O połowę wzrośnie liczba motocykli na polskich drogach

Ponad 650 tys. Polaków marzy o zakupie motocykla – wynika z badań TNS Polska wykonanych na zlecenie Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. Plany sfinansują pożyczając pieniądze od rodziny, z własnych oszczędności lub kredytem. 

Rozmach motoryzacyjnych planów robi wrażenie. Jeśli zostaną zrealizowane, liczba motocykli i motorowerów na polskich drogach wzrośnie o ponad połowę. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale dzięki nowym przepisom, obowiązującym od końca sierpnia 2014 r., jest to możliwe. Zgodnie ze znowelizowanym prawem o ruchu drogowym, kierowcy posiadający prawo jazdy kategorii B przynajmniej od trzech lat, mogą bez zdobywania dodatkowych uprawnień prowadzić jednoślady o pojemności silnika do 125 cm3 i mocynieprzekraczające11 kW. Wpływ nowej legislacji już widać.

W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2015 roku Polacy kupili i zarejestrowali 4 097 motocykli, o ponad 140 proc. więcej niż przed rokiem. Wraz z motorowerami (o pojemności silnika do 50 cm3) liczba nowych rejestracji w trzy miesiące przekroczyła 9,1 tys. – zwraca uwagę Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. W tym samym czasie liczba zarejestrowanych aut, w porównaniu do  zeszłego roku, spadła o blisko 6 proc. do 91 371 sztuk.

Park pojazdów według stanu na koniec 2014 roku ( w tysiącach )
Rodzaj pojazdu  Ogółem  W tym pojazdy aktywne * 
Motocykl 1 190 600
Motorower (pojazd o pojemności do 50 cm3) 1 220 1 070
Samochód osobowy 19 980 15 330

Źródło: Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar

O zmianach kodeksu drogowego więcej wiedzą panowie

Według danych zebranych przez TNS dla BIG InfoMonitor, największą świadomość nowelizacji przepisów ruchu drogowego mają mieszkańcy środkowego i południowego regionu Polski. Częściej o tych zmianach słyszeli mężczyźni
(58 proc.) niż kobiety (33 proc.). Zdecydowanie lepiej zorientowane są osoby z młodszych grup wiekowych. Zakupem jednośladu w największym stopniu zainteresowane są osoby w wieku od 18 do 31 lat (pokolenie Y). I właśnie aż 262,3 tys. Polaków reprezentujących pokolenie Y zadeklarowało chęć zakupu motocykla w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Jako główne źródło finansowania wskazali pożyczkę od znajomych lub rodziny (38 proc.), kredyt bankowy (25 proc.) i zakup z bieżących środków (25 proc.).

Kredyt na motocykl czy pożyczka gotówkowa?

Jeśli nie ma pieniędzy a rodzina odmówi pożyczki, pozostają kredyty. Decydujący się na zakup motocykla na kredyt mogą wziąć specjalny kredyt na motocykl pod zastaw pojazdu, tak jak wygląda to w przypadku kredytów samochodowych.  W grę wchodzi też pożyczka gotówkowa, której banki udzielają na  dowolny cel.

Zaciągając kredyt na pojazd trzeba się liczyć, że bank zabezpieczy się i zrobi przewłaszczenie, będzie wówczas widniał jako współwłaściciel w dowodzie rejestracyjnym pojazdu lub zrobi w sądzie zastaw rejestrowy na kredytowanym motocyklu.  Poza tym dokona też cesji polisy ubezpieczeniowej pojazdu. Ze względu na większą liczbę formalności zainteresowany kredytem na motocykl musi być przygotowany na dłuższe procedury niż przy zwykłej pożyczce gotówkowej. Tu wystarczy się wykazać odpowiednią zdolnością i wiarygodnością kredytową.

Kredyt pod zastaw pojazdu ma jednak swoje plusy, zazwyczaj jest tańszy od pożyczki gotówkowej. RRSO, czyli Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania – wartość, najlepiej opisująca kredyt dla ofert specjalnie na motocykl, wyniesie od kilku do kilkunastu procent. Dla pożyczki gotówkowej będzie to już przeważnie około 20 proc. i więcej. Biorąc pod uwagę, że RRSO uwzględnia wszystkie koszty kredytu jakie ponosi klient: oprocentowanie, prowizje, ubezpieczenia i inne opłaty bankowe, to im jej wartość wyższa tym gorzej. Porównując oferty ważne  jest jednak, aby pożyczki/kredyty wyliczone były na ten sam okres i spłacane w tych samych odstępach czasu.

– Na pewno podejmując wszelkiego rodzaju decyzje finansowe nie należy działać pochopnie. Dobrze jest porównać koszty ofert kredytowych z kilku banków i wybrać najkorzystniejszą, pamiętając, że im taniej pożyczymy, tym łatwiej będzie oddać. A dobrze spłacony kredyt umożliwi nam budowanie pozytywnej historii w Biurze Informacji Kredytowej. Terminowe regulowanie zobowiązań, buduje korzystny wizerunek w oczach banków i dzięki niemu możemy liczyć w przyszłości na brak problemów przy zaciąganiu kredytu i atrakcyjne warunki cenowe – mówi Alina Stahl, dyrektor w Biurze Informacji Kredytowej.

Jak wynika z danych Komisji Nadzoru Finansowego, na koniec marca Polacy spłacali kredyty motoryzacyjne (głównie samochodowe) na kwotę przekraczającą 4,1 mld zł. Statystyki KNF pokazują, że popularność tego typu finansowania z roku na rok spada. Obecnie w ogólnej wartości kredytów konsumpcyjnych wynoszącej 132,4 mld zł stanowią one niewiele ponad 3 proc.. Jeszcze trzy lata temu kwota kredytów samochodowych sięgała 6,5 mld zł, a jej udział w rynku kredytów konsumpcyjnych przekraczał 5 proc..

Najchętniej kupowane motocykle: Romet, Junak i Yamaha

A jakie motocykle najczęściej wybierają Polacy? Niekwestionowanym liderem rynku jest Romet. Za nim plasuje się Junak i Yamaha – podaje Instytut Samar. W I kwartale zarejestrowanych zostało prawie 1,9 tys. właśnie tych trzech marek. Oferowane przez nich motocykle kosztują od 3 do blisko 18 tys. zł.

Gdy już dokonamy trudnego wyboru marki, modelu i sposobu finansowania, ważne jest też, aby wybrać sprzedawcę, który daje gwarancję nawet na używany model motocykla. Kluczowe jest więc sprawdzenie opinii o danej firmie oraz jej kondycji finansowej, co uchroni nas przed zakupem sprzętu u sezonowych sprzedawców, bez możliwości zwrotu motocykla lub zgłoszenia reklamacji w przypadku wady mechanicznej.

– Zawsze planując zakupy wiążące się z większymi wydatkami, warto sprawdzić, czy sprzedawca jest wiarygodny. Każda osoba korzystająca z Internetu, może to zrobić w ciągu kilku chwil – wystarczy sprawdzić, czy i jakie certyfikaty posiada firma, czy jest np. Firmą Wiarygodną Finansowo. Często kupując używane maszyny, otrzymujemy od sprzedawcy gwarancję, jednak jest ona możliwa do wykorzystania, tylko jeśli dana firma istnieje. Informacje, które znajdują się w Rejestrze BIG InfoMonitor dają szansę uniknięcia transakcji z przedsiębiorcą, który znajduje się na granicy bankructwa – podkreśla Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor.

Badanie TNS Polska zostało realizowane na reprezentatywnej próbie tysiąca mieszkańców Polski w wieku powyżej 15 lat w technice bezpośredniego wywiadu CAPI w dniach 27 marca – 1 kwietnia 2015 roku.

Ranking 30 uczelni w Polsce, po których można zarobić najwięcej

W bieżącym roku do egzaminu maturalnego przystępuje około 311 tys. maturzystów. Większość z nich staje przed wyborem uczelni, na której będą kontynuować edukację. Decyzja podejmowana jest z uwzględnieniem przede wszystkim zainteresowań przyszłych studentów oraz posiadanych umiejętności. Często również dalsza edukacja oraz kariera zawodowa planowana jest w oparciu o przyszłe zarobki. Rodzaj uczelni, jak również miejsce jej ukończenia, są ważnymi determinantami wysokości wynagrodzenia.

W oparciu o wyniki Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń 2014 powstało zestawienie 30 polskich uczelni, po ukończeniu których mediana pensji jest najwyższa(1). Podobnie jak w ubiegłych latach, zestawienie otwiera Szkoła Główna Handlowa. Mediana wynagrodzeń absolwentów tej uczelni wyniosła w 2014 roku 8 700 PLN. Na drugim miejscu uplasowała się również uczelnia ze stolicy – Politechnika Warszawska. Co drugi zatrudniony po tej uczelni zarabiał powyżej 7 700 PLN. Ważna jest jednak pewna zależność – większość absolwentów tych szkół zatrudnionych jest w stolicy, co niewątpliwie ma istotny wpływ na wysokość pensji. Warszawa jest miastem o najwyższych wynagrodzeniach w kraju.

W pierwszej dziesiątce znalazły się również szkoły wyższe z Wrocławia – Politechnika Wrocławska, z Gdańska – Politechnika Gdańska, z Poznania – Politechnika Poznańska oraz Uniwersytet Ekonomiczny, z Łodzi – Politechnika Łódzka, z Gliwic – Politechnika Śląska, oraz Akademia Górniczo-Hutnicza z Krakowa.

Tabela 1. Zestawienie całkowitych wynagrodzeń absolwentów wybranych uczelni wyższych w Polsce w 2014 roku (w PLN brutto)

próba 25% zarabia poniżej mediana 25% zarabia powyżej średnia
1 Szkoła Główna Handlowa 1 278 5 700 8 700 15 000 11 828
2 Politechnika Warszawska 1 974 5 000 7 700 12 412 10 090
3 Politechnika Wrocławska 2 607 4 380 6 500 9 900 7 929
4 Politechnika Gdańska 1 275 4 000 6 500 10 000 8 337
5 Uniwersytet Warszawski 2 575 4 000 6 000 9 600 8 146
6 Politechnika Poznańska 1 403 4 200 6 000 9 000 7 664
7 Akademia Górniczo-Hutniczaw Krakowie 2 564 3 808 5 942 9 375 7 781
8 Politechnika Łódzka 1 229 3 900 5 900 9 200 7 806
9 Politechnika Śląska (Gliwice) 1 796 3 980 5 800 8 800 7 492
10 Uniwersytet Ekonomicznyw Poznaniu 1 079 3 808 5 700 9 800 8 186
11 Politechnika Krakowskaim. Tadeusza Kościuszki 1 212 3 655 5 600 8 533 7 021
12 Uniwersytet Ekonomicznywe Wrocławiu 1 123 3 800 5 500 8 500 7 387
13 Uniwersytet Ekonomicznyw Krakowie 1 559 3 500 5 400 8 800 7 529
14 Uniwersytet Ekonomicznyw Katowicach 1 030 3 500 5 275 8 200 7 258
15 Uniwersytet Gdański 1 330 3 400 5 000 8 000 7 307
16 Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiegow Warszawie 710 3 500 5 000 8 000 6 978
17 Politechnika Częstochowska 544 3 500 4 939 8 000 6 302
18 Uniwersytet Łódzki 1 768 3 110 4 600 7 530 6 614
19 Politechnika Rzeszowskaim. Ignacego Łukasiewicza 746 3 200 4 590 7 100 5 934
20 Uniwersytet Jagiellońskiw Krakowie 1 907 3 100 4 500 7 360 6 312
21 Uniwersytet im. Adama Mickiewiczaw Poznaniu 1 470 3 000 4 500 7 200 6 214
22 Uniwersytet Wrocławski 1 414 3 109 4 500 7 000 6 187
23 Politechnika Lubelska 688 3 100 4 500 7 000 5 934
24 Uniwersytet Mikołaja Kopernikaw Toruniu w Toruniu 893 2 900 4 300 7 350 6 266
25 Uniwersytet Szczeciński 955 2 883 4 200 6 500 5 685
26 Uniwersytet Zielonogórski 531 2 800 4 155 6 700 5 530
27 Uniwersytet Śląskiw Katowicach 1 242 2 920 4 132 6 500 5 701
28 Politechnika Białostocka 728 2 825 4 075 6 024 5 430
29 Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiejw Lublinie 1 556 2 778 4 000 6 300 5 555
30 Uniwersytet Warmińsko-Mazurskiw Olsztynie 838 2 650 3 700 5 500 5 186

Opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń 2014
*próba powyżej 500 osób

Sylwia Radzięta
Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Porównanie zarobków informatyków w Polsce i w Europie

Większość firm, niezależnie od profilu działalności i branży, w której działa, potrzebuje wsparcia pracowników IT. Postęp technologiczny sprawia, że specjaliści z sektora IT są ciągle poszukiwani, a zarobki im oferowane są znacznie wyższe od średniej krajowej. Jednak na tle innych europejskich krajów osoby pracujące w IT na terenie Polski zarabiają niewiele.

Między innymi dlatego wielu z nich ciągle decyduje się na pracę na emigracji, gdzie otrzymują znacznie wyższe wynagrodzenie. Trzeba jednak pamiętać, że w takich krajach jak Szwajcaria czy Anglia zarobki są wysoki, ale koszty życia nie należą do niskich. Przedstawione dane o zarobkach są oparte o informacje z portalu glassdoor.com.

W Polsce inżynier oprogramowania zarabia 20 870 EUR rocznie. Klasyfikuje nas to prawie na samym końcu zestawienia, mniej o 4% zarabiali tylko Węgrzy. Natomiast bardzo podobne zarobki oferowano w Grecji, Włoszech i Portugalii. Hiszpanie otrzymywali prawie o połowę więcej od nas. Fińscy, irlandzcy, holenderscy i angielscy inżynierowie oprogramowania zarabiali dwa razy więcej niż polscy.

Wykres 1. Roczne wynagrodzenia brutto inżynierów oprogramowania w Polsce na tle krajów europejskich (Polska=100%)

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

Specjalista ds. IT w Polsce rocznie zarabia 18 692 EUR. W przypadku tego stanowiska stawki oferowane w naszym kraju klasyfikują się trochę lepiej na tle wybranych krajów Europejskich. Słowacy zarabiają o 30% mniej od nas, a Grecy i Portugalczycy mają bardzo podobne stawki. Włosi zarabiali więcej o około 34%, natomiast Hiszpanie i Irlandczycy o połowę. Dwa razy więcej od naszych specjalistów zarabiają Francuzi, a 2,5 Holendrzy oraz Niemcy.

Wykres 2. Zróżnicowanie wynagrodzeń rocznych specjalisty ds. IT w Europie (Polska=100%)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

W Polsce programiści Java przeciętnie zarabiają 18 502 EUR rocznie. W porównaniu z Grecją to o połowę więcej. Portugalscy programiści otrzymują mniejsze wynagrodzenie od Polaków o 47%, a pensje Hiszpanów są niższe o niecałe 20%. Natomiast zarobki Włochów oscylują na tym samym poziomie, Francuzów są dwa razy wyższe. Na wysokie wynagrodzenie prawie 2,5 razy większe od polskiego mogą liczyć programiści z Holandii i Anglii.

Wykres 3. Zróżnicowanie wynagrodzeń rocznych programisty Java w Europie (Polska=100%)
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie glassdoor.com

Mateusz Rachucki
wynagrodzenia.pl Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

Od 18 maja 2015 zmiana przepisów dotyczących przewożenia dzieci

Przypominamy, że od dnia dzisiejszego zmieniły się przepisy dotyczące przewożenia dzieci w fotelikach. W porównaniu do dotychczasowych przepisów zniknęło kryterium wieku dziecka, a pozostało jedynie kryterium wzrostu, tj. poniżej 150 cm. Tak więc również dziecko, które ukończyło 12 lat, a jednocześnie nie osiągnęło wymaganego wzrostu, powinno być przewożone w foteliku bezpieczeństwa lub urządzeniu przytrzymującym dla dzieci.

Wprowadzonych zostało również kilka odstępstw od ogólnych zasad przewożenia dzieci. Dopuszczono m.in., aby dzieci mieszczące się w przedziale wzrostu 135–150 cm, podczas przewożenia na tylnym siedzeniu były przytrzymywane za pomocą pasów bezpieczeństwa pojazdu, a więc bez fotelika oraz urządzenia przytrzymującego, jeżeli ze względu na masę i wzrost tego dziecka nie jest możliwe zapewnienie mu odpowiedniego urządzenia. W praktyce dotyczy to przewożenia dziecka mieszczącego się w powyższym przedziale wzrostu, którego waga ciała przekracza 36 kg, a więc przewidzianą w przepisach maksymalną wagę dla urządzenia przytrzymującego dla dziecka. Powyższe wyłączenie nie dotyczy przewożenia dziecka na przednim siedzeniu pojazdu, co powinno każdorazowo odbywać się z wykorzystaniem fotelika lub urządzenia przytrzymującego.

Kolejny wyjątek od ogólnych zasad przewożenia dzieci samochodem osobowym oraz małym samochodem ciężarowym dopuszcza przewożenie na tylnym siedzeniu trzeciego dziecka w wieku co najmniej 3 lat, przytrzymywanego za pomocą pasów bezpieczeństwa pojazdu, w przypadku, gdy dwoje dzieci jest przewożonych w urządzeniach przytrzymujących zainstalowanych na tylnym siedzeniu i nie ma możliwości zainstalowania trzeciego urządzenia. W praktyce ten przepis ma zastosowanie dla przewozu typowym samochodem osobowym, a więc przeznaczonym dla maksymalnie 5 osób łącznie z kierowcą. W samochodach osobowych o liczbie miejsc 6-9 i dwóch rzędach tylnych siedzeń, ze względu na odpowiednio duże wymiary (w tym szerokość siedzeń), zainstalowanie urządzenia przytrzymującego dla każdego przewożonego dziecka nie stwarza już żadnych problemów.

Nowe przepisy zakazują przewożenia dziecka w wieku poniżej 3 lat w pojeździe niewyposażonym w pasy bezpieczeństwa i fotelik lub w pasy bezpieczeństwa i inne urządzenie przytrzymujące. Aktualny pozostaje zakaz przewożenia dziecka tyłem do kierunku jazdy na przednim siedzeniu pojazdu, z tą jednak różnicą, że przepis ten dostosowano do postępu technicznego. Nie jest już istotny sam fakt wyposażenia pojazdu w poduszkę powietrzną dla pasażera, co dotychczas wykluczało możliwość przewożenia dziecka w taki sposób, lecz to, czy jest ona aktywna. Ponadto – w odróżnieniu od dotychczasowego brzmienia – przepis ten umożliwia przewożenie dziecka na przednim siedzeniu pojazdu z wykorzystaniem zarówno fotelika bezpieczeństwa, jak również innego urządzenia przytrzymującego.

źródło KGP

Bank Zachodni WBK ma ambicję być bankiem nr 1 dla korporacji

Bank Zachodni WBK chce być bankiem pierwszego wyboru dla korporacji. W najbliższym czasie skoncentruje się na umacnianiu pozycji w obsłudze handlu zagranicznego, aby za dwa lata mieć w portfolio większość dużych firm ze wszystkich branż. BZ WBK zamierza wykorzystać swój unikalny podwójny status: banku obecnego w całej Polsce a jednocześnie – dzięki przynależności do Grupy Santander – globalnego.

To, że Bank Zachodni WBK może konsekwentnie i skutecznie zmierzać w kierunku banku nr 1 dla korporacji pokazał już miniony rok.– W 2014 r. pozyskaliśmy prawie 500 nowych klientów. Wolumeny kredytowe w Centrach Bankowości Korporacyjnej wzrosły o 14 proc. i znacznie przekroczyły dynamikę rynku. Saldo depozytów zwiększyło się o 17 proc. r/r, podczas gdy rynek urósł o 9,4 proc. Początek tego roku był spokojniejszy, ale zakładam, że w kolejnych kwartałach umocnimy się dzięki współpracy z firmami zajmującymi się handlem zagranicznym – mówi Michael McCarthy, Członek Zarządu Banku Zachodniego WBK nadzorujący Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej.

Bank Zachodni WBK właśnie od koncentracji na obsłudze eksporterów i importerów zaczyna realizację swojej strategii banku nr 1 dla korporacji. – Mamy jasny cel: dostarczać takich narzędzi i takich rozwiązań, aby zainteresowanie polskich przedsiębiorców zagranicznymi rynkami mogło szybko i skutecznie wchodzić w fazę realizacji konkretnych działań. Nasze możliwości w tym zakresie są unikalne w porównaniu do innych polskich banków. Bycie częścią Grupy Santander oznacza, że możemy wspierać klientów poprzez globalną sieć, która dosięga nie tylko jednego, ale wielu rynków. Co więcej, zakres pomocy, który oferujemy, wychodzi daleko poza sferę produktów– podkreśla Michael McCarthy.Jerzy Śledziewski, dyrektor Obszaru Zarządzania Strategią Sprzedażową oraz Sprzedażą Produktów Banku Zachodniego WBK

Wśród pozafinansowych elementów wsparcia eksporterów i importerów Bank Zachodni WBK oferuje m.in. portal informacyjny SantanderTrade.com zapewniający kompleksową informację na temat 185 krajów, SantanderTrade Club, który umożliwia klientom uczestniczenie w szkoleniach online z zakresu poszczególnych narzędzi finansowych, regulacji prawnych i innych zagadnień, oraz daje dostęp do wirtualnych i tradycyjnych (wyjazdowych) misji handlowych i konferencji tematycznych. – W ostatnim czasie zorganizowaliśmy misje wirtualne do Hiszpanii dla branży rolno-spożywczej (owoce i warzywa) oraz do Meksyku dla branży motoryzacyjnej. We wrześniu 2014 oraz w listopadzie 2014 miała miejsce tu w Warszawie konferencja dotycząca kierunków afrykańskich – Angola i Maroko. W tych eventach wzięło udział ok. 200 firm. Regularnie zapraszamy klientów na webinaria, jesteśmy także z polskimi firmami na większości misji gospodarczych organizowanych przez MSZ i MG, ostatnio w Turcji– wymienia Jerzy Śledziewski, dyrektor Obszaru Zarządzania Strategią Sprzedażową oraz Sprzedażą Produktów Banku Zachodniego WBK.

Arkadiusz Bruliński rzecznikiem prasowym Grupy Ergo Hestia

ERGO Hestia postanowiła rozdzielić funkcje dyrektora Biura Komunikacji i rzecznika prasowego. Zmiana ma na celu usprawnienie komunikacji z mediami, rozwój mediów własnych oraz zwiększenie efektywności działań w mediach społecznościowych.

Arkadiusz BrulińskiNowym rzecznikiem prasowym został Arkadiusz Bruliński.

Arkadiusz Bruliński wcześniej przez 4 lata pełnił funkcję rzecznika prasowego Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej a od ponad 3 lat jest pracownikiem Biura Komunikacji STU ERGO Hestia. Specjalizuje się w komunikacji kryzysowej oraz komunikacji i zarządzaniu zmianą. Z wykształcenia jest tłumaczem j. niemieckiego, absolwentem studiów MBA.

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 18.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kolejny atak na klientów PKO BP

ESET ostrzega przed kolejną falą wiadomości phishingowych, których celem są klienci PKO BP. Pułapka ma za zadanie przechwycenie danych potrzebnych do logowania w serwisie iPKO oraz jednorazowych kodów umożliwiających zrealizowanie dowolnego przelewu z konta ofiary.

Pierwsze wiadomości phishingowe laboratorium antywirusowe ESET przechwyciło wczoraj wieczorem. Pułapka tym razem przygotowana została z dużą dbałością o warstwę graficzną i tekstową. Pierwszym sygnałem, który może wzbudzić podejrzenia internauty, jest inny adres WWW, który wyświetla się po najechaniu kursorem na link przesłany w  fałszywej wiadomości mailowej. Strona phishingowa nie szyfruje również połączenia (w przeglądarce nie wyświetla się ikona kłódki oznaczająca bezpieczne połączenie).

Kolejny atak na klientów PKO BP

Kolejny atak na klientów PKO BP

Treść przejętej wiadomości phishingowej sugeruje odbiorcy, że jego dostęp do konta został zablokowany i aby odzyskać do niego dostęp, musi zalogować się na stronie, do której prowadzi link. Kliknięcie w odnośnik umieszczony w mailu przekierowuje internautę do spreparowanego serwisu, która przypomina ten prawdziwy iPKO. Po podaniu przez ofiarę wszystkich danych potrzebnych do logowania oraz kilku jednorazowych kodów (potrzebnych do wykonania transakcji), strona automatycznie przekierowuje internautę do prawdziwej witryny iPKO, a dokładnie do ekranu logowania się do rachunku bankowego. Internauta, który przez nieuwagę zaloguje się na fałszywej stronie i postąpi zgodnie z instrukcjami cyberprzestępców, tj. poda kody jednorazowe, powinien błyskawicznie skontaktować się z bankiem. Niewykluczone bowiem, że cyberprzestępcy bardzo szybko zrobią użytek z informacji pozyskanych w opisany powyżej sposób.

Zawsze przed zalogowaniem do naszego konta w banku należy zweryfikować adres widniejący w przeglądarce – czy to na pewno adres naszego banku. Poza tym należy sprawdzić, czy przeglądarka nawiązała bezpieczne szyfrowane połączenie z serwisem banku, zanim podamy jakiekolwiek nasze dane mówi Kamil Sadkowski, analityk zagrożeń z firmy ESET.

Aby zabezpieczyć się przed podobnymi atakami, nie należy klikać w linki ani załączniki, które wzbudzają nasze wątpliwości. Warto przypomnieć, że banki oraz inne zaufane instytucje nigdy nie wysyłają do swoich klientów próśb o logowanie się w swoim serwisie WWW. Strony z opisywaną pułapką phishingową blokowane są przez programy antywirusowe firmy ESET (m.in. ESET NOD32 Antivirus oraz ESET Smart Security).

 

Uroczyste rozpoczęcie prac w Elektrowni Turów

18 maja 2015 roku na budowie nowego bloku energetycznego w Elektrowni Turów odbyła się uroczystość wbicia pierwszej łopaty. Inwestycję o wartości 3 mld 250 mln złotych netto realizuje konsorcjum firm: Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe GmbH (lider konsorcjum z 55,38% udziałów), Budimex SA (partner konsorcjum z 22,31% udziałów) oraz Tecnicas Reunidas SA (partner konsorcjum z 22,31% udziałów).

Polecenie rozpoczęcia prac PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, spółka wchodząca w skład Grupy kapitałowej PGE, wydała 1 grudnia 2014 roku. Po uzyskaniu tej decyzji Budimex przystąpił do prac projektowych oraz przygotowania terenu budowy i zaplecza. Obecnie na terenie inwestycji wyburzane są misy chłodni kominowych. Prace te potrwają jeszcze kilka miesięcy. Kolejne prace to przełożenie torów kolejowych (służących do transportu z rejonu transformatorów istniejącej elektrowni). Konieczne będzie również usunięcie wszelkich instalacji kolidujących z nowoprojektowanymi obiektami oraz wykonanie nowych sieci wodno- kanalizacyjnych i przemysłowych.

Po etapie projektowania, wykonaniu robót demontażowych, rozbiórkowych i przekładkowych Budimex przystąpi do robót budowlanych, tj. wykonywania wykopów i fundamentów.

– To dla nas bardzo ważny kontrakt i największy spośród obecnie realizowanych przez Budimex w branży energetycznej. Mamy odpowiedni potencjał, żeby sprawnie zrealizować tę inwestycję – powiedział Andrzej Goławski, dyrektor Budownictwa Energetycznego i Przemysłowego w Budimeksie. Planujemy dalszy rozwój w segmencie energetycznym i w związku z tym zwiększenie zatrudnienia specjalistów z tej branży – dodał.

Łączna wartość podpisanych przez Budimex kontraktów energetycznych wynosi 814,5 mln złotych netto. Obecnie spółka realizuje kontrakty dla Grupy PGE, a także dla EDF i PGNiG.

Umowa na wykonanie nowego bloku energetycznego o mocy elektrycznej netto 450 MWe (megawat mocy elektrycznej), w tym zabudowę przepływowego kotła na nadkrytyczne parametry pary, turbiny kondensacyjnej z generatorem i mokrego układu odsiarczania spalin, została podpisana 10 lipca 2014 roku. Na realizację inwestycji konsorcjum ma 56 miesięcy od daty wydania polecenia rozpoczęcia prac.

Zakres prac Budimeksu i Tecnicas Reunidas obejmuje:

  • projektowanie,
  • roboty budowlane i montażowe wraz z dostawami konstrukcji stalowych,
  • dostawy i montaż części elektrycznej oraz montaż aparatury kontrolno- pomiarowej i automatyki,
  • budowę układu chłodzenia z zastosowaniem chłodni kominowej z układem odprowadzenia spalin oczyszczonych,
  • zabudowę układu odpopielania i odżużlania,
  • pozostałe dostawy i roboty w zakresie gospodarek pomocniczych.

Mitsubishi Hitachi Power Systems Europe dostarczy wysokosprawny kocioł parowy, kompletne wyposażenie instalacji oczyszczania spalin, rurociągi, turbinę wraz z generatorem oraz układy AKPiA. Dodatkowo, MHPSE przeprowadzi również rozruch bloku.

Nowy blok w elektrowni to jeden z projektów programu inwestycyjnego Grupy Kapitałowej PGE o łącznej wartości ok. 50 mld zł, który poprzez znaczącą redukcję emisji dwutlenku węgla, dwutlenku siarki, tlenków azotu oraz pyłów, w istotny sposób ograniczy wpływ przedsiębiorstwa na środowisko. W latach 2014-2020 na budowę nowych i modernizację istniejących aktywów wytwórczych, Grupa planuje wydać ok. 30 mld zł.

 

Analitycy DNB prognozują cenę ropy Brent w roku 2015

Analitycy Banku DNB prognozują cenę ropy Brent na poziomie 65 USD za baryłkę w roku 2015, nie wykluczając jednocześnie okresowych spadków poniżej 50 dolarów, i stopniowy wzrost ceny – do 90 dolarów za baryłkę w roku 2020.

Łupkowa rewolucja nadal zaskakuje na plus

Najważniejszą przyczyną spadających cen ropy naftowej jest nadwyżka podaży na rynku, wynikająca zasadniczo z rewolucji łupkowej w Stanach Zjednoczonych. Jednym z naprawdę niezwykłych osiągnięć przemysłu naftowego w USA jest to, że nawet po upływie trzech lat od rozpoczęcia tej rewolucji, ciągle zaskakuje na plus. Po drugim w historii tego przemysłu szczycie produkcji, który wyniósł 9 milionów baryłek dziennie na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, produkcja ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych zmniejszała się przez dziesięciolecia. Później, w ciągu ostatnich trzech lat, wykres przedstawiający wielkość produkcji wystrzelił niemal pionowo w górę. Wzrost produkcji jest tak silny, że wykres wygląda tak, jakby krzywa prawie zawracała.

Od początku tego procesu w roku 2012 pojawiają się analizy dotyczące historii ropy naftowej uzyskiwanej z łupków w USA zapewniające, że dynamika spadku jest tak wysoka, że niemożliwe jest utrzymanie wskaźnika wzrostu, ponieważ „żeby stać w miejscu trzeba biec coraz szybciej”. Efekt bieżni jest tak silny, że aby produkcja rosła – musiałaby powstawać olbrzymia liczba nowych odwiertów, ale z drugiej strony – niemożliwe jest wykonywanie tak wielu nowych odwiertów. Wciąż pojawiają się te same argumenty – ale od chwili kiedy zaczęto ich używać dwa lata temu, produkcja z łupków wzrosła ponad dwukrotnie. Dla przykładu – wiosną 2012 roku, kiedy pole Bakken produkowało około 0,5 miliona baryłek dziennie, twierdzono, że w szczycie produkcji to pole nigdy nie przekroczy 600-700 tys. baryłek dziennie, z powodu efektu bieżni i faktu, iż operatorom skończą się najlepsze miejsca na odwierty. No cóż, w chwili obecnej pole Bakken produkuje ponad 1,1 miliona baryłek dziennie i wygląda na to, że jedynym czynnikiem, który może zatrzymać wzrost tej produkcji w przyszłości jest niska cena ropy naftowej.

Od pewnego czasu niektórzy sceptycy łupkowi twierdzą, że ceny ropy będą rosły, ponieważ wzrost produkcji z łupków zmniejszy się, po czym ceny ropy wzrosną z poziomu znacznie powyżej 100 dolarów za baryłkę. Zgadzamy się co do tego, że cena ropy naftowej ponownie wzrośnie, jeśli wzrost rynku łupkowego nie będzie dość duży, ale naszym zdaniem, wzrost ten rozpocznie się na znacznie niższym poziomie początkowym. Cena nie wzrośnie ze 110 dolarów za baryłkę do 120-130 dolarów, jak sugerują pewne analizy, ale z 50-60 dolarów do 80-90.

Wzrost globalnego popytu na ropę – cena powyżej 100 USD za baryłkę wydaje się zbyt wysoka
Znacznie niższa cena ropy naftowej może być postrzegana jako zasadniczy czynnik stymulujący światową gospodarkę i powinna ona wspierać globalny wzrost gospodarczy. Różnica pomiędzy 110 dolarami a 65 dolarami za baryłkę przy rocznym zużyciu na poziomie około 90 milionów baryłek dziennie daje kwotę 1500 bilionów dolarów. Można to postrzegać jako ekwiwalent obniżenia podatków o taką właśnie kwotę, co zwiększy dostępny dochód zwykłych obywateli w krajach, gdzie rynek kształtuje ceny i złagodzi problemy budżetowe w krajach, które dofinansowują konsumpcję ropy naftowej.

Średnia cena ropy Brent przekraczała poziom 100 dolarów za baryłkę tylko przez okres trzech lat w całej historii przemysłu naftowego, między 2011 a 2013 rokiem. Naszym zdaniem 2013 był ostatnim rokiem w tym dziesięcioleciu ze średnią ceną ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę.

W ciągu minionych dziesięciu lat występowały dłuższe okresy kiedy dynamika wzrostu zapotrzebowania na ropę naftową kształtowała się w zakresie pomiędzy 2 a 4%. W latach 2004-2005 doszła do całych 4%. Podobne poziomy widzieliśmy też w 2010, ale było to wówczas spowodowane nadrabianiem spadków po głębokiej recesji w latach 2008-2009. Średni wzrost popytu na ropę między 2004 a 2008 rokiem wyniósł ponad 2%, ale kiedy ceny ropy przekroczyły poziom 100 dolarów za baryłkę, wzrost zapotrzebowania był już znacznie słabszy, na poziomie 1%. Mimo to, oczekujemy, że wzrost zapotrzebowania będzie wyższy przy znacznie niższej cenie ropy. Globalne wydatki na ropę naftową spadną, szczególnie w Stanach Zjednoczonych gdzie potrzeba bardzo krótkiego czasu, aby zmiany światowych cen ropy dotarły do konsumentów przy dystrybutorze paliwa, spadnie również prawdopodobnie zapotrzebowanie. Ponieważ podatki są w Stanach Zjednoczonych bardzo niskie, zmiany światowych cen ropy naftowej także mają bardzo silny wpływ na ceny, które odbiorcy końcowi płacą na stacjach paliw. Średnia cena paliwa w USA jest bardziej skorelowana z ceną ropy Brent niż ceną WTI, ponieważ rynek paliw jest rynkiem światowym, a rynek WTI – rynkiem regionalnym. Znacznie niższa cena ropy Brent skutkowała znacznie niższą ceną paliwa w Stanach Zjednoczonych dla tamtejszych klientów, co będzie stymulować wzrost popytu na paliwa w USA w przyszłości. Efekt ujemnej inflacji na stacjach paliw jest widocznym czynnikiem stymulującym zwiększoną konsumpcję paliw.

Ponieważ większość rynków wschodzących dotuje paliwa na stacjach, zmiany światowych cen ropy naftowej nie mają wpływu na koszty ponoszone przez dużą część konsumentów. A skoro podatki dla paliw i oleju napędowego są tak wysokie w Europie, nie obserwujemy tak samo dużego spadku cen paliw i oleju napędowego dla klientów w Europie jak w USA. Pozytywny efekt spadku cen ropy naftowej (Brent) na świecie jest zatem mniejszy poza Stanami Zjednoczonymi. Jednakże, przewidujemy, że wzrost zapotrzebowania na ropę w Chinach także będzie większy w 2015 roku z powodu niższych cen końcowych. W ostatnich miesiącach można już było zaobserwować w Chinach niższe ceny zarówno dla oleju napędowego, jak i paliwa, a także wzrost popytu.

Podaż rośnie o wiele szybciej niż popyt
Kiedy porównamy światową dynamikę wzrostu popytu ze wzrostem podaży z krajów spoza OPEC, oczywistym będzie, że od pewnego czasu podaż ta rośnie szybciej niż popyt. Jednakże, trend ten jest mniej widoczny z powodu nieplanowanych przestojów, które skutkowały zwiększeniem produkcji ropy z łupków w USA w latach 2011-2013. Niemniej, sytuacja ta zmieniła się w 2014 roku. Podaż z krajów spoza OPEC rośnie o wiele szybciej niż światowy popyt. Potrzebne jest lepsze zrównoważenie tych dwóch elementów, a cena jest czynnikiem regulującym, który może pomóc to osiągnąć.

Równoważenie rynku nie było problemem dopóki nieplanowane przestoje w wydobyciu w Libii, Syrii, Jemenie, Nigerii, Sudanie Południowym, Kolumbii, itd. nie złożyły się na powstanie dysproporcji na rynku. Ale ich zakres przestał się zwiększać w 2014 roku, a późniejszy brak równowagi między podażą a popytem stał się lepiej widoczny i doprowadził do bardzo dużej nadwyżki podaży w basenie Oceanu Atlantyckiego.

Można tylko zgadywać jaką rolę odegrają nieplanowane przestoje w wydobyciu w przyszłości, ale ich poziom był rekordowo wysoki na początku 2014 roku i sądziliśmy, że bardziej logiczne będzie przewidywanie, że ten wysoki poziom raczej się ustabilizuje, a nie będzie dalej zwiększał. Oczywiście, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że światowe przerwy w wydobyciu będą się dalej zwiększać, ale tak naprawdę, aby coś takiego mogło się wydarzyć, musiałoby się na to złożyć wiele niepowodzeń występujących w wielu miejscach na całym świecie jednocześnie. Nieplanowane przerwy w produkcji zwiększyły się w latach 2011-2013 o około 3 mln baryłek dziennie. Żeby coś takiego się powtórzyło w najbliższych kilku latach, musielibyśmy być świadkami w pełni rozwiniętego kryzysu w Wenezueli, który zredukowałby produkcję tego kraju o ponad połowę, Państwo Islamskie musiałoby przejąć i kontrolować duże pola naftowe w południowym Iraku, który jest twierdzą Szyitów, negocjacje w sprawie broni jądrowej z Iranem musiałby zakończyć się całkowitym fiaskiem, a Libia musiałaby być całkowicie wyłączona z rynku. Poza rynkiem musiałoby pozostać około 400-500 tys. baryłek dziennie nigeryjskiej ropy, zaś Syria, Jemen, Sudan i Kolumbia musiałyby utrzymać całą swoją obecnie wstrzymywaną produkcję poza rynkiem. Czy ten scenariusz jest prawdopodobny? Naszym zdaniem nie.

OPEC nie zmniejszył produkcji
Większość analityków oczekiwało znaczącej redukcji wydobycia w krajach OPEC późną jesienią ub. roku, do czego jednak nie doszło. OPEC zdecydował się utrzymać cel produkcyjny na poziomie 30 mln baryłek dziennie. A kolejne decyzje odnośnie wielkości produkcji mogą zostać podjęte dopiero w czerwcu 2015. Nagle szerszy rynek zdał sobie sprawę, że bez interwencji ze strony OPEC, zostanie pozostawiony sam sobie. Cena będzie czynnikiem, którego zadaniem będzie równoważenie podaży i popytu. Jakie korzyści dla Arabii Saudyjskiej wynikają z dopuszczenia do spadków cen ropy? Jest ich wiele. Tak naprawdę, w obecnej sytuacji, kiedy rynek przejęła rewolucja łupkowa, niemądre byłoby redukowanie przez Arabię Saudyjską produkcji, aby utrzymać cenę na poziomie powyżej 100 dolarów za baryłkę. Zamiast tego lepiej pozwolić, aby siły rynku same znalazły odpowiedni poziom cen.

Przede wszystkim Arabia Saudyjska nie potrzebuje jakiejś konkretnej ceny ropy, potrzebuje jednak dochodów. A dochody są funkcją zarówno ceny, jak i wolumenu. Załóżmy, że Arabia Saudyjska eliminuje całą nadpodaż w celu zatrzymania wzrostu zapasów ropy naftowej. Przyjmijmy także, że taka redukcja pozwoli utrzymać ceny na poziomie 100 dolarów za baryłkę. Cena 100 dolarów za baryłkę nadal doprowadziłaby do bardzo wysokiego wzrostu produkcji w krajach spoza OPEC i słabszego wzrostu popytu, niż ten, który wystąpiłby, gdyby ropa była tańsza. A zatem, konieczne byłoby kontynuowanie takich cięć jeszcze w roku 2016, 2017, 2017, itd. W ostatnich dwóch latach widzieliśmy już spadek zapotrzebowania na ropę OPEC, który prawdopodobnie wystąpi dalej przy cenach powyżej 100 dolarów za baryłkę.

Naszym zdaniem, mówiąc o OPEC ważne jest wyraźne rozróżnienie między tzw. rdzeniem OPEC (Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt), a pozostałymi krajami tej organizacji. Dlaczego? Dlatego, że rodziny rządzące krajami „rdzenia” OPEC będą nimi nadal rządzić za dziesięć lat. Tak przynajmniej sądzą, a to bardzo ważna kwestia, jeśli chodzi o proces podejmowania decyzji. Rodzina Ibn Sauda panuje w Arabii Saudyjskiej od chwili powstania tego kraju w 1932 roku. Od tamtej pory widzieliśmy pięciu króli, z których wszyscy byli synami Ibn Sauda. Jeśli zaś chodzi o Wenezuelę, Iran, Irak, Nigerię, itd., nikt nie wie kto będzie tam u władzy za kilka lat. Władze w takim kraju chcą, żeby ceny ropy były na jak najwyższym poziomie, który można obecnie osiągnąć, ponieważ potrzebują tych pieniędzy, aby zwiększyć swoje szanse pozostania u władzy.

Na przykład, dla władz w Nigerii czy Angoli nie ma sensu, z punktu widzenia finansów państwa, ograniczenie wydobycia w celu zabezpieczenia cen ropy. Jeśli Nigeria zredukuje wydobycie o 150 tys. baryłek dziennie, nie będzie to miało żadnego wpływu na cenę ropy naftowej, o ile pozostali członkowie także nie wprowadzą znacznych cięć, a nie istnieje żaden sposób, aby jeden członek organizacji mógł sankcjonować innych członków, którzy nie zmniejszą produkcji. Tak więc Nigeria ryzykuje, że na skutek redukcji eksportu zmniejszy się jej dochód i nie spowoduje to zwrotu w postaci zmiany ceny. Wiemy także, że członkowie kartelu nie ufają sobie, jeśli chodzi o publikowane dane na temat produkcji i eksportu. Dlatego właśnie administracja OPEC przy ocenie całkowitej produkcji kartelu korzysta ze średnich danych przygotowywanych przez firmy zewnętrzne. Czy w tym kontekście można oczekiwać, że Nigeria, Angola czy jakikolwiek inny kraj poza głównym rdzeniem OPEC będzie chciał brać udział w redukcji wydobycia, skoro nie są pewne, czy pozostali członkowie też to zrobią? Naszym zdaniem to niemożliwe.

W przypadku państw tworzących rdzeń OPEC sytuacja jest inna, szczególnie jeśli chodzi o Arabię Saudyjską. Budżet tego państwa był zrównoważony przy cenie ropy na poziomie 83-84 dolarów za baryłkę w 2014 roku i żeby zrównoważyć go w przypadku zmniejszenia produkcji, w przyszłym roku wymagana byłaby nawet wyższa cena, ale nie oznacza to, że Saudyjczycy będą za wszelką cenę bronić poziomu 100 dolarów za baryłkę. Naszym zdaniem korelacja pomiędzy cenami ropy a cenami ropy na progu rentowności budżetu jest odwrotna. Kiedy ceny ropy rosną, państwo wydaje więcej pieniędzy uzyskanych do budżetu ze sprzedaży ropy, w konsekwencji czego zwiększa się poziom cen progu rentowności.

Naszym zdaniem Saudyjczycy obecnie zdają sobie sprawę z tego, że przychody z ropy naftowej w kilku kolejnych latach będą mniejsze. Muszą się tylko zdecydować, czy spadek przychodów będzie rezultatem niższych cen, czy niższego eksportu. Zawsze myśleliśmy, że zaakceptują cenę poniżej 100 dolarów za baryłkę. Należy pamiętać o tym, że finanse Arabii Saudyjskiej są w bardzo dobrym stanie i wytrzymają jeszcze prawdopodobnie kolejne pięć lat cen poniżej 70-80 dolarów za baryłkę. Gospodarka królestwa jest w o wiele lepszej kondycji niż w latach 80-tych ubiegłego wieku, prawie nie ma zadłużenia i dysponuje funduszem ropy naftowej wielkością prawie dorównującym swojemu norweskiemu odpowiednikowi, ale bez zobowiązań emerytalnych takich jak w Norwegii.

Saudyjczycy nie postrzegają dużych cięć produkcji Arabii Saudyjskiej w latach 1980-85 jako sukcesu. Spadek wolumenu okazał się zbyt duży dla ówczesnych cen ropy naftowej, aby zrekompensować utracone przychody. W 1986 roku królestwo zmieniło strategię i zaczęło zalewać rynek stosując system wyceny metodą netto, aby odzyskać stracony udział w rynku. Po roku 1991 ich udział w rynku wahał się w okolicach 12-14%.

 

Czy przemysł łupkowy w Stanach Zjednoczonych odciąży i zrównoważy rynek?
W 2015 roku gospodarka sektora łupkowego w Stanach Zjednoczonych zostanie poddana próbie. Na podstawie danych, które zebraliśmy, cena ropy Brent poniżej 70 dolarów za baryłkę prawdopodobnie zmniejszy wzrost produkcji z powodu zarówno słabszej opłacalności odwiertów, jak i mniejszych przepływów pieniężnych, co z kolei zmniejszy zdolności kredytowe wielu operatorów. Choć nawet jeśli wzrost produkcji byłby zbyt wolny, musiałaby minąć duża część roku 2015 zanim spadek wolumenu byłby wystarczający, aby skutkować zwiększeniem cen. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, negatywny wpływ przepływu pieniężnego na operatorów nie wystąpi natychmiast. PIRA Energy szacuje, że 40% produkcji dla 2015 ma zabezpieczone ceny. Ponadto, słabszy przepływ pieniężny doprowadzi do tego, że operatorzy będą redukować marginalne i najdroższe projekty, skupiając się na tych, które przynoszą największy zwrot. Istnieje ponadto pewna liczba odwiertów, które są już wykonane, ale czekają na ukończenie. Dlaczego operatorzy nie mieliby zrealizować kontraktów na odwierty, które zostały już podpisane? Ogólna liczba odwiertów powinna zacząć spadać kiedy owe kontrakty nie zostaną dalej przedłużone.

Na polach Bekken na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy dodawano średnio 200 nowych odwiertów miesięcznie. Nawet jeśli przyjmiemy, że liczba odwiertów wykonywanych każdego miesiąca spadnie o 25%, nasz model pokazuje, że produkcja z Bekken wzrośnie do 1,7 mln baryłek dziennie. A zatem, aby po jakimś czasie zatrzymać wzrost przemysłu łupkowego w Stanach Zjednoczonych, potrzebna będzie redukcja działalności przekraczająca 25%. Jednakże, rentowne koszty odwiertów mogą nie być czynnikami decydującymi o tym jak nisko może spaść cena ropy naftowej zanim sektor ten zacznie odczuwać znaczące dotkliwe skutki. Jeśli uwzględnialibyśmy tylko wewnętrzną stopę zwrotu dla każdego projektu, cena ropy naftowej typu Brent musiałaby spaść w okolice 60 dolarów za baryłkę, aby spowodować spadek produkcji poniżej 500 tys. baryłek dziennie w ciągu kolejnych dwóch lat. Założyliśmy jednak, że najsłabsi operatorzy będą zmuszeni ograniczyć działalność pomimo pozytywnej stopy zwrotu, z uwagi na to, że wystąpią ograniczenia w przepływie pieniężnym, które potencjalnie mogą wpłynąć na ich zdolność kredytową.

Analitycy rynku ropy naftowej na całym świecie korygują swoje prognozy mocno w dół
W październiku ub. roku mieliśmy najbardziej pesymistyczną prognozę cen ropy naftowej spośród wszystkich analityków ankietowanych przez Reutersa. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, w 2015, baryłka ropy Brent miała kosztować 80 dolarów, a mediana miała osiągnąć poziom 93 dolarów za baryłkę. Od tamtej pory wielu analityków mocno skorygowało swoje prognozy w dół. Barclays zszedł o 21 dolarów, z 93 dolarów za baryłkę do 72, BNP Paribas o 20 dolarów – z 97 dolarów za baryłkę do 77, Citigroup o 15,5 dolara – schodząc z 95,5 dolara do 80 dolarów za baryłkę, Credit Suisse o 16,2 dolara – z 91,5 do 75,3 dolara za baryłkę, Societe Generale zrewidował prognozę o 20 dolarów za baryłkę – z 91 do 70, Standard Chartered o 20 dolarów – korygując cenę ze 105 dolarów za baryłkę do 85 dolarów za baryłkę. JP Morgan z kolei obniżył swoją prognozę średnich ceny ropy typu Brent w 2015 roku o aż 33 dolary, z 115 do 82 dolarów za baryłkę, Morgan Stanley obniżył przewidywania o 28 dolarów – z 98 do 70 dolarów za baryłkę, po czym później obniżył tę prognozę jeszcze bardziej, do 65 dolarów za baryłkę.

Rozumiemy skąd wzięły się te korekty w dół i wierzymy, że są one uzasadnione, ponieważ sytuacja nie jest podobna do korekty z 2012 roku, ceny nie wskoczą szybko z powrotem na poziom 110 dolarów za baryłkę. Od spotkania OPEC wiele rzeczy się zmieniło i obecnie zwiększanie wzrostu popytu i zmniejszanie wzrostu podaży będzie regulowane przez same ceny. Obecnie prognozujemy dla roku 2015 cenę ropy naftowej Brent na poziomie 65 dolarów za baryłkę. Jednak trzeba pamiętać o tym, że niemożliwe jest dokładne obliczenie kiedy ceny zaczną znów rosnąć, i dość prawdopodobny jest scenariusz, że dojdzie do ujemnego rozregulowania rynku w procesie korekty. Ceny ropy naftowej typu Brent mogą spaść w ciągu kolejnych 6 miesięcy poniżej 50 dolarów za baryłkę, ale nie jest to nasz podstawowy scenariusz.

 

Zastępca Sekretarza Handlu USA z wizytą w Citi Service Center Poland

14 maja Citi Service Center Poland przy ulicy Marynarskiej 12 gościło misję handlową na czele której stanął Zastępca Sekretarza Handlu USA Bruce Andrews. Celem misji było zapoznanie amerykańskich firm oraz organizacji branżowych z najważniejszymi kwestiami związanymi z ochroną kluczowej infrastruktury państw w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz zapewnienie rozwiązań dla zagrożeń w obszarze cyberbezpieczeństwa w tych krajach. Citi w Polsce zostało wybrane jako rynkowy lider, z którym spotkała się delegacja.

Citi Service Center Poland znajdując się w gronie wybranych i zaproszonych do rozmów firm potwierdziło wysokie standardy w zakresie cyberbezpieczeństwa. Organizacja dysponuje wysokiej klasy specjalistami IT, którzy na co dzień odpowiadają za bezpieczeństwo systemów bankowych nie tylko w Polsce, ale i w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Ponadto CSC Poland może pochwalić się powstałym w ubiegłym roku nowoczesnym centrum zarządzania, czyli tzw. Command Center. Tym samym Polska to jedno z kluczowych miejsc na mapie Citi.

Cieszy mnie wizyta zastępcy Sekretarza Handlu USA, bo to pokazuje jak ważnym podmiotem na polskim rynku jest Citi. Mamy wysokiej klasy ekspertyzę w zakresie rozwiązań technologicznych. Jesteśmy innowacyjni – jako pierwsi na polskim rynku z sukcesem wprowadziliśmy nowy model bankowości oddziałowej nazywany Bankowym Ekosystemem Smart. Pozostajemy przy tym jednym z największych amerykańskich pracodawców na polskim rynku. Dzisiaj w ramach Citi w Polsce zatrudnionych jest łącznie ponad 7500 osób. Tylko w ostatnim roku zwiększyliśmy zatrudnienie o 800 nowych osób, a znakomita większość z nich to ludzie młodziabsolwenci, powiedział Sławomir S. Sikora, Chief Country Officer Citi w Polsce.

Dzisiaj CSC Poland jest jednym z największych centrów serwisowych działających na polskim rynku i jednym z największych w Citi. W ciągu 3 lat chcemy w ramach CSC w Polsce zwiększyć liczbę pracowników z 3500 do 5000 osób. Znakomita większość naszych specjalistów to wysokiej klasy informatycy dodała Terri Gerrosa, szefowa Citi Service Center Polska.

Należące do Citibanku Citi Service Center w Warszawie i to co robi na rzecz ochrony krytycznej infrastruktury jest doskonałym przykładem tego, jak firmy amerykańskie przyczyniają się do zwiększenia cyberbezpieczeństwa Polski i rozwoju polskiej gospodarki powiedział Zastępca Sekretarza Handlu USA Bruce Andrews. Z wielka przyjemnością osobiście zwiedziłem nowe centrum zarządzania, czyli tzw. Command Center w CSC w Polsce i dowiedziałem się o podejmowanych wysiłkach zmierzających do pozyskania i utrzymania najlepszych specjalistów IT w regionie.

Oprócz Zastępcy Sekretarza Handlu USA, wśród gości spotkania obecny był również ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Stephen Mull, a także William Czajkowski, radca handlowy w Ambasadzie USA, Marcus Jadotte, asystent sekretarza handlu ds. przemysłu i analiz, oraz Skip Jones, dyrektor wykonawczy na Europę i Eurazję w Amerykańskim Departamencie Handlu. Gospodarzem wizyty w CSC Poland był Sławomir S. Sikora, Chief Coutry Officer Citi w Polsce oraz Terri Gerosa, szefowa Citi Service Center Polska.

Kurs USD zgodnie z odczytami

Trwająca od publikacji w środę słabego amerykańskiego raportu w sprawie sprzedaży detalicznej wyprzedaż USD traci na sile, jednak jeszcze nie na tyle, by sugerować przejęcie inicjatywy przez byki dolarowe. Dodatkowy rajd USD mógłby jednak zneutralizować związane z wyprzedażą zagrożenie dla waluty w większości par.

Dzisiejsze dane ze Stanów Zjednoczonych mają trzeciorzędne znaczenie, jednak mocne odczyty – w szczególności dane Empire dotyczące sektora wytwórczego i produkcji przemysłowej – mogą wywołać większą reakcję, niż zwykle, ponieważ rynek nie jest w stanie ocenić, o ile słabszy powinien być obecnie USD.

Jednak podobnie jak mocne dane amerykańskie mogą umożliwić dolarowi podjęcie walki i odwrócenie złej passy, również i słabe odczyty spowodują nową falę sprzedaży amerykańskiej waluty, a w efekcie test minimów cyklu.

Najważniejsze poziomy w głównych parach z USD:

EUR/USD: ważnym lokalnym poziomem wsparcia jest wczorajsze minimum nieco poniżej poziomu 1,1350, natomiast dopiero ruch poniżej poziomu 1,1250 może wskazywać na neutralizację zagrożenia squeeze’em. W przypadku umocnienia ważnym obszarem i poziomem psychologicznym jest 1,1500, natomiast poziom 1,1808 to zniesienie Fibonacciego o 38,2% z ogólnej fali wyprzedaży, od maksimum nieco poniżej poziomu 1,4000, odnotowanego dokładnie rok temu. 200-dniowa średnia ruchoma szybko spada i znajduje się obecnie znacznie poniżej poziomu 1,2000.

Wykres: EUR/USD

USD/JPY: wszyscy inwestorzy już dawno usnęli, jednak wyprzedaż po słabym odczycie na początku tygodnia nie zdołała wygenerować impetu, a zatem na razie powracamy do obserwowania przedziału 118,50/120,50.

GBP/USD: rajd wyniósł tę parę tak daleko, że zmiana technicznego kierunku wymagałaby gigantycznej wyprzedaży. Mamy oznaki spadku impetu i podejrzewam, że jeżeli w najbliższym czasie USD jeszcze bardziej straci na wartości, para ta nie umocni się zanadto. W przypadku, gdyby USD dążył do rajdu, pierwszym godnym uwagi poziomem spadkowym już od miesięcy jest 1,5500, jednak jeszcze przed nim mamy 200-dniową średnią ruchomą w okolicy poziomu 1,5600, mimo iż nie budziła większego zainteresowania w okresie wzrostu.

USD/CHF: wczorajsze zamknięcie nastąpiło tuż przy zniesieniu Fibo o 61,8% z fali rajdu 0,8500-1,0130, przypadające na poziom 0,9123. Zniesienie to i ostatnie minima to ważne poziomy w przypadku spadku, natomiast główne poziomy wzrostowe są nadal bardzo oddalone; jedynie znaczący, gwałtowny rajd spowodowałby przesunięcie uwagi w górę, na początek powyżej poziomu 0,9300.

AUD/USD: po ostatnim bardzo gwałtownym rajdzie para wydaje się dość wrażliwa; dziś rano powróciła poniżej poprzednich maksimów na obszarze 0,8075. W tym momencie ważnym pod względem psychologicznym poziomem jest 0,8000, natomiast pełne odwrócenie w dół nastąpi po pokonaniu obszaru 0,7975/50. W przypadku wzrostu konieczne byłyby słabe dane ze Stanów Zjednoczonych i zamknięcie ponownie powyżej obszaru 0,8100/25, które uwiarygodniłoby ten rajd, przez co docelowym kierunkiem byłaby 200-dniowa średnia ruchoma (obecnie w okolicach poziomu 0,8320).

USD/CAD:  niedźwiedzie już trzykrotnie nie doczekały się na spadek poniżej poziomu 1,1950, co coraz bardziej oddala zagrożenie wyprzedażą i utrzymuje wykres techniczny na neutralnym poziomie. Powrót do rajdu wymagałby pokonania poziomu 1,2100, a ostatecznie oporu na poziomie 1,2200.

Podsumowanie w koszyku G-10

USD: kluczowe poziomy wymieniłem powyżej. Waluta może gwałtownie reagować na dzisiejsze odczyty, ponieważ rynek waha się po mocnej reakcji na dane dotyczące sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych z początku tego tygodnia.

EUR: wszystko wskazuje na to, że ryzyko niskiego pozycjonowania jest nadal wysokie i może spowodować dalszy squeeze nawet z obecnych poziomów. Mamy też jednak mocną korelację z apetytem na ryzyko (w istocie – negatywną korelację pomiędzy EUR a apetytem na ryzyko), a wczoraj bardzo gwałtownie zyskały na wartości akcje spółek amerykańskich i europejskich, co powoduje znaczne napięcie.

JPY: prezes Kuroda z Bank of Japan oświadczył ubiegłej nocy, że nie widzi konieczności dalszego luzowania ilościowego – brak związanej z tym akcji w niektórych parach z JPY jest zaskakujący. Wydaje się, że rynek chwilowo stracił zainteresowanie kursem JPY.

GBP: para GBP/USD lokalnie wydaje się nadmiernie wykupywana, jednak wszystko zależy obecnie od danych amerykańskich. Niedźwiedzie inwestujące w parę EUR/GBP mogą spodziewać się wejścia do gry po ostatnim odbiciu.

CHF: waluta wydaje się czekać ze wszelkimi znaczącymi ruchami na rozstrzygnięcie problemu Grecji– zasadniczo skłaniam się ku deprecjacji CHF, jednak najpierw należy pokonać obszar 1,0500/25 w parze EUR/CHF.

AUD: para AUD/USD może mocno – pozytywnie lub negatywnie – zareagować na dane amerykańskie; 0,8000/50 to istotna strefa wsparcia, jeżeli ten rajd miałby się utrzymać.

CAD: para USD/CAD najprawdopodobniej będzie podążać w tym samym kierunku, co dane ze Stanów Zjednoczonych, a przede wszystkim – w tym samym kierunku, co ceny ropy. Wsparcie wydaje się stabilne, o ile nie okaże się inaczej.

NZD: próba powrotu pary NZD/USD nieco traci na sile, jednak para ta musi zdobyć się na większy wysiłek. W parze AUD/NZD w dolnych rejonach jest miejsce na konsolidację, jednak w średnim okresie rajd ten ma większy potencjał wzrostu ze względu na zmianę relatywnych oczekiwań w stosunku do banku centralnego.

SEK: szwedzkie stopy są na niskim poziomie – w parze EUR/SEK może nastąpić test obszarów powyżej poziomu 9,50, mimo iż z perspektywy wyceny nic nie wskazuje na osiągnięcie istotnych nowych minimów SEK względem EUR.

NOK: waluta będzie wrażliwa w przypadku spadku cen ropy, w szczególności, jeżeli rynek błędnie prognozuje dalsze decyzje Norges Bank – mimo iż dowiemy się tego dopiero po posiedzeniu Norges Bank 18 czerwca.

Główne nadchodzące wydarzenia ekonomiczne (wszystkie godziny według czasu Greenwich)

  • Wielka Brytania: wyniki branży budowlanej w marcu (08:30)
  • Kanada: sprzedaż w sektorze wytwórczym w marcu (12:30)
  • Stany Zjednoczone: wskaźnik Empire dla sektora wytwórczego w maju (12:30)
  • Kanada: sprzedaż istniejących domów w kwietniu (13:00)
  • Stany Zjednoczone: produkcja przemysłowa i wykorzystanie mocy produkcyjnych w kwietniu (13:15)
  • Stany Zjednoczone: wstępne wyniki ankiety Uniwersytetu Michigan dotyczącej nastrojów w maju (14:00)
  • Nowa Zelandia: wskaźnik wyników sektora usługowego (Performance of Services Index) w kwietniu (niedz. 22:30)
  • Australia: wystąpienie Lowe’a z RBA (niedz. 23:30)

John J Hardy, Saxo Bank

saxo bank

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 18.05.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Akcje Banku BGŻ BNP Paribas notowane na GPW

Od poniedziałku 18 maja br. akcje Banku BGŻ BNP Paribas (ticker: PLBGZ) notowane są na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Bank BGŻ BNP Paribas powstał w wyniku połączenia Banku BGŻ i BNP Paribas Banku Polska, dwóch banków należących do międzynarodowej grupy BNP Paribas, które nastąpiło 30 kwietnia 2015 r. Zarówno akcje Banku BGŻ, jak i BNP Paribas Banku Polska były wcześniej notowane na warszawskiej giełdzie. Ich obrót został zawieszony – w przypadku pierwszego banku 23 grudnia 2014 r., a drugiego 27 kwietnia br.

 

Obecnie, kapitał zakładowy Banku BGŻ BNP Paribas dzieli się na 84 238 318 akcji. Właścicielem 88,33% (74 409 509 akcji) jest BNP Paribas (bezpośrednio i pośrednio), 6,66% (5 613 875 akcji) należy do Rabobank International Holding B.V., a 5,01% (4 214 934 akcji) do pozostałych inwestorów.

 

Od końca kwietnia działamy pod nazwą Bank BGŻ BNP Paribas S.A. Od dziś inwestorzy mogą kupować i sprzedawać akcje połączonego banku na giełdzie. Zgodnie z zapowiedziami, w kolejnych latach zamierzamy zwiększyć udział akcji znajdujących się w wolnym obrocie. Do połowy 2016 r. udział ten wzrośnie do co najmniej 12,5%, a do końca 2018 r. do co najmniej 25% plus jedna akcja” – powiedział Józef Wancer, Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

Turecki Indeks ogłosił wyniki finansowe za Q1 2015

0

Indeks Bilgisayar, turecka spółka należący do portfela funduszu MCI.EuroVentures 1.0 zarządzanego przez Grupę PEManagers, opublikował dobre wyniki finansowe za I kwartał br. Zysk netto wyniósł 10,6 mln tureckich lir, czyli o 78 proc. więcej niż przed rokiem. Przychody ze sprzedaży miały wartość 748 mln tureckich lir i były wyższe o 51 proc. r/r. Opublikowane wyniki były wyższe od oczekiwań analityków.

Dom maklerski Garanti Securities prognozuje, że w 2015 r. Indeks wypracuje prawie 2,8 mld tureckich lir przychodów (względem 2,2 mld przed rokiem) oraz zysk netto w wysokości 35 mln tureckich lir. Jego analitycy wystawili dla spółki rekomendację KUPUJ ustanawiając cenę docelową na poziomie 7,90 TL. Obecnie kurs akcji wynosi ok 6 TL.

Warimpex sprzedaje nieruchomości i inwestuje. Spółka myśli o kolejnych budowach w Polsce

0

CEO Magazyn Polska

Austriacki Warimpex planuje w tym roku sprzedać przynajmniej dwie nieruchomości, m.in. berliński hotel Andel’s. Spółka zapowiada kolejne inwestycje w Polsce.

Jedyny duży projekt spółki w Niemczech, czyli hotel Andel’s w Berlinie, powinien zostać sprzedany w połowie lata tego roku. W tej sprawie jest już podpisany list intencyjny. Sprzedaż projektów, które zostały już wybudowane i dobrze funkcjonują, jest częścią strategii biznesowej Warimpeksu.

– Mamy w swoim portfelu osiemnaście hoteli rozsianych w Europie Środkowej i po części w Europie Zachodniej mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Christoph Salzer, dyrektor regionalny Warimpeksu. – Wszystkie są na wysokim poziomie, głównie są to hotele z kategorii czterogwiazdkowej i czterogwiazdkowej z plusem, mamy też jeden hotel pięciogwiazdkowy (InterContinental w Warszawie) i jeden hotel trzygwiazdkowy w Krakowie. W sektorze biurowym realizujemy projekty w Polsce i mamy też trochę biurowców na Węgrzech i w Rosji.

Działalność na rynku rosyjskim negatywnie odbiła się na zeszłorocznych wynikach spółki. Warimpex odnotował ponad 35 mln euro straty netto wobec ponad 7 mln euro zysku w 2013 roku. O 18 proc. spadły też przychody spółki w 2014 roku, przekraczając 73 mln euro. Poprawę wyniku spółka osiągnęła natomiast w działalności hotelarskiej, tu bowiem może się pochwalić 2 proc. wzrostem przypadającego na każdy pokój zysku operacyjnego po opodatkowaniu.

Na wyniki za rok ubiegły należy patrzeć dwojako przekonuje Christoph Salzer.Z jednej strony mamy dwa główne rynki, jeden rynek, którego część znajduje się pod wpływem kryzysu rosyjskiego i tu ponieśliśmy dość znaczne straty. Z drugiej strony jest rynek niedotknięty tym kryzysem. Tu odnieśliśmy duży sukces, nasze wyniki netto w sektorze hotelarskim na tych rynkach wzrosły o 12 proc. Ogólnie w całej grupie, czyli na wszystkich rynkach, na których jesteśmy obecni, jest to 2-proc. wzrost. Są to wyniki operacyjne sektora hotelowego.

W Polsce spółka podsiada dziś 7 istniejących i działających obiektów, głównie hoteli. W realizacji ma trzy następne, a w planach, jak informuje dyrektor regionalny Warimpeksu, kolejne.

W Polsce mamy dwa projekty biurowe w Krakowie, jeden projekt z sektora handlu detalicznego w Białymstoku i myślimy o kolejnych projektach w Polsce, jednak jest jeszcze zbyt wcześnie, by o nich mówić.

Także działalność Warimpex w innych krajach planowana jest w tym roku z rozmachem, więc spółka oczekuje z optymizmem na wyniki, jakie uda się osiągnąć w tym roku.

Mamy ważne budowy również w Niemczech, finalizujemy bardzo dobry projekt biurowy w Budapeszcie, gdzie rynek dopiero rusza na nowo i jest to jeden z bardzo niewielu projektów, który już jest w trakcie budowy, więc wystartowaliśmy tam w odpowiednim czasie zapowiada Christoph Salzer z Warimpex. Z drugiej strony w tym roku prawdopodobnie sprzedamy jeden lub dwa obiekty, więc myślę, że mamy jeszcze trochę pracy do wykonania na ten rok, co znajdzie odzwierciedlenie także w niezłych wynikach.

HSBC: Ekspansja zagraniczna to szansa na rozwój polskich firm. Ci, którzy spróbowali, nie żałują

0

CEO Magazyn Polska

Wejście na nowe rynki to najlepszy sposób na szybki rozwój polskich firm. Potencjał do ekspansji zagranicznej można znaleźć w niemal każdej branży. Polskie firmy, które zdecydowały się na podobny krok, bardzo zadowolone są z tej decyzji.

– Te firmy nie są już zależne tylko od jednej gospodarki, a to zaleta nawet w przypadku tak dużej i tak dobrej gospodarki, jak polska – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor John Rendall, wiceprezes i dyrektor zarządzający HSBC Polska. – Widzimy również, że firmy, które umiędzynarodawiają swój biznes, w wielu przypadkach zdobywają w nowych krajach wiedzę, którą mogą potem spożytkować w innych krajach, w tym w swojej ojczyźnie, co zwiększa ich konkurencyjność. Kolejny powód dla którego warto umiędzynarodowić firmę, to status, który towarzyszy możliwości nazywania siebie międzynarodową firmą wobec klientów, dostawców czy pracowników.

Z badań Fundacji Kronenberga wynika, że co trzecia polska firma podjęła takie ryzyko i stara się odnieść międzynarodowy sukces. Ponad 90 proc. z nich jest zadowolonych z tej decyzji i rozważa ekspansje na kolejnych rynkach. Podobne spostrzeżenia mają przedstawiciele HSBC Polska, banku specjalizującego się we wspieraniu firm szukających nowych rynków.

Jak przekonuje wiceprezes i dyrektor zarządzający HSBC, ważne jest, żeby szefowie firm byli świadomi swoich przewag konkurencyjnych. Równie istotne jest to, żeby firmy przeprowadziły badania rynku, którym są zainteresowane. Firmy deklarują bowiem, że ważną częścią składową ich sukcesu jest odpowiednie połączenie ich wiedzy eksperckiej w firmie z lokalnym doświadczeniem i rozpoznaniem danego terenu.

 Nie można też zapominać o planowaniu finansowym. Często się zdarza, że osiągnięcie sukcesu zajmuje więcej czasu, niż przewidywano na początku, więc konserwatywne planowanie i zapewnienie sobie jakiegoś buforu finansowego to mechanizm, który działa w przypadku wielu firm.

HSBC oferuje pomoc polskim firmom, które myślą o tym, żeby umiędzynarodowić swój biznes, poprzez zapewnianie im finansowania. Bank ma oddziały na całym świecie, w 60 krajach, dzięki czemu finansowanie możliwe jest za pośrednictwem innej części grupy w kraju, w którym firma chce działać.

 Kolejny wkład, jaki możemy wnieść, to pomóc wyeliminować niektóre z czynników ryzyka związanych z działaniami transgranicznymi – podkreśla John Rendall z HSBC Polska. Umożliwiamy firmom kontrolowanie ich pieniędzy za granicą. Możemy dać dyrektorowi finansowemu, skarbnikowi czy głównemu księgowemu możliwość dowiedzenia się, gdzie w danym miejscu na świecie znajdują się pieniądze ich firmy i zarządzania tym, gdzie one się znajdują, oraz zarządzania płatnościami, tak aby mogli zachować część władzy przy lokalnych procesach realizacji płatności, nawet jeśli źródło jest za granicą.

Ożywienie na rynku nieruchomości

Jak wynika z raportu „Rynek mieszkaniowy w Polsce I kwartał 2015 r.”, sprzedaż mieszkań w kraju systematycznie rośnie. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2015 roku sprzedano ich łącznie o 2,2% więcej niż w poprzednim kwartale. Duży wzrost zainteresowania swoją ofertą zauważają też developerzy z województwa podlaskiego.

Analiza raportu przygotowanego przez REAS, firmę doradczą specjalizującą się w zagadnieniach związanych z rynkiem mieszkaniowym, przynosi kilka ciekawych wniosków. Jak się okazuje, początek 2015 roku zaowocował kolejnym rekordem pod względem liczby sprzedanych mieszkań w Polsce.

– Liczba transakcji wyniosła łącznie 11,5 tys., czyli o 2,2 proc. więcej niż w poprzednim kwartale. W perspektywie poszczególnych miast absolutnym zwycięzcą w tej kategorii jest Kraków, w którym odnotowano wzrost sprzedaży o 34 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału – czytamy we wnioskach autorów raportu.

Odpowiedzialne za to przede wszystkim jest ożywienie gospodarcze. Pozytywne sygnały płynące z rynku w połączeniu z zapowiadanym wydłużonym okresem obowiązywania niższych stóp procentowych pozytywnie wpływają na konsumentów i skłaniają do zaciągania kredytów i zakupu nieruchomości.

Wzrost popytu na mieszkania widać chociażby na przykładzie białostockiej firmy Eko-System. Podczas organizowanych niedawno przez developera dni otwartych padł bowiem rekord frekwencyjny.

– W ostatni weekend kwietnia z ofertą mieszkań w zabudowie szeregowej na Eko-Osiedlu na Bagnówce zapoznało się ponad dwa razy więcej osób, niż miało to miejsce w trakcie poprzednich tego typu imprez – informuje Dorota Trochimowicz, przedstawicielka Eko-System.

Oczywiście tak ogromne zainteresowanie nie przekłada się wprost na szybki wzrost sprzedaży. W przypadku nieruchomości, od momentu prezentacji do decyzji o nabyciu mija na ogół od 2 do 4 miesięcy – tak przynajmniej wynika z danych raportowych.

– Nie mniej jednak rosnąca w lawinowym tempie liczba zapytań i rezerwacji pozwala nam być dobrej myśli – ocenia Dorota Trochimowicz.

W województwie podlaskim optymizm zakupowy widać właśnie m.in. na białostockiej Bagnówce. Podczas ostatnich dni otwartych na Eko-Osiedlu dokonano tam rezerwacji na ponad 2/3 wszystkich dostępnych w tym miejscu lokali.

– Wielu odwiedzających korzystało przy tym z pomocy doradców kredytowych. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także porady architekta, który prezentował kilka różnych sposobów aranżacji oferowanych przez nas mieszkań – dodaje przedstawicielka Eko-System.

Oprócz możliwości obejrzenia nieruchomości, części wspólnych oraz terenów znajdujących się wokół budynków czy dokonania rezerwacji, goście ostatnich dni otwartych mogli też liczyć na atrakcyjne rabaty i szereg dodatkowych atrakcji.

Firmy z branży e-papierosów szykują się na zmiany w prawie

0

Papierosów elektronicznych możemy używać praktycznie wszędzie. Samorządy biorą jednak sprawy w swoje ręce i zaczynają wprowadzać zakazy „palenia”. Obowiązują one np. w środkach komunikacji miejskiej w Poznaniu i Warszawie. Także rząd pracuje nad odpowiednimi regulacjami.

Osoby z branży e-papierosów nie spodziewają się, by w najbliższym czasie całkowicie zakazano używania tych urządzeń w miejscach publicznych. Producenci dmuchają jednak na zimne i starają się dopasować swoje towary do ewentualnych zmian. „Wyprodukowano olejek, który w czasie »palenia« nie wydziela dymu. Dzięki temu osoby znajdujące się w otoczeniu »palącego« nie tylko nie czują zapachu, ale nawet nie widzą dymu” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Bieliński z firmy Ofir Group.

Uregulowanie kwestii zakazu używania papierosów elektronicznych przez osoby nieletnie, wyznaczenie miejsc dla „palących” oraz wprowadzenie obostrzeń dotyczących składu chemicznego liquidów – to najważniejsze ze zmian, które narzuca unijna dyrektywa. W Polsce mają one obowiązywać od 2016 r. „Zmiany mają uporządkować branżę, czyli pozostawić na rynku sprawdzonych producentów i dystrybutorów oraz wyeliminować produkty szkodliwe, a także nieznanego pochodzenia” – podkreśla ekspert.

Na początku 2014 r. w Polsce było ok. 900 tys. użytkowników e-papierosów. Obecnie jest ich ok. 1,5 mln. Regulacje prawne w sytuacji tak znaczącego wzrostu są niezbędne.

Wchodzą w życie przepisy zaostrzające kary dla kierowców

0

Od 18 maja przekroczenie dozwolonej prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym jest karane utratą prawa jazdy na trzy miesiące – to najważniejsza zmiana, którą wprowadza nowelizacja Kodeksu karnego oraz niektórych innych ustaw. Na taki sam czas stracą uprawnienia osoby przewożące większą liczbę osób, niż pozwala im na to zapis w dowodzie rejestracyjnym samochodu.

Jeśli kierowca, któremu zabrano prawo jazdy za przekroczenie prędkości, zostanie złapany na prowadzeniu auta, okres utraty dokumentu wydłuża się do sześciu miesięcy. Gdy osoba dalej będzie używała pojazdu, starosta wyda decyzję o cofnięciu uprawnień do kierowania samochodem.

Ponadto prowadzenia samochodu bez prawa jazdy nie uznaje się już teraz za wykroczenie, tylko przestępstwo. „Jest to zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch” – mówi serwisowi infoWire.pl adwokat Paweł Osik z kancelarii prawnej Pietrzak Sidor i Wspólnicy.

Zmiany prawne uderzają również w nietrzeźwych kierowców. Do ograniczenia ich liczby powinno się przyczynić między innymi wprowadzenie przepisu nakazującego montowanie blokad samochodowych, które uniemożliwiają uruchomienie pojazdu przez osoby mające powyżej 0,1 mg alkoholu w 1 dm3wydychanego powietrza. W urządzenia te będą obowiązkowo wyposażane auta skazanych za kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości.

Nowelizacja podnosi także kary finansowe dla pijanych kierowców i wprowadza dożywotni zakaz używania auta przez osoby przyłapane na jeździe samochodem pod wpływem alkoholu, które zostały już wcześniej za to przestępstwo skazane.

International Paper Kwidzyn: Wielcy producenci mogą się przenieść na inne kontynenty z powodu nadmiernej interwencji UE

CEO Magazyn Polska

Obostrzenia nakładane na przemysł w Europie są zbyt wielkie – ocenia prezes International Paper Kwidzyn. Jeżeli nie zmieni się stosunek polityków unijnych do gospodarki, wielcy producenci mogą za kilka lat przenieść się na inne kontynenty.

International Paper to największa korporacja papiernicza na świecie, która działa na wszystkich kontynentach. Na razie wyrobom z Kwidzyna nie grozi tańsza konkurencja papierni indyjskich czy chińskich, bowiem transport tak masowych towarów jak papier za mocno podnosi koszty i to się nie opłaca. Jeżeli jednak koszty w Europie będą nadal podnoszone, może się to zmienić.

– Polityka klimatyczna może spowodować, że poziom kosztów, który stworzyliśmy sobie w Europie, będzie jeszcze wyższy. A to spowoduje, że ten przemysł będzie się powoli wyprowadzał – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Krzykowski, prezes International Paper Kwidzyn, i dodaje, że przedstawiciele przemysłu z niepokojem obserwują, jak szybko tworzy się w Unii niekorzystne dla producentów przepisy.

Za 5-10 lat może się okazać, że ten przemysł zniknął. A wtedy pojawi się wysokie bezrobocie, spadek PKB i wiele negatywnych zjawisk, które mogą bardzo zagrozić Europie.

Na razie jednak jego zdaniem europejski przemysł ma rację bytu. Choćby przykład papierni w Kwidzynie pokazuje, że można działać mimo wielu bardzo ostrych limitów i restrykcji, które są nakładane na producentów.

Przemysł ma ogromną witalność, w związku z tym ludzie pracujący w nim robią wszystko, aby to funkcjonowało w dłuższej perspektywie czasu przekonuje Marek Krzykowski. To ma ogromne znaczenie. W Polsce zrozumienie rządu [dla problemów przemysłu] jest relatywnie wysokie. Tak samo mediów, które pokazują w sposób dość obiektywny zagrożenia i trudności, jakie występują, są otwarte dyskusje z przedsiębiorcami i biznesmenami, a to daje jakąś perspektywę, możliwość dyskusji.

Gorzej jest na poziomie europejskim, gdzie z jednej strony próbuje się zwiększyć konkurencyjność Europy wobec reszty świata, a z drugiej strony zaostrza się konkurencję wewnątrzeuropejską.

Mnóstwo polityków bardzo utożsamia się z regionem, z którego pochodzi ocenia prezes International Paper Kwidzyn. I na poziomie europejskim stara się tworzyć regulacje, które są w jakiś sposób korzystne dla poszczególnych państw czy regionów. Jesteśmy w dość trudnej sytuacji, dołączyliśmy jako część wschodnia do Europy później, w związku z tym obowiązujące regulacje oparte są o doświadczenia Europy Zachodniej. Działamy w trochę innych warunkach.

Jako gospodarka, która próbuje nadrobić technologiczne zapóźnienie, Polska ma zupełnie inne potrzeby niż państwa zachodnie.

– Z jednej strony musimy dużo inwestować, więcej niż firmy z Zachodu zwraca uwagę prezes Marek Krzykowski z International Paper Kwidzyn. – Z drugiej strony przez to inwestowanie unowocześniamy naszą bazę przemysłową szybciej niż tamta część Europy. Co powoduje, że upatruje się w tym zagrożenia. I tu pojawia się polityka, a polityka nigdy nie sprzyjała rozwojowi przedsiębiorczości.

Instytut Sobieskiego: Państwo nie wykorzystuje potencjału Polaków do wzmacniania bezpieczeństwa

CEO Magazyn Polska

W Polsce działa wiele obywatelskich organizacji proobronych, które mogłyby zostać włączone w system bezpieczeństwa państwa. To m.in. Ochotnicze Straże Pożarne i związki paramilitarne. Zdaniem Instytutu Sobieskiego potencjał tych organizacji jest znacznie większy niż możliwości ich wykorzystania przez państwo. Eksperci podkreślają, że w polskim systemie nie ma też struktur opartych na wolontariacie, chociaż woli ze strony mieszkańców nie brakuje.

Potencjał istniejących organizacji proobronnych i wola ze strony Polaków, żeby w takich organizacjach uczestniczyć, są znacznie większe niż państwo dziś jest w stanie zaabsorbować. Obecnie nie jest ono w stanie włączyć tych organizacji do systemu ani zachęcić obywateli do przyłączania się do systemu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Soloch, prezes zarządu Instytutu Sobieskiego. – Mamy całe mnóstwo organizacji zajmujących się ochroną ludności, które częściowo działają w ramach aktualnego systemu bezpieczeństwa państwa. Związki paramilitarne, o których ostatnio wiele się mówi, w ogóle w nim nie funkcjonują.

Według autorów przygotowanego przez Instytut raportu „Organizacje proobronne w systemie bezpieczeństwa Państwa” samo pojęcie tego rodzaju związków powinno dotyczyć szerszego spektrum niż jedynie organizacje paramilitarne. Proobronne są także zrzeszenia byłych wojskowych i kombatantów, organizacje ratownicze, edukacyjno-kulturalno-wychowawcze oraz sportowe.

Do włączenia w system bezpieczeństwa państwa kwalifikują się dwa typy organizacji: ratownicze (zajmujące się ochroną ludności, działające w ramach zarządzania kryzysowego i obrony cywilnej) oraz paramilitarne, które mogą być częścią systemu rezerw mobilizacyjnych, a także tworzyć obronę terytorialną.

Pozostaje kwestia włączenia organizacji paramilitarnych w system obrony kraju, czyli działania mobilizacyjne, budowanie rezerw oraz związane z tym szkolenie i kontrola nad tymi organizacjami, co na dziś nie jest do wykonania – przekonuje Soloch.

Jak dowodzą eksperci Instytutu Sobieskiego, jedyną w pełni zintegrowaną z systemem bezpieczeństwa organizacją są Ochotnicze Straże Pożarne (OSP). Mimo imponujących, w porównaniu z innymi, struktur, systemu finansowania oraz uregulowań prawnych działalność OSP jest ograniczona. Stanowią one tylko część krajowego, opartego na strukturach straży pożarnej, systemu ratowniczego. Natomiast słabo lub wcale nie są zintegrowane z innymi podmiotami realizującymi tego rodzaju zadania (np. Pogotowiem Ratunkowym).

Poza tym struktury OSP obejmują głównie obszary wiejskie, natomiast praktycznie są nieobecne w dużych miastach (z wyjątkiem przedmieść), gdzie system bezpieczeństwa opiera się niemal wyłącznie na służbach profesjonalnych. Zdaniem autorów raportu brak wolontariatu w większych ośrodkach stanowi poważne zagrożenie. Niebezpieczne zdarzenia o charakterze masowym trudno jest bowiem opanować, opierając się tylko na profesjonalistach.

W miastach nastąpił uwiąd obrony cywilnej – uważa Soloch.

Związki paramilitarne, które mogłyby być włączone w system bezpieczeństwa państwa, w relacjach z Ministerstwem Obrony Narodowej formalnie mają taki sam status, jak pozostałe organizacje pozarządowe i inni współpracujący z resortem partnerzy społeczni. Wszystkim tym inicjatywom MON udziela wsparcia w wysokości około 8,5 mln zł rocznie. Dla porównania OSP z budżetu otrzymują około 100 mln zł. A do tego dochodzą liczone w dziesiątkach milionów złotych dotacje ze strony poszczególnych jednostek samorządu terytorialnego, na terenie których prowadzą działalność.

Konieczna jest reorganizacja systemu ochrony ludności, obrony cywilnej kraju. Mówi się o tym od dawna, ale nie wykonuje – twierdzi Paweł Soloch. – Konieczna jest także edukacja powszechna, nie wybiórcza, w szkołach. Obecnie prowadzi ona anachroniczne przysposobienie obronne. Tymczasem edukacja powinna raczej przygotowywać uczniów do obrony cywilnej, a nie bycia żołnierzami. Elementy szkolenia paramilitarnego mogą być włączone, ale w drugim rzędzie.

Prof. Marek Góra: Polacy są zmuszeni dłużej pracować, bez względu na politykę

CEO Magazyn Polska

Wiek emerytalny będzie coraz wyższy i to niezależnie od decyzji politycznych. Przyczyni się do tego demografia. W 2050 roku na jednego emeryta będzie przypadać jeden pracujący. Dlatego żeby dłużej pozostać aktywnym, również zawodowo, trzeba zacząć dbać o zdrowie i posiadane kwalifikacje, a z tym Polacy jeszcze nie najlepiej sobie radzą.

Bank Światowy podaje, że średnia długość życia w Polsce sięga obecnie 78 lat, przy czym kobiety dożywają przeciętnie ponad 80 lat, a mężczyźni 75 lat. Według prognoz za 30 lat średnia długość życia Polaków wzrośnie o ok. 5 lat. Pozostaje pytanie o jakość tego dłuższego życia. Blisko co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia (Polska jest krajem o jednym z najwyższych odsetków rencistów w populacji), a więc nie będzie w stanie pracować do emerytury. Rośnie liczba chorych na cukrzycę, a choroby układu krążenia są odpowiedzialne za 26,9 proc. zgonów przed 65. rokiem życia oraz za 23,8 proc. przypadków niepełnosprawności, która prowadzi do utraty zdolności do pracy, dlatego niezwykle ważne jest inwestowanie w zdrowie.

Myśląc o wieku emerytalnym, pamiętajmy, że on jest na takim poziomie, jakby był ustalony w XIX wieku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Marek Góra, kierownik Katedry Ekonomii Szkoły Głównej Handlowej. – To jest zupełny absurd. Dzisiaj funkcjonujemy zupełnie inaczej i warto mieć świadomość, że wiek emerytalny na poziomie 65 lat jest zdecydowanie zbyt niski.

Zdaniem ekonomisty Polacy powinni pamiętać o tym, że będą zmuszeni pracować coraz dłużej. Wpłynie na to nie polityka, lecz demografia. Prognozy mówią o tym, że za kilkadziesiąt lat na jednego emeryta przypadać będzie tylko jeden pracujący, a nie jak dzisiaj trzech.

W przyszłości nie będzie środków pochodzących od ludzi młodych, bo ich jest za mało na to, żeby finansować wczesne wychodzenie z rynku pracy. Żeby młodzi mogli coś zarobić dla siebie, to starsi muszą też pracować trochę dłużej na siebie – mówi prof. Góra. – Sześćdziesięciolatek to nie jest stary człowiek. Będzie mógł z jednej strony korzystać z życia, a z drugiej strony normalnie pracować jako członek społeczeństwa, które wspólnie wytwarza to, co potem wszyscy razem konsumujemy.

To jednak oznacza, że Polacy powinni zmienić tryb życia na zdrowszy. Chodzi nie tylko o dzisiejszych 30-40-latków, lecz także o nastolatków. Jak podkreśla prof. Marek Góra, podstawą jest ruch i zdrowe odżywianie. To są proste rzeczy, jednak niewielu Polaków przykłada do tego wagę.

To problem o gigantycznej skali nie tylko w Polsce, bo pewne trendy cywilizacyjne dotyczące całego obszaru Europy u nas przebiegają dość podobnie. Ruszamy się mało, za to zbyt dużo jemy i w dodatku często byle co. Wszystko to prowadzi do tego, że potem potrzeba znacznych środków na leczenie różnego rodzaju schorzeń, a z drugiej strony w mniejszym zakresie możemy efektywnie pracować w dłuższym horyzoncie – mówi ekonomista.

Dodaje, że stan swojego zdrowia można łatwo kontrolować, wykonując dwa proste badania – mierzenie obwodu w pasie i ciśnienia krwi. To dwa wskaźniki, na które każdy powinien zwracać uwagę.

Gdyby takie badania potem były rozbudowywane o kolejne, bardziej wyrafinowane metody diagnostyczne, toby pomogło nam wszystkim dbać o swoje zdrowie od wczesnej młodości – mówi profesor.

Jak podkreśla, dłuższa aktywność Polaków na rynku pracy zmusi ich też do dbania o swoje kompetencje, które bez względu na dziedzinę szybko się starzeją.

Prawie połowa Polaków krytycznie ocenia zakupy sprzętu dla armii

CEO Magazyn Polska

49 proc. Polaków negatywnie ocenia program modernizacji wojska – wynika z raportu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych. Najlepsze oceny zebrało kupno transportera Rosomak i systemu Patriot. Najgorzej oceniony został zakup śmigłowców Caracal.

Polacy oczekują znacznie bardziej dynamicznego procesu, wyrażonego szczególnie w szybciej i sprawniej przeprowadzanych przetargach – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Duma, prezes Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych.

Z przeprowadzonej przez IBRiS ankiety wynika, że w opiniach na temat działań rządu dotyczących zakupów dla wojska Polacy są podzieleni. Raczej źle i zdecydowanie źle ocenia je 49 proc. respondentów. Pozytywny stosunek do prowadzonych w tym zakresie inwestycji deklaruje 43,8 proc. ankietowanych.

Wokół przetargów na uzbrojenie zawsze jest dużo zamieszania, szczególnie ostatnio – zauważa Marcin Duma. – Niedawno mieliśmy rozstrzygnięcia dwóch dużych postępowań: na system obrony przeciwlotniczej oraz śmigłowce. Procesom decyzyjnym w obu przypadkach towarzyszyło dużo publikacji medialnych, niejasności, protestów, wątpliwości strony społecznej, związkowej, specjalistów. Dla obywateli nie są to rzeczy zupełnie przejrzyste.

IBRiS zapytał ankietowanych o opinie na temat poszczególnych, największych programów modernizacyjnych. Najgorzej oceniony został zakup śmigłowców Caracal. W sumie 51,7 proc. respondentów zdecydowanie źle i raczej negatywnie odniosło się do tej inwestycji.

Francuzi nie są oceniani jako źli producenci uzbrojenia. Myślę jednak, że powodem takiego rozkładu odpowiedzi są problemy związane z tym, że to nie jest jak dotychczas śmigłowiec produkowany w Polsce i że przegrały dwa zakłady, które już w Polsce są zlokalizowane, czyli PZL Mielec i PZL-Świdnik – mówi Marcin Duma.

Ponad jedna czwarta (26,6 proc.) ankietowanych uważa, że niedobrą decyzją było przejęcie od Niemców używanych czołgów Leopard. Lepszą opinią cieszy się natomiast decyzja o wyborze amerykańskiego systemu rakietowego Patriot. Zakup ten zdecydowanie dobrze oceniło 21,3 proc. ankietowanych.

Z największym poparciem spotkało się kupno transporterów Rosomak. Blisko połowa Polaków (47,1 proc.) oceniła tę decyzję zdecydowanie pozytywnie.

Wynik ten może wiązać się z obecnością tej maszyny na większości misji zagranicznych, w których udział brali Polacy, i dość dobrą opinią, jaka jest o niej wyrażana – uważa Marcin Duma. – Zaledwie 4 proc. respondentów, czyli bardzo blisko błędu oszacowania, stwierdza, że był to zły zakup. Przytłaczająca większość uważa go za zdecydowanie lub raczej dobry. To świetny rezultat.

Polacy mają też bardzo różnią się w ocenie wpływu decyzji zakupowych rządu na krajową gospodarkę. Dobrze i zdecydowanie dobrze oceniło go 43,4 proc. Polaków. Z kolei 44,7 proc. źle klasyfikuje skutki ekonomiczne podejmowanych w tym zakresie działań.

IBRiS zbadał również opinię na temat jakości produkowanego za granicą uzbrojenia. Najgorszy sprzęt – zdaniem respondentów – wytwarzają Hiszpania oraz Chiny. Największym zaufaniem Polaków cieszą się natomiast produkty zbrojeniowe ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec oraz Wielkiej Brytanii.

Myślę, że pozytywne opinie o zakupie systemu Patriot można tłumaczyć tym, że jest to produkt amerykański, a uzbrojenie pochodzące z tego kraju Polacy oceniają najlepiej – informuje Marcin Duma.

Polskie siły zbrojne dysponują największym od lat budżetem na modernizację. Do 2022 roku łączne wydatki na ten cel mają wynieść 130 mld zł. Armia ma otrzymać nowy sprzęt i technologie, między innymi samoloty bezzałogowe, okręty podwodne, śmigłowce i systemy obrony przeciwrakietowej.

Ubezpieczyciele angażują się w rehabilitację osób niepełnosprawnych

0

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba zgłaszanych szkód osobowych i wypłacanych z tego tytułu świadczeń. W 2014 roku ubezpieczyciele komunikacyjni przekazali ponad 1,1 mld zł, czyli o 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Firmy ubezpieczeniowe angażują się również w rehabilitację osób niepełnosprawnych po wypadkach. Z 3,2 mln osób dotkniętych kalectwem 2 mln to osoby w wieku produkcyjnym.

W Polsce i całej Europie obserwujemy od wielu lat wzrastającą tendencję w wypłatach szkód osobowych. Świadczenia wypłacane z tytułu szkody poniesionej przez osobę przekroczyły już 1 mld zł – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Fal z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). – Ale nie tylko kwota jest istotna. Sam problem osób niepełnosprawnych z powodu wypadku jest niezwykle istotny. Jest to problem istotny nie tylko dla ubezpieczycieli komercyjnych, lecz także dla instytucji publicznych i społeczeństwa.

Według opublikowanego przez GUS Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) za IV kw. 2014 roku w Polsce żyje 3,2 mln osób niepełnosprawnych, z czego blisko 2 mln to osoby w wieku produkcyjnym. Współczynnik aktywności zawodowej wynosi w grupie produkcyjnej 27,1 proc., zatrudnionych jest 22,8 proc. Dla społeczeństwa oznacza to duże koszty, dlatego tak ważne jest wspieranie osób, które mogą powrócić do normalnego funkcjonowania, również na rynku pracy.

Wyzwaniem dla wszystkich instytucji zarówno publicznych, jak i prywatnych jest przywracanie osób niepełnosprawnych do normalnego funkcjonowania, tak dobrego, jak to jest tylko możliwe. I tu przechodzimy do rehabilitacji. Chodzi nie tylko o rehabilitację medyczną, którą trzeba rozpocząć jak najszybciej i która potrafi czasami zdziałać cuda, lecz także o rehabilitację zawodową i społeczną – podkreśla ekspertka. – Możliwość przystosowania stanowisk pracy tak, żeby osoby niepełnosprawne mogły pracować, żeby były wciąż aktywne zawodowo i żeby były aktywnymi członkami społeczeństwa.

Jak podkreślają eksperci, tego typu wsparcie jest niezbędne, bo niepełnosprawność to nie tylko stan ciała, lecz także – a czasem przede wszystkim – stan ducha. Istotne jest motywowanie osoby niepełnosprawnej do powrotu do normalnego funkcjonowania.

Zadaniem ubezpieczycieli i instytucji może być m.in. pomoc w radzeniu sobie ze skomplikowanymi przepisami prawnymi.

Są ubezpieczyciele, którzy aktywnie wyszukują osoby, które są osobami niepełnosprawnymi, i oferują im badanie, rehabilitację, a potem rehabilitację zawodową. Takich przypadków jest bardzo wiele i jest to dobry kierunek – wskazuje Fal.

To istotne, zwłaszcza że według prof. Bickenbacha, współtwórcy międzynarodowej klasyfikacji niepełnosprawności, starzenie się to nic innego, jak stopniowe nabieranie niepełnosprawności. W Polsce sytuacja demograficzna jest niekorzystna – dane GUS wskazują, że współczynnik obciążenia ludności w wieku produkcyjnym emerytami będzie wzrastał. Teraz na 100 osób pracujących przypada 28 emerytów, w 2050 roku będzie ich 50.

Demograficzne prognozy mówią, że w roku 2060 co trzecia osoba będzie osobą powyżej 65. roku życia, w związku z powyższym problem niepełnosprawności dotyczy nie tylko tych osób i ich rodzin, lecz także nas wszystkich – przekonuje Dorota Fal.

Przybywa Polaków potwierdzających swoją rzetelność płatniczą

0

CEO Magazyn Polska

Już ponad pół miliona informacji pozytywnych o terminowym opłacaniu rachunków, faktur i innych zobowiązań finansowych otrzymują firmy i konsumenci – informuje Rejestr Dłużników ERIF Biuro Informacji Gospodarczej. To oznacza, że systematycznie rośnie zainteresowanie możliwością potwierdzenia swojej wiarygodności płatniczej. 21 maja został ogłoszony Dniem Informacji Pozytywnej.

Przepływ informacji pozytywnej jest źródłem wzrostu gospodarczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF BIG SA. – Możemy to stwierdzić na podstawie doświadczeń międzynarodowych agencji kredytowych. Blisko 80 proc. z nich równolegle przetwarza informacje pozytywne i negatywne. To zwiększa zaufanie na rynku, sprzyja bezpieczeństwu zawieranych transakcji i ogranicza ryzyko nietrafionych decyzji finansowych.

Rejestr Dłużników ERIF zachęca konsumentów i firmy, aby zgadzali się na przekazywanie do biur informacji gospodarczej danych pozytywnych o swoich terminowych płatnościach. Takie dane mogą przekazywać banki, instytucje pożyczkowe czy inni usługodawcy.

Informacja pozytywna nie jest niczym innym, jak stwierdzeniem faktu, że terminowo i regularnie płacimy swoje zobowiązania – podkreśla Edyta Szymczak. – To oznacza, że jesteśmy wiarygodnym klientem i partnerem na rynku usług. Na takich klientach zależy bankom, instytucjom pożyczkowym i wszystkim usługodawcom. Jest to więc swego rodzaju inwestycja w przyszłość. Gdy jest się odpowiedzialnym i płaci się na czas, to w przyszłości korzystanie z różnych usług może stać się łatwiejsze, tańsze i szybsze.

Konsumenci mogą w ten sposób budować swoją wiarygodność dobrego płatnika na rynku. Z pozytywnych informacji gospodarczych korzystają różne firmy, instytucje finansowe i usługowe.

Zapewniamy wszystkim firmom korzystającym z bazy danych biur informacji gospodarczej wiedzę na temat ich potencjalnego kontrahenta. To pozwala ograniczać ryzyko współpracy z niewypłacalnym kontrahentem – tłumaczy prezes Rejestru Dłużników ERIF.

Wymiana pozytywnej informacji gospodarczej na dobre już zaistniała na rynku. Od końca 2013 roku taki przepływ danych dotyczących firm i konsumentów mocno zyskuje na popularności. W Rejestrze Dłużników ERIF na koniec pierwszego kwartału zanotowano ponad pół miliona informacji pozytywnych.

Liczba osób i firm w Polsce dbających o swoją pozytywną historię płatniczą stale rośnie, ale mimo wszystko wciąż jest niewielka. Dlatego m.in. Rejestr Dłużników ERIF podejmuje szereg akcji edukacyjnych, które mają na celu rozpowszechnienie samej idei wymiany informacji pozytywnych. W najbliższej przyszłości na pewno możemy spodziewać się napływu takich danych – wyjaśnia Edyta Szymczak. – Zależy nam na tym, żeby edukować rynek, edukować konsumentów o znaczeniu i wadze informacji pozytywnej w ich codziennym życiu, dlatego zainaugurowaliśmy specjalną akcję – Ogólnopolski Dzień Informacji Pozytywnej, który będzie przypadał 21 maja.

Rodziny z dziećmi wybierają na wakacje apartamenty zamiast hoteli

CEO Magazyn Polska

Z roku na rok apartamenty stają się w Polsce coraz popularniejsze. Decydują się na nie zwłaszcza rodziny z małymi dziećmi. Powstają też pierwsze parki wakacyjne, czyli ośrodki wypoczynkowe zapewniające wszelkie możliwe rozrywki podczas rodzinnego urlopu. Najchętniej wybierane przez rodziców małych dzieci destynacje to miejscowości nad polskim morzem.

Rodziny z małymi dziećmi najchętniej wypoczywają w Polsce. Najpopularniejszy kierunek wyjazdowy to Wybrzeże, zwłaszcza Trójmiasto, Władysławowo i Jastrzębia Góra, a w Zachodniopomorskiem – Kołobrzeg i Świnoujście. Nieco większym zainteresowaniem latem cieszą się góry – ich miłośnicy najchętniej wybierają Zakopane, Szklarską Porębę i Karpacz.

Rodziny z dziećmi coraz częściej rezerwują apartamenty zamiast hoteli.

Apartament to taki drugi dom. Jest pełne wyposażenie AGD, więc można przygotowywać posiłki. W łazienkach są pralki, przy dłuższych pobytach ma to tę korzyść, że można zrobić pranie, więc nie trzeba zabierać ze sobą dużych ilości ubrań dla dzieci – mówi agencji informacyjnej Newseria Tatiana Kałużniacka z firmy Sun & Snow. – Ponadto można zamówić łóżeczko turystyczne z pościelą, krzesełko do karmienia, podgrzewacz do jedzenia, czyli wszystkie rzeczy, które są potrzebne w czasie wypoczynku z dzieckiem. Dzięki temu nie musimy tych wszystkich rzeczy wozić ze sobą.

Największą popularnością wśród rodziców z dziećmi cieszą się apartamenty dwupokojowe. Na większe, trzy- lub czteropokojowe decydują się wielopokoleniowe lub zaprzyjaźnione rodziny, które wspólnie wybrały się na wakacje. Ceny wynajmu liczone są za apartament, a nie od osoby. Nad morzem w okresie letnim koszt wynajmu waha się od 200 do 400 zł za apartament dwupokojowy. W górach ceny zaczynają się od 160 zł.

Przy apartamentowcach najczęściej znajdują się bezpieczne place zabaw, sale, w których znajdują się zabawki, gry planszowe i komputerowe, a nawet baseny. Takie atrakcje przydają się szczególnie wtedy, kiedy zawodzi pogoda.

Nowością w Polsce są parki wakacyjne, czyli nowoczesne ośrodki wypoczynkowe obejmujące budynki apartamentowe przeznaczone dla gości i budynek hotelowy.

Budynek hotelowy ma pełne zaplecze restauracyjne i rozrywkowe, tam często znajdują się strefy zabaw dla dzieci, baseny, a na terenie ośrodka jest mnóstwo tego typu atrakcji, np. miejsca do wspinaczki czy organizowania ognisk – mówi Tatiana Kałużniacka. – Taki ośrodek w Polsce powstaje w Szklarskiej Porębie i właśnie w ten sposób będzie zorganizowany. Będą tam trzy budynki apartamentowe i hotel, a na terenie działki różne atrakcje dla mniejszych i dużych.

Coraz więcej właścicieli budynków apartamentowych decyduje się także na organizowanie zajęć dla dzieci z udziałem animatora. Dzięki temu rodzice mogą zostawić pociechy pod fachową opieką i spędzić trochę czasu sami.

Taka oferta – zdaniem specjalistów – powinna być dostępna jak najwcześniej w sezonie, ponieważ nie wszystkie rodziny wyjeżdżają na wakacje w tym samym czasie. Rodzice z dziećmi w wieku szkolnym najczęściej wypoczywają w apartamentach w lipcu i sierpniu, natomiast rodzice młodszych dzieci zaczynają wakacyjne wyjazdy już w czerwcu.

Wartość polsko-bułgarskiej wymiany handlowej co roku zwiększa się o kilkanaście procent

CEO Magazyn Polska

Eksport polskich towarów do Bułgarii od 2010 roku wzrósł blisko dwukrotnie do 720 mln euro. Bułgarscy konsumenci cenią polską żywność i meble. Polacy szukają też okazji do inwestowania w Bułgarii – będą współuczestniczyć m.in. w modernizacji tamtejszej kolei. Także bułgarscy przedsiębiorcy, którzy chcą się rozwijać na większych rynkach, coraz częściej decydują się na Polskę.

Wymiana pomiędzy Polską a Bułgarią stale rośnie, o ok. 10 proc. każdego roku. Dążymy do przekroczenia granicy miliarda euro. Myślę, że jest to wynik do osiągnięcia, bo potencjał wymiany jest ogromny i nie był dotychczas wykorzystywany – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Yordan Draganchev, członek zarządu Polsko-Bułgarskiej Izby Handlowej.

Z danych Ministerstwa Gospodarki wynika, że w ubiegłym roku wartość polskiego eksportu do Bułgarii wyniosła 720 mln euro. W ciągu ostatnich 5 lat polski eksport wzrósł o 310 mld euro. Coraz większą dynamikę wzrostu notuje eksport urządzeń mechanicznych (150 mln euro, wzrost o 116 proc.) i produkty spożywcze (80 mln euro, wzrost o 108 proc.).

Branża spożywcza jest bardzo pozytywnie odbierana przez konsumentów w Bułgarii. Na bułgarskim rynku nieruchomości często spotyka się polskie firmy. Bardzo popularne są polskie meble, dlatego zachęcamy cały czas do wzbogacenia oferty – podkreśla Draganchev.

Polska z Bułgarii sprowadza przede wszystkim produkty będące podstawą produkcji. Import jest jednak znacznie niższy – wynosi ok. 420 mln euro, a w ostatnich dwóch latach wzrósł o ok. 100 mln euro.

– Działania, w których widzimy ogromny potencjał, to są różne przetargi ogłaszane w Bułgarii. Mamy w tym zakresie sukcesy – znajdujemy konkretnego partnera wśród polskich przedsiębiorców, tworzymy konsorcja polsko-bułgarskie, które występują w przetargach. Mogę się pochwalić ostatnim sukcesem w branży kolejowej. Polsko-bułgarskie konsorcjum powstałe z naszej inicjatyw ma dwa wygrane przetargi – mówi Draganchev.

Polscy przedsiębiorcy często wybierają Bułgarię ze względu na niskie podatki – stawka wynosi 10 proc., ale w części regionów o wysokim stopniu bezrobocia stosowana jest zerowa stawka. Izba zachęca też do inwestycji w Polsce bułgarskich przedsiębiorców, dla których pierwszym rynkiem, na jaki wchodzą, jest Rumunia. Kiedy szukają większych rynków, wybierają Polskę.

Jest obecnie kilka inwestycji, które prowadzimy i w które zaangażowany jest niemały kapitał, ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić – zaznacza ekspert i dodaje, że obecnie organizowana jest misja gospodarcza z odpowiednikiem Krajowej Izby Gospodarczej w Bułgarii. – Będziemy szukać partnerów dla konkretnych przedsiębiorców. Cały proces kojarzenia będzie tworzony na zasadzie misji gospodarczej połączonej z wyjazdem do Bułgarii – tłumaczy Draganchev.

Pod egidą Izby w Warszawie powstał właśnie Klaster Doradczy, który ma wspierać zacieśnianie współpracy mikro-, małych i średnich firm z Polski i Bułgarii. W tym tygodniu zostanie otworzony jego odpowiednik w Sofii.

Lokalne biogazownie to tańszy prąd dla odbiorców

CEO Magazyn Polska

Energetyka rozproszona, oparta o małe lokalne źródła, to optymalne rozwiązanie dla Polski ocenia spółka Bio Power, która przy współudziale partnerów zamierza budować na Zamojszczyźnie sieć biogazowni, tworząc tam spółdzielnię energetyczną. Pierwsza biogazownia Spółdzielni Nasza Energia ma ruszyć w przyszłym roku.

Bio Power zajmuje się m.in. budową i eksploatacją obiektów energetycznych wykorzystujących różne produkty pochodzenia organicznego. Specjalizuje się w pozyskiwaniu biogazu w procesie fermentacji. W zarejestrowanej w zeszłym roku spółdzielni spółka jest partnerem strategicznym.

Mamy przyjęty harmonogram – cały kompleks budowy kilkunastu biogazowni ma się zakończyć w 2020 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Ryszard Rabiega, prezes Bio Power. – Chcieliśmy w przyszłym roku uruchomić i oddać do eksploatacji przynajmniej jedną biogazownię, a także wybrać kolejne lokalizacje na rozpoczęcie procesu projektowania.

Bio Power ma siedzibę w Zamościu i tamten region uznaje za doskonałe miejsce do budowy biogazowni. Lokalne rolnictwo jest bowiem doskonałym źródłem surowca energetycznego i powołana spółdzielnia będzie miała do niego łatwy dostęp.

Spółdzielnia będzie budowała pierwszy w Polsce lokalny system elektroenergetyczny oparty o biogazownie rolnicze. Tamte tereny są bardzo przyjazne dla tego typu źródeł, ponieważ jest dobre rolnictwo, jest dobra gleba i tego surowca do produkcji energii jest wystarczająco dużo – ocenia Ryszard Rabiega.

Zaznacza, że jego firma musi się tam zmierzyć także z pewnymi problemami. Jednym z nich jest wybór lokalizacji – nie wszystkie gminy mają uporządkowane kwestie planów zagospodarowania przestrzeni.

Dlatego też w tej chwili trwa proces wyboru, ewentualnie przystosowania obowiązujących planów do takich lokalizacji – mówi prezes Bio Power.

Pierwsze lokalizacje, które spełniają wszystkie kryteria formalno-prawne, są już wybrane. Spółka mogła więc rozpocząć proces przygotowywania dokumentacji technicznej do wystąpienia o pozwolenia na budowę.

Celem inwestycji jest budowa kompleksu 12 elektrowni biogazowych połączonych autonomiczną siecią. Podzielona jest na kilka etapów, w których wybudowane zostaną węzły trzech jednostek wytwórczych na terenie jednej gminy. Prąd, który powstanie z tych źródeł, ma zasilać budynki użyteczności publicznej, oświetlenie uliczne i większość gospodarstw domowych.

Co czwarty polski gimnazjalista nie opanował żadnego języka obcego nawet na poziomie podstawowym

Gimnazjaliści, którzy uczą się języka obcego wyłącznie w szkole, osiągają słabe wyniki na testach – pokazują badania. Dużo lepsze oceny dostają ci, którzy chodzą na korepetycje czy dodatkowe zajęcia językowe, na przykład w prywatnych szkołach. Zdaniem ekspertów polski system edukacji nie pozwala na efektywną naukę. Klasy są przepełnione, a zajęcia monotonne i skoncentrowane na nauce gramatyki. Uczniowie nie mają więc rzeczywistego kontaktu z językiem.

Poziom znajomości języka u co czwartego polskiego ucznia to -A1, czyli poniżej najniższego stopnia znajomości w skali Rady Europy. Z Europejskiego Badania Kompetencji Językowej wynika, że na tle innych państw UE jest to jeden z najgorszych wyników. W rankingu dużo wyżej plasuje się m.in. Estonia, Słowenia, Hiszpania czy Portugalia.

Wyniki są zatrważające. Zdecydowana większość uczniów w polskim systemie edukacji publicznej nie opanowuje języka nawet w stopniu podstawowym. Problem wynika w dużej mierze z tego, że podejście do nauczania języków obcych musi być zupełnie inne niż do nauczania innych przedmiotów, takich jak geografia, historia czy matematyka. Posługiwanie się językiem obcym to umiejętność, a nie wiedza. Języka nie da się wykuć – mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Rowecka, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE.

Trzy czwarte polskich uczniów lekcje języka obcego ma tylko w szkole. Najczęściej wybierają angielski (90 proc.) i niemiecki (30 proc.) – wynika z badania TNS Polska na zlecenie PASE

Badania pokazują, że takim minimalnym progiem, powyżej którego możemy mówić o skutecznej nauce języka, są cztery godziny efektywnego kontaktu z językiem tygodniowo. Zwykle jest ich mniej i jest to duży problem – mówi Magdalena Rowecka.

Magdalena Rowecka podkreśla, że w przypadku nauki języka obcego, to nie teoria, a praktyka czyni mistrza. Polskie szkoły nie radzą sobie jednak z tym wyzwaniem.

Nauka języka to są lata ćwiczeń, indywidualne zaangażowanie i ciągły aktywizujący trening. Musimy mówić w danym języku, natomiast w warunkach polskiej klasy, która często liczy aż 24 osoby i nie jest dzielona na grupy, to jest po prostu niemożliwe. Jeśli lekcja trwa 45 minut, to jak dużo czasu ma każdy z uczniów, żeby coś powiedzieć? Myślę, że w rzeczywistości czasem większość klasy przesiedzi całą lekcję, nie otworzywszy nawet ust – tłumaczy Magdalena Rowecka.

Dlatego co czwarty uczeń dodatkowo korzysta z korepetycji lub lekcji w szkołach językowych. Za takie zajęcia trzeba zapłacić od 100 do 300 zł miesięcznie, a nie wszystkich rodziców na to stać.

Dobrą stroną korepetycji czy systemu prywatnych szkół językowych jest to, że rzeczywiście dzieci uczą się tam języka. To jest atut, którego nie sposób kwestionować. Natomiast w związku z tym, że nie każdego stać na korepetycje, polski system edukacji wymaga niezwłocznej reformy, żeby język nie był tylko towarem dla bogatych – mówi Magdalena Rowecka.

W 2018 roku wyniki sprawdzianu egzaminu gimnazjalnego z języków obcych będą brane pod uwagę w procesie rekrutacji do liceów i szkół ponadgimnazjalnych.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zadebiutuje na New Connect

0

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zadebiutuje na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, na rynku New Connect.

Jest jedną z nielicznych łódzkich spółek obecnych na giełdzie i jedyną z woj. łódzkiego firmą z branży obecną na giełdzie.

Kancelaria Prawna – Inkaso WEC S.A. jest częścią Grupy Kapitałowej WEC. Od 1995 roku świadczymy kompleksową obsługę wierzytelności począwszy od weryfikacji kontrahenta i monitoringu płatności, po windykację.

PKB Polski wzrósł o 3,5%

W pierwszym kwartale 2015 roku produkt krajowy brutto Polski zwiększył się o 3,5% rdr – wynika ze wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego.

Odczyt był lepszy od szacunków ekonomistów, którzy spodziewali się dynamiki polskiego PKB na poziomie 3,3% rdr. Rezultat za poprzedni kwartał GUS zrewidował w górę z 3,1% do 3,3% rdr. Po uwzględnieniu czynników o charakterze sezonowym wzrost PKB wyniósł 1,0% kdk i 3,4% rdr wobec 0,8% kdk i 3,5% rdr w IV kwartale 2014 r. 

– Nieco silniejsze od oczekiwań przyspieszenie wzrostu PKB to dobra wiadomość. Ponadto wzrost gospodarczy opiera się na zdrowych fundamentach: mamy niską inflację, rozsądny wzrost akcji kredytowej i malejący deficyt na rachunku obrotów bieżących. Ale jeśli chcemy dogonić kraje bogatego Zachodu, to w okresie ożywienia gospodarczego Polski PKB powinien rosnąć w tempie ok. 7%.

Wyższy od spodziewanego wzrost gospodarczy zaskoczył ekonomistów. Od kilku tygodni największe instytucje rewidują swoje prognozy gospodarcze dla Polski. Wg najnowszych projekcji Komisji Europejskiej wzrost gospodarczy w naszym kraju w 2015 roku wyniesie 3,3%. Pod względem wysokości dynamiki jesteśmy w czołówce państw UE. Gospodarka Wspólnoty w tym roku wzrośnie o 1,8%.

– Dobre wyniki wzrostu polskiego PKB, to nie jest przypadek. Niska inflacja, spore sukcesy eksporterów, w miarę stabilna sytuacja kursowa, a przede wszystkim wysoka ocena Polski jako kraju bezpiecznego dla inwestycji zagranicznych – to wszystko w końcu musiało przełożyć się na wskaźniki. Wiele wskazuje na to, że na koniec roku polski wzrost PKB wyniesie ok. 4%. Jednak nas bardziej powinna interesować realna poprawa dobrobytu Polaków. Pensje rosną, ale ich tempo wciąż jest niezadowalające. To samo dotyczy oszczędności, które są na bardzo niskim poziomie. Ponad połowa obywateli w razie straty pracy może zapewnić sobie ciągłość finansowania na co najwyżej miesiąc. Powinniśmy wykorzystać moment poprawy koniunktury na stworzenie mechanizmów zachęcających pracodawców do podnoszenia pensji swoim pracownikom. W końcu nie chcemy być bogatym krajem biednych ludzi.

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 15.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

ASM GROUP: wyniki finansowe Q1 2015

Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP
Adam Stańczak, Prezes ASM GROUP

ASM GROUP – lider w outsourcingu usług wsparcia sprzedaży – w pierwszym kwartale 2015 roku wygenerował skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 41,255 mln zł. Spółka w tym okresie wypracowała zysk netto na poziomie 1,105 mln zł. Wskaźnik EBITDA wyniósł zaś 2,333 mln zł.

„Konsekwentne umacnianie pozycji ASM GROUP na rynku usług wsparcia sprzedaży w Polsce oraz we Włoszech pozwala na regularny wzrost przychodów Grupy. Przyrost wynika przede wszystkim z pozyskania nowych kontraktów oraz rozszerzenia zleceń już posiadanych, głównie w segmencie field marketingu. Outsourcing wsparcia sprzedaży cieszy się coraz większą popularnością, a nasi Klienci doceniają efekty kompleksowych usług oferowanych przez ASM GROUP” – mówi Adam Stańczak, Prezes Zarządu ASM GROUP SA.

Strategia ASM GROUP zakłada zarówno konsekwentne umacnianie pozycji rynkowej w obszarze kompleksowych usług wsparcia procesów sprzedaży za sprawą przejęć podmiotów w Polsce, jak
i rozszerzanie zasięgu terytorialnego działalności spółki przez ekspansję na kolejne rynki zagraniczne w wybranych krajach europejskich.

ASM GROUP S.A. wraz ze spółkami zależnymi tworzy grupę kapitałową specjalizującą się w świadczeniu kompleksowych usług wsparcia sprzedaży. ASM GROUP działa na terenie Polski oraz Włoch. Grupa Kapitałowa prowadzi swoją aktywność w ramach czterech linii biznesowych: outsourcingu sił sprzedaży, merchandisingu, field marketingu i badań marketingowych. Dzięki znajomości rynku, zasięgowi działania, szerokim kompetencjom oraz know-how krajowych i zagranicznych ekspertów realizuje każdy projekt ukierunkowany na zwiększenie sprzedaży lub pomoc w promocji towarów. Z usług Grupy korzysta już ponad 600 klientów. ASM GROUP S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect w Warszawie.

 

USD traci w związku ze spadkiem sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych

USD znalazł się pod nową presją po rozczarowującym raporcie w sprawie sprzedaży detalicznej w kwietniu. W parze EUR/USD zaczął się rajd z poziomu dziennych minimów, natomiast para AUD/USD odnotowała nowe maksimum cyklu, najwyższe od stycznia.

Ponadto raport w sprawie inflacji Bank of England nie przyczynił się do dalszej aprecjacji i tak już mocnego funta szterlinga – para GBP/USD nieco straciła na wartości po osiągnięciu nowych maksimów, a w parze EUR/GBP miała miejsce wyprzedaż funta, powodując powrót tej pary powyżej poziomu 0,7200.

Wyprzedaże w parze EUR/CHF były szczególnie powierzchowne, mimo iż para ta nadal znajduje się w przedziale i nie jest interesująca pod względem technicznym, o ile nie zdoła powrócić powyżej obszaru 1,0500/15 w nadchodzących dniach. W odniesieniu do pary USD/CHF, ostatnią lokalną nadzieją byków jest poziom 0,9180, który stanowi zniesienie Fibonacciego o 61,8% z linii rajdu z minimów poniżej poziomu 0,9100 do najnowszych maksimów powyżej poziomu 0,9350.

Złoto bardzo mocno zareagowało na słabe dane ze Stanów Zjednoczonych, które nie tylko wpływają na dolara amerykańskiego, ale również oznaczają mniejsze prawdopodobieństwo podwyżki realnych stóp, ponieważ przewidywany termin pierwszej podwyżki Fed został jeszcze bardziej przesunięty w czasie.

Wykresy: 

EUR/USD

W parze EUR/USD rajd skutkował pokonaniem większości lokalnych poziomów zniesień, ponieważ byki czekają z działaniami na test maksimum cyklu nieco poniżej poziomu 1,1400 i na umocnienie w rejonach poziomu 1,1500, który stanowił wąskie gardło na drodze do spadku. Niedźwiedzie powstrzymują się od działań do ewentualnej wyprzedaży i pokonania rejonów 1,1250/00 w nadchodzących sesjach.

AUD/USD

Para AUD/USD mocno zareagowała na słabe dane ze Stanów Zjednoczonych po tym, jak rynek podwyższył swoją ocenę wytycznych Reserve Bank of Australia oraz po utrzymujących się wysokich cenach głównych surowców przemysłowych w ostatnich tygodniach. W przypadku kontynuacji tej tendencji, byki powinni skupić się na 200-dniowej średniej ruchomej. Już wkrótce zbiegnie się ona z ważnym obszarem 0,8250, który podczas konsolidacji w styczniu stanowił główne pole bitwy.

XAU/USD

Złoto zareagowało na słaby odczyt ze Stanów Zjednoczonych brutalnym rajdem. Widzieliśmy już jednak kilka falstartów, a najbliższym celem dla złota będzie przełamanie granic przedziału i obszaru 1225. Może to być ważniejsze niż 200-dniowa średnia ruchoma, która spadła w granice przedziału i znajduje się obecnie w zasięgu dzisiejszej akcji.

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

Dolar kontynuuje spadki

Jak wynika z informacji opublikowanych wczoraj przez GUS, dynamika inflacji CPI w Polsce wzrosła w kwietniu o 0.4% m/m, co jest najlepszym wynikiem od dwóch lat. W dalszym ciągu tempo wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych pozostaje jednak znacznie wolniejsze niż zakładano – w ujęciu rocznym dynamika inflacji CPI nadal utrzymuje  się na ujemnym poziomie, wynosząc -1.1% r/r.

Popołudniu uwagę inwestorów przyciągnęły natomiast wiadomości napływające zza Oceanu, gdzie w ostatnim tygodniu liczba osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych wyniosła 264K. Widoczny spadek dynamiki inflacji PPI w Stanach Zjednoczonych – z 0.2% m/m w marcu do -0.2% w kwietniu – przyczynił się jednak do dalszego osłabienia wartości amerykańskiego dolara. W efekcie, kurs EUR/USD wzrósł podczas czwartkowej sesji do poziomu 1.1442.

Rano poznaliśmy informacje na temat polskiego PKB w I kwartale, a także inflacji bazowej i salda rachunku bieżącego. Istotne znaczenie dla przebiegu dzisiejszej sesji będzie miała także publikacja danych obrazujących dynamikę produkcji przemysłowej (prognoza 0.1% m/m) w Stanach Zjednoczonych.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

 

saxo bank

Drony zastąpią kurierów? Przyszłość rynku e-commerce

Na rynku e-commerce wszystko się może jeszcze wydarzyć. Bardzo duże zmiany po stronie technologii powodują, że trudno jest coś przewidzieć. Wystarczy popatrzeć na to co robią najwięksi gracze np. Amazon, który wdraża drony dowożące towar – mówi Michał Gembicki, Prezes Zarządu CDP.pl.

Kolejnym krokiem w ocenie ekspertów może okazać się big data, czyli przetwarzanie w chmurze. Zastosowanie algorytmów do wspomagania decyzji zakupowych.

O rozwoju technologii jako czynniku poprawy konkurencyjności, o wykorzystaniu innowacji w kontekście e-commerce rozmawiano w czasie cyklicznego spotkania Executive Club poświęconego tematyce handlu elektronicznego „Nowa ekonomia  – E-commerce dźwignią handlu”.

Orbis kupił sieć 38 hoteli

0

Po zawarciu z Accor strategicznej transakcji, która przyspieszyła rozwój Spółki i powiększyła sieć o 38 hoteli działających w 5 nowych krajach, odnotowaliśmy znaczny wzrost skali naszej działalności i wzmocniliśmy pozycję – powiedział Gilles Clavie, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Orbis SA.

W styczniu 2015 r. Orbis podpisał ostateczną umowę z Accor, swoim strategicznym partnerem i akcjonariuszem, na podstawie której nabył sieć 38 hoteli o łącznej liczbie ponad 7 tys. pokoi. Hotele te stanowiły własność Accor bądź działały na podstawie umów dzierżawy lub franczyzy. Ponadto Orbis został wyłącznym licencjodawcą wszystkich hotelowych marek Accor w 16 krajach regionu.

– Mamy w tej chwili trend wzrostowy na rynku polskim i to już od kilku kwartałów. Podobnie wyglądał początek roku. Prognozy na najbliższe miesiące i kwartały także zapowiadają się bardzo dobrze – mówi newsrm.tv Ireneusz Węgłowski, wiceprezes Orbis S.A. – U nas akurat połowa gości, to są goście podróżujący w biznesie. Chcielibyśmy uatrakcyjnić przez nasze oferty cenowe pobyty gości w czasie weekendu. Weekendy historycznie w miastach polskich powodowały, że hotele się wyludniały, frekwencja spadała do 40 proc. Poprzez lepszą ofertę, lepszą komunikację, lepszy transport mamy do czynienia z zapełnianiem okresów weekendowych.

Linedata przedstawia nowe produkty dla polskiego rynku finansowego

Polski system finansowy dojrzewa. W obecnym klimacie marże kurczą się, a rynek staje się bardziej konkurencyjny. Klienci Linedata mówią nam o potrzebie zwiększenia skali działalności i dywersyfikacji oferty bez jednoczesnego wzrostu kosztów. Potrzebują również wysoko wykwalifikowanych pracowników na stanowiskach generujących wartość , podczas gdy zadania przypisane do stanowisk administracyjnych mogą zostać zautomatyzowane i zarządzane przez oprogramowanie.

W odpowiedzi na te potrzeby, Linedata wprowadza zestaw narzędzi komplementarnych do dostępnego obecnie rozwiązania Linedata do rozliczeń i księgowości instytucji finansowych Mfact, obecnego na polskim rynku od 20 lat. Narzędzia te są unikalne w polskim sektorze finansowym, wspierając wzrost efektywności procesów i strumieni pracy, dzięki czemu pomagają klientom w poprawie pozycji konkurencyjnej i dywersyfikacji na dojrzałym rynku.

14 maja 2015r. Linedata zaprezentowała następujące rozwiązania dla rynku polskiego:

Linedata Optima – oprogramowanie BPM (business process management) zaprojektowane specjalnie dla wsparcia procesów administracyjnych funduszy. Umożliwia ono ocenę procesów w czasie rzeczywistym, identyfikację błędów i poprawę efektywności – w tym zadań wykonywanych ręcznie – aby zoptymalizować strumienie pracy, procesy i wydajność. W efekcie automatyzujemy strumienie zadań i ograniczamy ryzyko operacyjne.

  • Linedata Web Portal – umożliwia szybką wizualizację danych w systemie Linedata Mfact z dostępem w czasie rzeczywistym, w bezpieczny sposób na urządzeniach mobilnych. Web Portal umożliwia raportowanie wszystkich aspektów strumieni pracy w wielu formatach nie wymagając wprowadzania zmian w podstawowym systemie. Dzięki temu, możliwe jest efektywne współdzielenie informacji w organizacji, przyspieszenie procesów rekoncyliacji oraz poprawa kontroli danych.
  • Przeprojektowany Task Scheduler dla Linedata Mfact, rozszerzony o nowe procesy i większą elastyczność w zakresie istniejących procesów.

Michael Galvin, Product Manager dla Linedata Mfact tłumaczy: Bardzo cieszymy się z wprowadzenia na polski rynek narzędzi poprawiających produktywność i efektywność. Linedata ma w Polsce ugruntowaną pozycję wśród głównych instytucji finansowych, w tym jednego z największych polskich depozytariuszy. Wierzymy, że nowe rozwiązania pomogą naszym klientom w poprawie efektywności poprzez automatyzację i optymalizację procesów”.

Bartłomiej Polewczyk, kierujący Fund Services Operations w Deutsche Bank dodaje: Linedata jest wieloletnim partnerem Deutsche Bank w Polsce. Cieszymy się z perspektywy dalszego ujednolicania i automatyzacji naszych operacji w czasie, gdy chcemy umocnić naszą pozycję jako wiodącego depozytariusza w Polsce.”