W lipcu 2013 ogłoszono najwięcej upadłości od 10 lat. Bankrutują głównie w branży budowlanej

Branża budowlana wciąż w kryzysie. W lipcu w tym sektorze ogłoszono najwięcej upadłości – 33 przypadki, czyli jedną trzecią wszystkich upadłości. Problemy branży budowlanej pociągają za sobą bankructwa firm produkcyjnych i hurtowni. Upadać zaczęły także firmy przewozowe. W lipcu zbankrutowało w sumie 98 firm – najwięcej od 10 lat.

Siedem spośród szesnastu firm produkcyjnych, o których upadłości poinformowano w lipcu, to firmy budowlane. Najwięcej z nich upadło w południowych rejonach kraju, takich jak Śląsk, Dolny Śląsk, Podkarpacie i Małopolska. Plajtują głównie firmy specjalizujące się w budowie dróg i innych elementów infrastruktury (np. rurociągów czy sieci rozdzielczych i przesyłowych) oraz w pracach wykończeniowych (odwodnieniowych czy elektrycznych takich inwestycji).

Konsekwencją kryzysu w branży budowlanej były nie tylko upadłości firm produkcyjnych, ale również hurtowni. Spośród dwudziestu hurtowni, które upadły w lipcu, dziewięć zaopatrywało branżę budowlaną, a trzy sprzedawały artykuły do wyposażenia mieszkań.

– Od bardzo dawna nie widzieliśmy aż dwudziestu upadłości hurtowni w ciągu jednego miesiąca – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Grzegorz Błachnio ekspert Euler Hermes. – Najwięcej hurtowni, bo aż siedem, upadło w województwie mazowieckim.

Problemy ma również branża transportowa, chociaż w tym roku bankructw firm z tej branży nie jest znacznie więcej niż w ubiegłym roku. W transporcie pojawiają się jednak pewne nowe, niepokojące tendencje.

– Nowością w tym roku są bankructwa firm zajmujących się transportem osób, przewozami pasażerskimi. W samym lipcu mieliśmy do czynienia z trzema takimi upadłościami. Były to Przedsiębiorstwa Komunikacji Samochodowej, dwa z Małopolski, jedno ze Śląska – zauważa Błachnio. – Nie wynika to raczej ze spadku popularności takich przewozów. W większym stopniu to jest pochodna problemów finansowych właścicieli takich przedsiębiorstw, czyli głównie samorządów regionalnych czy wojewódzkich.

Główną przyczyną upadłości we wszystkich branżach jest utrata płynności finansowej.
– Do rzadkości należą przypadki, gdy o upadłość występuje zarząd widząc nadchodzące problemy, takie jak utrata głównego kontrahenta – mówi Błachnio. – Zdarza się, że zarządy podejmują wówczas decyzję o upadłości w trosce o zabezpieczenie wierzycieli. Najczęściej jednak przyczyną jest utrata płynności finansowej we wcześniejszym okresie – dodaje.

Komentarz dzienny, 8 sierpnia 2013

W czerwcu i zamówienia przemyśle (+3,8% wobec oczekiwań na poziomie 1,0%), i produkcja przemysłowa (+2,4% wobec oczekiwań na poziomie +0,3%) dopełniły pozytywnego obrazu gospodarki niemieckiej w II kwartale. Z naszym obliczeń opartych na produkcji przemysłowej i budowalno-montażowej wynika, że kwartalna dynamika PKB zakończyła I połowę roku w imponującym tempie, zbliżonym do 1%.

Dyrektorzy finansowi (CFO) zapowiadają wzrost i międzynarodową ekspansję swoich firm

Połowa dyrektorów finansowych (CFO) w USA z optymizmem myśli o najbliższych miesiącach, a 83 proc. ich szwajcarskich kolegów nie spodziewa się recesji w ciągu najbliższych dwóch lat. Większość CFO na świecie nie obawia się już kryzysu finansowego w Europie oraz spowolnienia gospodarczego w Chinach i USA. Menedżerowie odpowiedzialni za finanse przewidują wręcz, że ich firmy powrócą do strategii rozwoju organicznego, aktywności na rynku fuzji i przejęć (M&A) oraz zdobywania rynków międzynarodowych. To najważniejsze wnioski z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte „Q1 2013 Global CFO Signals” w 16 krajach świata.

W odróżnieniu od ostatnich edycji badania, w których dominował pesymizm oraz ostrożne i zachowawcze podejście do prowadzenia biznesu, w obecnej edycji CFO na całym świecie są pełni optymizmu w prognozowaniu sytuacji w światowej gospodarce. Widać to szczególnie w regionie Azji i Pacyfiku oraz Ameryce Północnej. Nieco gorzej jest z nastrojami w Europie Zachodniej, która wciąż boryka się ze spowolnieniem gospodarczym. Nienajlepsza kondycja ekonomiczna krajów starej UE wzbudza obawy wśród finansistów szczególnie w Australii i Chinach, gdzie ponad połowa CFO wyraziła wątpliwości co do ożywienia w Europie. Choć niepewność dotycząca rozwoju sytuacji ekonomicznej w Wielkiej Brytanii zmniejszyła się do poziomu najniższego od dwóch i pół roku, dla odmiany w Belgii jedna czwarta respondentów nie spodziewa się wzrostu gospodarczego przed 2015 rokiem. Pozytywnym sygnałem jest jednak to, że CFO na całym świecie nie pytają „czy”, ale „jak” i „kiedy” ich firmy powrócą do realizowania strategii rozwoju czy np. ekspansji na rynku fuzji i przejęć – mówi Krzysztof Pniewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Na powrót optymizmu wyraźnie wskazuje spadek poziomu niepewności związanej z sytuacją gospodarczą w ocenach respondentów. Wśród przedstawicieli amerykańskich firm odsetek tzw. optymizmu netto, czyli różnicy osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej i tych mówiących o pogorszeniu sytuacji wzrósł bardzo wyraźnie, z – 11 do + 32. Lepsze nastroje mają wyraźny pozytywny wpływ na oczekiwania dyrektorów finansowych. Około 65 proc. irlandzkich i 42 proc. niemieckich CFO spodziewa się wzrostu przychodów w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy, a więcej niż jedna trzecia menedżerów z Australii przewiduje wzrost zatrudnienia.

Dyrektorzy finansowi na całym świecie coraz odważniej mówią o rozwoju swoich organizacji, skupiając się przede wszystkim na rynkach międzynarodowych. W Irlandii 69 proc. CFO określa strategię przyjętą przez ich firmy jako ekspansywną, a nie defensywną, a w Holandii 71 proc. respondentów oczekuje, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy liczba transakcji M&A zwiększy się. Prawie 50 proc. szwedzkich menedżerów spodziewa się większej aktywności na rynku fuzji i przejęć, nawet pomimo obaw o popyt. Francuzi są raczej pesymistami, nie widząc możliwości rozwoju we własnym kraju, ale 40 proc. z nich dostrzega je na rynkach wschodzących.

Podbijanie nowych rynków i rozwój firmy kosztuje, więc badani coraz częściej biorą pod uwagę możliwość zwiększania zadłużenia. Kredyty popularne są m.in. w Finlandii czy Australii, a także Wielkiej Brytanii. Dzięki niższym kosztom oraz większej dostępności kredytów, zaciąganie pożyczek przez duże przedsiębiorstwa stanowi w dalszym ciągu jedną z najbardziej atrakcyjnych form pozyskiwania finansowania, choć nadal bardzo popularną drogą zdobywania pieniędzy na rozwój jest też emisja obligacji korporacyjnych – wyjaśnia Paweł Zarudzki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. Tak jest m.in. w Norwegii, gdzie aż 55 proc. ankietowanych dyrektorów finansowych zwraca uwagę na dostępność tego rodzaju finansowania.

Wraz ze wzrostem optymizmu firmy podejmują na nowo inicjatywy strategiczne. Aż 65 proc. respondentów z Chin przyznaje, że dyrektorzy generalni oczekują od nich przede wszystkim koncentracji na definiowaniu strategii biznesowej, a następnie realizacji tych planów, a w Australii ponad połowa ankietowanych uważa planowanie strategiczne za jeden z najważniejszych obszarów, które chcieliby usprawnić w swoich działach finansowych.

Respondenci dostrzegają jednak także szereg przeszkód, które stoją na drodze do realizacji ich planów. Jedną z nich, wymienianą najczęściej przez wielu badanych, są polityki rządu oraz kwestie regulacyjne, które utrudniają rozwój działalności gospodarczej. Zdaniem ponad 90 proc. ankietowanych z Ameryki Północnej, prowadzona w ostatnim czasie polityka, a także podejmowane decyzje i toczące się debaty wywierają wpływ na plany spółek. W Chinach utrudnienia wynikające z obowiązujących przepisów prawnych stanowią jedno z kluczowych wyzwań związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej, zarówno ze względu na liczbę regulacji, jak i brak pewności co do poprawnej ich interpretacji.

Nastroje CFO na całym świecie są zbieżne z odczuciami polskich i środkowoeuropejskich dyrektorów finansowych. Jak pokazała ostatnia czwarta edycja badania „CE CFO Survey” polscy menedżerowie zarządzający finansami są coraz bardziej optymistycznie nastawieni do sytuacji gospodarczej, choć nadal trudno mówić o euforii. Prawie 95 proc. CFO prognozuje wzrost gospodarczy, w tym więcej niż połowa szacuje, że sięgnie on ponad 1,5 proc. W Polsce odsetek tzw. optymizmu netto wzrósł z – 28 do + 24. Jednocześnie jednak nastąpił dalszy wzrost odczuwanej niepewności. Wskazuje to na dużą ostrożność, z jednej strony CFO widzą perspektywę poprawy sytuacji gospodarczej, ale z drugiej mają świadomość, że daleko nam do stabilności. Są za to optymistami jeżeli chodzi o prognozy długoterminowe. Aż 73 proc. z nich przewiduje wzrost możliwości obsługi zadłużenia w ciągu trzech lat – podsumowuje Krzysztof Pniewski.

O raporcie:

Badanie nastrojów panujących wśród dyrektorów finansowych oraz działań podejmowanych przez nich w pierwszym kwartale 2013 r. zostało przeprowadzone w ponad 1.400 spółkach o zasięgu globalnym, w 16 krajach: Argentyna, Australia, Austria, Chiny, Finlandia, Francja, Niemcy, Irlandia, Holandia, Ameryka Północna, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria oraz Wielka Brytania.

Komentarz dzienny, 7 sierpnia 2013

Dziś zostaną opublikowane ważne dla rynku dane o produkcji przemysłowej w Niemczech. Wczorajsze pozytywne zaskoczenie dotyczące zamówień nie musi mieć przełożenia na odczyt produkcji przemysłowej. Ujemny odczyt za czerwiec nie zmienia umiarkowanie optymistycznych perspektyw wzrostu gospodarczego Niemiec w drugim kwartale.

Komentarz indeksowy BossaFX 7 sierpnia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 7 sierpnia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Eksperci przekonują, że na zagranicznych wakacjach lepiej płacić kartami niż gotówką

Polacy na zagraniczne wakacje wciąż najchętniej zabierają gotówkę – wynika z ankiety przeprowadzonej na zlecenie Deutsche Bank PBC. Walutę w kantorze kupi co czwarty turysta. Jeszcze dwa lata temu tę formę płatności wybierało 41 proc. podróżujących. Dziś coraz częściej decydujemy się na zabranie karty płatniczej: debetowej lub kredytowej. Eksperci przekonują, że to bezpieczniejsza forma płatności.

Z badania Deutsche Bank PBC wynika, że dziś ponad 25 proc. turystów uważa kartę kredytową za najwygodniejszy sposób dokonywania płatności. 12 proc. wybiera karty debetowe. W 2011 rok było to odpowiednio 17 i 6 proc.

Bankowcy od lat zachęcają Polaków do używania kart płatniczych. W czasie wakacji wśród argumentów jeszcze mocniej podkreślają bezpieczeństwo.

Wszystko pod warunkiem, że karty będziemy używać w sposób ostrożny: chronić numer PIN, nie nosić kart w jednym miejscu i przed wyjazdem zanotować numer telefonu do banku, który pozwoli zastrzec skradzioną kartę.

– Należy też zawsze mieć kartę na oku, szczególnie w restauracjach, jeśli kelner chce się udać do baru, żeby dokonać transakcji, warto pójść za nim i cały czas mieć kartę na oku – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Radosław Dylik, kierownik ds. kart płatniczych w Meritum Bank.

Ostrożność należy zachować również podczas wypłacania gotówki z bankomatu.

– Ważne jest też, żeby w miarę możliwości korzystać z bankomatów zlokalizowanych przy placówkach bankowych. W razie awarii bankomatu czy wypłacenia nieodpowiedniej kwoty jesteśmy w stanie natychmiast złożyć reklamację, otrzymując pisemne potwierdzenie – mówi Radosław Dylik.

Eksperci podkreślają, że w przypadku kradzieży gotówki tracimy ją prawdopodobnie bezpowrotnie. Kiedy tracimy kartę, możemy ją zastrzec i w ten sposób uchronić się przed próbą kradzieży zgromadzonych na koncie środków. Przed wyjazdem warto zabezpieczyć się na wypadek kradzieży, notując numery telefonu, pod którymi możemy zastrzec skradzioną lub zgubioną kartę. Numer znajdziemy na swojej karcie płatniczej.

– Im szybciej zastrzeżemy kartę, tym większe bezpieczeństwo, że te środki nie zostaną wykorzystane przez złodziei. Warto mieć zapisane numery telefonów. Ważne by zwrócić uwagę, że są często inne numery z zagranicy, a inne z kraju. Jeżeli wybieramy się za granicę, to warto zapisać sobie ten numer, który obowiązuje dla połączeń zagranicznych – tłumaczy Dylik.

Przed wyjazdem warto też przemyśleć kwestię płatności za pomocą technologii zbliżeniowej, w której płatności do wysokości 50 zł są akceptowane bez autoryzacji. Biorąc pod uwagę zastrzeżenia klientów i większy komfort korzystania z kart zbliżeniowych banki zwiększyły zabezpieczenia kart.

– W przypadku większych kwot banki już nad tym czuwają. Duża liczba banków udostępnia możliwość blokowania sobie tego typu transakcji. Każdy klient będzie mógł sobie czasowo bądź na stałe wyłączyć taką funkcjonalność – dodaje ekspert Meritum Banku.

Koniec recesji oznacza wzrost cen paliw?

Wahania złotego i drożejąca ropa nie sprzyjają cenom na stacjach benzynowych. Dodatkową presję na wzrost cen paliw mogą wywołać sygnały płynące z największych gospodarek o tym, że recesja zbliża się do końca. Mimo to prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego uważa, że w najbliższych miesiącach można się spodziewać stabilizacji na rynku paliw.

– Trudno prognozować ceny paliw w dłuższej perspektywie, bo zależy to od wielu czynników – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Leszek Wieciech prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. – W ostatnich siedmiu miesiącach mieliśmy tendencję spadkową. Ceny paliw w Polsce, zarówno benzyny, jak i oleju napędowego, są o 4 proc. niższe niż były w roku 2012. Cena benzyny spadła o 22 grosze, cena oleju napędowego – o 20 groszy.

Z danych BM Refllex z 1 sierpnia wynika, że średnio w kraju litr benzyny bezołowiowej 95 kosztuje około 5,61 zł, benzyny ołowiowej 98 – 5,82 zł, oleju napędowego – 5,58 zł, a autogazu – 2,29 zł.

– Ceny w ostatnich miesiącach spadały mimo tego, że złoty zachowuje się dość niestabilnie. A kurs złotego wobec dolara wpływa na ceny w Polsce, podobnie jak notowania ropy naftowej na giełdach światowych – mówi Leszek Wieciech. – Tak jak niestabilnie zachowuje się złoty, tak samo sprzedawcy paliw mieli do czynienia z dużymi wahaniami marży. Podobnie jak dwa lata temu marże były naprawdę bardzo niskie i postawiły wielu sprzedawców pod ścianą.

Od połowy kwietnia cena ropy brent wzrosła o blisko 9 proc. W poniedziałek na giełdzie za baryłkę płacono ponad 108 dolarów.

– Czas pokaże, bo będzie dalej z cenami ropy. Po okresie, kiedy cena ropy była na stosunkowo niskim poziomie, poniżej 100 dolarów, mamy znowu odbicie. Informacje ze Stanów Zjednoczonych, z Chin czy z niektórych państw UE o tym, że recesja zbliża się do końca, mogą sprawić, że ceny paliw znowu wzrosną – podkreśla Leszek Wieciech.

Co wybiera młody Polak – ZUS czy OFE?

Ponad połowa Polaków nie przekazałaby swoich składek z OFE do ZUS, gdyby rząd wprowadził taką możliwość – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Instytutu GFK Polonia dla Konfederacji Lewiatan. 70 proc. ankietowanych czułoby się bezpieczniej, gdyby ich emerytura pochodziła z dwóch źródeł, co oznacza, że nie chcą radykalnych zmian w obecnym systemie emerytalnym. Chociaż wypracowywane przez fundusze emerytalne wyniki ich nie satysfakcjonują.

– Szczególnie młodsi Polacy, którzy mają przed sobą wiele lat pracy, chcą, żeby ten system został zachowany. Tzn. żeby część ich emerytury pochodziła z ZUS-u, a część ze zgromadzonych oszczędności – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Tak odpowiedziało 70 proc. respondentów. Oznacza to, że woleliby, aby system emerytalny został zachowany w obecnym kształcie.

– Jeżeli OFE zostaną zlikwidowane lub bardzo ograniczone, to młodzi ludzie wystawią rządowi polityczny rachunek za taką działalność, ponieważ – słusznie czy nie – pieniądze trafiające do otwartych funduszy traktowane są jako środki prywatne – tłumaczy Mordasewicz.

Z badania wynika, że 79 proc. respondentów uważa, że pieniądze zgromadzone OFE to indywidualne oszczędności emerytalne. Zdaniem eksperta takie podejście wynika z faktu, że środki zgromadzone w OFE podlegają dziedziczeniu. Dlatego ludzie nie życzyliby sobie tego, by państwo po nie sięgało, kierując cały strumień pieniędzy do ZUS.

Rząd zaproponował trzy warianty zmian w funkcjonowaniu OFE, które – zgodnie z argumentacją – mają zwiększyć przyszłe emerytury. Eksperci podkreślają, że chodzi przede wszystkim o rozwiązanie problemów budżetu państwa. Propozycje rządu to: likwidacja obligacyjnej części OFE lub dobrowolność udziału w OFE (w tym również możliwa wraz z dodatkową składką).

– Obecne rozwiązania zaproponowane przez rząd trudno nazwać uczciwymi – zaznacza ekspert. – Jeżeli rząd umożliwi ubezpieczonym dokonywanie uczciwego wyboru: OFE lub ZUS, to ludzie odbiorą to pozytywnie.

Jego zdaniem nieuczciwe jest również założenie, które mówi o tym, że jeżeli dana osoba w ciągu trzech miesięcy nie podejmie decyzji o pozostaniu w OFE, to automatycznie zostanie skierowana do ZUS. Co więcej, już nigdy nie będzie mogła przenieść środków z powrotem do funduszu.

– Uważam, że rząd powinien przyjąć jako domyślne pozostanie obywateli w OFE, ponieważ z OFE do ZUS można się przenieść w każdym momencie. Nie zamykajmy ubezpieczonym drogi wyboru – apeluje ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wśród respondentów, którzy brali udział w badaniu, 57 proc. odpowiedziało, że nie zdecydowałoby się na przekazanie swoich pieniędzy z OFE do ZUS, gdyby rząd wprowadził taką możliwość. Takie rozwiązanie wybrałby zaledwie co piąty respondent.

Jeremi Mordasewicz zaznacza przy tym, że Polacy, choć nie są zadowoleni z wyników wypracowywanych obecnie przez OFE, system emerytalny w dotychczasowym kształcie daje im poczucie bezpieczeństwa. Przekonuje również, że mając na względzie długi czas oszczędzania na emeryturę, powinni zaakceptować zmienność zysków z OFE.

– OFE zarabiają, kiedy polska giełda idzie do góry i ich zyski są zdecydowanie mniejsze, gdy na giełdzie panuje zastój – wyjaśnia. – Musimy się pogodzić z tym, że nasze aktywa w OFE zwiększają wartość w okresie dobrej koniunktury, a są słabsze w okresie złej – mogą nawet chwilowo stracić. Pamiętajmy o tym, że oszczędzamy na emeryturę przez 30-40 lat, więc z takimi wahaniami będziemy mieli do czynienia i będziemy musieli sobie z tym poradzić.

Jest również przekonany, że w przypadku wprowadzenia zupełnie innych regulacji niż proponowane, OFE mogłyby wypracować znacznie większe zyski dla przyszłych emerytów. Zaznacza przy tym, że nie jest to zarzut do OFE, ale oczekiwanie wobec rządzących.

– Po pierwsze, moglibyśmy obniżyć koszty funkcjonowania OFE, po drugie, powinniśmy powiązać wynagrodzenie dla zarządzających funduszami z wynikami, jakie uzyskują dla ubezpieczonych. Po trzecie, powinniśmy umożliwić kształtowanie portfela inwestycyjnego dostosowując go do wieku klienta – więcej akcji, kiedy zaczyna oszczędzać, a kiedy zbliża się do emerytury – więcej obligacji – wymienia.

Połowa badanych ocenia OFE bardzo dobrze lub raczej dobrze, a zaledwie 16 proc. czułoby się bezpieczniej, gdyby całą przyszłą emeryturę wypłacał im ZUS. Co interesujące, dla prawie połowy ankietowanych decyzje dotyczące przyszłości OFE będą wpływały na ich wybór partii w głosowaniu podczas najbliższych wyborów.

Zmiany w siatce połączeń LOT-u. KE wymaga zmniejszenia liczby połączeń

LOT będzie zmuszony zmniejszyć liczbę połączeń w zamian za otrzymaną pomoc państwową. Taki warunek stawia Komisja Europejska. Kiedy i jakie trasy znikną – na razie nie wiadomo. LOT zapewnia, że dopóki nie otrzyma polecenia z Brukseli nie będzie ograniczał oferty.

– Poprawia nam się wynik, rosną nam przychody, wydaje mi się, że nie ma zupełnie podstaw ku temu, żeby prewencyjnie wdrażać takie środki kompensacyjne, czyli ograniczenia siatki. Nie mamy takich planów i nie będziemy tego robili. Nasze wysiłki skupiają się na tym, żeby maksymalizować nasze przychody i w tej sytuacji może nawet ograniczyć skalę pomocy publicznej – zapowiada w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Dariusz Pietrzak, pełnomocnik prezesa zarządu LOT-u ds. handlowych.

Pietrzak podkreśla, że zmiany w siatce połączeń LOT-u zachodzą cały czas. To przede wszystkim niewielkie modyfikacje, które mają na celu lepsze dostosowanie godzin lotów pod względem przesiadek.

W dłuższej perspektywie niezbędne mogą okazać się większe zmiany. Wynikają one z wymagań Komisji Europejskiej. LOT w zamian za otrzymaną pomoc publiczną musi zrezygnować z obsługi części tras, by nie zaburzać konkurencji. Nie ma jednak gwarancji, że po cięciach w siatce połączeń LOT-u wszystkie rejsy zostaną przejęte przez inne linie lotnicze.

LOT otrzymał już w grudniu ubiegłego roku pierwszą transzę pomocy publicznej w wysokości 400 mln zł. Pod koniec czerwca do Brukseli trafił plan restrukturyzacji linii. Teraz trwają jego analizy, ale LOT wkrótce może otrzymać drugą ratę wsparcia o niemal takiej samej wysokości.

– Ten proces związany z dyskusją na temat planów restrukturyzacji pomiędzy LOT-em, właścicielami, organami po stronie polskiej, a Komisją Europejską jest kluczowy dla zrozumienia tego, co się może wydarzyć w siatce połączeń LOT-u w przyszłości. Plan restrukturyzacji zakłada pewne tzw. środki kompensacyjne, w przypadku każdego takiego procesu należy przedstawić organom KE proponowane środki kompensacyjne, dające KE pewność, że działania związane z pomocą publiczną nie zaburzą konkurencji – podkreśla Pietrzak.

Nie chce jednak wymieniać konkretnych tras, które mogą zniknąć z siatki połączeń LOT-u. Podkreśla, że propozycja linii, a ostateczny werdykt Komisji mogą się znacznie różnić. Obecnie trwają konsultacje, a europejscy urzędnicy analizują plan i strukturę polskiego przewoźnika.

– Z doświadczeń, które posiadam z innych tego typu negocjacji planów restrukturyzacji wiem, że propozycja początkowa może zupełnie się rozmijać z finalnym rozwiązaniem, które zostanie wypracowane w negocjacjach z Komisją Europejską. W tej sytuacji wydaje mi się, że przedwczesnym byłoby mówić, jakie konkretnie zmiany w siatce znajdą w tym dłuższym okresie – uważa Pietrzak.

Podkreśla jednak, że dopóki LOT nie otrzyma takiego polecenia z Brukseli, nie będzie prewencyjnie wycinał połączeń. Przewoźnik zamierza teraz maksymalizować przychody, co może pozwolić na zmniejszenie niezbędnego wsparcia ze strony państwa. Im mniej pieniędzy LOT otrzyma z budżetu, tym mniej cięć będzie wymagać Komisja Europejska.

Firmy pożyczkowe udzielają kredytów z własnych pieniędzy, potrzebują innego nadzoru niż sektor bankowy

Rynek pożyczek pozabankowych nie potrzebuje nadzoru, jak w przypadku banków – uważa Alicja Kopeć, członek zarządu Provident Polska. Argumentuje, że firmy te udzielają pożyczek z własnych pieniędzy, a nie z zebranych kapitałów. Provident widzi za to potrzebę wymiany informacji o udzielonych pożyczkach między sektorem bankowym a pozabankowym. M.in. taką zmianę zakłada projekt ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym złożonej przez PSL.

– Na pewno jest potrzeba pokazania, że ten rynek ma regulacje i że nie każda firma, a tylko firma, która spełnia pewne kryteria, może udzielać pożyczek – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Alicja Kopeć, członek zarządu Provident Polska. – Trzeba ten rynek uporządkować, trzeba wprowadzić jakąś formę licencjonowania.

Zwraca uwagę, że sektor jest nadzorowany przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To bardziej odpowiednia instytucja niż Komisja Nadzoru Finansowego, ponieważ – jak wyjaśnia przedstawicielka Providenta – firmy pożyczkowe nie udzielają kredytów z depozytów klientów jak banki, tylko z własnych środków.

Jako przykład właściwego działania w kierunku uregulowania rynku firm pożyczkowych Provident wskazuje projekt posłów PSL, który trafił do Sejmu. Projekt m.in. nakłada na instytucje pożyczkowe obowiązek badania zdolności kredytowej pożyczkobiorców. Wgląd do historii kredytowej klientów banków miałby ułatwić im decyzję o przyznaniu finansowania.

W ubiegłym tygodniu Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało złożenie projektu ustawy, która określałaby limit kosztów udzielanej pożyczki.

– To jest idea mimo wszystko kontrowersyjna. Jeżeli jest potrzeba regulatorów czy rządu, żeby otworzyć dyskusje na ten temat, to nie jesteśmy przeciwni, natomiast chcielibyśmy, żeby zaproszono przedstawicieli firm pożyczkowych do dyskusji w tym zakresie – podkreśla Kopeć.

Z powodu restrykcyjnych przepisów dotyczących zakazu reklamy aptek, pacjenci wydali na leki więcej o 100 mln zł

Od początku roku starsi pacjenci zapłacili za leki o ponad 100 milionów złotych więcej niż mogliby, gdyby apteki nie miały zakazu reklamy. Wynika to m.in. z zawieszenia programów propacjenckich, które pozwalały na zakup tańszych leków. Apteki tracą także, bo Polacy podstawowe leki coraz częściej kupują w supermarketach i na stacjach benzynowych, które w odróżnieniu od aptek mogą leki reklamować.

– Taki zakaz reklamy aptek, jaki mamy obecnie w ustawie refundacyjnej, jest bardzo restrykcyjny i praktycznie nie pozwala aptece w ogóle komunikować się z pacjentem. Jesteśmy jedynym krajem w Europie, który ma tak sformułowany zakaz – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Aleksandra Paczkowska, prezes zarządu DOZ S.A, właściciela sieci Aptek Dbam o Zdrowie.

Paczkowska podkreśla, że problem tkwi nie tylko w samej ustawie refundacyjnej, która zabrania reklamy aptek, ale również w nadinterpretacji ze strony niektórych urzędników. Brakuje precyzyjnej definicji reklamy, co według niej prowadzi do kuriozalnej sytuacji, w której aptekom nie wolno nawet informować na drzwiach o możliwości płacenia kartą płatniczą. Według ekspertów przepisy są również sprzeczne z regulacjami unijnymi.

Tak surowe prawo oznacza poważne straty nie tylko dla aptek i punktów aptecznych, ale również dla pacjentów. Interpretacja ustawy spowodowała, że zakazane są programy propacjenckie, obniżające ceny leczenia, takie jak przeznaczony dla osób starszych program „60+”. Przez to seniorzy wydają na leki więcej niż by mogli. Problem wynika nie tylko z tego, że nie można reklamować tańszych leków, ale również informować pacjentów o tańszych odpowiednikach leków.

Wprawdzie, jak pokazują badania TNS Polska, seniorzy wiedzą o zamiennikach, czyli lekach o takim samym działaniu, lecz w niższej cenie, ale ich nie kupują. Prowadzi to do sytuacji, w której przepłacają za leki. Apteki, które uczestniczą w programie „60+” są oskarżane o nielegalną reklamę, z czym stanowczo nie zgadza się Paczkowska.

Właściciele aptek podkreślają również, że w związku z zapisami ustawy niemożliwe jest otoczenie pacjentów opieką farmaceutyczną oraz zinformatyzowanie tego procesu. Opieka farmaceutyczna do tej pory w Polsce jest słabo rozwinięta, a zakaz reklamy aptek i wynikające z niego zawieszenie tych programów dodatkowo utrudnia jej prowadzenie.

– Prowadziliśmy szereg programów propacjenckich, które obniżały koszty leczenia, natomiast dzisiaj nie możemy o tym mówić, nie możemy tego stosować i ewidentnie traci na tym pacjent – zaznacza Paczkowska. – W programie „60+” uczestniczy prawie 1,5 mln pacjentów powyżej 60. roku życia i ustawa w tym kształcie również zabrania branży prowadzenia tego typu programów.

Z uwagi na zakaz reklamy apteki są na przegranej pozycji wobec innych podmiotów, które mogą prowadzić sprzedaż niektórych leków, takich jak supermarkety czy stacje benzynowe. Chodzi o tzw. leki OTC, czyli dostępne bez recepty lekarskiej np. podstawowe środki przeciwbólowe oraz przeciwgorączkowe. Mogą one być bez ograniczeń reklamowane przez inne podmioty, jak supermarkety czy stacje benzynowe, ale nie przez apteki.

– Pacjent w gazetce jednego z supermarketów ma ofertę cenową na leki OTC. Jeśli apteka chce zrobić konkurencyjną ofertę, pokazać pacjentowi, że dostanie te leki również w dobrej cenie, to nie może tego zrobić, ponieważ jest to zakazane ustawą – mówi Paczkowska.

Według niej to przepis niekonstytucyjny, bo nie daje aptekom równego prawa do konkurowania na rynku i ogranicza ich swobodę gospodarczą. Z tym stanowiskiem zgadza się część prawników. Zakaz ma wymierne efekty – apteki tracą klientów, którzy coraz częściej kupują leki w innych punktach. Paczkowska szacuje, że już ok. 10 proc. pacjentów odeszło z tego powodu poza rynek apteczny.

Przekonuje też, że niezbędne są zmiany w prawie regulującym działalność aptek. Wymienia trzy podstawowe zmiany, które postuluje branża farmaceutyczna. To poprawa marży aptecznej na leki refundowane, doprecyzowanie i złagodzenie przepisów o reklamie aptek oraz rzadsze zmiany list refundacyjnych.

– Rozumiemy to, że jeżeli leki są refundowane z budżetu państwa, to nie powinny być reklamowane. Natomiast zakaz reklamy w odniesieniu do pozostałej części asortymentu aptecznego uważamy za błędny – podkreśla Aleksandra Paczkowska. – Chcielibyśmy również rzadszej zmiany list refundacyjnych. Dzisiaj odbywa się to co dwa miesiące i powoduje, że co dwa miesiące apteki ponoszą straty, związane z przecena wielu pozycji asortymentowych. To wyraźnie wpływa na pogorszenie kondycji ekonomicznej aptek, ponieważ to apteka ponosi straty z tytułu przecen leków.

Bezzałogowy kombajn dla KGHM – zastąpi pracę górników w najbardziej niebezpiecznych rejonach

Innowacyjne rozwiązania są częścią strategii KGHM. Tworzenie inteligentnych kopalń ma zwiększyć bezpieczeństwo, ale również efektywność pracy. Przykładem może być testowany kombajn do wydobycia rud miedzi, który ma zastąpić pracę ludzi w najtrudniejszych miejscach. Naukowcy pracują nad dalszym udoskonaleniem tej maszyny.

– Jednym z remediów na problemy jest oparcie pewnych działań kryzysowych na innowacji. Chodzi o to, by te potrzeby, które mamy na dole, związane np. z wysoką temperaturą, małą miąższością złoża, przekuć na pozytyw, czyli np. zastosować odpowiednie maszyny, coś w rodzaju kombajnu, który „łupie” na złożach rud miedzi – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź.

To pierwszy tego typu projekt w kopalniach miedzi. Bezzałogowy kombajn został skonstruowany specjalnie na potrzeby KGHM. Ma przede wszystkim zastąpić pracę górników w najbardziej niebezpiecznych rejonach, gdzie istnieje największe zagrożenie związane z tąpaniami, wysoką temperaturą czy zapyleniem. Jest testowany od kilku miesięcy.

– To jest element idei inteligentnej kopalni, czyli kopalni, w której ludzie nie będą pracować w ciężkich warunkach. Będziemy docierali zdecydowanie dalej, z bezprzewodowo sterowanym urządzeniem – wyjaśnia Herbert Wirth. – Myślę, że o pełnym sukcesie wdrożenia trzeba myśleć w kategorii dwóch, trzech lat, a więc trochę to jeszcze potrwa.

Jak podkreśla, trwają już prace nad tym, by kombajn był sterowany sieciami neuronowymi.

– Może uda nim się tak sterować – nad tym naukowcy już pracują – żeby wprząc tę technologię sieci neuronowych V generacji, a więc to będzie urządzenie, które samo się uczy, które podchodzi do wyrobiska, do przodka, omiata promieniami rentgena fluorescencyjnymi, jak jest zawartość miedzi, przez dotyk mierzy, jak jest twardość skały, przez czujniki temperatury i wilgotności daje określone obroty – przekonuje prezes KGHM.

Zgodnie ze strategią firmy w przyszłości takich urządzeń ma być zdecydowanie więcej.

Komentarz dzienny, 6 sierpnia 2013

ISM w sektorze usług (,,poza przemysłem”) sprawił nie mniejszą niespodziankę od swojego odpowiednika z przemysłu. Poziom koniunktury w sektorze usług wyniósł 56,0pkt. (poprzednio 52,2pkt., konsensus 52,5pkt.). Indeksy opisujące produkcję i nowe zamówienia wzrosły odpowiednio o prawie 9 i prawie 7 punktów i oba znajdują się w okolicach 60pkt. Oszacowanie zatrudnienia nieznacznie spadło (53,2pkt. wobec 54,7pkt. w poprzednim miesiącu) co ex post jest spójne ze szczegółowymi piątkowego raportu z rynku pracy. Znacząco wzrosło oszacowanie cen (poprzez ceny surowców, na które wskazują respondenci). Co prawda na pierwszy rzut oka niespójne z obrazem ożywienia są zmniejszające się opóźnienia w realizacji zamówień (spadają), jednak w przypadku sektora usług to raczej ,,wypadek przy pracy”, który zdarza się nawet w 30 % przypadków (taka jest skala rozbieżności cyklicznych, dywergencje nie są w żaden sposób predyktywne).

Grzegorz Baszczyński, prezes Rainbow Tours liczymy na osiągnięcie 800 mln zł przychodów w 2013

Rainbow Tours dokonał podsumowania sprzedaży oferty z katalogów Lato 2013 oraz Egzotyka/Zima 2013/14. Wyniki cechuje wyraźna tendencja wzrostowa, zarówno w ilości klientów, jak i wysokości przychodów.

Dane jasno wskazują, że na sprzedaż ofert nie miały wpływu zarówno niepokoje polityczne np. w Egipcie czy Tunezji jak i ogólna sytuacja gospodarcza. Wg stanu sprzedaży na koniec lipca, ofertę Lato 2013 zakupiło prawie 141 tys. osób, co w porównaniu z rokiem ubiegłym, w którym w analogicznym okresie było 113 tys. rezerwacji, stanowi wzrost o 25 procent. Touroperator może się również pochwalić prawie 32 procentowym wzrostem przychodów, które dla sprzedanych do końca lipca pasażerów wynoszą 382 mln złotych. Najbardziej popularne kierunki wczasowe, to między innymi: Zakynthos, Kreta, Rodos, Kos, Sharm el Sheikh, Turcja, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Costa Brava oraz Fuerteventura. Z kierunków objazdowych, to między innymi: Turcja, Maroko, Chorwacja, Grecja, Włochy oraz Hiszpania.

– W tym roku liczymy na osiągnięcie przychodów całej grupy Rainbow Tours na poziomie 800 mln złotych oraz na znaczny wzrost rentowności m.in. dzięki wzrostowi średniej ceny na osobę o ok. 7 %- mówi Grzegorz Baszczyński, prezes Rainbow Tours. Cieszy nas również znaczny wzrost zainteresowania ofertą egzotyczną, zwłaszcza realizowaną Dreamlinerem, o czym świadczy wypełnienie miejsc na niektóre kierunki już na poziomie powyżej 45 procent- dodaje Baszczyński.

Biorąc pod uwagę ofertę egzotyczną, Rainbow Tours również odnotowuje zwiększenie zainteresowania. Od momentu startu sprzedaży w maju do chwili obecnej z tej propozycji skorzystało już ponad 10 tys. osób, co w porównaniu z rokiem ubiegłym stanowi wzrost o 85 procent. Przychody wzrosły aż o 93 procent, osiągając wynik 69 mln złotych. Wielkim sukcesem okazują się być wyjazdy zarówno pobytowe jak i wypoczynkowe realizowane bez przesiadek Dreamlinerem do Meksyku, Tajlandii, na Sri Lankę oraz na Kubę. Warto wspomnieć, że touroperator jako pierwszy na rynku podpisał w maju umowę z PLL LOT na realizowanie przelotów do tych krajów tym komfortowym samolotem. Kierunkiem, który na chwile obecną jest numerem jeden w sprzedaży, to tegoroczna nowość – Gambia. Turyści mogą wybierać spośród dwóch programów objazdowych oraz hoteli, które zlokalizowane są na wybrzeżu Atlantyku.

Wkrótce na rynku pojawi się kolejna oferta Rainbow Tours zawierająca propozycje narciarskie oraz sylwestrowe.

Silny popyt na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce

Według najnowszego raportu DTZ – Property Times, rynek nieruchomości w Polsce w pierwszych sześciu miesiącach 2013 roku charakteryzował się dużą aktywnością zarówno po stronie podaży, jak i popytu. Polska jest nadal postrzegana, jako rynek z silnymi fundamentami makroekonomicznymi, pozytywnym wzrostem PKB (prognoza na 2013 – 0,9% oraz lata 2014 – 2,5%, 2015 – 3,3%), silnym popytem wewnętrznym wyrażonym m.in. silnym wskaźnikiem sprzedaży detalicznej oraz rosnącą produkcją przemysłu.

Silny popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe w ostatnich latach wpłynął na zwiększoną aktywność deweloperów w Polsce. W rezultacie w pierwszej połowie 2013 roku na rynek trafiło ponad 150 000 m kw. nowoczesnych powierzchni biurowych, natomiast do końca roku wielkość podaży może przekroczyć 300 000 m kw. Będzie to najwyższa wartość notowana od 2001 roku. Popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie pozostał silny osiągając w pierwszej połowie 2013 roku blisko 230 000 m kw. Renegocjacje i przedłużenia umów najmu nadal były częstą praktyką rynkową. Renegocjacje przekroczyły 100 000 m kw. i stanowiły 31% całego popytu. Pojawienie się na rynku relatywnie dużej ilości nowo wybudowanej powierzchni wskaźnik pustostanów w Warszawie, w porównaniu do odnotowanego na koniec 2012 roku wzrósł o 1, 7 punkt proc. W wyniku zwiększonej konkurencji w pierwszej połowie 2013 roku zaobserwowaliśmy presję na stawki czynszu w Warszawie w budynkach zlokalizowanych w centrum (obecnie mieszczą się w przedziale 24 – 26 EUR za mkw.). Ambitne plany deweloperów na kolejne lata zostaną zweryfikowane przez tempo absorpcji nowoczesnej powierzchni biurowej, która zostanie dostarczona na rynek jeszcze w tym roku.

Rynek powierzchni handlowych w Polsce nadal intensywnie rozwija się. W pierwszej połowie 2013 roku na polski rynek trafiło ponad 230 000 m kw. nowych powierzchni handlowych. Tempo tego rozwoju jest jednak mniejsze niż w poprzednich półroczach i oznacza 12% spadek w stosunku do ilości oddanej powierzchni w pierwszej połowie 2012 roku i 26% w porównaniu do H1 2011. Pierwsza połowa 2013 roku charakteryzowała się wzrostem najwyższych stawek czynszowych w najlepszych obiektach handlowych, co nastąpiło po wygaśnięciu pięcioletnich umów najmu oraz procesów renegocjacji. Najwyższe stawki czynszowe w Warszawie utrzymały się na poziomie 100 EUR za m kw. za miesiąc, natomiast w innych głównych miastach kształtowały się na poziomie 43 – 50 EUR za m kw. za miesiąc.

W pierwszej połowie 2013 ukończonych zostało około 177 000 m kw. nowoczesnych powierzchni magazynowych, na skutek tego całkowita ilość powierzchni wzrosła do 7, 5 mln mkw. Popyt pozostaje na wysokim poziomie. W pierwszej połowie 2013 roku wyniósł blisko 820 000 mkw. Stopa pustostanów pozostała relatywnie stabilna utrzymując się na poziomie 10,7%. Główne stawki czynszowe pozostały niezmienione. Najwyższe czynsze były odnotowane w Warszawie w Strefie I i wynosiły od 4,0 do 5,25 EUR za mkw. za miesiąc.

Biorąc pod uwagę wysoki poziom podaży planowanych inwestycji biurowych na 2013 rok i kolejne lata, pomimo nadal silnego popytu, widoczna jest zwiększona konkurencja między właścicielami nowoczesnych projektów biurowych, co w naszej ocenie będzie miało wpływ na tymczasową presję na stawki czynszu i wzrost współczynnika pustostanów, mówi Kamila Wykrota, szefowa działu Analiz i Doradztwa, DTZ. Obecna aktywność deweloperów jest powiązana z silnym popytem na nowoczesne powierzchnie biurowe w ostatnich latach, więc oczekujemy dostosowania ich planów w dłuższym okresie w przypadku pogorszenia wskaźników w tym segmencie rynku. Dodatkowa weryfikacja tych ambitnych planów pojawi się ze strony sektora bankowego, który wraz z rozwojem tego rynku oraz zwiększoną awersją do ryzyka stał się naturalnym regulatorem aktywności deweloperskiej poprzez ograniczenia w skali współfinansowania nowych budów. Rynek handlowy rozwija się wolniej w porównaniu do poprzednich lat i rozwój ten w dużej mierze odbywa się w największych aglomeracjach, co wynika ze wzmożonej ostrożności deweloperów. Zakładamy, że roczna podaż powierzchni handlowych, z uwzględnieniem wszystkich formatów handlowych, w kolejnych latach wyniesie 550 000 – 650 000 mkw. rocznie. Polska nadal przyciąga zagranicznych operatorów handlowych, czego efektem jest pojawienie się ponad 20 nowych marek na rynku w roku 2013. Istotnym trendem na polskim rynku handlowym, gdzie przeważająca część zasobów jest starsza niż 10 lat, są procesy przebudowy, modernizacji i rozbudowy projektów, dodaje Kamila Wykrota.

Warszawa, Kraków, Poznań – najdroższe działki budowlane w Polsce

Jak wynika z danych udostępnionych przez serwis otodom.pl ceny działek budowlanych zlokalizowanych w miastach wojewódzkich kształtują się w przedziale od 70 do nawet ponad 700 zł/mkw. Najdroższe działki oferowane są w Warszawie, a najtańsze w Gorzowie Wielkopolskim.

Jeżeli natomiast wziąć pod uwagę średnie ceny dla całych województw, to okażą się one znacznie niższe niż w ich stolicach. Ceny działek na terenach podmiejskich, gdzie metr kwadratowy oferowany jest za 40-110 zł. Najdroższe grunty znajdziemy w województwie mazowieckim, najtańsze natomiast w podkarpackim.

– Są w Polsce takie miasta, w których za cenę działki budowlanej można by kupić mieszkanie, a nawet dwa – mówi Zuzanna Brud, ekspert Bankier.pl. – O ile w dużych miastach wysokie ceny działek mogą skłaniać niezdecydowanych do zakupu mieszkania, o tyle niższe ceny gruntów na terenach podmiejskich zachęcają już do zakupu działki i postawienia na niej domu.

– Popularny dylemat „dom czy mieszkanie” może okazać się prostszy do rozstrzygnięcia już w przyszłym roku. Jeśli deweloperzy – podobnie jak w czasie trwania programu „Rodzina na swoim” – będą upierali się przy raz zaproponowanych cenach, możemy doczekać się klimatu bardziej sprzyjającego budowie domu – mówi Malwina Wrotniak z Bankier.pl.

Wideorewolucja na Facebooku tylko na najbogatszych

Jeśli do tej pory tylko wydawało nam się, że news feed tonie w kryptoreklamach, Facebook postanowił potwierdzić stosowność tych obaw. Wprowadzenie przez zespół Zuckerberga reklam wideo to już nie czyste mrzonki, a fakt. Jedyną niewiadomą wciąż pozostaje data wdrożenia tej audiowizualnej rewolucji.

Zaanonsowane przez opcję dzielenia się przefiltrowanymi klipami na Instagramie, 15-sekundowe spoty reklamowe na Facebooku, będą odtwarzane na całej szerokości strony z aktualnościami w jakości HD, jednak ich automatyczna emisja będzie wyciszona. Ich targetowanie będzie zależne od klucza demograficznego: kobiety/mężczyźni powyżej/poniżej 30. roku życia. Główną kontrowersją zdaniem komentatorów jest stopień inwazyjności reklam – co prawda początkowo będą wyświetlane tylko trzy razy dziennie, jednak na pewno w jakimś stopniu utrudnią swobodne korzystanie z serwisu, co może wiązać się z osłabieniem zaangażowania na portalu.

– Bezpłatny dla indywidualnych użytkowników, Facebook staje się coraz droższy dla marketerów. Szczególnie nowa funkcjonalność albo znacznie uderzy ich po kieszeniach, albo będzie całkowicie poza ich zasięgiem ich budżetowania. Bloomberg donosi, iż koszt reklamy wideo, w zależności od zasięgu, jaki chce się uzyskać, ma wahać się poziomie 1-2,5 milionów dolarów za jeden dzień wyświetlania – mówi Dominika Chłopicka Social Media Manager GRUPA 365 NET.

Z jednej strony to kwota niebagatelna – dla przypomnienia, rekordowy koszt wyemitowania 30-sekundowego spotu podczas SuperBow to 4 miliony dolarów. Gdy jednak weźmiemy pod uwagę, że na Facebook.com loguje się dziennie 699 milionów użytkowników, to koszt pojedynczego wyświetlenia reklamy, nie przekroczy 20 dolarów, natomiast jej zasięg będzie prawie nieograniczony.

Dane comScore wskazują na dużą rozwojowość rynku online video. Na samą reklamę w przekazie audiowizualnym w bieżącym roku ma zostać przeznaczone 4,1 miliardów USD. Oczywistością jest jednak, że te pieniądze trafią głownie z budżetów gigantów marketingowych. Najbardziej zainteresowani tą nową, nie najtańszą funkcjonalnością społecznościowego lidera, będą specjalistyczne sieci handlowe (96% z korporacji w tym sektorze za główny kanał swojej działalności w social media traktuje Facebook) oraz spółki telekomunikacyjne (88%). Będą swoistymi królikami doświadczalnymi i być może ich wnioski zachęcą do inwestycji również marki, dla których taki wydatek oznacza rezygnację z innych marketingowych celów.

O tym, że na Facebooku da się sprzedawać, utwierdził raport firmy badawczej Vision Critical „From Social to Sale”, według którego największy procent decyzji zakupowych popartych interakcją w social media generuje właśnie cudowne dziecko Zuckerberga. Pytaniem poprzedzającym zatem decyzję o skorzystaniu z facebookowych reklam wideo, jest nie kwestia ich skuteczności, a ceny. Na szczęście zostało jeszcze trochę czasu na rozstrzygnięcie tego dylematu, bowiem oficjalną premierę nowego narzędzia dla marketerów zaplanowano na październik. Osoby bliżej źródła nie wykluczają jednak przełożenia jej nawet na początek przyszłego roku.

Rynek odzieży i obuwia w Polsce wzrósł o ponad 2% w 2012 roku

Rok 2012 był trudnym rokiem dla rynku odzieży i obuwia w Polsce. Sytuacja makroekonomiczna się pogorszyła, na rynku panowały nie najlepsze nastroje. Warto podkreślić, że choć takiego zdania są w przeważającej części mniejsi gracze, to także dla części czołowych graczy wyniki za 2012 rok są poniżej oczekiwań.

Wyniki badania PMR przeprowadzonego wśród firm obecnych na rynku odzieży i obuwia w Polsce na potrzeby najnowszego raportu PMR „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2013. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2013-2015”, pokazują, że choć przychody większości firm odzieżowych oraz obuwniczych wzrosły w 2012 roku w porównaniu do roku wcześniejszego, to widać przesunięcia pomiędzy kategoriami w porównaniu do ubiegłorocznego badania. Udział firm, które zanotowały wzrost przychodów, spadł o 5 p.p. głównie na rzecz tych, których dochody spadły.

W 2012 roku sprzedaż odzieży i obuwia wzrosła, ale wolniej niż w roku 2011 – według szacunków PMR, o ponad 2% i w rezultacie wartość rynku odzieży i obuwia wyniosła prawie 29 mld zł.

Na 2013 rok prognozujemy dalszy spadek dynamiki – na poziomie ok. 1%. Jak wynika z badania PMR, nastroje w branży dalekie są od optymistycznych. Tylko co piąty przedstawiciel badanych firm ocenił aktualną sytuację jako dobrą, podczas gdy niemal połowa postrzega ją negatywnie. W ocenie ponad połowy respondentów sytuacja na rynku w najbliższym czasie nie ulegnie poprawie. W porównaniu do minionego roku widać wzrost udziału ocen pozytywnych. Paradoksalnie jednak, nie oznacza to, że w opinii badanych pojawiły się już zwiastuny poprawy koniunktury – respondenci budują swoje oceny raczej na przekonaniu o bardzo złej sytuacji, które nie może już ulec pogorszeniu. Niewątpliwie sytuację w branży pogorszyła przedłużająca się w tym roku zima.

Zdaniem obecnych na rynku graczy dynamika rynku będzie nadal hamować, głównie z uwagi na niską konsumpcję. Mniejsza zasobność portfela powoduje, że konsumenci ostrożniej wydają pieniądze. Klienci niechętnie kupują produkty po normalnej cenie, nawet z mniejszymi zakupami wstrzymują się do czasu wyprzedaży. Na detalistach wymusza to niższe marże. W takiej sytuacji, nawet, jeśli mamy do czynienia ze wzrostem liczby sprzedawanych sztuk, niekoniecznie przekłada się to na wartość sprzedawanej odzieży i obuwia.

Wyniki badania PMR przeprowadzonego wśród firm obecnych na rynku odzieży i obuwia w Polsce pokazują, że choć ogólna sytuacja w branży jest trudna, to 13% badanych nie było w stanie wymienić żadnej konkretnej bariery utrudniającej prowadzenie działalności gospodarczej na rynku odzieżowym lub obuwniczym.

Odpowiedzi respondentów biorących udział w badaniu zdają się nie pozostawiać złudzeń co do faktu, że sytuacja na rynku odzieżowym i obuwniczym jest coraz trudniejsza. Wymusza to na firmach elastyczność i szybkie reagowanie na zmiany.

Struktura odpowiedzi różni się wyraźnie w porównaniu do tej uzyskanej w ubiegłorocznej edycji badania. Wtedy najwięcej osób zwracało uwagę na małą liczbę klientów, a także ich zubożenie (43%). Co trzeci badany (31%) wskazywał na wysokie koszty wynajmu powierzchni handlowych.

Tegoroczne badanie pokazuje, że w opinii co trzeciego respondenta (33%) głównym utrudnieniem w prowadzeniu działalności zaczyna być wysoki poziom konkurencji, skupionej przede wszystkim na walce cenowej (w ubiegłym roku bariera numer trzy).

Badani wskazują także na wysokie koszty wynajmu powierzchni handlowej w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach (22%) oraz związane z tym trudności w wynajmowaniu najbardziej atrakcyjnych powierzchni w samych centrach, galeriach handlowych (10%). W opinii wielu respondentów właściciele centrów handlowych wykorzystują sytuację i starają się zawierać niekorzystne z punktu widzenia detalistów długoterminowe umowy, które nie podlegają negocjacji w okresie spadku sprzedaży.

Trudna sytuacja w branży wynika bezpośrednio z mniejszej liczby klientów. Respondenci wskazują albo na mniejszą niż dotychczas liczbę konsumentów (14%) albo na zubożenie polskiego klienta, który dysponuje mniejszymi środkami na zakupy odzieżowe czy obuwnicze.

Coraz lepsze wskaźniki makroekonomiczne prognozowane na następne dwa lata 2014-2015 powinny przełożyć się na dobre nastroje konsumenckie i większą skłonność do zakupów odzieży i obuwia, a tym samym wyższą dynamikę sprzedaży.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2013. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

W kwietniu 2013 roku dział badań firmy PMR przeprowadził badanie wśród kadry kierowniczej ponad 160 sieci odzieżowych i obuwniczych w Polsce. Była to już szósta edycja tego badania. Badanie zrealizowano techniką wywiadu telefonicznego CATI. Zostało przeprowadzonych 67 pełnowartościowych wywiadów (55 wywiadów z firmami odzieżowymi i 12 wywiadów z firmami obuwniczymi), co oznacza, że osiągnięto realizację próby na poziomie 42%. W badaniu uczestniczyło 67% firm, które są jednocześnie producentami i detalistami, pozostałą część stanowili detaliści.

Rekuperacja coraz popularniejsza w Polsce

Polska to kraj, gdzie zgodnie z wieloletnią tradycją powstające obiekty mieszkaniowe, z racji klimatu, posiadają wodne systemy ogrzewania oparte o jednostkę centralną, wentylację wykorzystującą naturalny przepływ powietrza, zaś klimatyzacja – jeśli w ogóle występuje – stanowi najczęściej pojedyncze urządzenie typu split.

Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR zatytułowanego „Rynek HVAC w Polsce 2013 − Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”, wartość rynku urządzeń HVAC (czyli ogrzewania, wentylacji i klimatyzacji) oscyluje wokół 6,2 mld zł. Nowoczesne rozwiązania technologiczne wzbudzają coraz większe zainteresowanie wśród potencjalnych nabywców, co znajduje odzwierciedlenie w rosnącym popycie na urządzenia tego typu. O ile klimatyzacja nadal stanowi w jednostkach mieszkalnych raczej wyjątek, to wyraźne jest coraz większe zainteresowanie nowoczesnymi systemami wentylacyjnymi.

Tradycyjnie stosowana wentylacja naturalna, opierająca się o grawitacyjny przepływ powietrza poprzez nieszczelności przegród, nadal stanowi kluczowy typ instalacji doprowadzającej powietrze, jednak coraz więcej klientów decyduje się na mechaniczne wspomaganie tego procesu. Podczas badania przeprowadzonego na potrzeby przygotowanego przez PMR raportu o rynku HVAC w Polsce, firmy instalacyjne oszacowały, że ok. dwa-trzy domy jednorodzinne na 10 budowanych posiadają systemy wentylacji inne niż grawitacyjne. Właściciele domów jednorodzinnych stanowią jednocześnie główną grupę docelową, do której trafia najwięcej rekuperatorów, tj. ok. 85% wszystkich urządzeń przeznaczanych na segment mieszkaniowy.

Zadaniem tego typu urządzenia jest wtłoczenie świeżego oraz usunięcie zużytego powietrza z obiektu, przy jednoczesnym zatrzymaniu w nim maksymalnej ilości ciepła. Dodatkowe zalety płynące z czystego powietrza, a więc zmniejszona ilość roztoczy, kurzu i alergenów w domu, jak również ograniczenie możliwości rozwoju pleśni są istotne dla komfortu klientów, jednak to przede wszystkim oszczędności stanowią o konkurencyjnej przewadze wentylacji mechanicznej nad grawitacyjną.

Szacunkowo, przez wentylację grawitacyjną z lokalu mieszkalnego ucieka ok. 35% ciepła. Jest to zmienna, którą nietrudno przeliczyć na złotówki i która najbardziej przemawia do potencjalnych użytkowników. Uzyskanie fachowej porady odnośnie instalowanych systemów nie nastręcza wielu trudności. Sporo informacji umieszczanych jest w Internecie, gdzie producenci próbują w miarę przystępnie przekazać dane technologiczne. Nie należy także zapominać o kluczowej roli firm instalacyjnych, które z racji wykonywanych robót posiadają znaczną wiedzę fachową.

Firmy te niejednokrotnie oferują kompleksowe podejście do tematu. Czynny udział w zaprojektowaniu instalacji, jej wykonawstwie, jak również doradztwie określonego typu i marki urządzenia deklarują średnio cztery na 10 firm instalacyjnych. W ogólnym rozrachunku zaledwie jedna na trzy firmy nie ingeruje w końcowy wybór klienta. Informacja taka jest zapewne przesłanką, która sprawia, że producenci chętnie organizują szkolenia dla firm wykonawczych z zakresu oferowanych przez siebie produktów. Kampanie reklamowe skierowane do indywidualnych klientów są raczej bezcelowe, zaś pozyskanie zaufania grupy instalatorów owocować może wzmożoną sprzedażą w przyszłości. Obecnie do najbardziej znanych wśród wykonawców firm zaliczyć możemy VTS, PRO-Vent oraz firmę Bartosz, których rozpoznawalność na rynku jest największa.

Ceny rekuperatorów w latach 2011-2012 zanotowały znaczny wzrost, co jest jednak przede wszystkim efektem zwyżek kosztów materiałowych, jakie miały miejsce w tym okresie (stal). Obecnie cena samego rekuperatora w stosunku do nakładów poniesionych na całość systemu (rozprowadzenie, izolacje etc.) kształtuje się na poziomie ok. 20-25%, w zależności od parametrów. Jest to więc niewielki wydatek w stosunku do całkowitego kosztu instalacji, jednak ma kluczowe znaczenie dla sprawności całego układu. Rynek rekuperacji jest dość młody, dlatego należy się spodziewać, że producentom nie będzie zależało na windowaniu cen. Dodatkowo, ewentualne zwyżki zostały zamrożone przez niepewną sytuację budownictwa mieszkaniowego, które obecnie dość mocno hamuje, jak również przez ograniczenie wydatków przez konsumentów. Mimo to rynek wentylacji rośnie aktualnie w tempie ok. 4% rocznie.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek HVAC w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Cyberprzestępczość na 3. miejscu wśród globalnych zagrożeń dla biznesu

W ciągu roku cyberprzestępczość awansowała z dwunastego na trzecie miejsce wśród zagrożeń, które mają negatywny wpływ na globalny biznes. W związku z tym na całym świecie wydawane są coraz większe pieniądze, aby zapewnić odpowiednią ochronę systemom teleinformatycznym. Według firmy Gartner w 2016 r. będzie to już 86 mld dolarów. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte cyberprzestępczość należy traktować jako zjawisko zagrażające gospodarce, niszczące innowacje, a nawet negatywnie wpływające na wysokość PKB.

Według raportu firmy Lloyd’s „Risk Index 2013” przedsiębiorcy na całym świecie bardziej niż cyberprzestępczości obawiają się jedynie wysokich podatków i utraty klientów. Jest to dla nich groźniejsze zjawisko niż chociażby inflacja, zbyt rygorystyczne regulacje prawne czy rosnące ceny materiałów produkcyjnych. Skąd taki wzrost? „Ten swoisty awans to efekt nagłośnienia wielu groźnych ataków w sieci, których dopuścili się przestępcy wobec największych i najbardziej liczących się organizacji na świecie. W tej chwili mogą one dotknąć każdego, bez względu na wielkość czy lokalizację danej firmy. Stąd ten problem na dobre wpisał się w porządek obrad ich zarządów” – tłumaczy Cezary Piekarski, Starszy Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Jak się okazuje najbardziej świadomi tego niebezpieczeństwa są przedsiębiorcy z Ameryki Północnej, którzy umieścili ryzyko związane z cyberatakami na drugim miejscu swojej listy priorytetów biznesowych. W Ameryce Łacińskiej znalazło się ono na miejscu czwartym, w Europie na szóstym, a w regionie Azji i Pacyfiku na ósmym. Jak bardzo zmieniła się sytuacja najlepiej pokazuje fakt, że jeszcze w 2011 r. USA były jedynym krajem, gdzie ryzyko związane z obecnością w sieci mieściło się na liście Top 5 priorytetów tamtejszych firm.

Przedsiębiorcy co prawda deklarują gotowość do walki z cyberprzestępcami, ale media niemal każdego dnia informują o udanych atakach hakerów na największe i najbardziej znane firmy na świecie. Nic więc dziwnego, że coraz większe pieniądze są wydawane na systemy ochrony danych. Według firmy analitycznej Gartner w ubiegłym roku na ten cel zostało przeznaczone na całym świecie 60 mld dolarów, a za trzy lata będzie to już o 26 mld więcej. Coraz większe są też straty firm, które doświadczają cyberataków. Jak pokazało opracowanie Ponemon Institute (przywoływane w swoim raporcie przez firmę Lloyd’s), który przebadał 56 organizacji – średnie roczne straty z tego tytułu wyniosły 8,9 mln dolarów. Rekordzistę cyberatak kosztował aż 46 mln dolarów. Z roku na rok te koszty są coraz większe.

Dlatego przedsiębiorcy coraz częściej mówią też o wpływie cyberprzestępczości na całą gospodarkę. „Działalność cyberprzestępców przekłada się na gospodarkę, zarówno w skali mikro, jak i makro. Tylko z tytułu kradzieży własności intelektualnej amerykańskie firmy tracą rocznie 250 mld dolarów. W związku z tym, że coraz większe pieniądze muszą być przeznaczane na zapewnienie bezpieczeństwa danych, to mniej tworzy się chociażby nowych miejsc pracy czy inwestuje w rozwój innowacyjności, a to ma już swoje realne przełożenie na wzrost PKB” – tłumaczy Piotr Szeptyński, Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Stąd pojawiają się coraz liczniejsze głosy o potrzebie włączenia się decydentów w walkę z atakami w sieci i holistycznego podejścia do tego problemu. Zdaniem ekspertów Deloitte regulacje, jak choćby przyjęta 4 lipca br. przez Parlament Europejski propozycja nowej dyrektywy, mającej pomóc w zwalczaniu cyberprzestępczości, są godną zauważenia, choć niewystarczającą inicjatywą. Dostrzegalny jest brak spójności pomiędzy podejmowanymi na tym polu staraniami.

„To powinny być kompleksowe działania, obejmujące zarówno regulacje prawne, jak i uszczelnienie systemów bezpieczeństwa w każdej organizacji połączone z działaniami edukacyjnymi. Niemal wszystkie badania wskazują na to, że to człowiek i jego błędy są najpoważniejszą przyczyną przypadków naruszenia danych. Dlatego edukacja powinna dotyczyć każdego pracownika, począwszy od tych szeregowych, kończąc na zarządzie, przy czym dobry przykład powinien iść z samej góry” – podsumowują eksperci Deloitte.

Komentarz poranny, 29 lipca 2013

Polnord zwołał na dzień 23 sierpnia 2013 r. NWZ, podczas którego akcjonariusze podejmą decyzję o emisji do 7 mln nowych akcji. Środki z emisji zostaną przeznaczone na realizację nowych projektów oraz obniżenie zadłużenia. Planowana emisja akcji jest dla nas negatywnym zaskoczeniem. Po dokonaniu kliku emisji obligacji w pierwszej połowie roku wydawało się, że spółka zdoła uruchomić nowe projekty bez podnoszenia kapitału.

World Trends, 29 lipca 2013

Silne spadki w Tokio oraz eksplorowanie lipcowej strefy wsparcia przez indeks w Szanghaju sprawia, że inwestorzy z GPW wystartują z pakietem negatywnych danych. Kontrakty na S&P500 jak na razie mienią się w kolorze czerwonym, na plus nie chce powrócić miedź zaś derywaty bazujące na niemieckiej Xetrze trzeci dzień z rzędu są zdominowane przed podaż. A po piątkowej słabej sesji na GPW ukazującej mizerną kondycję strony popytowej trudno oczekiwać od warszawskich byków udanego początku tygodnia.

Komentarz dzienny, 5 sierpnia 2013

Zatrudnienie poza sektorem rolniczym wzrosło o 162tys. (poprzednio 188tys.). W przeciągu ostatnich 12 miesięcy zatrudnienie rosło w tempie średnio o 189tys. (poprzednie 3 miesiące to z kolei średnio 175tys.). Patrząc przez pryzmat gałęzi, zatrudnienie przyspieszyło w przetwórstwie przemysłowym (choć jest to nadal sekcja, w której zatrudnienie – jeśli rośnie – to ledwie o kilka tysięcy osób miesięcznie), co jest zgodne ze wskazaniami indeksu ISM, spadło tempo wzrostu zatrudnienia w usługach (o 31tys.), budownictwo skurczyło się o 6tys. etatów, tysiąc nowych pracowników przyjął sektor rządowy. Nieznacznie zmniejszyła się długość przeciętnego tygodnia pracy (z 34,5h do 34,4h) oraz zarobki godzinowe (o 2 centy). Szybko podsumowując, widać pewne osłabienie statystyk w ankiecie przedsiębiorstw, jednak naszym zdaniem nie wygląda ono na nic więcej tylko na pewne przejściowe wahania we wzrostowym trendzie.

Komentarz indeksowy BossaFX 5 sierpnia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 5 sierpnia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Polish Weekly Review, 2 sierpnia 2013

We witnessed only timid signs of better sentiment in the last few weeks. However, having a strong belief in macroeconomic mechanisms and the specifics of business cycle, we wanted to see something more in them than just mere green shoots. It seems August is going to be the month marking the beginning of a streak of solid domestic data. We got assured by better PMI reading (above 50) and we think the real data will follow. It is also worth noticing that when economy is at inflection point, the volatility of forecast rises, opening doors for (in our opinion positive) surprises. Therefore not only the data can be better, but also surprise index can go upwards as market consensus is still conservative (analysts have tendency to err on the side of pessimism at the bottoms).  All this considered and along with a turnaround in inflationary processes (both PPI and CPI are set to be marching upwards) a lot of space for expectations on monetary tightening in 2014 is made. It is too soon to speculate on the timing and scale, though. However, it is good time to ride on market momentum. Bad times for bonds are coming.

Apple prezentuje aplikację Logic Pro X

Firma Apple zaprezentowała dziś aplikację Logic Pro X, najbardziej jak dotąd zaawansowaną wersję Logic Pro, wyposażoną w nowy interfejs stworzony z myślą o profesjonalistach, potężne nowe narzędzia dla kreatywnych muzyków oraz wzbogacony zestaw instrumentów i efektów. Logic Pro X zawiera rewolucyjną nową funkcję Drummer (Perkusista), która pełni rolę wirtualnego muzyka sesyjnego i automatycznie gra wraz z użytkownikiem w różnych stylach i z zastosowaniem różnych technik. Z kolei funkcja Flex Pitch jest zintegrowanym edytorem wysokości nagrań audio. W ofercie Apple pojawiło się także innowacyjne rozwiązanie Logic Remote służące do sterowania aplikacją Logic Pro X z iPada. Dzięki niemu użytkownicy mogą tworzyć i miksować muzykę z dowolnego miejsca w pomieszczeniu.

„Logic Pro X to jak dotąd najpotężniejsza wersja tej aplikacji, wyposażona w zaawansowane narzędzia i nowy interfejs, który usprawnia tworzenie muzyki o profesjonalnej jakości” — powiedział Philip Schiller, wiceprezes Apple ds. globalnego marketingu produktów. „Jesteśmy przekonani, że muzycy z entuzjazmem odniosą się do nowych funkcji dla twórców, takich jak Drummer, Flex Pitch, Track Stacks i Arpeggiator”.

„Aplikacja Logic Pro odegrała zasadniczą rolę w komponowaniu i nagrywaniu naszego debiutanckiego albumu Night Visions, dlatego nie mogliśmy się wprost doczekać na nową wersję Logic Pro X” — powiedział Wayne Sermon, gitarzysta zespołu Imagine Dragons, którego muzyka sprzedaje się w „platynowych” nakładach. „Jesteśmy zachwyceni nowym interfejsem, a funkcje Logic Pro X dla twórców muzyki były dla nas inspiracją do tworzenia nowego materiału już w trakcie naszej trasy koncertowej”.

Logic Pro X otrzymała unowocześniony interfejs oraz nowe możliwości, zachowując wszystkie funkcje tak cenione dotąd przez profesjonalistów. Przejrzysty interfejs zapewnia dostęp do zaawansowanych narzędzi, zaś funkcje o charakterze bardziej technicznym można ukryć, jeśli muzyk chce w pełni skupić się na procesie twórczym. Funkcja Flex Pitch pomaga korygować fałszywe partie wokalne, a nawet umożliwia zmianę melodii w nagranym materiale poprzez manipulację pojedynczymi nutami w przebiegu audio. Funkcja Track Stacks umożliwia grupowanie ścieżek i zwijanie wielu ścieżek w jedną, a także tworzenie instrumentów o wielowarstwowym, bogatym brzmieniu. Smart Controls — inteligentne kontrolery — pozwalają jednym ruchem wpływać na wiele wtyczek i parametrów, a tym samym przyspieszają pracę nad skomplikowanymi projektami muzycznymi. Zaś udoskonalony Mixer usprawnia zarządzanie sesjami miksowania, zapewnia lepszą widoczność przepływu i dynamiki sygnałów oraz umożliwia szybkie manipulowanie źródłami dodatkowego sygnału (channel inserts).

Logic Pro X oferuje kolekcję nowych narzędzi kreatywnych dla kompozytorów i producentów muzyki. Drummer generuje profesjonalnie wyprodukowane, realistyczne ścieżki perkusyjne, które reagują na polecenia żywego muzyka. Funkcja ta jest w stanie generować miliony niepowtarzalnych rytmów w stylu rockowym, alternatywnym, R&B i melodyjnym. Drummer działa w oparciu o wykonania i brzmienia czołowych muzyków sesyjnych i inżynierów dźwięku, w tym legendarnego producenta Boba Clearmountaina, który współpracował z takimi muzykami, jak Rolling Stones, Bruce Springsteen i David Bowie. Nowa wtyczka Drum Kit Designer, stworzona z myślą o współpracy z Drummerem, umożliwia zbudowanie własnego zestawu perkusyjnego złożonego z profesjonalnie nagranych brzmień werbli, tomtomów, hi-hatów i talerzy, które można miksować, dobierać w różnych kombinacjach i dostrajać w celu uzyskania właściwego brzmienia.

Logic Pro X zawiera wzbogaconą w stosunku do Logic Pro kolekcję syntezatorów i klawiatur obejmującą szereg nowych instrumentów. Arpeggiator, jedna z dziewięciu nowych wtyczek MIDI, potrafi przekształcić jeden prosty akord klawiaturowy w rozbudowane, wyrafinowane wykonanie. Nowy Retro Synth emuluje niektóre z najpopularniejszych brzmień syntezatorów lat 70. i 80., zaś Vintage Keyboards oferuje realistyczne brzmienia pianin elektrycznych, organów B3 i klawinetów, wraz z wyrafinowanymi mechanizmami regulacji brzmienia. Bass Amp Designer umożliwia basistom granie i nagrywanie muzyki z użyciem brzmień klasycznych i nowoczesnych wzmacniaczy oraz indywidualne konfigurowanie zestawów głośnikowych i mikrofonów. Logic Pro X zawiera także zupełnie nową bibliotekę dźwięków ze zmodyfikowaną kolekcją pętli oraz ponad 1500 brzmień (patchy) instrumentów i efektów pozwalających na kreatywne wykorzystanie funkcji Track Stacks, Smart Controls, Arpeggiatora i innych nowych wtyczek.

Nowy Logic Remote to innowacyjne rozwiązanie pozwalające na wykorzystanie kreatywnego potencjału aplikacji Logic zdalnie, z iPada. Logic Remote działa na ekranie Multi-Touch i oferuje użytkownikom nowe sposoby nagrywania, miksowania, a nawet grania na instrumentach w aplikacji Logic Pro X — zmieniając iPada w klawiaturę, zestaw perkusyjny, gryf gitary, stół mikserski lub kontroler transportu.

MainStage 3, istotnie udoskonalona wersja aplikacji MainStage, to dodatek do Logic Pro X przeznaczony dla muzyków grających na żywo. Dzięki niej komputer Mac pomaga wiernie odtwarzać studyjne brzmienie w warunkach koncertowych. MainStage 3 ma nowy interfejs użytkownika i zachowuje zgodność z nowymi wtyczkami, patchami i inteligentnymi kontrolerami Logic Pro X.

Ceny i dostępność
Logic Pro X i MainStage 3 są już dostępne w Mac App Store. Aplikację Logic Remote można pobrać bezpłatnie z App Store. Lista wszystkich wymagań systemowych i kompatybilnych systemów znajduje się na stronie: www.apple.com/logic-pro.

Komentarz dzienny, 2 sierpnia 2013

Wskaźnik PMI w polskim przemyśle wzrósł w lipcu z 49,3 do 51,1 – znacznie powyżej oczekiwań (50,1) i naszej prognozy (49,8). Tym samym, indeks po raz pierwszy od marca 2012 roku przekroczył granicę 50 pkt. Jest to również największy przyrost PMI od stycznia 2012 r. – w powiązaniu z danymi z maja i czerwca tworzy on satysfakcjonująco stromą ścieżkę poprawy koniunktury w Polsce. 

Komentarz indeksowy BossaFX 2 sierpnia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 2 sierpnia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Budowa najnowocześniejszego bloku energetycznego Grupy ENEA nabiera tempa

Na placu budowy wbito już ponad 940 żelbetowych pali, które wzmocniły grunt. Wkrótce rozpoczęte zostaną prace przy budowie chłodni kominowej, kotła i Instalacji Odsiarczania Spalin (IOS). W piątek postępy prac obserwował Minister Skarbu Państwa Włodzimierz Karpiński. 

Na utwardzonej palami powierzchni zbudowane zostaną główne obiekty nowego bloku Elektrowni Kozienice, w tym: kotłownia, maszynownia, budynek urządzeń elektrycznych, zbiorniki retencyjne popiołów oraz galeria nawęglania.

– Budowa postępuje w oparciu o uzgodniony z wykonawcą harmonogram – mówi Krzysztof Sadowski, Prezes ENEA Wytwarzanie S.A. – Jestem dumny, że pomimo trudnej sytuacji w całej  branży świetnie sobie radzimy z realizacją tak ambitnego projektu – dodaje Prezes Sadowski.

Obecnie przy budowie nowego bloku pracuje 150 osób. Wraz z postępami prac, zatrudnienie będzie się szybko zwiększać. Jeszcze w tym roku ruszy budowa chłodni kominowej, fundamentów kotła wraz z pylonami komunikacyjnymi i fundamentów Instalacji Odsiarczania Spalin (IOS).  W 2014 r. rozpocznie się montaż konstrukcji kotła i budynku maszynowni. W kolejnych etapach zrealizowane zostaną: instalacja przygotowania wody, elektrofiltr oraz plac nawęglania, w połowie 2016 r. planowany jest rozruch próbny. Energia z nowego bloku zasili krajowy system energetyczny za cztery lata,  w 2017 r.

– Nowy blok w Kozienicach jest ważną inwestycją w polską energetykę. Wykorzystuje wysokosprawną, innowacyjną technologię, spełniając najostrzejsze europejskie kryteria ochrony środowiska – mówi Krzysztof Zamasz, Prezes ENEA S.A. – Inwestycja ma istotne znaczenie dla Grupy ENEA, regionu kozienickiego i bezpieczeństwa energetycznego kraju – podkreśla Prezes Zamasz.

Nowy blok energetyczny, który powstaje w Świerżach Górnych będzie miał moc 1.075 MW. Dzięki swoim parametrom stanie się stabilizatorem krajowego systemu energetycznego. Po ukończeniu budowy, ENEA Wytwarzanie S.A. będzie dysponować największą, najsprawniejszą oraz najnowocześniejszą w kraju jednostką wytwórczą opalaną węglem kamiennym.

Wydłużenie funkcjonowania Specjalnych Stref Ekonomicznych do 2026 r.

Po wielomiesięcznych dyskusjach na linii Ministerstwo Gospodarki – Ministerstwo Finansów, wypracowano stanowisko rządu w sprawie wydłużenia stref do końca 2026 r. Dotychczas strefy miały istnieć do końca 2020 r. Rada Ministrów przyjęła 14 znowelizowanych rozporządzeń strefowych wydłużających okres funkcjonowania poszczególnych stref.

Specjalne Strefy Ekonomiczne, jako jedna z kluczowych zachęt do podejmowania decyzji o inwestowaniu w Polsce zyskały dodatkową przewagę. Istniejące uprzednio ograniczenie funkcjonowania stref do 2020 r. spowodowałoby, że w najbliższych latach inwestorzy najpewniej straciliby zainteresowanie tą formą pomocy ze względu na długi okres pomiędzy wejściem do SSE i rozpoczęciem inwestycji a osiąganiem dochodów, które mogłyby być zwolnione z opodatkowania.

„Teraz można spodziewać się wzmożonej chęci dokonywania inwestycji, a także (a może nawet przede wszystkim) reinwestycji w SSE. Da to inwestorom prawo do korzystania ze zwolnienia podatkowego z dochodu wypracowanego na terenie SSE na podstawie zezwolenia aż do 2026 r.” – potwierdza Rafał Pulsakowski, starszy menedżer w zespole pomocy publicznej PwC. – „Taki scenariusz jest tym bardziej prawdopodobny, mając na uwadze, że w drugiej połowie 2014 r. wejdą w życie nowe Wytyczne dotyczące regionalnej pomocy państwa na lata 2014–2020, co spowoduje obniżenie intensywności wsparcia dostępnego dla inwestorów. Ci z nich, którzy uzyskają zezwolenie przed wejściem w życie nowych Wytycznych, będą mogli korzystać z dotychczasowych, a więc wyższych, poziomów pomocy. Teraz jest więc najlepszy czas na aplikowanie o zezwolenie – z jednej strony strefy zostały wydłużone, a, z drugiej strony przedsiębiorcy mogą zagwarantować sobie utrzymanie intensywności na obecnym poziomie” – dodaje Rafał Pulsakowski.

Wśród inwestorów, którzy zdecydują się ubiegać o zezwolenie, wielu będzie inwestowało na terenie SSE po raz kolejny. Z tego powodu, jak zauważa Jacek Zimoch, starszy konsultant w zespole pomocy publicznej PwC, „Ministerstwo Finansów może się z kolei spodziewać wzmożonej liczby zapytań o możliwość łącznego wykorzystywania limitów z kilku zezwoleń, co będzie naturalną konsekwencją chęci wydłużenia możliwości korzystania z preferencji podatkowych w oparciu o obecne aktywa”.

Z decyzji tej cieszą się również inwestorzy, którzy uzyskali swoje zezwolenia, począwszy od drugiej połowy 2010 r. Od tego momentu zarządy stref stopniowo rezygnowały z zawierania w zezwoleniach konkretnej daty ich ważności. Jeśli zatem wprowadzone przez Radę Ministrów rozwiązania nie wprowadzą innych przepisów przejściowych, to zezwolenia takie powinny zachować ważność do końca funkcjonowania stref, czyli, zgodnie z wczorajszą decyzją Rady Ministrów, do 31 grudnia 2026 r.

Decyzja o nowelizacji 14 rozporządzeń strefowych może mieć jeszcze inną, bardzo istotną konsekwencję. Być może oznacza ona bowiem odblokowanie procesu rozszerzania granic SSE, który przez kilka ostatnich miesięcy nie funkcjonował z powodu długotrwałych negocjacji pomiędzy ministerstwami. Wielu inwestorów, którzy czekali na rozszerzenie strefy na swój grunt prywatny (a jednocześnie byli na tyle cierpliwi, że nie zrezygnowali do tej pory), może mieć powody do radości. Niestety – Ministerstwo rozważa wprowadzenie obostrzeń dla inwestorów planujących rozszerzenie terytorium SSE na grunt prywatny czy obejmowania istniejących zakładów obszarem SSE. Według nieoficjalnych doniesień, taka możliwość może się okazać w ogóle wykluczona dla obszarów o relatywnie niskiej stopie bezrobocia. Jednak o tym, czy Ministerstwa Gospodarki i Finansów ustaliły wspólne stanowisko, dowiemy się najpewniej dopiero w najbliższym czasie, kiedy projekty rozszerzenia SSE znowu znajdą się w procesie legislacyjnym.

„Wydłużenie funkcjonowania stref to również bardzo pozytywny sygnał dla inwestorów dopiero rozważających ulokowanie swoich inwestycji na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Może stanowić to dla nich dodatkowe potwierdzenie, że Polska jest krajem przyjaznym inwestorom, a proponowany program zachęt podatkowych jest stabilny i długoterminowy” – podsumowuje Rafał Pulsakowski.

Polski przemysł lotniczy jedną z najbardziej innowacyjnych gałęzi gospodarki

Przychody przemysłu lotniczego w ujęciu globalnym wyniosły w 2012 roku 692,5 mld dolarów i były o 5,9 proc. wyższe niż rok wcześniej. Sektor wzrost ten zawdzięcza rozwojowi lotnictwa cywilnego, w którym przychody wzrosły aż o 16,2 proc. (38,4 mld dolarów). Maleje za to udział lotnictwa wojskowego, którego przychody uszczupliły się o 1,3 proc. (-4,4 mld dolarów). Eksperci firmy doradczej Deloitte doceniają polski przemysł lotniczy, który jest coraz bardziej innowacyjny. Aż 10-12 proc. przychodów w tym sektorze przeznacza się na badania i rozwój, podczas gdy w innych gałęziach gospodarki poziom ten nie przekracza 3 proc.

Jak pokazuje raport Deloitte „Global A&D financial performance study (2012)” kryzys nie dotknął tego sektora. Wręcz odwrotnie, z roku na rok producenci samolotów i sprzętu lotniczego odnotowują coraz lepsze wyniki. W ubiegłym roku – zysk operacyjny całej światowej branży lotniczej wzrósł o 8,4 proc. i wyniósł 59,5 mld dolarów. I także w tym przypadku był to wynik wypracowany głównie przez lotnictwo cywilne. „Jeszcze kilka lat temu lotnictwo wojskowe stanowiło dwie trzecie całego sektora. W tej chwili jest to już niewiele ponad 50 proc. W ciągu kilku lat proporcje pomiędzy producentami samolotów wojskowych a samolotów pasażerskich powinny się wyrównać” – mówi Jakub Podleśny, Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte w Rzeszowie.

Na słabnące wyniki lotnictwa wojskowego największy wpływ miało zakończenie kilku znaczących konfliktów zbrojnych oraz sytuacja tego sektora w USA, który nadal odczuwa skutki cięć budżetowych. Jak duże były to oszczędności najlepiej pokazuje fakt, że tylko dziewięć z dwudziestu „topowych” firm produkujących sprzęt wojskowy, mających kontrakty z amerykańskim Departamentem Obrony zanotowało wzrost przychodów. Wszystko to doprowadziło do tego, że już drugi rok z rzędu lotnictwo wojskowe notuje spadek przychodów (w 2011 roku o 1.9 proc.).

Podobne problemy nie dotknęły lotnictwa cywilnego. W 2012 roku dwie największe firmy w tej branży Boeing Commercial Airplanes i Airbus Commercial przekroczyły łączny poziom produkcji z poprzedniego roku dostarczając 1189 samolotów. To najlepszy wynik osiągnięty w historii dużych pojazdów lotnictwa cywilnego. Sumaryczne przychody tych dwóch producentów wyniosły 20,5 mld dolarów. Gdyby wygenerowała je jedna firma, byłaby dziesiątą pod względem wielkości na świecie, co podkreśla tempo wzrostu sektora lotnictwa cywilnego w 2012 roku. Boeing przewiduje, że pomiędzy 2013 a 2032 rokiem wyprodukuje aż 35 tys. nowych samolotów.

Aż 61 proc. przebadanych firm w ubiegłym roku wzmocniło zatrudnienie, a wydajność pracowników wzrosła o 7,5 proc. do 28,7 tys. dolarów zysku operacyjnego na osobę.

Z analizy Deloitte wynika także, że europejskie firmy lotnicze wychodzą z „dołka” ekonomicznego i gonią firmy amerykańskie. „Wzrost przychodów w tym sektorze w USA wyniósł 5,1 proc., a europejskich firm 7,9 proc. choć trzeba zaznaczyć, że ich zysk operacyjny i zwrot z kapitału inwestycyjnego (ROIC) są wciąż niższe” – mówi Jakub Podleśny.

Jak na tym tle wypada polski przemysł lotniczy? W Polsce w tej branży działa około 100 przedsiębiorstw, zatrudniających ponad 23 tys. osób . Pierwsze trzy kwartały 2012 roku zaowocowały przychodami na poziomie 3,4 mld zł. Aż 80 proc. przychodów w tym sektorze stanowi eksport sprzętu do USA, Wenezueli, Indonezji, Włoch, Hiszpanii i Niemiec. W tej chwili w Polsce inwestują tacy giganci jak: Pratt & Whitney, Sikorsky, Agusta Westland, SAFRAN, Goodrich Aerospace, Avio czy MTU. „Polski przemysł lotniczy stał się ważną częścią globalnego łańcucha dostaw dla najważniejszych firm lotniczych na świecie. Jednocześnie też jest jednym z najbardziej innowacyjnych. Aż 10-12 proc. jego przychodów przeznaczanych jest na badania i rozwój, podczas gdy w innych gałęziach przemysłu poziom ten nie przekracza 3 proc.” – wyjaśnia Michał Turczyk, Starszy Menadżer w zespole R&D and Government Incentives w Deloitte

W Polsce istnieje wiele ośrodków akademickich, instytutów badawczych oraz klastrów (firmy i jednostki naukowe, które łączy wspólnota interesów) wyspecjalizowanych w sektorze lotniczym. Udział polskich firm w międzynarodowych projektach lotniczych powinien wzrosnąć jeszcze bardziej dzięki dotacji Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR), które w latach 2013-18 zainwestuje wraz z firmami lotniczymi 500 mln zł w badania naukowe, prace rozwojowe i działania wspierające transfer ich wyników do przemysłu lotniczego.

„Dzięki temu polski przemysł lotniczy, a co za tym idzie cała gospodarka, mają szansę stać się bardziej konkurencyjne. Lotnictwo jest sektorem o bardzo wysokim stopniu wykorzystania badań w praktyce, a rozwój wysokich technologii dla lotnictwa przekłada się również na inne sektory gospodarki. Co ważne wszystko wskazuje na to, że popyt w tej branży w następnych latach będzie rosnąć jeszcze bardziej” – podsumowuje Michał Turczyk.

O raporcie:

Analiza opracowana przez Deloitte obejmuje 105 firm lub wydziałów firm międzynarodowych działających w sektorze lotniczym, których przychody za rok 2012 przekroczyły 500 mln USD.

Finansowy ranking polskich klubów piłki nożnej

Legia Warszawa drugi rok z rzędu jest liderem wśród polskich klubów piłkarskich pod względem osiąganych przychodów. W przypadku Mistrza Polski rekordowo wyniosły one w 2012 r. 66 mln zł i były aż o połowę wyższe od tych, które udało się osiągnąć następnemu w rankingu Zagłębiu Lubin. Przychody wszystkich klubów grających w Ekstraklasie wyniosły 353 mln zł i były nieznacznie niższe (3 proc.) niż rok wcześniej. Był to efekt głównie braku sukcesów polskich drużyn w europejskich pucharach. Ekstraklasa ma przed sobą obiecujące perspektywy rozwoju, ale aby podtrzymać zainteresowanie piłką nożną, kluby muszą zapewniać widowiska sportowe na najwyższym poziomie – to główne wnioski z VII edycji raportu „Piłkarska Liga Finansowa” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Zestawienie przedstawia przychody polskich klubów piłkarskich za rok 2012 grających w rozgrywkach Ekstraklasy i awansującej do najwyższej klasy rozgrywek – Cracovii. Na podium oprócz Legii Warszawa i Zagłębia Lubin (awans z czwartego miejsca) znalazł się po raz pierwszy w historii raportu Śląsk Wrocław (w 2011 r. – piąta pozycja). Pierwszą piątkę uzupełniają Lech Poznań i Wisła Kraków.

Legia Warszawa tegoroczne zdecydowane zwycięstwo zawdzięcza zwiększeniu swoich przychodów do poziomu ponad 66 mln zł. Są to największe wpływy polskiego klubu w dotychczasowej historii Ekstraklasy. „Wynik Legii jest tym bardziej imponujący, że w 2012 r. nie zakwalifikowała się ona do fazy grupowej europejskich pucharów. Legia Warszawa obecnie właśnie rozpoczęła grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. I gdyby klubowi udało się przejść do fazy grupowej tych prestiżowych rozgrywek, mógłby zostać pierwszym polskim zespołem, który osiągnął przychody na poziomie 100 mln zł rocznie” – mówi Marcin Diakonowicz, Partner w Dziale Audytu, Lider Sports Business Group Poland, Deloitte.

Swoje wpływy istotnie zwiększyły także Śląsk Wrocław, Piast Gliwice, Ruch Chorzów i Pogoń Szczecin. Jednakże większość drużyn, które wzięły udział w tegorocznym badaniu osiągnęło wyniki niższe niż w poprzednim roku. W 2012 r. przychody klubów grających w najwyższej klasie rozgrywek wyniosły łącznie 353 mln zł. Ich wzrost odnotowano jedynie w kategorii wpływów komercyjnych, które urosły o kilkanaście procent. Spadek wartości przychodów w pozostałych dwóch kategoriach – z dnia meczu oraz z praw do transmisji i premii z pucharów był głównie efektem braku obecności polskich drużyn w fazach grupowych europejskich rozgrywek.

Spadek przychodów nie wpłynął na klubowe wynagrodzenia. W konsekwencji, stosunek wysokości wynagrodzeń do przychodów uległ znacznemu podwyższeniu do poziomu 76 proc. Dla porównania w zeszłorocznym zestawieniu wyniósł on 68 proc. Udział płac w przychodach drużyn Ekstraklasy okazał się wyższy niż w pozostałych analizowanych przez Deloitte ligach europejskich (np. Anglii, Francji czy Włoszech).

Biorąc pod uwagę wysokość przychodów – między Ekstraklasą a innymi ligami istnieje nadal przepaść. „Wciąż bardzo daleko nam do europejskich „gigantów”. Nawet kilkuprocentowe wzrosty ligi angielskiej, niemieckiej czy hiszpańskiej to więcej niż całkowite przychody osiągane przez polskie kluby. Do najmniejszej z lig „Wielkiej Piątki” – francuskiej Ligue 1 – dzieli nas ponad 1 mld euro” – wyjaśnia Łukasz Buława, Konsultant w Dziale Konsultingu, ekspert Sports Business Group Poland, Deloitte.

Pomimo spadku przychodów i istotnych różnic w porównaniu z europejską piłką nożną, według autorów raportu, Ekstraklasa ma przed sobą obiecujące perspektywy i duży potencjał, aby poprawić swe wyniki. Przykładowo od sezonu 2013/2014 zmienia się formuła rozgrywek. Kluby będą rozgrywały w ciągu roku więcej spotkań niż do tej pory (296 zamiast 240). Oznacza to szansę na poprawę frekwencji na meczach, a w konsekwencji większe wpływy z biletów. „Można powiedzieć, że przez najbliższe dwa lata kluby Ekstraklasy mają zapewnioną stabilność finansową. W marcu podpisaliśmy bowiem nowy kontrakt na sprzedaż praw do transmisji telewizyjnych z platformą nc+, a następnie o kolejne dwa lata przedłużyliśmy umowę ze Sponsorem Tytularnym, firmą T-Mobile. Obie umowy podpisane zostały na lepszych warunkach niż do tej pory” – wylicza Marcin Animucki, Wiceprezes Zarządu, Ekstraklasa SA. „Jeśli chodzi o wyniki raportu, to cieszy wzrost przychodów z czołówki rankingu. Można przyjąć założenie, że rozwój finansowy części klubów ułatwi wzrost pozostałym. Liczymy również na większe sukcesy klubów w europejskich pucharach, bo jak można zauważyć, mają one także duży wpływ na wyniki raportu” – dodaje Marcin Animiucki.

Ciągle rozwijana nowoczesna infrastruktura stadionowa stwarza szansę na generowanie znacznie wyższych wpływów z dnia meczu. Potencjalnie większa liczba kibiców na stadionach i tych oglądających rozgrywki przed telewizorami oraz wzrost liczby meczów to szansa na zachęcenie sponsorów i reklamodawców do zwiększenia przekazywanych klubom kwot. Możliwość generowania większych przychodów nie wynika tylko z wyższej frekwencji, ale także m.in. z infrastruktury gastronomicznej, stref i loży dla klientów biznesowych (pakiety hospitality).

„Jednak, aby wszystkie te czynniki przełożyły się na wymierne korzyści – prezentowane widowisko sportowe musi być na najwyższym poziomie. Bez tego oraz awansu do europejskich pucharów ciężko będzie dokonać znaczącego kroku w przód i w konsekwencji istotnie zwiększyć wartość całej ligi. To czy kluby wykorzystają stojącą przed nimi szansę, zależy w głównej mierze od ich postawy na boisku” – podsumowuje Marcin Diakonowicz.

Komentarz dzienny, 1 sierpnia 2013

Zgodnie ze wstępnymi szacunkami, w II kwartale b.r. PKB Stanów Zjednoczonych wzrósł o 1,7% kw/kw w ujęciu zannualizowanym, bijąc na głowę dość pesymistyczne prognozy. Konsensus rynkowy wynosił ok. 1% kw/kw, a kierunek jego ewolucji w ostatnich miesiącach (z 2,1% na początku roku, poprzez 1,7% jeszcze w pierwszych dniach lipca) wskazywał w sposób jasny na rosnący pesymizm. Oczywiście, pozytywna niespodzianka wynika częściowo z niedoszacowania siły procesów dezinflacyjnych – delator PKB wyniósł 0,7% kw/kw (oczekiwano 1% kw/kw), a bazowy deflator wydatków konsumpcyjnych (cel inflacyjny Fed) – 0,8% kw/kw. 

Komentarz indeksowy BossaFX 1 sierpnia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 1 sierpnia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Powoli zaczyna się konsolidacja sektora bankowego, z rynku znika BGŻ

Jeśli Grupa Rabobank nie widzi możliwości rozwoju BGŻ, bank powinien trafić na sprzedaż – ocenia Jarosław Dąbrowski, ekspert rynku bankowego. Przejęciem powinny zainteresować się polskie firmy z sektora finansowego, bo – zdaniem eksperta – powinniśmy dążyć do ograniczenia kontroli kapitału zagranicznego w polskiej bankowości i finansach. Polska ma jeden z najwyższych w Europie wskaźników udziału zagranicznych instytucji w sektorze, co może przekładać się na ograniczenia w rozwoju polskiej gospodarki.

– Powinien następować transfer aktywów od grup, które albo nie chcą się rozwijać w Polsce, albo nie widzą takiej szansy, albo Polska jest dla nich zbyt dużym ryzykiem – uważa Jarosław Dąbrowski, ekspert rynku bankowego, prezes Domu Maklerskiego Dąbrowski Finance. – Jeśli Grupa Rabobank nie widzi dalszego rozwoju BGŻ w Polsce, jeśli nie widzą dla Polski wystarczających perspektyw, to moim zdaniem lepiej bank dobrze i szybko sprzedać niż ciągnąć projekt bez wiary w przyszły wzrost. Polska gospodarka potrzebuje efektywnego, płynnego i dynamicznego rynku bankowego, najlepiej zarządzanego strategicznie, a nie „peryferyjnie”. Alior dał świetny przykład, jak wygrywać rynek w niełatwych czasach.

Ekspert uważa, że to przede wszystkim polskie instytucje finansowe powinny być zainteresowanie nabywaniem takich aktywów. Najlepiej znają rynek i potrafią strategicznie ocenić wartość rynku bez ograniczeń płynących z problemów na rynkach macierzystych.

– Nie tylko instytucje państwowe, jak BGK, PIR, powinny być zainteresowane takim zakupem, ale banki spółdzielcze i spółki kontrolowane pośrednio przez państwo, jak PKO BP czy PZU, BOŚ. Szczególnie te największe mają bardzo dobre wyniki, korzystają często z renty dominującego albo wręcz quasi monopolistycznego podmiotu w branży czy segmencie rynku – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jarosław Dąbrowski. – One powinny rozwijać się jeszcze silniej w Polsce. Czy obecnie jest dobry czas czas na przejęcia firm chorwackich czy ukraińskich? Ryzyko ekonomiczne jest duże. Dzisiaj Polska jest interesującym rynkiem, na którym nawet przy trochę wyższej wycenie można kupić aktywa i wzmocnić swoją pozycję na rynku. Wzmacniając się w Polsce możemy przygotować jeszcze silniejszą pozycję na akwizycję w po-kryzysowej Europie, co i tak będzie się działo.

Tym bardziej, że nasza gospodarka w ciągu kilkunastu miesięcy powinna poradzić sobie ze spowolnieniem.

– Wierzę w to, że w latach 2015–2020 Polska wejdzie w kolejny okres boomu gospodarczego, jeśli warunki makroekonomiczne na świecie nam w tym pomogą, a unijny budżet zainwestujemy, a nie wydamy. To jest więc szansa dla banków, żeby przez następne dwa lata, kiedy sytuacja makroekonomiczna nie jest najlepsza, rozwijać się w oparciu o produkty o mniejszym ryzyku i przygotowywać sobie bazę do większej ekspansji – podkreśla prezes Domu Maklerskiego Dąbrowski Finance.

Jego zdaniem, w sektorze bankowym powinien stopniowo zwiększać się udział polskiego kapitału. Dziś udział aktywów zarządzanych z Polski wynosi 25–30 proc. W krajach takich jak Niemcy czy Szwecja jest on znacznie większy, ok. 80-90 proc.

– Polski rynek finansowy, w szczególności bankowy, jest zbyt mocno uzależniony od kapitału zewnętrznego. To było ważne i cenne narzędzie do restrukturyzacji oraz profesjonalizacji sektora bankowego, które służyło temu, by nie mieć złych długów, by mieć nowoczesne produkty i by były one dostępne poprzez szerokie i profesjonalne sieci dystrybucji – tłumaczy Jarosław Dąbrowski. – Ale dzisiaj, w sytuacji kryzysowej może stanowić istotne ograniczenie dla polskiej gospodarki. Dlatego warto byłoby zwiększyć poziom udziału aktywów zarządzanych strategicznie z Polski z ok. 25-30 proc., do ok. 50 proc.

Jako przykład kroku we właściwym kierunku ekspert wskazuje ostatnią transakcję przejęcia banku Nordea przez PKO BP. Prognozuje, że w kolejnych latach powinniśmy coraz częściej mieć do czynienia z podobnymi ruchami w sektorze bankowym. Konsolidacja sektora bankowego się dopiero zaczyna.

– Można bardzo pozytywnie ocenić decyzję PKO BP. To, po udanej integracji, będzie bardzo dobry element modelu biznesowego, który rozbudowuje pozycję banku w sektorze consumer finance, także w sektorze detalicznym. Wcześniej podobną, bardzo efektywną operację przeprowadził Getin Bank z aktywami banku DNB Nord. I tak może się zdarzyć właśnie z BGŻ – mówi Jarosław Dąbrowski.

Ceny węgla będą rosły, Polska musi się skupić na poszukiwaniu źródeł gazu łupkowego

Udział węgla w polskiej energetyce będzie spadał, jednak przez kolejnych kilkanaście lat pozostanie dominującym źródłem energii – oceniają eksperci. Przestrzegają, że ceny tego surowca będą rosły, co powinno zmusić Polskę do przyspieszenia rozwoju alternatywnych źródeł. – W przeciwnym razie przemysł straci na konkurencyjności – przekonuje Łukasz Trzpil, ekspert ds. energetyki w DnB NORD.

– W perspektywie 15-20 lat należy się spodziewać, że udział węgla spadnie z 90 proc. do być może 70-80 proc. To, czy rzeczywiście będziemy obserwowali aż taki spadek będzie zależało od tego, na ile uda się odbudować zdolności wytwórcze elektrowni węglowych, które muszą zostać zamknięte – mówi Łukasz Trzpil, szef Energy Desk w Banku DnB NORD Polska.

To rozwiązanie – zdaniem eksperta – pozwoliłoby na ograniczenie kosztów w długiej perspektywie, ponieważ nowe elektrownie będą bardziej wydajne, co obniży koszty paliwa, jak również emisje dwutlenku węgla.

– Natomiast bazowanie wyłącznie na węglu niesie ze sobą pewne ryzyka dlatego, że jest surowcem globalnym. Jak patrzymy na to, co się dzieje z konsumpcją energii na świecie, a w szczególności energii elektrycznej, to jest to cały czas trend wzrostowy – informuje Łukasz Trzpil.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna (International Energy Agency – IEA) szacuje, że światowy popyt na energię wzrośnie do 2035 roku o 40 proc., co oznacza średnioroczny wzrost na poziomie 1,3 proc. Do tego roku paliwa kopalne (ropa, gaz i węgiel) pozostaną głównym źródłem energii, ale popyt na ropę i węgiel będzie rósł najwolniej – w tempie poniżej 1 proc. rocznie. Wynika to głównie ze wzrostu konsumpcji azjatyckich gospodarek, a te głównie bazują na węglu, co wpływa także na sytuację polskiego górnictwa.

– Jeśli przyjrzymy się, jak ceny węgla kształtowały się przez ostatnie 12 lat, to w okolicach roku 2001 wahały się w okolicach 20-40 dolarów za tonę. W tej chwili mówimy raczej o wahaniach rzędu 50-60 dolarów za tonę. A były znacznie wyższe, szczególnie w okresie bańki spekulacyjnej, w latach 2008-2009 kiedy sięgały 150-200 dolarów za tonę. Można się spodziewać, że takie ceny będą również występować w przyszłości – uważa Łukasz Trzpil.

Wzrost cen węgla odbija się od razu na wzroście cen energii elektrycznej, ponieważ te są ze sobą silnie skorelowane. Dziś ceny węgla są na niskim poziomie, ponieważ mamy do czynienia ze stagnacją gospodarczą na świecie i konsumpcja energii elektrycznej nie rośnie dynamicznie, a w niektórych regionach spada.

– Spada więc też popyt na węgiel, ale jest to krótkoterminowy trend. Długoterminowo istnieje spore ryzyko, że będziemy mieli jednak do czynienia ze wzrostem cen. Odpowiedzią na to jest dywersyfikowanie źródeł wytwarzania w Polsce – mówi Łukasz Trzpil.

Stąd konieczność, w opinii eksperta, wprowadzenia zmian celów wskazanych w „Polityce energetycznej Polski do 2030 roku” z 2010 r. Chodzi przede wszystkim o to, by stworzyć optymalne warunki dla poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego oraz dla rozwoju energetyki odnawialnej.

Dobrowolne OFE? Emerytury równe dla wszystkich? Jaki jest ostateczny projekt reformy emerytalnej?

Emerytury z ZUS czy OFE będą niskie, trzeba więc sprawić, by Polacy mieli z czego oszczędzać na starość – uważa Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. To może zapewnić tylko obniżenie kosztów pracy. Jego zdaniem obywatele stracili wiarę w działanie systemu emerytalnego i w razie wprowadzenie dobrowolności OFE, nie będą z tego korzystać.

– Reforma systemu powinna polegać na tym, że wprowadzimy emerytury równe dla wszystkich od pewnego wieku, tak jak w Kanadzie, w Nowej Zelandii, w tym kierunku Wielka Brytania zaczyna podążać, ale za to będziemy mniej zabierać młodym ludziom wchodzącym w wiek produkcyjny i reprodukcyjny – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Robert Gwiazdowski.

Zmniejszenie kosztów pracy może uratować system emerytalny z dwóch powodów – ludzie będą mieli więcej pieniędzy do dyspozycji, więc będzie ich stać na utrzymanie większej rodziny (będzie więcej przyszłych płatników składek) oraz będą mieli z czego oszczędzać prywatnie na starość.

– Dlatego różnego rodzaju elastyczne formy pracy oparte na kodeksie cywilnym są o wiele lepsze od umów opartych na kodeksie pracy, bo te drugie powodują, że mniej mamy w kieszeni, mniej na prywatne oszczędzanie – przekonuje Gwiazdowski. – A to oznacza, że będziemy mieli niższe emerytury, bo jak rząd mówi, że zabierze, to zabierze, ale jak mówi, że da, to mówi.

Zdaniem eksperta dobrym pomysłem jest wprowadzenie dobrowolności OFE. Jak dodaje, problemem może być jednak przekonanie Polaków, że poprawiony system działa i że ich pieniądze zgromadzone w funduszach emerytalnych są bezpieczne.

– Ludzie mogą nie uwierzyć ministrowi Rostowskiemu po tym jak mówi, że okłamywał wszystkich w sprawie budżetu. Pomyślą, że oszukuje ich również w sprawie OFE. Istnieje więc obawa, że pan minister Rostowski wybierze rozwiązanie siłowe, tzn. przepisze wszystkie te środki, które w OFE są w postaci obligacji na jakieś konto w ZUS – mówi ekonomista.

Gwiazdowski uważa, że rynek sam zweryfikuje ofertę i koszty funduszy emerytalnych, kiedy będą one nieobowiązkowe i będą musiały konkurować o klientów. Według niego to jednak nie powszechne towarzystwa emerytalne ponoszą winę za złe funkcjonowanie systemu, tylko politycy, którzy przeprowadzali reformę emerytalną. To oni zachwalali nowy system, zwodząc Polaków wizją emerytur pod palmami.

– Zamiast powiedzieć ludziom, że będą musieli pracować dłużej, a emerytury będą mieli niższe od ich rodziców i dziadków, powiedzieliśmy, że robimy reformę, żeby emerytury mogły być wyższe – przypomina Gwiazdowski. – Dzisiaj właśnie się okazuje, że one wyższe nie będą. Będą niższe, a pracować musimy dłużej. Winę jednak za to przerzucamy na OFE, a nie ma pana premiera Buzka, który tę reformę wprowadzał. I o to właśnie chodziło. Martwić się będą następcy.

Sytuacja na giełdzie, a decyzja rządu w sprawie zmian w OFE

Inwestorzy giełdowi wstrzymują się z zakupami przynajmniej do końca wakacji. Czekają na decyzję rządu w sprawie reformy systemu emerytalnego i zmian w OFE. – Jeżeli giełda będzie przekonana, że to nie będzie jej za bardzo szkodziło, wtedy ruszy. Ja zakładam, że we wrześniu się to stanie – ocenia Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

– Polska giełda w tej chwili będzie czekała przynajmniej do końca sierpnia na to, co rząd postanowi w sprawie losu otwartych funduszy emerytalnych – twierdzi Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Premier Donald Tusk zapowiedział, że pod koniec sierpnia zapadnie ostateczna decyzja co do reformy i ostatecznego kształtu systemu emerytalnego. Wicepremier i minister finansów Jacek Rostowski wraz z szefem resortu pracy Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem przygotowali i przedstawili niedawno raport na temat systemu OFE wraz z proponowanymi kierunkami zmian. Pod uwagę branych jest kilka opcji. Pierwsza to likwidacja obligacyjnej części OFE. Druga to dobrowolność udziału w funduszach. Trzecia zakłada możliwość uczestnictwa w OFE, ale wiązałoby się to z dodatkową składką, którą musiałby wnosić ubezpieczony. To, co stanie się z OFE ma duży wpływ na przyszłość warszawskiej giełdy.

– Są trzy warianty, rząd prawdopodobnie wybierze czwarty, który będzie pewną modyfikacją drugiego – przewiduje Piotr Kuczyński. – Jeżeli giełda będzie przekonana, że to nie będzie jej za bardzo szkodziło lub w ogóle szkodziło, wtedy ruszy.

Pierwszych, pozytywnych sygnałów należy oczekiwać, zdaniem Kuczyńskiego, już we wrześniu.

Main Street daleko od Wall Street

Na parkietach w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych widać zdecydowanie większe ruchy.

– W Stanach Zjednoczonych indeksy ustanowiły nowe szczyty wszech czasów. Tam hossa trwa niezagrożenie od 2009 roku. Dużo lepiej to wygląda niż w Polsce. Nieco gorzej zachowują się rynki europejskie, ale tam też widać, że jest ochota do tego, żeby kontynuować hossę, która trwa już ponad 4 lata – mówi główny analityk DI Xelion.

Dobre nastroje inwestorów wcale nie muszą prognozować rychłego wyjścia z kryzysu, z którym niektóre gospodarki nie mogą sobie poradzić od lat. Piotr Kuczyński tłumaczy, że rynki finansowe już dawno wyraźnie oddzieliły się od realnej gospodarki.

– Mówi się, że Wall Street, czyli giełda, rynki finansowe mają się bardzo dobrze, a Main Street, czyli ta główna ulica, realna gospodarka niestety nie ma się najlepiej – mówi Kuczyński. – Owszem, w Stanach widać rozwój, nie za szybki, ale widać. W Europie na razie na poprawę sytuacji się nie zanosi.

Głos Polski w sprawie ocieplenia klimatu ma coraz większe znaczenie dla UE

Kryzys sprawił, że unijne kraje zaczynają zmieniać swoje podejście do polityki energetyczno-klimatycznej. Polski rząd był uważany za hamulcowego polityki mającej przeciwdziałać ociepleniu klimatu i przestawieniu gospodarek UE na nowoczesne technologie. Dziś Unia uważniej słucha naszego głosu – mówi Marcin Korolec, szef resortu środowiska.

– W ciągu ostatniego półtora roku Polska znalazła się w mainstreamie myślenia o polityce klimatycznej w Europie. I to nie dlatego, że zreformowaliśmy czy zrewidowaliśmy nasz sposób myślenia. Wielu naszych partnerów w UE zaczęło po prostu zwracać uwagę na ten język i argumenty, które przedstawiamy. Takie jest wrażenie po ostatnich spotkaniach ministrów – tłumaczy Marcin Korolec.

W listopadzie Polska będzie po raz drugi gościła międzynarodową konferencję (COP 19), podczas której mają zapaść decyzje dotyczące dalszej polityki ochrony klimatu. Szefowie państw ONZ mają ustalić dalsze kroki, by zapobiec zmianom klimatu i niespodziewanym, nagłym zjawiskom jak huragany czy powodzie.

– Z funkcji gospodarza wynika przywilej przewodniczenia obradom. To oznacza, że to do nas należy poszukiwanie konsensusu pomiędzy różnymi grupami: z jednej strony UE, z drugiej strony Stany Zjednoczone, z trzeciej strony Chiny, z czwartej Indie, poza tym ponad 190 innych partnerów. W związku z tym będziemy odgrywać rolę szczególną, szukając pomostu między tymi różnymi stanowiskami, rożnymi pomysłami na politykę globalną – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marcin Korolec.

Szef resortu środowiska podkreśla, że przedstawiciele biznesu również dołączą do dyskusji o tym, w jaki sposób można redukować emisje CO2 i równocześnie dbać o rozwój gospodarki na świecie. Energochłonne sektory, jak przemysł papierniczy, cementowy, energetyczny alarmują, że koszty ograniczania emisji gazów cieplarnianych (jeden z elementów klimatycznej polityki) są zbyt wysokie i zabijają ich konkurencyjność.

– Wydarzeniem szczególnym w trakcie konferencji w Warszawie będzie dyskusja polityków i przedstawicieli biznesu. Takich spotkań nie było jeszcze w trakcie żadnej dotychczasowej konferencji klimatycznej. Do tej pory te dyskusje ograniczały się albo do grona negocjatorów, albo polityków z przedstawicielami organizacji pozarządowych – wyjaśnia Marcin Korolec.

Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu odbędzie się w dniach 11-22 listopada na warszawskim Stadionie Narodowym.

Komentarz indeksowy BossaFX 31 lipca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 31 lipca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca