McDonald’s w 2015 roku zwiększy zatrudnienie o tysiąc osób. W rekrutacji pomoże nowe Centrum Pracy

0

CEO Magazyn Polska

McDonald’s szuka nowych pracowników. Firma planuje w 2015 roku zbudować i otworzyć w Polsce nowe restauracje, a w związku z tym zamierza zatrudnić tysiąc osób. By wesprzeć procesy rekrutacyjne, otworzyła w Warszawie Centrum Pracy.

Dynamiczny rozwój powoduje, że w 2015 roku zaoferujemy tysiąc nowych miejsc pracy na trenie kraju. Budujemy i otwieramy nowe restauracje, więc zwiększamy zatrudnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych i zasobów ludzkich McDonald’s Polska.

Większość dotychczasowych pracowników to ludzie młodzi i studenci łączący pracę z nauką. Jak podkreśla Kłapa, chociaż sieć stara się zachęcać również pracowników z innych grup wiekowych, to głównie do młodych kierowana jest oferta firmy.

Dajemy możliwość godzenia pracy z nauką, oferujemy szkoleni. Dzięki nam poznają biznes, wchodzą do zespołu dużej marki i rozwijają się zawodowo. Rozwój sieci restauracji sprawi, że te możliwości będą coraz większe – zapewnia Krzysztof Kłapa.

Młodych ludzi przyciąga też stabilność zatrudnienia i możliwość rozwijania kariery.

W tej chwili w 352 restauracjach na terenie kraju pracuje również kilka tysięcy menadżerów. Dlatego udzie, który przychodzą dzisiaj pytać o pracę, powinni mieć również na uwadze to, że oferujemy konkretną ścieżkę kariery – podkreśla Krzysztof Kłapa.

McDonald’s ma w Polsce sieć 352 lokali. Zatrudnia w nich 17,5 tys. pracowników. Rekrutację kolejnych ma usprawnić nowo otwarte Centrum Pracy.

To jednostka, gdzie pracują doświadczeni pracownicy McDonald’s, którzy mogą udzielić wszelkiej informacji, nie tylko na temat wolnych miejsc pracy, lecz także mogą poinformować o możliwej ścieżce kariery, oferowanych szkoleniach i wszelkich warunkach – wyjaśnia dyrektor ds. korporacyjnych i zasobów ludzkich w McDonald’s Polska.

Centrum Pracy mieści się na terenie restauracji McDonald’s na Dworcu Centralnym w Warszawie.

Fakt, że jest ono zlokalizowane w centrum stolicy, czyli tam, gdzie krzyżują się drogi komunikacyjne i gdzie jest wiele osób, które szukają pracy, wydaje się znakomitym pomysłem. Centrum działa od kilku dni. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego otwarcia, to była potrzebna inicjatywa  chętni przychodzą i otrzymują interesujące ich informacje – mówi Krzysztof Kłapa.

Rośnie polska branża transportowa. Napędza ją utrzymujący się wzrost gospodarczy

CEO Magazyn Polska

Polskie firmy transportowe czeka dobry rok. Branża szacuje, że średnie wzrosty mogą sięgnąć nawet 10 proc. To efekt taniejących paliw oraz ożywienia gospodarczego, które przełoży się na większy wolumen przewożonych towarów.

W 2015 roku zobaczymy spektakularny wzrost usług w branży TSL [transport, spedycja, logistyka – red.] mówi agencji informacyjnej Newseria Artur Czepczyński, prezes zarządu firmy spedycyjnej ABC-Czepczyński. – Wyniesie on ok. 6-7 proc., może nawet dojść do 10 proc. Wszystko będzie się rozbijało o obniżkę cen paliw, która, jak sądzę, przy obecnej cenie baryłki ropy nie będzie się zmieniać w perspektywie kolejnych miesięcy i to może wpłynąć na zdecydowanie większą atrakcyjność przewozów drogowych.

Z raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że polskie firmy miały w 2013 roku 25-proc. udział w rynku międzynarodowych przewozów w Unii Europejskiej. To oznacza, że Polska jest liderem rankingu. Jednocześnie z każdym rokiem rośnie wielkość przewożonych przez Polaków ładunków: w 2013 roku były one o 12,9 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Polska wygrywa w europejskiej konkurencji m.in. dzięki niższym płacom. Dlatego zagrożeniem dla branży są regulacje obowiązujące w Niemczech od początku stycznia br. Według władz tego kraju przepisy dotyczące minimalnej stawki za godzinę (8,5 euro) dotyczą również kierowców z firm transportowych z innych krajów, które przewożą towary przez Niemcy. Konfederacja Lewiatan szacuje, że mogłoby to podnieść koszty prowadzenia działalności firm nawet o 9 proc.

Po tygodniach negocjacji udało się doprowadzić do zawieszenia tego wymogu, do momentu rozstrzygnięcia tej kwestii przez Komisję Europejską, jednak problem nie został całkowicie rozwiązany. Poza tym płaca minimalna obowiązuje w przypadku, gdy ciężarówki są rozładowywane i załadowywane na terenie Niemiec.

Czekamy na te kontrole i zastanawiamy się, czy będą one dla nas pozytywne. Nikt się nie spodziewa jednak tego, że zmienią one cokolwiek w obecnej sytuacji zaznacza Artur Czepczyński i podkreśla, że w przewozach międzynarodowych nic nie powinno zagrozić pozycji polskich firm. Firmy z Europy Zachodniej na pewno nie są dla nas aż tak dużym zagrożeniem, dlatego że są mocno umocowani na swoich rynkach. To bardziej my chcemy wejść na rynki zachodnie, dlatego że kraje takie jak Niemcy, Francja czy Belgia są dalej dla nas atrakcyjne pod kątem przewozów. Różnice w stawkach między Polską a Beneluksem dochodzą do 30-40 proc.

Branży transportowej sprzyja też poprawiająca się sytuacja w polskiej gospodarce. PKB rośnie w tempie ok. 3 proc., ceny spadają, a kredyty są coraz niżej oprocentowane. Niewykluczone, że w tym roku Rada Polityki Pieniężnej jeszcze obniży i tak rekordowo niskie stopy procentowe.

Na pewno obniżanie stóp procentowych wpływa bardzo pozytywnie na prowadzenie biznesu ocenia prezes ABC-Czepczyński. W ostatnich latach odsetki od wszelkich kredytów nie były aż tak wysokie, a dostępność pieniądza zawsze wpływa pozytywnie na rozwój firmy. Myślę, że firmy chętnie będą korzystać z tego, żeby uruchamiać kolejne kredyty na inwestycje.

Z racji dobrych prognoz dla branży ABC-Czepczyński planuje w tym roku inwestycje w rozwój. 10 proc. przychodów zamierza wydać na trzy nowe biura. W planach jest też unowocześnienie firmy pod względem IT i poprawa wyników.

Firma będzie rozwijać się szybciej niż rynek – prognozuje Artur Czepczyński. W zeszłym roku był to 39-proc. wzrost obrotów. Na ten rok przewidujemy 20-proc. Wynagrodzenia będą rosnąc o 5 proc.

Polscy pacjenci niewiele wiedzą o chorobach nowotworowych

CEO Magazyn Polska

Edukacja w procesie leczenia nowotworów jest niezwykle istotna. Właściwie poinformowany pacjent lepiej współpracuje z lekarzem prowadzącym terapię, a to zwiększa jej skuteczność. W Polsce brakuje jednak rzetelnych źródeł informacji, dlatego pacjenci wiedzę o swoich chorobach czerpią z internetu. Aby temu zapobiec, Program Edukacji Onkologicznej wydaje serię bezpłatnych poradników dostępnych w ośrodkach onkologicznych.

Pacjenci, a zwłaszcza pacjenci onkologiczni, bardzo aktywnie poszukują informacji o projektach badawczych, terapiach i lekach. Badania Komisji Europejskiej pokazały jednak, że Polacy mają znacznie większe niż pozostali obywatele Unii Europejskiej problemy ze znalezieniem rzetelnych informacji i ich zrozumieniem. Częściej niż inni Europejczycy zgłaszali też, że informacje pochodzą z niewiarygodnego źródła, i znacznie rzadziej stwierdzali, że są wyczerpujące. Tymczasem rzetelna wiedza pozwala pacjentom nie tylko uniknąć niepotrzebnych błędów, np. żywieniowych, lecz także pozwala odzyskać poczucie kontroli nad swoim życiem. Dotyczy to zwłaszcza chorób nowotworowych, wokół których narosło wiele mitów wzmagających strach pacjenta.

– Kiedy pacjent dowiaduje się o chorobie nowotworowej, przeżywa szok, dlatego byłoby dobrze, gdyby przekazano mu wtedy informacje na temat tego, co się będzie z nim działo. Musi zrozumieć, że ta choroba ma swoje etapy. Im więcej rzetelnej wiedzy dostanie, tym większe prawdopodobieństwo, że spokojniej przejdzie przez całą ścieżkę leczenia. To, co najbardziej szkodzi chorym, to wiedza „podwórkowa”, zdobyta od różnych osób – mówi psychoonkolog dr Mariola Kosowicz, agencji informacyjnej Newseria.

Chory powinien otrzymać informację, gdzie może szukać pomocy psychologicznej oraz informacji na temat odpowiedniej diety i leczenia. Pacjenci onkologiczni często nie wiedzą, czy ich choroba wyklucza aktywność fizyczną i pracę zawodową. Przez to często z nich rezygnują, co po zakończeniu leczenia utrudnia powrót do normalnego życia.

Zdaniem ekspertów internet może być dobrym źródłem informacji, pod warunkiem że weryfikować je będzie lekarz. Nierzetelna wiedza bardzo często prowadzi do pogorszenia rokowań i gorszych wyników leczenia. Zdarza się bowiem, że pacjenci pod wpływem błędnych wiadomości przerywają leczenie. Lukę informacyjną można zniwelować, dostarczając pacjentom informację dostosowaną do ich potrzeb i wiedzy.

Najbardziej efektywnym modelem jest tworzenie ośrodków, które będą się tym poradnictwem zajmowały kompleksowo, czyli nie tylko jednym aspektem, np. wsparciem psychologicznym, ale wszystkim, po to, by ludzie mogli w jednym miejscu spotkać się z różnymi fachowcami. Bardzo ważne jest wzajemne wspieranie się chorych. W Stanach Zjednoczonych wszystkie ośrodki pomocy chorym, są jednocześnie miejscami spotkań z innymi chorymi. Jeżeli chorzy są we właściwy sposób wyedukowani, to sami dla siebie są wsparciem, a to jest niezwykle ważne – mówi prof. Maciej Krzakowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej.

Jedną z inicjatyw mających pomóc pacjentom jest Program Edukacji Onkologicznej, którego organizatorami są Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej oraz Fundacja „Tam i z powrotem”. Skierowany jest do trzech grup społecznych: chorych i ich rodzin, ludzi zdrowych z grup ryzyka oraz pracowników ochrony zdrowia (zarówno lekarzy, jak i wolontariuszy). W ramach programu wydanych zostało 15 poradników w nakładzie prawie 700 tys. egzemplarzy, które poruszają różne tematy, począwszy od odżywiania, a skończywszy na leczeniu bólu. Dostępne są one bezpłatnie w ośrodkach i szpitalach onkologicznych w całej Polsce oraz w formie elektronicznej na stronie Fundacji i Programu. Najnowsza publikacja z tego cyklu to „Radioterapia i Ty. Poradnik dla pacjentów z chorobą nowotworową i ich rodzin”, w której wydaniu pomogła firma Philips.

Philips wspiera proces ochrony zdrowia. Najpierw pacjent jest diagnozowany  na tym etapie dostarczymy wysokiej jakości urządzenia wspierające ten proces. Następnie dostarczamy urządzenia, które służą skutecznemu leczeniu pacjentów. I wreszcie na etap opieki nad pacjentem, który jest bardzo ważny, bo jeśli pacjent ma większą wiedzę o tym, co się z nim dzieje i co jest dla niego ważne z punktu widzenia całego procesu terapeutycznego, to poprawia to jego jakość życia, może również pozytywnie wpłynąć na wyniki samego procesu leczenia – mówi Jarosław Lange, dyrektor generalny Philips Healthcare w Polsce i krajach bałtyckich.

„Radioterapia i Ty. Poradnik dla pacjentów z chorobą nowotworową i ich rodzin” to publikacja adresowana do chorych zakwalifikowanych do napromieniania. Zawiera pełną informację na temat szczegółów leczenia oraz występujących działań niepożądanych. Dużym osiągnięciem twórców Programu Edukacji Onkologicznej było także uruchomienie Centrum Edukacji Onkologicznej, które przy wsparciu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej będzie kompleksowo wspierało chorych.

Będzie przybywać użytkowników bankowości mobilnej

Ponad 3,5 mln Polaków korzysta z bankowości mobilnej, a w kolejnych latach liczba ta ma szybko rosnąć. Produkty dostępne są w kanale mobilnym są proste i bardziej zrozumiałe dla klientów – przekonują przedstawiciele Banku SMART, który w całości oparty jest o tego typu rozwiązania. Bank rozwija kolejne funkcjonalności na smartfony, m.in. logowanie do konta osobistego za pomocą głosu. Po roku działalności bank ma pełną ofertę kredytową i oszczędnościową dla klientów, w planach jest wprowadzenie produktów inwestycyjnych.

Urządzenia mobilne dają niesamowite możliwości, które były niedostępne w tradycyjnym kanale internetowy. Myślę chociażby o wykorzystaniu takich funkcjonalności telefonów, jak aparat czy funkcje głosowe. I to jest według mnie kierunek rozwoju bankowości mobilnej. To widać nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Gawron, senior project manager z Banku SMART.

Jak podkreśla, przewagą bankowości mobilnej jest prostota rozwiązań oferowanych klientom – są one bardziej zrozumiałe i przystępne. Wprawdzie większość banków oferuje swoim klientom mobilny dostęp do konta bankowego i produktów za pomocą aplikacji lub przez strony internetowe przystosowane do urządzeń mobilnych, ale niewiele jest banków, które stawiają wyłącznie na ten kanał.

Na rynku pojawiła się konkurencja ze strony dużych operatorów. Myślę, że to jest w ogóle przyszłość tego rynku, mówię to, patrząc na to, co się dzieje na świecie – klienci przenoszą się z kanału internetowego do urządzeń mobilnych, dlatego że tak jest prościej, wygodnie i użyteczniej – mówi Piotr Gawron. – Dlatego my w pierwszej kolejności myślimy o produktach oferowanych przez ten kanał.

Bank SMART jest częścią FM Banku PBP SA. Unikatową funkcjonalnością banku jest sterowanie głosowe kontem mobilnym i możliwość założenia konta osobistego przez telefon – trzeba tylko zrobić zdjęcie dowodu osobistego telefonem komórkowym.

Jak dodaje Piotr Gawron, w ciągu roku działalności bankowi udało się zbudować ofertę z pełnym zakresie usług bankowych dla klientów: od części rozliczeniowej, poprzez oszczędzanie klientów, do części kredytowej. Bank SMART rozszerza gamę produktów kredytowych oraz rozważa wprowadzenie produktów inwestycyjnych dla klientów indywidualnych.

Chcielibyśmy wkrótce udostępnić pewne funkcjonalności, nowatorskie na rynku. Planujemy m.in. rozbudować naszą bankowość głosową o biometrię, tak żeby klient mógł się zalogować, używając tylko głosu, i tylko za pomocą głosu, żeby mógł „bankować” z nami mobilnie ‒ tłumaczy Piotr Gawron. ‒ Przewidujemy rozbudowę oferty o kolejne produkty finansowe, już nie tylko bankowe, tak żeby odpowiedzieć na wszystkie potrzeby finansowe klienta.

W jego ocenie o Banku SMART można mówić w kategorii dyskontu finansowego, który oferuje klientom atrakcyjne ceny przy zachowaniu jakości i prostoty produktów oraz rozwiązań.

Zmiany w finansowaniu dojazdów do pracy. Zwolniony z podatku będzie tylko transport autobusem

0

CEO Magazyn Polska

Przedsiębiorca organizujący dowóz pracowników autobusem do pracy może skorzystać ze zwolnienia z podatku dochodowego. Pojazd musi być jednak przystosowany do przewozu więcej niż dziewięciu osób. Jeśli transport odbywa się mniejszym busem lub samochodem, po stronie pracownika powstaje przychód, który należy opodatkować. Eksperci zaznaczają, że nowe przepisy zostawiają pole do potencjalnych sporów z organami skarbowymi.

– 1 stycznia tego roku weszła w życie regulacja, która pozwala zwolnić z podatku wartość nieodpłatnego świadczenia otrzymanego przez pracownika z tytułu zorganizowania przez pracodawcę dowozu do pracy, ale wyłącznie autobusem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Gawiński, doradca podatkowy w kancelarii Galt.

Aby świadczenie było zwolnione z opodatkowania, dowóz musi odbywać się autobusem, ten zaś musi odpowiadać definicji zawartej w prawie o ruchu drogowym. Przede wszystkim musi to być pojazd, który konstrukcyjnie przeznaczony jest do przewozu minimum 9 osób, łącznie z kierowcą.

– Pierwszą kwestią sporną będzie udowodnienie, że dojazdy faktycznie były autobusem – zgodnie z definicją – i pytanie, kto to będzie udowadniał – mówi ekspert. – Jeśli dowóz zlecimy firmie zewnętrznej, to czy wystarczy oświadczenie, czy trzeba będzie zrobić dokumentację fotograficzną lub zdobyć oświadczenie pracowników.

Jeśli pojazd będzie mniejszy, to u pracownika powstanie przychód do opodatkowania.

Trudno jest również udowodnić, który z pracowników korzystał z dowozu do pracy. Jak podkreśla doradca podatkowy, jeśli pracodawca udostępni autobus, ale nie będzie wiadomo, kto do niego wsiadł, decyzja o zwolnieniu z opodatkowania będzie zależeć w dużej mierze od interpretacji organów podatkowych.

– Trzecią możliwą wątpliwością jest to, czy jeśli pracownik korzysta ze zwolnienia z przychodu, to czy taki wydatek jest kosztem dla pracodawcy. Szczególnie, że jeśli pracodawca, który ma czterech pracowników i chce skorzystać ze zwolnienia, wynajmie autobus dla 10 osób, nie wiadomo, czy organy podatkowe nie stwierdzą, że w takim razie nie jest to kosztem dla pracodawcy – komentuje Gawiński.

Przepisy nie są jednoznaczne, zaznacza ekspert, i zostawiają organom możliwość interpretacji. Co więcej, mogą one w związku z tym sięgać do poprzednich lat i w ten sposób szacować przychody pracowników.

– Do tej pory brak było jakiejkolwiek regulacji, była niejasność w przepisach, sądy i urzędnicy różnie to interpretowali. Niestety, w większości ta wątpliwość dalej zostanie – mówi Artur Gawiński. – Wydaje się, że organy podatkowe będą to interpretować jako nową normę, więc tym chętniej będą sięgać do lat przeszłych i próbować tam szacować przychody pracowników.

13 mld dolarów przychodu dla amerykańskiej gospodarki dzięki wczorajszemu meczowi Super Bowl

CEO Magazyn Polska

Rozegrany w nocy Super Bowl, czyli finał ligi futbolu amerykańskiego NFL, przyniósł amerykańskiej gospodarce nawet 13 mld dolarów przychodu. To mniej więcej tyle, ile wynosi roczny produkt krajowy brutto Islandii. Mecz to nie tylko największe jednorazowe wydarzenie sportowe na świecie, lecz także wielki event rozrywkowy. Polskie wydarzenia skalą nie mogą konkurować z Super Bowl, jednak zaangażowaniem widowni – już tak.

Super Bowl generuje 13 mld dolarów przychodu. To są skumulowane dochody pochodzące właściwie z wszelakich wydatków konsumpcyjnych, począwszy od tego, ile wydają Amerykanie w restauracji czy w pubie, kiedy oglądają Super Bowl, a skończywszy na zakupach nowego sprzętu elektrotechnicznego, oczywiście w większości telewizorów, i wydatkach supermarketowych (chipsy, piwo, alkohole) – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management Polska.

W tegorocznym, 49. meczu Super Bowl drużyna New England Patriots wygrała z Seattle Seahawks 28-24. Najbardziej wartościowym graczem finału został wybrany rozgrywający Patriotów Tom Brady, dla którego był to już czwarty wygrany Superbowl.

Mecz w telewizji obejrzało tylko w Stanach Zjednoczonych ok. 115 mln widzów. To rekord, bo w 2014 r. telewidzów było 111,5 mln. Kolejne miliony widzów oglądało Super Bowl w internecie oraz w innych krajach. Mecz był transmitowany przynajmniej w części w 190 krajów.

Jak podkreśla Kita, to zdecydowanie największe pojedyncze wydarzenie sportowe na świecie. Wynika to nie tylko z olbrzymiej popularności futbolu amerykańskiego za oceanem i wysokiego poziomu sportowego tego meczu, lecz także z całego otoczenia zbudowanego wokół Super Bowl przez Amerykanów. Mecz poprzedza kampania reklamowa i marketingowa, a samo oglądanie meczu stało się okazją do spotkań na grillach, w pubach i domach. Szacunki mówią o 12,5 mln sztuk zamówionej pizzy.

W budowanie napięcia przed meczem włączają się także reklamodawcy. Wiele firm szykuje na Super Bowl specjalne kampanie reklamowe. Sama obecność w bloku reklamowym w trakcie meczu służy firmie do budowania reputacji, choć to niemały wydatek, bo 30-sekundowy spot w tym roku kosztował 4,5 mln dolarów.

W Polsce maksymalne ceny 30-sekundowych spotów oscylują około kwoty osiemdziesięciu, może stu paru tysięcy złotych – podkreśla Kita. ‒ Nie liczy się do końca sama cena reklam, ale pojawia się coraz więcej elementów, które wpływają na ocenę koncernów funkcjonujących wokół Super Bowl. Coraz częściej mówi się o tym, że pozycję danej firmy wyznacza na przykład to, na ile reklam ją stać podczas Super Bowl.

Ekspert zwraca uwagę na to, że nie wszystkie bloki reklamowe kosztują tyle samo. W trakcie finału wyemitowano spoty ponad 35 reklamodawców, w tym spółek oraz zapowiedzi filmów. Wśród nich było kilku debiutantów, w tym marki Always Procter&Gamble oraz Skittles.

Te reklamy są zawsze przygotowane w sposób bardziej artystyczny i wysmakowany. Widz oczekuje lepszej i ciekawszej reklamy podczas wydarzenia, a marketer wie, że musi mu to dostarczyć. W związku z tym czasami zatrudnia się najlepszych aktorów i dobrych reżyserów. W tym roku w reklamach wystąpili między innymi Pierce Brosnan, Kim Kardashian czy Danny Trejo – mówi Kita.

Kita przypomina, że jeszcze kilka lat temu 30-sekundowy spot kosztował o połowę mniej. 49 lat temu, podczas pierwszego meczu rozgrywanego w takiej formule cena oscylowała wokół 40 tys. dolarów.

W jego ocenie, choć w Polsce żadne wydarzenie nie może konkurować z Super Bowlem w bezwzględnej liczbie oglądających, to pod względem zaangażowania i udziału polscy telewidzowie nie pozostają w tyle.

Na pewno możemy powalczyć o coś, co tak mocno przyciągnie uwagę Polaków. Największe wydarzenia sportowe, jak mecz Polska – Niemcy w piłce nożnej, skoki Adama Małysza w Salt Lake City, Puchar Świata w Zakopanem czy występy Kamila Stocha na olimpiadzie w Soczi to już są wyniki typu 11, 12, 15 mln oglądających. To są udziały rynkowe na poziomie 25 proc. populacji, a z reguły 50, 60, a nawet 70 proc. w danym czasie oglądających transmisję telewizyjną – tłumaczy Kita.

Nawet futbol amerykański w Polsce pokazuje, że można zbudować wydarzenie znacznie mniejsze, ale o podobnym charakterze jak Super Bowl. W 2012  r. i 2013 r. finały Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego rozegrano na Stadionie Narodowym. Towarzyszyło temu dużo wydarzeń rozrywkowych, a mecz oglądało na żywo w 2012 r. 23 tysiące osób.

Kontrowersyjne zmiany dla pacjentów

Pakiet onkologiczny i obowiązkowe skierowania do dermatologów oraz okulistów – to jedne z nowości dla pacjentów, które zostały wprowadzone od tego roku. Środowisko medyczne jest ustosunkowane do zmian krytycznie – uważa, że rozwiązania zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia nie będą działać dobrze.

Celem zmian jest skrócenie kolejek do lekarzy i podniesienie jakości leczenia. Ma się do tego przyczynić wprowadzenie obowiązkowych skierowań do dermatologów i okulistów. „Dotychczas były do tych lekarzy bardzo długie kolejki, bo pacjenci zapisywali się bez ograniczeń. Prawdopodobnie teraz się skrócą, ale czy nie kosztem stania w kolejkach po skierowania od lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej?” – zastanawia się dr n. med. Konstanty Radziwiłł, sekretarz Naczelnej Izby Lekarskiej.

Podobnie wątpliwości budzi pomysł, aby pielęgniarki, położne oraz lekarze mogli wystawiać recepty aż na rok. „Brak spotkania – nawet krótkiego – osoby przewlekle chorej z doktorem, które umożliwia komunikację i przypomnienie o zasadach postępowania oraz konieczności wykonywania badań, może zmniejszyć jakość opieki” – mówi serwisowi infoWire.pl Konstanty Radziwiłł. Obawę eksperta budzi też to, że Narodowy Fundusz Zdrowia może żądać od lekarzy wyjaśnień, dlaczego często przyjmują osoby przewlekle chore i oczekują wynagrodzenia, skoro mogą spotkać się z nimi raz na rok.

Nowym założeniem jest również wprowadzenie zasady, że pacjenci z podejrzeniem choroby onkologicznej mają być przyjmowani bez oczekiwania, aby możliwe były ich natychmiastowa diagnostyka i szybkie leczenie. Zdaniem eksperta istnieje jednak ryzyko, że przyjmowanie bez kolejki pacjentów z podejrzeniem nowotworu lub chorych na raka doprowadzi do ogromnych perturbacji w zapisach pacjentów nieonkologicznych.

Pracodawcy cieszą się z zawieszenia niemieckiej płacy minimalnej dla kierowców

Władze Niemiec na razie nie będą egzekwować przepisów, według których polscy kierowcy ciężarówek przejeżdżający przez Niemcy, mają zarabiać co najmniej 8,5 euro na godzinę. Nacisk wywierany na rząd niemiecki przyniósł pozytywny skutek. Przedsiębiorcy apelowali co najmniej o zawieszenie tych przepisów – podkreśla Konfederacja Lewiatan.

Egzekwowanie nowego prawa zostało wstrzymane do czasu, aż sprawę wyjaśni Komisja Europejska. Żądania Niemców, aby kierowcy zatrudnieni przez polskie firmy transportowe jadąc np. do Hiszpanii przez Niemcy otrzymywali wynagrodzenie takie jak kierowcy niemieccy, jest absurdalne. To godzi w tak mocno podnoszoną przez Niemcy zasadę jednolitego rynku powodując niewyobrażalne koszty związane z prowadzeniem ewidencji i kontrolą.

– Konsekwencje przepisów, które wprowadzili Niemcy mogłyby być bardzo negatywne dla Polski. Nasz kraj wyspecjalizował się w międzynarodowych usługach transportowych wysokiej jakości. Zatrudnienie powiązane z sektorem transportowym może sięgać nawet 1 mln osób. Znacząca skala działalności spowodowała, że polskie firmy świadczą swoje usługi przy stosunkowo niskiej marży, kształtującej się na poziomie ok. 2%. Konieczność wypłaty 8,5 euro za godzinę mogłaby doprowadzić do wzrostu kosztów nawet o 9%. Koszty przekroczyłyby zatem znacząco przychody – mówi dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

Konfederacja Lewiatan

Rada ds. Unikania Opodatkowania bez przedsiębiorców

W Radzie ds. Unikania Opodatkowania powinien znaleźć się przedstawiciel organizacji zrzeszającej przedsiębiorców lub pracodawców – apeluje w liście do premier Ewy Kopacz Konfederacja Lewiatan.

Komitet Stały Rady Ministrów zdecydował, że w Radzie ds. Unikania Opodatkowania nie będzie zasiadał przedstawiciel organizacji zrzeszającej przedsiębiorców lub pracodawców. – Decyzja ta, jest o tyle niezrozumiała, że zadaniem Rady ma być analizowanie transakcji gospodarczych, w których zawieraniu największe doświadczenie mają właśnie przedsiębiorcy. Rada wydawać będzie pisemne opinie o zasadności zastosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, na wniosek złożony przez stronę postępowania, organ podatkowy pierwszej instancji lub organ odwoławczy – mówi Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan

Rada, składająca się z 4 sędziów w stanie spoczynku, 6 pracowników szkół wyższych, przedstawiciela wskazanego przez Rzecznika Praw Obywatelskich oraz członka Krajowej Izby Doradców Podatkowych, gwarantować ma najwyższy poziom profesjonalizmu oraz niezależność od organów podatkowych.

Zdaniem Lewiatana, nic nie ujmując autorytetowi osób, które zostaną do niej powołane, trzeba zwrócić uwagę na fakt, że zdecydowana większość z tych osób, nie ma doświadczeń w powadzeniu biznesu i zawieraniu transakcji gospodarczych. Rada ma być organem oceniającym najbardziej skomplikowane transakcje gospodarcze, z których oceną (w założeniu samego projektodawcy) problem mogą mieć urzędnicy. Tym bardziej niezrozumiałe wydaje się powołanie do jej składu osób, które mają dużą wiedzę prawniczą, jednak nie mają doświadczenia w prowadzeniu biznesu, w tym w szczególności w realizowaniu zaawansowanych transakcji gospodarczych.

Osoby, które nie uczestniczą na bieżąco w prowadzeniu działalności gospodarczej, nie dają gwarancji prawidłowej oceny typowości i adekwatności analizowanych przez Radę transakcji. Osoby z dużym doświadczeniem zawodowym i prawnym (sędziowie w stanie spoczynku), którzy zakończyli już aktywność zawodową, nie mają wiedzy o aktualnych typowych transakcjach oraz o ich adekwatności gospodarczej. Może to ograniczać polskich przedsiębiorców w podążaniu za światowymi trendami, bowiem nowoczesne, nierzadko skomplikowane transakcje będą oceniane bez uwzględnienia aktualnych trendów międzynarodowych. Będzie to miało wpływ na osłabienie możliwości naszych przedsiębiorców podjęcia walki konkurencyjnej na rynku międzynarodowym.

– Nie znajdujemy uzasadnienia dla wyłączenia spośród członków Rady ds. Unikania Opodatkowania przedstawiciela przedsiębiorców lub pracodawców, tylko dlatego, że w przyjętych przez rząd założeniach nie uwzględniono takiego rozwiązania. Przedsiębiorcy powinni mieć swoją reprezentację choćby dla wzmocnienia znaczenia wydawanych przez nią opinii i uniknięcie zarzutu, że działania gospodarcze oceniają osoby nie mające w tym zakresie doświadczenia. Modyfikacja składu Rady, na obecnym etapie legislacyjnym, nie narusza procesu uchwalania aktów prawnych i tym bardziej budzi nasze wątpliwości co do intencji projektodawcy – dodaje Przemysław Pruszyński.

Konfederacja Lewiatan

PGNiG zyska na spadkach cen ropy naftowej. Mogą one pomóc renegocjować warunki kupna gazu

CEO Magazyn Polska

PGNiG nie musi tracić na spadkach cen ropy naftowej. Dzięki nim spółka wyszła na korzystną pozycję negocjacyjną w rozmowach z Gazpromem, z którym może renegocjować wcześniej podpisane umowy na dostawy błękitnego paliwa. Niższa cena spowodowałaby, że bilans spółki, która jednocześnie zajmuje się wydobyciem gazu i handlem, byłby korzystny. Na zmianach zyskaliby także konsumenci.

PGNiG, krajowy potentat wydobycia i handlu błękitnym paliwem, w br. z sukcesem może renegocjować kontrakt na import gazu z Rosji, uważa Wojciech Kozłowski, analityk akcji Ipopema Securities.

Przemawia za tym kilka argumentów – twierdzi Kozłowski. – Po pierwsze, nadekspozycja budżetu Rosji na paliwa. Ceny gazu, po jakich sprzedaje Rosja, zależą w dużej mierze od notowań ropy. My uważamy, że w kontekście spadku wartości rynkowej ropy skorelowana z nią cena gazu dla Polski już tylko nieznacznie będzie wyższa niż w Europie Zachodniej. Intuicyjnie patrząc na budżet Rosji, pewnie szukałbym dywersyfikacji przychodów budżetowych, uciekając od ekspozycji na ropę i poszukując raczej większych przychodów ze sprzedaży gazu w Europie.

Od pewnego czasu Rosja, jak wskazuje Wojciech Kozłowski, kupuje magazyny gazu na Starym Kontynencie. Jego zdaniem świadczy to o tym, że będzie chciała mieć większy wpływ na notowania błękitnego paliwa na rynkach europejskich.

Dużo łatwiej kontrolować cenę gazu w Europie Zachodniej niż ropy globalnie – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor analityk akcji z Ipopema Securities. – Myślę więc, że Rosja byłaby skłonna renegocjować kontrakt gazowy z Polską tak, żeby w mniejszym stopniu łączyć cenę błękitnego paliwa z notowaniami ropy, a w większym z cenami gazu w Europie Zachodniej. Miałoby to kapitalne znaczenie dla PGNiG, które obecnie płaci Rosji dużo. Sądzę, że spółka będzie płaciła mniej. Tym samym polscy konsumenci dostaną gaz w cenach zbliżonych do obowiązujących w Europie Zachodniej,czyli sporo niższych.

Skutki ewentualnej renegocjacji kontraktów gazowych – zdaniem tego analityka – miałyby wpływ na wyniki PGNiG w drugiej połowie br. Później cena gazu w Polsce będzie już tzw. import parity (wartości w Europie Zachodniej plus 5 proc. kosztów transportu).

Przychodowo to wcale nie musi dobrze wyglądać – precyzuje Kozłowski. – Ale sam przychód jako miara skłonności biznesowej do generowania stóp zwrotu czy wartości dla akcjonariuszy nie jest dobrą miarą w kontekście spadków cen ropy i gazu. Trzeba pamiętać o tym, że PGNiG jest przede wszystkim spółka wydobywczą i straci na tym, że ceny ropy i gazu są niższe. Natomiast według naszych wyliczeń 60 proc. strat, które rynek już dyskontuje w wycenie PGNiG, będzie wyrównanych zyskami w handlu gazem, co – moim zdaniem – jeszcze nie jest dostrzegane. W związku z tym mimo tak drastycznych spadków cen ropy i oczekiwanej mniejszej wartości rynkowej gazu PGNiG ma bardzo mocny bilans i potencjał dywidendowy.

Według Doroty Sierakowskiej z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska, z którą rozmawiała Newseria Inwestor, spadków ceny ropy naftowej można się spodziewać dopóty, dopóki trend spadkowy nie zostanie wyraźnie zanegowany. Na to się jednak na razie nie zanosi, bo choć ceny ropy przestały spadać, to wcale nie rosną, a produkcja w Stanach Zjednoczonych i Arabii Saudyjskiej utrzymuje się na wysokim poziomie. Państwa skupione w kartelu OPEC także nie zamierzają jej zmniejszyć, choć przy takich poziomach cen anulowane są niektóre inwestycje.

Nawet jeżeli ropa nie będzie kosztowała poniżej 50 dolarów za baryłkę, tak jak kosztuje teraz, a jej średnia cena wyniesie 55 dolarów, to i tak nie zmieni to sytuacji gospodarczej Rosji w drastyczny sposób – zauważa Wojciech Kozłowski. – 65 proc. przychodów eksportowych tego kraju w 2013 roku pochodziło ze sprzedaży ropy, produktów ropopochodnych, czyli petrochemikaliów i paliwa, a 15 proc. generował gaz. W kontekście spadków cen ropy Rosji pomaga co prawda osłabiający się rubel do dolara. Przychody w rublu ze sprzedaży ropy nie są już o tyle mniejsze, ile były, gdyby były wyrażone jedynie w amerykańskiej walucie.

P. Bielski (BZ WBK): W 2015 roku pozytywny wpływ rosnącej konsumpcji na budżet państwa może być mniejszy z powodu deflacji

CEO Magazyn Polska

Niższy o ponad jedną trzecią od zakładanego deficyt budżetowy za zeszły rok to zasługa wyższych wydatków konsumentów i niższych wydatków budżetowych. W 2015 rok przewidziano w ustawie budżetowej deficyt niewiele niższy od tego, który przekroczono w ubiegłym roku. Zdaniem Piotra Bielskiego z BZ WBK dobremu wykonaniu budżetu sprzyjać będzie rozbudzona konsumpcja prywatna, ale na niekorzyść wpływów zadziała deflacja.

Wprawdzie ta aktywność konsumentów będzie wyższa, ale ceny spadają, więc per saldo może to trochę zmniejszać ten pozytywny efekt na budżet – zwraca uwagę w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. – Pamiętajmy, że te wpływy podatkowe mierzone są w kategoriach nominalnych. Spadające ceny nie pomagają na pewno ministrowi finansów. Natomiast można liczyć na to, że ponownie będziemy mieli do czynienia z rokiem nie za bardzo ryzykownym dla budżetu. Zakładamy, że wzrost gospodarczy utrzyma się średnio w całym roku powyżej 3 proc., więc nie powinno to mieć dramatycznych konsekwencji dla budżetu.

Wyższy od zakładanego wzrost PKB pokazuje, że polskie firmy mają się coraz lepiej. W rezultacie rosną nie tylko płace, lecz także zatrudnienie. Bezrobocie spadło w 2014 roku o niemal 2 pkt proc. wynika danych GUS. Konsumenci mniej obawiają się o stabilność zatrudnienia. Rosną wynagrodzenia, a spadają koszty utrzymania w związku z deflacją.

– I to jest dobra wiadomość dla ministra finansów – ocenia ekonomista BZ WBK. – Główne źródło wpływów podatkowych skorzystało na tym, że konsumenci rozruszali wydatki w ubiegłym roku. W tym roku poziom wzrostu gospodarczego i poziom popytu krajowego będą sprzyjały budżetowi w ten sposób, że dynamiczny wzrost wydatków konsumentów powinien nakręcać wpływy podatkowe.

W budżecie na 2014 rok zapisano, że deficyt nie przekroczy 47,6 mld zł. Według słów ministra finansów wyniesie on jednak nie więcej niż 30 mld zł. To zasługa lepszej niż się spodziewano, konstruując ustawę budżetową na 2014 rok, kondycji polskiej gospodarki. W ubiegłym roku rozwijała się ona w tempie 3,3 proc., a więc znacznie szybciej niż zakładane w budżecie 2,5 proc. Popyt krajowy wzrósł o 4,6 proc., najmocniej od 2008 roku.

– To, że deficyt budżetowy będzie wyraźnie poniżej planu, wynika z dwóch rzeczy – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. – Po pierwsze tego, że ograniczono wydatki. Jak co roku przez ostatnie kilka lat wydatki na koniec roku okazały się niższe niż te, które zaplanowano. Więc jest to bardziej oszczędna polityka rządu. A z drugiej strony myślę, że pozytywnym zaskoczeniem była siła popytu krajowego w gospodarce polskiej.

Jak poinformował minister finansów Mateusz Szczurek, dochody państwa były wyższe o ponad 5 mld zł, a wydatki o niemal 12 mld zł niższe od zaplanowanych.

– Może sam poziom wzrostu gospodarczego aż tak bardzo nie zaskoczył w porównaniu z tymi pierwotnymi założeniami ministra finansów, natomiast jego struktura była korzystniejsza – podkreśla Piotr Bielski. – Pamiętajmy o tym, że np. wpływy z VAT, ten największy element wpływów podatkowych, w bardzo dużym stopniu zależy właśnie od aktywności krajowych konsumentów, a ta mocno się poprawiła.

Banki wolą sprzedać niespłacany kredyt hipoteczny, niż przejąć nieruchomość. Dzięki temu rośnie rynek wierzytelności hipotecznych

CEO Magazyn Polska

Bankom nie opłaca się przejmowanie zadłużonych nieruchomości. Sprzedając firmom windykacyjnym niespłacone kredyty hipoteczne, są w stanie odzyskać od 1/6 do 1/3 należności, do tego dochodzą odpisy podatkowe. Dzięki temu rynek wierzytelności hipotecznych sprzedawanych firmom windykacyjnym rośnie.

Przejęcie na własność nieruchomości oznacza dla banków wyłącznie problemy. Zarówno fiskalne, z przejęciem tego typu zabezpieczeń, jak i związane z administrowaniem przejętych obiektów czy terenów. Z tego powodu banki znacznie chętniej decydują się na sprzedaż niż na przejęcie zadłużonych nieruchomości.

 

 

 

– Banki, sprzedając tego typu wierzytelności funduszowi sekurytyzacyjnemu, korzystają z tarczy podatkowej i w ten sposób odnoszą podwójną korzyść – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Prot Zastawniak, dyrektor zarządzający ds. sekurytyzacji Pragma Inkaso. – Jeżeli mówimy o cenie transakcyjnej, które w zeszłym roku oscylowały od 15 do 32 proc. za globalny portfel wierzytelności zabezpieczonych nieruchomościami, to korzyść podatkowa wynikająca ze sfinalizowania takiej transakcji dla banku może stanowić nawet drugie tyle.

System podatkowy wygląda tak, że bankom w wypadku niespłaconych kredytów niekoniecznie zależy na uzyskaniu maksymalnej ceny za wierzytelność.

Tarcza podatkowa jest liczona od niespłaconej kwoty kredytu, czyli od różnicy między nominalną wartością kredytu i ceną uzyskaną ze sprzedaży wierzytelności wyjaśnia Prot Zastawniak. Reasumując, im gorsze wierzytelności bank sprzedaje, nawet za kilka procent wartości, tym proporcjonalnie większy ma odzysk w postaci odpisu podatków. Wynika z tego, że banki tak czy inaczej wychodzą na plus, a transakcje sprzedaży oznaczają żywą gotówkę zaoszczędzoną w budżetach banków.

Z drugiej strony fundusz, który kupuje dług zabezpieczony hipoteką, również ma spore pole manewru. Może dążyć do polubownego załatwienia sporu, zaoferować wierzycielowi warunki, które ten będzie w stanie realizować.

– Ze względu na naszą elastyczność i na to, że kupujemy z pewnym dyskontem portfele hipoteczne, jesteśmy skłonni iść naprawdę na znacznie ustępstwa w rozmowach z dłużnikiem podkreśla dyrektor zarządzający ds. sekurytyzacji Pragma Inkaso. – Dotyczy to na przykład umorzenia warunkowo części długu, możliwości promesy sprzedaży takiej nieruchomości po niższej wartości niż wartość kredytu, czy też ugody i spłaty ratalnej w jakimś dłuższym okresie.

Wspomniane uwarunkowania powodują, że Polski rynek wierzytelności systematycznie rośnie. W zeszłym roku podaż nieregularnych wierzytelności wyniosła 14 mld zł, w tym roku wynik ten zostanie co najmniej powtórzony.

Na polskim rynku działa wiele firm windykacyjnych, jednak dla graczy o formacie krajowym miejsca jest tu niewiele. Prot Zastawniak ocenia, że dla jednego, maksymalnie dwóch. Pozycja takich liderów, jak Kruk czy Getin Holding, nie wydaje się zagrożona. Dla mniejszych firm jest jednak także w Polsce miejsce. Ważne, by znalazły dla siebie rynkową niszę.

– Na takim rynku jest albo miejsce dla hurtowników, albo dla artystów, my raczej widzimy się po tej drugiej stronie. Oznacza to, że podejmując decyzje o zakupie pakietów wierzytelności, szukamy portfeli ambitnych, trudnych, niekoniecznie detalicznych, takich które kupują wszyscy, ale portfeli, które gwarantują dużą stopę zwrotu, a jednocześnie pozwalają na wykorzystanie naszego dość specyficznego know-how.

Złoty może stracić kolejne 10 proc. w relacji do głównych walut

CEO Magazyn Polska

Sytuacja fundamentalna polskiej waluty nie jest najlepsza. Niewykluczone, że złoty może stracić kolejne kilkadziesiąt groszy do franka szwajcarskiego, co wynika nie tylko z niepewnej relacji EUR/CHF, lecz także ze słabości złotego do pozostałych walut. Na nowej sytuacji rynkowej skorzystają eksporterzy.

Prognozowanie w świetle tego, co się dzieje teraz na świecie na rynkach finansowych w długim terminie jest wróżeniem z fusów. Parę dni przed ogłoszeniem decyzji bank centralny Szwajcarii informował inwestorów o utrzymaniu relacji euro do franka szwajcarskiego na poziomie 1,20, po czym zrezygnował z tego. Konsekwencje na rynkach są olbrzymie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Łukasz Wardyn, dyrektor zarządzający City Index, platformy transakcyjnej umożliwiającej handel kontraktami CFD.

W jego ocenie inwestorzy na świecie postawili na franka i dolara. Oczekują, że będą rosły stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych, kupują dolara i można założyć, że taki trend utrzyma się, choć prognozowanie w długim terminie jest trudne, także ze względu na niepewną sytuację na rynku ropy naftowej i rubla.

Dyrektor zarządzający City Index twierdzi, że na rynku złotego w krótkim terminie sytuacja jest niebezpieczna. Wpływa na nią dodatkowo niepewna relacja euro/frank.

Jeżeli spojrzymy na koszyk polskich walut, to jesteśmy jeszcze w trendzie horyzontalnym, który trwa od przełomu 2011 i 2012 roku. Brakuje jednak bardzo mało do osłabienia złotego – jeżeli przebilibyśmy się wyżej, to skutkowałoby to osłabieniem być może nawet o kolejne 10 proc. do głównych par walut – ostrzega Łukasz Wardyn. – W przypadku CHF/PLN jesteśmy także bardzo blisko niebezpiecznego punktu, czyli poziomów z przełomu 2011 i 2012 roku. Jeżeli te poziomy zostałyby przebite, to również dotknie to franka. Na szczęście po wzmocnieniu złotego z ostatnich dni oddaliliśmy się od tych poziomów.

Ekspert tłumaczy, że na parze EUR/CHF zarysowała się podobna sytuacja jak w sierpniu 2011 roku (okolice 1-1,008) i prawdopodobnie utrzymanie takiego kursu powinno sprzyjać stabilizacji. Z kolei na kształt kursu CHF/PLN wpływa nie tylko relacja pary euro do franka szwajcarskiego, lecz także dodatkowa słabość polskiej waluty do głównych walut, w tym euro.

Z uwagi na urealnienie kursów franka po decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego o de facto 20 proc. dla kredytobiorców niepożądany scenariusz jest taki, że banki musiałyby wzywać ich do uzupełniania swoich depozytów lub zabezpieczeń. Na razie kredyty hipoteczne oparte na franku były dość dobrze spłacane, więc do tej pory żadnego dramatu nie było. Mam nadzieję, że dalej go nie będzie, natomiast bez dwóch zdań sytuacja będzie trudniejsza, a raty zdecydowanie wzrosną – ocenia Wardyn.

Jak dodaje, osoby, które mają kredyt we franku, będą też miały mniej środków na konsumpcję, co przełoży się na gospodarkę. Czysto hipotetycznie raty średnio rosną o kilkanaście procent, co przy kilkuset tysiącach może nieznacznie wpłynąć na konsumpcję w tym roku.

Z drugiej strony pamiętajmy o tym, że wartość złotego spada już od połowy 2014 roku, co w pewnym uproszczeniu, ale sprzyja eksporterom. Bardziej obawiałbym się przełożenia na złotego zamieszania na światowych rynkach finansowych niż wpływu lokalnych czynników – tłumaczy ekspert.

Na słabym złotym tracą importerzy. Po trudnej sytuacji na rynku opcji w latach 2008-2009 wielu z nich odwróciło się od zabezpieczania swoich pozycji walutowych. Wardyn jednak zaznacza, że wymiana handlowa Polski ze Szwajcarią nie jest wysoka, więc nie należy w dużym stopniu się o to obawiać. Ze względu na ogólną sytuacją na rynku walutowym większy problem mają importerzy, którzy rozliczają swoje transakcje w dolarach.

Dolar w ciągu ostatnich 7 miesięcy w stosunku do złotego umocnił się o niemal 25 proc., a w relacji do euro o około 20 proc.

Regulacje ECOFIN ws. opodatkowania spółek i prania pieniędzy

Rada ds. Gospodarczych i Finansowych (ECOFIN) przyjęła zmiany w dyrektywie dot. opodatkowania spółek dominujących i zależnych w zakresie ogólnej klauzuli służącej zapobieganiu unikaniu opodatkowania. Mają one zapobiegać obchodzeniu dyrektywy w celu unikania opodatkowania oraz zapewnienie większej spójności w jej stosowaniu w poszczególnych państwach członkowskich UE. W posiedzeniu w Brukseli  27 stycznia br. wziął udział podsekretarz stanu w MF Artur Radziwiłł.

Klauzula ułatwi także państwom członkowskim walkę z agresywnym planowaniem podatkowym przez grupy przedsiębiorstw oraz zapewni bardziej sprawiedliwe opodatkowanie w zakresie opodatkowania działalności gospodarczej w UE. Państwa członkowskie muszą wdrożyć nowe przepisy do końca 2015 r.

Współpraca przeciw finansowaniu terroryzmu i EFIS

Rada zatwierdziła także porozumienie z Parlamentem Europejskim dotyczące zapobiegania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Ponadto, w świetle ataków terrorystycznych w styczniu br. w Paryżu, Rada i Komisja Europejska (KE) przyjęły deklarację, w której podkreśliły znaczenie podejmowania zdecydowanych działań na rzecz walki z finansowaniem terroryzmu oraz wzmocnienia współpracy w tym zakresie między odpowiednimi instytucjami wywiadu finansowego w poszczególnych państwach członkowskich UE.

Ministrowie dyskutowali także o przedstawionej przez KE 13 stycznia br. propozycji ustanowienia Europejskiego Funduszu Inwestycji Strategicznych (EFIS), który ma ułatwić mobilizację środków finansowych w wysokości 315 mld euro na inwestycje prywatne i publiczne w całej UE. Fundusz ten stanowi rdzeń Planu Inwestycyjnego dla Europy przedstawionego przez Komisję w listopadzie 2014 r. Jak najszybsze osiągnięcie porozumienia i nadanie operacyjności temu Funduszowi do połowy br. jest jednym z głównych priorytetów przewodnictwa Łotwy w Radzie UE w I połowie br. Polska już na wczesnym etapie była promotorem działań na rzecz zwiększenia inwestycji i konieczności pobudzenia wzrostu gospodarczego w Europie.

Ministrowie zapoznali się także z programem prac Rady ECOFIN w okresie przewodnictwa Łotwy w I połowie 2015 r. W tym czasie będą kontynuowane działania służące zapewnieniu zrównoważonego wzrostu w UE, w tym prace dotyczące utworzenia EFIS. Będą także prowadzone prace w zakresie przeglądu europejskich ram zarządzania gospodarczego, realizacji Strategii Europa 2020 oraz zapewnienia efektywnej realizacji kolejnego cyklu Semestru Europejskiego. Jednym z priorytetów są także prace dotyczące sektora finansowego oraz walki z oszustwami podatkowymi i unikaniem opodatkowania.

Plan pracy na 2015 r.

Komisja Europejska przedstawiła także plan pracy na 2015 r., podkreślając znaczenie działań na rzecz zwiększenia zatrudnienia, wzrostu gospodarczego i inwestycji. Oprócz prac dot. EFIS Komisja przedstawi propozycje regulacji poprawiających otoczenie biznesowe przez ograniczenie barier regulacyjnych i pozaregulacyjnych oraz wzmacniających jednolity rynek. KE zajmie się też funkcjonowaniem rynków finansowych w UE, w tym utworzeniem unii rynków kapitałowych i pogłębienia jednolitego rynku detalicznych usług finansowych. W obszarze podatków Komisja zwiększy wysiłki w zakresie walki z oszustwami podatkowymi i unikaniem opodatkowania oraz zapewnienia sprawiedliwych i przejrzystych praktyk podatkowych. Ministrowie zapoznali się także z komunikatem KE ws. przeglądu regulacji określających ramy zarządzania gospodarczego w UE (tzw. sześcio- i dwupak) oraz komunikatem ws. elastyczności Paktu Stabilności i Wzrostu. Jego celem jest ułatwienie realizacji reform i inwestycji potrzebnych do pobudzenia wzrostu i zwiększenia zatrudnienia oraz zapewnienie respektowania przez państwa członkowskie uzgodnionych wspólnie zasad określonych w Pakcie.

Rada zatwierdziła także stanowisko UE na spotkanie ministrów finansów i prezesów banków centralnych w ramach G20 w Stambule w dniach 9-10 lutego br.

Firmy poszukują absolwentów nauk ścisłych. Ericpol zatrudni w tym roku 300 specjalistów

CEO Magazyn Polska

150 wykwalifikowanych specjalistów znajdzie w tym roku pracę w centrum rozwoju oprogramowania, które w Łodzi otworzył Ericpol. Kolejne 150 osób firma zatrudni w swojej siedzibie w Krakowie. Ericpol to firma inżynierska świadcząca usługi w branży IT. Stawia głównie na młodych matematyków. Polskie przedsiębiorstwa coraz częściej rozwijają swój biznes, opierając się na współpracy z naukowcami. Dzięki mariażowi nauk ścisłych i nowych technologii Polska będzie doganiać bogatsze kraje Zachodu.

Współpracujemy ściśle zarówno z AGH w Krakowie, jak i z uczelniami w Łodzi. Jest to ważne dla obu stron. My mamy wpływ na to, w jaki sposób i czego uczy się studentów, a uczelnie dzięki współpracy są bliżej biznesu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Smela, prezes firmy Ericpol.

Ericpol, polska firma inżynierska świadcząca usługi międzynarodowym potentatom technologicznym, stawia na młodych matematyków. We wtorek w Łodzi otworzyła centrum rozwoju oprogramowania Ericpol Software Pool, w którym zatrudni 150 specjalistów. Drugie tyle znajdzie pracę w siedzibie Ericpola w Krakowie. Prezes firmy podkreśla, że ludzie, którzy rozwiną talent matematyczny, z łatwością odnajdą się później na rynku pracy jako kompetentni inżynierowie, programiści czy naukowcy.

Matematyka jest bazą wszystkich nauk i to jest najlepszy trening w myśleniu analitycznym, logicznym – ocenia Jan Smela. – Nie mówię tego z punktu widzenia firmy, ale także z punktu widzenia Polski. Uważam, że jeżeli mamy rzeczywiście dogonić bogate kraje, to właśnie dzięki świetnym techniko i inżynierom, a matematyka jest w tym wypadku podstawą.

Postawienie na nauki ścisłe, to – jak zaznacza – podstawa dla firm, które planują długoterminowy rozwój. Dzięki naukowcom mogą one szukać odpowiedzi na problemy, które napotykają specjaliści zajmujący się nowoczesnymi technologiami.

Jeżeli myślimy o rozwoju kraju, to musimy naukę wykorzystywać do tego, by rozwiązywać problemy powstające w polskich firmach. To nie jest oczywista sprawa, bo polscy naukowcy są rozliczani z czegoś innego – mówi Marek Gajowniczek, dyrektor ds. programów w firmie Ericpol. – Pierwszym krokiem, by to zmienić, jest wzajemne poznanie się. Wtedy naukowcy zaczynają rozumieć, jaki my mamy problemy. My zaczynamy rozumieć, jakie są uwarunkowania na uczelniach i instytutach badawczych, w jakich obszarach możemy liczyć na pomoc drugiej strony. Ta wiedza też jest potrzebna.

To dotyczy wielu segmentów szeroko rozumianej branży IT.

Ludzie oczekują, że w przyszłości więcej urządzeń, które ich otaczają i z których korzystają, będzie połączonych ze sobą, a ta komunikacja będzie inteligentniejsza niż dzisiaj – uważa Mikael Anneroth, manager user experience lab z Ericssona. – Pojawią się nowe sposoby na komunikowanie się z tymi urządzeniami. Będą one się do nas przystosowywać i „uczyć się” z wzorów naszych interakcji z nimi. Pojawią się też nowe sposoby na interakcję z tymi urządzeniami – kiedyś będą potrafiły odczytywać nasze emocje i będą próbowały w jakiś sposób przewidzieć, jaki będzie nasz następny krok, w jaki sposób mogą stać się bardziej przydatne.

Jeszcze dalej idą neuroinformatycy, którzy pracują nad rozwojem współpracy między mózgiem i komputerem. Technologia, dziś bardzo droga i ograniczona możliwościami, stosowana jest m.in. w komunikacji z osobami sparaliżowanymi, ma też zastosowania militarne. Z czasem jednak rozwinie się, stanieje i upowszechni.

Nie jest to odczytywanie myśli wbrew pozorom – zastrzega prof. Piotr Durka, specjalista od neuroinformatyki z Uniwersytetu Warszawskiego. – Jest to odczytywanie tylko świadomie generowanych intencji, śladów myśli. Działa to cały czas powoli, to jest kilka, kilkanaście liter na minutę w najlepszym razie, ale rzeczywiście działa. Zastosowania dla tej technologii to już jest sprawa całkowicie otwarta.

Specjaliści zaangażowani – zarówno po stronie nauki, jak i biznesu – w rozwój nowych technologii mają ogromną szansę na sukces międzynarodowy. Jak podkreślali uczestnicy debaty „Nowy Złożony Świat: rola nauki w technologiach przyszłości” zorganizowanej przez Ericpol, to stwarza duże możliwości dla młodych, innowacyjnych ludzi, których w Polsce nie brakuje. Eksperci ocenili, że w Polsce jest potencjał na sukcesy na miarę Skype’a.

Sądzę, że młodzi Polacy sami nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak są dobrzy. Dziś edukacja w Polsce jest bardziej zaawansowana niż w Szwecji. Wielu młodych z pewnością chciałoby pracować w branży IT, ale oni nie wiedzą jeszcze tego, co wielu młodych Szwedów już odkryło, że jeśli jesteś innowacyjny, kreatywny, to potrafisz zaprojektować aplikację i założyć własną firmę, nawet jeśli nie przynosi ona początkowo zysku – zwraca uwagę prof. Harald Kjellin, informatyk i psycholog z Ericpol AB. – Kiedy rozmawiam z młodymi ludźmi w Polsce, nie widzę na razie tego zainteresowania. Polacy nie są przekonani do tego, że są w stanie zrobić to samodzielnie. A potencjał jest.

Od niedzieli wchodzą w życie maksymalne stawki opłat za śmieci

0

Miesięczna opłata za odpady komunalne nie będzie wyższa niż 25 zł od osoby lub 70 zł od gospodarstwa domowego. Z kolei stawki za niesegregowane śmieci nie mogą przekroczyć podwójnych stawek odbioru odpadów posegregowanych. To skutek nowelizacji ustawy śmieciowej. Zmiany wprowadzono z powodu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że przepis o dowolności gmin w ustalaniu stawek za wywóz śmieci jest niekonstytucyjny.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nakazał rządowi ustalenie maksymalnych stawek, jakie mogą być pobierane od mieszkańców, osób produkujących odpady i gospodarstw domowych, a nie maksymalnych stawek, jakie mogą być płacone zakładowi przetwarzania – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Ostapiuk, wiceminister środowiska.

Zmiany wprowadza nowelizacja tzw. ustawy śmieciowej. Dokładnie chodzi o Ustawę z dnia 28 listopada 2014 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw. Jedna osoba według nowych zasad winna płacić nie więcej niż 2 proc. dochodu rozporządzalnego ustalonego przez GUS. Akt prawny wprowadza ponadto górne granice innych opłat komunalnych uzależnionego od powyższego dochodu. Użytkownicy za 1 metr sześcienny wody zapłacą maksymalnie 0,7 proc. dochodu rozporządzalnego, za 1 metr powierzchni użytkowej 0,08 proc. oraz w przypadku powierzchni gospodarstwa domowego – 5,6 proc.

Każde gospodarstwo domowe ma swój dochód, który po opłaceniu podatków i innych rzeczy wyraźnie określonych prawem stanowi kwotę dyspozycyjną dla każdego gospodarstwa – mówi Ostapiuk.

Według ostatnich dostępnych danych GUS w 2013 roku w gospodarstwie domowym przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny wyniósł 1299 zł, rok wcześniej był na poziomie 1278 zł.

Przyjęliśmy, że maksymalna stawka za gospodarkę odpadami, jaką może płacić osoba w gospodarstwie domowym, to 2 proc. od tej kwoty, maksimum około 25 zł – tyle maksymalnie samorząd może nałożyć podatku na obywatela – podsumowuje Janusz Ostapiuk.

Kantory internetowe z miliardowymi obrotami

Obroty kantorów internetowych w Polsce w 2014 r. wyniosły ok 25 mld zł – szacują eksperci z Currency One. W tym roku liczba ta może zwiększyć się o ok. 30 proc. Z roku na rok internetowe platformy zabierają klientów bankom i stacjonarnym placówkom. Wygrywają niskimi spreadami i szybkimi transakcjami do banków.

Currency One, właściciel InternetowyKantor.pl i Walutomat, podał obroty swoich platform w 2014 r. Stanowią one w sumie ponad 10,4 mld zł, czyli ponad 40 proc. całego rynku wymiany walut online w Polsce w zeszłym roku.

Szacujemy, że w 2015 roku Polacy wymienią w sieci ponad 30 mld zł – mówi Łukasz Olek z zarządu Currency One. – Branża z roku na rok notuje stały wzrost. Siłą napędową jest biznes i osoby spłacające kredyty walutowe. Zwłaszcza przy rosnących kursach walut, ludzie poszukują oszczędności, a spready w sieci są minimalne.

Ciekawie przedstawiają się dane NBP na temat kantorów stacjonarnych, które wymieniły walutę w 2013 r. na kwotę 156 mld zł. W pierwszym półroczu zeszłego roku było to 70 mld zł. Za wcześnie by mówić o tendencji spadkowej, ale niewątpliwie kantory internetowe ugryzły spory kawałek tortu stacjonarnym placówkom.

W Walutomacie, pierwszej w Polsce platformie wymiany walut między użytkownikami wymieniono w zeszłym roku 6,2 mld zł, co stanowi wzrost o 24 proc. w stosunku do poprzedniego roku (5 mld zł). Także w internetowyKantor.pl obroty zwiększyły się o 31 proc. i wyniosły w zeszłym roku 4,2 mld zł. Liczba klientów obu tych serwisów sięga już prawie 300 tys.

Czego oprócz wzrostu obrotów można spodziewać się na rynku e-kantorów w 2015 r.? – Obecnie w Internecie funkcjonuje ok. 50 kantorów, większość z nich przy niskich marżach w branży nie może sobie pozwolić na inwestycje i dynamiczny rozwój. Przewidujemy, że odbędą się konsolidacje na rynku – mówi Łukasz Olek z Currency One.

Ciekawym kierunkiem obranym w tym roku jest także rozwój międzynarodowy. Wprowadzany już przez polskie e-kantory, choćby na przykładzie Valutomatu, uruchomionego przez Currency One w Czechach. Na razie jest on niezależną swoistą giełdą walut, ale w przyszłości może umożliwić płatności między klientami polskimi i czeskimi, co będzie dużą wartością dla klientów biznesowych.

Prawo zamówień publicznych wciąż z wadami. Problemy pokazuje ciągnący się przetarg na system zarządzania drukiem dla ZUS-u

0

CEO Magazyn Polska

Pomimo ubiegłorocznej nowelizacji ustawy Prawo zamówień publicznych wciąż są duże problemy z przetargami. Na ich rozstrzygnięcie trzeba często czekać latami. Głównie z powodu braku jednoznacznej definicji rażąco niskiej ceny, a także wciąż zbyt małej roli innych czynników niż cena w procesie oceny ofert. Skalę problemu pokazuje m.in. trwający od kwietnia 2014 r. przetarg na dostawę drukarek i urządzeń wielofunkcyjnych wraz z materiałami eksploatacyjnymi i serwisem dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

‒ Wiele przetargów jest zamrożonych do momentu jakiegoś rozstrzygnięcia. Wynika to z nieprecyzyjnych przepisów – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bińkowski, analityk Warsaw Enterprise Institute. ‒ W obecnym stanie prawnym i faktycznym przetarg może być zamrożony na wiele miesięcy, pewnie nawet lat. Ostatecznie nikt na tym nie zyskuje, a wszyscy tracą.

Raport przygotowany przez Warsaw Enterprise Institute pokazuje, że jednym z głównych problemów z prawem zamówień publicznych jest brak jasnej definicji rażąco niskiej ceny. Po ubiegłorocznej nowelizacji ustawy zamawiający ma obowiązek zażądać wyjaśnienia od oferenta, który proponuje cenę niższą o co najmniej 30 proc. od wartości zamówienia lub od średniej ceny wszystkich ofert. W innych przypadkach zamawiający ma takie prawo.

WEI zwraca uwagę na to, że przepisy są niejasne, a do tego nie ograniczają procedur odwoławczych. Zamawiający może domagać się wyjaśnień od wszystkich oferentów, nawet gdy proponowana przez nich cena jest tylko nieznacznie niższa od średniej. Argument rażąco niskiej ceny to też szansa dla oferentów na walkę z tańszymi konkurentami. W przetargu na dostawę drukarek i urządzeń wielofunkcyjnych wraz z materiałami eksploatacyjnymi i serwisem dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych najtańsza oferta złożona przez firmę Arcus została zakwestionowana i odrzucona.

‒ Główny problem dotyczy właśnie rażąco niskiej ceny. Sytuacja polega na tym, że jeden z oferentów, którego oferta nie została wybrana w toku przetargu, odwołał się od wyniku przetargu, wskazując na to, że zamawiający, czyli Zakład Ubezpieczeń Społecznych, niesłusznie nie odrzucił oferty zwycięzcy przetargu z powodu rażąco niskiej ceny – wyjaśnia Bińkowski.

Przetarg ZUS-u na zakup łącznie ponad 3,3 tys. drukarek i urządzeń wielofunkcyjnych został ogłoszony już w kwietniu 2014 r. Najtańszą ofertę, wartą ponad 36,2 mln zł, przedstawiła spółka Arcus. Była ona o niecałe 30 proc. tańsza od kwoty przeznaczonej na zamówienie przez ZUS oraz od średniej cen ofert. Zwycięzcą przetargu została spółka Arcus, jednak przegrani złożyli odwołanie. Krajowa Izba Odwoławcza rozstrzygnęła sprawę na korzyść odwołujących, nakazując ZUS-owi powtórzenie przetargu z odrzuceniem oferty firmy Arcus, uznanej za rażąco tanią.

‒ Zarówno zamawiający, czyli ZUS, jak i zwycięzca przetargu twierdzą zgodnie, że cena była odpowiednia – zauważa Bińkowski. Tłumaczy: Wskazują na fakt, że 70 proc. ceny zaoferowanej w toku przetargu dotyczyło ceny serwisowania sprzętu, natomiast nie samego fizycznego dostarczenia tego sprzętu. Zwycięzca przetargu ma swoje punkty serwisowe w siatce rozsianej po całej Polsce, dzięki czemu koszty serwisowania będą znacznie niższe.

WEI zwraca uwagę na to, że gdyby przetarg odbył się według znowelizowanej ustawy, sytuacji Arcusa byłaby lepsza. To jednak nie oznacza, że nowa ustawa rozwiązuje problemy związane z zamówieniami publicznymi. Bińkowski twierdzi, że napisanie dobrego prawa w tym zakresie jest bardzo trudne, bo musi ono godzić interesy wykonawców i zamawiających.

‒ Cały katalog przyczyn takiego stanu rzeczy jest dosyć długi – twierdzi Bińkowski. ‒ Przepisy dotyczące ceny rażąco niskiej są nieprecyzyjne i zezwalają, na odwoływanie się od decyzji zamawiającego w nieskończoność. W efekcie przetargi kończą się o wiele później, niż powinny.

Według niego najlepszym wyjściem byłby powrót do badania ceny przez zamawiającego przy udziale niezależnych ekspertów, ale bez udziału konkurentów. Tak było przed ubiegłoroczną nowelizacją. WEI zwraca również uwagę na zbyt słabą ochronę tajemnicy handlowej oraz niejasną definicję przedmiotów powszechnie dostępnych. Krytycznie ocenia również możliwość narzucenia wykonawcom formy zatrudnienia pracowników.

Mimo to WEI pozytywnie ocenia intencje ustawodawcy przy nowelizacji prawa. Analitycy zwracają uwagę, że do zaledwie 33 proc. spadł udział przetargów, w których cena jest wyłącznym kryterium. WEI chwali także wprowadzenie możliwości renegocjacji umów.

Ł. Bugaj (DM BOŚ): Przez sankcje i tanią ropę Rosja znajdzie się w 2015 r. wśród trzech najwolniej rozwijających się gospodarek świata

Rosja jest w pierwszej trójce gospodarek świata o najgorszych prognozach na 2015 rok. Jej sytuacja będzie się dalej pogarszać, bo wciąż wisi nad nią groźba kolejnych sankcji. Natomiast samo obniżenie ratingu tego kraju do poziomu śmieciowego nie oznacza dla Rosji katastrofy.

Zachód ukarał Rosję na dwa sposoby. Sankcjami, które ograniczają dostęp do kapitału, i cenami ropy, które dzięki zwiększeniu wydobycia przez USA spadły do poziomu ograniczającego zyski Rosji z eksportu.

– Ta sytuacja trwa już od kilku miesięcy i dla Rosji jest ona po prostu zła – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.W tym momencie nie mówimy już o tym, czy w tym roku będzie recesja w Rosji, ale raczej o tym, jak będzie poważna. Prognozy dla gospodarki Rosji są, jeżeli nie najgorsze, to na pewno sytuują ją w tym roku w pierwszej trójce najgorszych gospodarek na świecie.

Decyzja agencji ratingowej Standard & Poor’s, która uznała rosyjskie obligacje za papiery śmieciowe, oznacza, że już nawet część lubiących ryzyko inwestorów nie będzie ich kupować. Część funduszy inwestycyjnych ma w statucie zapisane klauzule, które zakazują im inwestycji w papiery z tak niskim ratingiem, więc nie będą one mogły inwestować w rosyjskie papiery, nawet jeżeli uznają, że ich oprocentowanie równoważy ryzyko.

– Paradoksalnie tych obligacji wcale nie jest aż tak dużo – ocenia Łukasz Bugaj. Budżet poprzez wcześniejsze wysokie dochody ze sprzedaży ropy nie był w Rosji napięty, dopiero w ostatnim czasie, z powodu zniżki cen ropy, pojawiły się pewne potrzeby z tym związane. To również nie jest tak, że nie znajdą się kupcy. Pamiętajmy o tym, że będzie problem z kupcami zewnętrznymi, ale niekoniecznie z kupcami na rynku wewnętrznym, w samej Rosji.

Tyle że zgromadzone w czasie dobrej współpracy z Zachodem zasoby Rosji w szybkim tempie maleją, a koszty zbrojeń i wydatki socjalne zapewniające Kremlowi polityczny spokój – wręcz przeciwnie. Nie poprawia się też sytuacja międzynarodowa Rosji.

Perspektywa jest negatywna, czemu nie można się dziwić, gdyż w aktualnym środowisku kondycja Rosji jest bardzo trudna – uważa analityk DM BOŚ. Bo z jednej strony mamy spadki cen ropy naftowej, czyli główne źródło dochodów budżetowych w Rosji, i innych surowców, a z drugiej strony mamy sankcje.

Sankcje okazały się niezwykle skuteczne. Wprawdzie odporność Rosji na kryzys jest dość wysoka, ale koszty, jakie z ich powodu ponosi, są wymierne i co najmniej ograniczają możliwość prowadzenia takiej polityki, jakiej chciałby Kreml. Rosyjski budżet na zbrojenia ma wynieść w tym roku w przeliczeniu ok. 70 mld dolarów. Podczas pierwszych przymiarek, w kwietniu 2014 było to 2,5 bln rubli, w październiku, gdy trwały prace nad budżetem, kwota wzrosła do 3,3 bln, a dziś, by osiągnąć założony poziom wydatków, Rosja musi wydać ponad 4,6 bln rubli.

Sankcje, które dosyć boleśnie uderzają w gospodarkę Rosji, zdecydowanie łagodnej biją w kraje zachodnie – podkreśla Łukasz Bugaj. – W tym samym czasie, kiedy doszło do obniżki ratingu, mówi się potencjalnie o nowych sankcjach. Miałyby być związane ze wzrostem napięcia na Ukrainie po weekendowych atakach na obiekty mieszkalne na wschodzie Ukrainy.

Unia Europejska w czwartek podjęła decyzję o objęciu sankcjami kolejnych osób i firm. Ich lista ma być przygotowana do 9 lutego. Ponadto sankcje przedłużono o pół roku, do września. Na najbliższym szczycie, zaplanowanym na 12 lutego, zostaną rozważone nowe działania.

Poprawia się koniunktura w branży budowlanej. Głównie jednak dla małych i średnich firm

CEO Magazyn Polska

Zapowiada się dobry rok dla małych i średnich firm w branży budowlanej. Koniunkturę napędzą inwestycje w budownictwie mieszkaniowym i przemysłowym, przy których pracuje sporo niewielkich wykonawców. Duże firmy zaangażowane w inwestycje infrastrukturalne na ożywienie muszą poczekać do 2016 r. Ceny materiałów budowlanych również wzrosną za rok.

W pewnych obszarach można liczyć na wzrost produkcji budowlanej, ale to raczej będą korekty i nieduże wahania niż jakaś intensywna skala wzrostów. O większych wzrostach będzie można mówić raczej w 2016 roku, kiedy na szerszą skalę zaczną być realizowane rządowe projekty budowy infrastruktury zarówno drogowej, jak i kolejowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Styliński ocenia, że w tym roku ożywienie nastąpi przede wszystkim w budownictwie mieszkaniowym i przemysłowym. Zwiastunem poprawy koniunktury w tym pierwszym sektorze jest rosnąca liczba pozwoleń na budowę mieszkań – w 2014 r. wydano ich ponad 156 tys., czyli o 13 proc. więcej niż rok wcześniej. Z kolei wzrost w budownictwie przemysłowym wynika wprost z rosnącego PKB i coraz większych potrzeb firm.

To dobre wiadomości dla małych i średnich przedsiębiorstw, bo te są szczególnie zaangażowane w inwestycje mieszkaniowe i przemysłowe. Przy tego typu budowach prace znajdują m.in. firmy instalacyjne. Największe koncerny budowlane koncentrują się na inwestycjach infrastrukturalnych, a w tym obszarze przyspieszenie nastąpi dopiero za rok.

Na razie te projekty częściowo się opóźniają, a częściowo są to projekty, które z założenia były przewidziane do realizacji w ramach modelu „Zaprojektuj i wybuduj”, czyli wykonawca po zawarciu umowy w wyniku postępowania przetargowego nie zaczyna od razu robót budowlanych, tylko zaczyna prace projektowe. W związku z tym w wielu przypadkach w 2015 roku będą prowadzone dopiero prace projektowe, a nie roboty budowlane – wyjaśnia Styliński.

Prezes PZPB dodaje, że dopiero start dużych inwestycji infrastrukturalnych wpłynie na wyraźne zwiększenie produkcji budowlanej, ale to ma nastąpić w 2016 r. Duże firmy już teraz szykują się do tych projektów i szukają pracowników. W 2014 r. liczba ofert pracy dla inżynierów i specjalistów wzrosła o ok. 8 proc. Wynika to właśnie z oczekiwanego wzrostu portfela zamówień w sektorze infrastrukturalnym w kolejnych miesiącach.

Z inwestycjami infrastrukturalnymi mocno powiązane są też ceny materiałów budowlanych. Styliński zaznacza, że za rok należy spodziewać się wzrostu cen, zwłaszcza kruszyw, stali i cementu. W tym roku wahania cen nie powinny być za to zbyt wysokie, tym bardziej że na rekordowo niskim poziomie utrzymują się ceny paliw.

Dzisiaj największym potencjalnym zagrożeniem dla budownictwa mieszkaniowego i przemysłowego jest ograniczenie koniunktury gospodarczej, czyli zahamowanie wzrostu gospodarczego w Polsce. Wydaje się, że dzisiaj nie ma jakichś fundamentalnych powodów do tego, by twierdzić, że finansowanie jako takie będzie zasadniczo ograniczane przez banki – ocenia Styliński.

Zaznacza, że w obszarze inwestycji infrastrukturalnych dużą rolę odgrywają środki unijne, które również nie są zagrożone. Niepewne jest jedynie finansowanie inwestycji przemysłowych, bo międzynarodowe koncerny często korzystają z kredytów w walutach obcych.

Styliński zauważa, że pewnym problemem dla branży w dłuższej perspektywie może być brak odpowiedniej kadry na rynku. Dotyczy to przede wszystkim pracowników średniego szczebla. Rozwiązaniem problemu jest odbudowa szkolnictwa zawodowego. To jednak przyniesie poprawę dopiero za kilka lat.

 Dziś nie widać zasadniczych problemów na rynku pracy. Musimy jednak być świadomi tego, że jeśli będziemy w stanie utrzymywać koniunkturę w budownictwie w perspektywie więcej niż roku czy dwóch lat, to wzrośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowane kadry, a te trzeba budować w sposób długofalowy i m.in. rozwój szkolnictwa zawodowego będzie dobrym kierunkiem – przekonuje Styliński.

W ubiegłym roku na sprzedaż trafiło 14 mld zł wierzytelności. W tym roku rekord może zostać pobity

CEO Magazyn Polska

W 2014 r. na rynek trafiły wierzytelności o rekordowej wartości. Banki i instytucje finansowe wystawiły na sprzedaż długi warte 14 mld zł. W tym roku może być ich więcej, bo rynek coraz bardziej się zmienia: silnie się specjalizuje, pojawili się zagraniczni inwestorzy i nowe produkty. Po raz pierwszy zostały wystawione na sprzedaż znaczące wierzytelności wynikające z kredytów hipotecznych – łącznie 2 mld zł.

Podaż w ubiegłym roku była rekordowo wysoka. Ciekawe były zmiany dotyczące struktury właścicielskiej oraz specjalizacji – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Prot Zastawniak, MjA1NzUwNjc1 dyrektor zarządzający ds. sekurytyzacji spółki Pragma Inkaso. – Po raz pierwszy wartość wystawionych na sprzedaż przez banki i instytucje finansowe wierzytelności osiągnęła poziom 14 mld zł.

Dodatkowe 6 mld zł to tzw. rynek wtórny, czyli portfele wierzytelności przedsiębiorstw windykacyjnych. W sumie na rynek trafiło więc 20 mld zł wierzytelności. Jak podkreśla Zastawniak, nie wszystkie zostały sprzedane w ubiegłym roku, część transakcji została przesunięta na 2015 rok.

Ubiegły rok był ciekawy również ze względu na zmiany zachodzące w strukturach właścicielskich. Pojawiło się kilku inwestorów zagranicznych zainteresowanych polskim rynkiem.

Mamy do czynienia z inwestorami branżowymi wyspecjalizowanymi w windykacji. I tak możemy już od paru lat oglądać na polskim rynku biznesy skandynawskie, w tym roku na przykład duże przejęcie wrocławskiego Ultimo przez norweski B2 Holding. Do tego w ostatnich dniach mieliśmy informacje o nabyciu dużego portfela Getinu przez prawdopodobnie amerykańskiego inwestora, ta informacja nie jest jednak jeszcze oficjalnie potwierdzona – wymienia dyrektor w Pragma Inkaso.

Jego zdaniem inwestorów przyciąga nie tylko potencjał polskiego rynku, lecz także m.in. jego wysoka specjalizacja i nowe kanały. Na rynku pojawiły się – po raz pierwszy w takiej skali – kredyty hipoteczne. Banki przeznaczyły do sprzedaży łącznie ok. 2 mld zł wierzytelności hipotecznych

W tym roku możemy spodziewać się porównywalnej podaży na rynku wierzytelności z tendencją rosnącą – ocenia Prot Zastawniak. – Na pewno będzie na to wpływała wciąż duża konsolidacja rynku bankowego. Przy okazji konsolidacji rynku zawsze mamy do czynienia z czyszczeniem portfeli, czy to jest czyszczenie na przywitanie nowego inwestora, na tzw. nową miotłę, czy jest to tak naprawdę czyszczenie starego portfela.

Z drugiej strony na rynku odczuwalna będzie presja popytowa, bo nowi gracze wchodzący do Polski są zainteresowani dużym wolumenem transakcji.

Sprzedający również chętnie dokonują dużych transakcji, sprzedając w drodze exclusivity talks duży portfel, tak naprawdę otrzymują paradoksalnie lepszą cenę, niż wtedy, gdy sprzedawaliby pojedyncze wierzytelności lokalnym graczom – podkreśla Prot Zastawniak.

Ścisła współpraca firm ułatwia im wchodzenie na zagraniczne rynki, również te dalekie

0

CEO Magazyn Polska

Firmy łączą siły, żeby wchodzić na zagraniczne rynki. Dzięki ścisłej współpracy producentom z danej branży czy z danego regionu łatwiej zdobywać klientów w Azji, Ameryce czy Afryce, a także umacniać pozycję na rynkach UE. W ubiegłym roku działalność rozpoczął klaster eksportowy Polska-Wschód, który na rynkach azjatyckich i arabskich wspiera sprzedaż zagraniczną polskich producentów i promuje Polskę jako atrakcyjny kraj do inwestowania.

W przyszłości możemy się spodziewać, że klastry będą dźwignią polskich przedsiębiorstw chcących wejść na konkretny rynek, czy to dalekowschodni, czy amerykański, a także umocnić się na rynkach europejskich ze swoim produktem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Dondelewski, ekspert Związku Pracodawców Klastry Polskie. – Klastry mogą być jedno- lub wielobranżowe, o charakterze horyzontalnym. To są wspólne wyjazdy, targi, promocja, programy eksportu, ale z czasem na pewno obserwujemy pojawienie się takich grup liderów wokół branż, które być może staną się dla Polski dobrymi markami eksportowymi.

Po 11 miesiącach 2014 r. eksport towarów osiągnął wartość prawie 150,5 mld euro i był wyższy o 4,8 proc. w porównaniu z sytuacją sprzed roku. Popyt zagraniczny wciąż odgrywa istotną rolą we wzroście PKB kraju. W związku m.in. z rosyjskim embargiem i sytuacją za wschodnią granicą w ubiegłym roku resorty gospodarki, rolnictwa i spraw zagranicznych zintensyfikowały poszukiwania alternatywnych rynków zbytu. Większą aktywność zaczynają jednak wykazywać również same firmy.

Coraz częściej obserwujemy ruchy samych przedsiębiorców. Przykładem może być klaster eksportowy Polska-Wschód – przedsiębiorstwa skupione na Dolnym Śląsku, Śląsku czy w Małopolsce konsolidują swoją ofertę eksportową, przechodzą wspólnie pewne procedury oraz przygotowują pewne rozwiązania pozwalające im sprawniej i efektywniej wejść na dany rynek – wyjaśnia Dondelewski.

Koordynatorem tego klastra jest Instytut Nowoczesnych Technologii Logistycznych. Celem przedsięwzięcia jest stworzenie sieci współpracy pomiędzy producentami, dystrybutorami, jednostkami badawczymi i instytucjami z otoczenia biznesu oraz administracją. Wszystko po to, by zwiększyć skuteczność realizacji eksportu na rynek rosyjski i inne rynki azjatyckie oraz do kraje arabskie. Członkowie klastra chcą nie tylko promować swoje produkty za granicą, lecz także zachęcać inwestorów ze Wschodu do lokowania inwestycji w Polsce. To m.in. wspólne misje gospodarcze, wspólne badania i projekty innowacyjne oraz ubieganie się o dofinansowanie czy szkolenia.

Przykładem kolejnej inicjatywy jest zaangażowanie przedsiębiorstw małopolskich, które myślą o tworzeniu własnej regionalnej agencji rozwoju eksportu z udziałem firm i instytucji regionalnych oraz z wykorzystaniem środków unijnych na eksport. W mojej ocenie należy spodziewać się jeszcze mocniejszej konsolidacji w branż eksportowej w nadchodzących latach – podkreśla Marek Dondelewski.

Jak podkreśla ekspert, klastry eksportowe mogą być szansą np. dla sektora rolno-spożywczego. Zdaniem przedstawicieli Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej szczególnie dotyczy to silnych segmentów tej branży. Największe szanse stania się silnymi światowymi klastrami eksportującymi mają te w sektorach drobiarskim, mleczarskim oraz owoców jagodowych. Eksperci postulują o wsparcie publiczne dla tych obszarów, bo – jak zaznaczają – silne klastry eksportujące są siłą napędową gospodarek regionalnych.

Jedną z form klastrów jest oczywiście skupisko geograficzne przedsiębiorstw, ale powstają też klastry regionalne o charakterze eksportowym i klastry branżowe. Na przykład klaster rolno-spożywczy, który koordynuje Krajowa Spółka Cukrowa, ma również za zadanie przygotowanie przedsiębiorców sektora rolno-spożywczego do uwalnianych możliwości eksportowych – wyjaśnia Marek Dondelewski. – W 2017 roku uwolniona zostanie cena cukru i możliwości sprzedaży zagranicznej w tym zakresie znacznie wzrosną.

Początek roku motywuje do zmiany trybu życia na zdrowszy. Fitness i diety dominują w dyskusjach internautów

CEO Magazyn Polska

Praca nad sylwetką i formą to na początku roku jeden z najpopularniejszych tematów internetowych publikacji. Polacy zaczynają realizować noworoczne postanowienie zmiany trybu życia na zdrowszy i chętnie dzielą się swoimi osiągnięciami na portalach społecznościowych i blogach. Tam też szukają pomysłu na trening lub dietę, a także popularnych osób propagujących zdrowy tryb życia. Z informacji Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że najskuteczniej Polaków motywuje Ewa Chodakowska.

Styczeń jest miesiącem, kiedy zaczynamy ćwiczyć, kiedy stawiamy na zdrowe odżywianie i sport. Instytut Monitorowania Mediów odnotował ponad 180 tysięcy publikacji na ten temat w okresie od 24 grudnia do 21 stycznia. Największy ich wzrost zaobserwowaliśmy 2 stycznia – kiedy wracamy do normalnego życia, kupujemy karnet i zaczynamy ćwiczyć – mówi agencji Newseria Barbara Koziar z Instytutu Monitorowania Mediów.

Liczba publikacji wskazuje na duże zainteresowanie tematem. Ma to związek z realizacją postanowień noworocznych, wśród których co roku dominują dieta i sport. IMM zbadał publikacje w social mediach i internecie. 86 proc. wzmianek na ten temat pojawiło się w mediach społecznościowych. Najaktywniejszymi źródłami dyskusji były: Facebook (51 proc. wszystkich publikacji z top 5 najbardziej aktywnych źródeł), Twitter (37 proc.) oraz forum.vitalia.pl, photoblog.pl, plus.google.com (po 4 proc. każdy).

Komentarze są w większości neutralne. Raczej wrzucamy informacje o tym, że ćwiczymy, jak ćwiczymy i co jemy. Negatywnie nacechowanych jest tylko promil publikacji – one raczej zawierają komentarze, że przeszkadzają nam tłumy na siłowniach, na bieżni, czasami komentujemy też nieodpowiedni ubiór osób, które pierwszy raz przyszły na trening, np. miały trampki zamiast adidasów – mówi Barbara Koziar.

Publikacje dotyczące zdrowego stylu życia Instytut Monitorowania Mediów podzielił na trzy segmenty: odchudzanie, fitness i bieganie. Najpopularniejszym okazał się fitness – na ten temat ukazało się ponad 120 tys. publikacji. Internauci najchętniej pisali o uprawianiu sportu w klubach, centrach sportowych i innych zamkniętych obiektach sportowych. Większość z publikacji dotyczyła konkretnych miejsc i rodzajów wybieranych aktywności fizycznych.

Internet stanowi dla Polaków nie tylko sposób na podzielenie się z innymi własnymi doświadczeniami treningowymi. W sieci osoby dbające o sylwetkę poszukują pomocy w wyborze rodzaju aktywności fizycznej lub diety najlepiej spełniającej ich oczekiwania. Szukają też wsparcia, zarówno w innych internautach borykających się z podobnym problemem, jak i w popularnych osobach propagujących zdrowy tryb życia.

 Inspirują nas Ania Lewandowska i Ewa Chodakowska, z dużą przewagą tej drugiej – aż 68 proc. wszystkich publikacji na ich temat dotyczyło Ewy Chodakowskiej – mówi Barbara Koziar.

Obie popularne trenerki komunikują się ze swoimi fanami na bieżąco za pośrednictwem social mediów, publikują posty z poradami dotyczącymi treningów i zdrowego żywienia, w ten sposób podtrzymując ich motywację. Coraz częściej z ich porad korzystają również mężczyźni.

Co ciekawe, w tym roku nie ma dominującego trendu na konkretną dietę (w ubiegłych latach były to np. dieta Dukana, kopenhaska czy kapuściana), internauci raczej stawiają na zdrowe odżywianie, które jest zresztą propagowane przez Lewandowską i Chodakowską.

Internauci doceniają także aplikacje, choćby Endomondo, które pozwalają zarejestrować odbyty trening, oraz serwisy społecznościowe, choćby Instagram, na którym możemy publikować zdjęcia z treningów lub przygotowywanych w ramach diety posiłków.

W niedzielę 115 mln widzów obejrzy w telewizji Super Bowl. Koszt emisji półminutowego spotu reklamowego to 4,5 mln dolarów

Nawet 115 mln widzów obejrzy w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu telewizyjną relację z Super Bowl, czyli finału rozgrywek ligi futbolu amerykańskiego NFL. To niemal dziesięciokrotnie więcej widzów niż podczas emisji wydarzeń związanych z piłką nożną i siatkówką. Koszt emisji półminutowego spotu reklamowego w trakcie wydarzenia w tym roku sięgnie 4,5 mln dolarów.

‒ Super Bowl to największe wydarzenie w Stanach Zjednoczonych, porównywalne tylko do wyborów prezydenckich i exposé, które wygłasza prezydent. Jest to wydarzenie, które przed samymi ekranami telewizorów zbiera około 115 mln widzów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Piętka, prezes Starcom MediaVest Group w Polsce. ‒ To niewyobrażalna skala jak na Polskę.

Dane te nie uwzględniają kolejnych milionów widzów, którzy Super Bowl obejrzą w internecie. Finałowy mecz ligi NFL będzie transmitowany przynajmniej w części w 190 krajach na świecie. Ubiegłoroczny Super Bowl zgromadził przed telewizorami 111,5 mln widzów.

Piętka przypomina, że finał mistrzostw Europy w piłkę nożną oglądało w Polsce przed telewizorami 16 mln widzów, a finał mistrzostw świata w siatkówkę w ubiegłym roku – 15 mln.

Tak wielka liczba widzów Super Bowl to olbrzymia zachęta dla reklamodawców. 30-sekundowy spot reklamowy w trakcie finału kosztuje w tym roku 4,5 mln dolarów – to o 500 tys. dolarów więcej niż rok temu i ponadstukrotnie więcej niż koszt reklamy podczas pierwszego Super Bowl w 1967 r. Wiele firm przygotowuje na to wydarzenie specjalne reklamy, które same w sobie często są wydarzeniem medialnym.

‒ Budżety reklam to kwoty idące w miliony dolarów. To są spoty i całe wydarzenia, cała akcja budowana wokół Super Bowl. Jest to już wielka machina, podobna do produkcji filmu już nie reklamowego, lecz telewizyjnego – wyjaśnia Piętka.

Zwraca uwagę na to, że wielu reklamodawców co roku decyduje się na kampanię związana z Super Bowl, co świadczy o efektywności tej promocji. W tym roku widać jednak pewne zmiany.

‒ W 2015 roku wycofały się z reklam wokół Super Bowl większe firmy, a trendem jest to, że pojawiają się firmy mniejsze, które potrafią poświęcić na to wydarzenie nawet do 10 proc. swojego rocznego budżetu mediowego. Chcą zaistnieć, pokazać się szerszej publiczności – wyjaśnia Piętka.

Wydatki na reklamę podczas Super Bowl ograniczyły zwłaszcza koncerny motoryzacyjne.

Tegoroczny Super Bowl to już 49. finał rozgrywek ligi NFL. Mecz odbędzie się na stadionie Uniwersytetu Phoenix w stanie Arizona. Tytułu z ubiegłego roku broni drużyna Seattle Seahawks, której gwiazdami są rozgrywający Russell Wilson, biegający Marshawn Lynch i obrońca Richard Sherman. Ich rywalem będzie zespół New England Patriots, który już po raz ósmy dotarł do finału NFL. Patrioci są prowadzeni przez rozgrywającego Toma Brady’ego, a w zespole jest też m.in. Rob Gronkowski. Hymn Stanów Zjednoczonych przed meczem wykona Idina Menzel, a w przerwie wystąpi Katy Perry w towarzystwie Lenny’ego Kravitza.

Mecz rozpocznie się o godz. 0:30 w poniedziałek. W Polsce Super Bowl XLIX będzie transmitowany przez stację Polsat Sport.

Banki drenują kieszenie klientów

Kolejne banki zapowiadają wzrost opłat za obsługę kont i kart. W ten sposób rekompensują sobie obniżki opłat interchange i niskie stopy procentowe NBP. W najbliższych tygodniach nowe cenniki pojawią się m.in. w PKO BP, CreditAgricole, czy ING Banku Śląskim.

Wpływ na podwyżki ma kilka czynników. Do najważniejszych należą jednak niskie stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego i obniżki opłat interchange. Banki rekompensują sobie w ten sposób niskie wpływy z odsetek od kredytów i prowizji pobieranych od punktów handlowych za akceptację kart.

– Na podwyżki decydują się głównie duże banki. W mniejszych wciąż znajdziemy tanie lub bezpłatne konta, bo te instytucje nie mogą pozwolić sobie na odpływ klientów – mówi Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.

Jeśli nie chcesz płacić – zmień konto lub kartę

W lutym zmieni się cennik w Banku Zachodnim WBK. Bank wprowadzi sztywną miesięczną opłatę w wysokości 7 zł za karty  MasterCardOmni i MasterCardPaybackOmni. Za te karty bank nie pobierał opłat i wydawał je do bezpłatnego Konta Godnego Polecenia (rachunek reklamował amerykański aktor Kevin Spacey). Posiadacze Konta Godnego Polecenia będą mogli wymienić kartę na Visa Sol, która kosztuje 4 zł. By obniżyć tę opłatę do 0 zł, trzeba będzie dokonać co najmniej 5 transakcji miesięcznie.

Kolejne podwyżki szykuje swoim klientom PKO Bank Polski. W pakietach Superkonto od maja z 29 do 39 zł wzrośnie opłata roczna za kartę PKO Ekspres wydaną do Superkonta (umowy zawarte do 13 marca 2011 r.)  oraz Superkonta Student. Bank zmieni opłaty w kartach debetowych wydawanych do PKO Kont za Zero, które zostały otwarte przed 1 października 2014 roku. Karta będzie kosztowała 4,90 zł, a żeby uniknąć opłaty trzeba będzie wydać 200 zł. Taki sam mechanizm zostanie zastosowany w kartach wydawanych do PKO Kont Rodzica. Ponadto bank podniesie opłatę za prowadzenie PKO Konta bez Granic z 15.00 do 17,90 zł oraz opłaty za srebrne karty kredytowe z 69 do 79 zł i za złote – ze 150 do 195 zł.

Podwyżki szykują swoim klientom także CreditAgricole i ING Bank Śląski. Warto przypomnieć, że od stycznia nowe, mniej korzystne dla klientów cenniki obowiązują już w Alior Banku, Banku BPH czy Citi Handlowym.

– Mniejsze dochody z tytułu kredytów i sprzedaży innych usług sektor bankowy rekompensuje podniesieniem opłat za już sprzedane produkty. Za tak drastyczne podwyżki możemy też podziękować SKOK-om. Ostatnie upadłości SKOK Wspólnota oraz SKOK Wołomin kosztowały Bankowy Fundusz Gwarancyjny ok. 3 mld zł. To blisko 30% zasobów funduszu, w związku z tym konieczne było podniesienie składki do BFG by dalej mógł on spełniać swoją funkcję gwarancji depozytów. Sektor bankowy przerzuca część tych kosztów na klientów właśnie poprzez zwiększenie różnych opłat – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Zima – najtrudniejszy czas dla kierowców

Nie da się ukryć, że poruszanie się samochodem w zimie to wyższa szkoła jazdy. Niska temperatura, ograniczona widoczność i śnieg sprawiają, że podróżuje się trudniej. Dlatego warto pamiętać o kilku zasadach.

W technice jazdy bardzo ważna jest płynność. „Każdy gwałtowny ruch może spowodować utratę przyczepności i w konsekwencji wpadnięcie w poślizg” – wyjaśnia w rozmowie z serwisem infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy. Jednak sama technika jazdy to nie wszystko. „Zimą powinniśmy zmobilizować się, by wyjść wcześniej z domu, odśnieżyć dokładnie swój samochód, czyli stworzyć sobie dobre warunki do jazdy i dopiero wtedy wyruszyć” – uważa ekspert.

O tej porze roku najtrudniej jest kierowcom, którzy przyzwyczajeni są do dynamicznej jazdy. Zima błyskawicznie weryfikuje nasze błędy. „Na co dzień nie jeździ się w poślizgach i zwykle powodują one zaskoczenie. Ludzie panikują w takich sytuacjach i często nie wiedzą, jak sobie poradzić” – mówi Jakub Bielak.

W technice jazdy obowiązują oczywiście pewne wskazania. Na przykład, wchodząc w zakręt, zdejmujemy nogę z gazu, wychodząc – prostujemy kierownicę i przyspieszamy. Nie ma jednak generalnych zasad, które określałyby nasze zachowania. „Technika jazdy daje narzędzia. Natomiast ruch drogowy jest nieprzewidywalny, a każda sytuacja inna” – podkreśla rozmówca.

W zimie bądźmy przede wszystkim spokojni i uważni. „Zachowujmy większą odległość między pojazdami, nie pozwólmy się zaskoczyć” – radzi ekspert. Zapamiętajmy, że jadąc wolniej, możemy dojechać dalej.

W Polsce przybywa urodzeń, ale ubywa ludności

W 2014 r. odnotowano spadek ludności Polski o mniej więcej 12 tys. Obecnie jest nas 38 mln 484 tys. 52% populacji stanowią kobiety – na 100 mężczyzn przypada 107 pań. Nie są to jedyne dane demograficzne zebrane przez Główny Urząd Statystyczny (GUS).

Pod względem liczby ludności Polska zajmuje 33. miejsce na świecie. Jest nas coraz mniej, bo nadal mamy ujemne saldo migracji – w 2014 r. wyjechało 15 tys. Polaków. „Ubiegły rok był jednak pierwszym od wielu lat, w którym odnotowano dodatni przyrost naturalny. Liczba urodzeń była wyższa od liczby zgonów o prawie 4 tys.” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Satora, rzecznik prasowy GUS.

„Niestety jest nas nadal za mało. 100 kobiet rodzi obecnie 126 dzieci. Aby osiągnąć poziom zastępowalności pokoleń, każda z pań powinna urodzić co najmniej dwoje” – zaznacza rozmówca. Współczynnik przyrostu naturalnego jest zdecydowanie wyższy na wsi. Mieszkańców przybyło w czterech województwach: mazowieckim, pomorskim, małopolskim i wielkopolskim. Najbardziej ubyło z kolei w świętokrzyskim, lubelskim, opolskim i łódzkim.

GUS odnotował wzrost liczby zawieranych małżeństw, przy czym podniósł się średni wiek nowożeńców (mężczyźni – 29 lat, kobiety – 27). W 2014 r. według wstępnych danych rozwiodło się ok. 66 tys. par. Przeżyły one ze sobą średnio ok. 14 lat.

W ubiegłym roku zmarło ponad 372 tys. osób – ponad 15 tys. mniej niż w roku wcześniejszym. „Głównymi przyczynami zgonów (więcej niż 70%) są choroby układu krążenia i choroby nowotworowe” – wyjaśnia Artur Satora. Przeciętna kobieta żyje 81 lat, a mężczyzna – 73.

Prognozy demograficzne dla Polski nie są optymistyczne. Szacuje się, że w 2035 r. będzie nas 2 mln mniej niż obecnie, a w 2050 – już 4 mln mniej niż dziś. Na 50 osób w wieku produktywnym będzie przypadać wtedy 100 emerytów.

Niższe koszty przyjmowania płatności bezgotówkowych dla przedsiębiorców

0

Maksymalne poziomy opłaty interchangena poziomie 0,2 proc. wartości transakcji dla kart debetowych oraz 0,3 proc. dla kart kredytowych oraz innych niż karty debetowe i kredytowe to efekt przepisów ustawy z dnia 28 listopada 2014 r. o zmianie ustawy o usługach płatniczych, która weszła w życie 29 stycznia 2015 r. Interchangeto główny składnik opłaty, jaką punkty handlowo-usługowe przekazują za pośrednictwem agentów rozliczeniowych do banków w związku z akceptacją kart płatniczych.

Nowe rozwiązania mają ograniczyć negatywne skutki zmiany od 1 stycznia br. zasad regulujących świadczenie usługi transgranicznego rozliczania transakcji kartami płatniczymi na terytorium Unii Europejskiej, w związku z decyzją wydaną przez Komisję Europejską w 2014 r. w stosunku do jednej z globalnych organizacji kartowych, działających na terenie Polski. Regulacja zapewni równe warunki konkurencji pomiędzy podmiotami rozliczającymi transakcje kartami płatniczymi, niezależnie od tego czy podmioty te działają transgranicznie, czy też posiadają siedzibę na terenie Polski.

Ministerstwo Finansów przypomina, że w przypadku ustalenia w umowie pomiędzy punktem handlowo–usługowym a agentem rozliczeniowym wyższej stawki opłaty interchange niż wskazana w ustawie należy stosować maksymalną stawkę ustawową. Należy pamiętać, że na polskim rynku usług płatniczych działa kilkunastu agentów rozliczeniowych. Warto więc, by przedsiębiorcy, chcący przyjmować płatności kartowe, zapoznali się z ofertą przynajmniej kilku agentów rozliczeniowych. Pozwoli im to wybrać najbardziej korzystne rozwiązanie, umożliwiające przyjmowanie płatności kartami płatniczymi. Obniżka podstawowego składnika opłaty z tytułu przyjmowania płatności kartami płatniczymi powinna stanowić zachętę do rozpoczęcia akceptacji kart przez punkty handlowo-usługowe, które dotychczas nie oferowały takiej formy płatności klientom. Jednocześnie dla tych punktów, które taką opcję już oferują, spadną koszty obsługi transakcji bezgotówkowych.

Lewiatan ocenia pakiet zmian dotyczących urlopów rodzicielskich

Prezydencki projekt ustawy zakładający zmianę przepisów związanych z urlopami rodzicielskimi zawiera wiele dobrych rozwiązań, np. określenie maksymalnego wieku dziecka uprawniającego matkę do korzystania przez nią z płatnej przerwy na karmienie, czy wydłużenie terminu do złożenia wniosku o udzielenie urlopu rodzicielskiego i wychowawczego. Ale zawiera też propozycje, które nakładają na pracodawców dodatkowe biurokratyczne obowiązki – uważa Konfederacja Lewiatan.

Do konsultacji społecznych trafił prezydencki projekt ustawy o zmianie ustawy Kodeks Pracy oraz niektórych innych ustaw zawierający pakiet zmian w obszarze przepisów dotyczących urlopów związanych z rodzicielstwem.

Zmiany akceptowane przez pracodawców
Część zmian zaproponowanych w projekcie zyskało akceptację pracodawców. Należy do nich zaliczyć zdefiniowanie dwóch funkcjonujących w obecnym porządku prawnym określeń „dodatkowego urlopu macierzyńskiego” oraz „urlopu rodzicielskiego” jednym terminem „urlopu rodzicielskiego”.

– Cieszy wprowadzenie przepisu określającego maksymalny wiek dziecka uprawniający matkę do korzystania przez nią z płatnej przerwy na karmienie (nie później niż do ukończenia przez dziecko 3 roku życia). Pracodawcy pozytywnie oceniają tę zmianę, gdyż obecnie nie ma przepisu, który określałby tę granicę, a skądinąd wiadomo, iż uprawnienie to jest często nadużywane – mówi Anna Kapłon, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Projekt ustawy przewiduje wydłużenie terminu do złożenia wniosku o udzielenie urlopu rodzicielskiego i wychowawczego z obecnych 14-stu do 21 dni. Obowiązek informowania pracodawcy na co najmniej 21 dni przed planowanym rozpoczęciem urlopu pozwoli mu na lepsze przygotowanie procesu pracy do zmienionych warunków związanych z przyszłą absencją w pracy osoby składającej wniosek.

Projekt zakłada również zmianę w zakresie trybu rezygnacji z urlopu rodzicielskiego i urlopu wychowawczego. Rezygnacja z urlopu rodzicielskiego lub wychowawczego przed terminem ich zakończenia i powrót do pracy następowałaby wyłącznie za zgodą pracodawcy (z wyłączeniem tzw. długiego wniosku – gdzie obowiązywałoby rozwiązanie dotychczasowe). Ta zmiana z pewnością przyczyni się do wzrostu poczucia komfortu osób zatrudnianych na zastępstwo.

Istotną zmianą jest umożliwienie rodzicom dzielenia się uprawnieniami związanymi z opieką nad dzieckiem, w przypadku gdy jedno z nich jest objęte statusem pracownika, drugie zaś jest objęte ubezpieczeniem społecznym w razie choroby i macierzyństwa na innej podstawie niż stosunek pracy (np. jest osobą prowadzącą działalność gospodarczą). Zmiana ta wyrównuje sytuację ojców, którzy pomimo, iż sami są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę nie mogą korzystać z „rodzicielskich uprawnień urlopowych” ze względu na fakt, że uprawnienia takie nie przysługują nie zatrudnionym na umowę o pracę, a prowadzącym działalność gospodarczą, matkom ich dzieci.

Kolejną pozytywną zmianą jest wydłużenie z 12-stu do 24 miesięcy życia dziecka okresu w jakim ojciec dziecka może wykorzystać przysługujący mu dwutygodniowy urlop ojcowski. Zdaniem Konfederacji Lewiatan istnieje potrzeba wprowadzenia dodatkowych zachęt, w tym m.in. przepisów przyznających wyłączne „kwoty urlopowe” dla ojców na wzór krajów skandynawskich. Jak pokazują przykłady krajów skandynawskich rozwiązania takie mają przełożenie na zwiększenie popularności wykorzystywania urlopów przez ojców, co w efekcie miałoby także wpływ na poprawę trudniejszej w odniesieniu do mężczyzn sytuacji kobiet na rynku pracy.

Zmiany krytykowane przez pracodawców

W projekcie znalazły się również propozycje, które w ocenie członków Konfederacji Lewiatan nie niosą istotnych merytorycznych zmian z punktu widzenia pracodawców, a nakładają na nich jedynie dodatkowe biurokratyczne obowiązki.

Za takie rozwiązania pracodawcy uznali propozycje przepisów nakładających na pracodawcę obowiązek sporządzania pisemnych uzasadnień w przypadku negatywnego rozpatrzenia przez pracodawcę wniosku pracownika dotyczącego zmniejszenia wymiaru czasu pracy ( lub ustalenia indywidualnego rozkładu czasu pracy) ze względu na spoczywające na pracowniku obowiązki rodzinne.

Wątpliwości wzbudza zasadność wprowadzania powyższych zmian między innymi w kontekście obowiązujących przepisów dotyczących obowiązku przechowywania przez pracodawcę dokumentacji pracowniczej przez wiele lat.

Kolejną niekorzystną zmianą jest wprowadzenie obowiązku informowania pracowników o przysługujących im uprawnieniach związanych z rodzicielstwem. Bardziej skutecznym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie regulacji, które umożliwiałyby pracownikom bezpośrednio zainteresowanym tym tematem zapoznanie się z uprawnieniami związanymi z rodzicielstwem przy okazji np. rejestracji dziecka w urzędzie stanu cywilnego, poprzez wręczanie rodzicowi dokonującemu rejestracji kompleksowego pakietu aktualnych informacji dotyczących przedmiotowych uprawnień.

Zmianą, która wzbudza kontrowersje jest propozycja polegająca na likwidacji zasady bezpośredniości jaka obowiązuje w odniesieniu do sposobu korzystania z poszczególnych części urlopów związanych z rodzicielstwem. Projekt zakłada możliwość wykorzystania 16-stu tygodni urlopu rodzicielskiego w jednej lub dwóch częściach nie następujących bezpośrednio po poprzednio wykorzystanych częściach urlopu, co de facto oznacza możliwość wykorzystania tej części urlopu w dowolnym czasie, w jednej lub dwóch częściach, aż do ukończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 rok życia. To, zdaniem pracodawców pogorszy i utrudni proces związany z organizacją pracy w zakładzie.

Kolejną propozycją, co do której pracodawcy podchodzą z dużą rezerwą jest proporcjonalne wydłużenie okresu urlopu rodzicielskiego (maksymalnie do 64 tygodni w przy pojedynczym porodzie ) w przypadku powrotu pracownika do pracy na część etatu. Przy czym pracodawcy za właściwą uznali propozycję zawartą w projekcie polegającą na uzależnieniu możliwości pracy w takiej formule od ostatecznej zgody pracodawcy.

Konfederacja Lewiatan

Polska służba zdrowia w ogonie Europy

W opublikowanym Euro Health Consumer Indeks 2014 Polska zajęła 32 miejsce na 37 badanych krajów europejskich. Dopóki podstawą systemu opieki zdrowotnej nie stanie się pacjent nie można mówić o prawdziwej dostępności do usług na najwyższym poziomie. Jeśli priorytetem będzie obrona finansów NFZ, a nie racjonalne wydawanie pieniędzy, dopóty pacjent będzie zagubionym niewolnikiem systemu – uważa Konfederacja Lewiatan.

Ochrona zdrowia kuleje. Konfederacja Lewiatan często zwraca uwagę na brak systemowego podejścia do proponowanych zmian i łatania przez Ministerstwo Zdrowia dziur w sytuacji podbramkowej. Obecne sygnały dotyczące funkcjonowania pakietu onkologicznego też nie dają złudzeń, że w najbliższym czasie coś się zmieni (a mamy dopiero koniec stycznia).

– Z uwagi na okres przedwyborczy w najbliższym czasie nie ma co liczyć na zmiany i wcale nie cieszy, że nasze obserwacje znajdują również odzwierciedlenie w opublikowanym Euro Health Consumer Index 2014 – wskazuje dr Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Jak wynika z raportu zajmujemy 32 miejsce na 37 badanych państw Europy.

Z danych zawartych w Indeksie szczególną uwagę przykuwa brak w naszym kraju dobrej dostępności do lekarza pierwszego kontaktu, trudności z dostępnością do specjalistów i powiązane z tym kolejki do leczenia. Do tego dochodzą potwierdzane kolejny raz statystyki o jednym z najniższych współczynników liczby lekarzy w przeliczeniu na pacjentów. Z Indeksu wynika, że w zakresie oczekiwania na leczenie zajmujemy w Europie 24 miejsce.

Lepiej natomiast oceniani jesteśmy w zakresie opieki kardiochirurgicznej, czy opieki dentystycznej. Cieszy również wysoka pozycja w zakresie dostępności pacjentów do dokumentacji medycznej, chociaż i tutaj mamy zaległości – w szczególności w zakresie rozwoju e-zdrowia. Do tej pory nie uregulowano kwestii wizyt na odległość, wystawiania e-recept czy e-zleceń.

Ważnym elementem, pomijanym od lat przez rządzących, jest wprowadzenie realnej oceny jakości świadczeń zdrowotnych udzielanych przez placówki opieki zdrowotnej. W Polsce nie ma żadnych wyznaczników dotyczących oceny rezultatów leczenia przy uwzględnieniu rodzaju schorzeń, oceny podejścia do pacjenta w placówkach medycznych czy sprawdzania jakości aparatury medycznej.

W Indeksie zwrócono również uwagę na brak polityki w opiece długoterminowej. W badaniu w zakresie liczby pielęgniarek w opiece domowej oraz ilości łóżek dla pacjentów senioralnych jesteśmy w Europie na szarym końcu.

Konfederacja Lewiatan

Software Mind SA: wdrożenie iLumio w branży medycznej

Jest to pierwsze wdrożenie iLumio w branży medycznej, które kompleksowo ma zaspokoić potrzeby pacjentów Nowego Szpitala Wojewódzkiego we Wrocławiu. Zostanie w nim wdrożonych 316 punktów iLumio, których główną funkcją będzie dostarczanie rozrywki dla pacjentów, począwszy od telewizji HD po możliwość korzystania z internetu, gier i aplikacji. Dodatkową funkcją będzie system informacyjny, dzięki któremu pacjenci otrzymywać będą bieżące wiadomości od personelu szpitalnego. iLumio, jako kanał komunikacji, istotnie usprawnia obsługę pacjenta oraz podnosi jego komfort poprzez bieżący dostęp do informacji szpitalnych.

Do tej pory rozwiązanie oferowane przez Grupę Wind Mobile zdobyło głównie uznanie branży hotelarskiej, lecz potencjał systemu iLumio pozwala na jego zastosowanie także w innych dziedzinach. Przedsmakiem użyteczności iLumio dla branży medycznej było sponsorowane przez nas wdrożenie na oddziale Onkologii Dziecięcej w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Prokocimiu, które wykazało, jak bardzo nasze rozwiązanie jest przydatne dla placówek medycznych. Korzyści są obustronne – pacjent ma zapewnioną rozrywkę i informację, szpital natomiast dysponuje sprawnym narzędziem, które ułatwia porozumiewanie się z pacjentami. – mówi Justyna Michalczyk , General Manager iLumio w Software Mind SA.

Coraz częściej nowoczesne placówki szpitalne intensywnie wykorzystują technologie telemedyczne. Adaptują one szereg rozwiązań, podnoszących komfort pobytu pacjenta, które do niedawna były domeną wyłącznie branży hotelarskiej. Nowy Szpital Wojewódzki we Wrocławiu jest tego idealnym przykładem. Placówka, której otwarcie planowane jest na pierwszą połowę 2015 r., przeznaczona będzie dla mieszkańców Wrocławia i Województwa Dolnośląskiego. W czterokondygnacyjnym szpitalu o powierzchni 48 700 m2 mieści się 550 łóżek na 16 oddziałach oraz przychodnia przyszpitalna. Szpital dysponuje „gorącą platformą”, w skład której wchodzi: dział diagnostyki obrazowej, blok operacyjny z 10 salami, SOR, oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Równocześnie dzięki systemowi iLumio szpital będzie mógł zaoferować dodatkowe pomocne w leczeniu funkcje użytkowe dla pacjenta oraz podnieść komfort pobytu chorych w szpitalu.

Wind Mobile podkreśla, że istnieje bardzo duży potencjał rozwoju dla zastosowania rozwiązań takich jak iLumio. W Polsce funkcjonuje obecnie ponad 900 szpitali wyposażonych w blisko 200.000 łóżek. Jednocześnie rośnie liczba szpitali przechodzących proces komercjalizacji (170 placówek), a co się z tym najczęściej wiąże, placówek, które istotnie podnoszą standard obsługi pacjenta. Potencjał całego rynku europejskiego to ponad 14.000 szpitali z 3 milionami miejsc, gdzie udział szpitali prywatnych wynosi ok. 50%.

 

Budownictwo i nieruchomości na fali wznoszącej

Dane z raportu Pracuj.pl „Specjaliści na Rynku Pracy 2014” wskazują na ożywienie w branży budownictwo i nieruchomości. W 2014 ofert pracy z tej branży było aż o 13,4% więcej, niż w roku 2013. W 2014 r. na Pracuj.pl opublikowano z tej branży,  ponad 25 tys. ogłoszeń o pracę co stawia ją na piątym miejscu pod względem liczby opublikowanych ofert.

Jacy specjaliści są poszukiwani w budownictwie i nieruchomościach?

Pracodawcy w tej branży poszukiwali inżynierów, osób odpowiedzialnych za prace budowlane i produkcję, a także finansistów, pracowników działów obsługi klienta oraz handlowców  i sprzedawców. Sporo ofert pracy dotyczyło także specjalistów ds. nieruchomości i pracowników odpowiedzialnych za IT. Zapotrzebowanie na specjalistów z różnych obszarów potwierdza również Aneta Lebieżyńska, Główny Specjalista ds. Rekrutacji i Adaptacji ze Skanska S.A: „W 2014 roku zapowiadaliśmy zatrudnienie 800 osób i nie tylko zrealizowaliśmy te plany, ale znacznie je przekroczyliśmy. Tym niemniej nadal poszukujemy doświadczonych specjalistów. Na chwilę obecną najwięcej naszych ofert pracy kierujemy do inżynierów z uprawnieniami: kierowników budów i robót, szczególnie ze specjalizacji elektrycznej, energetyczne, niskoprądowej czy kolejowej. Poszukujemy również osób z wykształceniem innym niż budowlane m.in. w obszarze finansów, zasobów ludzkich, analizy biznesowej czy zarzadzania projektami. Chcemy zatrudnić zarówno specjalistów z doświadczeniem, jak również młode osoby, absolwentów, którzy wraz z rozwojem naszej firmy będą rozwijać swoje umiejętności”.

Zarówno w 2013 roku, jak i 2014, na pierwszych trzech miejscach pod względem liczby opublikowanych ogłoszeń, znaleźli się specjaliści budownictwa, handlu i sprzedaży oraz inżynierii. Pod względem dynamiki wzrostu, niekwestionowanym liderem jest inżynieria. Liczba ogłoszeń dedykowanych specjalistom tej dziedziny wzrosła o 14%. Wyraźne wzrosty liczby ofert pracy widoczne są także dla specjalistów produkcji i obsługi klienta. W pozostałych obszarach liczba ogłoszeń o pracę, w porównaniu rok do roku, była na zbliżonym poziomie.

 Kluczowy specjalista – Inżynier

W 2014 w branży budownictwo i nieruchomości największe szanse na zmianę pracy mieli specjaliści w dziedzinie inżynierii. Ofert dla nich było aż o 14% więcej niż w roku poprzednim i stanowiły one aż jedną piątą wszystkich ogłoszeń o pracę z tej branży. Co ważne, wzrost zapotrzebowania na tych specjalistów utrzymywał się przez cały rok – w każdym miesiącu ofert pracy było więcej, niż w analogicznym okresie 2013 r. Poszukiwano inżynierów z obszarów konstrukcje/ technologie, elektronika/elektryka i projektowanie – co więcej, liczba ofert pracy dla tych specjalistów dynamicznie rosła.

Rosnące zapotrzebowanie na inżynierów potwierdza również m.in. firma Budimex. „Z perspektywy Grupy Budimex mogę potwierdzić, że w 2014 roku odnotowaliśmy duży wzrost liczby osób nowozatrudnionych w porównaniu do 2013 roku. W 2014 roku przyjęliśmy ponad 500 nowych pracowników, przeszło dwa razy więcej niż w roku poprzednim. Wśród wszystkich zatrudnionych 70% stanowili inżynierowie i projektanci różnych specjalności, głównie budownictwa i energetyki – wyjaśnia  Monika Wiśniewska – Pietruszka, Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju w Budimex SA. „W tym roku planujemy dalszy wzrost zatrudnienia w spółkach grupy Budimex. Rozwijamy działalność w nowych sektorach, jak energetyka i budownictwo przemysłowe, stąd w 2015 roku będziemy rekrutować inżynierów w tych branżach. Dzięki pozyskaniu wielu kontraktów zwiększamy także skalę naszej działalności w budownictwie infrastruktury komunikacyjnej, dlatego planujemy znaczny wzrost ofert pracy adresowanych również do inżynierów w specjalności drogowej i mostowej. Będziemy też szukać specjalistów do nadzorowania robót ogólnobudowlanych oraz instalacyjnych w zakresie instalacji sanitarnych, elektrycznych oraz automatyki. W sumie w 2015 roku planujemy przyjąć w samym tylko Budimeksie SA ok. 800 nowych pracowników” – dodaje Dyrektor ds. Rekrutacji i Rozwoju w Budimex SA.

 Jaka pora roku sprzyja poszukiwaniu pracy w branży budownictwo i nieruchomości?

 Jak wynika z danych Pracuj.pl, najlepszym miesiącem na poszukiwanie pracy w omawianej branży był w 2014 roku, styczeń – opublikowano wtedy 2 609 ofert pracy. Także miesiące letniei wczesnojesienne sprzyjają pracownikom z branży budownictwo i nieruchomości. Natomiast listopad i grudzień to czas, kiedy liczba ofert pracy zasadniczo spada. W listopadzie 2014 r. opublikowano ich 1 832, a w grudniu tego samego roku 1 499. Podobne zjawisko obserwowano w 2013 r. Wtedy także początek roku przyniósł znaczący wzrost ogłoszeń o pracę, a koniec zasadnicze ich obniżenie.

Kto zatrudniał?

Pierwsze prognozy i wyniki 2014 roku mogły napawać przedstawicieli branży budownictwo i nieruchomości pewnym optymizmem. Na duży wzrost zamówień liczyli najwięksi gracze na rynku – generalni wykonawcy oraz firmy liczące ponad 250 pracowników. Znalazło to przełożenie w liczbie opublikowanych przez te firmy ogłoszeń. Ich wzrost rok do roku był bardzo znaczący i wyniósł 41% (z 5 565 ogłoszeń w 2013 do 7 406 ogłoszeń w 2014).

Mniejsze firmy były nieco ostrożniejsze, choć także one zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników. W mikro przedsiębiorstwach (do 10 pracowników) wzrost ten wyniósł 14%, w firmach nieco większych wzrost był na poziomie 2-3%, a firmy średnie w niewielkim stopniu zmniejszyły zapotrzebowanie w stosunku do roku 2013.

W jakim województwie najłatwiej o pracę w branży?

Najwięcej ogłoszeń z branży budownictwo i nieruchomości publikują pracodawcy z województwa mazowieckiego. W sumie w 2014 r. było ich 4 808, czyli o ponad tysiąc więcej, niż w 2013 (3775). Duża liczba ofert pracy w 2014 r. pochodziła z województw: śląskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego, małopolskiego oraz pomorskiego. Te województwa mają dość stały poziom zapotrzebowania na pracowników, powiększający się systematycznie z roku na rok. Mapa zatrudnienia w branży budownictwo i nieruchomości stanowi w dużym stopniu odzwierciedlenie mapy rozwoju Polski.

Odśnieżaj samochód dokładnie, a unikniesz mandatu

0

Odśnieżasz auto przy włączonym silniku? Uważaj, bo zapłacisz mandat. Podobne konsekwencje mogą cię spotkać, jeśli jedziesz samochodem niedokładnie wyczyszczonym ze śniegu i ludu.

Zima to dla kierowców prawdziwa udręka, szczególnie gdy za oknem pada śnieg, a temperatura spada poniżej zera. Wielu kierowców włącza silnik przed odśnieżaniem samochodu, by „nagrzał się on od środka”. W ten sposób łamiemy prawo. Po pierwsze przepisy zakazują pozostawiania auta z włączonym silnikiem na terenie zabudowanym, po drugie zabrania się używania samochodu, gdy praca silnika wiąże się z nadmierną emisją spalin lub nadmiernym hałasem – mówi serwisowi infoWire.pl Robert Koniuszy z Komendy Głównej Policji. „To nie są nowe przepisy. Takie prawo funkcjonuje od wielu lat. Wynika przede wszystkim z troski o środowisko i ekologię” – wyjaśnia funkcjonariusz.

Policjanci nie mogą przechodzić obojętnie obok osób, które łamią prawo. Za odśnieżanie auta z włączonym silnikiem grozi mandat w wysokości od 20 do 500 zł. „Można też zastosować pouczenie i jedynie zwrócić uwagę na wykroczenie, którego dopuszcza się kierowca” – informuje przedstawiciel prawa.

Od zapobiegania nadmiernej emisji spalin jeszcze ważniejsze jest dbanie o bezpieczeństwo i odpowiednie przygotowanie samochodu do jazdy. Do dokładnego odśnieżania auta zobowiązuje nas kodeks drogowy. „Pojazd powinien być tak utrzymany, by nie stwarzał zagrożenia nam oraz innym uczestnikom ruchu” – zaznacza Robert Koniuszy. Oczyszczenie szyb z lodu to podstawa. Ponadto powinniśmy pozbyć się śniegu z dachu, reflektorów i tablicy rejestracyjnej. Za nieprzestrzeganie tego przepisu także możemy otrzymać mandat w wysokości od 20 do 500 zł.

Płatności przez Internet? Poznaj 7 nowych zasad bezpieczeństwa

Myślisz, że o bezpieczeństwie płatności online napisano już wszystko? Nawet jeżeli, cyberprzestępcy nie ustają w wysiłkach tworząc nowe i niestety często skuteczne sposoby pozwalające włamać się na konto bankowe i dokonać kradzieży pieniędzy. Jak ustrzec swój majątek przed cyberatakiem?

Sprawdź zaufane instytucje płatnicze

Instytucje płatnicze to podmioty oferujące usługi finansowe, w tym przede wszystkim banki, agencje rozliczeniowe oraz inne, licencjonowane podmioty. Ich rejestr prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego, która weryfikuje czy akredytowana firma spełnia wszystkie, surowe wymagania bezpieczeństwa. Obecność takiego podmiotu w rejestrze dostawców usług płatniczych można w każdej chwili sprawdzić w wyszukiwarce dostępnej na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego. Dodatkowo można prześledzić rejestr licencjonowanych Agentów Rozliczeniowych prowadzony przez Narodowy Bank Polski. Jeżeli firma znajduje się na listach, możemy być spokojni o nasze środki finansowe.

Zweryfikuj wiarygodność pośrednika

Kiedyś by sprawdzić wiarygodność instytucji płatniczej wystarczyło zweryfikować adres strony www. Jeżeli zaczynał się od HTTPS i zawierał znak kłódki, czuliśmy się bezpieczni. Dziś taka weryfikacja to zbyt mało. Podszywanie się pod instytucje płatnicze to bardzo częsty sposób na wyłudzenie pieniędzy od nieświadomego internauty. Normą stały się oszustwa polegające na wykorzystaniu adresów typu: https://nazwa-banku.pl-oszukana-domena.com, do których certyfikat został poprawnie wystawiony, ale dla firmy innej niż bank. Właśnie dlatego zawsze należy sprawdzać adres strony i klikać w kłódkę, by weryfikować komu komunikat został wystawiony.

Dodatkowo można upewnić się czy instytucja finansowa posiada certyfikat PCI DSS świadczący o zgodności z popularnymi systemami płatności kartami kredytowymi. Standard ten potwierdza spełnianie światowej jakości norm dotyczących bezpieczeństwa.

Podnieś bezpieczeństwo transakcji

Wiarygodne instytucje płatnicze obsługą miliony transakcji finansowych dziennie. Za pomocą analizy statystycznej danych są w stanie skutecznie wykrywać potencjalne próby wyłudzeń. Każde takie działanie poprawia szansę na rozszyfrowanie schematu ewentualnego oszustwa oraz efektywne unieszkodliwianie działań podejmowanych przez cyberprzestępców.

Każdego dnia przeprowadzamy dziesiątki tysięcy transakcji zbierając ogromne ilości danych i informacji. Dzięki temu jesteśmy w stanie wykrywać wzorce pojawiające się przy próbach wyłudzeń i skutecznie im przeciwdziałać. Przykładowo próba obciążenia karty na niską kwotę, a następnie na kwotę dużo wyższą jest częstym sposobem badania możliwości dokonania oszustwa. Dlatego nie powinniśmy ignorować podejrzanych obciążeń, nawet jeśli ich kwota jest niewielka – mówi Bernadetta Madej, dyrektor ds. handlowych z Dotpay. Specjalistyczne zabezpieczenia oraz systemy do wykrywania oszustw stosują również banki, dlatego łączne korzystanie z usług instytucji bankowej oraz operatora płatności na pewno skutecznie podniesie bezpieczeństwo transakcji.

Sprawdź numer konta – trzy razy

Złośliwe oprogramowanie, takie jak np. VBKlip lub Banatrix, potrafi wykryć czynność skopiowania rachunku bankowego, podmieniając przy wklejaniu cyfry na inne, wskazane przez cyberprzestępcę. Dlatego jeśli kopiujemy numer konta np. z treści e-maila lub strony sklepu internetowego, powinniśmy po wklejeniu do formularza przelewu upewnić się, że cyfry są poprawne. Niestety, to nie zawsze wystarczy – niektóre wersje Banatrixa potrafią pokazać w przeglądarce poprawny numer konta, a do banku wysłać sfałszowany. Dlatego należy dokonać ponownej weryfikacji przy przepisywaniu kodu SMS potwierdzającego transakcję (jeśli nasz bank go wysyła).

To niestety nie wszystko. Cyberprzestępcy stworzyli KINS służący do atakowania telefonów i podmiany SMS-ów przychodzących z banku. Dla bezpieczeństwa należy zatem wykonać trzeci krok, tj. sprawdzić poprawność numeru konta po potwierdzeniu operacji na stronie banku. Warto też w miarę możliwości korzystać z operatorów szybkich przelewów internetowych. Przy takich transakcjach nie musimy przepisywać numeru konta, nie ma więc ryzyka zaatakowania przez złośliwe oprogramowanie.

Sposób na wyłącznie trojana zainfekowanym użytkownikom znaleźli informatycy z CERT Polska i Multibanku. Wykorzystali lukę w złośliwym oprogramowaniu instalowanym przez oprogramowanie KINS i ZITMO. W jaki sposób? Okazało się, że wystarczy wyprzedzić treść SMS-a wykrzyknikiem, który dla trojana był komendą zmuszającą do usunięcia.

Nie korzystaj z publicznych hotspotów

Mimo szyfrowania transmisji między przeglądarką a serwerem banku, powinniśmy zwracać uwagę na źródło internetu, z którego korzystamy. Na atak cyberprzestępcy jesteśmy szczególnie narażeni, gdy łączymy się z siecią publiczną (np. w kawiarni, z miejskiego internetu, na uczelni).

Jak działa atak? Cyberprzestępca tworzy sieć o neutralnej nazwie (DarmowyInternet, DlaGosci, Publiczna, FreeHotSpot itp.), do której podłącza się wiele osób. Router włamywacza potrafi jednak zmodyfikować treść przesyłanych stron – w locie zmieniać numery kont, prezentować fałszywe formularze logowania albo niezauważenie przekierować adresy stron na inne serwery. Wystarczy więc chwila nieuwagi, by dokonać logowania na podstawionej stronie, udostępniając w ten sposób nasze dane cyberprzestępcy. Dlatego w sieciach publicznych najlepiej nie przekazywać żadnych informacji, których podsłuchanie mogłoby nam w jakikolwiek sposób zaszkodzić.

Sprawdź komu podajesz numer karty

Jeśli chcesz zapłacić kartą za zakupy w sieci, sprawdź komu dokładnie podajesz swoje dane. Oczywiście wykorzystywanie takich informacji na podejrzanych stronach, np. z pirackim oprogramowaniem, grami hazardowymi czy treściami dla dorosłych, to proszenie się kłopoty. Z drugiej strony nawet dużym firmom zdarzają się wycieki danych. Przykładem może być Sony, na które atak doprowadził do wycieku danych 1,5 miliona kart kredytowych. W efekcie VISA czasowo wykreśliła firmę z listy podmiotów spełniających standardy bezpieczeństwa.

Warto zawczasu zadbać o bezpieczeństwo transakcji przeprowadzanych kartą. Niektóre banki (np. Citibank) wysyłają SMS-em kod, który należy wprowadzić w trakcie płatności przez Internet (usługa 3D Secure), a wiele z nich daje też możliwość otrzymywania SMS-ów informacyjnych o przeprowadzonych transakcjach. Dodatkowo możemy wyrobić sobie kartę przedpłaconą, na którą przelewamy tylko tyle pieniędzy, ile potrzebujemy do przeprowadzenia pojedynczej transakcji. Karta nie jest w żaden sposób powiązana z naszym głównym kontem bankowym. Nawet jeśli cyberprzestępca pozna dane, i tak nie będzie miał z nich żadnego pożytku. Takie karty oferują m.in. BZ WBK oraz bank Pekao.

Pamiętaj o chargebacku

A co, jeśli jednak zostałeś ofiarą cyberprzestępcy? Większość polskich banków nie podaje tej informacji, ale wszystkie transakcje przeprowadzane kartami kredytowymi VISA i MasterCard objęte są dodatkową gwarancją (tzw. chargeback). Z gwarancji można skorzystać m.in. jeśli dane naszej karty wyciekły, a na rachunku zaczęły pojawiać się nieautoryzowane transakcje. Po złożeniu reklamacji w banku należy czekać na decyzję, choć powszechnie wiadomo że zwykle wydawane są po myśli klientów.

Warto dodatkowo sprawdzić czy w naszym banku transakcje kartą kredytową przeprowadzane przez dodatkowego operatora płatności (Dotpay, PayPal itp.) mogą być reklamowane w ten sposób. W części instytucji finansowych jest to możliwe, w części trzeba spełnić dodatkowe warunki (np. najpierw należy złożyć reklamację u operatora płatności), a w części takie reklamacje w ogóle nie są uwzględniane. Można także skorzystać z dodatkowego ubezpieczenia transakcji przeprowadzanych za pomocą szybkich przelewów internetowych. – W tym przypadku gwarancji udziela operator płatności, a nie bank. Z opcji tej można skorzystać, gdy złożyliśmy i opłaciliśmy zamówienie ze sklepu internetowego, ale nie otrzymaliśmy zamówionego towaru. W takiej sytuacji zwrotu dokonuje operator płatności – podsumowuje Bernadetta Madej.

Dziś obiektem ataku hakerskiego może zostać każdy – zarówno firma, prywatny użytkownik, jak i instytucja państwowa. Pamiętajmy, że bezpieczeństwo danych przechowywanych w sieci zależy przede wszystkim od nas samych. Kluczowa jest wiedza na temat skutecznej ochrony komputera i dokonywanych przez sieć transakcji. Dlatego zawsze zwracajmy uwagę na zasady bezpieczeństwa, szczególnie w czasie płatności w internecie, tak by nieświadomie nie stać się celem ataku cyberprzestępcy.

Prawie 40 proc. studentów przed aplikacją na staż sprawdza jego jakość

Poszukując staży i praktyk prawie 40 proc. studentów uwzględnia informacje o certyfikatach i nagrodach uzyskiwanych przez firmy w związku z organizacją staży lub praktyk – wynika z badania przeprowadzonego przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami w czerwcu 2014 roku. Potwierdza to rosnącą świadomość studentów w zakresie rzetelnej edukacji praktycznej, ale i większe zainteresowanie pracodawców weryfikacją swojej oferty stażowej.

Aby ułatwić młodym ludziom sprawne wejście na rynek pracy, PSZK od roku przeprowadza audyt programów staży i praktyk oferowanych przez firmy. W procesie audytu badana jest zgodność danego stażu bądź praktyki z założeniami Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk, czyli zbioru norm regulujących standardy realizowania wysokich jakościowo programów. – Badanie jakości staży i praktyk ma na celu wyróżnienie Znakiem Jakości tych organizacji, które zapewniają młodym ludziom rzetelne kształcenie zawodowe, a tym samym, udane pierwsze kroki na drodze kariery. Tym bardziej, że młode pokolenie podchodzi do poszukiwania staży i praktyk coraz bardziej świadomie, co pokazują wyniki zrealizowanego przez nas badania opinii studentów. Mimo złożoności procesu, coraz więcej firm decyduje się na przystąpienie do Programu. Do grona organizacji, które pozytywnie przeszły badanie audytowe dołączyły w ostatnim czasie: Allianz Polska, Bank BPH, Bonduelle Polska, Corning Optical Communications Polska, Instytut Lotnictwa/ GE Company Polska, Veolia Support Services: Center of Excellence SAP. Trwają audyty kolejnych programów staży i praktyk – komentuje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

Podczas audytu PSZK szczegółowo bada wszystkie zawarte w Ramach obszary, z których powinien składać się staż wysokiej jakości, m.in.: walor edukacyjny, umowa, wynagrodzenie, czy mentoring. Równie istotne są wywiady przeprowadzane zarówno z pracownikami działu personalnego, kadrą menedżerską, jak i praktykantami i stażystami. – Proces audytu jest czasochłonny i wymaga sporego zaangażowania ze strony firmy. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi swoich oczekiwań wobec pracodawców, Znak Jakości ułatwia przyciąganie do firmy najlepszych kandydatów – komentuje Gabriela Wróbel, HR Business Partner w firmie Veolia Support Services – jednej z organizacji, które pozytywnie zakończyły badanie.

Więcej informacji na temat Programu Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk oraz programów staży i praktyk, które otrzymały Znak Jakości można znaleźć na stronie www.stazeipraktyki.pl oraz na portalu Facebook.

33 mld złotych – to szacunkowa wartość polskiego rynku e-commerce w 2015r. Determinantą rozwoju branży są płatności online oraz płatności mobilne

Wraz z rosnącą popularnością usług internetowych zmienił się dotychczasowy model funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki. Handel wszedł w nowy wymiar – zakupów i płatności online.

Stałe wprowadzanie innowacji stanowi dziś niekwestionowany warunek rozwoju branży
e-commerce. W związku z tym rynek płatności elektronicznych stanowi w ostatnich latach obszar dynamicznego rozwoju innowacji płatniczych. Odnoszą się one zarówno do procesu realizacji płatności, jak i wykorzystywania w jego toku instrumentów płatniczych.
Jedną z determinant wpływających na upowszechnienie się innowacji płatniczych są regulacje oraz inicjatywy o podobnym charakterze, dotyczące rynku płatności mobilnych oraz płatności online.

W grudniu 2014r wprowadzona została ustawa, która  gruntownie zmieniła przepisy i sposób prowadzenia handlu internetowego w Polsce. Wiążące się z nią zmiany dotyczą nie tylko zapisów zamieszczonych na stronie e-sklepu (np. informacja o prawie do odstąpienia od umowy, informacje o oferowanych metodach płatności i terminie zapłaty), lecz także zmiany struktury procesu zakupowego (np. wygląd strony z podsumowaniem zamówienia). Wynika z tego, iż największy potencjał w stymulowaniu zainteresowania branżą e-commerce mają te regulacje, których skutki są widoczne dla klienta i przez niego odczuwalne.

Zmiana handlu w e-handel, wykorzystujący stale wdrażane nowości technologiczne, staje się coraz bardziej powszechna. Dzięki rozwojowi mobilnego Internetu oraz aplikacji mobilnych nastąpił również rozwój sfery m-commerce. Obszar ten nie ogranicza się tylko do prowadzenia sprzedaży przez sklepy internetowe. Obejmuje także wiele różnorodnych usług i innych możliwości dokonywania transakcji przez urządzenia mobilne. Klient ma możliwość korzystania z nowoczesnych form płatności, które stale ewoluują. Przykładowo, w systemie Dotpay można płacić wszystkimi wiodącymi metodami płatności online: telefonem komórkowym za pośrednictwem karty kredytowej Visa i MasterCard, jak również szybkiego e-transferu czy też przelewem internetowym – komentuje Bernadetta Madej, Dyrektor Działu Handlowego Dotpay S.A.

E-handel w Polsce

Wg. tygodnika Time pierwszy polski sklep internetowy został otwarty 18 lat temu. Mimo to, dopiero kilku lat temu e-handel zaczął rozwijać się z niespotykaną dotąd dynamiką, bijąc kolejne rekordy sprzedaży. Z raportu firmy PMR – „Handel internetowy w Polsce 2014” wynika, iż w 2014 roku przychody branży handlu w sieci przekroczyły 27 mld PLN. To o 3,5 mld więcej niż rok wcześniej. Co ważne, obroty branży – jedynie w Polsce – zwiększają się w tempie przynajmniej 15% w skali roku.

Wg badania „Kupuję w Internecie 2014”, opracowanego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej, największym zainteresowaniem  w okresie ostatnich 5 lat cieszyły się produkty z następujących kategorii: perfumy i kosmetyki (wzrost o 460%), produkty dla dzieci i zabawki (233%), sklepy wielobranżowe (213%) oraz odzież (81%). Najbardziej popularną kategorią e-commerce w Polsce – co raczej nie powinno stanowić zaskoczenia – wciąż są promocje i wyprzedaże –  wzrost aż o 757%!

17 mln internautów odwiedza serwisy e-commerce

Analizy niezbicie dowodzą, iż w Polsce stale rośnie zainteresowanie e-zakupami. 21,6 mln populacji (64%) to internauci, z czego 17 mln (78%) odwiedza serwisy e-commerce, zaś 21,7 mln (59%) odwiedza e-sklepy. W ciągu ostatnich 5 lat liczba internautów zainteresowanych tematyką e-commerce wzrosła z  13 079 701 do 17 727 596, czyli o 36%, podczas gdy liczba internautów wzrosła w tym okresie o 30%*. Stale zwiększa się zainteresowanie klientów
e- commerce.  W związku z tym, mechanizmy w obszarach e-handlu, w tym płatności, również ewoluują, co z kolei napędza zainteresowanie klientów zakupami oraz płatnościami internetowymi.

Banki wskazują kierunek zmian – inwestycje w aplikacje mobilne oraz płatności Internetowe

Warto zwrócić uwagę na działania banków, które stale inwestują w nowości w systemach online
oraz w aplikacje mobilne. Powstał już nawet pierwszy w pełni mobilny bank na świecie – Amerykański BankMobile. Dostęp do jego usług jest dostępny wyłącznie za pośrednictwem odpowiedniej aplikacji na smartfona. Jeśli chodzi o rodzimy rynek, posiadamy już pewną ilość aplikacji mobilnych, z których każda posiada innowacyjną funkcję. Przykładowo, aplikacja IKO PKO BP pozwala płacić w sklepach, wypłacać pieniądze z bankomatu, przesyłać środki na zasadzie SMS-ów czy nawet wystawiać wirtualne czeki – wszystko za pomocą telefonu! Są one podobne do polecenia wypłaty, możliwego do wykorzystania w bankomacie celem podjęcia pieniędzy. Pomysł IKO opiera się na systemie kodów jednorazowych, które są wyświetlane na ekranie telefonu i którymi zatwierdza się transakcje w bankomatach lub terminalach kartowych.

M-commerce oraz płatności mobilne

Rynek m-commerce, czyli obszar handlu elektronicznego w którym najistotniejszą rolę odgrywają urządzenia mobilne, rozwija się w błyskawicznym tempie. Z roku na rok obserwuje się coraz większe zainteresowanie konsumentów korzystających z usług sklepów internetowych oraz finalizacji zakupów poprzez dokonywanie płatności online. Z Badań  firmy analitycznej Flurry Analitics wynika, iż w 2014 r. korzystanie z aplikacji w urządzeniach przenośnych wzrosło o 76%. Najchętniej były one wykorzystywane do robienia zakupów, a także do zadań związanych z pracą i organizacją czasu oraz komunikowaniem się z otoczeniem. Okazało się również, że dynamicznie wzrosło zainteresowanie programami instalowanymi w smartfonach
i tabletach.

Zaufanie klientów kluczem do sukcesu

Sposobem na zdobycie zaufania klientów i zapewnienie bezpieczeństwa dokonywanych przez nich e-zakupów jest współpraca z profesjonalnym operatorem płatności Internetowych
np. Dotpay, Jako oficjalny członek Polskiego Standardu Płatności, wspólnie z największymi bankami, firma wypracowuje najlepsze metody obsługi płatności online. Operacje oferowane przez integratora płatności online, pozwalają e-sklepom na udostępnienie klientom większej liczby szybkich przelewów, zapewniając przy tym wysoką jakość realizowanych transakcji i pełne bezpieczeństwo. Ich zaletą jest także dostęp do mobilnych rozwiązań (aplikacje do szybkich płatności), dokonywanie i opłacanie zakupów za pomocą jednego kliknięcia, a także szansa kupowania produktów online w systemie ratalnym – bez konieczności załatwiania jakichkolwiek formalności osobiście.

Rosnąca rola segmentu prywatnego w polskim rynku usług stomatologicznych

Świadczenia stomatologiczne w Polsce od wielu już lat są domeną podmiotów niepublicznych, a ich rola będzie jeszcze wzrastać w ciągu najbliższych kilku lat, wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek usług dentystycznych w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”.

Nakłady NFZ na stomatologię bez zmian

Począwszy od 2011 r. wydatki NFZ na opiekę dentystyczną w Polsce plasują się na stałym poziomie około 1,8 mld zł. Jest to kilkukrotnie mniej niż wydatki sektora prywatnego. Świadczenia stomatologiczne finansowane przez NFZ charakteryzują się niskim standardem, np. plomby światłoutwardzalne są zakładane tylko w przednich zębach, nie ma możliwości dopłaty do materiałów wyższej jakości.

PMR nie przewiduje w kolejnych latach wzrostu finansowania publicznego świadczeń stomatologicznych, co wobec wzrastających nakładów prywatnych powodować będzie dalszy spadek znaczenia płatnika publicznego w finansowaniu stomatologii.

Jednocześnie, jedynie część Polaków, którzy nie uzyskają świadczeń w ramach NFZ, zdecyduje się na leczenie prywatne. Jak wynika bowiem z różnych badań (np. badania GUS i Diagnoza Społeczna), brak pieniędzy jak najczęstszą przyczyną rezygnacji przez Polaków z leczenia zębów.

Implantologię czeka szybki rozwój

Jednym z najszybciej rozwijających się segmentów stomatologii w Polsce jest implantologia. W ciągu zaledwie kilku ostatnich lat liczba implantów wszczepionych w Polsce wzrosła więcej niż dwukrotnie i w 2014 r. wyniosła ponad 100 tys., wynika z szacunków PMR. Spadek ceny, do około 3,5 tys. zł za implant oraz wzrost popularności systemów ratalnych finansowania świadczeń stomatologicznych sprawiły, że stały się one dostępne dla większej liczby pacjentów.

Polski rynek implantów ma przed sobą duży potencjał rozwoju. Dla przykładu, w Niemczech liczba wszczepień implantów wynosi około 1 miliona rocznie. W kraju tym jest jednak możliwa refundacja implantu przez państwo, a w Polsce jest to segment wyłącznie prywatny.

Warto również podkreślić, że jest to segment najbardziej czuły na sytuację gospodarczą i zmianę dochodów ludności spośród wszystkich w stomatologii, dlatego też ewentualne spowolnienie gospodarcze odbije się na nim bardziej niż na innych sektorach.

Stomatologia polskim towarem eksportowym?

Stomatologia jest jedną z czterech głównych grup świadczeń oferowanych w ramach turystyki medycznej w Polsce. Dla pacjentów zagranicznych najczęściej wykonywane są zabiegi wysokospecjalistyczne, np. odbudowa kości, implantacje, podniesienie zatok szczękowych, skomplikowane leczenie kanałowe. Pacjenci z zagranicy najczęściej decydują się na kompleksowe leczenie w czasie jednej wizyty.

Istnieje szereg czynników rozwoju stomatologii w ramach turystyki medycznej, począwszy od dobrej opinii polskich lekarzy tej specjalizacji i coraz wyższych standardów opieki medycznej w Polsce, poprzez korzystny kurs złotego do euro, funta i dolara, aż do inkorporacje przez kraje Unii Europejskiej dyrektywy o leczeniu na terenie UE.

W związku z wejściem w życie dyrektywy transgranicznej na szybki rozwój mogą liczyć te placówki medyczne, które zainwestują w obsługę pacjentów w ich ojczystych językach oraz te, które przystosują się do europejskich standardów i będą oferowały np. odbiór dokumentacji medycznej w formie elektronicznej bezpośrednio ze strony placówki oraz umożliwią sprawne umawianie wizyt drogą elektroniczną.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek usług dentystycznych w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”

Komunikat w sprawie „C.H. NEXA” Spółka z o.o.

0

W związku z licznymi publikacjami medialnymi dotyczącymi Pana Stanisława Kujawy, mając na względzie m.in. prawo obywateli do ich rzetelnego informowania o działaniach kontroli skarbowej, w dniu 27 stycznia 2015 r., Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej, w trybie art. 34 ust. 1a-1c ustawy o kontroli skarbowej, wyraził zgodę na ujawnienie informacji dotyczących postępowań kontrolnych prowadzonych w „C.H. NEXA” Spółka z o.o.

Ujawnione informacje stanowią materiały zgromadzone w toku dotychczasowych działań kontroli skarbowej i będą podlegały dalszej weryfikacji administracyjnej oraz sądowej.

MF wsparło 23. Finał WOŚP

2.325 zł za zwiedzenie Ministerstwa Finansów wpłynie na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kwota ta wesprze podtrzymanie wysokich standardów leczenia dzieci na oddziałach pediatrycznych i onkologicznych oraz opiekę medyczną seniorów.

Minister finansów Mateusz Szczurek osobiście zapraszał na stronie aukcji do zwiedzenia zabytkowego gmachu ministerstwa. – Wierzę, że osoba która wygra licytację będzie zadowolona z możliwości obejrzenia miejsc, które na co dzień nie są dostępne do zwiedzania. W ramach wizyty zwycięzca będzie mógł zobaczyć najciekawsze pomieszczenia w ministerstwie, takie jak Sala Portretowa będąca miejscem spotkań i narad kierownictwa ministerstwa, gdzie zapadają szczególnie ważne dla finansów publicznych decyzje, czy Sala Kolegialna, w której odbywają się konferencje prasowe i uroczystości okolicznościowe – zachęcał minister.

Zwycięzca licytacji może liczyć również na spotkanie z Mateuszem Szczurkiem i pamiątkowe zdjęcie.

W Polsce potrzebny jest prosty, bezpieczny i trwały system dobrowolnych ubezpieczeń emerytalnych

W tym roku w Polsce liczba emerytów sięgnie 5,2 mln osób, a liczba ubezpieczonych podlegających ubezpieczeniu emerytalnemu wyniesie około 14,7 mln osób. W chwili obecnej na jednego emeryta przypadają około trzy osoby, za które odprowadzane są składki. W 2050 roku proporcje te zmienią się na tyle, że pierwsza grupa zwiększy się o milion, a druga zmniejszy się aż o 2 mln osób. Na jednego emeryta będzie więc przypadało już tylko około dwie osoby, za które odprowadzane są składki, a prognozy mówią, że liczba ta będzie dalej maleć. Szacuje się, że w 2060 roku zgromadzone w ZUS środki mogą nie wystarczyć na świadczenie w wysokości minimalnej emerytury dla 25-50 proc. osób przechodzących na emeryturę.

Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte te pesymistyczne prognozy oraz zjawisko skądinąd pozytywne – systematycznego wydłużania się życia Polaków wskazują na silną potrzebę dodatkowego, samodzielnego oszczędzania na starość. Warunkiem koniecznym, który pozwoli uniknąć katastrofy emerytalnej jest stworzenie prostego, trwałego, bezpiecznego III filaru, który zachęci Polaków do zadbania o swoją przyszłą emeryturę. Oszczędzanie powinno stać się popularne i modne.

W 2013 roku liczba Polaków wynosiła blisko 38,5 mln osób. Według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego (Prognoza ludności na lata 2014-2050, opracowana 2014 r.) za 35 lat liczba ta zmniejszy się o około 4,55 mln osób. W tym czasie w strukturze demograficznej dojdzie do poważnych zmian. Znacznie zwiększy się liczba osób starszych, tych po 65. roku życia. Szacuje się, że w 2050 roku ich udział w strukturze demograficznej będzie wynosił 32,7 proc., w porównaniu do 14,7 proc. na koniec 2013 roku. „Od 1991 roku średnie dalsze trwanie życia 67-letnich kobiet wydłużyło się o prawie cztery lata, a mężczyzn o trzy lata. Zjawisko to rodzi wiele pytań i wyzwań, które mają wpływ na różne obszary naszego życia społecznego, gospodarczego i politycznego. Wiemy na pewno, że musi się zmienić rola osób starszych na rynku pracy, tak, aby po przejściu na emeryturę nie doświadczały one ubóstwa. Świadczenia społeczne nie nadążą bowiem za kosztami utrzymania przyszłych emerytów” – wyjaśnia Renata Onisk, Aktuariusz, Partner w Dziale Usług Aktuarialnych Deloitte.

Według prognozy wpływów i wydatków funduszu emerytalnego do 2060 roku opublikowanej przez ZUS w maju 2013 roku, w 2015 roku liczba emerytów, pobierających świadczenia z ZUS, wyniesie 5,24 mln osób. W tym samym czasie liczba osób ubezpieczonych płacących składkę emerytalną sięgnie 14,7 mln. A to oznacza, że tzw. systemowy współczynnik obciążenia (tj. relacja pomiędzy liczbą emerytów pobierających emerytury finansowane z funduszu emerytalnego oraz liczbą osób objętych ubezpieczeniem emerytalnym) wyniesie 36 proc. W 2050 roku proporcje te znacznie się zmienią. I tak liczba emerytów zwiększy się do 6,2 mln, a liczba osób odprowadzających składki zmaleje do 12,7 mln. Współczynnik obciążenia systemowego zwiększy się do 49 proc., a dziesięć lat później o kolejne 10 pp. W 2013 roku budżet państwa dofinansował system ubezpieczeń społecznych kwotą blisko 80 mld zł, co stanowiło 4,7 proc. polskiego PKB. Oprócz dofinansowania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na kwotę tę w 2013 roku złożyły się wydatki na emerytury i renty służb mundurowych (15,3 mld zł) oraz dotacja do KRUS (16,5 mld zł).

Wpływ na system emerytalny mają cztery główne składniki:
• wysokość oraz długość pobierania świadczeń,
• wysokość składek,
• wiek emerytalny oraz
• wzrost gospodarczy kraju.

W ostatnich latach w polskim systemie emerytalnym wprowadzono istotne zmiany. Do najważniejszych należą: ograniczenie możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę, stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67 lat oraz transfer aktywów z OFE do ZUS w wysokości 153 mld zł do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Nie bez znaczenia były także zmiany w dobrowolnym III filarze, w tym utworzenia kont IKE (Indywidulane Konto Emerytalne) oraz IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), które mają zachęcać Polaków do samodzielnego oszczędzania na emeryturę.

Niemniej jak podaje KNF w 2013 roku tylko 5,2 proc. aktywnych zawodowo Polaków posiadało pierwsze z nich, z czego jedynie 31,8 proc. dokonało jakichkolwiek wpłat. Jeżeli chodzi o IKZE, to w tym samym czasie posiadało je 3,2 proc. aktywnych zawodowo Polaków, a wpłat dokonało 11 proc. spośród nich. Należy także dodać, że 2,4 proc. pracujących osób należy do Pracowniczych Programów Emerytalnych. Na koniec 2013 roku w IKE zgromadzono około 4,3 mld zł, a w IKZE 119 mln zł. „Aż 90 proc. składek na IKZE odliczonych od podatku za 2012 rok zostało wpłaconych przez osoby znajdujące się w grupie 20 proc. najlepiej zarabiających, a to oznacza, że wiedza o tym produkcie wśród szerokiej rzeszy Polaków jest niewielka lub w ogóle nie istnieje. Niezbędna jest więc duża ogólnopolska akcja promocyjna tych rozwiązań aby oszczędzanie stało się popularne i modne. Oszczędzać powinien każdy, tym bardziej wbrew stereotypom, osoby o niższych dochodach. Dodatkowo, bardzo istotne dla osób młodych jest żeby zacząć oszczędzać na starość już teraz, odkładanie nawet małych kwot miesięcznie w długiej perspektywie czasowej pozwala zbudować relatywnie pokaźny kapitał” – wyjaśnia Tomasz Hasiów, Starszy Konsultant w Dziale Usług Aktuarialnych Deloitte.

Prognozy Ekspertów NBP wskazują na istotny spadek wysokości nowo przyznanych emerytur w relacji do średniej płacy w gospodarce. W tym roku w przypadku mężczyzn wynosi ona 85 proc., a kobiet 63 proc. W 2040 roku będzie to już tylko odpowiednio 40 i 37 proc.

Odsetek osób starszych (powyżej 60 roku życia) aktywnych zawodowo w Polsce wynosi jedynie 4,9 proc. i jest jednym z najniższych w Europie. Dla porównania w Czechach jest to 6,6 proc., w Niemczech już 13,2 proc., a Estonii aż 19,5 proc. Według prognoz Banku Światowego pracujący Polacy w wieku pomiędzy 20. a 50. rokiem życia, chcący osiągnąć stopę zastąpienia równą dzisiejszej (tj. mniej więcej taką jaką mają obecni emeryci), muszą dodatkowo oszczędzać 10 proc. swoich obecnych rocznych zarobków. Choć według raportu Fundacji Kronenberga 75 proc. Polaków popiera oszczędzanie to tylko niespełna 41 proc. gospodarstw domowych posiada jakiekolwiek oszczędności.

Z czego wynika potrzeba dodatkowych oszczędności emerytalnych? „Przyszłe emerytury będą niskie, a to spowoduje, że coraz więcej osób może znajdować się poniżej progu minimalnej emerytury, co w konsekwencji wymagać będzie dopłaty z budżetu do emerytury minimalnej., Dodatkowo część emerytów będzie mogła potrzebować wsparcia innych instytucji, gdy przekroczony zostanie przez nich próg uznawany za próg ubóstwa. Według prognoz specjalistów NBP emerytury od 25 do 50 proc. osób przechodzących na emeryturę w 2060 roku mogą nie przekraczać progu emerytury minimalnej i będą wymagać dopłaty Budżetu Państwa” – wyjaśnia Tomasz Hasiów.

Zdaniem ekspertów Deloitte, aby system dobrowolnych ubezpieczeń społecznych działał sprawnie, powinien spełniać kilka warunków:

  • Powinien być trwały (musi istnieć gwarancja, że nie będzie podlegał częstym zmianom prawym, a warunki ustalone początkowo nie mogą zmienić się na gorsze),
  • Powinien być bezpieczny (oszczędzający muszą mieć pewność, że pieniądze, które oszczędzają faktycznie do nich trafią, gdy przejdą na emeryturę.),
  • Powinien być prosty i przejrzysty (tj. zasady muszą być jasne, kwoty limitów powinny być zaokrąglone itp.),
  • Powinien być efektywny (wiązać się z niskimi kosztami dla uczestników i skutecznie zachęcać do gromadzenia w nim środków),
  • Powinien mieć relatywnie niski koszt dla budżetu państwa.
  • Powinien uwzględniać indywidualny apetyt na ryzyko oszczędzających.

W ostatnim czasie na nowo rozgorzała dyskusja o kształcie systemu emerytalnego w Polsce. Raport Towarzystwa Ekonomistów Polskich „Dodatkowy System Emerytalny w Polsce – Diagnoza Zmian i Rekomendacje” oprócz analizy obecnie dostępnych dobrowolnych rozwiązań emerytalnych, proponuje trzy warianty zmian: ulgę podatkową (zmiana w istniejącym już IKZE), jednorazową dopłata do oszczędności oraz automatyczne zapisanie do PPE.

Propozycje te powinny być poddane dalszej dyskusji, uwzględniającej także opinie ekspertów rynkowych. W naszej opinii obecne produkty III filarowe są dobre w swojej konstrukcji, a przede wszystkim korzystne dla uczestników w porównaniu do innych opcji długoterminowego oszczędzania. Istotne jest jednak, aby rozwiązania te były trwałe i stabilne, tak aby nie pogarszać warunków już istniejącego systemu. Oszczędzający muszą mieć pewność, że podejmując wysiłek samodzielnego odkładania na emeryturę nie napotkają w przyszłości na zmiany, które spowodują, że to co dziś wydawało się rozsądne straci sens czy wręcz będzie nieopłacalne” – podsumowujeRenata Onisk.