadaniu na zapotrzebowanie zarówno klientów komercyjnych, jak i sektora obronnego oraz zarządzania kryzysowego. Polski dron wodny Manta USV to nowatorskie rozwiązanie polskiej myśli technicznej, a my chcemy wykorzystać nasze doświadczenie eksportowe, aby pomóc otworzyć przed nim rynki zagraniczne” – powiedział Szymon Kupaj, współzałożyciel i Prezes Zarządu Farada Group.

Współpraca z Łukasiewicz – Warszawski Instytut Technologiczny wpisuje się w model rozwoju Farada Group, w którym istotną rolę odgrywają partnerstwa z polskim zapleczem naukowo-badawczym. W marcu 2026 r. spółka podpisała umowę z Wojskowym Instytutem Techniki Uzbrojenia na opracowanie systemu WARTOWNIK, służącego do monitorowania i ochrony obszarów o znaczeniu strategicznym z wykorzystaniem dronów powietrznych. Otrzymała również zaproszenie do testów poligonowych w Ośrodku Systemów Autonomicznych Wojska Polskiego.

– „To kolejny istotny krok rozwojowy Farada Group i potwierdzenie, że strategia powstającego holdingu ORBITEO przekłada się na konkretne projekty. Farada konsekwentnie rozszerza spektrum swoich kompetencji, wykraczając obecnie poza segment systemów powietrznych. Współpraca Instytutem wokół drona Manta USV otwiera spółce drogę do nowego, perspektywicznego obszaru rynku, a polskie technologie bezzałogowe zyskują kolejną szansę na komercjalizację za granicą. Cieszymy się, że nasze spółki portfelowe systematycznie poszerzają zakres działalności i budują zdywersyfikowane źródła przychodów” – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH ASI S.A.

Farada Group jest jednym z filarów projektu ORBITEO, holdingu technologicznego organizowanego przez JRH ASI S.A., integrującego polskie spółki z sektorów space, defence, AI i deeptech. W ramach ORBITEO współpracuje między innymi z SatRev, z którym rozwija wspólne rozwiązania łączące kompetencje w zakresie systemów bezzałogowych i technologii kosmicznych. Farada Group to polska spółka technologiczna specjalizująca się w projektowaniu, produkcji i integracji zaawansowanych systemów bezzałogowych (UAS) do zastosowań cywilnych i wojskowych. Technologie spółki znajdują zastosowanie w misjach rozpoznawczych, logistycznych, inspekcyjnych oraz w ochronie infrastruktury krytycznej, a ich skuteczność została zweryfikowana również w warunkach rzeczywistych konfliktów zbrojnych.

Google Health Coach – gdy AI zostaje twoim osobistym lekarzem, trenerem i dietetykiem w jednym

Przez ostatnie lata smartwatche i opaski fitness gromadziły coraz więcej danych o użytkownikach. Tętno, liczba kroków, jakość snu, saturacja krwi, aktywność fizyczna czy poziom regeneracji stały się standardowym elementem cyfrowych usług zdrowotnych. Problem polegał jednak na tym, że dla wielu osób były to głównie wykresy i statystyki, z których trudno było wyciągnąć praktyczne wnioski.

Google chce ten model zmienić. 19 maja 2026 roku firma ma zakończyć fazę testów i udostępnić Google Health Coach – asystenta zdrowotnego opartego na modelu Gemini. Nowa usługa ma nie tylko zbierać dane, ale przede wszystkim je interpretować i przekładać na konkretne zalecenia dotyczące aktywności, odpoczynku, snu czy codziennych nawyków.

Od monitorowania danych do ich interpretacji

Dotychczasowe urządzenia ubieralne dobrze radziły sobie z pomiarem parametrów, ale znacznie gorzej z ich praktycznym wykorzystaniem. Użytkownik otrzymywał informacje o liczbie przespanych godzin, tętnie spoczynkowym czy spalonych kaloriach, ale często sam musiał ocenić, co te dane oznaczają dla jego zdrowia i trybu życia.

Google Health Coach ma działać inaczej. Usługa analizuje dane o aktywności fizycznej, jakości snu, kondycji organizmu, nawykach żywieniowych, cyklu menstruacyjnym, a także kontekst zewnętrzny, taki jak pogoda czy lokalizacja. Na tej podstawie ma podpowiadać użytkownikowi, co może zrobić danego dnia: wykonać intensywniejszy trening, postawić na regenerację, zmienić plan aktywności albo zwrócić uwagę na sen.Google Health Coach

Centralnym miejscem działania usługi ma być karta „Dzisiaj”. To tam użytkownik zobaczy najważniejsze informacje i rekomendacje. Google odchodzi więc od modelu biernego raportowania na rzecz aktywnego doradztwa.

Cyfrowy sztab specjalistów

Google przedstawia Health Coach jako rozwiązanie inspirowane pracą profesjonalnych zespołów sportowych. Zawodowi sportowcy korzystają na co dzień ze wsparcia trenerów, lekarzy, dietetyków i specjalistów od regeneracji. Każdy z nich analizuje inny obszar, ale cel jest wspólny: poprawa wydajności i ograniczenie ryzyka przeciążenia organizmu.

Health Coach ma przenieść część tego podejścia do codziennego użytku. Nie chodzi jednak o zastąpienie lekarza czy fizjoterapeuty, lecz o stworzenie narzędzia, które pomoże lepiej rozumieć własny organizm i szybciej reagować na sygnały płynące z danych.

W projekt zaangażowano zespół doradczy złożony z lekarzy klinicznych, ekspertów medycznych oraz specjalistów zajmujących się badaniami nad sportem i zdrowiem. Jedną z twarzy usługi został Stephen Curry, koszykarz NBA i doradca Google ds. wydajności. Jego udział ma podkreślać sportowy kontekst rozwiązania, choć sama usługa jest kierowana do znacznie szerszej grupy użytkowników niż zawodowi sportowcy.

Co ma oferować Google Health Coach?

Jednym z kluczowych elementów usługi mają być elastyczne plany treningowe. Zamiast sztywnego harmonogramu, który przestaje działać po pominięciu jednej aktywności, Coach ma proponować tygodniowe cele i codzienne sugestie dostosowane do aktualnej formy, postępów oraz warunków zewnętrznych.

Istotną funkcją będzie także śledzenie wielomodalne. Użytkownik ma mieć możliwość dodawania informacji głosem, zdjęciem lub dokumentem. Może to oznaczać na przykład sfotografowanie posiłku w celu oszacowania jego wartości odżywczej, zapisanie planu treningowego z siłowni albo wgranie wyników badań laboratoryjnych i zadanie pytania o ich znaczenie.

Ta ostatnia funkcja ma być początkowo dostępna wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Tam usługa będzie mogła także integrować się z osobistą dokumentacją medyczną użytkownika.

Google chce również mocniej powiązać analizę snu z pozostałymi danymi zdrowotnymi. Health Coach ma nie tylko liczyć godziny odpoczynku, ale także oceniać regularność rytmu dobowego, jakość regeneracji i jej wpływ na gotowość do wysiłku. W przypadku kobiet znaczenie mogą mieć także dane dotyczące cyklu menstruacyjnego.

Mniej formularzy, więcej rozmowy

Nowa usługa ma opierać się na bardziej naturalnej komunikacji z użytkownikiem. Zamiast wieloetapowych formularzy Google stawia na krótsze interakcje, szybkie przyciski odpowiedzi, kontekstowe powiadomienia i możliwość zadawania pytań asystentowi w dowolnym momencie.

To ważna zmiana, ponieważ skuteczność tego typu narzędzi zależy nie tylko od jakości algorytmu, ale też od tego, czy użytkownik będzie z nich regularnie korzystał. Im mniej obsługi wymaga aplikacja, tym większa szansa, że stanie się realnym elementem codziennej rutyny.

Dane zdrowotne pod szczególnym nadzorem

Największym wyzwaniem dla Google może okazać się nie sama technologia, lecz zaufanie. Dane zdrowotne należą do najbardziej wrażliwych informacji, jakie użytkownik może przekazać firmie technologicznej. Obejmują nie tylko aktywność fizyczną, ale potencjalnie także sen, cykl menstruacyjny, wyniki badań, historię zdrowotną czy informacje o stylu życia.

Google deklaruje, że dane o zdrowiu i samopoczuciu pochodzące z aplikacji Fitbit nie będą wykorzystywane do celów reklamowych. Firma wskazuje również na wewnętrzne ramy oceny SHARP, obejmujące bezpieczeństwo, przydatność, dokładność i personalizację rekomendacji.

Deklaracje te będą jednak musiały zostać potwierdzone praktyką. W przypadku usług zdrowotnych przejrzystość zasad przetwarzania danych może być równie ważna jak sama funkcjonalność produktu. Użytkownicy będą oczekiwać jasnej informacji, kto ma dostęp do danych, jak długo są one przechowywane i w jakim zakresie mogą być analizowane przez modele AI.

Dostępność i model subskrypcyjny

Google Health Coach ma być częścią subskrypcji Google Health Premium, czyli następcy Fitbit Premium. Usługa ma również trafić bez dodatkowych opłat do planów Google AI Pro oraz Google AI Ultra, co pokazuje, że firma traktuje ją jako element szerszego ekosystemu usług opartych na sztucznej inteligencji.

Wdrożenie zaplanowano na okres od 19 do 26 maja 2026 roku. W pierwszej kolejności z Health Coach mają skorzystać posiadacze urządzeń Fitbit oraz zegarków Pixel Watch. Obsługa kolejnych urządzeń ma być uruchamiana stopniowo.

Spór o cła w USA może przynieść Adidasowi setki milionów euro

Bjørn Gulden poinformował akcjonariuszy, że Adidas spodziewa się odzyskania około 300 mln euro. Zwrot miałby dotyczyć ceł, które zostały pobrane w Stanach Zjednoczonych na podstawie przepisów później zakwestionowanych przez amerykańskie sądy. Choć pieniądze nie trafiły jeszcze do spółki, wypowiedź prezesa wskazuje, że firma traktuje ten scenariusz jako bardzo realny.

Dla Adidasa to szczególnie ważne, ponieważ polityka celna USA była jednym z czynników obciążających tegoroczne prognozy finansowe. W marcu spółka ostrzegała, że połączenie ceł i niekorzystnych zmian kursowych może zmniejszyć jej zysk w 2026 roku o około 400 mln euro. Zwrot na poziomie 300 mln euro pokryłby więc znaczną część wcześniej sygnalizowanego negatywnego wpływu.

Kluczowe znaczenie ma decyzja Sądu Najwyższego USA z 20 lutego 2026 roku. Sąd uznał, że IEEPA nie daje prezydentowi prawa do nakładania ceł. W opinii napisanej przez prezesa Sądu Najwyższego Johna Robertsa wskazano, że uprawnienie do „regulowania” importu nie jest równoznaczne z prawem do jego opodatkowania.

To rozstrzygnięcie otworzyło drogę do zwrotu środków importerom, którzy wcześniej płacili należności celne na podstawie zakwestionowanych taryf. Następnie 4 marca Sąd Handlu Międzynarodowego Stanów Zjednoczonych orzekł, że importerzy będący podmiotami ewidencyjnymi mają prawo skorzystać z decyzji Sądu Najwyższego. Jednocześnie zobowiązano amerykański Urząd Ceł i Ochrony Granic do obsługi procesu zwrotów.

Potencjalny zwrot ceł może poprawić obraz finansowy Adidasa w 2026 roku. Firma opublikowała mocne wyniki za pierwszy kwartał. Przychody w ujęciu neutralnym kursowo wzrosły o 14 procent, osiągając 6,6 mld euro, a zysk operacyjny wyniósł 705 mln euro. Na tym tle możliwy zwrot 300 mln euro byłby dodatkowym, bardzo wyraźnym wsparciem dla rentowności.

Warto jednak podkreślić, że Adidas nie zaksięgował jeszcze tej kwoty. Oznacza to, że inwestorzy muszą traktować ją jako potencjalny pozytywny czynnik, a nie jako pewny element wyniku finansowego. Mimo to sama informacja może poprawiać nastroje wokół spółki, zwłaszcza po wcześniejszym spadku kursu akcji, który nastąpił po publikacji ostrożniejszej prognozy rocznego zysku operacyjnego.

Sprawa Adidasa nie jest odosobniona. Według dostępnych informacji w Sądzie Handlu Międzynarodowego złożono już ponad 2000 pozwów dotyczących zwrotu ceł pobranych na podstawie IEEPA. Amerykański urząd celny zaproponował zautomatyzowany system obsługi zwrotów za pośrednictwem platformy Automated Customs Environment, ale jednocześnie pojawiają się sygnały, że rząd dążył do opóźnienia wypłat.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie problemy zostały rozwiązane. Proces zwrotów w USA może być czasochłonny, a ostateczne terminy wypłat pozostają niepewne. Dla Adidasa kluczowe będzie więc nie tylko odzyskanie pieniędzy, ale także utrzymanie wzrostu sprzedaży, kontrola kosztów i dalsze wzmacnianie marki na najważniejszych rynkach. Potencjalny zwrot ceł jest ważnym wsparciem, lecz przyszłość spółki nadal będzie zależeć od zdolności do zarządzania globalnym ryzykiem handlowym i konsumenckim.

PKP S.A. i Japan Railway East zacieśniają współpracę

0

6 maja w Przedstawicielstwie PKP S.A. w Brukseli podpisano memorandum o współpracy pomiędzy PKP S.A. a japońskim przewoźnikiem Japan Railway East. Porozumienie zakłada rozwój partnerstwa oraz wzmocnienie strategicznej współpracy obu spółek w sektorze kolejowym.

Dokument podpisali Tomasz Lachowicz, dyrektor Przedstawicielstwa PKP w Brukseli oraz Hideaki Kuroda, dyrektor generalny Przedstawicielstwa JR-East w Paryżu. Podpisane memorandum zakłada kontynuację i rozwój współpracy pomiędzy spółkami w obszarze wymiany wiedzy i doświadczeń dotyczących organizacji oraz zarządzania systemem kolejowym. Partnerzy zamierzają współpracować m.in. w zakresie efektywności energetycznej, zrównoważonego rozwoju, odporności infrastruktury kolejowej oraz rozwoju przewozów pasażerskich, w tym zarządzania stacjami, działalności detalicznej i obsługi klienta.

W polskim sektorze kolejowym na przestrzeni ostatniej dekady zaszły daleko idące pozytywne zmiany w wielu obszarach, co jest dostrzegane również przez naszych pozaeuropejskich partnerów. Dotychczasowa współpraca z JR East w ostatnim czasie ulega stałej intensyfikacji, pozwalają na lepsze zrozumienie potencjału współpracy obu firm oraz na zapoznanie się z doświadczeniem i najlepszymi praktykami. Nasi przyjaciele z JR East należą do jednych z najbardziej wiarygodnych partnerów we współpracy bilateralnej. Cieszymy się, że ta współpraca zostanie jeszcze bardziej pogłębiona z korzyścią dla obu stron – powiedział Tomasz Lachowicz, dyrektor brukselskiego biura PKP.

Porozumienie obejmuje również współpracę w obszarze digitalizacji procesów i wdrażania nowych technologii, takich jak systemy informatyczne, automatyzacja czy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Istotnym elementem będzie także wymiana doświadczeń związanych z bezpieczeństwem, utrzymaniem i zarządzaniem majątkiem kolejowym, w tym komercyjnym zagospodarowaniem gruntów i nieruchomości. Ważnym aspektem współpracy będzie wzmocnienie dialogu eksperckiego poprzez organizację spotkań, warsztatów i wizyt studyjnych koordynowanych przez Biuro JR East w Paryżu oraz Przedstawicielstwo PKP S.A. w Brukseli.

Współpraca ta wykracza poza technologię kolejową i obejmuje kompleksowy zakres operacji kolejowych, w tym rozwój stacji i handel detaliczny. W pełni wykorzystamy know-how i doświadczenie w zakresie zarządzania koleją, rozwoju miejskiego oraz działalności komercyjnej skoncentrowanej wokół stacji, które kultywowaliśmy w Japonii. Poprzez tę inicjatywę dążymy do przyczynienia się do bezpieczeństwa, środowiska i tworzenia nowej wartości dla kolei w Polsce. Pracujemy nad połączeniem mocnych stron Polski i Japonii, aby tworzyć innowacyjne pomysły. Idąc dalej, będziemy nadal promować rozwój zrównoważonych i atrakcyjnych sieci kolejowych, dążąc do dostarczania cennych usług zarówno lokalnym społecznościom, jak i pasażerom – dodał Hideaki Kuroda, dyrektor generalny przedstawicielstwa JR East w Paryżu.

Obie strony deklarują wspólne działania na rzecz opracowywania nowych koncepcji oraz wymiany najlepszych praktyk służących podnoszeniu jakości usług kolejowych, projektów typu TOD (Transit Oriented Development) oraz projektów detalicznych, które w przyszłości mogłyby zostać zrealizowane na podstawie odrębnych porozumień. Istotnym celem partnerstwa będzie także promocja kolei jako zrównoważonego środka transportu oraz podejmowanie wspólnych inicjatyw na rzecz zwiększania atrakcyjności transportu kolejowego. Współpraca ma również wspierać wzmacnianie globalnej roli kolei, m.in. w ramach działalności prowadzonej w Międzynarodowym Związku Kolei – UIC oraz innych organizacjach sektora kolejowego.

Przedstawicielstwo PKP w Brukseli prowadzi bliską współpracę z Japan Railway East od wielu lat, zarówno na poziomie organizacji międzynarodowych, jak i we współpracy bilateralnej.  Efektem tych działań są liczne spotkania i inicjatywy realizowane wspólnie z partnerami z Japonii na rzecz rozwoju nowoczesnego transportu kolejowego.

Dziś urodziny obchodzi Lamborghini: firma świętuje 63 lata i solidne wyniki w pierwszym kwartale roku

Automobili Lamborghini obchodzi w tym roku 63. rocznicę powstania firmy, ogłaszając obiecujące wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026.  W pierwszych trzech miesiącach roku, firma z siedzibą w Sant’Agata Bolognese, dostarczyła na rynek 2620 pojazdów, osiągając przychody w wysokości 863 mln euro, wynik operacyjny na poziomie 200 mln euro oraz rentowność wynoszącą 23,1%. Rezultaty te potwierdzają ścieżkę odpowiedzialnego wzrostu budowaną przez lata oraz siłę strategii, która w ostatnich latach pozwoliła marce osiągnąć rekordowe wyniki.Lamborghini firma świętuje 63 lata i solidne wyniki w pierwszym kwartale roku

Pierwszy kwartał przyniósł zarówno sukcesy, jak i wyzwania w roku, który zapowiada się jako wymagający, ale jednocześnie obfitujący w ważne kamienie milowe dla naszej marki. Rozpoczęcie dostaw modelu Temerario, uzupełniającego w pełni zhybrydyzowaną gamę produktów, solidny portfel zamówień na całą gamę modeli oraz nowe modele, które pojawią się w nadchodzących miesiącach, potwierdzają, że obrany przez nas kierunek jest właściwy. To właśnie na tych fundamentach z determinacją patrzymy na pozostałą część 2026 roku, mając pewność, że siła marki nadal będzie doceniana przez klientów na całym świecie – komentuje Stephan Winkelmann, prezes i dyrektor generalny Automobili Lamborghini.

Podobnie jak w poprzednim czasie, w pierwszym kwartale 2026 r. na wynik operacyjny wpłynęły czynniki zewnętrzne, takie jak niekorzystne wahania kursów walutowych oraz amerykańskie cła. Po roku przejściowym 2025, związanym z uruchomieniem produkcji modelu Temerario[1], firma z siedzibą w Sant’Agata Bolognese powróciła do bardziej zrównoważonego rozłożenia dostaw w poszczególnych kwartałach roku obrotowego.

Rok 2026 rozpoczyna się w atmosferze ciągłości i utrwalenia dotychczasowych osiągnięć. W kontekście geopolitycznym i makroekonomicznym, który od kilku lat charakteryzuje się dużą złożonością i zmiennością. Wyniki finansowe po raz kolejny potwierdzają naszą ścieżkę zrównoważonego wzrostu gospodarczego i finansowego, wspieraną przez portfel zamówień, który odzwierciedla nasze zaangażowanie w utrzymanie długoterminowej wartości dla naszych interesariuszy i pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość – mówi Paolo Poma, dyrektor zarządzający i dyrektor finansowy Automobili Lamborghini.

Pod względem realizacji dostaw, sprzedaż rozkładała się na trzy główne regiony handlowe: w krajach EMEA, Ameryce oraz regionie APAC dostarczono odpowiednio 1 398, 711 i 511 pojazdów. Po raz pierwszy, w wynikach dotyczących dostaw, uwzględniono również wszystkie trzy modele Automobili Lamborghini. Z początkiem 2026 roku rozpoczęły się dostawy modelu Temerario – pierwszego supersamochodu marki wyposażonego w silnik V8 z podwójnym turbodoładowaniem oraz trzy silniki elektryczne, który dołączył do modeli Revuelto[2] i Urus SE[3], uzupełniając w ten sposób w pełni zhybrydyzowaną gamę modeli. W całym asortymencie liczba zamówień utrzymuje się na wysokim poziomie – w przypadku modelu Revuelto czas oczekiwania wynosi ponad rok, natomiast modele Urus SE i Temerario są już niemal w całości zarezerwowane na rok 2026.

63 – numer, który przechodzi przez historię marki

63 – numer, który przechodzi przez historię marki

Firma została oficjalnie założona 7 maja 1963 roku, a 2 października tego samego roku po raz pierwszy uruchomiono na stanowisku testowym silnik V12 o pojemności 3,5 litra, który miał ewoluować i stać się bijącym sercem flagowych modeli Lamborghini przez sześć dekad. 20 października 1963 r. pierwszy prototyp Lamborghini 350 GTV, został zaprezentowany włoskiej prasie w Sant’Agata Bolognese, na tle wciąż budowanego budynku fabryki. Dziesięć dni później, 30 października, samochód został zaprezentowany publiczności podczas Turin Motor Show, co oficjalnie oznaczało narodziny nowej marki.Lamborghini firma świętuje 63 lata i solidne wyniki w pierwszym kwartale roku

Dzisiaj liczba 63 nie jest już tylko odniesieniem do ważnego roku, ale powracający motywem w języku Lamborghini. Jest to motyw natychmiast kojarzony z marką Lamborghini, spójny i dyskretny, elastyczny i wyrafinowany. Nie jest to po prostu hołd dla historii, ale dynamiczne nawiązanie marki do jej dziedzictwa.

– Rok 1963 to dla nas początek wizji, która prowadzi nas do teraz. Dzisiaj 63 to znacznie więcej niż liczba: to symbol wyrażający naszą istotę. Świętowanie tej rocznicy oznacza dalszy rozwój przy jednoczesnym pozostaniu wiernym naszym korzeniom – powiedział Stephan Winkelmann, prezes i dyrektor generalny Automobili Lamborghini.

Lamborghini w Polsce dystrybuowane jest od 2014 roku przez Porsche Inter Auto Polska, m.in. w warszawskim salonie Lamborghini Warszawa.

[1] Temerario (WLTP): Zużycie energii (średnia ważona w cyklu mieszanym): 6,4–4,3 kWh/100 km oraz 11,2–10,3 l/100 km; Emisja CO₂ (średnia ważona w cyklu mieszanym): 272–252 g/km; klasa CO₂ (średnia ważona): G; klasa CO₂ przy rozładowanym akumulatorze: G; zużycie paliwa przy rozładowanym akumulatorze (średnia): 14 l/100 km

[2] Revuelto (WLTP): Zużycie energii (średnia ważona): 4,7 kWh/100 km plus 15 l/100 km; Emisja CO₂ (średnia ważona): 350 g/km; Klasa CO₂ (średnia ważona): G; Klasa CO₂ przy rozładowanym akumulatorze: G; Zużycie paliwa przy rozładowanym akumulatorze (średnia ważona): 17,9 l/100 km

[3] Urus SE (WLTP): Zużycie energii (średnia ważona): 21,4 kWh/100 km plus 5,71 l/100 km; Emisja CO₂ (średnia ważona): 140 g/km; Klasa CO₂ (średnia ważona): E; Klasa CO₂ przy rozładowanym akumulatorze: G; Zużycie paliwa przy rozładowanym akumulatorze (średnia ważona): 12,9 l/100 km

Małgorzata Sułkowska nowym Partnerem w Wyser Executive Search

0

Małgorzata Sułkowska objęła w maju br. stanowisko Partnera w zespole finansów & księgowości w Wyser Executive Search, międzynarodowej firmie doradczej specjalizującej się w rekrutacji kadry wyższego i najwyższego szczebla. Odpowiada za projekty rekrutacyjne na stanowiska eksperckie oraz managerskie, w tym na poziomie C-Level.

Ma ponad 13-letnie doświadczenie w doradztwie HR i realizacji projektów rekrutacyjnych executive search dla polskich i międzynarodowych organizacji. Specjalizuje się w pozyskiwaniu kadry wyższego i najwyższego szczebla w obszarze finansów, podatków i księgowości. Łączy wiedzę rynkową z praktycznym podejściem do rekrutacji, skutecznie wspierając organizacje w pozyskiwaniu kluczowych talentów.

Małgorzata Sułkowska współpracowała z firmami z sektorów FMCG, e‑commerce, farmacji, urządzeń medycznych, produkcji oraz nieruchomości, prowadząc rekrutacje na stanowiska eksperckie i zarządcze w obszarze finansów, podatków i księgowości. Odpowiadała także za rozwój specjalizacji i zarządzanie zespołami. Jest współautorką raportów i publikacji dotyczących rynku pracy oraz prelegentką konferencji branżowych. Regularnie komentuje aktualne trendy na rynku pracy.

Małgorzata wnosi do naszego zespołu unikalne połączenie eksperckiej wiedzy o rynku finansowym i partnerskiego podejścia do pracy. Jej doświadczenie w realizacji projektów executive search dla organizacji o różnej skali i dynamice będzie dużym wsparciem dla dalszego rozwoju naszej praktyki finansów i księgowości – powiedział Paweł Prociak, Dyrektor Zarządzający Wyser Executive Search.

Przed dołączeniem do Wyser była związana z Devire, gdzie kierowała zespołem praktyki podatków, finansów i księgowości. Doświadczenie zdobywała również w takich organizacjach jak Shopee, Adecco Group oraz Hays.

Małgorzata Sułkowska jest absolwentką Wydziału Finansów i Rachunkowości Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz kierunku Psychologii w Biznesie na SWPS w Warszawie, co pozwala jej łączyć wiedzę biznesową z zrozumieniem motywacji kandydatów i potrzeb organizacji. Jej ekspertyzę potwierdzają liczne certyfikacje, publikacje branżowe oraz współpraca z ACCA w ramach programu Executive Consulting.

Dariusz Grabowski Prezesem Zarządu Ceneo – łączy funkcję z rolą General Managera

Z dniem 4 maja 2026 r. Dariusz Grabowski objął stanowisko Prezesa Zarządu Ceneo – jednej z największych platform e‑commerce w Polsce. Jednocześnie od lutego 2026 r. pełni funkcję General Managera spółki, odpowiadając za całościowe zarządzanie operacyjne oraz realizację strategii rozwoju.

Połączenie obu ról wzmacnia jednolite przywództwo i przyspiesza realizację kluczowych inicjatyw strategicznych Ceneo, skoncentrowanych na dalszym rozwoju katalogu produktów, skalowaniu ruchu i budowaniu długoterminowej wartości użytkowników oraz partnerów.

Dariusz Grabowski jest doświadczonym menedżerem z wieloletnią praktyką w obszarze e‑commerce i transformacji cyfrowej. W Ceneo odpowiada za rozwój modelu biznesowego, poszerzanie ekosystemu usług – w tym rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję oraz produktów B2B – a także wzmacnianie pozycji platformy jako najbardziej zaufanego miejsca podejmowania decyzji zakupowych w Polsce.

– Naszym celem jest dalsze budowanie Ceneo jako platformy pierwszego wyboru dla kupujących i partnerów – zapewniającej wiarygodne wsparcie w podejmowaniu decyzji zakupowych oraz efektywne narzędzia sprzedażowe. Połączenie kompetencji strategicznych i operacyjnych pozwala nam szybciej wdrażać zmiany i lepiej odpowiadać na potrzeby rynku – mówi Dariusz Grabowski, Prezes Zarządu i General Manager Ceneo.pl

Ceneo konsekwentnie rozwija nowe obszary działalności, w tym usługi wspierające sprzedaż partnerów, rozwiązania analityczne oraz inicjatywy oparte na technologii zaufanych opinii, marketplace’u i reklamy, wzmacniając swoją rolę w ekosystemie e‑commerce w Polsce jako część Grupy Allegro.

Konferencja prezesa NBP może przesądzić o nastrojach wokół złotego

Czwartkowa sesja przynosi całkiem sporo nowych impulsów do gry. Na naszym poletku trwa wyczekiwanie na konferencję prasową prezesa NBP. Do tego mamy wysyp kolejnych decyzji banków centralnych z Europy. Na szerokim rynku mocno widać nadzieję na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie.

Podnosić już teraz, czy czekać?

Lokalnie inwestorzy dziś są mocno skupieni wokół wczorajszej decyzji Rady Polityki Pieniężnej, a precyzując – na nadchodzącej konferencji prasowej prezesa Glapińskiego. Wiemy już, że Rada zgodnie z oczekiwaniami rynku postanowiła utrzymać wysokość stóp procentowych w Polsce bez zmian. Główna stopa nadal wynosi więc 3,75%, po tym jak trochę przedwcześnie została obniżona na marcowym posiedzeniu. I zapewne od takich sugestii nie ucieknie szef NBP na dzisiejszej konferencji prasowej. Już ostatni odczyt inflacji pokazał, że konflikt na Bliskim Wschodzie zaczyna uderzać w nasze portfele i nie ma raczej wątpliwości, że będzie uderzał coraz mocniej. W świetle tych bliskowschodnich zawirowań dzisiejsze wystąpienie przewodniczącego Rady będzie zapewne kluczowe dla złotego w najbliższych tygodniach. Rynek już teraz wycenia, że czekają nas podwyżki stóp jeszcze w tym roku, z zaznaczeniem, że ich kulminacja ma nastąpić w okolicach pierwszej połowy przyszłego roku. Sytuacja nie jest jednak tak zerojedynkowa. Kryzys wokół Cieśniny Ormuz oznacza nie tylko czynniki proinflacyjne, ale również mocny impuls hamulcowy dla globalnej gospodarki, co z całą pewnością przełoży się na rodzimy krajobraz. Obie strony sporu o potencjalne podwyżki mają całkiem rozsądne argumenty, a to może wpływać na wolatywność na rynkach. Ta niepewność co do tego, w którą retorykę pójdzie prezes Glapiński, może skutkować dziś większą zmiennością na parach powiązanych ze złotym.

Skandynawska niespodzianka

Doskonały tego przykład obserwujemy dziś na koronie norweskiej. Ta w czwartek wyraźnie się umacnia na szerokim rynku, co jest efektem trochę niespodziewanej decyzji Norges Banku o podniesieniu stóp procentowych. Decydenci ze Skandynawii w uzasadnieniu tego posunięcia oczywiście odnoszą się do zawirowań na rynku ropy naftowej. Podkreślają jednak, że czynników, które wpłynęły na tę decyzję jest więcej, w tym impulsy wewnętrzne, takie jak choćby rozkręcająca się dynamika płac. Dzisiejszy werdykt jest także analizowany pod kątem zeszłorocznej obniżki stóp, za którą Norges Bank był wielokrotnie krytykowany. Co istotne, w przekazie banku centralnego można doszukać się sugestii, że nie jest to jednorazowe posunięcie, choć jak zwykle wszystko zależeć będzie od napływających danych.

W zupełnie innym nastroju są sąsiedzi Norwegów. Szwedzi dzisiaj też podejmowali decyzję w sprawie stóp procentowych. Ci jednak w żadnym stopniu nie zaskoczyli i utrzymali koszt pieniądza na niezmienionym poziomie. Mogą oni sobie pozwolić na ten luksus, zwłaszcza w perspektywie wczorajszego odczytu o dynamice cen, która okazała się ujemna. W normalnych warunkach byłby to bardzo mocny sygnał do obniżania stóp, jednak obecnie można zakładać, że do powrotu powyżej zera przyczynią się czynniki globalne. Riksbank może więc zrobić to, co wszystkie banki centralne lubią najbardziej i przyjąć postawę wait & see.

Dzisiaj mamy także posiedzenie u naszych południowych sąsiadów. Czesi już kilkukrotnie w historii pokazywali, że nie boją się być awangardą w ruchach na stopach procentowych, jednak obecnie zdecydowana większość analityków spodziewa się utrzymania obecnego kosztu pieniądza.

A może jednak to koniec?

Dzisiejszy zalew informacji związanych z polityką monetarną może być miłą odskocznią od wojennej retoryki, jednak nie uciekniemy od niej tak zupełnie. Na szczęście w ostatnich godzinach w kontekście bliskowschodniego konfliktu znacznie więcej mówimy o potencjalnej umowie, niż o kolejnych bombardowaniach. Rynki zawzięcie analizują szanse na pokój, po tym jak Pakistan przekazał, że na stole leży konkretna propozycja, a obie strony podchodzą do niej z zaskakująco dużym zrozumieniem. Inwestorzy w związku z tym dalej wyprzedają dolara, który dzisiaj ponownie kosztuje poniżej 3,60 zł. Jest to oczywisty efekt ruchów na głównej parze walutowej, gdzie popularny edek dobił dziś do 1,175$.

Konflikt na Bliskim Wschodzie napędza globalny szok surowcowy

Narastający konflikt na Bliskim Wschodzie powoduje silne turbulencje na globalnych rynkach surowców. Zakłócenia w dostawach, zablokowanie Cieśniny Ormuz oraz napięcia geopolityczne między Iranem a Izraelem i Stanami Zjednoczonymi potęgują presję kosztową w kolejnych ogniwach łańcucha dostaw. Co czeka światową gospodarkę, jeśli sytuacja w tym regionie się nie unormuje?

W ostatnich miesiącach obserwujemy m.in. znaczny wzrost cen ropy, gazu, nawozów, produktów petrochemicznych i aluminium. Skala podwyżek jest duża i nierównomierna – w niektórych przypadkach ceny surowców energetycznych wzrosły o kilkadziesiąt procent w ciągu jednego miesiąca. Coraz wyraźniej widać też, że drożeją nie tylko same surowce, ale i ich przetworzone formy, co stopniowo przekłada się na koszty produkcji i ceny końcowe w wielu branżach.

Ropa: czy obecny szok cenowy się utrzyma?

Na znaczny wzrost cen surowców energetycznych wpłynęły m.in. ataki na kompleks gazowy Ras Laffan w Katarze. W wyniku tego wydarzenia notowania ropy Brent wzrosły o 50% w ciągu miesiąca.

Ekonomiści z firmy Coface podkreślają, że ceny nie rosną równomiernie, co pokazuje, jak bardzo zróżnicowany jest wpływ obecnej sytuacji geopolitycznej na poszczególne rynki i rodzaje surowców. Widać to m.in. na przykładzie ropy Oman DME, której cena przekroczyła 160 USD za baryłkę, podczas gdy cena amerykańskiej WTI utrzymuje się w okolicach 100 USD.

 – Uszkodzenia infrastruktury oraz blokada cieśniny doprowadziły do znaczących zakłóceń w fizycznej dostępności paliw, a także do niepewności co do przyszłych dostaw w poszczególnych regionach. W efekcie obserwowany jest wyraźnie zróżnicowany wzrost cen paliw na lokalnych rynkach. Jednocześnie skala zniszczeń infrastrukturalnych oraz narastające zaległości w realizacji zamówień wskazują, że presja podażowa może utrzymywać się przez dłuższy czas, nawet po ewentualnym odblokowaniu cieśniny Ormuz – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

W Stanach Zjednoczonych ceny detaliczne benzyny osiągnęły rekordowe 3,96 USD za galon (jest to wzrost o 35% miesiąc do miesiąca). Z kolei w Azji ceny oleju napędowego w Singapurze niemal potroiły się od początku konfliktu, sięgając 256 USD za baryłkę. IATA podaje natomiast, że globalne ceny paliwa lotniczego podwoiły się.
Wykres_Najbardziej_zagrożone_sektory_wzrostami_cen_paliw_Dane_Eurostatu_Coface

Gaz ziemny: zakłócenia w dostawach to kluczowy problem

Ze wzrostem cen zmaga się również rynek gazu ziemnego. W Europie kontrakty terminowe na gaz (indeks Dutch TTF) podskoczyły w ciągu miesiąca o 85%, do 55 €/MWh, podczas gdy azjatycki benchmark (LNG Japan/Korea Marker) w tym samym czasie podwoił swoją wartość. Odzwierciedla to wyjątkową wrażliwość rynków importujących na wstrząsy geopolityczne. Choć Stany Zjednoczone wydają się mniej narażone na zakłócenia dostaw, to indeks Henry Hub również znajduje się pod silną presją wzrostową (+36% miesiąc do miesiąca). Oznacza to, że napięcia energetyczne mają już charakter globalny.

W efekcie, w zawrotnym tempie rosną również ceny wielu produktów petrochemicznych, których kluczowymi dostawcami do Azji są państwa Zatoki Perskiej. Cena tony nafty w Singapurze osiągnęła 1000 USD, co stanowi wzrost o ponad 60% od początku konfliktu. Napięcia w cieśninie Ormuz oraz historycznie niskie zapasy w Azji (na 2–3 tygodnie) już przełożyły się na proces drożenia polimerów (polipropylenu, polietylenu, polistyrenu, PVC).

O 25% w ciągu miesiąca wzrosły również ceny siarki – kluczowego surowca wykorzystywanego w procesie ługowania rud miedzi i niklu. Jest to poważne zagrożenie dla największych producentów, silnie uzależnionych od tego surowca, takich jak Chile, Demokratyczna Republika Konga czy Indonezja.

Nawozy: ceny rosną mimo spodziewanej stabilizacji

Państwa Zatoki Perskiej zajmują kluczową pozycję na rynku nawozów, odpowiadając za niemal 19% globalnego eksportu nawozów azotowych i 36% światowej podaży mocznika. Arabia Saudyjska jest z kolei czwartym największym eksporterem fosforanów. Ponieważ jednak gaz ziemny stanowi nawet 80% kosztów produkcji nawozów azotowych, wzrost jego cen automatycznie przekłada się na droższe nawozy. Widać to w cenie tony granulowanego mocznika (FOB Bliski Wschód), która wzrosła od początku konfliktu o 37% – do 665 USD.

– Chociaż Unia Europejska, w tym Polska, pozostaje samowystarczalna w zakresie produkcji nawozów, ceny na tym rynku kształtowane są globalnie. W konsekwencji ich wzrost będzie miał istotny wpływ na sektor rolny. Dodatkowo szok cenowy występuje w szczególnie wrażliwym okresie roku, kiedy gospodarstwa rolne rozpoczynają zakupy nawozów oraz ich wykorzystanie. Sprzyja to silniejszemu przenoszeniu wzrostu kosztów nawozów na ceny dóbr końcowych – tłumaczy dr Mateusz Dadej.

Negatywne skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie mogą wykraczać poza bezpośrednie dostawy nawozów i dotknąć takie kraje jak Indie, Brazylia czy USA, którym państwa Zatoki Perskiej zapewniają odpowiednio 63%, 24% i 21% importu nawozów azotowych. Stracić mogą również państwa trzecie, takie jak Maroko – największy na świecie producent fosforytów, który jest silnie uzależnione od siarki eksportowanej przez kraje Zatoki Perskiej.

Aluminium: najbardziej zagrożony metal na rynku

W wyniku zablokowania cieśniny Ormuz przez Iran w bardzo trudnej sytuacji znalazły się państwa Zatoki Perskiej, które odpowiadają za 8% globalnej produkcji aluminium. Nie są one w stanie ani eksportować własnej produkcji, ani importować surowców (boksytu i tlenku glinu) niezbędnych do pracy hut.

Co więcej, 16 marca 2026 roku firma Aluminum Bahrain (Alba), która odpowiada za 25% regionalnej produkcji aluminium, ogłosiła wstrzymanie 19% swojej produkcji, co stanowi 5% całkowitej podaży aluminium w regionie. Tymczasem, z dala od napięć na Bliskim Wschodzie, firma Mosal ogłosiła zawieszenie działalności w Mozambiku, motywując swoją decyzję nadmiernie wysokimi kosztami energii. W tak pogarszającym się otoczeniu rynkowym ceny aluminium wzrosły znacząco – o 11,5% w ujęciu miesiąc do miesiąca. Od momentu rozpoczęcia konfliktu utrzymują się one na podwyższonym poziomie, przekraczając 3 500 USD za tonę, co oznacza wzrost o blisko 25% w skali ostatniego roku..

Konsekwencje dla globalnej gospodarki wynikają nie tylko ze skali szoku podażowego, lecz także z szerokiego zakresu zastosowań dóbr nim dotkniętych. Ropa naftowa, nawozy oraz aluminium to surowce, których wzrost cen – prędzej czy później – przełoży się na ceny niemal wszystkich dóbr, oddziałując na każdy sektor polskiej gospodarki. Choć trudno dziś jednoznacznie określić, jak długo potrwa blokada cieśniny Ormuz, jedno pozostaje pewne: każdy kolejny dzień jej utrzymywania się pogłębia negatywne skutki dla gospodarki światowej – podsumowuje ekspert.

Co trzecia polska firma nie jest gotowa na transparentność płac a ponad połowa Polek i Polaków nie wie jakie prawa daje im Dyrektywa o przejrzystości wynagrodzeń

0

Najpóźniej do 7 czerwca 2026 roku wszystkie państwa członkowskie UE muszą zaimplementować w całości do prawa krajowego przepisy, wynikające z Dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń. Tymczasem najnowsze badanie rynku pracy, przeprowadzone przez SD Worx, pokazuje jak w 2026 roku wygląda przygotowanie pracodawców i podejście pracowników do nadchodzących zmian.

Za miesiąc – 7 czerwca 2026 roku – mija termin pełnej implementacji do prawa krajowego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/970 o przejrzystości wynagrodzeń, która weszła w życie 6 czerwca 2023 r. Polska już wdrożyła część postanowień do polskiego systemu prawnego. Między innymi w zakresie stosowania w ogłoszeniach o pracę neutralnych nazw stanowisk, czy też wskazywania widełek zarobków. Z kolei do 7 czerwca tego roku powinny zostać zaimplementowane lokalnie pozostałe unijne wytyczne, w tym przepisy uprawniające każdego pracownika do wystąpienia do pracodawcy z wnioskiem o udzielenie informacji o średnich poziomach wynagrodzenia osób wykonujących taką samą lub porównywalną pracę w danej firmie z podziałem na płeć. A dodatkowo na większych pracodawców (zatrudniających powyżej 100 osób) ma zostać nałożony coroczny obowiązek raportowania luki płacowej. Wiemy już, że ten termin w Polsce nie zostanie dochowany.

W tym tygodniu opublikowano nowy projekt ustawy wdrażającej dyrektywę w Polsce. Wynika z niego, że pracodawcy otrzymają pół roku na przygotowanie się do nowych obowiązków (wprowadzono 6 – miesięczne vacatio legis). Biorąc pod uwagę vacatio legis i wcześniejsze zapowiedzi Ministerstwa, że nowe przepisy mają obowiązywać od początku 2027 roku, wszystko wskazuje na to, że ustawa może zostać uchwalona jeszcze przed wakacjami – tak, aby od początku 2027 weszła w życie.

Przesunięcie terminu wdrożenia dyrektywy da firmom więcej czasu na przygotowania.  Dodatkowy czas warto wykorzystać na uporządkowanie struktur wynagrodzeń i ułożenie nowych procesów. Przygotowanie organizacji na nowe obowiązki może okazać się dość czasochłonne. Pamiętajmy, że pracodawcy muszą m.in. zweryfikować czy mają zwartościowane stanowiska pracy, a jeśli tak, to czy zastosowano obowiązkowe kryteria (w praktyce większość przeprowadzanych wartościowań nie uwzględnia warunków pracy), ustalić kryteria stosowane przy podwyżkach, zweryfikować gdzie występują nierówności w płacach i czy są obiektywne powody tych różnic. A to tylko początek. – mówi Katarzyna Wilczyk, Starszy Prawnik w Kancelarii Raczkowski. Konieczne będzie także ułożenie procesu udzielania informacji indywidualnych o poziomie wynagrodzenia. Ten proces należy zacząć od analizy wszystkich składników wynagrodzenia i świadczeń związanych z pracą – nie wszystkie bowiem trzeba będzie uwzględniać na potrzeby udzielania informacji. Podobnie w przypadku liczenia luki płacowej – już teraz warto sprawdzić czy luka u nas występuje, a jeśli tak to na jakim poziomie i czy mamy obiektywne powody do różnicowania wynagrodzeń pracowników – dodaje.

Spore wyzwania czekają także na spółki działające w ramach grup kapitałowych. Zasada jednego źródła, którą wprowadzi polska ustawa może wymóc na takich podmiotach zmiany procesu decyzyjnego w zakresie wynagrodzeń. Jeżeli bowiem jedna ze spółek z grupy (w tym z zagranicy) narzuca innym spółkom (w Polsce) zasady wynagradzania, premiowania, podwyżek – wówczas pracownicy spółki polskiej będą mogli porównywać swoje wynagrodzenia do wynagrodzeń pracowników spółki, która te zasady ustala.

To kluczowe kwestie, które trzeba będzie rozstrzygnąć. Nawet przy założeniu — zgodnie z nowym projektem ustawy — że nowe obowiązki zaczną obowiązywać na początku 2027 roku, czasu na przygotowanie nie jest wiele. Organizacje zyskały wprawdzie co najmniej dodatkowe pół roku, jednak im wcześniej firmy rozpoczną analizę swoich struktur wynagrodzeń oraz procesów wewnętrznych, tym sprawniej i bezpieczniej dostosują się do nadchodzących wymogów. Jednym z głównych celów wspomnianej dyrektywy jest likwidacja różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn. Unijny ustawodawca mówi – pracodawcy muszą być transparentni w kwestii wynagrodzeń i podejmować działania w przypadku nieuzasadnionych różnic w wynagrodzeniach między płciami. Jak dotąd tylko kilka państw członkowskich Unii Europejskiej transponowało te przepisy do prawa krajowego.

Pro‑pracownicze prawo bez społecznego rezonansu

Choć temat przejrzystości wynagrodzeń funkcjonuje w debacie publicznej od kilku lat, to najnowsze dane z rynku pracy zaskakują w kontekście podejścia pracowników do tego tematu. Międzynarodowe badanie „2026 HR & Payroll Pulse” przeprowadzone przez SD Worx wśród 5936 pracodawców i 16 500 pracowników w 16 krajach europejskich, pokazuje, że 58 proc. pracowników w Polsce i aż 66 proc. w Europie nie jest świadomych dyrektywy w sprawie przejrzystości wynagrodzeń i nie wie, co to oznacza dla ich praw. To pokazuje, że przejrzystość wynagrodzeń jest na wyższym poziomie w wielu organizacjach, jeśli chodzi o politykę, niż w codziennym doświadczeniu pracowników.

Ankietowani zostali zapytani również o to jak postrzegają swoje wynagrodzenia. Co trzeci Polak (32 proc.) wskazał, że jego pensja nie jest sprawiedliwą zapłatą, w stosunku do pracy jaką wykonuje. Z kolei wśród pracowników, którzy najczęściej deklarowali, że ich wypłata jest właściwa byli Ci zatrudnieni w Wielkiej Brytanii (54 proc.), Irlandii (57 proc.) i Holandii (58 proc.). A mniej niż połowa (48 proc.) polskich pracowników wskazała, że ich wynagrodzenie jest uczciwe w porównaniu do kolegów na podobnych stanowiskach w firmie.

Pracodawcy vs. nowe prawo

Badanie przeprowadzone przez SD Worx, wiodącego europejskiego dostawcę rozwiązań HR, pokazuje, że pracodawcy nie tylko nie są gotowi na nowe przepisy, ale również że przejrzystość płac nie jest najważniejszym tematem. Tylko 18 proc. polskich organizacji wymienia przejrzystość płac wśród pięciu najważniejszych priorytetów w zakresie wynagrodzeń na rok 2026. Okazuje się, że w Europie ta kwestia prezentuje się równie niekorzystnie, bowiem tylko 19 proc. europejskich firm wskazało priorytet w tym obszarze. Co więcej tylko 3 na 4 badane polskie firmy (74 proc.) deklarują świadomość w zakresie dyrektywy UE dotyczącej przejrzystości płac, co jest i tak wyższym wynikiem niż średnia europejska, która wyniosła 68 proc.

Ponadto co dziesiąty (10 proc.) menedżer HR w Polsce i Europie nie zgadza się ze stwierdzeniem, że jego organizacja jest w pełni przygotowana do spełnienia wymogów dyrektywy. Jednak większość z nich – 64 proc. w Polsce i 62 proc. w Europie zadeklarowała, że firma jest w pełni przygotowana. Jednak widoczna jest dysproporcja, koncentrując się na wielkości firmy. Wśród przedsiębiorstw zatrudniających ponad 1000 pracowników odsetek ten wynosi 68 proc., a wśród firm zatrudniających mniej niż 100 osób – 52 proc. W tym samym czasie tylko co piąta (19 proc.) polska i europejska organizacja oferuje swoim pracownikom konkretne narzędzia, które mają na celu uwidocznienie przejrzystości wynagrodzeń, takie jak widełki płac czy poziomy wynagrodzeń na danych stanowiskach.

Sprawiedliwe płace również nie są domeną wszystkich pracodawców. Tylko 63 proc. uważa, że wynagradza swoich pracowników fair. A przeciętnie 18 proc. polskich firm przyznaje, że nie płaci swoim pracownikom uczciwie. Chociaż 59 proc. organizacji regularnie analizuje wewnętrzne dane w celu identyfikacji i likwidacji różnic w wynagrodzeniach, tylko 39 proc. pracowników uważa, że ich organizacja jest naprawdę zaangażowana w rozwiązanie tego problemu. Z czego niewiele większe zaufanie w tym obszarze wykazują Polacy (41 proc.), niż Polki (37 proc.). Jednak już połowa mężczyzn (51 proc.) i kobiet (50 proc.) oczekuje, że w nadchodzących latach przejrzystość wzrośnie.

Prace w toku

Choć prace legislacyjne nad pełnym wdrożeniem unijnej dyrektywy wciąż trwają, już dziś warto, aby organizacje podejmowały działania ułatwiające płynne wejście w nową rzeczywistość prawną. Systematyczne gromadzenie, analiza i porównywanie danych o wynagrodzeniach pozwala firmom szybciej identyfikować potencjalne nierówności płacowe i podejmować ukierunkowane działania naprawcze. Dzięki temu przedsiębiorstwa nie tylko lepiej przygotowują się do nadchodzących regulacji, ale również wzmacniają swoją atrakcyjność na rynku pracy. Transparentność wynagrodzeń odgrywa bowiem coraz większą rolę w przyciąganiu i zatrzymywaniu talentów — aż 74 proc. polskich pracowników uznaje ją za (bardzo) ważny czynnik przy wyborze pracodawcy.

Transparentność to nadchodzący obowiązek, a zarazem wartość dodana firm. Jak pokazuje najnowsze badanie SD Worx, jest wiele obszarów, które zarówno pracodawcy, jak i pracownicy muszą nadrobić. Jednocześnie jest to element, który będzie wzmacniał konkurencyjność pracodawców, ponieważ już dziś 3 na 4 Polek i Polaków wskazuje właśnie przejrzystość wynagrodzeń jako aspekt decydujący o wyborze miejsca pracy. Aby pozostać konkurencyjnym na rynku, warto już teraz podejmować działania, które przybliżą organizację do transparentności, m.in. wartościując stanowiska, czy przygotowując tabele wynagrodzeń zasadniczych, zanim jeszcze przepisy Dyrektywy UE zostaną w pełni wdrożone do prawa krajowego. Warto wykorzystać potencjał i możliwości, które oferują nam nowoczesne technologie i sztuczna inteligencja. Przeniesienie danych z formy papierowej lub arkuszy excel do profesjonalnych systemów HR może w mierzalny sposób usprawnić przygotowanie działów kadr i płac na nowe obowiązki, takie jak raportowanie, związane z dyrektywą o przejrzystości wynagrodzeń – mówi Paulina Zasempa, People Country Lead w SD Worx Poland.

Rynek pracy w Krakowie: mniej etatów, wyższe płace i rosnące bezrobocie

Początek 2026 roku przyniósł ochłodzenie na krakowskim rynku pracy. Dane za marzec potwierdzają spadek zatrudnienia i wzrost liczby osób bezrobotnych, choć dynamika wynagrodzeń wciąż pozostaje dodatnia. Kraków, mimo że nadal wypada korzystnie na tle reszty Polski, przestaje być enklawą w pełni odporną na skutki spowalniającej gospodarki.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło

W marcu 2026 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w Krakowie wyniosło 244,8 tys. osób w przeliczeniu na etaty. Było to o 1,0 tys. osób mniej niż w lutym, czyli o 0,4%, oraz o 3,6 tys. osób mniej niż rok wcześniej. W ujęciu rocznym oznacza to spadek o 1,4%.

To istotny sygnał, ponieważ sektor przedsiębiorstw obejmuje firmy zatrudniające powyżej 9 osób, a więc dużą część zorganizowanego rynku pracy. Spadek zatrudnienia nie musi jeszcze oznaczać gwałtownego kryzysu, ale pokazuje, że część pracodawców ostrożniej podchodzi do nowych rekrutacji lub ogranicza liczbę etatów po okresie wcześniejszego wzrostu kosztów.

W ujęciu miesięcznym największy spadek zatrudnienia odnotowano w budownictwie, gdzie liczba etatów zmniejszyła się o 2,7%. Spadki wystąpiły również w działalności związanej z kulturą, rozrywką i rekreacją, informacji i komunikacji, transporcie i gospodarce magazynowej, zakwaterowaniu i gastronomii, handlu oraz przemyśle. Wzrost zatrudnienia pojawił się natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz w administrowaniu i działalności wspierającej.

W porównaniu z marcem 2025 r. szczególnie wyraźnie zmniejszyło się zatrudnienie w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej — aż o 15,0%. Spadki odnotowano także w transporcie i gospodarce magazynowej, informacji i komunikacji oraz handlu. To istotne, ponieważ Kraków przez lata był kojarzony z dynamicznym rozwojem usług biznesowych, IT, centrów kompetencyjnych i sektora profesjonalnego. Najnowsze dane sugerują, że część tych branż przechodzi obecnie etap korekty.

Bezrobocie rośnie, choć nadal jest niskie

Na koniec marca 2026 r. w Krakowie zarejestrowanych było 14 446 osób bezrobotnych. To o 210 osób więcej niż miesiąc wcześniej i aż o 2782 osoby więcej niż rok wcześniej. Roczny wzrost wyniósł 23,9%, co pokazuje, że liczba osób pozostających bez pracy rośnie szybciej, niż wynikałoby to wyłącznie z czynników sezonowych.

Mimo tego stopa bezrobocia rejestrowanego w Krakowie nadal pozostaje niska. W marcu wyniosła 2,7%, czyli tyle samo co w lutym, ale więcej niż rok wcześniej, kiedy wynosiła 2,2%. Dla porównania, w województwie małopolskim stopa bezrobocia wynosiła 5,1%, a w kraju 6,1%. Kraków nadal więc wypada bardzo korzystnie na tle regionu i Polski, choć kierunek zmian jest mniej optymistyczny niż jeszcze rok wcześniej.

Wśród zarejestrowanych bezrobotnych było 6828 kobiet, co stanowiło 47,3% ogółu osób bezrobotnych. Liczba bezrobotnych kobiet wzrosła zarówno wobec lutego, jak i wobec marca poprzedniego roku. W skali roku zwiększyła się o 1180 osób, czyli o 20,9%.

Mniej ofert pracy niż rok wcześniej

W marcu 2026 r. do urzędów pracy w Krakowie zgłoszono 955 ofert pracy. To więcej niż w styczniu i lutym 2026 r., ale zdecydowanie mniej niż w wielu miesiącach 2025 r. Dla porównania, w marcu 2025 r. zgłoszono 2182 oferty pracy. Oznacza to, że formalny popyt na pracowników, mierzony liczbą ofert przekazywanych do urzędów pracy, był znacznie słabszy niż rok wcześniej.

Na koniec marca na jedną ofertę pracy przypadało w Krakowie 9 zarejestrowanych bezrobotnych. Miesiąc wcześniej było to 10 osób, więc sytuacja nieznacznie się poprawiła, ale na początku 2026 r. wskaźnik ten był wyraźnie wyższy niż przez większość 2025 r. W styczniu 2026 r. na jedną ofertę przypadało 13 osób, podczas gdy w 2025 r. wskaźnik najczęściej mieścił się w przedziale od 5 do 8 osób.

To pokazuje, że rynek pracy w Krakowie stał się mniej chłonny. Pracownicy nadal mają relatywnie dobrą sytuację w porównaniu z wieloma innymi miastami, ale okres bardzo łatwego znajdowania zatrudnienia w części branż może być już za nimi.

Wynagrodzenia nadal rosną

Jednocześnie dane o płacach pokazują, że presja wynagrodzeniowa nie zniknęła. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w Krakowie wyniosło w marcu 2026 r. 13 442,46 zł. Było o 15,5% wyższe niż w lutym i o 5,8% wyższe niż w marcu 2025 r.

Tak wysoki miesięczny wzrost może wynikać m.in. z wypłat premii, nagród, dodatków okresowych lub sezonowych przesunięć w strukturze wynagrodzeń. Z punktu widzenia długofalowego trendu ważniejszy jest wzrost roczny, a ten wyniósł 5,8%. Oznacza to, że mimo spadku zatrudnienia przeciętne płace wciąż idą w górę.

W ujęciu rocznym wynagrodzenia wzrosły w większości analizowanych sekcji. Największy wzrost odnotowano w obsłudze rynku nieruchomości, transporcie i gospodarce magazynowej, kulturze, rozrywce i rekreacji, administrowaniu i działalności wspierającej oraz zakwaterowaniu i gastronomii. Spadek przeciętnego wynagrodzenia wystąpił natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie płace były o 3,1% niższe niż rok wcześniej.

To szczególnie ciekawe w kontekście spadku zatrudnienia w tej samej sekcji. Może wskazywać na zmianę struktury zatrudnienia, ograniczenie części stanowisk, presję kosztową albo przesunięcia w modelach pracy w sektorze usług profesjonalnych.

Kraków nadal z wysokimi płacami na tle innych miast

Na tle największych miast Kraków pozostaje jednym z rynków o najwyższych przeciętnych wynagrodzeniach. Marcowe wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło tu 13 442,46 zł, czyli więcej niż m.in. w Warszawie, gdzie przeciętna płaca wyniosła 12 410,85 zł, oraz więcej niż we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku czy Katowicach.

Trzeba jednak pamiętać, że przeciętne wynagrodzenie nie pokazuje pełnego obrazu dochodów mieszkańców. Średnia może być podbijana przez wysokie płace w sektorach takich jak IT, usługi biznesowe, finanse, przemysł zaawansowany czy stanowiska menedżerskie. Dla wielu pracowników rzeczywiste wynagrodzenia mogą być znacząco niższe od średniej.

Liczba firm rośnie, ale nie przekłada się to automatycznie na etaty

Ciekawym elementem danych GUS jest rosnąca liczba podmiotów gospodarki narodowej. Na koniec marca 2026 r. w rejestrze REGON w Krakowie było 196 087 podmiotów, czyli o 8611 więcej niż rok wcześniej. Wzrost wyniósł 4,6% r/r.

Najwięcej firm działało w sekcjach: działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, handel oraz informacja i komunikacja. Wzrost liczby podmiotów może świadczyć o przedsiębiorczości miasta, ale nie musi oznaczać proporcjonalnego wzrostu liczby miejsc pracy. Część nowych firm to jednoosobowe działalności gospodarcze, mikrofirmy lub podmioty działające projektowo. W marcu 2026 r. zarejestrowano 1675 nowych podmiotów, z czego 1251 stanowiły osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą.

Jednocześnie 26 557 podmiotów miało zawieszoną działalność, a zdecydowaną większość z nich stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze. To pokazuje, że za statystyką przedsiębiorczości kryje się także duża rotacja i niepewność, zwłaszcza wśród najmniejszych firm.

Budownictwo i przemysł mogą stabilizować rynek

Choć zatrudnienie w skali całego sektora przedsiębiorstw spadło, część danych dotyczących gospodarki Krakowa wygląda pozytywnie. Produkcja budowlano-montażowa w marcu 2026 r. wzrosła o 60,8% r/r, a produkcja sprzedana przemysłu w cenach stałych była o 16,6% wyższa niż rok wcześniej. Może to oznaczać, że część realnej aktywności gospodarczej pozostaje mocna, nawet jeśli firmy nie zwiększają zatrudnienia w takim tempie jak wcześniej.

W przemyśle wzrost zatrudnienia w ujęciu rocznym wyniósł 7,0%, a w budownictwie 1,5%. Kontrastuje to ze spadkami w usługach profesjonalnych, transporcie, informacji i komunikacji oraz handlu. Rynek pracy w Krakowie staje się więc bardziej zróżnicowany: część branż nadal zwiększa aktywność, inne ograniczają zatrudnienie lub przechodzą restrukturyzację.

Co oznaczają te dane dla pracodawców?

Dla pracodawców marcowe dane pokazują, że sytuacja kadrowa może być nieco łatwiejsza niż w okresie największego niedoboru pracowników. Wzrost liczby bezrobotnych i mniejsza liczba ofert pracy oznaczają większą dostępność kandydatów, choć niekoniecznie w zawodach najbardziej poszukiwanych.

Jednocześnie wysokie średnie wynagrodzenie pokazuje, że koszty pracy pozostają istotnym obciążeniem. Firmy, które chcą utrzymać dobrych pracowników, nadal muszą oferować konkurencyjne warunki. Dotyczy to zwłaszcza sektorów, w których liczą się kompetencje technologiczne, językowe, inżynierskie, analityczne lub inne specjalistyczne umiejętności.

Krakowski rynek pracy po okresie boomu

Dane za marzec 2026 r. sugerują, że krakowski rynek pracy znajduje się po okresie bardzo silnej ekspansji. Nie widać gwałtownego załamania, ale widać korektę. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw jest niższe niż rok wcześniej, liczba zarejestrowanych bezrobotnych rośnie, a liczba ofert pracy zgłaszanych do urzędów pracy jest mniejsza niż w 2025 r.

Jednocześnie Kraków nadal zachowuje cechy silnego ośrodka gospodarczego: ma niską stopę bezrobocia, wysokie wynagrodzenia, rosnącą liczbę firm oraz znaczący udział w gospodarce Małopolski. Obecna sytuacja nie przypomina kryzysu, lecz raczej przejście z rynku bardzo dynamicznego do bardziej wymagającego i selektywnego.

Najbliższe miesiące pokażą, czy marcowe dane są tylko chwilową korektą, czy początkiem dłuższego trendu. Kluczowe będzie to, czy spadek zatrudnienia zatrzyma się w kolejnych miesiącach, czy liczba ofert pracy zacznie ponownie rosnąć oraz czy wzrost wynagrodzeń utrzyma się bez dalszego ograniczania liczby etatów. Na razie Kraków pozostaje jednym z najmocniejszych rynków pracy w Polsce, ale nie jest już rynkiem odpornym na wszystkie oznaki spowolnienia.

Źródło danych: GUS, „Statystyka Krakowa 3/2026”, Urząd Statystyczny w Krakowie.

Średni dług Polaka wzrósł do 22,7 tys. zł. ERIF pokazuje dane po I kwartale 2026 r.

0
  • Raport „Wielkość i struktura bazy danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A.” po pierwszym kwartale tego roku pokazuje, że średnia wartość długu przeciętnego Polaka wzrosła o 5,4% i wynosi obecnie 22 679 zł.
  • Łączne zadłużenie Polaków wzrosło w ciągu trzech miesięcy o miliard złotych – z 27,96 mld zł pod koniec grudnia 2025 r. do 28,97 mld zł na koniec marca 2026 r.
  • Głównymi przyczynami długów są pożyczki, opłaty za multimedia i alimenty.

Łączna wartość niespłaconego zadłużenia Polaków w bazie ERIF spadła w ciągu roku o 5,9% (w porównaniu do pierwszego kwartału 2025 r.). Czy to oznacza, że sytuacja polskich gospodarstw domowych jest lepsza? Niekoniecznie, ponieważ na podstawie danych w bazie ERIF można zauważyć niekorzystny trend. Średnie zadłużenie na jedną osobę wzrosło z 21 523 zł do 22 679 zł, czyli o 5,4% w porównaniu do tego obserwowanego przed rokiem. Co więcej, łączne zadłużenie wzrosło z kwartału na kwartał.

Wzrost tej wartości jest niepokojący, ponieważ może wskazywać na malejące możliwości nabywcze polskich konsumentów. Skłaniają do tego dwa fakty. Po pierwsze, ceny towarów i usług wzrosły rok do roku jedynie o 3%, jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Po drugie, mimo generalnego trendu malejącej wartości zadłużenia rok do roku, to w ujęciu kwartalnym, porównując ostatni zeszłego roku z pierwszymi miesiącami obecnego, zauważyliśmy wzrost. Na koniec grudnia 2025 r. łączna wartość niespłaconych długów wynosiła 27,96 mld zł, a na koniec marca br. jest ona o miliard wyższa, czyli na poziomie 28,97 mld. Wzrost zadłużenia w pierwszym kwartale wynika zazwyczaj z wyższych wydatków pod koniec roku z powodu zwiększonego ruchu e-commerce w trakcie listopadowych wyprzedaży i zakupów świątecznych. Na początku roku pojawiają się zatem często problemy ze spłatą wcześniejszych zobowiązań. Natomiast to co należy uznać za pozytywne to wzrost liczby konsumentów w bazie, który świadczy również o wzroście liczby osób, które płacą terminowo swoje zobowiązania – zauważa Katarzyna Skrzypczyńska, Kierownik Działu Rozwoju Produktu w ERIF BIG SA.

Zadłużenie Polaków w liczbach

Dane ERIF Biura Informacji

Gospodarczej S.A.

I kw. 2025 r. IV kw. 2025 r. I kw. 2026 r.
Łączna liczba konsumentów w bazie 5 891 328 6 004 273 6 049 277
Łączna wartość negatywnych zobowiązań 30,78 mld zł 27,96 mld zł 28,97 mld zł
Średnia wartość długu na dłużnika 21 523 zł 21 841 zł 22 679 zł

 

Jakie są przyczyny zadłużenia Polaków wiosną 2026 r.?

Główne przyczyny zaległości finansowych można podzielić na kilka kluczowych grup, do których należą zadłużenia alimentacyjne, wobec sektora bankowego i pożyczkowego, multimedialne i telekomunikacyjne, sądowe i ubezpieczeniowe oraz wynikające z prowadzenia jednoosobowych działalności gospodarczych.

Zadłużenie alimentacyjne

To najbardziej „wartościowy” element długu Polaków. Choć stanowią one 16,7% liczby wszystkich negatywnych wpisów, to pod względem kwotowym odpowiadają za blisko 60% (59,8%) całkowitego długu konsumentów. Przyglądając się szczegółowo tej grupie, widzimy, że świadczenia z funduszu alimentacyjnego stanowią 34,7% łącznej wartości długu, zobowiązania dłużnika alimentacyjnego to 22,2% wartości, a zaliczki alimentacyjne to 1,7%.

Zobowiązania finansowe

Długi wobec instytucji finansowych (banki i firmy pożyczkowe) to druga co do wartości kategoria, która odpowiada za blisko 30% wysokości niespłaconych zaległości. Umowy pożyczkowe odpowiadają za 10,3% wartości, kredytowe za 10%, kredyty konsumenckie to 6,6%, a karty kredytowe stanowią 1,1% wartości długu.

Multimedia i telekomunikacja

Ta kategoria obejmuje cykliczne rachunki za usługi i zakupy ratalne sprzętów. Charakteryzuje się dużą liczbą drobnych zobowiązań (17,9% ogółu), które nie wpływają jednak znacząco na całkowitą wartość długu – stanowią jedynie 3,3% łącznego zadłużenia.

Zobowiązania sądowe i ubezpieczeniowe

Są to długi wynikające z kar administracyjnych lub nieopłaconych składek za polisy. Zobowiązania sądowe odpowiadają za 3,40% wartości długu – grzywny (1,41%), koszty sądowe (0,34%) i nawiązki na rzecz Skarbu Państwa (0,69%). Z kolei nieopłacone ubezpieczenia to 1% długu Polaków (choć podobnie, jak w przypadku multimediów, liczba spraw jest spora – 11,7% ogółu).

Zadłużenie wobec działalności gospodarczych

Ostatnią grupą są zobowiązania wobec jednoosobowych działalności gospodarczych, czyli nieopłacone zobowiązania z tytułu umów o świadczenie usług – to 0,6% wartości długu.

Patrząc na sytuację rok temu, widzimy kilka istotnych zmian. Systematycznie rośnie udział alimentów oraz kredytów bankowych w całkowitej kwocie zaległości. Z 57,7% do 59,8% wartości w przypadku alimentów i z 15,5% do 19,1% w przypadku zobowiązań bankowych. Zmniejszył się za to udział długu „rozproszonego”, czyli z tytułu umów multimedialnych oraz pożyczek pozabankowych, co może sugerować lepszą spłacalność mniejszych zobowiązań – dodaje Katarzyna Skrzypczyńska z ERIF BIG SA.

Porównanie przyczyn zadłużenia konsumentów (udział wartościowy %)

Dane ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A.

Grupy zadłużenia I kw. 2025 IV kw. 2025 I kw.2026
Alimentacyjne 57,73% 59,57% 59,84%
Bankowe 15,52% 17,93% 19,07%
Pożyczkowe 14,89% 12,64% 10,34%
Sądowe 2,84% 3,42% 3,40%
Multimedialne 6,74% 3,43% 3,33%
Ubezpieczeniowe 0,82% 1,00% 0,99%
Wobec działalności gospodarczych —* 0,64% 0,56%
Pozostałe 1,46% 1,38% 2,47%

*W raporcie za I kwartał 2025 r. ta kategoria nie była wyodrębniona jako osobna główna grupa w zestawieniu dla konsumentów

 

Niepewność wokół Iranu utrzymuje napięcie na rynkach finansowych

Rynki nadal żyją nadzieją na porozumienie między USA i Iranem. Wczorajsza propozycja Stanów Zjednoczonych pozostaje na stole, mimo braku konkretnej odpowiedzi ze strony oponenta. To właśnie ta niepewność utrzymuje zmienność na rynkach. Wczoraj Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła kosztu pieniądza, podobnie jak dziś Riksbank. Nieoczekiwane wieści napłynęły jednak z Norwegii!

Co z tą wojną?

Po wczorajszej szarży „edka” w okolice 1,18 USD czy spadku amerykańskiej odmiany ropy pod 90 USD pozostały formacje V-shape (odpowiednio V-top i V-bottom). W czwartek o godzinie 9:00 kurs głównej pary walutowej świata oscylował przy 1,175 USD a OIL.WTI przy 95,5 USD, co oznacza wymazanie części środowych ruchów. Powód to ponownie zbyt euforyczna reakcja na doniesienia agencji Axios o uproszczonym planie pokojowym od USA, który zakłada m.in. przywrócenie ruchu w cieśninie Ormuz. Problem w tym, że kilka godzin później dowiedzieliśmy się, że Iranowi nie będzie spieszyć się z odpowiedzią (powinna być do 48h od przedstawienia planu). Dwie negujące się informacje w tak krótkim czasie po raz kolejny wystarczyły, żeby wywołać trzęsienie ziemi na rynkach. Z chaosu wyczytać można jednak pośpiech Trumpa. Wygląda na to, że prezydentowi USA przypomniało się o sprawach wizerunkowych, a pożądanym scenariuszem jest oficjalne ogłoszenie zakończenia konfliktu nie przed listopadowymi „midtermami”, a jeszcze przed wizytą w Pekinie i rozmową z Xi (14-15 maja).

RPP spokojne napięcie

Majowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej po raz kolejny była zgodna z oczekiwaniami. Stopa referencyjna pozostała przy poziomie 3,75%, co oznacza, że koszt pieniądza nie uległ zmianie. Na dzisiejszej konferencji prasowej prof. Adam Glapiński będzie szerzej omawiać tło decyzji. Możemy spodziewać się podjęcia tematu wzrostu kwietniowej inflacji konsumenckiej do 3,2% r/r. Bronią prezesa zapewne będzie fakt, że dynamika cen wciąż pozostaje w celu NBP (2,5% r/r z symetrycznym przedziałem odchyleń +\- 1 pkt proc.). Jeżeli narracja wybielania wzrostu cen będzie dominującą, to aspekt miesięcznego skoku o 0,6% może zostać pominięty – chyba że pytanie o to zada jeden z dziennikarzy. Obawy inflacyjne podbijają także drogie paliwa, które zależnie od tonu wypowiedzi mogą być tłumione pomocą rządową albo w końcu nazwane problemem. Dla rynku w słowach prezesa najważniejsze będzie dostrzeżenie kierunku, w jakim Rada prawdopodobnie będzie podążać przez najbliższe miesiące. Jak dotąd, panuje przekonanie o braku podwyżek stóp. Jeżeli jednak przekaz złamie ten scenariusz, złoty może dostać wiatru w żagle. W czwartek o poranku krajowa waluta pozostaje pod wpływem czynników zewnętrznym. Kurs EUR/PLN to 4,23 PLN, a USD/PLN schodzi poniżej 3,60 PLN.

Stopy w Skandynawii 

Podobnie jak w Polsce, stopy procentowe nie uległy zmianie w Szwecji. Dziś Riksbank pozostawił koszt pieniądza przy 1,75%. Natomiast zaskoczenie przyszło z Norwegii, gdzie Norges Bank niespodziewanie podniósł koszt pieniądza z 4% do 4,25%. Różnica poziomów stóp procentowych w obydwu krajach jest znacząca, a jej powodem są zupełnie inne wartości inflacji konsumenckiej. Najnowszy odczyt dynamiki cen w Norwegii to 3,6 % r/r. Natomiast wczorajsze dane ze Szwecji mówią o CPI -0,2% r/r. Mamy zatem zestawienie inflacji pełzającej z deflacją. Dzisiejsze publikacje różnie wpłynęły na notowania koron. W przypadku waluty szwedzkiej decyzja miała znikomy wpływ. Kurs SEK/PLN o godzinie 10:00 oscylował przy 0,389 PLN. Natomiast korona norweska zdecydowanie zyskuje. Chwile po jastrzębiej decyzji kurs NOK/PLN wzrósł z 0,387 na 0,0389 PLN, co oznacza umocnienie NOK względem PLN.

Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal wysoki, ale marcowy impuls wyraźnie wygasł

W kwietniu 2026 roku rynek kredytów mieszkaniowych pozostał aktywny, choć dane Biura Informacji Kredytowej pokazują jednocześnie wyraźne schłodzenie po wyjątkowo mocnym marcu. Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 29,8% rok do roku, co oznacza, że banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania na kwotę niemal o jedną trzecią wyższą niż w kwietniu 2025 roku, po przeliczeniu na dzień roboczy.

Na pierwszy rzut oka dane mogą sugerować bardzo silne ożywienie. Trzeba jednak czytać je ostrożnie. Kwiecień przyniósł bowiem dwa równoległe sygnały: z jednej strony popyt na kredyty mieszkaniowe jest wciąż wyraźnie wyższy niż rok wcześniej, z drugiej — w porównaniu z rekordowym marcem nastąpił znaczący spadek liczby osób ubiegających się o finansowanie.

Więcej chętnych niż rok temu, ale znacznie mniej niż w marcu

Według BIK w kwietniu 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,28 tys. osób. Rok wcześniej było to 35,61 tys., co oznacza wzrost o 18,7% rok do roku. Jednocześnie liczba wnioskujących była aż o 33,2% niższa niż w marcu 2026 roku.

Ten miesięczny spadek jest jedną z najważniejszych informacji w najnowszych danych. Pokazuje, że marcowe przyspieszenie nie przekształciło się w trwałą falę zakupową. Był to raczej jednorazowy impuls, częściowo związany z niepewnością i napięciami geopolitycznymi, które mogły skłonić część potencjalnych kupujących do szybszego działania.

W praktyce oznacza to, że rynek wrócił do bardziej stabilnego rytmu. Nie można mówić o załamaniu popytu, ponieważ liczba wnioskodawców nadal jest wysoka na tle ubiegłego roku. Można natomiast mówić o wygaszeniu emocji, które w marcu wywindowały aktywność kredytową do wyjątkowego poziomu.

Kredyt na pół miliona złotych staje się nową normą

Drugim istotnym elementem danych BIK jest średnia wartość wnioskowanego kredytu. W kwietniu wyniosła ona 500,41 tys. zł. Była o 9,3% wyższa niż w kwietniu 2025 roku, choć jednocześnie o 1,2% niższa niż w rekordowym marcu 2026 roku.

Przekroczenie poziomu 500 tys. zł ma znaczenie nie tylko symboliczne. Pokazuje, jak bardzo zmieniły się realia finansowania zakupu mieszkań w Polsce. Jeszcze kilka lat temu kredyt na pół miliona złotych był postrzegany jako bardzo wysoki. Dziś coraz częściej staje się standardem, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie ceny mieszkań utrzymują się na wysokich poziomach.

Wzrost średniej wartości wnioskowanego kredytu może wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, ceny nieruchomości pozostają wysokie, więc kupujący potrzebują większego finansowania. Po drugie, część osób wnioskujących o kredyt może szukać większych mieszkań lub lokali w lepszych lokalizacjach. Po trzecie, nawet niewielka poprawa zdolności kredytowej może zwiększać maksymalną kwotę, o jaką klienci decydują się wnioskować.

Wysoki popyt, ale coraz trudniejsze porównania

BIK zwraca uwagę, że w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu może stopniowo słabnąć. Nie musi to oznaczać realnego pogorszenia sytuacji na rynku. Chodzi przede wszystkim o efekt bazy. Kolejne miesiące 2026 roku będą porównywane już z okresem ożywienia z 2025 roku, a nie ze słabszymi miesiącami wcześniejszego spowolnienia.

To ważne rozróżnienie. Jeżeli liczba wnioskodawców utrzyma się w przedziale około 40–45 tys. miesięcznie, rynek nadal będzie można uznać za aktywny. Jednak roczne dynamiki procentowe będą wyglądały coraz mniej spektakularnie, ponieważ punkt odniesienia stanie się znacznie wyższy.

Oznacza to, że same procentowe wzrosty indeksu mogą w kolejnych miesiącach sprawiać wrażenie słabnięcia popytu, nawet jeśli nominalna liczba osób ubiegających się o kredyt pozostanie relatywnie wysoka. Dla oceny rynku ważniejsze będzie więc nie tylko tempo wzrostu rok do roku, ale także poziom liczby wniosków, średnia wartość kredytu i faktyczna sprzedaż kredytów przez banki.

Co dane BIK mówią o rynku mieszkaniowym?

BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe mierzy wartość wniosków kredytowych składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Jest to jeden z ważniejszych wskaźników wyprzedzających dla rynku mieszkaniowego, ponieważ pokazuje zainteresowanie finansowaniem jeszcze przed faktycznym udzieleniem kredytu.

Najnowsze dane sugerują, że popyt na mieszkania finansowane kredytem pozostaje mocny, ale bardziej selektywny i mniej emocjonalny niż w marcu. Kupujący nadal są obecni na rynku, jednak nie widać już tak silnego pośpiechu. To może być korzystne z punktu widzenia równowagi rynkowej, ponieważ zbyt gwałtowne odbicie popytu mogłoby ponownie zwiększać presję na ceny mieszkań.

Z perspektywy deweloperów i sprzedających dane BIK są sygnałem, że potencjalni nabywcy nie zniknęli z rynku. Z perspektywy kupujących oznaczają jednak, że konkurencja o atrakcyjne mieszkania nadal może być znacząca, zwłaszcza w największych miastach. Wysoka średnia kwota wnioskowanego kredytu potwierdza natomiast, że bariera cenowa pozostaje jednym z głównych problemów rynku.

Rynek nie stygnie, ale traci nadzwyczajne tempo

Kwietniowe dane BIK najlepiej interpretować jako powrót do bardziej normalnego poziomu aktywności po marcowym skoku. Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal rośnie w ujęciu rocznym, liczba wnioskujących jest wyraźnie wyższa niż przed rokiem, a przeciętna kwota kredytu pozostaje powyżej 500 tys. zł. Jednocześnie spadek względem marca pokazuje, że rynek nie będzie rósł w nieskończoność w tak dynamicznym tempie.

Najbliższe miesiące pokażą, czy obecny poziom popytu utrzyma się mimo efektu bazy, wysokich cen mieszkań i ostrożności części gospodarstw domowych. Na razie dane BIK wskazują na rynek aktywny, ale już nie rozgrzany marcowymi emocjami. To nie jest sygnał załamania. To raczej moment przejścia od gwałtownego odbicia do bardziej stabilnej, choć wciąż wysokiej aktywności kredytowej.

Rekordowy rok dla najmu krótkoterminowego. Polska z 44,39 mln noclegów z platform online

Padły kolejne rekordy popularności najmu krótkoterminowego w Polsce. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl analizują dane Eurostatu o liczbie noclegów rezerwowanych online.

Wraz ze zbliżaniem się wakacji, popularność zyskują letnie nieruchomościowe tematy. Jednym z nich jest najem krótkoterminowy – tym bardziej, że ostatnio sporo mówi się o kwestiach regulacyjnych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem zwracają jednak uwagę nie na temat regulowania najmu krótkoterminowego, lecz na rosnącą skalę tego zjawiska. Opublikowane dane Eurostatu wskazują bowiem, że w 2025 roku znów padły rekordy liczby noclegów w Polsce rezerwowanych poprzez popularne platformy online (m.in. Booking oraz Airbnb). Zanim jednak przyjrzymy się wspomnianym rekordom, trzeba najpierw wyjaśnić skąd Eurostat ma informacje dotyczące najmu krótkoterminowego.

Liczba noclegów – co dokładnie zlicza Eurostat?

Warto wiedzieć, że współpraca unijnego urzędu statystycznego i platform oferujących pośrednictwo w zakresie najmu krótkoterminowego trwa od wiosny 2020 r. Wtedy zawarto porozumienie o dostarczaniu danych przez cztery duże serwisy (Airbnb, Booking, Expedia i Tripadvisor). Informacje dotyczące Polski sięgają jednak początku 2018 roku, co widać na poniższym wykresie. Cztery duże platformy udostępniły bowiem dane historyczne.

Wykres pokazuje, jak co miesiąc wyglądała liczba noclegów w Polsce zarezerwowanych poprzez popularne platformy najmu krótkoterminowego. Warto zwrócić uwagę, że mówimy o dość specyficznym sposobie zliczania noclegów. Przykładowo, jeśli trzyosobowa rodzina wynajmie przez Internet lokum na sześć dni, to w statystykach Eurostatu będzie to oznaczało 18 noclegów.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl podkreślają, że dane Eurostatu na temat najmu krótkoterminowego mają na razie charakter eksperymentalny i ukazują się z pewnym opóźnieniem. Dostępne informacje nie pozwalają jeszcze wyodrębnić noclegów realizowanych w różnych typach obiektów (np. mieszkaniach, domkach letniskowych, domach jednorodzinnych itd.). Eurostat informuje natomiast, że prezentowane statystyki w zakresie najmu krótkoterminowego nie obejmują hoteli oraz kempingów.

Na wykresie widać sezonowość i ciągłe wzrosty

Skoro już wiemy, co prezentuje poniższy wykres, to teraz warto przyjrzeć mu się dokładniej. Tym bardziej, że w danych dotyczących Polski widzimy ciekawe zjawiska. Uwagę zwraca na pewno sezonowość liczby noclegów w ramach najmu krótkoterminowego z widoczną kulminacją w miesiącach wakacyjnych. Jeżeli mowa o wynikach z wakacji, to należy zaznaczyć, że sierpień 2025 r. przyniósł nowy polski miesięczny rekord liczby noclegów z najmu krótkoterminowego online.

O rekordzie można mówić również w ujęciu rocznym, bo liczba noclegów rezerwowanych za pośrednictwem platform online zmieniała się następująco:

  • 2018 r. – 15,59 mln noclegów obliczanych jako iloczyn liczby gości i spędzonych nocy
  • 2019 r. – 19,69 mln
  • 2020 r. – 12,97 mln
  • 2021 r. – 15,03 mln
  • 2022 r. – 26,35 mln
  • 2023 r. – 32,74 mln
  • 2024 r. – 39,02 mln
  • 2025 r. – 44,39 mln

Zdaniem ekspertów RynekPierwotny.pl, wykres bardzo dobrze pokazuje nam krótką pandemiczną zapaść oraz późniejszy trend wzrostowy. Warto pamiętać, że wzrosty są w dużej mierze zasługą rodzimych turystów. W 2024 r. ich udział w liczbie noclegów z najmu krótkoterminowego wynosił 61%. Rok później było to również 61%.

Niektóre polskie regiony już w unijnej czołówce?

Wspomniane wcześniej opóźnienia w publikacji danych o najmie krótkoterminowym oznaczają, że na dokładne regionalne statystyki dotyczące liczby noclegów z 2025 r. (w tzw. regionach NUTS 3) musimy jeszcze poczekać. Poniższa mapa o większym stopniu ogólności, z widocznymi regionami NUTS 2 też wydaje się jednak ciekawa. Widzimy na niej dane z sierpnia 2025 roku, czyli tego miesiąca, który w Polsce okazał się rekordowy.

W ósmym miesiącu 2025 r. trzy polskie województwa przekroczyły próg miliona noclegów z najmu krótkoterminowego online, obliczanych jako iloczyn liczby gości i spędzonych nocy. Mowa o woj. małopolskim (1,57 mln), pomorskim (1,54 mln) i zachodniopomorskim (1,24 mln). Ponad milionowy wynik trzech polskich województw oznaczał kwalifikację do szerokiej unijnej czołówki. Musimy jednak pamiętać, że regiony statystyczne z pierwszej dziesiątki notowały wyniki rzędu 3 mln – 12 mln noclegów. Na unijnym podium z sierpnia 2025 r. znalazły się następujące regiony statystyczne UE:

  • Chorwacja Adriatycka – 12,16 mln noclegów z platform online
  • Andaluzja – 7,97 mln noclegów
  • Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże – 7,59 mln noclegów

W ramach ciekawostki można dodać, że pod względem rocznej liczby noclegów z platform online, już w 2024 r. cała Chorwacja została wyprzedzona przez Polskę. Nasz kraj w statystykach z ubiegłego roku zajmuje siódme miejsce w UE – pomiędzy Portugalią i właśnie Chorwacją. Jak mówią eksperci RynekPierwotny.pl, dystans względem czołowej unijnej trójki (Francja, Hiszpania, Włochy) pozostaje jednak ogromny.

69% Polaków zadowolonych z wynagrodzenia. Praca zdalna i hybrydowa podbijają satysfakcję

Opublikowane dziś dane ManpowerGroup potwierdzają, że aż 69% Polaków jest zadowolonych z zarobków, na drugim biegunie mamy 29%, które chciałoby zarabiać więcej. Co ciekawe wśród najbardziej spełnionych finansowo mamy osoby pracujące zdalnie lub hybrydowo, a praca stacjonarna zdecydowanie obniża satysfakcję z płac. O zadowoleniu z wynagrodzenia mówią też młodsze pokolenia – Zetki i Millenialsi. W odpowiedziach Polaków widoczny jest również większy niedosyt wśród kobiet niż mężczyzn.

Z badania ManpowerGroup wynika, że odsetek pracowników zadowolonych ze swoich zarobków wynosi obecnie 69%. To o 7 pp. więcej niż w 2025 roku. Brak satysfakcji z otrzymywanego wynagrodzenia deklaruje 25% badanych, w porównaniu do 30% w minionym roku.
Jak zaznacza Rafał Mróz, ekspert rynku pracy w Manpower, pozytywnie należy ocenić zarówno fakt, że osób usatysfakcjonowanych poziomem zarobków jest dwukrotnie więcej niż niezadowolonych, jak i to, że wskaźnik ten wzrósł w porównaniu z ubiegłym rokiem. – Coraz więcej osób jest zadowolonych, bo średnie wynagrodzenia rosną o ponad 6% w skali roku. Jednocześnie inflacja jest dwa razy niższa niż wzrost płac. Oznacza to, że pensje rosną szybciej niż ceny, więc realnie pracownicy mają więcej pieniędzy niż zabiera im inflacja – dodaje.

Praca stacjonarna obniża zadowolenie z zarobków?

Najwyższy poziom zadowolenia z wynagrodzenia deklarują osoby pracujące w modelu zdalnym (79%) i hybrydowym (75%). Niewiele niższe wskaźniki (70%) odnotowano wśród pracowników wykonujących pracę głównie stacjonarnie z własnego wyboru. Wyraźnie gorzej swoją sytuację finansową oceniają osoby pracujące wyłącznie w firmie, bez możliwości wyboru formy pracy (57%).
– Zdecydowanie pierwsze co nasuwa się na myśl, to rodzaj stanowisk wykonywanych przez osoby pracujące w poszczególnych modelach oraz poziom wynagrodzenia otrzymywanego za taką pracę. Praca hybrydowa i zdalna najczęściej dotyczy osób na wyższych, specjalistycznych stanowiskach. Pracę stacjonarną wykonują przed wszystkim, choć nie tylko, pracownicy przy pracach prostych, produkcyjnych, gdzie płace często nie przekraczają ustawowego minimum. Według danych, w 2025 roku 13% pracowników otrzymywało minimalne wynagrodzenie. Szybki i znaczący wzrost stawki minimalnej powoduje, że coraz więcej osób będzie takie płace otrzymywało. Nic więc dziwnego, że osoby zarabiające minimalną krajową najczęściej deklarują chęć zarabiania więcej. Do minusów pracy stacjonarnej należy również doliczyć wyższe koszty dojazdu do pracy oraz czas poświęcany na przemieszczanie się – wskazuje Rafał Mróz.

Młodsi pracownicy i mężczyźni lepiej oceniają swoje płace

Zadowolenie z poziomu zarobków częściej deklarują mężczyźni (71%) niż kobiety (66%). Z kolei analiza dotycząca wieku wskazuje, że najwyższy poziom zadowolenia z wynagrodzenia cechuje przedstawicieli pokolenia Z (84%). W dalszej kolejności plasują się Millennialsi (76%) oraz Baby Boomers (69%). Najmniej zadowoleni z zarobków są reprezentanci pokolenia X – 55%.
– W przypadku kobiet nie sposób pominąć luki płacowej, jaka występuje pomiędzy płciami w Polsce. Według danych Eurostatu wynosi w naszym kraju 7,8% a skorygowana nawet 21%. Kobiety częściej są niezadowolone z płac, ponieważ zarabiają mniej od mężczyzn. W przypadku generacji może to wynikać z dwóch aspektów. Po pierwsze, młodzi ludzie częściej pracują w zawodach nowych, choćby w branży IT, gdzie wynagrodzenie jest wyższe od średniej krajowej. Po drugie młodsze pokolenia odważniej poruszają się po rynku pracy i częściej zmieniają pracę. Czasem właśnie ze względu na większe wynagrodzenia. Pokolenie X znacznie rzadziej decyduje się na zmianę pracy, jeśli nie jest do tego zmuszone, rzadziej też migruje do większych ośrodków miejskich, gdzie szans na lepszą, bardziej rozwojową i lepiej płatną pracę jest więcej – mówi ekspert.

Satysfakcja z wynagrodzenia w poszczególnych branżach

Ze swoich zarobków najbardziej zadowoleni są pracownicy sektora energetyki i usług komunalnych (91%) oraz IT i technologii (85%). Trzy czwarte Polaków pracujących w finansach i branży nieruchomości oraz sektorze transportu, logistyki i motoryzacji pozytywnie ocenia wysokość swojego wynagrodzenia (po 76%). Najwięcej niezadowolonych pracowników jest w branży dóbr i usług konsumpcyjnych (34%) oraz w usługach komunikacyjnych (32%).
– Trzy branże o najwyższym poziomie satysfakcji to te, w których zarobki są relatywnie wysokie oraz gdzie nawet na niższych stanowiskach wynagrodzenia oscylują wokół średniej krajowej lub ją przekraczają. W sektorach tych pracownicy o najniższym uposażeniu nie stanowią zdecydowanej większości zatrudnionych, w przeciwieństwie do branży usługowej, w której dominują stanowiska szeregowe, słabiej wynagradzane, a udział ról kierowniczych, charakteryzujących się istotnie wyższym poziomem wynagrodzeń, jest relatywnie niewielki – podsumowuje Rafał Mróz.

Wielkość organizacji a poziom satysfakcji z wynagrodzenia

Najwyższy poziom satysfakcji deklarują pracownicy małych firm (72%). W średnich i dużych przedsiębiorstwach odsetek ten wynosi po 70%. Najniższe zadowolenie odnotowano w mikrofirmach – 57%. Co ciekawe najwięcej neutralnych odpowiedzi, aż 17%, udzielili respondenci z mikro firm.
– Wielkość firmy nie jest czynnikiem decydującym wyłącznie o realnej wysokości pensji, lecz w większym stopniu wpływa na poczucie stabilności finansowej i subiektywną ocenę wynagrodzenia. Duże firmy często oferują wyższe i bardziej przewidywalne płace dzięki takim narzędziom jak siatka płacowa czy ewaluacja stawek do średnich rynkowych. Pozwala im to utrzymać konkurencyjność, co przy ilościowo większych potrzebach, zapewnia napływ nowych pracowników. Najwyższa satysfakcja, obserwowana w małych firmach może wynikać z faktu, że istotną rolę odgrywają tam relacje międzyludzkie, większa elastyczność oraz postrzegana adekwatność wynagrodzenia do wkładu pracy – kończy przedstawiciel Manpower.
O badaniu: Badanie przeprowadzono w październiku 2025 roku na próbie 500 Polaków.

Creotech Instruments ogłasza swoją strategię rozwoju do 2029 roku, wspieraną planowaną emisją w wysokości około 100 mln EUR

Creotech Instruments S.A. („Spółka”, „Creotech”), notowany na GPW największy polski podmiot działający w branży kosmicznej, ogłosił strategię rozwoju do 2029 roku, która wskazuje kierunki umożliwiające Spółce budowę pozycji jednego z czterech największych integratorów misji kosmicznych (Prime Contractor) w Europie. Creotech rozszerzy swoją ofertę z mikrosatelitów o minisatelity oraz zwiększy swoje zdolności produkcyjne co najmniej czterokrotnie. Zarząd Spółki podjął także decyzję o rozszerzeniu akcjonariatu poprzez ofertę publiczną do 650.000 akcji zwykłych na okaziciela serii M z wyłączeniem prawa poboru. Oferta będzie skierowana do wybranych inwestorów poza Stanami Zjednoczonymi (zgodnie z Regulacją S). Intencją Zarządu jest, aby oferta była realizowana na zasadach określonych w projekcie uchwały emisyjnej przedstawionym w ogłoszeniu o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia  z dnia 7 maja 2026. Pozyskane środki mają wesprzeć realizację strategii rozwoju, w szczególności w obszarze rozbudowy mocy produkcyjnych, rozwoju nowych platform satelitarnych, inwestycji technologicznych oraz potencjalnych akwizycji i partnerstw strategicznych. Spółkę w procesie wspiera cc group jako doradca IR i finansowy, rolę Globalnych Współkoordynatorów (ang. Joint Global Coordinators) pełnią: UniCredit Bank GmbH, Milan Branch we współpracy z Kepler Cheuvreux oraz Trigon Dom Maklerski S.A. wraz z Trigon Investment Banking Sp. z o.o. & Wspólnicy sp.k., natomiast rolę Współprowadzącego Księgę Popytu (ang. Joint Bookrunner) pełni BM PKO BP S.A.

Strategia Creotech Instruments zakłada wykorzystanie posiadanej platformy HyperSat, która obecnie jest wykorzystywana w segmencie mikrosatelitów (waga do 100 kg), do rozbudowy portfolio produktowego o platformy z segmentu minisatelitów i małych satelitów (do 500 kg). Taka decyzja ma w efekcie dać Spółce możliwość dostarczania satelitów do konstelacyjnej europejskiej infrastruktury kosmicznej. Decyzja o rozwoju produktów połączona jest z decyzją o zwiększeniu mocy produkcyjnych z obecnych 10 satelitów rocznie do co najmniej 40 szt. rocznie. Skokowy wzrost skali działalności w modelu integratora misji kosmicznych end-to-end jest kierunkiem umożliwiającym zdobycie pozycji czwartego Prime Contractora branży kosmicznej w Europie i obsługę spodziewanych programów konstelacyjnych Unii Europejskiej.

Kluczowe kierunki rozwoju obejmują:

  • wejście w segment minisatelitów i małych satelitów o masie 100–500 kg
  • ponad czterokrotne zwiększenie zdolności produkcyjnych – z ok. 10 do ponad 40 satelitów rocznie,
  • udział w europejskich programach konstelacyjnych, w tym strategicznych projektach, takich jak program EOGS Komisji Europejskiej, IRIS² oraz misje naukowe ESA
  • M&A oraz partnerstwa strategiczne,
  • budowę pozycji w gronie czterech największych integratorów systemów kosmicznych
    w Europie.

Rozwój produktów zakłada wprowadzenie nowych platform satelitarnych o większej masie i wyższym poziomie zaawansowania technologicznego, w tym platformy SWAN (>200 kg), i EMU (do 500 kg) co umożliwi udział w bardziej złożonych i wyżej marżowych projektach, w szczególności konstelacjach satelitarnych nowej generacji.

Skalowalny model biznesowy i efekt dźwigni operacyjnej

Creotech opiera swój model biznesowy na dźwigni operacyjnej. Stabilna baza kosztów stałych w połączeniu ze znaczącym zwiększeniem skali działalności, tworzy warunki do dynamicznego wzrostu przychodów i rentowności. Jednocześnie Spółka zamierza zwiększyć swoją obecność na rynkach zagranicznych oraz aktywnie uczestniczyć w największych europejskich projektach infrastrukturalnych realizowanych przy wsparciu Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Solidne fundamenty operacyjne i finansowe

Creotech Instruments rozpoczyna realizację strategii z silnej pozycji operacyjnej i finansowej.

W 2025 roku, w segmencie kosmicznym, Spółka osiągnęła ok. 146 mln zł przychodów przy wysokiej marży segmentowej na poziomie 38%. Portfel zamówień (backlog) wynosi 587 mln zł i w głównej mierze obejmuje kontrakty realizowane jako główny wykonawca (prime contractor), co zapewnia wysoką widoczność przyszłych przychodów. Celem Spółki jest, aby w ciągu 2-3 lat podwoić portfel zamówień. Łączna wartość pipeline’u sprzedażowego osiąga niemal 8,3 mld zł, na który składa się kilkadziesiąt kluczowych projektów i obejmuje zarówno projekty krótkoterminowe (ESA i sektor obronny), jak i wieloletnie programy konstelacyjne oraz programy Komisji Europejskiej.

Spółka zatrudnia ok. 300 pracowników i posiada zdolność do realizacji misji kosmicznych w modelu end-to-end. Kluczową przewagą technologiczną pozostaje wysoki poziom integracji pionowej – ok. 70-80% podsystemów powstaje wewnętrznie.

Dysponujemy dziś nie tylko kompetencjami i sprawdzoną technologią, ale także solidnymi fundamentami biznesowymi – rosnącymi przychodami, wysoką rentownością segmentową oraz portfelem zamówień zapewniającym widoczność na kolejne lata. To daje nam realną zdolność do realizacji coraz większych i bardziej złożonych projektów kosmicznych w Europie. Już teraz widzimy lejek sprzedażowy o wartości 6,6 mld PLN do 2029 roku – co istotne, nawet przy założeniu, że tylko część tego potencjału zostanie ostatecznie zakontraktowana, jego skala jasno wskazuje na możliwość znaczącego zwiększenia działalności i dołączenia do grona liderów europejskiego rynku satelitarnegopowiedział dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Pozyskanie finansowania – planowana emisja akcji serii M

W celu przyspieszenia realizacji strategii Spółka podjęła działania zmierzające do pozyskania dodatkowego kapitału. W dniu 7 maja 2026 r. Zarząd Creotech Instruments zdecydował o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, w ramach którego będzie poddana pod głosowanie uchwała o podwyższeniu kapitału zakładowego poprzez emisję nie więcej niż 650.000 akcji zwykłych na okaziciela serii M, które zostaną zaoferowane w ramach oferty publicznej skierowanej do wybranych inwestorów, zgodnie z zasadami określonymi w tej uchwale.

Pozyskane środki mają zostać przeznaczone przede wszystkim na rozwój infrastruktury produkcyjnej, zwiększenie zdolności wytwórczych, rozwój technologii i nowych platform satelitarnych, finansowanie prac badawczo-rozwojowych oraz potencjalne przejęcia i partnerstwa strategiczne.

Historycznie bazę akcjonariuszy poszerzaliśmy w kluczowych dla naszego rozwoju momentach,
a pozyskany kapitał był wykorzystywany do zrealizowania możliwości pojawiających się na rynku. Obecnie widzimy podobną perspektywę
. Realizacja ogłoszonej przez nas strategii zakładającej ponad czterokrotny wzrost możliwości produkcyjnych wymaga przyspieszenia inwestycji – zarówno w infrastrukturę, jak i rozwój technologii. Planowana emisja akcji ma na celu zapewnienie nam elastycznego finansowania, które pozwoli wykorzystać sprzyjające otoczenie rynkowe i skalować biznes w tempie odpowiadającym rosnącemu popytowi na rozwiązania kosmiczne w Europie. Liczymy przy tym na zaangażowanie ze strony inwestorów zagranicznych, którzy mogą odegrać istotną rolę w dalszym rozwoju naszej obecności na rynkach międzynarodowych. W tej chwili musimy biec do przodu, aby nadążyć za oczekiwaniami szybko zwiększającego się rynku. Rozwój czysto organiczny byłby dla nas stratą czasudodał dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Planowana emisja akcji serii M jest przeprowadzona z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy Spółki w całości. Oferta zostanie skierowana wyłącznie do inwestorów wybranych przez Zarząd Spółki, po przeprowadzeniu procesu budowania księgi popytu, przy czym będą to wyłącznie: inwestorzy kwalifikowani i/lub inwestorzy obejmujący akcje o łącznej wartości co najmniej 100.000 EUR na jednego inwestora, poza terytorium Stanów Zjednoczonych, zgodnie z Regulacją S.

Jednocześnie  akcjonariuszom spełniającym kryteria określone w uchwale emisyjnej będzie przysługiwać prawo pierwszeństwa objęcia nowych akcji. Rozwiązanie to ma na celu ochronę przed rozwodnieniem w głosach akcjonariuszy, którzy dokonali istotnych inwestycji w akcje Spółki. Prawo to będzie przysługiwać akcjonariuszom posiadającym – według stanu na dzień rejestracji uczestnictwa w Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu – co najmniej 14.272 akcje Spółki (ok. 0,5% kapitału zakładowego i ogólnej liczby głosów w Spółce), na zasadach określonych w uchwale, w szczególności umożliwiających objęcie akcji w liczbie proporcjonalnej do ich dotychczasowego udziału w kapitale zakładowym Spółki.

Ogłoszona strategia oraz planowana emisja akcji serii M stanowią spójny plan przejścia Creotech Instruments do kolejnej fazy rozwoju – budowy dużej, skalowalnej organizacji technologicznej działającej na europejskim rynku infrastruktury kosmicznej. Spółka postrzega lata 2026–2029 jako kluczowy okres przyspieszenia rozwoju rynku kosmicznego w Europie i wykorzystania historycznie wysokich nakładów inwestycyjnych w ramach ESA i Unii Europejskiej, co ma umożliwić osiągnięcie dynamicznego wzrostu oraz trwałe umocnienie pozycji rynkowej.

Brain Embassy: obecność w biurze to za mało, liczy się jakość doświadczenia

Wbrew popularnej narracji o pustych biurach, pracownicy wcale się z nimi nie pożegnali, wynika z najnowszego Raportu Coworking 2026, opublikowanego w kwietniu przez Brain Embassy. Według autorów opracowania, niemal 8 na 10 badanych nadal pracuje z biura pięć dni w tygodniu. Wcale to jednak nie oznacza, że każde biuro spełnia dziś swoją rolę. Przeciwnie, 41 proc. wskazuje hałas, brak prywatności i rozpraszacze jako główne bariery produktywności. Wnioski z Raportu są jasne – w nowej rzeczywistości pracy to nie pracownik ma dostosować się do biura, lecz biuro powinno zasłużyć na jego obecność, wspierając koncentrację, relacje i efektywność.

Najważniejsze wnioski z Raportu wskazują, że biuro nadal pozostaje ważnym miejscem pracy, ale jego rola w ostatnich latach wyraźnie się zmienia:

  • Kreatywność w grupie: 72 proc. badanych wskazuje wymianę pomysłów jako największą wartość pracy z biura.
  • Efekt wspólnoty: 69 proc. deklaruje, że obecność innych wpływa pozytywnie na tempo działania, a 63% ceni poczucie przynależności.
  • Pułapka „odsiadywania”: mimo wysokiej obecności w biurach, aż 31 proc. pracowników przyznaje, że zdarza im się spędzać czas w pracy fizycznie, ale bez realnej produktywności.

Raport Brain Embassy pokazuje więc wyraźnie, że biuro nie przestało być potrzebne.

Przestało być natomiast oczywistym benefitem samym w sobie. Dziś musi ono oferować coś więcej niż miejsce do wykonywania zawodowych obowiązków. Powinno tworzyć optymalne warunki do współpracy, wspierać koncentrację, dawać energię do działania i odpowiadać na realne potrzeby pracowników. Jak wskazują eksperci Brain Embassy, pytanie o przyszłość pracy coraz rzadziej dotyczy samej obecności w biurze, a coraz częściej jakości doświadczenia, jakie to biuro zapewnia.

“Powrót do biura nie może dziś oznaczać powrotu do dawnych schematów. Pracownicy nadal chcą pracować razem, wymieniać się pomysłami i czuć energię zespołu,  ale oczekują przy tym przestrzeni, która realnie pomaga im działać. Dziś liczy się nie sam adres, a to, czy serce organizacji wspiera skupienie, współpracę, wellbeing. I właśnie dlatego nowoczesne biuro musi na obecność pracownika po prostu zasłużyć” – mówi Monika Kaczmarczyk, Managing Director w Brain Embassy.

Z badania wynika również, że jednym z istotnych wyzwań pozostaje jakość codziennego doświadczenia pracy.

Największe luki dotyczą możliwości skupienia i regeneracji. Strefy ciszy są dostępne jedynie dla 6 proc. badanych, choć z badania wynika, że oczekuje ich 30 proc. respondentów. Strefy relaksu ma tylko 6 proc. biur, podczas gdy chciałoby ich w swojej przestrzeni 4 na 10 pytanych. Regulowane biurka są obecne w 16 proc. miejsc pracy, podczas gdy ¼ badanych uważa je za element biura idealnego. Poza funkcjonalnością i wyposażeniem liczy się również logistyka i dostępność miejsc pracy. Co trzeci respondent spędza w drodze do pracy ponad 30 minut, 63 proc. korzysta z samochodu. Równocześnie niemal 60 proc. badanych, jako jedną z największych zalet pracy z domu, wskazuje brak konieczności dojazdu do biura i wynikającą z tego oszczędność czasu. Pracodawcy, którym zależy na frekwencji, muszą zrozumieć zatem, że kluczem do sukcesu jest troska o cały ekosystem codziennych doświadczeń pracownika – od dojazdu, przez funkcjonalność i ergonomię, po tworzenie przestrzeni sprzyjającej nawiązywaniu relacji i napędzającego do działania poczucia przynależności. Pracownicy nie oczekują dziś jednego uniwersalnego biura dla wszystkich, ale środowiska, które pozwala przechodzić między różnymi trybami pracy – od skupienia, przez współpracę i regenerację.

“Dane wyraźnie pokazują, że biuro przestaje być miejscem obowiązkowej obecności, a staje się narzędziem wspierającym tempo pracy, współpracę i jakość doświadczenia zespołu. Największą wartość mają dziś te przestrzenie, które są elastyczne, dobrze zaprojektowane i rzeczywiście odpowiadają na to, jak pracują współczesne organizacje” – mówi Iwona Barszcz, Global Brand&Experience Manager w Brain Embassy.

Opracowanie, którym Brain Embassy wpisuje się w rynkową potrzebę analizowania trendów “employee experience” i zachowań pracowniczych, porusza również tak ważne zagadnienia, jak neuroróżnorodność w miejscu pracy, psychologia biura, personalizacja środowiska pracy czy wpływ designu na wellbeing i efektywność. Wspólny mianownik tych diagnoz jest jeden: nowoczesne biuro musi stać się przestrzenią, która rozumie różne potrzeby ludzi, a poprzez przemyślaną funkcjonalność i design wspiera produktywność i optymalizuje czas ich pracy.

Raport „Coworking 2026. Jak elastyczne biura odpowiadają na wyzwania nowoczesnej pracy” powstał na podstawie badania CAWI przeprowadzonego wśród respondentów pracujących w małych i średnich przedsiębiorstwach oraz analiz jakościowych. Większość badanych stanowiły osoby mające realny wpływ na decyzje w firmie, a warunkiem udziału w badaniu była regularna praca w biurze co najmniej trzy dni w tygodniu.

Pełną wersję Raportu “Coworking 2026” można pobrać pod tym linkiem:
https://brainembassy.pl/raport-coworking-2026/

Uber zamienia etaty na algorytmy: AI pisze już 10% kodu firmy

0

Podczas konferencji wynikowej za pierwszy kwartał 2026 roku dyrektor generalny Ubera, Dara Khosrowshahi, nakreślił nową wizję rozwoju korporacji, w której tradycyjna rekrutacja ustępuje miejsca inwestycjom w sztuczną inteligencję. Nie jest to jedynie odległa strategia, lecz opis trwającej już rewolucji technologicznej wewnątrz struktur firmy. Obecnie autonomiczne agenty AI generują około 10% wszystkich modyfikacji w kodzie źródłowym, a z narzędzi wspierających programowanie korzysta regularnie niemal każdy inżynier zatrudniony w przedsiębiorstwie.

Skala i tempo adaptacji nowych technologii okazały się wyzwaniem dla planistów finansowych, co przyznał dyrektor finansowy Balaji Krishnamurthy. Budżet na cele związane ze sztuczną inteligencją, zaplanowany na cały 2026 rok, został wyczerpany w zaledwie cztery miesiące. Tak gwałtowny wzrost wydatków nastąpił po udostępnieniu narzędzia Claude Code tysiącom pracowników, co mimo wysokich kosztów jednostkowych, przełożyło się na bezprecedensowy skok efektywności. Choć ludzie wciąż sprawują nadzór nad finalnym kształtem kodu, Khosrowshahi określa AI jako narzędzie dające inżynierom „supermoce”, pozwalające na zwiększenie wydajności nawet o sto procent. Pozyskane dzięki wstrzymaniu rekrutacji środki mają być od teraz bezpośrednio przekierowywane na rozwój tej cyfrowej infrastruktury.

Ten odważny zwrot ku automatyzacji odbywa się w warunkach wyjątkowo dobrej kondycji finansowej spółki. Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł Uberowi rekordowe wyniki, z rezerwacjami na poziomie niemal 54 miliardów dolarów i znaczącym wzrostem zysku na akcję. Entuzjastyczna reakcja giełdy na te dane potwierdza, że inwestorzy ufają nowemu kierunkowi, w którym wzrost rentowności idzie w parze z technologiczną optymalizacją. Firma nie spoczywa jednak na laurach i planuje dalszą ekspansję, w tym rozwój usługi Uber One, która zrzesza już 50 milionów członków, oraz uruchomienie partnerstw w zakresie pojazdów autonomicznych w kilkunastu kolejnych miastach jeszcze przed końcem roku.

Decyzja Ubera stanowi jasny sygnał dla całej branży technologicznej, że dylemat pomiędzy zwiększaniem zatrudnienia a inwestowaniem w moce obliczeniowe przestał być teoretyczny. Zamiast rozbudowywać zespoły inżynierskie, firma stawia na systematyczne wprowadzanie agentów AI i procesorów graficznych, czyniąc z nich fundament swojej strategii wzrostu. Przypadek ten pokazuje, że dla gigantów sektora usług cyfrowych przyszłość oparta na szerokiej automatyzacji i inteligentnych systemach nie jest już wizją jutra, lecz codzienną praktyką operacyjną.

Rynek biurowy w regionach hamuje. Pustostany rosną, a najemcy ostrożniej podpisują umowy

I kwartał 2026 roku przyniósł stabilizację po stronie podaży oraz wyraźne spowolnienie wolumenu transakcji najmu na ośmiu głównych biurowych rynkach regionalnych w Polsce. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej przekroczyły 6,76 mln mkw., jednak rosnący poziom pustostanów i niższa aktywność najemców pokazują, że rynek pozostaje w fazie dostosowania do aktualnych realiów gospodarczych. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO podsumowuje sytuację na regionalnych rynkach biurowych w I kwartale 2026 roku.

Na koniec marca 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce: Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie wyniosły 6 760 600 mkw. Największymi rynkami pozostawały nadal Kraków (1 851 100 mkw.), Wrocław (1 361 800 mkw.) oraz Trójmiasto (1 075 000 mkw.).

W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2026 roku deweloperzy oddali do użytku pięć projektów biurowych o łącznej powierzchni 47 200 mkw. Wynik ten potwierdza utrzymujące się ograniczenie nowej podaży w regionach. Niemniej jednak wśród oddanych inwestycji do końca I kw. 2026 roku znalazły się m.in. Swobodna SPOT (Wrocław, 14 600 mkw.), Punkt (Gdańsk,12 700 mkw.) czy Fabryczna Office Park B7 (Kraków, 8400 mkw.). Aktywność deweloperska pozostaje selektywna i skoncentrowana na projektach najlepiej dopasowanych do aktualnych potrzeb rynku.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań, AXI IMMO, wyjaśnia: „Dane za I kwartał 2026 roku pokazują, że regionalne rynki biurowe wchodzą w rok w warunkach ograniczonej nowej podaży, ale jednocześnie z wciąż wysokim poziomem dostępnej powierzchni. Wysoki współczynnik pustostanów sprzyja większej konkurencji pomiędzy budynkami i wymusza większą elastyczność po stronie właścicieli”.

Na koniec marca 2026 roku na ośmiu regionalnych rynkach biurowych w Polsce dostępnych było ok. 1 178 300 mkw. powierzchni do wynajęcia od zaraz, co przełożyło się na współczynnik pustostanów na poziomie 17,4%. Oznaczało to wzrost o 0,5 p.p. względem poprzedniego kwartału, przy jednoczesnym spadku o 0,1 p.p. w ujęciu rocznym. Najwyższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach (22,1%) i Wrocławiu (22%), a najniższy w Szczecinie (7,9%).

Po stronie popytu I kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne spowolnienie aktywności najemców. Całkowity wolumen transakcji najmu wyniósł 121 500 mkw., co oznacza spadek o 51% kwartał do kwartału oraz o 30% rok do roku. Najwięcej powierzchni biurowej wynajęto w Trójmieście (49 500 mkw.), następnie we Wrocławiu (25 500 mkw.) oraz w Krakowie (16 700 mkw.).

Karolina Słysz, Head of Regional Markets, Office Agency, AXI IMMO, komentuje: „Spadek wolumenu transakcji najmu w ujęciu kwartalnym i rocznym potwierdza, że decyzje najemców podejmowane są dziś z większą ostrożnością. Widzimy koncentrację popytu na najlepszych lokalizacjach i projektach, które oferują wysoką jakość oraz konkurencyjne koszty użytkowania”.

Struktura popytu wskazuje na dominację nowych umów najmu, które odpowiadały za 51% wolumenu transakcji. Renegocjacje stanowiły 37%, ekspansje 11%, natomiast powierzchnie przeznaczone na użytek własny właścicieli budynków odpowiadały za 1% całkowitej aktywności najemców.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, dodaje: „Utrzymująca się przewaga nowych umów w strukturze popytu pokazuje, że część firm wciąż aktywnie poszukuje powierzchni biurowej, jednak procesy te są dziś dłuższe i bardziej selektywne. Najemcy przykładają coraz większą wagę do lokalizacji, standardu budynku oraz kosztów eksploatacyjnych”.

Wśród największych transakcji zawartych w I kwartale 2026 roku znalazło się przedłużenie umowy najmu na 13 000 mkw. przez poufnego najemcę z sektora usług dla biznesu w dwóch budynkach kompleksu Business Garden we Wrocławiu oraz renegocjacja umowy na 6800 mkw. przez firmę Adtran w budynku Tensor Y w Gdyni.

Karolina Słysz, AXI IMMO, mówi: „Wysoki poziom pustostanów na części rynków regionalnych będzie w kolejnych kwartałach sprzyjał dalszym negocjacjom warunków najmu, zwłaszcza w starszych obiektach. Jednocześnie najlepsze projekty, oferujące nowoczesne rozwiązania i wysoką efektywność, powinny utrzymać stabilne zainteresowanie najemców”.

Emilia Trofimiuk podsumowuje:Dane za I kwartał 2026 roku pokazują, że regionalne rynki biurowe pozostają w fazie równoważenia podaży i popytu. Ograniczona nowa podaż, wysoki poziom dostępnej powierzchni oraz selektywna aktywność najemców sprzyjają dalszej konkurencji pomiędzy budynkami
i wymuszają większą elastyczność strategii właścicieli nieruchomości”.

Stopy procentowe bez zmian. RPP czeka na dane i rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie

Zgodnie z konsensusem rynkowym Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian. Dalsze decyzje RPP będą zależeć od napływających danych makroekonomicznych oraz oceny ryzyk geopolitycznych, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji na Bliskim Wschodzie. Ewentualna eskalacja napięć w tym regionie mogłaby przełożyć się na dalszy wzrost cen surowców energetycznych, komplikując i tak już niejednoznaczny obraz gospodarczy.

Istotnym czynnikiem pozostają również utrzymujące się od dłuższego czasu podwyższone ceny ropy naftowej, które wywierają presję zarówno na koszty produkcji, jak i na nastroje konsumentów. Sytuacji nie ułatwiają mieszane dane z rynku pracy — z jednej strony wskazujące na odporność gospodarki, z drugiej zaś sygnalizujące pierwsze oznaki jej ochłodzenia.

Rzecznik MŚP apeluje o korektę przepisów SENT dla przewozu odzieży i obuwia

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przekazała Andrzejowi Domańskiemu Ministrowi Finansów i Gospodarki stanowisko dotyczące funkcjonowania systemu SENT w odniesieniu do przewozu odzieży i obuwia. W ocenie Rzecznika obecny kształt regulacji, jak również projektowane zmiany, wymagają istotnej korekty, tak aby skuteczna walka z nadużyciami nie prowadziła do nadmiernych obciążeń najmniejszych przedsiębiorców.

Od momentu objęcia odzieży i obuwia systemem SENT do Biura Rzecznika napływa znacząca liczba sygnałów od przedsiębiorców, wskazujących na trudności praktyczne oraz wątpliwości interpretacyjne związane ze stosowaniem nowych przepisów.

– „System SENT może stanowić skuteczne narzędzie ograniczania nieprawidłowości w obrocie towarami, jednak jego konstrukcja powinna w równym stopniu uwzględniać realia prowadzenia działalności przez najmniejsze podmioty. Regulacje wymagają precyzji, proporcjonalności oraz przewidywalności” – podkreśla Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Jednocześnie zwraca uwagę, że projektowane limity wyłączeń z obowiązku rejestracji przewozu obejmujące m.in. wagę towarów, ich ilość oraz odległość transportu nie odpowiadają specyfice handlu targowiskowego. W praktyce mogą prowadzić do sytuacji, w której nawet niewielkie przekroczenie jednego z parametrów skutkuje objęciem przedsiębiorcy pełnym reżimem obowiązków administracyjnych.  W związku z tym Minister Majewska postuluje podwyższenie i uelastycznienie limitów, a także ich doprecyzowanie w sposób eliminujący ryzyko rozbieżności interpretacyjnych.

– „Przedsiębiorcy oczekują jasnych i jednoznacznych zasad. Brak precyzyjnych definicji oraz spójnych wytycznych zwiększa ryzyko sporów i niepewności prawnej, co wprost przekłada się na bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej” – wskazuje Agnieszka Majewska.

W stanowisku przekazanym do resortu finansów i gospodarki Rzecznik MŚP akcentuje również konieczność rozszerzenia zakresu odstępstw na mikro-, małych i średnich przedsiębiorców niezależnie od formy prawnej prowadzonej działalności. Obecne rozwiązania oparte na kryterium formalnym mogą prowadzić do nieuzasadnionego różnicowania sytuacji podmiotów funkcjonujących w zbliżonych realiach gospodarczych.

Zastrzeżenia dotyczą także powiązania możliwości skorzystania z wyłączenia z systemu SENT z faktem podlegania opłacie targowej. Wyznacznik ten, oderwany od rzeczywistej skali działalności i poziomu ryzyka, może prowadzić do nierównego traktowania przedsiębiorców prowadzących tożsamy handel w różnych warunkach infrastrukturalnych.

Rzecznik MŚP akcentuje ponadto na potrzebę wprowadzenia okresu przejściowego o charakterze adaptacyjnym. Rozwiązanie to umożliwiłoby właścicielom firm stopniowe dostosowanie się do nowych obowiązków oraz ograniczyło ryzyko nakładania sankcji za nieumyślne uchybienia w początkowym okresie stosowania przepisów.

Przekazane stanowisko wpisuje się w konsekwentną linię działań Rzecznika MŚP, ukierunkowaną na zapewnienie proporcjonalnych, funkcjonalnych i przewidywalnych warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Celem proponowanych zmian pozostaje wzmocnienie skuteczności systemów kontrolnych przy jednoczesnym poszanowaniu specyfiki sektora MŚP oraz ograniczeniu nadmiernych obciążeń administracyjnych.

Rewolucja podatkowa 2027. Co zmieni się dla firm i przedsiębiorców?

Podatki · Prawo gospodarcze · 2027

Projekt UD116 nowelizujący ustawy o CIT, PIT i ryczałcie wchodzi w decydującą fazę opiniowania. Zmiany mogą istotnie wpłynąć na przedsiębiorców, wspólników spółek i osoby korzystające z wybranych preferencji podatkowych.

Marcin Borkowski · Alliance Business Connect   |   Maj 2026   |   Projekt UD116
Ryczałt
Estoński CIT
PIT
Amortyzacja samochodów
IP Box

Rząd powrócił do szeroko zakrojonego projektu zmian w podatkach dochodowych. Najnowsza wersja dokumentu pochodzi z 16 marca 2026 roku i uwzględnia dotychczas zgłoszone uwagi. Nowe przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2027 roku — choć ostateczny kształt regulacji nie jest jeszcze przesądzony.

17%
stawka ryczałtu dla najmu IP podmiotom powiązanym
15%
nowa stawka powyżej 100 tys. zł dla usług bez pracowników
3 lata
karencja przy uldze mieszkaniowej
150/100 tys.
nowe limity amortyzacji aut wg emisji CO₂

Ryczałt: drożej dla firm rodzinnych i samotnych przedsiębiorców

Projekt znacząco zaostrza opodatkowanie ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych w dwóch obszarach. Po pierwsze, poszerzony zostanie katalog przychodów objętych stawką 17% — dotyczy to najmu, dzierżawy lub podobnych umów dotyczących własności intelektualnej zawieranych z podmiotami powiązanymi, np. gdy wspólnik dzierżawi znak towarowy na rzecz własnej spółki.

Po drugie, podatnicy świadczący usługi, którzy nie zatrudniają ani jednego pracownika na podstawie umowy o pracę, zapłacą 15% od nadwyżki przychodów powyżej 100 000 zł — zamiast dotychczasowych 8,5%. Poniżej progu stawka pozostaje bez zmian. Rozwiązanie wprost premiuje zatrudnienie: wystarczy jeden etat, by zachować niższe opodatkowanie.

Estoński CIT pod większą kontrolą fiskalną

To jeden z najbardziej rozbudowanych obszarów projektu. Zmiany idą w kilku kierunkach jednocześnie. Katalog ukrytych zysków zostanie poszerzony o świadczenia wypłacane wspólnikom lub podmiotom powiązanym z tytułu najmu, dzierżawy, usług doradczych, księgowych, prawnych, reklamowych, zarządczych, a także powtarzających się świadczeń niepieniężnych na podstawie art. 176 k.s.h.

Zmiany sankcjonują kierunek orzeczniczy, który obserwowaliśmy już od pewnego czasu. Najmy od podmiotów powiązanych i świadczenie przez nie usług nie były dobrze widziane przez skarbówkę, która od mniej więcej roku zaczęła wydawać negatywne interpretacje — uznając np., że wynagrodzenie z tytułu najmu nieruchomości przez wspólnika na rzecz spółki stanowi ukryty zysk.

— Marcin Borkowski, ekspert Alliance Business Connect

Projekt przewiduje jednak pewne wyłączenia. Ukrytym zyskiem nie będą należności za surowce, materiały i towary wykorzystywane wyłącznie w działalności gospodarczej, ani usługi niezbędne do wytworzenia produktów podatnika. Warunki tych wyjątków zostaną wprost określone w ustawie — będą więc wyjątkami od reguły, nie regułą.

Równolegle projekt definiuje wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą (dotychczas funkcjonowała tylko definicja negatywna) oraz wprowadza domniemanie opodatkowania każdej wypłaty zysku po rezygnacji z ryczałtu. Obalić to domniemanie można jedynie uchwałą potwierdzającą, że zysk pochodzi z okresu sprzed opodatkowania ryczałtem.

Ważna zmiana dotyczy też warunku zatrudnienia: do jego spełnienia będzie można wliczać wynagrodzenia osób zatrudnionych na umowie o pracę — dotychczas liczyły się wyłącznie inne umowy. Jednocześnie likwiduje się możliwość przejścia na estoński CIT w trakcie trwającego roku podatkowego.

PIT: ulga mieszkaniowa raz na trzy lata

Projekt ogranicza możliwość wielokrotnego korzystania z ulgi mieszkaniowej w krótkich odstępach czasu. Wprowadzony zostanie trzyletni okres karencji — z ulgi będzie można skorzystać raz na trzy lata. Zmiana dotyczy wyłącznie nieruchomości nabytych po dniu wejścia w życie nowelizacji.

Projekt uszczelnia też inne luki. Sprzedaż ruchomości przekazanych w darowiźnie z majątku firmy osobom z zerowej grupy podatkowej będzie opodatkowana PIT, jeśli nastąpi przed upływem 3 lat od końca roku nabycia darowizny. Likwiduje to popularną ścieżkę szybkiego zbycia np. samochodów poleasingowych bez podatku.

Kolejna zmiana dotyczy spółek osobowych powstałych z przekształcenia: ich likwidacja przed upływem 3 lat od przekształcenia nie będzie już zdarzeniem neutralnym podatkowo. Majątek likwidacyjny zostanie opodatkowany.

Nowe limity amortyzacji samochodów — premia za niską emisję

W PIT i CIT pojawią się zróżnicowane limity kosztów amortyzacji samochodów osobowych uzależnione od emisji CO₂. Dla pojazdów emitujących poniżej 50 g CO₂/km limit wyniesie 150 000 zł. Samochody o wyższej emisji — w praktyce spalinowe — będą objęte limitem 100 000 zł. To wyraźny sygnał fiskalny promujący elektryfikację floty firmowej.


Nowelizacja przewiduje również zmiany w IP Box (wymóg zatrudnienia min. 3 osób lub odpowiedniego poziomu kosztów wynagrodzeń), krajowym podatku minimalnym CIT, podatku od przerzuconych dochodów, a także doprecyzowanie definicji małego podatnika i wyłączenie z kosztów podatkowych finansowania dłużnego od kredytów refinansowych. Projekt jest nadal na etapie prac rządowych — ostateczny kształt zmian nie jest jeszcze przesądzony.

7R rozpoczął budowę hubu logistyczno-technologicznego w krakowskiej Nowej Hucie

0

7R rozpoczął realizację kompleksu logistyczno-technologicznego 7R Hub Nowa Huta w Krakowie. 6 maja 2026 roku odbyła się uroczystość podpisania aktu erekcyjnego oraz symbolicznego wmurowania kamienia węgielnego pod inwestycję przy ul. Igołomskiej. Docelowo projekt ma objąć około 230 tys. mkw. powierzchni techniczno-produkcyjnej i logistycznej.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz miasta, spółki Kraków Nowa Huta Przyszłości oraz inwestora. Kamień węgielny wmurowali m.in. Aleksander Miszalski, Prezydent Miasta Krakowa, Wojciech Warian, Prezes Zarządu Kraków Nowa Huta Przyszłości S.A., Andrzej Wroński, CEO 7R, oraz Tomasz Lubowiecki, założyciel 7R.Wmurowanie kamienia węgielnego pod 7R Hub Nowa Huta_2

Inwestycja na terenach Nowej Huty Przyszłości

7R Hub Nowa Huta powstaje na obszarze Centrum Logistyczno-Przemysłowego Ruszcza, w ramach projektu „Kraków – Nowa Huta Przyszłości”. To jeden z terenów wskazywanych przez miasto jako obszar przeznaczony do rozwoju nowych funkcji gospodarczych, przemysłowych i technologicznych.

Lokalizacja inwestycji ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia samego dewelopera, ale również szerszej polityki przestrzennej Krakowa. Projekt wpisuje się w proces ponownego zagospodarowania terenów poprzemysłowych we wschodniej części miasta. Władze Krakowa podkreślają, że tego typu inwestycje mogą wspierać dywersyfikację lokalnej gospodarki, która przez lata była silnie kojarzona przede wszystkim z usługami, sektorem IT, turystyką i edukacją akademicką.

Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski zwrócił uwagę, że projekt może wzmacniać potencjał gospodarczy wschodniej części miasta oraz wspierać rewitalizację obszarów poprzemysłowych. Według przedstawicieli miasta inwestycja ma znaczenie także dla struktury przestrzennej Krakowa i lokalnego rynku pracy.

Sąsiedztwo Strefy Aktywności Gospodarczej

Znaczenie projektu wiąże się również z jego położeniem w pobliżu Strefy Aktywności Gospodarczej „Nowa Huta Przyszłości”. Według spółki Kraków Nowa Huta Przyszłości, sąsiedztwo tych dwóch obszarów ma stworzyć warunki do rozwoju spójnego ekosystemu gospodarczego, obejmującego produkcję, logistykę, usługi techniczne oraz inne formy działalności przemysłowo-technologicznej.

Wojciech Warian, Prezes Zarządu Kraków Nowa Huta Przyszłości S.A., wskazał, że rozpoczęcie inwestycji 7R jest jednym z efektów wcześniejszych działań związanych z przygotowaniem nieruchomości, infrastrukturą oraz planowaniem rozwoju tego obszaru. Jego zdaniem projekt może stać się impulsem do kolejnych inwestycji w tej części Krakowa.

Położenie przy ważnych trasach komunikacyjnych

Kompleks powstaje przy ul. Igołomskiej, w rejonie drogi krajowej nr 79 oraz planowanego węzła drogi ekspresowej S7. Położenie inwestycji ma ułatwiać dostęp zarówno do centrum Krakowa, jak i do tras wyjazdowych z miasta. Z punktu widzenia firm logistycznych i produkcyjnych znaczenie może mieć także dostęp do pracowników z Krakowa i okolicznych miejscowości.

7R zakłada, że projekt będzie kierowany m.in. do operatorów logistycznych, firm technologicznych, produkcyjnych oraz przedsiębiorstw związanych z e-commerce. Jeszcze przed rozpoczęciem pierwszych prac budowlanych deweloper zabezpieczył najem kilkudziesięciu tysięcy metrów kwadratowych powierzchni komercyjnej.

Największy projekt w portfolio 7R

7R Hub Nowa Huta w Krakowie_2

Według 7R, Hub Nowa Huta będzie największą inwestycją w portfolio spółki. Docelowo kompleks ma składać się z budynków o łącznej powierzchni około 230 tys. mkw. Deweloper określa projekt jako kompleks logistyki miejskiej, który ma łączyć funkcje magazynowe, techniczne i produkcyjne.

Andrzej Wroński, CEO 7R, wskazał, że współczesne obiekty magazynowe coraz częściej pełnią szerszą rolę niż tradycyjna przestrzeń składowania. Mają wspierać organizację procesów operacyjnych, automatyzację, obsługę logistyki miejskiej oraz rozwój firm korzystających z powierzchni. Jak podkreślił, zainteresowanie projektem ze strony najemców przełożyło się już na podpisanie umów dotyczących kilkudziesięciu tysięcy metrów kwadratowych.

Przedstawiciel 7R zwrócił również uwagę, że inwestycja może wpłynąć na pozycję Krakowa i Małopolski na rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych. Dotychczas region nie był postrzegany jako jeden z głównych rynków logistycznych w Polsce, a zasoby magazynowe całej Małopolski szacowane były na około 1,2 mln mkw.

Funkcje techniczne i organizacja przestrzeni

Projekt ma obejmować infrastrukturę przygotowaną pod automatyzację procesów oraz rozwiązania istotne dla operatorów logistycznych i przedsiębiorstw produkcyjnych. Zapowiadany jest przejrzysty podział stref, odpowiednie układy dojazdów oraz organizacja funkcji dostosowana do codziennej obsługi działalności najemców.

Z punktu widzenia użytkowników powierzchni znaczenie będą miały m.in. parametry techniczne budynków, możliwość elastycznej aranżacji przestrzeni, obsługa ruchu samochodowego i dostawczego, a także dostępność infrastruktury wspierającej procesy magazynowe i produkcyjne. Tego typu elementy są istotne szczególnie dla firm, które prowadzą działalność wymagającą sprawnej logistyki, krótkiego czasu reakcji i kontroli kosztów operacyjnych.

Rozwiązania niskoemisyjne i efektywność energetyczna

7R zapowiada, że w projekcie zostaną zastosowane rozwiązania wspierające ograniczanie zużycia energii i redukcję śladu środowiskowego. Wśród planowanych elementów wymieniono inteligentny system zarządzania budynkiem BMS, instalację fotowoltaiczną, centrale wentylacyjne z odzyskiem ciepła i czujnikami CO2 oraz powietrzne pompy ciepła o współczynniku SCOP 4,15.

Elektryfikacja infrastruktury ma umożliwić integrację lokalnej produkcji energii z instalacji fotowoltaicznych, magazynowania energii oraz ograniczenia poboru energii z sieci. Rozwiązania te wpisują się w szerszy trend na rynku nieruchomości komercyjnych, gdzie coraz większe znaczenie mają koszty eksploatacyjne, efektywność energetyczna oraz wymagania najemców dotyczące raportowania środowiskowego.

Zieleń, retencja i certyfikacja środowiskowa

Projekt ma objąć także działania związane z zagospodarowaniem terenu i ochroną środowiska. Planowane są nasadzenia ponad 2200 roślin wspierających bioróżnorodność, zalesienie około 10 hektarów, łąki kwietne, hotele dla owadów oraz ogrody deszczowe. Te ostatnie mają wykorzystywać naturalne ukształtowanie terenu do retencji i filtracji wody.

W kompleksie przewidziano również strefy relaksu oraz infrastrukturę rowerową. 7R Hub Nowa Huta ma być realizowany zgodnie z kryteriami certyfikacji środowiskowej BREEAM na poziomie Excellent.

Znaczenie dla rynku i miasta

Budowa 7R Hub Nowa Huta jest jedną z większych inwestycji logistyczno-technologicznych planowanych w Krakowie. Jej znaczenie będzie zależało nie tylko od skali powierzchni, ale również od tempa komercjalizacji, profilu najemców oraz wpływu na dalsze zagospodarowanie terenów wschodniej części miasta.

Projekt może zwiększyć podaż nowoczesnej powierzchni techniczno-produkcyjnej i logistycznej w Małopolsce, a jednocześnie wzmocnić proces przekształcania wybranych terenów Nowej Huty w obszar aktywności gospodarczej. Dla Krakowa inwestycja oznacza próbę rozszerzenia funkcji gospodarczych miasta poza sektor usługowy i biurowy, w kierunku logistyki, produkcji oraz działalności technologicznej.

Hitachi Energy oraz Politechnika Łódzka podpisują list intencyjny zacieśniający współpracę

Hitachi Energy oraz Politechnika Łódzka podpisały list intencyjny dotyczący strategicznej współpracy. Celem porozumienia jest rozwój innowacyjnych technologii, transfer wiedzy, kształcenie specjalistów oraz wzmacnianie konkurencyjności polskiej gospodarki.

Podpisany 6 maja 2026 roku list intencyjny stanowi deklarację długoterminowego partnerstwa między Hitachi Energy w Polsce i Politechniką Łódzką. Współpraca zakłada również utworzenie atrakcyjnych ścieżek rozwoju dla studentów i absolwentów poprzez zajęcia praktyczne, staże oraz programy edukacyjne odpowiadające realnym potrzebom rynku. Zakłada również realizację wspólnych projektów badawczo‑rozwojowych i inicjatyw oraz łączenie potencjału naukowego i edukacyjnego Politechniki Łódzkiej z globalnym doświadczeniem technologicznym Hitachi Energy. Strony deklarują także aktywny dialog w obszarze nowoczesnych technologii, innowacji i zrównoważonego rozwoju oraz wspólne działania na rzecz rozwoju kompetencji przyszłych liderek i liderów technologii i inżynierii.

Podpisanie listu intencyjnego jest dla nas symbolicznym potwierdzeniem realnej współpracy, którą z Politechniką Łódzką rozwijamy od wielu lat. To relacja oparta na zaufaniu, wspólnych projektach i przekonaniu, że najlepsze innowacje powstają tam, gdzie nauka spotyka się z praktyką. W Hitachi Energy budujemy środowisko, w którym mają one realny wpływ, a ludzie mogą rozwijać swoje kompetencje i osiągać sukcesy – mówi Mateusz Kowalczykiewicz, wiceprezes zarządu Hitachi Energy w Polsce.

Hitachi Energy od lat jest obecne w Łodzi i konsekwentnie angażuje się w działania na rzecz edukacji oraz rozwoju talentów. Firma realizuje liczne projekty edukacyjne i grantowe we współpracy z uczelniami w całej Polsce, w tym m.in. z Akademią Górniczo-Hutniczą, Politechniką Krakowską czy właśnie Politechniką Łódzką. Dodatkowo prowadzi międzynarodowy stażowy program Hitachi Energy „Power+”, skierowany do absolwentek i absolwentów studiów STEM z wielu krajów, w tym z Polski, obejmujący 18‑miesięczny staż z rotacjami zadaniowymi w różnych lokalizacjach firmy. Jest również partnerem programu „Młodzi w Łodzi”, którego celem jest zachęcanie młodych ludzi do związania swojej przyszłości z Łodzią oraz wspieranie ich kariery zawodowej.

– Politechnika Łódzka kształci talenty, które z powodzeniem dołączają do naszych zespołów i aktywnie współtworzą nowoczesne rozwiązania dla energetyki przyszłości. Wspólnie wzmacniamy Łódź jako miasto technologii, wiedzy i możliwości. To dla nas ogromna wartość i powód do dumy. Jesteśmy przekonani, że nasza współpraca będzie dalej rozwijać się z korzyścią dla studentów, biznesu i regionu – dodaje Mateusz Kowalczykiewicz, wiceprezes zarządu Hitachi Energy w Polsce.

6 maja 2026 roku list intencyjny podpisali przedstawiciele Hitachi Energy w Polsce oraz Politechniki Łódzkiej: prof. Krzysztof Jóźwik, rektor Politechniki Łódzkiej, Mateusz Kowalczykiewicz, wiceprezes zarządu Hitachi Energy w Polsce, Łukasz Wrzesiński, dyrektor Centrum Rozwoju Transformatorów w Hitachi Energy w Polsce.

Hitachi Energy w Polsce to ponad 4 000 osób zatrudnionych w 8 lokalizacjach, z główną siedzibą w Warszawie. Kluczowe ośrodki to m.in. Zakład Przekładników Wysokiego Napięcia w Przasnyszu oraz jeden z dwóch największych na świecie Kampusów produkcji transformatorów w Łodzi wraz z Centrum Usług Inżynieryjnych oraz Centrum Rozwoju Transformatorów. W Krakowie mieści się największe globalne Centrum Technologiczne Hitachi Energy, jedno z pięciu Centrów Badawczych firmy, które opracowuje przełomowe innowacje wspierające rozwój zrównoważonych sieci energetycznych, oraz jedno z pięciu Centrów Usług Wspólnych wspierających procesy biznesowe w obszarach od finansów po logistykę. W 2025 roku, przy okazji obchodów 100-lecia produkcji transformatorów w Polsce, Hitachi Energy ogłosiła rozbudowę swojego zakładu w Łodzi. Inwestycja o wartości ponad 62 mln zł zwiększy moce produkcyjne w zakresie elementów izolacyjnych i komponentów transformatorów o 50 procent, aby sprostać rosnącemu globalnemu zapotrzebowaniu na elektryfikację, oraz zapewnić wzrost zatrudnienia o ponad 100 nowych miejsc pracy w Łodzi.

Transparentność płac – nie tylko raport o wynagrodzeniach. Co każda firma powinna zrobić

Firmy poniżej stu pracowników nie będą musiały składać sprawozdań informujących o strukturze wynagrodzeń i luce płacowej. Nie znaczy to jednak, że transparentność płac dotyczy wyłącznie dużych przedsiębiorstw i korporacji. Opublikowany nowy projekt ustawy o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości wprowadza m.in. definicję struktury wynagrodzeń i doprecyzowuje kryteria oceny wartości pracy

Jedno się zgadza – w przypadku organizacji zatrudniających poniżej 100 osób raporty płacowe będą działaniem fakultatywnym. Dla pozostałych firm raportowanie będzie obowiązkowe. Raport to jednak ostatnie stadium systemu, jaki wprowadzi transparentność wynagrodzeń. Zanim zostanie przygotowany – pracodawcy muszą podjąć szereg działań, które pozwolą obliczyć lukę płacową i ocenić, czy w ich organizacjach występuje rozbieżność wynagrodzeń za tę samą pracę lub pracę o jednakowej wartości. I co ważne – będzie to dotyczyć wszystkich firm, a za brak odpowiednich działań będzie grozić kara grzywny od 2 000 zł do 60 000 zł.

Pracownik ma prawo do informacji

Zgodnie z ustawą, pracownik będzie miał prawo wystąpić z wnioskiem o informacje dotyczące jego indywidualnego poziomu wynagrodzenia oraz średnich wynagrodzeń w podziale na płeć, jakie otrzymują osoby wykonujące jednakową jak on pracę lub pracę o jednakowej wartości. Konieczność policzenia poziomów wynagrodzeń oraz uporządkowania struktury stanowisk tak, by takie policzenie w sposób obiektywny było możliwe, nie minie nikogo – nawet biura rachunkowego zatrudniającego kilka osób.

– Co więcej, do 31 marca każdego roku każdy pracodawca, niezależnie od wielkości zatrudnienia, będzie miał obowiązek przypomnieć pracownikom o możliwości złożenia takiego wniosku, w sposób przyjęty w danej firmie. Jeśli pracownik uzna, że otrzymał niekompletne informacje, będzie mógł wystąpić o dodatkowe wyjaśnienia, na które pracodawca będzie miał obowiązek odpowiedzieć w ciągu 30 dni. Nie myślmy więc, że mniejsze firmy mogą sobie odpuścić temat. W ich przypadku prace przygotowawcze do obliczania luki płacowej również muszą zostać wykonane – wyjaśnia Kinga Żbikowska, starsza menedżer ds. płac i obsługi klienta w ADP Polska.

Od czego zacząć? Obowiązkiem pracodawcy będzie przeprowadzenie oceny wartości pracy i przygotowanie struktury wynagrodzeń zapewniającej równą płacę za pracę tej samej wartości. Temu ma służyć analiza pracy wykonywanej na konkretnym stanowisku (lub pełnionej funkcji) i opis stanowiska, które będą stanowić podstawę do przeprowadzenia całego procesu wartościowania. Taki opis powinien zawierać informacje o nazwie stanowiska, umiejscowienie w strukturze organizacyjnej, przypisane zadania i obowiązki, wymagane kompetencje i kwalifikacje. Pomocny w tym celu może być poradnik „Wskazówki do oceny i porównania wartości pracy zgodnie z czterema kryteriami przyjętymi w dyrektywie 2023/970” przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wszystko to ma wykazać, że w firmie stosuje się czytelne kryteria zatrudniania i wynagradzania. Opisy stanowisk pozwolą zdefiniować, co w danej firmie oznacza „praca o tej samej wartości”. Jeśli dwie osoby wykonują różne zadania mimo podobnej nazwy stanowiska – to właśnie rzetelny opis ratuje przed zarzutem dyskryminacji.

Kolejnym krokiem jest przegląd swoich ogłoszeń i praktyk rekrutacyjnych i dostosowanie ich do nowych wymagań. Na przykład wskazywanie w ogłoszeniu wymaganej płci kandydata (bez mocnego uzasadnienia), formułek w rodzaju „wynagrodzenie adekwatne do doświadczenia” czy pytanie kandydatów o wcześniej otrzymywaną płacę to zwiastun kłopotów.

Uwaga na niedozwolone klauzule

Zgodnie z nowymi przepisami, wszelkie zapisy umowne, które zakazują pracownikom ujawniania informacji o ich zarobkach w celu egzekwowania zasady równej płacy, stają się z mocy prawa nieważne. Pracodawcy muszą przejrzeć nie tylko umowy o pracę, ale także regulaminy wynagradzania, polityki premiowe oraz umowy o zakazie konkurencji czy zachowaniu poufności (NDA). Pozostawienie takich zapisów w dokumentacji po czerwcu 2026 roku nie tylko nie będzie skuteczne prawnie, ale może zostać uznane za próbę utrudniania pracownikom dostępu do ich praw, co naraża firmę na kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy i potencjalne roszczenia odszkodowawcze.

O jakich klauzulach mowa? Pracownicy dość często spotykają się w umowach pracę z zapisami w rodzaju: „ujawnienie informacji o przyznanych premiach i dodatkach innym pracownikom firmy traktowane jest jako naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa” lub „wszelkie informacje o polityce płacowej firmy mają charakter poufny i ich rozpowszechnianie wymaga pisemnej zgody zarządu”. Powiedzmy wprost: takie klauzule już dziś można stosunkowo łatwo podważyć od strony prawnej, choć w praktyce mało kto się na to decyduje, bo… podpisywanie umowy z nowym pracodawcą to nie najlepszy moment negocjacyjny.

Nie sposób również pominąć kolejnego aspektu projektowanych zmian. Mianowicie na etapie ewentualnych sporów sądowych dot. nierównego traktowania w zakresie prawa do wynagrodzenia, nastąpi zmiana tzw. ciężaru dowodu (czyli w praktyce jednej z podstawowych zasad postępowania cywilnego).

Projekt ustawy wprowadza tzw. odwrócony ciężar dowodu. To oznacza, że jeśli sprawa trafi do sądu, to nie pracownik w pierwszej kolejności będzie musiał wykazać winę pracodawcy, lecz pracodawca będzie musiał przedstawić dowody na prowadzenie sprawiedliwej polityki płacowej. Wskazane klauzule to element obciążający pracodawcę, dlatego lepiej zawczasu przejrzeć dokumenty pod tym kątem i usunąć lub zmodyfikować zapisy budzące wątpliwości – wskazuje Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska.

Nowe oszustwo „na rekrutera Apple”. Link do spotkania prowadzi do fałszywego logowania

Analitycy ESET zidentyfikowali nową kampanię cyberprzestępców, którzy podszywają się pod rekruterów Apple. Wykorzystując prestiż technologicznego giganta, oszuści dążą do przejęcia kont w mediach społecznościowych kandydatów, co otwiera drogę m.in. do kradzieży danych czy wykorzystania przejętego profilu do dalszych oszustw.Mail Phishing rekrutacyjny

W dobie spowolnienia w sektorze technologicznym i dużej konkurencji o atrakcyjne wakaty, oferta pracy w Apple brzmi dla wielu jak spełnienie marzeń. Cyberprzestępcy doskonale o tym wiedzą. Pierwsza wiadomość, którą otrzymuje ofiara, jest napisana nienaganną, biznesową angielszczyzną i zawiera precyzyjny opis stanowiska, na które prowadzona jest rekrutacja. Aby potwierdzić swój udział w procesie należy odpisać na maila.

– Ta pierwsza wiadomość nie zawiera typowych “czerwonych flag”, takich jak prośba o kliknięcie w nieznany link, czy podanie swoich danych. To świadoma taktyka cyberprzestępców, obliczona na uśpienie czujności odbiorcy i zwiększenie prawdopodobieństwa, że wejdzie on w interakcję z oszustami – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa, ESET.

Pułapka tkwi w wiadomości, która przychodzi jako kolejna. Po kliknięciu w link „Umów spotkanie”, użytkownik trafia na stronę imitującą portal kariery. Całość przypomina powszechnie dziś stosowane systemy do automatyzacji procesów rekrutacyjnych, typowe dla korporacji. Każda próba interakcji z witryną – czy to chęć przejrzenia ofert, czy zarezerwowania terminu rozmowy – kończy się prośbą o zalogowanie. Do wyboru jest adres e-mail lub konto na Facebooku. Wybór którejkolwiek z opcji prowadzi do sfałszowanego panelu logowania Facebooka, który służy wyłącznie do wyłudzenia danych.

– Dla cyberprzestępcy przejęte konto to przede wszystkim nasza tożsamość i zaufanie, na które pracowaliśmy latami. Oszust, pisząc z czyjegoś profilu do rodziny czy współpracowników tej osoby, wykorzystuje wiarygodność, którą daje znajome zdjęcie i nazwisko. W ten sposób przestępcy wyłudzają pieniądze od bliskich lub infekują komputery. Dodatkowo, jeśli dana osoba zarządza stronami firmowymi, oszuści w kilka minut mogą wydać znaczne kwoty z podpiętych kart płatniczych – wyjaśnia Kamil Sadkowski, ESET.

Błąd, który powinien zapalić czerwoną lampkę

Choć kampania została przygotowana z dużą dbałością o detale, cyberprzestępcy nie ustrzegli się błędów, które pozwalają ich zdemaskować. W analizowanym przypadku, o ile pierwszy mail dotyczył pracy w Apple, o tyle w drugiej wiadomości – zawierającej instrukcję umówienia rozmowy – oszuści podziękowali za zainteresowanie rekrutacją w… Meta.

– Nawet najbardziej dopracowane kampanie rzadko są wolne od błędów. Zachowanie czujności, weryfikacja adresu nadawcy oraz sprawdzanie, czy wszystkie fakty w otrzymywanych wiadomościach są ze sobą spójne, to absolutna podstawa. Należy również zwracać uwagę na adres URL stron, na których jesteśmy proszeni o logowanie. Warto też pamiętać o oprogramowaniu zabezpieczającym, które blokuje niebezpieczne witryny – zauważa Kamil Sadkowski, ESET.

Omawiana kampania, której celem jest wyłudzenie poufnych danych, to typowy przykład phishingu. Chociaż jest to jedna z najbardziej popularnych form internetowego oszustwa, z danych ESET i Dagma Bezpieczeństwo IT wynika, że aż 1/3 Polaków pracujących na co dzień przy komputerze przyznaje  że nie rozumie tego pojęcia.

Programmatic SEO: jak skalować treści i zwiększać ruch organiczny dzięki AI

Programmatic SEO zmienia content marketing z ręcznego procesu w skalowalny system produkcji treści. Dzięki generatywnej AI firmy mogą tworzyć setki stron dopasowanych do intencji użytkowników, bez zwiększania zespołu. Efekt to większy ruch organiczny, niższy koszt pozyskania i szybsze wejście na rynek.

Programmatic SEO — definicja

Programmatic SEO upraszcza i skaluje to, co dotąd w content marketingu robiono ręcznie. Zamiast pisać każdy artykuł od zera, tworzy się szablon treści, który następnie wypełniany jest danymi i tekstem generowanym przez model językowy. W efekcie nie powstaje jeden materiał, lecz cała seria stron odpowiadających na różne zapytania użytkowników — zwłaszcza te bardziej szczegółowe, z tzw. długiego ogona.

Frazy long-tail to rozbudowane, precyzyjne zapytania wpisywane przez użytkowników, którzy wiedzą już, czego szukają. Choć mają mniejszy wolumen wyszukiwań, są znacznie skuteczniejsze — przyciągają osoby bliższe decyzji zakupowej. Programmatic SEO pozwala pokryć je w dużej liczbie, dzięki czemu stają się one głównym źródłem wartościowego ruchu.

Mechanizm działania jest stosunkowo prosty. Marketer projektuje strukturę strony — nagłówki, sekcje, CTA — oraz przygotowuje bazę danych, np. listę miast, produktów czy usług. Na tej podstawie AI generuje kompletne treści, różnicując styl, kontekst i argumentację. Powstają setki lub tysiące stron spójnych w formie, ale unikalnych w szczegółach.

To zasadnicza zmiana względem wcześniejszych prób automatyzacji, które prowadziły do powtarzalnych i niskiej jakości treści. Dzisiejsze modele potrafią budować kontekst i dopasowywać przekaz — inaczej opiszą ofertę w Krakowie, inaczej w Gdańsku. Programmatic SEO przestaje być więc prostą automatyzacją, a staje się narzędziem łączącym skalę z jakością, pozwalając szybko budować szeroką widoczność w wyszukiwarce.

Programmatic SEO — korzyści biznesowe

  • Skalowalność bez zwiększania zespołu — setki stron miesięcznie bez zatrudniania nowych copywriterów; zespół skupia się na strategii zamiast produkcji.
  • Niższy koszt i efekt długoterminowy — każda strona generuje stały ruch organiczny, który nie znika po wyłączeniu budżetu reklamowego.
  • Szybszy time-to-market — nowe produkty, lokalizacje i tematy mogą być widoczne w wyszukiwarce w ciągu kilku dni, nie tygodni.
  • Lepsze dopasowanie do użytkownika — treści odpowiadają na konkretne intencje, co zwiększa jakość ruchu i konwersję.
  • Spójność komunikacji — jednolity styl i język marki we wszystkich treściach, niezależnie od skali publikacji.

Programmatic SEO — przykłady zastosowań

E-commerce to naturalne środowisko dla programmatic SEO — sklepy mogą automatycznie tworzyć opisy kategorii, rankingi produktów czy lokalne landing pages. W efekcie zyskują setki nowych punktów wejścia z fraz long-tail i zwiększają konwersję.

Firmy usługowe (lokalne i ogólnopolskie) wykorzystują ten model do budowy stron dla konkretnych miast. Zamiast jednej oferty powstaje sieć dopasowanych podstron, co systematycznie zwiększa widoczność w wyszukiwaniach lokalnych.

SaaS i B2B skalują treści wokół różnych branż i zastosowań. Powstają strony dopasowane do konkretnych segmentów odbiorców, co pozwala docierać do nisz i generować ruch o wysokim potencjale sprzedażowym.

Portale i porównywarki używają GenAI do automatycznego tworzenia i aktualizacji rankingów, porównań oraz recenzji. Dzięki temu zwiększają skalę publikacji i utrzymują aktualność treści bez ręcznej pracy redakcyjnej.

Programmatic SEO — podsumowanie

Programmatic SEO to nie chwilowy trend, lecz trwała zmiana sposobu tworzenia i skalowania treści. Kluczowe przy jego wdrażaniu jest jednak wsparcie dedykowanych narzędzi, które integrują analizę, generowanie i optymalizację treści w jednym procesie, umożliwiając skalę bez utraty jakości. W tym modelu rola specjalistów się zmienia: zamiast pisać, projektują systemy i zarządzają procesem, budując długofalową przewagę opartą na widoczności.

Cisco: AI napędza nową falę phishingu

0

Cyberprzestępcy coraz częściej rezygnują z luk w systemach i koncentrują się na użytkownikach, wykorzystując AI do szybkiego tworzenia wiarygodnych kampanii phishingowych.

Podsumowanie:

  • Phishing ponownie stał się głównym wektorem początkowego dostępu (po raz pierwszy od roku) odpowiadając za ponad jedną trzecią wszystkich incydentów,
  • Cyberprzestępcy wykorzystują obecnie narzędzia AI do tworzenia stron wyłudzających dane logowania w ciągu kilku minut,
  • Udział ransomware spadł znacząco do zaledwie 18% incydentów (z 50% rok wcześniej), a dzięki szybkiej reakcji Cisco Talos IR nie odnotowano przypadków szyfrowania danych.

Narzędzia AI wykorzystywane do phishingu na dużą skalę

Z najnowszego raportu Cisco Talos za Q1 2026 wynika, że phishing wspierany przez AI znów zyskuje na znaczeniu. Cyberprzestępcy rzadziej wykorzystują złożone podatności techniczne, a częściej sięgają po ataki wymierzone w użytkowników, które dzięki AI są łatwiejsze do przygotowania i skalowania.

„Obserwujemy fundamentalną zmianę w taktykach atakujących – odchodzą oni od złożonych exploitów typu zero-day i wracają do sprawdzonych, skalowalnych ataków ukierunkowanych na ludzi”mówi Marcin Klimowski, Cybersecurity Sales Specialist w Cisco Polska. „Jeśli atakujący może w kilka minut stworzyć wiarygodną stronę do wyłudzania danych logowania przy użyciu platformy opartej na AI i kilku poleceń, wchodzimy w nową erę, w której tempo i skala ataków socjotechnicznych przewyższą wiele tradycyjnych mechanizmów obrony. Ma to bezpośrednie konsekwencje dla bezpieczeństwa przedsiębiorstw oraz szerszej debaty o roli AI w działaniach ofensywnych”.

W jednym z incydentów cyberprzestępcy wykorzystali platformę Softr (narzędzie do tworzenia aplikacji webowych oparte na AI), aby wygenerować stronę phishingową ukierunkowaną na pracowników administracji publicznej, podszywającą się pod Microsoft Exchange i Outlook Web Access.

Strona została stworzona przy użyciu prostych promptów, bez pisania kodu, co znacząco ułatwiło działanie mniej doświadczonym cyberprzestępcom. Wykradzione dane trafiały do zewnętrznych, tymczasowych repozytoriów, takich jak Google Sheets, z automatycznymi powiadomieniami o nowych przechwyconych danych, również bez potrzeby programowania.

Wyraźna zmiana w wektorach początkowego dostępu

Powrót phishingu jako głównego wektora ataku stanowi istotną zmianę. Po masowym wykorzystywaniu luk w SharePoint (ToolShell) w 2025 roku, udział tego typu ataków spadł z 62% do zaledwie 18% w Q1 2026, dzięki szybkiemu wdrażaniu poprawek i lepszym mechanizmom detekcji.

Phishing, który nie był na pierwszym miejscu od Q2 2025, ponownie zyskał dominującą pozycję, a wykorzystanie prawidłowych danych logowania zajęło drugie miejsce (24%).

Marcin Klimowski komentuje: „Spadek wykorzystania ToolShell pokazuje, że szybkie łatanie podatności działa, ale atakujący nie rezygnują, po prostu zmieniają podejście. Zamiast wykorzystywać niezałatane systemy, skupiają się na ludziach. Dane z tego kwartału przypominają, że zabezpieczenia techniczne i te ukierunkowane na użytkowników muszą rozwijać się równolegle”.

Coraz częstsze wykorzystywanie słabości MFA

W 35% incydentów odnotowano wykorzystanie słabości uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA), co oznacza wzrost względem poprzedniego kwartału. Atakujący omijali MFA m.in. poprzez rejestrowanie nowych urządzeń na wcześniej przejętych kontach, a w jednym przypadku skonfigurowali klienta Outlook tak, aby łączył się bezpośrednio z serwerem Exchange, całkowicie omijając MFA.

Wnioski są jednoznaczne, samo wdrożenie MFA nie wystarcza. Organizacje powinny ograniczyć możliwość samodzielnej rejestracji urządzeń oraz wdrożyć scentralizowane i rygorystyczne polityki uwierzytelniania.

Administracja publiczna i ochrona zdrowia nadal na celowniku

Administracja publiczna oraz ochrona zdrowia to najczęściej atakowane sektory. Każdy z nich odpowiadał za 24% incydentów. To już trzeci kwartał z rzędu, w którym administracja publiczna znajduje się na pierwszym miejscu.

Organizacje te pozostają atrakcyjnymi celami ze względu na ograniczone budżety, starszą infrastrukturę, dostęp do wrażliwych danych oraz niską tolerancję na przestoje.

Mniej ransomware nie oznacza mniejszego ryzyka

Incydenty typu pre-ransomware stanowiły jedynie 18% przypadków, a dzięki szybkiej reakcji Cisco Talos IR nie doszło do szyfrowania danych. To znaczący spadek względem 50% rok wcześniej. Cisco Talos podkreśla jednak, że duże operacje ransomware-as-a-service, takie jak Qilin czy Akira, nadal pozostają aktywne, a ich serwisy publikujące wykradzione dane są regularnie aktualizowane.

W jednym z incydentów grupa Rhysida wykorzystała nietypowy backdoor  (MeowBackConn) oraz błędy w konfiguracji, takie jak otwarte porty zarządzania i nadmierne uprawnienia kont, co pokazuje, że słabo zabezpieczona infrastruktura nadal stanowi poważne ryzyko.

Kluczowe rekomendacje

Marcin Klimowski podkreśla, że wyniki raportu wymagają pilnych działań na wielu poziomach: „Organizacje powinny inwestować w MFA odporne na phishing, ograniczać możliwość samodzielnej rejestracji urządzeń oraz traktować dane uwierzytelniające deweloperów i tokeny chmurowe z taką samą ostrożnością jak konta uprzywilejowane. Połączenie phishingu wspieranego przez AI i technik omijania MFA oznacza, że pojedyncze zabezpieczenie nie wystarczy. Konieczna jest wielowarstwowa, proaktywna strategia obrony”.

Juwenalia Krakowskie 2026. Jubileusz najstarszego święta studenckiego w Polsce

W tym roku Kraków celebruje wyjątkowy jubileusz – 70-lecie Juwenaliów, czyli najstarszego i najbardziej wpływowego studenckiego święta w Polsce. To tutaj, w 1956 roku, zainicjowano wydarzenie, które z czasem rozprzestrzeniło się na inne ośrodki akademickie i stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów rytmu życia studenckiego w całym kraju. Juwenalia, choć dziś powszechne, mają swoje korzenie właśnie w Krakowie, gdzie w powojennej atmosferze odbudowy i potrzeby wolności powstała tradycja, która przez dekady kształtowała środowisko akademickie.

Jubileusz 70-lecia jest momentem zarówno celebracji, jak i namysłu nad fenomenem, który przetrwał polityczne przełomy, zmieniał swój charakter, wracał pomimo systemowych przerw – ale nie stracił fundamentalnego znaczenia: tworzenia wspólnoty.

W tym roku ta wspólnota powraca w symboliczny sposób do przestrzeni, w której Juwenalia nabierały znaczenia przez dekady: na krakowski Rynek Główny. To tam 15 maja odbędzie się finał Korowodu Pokoleń. Formuła tegorocznego pochodu zachęca do wzięcia udziału nie tylko obecnych żaków, ale również absolwentów i mieszkańców Krakowa, którzy na przestrzeni tych 70 lat tworzyli historię Juwenaliów. Dodatkowo, podczas piątkowego popołudnia studenci przejmą Kraków na dwa tygodnie świętowania, przypominając o roli, jaką odgrywają w jego kulturze i życiu społecznym.

W ramach świętowania jubileuszu na terenie Klubu Studio w Krakowie można jeszcze do niedzieli 10 maja oglądać wystawę historycznych plakatów juwenaliowych zestawionych ze współczesnymi projektami. W przestrzeni galerii na balkonie widzowie mogą zobaczą przekrojową ewolucję języka graficznego Juwenaliów.

Z okazji jubileuszu powstał również film dokumentalny, który wpisze Juwenalia w szerszą perspektywę historyczną – od średniowiecznych tradycji igrów żakowskich po współczesny Kraków. Narracja prowadzi widza przez kolejne dekady, wracając do tych samych gestów, emocji i momentów wolności, które zyskiwały nowe znaczenia zależnie od czasów. Historię święta opowiadają trzy pokolenia bohaterów: uczestnicy pierwszych edycji, przedstawiciele środowiska lat politycznego oporu oraz osoby związana ze współczesnymi Juwenaliami. Archiwalia, wspomnienia i materiały prywatne tworzą wielowymiarową opowieść o przemianach Juwenaliów pod wpływem władzy, kryzysów i przełomów historycznych począwszy od Marca ’68, przez stan wojenny, aż po epokę transformacji. Premiera dokumentu odbędzie się w symbolicznej przestrzeni Klubu pod Jaszczurami, miejscu szczególnie związanym z historią krakowskiego środowiska studenckiego.

Juwenalia Krakowskie odbędą się w dniach 13–23 maja. Wydarzenie, które przez dekady zmieniło się, ewoluowało i wielokrotnie redefiniowało swoją funkcję, ponownie stanie się areną spotkań między pokoleniami. W pierwszym tygodniu studenci bawić się będą przede wszystkim w strefach Politechniki Krakowskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie od 13 do 16 maja wystąpią m.in. Reto, Kacperczyk, Happysad, Ich Troje, Strachy Na Lachy czy Żabson. Drugi etap świętowania przeniesie się w dniach 20–23 maja na Akademię Górniczo-Hutniczą, gdzie line-up zasilą m.in. Kukon, Myslovitz, Tommy Cash, Nocny Kochanek, Golec uOrkiestra i Dżem.

Tegoroczny jubileusz jest czymś więcej niż celebracją 70 lat tradycji. To również pytanie o przyszłość – czy Juwenalia wciąż są manifestem studenckiej tożsamości, czy tylko jej symbolicznym echem? Odpowiedź być może pojawi się właśnie w tym, lub przyszłych latach – wśród tych, którzy tworzą kolejne rozdziały tej siedemdziesięcioletniej historii.

Kryzys paliwowy jako katalizator. W 1. kwartale 2026 r. polska flota elektryków wzrosła o 60 proc. rok do roku

W obliczu destabilizacji dostaw surowców i gwałtownych wahań cen paliw polski rynek motoryzacyjny przechodzi głęboką metamorfozę. Dane z końca 1. kwartału 2026 roku wskazują, że liczba zarejestrowanych w Polsce aut elektrycznych przekroczyła 131 tys. sztuk. Dodatkową zachętę stanowią rosnąca dostępność cenowa używanych elektryków oraz rozwój sieci ładowania. Obecna sytuacja potwierdza również znaczenie elektryfikacji transportu jako jednego z filarów bezpieczeństwa energetycznego Polski i Europy. 

Obecną sytuację na rynku paliw i jej wpływ na rozwój elektromobilności komentuje Grigoriy Grigoriev, General Manager Powerdot Polska, największego europejskiego operatora ładowarek pojazdów elektrycznych, dostawcy ponad połowy punktów szybkiego ładowania w Polsce.

Obecna zmienność cen ropy naftowej stała się kluczowym czynnikiem wpływającym na rynek motoryzacyjny oraz realnym obciążeniem dla strategii biznesowych i portfeli konsumentów. 

Coraz więcej Polaków wybiera auta elektryczne

Przez lata benzyna i Diesel stanowiły podstawę polskiego i europejskiego transportu, teraz jednak, kiedy auta elektryczne stają się opłacalną alternatywą, możemy być świadkami końca silnika spalinowego w jego tradycyjnej formie. Według dostępnych danych za koniec 1. kwartału 2026 r. liczba aut elektrycznych zarejestrowanych w Polsce wzrosła o niemal 60 proc. rok do roku, przekraczając 131 tys. sztuk. Szacuje się, że do 2030 r. liczba aut elektrycznych w Polsce wzrośnie niemal 5-krotnie, przekraczając 600 tys. 

Przy obecnych cenach tradycyjnych paliw zakup elektryka to już nie tylko kwestia mody czy chęci wyboru ekologicznych rozwiązań, ale zwykłej matematyki. Również dla menedżerów flot obecna niestabilność cen paliw to sygnał alarmowy. Decyzja o elektryfikacji przestała być inicjatywą wizerunkową, stała się kluczowym elementem zarządzania ryzykiem operacyjnym

Ta sytuacja przekłada się również na rozwój rynku używanych aut elektrycznych, który dotychczas stanowił raczej niszę dla wczesnych użytkowników (early adopters). Teraz staje się pragmatycznym rozwiązaniem dla osób dbających o budżet, a sieć punktów ładowania nieustannie się rozwija. Pod koniec marca w Polsce funkcjonowało już ponad 12,5 tys. publicznych punktów ładowania. Najszybciej rozwija się sieć szybkich ładowarek prądu stałego (DC), stanowiąc już blisko 30 proc. ogólnodostępnej infrastruktury. 

Dywersyfikacja i rozwój jedyną gwarancją stabilności

Istotnym argumentem za elektryfikacją transportu staje się również kwestia bezpieczeństwa. Elektryfikacja jest kluczowym filarem szerszego celu Europy, jakim jest osiągnięcie niezależności energetycznej. Wykorzystując lokalnie wytwarzaną energię odnawialną do zasilania transportu nasz kontynent zmniejsza swoją podatność na zewnętrzne szoki podażowe. 

Przejście na transport elektryczny nie polega już tylko na spełnieniu celów emisji CO2, ale na budowaniu odpornej przyszłości gospodarczej. Choć obecna sytuacja jest krytyczna, stanowi ona punkt wyjścia do niezbędnej transformacji. W obliczu niepewności jedynym sposobem na zapewnienie stabilności są innowacje.