62% długów do windykacji pochodzi z czterech branż – przemysł z największym wzrostem

Przemysł, budownictwo, handel i transport skupiają dziś blisko 60 proc. wszystkich wierzycieli korzystających z usług windykacyjnych oraz ponad 62 proc. wartości długów przekazanych do odzyskania – wynika z danych Kaczmarski Inkasso. W tych samych sektorach koncentruje się też największa część dłużników, co pokazuje, że problemy z terminowymi płatnościami krążą w obrębie tych samych branż.

Zależność jest wyraźna: tam, gdzie przedsiębiorcy najczęściej powierzają firmom windykacyjnym odzyskiwanie należności, równie często sami mają zobowiązania wobec kontrahentów. W branżach odpowiedzialnych za największe przepływy finansowe – od inwestycji budowlanych przez produkcję i handel hurtowy po transport – kumuluje się największe ryzyko zatorów płatniczych.

Przemysł na czele – największy przyrost wartości długów

Najwięcej wierzycieli korzystających z usług windykacyjnych działa w budownictwie (16,5 proc.), ale udział tego sektora lekko spadł wobec 2024 r. (z 17 proc.). Na drugie miejsce wysunął się transport towarowy (15,6 proc.), który zanotował wzrost – rok wcześniej było to 14,7 proc. Bardzo aktywny jest także handel hurtowy z udziałem 14,2 proc. i tendencją wzrostową w stosunku do minionego roku – wówczas wierzyciele z tej branży stanowili 12,9 proc.

Na czoło branż pod względem wartości zleconych do odzyskania długów wysunął się przemysł, który w 2024 r. zajmował dopiero czwarte miejsce. Wartość należności przekazanych przez ten sektor stanowi już 18,6 proc. wszystkich, podczas gdy rok wcześniej było to 11,8 proc. Drugie miejsce zajmuje budownictwo – 17,8 proc., w którym odnotowano spadek w stosunku do ub.r., kiedy wartość długów przekazanych do windykacji stanowiła 18,7 proc. całości. Długi zmniejszyły się też w handlu hurtowym do 16,6 proc. obecnie z 17,6 proc. poprzednio.

– Analiza danych pokazuje, że w największych sektorach gospodarki – przemyśle, budownictwie, handlu i transporcie – zjawisko zadłużenia jest obustronne. Firmy z tych branż zlecają najwięcej spraw do odzyskania, ale też same najczęściej mają zobowiązania wobec kontrahentów. To dowód, jak silne są powiązania między uczestnikami rynku i jak łatwo opóźnienia w płatnościach przenoszą się na całe łańcuchy dostaw. Obserwujemy, że coraz więcej przedsiębiorstw stara się reagować szybciej, zanim zaległości zdążą urosnąć do dużych kwot – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Dwa w jednym, czyli wierzyciel dłużnikiem

Analiza Kaczmarski Inkasso pokazuje, że w największych sektorach inny jest nie tylko odsetek wierzycieli i dłużników, ale także udział tych branż w łącznej wartości należności przekazanych do windykacji oraz długów. W transporcie pod względem wartości długów przeważają niesolidni klienci, a biorąc pod uwagę liczbę firm – wierzyciele. W handlu hurtowym również dominują wierzyciele, z kolei w detalu częściej pojawiają się dłużnicy. W budownictwie i produkcji proporcje liczby podmiotów po obu stronach są zbliżone, lecz wartość należności przekazanych przez wierzycieli do windykacji, jak i dochodzonych długów jest już inna.Cztery branże kumulują 60 procent długów

To, jak te dwie perspektywy potrafią się różnić, pokazuje sytuacja w transporcie. Branża jest mocno rozdrobniona, złożona z wielu mikrofirm, które dysponują jedną lub dwoma ciężarówkami. Zlecenia przewozu opiewają na niewielkie sumy. Jednak kiedy przedsiębiorcy transportowi przestają płacić kontrahentom, mają duże długi u nielicznej grupy wierzycieli, np. firm leasingowych i banków czy dostawców paliwa.

Hurt windykuje, detal ma długi

Jeszcze wyraźniej różnicę widać w handlu. Hurt działa głównie w B2B. Sprzedaje towar sklepom, barom i restauracjom oraz mikro i małym firmom z wielu branż, szeroko udzielając kredytu kupieckiego. Dlatego jest znacznie liczniej reprezentowany wśród wierzycieli, więcej ma też do odzyskania niż sam jest winien. Detal jest zdecydowanie inny. Liczne małe sklepy częściej widnieją w biurach informacji gospodarczej jako dłużnicy, jednak kwoty pojedynczych długów są mniejsze. Udział sektora w statystykach wartości jest więc niższy.

W budownictwie proporcje liczby wierzycieli i dłużników są podobne, natomiast wartościowo widoczny jest większy udział zadłużenia wśród nierzetelnych kontrahentów. Rozdrobnienie sektora, etapowe rozliczenia między inwestorem, głównym wykonawcą oraz mniejszymi podwykonawcami i wynikający z tego kaskadowy sposób płatności za zrealizowane prace sprawiają, że jedno opóźnienie szybko przenosi się na pozostałe firmy w obiegu.

Bardziej zrównoważony pod tym względem jest przemysł. Producenci sprzedają towar klientom z odroczonym terminem płatności i z wyprzedzeniem planują własne zakupy. Dzięki temu liczba zleceń windykacyjnych pozostaje raczej stała, za to rośnie udział wartości wśród wierzycieli, zwłaszcza wobec mniejszych odbiorców.

– Wnioski dla firm są jednoznaczne. Sama liczba postępowań windykacyjnych nie wystarczy do oceny ryzyka, czy i na jakich powinny zasadach zawierać kontrakty i przyjmować zlecenia z poszczególnych sektorów. Ta sama branża może mieć wiele drobnych wierzytelności i jednocześnie kilka dużych zobowiązań. Aby prowadzić racjonalną politykę kredytowania klientów, trzeba spojrzeć jednocześnie na liczbę wierzycieli i wartość zleceń windykacyjnych. W transporcie i budownictwie należy rozważyć krótsze terminy płatności, monitoring i ściśle określone limity kredytowe. W handlu dobrze jest rozdzielić podejście do klientów B2B i B2C. Hurt powinien wprowadzić twardą weryfikację wiarygodności płatniczej kontrahentów i szybko reagować na przeterminowane faktury, kierując je do windykacji. Natomiast sklepy detaliczne warto, aby kontrolowały swoją płynność finansową i uważały na sezonowość, która potrafi windować przychody, ale tylko okresowo – podsumowuje Jakub Kostecki.

Dr Adrian Bot dołącza do Immuthera i PolTREG – wzmocni rozwój terapii komórkowych i genowych

Dr Adrian Bot, znany, amerykański założyciel firmy Capstan Therapeutics i naukowiec, dołączył do Rady Dyrektorów Immuthera, aby wzmocnić prace nad komercjalizacją nowych terapii komórkowych i genowych PolTREG.

Immuthera, to założona w USA spółka zależna PolTREG S.A., lidera w dziedzinie innowacyjnych terapiach immunologicznych, koncentrującego się na technologiach komórek T regulatorowych (TREGS). Jednocześnie dr Bot będzie pełnił funkcję doradcy naukowego w firmie PolTREG S.A., wykorzystując swoje doświadczenie w rozwoju i komercjalizacji nowych terapii komórkowych i genowych.

  • Dr Bot posiada 27-letnie doświadczenie w amerykańskim przemyśle biofarmaceutycznym, obejmujące odkrywanie leków, badania przedkliniczne i kliniczne, medycynę translacyjną oraz zarządzanie cyklem życia produktu w kontekście komercyjnym. Ponad połowę swojej kariery zawodowej poświęcił na opracowywanie produktów terapii komórkowej CAR-T.
  • Dr Bot był założycielem i dyrektorem ds. naukowych (CSO) oraz wiceprezesem ds. badań i rozwoju w Capstan Therapeutics, która opracowywała terapie CAR-T oparte na mRNA do stosowania in vivo. Pomógł pozyskać 165 milionów dolarów finansowania dla Capstan, a następnie uczestniczył w sprzedaży firmy firmie AbbVie za 2,1 miliarda dolarów w 2025 roku.
  • Dr Bot zajmował stanowiska kierownicze w Kite Pharma, gdzie przyczynił się do sukcesu onkologicznych terapii komórkowych CAR-T Yescarta i Tecartus. Firma została przejęta przez Gilead Sciences za 11,9 miliarda dolarów w 2017 roku.

Dr Adrian Bot, M.D., Ph.D., był założycielem i dyrektorem naukowym oraz wiceprezesem ds. badań i rozwoju w Capstan Therapeutics, firmie specjalizującej się w opracowywaniu terapii CAR-T in vivo. Wcześniej zajmował stanowiska kierownicze w Kite Pharma (przed i po przejęciu przez Gilead Sciences), gdzie przyczynił się do opracowania i zatwierdzenia leków Yescarta® i Tecartus®, pierwszych autologicznych terapii komórkowych CAR-T w leczeniu chłoniaka nieziarniczego i innych wskazań. Ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Medycyny i Farmacji w Timișoarze w Rumunii w 1993 roku, a doktorat z nauk biomedycznych uzyskał w Mount Sinai School of Medicine w Nowym Jorku w 1998 roku. Był również naukowcem w Scripps Research Institute w La Jolla w Kalifornii i jest autorem lub współautorem ponad 100 publikacji naukowych.

Oprócz swojej wiedzy specjalistycznej i sieci współpracowników naukowych w obszarach istotnych dla PolTREG i Immuthera, dr Bot posiada unikalne doświadczenie w rozwoju i komercjalizacji przełomowych terapii integrujących leki genowe i technologie komórkowe. Brał udział w licznych rundach finansowania oraz dwóch dużych przejęciach firm, w których pełnił funkcję dyrektora naukowego. Pod jego kierownictwem firma Capstan pozyskała 165 milionów dolarów finansowania, a następnie została przejęta przez AbbVie za 2,1 miliarda dolarów w 2025 roku. Główne aktywa Capstan obejmowały kandydata na terapię CAR-T in vivo, CPTX2309, oraz opatentowaną technologię platformy nanocząstek lipidowych, wykorzystywaną do dostarczania mRNA i inżynierii komórkowej. W firmie Kite Pharma odegrał kluczową rolę w naukowym kierownictwie i rozwoju translacyjnym Yescarta® i Tecartus®, przełomowych terapii genowych komórkowych, które celują w komórki nowotworowe i niszczą je za pomocą zmodyfikowanych komórek immunologicznych CAR-T samego pacjenta. Yescarta® była drugą terapią CAR-T zatwierdzoną przez FDA i pierwszą w leczeniu chłoniaka nieziarniczego. Krótko przed zatwierdzeniem do obrotu, firma Kite została przejęta przez Gilead Sciences za 11,9 miliarda dolarów w 2017 roku.

PolTREG jest światowym liderem w rozwoju produktów opartych na limfocytach T regulatorowych, posiadającym ponad 12-letnie doświadczenie kliniczne w leczeniu ponad 100 pacjentów. Ten zbiór danych dotyczących pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi stanowi unikalną przewagę w naszej szybko rozwijającej się dziedzinie terapii komórkowych. To doświadczenie posłużyło jako podstawa do projektowania i rozwijania szeregu produktów i technologii, takich jak limfocyty Treg zmodyfikowane za pomocą technologii CAR oraz wielokrotnie modyfikowane, allogeniczne limfocyty CAR-Treg. Innowacyjne terapie oparte na indukcji i wzmacnianiu mechanizmów regulacji immunologicznej są niezbędne do skuteczniejszego leczenia chorób autoimmunologicznych o złożonej etiopatogenezie. Bardzo się cieszę z możliwości wspierania firm Immuthera i PolTREG w rozwoju i komercjalizacji przełomowych terapii opartych na zmodyfikowanych limfocytach T regulatorowych dla potrzebujących pacjentów. Znajdujemy się w punkcie zwrotnym dla tej dziedziny i mam ogromne zaufanie do zespołu PolTREG, zarządzanego przez prof. Piotra Trzonkowskiego, który jest doskonale przygotowany do ekspansji na rynek amerykański.” – komentuje dr Adrian Bot.

Dr Bot jest doświadczonym i uznanym liderem w dynamicznie rozwijającej się dziedzinie terapii komórkowych i genowych. Bardzo się cieszę że nasz zespół będzie wzbogacony o tak renomowane nazwisko. Dwukrotnie współodpowiadał za opracowanie przełomowych innowacji w terapiach komórkowych, w zakresie inżynierii komórek CAR-T i technologii in-vivo. Znaczenie tych technologii zostało rynkowo potwierdzone poprzez transakcje przejęcia firm Kite Pharma i Capstan przez globalnych liderów na farmaceutycznych. Obydwie transakcje są do tej pory jednymi z największych na rynku.  Podzielamy wizję, że komórki regulatorowe T, których odkrycie zostało niedawno uhonorowane Nagrodą Nobla, stanowią kolejny przełom w terapiach komórkowych dla pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi i innymi schorzeniami. Doświadczenie doktora Bota oraz jego innowacyjne podejście naukowe i biznesowe będą nieocenione w naszej drodze do komercjalizacji terapii opartych na komórkach regulatorowych T. Liczymy na istotne wsparcie, zarówno w zakresie dalszego rozwoju naszych technologii, jak i w ich komercjalizacji. Z niecierpliwością czekamy na wkład i wskazówki doktora Bota w procesie wprowadzania naszych terapii na rynek amerykański oraz dalszego rozwoju terapii Treg i terapii opartych na komórkach Treg nowej generacji– mówi prof. Piotr Trzonkowski, założyciel i CEO PolTREG S.A.

PolTREG intensyfikuje swoją obecność na rynku amerykańskim. W ostatnich miesiącach zbudował Radę naukową Immuthera w oparciu o uznanych na świecie amerykańskich profesorów. Do grona partnerów PolTREG dołączyli też: amerykański bank inwestycyjny Noble Capital Markets, Inc. oraz firma Kinexum Services LLC, która wspiera PolTREG w procesie rejestracji terapii TREG w Stanach Zjednoczonych. W początku roku PolTREG rozpoczął również współpracę ze szwajcarską firmą Antion Biosciences, z którą rozwija nową generacją allogenicznych terapii Treg.

Świat nie zatrzyma ocieplenia bez radykalnych działań

Czy możemy jeszcze powstrzymać wzrost globalnej temperatury poniżej 1,5°C? To pytanie, które powraca co roku, gdy UNEP publikuje Emissions Gap Report – flagowy raport analizujący różnicę między tym, jak bardzo powinniśmy ograniczyć emisje gazów cieplarnianych, a tym, co realnie robimy jako społeczność międzynarodowa. EGR ukazuje się zawsze tuż przed kolejną Konferencją Stron (COP), stanowiąc nie tylko podsumowanie dotychczasowego wysiłku, ale także punkt odniesienia i – a może przede wszystkim – lustro, w którym odbija się stan globalnej woli politycznej. EGR nie mówi nam niczego abstrakcyjnego ani odległego. Mówi o nas. O tym, co robimy i czego wciąż nie robimy.

Raport „Emissions Gap Report 2025: Off Target” przynosi dwie wiadomości. Jedna z nich może wydawać się pozornie uspokajająca: przewidywane ocieplenie na koniec stulecia jest dziś szacowane niżej niż w raporcie z 2024 roku. Raport EGR2025 mówi, że jeśli krajowe zobowiązania klimatyczne (NDCs) złożone przez państwa w ramach Porozumienia Paryskiego zostaną w pełni wdrożone, globalne ocieplenie wyniosie około 2,3–2,5°C, zamiast 2,5–2,8°C prognozowanego rok wcześniej. EGR2025 mówi też, że w scenariuszu opartym jedynie na obecnych politykach, bez dodatkowych starań, temperatura wzrośnie o około 2,8°C, zamiast prognozowanego rok wcześniej 3,1°C. Zmiana więc jest – ale jest niewielka, a część tej poprawy wynika z aktualizacji przyjętej metodologii. Co więcej, wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Porozumienia Paryskiego w 2026 roku, podniesie prawdopodobnie te wartości ponownie (przewiduje się, że o 0,1°C). Innymi słowy: postęp jest, ale jest niezauważalny.

Druga wiadomość jest znacznie trudniejsza do przyjęcia. Utrzymanie wzrostu temperatury do 1,5°C – celu, który stał się symbolicznym minimum bezpieczeństwa dla ludzi i ekosystemów – jest nadal możliwe, ale wiąże się z koniecznością redukcji emisji o 55% do 2035 roku względem poziomów z 2019. To wymagałoby natychmiastowych i bezprecedensowych działań, szczególnie ze strony państw G20, które odpowiadają dziś za 77% globalnych emisji. Tymczasem, większość gospodarek nie jest nawet na ścieżce realizacji wcześniejszych celów na rok 2030, nie mówiąc już o ambitniejszych zobowiązaniach na lata kolejne.

Raport podkreśla, że „świat niemal na pewno przekroczy próg 1,5°C” w najbliższej dekadzie. To przekroczenie (overshoot) może być krótkotrwałe, jeśli natychmiast zintensyfikujemy wysiłki, ale powrót do poziomu poniżej 1,5°C będzie wymagał masowego wdrożenia usuwania CO₂ z atmosfery – zarówno naturalnego (np. odtwarzanie ekosystemów), jak i technologicznego, które jest wciąż niedojrzałe, kosztowne i obarczone niepewnością.

Jednocześnie raport pokazuje coś ważnego: mamy narzędzia. Dekada od przyjęcia Porozumienia Paryskiego przyniosła gwałtowny rozwój energetyki wiatrowej i słonecznej, spadek kosztów technologii niskoemisyjnych oraz rozwój ram prawnych i instytucjonalnych. Paradoks dzisiejszego momentu polega więc na tym, że wiemy, co i jak robić, ale brakuje nam politycznej woli.

Jak czytamy raporty i co się dzieje w naszej głowie?

Sposób, w jaki odbieramy komunikaty o stanie klimatu, jest równie ważny jak treść tych komunikatów. W doniesieniach prasowych po publikacji EGR2025 często pojawiała się fraza: „świat prawdopodobnie nie zatrzyma ocieplenia na poziomie 1,5°C”. Choć jest ona literalnie poprawna, niesie ze sobą psychologiczny ciężar dystansu. Teoria dystansu psychologicznego wyjaśnia, że im bardziej problem wydaje nam się odległy – czy to w czasie, w przestrzeni, w odpowiedzialności, czy w sposobie przedstawienia – tym mniej jesteśmy z nim związani emocjonalnie i tym mniejsza jest nasza gotowość do działania. Kryzys klimatyczny często przedstawiany jest właśnie w taki sposób: „do końca stulecia”, „o dwa stopnie”, „świat nie zdoła…”. To język, który oddala, zamiast przybliżać. Zamiast pobudzać zaangażowanie, działa jak mgła – rozmywa relację między tym, kto jest zagrożony, i tym, kto ma działać.

W konsekwencji, raporty które mają nas mobilizować, stają się serialem katastroficznym oglądanym z fotela. Powstaje bezradność, która jest zakaźna w taki sposób, że rodzi bierność, a bierność staje się społecznie zarażalną normą. Tymczasem sens raportów UNEP polega na czymś przeciwnym – na przywracaniu sprawczości. Gdy raport mówi, że „świat nie zdąży”, należy czytać to jako: MY nie zdążymy, jeśli teraz MY nie zmienimy sposobu działania. Częścią tego równania jest również każde „ja” – ja jako obywatelka czy obywatel, wyborczyni czy wyborca, pracownica czy pracownik instytucji, konsumentka czy konsument, członkini i członek wspólnoty.

Dodatkowo, działają nasze zniekształcenia poznawcze, które z jednej strony chronią nas przed przytłaczającym lękiem, ale z drugiej strony utrwalają bierność. Jednym z nich jest iluzja skali – przekonanie, że Ziemia jako system jest tak ogromna, że ludzkie działania nie mogą jej realnie zagrozić. To efekt naszej trudności w wyobrażeniu sobie skutków skumulowanych, powtarzanych miliardy razy drobnych decyzji. Kolejnym mechanizmem jest dyskontowanie czasu przyszłego – skłonność, by nadawać mniejszą wagę zarówno zagrożeniom, jak i konsekwencjom dzisiejszych wyborów, które wydają się odległe w przyszłości. Nawet jeśli wiemy, że skutki zmiany klimatu już są tu i teraz, sposób ich przedstawiania w komunikacji często przenosi nas myślowo w odległe dekady. W efekcie problem nie wydaje się pilny.

Istotną rolę odgrywa także rozproszenie odpowiedzialności. Kiedy używamy słowa „świat”, sugerujemy, że za sytuację odpowiada jakaś abstrakcyjna, zbiorowa jednostka – nie konkretni ludzie, społeczności, rządy, firmy czy my sami. To pozwala odsunąć od siebie niewygodne poczucie winy, ale jednocześnie odbiera poczucie sprawczości – jeśli „świat” ma działać, to ja mogę pozostać widzem. Mogę usiąść w fotelu, patrzeć na katastrofę i mieć poczucie, że to nie ode mnie zależy bieg wydarzeń.

Właśnie w tym miejscu powstaje pułapka bezradności. Nasze umysły bronią się przed emocjonalnym ciężarem kryzysu – i ta obrona przynosi chwilową ulgę, ale kosztuje nas utratę zdolności do mobilizacji. Raport UNEP, zamiast impuls do działania, zostaje przyswojony jak kolejny odcinek serialu: „coś się dzieje gdzieś, w wielkiej skali, poza mną”. A im bardziej czujemy, że nie mamy wpływu, tym mniej działamy – a im mniej działamy, tym większy staje się masz dystans. To błędne koło, które można przerwać tylko wtedy, gdy język komentowania wniosków z raportu zmieni się z języka obserwatorów na język współuczestników.

Raport jako wezwanie

Emissions Gap Report nie powstał po to, by opisać koniec świata. Powstał po to, by zakwestionować samozadowolenie. Ma niepokoić, ale nie paraliżować. Ma wymagać wysiłku, ale nie odbierać nadziei. Mamy już dowody, że zmiana jest możliwa: technologicznie, ekonomicznie, kulturowo. Potrzebne jest tylko jedno – podtrzymanie wiary, że działanie ma sens, nawet gdy skala wyzwania jest ogromna.

Jeśli więc pytamy: czy możemy jeszcze powstrzymać ocieplenie? – pytamy tak naprawdę: czy potrafimy działać razem? Wbrew zmęczeniu. Wbrew polaryzacji. Wbrew cynizmowi. Nie ma dziś większej próby dla globalnej solidarności.

Polskie wynalazki? Większość z nas je zna – ale nie wie, że są… nasze

Ponad połowa Polaków czuje dumę z rodzimych innowacji, ale co dziesiąty nie odczuwa jej w kontekście polskich odkryć i technologii – wynika z badania przeprowadzonego przez Grupę 4P na zlecenie Fundacji WłączeniPlus. Aż 45 proc. badanych przyznaje, że po raz pierwszy zetknęło się z przykładami polskich wynalazków dopiero podczas ankiety, a 27 proc. znało je, lecz nie wiedziało, że pochodzą z Polski. Zbliżające się Święto Niepodległości skłania do refleksji nad tym, czym dziś jest patriotyzm. Wyniki badania pokazują, że o polskich sukcesach nadal mówi się zbyt rzadko, a wiedza o nich nie jest powszechna. 

Narodowe Święto Niepodległości jest okazją do rozmów o tym, czym dziś jest duma z bycia Polką i Polakiem – także w wymiarze naukowym i technologicznym. W ramach kampanii We Did It In Poland, promującej polskie innowacje oraz dumę narodową, Fundacja WłączeniPlus sprawdziła, jak Polacy postrzegają osiągnięcia naszego kraju w dziedzinie innowacji. Wyniki badania przeprowadzonego przez Grupę 4P pokazują, że choć ponad połowa respondentów czuje dumę z polskich innowacji, wciąż duża część społeczeństwa nie ma o nich wystarczającej wiedzy. 

Co dziesiąty Polak nie czuje dumy z polskich odkryć i technologii

Najnowsze badanie przeprowadzone przez Grupę 4P na zlecenie Fundacji WłączeniPlus wskazuje, że 52 proc. uczestników badania czuje dumę myśląc o współczesnych polskich innowacjach (16 proc. – zdecydowanie tak, 36 proc. – raczej tak). W pokoleniu baby boomer (61-70 lat) jest to aż 60 proc. Jednocześnie wśród wszystkich badanych co dziesiąta osoba deklaruje, że nie czuje dumy z polskich innowacji, a 38 proc. nie jest w stanie określić swoich odczuć w tym kontekście.

Niemal co drugi badany styka się z informacjami o polskich rozwiązaniach tylko czasami

Blisko co ósmy badany (12 proc.) deklaruje, że bardzo często spotyka się z informacjami o polskich innowacjach, nowoczesnych technologiach, rozwiązaniach biznesowych tworzonych przez Polaków. Wskazuje to większy odsetek mężczyzn – 16 proc., a mniejszy kobiet – 9 proc. Blisko połowa (48 proc.) respondentów przyznaje, że ma z nimi do czynienia tylko czasem. Ponownie częściej deklarują to mężczyźni (55 proc.), rzadziej kobiety (42 proc.). 

Co piątego Polaka nie interesuje temat polskich osiągnięć

Z kolei 17 proc. uczestników badania wskazuje, że praktycznie nie spotyka się z informacjami o polskich innowacjach oraz osiągnięciach współczesnych polskich przedsiębiorców i naukowców. Ponad ⅕ ankietowanych (22 proc.) wskazuje natomiast, że trudno im odpowiedzieć, ponieważ nie interesuje ich ten temat – deklaruje to 30 proc. kobiet i 14 proc. mężczyzn. 

Wyniki badania pokazują, że wciąż zbyt rzadko dostrzegamy własne sukcesy i nie zawsze wierzymy w to, że to, co tworzymy w Polsce, może być powodem do dumy. Przez lata nauczyliśmy się podziwiać świat, ale za mało mówimy o tym, że sami jesteśmy jego ważną częścią. Warto pamiętać, że siła kraju to nie tylko jego historia, lecz także codzienna praca ludzi, którzy rozwijają technologie, naukę i kulturę. A przecież dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy wiary w nasz wspólny potencjał i sprawczość – komentuje Olga Kozierowska, pomysłodawczyni kampanii We Did It In Poland, prezeska Fundacji WłączeniPlus. Jeszcze w tym miesiącu startujemy z kampanią edukacyjną skierowaną do dzieci i młodzieży, bo to właśnie od najmłodszych lat warto budować dumę z polskich osiągnięć i przekonanie, że możemy zmieniać świat.

Z wcześniejszego badania Fundacji WłączeniPlus wynika, że 78 proc. respondentów pod wpływem kampanii We Did It In Poland dostrzega większy potencjał Polski i Polaków. Z kolei wśród 69 proc. ankietowanych kampania wpłynęła na sposób myślenia o naszym kraju i rodakach.

Mężczyźni częściej deklarują znajomość polskich wynalazków i innowacji niż kobiety

W badaniu pokazano ankietowanym wybrane wynalazki i zapytano, czy je znają oraz czy wiedzą, że pochodzą z Polski. Wyniki wskazują, że 27 proc. respondentów znało niektóre z prezentowanych innowacji, jednak nie miało świadomości, że są polskie. Co piąty badany znał niektóre z nich i miał świadomość, że są to polskie wynalazki. Częściej wskazują to mężczyźni (25 proc.), rzadziej kobiety (15 proc.). Aż 45 proc. uczestników badania przyznało, że spotyka się z przykładowymi polskimi innowacjami po raz pierwszy, częściej deklarują to kobiety (50 proc.) niż mężczyźni (39 proc.). 

NBP wysyła jastrzębi sygnał – rynek reaguje spokojnie, mimo rosnących napięć globalnych

Wczorajsza konferencja szefa NBP przybliżyła nas do końca cyklu… dostosowania stóp procentowych. Negatywny sygnał handlowy nadszedł z Chin, a lekko pozytywny z Niemiec. Piątkowa sesja zaczyna się w otoczeniu coraz większej niepewności.

Jastrzębie cięcie wspomaga PLN

Wczorajsza konferencja prezesa NBP nie przyniosła natychmiastowych mocnych impulsów. Prof. Adam Glapiński raz jeszcze podkreślał, że w Polsce nie mamy do czynienia z cyklem obniżek stóp procentowych (mimo że w tym roku w pięciu ruchach stopa referencyjna spadła o 150 pb do 4,25%). Przewodniczący RPP zachował daleko idącą ostrożność w określaniu dalszej ścieżki postępowania decydentów. Używał ulubionego zwrotu bankierów centralnych „o podejmowaniu decyzji z posiedzenia na posiedzenie, zgodnie z napływającymi danymi”. Jednak z przekazu szefa NBP można było wnioskować, że „niecykl” dostosowania kosztu pieniądza jest już bliski końca. Prof. Glapiński podziękował Radzie i departamentom banku za ciężką pracę i wspólny sukces, którym jest sprowadzenie dynamiki cen w pobliże celu inflacyjnego. Można to było odebrać jako ogłoszenie końca walki ze zbyt wysoką inflacją, co należy interpretować jako zbliżające się osiągnięcie tzw. stopy neutralnej. Za potwierdzenie tego podejścia można uznać opublikowane dziś przez Bloomberga wypowiedzi innego członka RPP. Ludwik Kotecki stwierdził, że inflacja prawdopodobnie będzie nas dalej pozytywnie zaskakiwać, ale obniżki kosztu pieniądza powinny zakończyć się na początku przyszłego roku, na docelowym według niego poziomie 3,75%-4,00%. Wszystko powyższe składa się na tzw. jastrzębie cięcie w listopadzie. Czyli stopy zostały jeszcze obniżone, ale koniec ruchów jest już bliski, co ostatecznie w średnim terminie może wspierać złotego.

Dwa różne handlowe sygnały

Czyżby Chiny zaczęły odczuwać skutki wojny handlowej z USA? Zwolennicy takiej tezy znajdą dziś potwierdzenie w danych dotyczących październikowego bilansu handlowego z Państwa Środka. Import nie tylko był zdecydowanie niższy od poprzedniej publikacji, ale też od prognoz i wzrósł o skromne 1% w ujęciu rocznym. Było to najsłabsze wskazanie od maja. Jeszcze gorzej wygląda kwestia eksportu, który rok do roku… spadł o 1,1%. Jest to pierwszy spadek od maja, ale 2024 roku. Tutaj równie źle wygląda dynamika, ponieważ poprzednio zobaczyliśmy wzrost o 8,3%, a oczekiwania wskazywały na +3%. Czy to tylko wypadek przy pracy, czy może sygnał głębszych problemów chińskiej gospodarki? Zdecydowanie za wcześnie, aby o tym przesądzać, ale z pewnością otrzymaliśmy kolejny puzzel do układanki niepewności, która zaczyna dominować na rynkach. Główny indeks giełdy w Szanghaju spadł o jeszcze skromne 0,25%, ale już mocniej eksponowany na kapitał zagraniczny Hongkong zsunął się o 1%. Na rynku walutowym efektem publikacji było zakończenie dwudniowego umocnienia juana, ale odbicie pozostaje umiarkowane, USD/CNY jest wciąż poniżej 7,13 ¥.

Zupełnie inny sygnał handlowy napłynął zza naszej zachodniej granicy (dane dotyczą września). Tam wskaźniki nie tylko były lepsze od poprzednich, ale też wyraźnie przebiły prognozy. Eksport w ujęciu miesięcznym wzrósł o 1,4%, a import aż o 3,1%. Niestety za Odrą nie powinni jeszcze otwierać szampana, bo po spojrzeniu na ostatnie kwartały zobaczymy, że lepsze miesiące cały czas przeplatają się ze słabszymi. Trudno w takim wypadku mówić o stabilizacji i wyłącznie pozytywnych perspektywach.

Rosnąca niepewność bez wpływu na PLN

Nastroje inwestorów pozostają napięte. Wall Street nie potrafi się podnieść z korekty, za którą odpowiada realizacja zysków, bądź też schłodzenie sentymentu wokół spółek technologicznych (a ich waga w indeksach cały czas rośnie). Teraz dodatkowym obciążeniem stają się spółki detaliczne, ponieważ dane publikowane przez prywatne instytucje pokazują na słabnący rynek pracy, a co za tym idzie na słabszego amerykańskiego konsumenta. Na azjatyckich giełdach dominowały spadki, otwarcie w Europie było jeszcze niezłe, ale im dalej w sesję, tym odbicia stają się coraz płytsze, o ile nie przeradzają się już w zniżki. W Warszawie WIG20 oscyluje wokół wczorajszego poziomu zamknięcia, ale akurat tutaj czwartkowa sesja była mocna (głównie dzięki bankom). Na rynku walutowym piątek zaczyna się spokojnie. Kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej 1,15 $, kurs EUR/PLN znajduje się poniżej 4,25 zł, a kurs USD/PLN jest blisko 3,68 zł.

Ceny ładowania aut elektrycznych w Polsce: od 0,70 do 3,59 zł/kWh – ranking operatorów

Ładowanie elektryka w Polsce to loteria cenowa – za tę samą ilość energii możesz zapłacić 42 lub 215 złotych. Najnowszy ranking ujawnia, że wybór stacji ładowania może oznaczać różnicę setek złotych miesięcznie dla przeciętnego kierowcy.

Najnowszy ranking cen ładowania samochodów elektrycznych w Polsce potwierdza znaczące zróżnicowanie stawek między operatorami. Pomimo zakończenia promocji na ORLEN Charge, w tym miesiącu nie było zbyt wielu zawirowań cenowych. Mimo to nadal rozbieżności pomiędzy operatorami są bardzo duże. W segmencie szybkiego ładowania HPC (≥150 kW) rozpiętość cenowa jest największa i wynosi od 0,70 zł/kWh na Superchargerach Tesli (tylko dla użytkowników Tesli) do 3,59 zł/kWh w sieci Shell Recharge. Wszystko zależy od lokalizacji stacji oraz godzin ładowania.

Ładowanie AC – stabilizacja przy wysokim poziomie

W kategorii ładowania prądem przemiennym (AC) liderem stał się ChargeEuropa z ceną 1,75 zł/kWh, niewiele drożej energię oferuje Polenergia eMobility (1,78 zł/kWh). Najwyższe stawki nieprzerwanie notuje Powerdot – 2,48 zł/kWh. Średnia cena w tym segmencie oscyluje w granicach 1,90 zł/kWh.

Szybkie ładowanie DC – Tesla poza konkurencją

Zdecydowanie większe zawirowania mają miejsce w przypadku ładowania DC do 150 kW. Bezkonkurencyjna pozostaje Tesla z minimalną ceną 0,90 zł/kWh (maksymalna – 1,90 zł/kWh).  Dla porównania, ładowanie u operatora Tauron może kosztować nawet 4,42 zł/kWh przy braku abonamentu, co stanowi prawie pięciokrotność najniższej stawki Tesli. Co więcej, operator z Ameryki jeszcze w październiku obniżył ceny ładowania 250 kW w jednej lokalizacji do poziomu 0,70 zł/kWh. Jednak trzeba zaznaczyć, aby naładować się na Superchargerach Tesli, trzeba posiadać samochód tej marki. Przynajmniej na razie.

Testy otwarcia Superchargerów Tesli dla wszystkich pojazdów elektrycznych w Polsce

6 listopada na kilka godzin na stronie Tesli i w aplikacji mobilnej, pierwsze dwie lokalizacje w Polsce (Warszawa-lotnisko i Rumia), otrzymały status otwarte dla wszystkich pojazdów elektrycznych, ujawniając wstępne stawki za kilowatogodzinę. W Warszawie, w godzinach nocnych można było naładować auto za 1,30 zł/kWh (1 zł/kWh dla użytkowników Tesli) oraz 2,30 zł/kWh w ciągu dnia (1,60 zł/kWh dla posiadaczy Tesli). Z kolei, jeśli chodzi o Rumię to cena za kWh dla wszystkich wyniosła 2,40  i 2,60 zł/kWh (dla posiadaczy Tesli ceny wynosiły odpowiednio 1,70 i 1,90 zł/kWh).

Po kilku godzinach testy zostały zakończone i opcja ładowania dla wszystkich pojazdów przestała być dostępna. Można zatem zakładać, że w niedalekiej przyszłości wybrane lokalizacje Superchargerów w Polsce będą dostępne dla wszystkich posiadaczy samochodów elektrycznych.

Ultraszybkie ładowanie HPC – przepaść cenowa się pogłębia

Segment ultraszybkiego ładowania (HPC ≥150 kW) pokazuje największe dysproporcje. Tesla oferuje rekordowo niską cenę 0,70 zł/kWh (na wybranych lokalizacjach, w wybranych godzinach), podczas gdy NOXO pobiera 3,49 zł/kWh, IONITY 3,50 zł/kWh, a Shell Recharge nawet 3,59 zł/kWh.

„Listopadowy ranking cen ładowania pokazuje postępującą polaryzację rynku. Różnica pomiędzy najdroższymi i najtańszymi operatorami się zwiększa. Stawka za ładowanie zależy już nie tylko od operatora, ale również od wybranej lokalizacji oraz pory dnia. Dodając do tego abonamenty u wybranych operatorów czy dostawców usług ładowania oraz czasowe promocje – dla przeciętnego użytkownika oznacza to chaos, który nie daje pewności jaki będzie finalny koszt ładowania. Różnica między najtańszym a najdroższym ładowaniem tego samego samochodu może wynieść w zależności od operatora i lokalizacji nawet 170 złotych przy ładowaniu 60 kWh baterii. Dlatego osoby, które chcą zaoszczędzić na ładowaniu, warto aby sprawdzały nasz ranking cen, a następnie wybrane lokalizacje na zaplanowanej trasie „ – wskazuje Łukasz Lewandowski, CEO EV Klub Polska.

„Warto zauważyć rosnącą rolę abonamentów i programów lojalnościowych. Operatorzy jak GreenWay oferują znaczące rabaty dla stałych klientów, podczas gdy ładowanie ad hoc u niektórych dostawców staje się nieprzyzwoicie drogie, przekraczając psychologiczną barierę 3 złotych za kWh. Niekonsekwencja polityk cenowych powoduje niezrozumienie rynku oraz rosnącą frustrację wśród użytkowników, którzy niczym na stacjach benzynowych chcieliby mieć przejrzystość cenową oraz różnice nieprzekraczające 20-30%” – komentuje Maciej Gis, kierownik portalu elektromobilni.pl.

Ranking cen ładowania, przygotowany przez Fundację EV Klub Polska oraz portal użytkowników samochodów elektrycznych elektromobilni.pl, aktualizowany jest cyklicznie co miesiąc. Ranking publikowany jest na stronach evklub.pl, elektromobilni.pl, w aplikacji EV Klub Polska oraz na profilach mediów społecznościowych.

Ranking Cen Ladowania

W październikowym rankingu uwzględniono stawki następujących operatorów: Tesla Supercharger, ChargeIn+, Ekoen, Enefit, ORLEN Charge, Polenergia eMobility, Eleport, Budimex Mobility, Tauron, Horyzont EV, MOYA energia, power dot, Greenway Polska, Shell Recharge, NOXO, IONITY, Lidl.

Ceny metali a produkcja przemysłowa: prognozy wskazują na globalne spowolnienie

Ceny surowców przemysłowych ulegają wahaniom od czasu eskalacji napięć handlowych w kwietniu 2025 r., ponieważ inwestujący w kontrakty na nie spodziewają się osłabienia popytu, także w kontekście zakłóceń podaży. Ogólnie rzecz biorąc, poziom globalnej produkcji przemysłowej wynikający z cen metali (miedzi i rudy żelaza) sugeruje, że produkcja przemysłowa „powinna” być o 2% do 10% niższa od obecnego poziomu. Historycznie ceny metali przemysłowych były dobrym prognostykiem globalnej produkcji przemysłowej (pamiętając, iż od 2021 r. ceny rudy żelaza i produkcja przemysłowa wydają się być bardziej rozbieżne).

  • Podczas gdy ceny złota rosną w obliczu rosnącej niepewności, ceny ropy spadły o 14%
    w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r.
    z powodu nadpodaży i słabego popytu. OPEC+ wstrzymało planowane podwyżki produkcji na początku 2026 r., aby uniknąć załamania cen, ale przy nadal wysokiej produkcji i słabym popycie spodziewamy się, że średnia cena ropy Brent wyniesie 69 USD/bbl w 2025 r. (spadek z 81 USD/bbl w 2024 r.), a w obecnej sytuacji istnieje ryzyko spadku naszej prognozy na 2026 r. do 66 USD/bbl.
  • Tymczasem ceny miedzi odbiły się po szoku związanym z „Dniem Wyzwolenia” (+25% od początku roku, powrót powyżej 10 000 USD/tonę), ponieważ seria zakłóceń w wydobyciu spowodowała ograniczenie podaży. Wyższe ceny miedzi powodują z kolei wzrost cen aluminium, ponieważ sektory takie jak motoryzacyjny coraz częściej przechodzą na stosowanie tańszego metalu – pomimo jego niższej przewodności.
  • Ogólnie rzecz biorąc, obecne ceny metali sugerują, że produkcja przemysłowa „powinna” być o 2% do 10% niższa niż obecny poziom. Spodziewamy się niewielkiego wzrostu cen metali nieszlachetnych o +3% w perspektywie całego 2025 r. a globalna produkcja przemysłowa powinna spowolnić do +2% r/r (w porównaniu z +3% w 2024 r.).

Ceny ropy pozostają pod silną presją nadwyżki podaży, a (słaby) popyt również nadal wpływa na nie negatywnie.  Ceny ropy wykazywały tendencję spadkową przez cały 2025 r., pod presją napięć handlowych i nadwyżki ropy, pomimo sporadycznych geopolitycznych skoków cen. Cena ropy Brent spadła o około 14% w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. w związku z dużą podażą i słabym popytem. Pod koniec października cena ropy Brent spadła na krótko do poziomu blisko 60 USD za baryłkę w związku z rosnącymi obawami o nadwyżkę podaży. Ceny ropy naftowej wykazywały tendencję spadkową przez cały 2025 r. (-14% w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r.; blisko 60 USD za baryłkę pod koniec października) pod presją napięć handlowych i nadwyżki ropy naftowej, pomimo sporadycznych geopolitycznych skoków cen.

Na początku kwietnia ceny ropy spadły do najniższego poziomu od 2021 r. po tym, jak eskalacja ceł między Stanami Zjednoczonymi a Chinami wywołała obawy przed gwałtownym globalnym spowolnieniem gospodarczym. Jednak producenci z OPEC+ agresywnie wycofali się z wcześniejszych cięć, zwiększając od kwietnia cele produkcyjne o około 3 mln baryłek dziennie (około +2,5% globalnej podaży). Ta nadwyżka ropy znacznie przewyższyła wzrost popytu, który wynosi poniżej 1 mln baryłek dziennie, pozostawiając rynek zalany nadwyżką. W październiku spadek cen ropy Brent zmusił OPEC+ do „ustąpienia”: kartel wstrzymał planowane podwyżki produkcji na początek 2026 r., aby uniknąć załamania cen. Ta zmiana polityki, wraz z nowymi sankcjami USA na eksport rosyjskiej ropy, w opinii Allianz Trade pomogła w niewielkim odbiciu cen ropy do około 65 USD/bbl na początku listopada. Niemniej jednak, przy nadal wysokiej produkcji i słabym popycie, równowaga rynkowa pozostaje krucha. Stwierdzamy, że w ostatnim okresie czynniki związane z podażą i popytem na ropę przyczyniły się do spadku cen ropy o około 8-9 USD/bbl w ciągu ostatnich 12 miesięcy (wykres 1). W perspektywie długoterminowej cena ropy Brent powinna wynieść średnio 69 USD/bbl w 2025 r.[1] (spadek z 81 USD/bbl w 2024 r.).

Wykres 1: Analiza czynników wpływających na szok cenowy ropy naftowej

Wykres 1: Analiza czynników wpływających na szok cenowy ropy naftowej

Źródło: Allianz Trade Research

Ceny niektórych metale przemysłowych nie uległy pesymistycznym nastrojom dzięki ich (metali) ograniczonej podaży, a nie dzięki silnemu popytowi. Ceny surowców przemysłowych wahają się od kwietnia 2025 r., ponieważ inwestorzy rozważają osłabienie popytu w kontekście zakłóceń podaży (patrz wykres 2). Ceny metali nieszlachetnych początkowo spadły w II kwartale 2025 r. w wyniku tych samych obaw o recesję, które dotknęły ropę naftową. W kwietniu miedź spadła do najniższego poziomu od 17 miesięcy, ponieważ inwestorzy przygotowywali się na globalny spadek produkcji przemysłowej. Jednak w połowie roku sytuacja uległa zmianie. Seria zakłóceń w wydobyciu spowodowała, że rynek miedzi przeszedł z oczekiwanej nadwyżki do deficytu, co wywołało gwałtowny wzrost cen. Od początku roku miedź podrożała o około 25%, powracając do poziomu powyżej 10 000 USD za tonę – najwyższego od ponad 16 miesięcy. Wzrost ten można przypisać głównie wypadkom w głównych kopalniach w Indonezji, Kongo i Chile, które spowodowały znaczny spadek produkcji, powodując ograniczenie podaży wcześniej niż przewidywano. Ceny aluminium również wykazywały ostatnio tendencję wzrostową, również w wyniku wysokich cen miedzi, ponieważ aluminium może być stosowane jako tańszy substytut miedzi, choć ma mniejszą przewodność. Na przykład coraz więcej firm z branży motoryzacyjnej zastępuje miedź aluminium (do 10% objętości). Tymczasem ceny rudy żelaza były stosunkowo stabilne w ciągu roku; po spadku w II kwartale 2025 r. ceny odrobiły straty i obecnie oscylują wokół poziomu ze stycznia w wyniku słabego popytu ze strony branż końcowych, takich jak motoryzacja i budownictwo.

Wykres 2: Indeksy cen surowców S&P GSCI (styczeń 2025 r. = 100)

Wykres 2: Indeksy cen surowców S&P GSCI (styczeń 2025 r. = 100)

Źródła: LSGE Datastream, Allianz Trade Research

Obecne ceny metali w opinii Allianz Trade sugerują spowolnienie tempa wzrostu globalnej produkcji przemysłowej do +2% r/r z +3% w 2024 r. Ogólnie rzecz biorąc, poziom globalnej produkcji przemysłowej wynikający z cen metali sugeruje, że produkcja przemysłowa „powinna” być o 2% do 10% niższa od obecnego poziomu, odpowiednio w oparciu o ceny miedzi i rudy żelaza. Historycznie ceny metali przemysłowych były dobrym wskaźnikiem prognozującym globalną produkcję przemysłową (patrz wykres 3). Niemniej jednak od 2021 r. ceny rudy żelaza i produkcja przemysłowa wydają się coraz bardziej rozbieżne. Zgodnie z cenami rudy żelaza albo muszą one nadrobić zaległości, albo aktywność produkcyjna powinna spaść. Ogólnie rzecz biorąc, w Allianz Trade spodziewamy się, że ceny metali nieszlachetnych odnotują niewielki wzrost o +3% w 2025 r., podczas gdy szacujemy, że globalna produkcja przemysłowa powinna spowolnić do +2% r/r (w porównaniu z +3% w 2024 r.).

Rysunek 3: Globalna produkcja przemysłowa i produkcja wynikająca z cen metali

Rysunek 3: Globalna produkcja przemysłowa i produkcja wynikająca z cen metali

Źródła: MFW, Allianz Trade Research

[1] Podążamy za Kilianem i innymi (2011) i szacujemy model SVAR w celu rozłożenia wpływu różnych wstrząsów na ceny ropy naftowej. Model ten został zaprojektowany w celu analizy wpływu trzech kluczowych wstrząsów na realną cenę ropy naftowej: wstrząsów podaży ropy (zakłócenia w produkcji ropy naftowej), wstrząsów popytu zagregowanego (globalna aktywność gospodarcza wpływająca na popyt na surowce) oraz wstrząsów popytu na ropę (zmiany popytu zapobiegawczego spowodowane niepewnością co do przyszłego popytu na ropę).

Kluby seniora z osobowością prawną – projekt ustawy trafia do konsultacji

0

Dziś w sejmie odbyła się konferencja prasowa poświęcona projektowi ustawy o klubach seniora. Nowa ustawa ma na celu uregulowanie statusu klubów seniora oraz stworzenie im realnych możliwości działania i finansowania. Jak podkreśliła Agnieszka Buczyńska, społeczeństwo w Polsce szybko się starzeje – do 2050 roku osoby w wieku senioralnym będą stanowiły 40% populacji.

Kluby seniora są dziś dla całego systemu niewidoczne. Nie posiadamy żadnego rejestru klubów seniora, przez co nie nie mogą one wnioskować o żadne dotacje z budżetu państwa, w związku z czym nie mają żadnych środków na wsparcie swojego codziennego funkcjonowania. Musimy to zmienić – powiedziała podczas konferencji prasowej posłanka Polski 2050, Agnieszka Buczyńska.

Założenia ustawy

Projekt ustawy wprowadza prosty system rejestracji klubów seniora i nadaje im osobowość prawną, co pozwoli im wreszcie funkcjonować w sposób sformalizowany i transparentny.
Zgodnie z propozycją:

  • Klub seniora będzie mogła założyć grupa co najmniej 10 osób powyżej 60. roku życia,
  • Rejestr klubów będzie prowadzony przez wojewodów,
  • Po zarejestrowaniu klub uzyska osobowość prawną,
  • Każdy klub otrzyma roczne wsparcie finansowe w wysokości co najmniej 5 tysięcy złotych, które będzie można przeznaczyć m.in. na spotkania, warsztaty, poczęstunki czy wynajem lokalu.

Co się zmienia

Ustawa ma wprowadzić realną zmianę w funkcjonowaniu klubów seniora. Po raz pierwszy powstanie krajowy rejestr klubów seniora, który umożliwi objęcie ich systemowym wsparciem finansowym. Dzięki temu rząd i samorządy zyskają pełniejszy obraz aktywności senioralnej w Polsce, a same kluby będą mogły rozwijać działalność społeczną, edukacyjną i integracyjną.

Marcin Skonieczka podkreślił, że kluby seniora mają ogromny wpływ na aktywizację osób starszych i przeciwdziałanie ich wykluczeniu – Gdy przez 13 lat byłem wójtem gminy Płużnica, powstało 14 klubów seniora. Dzięki tym klubom, osoby starsze wyszły z domu, spotkały swoich znajomych i zaktywizowały się. To były indywidualne doświadczenia, gdzie wiele osób mówiło, że ta inicjatywa zmieniła ich życie. Ta ustawa ułatwi powstawanie klubów seniora i umożliwi aktywizację setek tysięcy seniorów w całej Polsce.

Finansowanie i dalsze kroki

Koszt realizacji ustawy oszacowano na około 100 milionów złotych rocznie. Środki mają pochodzić z dodatkowych przychodów budżetowych, m.in. z podatku od banków. Projekt trafi teraz do konsultacji społecznych. Polska 2050 zaprasza wszystkie środowiska senioralne do zgłaszania uwag i rekomendacji. Celem jest, by ustawa mogła wejść w życie jak najszybciej i stać się realnym wsparciem dla tysięcy klubów seniora w całej Polsce.

Złoto wchodzi w fazę konsolidacji. Co dalej z ceną kruszcu?

Po wielu tygodniach wzrostów rynek złota złapał oddech – ale to raczej pauza niż zakończenie trendu. Eksperci podkreślają, że fundamentalne czynniki wspierające popyt na złoto pozostają nienaruszone, a początek przyszłego roku powinien przynieść kolejny wzrost ceny królewskiego kruszcu.

Na początku października, po raz pierwszy w historii, cena złota przekroczyła poziom 4000 dolarów za uncję, osiągając nowy rekord i utrzymując się w okolicach tego pułapu przez cały miesiąc.

Według Michała Teklińskiego, eksperta Goldsaver i Goldenmark, obecna sytuacja na rynku złota to klasyczny przykład konsolidacji po silnym trendzie wzrostowym.

– Od kilku tygodni obserwujemy stabilizację ceny złota w przedziale 3900–4100 dolarów za uncję. To naturalny etap po dziewięciu tygodniach nieprzerwanych wzrostów, jaki widzieliśmy od końca sierpnia. Tego typu „oddechy” rynku bardzo często zapowiadają kolejny silny ruch w górę – komentuje Michał Tekliński.

Polityka, Fed i wojny handlowe: mieszanka niepewności

Ekspert Grupy Goldenmark podkreśla, że tegoroczne rekordy złota to przede wszystkim efekt geopolitycznej i gospodarczej niepewności. W Stanach Zjednoczonych trwa najdłuższy w historii shutdown, czyli częściowe zamknięcie instytucji federalnych z powodu braku budżetu.

Równocześnie prezydent Donald Trump kontynuuje agresywną politykę handlową, której legalność bada właśnie Sąd Najwyższy USA.

– Jeśli sąd orzeknie, że wprowadzone przez Trumpa taryfy były nielegalne, może to paradoksalnie wcale nie uspokoić rynków. Wręcz przeciwnie – zwiększy niepewność i może spowodować jeszcze większe wahania kursów. A w takich warunkach złoto historycznie radzi sobie najlepiej – mówi Tekliński.

Dodatkowym czynnikiem wpływającym na cenę złota są zapowiedzi możliwego cięcia stóp procentowych przez Fed jeszcze w tym roku. Rynek wycenia 70-procentowe prawdopodobieństwo takiej decyzji, mimo że Jerome Powell przestrzegał przed nadmiernym optymizmem.

– Złoto dobrze reaguje na środowisko niskich stóp procentowych. Jeśli realne oprocentowanie spada, rośnie atrakcyjność aktywów, które – jak złoto – nie przynoszą odsetek, ale chronią wartość pieniądza – dodaje ekspert Goldsavera.

Kto kupuje złoto?

Jak podkreśla Tekliński, fundamenty rynku złota pozostają bardzo silne. Banki centralne kontynuują zakupy na rekordowych poziomach, a fundusze ETF – mimo niewielkiej korekty – wciąż utrzymują historycznie wysokie zasoby.

– Widzimy kontynuację globalnego trendu dywersyfikacji rezerw. Coraz więcej krajów przenosi swoje złoto z USA i Londynu do Azji – niedawno Bank Centralny Kambodży ogłosił, że swoje nowe rezerwy będzie przechowywał nie w Nowym Jorku, ale w Szanghaju. To symboliczne, ale znaczące przesunięcie wpływów na światowym rynku – zwraca uwagę ekspert Grupy Goldenmark.

Z kolei w Chinach wprowadzone ostatnio regulacje podnoszące podatki na biżuterię mogą sprawić, że popyt na złoto inwestycyjne – sztabki i monety – jeszcze wzrośnie.

W Polsce również widać zwiększony apetyt na złoto. Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła kolejne cięcie stóp procentowych, co sprzyja poszukiwaniu alternatywnych form oszczędzania.

– Prezes NBP Adam Glapiński przypomniał, że Polska zwiększyła swoje rezerwy zaledwie z 14 ton w 1996 roku do ponad 515 ton obecnie i planuje dalsze zakupy. Ambicją jest, by jedna trzecia całego złota znajdowała się fizycznie w kraju. To pokazuje, że nawet bank centralny stawia na realne aktywa, które są odporne na wstrząsy gospodarcze – mówi Tekliński.

Co dalej z ceną złota?

Ekspert Goldsavera i Goldenmarku podkreśla, że okresy konsolidacji zwykle kończą się kolejnym impulsem wzrostowym.

– Prognozy analityków, m.in. z Saxo Banku czy ING, wskazują, że w pierwszych miesiącach 2026 roku możemy zobaczyć kolejny rajd cenowy. Fundamenty popytowe są silne, a polityczna niepewność nie zniknie – złoto pozostaje jednym z najbardziej odpornych aktywów w niestabilnych czasach – podsumowuje Michał Tekliński.

Rynek złota kończy rok w stanie równowagi – po dynamicznych wzrostach przyszedł czas na konsolidację, ale wszystkie sygnały makroekonomiczne wskazują, że złoto utrzymuje status strategicznego aktywa ochronnego.

Konferencja The Global Leadership Summit 2025 już wkrótce w Warszawie

Już 14–15 listopada 2025 roku w Warszawie odbędzie się jedna z najważniejszych konferencji dotyczących przywództwa w biznesie – The Global Leadership Summit 2025. Tegoroczna edycja skierowana jest do przedsiębiorców, menedżerów i osób odpowiedzialnych za rozwój organizacji, którzy chcą pogłębić swoje kompetencje w zakresie odpowiedzialnego i wartościowego przywództwa.

Dlaczego warto?

W dobie dynamicznych zmian gospodarczych i społecznych biznes potrzebuje liderów, którzy potrafią podejmować decyzje z myślą nie tylko o zyskach, ale też o ludziach i społeczeństwie. Summit to przestrzeń, gdzie inspiracja spotyka się z praktyką — uczestnicy wezmą udział w prelekcjach i interaktywnych warsztatach przy okrągłych stołach, sprzyjających wymianie myśli i budowaniu wartościowych relacji biznesowych.

Kogo będzie można usłyszeć?

Wśród prelegentów znajdą się uznani eksperci z zagranicy oraz polscy liderzy, m.in.:

  • bp Artur Ważny – ordynariusz sosnowiecki
  • Piotr Gąsiorowski – prezes Instytutu Przywództwa
  • Andrzej Sobczyk – przedsiębiorca, twórca grupy Rafael

Szczegóły wydarzenia:

  • 🗓️ 14–15 listopada 2025
  • 📍 al. Komisji Edukacji Narodowej 101, Warszawa
  • 🌐 Rejestracja i bilety: gls.org.pl

Od 1995 roku The Global Leadership Summit jednoczy liderów z ponad 100 krajów, pomagając im otwierać się na nowe perspektywy i inspirować do przywództwa opartego na wartościach. W tym roku dołącza do nich Warszawa. Nie przegap tej wyjątkowej szansy!

Polska starzeje się i kurczy szybciej, niż sądzono. W 2060 roku będzie nas tylko 28,4 mln?

Główny Urząd Statystyczny opublikował nową symulację liczby ludności Polski do 2060 roku – i wyniki, choć eksperymentalne, dają sporo do myślenia. Jeśli dzietność pozostanie na obecnym, rekordowo niskim poziomie (1,10 dziecka na kobietę), to za niewiele ponad 30 lat Polska może liczyć tylko 28,4 miliona mieszkańców. To aż o 2,5 miliona mniej niż w dotychczasowych prognozach z 2023 roku .

Dlaczego ta symulacja powstała?

Powód jest prosty: rzeczywistość szybko rozjeżdża się z wcześniejszymi założeniami. Polki rodzą mniej dzieci niż przypuszczano jeszcze w zeszłym roku, a jednocześnie żyjemy dłużej niż przewidywały wcześniejsze prognozy. GUS postanowił więc przetestować nowe scenariusze – i zobaczyć, jak mogą zmienić się liczba i struktura ludności.

Trzy scenariusze przyszłości:

  1. Niska dzietność cały czas – zostajemy na poziomie 1,10 TFR do 2060 r.
  2. Dłuższe życie – zakładamy, że będziemy żyć jeszcze dłużej niż w prognozie z 2023 r.
  3. Miks obu powyższych – czyli mało dzieci oraz większa długość życia.

W najczarniejszym scenariuszu – utrzymania bardzo niskiej dzietności – liczba ludności spadnie do 28,4 mln. Dla porównania: oficjalna prognoza sprzed roku mówiła o 30,9 mln mieszkańców w 2060 r. Nawet przy dłuższym życiu, bez większej liczby urodzeń, nie uda się utrzymać populacji na obecnym poziomie .

Starzenie społeczeństwa przyspieszy

Nie tylko będzie nas mniej – będziemy też dużo starsi. Już dziś wiemy, że Polacy żyją coraz dłużej, a liczba seniorów rośnie. Z symulacji GUS wynika, że w 2060 roku:

  • Osoby w wieku poprodukcyjnym (czyli 60+) będą stanowić ponad 40% społeczeństwa (w niektórych scenariuszach).
  • Liczba osób w wieku produkcyjnym (15–59 lat) spadnie nawet o 7–8 milionów.
  • Szczególnie zwiększy się liczba osób powyżej 70. roku życia, a grupa 90+ niemal się potroi.

To ogromne wyzwanie dla systemu emerytalnego, opieki zdrowotnej, a także całej gospodarki, która opiera się przecież głównie na aktywnych zawodowo.

GUS: „To tylko eksperyment, nie nowa prognoza”

Urząd wyraźnie podkreśla, że te wyniki nie zastępują oficjalnej prognozy, lecz mają zwrócić uwagę na możliwe konsekwencje niższej dzietności i wydłużania się życia. Cytując GUS:

„Wyniki symulacji mają charakter eksperymentalny, pokazują kierunki zmian i nie powinny być używane jako miarodajne dane do podejmowania wiążących decyzji.”

 

Źródło danych GUS (opracowanie eksperymentalne, 06.11.2025 r.)

Październik na rynku pierwotnym: deweloperzy ostrożni, a klienci czujni

Po trzech miesiącach mocnych wzrostów sprzedaży mieszkań deweloperskich, październik przyniósł lekkie wyhamowanie, ale nie spadek. Sprzedaż była o 27% wyższa niż rok wcześniej, choć o 9% niższa niż we wrześniu. Efekt zaskoczenia po obniżkach stóp procentowych słabnie, ale kupujący nie wycofują się z rynku. W tle wciąż utrzymuje się bardzo wysoka oferta przekraczająca 62 tys. mieszkań oraz stabilne ceny. To wszystko buduje obraz końcówki roku pod znakiem ostrożnego optymizmu,  szczególnie po stronie sprzedaży.

Koniec euforii po obniżkach stóp procentowych ?

Po wyjątkowo dobrym sprzedażowo, na tle wcześniejszych miesięcy, wrześniu (po korektach 4,1 tys. mieszkań sprzedanych) w październiku sprzedaż mieszkań deweloperskich była niższa, ale i tak okazała się o 27% lepsza od tej z października 2024 roku. Wstępne dane wskazują na 4 tys. mieszkań sprzedanych na 7 największych rynkach w Polsce.

Pierwszy raz w tym roku dane z monitoringu rynku mieszkaniowego negatywnie zweryfikowały tezę, że obniżka stóp procentowych wywołuje skokowy wzrost liczny sprzedanych mieszkań w stosunku do poprzedniego miesiąca. Warto jednak zauważyć, że również pierwszy raz w tym roku mieliśmy do czynienia z obniżkami następującymi miesiąc po miesiącu i październikowa decyzja RPP wpisywała się w rozpoznany już przez rynek cykl obniżek. Zatem efekt zaskoczenia, który po poprzednich obniżkach pobudzał potencjalnych nabywców do finalizowania zakupu mieszkania, nie miał już tak dużej siły oddziaływania – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Październikowe wyniki monitoringu rynku deweloperskiego, choć niższe niż we wrześniu, wpisują się w obserwowaną od kilku miesięcy przez analityków Otodom tendencję stopniowego wzrostu skłonności kupujących do finalizacji decyzji o zakupie. Umacnianiu tego trendu sprzyjają rosnąca zdolność kredytowa, stabilizacja cen mieszkań oraz wzrost zaufania do rynku deweloperskiego, będący efektem sprawnego dostosowania się deweloperów do przepisów o jawności cen.

Zaskakująco stabilna oferta

Również liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży okazała się niższa niż we wrześniu. Jednak w przypadku nowej podaży można raczej mówić o stabilizacji. W październiku deweloperzy rozpoczęli sprzedaż o 1% mniejszej liczby mieszkań niż miesiąc wcześniej, co oznacza zaledwie kilkadziesiąt nowych mieszkań mniej niż we wrześniu.

Z kolei po stronie popytowej różnica między wynikami z października i września (przed korektą) była większa i sięgnęła -9%. W efekcie przewaga bieżącego popytu (sprzedaż) nad bieżącą podażą (wprowadzenia) była mniejsza niż we wrześniu i sięgnęła  850 jednostek.

Tym samym liczba dostępnych mieszkań na 7 największych rynkach w Polsce pozostaje na bardzo wysokim poziomie i wynosi 62,1 tys. lokali. Po doliczeniu mieszkań zarezerwowanych (takich, które w momencie zakończenia badania nie były ani sprzedane, ani dostępne w ofercie) potencjalny nabywca ma do wyboru ponad 68,5 tys. lokali oferowanych przez deweloperów w największych miastach. Co może zaskakiwać, mimo trzymiesięcznej przewagi popytu nad podażą, całkowita oferta utrzymuje się na względnie niezmiennym poziomie. Eksperci wskazują na co najmniej dwa powody tego zjawiska.

Pierwszym z nich jest to, że obok lokali dostępnych w sprzedaży funkcjonuje pula zarezerwowanych, która podlega dynamicznym zmianom. Zdarza się, że zarezerwowane mieszkanie wraca do oferty w trakcie miesiąca, zwiększając liczbę dostępnych lokali. Podobnie, do sprzedaży trafiają ponownie mieszkania, które wcześniej miały status sprzedanych, co również wpływa na wzrost oferty.

Utrzymywanie się liczby mieszkań oferowanych przez deweloperów na stałym poziomie wynika również z zawirowań związanych z wejściem w życie przepisów o jawności cen. Firmy deweloperskie wciąż dostosowują swoje strategie sprzedażowe, zwłaszcza w segmencie lokali luksusowych. W odpowiedzi na nowe regulacje wiele z takich mieszkań zostało zaprezentowanych na stronach internetowych, co przełożyło się na wzrost widocznej oferty. Jednak nie wszyscy deweloperzy podjęli już ostateczne decyzje dotyczące strategii sprzedaży w nowych realiach prawnych. Proces dostosowywania rynku do obowiązujących przepisów nadal trwa, dlatego do końca 2025 roku można spodziewać się kolejnych, niejednokrotnie zaskakujących zmian – podkreśla Katarzyna Kuniewicz.Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperów (2)

Pula zarezerwowanych mieszkań na koniec października przekraczała 6,4 tys. lokali i była o 5% wyższa niż miesiąc wcześniej. W efekcie suma mieszkań pozostających obecnie w ofercie oraz tych w rezerwacji jest nieznacznie wyższa od odnotowanej w badaniu Otodom Analytics na koniec września.Mieszkania zarezerwowane i w ofercie

Bez spadków cen

Jednym z czynników, który może skłonić kupujących do podjęcia decyzji o zakupie mieszkania, jest stabilność cen – wyczekiwane przez wielu spadki nie następują. We wszystkich analizowanych miastach w październiku odnotowano lekkie korekty średnich cen mieszkań względem września, jednak żadna z nich nie przekroczyła jednak poziomu 2%. Dla osób wciąż liczących na korektę, może to być sygnał, że warto zakończyć poszukiwania i sfinalizować transakcję.

Z jakim wydatkiem musieli się liczyć kupujący własne „M” w październiku? W stolicy za metr kwadratowy nowego mieszkania trzeba było zapłacić średnio 17,4 tys. zł/mkw., co plasuje Warszawę na pierwszym miejscu wśród analizowanych miast. Niewiele taniej było w Trójmieście, gdzie średnia cena wyniosła 17,3 tys. zł, a na trzecim miejscu znalazł się Kraków z poziomem 16,5 tys. zł za mkw. W pozostałych dużych miastach ceny były nieco niższe – we Wrocławiu wynosiły średnio 14,4 tys. zł/mkw., w Poznaniu 13,5 tys. zł/mkw., a w Katowicach 12,7 tys. zł/mkw. Najbardziej przystępna cenowo pozostaje Łódź, gdzie średnia cena metra kwadratowego mieszkania deweloperskiego w październiku wynosiła 11,2 tys. zł/mkw.Ceny mieszkań na rynku deweloperskim (2)

Końcówka roku pod znakiem ostrożnego optymizmu

Wyniki sprzedaży na rynku deweloperskim z dwóch ostatnich miesięcy mogą być źródłem optymizmu firm deweloperskich w prognozach dotyczących ostatniego kwartału 2025 roku. Jednak po podażowej stronie rynku bardziej wyczuwalny jest niepokój i niepewność niż optymizm,  o czym świadczą liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w tym okresie.

Ten niepokój wśród firm deweloperskich może zaskakiwać w kontekście cyklu obniżek stóp procentowych, którego jesteśmy świadkami w kilku ostatnich miesiącach. Od maja do października RPP czterokrotnie podjęła decyzję o redukcji stóp procentowych. Każda z tych decyzji znajdowała swoje odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży. Czy zatem można oczekiwać że listopadowa, piąta już obniżka, będzie katalizatorem wzrostu sprzedaży?

-Listopadowa decyzja RPP z pewnością wzmocni dotychczasowe tendencje po stronie sprzedaży, jednak siła jej oddziaływania na rynek będzie z pewnością mniejsza niż obniżek z maja i lipca.  Efekt zaskoczenia, który towarzyszył tym pierwszym obniżkom oraz przekonanie, że więcej obniżek w tym roku nie będzie, były impulsem do zakończenia poszukiwań i sfinalizowania transakcji przez wielu kupujących. Obecne obniżki, w szczególności te trzy ostatnie następujące miesiąc po miesiącu, mogą wywołać po stronie popytowej odwrotny skutek – wstrzymanie się zainteresowanych zakupem mieszkania do czasu ustabilizowania się warunków kredytowych. Nie wolno jednak zapominać, że tradycją czwartego kwartału jest pojawienie na rynku mieszkaniowym akcji promocyjnych i okazyjnych rabatów, które wraz z wysoką ofertą mieszkań deweloperskich, mogą się okazać silniejszym argumentem niż wyczekiwanie przez pewną grupę  klientów na jeszcze niższe stopy procentowe  – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Cyfrowa transformacja w motoryzacji – pomiędzy stabilnością a innowacją

Cyfrowa transformacja w branży motoryzacyjnej nie jest już opcją – to konieczność. Jednak tempo i złożoność tej zmiany wymagają nie tylko odpowiednich technologii, ale przede wszystkim głębokiego zrozumienia zachodzących procesów, biorących w nich udział ludzi i całej masy danych. W obliczu rosnących wyzwań – takich jak zakłócenia w łańcuchach dostaw, presja kosztowa czy zmieniające się oczekiwania konsumentów – coraz więcej firm motoryzacyjnych w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej podejmuje działania restrukturyzacyjne i inwestuje w rozwiązania cyfrowe, które mają zapewnić im odporność i przewagę konkurencyjną.

Każdy, kto pracował przy projektowaniu i wdrożeniach produktów cyfrowych doskonale wie, jak ważna jest stabilność rozwiązania, jego performance oraz realna korzyść dla organizacji rekompensująca koszt developmentu i implementacji narzędzi.

Branża automotive należy do sektora, który opiera się na zawiłych procesach logistycznych, biznesowych, informatycznych i marketingowych. Każdy projekt transformacji zaczyna się więc od analizy całego ekosystemu digitalowego, a dopiero później przechodzi do wdrażania nowych rozwiązań. Przykładem takiej zmiany jest serwis Allegro, który z platformy ogłoszeniowej Customer-to-customer przekształcił się w największy e-commerce w CEE oraz ekosystem narzędzi analitycznych i sprzedażowych wspierających biznes.

Łącznik między danymi a doświadczeniem klienta

Cyfrowa zmiana to nie tylko wdrażanie nowych narzędzi, ale również redefinicja sposobu myślenia o kliencie i jego ścieżce zakupowej. Rola lidera transformacji polega na tym, by przetłumaczyć potrzeby użytkownika na język technologii. Kluczowe kompetencje to zrozumienie procesu, umiejętność odwzorowania ścieżki klienta i odzwierciedlenie jej w wewnętrznych procesach organizacji. Podejście proklienckie łączy perspektywę biznesową, technologiczną i doświadczeniową.

Tego typu przywództwo wymaga nie tylko wiedzy technologicznej, ale też empatii i zdolności komunikacyjnych. Transformacja to nie sprint, tylko maraton. Wymaga zaangażowania wielu działów i gotowości do nauki na każdym etapie.

Zmiana zaczyna się od ludzi

Wdrażanie technologii w dużych organizacjach niemal zawsze spotyka się z naturalnym oporem. Kluczem do sukcesu jest transparentność i otwarty dialog z zespołem. „Nowe jest wrogiem dobrego” – to myślenie, z którym spotykamy się w wielu firmach. Dlatego przy każdej zmianie staramy się prowadzić szerokie konsultacje i indywidualne rozmowy z jak największą liczbą interesariuszy.

Transparentna komunikacja, analiza SWOT projektu i włączenie zespołu w proces decyzyjny to działania, które działają w 99 na 100 przypadków. Równie ważna jak technologia jest więc kultura organizacyjna, która wspiera otwartość na zmianę. W Grupie Krotoski proces transformacji opiera się na diagnozie potrzeb na każdym poziomie – od użytkownika po zarząd – oraz edukacji i szkoleniach, które pozwalają zespołom zrozumieć sens nowych rozwiązań.

Trendy, które zmienią rynek dealerski

Największe znaczenie w nadchodzących latach będą miały rozwiązania, które upraszczają życie klienta i eliminują bariery w procesie zakupu i użytkowania auta. Rynek będzie podążał za konsumentem, który oczekuje prostoty, dostępności i bezpieczeństwa. Dywersyfikacja produktów i usług, które odpowiadają na różne potrzeby związane z posiadaniem auta, stanie się kluczowa. To nie tylko korzyść dla klienta, który poczuje się zaopiekowany, ale też dla biznesu, który w ten sposób zbuduje lojalność i zwiększy wartość Customer Life-time Value.

W 2024 roku w Polsce zarejestrowano ponad 4,1 mln pojazdów, a sprzedaż detaliczna w kategorii motoryzacyjnej wzrosła o 19,6% rok do roku. To pokazuje, że rynek już dziś reaguje na zmieniające się potrzeby konsumentów.[1]

W tym procesie rosnącą rolę odgrywa AI, automatyzacja i analityka predykcyjna. Przy dużych organizacjach, takich jak nasza, analityka danych i modele predykcyjne to konieczność, bo pozwalają przewidywać zachowania klientów i reagować na nie w czasie rzeczywistym.

Między tradycją a nowoczesnością

Grupa Krotoski to marka obecna na rynku od 40 lat – z doświadczeniem, które budzi zaufanie zarówno klientów, jak i partnerów. Dziś wyzwaniem jest połączenie tego tradycyjnego dorobku z nowoczesnością i cyfrowym podejściem. Celem jest maksymalne wykorzystanie potencjału marki – zarówno w wymiarze operacyjnym, jak i wizerunkowym. Grupa Krotoski ma być nie tylko liderem sprzedaży, ale też opinii – organizacją, która inspiruje i wyznacza kierunki zmian w branży.

[1] https://www.otomoto.pl/news/podsumowanie-rynku-motoryzacyjnego-otomoto-insights-2024

Do Grupy LUX MED dołącza sieć ośrodków psychoterapeutycznych Mental Path

Grupa LUX MED kontynuuje strategię rozwoju usług z zakresu opieki zdrowia psychicznego. Dzięki umowie podpisanej 6.11.2025 r. do LUX MED dołącza siedem wysokospecjalistycznych placówek Mental Path działających w pięciu miastach: Warszawie, Krakowie, Katowicach, Sopocie i Rzeszowie. W wyniku akwizycji firma podwoi ofertę opieki psychiatryczno-psychologicznej.

Mental Path Group to sieć ośrodków zdrowia psychicznego oferujących usługi na rynku prywatnym i dla klientów biznesowych, którą tworzy ponad 200 doświadczonych psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów. Ośrodki Mental Path funkcjonują jako centra eksperckie zdrowia psychicznego koncentrujące się na psychoterapii, psychiatrii, seksuologii oraz specjalistycznej diagnostyce psychologicznej.

– W obliczu współczesnych wyzwań społecznych obserwujemy rosnącą potrzebę dostępu do usług wspierających zdrowie psychiczne. Rozwój tego obszaru stanowi ważny element strategii Grupy LUX MED, którą realizujemy z dużą odwagą i konsekwencją, chcąc zmieniać szeroko rynek opieki zdrowotnej w Polsce. Z radością witamy Mental Path Group w naszej strukturze. Jestem przekonana, że czeka nas dobra współpraca, która przyniesie obustronne korzyści – mówi Anna Rulkiewicz, Prezeska Grupy LUX MED.

W ramach akwizycji do Grupy LUX MED dołącza 7 placówek Mental Path usytuowanych w Warszawie (2 placówki), Krakowie (2 placówki), a także Katowicach, Sopocie i Rzeszowie. Warszawskie placówki Mental Path znajdują się na Mokotowie przy ul. Puławskiej 12/ lok.10 i Saskiej Kępie ul. Wandy 11a/1, oferując psychoterapię dorosłych, dzieci i młodzieży, konsultacje psychiatryczne i diagnostykę psychologiczną.

Poradnie w Krakowie mieszczą się przy ul. Bonarka 11 i al. Pokoju 29B/21, oferując kompleksową opiekę w zakresie zdrowia psychicznego, w tym m.in. kompleksowe podejście do pacjentów z zaburzeniami seksualnymi, transpłciowością, ADHD i problemami psychosomatycznymi. Poradnia w Katowicach, usytuowana przy ul. 3 Maja 13/6, specjalizuje się w kompleksowej opiece nad dziećmi i młodzieżą. Ośrodek ma status niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, zarejestrowanej zgodnie z przepisami MEN.  W Sopocie, przy ul. Jana Sobieskiego 29, mieści się centrum seksuologii, psychoterapii i psychosomatyki zapewniające kompleksowe leczenie zaburzeń seksualnych, terapię depresji i zaburzeń behawioralnych.

Placówka w Rzeszowie, przy ul. Tadeusza Boya-Żeleńskiego 2/18, stanowi centrum psychoterapii i psychosomatyki dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

Grupa LUX MED równolegle rozwija sieć Poradni Zdrowia Psychicznego „Harmonia”, świadczących usługi z zakresu szeroko pojętego zdrowia psychicznego i rozwoju w ośmiu placówkach stacjonarnych na terenie Warszawy, Wrocławia i Krakowa oraz w formie zdalnej. Dzięki akwizycji Mental Path Group LUX MED podwoi ofertę opieki nad zdrowiem psychicznym, a zespoły specjalistów z Mental Path i Poradni Zdrowia Psychicznego „Harmonia”zyskają dodatkowe możliwości współpracy i synergicznego rozwoju.

Napięcia w Banku Anglii i decyzja SN USA – rynki walutowe w trybie czuwania

Rada Polityki Pieniężnej (tym razem zgodnie z przewidywaniami) obniżyła stopy procentowe o 25 pb. Wpływ tej decyzji na złotego był ograniczony, ale dziś szansy na większą zmienność można szukać w konferencji prezesa NBP. Bank Anglii z trudem utrzymuje koszt pieniądza na niezmienionym poziomie, a w USA czekamy na orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie dużej części taryf celnych Donalda Trumpa. 

Jastrzębie cięcie RPP?

Chociaż wczoraj niektóre nagłówki w mediach mogły powodować pewne zamieszanie wokół rynkowego konsensusu dla decyzji RPP, to większość analityków przychylała się do cięcia. Ta opcja zyskała bardzo dużo na prawdopodobieństwie po publikacji wstępnych danych inflacyjnych za październik. CPI znowu był niższy od prognoz i ponownie poniżej 3%, co otwierało szersze drzwi do kolejnego cięcia. Takowe rzeczywiście otrzymaliśmy i po odjęciu raz jeszcze 25 pb stopa referencyjna znalazła się na poziomie 4,25%. Co więcej już po komunikacie Rady poznaliśmy nowe projekcje gospodarcze NBP. A w nich dynamika cen w przyszłym roku została zrewidowana w dół, a w 2027 roku lekko w górę, ale to dalej oznacza CPI prawie idealnie w celu (projekcja na 2,6%). Rewizji podlegało też oczekiwane tempo PKB, które w 2026 r. ma wynieść aż 3,65%, a w 2027 r. 2,6%. Z tego wyłania nam się obraz bardziej niż przyzwoitego wzrostu gospodarczego, który jednak nie powinien napędzać szczególnie inflacji. Taki układ przynajmniej w teorii powinien pozostawiać przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych, ale niekoniecznie w takim tempie, jakie widzieliśmy w ostatnich miesiącach (5 ruchów na łącznie 150 pb). Właśnie wskazówek dla postępowania RPP w nadchodzących kwartałach będą szukać obserwatorzy konferencji szefa NBP (o godz. 15). Prezes Adam Glapiński już wcześniej bronił się rękami i nogami przed nazwaniem postępowania Rady cyklem luzowania i podobnego chłodzenia oczekiwań spodziewam się w trakcie dzisiejszego wystąpienia. Ostatecznie może się okazać, że wczorajszy ruch będzie jastrzębim cięciem, co powinno nawet wzmocnić PLN w krótkim terminie.

Bank Anglii między młotem a kowadłem

W o wiele trudniejszej sytuacji od naszych decydentów znajdują się ich brytyjscy odpowiednicy. Tam inflacja w dalszym ciągu znajduje się wyraźnie powyżej celu (czyli 2%), ostatnio w ujęciu rocznym było to 3,8%. Na drugiej szali jest rachityczny wzrost gospodarczy, coraz słabszy rynek pracy i ogromne problemy fiskalne oraz zadłużeniowe państwa. Na dodatek wszyscy na Wyspach czekają na projekt budżetu kanclerz Rachel Reeves, który pojawi się pod koniec miesiąca. A w nim prawdopodobnie rząd Partii Pracy w celu stabilizacji fiskalnej nie uniknie podwyżki podatków (co powinno skutkować mniejszą presją inflacyjną). Na razie jednak brytyjski Komitet Polityki Pieniężnej musiał nawigować bez tej wiedzy. Przełożyło się to ostatecznie na utrzymanie głównej stopy na poziomie równych 4%. Jednak nie obyło się bez zaskoczeń. Konsensus rynkowy zakładał, że za obniżką zagłosuje troje decydentów, a ostatecznie były to cztery osoby, przy pięciu optujących za brakiem ruchu. Trudno o lepszy dowód na podział w samym sercu Banku Anglii, ale równocześnie rynek będzie musiał na nowo wycenić szansę cięcia na kolejnym posiedzeniu, skoro tym razem nie przeszło ono tylko o włos. Dzisiejsze posiedzenie władzy monetarnej Zjednoczonego Królestwa przynosi nowość w postaci premierowego sposobu komunikacji. BoE stawia na transparentność i mamy poznać wyjaśnienia stojące za głosowaniem każdego z członków Komitetu, a także projekcje związane z hipotetycznym innym wyborem decydentów. Bezpośrednio po ogłoszeniu decyzji funt znalazł się pod presją na rynku walutowym, co skutkuje powrotem kursu GBP/USD pod 1,31 $ i zejściem kursu GBP/PLN w kierunku 4,82 zł.

Czy Sąd Najwyższy pogrąży cła i USD?

Poza Europą uwaga inwestorów ogniskuje się wokół batalii Białego Domu przed Sądem Najwyższym w celu utrzymania większości nałożonych przez prezydenta Trumpa taryf celnych. Wczorajsze przesłuchania przed SN pokazały, że argumentacja administracji niekoniecznie przekona większość sędziów. Prezydenccy prawnicy próbują dowieść, że nałożone od wiosny cła nie są nowym podatkiem ani nową polityką handlową (w konstytucji prerogatywy w tym wypadku są po stronie Kongresu), a ich celem jest ochrona amerykańskiego przemysłu. Jeżeli cła zostaną zanegowane przez SN, to może się to przełożyć na słabszego dolara, m.in. dzięki szybszej perspektywie obniżek stóp procentowych. W czwartek widać już pewne oznaki osłabienia „zielonego”, ale trudno mówić, aby kierunek był już przesądzony. Niemniej kurs EUR/USD wrócił powyżej 1,15 $, a indeks dolarowy (USD vs. 6 głównych walut) znowu jest poniżej okrągłej wartości 100. W tych okolicznościach bardziej niż przyzwoicie zachowuje się polski złoty. Kurs euro jest blisko 4,25 zł, kurs dolara coraz śmielej schodzi poniżej 3,70 zł, a kurs franka zerka na 4,56 zł.

Budownictwo odbija, lecz trwałość zależy od realnych inwestycji

Wrzesień 2025 roku przyniósł długo wyczekiwane sygnały ożywienia w sektorze budowlanym. Po miesiącach stagnacji dane z GUS i BIK pozwalają z ostrożnym optymizmem spoglądać na końcówkę roku. Choć wciąż trudno mówić o trwałym przełomie, obserwowane tendencje pokazują, że rynek powoli zaczyna wychodzić z impasu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego produkcja budowlano-montażowa we wrześniu była o 0,2% wyższa niż przed rokiem, co jest odwróceniem wcześniejszego trendu spadkowego. W porównaniu z miesiącem poprzednim, wzrosty widoczne są szczególnie w zakresie robót budowlanych specjalistycznych (+23,7%) oraz inwestycji infrastrukturalnych w obiekty inżynierii lądowej i wodnej (+28,9%). Dane te potwierdzają, że to właśnie segmenty infrastrukturalne napędzają obecnie aktywność w branży.

Z kolei, z raportu Biura Informacji Kredytowej wynika, że we wrześniu liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła r/r o 52,4% r/r, a ich wartość – aż o 62,8%. Łączna wartość finansowania osiągnęła rekordowy poziom 10,67 mld zł, co pokazuje, że poprawiająca się zdolność kredytowa Polaków oraz niższe stopy procentowe zaczynają realnie przekładać się na decyzje zakupowe. Z tak wysoką aktywnością kredytową nie mieliśmy do czynienia już od dawna, a jest ona ważnym sygnałem nie tylko dla sektora finansowego, ale i dla całego łańcucha dostaw w budownictwie – od deweloperów po producentów materiałów.

Jednocześnie wciąż nie możemy zapominać, że odbudowa sektora po tak długim okresie spowolnienia wymaga czasu. Ograniczona liczba nowych pozwoleń na budowę oraz ostrożność inwestorów instytucjonalnych sprawiają, że pełne ożywienie może być rozłożone w czasie.

Na perspektywy kolejnych kwartałów największy, finalny wpływ będą miały inwestycje infrastrukturalne. Na umiarkowany optymizm pozwalają ostatnie deklaracje Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, zgodnie z którymi w 2026 roku planuje ona ogłosić przetargi na ok. 300 km dróg o wartości 12 mld zł, a w 2027 r. planowany jest dalszy wzrost wolumenu postępowań nawet do 480 km. To ważne impulsy, jednak dla długoterminowej stabilizacji sektora kluczowe będą również inwestycje samorządowe, przemysłowe i energetyczne – szczególnie te związane z efektywnością energetyczną oraz modernizacją obiektów.

Dziś możemy więc mówić o pierwszych, nieznacznych symptomach odbicia – zarówno po stronie popytu konsumenckiego, jak i aktywności inwestycyjnej. Jednak po tak długim okresie kryzysu konieczna jest ostrożność w interpretacji tych danych. Z perspektywy Grupy Selena patrzymy w przyszłość z umiarkowanym optymizmem, skupiając się na dalszej innowacyjności, eksporcie, dywersyfikacji geograficznej i produktowej, zwłaszcza rozwoju rozwiązań termo- i hydroizolacynych. Z naszych prognoz wynika, że to właśnie te obszary zadecydują o sile polskiego sektora budowlanego w nadchodzących miesiącach, a nawet latach.

Jak rozwijać biznes w Ukrainie? Porozmawiajmy przy kawie 17 listopada!

BPiON wspólnie z DLA Piper Poland i PeopleForce zaprasza na kameralne spotkanie „Coffee & Conversation: Ukraine’s Business Reality”, które odbędzie się 17 listopada w Google for Startups Campus w Warszawie.

To wyjątkowa okazja, aby w niewielkim gronie porozmawiać o praktycznych aspektach prowadzenia działalności w Ukrainie.

Jeżeli rozważasz wejście na ten rynek lub chcesz lepiej zrozumieć jego specyfikę, to wydarzenie jest dla Ciebie. W programie: moderowana dyskusja z ekspertami, którzy na co dzień wspierają firmy w budowaniu zespołów, obsłudze inwestycji oraz w poruszaniu się po lokalnych regulacjach i realiach operacyjnych.

Nasi paneliści:

  • Ulyana Holovenko, Managing Director, BPION
  • Oleksandr Kurdydyk, Partner, Head of International Ukraine Group, DLA Piper
  • Oksana Strashna, Director, SME Direct Investment Program, Ukraine-Moldova American Enterprise Fund
  • Anna Soloviova, People Experience Director, Room8 Group, PeopleForce Ambassador

Tematy rozmów:

  • Gdzie w Ukrainie pojawiają się realne szanse biznesowe
  • Najważniejsze wyzwania — i jak sobie z nimi radzić
  • Co warto wiedzieć przed podjęciem decyzji inwestycyjnej
  • Różnice prawne i compliance w porównaniu z UE
  • Jak praca zdalna wpływa na kulturę organizacji i retencję talentów

Po panelu zapraszamy do rozmów przy kawie, będzie czas na networking i wymianę doświadczeń.

Spotkanie w języku angielskim.

Udział jest bezpłatny, zapraszamy do rejestracji: Coffee & Conversation: Ukraine’s Business Reality – Business Breakfast – BPiON Services

Browary Polskie krytykują projekt nowelizacji ustawy antyalkoholowej

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego Browary Polskie ostro krytykuje propozycje zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości. W ramach konsultacji publicznych dotyczących nowelizacji przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia, organizacja zarzuca resortowi brak spójności działań oraz pomijanie najbardziej szkodliwych form konsumpcji alkoholu, przy jednoczesnym nasileniu restrykcji dla piwa – w tym również piwa bezalkoholowego.

Piwo głównym celem projektu, mimo spadku konsumpcji

W uzasadnieniu projektu ustawy, piwo wskazywane jest jako główny adresat nowych regulacji. Tymczasem – jak podkreśla Browary Polskie, powołując się na dane Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom – to właśnie piwo w największym stopniu przyczynia się do spadku ogólnego spożycia alkoholu w Polsce. Od 2019 r. spożycie czystego alkoholu na osobę spadło o 1 litr, z 9,8 do 8,8 litra, z czego aż 60% odpowiada spadkowi konsumpcji piwa. Spada także produkcja krajowa – w ciągu pięciu lat o 13%, a w 2025 r. zanotowano dwucyfrowy spadek sprzedaży.

Tymczasem projekt ustawy niemal całkowicie pomija problem tzw. „małpek” – wyrobów spirytusowych w małych pojemnościach, które, jak pokazują badania, w największym stopniu przyczyniają się do nadmiernej i patologicznej konsumpcji alkoholu. W październiku 2025 r. 33% ankietowanych Polaków uznało „małpki” za najpoważniejszy problem alkoholowy w kraju[2]. Mimo chwilowego spadku sprzedaży, segment ten odbudowuje swoją pozycję na rynku, a brak regulacji sprzyja dalszemu wzrostowi udziału wódki kosztem napojów niskoprocentowych.

Zakaz reklamy: krok w złym kierunku

Szczególnie krytycznie Browary Polskie oceniają propozycję całkowitego zakazu reklamy piwa – również bezalkoholowego. Obecnie reklama napojów alkoholowych jest już mocno ograniczona, a producenci stosują dodatkowe samoregulacje i wewnętrzne kodeksy etyczne. Według organizacji, reklamowanie piwa nie powoduje wzrostu jego konsumpcji – wręcz przeciwnie: udział alkoholi mocnych cały czas rośnie, mimo całkowitego zakazu ich reklamy.

„Ponad 20% budżetów reklamowych przeznaczamy na promowanie piw bezalkoholowych, które stanowią już 7% rynku. Ograniczenie reklamy tej kategorii podważa wysiłki producentów zmierzające do zmiany struktury spożycia na napoje niskoalkoholowe lub bezalkoholowe” – argumentuje Związek Browary Polskie.

Pominięte rozwiązania: nocna prohibicja i małpki

Projekt Ministerstwa Zdrowia nie odnosi się do nocnej sprzedaży alkoholu, mimo że wielu ekspertów i polityków, a także opinia publiczna, wskazuje wprowadzenie nocnej prohibicji jako jedno z najskuteczniejszych narzędzi walki z problemami alkoholowymi. Autorzy stanowiska podkreślają, że jest to brak konsekwencji w podejściu do zmniejszania szkodliwego spożycia.

Głos branży

– „To niezrozumiałe, że resort zdrowia dostrzega konieczność wprowadzenia zakazu reklamy piwa, również bezalkoholowego, a pozostaje obojętny na zjawiska, które w ocenie większości społeczeństwa w największym stopniu odpowiadają za problem alkoholizmu. (…) Jestem zdecydowanie przeciwny wykorzystywaniu tematyki społecznej, jaką jest kwestia trzeźwości, do realizacji celów biznesowych przez producentów mocnego alkoholu” – komentuje Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Browarów Polskich.

Podsumowanie

Związek Browary Polskie podkreśla, że popiera działania racjonalne, jak ograniczenie promocji cenowych czy nocnej sprzedaży alkoholu. Jednocześnie sprzeciwia się propozycjom, które mogą prowadzić do odwrotnego efektu niż zamierzony – hamowania rozwoju piw bezalkoholowych i zwiększenia udziału wysokoprocentowych alkoholi w konsumpcji.

Polityka alkoholowa państwa, zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości, powinna zmierzać do zmiany struktury spożycia napojów alkoholowych – od mocnych do niskoprocentowych. W opinii Browarów Polskich projekt nowelizacji idzie w przeciwną stronę.


Źródło: Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce „Browary Polskie”
[1] https://kcpu.gov.pl/wp-content/uploads/2025/09/Spozycie-napojow-alkoholowych2024.pdf
[2] Badanie SW Research, 7–9.10.2025 (SW Panel, CAWI)

Prezes UODO: Wyrok TSUE w sprawie Quirin Privatbank AG nie wymaga zmian w polskim prawie, ale wpływa na interpretację RODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski poinformował Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (C-655/23, Quirin Privatbank AG) nie wymusza zmian w polskich przepisach, jednak ma istotne znaczenie dla interpretacji art. 82 ust. 1 RODO, zwłaszcza w zakresie pojęcia szkody niemajątkowej i odpowiedzialności administratora danych.

Wyrok TSUE z 4 września 2025 r. dotyczył sprawy osoby fizycznej, która domagała się od banku Quirin Privatbank AG zarówno zaprzestania bezprawnego ujawniania jej danych, jak i odszkodowania za poniesioną szkodę niemajątkową. Trybunał uznał, że RODO nie przewiduje środków prawnych umożliwiających prewencyjne powstrzymanie administratora przed przyszłym, bezprawnym przetwarzaniem danych, o ile osoba nie wnosi o ich usunięcie. Nie wyklucza jednak, aby takie środki były wprowadzone w prawie krajowym.

Prezes UODO podkreślił, że:

  • „Szkoda niemajątkowa” z art. 82 ust. 1 RODO obejmuje negatywne emocje, ale osoba poszkodowana musi je wykazać.
  • Stopień winy administratora nie wpływa na wysokość odszkodowania.
  • Nakaz zaniechania bezprawnego przetwarzania pełni funkcję prewencyjną i nie zastępuje odszkodowania.

NaszEauto: Ponad połowa budżetu już wykorzystana. Złożono blisko 20 tys. wniosków o dotację

Wraz z nadejściem końca roku – wyraźnie rośnie też liczba wnioskujących o dofinansowanie z programu priorytetowego NaszEauto. Dane z końca października wskazują, że w ciągu 9 miesięcy wykorzystano ponad połowę z planowanego budżetu. Według szacunków EV Klub Polska i elektromobilni.pl, druga połowa puli wyczerpie się najprawdopodobniej na przełomie stycznia i lutego 2026.

Osoby zainteresowane nabyciem samochodu elektrycznego i skorzystaniem z dofinansowania z programu NaszEauto nie powinny zwlekać z decyzją. Każdy kolejny miesiąc przynosi rekordowe rejestracje pojazdów elektrycznych i składanych wniosków do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a tempo wykorzystania budżetu stale przyspiesza. Wraz z końcem października wykorzystano ok. 608 mln zł z 1,18 mld zł, co odpowiada 51% całkowitego budżetu.EVKP_NaszEauto_Grafika_1200x1200px-04 EVKP_NaszEauto_Grafika_1200x1200px-03 EVKP_NaszEauto_Grafika_1200x1200px-01

W lutym tego roku, kiedy wystartował program NaszEauto, urzędy zarejestrowały 1675 nowych aut elektrycznych, a do NFOŚiGW wpłynęło 1125 wniosków. W październiku odnotowano już ok. 4798 rejestracji i 3941 wniosków. To wzrost o odpowiednio 186% i 250%. Do tej pory złożono łącznie 19 588 wniosków – 72% dotyczyło leasingu, a 28% zakupów.

„W październiku odsetek samochodów elektrycznych w rejestracjach nowych aut osobowych w Polsce wyniósł 9,1% – to kolejny rekord, który nie byłby możliwy bez programu wsparcia. Rynek elektromobilności będzie potrzebował kolejnych impulsów po zakończeniu programu NaszEauto” – mówi Maciej Gis, Kierownik kampanii / portalu elektromobilni.pl i Dyrektor Komunikacji & PR PSNM.

Beneficjenci muszą się jednak uzbroić w cierpliwość. Liczba zatwierdzonych i wypłaconych wniosków rośnie w nieporównywalnie niższym tempie. Pierwsze wypłaty z budżetu NaszEauto zrealizowano dopiero w czerwcu tego roku, a do października rozliczono zaledwie 1067 wniosków. Co prawda odsetek zatwierdzonych wniosków ledwo przekroczył 10% po 9 miesiącach funkcjonowania programu, jednak program musi zostać rozliczony i zamknięty do końca sierpnia 2026 roku. To oznacza, że wszystkie osoby z zatwierdzonym wnioskiem muszą do tego czasu otrzymać z powrotem wcześniej wpłacone przez siebie pieniądze.

Należy pamiętać, że program NaszEauto został uruchomiony w lutym 2025 r. z budżetem 1,6 mld zł. W październiku zredukowano budżet aż do 1,18 mld zł. W tym samym momencie zwiększyły się kwoty wypłat, a także poszerzyła się grupa potencjalnych beneficjentów – do katalogu pojazdów kwalifikujących się do dopłat, doszły samochody dostawcze o dopuszczalnej masy całkowitej do 3,5 tony (kat. N1) oraz busy do 5 tony (kat. M2). W tym drugim przypadku kwoty dofinansowania mogą sięgać nawet 600 tys. zł.

W teorii NFOŚiGW będzie przyjmował wnioski do 30 kwietnia 2026 r., jednak wszystko wskazuje na to, że budżet zostanie wyczerpany przed czasem. Według szacunków EV Klub Polska nastąpi to już na przełomie stycznia i lutego 2026 r. Wnioski złożone na przełomie stycznia i lutego 2026 będą ostatnimi, które zakwalifikują się na dopłatę. Do 30 czerwca 2026 r. NFOŚiGW musi przeprocedować wnioski, a do końca sierpnia beneficjenci muszą otrzymać dopłaty. Terminy te są nieprzekraczalne, co zmusza Fundusz do przyspieszenia tempa weryfikacji wniosków i wypłat.

„Osoby chcące otrzymać dotację na zakup samochodu elektrycznego, powinny szybko podjąć decyzję o zakupie. Biorąc pod uwagę dynamiczny wzrost składanych wniosków oraz czas dostawy samochodu i procedowanie procesu ubiegania się o dopłatę, m.in. konieczność posiadania stałego dowodu, notarialnie potwierdzonego weksla lub cesji ubezpieczenia, warto rozważyć samochód dostępny od ręki lub z potwierdzonym terminem dostawy, tak aby uwzględniając formalności zdążyć złożyć wniosek maksymalnie w styczniu 2026 r.” – radzi Łukasz Lewandowski, Prezes EV Klub Polska.

KP Labs i Politechnika Poznańska prezentują wyniki eksperymentu AI w kosmosie

Mija pół roku od momentu, gdy jednostka LeopardISS – zaprojektowana i wykonana przez inżynierów KP Labs z Gliwic – została wyniesiona na orbitę i zainstalowana na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Choć misja polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego dobiegła końca, komputer wciąż pracuje w module Columbus, aktywnie przetwarzając algorytmy w ramach misji IGNIS – pierwszej polskiej misji naukowo-technologicznej prowadzonej na stacji orbitalnej. Misji, która umożliwiła polskim zespołom zdobywanie doświadczenia orbitalnego i weryfikację własnych technologii w rzeczywistych warunkach lotu kosmicznego. Aktualnie KP Labs i Politechnika Poznańska mogą pokazać pierwsze wyniki swojego eksperymentu.

LeopardISS pełni rolę zaawansowanej jednostki przetwarzania danych (Data Processing Unit – DPU) dostosowanej do prowadzenia eksperymentów związanych ze sztuczną inteligencją. Została wyniesiona na orbitę 22 kwietnia 2025 roku w ramach misji zaopatrzeniowej SpaceX i zainstalowana na platformie ICE Cubes w module Columbus. Platforma, zarządzana przez Space Applications Services, zapewnia zasilanie, komunikację i pełną obsługę transmisji danych, co umożliwia prowadzenie stałego nadzoru z Ziemi bez konieczności angażowania załogi ISS. Sam proces aktywacji systemu odbył się z udziałem polskiego astronauty i potwierdził jego poprawne funkcjonowanie.Przedstawiono pierwsze wyniki z eksperymentu LeopardISS 3

Pierwszą fazą projektu było opracowanie oprogramowania przez zespół z Politechniki Poznańskiej, we współpracy ze spółką Politechnika Innowacje oraz ESA Phi-Lab Poland. W projekt zaangażowani byli pracownicy naukowi, doktoranci i studenci, których algorytmy zostały wdrożone na funkcjonującej platformie orbitalnej. Celem było sprawdzenie, czy opracowane w Polsce rozwiązania z zakresu autonomii robotycznej mogą działać na sprzęcie przeznaczonym do pracy w warunkach kosmicznych – przy ograniczonej mocy obliczeniowej, podwyższonym promieniowaniu i bez możliwości resetu systemu w przypadku błędu. W ramach pierwszej fazy eksperymentów aplikacje przygotowane przez Politechnikę Poznanską, były odpalane na Leopardzie, który przetwarzał i analizował na orbicie dane przechowywane w pamięci.Przedstawiono pierwsze wyniki z eksperymentu LeopardISS 3Autonomiczna nawigacja, którą badali naukowcy Politechniki Poznańskiej, a także “rozumienie” otoczenia to jeden z najtrudniejszych problemów robotyki kosmicznej. Podczas misji na Księżycu czy Marsie roboty nie mogą opierać się na sygnałach GPS – ponieważ ich tam po prostu nie ma. Oznacza to, że pojazdy muszą samodzielnie określać swoje położenie i jednocześnie budować mapę otoczenia, co wymaga zastosowania technologii SLAM (Simultaneous Localization and Mapping). To właśnie ona stanowiła przedmiot polskiego eksperymentu. Algorytmy SLAM rozpoznają charakterystyczne punkty w obrazach z kamer i na tej podstawie rekonstruują geometrię przestrzeni. W efekcie komputer zyskuje zdolność orientacji w nieznanym terenie – coś, co dla człowieka jest intuicyjne, a dla robota wymaga wielu precyzyjnych obliczeń wykonywanych w czasie rzeczywistym.

Aby zweryfikować działanie oprogramowania w warunkach orbitalnych, zespół przygotował zestawy danych odwzorowujących przejazdy łazika po powierzchni Księżyca. Do każdej sekwencji dołączono mapy referencyjne i trajektorię ruchu, by umożliwić dokładne porównanie wyników generowanych przez algorytmy z danymi kontrolnymi. Testy wykazały wysoką dokładność rekonstrukcji 3D i poprawną estymację położenia. Krytyczne procesy – jednoczesne tworzenie mapy i określanie ruchu – przebiegły zgodnie z założeniami projektowymi, co potwierdza poprawne działanie oprogramowania w środowisku orbitalnym.

Dla zespołu z Politechniki Poznańskiej i KP Labs to ważne osiągnięcie. Oznacza ono, że opracowane rozwiązanie może stanowić podstawę dla przyszłych systemów autonomicznej nawigacji robotów kosmicznych. W misjach planetarnych algorytmy te pozwolą łazikom samodzielnie eksplorować obce środowiska bez stałego nadzoru z Ziemi, unikać przeszkód i podejmować decyzje w czasie rzeczywistym. W operacjach orbitalnych z kolei umożliwią precyzyjne inspekcje satelitów, manewry zbliżenia czy przechwytywania obiektów, co jest kluczowe w rozwijającym się sektorze serwisowania satelitów i ochrony infrastruktury kosmicznej.

Wyniki uzyskane w ramach eksperymentu LeopardISS to również realny krok w kierunku zdobywania przez polskie technologie tzw. flight heritage i potwierdzenia niezawodnego działania w kosmosie. To element, który w sektorze kosmicznym ma ogromne znaczenie. Nawet rozwiązania zaawansowane technologicznie, ale pozbawione doświadczenia orbitalnego, często nie mają szans na wdrożenie do prawdziwych misji. Dzięki eskperymentowi LeopardISS sprzęt KP Labs i algorytmy opracowane na Politechnice Poznańskiej mogą być traktowane jako rozwiązania sprawdzone i gotowe do zastosowań operacyjnych, co zwiększa ich wiarygodność w przyszłych projektach Europejskiej Agencji Kosmicznej, NASA czy podmiotów komercyjnych.

Projekt LeopardISS jest jednym z trzynastu eksperymentów realizowanych w ramach misji IGNIS, organizowanej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Polską Agencję Kosmiczną oraz Europejską Agencję Kosmiczną. Jej celem jest wspieranie rozwoju polskich technologii kosmicznych poprzez umożliwienie im przetestowania swoich rozwiązań na ISS. To szansa na rozwój kompetencji, których przez lata w Polsce brakowało. Dzięki temu zarówno w przemyśle, jak i na uczelniach przybywa specjalistów, którzy nie tylko projektują i tworzą technologie kosmiczne, lecz także potrafią je przygotować do pracy w warunkach misji orbitalnych.

Pół roku po rozpoczęciu eksperymentu LeopardISS wciąż działa na orbicie bez konieczności inspekcji ze strony załogi. Platforma jest gotowa na kolejne kampanie testowe – również te opracowane przez zespoły zewnętrzne, które będą mogły weryfikować swoje algorytmy i oprogramowanie w kosmosie. ESA Phi-Lab Poland planuje dalszy rozwój oprogramowania stworzonego w Poznaniu, zarówno w oparciu o dane z orbity, jak i poprzez testy w środowiskach analogowych, takich jak lunar yard w Kąkolewie.

W tym samym czasie trwająca współpraca Politechniki Poznańskiej i KP Labs udowadnia, że w Polsce możliwe jest nie tylko tworzenie innowacyjnych rozwiązań we współpracy pomiędzy nauką a biznesem, lecz także ich wdrażanie na orbicie. LeopardISS to projekt, który nie kończy się na etapie dokumentacji, lecz realnie działa w kosmosie, wspierając rozwój autonomii przyszłych misji eksploracyjnych.

To, co czyni projekt LeopardISS szczególnie wartościowym, to nie tylko sama walidacja algorytmów, ale zdobyte doświadczenie w pracy nad systemami AI w warunkach orbitalnych. Zespół musiał zmierzyć się z ograniczeniami pozbawionymi odpowiedników w środowisku laboratoryjnym. Każda aktualizacja oprogramowania, każdy pakiet danych przesyłany do urządzenia musi uwzględniać ryzyko potencjalnych zakłóceń. To wymaga starannego projektowania każdego elementu oprogramowania: od struktury danych po mechanizmy monitorowania poprawności działania. Jednostka stanowi również unikalną platformę edukacyjną. Studenci uczestniczący w projekcie mieli okazję pracować nad systemami, które nie trafiają do szuflady, ale faktycznie działają w przestrzeni kosmicznej. Dla wielu z nich była to pierwsza możliwość opracowania kodu działającego na realnej misji.

Co ważne, opracowane rozwiązania stworzono z myślą o skalowalności. Oprogramowanie może zostać dostosowane nie tylko do platformy LeopardISS, ale również do systemów przyszłych misji eksploracyjnych, w których autonomiczna nawigacja stanie się standardem. Możliwe jest także rozszerzenie algorytmów o dodatkowe moduły: np. wykrywanie i klasyfikację obiektów lub analizę zmian w otoczeniu. Tego typu technologie będą kluczowe przy budowie infrastruktury robotycznej na Księżycu w ramach programów Artemis (NASA) czy Argonaut (ESA), gdzie roboty będą pracowały w trybie ciągłym, często bez udziału człowieka.

Znaczenie projektu wzmacnia fakt, że bazuje on na doświadczeniach zdobytych przy misji Intuition-1 – pierwszym satelicie KP Labs wyposażonym w jednostkę Leopard. LeopardISS przenosi te kompetencje na kolejny poziom, umożliwiając testy algorytmów bez budowania nowego satelity i bez czekania na kolejne okno startowe. Dzięki temu cykl rozwoju i weryfikacji nowych technologii ulega znacznemu skróceniu, co bezpośrednio przekłada się na konkurencyjność polskich firm i instytucji w międzynarodowym łańcuchu wartości sektora kosmicznego.

Projekt ma też wymiar strategiczny. Rosnące zagęszczenie infrastruktury orbitalnej i planowane misje eksploracyjne sprawiają, że systemy autonomiczne stają się nie tyle innowacją, co warunkiem powodzenia misji. LeopardISS dostarcza niezbędnych danych, by takie systemy rozwijać świadomie i odpowiedzialnie.

W jaki sposób produkty farmaceutyczne uzyskują dostęp do rynku?

Zanim produkt farmaceutyczny zostanie dopuszczony do stosowania u pacjentów, musi przejść złożony i ściśle regulowany proces uzyskania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu. W Unii Europejskiej proces ten nadzoruje Europejska Agencja Leków (EMA). Niektóre kategorie produktów, takie jak zaawansowane terapie medyczne (ATMP – Advanced Therapy Medicinal Products), wymagają specjalnych procedur zatwierdzania. Ponadto trwają inicjatywy mające na celu ujednolicenie tych procesów na poziomie międzynarodowym. Komentarz przygotował Dr Ioannis Papasotiriou.

Aby produkt farmaceutyczny mógł zostać wprowadzony do obrotu, musi przejść szereg rygorystycznych procedur oraz uzyskać akceptację odpowiednich organów regulacyjnych. W Unii Europejskiej organem właściwym jest Europejska Agencja Leków (EMA), natomiast w Stanach Zjednoczonych – Agencja ds. Żywności i Leków (FDA).

Istnieje porozumienie o wzajemnym uznawaniu między różnymi instytucjami regulacyjnymi, w tym EMA, FDA, SwissMedic, brytyjską Agencją Regulacyjną ds. Leków i Produktów Opieki Zdrowotnej (MHRA) oraz odpowiednimi organami kanadyjskimi.

Ponadto podejmowane są działania na rzecz harmonizacji tych procesów w ramach Międzynarodowej Konferencji ds. Harmonizacji Wymagań Technicznych dla Rejestracji Produktów Farmaceutycznych Stosowanych u Ludzi (ICH). Zasady te określane są wspólnie mianem Wytycznych Dobrej Praktyki Klinicznej (Good Clinical Practice – GCP).

Na europejskim rynku farmaceutycznym istnieją dwie główne ścieżki komercjalizacji nowych leków, zarówno chemicznych, jak i biomolekularnych.

Pierwsza to procedura scentralizowana. W tym procesie badany produkt leczniczy (Investigational Medicinal Product – IMP), czyli nowy lek, który nie uzyskał jeszcze zatwierdzenia, jest zgłaszany do EMA. Agencja następnie nadzoruje kolejne etapy, w tym kliniczne badania z udziałem ludzi.

Druga ścieżka polega na uzyskaniu pozwolenia na sprzedaż w jednym kraju UE za pośrednictwem krajowego organu regulacyjnego. Procedura krajowa jest stosowana, gdy firma stara się o zezwolenie na wprowadzenie produktu wyłącznie w jednym państwie członkowskim. W późniejszym etapie przedsiębiorstwo może ubiegać się o wzajemne uznanie w pozostałych krajach Unii, co jest procesem stosunkowo uproszczonym.

Zaawansowane terapie medyczne (ATMPs) to innowacyjne terapie przeznaczone do stosowania u ludzi, opracowane na bazie genów, tkanek lub komórek. W przeciwieństwie do tradycyjnych produktów leczniczych, ATMP nie są zatwierdzane przez krajowe organy regulacyjne – wymagają one scentralizowanej procedury uzyskania pozwolenia na dopuszczenie do obrotu.

Produkty ATMP są regulowane przez Rozporządzenie (WE) nr 1394/2007, które znajduje się w kompetencji EMA. Rozporządzenie to jest bezpośrednio stosowane we wszystkich państwach członkowskich, co oznacza, że nie wymaga transpozycji do prawa krajowego, aby weszło w życie.

Wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej są zobowiązane do dostosowania swojego ustawodawstwa krajowego do obowiązujących dyrektyw i rozporządzeń. Wymóg ten jednak prowadzi do rozbieżności i trudności w osiągnięciu pełnej harmonizacji przepisów regulacyjnych między poszczególnymi krajami, co z kolei może wpływać na sposób organizacji opieki nad pacjentami.

Efektywność dzięki AI i chmurze – 84% firm potwierdza spadek kosztów dzięki automatyzacji

Polska gospodarka wchodzi w etap przyspieszonej cyfryzacji, w którym technologia przestaje być dodatkiem do biznesu, a staje się jego rdzeniem. Z raportu „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026”, opracowanego przez Polcom, wynika, że aż 93% firm inwestuje dziś w rozwiązania z zakresu infrastruktury IT, bezpieczeństwa i zapewnienia ciągłości działania.

Transformacja cyfrowa w polskich firmach wreszcie wychodzi poza etap wdrożeń narzędziowych. Zaczyna się myślenie strategiczne – oparte na realnym wpływie technologii na model biznesowy, efektywność procesów i stabilność operacyjną. Dziś przedsiębiorstwa nie chcą już po prostu „mieć technologii”, ale wiedzieć, jak dzięki niej szybciej rosnąć, reagować i chronić swoje dane – wskazuje Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.

Inwestycja w stabilność biznesu

Dla większości organizacji bezpieczeństwo cyfrowe stało się fundamentem zarządzania. 81% firm planuje zwiększyć wydatki na cyberbezpieczeństwo i ciągłość działania. Takie decyzje mają wymiar nie tylko technologiczny, lecz przede wszystkim biznesowy – 69% badanych podkreśla znaczenie ochrony danych w procesach finansowo-księgowych, a 72% wskazuje na niezawodność komunikacji z klientem jako kluczowy efekt inwestycji w IT.

Aż 79% organizacji uważa, że nowoczesne technologie pozwalają skutecznie identyfikować i neutralizować zagrożenia. Jednocześnie 88% respondentów oczekuje od dostawców usług chmurowych gwarancji bardzo wysokiego poziomu bezpieczeństwa. Nowym impulsem do wzmocnienia cyfrowej odporności jest dyrektywa NIS2. 86% firm przyznaje, że jej wdrożenie pozytywnie wpływa na tempo implementacji nowych technologii i poprawę procedur bezpieczeństwa.

Jeszcze kilka lat temu inwestycje w bezpieczeństwo postrzegano jako obowiązek. Dziś to inwestycja w spokój, reputację i zaufanie klientów. W świecie, gdzie niedostępność IT może kosztować firmę miliony złotych, stabilność systemów jest tak samo ważna jak rentowność. Przedsiębiorstwa rozumieją, że ich ciągłość działania zależy od tego, jak odporne cyfrowo są ich systemy i zespoły – wyjaśnia Adam Matyaszek – NIS2 zmienia sposób myślenia o cyberbezpieczeństwie – z obowiązku w strategiczny priorytet. Zmusza firmy do przejrzystości, do budowania procesów bezpieczeństwa zintegrowanych z całą strukturą organizacji. Ale to nie jest tylko regulacja – to także katalizator innowacji. Wdrożenie standardów bezpieczeństwa często prowadzi do inwestycji w automatyzację sztuczną inteligencję oraz nowe modele zarządzania danymi – dodaje.

Technologie, które zmieniają reguły gry

Rosnąca rola chmury obliczeniowej to kolejny sygnał dojrzewania cyfrowego polskich firm. Już 67% organizacji wykorzystuje rozwiązania chmurowe do zarządzania infrastrukturą, bezpieczeństwem i ciągłością działania, a 62% podkreśla, że chmura przyspiesza wdrażanie innowacji z zakresu automatyzacji i sztucznej inteligencji (AI).

AI przestaje być eksperymentem – 65% firm stosuje ją w cyberbezpieczeństwie, 52% do automatyzacji procesów operacyjnych (zarówno biurowych, jak i produkcyjnych), a 63% wykorzystuje ją do wspomagania procesów poznawczych, analityki i podejmowania decyzji.

Sztuczna inteligencja wchodzi do firm w sposób naturalny, ale jej potencjał widać dopiero wtedy, gdy zostanie połączona z chmurą. Te dwa elementy tworzą dzisiaj nowy model efektywności. Dzięki AI można analizować duże zbiory danych w czasie rzeczywistym, przewidywać ryzyka, optymalizować zasoby i zwiększać niezawodność procesów. To ogromna zmiana jakościowa – z reaktywnego IT przechodzimy do predykcyjnego biznesu – podkreśla ekspert Polcom.

Synergia buduje przewagę konkurencyjną

Według danych z raportu 71% przedsiębiorstw uważa, że połączenie różnych technologii – chmury, AI, automatyzacji i bezpieczeństwa – pozwala skutecznie reagować na potrzeby rynku. 84% firm twierdzi, że automatyzacja wspierana przez sztuczną inteligencję pomaga redukować koszty, a 72% wskazuje, że łączenie komplementarnych rozwiązań zwiększa wydajność innowacji. Szczególnie wyróżnia się sektor finansowy – 62% firm z tej branży ocenia, że działa w sposób innowacyjny i szybko adoptuje nowe rozwiązania IT (dla całego rynku to 38%).

To już nie jest wyścig o wdrożenie najnowszego narzędzia, ale o spójność ekosystemu. Firmy, które potrafią połączyć bezpieczeństwo, chmurę i automatyzację w jeden logiczny system, zyskują ogromną przewagę. Bo technologia zaczyna wtedy działać jak układ nerwowy organizacji – nie tylko wspiera, ale reaguje, przewiduje i dostarcza informacji tam, gdzie są potrzebne – wskazuje Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.

Wyzwania na 2026 rok

Choć cyfrowa transformacja przyspiesza, 72% organizacji przyznaje, że wciąż obawia się problemów związanych z integracją nowych technologii z dotychczasowymi systemami (tzw. legacy). To pokazuje, że kolejnym etapem rozwoju nie będzie już wdrażanie nowych narzędzi, lecz porządkowanie i łączenie istniejących struktur.

To etap, na którym polskie firmy muszą postawić na spójność architektury IT. Przyszłość należy do organizacji, które potrafią łączyć stare i nowe technologie w jedną, elastyczną strukturę. Transformacja nie kończy się na wdrożeniu, ona dopiero zaczyna się w momencie integracji – gdy systemy zaczynają ze sobą „rozmawiać” i wspierać decyzje biznesowe – zaznacza Adam Matyaszek. – Przez ostatnie lata transformacja była głównie zadaniem działów IT. Dziś jest wspólnym językiem całej organizacji – od finansów, przez produkcję, po zarząd. To właśnie teraz transformacja technologiczna nabiera sensu biznesowego. A to oznacza, że polska gospodarka naprawdę przyspiesza technologicznie – nie tylko inwestując, ale wykorzystując technologie w sposób przemyślany i strategiczny – dodaje.

 

Polski rynek retail przyciąga inwestorów – 3 duże transakcje za blisko 600 mln euro

W zeszłym tygodniu ogłoszono kilka transakcji o imponującej skali w sektorze handlowym w Polsce. To przede wszystkim sprzedaż za około 300 mln euro 36 parków handlowych należących do Trei Real Estate na rzecz joint venture, w którego skład wchodzą  Ares Management Corporation  oraz debiutujący na polskim rynku Slate Asset Management. PwC uczestniczyło w transakcji jako doradca kupującego.

Na polskim rynku debiutuje też węgierski Shopper Park Plus, który zapowiedział nabycie ośmiu parków handlowych za około 195 mln euro. Echo Investment sprzedało z kolei za 103 mln euro oddane do użytku w 2018 roku centrum handlowe Libero Katowice; kupującym jest litewski fundusz Summus Capital.

Sfinalizowane lub czy czekające na sfinalizowanie w tym roku umowy podtrzymują trend, który obserwowaliśmy w zeszłym roku (sprzedaż pomiędzy Cromwell Property Group a czeskim funduszem Star Capital czy rekordowe pojedyncze akwizycje Nepi Rockastle). W tym roku także zanotowaliśmy już duży portfelowy zakup – My Park, część czeskiej Reticulum Group, kupiło 10 parków handlowych od BHM Group. Wszystkie te transakcje potwierdzają siłę polskiego rynku nieruchomości komercyjnych.

Szczególnie ważna jest transakcja pomiędzy Trei Real Estate a joint venture Ares / Slate. Przesądza o tym nie tylko wartość transakcji i liczba obiektów, ale też udział globalnych inwestorów spoza regionu CEE. Tego typu inwestorzy w ostatnich latach stali się na polskim rynku mniej aktywni niż przed pandemią i wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Wejście do Polski nowego globalnego inwestora wskazuje, że mimo geopolitycznych ryzyk nasz kraj jest postrzegany jako stabilna i przynosząca atrakcyjne zwroty inwestycyjne lokalizacja.

Warto zwrócić uwagę, że przedmiotem wymienionych transakcji są nowe czy stosunkowo nowe obiekty, dobrze zlokalizowane, całkowicie czy prawie całkowicie wynajęte, z długoterminowymi umowami najmu zapewniającymi bezpieczeństwo inwestycji z perspektywy kupującego. Nie wymagają dużych nakładów, gwarantują stabilne przychody w długoterminowej perspektywie i – w przypadku parków handlowych – umożliwiają skalowanie inwestycji i dalszy rozwój portfolio pod jedną marką. Takich aktywów szukają działający na dużą skalę i bardzo dziś selektywni globalni inwestorzy.

Warunki spełniają wielkopowierzchniowe centra handlowe w dużych miastach i sieci strategicznie zlokalizowanych parków handlowych z dobrze dobranym mixem najemców, gwarantującym odwiedzalność, wysokie obroty i odporność na koniunkturę. Nabycie grupy parków handlowych zwiększa też bezpieczeństwo poprzez dywersyfikację ryzyka pomiędzy różnymi obiektami.

Warto przyglądać się tej drugiej klasy aktywów – polski rynek w tym segmencie dynamicznie się rozwija i dojrzewa, pojawiają się szanse na akwizycje ciekawych portfeli. Ares i Slate analizowali możliwości na polskim rynku od lat, czekając na odpowiednią okazję i wyjątkowe portfolio, które ma mocny potencjał dalszego wzrostu wartości.

Sektor handlowy przyciąga zagraniczny kapitał równie skutecznie co magazynowy i biurowy. Ostatnie transakcje przełożą się na tegoroczny końcowy wynik, choć wydaje się, że nie uda się przekroczyć rekordowej wartości 1,6 mld euro z 2024 roku. Podkreśliłabym jeszcze, że poza globalnymi zawirowaniami dla zagranicznych inwestorów liczy się też przewidywalne otoczenie podatkowo-prawne – tutaj jak zawsze pozostaje pole do działania dla polskiego regulatora.

Autor: Kinga Barchoń, Partnerka PwC Polska, liderka sektora nieruchomości, czlonkini zarządu Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych

Październik przyniósł ożywienie na rynku wtórnym – popyt napędza dostępność kredytów

Październik przyniósł wyraźne ożywienie na rynku wtórnym. Kurcząca się oferta w większości metropolii oraz pierwsze od miesięcy podwyżki cen w części miast wskazują na rosnący popyt na mieszkania z drugiej ręki. Zdaniem ekspertów portalu GetHome.pl, to efekt poprawiającej się dostępności kredytów mieszkaniowych.

Rynek wtórny korzysta na poprawie dostępności kredytów, ale sprzedający muszą pamiętać, że konkurencją pozostają deweloperzy z rekordową ofertą mieszkań – podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Według niego we wrześniu górą byli deweloperzy, ale w październiku to prawdopodobnie mieszkania z drugiej ręki sprzedawały się nieco lepiej. Według danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar, w październiku z rynku wtórnego w całym kraju zniknęło 35 tys. unikalnych ofert sprzedaży mieszkań – to aż o 11% więcej niż we wrześniu, kiedy sprzedaż była o 2% niższa niż w sierpniu. Równocześnie pojawiło się 33 tys. nowych ofert, co oznacza, że na koniec miesiąca dostępnych było 149 tys. mieszkań, czyli o 1% mniej niż miesiąc wcześniej.Mieszkania w ofercie, sprzedane, wprowadzone_październik 2024 - 2025

Największe spadki liczby ofert odnotowano w:

  • Poznaniu: o 3% (do ok. 3,9 tys. lokali),
  • Wrocławiu: o 2% (do 9,2 tys.),
  • Warszawie i Trójmieście: o 1% (odpowiednio do 17,7 tys. i 8,3 tys.).

Stabilnie było w Krakowie (ok. 8,9 tys.) i Katowicach (ok. 2,4 tys.), a jedynym miastem ze wzrostem oferty była Łódź – o 2% (do 5,5 tys. mieszkań).Średnie ceny z rynku wtórnego październik 2024 - 2025

Jaki to miało wpływ na ceny oferowanych lokali? Z danych portalu GetHome.pl wynika, że październik był kolejnym miesiącem stabilizacji cen w Warszawie (ok. 18 tys. zł/m kw.) i Poznaniu (ok. 11,7 tys. zł/m kw.). Spadki pojawiły się we Wrocławiu i Łodzi – po 1%, do odpowiednio 14,1 tys. zł/m kw. i 8,8 tys. zł/m kw.

Jednak w części miast ceny zaczęły rosnąć:

  • Kraków: +2% (do ok. 16,9 tys. zł/m kw.),
  • Trójmiasto: +2% (do ok. 16,2 tys. zł/m kw.),
  • Katowice: +1% (do ok. 11,7 tys. zł/m kw.).

W Krakowie przerwana została seria trzech miesięcy bez podwyżek, a w Trójmieście – dwóch – zauważa Marek Wielgo.Średnie ceny z rynku wtórnego wrzesień - październik 2025

W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań z rynku wtórnego była niższa niż przed rokiem:

  • Kraków – spadek o 4%,
  • Poznań – o 3%,
  • Warszawa i Wrocław – o 2%.

Liderem wzrostów pozostaje Łódź, gdzie ceny są o 4% wyższe niż rok temu. Wzrosty odnotowano także w Trójmieście (+2%) i Katowicach (+1%).Mieszkania w ofercie sprzedaży na rynku wtórnym

Październikowe dane pokazują, że rynek wtórny odzyskuje dynamikę, choć presja ze strony deweloperów pozostaje silna.

Jeśli poprawa dostępności kredytów się utrzyma, listopad może przynieść dalsze ożywienie na rynku wtórnym – prognozuje ekspert portalu GetHome.pl.

Małe miasta, wielkie inwestycje – 62% powierzchni handlowej w budowie poza metropoliami

Rośnie oferta obiektów handlowych, zwłaszcza w małych miastach. W tym roku do użytku oddanych zostało 36 nieruchomości handlowych, z czego 33 stanowiły parki handlowe – wynika z danych CBRE. Niemal jedna trzecia całej powierzchni handlowej w Polsce zlokalizowana jest już w miejscowościach liczących mniej niż 100 tys. mieszkańców. Dodatkowo, znajduje się tam 62 proc. spośród inwestycji, które są w trakcie realizacji. Dane GUS-u wskazują na wzrost sprzedaży detalicznej i spadek inflacji, co sprzyja pojawianiu się nowych międzynarodowych marek na polskim rynku.

Dane z rynku są dobre zarówno dla konsumentów, jak i inwestorów. Najnowsze statystyki GUS-u wskazują na wzrost sprzedaży detalicznej o 6,4 procent oraz spadek inflacji do 2,9 procent, w ujęciu rocznym. Te pozytywne trendy powinny utrzymać się w kolejnych miesiącach, co będzie sprzyjać rozwojowi sektora handlowego. Inwestorzy koncentrują się przede wszystkim na małych miastach, w których rynek nie jest jeszcze nasycony. Dominują parki handlowe, czyli wygodne dla klientów obiekty, składające się z kilku lub kilkunastu sklepów, do których dostęp jest wprost z parkingu mówi Anna Wysocka, szefowa działu handlowego w CBRE.

Od początku 2025 r. na rynku handlowym przybyło ok. 281,3 tys. mkw. powierzchni, w postaci 36 obiektów i 19 rozbudów. Spośród nowych miejsc na zakupowej mapie 33 to parki handlowe. Po raz pierwszy od sześciu lat otwarty został outlet – Designer Outlet Kraków, zajmujący 19 tys. mkw. To największy obiekt handlowy oddany do użytku w tym roku. Otwarto również m.in. S1 Włocławek (17 tys. mkw.) oraz Przystanek Karkonosze (15,4 tys. mkw.), znajdujący się w Miłkowie niedaleko Karpacza. W sumie powierzchnia handlowa w Polsce wynosi już 15,31 mln mkw.

Będzie więcej miejsc na zakupy

Na koniec III kwartału br. w budowie znajdowało się ponad 690,6 tys. mkw. powierzchni handlowej. To w zdecydowanej większości parki, które stanowią 87 proc. powierzchni. Dodatkowo, ponad połowa (62 proc.) jest zlokalizowana w ośrodkach, w których liczba mieszkańców nie przekracza 100 tys. osób. Już teraz 31 proc. całych zasobów handlowych w kraju znajduje się w małych miejscowościach, a ten odsetek będzie jeszcze rósł. W budowie są także dwa centra handlowe, które mają powierzchnię ponad 15 tys. mkw.

Nowe marki

Dobre nastroje konsumentów i rosnąca podaż powierzchni handlowej sprzyjają inwestycjom międzynarodowych marek na polskim rynku. Od początku 2025 r. pojawiło się ich dziewięć. W sektorze mody są to Guess Jeans z USA oraz Ocean z Ukrainy, a także Miramira z Hiszpanii, oferująca akcesoria i biżuterię. Na rynek weszły również turecka Armagan Toys z produktami dla dzieci, niemiecka Pino Kuchen z asortymentem dla gospodarstwa domowego oraz ukraińska marka z usługami turystycznymi Join UP!. Oprócz tego pojawiła się nowa firma spożywcza Bottlery z Litwy, restauracje i kawiarnie Omnichise z Turcji, a także Miniso z Chin.

Zrównoważony handel

Działania z obszaru ESG (zrównoważonego rozwoju) są coraz ważniejsze dla uczestników rynku handlowego.

Rosną wyzwania zwłaszcza dla właścicieli starszych obiektów. Są one związane z większymi oczekiwaniami ze strony banków i inwestorów, ale także najemców i konsumentów. Kluczem do sukcesu jest opracowanie strategii dekarbonizacji, co przełoży się na dostęp do finansowania oraz zainteresowanie ze strony potencjalnych nabywców mówi Anna Wysocka, CBRE.

Koszty wynajmu powierzchni handlowej utrzymują się na stabilnym poziomie. W najlepszych centrach handlowych wynoszą 100-130 EUR/mkw. za miesiąc w Warszawie i 40-60 EUR/mkw. za miesiąc w innych dużych miastach Polski, w przypadku nowoczesnych lokali o powierzchni ok. 100 mkw. Czynsze w parkach handlowych sięgają 9-12 EUR/mkw. za miesiąc, dla powierzchni ok. 500 mkw.

ELQ podpisało memorandum z największym ukraińskim producentem UAV i otwiera drogę do współpracy produkcyjnej

Notowana na NewConnect ELQ S.A. zawarła memorandum o współpracy z kluczowym producentem bezzałogowych systemów powietrznych, posiadającym doświadczenie, skuteczność operacyjną oraz potwierdzone osiągnięcia w sektorze obronnym Ukrainy. Dokument zakłada pogłębienie współpracy stron w zakresie rozwoju, certyfikacji i produkcji technologii obronnych oraz rozwiązań dual-use.

Podpisanie porozumienia jest kolejnym krokiem realizacji planów strategicznych ELQ i stanowi następny etap współpracy pomiędzy ELQ a kontrahentem, z którym spółka zawarła wcześniej list intencyjny. Celem współpracy jest stworzenie warunków dla długoterminowego partnerstwa, zwiększenie zdolności produkcyjnych, pozyskanie finansowania oraz promowanie innowacyjnych produktów na rynkach UE i innych rynkach międzynarodowych.

ELQ S.A. to polska spółka technologiczno-inżynierska z Częstochowy, od lat projektująca i integrująca rozwiązania dla elektroenergetyki, OZE i infrastruktury krytycznej. Na tej bazie spółka rozwija kompetencje w technologiach bezzałogowych i autonomicznych, łącząc automatykę, sztuczną inteligencję i inżynierię systemów. Memorandum z ukraińskim partnerem – producentem platform sprawdzonych w realnym konflikcie – ma przyspieszyć przejście od projektów do produkcji i wdrożeń oraz otworzyć drogę do ich komercjalizacji na rynkach krajowych i unijnych bezzałogowych statków powietrznych używanych w najbardziej krytycznych warunkach – warunkach wojny.

Strony podpisanego porozumienia deklarują zamiar kontynuowania i rozwijania kooperacji oraz prowadzą działania zmierzające do przygotowania umowy o współpracy, która w sposób szczegółowy określi zasady realizacji wspólnego przedsięwzięcia. Podpisane porozumienie określa warunki oraz orientacyjny plan działania i oczekiwane wyniki, które będą realizowane na początkowych etapach działania.

Współpraca między stronami memorandum ma na celu nawiązanie kontaktów z potencjalnymi nabywcami w tym podmiotami ponadpaństwowymi, które mogą przyczynić się do realizacji wspólnych projektów oraz uzyskanie zezwoleń i certyfikatów, dla produktów, które mogą być wspólnie wytwarzane a co najważniejsze organizację produkcji w Polsce, opracowanie i wdrożenie szkoleń w sektorze bezpieczeństwa oraz inne działania, które mogą być określone w trakcie realizacji postanowień podpisanego memorandum.

Porozumienie wspiera strategię wejścia ELQ w segment defence i jest skorelowane z niedawno pozyskanym finansowaniem na przygotowanie portfela projektów.

Cieszymy się z zawartego porozumienia – potwierdza ono nowe perspektywy dla ELQ i naszych projektów. Produkty ELQ i nasze kompetencje integracyjne już dziś są weryfikowane w warunkach realnego konfliktu, a podpisanie dzisiejszego memorandum tę współpracę wzmacnia. Co ważne, uzyskujemy możliwość dalszego rozwoju rozwiązań na bieżąco weryfikowanych w użyciu – w krótkich cyklach iteracyjnych, w ścisłej współpracy z użytkownikiem końcowym. Można to określić jako prowadzenie na co dzień prac badawczo-rozwojowych bezpośrednio w warunkach wojennych. Tym samym uzyskujemy najnowocześniejszą technologię aktualizowaną niemal codziennie. Łączymy inżynierię, automatykę i sztuczną inteligencję z doświadczeniem naszego partnera, aby szybciej dostarczać technologie o wysokiej wartości operacyjnej i przemysłowej – podkreśla dr Marcin Sołtysiak, prezes zarządu ELQ S.A.

Podpisanie memorandum oznacza dalsze budowanie pipeline projektów w segmencie technologii o zastosowaniach cywilnych i obronnych. Produkcja i certyfikacja w Polsce zwiększą konkurencyjność ofertową oraz skrócą czas od zamówienia do dostawy. Zawarte memorandum jest również spójne z niedawnym porozumieniem podpisanym przez ELQ S.A. z europejskim producentem zaawansowanych technologii bateryjnych – InoBat Auto j.s.a. Współpraca z InoBat obejmuje rozwój i produkcję wysokowydajnych baterii litowych dedykowanych m.in. systemom UAV, co tworzy pełny łańcuch kompetencji – od zasilania po integrację kompletnych platform bezzałogowych. Synergia obu porozumień umożliwi ELQ przyspieszenie wdrożeń technologii w obszarze dual-use oraz wzmocni pozycję spółki jako integratora nowoczesnych rozwiązań dla sektora energetycznego, przemysłowego i obronnego.

AI nie działa bez danych. I firmy zaczynają to rozumieć

76% liderów biznesowych przyznaje, że odczuwają coraz większą presję, by przekładać dane na realną wartość biznesową. Jednak najnowszy raport Salesforce State of Data and Analytics ujawnia, że ich największą przeszkodą pozostają niekompletne, nieaktualne lub niskiej jakości dane. Luka między oczekiwaniami wobec danych a rzeczywistością staje się jeszcze bardziej problematyczna w erze agentów AI.

Podczas gdy liderzy biznesowi z entuzjazmem patrzą na wykorzystanie sztucznej inteligencji w celu uzyskiwania lepszego zrozumienia kontekstowego i zwiększania produktywności, ich techniczni odpowiednicy coraz częściej zwracają uwagę na konieczność opracowania nowego podejścia do danych i analityki. W rzeczywistości 84% liderów ds. danych i analityki twierdzi, że ich strategie danych wymagają całkowitej przebudowy, zanim ich ambicje związane ze sztuczną inteligencją będą mogły się urzeczywistnić.

Aby zniwelować tę lukę, najbardziej świadomi liderzy koncentrują się na fundamentach: aktualnych, kontekstowych danych, silniejszych ramach zarządzania oraz architekturach typu zero copy, które umożliwiają dostęp do rozproszonych danych niezależnie od miejsca ich przechowywania.

Doświadczenia z wcześniejszych etapów wdrażania AI stanowią ramy działania dla firm, które chcą stać się przedsiębiorstwami agentycznymi – środowiskami, w których ludzie i inteligentni agenci AI współpracują ze sobą wyjaśnia Michael Andrew, Chief Data Officer w Salesforce. – Zaufane, zintegrowane i kontekstowe dane – oto klucz, który odblokowuje potencjał. Dla organizacji gotowych działać na dużą skalę właśnie teraz jest moment, aby wzmocnić fundamenty danych i z pełną pewnością skalować AI, osiągając rzeczywistą wartość i zwrot z inwestycji.

Najważniejsze dane z raportu

Obecne fundamenty danych nie nadążają za ambicjami biznesowymi

  • Prawie dwie trzecie liderów biznesowych (63%) opisuje swoje organizacje jako „zorientowane na dane” – to wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu z 2023 r.
  • Jednak tyle samo (63%) liderów ds. danych i analityki przyznaje, że ich firmy mają trudności z przekładaniem danych na realne priorytety biznesowe, co pokazuje rozdźwięk między deklarowaną dojrzałością a rzeczywistością.
  • Mniej niż połowa (49%) liderów biznesowych twierdzi, że potrafi regularnie formułować trafne i aktualne wnioski.
  • Prawie połowa (49%) liderów ds. danych i analityki mówi, że ich organizacje sporadycznie – lub nawet często – wyciągają błędne wnioski z danych pozbawionych kontekstu biznesowego.
  • Niekompletne, przestarzałe lub niskiej jakości dane nadal pozostają główną przeszkodą w osiągnięciu statusu prawdziwie „data-driven”.

Słabe dane wykolejają ścieżkę do przekształcenia w przedsiębiorstwo agentyczne

Sztuczna inteligencja błyskawicznie stała się priorytetem numer jeden w obszarze danych – i największym testem odporności dla istniejących fundamentów danych.

W raporcie State of Data and Analytics z 2023 r. rozwój możliwości AI był jednym z trzech głównych priorytetów, dziś jest bezkonkurencyjnym numerem jeden.

  • 67% liderów ds. danych i analityki przyznaje, że odczuwa presję, by jak najszybciej wdrożyć AI.
  • 42% z nich nie ma pełnego zaufania do dokładności i trafności wyników AI – prawdopodobnie z powodu nieaktualnych, niespójnych danych, z których AI korzysta.
  • Choć 84% liderów teoretycznie zgadza się ze stwierdzeniem, że jakość wyników AI jest tak dobra, jak jakość danych wejściowych, to w praktyce wygląda to gorzej: szacują oni, że ponad jedna czwarta (26%) danych w ich organizacjach jest niewiarygodna.

Firmy odczuwają skutki trenowania AI na wadliwych danych:

  • 89% liderów ds. danych i analityki, którzy mają już wdrożone systemy AI, przyznaje, że doświadczyło błędnych lub mylących wyników generowanych przez sztuczną inteligencję.
  • Ponad połowa (55%) liderów ds. danych i analityki w firmach, które samodzielnie trenują lub dostrajają modele AI, twierdzi, że zmarnowała znaczące zasoby na pracę z nieodpowiednimi danymi.

Kluczowy wniosek 89% liderów ds. danych i analityki uważa, że solidne fundamenty danych to najważniejszy czynnik sukcesu w AI.

Agentyczna AI to nie kolejna technologia – to kolejna rewolucja. Agenci AI przejmują rutynowe zadania, aby ludzie mogli skupić się na kreatywności, relacjach i wdrażaniu realnych zmianpowiedział Marc Benioff, CEO Salesforce, podczas swojego wystąpienia na Dreamforce.

Dodał jednak ostrzeżenie: Aby naprawdę wydobyć z AI pełną wartość i kontekst, trzeba zacząć od danych. Trzeba zintegrować rozwiązania, ustalić priorytety i opracować właściwe zasady zarządzania.

Nawet dane wysokiej jakości są bezużyteczne, jeśli pozostają niedostępne

Prawie 9 na 10 liderów ds. danych i analityki uważa, że zintegrowane dane są kluczowe dla spełnienia oczekiwań klientów. Jednocześnie problem tzw. „uwięzionych danych” (trapped data) rośnie w zastraszającym tempie – z ostatniego miejsca w rankingu wyzwań sprzed dwóch lat przesunął się dziś do pierwszej piątki.

Problem pogłębia rozrost aplikacji – przeciętne przedsiębiorstwo korzysta z 897 aplikacji, z czego tylko 29% jest ze sobą połączonych. Ta silna fragmentacja rozprasza dane w silosach, często uniemożliwiając ich wykorzystanie.

W efekcie:

  • Liderzy ds. danych i analityki szacują, że 19% danych w firmach jest niedostępnych lub bezużytecznych.
  • Co gorsza, 70% z nich wierzy, że najcenniejsze informacje biznesowe ukryte są właśnie w tych niedostępnych 19% danych.

Skutki są poważne: ponad 8 na 10 liderów ds. danych i analityki wskazuje, że prowadzi to do ograniczonej skuteczności AI, braku pełnego obrazu klienta, mniejszej personalizacji i utraty potencjalnych przychodów.

By sprostać oczekiwaniom biznesu, liderzy technologiczni redefiniują dostępność, wykorzystanie i bezpieczeństwo danych

Aby rozwiązać problem uwięzionych danych, 56% organizacji wdraża architekturę typu zero copy – podejścia, które umożliwia jednoczesny dostęp do danych z wielu baz, bez konieczności ich kopiowania, przenoszenia czy zmiany formatu. Korzyści są wymierne: firmy stosujące zero copy są o 25% skuteczniejsze w zapewnianiu lepszych doświadczeń klienta oraz o 34% bardziej efektywne we wdrażaniu inicjatyw AI niż te, które takiej architektury nie mają.

Interfejsy języka naturalnego, takie jak agentic analytics, mogą rozwiązać problem zrozumiałości danych i ograniczeń dostępu

  • 63% liderów ds. danych i analityki twierdzi, że tłumaczenie pytań biznesowych na zapytania techniczne jest podatne na błędy.
  • 93% liderów biznesowych przyznaje, że ich wyniki byłyby lepsze, gdyby mogli zadawać pytania dotyczące danych w naturalnym języku.

Wymagana jest aktualizacja zasad zarządzania i bezpieczeństwa danych

  • Tylko 43% liderów ds. danych i analityki ma wdrożone formalne ramy zarządzania danymi i odpowiednie polityki.
  • 88% zgadza się, że rozwój AI wymaga zupełnie nowego podejścia do zarządzania i bezpieczeństwa danych.

W miarę jak firmy zmierzają w kierunku modelu agentycznego przedsiębiorstwa, prawdziwa transformacja następuje wtedy, gdy dane i AI współdziałają w pełnej harmoniipodsumowuje Michael Andrew. – Silne fundamenty danych zapewniają AI niezbędny kontekst, a sztuczna inteligencja w zamian pomaga liderom w pełnym wykorzystaniu potencjału danych. Organizacje, które traktują dane i AI jako wspólną strategię, to te, które przejdą od eksperymentów do skutecznego wdrożenia i zobaczą realny wpływ AI na biznes.

Metodologia

Dane przedstawione w raporcie pochodzą z dwóch podwójnie anonimowych badań ankietowych przeprowadzonych w okresie od 27 czerwca do 13 sierpnia 2025 r.
Pierwsze badanie objęło 3 800 decydentów z obszaru analityki i IT z 18 krajów w Ameryce Północnej, Ameryce Łacińskiej, regionie Azji i Pacyfiku oraz w Europie.
Drugie badanie zebrało 3 852 odpowiedzi od liderów biznesowych z tych samych krajów.

Glapiński może ogłosić pauzę, Trump przed Sądem Najwyższym, a rynek czeka na decyzję BoE

Czy prezes Glapiński wciśnie pauzę po piątej obniżce stóp, a RPP zakończy cykl luzowania? W Waszyngtonie Donald Trump walczy przed Sądem Najwyższym o prawo do nakładania ceł. Tymczasem rynki czekają na decyzję Banku Anglii i dane o sprzedaży w strefie euro — przy stabilnym złotym i spokojnym handlu na głównych parach walutowych.

Kiedy pauza?

W czwartek, 6 listopada, rynek wciąż żyje wczorajszą decyzją Rady Polityki Pieniężnej, która ogłosiła piątą już w obecnym cyklu obniżkę stóp procentowych. Po wczorajszym ruchu łączna skala tegorocznego luzowania wynosi 150 punktów bazowych, a stopa referencyjna spadła do 4,25%. Dla nowo zaciąganych kredytów mieszkaniowych o przeciętnej wartości oznacza to spadek miesięcznej raty o około 10%, choć efekt ten rozłoży się w czasie wraz z aktualizacją stawek rynkowych. Wraz z decyzją NBP zaprezentował nowe projekcje inflacyjne, wskazujące na szybsze tempo spadku inflacji w tym i przyszłym roku, ale łagodniejsze obniżanie dynamiki cen w 2027. To może oznaczać zbliżanie się do końca cyklu łagodzenia polityki pieniężnej. Teraz uwaga inwestorów koncentruje się na dzisiejszym wystąpieniu prezesa Adama Glapińskiego, które może przesądzić o pauzie w kolejnych posunięciach RPP. Według analityków na kolejną obniżkę poczekamy do marca.

Trump walczy o cła

By oderwać się od znojów towarzyszących batalii przed Sądem Najwyższym, Donald Trump wczoraj skierował ostrą krytykę pod adresem nowego burmistrza Nowego Jorku. I choć konflikt między prezydentem USA a nowym gospodarzem Wielkiego Jabłka jest całkiem widowiskowy, to jednak znacznie poważniejsze konsekwencje mogą wynikać z przesłuchań, jakie odbyły się w Waszyngtonie w sprawie zgodności z konstytucją szerokiej polityki taryfowej jego administracji. Sędziowie wyrażali wątpliwości, czy prezydent miał prawo samodzielnie nakładać cła, skoro zgodnie z ustawą zasadniczą to Kongres posiada prerogatywy w zakresie polityki podatkowej i handlowej. Prawnicy Trumpa argumentowali, że celem taryf nie było pozyskanie dochodów budżetowych, lecz działanie o charakterze regulacyjnym — mające chronić amerykański przemysł przed nadmiernym importem. Ostateczny werdykt Sądu może istotnie wpłynąć na zakres kompetencji przyszłych administracji w kształtowaniu polityki handlowej USA. Wystarczy zauważyć, że walka toczy się o 90 mld dolarów, które do tej pory zasiliły federalny budżet z tytułu nowych ceł. W najgorszym scenariuszu będzie trzeba je zwrócić.

Dziś decyduje Bank Anglii

Czwartkowy kalendarz makroekonomiczny koncentruje dziś uwagę inwestorów na dwóch wydarzeniach: decyzji Banku Anglii w sprawie stóp procentowych oraz odczycie sprzedaży detalicznej w strefie euro. Dane z Eurolandu poznamy o 11:00, a konsensus rynkowy zakłada utrzymanie dynamiki zbliżonej do poprzedniego miesiąca, co sugeruje stabilizację nastrojów konsumentów, choć wciąż bez wyraźnego ożywienia. Z kolei Bank Anglii prawdopodobnie pozostawi główną stopę na poziomie 4,0%, a rynek oczekuje raczej tonacji „wait-and-see” w komunikacie, z naciskiem na utrzymanie restrykcyjnej polityki do momentu trwałego powrotu inflacji do celu. Na rynku walutowym złoty pozostaje stabilny – EUR/PLN waha się wokół 4,25 zł, USD/PLN przy 3,70 zł, a EUR/USD utrzymuje się w rejonie 1,15$. Reakcja inwestorów będzie zależeć od ewentualnych niespodzianek w danych i tonu wystąpienia prezesa BoE Andrew Baileya.

Karty kredytowe w sektorze pożyczkowym rosną 3x szybciej niż w bankach

Boom na karty kredytowe nie dotyczy dziś już tylko banków. W sektorze pożyczkowym produkt ten stał się jednym z najszybciej rosnących narzędzi finansowania krótkoterminowego. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), w okresie od stycznia do września 2025 roku wartość przyznanych limitów kart kredytowych przez firmy pożyczkowe wzrosła o 23% rok do roku, a łączna wartość zadłużenia z tego tytułu była wyższa aż o 70%.

Rynek kart kredytowych w sektorze pożyczkowym rośnie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Z jednej strony zwiększa to dostępność finansowania, z drugiej – mnoży ryzyka związane z nadmiernym zadłużeniem. Zmiana strategii pożyczkodawców, rosnąca popularność „kredytowania przez karty” i słabsza spłacalność wymagają reakcji nie tylko konsumentów, ale i regulatorów. W przeciwnym razie ten segment, zamiast wspierać elastyczne finansowanie, może stać się kolejnym źródłem problemów dla najbardziej wrażliwych uczestników rynku.

Ten dynamiczny wzrost, w połączeniu z wysoką utylizacją limitów w zaledwie kilka dni po ich aktywacji, rodzi pytanie o rolę kart kredytowych w strategii pożyczkodawców. Czy stanowią one faktyczny instrument kredytowy, czy raczej sprytny sposób budowania lojalności i utrzymania klientów w systemie krótkoterminowego zadłużenia?

Segment pożyczkowy przyspiesza, banki w defensywie

Choć bankowe karty kredytowe nadal dominują wolumenem i mają bardziej ugruntowaną pozycję na rynku, ich rozwój od lat pozostaje stabilny, a w ostatnim czasie – nawet hamuje. Liczba posiadaczy kart bankowych wynosi obecnie 4,4 mln osób, co oznacza spadek w ujęciu rocznym, a wartość nowo przyznanych limitów wzrosła zaledwie o 7% w pierwszych trzech kwartałach 2025 r.

Tymczasem pożyczkodawcy dynamicznie przyciągają nowych użytkowników – oferta kart kredytowych wydawanych przez firmy pożyczkowe trafiła już do ponad 200 tys. klientów. Wysokie oprocentowanie najczęściej idzie tam w parze z uproszczonym procesem pozyskania limitu i natychmiastową dostępnością środków.

Wysoka utylizacja, szybkie zużycie

Jednym z najbardziej zaskakujących elementów rynku kart pożyczkowych jest tempo, w jakim klienci wykorzystują przyznany limit. Według danych BIK:

  • 83,5% – średni poziom wykorzystania limitu na karcie w sektorze pożyczkowym,
  • 91,7% – średnie wykorzystanie przy limicie 2 tys. zł,
  • 89% – wysokość wykorzystania limitu już w pierwszych dniach po otrzymaniu karty.

Dla porównania, w bankach średnie wykorzystanie limitu wynosi 48,7%, a w pierwszych dniach od aktywacji karty – zaledwie 24%. Można zatem przypuszczać, że w wielu przypadkach karta kredytowa w firmie pożyczkowej staje się substytutem standardowej pożyczki ratalnej – z pozoru wygodnym, ale droższym i obarczonym większym ryzykiem opóźnień.

Spłacalność pod lupą: ryzyko rośnie

Dane dotyczące nieterminowej spłaty zobowiązań stawiają oba segmenty rynku w wyraźnym kontraście:

  • 13,7% kart pożyczkowych ma opóźnienia >90 dni w spłacie,
  • 7,6% – taki odsetek w przypadku kart bankowych.

Jeszcze większa różnica widoczna jest, gdy spojrzymy szerzej: aż 25,7% posiadaczy kart pożyczkowych ma przeterminowane zobowiązania w całym sektorze finansowym (bankowym i pozabankowym), podczas gdy wśród użytkowników kart bankowych odsetek ten wynosi zaledwie 5,7%.

Pożyczkowe karty kredytowe – ograniczyć ryzyko, zanim wpadnie się w spiralę

Sytuacja na rynku kart kredytowych wydawanych przez firmy pożyczkowe wymaga uwagi. Wysoka dostępność limitów, szybka utylizacja i znaczne ryzyko nieterminowej spłaty mogą prowadzić do zadłużenia trudnego do opanowania, zwłaszcza w przypadku klientów o niższej zdolności kredytowej.

Ochrona konsumentów przed spiralą zadłużenia powinna być odpowiedzialnością całego sektora finansowego – zarówno banków, jak i firm pożyczkowych. Transparentna informacja o kosztach, odpowiedzialna ocena zdolności kredytowej i monitoring poziomu zadłużenia to absolutne minimum, które może pomóc ograniczyć ryzyka systemowe i indywidualne.

Źródło danych: BIK, sektorowy monitoring instytucji finansowych, wrzesień 2025.

Medicalgorithmics zwiększa przychody o 38% w III kwartale – dynamiczny wzrost na rynku USA

Medicalgorithmics odnotował w III kwartale br. wzrost przychodów o 38%, kontynuując tym samym ścieżkę dynamicznego wzrostu. W ubiegłym kwartale Spółka odnotowała niemal 7,2 mln zł przychodów ze sprzedaży, w tym 2,2 mln zł tylko z rynku amerykańskiego, gdzie rosły one o 76% r/r. Od początku 2025 roku Medicalgorithmics podpisał już 19 umów z nowymi klientami. Zawarte kontrakty, w tym z jednym z największych amerykańskich IDTF, przekładają się już na wyniki, przez co Spółka przewiduje dalszy wzrost wpływów z ich realizacji w IV kwartale oraz w 2026 roku.

– Dynamika przychodów zanotowana w III kwartale to dopiero początek. Pracujemy nad integracją kolejnych umów, negocjujemy nowe kontrakty oraz realizujemy poszerzoną współprace z jednym z największych IDTF w Stanach Zjednoczonych, która na tą chwilę jest najbardziej owocna. We wrześniu wdrożyliśmy aktualizację, dzięki której dzienna liczba badań realizowanych przez IDTF wzrosła o 118%. W związku z tym w 2026 r. możemy spodziewać się podobnych, a nawet wyższych dynamik – mówi dr Kris Siemionow, Prezes zarządu Medicalgorithmics.

W III kwartale 2025 roku Medicalgorithmics miał 7,2 mln PLN skonsolidowanych przychodów wobec 5,2 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 38% r./r. oraz o 3% w stosunku do II kwartału br. Rynek amerykański przyniósł Spółce 2,2 mln zł przychodów, notując dynamikę wzrostu na poziomie 76%. Wskazane liczby są potwierdzeniem realizacji strategii, w ramach której spółka skupia się na sprzedaży algorytmów AI oraz oprogramowania diagnostycznego o najwyższej marżowości. W raportowanym okresie Medicalgorithmics przeprowadziło prawie 97 tys. badań EKG co oznacza wzrost o blisko 33% rok do roku.

Ubiegły kwartał był bardzo udany pod kątem jakości rozpoczętych współprac, natomiast trwający IV kwartał jest jeszcze bardziej intensywny. Zawarliśmy umowę z jednym z największych IDTF w Wielkiej Brytanii na nasze autorskie algorytmy AI oraz platformę do analizy EKG. Do tego nawiązaliśmy współpracę z jednym z liderów w sektorze ochrony zdrowia w Arabii Saudyjskiej oraz regionie MENA na dostawę rozwiązania VCAST. O potencjale wspomnianej technologii świadczy m.in. rozpoczęte niedawno badanie, które realizujemy we współpracy ze szwedzkim Uniwersytetem w Lund. VCAST zostanie wykorzystany w analizie danych pochodzących z badania ponad 30 tys. osób. Będzie to istotne potwierdzenie skuteczności wspomnianej technologii naszego autorstwa – dodaje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

Na początku listopada Spółka ogłosiła rozpoczęcie przełomowej współpracy badawczej z wiodącym Uniwersytetem medycznym w Lund w Szwecji. Celem inicjatywy jest stworzenie największego na świecie zbioru danych dotyczących funkcji serca uzyskanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz wyznaczenie nowego globalnego standardu w nieinwazyjnej diagnostyce kardiologicznej przy wykorzystaniu Wirtualnego Testu Obciążeniowego Serca (VCAST). Projekt zakłada wykorzystanie platformy VCAST w analizie danych pochodzących z badania SCAPIS – jednego z najbardziej kompleksowych projektów obrazowania kardiologicznego na świecie, obejmującego ponad 30 000 osób.

Od początku tego roku notowany na GPW medtech dynamicznie się rozwija, zdobywając nowych i aktywując kolejnych klientów. Spółka podpisała rekordową liczbę umów (19 – więcej niż w całym 2024 roku), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji. Od początku roku spółka podwoiła swoją wartość, stając się jedną z najlepszych inwestycji na GPW w 2025 roku. Wśród nowych umów, poza wspomnianym amerykańskimi użytkownikami technologii Medicalgorithmics, znajdują się także: umowy z europejskim i brytyjskim IDTF, umowa z amerykańskim deep-techem specjalizującym się w integrowaniu zaawansowanych materiałów, czujników i sztucznej inteligencji oraz trzy pierwsze komercyjne umowy na VCAST – na rynku tureckim, arabskim oraz strategicznym rynku skandynawskim.

Polityka strachu kontra rzeczywistość: imigranci nie są problemem dla budżetu USA

Prawdą jest, że za rządów prezydenta Bidena imigracja do USA wzrosła. Nieprawdą, że migranci zabierają pracę Amerykanom, są obciążeniem dla budżetu i popełniają przestępstwa częściej niż rodowici obywatele USA.

Migracja jako hasło wyborcze pojawiała się w amerykańskiej historii sporadycznie. O ile politycy okazjonalnie nagłaśniali ten temat w swoich programach, to wyborcy odnosili się do niego zwykle z dystansem. Niezmiennie ważniejsza okazywała się np. sytuacja na rynku pracy czy inflacja. Można więc stwierdzić, że przeciętny wyborca widzi migrację w najlepszym przypadku w ramach tzw. postrzegania peryferyjnego.

Jednocześnie należy przypomnieć, że Stany Zjednoczone są krajem imigracji. Jeśli tak, to dlaczego ten wątek nie znajduje oddźwięku w elektoracie? Być może jest tak, ponieważ Amerykanie pozostają przychylni przybyszom z innych krajów? Przeprowadzone dla The Chicago Council on Global Affairs badania opinii publicznej sprzed zaledwie kilku miesięcy wykazały, że tylko co piąty Amerykanin jest przeciwny legalnej migracji. Dwie trzecie wyborców uważa, że nielegalni imigranci pracujący obecnie w USA powinni mieć możliwość nie tylko zalegalizowania pobytu, ale też otrzymania obywatelstwa. Z drugiej strony, badania przeprowadzone przez instytut Gallupa wykazywały wzrost poparcia dla zwiększonej imigracji w pierwszych dwóch dekadach tego wieku, aż do prezydentury Bidena. Potem poparcie spadło.

Donald Trump w swojej kampanii z lat 2023-2024 wykorzystał tę zmianę nastrojów i postawił na hasło „America First” (ang. Ameryka na pierwszym miejscu). Jego wypowiedzi łączące obecność migrantów z przestępczością, osłabieniem gospodarki czy obciążeniem dla budżetu państwa znalazły poklask i wręcz obrosły mitami. Warto przyjrzeć się kilku z nich i skonfrontować je z faktami, danymi i analizami.

Fale imigracji

Hasło, że kraj „jest zalewany falą migracyjną” bywało przywoływane w ostatnich niemal 200 latach. Gdy liczba imigrantów szybko rosła, politycy wskazywali na zagrożenia z tym związane. Trzeba przypomnieć, że nielegalna imigracja spadała sukcesywnie za kadencji prezydentów Busha, Obamy i za pierwszej kadencji Trumpa. Jednak za kadencji Bidena mieliśmy do czynienia z szybkim napływem imigrantów, co w swojej kampanii wykorzystał Donald Trump.

Z przeprowadzonej przez Pew Research Center analizy danych z Census Bureau wynika, że w 2024 ok. 15 proc. mieszkańców USA miało miejsce urodzenia poza krajem. To tylko trochę poniżej historycznych rekordów. W tym samym roku dzięki imigracji populacja kraju urosła o ok. 0,8 proc. (dane szacunkowe). Dla porównania, na szczycie uprzednich fal, w latach 1852-1855, 1880-1882 i 1906-1907 imigranci przybywający co roku do USA stanowili 1,5-1,6 proc. rodowitych Amerykanów. Ale o ile migracja netto w 2024 r. wyniosła 2,6 mln osób (w tym 800 tys. migrantów nieudokumentowanych), to ekonomiści Federal Reserve Bank of San Francisco przewidują, że w tym roku liczba ta spadnie do 1 mln. Trudno powiedzieć, czy fala migracji definitywnie opada, ale polityka obecnej administracji zdecydowanie przyczyniła się do odwrócenia trendu.

Imigranci a rynek pracy

Niekiedy w mediach słyszy się stwierdzenia, zwykle z ust polityków, że imigranci „zabierają rodzimym miejsca pracy”. Prezydent Trump podkreślał na swoich wiecach wyborczych te zagrożenia w szczególności ze strony Afro- i Latynoamerykanów. Ekonomiczne analizy wpływu imigracji na poziom płac i podaż pracy przynoszą niejednoznaczne wnioski. Jednym z testów są badania zmian na rynku pracy w obszarach o dużym przypływie siły roboczej imigrantów. Jedna z analiz dotycząca zarówno zmian w stopie bezrobocia, jak i płac, wykazała brak wpływu. Wyniki wyżej cytowane są spójne z teoriami, według których napływ rąk do pracy jest napędzany wzrostem ogólnego popytu na pracę, a więc cyklem koniunkturalnym. W okresie ekspansji imigracja netto (czyli przyjazdy minus wyjazdy) rośnie, a w okresie dekoniunktury maleje. Dotyczy to zarówno migracji legalnej, jak i nielegalnej.

Osobnym zagadnieniem jest dopasowanie podaży pracy do popytu na nią. Dane wykazują, że nielegalni migranci najczęściej podejmują prace, których rodowici Amerykanie nie chcą wykonywać po obowiązujących stawkach wynagrodzenia. Sondaże wskazują tu na usługi hotelarsko-gastronomiczne, rolnictwo, przetwórstwo spożywcze, opiekę nad starszymi, itp.

Imigranci a obciążenia fiskalne

Od razu trzeba wyjaśnić, że legalni imigranci zawsze i wszędzie płacą podatki według takich samych stawek jak rodzimi obywatele. Mity mogą więc dotyczyć jedynie imigrantów nielegalnych. Według badań prowadzonych przez Institute on Taxation and Economic Policy dotyczących roku 2022 nielegalni imigranci zapłacili ok. 100 mld dol. podatków federalnych, stanowych i samorządowych. Jedna trzecia tej sumy wpłynęła jako podatek przeznaczony na świadczenia (do odpowiednika ZUS, ubezpieczenia od bezrobocia). Z tych środków wypłaty dla nieudokumentowanych pracowników są niedostępne tak długo jak pozostają oni w kraju nielegalnie. Nie tylko więc nieudokumentowani migranci nie są obciążeniem fiskalnym, ale subsydiują oni rodzimych podatników.

Imigranci a przestępczość

Wkrótce po objęciu władzy prezydent Donald Trump ogłosił kampanię usuwania z kraju tych imigrantów, których określił jako „gwałcicieli, handlarzy narkotyków i morderców”. Ale oprócz wydalonych migrantów z kartotekami znaleźli się też inni, nienotowani w rejestrach karnych, a nawet obywatele amerykańscy. Można więc domniemywać, że kryterium przestępczości było tylko pretekstem do wzmocnienia nastrojów antyimigranckich. W podtekście administracja imputowała, że migranci stoją na bakier z prawem i jest to zjawisko powszechne.

Dane nt. przestępczości w USA są dostępne od co najmniej 1870 r. Według statystyk przeanalizowanych przez naukowców z Uniwersytetów Stanforda, North Western i Yale, wskaźnik uwięzienia (czyli liczba osadzonych w więzieniu na 100 tys. mieszkańców) dla imigrantów (legalnych i nielegalnych) był przez ostatnie 150 lat niższy niż dla rodowitych Amerykanów. Obywatele urodzeni w USA (próbka za lata 1990-2018, według Migration Policy Institute) byli w porównaniu z imigrantami dziesięć razy częściej osadzani w więzieniach za przestępstwa przy użyciu broni, pięć razy częściej sądzeni za przestępstwa ciężkie i dwa razy częściej za przestępstwa związane z narkotykami.

A co z imigrantami nielegalnymi, grupą będącą na celowniku administracji prezydenta Trumpa? Badania naukowców z Uniwersytetu Wisconsin przeprowadzone na próbce z Teksasu wykazały, że w okresie 2012-2018 r. wskaźnik przestępczości nieudokumentowanych imigrantów był zdecydowanie niższy zarówno w porównaniu do imigrantów legalnych jak i populacji urodzonej w kraju.

Ekonomiści, tacy jak ja, grzeszą wielokroć nadmierną wiarą w analizy ilościowe. Szukając precyzji pomijają trudno wymierne zmienne, takie jak emocje, poglądy polityczne, czy względy kulturowe. Dlatego powstrzymam się od wyciągnięcia „oczywistych” wniosków. Jednak intuicja podpowiada mi, że nacisk, jaki kładzie na temat migracji obecna administracja amerykańska może się okazać w dłuższym okresie kosztowny dla jej perspektyw wyborczych, koniunktury gospodarczej i tego co nazywamy kapitałem społecznym.

Autor: Krzysztof Błędowski – jest adiunktem w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie i członkiem TEP.

Związek Plantatorów Chmielu przeciwko nadregulacji rynku piwa

Związek Polskich Plantatorów Chmielu w odpowiedzi na konsultacje publiczne dotyczące projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych zwraca się z pilnym apelem o wycofanie się z nadmiernie restrykcyjnych regulacji, które mogą doprowadzić do zachwiania się całej branży piwowarskiej i jej łańcucha wartości, w tym gospodarstw zajmujących się uprawą chmielu.

Dramatyczna sytuacja branży

Spadki na rynku piwa są widoczne nie tylko w danych GUS, ale są również bezpośrednio odczuwalne na plantacjach i w skupie chmielu. Od 2019 roku rynek piwa zmniejszył się o 6 milionów hektolitrów – co odpowiada rocznej produkcji około 10 browarów wielkości browaru Namysłów, który właśnie zakończył produkcję piwa, podobnie jak wcześniej zakład w Leżajsku. Sytuacja w 2025 roku również jest dramatyczna – browary ograniczają produkcję, gdyż nawet w miesiącach letnich rynek spadł o ponad 10%.

Nieproporcjonalne obciążenie sektora piwowarskiego

Projekt ustawy w sposób rażąco niesprawiedliwy uderza w sektory piwny – mimo że spożycie piwa od kilku lat spada najszybciej spośród wszystkich alkoholi. Jednocześnie projekt pomija istotne problemy, takie jak tzw. „małpki”, które stanowią realny problem w kontekście patologii związanych ze spożyciem alkoholu. Browary nie powinny ponosić odpowiedzialności za alkotubki ani brak wprowadzenia nocnej prohibicji w Warszawie.

Absurdalna krytyka piw bezalkoholowych

Szczególnie niepokojąca jest krytyka i regulacje dotyczące piw bezalkoholowych. Projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, zamiast koncentrować się na ograniczeniu dostępności „małpek” czy na zakazie sprzedaży nocnej, utrudni rozwój segmentu piw bezalkoholowych, które stanowią realną i wartościową alternatywę dla osób ceniących smak piwa, ale rezygnujących z alkoholu. Piwa bezalkoholowe zawierają te same składniki, co tradycyjne piwa, takie jak chmiel, a ich rosnąca popularność stanowi istotne wsparcie dla branży, która mierzy się z wieloma wyzwaniami i systematycznym spadkiem sprzedaży. Piwa bezalkoholowe są również ratunkiem na branży chmielarskiej, gdyż pozwala nieco zmniejszyć spadek popytu na chmiel.

To paradoks. Zamiast wspierać produkty, które pomagają ograniczyć spożycie alkoholu, projekt ustawy utrudnia ich rozwój. Tymczasem piwa bezalkoholowe są dowodem, że branża potrafi sama się zmieniać w kierunku odpowiedzialnej konsumpcji. Warto się zastanowić, komu zależy na tym, żeby jeszcze bardziej zachwiać sektorem piwowarskim, a tym samym pogrążyć naszą branżę. – komentuje Rajmund Szulc, Prezes Zarządu Związku Polskich Plantatorów Chmielu.

Zagrożenie dla rodzin rolniczych

Restrykcyjne regulacje zaproponowane w rządowym projekcie ustawy mogą doprowadzić do upadku nie tylko browarów, ale także plantatorów i producentów chmielu. W Polsce chmiel uprawia około 700 plantatorów, głównie w małych gospodarstwach rodzinnych, których średnia powierzchnia wynosi około 2 hektary. Dla tych rodzin uprawa chmielu jest często jedynym źródłem utrzymania. Chmiel jest uprawą wieloletnią o żywotności plantacji wynoszącej 15-20 lat. Oznacza to, że plantatorzy nie mogą szybko zmienić profilu produkcji ani dostosować się do nagłych zmian rynkowych. Inwestycje w chmielarstwo są długoterminowe, a ich zwrot rozłożony na wiele lat. Nagłe wprowadzenie restrykcyjnych przepisów uderza w wieloletnie plany gospodarcze rodzin rolniczych, które nie mają alternatywnych źródeł dochodu.

Chmiel to źródło utrzymania dla setek rodzin. Jeśli browary jeszcze bardziej ograniczą produkcję, wiele naszych gospodarstw przestanie istnieć. Te regulacje to dla nas kwestia przetrwania. – mówi Rajmund Szulc, Prezes Zarządu Związku Polskich Plantatorów Chmielu.

Kumulacja regulacji prowadzi do katastrofy

Należy pamiętać, że nie jest to jedyna ustawa dotycząca branży piwnej, która aktualnie jest rozważana – w Sejmie trwają również prace nad podniesieniem akcyzy, VAT oraz wprowadzeniem opłaty cukrowej. Tworzenie tak rygorystycznych przepisów prawnych może sprzyjać gwałtownemu rozwojowi szarej strefy oraz przejęciu rynku przez alkohole mocne. Zamiast rozwiązać problem nadużywania alkoholu, projektowane regulacje przyczynią się do jego przeniesienia do szarej strefy i zmiany struktury spożycia na korzyść innych, często mocniejszych alkoholi.

Apel o rozsądek i odstąpienie od nadregulacji

Związek Polskich Plantatorów Chmielu apeluje o odstąpienie od szkodliwych nadregulacji i skupienie się na działaniach faktycznie ograniczających problem nadużywania alkoholu, a także zwiększających świadomość społeczną jego skutków. To nie jest spór o przepisy – to walka o przetrwanie rodzinnych gospodarstw, które od pokoleń budują tradycję polskiego piwa. Związek wzywa do dialogu, rozsądku i tworzenia prawa, które chroni, a nie karze tych, którzy uczciwie pracują.

Związek Polskich Plantatorów Chmielu skierował oficjalne stanowisko do Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w ramach konsultacji publicznych dotyczących rządowego projektu ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi (UD147).

Kurs funta rośnie przed decyzją BoE – rynek czeka na sygnał w sprawie stóp

Bank Anglii (BoE) niemal na pewno utrzyma główną stopę procentową na poziomie 4%, co zakończy trwającą od sierpnia 2024 roku serię kwartalnych obniżek. Oczekiwane stosunkiem głosów 6:3 utrzymanie stóp oznaczałoby, że decyzja będzie głęboko podzielona, a głosowanie odbędzie się w nowym, bardziej transparentnym formacie – po raz pierwszy wszyscy członkowie Komitetu Polityki Pieniężnej (MPC) publicznie przedstawią indywidualne uzasadnienia swoich stanowisk.

Utrzymująca się inflacja, która we wrześniu wyniosła 3,8% – niemal dwukrotnie powyżej celu 2% – nadal niepokoi część decydentów. Z drugiej strony, członkowie bardziej „gołębiego” skrzydła Komitetu, jak Alan Taylor czy Dave Ramsden, wskazują na spowolnienie gospodarcze i słabnący rynek pracy jako argumenty przemawiające za dalszym łagodzeniem polityki.

Bank ma prawdopodobnie obniżyć swoje prognozy inflacyjne w krótkim okresie, lecz może jednocześnie skorygować w górę prognozy wzrostu gospodarczego na 2025 rok. Ważnym czynnikiem wpływającym na politykę pieniężną będzie także nadchodzący budżet jesienny zapowiedziany na 26 listopada – oczekiwane podwyżki podatków, ogłoszone przez minister skarbu Rachel Reeves, mogą mieć charakter dezinflacyjny, wzmacniając argumenty za obniżkami stóp w kolejnych miesiącach.

Szczególną uwagę przyciąga rola gubernatora Andrew Baileya, którego wyważone stanowisko może okazać się kluczowe w przypadku bliskiego rozkładu głosów. Z kolei Dave Ramsden, zastępca gubernatora, ma po raz pierwszy dołączyć do „gołębiej” frakcji MPC, razem z Taylor i Dhingrą.

Bank Anglii wprowadza również największą od lat reformę komunikacji swojej polityki monetarnej. Poza indywidualnymi uzasadnieniami członków Komitetu, publikowany będzie przejrzysty przegląd decyzji, wzbogacony o analizy scenariuszy alternatywnych oraz reakcje na potencjalne zmiany w ścieżce polityki.

BoE najpewniej utrzyma dotychczasowy język, podkreślający „ostrożne i stopniowe” podejście do dalszego łagodzenia warunków finansowych. Rynek oczekuje kolejnej obniżki stóp w grudniu lub lutym, ponieważ stopy procentowe zbliżają się już do poziomu uznawanego za neutralny – nie działającego ani stymulująco, ani restrykcyjnie na gospodarkę. Do grudniowego posiedzenia zostaną jeszcze opublikowane dwa kluczowe zestawy danych: o inflacji i sytuacji na rynku pracy, które będą miały istotne znaczenie dla kolejnych decyzji. Funt dzisiaj delikatnie zyskuje względem dolara (+0,11%) i wyceniany jest na 1,3065.

RPP zgodnie z oczekiwaniami tnie stopy o 25 pb – rynek zakłada dalsze luzowanie

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w listopadzie stopy procentowe NBP o 25 punktów bazowych, ustalając stopę referencyjną na poziomie 4,25 proc. Była to czwarta z rzędu obniżka stóp, kontynuująca cykl luzowania rozpoczęty w lipcu bieżącego roku.

W efekcie, w ciągu ostatniego półrocza stopy procentowe w Polsce spadły łącznie o 150 punktów bazowych. Decyzja RPP była zgodna z oczekiwaniami rynku, który zakłada dalsze łagodzenie polityki pieniężnej. Kontrakty terminowe na WIBOR wyceniają obecnie obniżki stóp o kolejne 75 punktów bazowych do końca 2026 roku.

IKEA Retail Polska podsumowała rok finansowy 2025

IKEA Retail Polska zakończyła rok finansowy 2025 (1 września 2024 – 31 sierpnia 2025) ze sprzedażą przekraczającą 6,2 mld zł, co oznacza wzrost o ok. 3% r/r. Firma odnotowała większą liczbę klientów zarówno w sklepach stacjonarnych (11,1 mln, +2,5 p.p.), jak i online (3,8 mln, +10% r/r). Kanał e-commerce odpowiada już za ponad 37% całkowitych przychodów.

Aplikacja mobilna IKEA osiągnęła 810 tys. pobrań, a wraz ze stroną internetową zanotowała niemal 198 mln odwiedzin. Program lojalnościowy IKEA Family zrzesza już 6,7 mln uczestników, w tym 730 tys. nowych w 2025 r.

Inwestycje w pracowników i stabilność organizacyjna

W minionym roku IKEA zainwestowała 54 mln zł w wynagrodzenia i benefity. Luka płacowa w ramach porównywalnych stanowisk wyniosła 1,29%, a rotacja pracowników spadła do 13,9% (vs 16,6% rok wcześniej). Firma ponownie uzyskała certyfikat Great Place to Work®. 67% pracowników oceniło IKEA jako świetne miejsce pracy.

Zrównoważony rozwój w praktyce

W obszarze gospodarki obiegu zamkniętego odnotowano wyraźny wzrost zainteresowania usługą odkupu mebli oraz sprzedażą produktów z drugiego obiegu. W 2025 r. klienci przekazali 7942 produktów w ramach usługi „Oddaj i Zyskaj”, a ponad 1,87 mln produktów znalazło nowych właścicieli w dziale „Okazje na Okrągło”.

Restauracje IKEA kontynuują promocję zrównoważonych wyborów żywieniowych – potrawy roślinne stanowiły 44% sprzedanych dań (vs 41% rok wcześniej).

Energia odnawialna i inwestycje

Po uruchomieniu nowych instalacji wiatrowych i słonecznych, IKEA posiada w Polsce 7 farm wiatrowych i 1 farmę fotowoltaiczną. W 2025 roku firma wytworzyła 652 GWh energii ze źródeł odnawialnych, wspierając globalny cel neutralności klimatycznej.

Vercom przyspiesza dzięki sztucznej inteligencji – baza klientów rośnie o 22% rdr

Vercom SA podsumowuje wyniki finansowe za III kw. 2025 r. Spółka pozyskała ponad 11 tysięcy nowych użytkowników, trzykrotnie więcej niż średnia za poprzednie cztery kwartały. Efektem tego był wzrost bazy klientów o 22% rdr. do ponad 111 tys. Rekordowa liczba pozyskanych klientów oraz dalszy dynamiczny wzrost wykorzystania nowych kanałów komunikacji przełożyły się na wzrost skorygowanej EBITDA o 23% rdr. do 35 mln zł.

– Miniony kwartał pokazuje, że nowe technologie takie jak sztuczna inteligencja odgrywają coraz ważniejszą rolę w naszej Grupie. Warto zwrócić uwagę, że postępy we wdrażaniu rozwiązań AI w obszarze produktowym oraz w procesie obsługi klientów nie tylko wspierają bieżące wyniki finansowe, ale przede wszystkim zwiększają skalowalność naszego modelu biznesowego. Dzięki temu jesteśmy w stanie jeszcze efektywniej obsługiwać rosnącą liczbę klientów, co jest kluczowe z perspektywy naszego długoterminowego celu strategicznego, którym jest osiągnięcie poziomu miliona płacących klientów – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

W samym III kwartale Vercom pozyskał ponad 11.000 nowych klientów, trzykrotnie więcej niż średnia za ostatnie cztery kwartały. Jednocześnie, Spółka odnotowała dynamiczny wzrost wykorzystania nowych kanałów komunikacji takich jak RCS czy OTT, po które coraz chętniej sięgają spółki szukające skutecznych metod angażowania swoich odbiorców przed zbliżającym się szczytem sezonu sprzedażowego. W rezultacie, w III kwartale 2025 r. Vercom może pochwalić się przyspieszeniem dynamiki wyników finansowych. Zysk brutto na sprzedaży skorygowany o wpływ kursów walutowych wzrósł o 18% rdr. do 65 mln zł, a skorygowana EBITDA o 23% rdr. do ponad 35 mln zł.

– Pozytywne trendy, które obserwujemy zarówno w segmencie klientów SME jak i Enterprise, pozwoliły nam wykonać kolejny duży krok w stronę realizacji celu EBITDA na ten rok na poziomie 135 mln zł. Przyspieszenie dynamiki wzrostu, szczególnie widoczne pod koniec minionego kwartału, to także dobry prognostyk przed zbliżającym się szczytem sezonu sprzedażowego. Warto zauważyć, że osiągamy wyniki zgodne z założeniami pomimo niesprzyjających kursów walutowych, których łączny wpływ na zysk brutto na sprzedaży w tym roku to już ponad 3,5 mln zł. – Łukasz Szałaśnik, CFO Vercom S.A.

Największe postępy w adopcji rozwiązań opartych o AI dotyczyły w III kwartale usługi MailerLite. Dzięki wykorzystaniu AI, średni czas aktywacji nowych klientów w MailerLite skrócił się z ponad 1 dnia do mniej niż godziny, a ponad 70% zapytań trafiających do biura obsługi klienta jest już obsługiwanych w pełni automatycznie. Dodatkowo, klienci mogą teraz czerpać korzyści z możliwości jakie daje tzw. „Model Context Protocol” (MCP). Jest to standard komunikacji, który pozwala na bezpieczną integrację narzędzi AI takich jak ChatGPT z zewnętrznymi usługami. W rezultacie, klienci MailerLite mogą tworzyć, planować oraz analizować skuteczność kampanii email marketingowych wykorzystując do tego jeden z kilku popularnych modeli AI. W ślad za rosnącą wartością usług oferowanych przez MailerLite, w minionym kwartale zostały wdrożone zmiany w darmowym planie obejmujące redukcję maksymalnej liczby subskrybentów oraz skrócenie okresu próbnego. Efektem tego było przyspieszenie monetyzacji użytkowników korzystających dotychczas z modelu freemium.

– Ostatnie dwa kwartały to okres rekordowych wzrostów rejestracji nowych użytkowników w MailerLite. Dzięki automatyzacji kluczowych procesów z wykorzystaniem AI jesteśmy w stanie nie tylko szybciej rosnąc, ale także zapewnić klientom jeszcze lepszą jakość obsługi, co ma istotny wpływ na poziomy konwersji oraz retencję użytkowników. Spodziewamy się, że efekty tych działań w połączeniu z przyspieszeniem monetyzacji użytkowników freemium powinny przełożyć się na trwałe zwiększenie liczby pozyskiwanych płacących klientów także w kolejnych kwartałach – dodaje Indrė Sizovaitė, członek zarządu Vercom odpowiedzialny za obszar klientów SME.

Nowe Techniki Genomowe odpowiedzią na suszę i wyzwania żywnościowe przyszłości

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat populacja świata wzrosła ponad dwukrotnie, a Organizacja Narodów Zjednoczonych przewiduje, że do 2050 roku osiągnie 9,7 miliarda. Ten wzrost, w połączeniu ze skutkami zmian klimatu i presją na ograniczone zasoby naturalne, wymaga od systemów rolniczych zapewnienia wyższej produktywności, lepszej jakości i większej wydajności, przy jednoczesnym zmniejszeniu wpływu na środowisko, a innowacyjność jest kluczowa dla osiągnięcia tych celów.

Ostatnie lata przyniosły znaczny postęp w technologii rolniczej w postaci platform cyfrowych i sztucznej inteligencji, które umożliwiają monitorowanie upraw w czasie rzeczywistym i precyzyjniejsze wykorzystanie środków produkcji. Ponadto praktyki regeneracyjne przyczyniają się do zdrowia gleby i bioróżnorodności, a rozwiązania biologiczne wspierają ochronę upraw i odporność na stres. Oprócz tych osiągnięć, hodowla roślin wkracza w nowy etap dzięki zastosowaniu Nowych Technik Genomowych (NGT).

NGT, w tym CRISPR-Cas, zapewniają niespotykaną dotąd precyzję w ulepszaniu roślin. W przeciwieństwie do organizmów modyfikowanych genetycznie, które opierają się na wprowadzaniu obcych genów, NGT działają w obrębie własnego DNA rośliny. Takie podejście pozwala na celowane modyfikacje, które mogłyby wystąpić naturalnie, ale są osiągane szybciej i z większą dokładnością. Technologia wspiera rozwój odmian o zwiększonej odporności na suszę, szkodniki i choroby, a także cechujących się efektywniejszym wykorzystaniu wody i składników odżywczych oraz o wyższej wartości odżywczej. Przyczynia się również do zmniejszenia ilości alergenów i marnowania żywności poprzez wydłużenie okresu przydatności do spożycia.

Susza w Polsce nie jest już problemem epizodycznym, lecz stałym elementem krajobrazu hydrologicznego. Według Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW)[1], tak poważnej sytuacji hydrologicznej nie odnotowywano w Polsce od dekady. Polska znajduje się także w niekorzystnej sytuacji pod względem zasobów wodnych w Europie. Dysponuje trzy razy mniejszymi zasobami wody na mieszkańca niż inne kraje europejskie – około 1600 metrów sześciennych rocznie, a w czasie suszy wartość ta spada do 1000 metrów sześciennych. Dla porównania, przeciętny Europejczyk zużywa około 4500 metrów sześciennych wody rocznie.[2]

Te wyzwania podkreślają pilną potrzebę upowszechniania zrównoważonych rozwiązań, które pomogą rolnikom w adaptacji i utrzymaniu produktywności, a NGT oferują jedną z takich możliwości.

Marcin Gryn, rolnik prowadzący rodzinne gospodarstwo rolne, produkujące pszenicę, kukurydzę, rzepak i ziemniaki oraz wiceprezes Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych mówi, że zmiany w rolnictwie zachodzą tak szybko, że dotychczasowe techniki nie są już wystarczające.  – Potrzeba innowacji, w tym nowych technik hodowli genomowej, jest dziś bezdyskusyjna. Patrząc w przyszłość, nie widzę innej możliwości, jak tylko budować je na solidnych fundamentach doświadczenia, uwzględniając jednocześnie stałą obserwację i konieczność zmian. Integracja nowych technik genomowych z obecnymi praktykami mogłaby pomóc nam, rolnikom Unii Europejskiej, stać się bardziej konkurencyjnymi, tak abyśmy mogli nadal utrzymywać nasze gospodarstwa, produkować dla europejskich konsumentów i nie przegrać wyścigu z konkurentami z innych kontynentów – uważa.

Współpraca w sektorze rolniczym między rolnikami, naukowcami, decydentami i dostawcami technologii jest niezbędna do pełnego wykorzystania potencjału tych innowacji. Dzięki współpracy europejska społeczność rolnicza może zapewnić odpowiedzialne opracowywanie i wdrażanie narzędzi takich jak NGT, pomagając polskim rolnikom w adaptacji do zmian klimatu, a jednocześnie przyczyniając się do bardziej produktywnego, zrównoważonego i odpornego systemu żywnościowego dla przyszłych pokoleń.

Autor: Andre Negreiros, lider działu handlowego międzynarodowej firmy naukowo-badawczej Corteva Agriscience w Europie Środkowo-Wschodniej

[1] https://imgw.pl/

[2] https://magazyncieplasystemowego.pl/rynek/kiedy-deszcz-to-za-malo-zagrozenie-susza-w-polsce/

Inflacja spada, raty kredytów również. RPP obniża stopy procentowe o 25 pb

Po spadku inflacji w październiku do 2,8 proc. przy wcześniejszych prognozach NBP zakładających możliwy powrót powyżej 3 proc. oraz wyraźnym obniżeniu inflacji bazowej, decyzja RPP o kolejnej obniżce stóp procentowych nie jest zaskoczeniem. Stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 4,25 proc., wciąż wyraźnie powyżej poziomu inflacji, co otwiera drogę do dalszych cięć. Niższe stopy procentowe przekładają się bezpośrednio na koszty obsługi kredytów, co oznacza, że rata kredytu hipotecznego w złotych spada obecnie o 12 do 18 zł na każde 100 tys. zł zadłużenia, przynosząc realną ulgę coraz większej liczbie kredytobiorców.

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała dziś o kolejnym obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Podstawowa stopa wynosi obecnie 4,25 proc. Decyzja nie jest niespodzianką, ponieważ po październikowym spadku inflacji do 2,8 proc. (z poziomu 2,9 proc. w sierpniu i wrześniu), droga do dalszych obniżek stóp stała otworem. Tym bardziej że jeszcze kilka miesięcy temu NBP zakładał, iż w drugiej połowie roku inflacja może ponownie przekroczyć 3 proc., głównie z powodu wyższych kosztów energii, usług oraz możliwego odbicia cen żywności. Tymczasem jesteśmy kolejny krok bliżej osiągnięcia celu inflacyjnego NBP, wynoszącego 2,5 proc.

Październikowy odczyt inflacji CPI okazał się niższy od oczekiwań ekonomistów, którzy prognozowali, że inflacja pozostanie bez zmian. W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły zaledwie o 0,1 proc., co wyraźnie pokazuje, że presja cenowa w krótkim terminie osłabła. W październiku ceny żywności nie zmieniły się w stosunku do września. W ujęciu rocznym żywność i napoje bezalkoholowe są droższe o 3,4 proc., czyli więcej niż wynosi ogólny wskaźnik inflacji, ale mniej niż miesiąc wcześniej, gdy wzrost wynosił 4,2 proc. Ceny nośników energii wzrosły o 2,6 proc. rok do roku wobec 2,4 proc. miesiąc wcześniej. W październiku o 1 proc. wzrosły ceny paliw i benzyny, co pokazuje, że mimo pewnego wzrostu cen surowców energetycznych, ich wpływ na inflację jest ograniczony i inflacja zamiast rosnąć – nadal spada.

Do najniższego poziomu od listopada 2019 roku spadła także inflacja bazowa, wskaźnik, na który Rada Polityki Pieniężnej zwraca szczególną uwagę, osiągając prawdopodobnie poziom 3 proc. (wobec 3,2 proc. we wrześniu). Inflacja bazowa to wskaźnik cen, który wyklucza najbardziej zmienne składniki, przede wszystkim żywność i energię, i lepiej odzwierciedla trwałe tendencje inflacyjne w gospodarce.

Najważniejszym argumentem przeciwko dalszemu cięciu stóp procentowych pozostaje jednak fakt, że rząd prowadzi wciąż bardzo luźną politykę fiskalną. W projekcie budżetu na 2026 rok zaplanowano wysoki deficyt wynoszący aż 6,5 proc. PKB, co oznacza jedynie niewielki spadek z poziomu około 7 proc. w 2025 roku. To sygnał, że impuls fiskalny nadal będzie wspierał wzrost gospodarczy, a tym samym może utrudniać dalsze obniżanie inflacji.

RPP wydaje się działać w zgodzie z nastrojami polskich inwestorów, którzy również oceniają, że ryzyko inflacyjne wyraźnie się zmniejsza. Z najnowszego badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego wynika, że inflacja, po wielu kwartałach dominacji, spadła na drugie miejsce wśród największych obaw inwestorów. Na pierwszym miejscu znalazło się ryzyko konfliktu międzynarodowego, które wskazało 25 proc. ankietowanych. Inflacji obawia się 22 proc. respondentów, a recesji w Polsce i na świecie po 12 proc.

Obniżka stóp procentowych cieszy posiadaczy kredytów hipotecznych, ponieważ oznacza dla nich ratę niższą o około 12-18 zł w przeliczeniu na każde 100 tysięcy złotych kredytu. Warto jednak pamiętać, że nie dotyczy to osób, które wybrały kredyty ze stałą stopą procentową. W ich przypadku zmiana oprocentowania nastąpi dopiero po zakończeniu okresu obowiązywania stałej stopy, najczęściej po pięciu latach. Spadek oprocentowania może także objąć inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy karty kredytowe. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.

Przejęcie Ele Taxi przez iTaxi zmienia układ sił na rynku taksówkowym

Na rynku mobilności w Polsce dochodzi do jednego z najważniejszych wydarzeń ostatnich lat, trwale zmieniającego jego krajobraz. Ele Taxi dołącza do iTaxi. Połączenie przynosi klientom – biznesowym i indywidualnym – nie tylko szerszą ofertę i większą dostępność wysokiej jakości usług, ale także wyższy poziom innowacyjności, rozwój elektromobilności oraz wzmocnienie pozycji konkurencyjnej wobec globalnych platform przewozowych.

iTaxi konsekwentnie realizuje projekt konsolidacji polskiego rynku taksówkowego. W ostatnich latach do firmy dołączyło 16 regionalnych korporacji taksówkowych, w tym m.in. w Trójmieście, Wrocławiu, Krakowie, Olsztynie i Warszawie. Dołączenie Ele Taxi oraz należącej do niej marki Taxi Polska, obecnej w 29 miastach, nadaje projektowi nową dynamikę i znaczenie w konkurencyjnej rywalizacji z międzynarodowymi platformami.

To strategiczny krok w budowaniu wiodącej w Polsce platformy mobilności dla klientów biznesowych, instytucji publicznych oraz pasażerów indywidualnych. W świecie, w którym mobilność szybko przechodzi z tradycyjnych usług przewozowych w stronę flot elektrycznych i infrastruktury ładowania, iTaxi umacnia pozycję lidera tej transformacji. Jest to ważny moment dla polskiego rynku mobilności – konsolidujemy branżę, skutecznie konkurując z globalnymi platformami, oferując rozwiązania lepiej dopasowane do potrzeb polskich klientów mówi Łukasz Wejchert, założyciel Dirlango – holdingu technologicznego, do którego należy iTaxi.

W efekcie strategicznej inwestycji w Ele Taxi,  iTaxi rozszerza portfolio rozwiązań dostępnych zarówno dla klientów indywidualnych, jak i biznesowych. iTaxi to największa polska firma branży taxi, oferująca kompleksową obsługę Pasażerów i firm poprzez różne kanały – od aplikacji i systemów online po całodobową centralę telefoniczną dostępną w układzie 24/7 przez 365 dni w roku.

– Wierzę, że połączenie największych flot na rynku to ogromna szansa na ich dalszy rozwój za sprawą dostępu do nowoczesnych narzędzi zwiększających efektywność pracy i zarobki, a także możliwość współpracy z kluczowymi partnerami z sektora biznesowego. Od ponad 30 lat wspieramy naszych Kierowców, pomagamy im zdobywać nowe kompetencje i doskonalimy jakość obsługi klientów indywidualnych oraz biznesowych. W przeszłości inicjowałem rozmowy dotyczące konsolidacji polskich firm taksówkarskich, wskazując na korzyści płynące z takiego rozwiązania. Liczę, że tym razem uda się zjednoczyć większą grupę podmiotów, które wyróżniają się wysoką jakością usług na rynkach lokalnych, a jednocześnie dostrzegają, że przewaga kapitałowa zagranicznych podmiotów utrudnia konkurowanie w dłuższej perspektywie – dodaje Adam Ruciński, Prezes Zarządu Ele Taxi.

– Wzmacniamy naszą pozycję jako platforma pierwszego wyboru dla biznesu, administracji oraz pasażerów indywidualnych, oferując nowoczesne, bezpieczne i niezawodne usługi transportowe. Dołączenie Ele Taxi do iTaxi pozwala nam połączyć doświadczenie i kompetencje obu firm. Dzięki temu zaoferujemy Klientom jeszcze szerszy zakres usług w rosnącym segmencie biznesowym i premium, a także będziemy konsekwentnie rozszerzać zasięg geograficzny i skalę działania – podkreśla Renata Bardecka, CEO iTaxi.